ab783517f2206f8fb1e35f22eb144af1.pdf
Media
Part of Recenzje / LUD 1993 t.76
- extracted text
-
Lud,
t.
76, 1993
III. RECENZJE
CIIIlCl'pluali:ill!/
slIciely,
pod red. Adama Kupera,
Routledge,
London
1992, ss. 152.
Z kilku powodów kktura książki Conceptualizing society zasługuje na szczególną uwagę. Po
pierwsze, stanowi ona jedn'l z cyklu publikacji zawierających materiały z I Kongresu Europejskiego Stowarzyszenia Antropologów Społecznych (EASA), który odbyl się w 1990 roku na
Uniwersytecie w Coimbrze. Jednym z dyskutowanych tam problemów były antropologiczne
koncepcje społeczeństw pierwotnych. Omawiana książka jest owocem tej dyskusji. Jej redakcji
dokonał Adam Kuper, on też jest autorem obszernego wprowadzenia. Współautorami tomu są:
Frederik Barth, Maurice Bloch, Daniel de Coppet, Philippe Descola, Ulf Hannerz oraz Marylin
Strathern. Wszyscy oni nal6ą do grona najznakomitszych współczesnych antropologów europejskich, co z pewnością również decyduje o znaczeniu Conceptualizing sociery. Nie jest to wszakże
powód ostatni.' Otóż problem, jaki poruszają wspomniani autorzy, stanowi jcdno z fundamcntalnych wyzwań, przed którymi stoi obecnie antropologia. W istocie jest to pytanie o to, co
dyscyplina ta może wiarygodnie ustalić o klasycznym przedmiocie swych badań, czyli o społeczeństwach pierwotnych.
W swym wprowadzeniu Kuper przypomina ogólne założenia pozytywizmu antropologicznego. Zgodnie z nimi antropolog najpierw odkrywał, a póżniej nadawał sens obcemu doświadczeniu. Towarzyszyło temu przekonanie, że działo się to bez utraty jego szczególności, a możliwość
obiektywnego poznania i opisania badanych społeczeństw, ich konceptualizacja, nie była kwestionowana. W efekcie rozwoju podejścia relatywistycznego oraz przełomu postmodernistycznego
paradygmat ten został podważony. Nowc pokolenie antropologów
zanegowało tradycyjny
schemat postępowania naukowego. Zwrócili oni uwagę na istnienie zasadniczych rozbieżności
pomiędzy modelami tworzonymi przez "obscrwatorów" a modelami samych "aktorów". Ich
przyczyn upatrywano w kontekstowośei kultur, uwikłaniu badaczy we własny kontekst kulturowy
oraz niemożności adekwatnego przekładu międzykulturowego. Postmoderniści kwestionują zarówno wartość samych materiałów ctnograficznych, jak dokonywanych w oparciu o nic studiów
porównawczych i ogółnych teorii kultury. Konsekwencją jest negowanie możliwości badania
i poznania "obcych" kulwL
Antropologowie reprczentowani w tym tomie zajmują bardziej konwencjonalne stanowisko.
Ich zdaniem etnografia dostarcza danych, które mogą być w różny sposób porównywane
i analizowane. Umożliwia to podcjmowanie szerszych projektów, które łączą w sobie materiały
etnograficzne ze stanowiskiem teoretycznym. Nie znaczy to jednak, by akceptowali oni paradygmat modernistyczny. Przeciwnie, tym co łączy ich stanowiska jest przekonanie, iż bez rewizji
dotychczasowych ustaleń dotyczących spoleczeństw pierwotnych, ich poznanie i zrozumienie jest
niemoi.liwe. Za szczególnie ważną autorzy ci uważają konieczność odrzucenia przez antropologię
etnocentrycznej perspektywy postrzegania stosunków i struktur społecznych. Ona bowiem stanowi
główne źródło wspomnianej sprzeczności pomiędzy modelami obserwatorów i autorów. Jak wobec
tego konceptualizować odmienne od naszych systemy społeczne i kulturowe?
Daniel de Coppet, nawiązując do propozycji Durkheima i Dumonta, zwraca uwagę na to, że
antropologia winna koncentrować swoją uwagę na zbiorowym, f)onadjcdnostkowym wymiarze
228
życia społecznego.
wspólnie
tylko
W nim bowiem
podzielają.
indywidualistyczna
stkowego
główne
etnologa,
system
jak chcieliby
rzecznicy
wyrażane.
Zachodu
umożliwia
teoretyczne
Jednostka
jawi siC;jako
Jcst
zważa,
struktur,,:.
Wyrażająca
wydzielenie
jest
wówczas
stanowisko
wydzielić
przedstawiana
jako
podejrzanego.
rrancuskiego
tych nie da się.
Wartości
I. działań,
gdyż. w nich właśnic
dla
dancgo
je jednostka
stanowi
całości.
Antropologia,
o ile
pragnie
zachować
zdolność
do
teoretycznych,
winna
porównywać
ze sobą
właśnie
systemy
wartości,
a nic sztucznie
De Coppet
twierdzi,
że tylko
sposobów
konceptualil.Owania
nawiązuje
w swym
elementy
tywa
zbliżyć
ciwych
dla
Do
nas może
wspólnot
relacji
Według
praktyki
społecznej.
do zrozumienia
jcdnostka-społeczełlstwo
stojącą
rozumienia
terminu
"społeczcństwo".
graficznej
dotyczącej
tego obszaru.
tworzone
przez
wyspiarzy.
Teoriom
badaczy
przed
od sposobów
Melanezyjką
traktowane
społecznych.
psychologicznym),
alc -
co podkreśla
tylko w procesie
socjalizacji,
który
badawczą
stawało
CG prawda
-
włączał jednostkę
pełny
wymiar
i tożsamość.
Śmierć
dałej
trwały
nieprzerwanie.
Wcdług
katcgorią
służącą
konceptualizacji
"aktor
społeczny".
lecz sam
jako
i dekompozycji
scnsie,
holistycznc
strukcji
modernizmu.
Philippe
Descola,
dla naszych
tez
relatywizmu
szukiwanie
zasad
Można
odkryć
je
cząstkowym
autorki
wykluczała
j" z tych
ccntralną
ale
jakicgoś
istnicjącego
nim
szerszego,
konieczność
sposób,
stosunków
społecznych
intuicyjnym
charaktcrze.
uważa,
prowadzą
że zadaniem
różnorodności
uniwersalnych
myślenia,
nego.
Mimo
pozornych
różnic
wizje tc, na pewnym
wo. Zdaniem
Descoli,
dotyczy
ono
Uwal.a,
poziomie,
wszystkim
to
dekon-
aktorów
mogły
ich słabości
Pozostając
antropologii
kulturowej
wii'jach
daleko
on
wobec
jcst
po-
rzeczywistości.
społccznych,
wykazuj,!
stanowić
upatruje
sceptycznym
konstrukcji
w ludowych
sposobów
do
i zbli;;.a do postulowanej
źródeł
struktur
zawartych
klucza
że mimo
w tym
do uporządkowanej
analizowania
s<! objawiane
przynajmniej
by modele
i często
które
stosunków
kompOZYCJi
on uniwcrsalnego
postmodernistyczncgo,
Głównych
przede
społeczne
społecznego.
społecznych.
badanie
stosunki
życia
nic sądzi,
osoba
widać jak dalece model też różni
teorii
Descola
ułoŻl:nia
nieustannej
żc nic stanowi
świata
Każda
ów proces
w jaki
poza
ją ze wszystkmi.
ponowncgo
Właśnie
W tej perspektywie
jednak,
że
społecznych.
Melanezyjczyków
społecl.I1ych.
niż Strathern,
sposobów
siC; ku stanowisku.
stosunków
ostatccznc
dla
W takim
z całokształ-
całość (np. w aspekcie
skłaniała
łączących
kulturowych,
poprzez
potcncjalną
i rclacji
pojęciowego
nie
utożsamianc
stosunków
społecznych
własnych
społeczeóstwo
modelem
-- jednostek.
części
zatem
przez samych
ani społeczeństwo.
konceptualizowania
przeciwnie
społccznych
elllo-
się modele
nie jest ani jcdnostka,
ich już łączyć.
widzenie
różniły
świat
podkreśla
dla teorii
sposobu
do litcratury
zmienny
oznacza
sposobów
drogę
w ich niespójności,
cZl;śeią
Strathern.
siC; holistycznym
z części
Strathcrn
Marylin
niezależ.nych
zdaniem
Strathern
może on wskazać
alternatywę
własny,
nie mogą
stanowi
on
w życiu Melanezyjczyków.
tubylczych
że odrzuca
jest
suma
Jej śmierć
osób
się od tradycyjnego.
zrozumienia
Nie
ucieleśnia
gdyż zmarli
i urzcczywistniane
właś-
przyjc;tego
bardzo
stosunków
natomiast
życia spolccznego
czasowa
współpracuje.
żywymi,
z nich
perspek-
społecznego
się ona
w sieć zewn,,:trznych
które
między
modeli
holistyczna
również
jak
antropologia
ona
z którymi
tworzenia
życia
posługiwanie
część stanowiła
autorka
uzyskiwała
jest
wskazuje
się właśnie
każda
cscju
całość złożona
stosunków,
społeczeóstwa,
taka,
odwołuje
Strathern
ono było jako
tem stosunków
traktowana
tylko czc;ść bardziej
zwcryfikowanie
konceptualizowania
zarzuca
kategorią
-
jcst
Na tym przykładzie
modernistycznym
w którym
antropologią
Będąc
ujęciu nadrzc;dną
osoba
są
tworzą
tradycyjnych.
niej, koniccznością
społeczeństwa,
w tcj hierarchii
systemu
wartościowej
wydzielane
że
jedno-
bl,,:dne. Zdaniem
charakterystycznc
uważa,
aspektu
moraInic
zasad,,: życia społcczncgo.
że wartości
danej społeczności
Dc Coppet
coś zcwnc;trzncgo,
to jednak
indywidualistycznej,
De Coppet
uporządkowaną
społecznej.
strukturalną
socjologii
członkowic
życia społeczncgo.
wyimaginowanego.
stanowi
którc
moderator
a "społeczeństwo"
wartości
są wartości,
główny
rzeczywistości
wartości,
czy wrc;cz całkiem
one
ideologia
z całokształtu
źródło
kształtowane
One też stanowią
lecz na
drodze
życia
społecz-
idące podobieńst-
konccptualizowania
relacji
po-
229
mi~dzy społcczeIlstwcm i natur,!. Wnioski swoje, nawiązujące do racjonalistycznego stanowiska
Lćvi-Straussa, sformulował w oparciu o badania prowadzone wśród trzech ludów Amazonii.
Wspólną cechą ich socjologii jest właśnie nasycenie elementami ekologicznymi oraz włączanie
ludzi i zwierząt w jedno pole społeczne. Systemy, które w podobny sposób ujmują relację między
czlowiekiem a środowiskiem, proponuje nazywać animicznymi. Descola uważa, że badania
antropologiczne powinny mieć na celu analityczną rekonstrukcję podobnych zasad kult}Jrowych.
Może stać si~ to podstawą rcgionalnego (np. Amazonia), czy nawet uniwersalnego porównania
oraz tworzenia ogólnych tcorii kultury.
Nacisk na konieczność badania tubylczych sposobów myślenia kładzie również w swym
artykule Maurice Bloch. Uważa on, że tradycyjne monografie terenowe były zawsze obce lub
całkowicie nie7fozumiałc dla czlonków opisywanych społeczeństw. Jego zdaniem działo się tak
dlatego, że antropologowie powszechnie zakładali, że to co informatorzy mówili o społeczeństwie,
było tożsame ze sposobem w jaki je konceptualizowali. Według Blocha tak jednak nie jest.
Podobnie jak konekcjoniści twierdzi on, że modele te nic posiadają logiczno-zdaniowej, lineranej
struktury języka, lecz stanowią wysoce złożone i zintegrowane zespoły znaczell. Nie poddają się
przy tym badaniom wprost. Antropolog może je poznać tylko w efekcie długotrwałego pobytu
wśród badanego ludu, w trakcie którego, dzieląc te same warunki życia, zdoła zinternalizować
wiedz~ leżącą u ich podstaw. Bloch wskazuje na przykład swych badań prowadzonych wśród ludu
Zafimaniry z Madagaskaru i twierdzi, że na sposób w jaki konceptualizują oni rzeczywistość
społeczną składaj,! si~ zintegrowane ze sob,! modele mentalne, dotyczące takich rzeczy jak: "dom",
,.małżeIlstwo", "drzewa i las", "kobiety i mężczyźni" oraz "ludzie". Na przykład uważa on, że
Zafimaniry myślą o dorastaniu społecznym w kategoriach procesu, który dotyczy zarówno ludzi,
jak drzew i domów. W ich sposobie myślenia stosunki społeczne należą bowiem do tego samego
porządku co procesy naturalne, a ludzie powiązani są ze środowiskiem. Bloch twierdzi, że
wychodząc od prostych spostr7.eżeIl dotyczących tego jakie są rzeczy (np. dom lub drzewo), można
stopniowo zrekonstruować podstaw~ tubylczej konceptualizacji stosunków społceznych. Nic da się
tego natomiast osiągnąć na drodze skłaniania informatorów do retrospektywnego racjonalizowania ich działall. Jest to niemożliwe, gdyż wi~kszość wiedzy, zwłaszcza tej dotyczącej życia
praktycznego, zorganizowana jest w sieć modeli mentalnych.
Descola i Bloch w swych pracach odwołują się do przykładów ludów izolowanych
i niewielkich, których członkowie żyją w podobnych warunkach i mają podobne doświadczenia.
Ulf Hannerz uważa, że takie "prototypowe", ograniczone społeczeIlstwa, stanowią we współczesnym świecie ogromm! rzadkość. Zdecydowana większość społeczeństw jest bowiem obecnie
poddana globalnym procesom komunikacji i transmisji międzykulturowej.
Dla antropologii
oznacza to konieczność zmiany przedmiotu badań. Zdaniem autora etnograf, choćby pracował
w najbardziej nawet izolowanych zakątkach świata, staje dziś wobec zadania ukazania wpływu
szerszych, zwykle obcego pochodzenia, struktur na życie społeczne badanych ludów. W sytuacji,
gdy doświadczcnia każdego z nas, tak obserwatorów jak aktorów, dotknięte są globalnym
procesem społecznym, a wartości kulturowe mogą swobodnie zderzać si~ i mieszać ze sobą, nic
można już dłużej mówić o specyficznych regionach kulturowych czy lokalnych strukturach
społecznych. Należy dostrzegać przenikanie wartości, zróżnicowanie postaw będące wynikiem
wielości doświadczeri i kontaktów. Według Hannerza przydatna w tym może być analiza powiązań
sieciowych. Pomaga ona zrozumieć istniejący pluralizm i wielość działań. Pozwala także unikać
uprzywilejowania lokalnych stosunków społecznych wzgl~dem wi~zi o szerszym zasi~gu, przedkładania skali "mikro" nad "makro". Procesom tym sprzyja istnienie krajowych i międzynarodowych stosunków gospodarczych oraz multimedialna komunikacja. Hannerz postuluje więc
odejście od badaIl "społeczeIlstw" na rzecz "sieci społecznych". W takiej perspektywie proces
globalnego przenikania możc być traktowany jako sieć sieci.
W podobnym kierunku zmierzają wnioski Frederika Bartha. Stwierdza on, że tradycyjne
stanowisko antropologii, zakładające podział ludzkości na ograniczone językowo i kulturowo,
230
homogeniczne wspólnoty lokalne, zawsze było fikcją. Zgodnie z nim, mieszkańców jakiegoś
regionu określano terminem "społeczeństwo", a w dokonywanych opisach ich struktur społecznych
stosowano perspektywt; holistyczną. Towarzyszyło temu przekonanie, je ludzie ci uczestniczą
w jednorodnym
procesie kulturowym. Zalożenia te były jednak fałszywe. Zdaniem Bartha
w rzeczywistości jest tak, że "społcczeństwo" jest zawsze otwarte i nieuporz,!dkowane. Nie należy
więc poszukiwać w nim powtarzalności i norm, ani prostych schematów podejmowanych d,.iałań.
Swoistymi "antynormami" s,! bowiem bikulturalizm, sceptycyzm i ci,!gły proces adaptacji do
zmieniającej się sytuacji. Dla udowodnienia swej tezy autor odwołuje się do etnograficznego
przykładu mieszkańców regionu Harat z Afganistanu. Twierdzi on, że w tym przypadku
zastosowanie klasycznego modelu społeczeństwa całkowicic zawodzi. OkaZUje sit; bowiem, że jego
rzekomo niezmienne i stałe parametry, tak ie jak: trwałość instytucji, dzielenie wspólnego sposobu
życia, czy jedność struktur politycznych i religijnych, w ci'!gu ostatnich kilkudziesit;ciu lat
zmienialy się wielokrotnie. Gdyby więc, zgodnie z tradycyjnym schematem, poszukiwać jakieg~ś
uporządkowania stosunków społecznych i ich regularności, to nic bylibyśmy w stanic wytłumaczyć faktu, że - mimo braku tych elementów - mieszkańcy Harat w dalszym ciągu stanowią
wspólnotę. Można to osiągnąć jedynie wówczas, gdy odejdziemy od zintegrowanego, holistycznego
modelu i zaczniemy myśleć o społcczeństwie jako kontekście działaJI, i ich rezullatów. W takiej
perspektywie okaże się, że współdziałaj,!cy ze sobą ludzie mogą, podobnie jak mieszkańcy Hara!.
kierować się różnymi wartościami i ideami. Generuje to ciągły proces przemian istniejącego
systemu, jego nicuporządkowanie
oraz otwarcie. Barth uważa, że trwanie antropologii przy
dotychczasowym, statycznym modelu prowadzić będzie do dalszego mistyfikowania wiedzy i nie
zbliży nas do zrozumienia istoty procesów, którym poddanc są zbiorowości ludzkie. Jeśli naprawdę
chcemy je poznać i opisać, to musimy - według Bartha - widzieć przedmiot naszych badalI jako
dynamiczne, przekształcające się systemy.
Mimo pOZQrnie wielkiej różnorodności zajmowanych stanowisk, autorzy esejów zamieszczonych w omawianej książce, zdają się podzielać wspólne przekonanie. Dotyczy ono konieczności
porzucenia przez antropologię dotychczasowych sposobów konccptualizowania
społeczeństw
pierwotnych. Celem nauki jest konfrontowanie modeli teoretycznych, tworzonych przez współczesną humanistykę, z doświadczeniami i modelami samych badanych. Oznacza to, iż antropolog nie
może już dłużej zajmować uprzywilejowanej pozycji obserwatora. Musi on zrozumieć, że jest
równorzędnym partnerem, jedną ze stron, w toczącym sit; dialogu mit;dzy kullurami. Tylko
wówczas, gdy antropologia zrozumie, żc uczestniczy w procesie, który przebicga w obu kierunkach.
ma ona szansę na zbliżenie sit; do swego nadrzędnego celu, czyli poznania i zrozumienia innych
kultur. Jestem przekonany, że uświadomienie tego faktu stanowi najwit;ksz,! wartość książki
Conceptualizing
society.
WrJjciech Do/wal
Krzysztof J. Brozi,
1992, ss. I ł I.
Ludzie
i kryzvs
cywilizacji.
Szkice
antropologiczne,
Norbertinum,
Lublin
Czy antropolog kultury stawiał sobie ezt;:sto pytania: jak trudno jest zhudować miasto') Jaka
jest kulturotwórcza rola strachu, bólu i cierpienia'? Jakie niebczpieczeństwa może kryć w sobie stan
ciszy i bezruchu') Jakie są psychologiczne przesłanki i nastr;pstwa kryzysu ekonomicznego
i społecznego? Jakie są granice autokreacji człowieka i jego wolności? Jaka jest rola wytworzonych
w historii mitów i stereotypów dla współczesnych pokoleń ludzi? Jakie pożytki i niebezpieczeństwa
kryje w sobie nacjonalizm? Jakie s,! społeczne i kulturowe granice władzy')
Wielu z tych pytań nie stawiano wcale, inne stawiane były nic w tej formie, jeszcze inne
przyciągały uwagt;: antropologów jedynie marginalnie. Człowiek w ogóle, ułomny, slaby i zagu-
231
biony w świecie, rozpaczliwie poszukuj,!cy w nim swojego mIejsca i samookreślenia, był raczej
przedmiotem reJleksji i tworem filozofów. Antropologowie w swoim podejściu do człowieka
przyjmowali na ogól postaw,; bardziej konstruktywną
- człowiek jako organizm biologiczny
wyposażony w pewne wrodzone predyspozycje psychiczne, które kultura wyzwala lub hamuje, lub
które kształtuje, w toku swojej teoretycwej i praktycznej działalności przekształca środowisko,
w którym żyje, zmierzając ku formom coraz lepszym i doskonalszym.
Wyzwala się przez to
w znacznym stopniu z ograniczeli jakie narzuca mu świat zewnętrzny, przede wszystkim
przyrodniczy.
Dopiero dramatyczne wydarzenia ostatnich dziesięcioleci uzmysłowily ludziom, w tym także
antropologom, że post';p kultury nic jest ani konieczny, ani ciągly, że regresy i upadki były
udziałem nic tyłko społeczelistw dawnych, lecz z równą siłą dochodzą do głosu we współczesnym
wysoko rozwini,;tym świecie. Wraz z rozwojem historii i postępem wiedzy rosną wątpliwości,
człowiek dawniej dufny w siebie i w swoje możliwości, musi uznać teraz granice swojej wiedzy
i wolności, a ludzie najbardziej odpowiedzialni za losy świata (politycy, władcy, uczeni) muszą teraz
dobrze si« zastanowić nad swoim każdym krokiem, by nie był on ostatni (s. 7).
Ostatnie zdanie pochod/j ze wst«pu do omawianej tu książki Krzysztofa J. Broziego Ludzie
i kry:ys cywilizacji.
]cst to pierwsza b:Jdajże w Polsce próba antropologicznego
podejścia do
zagadnieli współczesności, świadcząca dobitnie o tym, że pesymistyczne prognozy jakoby antropologia kulturowa miała stracić racj<; bytu jako odrębna dyscylina, gdy zniknie tradycyjny
przedmiot jej badali - społeczelistwa pierwotne i chłopskie - okazały się niesłuszne. Antropologiem można być bowiem w odniesieniu do każdej rzeczywistości ludzkiej, o ile ujmuje się ją
z dostatecznie szerokiej i ogólnej perspektywy, a w przekonaniu Edmunda Leacha najlepszym
antropologiem można być właśnie wówczas gdy przedmiotem badałl czyni si,; rzeczywistość
bezpośrednio daną badaczowi w jego własnym doświadczeniu l
Dlatego w omawianej pracy odnaleźć można wiele osobistych impresji autora, jego niepokojów jako człowieka wyrosłego w określonym kr<;gu cywilizacyjnym, ale zarazem obywatela świata.
ReJleksje zawarte w tej ksiąi.ce zabarwione są często sporą nutą pesymizmu. W miejsce niewoli
i wegetacji - pisze .!utor - wywalczyliśmy sobie wolność i prawo do śmierci. Walka rządzonych
przeciwko rządzącym zn,ieniła si« w "walk',: wszystkich przeciw wszystkim" - "bellum omnium
contra omnes", w darwinowsk,! walk<; o byt jaka zaistniała w warunkach wszechwładnej
wolnorynkowej ekonomii. "Atomizacja społeczna, która była celem totalitaryzmu nigdy tak
szybko nie została przezeli osiągni«ta jak w dzikiej demokracji dziewiętnastowiecznego
wzoru,
w którą gwałtownic wchodzimy mając jeszcze złudną nadziej<;, że da się powtórzyć proces ewolucji
podobny innym historycznym spoleczelistwom" (s. 6).
To sugesty'wne zdanie przedstawia, jak się zdaje, obraz zbyt katastroficzny i nie całkiem
prawdziwy. "Nie ma powtórek w historii" - stąd też kapitalizm, w jaki obecnie wkraczamy nic
może być ani kapitalizmem dziewi,;tnastowiecznym ani też kapitalizmem w stylu amerykaliskim
czy zachodnioeuropejskim.
Businessman polski działa w innych nieco warunkach niż jego
amerykaliski kolega - działa w warunkch zmniejszonej konkurencji, co zapewnia mu popyt na
oferowane produkty i usługi. Prywatna przedsi',:biorc7.ość w Polsce działa więc na nieco innych
zasadach niż te, które charakteryuj" zachodnią gospodark',: wolnorynkową.
Podobnie stwierdzenie autora, że Polska nie może liczyć na pomoc Zachodu ponieważ
zaliczana jest przcl palistwa zachodnie do krajów "wysokiego ryzyka inwestycyjnego" (5.108)
powoli traci sw" aktualność. Polska przestaje nie tylko być dziś uważana za kraj ,,0 wysokim
stopniu ryzyka inwestycyjncgo", ale uważa si,; niekiedy, że jest krajem, który wyciągnął najbardziej
konstruktywne wnioski z konfrontacji dwóch systemów i upadku komunizmu. W styczniu
ubiegłego roku inwestycje zagraniczne w Polsce wynosiły I miliard dolarów, w grudniu już
4 miliardy dolarów. Zainteresowanie
inwestorów zachodnich naszym krajem wyraża si',:
I
E. Lcal:h.
#':"/fura i /';lI/mmikowałlil',
w:
L Leach,
A.
J. Greimas,
Rywal i narracja,
PWN,
Warszawa
1989,
s. 22.
232
także w innych danych: 55% naszej produkcji sprzedajemy do krajów zachodnich, 17% do krajów
skandynawskich
- w sumie 72% naszej produkcji pochłaniają zachodnie i północne rynki
zagraniczne.
Autor zalicza Polskę do krajów tzw. szóstcgo świata (tzn. krajów, które do momentu upadku
komunizmu były ze względów pozaekonomicznych zamknięte na nowe technologie - obawiano
się bowiem, że mogą one zostać wykorzystane do celów militarnych). Uważa, że w aktualnej
sytuacji, gdy Polska nie ma środków na zakup nowych technologii, nic ma ona również szans na
rozwinifi:cie wolnego rynku i gospodarki wolnorynkowej w pełnym lego słowa znaczeniu. Siła
nabywcza ludności jest niska (jest to m.in. rezultat zatrzymania inflacji), bezrobocie wzrasta
w wyniku zamykania wielu zakładów przemysłowych. Prowadzić to będzie do dalszego spadku
produkcji etc. (s. 108).
Tymczasem jednak okazuje się, że podczas gdy na Wfi:grzech, w Czechach, Słowacji, Bułgarii,
Rumunii, Białorusi i Ukrainie obserwuje się wyraźny spadek produkcji, produkcja w Polsce
wzrosła w ostatnim roku o 4%. Jeśli zaś chodzi o bezrobocie to obserwuje się obecnie na
Zachodzie znacznie bardziej gwałtowny jego wzrost niż u nas. Stwierdzenia te nic upoważniają
oczywiście do zbyt optymistycznych wniosków - i znów tutaj statystyka przychodzi nam
w sukurs - przecifi:tne wynagrodzenie miesięczne w gospodarce narodowej spadło w 1992
w stosunku do 1991 roku o 4%, przeciętna realna emerytura i renta pracownicza o prawic 6%. To
tylko kilka liczb przytoczonych na poparcie poglądu, że sytuacja nic jest ani tak zła jak prognozuje
autor, ani tak dobra jak usiłują nam niekiedy sugerować środki masowego przekazu operując
danymi statystycznymi. Autor widzi, i chyba ze wszech miar słusznie, pewną szansfi: rozwiązania
naszych trudności przez wprowadzenie elementów gospodarki planowej i interwencjonizmu
państwa. Paradoksalnie, to właśnie kraje zachodnie w coraz większym stopniu zaczynają korzystać
z tych metod - nałożenie wysokich ceł na towary importowane jest między innymi wyrazem troski
o zapewnienie większej konkurencyjności i możliwości zbytu dla produktów własnych.
Skoro jesteśmy już przy najbardziej ogólnych problemach podnoszonych przez autora
w omawianej książce, należy wymienić zagadnienia demokracji, zagrażających jej dyktatur
i nacjonalizmów.
Demokracja, forma rządów zmierzająca do zapewnienia udziału w rządzeniu szerokim
rzeszom społeczeństwa, ma służyć realizacji zasad równości, tolerancji i wolności. Choć korzyści
z niej wypływające są zapewne niewspółmiernie większe niż zagrożenia, jakie może stwarzać, o tych
ostatnich nie należy jednak zapominać. Całkowita równość i tolerancja jest bowiem utopią·
Demokratyczna forma rządów może otwierać swobodne pole do działania również ludziom
niekompetentnym,
niedouczonym czy niedoinformowanym.
Odbijać się to może ujemnie na
charakterze podejmowanych decyzji i w konsekwencji na ogólnym poziomie społeczeństwa. Autor
nic pisze o tym wprost, ale niektóre jego ogólne stwierdzenia na temat "dzikiej demokracji
dziewiętnastowiecznego wzoru", skłaniają do takich refleksji. Już dziś można obserwować pewne
ujemne zjawiska wypływające z tej formy rządów - do nich między innymi należy zaliczyć
degradację inteligencji, rozwój nacjonalizmów i związanych z nimi bratobójczych wojen.
Dyktatura nic jest oczywiście alternatywą - niesie w sobie na dłuższą metfi: zawsze realne
zagrożenia i prowadzi także do wojen, ale na krótszą metę, jak wspomina autor, skutki jej mogą
okazać się korzystne. Zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia, a więc w wypadku kryzysów ekonomicznych i społecznych, kiedy to skupienie władzy w jednym ręku łagodzi konflikty i rozladowuje
wewnętrzne napięcia. Dyktaturze sprzyjają też odradzające sifi:nacjonalizmy. Dlatego też, zdaniem
autora, kraje Europy Wschodniej są szczególnie podatne na tę formę rządów.
Ruchy nacjonalistyczne, które charakteryzowały
zwłaszcza koniec XIX wieku, odżywają
również ze zdumiewającą siłą i współcześnie (w Europie Wschodniej, na Bałkanach, ałe też na
Bliskim Wschodzie i w wielu innych punktach kuli ziemskiej). Niosą w sobie momenty zarówno
pozytywne jak i negatywne. Po stronie pozytywnej, są one wyrazem dążenia narodów do
samostanowienia o sobie, dążenia do kultywowania własnych rodzimych tradycji kultury naro-
233
dowej. Po stronic ncgatywncj, nios" zc sob" niebczpieczcństwo nieustannych lokalnych konfliktów,
bratobójczych wojcn, bczscnsownego przclewania ludzkiej krwi.
Z całym naciskicm nalcży podkrcślić, żc ideologie nacjonalistyczne głoszonc przez liderów partii
narodowych nicwiele maj" na ogół wspólncgo z trosk" o kultywowanic wartości kultury narodowej.
S" to przeważnic opartc na cmocjach i inwektywach hasła, stanowiące w pierwszym rzędzie
instrument władzy polityczncj, czy raczej walki o władzę polityczn". Chodzi w nich o scalenie narodu
nie wokół wspólnych mitów i wartości, ale na zasadzie opozycji do domniemanych wrogów.
W konsekwencji ideologie te przyczyniaj" się do upowszechniania stereotypów, szerzenia konfliktów
i nienawiści pomiędzy narodami. Dochodz" one do głosu zwłaszcza w sytuacjach zagrożeń bytu
ekonomicznego i społecznego państwa. Wyłaniaj" się bowiem wówczas mechanizmy "kozła
ofiarnego" - instytucji (właściwej zresztą tylko ludziom, nie spotykamy jej odpowiednika wśród
zwierząt), której celem jest rozładowywanie i kanalizowanie uczuć strachu i braku poczucia
bczpieczcństwa przcz stwor/.cnie odpowiednich mitów, polegających na przedstawianiu kogoś jednostki czy grupy - jako źródła tego zagrożenia, mimo że jest ono zupełnie inne. Tak" rolę pełnili
Żydzi w hitlerowskich Nicmczcch, wc Francji, w Polsce w różnych okresach. Chodziło o odwrócenie
uwagi od realnych problemów gospodarczych kraju i wyrastających na tym tle kon/liktów
społecznych. W takiej sytuacji zagrożenia pojawia się na ogół jakaś jednostka, która zaczyna
występować w roli zbawiciela narodu i bierzc na sicbie całą odpowiedzialność za jego losy. Reszta
z wdzięczności podporządkowujc jcj się zupełnie deklarując całkowite posłuszeństwo. Taki był
mechanizm dojścia do władzy Hitlera w faszystowskich Niemczech (s. ł 7).
W rozdzialc II. zatytułowanym
"Psychologia kryzysu", rozważa autor psychologiczne
i społeczne przesłanki kryzysu kultury. Przytaezaj"c typologię osobowości Znanieckiego rozważa,
jaki typ osobowości realizuje się szczególnie dobrze w warunkach harmonijnego rozwoju kultury,
jaki natomiast aktywizujc się głównie w sytuacjach zagrożenia i dezintegracji. W pierwszym wypadku
dochodzą do głosu przede wszystkim "Iudzie dobrze wychowani" i "Iudzie pracy", w drugim "ludzie
zabawy" i "Iudzie zboczcńcy". Pierwsze dwic grupy cenią konformizm wobec uznanych wartości,
przeważa u nich jaźń odzwiercicdlona i usiłuj,! zdobyć wysoką pozycję w grupie przez pełną
akcpetację przyjc;tych przcz ni,! norm, nic lubią zmian, nigdy do nich nic dążą, ani w nich nic
uczcstnicz,!. Dwic następnc grupy: "ludzie zboczeńcy" i "ludzic zabawy" to ludzie aktywni, wykazuj,!
zdolności adaptacyjne do nowych warunków - to często bojownicy i męczennicy walcZ'!cy o wyższe
cele, z którymi się idcntyfikują. Destabilizacja kultury nic destabilizuje ich psychiki, ani nie zmniejsza
odporności. Należą tu także wielcy twórcy, reformatorzy, ale również i zbrodniarze "bowiem historia
nadaje dążeniom ludzi niez.amierzony, często nieludzki sens" (s. 27).
Dalej przytacza autor koncepcję Mannheima na temat etapów rozwojowych czy stadiów
kryzysu społecznego, określaj,!c najbardziej typowe psychospołeczne zjawiska, jakie towarzysz,!
każdemu z nich. W stadium pierwszym wytwąrzaj,! się pewne zastępcze symbole, które mają pełnić
funkcję substytutu, kompcnsuj,!cego bezsilność działań racjonalnych. W stadium drugim symbol
przestaje być pustym symbolem lecz staje się czynnikiem wytwarzającym nowe typy więzi
społecznych. Wreszcie, w stadium trzecim, wyłania się nowa organizacja, której celem jest realizacja
określonych potrzcb spolccznych, wytworzone zaś wcześniej symbole staj,! się znowu puste, staj'! się
ideologią lub frazeologi,! służącą celom socjotechnicznym, czyli sterowaniu grupami społecmymi.
Interesujące jest przy tym zwrócenie uwagi na fakt, że podczas gdy w pierwszej fazie tzw .
.,niezorganizowanego zagrożenia" podstawowe znaczenie mają reakcje psychiczne jednostek,
w drugiej fazie tzw. "zorganizowanego
zagrożenia", życic psychiczne jednostek i mas przestaje się
liczyć, do głosu dochodzą natomiast cechy psychiczne przywódców, którym pozostali członkowie
społeczeństwa poddają się bez reszty.
Przytaczane przez autora teorie należ,! do grupy tych rozważań socjologicznych, które
w większym stopniu niż inne analizy socjologiczne ukazują wzajemne współgranie czynników
psychicznych i społecznych w kulturze. Nieuwzględnienie tych relacji było też częstym brakiem badań
antropologicznych.
234
Interesującym jest np. stwierdzenie Mannheima, 7.e dezintegracja kultury wyrai.a siv u ludzi
w zaniku instynktów społecl.nych, rol.padzie dotychczasowych struktur emocjonalnych i powrocie
do poprzedniego stanu rozwoju (s. 28). Współczesne wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami.
wydaj" się potwierdzać tę obserwację znakomicie. Powrót do dawno już odrzuconych zasad
i wartości, zdyskwalifikowanych czy niemodnych, nawrót do dawnych autorytetów moralnych to nie tylko przejaw demokracji społecznej, alc często tcż jednostkowej. gdy np. nawet najbardziej
wykształceni ludl.ie zaczynają głosić poglądy rażące swym konserwatyzmem czy wręcz prymitywizmem. "Człowiek nie potrafi przebywać drogi powrotnej od lepsl.ego stanu do gorszego bez
jednoczesnej dezintegracji psychicznej" - stąd podatność na wpływy różnego rodzaju proroków.
uzdrowicieli, wróżbitów, którzy dostarczają wlaśnie owych zastępczych symboli. "Świat symboli
staje się tym bogatszy im nędzniejszy jest świat rzeczywisty" (s. 32). Miejmy nadzieję, że jest to
przejaw dezintegracji pozytywnej, stan przejściowy, po którym nastąpi nowa integracja na innym.
wyższym poziomie.
Jedno tylko w wywodach autora niepokoi - całkowita zgoda na niesłychany obiektywizm
jaki zakładają omawiane przez niego teorie, relacjonujące przedstawiane psychospołeczne mechanizmy kryzysu tak jakby były one przejawem takich samych niczmiennych i obiektywnych praw.
jakim podlega świat przyrody. Np. teza Mannheima o nieuchronności ciągu: krYl.ys-dyktatura -wojna. Wojny są zatem koniecznością, ponieważ wypływają 7. niczmienną koniecznością
7. totalitaryzmu,
który jest z kolei następstwem pewnych koniecznych psychospołecznych mechanizmów, jakie l.awsze pojawiają się w sytuacjach zagrożeń. Żydl.i byli od wieków prześladowani.
ponieważ ludziom znana jest instytucja .,kozła ofiarnego" pozwalaj"ca na skutecznc rozładowywanie napięć wynikłych faktycznie ze I.goła innych przyc/.yn. Ale czy istotnie musimy "bie
Żydów" i prowadzić wojny? Człowiek jest przecież istotą współtwOr1.ąC4 wartości, za które jest
odpowiedzialny. Nie może biernie akceptować tego co zastał, nie jest kż skazany nieuchronnie na
podleganie tego rodzaju .,obiektywnym" prawom. Czy nic możemy zmienić naszcgo stosunku do
Żydów i innych prześladowanych bądź opozycyjnych narodów') Żydzi, obok innych podobnych.
naród utalentowanych na ogól i inteligentnych ludzi, wyczerpali już, jak się zdaje, monopol. jaki
przysługiwał im jako ,,1udziom prześladowanym". Z zajmowanych stanowisk i pełnionych funkcji
wywiązuj,! się na ogół dobrze, do kultury wielu narodów wnieśli wielki wkład, a zarzucana im
wewnętrzna solidarność, przeradzająca się w kastowość, czy jak chce np. Bolesław Tejkowski
szowinizm, staje się powoli mitem. Jeśli nawet przyjąć, że Żydzi wykazywali takie cechy. to
w jakże duźej mierze był to wynik diaspory i nietolerancji właśnie.
W przyjętym przez dane społeczeństwo systemie wartości leży zatem klucz do zrozumienia
wielu procesów społecznych. Wartości jednak, jak wskazują chociażby powyższe przyktady, mają
tendencję do długiego trwania. J w tym tkwi właśnie niebezpieczeństwo - mogą one bowiem
w równym stopniu hamować rozwój społeczny co go stymulować. Jeśli mamy czvściej do
czynienia z pierwszym przypadkiem, to dzieje się tak dlatego, i.e lenistwo umysłowe nic pozwala
ludziom zrozumieć, że w daleko większym stopniu mogą twórczo uczestniczyć w przekształcaniu
świata.
Rozdział III. zatytułowany "Granice autokreacji" dotyka w pewnym stopniu podniesionych
wyżej kwestii. Sporo w nim stwierdzeń dość oczywistych. Wiadomo, że o rolwoju osobowości nie
decydują jedynie wrodzone predyspozycje, lecz tabe środowisko społeczne i kulturowe, w którym
wyrasta i żyje człowiek. Uczy tego i psychologia, i antropologia, i socjologia. Ael. tego środowiska
jednostka ludzka nie miałaby szans przeistoczenia sit; w człowieka. A więc człowiek: "tworzy
samego siebie, ale tylko w pewnych warunkach i w pewnym 7.akresie" (s. 41). W tym roldziale
autor omawia różne teorie dotyczące rozwoju moralnego dziecka (teorie Piageta, Kohlberga.
Rene Girarda i innych) - internałizacji przez nie wartości, kształtowania się sumienia, poczucia
wstydu itp. Szerzej omawia stanowisko Margaret Mead w kwestii problemu autokreacji.
przytaczając jej podział na kultury postfiguratywne, konfiguratywne i prefiguratywne, z których
każda stwarza inne warunk i dla autokreacji człowieka.
235
Opierając si.,: na wszystkich przedstawionych
teoriach przyjmuje autor, że niezbędnym
warunkiem autokrcacji jest postawa negacji. Ta cecha przede wszystkim pozwala odróżnić łudzi
twórczych od konl\rmacyjnych (czyli konformistycznych, konserwatywnych). Chodzi oczywiście nie
o negacj.,: totalną przcjawiaj,!cą si9 w całkowitym odwróceniu od rzeczywistości (jak to się dzieje
w wypadku choroby psychicznej, alkoholizmu, narkomanii etc.) lecz negację, która pozostaje
w odpowicdniej proporcji do częściowcj akceptacji zastanego świata - zmierza jedynie do zmiany
jego negatywnych zjawisk. Taka negacja jest warunkiem autokreacji, zdrowia psychicznego
i dynamicznego rozwoju osobowości (s. 53).
Dlatego pluralizm wartości i form życia, wolność słowa, przekonań, otwartość na krytykę itp. są
tak ważnymi i podstawowymi elementami autokreacji, a "c;astyczne powiązanie struktury
kulturowej ze struk turą pot rzeb ludzi żyjących w jej ramach stanowi o trwałości danej kult ury" (s. SS).
Te zawsze aktualne echa koncepcji Malinowskiego, widoczne zreszti! również w innych punktach
pracy, świadczące o I.decydowanie antropologicznym jej rodowodzie, należy przyjąć z przyjemnością.
Kategoriami zaczerpni9tymi z funkcjonalnej teorii kultury posługuje się autor również w swojej
definicji sprawiedliwości społecznej. Wiąże on pojęcie sprawiedliwości społecznej bezpośrednio
z wypracowaną przez Malinowskiego kategorią "standardu kulturowego". "Standard kulturowy" to
katalog podstawowych dla danej kultury potrzeb (biologicznych i społecznych), których niezaspokojenie prędzej czy póżniej musi prowadzić do destrukcji całej kultury. Stąd stan sprawiedliwości
społecznej można osiągm!ć jedynie poprzez zaspokojenie potrzeb składających się na dany standard
kulturowy (przykładowo hęd" to: potrzeba zaspokojenia materialnego, bezpieczeństwa, tolerancji,
wolności, demokracji, swohody wypowiedzi, otwartości na zdobycze kultury ogólnoświatowej etc.).
Rozdział IV. "M it i historia Polski w Europie z czasów reformacji" - to celowa retrospekcja
zastosowana po to hy ukazać proces tworzenia się mitów i stereotypów w historii. Owa mitologizacja
historii służy na ogół celom ideologicznym. Stworzone w przeszłości mity odżywają nieraz po latach
w niezmienionej postaci i pelnią podobnie, jak przed wiekami, funkcje praktyczne. Antropologia
kulturowa jako jedna z pierwszych dyscyplin zmierzała właśnie do demitologizacji historii,
ukazywania jej prawdziwego przehiegu, wolnego od określonego wartościowania i celowych
przeinaczeń. Analizując przebieg i podstawowe cechy okresu reformacji w Polsce, stara się autor
ukazać, jaki wpływ miały ruchy religijne na kształtowanie się narodowości polskiej. Reformacja
w Polsce miała słahszy przebieg niż w innych krajach Europy Zachodniej, a wiązało się to z faktem, że
proces chrystianizacji w Polsce zakollczył się stosunkowo późno (bo w wieku XII). Stąd kościół
katolicki nic przeszedł jeszcze takiej degeneracji jak na Zachodzie. Reformacja w Polsce wyraziła się
więc raczej w 07.ywieniu kulturalnym i społecznym, aniżeli teologicznym. Polska była jeszcze
wówczas krajem tolerancyjnym - współistniały w niej różnc wyznania ~ katolicyzm współistniał
z protestantyzmem, judaizmem, a nawet różnymi formami pogaństwa. Tolerancja wyznaniowa
wynikała I. poczucia siły państwa i szlachty, która nigdy nie dopuściłaby do bratobójczych wojen na
tic religijnym (s. 67).
