a12bb448e27ab10b07dd5c86a4ac8601.pdf
Media
Part of Zwyczaje, obrzędy i wierzenia garncarzy polskich / LUD 1974 t.58
- extracted text
-
Lud, t. ~B, 1974
orONIZJUSZ
CZUBALA
ZWYCZAJE, OBRZĘDY I WIERZENIA GARNCARZY
POLSKICH
Garncarstwo odegrało w historii człowieka niepoślednią rolę. Jeszcze
do dziś wykopaliska ceramiczne stanowią jedno z głównych źródeł wiedzy
o człowieku z przeszłości. One też w znacznym stopniu pozwalają rekonstruować poziom życia materialnego i obyczajowego z najdalszej nawet
przeszłości, poznawać upodobania estetyczne oraz stopień rozwoju kultury
społecznej i umysłowej pierwotnego człowieka. Że zaś ten archaiczny
zawód wyodrębnił się w osobną gałąź rzemiosła dość wcześnie, a przy
tym przekazywany był zwykle z ojca na syna -co
niewątpliwie łączyło
się z powstaniem określonej tradycji - można sądzić, iż od najdawniejszych czasów istniały związane z tym rzemiosłem zwyczaje zawodowe,
obrzędy i praktyki magiczne. Potwierdzają to zresztą wykopaliska archeologiczne, dostarczające pokaźną ilość ceramicznych przedmiotów i figurek
związanych z magicznymi praktykami pierwotnego człowieka.
O reliktach tych praktyk, łączących się (przez produkcję owych przed~
miotów) z zawodem garncarskim, pisze Tadeusz Seweryn:
"Włodyński i Kern, ostatni ludowi garncarze w Krakowie w końcu
XIX wieku, byli ostatnimi wytwórcami wielce osobliwych, starodawnych
krakowskich pamiątek emausowo-rękawkowych, a mianowicie glinianych,
terrakotowych dzwonków [...] Ważny był jednak w nich nie kształt, ale
dźwięk ~ tępy, głuchy. Dzięki niemu utrzymywał się przez długie lata
zwyczaj obdarowywania dzieci dzwonkami. Zarówno bowiem w miastach,
jak i we wsiach wierzono, że dzwonek sprowadza na wiosnę wesele i zdrowie [...] Dzwonki gliniane były znane także w innych stronach Polski, różniły się od siebie tylko kształtem, techniką wyrobu i zdobnictwem" 1.
T. Seweryn, Zabawki
ludowe jako odbicie zwyczajów,
obrzędów,
magii i leSztuka Ludowa" 1957, nr 2, -s. 3; tenże, [w:] Polskie zabawki ludowe,
Wan,zawa 1960, s. 34.
1
gend. "Polska
182
DIONIZJUSZ
CZUBALA
Podobną funkcję magiczną spełniały grzechotki gliniane wykonywane
w XIX wieku w Starej Soli. "Otrzymywać je miały dzieci od swych babek
na Wielkanoc i obowiązywane były »zatykać do uszu baranom i krowom
w oborze«. Grzechotki te pełniły tę samą funkcję magiczną, co krakowskie
dzwonki emausowe - grzechotaniem miały odpędzać "złe" od zwierząt
domowych, domu i ludzi" 2.
wierzeniach związanych bezpośrednio z rzemiosłem garncarskim
skąpo informuje Włodzimierz Hołubowicz 3. Nigdzie więcej, a ile mi wiadomo, nie zarejestrowano ani zwyczajów, ani też żadnych magicznych
praktyk garncarzy. Tymczasem, jak wynika z kilkuletnich badań w terenie,
w pamięci garncarzy przetrwało do dziś wiele ciekawego materiału z zakresu kultury duchowej tej grupy zawodowej.
pieśniach i bajkach pisalem już na innym miejscu 4. W niniejszym artykule chciałbym przedstawić garść zwyczajów, obrzędów i wierzeń przekazanych w drodze wywiadu przez - w wielu ośrodkach często ostatnich - przedstawicieli tego
zamierzchłego zawodu. Badaniami objęte zostało blisko 80 procent ośrodków garncarskich w Polsce. Jest to wystarczająco dużo, aby traktować
zebrany materiał jako sumę tej gałęzi folkloru garncarzy, o której zamierzamy pisać.
°
°
ZWYCZAJE
Zwyczaje garncarskie, z grubsza rzecz biorąc, dotyczą trzech zasadniczych spraw. Są to: nauka zawodu, wędrówki czeladnicze i praca w warsztacie.
Podstawowe zasady terminowania określały statuty cechowe. W wielu
jednak drobiazgowych sprawach opierano się często na niepisanej, lokalnej tradycji. W rezultacie stwierdzamy dużą rozmaitość w sposobach
przyjmowania ucznia do nauki zawodu, określania jego obowiązków, rodzaju i wysokości odpłatności, wreszcie czasu trwania nauki od początku
aż po wyzwoliny.
Ibidem, s. 4.
W. Holubowicz, Garncarstwo
wiejskie
zachodnich
te~enólt' Białorusi.
Toruń
1950, s. 2032. Zdaniem autora garncarze wierzą, iż garnki mogą być urzeczone przez
,;złe oko". Przeciw urokom stosują następujące praktyki: naczynia skrapiają słoną
wodą, oprowadzają
wokół nich ·nadpaloną "koczergę", to jest drewnianą laskę do
wyciągania garnków, przerzucają
przez da'ch świński gnój lub oddają do gliny
mocz. Gdy naczynia pękają w piecu, mówią, że w nie piorun bije.
4 D. Czubala,
Ludowa
bajka garncarzy
polskich,
[w:] Między dawnymi
a nowymi
laty ... Studia folklorystyczne.
Red. R. Górski i J. Krzyżanowski. WI'ocla\\'Warszawa-Kraków
1970, s. 271-298; tenże, Ludowe piosenki garncarzy, [w:] Z zagadnień twórczości
ludowej. Studia folklorystyczne.
Red. R. Górski i J. K1'Zyżanowski. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk
1972, s. 139-215.
2
3
Zwyczaje,
obrzędy
i wierzenia
garncarzy
polskich
183
W Iłży majster przyjmował do nauki chłopców w wieku od 18 do
20 lat 5. Przez pierwsze dwa tygodnie uczeń był poddawany próbie cierpliwości i sprawności. Nosił wodę ze studni, dźwigał na plecach różne ciężary, słowem był "sprawdzany". Jeśli nie wytrwał i uciekł z warsztatu,
ojciec wzywany do cechu płacił karę ("musiał postawić garniec czy
kwartę wódki" 6), syn przyrzekał poprawę i wracał do majstra.
W początkowej fazie nauki świeży adept garncarskiego rzemiosła często bywał wystawiany na pośmiewisko. Wykorzystując jego naiwność
i niewiedzę, czyniono zeń dbiekt czasem przykrych dla delikwenta żartów.
Najbardziej powszechną zabawą było posyłanie ucznia do innego warsztatu po coś, co nie istnieje. Tam z punktu orientowano się w czym rzecz
i albo na miejscu dawano przybyszowi nauczkę, albo posyłano go dalej
w beznadziejną wędrówkę za niczym. W Mławie na przykład wyprawiano
ucznia po "rękawice do wyjmowania garnków z pieca" 7. Przybyłego
smarowano wówczas gliną i dotkliwie bito we wstydliwą część ciała.
W Łomży posyłano ucznia po "wydrę" i "wypich", co znaczyło, iż miano
go wydrzeć za uszy i wypchnąć za drzwi B.
Nauka trwała zwykle trzy lata. Faktycznie znacznie krócej, bo w pierwszych latach używano ucznia do posług domowych. "Uczeń przez okres
jednego roku - wspomina jeden z informatorów - to tylko śmieci wynosił dla majstrowy. W drugim roku od uprawy gliny zaczynał, a dopiero
w trzecim dopuszczany był za koło" 9.
