879a1fb245032e05a4911f31dad5ea0a.pdf
Media
Part of Recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 2008 t.52
- extracted text
-
R
E
C
E
N
Z
J
E
„Etnografia Polska", t. LII: 2008, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
ANDRZEJ KLONDER
DROGI RÓWNOLEGŁE. REFLEKSJA HISTORYKA N A MARGINESIE
PIERWSZEGO POLSKIEGO ANTROPOLOGICZNEGO ZARYSU ŚWIATA RZECZY
1
Wydana w ubiegłym roku praca Janusza Barańskiego, Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, po
winna wzbudzić szczególną uwagę historyków, zwłaszcza zaś badaczy kultury materialnej.
Deklarowanym celem jej autora jest „próba przywrócenia rangi i znaczenia dziedziny kultury,
która zasługuje na więcej uwagi, niż się jej dotąd poświęca w dotychczasowej praktyce badawczej
antropologii. Świat rzeczy to bowiem sfera ludzkiej codzienności i niecodzienności, bez której zgoła
trudno sobie wyobrazić życie zbiorowości i jednostek" (s. 8). Za jedno ze swoich zadań Barański
uznaje również: „unaocznienie zbyt małej wagi przykładanej do rzeczy, które z wszelkich wytworów
najbardziej są obecne w życiu ludzi i na to życie wpływają" (s. 361). Zadania te wypełnił zapewne
z nadwyżką, skoro recenzent książki Roch Sulima uznaje j ą za próbę ustanowienia nowej u nas dziedzi
ny wiedzy - „antropologii rzeczy" [...] «od fundamentów)), które badacz wyznacza [...] w «polu pustym»". Jego zdaniem autor tworzy „metodologiczny fundament antropologii codzienności" (okładka).
Wśród pojęć, które Barański definiuje i którymi operuje, miejsca kluczowe, obok wspomnia¬
nego już świata rzeczy, zajmują: „kultura materialna", „konsumpcja" i „kultura konsumpcyjna",
„życie codzienne". Kultura materialna w ujęciu antropologicznym, co autor wyraźnie podkreśla
(s. 21, przyp. 8), to sfera obejmująca przedmioty, obiekty, rzeczy, dobra, artefakty. W ostatnim przy¬
padku należałyby do niej jedynie wytwory rąk ludzkich. Biorąc pod uwagę trudności w rozgrani¬
czeniu tego co kulturowe od tego co naturalne, Barański abstrahuje od tego podziału i stwierdza
za Jamesem Deetzem, że „Kultura materialna to ta część fizycznego środowiska człowieka, która
w sposób zamierzony została przez niego ukształtowana w zgodzie z pewnym kulturowym zamysłem"
(s. 22). W tym kształtowaniu nie jest przy tym konieczna ingerencja techniki; także przypisanie
obiektom naturalnym ludzkich wartości zamienia je w obiekty kultury materialnej. Przytacza też
definicję Julesa Prowna: „Kultura materialna [...] jest tym właśnie, co stwierdza [...] przejawem
kultury wyrażającej się poprzez obiekty materialne [...]. Przyjmuje się [...], iż rzeczy przez człowieka
wytworzone wyrażają [...] przekonania jednostek, które je zamówiły, wyprodukowały i ich używały
oraz [...] przekonania społeczności, do której jednostki owe należą". Badaniu podlega więc nie tylko
młotek, stół, obraz, miasto, ale też plan ogrodu, posiłek, wytatuowane ciało (s. 23). W końcu dodaje
od siebie, że kulturę materialną należy rozumieć nie tylko w kategorii obiektu, ale również nośnika:
znaczeń, przekonań, wierzeń, wartości (s. 26). Zarysowuje także (a po części przypomina) cały
rozległy obszar funkcji, znaczeń i ról rzeczy, które powinny być brane pod uwagę również przez
konstruujących obrazy przeszłości historyków. Pytaniom o rzeczy użyteczność i wartość (nie tylko
w wymiarze materialnym) powinna towarzyszyć analiza ich roli w przekazywaniu informacji,
w budowaniu poczucia tożsamości jednostkowej i grupowej, w tworzeniu stylów życia, wreszcie
rozważania nad sprawczą rolą rzeczy (s. 13).
Pojęcie kultury konsumpcyjnej, według autora Zarysu, obejmuje nie tylko (nie tyle) „nabywa¬
nie [... ] dóbr w celu zaspokajania podstawowych potrzeb biologicznych, co kreowanie pewnych
1
Janusz Barański, Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,
Kraków 2007, ss. 376.
160
RECENZJE
wizerunków, kultywowanie pewnych stylów życia [...] również dochodzenie do zbiorowych i jed
nostkowych tożsamości z użyciem owych dóbr [...]. Konsumpcja zdaje się uchodzić za synonim
współczesnej kultury materialnej" (s. 303), choć stanowi jedynie jej znacząca część (s. 305).
Wreszcie codzienność to (za Henri Lefebvre): „najbardziej powszechny i najbardziej wyjątkowy
stan, najbardziej społeczny i najbardziej zindywidualizowany, najbardziej oczywisty i najbardziej
ukryty" (s. 26). Barański stwierdza: „codzienność to rzeczywistość w najwyższym stopniu «antropologiczna»" i dalej: „codzienność [...] to nie tylko [...] praktyki religijne, ideały estetyczne, mody,
style, przesądy, wartościowania czy uprzedzenia, ujęte w ich warstwie ideacyjnej jedynie. Nie sta¬
nowią one dostatecznie wyczerpującego przedmiotu badań, jeśli nie uwzględni się ich «materialnych
nośników»" (s. 360), czyli rzeczy [dop. A . K ] . Ma przy tym pewien kłopot z oceną dotychczasowego
dorobku badań w tej dziedzinie. Najpierw (s. 26) stwierdza, że badacze polscy [antropolodzy] za¬
czynają dopiero zauważać konieczność badań „tak zwanego życia codziennego". Później, że ludzka
potoczność - codzienność „wydaje się wciąż nie docenianą dziedziną ludzkiego bycia w świecie",
natychmiast dodaje jednak, że „właśnie codziennością przede wszystkim zajmowały się kolejne
pokolenia antropologów i badaczy spoza tej dyscypliny" (s. 360, pogrubienie A.K.). Do tej ostat¬
niej kwestii powrócę niżej.
Choć autor wielokrotnie podkreśla, że przedmiot swoich rozważań traktuje z punktu widzenia
antropologii, ma świadomość możliwości i potrzeby interdyscyplinarnej analizy świata rzeczy.
Stwierdza wręcz, że badanie kultury materialnej „nie może się obyć bez ujęcia z wielu punktów na
raz" i dalej już, za Danielem Millerem, że nie stanowią one wyłącznej domeny etnografii, zaś równie
ważne są podejścia: „historii, archeologii, geografii, designu i literatury". Od siebie dodaje do tej
grupy filozofię i socjologię (s. 29). Za Peterem Borscheidem można by jeszcze dopisać tu: biologię,
lingwistykę, medycynę i statystykę (Borscheid 1983, s. 12).
Powołując się na Michaela Schiffera, wskazuje na archeologów jako twórców rekonstrukcji
obrazu świata z resztek kultury materialnej wymarłych często ludów, „niemal zawsze bez możliwości
konfrontacji ustaleń ze źródłami pisanymi" (s. 174).
Barański zdaje sobie sprawę, że ludzka codzienność, „kultura rozumiana jako sposób życia czło¬
wieka" ma również wymiar historyczny. Chcąc zachować także taką perspektywę przyjmuje podział
dziejów kultury i myśli człowieka na „przednowoczesność, nowoczesność i ponowoczesnosć"
(s. 34). W kontekście tego podziału, ciągle dyskutowanego i po części kwestionowanego , zamierza
lokować rozważania dotyczące przeszłości. Wspomnianej periodyzacji nie stosuje jednak konse¬
kwentnie. W tekście pojawiają się także feudalizm (brakuje kapitalizmu) oraz epoki konsumpcyjna
i przedkonsumpcyjna.
Co do historii, przywołuje też metodologiczną dyrektywę jednego z amerykańskich badaczy,
Henryego Glassie. W początku lat 1990. zalecał on równoprawne traktowanie wszelkich rodzajów
źródeł: materialnych, pisanych i ustnych (s. 188-189). Ta niewątpliwie słuszna rada nie stanowi
jednak nowości, przynajmniej w kraju nad Wisłą, gdzie była znana, akceptowana i mniej lub bar¬
dziej skutecznie realizowana najpóźniej od połowy ubiegłego wieku. Barański zdaje się też podzie¬
lać i tu wypada się z nim zgodzić, pogląd Prowna na ograniczenia wiedzy historycznej: niemożność
[pełnej - A.K.] rekonstrukcji faktu, wartości, uczuć i emocji składających się na kontekst rzeczy
(s. 180). O historii kultury materialnej (w ścisłym tego słowa znaczeniu) wspomina jedynie w kon¬
tekście wymuszonej w Polsce lat 1950. i 1960. koncentracji badań etnograficznych nad kulturą
ludową właśnie na jej aspektach materialnych. Przypomina kwestionariusz badawczy obejmujący:
zajęcia rolnicze i hodowlane, przemysł domowy, rzemiosło, chałupnictwo, budownictwo, wyposa¬
żenie mieszkań, pożywienie, odzież, wymianę dóbr użytkowych, handel (Etnografia... 1976, s. 14).
Całkowicie poza polem rozważań Barańskiego pozostały badania nad kulturą materialną podej¬
mowane przez polskich historyków. Formułowana przez nich definicja przedmiotu badań, miała
istotne punkty styczne z obecnym rozumieniem kultury materialnej przez polskich antropologów.
2
2
Początek epoki nowoczesności niektórzy badacze umieszczają w wieku X V I , inni w XVII, więk
szość na przełomie stuleci X V I I I - X I X ; podnoszone są wątpliwości co do istnienia ponowoczesności
jako „stanu społeczeństwa".
RECENZJE
161
Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej pole badań określił Jan Rutkowski. Mieściła się
w nim „działalność gospodarcza w materialnym tego słowa znaczeniu [...] zarówno [...] same przed
mioty materialne zaspokajające ludzkie potrzeby" jak i ich produkcja, obieg i konsumpcja. Jego
zdaniem rzeczy wraz z konsumpcją stanowią pełnoprawny element przedmiotu badań przede
wszystkim ze względu na funkcje zaspokajania ludzkich potrzeb, nie ograniczonych jednak do
podstawowych potrzeb biologicznych (Topolski 1980, s. 465, pogrubienia A.K.). Kultura ma¬
terialna w ujęciu Rutkowskiego obejmowała więc, choć nie na pierwszym planie, zagadnienia
interesujące dzisiaj także antropologów.
Lata powojenne przyniosły wyraźne załamanie względnej równowagi trzech głównych skład¬
ników kultury materialnej - produkcji, obiegu (wymiany) i konsumpcji dóbr materialnych. Pod
wpływem narzucanej ideologii marksistowskiej a także bieżących potrzeb politycznych, podstawo¬
wym „postulatem stało się poznanie sposobu produkcji dóbr materialnych". Kazimierz Majewski
w programowym artykule otwierającym pierwszy numer Kwartalnika Historii Kultury Materialnej
pisał, że zgodnie z jednym z podstawowych założeń materializmu historycznego, „historia roz¬
woju społeczeństwa jest przede wszystkim historią rozwoju produkcji" (Majewski 1953, s. 4). Ten
punkt widzenia na lat kilkanaście zaciążył na praktyce badawczej; historia kultury materialnej
była wówczas przede wszystkim analizą różnych gałęzi produkcji (rolniczej, rzemieślniczej, prze¬
mysłowej). Jednak już w latach 1970., być może dzięki zmienionej atmosferze „gierkowskiej de¬
kady dobrobytu", badania z zakresu historii kultury materialnej obejmowały nie tylko kwestie
produkcji, lecz także „materialnych warunków bytu społeczeństwa, zwłaszcza zaś szeroko pojętej
konsumpcji" (Instytut... 1977, s. 450, pogrubienie A.K.). Ten ostatni kierunek zainteresowań z bie¬
giem lat zaczął dominować, usuwając w cień badania nad przemysłem, produkcją roślinną czy
hodowlaną. Efektem tej ewolucji było między innymi zainteresowanie światem rzeczy otaczających
jednostki oraz mniejsze lub większe grupy społeczne, stanowiących nie tylko o ich zamożności,
warunkach życia, ale wręcz o tożsamości. Pionierami takiego podejścia byli: w latach 1970. Maria
Bogucka, autorka prac o poziomie życia i codzienności w siedemnastowiecznych miastach (np.
