9c6e78ec99985ce32c49edd7216b1eb5.pdf

Media

Part of Plastyka nieprofesjonalna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4

extracted text
II

Aleksander

1. Maria Dalebora, T o r u ń . Czerwone pola,

olej.

Jackowski

PLASTYKA NIEPROFESJONALNA

Obserwujemy od lat rosnące zainteresowanie malar­
stwem „ n a i w n y m " , rzeźbą l u d o w ą , s z t u k ą dzieci — wszel­
kimi formami twórczości spontanicznej, niezawodowej.
Źródłem tych zainteresowań jest z a r ó w n o niedosyt, j a k i
budzi współczesna sztuka, j a k też i przekroczenie u t a r t y c h ,
tradycyjnych form — właśnie przez t ę s z t u k ę . Ale zjawisko,
które ogólnie określić m o ż n a jako sztuka nieprofesjonalna,
interesuje nas nie t y l k o od strony artystycznej. Jest ono
przecież przejawem a k t y w n o ś c i kulturowej r ó ż n y c h k r ę g ó w
społecznych, zjawiskiem liczącym się w k s z t a ł t o w a n i u po­
staw estetycznych, w a ż n y m przede wszystkim dla samego
twórcy, dla jego psychiki, dla p r a w i d ł o w y c h relacji m i ę d z y
nim a otoczeniem.
I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej , zorganizowane
w Szczecinie przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i Upowszech­
niania K u l t u r y oraz P r a c o w n i ę P l a s t y k i Nieprofesjonalnej
Instytutu Sztuki P A N — przy współudziale wszystkich
Wojewódzkich D o m ó w K u l t u r y , dalo bogaty m a t e r i a ł do
obserwacji i p r z e m y ś l e ń .
Na t y m miejscu, w z w i ą z k u z Triennale, c h c i a ł b y m
zarysować k i l k a z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z miejscem i rolą
plastyki nieprofesjonalnej w naszej kulturze. Z a c z n ę od
sprawy ogólniejszej — od p r ó b y określenia sytuacji, w jakich
przejawiają się plastyczne dyspozycje człowieka.
Twórczość jest zjawiskiem bardziej powszechnym niż
to się zazwyczaj wydaje. Istnieje nawet w t y c h kulturach,
1

k t ó r e wykształciły o d r ę b n ą g r u p ę zawodowych twórców.
R o z w ó j cywilizacji i podział ról w społeczeństwie współ­
czesnym przyczynił się co prawda do zinstytucjonalizowania
zawodu plastyka, ale nie zniknęły dyspozycje i potrzeby
twórcze wśród dużej części społeczeństwa.
Jeszcze niedawno m o ż n a było obserwować u nas po­
wszechność uprawiania pewnych dziedzin sztuki w kulturze
ludowej. K a ż d y niemal człowiek był wówczas zarówno
t w ó r c ą , j a k i odbiorcą, choć, rzecz prosta, zawsze istniały
jednostki mniej lub bardziej uzdolnione.
Oczywiście rozwój i zasięg działań artystycznych zależy
od charakteru k u l t u r y , od szans, jakie stwarza ona czło­
wiekowi dla ujawnienia potencjalnie istniejących w n i m
dyspozycji plastycznych.
W warunkach: — gdy kupujemy meble, sprzęty, tka­
niny dekoracyjne, akcesoria w n ę t r z a , obrazy, reprodukcje,
konfekcję; — gdy wartości estetyczne chłoniemy przede
wszystkim biernie, jako widzowie teatralnych, kinowych
czy telewizyjnych p r z e d s t a w i e ń ; — gdy dzieła, sztuki oglą­
damy w muzeach, na reprodukcjach, na wystawach — pole
artystycznego działania na pewno jest bardziej ograniczone
niż np. w kulturze ludowej, ale przecież istnieje, tyle że
jest inne, że inaczej się ujawnia.
P r z y w y k l i ś m y jednak, m y ś l ą c o dyspozycjach artys­
tycznych i sposobie ich ujawniania się, b r a ć pod u w a g ę

195

hMafoZ

W

a

ole?WoJrT^^f°r p^ ~ ^ '

7

~

'

Z

S ?f-

I

L

3

-

M

a

r

i

a

Lenczewska, Bielsko-Biała. Pochód

197

II 11 Stanisław K a r u l a k , H r u b i e s z ó w . Obrona Częstochowy, olej. I I . 12. Franciszek Mścisz, Grodzisko Dolne, pow. Leżajsk.
Straż' Grobowa parafii
Grodziska
Dolnego, olej. I I . 13. W ł a d y s ł a w Rybkowski, P o z n a ń Dwaj starsi panowie,
olej.
II 14 Stanisław Dobiasz, Warszawa. Z c y k l u : „Wielkie postacie"—Stanisław Moniuszko, płaskorzeźba polichromowana.

200

niemal wyłącznie malarstwo, rzeźbę, rysunek, znacznie j u ż
rzadziej rękodzieło artystyczne.
Przypatrzmy się u w a ż n i e naszemu życiu. Jak realizują
się istniejące uzdolnienia plastyczne, potrzeby t w ó r c z e ,
estetyczne ?
W okresie dzieciństwa i wczesnej młodości k a ż d e niemal
dziecko ma ochotę m a l o w a ć , r y s o w a ć , lepić. Malarstwo
dzieci jest ich formą poznania, oswojenia z o t a c z a j ą c y m
światem. Realizuje ono rozliczne potrzeby: a k t y w n o ś c i ,
zabawy, twórczej wypowiedzi. Twórczość plastyczna stanowi
nieświadomy wyraz psychiki młodego człowieka, t o t e ż dla
lekarza czy psychologa m o ż e o d g r y w a ć p o w a ż n ą rolę jako ma­
teriał dla diagnozy.
W wieku d o j r z a ł y m odbicie psychiki i przeżyć człowieka
jest w jego twórczości j u ż trudne do uchwycenia, choć znając
i życie i twórczość, m o ż n a nieraz znaleźć w y r a ź n e zbieżności.
Dyspozycje twórcze stają się przeważnie bardziej utajone
i czasem dopiero przypadek je ujawnia. ( P r z y k ł a d e m t w ó r ­
czość plastyczna ludzi, k t ó r z y zaczęli m a l o w a ć pod w p ł y w e m
przeżyć, b ą d ź w p ó ź n y m wieku). Niezależnie jednak od
tego czy dyspozycje te u j a w n i ą się w postaci najbardziej

zaawansowanej jako decyzje malowania lub rzeźbienia, prze­
jawiają się one w r ó ż n y c h sytuacjach. W y r ó ż n i a ł b y m t u
co najmniej sześć sfer, w k t ó r y c h w y r a ż a j ą się dyspozycje
twórcze ludzi dojrzałych (pomijam jako o d r ę b n e zagadnie­
nie w s p o m n i a n ą j u ż s z t u k ę dziecka). B ę d ą t o :
1 — potrzeba upiększania i dekorowania;
2 — a k t y w n a recepcja ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ;
3 — wypowiedź plastyczna zależna od bodźców zewnętrz­
nych, „ z o b i e k t y w i z o w a n y c h " ;
4 — imitatorstwo, chęć sprawdzenia swych możliwości,
popisu;
5 — działanie wynikłe z potrzeb manualnych, mało świado­
mych ;
6 — twórczość plastyczna s t a n o w i ą c a mniej lub bardziej
ś w i a d o m y wyraz osobowości, w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w
i przeżyć.
O m ó w m y p o k r ó t c e te g r u p y :
1 — potrzeba
u p i ę k s z a n i a . W y s t ę p u j e za­
r ó w n o w staraniu o własny wygląd, j a k i wygląd otoczenia,
mieszkania, pokoju, własnego k ą t a . W y m i e n i ę t u kompo­
nowanie swojej twarzy przez operowanie zarostem, fryzurą,

