4e3dc6780778cf94188ece95eedb60d8.pdf

Media

Part of Recenzje / LUD 1994 t.77

extracted text
Lud,

t. 77,

1994

III. RECENZJE

Edward T. S a i d, Culture

and imperia/i.~m, Alfred A. Knopf, New York 1993, ss. 380.

Postać Edwarda Saida, obecnie profesora Columbia University, autora jedenastu
książek, w tym sławnego Orientalizmu,
została przybliżona polskiemu czytelnikowi
dzięki niedawnemu przekladowi właśnie tego wymienionego opracowania. Ale śmiało
można powiedzieć, że jest to autor w naszym kraju nadal praktycznie nieznany, choć na
Zachodzie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, uważany za klasyka współczesnej
humanistyki. Może o tym świadczyć choćby wydanie książki Said Reader, jednej z serii
podobnych, którymi honoruje się wyłącznie naj wybitniejsze indywidualności naukowe
naszych czasów. Na setki stron liczyć można także polemiki zjego poglądami, wyrażane
przez antropologów i historyków, których autor Orientalizmu przywołał jako współtwórców specy(jczncgo postrzegania świata pozaeuropejskiego przez naukę i literatur<;;.
Said jest przede wszystkim literaturoznawcą, ale w bardzo szerokim pojęciu, gdyż jego
analizy dotycz" właściwie calości piśmiennictwa, które w różny sposób utrwalało
panującą w kulturze zachodniej samoświadomość. Said konfrontuje - właśnie opierając się przede wszystkim na dziełach literackich - w jaki sposób samoświadomość ta
odnosiła się do zjawisk wobec kultury Zachodu zewnętrznych, jak je oswajała
i nadawała im wykładnię zgodn" z panującym światopoglądem. Głównym tematem,
który od lat już zajmuje omawianego badacza, jest problem imperializmu, zarówno
w jego "czystej" postaci, przejawiaj"cej się pod postacią (jzycznego zawłaszczania
zdobywanych terytoriów, jak może przede wszystkim - imperializmu intelektualnego,
każącego rościć sobie prawo do jedynie prawomocnych opisów reprezentacji pojęciowych innych kultur, które dostały się w strefę wpływów tej szczególnej kultury, która
samą siebie traktowała jako kulturę uniwersalną. Jednym z najbardziej widocznych
przejawów owego intelektualnego imperializmu jest pisarstwo europejskie XIX i XX
wieku z jednej strony, a działalność antropologów kulturowych ze strony drugiej.
Książka CU/lUre and imperialism, jest - jak przyznaje to sam jej autor - w dużym
stopniu kontynuacj" Orientalizmu, gdyż rozszerza i niekiedy inaczej interpretuje zakres
problemów w niej podjętych. Wzajemna relacja pomiędzy "imperializmem" a "kultur,,"
zyskuje tutaj bardzo interesuj'lcą wykładnię, pokazana jest ona wielopłaszczyznowo
i subtelnie, gdyż Said jest właśnie badaczem subtelnym, dalekim od pokus jednoznacznego, linearnego postrzegania wspomnianej relacji. Nie chodzi więc w rozważaniach
o wskazywanie, po raz kolejny, wszelkich aspektów imperializmu i kolonializmu
widzianych od strony ideologicznej, politycznej i gospodarczej, ale raczej o zinterpretowanie "świadomości imperialistycznej" przejawiaj"cej się na gruncie kultury.
Said przyjmuje, że kultura posiada byt na tyle autonomiczny, iż daje się analizować
niezależnie od realiów ekonomicznych, społecznych i politycznych. Mało tego, ona
w dużym zakresie kody(jkuje obraz czasów, bezpośrednio lub pośrednio, choćby
w dzielach literackich. Inaczej mówiąc Said śledzi szczegółowo, w jaki sposób idea
imperium znajdowała odzwierciedlenie w zjawiskach twórczości literackiej i naukowej,
w jaki sposób obrazowała
"strukturę podejścia i odniesienia" względem zarówno

260
imperialnych, jak i peryferyjnych realiów świata klasycznego okresu kolonialnego.
I tutaj istotne zastrzeżenie, poczynione przez samego autora, które jedynie przypominam. Otóż obiektem zainteresowań omawianej książki są wylącznie imperia: brytyjskie
i francuskie przelomu XIX i XX wieku oraz współczesne problemy ostatniego
prawdziwego państwa "imperialnego" (państwa o ambicjach współtworzenia realiów
dzisiejszego świata), a więc Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wypada zgodzić się
z Saidem, że Francja i Anglia, pozostając w nieustannej rywalizacji jeśli chodzi o swe
kolonialne ambicje, postrzegały kwestię posiadłości zamorskich jako naj istotniejszy
element własnego bytu, jako niezbywalny element narodowej tożsamości. Widać to
w sposób przekonywający, jeśli prześledzi się rozważania na ten temat obecne
w twórczości Delacroix, Burke'a, Ruskina, Carlyle'a, Jamesa, Johna Stuarta Milia.
Kiplinga, Balzaca, Nervala, Flauberta, Austen czy Conrada. Pojęcie "imperium" bywa
tam zawsze kluczowym punktem refleksji i odniesienia. Podobnie zresztą ma się sprawa
i później, z dzisiejszymi, postmodernistycznymi
i postkolonialnymi czasami włącznie.
Said twierdzi, że pisarze, których twórczość omawia, tkwi,!, chcąc tego czy nie
chcąc, w historii własnych społeczeństw, kształtują tę historię i są przez nią samą
formowani, a zatem ich społeczne i indywidualne doświadczenie wielostronnie zawiera
się w tych szerszych realiach. Pisarze to również "nieodrodne dzieci epoki", ale nie
należy tego traktować w sposób sprymitywizowany, oni po prostu nie są w stanie
uwolnić się tak naprawdę od społeczeństwa i kultury, które skądinąd krytykują, pragną
zmienić, bądź - bo i tak bywa - gloryfikują. Może najdobitniejszym przykładem, zjak
złożoną materią mamy do czynienia, jest postać i dorobek Josepha Conrada-Korzeniowskiego, któremu Said poświęca wiele stron rozważań i traktuje z calą atencją jako
osobowość wymykającą się wszelkim jednoznacznym ocenom. Swoją drogą twórczość
Conrada stanowi punkt odniesienia dla wielu dzisiejszych antropologów, jako równolegly z dzialalnością Malinowskiego przejaw modernizmu intelektualnego.
Książka Culture and imperialism nie jest jednak - jak się rzeklo - zwyklą pracą na
temat imperializmu w kulturze, jak moglibyśmy sprawę ująć. Jej wartość intelektualna
i niezwykłość zasadzają się na zastosowanym w niej podejściu badawczym. Said jest
z pochodzenia Palestyńczykiem, do tego wywodzi się z rodziny protestanckiej (sic').
dzieciństwo spędził w realiach kultury arabskiej, a całe dorosle życie w USA. Można
więc śmiało rzec, że jest on dwukulturowy w prawdziwym sensie. Owa kompetencja
bycia "po tej i po tamtej" stronie ulega u niego uniwersalnemu uogólnieniu i staje się
także postawą naukową. W omawianej książce Said nazywa swoje podejście dwojako.
bądź mianem "kontrapunktu",
bądź bardziej nawet obrazowo - "nomadyzmu".
Stanowi ona sedno pomieszczonych w pracy rozważań, ona je przenika i formuje
specyficzny punkt widzenia relacji kultury i imperializmu. Said uważa, że większość
prac na ten temat, a "imię ich legion", pisana była z dwóch, wzajemnie się wykluczających perspektyw. Nazwijmy je - odpowiednio
- perspektywą centrum
i peryferii. Albo więc imperializm opisywany jest z punktu widzenia tych, którzy go
stworzyli i propagowali, albo z perspektywy niegdyś ujarzmionych narodów i państw.
dzisiaj poszukujących tożsamości i klucza do przeszłości, która nie byłaby przeszłością
"przedmiotową", ale "podmiotową". Jak łatwo się domyślić, prawie niemożliwe staje się
tutaj uzgodnienie jakiejś wspólnej płaszczyzny interpretacyjnej. To. co dla Algierczyka
jest li tylko złem szczęśliwie minionym, dla Francuza pozostaje problemem rozrachunku z własną przeszłością i przejawia się jako ciągłe napięcie pomiędzy konkurencyjnymi
wizjami własnego państwa.
Said proponuje inny rodzaj wglądu w te złożone problemy. Aby więc zobaczyć
związek pomiędzy rytuałem koronacyjnym
w Anglii a przyjęciami na dworach
panujących w dziewiętnastowiecznych
Indiach, nie wystarczy jedynie partykularna
perspektywa, albo z centrum, albo z peryferii. Kontrapunkt lub nomadyzm oznaczają.

261
że musimy myśleć o tych zjawiskach oraz interpretować je łącznie, mimo iż wyrażają
rozbieżne doświadczenia. I tak słynna powieść Kiplinga Kim, jeden z najświetniejszych
przykladów literatury późnego społeczeństwa wiktoriańskiej Anglii, daje obraz Indii,
który stanowi dokładną antytezę rzeczywistości społeczno-politycznej
tego kraju
widzianej przez ówczesnych przedstawicieli hinduskich ruchów niepodległościowych.
Ale ani sama powieść z osobna, ani analiza zjawisk "z hinduskim współczynnikiem
humanistycznym" nic powiedzą nam nic o owym napięciu i sprzeczności konkurencyjnych wizji urządzenia świata zawartych w rzeczywistych doświadczeniach imperializmu
i jego praktycznego przedłużenia - kolonializmu. Dopiero całościowe, nomadyczne
czytanie tej historii uzmysławia nam złożoność tamtejszych realiów. Mało tego, pozwala
nam także o wiele więcej zrozumieć z dzisiejszych dyskusji postkolonialnych, ostrożniej
ważyć racje obu stron.
Culture and imperialism składa się z czterech obszernych rozdziałów, które układają
się w chronologiczne! całość. Wywody Saida prowadzą nas z jednej strony według
zasady kontrapunktu, ale jednocześnie owa nomadyczna perspektywa dotyczy zawsze
ściśle określonego okresu historycznego. Jeśli więc czytamy o powieści Jane Austen
,\If al1sfleld Park jako o najbardziej explicite formułującej imperialistyczną
ideologię
posiadania i urządzania obcych terytoriów na wzór i na potrzeby Imperium Brytyjskiego połowy XIX wieku, to punkty odniesienia dla tych rozważań mieszczą się
w odpowiednim kontekście czasowym i terytorialnym. Słowem - nomadyzm nie jest
przekraczaniem i dowolnym zestawieniem interpretacji pochodzących z różnych czasów
i realiów. O ile rozdział Il ("Wizja skonsolidowana") i III ("Opór i sprzeciw") malują
kontrapunktową panoramę konkurencyjnego widzenia istoty imperializmu na przełomie XIX i XX wieku, o tyle dwa pozostałe mają nieco odmienny charakter. Rozdział
I ("Pokrywaj,!ce się terytoria, nakładające się historie") rysuje teoretyczną perspektywę
autora książki i stanowi jej specyficzne credo. Rozdział IV zaś ("Przyszła wolność od
dominacji") wprowadza czytelnika w gąszcz obecnych sporów i rozrachunków z imperialnym dziedzictwem. I tutaj również nie rezygnuje Said z zasady kontrapunktowego
ich przedstawienia. Chodzi o to, aby wsłuchać się dokładnie, jak dzisiejszy świat,
a w nim kulturę Zachodu widzą tacy, którzy wypowiadają się z wnętrza dawnych
kolonii, dominiów i terytoriów zależnych (Rushdie, Cesaire, Fanon, Memmi, poniekąd
Said osobiście), jak i przedstawiciele intelektualnej elity kultury, która nazywa się już
powszechnie postmodernistyczną,
co znaczy także: postkolonialną.
Książka Edwarda Saida jest koronnym dowodem na zjawisko, które staje się coraz
bardziej widoczne w dzisiejszej humanistyce. Nie chodzi tutaj tylko o szeroko
omawianą tekstualizację nauk społecznych, ale o fakt, iż podnietą dla poszczególnych
dyscyplin staje się to, co pisze się na ich obrzeżach, a więc z innego nieco punktu
widzenia. Dlatego też fascynują książki Michela de Certeau i Edwarda Saida, bowiem
uzupełniają one doskonale i wręcz rozszerzają problematykę, która zajmuje antropologów, socjologów i filozofów. Wydaje się, że zapowiadane przed laty przez
Clifforda Geertza "wymieszanie się gatunków" jest oto faktem dokonanym.
Polskiemu czytelnikowi problemy podjęte w książce mogą się wydawać niekiedy
odlegle. Gdzie Polska, gdzie rodzima etnografia i gdzie imperializm. Nieslusznie. Jeśli
tylko pojęcie kontrapunktu
rozszerzyć i na nasze realia, odnajdziemy echo zjawisk
opisywanych w książce wc własnej tradycji intelektualnej, choćby w podejściu do
kultury chlopskiej; również i my jesteśmy cząstką historii, o której traktuje Culture and
imperialism. A jeśli ktoś chce zrozumieć, co miał na myśli Bronisław Malinowski
mówiąc, iż będzic "Conradem antropologii", do książki Saida zajrzeć musi.

Wojciech

J. Burszta

262
Martyn H amm ers l ey, What's
Routledge, London 1992.

wrong

with

ethnography!

Methodological

explo-

ration,

Studium Martyna HammersJey'a What's wronq with ethnoyraphy stanowi prowokujący, na tle dominujących dziś trendów i mód myślenia, glos w dyskusji o statusie
etnografii. Studium, jak sugeruje podtytuł, ma charakter mctodologiczny. Autor
deklaruje się jako oponent postaw dekonstrukcjonistycznych
i relatywistycznych, ale też
jako zdecydowany przeciwnik naiwnego realizmu wpisanego głęboko, jego zdaniem.
w badania etnograficzne. Własną postawę autor określa jako postawę umiarkowanego
realisty, ale uważa, że anty realistyczne i relatywistyczne wyzwanie, przed jakim staje
dziś etnografia, nie może być bagatelizowane.
Praca składa się z trzech części. Pierwsza nosi tytuł: "Etnografia, teoria, realność":
druga - "Etnografia jej odniesienia i praktyka"; trzecia - "Ilościowe a jakościowe
metody badań".
Etnografię Hammersley pojmuje najogólniej jako metodę czy wręcz technikę badań.
która w ostatnich trzydziestu latach stała się jedną z głównych metod badawczych nie
tylko w obrębie antropologii społecznej i kulturowej, gdzie zawsze zajmowała centralm,
pozycję, ale i na gruncie innych nauk, określanych przez autora miancm społecznych.
Metoda ta, naj bliższa studium przypadku, zdaniem Hammersley'a, jest jednak przeceniana, nie pozwala bowiem na rozwiązanie problemów, przed którymi nauki te stają.
Nie stanowi żadnego swoistego paradygmatu metodologicznego.
Deklarowanym celem pracy jest pokazanie, że problemy, przed którymi stają
badacze społecznego życia ludzi i kultury, są bardziej skomplikowane. niż to oni sami
sugerują i nie da się ich skonceptualizować w terminach współzawodniczących zc sobą
paradygmatów.
Autor już w pierwszym rozdziale kwestionuje zasadność konceptu, który ma
wyróżniać metodę etnograficzną, konceptu teoretycznego opisu. Na podstawie przekonania, że "odkrywanie" społecznego świata może się dokonać tylko w bezpośredniej
obserwacji i uczestnictwie w "naturalnym" otoczeniu, etnografia bywa traktowana jako
teoretyczny, analityczny opis. Upatrywanie przez tę dyscyplinę swego celu w teoretycznym opisie i przekonanie o integracji teorii i opisu jest, zdaniem autora, źródłem
fundamentalnych
nieporozumień co do natury samego opisu i eksplanacji dostarczanych przez etnografię. Opis nie może być teoretyczny w tym sensie, że tyczy
partykularności
(reprezentuje obiekty i zdarzenia w konkretnej czasoprzestrzeni).
a teoria odwołuje się do generalności; z drugiej zaś strony, wszelkie opisy są
ustrukturyzowane przez teoretyczne założenia. Tak więc opisy nie mogą być teoriami.
a są "teoretyczne" w tej mierze, w jakiej opierają się na konceptach i teoriach. Myślę. że
są to dylematy dość powszechnie przez etnografów uświadamianc. W literaturze
etnograficznej autor odnajduje cztery podstawowe rozumienia opisu "teoretycznego":
opis wewnętrzny (oparty na wglądzie), opis społecznych mikrokosmosów (jego cel znaleźć ogólne w szczegółowym), opis jako aplikacja i testowanie teorii oraz opis jako
rozwijanie teorii poprzez studia granicznych przypadków. Hammersley opowiada się za
rozumieniem opisu etnograficznego jako procedury zastosowania teorii, choć jego
zdaniem, trudno dziś powiedzieć, czy teorie, które są aplikowane, wymagają testowania
za pomocą metod hipotetyczno-dedukcyjnych,
czy są one teleologicznymi modelami.
czy idealnymi typami rodzajów identyfikowanymi przez Maxa Webera. W zasadzie
potoczny opis przebiega w podobny do naukowego sposób, alc ten ostatni wyróżniać
się winien explicytnością, koherencje' stosowanych modeli i rygorem analitycznym.
Etnografowie najczęściej, zdaniem Hammersley'a, ignorują uwiklania filozoficzne
swoich badań. Rzecz nie w tym, by szeroko podejmowali kwestie filozoficzne - to nie
ich zadanie - ale ponieważ rozstrzygnięcia filozoficzne i ich konsekwencje są nie do

263
uniknięcia, należałoby mieć świadomość pewnych niezbywalnych uwikłań, zwłaszcza
gdy podważany jest obowiązujący powszechnie consensus, co ma dziś miejsce. Etnograficzne spory tyczące założeń badań autor sytuuje w napięciu między realizmem
(często naiwnym) a konstruktywizmem
(w konsekwencji relatywizmem). Doktryna
realizmu rozumiana jest przez Hammersleya jako idea, według której istnieje realność
niezależna od badacza, której natura może być poznana, a celem naukowych badań są
twierdzenia korespondujące z tą realnością. l choć ta doktryna jest kwestionowana, to
można uznać, że opiera się na niej w dużej mierze klasyczna etnografia. Jednocześnie
towarzyszy jej często przekonanie, że tylko wchodząc w bezpośredni, długoterminowy
kontakt z codziennym życiem ludzi możemy zrozumieć ludzkie przekonania i zachowania, i że metoda etnograficzna jest lepsza od innych przez tę właśnie "bliskoŚć".
Przeciwstawiona jest jej idea zmierzająca w innym kierunku. Zasadnicze jest dla niej
przekonanie, że ludzie konstruują swój świat (światy) zarówno przez interpretacje, jak
i zachowania na nich oparte (źródło tych postaw - według autora - to dyskusyjnie
interpretowana fenomenologia, pragmatyzm, poglądy późnego Wittgensteina i socjologia wiedzy). Ta idea legła u podstaw zabiegów rozumienia obcych światów, na
których opierały się badania interpretatywnego nurtu antropologii społecznej i kulturowej związanego z nazwiskami P. Wincha i C. Geertza. W zasadzie, zdaniem Hammersleya, ten konstruktywizm jest w pewnym sensie "kompatybilny" z realizmem, dopóki
nie jest stosowany sam do badań etnograficznych. Pojawia się tu kwestia statusu
epistemologicznego poszukiwań etnograficznych. Etnografowie raczej kreują społeczny
świat (światy), niż reprezentują jakąś niezależną rzeczywistość. W rezultacie etnograficzny konstruktywizm prowadzi do relatywizmu, który jest w konflikcie z etnograficznym
realizmem. Autor przywołuje tu nazwiska J. Clifforda, G. E. Marcusa, M. Fischera,
S. Tylera - autorów reprezentatywnych dla tzw. autorefleksyjnego (reflexive) nurtu
w antropologii. Jeżeli traci sens pytanie o prawdziwość twierdzeń etnograficznych, wagi
nabierają przede wszystkim kwestie ich rozmaitych użyteczności bądź ich estetyczność.
Hammersley nie sądzi, że musimy wybierać między realizmem (naiwnym) a relatywizmem. To nie jest - według niego - jedyna alternatywa. O naiwności realizmu
wpisanego w metody etnograficzne świadczy głównie przekonanie, że badane przez nas
fenomeny nie tylko są niezależne od naszych twierdzeń - tego założenia nie może
uniknąć żaden realizm, także ten, za którym optuje autor - umiarkowany, ale że mamy
do nich bezpośredni dostęp i wystarczy się pozbyć barier jakie stanowią nasze
"uprzedzenia kulturowe", by dotrzeć do realności. Jesteśmy bez wątpienia częścią
świata, który badamy i owa "niezależność" zawsze wymaga dodatkowych objaśnień.
Zadanie nauki Hammersley pojmuje jako reprezentowanie realności a nie jej reprodukowanie, odzwierciedlanie, oznacza to więc relewantność tylko niektórych cech.
Umiarkowany realizm pozostawia ideę niezależnych od poznania fenomenów, ale
zdecydowanie odrzuca przekonanie o możliwości ich bezpośredniego poznania; z relatywizmem i sceptycyzmem podziela rozpoznanie, że wiedza opiera się na założeniach
i celach, jest ludzką konstrukcją i nie przysługuje jej absolutna pewność. To co jednak
naj pełniej wyróżnia stanowisko, za którym opowiada się autor to - w moim
przekonaniu - zadeklarowana (w przypisie 10, s. 55) wiara w strukturalność świata,
w istnienie pewnego porz<ldku, który choć częściowo odkrywamy konstruując istotne
twierdzenia, uwzględniające naszą wiedzę oraz nasze interesy i cele badawcze. Trudno
jednak na podstawie referowanej pracy powiedzieć cokolwiek więcej o owym porządku.
Podobnie trudno bliżej scharakteryzować
pogląd autora w kontekście bardzo dziś
żywych sporów o relatywizm. Hammersley nie przywołuje bowiem żadnego z nazwisk
filozofów zajmujących "modelowe" w tym sporze stanowisko. Nie pojawia się także
rozróżnienie relatywizmu kulturowego i epistemologicznego, czego by można oczekiwać
w dyskusji o etnografii.

264
Hammersley jest pełen sceptycyzmu jeśli idzie o praktyczne zastosowania wiedzy
etnograficznej. Praktycy są zainteresowani skutecznością twierdzeń a nie ich słusznością, ich wiedza pochodzi głównie z doświadczenia - nie z badań. Kryteria jakim
podlega nauka, to z jednej strony kryterium słuszności jej twierdzeń, z drugiej
relewantność głównie względem interesów poznawczych. Nie znaczy to, że prowadzone
badania nie mają żadnych odniesień praktycznych, ale cała procedura praktycznego
zastosowania wiedzy jest bardzo skomplikowana a jej efekty ograniczone.
Ostatnia część pracy Hammersleya to próba dekonstrukcji szeroko rozpowszechnionego podziału metod badawczych na ilościowe i jakościowe. Autor kwestionuje
zasadność tego podziału (rozdział 9), krytycznie omawiając siedem podstawowych
kryteriów klasyfikacji tych metod (dane jakościowe a liczbowe; eksploracja naturalnych
a aranżowanych układów; koncentracja na znaczeniach bądź zachowaniach; podejście
indukcyjne przeciwstawione dedukcyjnemu; identyfikacja wzorów kulturowych z jednej
strony a praw bardziej rygorystycznie pojmowanych z drugiej; idealizm a realizm).
Kwestionując tę dychotomię Hammersley pokazuje, iż symplifikuje ona złożone
sytuacje badawcze. Przystępując do badań, stając przed decyzją wyboru właściwych
metod, mamy przed sobą raczej labirynt możliwości, niż proste rozwidlenie drogi.
Studium przypadku traktowane jako synonim metod jakościowych i najbliższe temu, co
uznaje się za metodę etnograficzną jest tylko elementem całej procedury badawczej, na
którą składa się: formułowanie problemu, zbieranie danych, selekcja przypadków,
analiza, konkluzja. Studium przypadku obok eksperymentu i sondażu dla Hammersleya jest jedną ze strategii selekcji przypadków. Od ekspcrymentu odróżnia je stopień
kreacji i manipulacji jakim podlega sytuacja badawcza, od sondażu zakres oraz stopień
szczegółowości. Natomiast kwestia ekstrapolacji studiowanego przypadku czy przypadków istotnych z punktu widzenia teorii pozostaje problematyczna. Jest to, najogólniej
mówiąc, problem generalizacji i niemożliwe jest jakiekolwiek algorytmiczne jego
rozwiązanie. Zarówno badania statystyczne, jak i studium przypadku nie są tu
konkurencyjne, a stwarzają podobne i trudne do rozwiązania problemy.
Najbardziej dramatyczne dla samego autora konkluzje jego książki, to te tyczące
tożsamości etnografii. Hammersley uważa, że dekonstrukcja dychotomicznego modelu
metod badawczych prowadzi do zakwestionowania
etnografii jako wyodrębnionej
i uprzywilejowanej metody badań społecznych. Podobnie więc jak postmoderniści, choć
kierując się innymi przesiankami, unicestwia etnografię. Hammersley "roztapia" ją
w procedurach badań społecznych, postmoderniści w aktywności paraliterackiej i krytycznej oraz w doświadczeniu partycypacji w kulturze.
Praca jest niewątpliwie kontrowersyjna, wpisuje się w bardzo dziś żywe dyskusje nie
tylko metodologiczne, ale i epistemologiczne. Podjęcie rzetelnej dyskusji z nią uniemożliwia, moim zdaniem, brak wyraźnego stanowiska jej autora w kwestii charakteru
i przedmiotu teorii, które by miały podlegać swoistemu testowaniu w badaniach. Autor
jedynie dystansuje się wobec tzw. teorii krytycznej, kojarzonej przez niego z wpływem
prac Habermasa (rozdział 5). W końcu "metoda etnograficzna" na gruncie antropologii
kulturowej i społecznej związana jest z określonymi teoriami człowieka, kultury i świata
społecznego. Nie ma tu też wątku, dostrzeganego przecież i przez anglosaskich badaczy,
nietożsamości tego co kulturowe i tego co społeczne oraz metodologicznych konsekwencji tego rozróżnienia. W tym swoistym zamachu na etnografię zabrakło, w moim
przekonaniu, argumentów uwzględniających niezbywalne związki mctod i technik
badawczych z określoną teorią, z tym co w zasadzie się bada. Deklarowany cel pracy wykazanie niemożności skonceptualizowania problemów świata człowieka w terminach
współzawodniczących
paradygmatów
metodologicznych
- domaga się pełniejszej
argu men tacji.
Dorota