Sytuacjajednak zmieniła sil,:radykalnie, kicdy wśród szlachty zaczęło się umacniać przekonanie,
że Polska jest przedmurzem ehrześcij,1I1stwa - przyczynilo sit;:to w znacznej mierze do załamania
postaw tolerancyjnych, tak charakterystycznych dla okresu największego rozkwitu Polski szlacheckiej. Katolicyzm polski zac/.ąl się zmagać z protestantyzmem szwedzkim, prawosławiem rosyjskim,
mahometanizmem tureckim. W tym to czasie rodzi się stereotyp: "szlachcic - Polak - katolik" jako
przeciwstawienie stereotypowi: "plehejusz - obcy - heretyk". Wyznawca innej wiary przestawał
bye Polakiem. Tragiczne skutki takiej postawy obserwować można było jeszcze po [ wojnie
światowej, kiedy ludzie wymania luterańskiego, mówiący po polsku - Mazurzy, uważałi sit;:za
~iemców tylko z tytułu wyznawanej wiary.
Owa identyl\kacja wspólnoty narodowej ze wpólnotą religijną zauważalna jest wyrażnie
w Polsce również w dohie współczesnej, a postawy tolerancyjne zaczęły być już właściwe jedynie
kręgom ludzi najbardziej wykształconych, choć i w tych krt;:gach obserwować można niekiedy
zdumiewający hrak krytycyzmu w identyfikowaniu spraw narodu i Kościoła.
236
"Czas w kulturze ma różne wymiary, to co przeszłe może być jak najbardziej obecne wc
współczesnym życiu w postaci aktywizującego mitu" (s. 73) lub dalej: "Wytworl.One w przeszłości
mity, odradzają si<; w nowych warunkach i mog'l określać kulturow'l tożsamość uczestników
jednej kultury, która w stadium ukrytym może przetrwać pełniąc nadal inspirującą rol<;" - konkluduje autor (s. 74).
Na zakończenie wróćmy jeszcze raz do nacjonalizmów. Autor, dostrzegając tkwiące w nich
realne niebezpieczeństwo i zagrożenie dla pokoju światowego, pr;:estrzega jednak przed funkcjonującym w myśleniu potocznym (a także w opiniach niektórych teoretyków nacjonalizmu jak
Ernst Gellner) katastroficznym postrzeganiem tego zjawiska. Jako alternatyw<; dla nacjonalizmu
widzi pojawienie się w świecie "konkurujących
ze sobą kr<;gów kulturowych o ambicjach
uniwersalistycznych" (s. 89). Już dziś mówi się raczcj o "kulturzc Europy Zachodnicj" aniżeli
o narodach Europy Zachodniej. Takie konkurujące ze sobą kręgi kulturowe wyrażaj" pewną
wspólnotę kultury rozumianej w najszerszym, globalnym, antropologicznym tego słowa znaCleniu.
Obejmować więc będą nic tylko elementy tzw. kultury wyższej (stanowiącej podstawowy skladnik
kultur narodowych), ale tak7.e właściwy im system gospodarczy i system rządzenia. Kultura
narodowa jest jak wiadomo tworzona w pierwszym rzędzie przez tzw. ludzi kultury: literatów,
malarzy, muzyków, ludzi teatru, a także uczonych, w znacznie większym stopniu niż przez
polityków i ekonomistów. W wypadku wspomnianych kręgów kulturowych mamy na myśli
kulturę całą, a więc również tę tworzoną przez ckonomistów i polityków. By ten pluralizm
kulturowy stal się zjawiskiem wartościowym dla rozwoju ludzkości musi istnieć pomi<;dzy tymi
kręgami kulturowymi jakaś jednolita płaszczyzna komunikacji (wyrosła na bazic kultury uniwersalistycznej), która nie będzie prowadziła do ujednolicenia się tych kultur lecz zapewni jedynie
przepływ informacji pomi<;dzy nimi, co przyczyni się do ich wzajemnego wzbogacania się.
Omawiając książkę tak wielowątkową, staraliśmy si<; zwrócić uwągę jedynie na momenty
najistotniejsze rezygnując z przyjętej przez autora kolejności i szczegółowego omawiania treści
poszczególnych rozdziałów. Dla orientacji zainteresowanych czytelników przypomnimy tylko ich
tytuły: I. "Apologia strachu", II. "Psychologia kryzysu", III. "Granice autokreacji", IV. "Mit
i historia Polski w Europie z czasów reformacji", V. "Nacjonalizm", VI. "Granice władzy",
VII. "Czy nadchodzi nowa epoka dyktatur?" oraz "Wstęp" i "Zakończenie·'.
Podsumowując można powiedzieć, że przybyła w naszym piśmiennictwie naukowym, nowa.
wartościowa pozycja, stanowi;1ca bodajże pierwszą w Polsce prób<; antropologicznego
ujęcia
zagadnień wspólezesnośei, praca cechująca si<; szerokością spojr/.enia, odwa7.nym i glębokim
stawianiem problemów, które dla przyszłych pokoleń Polaków, a także przedstawicieli innych
narodów mogą okazać się zasadnicze.
Praca udowadnia zarazem jak dalece antropologia kulturowa wyrosla jui. dziś z "opłotków"
wiejskości i plemienności, z którymi dotychczas była wi"zana, zdolna jest do podejmowania analiz
najbardziej aktualnych problemów współczesnego świata. Antropolog współczesny musi być
historykiem, psychologiem, socjologiem, politologiem i filozofem zarazem. bowiem nauka. którą
uprawia urasta do rangi dyscypliny syntetyzującej i generalizującej wyniki nauk szczegłowych
o człowieku, do najbardziej ogólnej z nauk o człowieku.
Barhara
Michał Buchowski,
Magia
i rytual,
Instytut
Kultury, Warszawa
Olsz£'lI'ska-Dyolliziak
1993, ss. 169.
Oto rok 1993 przyniósł nam nową książk<; Michała Buchowskiego, kontynuującą lini<;
dotychczasowych rozważań Autora. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż stanowi ona swoiste
podsumowanie 9-letniej pracy nad tytułowym zagadnieniem. W czasie tego okresu M. Buchowski.
opierając się na ustaleniach społeczno-regulacyjnej koncepcji kultury (por.: G. Banaszak, J. Kmita
237
Slwlecllo-requ{acyilla
Pałubickiej
rozwinął
kOllcepcja kultury,
(pOl'. A. Palubicka,
Warszawa
F'r=edleorelyc::ne
1991), a zwlaszcza
idei magii implieytnej
pasIaci
Warszawa
1984, s. 44-65),
i niżej podpisany
jest uważnym
i wzbogaci l teorie;: tzw. magii synkretycznej.
historyzmu,
Teorii,
której
Anny
obserwatorem.
Dokumentacje;
Poznarl
In6;
tego
okresu
wyznacza
przede
wszystkim:
Racjonalllo.i<'. Ti·ans!cuja. Interpretacja,
z W. 1. Rursztą
wyrażonych
uważnie
te dwa
specjalistów;
Mayia.
Jej
funkcje
1990 oraz książka
i slruklllra,
napisana
interpretacji
anlropologicznei,
Warszawa
ma .,w hardziej
przyste;:pnym
języku
szereg
przemyślerl
dotyczących
dotychczasowe
ustalenia.
Odnotujmy
w tytule"
cele
(s. 6), jak
I) dotarcic
tj.
również
do
przekazać
uzupełnić
szerszcgo
kręgu
mające
też amicje
2) powtórzenie-podsumowanie,
odbiorców
1991.
czyli
wyjście
uzupełniające.
poza
język
Choć książka
składa
się I. dl.icwic;:ciu rO/.d/ialów,
sąd ze;, iż da sic;: w niej tak na dobrą sprawc;: wyróżnić
Cze;ść pierwszą nazw.,: założeniami
(rozdział
I. "Wprowadzenie:
magia jako
. akreślone
w niej zostały
rozpatrywać
jego pracc;:. Przedstawić
jako cze;ści okrcślonej
21 pfl.ckonanie
takiego
perspcktywy
modelu
przedmiotu
procedur
który
z przedmiotow,!
6) lalożenie
jedynie,
teoretycznych;
o przekładalności
Naste;pne
trzy
-
(lI.
rO/dzialy
uje;cie funkcjonalne",
rzeczoną
teorie;: magii synkrctyczncj,
myślenia
Na samym
że nic muszą
uzupełniają.
Autor
poza którą
wyjście okazuje
się niemożliwe;
humanistyki,
dla
całej
i kontekstu
przy
nauki;
ludzka
podlega
zachowaniu
w badaniach
poje;cia
choć s.tdzę, iż założenie
o jedności
społeczno-regulacyjnej
wizji kultury,
dwa podejścia
a wrc;:cz przeciwnic
w badaniu
-
często
inwariantnego,
magii,
podają
drugie
i towarzyszących
mu przekonarl.
Podejście
właściwa
jcst okrcśloncmu
typowi
kultury
i w odróżnieniu
na stronc;: myślow.!.
Michal
Buchowski
sytuuje
dostarcza
mu
do
takiego
traktowania
-regulacyjny
pomysł
na kultury.
Upraszczając
ogół sądów
normatywnych
sposoby
osiągniycia
cych całokształt
wydzielić
(wY7.l1aezających
lychi.e celów),
praktyki
analitycznie
magii
respektowanych
tejże społeclllości.
trzy skry
w ramach
jej praktyki
tworzącą
ramy społecznego
glądową,
wytwarzaj,!cą
kultury
dokonuje
Nadto,
można,
przy tym,
rc;:kę i wzajem
magię jako
-
-
pierwszego,
swe rozważania
wspomniany
w obrębie
już
społeczno-
-
kultura
tej teorii
i dyrektywalnyeh
się
pewien
kontekstowe
od ujęcia
iż według
do części
to
(określających
powszechnie
w danej
społeczności
i regulują-
z perspektywy
nowożytnoeuropejskiej,
można
tj. l) nadrzędnie
się reprodukcja
współżycia
przckonania
stwierdzić
cele do realizacji)
raczej
podkreślając
traktuje
zaehowaó
kładzic
pasują
które
kreślą
lecz różnorodności
sobie
zbiór
Ram
się
III. "Kultura
szczegółowo
umysłu,
iż magia
nurtu.
dającym
ani jednokierunkowy;
i paradygmaty",
uznaje,
tegoż
czy
5) przyjęcie
zmianom,
strukturalny")
okreśony
wic;:kszy nacisk
zdaniem,
Leacha
wartt'ściowania;
od tysiącleci
paradygmat
miano
moim
antropologii.
magiczna:
"Magia:
wydziela
które
się, wzorem
nie jest ani celowościowy,
dla
można
3) połączenie
4) poslugiwanie
z jakiegokolwiek
w jakim
równoczesnym
z Durkheimem),
kultury;
fundamentalne
nich nadaje
I.
sicbie i nauki
rozwój
"Kultura
IV.
sic;: one wykluczać.
Picrwszemu
I) postrzeganie
(tj. Webera
że kultura
oraz omówicnie
początku
punktach:
wypranym
taki
magiczna:
sposobów
pierw~zej.
tyczące
koncepcja
picrwotnej"
powiada
Autora,
badalI
ram
części cztery.
typ kultury") .
w sześciu
badawczych
spolec/.no-regulacyjna
w terminach
i sądy
jc można
(nowożytnocuropejskiej),
poje;ciem "kultury
historyzmu,
opisać
kultury
podmiotowej
właśnie
Gellnera,
przemyślenia
o osobliwości
samcgo
oferuje
wspólnie
pl. O :alo~en;ach
'\'Iaq;a i rvwal
spraw
Poznarl
funkcjonalną
grupy;
2) sferę
(obyczaj,
jyzyk, sztuka
waloryzujące
czynności
sferę techniczno-użytkową;
symboliczno-komunikacyjną,
itp.); 3) sfery symboliczno-światopopodejmowane
we wszystkich
trzech
strefach.
Na
waloryzacji
takiej
podstawie,
i z naszej
światopoglądowcj:
od dwóch
pozostałych
glądowa
przybiera
swiatopogh,dowolwórcza
i regulowana
charakter
perspektywy,
a) nowoi.ytny,
jest
świecki;
wyróżnić
można
trzy
gdzie sfera techniczno-użytkowa
wyłącznie
b) religijny,
i bezpośrednio-użytkowa,
przez
wiedzę
gdzie
w której
techniczną,
wyodrębnione
historyczne
uzyskuje
typy
autonomiy
zaś sfera światoposą tylko
nastc;:puje połączenie
dwie
sfery:
wartości
użyt-
238
kowych
z komunikacyjnymi;
wartościom
sfery
sakralnym
kultury;
czynność
technicznie-użytkowa,
trzech
owe
wartości
kultury
tj.
pomost
do rozwinięcia
nowożytnego,
Tak więc typ kultury
równocześnie
całościowo,
magicznej
szereg
bcz
inaczej
istnieją
wszystkie
i dyrektywne
-
teź ustalenia
strukturalistów
środki
metaforyczno-metonimicznych.
przyległość/podobieństwo
późniejszych
typach
współwystępowania
-
umysł
trudna
kultury.
to jedynie
od omawianego.
związek
do takich
właśnie
sztuczny
Czas
przejść
Jako
drogi
do modelu
pierwsza
rozwojowego
nie posiadająca
uwiarygodnienia
sfer kultury:
wszystkich
prapierwotmt
empirycznego.
powiada
Michał
Buchowski.
Rozróż-
zostało
w innych.
wprowadzone
,,0 zasadzie
na przekształ-
koegzystencji
i metonimicznych"
zjawisk
wręcz
prowadzi
równocześnie
nas Autor,
lub
(s. 59). Innymi
z obydwu
niewyobrażalna
i niezmiernie
stale przypominając.
przez typ kultury
w karhy
tylko
zupclnic
różny
prymamI{.
wspomnianego
hipotetycznym.
posiadały
Pigmeje
Magia
skłaniającym
na bazic danych
to np.
ową
i światopoglądowe.
Kryterium
teoretycznie
ją reprezentować,
już
stanem
w niej wyst<;puj"ce
komunikacyjnc
w 1/llIyif
się stopniowo
maj"ce
Mhuti
do ich
etnologicznych.
z Konga,
Hadza
Kung z Botswany
i Namibii. Nadal stykamy się tutaj z trójsensownością
praktyką,
ale można dostrzec, i7. czynnościom,
które nahierają szczegól-
dla grupy,
zaczynają
byłby
towarzyszyć
najbardziej
natychmiastowej,
klasycznych
zbieraczy
Turnbullowskie
opisy Pigmejów
Mbuti,
akty
o charakterze
dla spoleczelistw
i łowców.
analizy
rytualnym.
reprezentuj'lcych
Dla umocnienia
Maurice'a
Godeliera,
Omawiany
system
typ
konsumpcji
swej tezy Autor
przywołuje
oraz klasyczny
S:kic o dar:e
Maussa.
W nast~pnym
ona
nadal
lypie
prymarnej
podział
prac kształtuje
z nimi przebiega
częściej
Właściwa
i w taki
które
Stopniowo
podsycają
tymże
7.ycia. Z nich
tu mówić
o magii
sposób.
Pierwszy
wykształcaj"
si~ ohszary
się zróżnicowania
w grupie.
choć nadal
się póżnicj
proloprofesjonalnej
proces.
dostrzegalny
rytuały
łąCZą si~ coraz
praktycznoKształtuje
są to ludzie pclniący
prawdzjwi
si~
te funkcje
specjaliści-czarownicy.
(s. 4S-49).
dualistyczna
(profesjonał
ze strony
praktyki
bardziej
rozbudowany
system
światopogh,dowy.
bardziej
całościowy,
lepiej
zdefiniowany,
a i sankcje
groŻi,ce
za jego
nieprzestrzeganie
są
przestrzcganicm
i uzupelnianiem
zaj-
i groźniejsze.
na
Jego systematyzacją,
na) pojawia
niemniej
ten
np. płci i wieku. Zgodnie
kryteriów
-
rytualnym,
wyłonią
uważnie
obrz~dowych
zatem
pojawiające
działaniom
sam
(biologicznych)
si<; czynnościach
sfer~ symboliczną.
Prześlcdimy
potrzeba
wyraźniejsze
magia
wszyscy
naturalnych
praktycznymi.
codziennego
w zasadzie
praktyczną.
w formułujących
osób przewodząca
Można
ze sferą
wykonują
się według
udział
-rytualno-wierzeniowe,
na marginesie
spleciona
czynności
działaniami
l.
maqii dualistycznej - można już. dostrzec
-
nierozłącznic
W magii
grupa
przywołuje
miało
Czynności
grupy,
jest
wyjaśnienia,
polcgać
dwóch
użytkowe,
żyjące
Marcela
-
Lub
normatywne
którc
uj<;tego jednak
Współcześnie
charakterystyczny
dla lepszego
magii,
się ją jU7. odtworzyć
znaczenia
na
stworzony
że daje
magii
przekonali
naukowy,
.Icst fakt,
nego
nic istnicją.
on
stwierdzenie
wniosków
postrzega
dzieli
Autor,
danych
praktyki.
magiczny
komunikaCYJnych.
magicznego,
odróżnienia
z Tanzanii
i Buszmeni
działali i jednosektorow"
i jcdnosektorowość
iż człowiek
się magia prapierwO!f1a, będąca
były zarazem
przeksztaleiła
dla
nie ma.
pojawia
jednię
stanowi
scnsów
Nowożytności,
konstrukt
ostatni
po prostu
metaforycznych
Ludzi
Ten
rozróżnia
nie
będzie
nas,
równoczesnie
one
tak nie jest
związków
Jest
świccic
metanimia/metafora)
dla
Ałc innej
historyzmu.
Otóż
postrzega
ta jest
do poj<;cia. Niemniej
że jego teoria
Nadto
Słuszniejszym
pierwotny
Sytuacja
Nie
w jcgo
myślenia
(czyli
syntetycznego
perspektyw.
części.
a cele środkami.
dotyczącc
nienie
i magicznego.
jednosfcrowość
jego
która
Są
na jakiekolwiek
synkretycznej.
bierze si<; st"d,
ponieważ
Są tu celami
wartość,
Synkretyzm
równocześnie.
ceniach
słowy
magii
podporz"dkowanc
brak podziału
Stąd już tylko krok do zaprojektowania
charakteryzuje
wyodrębniania
czy światopoglądowych,
realizuje
religijnego
idei
funkcji.
użytkowych
-
magicznie
w którym
i światopogl"dowa.
typów
świat
c) magicmy,
zwaloryzowana
komunikacyjna
Buehowskiego
pełni"cej
praktyczno-komunikacyjne
(światopogl"dowym);
wdrażaniem,
się dopiero
w momencie,
gdy zaistnieje
Jest
on już
239
m uj,! si" wspomniani
magii jest wielość
wy jej
funkcji
ważną ccch.; odróżniaj,!c<!
osobność
działań
praktycznych.
d,)
(profesjonalna)
typowa
ma być dla
wspomina
swiatopogi<,d
magiczny
współczeSnie
jako
Pozostale
nie jesl
świadomie
rOl.działy
typu religijnego
społeczeJlstw
o l/1ar/ii
obrany
styl życia).
w dużej
mierze
oraz
si;;:już
na realizację
celów
odnosić
Magia
sacrum.
kopieniaczych
i rolniczych.
w kulturach,
z wyboru
(która
się na przedstawionej
się
dualistyczna
(funkcjonuj,!cej
o magii
opierają
jcszcze jedm!
choć dostrzega
i wył,!cznie
czyli
pasterskich,
dominuj,!cy),
charakteru
wypada
owa sfera symboliczna
zdeyradmvanej
już
ksi"żki
tylko
i nie-z-tego-świata
nadto
synkretycznego
Odnotować
A mianowicie:
nakicrowane
jCS7.CZC,że w kulturze
nieuchwytnego
konsekwcncj,!
czarownika.
od dualistycznej.
to S,! one jednak
czegoś
M. Buchowski
Natomiast
przcz takicgo
magi;;: prymarn,!
rytualnych.
Nadmieni"
jUl. będl.ie
czarownicy.
pclnionych
gdzic
funkcjonuje
koncepcji
magii
synkretycl.llej
i będ,! j" uzupcłnialy,
oferując spojrzenie
zza węgła innych problemów.
Część trzecia (rozdz. V . .,Magia a religia" i VI. "Sakralne i profaniczne
w kulturze") proponuje
wprzódy
rozróżnienie
magii
Póżniej
zas. A ut'lr
szczegółowo
zajmuje
się pojęciem
Prowadząc
nas przcz
meandry
językowej
pro(cl/lum.
!Durkheiml.
religioznawczej
ner. E. Leach,
i religii
na podstawie
miejsca
i antropologicznej
dochodzi
ostatecznie
krystalizacja
właściwe
/.upełnie
tejże opozycji.
nimi
ledwo
si" zaznacza
a o jej
odnoszące
si" do sil nicuchwytnych
natomiast
nast;;:puje
której
wszystko
czysto
symbolicznej
rytuałami)
komunikacji
i potoczności,!
pomi;;:dzy
pomi;;:dzy
kulturze
trzema
sacrum
V. Tursfer sacrum
europejskiej"
(s. 93).
granica
się rytuały
i przepisy
nieWątpliwie
właściwe
socjologicznej
dualistycznej
zarysowujące
dzieli się na sacrum
tradycji
i jego spadkobiercy:
iż "przcciwstawienie
W magii
ale będących
rozróżnienie
a ktl)ra
obu wyrazów,
są nowożytnej
decyduj,!
wprawdzie,
jui. sztywne
zależy,
istnieniu
towarzyszem
do wniosku,
i pro(ÓIJUI/1 oraz ich poj"ciowa
brak
w myśleniu.
nieodł,!cznym
(Van Gennep
Tak więc w magii
prymarnej
symbolicznego
i jego
genezy
(Eliade)
M. DOlIglas)
elementu
.~(/('rum
mi;;:dzy
z tego świata.
tabu,
W religii
strefami
tj. transeendencj<j
i anti-sacrum),
sacrofanum
obwarowane
I profanum,
jasno
(od
(miejsce
określonymi
c/.yli pro(lI/lUm.
Ostatni'i
cz"ść ksi;,żki (VII. "Obrz"d:
świata". XI. "Ohrzl,:dy zmiany rzeczywistości
rytuał I ceremonia",
VIII. "Obrz"dowe
tworzenie
społecznej")
wypełniaj<j rozważania
tycz<jce właśnie
obrz<;du.
przedstaw;p.nip.
Znajd/jesz
tu
Czytelnik
u bogate
antropolodzy
'w tej
materii.
Ot,
na
przykład:
jakie
odzwierciedla
obrz"d,
na czym
polega
specyfika
obrzędów
przytaczać
cakj
Gennepa,
Turnera,
..zachowanie
odnośn<j
rói.norodności
obrz"dowe
struktur<;
w pewnym
sensic
dualistycznej,
rozwini"eie
czerpie
i nadmieni;;:
Gluckmana
wyraża
i zara/em
si;;: e/.ynnosci
oraz
jego
/e skarbnicy
czyli
dokonań
w tym
miejscu
propozycja
uznania
za rytuały
faktycznie
zmieniaj,!
ludzi. Ccremonie
Przypomnijmy
uzupełnienie
równic
stronniczo
cech
się
co
w tym
miejscu
się nazwiska
wniosek
<obsługuje)
Van
Autora:
funkcjonalnie
"wszystko
w jej obrębie
(s.
Dopiero
w magii
doprecyzowuje
ponadto
102).
jest
rytuału.
i ceremonii,
mocy
zmieniania
S. Tambiaha
rzeczywistości.
i J. Skorupskiego,
zmiany
pozycji
w kulturach
Autor
a główn<j
społecznej
(np. ceremonia
pierwotnych
i mocy sprawczej
podparcie
teoretyczne.
które
w myśl przekonań
dzialań,
pr/.ejścia
zaś, będ<j tylko przenosić
Na
tym
też
zaślubin).
osoby
słowa
zasadza
wykonuj<jcych
z jednego
się
je grup
statusu
z.definiowanego.
sohie teraz dwa cele tej ksi<jżki, tj. I. powtórzenie-podsumowanie,
dotychczasowych
borykają
obrz;;:dowe,
performatywność
obrz"du
i słowa stopniowo
opuszcza
a potem sferę praktyczną
(jak w religii), ograniczaj<je się
rzetelne
przejścia
który
nie jest"
: rytuału
sprawczej
roli języka
całkicm
Nie chcę
tCl. odnotować
prymarnej
obrz"dem
J. Austina,
przy zaznaczaniu
o zgoła odmiennej
otrzymuje
do nast;;:pnego,
nic
nabieraj,!ce
ide". jak myślI,:, da si" ująć nast"puj,!co:
najpierw całokształt
życia (jak w magii),
dziś do sfery komunikacyjnej
że w magii
pod kategorii
idei tz.w. performatywności
Także twierdzenie
myślenia,
ohrzędem
ohr/.ędu
tu zwłaszcza
sposób
ok reślony
za
tylko, iż najez;;:ściej przewijają
Warto
(s. 110) oraz,
z jakimi
uznać
przejścia?
i, ł lortona.
społcczm(
pojawiaj,!
Rozumienie
tematu
Leacha,
problemów,
zachowanie
ustaleń;
2. dotarcie
do szerszego
kręgu odbiorców.
jak również
Zamiar
pierwszy,
240
mym zdaniem, został osiągnięty, choć realizacja obiecanych uzupełnień pozostawia uczucie
niedosytu - ich liczba w stosunku do wymienionych wc wstępie pozycji wcale nic jest zbyt duża.
Niemniej, Magia i rylI/al rzeczywiście najpelniej spośród nich rysujc wizję magii synkretycznej
i stanowić może chętnie czytaną pozycję. Niestety, obawiam się, żc do tcgo nic dojdzie. Tajemnica
tkwi w realizacji cclu numcr dwa.
Najpierw cytat: ,,(... ) starałem się uprościć język przekazu. Nic znaczy lo, że w każdym
miejscu zrezygnować było można z pewnych pojceć właściwych językowi antropologicznemu. Nie
należy się jednak tym przerażać. Zwłaszcza z początku prezentowane argumenty sprawiać mogą
wrażenie sformalizowanych. Lecz (... ) użycie tych kategorii pomaga w zrozumieniu problemu. Jeśli
ktoś pokona pierwsze przeszkody, to dalsza droga powinna już być łatwa" (s. 7). Myślę jednak ze
smutkiem, że mało kto pokona pierwsze płotki. Wystarczy rzut oka na spis treki, aby się o tym
przekonać. Unitarianizm, dystynktywność, synkretyczna koegzystencja metafory i metonimii,
performatywność
- to tylko kilka najdziwniejszych wyrażeń z samego spisu treści! Jestem
przekonany, że większość absolwentów wyższych uczelni (nawet kierunków humanistycznych)
ominie z daleka taką lekturę i sięgać z przyjemnością po nią nic będzie. Tym bardziej, że i w środku
pracy styl, składnia, hermetyczność języka nie ulega zmianie. Ta ksią7.ka napisana zostala przez
naukowca-antropologa
w języku ściśle antropologicznym
i czytana będzie przez naukowcówantropologów (ewentualnie - innych humanislów). Choć przyznać muszce, że pewna różnica
w stosunku do Racjonalności.
w dziedzinie stylu i uproszczenia języka jcsl widoczna. Ale
przypomina to co najwyżej przejście do drugiego pokoju, a nic wyjście na ulicę ...
Do plusów za to zaliczam udany ożenek Durkheima z Weberem, którego dokonał Autor
w odtworzeniu świata tak odległcgo od nas i czasowo, i przestrzennie. Uznaję, że ta interpretacja
kultury magicznej jest najlepsza ze wszystkich jakie dotychczas spotkałem. Oczywiście, nic oznacza
to, iż zapominam o jej ograniczeniach lub słabych stronach. Na przykład trudno wytłumaczyć mi
na podstawie tej książki, przejścia pomiędzy różnymi typami magii. Na pytanie - "Co spowodowało wykształcenie pierwszych obszarów protorytualnych
na bazie naturalnego podziału
pracy?" - nie znajduję odpowiedzi. Lub "Dlaczego element symboliczny wędruje w typach
kultury?" Lecz są to już zagadnienia zahaczające o naturę człowieka, a tcj społeczno-regulacyjna
koncepcja kultury nie obejmuje. Poprzestanę więc jedynie na ich zasygnalizowaniu.
Inną, bardzo mocną stroną Magii i rywalu jest jej rozdział l. Ze znanych mi polskich autorów.
Michał Buchowski pierwszy dokonał, tak istotnego w czasach postmodernizmu, przedstawienia
własnych założeń. Sądzę, że tego rodzaju praktyka będzie odgrywała coraz większą rolę w naukach
społccznych. A przynajmniej tego bym sobie życzył. Choć podkrcślić trzeba, żc warunek ten należy
już do sfery etycznej. Wszak takie oglądanie odbicia w lustrze, poznawanie własnych ram
światopoglądowych, metodologicznych i rzetelne informowanie o ich wadach i zaletach, to tylko
poważne traktowanie czytelnika.
I jeszcze jedna sprawa. Okładka tej książki jest najładniejszą okładką pozycji naukowej Jaką
kiedykolwiek widziałem w Polsce' Jej kolorystyka, plastyczność, atrakcyjny tytuł i staranność
wydania, skutecznie przyciągają klienta. Niestety, będ.!c w księgarni widzę ludzi równie szybko
odkładających Magię i rywal jak po nią sicegali. Powodem tego ~ jak podejrzewam - jest owa
niezrozumialość tekstu a może i cena?
Kończąc przeto typowym dla recenzenta: "warto/nie warto", odpowiem dwojako. Dla nie
znających teorii magii synkretycznej książka ta jest ze wszech miar godna polecenia. Choćby przez
wzgląd na atrakcyjność poznawczą owej koncepcji. Tych zaś, którzy czytali Rc/(jonalno.\:(' ... nie
czekają odkrycia nowych lądów, lecz powtórzcnie znanych wniosków (jednak bcz rozważań
a racjonalności magii). Autor zresztą zdaje sobie z tego sprawę (s. 6). Zastanawiam się więc: dla
kogo jest ta książka? Misji popularyzatorskiej nie spełniła, znawców nic zaskoczyła - więc dla
kogo? Może dla studentów antropologii?
Tarzycjusz
Marek
BI/liński
241
Sławoj S zy n k i c w i CI., /'okrewieI7s1wo.
Warszawskiego,
Warszawa
1992, ss. 354.
Prawdopodobnie
studia
żadna
z dziedzin
nad pok rewieństwem.
początków
dyscyliny,
Książka
tradycji
badawczych
badań
z tego
jest
pierwszym
etnologii
w świetle
w nauce
zachodniej.
zakresu
w literaturze
z perspektywy
etnologicznej.
blematyki
i pobudzenie
zainteresowania
nią w środowisku
specyficzną
sytuację
wyjaśnienia
autora
na temat
badań
ważności
miejsca
w nauczaniu
zakresu
w zachodnim
piśmiennictwie
czynami
nieobecności
(poza
polskiej,
jak
przyczyny,
też innych
znalazło
etnologicznym.
niclicznymi
nie dostrzcgać
problemu"
(s. 9). Podobną
Autor
dochodzi
w etnografii
radzieckicj,
pokrewieństwem.
problematyki,
Autor
się utrzymać
słusznie
zauważa,
środowisko
pokrewieństwo
plikowanie
jako
etnologiczne
przedmiot
etnologii.
Ten szczególny
kontckst
z dziedziny
prowadzonych
materiałów,
dobór
ważnych
i w pełni
sprawozdaniem
rzutuje
zwi,!zane
koncepcji
etnologii
że "trudno
w okresie
przy-
w etnologii
wyjaśnić
zdawała
powojennym
ujęcie pokrewieństwa
że najistotniejsza
osiągnięć
zaniedbań
przeszkodą
się
również
L. H. Mor-
przyczyna
zachodnich
w uprawianiu
orientacji
tego
badań
nad
i nauczaniu
tej
w tym, czym jest
jest
też zapewne
omawianej
książki.
Prezentuje
aspekty
stanowisk
autora,
prac
będ,!ccj
na temat
rozdział,
zatytułowany
niezwykle
obszernego.
poczynając
L. Morgana,
badaczy
interpretacji
znaczne
skom-
współczesnych.
jako
w historii
argumenty
czytelnika,
kim przez
sporu:
E. Gellnera
problemów
i ogromu
tematów
Ponadto
nie jest
jedynie
zagadnień
i stanu
nad
wynikiem
wieloletnich
aspektów
"Z historii
Autor
badań
koncepcji
Według
i D. M. Schneidera
kulturowo
określony,
Drudzy
natomiast
utrzymuj,!,
że pokrewieństwo,
syntetyczne
rozwoju
kwestii
i jego
kon-
określenia
dość
aż do
natury
trudne
dla
usytuowanie
tego zagad-
prezentuje
wyczerpująco
Autor
i stanowiska,
które
przede
wszyst-
reprezentowanych
mają
charakter
przy czym oba te aspekty
w rozumieniu
nad
ogromnego
C. Levi-Straussa,
genealogicznego
pokrewieństwa
opraco-
studiów
-
te, choć zapewne
współcześnie
więzi
się w sposób
na gruncie
RadclitTe-Browna
pokrewieństwem.
wyrażają
konsekwentnym
a szczególnie
na kluczowe
tzw. stanowiska
pierwszych,
etapy
jest ważnej
Rozważania
ze względu
nad
zwięzłe,
na czele, prace
poświęcona
etnologii.
studiów
stanowi
Malinowskiego,
z G. P. Murdoekiem
badań
Jest
i pionierskich
podstawowe
ewolucjonistycznych,
dwa rozdziały)
nimi.
przemyśleń
problemu",
Riversa,
książka
pokrewieństwa.
przedstawia
a jedynie
Lud l. LXXVt
Niemniej,
wielości
problematyki.
dla
przedstawicieli
socjologicznym.
a raczej "zbiór
(s. 12). Wobec
trudny.
są niezb<;dne,
teoretycznych
dwu stron
nazywa
(kolejnc
w rozlicznych
się, że nie jest to podręcznik,
wybór
badania
przedmiotu
zastrzega
ona podstawowe
adwersarzy
jest to przemyślany
amerykańskich
Duża część książki
nieprzygotowanego
od
poprzez
tynuatorów,
pokrewieństwa
Autor
różnych
Pierwszy
pokrewieństwem,
główne
rcprezentatywnych
wanie tematu
16 -
sytuację
z tego
się nad
się pod jej wpływem
nie ma dostatecznej
na charakter
bardzo
z poszczególnych
wyrazem
autor
literatury
do analizy procesów
zmienności
systemów
których uparcie trzymano
się, szczególnie
z pokrewieństwem"
był nicwąpliwic
polskiej
nienia
Przyznaje,
na
wstępne
jej kluczowego
pokrewieństwa
w świetle nowych
Istotną
pokrewieństwa,
przez badaczy.
esejów na pewne tematy
wkładu
dla etnologii,
tematyki
że wskutek
w Polsce
są
tematu.
zagadnienia
sporach
nic dałoby
uzasadnione
zastanawia
wniosku,
lekceważenia
leży "w braku teoretycznych
podstaw
pokrcwieństwa"
(s. I O). Konccpcji ewolucjonistycznych,
Ze względu
S. SzynkiewicI.
ewolucyjne
do
przybliżenie
etnologów.
w pełni
znajdujących
w nauce marksistowskiej
miejsce.
tej pro-
Europy.
i krajów
skoro
studium
jest
ogromnej
i wschodniej
niemiecka
ważne
systematycznym
autora
i wc Francji,
przyczynkami)
środkowej
polskiej
pokrewieństwa
anglosaskim
nauka
wytłumaczyć,
gana
problematyki
w świecie
krajów
dla których
konsekwentnie
trudno
dyscyliny
sięgających
polskich
kraju,
w Polsce, jak
bogatych,
Celem
w naszym
Uniwersytetu
nie jest tak zaniedbana
szczególnie
ujętego
tej dz.iedziny
Wydawnictwo
etno/Of}iCZlle,
Jest to fakt bulwersujący,
S. Szynkiewicza
pokrewieństwa,
Studium
etnologicznym,
biologiczny,
są nierozdzielne.
ma
charakter
242
społeczno-kulturowy.
Sporo
błędne
wyobrażenie
o biologicznym,
nauki.
Autor
także
z adopcji,
wskazuje
miejsca
ponadto
samo
rekrutacji
do grup
żeniu
wyjątkowo)
także
krewnych
w danym
systemu
pokrewieństwa.
Zdaniem
autora
poziom
należy
posługiwanie
krewniaczych
społeczeństwie
To
pokrewiel\stwo
jest 7ja~viskiem
Te dwa
poziomy
ale powinny
być rozdzielane
nic tylko
mogą,
-
biologię
nego,
zostaje
podobne
zatem
prawa,
z przyjętym
urodzenie.
wyróżniających
określenie
potraktowania
przypadek
jako
nadająca
wobec
tcrminów
je od innych
terminów
nazw
pokrewieństwa
pokrewieństwa
pozycji
pozwala
obj"ć
i spo-
od siebie.
sity zdecydowanie
badań
za
etnologii
kwestii tzw. pokrewieńpokrewieństwa
równc
jako
fikcyj-
<:zy przynajmniej
fikcyjnego
pokrcwieństwa
jeden
biologiczny
przedmiotu
jako
Stanowisko
rozumieniem
istniejącego
genealogiczne.
niezależ.nie
opowiada
jest m.in. sposób
pokrewieństwa,
kategorii
dwupoziomowym:
często
w zakres
(w zało-
Iccz zasady
i badanie
jako
ujmowana
uniwersalne.
różnych
czy aspekty,
S. Szynkiewicz
pokrewielistwa
stanowiska
w literaturze
przez autora
nych cechach
"takie
charakterze
wlączona
jak
i etnologię.
lecz
stanowisko
znaczeniu
dyscypliny
przyjętego
bliskość,
podważaj,!cych
do
z urodzenia,
dopuszczają
O bliskości
nic ich biologiczna
potoczne.
przenikją
bynajmniej
takic
do kultury.
przez dwie różne
Adopcja,
nic jest
ale grupy
członków.
przykładów
wynikające
-
łecznokulturowy,
Konsekwencją
przyłączania
kilka
rclacje
w najszerszym
drugi
tezą o społeczno-kulturowym
i przekonująco
to uzasadnia.
nic tylko
urodzenic,
w jaki sposób
wityzi pokrewieństwa
się genealogią
jest
decyduje
tylko
czytelnikom,
charakterze
włączają
inne sposoby
do natury,
stwa fikcyjnego.
uświadomienic
wrodzonym
m.in., że genealogie
Podstawą
-
zajmuje
wi"że
się również
nazw statusu,
o specyficz-
społecznych.
Zdaniem
nim również
cZtyść tzw. pokrewieństwa
S. Szynkiewieza,
fikcyjnego" (s. 82). Według autora, pokrewieństwo
fikcyjne winno być nadal wyróżniane
typologicznie ze względu na pewne odrębności, jednak należy je traktować jako cZtyŚćszeroko rozumianego
pokrewieństwa,
podobnie,
jak traktuje
czy chrześniactwo
i kumostwo
rodzaju
można
ujmować
łącznie
cechach
(rodzice
chrzestni
czy "bracia
zalicza
jednak
do pokrewieństwa
kategoria
krewnych).
wyrażające
się użyciem
bądż
terminu
Autor
terminów
"siostra"
(s. 82), że tych
w odniesieniu
przypadków
należałoby
traktować
"brat",
nego jako
rodzaj
tcrminów
pokrewieństwa,
trwałych
zwracaniu
się do owych
do pielęgniarki
nie zaliczając
tu raczej
występujących
w tzw.
osób.
Użycie
oczekiwania,
nie dotyczące
krewniaczych.
Istnieje
świadomość
pełna
stwie do wymienionych
Zgodnie
z przyjętym
nie mają charakteru
jednak
tcrminów
nazw statusu
krewniaczego.
możemy
włączyć
oddzielnie;
jak
byłoby
przypadków
krewieństwa
Po
sądzę,
lepiej
nie nazywać
omówieniu
"pokrewieństwem
wstępnych,
autor
społecznych,
zachowań
oraz
wstają
szeroko
rozumianego
wokół
krewieństwa".
nych
nazw
pokrewieństwa
proponuje
Terminologia
statusu.
swoją
pokrewieństwa
Wymienienie
wyznaeza
zakres
jej
pełnienia
zastosowaniem
przy
bezpośrcdnim
całości
odpowiednich
ról
nie dochodzi,
w przeciwień-
obrzędowego,
do nawi,!zania
stałych
metaforycznie
zastosowane
zdaje się więc rozbicie
do pokrewielistwa
i cz.,:ść, którą
metaforyczncgo
jego
istotnych
definicję:
więzi.
terminy
pokrewieństwa
trzeba
rozci'Igni.,:cia
w definicji
dla
delimitacji
.,pokrewieństwo
ich kulturowemu
reprodukcji
wstała
terminołogii
się, że
rozumia-
tych tcrminów;
podlegających
procesu
tym słusznie,
Wydaje
fikcyjnego,
czyli
-
zakonnych,
(jak /.feszt,! piszc S. Szynkiewicz.
bynajmniej
bardzo
własną
koncepcji
specjalna
relacje
traktować
tcrminów
po-
fikcyjnym".
a zarazem
problemów,
jako
przy
z metaforycznym
adrcsowej.
Niezręczne
na jego część, którą
PrzYl1laje
tego
wszakże
inne
wspólnot
do pokrewieństwa
pokrewielistwa,
fikcyjnego
także
pokrewieństwa.
sygnalizuje
powy7.ej form pokrewieństwa
rowmieniem
kategorii
formie
umowności
są traktowani
do członków
krwi
Zwi<jzki
pamitytając
fikcyjnego
do czynienia
tych terminów
s. 78-79) pewne
krwi"
w szpitalu.
do
ich także
więzi. Mamy
obrz.ędowcgo.
pokrewiclistwcm,
w stosunku
włączyć
może być braterstwo
pokrewielistwa
z "właściwym"
"siostra"
nie można
je odrębnie,
tzw.
Przykladcm
przypadki
rzeczywiście
o ich odrębnych
się powinowactwo.
-
społecznej
pokrewieństwa
to
całość
uogólnieniu.
i stosują
więzi
które
po-
terminologię
po-
zdefiniowa
już wczcśniej jako systcm specyficz-
zwraca
uwagę
pokrewielistwa.
na
Zgodnie
że zasięg
systemu
z wcześniejszymi
fakt,
tezami.
243
definicja nic odwołuje sir; do biologicznych aspektów pokrewieństwa, traktuje je autonomicznie,
jako spolec7.l1o-kulturową kategorir;. Autor jcst świadom, że "sformułowanic jeszezc jednej definicji
nic zlikwiduje istniejących nieporozumień" (s. 93). Dobrze jednak, że podjął sit; tej próby, jasno
określając swoje rowmienie pokrewieństwa, nic ukrywając przy tym nurtujących go wątpliwości
i licznych kontrowersji związanych z tym skomplikowanym tematem.
Kolejny rozdział ksiąi.ki dotyczy zagadnień terminologii pokrcwietistwa. Przedstawia zarys
rozwoju zainteresowań terminologią, postt;pów w zapisie terminów, problemów związanych z tzw.
terminami klasyfikacyjnymi i ich szczególnej roli w badaniach nad pokrewiełlstwem. Nastt;pnie
omawia najwai.niejsze typologie systemów terminologii pokrcwieństwa:
Morgana, Lowiego,
Murdocka i Kriukowa, wyszczególniając kryteria tworzenia kategorii nazewniczych przyjęte przez
tych badaczy jako podstawa tworzenia typologii. Być może (niezależnie od zamieszczonych
tabelek, prezentujących schematycznie kompozycję terminów w poszczególnych typach według
różnych klasyfikacji) pomocnc dla lepszcgo zrozumienia zasad poszczególnych typów byłoby
załączenie schematów obrazujących relacje pokrewieństwa i odnoszące się do nich nazwy. Pewne
wątpliwości budzi umieszczenie tego rozdziału przed omówieniem systemów pokrewiellstwa.