Majster, zainteresowany posiadaniem niekosztownego pomocnika, wcale się nie spieszył z edukacją powierzonych mu uczniów 10. Co bardziej
przedsiębiorczy z nich sami próbowali posiąść umiejętność toczenia. Jeden
z garncarzy wspomina: "Downi była tako zazdroś ." uni chcieli zeby
robić, zeby skorzystać. Nieraz tom płakoł, a som sie broł do roboty. Ja
ino chciał, niech uni pokozą, jak ciągnąć, a późni tom sie som naucył" H.
Ucznia obowiązywały pewne zakazy. W Mławie podano, że nie wolno
mu było nosić długich spodni i krawatu 12. W Łowiczu mistrzowie i czeladnicy nosili w warsztacie czapki, uczeń musiał chodzić z gołą głową 1~.
, PodaŁ Wincenty Kitowski, ur. w ,1893 r. Iłża. (Wszystkie materiały, na których opiera się autor niniejszej pracy, pochodzą z jego własnych zapisów terenowych z lat 1966-1972).
Por. Maria Kwapieniowa, Przygotowanie
garncarzy
do zawodu w świetle polskich
statutów
cechowych. "Studia z Dziejów Rzemiosła i Przemysłu" 1966 t. 6, s. 84.
li Podał Wincenty Kitowski.
7 PodaŁ Stefan Dąbkiewicz, ur. w 1·917,Mława.
3 Podał Paweł
Borawski, ur. w 1905 r. Budy Mikołajka, pow. Lomża.
" Podał Zygmunt Wyganowski, ur. w 1921, Augustów.
lU M. Kwapieniowa,
op. cit., s. 90.
II Podał Tomasz Knapik,
ur. w 1000 r., Zalas, pow. Chrzanów.
12 Podał Stefan Dąbkiewicz.
1:1 Podał Franciszek
Jezier.ski, ur. w 1901 r., Łowicz.
DIONIZJUSZ
CZUBALA
W Nowym Sączu i Kołaczycach istniał zakaz palenia przez uczniów tytoniu 14. W Krakowie uczell. nie śmiał wchodzić do gospody, w której siedzieli mistrzowie 15. W Dąbrowie nad Czarną i Jaksonku, do czasu ukończenia nauki, zakazywano uczniowi mieszkać z żoną 16. Wielu informatorów wspomina też o powinnościach kościelnych uczniów takich, jak noszenie chorągwi, palenie świec i innych usługach. Za złe sprawowanie mógł
być uczeń karany przez mistrza. W Łowiczu podano, iż krnąbrni uczniowie
mogli brać bizuny 17, że batog, przechowywany w skrzynce cechowej, lub
wiszący u mistrza na ścianie, pokazywano uczniowi, a nawet podsuwano
do wąchania.
Przejście progu edukacji, jaką dla ucznia byly wyzwoliny, połączone
było - jak świadczą księgi cechowe - ze składaniem do kasy cechowej
opłaty i urządzeniem "wyszynku". Nowo kreowany czeladnik otrzymywał
zaświadczenie potwierdzające odbycie terminu i uprawniające do podejmowania pracy zarobkowej i wędrówki po innych warsztatach. Grono
"młodszych braci cechowych" nadawało mu tak zwany "przemianek" 18.
W pamięci informatorów nie dochował się zwyczaj "przemianku". Jedyne,
co jeszcze pamiętają starzy garncarze, to wnoszenie opłaty i wędrówki
czeladnicze. Ostatni z wymienionych zwyczajów znany jest na terenie całego kraju, szczególnie wśród garncarzy miejskich.
Ta kiedyś obowiązująca praktyka znana była jeszcze w latach międzywojennych. Wśród żyjących garncarzy wielu ma za sobą czeladnicze "rajzy", "cajtowanie" lub "chodzenie za giszyngiem", jak nazywa się owe
wędrówki. Wedle informacji ustnej wędrówka trwala tyleż co nauka zawodu, to jest trzy lata 19.
Czeladnik zwany "wędrusem" lub "rajzerem" stawał przed garncarnią
i stukając kijem podróżnym dawał znać majstrowi czy też czeladnikowi
o swoim przybyciu. Kiedy majster ukazał się w drzwiach "wędrus" przekazywał mu pozdrowienie, zwane z niemiecka "gruzem garncarskim" od
majstrów, u których ostatnio przebywał, a następnie prosił a pracę lub
zapomogę na dalszą drogę 20. Wedle innej relacji przybysz wchodził do
garncarni, brał od mistrza lub czeladnika fartuch, zasiadał za kręgiem
i wykonywał naczynie, dając tym dowód, iż należy do garncarskiej pro14 Podał
Paweł Płaziak, UL w 1928 r., Kolaczyce, puw. Jasto, zamieszkały
w Starym Sqczu.
,; Podal Włady.sław Główka, UL w 19'27 1'., Kraków.
16 J. P.
Dekowski, O ostatnim
ośrodku
garncal'stwa
w OpoczYliskiem.
"Prace
i Materiały Etnograficzne", t. 7, Lublin 1'948/49, s. 3:33.
17 Podal
Franciszek Jezierski. Por. też IVI. Kwapieniowa, op. cit., s. 87-11B.
,e. M. Kwapieniowa, op. cit., s. 99-101.
'9 Podał Franciszek Jezienski.
~o Podał Antoni Badowski, ur. w 1919 r., lV[ogielnica, pow. Grójec.
ZWljC'.:I1}CJ
o[JI·,:f;ri.l}
;
l1J1el',zcnia
garncar:z1./
polskich
fesji. Majster raczył go wówczas posiłkiem albo wódką, po czym wręczał
datek pieniężny na dalszą drogę lub zatrzymywał w swoim warsztacie 21.
Garncarz Franciszek Jezierski pamięta, iż w Łowiczu obowiązywała
uchwała cechowa określająca wysokość wsparcia pieniężnego, nakazująca
przenocowanie przez majstra lub opłacenie przybyszowi noclegu gdzie
indziej. Z relacji wynika, że zwyczaj przyjmowania czeladników wędrownych w tym mieście był następujący: "Przybyły otrzymywał od starszego
cechu glejtę czyli cechę i z tą cechą obchodził warsztaty, a jak była praca
to zostawał. Od mistrza dostawał dwa złote, od czeladnika jeden złoty jak nie zostawał. Kiedy odchodził z miasta, zwracał cechę. Miał prócz tego
papiery, taką książeczkę, że nie mógł się podszyć za czeladnika garncarskiego" 22.
Niektórzy z garncarzy twierdzą, iż wielu wędrujących żerowało na
tym zwyczaju, toteż określenie "rajzer" miało znaczenie pejoratywne
i często oznaczało wydrwigrosza, lenia i pijaka 23. Prawdopodobnie też,
aby się ustrzec przed oszustami, mieli garncarze z pewnych ośrodków
umówione hasło i tylko ci, co je znali, byli przyjmowani i wspomagani
przez mistrza 24. Wędrówki czeladników są stałym tematem pieśni, bajek,
anegdot i wspomnień garncarskich.
Równie częstym motywem utworów garncarskich jest praca w warsztacie. Urozmaicano ją sobie śpiewami, żartami i kawałami. Do moczki
wrzucano sobie wzajemnie żaby, do pniaka lano wodę, do świstawek sypano sadze, do gliny len, a do zalewajki wrzucano kulki z gliny. Był
zwyczaj, iż za pozostawienie niedokończonej pracy na kręgu obowiązy·wało okupienie się wódką 25. Często też starano się odwołać za wszelką
cenę toczącego naczynie od warsztatu, aby postawił kieliszek wódki 26.
'1 Podał Miecl.ys!aw Byks, UL w W2!J l'., Mława.
" Poda! Franciszek Jel.ierski.
