ab783517f2206f8fb1e35f22eb144af1.pdf

Media

Part of Recenzje / LUD 1993 t.76

extracted text
Lud,

t.

76, 1993

III. RECENZJE

CIIIlCl'pluali:ill!/

slIciely,

pod red. Adama Kupera,

Routledge,

London

1992, ss. 152.

Z kilku powodów kktura książki Conceptualizing society zasługuje na szczególną uwagę. Po
pierwsze, stanowi ona jedn'l z cyklu publikacji zawierających materiały z I Kongresu Europejskiego Stowarzyszenia Antropologów Społecznych (EASA), który odbyl się w 1990 roku na
Uniwersytecie w Coimbrze. Jednym z dyskutowanych tam problemów były antropologiczne
koncepcje społeczeństw pierwotnych. Omawiana książka jest owocem tej dyskusji. Jej redakcji
dokonał Adam Kuper, on też jest autorem obszernego wprowadzenia. Współautorami tomu są:
Frederik Barth, Maurice Bloch, Daniel de Coppet, Philippe Descola, Ulf Hannerz oraz Marylin
Strathern. Wszyscy oni nal6ą do grona najznakomitszych współczesnych antropologów europejskich, co z pewnością również decyduje o znaczeniu Conceptualizing sociery. Nie jest to wszakże
powód ostatni.' Otóż problem, jaki poruszają wspomniani autorzy, stanowi jcdno z fundamcntalnych wyzwań, przed którymi stoi obecnie antropologia. W istocie jest to pytanie o to, co
dyscyplina ta może wiarygodnie ustalić o klasycznym przedmiocie swych badań, czyli o społeczeństwach pierwotnych.
W swym wprowadzeniu Kuper przypomina ogólne założenia pozytywizmu antropologicznego. Zgodnie z nimi antropolog najpierw odkrywał, a póżniej nadawał sens obcemu doświadczeniu. Towarzyszyło temu przekonanie, że działo się to bez utraty jego szczególności, a możliwość
obiektywnego poznania i opisania badanych społeczeństw, ich konceptualizacja, nie była kwestionowana. W efekcie rozwoju podejścia relatywistycznego oraz przełomu postmodernistycznego
paradygmat ten został podważony. Nowc pokolenie antropologów
zanegowało tradycyjny
schemat postępowania naukowego. Zwrócili oni uwagę na istnienie zasadniczych rozbieżności
pomiędzy modelami tworzonymi przez "obscrwatorów" a modelami samych "aktorów". Ich
przyczyn upatrywano w kontekstowośei kultur, uwikłaniu badaczy we własny kontekst kulturowy
oraz niemożności adekwatnego przekładu międzykulturowego. Postmoderniści kwestionują zarówno wartość samych materiałów ctnograficznych, jak dokonywanych w oparciu o nic studiów
porównawczych i ogółnych teorii kultury. Konsekwencją jest negowanie możliwości badania
i poznania "obcych" kulwL
Antropologowie reprczentowani w tym tomie zajmują bardziej konwencjonalne stanowisko.
Ich zdaniem etnografia dostarcza danych, które mogą być w różny sposób porównywane
i analizowane. Umożliwia to podcjmowanie szerszych projektów, które łączą w sobie materiały
etnograficzne ze stanowiskiem teoretycznym. Nie znaczy to jednak, by akceptowali oni paradygmat modernistyczny. Przeciwnie, tym co łączy ich stanowiska jest przekonanie, iż bez rewizji
dotychczasowych ustaleń dotyczących spoleczeństw pierwotnych, ich poznanie i zrozumienie jest
niemoi.liwe. Za szczególnie ważną autorzy ci uważają konieczność odrzucenia przez antropologię
etnocentrycznej perspektywy postrzegania stosunków i struktur społecznych. Ona bowiem stanowi
główne źródło wspomnianej sprzeczności pomiędzy modelami obserwatorów i autorów. Jak wobec
tego konceptualizować odmienne od naszych systemy społeczne i kulturowe?
Daniel de Coppet, nawiązując do propozycji Durkheima i Dumonta, zwraca uwagę na to, że
antropologia winna koncentrować swoją uwagę na zbiorowym, f)onadjcdnostkowym wymiarze

228
życia społecznego.
wspólnie
tylko

W nim bowiem

podzielają.

indywidualistyczna

stkowego
główne
etnologa,

system

jak chcieliby

rzecznicy

wyrażane.

Zachodu

umożliwia

teoretyczne

Jednostka

jawi siC;jako
Jcst

zważa,

struktur,,:.

Wyrażająca

wydzielenie

jest

wówczas

stanowisko
wydzielić

przedstawiana

jako

podejrzanego.
rrancuskiego
tych nie da się.

Wartości

I. działań,

gdyż. w nich właśnic

dla

dancgo

je jednostka

stanowi

całości.

Antropologia,

o ile

pragnie

zachować

zdolność

do

teoretycznych,

winna

porównywać

ze sobą

właśnie

systemy

wartości,

a nic sztucznie

De Coppet

twierdzi,

że tylko

sposobów

konceptualil.Owania

nawiązuje

w swym

elementy

tywa

zbliżyć

ciwych

dla

Do

nas może
wspólnot

relacji

Według

praktyki

społecznej.

do zrozumienia

jcdnostka-społeczełlstwo
stojącą

rozumienia

terminu

"społeczcństwo".

graficznej

dotyczącej

tego obszaru.

tworzone

przez

wyspiarzy.

Teoriom

badaczy

przed

od sposobów

Melanezyjką

traktowane

społecznych.

psychologicznym),

alc -

co podkreśla

tylko w procesie

socjalizacji,

który

badawczą

stawało

CG prawda

-

włączał jednostkę

pełny

wymiar

i tożsamość.

Śmierć

dałej

trwały

nieprzerwanie.

Wcdług

katcgorią

służącą

konceptualizacji

"aktor

społeczny".

lecz sam
jako

i dekompozycji

scnsie,

holistycznc

strukcji
modernizmu.
Philippe
Descola,
dla naszych

tez

relatywizmu

szukiwanie

zasad

Można

odkryć

je

cząstkowym

autorki

wykluczała

j" z tych
ccntralną
ale

jakicgoś

istnicjącego

nim

szerszego,

konieczność

sposób,

stosunków

społecznych

intuicyjnym

charaktcrze.

uważa,
prowadzą

że zadaniem

różnorodności

uniwersalnych

myślenia,

nego.

Mimo

pozornych

różnic

wizje tc, na pewnym

wo. Zdaniem

Descoli,

dotyczy

ono

Uwal.a,

poziomie,

wszystkim

to

dekon-

aktorów

mogły

ich słabości

Pozostając
antropologii

kulturowej

wii'jach
daleko

on

wobec
jcst

po-

rzeczywistości.

społccznych,

wykazuj,!

stanowić

upatruje

sceptycznym

konstrukcji

w ludowych

sposobów

do

i zbli;;.a do postulowanej

źródeł

struktur

zawartych

klucza
że mimo

w tym

do uporządkowanej

analizowania

s<! objawiane

przynajmniej

by modele

i często
które

stosunków
kompOZYCJi

on uniwcrsalnego

postmodernistyczncgo,

Głównych

przede

społeczne

społecznego.

społecznych.

badanie

stosunki

życia

nic sądzi,

osoba

widać jak dalece model też różni

teorii

Descola

ułoŻl:nia

nieustannej

żc nic stanowi

świata

Każda

ów proces

w jaki

poza

ją ze wszystkmi.

ponowncgo

Właśnie

W tej perspektywie
jednak,

że

społecznych.

Melanezyjczyków

społecl.I1ych.

niż Strathern,

sposobów

siC; ku stanowisku.
stosunków

ostatccznc
dla

W takim

z całokształ-

całość (np. w aspekcie

skłaniała

łączących

kulturowych,
poprzez

potcncjalną

i rclacji

pojęciowego
nie

utożsamianc

stosunków

społecznych

własnych

społeczeóstwo

modelem

-- jednostek.

części

zatem

przez samych

ani społeczeństwo.

konceptualizowania

przeciwnie

społccznych

elllo-

się modele

nie jest ani jcdnostka,

ich już łączyć.

widzenie

różniły

świat

podkreśla

dla teorii

sposobu

do litcratury

zmienny

oznacza

sposobów

drogę

w ich niespójności,

cZl;śeią

Strathern.

siC; holistycznym

z części

Strathcrn

Marylin

niezależ.nych

zdaniem

Strathern

może on wskazać

alternatywę

własny,

nie mogą

stanowi

on

w życiu Melanezyjczyków.

tubylczych

że odrzuca

jest

suma

Jej śmierć

osób

się od tradycyjnego.
zrozumienia

Nie

ucieleśnia

gdyż zmarli

i urzcczywistniane

właś-

przyjc;tego

bardzo

stosunków

natomiast

życia spolccznego

czasowa

współpracuje.

żywymi,

z nich
perspek-

społecznego

się ona

w sieć zewn,,:trznych

które

między

modeli

holistyczna

również

jak

antropologia

ona

z którymi

tworzenia

życia

posługiwanie

część stanowiła

autorka

uzyskiwała

jest

wskazuje

się właśnie

każda

cscju

całość złożona

stosunków,

społeczeóstwa,

taka,

odwołuje

Strathern

ono było jako

tem stosunków

traktowana

tylko czc;ść bardziej

zwcryfikowanie

konceptualizowania
zarzuca

kategorią

-

jcst

Na tym przykładzie

modernistycznym

w którym

antropologią

Będąc

ujęciu nadrzc;dną

osoba



tworzą

tradycyjnych.

niej, koniccznością

społeczeństwa,

w tcj hierarchii

systemu

wartościowej
wydzielane

że

jedno-

bl,,:dne. Zdaniem

charakterystycznc

uważa,

aspektu

moraInic

zasad,,: życia społcczncgo.

że wartości

danej społeczności
Dc Coppet

coś zcwnc;trzncgo,

to jednak

indywidualistycznej,

De Coppet

uporządkowaną

społecznej.

strukturalną

socjologii

członkowic

życia społeczncgo.

wyimaginowanego.
stanowi

którc

moderator

a "społeczeństwo"

wartości

są wartości,

główny

rzeczywistości

wartości,

czy wrc;cz całkiem

one

ideologia

z całokształtu
źródło

kształtowane

One też stanowią

lecz na

drodze

życia

społecz-

idące podobieńst-

konccptualizowania

relacji

po-

229
mi~dzy społcczeIlstwcm i natur,!. Wnioski swoje, nawiązujące do racjonalistycznego stanowiska
Lćvi-Straussa, sformulował w oparciu o badania prowadzone wśród trzech ludów Amazonii.
Wspólną cechą ich socjologii jest właśnie nasycenie elementami ekologicznymi oraz włączanie
ludzi i zwierząt w jedno pole społeczne. Systemy, które w podobny sposób ujmują relację między
czlowiekiem a środowiskiem, proponuje nazywać animicznymi. Descola uważa, że badania
antropologiczne powinny mieć na celu analityczną rekonstrukcję podobnych zasad kult}Jrowych.
Może stać si~ to podstawą rcgionalnego (np. Amazonia), czy nawet uniwersalnego porównania
oraz tworzenia ogólnych tcorii kultury.
Nacisk na konieczność badania tubylczych sposobów myślenia kładzie również w swym
artykule Maurice Bloch. Uważa on, że tradycyjne monografie terenowe były zawsze obce lub
całkowicie nie7fozumiałc dla czlonków opisywanych społeczeństw. Jego zdaniem działo się tak
dlatego, że antropologowie powszechnie zakładali, że to co informatorzy mówili o społeczeństwie,
było tożsame ze sposobem w jaki je konceptualizowali. Według Blocha tak jednak nie jest.
Podobnie jak konekcjoniści twierdzi on, że modele te nic posiadają logiczno-zdaniowej, lineranej
struktury języka, lecz stanowią wysoce złożone i zintegrowane zespoły znaczell. Nie poddają się
przy tym badaniom wprost. Antropolog może je poznać tylko w efekcie długotrwałego pobytu
wśród badanego ludu, w trakcie którego, dzieląc te same warunki życia, zdoła zinternalizować
wiedz~ leżącą u ich podstaw. Bloch wskazuje na przykład swych badań prowadzonych wśród ludu
Zafimaniry z Madagaskaru i twierdzi, że na sposób w jaki konceptualizują oni rzeczywistość
społeczną składaj,! si~ zintegrowane ze sob,! modele mentalne, dotyczące takich rzeczy jak: "dom",
,.małżeIlstwo", "drzewa i las", "kobiety i mężczyźni" oraz "ludzie". Na przykład uważa on, że
Zafimaniry myślą o dorastaniu społecznym w kategoriach procesu, który dotyczy zarówno ludzi,
jak drzew i domów. W ich sposobie myślenia stosunki społeczne należą bowiem do tego samego
porządku co procesy naturalne, a ludzie powiązani są ze środowiskiem. Bloch twierdzi, że
wychodząc od prostych spostr7.eżeIl dotyczących tego jakie są rzeczy (np. dom lub drzewo), można
stopniowo zrekonstruować podstaw~ tubylczej konceptualizacji stosunków społceznych. Nic da się
tego natomiast osiągnąć na drodze skłaniania informatorów do retrospektywnego racjonalizowania ich działall. Jest to niemożliwe, gdyż wi~kszość wiedzy, zwłaszcza tej dotyczącej życia
praktycznego, zorganizowana jest w sieć modeli mentalnych.
Descola i Bloch w swych pracach odwołują się do przykładów ludów izolowanych
i niewielkich, których członkowie żyją w podobnych warunkach i mają podobne doświadczenia.
Ulf Hannerz uważa, że takie "prototypowe", ograniczone społeczeIlstwa, stanowią we współczesnym świecie ogromm! rzadkość. Zdecydowana większość społeczeństw jest bowiem obecnie
poddana globalnym procesom komunikacji i transmisji międzykulturowej.
Dla antropologii
oznacza to konieczność zmiany przedmiotu badań. Zdaniem autora etnograf, choćby pracował
w najbardziej nawet izolowanych zakątkach świata, staje dziś wobec zadania ukazania wpływu
szerszych, zwykle obcego pochodzenia, struktur na życie społeczne badanych ludów. W sytuacji,
gdy doświadczcnia każdego z nas, tak obserwatorów jak aktorów, dotknięte są globalnym
procesem społecznym, a wartości kulturowe mogą swobodnie zderzać si~ i mieszać ze sobą, nic
można już dłużej mówić o specyficznych regionach kulturowych czy lokalnych strukturach
społecznych. Należy dostrzegać przenikanie wartości, zróżnicowanie postaw będące wynikiem
wielości doświadczeri i kontaktów. Według Hannerza przydatna w tym może być analiza powiązań
sieciowych. Pomaga ona zrozumieć istniejący pluralizm i wielość działań. Pozwala także unikać
uprzywilejowania lokalnych stosunków społecznych wzgl~dem wi~zi o szerszym zasi~gu, przedkładania skali "mikro" nad "makro". Procesom tym sprzyja istnienie krajowych i międzynarodowych stosunków gospodarczych oraz multimedialna komunikacja. Hannerz postuluje więc
odejście od badaIl "społeczeIlstw" na rzecz "sieci społecznych". W takiej perspektywie proces
globalnego przenikania możc być traktowany jako sieć sieci.
W podobnym kierunku zmierzają wnioski Frederika Bartha. Stwierdza on, że tradycyjne
stanowisko antropologii, zakładające podział ludzkości na ograniczone językowo i kulturowo,

230
homogeniczne wspólnoty lokalne, zawsze było fikcją. Zgodnie z nim, mieszkańców jakiegoś
regionu określano terminem "społeczeństwo", a w dokonywanych opisach ich struktur społecznych
stosowano perspektywt; holistyczną. Towarzyszyło temu przekonanie, je ludzie ci uczestniczą
w jednorodnym
procesie kulturowym. Zalożenia te były jednak fałszywe. Zdaniem Bartha
w rzeczywistości jest tak, że "społcczeństwo" jest zawsze otwarte i nieuporz,!dkowane. Nie należy
więc poszukiwać w nim powtarzalności i norm, ani prostych schematów podejmowanych d,.iałań.
Swoistymi "antynormami" s,! bowiem bikulturalizm, sceptycyzm i ci,!gły proces adaptacji do
zmieniającej się sytuacji. Dla udowodnienia swej tezy autor odwołuje się do etnograficznego
przykładu mieszkańców regionu Harat z Afganistanu. Twierdzi on, że w tym przypadku
zastosowanie klasycznego modelu społeczeństwa całkowicic zawodzi. OkaZUje sit; bowiem, że jego
rzekomo niezmienne i stałe parametry, tak ie jak: trwałość instytucji, dzielenie wspólnego sposobu
życia, czy jedność struktur politycznych i religijnych, w ci'!gu ostatnich kilkudziesit;ciu lat
zmienialy się wielokrotnie. Gdyby więc, zgodnie z tradycyjnym schematem, poszukiwać jakieg~ś
uporządkowania stosunków społecznych i ich regularności, to nic bylibyśmy w stanic wytłumaczyć faktu, że - mimo braku tych elementów - mieszkańcy Harat w dalszym ciągu stanowią
wspólnotę. Można to osiągnąć jedynie wówczas, gdy odejdziemy od zintegrowanego, holistycznego
modelu i zaczniemy myśleć o społcczeństwie jako kontekście działaJI, i ich rezullatów. W takiej
perspektywie okaże się, że współdziałaj,!cy ze sobą ludzie mogą, podobnie jak mieszkańcy Hara!.
kierować się różnymi wartościami i ideami. Generuje to ciągły proces przemian istniejącego
systemu, jego nicuporządkowanie
oraz otwarcie. Barth uważa, że trwanie antropologii przy
dotychczasowym, statycznym modelu prowadzić będzie do dalszego mistyfikowania wiedzy i nie
zbliży nas do zrozumienia istoty procesów, którym poddanc są zbiorowości ludzkie. Jeśli naprawdę
chcemy je poznać i opisać, to musimy - według Bartha - widzieć przedmiot naszych badalI jako
dynamiczne, przekształcające się systemy.
Mimo pOZQrnie wielkiej różnorodności zajmowanych stanowisk, autorzy esejów zamieszczonych w omawianej książce, zdają się podzielać wspólne przekonanie. Dotyczy ono konieczności
porzucenia przez antropologię dotychczasowych sposobów konccptualizowania
społeczeństw
pierwotnych. Celem nauki jest konfrontowanie modeli teoretycznych, tworzonych przez współczesną humanistykę, z doświadczeniami i modelami samych badanych. Oznacza to, iż antropolog nie
może już dłużej zajmować uprzywilejowanej pozycji obserwatora. Musi on zrozumieć, że jest
równorzędnym partnerem, jedną ze stron, w toczącym sit; dialogu mit;dzy kullurami. Tylko
wówczas, gdy antropologia zrozumie, żc uczestniczy w procesie, który przebicga w obu kierunkach.
ma ona szansę na zbliżenie sit; do swego nadrzędnego celu, czyli poznania i zrozumienia innych
kultur. Jestem przekonany, że uświadomienie tego faktu stanowi najwit;ksz,! wartość książki
Conceptualizing

society.
WrJjciech Do/wal

Krzysztof J. Brozi,
1992, ss. I ł I.

Ludzie

i kryzvs

cywilizacji.

Szkice

antropologiczne,

Norbertinum,

Lublin

Czy antropolog kultury stawiał sobie ezt;:sto pytania: jak trudno jest zhudować miasto') Jaka
jest kulturotwórcza rola strachu, bólu i cierpienia'? Jakie niebczpieczeństwa może kryć w sobie stan
ciszy i bezruchu') Jakie są psychologiczne przesłanki i nastr;pstwa kryzysu ekonomicznego
i społecznego? Jakie są granice autokreacji człowieka i jego wolności? Jaka jest rola wytworzonych
w historii mitów i stereotypów dla współczesnych pokoleń ludzi? Jakie pożytki i niebezpieczeństwa
kryje w sobie nacjonalizm? Jakie s,! społeczne i kulturowe granice władzy')
Wielu z tych pytań nie stawiano wcale, inne stawiane były nic w tej formie, jeszcze inne
przyciągały uwagt;: antropologów jedynie marginalnie. Człowiek w ogóle, ułomny, slaby i zagu-

231
biony w świecie, rozpaczliwie poszukuj,!cy w nim swojego mIejsca i samookreślenia, był raczej
przedmiotem reJleksji i tworem filozofów. Antropologowie w swoim podejściu do człowieka
przyjmowali na ogól postaw,; bardziej konstruktywną
- człowiek jako organizm biologiczny
wyposażony w pewne wrodzone predyspozycje psychiczne, które kultura wyzwala lub hamuje, lub
które kształtuje, w toku swojej teoretycwej i praktycznej działalności przekształca środowisko,
w którym żyje, zmierzając ku formom coraz lepszym i doskonalszym.
Wyzwala się przez to
w znacznym stopniu z ograniczeli jakie narzuca mu świat zewnętrzny, przede wszystkim
przyrodniczy.
Dopiero dramatyczne wydarzenia ostatnich dziesięcioleci uzmysłowily ludziom, w tym także
antropologom, że post';p kultury nic jest ani konieczny, ani ciągly, że regresy i upadki były
udziałem nic tyłko społeczelistw dawnych, lecz z równą siłą dochodzą do głosu we współczesnym
wysoko rozwini,;tym świecie. Wraz z rozwojem historii i postępem wiedzy rosną wątpliwości,
człowiek dawniej dufny w siebie i w swoje możliwości, musi uznać teraz granice swojej wiedzy
i wolności, a ludzie najbardziej odpowiedzialni za losy świata (politycy, władcy, uczeni) muszą teraz
dobrze si« zastanowić nad swoim każdym krokiem, by nie był on ostatni (s. 7).
Ostatnie zdanie pochod/j ze wst«pu do omawianej tu książki Krzysztofa J. Broziego Ludzie
i kry:ys cywilizacji.
]cst to pierwsza b:Jdajże w Polsce próba antropologicznego
podejścia do
zagadnieli współczesności, świadcząca dobitnie o tym, że pesymistyczne prognozy jakoby antropologia kulturowa miała stracić racj<; bytu jako odrębna dyscylina, gdy zniknie tradycyjny
przedmiot jej badali - społeczelistwa pierwotne i chłopskie - okazały się niesłuszne. Antropologiem można być bowiem w odniesieniu do każdej rzeczywistości ludzkiej, o ile ujmuje się ją
z dostatecznie szerokiej i ogólnej perspektywy, a w przekonaniu Edmunda Leacha najlepszym
antropologiem można być właśnie wówczas gdy przedmiotem badałl czyni si,; rzeczywistość
bezpośrednio daną badaczowi w jego własnym doświadczeniu l
Dlatego w omawianej pracy odnaleźć można wiele osobistych impresji autora, jego niepokojów jako człowieka wyrosłego w określonym kr<;gu cywilizacyjnym, ale zarazem obywatela świata.
ReJleksje zawarte w tej ksiąi.ce zabarwione są często sporą nutą pesymizmu. W miejsce niewoli
i wegetacji - pisze .!utor - wywalczyliśmy sobie wolność i prawo do śmierci. Walka rządzonych
przeciwko rządzącym zn,ieniła si« w "walk',: wszystkich przeciw wszystkim" - "bellum omnium
contra omnes", w darwinowsk,! walk<; o byt jaka zaistniała w warunkach wszechwładnej
wolnorynkowej ekonomii. "Atomizacja społeczna, która była celem totalitaryzmu nigdy tak
szybko nie została przezeli osiągni«ta jak w dzikiej demokracji dziewiętnastowiecznego
wzoru,
w którą gwałtownic wchodzimy mając jeszcze złudną nadziej<;, że da się powtórzyć proces ewolucji
podobny innym historycznym spoleczelistwom" (s. 6).
To sugesty'wne zdanie przedstawia, jak się zdaje, obraz zbyt katastroficzny i nie całkiem
prawdziwy. "Nie ma powtórek w historii" - stąd też kapitalizm, w jaki obecnie wkraczamy nic
może być ani kapitalizmem dziewi,;tnastowiecznym ani też kapitalizmem w stylu amerykaliskim
czy zachodnioeuropejskim.
Businessman polski działa w innych nieco warunkach niż jego
amerykaliski kolega - działa w warunkch zmniejszonej konkurencji, co zapewnia mu popyt na
oferowane produkty i usługi. Prywatna przedsi',:biorc7.ość w Polsce działa więc na nieco innych
zasadach niż te, które charakteryuj" zachodnią gospodark',: wolnorynkową.
Podobnie stwierdzenie autora, że Polska nie może liczyć na pomoc Zachodu ponieważ
zaliczana jest przcl palistwa zachodnie do krajów "wysokiego ryzyka inwestycyjnego" (5.108)
powoli traci sw" aktualność. Polska przestaje nie tylko być dziś uważana za kraj ,,0 wysokim
stopniu ryzyka inwestycyjncgo", ale uważa si,; niekiedy, że jest krajem, który wyciągnął najbardziej
konstruktywne wnioski z konfrontacji dwóch systemów i upadku komunizmu. W styczniu
ubiegłego roku inwestycje zagraniczne w Polsce wynosiły I miliard dolarów, w grudniu już
4 miliardy dolarów. Zainteresowanie
inwestorów zachodnich naszym krajem wyraża si',:
I

E. Lcal:h.

#':"/fura i /';lI/mmikowałlil',

w:

L Leach,

A.

J. Greimas,

Rywal i narracja,

PWN,

Warszawa

1989,

s. 22.

232
także w innych danych: 55% naszej produkcji sprzedajemy do krajów zachodnich, 17% do krajów
skandynawskich
- w sumie 72% naszej produkcji pochłaniają zachodnie i północne rynki
zagraniczne.
Autor zalicza Polskę do krajów tzw. szóstcgo świata (tzn. krajów, które do momentu upadku
komunizmu były ze względów pozaekonomicznych zamknięte na nowe technologie - obawiano
się bowiem, że mogą one zostać wykorzystane do celów militarnych). Uważa, że w aktualnej
sytuacji, gdy Polska nie ma środków na zakup nowych technologii, nic ma ona również szans na
rozwinifi:cie wolnego rynku i gospodarki wolnorynkowej w pełnym lego słowa znaczeniu. Siła
nabywcza ludności jest niska (jest to m.in. rezultat zatrzymania inflacji), bezrobocie wzrasta
w wyniku zamykania wielu zakładów przemysłowych. Prowadzić to będzie do dalszego spadku
produkcji etc. (s. 108).
Tymczasem jednak okazuje się, że podczas gdy na Wfi:grzech, w Czechach, Słowacji, Bułgarii,
Rumunii, Białorusi i Ukrainie obserwuje się wyraźny spadek produkcji, produkcja w Polsce
wzrosła w ostatnim roku o 4%. Jeśli zaś chodzi o bezrobocie to obserwuje się obecnie na
Zachodzie znacznie bardziej gwałtowny jego wzrost niż u nas. Stwierdzenia te nic upoważniają
oczywiście do zbyt optymistycznych wniosków - i znów tutaj statystyka przychodzi nam
w sukurs - przecifi:tne wynagrodzenie miesięczne w gospodarce narodowej spadło w 1992
w stosunku do 1991 roku o 4%, przeciętna realna emerytura i renta pracownicza o prawic 6%. To
tylko kilka liczb przytoczonych na poparcie poglądu, że sytuacja nic jest ani tak zła jak prognozuje
autor, ani tak dobra jak usiłują nam niekiedy sugerować środki masowego przekazu operując
danymi statystycznymi. Autor widzi, i chyba ze wszech miar słusznie, pewną szansfi: rozwiązania
naszych trudności przez wprowadzenie elementów gospodarki planowej i interwencjonizmu
państwa. Paradoksalnie, to właśnie kraje zachodnie w coraz większym stopniu zaczynają korzystać
z tych metod - nałożenie wysokich ceł na towary importowane jest między innymi wyrazem troski
o zapewnienie większej konkurencyjności i możliwości zbytu dla produktów własnych.
Skoro jesteśmy już przy najbardziej ogólnych problemach podnoszonych przez autora
w omawianej książce, należy wymienić zagadnienia demokracji, zagrażających jej dyktatur
i nacjonalizmów.
Demokracja, forma rządów zmierzająca do zapewnienia udziału w rządzeniu szerokim
rzeszom społeczeństwa, ma służyć realizacji zasad równości, tolerancji i wolności. Choć korzyści
z niej wypływające są zapewne niewspółmiernie większe niż zagrożenia, jakie może stwarzać, o tych
ostatnich nie należy jednak zapominać. Całkowita równość i tolerancja jest bowiem utopią·
Demokratyczna forma rządów może otwierać swobodne pole do działania również ludziom
niekompetentnym,
niedouczonym czy niedoinformowanym.
Odbijać się to może ujemnie na
charakterze podejmowanych decyzji i w konsekwencji na ogólnym poziomie społeczeństwa. Autor
nic pisze o tym wprost, ale niektóre jego ogólne stwierdzenia na temat "dzikiej demokracji
dziewiętnastowiecznego wzoru", skłaniają do takich refleksji. Już dziś można obserwować pewne
ujemne zjawiska wypływające z tej formy rządów - do nich między innymi należy zaliczyć
degradację inteligencji, rozwój nacjonalizmów i związanych z nimi bratobójczych wojen.
Dyktatura nic jest oczywiście alternatywą - niesie w sobie na dłuższą metfi: zawsze realne
zagrożenia i prowadzi także do wojen, ale na krótszą metę, jak wspomina autor, skutki jej mogą
okazać się korzystne. Zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia, a więc w wypadku kryzysów ekonomicznych i społecznych, kiedy to skupienie władzy w jednym ręku łagodzi konflikty i rozladowuje
wewnętrzne napięcia. Dyktaturze sprzyjają też odradzające sifi:nacjonalizmy. Dlatego też, zdaniem
autora, kraje Europy Wschodniej są szczególnie podatne na tę formę rządów.
Ruchy nacjonalistyczne, które charakteryzowały
zwłaszcza koniec XIX wieku, odżywają
również ze zdumiewającą siłą i współcześnie (w Europie Wschodniej, na Bałkanach, ałe też na
Bliskim Wschodzie i w wielu innych punktach kuli ziemskiej). Niosą w sobie momenty zarówno
pozytywne jak i negatywne. Po stronie pozytywnej, są one wyrazem dążenia narodów do
samostanowienia o sobie, dążenia do kultywowania własnych rodzimych tradycji kultury naro-

233
dowej. Po stronic ncgatywncj, nios" zc sob" niebczpieczcństwo nieustannych lokalnych konfliktów,
bratobójczych wojcn, bczscnsownego przclewania ludzkiej krwi.
Z całym naciskicm nalcży podkrcślić, żc ideologie nacjonalistyczne głoszonc przez liderów partii
narodowych nicwiele maj" na ogół wspólncgo z trosk" o kultywowanic wartości kultury narodowej.
S" to przeważnic opartc na cmocjach i inwektywach hasła, stanowiące w pierwszym rzędzie
instrument władzy polityczncj, czy raczej walki o władzę polityczn". Chodzi w nich o scalenie narodu
nie wokół wspólnych mitów i wartości, ale na zasadzie opozycji do domniemanych wrogów.
W konsekwencji ideologie te przyczyniaj" się do upowszechniania stereotypów, szerzenia konfliktów
i nienawiści pomiędzy narodami. Dochodz" one do głosu zwłaszcza w sytuacjach zagrożeń bytu
ekonomicznego i społecznego państwa. Wyłaniaj" się bowiem wówczas mechanizmy "kozła
ofiarnego" - instytucji (właściwej zresztą tylko ludziom, nie spotykamy jej odpowiednika wśród
zwierząt), której celem jest rozładowywanie i kanalizowanie uczuć strachu i braku poczucia
bczpieczcństwa przcz stwor/.cnie odpowiednich mitów, polegających na przedstawianiu kogoś jednostki czy grupy - jako źródła tego zagrożenia, mimo że jest ono zupełnie inne. Tak" rolę pełnili
Żydzi w hitlerowskich Nicmczcch, wc Francji, w Polsce w różnych okresach. Chodziło o odwrócenie
uwagi od realnych problemów gospodarczych kraju i wyrastających na tym tle kon/liktów
społecznych. W takiej sytuacji zagrożenia pojawia się na ogół jakaś jednostka, która zaczyna
występować w roli zbawiciela narodu i bierzc na sicbie całą odpowiedzialność za jego losy. Reszta
z wdzięczności podporządkowujc jcj się zupełnie deklarując całkowite posłuszeństwo. Taki był
mechanizm dojścia do władzy Hitlera w faszystowskich Niemczech (s. ł 7).
W rozdzialc II. zatytułowanym
"Psychologia kryzysu", rozważa autor psychologiczne
i społeczne przesłanki kryzysu kultury. Przytaezaj"c typologię osobowości Znanieckiego rozważa,
jaki typ osobowości realizuje się szczególnie dobrze w warunkach harmonijnego rozwoju kultury,
jaki natomiast aktywizujc się głównie w sytuacjach zagrożenia i dezintegracji. W pierwszym wypadku
dochodzą do głosu przede wszystkim "Iudzie dobrze wychowani" i "Iudzie pracy", w drugim "ludzie
zabawy" i "Iudzie zboczcńcy". Pierwsze dwic grupy cenią konformizm wobec uznanych wartości,
przeważa u nich jaźń odzwiercicdlona i usiłuj,! zdobyć wysoką pozycję w grupie przez pełną
akcpetację przyjc;tych przcz ni,! norm, nic lubią zmian, nigdy do nich nic dążą, ani w nich nic
uczcstnicz,!. Dwic następnc grupy: "ludzie zboczeńcy" i "ludzic zabawy" to ludzie aktywni, wykazuj,!
zdolności adaptacyjne do nowych warunków - to często bojownicy i męczennicy walcZ'!cy o wyższe
cele, z którymi się idcntyfikują. Destabilizacja kultury nic destabilizuje ich psychiki, ani nie zmniejsza
odporności. Należą tu także wielcy twórcy, reformatorzy, ale również i zbrodniarze "bowiem historia
nadaje dążeniom ludzi niez.amierzony, często nieludzki sens" (s. 27).
Dalej przytacza autor koncepcję Mannheima na temat etapów rozwojowych czy stadiów
kryzysu społecznego, określaj,!c najbardziej typowe psychospołeczne zjawiska, jakie towarzysz,!
każdemu z nich. W stadium pierwszym wytwąrzaj,! się pewne zastępcze symbole, które mają pełnić
funkcję substytutu, kompcnsuj,!cego bezsilność działań racjonalnych. W stadium drugim symbol
przestaje być pustym symbolem lecz staje się czynnikiem wytwarzającym nowe typy więzi
społecznych. Wreszcie, w stadium trzecim, wyłania się nowa organizacja, której celem jest realizacja
określonych potrzcb spolccznych, wytworzone zaś wcześniej symbole staj,! się znowu puste, staj'! się
ideologią lub frazeologi,! służącą celom socjotechnicznym, czyli sterowaniu grupami społecmymi.
Interesujące jest przy tym zwrócenie uwagi na fakt, że podczas gdy w pierwszej fazie tzw .
.,niezorganizowanego zagrożenia" podstawowe znaczenie mają reakcje psychiczne jednostek,
w drugiej fazie tzw. "zorganizowanego
zagrożenia", życic psychiczne jednostek i mas przestaje się
liczyć, do głosu dochodzą natomiast cechy psychiczne przywódców, którym pozostali członkowie
społeczeństwa poddają się bez reszty.
Przytaczane przez autora teorie należ,! do grupy tych rozważań socjologicznych, które
w większym stopniu niż inne analizy socjologiczne ukazują wzajemne współgranie czynników
psychicznych i społecznych w kulturze. Nieuwzględnienie tych relacji było też częstym brakiem badań
antropologicznych.

234
Interesującym jest np. stwierdzenie Mannheima, 7.e dezintegracja kultury wyrai.a siv u ludzi
w zaniku instynktów społecl.nych, rol.padzie dotychczasowych struktur emocjonalnych i powrocie
do poprzedniego stanu rozwoju (s. 28). Współczesne wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami.
wydaj" się potwierdzać tę obserwację znakomicie. Powrót do dawno już odrzuconych zasad
i wartości, zdyskwalifikowanych czy niemodnych, nawrót do dawnych autorytetów moralnych to nie tylko przejaw demokracji społecznej, alc często tcż jednostkowej. gdy np. nawet najbardziej
wykształceni ludl.ie zaczynają głosić poglądy rażące swym konserwatyzmem czy wręcz prymitywizmem. "Człowiek nie potrafi przebywać drogi powrotnej od lepsl.ego stanu do gorszego bez
jednoczesnej dezintegracji psychicznej" - stąd podatność na wpływy różnego rodzaju proroków.
uzdrowicieli, wróżbitów, którzy dostarczają wlaśnie owych zastępczych symboli. "Świat symboli
staje się tym bogatszy im nędzniejszy jest świat rzeczywisty" (s. 32). Miejmy nadzieję, że jest to
przejaw dezintegracji pozytywnej, stan przejściowy, po którym nastąpi nowa integracja na innym.
wyższym poziomie.
Jedno tylko w wywodach autora niepokoi - całkowita zgoda na niesłychany obiektywizm
jaki zakładają omawiane przez niego teorie, relacjonujące przedstawiane psychospołeczne mechanizmy kryzysu tak jakby były one przejawem takich samych niczmiennych i obiektywnych praw.
jakim podlega świat przyrody. Np. teza Mannheima o nieuchronności ciągu: krYl.ys-dyktatura -wojna. Wojny są zatem koniecznością, ponieważ wypływają 7. niczmienną koniecznością
7. totalitaryzmu,
który jest z kolei następstwem pewnych koniecznych psychospołecznych mechanizmów, jakie l.awsze pojawiają się w sytuacjach zagrożeń. Żydl.i byli od wieków prześladowani.
ponieważ ludziom znana jest instytucja .,kozła ofiarnego" pozwalaj"ca na skutecznc rozładowywanie napięć wynikłych faktycznie ze I.goła innych przyc/.yn. Ale czy istotnie musimy "bie
Żydów" i prowadzić wojny? Człowiek jest przecież istotą współtwOr1.ąC4 wartości, za które jest
odpowiedzialny. Nie może biernie akceptować tego co zastał, nie jest kż skazany nieuchronnie na
podleganie tego rodzaju .,obiektywnym" prawom. Czy nic możemy zmienić naszcgo stosunku do
Żydów i innych prześladowanych bądź opozycyjnych narodów') Żydzi, obok innych podobnych.
naród utalentowanych na ogól i inteligentnych ludzi, wyczerpali już, jak się zdaje, monopol. jaki
przysługiwał im jako ,,1udziom prześladowanym". Z zajmowanych stanowisk i pełnionych funkcji
wywiązuj,! się na ogół dobrze, do kultury wielu narodów wnieśli wielki wkład, a zarzucana im
wewnętrzna solidarność, przeradzająca się w kastowość, czy jak chce np. Bolesław Tejkowski
szowinizm, staje się powoli mitem. Jeśli nawet przyjąć, że Żydzi wykazywali takie cechy. to
w jakże duźej mierze był to wynik diaspory i nietolerancji właśnie.
W przyjętym przez dane społeczeństwo systemie wartości leży zatem klucz do zrozumienia
wielu procesów społecznych. Wartości jednak, jak wskazują chociażby powyższe przyktady, mają
tendencję do długiego trwania. J w tym tkwi właśnie niebezpieczeństwo - mogą one bowiem
w równym stopniu hamować rozwój społeczny co go stymulować. Jeśli mamy czvściej do
czynienia z pierwszym przypadkiem, to dzieje się tak dlatego, i.e lenistwo umysłowe nic pozwala
ludziom zrozumieć, że w daleko większym stopniu mogą twórczo uczestniczyć w przekształcaniu
świata.
Rozdział III. zatytułowany "Granice autokreacji" dotyka w pewnym stopniu podniesionych
wyżej kwestii. Sporo w nim stwierdzeń dość oczywistych. Wiadomo, że o rolwoju osobowości nie
decydują jedynie wrodzone predyspozycje, lecz tabe środowisko społeczne i kulturowe, w którym
wyrasta i żyje człowiek. Uczy tego i psychologia, i antropologia, i socjologia. Ael. tego środowiska
jednostka ludzka nie miałaby szans przeistoczenia sit; w człowieka. A więc człowiek: "tworzy
samego siebie, ale tylko w pewnych warunkach i w pewnym 7.akresie" (s. 41). W tym roldziale
autor omawia różne teorie dotyczące rozwoju moralnego dziecka (teorie Piageta, Kohlberga.
Rene Girarda i innych) - internałizacji przez nie wartości, kształtowania się sumienia, poczucia
wstydu itp. Szerzej omawia stanowisko Margaret Mead w kwestii problemu autokreacji.
przytaczając jej podział na kultury postfiguratywne, konfiguratywne i prefiguratywne, z których
każda stwarza inne warunk i dla autokreacji człowieka.

235
Opierając si.,: na wszystkich przedstawionych
teoriach przyjmuje autor, że niezbędnym
warunkiem autokrcacji jest postawa negacji. Ta cecha przede wszystkim pozwala odróżnić łudzi
twórczych od konl\rmacyjnych (czyli konformistycznych, konserwatywnych). Chodzi oczywiście nie
o negacj.,: totalną przcjawiaj,!cą si9 w całkowitym odwróceniu od rzeczywistości (jak to się dzieje
w wypadku choroby psychicznej, alkoholizmu, narkomanii etc.) lecz negację, która pozostaje
w odpowicdniej proporcji do częściowcj akceptacji zastanego świata - zmierza jedynie do zmiany
jego negatywnych zjawisk. Taka negacja jest warunkiem autokreacji, zdrowia psychicznego
i dynamicznego rozwoju osobowości (s. 53).
Dlatego pluralizm wartości i form życia, wolność słowa, przekonań, otwartość na krytykę itp. są
tak ważnymi i podstawowymi elementami autokreacji, a "c;astyczne powiązanie struktury
kulturowej ze struk turą pot rzeb ludzi żyjących w jej ramach stanowi o trwałości danej kult ury" (s. SS).
Te zawsze aktualne echa koncepcji Malinowskiego, widoczne zreszti! również w innych punktach
pracy, świadczące o I.decydowanie antropologicznym jej rodowodzie, należy przyjąć z przyjemnością.
Kategoriami zaczerpni9tymi z funkcjonalnej teorii kultury posługuje się autor również w swojej
definicji sprawiedliwości społecznej. Wiąże on pojęcie sprawiedliwości społecznej bezpośrednio
z wypracowaną przez Malinowskiego kategorią "standardu kulturowego". "Standard kulturowy" to
katalog podstawowych dla danej kultury potrzeb (biologicznych i społecznych), których niezaspokojenie prędzej czy póżniej musi prowadzić do destrukcji całej kultury. Stąd stan sprawiedliwości
społecznej można osiągm!ć jedynie poprzez zaspokojenie potrzeb składających się na dany standard
kulturowy (przykładowo hęd" to: potrzeba zaspokojenia materialnego, bezpieczeństwa, tolerancji,
wolności, demokracji, swohody wypowiedzi, otwartości na zdobycze kultury ogólnoświatowej etc.).
Rozdział IV. "M it i historia Polski w Europie z czasów reformacji" - to celowa retrospekcja
zastosowana po to hy ukazać proces tworzenia się mitów i stereotypów w historii. Owa mitologizacja
historii służy na ogół celom ideologicznym. Stworzone w przeszłości mity odżywają nieraz po latach
w niezmienionej postaci i pelnią podobnie, jak przed wiekami, funkcje praktyczne. Antropologia
kulturowa jako jedna z pierwszych dyscyplin zmierzała właśnie do demitologizacji historii,
ukazywania jej prawdziwego przehiegu, wolnego od określonego wartościowania i celowych
przeinaczeń. Analizując przebieg i podstawowe cechy okresu reformacji w Polsce, stara się autor
ukazać, jaki wpływ miały ruchy religijne na kształtowanie się narodowości polskiej. Reformacja
w Polsce miała słahszy przebieg niż w innych krajach Europy Zachodniej, a wiązało się to z faktem, że
proces chrystianizacji w Polsce zakollczył się stosunkowo późno (bo w wieku XII). Stąd kościół
katolicki nic przeszedł jeszcze takiej degeneracji jak na Zachodzie. Reformacja w Polsce wyraziła się
więc raczej w 07.ywieniu kulturalnym i społecznym, aniżeli teologicznym. Polska była jeszcze
wówczas krajem tolerancyjnym - współistniały w niej różnc wyznania ~ katolicyzm współistniał
z protestantyzmem, judaizmem, a nawet różnymi formami pogaństwa. Tolerancja wyznaniowa
wynikała I. poczucia siły państwa i szlachty, która nigdy nie dopuściłaby do bratobójczych wojen na
tic religijnym (s. 67).
Sytuacjajednak zmieniła sil,:radykalnie, kicdy wśród szlachty zaczęło się umacniać przekonanie,
że Polska jest przedmurzem ehrześcij,1I1stwa - przyczynilo sit;:to w znacznej mierze do załamania
postaw tolerancyjnych, tak charakterystycznych dla okresu największego rozkwitu Polski szlacheckiej. Katolicyzm polski zac/.ąl się zmagać z protestantyzmem szwedzkim, prawosławiem rosyjskim,
mahometanizmem tureckim. W tym to czasie rodzi się stereotyp: "szlachcic - Polak - katolik" jako
przeciwstawienie stereotypowi: "plehejusz - obcy - heretyk". Wyznawca innej wiary przestawał
bye Polakiem. Tragiczne skutki takiej postawy obserwować można było jeszcze po [ wojnie
światowej, kiedy ludzie wymania luterańskiego, mówiący po polsku - Mazurzy, uważałi sit;:za
~iemców tylko z tytułu wyznawanej wiary.
Owa identyl\kacja wspólnoty narodowej ze wpólnotą religijną zauważalna jest wyrażnie
w Polsce również w dohie współczesnej, a postawy tolerancyjne zaczęły być już właściwe jedynie
kręgom ludzi najbardziej wykształconych, choć i w tych krt;:gach obserwować można niekiedy
zdumiewający hrak krytycyzmu w identyfikowaniu spraw narodu i Kościoła.

