0d69359bcc3a1ebbffae6f695250aaa8.pdf
Media
Part of Kilka uwag na marginesie... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1
- extracted text
-
Kilka uwag na marginesie...
Krzysztof Kubiak
W maju 1993 zorganizowaliśmy z Terencem Wrightem tydzień
etnograficznychfilmówbrytyjskich. Po raz pierwszy w Polsce pokazali
śmy tak dużą różnorodność szkół, podejść metodologicznych i okresów
historycznych w filmie etnograficznym. Udało się dokonać projekcji
kilkudziesięciu filmów. Tekst Terence'a Wrighta publikowany poniżej
był wypowiedzią zamykającą nasz przegląd. Zorganizowaliśmy go, aby
pokazać to, co było dotychczas nieznane; zwłaszcza że obecny czas
sprzyja antropologii wizualnej, a coraz więcej osób deklaruje zaintere
sowanie filmem etnograficznym.
Wielka Brytania jest krajem gdzie istnieje „rynek" tego rodzaju
filmów, a co za tym idzie mają one swą klientelę. Telewizja pokazuje
cykle filmów etnograficznych.
W tej chwili w Polsce nie odbywa się żaden cykliczny festiwal filmów
etnograficznych, podczas gdy np. we Francji mamy kilkadziesiąt
przeglądów i festiwali tego rodzaju rocznie. W praktyce osoby chcące
obejrzeć antropologiczny, bądź „antropologizujący" film dokumental
ny muszą zdać się na telewizję, gdzie, tego rodzaju programy pojawiają
się sporadycznie. Nie daje to możliwości usystematyzowania gatunku
choćby dla własnych potrzeb. To, co pokazaliśmy podczas naszego
przeglądu było bardzo różnorodne; dobre ale i złe, przykuwające uwagę
i, dla wielu, nudne, muzyczne i mówione, obiektywne i subiektywne,
surowe i starannie zakomponowane...
Etnografia i antropologia jeśli mają mieć sens muszą służyć toleran
cji, budując ją również wśród nas samych - badaczy. Tak samo jak
antropolog odkrywa, że „oni" - tubylcy mają dusze, tak też etnograf
robiący filmy potrzebuje otwarcia się na inne, niż nasza własna, tradycje
dokumentu filmowego. Przykładem tego „innego" był choćby telewi
zyjnyfilmThe Kawelka: Ongka 's Big Moka pokazujący Papuasa Ongkę
wydreptującego i wykłócającego się ze współplemieńcami o zor
ganizowanie monstrualnej uczty zwanej Wielką Moką. Jest to opowieść
snuta od strony Ongki - wodza, a zarazem, organizatora uroczystości
będącej darem dla innych plemion. Film jest spokojny. Jego problem to
sprostanie honorowej powinności, którą jednak można odwlekać w cza
sie na wiele, wiele lat. Film oddaje atmosferę mozołu, mordęgi
w dreptaczym trudzie Ongki, by uzyskać kontrybucję wszystkich na
rzecz uroczystości. Udaje się. Moka może się odbyć. Czujemy się tak
jakby był to również nasz sukces. I wtedy, po blisko 2. godzinach filmu
ukazują się napisy mówiące, że Moka odbyła się. I k o n i e c . Film
pokazuje Papuasa przezwyciężającego trudności i kłopoty jako zwyk
łego człowieka, bliskiego nam wszystkim. Pod względem oglądalności
był to największy sukces serii „Dis-appearing World" z Granada
Television. Kolejnym „innym" był piękny, głęboko humanistyczny
film Two girls go hunting, zrealizowany w Etiopii. Autorka (Lydall)
prawdziwie i wiarygodnie ukazuje przygotowania do małżeństwa
widziane z perspektywy kobiety. Opowiadają o tym - młoda dziew
czyna, chłopiec i starsza kobieta. Każde z nich przedstawia swój obraz
małżeństwa; obawy, zalety, samotność każdego w podejmowaniu
decyzji o założeniu rodziny. Widzimy, że to są l u d z i e , tacy jak my
i zaczynamy wstydzić się naszych, stereotypowych wyobrażeń o Mu
rzynach.
Aby zobaczyć człowieka w innym należy, opisując jego kulturę,
próbować ją zrozumieć. Znaczy to spróbować wykroczyć poza swoje
własne, kulturowe ograniczenia. Odkryciem antropologiii wizualnej,
dokonanym w wiele lat po udźwiękowieniu pierwszych filmów, było
spostrzeżenie, że „oni" też mówią i co więcej mają coś do powiedzenia.
Słowem przedstawiając inną, niż nasza, kulturę możemy zrezygnować
z głosu narratora („colonial voice"), będącego wyniosłym i obojętnym
objaśniaczem, na rzecz ich własnego głosu i języka. Daje się im
wówczas prawo do wypowiadania poglądów na temat ich własnego
życia, językiem ich własnych słów, pojęć, idiomów. Może to wzbogacić
i nasze rozumienie świata. Ta rezygnacja z filtru kulturowego, będącego
przecież w każdym antropologu, sygnalizowana jest choćby w tytułach
filmów, takich jak The Kawelka: Onga's Big Moka czy Dor, Low is
better. Jest to zabieg znany w reportażu, polegający na tym, że
umieszcza się w tytule i tekście oryginalne wyrażenia. Podkreśla to
egzotykę sytuacji i opisuje pozycję narratora, który pochodząc z nasze
go świata przybliża nam nieznaną i nieosiągalną dla nas strefę.