201

o p r a w ą okularów, m a k i j a ż e m . Modelowanie swego w y g l ą d u
•—• chęć upodobnienia się do o k r e ś l o n y c h wzorców, znalezie­
nie własnego „ t y p u " , „ s t y l u " — t a k w wyglądzie twarzy,
j a k i sposobie ubierania się. W staraniu o w y g l ą d otoczenia
będzie to plastyczna a r a n ż a c j a mieszkania, częste, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży, komponowanie swego k ą t a czy pokoju
z r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , staroci, p l a k a t ó w , fotosów.
Zamiłowanie do dekorowania przy większej wrażliwości
i wyrobieniu w y r a ż a się w potrzebie plastycznego organi­
zowania otoczenia, znajdowania estetycznych satysfakcji
w proporcjach, wzajemnym o d d z i a ł y w a n i u barw i k s z t a ł t ó w .
Postawa taka ujawnia się zwłaszcza u ludzi w r a ż l i w y c h na
współczesną sztukę, p r z e j m u j ą c y c h wzorce nowoczesnej
architektury w n ę t r z miejskich.
2 — a k t y w n a r e c e p c j a . I s t o t ą jest t u reago­
wanie plastyczne na świat, przejawiające się me w malowaniu
czy rzeźbieniu, ale w świadomej recepcji, w znajdowaniu
szczególnej satysfakcji z dostrzeżonego „ p i ę k n a " . Zachwyt
krajobrazem, uliczkami czy dzielnicami miast, nastrojem.
Kolekcjonowanie pocztówek, wycinanie ilustracji z czaso­
pism i przechowywanie ich, fotografowanie, k t ó r e zawiera
w sobie przecież t w ó r c z y element selekcji, wyboru tematu
i sposobu jego ujęcia. Jeszcze bliższe decyzji o charakterze
artystycznym jest kadrowanie gotowej o d b i t k i , zabiegi zmie­
rzające do uzyskania właściwego wyrazu zdjęcia, n a p i ę ć
walorowych, faktury, eliminacji szczegółu i t d .
Bywa, że zachwyt krajobrazem wywołuje chęć utrwale­
nia śladu tego przeżycia. Rysunek czy obraz — u ludzi

obdarzonych p e w n ą s p r a w n o ś c i ą t e c h n i c z n ą — jest w tej
sytuacji dokumentem tego momentu. I s t o t ą jego jest nie
troska o formę p l a s t y c z n ą , ale potrzeba przypomnienia,
ewokowania przeżycia. Rysunek jest t u t y m , czym slajd
z wakacji. Czasem dokument t a k i ma u p a m i ę t n i ć ważne
wydarzenie historyczne czy osobiste i ono jest dla autora
ważne, ono — czyli temat, a nie forma jego interpretacji.
Na Triennale p r z y k ł a d e m „ p a m i ą t k i " b y ł obraz ks. Gąsiorka
z Binczarowej, p r z e d s t a w i a j ą c y oberżę w Anvors, w której
zmarł v a n Gogh. Napis dodaje, że obraz p o w s t a ł w czasie
p o d r ó ż y ś l a d a m i v a n Gogha. P r z y k ł a d e m dokumentu waż­
nego wydarzenia z przeszłości b y ł a akwarela Mieczysława
Lewandowskiego z Proszowic, p r z e d s t a w i a j ą c a „ N a p a d
bandy U P A na szkołę w 1945 r . " i zaopatrzona komenta­
rzem: „ P r a w d z i w o zdarzenie. D n i a 12.11.1945 w Pohorylcach... napad bandy p o l i t . rabunkowej (ukrain.) na szkołę,
w k t ó r e j bandyci po zrabowaniu d o s z c z ę t n y m mieszkania
kier. szk. Lewandowskiego M . zamordowali w bestialski
sposób r o d z i n ę : teścia i teściową (oboje naucz.), żonę Lewan­
dowskiego i dziecko Zbigniewa l a t 12".
P r z y k ł a d ten należy j u ż zresztą do pogranicza z g r u p ą 3,
i s t o t ą k t ó r e j jest w y p o w i e d ź p l a s t y c z n a
inspi­
r o w a n a : n a t u r ą , dziełem sztuki, k o n w e n c j ą artystyczną.
Jest to grupa, k t ó r ą cechuje chęć wypowiedzi plastycznej
(malowania, rzeźbienia, rysowania) w sposób „zobiektywizo­
w a n y " , a więc o d t w a r z a j ą c y temat możliwie wiernie, zgodnie
z p r z y j ę t y m i r e g u ł a m i gry. N a szczeblu „ p r y m i t y w n y m "
— będzie to dążenie do odwzorowania p r z e d m i o t ó w zgodnie
ze swymi możliwościami (deformacja, uproszczenie, pominię-

I I . 15. Lambert Ł o g u t k o , Warszawa. Mazury

202

w marcu, olej.

10

Anna B i n k u ń s k a , W r o c ł a w . I I . 16. Świat opery, olej. I I . 17. Przedwiośnie

I , olej.

П. 18. Jerzy Srzednicki, Smolany, pow. Sejny. Obraz miasta z Rejtanem,

cie cech mniej istotnych czy t r u d n y c h w interpretacji, j a k
np. głębi, perspektywy), na szczeblu większej wiedzy i spraw­
n o ś c i — posłużenie się k o n w e n c j ą m a l a r s k ą , malowanie
„ p o d " jakiś wzór. Rzadka — choć oczywiście najbardziej
cenna i ciekawa — jest t u interpretacja własna, w y n i k ł a
z samodzielnego budowania swego „ w a r s z t a t u " , z wrażli­
wości, wyobraźni, z rozwijania w ł a s n y c h dyspozycji psycho­
fizycznych.
G r u p ę t ę charakteryzuje istnienie mniej lub bardziej
utajonych potrzeb l u b skłonności do wypowiedzi właśnie
plastycznej, nawet wtedy, gdy b o d ź c e m u j a w n i a j ą c y m te
skłonności jest sytuacja z e w n ę t r z n a . Zwrócenie się k u dzia­
łalności plastycznej wynika bowiem często nie z pobudek
ściśle artystycznych, nie z w e w n ę t r z n e j konieczności takiej
właśnie wypowiedzi, ale z tego, że u w a ż a się malowanie
ozy rzeźbienie za czynność p o ż y t e c z n ą , k o r z y s t n ą material­
nie, nobilitującą w środowisku (czy we w ł a s n y m mniemaniu),
realizującą szanowany przez siebie wzorzec z a c h o w a ń .
Efektem bodźca komercyjnego (choć niekiedy i prestiżo­
wego) jest ogromny wzrost liczby rzeźbiarzy „ l u d o w y c h "
uczestniczących w kiermaszach, imprezach regionalnych —
a przede wszystkim „ d o s t a w i a j ą c y c h " swe w y r o b y (towar?)
do Cepelii, Veritasu, Desy. D l a n i e k t ó r y c h t a nowa szansa
jest t y l k o źródłem chwilowego zarobku, s p r ó b o w a n i a łatwiej­
szego chleba — t y c h zaliczę do n a s t ę p n e j grupy. Są jednak
rzeźbiarze, k t ó r z y s t r u g a j ą swe f i g u r k i z coraz większą
pasją, k t ó r z y rzeźbiąc realizują swe upodobania, plastycz­
ne skłonności.
P r z y k ł a d e m uprawiania malarstwa (rzadziej rzeźby)
jako czynności nobilitującej, prestiżowej — są ludzie, k t ó r z y
chcą się w ten sposób wyróżnić w swym otoczeniu, w y r w a ć
z „pospolitości". Nierzadko wiąże się to z poczuciem de­
klasacji, z obniżeniem życiowego standardu. N p . starsze
panie z „ d o b r y c h r o d z i n " m a l u j ą c , chcą p o k a z a ć t y m sa­
m y m , że należą właściwie do kulturalnej elity, a ich w a r u n k i
życiowe są t y l k o przypadkowym zrządzeniem losu.
Maluje się, ponieważ m a l u j ą inni, ponieważ istnieją
bodźce zewnętrzne, a k t y w i z u j ą c e istniejąco dyspozycje.
Bodźcem t a k i m jest np. istnienie ruchu amatorskiego,
tworzenie się grup i k l u b ó w p l a s t y k ó w — a m a t o r ó w , w y ­
stawy, przeglądy, konkursy. Zwłaszcza w W o j e w ó d z k i m

204

olej.