236
"Czas w kulturze ma różne wymiary, to co przeszłe może być jak najbardziej obecne wc
współczesnym życiu w postaci aktywizującego mitu" (s. 73) lub dalej: "Wytworl.One w przeszłości
mity, odradzają si<; w nowych warunkach i mog'l określać kulturow'l tożsamość uczestników
jednej kultury, która w stadium ukrytym może przetrwać pełniąc nadal inspirującą rol<;" - konkluduje autor (s. 74).
Na zakończenie wróćmy jeszcze raz do nacjonalizmów. Autor, dostrzegając tkwiące w nich
realne niebezpieczeństwo i zagrożenie dla pokoju światowego, pr;:estrzega jednak przed funkcjonującym w myśleniu potocznym (a także w opiniach niektórych teoretyków nacjonalizmu jak
Ernst Gellner) katastroficznym postrzeganiem tego zjawiska. Jako alternatyw<; dla nacjonalizmu
widzi pojawienie się w świecie "konkurujących
ze sobą kr<;gów kulturowych o ambicjach
uniwersalistycznych" (s. 89). Już dziś mówi się raczcj o "kulturzc Europy Zachodnicj" aniżeli
o narodach Europy Zachodniej. Takie konkurujące ze sobą kręgi kulturowe wyrażaj" pewną
wspólnotę kultury rozumianej w najszerszym, globalnym, antropologicznym tego słowa znaCleniu.
Obejmować więc będą nic tylko elementy tzw. kultury wyższej (stanowiącej podstawowy skladnik
kultur narodowych), ale tak7.e właściwy im system gospodarczy i system rządzenia. Kultura
narodowa jest jak wiadomo tworzona w pierwszym rzędzie przez tzw. ludzi kultury: literatów,
malarzy, muzyków, ludzi teatru, a także uczonych, w znacznie większym stopniu niż przez
polityków i ekonomistów. W wypadku wspomnianych kręgów kulturowych mamy na myśli
kulturę całą, a więc również tę tworzoną przez ckonomistów i polityków. By ten pluralizm
kulturowy stal się zjawiskiem wartościowym dla rozwoju ludzkości musi istnieć pomi<;dzy tymi
kręgami kulturowymi jakaś jednolita płaszczyzna komunikacji (wyrosła na bazic kultury uniwersalistycznej), która nie będzie prowadziła do ujednolicenia się tych kultur lecz zapewni jedynie
przepływ informacji pomi<;dzy nimi, co przyczyni się do ich wzajemnego wzbogacania się.
Omawiając książkę tak wielowątkową, staraliśmy si<; zwrócić uwągę jedynie na momenty
najistotniejsze rezygnując z przyjętej przez autora kolejności i szczegółowego omawiania treści
poszczególnych rozdziałów. Dla orientacji zainteresowanych czytelników przypomnimy tylko ich
tytuły: I. "Apologia strachu", II. "Psychologia kryzysu", III. "Granice autokreacji", IV. "Mit
i historia Polski w Europie z czasów reformacji", V. "Nacjonalizm", VI. "Granice władzy",
VII. "Czy nadchodzi nowa epoka dyktatur?" oraz "Wstęp" i "Zakończenie·'.
Podsumowując można powiedzieć, że przybyła w naszym piśmiennictwie naukowym, nowa.
wartościowa pozycja, stanowi;1ca bodajże pierwszą w Polsce prób<; antropologicznego
ujęcia
zagadnień wspólezesnośei, praca cechująca si<; szerokością spojr/.enia, odwa7.nym i glębokim
stawianiem problemów, które dla przyszłych pokoleń Polaków, a także przedstawicieli innych
narodów mogą okazać się zasadnicze.
Praca udowadnia zarazem jak dalece antropologia kulturowa wyrosla jui. dziś z "opłotków"
wiejskości i plemienności, z którymi dotychczas była wi"zana, zdolna jest do podejmowania analiz
najbardziej aktualnych problemów współczesnego świata. Antropolog współczesny musi być
historykiem, psychologiem, socjologiem, politologiem i filozofem zarazem. bowiem nauka. którą
uprawia urasta do rangi dyscypliny syntetyzującej i generalizującej wyniki nauk szczegłowych
o człowieku, do najbardziej ogólnej z nauk o człowieku.
Barhara

Michał Buchowski,

Magia

i rytual,

Instytut

Kultury, Warszawa

Olsz£'lI'ska-Dyolliziak

1993, ss. 169.

Oto rok 1993 przyniósł nam nową książk<; Michała Buchowskiego, kontynuującą lini<;
dotychczasowych rozważań Autora. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż stanowi ona swoiste
podsumowanie 9-letniej pracy nad tytułowym zagadnieniem. W czasie tego okresu M. Buchowski.
opierając się na ustaleniach społeczno-regulacyjnej koncepcji kultury (por.: G. Banaszak, J. Kmita

237
Slwlecllo-requ{acyilla
Pałubickiej
rozwinął

kOllcepcja kultury,

(pOl'. A. Palubicka,

Warszawa

F'r=edleorelyc::ne

1991), a zwlaszcza

idei magii implieytnej

pasIaci

Warszawa

1984, s. 44-65),

i niżej podpisany

jest uważnym

i wzbogaci l teorie;: tzw. magii synkretycznej.

historyzmu,

Teorii,

której

Anny

obserwatorem.
Dokumentacje;
Poznarl

In6;

tego

okresu

wyznacza

przede

wszystkim:

Racjonalllo.i<'. Ti·ans!cuja. Interpretacja,

z W. 1. Rursztą
wyrażonych

uważnie

te dwa

specjalistów;

Mayia.

Jej

funkcje

1990 oraz książka

i slruklllra,

napisana

interpretacji

anlropologicznei,

Warszawa

ma .,w hardziej

przyste;:pnym

języku

szereg

przemyślerl

dotyczących

dotychczasowe

ustalenia.

Odnotujmy

w tytule"
cele

(s. 6), jak

I) dotarcic

tj.

również
do

przekazać

uzupełnić

szerszcgo

kręgu

mające

też amicje

2) powtórzenie-podsumowanie,

odbiorców

1991.

czyli

wyjście

uzupełniające.

poza

język

Choć książka

składa

się I. dl.icwic;:ciu rO/.d/ialów,
sąd ze;, iż da sic;: w niej tak na dobrą sprawc;: wyróżnić
Cze;ść pierwszą nazw.,: założeniami
(rozdział
I. "Wprowadzenie:
magia jako
. akreślone

w niej zostały

rozpatrywać

jego pracc;:. Przedstawić

jako cze;ści okrcślonej

21 pfl.ckonanie
takiego

perspcktywy

modelu

przedmiotu

procedur

który

z przedmiotow,!

6) lalożenie

jedynie,

teoretycznych;

o przekładalności

Naste;pne

trzy

-

(lI.

rO/dzialy

uje;cie funkcjonalne",

rzeczoną

teorie;: magii synkrctyczncj,
myślenia

Na samym
że nic muszą
uzupełniają.

Autor

poza którą

wyjście okazuje

się niemożliwe;

humanistyki,
dla

całej

i kontekstu

przy
nauki;

ludzka

podlega

zachowaniu
w badaniach

poje;cia

choć s.tdzę, iż założenie

o jedności

społeczno-regulacyjnej

wizji kultury,

dwa podejścia

a wrc;:cz przeciwnic

w badaniu
-

często

inwariantnego,

magii,
podają

drugie

i towarzyszących

mu przekonarl.

Podejście

właściwa

jcst okrcśloncmu

typowi

kultury

i w odróżnieniu

na stronc;: myślow.!.

Michal

Buchowski

sytuuje

dostarcza

mu

do

takiego

traktowania

-regulacyjny

pomysł

na kultury.

Upraszczając

ogół sądów

normatywnych

sposoby

osiągniycia

cych całokształt
wydzielić

(wY7.l1aezających

lychi.e celów),

praktyki

analitycznie

magii

respektowanych

tejże społeclllości.

trzy skry

w ramach

jej praktyki

tworzącą

ramy społecznego

glądową,

wytwarzaj,!cą

kultury

dokonuje

Nadto,

można,

przy tym,

rc;:kę i wzajem
magię jako
-

-

pierwszego,

swe rozważania
wspomniany

w obrębie

już

społeczno-

-

kultura

tej teorii

i dyrektywalnyeh

się

pewien

kontekstowe

od ujęcia

iż według

do części

to

(określających

powszechnie

w danej

społeczności

i regulują-

z perspektywy

nowożytnoeuropejskiej,

można

tj. l) nadrzędnie

się reprodukcja

współżycia

przckonania

stwierdzić

cele do realizacji)

raczej

podkreślając

traktuje

zaehowaó
kładzic

pasują

które

kreślą

lecz różnorodności

sobie

zbiór

Ram

się

III. "Kultura

szczegółowo

umysłu,

iż magia
nurtu.

dającym

ani jednokierunkowy;

i paradygmaty",

uznaje,
tegoż

czy

5) przyjęcie

zmianom,

strukturalny")

okreśony

wic;:kszy nacisk

zdaniem,
Leacha

wartt'ściowania;

od tysiącleci

paradygmat

miano

moim

antropologii.

magiczna:

"Magia:

wydziela

które

się, wzorem

nie jest ani celowościowy,
dla

można

3) połączenie

4) poslugiwanie

z jakiegokolwiek

w jakim

równoczesnym

z Durkheimem),

kultury;

fundamentalne

nich nadaje

I.

sicbie i nauki

rozwój

"Kultura
IV.

sic;: one wykluczać.
Picrwszemu

I) postrzeganie

(tj. Webera

że kultura

oraz omówicnie

początku

punktach:

wypranym

taki

magiczna:
sposobów
pierw~zej.

tyczące

koncepcja

picrwotnej"

powiada

Autora,

badalI

ram

części cztery.
typ kultury") .

w sześciu

badawczych

spolec/.no-regulacyjna

w terminach

i sądy

jc można

(nowożytnocuropejskiej),

poje;ciem "kultury

historyzmu,
opisać

kultury

podmiotowej

właśnie

Gellnera,

przemyślenia

o osobliwości

samcgo

oferuje

wspólnie

pl. O :alo~en;ach

'\'Iaq;a i rvwal
spraw

Poznarl

funkcjonalną

grupy;

2) sferę

(obyczaj,

jyzyk, sztuka

waloryzujące

czynności

sferę techniczno-użytkową;
symboliczno-komunikacyjną,

itp.); 3) sfery symboliczno-światopopodejmowane

we wszystkich

trzech

strefach.
Na
waloryzacji

takiej

podstawie,

i z naszej

światopoglądowcj:

od dwóch

pozostałych

glądowa

przybiera

swiatopogh,dowolwórcza

i regulowana
charakter

perspektywy,

a) nowoi.ytny,
jest

świecki;

wyróżnić

można

trzy

gdzie sfera techniczno-użytkowa

wyłącznie
b) religijny,

i bezpośrednio-użytkowa,

przez

wiedzę

gdzie
w której

techniczną,

wyodrębnione

historyczne
uzyskuje

typy

autonomiy

zaś sfera światoposą tylko

nastc;:puje połączenie

dwie

sfery:

wartości

użyt-

238
kowych

z komunikacyjnymi;

wartościom
sfery

sakralnym

kultury;

czynność

technicznie-użytkowa,
trzech

owe

wartości

kultury

tj.

pomost

do rozwinięcia

nowożytnego,

Tak więc typ kultury
równocześnie

całościowo,

magicznej

szereg

bcz

inaczej

istnieją

wszystkie

i dyrektywne

-

teź ustalenia

strukturalistów

środki

metaforyczno-metonimicznych.
przyległość/podobieństwo

późniejszych

typach

współwystępowania

-

umysł

trudna

kultury.

to jedynie

od omawianego.

związek

do takich

właśnie

sztuczny

Czas

przejść
Jako

drogi

do modelu
pierwsza

rozwojowego

nie posiadająca

uwiarygodnienia
sfer kultury:

wszystkich

prapierwotmt

empirycznego.

powiada

Michał

Buchowski.

Rozróż-

zostało

w innych.

wprowadzone
,,0 zasadzie

na przekształ-

koegzystencji

i metonimicznych"
zjawisk

wręcz

prowadzi

równocześnie

nas Autor,

lub

(s. 59). Innymi
z obydwu

niewyobrażalna

i niezmiernie

stale przypominając.

przez typ kultury
w karhy
tylko

zupclnic

różny

prymamI{.

wspomnianego
hipotetycznym.
posiadały

Pigmeje

Magia

skłaniającym

na bazic danych

to np.

ową

i światopoglądowe.

Kryterium

teoretycznie

ją reprezentować,

już

stanem

w niej wyst<;puj"ce

komunikacyjnc

w 1/llIyif

się stopniowo
maj"ce

Mhuti

do ich

etnologicznych.
z Konga,

Hadza

Kung z Botswany
i Namibii. Nadal stykamy się tutaj z trójsensownością
praktyką,
ale można dostrzec, i7. czynnościom,
które nahierają szczegól-

dla grupy,

zaczynają
byłby

towarzyszyć

najbardziej

natychmiastowej,

klasycznych

zbieraczy

Turnbullowskie

opisy Pigmejów

Mbuti,

akty

o charakterze

dla spoleczelistw
i łowców.
analizy

rytualnym.

reprezentuj'lcych

Dla umocnienia

Maurice'a

Godeliera,

Omawiany

system

typ

konsumpcji

swej tezy Autor

przywołuje

oraz klasyczny

S:kic o dar:e

Maussa.

W nast~pnym
ona

nadal

lypie

prymarnej

podział

prac kształtuje

z nimi przebiega
częściej

Właściwa

i w taki

które

Stopniowo

podsycają

tymże

7.ycia. Z nich

tu mówić

o magii

sposób.

Pierwszy

wykształcaj"

si~ ohszary

się zróżnicowania

w grupie.

choć nadal

się póżnicj

proloprofesjonalnej

proces.

dostrzegalny

rytuały

łąCZą si~ coraz
praktycznoKształtuje

są to ludzie pclniący

prawdzjwi

si~

te funkcje

specjaliści-czarownicy.

(s. 4S-49).

dualistyczna

(profesjonał

ze strony

praktyki

bardziej

rozbudowany

system

światopogh,dowy.

bardziej

całościowy,

lepiej

zdefiniowany,

a i sankcje

groŻi,ce

za jego

nieprzestrzeganie



przestrzcganicm

i uzupelnianiem

zaj-

i groźniejsze.

na

Jego systematyzacją,

na) pojawia

niemniej
ten

np. płci i wieku. Zgodnie

kryteriów

-

rytualnym,
wyłonią

uważnie

obrz~dowych

zatem

pojawiające

działaniom

sam

(biologicznych)

si<; czynnościach

sfer~ symboliczną.

Prześlcdimy

potrzeba

wyraźniejsze

magia

wszyscy

naturalnych

praktycznymi.

codziennego

w zasadzie

praktyczną.

w formułujących

osób przewodząca

Można

ze sferą

wykonują

się według

udział

-rytualno-wierzeniowe,
na marginesie

spleciona

czynności

działaniami

l.

maqii dualistycznej - można już. dostrzec

-

nierozłącznic

W magii

grupa

przywołuje

miało

Czynności

grupy,

jest

wyjaśnienia,

polcgać

dwóch

użytkowe,

żyjące

Marcela

-

Lub

normatywne

którc

uj<;tego jednak

Współcześnie

charakterystyczny

dla lepszego

magii,

się ją jU7. odtworzyć

znaczenia

na

stworzony

że daje

magii

przekonali

naukowy,

.Icst fakt,

nego

nic istnicją.

on

stwierdzenie

wniosków

postrzega

dzieli

Autor,

danych

praktyki.

magiczny

komunikaCYJnych.

magicznego,

odróżnienia

z Tanzanii
i Buszmeni
działali i jednosektorow"

i jcdnosektorowość
iż człowiek

się magia prapierwO!f1a, będąca

były zarazem

przeksztaleiła

dla

nie ma.

pojawia

jednię

stanowi

scnsów

Nowożytności,

konstrukt

ostatni

po prostu

metaforycznych

Ludzi

Ten

rozróżnia

nie

będzie

nas,

równoczesnie

one

tak nie jest

związków

Jest

świccic

metanimia/metafora)

dla

Ałc innej

historyzmu.

Otóż

postrzega

ta jest

do poj<;cia. Niemniej

że jego teoria

Nadto

Słuszniejszym

pierwotny

Sytuacja

Nie

w jcgo

myślenia

(czyli

syntetycznego
perspektyw.

części.

a cele środkami.

dotyczącc

nienie

i magicznego.
jednosfcrowość

jego

która



na jakiekolwiek

synkretycznej.
bierze si<; st"d,

ponieważ

Są tu celami

wartość,

Synkretyzm

równocześnie.

ceniach

słowy

magii

podporz"dkowanc

brak podziału

Stąd już tylko krok do zaprojektowania

charakteryzuje

wyodrębniania

czy światopoglądowych,

realizuje

religijnego
idei

funkcji.

użytkowych
-

magicznie

w którym

i światopogl"dowa.

typów

świat

c) magicmy,

zwaloryzowana
komunikacyjna

Buehowskiego
pełni"cej

praktyczno-komunikacyjne

(światopogl"dowym);

wdrażaniem,

się dopiero

w momencie,

gdy zaistnieje
Jest

on już

239
m uj,! si" wspomniani
magii jest wielość

wy jej

funkcji

ważną ccch.; odróżniaj,!c<!
osobność

działań

praktycznych.
d,)

(profesjonalna)

typowa

ma być dla

wspomina

swiatopogi<,d

magiczny

współczeSnie

jako

Pozostale

nie jesl

świadomie

rOl.działy

typu religijnego

społeczeJlstw
o l/1ar/ii

obrany

styl życia).

w dużej

mierze

oraz

si;;:już

na realizację

celów

odnosić

Magia

sacrum.

kopieniaczych

i rolniczych.
w kulturach,

z wyboru

(która

się na przedstawionej

się

dualistyczna

(funkcjonuj,!cej
o magii

opierają

jcszcze jedm!

choć dostrzega

i wył,!cznie

czyli

pasterskich,

dominuj,!cy),

charakteru

wypada

owa sfera symboliczna

zdeyradmvanej

już

ksi"żki

tylko

i nie-z-tego-świata

nadto

synkretycznego

Odnotować
A mianowicie:

nakicrowane

jCS7.CZC,że w kulturze
nieuchwytnego

konsekwcncj,!

czarownika.

od dualistycznej.

to S,! one jednak

czegoś

M. Buchowski

Natomiast

przcz takicgo

magi;;: prymarn,!

rytualnych.

Nadmieni"

jUl. będl.ie

czarownicy.

pclnionych

gdzic

funkcjonuje

koncepcji

magii

synkretycl.llej
i będ,! j" uzupcłnialy,
oferując spojrzenie
zza węgła innych problemów.
Część trzecia (rozdz. V . .,Magia a religia" i VI. "Sakralne i profaniczne
w kulturze") proponuje
wprzódy

rozróżnienie

magii

Póżniej

zas. A ut'lr

szczegółowo

zajmuje

się pojęciem

Prowadząc

nas przcz

meandry

językowej

pro(cl/lum.

!Durkheiml.

religioznawczej

ner. E. Leach,

i religii

na podstawie

miejsca

i antropologicznej

dochodzi

ostatecznie

krystalizacja

właściwe

/.upełnie

tejże opozycji.

nimi

ledwo

si" zaznacza

a o jej

odnoszące

si" do sil nicuchwytnych

natomiast

nast;;:puje

której

wszystko

czysto

symbolicznej

rytuałami)

komunikacji

i potoczności,!

pomi;;:dzy

pomi;;:dzy

kulturze

trzema

sacrum

V. Tursfer sacrum

europejskiej"

(s. 93).

granica

się rytuały

i przepisy

nieWątpliwie

właściwe

socjologicznej

dualistycznej

zarysowujące

dzieli się na sacrum

tradycji

i jego spadkobiercy:

iż "przcciwstawienie

W magii

ale będących

rozróżnienie

a ktl)ra

obu wyrazów,

są nowożytnej

decyduj,!

wprawdzie,

jui. sztywne

zależy,

istnieniu

towarzyszem

do wniosku,

i pro(ÓIJUI/1 oraz ich poj"ciowa

brak

w myśleniu.

nieodł,!cznym

(Van Gennep

Tak więc w magii

prymarnej

symbolicznego

i jego

genezy

(Eliade)

M. DOlIglas)

elementu

.~(/('rum

mi;;:dzy

z tego świata.

tabu,

W religii

strefami

tj. transeendencj<j

i anti-sacrum),

sacrofanum

obwarowane

I profanum,

jasno

(od

(miejsce

określonymi

c/.yli pro(lI/lUm.

Ostatni'i
cz"ść ksi;,żki (VII. "Obrz"d:
świata". XI. "Ohrzl,:dy zmiany rzeczywistości

rytuał I ceremonia",
VIII. "Obrz"dowe
tworzenie
społecznej")
wypełniaj<j rozważania
tycz<jce właśnie

obrz<;du.

przedstaw;p.nip.

Znajd/jesz

tu

Czytelnik

u bogate

antropolodzy

'w tej

materii.

Ot,

na

przykład:

jakie

odzwierciedla

obrz"d,

na czym

polega

specyfika

obrzędów

przytaczać

cakj

Gennepa,

Turnera,

..zachowanie
odnośn<j

rói.norodności

obrz"dowe

struktur<;

w pewnym

sensic

dualistycznej,
rozwini"eie
czerpie

i nadmieni;;:

Gluckmana

wyraża

i zara/em

si;;: e/.ynnosci
oraz

jego

/e skarbnicy

czyli

dokonań

w tym

miejscu

propozycja

uznania

za rytuały

faktycznie

zmieniaj,!

ludzi. Ccremonie

Przypomnijmy
uzupełnienie

równic

stronniczo

cech

się
co

w tym

miejscu

się nazwiska
wniosek

<obsługuje)

Van

Autora:

funkcjonalnie

"wszystko

w jej obrębie

(s.

Dopiero

w magii

doprecyzowuje

ponadto

102).

jest

rytuału.
i ceremonii,
mocy

zmieniania

S. Tambiaha

rzeczywistości.

i J. Skorupskiego,

zmiany

pozycji

w kulturach

Autor
a główn<j

społecznej

(np. ceremonia

pierwotnych

i mocy sprawczej

podparcie

teoretyczne.

które

w myśl przekonań

dzialań,
pr/.ejścia

zaś, będ<j tylko przenosić

Na

tym

też

zaślubin).

osoby

słowa

zasadza

wykonuj<jcych
z jednego

się

je grup
statusu

z.definiowanego.

sohie teraz dwa cele tej ksi<jżki, tj. I. powtórzenie-podsumowanie,

dotychczasowych

borykają
obrz;;:dowe,

performatywność
obrz"du
i słowa stopniowo
opuszcza
a potem sferę praktyczną
(jak w religii), ograniczaj<je się

rzetelne

przejścia

który

nie jest"

: rytuału

sprawczej

roli języka

całkicm

Nie chcę

tCl. odnotować

prymarnej

obrz"dem

J. Austina,

przy zaznaczaniu

o zgoła odmiennej

otrzymuje

do nast;;:pnego,

nic

nabieraj,!ce

ide". jak myślI,:, da si" ująć nast"puj,!co:
najpierw całokształt
życia (jak w magii),
dziś do sfery komunikacyjnej

że w magii

pod kategorii

idei tz.w. performatywności

Także twierdzenie

myślenia,

ohrzędem

ohr/.ędu

tu zwłaszcza

sposób

ok reślony

za

tylko, iż najez;;:ściej przewijają
Warto

(s. 110) oraz,

z jakimi
uznać

przejścia?

i, ł lortona.

społcczm(

pojawiaj,!

Rozumienie

tematu

Leacha,

problemów,

zachowanie

ustaleń;

2. dotarcie

do szerszego

kręgu odbiorców.

jak również
Zamiar

pierwszy,

240
mym zdaniem, został osiągnięty, choć realizacja obiecanych uzupełnień pozostawia uczucie
niedosytu - ich liczba w stosunku do wymienionych wc wstępie pozycji wcale nic jest zbyt duża.
Niemniej, Magia i rylI/al rzeczywiście najpelniej spośród nich rysujc wizję magii synkretycznej
i stanowić może chętnie czytaną pozycję. Niestety, obawiam się, żc do tcgo nic dojdzie. Tajemnica
tkwi w realizacji cclu numcr dwa.
Najpierw cytat: ,,(... ) starałem się uprościć język przekazu. Nic znaczy lo, że w każdym
miejscu zrezygnować było można z pewnych pojceć właściwych językowi antropologicznemu. Nie
należy się jednak tym przerażać. Zwłaszcza z początku prezentowane argumenty sprawiać mogą
wrażenie sformalizowanych. Lecz (... ) użycie tych kategorii pomaga w zrozumieniu problemu. Jeśli
ktoś pokona pierwsze przeszkody, to dalsza droga powinna już być łatwa" (s. 7). Myślę jednak ze
smutkiem, że mało kto pokona pierwsze płotki. Wystarczy rzut oka na spis treki, aby się o tym
przekonać. Unitarianizm, dystynktywność, synkretyczna koegzystencja metafory i metonimii,
performatywność
- to tylko kilka najdziwniejszych wyrażeń z samego spisu treści! Jestem
przekonany, że większość absolwentów wyższych uczelni (nawet kierunków humanistycznych)
ominie z daleka taką lekturę i sięgać z przyjemnością po nią nic będzie. Tym bardziej, że i w środku
pracy styl, składnia, hermetyczność języka nie ulega zmianie. Ta ksią7.ka napisana zostala przez
naukowca-antropologa
w języku ściśle antropologicznym
i czytana będzie przez naukowcówantropologów (ewentualnie - innych humanislów). Choć przyznać muszce, że pewna różnica
w stosunku do Racjonalności.
w dziedzinie stylu i uproszczenia języka jcsl widoczna. Ale
przypomina to co najwyżej przejście do drugiego pokoju, a nic wyjście na ulicę ...
Do plusów za to zaliczam udany ożenek Durkheima z Weberem, którego dokonał Autor
w odtworzeniu świata tak odległcgo od nas i czasowo, i przestrzennie. Uznaję, że ta interpretacja
kultury magicznej jest najlepsza ze wszystkich jakie dotychczas spotkałem. Oczywiście, nic oznacza
to, iż zapominam o jej ograniczeniach lub słabych stronach. Na przykład trudno wytłumaczyć mi
na podstawie tej książki, przejścia pomiędzy różnymi typami magii. Na pytanie - "Co spowodowało wykształcenie pierwszych obszarów protorytualnych
na bazie naturalnego podziału
pracy?" - nie znajduję odpowiedzi. Lub "Dlaczego element symboliczny wędruje w typach
kultury?" Lecz są to już zagadnienia zahaczające o naturę człowieka, a tcj społeczno-regulacyjna
koncepcja kultury nie obejmuje. Poprzestanę więc jedynie na ich zasygnalizowaniu.
Inną, bardzo mocną stroną Magii i rywalu jest jej rozdział l. Ze znanych mi polskich autorów.
Michał Buchowski pierwszy dokonał, tak istotnego w czasach postmodernizmu, przedstawienia
własnych założeń. Sądzę, że tego rodzaju praktyka będzie odgrywała coraz większą rolę w naukach
społccznych. A przynajmniej tego bym sobie życzył. Choć podkrcślić trzeba, żc warunek ten należy
już do sfery etycznej. Wszak takie oglądanie odbicia w lustrze, poznawanie własnych ram
światopoglądowych, metodologicznych i rzetelne informowanie o ich wadach i zaletach, to tylko
poważne traktowanie czytelnika.
I jeszcze jedna sprawa. Okładka tej książki jest najładniejszą okładką pozycji naukowej Jaką
kiedykolwiek widziałem w Polsce' Jej kolorystyka, plastyczność, atrakcyjny tytuł i staranność
wydania, skutecznie przyciągają klienta. Niestety, będ.!c w księgarni widzę ludzi równie szybko
odkładających Magię i rywal jak po nią sicegali. Powodem tego ~ jak podejrzewam - jest owa
niezrozumialość tekstu a może i cena?
Kończąc przeto typowym dla recenzenta: "warto/nie warto", odpowiem dwojako. Dla nie
znających teorii magii synkretycznej książka ta jest ze wszech miar godna polecenia. Choćby przez
wzgląd na atrakcyjność poznawczą owej koncepcji. Tych zaś, którzy czytali Rc/(jonalno.\:(' ... nie
czekają odkrycia nowych lądów, lecz powtórzcnie znanych wniosków (jednak bcz rozważań
a racjonalności magii). Autor zresztą zdaje sobie z tego sprawę (s. 6). Zastanawiam się więc: dla
kogo jest ta książka? Misji popularyzatorskiej nie spełniła, znawców nic zaskoczyła - więc dla
kogo? Może dla studentów antropologii?
Tarzycjusz

Marek

BI/liński

241
Sławoj S zy n k i c w i CI., /'okrewieI7s1wo.
Warszawskiego,
Warszawa
1992, ss. 354.
Prawdopodobnie
studia

żadna

z dziedzin

nad pok rewieństwem.

początków

dyscyliny,

Książka

tradycji

badawczych

badań

z tego

jest

pierwszym

etnologii

w świetle

w nauce

zachodniej.

zakresu

w literaturze

z perspektywy

etnologicznej.

blematyki

i pobudzenie

zainteresowania

nią w środowisku

specyficzną

sytuację

wyjaśnienia

autora

na temat

badań

ważności

miejsca

w nauczaniu

zakresu

w zachodnim

piśmiennictwie

czynami

nieobecności

(poza

polskiej,

jak

przyczyny,

też innych

znalazło

etnologicznym.

niclicznymi

nie dostrzcgać

problemu"

(s. 9). Podobną

Autor

dochodzi

w etnografii

radzieckicj,

pokrewieństwem.
problematyki,

Autor

się utrzymać

słusznie

zauważa,

środowisko

pokrewieństwo
plikowanie

jako

etnologiczne

przedmiot

etnologii.

Ten szczególny

kontckst

z dziedziny

prowadzonych

materiałów,

dobór

ważnych

i w pełni

sprawozdaniem

rzutuje

zwi,!zane

koncepcji
etnologii

że "trudno

w okresie

przy-

w etnologii
wyjaśnić

zdawała

powojennym

ujęcie pokrewieństwa
że najistotniejsza

osiągnięć

zaniedbań

przeszkodą

się

również
L. H. Mor-

przyczyna

zachodnich

w uprawianiu
orientacji

tego

badań

nad

i nauczaniu

tej

w tym, czym jest

jest

też zapewne

omawianej

książki.

Prezentuje

aspekty

stanowisk

autora,
prac

będ,!ccj

na temat

rozdział,

zatytułowany

niezwykle

obszernego.

poczynając

L. Morgana,
badaczy

interpretacji

znaczne

skom-

współczesnych.
jako

w historii

argumenty

czytelnika,

kim przez

sporu:

E. Gellnera

problemów

i ogromu
tematów

Ponadto

nie jest

jedynie

zagadnień

i stanu

nad

wynikiem

wieloletnich

aspektów

"Z historii
Autor

badań

koncepcji

Według

i D. M. Schneidera
kulturowo

określony,

Drudzy

natomiast

utrzymuj,!,

że pokrewieństwo,

syntetyczne
rozwoju

kwestii

i jego

kon-

określenia
dość

aż do
natury

trudne

dla

usytuowanie

tego zagad-

prezentuje

wyczerpująco

Autor

i stanowiska,

które

przede

wszyst-

reprezentowanych
mają

charakter

przy czym oba te aspekty
w rozumieniu

nad

ogromnego

C. Levi-Straussa,

genealogicznego

pokrewieństwa

opraco-

studiów
-

te, choć zapewne

współcześnie

więzi

się w sposób

na gruncie

RadclitTe-Browna

pokrewieństwem.

wyrażają

konsekwentnym

a szczególnie

na kluczowe

tzw. stanowiska

pierwszych,

etapy

jest ważnej

Rozważania

ze względu

nad

zwięzłe,

na czele, prace

poświęcona

etnologii.

studiów

stanowi

Malinowskiego,

z G. P. Murdoekiem

badań

Jest

i pionierskich

podstawowe

ewolucjonistycznych,

dwa rozdziały)

nimi.

przemyśleń

problemu",

Riversa,

książka

pokrewieństwa.

przedstawia

a jedynie

Lud l. LXXVt

Niemniej,

wielości

problematyki.

dla

przedstawicieli

socjologicznym.

a raczej "zbiór

(s. 12). Wobec

trudny.

są niezb<;dne,

teoretycznych

dwu stron

nazywa

(kolejnc

w rozlicznych

się, że nie jest to podręcznik,

wybór

badania

przedmiotu

zastrzega

ona podstawowe

adwersarzy

jest to przemyślany

amerykańskich

Duża część książki
nieprzygotowanego

od

poprzez

tynuatorów,

pokrewieństwa

Autor

różnych

Pierwszy
pokrewieństwem,

główne

rcprezentatywnych

wanie tematu

16 -

sytuację

z tego

się nad

się pod jej wpływem

nie ma dostatecznej

na charakter

bardzo

z poszczególnych

wyrazem

autor

literatury

do analizy procesów
zmienności
systemów
których uparcie trzymano
się, szczególnie

z pokrewieństwem"

był nicwąpliwic

polskiej

nienia

Przyznaje,

na

wstępne

jej kluczowego

pokrewieństwa

w świetle nowych

Istotną

pokrewieństwa,
przez badaczy.

esejów na pewne tematy

wkładu

dla etnologii,

tematyki

że wskutek

w Polsce



tematu.

zagadnienia
sporach

nic dałoby

uzasadnione

zastanawia

wniosku,

lekceważenia
leży "w braku teoretycznych
podstaw
pokrcwieństwa"
(s. I O). Konccpcji ewolucjonistycznych,

Ze względu

S. SzynkiewicI.

ewolucyjne
do

przybliżenie

etnologów.

w pełni

znajdujących

w nauce marksistowskiej

miejsce.

tej pro-

Europy.

i krajów

skoro

studium

jest

ogromnej

i wschodniej

niemiecka

ważne

systematycznym

autora

i wc Francji,

przyczynkami)

środkowej

polskiej

pokrewieństwa

anglosaskim

nauka

wytłumaczyć,

gana

problematyki

w świecie

krajów

dla których

konsekwentnie
trudno

dyscyliny

sięgających

polskich

kraju,

w Polsce, jak

bogatych,

Celem

w naszym

Uniwersytetu

nie jest tak zaniedbana

szczególnie

ujętego

tej dz.iedziny

Wydawnictwo

etno/Of}iCZlle,

Jest to fakt bulwersujący,

S. Szynkiewicza

pokrewieństwa,

Studium

etnologicznym,

biologiczny,

są nierozdzielne.
ma

charakter

242
społeczno-kulturowy.

Sporo

błędne

wyobrażenie

o biologicznym,

nauki.

Autor

także

z adopcji,

wskazuje

miejsca

ponadto

samo

rekrutacji

do grup

żeniu

wyjątkowo)

także

krewnych

w danym

systemu

pokrewieństwa.

Zdaniem

autora

poziom

należy

posługiwanie

krewniaczych

społeczeństwie
To

pokrewiel\stwo

jest 7ja~viskiem

Te dwa

poziomy

ale powinny

być rozdzielane

nic tylko

mogą,
-

biologię

nego,

zostaje

podobne

zatem

prawa,

z przyjętym

urodzenie.

wyróżniających

określenie

potraktowania
przypadek

jako

nadająca

wobec

tcrminów

je od innych

terminów

nazw

pokrewieństwa

pokrewieństwa

pozycji

pozwala

obj"ć

i spo-

od siebie.

sity zdecydowanie
badań

za

etnologii

kwestii tzw. pokrewieńpokrewieństwa
równc

jako

fikcyj-

<:zy przynajmniej

fikcyjnego

pokrcwieństwa

jeden

biologiczny

przedmiotu

jako

Stanowisko

rozumieniem

istniejącego

genealogiczne.

niezależ.nie

opowiada

jest m.in. sposób
pokrewieństwa,

kategorii

dwupoziomowym:

często

w zakres

(w zało-

Iccz zasady

i badanie

jako

ujmowana

uniwersalne.

różnych

czy aspekty,

S. Szynkiewicz

pokrewielistwa

stanowiska

w literaturze

przez autora

nych cechach
"takie

charakterze

wlączona

jak

i etnologię.

lecz

stanowisko

znaczeniu

dyscypliny

przyjętego

bliskość,

podważaj,!cych

do

z urodzenia,

dopuszczają

O bliskości

nic ich biologiczna

potoczne.

przenikją

bynajmniej

takic

do kultury.

przez dwie różne

Adopcja,

nic jest

ale grupy

członków.

przykładów

wynikające

-

łecznokulturowy,

Konsekwencją

przyłączania

kilka

rclacje

w najszerszym

drugi

tezą o społeczno-kulturowym
i przekonująco
to uzasadnia.

nic tylko

urodzenic,

w jaki sposób

wityzi pokrewieństwa

się genealogią

jest

decyduje

tylko

czytelnikom,

charakterze

włączają

inne sposoby

do natury,

stwa fikcyjnego.

uświadomienic

wrodzonym

m.in., że genealogie

Podstawą
-

zajmuje

wi"że

się również

nazw statusu,

o specyficz-

społecznych.

Zdaniem

nim również

cZtyść tzw. pokrewieństwa

S. Szynkiewieza,

fikcyjnego" (s. 82). Według autora, pokrewieństwo
fikcyjne winno być nadal wyróżniane
typologicznie ze względu na pewne odrębności, jednak należy je traktować jako cZtyŚćszeroko rozumianego
pokrewieństwa,

podobnie,

jak traktuje

czy chrześniactwo

i kumostwo

rodzaju

można

ujmować

łącznie

cechach

(rodzice

chrzestni

czy "bracia

zalicza

jednak

do pokrewieństwa

kategoria

krewnych).

wyrażające

się użyciem

bądż

terminu

Autor

terminów

"siostra"

(s. 82), że tych

w odniesieniu

przypadków

należałoby

traktować

"brat",

nego jako

rodzaj

tcrminów

pokrewieństwa,

trwałych

zwracaniu

się do owych

do pielęgniarki

nie zaliczając

tu raczej

występujących

w tzw.

osób.

Użycie

oczekiwania,

nie dotyczące

krewniaczych.

Istnieje

świadomość

pełna

stwie do wymienionych
Zgodnie

z przyjętym

nie mają charakteru

jednak

tcrminów

nazw statusu

krewniaczego.

możemy

włączyć

oddzielnie;

jak

byłoby

przypadków

krewieństwa
Po

sądzę,

lepiej

nie nazywać

omówieniu

"pokrewieństwem

wstępnych,

autor

społecznych,

zachowań

oraz

wstają

szeroko

rozumianego

wokół

krewieństwa".
nych

nazw

pokrewieństwa

proponuje

Terminologia
statusu.

swoją

pokrewieństwa

Wymienienie

wyznaeza

zakres

jej

pełnienia

zastosowaniem

przy

bezpośrcdnim

całości

odpowiednich

ról

nie dochodzi,

w przeciwień-

obrzędowego,

do nawi,!zania

stałych

metaforycznie

zastosowane

zdaje się więc rozbicie

do pokrewielistwa

i cz.,:ść, którą

metaforyczncgo

jego

istotnych
definicję:

więzi.
terminy

pokrewieństwa
trzeba

rozci'Igni.,:cia

w definicji

dla

delimitacji

.,pokrewieństwo

ich kulturowemu

reprodukcji
wstała

terminołogii

się, że
rozumia-

tych tcrminów;

podlegających
procesu

tym słusznie,

Wydaje

fikcyjnego,

czyli

-

zakonnych,

(jak /.feszt,! piszc S. Szynkiewicz.

bynajmniej

bardzo

własną

koncepcji

specjalna
relacje

traktować

tcrminów

po-

fikcyjnym".

a zarazem

problemów,

jako

przy

z metaforycznym

adrcsowej.

Niezręczne

na jego część, którą

PrzYl1laje

tego

wszakże

inne

wspólnot

do pokrewieństwa

pokrewielistwa,

fikcyjnego

także

pokrewieństwa.

sygnalizuje

powy7.ej form pokrewieństwa
rowmieniem

kategorii

formie

umowności

są traktowani

do członków

krwi

Zwi<jzki

pamitytając

fikcyjnego

do czynienia

tych terminów

s. 78-79) pewne

krwi"

w szpitalu.

do

ich także

więzi. Mamy

obrz.ędowcgo.

pokrewiclistwcm,

w stosunku

włączyć

może być braterstwo

pokrewielistwa

z "właściwym"

"siostra"

nie można

je odrębnie,

tzw.

Przykladcm

przypadki

rzeczywiście

o ich odrębnych

się powinowactwo.

-

społecznej

pokrewieństwa
to

całość

uogólnieniu.
i stosują

więzi

które

po-

terminologię

po-

zdefiniowa

już wczcśniej jako systcm specyficz-

zwraca

uwagę

pokrewielistwa.

na

Zgodnie

że zasięg

systemu

z wcześniejszymi

fakt,

tezami.