Bogucka 1967; 1973; 1976), zaś w latach 1980. Andrzej Pośpiech (np. 1989). Ten ostatni na podsta¬
wie pośmiertnych spisów majątkowych rekonstruował świat rzeczy siedemnastowiecznej szlachty
wielkopolskiej (Pośpiech 1992). Interesowały go przy tym nie tylko relacje rzeczy i grup społecz¬
nych, lecz także rzeczy i jednostek. Szczególnie inspirujące były jego próby wykorzystania inwenta¬
rzy mienia do badań osobowości (Pośpiech 1989). Kolejni badacze zajęli się też „światem rzeczy"
ziemiaństwa oraz inteligencji (np. Kowecka 1983; 1984; Molik 1999), mieszczaństwa (np. Klonder
2000) i duchowieństwa (Główka 2005).
W latach 1990. w historiografii (zwłaszcza angielskiej i amerykańskiej) nastąpił inspirowany
przez filozofię, antropologię i pokrewne dyscypliny humanistyczne nowy „zwrot ku rzeczom", „ku
temu co nie-ludzkie". W Polsce stał się przedmiotem teoretycznej refleksji niektórych środowisk
archeologów i historyków; wpłynął także na praktykę badawczą. Na przykład według Ewy Domań¬
skiej rzeczy, przede wszystkim wytworzone przez człowieka nieożywione przedmioty materialne
(artefakty), ale również ekofakty - byty wytworzone przez procesy naturalne bez ingerencji czło¬
wieka (np. zwierzęta, góry, kamienie, drzewa) - zasługują na równoprawne, w stosunku do człowie¬
ka, potraktowanie w badaniach (Domańska 2005, s. 14). Ma sens konstruowanie biografii rzeczy,
które, podobnie jak ludzie, „rodzą się, żyją i umierają, czasami dzieląc z ludźmi swój los". Warto
śledzić jak, za pośrednictwem przedmiotów przechodzących różne stadia życiowe użyteczności,
wyrażana jest tożsamość społeczna. Takim analizom towarzyszy jednak nieunikniona antropomorfizacja przedmiotu (Domańska 2005, s. 13-14).
O drodze, jaką przebyli historycy w praktyce badawczej świadczy najnowsza praca Jarosława
Dumanowskiego Świat rzeczy szlachty wielkopolskiej w XVIII w. (2006). Swój cel autor sformuło¬
wał jako próbę „przedstawienia tego, jak w związku z użyciem obiektów materialnych zmieniały się
środki wyrazu i formy rywalizacji społecznej oraz sposoby konstruowania szlacheckiej tożsamości"
(2006, s. 9). Temu miała służyć analiza rozpowszechnienia, liczebności, asortymentu przedmiotów
tworzących szlachecki świat rzeczy. Te ostatnie interesowały Dumanowskiego „głównie jako noś¬
niki różnych wiązanych z nimi znaczeń i forma niewerbalnej komunikacji oraz jako narzędzia
162
RECENZJE
społecznych i indywidualnych strategii, symbole statusu i wyraz szlacheckiej tożsamości" (tamże,
s. 10). Za kluczowe uznał też problemy stosunku do tradycji oraz innowacji, międzypokoleniowy
transfer rzeczy i wartości, różne sposoby wyrażania społecznej wyższości, mechanizmy społeczne
go wyróżniania się, imitacji, sublimację gustu oraz ekonomiczne i kulturowe sposoby nadawania
rzeczom wartości. Zdaniem Dumanowskiego „miejsce w społecznej hierarchii [...] nie sprowadza
się do struktury majątkowej grupy czy utożsamienia kwestii społecznych ze zjawiskami ekonomicz
nymi. Społeczne uznanie jednostki za kogoś i zaakceptowanie jej jako członka grupy to przede
wszystkim efekt wrażenia wypływającego z użycia dóbr, przedmiotów i związanych z nimi zacho¬
wań" (tamże, s. 9-10). Wyjątkowo obszerny cytat pokazuje, w jak znacznym stopniu w przytaczanej
pracy zostały zrealizowane metodologiczne propozycje i postulaty antropologii kulturowej. Bezpo
średnim źródłem inspiracji autora, obok dorobku dziesięcioleci polskich badań historycznych oraz
klasycznych prac Veblena czy Goffmana, były historiografia francuska i angielska lat 1980. i 1990.
Także codzienność, uznana przez Barańskiego za ciągle niedocenianą dziedzinę ludzkiego bycia
w świecie, stanowiła dla co najmniej kilku pokoleń historyków (również etnografów, etnologów,
ludoznawców) przedmiot licznych studiów szczegółowych a zarazem gorących dyskusji metodolo¬
gicznych. Niezależnie od teoretycznych wątpliwości powstał odrębny, traktujący o życiu codzien¬
nym gatunek pisarstwa historycznego, wyrosły z ducha poświęconego historii społeczno gospodar¬
czej, francuskiego pisma Annales (wychodzi od 1929 r.). Klasyczne przykłady tej twórczości
stanowią: zbliżająca się do 300 tomów seria wydawnictwa Hachette, rozpoczęta w roku 1938 pracą
Abla Lefranca, La vie quotidienne au temps de la Renaissance oraz jej polski odpowiednik wyda
wany przez PIW od roku 1960 (z górą 50 tomów). Alltag, everyday life stały się też przedmiotem
setek publikacji (choć nie zebranych w odrębne serie) w całej niemal Europie i za oceanem (USA,
Kanada). Zakres, definicja życia codziennego są przy tym ciągle dyskutowane. Czy życie codzienne
to, jak twierdził Lefebvre, po prostu „wszystko"; czy rację ma Borscheid za istotę codzienności
uważający powtarzalność? Poza „codziennością" umieszcza on wszystko co jednorazowe, niepow
tarzalne. Na ów codzienny świat składają się przy tym trzy obszary: rzeczy, normy i język. Oczywiś¬
cie codzienność przynależy do historii długiego trwania nie zaś do świata pojedynczych zdarzeń (tu
choćby polityka). Borscheid w formach w jakich rozgrywa się „codzienność" „widzi podstawowy
wymiar ludzkiej cywilizacji"; uważa je za fundament rozwoju ludzkości (Borscheid 1983, s. 1, 5,
7, 11). Bardziej enumeratywną definicję codzienności sformułowała przed, z górą, 10 laty Maria
Bogucka; jej zdaniem obejmuje ona „na pewno całą kulturę materialną, życie rodzinne, obszary
pracy i wypoczynku, świat pojęć i wyobrażeń indywidualnych i grupowych" (Bogucka 1996, s. 252).
Granice zakresu badań wytycza powtarzalność analizowanych zjawisk.
Poruszając problematykę bardzo rozległą, do tego interesującą wiele dyscyplin i kierunków ba¬
dawczych, Barański (2007) nie mógł ustrzec się pewnych uproszczeń, niedomówień, niejasności.
Do pierwszych zaliczyłbym np. uzasadnianie braku zainteresowań nauki w Polsce lat 1980. kulturą
konsumpcyjną nieistnieniem tejże w kraju stanu wojennego, w przeciwieństwie do Zachodu, gdzie
ówczesny boom gospodarczy sprzyjał gwałtownemu rozwojowi konsumpcji. U nas zaczęła ona
rosnąć w latach 1990. i dopiero ta zmiana miała przyciągnąć uwagę badaczy do kwestii konsumpcji
(tamże, s. 16). Przykład historyków, którzy pierwszego wyraźnego zwrotu ku problematyce kon¬
sumpcji dokonali w latach 1970. i 1980. (por. wyżej) wskazuje, że taki automatyzm powiązania
zainteresowań badaczy z otaczająca ich rzeczywistością nie zawsze się sprawdza. Być może w isto¬
cie zainteresowanie te pobudziły pierwsze lata dekady gierkowskiej (hasło „aby Polska rosła w siłę
a ludzie żyli dostatniej"), może jednak równie stymulujące było zestawienie przaśnej rzeczywistości
realnego socjalizmu (później stanu wojennego) z powszechną przecież wiedzą o warunkach życia na
Zachodzie. Mielibyśmy tu do czynienia ze zjawiskiem swoistej kompensacji. W ogólnych rozważa¬
niach nad kulturą materialną (tamże, s. 21-28). Barański w ogóle zresztą nie dostrzega refleksji
polskich historyków dotyczących tego i bliskich mu pojęć. Tymczasem dyskusje teoretyczne, choć
z malejącym natężeniem, trwały przez całe ostatnie półwiecze.
Wątpliwości budzą też szczegóły zarysowanej przez Barańskiego sekwencji panowania w świe¬
cie rzeczy systemów „patyny" i „mody". W pierwszym rzeczy stare, cenione ze względu na pocho¬
dzenie, funkcjonowały głównie jako element dziedzictwa, ojcowizny, znak łączności z przodkami
RECENZJE
163
lub ojczyzną. W Europie feudalnej patyna była koniecznym elementem stylu życia klas wyższych.
Jej brak obnażał nowobogactwo, w konsekwencji dyskwalifikował. Stulecia X I X - X X przyniosły,
zdaniem autora, zdetronizowanie lub co najmniej marginalizację patyny i zastąpienie jej modą
- rywalizacją w pogoni za nowościami. Zadomowienie się „na dobre" mody na Zachodzie Barański
umieszcza jednak nieco wcześniej, w stuleciach X V I I I - X I X (tamże, s. 280). Dalej (s. 282) referuje
poglądy Georga Simmela, uznającego modę za zjawisko charakterystyczne dla kultury już od wieku
X V I w. a tworzące się od schyłku średniowiecza [w istocie jeszcze wcześniej - A . K . ] . Wszystkie
opisane zjawiska przypadały przy tym na czasy feudalizmu. Widać w tym pewien brak konsekwen¬
cji. Równocześnie określenie „na dobre" osłania autora przed zarzutem nie dostrzegania znaczącej
roli mody w budowaniu społecznych tożsamości już najpóźniej w wieku X V I i to nie tylko na za¬
chodzie Europy, lecz także w dawnej Rzeczypospolitej. Pogoń za modnymi nowinkami w ubiorze,
jadle i napoju dostrzegali i potępiali już w stuleciach X V I - X V I I moraliści z Polski, Czech, krajów
niemieckich. W środowisku szlacheckim w Wielkopolsce przejście od sytemu patyny do mody do¬
konało się w drugiej połowie X V I I I wieku (Dumanowski 2006, s. 326-328).