D o m u K u l t u r y w Szczecinie, gdzie znakomicie organizowane
są wernisaże i spotkania z amatorami, m o ż n a dostrzec, jaką
o d g r y w a j ą rolę w życiu t y c h ludzi, p o d n o s z ą c ich prestiż
we w ł a s n y c h oczach i w opinii rodziny, środowiska.
Maluje się, aby wypełnić wolny czas, godziny samot­
ności, choć przy nieco innych uwarunkowaniach i impul­
sach ten sam człowiek m ó g ł b y u p r a w i a ć ogródek, zajmować
się działalnością f i l a n t r o p i j n ą czy pisać p a m i ę t n i k i .
Malarstwo jest więc dla omawianej grupy ludzi nie
koniecznością, a w y b r a n y m sposobom organizowania sobie
życia, zapełniania p u s t k i wolnego czasu, hobby. (Nie lekce­
w a ż m y tego!). B y w a rodzajem psychicznej protezy, gdy
zastępuje inne, wygasłe j u ż cele i formy życia — pracę
z a w o d o w ą , poświęcenie się rodzinie i t d . Dotyczy to zwłaszcza
ludzi w p o d e s z ł y m wieku, e m e r y t ó w , rencistów — a więc
liczną k a t e g o r i ę ludzi zajmująo5^cb się niezawodowo plastyką.
Ale — powtarzam — decyzja zajęcia się czynnościami
plastycznymi jest t u poparta zainteresowaniem, skłonnością
do wypowiedzi artystycznej.
Zaliczam więc do tej grupy ludzi, k t ó r z y mając dys­
pozycje, a nawet p o t r z e b ę wypowiedzi plastycznej, realizują
j ą pod w p ł y w e m s p r z y j a j ą c y c h okoliczności zewnętrznych,
w kształcie raczej konwencjonalnym, podpatrzonym, wy­
uczonym. Niekiedy wzorem jest t u kierunek artystyczny,
czasem styl określonego t w ó r c y . T a k więc na Triennale
widzieliśmy n a w i ą z a n i a do Leonarda, ale przede wszystkim
do v a n Gogha, Cezanne'a, Gauguina, Modiglianiego, z pol­
skich t w ó r c ó w — do Gielniaka, ale t e ż i do... Nikifora
czy K o ł a c z a .
r

Wzorce b y w a j ą środowiskowe, w podkrakowskiej wsi
Zielonki K a t a r z y n a Gaweł maluje infantylnie — ludowo
( i l . 6), a Bolesław K w i e c i e ń czy E d w a r d Daniel wyraźnie
n a w i ą z u j ą do stylu makat i o l e o d r u k ó w . Ale nawet wtedy,
gdy wzorem są złe, bazarowe m a l o w i d ł a i oleodruki, powstałe
w ich k r ę g u obrazy m o g ą mieć o wiele większe wartości,
co najlepiej w i d a ć było na p r z y k ł a d z i e Lamberta Łogutko
(il. 15) czy wspomnianego j u ż Daniela.
Szczególnym przypadkiem są w tej grupie malarze —
„ n a u c z y c i e l e " , k t ó r z y t w o r z ą , aby u t r w a l i ć , spopularyzować
dawne legendy, dawny obyczaj (np. Maria Lenczewska —
i l . 3).

205

П.

2 1

. E d m u n d M o n s i e l W o ż u o z y n . p o w . T o m a s z ó w L u b . Rysunek ołówkiem. I I . 22. J a n Nowak, Katowice. On, linoryt.

Malowanie jest dla twórców trzeciej grupy formą działa­
nia, obserwacji, wyżycia swych p r a g n i e ń . Bazuje ono na
zastanych konwencjach, zrodzone z k u l t u r y , świadomości
istnienia wzorów, k t ó r e się adoruje. (Nie jest więc wypowie­
dzią wewnętrzną, i n s t y n k t o w n ą , s a m o r o d n ą ) .
Grupa 4 — i m i t a t o r s t w o ,
chęć
popisu,
okazania
s w e j s p r a w n o ś c i . Powodem działa­
nia nie są t u uzdolnienia plastyczne i dyspozycje manifestu­
jące się w potrzebie malowania czy rzeźbienia — a motywa­
cje pozaartystyczne.
W krańcowej, a więc „ m o d e l o w e j " postaci do grupy
tej zaliczałbym tych, k t ó r z y m a l u j ą , rzeźbią, u p r a w i a j ą
różne techniki graficzne — t y l k o po to, aby z y s k a ć uznanie
dla swej sprawności, głównie manualnej, dla swych umie­
jętności, uzdolnień. O ile w poprzedniej grupie często mówi­
liśmy o ludziach w podeszłym wieku, t u d o m i n u j ą ludzie
młodzi, uczniowie, studenci, inteligencja techniczna. B o d ź ­
ce mogą być różne — chęć sprawdzenia siebie, zaimpono­
wania kolegom, potrzeba humanistycznego dopełnienia,
czasem — tylko szansa zarobku.
W okresie gdy zachwiane są wszelkie kryteria ocen,
gdy obok mało zrozumianej dla ogółu sztuki abstrakcyjnej
kwitnie przewrotna moda na starocie, a nawet kicz — ot­
wiera się szansa dla ł a t w y c h i m i t a c j i „ s z t u k i " , pseudo
„ikon", przedmiotów u ż y t k o w y c h , breloczków i t p . W mias­
tach zachodniej Europy wszędzie widuje się m ł o d y c h ludzi
zarabiających na życie wyrobem i s p r z e d a ż ą widoczków,

ikon, wisiorków z drewna, d r u t u czy blachy. Sprzedają
swoje w y r o b y po prostu — na chodnikach, w korytarzach
metra, w p a s a ż a c h handlowych. U nas — h a n d l u j ą n i m i na
Starówce warszawskiej, w miastach o większym ruchu turys­
t y c z n y m . Czasem w y r a b i a j ą te przedmioty uczniowie plas­
tycznych liceów i wyższych uczelni, czasem uczniowie szkół
ogólnokształcących czy technicznych, po prostu, dla do­
datkowego zarobku. N i e k t ó r z y sprzedają swe wyroby do
Desy, Cepelii, sklepów p a m i ą t k a r s k i c h .
Jest to produkcja pełniąca rolę sztuki, zaspokajająca
niewyrobione gusty k u p u j ą c y c h . Imitacja sztuki u ż y t k o w e j ,
imitacja malarstwa, masowa produkcja tandety, amator­
szczyzna pieniąca się nie t y l k o na R y n k u Starego Miasta
i na murach warszawskiego Barbakanu •— ale co gorsza
we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , w produkcji p a m i ą t e k
(w tzw. rzemiośle artystycznym). Źródłem tej działalności
nie jest chęć w y ż y c i a się, malowania czy tworzenia przed­
m i o t ó w ł a d n y c h i u ż y t e c z n y c h , ale przede wszystkim —•
łatwość zarobku.
Tutaj też, w tej grupie, mieszczą się przeróżni spec­
jaliści od t a t u a ż u , różnego rodzaju ozdób i z n a k ó w infor­
macyjnych świadczących o przynależności do jakiejś grupy
rówieśniczej czy w inny sposób wyodrębnionej (hippisi,
grypsera).
Grupa 5 — obejmuje sferę
działań mało
uś­
w i a d o m i o n y c h , s p o n t a n i c z n y c h , niemal od­
ruchowych. P r z y k ł a d e m t a k i m jest domazywanie zabaw-

207

П. 26. Krystyna Szefler „ T u k w a " , Warszawa. Rysunek tuszem. I I . 27. Jan K a r w o t , R y b n i k . Fatum, gwasz. I I . 28. Zygmunt
Kozioł „ Z y k o z " , N o w y Targ. Z e y k l u : „ R o d z i n a cłeoa" — Styry dziwki z Ludźmierza, jeden i drugi dziod, dwóh gazdów i je­
den pon potrzom na wos, drewno.