243
definicja nic odwołuje sir; do biologicznych aspektów pokrewieństwa, traktuje je autonomicznie,
jako spolec7.l1o-kulturową kategorir;. Autor jcst świadom, że "sformułowanic jeszezc jednej definicji
nic zlikwiduje istniejących nieporozumień" (s. 93). Dobrze jednak, że podjął sit; tej próby, jasno
określając swoje rowmienie pokrewieństwa, nic ukrywając przy tym nurtujących go wątpliwości
i licznych kontrowersji związanych z tym skomplikowanym tematem.
Kolejny rozdział ksiąi.ki dotyczy zagadnień terminologii pokrcwietistwa. Przedstawia zarys
rozwoju zainteresowań terminologią, postt;pów w zapisie terminów, problemów związanych z tzw.
terminami klasyfikacyjnymi i ich szczególnej roli w badaniach nad pokrewiełlstwem. Nastt;pnie
omawia najwai.niejsze typologie systemów terminologii pokrcwieństwa:
Morgana, Lowiego,
Murdocka i Kriukowa, wyszczególniając kryteria tworzenia kategorii nazewniczych przyjęte przez
tych badaczy jako podstawa tworzenia typologii. Być może (niezależnie od zamieszczonych
tabelek, prezentujących schematycznie kompozycję terminów w poszczególnych typach według
różnych klasyfikacji) pomocnc dla lepszcgo zrozumienia zasad poszczególnych typów byłoby
załączenie schematów obrazujących relacje pokrewieństwa i odnoszące się do nich nazwy. Pewne
wątpliwości budzi umieszczenie tego rozdziału przed omówieniem systemów pokrewiellstwa.
Podobnie, w ostatniej C/l;ści ksi,!i.ki, o zmienności pokrewiełlstwa, pierwszy podrozdział dotyczy
przeksztalceil terminologii, a dopiero drugi - zmian systemów pokrewietistwa. Tymczasem autor
sam stwierdza, że "iakakolwiek ich (terminów pokrewietistwa - D. P.-G.) zmiana winna być
poprzedzona przekształceniami stosunków pokrewieilstwa". Układ taki, przynajmniej w drugim
przypadku, przyjr;ty zostal zapewne dlatego, że w praktyce najczęściej o zmianach stosunków
pokrewieilstwa wnioskuje się ze zmian w terminologii (patrz s. 292-293).
Rozdział zatytułowany "U źródeł pokrewieństwa" rozpoczyna się od części, która, zgodnie
z lradycyjnymi, wywodz<!cymi się jeszcze z ewolucjonizmu zaintercsowaniami, sit;ga do początków
pokrcwicilstwa. Autor podkrcśla, i.c zarówno tezy ewolucjonistów o pierwotności "matriarchatu"
w stosunku do "agnatyclonych zwi'!7.ków", jak i twierdzenia przeciwne, o pokrewicństwie
patrylincarnym jako właściwym pierwotnym społecznościom zbieracko-łowieckim, zostały podważone przez dalsze badania. Poświadczono możliwość wystt;powania różnych kierunków
rozwojowych, kształtowania się w sytuacji pierwotnej tak systemów matry-, jak i patryłinearnych
oraz bilateralnych. Świadcz<! o tym przykłady ludów zbieracko-łowieckich o najprostszej organizacji
społecznej, spośród których autor omawia Szoszonów i Buszmenów! Kung. Zwraca uwag.;: na
plastyczność tego typu systemów, które w zależności od zmieniających sit; warunków mogły
przeobral.ać się w rói.nych kierunkach. Wskazuje również na znaczenie rezydencji małżeilskiej, która
wpływa delerminująco na kS/.tałtowanie się określonych systemów pokrewieństwa.
W dalszej cz.;:ści rozdziału autor definiuje terminy o podstawowym znaczeniu dla teorii
pokrewieilslwa: pochodzenie, filiacja, grupa pochodzeniowa. Charakteryzuje również poszczególne
lypy rezydencji małżeńskiej oraz rodzaje grup pochodzeniowach (lineaż, ród, fratria, moiety).
Problematyka zwi,vana z pochodzeniem i grupami pochodzeniowymi przewija się często także
w następnych partiach pracy. Jednak w podejściu do tych zagadnieil można dostrzec pewne
niekonsekwencje. Autor zdaje się opowiadać za definicją pochodzenia wywodzącą się od Riversa,
kontynuowaną przez Radeliffc-Browna, ograniczającą ten termin do przekazu unilinearnego.
Z kolei, wyliczając (w podrozdziale o systemach marginalnych) sześć logicznie możliwych
wariantów przekazu pochodzenia, wymienia również "przekaz dowolny", właściwy systemowi
bilateralnemu. We fragmencie pracy dotycz<!cym pokrewieństwa bilateralnego przedstawiona jest
polemika mit;dzy badaczami brytyjskimi, ograniczającymi pochodzenie do unilinearności, a antropologami amerykallskimi, rozciągającymi stosowanie terminu pochodzenie również na przekaz
bilateralny. Wprawdzie autor pisze, że spór ten "uświadomił konieczność odabsolutyzowania
takich pojęć. jak pochodzenie i unilinearność" (s. 264), ale w glosariuszu jednoznacznie definiuje
pochodzenie jako zasadr; wywodzenia unilinearnego pokrewieństwa od społecznic uznanego
przodka. Również zgodnie z tradycjami brytyjskiej antropologii, S. Szynkiewicz akcentuje
rozumienie pochodzenia jako kryterium rekrutacji do (unilinearnych) grup pochodzeniowych, a nie

244
jcdynic

sposób

pochodzenie
o

ustalania

"zakłada

kształtowaniu

się

małżeńskicj,

autor

nie jcszcze

organizacji

wiązanie

pochodzenia

funkcja

jest

z przodkicm.

grupy

stwierdza:

systemów

"Tutaj

grup

Wcdług

pochodzeniowej".

unilinearnych

jednak

wai.na),

chodzi

rozumicnia

cj,! ograniczaj,!ccgo
pochodzeniowej

ta jcgo

bardziej,

zgodzimy

się, ic

mówić

również

jeśli

rzutuje

na definiowanie
przcz

wyłącznie

unilinearnej.

Również

jest

zdefiniowana

jako

autor

stwicrdza,

żc wykazano

charakteryzuje

się więc konsekwentnie
Sądzę

ambilinearnych

grup

pochodzcniowych

unilinearnych

(i analogicznie

o rekrutacji

członków

-

grup

się wokół

wspólnego

do

"plemiona

przyjmujące

czc;sto

w innym

pochodzeniowej:

micjscu

zgodnic

gcnealogii,

pochodzcniem

inaczcj

z przyjętą

"wszystkic

(wśród

koncepcją

nich

plemiona

pochodzcniowymi"

(s. 154). Konstatacja

ujawnia

trudności

związanc

powyższc

cytaty.

Następnc

dwa

krewieństwa,

które

równorzędne

wzglc;dem
małżcńskiej

sicbie.

pochodzcniowa"

plemiona

(s.

odwoluj,!ce

idcologii

twicrdzi,

krewniaczymi

z wcześnicJszych

stosowaniem,

co

systemem

świata

lepicj zbadane.

cechuje

obszernie

nie są bynajmniej

zgodność

pfI.ekazu

z jedncj

rozwiązywać

problemy

muszą

do mężczyzn

należących

Wystc;pują
kulokaina

tu trzy rozwiązania
dotyczące
rezydencji
małżei\skiej:
matry-,
rezydencja,
z których
każda powodujc
pewne nicdogodności.
choć
większą

dysponują

"potrójną

sztywnością

i mogą

kontrolą"
ulegać

nad

pochodzenia.

wynikające

grup

z faktu.

pochodzeniowych.
patry-o bądź awunAulOr wykazuje.
je

systemem

dczilllcgracji.

omawia

linii pochodzeniowej).

matrylinearne

się

istotne

na

a tym bardziej

Autor

społeczeństwa

patrylinearne,

i zasługiwałoby

które

(w rc;kaeh mc;żezym

do matrylinearnych

po-

pokrewieństwo

patrylinearnym.

i patrylincarncgo,

niemniej

porównamy

systemowi

Wprawdzie

nałeży

systemy

jcśli

i patrylincarnemu

systemy.

się na
grupami

tez autora,

widać,

Natomiast

charakteryzują

oparcia

siC; domnicmanym

żc władza

w nich

siC; do

;ie mimo

z pewnością

matry-

159).

pochodzeniowych"

charakteryzujących



znacznie

patrylinearny

"pochodzenie'').
że należą

grup

1/3 społeczeństw

u okolo

i władzy

termin

o "innych

pozostałe

zostały

,.grupa

dodając,

logiewie

matrylinearnego

System

czy

terminu

również

spotykanym

unilinearne

(patrylokalncj)

się, że

bilateralnych

etnicznych,

są kołejno

występuje

systemu

choć wydajc

wystc;powanie

np. grupach

grup

ich

ambilinearnymi

wspomina

P.-G.)

zostały

z najezc;ściej

ale systemy

eharakterystycZl1e

D.

poświęconc

tu się znalazło,

matrylinearnym,

-

zwanych

stanowiskiem,

pokrcwielistwa
rodzajc

ta wynika

omówione

potraktowanie

,.autentycznie

pozornych

z konsekwcntnym

rozdziafy

a w trzccim

grup

grup.

autor

charakteryzuje

wymicnione

"po-

bilatcralnych

nale;i.y traktować

postać

grupy

książki

krcwniacza.

ograniCl.ać

przodka",

omawianej
grupa

za jcdnym

szcrzej

Konsekwen-

było określanie

i korporacyjna
rodzaj

pochodzeniowych,

integrujących

Tymczasem

ten

nie pozwala

pochodzeniowej.

w glosariuszu

że udokumentowane

grupach

rezydeneji

można

brytyjskich

istnicnic

też szczegółowo
jednak,

grupy

badaClY

unilincarna

Nie opowiada

symetryczne

definicyjnc

(chociaż

brytyjskiemu.

cechy

sir; słuszne

pochodzeniowej

bliższy

bilateralne,

nie wydaje

a wir;c niekoniecz-

do grupy

(s. 264-268).

fikcyjnej

rezydcncji

unilinearności,

(s. 13R). Zatcm

pochodzcnia

w tekścic

pochodzcniowych",

nich

gdzie mowa

o formy

przynależności

tym

pochodzenia

grupa"

Pisząc

w glosariuszu.

miejscu,

w oparciu

o powstanie

traktowania
jako

chodzeniowa

do grup

zamicszczonej
w innym

bilateralnym.

Sposób

jcst

dcfinicji
Niemniej,

pokrcwieństwa

pochodzeniowych"

z wyznaczaniem

niezmiernie

o pochodzeniu

JcdnaLi.e

związku

istnienie

pokrewiclistwa.

Przeciwdziałają

temu

mechanizmy
rozwiązywanie

takie, jak wyczcrpująco
opisany
proccs
segmentacji
lineaży,
adopcja,
zbrojne
wewnętrznych
konOiktów.
Natomiast
systcmy matrylincarne
są bardziej elastyczne.

przystosowują

sir; do zmieniaj,!cych

składem

członkowskim"

została

rezydcncja

stwa

matrylinearnego.

warto

podkreślić,

nic unika

trudnych

za pomocą

natolokalna,
Chociaż

uważana
odrc;bny,

że w całej książce
zagadnień

się warunków
różnych

autor

przede

form rezydencji

wszystkim

poprzez

mał7.eńskiej.

Szeroko

przedstawiona

za formę

prowadnIC,!

ostatni

rozd/ja!

dotyczy

zmienności

pokrewielistwa.

siC; uchwycić

dynamik

C;systemów

pokrewiei\slwa,

ich przeobrażeń,

przekształcania

stara

ich genezy, czynników

sprawczych

do wykształecnia

"mancwrowanie
sir; pokrewiel\-

245
si<;:jednych

systemów

polemizuje

I. wyjaśnieniami

czytelnikom
W

otwartość

rozdziale

omówienie
-

dopuszczały

równorzr;dność

na jednoczcsnym

innych

podwójnego.
omawia

system

Opowiada

któregu
jest

jego

Jest

tu zgodne

może

pokrewieństw<J

cechuje

patrylinearne,

wynikać

być jedną

transformacji
i majątkowa

w ścisłym

znaczeniu

w procesie

tych systemów,

matry-

grupy

n<Jlcży mówić

bi-, a nie unilinearny.

Autor

ewolucji

podwójnego

systemu

wspólnota
słowa,

się z reguły

od matry-

gdzie indziej

do

(s. 336)

patrylinearnej

do

systemów

patrylineażu,

a więc to



do patrylinearności,
pełnią

matrylinear-

podwójnych

przechodzenia
(tc pierwsze

przytacza

że ,przejście

to o znacznym

pochodzcniowc

definicji,
systemu

Czy świadczy

charaktcryzuj,!cyeh

że

się do

od organizacji

tego

stwierdza,

a więc odnosi

Wir;kszość

patry lokalna

matry/inearne.

przypadku

(s. 24[), choć

ohserwaeji.

poza

wówcz<Js, jcśli

S. Szynkiewicz

Murdocka,

traktuje

nawet

charakterze

niż odwrotnic"

przypadków

matryZdaniem

że wszystkie,

dotyczącc

z dróg

rezydencja

podwójnym

i patrylinearne

pisze,

ale raczej

o przejściowym

z niedostatków

na cechy strukturalne

stronie

dyskusje

korporacyjne

niż grupy

o sysll:mie

autor

przez ojca i przez matkr;,

z założeniem

zajmuje

zasady

klas małżeńskich.

były więc unilinearne

jest linearny,

mialoby

miejsca

tcn, choć obic linie filiacyjne

micjscu

występowanie,

się za hipotcz,!

z<Juważa, iż nikta dokumentacja

czeństw

łinii -

b<Jrdl.iej prawdopodobnc

matrylinearnej

społeczeństwach

system

na tej samej

podwójny

występowanie

ku patrylincarnemu.

patrylinearności

-

dużo

wyst<;:powaniu

australijskich

w innym

Zreszt,!

tego systemu,

cmpiryczne.

źródłowej,
uświadamia

ohu linii" (s. 257). S,!dzr;, że w tym ostatnim

Zatem

cechy

pokrewieństwa,

grupy

badaczy

zakład<J wyst<;:pow<Jnie dwóch

szeroko

dokumentacji

a jednocześnie

pokrewicństwa"

słynnych

Także

a obilinearności.

systemu

autor

systcmy

..wylll<Jcz<Jły linir; (... ) przodków,

nie o unilinearności,

nego

"Powstałe

unilinearny.

systemy

z bogatej
badaczy,

polcgaj,!cego

ściśle z organizacją

jak szcrcgu

pozostaje

korzysta
różnych

problemów.

zwi,!zanego

bilateralnym,

przykłady

przez

podwójnego,

podobnie,

bilincarność

analizach

tych

syslemu

równorz<;:dnie,

W swoich

proponowanymi

zatytulowanym

i patrylinearncj,
autora

w drugie.

"silniejsze"

w

zaawansowaniu

tych
społe-

czy może wskazuje

"podziałem

np. funkcje

funkcji"

kultowe

między

i prawne),

co

przyCl.ynia si<;:do harmonijnego
dzialania
systemu społecznego?
Świadczylby
w książce przyklad
Yako z Nigerii. W pełni przckonująca
jest natomiast

o tym przytoczony
sugestia
autora,
że

systemy

występowania

podwójne

pochodzeniowych,
wspólnoty

należy

wyodrr;bnić

których

korporacyjność

mai,!tkowej,

Pokrótcc

jak

omówione

marginalnc,

ponicważ

postuowal

zostały

bardzo

..bilateralnym

e/.r;sto.

bilinearnym",

pr/.y og(·)lncj

z Occanii.

wystr;puj,!

przodka

wyprowadzane

wyst<;:powanic
różnicc

Ostatni

rozdział

dowolncj

dotycz,!CC zmian

Autor
wskazać

byłohy

zmian

?.wraca
możliwe

tcrminologii,

uwagr;

na proccs

tych przcobrażcll.

ciagłych

przckształccń

ZIlanym
charakteryzuje

zasięgu.

Autor

wskazuje

które

jego

wybrał
stosunków

najpierw

a nie trwałe,
zagad-

pokrewieństwa.
ogólniejszc

przypadck

polski

krewniaczych.

pokrcwieństwa

miydzy

na

zdaniem

dwie grupy

przedstawić

w stosunkch

systemów

zależności

np.

typ bilateralny

a nast<;:pnie przcdstawić

z przeobrażeń

go

i "am-

od wspólnego

Autor
-

bilateralny,
nazywać

pochodzenie

i zmiany

odwrotną

Pokazuje

przypadków,

za

pozostają

"bilateralnym"

jednostkę
i jej związki,
grupy pochodzeniowe.

pokrewieństwa.

wynikających

woli

pokrcwieństwem,

tcrminologicznego

kierunki

z tych

płci. Natomiast

pokrcwieństwa,

systcm,

autor

nazywane

w których

zaintcresowania
od jednostek,

kolejność

systcmów

typy,

uznanc

zatem

ostatni

(i dlalego

o zróżnicowanym

systcmów

systcmu

zastosować

grup
w sensie

i przeciwległy,

Natomiast

a bilateralnym

w ccntrum
niczalcżnie

zmian

polskiego

lepiej

płynnych,

systcmami

stawiając
społecl.llcj

nic tylko

udokumentowanc,

W drugim

ogniwa

Być może

przykład

dwa

jcst prlez

rozważania
jako

jego

"kognatyczny".

krcwniaczych,

dotyczy

przckształccnia

rozwiązań.

pochodzcniowc,

unilinearnymi

szerzej,

równoległy

on niejcdnorodny

grupy

działa indywidualizuj'Ico,
istniejące w strukturze
nień:

jest

ambilincarne

krr;gów

mir;dzy

pokrewieństwa

wyróżniono

nazwie

kryterium

rozumieć

nic jest dostatecznie

niż rzcczywistych

pokrewielistwem"),

jednak

.I. Goody.

systemy

Ponieważ

na podstawie

trzeba

ich wystr;powanie

one raczej w sfcrze możliwych
spotykamy

definicyjnie

systemem

i stara

się

pokrewień-

246
stwa a terminologią, czynniki wpływające na powstawanie okrcślonych systcmów pokrewieJ\stwa
i ich zmiany. Do najbardziej prawdopodobnych, a niedostatecznie jeszcze zbadanych determinant
zalicza środowisko przyrodniczc, sposób gospodarowania,
charakter wlasności i kryteria jej
dziedzic7.enia. Część rozdziału dotycząca przemian polskiej terminologii pokrewicństwa wyczerpująco i jasno przedstawia ten proces. Wskazuje na cechy systemu pokrewicństwa i jego zmiany.
które wpłnęły na powolne przekształcenia terminologii. Stopniowej redukcji uległa terminologia
rozdzielająca uprzednio krewnych ze strony ojca i ze strony matki oraz terminologia powinowactwa. Autor zauważa, że "przcjście polskiej terminologii do pełnego typu lienarnego, i co za tym idzie
pelnej bilateralności, dokonało się współczcśnie przez eliminację slryju" (s. 277). Poprzednio
tcrminologia ta mieściła się częściowo w typie linearnym, a cz"ściowo w bifurkacyjno-bocznym.
Książka zaopatrzona jest w starannie dobraną bibliografię, zawierającą zarówno najważniejsze pozycje klasyczne, jak i nową literaturę. Dokonanie takiego wyboru było niewątpliwie bardzo
trudnym zadaniem, jeśli weźmiemy pod uwag" ogrom literatury z tej dziedziny. Załączone
streszczenie w skondensowanej
formie omawia glówne tezy pracy, ułatwiając czytelnikowi
orientację w skomplikowanych zagadnieniach pokrewieństwa.
Temu samemu celowi służy udatnie glosariusz, zawieraj,!cy objaśnienia podstawowych
terminów pojawiających się w ksiąźce. Sformułowanie odpowiednich definicji wymagało od autora
jasnej deklaracji stanowiska. Z tego zapewne wynikają pewne niekonsekwencje w stosunku do
tekstu, częściowo wzmiankowane już wcześniej. Dlatego chyba występuje tu hasło "unilinearna
grupa" (pochodzeniowa), a nie ma hasla "bilatcralna" b,!dź "amhilinearna grupa pochodzeniowa".
choć została ona omówiona w tekście. "Linearność" zdefiniowano jako zasadę "identyfikowania
pochodzenia przez wybór jednej linii konsekwentnego przekazu pokrewieństwa ... ", co nal,~żałoby
określić raczej jako unilinearność (tego hasła nie ma). NiepotrzebIlle pojawia się dwukrotnie hasło
"grupa pochodzeniowa" (za drugim razem w odwróconej kolejności - "pochodzeniowa grupa", co
nic jcst stosowanc w przypadku innych haseł). W pierwszej definicji jesl ona określona jako .,grupa
krewniacza utrzymująca tradycję wspólnego pochodzenia ... ", bez założenia jej unilinearności.
a w drugiej - jako "unilinearna (... ) grupa krewniacza". Nie ma haseł typu: patry-, matrylinearne
pochodzenie; wyjątkiem jest "podwójne pochodzenie", definiowane jako "system, w którym istnieją
równocześnie dwie kategorie pochodzeniowe ... ". Byłoby więc Icpiej sformułować hasło: "podwójny system pokrewieństwa". Jednakżc nie znajdujemy w glosariuszu haseł wyszczcgólniających
wszystkie systemy pokrewieństwa; jest jedynie "ambilinearne pokrewieństwo" oraz "bilateralne
pokrewieństwo", tłumaczone jako "typy" pokrewieństwa. Występują hasła omawiaj,!cc cztery typy
terminologi pokrcwieństwa: "bifurkacyj no-boczny system terminologiczny", "hifurkacyjno-łączny
system terminologiczny", "generacyjny system terminologiczny" i "liniowy system tcrminologiczny". Ten ostatni jednak pojawia się niepotrzebnie w nieco inncj wersji po raz drugi - jako
"lincarny typ terminologii pokrewieństwa", z osobnym, choć analogicznym wyjaśnicnicm. Hasło
takic mogłoby wystąpić jedynie w formie odsyłacza do hasła główncgo (lak, jak hasło "kindrcd",
odsyłającc do "kręgu krewniaczego").
Należy podkrcślić staranność opracowania zał,!czonych, bardzo przydatnych indeksów (osób;
nazw etnicznych i obszarów kulturowych, oraz indeksu rzeczowego), a także zilustrowanie
wywodów czytelnymi, pomagającymi w zrozumieniu tekstu, tabelami i rysunkami.
Szcroki zakres tematyczny, wielość poruszonych w'!tków sprawiła, że, mimo obszerności
rccenzji, mogłam omówić i przedyskutować dokładniej tylko niektóre, wybranc zagadnicnia.
Wbrcw zastrzeżeniom autora o eseistycznym charakterze książki, stanowi ona staranny wybór
najważniejszych problemów z zakresu pokrewieństwa. Duży stopień skomplikowania tematyki,
dyskusyjność poszczególnych zagadnień, wpływa na zawiłość niektórych fragmentów wykładu.
Taki jcst jednak charakter przedmiotu. Należy podkrcślić, że autor, pomimo, a możc właśnie dzięki
doskonalej znajomości tematu, nic przemawia ex cathedra, a przeciwnie, uczciwic podkreśla
nurtujący go niepokój, otwartość wielu zagadnień, niemożność oferowania jednoznacznych
rozstrzygnięć. Jak sądzę, autorowi udało się osiągn,!ć równowagę mi"dzy prczcntacją polemik

247
i kontrowersji
trudnym

badawczych

7adaniem.

zaniedbywanej
publikacji

a ukazaniem

Dobrze,

dotychczas

opracowanej

własnej

wizji pokrewieństwa,

że nareszcie

polska

problematyki

o

w tak

kompetentny

co na pewno

etnologia

doczekała

podstawowym

znaczeniu

dla

i inspirująCY

do dalszych

badań

Danuta

WarlO.vci \ol' "ultur2e

f'ols"iei,

W 19119 roku
polskiej".

praca

zbiorowa

w Kaz.imierzu

nad

pod

Wislą

red.

odbyła

sir; sesja

z niej dość długo oczekiwały

na wydanie,

i cenionej

Fundacji

Pomocy

Szkołom

na Wschodzie

wydawca

zawacza,

że jest

to

bynajmniej,

że zastosowano

i że tom

nic zainteresuje

Przeciwnie,
a jednocześnie

Polskim

poz.ycja

adresowana

w niej jakiś szczególny
czytelnika

zarówno

sama

głr;boki, czynią

do

tości uniwersalne.
-

problematyka,
pracr; godną

o zjednoczonej
kulturze.
swoją

zakładające

powiada

Ale w tym
tożsamość.

(np. uproszczony)

procesie

Jest

jak i sposób

i wygodzie, jej ujednoliconej
potrzcbne

wyobrażnia

i spontaniczność

zaruwno

i monDtonna,

wartości

wspólnym

rynku

jednoczenia

sir; narody

nie chcą

zatracić

najbardziej

w interesie

i technice,

poszerzającemu

i kolorystyka,

odmienność

A to zapewnić

prac zamieszczonych

klóra

jest

rozważań,

system

wartości.

z kilkudzicsir;ciu

wymieniali

jako

selekcji:

a) spośród

autorów

analizowanych

wybrali

te, które

owych

~ zaznacza

L. Dyczewski

nie doczekał

polską

wybrano

h) 25 wartości

-

te, które

kulturę
były

dla kultury

raz

elemennajbardziej

głos

Wybrano

wybrano

redakto·

je w sposób

25 wartości,
podwójną

które

drogę

ich

najezr;ściej

wymieniane

przez

56 "sędziom",

aby spośród

nich

polskiej

i są nadal

aktualne.

polskiej".

Jeden zestaw

za podstawowe

dla kultury

a stanowi

go wewnętrzna

wolność,

omówienia,

zgodnie

osią, centrum.

można

jeszcze

uznaliśmy

sir; odrr;bnego

systemów
-

naj istotniejszym

zastosowano

przedstawiono

typowe

-

i in-

Włochem,

są bowiem

pokrewnych.

Nastr;pnie

Są najbardziej

Francuzem,

Wartości

oddajmy

określających

w niej dzisiaj

i zrozumienia

scharakteryzować
-

dla niej typowe.

25 wartości

które

rozdział

b"dż z.espół wartości

pozycji

pozycji;
wartości,

"Każdy

wartość

najbardziej

ich zdaniem

zestaw

przcdmiotem

jaka

Są one jej rdzeniem,

kultury.

bogata

odrębności

wielobarwnym

tomie

każdej

i łatwości

nie stała się jednolita

w omawianym

rozpoznawczego)

wybran,!

być Polakiem,

do wyodrębnienia

znaku

jedną

By Europa

się tymi nazwami.

czasowi

utrzymanie

będzie

określające

Jej dostatkowi

i odczuwania,

Europa

przez grupy

Pragną

się wolnemu

kulturowej

dochodzenia

wiele

utrzymać

może jedynie

o to, co to znaczy

nimi .

siebie.

różnorodności
sir; pytanic

między

się i pisze

się Europy.

poznawania

grup etnicznych.

pojr;cie
i war-

wspólnej

etnicznej,

słowy, próba

ale także

gospodarczym,

grupy

omawia

wartości

jednOCZącej

mówi

najmniejszej

poprzez

i indywidualizm,
rozdziały.

sprzeczności
-

do zaniku

autoruw

powstał

-

Dyczewski

jak i małych

autorzy

drogą

sytuacjach

Leon

dopuścić

też "polskość",

następujący:

celny i zrozumiały,

naroduw,

tem (czymś w rodzaju

rowi -

w pewnych

w tworzeniu.

stawia



materialu,

naukowych,

wielkich

uznawanych

precyzyjnie

prezentacji

nic wolno

z przekonaniem
Stąd

-

organizacji

Jest to, innymi

Fakt,

nie oznacza

w dyskusje nad tym, co dziś oznacza
sporu, sporu o wartości
narodowe

bez granic,

S,! rozmaitość

W tym kontekście
czy Baskiem.

Gonicwicza.

Wschodzie,

nic tyko kręgów

państw

istnieje. Tylko przy zachowaniu
teresującym
kontynentem".

w kulturze

się dzięki znanej już

jej przedstawienia:

zainteresowania

tomu

to jak

"Wartości

sposób

redaktor

federacji

komunikacji
kultur

istnienie

wc wstr;pie

Europie,

1993, ss. 276.

im. Tadeusza
na

sposób.

Lublin

ukazały

Polaków

dyscypliny,

krajowego.

szerokich rzesz czytelników
mocno zaangażowanych
..polskoŚć". Trafia ona bowiem w sedno istotnego
..Dzisiaj

na temat:

wreszcie

dotyczącej

naszej

Penkala-Gawęcka

L. Dyczewskiego,

Materiały

było niezwykle

sir; publikacji

lecz przewija

osobista

godność,

się przez wszystkie



honor

pozostałe

248
Biorąc pod uwag~ fakt, iż wartości wybranc i omawianc przez autorów kształtowały się przez
całe dziejc polskiego narodu, poszczególne studia mają charakter analiz historycznych, z tym
zastrzeżeniem, iż ostatnie dwa wieki zostały w szczególnym stopniu uprzywilejowane, ze zrozumiałych zresztą względów. Generalnie rzecz ujmując, intencją naczelną pracy jest próba
scharakteryzowania polskości, polskiej kultury poprzez podstawowe wartości, które stały u podstaw jej kształtowania. Tym samym ukazana zostanie specyfika polskiej kultury, jej odmienność
wobec każdej innej. W konsekwencji umożliwi to odpowiedź na pytanie: "co to znaczy (znaczyło)
być Polakiem 7" i "jak być Polakiem dzisiaj?". Jak widać intencje nie wyczerpują się tutaj na
poziomie opisu i oceny systemu wartości z perspektywy historycznej; jest to również próba zakamuflowana, lecz dla wnikliwego czytelnika oczywista - potwierdzenia funkcjonalności tego
systemu również dla czasów obecnych, ukazanie jego aktualności w dzisiejszym świecie pełnym
sprzeczności i chaosu moralnego. Nie przesądzając sprawy, pozostawiając - zgodnie zresztą
z intencją autorów - decyzję akceptacji lub odrzucenia tego rodzaju konkluzji czytelnikowi,
należy się przyjrzeć ich analizom i argumentacji.
Tom otwiera znacznych rozmiarów studium L. Dyczewskiego 7i'wało,~(' kultury polskiej. Jest
to, znacznie wykraczające treściowo poza tytuł, kapitalne, jasne i przejrzyste, a jednocześnie
niebywale celne wprowadzenie do kwestii relacji między grupą (tu: narodem) a kulturą.
Rozważając ogólne kwestie, wychodząc od pojęcia kultura, aż po szczegółowe zagadnienia
tożsamości kulturowej, czy znaczenie tzw. centralnych wartości kultury, autor ani na moment nie
traci z pola widzenia konkretnej kultury: polskiej. Tym samym jego studium ma wartość
podwójną, jest śmiało zarysowaną teorią, która swoje egzemplifkacje znajduje w skomplikowanych
dziejach bogatej polskiej kultury. Jest to jednocześnie niezbędne wprowadzenie do wszystkich
pozostałych tekstów.
Tenże autor razem z B. Jedynak prezentuje kolejne studium Rodzina - rodzinno,~/ - dom.
Nie sposób nie zgodzić się z nimi, iż: "Przywiązanie do domu, do bliskich, wśród których człowiek
wzrasta, do wspomnień i pamiątek rodzinnych, tęsknota do rodzinnego ciepła i uroku lat
dzieci~cych, poczucie przynależności do rodziny są nadal silne w młodym pokoleniu, mimo jego
dużego poczucia niezależności. Młodzi ludzie w Polsce są dłużej i bardziej wszechstronnie związani
z rodziną, zanim założą rodzinę własną, aniżeli w krajach zachodnich. A i potem pozostają z nią
w dość ścisłej łączności". Bez wątpienia, wciąż istotna rola rodziny i domu w polskim systemie
wartości, wyróżnia go od innych, mniej zachowawczych pod tym względem.
Kolejny artykuł, J. Turowskiego, Wspólnotowoś/
jako
warto,~(' i wZljr życia, wyraźnie
koresponduje z poprzednim. "Wspólnotowość - to według autora - schemat-wzór postępowania
jednostek w ważnych dziedzinach życia społecznego, polegający na zespołowym działaniu,
współodpowiedzialności i podejmowaniu decyzji, w przeciwieństwie do indywidualistycznego lub
stadnego sposobu działania". Wspólnotowość, idąc dalej za jego myślą, wiąże się z realizacją dobra
wspólnego w czterech najdonioślejszych dziedzinach życia jednostek i społeczeństwa, a mianowicie: w życiu rodzinnym, w społecznościach lokalnych, w życiu religijnym i w życiu politycznym.
W istocie, niemal wszystkie artykuły, zgodnie z sugestiami J. Turowskiego, śledzą - poza innymi
zjawiskami - realizację idei wspólnotowości w różnych sferach życia Polaków, w przeszłości
i współcześnie.
Religijności poświęcone są dwa opracowania: Cz. Bartnika Podstawowe
idee religijno.ici
polskej i S. Cieślaka Religijno,i/
w literaturze polskiej. E. Jabłońska-Deptula
poświ~ca uwagę
pojęciom patriotyzmu i suwerenności, tak istotnym wśród idei składających si~ na polski system
wartości. Artykuł ten wraz z dwoma kolejnymi opracowaniami:
P. P. Gacha Obrona wartości
naczelnych i T. Strzembosza Gotowo.~ć do poświęceń i ojiary, poczucie służby, stanowią interesującą
całość skłaniającą do przemyśleń. Podobnie z artykułami A. Kowalezykowej - Romantyczne
dziedzictwo
i tradycja i S. Grabskiej - Między lekkomyślno.leią
a nadzieją. Ujmują one, wbrew
pewnym schematom pokutującym zwłaszcza w publicystyce, związki mi~dzy systemem wartości
narodu polskiego, a zachowaniami jednostkowymi i zbiorowymi Polaków w taki sposób, który

249
skłania raczej do uznania systemu za funkcjonalny, niezależnie od tego, czy sama ocena zachowań,
często analizowanych powicrzchownie, skłania do takiego samego wniosku. Nie zc wszystkimi
tezami autorów wymicnionych już prac, a także pozostałych, w pełni można się zgodzić. Niekiedy
ich wywody brzmią nicco arbitralnic, nie zawsze znajdują pełne i wiarygodne uzasadnienie,
nieodmiennie jednak skłaniają do reOeksji.
Kolejne pomieszczone w tomie studia to: A. Stanowskiego Demokracja
- ohywatelsko,f('
krytyczna postawa wohec wladzy; J. Komorowskiej Ludzkość dawniej i dziś, gdzie "Iudzkość" to
pojęcie z języka staropolskicgo bliskie obecnemu "towarzyskość" lub "życzliwość"; T. Kukołowicza Szacullek dla kohiety i st.arszego czlolVieka, umilawanie dziecka oraz J. Salija OP Potęga
lagodllo.fci i przehaczellia
i J. W. Gałkowskego Polskie tradycje pracy. Całość wieńczy bardzo
istotny artykuł Z. Komorowskiego Uniwersalizm IV kulturze polskiej. Jego konkluzja może stanowić podsumowanie całego tomu. "Kultura polska - jak kultura każdego narodu - stwierdza
autor - oscyluje nieprzerwanie między dwoma biegunami swych wypracowanych możliwości
i propozycji. Będąc jej uczestnikami, czy też użytkownikami, musimy nieustannie poszukiwać
i wybierać. Wiadomo przy tym, że w toku dziejów żaden wybór nie jest, bo nie może być,
ostateczny. Dopóki kultura i.yje, można robić tylko kroki. Inna rzecz, ż.e dobrze, gdy kroczy się ku
eelom szlachetnym. Dobrze też, gdy poprzez dane do wyboru "propozyeje" wyziera horyzont
prawdziwie szerokich trosk o wartości powszechne, ogólnoludzkie".
Prezentowany tom z pewnością nie stanowi ostatniego słowa w kwestii "polskości", polskiego
charakteru narodowcgo, polskicgo systemu wartości. Jest - zaledwie, a może aż - pewnym
sposobem spojrzenia na tc zagadnienia, sposobem, który dla niejednego czytelnika nie będzie
zadowalającym, gdy? jest związany wyraźnie z światopoglądem chrześcijańskim. Niemniej jednak
jest to spojrzenie nacechowane konsekwencją, mocno osadzone w historycznym i społecznym
kontekście, może być krytykowane i dyskutowane, nawet na pewno wymaga uzupełnień - na
przykład o koncepcje i systemy wartości konkurencyjne i ich recepcję w pewnych, bynajmniej nie
marginalnych środowiskach - lecz nie może być zlekceważone. Daje bowiem ważną i w wielu
fragmentach trwałą podstawę do dalszej debaty nad wszystkimi poruszanymi w pracy zagadnieniami. Debaty, która nie jest - co już wcześniej sygnalizowałem - debatą li tylko akademicką;
rozstrzygnięcie jej oznacza określenie czym będzie "polskość" w nadchodzącym okresie, czyli: jaka
będzie świadomość Polaków, jaki będzie ich system wartości. Zgodzić się można, iż w ostatecznym
rozrachunku zdecyduje o tym życie, konkretnie, toczące się już, procesy społeczno-ekonomiczne,
lecz równic? wiele znaczy ludzka świadomość kształtowana także poprzez reOeksje nad przeszłością narodu, jego kulturą, systemcm wartości. Aby wybory dokonywane przez jednostki i grupy
społeczne, czy w ogólc przez naród, wybory stylu życia wynikające z owego systemu wartości, były
w pełni, lub choćby w zadowalającym stopniu świadome, potrzebne są prace w rodzaju tu
prezentowanej. W moim przekonaniu jest to dzieło o ogromnym znaczeniu, inspirujące, być może
jedno z najważniejszych, jakie pojawiło się w 1993 roku. Jego znaczenie nie wynika tylko z ustaleń,
które niesie, bardziej może imponuje jako rzeczowe wezwanie do poważnej dyskusji.
Ryszard

Urszula J a n ic k a - Krzy wd a, Parron
ss. 237, ił.

-

atryhut

-

symbol,

Pallottinum

-

Kantor

Poznań

1993,

Kolejna książka Urszuli Janickiej-Krzywdy, znanej z popularnonaukowych
prac z zakresu
kultury ludowej, zwłaszcza obszarów górskich, wzbudzi zapewne spore zainteresowanie, ogólnie
biorąc, miłośników przeszłości. Adresowana jest bowiem do tych, którzy poznając jej materialne
pozostałości, usiłują zgłębić znaczenie przekazu, dziś w wielu przypadkach trudno zrozumiałego.
Rzecz jasna, autorka zająć się mogła jedynie częścią dziedzictwa przeszłości, jej zainteresowania

250
koncentrują się na przydrożnych kapliczkach i wiejskich kościółkach, tym jakżc rzucającym się
w oczy elemencie polskiego krajobrazu. Jak podkreśła, prezentowany tekst to "rodzaj przewodnika
czy klucza, za pomocą którego można będzie uzyskać podstawowe informacje o spotykanych
w kościołach i przydrożnych kapłiczkach przedstawieniach świytych i błogosławionych Kościoła
rzymskokatolickiego".
O potrzebie podobnego popularnego przewodnika nie warto nawet dyskutować. Zawodowi
badacze przeszłości mają okazję do korzystania z zagranicznych łeksykonów, z trudno dostępnych
prac analitycznych i porównawczych, choć one akurat nie przynoszą zadowalających informacji
dotyczących naszych obszarów i panujących tu lokalnie form kultu. Osoby interesujące się historią
i sztuką pobocznie czy amatorsko nie znajdowały dotychczas pomocy w postaci prac popularnonaukowych, przeglądowych, czy o charakterze leksykonu. Dzięki zręcznej kompilacji dzieł obcych
i polskojęzycznych, popartej badaniami własnymi autorki, badaniami dotyczącymi kultu świętych
w polskiej kulturze ludowej, otrzymaliśmy pracę ukazującą ikonografię chrześcijańską w - jeśli
tak wolno powiedzieć - jej polskiej realizacji. Przejrzystość prezentacji materiału umożliwia nie
tylko studiowanie go, ale również niemal natychmiastowe wykorzystanie np. w trakcie turystycznych Wydrówck, co w oczywisty sposób poszerza krąg odbiorców.
Praca prezentuje kolejno: ikonografię hagiograficzną biblijną (ogólne uwagi kostiumologiczne, wykaz proroków, patriarchów i wodzów narodu wybranego, spotykanych w sztuce na
ziemiach polskich, i ich atrybuty); ikonografię świętych i błogosławionych (tu z rozbiciem na
świętych i błogosławionych - Polaków z pochodzenia lub związanych z Polską działalnością
i pozostałych); wykaz atrybutów, wykaz patronów ogólnych i szczegółowych (np. zakonów
istniejących w Polsce, archidiecezji i dieccczji polskich, kontynentów, państw i prowincji.
niektórych miast w Europie i w Polsce, w chorobach i kalectwic, w klyskach, nicszczęściach.
przypadkach losowych, zwierząt i roślin itd.). Duża część pracy poświęcona jcst symbolice. tJ.
występującym w ikonografii chrześcijańskiej przedstawieniom i znaczeniu symbolicznym. Autorka
prezentuje symbolikę ogólną, części ciała, fauny i nory, kamieni, kruszczów i minerałów.
kierunków i stron świata, kolorów, krzyża, liczb i świątyni. Całość wieńczy staranny indeks
postaci i stosunkowo bogata bibliografia.
Podstawowe zadanie, to jest dostarczenie wyczerpującej informacji w uporządkowanej formie.
zostało wypełnione przez autorkę nadzwyczaj poprawnie. Nasyciła ona ponadto pracę licznymi
informacjami z zakresu tzw. religijności ludowcj, ukazując wnikliwie często różne niż w .,oficjalnej"
ikonografii funkcjonowanic świętych i ich atrybuty w ludowej kulturze. Dziyki swym walorom
praca, choć wyraźnie nie miała ambicji innych niż popularnonaukowe,
stanic zapewne na półce
zarówno etnologa, jak i religioznawcy. Wzięta przez nich do ręki ujawni swoje nic tylko czysto
informacyjnc walory.
Ryszard

Aksjosemiotyka

karty

pocztowej,

pod red. P. Banasia, Wrocław

Kantor

1992, ss. 253, ił.

łnstytut Kulturoznawstwa
Uniwersytetu Wrocławskiego zorganizował w 1987 roku sesję
naukową pl. "Aksjosemiotyka karty pocztowej". Po latach, lepiej to jednak niż nigdy, materiały
z owej sesji ukazały się drukiem, stając się pierwszym w polskim piśmiennictwie dziełem
poświęconym - tak popularnej w innych krajach i bydącej tam od dawna przedmiotem
naukowych badań - karcie pocztowej. Omawiana praca bez wątpienia stanowi ważną próbę. tu
posłużę się cytatem z niej zaczerpniętym: "przedstawienia aktualnego stanu badai\, a także
określenia potencjalnych postaw i perspektyw badawczych, wskazuje na ważkie walory poznawcze
tego lekceważonego i dotąd nie w pełni jeszcze rozpoznanego w wielorakości swych funkcji
medium kultury masowej".