'J "Przed
pierwszą wojną, kiedy było dużo garncarzy, spotykało się wielu czeladników, co chodzili za pracą. Chodzili od jednego do drugiego majstra. U drugiego
mógł się więcej nauczyć. Nieraz chodzili bardzo daleko. Byli i tacy, co chodzili
tylko za giszyngiem,
bo nie dlciało im się robić i własnej roboty zakładać. to
korzY6tali z majstrów. Jak majstel' go nie chciał, to musiał mu dać jeść i parę
groszy". Podał Władysław Jakrzewski, ur. w 1894 r., Gostynin.
~4 "Niektórzy
wędrowni czeladnicy mieli papier, drudzy nie, ale znali haslo" podał Stanisław Piotrowski, ur. w 19'02 r., Mszczonów. "Było hasło, ale pod jaką
nazwą, to nie wiem; ojciec mówił o tym haśle" - podał Wacław Gajewski, ur.
w 1908 r., Budki Żelechowskie k/Mszczonowa. Istnienie ha,sła potwierdza także
garncarz Wincenty Naglewski z Tuliszkowa, ur. w 1900 1'. Nie pamięta go jednak,
podaje natomiast hasło młynarskie: "Przyszed czeladnik do młyna, położył laske
koło dyszla i wchodzi do góry: - Limsic - mówi czeladnik. - Kusic - odpowIada
majster. - Klapersic - mówią razem i się witają".
25 Podali Franciszek
Jezierski i Henryk Bombot, ur., w 1905 r., Ciemne k/Radzymina; Jan Lenarcik, ur. w 1895 r., Siewierz.
"i Podał Antoni Badowski.
DIONIZJUSZ
CZUBALA
Jeden z informatorów potwierdził, w oparciu o wspomnienia nieżyjącego już ojca, stosowanie - jeszcze na początku naszego wieku
kary
za przewinienia, jaką było wypędzenie czeladnika z miasta 27.
Ciekawym zwyczajem było tak zwane zastawianie. Kiedy ktoś obcy
wszedł do warsztatu i wiedziony ciekawością zbliżył się do toczącego na
kole garncarza, inni odcinali mu drogę powrotu deską, ławą czy drągiem.
Na desce ustawiano naczynie, do którego "odcięty" musiał złożyć okup
pieniężny przeznaczony na zakup wódki 2B.
Wreszcie na Mazowszu zarejestrowałem zwyczaj zwany "lizganem".
W garncarniach starego typu przerywano pracę z nadejściem mrozów
i wracano do niej dopiero wiosną. Były jednak warsztaty, w których pracowano także zimą. W tych pracowniach przejście z sezonu letniego w zimowy obchodzono uroczyście. "Lizgan - podaje informator z Przasnysza - zimowy sezon, zaczynał się 29 września. Przychodził wtedy majster
i musiał zapalić lampę i przy niej robili już do Wielkanocy. Lizgan,wypadał na św. Michała. Kiedy zapalił światło, stawiał litr wódki, gęś i pohulali sobie, jak to we zwyczaju. Wszędzie to było na Mazowszu" 29.
OBRZĘDY
SŁownik folkloru
polskiego
okreśła obrzędy jako "ceremonie związane
z kultem, zespoły określonych i zachowanych przez tradycję czynności,
gestów i słów stanowiących stronę zewnętrzną uroczystości wierzeniowych
oraz aktów społeczno-prawnych" 30. Jan Stanisław Bystroń - prócz własnego określenia - dzieli je na doroczne i rodzinne 31. I definicja Slownika
i podział Bystronia mogą mieć pełne zastosowanie przy rozpatrywaniu
obrzędów garncarskich. Nie są one bowiem na tle obyczajowości ludowej
zjawiskami osobliwymi, lecz stanowią jej część składową, a wyróżniają się
wśród nich jedynie szczegółami wynikającymi z odrębności zawodowej
garncarzy.
Jednym z elementów obrzędowości garncarzy jest uroczyste obchodzenie dnia cechowego patrona. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż nie we wszystTenże.
Podal Franciszek Jeziel,ski. Zwyczaj ten praktykowano i w innych zawodach.
Wśród rybaków oplatano gościa siecią, a w hutach szkla stosowano tzw. "sznurowanie", które polegało na tym, iż "obcą w hucie osobę hutnicy zamykali w pierścieniu z masy szklanej, albo wyeiągali z niej przed tą osobą rurkę czasami
kilkudziesięciu metrów długości, którą dzielono potem na kawałki i wręczano w darze, co było aluzją do poczęstunku". Zob. Adolf Dygacz, Z badalI, nad pieśnią
ludową hutników
polskich.
"Opolski Rocznik Muzealny" (Kraków) 1:966,t. 2, s. 287.
29 Podał
Bronisław Prymais, ur. w 1907 r., Nowe Miasto n/PiUcą; zamieszkały
w Przasnyszu.
30 Słownik
folkloru
polskiego. Red. J. Krzyżanowski. Warszawa 1965, s. 2'75.
;l} J. S. Bystroń,
Etnografia
Polski, Warszawa 1947, s. 170.
27
26
Zwyczaje,
olJr"ętly
; wierzenia
garncarzy
polsktch
187
kich ośrodka<:h był to ten sam patron. Najczęściej, być może za przykładem garncarzy krakowskich. przybierano
za opiekunów cechu Adama
i Ewę. Aż w 16 ośrodkach Polski południowej świętowano więc w dniu
24 grudnia, tj. w wigilię Bożego Narodzenia 32. Poza tym tylko garncarz
z Pożarowa wymienił Adama i Ewę jako patronów cechu 33, a garncarz
z Wilna informował, że prawdopodobnie tamtejsi garncarze świętowali
24 grudnia 34. Uroczystość zaczynała się od wysłuchania w kościele mszy
(często byla to msza żałobna za zmarłych mistrzów tego rzemiosła), po
czym garncarze udawali się do cechmistrza, gdzie po naradach podejmowano ważne decyzje na cały przyszły rok. W pamięci Marii Korusiewiczowej z Siewierza przetrwał następujący obraz obrządku: "W święto
garcarze szli do kościoła. Mieli swoje sukno, brali swoje świece przez siebie lane. Stawali ze świecami w kwadracie kolo sukna. Sukno było białe
i czarne. Na nim na środku stal krzyż. Ksiądz na początku mówił, że to
msza za dusze zmarłych garcarzy ... To było zawsze na roratach i tylko
oni mieli prawo do mszy, no bo Adam też był gal'carzem" 35.
Inny informator uzupełnia tę relację. Święto garncarskie
nazywa
"świętem ziemi Ewy" lub "świętem ziemi garncarskiej" i dodaje: "Potem
z kościola wyszli, przychodzili stale do starszego cechu, było wybrane
dwóch - jeden starszy, drugi podstarszy cechu. A więc przychodzili do
starszego cechu, tam sobie przynosili wódki, wypili sobie po jednemu czy
po dwa, zjedli śledzia ... kiełbasy nie było wolno wtenczas, bo to był post
... w tą wigilię uradzili sobie aż na cały rok - będziemy tak robić, będziemy to robić, damy na msze i tak sobie żyli wspólnie. Później jeden
do drugiego chodzili" 36.
Rzadziej wymienia się jako patronkę garncarzy św. Barbarę 37. W powszechnej świadomości jest to patronka górników. A wiadomo, iż patronowała ona także zawodom wodnym, a czym wspominali Rej 38 i Klo-
32 Kraków.
Chrzanów, Zalas pow. Chrzanów, Sławków pow. Olkusz, Radłów,
Tarnów. Andrychów. Wadowice, Milówka pow. Żywiec, Maniowy pow. Nowy Targ,
Stary SqCZ, Szczekociny. Siewierz, Stnlmień pow. Cieszyn, Bidaczów pow. Biłgoraj.
:13 Podał
Mieczysław .Jankowiak, Pożarowo pow. Szamotuły.