Coraz szybciej poszczególne dobra traciły też status atrybutów luksusu, elitarności i były w tej
roli zastępowane przez inne. Wspominany już Simmel wskazał przy tym słusznie na wymuszoną
przez naśladownictwo grup niższych w hierarchii „ucieczkę" elit do rzeczy (dóbr) dla osób niższe¬
go stanu niedostępnych [na razie! - A . K . ] . W ten sposób działał mechanizm napędzający kolejne
zmiany (Barański 2007, s. 282). Doskonałe przedstawienie tego zjawiska znajdujemy w pisanym
u schyłku X V I I I w. dziele prekursora polskiej socjologii Jędrzeja Kitowicza, Opis obyczajów
za panowania Augusta III (1985). Według niego jednym z atrybutów wielkopańskiego luksusu
w Polsce Augusta I I I były zegarki. W początku jego panowania srebrne lub złote czasomierze „znaj¬
dowały się tylko u samych wielkich panów; znać, iż niedawno przyszły na świat. [... ] Powoli zaczęły
się gęściej zegarki pokazywać, tak w szlacheckim, jako też miejskim stanie. Szlachcic majętny [... ]
jurysta, [...] kupiec bogaty nosił zegarek i gdy nim błysnął między ludem pospolitym dla obaczenia
godziny, był natychmiast poczytany za człowieka majętnego" (Kitowicz 1985, s. 290). Na końcu
panowania Augusta I I I „[... ] zegarki [... ] dały się widzieć u lokajów i stangretów [... ] od panów
i możniejszych osób wzgardzone, przeniosły się do sług i uboższych tak jak stare boty. Odpra¬
wiwszy panowie od siebie zegarki srebrne, jako pospolite, zaczęli się różnić zegarkami złotymi;
a gdy i te zostały rozmnożone, zaczęli je kamelizować drogimi kamieniami, brylantami i innymi,
w czym już ubożsi panów doścignąć nie mogli" (Kitowicz 1985, s. 291). Ale tylko do czasu, ponie¬
waż „pościg" i „ucieczka" trwały dalej.
Barański zdaje się także nazbyt wierzyć w trwałość i statyczność struktur i różnic społecznych
w przeszłości. Bez zaznaczenia dystansu, stwierdza za jednym z francuskich badaczy z lat 1970., że
„w czasach przedkonsumpcyjnych [... ] nie było [... ] różnic ze względu na modę jedynie [... ] uświę¬
cone wielopokoleniową tradycją różnicowania klas i rang" (2007 s. 308). Nieco wcześniej czytamy,
że utrwalaniu tych podziałów, w „feudalnym okresie kultury europejskiej" (zapewne utożsamianym
z przedkonsumpcyjnym, przednowoczesnym) służyło „specjalne prawodawstwo zakazujące upra¬
wiania [... ] stylu życia zagwarantowanego dla klasy wyższej: mieszkania, ubierania się czy jadania
[... ] Naruszanie takich zakazów było obłożone odpowiednimi karami" (tamże, s. 279). Tymczasem
rzeczywistość była bardziej złożona. Choćby pisane w latach 1980. eseje Norberta Schindlera histo¬
ryka i antropologa kultury ukazują płynność granic społecznych, rozliczne strategie utrzymywania
lub poprawiania społecznego statusu, sposoby podkreślania ale także zacierania różnic stanowych,
majątkowych, zawodowych na południu i zachodzie Niemiec w X V I - X V I I w. (Schindler 2002).
Rzeczową analizę praw antyzbytkowych a także ich egzekwowania w miastach zachodu i północy
Rzeszy (hanzeatyckich) w okresie od X V I - X V I I I w. znajdujemy w pracy Edmunda Kizika. Choć
w miastach przepisy owe rzeczywiście starano się egzekwować, to jednak samo ustawodawstwo
prowokowało do „poszukiwania nowych form zachowań dystynktywnych" zaś „ludzka pycha i chęć
wyróżnienia się znajdowały zaraz inną drogę [... ] ekspresji". To z kolei wymuszało nowelizację
antyzbytkowego prawa. Nie brakowało też przypadków jego łamania (Kizik 2001, s. 309).
O wielkim i po części skutecznym dążeniu plebejuszy do przełamywania prawnych barier na
drodze awansu społecznego świadczy również, obejmujący z górą 2500 osób, rejestr bezprawnie
164
RECENZJE
podających się za szlachtę, opracowany w początku X V I I w. przez Waleriana Nekanda Trepkę. Owi
fałszywi szlachcice, oprócz posiadania lub przynajmniej dzierżawienia wiejskiej nieruchomości, sta¬
rali się demonstrować szlachecki styl życia, nosząc szaty jedwabne, futra rysie i sobolowe, zatrud¬
niając służbę, jeżdżąc powozami zaprzęganymi w czwórkę koni - ówczesny odpowiednik markowego
samochodu z wieku X X - X X I (Trepka 1995, s. 424, 428, 430, 451). Nasuwa się przy tym analogia
do wspominanych przez Barańskiego zestawów produktów w latach 1980. współtworzących tożsa¬
mość różnych grup zawodowych w USA. W przypadku np. prawników były to: rakieta tenisowa
Pirnce, skórzana aktówka, samochód Cadillac El Dorado, piwo Michelob, papierosy Vantage, cygara,
buty Johnston & Murphy (Barański 2007, s. 339). Po lekturze pisanej przed 300 laty księgi Trepki
wydaje się, że żyjący po szlachecku plebejusz, po przeprowadzce w odległy od rodzinnego rejon
Rzeczypospolitej i przejęciu odpowiednich zewnętrznych atrybutów trybu życia miał większe szanse
funkcjonowania w szlacheckiej społeczności nowej okolicy niż robotnik wykwalifikowany, nawet
z papierosem Vantage w ustach, wśród amerykańskich prawników przed dwudziestu laty.
Praca Barańskiego ma wymiar zarówno teoretyczny jak i erudycyjny. Oba budzą szacunek,
jednak, przynajmniej z uwagi na obecność w rozważaniach odniesień do historycznego kontekstu
kultury materialnej i kultury konsumpcji, w ewentualnym kolejnym wydaniu, warto by wzbogacić
bibliografię niektórymi nowszymi opracowaniami historycznymi. Wskazać by tu można choćby
zbiór studiów nad kulturą konsumpcji w Europie lat 1650-1850 (Consumers and luxury, 1999) czy
prace Daniela Roche, zwłaszcza jego historię rzeczy banalnych w X V I I - X I X w. (Histoire des choses
banales. Naissance de la consommation XVII -XIX
siècle, 1997). Warto by też sięgnąć do dorobku
studiów nad kulturą rzeczową (Sachkulturforschung), uprawianych zresztą nie tylko w Niemczech.
Skrótowa prezentacja dokonań ostatniego półwiecza w tej dziedzinie znalazła się przed kilku laty na
łamach Kwartalnika Historii Kultury Materialnej (Mohrmann, 2002). Znanym w Europie ośrod¬
kiem badań nad realiami (Realienkunde) jest z kolei instytut w austriackim Krems. Kilkadziesiąt
wydanych przez tą placówkę tomów materiałów konferencyjnych (od roku 1976) stanowi trwały
zapis ewolucji badań prowadzonych przez historyków różnych specjalności (szczególnie sztuki),
archeologów, etnografów-etnologów, filologów itd. z całej bez mała Europy. Właściwie wszystkie
spotkania w Krems dotykały w znacznym (często w głównym) stopniu problematyki świata rzeczy,
stosunku człowiek-przedmiot, różnych funkcji rzeczy .
U historyka, od lat zajmującego się problemami kultury materialnej, lektura książki Janusza
Barańskiego wywołuje uczucia mieszane. Przeważa zainteresowanie i satysfakcja z odnajdywania
w sformułowanym przez antropologa zarysie całościowego programu badań świata rzeczy (przed¬
miotów), z rozlicznych możliwości jego analizy oraz interpretacji. Wiele z nich może znaleźć zasto¬
sowanie w budowaniu przez historyków kwestionariuszy badawczych, dalej zaś w konstruowaniu
obrazu minionej rzeczywistości. Cieszy również, co widać zwłaszcza w praktyce badawczej ostat¬
nich lat, że liczne ze wskazywanych przez antropologię możliwości już wykorzystują historycy,
także polscy. Inspiracje w kierunku odwrotnym odnotowuje sam Barański (np. analizując kwestie
reglamentacji dóbr i szerzej - sposobu życia). Równocześnie rzut oka na pokaźny dorobek badań
monograficznych różnych fragmentów (aspektów) kultury materialnej czy też codzienności, jak
też refleksji metodologicznej i - w większym stopniu metodycznej - wywołuje poczucie niespeł¬
nienia. W przypadku polskiej antropologii i historii oraz ich podejścia do problematyki „świata
rzeczy-kultury materialnej" mamy do czynienia z ewolucją przypominającą ruch w tym samym
kierunku po dwóch równoległych, jednak nie zbiegających się drogach. Wzajemne przenikanie, wy¬
miana informacji oraz inspiracji występuje w stopniu minimalnym. Stan taki w naszej humanistyce
nie jest czymś wyjątkowym. Świadomość dokonań innych zainteresowanych tym samym (lub zbli¬
żonym) przedmiotem kierunków badawczych (dyscyplin) zbyt często pojawia się dopiero wówczas
(i jest to szczęście w nieszczęściu), gdy wspomniane drogi przekraczają granice państw, aby dopiero
tam zbliżyć się do siebie wyraźnie.
e
e
3
3
Na przykład Mensch und Objekt im Mittelalter und in der frühen Neuzeit. Leben - Alltag-Kultur,
red. Gerhard Jaritz, Wien 1990; Die Vielfalt der Dinge. Neue Wege zur Analyse mittelalterlicher Sachkul
tur, red. Helmut Hundsbichler i inni, Wien 1998.
165
RECENZJE
LITERATURA
B o g u c k a M a r i a 1967, Życie codzienne Gdańska, PIW, Warszawa.
- 1973, Z problematyki form życia „marginesu mieszczańskiego" w Gdańsku połowy X V I I w.,
Zapiski Historyczne, nr 4, s. 55-77.
- 1976, Miejsce mieszczanina w społeczeństwie szlacheckim: atrakcyjność wzorców ży
cia szlacheckiego w X V I I w., [w:] Społeczeństwo staropolskie: studia i szkice, t. I , red.
A. Wyczański, PWN, Warszawa, s. 185-200.
- 1996, Życie codzienne - spory wokół profilu badań i definicji, Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej, nr 3, s. 247-253.
B o r s c h e i d P e t e r 1983, Pladoyer fur eine Geschichte des Altäglichen, [w:] Ehe, Liebe, Tod,
red. P. Borscheid, H.J. Teuteberg, F. Coppenrath Verlag, Münster, s. 1-14.
Consumers
and luxury... 1999, Consumers and luxury. Consumer culture in Europe 1650-1850,
red. M . Berg, I.H. Clifford, Manchester University Press, Manchester-New York.
D o m a ń s k a E w a 2005, O zwrocie ku rzeczom we współczesnej humanistyce (Ku historii nieantropocentrycznej), Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych, t. LXV, s. 7-23.
D u m a n o w s k i J a r o s ł a w 2006, Świat rzeczy szlachty wielkopolskiej w XVIII wieku, Wydaw¬
nictwo U M K , Toruń.
Etnografia...
1976, Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1, red. M . Biernacka,
B. Kopczyńska-Jaworska, A. Kutrzeba-Pojnarowa, W. Paprocka, Ossolineum, Wrocław.
G ł ó w k a D a r i u s z 2004, Majątek osobisty duchowieństwa katolickiego w Koronie w XVII
i XVIII wieku, IAE PAN, Warszawa.
Instytut...
1977, Instytut Historii Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk 1953-1977, oprac.
zbior., Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, nr 4, s. 447-454.
K i z i k E d m u n d 2001, Wesele, kilka chrztów i pogrzebów. Uroczystości rodzinne w mieście
hanzeatyckim od XVI do XVIII wieku, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego Officina
Ferberiana, Gdańsk.
K l o n d e r A n d r z e j 2000, „Wszystka spuścizna w Bogu spoczywającego". Majątek ruchomy zwyk
łych mieszkańców Elbląga i Gdańska w XVII wieku, IAE PAN, Warszawa.