251
W pracy pomieszczono niemal dwadzieścia tekstów, o bardzo rozneJ tematyce łączącej się
z kartą pocztową, a niemal wszystkie z nich zasługują na dokładniejsze omówienie. W tej sytuacji,
by nie wyróżniać jednych kosztem innych, równic wartościowych, zdecydowałem się raczej na
omawianie pewnych tendencji badawczych ilustrowanych konkretnymi tekstami. I tak, na wstępie,
wyróżniam próby skojarzenia problematyki karty pocztowej z szeroko rozumianą teorią kultury.
Służą temu artykuły P. Banasia (Karta pocztowajako
przedmiot badań), Z. Wąsika (Karty pocżtowe
w perspektywie
semiologicznej
oraz S. Pietraszki Przekazy i wartości). Rozumiejąc intencje autorów
i doceniając ich erudycję, nic mogl,: jednak oprzeć się wrażeniu, iż -- zwłaszcza S. Pietraszko wytoczyli zbyt potężnc armaty teorii dla opisania zjawiska stosunkowo prostego. Nie zaprzeczam
jednak, iż ustalenie '"w jakim zakresie perspektywa semiologiczna może mieć zastosowanie przy
badaniu kart pocztowych jako znaków informacji otwartej funkcjonujących w komunikacji między
nadawcami i odbiorcam~ maj'lcymi znaczenie nie tylko dla nadawców i odbiorców, ale też dla ich
wytwórców, a dalej dla' przekaźników i strażników informacji" ma dla nauki istotne znaczenie.
Osobiście jednak widzę pocztówkę jako m.in. "niezastąpione źródło do badań nad recepcją dzieł
dzisiaj już kompletnie zapomnianych, często niesłusznie, malarzy, a tym samym nad przemianami
estetycznymi gustów i upodobań społecznych".
Pocztówka powstała w drugiej połowie XIX wieku i stąd jej znaczenie jako źródła do
poznania kultury jest ograniczone do ostatnich stu lat, co oczywiście nie stanowi o jej wartości,
w moim i autorów tomu przekonaniu, znacznej. O genezie pocztówki pisze J. A. Chrościeki
(llustrowane druki ulotne), o dziejach jej samej - nie przesądzając, czy istotnie traktować ją należy
jako potomka druku ulotnego (prawdopodobnie
tak) - I. Zaucha (Geneza i historia karty
pocztowej
w Polsce. Problemy prawne i techniczne). W świetle tych artykułów wydaje się, że
skromna pocztówka mocno i nieuchronnie uplasowała się w potężniejącej w czasach nowożytnych
kulturze wizualnej, stając się jednym z ważnych środków masowego przekazu obrazu - konkurenta słowa, konkurenta, który jednak ze słowem - w przypadku pocztówki - tworzy (może
tworzyć) istotny społecznie komunikat.
Kolekcjonowanie pocztówek jest tak stare jak one same, ruch kolekcjonerski to temat sam
w sobie pasjonujący. Nic dziwnego, że znalazł on w omawianym tomie ważne miejsce. Pisze o nim
J. Szklarczuk-Mirecka (Dzieje ruchu jllokartystów
w Polsce). Z kolei S. E. Nahlik, zmarły niedawno
wybitny prawnik, opowiada o swojej kolekcji (Zbieram kartki od dzieciństwa).
Inny znany
kolekcjoner, można powiedzieć - król polskich kolekcjonerów, a przynajmniej krakowskich,
M. Sosenko, dzieli się z czytelnikami bynajmniej nie błahymi przemyśleniami m.in. na temat metod
tworzenia kolekcji i jej systematyzacji (Kilka uwag kolekcjonera).
O zbiorze pocztówek znajdujących się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu - bywają bowiem w Polsce zbiory muzealne
tego rodzaju o znaczącej randze, choć do niedawna lekceważone - pisze J. Kotłowski.
Wstępem do kolejnej cZl,:ścitomu, części, która ma niejako za zadanie ukazanie niebywale
dużego tematycznego zakresu pocztówki oraz sposobów analizy owych tematów, z perspektywy
rozmaitych dyscyplin naukowych, w tym głównie historii sztuki, ale również np. etnografii, są dwa
nader interesujące artykuły E. Chromiec (Słowo a obraz na karcie pocztowej) oraz J. Dunina (Karta
pocztowa

-

perspektywa

ksil(gozmlwcza

i literacka).

Pozostałe artykuły, jak już zaznaczyłem, stanowią analizę pocztówki ze względu na jej temat.
Dwa z nich poświęconc są pocztówce patriotycznej. S. Ledóchowski dał ważny Wstl(P do
systematyki
pocz/(Jwki patriotycznej
i jej ideowych uwarunkowań,
a W. Wyganowska skoncentrowała się na pocztówce legionowej, rysując tło historyczne, na którym się narodziła i poddając
analizie jej patriotyczny przekaz słowny i wizualny. Z kolei ciekawe perspektywy analizy
pocztówki z punktu widzenia historyka sztuki (nie tylko masowej) odkrywa czytelnikowi M. Poprzędzka (Mona Uza na pocztówce. Epizod z życia arcydzieła) oraz G. Machel (Idealny obraz miasta
na karcie pocztowej), która uznaje pocztówkę, chyba jak najsłuszniej, za znakomitego kolportera
mitu miasta. Równic interesujący, choć we fragmentach dyskusyjny, wydaje mi się artykuł T. Daneckiej (Pocztówkowy
ideał pil(kna kobiecego). Autorka usiłuje - poprzez pocztówkę - ukazać nie

252
tylko

przcmiany

w ostatnim

ideału

Jcdnym

z najbardziej

A. Czarnowskiego
widokówka
mogą

pi<;kna kobicty,

karkonoska)

Tom

zamyka

nizowanej
semiotyka

popularnych

(Pocztówki
przez

jej sp0!cC7l1cj roli dokonująccj

informacja

Walory

omawianego

się

naukowych,

ale także

Ludowa.
i fotografii).

masowa
tak

przez

obrony

ze strony

przez najszcrsze
wtajemniczonych,
np. pewne

umiano

wytłumaczyć,

zarania

znaczcnic

intelektualistów

obradom
jego

poc7tówki

ogólnie o uniwersalności
Nowe,
interesujące
przez

antropologię,

"uniwersalności"

określonych

filmów,

do

badań

KanlOr

specjalny

poświ<;cony

i dczaprobat</.

Jej krytyka.

ss. 224. (Numer

si<; z niechęcią
na

niczego

jednak

nic wyjaśniała.

przerażonych

widzów

ich odbiorcom

ilustracyjna.

źródła

Ryszard

oparta

brak

kultury masowej.
spojrzenie
na zjawiska

zaproponowane

nie

scsji "Aksjo-

oprawa

jako

naukowe,

entuzjazm

zarzucając

górskiej

estetyczne.

spotykala

myślowego,

filmy wzbudzają

Artykuły

10 x 14", zorga-

w formacie

zarzutach

masową

recepeją

płytkości,

calego

świata,

wyrobienia

z kr<;gu

filmu, literatury,

stara

się wyjaśnić,

tego w sposób

książek

itp. i co decyduje

sensowny

zostało

ostatnio

są rzeczywiste

o wielkiej

nie

lub wspominaj,!c

masowej,

jakie

prasy

dla nielicznej grupy
dostępne. Dlaezcgo

artystycznego

kultury

która

talllcgo

Była, jak sir,; zdaje.

kręgi społeczne. To, co do tej pory zastrzeżone
było tylko
teraz, dzięki przemianom
społecznym,
stało sir,; powszechnie

jednak

góry.

Sil

i M. Zawiły (Dawlla

o tematyce

towarzyszyla

owej sesji, podnosi

1992, nr 3-4,

środowiska

i prymitywizmu

i

pocztówki

"Świat

która

plonu

Konteksty"

od swojego

chętnie

sentymentalizmu

artykułów,

jej walory

Sztuka

walory

pocztowych

podkreślająca

filmu

Kultura

kart

we Wrocławiu,

potwierdzająca

"Polska

uprawiana

iż poznawcze

doskonale

antropologii

były

kultury.

o wystawie

zbioru

i urozmaicona,

pocztówkowych

źródło do hadań d::iej,iw klllwrI'l

niezbicie,
badacza

w Muzeum
Narodowym
karty pocztowej".

wyrazem

pr7.emiany

tematów

latrzańskiejako

dowodzą

być ignorowanc

bogata

alc w ogóle

stuleciu.

nośności

przyczyny

społecznej

ich

treści.
Właśnie
tutaj

problemom

tom

,.Polskiej

poświęcony

kultury
Sztuki

antropologii

filmu

w tym numerze "Kontekstów"
tematycznym.
Bliskie jemu
(autorstwa

Jeanette

Ciarki)
oraz
Bohdziewicz,
sposób
zarzutem
nych

tworzącej

dlatego
spojrzcnie

skoncentrujemy
na

większości
związanych.

filmu zajmuje

si,< w Polsce

o.dtwarza

można

si<; mitologii

i jako

mit"

-

antropologa
obszar

film,

omawiany

"Numer

specjalny

artykułów

poświęconych

filmowej,

wyst,<powania

od

wraz z całym

przeze

bagażem

osiągni<;ć

Zbigniew

które

wy wolanych
negatyw-

ich dokonania

mnie monograficzny

podsumowanie

wszystkim

tych artykułów,
uprzedzeli

lat wiele osób, jednak

pisze we Wprowadzelliu
przede

i Ryszarda
Anny Beaty
Niestety, nic

wolne

Omawiany

rodzaju

Jackowskiego

Sławomira
Sikory,
Wiecl.Orkowskiego).

si<; na omówieniu

od kilkunastu

tej tematyce

poza głównym nurtem
i filmu amatorskiego

Aleksandra

spojrzenie

produkcji

czasopismach.

więc za pewnego

i odnawia

interesuje

serii

Niezabitowskiej,

stawianym

uznać
"film

Prócz

określeniem

z tym

został

podtytułem:

Małgorzaty
Baranowskiej,
i Anny Engelking,
Mariusza

s,! na ogół w różnych

"Kontekstów"
"Kino

Małgorzaty

tu wszystkiego,

Antropologią
rozproszone

że właśnie

DeBouzek,

"masowości"

filmu, poświr,;cony

opatrzony

znajdujemy
także kilka prac pozostających
są prace dotyczące
filmu etnograficznego

antropologiczne

znaczeń

a w szczególności

Konteksty"

i fotografii".

fotografii
(autorstwa
Józefa Szymańczyka

omówić

prezentują

masowej,

Ludowej.

numer

w tej dziedzinie.

Rencdyktowicz

jako

mit, jako

wyraz

... odwiecznych

wątków

mitologicznych

dodając,

współcześnie
i g/ę-

253
bokidl struktur symholicznych". Kino pozostaje więc w ogólnym nurcie dążenia ku neomitologizmowi panującemu w s/.tuce ostatnich kilkudziesięciu lat. Pogl"d ten zdaj" się potwierdzać wielcy
badacze problemu: Mircea Eliade, Jurij Łotman, Roland Barthes, jak również autorzy omawiancgo tomu "Kontekstów". W artykule Billman - opowid(' o stworzeniu Wiesław Szpilka dokonuje
analizy wymienionego w tytule filmu wskazując na tkwiące w nim mitologiczne wątki - odwieczna walka dohra I.e ziem, człowiek-nietopcrz spływający na ziemię z wysokości i będący
upostaciowaniem wysłannika nieba oraz pełzający po ziemi Joker jako przedstawiciel piekieł,
czarny strój Hatmana jako symbol ładu i porz"dku, i pstrokaty Jokera będący przejawem
rozproszenia i chaosu. Podobnych analiz mamy w "Kontekstach"
kilkanaście, w tym cykle
poświęcone "Hatmanowi" (autorstwa Wicsława Szpilki, Teresy Rutkowskiej, Moniki Sznajderman), "Uczcie Hahettc" (Dariusza Czaji, Zbignicwa Benedyktowieza, Marty Leśniakowskiej)
i pojedyncle artykuły o "Matadorze" (Ewy Klekot), "Szklanym sercu" (Wojciecha Michera),
..Starym Gringo" (Moniki Sznajdcrman), "Ostatnim tangu w Paryżu (T. Jefferson Kline). Autorzy
idą tropcm mitów zawartych w każdym z omawianych filmów i odkrywaj,! przed nami nowe
znaczenia zawarte, w tak zdawaloby się, dobrzc znanych i opisanych filmach. W przypadku
natomiast artykułu Tercsy Rutkowskiej WrdrólVki Felliniego autorka stara się prześledzić eał,!
twórczość wielkiego artysty i wskazać na powtarzaj,!ce się w niej motywy - szukanie własnej
tożsamości i drogi jab) symbolu naszego życia.
Pisz<lc o w'ltkach mitycznych w sztuce nie sposób pominąć milczeniem koncepcji archetypu
i symbolu Junga. Nic dziwi więc, że i w omawianym numerze "Kontekstów" znalazł się artykuł
Dariusza Czaji Svmho/ i .Ii/m tę koncepcję przywoluj,!cy zwłaszcza, że koresponduje ona
z przytoczonym wcześniej pogl,!dem, według którego nośność dziel tzw. sztuki masowej opiera się
właśnie na tym, iż.przez nic przejawia się mit. Inaczej trudno wyjaśnić fakt, że pewne filmy (książki
itp. l. cieszą się powodzeniem w różnych krajach o bardzo często odmiennej kulturze i tradycjach.
Dochodziłaby tu do głosu howiem tkwiąca w każdym z nas nieświadomość zbiorowa, która
sprawia, że pewne w'!tki trcściowe czy schematy fabularne poruszaj,! nas do głębi, bez naszej woli,
wprawiając nas w stan cmocjonalnego pobudzenia.
Obecność mitu w kinie według Wiesława Szpilki, który pisze o tym we wspomnianym już
..Batrnanie", tłumaczy również dlaczego największ,! !"onularności,! cicsz,! się zwykle utwory
o przejrzystym schemacie fabularnym, które d,!żą do pełnej prostoty opowiadanej historii. Pod ich
postacią aktualiwje się ciągle ten sam mit walki dobra ze złem, przybierając formę nowoczesnej
opowieści, pozostając niezmiennym w swym podstawowym sensie. "Trwanie, atrakcyjność,
żywotność kina - pisze Wieslaw Szpilka - budowanego w oparciu o tc stare, mało oryginalne
tematy. nieustające powodzenie wytartych klisz każe nam sądzić, 7.e warstwa niosąca te fenomeny
wciąż jest żywa i ważna dla współczesnego człowieka".
Inny, niezwykle ważny i interesuj,!ey problem podnosi Wiesław Szpilka w artykule Zobaczyć
.;,,·iat. Einografia woh('(' .fi/II/u i kU/lurv masowej. Chodzi tu o spojrzenie na zjawisko i jego ocenę.
Szpilka wykazuje niepełność i często błędność dotychczasowych
koncepcji, które usilowały
tłumaczyć, czy wręcI. sprowadzać sztukę masow'! do jej źródeł (ujęcie takie proponował Marshall
McLuhan sprowadzaj,!c całość zagadnienia do problemu środków przekazu), do odbiorcy.
Klasyclllym przykładem są tu prace Ortegi y Gasseta, który w rozwoju kultury masowej chciał
widzieć przejaw ekspansji rzesz ludzi przeciętnych, o prymitywnych gustach autora (przeświadczenie o wykorzystywaniu sztuki masowej przez jej twórców w celu manipulowania masami
prezentuje amerykański socjolog H. J. Schiller). Wiesław Szpilka słusznie konkluduje: "adekwatne
przedstawienie kultury masowej musi się jednak konccntrować na niej samej, ponieważ w innym
przypadku mówi się o nowym wymiarze cywilizacji, o publiczności masowej, o autorach
pracuj,!cych na jej rzecz. Słowem, mówi się o czymś innym. Kultura masowa to przecież nadc
wszystko zbiór tekstów, które znalazły masowego odbiorcę ... uczestniczyć w niej to czytać właśnie
te teksty, interpretować je odnajduj,!c ich sens". Takie podejście jest charakterystyczne
dla
wszystkich autorów omawianego tomu zajmuj"cych się antropołogią filmu.

254
Antropologia umożliwia zatem dostrzeżenie w filmach wielu takich treści i znaczell, których
nic sposób zauważyć traktując film tylko jako rozrywkę dla mas. Dyscyplina ta zaprawiona od
dawna do badania "obcych", nierzadko "prymitywnych" kultur dysponuje odpowiednimi narzędziami do analizowania dzieł filmowych. Niejednokrotnie wszak jawią się one jako rzeczywistość
odmienna od naszej, tak jak żyjące gdzieś daleko ludy. Ażeby ją poznać trzeba wniknąć w nią
głęboko, ale jednocześnie zachowując w stosunk u do niej odpowiedni dystans. Wiele filmów, często
niezwykle interesujących, nic doczekało się wnikliwej analizy tylko dlatego, że zakwalifikowano je
jako dzieła przeznaczone dla masowego, a więc według niektórych - prymitywnego widza.
Antropologia powstrzymująca
się od wartościowania kultur, nie ma wobec takich filmó\\
jakichkolwiek uprzedzeń.
Dorota

Kultura

Skotarczak

ludowa .iląskiej ludno.~ci rodzimej, pod red. Doroty Simonides przy udziale Piotra KoWarszawa 1991, ss. 438.

walskiego, Wrocław-

Najnowsza monografia śląskiej kultury ludowej, wydana przez Centrum Badali Śląskoznawczych i Bohemistycznych jako piętnasta z kolei praca, zapełnia - podobnie jak opublikowana
wcześniej książka Folklor Górnego Śląska (pod red. D. Simonides, Katowice 1989) - dotychczasowe "białe plamy" w badaniach etnograficznych, folklorystycznych i antropologicznych. a ile
praca z 1989 roku (de facto sfinalizowana w 1981 roku) ma charakter monografii folklorystycznej, to omawiana publikacja (choć opuściła warszawską Oficynę Wydawniczą Volumen latem
1993 roku, to w stopce widnieje 1991 rok wydania) dotyczy nic tylko Górnego Śląska, ale i Śląska
Dolnego oraz Śląska Cieszyl1skiego. Obejmuje też zdecydowanie szerszy zakres badal1 śląskoznawczych, ponieważ zawiera opracowania poświęcone osadnictwu, budownictwu, gospodarce, odzieży,
strojom, sztuce ludowej. Nadto prócz kultury materialnej prezentuje stan współczesnej wiedzy
o kulturze symbolicznej (ludowej wizji świata, zwyczajach i obrzędach dorocznych oraz rodzinnych). Badania terenowe autorzy najnowszej monografii zakol1czyli w 1987 rok u. M ożna więc
uznać, że obie epokowe prace łączą również perypetie wydawnicze, obie przecież docierały do
odbiorców z dużym opóźnieniem.
Kultura ludowa śląskiej ludno.~ci rodzimej wieńczy kolejny etap badal1 zespołu specjalistów pod
kierunkiem prof. dr hab. Doroty Simonides, kierownika Katedry Folklorystyki Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Opolu. Wykonano je w ramach Resortowego Programu Badal1 Podstawowych
RP III 36 "Przeobrażenia społeczne i narodowe na Śląsku" koordynowanego przez Uniwersytet
Wrocławski (Centrum Badal1 Śląskoznawczych i Bohemistycznych) i opolską Katedrę Folklorystyki.
Celem tej zbiorowej monografii, będącej wynikiem zróżnicowanych warsztatów badawczych:
prof. dr hab. Barbary Bazielich, prof. dr hab. Doroty Simonides i dr Henryki Wesołowskiej, jest
prezentacja przeszłości kulturowej rodzimej ludności śląskiej. Prof. Simonides, redaktor tomu, we
W~tfpie i Wprowadzeniu
wyjaśnia, jak należy rozumieć termin "rodzima" ludność Śląska, uznając,
że jest to społeeZJlość wywodząca się ze słowial1skiego podłoża etnicznego, która póżniej, przez
wiele wieków, poddawana była wpływom Niemców, Flamandów i Walonów. Stąd też - jak pisze
autorka - "z wielości zjawisk śląskiej kultury ludowej wybrano te naj istotniejsze. Zostaly one
ukazane w perspektywie historycznej z zachodzącymi w niej zmianami i przestrzennym zróżnicowaniem oraz z wydobyciem analogii lub różnic w stosunku do innych regionów Polski lub
krajów sąsiadujących" (s. 6).
Ta perspektywa badawcza zdaje się dominować w całej pracy. Wobec wieloletniej penetracji
terenowej zakończonej - jak wspomniałam w 1987 roku - problem opcji niemieckiej ujawniony
później na tych ziemiach wymaga według Simonides odrębnych badall.

255
Książka składa sit; z dwóch podstawowych części, w obrębie których pomieszczono
szczegółowe opracowania. CZt;ŚĆ I: "Człowiek - jego środowisko, dom i warsztat pracy",
rozpoczynaj,! refleksje wprowadz.aj,!ee autorstwa Doroty Simonides. Śłąsk postrzegany przez nią
jako region dawnego pogranicza słowiai1sko-niemieckego jawi się jako obszar o dużym zróżnicowaniu kulturowym. Stąd Simonides, pisząc o pojęciu rodzimości, przypomina, iż takie
czynniki, jak położenie geograficzne, przemiany historyczno-kulturowc,
wpływy niemieckie,
morawskie, wielkopolskie i małopolskie powodują, że rdzenna ludność Śląska nie stanowi
monolitu kulturowego. Autorka uważa, że dłatego właśnie region ten jest dla badaczy tak
atrakcyjnym obszarem. Za szczególnie interesujące można więc uznać jej uwagi o odrębności
kulturowej i etnicznej Śląska, kiedy traktuje ten region jako rezerwuar archaizmów kulturowych,
a gwan; jako wyraz. tożsamości narodowej. D. Simonides jest przekonana, że "uświadomienie sobie
własnej odrt;bności etnicznej nic było u wszystkich Ślązaków równoznaczne z poczuciem
przynalc7:ności do polskiej narodowości. Wyrażało się raczej wzmożonym procesem narastania
grupowcj samowiedzy. Ona to prowadziła najpierw do spontanicznego, a potem coraz bardziej
zorganizowanego piclt;gnowania tego, co dziedziczono po ojcach, co przekazywano ustnie, co
stanowiło wartość przez sam fakt, iż było własnc i inne od kultury mówiących innym językiem
sąsiadów" (s. 19). Stwicrdza też, że na Śląsku "poprzcz zdcrzcnie obcych etników i ich kultur
poczucie etnicznej odrt;bności wśród ludu rodzimego pochodzcnia było wyjątkowo głębokie
w porównaniu z innymi regionami Polski". D. Simonides we Wprowadzeniu
do ,~ląskiej kultury
ludowej uwzględnia nic tylko proccsy kulturowe charakterystyczne dla minionych epok, ale widzi
również "tragiczne zmllnię" Śląska jako pogranicznego rcgionu po II wojnie światowej, jak też
podkreśla, iż "na obraz współczesnego Śląska składają się obok ludności rdzennie śląskiej i innc
grupy ludnościowc, którc przybyły na tc ziemie z równie bogatą kulturą. / tak reemigranci, którzy
obok kultury polskiej wnieśli tu sporą dawkę kultury tego kraju, w którym 7:yli,repatrianci, także
ludność pogranicza, wreszcie osadnicy z centralnej Polski" (s. 26).
Ogląd Śląska z perspektywy obszaru pogranicza etnicznego charakteryzuje również opracowania Barbary Bazielich i Henryki Wesolowskiej. / tak Wesołowska, w rozdziale Osadnictwo,
hudoWl1ictwo, mieszkanie,
po::ywienie, sięga do wczesnego średniowiecza, aby poprzez kolejne
okresy historyczne śledzić dynamikę procesów osadniczych i rozwój budownictwa. W imponujących bogactwem faktów opisach uwadze autorki nic umykają te wszystkie przykłady
kultury materialnej, które świadcz,! o słowiai1skim podłożu, związkach z sąsiednimi terenami:
Czech, ŁU7:Yc,Wielkopolski, Małopolski oraz wpływach niemieckich procesów kolonizacyjnych.
Wesołowska dba o wierną rekonstrukcję tego wszystkiego, co składa się na osadnictwo,
budownictwo wiejskie (rozplanowanie zagród, formy konstrukcyjne budownictwa ludowego, opisy
różnych budynków micszkalnych, gospodarczo-inwentarskich,
użyteczności publicznej, sakralnych
etc.), wyposażenie mieszkai1 (tu uwzględnia również zwyczaje związane z budową i ochroną domu),
pożywicnie (przetwarzanie i konserwacja produktów, potrawy, posiłki). Henryka Wesołowska
opracowała równicż nastt;pny dział Gospodarka, eksponując zróżnicowane dziedziny wytwórczości,
takie, jak: rolnictwo, hodowla, zbieractwo, łowiectwo, rybołówstwo, rzemiosło wiejskie (kowalstwo, kołodziejstwo, bednarstwo, ciesielstwo, koszykarstwo, garncarstwo, tkactwo). Jej autorstwa
jest nadto praca Transport, komunikacia, handel. Podobnie, jak w poprzednich dziełach, tak i w tym
opracowaniu Wesołowskicj zwraca uwagę perfekcyjna wręcz dbałość o szczegóły, fakty, nazwy
gwarowe, a wsz.ystkie te "drobiazgi" autorka ukazuje w perspektywie "dawniej i dziś".
Część I. zamyka praca Barbary Bazielich Odzież, stroie i ich formy zdohnicze. Na wstępic
autorka przedstawia zakres swych badai1, uznając, że podjęty zespół zagadniei1 powinien być
rozpatrywany z perspcktywy historycznej, formalncj, funkcjonalnej i regionalnej. Ów ambitny, bo
wieloaspektowy, ogląd strojów śląskich Bazielich stara się konsekwentnie realizować, mimo iż jak sama stwierdza - strojc Opolszczyzny i Dolnego Śląska "nigdy nie zostały dokładnie
opracowane". Praca imponujc 7Ilawstwcm szczcgółów i osobliwości regionalnych strojów śląskich,
ich elementów zdobniczych, autorka bowicm nic tylko prześledziła zbiory muzealne, ale i żródła

256
ikonograficzne. Poszukując podstaw ~różnicowania rcgionalncgo ubiorów na ŚI,!sku, si~ga do XVI
wieku, przedstawiając najbardzicj pierwotne stroje chłopskie. Uznajc, żc o wzbogaceniu, a więc
i różnorodności, stroju ludności wiejskiej można mówić dopiero w XVIII wieku. Stąd zestaw
osiemnastowiecznej odzieży określa ona regionalnym strojem śląskim. Bazielich, uwzględniając
odmienności lokalne stroju śląskiego, zastanawia si~ nad wieloma czynnikami, które zadecydowały
o owej mozaice kolorów, krojów poszczególnych elementów składowych, dodatków, koronek.
haftów itp. Inny był bowiem strój w rejonach podgórskich, inny mieszkańców nizin, nadto
w rodzimym stroju śląskim można dopatrzyć siy osobliwości mody zachodniej, np. w nowszym
stroju kobiecym wyraźnc są elementy charakterystyczne
dla czasów wiktoriańskich i okresu
biedermeieru, zaś na strój myski duży wpływ wywarło niebieskie umundurowanie z czasów
Fryderyka II. Na podstawie wnikliwych analiz autorka wyróżnia stroje dolnośląskie (wrocławski,
kłodzki, wałbrzyski, jeleniogórski, karkonoski, głogowski, kaezawsko-nadbobrzański
oraz nyski),
Opolszczyzny (opolski, oleski, kJuczborski, kozielski i glubczycki), Górnego Śląska (raciborski,
rybnicki, bytomski tzw. rozbarski i pszczyński) oraz Śląska Cicszyl]skicgo (cieszyński, laski
i góralski). Autorka opisuje najdrobniejsze szczegóły lokalnych odmian strojów, zadziwiając
orientacją w drobiazgowych osobliwościach regionalnych, które to właśnic dccydują o różnorodności w obrębie Śląska. Oddzielną uwagę Bazielich poświyca wyszyciom i haftom, uznając je za
jeden z podstawowych wyróżników śląskich strojów ludowych. Według niej odróżniają się od
siebie w tym względzie nastypujące podregiony śląskic: Beskid Śląski, cieszyńskie. pszczyńskie,
raciborskie, opolskie i Dolny Śląsk, co udowadnia, omawiając ich spccyfikę regionalną w zakresie
wyszyć i haftów. W tym kontekście nie umyka jej uwagi biżuteria, która również na Śląsku była
przejawcm odmiennych upodobal] lokalnych społeczności.
Część /l. omawianej monografii "Antropologia życia codziennego i świątecznego" prezentuje
ogląd śląskiej kultury ludowej z perspcktywy antropologicznej.
Dorota Simonides pisząc
o Ludowej wizji świata, eksponuje znaczenie w nowoczesnych badaniach prac nad katcgorią
kulturową, jaką jest światopogląd ludowy. Odzwierciedla on bowiem potrzeby psychospołecme
konkretnej społeczności lokalnej. Jak podkreśla autorka, "wyrażają si~ one przede wszystkim
w dążeniu do życia w świecie ładu, porządku i sensu, w tendencjach do waloryzowania
zamieszkanej przestrzcni: wyznaczania w niej miejsc dobrych i złych; w sposobach pojmowania
sacrum, profanum, w wytyczaniu zjawisk tworzących rzeczywistość zewn~trzną i wewnętrzną"
(s. 169-170). W rczultacie podjęła ona próbę przeprowadzcnia rckonstrukcji ludowego światopoglądu Ślązaków na przełomie XIX i XX wieku, uwzględniając najbliższe otoczenie człowieka, dom,
jego otoczenie. W tym kontekście interesuje ją szczególnie zabezpieczenie dobytku, stosunek do
przyrody, do Boga i innych bytów transcendentnych.
W śląskim światopoglądzie ludowym
wyróżnia trzy główne typy myślenia: magiczny, religijny i racjonalny, uznając, że "większość treści
odnoszących się do ludowej wizji świata ma bezpośredni związek l. Bogiem i religią chrześcijańską,
choć dodać trzeba, że i tu dostrzegamy elementy magiczne" (s. 194). W tym kontekście w kręgu
zainteresowa6 Sominides znalazły się struktury magiczne i religijne, które przejawiają się w postaci
zamówie6, zażegnywa6, odczyniań, zaklina6 itp. Ta część jej reneksji ogniskuje się wokół takich
problemów, jak religia a cierpienia i choroby; zażegnywania ludowe jako wyraz dawnej religjności
ludowej; znachor jako człowiek mający moc "nie l. tego śwata"; owczarze i kręgarze. Simonides,
penetrując pod tym kątem źródła śląskic, po raz pierwszy zgromadziła imponujące materiały.
przechodz,!c od opisu do ich interpretacji. I tę właśnie część jej pracy uważam za szczególnie cenną.
Całość zamykają syntetyczne reneksje o demonologii, dość ogólne zresztą, bowiem większą uwagę
tej problematyce autorka poświęciła w przywoływanej monografii folklorystycznej (D. Simonides,
Wierzenia, przesądy i demonologia, w: Folklor Górnego Śląsku, pod red. D. Simonides, Katowice
1989) oraz w oddzielnym studium (D. Simonides, Śląski horror. O diahłach, skarhnikach, ulopcach
i innych strachach, Katowice 1984).
Henryka Wesołowska jest autorką pracy Wi('zi rodzinne i sąsiedzkie. W centrum jej zaintcresowa6 znalazły się więzi społeczno-kulturowe ludności wiejskiej na Śląsku w XIX i XX wieku.

257
Stad też omawia ona charakterystyczne
cechy tradycyjnej rodziny wielopokoleniowej
oraz
funkcjonuj,!ce w niej wartości, a także tradycyjną społeczność lokalną.
Dział Zwyczaje i ohrzędy rodzinne na Śląsku. również autorstwa Henryki Wesołowskiej, został
opracowany na podstawie jej własnych badań terenowych prowadzonych w latach 60. i 70. na
Śląsku (zob. szczegółowe uwagi tej autorki: Obrzędy i zwyczaje rodzinne, w: Folk/or Górnego
Śląska, pod red. D. Simonides. Katowice 1989). Wesołowska, wyróżniając w obrzędach rodzinnych: zwyczaje i obm;dy weselne (od zalotów do narzeczeństwa, przygotowania do wesela, ślub
i wesele, poprawiny, przenosiny), zwyczaje i obrzędy narodzinowe oraz obrzędy i zwyczaje
pogrzebowe, nie tylko op~suje je, ale ukazuje proces ich zmian, przeobrażeń, a także redukcji, który
jest wynikiem zaspokajania nowych potrzcb i aspiracji społecznych współczesnych Ślązaków.
D. Simonides traktuje obrzędy i zwyczaje doroczne jako "powtarzającc się czynności rytualne,
wyrażające usankcjonowane w środowisku czy grupie lokalnej zachowania wierzeniowe, estetyczne, emocjonalne, a które wspierają się na kulcie przyrody, przodków, na obecności elementów
magii wegetacyjnej" (s. 262). Jako autorkę opracowania Doroczne zwyczaje
i obrzędy,
ich
antropolo?}iczna .fimkcja interesują ją nic tyle etnograficzne i historyczne opisy dawnych wierzeń.
zwyczajów i obrzędów, co bardziej związane z tymi praktykami psychospołeczne potrzeby
człowieka. Jak pisze, "odczytanie funkcji, znaczenia i sensu obrzędów ujawnia zarazem stan
i kształt świadomości religijnej społeczności, która owe obrzędy, wierzenia i zwyczaje praktykowała czy praktykuje". Simonides nie aspiruje do zbadania wszystkich przejawów śląskiej
obrzędowości doroonej, które w swym ogólnym kształcie są tak ie same jak polskie, w centrum jej
uwagi znalazły się jedynie te. które S,! typowe dla śląskiej ludności rodzimej oraz te, w których
funkcjonują elementy typowo śh!skie. Stąd eksponuje takic regionalne formy rcliktowe, jak
topienie marzanny, babski comber, żurowa środa, Emaus, czyli szukanie powstałego z grobu
Chrystusa oraz te śląskie zwyczaje, które na Śląsku cieszą się szczególną popularnością, jak np.
wodzenie niedżwiedzia. obchodzcnie "Barbórki". Simonides, dokonując oglądu obrzędów i zwyczajów cyklu jesienncgo i zimowego z perspektywy antropologicznej (Adwentu, Bożego Narodzenia, zapustów), cyklu wiosennego (topienia marzanny, żurowej środy, palenia Judasza, chodzenia
z kogutkiem bądl. gaikiem) sprzcciwia się tym wszystkim tezom, według których tradycyjne
obrzędy współcześnie zanikają. Uważa, że "zanikają jedynie te treśei i formy obrzędów, które nie
pełnią już żadnej funkcji, S,! puste. Miejsce ich zajmują jednak obrzędy, zwyczaje i wierzenia nowe"
(s.

265).

Simonides jest również autorką następnego opracowania, Folklor i folklorystyka
Śląska na tle
tu ludoznawcze materiały średniowieczne (takie, jak np. Księga Henrykowska, Katalo?) mayii Rudol/iI, Cm/ex Mikołaja z Koźla, vesta Romanorum
i in.), śląskie źródła
folklorystyczne wieków XVI-XVII (różne kroniki lokalne, dzieła takich autorytetów, jak W. Rożdzieński, A. Gdacjusz, J. Praetorius, L. D. Hermann. F. A. Zimmermann, J. Kauschke) oraz
,.czasów nowożytnych", czyli od l połowy XIX wieku, wyróżniając tu jako oddzielną część
.•Folklor i folklorystykę Śląska w niemieckim kręgu zainteresowali". Ten historyczny przegląd,
w którym Simonides bądź to odnajduje zapomniane i niedocenione przez dotychczasowych
badaczy dzie/a i obszary, bądź obala niektóre blc;dne tezy i wcześniejsze ustalenia uczonych,
wieńczy podrozdział "Folklor i folklorystyka Śląska po 1945 roku". Wydaje się, iż ten ostatni dział.
mimo przywołanych wielu nazwisk autorka potraktowała dość pobieżnie. wspominając jedynie
o wybranych badaniach. Podobnie, bardzo ogólnie, pisze Simonides w tej części pracy o śląskim
folklorze słownym, muzycznym i tanecznym (zob. s. 340-344). Może właśnie dlatego, że sama jest
autorką wiciu prac poświęconych folklorowi słownemu, a także redaktorem epokowej monografii
Folklor Górne?}o .~Iąska. Aby więc uniknąć powtórzeli, Simonides ogranicza się do podsumowującej
syntezy, podpowiadając odbiorcy szczegółowe opracowania w przypisach.
Część II. omawianej książki kończy praca Barbary Bazielich Sztuka ludowa na Śląsku.
Autorka, pisząc o bogactwie i różnorodności dziedzin twórczości ludowej, zwraca uwagc; na
budownictwo mieszkalne i gospodarcze, urządzenie wnętrz, meble, wyroby z drewna, skóry, me:ródel. Charakteryzuje

17

Lud t. LXXVI

258
talu,

plastykę

eksponuje

obrzędową,

trzy działy

szkle i rzeźbę.

rzeźby,

W ramach

Różallcowa

i Kodeńska;

"dobry

sztuki

tkactwo,

ludowcj:

konkretnych

powszechne
wzroce i motywy.
obrazach
śląskich (tu głównic:
i jako

malarstwo,

tradycyjnej

podrozdziałów

wyszycia,

omawia

harty

itp. W rezultacie

i papicrze,

na płótnie

w szczcgółowy

malarstwo

sposób

na

najbardziej

Matka
Boska i Chrystus
są naj popularniejszymi
postaciami
na
Matka Boska Czystochowska,
Pickarska,
Karmiąca,
Szkaplerzna.

Chrystus

zaś

Centrum

malarstwa

Pasterz").

stroje,

malarstwo

przede

wszystkim

"na

na

w XIX

szkle

krzyżu",

otwartym

"I.

wieku

był

na

bokiem"

Śląsku

rejon

podsudecki,
a zwłaszcza
okolice Kłodzka,
Opawy i Kamiennej
Góry. Szczególnie
wicie uwagi
Bazielich poświyca tradycyjnej
rzcżbie, omawiając
różne jej typy, odmiany
i warianty. W świetle
jej badań

Chrystus

na krzyżu

rzcżby

ludowej,

drugą

(głównie

jako

postać

Natomiast

pod

się

-

Lektury
chiwalne

jak

mimo
pisze

znanego

ksiąźki

Frasobliwy

częstotliwości
i Pieta),
miejsca

znawczyni

omawianej

fotografie,

Chrystus

"z Dzieciątkiem"

św. Anna,

pojawia

oraz

względem

-

najbardziej
postacią

a trzecią

kultowego

"nader

ulatwia

dokumentujące

stanowią

występowania

św. Jan

(głównie

św. Anny),

temat

Matka

Boska

Nepomucen).

w ikonografii

ludowej

rzadko".

indeks

zabytki

-

(Góra

popularny
jest

rzeczowy,

Śląska

oraz

calość

zaś

zamykają

ilustracje

życic społeczno-obyczajowe

jego

(armiesz-

kańców).
Wobec
trudno

tak

ogólnej

przedkładać

bogactwem

z konieeznoci

znaczenie

reOeksji,

jednych

perfekcyjną

prezentacji

Kultury

opracowań

nad

znajomością

one dokumentują

w sposób

niezwykle

i wpływy

obcych

kultur

o kulturze

konkretnego

regionu,

problemów

również

z perspektywy

szczególowych

rzetelny

na te pograniczne

jako

'i.e wszystkie

osobliwości

lokalnych.

nic tylko słowiański

ziemie.

regionu

ludowej .ill{skiej ludno.ki

drugie,

W rezultacie

pogranicza,

charakter

tym cenniejszą,

Wszystkie

kultury

otr/.ymujemy

rodzimej
imponują

śląskiej.

nowoczesną

'ie ujmującą

ale

pracę

bogaty

zestal'.

antropologicznej.

Teresa Smoli/iska

Teresa S m o l i ń s k a, Rodzina
Opole 1992, ss. 196.
Praca
kowanie

jest

rezultatem

zakresu

siebie

treści

folklorystycznych

w kulturze.
kwestiami

studiów

obserwacji

przez

badań.

Tym

kontekstem

2. uczestniczy

m.in. w poglądy

teren

tradwji

kulturowej.

się na szczególne

nowy

kontekst

traktowana

jako

występowania

badanych

zjawisk,

poprzez

nologią

i socjologią,

praca

przydatność

studiów

i życiem

ukierun-

dla prowadzonych
twórca

"aspck tu

i użytkownik

folklorystycznego"

i szerzej

znaczonego
rod7.iną

wartości

przebiegiem

procesu

i enkulturacji,

tworzenia

członków

terenem

kulturowej

grupy;

3. jest ważnym

dostarczenia

folklorystyce

możliwości

współpracę

z innymi

dyscyplinami

spo/ccznymi,

jeszcze

podejmowanych

jeden

ogólny

z perspektywy

kultury

zaopatruje

zamysłu

ujawnia

ich własnej

który

pogłębionego

ujęcia

szczególnie

z et-

cel. Jest nim przedstawienie

dowodu

na

folklorystycznej

badań

nad

dla

do analizy

z bogatych

wszystkim

opowieść

i zjawisko

opowiadania,

związane

dotyczącymi

historii

rodziny

zainteresowaniami

jej

dla pracy
dla

socjalizacji

innych

społecznym.

W recenzowanej
przede

Obok

się swoistym

w procesie

na temat

egzystencji.

nad

l.decydowała
uzyskać

się rodzina

jako

odznaczający

i społecznej

nymi

stała

aspekt rodzinnej

Autorka
włączyła się w ten sposób do dyskusji nad ważnymi poznawczo
i społecznic
kulturowego
charakteru
rodziny jako grupy i instytucji,
która:
I. stanowi segment
globalnego,

słownego

która

po to, aby

a jednocześnie

i komunikacji;

kulturą

folklorystki,

i rozważań

społeczeństwa
rodziny

o sobie. Folklorystyczny

tu książce

zakresu

rozwinięcia

autorka

wybrała

jednocześnie

wykorzystuje

studiów

nicktórymi

nad

możliwości
ważnymi

zasobów

tzw. folkloru

przy tym z genealogicz-

czlonków.