Podobnie, w ostatniej C/l;ści ksi,!i.ki, o zmienności pokrewiełlstwa, pierwszy podrozdział dotyczy
przeksztalceil terminologii, a dopiero drugi - zmian systemów pokrewietistwa. Tymczasem autor
sam stwierdza, że "iakakolwiek ich (terminów pokrewietistwa - D. P.-G.) zmiana winna być
poprzedzona przekształceniami stosunków pokrewieilstwa". Układ taki, przynajmniej w drugim
przypadku, przyjr;ty zostal zapewne dlatego, że w praktyce najczęściej o zmianach stosunków
pokrewieilstwa wnioskuje się ze zmian w terminologii (patrz s. 292-293).
Rozdział zatytułowany "U źródeł pokrewieństwa" rozpoczyna się od części, która, zgodnie
z lradycyjnymi, wywodz<!cymi się jeszcze z ewolucjonizmu zaintercsowaniami, sit;ga do początków
pokrcwicilstwa. Autor podkrcśla, i.c zarówno tezy ewolucjonistów o pierwotności "matriarchatu"
w stosunku do "agnatyclonych zwi'!7.ków", jak i twierdzenia przeciwne, o pokrewicństwie
patrylincarnym jako właściwym pierwotnym społecznościom zbieracko-łowieckim, zostały podważone przez dalsze badania. Poświadczono możliwość wystt;powania różnych kierunków
rozwojowych, kształtowania się w sytuacji pierwotnej tak systemów matry-, jak i patryłinearnych
oraz bilateralnych. Świadcz<! o tym przykłady ludów zbieracko-łowieckich o najprostszej organizacji
społecznej, spośród których autor omawia Szoszonów i Buszmenów! Kung. Zwraca uwag.;: na
plastyczność tego typu systemów, które w zależności od zmieniających sit; warunków mogły
przeobral.ać się w rói.nych kierunkach. Wskazuje również na znaczenie rezydencji małżeilskiej, która
wpływa delerminująco na kS/.tałtowanie się określonych systemów pokrewieństwa.
W dalszej cz.;:ści rozdziału autor definiuje terminy o podstawowym znaczeniu dla teorii
pokrewieilslwa: pochodzenie, filiacja, grupa pochodzeniowa. Charakteryzuje również poszczególne
lypy rezydencji małżeńskiej oraz rodzaje grup pochodzeniowach (lineaż, ród, fratria, moiety).
Problematyka zwi,vana z pochodzeniem i grupami pochodzeniowymi przewija się często także
w następnych partiach pracy. Jednak w podejściu do tych zagadnieil można dostrzec pewne
niekonsekwencje. Autor zdaje się opowiadać za definicją pochodzenia wywodzącą się od Riversa,
kontynuowaną przez Radeliffc-Browna, ograniczającą ten termin do przekazu unilinearnego.
Z kolei, wyliczając (w podrozdziale o systemach marginalnych) sześć logicznie możliwych
wariantów przekazu pochodzenia, wymienia również "przekaz dowolny", właściwy systemowi
bilateralnemu. We fragmencie pracy dotycz<!cym pokrewieństwa bilateralnego przedstawiona jest
polemika mit;dzy badaczami brytyjskimi, ograniczającymi pochodzenie do unilinearności, a antropologami amerykallskimi, rozciągającymi stosowanie terminu pochodzenie również na przekaz
bilateralny. Wprawdzie autor pisze, że spór ten "uświadomił konieczność odabsolutyzowania
takich pojęć. jak pochodzenie i unilinearność" (s. 264), ale w glosariuszu jednoznacznie definiuje
pochodzenie jako zasadr; wywodzenia unilinearnego pokrewieństwa od społecznic uznanego
przodka. Również zgodnie z tradycjami brytyjskiej antropologii, S. Szynkiewicz akcentuje
rozumienie pochodzenia jako kryterium rekrutacji do (unilinearnych) grup pochodzeniowych, a nie
244
jcdynic
sposób
pochodzenie
o
ustalania
"zakłada
kształtowaniu
się
małżeńskicj,
autor
nie jcszcze
organizacji
wiązanie
pochodzenia
funkcja
jest
z przodkicm.
grupy
stwierdza:
systemów
"Tutaj
grup
Wcdług
pochodzeniowej".
unilinearnych
jednak
wai.na),
chodzi
rozumicnia
cj,! ograniczaj,!ccgo
pochodzeniowej
ta jcgo
bardziej,
zgodzimy
się, ic
mówić
również
jeśli
rzutuje
na definiowanie
przcz
wyłącznie
unilinearnej.
Również
jest
zdefiniowana
jako
autor
stwicrdza,
żc wykazano
charakteryzuje
się więc konsekwentnie
Sądzę
ambilinearnych
grup
pochodzcniowych
unilinearnych
(i analogicznie
o rekrutacji
członków
-
grup
się wokół
wspólnego
do
"plemiona
przyjmujące
czc;sto
w innym
pochodzeniowej:
micjscu
zgodnic
gcnealogii,
pochodzcniem
inaczcj
z przyjętą
"wszystkic
(wśród
koncepcją
nich
plemiona
pochodzcniowymi"
(s. 154). Konstatacja
ujawnia
trudności
związanc
powyższc
cytaty.
Następnc
dwa
krewieństwa,
które
równorzędne
wzglc;dem
małżcńskiej
sicbie.
pochodzcniowa"
plemiona
(s.
odwoluj,!ce
idcologii
twicrdzi,
krewniaczymi
z wcześnicJszych
stosowaniem,
co
systemem
świata
lepicj zbadane.
cechuje
obszernie
nie są bynajmniej
zgodność
pfI.ekazu
z jedncj
rozwiązywać
problemy
muszą
do mężczyzn
należących
Wystc;pują
kulokaina
tu trzy rozwiązania
dotyczące
rezydencji
małżei\skiej:
matry-,
rezydencja,
z których
każda powodujc
pewne nicdogodności.
choć
większą
dysponują
"potrójną
sztywnością
i mogą
kontrolą"
ulegać
nad
pochodzenia.
wynikające
grup
z faktu.
pochodzeniowych.
patry-o bądź awunAulOr wykazuje.
je
systemem
dczilllcgracji.
omawia
linii pochodzeniowej).
matrylinearne
się
istotne
na
a tym bardziej
Autor
społeczeństwa
patrylinearne,
i zasługiwałoby
które
(w rc;kaeh mc;żezym
do matrylinearnych
po-
pokrewieństwo
patrylinearnym.
i patrylincarncgo,
niemniej
porównamy
systemowi
Wprawdzie
nałeży
systemy
jcśli
i patrylincarnemu
systemy.
się na
grupami
tez autora,
widać,
Natomiast
charakteryzują
oparcia
siC; domnicmanym
żc władza
w nich
siC; do
;ie mimo
z pewnością
matry-
159).
pochodzeniowych"
charakteryzujących
są
znacznie
patrylinearny
"pochodzenie'').
że należą
grup
1/3 społeczeństw
u okolo
i władzy
termin
o "innych
pozostałe
zostały
,.grupa
dodając,
logiewie
matrylinearnego
System
czy
terminu
również
spotykanym
unilinearne
(patrylokalncj)
się, że
bilateralnych
etnicznych,
są kołejno
występuje
systemu
choć wydajc
wystc;powanie
np. grupach
grup
ich
ambilinearnymi
wspomina
P.-G.)
zostały
z najezc;ściej
ale systemy
eharakterystycZl1e
D.
poświęconc
tu się znalazło,
matrylinearnym,
-
zwanych
stanowiskiem,
pokrcwielistwa
rodzajc
ta wynika
omówione
potraktowanie
,.autentycznie
pozornych
z konsekwcntnym
rozdziafy
a w trzccim
grup
grup.
autor
charakteryzuje
wymicnione
"po-
bilatcralnych
nale;i.y traktować
postać
grupy
książki
krcwniacza.
ograniCl.ać
przodka",
omawianej
grupa
za jcdnym
szcrzej
Konsekwen-
było określanie
i korporacyjna
rodzaj
pochodzeniowych,
integrujących
Tymczasem
ten
nie pozwala
pochodzeniowej.
w glosariuszu
że udokumentowane
grupach
rezydeneji
można
brytyjskich
istnicnic
też szczegółowo
jednak,
grupy
badaClY
unilincarna
Nie opowiada
symetryczne
definicyjnc
(chociaż
brytyjskiemu.
cechy
sir; słuszne
pochodzeniowej
bliższy
bilateralne,
nie wydaje
a wir;c niekoniecz-
do grupy
(s. 264-268).
fikcyjnej
rezydcncji
unilinearności,
(s. 13R). Zatcm
pochodzcnia
w tekścic
pochodzcniowych",
nich
gdzie mowa
o formy
przynależności
tym
pochodzenia
grupa"
Pisząc
w glosariuszu.
miejscu,
w oparciu
o powstanie
traktowania
jako
chodzeniowa
do grup
zamicszczonej
w innym
bilateralnym.
Sposób
jcst
dcfinicji
Niemniej,
pokrcwieństwa
pochodzeniowych"
z wyznaczaniem
niezmiernie
o pochodzeniu
JcdnaLi.e
związku
istnienie
pokrewiclistwa.
Przeciwdziałają
temu
mechanizmy
rozwiązywanie
takie, jak wyczcrpująco
opisany
proccs
segmentacji
lineaży,
adopcja,
zbrojne
wewnętrznych
konOiktów.
Natomiast
systcmy matrylincarne
są bardziej elastyczne.
przystosowują
sir; do zmieniaj,!cych
składem
członkowskim"
została
rezydcncja
stwa
matrylinearnego.
warto
podkreślić,
nic unika
trudnych
za pomocą
natolokalna,
Chociaż
uważana
odrc;bny,
że w całej książce
zagadnień
się warunków
różnych
autor
przede
form rezydencji
wszystkim
poprzez
mał7.eńskiej.
Szeroko
przedstawiona
za formę
prowadnIC,!
ostatni
rozd/ja!
dotyczy
zmienności
pokrewielistwa.
siC; uchwycić
dynamik
C;systemów
pokrewiei\slwa,
ich przeobrażeń,
przekształcania
stara
ich genezy, czynników
sprawczych
do wykształecnia
"mancwrowanie
sir; pokrewiel\-
245
si<;:jednych
systemów
polemizuje
I. wyjaśnieniami
czytelnikom
W
otwartość
rozdziale
omówienie
-
dopuszczały
równorzr;dność
na jednoczcsnym
innych
podwójnego.
omawia
system
Opowiada
któregu
jest
jego
Jest
tu zgodne
może
pokrewieństw<J
cechuje
patrylinearne,
wynikać
być jedną
transformacji
i majątkowa
w ścisłym
znaczeniu
w procesie
tych systemów,
matry-
grupy
n<Jlcży mówić
bi-, a nie unilinearny.
Autor
ewolucji
podwójnego
systemu
wspólnota
słowa,
się z reguły
od matry-
gdzie indziej
do
(s. 336)
patrylinearnej
do
systemów
patrylineażu,
a więc to
są
do patrylinearności,
pełnią
matrylinear-
podwójnych
przechodzenia
(tc pierwsze
przytacza
że ,przejście
to o znacznym
pochodzcniowc
definicji,
systemu
Czy świadczy
charaktcryzuj,!cyeh
że
się do
od organizacji
tego
stwierdza,
a więc odnosi
Wir;kszość
patry lokalna
matry/inearne.
przypadku
(s. 24[), choć
ohserwaeji.
poza
wówcz<Js, jcśli
S. Szynkiewicz
Murdocka,
traktuje
nawet
charakterze
niż odwrotnic"
przypadków
matryZdaniem
że wszystkie,
dotyczącc
z dróg
rezydencja
podwójnym
i patrylinearne
pisze,
ale raczej
o przejściowym
z niedostatków
na cechy strukturalne
stronie
dyskusje
korporacyjne
niż grupy
o sysll:mie
autor
przez ojca i przez matkr;,
z założeniem
zajmuje
zasady
klas małżeńskich.
były więc unilinearne
jest linearny,
mialoby
miejsca
tcn, choć obic linie filiacyjne
micjscu
występowanie,
się za hipotcz,!
z<Juważa, iż nikta dokumentacja
czeństw
łinii -
b<Jrdl.iej prawdopodobnc
matrylinearnej
społeczeństwach
system
na tej samej
podwójny
występowanie
ku patrylincarnemu.
patrylinearności
-
dużo
wyst<;:powaniu
australijskich
w innym
Zreszt,!
tego systemu,
cmpiryczne.
źródłowej,
uświadamia
ohu linii" (s. 257). S,!dzr;, że w tym ostatnim
Zatem
cechy
pokrewieństwa,
grupy
badaczy
zakład<J wyst<;:pow<Jnie dwóch
szeroko
dokumentacji
a jednocześnie
pokrewicństwa"
słynnych
Także
a obilinearności.
systemu
autor
systcmy
..wylll<Jcz<Jły linir; (... ) przodków,
nie o unilinearności,
nego
"Powstałe
unilinearny.
systemy
z bogatej
badaczy,
polcgaj,!cego
ściśle z organizacją
jak szcrcgu
pozostaje
korzysta
różnych
problemów.
zwi,!zanego
bilateralnym,
przykłady
przez
podwójnego,
podobnie,
bilincarność
analizach
tych
syslemu
równorz<;:dnie,
W swoich
proponowanymi
zatytulowanym
i patrylinearncj,
autora
w drugie.
"silniejsze"
w
zaawansowaniu
tych
społe-
czy może wskazuje
"podziałem
np. funkcje
funkcji"
kultowe
między
i prawne),
co
przyCl.ynia si<;:do harmonijnego
dzialania
systemu społecznego?
Świadczylby
w książce przyklad
Yako z Nigerii. W pełni przckonująca
jest natomiast
o tym przytoczony
sugestia
autora,
że
systemy
występowania
podwójne
pochodzeniowych,
wspólnoty
należy
wyodrr;bnić
których
korporacyjność
mai,!tkowej,
Pokrótcc
jak
omówione
marginalnc,
ponicważ
postuowal
zostały
bardzo
..bilateralnym
e/.r;sto.
bilinearnym",
pr/.y og(·)lncj
z Occanii.
wystr;puj,!
przodka
wyprowadzane
wyst<;:powanic
różnicc
Ostatni
rozdział
dowolncj
dotycz,!CC zmian
Autor
wskazać
byłohy
zmian
?.wraca
możliwe
tcrminologii,
uwagr;
na proccs
tych przcobrażcll.
ciagłych
przckształccń
ZIlanym
charakteryzuje
zasięgu.
Autor
wskazuje
które
jego
wybrał
stosunków
najpierw
a nie trwałe,
zagad-
pokrewieństwa.
ogólniejszc
przypadck
polski
krewniaczych.
pokrcwieństwa
miydzy
na
zdaniem
dwie grupy
przedstawić
w stosunkch
systemów
zależności
np.
typ bilateralny
a nast<;:pnie przcdstawić
z przeobrażeń
go
i "am-
od wspólnego
Autor
-
bilateralny,
nazywać
pochodzenie
i zmiany
odwrotną
Pokazuje
przypadków,
za
pozostają
"bilateralnym"
jednostkę
i jej związki,
grupy pochodzeniowe.
pokrewieństwa.
wynikających
woli
pokrcwieństwem,
tcrminologicznego
kierunki
z tych
płci. Natomiast
pokrcwieństwa,
systcm,
autor
nazywane
w których
zaintcresowania
od jednostek,
kolejność
systcmów
typy,
uznanc
zatem
ostatni
(i dlalego
o zróżnicowanym
systcmów
systcmu
zastosować
grup
w sensie
i przeciwległy,
Natomiast
a bilateralnym
w ccntrum
niczalcżnie
zmian
polskiego
lepiej
płynnych,
systcmami
stawiając
społecl.llcj
nic tylko
udokumentowanc,
W drugim
ogniwa
Być może
przykład
dwa
jcst prlez
rozważania
jako
jego
"kognatyczny".
krcwniaczych,
dotyczy
przckształccnia
rozwiązań.
pochodzcniowc,
unilinearnymi
szerzej,
równoległy
on niejcdnorodny
grupy
działa indywidualizuj'Ico,
istniejące w strukturze
nień:
jest
ambilincarne
krr;gów
mir;dzy
pokrewieństwa
wyróżniono
nazwie
kryterium
rozumieć
nic jest dostatecznie
niż rzcczywistych
pokrewielistwem"),
jednak
.I. Goody.
systemy
Ponieważ
na podstawie
trzeba
ich wystr;powanie
one raczej w sfcrze możliwych
spotykamy
definicyjnie
systemem
i stara
się
pokrewień-
246
stwa a terminologią, czynniki wpływające na powstawanie okrcślonych systcmów pokrewieJ\stwa
i ich zmiany. Do najbardziej prawdopodobnych, a niedostatecznie jeszcze zbadanych determinant
zalicza środowisko przyrodniczc, sposób gospodarowania,
charakter wlasności i kryteria jej
dziedzic7.enia. Część rozdziału dotycząca przemian polskiej terminologii pokrewicństwa wyczerpująco i jasno przedstawia ten proces. Wskazuje na cechy systemu pokrewicństwa i jego zmiany.
które wpłnęły na powolne przekształcenia terminologii. Stopniowej redukcji uległa terminologia
rozdzielająca uprzednio krewnych ze strony ojca i ze strony matki oraz terminologia powinowactwa. Autor zauważa, że "przcjście polskiej terminologii do pełnego typu lienarnego, i co za tym idzie
pelnej bilateralności, dokonało się współczcśnie przez eliminację slryju" (s. 277). Poprzednio
tcrminologia ta mieściła się częściowo w typie linearnym, a cz"ściowo w bifurkacyjno-bocznym.
Książka zaopatrzona jest w starannie dobraną bibliografię, zawierającą zarówno najważniejsze pozycje klasyczne, jak i nową literaturę. Dokonanie takiego wyboru było niewątpliwie bardzo
trudnym zadaniem, jeśli weźmiemy pod uwag" ogrom literatury z tej dziedziny. Załączone
streszczenie w skondensowanej
formie omawia glówne tezy pracy, ułatwiając czytelnikowi
orientację w skomplikowanych zagadnieniach pokrewieństwa.
Temu samemu celowi służy udatnie glosariusz, zawieraj,!cy objaśnienia podstawowych
terminów pojawiających się w ksiąźce. Sformułowanie odpowiednich definicji wymagało od autora
jasnej deklaracji stanowiska. Z tego zapewne wynikają pewne niekonsekwencje w stosunku do
tekstu, częściowo wzmiankowane już wcześniej. Dlatego chyba występuje tu hasło "unilinearna
grupa" (pochodzeniowa), a nie ma hasla "bilatcralna" b,!dź "amhilinearna grupa pochodzeniowa".
choć została ona omówiona w tekście. "Linearność" zdefiniowano jako zasadę "identyfikowania
pochodzenia przez wybór jednej linii konsekwentnego przekazu pokrewieństwa ... ", co nal,~żałoby
określić raczej jako unilinearność (tego hasła nie ma). NiepotrzebIlle pojawia się dwukrotnie hasło
"grupa pochodzeniowa" (za drugim razem w odwróconej kolejności - "pochodzeniowa grupa", co
nic jcst stosowanc w przypadku innych haseł). W pierwszej definicji jesl ona określona jako .,grupa
krewniacza utrzymująca tradycję wspólnego pochodzenia ... ", bez założenia jej unilinearności.
a w drugiej - jako "unilinearna (... ) grupa krewniacza". Nie ma haseł typu: patry-, matrylinearne
pochodzenie; wyjątkiem jest "podwójne pochodzenie", definiowane jako "system, w którym istnieją
równocześnie dwie kategorie pochodzeniowe ... ". Byłoby więc Icpiej sformułować hasło: "podwójny system pokrewieństwa". Jednakżc nie znajdujemy w glosariuszu haseł wyszczcgólniających
wszystkie systemy pokrewieństwa; jest jedynie "ambilinearne pokrewieństwo" oraz "bilateralne
pokrewieństwo", tłumaczone jako "typy" pokrewieństwa. Występują hasła omawiaj,!cc cztery typy
terminologi pokrcwieństwa: "bifurkacyj no-boczny system terminologiczny", "hifurkacyjno-łączny
system terminologiczny", "generacyjny system terminologiczny" i "liniowy system tcrminologiczny". Ten ostatni jednak pojawia się niepotrzebnie w nieco inncj wersji po raz drugi - jako
"lincarny typ terminologii pokrewieństwa", z osobnym, choć analogicznym wyjaśnicnicm. Hasło
takic mogłoby wystąpić jedynie w formie odsyłacza do hasła główncgo (lak, jak hasło "kindrcd",
odsyłającc do "kręgu krewniaczego").
Należy podkrcślić staranność opracowania zał,!czonych, bardzo przydatnych indeksów (osób;
nazw etnicznych i obszarów kulturowych, oraz indeksu rzeczowego), a także zilustrowanie
wywodów czytelnymi, pomagającymi w zrozumieniu tekstu, tabelami i rysunkami.
Szcroki zakres tematyczny, wielość poruszonych w'!tków sprawiła, że, mimo obszerności
rccenzji, mogłam omówić i przedyskutować dokładniej tylko niektóre, wybranc zagadnicnia.
Wbrcw zastrzeżeniom autora o eseistycznym charakterze książki, stanowi ona staranny wybór
najważniejszych problemów z zakresu pokrewieństwa. Duży stopień skomplikowania tematyki,
dyskusyjność poszczególnych zagadnień, wpływa na zawiłość niektórych fragmentów wykładu.
Taki jcst jednak charakter przedmiotu. Należy podkrcślić, że autor, pomimo, a możc właśnie dzięki
doskonalej znajomości tematu, nic przemawia ex cathedra, a przeciwnie, uczciwic podkreśla
nurtujący go niepokój, otwartość wielu zagadnień, niemożność oferowania jednoznacznych
rozstrzygnięć. Jak sądzę, autorowi udało się osiągn,!ć równowagę mi"dzy prczcntacją polemik
247
i kontrowersji
trudnym
badawczych
7adaniem.
zaniedbywanej
publikacji
a ukazaniem
Dobrze,
dotychczas
opracowanej
własnej
wizji pokrewieństwa,
że nareszcie
polska
problematyki
o
w tak
kompetentny
co na pewno
etnologia
doczekała
podstawowym
znaczeniu
dla
i inspirująCY
do dalszych
badań
Danuta
WarlO.vci \ol' "ultur2e
f'ols"iei,
W 19119 roku
polskiej".
praca
zbiorowa
w Kaz.imierzu
nad
pod
Wislą
red.
odbyła
sir; sesja
z niej dość długo oczekiwały
na wydanie,
i cenionej
Fundacji
Pomocy
Szkołom
na Wschodzie
wydawca
zawacza,
że jest
to
bynajmniej,
że zastosowano
i że tom
nic zainteresuje
Przeciwnie,
a jednocześnie
Polskim
poz.ycja
adresowana
w niej jakiś szczególny
czytelnika
zarówno
sama
głr;boki, czynią
do
tości uniwersalne.
-
problematyka,
pracr; godną
o zjednoczonej
kulturze.
swoją
zakładające
powiada
Ale w tym
tożsamość.
(np. uproszczony)
procesie
Jest
jak i sposób
i wygodzie, jej ujednoliconej
potrzcbne
wyobrażnia
i spontaniczność
zaruwno
i monDtonna,
wartości
wspólnym
rynku
jednoczenia
sir; narody
nie chcą
zatracić
najbardziej
w interesie
i technice,
poszerzającemu
i kolorystyka,
odmienność
A to zapewnić
prac zamieszczonych
klóra
jest
rozważań,
system
wartości.
z kilkudzicsir;ciu
wymieniali
jako
selekcji:
a) spośród
autorów
analizowanych
wybrali
te, które
owych
~ zaznacza
L. Dyczewski
nie doczekał
polską
wybrano
h) 25 wartości
-
te, które
kulturę
były
dla kultury
raz
elemennajbardziej
głos
Wybrano
wybrano
redakto·
je w sposób
25 wartości,
podwójną
które
drogę
ich
najezr;ściej
wymieniane
przez
56 "sędziom",
aby spośród
nich
polskiej
i są nadal
aktualne.
polskiej".
Jeden zestaw
za podstawowe
dla kultury
a stanowi
go wewnętrzna
wolność,
omówienia,
zgodnie
osią, centrum.
można
jeszcze
uznaliśmy
sir; odrr;bnego
systemów
-
naj istotniejszym
zastosowano
przedstawiono
typowe
-
i in-
Włochem,
są bowiem
pokrewnych.
Nastr;pnie
Są najbardziej
Francuzem,
Wartości
oddajmy
określających
w niej dzisiaj
i zrozumienia
scharakteryzować
-
dla niej typowe.
25 wartości
które
rozdział
b"dż z.espół wartości
pozycji
pozycji;
wartości,
"Każdy
wartość
najbardziej
ich zdaniem
zestaw
przcdmiotem
jaka
Są one jej rdzeniem,
kultury.
bogata
odrębności
wielobarwnym
tomie
każdej
i łatwości
nie stała się jednolita
w omawianym
rozpoznawczego)
wybran,!
być Polakiem,
do wyodrębnienia
znaku
jedną
By Europa
się tymi nazwami.
czasowi
utrzymanie
będzie
określające
Jej dostatkowi
i odczuwania,
Europa
przez grupy
Pragną
się wolnemu
kulturowej
dochodzenia
wiele
utrzymać
może jedynie
o to, co to znaczy
nimi .
siebie.
różnorodności
sir; pytanic
między
się i pisze
się Europy.
poznawania
grup etnicznych.
pojr;cie
i war-
wspólnej
etnicznej,
słowy, próba
ale także
gospodarczym,
grupy
omawia
wartości
jednOCZącej
mówi
najmniejszej
poprzez
i indywidualizm,
rozdziały.
sprzeczności
-
do zaniku
autoruw
powstał
-
Dyczewski
jak i małych
autorzy
drogą
sytuacjach
Leon
dopuścić
też "polskość",
następujący:
celny i zrozumiały,
naroduw,
tem (czymś w rodzaju
rowi -
w pewnych
w tworzeniu.
stawia
iż
materialu,
naukowych,
wielkich
uznawanych
precyzyjnie
prezentacji
nic wolno
z przekonaniem
Stąd
-
organizacji
Jest to, innymi
Fakt,
nie oznacza
w dyskusje nad tym, co dziś oznacza
sporu, sporu o wartości
narodowe
bez granic,
S,! rozmaitość
W tym kontekście
czy Baskiem.
Gonicwicza.
Wschodzie,
nic tyko kręgów
państw
istnieje. Tylko przy zachowaniu
teresującym
kontynentem".
w kulturze
się dzięki znanej już
jej przedstawienia:
zainteresowania
tomu
to jak
"Wartości
sposób
redaktor
federacji
komunikacji
kultur
istnienie
wc wstr;pie
Europie,
1993, ss. 276.
im. Tadeusza
na
sposób.
Lublin
ukazały
Polaków
dyscypliny,
krajowego.
szerokich rzesz czytelników
mocno zaangażowanych
..polskoŚć". Trafia ona bowiem w sedno istotnego
..Dzisiaj
na temat:
wreszcie
dotyczącej
naszej
Penkala-Gawęcka
L. Dyczewskiego,
Materiały
było niezwykle
sir; publikacji
lecz przewija
osobista
godność,
się przez wszystkie
Tą
honor
pozostałe
248
Biorąc pod uwag~ fakt, iż wartości wybranc i omawianc przez autorów kształtowały się przez
całe dziejc polskiego narodu, poszczególne studia mają charakter analiz historycznych, z tym
zastrzeżeniem, iż ostatnie dwa wieki zostały w szczególnym stopniu uprzywilejowane, ze zrozumiałych zresztą względów. Generalnie rzecz ujmując, intencją naczelną pracy jest próba
scharakteryzowania polskości, polskiej kultury poprzez podstawowe wartości, które stały u podstaw jej kształtowania. Tym samym ukazana zostanie specyfika polskiej kultury, jej odmienność
wobec każdej innej. W konsekwencji umożliwi to odpowiedź na pytanie: "co to znaczy (znaczyło)
być Polakiem 7" i "jak być Polakiem dzisiaj?". Jak widać intencje nie wyczerpują się tutaj na
poziomie opisu i oceny systemu wartości z perspektywy historycznej; jest to również próba zakamuflowana, lecz dla wnikliwego czytelnika oczywista - potwierdzenia funkcjonalności tego
systemu również dla czasów obecnych, ukazanie jego aktualności w dzisiejszym świecie pełnym
sprzeczności i chaosu moralnego. Nie przesądzając sprawy, pozostawiając - zgodnie zresztą
z intencją autorów - decyzję akceptacji lub odrzucenia tego rodzaju konkluzji czytelnikowi,
należy się przyjrzeć ich analizom i argumentacji.
Tom otwiera znacznych rozmiarów studium L. Dyczewskiego 7i'wało,~(' kultury polskiej. Jest
to, znacznie wykraczające treściowo poza tytuł, kapitalne, jasne i przejrzyste, a jednocześnie
niebywale celne wprowadzenie do kwestii relacji między grupą (tu: narodem) a kulturą.
Rozważając ogólne kwestie, wychodząc od pojęcia kultura, aż po szczegółowe zagadnienia
tożsamości kulturowej, czy znaczenie tzw. centralnych wartości kultury, autor ani na moment nie
traci z pola widzenia konkretnej kultury: polskiej. Tym samym jego studium ma wartość
podwójną, jest śmiało zarysowaną teorią, która swoje egzemplifkacje znajduje w skomplikowanych
dziejach bogatej polskiej kultury. Jest to jednocześnie niezbędne wprowadzenie do wszystkich
pozostałych tekstów.
Tenże autor razem z B. Jedynak prezentuje kolejne studium Rodzina - rodzinno,~/ - dom.
Nie sposób nie zgodzić się z nimi, iż: "Przywiązanie do domu, do bliskich, wśród których człowiek
wzrasta, do wspomnień i pamiątek rodzinnych, tęsknota do rodzinnego ciepła i uroku lat
dzieci~cych, poczucie przynależności do rodziny są nadal silne w młodym pokoleniu, mimo jego
dużego poczucia niezależności. Młodzi ludzie w Polsce są dłużej i bardziej wszechstronnie związani
z rodziną, zanim założą rodzinę własną, aniżeli w krajach zachodnich. A i potem pozostają z nią
w dość ścisłej łączności". Bez wątpienia, wciąż istotna rola rodziny i domu w polskim systemie
wartości, wyróżnia go od innych, mniej zachowawczych pod tym względem.
Kolejny artykuł, J. Turowskiego, Wspólnotowoś/
jako
warto,~(' i wZljr życia, wyraźnie
koresponduje z poprzednim. "Wspólnotowość - to według autora - schemat-wzór postępowania
jednostek w ważnych dziedzinach życia społecznego, polegający na zespołowym działaniu,
współodpowiedzialności i podejmowaniu decyzji, w przeciwieństwie do indywidualistycznego lub
stadnego sposobu działania". Wspólnotowość, idąc dalej za jego myślą, wiąże się z realizacją dobra
wspólnego w czterech najdonioślejszych dziedzinach życia jednostek i społeczeństwa, a mianowicie: w życiu rodzinnym, w społecznościach lokalnych, w życiu religijnym i w życiu politycznym.
W istocie, niemal wszystkie artykuły, zgodnie z sugestiami J. Turowskiego, śledzą - poza innymi
zjawiskami - realizację idei wspólnotowości w różnych sferach życia Polaków, w przeszłości
i współcześnie.
Religijności poświęcone są dwa opracowania: Cz. Bartnika Podstawowe
idee religijno.ici
polskej i S. Cieślaka Religijno,i/
w literaturze polskiej. E. Jabłońska-Deptula
poświ~ca uwagę
pojęciom patriotyzmu i suwerenności, tak istotnym wśród idei składających si~ na polski system
wartości. Artykuł ten wraz z dwoma kolejnymi opracowaniami:
P. P. Gacha Obrona wartości
naczelnych i T. Strzembosza Gotowo.~ć do poświęceń i ojiary, poczucie służby, stanowią interesującą
całość skłaniającą do przemyśleń. Podobnie z artykułami A. Kowalezykowej - Romantyczne
dziedzictwo
i tradycja i S. Grabskiej - Między lekkomyślno.leią
a nadzieją. Ujmują one, wbrew
pewnym schematom pokutującym zwłaszcza w publicystyce, związki mi~dzy systemem wartości
narodu polskiego, a zachowaniami jednostkowymi i zbiorowymi Polaków w taki sposób, który
249
skłania raczej do uznania systemu za funkcjonalny, niezależnie od tego, czy sama ocena zachowań,
często analizowanych powicrzchownie, skłania do takiego samego wniosku. Nie zc wszystkimi
tezami autorów wymicnionych już prac, a także pozostałych, w pełni można się zgodzić. Niekiedy
ich wywody brzmią nicco arbitralnic, nie zawsze znajdują pełne i wiarygodne uzasadnienie,
nieodmiennie jednak skłaniają do reOeksji.
Kolejne pomieszczone w tomie studia to: A. Stanowskiego Demokracja
- ohywatelsko,f('
krytyczna postawa wohec wladzy; J. Komorowskiej Ludzkość dawniej i dziś, gdzie "Iudzkość" to
pojęcie z języka staropolskicgo bliskie obecnemu "towarzyskość" lub "życzliwość"; T. Kukołowicza Szacullek dla kohiety i st.arszego czlolVieka, umilawanie dziecka oraz J. Salija OP Potęga
lagodllo.fci i przehaczellia
i J. W. Gałkowskego Polskie tradycje pracy. Całość wieńczy bardzo
istotny artykuł Z. Komorowskiego Uniwersalizm IV kulturze polskiej. Jego konkluzja może stanowić podsumowanie całego tomu. "Kultura polska - jak kultura każdego narodu - stwierdza
autor - oscyluje nieprzerwanie między dwoma biegunami swych wypracowanych możliwości
i propozycji. Będąc jej uczestnikami, czy też użytkownikami, musimy nieustannie poszukiwać
i wybierać. Wiadomo przy tym, że w toku dziejów żaden wybór nie jest, bo nie może być,
ostateczny. Dopóki kultura i.yje, można robić tylko kroki. Inna rzecz, ż.e dobrze, gdy kroczy się ku
eelom szlachetnym. Dobrze też, gdy poprzez dane do wyboru "propozyeje" wyziera horyzont
prawdziwie szerokich trosk o wartości powszechne, ogólnoludzkie".
Prezentowany tom z pewnością nie stanowi ostatniego słowa w kwestii "polskości", polskiego
charakteru narodowcgo, polskicgo systemu wartości. Jest - zaledwie, a może aż - pewnym
sposobem spojrzenia na tc zagadnienia, sposobem, który dla niejednego czytelnika nie będzie
zadowalającym, gdy? jest związany wyraźnie z światopoglądem chrześcijańskim. Niemniej jednak
jest to spojrzenie nacechowane konsekwencją, mocno osadzone w historycznym i społecznym
kontekście, może być krytykowane i dyskutowane, nawet na pewno wymaga uzupełnień - na
przykład o koncepcje i systemy wartości konkurencyjne i ich recepcję w pewnych, bynajmniej nie
marginalnych środowiskach - lecz nie może być zlekceważone. Daje bowiem ważną i w wielu
fragmentach trwałą podstawę do dalszej debaty nad wszystkimi poruszanymi w pracy zagadnieniami. Debaty, która nie jest - co już wcześniej sygnalizowałem - debatą li tylko akademicką;
rozstrzygnięcie jej oznacza określenie czym będzie "polskość" w nadchodzącym okresie, czyli: jaka
będzie świadomość Polaków, jaki będzie ich system wartości. Zgodzić się można, iż w ostatecznym
rozrachunku zdecyduje o tym życie, konkretnie, toczące się już, procesy społeczno-ekonomiczne,
lecz równic? wiele znaczy ludzka świadomość kształtowana także poprzez reOeksje nad przeszłością narodu, jego kulturą, systemcm wartości. Aby wybory dokonywane przez jednostki i grupy
społeczne, czy w ogólc przez naród, wybory stylu życia wynikające z owego systemu wartości, były
w pełni, lub choćby w zadowalającym stopniu świadome, potrzebne są prace w rodzaju tu
prezentowanej. W moim przekonaniu jest to dzieło o ogromnym znaczeniu, inspirujące, być może
jedno z najważniejszych, jakie pojawiło się w 1993 roku. Jego znaczenie nie wynika tylko z ustaleń,
które niesie, bardziej może imponuje jako rzeczowe wezwanie do poważnej dyskusji.
Ryszard
Urszula J a n ic k a - Krzy wd a, Parron
ss. 237, ił.
-
atryhut
-
symbol,
Pallottinum
-
Kantor
Poznań
1993,
Kolejna książka Urszuli Janickiej-Krzywdy, znanej z popularnonaukowych
prac z zakresu
kultury ludowej, zwłaszcza obszarów górskich, wzbudzi zapewne spore zainteresowanie, ogólnie
biorąc, miłośników przeszłości. Adresowana jest bowiem do tych, którzy poznając jej materialne
pozostałości, usiłują zgłębić znaczenie przekazu, dziś w wielu przypadkach trudno zrozumiałego.
Rzecz jasna, autorka zająć się mogła jedynie częścią dziedzictwa przeszłości, jej zainteresowania
250
koncentrują się na przydrożnych kapliczkach i wiejskich kościółkach, tym jakżc rzucającym się
w oczy elemencie polskiego krajobrazu. Jak podkreśła, prezentowany tekst to "rodzaj przewodnika
czy klucza, za pomocą którego można będzie uzyskać podstawowe informacje o spotykanych
w kościołach i przydrożnych kapłiczkach przedstawieniach świytych i błogosławionych Kościoła
rzymskokatolickiego".
O potrzebie podobnego popularnego przewodnika nie warto nawet dyskutować. Zawodowi
badacze przeszłości mają okazję do korzystania z zagranicznych łeksykonów, z trudno dostępnych
prac analitycznych i porównawczych, choć one akurat nie przynoszą zadowalających informacji
dotyczących naszych obszarów i panujących tu lokalnie form kultu. Osoby interesujące się historią
i sztuką pobocznie czy amatorsko nie znajdowały dotychczas pomocy w postaci prac popularnonaukowych, przeglądowych, czy o charakterze leksykonu. Dzięki zręcznej kompilacji dzieł obcych
i polskojęzycznych, popartej badaniami własnymi autorki, badaniami dotyczącymi kultu świętych
w polskiej kulturze ludowej, otrzymaliśmy pracę ukazującą ikonografię chrześcijańską w - jeśli
tak wolno powiedzieć - jej polskiej realizacji. Przejrzystość prezentacji materiału umożliwia nie
tylko studiowanie go, ale również niemal natychmiastowe wykorzystanie np. w trakcie turystycznych Wydrówck, co w oczywisty sposób poszerza krąg odbiorców.
Praca prezentuje kolejno: ikonografię hagiograficzną biblijną (ogólne uwagi kostiumologiczne, wykaz proroków, patriarchów i wodzów narodu wybranego, spotykanych w sztuce na
ziemiach polskich, i ich atrybuty); ikonografię świętych i błogosławionych (tu z rozbiciem na
świętych i błogosławionych - Polaków z pochodzenia lub związanych z Polską działalnością
i pozostałych); wykaz atrybutów, wykaz patronów ogólnych i szczegółowych (np. zakonów
istniejących w Polsce, archidiecezji i dieccczji polskich, kontynentów, państw i prowincji.
niektórych miast w Europie i w Polsce, w chorobach i kalectwic, w klyskach, nicszczęściach.
przypadkach losowych, zwierząt i roślin itd.). Duża część pracy poświęcona jcst symbolice. tJ.
występującym w ikonografii chrześcijańskiej przedstawieniom i znaczeniu symbolicznym. Autorka
prezentuje symbolikę ogólną, części ciała, fauny i nory, kamieni, kruszczów i minerałów.
kierunków i stron świata, kolorów, krzyża, liczb i świątyni. Całość wieńczy staranny indeks
postaci i stosunkowo bogata bibliografia.
Podstawowe zadanie, to jest dostarczenie wyczerpującej informacji w uporządkowanej formie.
zostało wypełnione przez autorkę nadzwyczaj poprawnie. Nasyciła ona ponadto pracę licznymi
informacjami z zakresu tzw. religijności ludowcj, ukazując wnikliwie często różne niż w .,oficjalnej"
ikonografii funkcjonowanic świętych i ich atrybuty w ludowej kulturze. Dziyki swym walorom
praca, choć wyraźnie nie miała ambicji innych niż popularnonaukowe,
stanic zapewne na półce
zarówno etnologa, jak i religioznawcy. Wzięta przez nich do ręki ujawni swoje nic tylko czysto
informacyjnc walory.
Ryszard
Aksjosemiotyka
karty
pocztowej,
pod red. P. Banasia, Wrocław
Kantor
1992, ss. 253, ił.
łnstytut Kulturoznawstwa
Uniwersytetu Wrocławskiego zorganizował w 1987 roku sesję
naukową pl. "Aksjosemiotyka karty pocztowej". Po latach, lepiej to jednak niż nigdy, materiały
z owej sesji ukazały się drukiem, stając się pierwszym w polskim piśmiennictwie dziełem
poświęconym - tak popularnej w innych krajach i bydącej tam od dawna przedmiotem
naukowych badań - karcie pocztowej. Omawiana praca bez wątpienia stanowi ważną próbę. tu
posłużę się cytatem z niej zaczerpniętym: "przedstawienia aktualnego stanu badai\, a także
określenia potencjalnych postaw i perspektyw badawczych, wskazuje na ważkie walory poznawcze
tego lekceważonego i dotąd nie w pełni jeszcze rozpoznanego w wielorakości swych funkcji
medium kultury masowej".
251
W pracy pomieszczono niemal dwadzieścia tekstów, o bardzo rozneJ tematyce łączącej się
z kartą pocztową, a niemal wszystkie z nich zasługują na dokładniejsze omówienie. W tej sytuacji,
by nie wyróżniać jednych kosztem innych, równic wartościowych, zdecydowałem się raczej na
omawianie pewnych tendencji badawczych ilustrowanych konkretnymi tekstami. I tak, na wstępie,
wyróżniam próby skojarzenia problematyki karty pocztowej z szeroko rozumianą teorią kultury.
Służą temu artykuły P. Banasia (Karta pocztowajako
przedmiot badań), Z. Wąsika (Karty pocżtowe
w perspektywie
semiologicznej
oraz S. Pietraszki Przekazy i wartości). Rozumiejąc intencje autorów
i doceniając ich erudycję, nic mogl,: jednak oprzeć się wrażeniu, iż -- zwłaszcza S. Pietraszko wytoczyli zbyt potężnc armaty teorii dla opisania zjawiska stosunkowo prostego. Nie zaprzeczam
jednak, iż ustalenie '"w jakim zakresie perspektywa semiologiczna może mieć zastosowanie przy
badaniu kart pocztowych jako znaków informacji otwartej funkcjonujących w komunikacji między
nadawcami i odbiorcam~ maj'lcymi znaczenie nie tylko dla nadawców i odbiorców, ale też dla ich
wytwórców, a dalej dla' przekaźników i strażników informacji" ma dla nauki istotne znaczenie.
Osobiście jednak widzę pocztówkę jako m.in. "niezastąpione źródło do badań nad recepcją dzieł
dzisiaj już kompletnie zapomnianych, często niesłusznie, malarzy, a tym samym nad przemianami
estetycznymi gustów i upodobań społecznych".
Pocztówka powstała w drugiej połowie XIX wieku i stąd jej znaczenie jako źródła do
poznania kultury jest ograniczone do ostatnich stu lat, co oczywiście nie stanowi o jej wartości,
w moim i autorów tomu przekonaniu, znacznej. O genezie pocztówki pisze J. A. Chrościeki
(llustrowane druki ulotne), o dziejach jej samej - nie przesądzając, czy istotnie traktować ją należy
jako potomka druku ulotnego (prawdopodobnie
tak) - I. Zaucha (Geneza i historia karty
pocztowej
w Polsce. Problemy prawne i techniczne). W świetle tych artykułów wydaje się, że
skromna pocztówka mocno i nieuchronnie uplasowała się w potężniejącej w czasach nowożytnych
kulturze wizualnej, stając się jednym z ważnych środków masowego przekazu obrazu - konkurenta słowa, konkurenta, który jednak ze słowem - w przypadku pocztówki - tworzy (może
tworzyć) istotny społecznie komunikat.
Kolekcjonowanie pocztówek jest tak stare jak one same, ruch kolekcjonerski to temat sam
w sobie pasjonujący. Nic dziwnego, że znalazł on w omawianym tomie ważne miejsce. Pisze o nim
J. Szklarczuk-Mirecka (Dzieje ruchu jllokartystów
w Polsce). Z kolei S. E. Nahlik, zmarły niedawno
wybitny prawnik, opowiada o swojej kolekcji (Zbieram kartki od dzieciństwa).