K o w e c k a E l ż b i e t a 1983, Mieszkania warszawskie w XIX (do 1870 r), [w:] Wybrane proble
my kultury materialnej miast polskich w XVIII i XIX w., Studia i Materiały z Historii Kultury
Materialnej, t. 56, Ossolineum, Wrocław, s. 7-132.
- 1984, W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów pol
skich w XIX w., PIW, Warszawa.
M a j e w s k i K a z i m i e r z 1953, Historia kultury materialnej, Kwartalnik Historii Kultury Mate¬
rialnej, nr 1-2, s. 3-27.
M o l i k W i t o l d 1999, Życie codzienne ziemiaństwa w Wielkopolsce w XIX i na początku XXwieku.
Kultura materialna, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań.
M o h r m a n n R u t h E. 2002, Volkskündliche Sachkulturforschung, Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej, nr 3-4, s. 331-340.
Nekanda Trepka Walerian 1995, Liber generationisplebeanorum („Liber chamorum"). Ossolineum,
Wrocław.
P o ś p i e c h A n d r z e j 1989, Majsterkowicz w kontuszu (szlachecki pośmiertny inwentarz mobiliów jako źródło do badań osobowości, Studia i Materiały z Historii Kultury Materialnej,
t. 61, Ossolineum, Wrocław, s. 177-190.
- 1992 Pułapka oczywistości. Pośmiertne spisy ruchomości szlachty wielkopolskiej z XVII w.,
IAE PAN, Warszawa
R o c h e D a n i e l 1997, Histoire des choses banale. Naissance de la consommation XVll -XlX
siècle,
Fayard, Paris.
S c h i n d l e r N o r b e r t 2002, Ludzie prości, ludzie niepokorni... Kultura ludowa w początkach
dziejów nowożytnych, Wiedza Powszechna, Warszawa.
T o p o l s k i J e r z y 1980, Jana Rutkowskiego koncepcja historii kultury materialnej, Kwartalnik
Historii Kultury Materialnej, nr 4, s. 461-467.
e
e
166
RECENZJE
DAGNOSŁAW DEMSKI
SŁOWACKIE MITOLOGIZACJE - TRADYCJA I UNIWERSALNE PROBLEMY
W LOKALNYCH FORMACH
Krekovicovä Eva, Mentalne obrazy, stereotypy a myty vo folklóre a vpolitike, Üstav etnologie
SAV, Bratislava 2005.
Kiliänovä Gabriela, Identita a pamät. DevinIThebenIDeveny ako pamätne miesto, Üstav etnologie
SAV, Bratislava 2005.
Myty nase slovenske, (red.) Eduard Krekovic, Elena Mannovä, Eva Krekovicovä, Academic
Electronic Press, Bratislava 2005.
Każda społeczność, a szczególnie naród, wykazują potrzebę stworzenia zbioru symboli toż
samości zbiorowej, które będą łatwe do odczytania dla przedstawicieli mniejszych grup składają
cych się na jego całość. Jest to zjawisko powszechne, wyłaniające się na pierwszy plan w chwilach
przełomów politycznych, społecznych, ekonomicznych, gdy rzeczywistości ulega gwałtownym
transformacjom. Taki przypadek dotyczy także Słowacji. Proces powstawania zbiorowej tożsamości
i formowanie się symboli, charakterystycznych zarówno dla aktualnej sytuacji, jak i dla przeszłości
tego narodu, możemy prześledzić dzięki trzem interesującym publikacjom, wydanym w tym samym
okresie, tj. w 2005 roku.
Warto zadać pytanie, co może w sposób syntetyczny obrazować naród tak, aby, z jednej strony,
wyrazić uniwersalizm, czyli to, co łączy wszystkich członków narodu, a z drugiej - zarysować
wszystkie różnice zachodzące wewnątrz społeczeństwa - z jego wewnętrznymi podziałami klaso
wymi, społecznymi, politycznymi, czy też etnicznymi lub kulturowymi? W takich obrazach fakty,
przypadki, czy ludzie funkcjonują zazwyczaj nie jako wydarzenia historyczne lub postacie, ale jako
mity. W toku reinterpretacji rzeczywistości dochodzi do przekształcenia procesu upamiętniania.
Większe znaczenie zdobywają elementy irracjonalne i mityczne, elementy narodowe natomiast powoli
zyskują posłuch i zostają skierowane przeciwko innym społecznościom, uznawanym za zagrożenie
dla grupy dominującej. Mają one za zadanie przemawiać do emocji odbiorców i do ich poczucia
więzi z narodem. Mity i obrazy czerpią treść z przeszłości i współczesności, ale stanowią najczęściej
wyraz napięć między uniwersalizmem a partykularnością. Przemawiają do warstw szerokich i niż¬
szych, a w wersji bardziej wyrafinowanej do elit. Nie są skierowane do jednostek, ale raczej do
szerszych zbiorowości, których tożsamość jest modyfikowana podczas transformacji. Wnoszą rów¬
nież nowe odniesienia kulturowe obrazujące rzeczywistość po przełomie.
Prezentuję trzy interesujące książki dotyczące problematyki słowackiej mitologii narodowej
i stereotypizacji, głównie w folklorze, ale wykorzystywanej również współcześnie w polityce,
w momentach głębokich przełomów politycznych w państwie. Wszystkie pozycje są szczególnie
zajmujące dla czytelników zainteresowanych historią i kulturą krajów Europy środkowej, zróżnico¬
wanych pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym. Różnice te są postrzegane i opisywane
przez autorów książek, jako elementy konstruowania tożsamości narodowej.
Pierwsza z publikacji, autorstwa Evy Krekovicovej (2005), prezentuje obrazy, stereotypy i mity
funkcjonujące zarówno w dawnym folklorze słowackim, jak i w języku, jakim posługiwali się po¬
litycy okresu transformacji na Słowacji. W tym samym duchu napisana została książka Gabrieli
Kilianovej (2005), poświęcona kwestiom tożsamości i pamięci jednego miejsca, jakim jest Devin.
To niezwykłe miejsce, niegdyś odrębne miasto, położone u ujścia Morawy do Dunaju. Współcześnie
stanowi część Bratysławy, a równocześnie leży na granicy Słowacji i Austrii. Trzecia książka, pod
redakcją Eduarda Krekovica, Evy Krekovicovej i Eleny Mannovej (2005), jest zbiorem artykułów
różnych autorów, poświęconych słowackim mitom narodowym, dawnym i nowszym. Charakte¬
rystyczne jest to, że wszystkie trzy pozycje korzystają z podobnych pojęć teoretycznych opisując
treści słowackich mitów.
RECENZJE
167
Pierwsza z książek podejmuje problem pamięci zbiorowej, która jest wyrażana na kilka spo
sobów, np. w formie obrazów i stereotypów w tekstach folkloru słowackiego. Stare wątki, obecne
w tradycyjnym folklorze słowackim, były także wykorzystywane przez współczesną politykę (np.
w latach 1989-1993). Dało to początek nowej mitologii narodowej, jak nazywa je autorka „nowostarej", czyli starej, ale dostosowanej do potrzeb współczesności. Publikacja przedstawia dodat¬
kowo zmiany zachodzące w języku polityki i publicystyki w okresie transformacji ustrojowej.
Krekovicova nawiązuje do zjawiska konstruowania pamięci zbiorowej, koncepcji pochodzącej
z francuskiej szkoły historycznej (Pierre Norra), jak również do późniejszych koncepcji Petera
Connertona, Jana Assmanna i Moritza Csaky oraz Hansa Henninga Hahna. Posługując się pojęciem
„wektora" pamięci, autorka uznaje folklor za jeden z wektorów zbiorowej pamięci. Stereotypy rozu¬
mie jako wielowarstwowe obrazy prezentujące osobiste wyobrażenia składające się na pamięć zbio
rową. Takie mentalne obrazy występują w folklorze jako ucieleśnienie wyobrażeń w kontekście
opozycji „swój" - „obcy" i jako takie są zjawiskiem dosyć trwałym. Na formowanie tożsamości
składają się również proste schematy, służące zbieraniu informacji społecznych o innych ludach.
Podczas budowania tożsamości zbiorowej stereotyp występuje jako czynnik integracji własnej grupy.
Wspólnym motywem przewijającym się przez wszystkie poziomy stereotypizacji, tworzenia się
mitów i wyobrażeń o obcych, zarówno w tradycyjnym folklorze jak i współcześnie, jest stereotypowy
obraz 'złego pana', reprezentującego klasy wyższe. W folklorze funkcjonuje on w sposób ciągły aż
do dnia dzisiejszego, a w okresie transformacji po upadku reżimu totalitarnego, obraz taki odnosił się
do ogólnego stereotypu „polityka", jako postaci niemoralnej, skorumpowanej, wkraczającej w świat
polityki z zamiarem odniesienia osobistych korzyści.
Książka Krekovicovej jest analizą wielu pieśni ludowych, powiedzonek opowiadanych i zapisa¬
nych. Autorka uważa, że w dawnym folklorze rzadko występował autowizerunek Słowaków wyrażany
w kategoriach etnicznych czy też narodowościowych. Równie niewiele było odniesień do innych grup
etnicznych lub narodów. Były tylko dwie grupy etniczne definiowane jako „Oni" - Żydzi i Cyganie
- w opozycji do „Nas" (Słowaków). Jak pisze autorka, najczęściej występowała zasada podziałów
na klasy społeczne, a nie różnice etniczne - opozycja „chłop" kontra „właściciel ziemski".
W folklorze funkcjonuje wizerunek Słowaków jako narodu chłopskiego, który zgodnie ze apologetycznym stereotypem, był istotną częścią słowackiej mitologii narodowej, głównie w 1993 roku
w okresie formowania się suwerennego państwa słowackiego.
Praca Gabrieli Kilianovej także jest poświęcona problematyce pamięci zbiorowej, ale przedsta¬
wionej przez pryzmat dziejów miasta Devin. Autorka opisuje w jaki sposób miasto stało się słowac¬
kim symbolem narodowym i „miastem pamięci". Historycznie miasto nie zostało założone przez
Słowaków, budowały je inne narodowości (Niemcy i Węgrzy). Jest ono wyrazem pamięci, którą, jak
pisze autorka, kondensowała, przedstawiała i krystalizowała pamięć zbiorowa narodu. To samo miasto
stało się częścią pamięci zbiorowej nie tylko Słowaków, ale także Niemców i Węgrów. Miasto pamięci
to przede wszystkim zabudowania, architektura, ale i inne wytwory ludzkiej działalności. Devin został
przedstawiony w książce jako symbol wczesnosłowiańskiego państwa Wielkomorawskiego (z pocz.
IX w., które rozpadło się na skutek najazdów Hunów na początku X w.) z centrum w dorzeczu
Morawy i dolnego Wagu - jego władców Rastislava i Svatopluka, tradycji Cyryla i Metodego,
a później wykorzystywany w zmitologizowanej prezentacji narodowych dziejów Słowacji.
Devin to także część współczesnej Bratysławy. Pozostały ruiny grodu, który od lat 80-tych X I X w.
na fali słowackiego odrodzenia narodowego, zaczęto wiązać z tradycją państwa Wielkomorawskiego jako państwa słowiańskiego (rozumianego jako słowackiego). Odrodzenie narodowe rozwijało
się wśród elit (np. Ludovit Stur), bardziej masowy charakter zyskało dopiero przed I wojną świa¬
tową. Wart podkreślenia jest fakt, że od początku tworzenia nowoczesnego narodu słowackiego do
tradycji państwa Wielkomorawskiego jako podstawy narodowej tożsamości odwoływały się inteli¬
gencja zarówno katolicka jak i ewangelicka.