Świadoma

wskazania

znaczenia

problemami

folklorystyki.

wybadań
Za-

259
stanawia sit; wivc m.in. nad Ijawiskiem "folkloryzacji" - przekształcenia sir; opowieści z tekstu
uwarunkowanego subiektywnie i związanego z jednostką w przekaz kolektywny i zobiektywizowany, nad relacją mir;dzy tekstami mówionymi i zapisanymi, wreszcie nad społecznymi
ramami folkloru i rolą przekraczania tych ram i granic w jego przekształceniach. Przedstawia
ponadto szerszy program folklotystycznych badall nad rodziną, w których przedmiotem byłyby
nie tylko przejawy folkloru ustnego i ich rodzinne użytkowanie, ale również bardziej szczegółowa
analiza innych zachowall rodzinnych, w tym obrz<;dów i ich wielorakich znaczeń.
Całość ujęla autorka w pięć rozdziałów. Pierwszy z nich dostarcza informacji wprowadzających, dotyczących problematyki, zakresu i metod pracy oraz dokonuje przeglądu badań nad
rodziną ze stanowiska folklorysty. Dowiadujemy się, że badania przeprowadzone zostały w Jatach 1984·1990 w różnych typach rodzin wiejskich na Górnym i Dolnym Śląsku, w południowej
Wielkopolsce i części Polski centralnej. Metodą gromadzenia materiałów była ankieta oraz
wywiad, w których przeprowadzeniu pomogli autorce studenci i uczniowie. Drugi rozdział
omawia warunki i formy rodzinnego uczcstnictwa w kulturze oraz towarzyszącą działaniom
kulturowym strukturę życia rodzinnego i układ ról i pozycji w rodzinie. Trzeci zajmuje się
funkcjonowaniem tradycji folklorystycznych w rodzinie, przynosząc analizę sytuacji sprzyjających
tworzeniu i przekazywaniu folkloru oraz roli poszczególnych członków rodziny w tych procesach. Rozdział czwarty koncentruje się na zainteresowaniach członków rodziny jej historią. Dość
powszechnic deklarowanym chęciom poznania historii rodzinnej i wysokiej ocenie tego rodzaju
zainteresowań odpowiada jednakże wiedza fragmentaryczna i na ogół niegłęboka. Na tym tle
wyróżniają się nieliczne rodziny, w których przechowano legendy herbowe, obecnie uzupełniane
o inne wiadomości I. historii rodziny i upowszechniane. W rozdziale ostatnim, w zakończeniu,
umieszczono wnioski z badali i wymienione już uprzednio propozycje wobec przyszłych studiów
nad rodziną.
Wartość pracy polega nie tylko na wskazanym już nowatorstwie, wynikającym z rozpatrywania przejawów folkloru w kontekśce rodziny, otwierającym nowe perspektywy dla folklorystyki. Polega ona również na rozwinięciu i dostarczeniu nowych punktów widzenia wielu
zagadnień, podejmowanych już w innych niż folklorystyka dyscyplinach. Do tych zagadnień,
które w pracy T. Smolińskiej uzyskały nowy wymiar, należy m.in. zgromadzenie dodatkowych
dowodów na silniejszy przekaz kultury w rodzinie ze strony matki i jej rodziny, potwierdzenie
tzw. "przerywanego" przekazu kultury, szeroka analiza sytuacji folklorotwórczych w rodzinie
a przede wszystkim zwrócenie uwagi na światopoglądowe znaczenie przejawów folkloru. Rozdział dotyczący opowieści związanych z historią rodziny dostarcza bowiem nie tylko niezwykle
interesujących tekstów, w tym tekstów legcnd herbowych, funkcjonujących w rodzinach, ale
również próbuje wyjaśnić znaczenie znajomości historii rodzinnej w rodzinach współczesnych.
Godna uznania jest świadomość metodologiczna autorki, nakazująca jej odróżniać wartości
deklarowane od realizowanych oraz dostrzegać różnice w wypowiedziach w gronie własnym
rodziny i w obecności "obcego", jakim jest badacz.
Szerokość i nowość ujęcia stworzyły również pewne trudności, zwauażalne w pracy, którymi
w tym miejscu chcę sir; zaj"ć. Przyjęcie zalożeń badań socjologicznych i etnologicznych nad
rodziną, polegające m.in. na szczegółowym rozróżnieniu rodzin ze względu na ich strukturę
i sposób uczestnictwa w kulturze, zaprezentowane w rozdziale drugim, nie znajduje w zasadzie
zastosowania w analizie funkcjonowania tradycji folklorystycznych w rodzinie. Obserwujemy
tutaj pierwszy etap badań wykorzystujących doświadczenia różnych dyscyplin, w którym pojawia
się już znajomość tych doświadczeń, natomiast brak jeszcze pełnej ich integracji z przedmiotem
studiów. Druga uwaga dotyczy braku precyzyjnych kategorii analizy współczesności, właściwego
zresztą nie tylko folklorystyce, ale również etnologii. Nie zawsze tradycja - dziedzictwo,
związanc z przeszłością odróżniane jest od tradycji - wartości, związanej bardziej z teraźniejszością. Folklor występujc w pracy raczej jako dziedzina kultury, chętnie wiązana z kulturą
ludową a rzadziej jako aspekt kultury, niezależny od czasu i granic kultury, choć o "folklory-

260
stycznym aspckcie" mówi podtytuł pracy. Na koniec uwagę moją zwróciła pewna niekonsekwencja
w próbach przyjęcia podmiotowego podejścia w badaniach. Autorka kilkakrotnie wc wstępnej
części pracy odwołujc się do "folklorystycznego automodelu rodzinności", którego przedstawienie
potraktowane
zostało jako cel pracy. Po to aby zrekonstruować
taki model nic wystarcza
gromadzić i prezentować informacje, których udziela "rodzina o sobie". Taki własny obraz grupy
musi bowiem stanowić również pewną całość, zbudowaną na podstawie przyjmowanego przez
grupę systemu wartości, ponadto winien być chroniony w trakcie jego odtwarzania przed
interpretacjami badacza. Do podmiotowej analizy np. nic należy dość nieoczekiwane wyjaśnienie
przez badaczkę wzrostu wśród młodych zainteresowania dziejami rod/jny: "Wydaje się, że wyrosło
ono na gruncie wzmożonej chęci poszerzenia swej wiedzy na temat przeszłości historycznej Polski"
(s. 137).

Przydatność materiałów i metod analizy stosowancj przez folklorystę dla hadal] nad kulturą
rodziny została w książce udowodniona. Z zainteresowanoem zatem można oczekiwać następnych
prac T. Smolińskiej, zapowiadającej poszerzenie zakresu analizy i wykorzystanic w studiach nad
rodziną nie tylko folkloru slownego ale również integralnie z nim potraktowanych materiałów
dotyczących zwyczajowości i obrzędowości rodzinnej.
ZhirJl1icw Jasiewic:

Włodzimierz Piątkowski,
Jagoda Jezior,
Rafał Ohme, Listy i/o Kaszpirowskieyo.
rzel1ie socjologiczl1e, Wydawnictwo Marek Łoś, Lublin 1993, ss. 143.

Spoj-

Przedstawiana książka dotyczy tematu fascynującego: tcgo, co zwykło się w skrócie nazywać
"fenomenem Kaszpirowskiego". Ów "fenomen" to tylko jeden, choć z pewnością najhardziej
spektakularny, spośród licznych przypadków różnych nickonwencjonalnych
psycho- i bioenergoterapeutów, zdobywających sobie w naszym kraju mniejszą lub większą, przelolI1ą lub bardziej
trwahl popularność. Jest to ważne zjawisko społeczno-kulturowe, które zresztą można obserwować
również w innych krajach, i nie powinno umykać uwadze badaczy. Stykamy się z nim w życiu
codziennym i może właśnie dłatego tak trudno jest przeanalizować je naukowo, uwalniając się od
emocji. O Kaszpirowskim słyszał chyba każdy, napisano o nim wiele, czasem krytycznie, częściej
w tonic apologetycznym, nikt jednak dotąd nie pokusił się o dokonanie rzetclncj, antropologicznej
cz.y socjologicznej analizy jego działalności i przycz.yn tak wielkiej, jeszczc do niedawna.
popularności. Pierwszą taką, i to udaną próbą, jest omawiana książka, przygotowana przez
Włodzimierza Piątkowskiego z Zakładu Socjologii Medycyny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Luhlinie i jego współpracowników. Praca opatrzona jest krótkim posłowiem rcd. Haliny
Aczkasowej, która zainicjowała i realizowała w latach 1990-1992 cykl telewizyjnych programów
z dr. Anatolijem Kaszpirowskim.
W. Piątkowski, socjolog medycyny, już od dłuższego czasu prowadzi systematyczne badania
nad leczeniem niekonwencjonalnym; jest m.in. autorem ważnej i interesująccj książki Spotkania
z inną medycyną.
Listy do Kaszpil'owskiego
to książka przejrzyście opracowana, składająca się z dość obszernego wstępu i trzech rozdziałów, przedstawiających kolejno: prohlemy metodologiczne, analizę
statystyczną materiału oraz wybór listów telewidzów do terapeuty. "Wstęp" jest właściwie
charakterystyką postaci Kaszpirowskiego, jego szczególnych cech osobowości i metody terapeutycznej, ujętą na szerszym tle społecznym. Autor analizuje czynniki, które sprawiły, że Kaszpirowski stał się na początku lat 90. jedną z najpopularniejszyeh postaci kultury masowej w Polsce.
Zwraca uwagę na specyficzny splot okoliczności politycznych i gospodarczych związanych
z okresem transformacji ustrojowej oraz na wsparcie "potężnego medium" - telewizji, która
uczyniła z niego gwiazdę, idola publiczności (uosobiającego zarazem, jak trafnie zauważa

261
Piiłtkowski, j..:d..:nz mitów kultury masowej - lekarza-supermana). Autor stwierdza, że, wbrew
opiniom, telcterapia Kaszpirowskiego odbiega od klasycznej psychoterapii, zawiera jedynie
niektóre jej elementy. Natomiast w recepcji społecznej jest Kaszpirowski powszechnie traktowany
jako bioenergoterapeuta,
choć sam konsekwentnie przeciwstawia się włiłczaniu jego metod
IN obręb
medycyny nickonwencjonalnej. Niemniej, W. Piątkowski wskazuje na szereg pokrewnych technice Kaszpirowskiego metod lecznictwa niekonwencjonalnego stosowanych w Europie
Zachodniej i w USA. Niezależnie jednak od kwestii zaszeregowania telcterapii i jej propagatora,
najważniejszym problem..:m badawczym dla przedstawiciela nauk społecznych pozostaje fenomen
ogromnej popularności terapeuty z ukraińskiej Winnicy i to podkreśla wyrażnie autor książki.
Prezentuje walory perspektywy socjomedycznej, która może ujawnić przyczyny tego zjawiska,
ukazując je w szerokiem kontekście stanu społecznej służby zdrowia w Polsce i społecznego
odbioru tej sytuacji, w dużej mierze wpływającego na obecną popularność praktyk niekonwencjonalnych specjalistów oraz samoleczenia.
Autor wybrał interesującą metodę badawczą - analizę treści listów telewidzów, skierowanych do dr. Kaszpirowskiego. Był świadom - jak wynika z rozważań metodologicznych
problemów związanych z przyjęcicm tej perspektywy. Wskazuje na nikłe dotychczas zainteresowania socjologów tego typu żródłami i brak "teorii listu". Tym bardziej warte są uwagi
interesujące rozważania W. Piątkowskiego na temat specyficznych cech tego materiału, perspektyw i ograniczeń ich badania. Autor wskazuje m.in. na brak możliwości wpływu badacza na
formę i zakres informacji zawartych w listach (tę właściwość podzielają zresztą listy z innymi
typami materiału zastanego). Stąd wynika niemożność przeprowadzenia pełnej analizy statystycznej. np. w odniesieniu do wyks/.tałcenia autorów listów (nic podało go 92,7% osób), wieku (brak
danych o 58,8'~. osób), czy efektów teleterapii (35,9% autorów nie podało na ten temat
informacji). Warto również porównać przytoczone w książce wyniki badań OBOP z rezultatami
analizy listów. Okazuje się, że tylko 3% ankietowanych
przez OBOP uznało, że seanse
Kaszpirowskiego miały pozytywny wpływ na ich organizm. Natomiast 50,2'10 autorów listów
stwierdziło poprawę swego stanu zdrowia, łącznie w 80,6% przypadków chorób. Tak duża
różnica wypływa zapewnc z faktu, że listy skłonni Sił pisać raczej ci, którzy odczuwają pozytywny efekt, niż ci, którzy nic dostrzegają żadnych skutków teletarapii, bądź też skutki
negatywne (tych ostatnich było tylko 2%,). Jak wynika z analizy statystycznej, aż 78,8% autorów
listów stanowią kobicty (z ogólnej liczby przeanalizowanych
1907 listów, które nadeszły do
telewizji w ciągu 1990 roku). Ten fakt, 1,",,<lI1Y z ogólnie obserwowanym zjawiskiem przewagi
kobiet wśród klienteli specjalistów mcdyc:",) komplementarnej,
wymaga wnikliwych badań,
ponieważ, jak stwierdza autor, "ws/.ystkie Inalll: interpretacje (... ) są tylko po części przekonywające" (s. 134).
Najobszerniejsza część pracy - rozdział III., zatytułowany tak, jak cała książka: "Listy do
Kaszpirowskiego", zawiera wybór listów, ilustrujących najlepiej (zdaniem autorów) omawiane
problemy. Listy podzielone są na trzy główne zespoły: prezentujące odczuwane skutki terapii,
próby interpretacji "fenomenu Kaszpirowskiego" i wrażenia doznawane podczas seansów. Największą grup!; listów - opisujących efekty teleterapii - uporządkowano według rodzaju tych
efektów (pozytywne, brak efektów leczenia i pogorszenie stanu zdrowia). Najliczniejsze listy,
a mianowieic te, którc opisują pozytywne skutki telcseansów (zajmują one aż 45 stron książki),
zostały posegregowane według rodzaju chorób czy dolegliwości. Podstawą był sporządzony przez
autorów klucz kodowy, I. zastosowaniem nazw chorób (czy grup chorób) przyjętych w międzynarodowej klasyfikacji chorób WHO. Jednak napotykamy w układzie listów także takie
oznaczenia (,.choroby naczyniowe", "choroby oczu"), których nie ma w przytoczonym w rozdziale I. kluczu kodowym. Ponadto, w wydzielaniu poszczególnych jednostek tego klucza,
ujętych pod nagłówkiem "Rodzaj dolegliwości", widoczne są pcwne niekonsekwencje.
Do
"rodzajów dolegliwości", oprócz np. "chorób układu krążenia", zaliczone zostały również takie
jednostki. które logicznic należą raczej do efektów terapii, np. "zanik blizn", "ciemnienie włosów",

262
"porost włosów", czy "rzucenie palenia". łnncgo rodzaju problem klasyfikacyjny wiąże się
z faktem, że listy z reguły nie były monotematyczne,
zazwyczaj dotyczyły kilku różnych
zagadnień i wymieniały różne choroby trapiące ich autorów. To stawiało przed autorami książki
trudne zadanie wyboru dominującego w liście tematu - każdy list mógł być z założenia
przyporządkowany
tylko jednej kategorii szczegółowej (poprawność metodyczną zapewniało
równoległe kodowanie listów przez 3 osoby). Wydaje się, że przyjęte rozwiązanie jest słuszne;
inaczej trzeba by dzielić każdy list na drobne fragmenty i zamieszczać je czasem kilkakrotnie.
w różnych miejscach.
Autorzy książki w rozdziale I. zapowiadają podejście przede wszystkim jakościowe do
badanego materiału. Ze względu na jego specyfikę, analiza ilościowa ma tu mniejsze znaczenie.
Jednak zawarta w pracy analiza jakościowa pozostawia pewien niedosyt. Oddzielny rozdział
dotyczy materiału statystycznego, toteż czytelnik oczekuje, że po obszernej prezentacji wyboru
listów znajdzie również rozdział poświęcony jakościowej analizie materiału. Tymczasem napotyka jedynie zakończenie, lakonicznie podsumowujące wyniki badań nad listami, łącznie z danymi
uz.yskanymi przez autora z wywiadów i materiałami zebranymi przez OBOP. Poza tym
nawiązania do treści listów, także łącznie z danymi z innych źródeł, znajdujemy w części wstępnej
pracy. Wydaje się, że książka zyskałaby dużo, gdyby oddzielny jej rozdział zawierał wnikliwą
analiz.ę jakościową "materiału listowego". Niemniej, książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem
i podziwem dła autorów, którzy podjęli się bendyktyńskiej iście pracy - kodowania, kłasyfikacji
i opracowania materiału zawartego w ogromnej liczbie listów. M usieli przy tym samodzielnie
pokonywać piętrzące się przeszkody, nie mogąc korzystać z żadnych wzorów krytycznych analiz
socjologicznych zbiorów listów. Praca wykazała, że zastosowana metoda może być bardzo
owocna w badaniach nad stanem świadomości społecznej, także w zakresie stosunku do
niekonwencjonalnych
metod leczenia.
Książka może zainteresować nie tylko specjalistów, ale takżc każdcgo "zwykłego" czytelnika,
który znajdzie w cytowanych listach przcjmujący wyraz ludzkiego cierpienia, nadziei, a nieraz
takżc wielkiej radości z odzyskania zdrowia i ogromnej wdzięczności dla dr. Kaszpirowskiego,
nazywanego uzdrowicielem, "genialnym Anatolijem", a w jednym z listów "posłańcem z gwiazd".
DlInllla

Kraków.

duli, Kraków

Przestrzenie

kulturowe,

Penka/a-Gaw{'cka

pod red . .I. Bujaka, A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej

i R. Go-

1993, ss. 139, ił.

Prezentowany tom szkiców z zakresu antropologii miasta, rezultat współpracy krakowskich
historyków i etnologów, ukazał się z poważnymi perturbacjami. Przedwczesny zgon dwojga
redaktorów opóźnił wydanie oraz, jak można sądzić ze wstępu autorstwa R. Goduli, która
ostatecznie przygotowała całość do druku - uniemożliwi! peine zrealizowanie wstępnej koncepcji. Jakkolwiek było, sądzić należy przedstawiony czytelnikowi rezultat, a nie zamierzenia.
Zainteresowanie krakowskich badaczy Krakowem, jego kulturą i mieszkańcami, dało się już
zauważyć od kilku lat. Próby zastosowania etnograficzno-ctnologicznego
aparatu analitycznego
do kwestii miejskich, zwłaszcza miasta tak bogatcgo w historię i różnorodnego pod względem
kulturowym, jak Kraków daly - jak można się było spodziewać - intcresujące rezultaty'. Do
początkowych zainteresowań folklorem miejskim, miejską obrzędowością, zagadnieniami kontaktów miasto-wieś podmiejska, doszła obecnie kwestia miejskiej przestrzeni . .lej właśnie, kulturoI Zob. "Zeszyty
Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Prace etnograficzne" z. 26: 1987. red. j.w.; także: "ZNUJ.

-Kunachowicz.

Prace etnograficznc" z. 2i. 19H6 pod red. J. Bujaka oraz ..Z UJ.
Prace etnograficzne" z. 23: 19H7 pod red. A. Zambrzyckiej-

263
wemu wymiarowi istotnych dla miasta i jego mieszkańców miejsc, poświęcony jest, w przeważająceJ części, prczcntowany tom.
Gros artykułów poświęconych jest krakowskiemu Rynkowi, który będąc jednym z największych placów Europy. spełnia! w swoich ponad siedemsetletnich dziejach rozmaite funkcjc.
O politycznych funkcjach Rynku traktuje artykul M. Rożka Forum regale. Rynek krakowski jako
miejsce wydarzeń polityczl1ych (X I V-X V I I I wiek); o obrzędowych z kolei B. Pilichowska (Rok
ohrzędowy na krakowskim Rynku w minionych stuleciach); o komunikacyjnych J. Duda (Komul1ikac.ljna jilllkcja Rvnku Gltiwne{fo w Krakowie); ekonomiczne zaś omawia J. Bieniarzówna (Krakowskie taryi w dawnych wiekach).
Lektura tych prac każe schylić czoło przed erudycją autorów, ale jednocześnie skłania do
wniosku, że, po picrwsze, zaprczentowali oni typowo "historyczne" artykuły, nie zawierające wcale,
lub minimalne ilości, "etnologicznego" spojrzenia na problem, oraz, po wtóre, że są one także
..historyczne" w tym sensie, iż zajmują się generalnie przeszłością, na uboczu pozostawiając
zjawiska występujące współcześnie. W zasadzie poza pewnymi próbami uwspółcześnienia wywodu,
widocznymi w artykułach J. Dudy i B. Pilichowskiej, pozostałe stanowią kompilację godnych
uwagi faktów historycznych, niejako wstępny material do etnologicznych analiz. Są niewątpliwie
cennym, ale zaledwie tłem. zbiorem faktów, które dopiero należałoby poddać etnologieznej
analizie.
Podobny zarzut, przy wszystkich nic podlegających kwestii zaletach, postawić można pracy
J. Kracika (SllIropolski
Kleparz - targ w lokall1ej kulturze społecznej). Z. Szromba-Rysowa
w artykule Tar!l0wisko SliIrv Kleparz - elf/ogra[lczna perspektywa badawcza precyzyjnie ukazuje
atrakcyjność etnograficzno-etnologicznego
podejścia do problematyki przestrzeni miejskiej - tu
w odniesieniu do jednego z najbardziej znanych i ważnych miejsc targowyeh miasta. Zarysowanie
owej badawczej perspektywy nie oznacza jednak jeszcze, iż została ona zastosowana. Na to
przyjdzie jednak zapewne poczekać. Z kolei z opracowania E. Fryś-Pietraszkowej (Kraków a wsie
podmiejskie w rela,jach etnograficznych
sprzed .IlU lat), w którym zaprezentowany został interesujący material etnograficzny, od lat oczekujący w zaciszu archiwum na skutecznych interpretatorów, wynika jasno, iż kontakty miasto-wieś owocowały między innymi powstawaniem
istotnych kulturowo "miejsc zderzenia". Ich etnologiczna analiza mogłaby wiele, jak mi się zdaje,
wnieść do zrozumienia istoty wzajcmnych wpływów, splotu harmonii i konfliktów w procesie
kontaktów między mieszkańcami K rakowa a ehłopami z podmiejskich wsi.
Odnoszę wrażenie, że prawdziwie udaną próbą zastosowania pojęciowego aparatu etnologii
do analizy kulturowej przestrzeni miejskiej jest zamieszczony w tomie artykuł D. Gut Nowa HUla
w .~wiad(/m(),vci jej mieszklll;niw.
Autorka usilowała, z interesującym skutkiem, dotrzeć do
.,struktury przeżywanej" micjskiej przestrzeni, mając tu na myśli "całą sferę wyobrażeń i mitów,
naroslych wokół samego miasta i rozgrywających się w nim wydarzeń". Efekt byłby zapewne
jeszeze pełniejszy, gdyby autorka oparła swoje wnioski na bogatszym materiale analitycznym,
zwłaszcza już publikowanym 2
Oceniając gener<t1nie krakowski tom studiów na temat przestrzeni miejskiej stwierdzić można,
iż wi,,:ccjobiecujc, niż daje, przynajmniej jeśli chodzi o etnologoczne analizy. Jest raczej cennym do
nich wstępem, ukazujc perspektywy wspólnych badań historyków i etnologów, stanowiąc dowód
na atrakcyjność tej problematyki dla obu partnerów. Mniemać zatem można, że następne
publikacje b,,:dą dowodem nie tylko godnej uwagi mody na temty z zakresu antropologii miasta - tu: właśnie Krakowa - alc przede wszystkim staną się prezentacją oryginalnych osiągni,,:ć
z tego zakresu.
Ryszard
:!

Zoh.

opracowanie
roku

J. Mikuło\Vski
nutcriałtl\\'

z inicjatywy

Pomorski.

Kwl../m' w Iwszej pllmiró,

pokonkursowych:

Oddziału

Krakowskiegt)

konkurs

Biblioteka

Krakowska

nr 127, Kraków

pod hasłem .,Czym był i czym jest dla mnie Kraków"

Polskiego

Towarzystwa

Socjologicznego.

Kantor

1991. Jest lo naukowe
został

ogłoszony

w 1969

264
Marian M o r a wczy 11 s k i, Rzeź
ss. 192, ok, 50 il.

1846 r., DChic(l, Pilzno,

TUr/ulw i okolice,

Tarnów

1992,

Są wydarzenia w polskich dziejach, których wspomnienie zawsze wywolywać będzie emocje.
a których interpretacje i oceny różnić się będą w zależności od pochodzenia, poglądó\\
społecznych, wizji dziejów i - generalnie - światopoglądu jednostki dokonującej oceny. Czasem
także od temperamentu i wrażliwości. Rzecz jasna, nie powinno to dotyczyć historyka, od niego
wymaga się obiektywizmu. Ale przecież i on jest tylko człowiekiem.
Jednym z najbardziej bolesnych zdarzeń w polskieh dziejach jest galicyjska rabacja 1846 roku.
Kilka krwawych dni mroźnego stycznia tamtego pamiętnego roku, kilka powiatów objętych
zaburzeniami - chłopską ruchawką; może tysiąc zabitych przedstawicieli stanu szlacheckiego,
rabunki i gwałty, a w ich rezultacie - narodowy szok. Publicystyka i sztuka przez dziesięciolecia
żywiły się tym tematem, żyła nim także wieś galicyjska, żywe wspomnienia o rabacji utrzymywały
się do niedawna. Także niejeden historyk zyskał poklask albo cięgi za sposób w jaki ukazywał
źródła, przebieg i sens owej krwawej łaźni. Kaznodzieje - zarówno świeccy jak i duchowni gromili wady narodowe, posługując się przykładami z tamtych dni. Był to temat zawsze
niepokojąco aktualny, pozwalający - przez swoją niejasność i złożoność motywów działających
w 1846 roku stron - uzasadnić sprzeczne niekiedy poglądy i opinie.
A dziś? Czy dziś warto jeszcze wracać do tamtych wydarzeń? Czy są jakieś powody, dla
których należy przypominać ofiary i ich katów'? Czy są jakieś względy, które winny skłaniać
współczesnego Polaka do rozpamiętywania
klęski zgotowanej przez austriackiego okupanta
szlacheckiemu powstaniu, przeciw którym skierowano sprawiedliwy acz ślepy gniew polskiego
ludu'? Czy to, co się wtedy stało, to tylko wybryk historii, czy prosta a tragiczna konsekwencja
nieporozumienia między ludźmi z dołu i szczytów społecznej drabiny? A może wręcz reguła
w naszych dziejach, konsekwencja połączenia pobożnych życzeń typu "iakoś to będzie" z brakiem
organizacji? Podobne pytania można stawiać w nieskończoność, jedno jest pewne, zainteresowanie
rabacją wciąż istnieje, a nowe na jej temat prace, nie tylko historyczne, mogą liczyć na
zainteresowanie.
Tak też będzie zapewne w przypadku książki historyka - ale historyka literatury - Mariana Morawczyńskiego zatytułowanej lakonicznie Rzeź 1846 r. Jest to drobiazgowa opowieść
o pamiętnych wydarzeniach na obszarach dotychczas uznawanych za marginalne: we wsiach
na wschód od Tarnowa, szczególnie w okolicach Dębicy. Autor w zasadzie nie wnosi nowych
informacji, porządkuje znane dotychczas, pewne relacje uściśla, inne podaje w wątpliwość.
W sumie, z punktu widzenia wiedzy o wydarzeniu, niewiele. A jednak czyta się tę książkę z wielkim zainteresowaniem,
nawet wbrew jej wadom: chaotycznej miejscami narracji, niejasności
wywodów, czasem zbytniej skłonności do uogólnień. Czytamy pracę Morawczyńskiego nie tylko z zainteresowaniem, ale również z bólem i z jakimś niejasnym a dojmującym uczuciem jej
aktualności.
No cóż, to chyba nieuniknione, że czytelnik przejmuje się ładunkiem dydaktycznym jaki niesie
w sobie wspomnienie galicyjskiej rzezi. Bo czyż nie jest tak, że dzielenie społeczeństwa na lepszych
i gorszych, tych myślących i rządzących, i tych od czarnej roboty, że patriarchalizm połączony
z niesprawiedliwością, mogą prowadzić prostą drogą do wybuchu niekontrolowanego gniewu. Tak
jest i tak zapewne zawsze będzie, a kto o tym zapomina, czyni wielki błąd.
A austriackie machinacje, perfidne szezueie brata na brata. te judaszowe srebrniki wypłacane
przez obcych Polakom za polską krew - jak to się ma do poruszanych kwestii'? Owszem. ma się
bezpośrednio i najboleśniej, bowiem podobne działania mogą mieć miejscc jedynie wtedy, gdy brak
porozumienia, prawdziwego, a nie tylko deklarowanego bratcrstwa, wtedy gdy brak wspólnoty
interesów, wzajemnego szacunku i tolerancji między ludźmi. Tego właśnie w tragiczny sposób
zabrakło w Galicji w 1846 roku i dlatego polała się obficie polska krew. Brakło, tam gdzie winien
się był znaleźć, rozumu, przenikliwości, brakło solidaryzmu narodowego i dlatego w ową lukę -

265
przepaść mil;dzy wiejskim ludem (któremu nie danym jeszcze było poczuć się narodem) i szlachtą - mając,! się za naród, mógł wcisnąć sil; wróg. I wygrał, choć nic na długo.
Myślenie o rabacji wbrew pozorom nie jest dziś,jak sądzę,jalowe i anachroniczne, to po prostu
myślenie o źródłach nieporozumierl społecznych i sposobach przeciwdziałania im. To myślenie o tym,
jak trudne, a czasem wręcz niemożliwe bywa owo przeciwdziałanie, a także i o tym, że zbrodnia rodzi
się cZl;sto I.arówno z arogancji jak i z ignorancji. Oby przebogatej lekcji wypływającej z galicyjskiej
rzezi nic trzeba już było nigdy na nasl.ej ziemi przerabiać. Książka M. Morawczyńskiego wartościowa
sam;'kW sobie, I.yskuje jeszcl.c, gdy?, budzi w czytelniku ważne i aktualne pytania i wątpliwości.
Ryszard

Kantor

Maria P a rad ()w s k a, Wkład Polaków w rozwój cywilizacyjno-kulturowy
Ameryki Lacińskiej,
Wydawca: Komisarz Generalny Udziału Polski w Wystawie Uniwersalnej EXPO '92 w Sevilli,
Wydawnictwo "Warsawa", Warszawa, bez roku wydania, ss. 297, indeks nazwisk.
Wydawca: Komisarz Generalny Udziału Polski w Wystawie Uniwersalnej EXPO '92 w Sevilli
nie miał szczęścia do redaktora ani oficyny wydawniczej. Odbiło się to najakośei książki, a głównie na
niestarannej korekcie, pozostawieniu fragmentu strony niezadrukowanej (ślad ingerencji cenzury?),
wadliwym zszyciu arkuszy (mały margines wewnętrzny utrudnia lekturę), a przede wszystkim
niestarannym indeksie nazwisk (nie zdołano np. ustalić imienia Kolumba; szczęście, że Autorka
podała w tekście imię Mickiewicza, bo już rozwiązanie pierwszej litery imienia Lelewela okazało się
nicwykonalne),
Zapewne równie? z winy redaktora pierwsze zdanie "Wstępu" rozpoczyna się słowami:
.,Pil;ćsetna rocznica odkrycia Ameryki przez Kolumba, przypadająca na rok 1992 [.. .]" (s. 3), jest
nieprecyzyjna. Wiemy przecież, że mieszkańcy Azji do Ameryki docierali przed 1492 rokiem.
Wykopaliska archeologiczne dowodnie potwierdziły także pobyt mieszkańców Europy na kontynencie amerykańskim przed tym rokiem. Mil;dzy innymi dlatego rocznicę pierwszej wyprawy Kolumba
do Indii obchodzono pod hasłem "Spotkanie Dwóch Światów".
Z powyższych uwag wnosić można, że recenzowana książka jest typowym tworem - jak to
mawiał Kazimierz Wyka - "jubileatyzmu", podobnie jak tablica na gmachu "Wspólnoty Polskiej"
w Warszawie poświl;cona Ignacemu Domeyce, ufundowana w 1992 roku przez Komitet Polski
,.Spotkania Dwóch Światów", na której w brązie odlano błędną datę rektorstwa wybitnego Polaka
w Uniwersytecie w Santiago de Chile t. Tak jednak nie jest. Maria Paradowska nawiązując
świadomie do rocznicy ważnej odkrywczo wyprawy Kolumba, nie dała się zupełnie zepchnąć na
pobocza "jubileatyzmu", narzucone przez nie przygotowaną do tego typu publikacji oficynę
wydawniczą. Jej książka jest pionierską monografią problemu, przedstawioną w formie popularnej.
Uważny czytelnik książki Marii Paradowskiejjest pełen podziwu dla trudu Autorki. To prawda,
że nie miała ona warunków do przeprowadzenie kwerendy archiwalnej (nawet w Polsce) i pisząc swe
dzieło oparła się głównie na pamiętnikach oraz literaturze popularnonaukowej.
Mimo to przedstawiony obraz, dotyczący zwłaszcza XIX i początku XX wiekujest bardzo interesujący. Okazuje się,
że Autorka zdołała zebrać więcej danych niż to uczyniono w ogłoszonej w 1983 roku pod redakcją
Marcina Kuli ksi"żce Dzieje Polonii IV Ameryce Łacińskiej. Historiajest chybajcdyną dziedziną, gdzie
miłośnicy badań przeszłości mogą, mimo braku warsztatu, inspirować badania profesjonalistów.
Maria Paradowska uzyskała lo prezentuj,!c głównie informacje z zakrcsu historii nauki i techniki.
Rzeczowość przckazu w książce Marii Paradowskiej ulega zachwianiu w relacjach dotyczących
Polaków w Ameryce Łacińskiej po drugicj wojnie światowej. Tu już nie wystarczy oczytanie
l Autorzy tekstu na tej tahlicy zapewnie nic wiedzieli, że istnieje książeczka Aliny Szwejccrowej pt. /gnac.v Domeyko, wydana
w 1975 roku z poprawnie zestawionym kalendarium. Domeyko nic był rektorem w latacb 1857·1873 tylko 1867-1883 (w latach
t852- t 867 sprawował funkl:ję delegata rZ'-ldu do .spraw reorganizacji uczelni).

266
w mniej lub bardziej łatwo dostępnych publikacjach. Polityka pozyskiwania po 1945 roku
literatury zachodniej zdecydowała, że kwerenda w krajowych bibliotekach niewiele daje. Analiza
licznych relacji podróżniczych, drukowanych niemal masowo po 1956 roku; daje wyniki niekiedy
trudne do weryfikacji. Bardziej wiarygodna jest literatura spccjalistyczna, która jednak umknęła
uwadze Autorki. Zwracam uwagę, że Instytut Nauk Geologicznych PA N prowadzi l na Kubie
przez 15 lat badania stacjonarnc, uwieńczone ważnymi publikacjami (w tym mapy kopalin
mineralnych). Autorka w zasadzie pominęła również krąg badaczy skupiony wokół redakcji
"Estudios Latinoamericanos"
z Instytutu Historii PAN. Wielu z tych autorów prowadziło
kwerendy w archiwach i bibliotekach Ameryki i dysponuje dużym zasobem informacji o udziale
Polaków w rozwoju cywilizacji Ameryki Łacińskiej. Brak informacji na ten temat w książce Marii
Paradowskiej zdaje się wskazywać, że praktycznie nie ma kontaktów z historykami z tego kręgu
(tzn. Instytutu Historii PAN), a ponadto nie korzysta z retrospektywnych i bieżących bibliografii
historycznych, geograficznych i geologicznych.
Recenzowana książka, poza "Wstępem" i "Zakończeniem" składa się z dziewięciu rozdziałów
prezentujących zebrany przez Autorkę materiał w układzie chronologicznym i przedmiotowym.
Pierwszy z tych rozdziałów dotyczy działalności Polaków w Amcryce w XVI-XVIII wieku.
W siedmiu kolejnych nakreślono szerzej działalność naszych rodaków w różnych dziedzinach:
rolnictwie, technice, badaniach przyrodniczych (geologicznych, zoologicznych, botanicznych).
wojsku, odkryciach geograficznych i pracach etnograficznych itp. Ostatni rozdział dotyczy
działalności w różnych dziedzinach życia społec7.eństw: naukowej w uniwersytetach i instytutach
badawczych, lekarskiej, posługi duszpasterskiej, kulturalno-oświatowej, życiu politycznym i artystycznym oraz "w innych dziedzinach życia" (dotyczy to przeważnie prowadzących przedsiębiorstwa i zakłady przemysłowe).
Taki układ treści powoduje, że niektóre informacje o dokonaniach wybitnych badaczy
powtarzane są w różnych rozdziałach. Zawsze jednak prezentowane s,! one w innym kontekście.
przez co czytelnik mniej zorientowany - a przecież do nich Autorka adresowała sw'! ksi,!żkę stopniowo wciąga się w zawiłe problemy Polonii latynoamerykańskiej.
Spccjaliści nie zawsze są w stanie akceptować niektórych szczegółowych przekazów Marii
Paradowskiej.
Ograniczę się do podania kilku informacji o gcologach: Ignacy Domeyko:
studiował w Oddziale Nauk Fizycznych i Matematycznych a nie "wydziale fizyczno-matematycznym" (s. 99); w 1838 roku przybył do Coquimbo a nie La Sereny (s. 100) osady, od której już wtedy
przyjął nazwę pobliski port; rektorem był do 1883 roku, a nie "do wyjazdu z Chile" (s. 199), gdyż
wyjechał w 1884 roku. Ważniejsze są jednak pominięcia: brak charakterystyki dokonań Domeyki
w górnictwie, prawodawstwie, meteorologii, balneologii i innych dyscyplinach. Dodam do tego
pewną ciekawostkę. Otóż zaraz po przyjeździe Domeyki do Coquimbo omal nic doszło do
zerwania umowy. Tę wprawdzie firmował rząd, ale opłacali właściciele kopalIl, którym przybysz
miał podać sposób na pozyskanie srebra z wykopanych zwałów rudy ołowianej. Z największym
trudcm udało się Domeyce przekonać administrację prowincji, że czynność ta wymaga większego
zesołu fachowców, a tych musi wykształcić. Z oporami przyjęto jego perswazjc, a z czasem
wydawano nawet w La Screnie napisane przez niego podręczniki. Z żalem żegnano go
w Coquimbo, gdy opuszczał to miasto. Wahał się z decyzją wyjazdu do Francji, głównie nie chcąc
uczestniczyć w jałowych sporach emigracji. Dlatego przyjął propozycję pracy w stolicy Chile.
Inny bohater książki Marii Paradowskiej: Józef Siemiradzki. Charaktcrystyka lego opiekuna
polskiej emigracji do Ameryki Południowej została przedstawiona
poprawnic, a szczegóły
dotyczące dokonań geologicznych kumuluj,! błędy poprzcdników. Na s. 110 Autorka piszc: "Jeden
ze słowników brazylijskiego Jnstituto Historico, w tomic I, na stronic 907, nazwał Józefa
Siemiradzkiego "najwybitniejszym geologiem tego kraju" (to jest Brazylii). Informację tę poda!
Józef Retinger w książce Polacy w cywilizacjach obcych dIJ krJ/Jcu X l X wieku (nb. tytuł niew!aściwie
zapisany, podobnie jak i bibliografii, gdzie zresztą nic uwzględniono edycji tej książki z 1991 roku).
Pomińmy precyzję cytowanego tekstu. Rzccz w tym, ŻC Siemiradzk i prowadził badania

267
geologicznc w Brazylii raczcj przygodnie i - choćby z tego względu - jego dorobek nie był tak
znaczący, jak stale pracujących w tym kraju geologów niemieckich.
Podczas pisania ksi"żki moi.na było także precyzyjniej określić dokonania Ernesta Malinowskiego w Peru, a I.właszcza jego udział w budowie kolei transandyjskiej. Wiele o tym twórcy pisał
w ostatnich latach Bolesław Orłowski (do artykułów tych nie dotarła Autorka), a najnowsze dane
zawarł w książce wydanej w 1992 roku Osiągnięcia inżynierskie Wielkiej Emigracji. Z treści tych
opracowań, opartych m.in. na żródłach północnoamerykańskich,
wypowiedzi Władysława Klugera
(cytowane przcz Autorkę) są nicco przejaskrawione.
Uwagi powyższc zdają się wskazywać, że książka Marii Paradowskiej, przed kolejną edycją,
musi być starannie zweryfikowana przez specjalistów z różnych dziedzin. Dotyczy to przede
wszystkim spraw związanych z udziałem Polaków w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym
Ameryki Łacińskiej przed 1939 rokiem. Okres póżniejszy właściwie należy napisać od początku.
Podane przez Autorkę informacje dotyczące ostatniego półwiecza są bowiem zestawione z pominięciem dokonań najważniejszych (jak choćby brak danych o pracach badawczych Instytutu Nauk
Geologicznych PAN). Zwracam uwagę na niektóre z pominięć:
I. Przez wicie lat Kuba stanowiła miejsce pracy polskich przyrodników. Obok geologów
zwracam uwagę na studia zoologiczne Bronisława Wojciecha Wołoszyna z Instytutu Zoologii
Systematycznej i Doświadczalnej PAN z Krakowa oraz geomorfologiczne Mariana Puliny
z Uniwersytetu Śląskiego;
2. Udział polskich ekspertów geologów w badaniach złóż kopalin mineralnych w Chile (m.in.
prace prowadzili profesorowie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie; na miejscu towarzyszyli
im Chilijczycy, absolwenci tej uczelni) oraz w Brazylii (badania z ramienia przedsiębiorstwa
usługowego);
3. Uczestnictwo w kongresach międzynarodowych, dokumentowane zwłaszcza przez geologów poważnymi sprawozdaniami;
4. Wyprawy badawcze, zwłaszcza do Peru i Chile, organizowane m.in. przez Polskie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk o Ziemi (dokumentowane nawet wydawnictwami po hiszpańsku),
Polskie Towarzystwo Studiów Latynoamerykanistycznych
i wiele, wiele innych;
5. Prace okresowe profesorów uczelni i instytutów polskich jako wykładowców w wyższych
zakładach nauczania w różnych krajach Ameryki Łacińskiej (m.in. Wiesław Szlenk wykładał
matematykę w Meksyku, a Maciej Suffczyński fizykę w Wenezueli; Danuta Kosmowska-Suffczyńska towarzysząc mężowi prowadziła badania geologiczne);
6. Wśród Polaków, którzy wyemigrowali z kraju i osiedli w Stanach Zjednoczonych AP
badania geologiczne złóż surowców mineralnych oraz ogólnych problemów tektoniki w Ameryce
Środkowej i Południowej prowadzil na większą skalę Jan Krasoń.
Rejestr tych uwag możnaby z pewnością potroić. Wymieniając je starałem się raczej wskazać
na kierunki uzupelnień niż na braki dotychczasowego opracowania.
Książka Marii Paradowskiej powstała w wyniku zapotrzebowania społecznego. Jej nakład
właściwie nie trafii do księgarń w kraju. Jest więc potrzeba wydania kolejnej, poprawionej i znacznie
wzbogaconej, edycji. Jest także pilna potrzeba ogłoszenia jej wersji w języku hiszpańskim. Jeżeli
wersja ta powstanie (np. przy czynnym zaangażowaniu się oficyny Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego) maszynopis winicn być starannie zweryfikowany przede wszystkim przez historyków
zajmujących się profesjonalnie dziejami Ameryki Łacińskiej, a następnie przetłumaczony przez
iberystów o dużej wiedzy historycznej. W tej wersji należy wzbogacić część opracowania, dotyczącą
udziału Polaków w rozwoju kultury i cywilizacji Ameryki Łacińskiej zwłaszcza po 1956 roku. Tu nie
może być poważnych pominięć, gdyż czytelnikami książki będą przede wszystkim ludzie znający
Polskę bądź przyjaźniący się z Polakami mieszkającymi i pracującymi w różnych krajach Ameryki
Środkowej i Poludniowej. Wiarygodność przekazu będzie więc wyrazem nie tylko umiejętności
Autorki, ale równieź informacją o poziomie nauk historycznych w Polsce.
Zbigniew Wójcik

268
Zygmunt Librowicz,
Polacy IV Syherii. Posłowicm opatrzyli
Wrocław 1993, ss. 380 (reprint. Kraków 1884) + 51.

A. Kuczyński i Z. Wójcik.

Książka Polacy IV Syberii Zygmunta Librowicza wznowiona w "Bibliotece ZcsłaJica" wydana
została po raz pierwszy w Krakowie w roku 1884 i, jak piszą autorzy .,Posłowia": Antoni
Kuczyński i Zbigniew Wójcik, trudno dziś uzyskać bliższe informacje na temat jej czytelniczego
obiegu. Podobne trudności napotkają prawdopodobnie edytorzy wydanej w 1865 roku wc Lwowie
rozprawy Lucjana Tatomira Pamiętniki
o Syherii.
Zygmunt Librowicz pisząc swoje szkice
poświ,<conc problematyce syberyjskiej wrósł już w środowisko rosyjskie, ożenił si,<z Rosjanką, był
sekretarzem redakcji petersburskiego pisma "Now", nie zaniedbuj"c także drukowania w czasopismach niemieckich. Wszystko to sprawiło, że niektóre bibliografie traktują jego działalność
z pewnym chłodem. Temu dystansowi sprzyjają zresztą nie tylko losy autora, ale także odmienny
rozkład akcentów, który sprawił, że pełne ostrych oskarżeń Dzieje Polaków na Syberii 1 zyskały
i zyskują liczniejszych czytelników. Jeśli jednak wznowienie książki Michała Janika było długiem
wobec literatury polskiej, to Polacy IV Syherii mogą być pozycją, któm łatwo zyska odbiorców
pośród czytelników z innych obszarów językowych, zainteresowanych dobrą eseistyką i wiedzą
o kontynencie, który do dziś budzi tyleż zainteresowania ile wywołał kontrowersji. Niezwykle
bogaty obszar, słabo zaludniony, opanowywany przez niezbyt liczną administracj,< rosyjską, która
wyraźnie odczuwała potrzebę stworzenia zaplecza gospodarczcgo i kuturalncgo. Dodajmy także naukowego. W tych właśnie płaszczyznach ujawniła się aktywność Polaków przeniesionych na
Syberię za odmowę udziału w tłumieniu polskiego powstania, zesłanych do rot aresztanckich.
odnajdujących możliwość psychicznego oderwania od zesłańczej codzienności w podejmowaniu
prac przyrodniczych, kreśleniu map i opisów plemion. Nic zabrakło wśród nich także skrz,<tnyeh
gospodarzy zakładających
warsztaty rzemieślniczc, cukicrnic i manufaktury.
Przypomnijmy
jednak, że większość zesłanych na Syberię stanowili potomkowie zubożałych lub wn;cz ubogich
rodzin, które nie zawsze mogły udzielić najbliższym pomocy. Brak matcrialnego wsparcia należało
tedy zastąpić umiejętnością dostosowania się do trudnych warunków, na czym nic zbywało
potomkom zubożałej szlachty i dlatego skład socjalny Polaków na Sybcrii tak bardzo przypomina
obraz społeczeństwa angielskiego w Indiach. Syberia okazuje się ponadto dla wielu miejscem
refleksji, przedmiotem opisu ale także szczeblem w karierze rozpoczętej jako przymusowo wcieleni
do ciężkiej służby w batalionach orenburskich leżących już poza właściwą Syberią.
"Zauważono, pisze Librowicz, że pomimo ogólnego narodowcgo charakteru i bytu Polacy
zamieszkali w różnych miastach syberyjskich mieli zupełnie odrębne i odróżniającc ich cechy,
wady, zalety, zajęcia i sposoby zarobkowania.
W Jenisejsku, pisze korcspondent "Kraju"
z Krasnojarska w r. 1883 - byli oni butni, hałaśliwi, zadawalniający wszystkic swe pragnienia;
w Minusińsku - hreczkosieje i hurtownicy mniej dbali o ogładę, więcej za to micli do czynienia
z kredką; w Aczyńsku byli myśliwymi i po części rolnikami, gdyż dla braku spławów taniość
produktów nie opłacała trudu i zachodów; w Krasnojarsku, jako stolicy urzędników i tzw.
"raznoczyńców", byli urzędnikami i raznoczyńcami; w Irkucku - byli kupcami; w Tobolsku
- przeważnie - trudnili się rzemiosłem itd." 2
Ci, bardzo liczni przecież w wielusettysięcznej grupic zcsłańców - ludzie pełni przedsiębiorczości, nie pozbawieni ponadto chęci ryzyka nic pozostawiali po sobie dokumentów pisanych.
Zawsze jednak chętnie służyli pomocą uboższym rodakom. niezależnie od tego czy poślubili
Rosjanki czy też przybyłe do nich z kraju narzeczone. Tcn lęk przed wynarodowicnicm przez
małżcństwo, który skłania wiele rodzin do zawicrania małżcństw przcd wyjazdem na Sybcrie czy,
szcrzcj, do Rosji, nie był zresztą zjawiskiem tak prostym i dającym się jcdnoznacznie określić.
Oczywiście, z administracyjnego
punktu widzenia żony Rosjanki miały prawo do żądania
I

M. Janik,

2

Z. Librowicz, "p. cil., s. 214-215.

Dzieje

Po/akow

na Syberii,

Kraków

1928,

ss. 461 (rcprinl).