:l~ Podali
Aleksander Iwaszkiewicz, ur. w 1908 r., Piotrogród, wychowany w Wilnie. zamieszkały w Giżycku. oraz Helena IwO':>zkiewicz, ur. w 1900 r., Wilno, zamieszkala \"l GiŻ~'ckLl.
:I, Podała Maria Korusiewicz,
LII'.w 1917 r., Siewierz.
:If; Podal
Stanislaw Koru:S'iewicz, ur. w 1900 L, Siewierz. Opis uroczystości kościelnych związanych
z" świętem garncarskim,
które odbywały .się kiedyś w dniu
Adama i Ewy w Kl'alwwie, podają też Adam Chmiel, Garncarze krakowscy,
[w:]
Józef Czech, Kalendarz
lcrakowski,
I·9011.s. 43 oraz Juliusz Kostysz, Z dziejów
krakowskiego
garncarstwa .. ,Polska Sztuka Ludowa" 1951, R. V: 1951, ·nr 1-2, 'S. 6--11.
:11 Iłża,
Lagów, Dąbrowa nad Czarną pow. Opoczno, Płock, Brodła pow. Chrzanów, Kromolów pow. Zawiercie.
:l8 M. Rej, Zwierciadlo.
Wyd. J. Czubek i J. Łoś, t. 1, Kraków 1914, s. 193.
DIUN IZ,JUSZ CZ U BA LA
nowicz 39 i że jeszcze w XIX wieku czczona byla przez rybaków wiślańskich w Warszawie 40. Garncarze z Iłży, którym patronowała św. Bal'bara,
tłumaczą jej wybór na opiekunkę swego rzemiosła tym, że glinę do toczenia naczyń dobywano tutaj z głębokich studzien przypominających
szyby górnicze 41. "Barbara to patronka garcarzy i na Barbare było święto garcarskie - mówiła jedna z informatorek. - Jak kto siedział przy
warsztacie, wstawali ubrudzeni i szli do kościoła. W to święto szli i nikt
sie nie śmioł" 42. W pamiętniku nieżyjącego już Stanisława Pastuszkiewicza 43 i w relacji Wincentego Kitowskiego z Iłży mamy wiadomość o "świetle" cechowym (świecach) i garncarskiej chorągwi w kościele, o zbieraniu po mszy datków na wdowy po garncarzach i o uroczystym zebraniu, jakie w tym dniu miało miejsce.
W dawno wymarłym ośrodku garncarskim w Ćmielowie święto garncarskie - wedle informacji naj starszych pracowników tamtejszych Zakładów Porcelany - obchodzono 5 sierpnia. Nazywano je "świętem
Snieżnej". "Na ten dzień zamawiano w kościele mszę, specjalnie dla
garncarzy. Mężczyźni przez całą mszę świecili świece. Po mszy szli z całymi rodzinami nad rzekę lub do lasu. Brali z sobą jedzenie, piwo i wódkę. Do samego wieczoru bawili się na wolnym powietrzu" H.
Cechowe święto patrona miało więc wszędzie podobny przebieg. Część
pierwsza, mniej lub bardziej uroczysta, odbywała się w kościele. Uczestniczyli w niej nie tylko mistrzowie, ale i czeladź oraz rodziny garncarskie.
Po złożeniu datków na wdowy, czy będących w potrzebie podupadłych na
zdrowiu braci, zaczynała się poza kościołem część druga, świecka - najczęściej w domu cechmistrza, gdzie po obradach następował poczęstunek
i braterski toast. W ośrodkach, w których garncarze nie mieli osobnego
cechu, ale wchodzili do cechu "wspólniackiego", czy inaczej "wielkiego",
świętowali razem z innymi rzemieślnikami, najczęściej w dzień św. Józefa.
Po wsiach, gdzie organizacja cechowa nie istniała, nie obchodzono
święta garncarskiego. Wyjątkowo zdarzało się przestrzeganie w wiejskich
ośrodkach tej tradycji. Działo się to, jak się zdaje, pod wpływem sąsiedztwa silnie oddziałującego ośrodka miejskiego 45.
Fakt, źe garncarze obchodzili swe święto zawodowe, nie jest sam w so:<9
eLa niej
S. F. Klonowicz,
przypadającymi,
FUli, to jelit spuszczani.(
Chełmno 1862, s. 87.
<I' Ł. GołębiO'.'!ski, Lud
Ii/atków
Wisłą
i inszemirzekami
polski, jego zwyczaje,
zabobony. Warszawa 18:10, ,5. 275.
Podali Wincenty Kitowski oraz Stefania Ciepielewska,
ur. w 1893 r., Iłża.
42 Podala Stefania
Ciepielewska.
43 Stanisław
Pastuszkiewkz,
Garncarstwo
w Hży w piel'wszej
polowie XX wieku.
Pamiętnik
napisany
w roku 1960, złożony w maszynQpisie w Muzeum Swiętokrzyskim w Kielcach.
44 Podała
Zdzisława Fiolik, ur. w 19,28 r., Ćmielów pow. Opatów.
4J W Budkach
Zelechowskkh
obchodzono świQto garncarskie na św. Antoniego,
41
Z1.l.'yc:::aje,
obrzędy
1,
wierzenia
garncar:zy
polskich
189
bie niczym szczególnym. Świętowali przecież i inni rzemieślnicy. Ciekawe
jest w tym obrzędzie zjawisko nasycenia go związanymi z zawodem akcesoriami. Znamiennym przykładem mogą być tutaj uroczystości świętojańskie. W Ćmielowie miały one formę osobliwą: do ogniska rzucali garncarze bryły mokrej gliny i z kształtów, jakie przybrały one w ogniu,
wróżyli, jakie naczynia znajdą w danym sezonie najliczniejszych nabywców, a więc z czego będzie największy dochód 46.
W dzień Matki Boskiej Gromnicznej odbywało się w cechu uroczyste
lanie świec. Cech dysponował własnym woskiem, ściąganym z braci czy
to za karę, czy też jako datki z okazji wyzwolin itd. Praktyka lania świec
przetrwała bardzo długo. Wielu żyjących garncarzy nie tylko pamięta tę
uroczystość, ale posiada umiejętność lania wosku i potrafi opisać jej przebieg. Odbywała się ona u cechmistrza, a towarzyszyły jej pieśni kościelne 47. Czasem uczestniczyły w niej kobiety, a w kilku miejscowościach jak ze wspomnień wynika - one właśnie nadawały jej główny ton 48.
Innym świętem kościelnym, z którym łączył się kolejny obrzęd garncarski, był Popielec. W ten dzień obnoszono po wsi żur oraz rozbijano
w wesołej kompanii gliniane naczynia. Tłuczenie garnków w wielu okolicach powtarza się w okresie półpościa. Znacznie większy, niż inni mieszkańcy wsi i miasteczek, udział w tym obrzędzie mieli garncarze. Na tę
okoliczność przez cały rak odkładano wybrakowane garnki i dzbany.
W odpowiedniej chwili napełniano je popiołem i rzucano za przechodniami, rozbijano a drzwi, a nawet ciskano do sieni czy izb 49. Na temat tych
zabaw krąży wśród garncarzy wiele anegdot i opowieści. Obrzęd ten zwą
niektórzy świętem garkotłuka i wiążą z zawodem garncarskim. Władysław Królikowski z Radzymina tak je wspomina: "Garki rzucali na półpoście - to było święto garkotłuka, święto tłuczenia garków. Najpierw
to poszło od garcarzy, bo od półpostu, jak się krowy zaczęły cielić, robił
się sezon garncarski. Garncarze, z uciechy że będą mieli zbyt na garki,
tym biciem garków zadawalali się i cieszyli" 50. O rozbijaniu naczyń przez
garncarzy w celach magicznych mówimy w innym miejscu tej pracy.