Inny znany
kolekcjoner, można powiedzieć - król polskich kolekcjonerów, a przynajmniej krakowskich,
M. Sosenko, dzieli się z czytelnikami bynajmniej nie błahymi przemyśleniami m.in. na temat metod
tworzenia kolekcji i jej systematyzacji (Kilka uwag kolekcjonera).
O zbiorze pocztówek znajdujących się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu - bywają bowiem w Polsce zbiory muzealne
tego rodzaju o znaczącej randze, choć do niedawna lekceważone - pisze J. Kotłowski.
Wstępem do kolejnej cZl,:ścitomu, części, która ma niejako za zadanie ukazanie niebywale
dużego tematycznego zakresu pocztówki oraz sposobów analizy owych tematów, z perspektywy
rozmaitych dyscyplin naukowych, w tym głównie historii sztuki, ale również np. etnografii, są dwa
nader interesujące artykuły E. Chromiec (Słowo a obraz na karcie pocztowej) oraz J. Dunina (Karta
pocztowa
-
perspektywa
ksil(gozmlwcza
i literacka).
Pozostałe artykuły, jak już zaznaczyłem, stanowią analizę pocztówki ze względu na jej temat.
Dwa z nich poświęconc są pocztówce patriotycznej. S. Ledóchowski dał ważny Wstl(P do
systematyki
pocz/(Jwki patriotycznej
i jej ideowych uwarunkowań,
a W. Wyganowska skoncentrowała się na pocztówce legionowej, rysując tło historyczne, na którym się narodziła i poddając
analizie jej patriotyczny przekaz słowny i wizualny. Z kolei ciekawe perspektywy analizy
pocztówki z punktu widzenia historyka sztuki (nie tylko masowej) odkrywa czytelnikowi M. Poprzędzka (Mona Uza na pocztówce. Epizod z życia arcydzieła) oraz G. Machel (Idealny obraz miasta
na karcie pocztowej), która uznaje pocztówkę, chyba jak najsłuszniej, za znakomitego kolportera
mitu miasta. Równic interesujący, choć we fragmentach dyskusyjny, wydaje mi się artykuł T. Daneckiej (Pocztówkowy
ideał pil(kna kobiecego). Autorka usiłuje - poprzez pocztówkę - ukazać nie
252
tylko
przcmiany
w ostatnim
ideału
Jcdnym
z najbardziej
A. Czarnowskiego
widokówka
mogą
pi<;kna kobicty,
karkonoska)
Tom
zamyka
nizowanej
semiotyka
popularnych
(Pocztówki
przez
jej sp0!cC7l1cj roli dokonująccj
informacja
Walory
omawianego
się
naukowych,
ale także
Ludowa.
i fotografii).
masowa
tak
przez
obrony
ze strony
przez najszcrsze
wtajemniczonych,
np. pewne
umiano
wytłumaczyć,
zarania
znaczcnic
intelektualistów
obradom
jego
poc7tówki
ogólnie o uniwersalności
Nowe,
interesujące
przez
antropologię,
"uniwersalności"
określonych
filmów,
do
badań
KanlOr
specjalny
poświ<;cony
i dczaprobat</.
Jej krytyka.
ss. 224. (Numer
si<; z niechęcią
na
niczego
jednak
nic wyjaśniała.
przerażonych
widzów
ich odbiorcom
ilustracyjna.
źródła
Ryszard
oparta
brak
kultury masowej.
spojrzenie
na zjawiska
zaproponowane
nie
scsji "Aksjo-
oprawa
jako
naukowe,
entuzjazm
zarzucając
górskiej
estetyczne.
spotykala
myślowego,
filmy wzbudzają
Artykuły
10 x 14", zorga-
w formacie
zarzutach
masową
recepeją
płytkości,
calego
świata,
wyrobienia
z kr<;gu
filmu, literatury,
stara
się wyjaśnić,
tego w sposób
książek
itp. i co decyduje
sensowny
zostało
ostatnio
są rzeczywiste
o wielkiej
nie
lub wspominaj,!c
masowej,
jakie
prasy
dla nielicznej grupy
dostępne. Dlaezcgo
artystycznego
kultury
która
talllcgo
Była, jak sir,; zdaje.
kręgi społeczne. To, co do tej pory zastrzeżone
było tylko
teraz, dzięki przemianom
społecznym,
stało sir,; powszechnie
jednak
góry.
Sil
i M. Zawiły (Dawlla
o tematyce
towarzyszyla
owej sesji, podnosi
1992, nr 3-4,
środowiska
i prymitywizmu
i
pocztówki
"Świat
która
plonu
Konteksty"
od swojego
chętnie
sentymentalizmu
artykułów,
jej walory
Sztuka
walory
pocztowych
podkreślająca
filmu
Kultura
kart
we Wrocławiu,
potwierdzająca
"Polska
uprawiana
iż poznawcze
doskonale
antropologii
były
kultury.
o wystawie
zbioru
i urozmaicona,
pocztówkowych
źródło do hadań d::iej,iw klllwrI'l
niezbicie,
badacza
w Muzeum
Narodowym
karty pocztowej".
wyrazem
pr7.emiany
tematów
latrzańskiejako
dowodzą
być ignorowanc
bogata
alc w ogóle
stuleciu.
nośności
przyczyny
społecznej
ich
treści.
Właśnie
tutaj
problemom
tom
,.Polskiej
poświęcony
kultury
Sztuki
antropologii
filmu
w tym numerze "Kontekstów"
tematycznym.
Bliskie jemu
(autorstwa
Jeanette
Ciarki)
oraz
Bohdziewicz,
sposób
zarzutem
nych
tworzącej
dlatego
spojrzcnie
skoncentrujemy
na
większości
związanych.
filmu zajmuje
si,< w Polsce
o.dtwarza
można
si<; mitologii
i jako
mit"
-
antropologa
obszar
film,
omawiany
"Numer
specjalny
artykułów
poświęconych
filmowej,
wyst,<powania
od
wraz z całym
przeze
bagażem
osiągni<;ć
Zbigniew
które
wy wolanych
negatyw-
ich dokonania
mnie monograficzny
podsumowanie
wszystkim
tych artykułów,
uprzedzeli
lat wiele osób, jednak
pisze we Wprowadzelliu
przede
i Ryszarda
Anny Beaty
Niestety, nic
wolne
Omawiany
rodzaju
Jackowskiego
Sławomira
Sikory,
Wiecl.Orkowskiego).
si<; na omówieniu
od kilkunastu
tej tematyce
poza głównym nurtem
i filmu amatorskiego
Aleksandra
spojrzenie
produkcji
czasopismach.
więc za pewnego
i odnawia
interesuje
serii
Niezabitowskiej,
stawianym
uznać
"film
Prócz
określeniem
z tym
został
podtytułem:
Małgorzaty
Baranowskiej,
i Anny Engelking,
Mariusza
s,! na ogół w różnych
"Kontekstów"
"Kino
Małgorzaty
tu wszystkiego,
Antropologią
rozproszone
że właśnie
DeBouzek,
"masowości"
filmu, poświr,;cony
opatrzony
znajdujemy
także kilka prac pozostających
są prace dotyczące
filmu etnograficznego
antropologiczne
znaczeń
a w szczególności
Konteksty"
i fotografii".
fotografii
(autorstwa
Józefa Szymańczyka
omówić
prezentują
masowej,
Ludowej.
numer
w tej dziedzinie.
Rencdyktowicz
jako
mit, jako
wyraz
... odwiecznych
wątków
mitologicznych
dodając,
współcześnie
i g/ę-
253
bokidl struktur symholicznych". Kino pozostaje więc w ogólnym nurcie dążenia ku neomitologizmowi panującemu w s/.tuce ostatnich kilkudziesięciu lat. Pogl"d ten zdaj" się potwierdzać wielcy
badacze problemu: Mircea Eliade, Jurij Łotman, Roland Barthes, jak również autorzy omawiancgo tomu "Kontekstów". W artykule Billman - opowid(' o stworzeniu Wiesław Szpilka dokonuje
analizy wymienionego w tytule filmu wskazując na tkwiące w nim mitologiczne wątki - odwieczna walka dohra I.e ziem, człowiek-nietopcrz spływający na ziemię z wysokości i będący
upostaciowaniem wysłannika nieba oraz pełzający po ziemi Joker jako przedstawiciel piekieł,
czarny strój Hatmana jako symbol ładu i porz"dku, i pstrokaty Jokera będący przejawem
rozproszenia i chaosu. Podobnych analiz mamy w "Kontekstach"
kilkanaście, w tym cykle
poświęcone "Hatmanowi" (autorstwa Wicsława Szpilki, Teresy Rutkowskiej, Moniki Sznajderman), "Uczcie Hahettc" (Dariusza Czaji, Zbignicwa Benedyktowieza, Marty Leśniakowskiej)
i pojedyncle artykuły o "Matadorze" (Ewy Klekot), "Szklanym sercu" (Wojciecha Michera),
..Starym Gringo" (Moniki Sznajdcrman), "Ostatnim tangu w Paryżu (T. Jefferson Kline). Autorzy
idą tropcm mitów zawartych w każdym z omawianych filmów i odkrywaj,! przed nami nowe
znaczenia zawarte, w tak zdawaloby się, dobrzc znanych i opisanych filmach. W przypadku
natomiast artykułu Tercsy Rutkowskiej WrdrólVki Felliniego autorka stara się prześledzić eał,!
twórczość wielkiego artysty i wskazać na powtarzaj,!ce się w niej motywy - szukanie własnej
tożsamości i drogi jab) symbolu naszego życia.
Pisz<lc o w'ltkach mitycznych w sztuce nie sposób pominąć milczeniem koncepcji archetypu
i symbolu Junga. Nic dziwi więc, że i w omawianym numerze "Kontekstów" znalazł się artykuł
Dariusza Czaji Svmho/ i .Ii/m tę koncepcję przywoluj,!cy zwłaszcza, że koresponduje ona
z przytoczonym wcześniej pogl,!dem, według którego nośność dziel tzw. sztuki masowej opiera się
właśnie na tym, iż.przez nic przejawia się mit. Inaczej trudno wyjaśnić fakt, że pewne filmy (książki
itp. l. cieszą się powodzeniem w różnych krajach o bardzo często odmiennej kulturze i tradycjach.
Dochodziłaby tu do głosu howiem tkwiąca w każdym z nas nieświadomość zbiorowa, która
sprawia, że pewne w'!tki trcściowe czy schematy fabularne poruszaj,! nas do głębi, bez naszej woli,
wprawiając nas w stan cmocjonalnego pobudzenia.
Obecność mitu w kinie według Wiesława Szpilki, który pisze o tym we wspomnianym już
..Batrnanie", tłumaczy również dlaczego największ,! !"onularności,! cicsz,! się zwykle utwory
o przejrzystym schemacie fabularnym, które d,!żą do pełnej prostoty opowiadanej historii. Pod ich
postacią aktualiwje się ciągle ten sam mit walki dobra ze złem, przybierając formę nowoczesnej
opowieści, pozostając niezmiennym w swym podstawowym sensie. "Trwanie, atrakcyjność,
żywotność kina - pisze Wieslaw Szpilka - budowanego w oparciu o tc stare, mało oryginalne
tematy. nieustające powodzenie wytartych klisz każe nam sądzić, 7.e warstwa niosąca te fenomeny
wciąż jest żywa i ważna dla współczesnego człowieka".
Inny, niezwykle ważny i interesuj,!ey problem podnosi Wiesław Szpilka w artykule Zobaczyć
.;,,·iat. Einografia woh('(' .fi/II/u i kU/lurv masowej. Chodzi tu o spojrzenie na zjawisko i jego ocenę.
Szpilka wykazuje niepełność i często błędność dotychczasowych
koncepcji, które usilowały
tłumaczyć, czy wręcI. sprowadzać sztukę masow'! do jej źródeł (ujęcie takie proponował Marshall
McLuhan sprowadzaj,!c całość zagadnienia do problemu środków przekazu), do odbiorcy.
Klasyclllym przykładem są tu prace Ortegi y Gasseta, który w rozwoju kultury masowej chciał
widzieć przejaw ekspansji rzesz ludzi przeciętnych, o prymitywnych gustach autora (przeświadczenie o wykorzystywaniu sztuki masowej przez jej twórców w celu manipulowania masami
prezentuje amerykański socjolog H. J. Schiller). Wiesław Szpilka słusznie konkluduje: "adekwatne
przedstawienie kultury masowej musi się jednak konccntrować na niej samej, ponieważ w innym
przypadku mówi się o nowym wymiarze cywilizacji, o publiczności masowej, o autorach
pracuj,!cych na jej rzecz. Słowem, mówi się o czymś innym. Kultura masowa to przecież nadc
wszystko zbiór tekstów, które znalazły masowego odbiorcę ... uczestniczyć w niej to czytać właśnie
te teksty, interpretować je odnajduj,!c ich sens". Takie podejście jest charakterystyczne
dla
wszystkich autorów omawianego tomu zajmuj"cych się antropołogią filmu.
254
Antropologia umożliwia zatem dostrzeżenie w filmach wielu takich treści i znaczell, których
nic sposób zauważyć traktując film tylko jako rozrywkę dla mas. Dyscyplina ta zaprawiona od
dawna do badania "obcych", nierzadko "prymitywnych" kultur dysponuje odpowiednimi narzędziami do analizowania dzieł filmowych. Niejednokrotnie wszak jawią się one jako rzeczywistość
odmienna od naszej, tak jak żyjące gdzieś daleko ludy. Ażeby ją poznać trzeba wniknąć w nią
głęboko, ale jednocześnie zachowując w stosunk u do niej odpowiedni dystans. Wiele filmów, często
niezwykle interesujących, nic doczekało się wnikliwej analizy tylko dlatego, że zakwalifikowano je
jako dzieła przeznaczone dla masowego, a więc według niektórych - prymitywnego widza.
Antropologia powstrzymująca
się od wartościowania kultur, nie ma wobec takich filmó\\
jakichkolwiek uprzedzeń.
Dorota
Kultura
Skotarczak
ludowa .iląskiej ludno.~ci rodzimej, pod red. Doroty Simonides przy udziale Piotra KoWarszawa 1991, ss. 438.
walskiego, Wrocław-
Najnowsza monografia śląskiej kultury ludowej, wydana przez Centrum Badali Śląskoznawczych i Bohemistycznych jako piętnasta z kolei praca, zapełnia - podobnie jak opublikowana
wcześniej książka Folklor Górnego Śląska (pod red. D. Simonides, Katowice 1989) - dotychczasowe "białe plamy" w badaniach etnograficznych, folklorystycznych i antropologicznych. a ile
praca z 1989 roku (de facto sfinalizowana w 1981 roku) ma charakter monografii folklorystycznej, to omawiana publikacja (choć opuściła warszawską Oficynę Wydawniczą Volumen latem
1993 roku, to w stopce widnieje 1991 rok wydania) dotyczy nic tylko Górnego Śląska, ale i Śląska
Dolnego oraz Śląska Cieszyl1skiego. Obejmuje też zdecydowanie szerszy zakres badal1 śląskoznawczych, ponieważ zawiera opracowania poświęcone osadnictwu, budownictwu, gospodarce, odzieży,
strojom, sztuce ludowej. Nadto prócz kultury materialnej prezentuje stan współczesnej wiedzy
o kulturze symbolicznej (ludowej wizji świata, zwyczajach i obrzędach dorocznych oraz rodzinnych). Badania terenowe autorzy najnowszej monografii zakol1czyli w 1987 rok u. M ożna więc
uznać, że obie epokowe prace łączą również perypetie wydawnicze, obie przecież docierały do
odbiorców z dużym opóźnieniem.
Kultura ludowa śląskiej ludno.~ci rodzimej wieńczy kolejny etap badal1 zespołu specjalistów pod
kierunkiem prof. dr hab. Doroty Simonides, kierownika Katedry Folklorystyki Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Opolu. Wykonano je w ramach Resortowego Programu Badal1 Podstawowych
RP III 36 "Przeobrażenia społeczne i narodowe na Śląsku" koordynowanego przez Uniwersytet
Wrocławski (Centrum Badal1 Śląskoznawczych i Bohemistycznych) i opolską Katedrę Folklorystyki.
Celem tej zbiorowej monografii, będącej wynikiem zróżnicowanych warsztatów badawczych:
prof. dr hab. Barbary Bazielich, prof. dr hab. Doroty Simonides i dr Henryki Wesołowskiej, jest
prezentacja przeszłości kulturowej rodzimej ludności śląskiej. Prof. Simonides, redaktor tomu, we
W~tfpie i Wprowadzeniu
wyjaśnia, jak należy rozumieć termin "rodzima" ludność Śląska, uznając,
że jest to społeeZJlość wywodząca się ze słowial1skiego podłoża etnicznego, która póżniej, przez
wiele wieków, poddawana była wpływom Niemców, Flamandów i Walonów. Stąd też - jak pisze
autorka - "z wielości zjawisk śląskiej kultury ludowej wybrano te naj istotniejsze. Zostaly one
ukazane w perspektywie historycznej z zachodzącymi w niej zmianami i przestrzennym zróżnicowaniem oraz z wydobyciem analogii lub różnic w stosunku do innych regionów Polski lub
krajów sąsiadujących" (s. 6).
Ta perspektywa badawcza zdaje się dominować w całej pracy. Wobec wieloletniej penetracji
terenowej zakończonej - jak wspomniałam w 1987 roku - problem opcji niemieckiej ujawniony
później na tych ziemiach wymaga według Simonides odrębnych badall.
255
Książka składa sit; z dwóch podstawowych części, w obrębie których pomieszczono
szczegółowe opracowania. CZt;ŚĆ I: "Człowiek - jego środowisko, dom i warsztat pracy",
rozpoczynaj,! refleksje wprowadz.aj,!ee autorstwa Doroty Simonides. Śłąsk postrzegany przez nią
jako region dawnego pogranicza słowiai1sko-niemieckego jawi się jako obszar o dużym zróżnicowaniu kulturowym. Stąd Simonides, pisząc o pojęciu rodzimości, przypomina, iż takie
czynniki, jak położenie geograficzne, przemiany historyczno-kulturowc,
wpływy niemieckie,
morawskie, wielkopolskie i małopolskie powodują, że rdzenna ludność Śląska nie stanowi
monolitu kulturowego. Autorka uważa, że dłatego właśnie region ten jest dla badaczy tak
atrakcyjnym obszarem. Za szczególnie interesujące można więc uznać jej uwagi o odrębności
kulturowej i etnicznej Śląska, kiedy traktuje ten region jako rezerwuar archaizmów kulturowych,
a gwan; jako wyraz. tożsamości narodowej. D. Simonides jest przekonana, że "uświadomienie sobie
własnej odrt;bności etnicznej nic było u wszystkich Ślązaków równoznaczne z poczuciem
przynalc7:ności do polskiej narodowości. Wyrażało się raczej wzmożonym procesem narastania
grupowcj samowiedzy. Ona to prowadziła najpierw do spontanicznego, a potem coraz bardziej
zorganizowanego piclt;gnowania tego, co dziedziczono po ojcach, co przekazywano ustnie, co
stanowiło wartość przez sam fakt, iż było własnc i inne od kultury mówiących innym językiem
sąsiadów" (s. 19). Stwicrdza też, że na Śląsku "poprzcz zdcrzcnie obcych etników i ich kultur
poczucie etnicznej odrt;bności wśród ludu rodzimego pochodzcnia było wyjątkowo głębokie
w porównaniu z innymi regionami Polski". D. Simonides we Wprowadzeniu
do ,~ląskiej kultury
ludowej uwzględnia nic tylko proccsy kulturowe charakterystyczne dla minionych epok, ale widzi
również "tragiczne zmllnię" Śląska jako pogranicznego rcgionu po II wojnie światowej, jak też
podkreśla, iż "na obraz współczesnego Śląska składają się obok ludności rdzennie śląskiej i innc
grupy ludnościowc, którc przybyły na tc ziemie z równie bogatą kulturą. / tak reemigranci, którzy
obok kultury polskiej wnieśli tu sporą dawkę kultury tego kraju, w którym 7:yli,repatrianci, także
ludność pogranicza, wreszcie osadnicy z centralnej Polski" (s. 26).
Ogląd Śląska z perspektywy obszaru pogranicza etnicznego charakteryzuje również opracowania Barbary Bazielich i Henryki Wesolowskiej. / tak Wesołowska, w rozdziale Osadnictwo,
hudoWl1ictwo, mieszkanie,
po::ywienie, sięga do wczesnego średniowiecza, aby poprzez kolejne
okresy historyczne śledzić dynamikę procesów osadniczych i rozwój budownictwa. W imponujących bogactwem faktów opisach uwadze autorki nic umykają te wszystkie przykłady
kultury materialnej, które świadcz,! o słowiai1skim podłożu, związkach z sąsiednimi terenami:
Czech, ŁU7:Yc,Wielkopolski, Małopolski oraz wpływach niemieckich procesów kolonizacyjnych.
Wesołowska dba o wierną rekonstrukcję tego wszystkiego, co składa się na osadnictwo,
budownictwo wiejskie (rozplanowanie zagród, formy konstrukcyjne budownictwa ludowego, opisy
różnych budynków micszkalnych, gospodarczo-inwentarskich,
użyteczności publicznej, sakralnych
etc.), wyposażenie mieszkai1 (tu uwzględnia również zwyczaje związane z budową i ochroną domu),
pożywicnie (przetwarzanie i konserwacja produktów, potrawy, posiłki). Henryka Wesołowska
opracowała równicż nastt;pny dział Gospodarka, eksponując zróżnicowane dziedziny wytwórczości,
takie, jak: rolnictwo, hodowla, zbieractwo, łowiectwo, rybołówstwo, rzemiosło wiejskie (kowalstwo, kołodziejstwo, bednarstwo, ciesielstwo, koszykarstwo, garncarstwo, tkactwo). Jej autorstwa
jest nadto praca Transport, komunikacia, handel. Podobnie, jak w poprzednich dziełach, tak i w tym
opracowaniu Wesołowskicj zwraca uwagę perfekcyjna wręcz dbałość o szczegóły, fakty, nazwy
gwarowe, a wsz.ystkie te "drobiazgi" autorka ukazuje w perspektywie "dawniej i dziś".
Część I. zamyka praca Barbary Bazielich Odzież, stroie i ich formy zdohnicze. Na wstępic
autorka przedstawia zakres swych badai1, uznając, że podjęty zespół zagadniei1 powinien być
rozpatrywany z perspcktywy historycznej, formalncj, funkcjonalnej i regionalnej. Ów ambitny, bo
wieloaspektowy, ogląd strojów śląskich Bazielich stara się konsekwentnie realizować, mimo iż jak sama stwierdza - strojc Opolszczyzny i Dolnego Śląska "nigdy nie zostały dokładnie
opracowane". Praca imponujc 7Ilawstwcm szczcgółów i osobliwości regionalnych strojów śląskich,
ich elementów zdobniczych, autorka bowicm nic tylko prześledziła zbiory muzealne, ale i żródła
256
ikonograficzne. Poszukując podstaw ~różnicowania rcgionalncgo ubiorów na ŚI,!sku, si~ga do XVI
wieku, przedstawiając najbardzicj pierwotne stroje chłopskie. Uznajc, żc o wzbogaceniu, a więc
i różnorodności, stroju ludności wiejskiej można mówić dopiero w XVIII wieku. Stąd zestaw
osiemnastowiecznej odzieży określa ona regionalnym strojem śląskim. Bazielich, uwzględniając
odmienności lokalne stroju śląskiego, zastanawia si~ nad wieloma czynnikami, które zadecydowały
o owej mozaice kolorów, krojów poszczególnych elementów składowych, dodatków, koronek.
haftów itp. Inny był bowiem strój w rejonach podgórskich, inny mieszkańców nizin, nadto
w rodzimym stroju śląskim można dopatrzyć siy osobliwości mody zachodniej, np. w nowszym
stroju kobiecym wyraźnc są elementy charakterystyczne
dla czasów wiktoriańskich i okresu
biedermeieru, zaś na strój myski duży wpływ wywarło niebieskie umundurowanie z czasów
Fryderyka II. Na podstawie wnikliwych analiz autorka wyróżnia stroje dolnośląskie (wrocławski,
kłodzki, wałbrzyski, jeleniogórski, karkonoski, głogowski, kaezawsko-nadbobrzański
oraz nyski),
Opolszczyzny (opolski, oleski, kJuczborski, kozielski i glubczycki), Górnego Śląska (raciborski,
rybnicki, bytomski tzw. rozbarski i pszczyński) oraz Śląska Cicszyl]skicgo (cieszyński, laski
i góralski). Autorka opisuje najdrobniejsze szczegóły lokalnych odmian strojów, zadziwiając
orientacją w drobiazgowych osobliwościach regionalnych, które to właśnic dccydują o różnorodności w obrębie Śląska. Oddzielną uwagę Bazielich poświyca wyszyciom i haftom, uznając je za
jeden z podstawowych wyróżników śląskich strojów ludowych. Według niej odróżniają się od
siebie w tym względzie nastypujące podregiony śląskic: Beskid Śląski, cieszyńskie. pszczyńskie,
raciborskie, opolskie i Dolny Śląsk, co udowadnia, omawiając ich spccyfikę regionalną w zakresie
wyszyć i haftów. W tym kontekście nie umyka jej uwagi biżuteria, która również na Śląsku była
przejawcm odmiennych upodobal] lokalnych społeczności.
Część /l. omawianej monografii "Antropologia życia codziennego i świątecznego" prezentuje
ogląd śląskiej kultury ludowej z perspcktywy antropologicznej.
Dorota Simonides pisząc
o Ludowej wizji świata, eksponuje znaczenie w nowoczesnych badaniach prac nad katcgorią
kulturową, jaką jest światopogląd ludowy. Odzwierciedla on bowiem potrzeby psychospołecme
konkretnej społeczności lokalnej. Jak podkreśla autorka, "wyrażają si~ one przede wszystkim
w dążeniu do życia w świecie ładu, porządku i sensu, w tendencjach do waloryzowania
zamieszkanej przestrzcni: wyznaczania w niej miejsc dobrych i złych; w sposobach pojmowania
sacrum, profanum, w wytyczaniu zjawisk tworzących rzeczywistość zewn~trzną i wewnętrzną"
(s. 169-170). W rczultacie podjęła ona próbę przeprowadzcnia rckonstrukcji ludowego światopoglądu Ślązaków na przełomie XIX i XX wieku, uwzględniając najbliższe otoczenie człowieka, dom,
jego otoczenie. W tym kontekście interesuje ją szczególnie zabezpieczenie dobytku, stosunek do
przyrody, do Boga i innych bytów transcendentnych.
W śląskim światopoglądzie ludowym
wyróżnia trzy główne typy myślenia: magiczny, religijny i racjonalny, uznając, że "większość treści
odnoszących się do ludowej wizji świata ma bezpośredni związek l. Bogiem i religią chrześcijańską,
choć dodać trzeba, że i tu dostrzegamy elementy magiczne" (s. 194). W tym kontekście w kręgu
zainteresowa6 Sominides znalazły się struktury magiczne i religijne, które przejawiają się w postaci
zamówie6, zażegnywa6, odczyniań, zaklina6 itp. Ta część jej reneksji ogniskuje się wokół takich
problemów, jak religia a cierpienia i choroby; zażegnywania ludowe jako wyraz dawnej religjności
ludowej; znachor jako człowiek mający moc "nie l. tego śwata"; owczarze i kręgarze. Simonides,
penetrując pod tym kątem źródła śląskic, po raz pierwszy zgromadziła imponujące materiały.
przechodz,!c od opisu do ich interpretacji. I tę właśnie część jej pracy uważam za szczególnie cenną.
Całość zamykają syntetyczne reneksje o demonologii, dość ogólne zresztą, bowiem większą uwagę
tej problematyce autorka poświęciła w przywoływanej monografii folklorystycznej (D. Simonides,
Wierzenia, przesądy i demonologia, w: Folklor Górnego Śląsku, pod red. D. Simonides, Katowice
1989) oraz w oddzielnym studium (D. Simonides, Śląski horror. O diahłach, skarhnikach, ulopcach
i innych strachach, Katowice 1984).
Henryka Wesołowska jest autorką pracy Wi('zi rodzinne i sąsiedzkie. W centrum jej zaintcresowa6 znalazły się więzi społeczno-kulturowe ludności wiejskiej na Śląsku w XIX i XX wieku.
257
Stad też omawia ona charakterystyczne
cechy tradycyjnej rodziny wielopokoleniowej
oraz
funkcjonuj,!ce w niej wartości, a także tradycyjną społeczność lokalną.
Dział Zwyczaje i ohrzędy rodzinne na Śląsku. również autorstwa Henryki Wesołowskiej, został
opracowany na podstawie jej własnych badań terenowych prowadzonych w latach 60. i 70. na
Śląsku (zob. szczegółowe uwagi tej autorki: Obrzędy i zwyczaje rodzinne, w: Folk/or Górnego
Śląska, pod red. D. Simonides. Katowice 1989). Wesołowska, wyróżniając w obrzędach rodzinnych: zwyczaje i obm;dy weselne (od zalotów do narzeczeństwa, przygotowania do wesela, ślub
i wesele, poprawiny, przenosiny), zwyczaje i obrzędy narodzinowe oraz obrzędy i zwyczaje
pogrzebowe, nie tylko op~suje je, ale ukazuje proces ich zmian, przeobrażeń, a także redukcji, który
jest wynikiem zaspokajania nowych potrzcb i aspiracji społecznych współczesnych Ślązaków.
D. Simonides traktuje obrzędy i zwyczaje doroczne jako "powtarzającc się czynności rytualne,
wyrażające usankcjonowane w środowisku czy grupie lokalnej zachowania wierzeniowe, estetyczne, emocjonalne, a które wspierają się na kulcie przyrody, przodków, na obecności elementów
magii wegetacyjnej" (s. 262). Jako autorkę opracowania Doroczne zwyczaje
i obrzędy,
ich
antropolo?}iczna .fimkcja interesują ją nic tyle etnograficzne i historyczne opisy dawnych wierzeń.
zwyczajów i obrzędów, co bardziej związane z tymi praktykami psychospołeczne potrzeby
człowieka. Jak pisze, "odczytanie funkcji, znaczenia i sensu obrzędów ujawnia zarazem stan
i kształt świadomości religijnej społeczności, która owe obrzędy, wierzenia i zwyczaje praktykowała czy praktykuje". Simonides nie aspiruje do zbadania wszystkich przejawów śląskiej
obrzędowości doroonej, które w swym ogólnym kształcie są tak ie same jak polskie, w centrum jej
uwagi znalazły się jedynie te. które S,! typowe dla śląskiej ludności rodzimej oraz te, w których
funkcjonują elementy typowo śh!skie. Stąd eksponuje takic regionalne formy rcliktowe, jak
topienie marzanny, babski comber, żurowa środa, Emaus, czyli szukanie powstałego z grobu
Chrystusa oraz te śląskie zwyczaje, które na Śląsku cieszą się szczególną popularnością, jak np.
wodzenie niedżwiedzia. obchodzcnie "Barbórki". Simonides, dokonując oglądu obrzędów i zwyczajów cyklu jesienncgo i zimowego z perspektywy antropologicznej (Adwentu, Bożego Narodzenia, zapustów), cyklu wiosennego (topienia marzanny, żurowej środy, palenia Judasza, chodzenia
z kogutkiem bądl. gaikiem) sprzcciwia się tym wszystkim tezom, według których tradycyjne
obrzędy współcześnie zanikają. Uważa, że "zanikają jedynie te treśei i formy obrzędów, które nie
pełnią już żadnej funkcji, S,! puste. Miejsce ich zajmują jednak obrzędy, zwyczaje i wierzenia nowe"
(s.
265).
Simonides jest również autorką następnego opracowania, Folklor i folklorystyka
Śląska na tle
tu ludoznawcze materiały średniowieczne (takie, jak np. Księga Henrykowska, Katalo?) mayii Rudol/iI, Cm/ex Mikołaja z Koźla, vesta Romanorum
i in.), śląskie źródła
folklorystyczne wieków XVI-XVII (różne kroniki lokalne, dzieła takich autorytetów, jak W. Rożdzieński, A. Gdacjusz, J. Praetorius, L. D. Hermann. F. A. Zimmermann, J. Kauschke) oraz
,.czasów nowożytnych", czyli od l połowy XIX wieku, wyróżniając tu jako oddzielną część
.•Folklor i folklorystykę Śląska w niemieckim kręgu zainteresowali". Ten historyczny przegląd,
w którym Simonides bądź to odnajduje zapomniane i niedocenione przez dotychczasowych
badaczy dzie/a i obszary, bądź obala niektóre blc;dne tezy i wcześniejsze ustalenia uczonych,
wieńczy podrozdział "Folklor i folklorystyka Śląska po 1945 roku". Wydaje się, iż ten ostatni dział.
mimo przywołanych wielu nazwisk autorka potraktowała dość pobieżnie. wspominając jedynie
o wybranych badaniach. Podobnie, bardzo ogólnie, pisze Simonides w tej części pracy o śląskim
folklorze słownym, muzycznym i tanecznym (zob. s. 340-344). Może właśnie dlatego, że sama jest
autorką wiciu prac poświęconych folklorowi słownemu, a także redaktorem epokowej monografii
Folklor Górne?}o .~Iąska. Aby więc uniknąć powtórzeli, Simonides ogranicza się do podsumowującej
syntezy, podpowiadając odbiorcy szczegółowe opracowania w przypisach.
Część II. omawianej książki kończy praca Barbary Bazielich Sztuka ludowa na Śląsku.
Autorka, pisząc o bogactwie i różnorodności dziedzin twórczości ludowej, zwraca uwagc; na
budownictwo mieszkalne i gospodarcze, urządzenie wnętrz, meble, wyroby z drewna, skóry, me:ródel. Charakteryzuje
17
Lud t. LXXVI
258
talu,
plastykę
eksponuje
obrzędową,
trzy działy
szkle i rzeźbę.
rzeźby,
W ramach
Różallcowa
i Kodeńska;
"dobry
sztuki
tkactwo,
ludowcj:
konkretnych
powszechne
wzroce i motywy.
obrazach
śląskich (tu głównic:
i jako
malarstwo,
tradycyjnej
podrozdziałów
wyszycia,
omawia
harty
itp. W rezultacie
i papicrze,
na płótnie
w szczcgółowy
malarstwo
sposób
na
najbardziej
Matka
Boska i Chrystus
są naj popularniejszymi
postaciami
na
Matka Boska Czystochowska,
Pickarska,
Karmiąca,
Szkaplerzna.
Chrystus
zaś
Centrum
malarstwa
Pasterz").
stroje,
malarstwo
przede
wszystkim
"na
na
w XIX
szkle
krzyżu",
otwartym
"I.
wieku
był
na
bokiem"
Śląsku
rejon
podsudecki,
a zwłaszcza
okolice Kłodzka,
Opawy i Kamiennej
Góry. Szczególnie
wicie uwagi
Bazielich poświyca tradycyjnej
rzcżbie, omawiając
różne jej typy, odmiany
i warianty. W świetle
jej badań
Chrystus
na krzyżu
rzcżby
ludowej,
drugą
(głównie
jako
postać
Natomiast
pod
się
-
Lektury
chiwalne
jak
mimo
pisze
znanego
ksiąźki
Frasobliwy
częstotliwości
i Pieta),
miejsca
znawczyni
omawianej
fotografie,
Chrystus
"z Dzieciątkiem"
św. Anna,
pojawia
oraz
względem
-
najbardziej
postacią
a trzecią
kultowego
"nader
ulatwia
dokumentujące
stanowią
występowania
św. Jan
(głównie
św. Anny),
temat
Matka
Boska
Nepomucen).
w ikonografii
ludowej
rzadko".
indeks
zabytki
-
(Góra
popularny
jest
rzeczowy,
Śląska
oraz
calość
zaś
zamykają
ilustracje
życic społeczno-obyczajowe
jego
(armiesz-
kańców).
Wobec
trudno
tak
ogólnej
przedkładać
bogactwem
z konieeznoci
znaczenie
reOeksji,
jednych
perfekcyjną
prezentacji
Kultury
opracowań
nad
znajomością
one dokumentują
w sposób
niezwykle
i wpływy
obcych
kultur
o kulturze
konkretnego
regionu,
problemów
również
z perspektywy
szczególowych
rzetelny
na te pograniczne
jako
'i.e wszystkie
osobliwości
lokalnych.
nic tylko słowiański
ziemie.
regionu
ludowej .ill{skiej ludno.ki
drugie,
W rezultacie
pogranicza,
charakter
tym cenniejszą,
Wszystkie
kultury
otr/.ymujemy
rodzimej
imponują
śląskiej.
nowoczesną
'ie ujmującą
ale
pracę
bogaty
zestal'.
antropologicznej.
Teresa Smoli/iska
Teresa S m o l i ń s k a, Rodzina
Opole 1992, ss. 196.
Praca
kowanie
jest
rezultatem
zakresu
siebie
treści
folklorystycznych
w kulturze.
kwestiami
studiów
obserwacji
przez
badań.
Tym
kontekstem
2. uczestniczy
m.in. w poglądy
teren
tradwji
kulturowej.
się na szczególne
nowy
kontekst
traktowana
jako
występowania
badanych
zjawisk,
poprzez
nologią
i socjologią,
praca
przydatność
studiów
i życiem
ukierun-
dla prowadzonych
twórca
"aspck tu
i użytkownik
folklorystycznego"
i szerzej
znaczonego
rod7.iną
wartości
przebiegiem
procesu
i enkulturacji,
tworzenia
członków
terenem
kulturowej
grupy;
3. jest ważnym
dostarczenia
folklorystyce
możliwości
współpracę
z innymi
dyscyplinami
spo/ccznymi,
jeszcze
podejmowanych
jeden
ogólny
z perspektywy
kultury
zaopatruje
zamysłu
ujawnia
ich własnej
który
pogłębionego
ujęcia
szczególnie
z et-
cel. Jest nim przedstawienie
dowodu
na
folklorystycznej
badań
nad
dla
do analizy
z bogatych
wszystkim
opowieść
i zjawisko
opowiadania,
związane
dotyczącymi
historii
rodziny
zainteresowaniami
jej
dla pracy
dla
socjalizacji
innych
społecznym.
W recenzowanej
przede
Obok
się swoistym
w procesie
na temat
egzystencji.
nad
l.decydowała
uzyskać
się rodzina
jako
odznaczający
i społecznej
nymi
stała
aspekt rodzinnej
Autorka
włączyła się w ten sposób do dyskusji nad ważnymi poznawczo
i społecznic
kulturowego
charakteru
rodziny jako grupy i instytucji,
która:
I. stanowi segment
globalnego,
słownego
która
po to, aby
a jednocześnie
i komunikacji;
kulturą
folklorystki,
i rozważań
społeczeństwa
rodziny
o sobie. Folklorystyczny
tu książce
zakresu
rozwinięcia
autorka
wybrała
jednocześnie
wykorzystuje
studiów
nicktórymi
nad
możliwości
ważnymi
zasobów
tzw. folkloru
przy tym z genealogicz-
czlonków.
Świadoma
wskazania
znaczenia
problemami
folklorystyki.
wybadań
Za-
259
stanawia sit; wivc m.in. nad Ijawiskiem "folkloryzacji" - przekształcenia sir; opowieści z tekstu
uwarunkowanego subiektywnie i związanego z jednostką w przekaz kolektywny i zobiektywizowany, nad relacją mir;dzy tekstami mówionymi i zapisanymi, wreszcie nad społecznymi
ramami folkloru i rolą przekraczania tych ram i granic w jego przekształceniach. Przedstawia
ponadto szerszy program folklotystycznych badall nad rodziną, w których przedmiotem byłyby
nie tylko przejawy folkloru ustnego i ich rodzinne użytkowanie, ale również bardziej szczegółowa
analiza innych zachowall rodzinnych, w tym obrz<;dów i ich wielorakich znaczeń.
Całość ujęla autorka w pięć rozdziałów. Pierwszy z nich dostarcza informacji wprowadzających, dotyczących problematyki, zakresu i metod pracy oraz dokonuje przeglądu badań nad
rodziną ze stanowiska folklorysty. Dowiadujemy się, że badania przeprowadzone zostały w Jatach 1984·1990 w różnych typach rodzin wiejskich na Górnym i Dolnym Śląsku, w południowej
Wielkopolsce i części Polski centralnej. Metodą gromadzenia materiałów była ankieta oraz
wywiad, w których przeprowadzeniu pomogli autorce studenci i uczniowie. Drugi rozdział
omawia warunki i formy rodzinnego uczcstnictwa w kulturze oraz towarzyszącą działaniom
kulturowym strukturę życia rodzinnego i układ ról i pozycji w rodzinie. Trzeci zajmuje się
funkcjonowaniem tradycji folklorystycznych w rodzinie, przynosząc analizę sytuacji sprzyjających
tworzeniu i przekazywaniu folkloru oraz roli poszczególnych członków rodziny w tych procesach. Rozdział czwarty koncentruje się na zainteresowaniach członków rodziny jej historią. Dość
powszechnic deklarowanym chęciom poznania historii rodzinnej i wysokiej ocenie tego rodzaju
zainteresowań odpowiada jednakże wiedza fragmentaryczna i na ogół niegłęboka. Na tym tle
wyróżniają się nieliczne rodziny, w których przechowano legendy herbowe, obecnie uzupełniane
o inne wiadomości I. historii rodziny i upowszechniane. W rozdziale ostatnim, w zakończeniu,
umieszczono wnioski z badali i wymienione już uprzednio propozycje wobec przyszłych studiów
nad rodziną.
Wartość pracy polega nie tylko na wskazanym już nowatorstwie, wynikającym z rozpatrywania przejawów folkloru w kontekśce rodziny, otwierającym nowe perspektywy dla folklorystyki. Polega ona również na rozwinięciu i dostarczeniu nowych punktów widzenia wielu
zagadnień, podejmowanych już w innych niż folklorystyka dyscyplinach. Do tych zagadnień,
które w pracy T. Smolińskiej uzyskały nowy wymiar, należy m.in. zgromadzenie dodatkowych
dowodów na silniejszy przekaz kultury w rodzinie ze strony matki i jej rodziny, potwierdzenie
tzw. "przerywanego" przekazu kultury, szeroka analiza sytuacji folklorotwórczych w rodzinie
a przede wszystkim zwrócenie uwagi na światopoglądowe znaczenie przejawów folkloru. Rozdział dotyczący opowieści związanych z historią rodziny dostarcza bowiem nie tylko niezwykle
interesujących tekstów, w tym tekstów legcnd herbowych, funkcjonujących w rodzinach, ale
również próbuje wyjaśnić znaczenie znajomości historii rodzinnej w rodzinach współczesnych.
Godna uznania jest świadomość metodologiczna autorki, nakazująca jej odróżniać wartości
deklarowane od realizowanych oraz dostrzegać różnice w wypowiedziach w gronie własnym
rodziny i w obecności "obcego", jakim jest badacz.
Szerokość i nowość ujęcia stworzyły również pewne trudności, zwauażalne w pracy, którymi
w tym miejscu chcę sir; zaj"ć. Przyjęcie zalożeń badań socjologicznych i etnologicznych nad
rodziną, polegające m.in. na szczegółowym rozróżnieniu rodzin ze względu na ich strukturę
i sposób uczestnictwa w kulturze, zaprezentowane w rozdziale drugim, nie znajduje w zasadzie
zastosowania w analizie funkcjonowania tradycji folklorystycznych w rodzinie. Obserwujemy
tutaj pierwszy etap badań wykorzystujących doświadczenia różnych dyscyplin, w którym pojawia
się już znajomość tych doświadczeń, natomiast brak jeszcze pełnej ich integracji z przedmiotem
studiów. Druga uwaga dotyczy braku precyzyjnych kategorii analizy współczesności, właściwego
zresztą nie tylko folklorystyce, ale również etnologii. Nie zawsze tradycja - dziedzictwo,
związanc z przeszłością odróżniane jest od tradycji - wartości, związanej bardziej z teraźniejszością. Folklor występujc w pracy raczej jako dziedzina kultury, chętnie wiązana z kulturą
ludową a rzadziej jako aspekt kultury, niezależny od czasu i granic kultury, choć o "folklory-
260
stycznym aspckcie" mówi podtytuł pracy. Na koniec uwagę moją zwróciła pewna niekonsekwencja
w próbach przyjęcia podmiotowego podejścia w badaniach. Autorka kilkakrotnie wc wstępnej
części pracy odwołujc się do "folklorystycznego automodelu rodzinności", którego przedstawienie
potraktowane
zostało jako cel pracy. Po to aby zrekonstruować
taki model nic wystarcza
gromadzić i prezentować informacje, których udziela "rodzina o sobie". Taki własny obraz grupy
musi bowiem stanowić również pewną całość, zbudowaną na podstawie przyjmowanego przez
grupę systemu wartości, ponadto winien być chroniony w trakcie jego odtwarzania przed
interpretacjami badacza. Do podmiotowej analizy np. nic należy dość nieoczekiwane wyjaśnienie
przez badaczkę wzrostu wśród młodych zainteresowania dziejami rod/jny: "Wydaje się, że wyrosło
ono na gruncie wzmożonej chęci poszerzenia swej wiedzy na temat przeszłości historycznej Polski"
(s. 137).