Devin stał się częścią narodowego dyskursu Słowaków, ale jak już wspomniałem funkcjonuje
również w pamięci zbiorowej Niemców i Węgrów. Przez Węgrów Devin był traktowany jako za¬
chodnia granica Węgier. W roku 1896 odbyła się milenijna narodowa wystawa w Budapeszcie, upa¬
miętniająca tysiąc lat od przybycia Węgrów na terytorium środkowej Europy. Postawiono wówczas
168
RECENZJE
siedem pomników na granicach państwa węgierskiego. Na skarpie devińskiej pojawił się słup, na
którym stała postać jednego z mitycznych wojów Arpada.
Rozpad państwa austriacko-węgierskiego i deklaracja słowackiej Rady Narodowej z 30 paździer
nika 1918 roku dały początek Czechosłowacji. Granica słowacko-węgierska, aż do traktatu w Trianon
(4 czerwiec 1920 r.), była świadkiem wielu niepokojów, rabunków, przemocy i zniszczeń. W pierw
szych miesiącach panowała tam atmosfera strachu i niepewności. Niszczono wszelkie oznaki austrowęgierskiej dominacji, ofiarą padło wiele pomników, w tym również kolumna na górze w Devinie.
Trzecia książka jest zbiorem tekstów poświęconych słowackim mitom narodowym, rozumianym
jako uproszczone obrazy złożonej przeszłości, przywoływane w celu tworzenia jedności społecznej.
W publikacji zostały przestawione główne mity Słowaków związane z państwem Wielkomorawskim przedstawianym jako „złoty wiek". Występują tam także postaci takie jak Matus Cak , Juraj
Janosik, Ludovit Stur , Milan Stefanik , Andrej Hlinka , Jozef Tiso , a nawet bardziej współczese
- Gustaw Husak . Charakterystyczne jest to, że mity te sięgają korzeniami do XIX-wiecznej tradycji
ludowej, ale ich rozkwit i wzrost popularności przypada na lata po roku 1989.
Państwo Wielkomorawskie podobnie jak księstwo nitrzańskie jest uznawane jako kolebka słowackości, jednak narodziny tego pojęcia przypadają na wiek X I X , o czym pisze Jan Steinhübel
(Odkedy sa da hovorit o Slovensku a Slovakoch). Autorzy artykułów podkreślają, że niektóre mity
słowackie dodatkowo dramatyzują autostereotypy narodowe, wprowadzając poczucie krzywdy - np.
mit tysiącletniej okupacji, czy też mit plebejskości Słowaków. Wiele mitów narodowych przedstawia
Słowację jako miejsce strategicznego skrzyżowania kultur, między Wschodem i Zachodem.
Jak pisze Elena Mannovä we wstępie (Uvod) do trzeciej publikacji wśród mitów eksponujących
krzywdy jakich doznał naród słowacki ze strony Węgrów znajduje się najbardziej znany mit o do¬
brym zbójniku - Janosiku. Niezbyt chlubne epizody słowackiej historii są wyjaśniane przy pomocy
mitów tzw. „mniejszego zła". Jako mniejsze zło postrzega się np. kolaborujące z Niemcami państwo
słowackie księdza Tiso lub działalność Gustawa Husaka w okresie zależności od Związku Radziec¬
kiego. Według autorki hierarchia mitów zmienia się wraz z przemianami politycznymi, ustrojowymi,
ekonomicznymi. Znajduje nowy wyraz w kalendarzu świąt, w symbolice państwowej, w konstytu¬
cyjnych tekstach parlamentu, jak również w szkolnych czytankach.
Kim jest Słowak - zadaje pytanie Eduard Krekovic (Kto sme a odkedy sme tu?). Czy ten kto
posługuje się językiem słowackim, czy też ten, którego przodkami byli Słowacy? Częścią mitu Sło¬
waków jako plebejskiego narodu jest obraz słowackich murarzy, którzy wybudowali Budapeszt.
Istnieje autoobraz Słowaka pasterza, biernego człowieka swoich czasów, a z drugiej strony - zbój¬
nika, rebelianta, bojownika o prawa społeczne, górskiego pasterza owiec, bacy. Prócz Juraja Janosika
w ostatniej książce wymienia się wielu innych zbójników (34 postacie), o czym pisze Hana Hlöskovä
(Narodny hrdina Juraj Janosik).
1
2
3
4
5
6
7
1
Matus Cak z Trencina - możnowładca słowacki/węgierski z przełomu XIII/XIV w. Prowadził nie
zależną politykę wobec Węgier, co doprowadziło do konfliktu z królem. Zjednoczył część ziem, dzięki
czemu stał się inspiracją dla ruchów patriotycznych na Słowacji.
Ludovit Stur (L'udovit Stur 1815-1856) - poeta, uczestnik Wiosny Ludów, lider słowackiego ruchu
narodowego. Opracował zasady języka słowackiego.
Milan Stefanik (1880-1919) - inżynier, astronom, pilot wojskowy, badacz, podróżnik osiadły we
Francji. Emigracyjny działacz i orędownik powstania niepodległej Czechosłowacji.
Andrej Hlinka (1864-1938) - ks. katolicki, przywódca ruchu ludowo-narodowego, założyciel Sło¬
wackiej Partii Ludowej. Zabiegał o autonomię Słowacji w państwie Czechosłowackim.
Jozef Tiso (1887-1947) - ks. katolicki, od śmierci Hlinki przywódca Słowackiej Partii Ludowej.
Premier autonomicznej republiki Słowackiej, proklamowanej w Zilinie 6 października 1938 r., w 1939 r.
ogłosił niepodległość i współpracował z Niemcami. Zorganizował lokalne wojsko słowackie - Gwardię
Hlinkowską. Powieszony w 1947 r.
Gustaw Husak (1913-1991) - komunista, pierwszy sekretarz partii (od 1969), a także prezydent
Czechosłowacji (1975-1989).
Pierwszym władcą był Pribina, a po upadku państwa Wielkomorawskiego księstwo nitrzańskie
zostało włączone do ówczesnych Węgier (zlikwidowane na pocz. X I I w.).
2
3
4
5
6
7
RECENZJE
169
Innym przykładem mityzacji postaci był Matus Cak, wielmoża żyjący w Trencinie w X I I I w.,
który powiększając swoje dobra znalazł się w konflikcie z królem Węgier. Jego obraz przekształcały
kolejne pokolenia, a po I wojnie światowej znalazł swoje miejsce w słowackim panteonie narodo
wym już jako jeden z wielu, walczących od niezależność Słowacji. Inną postacią był Ludovit Stur,
żyjący w I połowie X I X w. kodyfikator literackiego języka słowackiego, organizator powstania
przeciw Węgrom w 1862 r. Generał Milan Stefanik był dowódcą słowackich legionów, utworzonych
we Francji i walczących podczas I wojny światowej oraz głównym oswobodzicielem ziem sło
wackich spod władzy Węgrów. Stał się bohaterem Czechosłowacji. Odrębne postacie to księża
Andrej Hlinka i Jozef Tiso, związani z ruchem narodowym po I wojnie światowej, zaangażowani
we współpracę z niemieckimi faszystami.
Rozpad Czechosłowacji i utworzenie niezależnego państwa słowackiego w roku 1993 dało impuls
powstaniu nowych mitów i legend poświęconych przeszłości odległej i tej niedawnej. Wzrosło też
zainteresowanie postacią Jozefa Tiso, założyciela pierwszego państwa słowackiego. Ivan Kamenec
(Slovenska republika 1939-1945 a jej myty; Jozef Tiso - tvorca statu a martyr?), uważa, że nowy
twór państwowy dał początek przekonaniu, że współczesna Słowacja odrodziła się z chęci Słowa¬
ków do posiadania własnego i niezależnego państwa. Do dzisiejszego dnia postać Tiso wywołuje
różnorakie reakcje, od całkowitego potępienia, po starania o jego beatyfikację w Watykanie. Powoli
powstawała legenda o jego męczeństwie.
Według Lubomira Liptaka (Koniec mytov na Slovenska?) słowackie mity mają najczęściej obron
ny charakter, powstają w sytuacji ochrony jakichś wartości, symbolicznie „kopią okopy" i „wznoszą
mury", za którymi można przetrwać złe czasy. Dodaje również, że mitologia słowacka nie ma cha
rakteru „masochistycznego" jak kosowska, ale i ona nie ma zbyt wiele pozytywów (s. 240).
Wszystkie wymienione publikacje dają interesujący wgląd w najważniejsze elementy kultury
słowackiej, ukazując sposób, w jaki tworzone są mity oraz w jaki sposób i w jakim przełomowym
kontekście nadawane są im znaczenia. Wspólnym elementem wszystkich tych publikacji jest odwo¬
ływanie się do modelu konstruowania tożsamości zbiorowej. Wydaje się, że większość prezento¬
wanych mitów można zaliczyć jako składowe tożsamości zbiorowej, wprowadzane przez elity lub
instytucje państwowe w celu integracji społeczeństwa, ale także utrwaleniu władzy elit nad resztą
społeczeństwa. W mitach tych posługiwano się tradycyjnym podziałem na Słowaków i społeczność
dominującą (Węgrów, elity miejskie, itp.)
Z lektury książek wynika przeświadczenie o konwencjonalnym charakterze tożsamości zbioro¬
wych, budowanych przy wykorzystaniu mitów narodowych w momentach przełomów historycz¬
nych i w zależności od roli jaką miały spełniać.
Przedstawione publikacje wydają się szczególnie cenne dla badaczy zajmujących się Słowacją
(dawną i współczesną), a także wszystkich czytelników interesujących się problematyką narodowoś¬
ciową, szczególnie mitami narodowymi i pamięcią zbiorową w krajach Europy Środkowej.
Maria Kamińska, Polszczyzna mówiona mieszkańców Łodzi i okolic w ujęciu socjolingwistycznym,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2005, ss. 283.
Łódź zajmuje wyjątkowe miejsce nie tylko wśród wielkich miast Polski, ale i całej Europy.
Obdarzona ponad pięćset lat temu prawami miejskimi aż do X I X stulecia przypominała raczej
wieś. Jej mieszkańcy zajmowali się głównie rolnictwem, rzemieślników było tu bardzo niewielu
- tylu tylko, ilu być musiało, by zaspokoić lokalne wymagania i potrzeby. Dopiero wiek pary
i elektryczności przyniósł wyraźne zmiany w tym zakresie. Mała osada awansowała wówczas do
rangi znaczącego, wielkoprzemysłowego centrum, spychając w cień pobliskie miasta o starych
tradycjach historycznych, takie jak: Sieradz, Łask, Piotrków Trybunalski czy Brzeziny. Równolegle
z rozwojem gospodarczym dokonała się ekspansja terytorialna Łodzi, która szybko włączyła w swoje
granice okalające j ą wsie: Widzew, Chojny, Zarzew, Dąbrowę, Bałuty itd. Gwałtownym przeobraże¬
niom uległa zarazem jej struktura demograficzna - w krótkim czasie zyskała ona bowiem tysiące
170
RECENZJE
nowych mieszkańców: przede wszystkim chłopów, przybywających tu z bliska i z daleka w poszu¬
kiwaniu pracy oraz cudzoziemców (przeważnie ze Śląska, Prus i Austrii), tworzących początki miejs¬
cowego przemysłu.
Przytoczone fakty historyczne nie stanowią, rzecz jasna, żadnej osobliwości dziejowej. W bar¬
dzo wielu zakątkach świata w taki właśnie sposób przebiegał w X I X wieku rozrost aglomeracji
miejskich. Tym, co odróżniało Łódź od innych, świeżo formujących się w owym czasie ośrodków,
było jednak to, iż nie miała ona własnych, dobrze utrwalonych i okrzepłych tradycji kulturowych,
które oddziaływać by mogły asymilująco na nowoprzybyłych, nie miała też - mimo długiego „sta¬
żu" w roli miasta - bogatego, wykształconego mieszczaństwa. Tutejsza inteligencja była wówczas
(jak i wcześniej) nieliczna, a jej wpływ na świadomość i styl życia współmieszkańców - nader wątły
i ograniczony. Wzmożony przyrost ludności chłopskiej w okresie najintensywniejszego rozwoju
Łodzi umocnił więc dominację elementu wiejskiego w jej krajobrazie społecznym i kulturowym.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać dopiero po I I wojnie światowej - przede wszystkim dzięki powsta¬
niu uniwersytetu oraz zwiększeniu liczby instytucji kulturalno-oświatowych na tym obszarze .