Wolska

265
Claude Lć v i - S t r a u s s, Didier E r i b a n. Z bliska i z oddali, tłum. Krzysztof Kocjan,
Wydawnictwo Opus, Łódź 1994, ss. 221.
Po dwunastu latach, z jednym tylko wyjątkiem, kiedy to w 1985 roku wydana
została książka Drogi masek l, polskiemu czytelnikowi zostały udostępnione, w stosunkowo krótkim czasie, trzy kolejne książki jednego z najwybitniejszych etnologów
naszych czasów Claudca Levi-Straussa, są to: Smutek tropików2. Spojrzenie z oddali3
poświęcone pamięci Romana Jakobsona, oraz Z hliska i z oddali współautorstwa Didier
Eribona, który przeprowadził z mistrzem antropologii tzw. wywiad-rzekę. Ostatnia
z wymienionych pozycji, podobnie jak Drogi masek, to kolejny tom z serii "Człowiek
i jego cywilizacja", lecz wydany w nowej szacie graficznej i według redakcji nawiązujący
tylko do starej serii, która obecnie przybrała nazwę "Człowiek i cywilizacja". Jest to
jednak nie tylko znakomity, błyskotliwy zapis rozmowy ze znanym i popularnym
etnologiem, ale przede wszystkim opowieść a etnologii i człowieku, który odcisnął na
niej swe piętno, starając się uczynić z niej dyscyplinę spełniającą kryteria nauk ścisłych.
Z bliska i z (u/dali to z jednej strony refleksja nad historią myśli etnologicznej,
a z drugiej oddanie "postawy etnologa oglądającego swe własne społeczeństwo nie tak,
jak on sam je widzi będąc jego członkiem, ale tak, jak inni obserwatorzy, umieszczani
daleko w czasie lub w przestrzeni, by je widzieli"4. Książka ta powinna być na pewno
obowiązkową lekturą dla każdego humanisty, a zwłaszcza etnologa, który staje dzisiaj
przed nowymi problemami: Jaki ma być przedmiot badań współczesnej antropologii,
z jaką tradycją filozoficzll<! się identyfikować, jakie jest miejsce etnologii we współczesnej nauce ... '! Odpowiedzi na te i wiele innych pytań może próbować odnaleźć czytelnik
zagłębiając się w lekturę omawianej książki.
Najwięcej oczywiście Lćvi-Strauss mówi o swoich poglądach i postawie badawczej,
o jej kształtowaniu, inspiracjach i uformowaniu się refleksji teoretyczno-metodologicznej. a zwłaszcza o tym, czym jest, czy też był, strukturalizm w etnologii. Książka ta jest
swego rodzaju podsumowaniem jego twórczości, choć mimo pozostawania od 1963
roku na emeryturze, Levi-Strauss nie pozostaje obojętny na to, co aktualnie dzieje się
zarówno w humanistyce, jak i w naukach ścisłych. Rozważania na temat swojej pracy
naukowej umieszcza on ponadto w szerokim kontekście epoki, w której tworzył: od
wyprawy do Brazylii, pracy badawczej w Nowym Jorku, przez pokonywanie kolejnych
stopni kariery akademickiej i wydarzenia na paryskich uczelniach w 1968 roku, do
współczesnych fascynacji kulturą Japonii i poglądach na literaturę, malarstwo i muzykę.
Myśl Levi-Straussa nie jest może już tak popularna jak przed kilkunastu laty, jego
poglądy jednak daleko przekroczyły granice etnologii, stając się przedmiotem wielu
dyskusji i polemik. Do dzisiaj, jak mówi Didier Eribon, są one powodem wylewania
ogromnej ilości atramentu. Oto przykład kilku krótkich wypowiedzi Levi-Straussa
zawartych w omawianej pracy, które mogą wydawać się kontrowersyjne, ale z pewnością zachęcą do lektury tej fascynującej książki.
a etnologii:
Claude Lćvi-Strauss,
Dro!li masek, tłum. Monika
Dobrowolska,
Wydawnictwo
Łódzkie,
1985.
2 Tenże,
Smutek Tropikl;w, tłum. Aniela Steinsberg,
Wydawnictwo
Opus, Łódź 1992, (Wyd. I,
PIW, Warszawa
1964),
3 Tenże,
Spojrzenie
z oddali, tłum. W. Grajewski,
L. Kolankiewiez,
M. Kolankiewiez,
J. Kordys, Państwowy
Instytut
Wydawniczy,
Warszawa
1993.
4 Tytuł
ten nawiązujc do tytułu wcześniejszej
książki U:vi-Straussa
Spojrzenie z oddali, który
autor zaczcrpnął
z idci japońskiego
teatru, mówiąccj o tym: "że aby być dobrym aktorem, trzcba
potrafić przygl"dać
sir; samemu
w taki sposób, w jaki oglądają
nas widzowie".
I

Łódź

266
"Ona zmieni naturę. Jeśli badanie w terenie nie ma już przedmiotu, przeksztalcimy
się w filologów, historyków idei, specjalistów od cywilizacji dostępnych jedynie poprzez
dokumenty, które zebrali dawni obserwatorzy. A kto wie, czy nie pojawi,! Się
w ludzkości nowe różnice, pomimo wielkiego zagrożenia uniformizacją?";
O nowej historii:
"Nowa historia, jak się ją nazywa, żywiła się etnologi<! (... ). Historycy zrozumieli
znaczenie drobnych faktów z życia codziennego, z których etnologia czerpie swą
substancję, a do których ich poprzednicy nie przykładali w ogóle uwagi ( ... ), byliśmy
śmieciarzami historii i naszego majątku szukaliśmy w jej koszach";
O Rousseau:
"Moja admiracja dla Rousseau jest przede wszystkim cstetyczna: co za styl! Mówi
w pięciu słowach to, co ode mnie wymagałoby piętnastu (... ). Rousseau jako jeden
z pierwszych przeczuł przyszłość badal1 etnologicznych i chciał przybliżyć nauki
przyrodnicze do literatury ... ";
O Wagnerze, micie i strukturalizmie:
Wagner odegrał zasadniczą rolę w moim wychowaniu intelektualnym i w mojej
skłonności do mitów (... ). Wagner nie tylko zbudował swe opery na mitach, ale
zaproponował ich segmentację - co użycie leitmotivóv czyni wyraźnym: leimotiv
prefiguruje mitem .. :';
The pants or the books?
"Nie ma roku, abym nie otrzymywał, na ogól z Afryki, zamówienia na dżinsy ... ".
Co prawda Z bliska i z oddali ukazuje się z opóżnieniem porównywalnym do tempa
wydawania prac Levi-Straussa w Polsce, w latach sześćdziesiątych, lecz zapowiadane
przez wydawców serii "Człowiek i cywilizacja" wydanie kolejnej jego książki Opowie.V(:
o rysiu, napisanej w pięćsetną rocznicę odkrycia Ameryki. wróżyć może, że wkrótce
zostaną przełożone na język polski kolejne prace, a zwłaszcza cztcry tomy My t JlOloyiques, które nie doczekały się dotąd polskiego wydania.
Konrad

Jean Paul Sartre,
Roz-,vażania o kwestii
Lisowski, Futura Press, Łódź 1992, ss. 151.

żydowskiej,

tłum.

Górny

przedmowa

Jerzy

Ten znakomity esej wyszedł spod pióra francuskiego filozofa przed blisko półwieczem. Jego pierwszą część, wizerunek antysemity, napisał Sartre pod koniec wojny.
w 1944 roku. Część druga, portret Żyda, powstała w drugiej połowie lat czterdziestych.
Obydwa teksty zostały połączone przez samego autora i opublikowane w postaci
książkowej, która właśnie dotarła i do nas. Książka Sartre'a została przetłumaczona na
język polski już w 1956 roku, niemniej z duż" satysfakcj" należy odnotować obccne
wydanie Rozważań, albowiem problem podjęty przez Sartre'a pozostaje nadal niezwykle
aktualnym a poczynione przez niego reOeksjc istotnie przyczyniły się do rozpoznania
złożonych zjawisk - antysemityzmu i tożsamości Żydów - będących stałym przedmiotem rozważal1 przedstawicieli różnych dyscyplin humanistycznych: historyków.
etnologów, socjologów czy filozofów kultury.
Jean Paul Sartre rekonstruuje portret antysemity, odsłania mcchanizmy sprzyjające
uporczywemu trwaniu antysemityzmu, demaskuje jego irracjonalność i wskazuje na
zagrożenia płynące z faktu funkcjonowania tego typu poglądów dla całości życia
społecznego: "Antysemityzm nie należy do poglądów i myśli człowieka, które chronione
być mogą przez konstytucyjną wolność przekonall" (s. 12). Zreferowanie całej koncepcji
antysemityzmu przedłożonej przez Sartre'a wykracza poza zakres niniejszego omówie-

267
nia, toteż w tym miejscu ograniczymy się do wyeksponowania najbardziej, naszym
zdaniem, fundamentalnych tez francuskiego myśliciela.
Poglądy antysemickie nie kształtują się zazwyczaj na bazie doświadczeń osobistych
jednostki, nie z doświadczenia wypływa pojęcie Żyda, lecz wprost przeciwnie - dopiero
gotowe wyobrażenie Żyda pozwala ludziom zrozumieć sens ich doświadczenia. Antysemityzm został ukonstytuowany
w wyniku procesu historycznego, jednak nie
w historii należy szukać źródeł takich a nie innych poglądów na temat Żydów. To
z góry powzięte mniemanic może determinować bieg historii. Antysemityzm jest
zarówno rodzajem światopoglądu wyrażającego określoną opcję wobec Żydów, własnego narodu, historii i życia społecznego, jak i pewną formą namiętności, idee .fixe
zwalniającą od racjonalnej dysk usji na ten temat.
Wspólnota antysemicka jest, jak by to określił Le Bon: wspólnotą tłumu, nie
stanowi zorganizowanego
ruchu społecznego, ale zrzesza apołogetów egalitarnej,
solidarnej społeczności etnicznej. Jednakże z pewną różnicą: "Antysemityzm jednak
przeżywa każd,! wielk.I falę nienawiści przeciwko Żydom i bynajmniej nie zanika;
społeczność uformowana przez antysemitów istnieje jakby w stanie spoczynku także
i w czasie spokoju i każdy antysemita chętnie się na nią powołuje" (s. 32).
Antysemityzm nie ustala dyrektyw moralnych czy politycznych, ale już sam w sobie
jest sposobem myślenia i światopogl'ldem. Nie sposób glosić tez antysemickich bez
wcześniejszego przywołania określonej postawy intelektualnej.
Sartre stara się również znaleźć odpowiedź na pytania: kim jest Żyd - czy i w jaki
sposób można zidentyfikować osobnika narodowości żydowskiej, jaki typ wspólnoty
etnicznej tworzą Żydzi, na podstawie jakich kryteriów budują oni swoją autodefinicję?
Krytykuje on potoczne przeświadczenie odnośnie istnienia rasy żydowskiej rozumianej jako zespól jakichś ccch somatycznych, moralnych i intełektualnych, za pomocą
których można rozpoznać członków tej grupy etnicznej. Wskazuje też na wybitnie
stereotypowy charakter wszystkich cech tradycyjnie przypisywanych Żydom. W poglądach antysemickich uzewnętrznia się, jak to nazywał R. K. Merton, "klasyczna
alchemia moralna", w myśl której to samo zachowanie trzeba oceniać inaczej
w zależności od tego, kto je podejmuje. Żyd ortodoksyjny jest równie podejrzany
i okropny jak Żyd zasymilowany. Żyd-naukowiec,
człowiek zasłużony na polu
literatury czy sztuki może budzić tylko niechęć jako potencjalny, niebezpieczny
przciwnik. Bo jest Żydem. Nie jest przypadkiem, iż autorami list zawierających setki
nazwisk znanych i cenionych Żydów są zazwyczaj zagorzali antysemici.
Niektóre elementy portretu Żydów naszkicowanego przez Sartre'a mogą budzić
poważne kontrowersje. Pisze on: "Konkretna
wspólnota historyczna jest przede
wszystkim narodowa i religijna, tymczasem wspólnota żydowska, która miała znamiona
zarówno jednej, jak i drugiej, powoli utraciła te cechy konkretne. Nazwałibyśmy ją
chętnie wspólnotą historyczml, abstrakcyjną. Jej rozproszenie zakłada rozkład wspólnych tradycji; a wskazaliśmy uprzednio, że dwadzieścia wieków rozproszenia i niemocy
politycznej nie pozwala jej mieć przeszłości historycznej. Jeśli prawdą jest, jak twierdzi
Hegel, że dana społeczność jest o tyle historyczna, o ile posiada pamięć swej historii,
społeczność żydowska jest najmniej historyczna ze wszystkich, bo pamiętać może
jedynie o długowiecznym męczet'tstwie, czyli o długowiecznej bierności" (s. 66). I dalej:
..Ieh pamięć kolektywna dostarcza jedynie wspomnienie ponurych pogromów, gett
i wygnat't, wielkich cierpiet't monotonnych, dwudziestu wieków dreptania w miejscu,
a nie postępu. Ta wspólnota żydowska nie oparta ani na państwowości, ani na
wspólnym terytorium, ani na religii - przynajmniej już dzisiaj - ani na wspólnych
interesach materialnych, a jedynie na wspólnocie sytuacji, mogłaby się stać iście
spirytualistyczną
więzi,! kulturalną i uczuciową" (s. 84-85).
Powyższy wywód skłonił niektórych autorów, zwłaszcza żydowskich, do podjęcia

268
ostrej polemiki z Sartrem. I tak np. Elie Kedourie (Ktojest Żydem, w: Arahowie i Żydzi.
Konfrontacje
12, pod red. I. Lasoty, Pomost, Warszawa
1990, s. 7-8) zarzuca
francuskiemu filozofowi brak wiedzy o witalności Żydów w diasporze, o ciągłości ich
bytowania i nieprzerwanej świadomości tejże, ciągłości przekazywanej przez każde
pokolenie żydowskie. Na znaczną złożoność problematyki tożsamości żydowskich
wskazują też etnolodzy (zob. np. J. Weber, Współczesne tożsamo,~ci żydowskie, "Zeszyty
Naukowe UJ - Prace Socjologiczne", t. 15, 1992, s. 143-158).
Rozważania Sartre'a stanowią znakomitą diagnozę zjawiska antysemityzmu, jednakże nie zawierają żadnej istotnej propozycji rozwiązania tego problemu. Sartre jest
świadom faktu, że dokonująca się asymilacja Żydów wcale nie osłabi popularności
doktryny antysemickiej, nie wierzy też w skuteczność oddziaływania odgórnych
zabiegów wychowawczych i propogandowych.
Pozostaje mu ufać, iż antysemityzm,
będący swego rodzaju środkiem do budowania jednolitej etnicznie społeczności.
przestanie istnieć w egalitarnym, bezklasowym społeczeństwie przyszłości.
"Antysemityzm nie jest problemem żydowskim - jest naszym problemem" pisze
filozof. Jeśli ktoś nie jest przekonany o słuszności tego stwierdzenia, to tym bardziej
powinien sięgnąć po tę książkę. Naprawdę warto.
.J acek Schmidt

Jerome-Antoine
1993, ss. 124.

Rony,

Magia,

tłum. M. Gawlikowski,

"Siedmioróg",

Wrocław

Książka Jerome-Antoine
Rony'ego jest krótkim studium interdyscyplinarnym.
popularyzującym
naukowe wyjaśnianie zjawiska magii. W kilku rozdziałach autor
przedstawia klasyczne zagadnienia związane ze zjawiskiem magii, podejmowane w etnologii, socjologii, historii religii, psychologii i filozofii.
Mimo popularnonaukowego
tonu, książka może przyciągnąć różne grupy czytelników, od laika o wykształceniu humanistycznym, po studenta i naukowca wymienionych dziedzin. Spełnia bowiem wymogi stawiane przez każd'l z nich. Wnosi rzetelną
wiedzę poznawczą przekazaną precyzyjnym, acz nie hermetycznym językiem, zaś
oryginalny komentarz krytyczny autora powinien przykuć uwagę specjalisty i sprowokować ponowną refleksję nad kwestiami, zdawałoby się, dawno rozstrzygniętymi.
Omawiana książka jest jedną z trzech, które wyszły spod pióra Rony'ego.
W oryginale ukazała się w 1950 roku w serii "Que sais-je?" wydawnictwa Press
Universitaires de France. Doczekała się kilku wznowień i tłumaczeń. Jej polskie
tłumaczenie wydawnictwo "Siedmioróg", idąc za pomysłodawcą francuskim, umieściło
w serii "Co wiem?". Fakt ten jasno wskazuje na podstawowy cel książki. Późniejszymi
pracami francuskiego badacza były Metaphisique
et Magie (1958) oraz Les passiolls
(1961), również kilkakrotnie wznawiane.
Książka podzielona jest na rozdziały, których tematyka pokrywa się z tradycyjnie
wyodrębnionymi blokami zagadnień w odniesieniu do magii. Poświęcone są więc
kolejno: formalnej charakterystyce obrzędów magicznych, podmiotowo zwerbalizowanym "teoriom" magii (neoplatonizm, alchemia), dalej, dziejom magii, jej genezie oraz
istocie, a następnie jej pozostałościom i roli we współczesnej kulturze. Osobne rozdziały
zostały poświęcone ciągle żywemu zagadnieniu relacji występujących między magią
a religią, nauką i sztuką. Do grona badaczy, których poglądy Rony przedstawia.
i z którymi niejednokrotnie dyskutuje, należą spośród socjologów i antropologów:
Hubert i Mauss, Durkheim, Levy-Bruhl, Levi-Strauss, Spencer, Tylor i Frazer:
z psychologów zaś Freud, Roheim, Jung, Bachelard, Wallon i Pradines. Pojawiają się
również inne nazwiska, mniej znane czy też doceniane.

269
Rany przedstawił charakterystyczne wątki poszczególnych teorii, choć część z nich
zupełnie pominqlłub rozważył nie dość szeroko. Typowo francuska maniera wyraża się
na przykład w zlckceważeniu dorobku drugiej generacji antropołogów brytyjskich. Stąd
nie znajdziemy w książce koncepcji animizmu Maretta czy Malinowskiego teorii magii.
Nie napotkamy więc na ideę łączącą obu wymienionych badaczy, głoszącą iż źródłem
magii jest afektywny lęk rodzący się wskutek bezradności człowieka, który magią stara
się okiełznać wrogie mu żywioły. Gdyby Rany wziął pod uwagę ten kierunek badań,
wówczas być może jego własne zapatrywania na genezę magii uległyby modyfikacji,
a przynajmniej znacznej krystalizacji. Bowiem jego pogląd na źródło magii stanowi
biegunowe dopełnicnie wymienionej orientacji, mimo różnic dzielących wszystkich
trzech badaczy.
Francuski badacz źródła magii upatruje w przyrodzonej łudzkiej naturze dążności
do władzy i panowania nad światem zjawiskowym poprzez magiczną wyobrażnię.
Żądza owa ma z kolei podstawę w ludzkim egocentryzmie, który ma na celu osiągnięcie
wszechmocnej władzy. Twórcą przedstawianej koncepcji jest współczesny autorowi
Alagii francuski filozof M. Pradines. O ile więc Marett i Malinowski widzą magię jako
środek uśmierzaj,!cy lęk i narzędzie do pokonania niemocy powstającej w wyniku
zderzenia ze światem zewnętrznym, o tyle Rony odwrotnie, magię postrzega jako
wytwór niepohamowanej,
immanentnej dążności człowieka do władzy. Ideał ów
napędza z kolei tendencyjną wyobraźnię i znajduje ujście w zjawisku magii sympatycznej oraz animizmie. Zaś na obszarze religii owocuje mistycyzmem. Zauważmy jeszcze, że
dla brytyjskich antropologów magia byłaby zjawiskiem ustępującym w miarę rozwoju
umiejętności technicznych. Dla Rony'ego jest zjawiskiem ponadczasowym,
które
w różnych kulturach znajduje odmienne formy manifestacji.
Znajomość koncepcji Rony'ego i Pradinesa stanowi istotne dopełnienie w zakresie
historii myśli społecznej, i jak sądzę, należy zaliczyć ją do klasyki. Rony, komentując
Freudowskc! teorię magii i przeciwstawiając jej (obok własnej), jako bardziej dorzeczną,
socjologiczną tezę Durkheima pisze: "Rzeczywiście trudno uwierzyć, że praktykowane
przez spokojne ludy starożytnych Indii rytuały rolnicze, przedłużające życie i zapewniające płodność, są dziełem chronicznych maniaków seksualnych" (s. 22). Można
przeciwstawić podobny argument wysuwanej przez Rony'ego teorii, parafrazując jego
wypowiedź kierowaną pod adresem Freuda i Roheima i powiedzieć, iż trudno uwierzyć,
że magia jest dziełem ludzi chronicznie cierpiących na manię wielkości. Faktem
niezaprzeczonym jednak jest, co podkreśla autor Magii, że psychoanaliza dobrze
tłumaczy osobowość magów. Rozpatrywani indywidualnie, niezależnie od instytucji
społecznych, które przydzielają im określone funkcje, wykazują duże podobieństwa do
osobowości neurotycznych. Nie mniej jednak, istotnej rozbieżności między tezami
socjologicznymi i psychologicznymi i tym razem nie udało się pogodzić.
Jak nadmieniłam, Rony wprowadził kilka nowych spostrzeżeń i rozwiązań, które
mogą oddziaływać inspiruj,!co. Interesujące są między innymi modyfikacje, które
wprowadził w klasyfikacji magii i obrzędów magicznych. Oprócz Frazerowskiego
schematu magii sympatycznej oraz Maussowskiego podziału magii na jej formę i treść,
wprowadził podział na "magię obrzędową" i "naturalną". Kryterium owej klasyfikacji
jest typ mocy magicznych, osobowych (demonicznych) bądź nieosobowych, stosowanych w rytuałach magicznych oraz stopień instytucjonalizacji owych wyobrażeń. Magia
"naturalna", jak nazwa sugeruje, powstaje wskutek indywidualnej inspiracji wykorzystującej bliżej nicokreśloną moc, którą człowiek zawsze "przeczuwa". Powyższa
klasyfikacja przypuszczalnie powstała wskutek uściślenia Maussowskiej tezy, głoszącej,
iż niezależnie od reguł sympatii magia opiera się na określonych mocach i wiara w nie
stanowi samo jądro zjawiska magii; sformułowane prawa sympatii są zjawiskiem
wtórnym. Problem ów wskazuje w istocie na mocno zagmatwaną i dotąd nierozstrzy-

270
gniętą kwestię wzajemnych relacji między zjawiskami określanymi jako siła !1Wl1a,
animatyzm, animizm (demonologia) magia sympatyczna.
Jako osobny typ rytuałów Rony wydzielił "rytuały generacyjne". S<!to zachowania
magiczne nic odwołujące się do żadnej postaci magii sympatycznej, lecz tworz<! byty,
własności i stany ad hoc. Wystarczającym czynnikiem sprawczym jest tu wola i życzenie.
Najdobitniejszym ich przykładem jest tzw. magia werbalna, dzięki której fizykalna
wlasność przedmiotu powstaje wskutek woli zaklinającego. Nic potrzebuje on żadnej
"podpórki" do wywołania żądanego skutku. Przychodz<! w tym momencie na myśl
pamiętne prace Malinowskiego, który istotę magii widział w zaklęciu, a szerzej w jej
języku. Jednak Rany nie ogranicza tej odmiany obrzędów wyh!cznie do zachowań
językowych. Również nie widzi jej wyłącznego źródła w magicznej sile mana, jak czynił
to Mauss. I choć poza spostrzeżeniami nie proponuje nam konkretnego rozwi<jzania, to
już fakt uwypuklenia wskazanej kwestii wydaje się być istotnym. Albowiem współcześnie szeroko pojęta teoria magii jest zdominowana przez strukturalistyczne koncepcje,
sprowadzające cały wymiar magii do zlepku wydarzeń symboliczno-przyczynowych.
Opowiadanie się tylko za rozwiązaniami strukturalistów,
niewątpliwie najbardziej
logicznych i spójnych, prowadzi jednak do zaniedbania doniosłych koncepcji Malinowskiego i Maussa. Poei<!ga to za sobą eliminację z pola badawczego symptomatycznych
dla magii cech i zjawisk, a tym samym ograniczenie horyzontów poznawczych.
Inna kwestia godna uwagi odnosi się do magii homeopatycznej. Rony uznaje za
Maussem, że oprócz magii podobieństw występuje też magia przeciwiellstw. Podkreśla.
iż druga odmiana nie jest efektem logicznej inwersji, jak często mylnie odczytuje się
spostrzeżenie Maussa. Istotnie Mauss i Hubert rozszerzyli formułę "podobne wywołuje
podobne" dodając logiczną implikację "aby usunąć przeciwne". Jednakże wyszczególnił
też drugą odmianę magii homeopatycznej, której zabiegi mają na celu wywołanie
"antypatii" między podobieństwami. Homeopatyczne znoszenie się podobieństw znajduje potwierdzenie szczególnie w obrębie kultur ludowych, magii leczniczej i pogodowej,
co ustaliłam wstępnie we własnych badaniach, rozeznając się w źródłach empirycznych.
Zasygnalizowane powyżej kwestie zmuszaj<j do zastanowienia się i orzeczenia czy
zasadnie zostały zaniechane lub zaniedbane.
Interesujące dla czytelnika będą spostrzeżenia dotyczące wzajemnych relacji między
magią a religią, nauką i sztuką. Rozważając problem wzajemnego stosunku magii
i nauki Rony podważa zarówno tezy Frazera, jak i Levi-Straussa. Nie widzi w magii
zaczynu odrębnych dziedzin wiedzy, ale autonomiczny system, który nie dąży drogą
ewolucyjnego rozwoju do "uleczenia się" z zanieczyszczeó obezwładniających efektywll<!
racjonalność, jak sugerowali ewolucjoniści. Jako system od początku skoóczony może
się co najwyżej rozpaść i ulec zanikowi. Zaś wszelkie analogie z nauk<! mają wyłącznic
charakter powierzchownych podobieństw. Zdaniem Rony'ego można się dziwić wierze
w skuteczność magii i szukać podstaw tej wiary, ale blędem adaptacyjnego spojrzenia
jest dopatrywanie się w kojarzeniu magicznym "pomyłki racjonalnego umysłu". Da się
łatwo wykazać, że w kulturach z silnie rozwiniętymi praktykami magicznymi występowały gałęzie wiedzy technicznej, jedna obok drugiej nic kolidując z sobą.
a uczestnicy zachowywali jasną świadomość ich różnic. Francuski badacz skłania się ku
twierdzeniu, że tkwiący w jądrze magii mistycyzm stroni z założenia od wszelkiej myśli
racjonalnej. W przytaczanych argumentach jednak nie jest konsekwentny.
Nie chcąc zdradzać wszystkich niespodzianek, które kryje książka poprzestany na
wymienionych problemach. Wspomny jeszcze, że dla badacza kultury szczególnie
interesujący może okazać się rozdział poświęcony powiązaniom magii ze sztuką. Moim
zdaniem najbardziej udany i wciągający fragment lektury, tym bardziej interesujący, że
dobrze obrazuje magiczny aspekt aktywności psychicznej człowieka współczesnej
kultury.