Przydatność materiałów i metod analizy stosowancj przez folklorystę dla hadal] nad kulturą
rodziny została w książce udowodniona. Z zainteresowanoem zatem można oczekiwać następnych
prac T. Smolińskiej, zapowiadającej poszerzenie zakresu analizy i wykorzystanic w studiach nad
rodziną nie tylko folkloru slownego ale również integralnie z nim potraktowanych materiałów
dotyczących zwyczajowości i obrzędowości rodzinnej.
ZhirJl1icw Jasiewic:
Włodzimierz Piątkowski,
Jagoda Jezior,
Rafał Ohme, Listy i/o Kaszpirowskieyo.
rzel1ie socjologiczl1e, Wydawnictwo Marek Łoś, Lublin 1993, ss. 143.
Spoj-
Przedstawiana książka dotyczy tematu fascynującego: tcgo, co zwykło się w skrócie nazywać
"fenomenem Kaszpirowskiego". Ów "fenomen" to tylko jeden, choć z pewnością najhardziej
spektakularny, spośród licznych przypadków różnych nickonwencjonalnych
psycho- i bioenergoterapeutów, zdobywających sobie w naszym kraju mniejszą lub większą, przelolI1ą lub bardziej
trwahl popularność. Jest to ważne zjawisko społeczno-kulturowe, które zresztą można obserwować
również w innych krajach, i nie powinno umykać uwadze badaczy. Stykamy się z nim w życiu
codziennym i może właśnie dłatego tak trudno jest przeanalizować je naukowo, uwalniając się od
emocji. O Kaszpirowskim słyszał chyba każdy, napisano o nim wiele, czasem krytycznie, częściej
w tonic apologetycznym, nikt jednak dotąd nie pokusił się o dokonanie rzetclncj, antropologicznej
cz.y socjologicznej analizy jego działalności i przycz.yn tak wielkiej, jeszczc do niedawna.
popularności. Pierwszą taką, i to udaną próbą, jest omawiana książka, przygotowana przez
Włodzimierza Piątkowskiego z Zakładu Socjologii Medycyny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Luhlinie i jego współpracowników. Praca opatrzona jest krótkim posłowiem rcd. Haliny
Aczkasowej, która zainicjowała i realizowała w latach 1990-1992 cykl telewizyjnych programów
z dr. Anatolijem Kaszpirowskim.
W. Piątkowski, socjolog medycyny, już od dłuższego czasu prowadzi systematyczne badania
nad leczeniem niekonwencjonalnym; jest m.in. autorem ważnej i interesująccj książki Spotkania
z inną medycyną.
Listy do Kaszpil'owskiego
to książka przejrzyście opracowana, składająca się z dość obszernego wstępu i trzech rozdziałów, przedstawiających kolejno: prohlemy metodologiczne, analizę
statystyczną materiału oraz wybór listów telewidzów do terapeuty. "Wstęp" jest właściwie
charakterystyką postaci Kaszpirowskiego, jego szczególnych cech osobowości i metody terapeutycznej, ujętą na szerszym tle społecznym. Autor analizuje czynniki, które sprawiły, że Kaszpirowski stał się na początku lat 90. jedną z najpopularniejszyeh postaci kultury masowej w Polsce.
Zwraca uwagę na specyficzny splot okoliczności politycznych i gospodarczych związanych
z okresem transformacji ustrojowej oraz na wsparcie "potężnego medium" - telewizji, która
uczyniła z niego gwiazdę, idola publiczności (uosobiającego zarazem, jak trafnie zauważa
261
Piiłtkowski, j..:d..:nz mitów kultury masowej - lekarza-supermana). Autor stwierdza, że, wbrew
opiniom, telcterapia Kaszpirowskiego odbiega od klasycznej psychoterapii, zawiera jedynie
niektóre jej elementy. Natomiast w recepcji społecznej jest Kaszpirowski powszechnie traktowany
jako bioenergoterapeuta,
choć sam konsekwentnie przeciwstawia się włiłczaniu jego metod
IN obręb
medycyny nickonwencjonalnej. Niemniej, W. Piątkowski wskazuje na szereg pokrewnych technice Kaszpirowskiego metod lecznictwa niekonwencjonalnego stosowanych w Europie
Zachodniej i w USA. Niezależnie jednak od kwestii zaszeregowania telcterapii i jej propagatora,
najważniejszym problem..:m badawczym dla przedstawiciela nauk społecznych pozostaje fenomen
ogromnej popularności terapeuty z ukraińskiej Winnicy i to podkreśla wyrażnie autor książki.
Prezentuje walory perspektywy socjomedycznej, która może ujawnić przyczyny tego zjawiska,
ukazując je w szerokiem kontekście stanu społecznej służby zdrowia w Polsce i społecznego
odbioru tej sytuacji, w dużej mierze wpływającego na obecną popularność praktyk niekonwencjonalnych specjalistów oraz samoleczenia.
Autor wybrał interesującą metodę badawczą - analizę treści listów telewidzów, skierowanych do dr. Kaszpirowskiego. Był świadom - jak wynika z rozważań metodologicznych
problemów związanych z przyjęcicm tej perspektywy. Wskazuje na nikłe dotychczas zainteresowania socjologów tego typu żródłami i brak "teorii listu". Tym bardziej warte są uwagi
interesujące rozważania W. Piątkowskiego na temat specyficznych cech tego materiału, perspektyw i ograniczeń ich badania. Autor wskazuje m.in. na brak możliwości wpływu badacza na
formę i zakres informacji zawartych w listach (tę właściwość podzielają zresztą listy z innymi
typami materiału zastanego). Stąd wynika niemożność przeprowadzenia pełnej analizy statystycznej. np. w odniesieniu do wyks/.tałcenia autorów listów (nic podało go 92,7% osób), wieku (brak
danych o 58,8'~. osób), czy efektów teleterapii (35,9% autorów nie podało na ten temat
informacji). Warto również porównać przytoczone w książce wyniki badań OBOP z rezultatami
analizy listów. Okazuje się, że tylko 3% ankietowanych
przez OBOP uznało, że seanse
Kaszpirowskiego miały pozytywny wpływ na ich organizm. Natomiast 50,2'10 autorów listów
stwierdziło poprawę swego stanu zdrowia, łącznie w 80,6% przypadków chorób. Tak duża
różnica wypływa zapewnc z faktu, że listy skłonni Sił pisać raczej ci, którzy odczuwają pozytywny efekt, niż ci, którzy nic dostrzegają żadnych skutków teletarapii, bądź też skutki
negatywne (tych ostatnich było tylko 2%,). Jak wynika z analizy statystycznej, aż 78,8% autorów
listów stanowią kobicty (z ogólnej liczby przeanalizowanych
1907 listów, które nadeszły do
telewizji w ciągu 1990 roku). Ten fakt, 1,",,<lI1Y z ogólnie obserwowanym zjawiskiem przewagi
kobiet wśród klienteli specjalistów mcdyc:",) komplementarnej,
wymaga wnikliwych badań,
ponieważ, jak stwierdza autor, "ws/.ystkie Inalll: interpretacje (... ) są tylko po części przekonywające" (s. 134).
Najobszerniejsza część pracy - rozdział III., zatytułowany tak, jak cała książka: "Listy do
Kaszpirowskiego", zawiera wybór listów, ilustrujących najlepiej (zdaniem autorów) omawiane
problemy. Listy podzielone są na trzy główne zespoły: prezentujące odczuwane skutki terapii,
próby interpretacji "fenomenu Kaszpirowskiego" i wrażenia doznawane podczas seansów. Największą grup!; listów - opisujących efekty teleterapii - uporządkowano według rodzaju tych
efektów (pozytywne, brak efektów leczenia i pogorszenie stanu zdrowia). Najliczniejsze listy,
a mianowieic te, którc opisują pozytywne skutki telcseansów (zajmują one aż 45 stron książki),
zostały posegregowane według rodzaju chorób czy dolegliwości. Podstawą był sporządzony przez
autorów klucz kodowy, I. zastosowaniem nazw chorób (czy grup chorób) przyjętych w międzynarodowej klasyfikacji chorób WHO. Jednak napotykamy w układzie listów także takie
oznaczenia (,.choroby naczyniowe", "choroby oczu"), których nie ma w przytoczonym w rozdziale I. kluczu kodowym. Ponadto, w wydzielaniu poszczególnych jednostek tego klucza,
ujętych pod nagłówkiem "Rodzaj dolegliwości", widoczne są pcwne niekonsekwencje.
Do
"rodzajów dolegliwości", oprócz np. "chorób układu krążenia", zaliczone zostały również takie
jednostki. które logicznic należą raczej do efektów terapii, np. "zanik blizn", "ciemnienie włosów",
262
"porost włosów", czy "rzucenie palenia". łnncgo rodzaju problem klasyfikacyjny wiąże się
z faktem, że listy z reguły nie były monotematyczne,
zazwyczaj dotyczyły kilku różnych
zagadnień i wymieniały różne choroby trapiące ich autorów. To stawiało przed autorami książki
trudne zadanie wyboru dominującego w liście tematu - każdy list mógł być z założenia
przyporządkowany
tylko jednej kategorii szczegółowej (poprawność metodyczną zapewniało
równoległe kodowanie listów przez 3 osoby). Wydaje się, że przyjęte rozwiązanie jest słuszne;
inaczej trzeba by dzielić każdy list na drobne fragmenty i zamieszczać je czasem kilkakrotnie.
w różnych miejscach.
Autorzy książki w rozdziale I. zapowiadają podejście przede wszystkim jakościowe do
badanego materiału. Ze względu na jego specyfikę, analiza ilościowa ma tu mniejsze znaczenie.
Jednak zawarta w pracy analiza jakościowa pozostawia pewien niedosyt. Oddzielny rozdział
dotyczy materiału statystycznego, toteż czytelnik oczekuje, że po obszernej prezentacji wyboru
listów znajdzie również rozdział poświęcony jakościowej analizie materiału. Tymczasem napotyka jedynie zakończenie, lakonicznie podsumowujące wyniki badań nad listami, łącznie z danymi
uz.yskanymi przez autora z wywiadów i materiałami zebranymi przez OBOP. Poza tym
nawiązania do treści listów, także łącznie z danymi z innych źródeł, znajdujemy w części wstępnej
pracy. Wydaje się, że książka zyskałaby dużo, gdyby oddzielny jej rozdział zawierał wnikliwą
analiz.ę jakościową "materiału listowego". Niemniej, książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem
i podziwem dła autorów, którzy podjęli się bendyktyńskiej iście pracy - kodowania, kłasyfikacji
i opracowania materiału zawartego w ogromnej liczbie listów. M usieli przy tym samodzielnie
pokonywać piętrzące się przeszkody, nie mogąc korzystać z żadnych wzorów krytycznych analiz
socjologicznych zbiorów listów. Praca wykazała, że zastosowana metoda może być bardzo
owocna w badaniach nad stanem świadomości społecznej, także w zakresie stosunku do
niekonwencjonalnych
metod leczenia.
Książka może zainteresować nie tylko specjalistów, ale takżc każdcgo "zwykłego" czytelnika,
który znajdzie w cytowanych listach przcjmujący wyraz ludzkiego cierpienia, nadziei, a nieraz
takżc wielkiej radości z odzyskania zdrowia i ogromnej wdzięczności dla dr. Kaszpirowskiego,
nazywanego uzdrowicielem, "genialnym Anatolijem", a w jednym z listów "posłańcem z gwiazd".
DlInllla
Kraków.
duli, Kraków
Przestrzenie
kulturowe,
Penka/a-Gaw{'cka
pod red . .I. Bujaka, A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej
i R. Go-
1993, ss. 139, ił.
Prezentowany tom szkiców z zakresu antropologii miasta, rezultat współpracy krakowskich
historyków i etnologów, ukazał się z poważnymi perturbacjami. Przedwczesny zgon dwojga
redaktorów opóźnił wydanie oraz, jak można sądzić ze wstępu autorstwa R. Goduli, która
ostatecznie przygotowała całość do druku - uniemożliwi! peine zrealizowanie wstępnej koncepcji. Jakkolwiek było, sądzić należy przedstawiony czytelnikowi rezultat, a nie zamierzenia.
Zainteresowanie krakowskich badaczy Krakowem, jego kulturą i mieszkańcami, dało się już
zauważyć od kilku lat. Próby zastosowania etnograficzno-ctnologicznego
aparatu analitycznego
do kwestii miejskich, zwłaszcza miasta tak bogatcgo w historię i różnorodnego pod względem
kulturowym, jak Kraków daly - jak można się było spodziewać - intcresujące rezultaty'. Do
początkowych zainteresowań folklorem miejskim, miejską obrzędowością, zagadnieniami kontaktów miasto-wieś podmiejska, doszła obecnie kwestia miejskiej przestrzeni . .lej właśnie, kulturoI Zob. "Zeszyty
Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Prace etnograficzne" z. 26: 1987. red. j.w.; także: "ZNUJ.
-Kunachowicz.
Prace etnograficznc" z. 2i. 19H6 pod red. J. Bujaka oraz ..Z UJ.
Prace etnograficzne" z. 23: 19H7 pod red. A. Zambrzyckiej-
263
wemu wymiarowi istotnych dla miasta i jego mieszkańców miejsc, poświęcony jest, w przeważająceJ części, prczcntowany tom.
Gros artykułów poświęconych jest krakowskiemu Rynkowi, który będąc jednym z największych placów Europy. spełnia! w swoich ponad siedemsetletnich dziejach rozmaite funkcjc.
O politycznych funkcjach Rynku traktuje artykul M. Rożka Forum regale. Rynek krakowski jako
miejsce wydarzeń polityczl1ych (X I V-X V I I I wiek); o obrzędowych z kolei B. Pilichowska (Rok
ohrzędowy na krakowskim Rynku w minionych stuleciach); o komunikacyjnych J. Duda (Komul1ikac.ljna jilllkcja Rvnku Gltiwne{fo w Krakowie); ekonomiczne zaś omawia J. Bieniarzówna (Krakowskie taryi w dawnych wiekach).
Lektura tych prac każe schylić czoło przed erudycją autorów, ale jednocześnie skłania do
wniosku, że, po picrwsze, zaprczentowali oni typowo "historyczne" artykuły, nie zawierające wcale,
lub minimalne ilości, "etnologicznego" spojrzenia na problem, oraz, po wtóre, że są one także
..historyczne" w tym sensie, iż zajmują się generalnie przeszłością, na uboczu pozostawiając
zjawiska występujące współcześnie. W zasadzie poza pewnymi próbami uwspółcześnienia wywodu,
widocznymi w artykułach J. Dudy i B. Pilichowskiej, pozostałe stanowią kompilację godnych
uwagi faktów historycznych, niejako wstępny material do etnologicznych analiz. Są niewątpliwie
cennym, ale zaledwie tłem. zbiorem faktów, które dopiero należałoby poddać etnologieznej
analizie.
Podobny zarzut, przy wszystkich nic podlegających kwestii zaletach, postawić można pracy
J. Kracika (SllIropolski
Kleparz - targ w lokall1ej kulturze społecznej). Z. Szromba-Rysowa
w artykule Tar!l0wisko SliIrv Kleparz - elf/ogra[lczna perspektywa badawcza precyzyjnie ukazuje
atrakcyjność etnograficzno-etnologicznego
podejścia do problematyki przestrzeni miejskiej - tu
w odniesieniu do jednego z najbardziej znanych i ważnych miejsc targowyeh miasta. Zarysowanie
owej badawczej perspektywy nie oznacza jednak jeszcze, iż została ona zastosowana. Na to
przyjdzie jednak zapewne poczekać. Z kolei z opracowania E. Fryś-Pietraszkowej (Kraków a wsie
podmiejskie w rela,jach etnograficznych
sprzed .IlU lat), w którym zaprezentowany został interesujący material etnograficzny, od lat oczekujący w zaciszu archiwum na skutecznych interpretatorów, wynika jasno, iż kontakty miasto-wieś owocowały między innymi powstawaniem
istotnych kulturowo "miejsc zderzenia". Ich etnologiczna analiza mogłaby wiele, jak mi się zdaje,
wnieść do zrozumienia istoty wzajcmnych wpływów, splotu harmonii i konfliktów w procesie
kontaktów między mieszkańcami K rakowa a ehłopami z podmiejskich wsi.
Odnoszę wrażenie, że prawdziwie udaną próbą zastosowania pojęciowego aparatu etnologii
do analizy kulturowej przestrzeni miejskiej jest zamieszczony w tomie artykuł D. Gut Nowa HUla
w .~wiad(/m(),vci jej mieszklll;niw.
Autorka usilowała, z interesującym skutkiem, dotrzeć do
.,struktury przeżywanej" micjskiej przestrzeni, mając tu na myśli "całą sferę wyobrażeń i mitów,
naroslych wokół samego miasta i rozgrywających się w nim wydarzeń". Efekt byłby zapewne
jeszeze pełniejszy, gdyby autorka oparła swoje wnioski na bogatszym materiale analitycznym,
zwłaszcza już publikowanym 2
Oceniając gener<t1nie krakowski tom studiów na temat przestrzeni miejskiej stwierdzić można,
iż wi,,:ccjobiecujc, niż daje, przynajmniej jeśli chodzi o etnologoczne analizy. Jest raczej cennym do
nich wstępem, ukazujc perspektywy wspólnych badań historyków i etnologów, stanowiąc dowód
na atrakcyjność tej problematyki dla obu partnerów. Mniemać zatem można, że następne
publikacje b,,:dą dowodem nie tylko godnej uwagi mody na temty z zakresu antropologii miasta - tu: właśnie Krakowa - alc przede wszystkim staną się prezentacją oryginalnych osiągni,,:ć
z tego zakresu.
Ryszard
:!
Zoh.
opracowanie
roku
J. Mikuło\Vski
nutcriałtl\\'
z inicjatywy
Pomorski.
Kwl../m' w Iwszej pllmiró,
pokonkursowych:
Oddziału
Krakowskiegt)
konkurs
Biblioteka
Krakowska
nr 127, Kraków
pod hasłem .,Czym był i czym jest dla mnie Kraków"
Polskiego
Towarzystwa
Socjologicznego.
Kantor
1991. Jest lo naukowe
został
ogłoszony
w 1969
264
Marian M o r a wczy 11 s k i, Rzeź
ss. 192, ok, 50 il.
1846 r., DChic(l, Pilzno,
TUr/ulw i okolice,
Tarnów
1992,
Są wydarzenia w polskich dziejach, których wspomnienie zawsze wywolywać będzie emocje.
a których interpretacje i oceny różnić się będą w zależności od pochodzenia, poglądó\\
społecznych, wizji dziejów i - generalnie - światopoglądu jednostki dokonującej oceny. Czasem
także od temperamentu i wrażliwości. Rzecz jasna, nie powinno to dotyczyć historyka, od niego
wymaga się obiektywizmu. Ale przecież i on jest tylko człowiekiem.
Jednym z najbardziej bolesnych zdarzeń w polskieh dziejach jest galicyjska rabacja 1846 roku.
Kilka krwawych dni mroźnego stycznia tamtego pamiętnego roku, kilka powiatów objętych
zaburzeniami - chłopską ruchawką; może tysiąc zabitych przedstawicieli stanu szlacheckiego,
rabunki i gwałty, a w ich rezultacie - narodowy szok. Publicystyka i sztuka przez dziesięciolecia
żywiły się tym tematem, żyła nim także wieś galicyjska, żywe wspomnienia o rabacji utrzymywały
się do niedawna. Także niejeden historyk zyskał poklask albo cięgi za sposób w jaki ukazywał
źródła, przebieg i sens owej krwawej łaźni. Kaznodzieje - zarówno świeccy jak i duchowni gromili wady narodowe, posługując się przykładami z tamtych dni. Był to temat zawsze
niepokojąco aktualny, pozwalający - przez swoją niejasność i złożoność motywów działających
w 1846 roku stron - uzasadnić sprzeczne niekiedy poglądy i opinie.
A dziś? Czy dziś warto jeszcze wracać do tamtych wydarzeń? Czy są jakieś powody, dla
których należy przypominać ofiary i ich katów'? Czy są jakieś względy, które winny skłaniać
współczesnego Polaka do rozpamiętywania
klęski zgotowanej przez austriackiego okupanta
szlacheckiemu powstaniu, przeciw którym skierowano sprawiedliwy acz ślepy gniew polskiego
ludu'? Czy to, co się wtedy stało, to tylko wybryk historii, czy prosta a tragiczna konsekwencja
nieporozumienia między ludźmi z dołu i szczytów społecznej drabiny? A może wręcz reguła
w naszych dziejach, konsekwencja połączenia pobożnych życzeń typu "iakoś to będzie" z brakiem
organizacji? Podobne pytania można stawiać w nieskończoność, jedno jest pewne, zainteresowanie
rabacją wciąż istnieje, a nowe na jej temat prace, nie tylko historyczne, mogą liczyć na
zainteresowanie.
Tak też będzie zapewne w przypadku książki historyka - ale historyka literatury - Mariana Morawczyńskiego zatytułowanej lakonicznie Rzeź 1846 r. Jest to drobiazgowa opowieść
o pamiętnych wydarzeniach na obszarach dotychczas uznawanych za marginalne: we wsiach
na wschód od Tarnowa, szczególnie w okolicach Dębicy. Autor w zasadzie nie wnosi nowych
informacji, porządkuje znane dotychczas, pewne relacje uściśla, inne podaje w wątpliwość.
W sumie, z punktu widzenia wiedzy o wydarzeniu, niewiele. A jednak czyta się tę książkę z wielkim zainteresowaniem,
nawet wbrew jej wadom: chaotycznej miejscami narracji, niejasności
wywodów, czasem zbytniej skłonności do uogólnień. Czytamy pracę Morawczyńskiego nie tylko z zainteresowaniem, ale również z bólem i z jakimś niejasnym a dojmującym uczuciem jej
aktualności.
No cóż, to chyba nieuniknione, że czytelnik przejmuje się ładunkiem dydaktycznym jaki niesie
w sobie wspomnienie galicyjskiej rzezi. Bo czyż nie jest tak, że dzielenie społeczeństwa na lepszych
i gorszych, tych myślących i rządzących, i tych od czarnej roboty, że patriarchalizm połączony
z niesprawiedliwością, mogą prowadzić prostą drogą do wybuchu niekontrolowanego gniewu. Tak
jest i tak zapewne zawsze będzie, a kto o tym zapomina, czyni wielki błąd.
A austriackie machinacje, perfidne szezueie brata na brata. te judaszowe srebrniki wypłacane
przez obcych Polakom za polską krew - jak to się ma do poruszanych kwestii'? Owszem. ma się
bezpośrednio i najboleśniej, bowiem podobne działania mogą mieć miejscc jedynie wtedy, gdy brak
porozumienia, prawdziwego, a nie tylko deklarowanego bratcrstwa, wtedy gdy brak wspólnoty
interesów, wzajemnego szacunku i tolerancji między ludźmi. Tego właśnie w tragiczny sposób
zabrakło w Galicji w 1846 roku i dlatego polała się obficie polska krew. Brakło, tam gdzie winien
się był znaleźć, rozumu, przenikliwości, brakło solidaryzmu narodowego i dlatego w ową lukę -
265
przepaść mil;dzy wiejskim ludem (któremu nie danym jeszcze było poczuć się narodem) i szlachtą - mając,! się za naród, mógł wcisnąć sil; wróg. I wygrał, choć nic na długo.
Myślenie o rabacji wbrew pozorom nie jest dziś,jak sądzę,jalowe i anachroniczne, to po prostu
myślenie o źródłach nieporozumierl społecznych i sposobach przeciwdziałania im. To myślenie o tym,
jak trudne, a czasem wręcz niemożliwe bywa owo przeciwdziałanie, a także i o tym, że zbrodnia rodzi
się cZl;sto I.arówno z arogancji jak i z ignorancji. Oby przebogatej lekcji wypływającej z galicyjskiej
rzezi nic trzeba już było nigdy na nasl.ej ziemi przerabiać. Książka M. Morawczyńskiego wartościowa
sam;'kW sobie, I.yskuje jeszcl.c, gdy?, budzi w czytelniku ważne i aktualne pytania i wątpliwości.
Ryszard
Kantor
Maria P a rad ()w s k a, Wkład Polaków w rozwój cywilizacyjno-kulturowy
Ameryki Lacińskiej,
Wydawca: Komisarz Generalny Udziału Polski w Wystawie Uniwersalnej EXPO '92 w Sevilli,
Wydawnictwo "Warsawa", Warszawa, bez roku wydania, ss. 297, indeks nazwisk.
Wydawca: Komisarz Generalny Udziału Polski w Wystawie Uniwersalnej EXPO '92 w Sevilli
nie miał szczęścia do redaktora ani oficyny wydawniczej. Odbiło się to najakośei książki, a głównie na
niestarannej korekcie, pozostawieniu fragmentu strony niezadrukowanej (ślad ingerencji cenzury?),
wadliwym zszyciu arkuszy (mały margines wewnętrzny utrudnia lekturę), a przede wszystkim
niestarannym indeksie nazwisk (nie zdołano np. ustalić imienia Kolumba; szczęście, że Autorka
podała w tekście imię Mickiewicza, bo już rozwiązanie pierwszej litery imienia Lelewela okazało się
nicwykonalne),
Zapewne równie? z winy redaktora pierwsze zdanie "Wstępu" rozpoczyna się słowami:
.,Pil;ćsetna rocznica odkrycia Ameryki przez Kolumba, przypadająca na rok 1992 [.. .]" (s. 3), jest
nieprecyzyjna. Wiemy przecież, że mieszkańcy Azji do Ameryki docierali przed 1492 rokiem.
Wykopaliska archeologiczne dowodnie potwierdziły także pobyt mieszkańców Europy na kontynencie amerykańskim przed tym rokiem. Mil;dzy innymi dlatego rocznicę pierwszej wyprawy Kolumba
do Indii obchodzono pod hasłem "Spotkanie Dwóch Światów".
Z powyższych uwag wnosić można, że recenzowana książka jest typowym tworem - jak to
mawiał Kazimierz Wyka - "jubileatyzmu", podobnie jak tablica na gmachu "Wspólnoty Polskiej"
w Warszawie poświl;cona Ignacemu Domeyce, ufundowana w 1992 roku przez Komitet Polski
,.Spotkania Dwóch Światów", na której w brązie odlano błędną datę rektorstwa wybitnego Polaka
w Uniwersytecie w Santiago de Chile t. Tak jednak nie jest. Maria Paradowska nawiązując
świadomie do rocznicy ważnej odkrywczo wyprawy Kolumba, nie dała się zupełnie zepchnąć na
pobocza "jubileatyzmu", narzucone przez nie przygotowaną do tego typu publikacji oficynę
wydawniczą. Jej książka jest pionierską monografią problemu, przedstawioną w formie popularnej.
Uważny czytelnik książki Marii Paradowskiejjest pełen podziwu dla trudu Autorki. To prawda,
że nie miała ona warunków do przeprowadzenie kwerendy archiwalnej (nawet w Polsce) i pisząc swe
dzieło oparła się głównie na pamiętnikach oraz literaturze popularnonaukowej.
Mimo to przedstawiony obraz, dotyczący zwłaszcza XIX i początku XX wiekujest bardzo interesujący. Okazuje się,
że Autorka zdołała zebrać więcej danych niż to uczyniono w ogłoszonej w 1983 roku pod redakcją
Marcina Kuli ksi"żce Dzieje Polonii IV Ameryce Łacińskiej. Historiajest chybajcdyną dziedziną, gdzie
miłośnicy badań przeszłości mogą, mimo braku warsztatu, inspirować badania profesjonalistów.
Maria Paradowska uzyskała lo prezentuj,!c głównie informacje z zakrcsu historii nauki i techniki.
Rzeczowość przckazu w książce Marii Paradowskiej ulega zachwianiu w relacjach dotyczących
Polaków w Ameryce Łacińskiej po drugicj wojnie światowej. Tu już nie wystarczy oczytanie
l Autorzy tekstu na tej tahlicy zapewnie nic wiedzieli, że istnieje książeczka Aliny Szwejccrowej pt. /gnac.v Domeyko, wydana
w 1975 roku z poprawnie zestawionym kalendarium. Domeyko nic był rektorem w latacb 1857·1873 tylko 1867-1883 (w latach
t852- t 867 sprawował funkl:ję delegata rZ'-ldu do .spraw reorganizacji uczelni).
266
w mniej lub bardziej łatwo dostępnych publikacjach. Polityka pozyskiwania po 1945 roku
literatury zachodniej zdecydowała, że kwerenda w krajowych bibliotekach niewiele daje. Analiza
licznych relacji podróżniczych, drukowanych niemal masowo po 1956 roku; daje wyniki niekiedy
trudne do weryfikacji. Bardziej wiarygodna jest literatura spccjalistyczna, która jednak umknęła
uwadze Autorki. Zwracam uwagę, że Instytut Nauk Geologicznych PA N prowadzi l na Kubie
przez 15 lat badania stacjonarnc, uwieńczone ważnymi publikacjami (w tym mapy kopalin
mineralnych). Autorka w zasadzie pominęła również krąg badaczy skupiony wokół redakcji
"Estudios Latinoamericanos"
z Instytutu Historii PAN. Wielu z tych autorów prowadziło
kwerendy w archiwach i bibliotekach Ameryki i dysponuje dużym zasobem informacji o udziale
Polaków w rozwoju cywilizacji Ameryki Łacińskiej. Brak informacji na ten temat w książce Marii
Paradowskiej zdaje się wskazywać, że praktycznie nie ma kontaktów z historykami z tego kręgu
(tzn. Instytutu Historii PAN), a ponadto nie korzysta z retrospektywnych i bieżących bibliografii
historycznych, geograficznych i geologicznych.
Recenzowana książka, poza "Wstępem" i "Zakończeniem" składa się z dziewięciu rozdziałów
prezentujących zebrany przez Autorkę materiał w układzie chronologicznym i przedmiotowym.
Pierwszy z tych rozdziałów dotyczy działalności Polaków w Amcryce w XVI-XVIII wieku.
W siedmiu kolejnych nakreślono szerzej działalność naszych rodaków w różnych dziedzinach:
rolnictwie, technice, badaniach przyrodniczych (geologicznych, zoologicznych, botanicznych).
wojsku, odkryciach geograficznych i pracach etnograficznych itp. Ostatni rozdział dotyczy
działalności w różnych dziedzinach życia społec7.eństw: naukowej w uniwersytetach i instytutach
badawczych, lekarskiej, posługi duszpasterskiej, kulturalno-oświatowej, życiu politycznym i artystycznym oraz "w innych dziedzinach życia" (dotyczy to przeważnie prowadzących przedsiębiorstwa i zakłady przemysłowe).
Taki układ treści powoduje, że niektóre informacje o dokonaniach wybitnych badaczy
powtarzane są w różnych rozdziałach. Zawsze jednak prezentowane s,! one w innym kontekście.
przez co czytelnik mniej zorientowany - a przecież do nich Autorka adresowała sw'! ksi,!żkę stopniowo wciąga się w zawiłe problemy Polonii latynoamerykańskiej.
Spccjaliści nie zawsze są w stanie akceptować niektórych szczegółowych przekazów Marii
Paradowskiej.
Ograniczę się do podania kilku informacji o gcologach: Ignacy Domeyko:
studiował w Oddziale Nauk Fizycznych i Matematycznych a nie "wydziale fizyczno-matematycznym" (s. 99); w 1838 roku przybył do Coquimbo a nie La Sereny (s. 100) osady, od której już wtedy
przyjął nazwę pobliski port; rektorem był do 1883 roku, a nie "do wyjazdu z Chile" (s. 199), gdyż
wyjechał w 1884 roku. Ważniejsze są jednak pominięcia: brak charakterystyki dokonań Domeyki
w górnictwie, prawodawstwie, meteorologii, balneologii i innych dyscyplinach. Dodam do tego
pewną ciekawostkę. Otóż zaraz po przyjeździe Domeyki do Coquimbo omal nic doszło do
zerwania umowy. Tę wprawdzie firmował rząd, ale opłacali właściciele kopalIl, którym przybysz
miał podać sposób na pozyskanie srebra z wykopanych zwałów rudy ołowianej. Z największym
trudcm udało się Domeyce przekonać administrację prowincji, że czynność ta wymaga większego
zesołu fachowców, a tych musi wykształcić. Z oporami przyjęto jego perswazjc, a z czasem
wydawano nawet w La Screnie napisane przez niego podręczniki. Z żalem żegnano go
w Coquimbo, gdy opuszczał to miasto. Wahał się z decyzją wyjazdu do Francji, głównie nie chcąc
uczestniczyć w jałowych sporach emigracji. Dlatego przyjął propozycję pracy w stolicy Chile.
Inny bohater książki Marii Paradowskiej: Józef Siemiradzki. Charaktcrystyka lego opiekuna
polskiej emigracji do Ameryki Południowej została przedstawiona
poprawnic, a szczegóły
dotyczące dokonań geologicznych kumuluj,! błędy poprzcdników. Na s. 110 Autorka piszc: "Jeden
ze słowników brazylijskiego Jnstituto Historico, w tomic I, na stronic 907, nazwał Józefa
Siemiradzkiego "najwybitniejszym geologiem tego kraju" (to jest Brazylii). Informację tę poda!
Józef Retinger w książce Polacy w cywilizacjach obcych dIJ krJ/Jcu X l X wieku (nb. tytuł niew!aściwie
zapisany, podobnie jak i bibliografii, gdzie zresztą nic uwzględniono edycji tej książki z 1991 roku).
Pomińmy precyzję cytowanego tekstu. Rzccz w tym, ŻC Siemiradzk i prowadził badania
267
geologicznc w Brazylii raczcj przygodnie i - choćby z tego względu - jego dorobek nie był tak
znaczący, jak stale pracujących w tym kraju geologów niemieckich.
Podczas pisania ksi"żki moi.na było także precyzyjniej określić dokonania Ernesta Malinowskiego w Peru, a I.właszcza jego udział w budowie kolei transandyjskiej. Wiele o tym twórcy pisał
w ostatnich latach Bolesław Orłowski (do artykułów tych nie dotarła Autorka), a najnowsze dane
zawarł w książce wydanej w 1992 roku Osiągnięcia inżynierskie Wielkiej Emigracji. Z treści tych
opracowań, opartych m.in. na żródłach północnoamerykańskich,
wypowiedzi Władysława Klugera
(cytowane przcz Autorkę) są nicco przejaskrawione.
Uwagi powyższc zdają się wskazywać, że książka Marii Paradowskiej, przed kolejną edycją,
musi być starannie zweryfikowana przez specjalistów z różnych dziedzin. Dotyczy to przede
wszystkim spraw związanych z udziałem Polaków w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym
Ameryki Łacińskiej przed 1939 rokiem. Okres póżniejszy właściwie należy napisać od początku.
Podane przez Autorkę informacje dotyczące ostatniego półwiecza są bowiem zestawione z pominięciem dokonań najważniejszych (jak choćby brak danych o pracach badawczych Instytutu Nauk
Geologicznych PAN). Zwracam uwagę na niektóre z pominięć:
I. Przez wicie lat Kuba stanowiła miejsce pracy polskich przyrodników. Obok geologów
zwracam uwagę na studia zoologiczne Bronisława Wojciecha Wołoszyna z Instytutu Zoologii
Systematycznej i Doświadczalnej PAN z Krakowa oraz geomorfologiczne Mariana Puliny
z Uniwersytetu Śląskiego;
2. Udział polskich ekspertów geologów w badaniach złóż kopalin mineralnych w Chile (m.in.
prace prowadzili profesorowie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie; na miejscu towarzyszyli
im Chilijczycy, absolwenci tej uczelni) oraz w Brazylii (badania z ramienia przedsiębiorstwa
usługowego);
3. Uczestnictwo w kongresach międzynarodowych, dokumentowane zwłaszcza przez geologów poważnymi sprawozdaniami;
4. Wyprawy badawcze, zwłaszcza do Peru i Chile, organizowane m.in. przez Polskie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk o Ziemi (dokumentowane nawet wydawnictwami po hiszpańsku),
Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykanistycznych
i wiele, wiele innych;
5. Prace okresowe profesorów uczelni i instytutów polskich jako wykładowców w wyższych
zakładach nauczania w różnych krajach Ameryki Łacińskiej (m.in. Wiesław Szlenk wykładał
matematykę w Meksyku, a Maciej Suffczyński fizykę w Wenezueli; Danuta Kosmowska-Suffczyńska towarzysząc mężowi prowadziła badania geologiczne);
6. Wśród Polaków, którzy wyemigrowali z kraju i osiedli w Stanach Zjednoczonych AP
badania geologiczne złóż surowców mineralnych oraz ogólnych problemów tektoniki w Ameryce
Środkowej i Południowej prowadzil na większą skalę Jan Krasoń.
Rejestr tych uwag możnaby z pewnością potroić. Wymieniając je starałem się raczej wskazać
na kierunki uzupelnień niż na braki dotychczasowego opracowania.
Książka Marii Paradowskiej powstała w wyniku zapotrzebowania społecznego. Jej nakład
właściwie nie trafii do księgarń w kraju. Jest więc potrzeba wydania kolejnej, poprawionej i znacznie
wzbogaconej, edycji. Jest także pilna potrzeba ogłoszenia jej wersji w języku hiszpańskim. Jeżeli
wersja ta powstanie (np. przy czynnym zaangażowaniu się oficyny Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego) maszynopis winicn być starannie zweryfikowany przede wszystkim przez historyków
zajmujących się profesjonalnie dziejami Ameryki Łacińskiej, a następnie przetłumaczony przez
iberystów o dużej wiedzy historycznej. W tej wersji należy wzbogacić część opracowania, dotyczącą
udziału Polaków w rozwoju kultury i cywilizacji Ameryki Łacińskiej zwłaszcza po 1956 roku. Tu nie
może być poważnych pominięć, gdyż czytelnikami książki będą przede wszystkim ludzie znający
Polskę bądź przyjaźniący się z Polakami mieszkającymi i pracującymi w różnych krajach Ameryki
Środkowej i Poludniowej. Wiarygodność przekazu będzie więc wyrazem nie tylko umiejętności
Autorki, ale równieź informacją o poziomie nauk historycznych w Polsce.
Zbigniew Wójcik
268
Zygmunt Librowicz,
Polacy IV Syherii. Posłowicm opatrzyli
Wrocław 1993, ss. 380 (reprint. Kraków 1884) + 51.
A. Kuczyński i Z. Wójcik.
Książka Polacy IV Syberii Zygmunta Librowicza wznowiona w "Bibliotece ZcsłaJica" wydana
została po raz pierwszy w Krakowie w roku 1884 i, jak piszą autorzy .,Posłowia": Antoni
Kuczyński i Zbigniew Wójcik, trudno dziś uzyskać bliższe informacje na temat jej czytelniczego
obiegu. Podobne trudności napotkają prawdopodobnie edytorzy wydanej w 1865 roku wc Lwowie
rozprawy Lucjana Tatomira Pamiętniki
o Syherii.
Zygmunt Librowicz pisząc swoje szkice
poświ,<conc problematyce syberyjskiej wrósł już w środowisko rosyjskie, ożenił si,<z Rosjanką, był
sekretarzem redakcji petersburskiego pisma "Now", nie zaniedbuj"c także drukowania w czasopismach niemieckich. Wszystko to sprawiło, że niektóre bibliografie traktują jego działalność
z pewnym chłodem. Temu dystansowi sprzyjają zresztą nie tylko losy autora, ale także odmienny
rozkład akcentów, który sprawił, że pełne ostrych oskarżeń Dzieje Polaków na Syberii 1 zyskały
i zyskują liczniejszych czytelników. Jeśli jednak wznowienie książki Michała Janika było długiem
wobec literatury polskiej, to Polacy IV Syherii mogą być pozycją, któm łatwo zyska odbiorców
pośród czytelników z innych obszarów językowych, zainteresowanych dobrą eseistyką i wiedzą
o kontynencie, który do dziś budzi tyleż zainteresowania ile wywołał kontrowersji. Niezwykle
bogaty obszar, słabo zaludniony, opanowywany przez niezbyt liczną administracj,< rosyjską, która
wyraźnie odczuwała potrzebę stworzenia zaplecza gospodarczcgo i kuturalncgo. Dodajmy także naukowego. W tych właśnie płaszczyznach ujawniła się aktywność Polaków przeniesionych na
Syberię za odmowę udziału w tłumieniu polskiego powstania, zesłanych do rot aresztanckich.
odnajdujących możliwość psychicznego oderwania od zesłańczej codzienności w podejmowaniu
prac przyrodniczych, kreśleniu map i opisów plemion. Nic zabrakło wśród nich także skrz,<tnyeh
gospodarzy zakładających
warsztaty rzemieślniczc, cukicrnic i manufaktury.
Przypomnijmy
jednak, że większość zesłanych na Syberię stanowili potomkowie zubożałych lub wn;cz ubogich
rodzin, które nie zawsze mogły udzielić najbliższym pomocy. Brak matcrialnego wsparcia należało
tedy zastąpić umiejętnością dostosowania się do trudnych warunków, na czym nic zbywało
potomkom zubożałej szlachty i dlatego skład socjalny Polaków na Sybcrii tak bardzo przypomina
obraz społeczeństwa angielskiego w Indiach. Syberia okazuje się ponadto dla wielu miejscem
refleksji, przedmiotem opisu ale także szczeblem w karierze rozpoczętej jako przymusowo wcieleni
do ciężkiej służby w batalionach orenburskich leżących już poza właściwą Syberią.
"Zauważono, pisze Librowicz, że pomimo ogólnego narodowcgo charakteru i bytu Polacy
zamieszkali w różnych miastach syberyjskich mieli zupełnie odrębne i odróżniającc ich cechy,
wady, zalety, zajęcia i sposoby zarobkowania.
W Jenisejsku, pisze korcspondent "Kraju"
z Krasnojarska w r. 1883 - byli oni butni, hałaśliwi, zadawalniający wszystkic swe pragnienia;
w Minusińsku - hreczkosieje i hurtownicy mniej dbali o ogładę, więcej za to micli do czynienia
z kredką; w Aczyńsku byli myśliwymi i po części rolnikami, gdyż dla braku spławów taniość
produktów nie opłacała trudu i zachodów; w Krasnojarsku, jako stolicy urzędników i tzw.
"raznoczyńców", byli urzędnikami i raznoczyńcami; w Irkucku - byli kupcami; w Tobolsku
- przeważnie - trudnili się rzemiosłem itd." 2
Ci, bardzo liczni przecież w wielusettysięcznej grupic zcsłańców - ludzie pełni przedsiębiorczości, nie pozbawieni ponadto chęci ryzyka nic pozostawiali po sobie dokumentów pisanych.
Zawsze jednak chętnie służyli pomocą uboższym rodakom. niezależnie od tego czy poślubili
Rosjanki czy też przybyłe do nich z kraju narzeczone. Tcn lęk przed wynarodowicnicm przez
małżcństwo, który skłania wiele rodzin do zawicrania małżcństw przcd wyjazdem na Sybcrie czy,
szcrzcj, do Rosji, nie był zresztą zjawiskiem tak prostym i dającym się jcdnoznacznie określić.
Oczywiście, z administracyjnego
punktu widzenia żony Rosjanki miały prawo do żądania
I
M. Janik,
2
Z. Librowicz, "p. cil., s. 214-215.
Dzieje
Po/akow
na Syberii,
Kraków
1928,
ss. 461 (rcprinl).