Omawiana przeze mnie książka Marii Kamińskiej jest próbą opisu społeczności łódzkiej pod
kątem właściwych jej zachowań językowych. Została ona przygotowana z okazji jubileuszu siedem¬
dziesiątych piątych urodzin autorki i zawiera wybrane - z jej obfitego dorobku naukowego - publi¬
kacje na ten temat. O wyborze prac z tego właśnie kręgu tematycznego zadecydowało to, że Kamiń¬
ska była inicjatorką badań nad polszczyzną mieszkańców Łodzi i okolic - określiła ich założenia
metodyczne, cele badawcze, koordynowała działalność naukową i terenową zespołu (tworzonego
głównie przez pracowników Katedry Historii Języka Polskiego i Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu
Łódzkiego), spod jej pióra wyszła też zdecydowana większość analiz z tej dziedziny.
Ze względu na wyjątkowy, bo rocznicowy, charakter prezentowanej pracy warto przypomnieć
kilka istotnych faktów z życiorysu naukowego autorki. Otóż Maria Kamińska studia na kierunku
filologii polskiej odbywała najpierw na łódzkim uniwersytecie (w latach 1950-1953), a następnie na
Uniwersytecie Jagiellońskim (w latach 1953-1955), gdzie napisała i obroniła pracę magisterską pod
tytułem Nazwy osobowe ludności wieśniaczej w byłym Księstwie Łowickim. Swój dalszy rozwój
naukowy związała z Łodzią. Tutaj powstała jej dysertacja doktorska Nazwy miejscowe dawnego
województwa sandomierskiego (obroniona na tutejszym uniwersytecie w 1962 r.) oraz rozprawa
habilitacyjna Gwary Polski Centralnej (pochodząca z 1968 r.).
Od 1974 r. dotychczasowe - historycznojęzykowe, dialektologiczne i onomastyczne - zaintere¬
sowania Kamińskiej poszerzone zostały o prace nad polszczyzną mówioną Łodzi oraz miejscowości
satelickich. Szczególnie dużo uwagi poświęciła ona opisowi języka łodzian okresu przedwojennego
(sprzed 1939 r.), którego specyfika uwarunkowana była międzynarodowym charakterem miasta, two
rzącego przestrzeń dla koegzystencji czterech narodów (Polaków, Niemców, Rosjan i Żydów).
Jak już sygnalizowałam, tematem recenzowanej pracy jest język mówiony mieszkańców Łodzi
i okolic, a dokładnie rzecz biorąc, język jednej wybranej kategorii owych mieszkańców, tzn. osób
o najniższym poziomie wykształcenia (poniżej średniego), zatrudnionych w przemyśle włókienni¬
czym (w kilku artykułach polszczyzna tych osób poddawana jest analizie porównawczej poprzez
skonfrontowanie jej z językiem młodszego pokolenia łodzian, zwykle już nieco lepiej wykształ¬
conych). Koncentracja uwagi na tej właśnie kategorii społeczno-demograficznej wynika z tego, iż
w czasie, kiedy powstawały omawiane teksty (a więc między rokiem 1970 a 1996, głównie zaś
w latach 1970. i 1980.) miejscowe tkaczki, prządki, dziewiarki oraz robotnicy pokrewnych zawodów
stanowili najliczniejszą oraz najbardziej reprezentatywną grupę łódzkiej społeczności (podobnie jak
górnicy w Katowicach). Tego rodzaju wybór podyktowany też został względami praktycznymi.
Rzetelne przebadanie wszystkich grup zawodowych i socjalnych w obrębie wielkiego, prawie milio¬
nowego miasta jest wszak przedsięwzięciem z gruntu niewykonalnym.
1
1
Zobacz: Bohdan Baranowski, O dawnej Łodzi. Ogólny zarys dziejów miasta, Wydawnictwo Łódz
kie, Łódź 1976; Łódź: dzieje miasta, T. 1, red. B. Baranowski, J. Fijałek, R. Rosin, PWN, Warszawa
-Łódź 1980; Henryk Stanisław Ditner, Dzieje wielkiej kariery. Łódź 1332-1860, Wydawnictwo Łódzkie,
Łódź 1965.
RECENZJE
171
Niemal wszystkie wypowiedzi informatorów pozyskane zostały drogą bezpośredniej eksploracji
- poprzez rozmowę z badanym. Celem każdego z wywiadów było wywołanie spontanicznej i nie¬
skrępowanej narracji ze strony interlokutora - takiej zatem, którą można by uznać za odbicie jego
codziennych nawyków i zwyczajów werbalnych. By wypowiedzi mogły być porównywane, zasto¬
sowano metodę rozmowy kierowanej, zogniskowanej wokół tego samego zestawu tematów, takich
jak: dzieciństwo, dom rodzinny, praca zawodowa, rozrywki, wspomnienia o wojnie i okupacji,
0 sąsiadach i znajomych, o rodzinnym mieście. Rozległa tematyka zgromadzonych relacji pozwo¬
liła zorientować się zarówno w systemie gramatycznym opowiadających, jak i w rozmiarze oraz
osobliwościach ich słownika. Wszystkie rozmowy zarejestrowane zostały na taśmie magnetofono¬
wej, a następnie przepisane pismem fonetycznym (o wiele precyzyjniej aniżeli pismo ortograficzne
oddającym wszelkie niuanse i subtelności mowy). W kilku przypadkach podstawowe narzędzie
badawcze stanowiła ankieta.
Jeśli chodzi o układ zawartych w książce artykułów, to zostały one podzielone na pięć grup
tematycznych, odpowiadających poszczególnym częściom pracy. Pierwsza z owych części pełni rolę
wprowadzenia, w ramach którego autorka omawia najważniejsze problemy metodologiczne, cele
1 założenia badawcze oraz przedstawia stan badań nad interesującymi j ą zagadnieniami. Część druga
dotyczy kwestii obecności cech gwarowych w mowie informatorów, trzecia podejmuje wątek języ¬
kowych wykładników niegdysiejszego wielonarodowego i wielokulturowego charakteru miasta,
czwarta zbiera i porządkuje refleksje z zakresu leksyki i frazeologii, a piąta i zarazem ostatnia sta¬
nowi próbę ogólnej charakterystyki analizowanej odmiany polszczyzny.
Wyniki przeprowadzonej eksploracji terenowej wskazują na to, iż język obserwowanej grupy
cechuje silne nasycenie dialektyzmami, które - mimo stałego przebywania w środowisku wielko¬
miejskim - wyraźnie opierają się działaniu normy ogólnopolskiej. Ślady trwałych związków z wsią
widoczne są zwłaszcza w generacji seniorów (często urodzonych i wychowanych jeszcze na wsi lub
będących potomkami rodzin chłopskich). Co charakterystyczne, rozmówcy używają licznych wy¬
razów i form wyrazowych o ludowej proweniencji, a jednocześnie (odwrotnie niż na Śląsku czy
na Kaszubach) starają się odciąć od wszystkiego, co się z gwarą kojarzy. W sytuacjach bardziej
oficjalnych próbują stylizować swoje wypowiedzi na język literacki, co jednak nie zawsze osiąga
zamierzony efekt, albowiem nie zdołali oni w wystarczającym stopniu przyswoić sobie poszczegól¬
nych reguł tego systemu. Ich wypowiedzi obfitują w związku z tym w sformułowania mimowolnie
komiczne, sztucznie patetyczne, niedorzeczne oraz przesadnie zawiłe (a przy okazji często niepo¬
prawne) w swej konstrukcji.
Za podstawowy czynnik sprzyjający utrzymywaniu się cech gwarowych w polszczyźnie bada¬
nej populacji uznać trzeba właściwe jej warunki życia. Zarówno w pracy, jak i poza nią ludzie
ci przebywali wszak we własnym, wyizolowanym od innych i szczelnie zamkniętym środowisku.
W godzinach aktywności zarobkowej łączyła ich, a zarazem odgradzała od innych grup społecznych,
przestrzeń hali fabrycznej, w porze czasu wolnego - przestrzeń wspólnego osiedla, stancji, domu
familijnego, korytarza. Jeśli oddawali się jakiejś rozrywce, to też we własnym gronie. Z literaturą
i prasą mieli do czynienia z rzadka (o ile w ogóle), jedynym medium zdolnym oddziaływać eduka¬
cyjnie i normotwórczo na ich sposób porozumiewania się było więc radio, a później także telewizja.
W przypadku młodszych pokoleń łodzian wywodzących się z rodzin robotniczych sytuacja
przedstawia się nieco inaczej. Z reguły są to już bowiem osoby lepiej wykształcone, a często także
wykonujące pozafabryczne profesje. Ich język wolny jest zatem na ogół od naleciałości gwarowych,
przybliża się znacząco do wzorca literackiego. Warto przy tym odnotować, iż w regionie łódzkim
nie występuje praktycznie zjawisko dwujęzyczności. Wynika to z tego, iż - jak już wspomniałam
- wiejskie pochodzenie oraz wszelkie jego przejawy są tu oceniane negatywnie, uznawane za spo¬
łecznie i towarzysko kompromitujące, wstydliwe. Dlatego też po opanowaniu języka „miastowego"
tutejsi mieszkańcy odchodzą całkowicie od posługiwania się gwarą (co najwyżej rezerwują użycie
pewnych jej formuł i wyrażeń na okazje ściśle prywatne, by uniknąć skarg czy szyderstw najbliż¬
szych, że próbują „robić z siebie panów").
Podsumowując dotychczasowe uwagi stwierdzić należy, że książka Kamińskiej to pozycja na¬
der interesująca oraz odznaczająca się wieloma walorami. Jednym z nich jest to, iż przedmiotem
172
RECENZJE
badawczego zainteresowania i namysłu jest w niej język „żywy", autentyczna, chwytana „na gorąco"
mowa łódzkiej ulicy. Daje to czytelnikowi możliwość nadzwyczaj bliskiego, nieomal fizycznego
kontaktu z ginącym bezpowrotnie światem Łodzi fabrycznej, pozwala odczuć jego specyfikę i nie¬
powtarzalny koloryt. Dużą zaletą pracy jest także jej syntetyczny charakter. Dzięki zebraniu w jedną
zwartą całość artykułów autorki - rozproszonych po różnych, dziś trudno dostępnych czasopismach
i monografiach - powstała obszerna i wielobarwna panorama życia codziennego mieszkańców Ło¬
dzi. W przytaczanych obficie wypowiedziach informatorów wyrazisty refleks znalazły rozmaite
szczegóły ich powszedniej egzystencji, związane z obyczajowością, typem religijności, świato¬
poglądem, wrażliwością moralną, stosunkiem do innych wyznań i narodów, życiem rodzinnym, przy¬
jacielskim i zawodowym. Z tego też powodu książka ta stanowi znakomite źródło wiedzy nie tylko
dla językoznawców, ale i dla przedstawicieli innych dziedzin humanistycznych: historyków kultury,
etnografów oraz etnologów, zainteresowanych problematyką miejską, a zwłaszcza dziejami oraz
obliczem społeczno-kulturowym Łodzi.
Pewną trudność, jakiej może nastręczać nie-filologom lektura tej pozycji, stwarza posługiwanie
się przez autorkę alfabetem fonetycznym dla transkrypcji tekstów ciągłych, jak również używanie
przez nią specjalistycznych określeń z zakresu gramatyki opisowej i historycznej. Tego rodzaju prze¬
szkody są jednak rzeczą zrozumiałą - wszak każda dyscyplina naukowa dysponuje własnym, trudno
czytelnym dla „niewtajemniczonych" w jej arkana językiem opisu i interpretacji.