271
Wadą ksi"żki, w moim przekonaniu, jest umieszczeTIle stosunkowo obszernego
rozdziału zatytułowanego "Dzicje magii". Temat w samej istocie niezwykle obszerny
i w związku z tym znacznie przerastający możliwości prezentacji w tak niewielkiej
publikacji. Skróty. które z konieczności zastosował Rony, obracają się wręcz w merytoryczne błędy i niedociągnięcia. Wbrew zamierzeniu autora, ów krótki przegląd
historyczny jcst ujęcicm bardzo powierzchownym, zupełnie niepotrzebnym do charakterystyki zjawiska magii, a czytelnikowi może dostarczyć zgoła błędnych informacji.
Moje zastrzeżenia budzi także mało konkretna charaktcrystyka
magicznej siły
mana. którą Rany trak tuje wyh,cznie jako wskaźnik mistycznego jądra magii. Teza owa
pozostaje nie tylko w sprzeczności z jego wcześniejszym twierdzeniem, iż magia ma
źródło w osobowościowych cechach człowieka, ale ponadto nie została wsparta źadnym
przekonuj"cym uzasadnieniem.
Fachowiec może wytknąć niedobór przypisów - praca popularyzatorska powinna
zawierać równicż potrzebne odsyłacze.
Mimo wskazanych braków i momentami niekonsekwencji zadziwia, że w tak
krótkiej wypowiedzi autor przedstawił temat w całym bogactwie jego aspektów. Dobry
efekt literacki uzyskal dzięki lapidarności i błyskotliwym figurom stylistycznym.
Ponadto Rony wprowadził nieco inne nazcwnictwo od tradycyjnie stosowanego
i zastosował odmienny układ rozpatrywania zagadnień, co wpływa ożywiająCO na
odbiór.
Omawiam, pracę z pewnością można polecić studentom jako krótkie kompendium
wiedzy naukowej o magii. Zaś pomysł udostępnienia myśli naukowej szerokiemu gronu
odbiorców nicwątpliwie spełnia opiniotwórczą funkcję nauki w jej społecznym kontekście. Właśnie tą drogą badacz kultury może aktywnie włąCZYĆsię w nurt rozwoju własnej
kultury nie poprzestaj"c tylko na jej badaniu. Pubłikacje tego typu Są tym bardziej
poż"dane. że obserwuje się ostatnimi laty wzmożone zainteresowanie społeczeństwa
magią i parapsychologią, a głos w dyskusji zabierają ludzie aktywnie uczestniczący
w życiu wymienionych dziedzin. Naprzeciw wskazanej tendencji wyszło wydawnictwo
..Siedmioróg", umożliwiając zainteresowanym nabranie dystansu wobec niewątpliwie
intrygującego umysly ludzkie, w każdej epoce, zjawiska magii.
Dorota

Anyutek

leków nacuralnych, pod red. Barbary Kuźnickiej, t. 1, Źródla do dziejów
polskiej, Instytut Historii Nauki, Oświaty i Techniki PAN. Pracownia
Historii Farmacji, Warszawa 1986, ss. 353; t. 2, Natura i kultura - wspólza/eżno/~ć
\1' dziejach
lekoznawstwa.
jw., Warszawa 1989, ss. 138; t. 3, Ziołoznawstwo
w dawnej
i wspó/czesnej kulturze Rzeszowszczyzny,
Instytut Historii Nauki, Oświaty i Techniki
PAN. Pracownia Nauki o Leku, Warszawa 1993, ss. 167; t. 4, Z historii i etymoloyii
polskich nazw ro.v/in leczniczych, jw., Warszawa 1993, ss. 147, indeksy, il.

Historia
etnofarmacji

Nazwa "ctnofarmacja" wskazuje, iż jest to kierunek na pograniczu farmacji
i etnografii. Właściwe uprawianie badań na tym pograniczu wymaga głębokiej
znajomości kontekstów historycznych. Dlatego studia etnofarmaceutyczne
podjęto
w Instytucie Historii Nauki, Oświaty i Techniki PAN (dziś: Instytut Historii Nauki
PAN) w Pracowni Historii Farmacji (dziś: Pracownia Historii Nauki o Leku).
Zespołem tym, złożonym także ze specjalistów nie zatrudnionych etatowo w IHN PAN,
kieruje od początku prof. dr hab. Barbara Kuźnicka. Zebrane opracowania w czterech
lomach serii wydawniczcj Historii Leków Nacuralnych
wskazują, że nowy kierunek
badawczy zostal ostatecznie zaakceptowany, także przez "konserwę" nauczycieli wyższych szkól specjalistycznych.

272
W "Przedmowie" do pierwszego zeszytu recenzowanej serii wydawniczej Barbara
Kuźnicka podkreśliła, że głównym .,celem jest poznanie i opisanie tradycyjnego
ziololecznictwa różnych grup etnicznych z punktu widzenia współczesnej wiedzy
farmaceutycznej oraz dokonanie oceny - w identyfikacji z tą wiedzą - w jakich
przypadkach potwierdza ona lub neguje słuszność dawniej stosowanych poszczególnych
surowców roślinnych. Etnofarmacja jest jednakże kierunkiem badawczym z pogranicza
nauk przyrodniczych i humanistycznych, zatem wiedzę o lekach naturalnych. używanych przez człowieka, opisuje nie tylko w związku z jego bytem materialnym. ale
i z życiem psychicznym oraz społecznym. Tak rozumiana - zajmuje się ctnofarmacja
jednym fragmentem wiedzy o człowieku i jego kulturze (... ) Opracowania etnofarmaceutyczne mogą wypełnić istniejącą lukę wśród innych etnonauk. Podstawy etnomedycyny, w których podkreślany jest interdyscyplinarny charakter tej dziedziny.
dotyczą bowiem problemów lecznictwa (głównie - prymitywnego lecznictwa grup
etnicznych kontynentów Afryki, Azji czy Ameryki Południowej, Północnej, Nowej
Zelandii itd.). Z kołei etnofarmakologia reprezentuje typ współczesnych badań eksperymentalnych w zakresie fitochemii i farmakologii. Przedmiotem badań tej nauki są
przede wszystkim rośliny pozaeuropejskie" (s. 2-3).
Przedstawioną wyżej myśl Barbara Kuźnicka rozwinęła w artykule Etnomedyc.\'na
i eln()farmacja - zarys problematyki badawczej. Nakreśliła w nim dzieje tego kierunku
badawczego w różnych krajach (w tym także w Polsce). Do tomu weszły ponadto
jeszcze trzy bardzo interesujące opracowania:
Ewy Kamińskiej -- Zi%znawstll'o
i zi%lecznictwo
w puhlikacjach etnograficznych
Elizy Orzeszkowej, Iwony Arabas Leki ro,\:linne w ..Dzielach wszystkich" Oskara Kolherga oraz Urszuli Miernickiej Ro,\:liny w lecznictwie i w wierzeniach ludowych na podstawie czasopisma ..Lud" w latach
1895-1939. Ostatnie z tych opracowań stanowi rodzaj monografii problemu. Z powodzeniem możne ono ozdobić rocznik "Ludu" przygotowywany na IOO-lecie Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego.
O ile pierwszy zeszyt serii dotyczy źródeł do dziejówetnofarmacji
polskiej.
czerpanych głównie z łatwo dostępnych publikacji, to w kolejnym redaktorka zwraca
uwagę na inny krąg zainteresowań etnofarmacji. Pisze: "Świadomość zagrożeń biologicznych - głównie zdrowia ludzkiego - a także postępującej degradacji środowiska
naturalnego, przyczynia się do zwielokrotnienia działań, maj,!cych na ccłu zahamowanie niepokojących zjawisk naszej cywilizacji, skłania również do refleksji nad przemijającą symbiozą człowieka z przyrodą, w tym i tradycyjnymi sposobami leczenia.
stosowanymi powszechnie w przeszłości. Równolegle do badań eksperymentalnych
coraz liczniejsze są prace, powstające na podstawie źródeł historycznych oraz badań
etnologicznych. Spełniają one ważną rolę w przypomnieniu stosowanych niegdyś.
a następnie odrzuconych przez medycynę oficjalną, leków pochodzenia naturalnego,
a także - w odtworzeniu ich znaczenia w dawnym lecznictwie empirycznym". Tę myśl
autorka rozwinęła w interesującym szkicu Znaczenie etno!£lrmacji i elnojórmakoloyii
w .\:wietle badań historycznych.
Poza wymienionym artykułem Barbary Kuźnickiej w zeszycie ogłoszono: Ryszard
Świderski - Elnolarmacja europejska w czasopi,\:mie "Journal of Elhnopharmacoloq.\'''
(1979-1987);
Helena Kapełuś - Miejsce i rola ro,\:lin leczniczych w polskim JiJlklor::e;
Ludwika Wajda-Adamczykowa
- Nazwy l"O.\:linleczniczych; Maria Kluk - Symbolika
ro,Wnleczniczych
w malarstwie europejskim czasów nowożytnych. na przykładzie "MadolJny Medici" Luca Signorellego; Tadeusz Bieńkowski - Kamyki zdrowia i szc::{!,~cia.
Mineraloqiczna mayia i medycyna; Władysław Szczepański - Leki pochodzenia zwierz{!cew) wfarmakopeach
polskich - od 1560 do 1970 r.; Halina Lichocka - Balneochemia
ifitochemia - podohieństwa i różnice metod hadawczych w pierwszej p%wie X I X wieku:
Iwona Arabas - Wyhrane ro,\:Iiny o działaniu uzależniającym
w relJC'sansowych her-

273
- Ro:ilina w badaniach etnologicznych;
Zbigniew
sposohy pozyskiwania
roślin; Lidia Maria Czyż - Ziołolecznictwo
Lasowiaków. RzeszOlviaklJw i Podqórzan (na podstawie materiałów Muzeum Okręqoweqo
\I'
Rzeszowie);
Jerzy Jastrzybski - Tradycje lecznictwa
ziołowego
zwierząt;
Jan
Tyszkiewicz - Uhóstwo leków naturalnych. stosowanych przez Tatarów litewsko-polskich
i przyczyny
teqo zjawiska.
harzach

Adam Paluch

polskich;

Libera - Maqiczne

Zestaw tytułów drugiego zeszytu serii wskazuje, że etnofarmacja interesuje się także
nieroślinnym lekiem naturalnym. W opracowaniach Bieńkowskiego i Lichockiej podjęte zostały bowiem problemy lecznictwa kamieniami ozdobnymi oraz wodami mineralnymi. Zabrakło tu jednak przypomnienia badań Adama Chętnika nad lecznictwem
ludowym bursztynami na Kurpiach, a także - choćby wzmianki - o leczeniu płuc na
Podhalu, zbieranym w jaskiniach wapiennym mleczkiem.
Trzeci tom serii osadzony został w realiach kulturowych Rzeszowskiego i - co
zrozumiałe - jest rodzajem hołdu dla twórczości etnograficznej Franciszka Kotuli.
W skład tomu weszły opracowania: Tadeusz Bieńkowski - Dawny symholizm ,~wiata
nalllry IV refleksji historyka nauki; Danuta Penkala-Gawęcka
- Perspektywa etnologiczna IV hadaniach nad medycyną komplementarną;
Włodzimierz
Piątkowski
- Z badmi
socjomedycznych

nad lecznictwem

ludowym

w Polsce.

Wybrane

prohlemy

metodologiczne;

Alicja Zemanek, Bogdan Zemanek - Historia badwl i aktualny stan poznania szaty
ro.Wnnej okolic Rzeszowa;
Krzysztof Ruszel - Rerlionalne odręhno.ki rzeszowskiej
kulIlIry ludowej; Krzysztof Ruszel - Funkeje lecznictwa
ludowego w kulturze
wsi
rzeszowskiej w X l X i X X wieku; Anna Targońska - Aromatyczne
ro.~liny zielne i ich
zastosowanie
w ludowych strojach dziewczęcych;
Lidia Maria Czyż, Beata Wysakowska - Zi%lecznictlVo
reqionu rzeszowskiego
w hadaniach Franciszka
Kotuli; Piotr
Kohler - Zi%lecznictwo
na Rzeszowszczyźnie
w X I X wieku w .~wietle ankiety Józe(a
Rostajillskieqo;
Tadeusz Ślawski - Antoniego Kotowicza spis roślin z Biecza i okolic;
Lidia Maria Czyż - Bukiety zielne. ,\'więcone w dniu Matki Boskiej Zielnej; Eliza
Bokszan, Taras Tereszczuk - Lekoznawstwo
Hucułów. Łemków i Bojków - mieszkańców ukraiłiskich

Karpal.

Trzeci tom serii preferuje zatem problematykę etnobotaniczną. Żałować należy, że
Redakcji nie udało się pozyskać np. opracowań o ropie naftowej jako lekarstwie
w Rzeszowskiem (pisał o tym m.in. Stanisław Staszic). Ostatni z tomów również
podejmuje problemy botaniczne na pograniczu etnografii i etymologii. Wydrukowano
\V nim nastypuj'lce
prace: Kwiryna Handke - Polskie nazewnictwo botaniczne oczami
językoznawcy;
Alicja Zemanek - Średniowieczne źródła do dziejów botaniki i ziołolecznictwa w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej oraz Biblioteki Kapituły Krakowskiej na
Wawelu; Ludwika Wajda-Adamczykowa
- Stan badań nad nazwami ro.Wn polskich;
Anna Spólnik - Nazwy ro.\:/innych af;'odyzjaków
w staropolskich
herbarzach;
Piotr
Kohler - Nazewnictwo
i użytkowanie
ro.ślin leczniczych na ziemiach polskich w XIX
wieku IW podstawie ankiety Józe(a Rostafiłlskiego;
Wanda Budziszewska - Z góralskich
mew ro,\:/in (na lie porównawczym);
Paweł Michajłow - Ludowe nazwy ro,i'/in i ich
lecnicze

zastosowanie

LI

Poleszuków

Zachodnich.

Siedmioletni okres ukazywania się serii Historia Leków Naturalnych
nie daje
możliwości stawiania prognoz rozwojowych dla nowego kierunku badawczego. Mimo
to, nawet samo zestawienie tytułów ogłoszonych prac wskazuje na wiedzy, konsekwencję oraz zdolności redaktorskie i organizacyjne Barbary Kuźnickiej, kierowniczki
Pracowni Historii Nauki o Leku Instytutu Historii Nauki PAN. Zdołała ona skupić
wokół pracowni specjalistów z różnych dziedzin, także z mniejszych ośrodków
badawczych. Wielu z nich, drukując swe opracowania w różnych tomach serii, związało
swoje plany badawcze z etnofarmacją i etnomedycyną.
Problematyka wielu ogłoszonych dotychczas opracowań koncentruje się wokół
18 -

Lud

t.

l.XXVII

274
tradycyjnego ziołolecznictwa. To zrozumiałe. Leki roślinne stanowią dziś podstawowe
wyposażenie aptek. Etnofarmakologia
różnych krajów (m.in. w Rosji) w poważnym
stopniu opiera się na pozyskiwaniu różnych substancji mineralnych. Sądzimy. że istnieje
szersza potrzeba zainteresowania się także i tymi problemami.
Seria wydawnicza Historia Leków Naturalnych, ukazująca się pod redakcją Barbary
Kuźnickiej od 1986 roku, jest dowodnym przykładem potrzeby prowadzenia badań na
pograniczu nauk przyrodniczych i humanistycznych. Dotychczasowe wyniki dają nowe
możliwości poznawcze dla etnologii oraz ekologii człowieka.
Zhigniew

Za wschodnią
1993, ss. 447.

granicą

1917-1993, "Wspólnota

Polska" i "Pallotinum

J. Wójcik

łl", Warszawa

Ta znakomita książka jest zapisem rozmów ks. red. Jana Pałygi SAC z ks. prof. dr.
hab. Romanem Dzwonkowskim SAC - długoletnim pracownikiem Instytutu Badań
nad Polonią i Duszpasterstwem Polonijnym KUL, wybitnym znawcą dziejów Kościoła
i losów Polaków mieszkających m.in. na terenach b. ZSRR.
Jak zauważył w "Przedmowie" prof. A. Stelmachowski, publikacja ta reprezentuje
zdobywający sobie ostatnio rosnącą popularność gatunek "rozmów ze świadkiem".
"Najczęściej są to świadkowie wielkich wydarzeń historycznych czy politycznych. Są oni
nader często współuczestnikami
opisywanych zdarzeń, niekiedy wnikliwymi obserwatorami, zawsze jednak Są w jakiś sposób uwikłani w tok wydarzeń. Subiektywizmu
nie sposób tu uniknąĆ. W zamian jednak czytelnik uzyskuje rzecz niezwykle cenną.
której przeważnie nie znajduje w dziełach historyków: zostaje wprowadzony w klimat
wydarzeń, w przeżycia ludzi, jakich nie Są w stanie przekazać dokumenty" (s. 7). Trzeba
jednak wyraźnie podkreślić, że ks. R. Dzwonkowski nie tylko od wielu lat bezpośrednio
uczestniczy w dziejach Kościoła na terenach b. ZSRR jako uważny obserwator, dając
w licznych pracach świadectwo zachodZącym przemianom, lecz jednocześnie prowadzi
badania naukowe nad tym zagadnieniem, imponując rozległą, rzetelną wiedzą historyczną i gruntowną znajomością realiów społeczno-politycznych,
stanowiących
kontekst omawianych procesów. Jego wypowiedzi - zamieszczone m.in. w omawianej
tu książce - są głęboką, osobistą refleksją nad procesami. które objęły Kościół przede wszystkim rzymskokatolicki
- i jego wyznawców (reprezentujących głównie
polską mniejszość etniczną). Cechuje je wrażliwość na drugiego człowieka - bezpośredniego uczestnika wydarzeń historycznych, poparta znakomitą znajomością faktów.
a także dokumentów archiwalnych (m.in. z archiwum francuskiego MSZ) i unikatowych
publikacji, wydanych przede wszystkim na Zachodzie. Trudno przecenić informacyjną
zawartość omawianej książki. Niemal każde słowo jest tu ważne, bogate w treści. Warto
również zwrócić uwagę na sposób wypowiedzi - niezwykle wyważony, zda się
spokojny, a przecież ks. prof. Dzwonkowski tak często dotyka spraw trudnych.
bolesnych, nie zagojonych do dziś ran, kwestii rzutujących na obecny charakter
stosunków polsko-rosyjskich, polsko-litewskich, -ukraińskich, -białoruskich i in. Mówi
też m.in. o tak drażliwych sprawach jak polityka Cerkwi wobcc Kościoła i władz oraz
działalność księży z Polski na terenach b. ZSRR i w obecnych państwach (m.in.
Białorusi).
Generalnie, o wielu procesach, o których rozmawiają autorzy książki, takich jak:
deportacje i eksterminacja Połaków, prześladowania księży, walka z Kościołem i inne
mówi się dziś głośno, mają one także dobrą dokumentację naukowo-badawczą:
otworzono archiwa, ujawniono wiele faktów historycznych. W relacji ks. prof. Dzwon-

275
kowskiego staj'l się one jednak niezwykle realne, plastyczne,
nabierają
szczególnego,
bardzo osobistego i zarazem przejmującego
wymiaru. Ks. Dzwonkowski
przytacza nie
tylko historyczne
fakty i dokumenty
sankcjonujące
planowe niszczenie religii, a także
języka, kultury, określonych
zasad moralnych
itp. lączników czlowieka z przeszlością,
rodzimą tradycją, Ojczyzną, decydujących
o jego korzeniach
i świadomości
związków
z konkretnych
et nosem (m.in. brzemienny w skutkach, wydany w 1919 roku i obowiązujący przez 70 lat, zakaz nauczania
religii dzieci i młodzieży
do 18 roku życia,
wprowadzony
w 1921 roku obowiązek
cenzurowania
kazań,
uchwały
Komitetu
Centralnego
Komunistycznej
Partii Białorusi dotyczące
metod walki z religią i in.).
Ilustrując omawianc procesy ks. Dzwonkowski
wzbogaca wypowiedzi,
operując wieloma przykładami
nie opisanych
dOUld wydarzeń,
jakie miały miejsce w różnych
miejscowościach
i których był naocznym świadkiem.
Przytacza także cytaty z rozmów
z ludźmi, ukazujcIe postawy osób glęboko wierzących,
które były represjonowane
za
wiarę i polskość. Cytaty te mówią też wiele o osobistych
dramatach
ludzkich. Czyż
trzeba jakiegokolwiek
komentarza
do przytoczonej
przez ks. Ozwonkowskiego
wypowiedzi Polaka micszkajclcego
koło Żytomierza,
który zapytał
kiedyś swoją matkę
..dlaczcgo dzieci nic uczyła po polsku. Odpowiedziała
mu: «Bo chciałam, byście żyli»"
fso 151).
Wspomniano
również w ksiclźee o postawach
tych Polaków,
którzy stanęli po
stronie wladzy i - walczclc - z własnym narodem
- w różny sposób wspierali jej
poczynania, zmierzaj'lce do stworzenia nowego państwa bez religii. Tego typu wypowiedzi są jednym z widu przykładów
szerokiego spojrzenia
autorów omawianej
pracy na
rzeczywistość
i ich dc/żcnia do obiektywnego
przedstawiania
wydarzeI1.
Książka obfituje w informacje i relacje o sprawach mniej znanych, słabo zbadanych
przez historyków,
co jeszcze bardziej podnosi jej wartość. Do takich zagadnień
należy
m.in. kwestia odrodzenia
życia religijnego na Białorusi i Ukrainie po wybuchu wojny
radziecko-niemicck
iej w czerwcu 194 l roku. Było to zjawisko paradoksalne,
bowiem
..najazd wrogiego państwa przyniósł wyzwolenie religijne" (s. 156). Możliwe stały się też
np. wyjazdy
księży z Polski do pracy na Wschodzie,
co - jak podkreśla
ks.
Dzwonkowski
- miało ogromne
znaczenie. "Dzięki tej trwającej
trzy lata misyjnej
pracy duszpasterskiej
nie zostało [bowiem] całkowicie przerwane
ogniwo pokoleniowe
w dziedzinie życia rcligijnego. To było ożywienie i umocnienie
tego życia w starszym
pokoleniu,
a jednocześnie
zapoznanie
z nim - przynajmniej
w pewnej mierze młodszego
i najm/odszego"
(s. 164).
Inną, dość powierzchownie
i jednostronnie
przedstawianą
dotąd kwestią, o której
rozmawiają autorzy, jest problem repatriacji. Ks. Dzwonkowski
zwraca przy tym uwagę
na to, że termin "repatriacja"
używany jest niewłaściwie. W przypadku
ludności polskiej
przybywającej
do Polski z Białorusi, Ukrainy i Litwy powinno się bowiem raczej mówić
o ekspatriacji,
tj. opuszczeniu
ojczyzny. Często była ona wymuszona,
podyktowana
lękiem o własne życie lub nakazami
administracyjnymi.
Ks. Dzwonkowski
podkreśla
również wymownie,
że celem wspomnianej
akcji było m.in. osłabienie
żywiołu polskiego.
Autorzy podejmują także dyskusję nad traktatem
ryskim z marca 1921 roku, który
miał m.in. zagwarantować
mnicjszości polskiej w ZSRR swobody religijne, kulturalne
i in. Jak jednak wiadomo, zapisy traktatu nie były respektowane,
co - jak stwierdza ks.
Dzwonkowski,
przytaczaj,!c
także opinie
niektórych
badaczy
wynikało
m.in.
z wadliwego
sformułowania
znajdującego
się w artykule
VB traktatu.
Artykuł ten
stanowił, że wszelkie kwestie regulowane
są "w granicach
prawodawstwa
wewnętrznego". Uniemożliwiało
to jakiekolwiek
roszczenia i - jak twierdził np. abp E. Ropp,
którego opinię przytacza cytowany
przez autorów
J. Zatko
- było zapisem "wyjątkowo głupim" (s. 63-64).

276
W książce znalazły się także unikatowe informacje o stanowisku Stolicy Apostolskiej wobec polityki antykościelnej władz radzieckich oraz o pewnych - jak się
z czasem okazało, nieskutecznych posunięciach papieskich mających przeciwdziałać
efektom tej polityki (nowy kościelny podział administracyjny
ZSRR, konsekracja
czterech biskupów, działalność dyplomatyczna i in.). Wspomniano też o mało znanym
fakcie odstąpienia przez Niemców Rumunii znacznej części Podola w nagrodę za
współpracę. Miało to duże znaczenie dla życia religijnego na tych terenach, albowiem
mogło się ono rozwijać bez przeszkód do 1944 roku. Wiele miejsca poświęcili też
autorzy działalności ukrytych zgromadzeń zakonnych - męskich i kobiecych, problemom związanym z kształceniem duchowieństwa, pomocy ze strony duchownych
z Polski, prowadzonemu w warunkach konspiracji życiu religijnemu i innym.
Szczególną rolę w ocaleniu religii odegrały kobiety. Zdaniem ks. Dzwonkowskiego.
"należałoby napisać całą rozprawę naukową na temat roli kobiet w toczącej się przez
kilkadziesiąt lat walce o przetrwanie Kościoła w ZSRR, bo była ona zasadnicza. ( ... )
Mam dla tych kobiet najwyższy szacunek i uznanie" (s. 256).
Autorzy odsłaniają poszczególne akty dramatu Polaków i Kościoła, z którym
najczęściej identyfikowali swą narodowość, który był dla nich "symbolem wolnej
ojczyzny i pomocy, której się spodziewali od Polski. Ludzie podświadomie rozumieli
i czuli, że tracąc kościoły, tracą najważniejsze ogniwo łączące ich z polskością i Polską
oraz moralne oparcie w ich coraz cięższym losie. Dlatego bronili ich bardzo ofiarnie.
Władze też to rozumiały i dlatego te kościoły likwidowaly" (s. 110). Kolejno omawiane
są metody walki z religią w poszczególnych okresach dziejów i ich efekty. Pierwszy akt
dramatu ma miejsce po powstaniu listopadowym, kiedy to władze carskie uderzyły
przede wszystkim w polską szlachtę, osłabiając jej pozycję ckonomiczną i próbuj'lc ją
wynarodowić, odcinając od polskiej kultury. (R. Dzwonkowski przywołuje tu m.in. nie
znane szerzej do niedawna wyniki badań francuskiego historyka D. Beauvisa, stwierdzając jednocześnie, iż żenujące jest to, że problemem depolonizacji Polaków na kresach
wschodnich I Rzeczypospołitej nie zajęli się wcale polscy historycy; (s. 126). Następne
akty wzmożonej wałki z Polakami i Kościołem rozgrywają się w okresic międzywojennym, w czasie II wojny światowej i po niej, przybierając różne odcienie za rządów
kolejnych przywódców państwa radzieckiego.
Wiele miejsca poświęcono odrodzeniu życia religijnego w czasach "pieriestrojki".
walce o odzyskanie budynków kościelnych, działalności instytucji polonijnych, zwracając jednocześnie uwagę na trudne do odrobienia skutki prowadzonej przez dziesięciolecia walki z Kościołem. Są one widoczne m.in. w sferze moralności i modelu życia,
stając się przyczyną wielu dramatów rodzinnych. Odczuwalne jest też rozbicie struktury
duszpasterskiej, budowanej od średniowiecza (w XIII wieku polski dominikanin Jacek
Odrowąż zakładał kościoły obrządku łacińskiego w Kijowie i Żytomierzu).
Świadectwem przemian, jakie dokonały się w ostatnich latach, w tym zwłaszcza
przywracania Kościołowi i religii prawa do istnienia, są nie tylko procesy obejmuj,!ce
środowisko· Polaków, którym poświęcono wiele miejsca w książce. Zauważalne jest
bowiem także, zwłaszcza w środowisku inteligencji rosyjskiej wyraźne ożywienie życia
duchowego, zainteresowania religią katolicką, łącznie z licznymi przypadkami konwertyzmu. Zdaniem ks. Dzwonkowskiego
"ferment religijny, jaki powstał po latach
prześladowań, dobrze rokuje. Cieszy zwłaszcza ten historyczny zwrot inteligencji ku
Kościołowi, zwłaszcza rosyjskiej. Być może na naszych oczach rodzi się rosyjski Kościół
katolicki obrządku łacińskiego" (s. 422).
Rozmowy ks. J. Pałygi z ks. prof. R. Dzwonkowskim, choć niezwykle wyważone, są
bolesnym, nierzadko wstrząsającym, a zarazem wzruszającym - bogatym w szczegóły
I fakty
historyczne - zapisem niezmiernie znaczącego etapu w dziejach Polaków
i Kościoła rzymskokatolickiego
na terenach b. ZSRR. Wobec tej książki trudno

277
pozostać obojt;tnym. Niesie ona jednocześnie przesłanie dla Polaków mieszkających obecnie w Polsce, którzy w zdecydowanej większości, jako naród, szczęśliwie
uniknęli tragicznego losu swych rodaków zza wschodniej granicy. Budzi wielki
szacunek dla tych, którzy oddali życie za wiarę i za to, że byli Polakami. Każe także
zastanowić się nad miejscem religii i Kościoła, a także - szerzej - rodzimej tradycji, w życiu współczesnych Polaków i naszego stosunku do tych wartości. Jest
w niej również zawarta, wydawałoby się prosta, ale czasem trudna do wcielenia
w czyn, myśl podsumowująca rozważania o przestrzeganiu praw polskiej mniejszości
etnicznej mieszkającej na terenach b. ZSR R i postrzeganiu tego problemu przez
władze polskie. Zdaniem ks. Dzwonkowskiego "Polska tylko wtedy zasłuży sobie
na szacunek u Litwinów, Białorusinów, Ukraińców i innych, gdy będzie umiała nie
tylko dbać o dobre stosunki z nimi, ale mądrze zadba też o interesy i prawa do
własnej kultury żyjących tam Polaków. Inaczej u nikogo szacunku nie będzie miała"
(s. 175).