Rezurekcjom wielkanocnym towarzyszyły w niektórych miejscowościach prawdziwe koncerty na rozmaitych świstawkach glinianych. W Malogoszczy jeszcze w okresie międzywojennym "gwizdali i kukali" na rezupodobnie jak w rx>bliskim M~czonowie. Podali Bronisław Gajewski, ur. w 1913 r.,
Budki Żelechowskie oraz Wacław Gajewski, ur. w 1908 r., Budki Żelechowskiie.
4fj Podała Zdzisława
Fiolik.
47 Podali Wincenty
Kitowski oraz Stanisław N.iedbał, ur. w 1894 r., Siewierz.
4:1 Podał Stanisław KOI'l1Siewicz.
49 Podali: Piotr Dziuba, ur. w 1896 r., Rudno pow. Chrzanów;
Tadeusz Wyszomirnki, ur. w 1'919 r., Budy Grudzie pow. Ostrów Maz.; Wincenty Naglewski, ur.
w 1900 r., Tuliszków.
50 Podał Władysław Królikowski, ur. w 1887 r., Radzymin.
190
DIONIZ.JUSZ
CZUBALA
rekcjach i pasterce. Praktyki te ustały wówczas, gdy rzemiosło garncarskie w tym mieście zupełnie zamarło 51. Podobne praktyki zarejestrował
kronikarz żywiecki, który odnotował, że ,.... z piszczałkami [...] zarówno
kupnymi jak i wykonanymi przez siebie, wypadało każdemu chłopcu iść
na pasterkę, tj. pierwszą mszę w dzień Bożego Narodzenia. by wziąć udział
w osobliwym ptasim koncercie" 52.
W okresie wiosny obchodzono uroczyście wiele świąt wywodzących
się z pradawnych praktyk. Owe maiki, gaiki czy kurczarze, którymi witano wiosnę i starano się o zapewnienie urodzajów, mają swoją wersję
garncarską. W Burzeninie kolo Sieradza, dużym kiedyś ośrodku garncarskim, obchodzono kurczarza z krzakiem czy galęzią z drzewa ustrojoną
wyrobami z gliny. "Inni tego nie robili, tylko garcarze [...J Ojciec chodził
tylko do siostry" 53 - podała Jadwiga Grala. W żadnym z ośrodków poza
Burzeninem nie natknąlem się na podobny obrzęd.
Warto wspomnieć jeszcze o wróżbach wigilijnych. W całym kraju znane jest wśród ludu przekonanie, iż jeśli dzień ten jest zamglony - rok
będzie mleczny, jeśli wieczór gwiezdny - rok będzie obfity w jajka.
Garncarze przykładali do tych wróżb dużą wagę. Rok mleczny oznaczał
dla nich większy popyt na garnki, a więc i większy zysk 54.
W badaniach terenowych zarejestrowaliśmy kilka interesujących obrzędów a charakterze rodzinnym. Łączą się one z praktykami magicznymi -dawniej dopelnianymi przez babki odbierające poród, a później rodziców
chrzestnych, jak obnoszenie noworod'ka po izbie czy kładzenie go na progu.
Trzeba tu wymienić znane w środowiskach garncarzy podkładanie gliny
pod chłopca - aby został garncarzem, a pod dziewczynkę - aby dostała
za męża garncarza. Glinę kładło się pod niecki, w których przed chrztem
kąpano dziecko, lub pod poduszkę niesionego do chrztu niemowlęcia 55.
W kilku ośrodkach zachowała się pamięć o darach, jakie składali garncarze żeniącemu się synowi lub wydającej się za mąż córce garncarskiej.
"Jeśli żenił garcarz syna - wspomina informatorka z Iłży - to prosił
SI Podali:
Franciszek NieznanowSl'ki, ur. w 1909 r., Małogoszcz pow. Jędrzejów:
Teofil Nowakowski, ur. w 1903 r., Małogoszcz; Michał Zborowski, ur. w 19'05 r.,
Małogosz,cz.
02 Dziejopis
żywiecki.
Wyd. S. Szczotka, t. 1, Zywie<: 1;937. s. 31; w podobny
sposób myśliwi .na Kurpiach, używając broni palnej. dawali .swoiste koncerty na
rezurekcjach
wielkanoc·nych. Zob. Adam Chętnik, Zycie puszczańskie
Kurpiów,
Wal'Szawa 1'971, s. 1-58. Por. też Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki.
Oprac. R. Pollak.
Warszawa 19171, s. 37.
•
5,3 Podała Jadwiga Grala, ur. w 1lH2 r., Burzenin pow. Sieradz.
54 Podali:
Albin Korwacki, ur. 1925 r., Poniechówek pow. Nowy Dwór Mazowiecki, zamieszkały w Owczarkach pow. Grudziądz: Eugeniusz Cuban. ur. w 1917 r ..
Szczekociny pow. Włoszezowa.
55 Podali:
Janina Bojda, ur. w 1951 r., Aksmanice pow. Przemyśl oraz Jan
Bojda, ur. w 1,910 r., Aksmanice pow. Przemyśl.
Zwyczaje,
ob1'zędy i wie"zenia
garncarzy
polskich
191
innych na wesele. Każdy garcarz dawał młodemu piec garków [...] a jak
sie córka żeniła, to żony sie zbierały i kupowały jej całą wyprawę" 56.
Inny informator zapewnia, że i dziewczętom wstępującym w związek małżeński dawano w prezencie piec garnków 57.
Uroczyście obchodzono też pogrzeby. Inna rzecz, że udział w pochówku
majstra lub członków jego rodziny nakazywały statuty, nakładające na
opieszałych dość znaczne kary. Na pogrzeb zwoływano się puszczając
w obieg znak cechowy ~8. W kościele uczestnicy obrzędu palili cechOWe
świece, a po pogrzebie radzili mistrzowie nad sposobami pomocy dla wdowy i dzieci po zmarłym.
WIERZENIA
Ważnym czynnikiem życia obyczajowego garncarzy są także wierzenia.
.folkloru polskiego określa je jako " ...poglądy i przekonania o występowaniu w przyrodzie i życiu ludzkim zjawisk nadprzyrodzonych. Gdy
poglądy te zgodne są z zasadami wyznawanej na danym terytorium religii,
mówimy o wierzeniach religijnych; w razie niezgodności stosuje się nazwę wierzeń magicznych, przesądów lub zabobonów [...] Cechą znamienną
wierzenia jest jego strona praktyczna; wierzeniu towarzyszy zazwyczaj
jakaś wskazówka, co należy zrobić, by osiągnąć jakiś wynik realny ..." 59
Tak sformułowaną definicję należy uzupełnić klasyfikacją wierzeń.
Próby ich systematyki są dość liczne. Propozy·cje Oskara Kolberga i innych dawniejszych badaczy nie wytrzymały próby czasu, przeto i w tej
materii odwołujemy się do Slownika. Uwzględnia on następujące grupy
wierzeń: kosmogoniczne, demonologiczne, przyrodnicze, medycynę ludową, wierzenia zawodowe, wierzenia związane z przyjmowaniem niezwykłych uzdolnień psychicznych (czarownicy, wiedźmy) i wreszcie wierzenia
dotyczące przewidywań przyszłości 60.
Wśród wierzeń zawodowych - bo te nas w pracy będą interesować wymienia Slownik: rolnicze i hodowlane, myśliwskie, rybacko-żeglarskie,
górnicze, wojskowe i złodziejskie 61. Pominięte zostały - jak się okazuje - wierzenia rzemieślnicze, a przecież które jak które, ale te właśnie
Slownik
i6 Podala
Stefania Ciepielewska. Warto dodać, że "piec garnków", tj. wszystkie
naczynia wypalone jednorazowo w piecu, wart był w poł<Jwie XIX w. około 20-30
rubli. a więc stanowił stosunkowo dużą sumę pieniędzy.
;7 Podal Wincenty Kitowski.