Nieco nużące dla odbiorcy może być także powtarzanie w kolejnych artykułach niektórych cyta¬
tów, materiałów z ekspedycji terenowych, podstawowych informacji faktograficznych, danych biblio¬
graficznych, stwierdzeń naukowych itp. Przy przedrukach publikacji, tworzonych w różnych latach
i dla różnych celów, ciężko jednak (bez głębokiej ingerencji w ich strukturę) tego uniknąć.
Na zakończenie tego krótkiego omówienia wypada jeszcze raz podkreślić wysoką wartość po¬
znawczą i intelektualną recenzowanej pracy: jej ogromną wszechstronność, gruntowne osadzenie
w empirii i pełen profesjonalizm.
Aleksandra Rzepkowska
Krzysztof Gładkowski, Kanzel/ambona. Protestancka wspólnota lokalna na Górnym
Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Olsztyn 2008, ss. 386
Śląsku,
Książka jest obszernym podsumowaniem kilkuletnich, systematycznych badań etnohistorycznych
przeprowadzonych przez autora w górnośląskiej miejscowości Rozumice. Badaniami objęto również,
aczkolwiek w znacznie mniejszym stopniu, Ściborzyce Wielkie i okoliczne wioski, znajdujące się
na terenach ziemi opawskiej, karniowskiej i głubczyckiej (południowe pogranicze Górnego Śląska).
Tereny te zamieszkałe były w różnych okresach przez ludność protestancką (w 1524 roku margrabia
Jerzy Hohenzollern wprowadził protestantyzm w księstwie karniowskim), niewiele jednak było o niej
dotychczas wiadomo. Wyznawcy protestantyzmu obecni są nadal na tych ziemiach, ich liczba zmniej¬
szyła się jednak znacznie na skutek powojennych, przymusowych wyjazdów ludności niemieckiej.
Praca oparta jest na solidnych podstawach. Powołując się na różnego rodzaju źródła przechowy¬
wane w archiwach polskich, czeskich, niemieckich, austriackich i amerykańskich, na unikatowe
rękopisy znajdujące się w zbiorach prywatnych oraz publikacje historyczne, K. Gładkowski odtworzył
i szczegółowo opisał dzieje protestanckiej społeczności Rozumic. Poszczególne materiały zostały
poddane wnikliwej analizie, stały się przedmiotem polemik i porównań.
Sięgnięcie do źródeł informujących o różnych miejscowościach badanego pogranicza oraz od¬
wołanie się do szerokiego kontekstu historyczno-politycznego pozwoliło autorowi na ukazanie
wyjątkowego miejsca i znaczenia Rozumic, w których najdłużej zachowały się najstarsze górno¬
śląskie tradycje ewangelickie. Mieszkańcy tej miejscowości wytrwali w swej wierze, nie poddając
się procesowi rekatolizacji prowadzonemu w monarchii habsburskiej W Rozumicach istniała naj¬
silniejsza społeczność ewangelicka, wspierająca „powstanie i rozwój wielu ewangelickich gmin
RECENZJE
173
powiatu głubczyckiego i miejscowości położonych w dzisiejszej Republice Czeskiej" (s. 185). „Rozumiczanie pozostali przy wierze ojców i są symbolem trwania wiejskiej wspólnoty luterańskiej na
Górnym Śląsku do 1946 r." (s. 322).
Praca K. Gładkowskiego jest efektem interesującego połączenia różnych propozycji badawczych.
Autor czerpie inspiracje m.in. z dorobku antropologii interpretatywnej, mikrohistorii, hermeneutyki,
teorii transformacji, fenomenologii, prac z zakresu wielokulturowości, pogranicza kulturowego, kul
tury symbolicznej, społeczności lokalnych, pamięci, historii codzienności. Wskazuje zarazem na
pilną potrzebę „udokumentowania i zachowania dla potomnych ginących pozostałości i lokalnych
odmian kultur etnicznych w Polsce [...]" (s. 39). Recenzowana praca znakomicie spełnia tę rolę.
Postawione przez autora pytania dotyczą m.in. przyczyn „przywiązania [ludności protestanc
kiej] do [...] innej niż dominujące wyznanie rzymskokatolickie wspólnoty wyznaniowej" oraz prze¬
trwania wiejskiej parafii luterańskiej, „mimo usilnych prób pozyskania jej dla wspólnoty Kościoła
rzymskokatolickiego w czasach [...] monarchii habsburskiej" (s. 16).
Powołując się na źródła historyczne autor dowodzi, że przetrwanie luteranizmu w badanej przez
niego części Górnego Śląska „[...] było możliwe za sprawą oparcia w protestanckich władcach oraz
intensywnej działalności pietystów, która wspierała istniejącą już religijną i historyczną świado¬
mość grupową tych luterańskich społeczności pogranicza" (s. 319). Wskazuje również na sukcesy
ruchów prereformatorskich, podzielając przekonanie badaczy, którzy uważają, że tym właśnie ru¬
chom i ich duchowi „śląski protestantyzm zawdzięcza swoją specyfikę" (s. 131), że „przygotowały
[one] górnośląskie społeczności na reformację" (s. 147). W książce zamieszczono obszerne infor¬
macje o ruchach uznanych za prereformatorskie, ich rozprzestrzenianiu się w księstwie karniowskim, stanowiącym górnośląskie centrum reformacji, oraz na innych obszarach Europy.
Sięgając do czasów, których nie obejmuje pamięć współczesnych nam osób jesteśmy zawsze
ograniczeni zawartością źródeł zastanych i zakresem podanych w nich informacji. Nie mamy możli¬
wości uzupełnienia ich o badania terenowe, które pozwalają spojrzeć na interesujące nas zjawiska
z perspektywy ich uczestników, np. osób, które dokonały wyboru określonej religii i wytrwały
w niej mimo różnego rodzaju trudności. Ograniczenia te dotyczą również książki K. Gładkowskiego,
pozostawiając niezawinione przez niego poczucie niedosytu informacji.
W recenzowanej pracy prezentowane są natomiast wyniki badań terenowych przeprowadzonych
przez autora wśród byłych mieszkańców Rozumic, którzy po I I wojnie światowej wyjechali do Nie¬
miec oraz ich potomków w pierwszym pokoleniu. Na s. 43 znajdujemy informację o 25 wywiadach
zrealizowanych w Westfalii, nie wiadomo jednak ile osób spoza tej grupy, mieszkających na innych
obszarach Niemiec, uczestniczyło poza tym w badaniach.
Zgromadzone materiały ukazują dramatyczne losy członków badanej zbiorowości, ich stosunek
do rodzinnej miejscowości (określanej jako Heimat), pozwalają też na charakterystykę więzi łączą¬
cych ich z obecnymi mieszkańcami Rozumic.
Autor informuje, że analizując zgromadzone przez siebie materiały terenowe, „korzystał z na¬
rzędzi badawczych wypracowanych przez metodę biograficzną" (s. 34). O tym, jakiego rodzaju były
to narzędzia dowiadujemy się dopiero w końcowej części książki (s. 261). Jest tam mowa o wywia¬
dzie narracyjnym, wywiadzie wspomnieniowym oraz otwartym wywiadzie pogłębionym.
Wspomniane tu techniki badawcze nie posłużyły zapewne autorowi jedynie do analizy wyników
badań terenowych, lecz były również (a może przede wszystkim) pomocne na etapie gromadzenia
materiałów. Byłabym ciekawa opinii badacza o przydatności zastosowania tych technik w etnogra¬
ficznych badaniach terenowych oraz opinii o użyteczności zgromadzonych przy ich pomocy mate¬
riałów. Refleksji na ten temat nie znalazłam w recenzowanej książce.
Z dużą znajomością rzeczy K. Gładkowski ukazał proces kontrreformacji, prześladowań reli¬
gijnych, prób rekatolizacji badanych obszarów, wykorzystywania religii do celów politycznych.
Zamieścił też informacje świadczące o obronie wiary ewangelickiej i silnym oporze przeciwko
rekatolizacji. Służyło temu m.in. potajemne zatrudnianie teologów protestanckich, udawanie się na
nabożeństwa do sąsiednich księstw, jawne opowiadanie się za protestantyzmem przez właścicieli
ziemskich. Ogromne znaczenie miała także solidarność protestantów mieszkających na terenach mo¬
narchii habsburskiej. Znakomicie przedstawione zostały relacje między katolikami i protestantami,
174
RECENZJE
konflikty o świątynie i przynależne do nich majątki, o możliwość sprawowania nabożeństw, wygła¬
szania kazań. Spory niejednokrotnie kończyły się procesami sądowymi. Chociaż autor podaje wiele
przykładów konfliktów między wyznawcami katolicyzmu i religii protestanckiej oraz wspomnia¬
nych procesów, formułuje wniosek, że „codzienne życie miejscowej ludności nie znało silnych anta¬
gonizmów narodowościowo-wyznaniowych" (s. 178). Pisze również, że „nawet w okresie najwięk¬
szego kryzysu, jakim była rekatolizacja, [w Rozumicach] nie dochodziło [... ] do napięć i konfliktów
między odmiennymi konfesyjnie mieszkańcami. Konflikt istniał jedynie między władzą reprezento¬
waną przez kontrreformacyjną misję jezuicką a lokalnymi społecznościami" (s. 320). Byłabym
ostrożniejsza w formułowaniu tego rodzaju twierdzeń. Być może istotnie mieszkańcy Rozumic byli
wolni od konfliktów na tle religijnym, może być jednak również i tak, że w źródłach nie odnotowa¬
no informacji na ten temat (poza wspomnianym konfliktem między misją jezuicką i lokalnymi spo¬
łecznościami). A może wzmianki o tym nie zachowały się do dziś? Nasuwa się też pytanie, czy
rzeczywiście misja jezuicka nie miała żadnych zwolenników w Rozumicach i okolicznych miejsco¬
wościach? Być może i w tym przypadku należałoby stwierdzić, że źródła o tym nie informują.
Niezwykle ciekawe, obfitujące w szczegółowe informacje, są fragmenty książki poświęcone
historii lokalnych kościołów protestanckich znajdujących się na badanych terenach. Były one sym¬
bolem i świadectwem wiary, pełniły funkcje więziotwórcze, miały też wpływ na kształtowanie toż¬
samości religijnej wiernych.
Powołując się na przypadek Rozumic, autor formułuje tezę, iż „w społecznościach lokalnych
religia jest czynnikiem integrującym" (s. 320). Spostrzeżenie to nie jest niczym nowym. Można jedy¬
nie mówić o potwierdzeniu - na podstawie przeprowadzonych badań - dobrze znanego faktu, jakim
jest integrująca funkcja religii. Trzeba jednak również pamiętać, że różnice konfesyjne są nierzadko
źródłem podziałów społeczno-kulturowych i politycznych, religia pełni więc nie tylko funkcję integra¬
cyjną. Częste są również podziały wewnątrz zbiorowości złożonych z osób tego samego wyznania.
Przykładem mogą być katolicy mieszkający na terenach dawnego Związku Radzieckiego. Identyfi¬
kacja z określoną grupą etniczną lub narodową bardzo często okazuje się tu silniejsza od przynależ¬
ności do tej samej wspólnoty wyznaniowej i jest przyczyną konfliktów między wiernymi.
Prezentując wyniki własnych badań, autor polemizuje z poglądem, zgodnie z którym znaczne
zróżnicowanie etno-polityczne pograniczy „powinno rodzić szczególnie silne antagonizmy" (s. 18),
nie podaje jednak nazwisk zwolenników tego poglądu (spośród polskich naukowców na kwestię tę
zwracali uwagę m.in.: Ryszard Kantor, Zbigniew Kurcz, Andrzej Sadowski, Tadeusz Popławski
i Cezary Żołędowski). Słuszne jest natomiast spostrzeżenie, że badacze rzadko podejmują próby
analizy różnic jako „bogactwa form życia kulturowego", koncentrując się z reguły na napięciach
i konfliktach występujących na pograniczach kulturowych (s. 18-19).