Na koniec pozwolę sobie na kilka osobistych refleksji. W listopadzie 1992 roku oraz
w lipcu i październiku
1993 roku mogłam - aczkolwiek w nieporównywalnie
mniejszym stopniu niż było to dane ks. prof. R. Dzwonkowskiemu
- uczestniczyć
w przeobrażeniach zachodzących w życiu Polaków mieszkających na Białorusi (Grodzieńszczyzna i Mińszczyznal, być świadkiem historycznych wydarzeń i ich kronikarzem. Okazją do wyjazdu na Białoruś stał się udział w badaniach prowadzonych
w ramach umowy zawartej między Instytutem Archeologii i Etnołogii PAN w Warszawie a mińskim Instytutem Iskusstvovedenija, Etnografii i Folklora AN Białorusi.
Zasadniczym celem tych badań było określenie wyznaczników tożsamości etnicznej,
poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, jakie czynniki decydują o poczuciu połskości,
a także określenie warunków historycznych, w jakich kształtowała się owa świadomość
bycia Polakiem '. W rozmowach z Polakami dzieje miejscowego kościoła i walki o jego
odzyskanie, odrodzenia życia religijnego po latach prześladowań, reaktywowania
wspólnot parafialnych, roli kobiet w wałce z prześladowcami religii, duszpasterskiej
działalności ksit;ży z Polski itp. wysuwały się zdecydowanie na plan pierwszy. Tego typu
problematyka była często wręcz narzucana w rozmowach przez informatorów, budziła
największe emocje, co świadczy o miejscu, jakie zajmowała w ich życiu. Poszczególne
relacje układały si<r jednocześnie w wyrazisty obraz dziejów postrzeganych przez
poszczególne osoby, zarejestrowany w ich świadomości, pozostawiający ślad w psychice.
Jestem przekonana, że tego typu badania mogą stanowić znakomite uzupełnienie prac
historyków, zmuszając zarazem etnologa do poszerzenia dotychczasowego pola zainteresowań oraz wypracowania nowych metod i technik badawczych. Prowadzenie badań
terenowych wśród Polaków mieszkających na terenach b. ZSRR wiąże się także
z koniecznością przełamania wyczuwalnej u wielu osób, reprezentujących
polską
mniejszość etniczną, bariery nieufności, zamknięcia nie tylko na obcych. Trudno się
temu dziwić. Jak powiedział jeden z mieszkańców Bieniakoni, "bycie Połakiem na
Białorusi zawsze wymagało odwagi". Potwierdzają to liczne publikacje, w tym także
omawiana tu książka R. Dzwonkowskiego i J. Pałygi.
Iwona Kabzińska-Stawarz

I Wst'tpnc
wyniki badali przeprowadzonych w listopadzie 1992 roku przedstawiłam w artykule Polacy na Bialorusi. R£'/acjll o etnoloqicznych
badaniach
nad wspólczesnym
procesem
kszwltowuniu
sil' ,iwilldolllO.ici i'tniczn£'j, złożonym do druku w "Przeglądzie Wschodnim" w lutym
1993 roku. Numer z tym artykułem miał sil( ukazać w październiku 1993 roku, niestety nie został
wydrukowany do dziś.

278
Kresy

Pó/nocno- Wschodnie

Drugiej

Rzeczypospolitej

(stan

hadwl),

Białystok 1993,

ss. 84.
Publikacja ta zainteresuje zapewne głównie historyków, myśl~ jednak, że powinni
na nią zwrócić uwagę wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób zajmuj,! się Kresami
północno-wschodnimi.
Ta niewielka objętościowo praca ukazuje bowiem wiele nie
znanych dotąd szerzej zagadnień, znakomicie uzupełniając dotychczasowy stan wiedzy
o dziejach II Rzeczypospolitej, umożliwiając zarazem lepsze zrozumienie niektórych
współczesnych procesów.
Jest ona zbiorem materiałów z sesji zorganizowanej przez Instytut Historii Filii UW
w Białymstoku w październiku 1992 roku. Otwiera ją tekst J. J. Milewskiego będący
jeszcze jedną próbą zdefiniowania terminu "Kresy" i określenia ich granic przestrzennych (z uwzględnieniem dokonujących się tu zmian). W kolejnym tekście Z. Tomczonek
omawia ogólnie rodzaje źródeł do dziejów Kresów Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej znajdujące się w archiwach litewskich i białoruskich. Informacje te są niezmiernie przydatne dla badaczy, którzy chcieliby w swych pracach korzystać z zasobów
archiwalnych Litwy i Białorusi.
T. A. Badiukowa przedstawia pokrótce stan badań historyków radzieckich i bialoruskich nad dziejami Zachodniej Białorusi (1918-1939). Zwraca jednocześnie uwagę na
znaczne upolitycznienie dotychczasowych prac, przez co - jak można wnioskować,
stają się one nieobiektywne. Wspomina też o zagubieniu dzisiejszych badaczy białoruskich, jakie towarzyszy odejściu od wąskiej tematyki rewolucyjnej.
K. Gomółka natomiast zajmuje si~ stanem badań nad losami mniejszości białoruskiej w II Rzeczpospolitej. Zwraca ona np. uwagę na pewne nadużycia, podyktowane
względami politycznymi, których efektem było m.in. zaniżanie danych ukazujących
liczebność Białorusinów w Polsce w okresie międzywojennym. Autorka wskazuje
również dziedziny wymagające jeszcze wnikliwych badań. Należy do nich min.
zagadnienie działalności białoruskich organizacji gospodarczych, Białoruskiego Instytutu Gospodarki i Kultury, ruchu politycznego Białorusinów (w tym partii o opcji
polskiej), szkolnictwa i innych instytucji kulturalno-oświatowych.
W artykule M. Moroz przedstawione zostały dzieje białoruskiej prasy chadeckiej
"Krynica" - "Biełaruskaja Krynica", której zadaniem był nie tylko przekaz informacji,
lecz także współtworzenie białoruskiego ruchu narodowego oraz wspieranie gospodarki, oświaty i kultury. Jak wynika z tekstu, wiele miejsca poświęcano w "Krynicy"
kwestiom wyznaniowym. Była tam m.in. mowa o obronie wiary katolickiej jako jednym
z naczelnych zadań Białorusinów oraz o współpracy Kościoła z Cerkwią na rzecz
jedności i umocnienia ludzi należących do tej narodowości. Informacje takie są cennym
źródłem m.in. do badań nad stereotypami, wedle których Białorusini reprezentują
wyłącznie prawosławie, podczas gdy katolikami są Polacy.
Artykuł J. Żyndul przedstawia stan badań nad społecznością żydowską mieszkającą
w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Autorka podkreśla, że badania nad dziejami Żydów w II
Rzeczypospolitej dopiero się w Polsce rozpoczynają. Za pionierską w tym względzie
uważa pracę J. Tomaszewskiego pl. Zarys dziejów Żydów w Polsce w latach 1918-1939,
Warszawa 1990. Duże znaczenie mają też, jej zdaniem, badania regionalne. Większe
osiągnięcia ma natomiast historiografia obejmująca dzieje Żydów w I Rzeczypospolitej
oraz problem Holocaustu.
Trzy teksty zainteresują - jak sądzę - historyków wojskowości. W krótkim
artykule K. Filipowa omówiono stan badań i perspektywy prac nad działalnością
"Samoobrony Litwy i Białorusi". Nazwę tę nosiły oddziały zbrojne utworzone na
ziemiach wschodnich w drugiej połowie 1918 roku. Z. Zaporowski zajmuje się
działalnością polskich parlamentarzystów z Kresów północno-wschodnich, a zwłaszcza

279
mało znaną instytucj<!, jaką był Sejm Orzekający w Wilnie, zwany Wileńskim. Autor
przedstawia też dane dotyczące wyborów parlamentarnych w okresie międzywojennym
i w interesujący sposób charakteryzuje grupę posłów i senatorów reprezentujących'
Kresy. A. Dobroński natomiast podaje nieco informacji o garnizonach Wojska
Polskiego na Kresach, podkreślając jednocześnie, że przedstawione przez niego dane
mają charakter wstypnych uwag i propozycji. Wzrasta jednak - jak pisze - "szansa
odrobienia zaległości". Coraz łatwiejszy staje się bowiem dostęp do literackich,
białoruskich i ukraińskich materiałów archiwalnych, ukazują się też nowe prace
monograficzne.
Uwagy tę można z pewnością odnieść także do badań nad wieloma innymi
zagadnieniami. Na proces udostępniania archiwów można przy tym spojrzeć nie tylko
jak na przejaw normalizacji stosunków politycznych. Ma on przede wszystkim
fundamentalne znaczenie dla rozwoju prac naukowo-badawczych,
budząc nadzieję na
wymierne efekty w postaci wiciu interesujących dzieł.
Iwona Kahzińska-Stawarz

Antoni K uczyński,
Syberia. Czterysta lat polskiej diaspory. Antologia historyczIw-kulturowa, Wrocław - Warszawa - Kraków 1993, ss. 435.
Syberia, która tak bardzo uktwiła w pamięci wielu pokoleń naszych rodaków,
obejmuje obecnie część Azji od Uralu do górskich grzbietów wybrzeża Morza
Ochockiego, jak również od Morza Arktycznego do stepów kazachskich i Mongolii,
podczas gdy w XVII stuleciu zaliczano do niej jeszcze Ural i dzisiejsze rosyjskie ziemie
dalekowschodnie.
Deportacje Polaków na Syberię rozpoczęły się już podczas wojen Stefana Batorego
z Moskwą i nasilały się w późniejszym okresie osiągając swoje apogeum w czasie drugiej
wojny światowej i po jej zakończeniu. Całe zastępy nieugiętych bojowników o wolność
Narodu przemierzały pod eskortą rozległe przestrzenie Azji, znacząc krzyżami cmentarnymi szlak swego męczeństwa. Zdumiewająca była przy tym ich niesłabnąca pasja
naukowa, mimo tak ciyżkich doświadczeń. Postać Aleksandra Czekanowskiego stanowi
najlepszy dowód zapału, pracowitości i niedoścignionej ofiarności. Wszedł on do historii
jako jeden z najwybitniejszych eksploratorów kontynentu azjatyckiego. Dokonał dużo
więcej aniżeli ci wszyscy, którzy mieli znacznie lepsze warunki i nie nosili piętna zesłańca
walczącego o wyzwolenie uciemiężonego kraju. Któż bowiem mógłby na katorżniczej
trasie uciążliwego pieszego pochodu z Kijowa do Tobolska zebrać wartościową kolekcję
owadów, posługując się przy identyfikacji prymitywną lupą wykonaną własnoręcznie ze
szkła stłuczonej karafki') Gdyby nawet poprzestał na badaniach Przybajkala i Zabajkala
to i tak znalazłby miejsce w czołówce najbardziej zasłużonych. Opracowany przez niego
schemat stratygraficzny dolnego paleozoiku i jury nie stracił swej aktualności po dzień
dzisiejszy, a sporządzona mapa guberni irkuckiej została wysoko oceniona przez
Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne i wyróżniona w 1875 roku złotym medalem na
Międzynarodowym Kongresie Geograficznym w Paryżu.
Podobne uznanie należy się również Janowi Czerskiemu za jego prace geologiczne
i paleontologiczne w północno-wschodniej Azji, Benedyktowi Dybowskiemu badaczowi
wschodniej Syberii i odkrywcy endemicznej fauny jeziora Bajkał oraz wielu innym.
Jest rzeczą oczywistą, że nie wszyscy polscy eksploratorzy Syberii byli więźniami
i zesłańcami. Niektórzy piastowali wysokie stanowiska w administracji, wojsku lub
w Instytucie Górniczym w Petersburgu. Należeli do nich m.in. Bronisław Grąbczewski,
Leonard Jaczewski i Karol Bohdanowicz, który jako geolog dotarł pierwszy do

280
północnego Tybetu. Osiągnięcia naszych najbardziej znanych rodaków uwypuklano
niejednokrotnie w różnych publikacjach zarówno specjalistycznych, jak i popularnych.
Natomiast o innych, również godnych pamięci. wspomina się bardzo rzadko. Biorąc ten
aspekt pod uwagę z tym większym zadowoleniem należy powitać nową książkę
Antoniego Kuczyńskiego. Autor jest znanym wrocławskim etnografem i socjologiem
specjalizującym się od wielu lat w badaniach wkładu Polaków do światowej skarbnicy
wiedzy, ze szczególnym uwzględnieniem ich działalności na Syberii. Wielki rozglos
przyniosła mu publikacja Syberyjskie szlaki (1972), wykupiona w rekordowym czasie
i dlatego warta wznowienia. Z podobnym przyjęciem spotkały się Ludy dalekie a bliskie
(1989) oraz praca Wfród buszu i czarowników (1990). Warto jeszcze dodać, że w druku
znajduje się jego dwutomowe studium Polskie opisanie .fwiata i monografia Gdzie step
szeroki. Polacy w Kazachstanie
w X I X i X X wieku.
Prezentowana obecnie książka jest wynikiem wieloletnich żmudnych wysiłków
polegających na studiowaniu źródeł zarówno drukowanych jak i rękopiśmiennych,
zachowanych w postaci pamiętników, listów, opracowań etnograficznych i przyrodniczych oraz sprawozdań z ekspedycji naukowych. Nie bez znaczenia były również
wyprawy autora na Kamczatkę, Sachalin, Daleki Wschód oraz do Kazachstanu
j umiejętne wykorzystanie
tamtejszych bogatych archiwów.
Z treści omawianego dzieła czytelnik dowiaduje się o historii podboju Syberii przez
Rosjan i o panujących tam stosunkach etnicznych. Ponadto uświadamia sobie ogrom
cierpień Polaków walczących z okrutnym zaborcą, a jednocześnie poznaje ich wklad
w dzieło cywilizacji tych dziewiczych terenów. Nasi zdolni i wykształceni rodacy byli
pionierami w niektórych gałęziach wytwórczości przemysłowej, modernizowali rolnictwo i rozwijali handel. Poza tym budowali drogi, mosty i linie kolejowe. Uczyli tubylców
rzemiosła i zawsze stawali w obronie uciśnionych. Polscy lekarze udzielali bezinteresownej pomocy wszystkim cierpiącym, wdrażając jednocześnie podstawowe zasady higieny.
Przedstawione w antologii 24 relacje polskich zesłańców i wię7niów zostały przez
autora tak świetnie i mądrze opracowane, że mogą bez trudu zaznajomić odbiorcę
z rozwojem naszych związków z azjatyckimi obszarami Rosji. Szczególnie interesujące
są opisy szlaku katorżniczych wędrówek w głąb Azji, stosunki panujące na Syberii,
barwny i sugestywny obraz przyrody oraz przegłąd kultury materialnej i duchowej
wielu ludów zauralskich. W książce istnieją też relacje o powstaniu nadbajkalskim,
o walkach V Dywizji Syberyjskiej, o polskich księżach i o próbach ucieczki z zesłania.
Nie pominięto również najnowszych wspomnień o aresztowaniach i więzieniu Polaków
w łagrach podczas drugiej wojny światowej.
Cennym uzupełnieniem pracy są liczne ilustracje (ogółem 80) przedstawiające m.in.
kolonie polskich zesłańców, dowództwo V Dywizji Strzelców na Syberii, płyty nagrobne
z cmentarzy polskich, rysunki krajobrazów itd.
Recenzowana książka jest cenną pozycją i dlatego warto się z nią zapoznać. Wszystkie
relacje cechuje godna uwagi rzeczowość i zwięzłość a ponadto ogrom walorów poznawczych.
Dobrze się stało, że poprzedzono je wyczerpującymi notami biograficznymi, z uwypukleniem
działałności konspiracyjnej, będącej powodem aresztowania. Ładny styl i jasność formułowania myśli sprawia, że czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem. Będzie wspaniałą
lekturą przeznaczoną nie tylko dla etnografów i historyków, lecz również dla młodzieży, nie
zawsze pamiętającej o naszym wkładzie w dzieło światowej kultury i cywilizacji. Ze względu
na ważność zagadnienia warto by w przyszłości wydawać więcej podobnych dzieł.
Kształtowanie właściwej postawy uczniów i nauka patriotyzmu to zadanie niezmiernie
ważne. Może więc Ministerstwo Edukacji Narodowej zadba o drugie wydanie tej książki
i podejmie stosowne decyzje o włączeniu jej do lektur szkolnych.
Roman

Karczmarczuk

281
Jadwiga
\I'

Polsce

K ue h a rs k a, Poszukiwania
tożsamości
kulturowej
ludności kaszubskiej
"Łódzkie Studia Etnograficzne" t. 32, 1993, ss. 136.

i Kanadzie,

Katedra Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego od końca II wojny światowej zajmuje
Się badaniami Kaszub, którym aktualnie przewodzi prof. Jadwiga Kucharska, zaś jej
owocem jest prezentowana książka.
Omawiana pozycja dzieli się na dwie części. Pierwsza wprowadza nas w uwarunkowania i przebieg procesów identyfikacji kulturowej we wsiach ziemi bytowskiej.
Autorka przedstawia także sytuację społeczno-prawną z przełomu XIX i XX wieku na
tej ziemi. Dalsze rozdziały mówią o życiu rodzinnym, tradycyjnych obrzędach, religii
i języku Kaszubów dawnego powiatu bytowskiego. Kolejna część nadmienia o stosunku
do własnych i obcych wzorów kulturowych. Poza Bytowskiem autorska sięgnęła jeszcze
do centrum kaszubszczyzny Oak to ona sama określa) - Chmielna, pisząc właściwie
luźne reOeksje na temat mieszkańców tej gminy.
Druga część (s. 57-124) odnosi się do Kaszubów kanadyjskich. J. Kucharska
omawia przebieg procesów osadniczych w nowej ojczyźnie, życie na farmach, stosunki
religijne i sytuację językową. Dalej zajęła się procesami identyfikacji kulturowej
z krajem przodków, tworzeniem organizacji parafialnej w kanadyjskim Wilnie, wpływami tradycji narodowej i innowacjami kulturowymi. Obydwie części kończą przypisy.
1. Kucharska w swych porównaniach Kaszub pomorskich z kanadyjskimi wzięła
głównie za podstawę dawny powiat bytowski, chociaż wzmiankuje także o okolicach
Chmielna; stąd jej obraz pomorskich Kaszub jest nieco wykrzywiony, zwłaszcza na
stronach 11-19, 32-36, 88-90. W tym zakresie poszła za ustaleniami I. Jost l. Powiat
bytowski nie może być terenem porównawczym jako kaszubski dla Kaszubów
ontaryjskich, bowiem jego dzieje były nieco odmienne od historii pozostałych kaszubskich powiatów. Ziemia bytowska w ciągu wieków stanowiła pogranicze Pomorza
Gdańskiego i Zachodniego, a w XIX w. w szczególności. W porównaniu z pozostałymi
Kaszubami ziemia bytowska posiadała nieco lepsze warunki osadnicze, chociażby
z racji lepszych gleb. Gdy chodzi a pochodzenie ontaryjskich Kaszubów, to na 10
miejscowości podanych przez J. Perkowskiego tylko raz wymieniony jest Bytów2.
Pozostałe: Parchowo, Sylczno, Grabowo i Jamno - aktualnie pod względem administracyjnym ciążące do Bytowa - do 1945 roku należały do powiatu kartuskiego,
a więc, posługując się terminologią 1. Kucharskiej, do centrum kaszubszczyzny.
Można przyjąć na podstawie dotychczasowych
badań, że większość polskich
osadników na Wyżynie Madawaski pochodzi z południowych Kaszub. Najwięcej
przybyło ich z parafii Lipusz, następnie z parchowskiej. Niektórzy pochodzą także
z okolic Kościerzyny, Bytowa i Kartuz. Wreszcie dołączyli do nich osadnicy z Królestwa
Polskiego 3 i Galicji, jak to sugeruje szereg publikacji i tradycja ustna mieszkańców.
A więc od parafii Lipusz i Parchowo powinna była 1. Kucharska rozpocząć badania
porównawcze, a nie od dawnego rdzennego powiatu bytowskiego.
Szereg wątpliwości budzą przytaczane przez autorkę fakty historyczne. Wspomina
Is. 68), że pierwszych 14 osadników w 1859 r. przybyło na tereny dzisiejszej parafii
I I. Jost,
Osadllictwo
ka.~zuhskie
w Ontario,
KUL, Lublin 1983. Moja rec. "Przegląd
Polonijny" 1985, /.. 2, s. 114-117; W. Szu list, Kaszuhi kanadyjscy, Gdańsk 1992, s. 28-30; Joseph
Palubeski, The Kaslwhsfrom
Parc!Jowo, Prussia to Wilno, Canada and Beyond. The Paluhicki Story
alld Gellea/o?}y, Canada 1992. Moja rec.: "Pomerania"
1993, nr 12, s. 43-44.
l J. Perkowski,
Vampires. Dwarves and Witches Among the Ontario Kashubs, Ottawa, 1972,
s. II.
3 W. Szulist, K aszuhi ... , s. 30 tam jest Królewca.
Jest to błąd drukarski, powinno być
Królestwa.