209

210

nych szozegółów na ilustracjach w pismach (niweczących
granina, r y s u n k i konferencyjne s t a n o w i ą bowiem p r ó g grupy
„istotę" zdjęcia, a więc dorysowywanie wąsów a k t o r k o m ,
• — k t ó r ą z k i l k u p o w o d ó w u w a ż a m za najciekawszą, naj­
dodawanie hippisowskich akcesoriów m ę ż o m stanu itp.),
ważniejszą.
bazgroly, gryzmoły — k t ó r e rysujemy często machinalnie
Grupa 6 — obejmuje t w ó r c z o ś ć , k t ó r a
jest
— w czasie czekania w kawiarni, na lekcjach, w y k ł a d a c h , w y r a z e m o s o b o w o ś c i , w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w i prze­
żyć.
zobraniach i konferencjach. R y s u n k a m i t a k i m i zajmowali
się w ostatnich latach V i t t o r i n o Andreoli w pracy II linO ile wspomniane „ d z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e " p o t r a k t o w a ć
guaggio gráfico delia Follia (Verona 1969), a zwłaszcza Jean jako jeden z progów tej grupy, to d r u g i m —• będzie twór­
Vinchon, autor podstawowej pracy La magie du dessin.
czość zwana często „ e k s p r e s j ą p s y c h o p a t o l o g i c z n ą " . Po­
Du griffonage auiomatique au dessin therapeutique
(Brug
m i ę d z y t y m i s k r a j n y m i p r z y k ł a d a m i umieścić należy część
1959). Prace ich świadczą o t y m , że rysunek automatyczny
wypowiedzi plastycznej a m a t o r ó w , zwłaszcza malarstwo
może być wykorzystywany jako jedno ze źródeł poznania
i rzeźbę s p o n t a n i c z n ą , s a m o r o d n ą , o w y r a ź n y c h cechach
osobowości badanego.
osobowości t w ó r c z e j .
Grupa ta wydaje m i się bezwzględnie najciekawsza.
Działanie twórcze (pojęcie twórczości i n t e r p r e t u j ę oczy­
Z a r ó w n o dlatego, źe t u i t y l k o t u p o w s t a j ą zjawiska artys­
wiście w kategoriach psychologicznych a nie estetycznych,
tycznie interesujące, i to na r ó ż n y c h szczeblach rozwoju
artystycznych) — wynika z potrzeby manipulacji, koncen­
intelektualnego i artystycznego człowieka, j a k też i ze
tracji uwagi na czynności stanowiącej relaks. P r z y k ł a d e m
względu na w a g ę procesu twórczego dla samego autora.
— dłubanie w korze drzewnej ezy m i ę k k i m kamieniu —
Twórczość jest t u nie z a b a w ą , nie zajęciem, nie ubocznym
jako czynność wyraźnie relaksowa dla chirurga. Działanie
produktem zaintoresow ań, a sposobem życia, t r a n s m i s j ą
takie w swych pobudkach zbliża się do grupy 1 — w k t ó r e j
m i ę d z y osobowością człowieka a otoczeniem; w y n i k i e m
umieścimy robótki kobiece i t p . R ó ż n i c a jest t y l k o w m o t y ­
zarówno potrzeby wypowiedzi, określenia swej filozofii,
wacji. Gdy robótki (haftowanie, szydełkowanie) m a j ą na
indywidualnego stosunku do życia, ś w i a t a otaczającego —
celu przede wszystkim zdobienie w n ę t r z czy osoby, a więc
j a k i w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi plastycznej. W i ą ­
robione są w intencji upiększenia otoczenia — należą do 1
że się z k u m u l a c j ą właśnie plastycznych dyspozycji artys­
grupy, jeśli natomiast w y n i k a j ą z potrzeby estetycznej
tycznych.
manipulacji — zaliczymy je do omawianej t u grupy.
T u , w tej grupie znajdują się zarówno ludzie, k t ó r y c h
Granica między t ą g r u p ą a n a s t ę p n ą jest p ł y n n a . Raczej
twórczość jest w y p o w i e d z i ą w e w n ę t r z n ą , formą sprawiedliilościowa — a nie jakościowa. D z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e , baz­
r

I I . 29. Bronisław Surowiak, Warszawa. Człowiek, tusz. I I . 30. Tadeusz K o ł e k , K r a k ó w . Sport, tusze kolorowe. I I . 31. Brunon
Podjaski, Bukowiec, pow. Jelenia Góra. Sanatorium Bukowiec opanowane przez diabla, olej.

211

""IW: a 5

v: in 0 « n ? . •

Redlioh, Nowa H u t a . Para w salonie, col.

212

I I . 36. Bronisław Makucki, Koszalin. Wnętrze Muzeum w Darłowie,

wośoi wymierzonej ś w i a t u , przestrogą, buntem, obsesją,
jak też i ci, którzy m a l u j ą świat z e w n ę t r z n y , ale p r z e ż y t y
osobiście, twórczo, samodzielnie, a nie pod w p ł y w e m za­
pożyczonych wzorów. O najwybitniejszych m o ż n a b y po­
wiedzieć, że są j a k gwiazdy świecące w ł a s n y m światłem,
a nie odbitym — j a k to ma miejsce u najlepszych z grupy
trzeciej. Znajdą się t u więc N i k i f o r , Monsiel (ił. 21) i Ociepka,
ale też i malarka k w i a t ó w Maria Wojtowicz (ił. 40), ogrodnik
Bazyli Albiczuk ( i l . 9), chirurg, prof. Jan Kossakowski
(il. 2); ludzie bez żadnego w y k s z t a ł c e n i a — i z n a u k o w y m i
tytułami; zupełnie samorodni — i podszkoleni, prowadzeni
przez instruktora. Ale —• trzeba t u d o d a ć •— t y l k o wtedy,
gdy pomoc instruktora-plastyka polega na rozwinięciu specy­
ficznych właściwości widzenia i odczuwania człowieka, na
poszanowaniu jego w y o b r a ź n i , a nawet techniki plastycznej
wypowiedzi.
Wyliczanio szczegółowe, kogo widzę w tej grupie nie
miałoby sensu, w i d a ć to zresztą z towarzyszącego arty­
kułowi zestawu ilustracji. Istotne jest dla mnie t y l k o wskaza­
nie na to, jak różne m o g ą b y ć osobowości, j a k różne środo­
wiska, zawody. Dozorca nocny W ł a d y s ł a w R y b k o w s k i ( i l .
13), lekarz — psychiatra H a l i n a D ą b r o w s k a , absolwentka
liceum ogólnokształcącego K r y s t y n a Szefler „ T u k w a " ( i l .
26), lakiernik W ł a d y s ł a w R z ą b , technik Grzegorz S t a ń c z y k ,
robotnik — poligraf Bronisław Surowiak ( i l . 29), górnicy—•
Jan Nowak ( i l . 22) czy E r w i n Sówka.
Niektórzy zostali j u ż przyjęci na podstawie prac do
Związku Polskich A r t y s t ó w P l a s t y k ó w , j a k np. Leokadia
Płonkowa (il. 38), Jan K a r w o t ( i l . 27), Maria Dalebora ( i l . 1).
Ci ostatni, mimo oficjalnego statusu artysty-plastyka, nadal

olej.

w y k o n u j ą swój pierwotny zawód. Dalebora jest prokura­
torem, K a r w o t — skrzypkiem w orkiestrze zespołu „ Ś l ą s k " .
Nazwiska te w y m i e n i a m t y l k o p r z y k ł a d o w o , wielu jest
ludzi, dla k t ó r y c h twórczość jest c z y m ś więcej niż r o z r y w k ą ,
z w y k ł y m hobby, niedzielnym malowaniem. A nawet, gdy
mowa o t y m niedzielnym malowaniu — istotne jest nie to,
k i e d y się ma w a r u n k i do pracy t w ó r c z e j , ale c z y m ona
jest dla człowieka, jakie zajmuje miejsce w hierarchi jego
potrzeb.
Dyspozycje twórcze s ą t u znacznie istotniejsze n i ż sam
talent. Talent jest bowiem umiejętnością w r o d z o n ą , łatwpścią realizacji — dyspozycje twórcze zaś p o t r z e b ą , skłonnoś­
cią. N i e należy więc u t o ż s a m i a ć talentu z potrzebami
twórczej wypowiedzi, choć przeważnie wiążą się ono ze
sobą. Zdarza się jednak, że silne potrzeby twórcze w y s t ę p u j ą
przy raczej miernych uzdolnieniach.
Nie ma danych, aby stwierdzić czy dyspozycje plastycz­
ne w i ą ż ą się ze stanem psychicznym człowieka. Prinzhorn
stwierdził, że w śród p a c j e n t ó w k l i n i k psychiatrycznych
t y l k o dwa procent maluje czy rzeźbi z własnej w o l i . Trudno
więc m ó w i ć t u o jakiejś w y r a ź n e j preferencji w o l i twórczej
u ludzi odbiegających od n o r m y zdrowia psychicznego
(zawsze zresztą hipotetycznej i zależnej od kontekstu —•
środowiska, społeczności). Można natomiast zaobserwować,
że w ś r ó d ludzi o z a k ł ó c o n y m stosunku do ś w i a t a z e w n ę t r z ­
nego w y s t ę p u j e często odcięcie się od ciśnienia opinii,
m ó d — i c a ł k o w i t a koncentracja na świecie w e w n ę t r z n y m .
Twórczość bywa wówczas ś r o d k i e m ujawnienia się osobo­
wości, jej ekspresją, wyrazem napięć i t y c h zakłóceń, k t ó r e
spowodowały c h o r o b ę — czyli aktem samoobrony organizmu,
r