Za ogromnie ważne uważam wskazanie na wieloetniczny charakter badanych społeczności. Sciborzyce Wielkie np. były zamieszkałe przez ludność niemieckojęzyczną, morawską i polską. „Posługi¬
wano się trzema językami: niemieckim (dialekt frankoński), czeskim (dialekt morawski), polskim
(dialekt śląski)" (s. 176). W recenzowanej książce - zgodnie z założeniami przyjętymi przez autora
i nakreślonymi przez niego celami - znajdujemy przede wszystkim informacje o społeczności nie¬
mieckojęzycznej. Dla pełniejszego obrazu badanego pogranicza należałoby jednak, moim zdaniem,
podać podstawowe dane na temat grupy morawskiej i polskiej, a także poświęcić nieco miejsca
relacjom między osobami reprezentującymi poszczególne grupy językowe.
Autor twierdzi, że na badanych terenach „różnice językowe nie pokrywały się [... ] z poczuciem
etnicznej tożsamości" (s. 203, przyp. 104). Czy znaczy to, że mieszkali tu np. polskojęzyczni lub
morawskojęzyczni Niemcy albo morawskojęzyczni Polacy? Jakie były relacje między językiem
i religią jako wyznacznikami tożsamości etnicznej, narodowej i kulturowej poszczególnych grup?
Który z tych wyznaczników miał większe znaczenie dla ich członków? O którym można powie¬
dzieć, że stanowił wartość rdzenną?
Autor twierdzi, że „kwestia tożsamości narodowej morawskojęzycznej ludności Sciborzyc Wiel¬
kich" przedstawia się niejednoznacznie (s. 322). Zagadnieniu temu nie poświęca jednak większej
uwagi. Wspomina jedynie, że ludność ta „z jednej strony nie akceptowała zmian politycznych
w momencie powstawania Czechosłowacji [...] a z drugiej nie opowiedziała się z [sic!] niemieckością
po zakończeniu I I wojny światowej, chociaż potem w większości wyemigrowała do RFN" (tamże).
RECENZJE
175
„Nie do utrzymania - zdaniem K. Gładkowskiego - jest teza o dwujęzyczności wiejskich społecz
ności ewangelickich obszaru górnośląskiego. Obok języka polskiego (śląski dialekt) i niemieckiego
(dialekty śląskie proweniencji niemieckiej) [...] [zachował] się tu bowiem dialekt morawski" (s. 319).
Krzysztof Gładkowski podważa tezę sformułowaną przez Władysława Michejdę, mówiącą
o tym, że „ludność ewangelicka na Sląsku była jednolita pod względem wyznaniowym (wszystkie
zbory były luterskie)" (s. 202). Michejda twierdzi również, że w X V I - X V I I wieku ludność Sląska
była „zupełnie polska" (tamże). Z badań przeprowadzonych przez K. Gładkowskiego wynika, że
„ewangelicka społeczność Rozumic była niemiecka, podobnie jak sąsiednie Tfebom i Sudice (dziś
w Republice Czeskiej) bądź Pilszcz (katolicki), czy inne miejscowości powiatu głubczyckiego, jak
Mokre czy Pomorzowice" (tamże). W przypadku Rozumic i Sciborzyc Wielkich nie ma też - zda¬
niem K. Gładkowskiego - uzasadnienia twierdzenie, że „rekatolizacja na Górnym Sląsku napotkała
na «znacznie słabszy opór»" (tamże).
Podważona została również teza o wyłącznej katolickości Górnego Sląska. Przeczy temu obecność
na tych terenach społeczności protestanckich „o etnicznej proweniencji morawskiej i niemieckiej,
zjednoczon[ych] w jednym zborze ewangelickim, który od X V I I I stulecia był podstawą oddolnego
renesansu luteranizmu i dalszego rozwoju społeczności protestanckich na ziemiach: głubczyckiej,
karniowskiej i opawskiej" (s. 319).
Jeden z podrozdziałów książki nosi tytuł „Rozumice we wspomnieniach dawnych mieszkań¬
ców" (s. 285-316). Zamieszczone w nim fragmenty wspomnień kilku osób dotyczą pojedynczych
wydarzeń z ich życia, osobistych przeżyć i doświadczeń, związanych np. z obchodami Bożego Na¬
rodzenia i Wielkiej Nocy, religijnością, życiem rodzinnym, zwyczajami dorocznymi. W niektórych
z nich jest mowa o historii wsi, jak też o spotkaniu z nią po latach rozłąki. Nie wiem, czym kierował
się autor wybierając te, a nie inne wspomnienia do publikacji. Nie wiem też jak wyglądało prowa¬
dzenie badań. Czy rozmówcy sami decydowali czego ma dotyczyć narracja, czy też badacz informo¬
wał ich o tym, co jest dla niego szczególnie ważne, na jaki temat chciałby rozmawiać, zadawał
szczegółowe pytania (jeśli tak - czego one dotyczyły?).
Wiele mówiące są fragmenty pracy poświęcone konfrontacji wspomnień dawnych mieszkańców
Rozumic z obecną rzeczywistością tej miejscowości, informujące o poszukiwaniu śladów przeszło¬
ści, śledzeniu i ocenianiu zmian. Wypowiedzi na ten temat przypominają mi wspomnienia osób
zmuszonych do opuszczenia byłych Kresów Wschodnich I I Rzeczypospolitej po I I wojnie światowej.
Osoby te, powracając na krótko, często po kilkudziesięciu latach nieobecności, do miejsc swego
dzieciństwa, szukając śladów minionego świata, przeżywały - podobnie jak rozumiczanie - ogromne
rozczarowanie i żal, odkrywając, że świat ten przestał istnieć.
W pracy omówione zostały wybrane publikacje etnograficzne dotyczące Górnego Sląska, wydane
przed rokiem 1945, oraz prace na ten temat, które ukazały się po I I wojnie światowej na terenie
Niemiec Zachodnich. Przedstawiono ponadto ważniejsze rozprawy historyczne poświęcone temu
obszarowi. Autor zdaje sobie doskonale sprawę z uwarunkowań politycznych i ich wpływu na moż¬
liwości prowadzenia badań etnologicznych na Sląsku po I I wojnie światowej oraz ze znaczenia
zmian, jakie nastąpiły w Europie Srodkowo-Wschodniej po roku 1989 dla badań naukowych. Umoż¬
liwiły one przede wszystkim podejmowanie tematów, które wcześniej stanowiły tabu.
Nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, że „Sląsk [...] uważany jest [przez kogo? - I.K.] za region
mało zbadany i rażąco zaniedbany przez współczesnej [sic!] etnografów" (s. 51). Różne dziedziny
śląskiej kultury, również problematyka tożsamości mieszkańców Sląska, są od dawna badane m.in.
przez Irenę Bukowską-Floreńską, Halinę Rusek, Daniela Kadłubca, Halinę i Mariana Gerlichów,
Eugeniusza Kłoska, Grzegorza Odoja, Renatę Hołdę, Teresę Smolińską, Dorotę Simonides, ks. Józefa
Budnioka i in., nie można więc mówić o „rażących zaniedbaniach".
Na s. 317 czytamy, że „antropologia potrzebuje nowego otwarcia na doświadczenie religijne
człowieka". Chciałabym zauważyć, że w polskiej etnologii/antropologii kulturowej, podobnie jak
na Zachodzie, nurt badań związanych z doświadczeniem religijnym obecny jest już od wielu lat
(przykładem są prace Huberta Czachowskiego, Ingi Kuźmy i Magdaleny Zowczak).
Autor pisze, że „religia posiada szczególnie narracyjny charakter, a przekaz ustny jest narzę¬
dziem przekazu religijnego" (s. 27). Należałoby, moim zdaniem, dodać, że Kościół w coraz większym
stopniu korzysta również z możliwości ewangelizacji za pośrednictwem różnego typu publikacji,
176
RECENZJE
muzyki, filmów, sztuk teatralnych, gier o tematyce religijnej, a także z Internetu, przekaz ustny jest
więc jedynie jednym z wielu form przekazu religijnego.
Krzysztof Gładkowski uważa, że religia „jest niezbywalnym elementem człowieczeństwa", sta
nowi jego fundament (s. 38). Czy należy przyjąć, że ludzie niewierzący, nie mający związków
z religią, są tego człowieczeństwa pozbawieni? Z takim sposobem myślenia trudno mi się zgodzić.
Obszerna errata świadczy o niezbyt starannym przygotowaniu książki do druku. W pracy można
również znaleźć błędy nieuwzględnione w erracie. Na s. 93 brak np. imienia Eggana (autora pracy
opublikowanej w 1962 roku). Na s. 120 nie podano roku wydania pracy Fiebiga, cytowanego przez
Gottfrieda M . Kremsera. Dość częste są ponadto błędy polegające na braku lub przestawieniu nie¬
których liter, użyciu niewłaściwej końcówki itp.
W książce przeznaczonej dla czytelnika polskojęzycznego zbędne są, moim zdaniem, długie, cza¬
sem nawet kilkustronicowe, cytaty w języku niemieckim, zaczerpnięte z różnych źródeł, umieszczone
przez autora w tekście lub w przypisach. Nie wiadomo przy tym dlaczego część cytowanych materia¬
łów została przetłumaczona na język polski, część natomiast, nierzadko mającą podobny charakter,
pozostawiono w wersji oryginalnej.
Większość wskazanych tu niedociągnięć wynika prawdopodobnie z pośpiechu w redagowaniu tek¬
stu i niezbyt uważnej korekty. Nie zmienia to faktu, że badania przeprowadzone przez K. Gładkowskiego w znaczący sposób uzupełniają wiedzę o protestanckich społecznościach Górnego Śląska,
procesie reformacji, kontrreformacji i rekatolizacji tych terenów, ukazują wyjątkowość badanych
społeczności (przede wszystkim Rozumic) i wyjaśniają - na ile to możliwe na podstawie dostępnych
autorowi źródeł - przyczyny przetrwania wspólnot protestanckich, tworzących wyspy w morzu kato
licyzmu. Pozwalają one także na podjęcie polemiki z wieloma obowiązującymi dotychczas w litera
turze twierdzeniami, choćby o katolickim charakterze Górnego Śląska. Ukazują ponadto wewnętrzne
zróżnicowanie badanych społeczności pod względem etnicznym, językowym, społecznym.
W książce znajdziemy obszerną (choć niepełną) bibliografię, odniesienia do wielu nieznanych
szerzej źródeł niepublikowanych, jak też do rozmaitych koncepcji badawczych, z których autor czer¬
pał inspiracje.
Byłoby dobrze, gdyby recenzowana praca (po starannych poprawkach) została przetłumaczona
w całości lub z niewielkimi skrótami na język niemiecki i angielski. Zamieszczone w niej streszczenia
niewiele dadzą czytelnikowi nie znającemu polskiego; szczególnie ubogie jest streszczenie angielsko¬
języczne, nieco bogatsze w informacje - streszczenie w języku niemieckim.
Jestem pewna, że książka zainteresowałaby środowiska protestanckie w różnych krajach świata,
jak też naukowców badających relacje między protestantyzmem i katolicyzmem, stosunki polsko¬
-niemieckie w różnych okresach, losy przymusowych emigrantów. Zamieszczone tu wspomnienia,
narracje, fragmenty biografii mogą służyć nie tylko do badań dziejów społeczności protestanckich
Górnego Śląska, lecz są również cennym materiałem porównawczym.
Iwona Kabzińska
Ryc. l . Mapa Europy (Borsszem Janko, l877)