", "Jak umaI' kro, to jeździeł jeden na koniu z cechą i wolał przed oknem: Cechu
prosi na cmentarz". Podała Stefania Ciepiełewska.
;9 Slownik
folkloTU polskiego ... s. 436.
tiu Tamże, s. 437.
61 Tamże.
192
DIONIZJUSZ
CZUBALA
winny się były znaleźć w klasie wierzeń zawodowych. Fakt ten nie wyklucza przecież przydatności przedstawionego schematu przy analizie wierzeń związanych z garncarstwem, bowiem wiele spośród nich stanowi
odmianę wierzeń chłopskich, dla ktorych (głównie) klasyfikację tę stworzono.
Garncarz, kiedy siadał za kręgiem, zaczynał pracę od przeżegnania
koła. W niektórych ośrodkach (w Iłży na przykład) - jak wspomina Wincenty Kitowski - "garncarz jak zaczynał pracę, to ... siadał za kołem,
kopnął je trzy razy nogą, po czym wołał: Pal! Pal! Pal cię diable! I razem
z kopaniem zaczynał" 62. Bajki, anegdoty, a nade wszystko przysłowia
garncarzy świadczą, iż złe moce traktowano jako realną siłę, od której
zależało, czy wynik pracy będzie pomyślny, czy też nie. Toteż tak żegnanie kola, jak i przytoczone zaklęcie mialy odpędzać diabła od warsztatu.
Szczególną troskę a przepędzenie złego wykazywano wówczas, kiedy uczeń
przystępowal do pierwszych prób toczenia. Obowiązany byl on nie tylko
wykonać znak 'krzyża, ale także przeprosić majstra i majstrową oraz pocalować ich w rękę. Majstrowa kropiła wtedy święconą wodą kolo, "żeby
diabel poszed" 63, a uczeń, ubezpieczony przeciw złym mocom kropidłem,
mógł zaczynać robotę.
W niektórych garncarniach zarówno mistrzowie jak i czeladnicy nikomu nie pozwalali siadać za swoim kołem, obawiając się, iż po takim fakcie będzie im "diabel robotę psul" 64. Nie pozwalano też bawić się kręgiem, ani obracać nim bez potrzeby. Dzieci i uczniów straszono: "Tylko
nie ruszać kółka, bo was diabeł pokręci!" 65
Wiele z tych zakazów mogla wynikać z obawy przed zepsuciem, czy
rozregulowaniem kręgu przez niewtajemniczonych, ale na pewno nie tylko
a to chodziło. Józef Bański, wspominając swe lata terminowania, tak mówił: "Kiedy ukończyli robotę, to kolo znaczyli i coś pod nosem mruczeli
tak, że jak by my ruszyli, to by sie coś stalo".
"Jak sie nie udawało i psuło przy toczeniu, to mówili: Chyba ci diabel wsiad na kolo" 66. Kończąc swój dzień pracy garncarz czynił znak
krzyża, żegnal kolo lub rysowal na nim krzyż. Powszechnie stosowaną
praktyką bylo wyciskanie kantem dloni krzyża na kawałku gliny rzuconej
na kolo, aby diabeł nie 'kręcił nim w nocy lub by w inny sposób nie szkodził garncarzowi.
Sporo praktyk i wierzeń magicznych towarzyszyło momentowi ładowaPodal Wincenty Kitowski.
Podał Józef Bański, ur. 19110 r., Mstów pow. Częstochowa.
G4 Podal Józef Bański.
65 Podała
Marianna Bańska, ur. w 1'922 r., Mstów pow. Częstochowa.
66 Podal
Jan Reczkowsiki, ur. w 1009 L, Gogol6w pow. Strzyżów, zamieszkały
w Nowym Targu.
62
63
Zwyczaje,
obrzędy
i wierzenia
garncarzy
polskf.ch
193
nia garnków do pieca i rozpalaniu ognia. Podstawową czynnosclą było
i tym razem przeżegnanie się przed wejściem do pieca znakiem krzyża.
Wedle jednych miałO' to zapewnić pomoc i opiekę boską, wedle innych
odegnać i zabezpieczyć piec przed urokami.
Wiara w uroki, lub inaczej w "niedobre oczy", które wszystko potrafią
zepsuć, jest wśród garncarzy powszechna. Jeśli złymi oczyma spojrzy ktoś
na toczenie, na garnki przygotowane do pieca, czy też na załadowany do
wypału piec, cała praca idzie na marne - garnki pokrzywią się lub popękają, zlezie z nich polewa, albo się stopią 67. Byli i tacy, co wierzyli,
że złe spojrzenie powoduje u garncarza ból głowy, 'ból ręki albo omdlenie 68.
Urok mógł rzucić człowiek obcy (najczęściej kobieta) zwykle nieświadom mocy swych oczu, a więc nieświadom tego, że powoduje szkodę.
Inny rodzaj uroków pochodzi natomiast od czarowników, owczarzy czy
sowizdrzałów. Ci - w przekonaniu wielu starych garncarzy - mogli spowodować zawalenie się pieca 69, zmniejszenie mocy ognia, przedłużenie
procesu wypału itd.
Przed urokami i czarami broniono się rozmaicie. W Chałupkach na
przykład brał garncarz garść gliny, wchodził z nią do pieca i rzucał na
trzy strony 711. Informator z Przyrawa pamięta, że pierwszy garnek wnosił
garncarz do pieca tyłem, starając się zasłonić 'Sobą wejście tak, aby nikt
nie sięgnął w głąb wzrokiem 71. W Białobłotach żegnał garncarz piec, a następnie obchodził go wokoło 72, w Szczekocinach żegnano znakiem krzyża
pierwszy wstawiony do pieca garnek 73, w Kleszczelach, przed układaniem
garnków sypano do pieca sól na krzyż 74, w Baranowie sól sypano tylko
do pierwszego garnka 7".
Układanie naczyń w piecu obowiązkowo należało zakończyć w ciągu
jednego dnia. Podczas tej czynności nie wolno było zamiatać obejścia, ani
m Podali: Jadwiga Grabowska, Płock; Władysław Krystkiewicz, Myszyniec; Mieczysław Byks, Mława; Andrzej Ancutko, Luka ,pow. Hajnówka; Franciszek Kwiatkowski, Laskarzew; Józef MatY'siak, Glinne pow. Luków; Helena Szymanek, Baranów n/Wieprzem pow. Puławy; Władysław Luterek, Przyrów pow. Częstochowa;
Władysław Kozakiewicz, Lódź; StanilSław Nowakowiski, Małogoszcz pow. Jędrzejów.
~g Podała Janina
Romanowska, ur. w 1923 r., Pistyń, ZSRR, zamieszkała w Bolesławcu.
GO Podali:
Henryk Bombot i Wojciech Piwońsk~, ur. w 1882 r., Sobków pow.
Jędrzejów; Stanisław Seweryński, ur. w 1902 r., Odrowąż pow. Końskie .
• n Podał Józef Głuszek, Ul". w 1905 r., Chatupki 'pow. Kielce .
• 1 Podał Józef Bański .
•" Podał Czesław Popławski, ur. w 19,:W r., Dziewiń pow. Pleszew.
73 Podał FeIiks Fabiański, ur. w 1009 1"., Szczekociny .
• 4 Podała Anna Sołościukiewicz,
ur .• v 1925 r., Kleszczele pow. Hajnówka .
• 5 Podali:
Janina Dąbrosz, ur. 1915 1'., i Bolesław Dąbrosz, ur. w 1912 r., Baranów n/Wieprzem.
13 -
Lud.
tom
LVIII
DIONIZJUSZ
CZUBALA
nawet dotykać miotły 76. Garncarz odkładał ładowanie, jeśli przeszła mu
drogę kdbieta lub kot 77.