213

214

4(1

„ucieczką w c h o r o b ę " . Nie trzeba chyba t ł u m a c z y ć , że w tej
sytuacji twórczość nosi często charakter indywidualnego
przekazu osobistej wizji. S t ą d zainteresowanie n i ą znakomi­
tego francuskiego malarza i teoretyka sztuki, Jeana Dubuffeta, który przywiązując szczególną w a g ę do twórczości nie
utomperowanej, nie obłaskawionej przez k u l t u r ę , m o d ę czy
konwencję — stworzył fundację i bogate muzeum , , L ' a r t
brut", na które złożyły się dzieła wybitnie interesujących
twórców samorodnych, niezależnych od oficjalnych wzorów.
Twórców, dla k t ó r y c h punktem wyjścia było nie stworzenie
„dzieła sztuki", lecz konieczność w e w n ę t r z n e j wypowiedzi,
ujścia dla gorejącej w y o b r a ź n i .
Dyspozycje twórcze i j a s k r a w o ś ć ich ujawniania się
w postaci „ s p o n t a n i c z n e j " zależą jednak nie t y l k o od psychi­
ki, alo i od czynników z e w n ę t r z n y c h , od ciśnienia środowiska,
stopnia zależności od wzorów, i co szczególnie istotno —
od sposobu kształcenia, prowadzenia amatora przez instru­
ktora — plastyka, ognisko i t p . Złe prowadzenie wiedzie do
przejmowania z z e w n ą t r z konwencji, k t ó r e się n a ś l a d u j e ,
do kenalizowania wypowiedzi osobistej w formach konwen­
cjonalnych.
Wiąże się z t y m w a ż n y problem — nieraz u t o ż s a m i a się
twórczość spontaniczną ze s z t u k ą n a i w n ą , „ i n n ą " , instynktywną. Zo swoistym p r y m i t y w i z m e m
wypowiedzi.
Jest to niesłuszne, choć oczywiście łatwiej b y ć „ s o b ą " ,
gdy się jest niezależnym od ciśnienia z e w n ę t r z n y c h wzorów,
gdy się jest debilem, k a l e k ą , izolowanym od otoczenia
głuchoniemotą czy ślepotą, gdy się żyje w leśnej głuszy,
w izolacji fizycznej lub psychicznej.
Nie zawsze jednak a u t e n t y c z n o ś ć p r z e ż y c i a i dyspo­
zycji twórczych w y r a ż a się w formie zupełnie nowej. B y w a ,

41

żo przyjmuje się model czyjejś sztuki jako sobie najbliższy.
Z n a k o m i t y m p r z y k ł a d o m jest t u dla mnie malarstwo górnika
Ewalda Gawlika ( i l . 45), k t ó r y nawiązuje do van Gogha nie
jako do malarskiej konwencji — ale jak do bliskiego sobie
wzorca artysty, człowieka, do jego postawy moralnej, dra­
m a t u życia, twórczości.
Sama „ o r y g i n a l n o ś ć " o niczym nie świadczy. Może b y ć
wręcz w y n i k i e m mody, wtedy „ o r y g i n a l n o ś ć " jest t y l k o
pozorna, z e w n ę t r z n a . Staje się sposobem, trickiem — nie
ma natomiast niczego wspólnego z rzeczywistą adekwat­
nością m i ę d z y twórczością a osobowością człowieka.
W ł a ś n i e w ś r ó d t y c h ludzi, dla k t ó r y c h sztuka jest
w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą , sposobem realizowania siebie, spoty­
ka się osobowości t w ó r c z e , prawdziwych a r t y s t ó w : Nikifora,
Felicję Głowacką, Jana Spychalskiego, Marię Daleborę,
Zygmunta Beksińskiego. „ N i o u c z o n y c h " , a w y b i t n y c h .
Nie k a ż d y jednak, k t o przejawia dyspozycje plastyczne
jest „ a r t y s t ą " i zasługuje od tej strony na nasze zaintereso­
wanie. Powiedzmy jasno, są to raczej w y j ą t k i , i jeśli na
I Triennale P l a s t y k i Nieprofesjonalnej znalazło się sporo
dzieł n a p r a w d ę interesujących i w a r t o ś c i o w y c h artystycznie,
to nie zapominajmy, iż zostały ono wybrane spośród wielu,
wielu t y s i ę c y o b r a z ó w i rzeźb n a d s y ł a n y c h w całym kraju
na p r z e g l ą d y plastyki amatorskiej. Wybrano je przecież
z przeszło 20.000 prac zgromadzonych na przeglądach woje­
wódzkich, a więc już po wstępnej selekcji, przy czym w Szcze­
cinie pokazano ok. 700 prac, a w Krakowie i Warszawie
ok. 300.
F a k t t a k ostrej selekcji absolutnie nie p o d w a ż a sensu
i rangi twórczości nieprofesjonalnej, szerokiego ruchu pla­
stycznego amatorstwa. Rzecz bowiem w t y m , że w odróż-

215

I I . 42. Urszula Z a p a ł a - B u k s e , R a c i b ó r z . Portret,

olej. I I . 43. H e n r y k Wloczywoda, Bydgoszcz. Dziewczyna

nieniu od m i a r y ocen w sztuce zawodowej — w twórczości
nieprofesjonalnej w a r t o ś ć ściśle plastyczna jest t y l k o jed­
n y m z k r y t e r i ó w , i ś m i e m twierdzić — nie n a j w a ż n i e j s z y m .
B ą d ź m y sprawiedliwi. W nurcie nieuczonej sztuki
spotyka się dzieła świetne, urocze, urzekające autentyzmem,
siłą bezpośredniego przekazu osobowości artysty, spotyka się
obrazy i rzeźby dające widzowi wzruszenie, inspirujące
artystycznie — i dlatego I Triennale uznane zostało przez
szczecińską k r y t y k ę za ewenement. Ale nie dla artystycz­
nych wartości otacza się ruch amatorski zainteresowaniem
i p o m o c ą (zresztą niewielką). P r z e s ą d z a j ą o t y m inne czyn­
n i k i — natury ogólnokulturowej, społecznej, psychologicznej.

*
Przeprowadzony t u podział ma oczywiście sens t y l k o
orientacyjny. Określając sfery, w k t ó r y c h przejawiają się
uzdolnienia i dyspozycje plastyczne, posłużyłem się „ m o d e ­
l a m i " , k t ó r e , j a k to bywa zawsze przy budowaniu teoretycz­
nych konstrukcji, m a j ą t y l k o p r z y b l i ż o n ą w a r t o ś ć , uprasz­
czają złożone zjawisko psychologii twórczości i nie zawsze
d a d z ą się odpowiednio z a a p l i k o w a ć w praktyce, czasom
bowiem w y s t ę p u j ą motywacje, k t ó r e mieszczą się w paru
grupach lub na ich s t y k u . Nie chodziło t u jednak o to,
żeby poszufladkować ludzi, ale b y p o k a z a ć , że dyspozycje
plastyczne m o g ą się realizować na r ó ż n y c h p i ę t r a c h świado­
mości, inwencji i uzdolnień, i że przejawiają się one w róż­
nych sferach działania.
Modele te m a j ą znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy za­
stanawiamy się nad dyspozycjami t w ó r c z y m i ludzi, nad
ich inklinacjami. P o z w a l a j ą może t r o c h ę lepiej zrozumieć
zjawisko, k t ó r e nazwano twórczością (plastyką) nieprofes­
jonalną.

216

wiejska,

olej.