269
ochrzC7.enia dzieci w cerkwi prawosławnej. Tak też było w rodzinie Librowicza, który, zdaniem
autorów posłowia, pochodzc!c /. rodziny żydowskiej był ewangelikiem. W tym miejscu pisz,!ccj
nasuwaj,! si~ pewnc w;ppiiwości. Czy danc tc są zupcłnie pewne? Wyniki kwerendy przeprowadzonej przez Bolesława Szostakowicza w Sankt Petersburgu mogą budzić zastrzeżenia. Nie ma
także nazwiska Librowicz w Szkicl/ch yeltl'a/oyicznych
Kazimierza Reychmana opartych m.in. na
Archiwach Zboru Ewangelicko-Augsburskiego
i Archiwum Zboru Ewangelicko-Reformowanego3
Wydana została dot'ld tylko seria pierwsza tych genealogii, mOle badacze dziejów rodziny
Librowiczów si~gn<l w przyszłości także do tych materiałów. Zagadnienic zasugcrowane przez
Antoniego Kuczyliskiego i Zbigniewa Wójcika wydaje si~ bowiem ukazywać nowe pole badawcze
dla zaintcresowanych zagadnieniami demografii, a właśnie ta dziedzina ma przed sobą ogromne
możliwości i jcj właśnic syberystyka dostarcza tak wielu materia/ów. Dodajmy - syberystyka
i rusycystyka rosyjska mająca lepiej opanowanc prace archiwalne a także szersze horyzonty.
Sprawa sposobu wrastania w nowe środowisko lub, znacznie trudniejsze, próby uczestniczenia
w dwu narodowościach S,! niejednokrotnie sprawą niezwykle skomplikowaną ale też w ciągu
ostatnich wieków nieuchronną. Przykładem mogą być losy Aleksandry Żeromskiej4, siostry
pisarza, która wyszła za mąż za Rosjanina. Ale przecież nic był to przypadek odosobniony i nic
dotyczył tylko Polek. W swej bardzo współczesnej książce Wyrwane strony Józef Czapski notuje
słowa zasłyszane od swego wuja Meyendorffa:
"Należał on do rodziny bałtyckiej. W tych bałtyckich rodzinach jcdyną dost~pną karicrc;
otwicrała Rosja. Pami.,:tam, jak wuj mi powicdzial: »Ty nie wyobrażaj sobie, że twoje babki
i prababki były zawsze takie kulturalne. Sicdziały w swoich starych pałacach czy zamkach i miały
długic kajcty, w których zapisywaly co dzieli ccnę mięsa i cytaty z Pisma Świętego«. Ja zawsze to
pamiętam, to jcst moja tradycja. Synowic tych rodzin szli do dyplomacji" S. W drugiej połowic
dwudziestego stulecia zjawisko małżelistw mieszanych przybrało rozmiar, który porusza demografów. Losy Polaków, I:wlaszcza w dziewiętnastym wieku, dają niezmiernie bogaty materiał do
przeprowadzenia badali. które do dziś niemal nie zostały zapoczątkowane. "Posłowie" do książki
Zygmunta Librowicza jest być może zapowiedzią zmiany w dotychczasowych
badaniach.
Materiały takie nic zyskały dotychczas zainteresowania
w oczach badaczy lubiących raczcj
szerokie gości lice niż nicprzetarte ścieżki. Autorka tego ooracowania nie ukrywa jednak, że książka
Librowicza lub jej recell/ja może prl:ypomnieć któremuś z rosyjskich, gruziliskich czy kazachskich
czyteiników, że jego babka by/a Polką. Być może w zapomnianych papierach odnajdzie siC;także
notes, w którym spisywała swe trudne i radosne momenty pobytu. Spisywała te momenty zupełnie
bezinteresownie, bez pamięci o dzieciach, jak to czyniła w swych Pamiętnikach ksic;żna Maria
Wolkoliska. Odnalezicnie takicgo notesu bc;dzie z pewnością ważnym momentem, zarówno
w dziejach literaturoznawstwa jak socjologii lub demografii.
Być może zainteresuje siC;tym zagadnieniem slawistyka rosyjska rOl:porządzająca wi~kszą
kadrą i znakomitymi na/wiskami. Przypadek Igora Bełzy znakomicie znającego swą genealogię nic
jest tu z pewności" wyjątkiem.
Pytaniem, które może postawić czytelnik jest: dlaczego szukać takiego zapomnianego
pamiętanika, autorki nic autora. Wydaje się przecież możliwe, że kronikarzem wrastania w nowc
środowisko będzie mr;ż.ezyzna. Mc;żcl:yźni jednak, zwłaszcza w dziewiętnastym wicku łatwiej
odnajdywali dla siebie inne tereny aktywności, jak omawiany tu autor Polaków w Syberii, Igor
Be/za lub Koziell-Poklewski. o którym pisze Librowicz, wyliczając dowody jego aktywności ,,0 20
wiorst od Tomska założył fabrykę szkła; sprowadził brata z kraju, osadził go w Tomsku i ożenił
z Polką, siostrą jedncgo z wygnaliców"b Właśnie odnalezicnie mcmuarów żon encrgicznych
J K. Kcychrnan.
S:kin 1/('III'O/o.llicJl("
Seria I. WarSi'.awa 1936, ss. 212 (reprint) .
.• H. M. M<łlgowska. "liJms/.:il' plllllJ Stefana /.eronl..•kiego, ,,Slavia Orientalis", 1976, 7_ 2. s. 191-198.
~ J. Czapski, Wrn\"llllt' _••t/"tmy. Lcs J.:cJitions Noir sur Hlanchc 1993. ss. 190.
Z. Lihrowil:z. op. dl.. s. :\22.
h
270
i przedsi;;biorezyeh
kierunkach.
bardzo
m;;zow
Może
wcześnie
niezawodnych
może
też dopisać
dostrzegł
skierować
jeszcze
jeden
roI;; kobiet
łączniczek
pomiędzy
książki
o Polakach
w dziewi;;tnastym
wieku
powinno
demografów
esej w książce
nic tylko
kolonią
Wznowienie
uwag;;
ciekawy
jako
animatorek
zesłańczą
a krajem.
Syberii
w
zwrócić
w naszym,
uwag;;
na Łotwie,
pod red. ks. Edwarda
Walcwandera,
W maju
1992 roku
odbyło
sympozjum
Polonijnym
wydania
się w Lublinie
kolejnego
już z długiej
listy, był Instytut
Katolickiego
Uniwersytetu
Lubelskiego.
materiałów
zredagowany
z konferencji
tom zawierający
naukowych
referaty
wygłoszone
przykład
konsekwcntnego
zapełniania
wzgl;;dów
politycznych
nie poruszanych
"Problematyka
-
organizator
sympozjum
terytorium
mniejszości
pisze
-
polskiej,
bowicm
ograniczenie,
jakim
sprawiła,
że zarówno
tematy
kowane
do
przybiera
po drugiej
wojnic
były sowieckiej
racji stanu,
W przypadku
mniejszości
w zasadzie
jak
która
kompleksowych
badal1
do naukowego
opracowania
zarówno zaległości
prognozować".
historiograficzne,
jak i koncentrować
materialy
zgrupowane
Prezentowane
Pierwszy
młody
historyk
Polaków
zakres
łotewski,
w szkicu Stosunki
i stał si;; terenem
w stosunkach
państwa
lennych
polskiego,
bramy
króla
Szwecji
i Polski,
narodowe
z Polską
a stolica
Stefana
i ludnościowe
polskiego
wśród
-
z czasem
których
Próba
zarysu
Polski
i Polaków
stanowi
a
całości,
opracowanie
dopełnienie
czyński
poruszył
wyjaśniając
dziejami
szkic
na przestrzeni
Łotwy
przez
Rosję.
Skomplikowane
Łotwy,
tylko ok. 2,2%
dzisiejszej
Ziemie
Łotwa
Recepcji
łotewskich
w potocznym
w Rydze,
łotewskie
w
nazw geograficznych
polskim
z ważnych
polityczne
(ok. 60 tys.), lecz jest
kulturalnej
fragmentów
obecności
tego artykułu
i historiografii
X X wieku,
my.VIi politycznej.
M.
w ifzyku
frazy "jechać
placówek
w jej
rywalizacji
Przesz/o.\'{: i teraźniejszocić.
niektórych
polskiej
wjazdem
stosunki
świat
w polskiej literaturze
niepodleg/a
języku
jednej
Rozwinięcie
bogaty
bylo
w skład
liczące się mniejszości
ludności
na Łotwie.
w zadziwiająco
Łotwy.
Boruty
po/ska
wchodzila
te były miejscem
mającego
polskiej
i Semigalii
była z uroczystym
sytuacji
kolejno
obecność
w orbitę
Kurlandii
zostały
czytelnika
które
także
Eryk Jekabson.
dzie;()w ukazal
ten wszedl
księstwo
Kiedy
nadrabiać
(... ) musimy
dziejów.
do 1795, część dzisiejszej
co prawda
musimy
tematyczne,
o dzisiejszej
M.
polskiego
i socjologicznych.
opanowane
K. Dybciaka
genezę znanej
teatru
jak
obszary
wprowadza
kwestię
kościelno-
uniemożliwialo
segmenty
państwa
ta
np. problematyki
wieki
stanowi
Okoliczność
podporząd-
na Łotwie,
gdy obszar
jej
Odpada
współczesne,
1582. Przez
polska
na obszarze
sowiecka.
-
Walewander,
nieznany.
na przestrzeni
Jak wiadomo,
widoczna
w życiu kulturalnym
i społecznym.
J. Kolbuszewski
z kolei w opracowaniu
Kultura
ze
i zamieszkującej
się na wspólczesności
Ryga przez wiele lat kojarzona
w roku
uwagi jako
dotychczas
tej problematyki
Polaków
w cztery
tempa
się starannie
Edward
praktycznie
historycznych,
od czasów,
osadnictwa.
ks.
Łotwy
do glosu
dziejów
takiego
problemów
jeszcze
polsko-łotewskie
to jest
do
ukazał
jest najwyższej
była okupacja
związków
od 1562 roku
Batorego
zdecydowały
zarówno
dotyczy
od XVI wieku,
na Łotwie
polityki
zostały
tematyczny
dotąd
(... j wykluczenie
podjęcie
Organizatorem
znaczenie.
bardziej
dzisiaj przystępujemy
omówię.
Godny
mapy.
i Duszpasterstwem
miesiącach,
publikacji
nic dopuszczała
polskiej
nad
współczesna
kształt
i -
Ma/gowska
na Łotwie.
istotne
niż
1993, ss. 348, aneksy,
ukazywania
światowej
jak
Maria
Polonią
omawianej
dzisiaj
historyczne,
-religijnej.
plam",
historyczna,
Hanna
nt. Polaków
kilku
przecież
ale także
ruchliwym
dyscyplin.
się już przyzwyczaić,
a mających
wc wstępie
zarówno
bardziej
kilku
Badań
w Lublinie.
"białych
który
na wygnaniu
znacznie
Lublin
Po
należy
nieoczekiwanych
Librowicza,
życia
przedstawicieli
Polacy
tego spotkania,
w zupełnie
po/skim,
Bu-
między innymi
do Rygi". M. Kloc zaj;;ła się
kulturalnego
życia
Polaków
od
271
końca
XIX
turain,!
środowiska
wieku
po lata
micdzywojenne.
polskiego,
jak
Jej opracowanie
i smctny
fakt,
ukazuje
zarówno
aktywność
iż problematyka
ta dotychczas
życia
na Łotwie
jest
kul-
słabo
po-
znana.
Druga
czcść
(omu
micdzywojennym,
polskiej
na
Łotwie
no-religijnym
temat
-
stanowi
w okresie
Polaków
wiele nowych
faktów
nym toczyło
sic raczej
Czcść
trzecia
1939-ll)I)() oparł
świetle,
Stankiewicz
J. Albin omawia
również
koncentruje
działalność
A. Ourejko.
Generalnie
pomyślnie,
co było rezultatem,
między
innymi,
dotyczy
i operatywna
autor
miejskiej
(zwłaszC/a
podarstw
i zachowanych
-
stopniu
kadra".
Baza
dobrych
niemal
przez cały
II wojny
światowej,
okupacji
okres
w artykule
Polacy
na Łotwie
pomijanym
bądź
ruchu
oporu
na Łotwie
w czasie
1941-1944 polskiego
ruchu
patriotycznej
wojskowych,
postawie
inteligencji)
szlacheckich;
ta nis/.czona
i obserwacjach.
lata
dzicki
dworków
przeżyciach
przez
w latach
była
jeszcze
ukazuje
międzywojen-
okresu
ten
na własnych
działalność
młodzieży,
ten sam
ta część tomu
omawiając
polskiego
możliwa
społecz-
polskich,
w okresie
mniejszości
lat tragicznych,
sic na zagadnieniu
konkluduje
życiu
polsko-łotewskich.
l3yczkowski
na działalności
o
na
organizacji
na Łotwie
J.
pisze
się
polskicj
pallstwowych
w dwudziestoleciu
E. Jekabson
że 7.yeie mnicjszości
"Powstanie
na konspiracji
Polaków
Łotwy.
i dowodzi,
sic w dużym
szywym
Z.
-- porusza
opracowania
skoncentrowal
nych
ujcciu
i niemieckiej.
galiski
niepodicgłej
w tym okresie,
stosunków
sowieckiej
ukazania
19I9-1941,
w latach
w nieco innym
ten okres
próbc
istnienia
i wiejskiej
przez
M. Cyw fał-
II wojny
oporu
kresowej
światowej.
na Łotwie
ludności
z małych
z tych środowisk
była konsekwentnie
Z kolei
przedstawianym
ubogich
wywodziła
władzę
-
polskiej
gos-
się potrzeb-
sowiecką
w następ-
latach.
Ostatnia
czc;ść tomu
najnowszym,
władz
-
czasom,
odradza
sic życic religijne
po II wojnic
kiej na Łotwic
z religią,
pisze Z. Szuba.
Zwi'lzku
polskie.
Polaków
na Łotwie,
Lo/wie
IW
po II wojnic
światowej,
łotewska,
a wraz z nią
to
o polskiej
mniejszości
niewielką,
ale od/.naczaj"cą
kulturalnym
i znaczną
i kulturalne
światowej,
pallstwa
Polacy
jest okresowi
sic pallstwowość
poświc;cona
gdy odrodziła
mniejszości
opiece,
która
W. Krukowska
narodowych.
przebiegała
przedstawia
a K. Frąckowiak-Karczewska
niezwykle
w tym
cenne
kraju
na
sic ugruntowaną
odpornością
narodową
i religijną,
Dzięki
współczesne
dzieje
Polaków
na Łotwie
z krajem.
Jedną
z form
więzi
jest
o rodakach
tej
okres
tym cechom
śledzić
na Łotwie.
i dziś w nowych
się szkolnictwo
warunkach
ono
bogatym
polska
zdaje
K a c z m a rek,
Urszula
Kaczmarek
wiedzy
o obccności
pionierskie
stawiają
I
pracc
istotne
Zoh. U.
od pewnego
i roli
odznaczają
pytania
Kal.:l.Jllarek.
Dzieje
Polaków
Polaków
się rozkwitać.
o podtrzymywanie
wątpienia
poszerzenie
wiedzy
publikacja
czyni
sic nie tylko
z pogranicza
na ziemiach
już czasu /. godną
na
obszarach
w
Rumunii
J945·!CJ8Y.
C::.eclws/m\'lu:ia. N;cm;aka
Rl'f'uhliku
Poznan
/)(,łUokraryczłla,
Polonii
1991;
Poznall
Kantor
1993, ss. 120, ił.
uwagi pracowitością
zapełnia
socjalistycznych
tzw.
pallstw
bogactwem
socjologii
Akl.\'W'IO.~l: kU!IUr(//1l(HI.~wim(}Wll
i na i-ł1'Ur:('cl1 "' /lll ud, /945-JiJXY.
kraryc:nn
bułgarskich,
Ił'
Bu/u"r;;,
JtV{,'gr.v. Poznań
Niemic('kiej
zhiorowo.ki polonij/Irch
1993.
I.
Jej
ale również
Nie na wszystkie
CzecilOsimvu<ji,
teji.e. Kultura
luki w naszej
faktograficznym,
i etnografii.
ich
polskim
to znakomicie.
byłych
ogromnym
historii,
życiem
mniejszość
Ryszard
U rSllIla
wiedzy
zbiorowość
i dbać
bez
Omawiana
walki
powstałego
kompendium
z zewnątrz.
na Łotwie
duszpasters-
niedawno
świadomością
należy
tolerancji
warunkach
Ukazuje
narodowa
spoleczellstwie
cicżki
O opiece
wieków.
na ataki
dziejom
dzięki
odradzające
prawdziwe
kilku
Z uwag,!
więzi
przetrwała
dzialałność
wydawnictwo,
-
w trudnych
omawia
przestrzeni
a zwłaszcza
z nich, to
Republice
Europy
Demo-
.Środkowej
272
oczywiste, da się odpowiedzieć przy dzisiejszym stanic wiedzy, wszystkie jednak świadcz"
o dociekliwości autorki.
Podobne zalety posiada opublikowana ostatnio praca U. Kaczmarck poświęcona Polakom na
ziemiach bułgarskich. Problematyka ta, prawda, że marginalna, była dotychczas zupełnie niemal
zaniedbana. Nic oznacza to, iż nie istnieją źródła ukazuj,!ce obccność i rolę Polaków na tamtych
obszara<.:h. Są one jednak stosunkowo nieliczne, wyrywkowe i rozproszone. Autorka zgodnie ze
swoją nader skrupulatną
metodą postępowania, przeprowadziła szerokie studia archiwalne.
zgłębiła literaturę przedmiotu oraz ~ co szczególnie godne podkreślenia - nawiązała ścisłe
kontakty ze współczesną emigracją polską w Bułgarii. W rezultacie, w pracy opartej na tak
rozległych poszukiwaniach, udało jej się nic tylko zarysować dzieje Polaków na ziemiach
bułgarskich (co zostało zaanonsowane w tytule pracy i co juź samo w sobie mogło stać się
powodem uznania jej za nader cenną), ale także - i to stanowi prawdziwą rewelację - starannie
nakreśliła "aktywność polityczną, gospodarczą, wreszcie kulturalno-oświatową
grupy polskiej
w Bułgarii" po II wojnie światowej. O tym, o naj nowszych dziejach bułgarskiej Polonii nic prawie
nie było wiadomym.
Dla porządku przypomnijmy, że przed powstaniem listopadowym na terenie dzisiejszej
Bułgarii, w owym czasie znajdującej się pod tureckim panowaniem, Polacy pojawiali się
sporadycznie, najczęś<.:iejw charakterze jeńców. Po powstaniu listopadowym skierowała się tam
pewna cząstka emigracji żołnierskiej, która - jak pisze autorka - przekształciła się w emigrację
połityczną. Szczególnie w latach wojny krymskiej(l853-1854) wzrosła aktywność polskiej emigracji
politycznej na tym obszarze, tworzono tam nawet polskie jednostki wojskowe. Nowa fala emigracji
napłynęła na ziemie bułgarskie po powstaniu styczniowym. Póżniej los zrządził, że PoJaey brali
udział w wojnie turecko-rosyjskiej
po obu stronach. Po powstaniu niepodlcgłego paristwa
bułgarskiego, Polacy, choć nicliczni, odegrali w nim pewną rolę, zwłaszcza w medycynie.
gospodarce, częściowo również w kulturze i oświacie. Tuż przed wybu<.:hem II wojny światowej
mieszkało na terenie Bułgarii ok. 680 Polaków.
Dzieje Polaków w niepodległej Bułgarii to przejawyaktywnoki
pewnej liczby wybitniejszych
jednostek oraz działalność drobnych organizacji, które ukierunkowane były na rzecz zachowywania polskoś<.:i w emigracyjnych środowiskach oraz służyły zbliżeniu polsko-bułgarskiemu. Nic byo
ono łatwe ze względu na znaczne różnice kulturowe i religijne oraz gcneralnie odmienne tradycje.
Z tych też przyczyn Polacy w Bułgarii nic asymilowali się do bułgarskiego społeczeristwa,
zachowywali swoje wyznanie i system wartości, wykazując jednakże pełną lojalność wobec
bułgarskiego państwa.
Po 1/ wojnie światowej liczba Polaków w Bułgarii wzrosła do około 2000. Grupę tę stanowią
potomkowie emigrantów z okresów wcześniejszych oraz nowi emigranci z fali zwanej niekiedy,
"sercową", gdyż są to "polskie połowy" małżeństw mieszanych, głównie kobiety.
Bułgaria, to jest ziemie na których dziś istnieje paristwo bułgarskie, nigdy nie była miejscem
docelowym masowej emigracji Polaków, jedynie w pewnych okresach znalazły się tam odpryski
emigracj politycznej. Nie oznacza to wszakże, iż nieliczna Polonia bułgarska nic zasługuje na
zainteresowanie. Przeciwnie, jest ona interesującym badawczym problemem; poznanie jej, ustalenie
stopnia jej aktywności (np. organizacyjnej), odsłonięcie mechanizmów, które wpływaly na trwanie
polskości w sytuacji bytowania grupy liczebnie marginalnej o ograni<.:zonej więzi z krajem
macierzystym, dostarczyć mogą ciekawych materiałów porównawczych, przydatnych dla badari
innych, znacznie liczniejszych zbiorowości polonijnych na świecie. Ozi<;ki pracochłonnym studium
U. Kaczmarek dowiadujemy się dostatecznie wicie o obecności Polaków na ziemiach bułgarskich
w przeszłości oraz o współczesnej Polonii bułgarskiej, aby uznać, iż jest to grupa interesująca i pod
wieloma względami oryginalna, pod innymi zaś przypominająca wszystkie zbiorowości polonijne
świata. Dotyczy to szczególnie godnej uwagi, ale i typowej aktywności emigrantów na polu
ochrony języka ojczystego i rodzimej kultury.
RYSZltrd Kalltor
273
Edward Soltys, Benedykt Heydenkorn,
Trwanie w walce. Ku/turowa
nia Polskich KOlllhll/WlliJW IV Kanadzie, Toronto 1992, ss. 245, ił.
analiza Stowarzysze-
W 1992 roku ukazała się nakładem Polsko-Kanadyjskiego Jnstytutu Badawczego w Toronto
Kongresu Polonii Kanadyjskicj, jako 22 tom studiów, nadzwyczaj interesująca praca, która
swoimi założeniami, zakresem tcmatu i sposobem podania go, wyróżnia się wyraźnie na tle
publikacji ukazuj'lcych si.,: poza granicami Polski, a dotyczącymi działalności organizacji - nazwijmy je umownie - polonijnych.
Monografii organizacji polonijnych, a naj rozmaitszym charakterze i zakresie działania, od
drobnych, regionalnych, po masowe grupujące Poloni.,: całych kontynentów, opublikowano już
sporo. Wszystkie one powstały wedle jednego schematu, niosą pewną sumę informacji, obciążone
jednak trybutem na rzecz doraźności (powstawały najczęściej jako dzieła jubileuszowe) i funkcją
krzepienia scrc i ducha działaczy i członków organizacji, o których traktowały, najczęściej nie
przekraczają poziomu ksiąg pamiątkowych. Chwalebne wyjątki wręcz można wyliczyć na palcach
jednej ręki.
Dotychczasowc monografie, piszę o nich tyle, gdyż dopiero na ich tic ujawnia się ranga pracy
E. Sołtysa i B. Heydenkorna, miewały pewną wartość dla badacza, były rodzajem dokumentacji
dokonali danej organizacji, ukazując jej działalność najczęściej nie bez przesadnej życzliwości;
wykorzystywane krytycznie, stanowić mogły i często stanowiły interesujące żródło do poznania
problemów Polonii. Brakowało im jednak pewnego krytycznego dystansu do ukazywanych
zjawisk i problemów, nie miały szerszych ambicji zarysowania jego kulturowego tła, słowem: nie
było to obiektywne analizowanie kulturotwórczej
roli organizacji. Interesujące dla badacza
Polonii, nie miały waloru - poza dokumentalnym - dla badacza kultury i jej mechanizmów.
Odmiennie sprawa wygląda w przypadku omawianej książki. Już w jej podtytule jest
określenie "kulturowa analiza" i bynajmniej nie znalazło się ono na wyrost. W istocie Trwanie
\I' \\a/ce to prawdziwie kulturowa
analiza niemal pół wieku już trwającej działalności Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Kanadzie. Konsekwencja wykazana przez autorów w prezentacji
owej. widzianej pucz pryzmat kultury działalności powoduje, iż praca - jako jedna z pierwszych - przekracza wąski krąg "literatury polonijnej", w istocie wspominkarskiej i jubileuszowej,
i jej adresatcm mog'l być ci wszyscy, których interesuje ludzka kultura w jej uniwersalnych
treściach i mechanizmach. Nic darmo wc wstępie pracy znajdziemy słowa lapidarnie ujmujące jej
cel, którym jcst "pokazanie, jak doświadczenie polskich weteranów II wojny światowej zostało
przeniesione w symbole, metafory, mity, legendy, rytuały i ceremoniały". Innymi słowy, praca ma
ambicję ukazywać powstawanie kultury symbolicznej pewnej grupy, a także owej kultury
funkcjonowanie.
Punktem wyjścia analiz, co oczywiste, było ukazanie dziejów Stowarzyszenia Polskich
Kombatantów. Organizacja ta, a właściwie jej autonomiczna gałąź istniejąca w Kanadzie, bo ona
jest przedmiotem pracy, powstała - jeśli tak można powiedzieć - z tragedii wielotysięcznej rzeszy
żotnierzy Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie, którym nie dany był powrót w chwale do ojczyzny,
lecz gorzki chleb emigranta. W Kanadzie osiedliło się wielu polskich weteranów, oni to pow o/ali
organizację, która walcząc o ich status kombatancki
i społeczny, jednocześnie budowała
i kultywowała, w oparciu o jasno sformułowaną ideologię niepodległościową, świat wartości,
w imię których wcześniej walczono, by później chronić je w nowych, trudnych warunkach
na
emigracji.
Poszczególne rozdziały pracy, zatytułowane niekiedy z prowokującą wręcz dobitnością
(..Sztandar wśród chmur", "Wspólnota żywych i umarłych"), wydobywają na pierwszy plan zespół
czynników tklcrminujących ideologię i działalność SPK w Kanadzie. Na przykład w rozdziale
..Żal" ukazano precyzyjnie te czynniki, dla których kombatanci i ich organizacja nie mogli być inni,
jeśli mieli pozostać w zgodzie z ideałami, które przyświecały walczącym w czasie Il wojny
światowej polskim żołnierzom. Poczucie krzywdy i przegranej, tak dziwne z pozoru w przypadku
I
18 -
Lud
I.
LXXVI
274
weteranów zwyci<;;skiej akoby armii świadomość, iż zostali przcz aliantów "sprzcdani", poczucie. iż
są zdani tylko na siebie, ale także przckonanie, iż wojna si<;;jeszcze nic skollczyła, że powrót do
ojczyzny - nicmożliwy dla nich w danym momencie - wiąże się z dalsz;, walką (innymi środkami)
o jej wolność, wyznaczały fundamentalne zasady ideologii ZPK. Od zniewalaj'leego poczucia żalu.
krzywdy i przegranej droga wiodła - choć przecież nic musiała - k u silnej integracji
kombatantów na obczyźnie, trwałej i niezłomnej postawie antykomunistyczncj, a tabe ku - to
w sfcrze kultury, w której realizowała się kombatancka świadomość - bogatemu ceremoniałowi
organizacyjnemu. Doświadczenia kombatantów wplynęły w decyduj"cy sposób na kształt ceremoniału ich organizacji, na język organizacyjny, na symbolikę, mitologię grupy, jcj stosunek do świata
zewnętrznego. Wrzesierl, przeźycia w sowieckich łagrach, Katyń, Monte Cassino - to zasadniczc
komponenty świadomości kombatantów i zręby ich ideaologii oraz filary ich symbolicznej kultury.
Książka E. Sołtysa i B. Heydenkorna w precyzyjny sposób ukazuje strukturę symbolicznej kultury
kombatantów i jej integrującą funkcję, w niej autorzy widzą źródła aktywności organizacyjnej
byłych żołnierzy, ich niezłomności (taki jest też tytuł jednego z rozdziałów pracy: "Niezłomni"),
przekonanie o słuszności wyboru i krzcpiącej członków tej grupy nadziei. a właściwie pewności ostatecznej wygranej narodowej sprawy, co w ostatnich latach zdaje się znajdować
potwierdzenie.
Szczególną uwagę budzi rozdział "Uroczystości", który jest prób,! - starannie przemyślaną
i konsekwentnie przeprowadzoną - całkowitego ukazania rytuału organizacyjnego wraz z ukazaniem jego genezy, a nie tylko prezentacji poszczególnych rytuałów, wyrwanych z kulturowego
kontekstu, co było charaktcrystyczne
dla monografii organizacji polonijnych. Wcześniejsze
fragmenty pracy znajdują w tym rozdziale uwieńczenie, w nim potwierdzaj,! się i wzmacniają
poprzednio czynione wywody i wnioski.
Przy całej oryginalności pracy, przy wszystkich jej walorach, brak uje mi w niej próby
odpowiedzi na dość zasadnicze pytanie. Otóż kombatanci
- członkowie SPK, żyli przez
dziesięciolecia w konkretnym kraju, mając status emigrantów, wśród wieloetnicznego społeczetlstwa Kanady. Ich świadomość, całe ich doświadczenie, działalność i nadzieje nakicrowane były na
zewnątrz, na kraj, na utraconą ojczyznę, na służbę dla niej. Jak zatem ten ogromny, w sensie
stopnia zaangażowania emocjonalnego i konkretnego działania, wysiłek osłabiał ich aktywność na
miejscu, wpływał na indywidualne kariery i aspiracje. Czy nic ograniczał ich roli w Kanadzie, czy
nie osłabiał ich rangi jako grupy nacisku, czy nic wpływał na osłabicnic naturalnych i poniekąd dla
jednostek korzystnych z pewnych względów tendencji integracyjnych (żeby nic użyć określenia
dobitniejszego: asymilacyjnych). Brakło mi w pracy, choć rozumiem, że nic było z wielu względów
łatwo o tym pisać - śladów pozaorganizacyjnych
przejawów życia kombatantów, ich życia
rodzinnego (jaka była, bo przecież nie "kombatancka", świadomość, a także system wartości, ich
dzieci i wnuków?), informacji o aktywności ekonomicznej itd. Czy trwanie kombatantów przy ich
systemie wartości (ze wszystkimi konsekwencjami takiej postawy), nic powodowało konniktów
międzypokoleniowych, a także pewnej marginalizacji samej organizacji i jej członków w kanadyjskim społeczeństwie. Oczywiście, pewne przesłanki do odpowiedzi na te pytania, znalazły się
w tekście pracy. Jest ich jednak zbyt mało, aby wyrobić sobie jaśniejszy pogląd.
Praca Trwanie w walce wydaje się, jak wspomniałem na wstępie, otwierać nowe perspektywy
badań; odchodząc od przyjętego, a przynajmniej nagminnic stosowanego, schcmatu monografii
organizacji polonijnych ku precyzyjnej, choć ze zrozumiałych względów często nasyconych emocją.
analiz kulturowych. Dostarcza ciekawego materiału, budzi zainteresowanie konkluzjami, powoduje refleksje wykraczaj,!ce poza swój tematyczny zakres, i również jest - co nie odbiera jej
w żadnym stopniu walorów dzieła naukowego - hołdcm złożonym ludziom ciężko dotkniętym
przcz los, a jednocześnie prezentującym konsekwentne postawy patriotyczne i niepodległościowe.
ludziom wiernym swoim przekonaniom i umiejącym o nic walczyć.
Ryszard
Kanw,.
275
Władimir
Moskwa
Władimir
Akademii
Nikołajewicz
świc,:tych w islamie
szamanizmu
u narodow
Środkowej.
jak równic?
w szeregu
praca
W. N. Basiłowa
dorobku
-
Azii i Kazachstana,
Sredniej
naukowego.
dominacji
Alji Środkowej
eksponuje
te jej e1cmenty,
zakresie
-
także
ludów
Azji
autora
i stanowi
niejako
W prezentowanej
książl;e
aulor
klóre
na
Środkowej
w tym
kartach
zagadnień
na
ludów
Azji
znalazły
swój
ludów
Syberii,
podejmuje
szczególnie
Praca
ocenę
zawiera
"przeżytków"
dwudziestu
próbę
kondycji
analizy
szeregu
tej formy
wierzeń
tradycji
mitologicznej
przetrwaly
jak
w islamie,
Wskazaną
powyżej
sicdmiu
rozdziałów:
l.
autor
poznania
A/ji Środkowej
i Kazachstanu,
2. Ogólne
informacje
o szamanach,
4. Szamańska
obrzędowość,
5. Osoba szamana.
Ekstaza, 6. Szamańskie
manizm
jsko
element
W obszernym
szamanizmu
wiekową
ludowego
tradycją
torianizmu,
zachodzącymi
na
kulturową
buddyzmu,
pracy
terenie
ludów
głównie
w ramach
wniosek
natury
ogólnej
oraz buddyzmie
zrozumienia
stara
Środkowej
tego
tego środowiska.
Biorąc
uwagę
na
i Kazachstanu
(wpływy
jak
zoroastryzmu,
i złożonymi
pod uwagę powyższe
iż szamanizm
w formie
"przeżytków"
względu
jako
forma
nie tylko
poznanie
czynniki
wierzeń
stwierdza,
pierwotnych,
iż
i w dziprzy tym
zachował
się
istoty szamanizmu
jesl ważne dla całościowego
szamanizm
jako
środowiska
kulturowego,
przybierającego
w efekcie charakter
zjawiska
regionalnego.
Z tego właśnie
W. N. Basiłow
nic posługuje
sic,: lerminem
wierzell
"szamanizm",
w odniesieniu
do
ludów,
u których
..szamaństwo".
które jego zdaniem
jest bardziej
zdegradowanego
kultu
zachowały
Wprowadzone
przypadku
islamu).
badaczy
w publikacjach
przyjmiemy
wykładnic,:
specyficznie
"regionalnych"
Szamanizm
to termin,
reprezentujących
I
autor
lecz także w chrześcijaństwie
analizuje
!
nes-
historycznymi
w islamie
cechami
ich rozwoju;
i kulturowym
formę
długo-
manicheizmu,
przemianami
sic,: specyficznymi
stopniom
specyficzną
religii.
W swej książce
w formie
szamanizmu
uwarunkowaną
charakteryzujące
książce
to
się
3. "Szamańska
duchy, 7. Sza-
(szamanizm)
uległy tutaj daleko id'Ieym "deformacjom"
głęboko synkretyczną
formę. W N. Basiłow formułuje
stwierdzając,
i z tego właśnie
się zwrócić
obszaru
islamu)
czasów
historii
autor
Azji
jednak
pierwotne struktury
wierzeniowe
siejszej rzeczywistości
reprezentują
do współczesnych
jak
stara
islamu.
wstc,:pie swcj
funkcjonuj'lcq
wierzenio-
i obrzędowej,
przyjmując,
problematyką
Historia
charakter
dotychczasowego
charakterystykę
oblicze".
lat. Kolejna
nosząca
podsumowanie
tak w perspektywie
w formie
"muzułmańskie
wybranych
i Kazachstanu,
II
badań
poświęconej
z szamanizmem
ostatnich
i Kazachstanu",
czytelnika
związane
Rosyjskiej
syntezy
u ludów
choroba",
wych,
Nauka,
i Antropologii
obszernej
się na przestrzeni
religii muzułmańskiej.
W. N. Basiłow,
autor
opracowania
N. Basiłowa
pojawiły
z szamanizmem,
w warunkach
zainteresować
W.
Szamanizm
związanych
Etnologii
jako
popularnonaukowego
które
wieloletnich
wej "ludów
określa
oraz
Instytutu
czylelników
choć w nieco węższym
artykułów.
syntezy, jest efektem
zagadnień
I
profesor
gronu
Zainteresowania
2
wyraz
jego
Basilow
Nauk znany jesl szerszemu
kultowi
temat
Ba s i ł o w, SzamansIwo
Nikołajewicz
1992, ss. 32~.
który
pełnił
jego
zjawisko
zdaniem
rolę główną,
historyczno-kulturowe,
w którym
względu
znajdował
używa
natomiast
ponieważ
odnosi
się do wierzeń,
które
si« w ramach
różnych
systemów
religijnych
(w tym
przez
autora
budzi
W.
traktującego
szamanizm
jako
samym
samego
szamanizmu
N.
Basiłowa
który
został
tym
wszak przyjęty
wiele "odcieni"
występujących
(w tym religijnym)
ludów.
bądź
li
w swej
zastosowanie
adekwatne
rosyjskojt;l.ycznych)
zatracimy
funkcjonuje;
autor
rozróżnienie
pytanie
ideę
dla określenia
to terytorialnych,
wielu odrębnych
W związku
także
przez
metodologicznej.
bądź
o
jako
cechach
"doktryny".
form wierzenio-
odpowiadających
etnicznym
propozycja
innych
Jeśli bowiem
zjawisko
zróżnicowanych
pod względem
z powyższym
W. N. Hasiłow, l\.ulI swiafxch w i"'{amie. Moskwa 1970, ss. 144.
W. N. Hasitow. l:hriulJIi/.:.i tludww. Mnskwa 1984. ss. 208.
(stosowane
natury
określenia
różnym
(językowym)
W. N. Basilowa
nie
276
uzasadniona
sprawiając
opozycji
terminologicznej.
W swcj pracy autor
wydaje
sir; być
posługuje
się materiałem
szcregu
Azji
badaczy
zajmowali
krótkc,
w pelni
ludów
siy na tym terenie
charakterystykę
matcriałów,
Środkowej
wrai'.enie
tworzenia
faktograficznym
i Kazachstanu,
już od XVIII
niecfektywnej
wieku.
zaczerpnir;tym
którzy
szamanizmu
W rO/.dz.iale I. W. N. Basiłow
pr/eprowadza
publikacji.
podkreSla
przy
-
stopniu
utrudnia
możliwości
w znacznym
-
z opracowali
problematyk,!
poszczególnych
co w cfckcie
poznawczo
tym odcl.Uwalny
nicdostatek
ca1ościowej
rekonstrukcji
szamanizmu.
Zawartość
sprawia
merytoryczna
rozdziału
"rejestru",
tj. dość
wrażenic
w litcraturze
przedmiotu
ctymologii
terminu
określają
szamana,
których
jego
na temat
jakim
autor
zdaniem,
II. jest w pełni adekwatna
chaotycl.l1ic
profesji
szamariskiej.
poszczególne,
omawia
zakresy
nałeżaloby
do jego tytulu.
skompilowanych
informacji,
Po krótkim
wprowadzcniu
eksponowane
przez
W.
podstawowych
funkcji
spełnianych
zaliczać:
rozp0l.l1anie
przyczyny
N.
choroby
ludzi, zwierząt
oraz zgubionych
lub skradzionych
tekst
pojawiły
się
w zagadnienie
Basiłowa,
lcczenia, leczenie chorych przy pomocy różnych rytuałów,
przcpowiadanie
wanie o losie", w tym także o losie ludzi, z którymi brak bezpośrednicgo
zaginionych
W całości
jakie
społeczności
przez szamanów,
do
i wybór
jej
metody
przyszłości, "wyrokokontak tu, odszukiwanie
przedmiotów.
Autor
wicie miejsca
poświęca
także charakterystyce
szamańskich
atrybutów,
w tym głównie instrumentów.
W rozdziale II I. W. N. Basiłow podjął analizę niczmiernie
istotncgo dla badaczy szamanizmu
problemu
dotyczącego
określać
mianem
kategorii
osób
bydących
wynikiem
wysuwanych
oceny
stanu
"szamar1skiej
psychicznie
nie
upośledzonych.
Autor
dość
stanowiącą
wnikliwych
cechę
W. N. Basilow
przytacza
na własnych
doświadczeniach
powinna
być rozpatrywana
zjawisko
to winniśmy
uniwersalnego
szamana,
Jak zauważa
na ich podstawie,
szamanów,
psychiczncgo
choroby".
który
autor
podaje
obserwacji
to stan w iiteraturzc
w przeszłości
wicie
przykładów
badaczy
przyjr;lo się
szamanów
bądź
zaliczano
ocen
też
tego
błr;dnych
wniosków
ułomności
psychiczncj
ugruntowujących
tezr; o pewnego
rod/.ajl!
charakterystyczną
ich "profesji".
Dysk redy t uj,!C powyiSl.ą
szereg odmiennych
opinii,
badawczych)
formułujc
w kategoriach
analizować
dla szamanizmu
na podstawie
chorób
w ścisłym
schematu
których
przekonanie.
psychicznych.
związku
obrzydu
(polegając
z wierzeniami
-
Wedlug
ocenę
w tym także
iż "s/.amańska
choroba"
W przekonaniu
wtajemniczenia.
do
zjawiska
nie
W. N. Basiłowa
jako
ważne
autora
jest to związek
ogniwo
o charakterze
przyczynowo-skutkowym
stymulowany
normami
obrzr;dowymi
funkcjonującymi
w danej kulturze,
nie zaś jak wcześniej
powicrzchownie
wnioskowano
ułomnością
psychiki
szamana.
W tym też kontekście
szamanów
-
"dziedziczenie
teza "szamańskiej
choroby")
W rozdziale
IV., poświęconym
łu faktograficznego
prezentującego
Z uwagi
na czytelne
obrzędowości
szamańskiej,
obrzęd
kamłania
danej
formy
między
innymi
odrębne
zaprezentowanie
charakterystyki
Kirgizów,
Karakałpaków,
Uzbeków,
zebrany
materiał,
kompleksu
procesu
dokonuje
obrz~dowego
Kolejny,
szamanizmu,
charakterystyce
uwagę
jego
szamańskiej,
na
te cechy
osobowości
sztuki.
Zalicza
do
miydzy
nich
uczestnictwo
w obrzędach,
mistrzowskie
opanowanie
gry
rytmu,
nadzwyczajne
na
niebywałą
instrumentach,
umiejytności
jako
Kal.achów,
Turkmenów.
szamar1skiego
wariantów
oraz "tadżyckiego"
kluczowym
spełniającej
Analizując
znakomiq
znakomite
wykorzystania
b~dące
za niczbędne
dwóch
postaci
odporność
ludów,
uznajc
systematyzując
i predyspozycje
innymi
matcriamisteriów.
W podsumowaniu,
poświęci I dwom
się w ekstazie.
czytelnika
poszczególnych
szamariskiej
(hodowlanego)
szamana
przejawiającej
przeglądu
szamariskich
W. N. Basilow
wyróżnienia
W. N. Basilow
wielogodzinne
poczucie
próby
genctyeznego
nicuzasadniona.
dokonuje
istol~
wśród
oraz Ujgurów.
"tureckicgo"
mianowicie
zwraca
obrz<;dowości
interesujcej
mianowicie
autor
stanowi,!cy
rytuału
obciążenia
W. N. Basiłowa
szamanizmu",
Tadżyków
swej książki
oraz "mocy"
o kunszcie
"islamizacji
V. rozdzial
kultowe
(rzekomego
się według
zróżnicowanie
efektem
choroby"
wydaje
określone
postać
funkcje
szamana
autor
fizyczne,
które
kondycj~
pozwalającą
fizyczn,!
iluzji
stanowią
na zadawany
uzdolnienia
sztuki
(rolniczego).
zagadnieniom
wokalne,
-
na
hól, iśeie
doskonałe
rozmaitych
trików
277
stosowanych podczas spcłniania obr7l;du. Akccntując szczególnie owo bogactwo stosowanych
przez szamana "s/.luczck" (st'lpanic po rozżarzonych metalowych przedmiotach, przebijanie ciała
ostrymi nafl:.,:dziami itp.) autor stara siy zarazem potwierdzić pełną wydolność psychiczną
szamana, uznaj'le iż stosowanic "trików" możliwe jest jedynie w warunkach absolutnej kontroli
świadomości nad podejmowanymi czynnościami. Wychodząc z powyższego założenia autor
podejmuje analiz~ techniki s/.amańskicj ckstazy. Jego zdaniem w warunkach środkowoazjatyckiego szamanizmu głównym środkiem w jej osiąganiu jest przede wszystkim monotonne rytmiczne
powtarzanic (wygrywanie, śpicwanie lub odtwarzanic w pamięci) pewnego określonego motywu
melodii. W odróżnicniu od np. szamanów syberyjskich środkowoazjatyccy szamani nie stosowali
I.daniem autora środków halucynogennych.