I przy ładowaniu, i przy paleniu niechętnie widziano niewczesnych
gości, którzy spojrzeniami mogli spowodować nieszczęście. Jeśli się zdarzyło, że zjawiła się w nieodpowieclniej chwili kobieta lub ktoś obcy,
który patrząc na pracę garncarza zadziwił się - piec z góry uważano
za stracony 78. Wielu garncarzy wypraszało obecnych z sąsiedztwa pieca,
zasłaniało piec, a nawet paliło nocą, aby uchronić się od niepożądanych
świadków. "Niektórzy to tak się bali niepowodzenia, że kładli świńskie
łajno na piec, i to miało uroki odegnać" 79, inni wokoło mazali piec łajnem, a jeszcze inni wiązali sobie u koszuli czerwone wstążki 80. Nawet
gdy ktoś obcy przechodził w dużej odległości, garncarz na wszelki wypadek spluwał, aby odsunąć uroki. "Jak ktoś przyszed do domu, gdy
palili piec i chciał co pożyczyć - nie pożyczyli; natomiast jak przyszed
kupić, to za byle cenę sprzedali, bo to przynosiło szczęście" 81.
Ogień należało zażec od pierwszej zapałki, w przeciwnym wypadku
czekało garncarza niepowodzenie. W ogień rzucano na krzyż święcone palmy wielkanocne lub wianki. Niektórzy garncarze okadzali piec dymem
z wianków, aby palenie miało pomyślny przebieg. Modlono się też przy
rozpalaniu o szczęśliwy wypał lub (dotyczy garncarzy posiadających piece
polowe), by deszcz nie padał, bo woda mogłaby zniszczyć garnki.
Tak oto zabobony przeplatały się z wierzeniami religijnymi. Właściwie w procesie produkowania naczyń nie było czynności, której by nie
towarzyszyły mające zapewnić powodzenie przesądy. Bowiem nawet polewę przygotowywano nie byle gdzie i nie byle jak, lecz zgodnie z pewnym rytuałem. Garncarz siadał z niecką na progu izby i - jak wspominają dziś - "... mieszało się tak w tej niecce [...] ze cztery godziny
i choćby kto umierał w środku, nie puszczało się, bo jakby przepuścił,
to sie mogło polić i sie nie wypaliło. Trzeba było zaczynać wszystko od
początku" 82.
Także w momencie wyjazdu na targ i w chwili rozpoczynania handlu
nie zapominano a praktykach, które miały zapewnić szczęśliwą drogę
i dobry utarg. "Jak my na jarmak jechali, to obszed naokoło wóz i sie
76 Podała
Cecylia Chmiel, ur. w 1'92:6 r., Andrychów, zamieszkała w Wadowicach.
77 Podał Kazimierz Ais, Sulejów.
7B Podali:
Jan Nagrodkiewic:z, Jedlanka klIlży; Helena Szymańska, Baranów
n!Wieprzem; Joanna Bizoń, Andrychów; Maciej Tracz, Dębina pow. Bochnia; Jan
Reczkowski, Nowy Targ.
79 Podała Stefania
Ciepielewska .
•eI' Podał Roman Sokołowski, ur. w 19(}2r., Mrzygłód pow. Sanok.
Bl Podała Cecylia Chmiel.
.~~Podał Wincenty Kitowski.
Zwyczaje,
ohrręd-y i 'wieJ'z·enia. garncarzy
polskich
195
przeżegnoł" - podano w Jedlance 8~. "Przed wyjazdem na jarmak kadziło
sie wóz dookoła, brało sie jałowiec i wosk, żeby ino dymiło" - informowano w Kołaczycach 84, a w Rudzie Kameralnej mówiono, iż wóz okadzało się paląc banię wybraną z gniazda os. Jeżeli w drodze ktoś przeszedł
przed wozem, przeleciał zając lub czarny kot, zwykle zawracano z towarem, mniemając iż targ i tak by się nie powiódł. W Małogoszczy po takim
fakcie garncarz rozbijał garnek i dopiero jechał dalej 85. Bano się zwłaszcza kobiet, toteż przyspieszano końmi, aby ich nie przepuścić
przez
drogę lub silą je zatrzymywano.
"Jak przechodziła baba, jak my jechali
z garkami - mówił Teofil Nowakowski z Małogoszczy - to my z ojcem
nie dali przejść. Wróć sie! - My wołali. To ona na to, że to nie prawda,
ale musiała sie wrócić" 86. Inny garncarz z głębokim przekonaniem
("toć
sie jeździ tyle lat, to sie wie") wywodził: "Jak kobieta idzie po wade
czy z wodą, to trzeba jechać, aby jej nie przepuścić, bo jak ona przejdzie drogę koniowi, to dobrze nie dojedzie [...] Niektóra wie, to stanie
aż przejadę. Jak tylko diabeł przeniósł babę przed koniem, to musi być
nieszczęście. A miałem już takie trafunki - to potem koło mi pęknie, na
południe zajadę ..." 87
Niektórzy garncal'ze obawiają się tylko kobiety z pustymi wiadrami:
"Jak kobieta przejdzie z pustym wiadrem, to już się nie utarguje, a jak
. z pełnym, to będę miał utarg" --- mówił na przykład Michał Napp z Oławy 88.
Zapewniano sobie powodzenie w sprzedaży naczyń pamiętając,
aby
pierwszego garnka nie podarować, ani nie oddać na kredyt, ale choćby
za niższą cenę sprzedać. Jeśli się zdarzyło, iż pierwszy kupujący miał
szczęśliwą rękę, targ szedł jak z płatka; gorzej gdy trafiła się osoba
"niezręczna". Garcarz Wyganowski z Augustowa opowiadał: "Jest taka
kobieta, daje dużo utargować, ale był czas, że jak przyjdzie pierwsza,
nic się nie sprzeda. To ja jej wolałem na końcu darmo dać wazon, jak
ona ma u mnie kupić. Wolę - jak ona podchodzi - nie sprzedać. Kiedyś
miałem 500-600 sztuk wazonów i ona przyszła do mnie pierwsza. Kupiła
wtedy dwie doniczki i dzieżkę do mleka .., i to był cały mój targ. A oJciec
w tym czasie utargował na stare pieniądze ponad dwadzieścia tysięcy
złotych. Kilkakrotnie
zbadałem rękę tej kobiety ...". 89 Niektórzy wierzą
"3 Podała
Agnieszka Bednarczy.kowa, ur. w 1911 r., Jedlanka k/Il:ży.
."~Podał Stefan Gajda, ur. w 1905 r., Kolaczyce pow. Jasio.
r..i "Jak kto na rynek wióz garki, a kto mu przeszed, to już nie będzie targu;
garcarz wtedy potluk garnek i to pomogło" -- podał Teofil Nowakow.ski.
."6 Podał Teofil Nowakowski.
", Podal Tadeusz Wyszomil'ski.
Po" Podal Michał Napp, m. w 1908 1' •• Kuty, ZSRR, zamieszkały
w Oławie.
Si Podał Zygmunt
Wyganowski.
to
196
DIONIZJUSZ
CZUBALA
też, że targ skończy się na niczym, jeśli pierwszy kupujący długo tatguje, a w końcu rozmyśli się 90. W rozmaity sposób walczono z konkurentami. Aby przyciągnąć ludzi do siebie, gwizdano i grano na fujarkach
i okarynach, chodzono po naczyniach i podrzucano je w górę, uderzano
batem, albo też wołano, że zostały utoczone z "gliny wybranej spod śliwki" 91, a nawet posuwano się do straszenia klientów perspektywą niepowodzenia, jakie ich czeka w wyniku zakupienia naczyń u konkurenta.