282
Wilno. Otóż nie jest to zupełnie ścisłe, gdyż tego roku we wrześniu otrzymali oni akty
nadania ziemi, a więc przybyli o wiele wczcśniej, gdyż musieli najpierw wykarczować
ziemię pod uprawę4. Łączenie powiatu slarogardzkiego z Kaszubami (s. 103) jesl
pomyłką. Pierwszym duszpasterzem w Wilnie nic był Malinowski (s. 106), Iylko
Michnowski. Nazwa Wilno jest pochodzenia późniejszego niż lo sugeruje autorka
(s. 107), przyjmując rok 1876. Ks. Jankowski w księdze ślubów z Wilna do 1899 roku
zaznaczał: "ego rector ecclesiae S. Stanislai in Hagarty", zaś w 1900 roku dopiero: ,.ego
rector S. Stanislai in Wilno". Wydaje się, że nazwa była w użyciu już przed 1900 rokiem.
ale dopiero w tym ostatnim stała się powszechną, a może i oficjalną. Ks. W. Dembski
zapoczątkował swój pobyt w parafii w 1880 roku, a nie w 1883 (s. 107). Szkoła jest
pochodzenia późniejszego niż to podaje J. Kucharska, przyjmując rok 1876 (s. 108).
Pierwszą szkołę ukończono 6 maja 1894 roku 5.
Niektóre określenia stosowane przez autorkę są zbyt kategoryczne. Na s. 36 pisze,
że dla Bytowian gwara Kaszubów z okolic Kartuz, Pucka, Wejherowa i Gdańska jest
niezrozumiała. Ja określiłbym to łagodniej, że najwyżej z okolic Pucka jest lrudniejsza
do zrozumienia. O tym, że Żyd (s. 69) sprzedawał Polakom w Wilnie towary nigdy nie
czytałem. Sądzę, że było to typowe dla polskich wsi, zwłaszcza parafialnych. Zdanie. że
większość mieszkańców Wilna w okresie pionierskim nie umiała czytać jest zbyt
ryzykowne, bo przecież w zaborze pruskim obowiązywał przymus szkolny; najwyżej
niektórzy nie umieli czytać. J. Kucharska odnotowuje też, że w latach dwudziestych
okresu międzywojennego wszyscy mieszkańcy Wilna mówili między sobą wyłącznie po
polsku. Trzeba tu jednak dodać, że w domu mówili po kaszubsku, w kościele zaś
częściej po polsku, gdyż książeczki do nabożeństwa i śpiewniki były drukowane
wyłącznie po polsku. Gdy 14 lipca 1975 roku w sali pod kościołem zebrało się 14 pań.
by omawiać sprawy zwićlzane z uroczystością koronacji obrazu M B Częstochowskiej.
wyznaczonej na 20 lipca, kaszubskie kanadyjki, prowadzące miejski tryb życia,
odmawiały w obecności proboszcza dziesiątek różańca po kaszubsku. Dla nich było lo
całkiem naturalne. Warto jeszcze dodać, że gdy na początku września 1993 roku
gościłem dwóch Kanadyjczyków
w wieku 35-40 lat. urodzonych na ontaryjskich
Kaszubach, to powiedzieli mi, że idąc po raz pierwszy do szkoły. nie znali ani jednego
słowa po angielsku, natomiast u mnie mówili dość płynną kaszubszczyzną ó.
Zbyt mocne wydaje się określenie, że wiedza Kaszubów kanadyjskich o dniach
narodowych 3 maja i 11 listopada jest znikoma. Przcczy temu chociażby pamiętnik
E. C. Shalli 7. Takie wyrażenia jak "nacjonalizm wyznaniowy" czy "ojczyzna ideologiczna" należy chyba odnieść do mionego okresu. Dla mnie osobiście ScI trudne do przyjęcia
(s. 58-59, Ill).
Większość zagadnień z omawianego lerenu autorka oddała dość wiernie. Słusznie
podkreśliła, że na byto wsk ich Kaszubach sąsiedzi - Niemcy leż umieli mówić po
kaszubsku. Było to zjawisko spotykane także w innych powiatach kaszubskich.
Podobnie niektórzy Irlandczycy na ontaryjskich Kaszubach ulegali kaszubizacji.
Tamie, s. 20.
s H. Pieprzycki, Stuletnie kalendarium parafii M B Królowej Korony Polskiej w Willlie Olltario
1875-1975. maszynopis
w posiadaniu
autora.
Autor
pierwszy
wykor/.yslal
ohficic archiwalia
parafialne
w Wilnie: księgi metrykalne,
wizytacje
hiskupie.
ksit,:gi kasowe. kroniki, ogłoszenia
parafialne
i inne. Ks. H. Pieprzycki jest najbardziej
kompetentnym
w tej kwestii. Udostt,:pniony
przez ks. S. Kądziołkę,
jego autorstwa,
maszynopis
pracy Zarys dziejr'w parafii Wilno z okazji 75
lei niego jubileuszu 195 J jest pozycją zawierającą
szereg nieścisłości.
ó "Pomerania"
1993, nr 12, s. 45.
7 Elisabeth
Catherine
Shalla,
November
19, H!90 May 29. 1971i. rt,:kopis w moim
posiadaniu.
4

283
Rzeczywisty obraz Kaszubów na Wyżynie Madawaski objawiał się w słowach "Bóg
zapIać", w pracowitości, głębokiej więzi sąsiedzkiej pozbawionej chęci zysku. Obecnie
już się płaci za pracę.
W parafii Wilno istnicje silna więź z Kościołem. Nadaje on ton życiu etycznemu,
zwyczajom i całej społeczności. Tu także rodzice decydowali niegdyś o małżeństwie
swoich dzieci, podobnie jak na pomorskich Kaszubach. Niektórzy, mimo że opuszczają
ten teren, na starość wracają do ziemi swego dzieciństwa. Szereg zwyczajów z Pomorza
Kaszubi przenieśli na grunt kanadyjski. Nawet w okresie pionierskim kanadyjskie
dolary nazywali po prusku talarami. Dyngowanie jałowcem przeszło także do Wilna.
Pusta noc jeszcze istnieje na Wyżynie Madawaski, chociaż powoli zanika, podobnie jak
na pomorskich Kaszubach.
Autorce jako nic-Kaszubce trudno dostrzec kaszubizmy. NaleŻą do nich m.in. wyrazy:
pi/a ( pieJ/a) = tartak. Mój ojciec jeszcze w latach pięćdziesiątych obecnego wieku używał
tego wyrazu. Z innych kaszubizmów: knop (raczej knóp) = chłopiec, westka = kamizelka,
miech = worek, kiedy się będziesz żellic'. - także w stosunku do dziewczyny, stegna = ścieżka, spozimku = na wiosnę, grópa = duży tygiel, statkować = zachowywać się,
koronka = różaniec św. Są to wyrazy i wyrażenia wywiezione ze starego kraju.
1. Kucharska odnotowała kilka anglicyzmów. Jednym z nich jest istra (s. 94), dawne kaszubskie (u B. Sychty) jastre czyli Wielkanoc. Sentaklus jest skrótem od sI.
Claus czyli św. Mikołaj. Plejw'. w karty od ang. play = grać. Germanizmów przywiezionych z Pomorza pozostało niewiele np. draszować = młócić zboże.
Autorka podniosła słuszny problem nobilitacji kaszubszczyzny na Pomorzu m.in.
w liturgii mszalnej, zwłaszcza w liturgii Słowa sprawowanej w kaszubskich parafiach
z okazji różnych świąt czy uroczystości. Raz w miesiącu takie msze św. na Kaszubach
mają miejsce w 10 kościołach8.
Wykorzystane przez autorkę archiwalia i literatura o charakterze etnograficznym
czy z jego elementami mogły być pełniejsze. Z kręgu kanadyjskiego warto wskazać
między innymi pominięte przez nią prace Legree 9, W. Makowskiego 10, C. Bennetta 11,
A. Żurakowskiej 12, C. C. Kennedy'ego 13, folderu o Wilnie 14, zaś z krajowych
W. Błaszkowskiego, Kaszuby 16 i L. Malickiego 17.
Diaspora kaszubska w Kanadzie należy do najlepiej zbadanych i w tym znaczący
udział ma 1. Kucharska. Należy także zatroszczyć się o opracowanie przeszłości
kaszubskiej Polonii w Stanach Zjednoczonych i Brazylii oraz podnieść na piśmie rolę
Kaszubów zasłużonych w Europie, gdyż w tym ostatnim przypadku trudno mówić
o zwartym osadnictwie.
ks. Władysław Szulist
"Pomerania" 1994, nr 3, s. 41.
1. C'. Legree, Li/i lip yOllr hearts. A hiSLOry of the Roman Catholic Diocese of Pembroke,
Kingston inR. Moja rec.: "Pomerania" 1989, nr lO, s. 41.
lO
W. Makowski, The Polish people in Omada,
Montreal 1987. Moja rce.: "Przegląd
Polonijny" 1991, z. I, s. 153-155.
11 c:.
Bennett, Renfrew County. People and places, Renfrew 1989. Moja rec.: "Gazeta
Kartuska" I. 27 stycznia 1991.
12
A. Żurakowska,
The prolId inheritance.
Onwrio's
Kaszuby,
Ottawa 1991. Moja rec.:
"Rocznik Gdański" 1993, t. 53, s. 206-209.
1.\ C. C. Kenncdy,
The Uper Offawa Valey, Pembroke, Ontario 1970.
14 Jego
,~wii[lohl;wo.v('i Janow; Pawiowi /l. Parafia Matki Boskiej Częstochowskiej,
Wilno,
Kanada 1984.
15
W. Blaszkowski, Ohiekty kulwry materialne} .vrudkuwych i pólnuCllych Kaszub, Gdańsk 1961.
1h
Kas:uhy.
Pomorze Gdańskie, nr 18, GTN, Ossolineum 1988.
17
L. Malicki, Rok ohrz{'dowy na Kaszubach, Gdańsk 1986.
8
4

284
Marek Dziewierski,
.ki. Studium

spoleczno.~ci

Bożena Pactwa,
Bogdan Siewierski,
Dylematy tożsamow Polsce, Katowice 1992, ss. 138, ił.

lemkowskiej

W roku 1947 przestała istnieć, w wyniku przesiedleń, których końcowym etapem
by la tzw. akcja "Wisła", społeczność łemkowska, zamieszkująca od wieków obszar
Beskidu Sądeckiego i Niskiego. Łemkowie, rozrzuceni po Ziemiach Odzyskanych.
poddani zostali procesowi asymilacji, musieli przystosować się do życia w zupełnie
nowym, obcym pod każdym względem otoczeniu. Wyrwani ze swojego naturalnego
środowiska, po utracie "prywatnej" ojczyzny, zniknęli także z horyzontu jako problem
badawczy. Nieliczne prace naukowe o ich kulturze, gospodarce ijyzyku odwoływały się
do przeszłości; współczesność łemkowska była tematem tabu, poruszano ją niezwykle
rzadko i w sposób wybiórczy.
Ten zaklęty krąg milczenia przerywa po latach zbiorowa praca Dylematy to':samo§ci, w podtytule prezentowana jako studium społeczności łemkowskiej w Polsce, oparta
na prowadzonych od 1987 roku badaniach socjologicznych. Badania te przeprowadzono zarówno wśród Łemków zamieszkujących zachodnią i północną Polskę, jak i wśród
tych, którzy wrócili na tereny macierzyste, by tu próbować przystosować się do nowej
sytuacji, do życia w otoczeniu nowych osadników - Polaków.
Dylematy
tożsamo,~ci to pierwsza od lat, a w ogóle pierwsza pisana bez nadzoru
cenzury, praca o współczesnych problemach Łemków. Nawet jednak i w niej, co
oczywiste, historia odgrywa istotną, a może wręcz decydującą rolę; historia była
bowiem tym czynnikiem, który określił dzisiejszy stan świadomości i tożsamości
łemkowskiej, dzisiejszy stan kultury i języka tej grupy, jej współczesne, polityczne opcje.
To wydarzenia historyczne spowodowały, iż nastąpiła dezintegracja społecznego świata
Łemków (pisze o tym M. Dziewierski), że emigracja, a właściwie ściśle mówiąc: brutalne
i planowe rozproszenie Łemków, odgrywa w świadomości współczesnego przedstawiciela tej grupy tak istotną, a nawet paraliżującą rolę, nieuchronnie kształtując jego
defensywny stosunek do świata; to historia zdecydowała, że największym problemem
Łemków jest dziś reintegracja (problem ten omawia B. Pactwa).
Niewielka i rozproszona dziś grupa Łemków rozbita jest także na dwie opcje
narodowe (łemkowską i ukraińską), dzieli się ponadto na dwic konkurencyjne, jeśli nie
wrogie, wyznania: prawosławie i grekokatolicyzm.
Brak tożsamości łemkowskiej
utrudnia dążenia emancypacyjne. Łemkowie żyją w społeczeństwie w ogromnej
większości etnicznie polskim, negatywnie nastawionym do Ukraińców (co wzmacnia
w naturalny sposób opcję łemkowską) i z trudem zdobywają sobie w nim pozycję, często
za cenę odejścia od swojej kultury i języka. Mniejszość łemkowska ma wszelkie cechy
społeczności zmarginalizowanej, niepewnej własnej tożsamości, wewnętrznie niespójnej,
trapionej kompleksami i będącej pod presją poczucia dziejowcj krzywdy. Łemkowie.
a przynajmniej znaczna ich część, egzystują między dwoma światami, dwiema kulturami.
Są zatem Łemkowie nie tylko problemem badawczym - socjologicznym, ale
i wielkim problemem społecznym. Badania przeprowadzone przez autorów Dylematów
tożsamo.~ci, choć budzą spore zastrzeżenia, gdyż objęte nimi zostały bardzo nieliczne
jednostki, a i sposób ich referowania pozostawia sporo do życzenia (niezbyt trafnie
dobrane metody analizy, jej rzucający się w oczy schematyzm, skomplikowany
i sztuczny język wywodu itp.), niosą jednak wiele konkretnego materiału, skłaniają do
refleksji, ukazują rangę zagadnienia. Społeczność łemkowska stoi na rozdrożu, najbliższy okres pokaże, czy Łemkowie odrodzą się jako zintegrowana grupa (choć niekoniecznie zintegrowana przestrzennie), świadoma swojej narodowej przynależności, zakotwiczona w swoim języku, tradycji i kulturze, choć prezentująca w wielu kwestiach
rozbieżne orientacje, czy też zostanie wchłonięta przez silniejsze zbiorowości o jedno-

285
znacznie ukraińskiej opcji narodowej. Może się też zdarzyć, że wypadki potoczą się
jeszcze inaczej. że Łemkowie ulegn£! przyspieszonej asymilaeji do demokratycznego,
a zatem otwartego społeczeństwa polskiego, którego wizja być może urzeczywistni się
niebawem. Na poczuciu krzywdy nie sposób budować tożsamości, a przynajmniej nie
można tego czynić z powodzeniem przez dłuższy czas.
Dylematy to::samo.l'Ci to ważny zbiór sądów i opinii na temat współczesnych
Łemków, oparty co prawda raczej na ogólnej wiedzy socjologicznej niż na mocno
ograniczonym materiale empirycznym, stanowi£!cy jednak dobry punkt wyjścia do
dalszych studiów. Praea ta może stanowić również istotny zestaw sugestii dla posunięć
o charakterze socjotcchnicznym, choć z działaniami tego rodzaju, jak przekonuje życie
i niezbyt szczr;śliwe doświadczenia, należy być bardzo ostrożnym. Łemkom można bez
wątpienia pomóc w przystosowaniu sir; do rzeczywistości poprzez np. akty prawne
usuwające nadużycia z przeszłości, lecz ich przyszłość tak naprawdę leży przede
wszystkim w ich własnych rękach.
Ryszard

Włodzimierz W n u k, Andrzej K u d a s i k, Podhalański
Podhalańska, Kraków 1993. ss. ł 74.

Kantor

ruch regionalny,

Oficyna

Z okazji XXXVII
Zjazdu Podhalan, poświęconego pamięcI nieodżałowanego
Włodzimierza Wnuka, Oficyna Podhalańska
wydała publikację Podhalański
ruch
reyionalny. Na pozycję tę składają się: przedruk naj pełniejszej wersji pierwszego
rozdziału znanej pracy W. Wnuka Na góralską nutę, rozdziału znanego pod tytułem,
który jest zarazem tytułem całej omawianej publikacji oraz Andrzeja Kudasika
Z d:iejrllv podhalwlskie{Jo ruchu regiollalne{Jo (lata 1980-1992). Całość, w przekonaniu
wydawców, ma stanowić historię regionałnego ruchu podhalańskiego, a przynajmniej,
na co godzr; się łatwiej, jego kronikr;.
Opracowanie W. Wnuka kończy się znamiennie. Po uwagach związanych z obchodzonymi w 1979 roku uroczystościami 75-lecia podhalańskiego ruchu regionalnego,
liczonego od powstania w Zakopanem w roku 1904 Związku Górali, zamieszczono
Deklarację łdeową Związku Podhalan datowaną na l czerwca 1975 roku. Następne
lata dziejów ruchu podhalarlskiego, a Związku Podhalan w szczególności, opisywane
już przez A. Kudasika, potwierdziły w najtrudniejszych warunkach moc i sens zasad,
którymi kierowali sir; działacze i szeregowi członkowie organizacji, ukazały zwartość
ruchu, jego moralm! siłę. Nie mylił się W. Wnuk, gdy mówił podczas jubileuszowej
akademii w 1979 roku: "Zmieniają się warunki życia, jego społeczno-polityczne formy
i treści ... , ale społeczność podhalańska strzeże dawnych tradycji i dziedzictwa kułturowego, przekazanego jej przez przodków, z siłą i żarliwością godną zastanowienia".
Nie kwestionując sensu wydania omawianego tomu, nie podważając w najmniejszym
stopniu jego kronikarskiej, dokumentalnej wartości, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi
na fakt, iż z powodu nadzwyczaj emocjonalnego tonu, który go przenika i który sam
w sobie jest rodzajem dokumentu epoki, nie może on spełniać roli obiektywnej
i wyczerpuj,!cej, a zwłaszcza kry t ycz n ej monografii zjawiska, jakim był i jest regionalny
ruch podhalarlski. Wydaje mi się konieczne, aby fenomen tego rodzaju rzucony został na
szersze tło. Ruch regionalny jest bowiem zjawiskiem wręcz europejskim, zjawiskiem
ważnym w nowożytnych dziejach Europy, mającym nie tylko wspaniałą przeszłość, ale
i - sądzę - dUŻ'1przyszłość. Na tle europejskiego i polskiego ruchu regionalnego, jego
podhalarlska wersja, oceniona z naukowym dystansem, chłodnym, choć bez wątpienia
życzliwym okiem, ukazać sir; może jeszeze piękniej, ujawnić może nieprzeczuwane dziś

286
głębie i wartości. Prace W. Wnuka, jego cenne przyczynki, także dzieła innych autorów.
kronikarzy, komentatorów, stanowią doskonały punkt wyjścia do stworzenia pełnego
i szerokiego obrazu tego, co zwykło się nazywać skromnie regionalnym ruchem
podhalańskim. Sądzę, że taka monografia, wieloaspektowa, krytyczna, obiektywna,
słowem: naukowa,
byłaby cennym akcentem zbliżającego się stulecia organizacyjnej
aktywności górali, aktywności zbudowanej na ideowej tożsamości.
Ryszard

Kantor

Ludwik Kamiński
(vel Kamieński), a mieszkańcach yór tatrzUflskich. Najd(Hvniejsza monografia etnograficzna Podhala, z rękopisu op raco wal, objaśnieniami opatrzył
oraz podał do druku Jacek Kolbuszewski, Oficyna Podhalcu1ska, Kraków 1992, ss. 174.
Jak powszechnie wiadomo, miano "ojca etnografii Podhala" przyznaje się Sewerynowi Goszczyńskiemu, autorowi Dziennika podróży do Tatrów. Wyj,!tkowość tego
dzieła nie podłega dyskusji, zapisało się ono pierwszorzędnie w procesie krzewienia
wiedzy o góralszczyźnie, w procesie popularyzacji kultury Górali tatrzańskich. Nie
ulega również wątpliwości ranga prac Wincentego Pola i Ludwika Zejsznera. innych
uznanych piewców Podhala. A przecież w ich cieniu znalazł siC;ktoś, kto bezspornie
zas)uguje na miano prekursora badań nad góralszczyzną. ktoś, komu wymienieni
autorzy zawdzięczają bardzo wiele. Człowiek, z którego rękopisu czerpali pełnymi
garściami - za jego zresztą zgodą - pierwszorzędny material etnograficzny. Tym kimś
był Ludwik Kamiński vel Kamieński, autor najdawniejszej monografii etnograficznej
Podhala.
Wydanie przez Oficynę Podhalańską, w opracowaniu i ze wstępem wybitnego
znawcy przedmiotu, Jacka Kolbuszewskiego, monografii Kamińskiego stanowi niewątpliwie akt sprawiedliwości dziejowej. Kilka pokoleń badaczy znało to dzielo spoczywające w rękopisie w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich: wykorzystywane
było wielokrotnie, wielokrotnie teź cytowane w mniejszych lub obszerniejszych fragmentach. Dziś dzieło to czytane w całości nabiera szczególnego waloru, potwierdza
wszelkie zalety, jawi się jako - być moźe - naj wybitniejsze polskie opracowanie
etnograficzne pierwszej połowy XIX wieku.
Życie Ludwika Kamińskiego (1809 - po 1881), człowieka pochodzącego z Galicji
Wschodniej i osiadłego w Ludźmierzu, nie zostało dokładniej poznane. Jego skromność.
usuwanie siC; w cień, spowodowały, że nadzwyczajnej wartości monografia zostala
wykorzystana przez innych, a jej autor nie zyskał należytego mu uznania za życia. ba.
był niemal całkowicie nieznany. Jest zatem szansa, źe dziś, choć późno, Kamiński
zostanie wreszcie doceniony nie tylko przez stosunkowo wąskie grono badaczy kultury
Podhala - to stało się juź wcześniej - ale równieź przez szerszy krąg czytelników.
Entuzjasta dzieła, Jacek Kolbuszewski, tak o nim pisze: "... rękopisy Kamińskiego
jawią się wręcz rewelacyjnie. Rzecz juź nie w tym, że przynosz,! one nieporównanie
więcej wiadomości o ludowej kulturze Podhala niź razem wzic;te prace GoszczYl1skiego.
Pola i Zejsznera, ale w tym, że przed rokiem 1848 żaden region Polski nie doczekał się
tak kompletnego opisania i nie powstała ni jedna tak wnikliwa interpretacja kultury
ludowej którejś z grup etnicznych zamieszkujących ziemie polskie".
Trudno nie zgodzić się z tak wysoką oceną monografii Kamińskiego. nie sposób nie
docenić jego głębokiej wiedzy, jego przenikliwego widzenia kultury podhalańskiej, jego
obiektywizmu, subtelności ocen i sądów. "Trzeźwość autora - zacytujmy raz jeszcze
J. Kolbuszewskiego - sprawia, iż mając dla Górali sporo sympatii, nic popada on
w tanią, hiperromantyczną idealizację ludu i jego kultury i zachowuje racjonalistyczny
rozsądek i umiar".

287
Należy wyrazić wielkie podziękowanie Oficynie Podhalańskiej za to, że kapitalna
monografia dziewiętnastowiecznego etnografa-amatora (innych zresztą wtedy właściwie
nie było), dająca nic tylko rzetelny opis życia i wierzeń Górali, ale także oryginalny
pogląd na is t ()t ę ich kultury, znalazła się w rękach czytelników.
Ryszard

Ks. Ferdynand
ss. ]93.

M a c h a y, Moja droga do Polski. Pamiętnik,

Kantor

wyd. 3, Kraków ł 992,

Towarzystwo Przyjaciól Orawy wydało Moją drogę do Polski, głośne niegdyś i dziś
jeszcze czytywane z zainteresowaniem wspomnienia ks. Ferdynanda Machaya. Pierwsze
wydanie tego pamiętnika ukazało się w 1923 roku, drugie w 1938, a obecne - trzecie jest przedrukiem drugiego.
O walorach Mojej dro?!; do Polski nie trzeba nikogo przekonywać. Wspomnienia
księdza Machaya są dokumentem historycznym, ukazują, z perspektywy jednego
z ważniejszych uczestników wydarzeń, trudne lata [918-1920, kiedy to decydowała się
kwestia paóstwowej przynależności Spisza, Orawy i Czadeckiego, los polskiej w przeważającej części ludności tych obszarów. Te dramatyczne łata i decyzje podjęte w owym
czasie na szczeblu międzynarodowym zaważyły na stosunkach polsko-czechosłowackich, stały się źródłem konfliktów i nieporozumień. Relacja ks. F. Machaya jest ważna
i zasługuje na staranne studiowanie, choć - oczywiście - jest to relacja osoby
jednoznacznie zaangażowanej po polskiej stronie konfliktu.
Jeszcze większy walor, w moim przekonaniu, ma pamiętnik ks. Machaya jako
źródło do poznania wybitnej osobowości, człowieka poszukującego własnej drogi,
aktywnego, łaknącego spełnienia na niwie pracy społecznej i działalności patriotycznej.
Człowieka także rozdartego, żyjącego nie tylko na pograniczu kulturowym, ale
i duchowym. Kapłana i działacza, przedstawiciela kościoła katolickiego czyli powszechnego i Polaka-patrioty
uwikłanego w ziemskie, polityczne konflikty. Całym swym
życiem ten bezsprzecznie wybitny człowiek potwierdził dokonany w młodości wybór,
wybór niełatwy, o czym przekonują wspomnienia.
Dobrze się stało, że Moja droga do Polski została wznowiona. Dziełko to, skromne
objętościowo, lecz niezwykle bogate w treść, należy do kanonu polskiego pamiętnikarstwa, ma również wielką wymowę dziś, w czasach poszukiwań drogi po latach
narodowego zniewolenia, wymowę równie jasną, jak w momencie powstania. Nie jest to
szacowny zabytek, lecz dzieło żywe i we fragmentach przejmująco aktualne.
Jednakże, choć myśli zawarte w Mojej drodze do Polski, ogólna wymowa pamiętnika, jego szczególnie intymny ton, mogą zwrócić uwagę nawet nieprzygotowanego
czytelnika, ten jednak, kto poszukuje wyjaśnienia historycznych faktów w dziele
omawianym, może poczuć się nieco zawiedziony. Brak komentarzy, biogramów
występujących postaci, przypisów uściślających niektóre kwestie, czy wreszcie syntetycznego wstępu historycznego, omawiającego z perspektywy czasu przebieg i konsekwencje
sporu o kresy południowe, niewątpliwie nie służy publikacji. Wydaje mi się, że
opatrzenie pamiętnika ks. F. Machaya tzw. aparatem naukowym, poprzedzenie go
fachowym wstępem, znacznie rozszerzyłoby krąg czytełników i mogłoby korzystnie
wplym,ć na odbiór pamiętnika jako ważnego dokumentu epoki. Nic zresztą straconego,
nic wątpię, że nie jest to ostatnie wydanie tej ważnej pozycji.
Ryszard

Kantor

288
Jadwiga Ciechanowska,
górach

i Zakopanem

X IX

Adam Czarnowski,
Tatrzw1skie lata (Z w('drówek po
w.), Kraków 1993, ss. 178, ił.

i XX

Kraków jest miastem przedziwnym i pod wieloma względami uprzywilejowanym.
Tylko tu przechowane zostały w nienaruszonym stanie pamiątki zarówno wielkiej-narodowej, jak i mniejszej-rodzinnej przeszłości. Zapewne jedynie w Krakowie
możliwym było powstanie i zachowanie archiwum, dzięki któremu narodziła się
omawiana pozycja. "W szufladach stylowej komody krakowskiej rodziny Ciechanowskich - piszą autorzy Tatrzańskich lat - znajdują się cenne pamiątki przeszłości. Są to,
od dawna nie oglądane, teki pełne odręcznych opisów i druków, pamiętniki, przewiązane wstążeczkami pakiety korespondencji, są także rysunki i albumy z fotografiami (... l.
Szczególną uwagę zwracają kaligraficznie napisane listy i kartki korespondencyjne
datowane: 1880... 1890... , aż po lata współczesne".
Archiwum Ciechanowskich zawiera dzieje czterech pokoleń krakowskiej rodziny.
w tym także dzieje jej związków z Tatrami, od pierwszej wycieczki braci Hieronima,
Wilhelma i Wiktoryna Ciechanowskich w roku 1854, poprzez późniejsze, regularne już
pobyty letniskowe i poważniejsze taternicze wyprawy kolejnych przedstawicieli rodziny.
aż po czasy najnowsze. Jak cenny jest to materiał przekonać się można z licznych
cytatów, przypominających nie tylko wydarzenia i ludzi, ale także okres, gdy pisało się
listy i wspomnienia, gdy notowało się - dla własnej pamięci, a czasem z myślą
o potomnych - ważne i mniej ważne - fakty. Dziś jest to materiał nie do przecenienia,
mający również wartości językowe. Nic więc dziwnego, że zafrapował spadkobierców
i pozwolił im na opracowanie interesującej i cennej książki.
Zawarte w TatrzQJ1skich latach materiały wspomnieniowe stanowią kapitalny
przyczynek do dziejów polskiej kultury od połowy XIX wieku, przesi"kniętej zainteresowaniem, a nawet umiłowaniem gór. Tę fascynację górami widać wyraźnie w dziejach
rodziny Ciechanowskich, a przecież rodzin takich było wiele, nie tylko w Krakowie.
Z fascynacji górami rodziły się wielkie dzieła, ale owocowała ona także i mniej
efektownie, za to trwale, na przykład kulturą turystyczną Polaków. Rodzina Ciechanowskich niewątpliwie ową kulturę posiadła w stopniu wybitnym.
Wśród drobnych, ale niezwykle interesujących szczegółów, które występują na
kartach Talrzańskich lal, najbardziej istotne wydają mi się te, mówiące o codzienności;
fakty często umykające obserwatorom jako zwyczajne, oczywiste w danym momencie,
w danym czasie, niegodne zapisania. Bez nich jednak przeszłość rysuje się blado, jest
tylko cieniem. Przypomnienie zwyczajności, codzienności obcowania z górami przez nie powiem przeciętną, ale jedną z licznych - rodzinę polską stanowi wielk" wartość
dokumentalną omawianej pozycji.
Pojawiają się we wspomnieniach także postacie znane, historyczne, postacie
z legendy tatrzaJlskiej: Chałubiński, Klimek Bachleda, Walery Eljasz-Radzikowski
i wielu, wielu innych. Pojawiają się w sposób naturalny, bez koturnów, często w otoczce
anegdoty. W tym zakresie Tatrzańskie
lata nie przynoszą rewelacji, nit: dostarczają
nowych szczegółów do biografii słynnych postaci, ich obecność ubarwia jednak
opowieść, czyni ją dodatkowo zajmującą i konkretnie dokumentalną·
Ryszard

"Rocznik Podhalański",
ił. 124.

t. 5, Wydawnictwo

Tatrzailskie,

Zakopane

Kantor

1992, ss. 483.