269
ochrzC7.enia dzieci w cerkwi prawosławnej. Tak też było w rodzinie Librowicza, który, zdaniem
autorów posłowia, pochodzc!c /. rodziny żydowskiej był ewangelikiem. W tym miejscu pisz,!ccj
nasuwaj,! si~ pewnc w;ppiiwości. Czy danc tc są zupcłnie pewne? Wyniki kwerendy przeprowadzonej przez Bolesława Szostakowicza w Sankt Petersburgu mogą budzić zastrzeżenia. Nie ma
także nazwiska Librowicz w Szkicl/ch yeltl'a/oyicznych
Kazimierza Reychmana opartych m.in. na
Archiwach Zboru Ewangelicko-Augsburskiego
i Archiwum Zboru Ewangelicko-Reformowanego3
Wydana została dot'ld tylko seria pierwsza tych genealogii, mOle badacze dziejów rodziny
Librowiczów si~gn<l w przyszłości także do tych materiałów. Zagadnienic zasugcrowane przez
Antoniego Kuczyliskiego i Zbigniewa Wójcika wydaje si~ bowiem ukazywać nowe pole badawcze
dla zaintcresowanych zagadnieniami demografii, a właśnie ta dziedzina ma przed sobą ogromne
możliwości i jcj właśnic syberystyka dostarcza tak wielu materia/ów. Dodajmy - syberystyka
i rusycystyka rosyjska mająca lepiej opanowanc prace archiwalne a także szersze horyzonty.
Sprawa sposobu wrastania w nowe środowisko lub, znacznie trudniejsze, próby uczestniczenia
w dwu narodowościach S,! niejednokrotnie sprawą niezwykle skomplikowaną ale też w ciągu
ostatnich wieków nieuchronną. Przykładem mogą być losy Aleksandry Żeromskiej4, siostry
pisarza, która wyszła za mąż za Rosjanina. Ale przecież nic był to przypadek odosobniony i nic
dotyczył tylko Polek. W swej bardzo współczesnej książce Wyrwane strony Józef Czapski notuje
słowa zasłyszane od swego wuja Meyendorffa:
"Należał on do rodziny bałtyckiej. W tych bałtyckich rodzinach jcdyną dost~pną karicrc;
otwicrała Rosja. Pami.,:tam, jak wuj mi powicdzial: »Ty nie wyobrażaj sobie, że twoje babki
i prababki były zawsze takie kulturalne. Sicdziały w swoich starych pałacach czy zamkach i miały
długic kajcty, w których zapisywaly co dzieli ccnę mięsa i cytaty z Pisma Świętego«. Ja zawsze to
pamiętam, to jcst moja tradycja. Synowic tych rodzin szli do dyplomacji" S. W drugiej połowic
dwudziestego stulecia zjawisko małżelistw mieszanych przybrało rozmiar, który porusza demografów. Losy Polaków, I:wlaszcza w dziewiętnastym wieku, dają niezmiernie bogaty materiał do
przeprowadzenia badali. które do dziś niemal nie zostały zapoczątkowane. "Posłowie" do książki
Zygmunta Librowicza jest być może zapowiedzią zmiany w dotychczasowych
badaniach.
Materiały takie nic zyskały dotychczas zainteresowania
w oczach badaczy lubiących raczcj
szerokie gości lice niż nicprzetarte ścieżki. Autorka tego ooracowania nie ukrywa jednak, że książka
Librowicza lub jej recell/ja może prl:ypomnieć któremuś z rosyjskich, gruziliskich czy kazachskich
czyteiników, że jego babka by/a Polką. Być może w zapomnianych papierach odnajdzie siC;także
notes, w którym spisywała swe trudne i radosne momenty pobytu. Spisywała te momenty zupełnie
bezinteresownie, bez pamięci o dzieciach, jak to czyniła w swych Pamiętnikach ksic;żna Maria
Wolkoliska. Odnalezicnie takicgo notesu bc;dzie z pewnością ważnym momentem, zarówno
w dziejach literaturoznawstwa jak socjologii lub demografii.
Być może zainteresuje siC;tym zagadnieniem slawistyka rosyjska rOl:porządzająca wi~kszą
kadrą i znakomitymi na/wiskami. Przypadek Igora Bełzy znakomicie znającego swą genealogię nic
jest tu z pewności" wyjątkiem.
Pytaniem, które może postawić czytelnik jest: dlaczego szukać takiego zapomnianego
pamiętanika, autorki nic autora. Wydaje się przecież możliwe, że kronikarzem wrastania w nowc
środowisko będzie mr;ż.ezyzna. Mc;żcl:yźni jednak, zwłaszcza w dziewiętnastym wicku łatwiej
odnajdywali dla siebie inne tereny aktywności, jak omawiany tu autor Polaków w Syberii, Igor
Be/za lub Koziell-Poklewski. o którym pisze Librowicz, wyliczając dowody jego aktywności ,,0 20
wiorst od Tomska założył fabrykę szkła; sprowadził brata z kraju, osadził go w Tomsku i ożenił
z Polką, siostrą jedncgo z wygnaliców"b Właśnie odnalezicnie mcmuarów żon encrgicznych

J K. Kcychrnan.
S:kin 1/('III'O/o.llicJl("
Seria I. WarSi'.awa 1936, ss. 212 (reprint) .
.• H. M. M<łlgowska. "liJms/.:il' plllllJ Stefana /.eronl..•kiego, ,,Slavia Orientalis", 1976, 7_ 2. s. 191-198.
~ J. Czapski, Wrn\"llllt' _••t/"tmy. Lcs J.:cJitions Noir sur Hlanchc 1993. ss. 190.
Z. Lihrowil:z. op. dl.. s. :\22.
h

270
i przedsi;;biorezyeh
kierunkach.
bardzo

m;;zow

Może

wcześnie

niezawodnych

może

też dopisać
dostrzegł

skierować

jeszcze

jeden

roI;; kobiet

łączniczek

pomiędzy

książki

o Polakach

w dziewi;;tnastym

wieku

powinno

demografów
esej w książce

nic tylko

kolonią

Wznowienie

uwag;;
ciekawy
jako

animatorek

zesłańczą

a krajem.

Syberii

w

zwrócić

w naszym,

uwag;;

na Łotwie,

pod red. ks. Edwarda

Walcwandera,

W maju

1992 roku

odbyło

sympozjum

Polonijnym
wydania

się w Lublinie

kolejnego

już z długiej

listy, był Instytut

Katolickiego

Uniwersytetu

Lubelskiego.

materiałów

zredagowany

z konferencji

tom zawierający

naukowych

referaty

wygłoszone

przykład

konsekwcntnego

zapełniania

wzgl;;dów

politycznych

nie poruszanych

"Problematyka

-

organizator

sympozjum

terytorium

mniejszości

pisze
-

polskiej,

bowicm

ograniczenie,

jakim

sprawiła,

że zarówno

tematy

kowane

do

przybiera

po drugiej

wojnic

były sowieckiej

racji stanu,

W przypadku

mniejszości

w zasadzie

jak

która

kompleksowych

badal1

do naukowego

opracowania

zarówno zaległości
prognozować".

historiograficzne,

jak i koncentrować

materialy

zgrupowane

Prezentowane
Pierwszy

młody

historyk

Polaków

zakres

łotewski,

w szkicu Stosunki

i stał si;; terenem

w stosunkach
państwa

lennych

polskiego,

bramy

króla

Szwecji

i Polski,

narodowe

z Polską

a stolica

Stefana

i ludnościowe

polskiego

wśród

-

z czasem
których

Próba

zarysu

Polski

i Polaków

stanowi
a

całości,

opracowanie

dopełnienie

czyński

poruszył

wyjaśniając
dziejami

szkic

na przestrzeni

Łotwy

przez

Rosję.

Skomplikowane

Łotwy,

tylko ok. 2,2%

dzisiejszej
Ziemie

Łotwa

Recepcji

łotewskich

w potocznym
w Rydze,

łotewskie

w

nazw geograficznych
polskim

z ważnych

polityczne

(ok. 60 tys.), lecz jest

kulturalnej

fragmentów

obecności

tego artykułu

i historiografii

X X wieku,

my.VIi politycznej.

M.

w ifzyku

frazy "jechać
placówek

w jej

rywalizacji

Przesz/o.\'{: i teraźniejszocić.

niektórych
polskiej

wjazdem

stosunki

świat

w polskiej literaturze

niepodleg/a

języku

jednej

Rozwinięcie

bogaty

bylo

w skład

liczące się mniejszości

ludności

na Łotwie.

w zadziwiająco

Łotwy.

Boruty

po/ska

wchodzila

te były miejscem

mającego

polskiej

i Semigalii

była z uroczystym

sytuacji

kolejno
obecność

w orbitę

Kurlandii

zostały

czytelnika

które

także

Eryk Jekabson.

dzie;()w ukazal

ten wszedl

księstwo

Kiedy
nadrabiać

(... ) musimy

dziejów.

do 1795, część dzisiejszej

co prawda

musimy

tematyczne,

o dzisiejszej

M.

polskiego

i socjologicznych.

opanowane

K. Dybciaka

genezę znanej
teatru

jak

obszary

wprowadza

kwestię

kościelno-

uniemożliwialo

segmenty

państwa

ta

np. problematyki

wieki

stanowi

Okoliczność
podporząd-

na Łotwie,

gdy obszar

jej

Odpada

współczesne,

1582. Przez

polska

na obszarze

sowiecka.

-

Walewander,

nieznany.

na przestrzeni

Jak wiadomo,

widoczna
w życiu kulturalnym
i społecznym.
J. Kolbuszewski
z kolei w opracowaniu
Kultura

ze

i zamieszkującej

się na wspólczesności

Ryga przez wiele lat kojarzona
w roku

uwagi jako

dotychczas

tej problematyki

Polaków

w cztery

tempa

się starannie

Edward

praktycznie

historycznych,

od czasów,

osadnictwa.

ks.
Łotwy

do glosu

dziejów

takiego

problemów

jeszcze

polsko-łotewskie

to jest

do
ukazał

jest najwyższej

była okupacja

związków

od 1562 roku

Batorego

zdecydowały

zarówno

dotyczy

od XVI wieku,

na Łotwie

polityki

zostały

tematyczny

dotąd

(... j wykluczenie

podjęcie

Organizatorem

znaczenie.

bardziej

dzisiaj przystępujemy

omówię.

Godny

mapy.

i Duszpasterstwem

miesiącach,

publikacji

nic dopuszczała

polskiej

nad

współczesna

kształt

i -

Ma/gowska

na Łotwie.

istotne

niż

1993, ss. 348, aneksy,

ukazywania

światowej

jak

Maria

Polonią

omawianej

dzisiaj

historyczne,

-religijnej.

plam",

historyczna,

Hanna

nt. Polaków
kilku

przecież
ale także

ruchliwym

dyscyplin.

się już przyzwyczaić,

a mających

wc wstępie
zarówno

bardziej

kilku

Badań

w Lublinie.

"białych

który

na wygnaniu

znacznie

Lublin

Po

należy

nieoczekiwanych

Librowicza,
życia

przedstawicieli

Polacy

tego spotkania,

w zupełnie

po/skim,

Bu-

między innymi

do Rygi". M. Kloc zaj;;ła się

kulturalnego

życia

Polaków

od

271
końca

XIX

turain,!

środowiska

wieku

po lata

micdzywojenne.

polskiego,

jak

Jej opracowanie

i smctny

fakt,

ukazuje

zarówno

aktywność

iż problematyka

ta dotychczas

życia

na Łotwie

jest

kul-

słabo

po-

znana.
Druga

czcść

(omu

micdzywojennym,
polskiej

na

Łotwie

no-religijnym
temat

-

stanowi

w okresie

Polaków

wiele nowych

faktów

nym toczyło

sic raczej

Czcść

trzecia

1939-ll)I)() oparł
świetle,

Stankiewicz

J. Albin omawia
również

koncentruje

działalność

A. Ourejko.

Generalnie

pomyślnie,

co było rezultatem,

między

innymi,

dotyczy

i operatywna
autor

miejskiej

(zwłaszC/a

podarstw

i zachowanych

-

stopniu

kadra".

Baza

dobrych

niemal

przez cały

II wojny

światowej,

okupacji

okres

w artykule

Polacy

na Łotwie

pomijanym

bądź

ruchu

oporu

na Łotwie

w czasie

1941-1944 polskiego

ruchu

patriotycznej

wojskowych,

postawie

inteligencji)

szlacheckich;

ta nis/.czona

i obserwacjach.

lata

dzicki

dworków

przeżyciach

przez

w latach

była

jeszcze

ukazuje

międzywojen-

okresu

ten

na własnych

działalność

młodzieży,

ten sam

ta część tomu

omawiając

polskiego

możliwa

społecz-

polskich,

w okresie

mniejszości

lat tragicznych,

sic na zagadnieniu

konkluduje

życiu

polsko-łotewskich.

l3yczkowski

na działalności

o

na

organizacji

na Łotwie

J.

pisze
się

polskicj

pallstwowych

w dwudziestoleciu

E. Jekabson

że 7.yeie mnicjszości

"Powstanie

na konspiracji

Polaków

Łotwy.

i dowodzi,

sic w dużym

szywym

Z.

-- porusza

opracowania

skoncentrowal

nych

ujcciu

i niemieckiej.

galiski

niepodicgłej

w tym okresie,

stosunków

sowieckiej

ukazania

19I9-1941,

w latach

w nieco innym

ten okres

próbc
istnienia

i wiejskiej
przez

M. Cyw fał-

II wojny
oporu

kresowej

światowej.

na Łotwie

ludności

z małych

z tych środowisk

była konsekwentnie

Z kolei

przedstawianym

ubogich

wywodziła

władzę

-

polskiej
gos-

się potrzeb-

sowiecką

w następ-

latach.
Ostatnia

czc;ść tomu

najnowszym,
władz

-

czasom,

odradza

sic życic religijne
po II wojnic

kiej na Łotwic

z religią,

pisze Z. Szuba.

Zwi'lzku
polskie.

Polaków

na Łotwie,
Lo/wie

IW

po II wojnic

światowej,

łotewska,

a wraz z nią

to

o polskiej

mniejszości

niewielką,

ale od/.naczaj"cą

kulturalnym

i znaczną

i kulturalne

światowej,

pallstwa

Polacy

jest okresowi
sic pallstwowość

poświc;cona

gdy odrodziła

mniejszości

opiece,

która

W. Krukowska

narodowych.

przebiegała

przedstawia

a K. Frąckowiak-Karczewska
niezwykle

w tym

cenne

kraju

na

sic ugruntowaną

odpornością

narodową

i religijną,

Dzięki

współczesne

dzieje

Polaków

na Łotwie

z krajem.

Jedną

z form

więzi

jest

o rodakach

tej

okres

tym cechom

śledzić

na Łotwie.

i dziś w nowych

się szkolnictwo

warunkach

ono

bogatym
polska

zdaje

K a c z m a rek,

Urszula

Kaczmarek

wiedzy

o obccności

pionierskie
stawiają
I

pracc
istotne

Zoh. U.

od pewnego
i roli

odznaczają
pytania

Kal.:l.Jllarek.

Dzieje

Polaków

Polaków

się rozkwitać.

o podtrzymywanie

wątpienia

poszerzenie

wiedzy

publikacja

czyni

sic nie tylko

z pogranicza

na ziemiach

już czasu /. godną
na

obszarach

w

Rumunii

J945·!CJ8Y.

C::.eclws/m\'lu:ia. N;cm;aka

Rl'f'uhliku

Poznan

/)(,łUokraryczłla,

Polonii
1991;

Poznall

Kantor

1993, ss. 120, ił.

uwagi pracowitością

zapełnia

socjalistycznych

tzw.

pallstw

bogactwem

socjologii

Akl.\'W'IO.~l: kU!IUr(//1l(HI.~wim(}Wll

i na i-ł1'Ur:('cl1 "' /lll ud, /945-JiJXY.

kraryc:nn

bułgarskich,

Ił'

Bu/u"r;;,

JtV{,'gr.v. Poznań

Niemic('kiej

zhiorowo.ki polonij/Irch

1993.

I.

Jej

ale również

Nie na wszystkie

CzecilOsimvu<ji,

teji.e. Kultura

luki w naszej

faktograficznym,

i etnografii.

ich

polskim

to znakomicie.

byłych

ogromnym

historii,

życiem

mniejszość

Ryszard

U rSllIla

wiedzy
zbiorowość

i dbać

bez

Omawiana

walki

powstałego

kompendium

z zewnątrz.

na Łotwie

duszpasters-

niedawno

świadomością

należy

tolerancji

warunkach

Ukazuje

narodowa

spoleczellstwie

cicżki

O opiece

wieków.

na ataki

dziejom

dzięki

odradzające

prawdziwe

kilku

Z uwag,!
więzi

przetrwała

dzialałność

wydawnictwo,

-

w trudnych

omawia

przestrzeni

a zwłaszcza

z nich, to

Republice
Europy

Demo-

.Środkowej

272
oczywiste, da się odpowiedzieć przy dzisiejszym stanic wiedzy, wszystkie jednak świadcz"
o dociekliwości autorki.
Podobne zalety posiada opublikowana ostatnio praca U. Kaczmarck poświęcona Polakom na
ziemiach bułgarskich. Problematyka ta, prawda, że marginalna, była dotychczas zupełnie niemal
zaniedbana. Nic oznacza to, iż nie istnieją źródła ukazuj,!ce obccność i rolę Polaków na tamtych
obszara<.:h. Są one jednak stosunkowo nieliczne, wyrywkowe i rozproszone. Autorka zgodnie ze
swoją nader skrupulatną
metodą postępowania, przeprowadziła szerokie studia archiwalne.
zgłębiła literaturę przedmiotu oraz ~ co szczególnie godne podkreślenia - nawiązała ścisłe
kontakty ze współczesną emigracją polską w Bułgarii. W rezultacie, w pracy opartej na tak
rozległych poszukiwaniach, udało jej się nic tylko zarysować dzieje Polaków na ziemiach
bułgarskich (co zostało zaanonsowane w tytule pracy i co juź samo w sobie mogło stać się
powodem uznania jej za nader cenną), ale także - i to stanowi prawdziwą rewelację - starannie
nakreśliła "aktywność polityczną, gospodarczą, wreszcie kulturalno-oświatową
grupy polskiej
w Bułgarii" po II wojnie światowej. O tym, o naj nowszych dziejach bułgarskiej Polonii nic prawie
nie było wiadomym.
Dla porządku przypomnijmy, że przed powstaniem listopadowym na terenie dzisiejszej
Bułgarii, w owym czasie znajdującej się pod tureckim panowaniem, Polacy pojawiali się
sporadycznie, najczęś<.:iejw charakterze jeńców. Po powstaniu listopadowym skierowała się tam
pewna cząstka emigracji żołnierskiej, która - jak pisze autorka - przekształciła się w emigrację
połityczną. Szczególnie w latach wojny krymskiej(l853-1854) wzrosła aktywność polskiej emigracji
politycznej na tym obszarze, tworzono tam nawet polskie jednostki wojskowe. Nowa fala emigracji
napłynęła na ziemie bułgarskie po powstaniu styczniowym. Póżniej los zrządził, że PoJaey brali
udział w wojnie turecko-rosyjskiej
po obu stronach. Po powstaniu niepodlcgłego paristwa
bułgarskiego, Polacy, choć nicliczni, odegrali w nim pewną rolę, zwłaszcza w medycynie.
gospodarce, częściowo również w kulturze i oświacie. Tuż przed wybu<.:hem II wojny światowej
mieszkało na terenie Bułgarii ok. 680 Polaków.
Dzieje Polaków w niepodległej Bułgarii to przejawyaktywnoki
pewnej liczby wybitniejszych
jednostek oraz działalność drobnych organizacji, które ukierunkowane były na rzecz zachowywania polskoś<.:i w emigracyjnych środowiskach oraz służyły zbliżeniu polsko-bułgarskiemu. Nic byo
ono łatwe ze względu na znaczne różnice kulturowe i religijne oraz gcneralnie odmienne tradycje.
Z tych też przyczyn Polacy w Bułgarii nic asymilowali się do bułgarskiego społeczeristwa,
zachowywali swoje wyznanie i system wartości, wykazując jednakże pełną lojalność wobec
bułgarskiego państwa.
Po 1/ wojnie światowej liczba Polaków w Bułgarii wzrosła do około 2000. Grupę tę stanowią
potomkowie emigrantów z okresów wcześniejszych oraz nowi emigranci z fali zwanej niekiedy,
"sercową", gdyż są to "polskie połowy" małżeństw mieszanych, głównie kobiety.
Bułgaria, to jest ziemie na których dziś istnieje paristwo bułgarskie, nigdy nie była miejscem
docelowym masowej emigracji Polaków, jedynie w pewnych okresach znalazły się tam odpryski
emigracj politycznej. Nie oznacza to wszakże, iż nieliczna Polonia bułgarska nic zasługuje na
zainteresowanie. Przeciwnie, jest ona interesującym badawczym problemem; poznanie jej, ustalenie
stopnia jej aktywności (np. organizacyjnej), odsłonięcie mechanizmów, które wpływaly na trwanie
polskości w sytuacji bytowania grupy liczebnie marginalnej o ograni<.:zonej więzi z krajem
macierzystym, dostarczyć mogą ciekawych materiałów porównawczych, przydatnych dla badari
innych, znacznie liczniejszych zbiorowości polonijnych na świecie. Ozi<;ki pracochłonnym studium
U. Kaczmarek dowiadujemy się dostatecznie wicie o obecności Polaków na ziemiach bułgarskich
w przeszłości oraz o współczesnej Polonii bułgarskiej, aby uznać, iż jest to grupa interesująca i pod
wieloma względami oryginalna, pod innymi zaś przypominająca wszystkie zbiorowości polonijne
świata. Dotyczy to szczególnie godnej uwagi, ale i typowej aktywności emigrantów na polu
ochrony języka ojczystego i rodzimej kultury.
RYSZltrd Kalltor

273
Edward Soltys, Benedykt Heydenkorn,
Trwanie w walce. Ku/turowa
nia Polskich KOlllhll/WlliJW IV Kanadzie, Toronto 1992, ss. 245, ił.

analiza Stowarzysze-

W 1992 roku ukazała się nakładem Polsko-Kanadyjskiego Jnstytutu Badawczego w Toronto
Kongresu Polonii Kanadyjskicj, jako 22 tom studiów, nadzwyczaj interesująca praca, która
swoimi założeniami, zakresem tcmatu i sposobem podania go, wyróżnia się wyraźnie na tle
publikacji ukazuj'lcych si.,: poza granicami Polski, a dotyczącymi działalności organizacji - nazwijmy je umownie - polonijnych.
Monografii organizacji polonijnych, a naj rozmaitszym charakterze i zakresie działania, od
drobnych, regionalnych, po masowe grupujące Poloni.,: całych kontynentów, opublikowano już
sporo. Wszystkie one powstały wedle jednego schematu, niosą pewną sumę informacji, obciążone
jednak trybutem na rzecz doraźności (powstawały najczęściej jako dzieła jubileuszowe) i funkcją
krzepienia scrc i ducha działaczy i członków organizacji, o których traktowały, najczęściej nie
przekraczają poziomu ksiąg pamiątkowych. Chwalebne wyjątki wręcz można wyliczyć na palcach
jednej ręki.
Dotychczasowc monografie, piszę o nich tyle, gdyż dopiero na ich tic ujawnia się ranga pracy
E. Sołtysa i B. Heydenkorna, miewały pewną wartość dla badacza, były rodzajem dokumentacji
dokonali danej organizacji, ukazując jej działalność najczęściej nie bez przesadnej życzliwości;
wykorzystywane krytycznie, stanowić mogły i często stanowiły interesujące żródło do poznania
problemów Polonii. Brakowało im jednak pewnego krytycznego dystansu do ukazywanych
zjawisk i problemów, nie miały szerszych ambicji zarysowania jego kulturowego tła, słowem: nie
było to obiektywne analizowanie kulturotwórczej
roli organizacji. Interesujące dla badacza
Polonii, nie miały waloru - poza dokumentalnym - dla badacza kultury i jej mechanizmów.
Odmiennie sprawa wygląda w przypadku omawianej książki. Już w jej podtytule jest
określenie "kulturowa analiza" i bynajmniej nie znalazło się ono na wyrost. W istocie Trwanie
\I' \\a/ce to prawdziwie kulturowa
analiza niemal pół wieku już trwającej działalności Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Kanadzie. Konsekwencja wykazana przez autorów w prezentacji
owej. widzianej pucz pryzmat kultury działalności powoduje, iż praca - jako jedna z pierwszych - przekracza wąski krąg "literatury polonijnej", w istocie wspominkarskiej i jubileuszowej,
i jej adresatcm mog'l być ci wszyscy, których interesuje ludzka kultura w jej uniwersalnych
treściach i mechanizmach. Nic darmo wc wstępie pracy znajdziemy słowa lapidarnie ujmujące jej
cel, którym jcst "pokazanie, jak doświadczenie polskich weteranów II wojny światowej zostało
przeniesione w symbole, metafory, mity, legendy, rytuały i ceremoniały". Innymi słowy, praca ma
ambicję ukazywać powstawanie kultury symbolicznej pewnej grupy, a także owej kultury
funkcjonowanie.
Punktem wyjścia analiz, co oczywiste, było ukazanie dziejów Stowarzyszenia Polskich
Kombatantów. Organizacja ta, a właściwie jej autonomiczna gałąź istniejąca w Kanadzie, bo ona
jest przedmiotem pracy, powstała - jeśli tak można powiedzieć - z tragedii wielotysięcznej rzeszy
żotnierzy Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie, którym nie dany był powrót w chwale do ojczyzny,
lecz gorzki chleb emigranta. W Kanadzie osiedliło się wielu polskich weteranów, oni to pow o/ali
organizację, która walcząc o ich status kombatancki
i społeczny, jednocześnie budowała
i kultywowała, w oparciu o jasno sformułowaną ideologię niepodległościową, świat wartości,
w imię których wcześniej walczono, by później chronić je w nowych, trudnych warunkach
na
emigracji.
Poszczególne rozdziały pracy, zatytułowane niekiedy z prowokującą wręcz dobitnością
(..Sztandar wśród chmur", "Wspólnota żywych i umarłych"), wydobywają na pierwszy plan zespół
czynników tklcrminujących ideologię i działalność SPK w Kanadzie. Na przykład w rozdziale
..Żal" ukazano precyzyjnie te czynniki, dla których kombatanci i ich organizacja nie mogli być inni,
jeśli mieli pozostać w zgodzie z ideałami, które przyświecały walczącym w czasie Il wojny
światowej polskim żołnierzom. Poczucie krzywdy i przegranej, tak dziwne z pozoru w przypadku
I

18 -

Lud

I.

LXXVI

274
weteranów zwyci<;;skiej akoby armii świadomość, iż zostali przcz aliantów "sprzcdani", poczucie. iż
są zdani tylko na siebie, ale także przckonanie, iż wojna si<;;jeszcze nic skollczyła, że powrót do
ojczyzny - nicmożliwy dla nich w danym momencie - wiąże się z dalsz;, walką (innymi środkami)
o jej wolność, wyznaczały fundamentalne zasady ideologii ZPK. Od zniewalaj'leego poczucia żalu.
krzywdy i przegranej droga wiodła - choć przecież nic musiała - k u silnej integracji
kombatantów na obczyźnie, trwałej i niezłomnej postawie antykomunistyczncj, a tabe ku - to
w sfcrze kultury, w której realizowała się kombatancka świadomość - bogatemu ceremoniałowi
organizacyjnemu. Doświadczenia kombatantów wplynęły w decyduj"cy sposób na kształt ceremoniału ich organizacji, na język organizacyjny, na symbolikę, mitologię grupy, jcj stosunek do świata
zewnętrznego. Wrzesierl, przeźycia w sowieckich łagrach, Katyń, Monte Cassino - to zasadniczc
komponenty świadomości kombatantów i zręby ich ideaologii oraz filary ich symbolicznej kultury.
Książka E. Sołtysa i B. Heydenkorna w precyzyjny sposób ukazuje strukturę symbolicznej kultury
kombatantów i jej integrującą funkcję, w niej autorzy widzą źródła aktywności organizacyjnej
byłych żołnierzy, ich niezłomności (taki jest też tytuł jednego z rozdziałów pracy: "Niezłomni"),
przekonanie o słuszności wyboru i krzcpiącej członków tej grupy nadziei. a właściwie pewności ostatecznej wygranej narodowej sprawy, co w ostatnich latach zdaje się znajdować
potwierdzenie.
Szczególną uwagę budzi rozdział "Uroczystości", który jest prób,! - starannie przemyślaną
i konsekwentnie przeprowadzoną - całkowitego ukazania rytuału organizacyjnego wraz z ukazaniem jego genezy, a nie tylko prezentacji poszczególnych rytuałów, wyrwanych z kulturowego
kontekstu, co było charaktcrystyczne
dla monografii organizacji polonijnych. Wcześniejsze
fragmenty pracy znajdują w tym rozdziale uwieńczenie, w nim potwierdzaj,! się i wzmacniają
poprzednio czynione wywody i wnioski.
Przy całej oryginalności pracy, przy wszystkich jej walorach, brak uje mi w niej próby
odpowiedzi na dość zasadnicze pytanie. Otóż kombatanci
- członkowie SPK, żyli przez
dziesięciolecia w konkretnym kraju, mając status emigrantów, wśród wieloetnicznego społeczetlstwa Kanady. Ich świadomość, całe ich doświadczenie, działalność i nadzieje nakicrowane były na
zewnątrz, na kraj, na utraconą ojczyznę, na służbę dla niej. Jak zatem ten ogromny, w sensie
stopnia zaangażowania emocjonalnego i konkretnego działania, wysiłek osłabiał ich aktywność na
miejscu, wpływał na indywidualne kariery i aspiracje. Czy nic ograniczał ich roli w Kanadzie, czy
nie osłabiał ich rangi jako grupy nacisku, czy nic wpływał na osłabicnic naturalnych i poniekąd dla
jednostek korzystnych z pewnych względów tendencji integracyjnych (żeby nic użyć określenia
dobitniejszego: asymilacyjnych). Brakło mi w pracy, choć rozumiem, że nic było z wielu względów
łatwo o tym pisać - śladów pozaorganizacyjnych
przejawów życia kombatantów, ich życia
rodzinnego (jaka była, bo przecież nie "kombatancka", świadomość, a także system wartości, ich
dzieci i wnuków?), informacji o aktywności ekonomicznej itd. Czy trwanie kombatantów przy ich
systemie wartości (ze wszystkimi konsekwencjami takiej postawy), nic powodowało konniktów
międzypokoleniowych, a także pewnej marginalizacji samej organizacji i jej członków w kanadyjskim społeczeństwie. Oczywiście, pewne przesłanki do odpowiedzi na te pytania, znalazły się
w tekście pracy. Jest ich jednak zbyt mało, aby wyrobić sobie jaśniejszy pogląd.
Praca Trwanie w walce wydaje się, jak wspomniałem na wstępie, otwierać nowe perspektywy
badań; odchodząc od przyjętego, a przynajmniej nagminnic stosowanego, schcmatu monografii
organizacji polonijnych ku precyzyjnej, choć ze zrozumiałych względów często nasyconych emocją.
analiz kulturowych. Dostarcza ciekawego materiału, budzi zainteresowanie konkluzjami, powoduje refleksje wykraczaj,!ce poza swój tematyczny zakres, i również jest - co nie odbiera jej
w żadnym stopniu walorów dzieła naukowego - hołdcm złożonym ludziom ciężko dotkniętym
przcz los, a jednocześnie prezentującym konsekwentne postawy patriotyczne i niepodległościowe.
ludziom wiernym swoim przekonaniom i umiejącym o nic walczyć.
Ryszard

Kanw,.

275
Władimir
Moskwa

Władimir
Akademii

Nikołajewicz

świc,:tych w islamie
szamanizmu

u narodow

Środkowej.

jak równic?

w szeregu

praca

W. N. Basiłowa
dorobku

-

Azii i Kazachstana,

Sredniej

naukowego.
dominacji

Alji Środkowej

eksponuje

te jej e1cmenty,

zakresie

-

także

ludów

Azji

autora

i stanowi

niejako

W prezentowanej

książl;e

aulor

klóre
na

Środkowej

w tym

kartach

zagadnień

na

ludów

Azji

znalazły

swój

ludów

Syberii,

podejmuje

szczególnie

Praca

ocenę

zawiera

"przeżytków"

dwudziestu

próbę

kondycji

analizy

szeregu

tej formy

wierzeń

tradycji

mitologicznej

przetrwaly

jak

w islamie,

Wskazaną

powyżej

sicdmiu

rozdziałów:

l.

autor

poznania

A/ji Środkowej
i Kazachstanu,
2. Ogólne
informacje
o szamanach,
4. Szamańska
obrzędowość,
5. Osoba szamana.
Ekstaza, 6. Szamańskie

manizm

jsko

element

W obszernym
szamanizmu
wiekową

ludowego

tradycją

torianizmu,
zachodzącymi

na

kulturową

buddyzmu,

pracy
terenie

ludów

głównie

w ramach

wniosek

natury

ogólnej

oraz buddyzmie
zrozumienia

stara
Środkowej

tego

tego środowiska.

Biorąc

uwagę

na

i Kazachstanu

(wpływy
jak

zoroastryzmu,

i złożonymi

pod uwagę powyższe

iż szamanizm

w formie

"przeżytków"

względu

jako

forma

nie tylko

poznanie

czynniki

wierzeń

stwierdza,

pierwotnych,



i w dziprzy tym

zachował

się

istoty szamanizmu

jesl ważne dla całościowego

szamanizm

jako

środowiska

kulturowego,

przybierającego

w efekcie charakter

zjawiska

regionalnego.

Z tego właśnie

W. N. Basiłow

nic posługuje

sic,: lerminem

wierzell

"szamanizm",

w odniesieniu

do

ludów,

u których

..szamaństwo".

które jego zdaniem

jest bardziej

zdegradowanego

kultu

zachowały

Wprowadzone

przypadku

islamu).

badaczy

w publikacjach

przyjmiemy

wykładnic,:

specyficznie

"regionalnych"

Szamanizm

to termin,

reprezentujących

I

autor

lecz także w chrześcijaństwie

analizuje

!

nes-

historycznymi

w islamie

cechami

ich rozwoju;

i kulturowym

formę
długo-

manicheizmu,

przemianami

sic,: specyficznymi

stopniom

specyficzną

religii.

W swej książce

w formie

szamanizmu

uwarunkowaną

charakteryzujące
książce

to
się

3. "Szamańska
duchy, 7. Sza-

(szamanizm)
uległy tutaj daleko id'Ieym "deformacjom"
głęboko synkretyczną
formę. W N. Basiłow formułuje

stwierdzając,

i z tego właśnie

się zwrócić

obszaru
islamu)

czasów

historii

autor
Azji

jednak

pierwotne struktury
wierzeniowe
siejszej rzeczywistości
reprezentują
do współczesnych

jak
stara

islamu.

wstc,:pie swcj

funkcjonuj'lcq

wierzenio-

i obrzędowej,

przyjmując,

problematyką

Historia

charakter

dotychczasowego

charakterystykę

oblicze".

lat. Kolejna

nosząca

podsumowanie

tak w perspektywie

w formie

"muzułmańskie

wybranych

i Kazachstanu,

II

badań

poświęconej

z szamanizmem

ostatnich

i Kazachstanu",

czytelnika

związane

Rosyjskiej

syntezy

u ludów
choroba",

wych,

Nauka,

i Antropologii
obszernej

się na przestrzeni

religii muzułmańskiej.

W. N. Basiłow,

autor

opracowania

N. Basiłowa

pojawiły

z szamanizmem,

w warunkach

zainteresować

W.

Szamanizm

związanych

Etnologii
jako

popularnonaukowego

które

wieloletnich

wej "ludów
określa

oraz

Instytutu

czylelników

choć w nieco węższym

artykułów.

syntezy, jest efektem
zagadnień

I

profesor
gronu

Zainteresowania

2

wyraz

jego

Basilow

Nauk znany jesl szerszemu

kultowi
temat

Ba s i ł o w, SzamansIwo

Nikołajewicz

1992, ss. 32~.

który
pełnił

jego

zjawisko

zdaniem

rolę główną,

historyczno-kulturowe,
w którym
względu

znajdował

używa

natomiast

ponieważ

odnosi

się do wierzeń,

które

si« w ramach

różnych

systemów

religijnych

(w tym

przez

autora
budzi

W.

traktującego

szamanizm

jako

samym

samego

szamanizmu

N.

Basiłowa

który

został

tym

wszak przyjęty

wiele "odcieni"
występujących

(w tym religijnym)

ludów.

bądź
li

w swej

zastosowanie

adekwatne

rosyjskojt;l.ycznych)
zatracimy

funkcjonuje;
autor

rozróżnienie
pytanie
ideę

dla określenia

to terytorialnych,

wielu odrębnych
W związku

także

przez

metodologicznej.

bądź

o

jako

cechach

"doktryny".

form wierzenio-

odpowiadających
etnicznym

propozycja

innych

Jeśli bowiem

zjawisko

zróżnicowanych

pod względem

z powyższym

W. N. Hasiłow, l\.ulI swiafxch w i"'{amie. Moskwa 1970, ss. 144.
W. N. Hasitow. l:hriulJIi/.:.i tludww. Mnskwa 1984. ss. 208.

(stosowane

natury

określenia

różnym

(językowym)

W. N. Basilowa

nie

276
uzasadniona

sprawiając

opozycji
terminologicznej.
W swcj pracy autor

wydaje

sir; być

posługuje

się materiałem

szcregu

Azji

badaczy

zajmowali
krótkc,

w pelni

ludów

siy na tym terenie

charakterystykę

matcriałów,

Środkowej

wrai'.enie

tworzenia

faktograficznym

i Kazachstanu,

już od XVIII

niecfektywnej

wieku.

zaczerpnir;tym

którzy

szamanizmu

W rO/.dz.iale I. W. N. Basiłow

pr/eprowadza

publikacji.

podkreSla

przy

-

stopniu

utrudnia

możliwości

w znacznym

-

z opracowali

problematyk,!

poszczególnych

co w cfckcie

poznawczo

tym odcl.Uwalny

nicdostatek

ca1ościowej

rekonstrukcji

szamanizmu.
Zawartość
sprawia

merytoryczna

rozdziału

"rejestru",

tj. dość

wrażenic

w litcraturze

przedmiotu

ctymologii

terminu

określają

szamana,

których

jego

na temat

jakim
autor

zdaniem,

II. jest w pełni adekwatna
chaotycl.l1ic

profesji

szamariskiej.

poszczególne,
omawia

zakresy

nałeżaloby

do jego tytulu.

skompilowanych

informacji,

Po krótkim

wprowadzcniu

eksponowane

przez

W.

podstawowych

funkcji

spełnianych

zaliczać:

rozp0l.l1anie

przyczyny

N.

choroby

ludzi, zwierząt

oraz zgubionych

lub skradzionych

tekst

pojawiły

się

w zagadnienie

Basiłowa,

lcczenia, leczenie chorych przy pomocy różnych rytuałów,
przcpowiadanie
wanie o losie", w tym także o losie ludzi, z którymi brak bezpośrednicgo
zaginionych

W całości

jakie

społeczności

przez szamanów,

do

i wybór

jej

metody

przyszłości, "wyrokokontak tu, odszukiwanie

przedmiotów.

Autor

wicie miejsca

poświęca
także charakterystyce
szamańskich
atrybutów,
w tym głównie instrumentów.
W rozdziale II I. W. N. Basiłow podjął analizę niczmiernie
istotncgo dla badaczy szamanizmu
problemu

dotyczącego

określać

mianem

kategorii

osób

bydących

wynikiem

wysuwanych

oceny

stanu

"szamar1skiej
psychicznie
nie

upośledzonych.

Autor

dość

stanowiącą

wnikliwych

cechę

W. N. Basilow

przytacza

na własnych

doświadczeniach

powinna

być rozpatrywana

zjawisko

to winniśmy

uniwersalnego

szamana,

Jak zauważa

na ich podstawie,

szamanów,

psychiczncgo

choroby".

który

autor

podaje

obserwacji

to stan w iiteraturzc

w przeszłości
wicie

przykładów

badaczy

przyjr;lo się

szamanów

bądź

zaliczano

ocen

też

tego

błr;dnych

wniosków

ułomności

psychiczncj

ugruntowujących

tezr; o pewnego

rod/.ajl!

charakterystyczną

ich "profesji".

Dysk redy t uj,!C powyiSl.ą

szereg odmiennych

opinii,

badawczych)

formułujc

w kategoriach
analizować

dla szamanizmu

na podstawie

chorób

w ścisłym

schematu

których

przekonanie.

psychicznych.

związku

obrzydu

(polegając

z wierzeniami

-

Wedlug

ocenę

w tym także

iż "s/.amańska

choroba"

W przekonaniu

wtajemniczenia.

do

zjawiska

nie

W. N. Basiłowa

jako

ważne

autora

jest to związek

ogniwo

o charakterze
przyczynowo-skutkowym
stymulowany
normami
obrzr;dowymi
funkcjonującymi
w danej kulturze,
nie zaś jak wcześniej
powicrzchownie
wnioskowano
ułomnością
psychiki
szamana.