W y b ó r tego określenia nie b y ł przypadkowy, mimo
że nie jest to określenie ł a d n e . „ N i e p r o f e s j o n a l n y " jest
przeciwieństwem czegoś, co jest „profesjonalno", a więc
wyuczone, wykonyw ane fachowo, sprawnie zawodowo.
„ N i e p r o f e s j o n a l n y " oznacza więc t u tyle, co nie wyuczony,
nie t r a k t u j ą c y swej twórczości jako zawód, rzemiosło.
Mieści się więc w t y m określeniu k a ż d e działanie plas­
tyczne, k t ó r e p o w s t a ł o samorodnie, spontanicznie, bez okre­
ślonego t r y b u szkolenia niezbędnego dla uzyskania patentu
plastyka. A więc i twórczość wiejskich p r y m i t y w ó w (samo­
dzielnie k s z t a ł t u j ą c y c h swój warsztat artystyczny i formę
wypowiedzi) i t z w . naiwnych, i wszelkiego autoramentu
a m a t o r ó w , mniej czy bardziej podszkolonych, i wreszcie
a u t o d y d a k t ó w . Pojęcie „ n i e p r o f e s j o n a l n y " obejmuje więo
zarówno a n a l f a b e t ę , j a k i człowieka o dużej wiedzy i kultu­
rze, „ n a i w n e g o " i ś w i a d o m e g o .
Poza „ n i e p r o f e s j o n a l n y m i " s ą więc jedynie „profes­
j o n a l n i " . W sytuacji polskiej b ę d ą t o artyści-plastycy za­
wodowi, usankcjonowani p r z y n a l e ż n o ś c i ą do ZPAP lub
odpowiednim zaświadczeniem Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki.
B ę d ą t u t e ż t w ó r c y ludowi, rzemieślnicy, przejmujący warsz­
tatowe umiejętności i tradycyjne f o r m y ; zawodowo trudnią­
cy się określoną dziedziną wytwórczości artystycznej.
P o m i n i ę t o t e ż na Triennale malarstwo dzieci, które
jest zjawiskiem o d r ę b n y m . P o m i n i ę t o również te formy
plastycznej wypowiedzi, k t ó r e w zamierzeniu swym nie
m i a ł y pełnić roli „dzieła s z t u k i " , choć mogłyby być dla
widza interesujące nawet od strony artystycznoj, a więo
m a l u n k i na ś c i a n a c h d o m ó w i d o m k ó w campingowych
i w o g r ó d k a c h działkowych, kompozycje ogrodów, kącików
z k w i a t a m i przed oknem, b u k i e t y z suszu i sztucznych
k w i a t ó w , dekorację mieszkania, m a k i j a ż i „przyrządzanie"
siebie, r y s u n k i i r z e ź b y w piasku, lodzie, dorysowywanie
7

•tejo 'пгогшрВ zvzfdj

•fs[0 'эо.птрпши

•eoiM.og.trg; 'ЧТ1^«0 P l ^ a

'S?

II

-jsiudrig ' c q f e ^ z g jfezsptreuj -ff -Ц



47

I I . 46. K a r o l Sorychta, Jelenia Góra. Moja matka też Gioconda, olej. I I . 47. Franciszek Szyłojko, Supraśl. Leda, olej.
(Kopia z reprodukcji obrazu Loonarda da Vinci).

r ó ż n y c h treści na fotografiach (zwłaszcza portretach), col-''
laże, rysunki „ k o n f e r e n c y j n e " , dekoracyjne pismo kali­
graficzne (kaligramy), t a t u a ż , zdobienie kulinarne (stołu,
potraw), para - a r t y s t y c z n ą twórczość fryzjerów i cukier­
ników, ręcznie malowane szyldy i reklamy, dekorację „ p o p artowską" samochodów i t d .
Szkoda m i , że na Triennale nie u d a ł o się p o k a z a ć
t y c h przejawów inwencji plastycznej, nawet w formie foto­
graficznego aneksu. Niestety — m a ł o co jest utrwalone,
po prostu n i k t się nie zajmuje d o k u m e n t a c j ą t y c h p r z e j a w ó w
ludzkiej a k t y w n o ś c i . A w opiece nad amatorami wciąż trzy­
mamy się dawnego schematu tworzenia „dzieł s z t u k i " .
Regulaminy większości p r z e g l ą d ó w powiatowych i woje­
wódzkich nawet zastrzegają, że przyjmowane b ę d ą jedynie
obrazy, rzeźby, grafika. N a ile słuszne jest to ograniczenie
pola oddziaływania i n s t r u k t o r ó w , plastyka? Nie wiem. Są­
dzę, że jest to jedno z p y t a ń , na k t ó r e trzeba będzie odpo­
wiedzieć w bliskim czasie.
Triennale ograniczało się więc do dyscyplin t r a d y c y j ­
nych. T y m bardziej, że przyświecała m u m y ś l konfrontacji
n u r t u niezawodowego z zawodowym. Pokazania różnic,
pokazania też tego, co ciekawe, wartościowe, a nawet inspiru­
jące. I d e ą wystawy było właśnie zderzenie r ó ż n y c h postaw
w plastyce nieprofesjonalnej. Zademonstrowanie zjawiska
w różnorodności form, „ c h a r a k t e r ó w pisma". I chyba to
przede wszystkim różniło Triennale od innych wystaw,
któro p o k a z y w a ł y t y l k o w y c i n k i zagadnienia — twórczość
ludową, naiwnych, a m a t o r ó w , grupy środowiskowe i zawo­
dowe.
Na pewno Triennale b y ł o b y dla wielu widzów, zwłaszsza zawodowych p l a s t y k ó w bardziej „ z a b a w n e " , gdyby
ograniczyło się t y l k o do prezentacji „ n a i w n y c h " . Ale prze­
cież nie o to chodziło. Po to właśnie p r z y j ę t o formułę szeroką
— plastyki nieprofesjonalnej — aby p o k a z a ć wszystko, co

218

w a r t o ś c i o w e na r ó ż n y c h szczeblach świadomości. Obok ludzi
naiwnych (z różnego zresztą powodu) są przecież też „auten­
t y c z n i " t w ó r c y wśród ludzi w y k s z t a ł c o n y c h . I c h wypowiedź
musi b y ć oczywiście inna, ponieważ inna jest ich osobowość,
k u l t u r a , psychika. Zachęcanie t a k i c h ludzi do „naiwności"
b y ł o b y nonsensem. Mogą p r z e j m o w a ć (i robią to czasem —
vide i l . 20) wzorzec stylowy „ n a i w n y c h " , podobnie jak wzo­
rzec „ n a i w n y c h " przyjęło wielu a m a t o r ó w jugosłowiańskich,
zachodnio-niemieckich czy francuskich, ale właśnie w tym
widzę uleganie modzie i co t u dużo mówić, bodźcom komer­
c y j n y m . Rzecz dotyczy zresztą i p l a s t y k ó w zawodowych,
nie wchodzę t u nawet w przyczyny, dla k t ó r y c h ktoś przyj­
muje konwencję „ n a i w n ą " — faktem jest, że wlaśnio w tej
„ k a t e g o r i i " zdobyli we Włoszech medale nasza Maria Anto
i Fantazos Ziembicki.
Naturalne jest, gdy twórczość jest adekwatna do po­
ziomu kulturalnego człowieka, do ś w i a d o m y c h jego ambicji.
T y l k o , że i m większa k u l t u r a , t y m trudniej o spontaniczność,
świeżość obserwacji i w y o b r a ź n i , swobodę i śmiałość twórcze­
go a k t u .
W y p a d a z a p y t a ć , co p o k a z a ł o Triennale, jakie może
n a s u w a ć wnioski ? C h c i a ł b y m t u powiedzieć o paru sprawach.
Wyselekcjonowano dzieła a r t y s t ó w nieuczonych mógł
b y ć w y b i t n i e interesujące artystycznie; wzbogacają obraz
sztuki naszego czasu o nowo odcienie. P r z y p o m n ę t u stwier­
dzenie Dubuffota i Rolanda Topora — że jedynie ciekaw^
jest twórczość, k t ó r e j źródła t k w i ą w zakamarkach ludzkiej
psychiki, k t ó r a ujawnia czy wręcz demaskuje to, co jest
autentycznym problemom czy nawet dramatom człowieka.
W sztuce, wśród zalewu prac poprawnych, pseudo-oryginalnych, a często wirtuozowskich formalnie — ważna jest nie
z e w n ę t r z n a ich p o w ł o k a , ale t o , co artysta ma innym na­
p r a w d ę do powiedzenia. Jest s m u t n ą p r a w d ą sztuki naszego
czasu, że coraz trudniej jest powiedzieć coś ważnego, a nawet