Po pIęCIU latach od wydania poprzedniego tomu ukazał sil,: kolejny numer
"Rocznika Podhalańskiego". Tempo takie nie może imponować, wydaje się być niestety

289
tradycją w dziejach pisma, które w ciągu 70 lat istnienia ~ głównie w stanie utajonym zaledwie pięć razy znalazło się na rynku wydawniczym. Miejmy nadzieję, że cykl ten,
mimo trudnych czasów - a czy kiedyś były inne? - zostanie przyspieszony.
W wydawnictwach w rodzaju "Rocznika Podhalańskiego", to jest w publikacjach
muzeów wielodziałowych, mieszczą się zwykle materiały wielce zróżnicowane, będące
prezentacją osiągnięć różnych dyscyplin naukowych, często bardzo od siebie odległych,
a na ogół mocno wyspecjalizowanych. Stanowi to zawsze znaczne utrudnienie dla
recenzenta, skłania raczej do omówień niż do ocen. Nie inaczej bywało w "Roczniku",
choć tym razem gros materiałów stanowią w nim artykuły historyczne, etnograficzne,
biograficzne oraz z zakresu szeroko rozumianego muzealnictwa. Jest jednak pewien
zespół prac nadających ton tomowi i od niego chciałbym rozpocząć prezentację.
Pod ogólnym, jednoznacznym tytułem "Z teki Juliusza Zborowskiego" zgromadzono szkice do wygłoszonych referatów (o Muzeum Tatrzańskim i sztuce łudowej oraz
o stylu zakopiańskim), drobne przyczynki bądź z grubsza uporządkowane materiały
źródłowe i terenowe (na temat zwyczajów, stroju łudowego, dziejów poczty w Zakopanem), wspomnienia (o Janie Grzegorzewskim i Mieczysławie Kowałewskim), opuszczone fragmenty opublikowanych wcześniej prac (tu uwagi o przewodnikach tatrzańskich W. Eljasza). Wraz z artykułem W. H. Paryskiego na temat spuścizny piśmienniczej
po wieloletnim dyrektorze Muzeum Tatrzańskiego oraz opracowanymi przez A. Liscar
listami przyjaciół do niego, blok ten stanowi więcej niż jedną piątą część tomu. Jest
pożyteczny i stanowi nicwątpliwy a jakże zasłużony hołd dla wielkiej postaci. Przyznać
jednak muszę, iż - moim zdaniem - edytor nie wydanych i przechowywanych
w muzealnym archiwum prac, a właściwie raczej notatek J. Zborowskiego, nie przyłożył
się zbytnio do ich opracowania. Wśród tych materiałów znajdziemy wiele i dziś jeszcze
aktualnych myśli i ustaleó, wiele inspiracji, są jednak także fragmenty, których autor nie
zamierzał publikować i wiedział co czyni. Czasami lepiej tego rodzaju decyzje
uszanować lub przekonująco uzasadnić, iż były błędne.
Tom otwiera niewielka objętościowo sekwencja materiałów przypominających
twórcę "Rocznika", Bronisława Piłsudskiego. Składają się na nią: krótki artykuł
biograficzny W. Polakiewicza i faksymile "Projektu Podhalańskiego Rocznika Naukowego". Spodziewam się, że w niedalekiej przyszłości "Rocznik" poświęci więcej miejsca
tej postaci, stosunkowo słabo znanej, mimo niewątpliwych zasług dla polskiej i światowej etnologii. Tym bardziej jest to konieczne, że dana przez W. Polakiewicza
charakterystyka
osobowości B. Piłsudskiego nie wydaje się, w świetle chociażby
wspomnieó współczesnych, przekonująca.
Wśród innych, licznych rozpraw i artykułów wyrozlllaj'! się te, które traktują
o tematach i wydarzeniach słabo znanych, lub zupełnie zapoznanych. O zapomnianym
uniwersytecie zakopiaóskim, a w istocie o kursach wakacyjnych zorganizowanych na
początku XX wieku pisze T. Kowalik; o krótkiej egzystencji Związku Zawodowego
Pracowników Nauki w Zakopanem Z. Radwańska-Paryska;
a o epizodzie z dziejów
humoru w stolicy Tatr (czyli o Institutum Bronscianum Zakopanense) wspomina
T. Komornicki. Bardzo gruntowna i bogato ilustrowana rozprawa J. Sierpióskiej
Budynek Muzeum Tatrzańskiegojako
przykład architektury
murowanej w stylu zakopiańskim sąsiaduje z interesującym, ale i mocno dyskusyjnym artykułem M. Rokosza
Zakopane
- stolicą polskiej irredenty. Mimo życzliwego stosunku jaki mam do tej

miejscowości i pełnego doceniania jej roli w dziejach Polski, nie byłbym skłonny bronić
jej prawa do tak zaszczytnego zaiste tytułu.
Z kolei niedawno zmarły wybitny językoznawca A. Zaręba reprezentowany jest
fachowym artykułem na temat polskości gwar orawskich. Nigdy dość przypominania
tego niewątpliwego faktu w sytuacji pseudonaukowych
i zgoła niedorzecznych poczynaó niektórych słowackich "badaczy". Na dalszych stronach o poetyce gawędy
19 -- Lud

t.

LXXVII

290
zakopiańskiej pisze M. Jazowska-Gumulska.
Jeśli do tego dodamy wspomnienia
o zmarłych (E. Starek, B. Dyakowskim i E. Passendorferze), liczne przyczynki do
dziejów Zakopanego i do poznania wybitnych postaci z nim związanych pomieszczone
w dziale dość niefortunnie nazwanym "materiały archiwalne", a także informacje
o Muzeum Beskidzkim w Wiśle (autorstwa 1. Kropa), oraz bardzo obszerne sprawozdanie z działalności Muzeum Tatrzańskiego za lata 1982-1986, stanie się oczywistym,
iż kolejny "Rocznik Podhalański" jest wydawnictwem ze wszech miar cennym, jest bez żadnej ulgowej taryfy - poważnym osiągnięciem redakcyjnego zespołu.
Niedosyt pozostawia jedynie dział recenzji. Trudno doprawdy zrozumieć dlaczego
zrecenzowane zostaly tylko te właśnie pozycje, dlaczego pominięto wydawnictwo
o równym, jeśli nie większym znaczeniu. W moim przekonaniu dział ten należy
rozbudować, lub zastąpić obszernym zbiorczym omówieniem ukazującego się piśmiennictwa o tematyce podhalańskiej.
Ryszard

"Rocznik

Tatarów

Polskich",

wyd. Związku Tatarów

Kamor

Polskich, Gdańsk

1993.

Nieliczna grupa Tatarów polskich w okresie międzywojennym złożyła się na
wydawanie paru pism. Gdy jednak "Życie Tatarskie" było wewnętrznym niejako
pismem tej zaledwo sześciotysięcznej grupki, zaś "Przegląd islamski" był pismem par
excelance religijnym, to "Rocznik Tatarski" miał ambicje wyjścia poza krąg tej grupy
etnograficznej - był Uak to zaznaczono w podtytule) czasopismem naukowym,
literackim i społecznym, poświęconym historii, kulturze i życiu Tatarów w Polsce. Przed
wojną zdążono wydać trzy tomy rocznika, nakład czwartego został zniszczony w roku
1939 przez Niemców - a rozbicie powojenne środowiska Tatarów polskich, zamieszkujących przed wojną głównie Kresy Wschodnie, jak również wyniszczenie wojenne ich
inteligencji (swój udział mieli w tym obaj okupanci) powodowało, że szanse na
kontynuację tego wartościowego wydawnictwa były niewielkie. Toteż dopiero po 56
latach od ukazania się trzeciego tomu "Rocznika" udało się środowisku intelektualnemu Tatarów polskich (zresztą znacznie mniej licznemu niż przedwojenne, jako że
z sześciotysięcznej społeczności tatarskiej w granicach przedwojennych Rzeczypospolitej, w obecnych, pojałtańskich, żyje tylko połowa) opublikować następny, pod
nieco zmienionym tytułem, jako "Rocznik Tatarów Polskich". Tytuł wprawdzie nieco
inny podkreśla, że obecne wydawnictwo nie jest tylko kontynuacją przedwojennego, ale
w nocie od Redakcji napisano, iż "pismo, które prezentujemy, jest jedynym prawnym
i kulturowym kontynuatorem tradycji "Rocznika Tatarskiego" i innych międzywojennych tatarskich wydawnictw, tak samo, jak powstały niedawno Związek Tatarów
Polskich kontynuuje prawnie i kulturowo spuściznę Związku Kulturalno-Oświatowego
Tatarów Rzeczypospolitej Polskiej". To podkreślenie prawa do spuścizny po organizacjach i pismach tatarskich zostało podyktowane trudną sytuacją w środowisku Tatarów
polskich, częściowo rozbitym przez działające w nich ruchy sekciarskie. Nowo wydany
"Rocznik" ma ambicje "skupienia wokół siebie środowiska badaczy tej wspólnoty
istniejącej przez sześćset lat na ziemiach Rzeczypospolitej i rozwinięcia kultury
tatarskiej w Polsce", przy czym - jak o tym świadczą nazwiska autorów - nie
zamierza zamykać się w wąskim kręgu religijnym muzułmanów polskich, gromadzi
zarówno autorów tatarskich, jak i "giaurów" interesujących się kulturą tej polskiej, acz
orientalnej z pochodzenia grupy etnograficznej. Wprowadzenie działu "Tatarzy Europy
Wschodniej" dowodzi, iż polscy Tatarzy, mimo całkowitego spolonizowania, nie chcą
zatracać związku ze swymi korzeniami.

291
Rocznik dzieli się na sześć działów:
1. Artykuły i rozprawy, 2. Tatarzy Europy
Wschodniej, 3. Wiersze, eseje, reportaże, 4. Materiały i źródła, 5. Recenzje, 6. Kronika,
komunikaty;
podział ten nie jest jednak zupełnie konsekwentny.
W dziale pierwszym
Jan Tyszkiewicz omawia parę postaci z zasłużonego
dla polskiej tatarszczyzny
rodu
Kryczyńskich,
Andrzej Drozd - ciekawy chamaił, czyli muzułmański
modlitewnik
rękopiśmienny,
Janusz Kamocki przedstawia
Tatarów polskich jako grupę etnograficzną. Niewątpliwie
najciekawszy
tu jest jednak artykuł Selima Chazbijewicza
o ideologiach Muzułmanów
polskich okresu międzywojennego,
w którym autor przedstawia
całe bogactwo ideologiczne
tej tak przecież niewielkiej społeczności,
jej włączenie się
w pracę dla Polski, ale również i w ruchy panislamskie
i tataro-krymskie;
mów;, też
o tatarskim
mesjanizmie
i o zaangażowaniu
się w ruch prometejski.
Chazbijewicz
omawia tu również sprawę powołania
w czasie wojny Naczelnego
Imamatu
Muzułmanów
Polskich
na Obczyźnie
oraz jego wierność
legalnemu
Rządowi
R P na
Uchodźstwie.
Z artykułem
tym współgrają
wspomnienia
imama
- (zwierzchnika
religijnego) Emira El' Muemminia
Bajraszewskiego.
W dziale "Tatarzy
Europy
Wschodniej"
znajdują
się artykuły
Edigc Kirimal-Szynkiewicza,
Jana Tyszkiewicza
i Dżafera Sejdamet Kyrymera,
wszystkie zwi'lzane z walką Tatarów
Krymskich
o wolność,
przy czym - co chyba zrozumiałe
w roczniku polskich Tatarów - na trzy artykuły, dwa są poświęcone planom uzyskania
pomocy Polski dla tej walki.
W dziale "Wiersze, eseje, reportaże"
(osobiście
bym wolał nazwać go działem
literackim) zostaly umieszczone
miłe, bardzo zaangażowane
wiersze Marty Cywińskiej
("Pieśń wieczorna"
i "Powrót
do Kruszynian")
oraz wiersz Adasa Jakubauskasa
(Jakubowskiego)
- najwybitniejszego
poety tatarskiego
na Litwie, w której ten piszący
po litewsku "następca
murz tatarskich
i potomek
polskiej szlachty" jest przykładem
trudnych
dróg wyboru, przed jakimi stawali nasi Tatarzy
polsko-litewscy.
Grażyna
Kononowicz
pisze o wątkach tatarskich w twórczości Józefa Macieja Kononowicza,
zaś
Ali Miśkiewicz wspomina
swe spotkanie
ze Świtezią.
W dziale "Materiały
i źródla",
oprócz wspomnianych
już wspomnień
imama
Bajraszewskiego
znajd uj 'I się bardzo wartościowe
wspomnienia
Jakuba
Kozakiewicza - żołnierza szwadronu
tatarskiego
12 pułku ułanów wileńskich, z walk 1939 rok u
i z niewoli sowieckiej.
Rocznik kończą recenzje z przedwojennego
"Życia Tatarskiego"
i z niedawno
wydanych
pozycji Cz. Łapicza
i A. Miśkiewicza
oraz, tak ważne dla środowiska
Tatarów polskich postanowienie
Sądu Wojewódzkiego
w Białymstoku
o wpisaniu do
rejestru stowarzyszeń
Związku Tatarów
Polskich w Rzeczypospolitej
Polskiej. Nie ma
w nim jednak informacji
najważniejszej : że redakcja już się przymierza
do wydania
drugiego rocznika.

Janusz K wnocki

"Zeszyty

Łużyckie"

nr 1, 1990

-

nr 8, 1993.

"Zeszyty Łużyckie" są jedynym pismem sorabistycznym
wychodzącym
poza granicami Łużyc. Wydawcą
jest Koło Zainteresowań
Kulturą
Łużyczan
przy Polskim
Towarzystwie
Ludoznawczym
oraz Instytut Filologii Słowiańskiej
Uniwersytetu
Warszawskiego. Pismo wychodzi od 1990 roku. Dotychczas
ukazało się 8 numerów, jeden
jest gotowy do druku, dwa są w przygotowaniu.
Na łamach "Zeszytów
Łużyckich"
sporo miejsca poświęca
się szeroko
pojętej
etnografii,
a więc ogólnej charakterystyce
folkloru łużyckiego
(nr 1), istotom
nad-

292
przyrodzonym (nr 1) szczególnie południcom w folklorze łużyckim na tle porównawczym, mitowi o Krabacie w porównaniu z kaszubskim mitem o Remusie (nr 2),
inspirującej roli tego mitu w literaturze i sztuce lużyckiej (nr 8), śląskim i lużyckim
legendom o królu węży (nr 4). Opisuje się zwyczaje ludowe związane z narodzinami,
ślubem i pogrzebem, caloroczne obrzędy kościelne, stroje ludowe, tradycyjne potrawy
(nr 3). Poruszana jest recepcja łużyckiego folkloru w Polsce i polskiego na Łużycach
(nr 4), historia muzyki łużyckiej (nr 3) i jej dzisiejszy stan (nr 8) oraz polskie wątki
melodyczne w łużyckich pieśniach (nr 4). Przedstawione są przysłowia łużyckie
w konfrontacji z niemieckimi i częściowo polskimi (nr 8). Zarysowana jest historia
łużyckiego teatru (nr 2), kina (nr 3) oraz sztuk plastycznych (nr 4).
Pewna liczba artykułów porusza ogólne i szczegółowe problemy literatury łużyckiej: wychowawczą rolę piśmiennictwa i rolę poezji w utrwalaniu tożsamości narodowej
(nr 6), religijną twórczość J. Barta-Cisinskiego (nr 2), przekłady tego pisarza na polski
i Mickiewicza na łużycki (nr 4), patriotyzm J. Skali (nr 3), pamiętnikarstwo lat
powojennych (nr 2), wątki polskie w łużyckiej prozie powojennej (nr S).
Językoznawczy charakter mają następujące artykuły: o nazwach etnicznych mieszkańców Łużyc, dzisiejszej sytuacji językowej na Łużycach (nr l), wkładzie polskich
językoznawców w rozwój sorabistyki, o rozwoju łużyckiego słownictwa, o roli Biblii
w kształtowaniu się łużyckiego języka literackiego (nr 2), udziale w tym procesie takich
pisarzy, jak M. Frencel oraz 1. B. Fryco (nr 7), a także łużyckim słownictwie
dialektalnym dotyczącym uprawy lnu i hodowl.i zwierząt na tle porównawczym (nr 3).
Zasygnalizowana została wszechstronna walka Łużyczan o język ojczysty w aspekcie
historycznym (nr 6) i odzwierciedlenie jej w łużyckiej poezji (nr 8). Z zakresu historii
ukazały się artykuły o sprawie łużyckiej na paryskiej konferencji w 1919 roku (nr 2),
pierwszych łużyckich organizacjach społeczno-kulturalnych i naukowych, o działalności
J. A. Smołera, o czasopiśmiennictwie łużyckim, kulturotwórczej roli protestantyzmu
i powstaniu wspólnoty katolickiej (nr 3), następnie o dawnym pograniczu polsko-dolnołużyckim, kultywowaniu dawnych tradycji na tzw. Łużycach Wschodnich
w obrębie Polski, późniejszej kolonizacji lużyckiej na prawym brzegu Nysy i jej
ewentualnym pozostałościom (nr S), o sytuacji Łużyc w okresie III Rzeszy, w latach
1945-47 i u schyłku NRD. Przedstawiona została historia Domowiny i instytutów
naukowych: w Budziszynie i w Lipsku (nr 6), wreszcie historia nagi łużyckiej na tle
porównawczym (nr 8).
W "Zeszytach Łużyckich" porusza się tematy mającc charakter demograficzny
i socjologiczny, a mianowicie: ekologiczne uwarunkowania życia kulturalnego i społecznego na Łużycach (nr 2), dzisiejszy status Łużyczan w Niemczech i szanse ich rozwoju.
relacje łużycko-niemieckie (nr 6), dwujęzyczność i dwukulturowość Łużyczan, fenomen
łużyckiej rodziny, historię łużyckiej emigracji (nr 8) i otoczoną powszechnym kultem
postać A. Andrickiego (nr 7). Zamieszczane są też prace z zakresu krajoznawstwa Łużyc.
historii Budziszyna, rozwoju i znaczenia przemysłu na Łużycach (nr 7). Szczególnie
mocno podkreślane są kontakty polsko-łużyckie, nakreślono sylwetki przyjaciół Łużyc:
W. Szewczyka, W. Kochańskiego oraz Polski: S. Nawki i A. Nawki (nr 4), M. Hórnika
(nr 8), przedstawiono prołużyckie organizacje (nr 4 i 8) i wojenne spotkania Polaków
z Łużyczanami (nr 7).
Złożony do druku 9 nr "Zeszytów Łużyckich" poświęcony będzie sorabistyce
w Wiedniu i Paryżu, współpracy filmowców łużyckich i słowackich, przekładom
z literatury łużyckiej na polski, paralelom rozwojowym Łużyczan i innych mniejszości
narodowych świata: Kaszubów, Drzewian Połabskich. Ajnów, Walijczyków. Nr 10 i 11
zajmie się starszą historią Łużyc (m.in. artykuły o łużyckich żonach Piastów i Przemyślidów, o wojnach husyckich na Łużycach, o roli zgromadzenia cystersów w kształtowaniu materialnej i duchowej kultury Łużyc, o walkach Napoleona na Łużycach

293
i ich reperkusjach literackich, o historii procesji i pielgrzymek łużyckich), a rówlllez
histori<! najnowszą: okresem Republiki Weimarskiej, czasami wojny (wspomnienia
dowódców i uczestników walk na terenie Łużyc), pierwszymi latami po wojnie. Niektóre
z prac publikują dotąd nieznane materiały archiwalne. Nr 12 będzie mieć prawdopodobnie charakter językoznawczy. Przewidziane są artykuły o języku prasy
łużyckiej, o nazwach bóstw łużyckich i nazwach miesięcy na tle porównawczym,
o siedemnastowiecznym i współczesnym tłumaczeniu Psałterza, o znaczeniach słowa
lubosI' ("miłość") u romantyków łużyckich i in. Nr 13 chcielibyśmy poświęcić Janowi
Skali w 50. rocznicę jego śmierci.
Każdy numer zawiera przekłady łużyckiej poezji i prozy (tak współczesnej, jak
dawnej), recenzje nowości wydawniczych i kronikę kulturalno-naukową.
Ewa

Mieczysław B. M ark owski,
1918-1939, Kieleckie Towarzystwo

Obywatele

Naukowe,

Siatkowska

ziemscy
w województwie
Kielce 1993, ss. 236.

kieleckim

Studia dotyczące roli jaką odgrywały w życiu społeczno-politycznym i gospodarczym poszczególne grupy społeczne, obejmowały jeszcze nie tak dawno przede
wszystkim dzieje tzw. klas przodujących. "Klasowe" traktowanie zjawisk społecznych
powodowało, że priorytet badawczy nadawano pracom odnoszącym się głównie do roli
i znaczenia "klasy robotniczej" zwłaszcza tzw. wielkoprzemysłowej oraz, w mniejszym
zakresie, tzw. "chłopstwa pracującego". Dzieje innych środowisk uznanych w myśl
metodologii "materializmu historycznego" za tzw. wsteczne (niepostępowe) ukazywano
w jednostronnym, negatywnym kontekście mającym uzasadnić z góry przyjęte założenia.
Przełom ustrojowy lat 1980-1989 spowodował powstanie możliwości nieskrępowanego ideologicznie, naukowego a zatem obiektywnego prezentowania wyników ustaleń
na zaniedbanym lub wręcz zafałszowanym polu badawczym odnoszącym się do dziejów
grup społecznych określanych dotąd mianem "klas posiadających". Jednym z pierwszych opracowań, aczkolwiek wycinkowych, bo odnoszących się do jednego tylko
województwa, jest książka Mieczysława B. Markowskiego Obywatele ziemscy w województwie

kieleckim

1918-1939.

Autor prczentuje pełną gamę problematyki związanej z funkcjonowaniem większej
własności ziemskiej na omawianym terenie. Znajdujemy tutaj omówienie kwestii
socjologicznych, gospodarczych i kulturowych jakie charakteryzowały ziemian Kielecczyzny. Godzi się już na wstępie podkreślić, iż ustalenia M. B. Markowskiego, chociaż
formułowane dla określonego terenu, mają walor szerszy. Są bowiem typowe dla
całościowego obrazu ziemian polskich, co zresztą w sposób wyraźny wynika z ustaleń
przedstawionych przez Autora we wstępie i w rozdziale wprowadzającym.
Praca M. B. Markowskiego opiera się na bogatym i rzetelnie potraktowanym
materiale źródłowym. Autor wykorzystał wszelkie dostępne materiały zgromadzone
w archiwach centralnych i lokalnych począwszy od AAN, AGA D i A GUS w Warszawie poprzez Archiwum Diecezjalne i Państwowe w Kielcach, Częstochowie i Katowicach wraz z jednostkami filialnymi. Oparł się ponadto na bogatym zasobie źródeł
drukowanych i rękopiśmiennych zgromadzonych w bibliotekach KUL, Narodowej
i Ossolineum. Całość uzupełnia wykaz bezpośrednio wykorzystanych ponad 150
tytułów opracowań literaturowych oraz liczny zestaw tytułów prasowych.
Książka składa się ze wstępu, pięciu merytorycznych rozdziałów (s. 47-210),
zakończenia, wykazu źródeł i literatury, indeksu nazwisk, wykazu tabel i ilustracji.
Całość wieńczy streszczenie w języku angielskim.