W tym też kontekście

szamanów

-

"dziedziczenie

teza "szamańskiej
choroby")

W rozdziale

IV., poświęconym

łu faktograficznego

prezentującego

Z uwagi

na czytelne

obrzędowości

szamańskiej,

obrzęd

kamłania

danej

formy

między

innymi

odrębne

zaprezentowanie

charakterystyki

Kirgizów,

Karakałpaków,

Uzbeków,

zebrany

materiał,

kompleksu

procesu

dokonuje

obrz~dowego

Kolejny,
szamanizmu,

charakterystyce

uwagę
jego

szamańskiej,
na

te cechy

osobowości

sztuki.

Zalicza

do

miydzy

nich

uczestnictwo

w obrzędach,

mistrzowskie

opanowanie

gry

rytmu,

nadzwyczajne

na

niebywałą

instrumentach,

umiejytności

jako

Kal.achów,

Turkmenów.
szamar1skiego

wariantów

oraz "tadżyckiego"
kluczowym

spełniającej
Analizując

znakomiq

znakomite

wykorzystania

b~dące

za niczbędne

dwóch

postaci

odporność

ludów,

uznajc

systematyzując

i predyspozycje
innymi

matcriamisteriów.

W podsumowaniu,

poświęci I dwom

się w ekstazie.

czytelnika

poszczególnych

szamariskiej

(hodowlanego)

szamana

przejawiającej

przeglądu

szamariskich

W. N. Basilow

wyróżnienia

W. N. Basilow

wielogodzinne
poczucie

próby

genctyeznego

nicuzasadniona.

dokonuje
istol~

wśród

oraz Ujgurów.

"tureckicgo"

mianowicie

zwraca

obrz<;dowości

interesujcej

mianowicie

autor

stanowi,!cy

rytuału

obciążenia

W. N. Basiłowa

szamanizmu",

Tadżyków

swej książki

oraz "mocy"

o kunszcie

"islamizacji

V. rozdzial

kultowe

(rzekomego

się według

zróżnicowanie

efektem

choroby"

wydaje

określone

postać

funkcje

szamana

autor

fizyczne,

które

kondycj~

pozwalającą

fizyczn,!
iluzji

stanowią

na zadawany

uzdolnienia
sztuki

(rolniczego).
zagadnieniom

wokalne,
-

na

hól, iśeie
doskonałe

rozmaitych

trików

277
stosowanych podczas spcłniania obr7l;du. Akccntując szczególnie owo bogactwo stosowanych
przez szamana "s/.luczck" (st'lpanic po rozżarzonych metalowych przedmiotach, przebijanie ciała
ostrymi nafl:.,:dziami itp.) autor stara siy zarazem potwierdzić pełną wydolność psychiczną
szamana, uznaj'le iż stosowanic "trików" możliwe jest jedynie w warunkach absolutnej kontroli
świadomości nad podejmowanymi czynnościami. Wychodząc z powyższego założenia autor
podejmuje analiz~ techniki s/.amańskicj ckstazy. Jego zdaniem w warunkach środkowoazjatyckiego szamanizmu głównym środkiem w jej osiąganiu jest przede wszystkim monotonne rytmiczne
powtarzanic (wygrywanie, śpicwanie lub odtwarzanic w pamięci) pewnego określonego motywu
melodii. W odróżnicniu od np. szamanów syberyjskich środkowoazjatyccy szamani nie stosowali
I.daniem autora środków halucynogennych.
Ostatnie dwa rozdziały W. N. Basiłow poświyca analizie złożonego problemu, mianowicie
.,islamizacji szamanizmu" oraz przenikaniu pewnych elementów wierzeniowych szamanizmu do
systemu religii muzułmańskiej. Autor podkreśla, iż szamanizm pod wpływem islamu utracił
głównie te elementy, którc "nic mieściły siy w ramach światopoglądu muzułmańskiego. łslam nic
zaakceptował przcdc wszystkim szamańskiej kosmologii stąd też konsekwentnic "eliminował"
wszelkie przejawy kultu, odnoszące siy do sfer pozaziemskich. W konsekwencji znacznemu
ograniez.eniu ulcgła socjalna oraz rytualna funkcja szamana tj. funkcja mediacji z duchami tamtego
świata. Świat istot nadprzyrodzonych,
z którymi szaman winien nawiązywać kontakt podczas
"mediacyjncj podróży", został zdegradowany i przyjął obraz picczary, tajnego podziemia. Pewne
ślady szamańskich podróży w zaświaty zachowały się jednak do dziś w sufijskich misteriach (zikr)".
W podobnym zakrcsic (w formic przcżytków) przctrwała w islamie szamańska demonologia, kult
przodków oraz głównc bóstwa szamaliskiego panteonu, którc wlączone zostały w poczet
muzułmańskich świ~tych b,!di: tei. wstały nimi zastąpione.
W podsumowaniu swej książki autor charakteryzuje między innymi współczesną kondycję
szamanizmu na omawianym terenie. Jego zdaniem tradycje szamańskie najtrwalej zachowały się
na tcrenie Uzbekistanu i Tadżykistanu, na pozostałym zaś tercnie Azji Środkowej funkcjonuje on
w bard7.0 ograniczonym zakresic. W. N. Basiłow wyraża zarazem przekonanie, iż w nowych
warunkach spoleczno-politycznych, w których oficjalna ideologia państwa skierowana przeciwko
religii utraciła SW,! moc, szamanizm uzyskał perspektywy reaktywacji swych tradycji.
Podsumowując, książka jcst jcdll<! z niewielu pozycji, w której podjyto próby względnie
całościowego opracowania problematyki szamanizmu na terenie Azji Środkowej. Niezwykłc cenną
wartością pracy jest bogata faktografia, którą autor "ilustruje" poszczególne zagadnienia, jak
również starannie opracowana bibliografia.
Autorowi można jcdynie poczynić zarzut, iż omawianego zagadnienia nie ujął w szerszym
kontekście historycznym. jak również niezmiernie powierzchownie naświetlił współczesny stan
I.achowania świadomości tradycji religjnej na omawianym terenie.
Wskazane uwagi nic umniejszaj,! jednak wartości pracy, która wnosi niewątpliwie istotny
wkład w poznanie tradycji wierzeniowycb ludów Azji Środkowej.
Maria Kuśko

Marek M. Dl.ickan,
ss. 152.

Ara"ia Mayica. Wiedza tajemna Arahów przed islamem, Warszawa 1993,

Magia nalci".ydo tych tematów, które od czasów starożytnych zajmowały umysły filozofów,
historyków, a szerl.ej humanistów. Jej tajemniczość i związek z wydarzeniami niezwykłymi skłaniał
do prowadzenia badań i nieustannych poszukiwali. Ustalenia definicyjne dalekie są jednak od
zadowalających. Panuje tam bowiem gąszcz różnych propozycji. M. Dziekan traktuje magię jako
zespół fenomenu współwystępującego w ramach szerokiej gamy zachowań kulturowych. Na

278
podstawie

klasycznych

dzieł

arabskiego

tekstów,

a także

ustaleń

aspekty

działań

wróżbiarsko-magicznych,

obejmują

przede

staroarabskiej.
istocie

wszystkim

Specyficzne

zjawiskami

i różnice.

niemieckiego

Odtwarzając

wyodrębnia

aspekty

pozwala

ustalić

Zakres

tematyczny

omawianych

jednak

poruszane

kwestie

Praca

warstwę

świata

rzeczywistości
pozwolil

bowiem

ptak,

"Wróżbiarstwo"

oraz "Magia

Abual-lsfahani:

Opowieść

zaczarować

oraz

I tak

w części

wiedniach

i jcdnostkowcgo

mieszkańców

pustyni

sztuczne.

ten jest znaczący,

Podział

i zachowań

cechujących

obszarach

świata

muzułmańskiego.
o praktykach

Jest to szczegółowy

opis zachowań

niebieskie

praktyki,

a

problemy

Uzupełnienie
Ibn

także

porównać

zawarte

w dwóch

całości

al-Waklidzie

zakończenia":

Koran

występują

materiał

stanowią

i o tym,

przedmuzułmańskiej

się również

wynikaly

z istoty

przyszłość

lub odkrywał

wróżbiarstwem
kultu

"kahin

posiadał

natury:

tajemnice

bóstw

"Wróżbiarstwo

ducha,

ludziom

ich losy otoczone

w wyobraźni

tego czasu

bezwzględnie

Działania

i przywileje

kahinów

autor

tekst literacki

Nygus

rozkazała

naturalne"

go

wiąże z cechami

dla innych,

Chalt,

się
czyli

którzy

ich przywileje

który

ukazywał

był dla społecznoci

mu

staroarab-

sił pozazicmskieh,

co działo

społeczelistw

przepo-

się kahinowie,

wspólnoty

przeznaczcnia

wszystkim

(O

zachowania

ze strzał",

zajmowali

konieczny

tajemnicą

władały

sposobu

W opinii

nicwidzialnego

(... ). Kahin

skiej, aby wyjaśniać
ludzi

naturalnym

staroarabskich.

przeszłości

ze

częściach:

"magiezny".

podrozdziały

miejscami

zachowania

dwa dodatki:

dlaczego

i "Wróżbiarstwo
sztuczne", czyli wróżenie z ruchu,
ptaków
i zwierząt (Kijafa i .f/rasa, Tira i .fal, "Wróżenie

W epo'ce
opiekowali

różne sfery
się bogaty,

podstawowych

kahinów)

oraz głosów
geomantyka).

wróżbiarsko-

okazał

dawne

semicką.

Arabskiego.

obejmujących

itd.). Zebrany

autor

albowiem

kulturę

do Półwyspu

do wiedzy

i czary".

pierwszej

podobieństwa

w różnych

organizują

w swej

równocześnie

uporządkowania

o Amarze

"Zamiast

proweniencji

z podobnymi

akcentując

wierzeń

ciała

pewne
Badania

i magiczne

wszystkim

liczne

książki

wróżbiarskie

się przede

zwierzę,

uszczegółowić

Tematykę

przedmuzułmańskiej.

odnosi

istotne

staroarabskiego.

(człowiek,

współczesnymi.

pierwotnych

fragmentarycznic

on w swojej książce

ezt;sto konfrontuje

i hebrajskiej,

zagadnień

wnosi

czyli

społecznego

zachowanych
podjął

w epoce

i wierzenia

i wróżbiarstwo

występują

M. Dziekana

-magicznych

życia

naturalne

wspólną

mantyczne,

zwyczaje

europejskiej

wróżbiarstwo

oraz

J. Wclhausena

realizowanc

praktyki
arabskie

kultury

średniowiecza

semitysty

które

się na ziemi"

przedpiśmiennych

(s. 9-10).
powołując

się na inne regiony i kultury:
"Podobne
funkcje mieli też kahinowie
i kahiny u starożytnych
Hebrajczyków"
(s. 10). Aktorami
wróżbiarstwa
naturalnego
byli kahinowie, natomiast
wróżbiarstwem

sztucznym

zostały

uznane

aktywność

różnego

Autor
w pełni

zajmowali

za niezgodne

(arra!).

Wraz

religijną.

Jednak

w świetle literatury

trwa

do dzisiaj

formatu

omawiając

oddaje

się tzw. wieszczowie
z doktryną

istotę

wróżbiarzy

wróżbiarstwo
zagadnienia.

zadżar)

w świetle

analizowanego

istotne

znaczenie

przypisywano

z lewą stroną,

natomiast

i prawej

nie stanowią

wspólne

wielu

dobrą
wprawdzie

sztuczne
Wróżenie
materiału

zwraca

islamu

ich działania

i własnych

obserwacji

l

uwagę

z zachowań
uchodziło

z nadejściem

na

i głosów

terminologię

arabską,

która

ptaków

oraz

zwierząt

(ijafa,

dość

powszechne.

za zjawisko

kierunkom,

skąd

pochodziły

d7więki.

(Jal) z prawą

stroną.

Techniki

o specyfice

świata

staroarabskiego,

Złą nowinę

mantyczne

Również

(lira) łączono

i opozycja

ale potwierdzają

strony

lewej

elementy

kultur2.

l Jako przykład swoistej specyfiki światC:1 muzulmi:ińskiego można wskazać na rolę tzw. marahutów, lokalnych swiętych
w Afryce połnocnej. W okresie arabizacji pełnili oni rolę mediatorów, przyczynili się do ocalenia tr<.I(.1yl:j
i plemiennej. Marabutt:m
zostawała osoba pobożna lub wyróżniająca się mocą czynienia cudów. Por.. E. Rckłajtis, Nit!pod{t!ql(J.~(:Alqit'rii iki narodowe trdei.
w: Poslade narodów a wspólcze.m().~(:' Warszawa 1984, s. 120-121. W krajach Północnej Afryki (Algierii, Tunc/ji i Maroku) marabuci
w dalszym ciągu odgrywają rolę znaczącą, o czym mogłam się przekonać podczas mojego wieloletniego pobytu w tym r~g:ionie
(Tunezja 1982-1984. Algieria 1986-t991).
2 \V tym przypadku
uwidaczania się wyraźny związek tradycji arabskiej z wartościami i zal:howaniami powszechnymi
w innych kulturach. Por. W. Kopaliński, Slownik ~')'mboli. Warszawa 1990.

279
Islam nie akceptował

wróżbiarstwa

jednak

jak pisze M. Dziekan

technikami

mantycznymi

wymienione

nie. Wyartykułowane
współcześnie

trzy

w jednym

istotne

postacie
dla

z pf/ysłów

w literaturze

Arabów

,,Istnieje

sunny, czyli

przekaz

i wypowiedziach
Proroka
oraz ludzi mu
i konia" (s. 28), W porównaniu
z innymi

tradycji muzulma"lskiej
obejmuj,/cej
przekazy o czynach
najbliższych
(... ), że Arabowie
wróżyli z kobiety, domu

średniowiecznej

elementy,

tworzące

traktowano

podstawę

marginal-

wróżby

występują

półncnoafrykańskieh:
"Franges
de femmes,
toupets de cheval
ou certains
seuils 3.
I"rędzle

kobiety

dzielność

konia

albo
Należy

podkreślić

bogactwo

sztucznego.

Uwagę zwraca

nich śladów

w postaci

z treści opowieści

progi

informacji

interpretacja

odciśniętych

o czterech

domostwa,
jakie

zawierała

książka

losów ludzi i zwierząt

stóp, kopyt

na

na podstawie

tcmat

wróżbiarstwa

pozostawionych

czy racic. Opisy

tego zagadnienia

prz~z

czytelnik

synach

Nizara

Ibn

Madda

oraz

z eposu

zatytułowanego

autora

znalazły

się również

ptaki

będące

obiektem

Do uprzywilejowanych

zalicza:

kruka,

poznaje

Żywocik

ksi('::nic:ki 2al (// liimmy,
W kręgu

zainteresowań

mantycznych.

gęś. sr,;pa, suarda

i orła.

Wymienione

staroarabskiego,

albowiem

również

of/ekano

o przyszłości.

bez wzg";du

Potwierdza

na położenie

także zwierzęta

(osiol, wielbląd,

m.in.

poszukiwań

ze Starego

zamykają

nic stanowi

w innych

kręgach

natomiast

występowanie

i tradycje

kulturowe.

suka, gazela,

szarańczę), zachowania
człowieka
atmosferyczne
(zaćmienie słońca
znanych

ptactwo

sowę, dzikiego

gołębia,

oczywiście

kulturowych
elementu

Tematyka

(mrówki,

orni tokawkę,

o specyfice

wróżbiastwa

na podstawie

ich zachowall

wspólnego

dla wielu kultur

przepowiadania

wilk), owady

praktyk

kurę, wróbla,

przyszłości

muchy,

komary

obejmuje

i kleszcze

Testamentu

rozważania

sposobów

związane

wróżenia

z wróżeniem

za pomocą

strzał

i rzutków.

i ziemi. Ostatnia

na piasku

Nobla

z 1988 roku,
Egiptu

M. Dziekan
sprawami
skala

w książce

(największym
argumentuje

i próbuje

możliwości

współobecności"
Część
stosowano

Starego

arabską:
na jaką

znanych

zwraca

uwagę

w wielu kulturach

zarówno

o magii

i czarach,

pełniących

funkcje

zaklęciami,

jednak

l.

: "Amulety

rÓŻne święte

formuły,

najczęściej

określone

Spośród

zagadniell

zwi'Izanych

której

Autor

przypisuje

zduszenie

owego

ognia

w sercu

.l

Prol"crhe.'i ('r die-f;OIlS

IY~5. s. 175.

z magią
dwa

wersety

mężczyzny"

ale

celc:

się nad swoimi

świadczy

świadectwo

informacyjne

zachowania,

świadczy

o islamizacji

po dziś dzień,

koraniczne.

Również

dawne

«pogańskie»

wydają

się ustalenia

"rozpalenie

(s. 84). Uzyskanie

o "swoistej

jak i pozaeuropejskich.

odrzucił

użytku

interesujące

podstawowe

Dziekan

znakomite

rzeczywistość

nadal popularne,
szezególnic
w medycynie
ludowej,
zastąpionc
fragmentami
świętej księgi" (s. 82).
miłosnej,

M.

Islam

(... ) są w powszechnym

dzielnic

tego zjawiska

linie na ziemi,>" (s. 75). Ta szeroka
europejskich,

stanowi
ochronne.

do

wróżenia
Nagrody

ludowych

(s. 75). Aktualność

jeśli ktoś zastanawia

się, że «kreśli

traktuj,!e
wraz

pisze, że na ulicach

"współcześnie

i przedmiotach
amulety

Kairu«

cieszy się wróżbita)"

ich bieg, mówi

wróżbiarskich

przedmuzułmańskich
wypisane

frazeologią

przewidzieć

działań

druga,

o sposobach

»Opowieści
powodzeniem

Ciąg

praktyka

dzisiaj cieszy się niezwykh! popularnością
w krajach arabsko-muzułmańskich:
"Zwyczaj
na piasku przetrwal do współczesności
(... ). Znany egipski pisarz Nadżib Mahfuz, laureat
stolicy

oraz

(np. połykanie, drganie oka, kichanie), ciała niebieskie i zjawiska
i księżyca, spadające
gwiazdy i meteory). Nawiązuje
również do

tych

(lof'ultlin's 1l1,qhi<~"'I('s. Necuiliis dll ..•S(;.'i,traduits et commentćs

w których
wierzeń

ale są na nich
zaklinanie

jest

teksty

zostały

dotyczące

magii

ognia

miłości

efektów

zapewnia

par Kadde 80Ularene,

(... ) i (... )
z kolei

ed. OPU, Alger

280
działanie tzw. afrodyzjaków, stanowiących wyciąg z ziół. Napój miłosny podaje się zarówno
kobiecie jak i mężczyźnie, aby zapałali do siebie uczuciem. Autor pisze o braku współczesnych
receptur na tego typu mikstury, tymczasem z własnych obserwacji i przeprowadzonych rozmów
wiadomo mi, że sposób przyrządzania napoju jest w każdej rodzinic chroniony, albowiem panuje
przekonanie, że jeżeli trafi w obce ręce może utracić swoją moc działania 4 Wpływ na pozytywne
relacje między małżonkami miały noszone przez kobiety talizmany miłosnc w kształcie przekutego
kamienia (hinimma) oraz wykonane z ziemi pochodzącej z grobów legendarnego plemienia
arabskiego - Adytów (kabala i daradahis) (s. 85). Autor zwraca uwagę na tematykę miłosną
występującą w licznych zaklęciach. Ponadto, omawiając różnorodne funkcje węzłów magicznych,
wskazuje także na ich rolę w magii miłosnej: "W Maroku strój panny młodej powinien mieć aż
siedem węzłów. Rozwiązać je musi młody małżonek w noc poślubną, zanim zacznie z nią obcować
cieleśnie" (s. 103). Obrzęd ten zdaniem Autora wskazuje na powiązania antyczne, albowiem ,,(... J
w Starożytnym Rzymie panna młoda jako element stroju miała tzw. "nodus Herules", czyli węzeł
heraklejski, który rozluźniał pan młody" (s. 103). Wielorakie funkcje węzła potwierdza Autor
wskazując m.in. na ochronę przed "zlym okiem". Przekonanie w magiczne właściwości narządu
wzroku znane jest zresztą w wielu kulturach 5. Lęk przed zagrożeniami wywołanymi ingerencją
"złego oka" wytworzył przekonanie o zbawiennych właściwościach amuletów, na jakie zwraca
uwagę autor wymieniając m.in. zasłonę, czarny kamieit (kohla), zajęczą łapkę, krew menstruacyjną,
wisiorek złożony z jednego lub kilku kamieni, biały kamieit lub wypolerowany, kulisty kawałek
kości. Amulety te najczęściej zawieszano na szyi. Właśnie wiara w "złe oko" potwierdza podobne
działania zapobiegające u różnych ludów.
Książkę M. Dziekana można uznać za interesujący przewodnik wicdzy wróżbiarsko-magicznej świata staroarabskiego.
Rozdziały poświęcone wróżbiarstwu naturalnemu i wróżbiarstwu
sztucznemu dostarczają nieznanej informacji na temat zawartości tekstów arabskiej literatury
średniowiecznej, a opisy praktycznych czynności wzbogacone ilustracjami dodają walorów
wizualnych.
Anlla

Derek Bryce,

Symholika

krzyży

celtyckich,

tłum. P. Gręda, Kraków

Barska

1993, ss. 118, ił.

Na tę pozycję warto zwrócić uwagę co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to
pierwsza tłumaczona na język polski popularnonaukowa
pozycja dotycząca kultury celtyckiej,
która ostatnio zaczyna budzić spore zainteresowanie w Polsce. Przyczyniła się do tego, bez
wątpienia, działalność krakowskiego Towarzystwa Miłośników Kultury Narodów Celtyckich.
Z kręgu tej organizacji wywodzi się zresztą autor tłumaczenia i wydawca omawianej pozycji.
Drugi powód, dla którego warto zwrócić uwagę na pracę Bryce'a (wydaną zresztą stosunkowo
niedawno w oryginale i ukazującą aktualny stan badań nad problemem), to jej kapitalne walory
popularnonaukowe.
W tej doprawdy niewielkiej publikacji pomieścił autor zaskakująco wicie
istotnych informacji o kulturze celtyckiej w ogóle, a o celtyckiej sztuce w szczególności.
Koncentrując się na symbolice krzyży celtyckich, w imponującym jasnością skrócie, ukazał autor
związki tego typu wytworów kulturowych, związanych z pojawieniem się chrześcijaństwa na
wyspach brytyjskich, z całym dotychczasowym dorobkiem celtyckiej kultury duchowej. Z dorobkiem, którego symboliczne treści wywodziły się z dziedzictwa antyczncj Europy, a ich realizacja na
gruncie celtyckim nabrała wysoce oryginalnego charakteru, by z czasem stać się istotną częścią
europejskiej kultury i sztuki czasów romańskich.
4

5

Par. też: A. Gaudio, R. Pelletier, Femmes d'islam au .''if.'X(!
Por. w. KopaiiiIski, op. cit.. s. 271-275.

interdit, ed. Dcnoel/Gonlhcir.

Paris 19RO. s. n.

281
Nie mamy w,ppliwości, czytając pracę Bryce'a i zapoznająe się z jej bogatą częścią
ilustracyjną, że obcujemy ze sztuką wysokiej jakości, będącą nie tylko wyrazem biegłości
technicznej, ale przedc wszystkim głębokiej duchowości, wyrażającej się w skomplikowanej
symbolice. Nie ma też oczywiście wątpliwości, iż chrześcijaństwo przejęło w znacznej części
symbolikę pogariską, zwlaszcza jej elementy o charakterze uniwersalnym, zaadaptowało je do
swoich potrzeb, tym samym ocalając je przed zaniknięciem i budując pomost między przeszłością
a współczesnością. Dla polskiego czytelnika interesującego się sztuką romańską występującą na
naszych ziemiach zastanawiającą może być zbieżność licznych elementów i motywów dekoracyjnych, występujących - choć nie w tym samym okresie historycznym - na dwóch bądź co bądż
kra licach Europy.
Ogólnie należy uznać. że praca Bryce'a, choć nie może zastąpić lektury podstawowych pozycji
z zakresu dziejów celtyckiej sztuki, niemal zupełnie w Polsce niedostępnych, daje przecież pewne
wprowadzenie do tego zagadnienia. Należy mieć nadzieję, że polski czytelnik zainteresowany
bogatym i tajemniczym pod pewnymi względami światem celtyckiej kultury, zarówno przedchrześcijańskiej. jak i chrześcijańskiej, tworzonej i przechowywanej w celtyckim mateczniku, jakim
były przez wieki i do pewnego stopnia są także i dziś wyspy brytyjskie, oraz podrażniony,
w dobrym scnsie, skromną, lecz niezmiernie interesującą pracą tu omawianą, doczeka się
nicbawem dzieł ogólniejszych, bardziej przegl<!dowych.
Ryszard

Lcszek Dzięgiel,

""i'ze! kurdyjski.

Universitas,

Kraków

Kantor

1992, ss. 446.

Kurdystan stanowi bliskowschodnią krainę geograficzną zlokalizowaną na terenach przygranicznych Iraku, Iranu, Turcji i częściowo Syrii. Jest to obszar górzysty leżący między Taurusem
Armeńskim na północnym zachodzie a Zagrosem na południowym wschodzie. Zamieszkują go
Kurdowie, których liczcbność ocenia się na około 16 milionów. Trudno wyobrazić sobie, aby we
współczesnym świecic, szczycącym się poważnymi osiągnięciami w zakresie praw człowieka,
a szczególnie gwarancją samostanowienia narodów, nikt nie pomyślał o przyznaniu im niepodległości. Wprawdzie w ostatnich latach w związku z wojną iracko-irańską oraz agresją Iraku na
Kuwejt i skuteczną intcrwcncją wojsk ONZ, ukazało się w prasie światowej sporo artykułów
o Kurdach, ale nic przyniosły one żadnej zmiany na lepsze. W wyniku krwawo stłumionego
powstania Kurdów przez siły zbrojne Saddama Husajna, ponad milion Kurdów irackich schroniło
się w Iranie, a około pół miliona umknęło do południowo-wschodniej
Turcji. Gazy trujące
stosowane przez Irakijczyków wywołały jedynie gdzieniegdzie oburzenie, zaś obecna wielka
ofensywa tureeka przeciw partyzantom kurdyjskim przechodzi prawie bez echa, nie powstrzymując
fali przemocy i represji. Strategiczna pozycja Turcji i jej przynależność do NATO stanowią
najlepsze zapewnienie bezkarności.
W naszych środkach masowego przekazu pojawiają się również wzmianki o walkach
w Kurdystanie i o ciężkim położeniu ludności, niemniej jednak rzcczowe i godne uwagi
wiadomości o Kurdach należ'l do niczwyklej rzadkości. Naukowe informacje są też niezadowalające, bo brak nam środków na finansowanie wypraw, a ponadto bezpieczne dotarcie do terenów
ustawicznych zamieszek stoi zawsze pod znakiem zapytania. Mimo to doskonale rozumiemy
wysiłki tego dzielnego narodu i solidaryzujemy się z nim. U schyłku 1991 roku zorganizowano
u nas akcję pomocy dzieciom kurdyjskim, w ramach której wysłano wiele odzieży, żywności
i lekarstw, a wc wrześniu 1992 roku powstało w Krakowie, przy współudziale prof. L. Dzięgla,
Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Kurdyjskiej.
Na marginesie warto zaznaczyć, że już w ubiegłym stuleciu niektórzy nasi rodacy penetrowali
obszary zamieszkiwane przez Kurdów, pozostawiając różne zapiski z podróży. Należał do nich

282
między innymi filareta
tłumacz
w konsulatach

i orientalista
rosyjskich

w Persji

studiował

plemion.

Interesował

się również

quI's

sur

la langue

Kurde.

czasopiśmie

"Journal

Podobną
przy

literaturę

kraju

filologią

Dialecte

oraz

Chodźko
(1804-1891), zatrudniony
jako
i w Reszt. Podczas
I(l-Ietniego
pobytu

prowadził

kurdyjską,

badania

wśród

zamieszkujących

czego dowodem

jest praca

zamieszczona

w

de Soleimanie,

1857

tam

F.ludl's philoloyi-

roku

w paryskim

Asiatique".
inny polski

rosyjskim

konsulem

rosyjskim

i kulturę

Kurdów,

powstał

w 1858 roku

francuski.

Ponadto

no/ices

i folklor

rolę odegrał

konsulacie

Aleksander
Borejko
w Tebriz, Teheranie

w Erwrum,
a ponadto
słynny

Salonikach

August

Kościesza

i Smyrnie.

W

Żaba

(1801-lli94),

184li roku

został

na którym

to stanowisku

pozostawał

był inspiratorem

gromadzenia

tekstów

rękopis

w 1861 roku

Mahmuda

ukazała

et l'I?cits de la lilterature

by! obszerny słownik
ski (721 ss).

orientalista

w Jaffie,

Bajazidiego,

Jednak

liczący

Z jego inicjatywy
przez Żabę

jego interesująca

et des tribus du K ourdistan.

kurdyjsko-rosyjsko-francuski

prze/o 18 lat. Badal język

kurdyjskich.

przetłumaczony

się w Petersburgu

praca

najważniejszym

656 stron

tlumacz

mianowany

na język

pt. Recueil des
dziełem

Polaka

i francusko-rosyjsko-kurdyj-

Do Kurdystanu
dotarli też dwaj inni nasi rodacy: Władysław Jabłonowsk i (1841-1894) i Karol
Brzozowski
(1821-1904).
Pierwszy
był lekarzem
warmii
tureckiej
i pozostał
w imperium
osmańskim

do końca

życia. Piastując

bliskowschodnie,

komendanta

rozległe

zielniki,

a ponadto

prowadził

badnia

etnograficzne

placówki

naukowe

w kraju

i za granicą.

Drugi

przybył

do Turcji

początkowo

połacie

funkcje

poznając

sieci telefonicznej.

a następnie

W 1869 roku

możliwości

rozwoju

gospodarki

Zagros,

rozciągającą

się od

miasta

Pozostawił

opis

Sprawozdanie
likowano

późno,

Biorąc

uwagę
obecnie

książkę

prof.

i ma na swym

wspomnienia

Ludoznawcze

koncie

wojenne

w 1991 roku

dra

hab.

w Polsce

czyta

/lie

próbie

w zakładaniu

miasta

sporo

każdemu

się z wielką

doskonałych
wydane

przyjemnością.

na pólnocy.

w skali

1: 750 000.

ci Amadieh

opub-

de GĆographie".
problemami

uznaniem

Autor

dla

część gór

Amadija

spoleczeństwa

Dzięgla.

osiadł

do Kurdystanu

de la Societć

z tym większym

zdrów

udział

mapą

oraz poza jej granicami.

naukowym

Lwów

polskiego

różne

emigracyjny,

Po nieudanej

de Suleimanich

"Bulletin

Leszka

i dzialacz

wyprawę

do

lti/leraire

państwa,

Sporządził
zasiliły

biorąc

ze sporządzoną

zainteresowanie

bez własnego

i szanowanym

odbył

zbiory

Badał północno-zachodnią

poludniu

wraz

w paryskim

narodu

znanym

w Krakowie

w 1892 roku

żołnierz

polskiej.

Paszy

na

trasy

na świecie

prezentowaną

Midhata

wiele podróżował

i Kurdystan.
Jego

po całej Turcji

zatytułowane

wzrastające

poeta,

tam armii

Sulajmanija

z wyprawy

-

na tych obszarach.

przebytej

bo dopiero

pod

etnologiem
jego

geograficzny

francuskie

największego

z kolei

podróżował

na zlecenie

ustalenia

w Bagdadzie

Mezopotamię

i archeologiczne.

w 1853 roku celem organizowania

we wsi Bozhane,

szpitala

w tym również

jest

Kieruje

należy

tego
powitać

z wykształcenia
Katedrą

Etnologii

i oryginalnych

prac.

przez

Towarzystwo

Polskie

Od wielu lat poświęcił

Również

się badaniu

zmiany kulturowej
zachodzącej
wśród ludów Bliskiego Wschodu. Prowadził obserwacje w Afganistanie i Libii, a w latach 1977-1980 uczestniczył
w zespole polskich ekspertów
agroekonomicznych
mających
przede

przygotować
wszystkim

ArbiI, Dohuk
specjalistów

plany

o tereny

i Sulejmanija.
z Instytutu

Rolniczej

w Krakowie.

w okolicach

Zakho,

Zabem

koło

Sarsangu

wokół

Pandźwinu

Małym

Zabie.
wiele

i Amadii,

wokoło

materiału,

wytypowanych
Regionu

północnego

nad

i listopadzie
Małym

Zabem

Dzic,:gicl przybył

1977 roku

Chodziło

w prowincjach

wraz z grupą

i Subtropikalnych

główne

naszych
Akademii

pral:e koncentrowały

były prowadzone

w okolicach

Sarsjanu,

się

nad Wielkim

nad granicą

irańską

obszar

nad

i północne

Dokan

na

Rania

i miasteczkach

posłużył

roku

wiejskich.

W 1979 roku objęły swym zasięgiem

rejon miasta

80 wsiach

osiedli

Autonomicznego

Tropikalnych

nastr;pnego

i pod Arbilem.

który

profesor

Krajów

wiosennych

zaś w rok później

badania

cennego

Zagros

siedmiu
Kurdyjskiego

i Leśnictwa

W październiku

w górach

Derbendikhan,

Prowadząc

Do Iraku

Rolnictwa

a w miesiącach

Zalewem

zebrał

nawodnienia

tak zwanego

irackiego

mu do opracowania

brzegi Zalewu
Kurdystanu
ponad

polski

etnolog

dwudziestu

warto-

283
ściowych

publikacji.

Rural Commulli/y
kulturowcj

Na specjalne

wyrOZnIenIe

oj" CIIII/I.'mpllrary

wśród

pewnej

Przygotowując

kategorii

do druku

rolników

swe najnowsze

spostrzeżeń

bliskowschodnich,

lecz oparł

światowych

profesjonalistów.

Ponadto

takich ośrodków

7.asługuje

Iraqi Kurdislan

wiedzy, jak Oxford,

wydana

w 1991 roku

Facing Moderniza/ion.

kurdyjskich

żyjących

dzieło

wykorzystał

autor

się również
zdobył

naukowych

Sztokholm,

książka

pt.

zmiany

w Iraku.
nie tylko

na wyróżnionych

sporo

Cambridge,

jego

Jej treść dotyczy

pracach

danych

Bergen,

wyniki
innych

dzięki

Uppsala,

swych
znanych

wyjazdom

Durham,

do

Erlangen

i Lipsk.
Recenzowana

ksi"żka

składa

się z piętnastu

W pierwszym

przedstawiono

zwięźle etapy

wzmiankowanych

już

badaczy,

regionu,

w trzecim

jc,;zyk i problemy

diasporę,

w szóstym

polskich

nas z ustrojem
z systemem

rolniczym,

społecznym

sposobem

odżywiania

się, a trzynasty

życic kurdyjskiej
rzemiosła,

handel

Kurdów

naturalne

dzieje

Kurdów,

w czwartym
literacką

dawniej

wioski,

natomiast

miejski,

ośrodki

rozdziałów.

łącznie

warunki

i dziś, dziewiąty

w piątym
Rozdział

z cyklem

dwunasty

Na stronach

rozdziału

w piętnastym

zobrazowano

rozwój

centra

edukacji

i codzienne

fachowo,

rzetelnie

i niezmiernie

ich
ósmy

życia jednostki,

indywidualnym,

i higieną.

kultu,

z udziałem
omawianego

i piśmiennictwo.

z gospodarstwem

z ubiorem

rozbudowanych

i Kurdystanu,

nakreślono

twórczość

jedenasty

znacznie

Kurdów

demograficzne,

dziesiąty

i upadek

w drugim

religi~\ zaś w siódmym

zapoznaje

nakrcślono

dość

poznawania

ze

czternastego
miast,

rozkwit

życie na terenach

zurbanizowanych.
Wszystkie

rozdziały

przy tym urozmaicone
bujących

zostały
pokaźną

nawet najbardziej

m.in. mało

znane

zredagowane

dobranych,

wybrednych

odbiorców.

Doskonałym

potwierdzeniem

tego wywodu

kurdyjskich.

Czytelnik

mógł

o Jezydach

i Żydach

ciekawostek
będzie

pierwszy zapoznać sic,;z burzliwymi dziejami i codziennym
życiem Kurdów,
i duchową oraz z szeroko omówioną
wielowiekową
walką o niezawisłość.
również

lepsze zrozumienie

i zachęci go do dalszego

jednego

z najbardziej

pogłębiania

wiedzy

skomplikowanych

o Kurdach.

Poza

Cennym

u7.llpcłnieniem

-perskiego
stanu

pogranicza

między

z lat sześćdziesiątych
Pomocne

w Izraelu,

nomadów,

wojowników

Wykaz

problemów

bliskowschodnich

literatura

lukę w znajomości

pierwsza

XX wieku, druga,

XIV a XIX stuleciem,
fotografie

wizerunki

(ponad

wiosek

kurdyjskich

wykorzystancgo
wybranych

są trzy mapy:

przedstawia

ważniejsza

a trzecia



po raz

etnograficzna

tego

rycerskiego

rozmieszczenie

Kurdów

-

księstwa

kurdyjskie

turecko-

niektóre

plemiona

kurdyjskie

według

m.in.

Żydów

zagrody,

obóz

XX wieku.

są też dobre

kurdyjskich

granicznych,

książki

z lat siedemdziesiątych

absor-

ich kulturą materialną
Książka umożliwi mu

tym polska

otrzymała
pozycję znakomicie
wypełniającą
dotychczasową
narodu, jego pochodzenia,
języka i obyczajów.
według stanu



umiejętnie

informacje

pasjonujących

interesująco.

ilością

których

obrzędy

zaprezentowano
weselne,

góralskie

itd.

piśmiennictwa
trafnie

30), na

i miasteczek,
obejmuje

i 7. wyczuciem.

241 pozycji

zarówno

polskich,

Są to przeważnie

najnowsze

prace

jak

i za-

o Kurdach

i Kurdystanie.
W następnym
tyczną

7.

wydaniu

zaznaczenicm

tej niezmiernie

terenów

naszych

pożytecznej
badań

książki

warto

by zamieścić

w północnej

części

Iraku

mapę

w latach

schema-

1977-1980.

Roman Karczmarczuk

Regina
Lietuviy

M er k i c n ć, GYl!u/h,l iikis X VI (l.-X X (l. pirmojoje

kulturos

istorijos,

W serii wydawniczej
Reginy

Mcrkiene

t. 14), "Mokslas",

"Is Lictuviy

poświęcona

kultiiros

gospodarce

Vilnius
istorijos"

hodowlanej

puseje. Elnines patirlies

i§takos (IS

1989, ss. 236, ił.
ukazała
na Litwie

się, jako jej czternasty
od początków

tom, praca

XVI do połowy

284
XX wieku. Autorka objęła badaniami obszary Litwy Wielkiej i Małej I Obraną problematykę
rozpatruje z dwóch punktów widzenia - badacza dziejów gospodarczych i ctnografa. Interesuje ją
zwłaszcza rozpowszechnianie się umiejętności hodowlanych 2, które - jak wskazuje - prowadziło
do przemian w sferze kultury materialnej i kształtowania się regionalnej specyfiki gospodarczej.
We "Wstępie" do pracy przedstawiła modelowo proccs "przcjmowania elcmentów doświadczenia zawodowego" 3 Rozpatrując ezynniki ograniczające rozprzestrzenianie się umiejętności
gospodarczych, zaliczyła do nich m.in. bariery etniczne; nie jest jednak skłonna przeceniać ich
zljUczenia (s. 8-9).
Poza "Wstępem" i "Zakończeniem" (to ostatnie w językach litewskim, rosyjskim i angielskim,
s. 205-220), znajdujemy w pracy trzy rozdziały. W pierwszym i najobszerniejszym z nieh (s. 33-103)
zajęła się Autorka głównie ilościowymi i strukturalnymi zmianami w hodowli. Uznaje, iż wynikały
one zasadniczo ze związków łączących hodowlę z całoks7.taltem gospodarki. Stąd i tytuł rozdziału:
"Działalność gospodarcza a hodowla"4. W następnym rozdziale - "Produkty hodowli" - zostały
omówione kolejno: I. przetwórstwo mleka; 2. ubój zwierząt, przetwórstwo i konserwacja mięsa;
3. pozyskiwanie i obróbka skór i wc/ny. Trzeci rozdział zapoznaje czytelnika z pomieszczeniami dla
zwierząt.
Wobec rozległości chronologicznych ram pracy nieuniknionc było marginalne potraktowanie
lub pominięcie w niej niektórych zagadnień, nie tylko drugorzędnych 5, ale i istotnych (np.
związków hodowli z rynkiem wewnętrznym i zewnętrznym w XVI-XVIII wieku). Mimo ograniczeń
w zakresie tematu treść rozprawy jest bardzo bogata, toteż w niniejszej n.:cen7ji ograniczę się do
zasygnalizowania tylko niektórych z jej wywodów i ustaleń, przede wszystkim zaś tych, które
dotyczą stanu hodowli w XVI-XVIII wieku.
Autorka szczególną uwagę skupiła na hodowli zwierząt roboczych - koni i wołów - co
w pełni jest uzasadnione ich znaczeniem w gospodarce Litwy do stosunkowo niedawnych czasów"W zagrodach chłopskich stanowiły najważniejszą, otoczoną szczególną troską, część inwentarza
żywego. W hodowli dworskiej ich znaczenie bylo silnie zróżnicowane - większc w gospodarstwach ubogiej szlachty ("dworkach i zbiedniałych dworach", s. 34), mniejsze w wielkich
folwarkach, korzystających w szerokim zakresie ze spw;:żaju chłopskiego.
Według szacunków Autorki (tab. 25) w drugiej połowic XVI wieku udział koni w ogólnym
pogłowiu zwierząt dworskich wynosił 8,5%, wołów zaś 9,2%, Najlicz.niej reprczentowane były
w hodowli dworskiej - podobnie jak i w chłopskiej - owce (25.4%) i świnic (11l,2%), w następnej
zaś kolejności krowy (16,9%), których pogłowie dorównywało niemallącznej liczbie wolów i koni
7.

1 Z terenu
Małej Litwy znajdujemy w pracy niewiele danych. Zarnic~zczonc w ro/.prawic mapki (i~!cznic 24) ukawj:.j. Li!w!;
w jej dzisiejszych granicach. W badaniach Autorka wykraczała niekicdy poza te granice, nickiedy lnów zawl;żala geograficzn~
horyzont obserwacji (np. omawiając dzieje hodowli w okresie między wojnami światowymi wykorzystuje dane zsadniczo tylko
z terenu ówczesnej Republiki Litewskiej).
l U;iyty
prl'.czc mnie termin ..umiejęlllOsci hodowlane". dalcce nic w pełni oddajc lrdt slosowanego pr/ez Autorkę
określenia "gamybine patirlis", oznaczaj<.!cego dosłownie ,.doswiadczenie produkcyjne". W tlumau.cniu można by użyć wyrażenia
,.doświadczenie zawodowe", lecz powstaje wątpliwość, czy 7..asadnc jest mówienie o "I".awodzic" rolnika w XVI-wiec?ncj Litwie.
Toteż zastępczo posługujemy się terminami - "umiejętnosci gospodarcze" luh (hardziej s/czcgt·,łowo) "umiejętnosci hodowlane" .
.l Określa
przy tym drogi rozpowszechniania si~ owych doswiadczen i akcentuje mIę rll;i-nych struktur społccznych w ich
zachowywaniu, wzbogacaniu i wymianic.
-l W dosłownym
tłumaczeniu: "Dzialalność g.ospodarcza a stado l.wi~r7.ąt". Takie sforlllulowanic Iylulu rozdziału 7oslalo
podyktowane, jak sądzę, zamiarem AUlorki zwrócenia uwagi głównic na zllli~lny w poglowiu zwicrz;.p ~o""p(lJ"Jn,;zychi struklurze
hodowli.
~ Do nich zaliczyłbym pominiętą w pracy kwestię hodowli drobiu.
t> Ta rola zwierząt roboczych
uwarunkowana hyła ukierunkowaniem rolni<..:lwana produkt.:ję l.hoi,owC!,wymagającą pracy ze
sprzężajem. Autorka trafnie zauważa, że w gospodarstwach dworskich obok koni roboczych hodowano też wierlchowt: i cugowe,
nie z.awsze dające się wyodrębnić w oparciu o dane źródeł. Z drugiej strony w gospodarstwach chlnpskk:h rolę I.wierzą! robol.:zych
pełniły krowy.
7 Margines
hodowli stanowiły kozy (4,5%). Przytoczone dane procentowe dotycz,", Iylko pogłowi;! dorosłych 7wierząl
gospodarczych.