Ostatnie dwa rozdziały W. N. Basiłow poświyca analizie złożonego problemu, mianowicie
.,islamizacji szamanizmu" oraz przenikaniu pewnych elementów wierzeniowych szamanizmu do
systemu religii muzułmańskiej. Autor podkreśla, iż szamanizm pod wpływem islamu utracił
głównie te elementy, którc "nic mieściły siy w ramach światopoglądu muzułmańskiego. łslam nic
zaakceptował przcdc wszystkim szamańskiej kosmologii stąd też konsekwentnic "eliminował"
wszelkie przejawy kultu, odnoszące siy do sfer pozaziemskich. W konsekwencji znacznemu
ograniez.eniu ulcgła socjalna oraz rytualna funkcja szamana tj. funkcja mediacji z duchami tamtego
świata. Świat istot nadprzyrodzonych,
z którymi szaman winien nawiązywać kontakt podczas
"mediacyjncj podróży", został zdegradowany i przyjął obraz picczary, tajnego podziemia. Pewne
ślady szamańskich podróży w zaświaty zachowały się jednak do dziś w sufijskich misteriach (zikr)".
W podobnym zakrcsic (w formic przcżytków) przctrwała w islamie szamańska demonologia, kult
przodków oraz głównc bóstwa szamaliskiego panteonu, którc wlączone zostały w poczet
muzułmańskich świ~tych b,!di: tei. wstały nimi zastąpione.
W podsumowaniu swej książki autor charakteryzuje między innymi współczesną kondycję
szamanizmu na omawianym terenie. Jego zdaniem tradycje szamańskie najtrwalej zachowały się
na tcrenie Uzbekistanu i Tadżykistanu, na pozostałym zaś tercnie Azji Środkowej funkcjonuje on
w bard7.0 ograniczonym zakresic. W. N. Basiłow wyraża zarazem przekonanie, iż w nowych
warunkach spoleczno-politycznych, w których oficjalna ideologia państwa skierowana przeciwko
religii utraciła SW,! moc, szamanizm uzyskał perspektywy reaktywacji swych tradycji.
Podsumowując, książka jcst jcdll<! z niewielu pozycji, w której podjyto próby względnie
całościowego opracowania problematyki szamanizmu na terenie Azji Środkowej. Niezwykłc cenną
wartością pracy jest bogata faktografia, którą autor "ilustruje" poszczególne zagadnienia, jak
również starannie opracowana bibliografia.
Autorowi można jcdynie poczynić zarzut, iż omawianego zagadnienia nie ujął w szerszym
kontekście historycznym. jak również niezmiernie powierzchownie naświetlił współczesny stan
I.achowania świadomości tradycji religjnej na omawianym terenie.
Wskazane uwagi nic umniejszaj,! jednak wartości pracy, która wnosi niewątpliwie istotny
wkład w poznanie tradycji wierzeniowycb ludów Azji Środkowej.
Maria Kuśko
Marek M. Dl.ickan,
ss. 152.
Ara"ia Mayica. Wiedza tajemna Arahów przed islamem, Warszawa 1993,
Magia nalci".ydo tych tematów, które od czasów starożytnych zajmowały umysły filozofów,
historyków, a szerl.ej humanistów. Jej tajemniczość i związek z wydarzeniami niezwykłymi skłaniał
do prowadzenia badań i nieustannych poszukiwali. Ustalenia definicyjne dalekie są jednak od
zadowalających. Panuje tam bowiem gąszcz różnych propozycji. M. Dziekan traktuje magię jako
zespół fenomenu współwystępującego w ramach szerokiej gamy zachowań kulturowych. Na
278
podstawie
klasycznych
dzieł
arabskiego
tekstów,
a także
ustaleń
aspekty
działań
wróżbiarsko-magicznych,
obejmują
przede
staroarabskiej.
istocie
wszystkim
Specyficzne
zjawiskami
i różnice.
niemieckiego
Odtwarzając
wyodrębnia
aspekty
pozwala
ustalić
Zakres
tematyczny
omawianych
jednak
poruszane
kwestie
Praca
warstwę
świata
rzeczywistości
pozwolil
bowiem
ptak,
"Wróżbiarstwo"
oraz "Magia
Abual-lsfahani:
Opowieść
zaczarować
oraz
I tak
w części
wiedniach
i jcdnostkowcgo
mieszkańców
pustyni
sztuczne.
ten jest znaczący,
Podział
i zachowań
cechujących
obszarach
świata
muzułmańskiego.
o praktykach
Jest to szczegółowy
opis zachowań
niebieskie
praktyki,
a
problemy
Uzupełnienie
Ibn
także
porównać
zawarte
w dwóch
całości
al-Waklidzie
zakończenia":
Koran
występują
materiał
stanowią
i o tym,
przedmuzułmańskiej
się również
wynikaly
z istoty
przyszłość
lub odkrywał
wróżbiarstwem
kultu
"kahin
posiadał
natury:
tajemnice
bóstw
"Wróżbiarstwo
ducha,
ludziom
ich losy otoczone
w wyobraźni
tego czasu
bezwzględnie
Działania
i przywileje
kahinów
autor
tekst literacki
Nygus
rozkazała
naturalne"
go
wiąże z cechami
dla innych,
Chalt,
się
czyli
którzy
ich przywileje
który
ukazywał
był dla społecznoci
mu
staroarab-
sił pozazicmskieh,
co działo
społeczelistw
przepo-
się kahinowie,
wspólnoty
przeznaczcnia
wszystkim
(O
zachowania
ze strzał",
zajmowali
konieczny
tajemnicą
władały
sposobu
W opinii
nicwidzialnego
(... ). Kahin
skiej, aby wyjaśniać
ludzi
naturalnym
staroarabskich.
przeszłości
ze
częściach:
"magiezny".
podrozdziały
miejscami
zachowania
dwa dodatki:
dlaczego
i "Wróżbiarstwo
sztuczne", czyli wróżenie z ruchu,
ptaków
i zwierząt (Kijafa i .f/rasa, Tira i .fal, "Wróżenie
W epo'ce
opiekowali
różne sfery
się bogaty,
podstawowych
kahinów)
oraz głosów
geomantyka).
wróżbiarsko-
okazał
dawne
semicką.
Arabskiego.
obejmujących
itd.). Zebrany
autor
albowiem
kulturę
do Półwyspu
do wiedzy
i czary".
pierwszej
podobieństwa
w różnych
organizują
w swej
równocześnie
uporządkowania
o Amarze
"Zamiast
proweniencji
z podobnymi
akcentując
wierzeń
ciała
pewne
Badania
i magiczne
wszystkim
liczne
książki
wróżbiarskie
się przede
zwierzę,
uszczegółowić
Tematykę
przedmuzułmańskiej.
odnosi
istotne
staroarabskiego.
(człowiek,
współczesnymi.
pierwotnych
fragmentarycznic
on w swojej książce
ezt;sto konfrontuje
i hebrajskiej,
zagadnień
wnosi
czyli
społecznego
zachowanych
podjął
w epoce
i wierzenia
i wróżbiarstwo
występują
M. Dziekana
-magicznych
życia
naturalne
wspólną
mantyczne,
zwyczaje
europejskiej
wróżbiarstwo
oraz
J. Wclhausena
realizowanc
praktyki
arabskie
kultury
średniowiecza
semitysty
które
się na ziemi"
przedpiśmiennych
(s. 9-10).
powołując
się na inne regiony i kultury:
"Podobne
funkcje mieli też kahinowie
i kahiny u starożytnych
Hebrajczyków"
(s. 10). Aktorami
wróżbiarstwa
naturalnego
byli kahinowie, natomiast
wróżbiarstwem
sztucznym
zostały
uznane
aktywność
różnego
Autor
w pełni
zajmowali
za niezgodne
(arra!).
Wraz
religijną.
Jednak
w świetle literatury
trwa
do dzisiaj
formatu
omawiając
oddaje
się tzw. wieszczowie
z doktryną
istotę
wróżbiarzy
wróżbiarstwo
zagadnienia.
zadżar)
w świetle
analizowanego
istotne
znaczenie
przypisywano
z lewą stroną,
natomiast
i prawej
nie stanowią
wspólne
wielu
dobrą
wprawdzie
sztuczne
Wróżenie
materiału
zwraca
islamu
ich działania
i własnych
obserwacji
l
uwagę
z zachowań
uchodziło
z nadejściem
na
i głosów
terminologię
arabską,
która
ptaków
oraz
zwierząt
(ijafa,
dość
powszechne.
za zjawisko
kierunkom,
skąd
pochodziły
d7więki.
(Jal) z prawą
stroną.
Techniki
o specyfice
świata
staroarabskiego,
Złą nowinę
mantyczne
Również
(lira) łączono
i opozycja
ale potwierdzają
strony
lewej
elementy
kultur2.
l Jako przykład swoistej specyfiki światC:1 muzulmi:ińskiego można wskazać na rolę tzw. marahutów, lokalnych swiętych
w Afryce połnocnej. W okresie arabizacji pełnili oni rolę mediatorów, przyczynili się do ocalenia tr<.I(.1yl:j
i plemiennej. Marabutt:m
zostawała osoba pobożna lub wyróżniająca się mocą czynienia cudów. Por.. E. Rckłajtis, Nit!pod{t!ql(J.~(:Alqit'rii iki narodowe trdei.
w: Poslade narodów a wspólcze.m().~(:' Warszawa 1984, s. 120-121. W krajach Północnej Afryki (Algierii, Tunc/ji i Maroku) marabuci
w dalszym ciągu odgrywają rolę znaczącą, o czym mogłam się przekonać podczas mojego wieloletniego pobytu w tym r~g:ionie
(Tunezja 1982-1984. Algieria 1986-t991).
2 \V tym przypadku
uwidaczania się wyraźny związek tradycji arabskiej z wartościami i zal:howaniami powszechnymi
w innych kulturach. Por. W. Kopaliński, Slownik ~')'mboli. Warszawa 1990.
279
Islam nie akceptował
wróżbiarstwa
jednak
jak pisze M. Dziekan
technikami
mantycznymi
wymienione
nie. Wyartykułowane
współcześnie
trzy
w jednym
istotne
postacie
dla
z pf/ysłów
w literaturze
Arabów
,,Istnieje
sunny, czyli
przekaz
i wypowiedziach
Proroka
oraz ludzi mu
i konia" (s. 28), W porównaniu
z innymi
tradycji muzulma"lskiej
obejmuj,/cej
przekazy o czynach
najbliższych
(... ), że Arabowie
wróżyli z kobiety, domu
średniowiecznej
elementy,
tworzące
traktowano
podstawę
marginal-
wróżby
występują
półncnoafrykańskieh:
"Franges
de femmes,
toupets de cheval
ou certains
seuils 3.
I"rędzle
kobiety
dzielność
konia
albo
Należy
podkreślić
bogactwo
sztucznego.
Uwagę zwraca
nich śladów
w postaci
z treści opowieści
progi
informacji
interpretacja
odciśniętych
o czterech
domostwa,
jakie
zawierała
książka
losów ludzi i zwierząt
stóp, kopyt
na
na podstawie
tcmat
wróżbiarstwa
pozostawionych
czy racic. Opisy
tego zagadnienia
prz~z
czytelnik
synach
Nizara
Ibn
Madda
oraz
z eposu
zatytułowanego
autora
znalazły
się również
ptaki
będące
obiektem
Do uprzywilejowanych
zalicza:
kruka,
poznaje
Żywocik
ksi('::nic:ki 2al (// liimmy,
W kręgu
zainteresowań
mantycznych.
gęś. sr,;pa, suarda
i orła.
Wymienione
staroarabskiego,
albowiem
również
of/ekano
o przyszłości.
bez wzg";du
Potwierdza
na położenie
także zwierzęta
(osiol, wielbląd,
m.in.
poszukiwań
ze Starego
zamykają
nic stanowi
w innych
kręgach
natomiast
występowanie
i tradycje
kulturowe.
suka, gazela,
szarańczę), zachowania
człowieka
atmosferyczne
(zaćmienie słońca
znanych
ptactwo
sowę, dzikiego
gołębia,
oczywiście
kulturowych
elementu
Tematyka
(mrówki,
orni tokawkę,
o specyfice
wróżbiastwa
na podstawie
ich zachowall
wspólnego
dla wielu kultur
przepowiadania
wilk), owady
praktyk
kurę, wróbla,
przyszłości
muchy,
komary
obejmuje
i kleszcze
Testamentu
rozważania
sposobów
związane
wróżenia
z wróżeniem
za pomocą
strzał
i rzutków.
i ziemi. Ostatnia
na piasku
Nobla
z 1988 roku,
Egiptu
M. Dziekan
sprawami
skala
w książce
(największym
argumentuje
i próbuje
możliwości
współobecności"
Część
stosowano
Starego
arabską:
na jaką
znanych
zwraca
uwagę
w wielu kulturach
zarówno
o magii
i czarach,
pełniących
funkcje
zaklęciami,
jednak
l.
: "Amulety
rÓŻne święte
formuły,
najczęściej
określone
Spośród
zagadniell
zwi'Izanych
której
Autor
przypisuje
zduszenie
owego
ognia
w sercu
.l
Prol"crhe.'i ('r die-f;OIlS
IY~5. s. 175.
z magią
dwa
wersety
mężczyzny"
ale
celc:
się nad swoimi
świadczy
świadectwo
informacyjne
zachowania,
świadczy
o islamizacji
po dziś dzień,
koraniczne.
Również
dawne
«pogańskie»
wydają
się ustalenia
"rozpalenie
(s. 84). Uzyskanie
o "swoistej
jak i pozaeuropejskich.
odrzucił
użytku
interesujące
podstawowe
Dziekan
znakomite
rzeczywistość
nadal popularne,
szezególnic
w medycynie
ludowej,
zastąpionc
fragmentami
świętej księgi" (s. 82).
miłosnej,
M.
Islam
(... ) są w powszechnym
dzielnic
tego zjawiska
linie na ziemi,>" (s. 75). Ta szeroka
europejskich,
stanowi
ochronne.
do
wróżenia
Nagrody
ludowych
(s. 75). Aktualność
jeśli ktoś zastanawia
się, że «kreśli
traktuj,!e
wraz
pisze, że na ulicach
"współcześnie
i przedmiotach
amulety
Kairu«
cieszy się wróżbita)"
ich bieg, mówi
wróżbiarskich
przedmuzułmańskich
wypisane
frazeologią
przewidzieć
działań
druga,
o sposobach
»Opowieści
powodzeniem
Ciąg
praktyka
dzisiaj cieszy się niezwykh! popularnością
w krajach arabsko-muzułmańskich:
"Zwyczaj
na piasku przetrwal do współczesności
(... ). Znany egipski pisarz Nadżib Mahfuz, laureat
stolicy
oraz
(np. połykanie, drganie oka, kichanie), ciała niebieskie i zjawiska
i księżyca, spadające
gwiazdy i meteory). Nawiązuje
również do
tych
(lof'ultlin's 1l1,qhi<~"'I('s. Necuiliis dll ..•S(;.'i,traduits et commentćs
w których
wierzeń
ale są na nich
zaklinanie
jest
teksty
zostały
dotyczące
magii
ognia
miłości
efektów
zapewnia
par Kadde 80Ularene,
(... ) i (... )
z kolei
ed. OPU, Alger
280
działanie tzw. afrodyzjaków, stanowiących wyciąg z ziół. Napój miłosny podaje się zarówno
kobiecie jak i mężczyźnie, aby zapałali do siebie uczuciem. Autor pisze o braku współczesnych
receptur na tego typu mikstury, tymczasem z własnych obserwacji i przeprowadzonych rozmów
wiadomo mi, że sposób przyrządzania napoju jest w każdej rodzinic chroniony, albowiem panuje
przekonanie, że jeżeli trafi w obce ręce może utracić swoją moc działania 4 Wpływ na pozytywne
relacje między małżonkami miały noszone przez kobiety talizmany miłosnc w kształcie przekutego
kamienia (hinimma) oraz wykonane z ziemi pochodzącej z grobów legendarnego plemienia
arabskiego - Adytów (kabala i daradahis) (s. 85). Autor zwraca uwagę na tematykę miłosną
występującą w licznych zaklęciach. Ponadto, omawiając różnorodne funkcje węzłów magicznych,
wskazuje także na ich rolę w magii miłosnej: "W Maroku strój panny młodej powinien mieć aż
siedem węzłów. Rozwiązać je musi młody małżonek w noc poślubną, zanim zacznie z nią obcować
cieleśnie" (s. 103). Obrzęd ten zdaniem Autora wskazuje na powiązania antyczne, albowiem ,,(... J
w Starożytnym Rzymie panna młoda jako element stroju miała tzw. "nodus Herules", czyli węzeł
heraklejski, który rozluźniał pan młody" (s. 103). Wielorakie funkcje węzła potwierdza Autor
wskazując m.in. na ochronę przed "zlym okiem". Przekonanie w magiczne właściwości narządu
wzroku znane jest zresztą w wielu kulturach 5. Lęk przed zagrożeniami wywołanymi ingerencją
"złego oka" wytworzył przekonanie o zbawiennych właściwościach amuletów, na jakie zwraca
uwagę autor wymieniając m.in. zasłonę, czarny kamieit (kohla), zajęczą łapkę, krew menstruacyjną,
wisiorek złożony z jednego lub kilku kamieni, biały kamieit lub wypolerowany, kulisty kawałek
kości. Amulety te najczęściej zawieszano na szyi. Właśnie wiara w "złe oko" potwierdza podobne
działania zapobiegające u różnych ludów.
Książkę M. Dziekana można uznać za interesujący przewodnik wicdzy wróżbiarsko-magicznej świata staroarabskiego.
Rozdziały poświęcone wróżbiarstwu naturalnemu i wróżbiarstwu
sztucznemu dostarczają nieznanej informacji na temat zawartości tekstów arabskiej literatury
średniowiecznej, a opisy praktycznych czynności wzbogacone ilustracjami dodają walorów
wizualnych.
Anlla
Derek Bryce,
Symholika
krzyży
celtyckich,
tłum. P. Gręda, Kraków
Barska
1993, ss. 118, ił.
Na tę pozycję warto zwrócić uwagę co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to
pierwsza tłumaczona na język polski popularnonaukowa
pozycja dotycząca kultury celtyckiej,
która ostatnio zaczyna budzić spore zainteresowanie w Polsce. Przyczyniła się do tego, bez
wątpienia, działalność krakowskiego Towarzystwa Miłośników Kultury Narodów Celtyckich.
Z kręgu tej organizacji wywodzi się zresztą autor tłumaczenia i wydawca omawianej pozycji.
Drugi powód, dla którego warto zwrócić uwagę na pracę Bryce'a (wydaną zresztą stosunkowo
niedawno w oryginale i ukazującą aktualny stan badań nad problemem), to jej kapitalne walory
popularnonaukowe.
W tej doprawdy niewielkiej publikacji pomieścił autor zaskakująco wicie
istotnych informacji o kulturze celtyckiej w ogóle, a o celtyckiej sztuce w szczególności.
Koncentrując się na symbolice krzyży celtyckich, w imponującym jasnością skrócie, ukazał autor
związki tego typu wytworów kulturowych, związanych z pojawieniem się chrześcijaństwa na
wyspach brytyjskich, z całym dotychczasowym dorobkiem celtyckiej kultury duchowej. Z dorobkiem, którego symboliczne treści wywodziły się z dziedzictwa antyczncj Europy, a ich realizacja na
gruncie celtyckim nabrała wysoce oryginalnego charakteru, by z czasem stać się istotną częścią
europejskiej kultury i sztuki czasów romańskich.
4
5
Par. też: A. Gaudio, R. Pelletier, Femmes d'islam au .''if.'X(!
Por. w. KopaiiiIski, op. cit.. s. 271-275.
interdit, ed. Dcnoel/Gonlhcir.
Paris 19RO. s. n.
281
Nie mamy w,ppliwości, czytając pracę Bryce'a i zapoznająe się z jej bogatą częścią
ilustracyjną, że obcujemy ze sztuką wysokiej jakości, będącą nie tylko wyrazem biegłości
technicznej, ale przedc wszystkim głębokiej duchowości, wyrażającej się w skomplikowanej
symbolice. Nie ma też oczywiście wątpliwości, iż chrześcijaństwo przejęło w znacznej części
symbolikę pogariską, zwlaszcza jej elementy o charakterze uniwersalnym, zaadaptowało je do
swoich potrzeb, tym samym ocalając je przed zaniknięciem i budując pomost między przeszłością
a współczesnością. Dla polskiego czytelnika interesującego się sztuką romańską występującą na
naszych ziemiach zastanawiającą może być zbieżność licznych elementów i motywów dekoracyjnych, występujących - choć nie w tym samym okresie historycznym - na dwóch bądź co bądż
kra licach Europy.
Ogólnie należy uznać. że praca Bryce'a, choć nie może zastąpić lektury podstawowych pozycji
z zakresu dziejów celtyckiej sztuki, niemal zupełnie w Polsce niedostępnych, daje przecież pewne
wprowadzenie do tego zagadnienia. Należy mieć nadzieję, że polski czytelnik zainteresowany
bogatym i tajemniczym pod pewnymi względami światem celtyckiej kultury, zarówno przedchrześcijańskiej. jak i chrześcijańskiej, tworzonej i przechowywanej w celtyckim mateczniku, jakim
były przez wieki i do pewnego stopnia są także i dziś wyspy brytyjskie, oraz podrażniony,
w dobrym scnsie, skromną, lecz niezmiernie interesującą pracą tu omawianą, doczeka się
nicbawem dzieł ogólniejszych, bardziej przegl<!dowych.
Ryszard
Lcszek Dzięgiel,
""i'ze! kurdyjski.
Universitas,
Kraków
Kantor
1992, ss. 446.
Kurdystan stanowi bliskowschodnią krainę geograficzną zlokalizowaną na terenach przygranicznych Iraku, Iranu, Turcji i częściowo Syrii. Jest to obszar górzysty leżący między Taurusem
Armeńskim na północnym zachodzie a Zagrosem na południowym wschodzie. Zamieszkują go
Kurdowie, których liczcbność ocenia się na około 16 milionów. Trudno wyobrazić sobie, aby we
współczesnym świecic, szczycącym się poważnymi osiągnięciami w zakresie praw człowieka,
a szczególnie gwarancją samostanowienia narodów, nikt nie pomyślał o przyznaniu im niepodległości. Wprawdzie w ostatnich latach w związku z wojną iracko-irańską oraz agresją Iraku na
Kuwejt i skuteczną intcrwcncją wojsk ONZ, ukazało się w prasie światowej sporo artykułów
o Kurdach, ale nic przyniosły one żadnej zmiany na lepsze. W wyniku krwawo stłumionego
powstania Kurdów przez siły zbrojne Saddama Husajna, ponad milion Kurdów irackich schroniło
się w Iranie, a około pół miliona umknęło do południowo-wschodniej
Turcji. Gazy trujące
stosowane przez Irakijczyków wywołały jedynie gdzieniegdzie oburzenie, zaś obecna wielka
ofensywa tureeka przeciw partyzantom kurdyjskim przechodzi prawie bez echa, nie powstrzymując
fali przemocy i represji. Strategiczna pozycja Turcji i jej przynależność do NATO stanowią
najlepsze zapewnienie bezkarności.
W naszych środkach masowego przekazu pojawiają się również wzmianki o walkach
w Kurdystanie i o ciężkim położeniu ludności, niemniej jednak rzcczowe i godne uwagi
wiadomości o Kurdach należ'l do niczwyklej rzadkości. Naukowe informacje są też niezadowalające, bo brak nam środków na finansowanie wypraw, a ponadto bezpieczne dotarcie do terenów
ustawicznych zamieszek stoi zawsze pod znakiem zapytania. Mimo to doskonale rozumiemy
wysiłki tego dzielnego narodu i solidaryzujemy się z nim. U schyłku 1991 roku zorganizowano
u nas akcję pomocy dzieciom kurdyjskim, w ramach której wysłano wiele odzieży, żywności
i lekarstw, a wc wrześniu 1992 roku powstało w Krakowie, przy współudziale prof. L. Dzięgla,
Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Kurdyjskiej.
Na marginesie warto zaznaczyć, że już w ubiegłym stuleciu niektórzy nasi rodacy penetrowali
obszary zamieszkiwane przez Kurdów, pozostawiając różne zapiski z podróży. Należał do nich
282
między innymi filareta
tłumacz
w konsulatach
i orientalista
rosyjskich
w Persji
studiował
plemion.
Interesował
się również
quI's
sur
la langue
Kurde.
czasopiśmie
"Journal
Podobną
przy
literaturę
kraju
filologią
Dialecte
oraz
Chodźko
(1804-1891), zatrudniony
jako
i w Reszt. Podczas
I(l-Ietniego
pobytu
prowadził
kurdyjską,
badania
wśród
zamieszkujących
czego dowodem
jest praca
zamieszczona
w
de Soleimanie,
1857
tam
F.ludl's philoloyi-
roku
w paryskim
Asiatique".
inny polski
rosyjskim
konsulem
rosyjskim
i kulturę
Kurdów,
powstał
w 1858 roku
francuski.
Ponadto
no/ices
i folklor
rolę odegrał
konsulacie
Aleksander
Borejko
w Tebriz, Teheranie
w Erwrum,
a ponadto
słynny
Salonikach
August
Kościesza
i Smyrnie.
W
Żaba
(1801-lli94),
184li roku
został
na którym
to stanowisku
pozostawał
był inspiratorem
gromadzenia
tekstów
rękopis
w 1861 roku
Mahmuda
ukazała
et l'I?cits de la lilterature
by! obszerny słownik
ski (721 ss).
orientalista
w Jaffie,
Bajazidiego,
Jednak
liczący
Z jego inicjatywy
przez Żabę
jego interesująca
et des tribus du K ourdistan.
kurdyjsko-rosyjsko-francuski
prze/o 18 lat. Badal język
kurdyjskich.
przetłumaczony
się w Petersburgu
praca
najważniejszym
656 stron
tlumacz
mianowany
na język
pt. Recueil des
dziełem
Polaka
i francusko-rosyjsko-kurdyj-
Do Kurdystanu
dotarli też dwaj inni nasi rodacy: Władysław Jabłonowsk i (1841-1894) i Karol
Brzozowski
(1821-1904).
Pierwszy
był lekarzem
warmii
tureckiej
i pozostał
w imperium
osmańskim
do końca
życia. Piastując
bliskowschodnie,
komendanta
rozległe
zielniki,
a ponadto
prowadził
badnia
etnograficzne
placówki
naukowe
w kraju
i za granicą.
Drugi
przybył
do Turcji
początkowo
połacie
funkcje
poznając
sieci telefonicznej.
a następnie
W 1869 roku
możliwości
rozwoju
gospodarki
Zagros,
rozciągającą
się od
miasta
Pozostawił
opis
Sprawozdanie
likowano
późno,
Biorąc
uwagę
obecnie
książkę
prof.
i ma na swym
wspomnienia
Ludoznawcze
koncie
wojenne
w 1991 roku
dra
hab.
w Polsce
czyta
/lie
próbie
w zakładaniu
miasta
sporo
każdemu
się z wielką
doskonałych
wydane
przyjemnością.
na pólnocy.
w skali
1: 750 000.
ci Amadieh
opub-
de GĆographie".
problemami
uznaniem
Autor
dla
część gór
Amadija
spoleczeństwa
Dzięgla.
osiadł
do Kurdystanu
de la Societć
z tym większym
zdrów
udział
mapą
oraz poza jej granicami.
naukowym
Lwów
polskiego
różne
emigracyjny,
Po nieudanej
de Suleimanich
"Bulletin
Leszka
i dzialacz
wyprawę
do
lti/leraire
państwa,
Sporządził
zasiliły
biorąc
ze sporządzoną
zainteresowanie
bez własnego
i szanowanym
odbył
zbiory
Badał północno-zachodnią
poludniu
wraz
w paryskim
narodu
znanym
w Krakowie
w 1892 roku
żołnierz
polskiej.
Paszy
na
trasy
na świecie
prezentowaną
Midhata
wiele podróżował
i Kurdystan.
Jego
po całej Turcji
zatytułowane
wzrastające
poeta,
tam armii
Sulajmanija
z wyprawy
-
na tych obszarach.
przebytej
bo dopiero
pod
etnologiem
jego
geograficzny
francuskie
największego
z kolei
podróżował
na zlecenie
ustalenia
w Bagdadzie
Mezopotamię
i archeologiczne.
w 1853 roku celem organizowania
we wsi Bozhane,
szpitala
w tym również
jest
Kieruje
należy
tego
powitać
z wykształcenia
Katedrą
Etnologii
i oryginalnych
prac.
przez
Towarzystwo
Polskie
Od wielu lat poświęcił
Również
się badaniu
zmiany kulturowej
zachodzącej
wśród ludów Bliskiego Wschodu. Prowadził obserwacje w Afganistanie i Libii, a w latach 1977-1980 uczestniczył
w zespole polskich ekspertów
agroekonomicznych
mających
przede
przygotować
wszystkim
ArbiI, Dohuk
specjalistów
plany
o tereny
i Sulejmanija.
z Instytutu
Rolniczej
w Krakowie.
w okolicach
Zakho,
Zabem
koło
Sarsangu
wokół
Pandźwinu
Małym
Zabie.
wiele
i Amadii,
wokoło
materiału,
wytypowanych
Regionu
północnego
nad
i listopadzie
Małym
Zabem
Dzic,:gicl przybył
1977 roku
Chodziło
w prowincjach
wraz z grupą
i Subtropikalnych
główne
naszych
Akademii
pral:e koncentrowały
były prowadzone
w okolicach
Sarsjanu,
się
nad Wielkim
nad granicą
irańską
obszar
nad
i północne
Dokan
na
Rania
i miasteczkach
posłużył
roku
wiejskich.
W 1979 roku objęły swym zasięgiem
rejon miasta
80 wsiach
osiedli
Autonomicznego
Tropikalnych
nastr;pnego
i pod Arbilem.
który
profesor
Krajów
wiosennych
zaś w rok później
badania
cennego
Zagros
siedmiu
Kurdyjskiego
i Leśnictwa
W październiku
w górach
Derbendikhan,
Prowadząc
Do Iraku
Rolnictwa
a w miesiącach
Zalewem
zebrał
nawodnienia
tak zwanego
irackiego
mu do opracowania
brzegi Zalewu
Kurdystanu
ponad
polski
etnolog
dwudziestu
warto-
283
ściowych
publikacji.
Rural Commulli/y
kulturowcj
Na specjalne
wyrOZnIenIe
oj" CIIII/I.'mpllrary
wśród
pewnej
Przygotowując
kategorii
do druku
rolników
swe najnowsze
spostrzeżeń
bliskowschodnich,
lecz oparł
światowych
profesjonalistów.
Ponadto
takich ośrodków
7.asługuje
Iraqi Kurdislan
wiedzy, jak Oxford,
wydana
w 1991 roku
Facing Moderniza/ion.
kurdyjskich
żyjących
dzieło
wykorzystał
autor
się również
zdobył
naukowych
Sztokholm,
książka
pt.
zmiany
w Iraku.
nie tylko
na wyróżnionych
sporo
Cambridge,
jego
Jej treść dotyczy
pracach
danych
Bergen,
wyniki
innych
dzięki
Uppsala,
swych
znanych
wyjazdom
Durham,
do
Erlangen
i Lipsk.
Recenzowana
ksi"żka
składa
się z piętnastu
W pierwszym
przedstawiono
zwięźle etapy
wzmiankowanych
już
badaczy,
regionu,
w trzecim
jc,;zyk i problemy
diasporę,
w szóstym
polskich
nas z ustrojem
z systemem
rolniczym,
społecznym
sposobem
odżywiania
się, a trzynasty
życic kurdyjskiej
rzemiosła,
handel
Kurdów
naturalne
dzieje
Kurdów,
w czwartym
literacką
dawniej
wioski,
natomiast
miejski,
ośrodki
rozdziałów.
łącznie
warunki
i dziś, dziewiąty
w piątym
Rozdział
z cyklem
dwunasty
Na stronach
rozdziału
w piętnastym
zobrazowano
rozwój
centra
edukacji
i codzienne
fachowo,
rzetelnie
i niezmiernie
ich
ósmy
życia jednostki,
indywidualnym,
i higieną.
kultu,
z udziałem
omawianego
i piśmiennictwo.
z gospodarstwem
z ubiorem
rozbudowanych
i Kurdystanu,
nakreślono
twórczość
jedenasty
znacznie
Kurdów
demograficzne,
dziesiąty
i upadek
w drugim
religi~\ zaś w siódmym
zapoznaje
nakrcślono
dość
poznawania
ze
czternastego
miast,
rozkwit
życie na terenach
zurbanizowanych.
Wszystkie
rozdziały
przy tym urozmaicone
bujących
zostały
pokaźną
nawet najbardziej
m.in. mało
znane
zredagowane
dobranych,
wybrednych
odbiorców.
Doskonałym
potwierdzeniem
tego wywodu
kurdyjskich.
Czytelnik
mógł
o Jezydach
i Żydach
ciekawostek
będzie
pierwszy zapoznać sic,;z burzliwymi dziejami i codziennym
życiem Kurdów,
i duchową oraz z szeroko omówioną
wielowiekową
walką o niezawisłość.
również
lepsze zrozumienie
i zachęci go do dalszego
jednego
z najbardziej
pogłębiania
wiedzy
skomplikowanych
o Kurdach.
Poza
Cennym
u7.llpcłnieniem
-perskiego
stanu
pogranicza
między
z lat sześćdziesiątych
Pomocne
w Izraelu,
nomadów,
wojowników
Wykaz
problemów
bliskowschodnich
literatura
lukę w znajomości
pierwsza
XX wieku, druga,
XIV a XIX stuleciem,
fotografie
wizerunki
(ponad
wiosek
kurdyjskich
wykorzystancgo
wybranych
są trzy mapy:
przedstawia
ważniejsza
a trzecia
są
po raz
etnograficzna
tego
rycerskiego
rozmieszczenie
Kurdów
-
księstwa
kurdyjskie
turecko-
niektóre
plemiona
kurdyjskie
według
m.in.
Żydów
zagrody,
obóz
XX wieku.
są też dobre
kurdyjskich
granicznych,
książki
z lat siedemdziesiątych
absor-
ich kulturą materialną
Książka umożliwi mu
tym polska
otrzymała
pozycję znakomicie
wypełniającą
dotychczasową
narodu, jego pochodzenia,
języka i obyczajów.
według stanu
Są
umiejętnie
informacje
pasjonujących
interesująco.
ilością
których
obrzędy
zaprezentowano
weselne,
góralskie
itd.
piśmiennictwa
trafnie
30), na
i miasteczek,
obejmuje
i 7. wyczuciem.
241 pozycji
zarówno
polskich,
Są to przeważnie
najnowsze
prace
jak
i za-
o Kurdach
i Kurdystanie.
W następnym
tyczną
7.
wydaniu
zaznaczenicm
tej niezmiernie
terenów
naszych
pożytecznej
badań
książki
warto
by zamieścić
w północnej
części
Iraku
mapę
w latach
schema-
1977-1980.
Roman Karczmarczuk
Regina
Lietuviy
M er k i c n ć, GYl!u/h,l iikis X VI (l.-X X (l. pirmojoje
kulturos
istorijos,
W serii wydawniczej
Reginy
Mcrkiene
t. 14), "Mokslas",
"Is Lictuviy
poświęcona
kultiiros
gospodarce
Vilnius
istorijos"
hodowlanej
puseje. Elnines patirlies
i§takos (IS
1989, ss. 236, ił.
ukazała
na Litwie
się, jako jej czternasty
od początków
tom, praca
XVI do połowy
284
XX wieku. Autorka objęła badaniami obszary Litwy Wielkiej i Małej I Obraną problematykę
rozpatruje z dwóch punktów widzenia - badacza dziejów gospodarczych i ctnografa. Interesuje ją
zwłaszcza rozpowszechnianie się umiejętności hodowlanych 2, które - jak wskazuje - prowadziło
do przemian w sferze kultury materialnej i kształtowania się regionalnej specyfiki gospodarczej.
We "Wstępie" do pracy przedstawiła modelowo proccs "przcjmowania elcmentów doświadczenia zawodowego" 3 Rozpatrując ezynniki ograniczające rozprzestrzenianie się umiejętności
gospodarczych, zaliczyła do nich m.in. bariery etniczne; nie jest jednak skłonna przeceniać ich
zljUczenia (s. 8-9).
Poza "Wstępem" i "Zakończeniem" (to ostatnie w językach litewskim, rosyjskim i angielskim,
s. 205-220), znajdujemy w pracy trzy rozdziały. W pierwszym i najobszerniejszym z nieh (s. 33-103)
zajęła się Autorka głównie ilościowymi i strukturalnymi zmianami w hodowli. Uznaje, iż wynikały
one zasadniczo ze związków łączących hodowlę z całoks7.taltem gospodarki. Stąd i tytuł rozdziału:
"Działalność gospodarcza a hodowla"4. W następnym rozdziale - "Produkty hodowli" - zostały
omówione kolejno: I. przetwórstwo mleka; 2. ubój zwierząt, przetwórstwo i konserwacja mięsa;
3. pozyskiwanie i obróbka skór i wc/ny. Trzeci rozdział zapoznaje czytelnika z pomieszczeniami dla
zwierząt.
Wobec rozległości chronologicznych ram pracy nieuniknionc było marginalne potraktowanie
lub pominięcie w niej niektórych zagadnień, nie tylko drugorzędnych 5, ale i istotnych (np.
związków hodowli z rynkiem wewnętrznym i zewnętrznym w XVI-XVIII wieku). Mimo ograniczeń
w zakresie tematu treść rozprawy jest bardzo bogata, toteż w niniejszej n.:cen7ji ograniczę się do
zasygnalizowania tylko niektórych z jej wywodów i ustaleń, przede wszystkim zaś tych, które
dotyczą stanu hodowli w XVI-XVIII wieku.
Autorka szczególną uwagę skupiła na hodowli zwierząt roboczych - koni i wołów - co
w pełni jest uzasadnione ich znaczeniem w gospodarce Litwy do stosunkowo niedawnych czasów"W zagrodach chłopskich stanowiły najważniejszą, otoczoną szczególną troską, część inwentarza
żywego. W hodowli dworskiej ich znaczenie bylo silnie zróżnicowane - większc w gospodarstwach ubogiej szlachty ("dworkach i zbiedniałych dworach", s. 34), mniejsze w wielkich
folwarkach, korzystających w szerokim zakresie ze spw;:żaju chłopskiego.
Według szacunków Autorki (tab. 25) w drugiej połowic XVI wieku udział koni w ogólnym
pogłowiu zwierząt dworskich wynosił 8,5%, wołów zaś 9,2%, Najlicz.niej reprczentowane były
w hodowli dworskiej - podobnie jak i w chłopskiej - owce (25.4%) i świnic (11l,2%), w następnej
zaś kolejności krowy (16,9%), których pogłowie dorównywało niemallącznej liczbie wolów i koni
7.
1 Z terenu
Małej Litwy znajdujemy w pracy niewiele danych. Zarnic~zczonc w ro/.prawic mapki (i~!cznic 24) ukawj:.j. Li!w!;
w jej dzisiejszych granicach. W badaniach Autorka wykraczała niekicdy poza te granice, nickiedy lnów zawl;żala geograficzn~
horyzont obserwacji (np. omawiając dzieje hodowli w okresie między wojnami światowymi wykorzystuje dane zsadniczo tylko
z terenu ówczesnej Republiki Litewskiej).
l U;iyty
prl'.czc mnie termin ..umiejęlllOsci hodowlane". dalcce nic w pełni oddajc lrdt slosowanego pr/ez Autorkę
określenia "gamybine patirlis", oznaczaj<.!cego dosłownie ,.doswiadczenie produkcyjne". W tlumau.cniu można by użyć wyrażenia
,.doświadczenie zawodowe", lecz powstaje wątpliwość, czy 7..asadnc jest mówienie o "I".awodzic" rolnika w XVI-wiec?ncj Litwie.
Toteż zastępczo posługujemy się terminami - "umiejętnosci gospodarcze" luh (hardziej s/czcgt·,łowo) "umiejętnosci hodowlane" .
.l Określa
przy tym drogi rozpowszechniania si~ owych doswiadczen i akcentuje mIę rll;i-nych struktur społccznych w ich
zachowywaniu, wzbogacaniu i wymianic.
-l W dosłownym
tłumaczeniu: "Dzialalność g.ospodarcza a stado l.wi~r7.ąt". Takie sforlllulowanic Iylulu rozdziału 7oslalo
podyktowane, jak sądzę, zamiarem AUlorki zwrócenia uwagi głównic na zllli~lny w poglowiu zwicrz;.p ~o""p(lJ"Jn,;zychi struklurze
hodowli.
~ Do nich zaliczyłbym pominiętą w pracy kwestię hodowli drobiu.
t> Ta rola zwierząt roboczych
uwarunkowana hyła ukierunkowaniem rolni<..:lwana produkt.:ję l.hoi,owC!,wymagającą pracy ze
sprzężajem. Autorka trafnie zauważa, że w gospodarstwach dworskich obok koni roboczych hodowano też wierlchowt: i cugowe,
nie z.awsze dające się wyodrębnić w oparciu o dane źródeł. Z drugiej strony w gospodarstwach chlnpskk:h rolę I.wierzą! robol.:zych
pełniły krowy.
7 Margines
hodowli stanowiły kozy (4,5%). Przytoczone dane procentowe dotycz,", Iylko pogłowi;! dorosłych 7wierząl
gospodarczych.
285
Pod wzglr;dem struktury hodowli gospodarstwo chłopskie różniło sir; od dworskiego głównie
znacznie wyższym pogłowiem zwierząt roboczych niż krów, a także dużo wir;kszą liczebnością
wołów od koni (tab. 22-23, 31-32 i inne). Na niektórych jednak terenach koni hodowano nie mniej
niż wołów, a nawet wir;cej. Z takim preferowaniem hodowli konia spotykamy się zwłaszcza
w północno-zachodniej Auksztoeie; ku południowi i wschodowi tej krainy wzrastał natomiast
odsetek wołów wśród zwierząt roboczych (s. 59-60, 68). Podohnie i w południowo-wschodniej
Żmudzi woły wystr;powały wśród zwierząt roboczych liczniej niż w jej północno-zachodniej części
(s. 44-45).
Terytorialne zr<')żnieowanie struktury hodowli zwierząt roboczych wiąże Autorka z wpływem
licznych czynników, a m.in. zamożnością gospodarstw chłopskich, formą włościańskich świadczeń,
przenikaniem wzorów gospodarki hodowlanej z ziem łotewskich, zniszczeniami wojennymi
i klr;skami elementarnymi. Przeprowadzona w pracy gruntowna analiza oddziaływania owych
czynników ukazuje, jak rolnik litewski, kierując sir; doświadczeniem przodków i własnym,
dostosował strukturr; hodowli do wymagań środowiska naturalnego, warunków społecznych
i gospodarczych.
Z przedstawionych
w rozprawie spostrzcżcń na temat zmian w strukturze hodowli
w XVI-XVIII wieku wynika, iż nie były one wielkie. Ohjawiły się głównie względnym ubytkiem
zwierząt rohoczych w gospodarstwach dworskich w ciągu XVII i w pierwszej połowic XVIII wieku,
które to zjawisko wynikało, zdaniem Autorki, przede wszystkim z ówczesnego wzrostu pańszczyzny (s. 48)"' Zastanawiające jest, iż na ziemiach litewskich, odmiennie niż na hiałoruskich,
zasadniczo stabilne pozostawały do korica XVIII wieku proporcje między liczbą wołów i koni".
W odróżnieniu od struktury hodowli jej stan liczebny ulegał dużym wahaniom, odzwierciedlając kolejne fale zniszczeó gospodarczych nawiedzających Litwr; i póżniejszą z nich odbudowę.
Z uwag Autorki można wnioskować, że po zniszczeniach hodowla dość szybko podnosiła się
z upadku dzir;ki w/.rostowi areału łąk i pastwisk zajmujących miejsce dawnych pól ornych (s. 57) 10
Przechodząc do bliższego przedstawienia hodowli bydła mlecznego próbowała R. Merkienć
w pierwszym rzr;dzie okrcślić jego rasy (w XVI-XVIII wieku), opierając się m.in. na danych o maści
krów. Godne uwagi jest jej przypuszczenie, że już w XVI wieku pojawiło sir; na Litwie
wysokomleczne bydło holenderskie (s. 80-81) 11. Ogół hodowanych na Litwie krów charakteryzował sir;, I.daniem Autorki, niską mlecznością (s. 104-105). Zauważa jednak zarazem, iż wielkie
zapasy serów przechowywane w niektórych dworach, świadczą o gromadzeniu w nich sporych
ilości mleka. Uważam za prawdopodobne, że część owych serów pochodziła z danin chłopskich.