294
Rozdział wprowadzający (s. 7-47) prezentuje socjologiczny obraz omawianego
środowiska wraz ze stratyfikacją wewnętrzną grupy (aspekty: pochodzeniowy i wyznaniowo-narodowościowy).
Ustalenia, jak już wspomniano, mają charakter generalny
i z powodzeniem można je odnieść do charakterystyki tej grupy społecznej w całej
Polsce. Obok arystokracji rodowej, niewielkiej grupy wyznawców religii mojżeszowej
i jak to określa Autor "nowobogackich", trzon środowiska stanowiła warstwa "spadkobierców tradycji szlacheckiej" związana ze swoim statusem w równej mierze
ekonomicznie co emocjonalnie. Ona to właśnie nadawała ton sposobowi gospodarowania, kulturze grupy oraz zachowaniu tradycji.
Rozdział drugi traktuje o miejscu i roli ziemiaństwa w życiu gospodarczym
województwa (s. 47-111). Mowa tu o strukturze majątków, zakresie prowadzonej
gospodarki roślinnej, hodowlanej i leśnej, a także aktywności ekonomicznej poza ściśle
rozumianym rolnictwem. I w tym rozdziale szereg ustaleń ma charakter ponadlokalny
(np. kwestia zasadniczego udziału kapitału ziemiańskiego w animacji przemysłu
rolno-spożywczego, przede wszystkim przetwórstwa). Kolejny z rozdziałów "gospodarczych" - "Zmiany w pozycji materialnej" (s. 112-135) - to opis rzeczystej sytuacji
produkcyjno-dochodowej
majątku ziemiańskiego w dwudziestoleciu. Jak wykazuje
Autor cechowała ją stała presja ogólnej, trudnej sytuacji ekonomicznej państwa w tym
nieomal represyjny fiskalizm oraz parcie parcelacyjne wynikające tak z nacisku
otoczenia jak i przede wszystkim z przepisów ustawy z 1925 roku o wykonaniu reformy
rolnej, nakładającej obowiązek parcelacyjny gruntów spoza ustawowo określonych
norm obszarowych. Wywoływało to określone implikacje powodujące w zdecydowanej
większości przypadków pogorszenie sytuacji produkcyjnej przedsiębiorstw, obniżenie
ich rentowności oraz powszechne zadłużenie prowadzące częstokroć do bankructwa.
Ważną konstatacją tego rozdziału jest stwierdzenie o niełatwym życiu właścicieli
ziemskich, w tym skromnej konsumpcji, jakże odbiegające od stereotypów lansowanych
do niedawna w ideologicznej literaturze przedmiotu i publicystyce politycznej.
Dwa ostatnie rozdziały (s. 135-210), traktują o aspektach kulturowych omawianego
środowiska. Mowa w nich o poziomie wykształcenia, wkładzie w rozwój oświaty,
kultury i sztuki, życiu religijnym ziemiaństwa a także formach instytucjonalnych
i towarzyskich, środowiskowych więzi społecznych grupy. Zasygnalizowany jest także
obraz życia codziennego prowincjonalnego dworku polskiego na Kielecczyźnie. Wyłania się z tego portret zbiorowy środowiska, które począwszy od końca XIX wieku
odegrało kapitalną rolę ekonomiczną, kulturową i społeczno-polityczną na ziemiach
polskich. Rola ta w omawianym okresie, co przedstawia M. B. Markowski, aczkolwiek
jcszcze bardzo znacząca, ulegała systematycznym przemianom ustępując pod wpływem
zmian ekonomicznych i społecznych, w tym wzrastającej roli otoczenia tak wiejskiego
jak i miejskiego (przemysłowego). Niemniej jednak znaczenie zarówno ekonomiczne jak
i kulturowe dworu (majątku) pozostawało w dalszym ciągu istotne. Nie było anachronizmem, jak to chcieli widzieć wówczas i później jego radykalni przeciwnicy. Gdyby
nie powojenny ideologiczny holokaust większej własności ziemskiej, ewoluował by, jak
można sądzić w kierunku specyficznego dużego gospodarstwa farmerskiego (wskutek
między innymi parcelacji), jakiego brak tak wyraźnie odczuwamy obecnie.
Praca M. B. Markowskiego, opatrzona licznymi zestawieniami tabelarycznymi
i ilustracjami siedzib ziemiańskich Kielecczyzny, to dzieło solidne i niezwykle potrzebne.
Stanowi bowiem nieomal pionierski wkład w prezentację tendencyjnie dotąd przedstawianej problematyki. Uwag krytycznych, recenzujący zgłasza niewiele. Pierwsza to
niekonsckwencja sądu na temat roli parcelacji. Z jednej strony Autor pisze o jej
zdecydowanie negatywnym znaczeniu dla statusu ekonomicznego majątków (s. 10),
z drugiej widzi w niej "dobrodziejstwo"
dla nadmiernie zadłużonych gospodarstw
(s. 119). Rzecz była jak się zdaje o wiele bardziej złożona i wynikała raczej z ówczesnych

295
realiów ekonomicznych, fiskalizmu państwowego (niechętnego majątkom) i ogólnego
zacofania gospodarczego kraju. Druga uwaga dotyczy materiału ilustracyjnego - Autor zamieścił szereg cennych reprodukcji ilustracji dworów i rezydencji. Wydaje się, iż
celowym by było uzupełnienie o dokumentację, świadczącą o poziomie i sposobie
gospodarowania. Szkoda wreszcie, że wymieniono tak skromną liczbę rodzin ziemiańskich. Wynika to chyba z faktu (zasygnalizowanego przez Autora), iż skupił się on na
większej własności, głównie w południowej i środkowej części województwa. Są to
jednak uwagi marginalne niczym nie ujmujące rzetelności i znaczeniu opracowania.
Życzyć należy czytelnikom i Autorowi by podjął trud opracowania generalnego
(ogólnopolskiego) zaprezentowanej
tematyki z okresem wojennym i powojennym
wlącznie. Warsztat, metoda oraz opublikowane dotąd prace predestynują M. B.
Markowskiego w pełni do tego zadania.
Zdzisław J. Witwicki

Gabriel Brzę k, Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie i jego Twórca, Wydawnictwo Lubelskie Nowe, Lublin 1994, ss. 200, iI., aneksy, indeks nazwisk.
Fragment wstępu Autora: "Nad książką tą pracowałem kilkanaście lat ( ... ) Nie taję,
że były trudności z wydaniem tej książki. W powojennym czterdziestoleciu byliśmy
bowiem poróżnieni z przeszłością, nasze uczucia i chęci były skrępowane narzuconymi
nam z zewnątrz wskazaniami. Słowem brak było atmosfery do wydania książki
o pięknym 'geście darowania w roku 1889 bezcennych zbiorów na rzecz narodu przez
wielkodusznego patriotę, lecz niestety ... hrabiego; Włodzimierza Dzieduszyckiego" (s. 6).
Prosto i prawdziwie. Byłem jednak świadkiem starań Autora o przyjęcie maszynopisu do druku przez różne oficyny wydawnicze oraz placówki Polskiej Akademii Nauk
(w tym najbardziej powołane do promocji tego typu badań). Wszędzie spotykał się
z odmową. Decyzje dyrektorów tych placówek paraliżował cień "Wielkiego Brata". Nie
chciano go drażnić. Dawne Muzeum im. Dzieduszyckich, obdarte z pierwotnej nazwy,
było bowiem popularyzatorską placówką drugorzędnej akademii nauk jednej z republik
Związku Sowieckiego. Nasi decydenci podrzędnego przecież szczebla historię zespołowego wysiłku naukowego oraz patriotycznego czynu Włodzimierza Dzieduszyckiego postanowili, podobnie jak Panoramę Racławicką, skazać na zapomnienie. Autor
jednak nie poddał się, mimo iż III Rzeczpospolita również nie była nadmiernie łaskawa
dla Jego dzieła (skromną na książkę dotację, nie pokrywającą kosztów druku,
przeznaczył Komitet Badań Naukowych), Życzliwy Zarząd Spółki edytorskiej, głównie
prezes i edytor Ewa Zawadzka-Mazurek,
dołożyli starań by monografia o ważnej
placówce oraz jej twórcy ujrzała światło dzienne.
Rozważania swe Autor ujął w siedmiu rozdziałach, które dokumentują dzieje
placówki oraz dokonania fundatora: 1. "Geneza polskiego muzealnictwa przyrodniczego", 2. "Początki Muzeum im. Dzieduszyckich", 3. "Włodzimierz Dzieduszycki
jako zoolog-ornitolog,
myśliwy, pionier ochrony przyrody w Polsce, archeolog",
4. "Włodzimierz Dzieduszycki jako patriota, społecznik, etnograf i organizator wystaw,
bibliofil i wydawca", 5. "Rozwój Muzeum za życia jego fundatora", 6. "Dzieje Muzeum
po śmierci fundatora", 7. "Ordynaci, pracownicy i współpracownicy Muzeum (sylwetki)". W aneksach umieszczono wykaz członkostw różnych organizacji, jakie otrzymał Dzieduszycki, ofiarowane mu dyplomy oraz spisy eksponatów: ornitofauny,
teriofauny i ichtiofauny.
Dodajmy do tego, że fundator Muzeum urodził się w 1825 roku, a zmarł w 1899.
Gromadził zbiory - nie tylko przyrodnicze - głównie w swych siedzibach w Potu-

296
rzycy (ordynacja Dzieduszyckich) koło Sokala, Lwowie, Zarzeczu koło Jarosławia oraz
w Pieńkach (między Złoczowem a Brodami). Wywodził się z rodziny ruskiej, później
spolonizowanej, znanej zwłaszcza od końca XVIII wieku z patriotyzmu polskiego.
Utworzone zaś przez Włodzimierza Dzieduszyckiego Muzeum, kierowane później przez
jego następców: Tadeusza, Pawła i Włodzimierza Dzieduszyckich w końcu XIX wieku
było już pierwszorzędną placówką naukową, którą należałoby nazwać narodową,
z działami: zoologicznym (najlepiej rozbudowanym),
botanicznym, mineralogiczno-geologiczno-paleontologicznym,
prehistorycznym oraz etnograficznym. Było ono
jednym z ogniw twórczości, porównywalnym z warszawskim Gabinetem Zoologicznym,
Muzeum Komisji Fizjograficznej Akademii Umiejętności oraz Muzeum Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Książka Profesora Gabriela Brzęka o Włodzimierzu Dzieduszyckim i utworzonym
przez niego we Lwowie Muzeum im. Dzieduszyckich zdumiewa bogactwem materiału
o rodzie Dzieduszyckich (dziś zresztą niemal już zapomnianym), pasji społecznej
i naukowej ordynatów oraz ich pionierskich badaniach (ornitologia i ochrona przyrody), a także wszechstronności zainteresowań (przyroda, archeologia, historia, etnografia). Autor zdołał poznać niezbędne do pracy archiwalia przed ich zniszczeniem
(spalono je w piecu po drugiej wojnie światowej) w obecnym muzeum przyrodniczym.
Przede wszystkim jednak korzystał z życzliwej pomocy ostatniego ordynata Włodzimierza Dzieduszyckiego-juniora
oraz ze zbiorów zgromadzonych w placówce, która dziś
nosi niezbyt zręcznie sformułowaną nazwę Instytut Zoologiczny i Muzeum Polskiej
Akademii Nauk w Warszawie.
W książce najbardziej wnikliwie zostały opracowane rozdziały poświęcone fundatorowi oraz działowi zoologicznemu placówki, stanowiącemu główny przedmiot
zainteresowania Dzieduszyckiego. Po drugiej wojnie światowej Melania Kałużniacka,
pracownica Muzeum, mówiła mi, że Włodzimierz Dzieduszycki nie mógł drogą kupna
nabyć żubra do Muzeum, w związku z czym miał za osobnika tego gatunku zapłacić
carowi wioską, którą posiadał w zaborze rosyjskim. Wspomina o sprawie tej prof. Brzęk
(s. 71), pisząc iż pieniądze pochodziły ze sprzedaży klucza Tarnawki w Królestwie
Polskim.
Nie wszystkie działy w Muzeum im. Dzieduszyckich rozwijały się tak jak zoologiczny. Włodzimierz Dzieduszycki i jego następcy - w miarę swych możliwości - dbali
także o zakup minerałów i skał (m.in. pozyskano zbiory Ludwika Zejsznera, wybitnego
badacza Tatr). Zgromadzili kolekcje paleontologiczne, które opracowywał profesor
uniwersytetu we Lwowie ~ Józef Siemiradzki (publikacje). Niewątpliwie wegetował
dział etnograficzny (sądząc ze zdjęcia umieszczonego w książce, wyczulony był na
kulturę Hucułów), którym opiekował się w okresie międzywojennym profesor UJK
Adam Fischer.
Konieczność ograniczenia objętości książki zdecydowała o skróceniu do minimum
prezentacji dorobku publikacyjnego pracowników i współpracowników Muzeum. Nie
wspomniano, że w Muzeum gromadzono także rękopisy przyrodników, o czym zresztą
pisał w 1966 roku w numerze 8 "Prac Muzeum Ziemi" Stanisław Czarniecki w artykule
Rękopisy Ludwika Zejsznera zachowane w Muzeum Naukowo-Przyrodniczym we Lwowie.
W artykule tym wymieniono 13 pozycji, wśród których były opracowania dotyczące
także Karpat słowackich. Gdy po czterech latach od ukazania się artykułu Czarnieckiego poszukiwałem w M uzeum tych rękopisów wskazano mi tylko piec, w którym decyzją dyrektora tej placówki - spalono "starocie".
Historia nauki we Lwowie to problem przewijający się w pracach Profesora Brzęka
przez wiele lat. Znajdujemy tego wyraz m.in. w książkach Benedykt Dyhowski. Życie
i dzieło (pierwsze wydanie w Lublinie w 1981 roku, drugie w oficynie "Biblioteka
Zesłańca" Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego wc Wrocławiu w 1994 roku) oraz

297
Życie. praca. dzie/o (Wydawnictwo Lubelskie, 1984). W pierwszej z tych książek przedstawiono powiązania naukowe między Dybowskim a Dzieduszyckim. W prezentowanej monografii o Muzeum Autor dodał kilka interesujących
szczegółów, a w tym informację, że na wniosek Dybowskiego Uniwersytet Lwowski
nadał Włodzimierzowi Dzieduszyckiemu doktorat honoris causa w 1894 roku "za
całokształt działalności naukowej i stworzenie placówki badawczej zabezpieczonej
finansowo w swym rozwoju utworzeniem Ordynacji Poturzyckiej" (s. 118).
Książkę Profesora Brzęka Muzeum im. Dzieduszyckich
i jego Twórca wydano
w dwóch tysiącach egzemplarzy.
JÓze!"Nushaum-Hilarowic7..

Zbigniew

J. Wójcik

Vacys M i Ii u s, Mokslo draugijos ir lietuvil1 etnografija (X I X a. antroji PUSI!
XX (l. pirmoji pusH Mokslo ir enciklopedijv leidykla, Vilnius 1993, ss. 155.
Autor - wybitny litewski etnograf starszego pokolenia - dr hab. Vacys Milius
poświęcił swoją książkę zobrazowaniu wkładu do badań nad etnografią litewską sześciu
XIX- i XX-wiecznych towarzystw naukowych. W krótkiej przedmowie (s. 3-7) najpierw
w bardzo zwięzły sposób zarysował uwarunkowania historyczne, dalej przypomniał, że
wtedy zajmowano się przede wszystkim językiem i folklorem litewskim, natomiast
materiały etnograficzne pojawiały się na marginesie tych głównych zainteresowań.
Swoje zadanie badawcze autor określa następująco: scharakteryzować opublikowane studia, materiały i recenzje oraz zachowane materiały rękopiśmienne z punktu
widzenia historyka nauki, uwypuklając ich przydatność do dalszych badań. W pracy
trafnie udało się autorowi połączyć dwa sposoby relacjonowania; w zasadzie jest to
układ chronologiczny - według dat powstania i działalności poszczególnych towarzystw, jeżeli materiały etnograficzne były mniej liczne. Natomiast kiedy działalność
w dziedzinie etnografii była większa autor analizował materiał w grupach tematycznych.
Zastrzega się też, że historią poszczególnych towarzystw zainteresowany jest tylko
o tyle, o ile dotyczy ona działalności na polu etnografii. Przypisy umieszczone są za
każdym rozdziałem.
Rozdział I (s. 8-37) autor poświęcił najstarszemu - założonemu w 1845 roku Rosyjskiemu Towarzystwu Geograficznemu (w latach 1850-1919 oficjalna nazwa
brzmiała: łmperatorskoe Russkoe Geograficeskoe Obscestvo, IRGO). Wiadomo, że od
samego początku IRGO wykazywało duże zainteresowanie etnografią; jednakże inaczej
wyglądalo to w centrali petersburskiej, w oddziałach terenowych działo się bardzo
rozmaicie. Centralne ogniwa towarzystwa stopniowo - najpierw na marginesie badań
słowianoznawczych - a na serio dopiero w latach 90. zaczęły programowo penetrować
również Bałtów. Niestety największą przeszkodą okazał się brak badaczy znających
języki bałtyjskie. Nie mniej dzięki współpracy z miejscową inteligencją, np. nauczycielami, udało się w archiwum towarzystwa zgromadzić 45 opisów (ponad 3000 stron) najwięcej ze Żmudzi i południowo-zachodniej
Litwy (Suvalkija) - zresztą o bardzo
zróżnicowanej treści i wartości. Poza zgromadzeniem archiwaliów, działalność publikacyjna nie była zbyt obfita. Do najważniejszych wydawnictw V. Milius zaliczył
2 wydania bibliografii zestawionej przez rodowitego Litwina S. Baltramaitisa (wyd.
1891, 1904) oraz prace E. Volterisa (1856-1941) filologa z wykształcenia, a bibliotekarza
z zawodu, który poczynając od 1883 roku odbył z Petersburga kilka podróży
badawczych na Litwę i ogłosił - poza sprawozdaniami - również inne publikacje
warte uwagi etnografa. Natomiast inne drobniejsze materiały zostały przez Miliusa
omówione sumarycznie. Ocena działalności towarzystwa dla etnografii litewskiej dana

298
przez autora brzmi: pomimo dobrych chęci efekty ograniczyły Się do publikacji
o charakterze materiałowym.
Natomiast specjalną uwagę poświęcił autor Oddziałowi Wileńskiemu towarzystwa
(oficjalna nazwa: Severo-zapadnyj Otdieł IRGO) działającemu w latach 1867-1876 oraz
1910-1914. W tym pierwszym niespełna dziesięcioleciu (mimo troskliwej opieki władz
miejscowych, oddział został w 1876 roku zlikwidowany na polecenie najwyższych wladz
państwowych) udało się sporo osiągnąć. W latach 1869 i 1872 wydano i rozesłano
2 kwestionariusze, na które otrzymano odpowiedź z 6 guberni (wileńskiej, kowieńskiej,
grodzieńskiej, mińskiej, mohylowskiej, witebskiej); pozyskano w sumie 642 opisy, które
do dziś znajdują się w dziale rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Wilnie (sygn.
F-34). Dopiero niedawno sięgnięto po ten materiał i zaczęto z niego korzystać. Poza
własnymi ankietami opublikowano też rosyjski przekład ankiety znanego gdańskiego
uczonego W. Mannhardta (1869). Od siebie dodam, że ankieta ta ukazała się też po
polsku w 1864 roku w czasopismach Warszawy i Poznania. Wprawdzie w 1910 roku ten
oddział towarzystwa został reaktywowany, ale w dziedzinie etnografii litewskiej autor
nie znalazł w jego działalności niczego specjalnie godnego uwagi. Zresztą wtedy już inne
towarzystwa zarówno polskie, jak i litewskie wiodły prym w Wilnie.
W rozdziale II (s. 37-42) V. Milius zanalizował skromny dorobek wileńskiego
oddziału Ogólnorosyjskiego Towarzystwa Technicznego. Historyk etnografii zainteresował się działalnością tej dość efemerycznej instytucji praktycznej, której chodziło
o popieranie rzemiosł wiejskich i miejskich; co prawda towarzystwo zostało założone
już w 1874 roku, ale oddział wileński działał jedynie w latach 1898-1906. Jednak
opublikowano
13 zeszytów sprawozdań, w których znalazło siC; nieco materiałów
pożytecznych dla etnografa, które autor wyselekcjonował.
Najobszerniejszy jest rozdział III (s. 42-87), poświęcony Litauische Literarische
Gesellschaft działającemu w Tylży w latach 1879-1923, a powolanemu do badań nad
językiem, etnografią i historią Litwinów żyjących w Prusach Wschodnich; obawiano
bowiem się ich całkowitej germanizacji. Później program ten zmodyfikowano rozszerzając obszar zainteresowań na całą Litwę. Jednakże co do Litwy Pruskiej, to
przewidywania twórców towarzystwa niestety okazały się słuszne. Towarzystwo powstało staraniem głównie uczonych niemieckich lecz lista jego członków z przelomu
wieków obejmowała czołówkę światowego językoznawstwa (dla polskiego czytelnika
podam, że należeli do niego J. Baudouin de Courtenay, J. Karłowicz, A. Mierzyński,
W. Porzeziński), kilku profesorów królewieckich, miejscowi nauczyciele, pastorzy,
przede wszystkim superintendenci obszarów zamieszkałych przez Litwinów Pruskich
oraz jako członkowie korespondenci inteligencja litewska zewsząd.
Towarzystwo zgromadziło zbiory muzealne, bibliotekę, wydawało swoje czasopismo "Mitteilungen der litauische-literarische Gesellschaft", którego w latach 1880-1912
ukazało się 6 tomów; poza tym ogłosiło drukiem jeszcze kilka cennych wydawnictw,
m.in. zbiory melodii pieśni ludowych oraz kościelnych protestanckich, wartościowe
opisy etnograficzne etc. Do współpracy i członkostwa wciągnięto też pewną liczbę
rodowitych Litwinów, z których jednak tylko nieliczni znaleźli się we władzach
towarzystwa. Najwybitniejszym z nich był językoznawca i etnograf Aleksander Kurschat-Kursaitis (1857-1944); w ciągu całego ćwierćwiecza był on prezesem towarzystwa
i opublikował tam cenne prace a także pozostawił w rękopisie 4-tomowy słownik
litewsko-niemiecki, wydany dopiero w latach 1968-1973. Bardzo ważnym osiągnięciem
było wybudowanie w 1905 roku tzw. Domu Litewskiego (Litauisches Haus), w którym
pomieszczono bogate zbiory etnograficzne, gdzie odbywały się wystawy sztuki ludowej,
organizowano pokazy tkactwa etc. Ponieważ myślano praktycznie dom musiał utrzymywać się sam; zatem po zapłaceniu jednorazowego podatku uzyskano zezwolenie na
pobieranie opłat wstępu oraz koncesję na sprzedawanie mleka i przetworów mlecznych.

299
Dzięki tej koncesji handlowej Dom Litewski przetrwał zarówno rozwiązanie towarzystwa, jak i wszystkie zmiany ustrojowe w Niemczech. Działalność towarzystwa zaczęla
słabnąć już przed pierwszą wojną światową; i chociaż w 1920 roku na ostatnim walnym
zgromadzeniu postanowiono kontynuować dzialalność, to jednak aż do rozwiązania
w 1923 roku nie wykazano już żadnej aktywności; w rezultacie nie bardzo nawet
wiadomo, kiedy się ono rozwiązalo - w 1923 czy też w 1925 roku.
V. Milius omówił dzialalność LLG w następującym porządku: historia towarzystwa, zagadnienia etnograficzne na zebraniach towarzystwa, zagadnienia historiografii
etnograficznej, badania nad historią etniczną, badania nad kulturą materialną, badania
nad zwyczajami i kulturą duchową, zbiory etnograficzne i ich popularyzacja. W sumie
bardzo wysoko ocenił dorobek tego towarzystwa.
Dla polskiego czytelnika najciekawszym jest rozdział IV (s. 87-117), poświęcony
Polskiemu Towarzystwu Ludoznawczemu. Autor rozpoczął go od przedstawienia
krótkiej historii towarzystwa oraz odnotował, że "Lud" jest najstarszym polskim
czasopismem etnograficznym. Kolejno, dość szczegółowo zreferował opublikowane
w "Ludzie" - niezbyt przecież liczne - materiały lituanistyczne wraz z recenzjami. Do
ważniejszych osiągnięć PTL dla lituanistyki autor zaliczył wydanie w ramach 53 tomu
DWOK "Litwy" Oskara Kolberga; omówił dość szczegółowo ten tom, historię wydania
i zreferował zawarte w nim materiały.
Jednak najwięcej miejsca, bo 20 stron, autor poświęcił omówieniu życia, działalności
i głównych prac lituanistycznych Jana Witorta (1853-1903). Z wielkim uznaniem należy
podkreślić fakt, że Miliusowi udało się dość dokładnie odtworzyć życiorys Witorta,
stanowiący - jak dotąd - najobszerniejszy życiorys tego badacza (należałoby też
udostępnić go polskim czytelnikom, co zresztą będzie uczynione w innym miejscu).
Z równą troskłiwością autor zajął się też pracami lituanistycznymi Witorta; zreferował
7 jego prac opublikowanych w "Ludzie", 3 prace z "Wisły" oraz po jednej z "Ateneum"
i "Przeglądu Powszechnego". Tak więc w sumie zostało scharakteryzowanych
12 prac
Witorta. Najwięcej miejsca autor poświęcił naj obszerniejszej pracy Witorta, Zarysy
prawa zwyczajowego
ludu litewskiego (wyd. 1897/8). Milius bardzo wysoko ocenił tę
książkę, która dzięki szerokiemu doborowi zagadnień tam poruszonych, obfitości
wykorzystanego materiału oraz konsekwentnej metodzie nie została - jak dotąd prześcigniona. Omówienie kończy się uwagą o skromnej recepcji tej książki. Nałeży
więc mieć nadzieję, że dzięki V. Miliusowi zwiększy się zainteresowanie pracami Witorta
na Litwie. Warto też odnotować, że w ciągu ostatniego lO-lecia w Polsce nieco uwagi
poświęcili Witortowi etnograf W. Baranowski i falkiarystka H. Kapełuś.
Rozdziały I, II i IV poświęcone są działalności obcych towarzystw naukowych,
które tylko marginesowo zajmowały się kwestiami lituanistycznymi; jedynie Litauische-Literarische Gesellschaft (rozdział III) zajmowało się wyłącznie tematyką lituanistyczną·
Natomiast dwa ostatnie rozdziały autor poświęcił dwom towarzystwom litewskim.
Zmienia się też tutaj sposób referowania - zamiast szczegółowego charakteryzowania
obcojęzycznych prac wystarcza zwięzłe sygnalizowanie konkretnej problematyki etnograficznej "wypreparowanej"
niejako z całości. Najlepiej widać to w rozdziale
V (s. 117-127), gdzie omówiona została działalność etnograficzna Litewskiego Towarzystwa Naukowego (Lietuvil) Mokslo Draugija) z lat 1907-1940; jego organem było
czasopismo "Lietuvil) Tauta" (w latach 1907-1935 ukazało się 5 tomów). Jego
pierwszym prezesem przez 20 lat był lekarz i folklorysta dr J. Basanavicius (1851-1927),
jedna z czołowych postaci litewskiego odrodzenia narodowego, on też nadał kierunek
działalności towarzystwu, któremu pozostało wierne do końca swego istnienia. Była to
organizacja naukowa, oświatowa i kulturalna, a także pierwsza litewska instytucja,
która planowo zajęła się gromadzeniem folkloru i etnografią litewską, wciągając do

300
tego szerokie warstwy specjalistów, jak i amatorów, zarówno uczonych, jak i gimnazjalistów. V. Milius skoncentrował się wyłącznie na pracy etnograficznej towarzystwa.
W ostatnim rozdziale, VI (s. 127-143), autor zajął się działalnością Towarzystwa
Krajoznawczego
wSzawIach
(Siauliv krastotyros draugija) istniejącego w łatach
1927-1944, omawiając kolejno: dzieje towarzystwa, gromadzenie materiałów etnograficznych, etnografia w wydawnictwach towarzystwa. Ta organizacja kierowana przez
prawnika P. Bugailiskisa (1883-1965), licząca około 160 osób - z czego połowę
stanowiła miejscowa inteligencja - potrafiła rozwinąć bardzo owocną działalność:
1. przejęła i rozwinęła muzeum krajoznawcze "Ausra" (bodajże trzecie miejsce na Litwie
pod względem liczby obiektów etnograficznych; 2. już od 1925 roku zaczęła planowo
gromadzić - obok obiektów muzealnych - dokumentację rysunkową, fotograficzną
etc., ważną z tego względu, że oblicze wsi zmieniało się wtedy bardzo szybko w związku
z reformą rolną. Organizowano też krótkie wycieczki penetracyjne kilkuosobowych
grup. W sumie, w ciągu pierwszego lO-lecia odbyto 156 wycieczek lub wręcz ekspedycji
badawczych do około 500 miejscowości, podczas których zgromadzono (oprócz
obiektów muzealnych) prawie 2000 zdjęć, około 1000 rysunków i planów oraz opisy
pochodzące z 53 gmin; 3. rozwinęła działalność instruktażową,
pierwszy, ogólny
kwestionariusz ogłoszono już w 193] roku, a w latach 1932-42 ogłoszono 22 ankiety
tematyczne; 4. wydawała własny periodyk "Gimtasai krastas"; w latach 1934-43
ukazało się 3] numerów o łącznej objętości 2400 stron - 60% z tego zawiera treść
etnograficzną. Z czasopismem tym współpracowało 85 autorów z całej Litwy, z tego 62
pisywało na tematy etnograficzne. Zrobiono bardzo wiele, mimo że do dyspozycji
towarzystwo miało tyłko niewysokie subwencje samorządowe lub ministerstwa oświaty.
Godnym odnotowania jest fakt, że nie tylko sami byli dobrze zorganizowani, byli też
inicjatorami i organizatorami
3 kolejnych zjazdów krajoznawców i muzealników
litewskich, które odbyły się w latach 1928, 1933, 1935.
Książkę zamyka podsumowanie, w którym Autor z uznaniem podkreślił współpracę
międzynarodową oraz zakończył apelem o potrzebie publikacji najwartościowszych
materiałów w języku litewskim. Dla zagranicznego czytelnika bardzo pożyteczne jest
krótkie streszczenie niemieckie: "Wissenschaftliche Gesellschaften und die litauische
Ethnographie" oraz dodatkowy spis treści po niemiecku. Przydatny jest też indeks
nazwisk, z tym że oryginalna forma nazwisk obcych umieszczona jest na drugim
miejscu.
Podsumowując należy stwierdzić, że V. Milius w swojej książce napisanej bardzo
zwięzłym stylem dokonał nie tylko gigantycznej pracy rejestracyjno-weryfikacyjnej.
Wprowadził nowe fakty, a swoimi bardzo wyważonymi sądami odsiał ziarno od plew.
Tak więc w sumie powstał znakomity przewodnik dla wszystkich zainteresowanych
etnografią litewską. Wobec tego należałoby wyrazić nadzieję, że autor zechce rozszerzyć
krąg swoich czytelników i opublikuje swoją pracę
chociażby w obszernym
streszczeniu - w którymś z języków kongresowych.
Witold Armon

Slimane Zeghidour,
La vie quotidienne
Hachette, Paris 1989, ss. 447.

a la Mecque de Malwmet a nos jours.