<

tylko nowego. Nie sądzę, aby „ n i e u o z e n i " mieli nam d u ż o
do powiedzenia o świecie. Ale m ó w i ą o sobie wtedy, gdy
w swej twórczości są tacy jacy są, właśnie przez brak wiedzy
zapożyczonej, wyuczonej, właśnie dlatego, żo u najciekaw­
szych z nich — forma, jak kokon, wysnuta jest z w e w n ą t r z ,
jost funkcją psychiki, w y o b r a ź n i , idei, obsesji.
Mówi się, a czasem t a k jest istotnie, że w sztuce „nieuładzonej", nieutemperowanoj przez k u l t u r ę — ujawnia się
prawda ludzka. A to się liczy, zwłaszcza w naszej epoce,
bardziej niż zręczność, efoktowność, p o p r a w n o ś ć .
Ale co jest n a p r a w d ę w a ż n e w tej twórczości niepro­
fesjonalnej ? Poziom? Forma? Czy m o ż e jej rola dla samego
malarza ?
Wspominałem, że k r y t e r i u m „ a r t y s t y c z n e " jest w moim
głębokim przekonaniu wcale nie najważniejsze w ocenie
s p o ł e c z n o j roli sztuki niezawodowej. T u właśnie w i d z ę
zasadniczą różnicę m i ę d z y stosunkiem do sztuki profesjo­
nalnej a nieprofesjonalnej.
Podstawowym bowiem k r y t e r i u m oceny zawodowego
artysty-plastyka jest jakość artystyczna jego dzioła. Nie
interesuje nas czym jest obraz dla niego samego, nie ob­
chodzą nas jogo w e w n ę t r z n e perypetie. Jest zawodowcom,
którego fach na t y m polega, że pokazuje swoje dzÍ3la
publiczności. Obraz czy r z e ź b a s t a j ą się częścią „ r y n k u " ,
patrzymy na nie jak na towar, j a k na przedmiot artystycz­
ny, który powinien n a m coś m ó w i ć , n a w i ą z a ć z n a m i
jakąś nić porozumienia.
Ale w twórczości niezawodowej k r y t e r i u m jakości arty­
stycznej jest t y l k o j e d n y m z k r y t e r i ó w i t o , jak j u ż po­
wiedziałem, nie n a j w a ż n i e j s z y m . W ó w c z a s gdy w plastyco zawodowej interesuje nas efekt, p r o d u k t , dzieło. S z t u ­
ka. W plastyce zaś nieprofesjonalnej n i e p o r ó w n a n i e waż­
niejsza jest s a m a t w ó r c z o ś ć , to czemu ona służy,
jaką pełni rolę dla samego t w ó r c y , dla środowiska. Dlatego,
aby wlaściwio ocenić społeczną rolę p l a s t y k i niezawodowej,
trzeba zdawać sobie s p r a w ę z tego:

Bywa, że człowiekowi zostaje w życiu t y l k o twórczość.
I szczęśliwy ten, k t o j ą wówczas ma, k t o może w niej w y ­
ł a d o w a ć swe kompleksy, frustracje, napięcia. Gdy znakomity
chirurg, na skutek porażenia, staje się kaleką, niezdolnym
m ó w i ć i pisać — malowanie staje się dla niego n o w ą treścią
życia. Ludzie m a l u j ą , r y s u j ą , rzeźbią — aby odnaleźć sens
egzystencji, aby z o b i e k t y w i z o w a ć swoje nieszczęście. Spot­
k a ł e m w Barczewie człowieka bez r ą k , k t ó r y m a l o w a ł pędz­
lem t r z y m a n y m w ustach. W Konstancinie dzieci o po­
r a ż o n y c h po Heine-Medina k o ń c z y n a c h rzeźbią w glinie
p a t y k i e m t r z y m a n y m palcami nogi lub w ustach. (Są radosne,
c h w a l ą się swymi k o t a m i , d i a b ł a m i , k r ó w k a m i ) . Maluje
niowidoma, Józefa Budzyn-Nowakowa, uprzednio modeluje
z p a p k i papierowej płaskorzeźbę, k t ó r ą n a s t ę p n i e pokrywa
farbami, maczając pędzel w odpowiednio ustawionych słoi­
kach. (Oczywiścio utrata wzroku n a s t ą p i ł a j u ż w wieku
d o j r z a ł y m — s t ą d pozostała p a m i ę ć p r z e d m i o t ó w i barw).
R z e ź b i niewidomy m a s a ż y s t a z Ciechocinka, przeważnie
f i g u r k i psa, portrety swojego psa, k t ó r e g o stale „ o g l ą d a "
r ę k a m i . Ludzie nagle rzuceni poza b u r t ę życia, pozbawieni
dotychczasowych zainteresowań, zajęć — znajdują w twór­
czości nowy sens życia. N i g d y nio z a p o m n ę dziewięćdziesięciokilkuletniego Alfreda Długosza, malarza-amatora z Gor­
l i c ; od czasu swej emerytury malował n a m i ę t n i e i z powagą,
a u m i e r a j ą c , z a ż ą d a ł b y m przyjechał do niego, chciał bo­
wiem dorobek swego życia o d d a ć do I n s t y t u t u Sztuki. B y ł
już nieprzytomny, ale gdy wszedłem do jego pokoiku
w domu dla przewlekle chorych — p o z n a ł mnie, uśmiechnął
się z t r u d e m i p o w i e d z i a ł : „ P a n i e , ja m i a ł e m piękne życie.
B y ł e m malarzem".

— czym jest ona dla higieny psychicznej autora;
— jaka jost jej rola w rozwoju k u l t u r a l n y m t w ó r c y ,
we wzbogaceniu jego osobowości;
— jak wpływa ona na środowisko.
Dopiero na końcu w y m i e n i ł b y m zdolność budzenia wzruszeń
i emocji artystycznych samym dziełem.

Ale nie m ó w m y o p r z j k ł a d a c h drastycznych, nie chciał­
b y m sugerować niechcąco, że zjawisko dotyczy niewielkiej
grupy ludzi. Z b a d a ń ankietowych, k t ó r e właśnie prowadzi­
m y w Pracowni P l a s t y k i Nieprofesjonalnej I n s t y t u t u Sztuki
P A N w y n i k a — że motywacja psychologiczna dominuje
zwłaszcza wśród ludzi w wiekii ś r e d n i m i dojrzałym. Napotyka
się j ą w większości ankiet ludzi, k t ó r z y zaczęli rzeźbić i malo­
w a ć w wieku emerytalnym.
D l a ludzi zajmujących się czynnie p l a s t y k ą twórczość
jest b o d ź c e m zainteresowań „ w i e l k ą " s z t u k ą . Badania pu­
bliczności odwiedzającej muzea sztuki w y k a z u j ą wśród zwie­
d z a j ą c y c h d u ż y odsetek a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w . Większość
ma w domu książki o sztuce, reprodukcje, chodzi na wy­
stawy. Sam fakt malowania czy rzeźbienia wyróżnia jed­
n o s t k ę w środowisku, i to jest zjawisko nowo, ważne.
Oczywiście bardziej skomplikowana jest ocena roli plas­
t y k i niezawodowej w upowszechnianiu k u l t u r y , zwłaszcza
plastycznej. Czy jest to rola zawsze doda nia?

Problem funkcji jest absolutnie podstawowy. Bez
zrozumienia jego niemożliwa jest ani p r a w i d ł o w a ocena
zjawiska, ani polityka j a k ą n a l e ż y wobec niego stosować.
Triennale — widziano w oderwaniu od zarysowanej t u
hierarchii funkcji jest t y l k o c i e k a w o s t k ą , argumentem do­
wodzącym, żo przy bardzo dużej selekcji m o ż n a znaleźć
w nurcie twórczości nieprofesjonalnej interesujące osobo­
wości i wartościowe dzieła. Ale t o nie jest w y s t a r c z a j ą c y m
powodem, aby otaczać ten n u r t zainteresowaniem i opieką.
Jest nim natomiast rola społeczna i k u l t u r o w a tego n u r t u .
Higiena psychiczna.
Nie przypadkiem w y ­
mieniam t ę s p r a w ę na pierwszym miejscu. Jest n a j w a ż ­
niejsza. Nieprawda, że dotyczy znikomej liczby osób o zakłóconoj psychice. D o t y c z y milionów, jest więc powszechna
i — niestety — coraz bardziej widoczna. Niezależnie od
ustroju, jest to bowiem sprawa relacji p o m i ę d z y j e d n o s t k ą
a światom. Nasze środowisko bio-psychiczne jest niestety,
jak cała przyroda, podatne na „zanieczyszczenie". C y w i l i ­
zacja przemysłowa zakłóca r y t m życia, stawia organizm,
zwłaszcza psychikę przed „ p r z e c i ą ż e n i a m i " . H a ł a s , zanie­
czyszczenie powietrza, t r u d n o ś c i komunikacyjne —• wszystko
to wpływa na osłabienie odporności przez czynniki fizyczne,
zewnętrzne; przez wzrost nerwowości, n a p i ę ć , zmęczenie,
przez osłabionie naturalnych m e c h a n i z m ó w obronnych.
Sprzyja to pogłębianiu się stressów w y n i k ł y c h ze złego
układu s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h , osobistych d r a m a t ó w ,
załamania dotychczasowych m a r z e ń , złudzeń, nadziei.