W partii pracy omawiającej przetwórstwo mleka sporo miejsca zajmują spostrzeżenia na
temat naczyó do jego przechowywania, narzędzi do wyrobu masła i sposobów wyrobu oraz
przechowywania serów. Uwagr; zwraca m.in. próba odtworzenia na podstawie XVI-XVIII-wiecznych inwentarzy, wyglądu dawnych sernic dworskich (s. 105). Już w XVI-wiecznym żródle
znalazła Autorka przykład osadzania takiego pomieszczenia na słupie. Mamy więc tu do czynienia
z prototypem uwiccznioncj w "Panu Tadeuszu" sernicy soplicowskicj.
Do stosunkowo słabo rozwinir;tych działów hodowli na Litwie należało owczarstwo.
Wprawdzie owce stanowiły, obok świó, naj liczniejszą część inwentarza żywego, Iccz przecież stan
ich poglowia nie przedstawiał się imponująco. W zagrodach chłopskich hodowano przeważnie
K
Co \v/hud/a
lJ
Zmiany
lI)
Aut(lrka
KriL'.\tjanie
\v;,tpliwosci,
w struktur/c
Hie!or!1ssii
Wf)
zdaje
nii ląk na tzw, ziemiach
bowiem
hodowli
p%willie
w/orni
Autorka
/,v,'icrz"t
zauważa,
roboczych
,l( V fJ-X
si~ wi<;ksz,-, wage; przypisywać
że również
na
V J II wieka,
Białorusi
Mińsk
wykorzystywaniu
w gospodarstwach
w XVII-XVIIl
chłopskich spadło pogłowie
wieku
przedstawia
P. G.
koni.
Kozłowskij,
1969.
po dobie
zniszczeń
naturalnych
łąk na nadbrzeżach
rzek,
pustych.
jest jui fakt hodowli
hyła holenderskiego
(zachodnio-fryzyjskiego)
na Białorusi
w końcu
XVI wieku.
Ry'g:t; - do swoich tamtejszych
dóhr ks. Mikołaj
Krzysztof
Radziwiłł
zwany Sierotką,
zob. M. Siekierski,
Ltllu1ed ~Vl.'llfrh ill lhe (1/,(///(1 Duchy of Ur/nlUnia:
The cU)flomic A.1!"ai,-.\'ąl Prince Nicholas Christopher Radziwil/ (1549-1616), "Acta
11
Sprowad/il
Ohecnie
je
Baltico-Slavica",
znany
pr'leI
t.
XXI.
1992.
s. 229-:nO.
286
po kilka owiec, w gospodarstwach dworskich nieraz po kilkadziesiąt (rzadko ponad sto sztuk) 12
Ponieważ udój od jednej sztuki był dziesięciokrotnie mniejszy niż od krowy (s. l (3), można sądzić,
że ceniono je mniej jako dostarczycielki mleka, więcej zaś ze względu na wełnę, którą pozyskiwano
w trakcie dwukrotnej strzyży w ciągu roku (s. 155) l3
Jako zwierzęta rzeźne traktowano przede wszystkim świnie (s. 125). Do końca XVlII wieku ich
pogłowie nie przedstawiało się okazale; Autorka sugeruje, że nawet w gospodarstwach dworskich
hodowano je głównie z przeznaczeniem na własną konsumpcję, nie zaś na sprzedaż 14 Charakterystyczne jednak, że przy dość niskich wskaźnikach pogłowia trzody chlewnej (s. 85, 88-89),
wysoki poziom osiągnęło na Litwie przwtórstwo mięsa i jego konserwacja 15.
W pracy uwypuklone zostały korzystne zmiany w gospodarce hodowlanej na Litwie w XX wieku. Już w pierwszej jego połowie intensyfikacja hodowli nabrała szerokiego rozmachu, ujawniając
się zwłaszcza we wzroście pogłowia zwierząt i uszlachetnianiu ich ras. Jedną z głównych przyczyn
owych przeobrażeń upatruje R. Merkiene w pomyślnych koniunkturach handlowych (s. 95 i inne).
Za ważne czynniki aktywizacji gospodarki hodowlanej w XIX wieku uznaje także uwłaszczenie
włościan, wprowadzenie na masową skalę uprawy ziemniaka, rozwój przemysłu i transportu
(s. 97-98). Charakterystyczne, że właśnie na Litwie, a ściślej mówiąc na jej północnych obszarach
(gubernia kowieńska), wpływowych
czynników okazał się dla hodowli szczególnie pomyślny.
Widocznie już przed końcem XVIII wieku osiągnęła tam wysoki poziom, co pozwoliło jej
w następnym stuleciu skutecznie wykorzystać nowe możliwości rozwoju.
Dopomogły jej w tym zapewne dawniejsze związki z szerszym rynkiem handlowym. W końcu
XVIII wieku (w latach 1786-1791) udział produktów hodowli w eksporcie Wielkiego Księstwa
Litewskiego wynosił rocznie średnio 9,7% 16; dla obszarów objt;:tych badaniami przez R. Merkiene
wskaźnik ten był zapewne znacznie wyższy. Eksportowane produkty hodowlane pochodziły nie tylko
z gospodarstw dworskich, ale i z chłopskich. Znany jest fakt pośrednich i bezpośrednich kontaktów
handlowych włościan ze Żmudzi i z północnej Auksztoty z miastami bałtyckimi. Wprawdzie do miast
tych wywoził włościanin litewski głównie len, ale przy okazji zbywał i artykuły pochodzące
z hodowli 17. W sumie można spostrzec, że obserwowany w XIX wieku eksport litewskich produktów
hodowlanych był zjawiskiem o dawnej tradycji, choć oczywiście zmieniała sit;:jego skala.
Pomyślny rozwój hodowli na Litwie przerwała I wojna światowa. Jednak już w pierwszej
połowie lat dwudziestych przedwojenny poziom produkcji hodowlanej nie tyko został ponownie
osiągnięty, ale i przekroczony. Do ówczesnego rozwoju hodowli w istotnej mierze przyczyniła się,jak
podkreślono w pracy (s. 99), reforma rolna. Autorka przypomniała imponujące osiągnit;:cia hodowli
litewskiej w latach dwudziestych i trzydziestych, zwracając uwagę m.in. na dokonujący się w niej
postęp techniczny.
12
W regionach z rozwiniętym owczarstwem, np. w Wielkopolsce. po kilkadziesiąt sztuk owiec spotykamy często
w gospodarstwach chłopskich, a w trzodach dworskich po kilkaset i więcej sztuk, zob. W. Sobisiak, Owc::arstwo, w: Kultura /udmHł
Wielkopolski. t. II. Poznań 1964, s. 185-213 (odpowiednie dane na s. 186·189).
u Pierwsze bli:iBze informacje o strzyżeniu owiec na Litwie, do których dotarła Autorka, pochodzą. 'l. XVIII weku. Do tego tei
czasu odnosi się spostrzeżenie o dwukrotnej strzyzy w ciągu roku. W późniejszym czasie na CZęŚCI terytorium Litwy upowszechniło się
trzykrotnie w ciągu roku strzyżenie owiec.
14 Wskazuje
m.in. na uzupełnianie przcz szlachtę konsumpcji mięsa w drodze ści,-!gania danin zwicrzycych (s. g2). Jednak
daniny te już w XVI wieku nie odgrywały istotnej roli. Warto wspomnieć, żc świnic (żywiec i mii(so wieprzowe) były popularnym
artykułem handlu. M. Siekierski, s. 22g, spostrzega w oparciu o dane z folwarków radliwiłłowskich, że w odróżnieniu od innych
zwierząt gospodarczych świnie hyły często sprzedawane.
IS
Autorka omówiła m.in. wyrób i konserwację kumpii (szynek) i skiłądzi (można je określić jako spcl:)'ficzny rodzaj
salcesonów). W zgodzie z dość powszechną w literaturze przedmiotu opinią uznaje skiłądzie za potrawę miejscowego (litewskiego)
pochodzenia.
ló
L. Troska, R. lasas, lVnieszniaja torgowla J/Viclikogo Knia::eslwa
Litowskof}o
w posil'dnijc
gody je(IO sll.\~('~(:'stwm..-amja
(1785-1792), w: Lietuvos TSR Moksiu akademijos darbai. seria A. t. 1(32). Vilnius 1970. s. 46. lah. nr 2.
17
Na ten temat nie hrak bezpośrednich danych źródłowych, zob. np. 11lStrukdjos /l'odalinllj mid,! adminlstrw)jai
Lietu1"(~ie
X V{f-X l X (l., wyd. Z. Kiaupa i l. Kiapiene, Vilnius 1985, s. 25 (,-Poddani na włości cokolwick hydła, lnów. slcmienia. wosków. łojów.
skór do Rygi albo gdzie indziej przedawać i wyprowadzać będą. wtedy wprzód arendarzowi zapłacie powinni (. .. )": Rirże. 1764 r.).
287
ROI.prawa R. Merkienc dostarcza wielu nowych danych o stanic gospodarki chłopskiej
i dworskiej na Litwie. Pozwala lepiej poznać dyferencjację majątkową dawnej wsi, przynosi cenne
spostrzeżenia o strukturze konsumpcji, przedstawia zajęcia związane z hodowlą (zwłaszcza
przetwórstwo mleka i mi~sa), odsłaniając w ten sposób przed czytelnikiem codzienność życia
wiejsk iego. Sporo można się z niej dowiedzieć nawet o warunkach mieszkaniowych litewskiego
włościanina. Odpowiednie informacje przynosi rozdział trzeci, poświęcony - jak wspomniałem pomieszczeniom dla zwiep.ąt hodowlanych. Rzecz w tym, iż owe pomieszczenia pospolicie służyły
równi6. za mieszkania dla ludzi.
Charakterystycznym
budynkiem łączącym funkcje domu micszkalnego i pomieszczenia dla
zwierz,!t był "nom" ("nam", "nams", "num", "noma", "numa"). Z czasem tracił on swe funkcje
mieszkalne, staj'lc si~ typowym budynkiem gospodarczym. Ta zmiana w przeznaczeniu "nomu"
najszybciej dokonala si~ w dworach. Jednak jeszcze w XVIII wieku w dworkach i plebaniach
wyst~powaly "nomy" będ,!ce jednocześnie obor,! dla bydła i mieszkaniem dla czeladzi. R. Merkiene
wnikliwie przcśledziła zmiany jakim ulegały funkcje "nomu", jego rozplanowanie, wyposażenie itd.
(s. 187-19 J). Podobnie szczegółową obserwacją objęła inne - występujące w gospodarstwach
dworskich i chłopskich budynki, służące za pomieszczenia dla zwierząt hodowlanych. Przeprowadzaj,!c ich klasyfikację wyjaśniła jednocześnie wiele zawiłości terminologicznych.
Lekturę pracy. zwłaszcza zaś wywodów na temat zabudowań gospodarczych, istotnie ułatwia
zamiesz.cl.Ony w niej materiał ikonograficzny: plany i przekroje budynków, ryciny i fotografie. Niezmiernie pomocne dla czytelnika są również zamieszczone w tekście mapki, obrazujące geograficzny
zasięg różnego rodzaju 7jawisk I. dziedziny hodowli. To kartograficzne przedstawienie wspomnianych zjawisk dopomogło Autorce w wyodrębnieniu na badanym terytorium czterech regionów "gospodarczo-kulturowych":
żmudzkiego. auksztockiego (obejmującego jednak tylko północno-zachodni,! cz~ść Auksztoty jako historyczno-geograficznej
krainy), dzukijskiego i zaniemeńskiego.
Autorka przckonywaj,!co uzasadnia wyodrębnienie poszczególnych stref. Należy jednak
zauważyć, żc podkrcślaj'lc odrębność gospodarczą Żmudzi nietrafnie uznała, że w XVI w. specyficzną
cech,! temtejszej hodowli było znacznie liczniejsze pogłowie wołów niż koni (s. 41-45). Rejestry
dochodów hospodarskich z włości żmudzkich z lat 1537-1538, na których się oparła, wymieniają
konie w posiadaniu włościan tylko w tych wypadkach. gdy liczby tych zwierząt nie można było
przeliczyć na pełną liczbę soch wołowych 1~. Odstępstwa od tej reguły były niezmiernie rzadkie, co
wskazuje na ich przypadkowy charakter 19 Autorka przyjmując, że w rejestrach miano "socha
wołowa" oznacza z.awsze parę wołów, 7.naeznie zawyżyła liczbę tych zwierząt. W istocie relacje
liczbowe mi~dzy pogłowiem wołów a koni były na Żmudzi w XVI wieku zapewne podobne, jak na
innych tcrenach Wielkiego Ksi\=stwa, na co wskazują m. in. dane inwentarza Cytowian z 1555 roku 20.
W wiciu micjscach pracy Autorka z uwagą docieka, w jakiej mierze gospodarka hodowlana na
Litwie korzystala /. obcych wwrów, w jakiej zaś z rodzimych doświadczeJl. Dostrzega, że różne
innowacje w dziedzinie hodowli trafiły na Litwę z Zachodu i z ziem łotewskich 21. Zdaje się
IKKonie
(sochy k(\llskic)
przeliczano
w rejestrach
na sochy
wołowe
w stosunku
2: I. Stąd
np. przy włościaninie
posiadającym
'auk
i tfZ.y konie zapisy'wanu dwie sochy wołowe i jednego konia itp. Oryginały
rejestrów
znajdują
sir; w Bibliotece
Akademii
Rcpuhliki Litewskiej. H2
[24.
1'1
Rcjc:-:tr'l. ].o;lX roku odnotowuje
konie prz)' ponad \OSO gospodarzach,
lecz tylko przy kilku wymienia więcej niż jednego
konia.
PoJohnit:
sztuk~
tych '/wicrZ<It.
parę
V.'Oh'Wi
rcjc:str z 15.17 roku
wymicniaJ'fc
konie.:: przy
pUIl:Jd
tysiącu
gospodarzy
tylko
przy
kilku
wymienia
więcej
niż jedną
10 Akry i:(/lIIrajfmyie
~Vilt'nsJ,;oju A"l"hi('(Jw~/i(';t' .••k(~iu Kommissijeju
dla razhora driewnich
aktm'\i (dalej cyt.: AWK), t. XIV,
Wilno l XX?, nr 2..'\. 12-17. W ('ytowianal:h
w ogólnej liczbie zwierząt roboczych
należących
do chtopów woły stanowiły 590/0 a konie
..lI%. W dohrach slnłowyd\
hiskupa
wileńskiego w 153lJ roku odpowiednio 57% i 43%. zob. J. Ochmański,
PowsiUllie i rozwój
lalx/imdium
hiskul' ...•
'h'O \\'i!l'Ib/"ieao
(IJR7-1550), Poznań 196). s. 132.
.!I
Pr/.yv.k nauania winny pclniej llwzględnia( przenikanie na Lilwę innowacji (organizacyjnych. technicznych itp.)
w dzieuzinie
h()uow1i I I.iem polskich.
Prawdoplldohny wydaje się np. wplyw na ewolucjI; litewskiego budownictwa
gospodarczego
wZ\)fÓW podl'lskich.
co wyra/nic
sugeruje instrukcja
J. Łaszkowskiego
dla włości korszowskiej
z 1562 roku, zoh.: A WK, L XXV, Wilno
I X9X. s. 92.
288
natomiast prawic nie uwzględniać możliwości oddziaływania na gospodark" hodowlaną ziem
litewskich wpływów z sąsiedniej Białorusi.
Za bardzo konstruktywny element badali R. MerkieOl~ uważam konsekwentne stosowanie
rozróżnienia między hodowlą dworską (elitarną) a prowadzon<t przez włościan, przy jednoczesnym, stalym dostrzeganiu jego umowności. Autorka często podkreśla ścisłe związki w dziedzinie
hodowli między dworem a wsią. Nieraz można tu mówić nawct o swoistcj symbiozie. Tak np.
dworskie zwierzęta robocze często zasilały - w formie załogi - chłopski inwentarz żywy. Warto
też przypomnieć, iż w ramach powinności na rzecz dworu chłopi zobowiązani byli nieraz trzymać w swych zagrodach pańskie konie "putne", tuczyć woły i wieprze 22 Tego rodzaju kooperacja między dworem a wsią ułatwiała rozpowszechnianie si.,: umiej.,:tności hodowlanych. Nie
ulega wątpliwości akcentowany w pracy fakt, że dwory zwykle przodowały w modernizacji
hodowli, stanowiąc pod tym wzgl.,:dem wzór dla włościan. Można jednak przypuszczać, że
z drugiej strony dwór nieraz wprowadzał innowacje w swej gospodarce hodowlanej korzystając
z doświadczeń wsi.
Do zagadnień wymagających dalszej dyskusji należy kwestia granic chronologicznych
w dziejach hodowli na Litwie. Autorka na ogół nie wytycza ich dość wyraźnie. Zdaje się
wyodrębniać cały wiek XVII i pierwszą połowę XVllł stulecia jako okrcs regresu w gospodarce
hodowlanej; w kaźdym razie podkrcśla spadek pogłowia zwierząt roboczych jUl. w pierwszej
połowie XVIl wieku.
Z lektury pracy moźna wnioskować, że jakościowe przcmiany w dzicdzinic hodowli do końca
XVIII wieku nic były zbyt głębokie. Czytamy np., iż wyrób i sposób konserwacji produktów
mleczarskich w ciągu XVI-XVIII wieku niewiele się zmieniły (s. 107), co wzbudza zastrzeżenia
w zestawieniu z innymi uwagami zawartymi w rozprawic23
Zastrzec muszę, że generalnie skłaniam się do przyjęcia tezy o dużej sile tendencji konserwatywnych zarówno w hodowli, jak i w całej gospodarcc rolncj dawnej Litwy. Przykładem
oddziaływania tych tendcncji (wspomnianych też w pracy, s. I i), mo7.c być długotrwałc utrzymywanie się na Żmudzi zwyczaju zaprzęgania wołów do jarzma za rogi. Ta praktyka, wzbudzająca
zdziwienie już XVI-wiecznych obserwatorów stosunków żmudzkich, a za jawny anachronizm
uchodząca w XVIII wieku utrzymująca się jeszcze w XIX stulcciu 24 Tcn przyklad zastanawiający
jest szczególnie z tcj racji, iż pochodzi z tcrcnu Żmudzi, która pod względcm gospodarczym była
przodującym regioncm Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Rozprawa R. Merkiene oparta jest na obszernej i różnorodnej podstawie materiałowej.
Znaczną jej cz.,:ść stanowią źródła r.,:kopiśmienne, wyszukane przez Autork.,: w archiwach Wilna,
Kowna i Petersburga. Dostrzec można wprawdzie pewne braki w wykorzystaniu literatury
przedmiotu i publikacji źródłowych, ale nic zaważyły one istotnie na ostatecznych wynikach
pracy25 Autorka wydobyła ze źródeł obfity materiał statystyczny, starannie go opracowała
i przedstawiła w postaci 33 tabel. Odnosi się do niego z godnym podkreślenia krytycyzmem; tak
np. podkreśla, iż zaczerpnięte z XVI-XVIII-wiecznych źródeł dane o liczbie inwentarza żywego
w gospodarstwach
chłopskich są z reguły zaniżone. Bacząc na względną wartość informacji
źródłowych poddaje je wnikliwej analizie i ostroźnie formułuje wnioski.
22
Tuczenie
wieprzy
dworskich
bylo częstym
obowiąJ'.kiem
młynarzy_
O "karmieniu"
(••",.:ychowywaniu"')
wołów
pan'skich
zoo.: K. Jablonskis,
LielUrHki iod'fiai setlosios rasIlllil,1 kal/Joje, I dali.",: Tekstui, Kaunas
1941, s. 22,41. O hodowaniu
przez włościan
koni ,.pulnych" na potrzeby
dworu (i z pewnością te:i dla niego nal~i.ących}zob. np.: !starijm ArdJ}To.",. I. I: XVI amztllus Ueturos
iłil!('łHoriai, wyd. K. Jablonskis,
Kaunas
1934, nr 3, sZp. 22.
2j
p. z uwagą (s. \05-106) o stosunkowo
póżnym (w XVII wieku?) pojawieniu
się na Litwie tłul.:zck du masła (maślnic).
N Z Kroniki Sarmacyi
Europejskiej
Alexandra
Gwaynina:
t~'f1roflY ... , wyd. K. J. Turowski, Kraków
IK60, s. 214; ir6d/a
do
d::it!j{}\\' powstaniu
chlopów szawelskich
w 1769 rok!" wyd. W. Kula i 1. Leskiewio.owa,
.,Teki Archiwalne".
t. 5. Warsl.(Iwa 1957; M.
G[adon].
Opisanie
powiatu
re/szewskiego
... , Wilno
1846,
s. 101.
dla dóbr maynal'kil'il
i sz/achl'ckidJ
1958; t. II, Wrocław 1963. Z prac poruszających
zagadnienia
hodowli
na Lilwic pominięla
została
Ro:v.'ój {}ospodarki
Io/w(lf("ztlej
tul Linde;
Bia/urus;
do polowy
X V I "';l'ku, Poznań
1965.
2:- Zwraca
uwagę
pominięcie
Instrukcji
gospodarczych
OZ
X V II·X
I X wit'ku.
m.in. Ttlzprawa
t. I. Wrocław
S. Kasperczaka.
289
O szerokości
Jej rozprawy.
zarówno
paru
horyl.ontów
Dzi~ki
oświetlić
stuleci
l. dawna
-
R. Merkienć
swym
badaniom
niekiedy
prawic
dyskusji
prl.ez badacf.Y
tów pochodzenia
świadczy
już sam zakres
szerokich
granic
hodowli,
jak i przedstawić
genez~ wielu ;rjawisk w dziedzinie
puedmiolem
niedoceniane
badawczych
zakreśleniu
aż po dzień
dzisiejszy.
W swej pracy
w literaturze
naukowej,
podjęła
mimo
swego
istotnego
zdołała
w ciągu
zagadnień
i takie,
(np. kwestia
Autorka
ich rozwój
obok
również
znaczenia
chronologiczny
czasowych
b~dących
które
były dotąd
przetwórstwa
produk-
zwierl.~cego).
R. Merkienć
zastosowała
nowoczesną,
w powi'!Zaniu
z innymi
ukazuje
hodowl~
roślinną.
Z drugicj,
dając
litewskiej
kultury
materialnej.
pierwsl.ellstwo
interdyscyplinarną
działami
spojrzeniu
Rozprawa
metod~
gospodarki,
etnografa,
jest swoistą
badań.
a zwłaszcza
przedstawia
Z jednej
rolniczą
strony
produkcją
ją w kontekście
wyprawą
tropami
tej kultury
Autorki
stanowi
kwestia
dziejów
ku jej odległym
żródłom.
Swego
rodzaju
oś wytyczającą
kierunek
badań
się doświadczcli
z dziedziny
życia gospodarczego.
eksponowancgo
przesadnie
miejsca
perspektywy
wyniki
badawcze
swych
przenikania
szczcgółowych
badali.
wywoła
jcst
niem z 1933 roku.
badaczy
dziejów
na którą
w pełni
zasługuje.
serii
Adrian
Feoranowicz
z ż.ycia
worota",
Kaszczenko
kozactwa.
j<lk i etnograficzne,
enografom
przcśledzenia
na kultur.;:
i życic polityczne
Kaszcl.enki
Opowiadania
rok u i kolicl.ąc
sprawiły,
że w 1483 roku powstała
ukraińskiego.
Zdaniem
wolnej ludności
wyłącznic
Tatarzy
i Turcy.
wykształcenia
o niezależność
Ukrainy,
nie i politycznie
budowuje
Lud
bardzo
t.
LXXVI
Proces
przeciwko
rozwoju
świadomości
które
p,\I1stw,
bogatym
jak
nyzowe,
Weselka,
naj słynniejsze
czasie
która
był jednym
akademika
jego
Jawornickiego.
zawierają
bardzo
bogate
materiały
zarówno
w b<lrdzo
interesujący
sposób.
pieśni, fotografie
kozactwa",
i rysunki
dają
który
miał i ma
wojsku
zaporoskim
kozackim
niżowym,
ramach,
poczynając
od 1483
i wyjaśnienie
działania
czynników,
które
tego wydarzenia
z genezą
narodu
powstała
najeźdźcom.
kozactwa
Tymi
jako
przedstawiony
a kozactwo
wojskowe
najeźdźcami
został
jako
jako
aktywnej
walki
silnych
militar-
się nowych
Polska
Całą
koncepcję
i Rosja.
swoją
równoległy
czynnik
pojawieniem
historycznym
ugrupowanie
byli na początku
zaktywizowane
materiałem
historyczne
jest wznowie-
z najpopularniej-
Dimitria
Prace
Kiew
w szerokich
i powiązanie
ukraińskiej
wstało
takich
wskazanie
Sicz Zaporoska
walczącej
Jurkiewicz
Ukraińców.
Sicz Zaporoska
A. Kaszczcnki
ukrailiskiej,
z procesem
było
Jan
Kaszczenki,
się "mitu
o sławnym
Siczy Zaporoskiej
na rok u 1828. Celem
ludowej
ludowe
ksztaltowania
wpływ
historii
i kultury
życic kozackie
Adriana
głównie
gospodarczych
w nich
i etnograficznych:
silny
została
hodowli
kierunki
omawiającej
Wykorzystywał
procesu
dziejów
nie drukowano.
Ksi"żka
poświ~eona
rezultat
i wytycza
Adriana
w swoim
odzwierciedlające
folklorystycznych
jako
oświetleniu
zaporoz'ke
tak jak prace
A. Kaszczenki
Duży zbiór m<lterialów
wijs'ko
autorstwa
były I..nane prawic
eiek<Jwe spostrzeżenia
19
pro sławne
si~ praca
nowe
Uogólniając
w hodowli
opracowaniem
je w nowym
pl. "Zołoti
pojawiła
do ostatnich
bardzo
pory
że wśród
i jego utwory
możliwość
tej
należy,
Od l<lt trzydziestych
historyczne
do
dyskusj~,
W popularno-naukowej
szych pisarzy
najpcłniejszym
Opowidannia
wniosków.
przemiany
choć nie
odsłaniając
doświadczeń.
przedstawia
Oczekiwać
na Ukrainie,
widzi
rozpowszechniania
centralnego,
pożyteczne,
generalizujących
Litwie,
Adrian K a s ze z e /I ko,
1992, ss. 271. il.
wydarzenia
się naukowo
Autorka
wspomnianych
na
ożywioml
okazało
temu zagadnieniu
na sformułowanie
spostrzeżeń
rozprawa
gospodarczych
dalszych
Litwy
i pozwalając
si~ i kumulowania
Recenzowana
zwierz,!t
w pracy,
Nadanie
i folklorystycznym.
Kaszczenko
Autor
uważa;
podże
290
wraz
z rozwiązaniem
o wolność
niżowego
Ukrainy,
która
Pracę swoją autor
procesie.
Wywodząc
próbuje
uzasadnić
wojska
swój
zaczyna
od wyjaśnienia
początki
narodu
ślad
genezy
się narodu
i możliwościami
przestały
tradycje
narodu
ukraińskiego
Rusi
które
zbrojnej
walki
i roli kozactwa
w tym
folklorze.
z czasów
ukraillskiego
komunikacji,
istnieć
w ukraillskim
ukraińskiego
tezę wyodn;bnienia
ka geograficznego
zaporoskiego
pozostawiła
Kijowskiej
powiązan,!
spowodowały
A. Kaszezenko
z warunkami
formowanie
środowis-
się odrębnych
wschodniosłowiańskich
grup
etnicznych.
Uzupełniając
materiał
historyczny
folklorystycznym
autor
także
codzienne
życic kozackie
w Siczy,
rekonstruuj,!c
je na podstawie
próbuje
pokazać
również
swoich
własnych
kozacką
ułatwia
czytelnikowi
W następnym
ukraińskich
wiele
autor
nic zapomina
jednak
Tureckim,
itp.
powstawania
Bardzo
w latach
rycznym
bardzo
uroczystość
tyczne
1681-1709
wyraziście
złożenia
tradycji
kozackiego
Autor
odmienny
dzieli
i innych
wydarzeń
w życiu kozactwa,
Kaszczenki
Kozacy
zaporoscy
powa7.ną
fenomen
państwu
próby
różnych
rolę w ruchu
analizy
grup
byli
takich jak
główną
Chmielnic-
jako
zbiorowości.
takich
jak:
kozactwa
kozackich,
walec o niezalcżność
i przywileje
w latach
Na szcrokim
1710-1734.
hajdamactwa.
rosyjskiemu,
Interesuj'!co
dostrzegając
sił,!
Bohdana
opisuje
kozak
wojska
za-
tle histo-
A. Kaszezcnko
w nicj ccchy charakterys-
kozactwa
ikonografia
i upadek
daj" dobrc
zresztą
dopuszczalny
cie po
materiały
w pracy
przez
kiedy
bowiem
Ukraina
nowego
z nadzwyczaj
rekonstrukcji
wykorzystane
uznając,
Rok 1828 postrzega
i powstanie
w połączeniu
źródeł,
Zaistniała
na 7 okresów
kozactwa
niżowego
nowe możliwości
teraz,
tle historycznym,
i życia kozackiego.
A. Kaszczence
Kaszczenki
A. Kaszczenko
pisze o dzicjach kozactwa
w ramach
ich broń,
konie a takżc wiadomości
o dawnych
mo7.1iwości rekonstrkcji
okresic.
rozwój
typ wydarzeń
Bogata
kiem.
w czasach
chłopskich
kozactwa
ujęte na szerokim
w tym
zaporoskiego
A.
kozactwa
A. Kaszczenko
i ostatnim
rozdziale
Wygląd
Kozaków,
i przywilejach,
zwyczajach
roli
w powstaniach
kozackiej.
W przedostatnim
państwa
rosyjskiego.
życia
wierności
terminologię
na Zaporożu.
poświęca
i odegrali
i upadkowi
przedstawił
hołdu
uwagi
życia
Kozaków
i określenia
rejestrowy,
wypiszczyk,
itp.
Kolejne rozdziały pracy poświęca
poroskiego
ówczesnego
w tym rozdziale
przydomki
Wprowadzając
na udział
odnotować
Zdaniem
dokonano
typowe
dużo
uwagi
Rady Perejasławskiej
interesująco
przedstawiono
etnograficznych.
i zrozumienie
A. Kaszczenko
Skierowawszy
z Imperium
sprawczą
kiego.
i materiałów
poznanie
rozdziale
ł Rzeczypospolitej.
walka
spostrzeżell
kozactwa
popularno-naukowej,
Warto
uzyskała
konieczność
państwa
interesuj,!cym
życia kozactwa.
autora.
że w każdym
jako datę, która
który
nicpodległy
odmiennego
spojrzenia
z folkłoru
pracy.jest
jednak
podkreślić,
daly
brak wskazania
uniemożliwia
że powtórnc
byt
istniał
na kres
rosyjskiego.
materiałem
Słabością
okresie
wskazuje
sięgnię-
wydanie
pracy
państowy,
nic jcst
przypad-
historię
Ukrainy
i narodu
na
ukraińskiego.
WladyslalV
A.
na01CJl'tTj,
Aromunów
r.
z Aminciu,
Cdl1li,ti Armdne$ti
Metsovo),
di-Aminciu.
TomKo I nohrtajlol,
Bielecki
BACąlKIl r(!~l'()/j()ta TO/) Mn(Jó/JoIJ (pidlli
t. I, EKliom;lś
rr.polJ.
A9TJvU 1988, ss. 158.
r. A. nablCJl'tT], Ciinti,ti Fiirserotesti.
T(!ay()/iliw Ipapallplwrwv
- Ap/II1VIW/I}Jixw1' (Pidni
Faraerolów
- Arwanitowolochów),
ToniKoI nO).,r/(JjlOI, t. 2, E'tUlplllŚ ApCJlllUV1KOU(BAaX1Kou)
nOA1'tlallotJ,
Do
rąk
opracowane
Tom
A9TJva
1991, ss. 166.
naszych
trafiły
przez Georgiu
pierwszy
zawiera
ostatnio
Padioti,
przede
dwa
opatrzone
wszystkim
zbiory
pieśni
przezell
przykłady
Aromunów
z Półwyspu
Bałkańskiego,
komentarzem,
słowniczkiem
i fotografiami.
Aromunów
z położonego
folkloru
grupy
291
w górach Pindos miasteczka Metsowo (arom. Aminciu), drugi zaś to wybór tekstów folklorystycznych mikroetnosu Farserotów, zwanych również Aromunami albańskimi (gr. Ap~aVtW~Aaxot).
Obie publikacje zasługują na szczególną uwagę ze względu na swoje nowatorstwo i wyjątkową
szczupłość dotychczasowych informacji o etnicznej grupie Aromunów, ich historii i kulturze. Mogą
one stanowić istotny przyczynek do badań w zakresie etnografii, etnolingwistyki, etnomuzykologii,
folklorystyki, studiów nad mniejszościami etnicznymi (tzw. minority studies), oraz szeroko
rozumianej ba/kanistyk i.
Autor opracowall zaopatrzyl je w wyczerpujące przedmowy w językach greckim, aromuńskim
i francuskim. Zawierają one podstawowe informacje o Aromunaeh, ich historii, pochodzeniu,
rozmieszczeniu, języku, muzyce, folklorze i tradycjach z nim związanych. W tekstach widać
doskonale emocjonalne zaangażowanie autora - Aromuna pragnącego ocalić od zapomnienia
fragment tożsamości własnego ludu. Opinie autora dotyczące pochodzenia i historii Aromunów
nie są wolne od subiektywizmu, tak właściwego przedstawicielom małych grup etnicznych
stojących na krawędzi zagłady kulturowej, dla których pamięć o wielkich momentach własnej
historii i niegdysiejszej świetności stanowi ostatni często bastion świadomości etnicznej odrębności.
Aromuni, zwani po polsku również Wołoehami, są jedną z wielu grup etnicznych zamieszkujących Półwysep Bałkański, przede wszystkim Grecję (góry Pindos, Gramos, Epir, Tesali\
i Meglen), południowo-wschodnią
Albanię, południową Macedonię, południowo-zachodnią
Bułgarię, oraz jako emigranci (czy też repatrianci) - Rumunię. Liczebność Aromunów (użytkowników języka aromuńskiego) szacuje się obecnie od 50 tysięcy (Winnifrith, 1987, s. 7), 100 tysięcy
(Gunnemark,
1991), 110 tysięcy (Rikman, 1988), do ponad 350 tysięcy (Mańczak, 1988).
W recenzowanych pracach Padioti'ego brak danych liczbowych dotyczących ludności aromuńskiej. Dyskusyjna jest również kwestia statusu i przynależności genetycznej etnofakru (bądż
etnolektów) używanych przez poszczególne grupy Aromunów. Aromuński klasyfikowany bywa
jako odrębny język (Gunnemark, 1991). Padioti nazywa język Aromunów dialektem proto-rumuńskim, wywodzącym się z łaciny ludowej, ze znacznymi wpływami z języka illiryjskiego
(który dał początek współczesnemu albańskiemu). Inne żródła jako ojczysty dla Aromunów podają
macedorumuński dialekt języka rumuńskiego (Rikman, 1988; Majewicz, 1989). Mańczak (1988)
oprócz tego ostatniego podaje również meglenorumuński, jako dialekt rumuńskiego używany
przez Wołochów w okolicach Salonik (z kilkunastoma tysiącami użytkowników). W innych
opracowaniach megleński wymieniany jest jako jeden z dialektów aromuńskiego (Winnifrith, 1988,
s. 22). Prawic wszyscy Aromuni są dwu- lub trójjęzyczni, posługując się prócz własnego etnolektu
również greckim w Grecji, albańskim w Albanii, rumuńskim w Rumunii, czy macedońskim
i serbochorwackim w Macedonii.
W zakłopotanie wprawiać może również wielość etnonimów nadawanych ludności aromuńskiej. Najczęściej jako synonimy stosowane są nazwy Aromunów i Wołochów (ang. Aromoulles,
Vlachs; franc. Aroumaines, Valaques), czasem również Kucowołochów. Rikman (1988) wymienia
następujące etnonimy: MaKCÓOllcKlte pyMblHbl, lJUlllJapbl, KYlJoeAaxu, tjjapUlepombl. We wstępie do
drugiej z recenzowanych prac Padioti wyjaśnia, że nazwa Farseroci (arom..fiir:ferol) obejmuje tylko
jedną z grup Aromunów zamieszkujących Półwysep Bałkański, zwaną inaczej Arvanilo- Vlahi
(albańscy Wołosi), Caraguni (zhellenizowani); Albańczycy zaś zwą ich Ramani (Rzymianie) lub
Ciobani (alb. "pasterz, owczarz").
Literatura dotycząca Aromunów i ich języków, choć stosunkowo bogata, ciągle nie znana jest
szerszym kręgom badaczy. Wśród opracowań historycznych na największą uwagę zasługują
opracowania Weiganda z 1888 oraz Winnifritha z 1987 roku.
W recenzowanych pracach autor traktuje historię tylko jako tło powstawania bogatego
folkloru Aromunów. Dość szczegółowo omawia jednak historię i etymologię ludową wyjaśniającą
pochodzenie i nazwę tego etnosu. Jak już jednak wspomniano, szczególnej wartości nabierają
omawiane prace przede wszystkim ze względu na zawarty materiał językowy i folklorystyczny. Oba
tomy zaopatrzone są na wstępie w szczegółowe omówienie zastosowanego zapisu ortograficznego.
292
Ponadto tom pierwszy zawiera obejmujący około 1300 hasel słowniczek aromuńsko-grecki.
szczególnie przydatny przy analizie tekstów. Jego wartość podnosi brak ogólnodostltpnego
słownika i gramatyki aromuńskiej.
Główny trzon tomów stanowią teksty pieśni aromuńskich wykonywanych przy rozmaitych
okazjach. Tom pierwszy zawiera następujące gatunki pieśni: bożonarodzeniowo-noworoczne
(gr.
Y.UAUVTU, arom. kolinde),
kołysanki, wielkanocnc, heroiczne i historyczne, weselno-zaręczynowe.
miłosne, pieśni śpiewanc "na obczyźnie", satyryczne dwuwicrsze epigramatyczne, picśni pasterskie.
góralskie, żałobne oraz opis obrzędów pogrzebowych i żałobnych. Znakomita wiltkszość tekstów
w tym tomie wyposażona jest w tłumaczenia na język grecki. Tom drugi, niestety, jest wyłącznie
jednojęzyczny. Brak już tłumaczeń pieśni; zaopatrzone są one jednak w krótkie uwagi słownikowe
i merytoryczne po grecku, umieszczonc po każdym z utworów. Tom ten zawiera pieśni: dzieciltce.
miłosne, wojenne, wędrowne, żałobne oraz liryczne. Istotną wadą obu tomów jest brak zapisu
nutowego zamieszczonych picśni; dla badań etnomuzykologicznych jednak wielce pomocny może
okazać się komentarz muzykologiczny zamieszczony przez autora we wstr;pie do tomu drugiego.
Istotną wartość poznawczą mają również zamieszczone fotografie (około 30), przede wszystkim osób, o charakterze etnograJicznym i w kilku wypadkach archiwalnym.
Publikacja obu zbiorów ma niewątpliwie charakter apclu o przestrzeganie praw mnicjszości
etnicznych w Grccji. Świadczy o tym opublikowany jako aneks do drugiego tomu fragment
"Resolution sur les langues et cultures des minorites regionales et elhniques de la Communaute
europeenne" w j9zykach francuskim i greckim. Charakter ten poświadczony jest również we
wstępach do obu tomów, gdzie mowa o nieocenionej roli, jaką odegrały niegreckie grupy etniczne
w kształtowaniu współczesncj kultury i historii politycznej państwa greckiego, a o której to mli tak
cZltsto zapominają Grecy i ich władze 1.
TiJll1aSZ Wichakiewie
Publikacje
Koła Zainteresowań
Kulturą
Ormian (3).
Koło Zainteresowań Kulturą Ormian (KZKO) przy warszawskim oddziale PTL już od lat
dziesięciu prowadzi godną najwyższej pochwały działalność wydawniczą. Pisałem już o niej
w poprzednich dwóch tomach "Ludu", piszę też w niniejszym, gdyż działalność ta nie ustaje.
W roku 1991 i 1992, a więc w okresic, gdy prezesem KZKO pozostawała Małgorzata
Axentowicz-Sokołowska, a jego opiekunem z ramienia PTL Leon Ter-Oganian, ukazało się znów
kilka publikacji poświęconych Armenii i Ormianom. Te skromnie wydane i o niskim nakładzie
broszury i książki są pilnie poszukiwane przez coraz liczniejszych w naszym kraju armenofilów.
Najpierw chciałbym zwrócić uwagę na książkę Aleksandra Chećki, Armenia na w/a.me oczy.
Jest to reportaż ukazujący Armenię i jej mieszkańców po trz9sieniu ziemi, które następilo 7 grudnia
1988 roku. Daje on nam okazjr; poznania Ormian podczas kolcjnej w ich dziejach tragedii.
Jeszcze smutniejszych faktów z ich historii dotyczy mikropowicść Bohdana G9barskiego.
Morituri. Opowie.\:(' 01915 r. Jej podtytul tłumaczy wszystko, w roku 1915 rozpocz9ły Si9 bowiem
w Turcji masowe mordy na ludności ormiańskiej, w efekcic których według najostrożniejszych
szacunków zginęło półtora miliona ludzi. G9barski, wybitny znawca spraw ormialiskich, nie
ogranicza się do samego przedstawienia wydarzeń, które mogły zaistnieć w owym 1915 rok u, stara
się także wniknąć gł9boko w psychikę swych bohaterów, ukazać najskrytsze motywy ich działania.
l
Publikacje cytowane: E. V. Gunnemark, Arumallian. w: Cowllrics, peoples mill their lall~u'ą.J('.'i.Thl' y"lJlinnuistic !wr:dnook.
Geolingua, Gothcnhurg 1991; A. F. Majewicz, Jfzyki j:wiutu i ich klusyflkmwmie.
PWN, Warszawa 19X9: W. M ariC7.ak. J'j~.rJ.:
rumuński, w: Jrzyki indoeuropejskie, pod red. L. Bednarczuka. I. 2, PWN, Warszawa
19XX: E. A. Rikman.
Awmun)'. w: Nmody mira.
!storiko-elrwgrajiczeskij sprawoanik, pod red. lu. \V. HromJeja, SowieIskaja Enciklopedija. Moskwa 19XX: G. \Veigcwd Die
Aromlmcn, 1. 1-2, Leip7.ig 1888: T. J. \Vinnifrith. The Vlach'i: The Hislory of a Uli/kan P('(}pk. DucbVt)Tth.
I.ondon
1987.
293
Proza Gęharskiego to nie jedyny przykład zainteresowania literatury polskiej Ormianami.
O innych czytamy w jednym ze szkiców zamieszczonych w Rozmaitościach
polsko-ormiwiskich
Zbigniewa Kościowa. W tym zbiórku przeczytać można poza tym o dwóch polskich kompozytorach ormiańskiego pochodzenia: Józefie Nikorowiczu i Karolu Mikulim, a także o znanym
fotografiku Stanisławie Hoberze.
Zbigniew Kościów, autor niejednokrotnie już wydawany przez warszawskie KZKO, przyczynil si.,: nadto do wydania Zapi8kliw podróżnych Symeona Lehaey (Szymona z Polski). Ówże
Symeon żył na pr/.ełomie wieku XVI i XVII w Polsce, aczkolwiek młodość spędził na
pielgrzymkach do miejsc świętych. Osiadłszy wreszcie we Lwowie jął spisywać swoje wspomnienia
z podróży po krajach śródziemnomorskich
i po Bliskim Wschodzie. Kościów wybral i spolszczył
tylko pewne fragmenty dzieła Symeona, które dotyczą Ormian. Otrzymaliśmy bardzo ciekawe
przyczynki etnograficzne, dotąd nieznane w Polsce, choć w kraju tym napisane.
W ostatniej kolejności omówię Słownik pisarzy radzieckiej Armenii, napisany przez Artdrzeja
Pisowicza. Zawiera on biogramy około 100 pisarzy i krytyków literackich, którzy tworzyli
w Związku Radzieckim. Książka ta bardzo rozszerza naszą wiedzę o malo znanej literaturze
ormiańskiej (także dzięki l'o8/owiu Jerzego Szokalskiego). Zachwyca w niej ogromna erudycja
autora, wybitnego wszak armenisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czytając zamieszczone
w Słowniku .. życiorysy pisarzy, i:ałuje się, że tak mało jest polskich przekładów z literatury
ormiai1skicj. Być może ukażą się one kiedyś jako kolejne publikacje warszawskiego KZKO.
Grzegorz
Pe/czyński