Mówiono na przykład: "Jak będziesz od niego garki brał, to ci będzie
krowa krwią doić" 92. O ciekawym zabiegu, mającym ustrzec garncarza
przed kradzieżą garnków, mówił informator z Rumii. Przyjechawszy na
targ garncarz "wyjął braczny garnek, rozbił na bruku i zapowiedział:
która mi skradnie garnek, to będzie siedem lat po swojej wsi bez koszuli
biegać" 93. Widocznie kradzież garnków była częstym zjawiskiem, skoro
także informator z Przyrowa 94 opowiadał, że baby pod kieckami miewały
specjalne haczyki. Przykucając między rozstawionymi naczyniami, sprytnie nadziewały na nie garnki i uchodziły nie płacąc za towar.
Kobiety w wielu okolicach wierzyły, że więcej śmietany będzie
w garnkach utoczonych z resztek gliny, tzw. obrywecek. Garncarze wykorzystywali to przekonanie żądając za takie garnki znacznie większej niż
za inne zapłaty 95.
Osobna sprawa to leczenie gliną. Po wsiach do dziś stosuje się leczenie zwierząt okładami z gliny. Garncarze uchodzili w tej dziedzinie za
specjalistów, lepiej niż inni znali walory glin tłustych i chudych, glin
kopanych w głębokich szyba~h, czy glin lasowanych. Wyrobioną glinę
garncarską zmieszaną z octem, spirytusem, kwaśnym mlekiem czy moczem, przykładano na opuchliznę, zwichnięcia, złamania, a nawet na rany.
Szczególnie skutecznym miał być ślik czy ślikier. W leczeniu ludzi ślik
bywał stosowany na złamania i opuchnięcia, na rany, oparzenia i wrzody,
a nawet jako środek przeciw zakażeniu, jadowi żmii i wściekliźnie. Prócz
gliny przyrządzanej "na mokro", w garncarskim lecznictwie stosowano też
glinę suchą oraz tlenki metali używane do polewy. Miało to być skuteczne przeciw liszajom, egzemom i innym chorobom skórnym. Na choroby żołądka i nerek zalecano picie płynu, który otrzymywano po wytrąceniu się osadu z wody rozmieszanej ze specjalną gliną, na choroby
przeziębieniowe stosowano gliniane bańki, a reumatyzm leczono wygrze90 "Jak
przydzie kto, targuje 'Si e, targuje, i nie kupi, i odchodzi, to nieroz nic
sie juz nie sprzeda" - podał Teofil Nowakowski.
91 POdal Bolesław Dąbrosz.
n Podal Wacław Serweciński, Ulr. w 1914 r., Wola Będkowska, zamieszkaly
w Wieruszowie.
93 Podal Włodzimierz
Jełak, ur. w Mirze, ZSRR, zamieszkały w Rumii k/Gdyni.
94 Podał Władysław
Luterek, ur. w 1897 r., Przyrów pow. Częstochowa.
95 Podał Jan Stefański, ur. w 19'12r., Radłów pow. Tarnów.
Zwyczaje,
obrzęcly
i. wierzenia
garncarzy
polskich
1!l7
wając chorego w piecu garncarskim po wybraniu zeń wypalonych naczyń. Garncarskim lecznictwem nie zajmowano się dotąd, trudno więc
orzec, ile w nim magii, a ile ludowej terapii wynikającej z wielowiekowych doświadczeń.
ZAKOŃCZENIE
Szczupłe ramy artykułu nie dozwalają na wyczerpujące omówienie
zagadnienia. Poprzestajemy na tym, co w chwili obecnej wydaje się najważniejsze, to jest na opisie materiału obyczajowego, który - jak cała
zresztą kultura duchowa garncarzy - był badaczom prawie zupełnie nieznany.
W rezultacie ogólnych przemian kulturowych oraz ideowych, a także
\'1 wyniku upadku tradycyjnego
garncarstwa zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z tym zawodem idą szybko w zapomnienie i każdy następny rok oznacza zmniejszoną szansę ich zapisu .. Starzy garncarze wymierają, młodzi patrzą na dawne praktyki z właściwym naszemu wiekowi
racjonalizmem i sceptycyzmem, toteż pośpiech w dalszym zbieraniu i publikowaniu materiałów jest sprawą oczywistą.
Do odległych dziś czasów należą te okresy, kiedy istniały sprzyjające
kultywowaniu folkloru garncarskiego czynniki takie, jak zwarte zasiedlanie przez rzemieślników tej specjalności całych prawie wsi czy ulic
w miastach (za czym szła pewna utrwalająca się izolacja obyczajowa
środowiska), czy przekazywanie zawodu z ojca na syna, które gwarantowało ciągłość tradycji. Już bowiem na przełomie XIX i XX wieku,
w wielu rejonach nawet wcześniej, rzemiosło garncarskie przestało być
popłatne, młodzi niechętnie je podejmowali i w rezultacie duże skupiska
garncarzy poczęły zanikać. Razem z ich upadkiem nastąpił zmierzch
organizacji cechowej, która powagą swą przyczyniała się kiedyś do utrwalania obowiązujących w środowisku norm obyczajowych. W kąt poszły
statuty cechowe, zanika także ustna tradycja regulująca życie cechowe,
i to tak dalece, że to, co dziś jesteśmy w stanie zapisać stanowi ledwie
fragmenty obrazu czy okruchy życia obyczajowego garncarzy. To jedna
refleksja. Druga dotyczy funkcji elementów tego życia. W odróżnieniu od
pl'zysłów, piosenek i anegdot, które zachowały swoją funkcję językową
czy rozrywkową - wierzenia, obrzędy i zwyczaje w praktyce życiowej
zdecydowanej większości informatorów żadnej określonej funkcji dziś nie
spełniają, i to jest dalszy powód, że odchodzą one w zapomnienie.
Dziś, wobec niewielkiej liczby starych garncarzy-informatorów,
niepodobna już mówić o zasięgu oddziaływania któregoś z dawnych obrzędów, zwyczajów czy wierzeń. Można natomiast, i to wydaje się celowe,
podjąć próbę porównania zachowanego materiału z odpowiednimi dzia-
198
DIONIZJUSZ
CZUBALA
lam i folkloru chłopskiego czy l'zemieślniczego dla ustalenia, w jakim
stopniu obyczajowość garncarska jest oryginalna, a w jakim stanowi przetworzenie elementów obyczajowych innych grup zawodowych czy środowiskowych. Bo że zjawisko to ma w folklorze garncarskim miejsce nietrudno dostrzec.
DIONIZJUSZ
CZUBALA
THE CUSTOMS, RITES AND BELIEFS
OF POLISH
POTTEHS
(S u m ITI a r y)
In the materials gathered by the author in o'ler a hundred po\.ters· centers in
Poland the customs, rites and beliefs of the potters occupy an important
place.
Heretofore
not recol'ded by investigators
except for W. Holubowicz' insignificant
remarks, there is a very interesting folklore material wOlthy of further, more thorough study.
In the article a series of customs connected with learning the trade and the
wanderings of apprentices is presented. The regional pecularitieo; such as lizgan, i.e.,
the winter work season in M<:1zoviaand the practices that go along with it, are al'5o
described.
The rites recorded by the author are connected with the potters' holiday with
the patron -saint·s of the profession and with church holidays. In cit'des where a larger number of potters wereconcentrated,
they were celebrated with pomp similar
to such family rituals as the birth of a child, a wedding or the funeral of a member of the guild.
The religious beliefs were numel'OUS, Old potlel\o; recall a ~eries or magic
practices that went along with the tUI'ning and the baking of a pot fOl' the purpose
of assuring good results, Many measures were taken before leaving for the market,
on the road and at the bazaar to assure a good trade turnovel'.
The more interesting
phenomena
indude
curing diseases \\'ith cIa:,' or metJ[
oxides used in making the enamel.
The material described in the article is only partially the original material
of professional
potters, We are dealing to a large extent with the customs. rites
and beliefs adapted to their own needs whLch were taken from the cu,toms of
the peasants or other craftsmen, The definition of the ,range ol' these borrowing,
and a study of the methods of adapting them Cclll produce many interesting conclusions in the future,