Mogę takich p r z y k ł a d ó w p o d a ć d u ż o . I co — j a k mie­
r z y ć twórczość t y c h ludzi? W a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą ? Zmarsz­
czyć brew i p o w i e d z i e ć : — tło jakieś t u martwe, a i kolory
nieciekawe — gdy obraz ten n a m a l o w a ł m ł o d y człowiek cier­
p i ą c y na zanik mięśni, a więc b e z w ł a d n y i bezbronny,
z trudem t r z y m a j ą c y ołówek w dłoni.
r

2

Zacznę od p o z y t y w ó w . Celowe jest w ogóle u ś w i a d a m i a ­
nie ludziom, że sztuka ma sens, że m o ż e b y ć p o t r z e b ą ,
d a w a ć satysfakcję. Dlatego ważno jest nawet samo w y s t ę ­
powanie w środowisku — ludzi czytających, słuchających
m u z y k i , t r a k t u j ą c y c h f i l m czy telewizję jako coś więcej niż
chwilową r o z r y w k ę , oglądających wystawy, malujących,
rzoźbiących. W a ż n e , ale wtedy gdy u ś w i a d a m i a istnienie
potrzeb „wyższego r z ę d u " , gdy jest c z y m ś więcej niż spo­
sobem zarobku, c h a ł t u r ą . T y l k o wtedy. Sens upowszechnia­
nia sztuki widzę bow iem nie w p o b i e ż n y m uczeniu stylów
historycznych, nie w t ł u m a c z e n i u idei, formy, konstrukcji,
nio w przekonywaniu, że Picasso jest wielkim malarzom,
ale w stwarzaniu innego — niż potoczny — systemu odnie­
sień, w tworzeniu w zorca życia, w k t ó r y m decyduje nie
pieniądz, nie kariera, a wartości bezinteresowne, ideowe,
7

7

219

moralne. Doceniam l u d y c z n ą funkcję sztuki, doceniam sens
propagowania idei p i ę k n a na co dzień — c h o ć b y dlatego,
że łączy się niespodzianie blisko z pojęciem dobrej roboty,
rzetelności. Ale jeśli widzę głęboki sens sztuki w społeczeń­
stwie, to z innego powodu. Sztuka zaspokaja ( i budzi) t ę
sferę potrzeb, k t ó r ą z w y k l i ś m y łączyć z w i a r ą , religią. Czyni
ludzi lepszymi, bardziej w r a ż l i w y m i , o t w a r t y m i na życie,
problemy moralne, ideowe.
W i d z ę sens wystaw sztuki nieprofesjonalnej, gdyż uprzy­
t a m n i a j ą one, że twórczość nie jest s p r a w ą „ e l i t y " , nie
jest c z y m ś n i e d o s i ę ż n y m . P r z e ł a m u j ą one ostre bariery, za
ostre, dzielące dziś społeczeństwo na „ t w ó r c ó w " i „odbior­
c ó w " . W i d z ę sens, ponieważ plastyka a m a t o r ó w jest ł a t w i e j ­
sza w odbiorze, pozwala łatwiej p r z y j ą ć u m o w n o ś ć , bez
której nie ma przecież sztuki.
W i d z ę sens — ale t y l k o wystaw selekcjonowanych,
zwłaszcza środowiskowych, g d y ż t a m najlepiej spełniają
role, o k t ó r y c h mówiłem w y ż e j . Naturalnie pozytywna rola
wystaw a m a t o r ó w większa jest t a m , gdzie w y s t ę p u j ą one
na k u l t u r a l n y m ugorze, gdzie brak innych możliwości kon­
t a k t ó w z d o b r ą s z t u k ą — a mniejsza, gdy k o n k u r u j ą z w y ­
stawami zawodowych p l a s t y k ó w .
Bywa bowiem, że stają się rywalizacją złą, g d y ż oferują
prawie zawsze wartości łatwiejsze, wzruszenia — t a ń s z e .
A sztuka u ł a t w i o n a , nie w y m a g a j ą c a myślenia, nie b u d z ą c a
refleksji, nie rozwijająca świadomości widza — m o ż e b y ć
nawet hamulcem w rozwoju k u l t u r a l n y m człowieka.

G r o ź n a wydaje się fala komercjalizmu, wdzierająca się
do ruchu amatorskiego. Obwieszanie złymi, martwo po­
c z ę t y m i obrazami kawiarni, sprzedawanie ich w tychże
kawiarniach, a t a k ż e — co gorsze — na r ó ż n y c h oficjalnie
popieranych kiermaszach. Niepokoi nie fakt sprzodaży ja­
kichś lepszych czy nawet gorszych obrazów, ale niemal
oficjalne montowanie „ d r u g i e g o r y n k u " , stwarzanie bodź­
ców do komercjalizacji twórczości, z założenia przecież
amatorskiej, a więc bezinteresownej.
Popularyzacja sztuki słabej, pseudo-sztuki, w kraju,
gdzie amatorszczyzna wdziera się r ó ż n y m i szczelinami—
do wzornictwa przemysłowego, do p a m i ą t k a r s t w a , do rze­
m i o s ł — musi b u d z i ć n i e p o k ó j .
Konieczne jest więc p r z e m y ś l e n i e tego zagadnienia i wy­
eliminowanie niedobrych p r a k t y k . Jest to bodaj że naj­
bardziej pilna i w a ż n a sprawa w ś r ó d zarysowanych tu
problemów.
Twórczość nieprofesjonalna zajmuje w a ż n e miejsce wnaszej kulturze. Jest zjawiskiem rozwijającym się dynamicznie,
ciekawym i bynajmniej n i e ł a t w y m do sterowania. Toteż
dobrze, że w ślad za Triennale zostanie zorganizowane
sympozjum poświęcone problemom niezawodowej, amator­
skiej plastyki. Powinno ono p r z y n i e ś ć w efekcie nie tylko
d y s k u s j ę czy nawet wspólnie p r z e m y ś l i ne tezy, ale i znaleźć
wyraz w polityce kulturalnej Resortu K u l t u r y . Czas po
temu n a j w y ż s z y .

PRZYPISY

' I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Szczecin,
Wojowódzki D o m K u l t u r y , Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich,
2—20.VI.1974 r. Koncepcja i w y b ó r prac z p r z e g l ą d ó w
wojewódzkich: Zofia Bisiakowa i Aleksander Jackowski
(komisarz wystawy). Katalog — opr. A . Jackowski.
W y b ó r prac z Triennale pokazano n a s t ę p n i e w K r a ­
kowskim D o m u K u l t u r y , Pał&c p o d Baranami, 3 0 . V I —

25.VII.1974 r. oraz w P a ń s t w o w y m Muzoum Etnograficz­
n y m , Warszawa, 5.X—15.XI.1974r. W p l a k a c i o w g projektu
Krzysztofa Pęcińskiego wykorzystano obraz Ogród Bazylego
Albiczuka z D ą b r o w i c y D u ż e j , pow. Krasnystaw.
2 Por. W ł . Cichocki, Praca oświatowa w Muzeum Sztu­
ki w Lodzi [ w : ] Rocznik Muzeum Sztuki w Lodzi 1930—1962,
Łódź 1965," s. 161, 166.

F o t . ; E . K o z ł o w s k a — T o m c z y k — i l . 2 1 ; L . Sempoliński—il. 20; St. S t ę p n i e w s k i - i l . 12 ; J . Świderski—il. 1-11, 13-19, 22, 24-47;
W . W o l n y - i l . 23

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.