W reportażu, zwykle potem, następuje ostry, zewnętrzny język opisu.
50
Zaś w wielu pokazanych przez nas filmach opis nie jest ostry
i spuentowany, jak często bywa w reportażu. Ukazywanie niespieszności rytmu życia poprzez tempo filmu jest zabiegiem ryzykownym
i wymaga od widza, zarówno treningu w takiej tradycji, jak i - przede
wszystkim - chęci zrozumienia i „wczucia" się w obcą kulturę.
Oglądając zwykłe życie wraz z jego rytmem, jakby kapaniem chwil
czasu, mamy często wrażenie obcowania z czymś prawdziwszym niż
tylko fragmentaryczność artystycznej impresji czy chłodny, naukowy
opis.
Sprzyja temu zestawienie mowy z tym co asemantyczne, jakimś
„ple,ple", mającym służyć, nie tyle, przekazaniu treści, co raczej
podtrzymaniu kontaktu z drugim człowiekiem (np. Raju and his friends
(Banks) Home from the hill (Dineen). Potrzeba dowiedzenia się
„wszystkiego" o obyczajach, systemach pokrewieństwa, budownict
wie, klasyfikacjach i taksonomiach, jest zgodna z naszą tradycją
badawczą zrodzoną z kultury pisma. Zaś nasza tradycja filmowa
pozwalałaby ujrzeć tych samych ludzi w egzotycznym jazgocie rytual
nych tańców i mało jasnych, pogańskich obrzędów. W filmach jakie
pokazaliśmy często nie ma opisu społeczeństwa. Jest za to dialog, dzięki
któremu badacz-filmowiec zaprzyjaźnia się z Osobą(ami). Społeczeń
stwo jest schowane za osobą.
Pokazaliśmy też kino „obiektywne", gdzie obraz oddzielony jest od
dźwięku a głos należący do zachodniego, europejskiego narratora
opowiada i wyjaśnia co „oni" robią i jak żyją (The Trobriand Islanders
- Powell). Taki zabieg nie dziwi nas przy oglądaniu telewizyjnych
newsów, gdzie obraz nie jest ilustracją dźwięku i odwrotnie. I o ile
wydaje się to być dopuszczalne w filmie przyrodniczym, to w naszym
zestawie zabrzmiało to jak obcy dźwięk.
Filmy Granada TV z serii „Disappearing World" bywają różne.
Czasem dyskretny komentarz nie tylko nie razi, ale wydaje się w ogóle
nie istnieć (np. The Kawelka...), czasem nie ma go wcale (The Eskimos of
Pond Inlet Grisby), bywa też zupełnie konwencjonalny jak w filmie
Baka: People of the Rainforest (Agland). Pokazaliśmy też prace
filmujących etnografów - Raju... (Banks), Dor... (Boonzajer), Re
claiming the forest (Henley), uzupełniające i rozwijające ich prace
pisane, oparte na badaniach terenowych. Wspomniana seria „Disapearing World" podaje zawsze dwa nazwiska autorów - reżysera i ant
ropologa, najczęściej autora książki lub cyklu artykułów o prezen
towanej kulturze. Seria ta ma swoją stałą widownię w Wielkiej Brytanii.
Czy w Polskiej TV jest szansa na zaistnienie takiegofilmuetnografi
cznego? Dobrze by było. Niestety duża część telewizyjnej produkcji
inspirowana jest płytkim, powierzchownym rozumieniem etnografii.
Łatwiej doszukać się antropologicznej prawdy w filmach nie mających
etnografii w tytule i deklaracjach ich twórców. Sami zresztą przy
czyniamy się do trwania stereotypowego obrazu etnografa w mediach.
Dla dziennikarzy, również telewizyjnych, etnograf to specjalista od
różnych świąt (wtedy zwykle wzywa się go by wypełnił jakąś część
programu), stroju i tańca ludowego, strzechy, dłubanych łodzi i kanibali
zmu. Nie ma tu miejsca na próbę takiego opisu świata, by służył on jego
zrozumieniu. Jest za to fascynacja innością i egzotyką. Uczucia te legły
jako fundament naszej dyscypliny, lecz od tego czasu dokonała ona
olbrzymiej refleksji, również nad sobą samą. Robiąc więc programy dla
telewizji powinniśmy próbować wyjść poza dziennikarski stereotyp
naszej dyscypliny. Magia i moc telewizji sprawia, że dociera ona do
niewyobrażalnej (w tekście drukowanym) ilości odbiorców. Powinien
to być dla nas argument „Za". Na razie „natura" naszej telewizji nie
daje szans na emisję antropologicznych „dokumentów" o długości
filmu fabularnego (jak niektóre filmy z serii D.W.), ale nie próbowaliś
my wystarczająco wytrwale.
Skoro akcent kultury przesuwa się na jej stronę wizualną (obecność
TV w życiu codziennym, ofensywne plansze reklamowe na ulicach
i drogach, przyrost ilości pism ilustrowanych) etnograf powinien
tworzyć własne filmy i programy TV posługując się językiem filmu
i telewizji. Przy powszechności techniki video może to wkrótce stać się
faktem. Mam nadzieję, że wówczas będziemy musieli znaleźć sposoby
dystrybuowania takiej produkcji, a problemem będzie wykształcenie
widowni chcącej oglądać filmy i programy dające możliwość „ant
ropologicznego" zrozumienia różnorodności świata.