Jednym z podstawowych obowiązków muzułmanina jest pielgrzymka (had:d:) do
miejsc świętych, z których za najważniejsze uznaje się Mekkę, Medynę i Jerozolimę. Dla
wielu wyznawców Mekka jest "Domem Boga" określanym jako Haram, czyli "sacrum

301
i zakaz" l dla innowierców. W ciągu wieków jej wielkość i swoistą świętość opiewano
w poezji, przcdstawiano w opowiadaniach, w relacjach z podróży ukazując specyfikę
i atmosferę, w jakiej wypcłniany jest jeden z fundamentalnych filarów islamu.
Próby odkrycia tajemnicy pielgrzymowania do Mekki notuje się w XIX wieku.
Wówczas to pojawiły się reportaże pisane przez "fałszywych pielgrzymów". Za
najslawniejsze uchodzi dzieło Brytyjczyka, F. R. Burtona pl. Personnal narrative of
pilgrimage lo al-Madinah
and Meccah2.
Teksty pochodzące z ubiegłego wieku pełnią
rolę swoistego dokumentu. Informacje jakie przenikały z tak szczelnie zamkniętego dla
innowierców świata, niestety, najczęściej były niepełne, pobieżne, zbyt ogólne. Slimane
Zeghidour, Algierczyk zamieszkały we Francji, w książce La vie quotidienne ci la Mecque
de Mahomet ci nos jours (Życic codzienne w Mekce od Mahometa do naszych czasów)
opisał własną pielgrzymkę do Mekki, jaką odbył w 1988 roku. Jest to reportaż, oparty
na materiale historycznym, wywiadach, obserwacji uczestniczącej i danych statystycznych.
Książka składa się z czterech części. Pierwsza zatytułowana "Aller a la Megue"
(Droga do Mckki) wprowadza czytelnika w historię miasta, jego związki z islamem,
ukazuje znaczenie świątyni AI-Kaby, stanowiącej orientację dla wiernych całego świata
- "Kibla to jest kierunek Kaby, ( ... ) błogosławieństwo (... ) i początek drogi ludzkości
ku przeznaczeniu. Skrzyżowanie boskich objawień" (s. 6, 8). Odwołuje się do Koranu
jako niepodważalnego żródła traktowania Mekki w kategoriach sacrum. Równocześnie
Autor przybliża czytelnikowi specyfikę i organizację pielgrzymowania. W islamie
rozgranicza się dwie formy pielgrzymek - Mała (umra) i wielka (hadżdż). Autor opisuje
obrzędy wypełniane przez hadżdża. Interesująca okazuje się wzmianka o zachowaniach
obowiązujących muzułmanina już przed opuszczeniem własnego kraju. Otóż o podjętej
decyzji informuje on wspólnotę, zapraszając na specjalny poczęstunek. W atmosferze
szczególncj radości podkreślanej okrzykami you you (zagharidy)
wierni realizują nakaz
tradycji zawarty w formie "sól i woda" co oznacza: "zaprzestanie obelg, zanikanie
sporów i zaciskanie więzów przyjaźni" (s. 27). Równocześnie przyszły hadżdż przed
wyjazdem do Mekki ,,«musi zmicnić skórę», co czyni w hammam (łaźni), gdzie rytualnie
dokonuje ablucji całego ciała" (s. 45). Autor zwraca uwagę na prośby najpobożniejszych
o wodę ze źródła Zemzem.
Wkraczaniu w inny świat sprzyja już atmosfera w samolocie, wszyscy pasażerowic,
podobnie ubrani, zmierzają w tym samym celu. Jednoczy ich ihram, co "równocześnie
oznacza stan sakralizacji, jakiemu musi się podporządkować pielgrzym przed wejściem
na święte terytorium oraz jego obrzędowe ubranie, które składa się z dwóch długich
białych części nie zszytych, pełniących rolę opaski i szala" (s. 418).
W relacji Autora Mekka ukazuje się uduchowionym miastem. Muzułmanin czuje
się zespolony z ideą wiecznie trwającego czasu, rozumianego jako codzienne powtarzanie przeszłości (s. 18-19). Równocześnie świat nacechowany sakralnością współistnieje i roztapia się w kupieckiej codzienności. Życie toczy się podwójnie, wyznaczone
czasem pielgrzymowania i zwyczajnością, która nota bene zakłóca rytm czasu świętego:
"Wypełnianie obrzędów piclgrzymkowych zmienia miasto w najbardziej handlowy
stragan świata ( ... ). Wiek złoty staje się wiekiem pieniądza" (s. 16). Związek z przeszłością, "powtarzanie czasu" oddaje zdanie zapisane w epoce średniowiecza przez palestyńskiego geografa Maqdissi (zm. 988): "W Haram królują niesamowity żar, morderczy
l Harw/J
w języku arab. oznacza zakaz. Terminem tym określa się święte miejsca islamu Mekkę, gróh Mahometa w Medynie i obszar wokół niego oraz dwa meczety wraz z tarasami
w Jerozolimie.
2 Dzieło zostało wydane w Londynie w ł893 roku, w 2 tomach, wydawnictwo
Tyłsan and
Edwards.

302
wiatr i roje much" (s. 73). Zdaniem Autora "ta szokująca formula nie straciła na
aktualności" (s. 73).
Część drugą pL "Dans łe jardin de Dicu" (W ogrodzie Boga) tematycznie można
podzielić na dwa podstawowe problemy realizowane w odmiennej perspektywie
czasowej. Zwyczajność wiąże się z wielogodzinnym oczekiwaniem na lotnisku na
kontrołę paszportową. Sakrałność nadzwyczajna pojawia się w obszarze Świątyni
Kaby, do której przybysze powinni dotrzeć, zgodnie z nakazem, natychmiast po
dopełnieniu formalności organizacyjnych. Centralne micjsca zajmowane są przez
mężczyzn. "Kobiety pozostawione w oddaleniu, tuż przy ulicy, lepiej słyszą jazgot
samochodów niż pochwalne okrzyki wiernych. Niektóre siedzą spokojnie skupione,
inne śpią owinięte prześcieradłem (s. 155). Autor podkreślając zasadę separacji,
akcentuje aktywność mężczyzn. Kobiety w jego relacji ukazują się jako istoty, dla
których "Płodność jest jedyną radością. Mężowie mogą je traktować jak służące, dla
synów są jak królowe, a dla córek wzorem do naśladowania" (s. 156). Tłum na placu
wokół Świątyni Kaby tworzy tak hermetycznie zamkniętą przestrzeń, iż praktycznie nie
ma możliwości swobodnego poruszenia się. Zdarzają się zawały serca, zadeptania,
wylewy i inne nieprzewidziane zgony, ale śmierć w tych okolicznościach traktowana jest
jako szczęście: "Umrzeć w Domu Boga daje natychmiastowe wejście do Raju" (s. 157).
Interesujące okazują się opisy: czarnego kamienia, jego siedmiokrotne okrążanie,
recytacja Allah Akbar (Allah jest Wielki), pokłon przed "stacją" Abrahama i wejście do
podziemi z wodą doprowadzoną ze źródła Zemzem: "Wierni ustawiają się przed ścianą
z kranami, z których płynie zimna święta woda ( ... ). Rytualne mycie orzeźwia ( ... ). Jest
to moment odpoczynku i zapomnienia o codzienności (s. 170). Kolejny etap prowadzi
pielgrzymów do skały Safa, położonej u stóp góry Kabaz, gdzie wierni zwróceni
w stronę Kaby z całych sił chwalą wielkość Boga. Tu też pomiędzy dwoma wzniesieniami zaczyna się i kOllczy rytuał. Szczegółowe opisy dotyczą kolejnych rytów, wypełnianych bardzo skrupulatnie.
Łączenie różnych tematów na zasadzie dygresji pojawia się w tej książce wielokrotnie. Na uwagę zasługuje refleksja dotycząca postaci eunuchów, czyli "strażników
świątyni". Otóż kastracja, znana już w czasach antycznych i Arabii przed islamskiej, nie
znajduje uzasadnienia w islamie. W świetle kronik arabsko-muzułmańskich
"eunuchowie", niewolnicy biali i czarni, tworzyli liczną grupę w Domu Islamu (... ). Źródła są
bardzo dyskretne o ewentualnych praktykach kastracyjnych w środowiskach islamskich
(s. 229, 230). Kwestię tę Autor omawia w aspekcie historycznym, odwołując się do
wielkich dynastii Omajjadów z Damaszku, Fatymidów, kalifatu ottomańskiego z XV
wieku. Stwierdza, iż współcześnie notuje się 17 eunuchów w Mekkce i 19 w Medynie.
Ich tradycyjne zajęcia obejmują funkcje dozorcy, sprzątacza i strażnika.
W części III pL "L'exode" (Eksodus), podobnie jak w poprzednim rozdziale.
w prezentacji poszczególnych etapów wypełniania obrzędu, przewijają się sprawy
zwyczajne i dygresje historyczne. Podczas całej pielgrzymki uczestnik musi tak
postępować, aby nieustannie trwać w stanie czystości. Strach przed jego utratą urasta
niekiedy do rangi swoistej obsesji. Wśród wiernych prowadzone są nieustanne dysputy
czy ów nakaz nie został naruszony. Stan sakralizacji zakazuje wiernemu m.in. "drapania
się w głowę i obcinanie paznokci" (s. 257). Stany lękowe manifestują się szczególnie na
pustyni. Zgromadzeni wokół świętej skały Arafat naśladują gesty Proroka i z niepokojem oczekują zachodu słońca, albowiem pielgrzymi zgodnie z rytuałem (ifada)3
zobowiązani są jak najszybciej dotrzeć do Muzdalify, kolejnego etapu pielgrzymowania.
Napięcie, emocje i pośpiech powodują często, że dla słabych i chorych pielgrzymka
kończy się w Arafacie. Podczas nocy spędzonej w Muzdałifie przy blasku ognisk
3

i{ada w jęz. arab. waczy szybką procesj~.

303
i sztucznych świateł wierni muszą zebrać 49 kamyków wielkości bobu. Służą one do
obrzucania posągów szatana w Minie. Pierwsze promyki słońca wywołują ponownie
atmosferę ilady, albowiem w popłochu wierni zmieniają miejsce kierując się ku Minie.
Tam też spontanicznie dokonuje się rytuału kamienowania Wielkiego Szatana siedmioma kamieniami, pozostałe 42 przeznaczone są na wizerunki Małego i Średniego
Szatana. Jest to kolejne miejsce, gdzie muzułmanin może zakończyć swoją pielgrzymkę.
Aktualnie pobyt w Minie trwa od dwóch do trzech dni i stanowi przygotowanie do
wypełnienia ofiary z barana.
W ostatnim rozdziale "A la cou du roi" (Na królewskim dziedzińcu) Autor
przedstawia Mekkę jako typowe miasto współczesne, przede wszystkim wielką metropolię handlową, gdzie dokonują się wielkie transakcje oparte na sprzedaży "złota,
srebra, jedwabi, ziół i tradycyjnych medykamentów
oraz różnego formatu dewocjonaliów" (s. 358). Istnieją jednak towary objęte zakazem sprzedaży. Są to "instrumenty muzyczne, futra, lalki i pluszowe zabawki przedstawiające żywe postacie, prezerwatywy i inne środki antykoncepcyjne oraz napoje alkoholowe" (s. 358). Mekka,
w relacji Autora, wydaje się mieć wizerunek podwójny: sakralny i merkantylny.
Liczne meandry tematyczne (historyczne, religijne, handlowe, polityczne) wzbogacają niewątpliwie wartość książki. Nie jest to tylko sucha relacja, ale fascynujący reportaż
o życiu codziennym. Nadzwyczajność tkwi w odsłanianiu innego świata, ukrytego
w modlitwie kierowanej do Allaha. Tekst można uznać za kontynuację reportażu Rihla
(czyli wędrówka w dalekie kraje), który nawiązuje do tradycji średniowiecznych,
a konkretnie do pielgrzymki, jaką odbył Mahomet w 632 roku. Sposób prezentacji
problemu wydaje się zmierzać do zamazywania białych plam związanych z pielgrzymowaniem muzułmanów do Mekki.
Kończąc omawianic tej niezwykle interesującej książki, należy zwrócić uwagę na jej
formę edycyjną. Wprowadzone mapy muzułmańskich miejsc świętych oraz kilkanaście
fotografii czarno-białych nadają tekstowi walor wizuałny, dane statystyczne z lat
1986-1987 dokumentują liczbę pielgrzymów z poszczególnych krajów. Arabia Saudyjska, w świecie muzułmańskim uznana za "strażniczkę miejsc świętych" (s. 35) realizuje
własną politykę związaną z pielgrzymowaniem, przydzielając każdemu państwu muzułmańskiemu określony limit uczestników (tzn. 1 na 1000 mieszkańców). Koszty
uczestnictwa pokrywane są przez poszczególne kraje.
Polecana książka stanowi zatem interesujące źródło wiedzy z zakresu orientalistyki
i etnologii.
Anna Barska

Vaclav L. Serosevskij,
Jakuty. Opyt etnograficeskogo issledovanija, wyd. 2,
Moskva 1993, ss. 736, ił. (przedmowa - S. A. Stiepanov, komentarze - M. K.
Zornickaja, S. F. Muchamed'jarov, opracowanie graficzne - V. K. Kuzniecov, indeks
osób i nazw geograficznych - P. N. Jakovleva; wydanie sponsorowała Spółka Akcyjna
"Zoloto Jakutii" Republiki Sacha).
Pierwsza edycja tej książki ukazała się w Petersburgu w 1896 roku nakładem
Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. W nieco zmienionym kształcie
dzieło to autor ogłosił w 1900 roku w Warszawie pl. 12 lat w kraju Jakutów (rzecz
później powtórzono jeszcze dwa razy). Dzieło zostało zaliczone do klasyki etnograficznej i we fragmentach było drukowane w innych krajach (np. w 1901 roku w Anglii).
W najnowszej edycji wstępny szkic S. A. Stepanova nosi tytuł: V. L. Serosevskij
i Jakutia. Informuje on czytelników o autorze książki i jego 12-letnim przymusowym

304
pobycie na zesłaniu na Syberii. Podaje także przegląd publikacji Sieroszewskiego, w tym
wymienia ogłoszony w 1902 roku szkic W kraju Sacha. Podano również informacje
a wyprawie Sieroszewskiego do Japonii (razem z Bronisławem Piłsudskim) oraz
o losach autora po powrocie do kraju rodzinnego. Podkreślono ponadto. że w opracowaniu - w tym w komentarzach - starano się możliwie wiernie zachować osobliwości
tekstu, głównie - dziś już zapomniane
- stare słownictwo jakuckie. Wszelkie
odstępstwa od oryginału zostały starannie opisane w komentarzach M. 1. Zornickiej
i S. F. Muchamed'jarova. Komentarze umieszczono na końcu książki, odwołując się do
odpowiedniej strony tekstu opracowania Sieroszewskiego. Na końcu znajduje się także
indeks krzyżowy, obejmujący wszakże tylko tekst Sieroszewskiego.
Wartość niniejszej edycji, dziś przecież źródła historycznego, polega na treści
komentarzy oraz indeksu. Wydawcy dysponowali bowiem literaturą (w tym także
opracowaniami
kartograficznymi), które poza Syberią są praktycznie niedostępne.
W przedmowie i komentarzach wskazano ponadto na opracowania uwzględniające
wątki ledwie naszkicowane w opracowaniu Sieroszewskiego, a stanowiące przedmiot
studiów etnografów rosyjskich po ukazaniu się książki Jakuly w 1896 roku.
Nowa edycja dzieła polskiego zesłańca - wydana w 40 tys. nakładu - na pewien czas zaspokoi zapotrzebowanie
etnologów z różnych krajów. Z pewnością
pomoże także polskim historykom nauki podczas kolejnego wznowienia tego opracowama.
Jakuly. Opyl etnograjiceskogo
issledovanija Sieroszewskiego to książka o ogromnej
wartości, także historycznej. Jej autor w 1880 roku, gdy po raz pierwszy zobaczył ziemie
jakuckie, nie miał przygotowania do tego typu badań. Mimo to drogą samouctwa
posiadł ogromną wiedzę przyrodniczą, wypracował własne metody studiów etnograficznych i przygotował do druku opracowanie porównywalne tylko z Edwarda Piekarskiego słownikiem jakucko-rosyjskim.
Zresztą Piekarski, podobnie jak i Bronislaw
Piłsudski, oraz wielu innych zesłańców, byli również samoukami. Osiągnęli jednak
więcej niż kierownicy wielkich ekspedycji badawczych. Dokonali tego. jak to wnosić
można z ich tekstów, dzięki serdeczności do - na ogół pogardzanych przez Rosjan tubylców.
Książka Sieroszewskiego Jakuty to również ciekawy dokument historii etnografii
z końca XIX wieku. Zwraca w nim uwagę wstępny rozdział o elementach środowiska
przyrodniczego (położenie, klimat, świat roślinny i zwierzęcy), któremu podporządkowano kulturę materialną i duchową mieszkańców północnej Syberii. Autora interesowały także problemy natury bardziej ogólnej, w tym pochodzenie plemion, cechy
antropologiczne, zajęcia, ubiory, wierzenia itp. Marginalnie - co zrozumiałe - przewijają się kwestie związane ze stosunkami tubylców z ludnością napływową. Pod tym
wzgłędem wiele istotniejszych informacji przekazał Sieroszewski w artykułach, które nie
weszły do opracowania podstawowego.
Republika Sacha (Jakucja) jest częścią Federacji Rosyjskiej o dużej autonomii.
Jej władze czynią wszystko by utrwalić w druku klasyczne opracowania dotyczące
tego kraju. Czynione są starania o druk licznych rękopisów Wacława Sieroszewskiego,
zachówanych w archiwum Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu.
Jako pierwszą wydano omawianą książkę. A może wydawcy tej publikacji podjęliby
trud zorganizowania międzynarodowej konferencji na temat wkładu Polaków w poznanie Jakucji. Sądzę, że i strona polska sprzyjałaby tej inicjatywie, zwłaszcza teraz
gdy bez skrępowania można mówić i pisać o dziejach Polaków na Syberii.

Zhigniew

J. Wójcik

305
Dusan H o I y, Ctibor N e ć a s, Źalujici pisen. O asudu Ramii v nacistickych kancentraćnich tóborech, Ustav lidovć kultury, Straznice 1993, ss. 152, fot., diagramy, nuty.
Praca zawiera sześć rozdziałów, trzy z nich są materiałowe: Pieśń "Ausvicate hi
kher baro" (Wielkie więzienie oświęcimskie) z komentarzem
śpiewaczki Rtizeny
Danielovej, drastyczny opis działania cygańskiego sztubowego, dwie improwizacje
z życia w obozie śpiewaczki Heleny Malikovej. Obie przeżyły Oświęcim, zabrane
z rodzinnych Moraw. Rozdział historyczny opracowany przez C. Nećasa omawia losy
Cyganów na czeskich ziemiach od 1921 do 1942 roku, to znaczy do pierwszych
transportów do obozów zagłady, oraz życie Cyganów w samej Brzezince. Dalej życiorys Rtizeny Danielovej, cygańskiej śpiewaczki, napisany przez Dusana Holćgo.
Cykle pieśni, tematycznie związanych z zagładą Cyganów, szczegółowo zanalizowane są
również przez D. Holego. Widać w tej pracy, jak trudno połączyć rozumienie i metodę
folklorysty, z pojmowaniem i sposobem postępowania historyka. Autorzy sami to
przyznają we wstępie, dlatego położyli nacisk na stronę dokumentacyjną.
Słynne zalecenie H. Himmlera, żeby akcje przeciwko ludności żydowskiej i cygańskiej wykonywać z "całkowitym brakiem humanitaryzmu",
ilustrowała codzienność
obozowa. Jej szczególnym przejawem była niedziela 30 maja 1943 roku. Po przyjeździe
do obozu tysięcy Cyganów, Mengele pozwolił im żyć kilka dni spokojnie w kręgu
rodzinnym. Właśnie w niedzielę zachęcał ich do tańców przy ogniskach. Do rana. Rano
musieli zdjąć ubranie, ozdoby, złożyć instrumenty i przejść do "kąpieli". Niemieckich
Cyganów kazał zaraz żywcem spalić. Likwidacja obozu odbyła się równie "po ludzku".
Ponad 3000 starszych, matek z dziećmi i sierot, po wieczornym apelu 3 lipca 1944 roku,
zostało zagazowanych w piątym krematorium. Do końca się tego nie spodziewali, byli
łatwowierni jak dzieci, dlatego ich likwidacja sprawiała trudność nawet oprawcom.
Czeski Żyd, lekarz w obozie, opisuje panikę Cyganów, gdy poczuli zbliżający się koniec.
Piekielny wrzask zbliżał się do kolejnych bloków, które opróżniano z więźniów.
Esesmani byli pijani, każde zachowanie brali za osobistą zniewagę, podobni diabłom
miotali się wśród ludzi.
Cyganów w Protektoracie Czech i Moraw było około 7000. W Czechosłowacji byli
ewidencjonowani od 1927 roku jako aspołeczni. W 1939 na Morawach we wsi Hodonin
i w Czechach we wsi Lety zostały utworzone obozy pracy dla osób powyżej 18 lat,
unikających zatrudnienia. Więźniów - Cyganów było w nich od 10-25 procent. Te
obozy przetransportowano
do Oświęcimia w latach 1942-1944. Spis Cyganów, cygańskich mieszańców i ludzi żyjących "cygańskim sposobem" zaczęto 2 sierpnia 1942 roku.
Dostali cygańskie legitymacje zamiast dowodów tożsamości. Byli jako niearyjczycy
z góry osądzeni. Obozy pracy zostały zamienione na przejściowe, które miały gromadzić
Cyganów do wywózek. Celu i przyczyn deportacji Cyganie nie znali, nade wszystko nie
byli w stanie tego zrozumieć. Najwięcej umarło w lecie 1943 i w zimie 1943/44 roku.
Więzy rodzinne, tak drogie Cyganom, rozpadły się. Głód, pragnienie, zimno, nieustanna
groźba śmierci - komin krematoryjny był ciągłym tematem rozmów. Naziści niszczyli
tych ludzi ze względu na to, że nie umieli się wyrzec tradycyjnego sposobu życia
i stanowili mniej cenną rasę, którą trzeba wygubić. Na 5500 zatrzymanych uratowało
się 500.
Może zbyt dokładnie streszczamy historyczną część pracy. Aby przedstawić
powstawanie i trwanie pieśni "Ausvicate hi kher baro", trzeba znać warunki jej
funkcjonowania. Nie mamy pewności, że ta "pieśń skarżąca" została ułożona w samym
obozie. Mimo potwornych warunków więźniowie grali, śpiewali i tańczyli, kwitły miłość
i zazdrość. Cyganie wykonywali pieśni czeskie, niemieckie, słowackie. Część Cyganów
nie mówiła dobrze cygańskim językiem, w rodzinach go nie używali. Pisowni cygańskiej

20 -

Lud

t.

LXXVII

306
praktycznie nie ma. Późniejsze zapisy tej pieśni są dokonane przy użycIU języka
czeskiego, słowackiego, polskiego. Kiedy więc pieśń powstala i kto ją zlożyl? Ruzena
Danielova (1904-1988) uważała ją za swoją. Ułożyla ją ze smutku po stracie męża
i dzieci. Ta ośmiozgłoskowa i siedmiozwrotkowa lamentacja fragmentarycznie przedstawia życie w obozie. R. Danielova była analfabetką, podobnie inne śpiewaczki
wspomniane w książce. Mogła sama dostosować słowa do znanej melodii, pieśń chyba
nie jest oryginalna. Cykl "Ausvicate ... " obejmuje 9 pieśni. Mi~dzy morawskimi.
polskimi i słowackimi wariantami występują podobne motywy lub ich połączenia.
Strona muzyczna przypomina pieśń cygańską z "Dade (ojciec) Zingaricum" z 1639 roku
i pieśni nabożne z XVII wieku. Bezpośrednio melodia wzięta jest z więziennej pieśni
"Oda kalo cirikloro" (Ten czarny ptaszek), która jest ogólnie znana. Popularna pieśń
jest najczęściej krótka, pieśń obozowa - długa. W cyklu pieśni o ptaszku nie zawsze
słychać o więzieniu. Porównania autor nie przeprowadził dokladnie z powodu niepelnej
reprezentacji pieśni "Oda kalo ... ". Inny cykl stroficzny "Andr'oda taboris" (W tym
taborze), również zawierający pieśni o zagładzie, sięga głęboko w XIX wiek. Dokładne
prześledzenie cykli pieśni cygańskich jest utrudnione z powodu migracji powojennych.
Pieśń mogla powstać we wschodniej Słowacji, a za kilka dni śpiewali ją w zachodnich
Czechach. Trzeba tu zaznaczyć, że slowaccy Cyganie nie byli objęci eksterminacją. Jeh
pieśni mówią tylko o więzieniach i obozach pracy.
Przywiązanie śpiewaków do "ich" pieśni polega na "ćaće", czyli prawdziwości.
Miesza się tu rzeczywistość ze snem, chęć ze spełnieniem, przeszłość z teraźniejszością,
można być w dwóch miejscach jednocześnie. Cygan śpiewając twierdzi, że pieśń jest jego
i jednym tchem, że jest stara. Prawda pieśni opiera się także na wydarzeniu, które
opisuje. Powolne śpiewy mają oprawę rytualną. Poprzedzone są prośbą o wysłuchanie;
po wykonaniu śpiewak wszystkich pozdrawia. Typowe są wyrażenia skrótowe. zmiany
występują zależnie od nastroju. Autor sugeruje, że pieśń obozowa zaniknie wraz
z naocznymi świadkami, co najwyżej zostanie zapisana. Cyganie będą śpiewali o innych
wydarzeniach, trzymając się tradycyjnych mclodii.
Na końcu książki umieszczone są powolne, niestroficzne improwizacje, właściwie
lamentacje Heleny Malikovej, utalentowanej poetki. Zawarte w nich nicświadome
oskarżenie brzmi mocno, będąc wezwaniem, byśmy myśląc o Cyganach pamiętali, że
rasizm jeszcze nie umarł.
Wojciech

Dudziak

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.