285
Pod wzglr;dem struktury hodowli gospodarstwo chłopskie różniło sir; od dworskiego głównie
znacznie wyższym pogłowiem zwierząt roboczych niż krów, a także dużo wir;kszą liczebnością
wołów od koni (tab. 22-23, 31-32 i inne). Na niektórych jednak terenach koni hodowano nie mniej
niż wołów, a nawet wir;cej. Z takim preferowaniem hodowli konia spotykamy się zwłaszcza
w północno-zachodniej Auksztoeie; ku południowi i wschodowi tej krainy wzrastał natomiast
odsetek wołów wśród zwierząt roboczych (s. 59-60, 68). Podohnie i w południowo-wschodniej
Żmudzi woły wystr;powały wśród zwierząt roboczych liczniej niż w jej północno-zachodniej części
(s. 44-45).
Terytorialne zr<')żnieowanie struktury hodowli zwierząt roboczych wiąże Autorka z wpływem
licznych czynników, a m.in. zamożnością gospodarstw chłopskich, formą włościańskich świadczeń,
przenikaniem wzorów gospodarki hodowlanej z ziem łotewskich, zniszczeniami wojennymi
i klr;skami elementarnymi. Przeprowadzona w pracy gruntowna analiza oddziaływania owych
czynników ukazuje, jak rolnik litewski, kierując sir; doświadczeniem przodków i własnym,
dostosował strukturr; hodowli do wymagań środowiska naturalnego, warunków społecznych
i gospodarczych.
Z przedstawionych
w rozprawie spostrzcżcń na temat zmian w strukturze hodowli
w XVI-XVIII wieku wynika, iż nie były one wielkie. Ohjawiły się głównie względnym ubytkiem
zwierząt rohoczych w gospodarstwach dworskich w ciągu XVII i w pierwszej połowic XVIII wieku,
które to zjawisko wynikało, zdaniem Autorki, przede wszystkim z ówczesnego wzrostu pańszczyzny (s. 48)"' Zastanawiające jest, iż na ziemiach litewskich, odmiennie niż na hiałoruskich,
zasadniczo stabilne pozostawały do korica XVIII wieku proporcje między liczbą wołów i koni".
W odróżnieniu od struktury hodowli jej stan liczebny ulegał dużym wahaniom, odzwierciedlając kolejne fale zniszczeó gospodarczych nawiedzających Litwr; i póżniejszą z nich odbudowę.
Z uwag Autorki można wnioskować, że po zniszczeniach hodowla dość szybko podnosiła się
z upadku dzir;ki w/.rostowi areału łąk i pastwisk zajmujących miejsce dawnych pól ornych (s. 57) 10
Przechodząc do bliższego przedstawienia hodowli bydła mlecznego próbowała R. Merkienć
w pierwszym rzr;dzie okrcślić jego rasy (w XVI-XVIII wieku), opierając się m.in. na danych o maści
krów. Godne uwagi jest jej przypuszczenie, że już w XVI wieku pojawiło sir; na Litwie
wysokomleczne bydło holenderskie (s. 80-81) 11. Ogół hodowanych na Litwie krów charakteryzował sir;, I.daniem Autorki, niską mlecznością (s. 104-105). Zauważa jednak zarazem, iż wielkie
zapasy serów przechowywane w niektórych dworach, świadczą o gromadzeniu w nich sporych
ilości mleka. Uważam za prawdopodobne, że część owych serów pochodziła z danin chłopskich.
W partii pracy omawiającej przetwórstwo mleka sporo miejsca zajmują spostrzeżenia na
temat naczyó do jego przechowywania, narzędzi do wyrobu masła i sposobów wyrobu oraz
przechowywania serów. Uwagr; zwraca m.in. próba odtworzenia na podstawie XVI-XVIII-wiecznych inwentarzy, wyglądu dawnych sernic dworskich (s. 105). Już w XVI-wiecznym żródle
znalazła Autorka przykład osadzania takiego pomieszczenia na słupie. Mamy więc tu do czynienia
z prototypem uwiccznioncj w "Panu Tadeuszu" sernicy soplicowskicj.
Do stosunkowo słabo rozwinir;tych działów hodowli na Litwie należało owczarstwo.
Wprawdzie owce stanowiły, obok świó, naj liczniejszą część inwentarza żywego, Iccz przecież stan
ich poglowia nie przedstawiał się imponująco. W zagrodach chłopskich hodowano przeważnie

K

Co \v/hud/a

lJ

Zmiany

lI)

Aut(lrka

KriL'.\tjanie

\v;,tpliwosci,

w struktur/c

Hie!or!1ssii

Wf)

zdaje

nii ląk na tzw, ziemiach

bowiem

hodowli

p%willie

w/orni

Autorka

/,v,'icrz"t

zauważa,

roboczych

,l( V fJ-X

si~ wi<;ksz,-, wage; przypisywać

że również
na

V J II wieka,

Białorusi
Mińsk

wykorzystywaniu

w gospodarstwach
w XVII-XVIIl

chłopskich spadło pogłowie

wieku

przedstawia

P. G.

koni.

Kozłowskij,

1969.
po dobie

zniszczeń

naturalnych

łąk na nadbrzeżach

rzek,

pustych.

jest jui fakt hodowli
hyła holenderskiego
(zachodnio-fryzyjskiego)
na Białorusi
w końcu
XVI wieku.
Ry'g:t; - do swoich tamtejszych
dóhr ks. Mikołaj
Krzysztof
Radziwiłł
zwany Sierotką,
zob. M. Siekierski,
Ltllu1ed ~Vl.'llfrh ill lhe (1/,(///(1 Duchy of Ur/nlUnia:
The cU)flomic A.1!"ai,-.\'ąl Prince Nicholas Christopher Radziwil/ (1549-1616), "Acta
11

Sprowad/il

Ohecnie
je

Baltico-Slavica",

znany

pr'leI

t.

XXI.

1992.

s. 229-:nO.

286
po kilka owiec, w gospodarstwach dworskich nieraz po kilkadziesiąt (rzadko ponad sto sztuk) 12
Ponieważ udój od jednej sztuki był dziesięciokrotnie mniejszy niż od krowy (s. l (3), można sądzić,
że ceniono je mniej jako dostarczycielki mleka, więcej zaś ze względu na wełnę, którą pozyskiwano
w trakcie dwukrotnej strzyży w ciągu roku (s. 155) l3
Jako zwierzęta rzeźne traktowano przede wszystkim świnie (s. 125). Do końca XVlII wieku ich
pogłowie nie przedstawiało się okazale; Autorka sugeruje, że nawet w gospodarstwach dworskich
hodowano je głównie z przeznaczeniem na własną konsumpcję, nie zaś na sprzedaż 14 Charakterystyczne jednak, że przy dość niskich wskaźnikach pogłowia trzody chlewnej (s. 85, 88-89),
wysoki poziom osiągnęło na Litwie przwtórstwo mięsa i jego konserwacja 15.
W pracy uwypuklone zostały korzystne zmiany w gospodarce hodowlanej na Litwie w XX wieku. Już w pierwszej jego połowie intensyfikacja hodowli nabrała szerokiego rozmachu, ujawniając
się zwłaszcza we wzroście pogłowia zwierząt i uszlachetnianiu ich ras. Jedną z głównych przyczyn
owych przeobrażeń upatruje R. Merkiene w pomyślnych koniunkturach handlowych (s. 95 i inne).
Za ważne czynniki aktywizacji gospodarki hodowlanej w XIX wieku uznaje także uwłaszczenie
włościan, wprowadzenie na masową skalę uprawy ziemniaka, rozwój przemysłu i transportu
(s. 97-98). Charakterystyczne, że właśnie na Litwie, a ściślej mówiąc na jej północnych obszarach
(gubernia kowieńska), wpływowych
czynników okazał się dla hodowli szczególnie pomyślny.
Widocznie już przed końcem XVIII wieku osiągnęła tam wysoki poziom, co pozwoliło jej
w następnym stuleciu skutecznie wykorzystać nowe możliwości rozwoju.
Dopomogły jej w tym zapewne dawniejsze związki z szerszym rynkiem handlowym. W końcu
XVIII wieku (w latach 1786-1791) udział produktów hodowli w eksporcie Wielkiego Księstwa
Litewskiego wynosił rocznie średnio 9,7% 16; dla obszarów objt;:tych badaniami przez R. Merkiene
wskaźnik ten był zapewne znacznie wyższy. Eksportowane produkty hodowlane pochodziły nie tylko
z gospodarstw dworskich, ale i z chłopskich. Znany jest fakt pośrednich i bezpośrednich kontaktów
handlowych włościan ze Żmudzi i z północnej Auksztoty z miastami bałtyckimi. Wprawdzie do miast
tych wywoził włościanin litewski głównie len, ale przy okazji zbywał i artykuły pochodzące
z hodowli 17. W sumie można spostrzec, że obserwowany w XIX wieku eksport litewskich produktów
hodowlanych był zjawiskiem o dawnej tradycji, choć oczywiście zmieniała sit;:jego skala.
Pomyślny rozwój hodowli na Litwie przerwała I wojna światowa. Jednak już w pierwszej
połowie lat dwudziestych przedwojenny poziom produkcji hodowlanej nie tyko został ponownie
osiągnięty, ale i przekroczony. Do ówczesnego rozwoju hodowli w istotnej mierze przyczyniła się,jak
podkreślono w pracy (s. 99), reforma rolna. Autorka przypomniała imponujące osiągnit;:cia hodowli
litewskiej w latach dwudziestych i trzydziestych, zwracając uwagę m.in. na dokonujący się w niej
postęp techniczny.
12
W regionach z rozwiniętym owczarstwem, np. w Wielkopolsce. po kilkadziesiąt sztuk owiec spotykamy często
w gospodarstwach chłopskich, a w trzodach dworskich po kilkaset i więcej sztuk, zob. W. Sobisiak, Owc::arstwo, w: Kultura /udmHł
Wielkopolski. t. II. Poznań 1964, s. 185-213 (odpowiednie dane na s. 186·189).
u Pierwsze bli:iBze informacje o strzyżeniu owiec na Litwie, do których dotarła Autorka, pochodzą. 'l. XVIII weku. Do tego tei
czasu odnosi się spostrzeżenie o dwukrotnej strzyzy w ciągu roku. W późniejszym czasie na CZęŚCI terytorium Litwy upowszechniło się
trzykrotnie w ciągu roku strzyżenie owiec.
14 Wskazuje
m.in. na uzupełnianie przcz szlachtę konsumpcji mięsa w drodze ści,-!gania danin zwicrzycych (s. g2). Jednak
daniny te już w XVI wieku nie odgrywały istotnej roli. Warto wspomnieć, żc świnic (żywiec i mii(so wieprzowe) były popularnym
artykułem handlu. M. Siekierski, s. 22g, spostrzega w oparciu o dane z folwarków radliwiłłowskich, że w odróżnieniu od innych
zwierząt gospodarczych świnie hyły często sprzedawane.
IS
Autorka omówiła m.in. wyrób i konserwację kumpii (szynek) i skiłądzi (można je określić jako spcl:)'ficzny rodzaj
salcesonów). W zgodzie z dość powszechną w literaturze przedmiotu opinią uznaje skiłądzie za potrawę miejscowego (litewskiego)
pochodzenia.

L. Troska, R. lasas, lVnieszniaja torgowla J/Viclikogo Knia::eslwa
Litowskof}o
w posil'dnijc
gody je(IO sll.\~('~(:'stwm..-amja
(1785-1792), w: Lietuvos TSR Moksiu akademijos darbai. seria A. t. 1(32). Vilnius 1970. s. 46. lah. nr 2.
17
Na ten temat nie hrak bezpośrednich danych źródłowych, zob. np. 11lStrukdjos /l'odalinllj mid,! adminlstrw)jai
Lietu1"(~ie
X V{f-X l X (l., wyd. Z. Kiaupa i l. Kiapiene, Vilnius 1985, s. 25 (,-Poddani na włości cokolwick hydła, lnów. slcmienia. wosków. łojów.
skór do Rygi albo gdzie indziej przedawać i wyprowadzać będą. wtedy wprzód arendarzowi zapłacie powinni (. .. )": Rirże. 1764 r.).

287
ROI.prawa R. Merkienc dostarcza wielu nowych danych o stanic gospodarki chłopskiej
i dworskiej na Litwie. Pozwala lepiej poznać dyferencjację majątkową dawnej wsi, przynosi cenne
spostrzeżenia o strukturze konsumpcji, przedstawia zajęcia związane z hodowlą (zwłaszcza
przetwórstwo mleka i mi~sa), odsłaniając w ten sposób przed czytelnikiem codzienność życia
wiejsk iego. Sporo można się z niej dowiedzieć nawet o warunkach mieszkaniowych litewskiego
włościanina. Odpowiednie informacje przynosi rozdział trzeci, poświęcony - jak wspomniałem pomieszczeniom dla zwiep.ąt hodowlanych. Rzecz w tym, iż owe pomieszczenia pospolicie służyły
równi6. za mieszkania dla ludzi.
Charakterystycznym
budynkiem łączącym funkcje domu micszkalnego i pomieszczenia dla
zwierz,!t był "nom" ("nam", "nams", "num", "noma", "numa"). Z czasem tracił on swe funkcje
mieszkalne, staj'lc si~ typowym budynkiem gospodarczym. Ta zmiana w przeznaczeniu "nomu"
najszybciej dokonala si~ w dworach. Jednak jeszcze w XVIII wieku w dworkach i plebaniach
wyst~powaly "nomy" będ,!ce jednocześnie obor,! dla bydła i mieszkaniem dla czeladzi. R. Merkiene
wnikliwie przcśledziła zmiany jakim ulegały funkcje "nomu", jego rozplanowanie, wyposażenie itd.
(s. 187-19 J). Podobnie szczegółową obserwacją objęła inne - występujące w gospodarstwach
dworskich i chłopskich budynki, służące za pomieszczenia dla zwierząt hodowlanych. Przeprowadzaj,!c ich klasyfikację wyjaśniła jednocześnie wiele zawiłości terminologicznych.
Lekturę pracy. zwłaszcza zaś wywodów na temat zabudowań gospodarczych, istotnie ułatwia
zamiesz.cl.Ony w niej materiał ikonograficzny: plany i przekroje budynków, ryciny i fotografie. Niezmiernie pomocne dla czytelnika są również zamieszczone w tekście mapki, obrazujące geograficzny
zasięg różnego rodzaju 7jawisk I. dziedziny hodowli. To kartograficzne przedstawienie wspomnianych zjawisk dopomogło Autorce w wyodrębnieniu na badanym terytorium czterech regionów "gospodarczo-kulturowych":
żmudzkiego. auksztockiego (obejmującego jednak tylko północno-zachodni,! cz~ść Auksztoty jako historyczno-geograficznej
krainy), dzukijskiego i zaniemeńskiego.
Autorka przckonywaj,!co uzasadnia wyodrębnienie poszczególnych stref. Należy jednak
zauważyć, żc podkrcślaj'lc odrębność gospodarczą Żmudzi nietrafnie uznała, że w XVI w. specyficzną
cech,! temtejszej hodowli było znacznie liczniejsze pogłowie wołów niż koni (s. 41-45). Rejestry
dochodów hospodarskich z włości żmudzkich z lat 1537-1538, na których się oparła, wymieniają
konie w posiadaniu włościan tylko w tych wypadkach. gdy liczby tych zwierząt nie można było
przeliczyć na pełną liczbę soch wołowych 1~. Odstępstwa od tej reguły były niezmiernie rzadkie, co
wskazuje na ich przypadkowy charakter 19 Autorka przyjmując, że w rejestrach miano "socha
wołowa" oznacza z.awsze parę wołów, 7.naeznie zawyżyła liczbę tych zwierząt. W istocie relacje
liczbowe mi~dzy pogłowiem wołów a koni były na Żmudzi w XVI wieku zapewne podobne, jak na
innych tcrenach Wielkiego Ksi\=stwa, na co wskazują m. in. dane inwentarza Cytowian z 1555 roku 20.
W wiciu micjscach pracy Autorka z uwagą docieka, w jakiej mierze gospodarka hodowlana na
Litwie korzystala /. obcych wwrów, w jakiej zaś z rodzimych doświadczeJl. Dostrzega, że różne
innowacje w dziedzinie hodowli trafiły na Litwę z Zachodu i z ziem łotewskich 21. Zdaje się

IKKonie

(sochy k(\llskic)

przeliczano

w rejestrach

na sochy

wołowe

w stosunku

2: I. Stąd

np. przy włościaninie

posiadającym

'auk

i tfZ.y konie zapisy'wanu dwie sochy wołowe i jednego konia itp. Oryginały
rejestrów
znajdują
sir; w Bibliotece
Akademii
Rcpuhliki Litewskiej. H2
[24.
1'1
Rcjc:-:tr'l. ].o;lX roku odnotowuje
konie prz)' ponad \OSO gospodarzach,
lecz tylko przy kilku wymienia więcej niż jednego

konia.

PoJohnit:

sztuk~

tych '/wicrZ<It.

parę

V.'Oh'Wi

rcjc:str z 15.17 roku

wymicniaJ'fc

konie.:: przy

pUIl:Jd

tysiącu

gospodarzy

tylko

przy

kilku

wymienia

więcej

niż jedną

10 Akry i:(/lIIrajfmyie
~Vilt'nsJ,;oju A"l"hi('(Jw~/i(';t' .••k(~iu Kommissijeju
dla razhora driewnich
aktm'\i (dalej cyt.: AWK), t. XIV,
Wilno l XX?, nr 2..'\. 12-17. W ('ytowianal:h
w ogólnej liczbie zwierząt roboczych
należących
do chtopów woły stanowiły 590/0 a konie
..lI%. W dohrach slnłowyd\
hiskupa
wileńskiego w 153lJ roku odpowiednio 57% i 43%. zob. J. Ochmański,
PowsiUllie i rozwój
lalx/imdium
hiskul' ...•
'h'O \\'i!l'Ib/"ieao
(IJR7-1550), Poznań 196). s. 132.
.!I
Pr/.yv.k nauania winny pclniej llwzględnia( przenikanie na Lilwę innowacji (organizacyjnych. technicznych itp.)
w dzieuzinie
h()uow1i I I.iem polskich.
Prawdoplldohny wydaje się np. wplyw na ewolucjI; litewskiego budownictwa
gospodarczego
wZ\)fÓW podl'lskich.
co wyra/nic
sugeruje instrukcja
J. Łaszkowskiego
dla włości korszowskiej
z 1562 roku, zoh.: A WK, L XXV, Wilno
I X9X. s. 92.

288
natomiast prawic nie uwzględniać możliwości oddziaływania na gospodark" hodowlaną ziem
litewskich wpływów z sąsiedniej Białorusi.
Za bardzo konstruktywny element badali R. MerkieOl~ uważam konsekwentne stosowanie
rozróżnienia między hodowlą dworską (elitarną) a prowadzon<t przez włościan, przy jednoczesnym, stalym dostrzeganiu jego umowności. Autorka często podkreśla ścisłe związki w dziedzinie
hodowli między dworem a wsią. Nieraz można tu mówić nawct o swoistcj symbiozie. Tak np.
dworskie zwierzęta robocze często zasilały - w formie załogi - chłopski inwentarz żywy. Warto
też przypomnieć, iż w ramach powinności na rzecz dworu chłopi zobowiązani byli nieraz trzymać w swych zagrodach pańskie konie "putne", tuczyć woły i wieprze 22 Tego rodzaju kooperacja między dworem a wsią ułatwiała rozpowszechnianie si.,: umiej.,:tności hodowlanych. Nie
ulega wątpliwości akcentowany w pracy fakt, że dwory zwykle przodowały w modernizacji
hodowli, stanowiąc pod tym wzgl.,:dem wzór dla włościan. Można jednak przypuszczać, że
z drugiej strony dwór nieraz wprowadzał innowacje w swej gospodarce hodowlanej korzystając
z doświadczeń wsi.
Do zagadnień wymagających dalszej dyskusji należy kwestia granic chronologicznych
w dziejach hodowli na Litwie. Autorka na ogół nie wytycza ich dość wyraźnie. Zdaje się
wyodrębniać cały wiek XVII i pierwszą połowę XVllł stulecia jako okrcs regresu w gospodarce
hodowlanej; w kaźdym razie podkrcśla spadek pogłowia zwierząt roboczych jUl. w pierwszej
połowie XVIl wieku.
Z lektury pracy moźna wnioskować, że jakościowe przcmiany w dzicdzinic hodowli do końca
XVIII wieku nic były zbyt głębokie. Czytamy np., iż wyrób i sposób konserwacji produktów
mleczarskich w ciągu XVI-XVIII wieku niewiele się zmieniły (s. 107), co wzbudza zastrzeżenia
w zestawieniu z innymi uwagami zawartymi w rozprawic23
Zastrzec muszę, że generalnie skłaniam się do przyjęcia tezy o dużej sile tendencji konserwatywnych zarówno w hodowli, jak i w całej gospodarcc rolncj dawnej Litwy. Przykładem
oddziaływania tych tendcncji (wspomnianych też w pracy, s. I i), mo7.c być długotrwałc utrzymywanie się na Żmudzi zwyczaju zaprzęgania wołów do jarzma za rogi. Ta praktyka, wzbudzająca
zdziwienie już XVI-wiecznych obserwatorów stosunków żmudzkich, a za jawny anachronizm
uchodząca w XVIII wieku utrzymująca się jeszcze w XIX stulcciu 24 Tcn przyklad zastanawiający
jest szczególnie z tcj racji, iż pochodzi z tcrcnu Żmudzi, która pod względcm gospodarczym była
przodującym regioncm Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Rozprawa R. Merkiene oparta jest na obszernej i różnorodnej podstawie materiałowej.
Znaczną jej cz.,:ść stanowią źródła r.,:kopiśmienne, wyszukane przez Autork.,: w archiwach Wilna,
Kowna i Petersburga. Dostrzec można wprawdzie pewne braki w wykorzystaniu literatury
przedmiotu i publikacji źródłowych, ale nic zaważyły one istotnie na ostatecznych wynikach
pracy25 Autorka wydobyła ze źródeł obfity materiał statystyczny, starannie go opracowała
i przedstawiła w postaci 33 tabel. Odnosi się do niego z godnym podkreślenia krytycyzmem; tak
np. podkreśla, iż zaczerpnięte z XVI-XVIII-wiecznych źródeł dane o liczbie inwentarza żywego
w gospodarstwach
chłopskich są z reguły zaniżone. Bacząc na względną wartość informacji
źródłowych poddaje je wnikliwej analizie i ostroźnie formułuje wnioski.
22

Tuczenie

wieprzy

dworskich

bylo częstym

obowiąJ'.kiem

młynarzy_

O "karmieniu"

(••",.:ychowywaniu"')

wołów

pan'skich

zoo.: K. Jablonskis,
LielUrHki iod'fiai setlosios rasIlllil,1 kal/Joje, I dali.",: Tekstui, Kaunas
1941, s. 22,41. O hodowaniu
przez włościan
koni ,.pulnych" na potrzeby
dworu (i z pewnością te:i dla niego nal~i.ących}zob. np.: !starijm ArdJ}To.",. I. I: XVI amztllus Ueturos
iłil!('łHoriai, wyd. K. Jablonskis,
Kaunas
1934, nr 3, sZp. 22.
2j
p. z uwagą (s. \05-106) o stosunkowo
póżnym (w XVII wieku?) pojawieniu
się na Litwie tłul.:zck du masła (maślnic).
N Z Kroniki Sarmacyi
Europejskiej
Alexandra
Gwaynina:
t~'f1roflY ... , wyd. K. J. Turowski, Kraków
IK60, s. 214; ir6d/a
do
d::it!j{}\\' powstaniu
chlopów szawelskich
w 1769 rok!" wyd. W. Kula i 1. Leskiewio.owa,
.,Teki Archiwalne".
t. 5. Warsl.(Iwa 1957; M.
G[adon].

Opisanie

powiatu

re/szewskiego

... , Wilno

1846,

s. 101.

dla dóbr maynal'kil'il
i sz/achl'ckidJ
1958; t. II, Wrocław 1963. Z prac poruszających
zagadnienia
hodowli
na Lilwic pominięla
została
Ro:v.'ój {}ospodarki
Io/w(lf("ztlej
tul Linde;
Bia/urus;
do polowy
X V I "';l'ku, Poznań
1965.
2:- Zwraca

uwagę

pominięcie

Instrukcji

gospodarczych

OZ

X V II·X

I X wit'ku.

m.in. Ttlzprawa

t. I. Wrocław

S. Kasperczaka.

289
O szerokości
Jej rozprawy.
zarówno
paru

horyl.ontów

Dzi~ki

oświetlić

stuleci

l. dawna

-

R. Merkienć

swym

badaniom

niekiedy

prawic
dyskusji

prl.ez badacf.Y

tów pochodzenia

świadczy

już sam zakres

szerokich

granic

hodowli,

jak i przedstawić

genez~ wielu ;rjawisk w dziedzinie

puedmiolem

niedoceniane

badawczych

zakreśleniu

aż po dzień

dzisiejszy.

W swej pracy

w literaturze

naukowej,

podjęła

mimo

swego

istotnego

zdołała

w ciągu

zagadnień

i takie,

(np. kwestia

Autorka

ich rozwój

obok

również

znaczenia

chronologiczny

czasowych

b~dących

które

były dotąd

przetwórstwa

produk-

zwierl.~cego).

R. Merkienć

zastosowała

nowoczesną,

w powi'!Zaniu

z innymi

ukazuje

hodowl~

roślinną.

Z drugicj,

dając

litewskiej

kultury

materialnej.

pierwsl.ellstwo

interdyscyplinarną
działami

spojrzeniu

Rozprawa

metod~

gospodarki,
etnografa,

jest swoistą

badań.

a zwłaszcza

przedstawia

Z jednej

rolniczą

strony

produkcją

ją w kontekście

wyprawą

tropami

tej kultury

Autorki

stanowi

kwestia

dziejów

ku jej odległym

żródłom.
Swego

rodzaju

oś wytyczającą

kierunek

badań

się doświadczcli

z dziedziny

życia gospodarczego.

eksponowancgo

przesadnie

miejsca

perspektywy
wyniki

badawcze

swych

przenikania

szczcgółowych

badali.
wywoła

jcst

niem z 1933 roku.

badaczy

dziejów

na którą

w pełni

zasługuje.

serii

Adrian

Feoranowicz

z ż.ycia

worota",

Kaszczenko

kozactwa.

j<lk i etnograficzne,

enografom

przcśledzenia
na kultur.;:

i życic polityczne

Kaszcl.enki

Opowiadania

rok u i kolicl.ąc
sprawiły,

że w 1483 roku powstała

ukraińskiego.

Zdaniem

wolnej ludności
wyłącznic

Tatarzy

i Turcy.

wykształcenia

o niezależność

Ukrainy,

nie i politycznie
budowuje

Lud

bardzo

t.

LXXVI

Proces

przeciwko
rozwoju

świadomości
które

p,\I1stw,
bogatym

jak

nyzowe,

Weselka,

naj słynniejsze

czasie

która

był jednym

akademika

jego

Jawornickiego.
zawierają

bardzo

bogate

materiały

zarówno

w b<lrdzo

interesujący

sposób.

pieśni, fotografie
kozactwa",

i rysunki

dają

który

miał i ma

wojsku

zaporoskim

kozackim

niżowym,

ramach,

poczynając

od 1483

i wyjaśnienie

działania

czynników,

które

tego wydarzenia

z genezą

narodu

powstała

najeźdźcom.
kozactwa

Tymi

jako

przedstawiony

a kozactwo

wojskowe

najeźdźcami
został

jako

jako

aktywnej

walki

silnych

militar-

się nowych

Polska

Całą

koncepcję

i Rosja.

swoją

równoległy

czynnik

pojawieniem

historycznym

ugrupowanie

byli na początku

zaktywizowane

materiałem

historyczne
jest wznowie-

z najpopularniej-

Dimitria

Prace

Kiew

w szerokich

i powiązanie

ukraińskiej

wstało

takich

wskazanie

Sicz Zaporoska

walczącej

Jurkiewicz

Ukraińców.

Sicz Zaporoska

A. Kaszczcnki

ukrailiskiej,

z procesem

było

Jan

Kaszczenki,

się "mitu

o sławnym

Siczy Zaporoskiej

na rok u 1828. Celem

ludowej

ludowe

ksztaltowania

wpływ

historii

i kultury

życic kozackie

Adriana

głównie

gospodarczych

w nich

i etnograficznych:

silny

została

hodowli
kierunki

omawiającej

Wykorzystywał

procesu

dziejów

nie drukowano.

Ksi"żka
poświ~eona

rezultat

i wytycza

Adriana

w swoim

odzwierciedlające

folklorystycznych

jako

oświetleniu

zaporoz'ke

tak jak prace

A. Kaszczenki

Duży zbiór m<lterialów

wijs'ko

autorstwa

były I..nane prawic

eiek<Jwe spostrzeżenia

19

pro sławne

si~ praca

nowe

Uogólniając

w hodowli

opracowaniem

je w nowym

pl. "Zołoti

pojawiła

do ostatnich

bardzo

pory

że wśród

i jego utwory

możliwość

tej

należy,

Od l<lt trzydziestych
historyczne

do

dyskusj~,

W popularno-naukowej

szych pisarzy

najpcłniejszym

Opowidannia

wniosków.

przemiany

choć nie

odsłaniając

doświadczeń.

przedstawia

Oczekiwać

na Ukrainie,

widzi

rozpowszechniania
centralnego,

pożyteczne,

generalizujących

Litwie,

Adrian K a s ze z e /I ko,
1992, ss. 271. il.

wydarzenia

się naukowo

Autorka

wspomnianych

na

ożywioml

okazało

temu zagadnieniu

na sformułowanie

spostrzeżeń

rozprawa

gospodarczych

dalszych
Litwy

i pozwalając

si~ i kumulowania

Recenzowana
zwierz,!t

w pracy,

Nadanie

i folklorystycznym.

Kaszczenko
Autor

uważa;

podże

290
wraz

z rozwiązaniem

o wolność

niżowego

Ukrainy,

która

Pracę swoją autor
procesie.

Wywodząc

próbuje

uzasadnić

wojska

swój

zaczyna

od wyjaśnienia

początki

narodu

ślad

genezy

się narodu

i możliwościami

przestały

tradycje

narodu

ukraińskiego
Rusi

które

zbrojnej

walki

i roli kozactwa

w tym

folklorze.

z czasów

ukraillskiego

komunikacji,

istnieć

w ukraillskim

ukraińskiego

tezę wyodn;bnienia

ka geograficznego

zaporoskiego

pozostawiła

Kijowskiej

powiązan,!

spowodowały

A. Kaszezenko

z warunkami

formowanie

środowis-

się odrębnych

wschodniosłowiańskich

grup

etnicznych.

Uzupełniając

materiał

historyczny

folklorystycznym

autor

także

codzienne

życic kozackie

w Siczy,

rekonstruuj,!c

je na podstawie

próbuje

pokazać

również

swoich

własnych

kozacką

ułatwia

czytelnikowi

W następnym
ukraińskich

wiele

autor

nic zapomina

jednak

Tureckim,

itp.

powstawania

Bardzo

w latach

rycznym

bardzo

uroczystość
tyczne

1681-1709

wyraziście

złożenia

tradycji

kozackiego
Autor

odmienny

dzieli

i innych

wydarzeń

w życiu kozactwa,

Kaszczenki

Kozacy

zaporoscy

powa7.ną

fenomen
państwu

próby

różnych

rolę w ruchu

analizy
grup

byli

takich jak
główną

Chmielnic-

jako

zbiorowości.

takich

jak:

kozactwa

kozackich,

walec o niezalcżność

i przywileje

w latach

Na szcrokim

1710-1734.

hajdamactwa.
rosyjskiemu,

Interesuj'!co
dostrzegając

sił,!

Bohdana

opisuje

kozak

wojska

za-

tle histo-

A. Kaszezcnko

w nicj ccchy charakterys-

kozactwa
ikonografia

i upadek

daj" dobrc

zresztą

dopuszczalny

cie po

materiały

w pracy
przez

kiedy

bowiem

Ukraina

nowego

z nadzwyczaj

rekonstrukcji

wykorzystane

uznając,

Rok 1828 postrzega

i powstanie

w połączeniu

źródeł,

Zaistniała

na 7 okresów

kozactwa

niżowego

nowe możliwości

teraz,

tle historycznym,

i życia kozackiego.

A. Kaszczence

Kaszczenki

A. Kaszczenko
pisze o dzicjach kozactwa
w ramach
ich broń,
konie a takżc wiadomości
o dawnych
mo7.1iwości rekonstrkcji

okresic.

rozwój

typ wydarzeń

Bogata

kiem.

w czasach
chłopskich

kozactwa

ujęte na szerokim

w tym

zaporoskiego

A.

kozactwa

A. Kaszczenko

i ostatnim
rozdziale
Wygląd
Kozaków,

i przywilejach,

zwyczajach

roli

w powstaniach

kozackiej.

W przedostatnim
państwa
rosyjskiego.
życia

wierności

terminologię

na Zaporożu.

poświęca

i odegrali

i upadkowi

przedstawił

hołdu

uwagi

życia

Kozaków

i określenia

rejestrowy,
wypiszczyk,
itp.
Kolejne rozdziały pracy poświęca
poroskiego

ówczesnego

w tym rozdziale

przydomki

Wprowadzając

na udział

odnotować
Zdaniem

dokonano

typowe

dużo

uwagi

Rady Perejasławskiej

interesująco

przedstawiono

etnograficznych.

i zrozumienie

A. Kaszczenko

Skierowawszy

z Imperium

sprawczą
kiego.

i materiałów

poznanie

rozdziale

ł Rzeczypospolitej.
walka

spostrzeżell

kozactwa

popularno-naukowej,
Warto

uzyskała

konieczność

państwa

interesuj,!cym

życia kozactwa.

autora.

że w każdym

jako datę, która

który

nicpodległy

odmiennego

spojrzenia

z folkłoru

pracy.jest

jednak

podkreślić,

daly

brak wskazania

uniemożliwia

że powtórnc

byt

istniał
na kres

rosyjskiego.

materiałem

Słabością

okresie

wskazuje

sięgnię-

wydanie

pracy

państowy,

nic jcst

przypad-

historię

Ukrainy

i narodu

na

ukraińskiego.

WladyslalV

A.

na01CJl'tTj,

Aromunów

r.

z Aminciu,

Cdl1li,ti Armdne$ti
Metsovo),

di-Aminciu.

TomKo I nohrtajlol,

Bielecki

BACąlKIl r(!~l'()/j()ta TO/) Mn(Jó/JoIJ (pidlli
t. I, EKliom;lś

rr.polJ.

A9TJvU 1988, ss. 158.

r. A. nablCJl'tT], Ciinti,ti Fiirserotesti.
T(!ay()/iliw Ipapallplwrwv
- Ap/II1VIW/I}Jixw1' (Pidni
Faraerolów
- Arwanitowolochów),
ToniKoI nO).,r/(JjlOI, t. 2, E'tUlplllŚ ApCJlllUV1KOU(BAaX1Kou)
nOA1'tlallotJ,
Do

rąk

opracowane
Tom

A9TJva

1991, ss. 166.

naszych

trafiły

przez Georgiu

pierwszy

zawiera

ostatnio
Padioti,

przede

dwa
opatrzone

wszystkim

zbiory

pieśni

przezell
przykłady

Aromunów

z Półwyspu

Bałkańskiego,

komentarzem,

słowniczkiem

i fotografiami.

Aromunów

z położonego

folkloru

grupy

291
w górach Pindos miasteczka Metsowo (arom. Aminciu), drugi zaś to wybór tekstów folklorystycznych mikroetnosu Farserotów, zwanych również Aromunami albańskimi (gr. Ap~aVtW~Aaxot).
Obie publikacje zasługują na szczególną uwagę ze względu na swoje nowatorstwo i wyjątkową
szczupłość dotychczasowych informacji o etnicznej grupie Aromunów, ich historii i kulturze. Mogą
one stanowić istotny przyczynek do badań w zakresie etnografii, etnolingwistyki, etnomuzykologii,
folklorystyki, studiów nad mniejszościami etnicznymi (tzw. minority studies), oraz szeroko
rozumianej ba/kanistyk i.
Autor opracowall zaopatrzyl je w wyczerpujące przedmowy w językach greckim, aromuńskim
i francuskim. Zawierają one podstawowe informacje o Aromunaeh, ich historii, pochodzeniu,
rozmieszczeniu, języku, muzyce, folklorze i tradycjach z nim związanych. W tekstach widać
doskonale emocjonalne zaangażowanie autora - Aromuna pragnącego ocalić od zapomnienia
fragment tożsamości własnego ludu. Opinie autora dotyczące pochodzenia i historii Aromunów
nie są wolne od subiektywizmu, tak właściwego przedstawicielom małych grup etnicznych
stojących na krawędzi zagłady kulturowej, dla których pamięć o wielkich momentach własnej
historii i niegdysiejszej świetności stanowi ostatni często bastion świadomości etnicznej odrębności.
Aromuni, zwani po polsku również Wołoehami, są jedną z wielu grup etnicznych zamieszkujących Półwysep Bałkański, przede wszystkim Grecję (góry Pindos, Gramos, Epir, Tesali\
i Meglen), południowo-wschodnią
Albanię, południową Macedonię, południowo-zachodnią
Bułgarię, oraz jako emigranci (czy też repatrianci) - Rumunię. Liczebność Aromunów (użytkowników języka aromuńskiego) szacuje się obecnie od 50 tysięcy (Winnifrith, 1987, s. 7), 100 tysięcy
(Gunnemark,
1991), 110 tysięcy (Rikman, 1988), do ponad 350 tysięcy (Mańczak, 1988).
W recenzowanych pracach Padioti'ego brak danych liczbowych dotyczących ludności aromuńskiej. Dyskusyjna jest również kwestia statusu i przynależności genetycznej etnofakru (bądż
etnolektów) używanych przez poszczególne grupy Aromunów. Aromuński klasyfikowany bywa
jako odrębny język (Gunnemark, 1991). Padioti nazywa język Aromunów dialektem proto-rumuńskim, wywodzącym się z łaciny ludowej, ze znacznymi wpływami z języka illiryjskiego
(który dał początek współczesnemu albańskiemu). Inne żródła jako ojczysty dla Aromunów podają
macedorumuński dialekt języka rumuńskiego (Rikman, 1988; Majewicz, 1989). Mańczak (1988)
oprócz tego ostatniego podaje również meglenorumuński, jako dialekt rumuńskiego używany
przez Wołochów w okolicach Salonik (z kilkunastoma tysiącami użytkowników). W innych
opracowaniach megleński wymieniany jest jako jeden z dialektów aromuńskiego (Winnifrith, 1988,
s. 22). Prawic wszyscy Aromuni są dwu- lub trójjęzyczni, posługując się prócz własnego etnolektu
również greckim w Grecji, albańskim w Albanii, rumuńskim w Rumunii, czy macedońskim
i serbochorwackim w Macedonii.
W zakłopotanie wprawiać może również wielość etnonimów nadawanych ludności aromuńskiej. Najczęściej jako synonimy stosowane są nazwy Aromunów i Wołochów (ang. Aromoulles,
Vlachs; franc. Aroumaines, Valaques), czasem również Kucowołochów. Rikman (1988) wymienia
następujące etnonimy: MaKCÓOllcKlte pyMblHbl, lJUlllJapbl, KYlJoeAaxu, tjjapUlepombl. We wstępie do
drugiej z recenzowanych prac Padioti wyjaśnia, że nazwa Farseroci (arom..fiir:ferol) obejmuje tylko
jedną z grup Aromunów zamieszkujących Półwysep Bałkański, zwaną inaczej Arvanilo- Vlahi
(albańscy Wołosi), Caraguni (zhellenizowani); Albańczycy zaś zwą ich Ramani (Rzymianie) lub
Ciobani (alb. "pasterz, owczarz").
Literatura dotycząca Aromunów i ich języków, choć stosunkowo bogata, ciągle nie znana jest
szerszym kręgom badaczy. Wśród opracowań historycznych na największą uwagę zasługują
opracowania Weiganda z 1888 oraz Winnifritha z 1987 roku.
W recenzowanych pracach autor traktuje historię tylko jako tło powstawania bogatego
folkloru Aromunów. Dość szczegółowo omawia jednak historię i etymologię ludową wyjaśniającą
pochodzenie i nazwę tego etnosu. Jak już jednak wspomniano, szczególnej wartości nabierają
omawiane prace przede wszystkim ze względu na zawarty materiał językowy i folklorystyczny. Oba
tomy zaopatrzone są na wstępie w szczegółowe omówienie zastosowanego zapisu ortograficznego.

292
Ponadto tom pierwszy zawiera obejmujący około 1300 hasel słowniczek aromuńsko-grecki.
szczególnie przydatny przy analizie tekstów. Jego wartość podnosi brak ogólnodostltpnego
słownika i gramatyki aromuńskiej.
Główny trzon tomów stanowią teksty pieśni aromuńskich wykonywanych przy rozmaitych
okazjach. Tom pierwszy zawiera następujące gatunki pieśni: bożonarodzeniowo-noworoczne
(gr.
Y.UAUVTU, arom. kolinde),
kołysanki, wielkanocnc, heroiczne i historyczne, weselno-zaręczynowe.
miłosne, pieśni śpiewanc "na obczyźnie", satyryczne dwuwicrsze epigramatyczne, picśni pasterskie.
góralskie, żałobne oraz opis obrzędów pogrzebowych i żałobnych. Znakomita wiltkszość tekstów
w tym tomie wyposażona jest w tłumaczenia na język grecki. Tom drugi, niestety, jest wyłącznie
jednojęzyczny. Brak już tłumaczeń pieśni; zaopatrzone są one jednak w krótkie uwagi słownikowe
i merytoryczne po grecku, umieszczonc po każdym z utworów. Tom ten zawiera pieśni: dzieciltce.
miłosne, wojenne, wędrowne, żałobne oraz liryczne. Istotną wadą obu tomów jest brak zapisu
nutowego zamieszczonych picśni; dla badań etnomuzykologicznych jednak wielce pomocny może
okazać się komentarz muzykologiczny zamieszczony przez autora we wstr;pie do tomu drugiego.
Istotną wartość poznawczą mają również zamieszczone fotografie (około 30), przede wszystkim osób, o charakterze etnograJicznym i w kilku wypadkach archiwalnym.
Publikacja obu zbiorów ma niewątpliwie charakter apclu o przestrzeganie praw mnicjszości
etnicznych w Grccji. Świadczy o tym opublikowany jako aneks do drugiego tomu fragment
"Resolution sur les langues et cultures des minorites regionales et elhniques de la Communaute
europeenne" w j9zykach francuskim i greckim. Charakter ten poświadczony jest również we
wstępach do obu tomów, gdzie mowa o nieocenionej roli, jaką odegrały niegreckie grupy etniczne
w kształtowaniu współczesncj kultury i historii politycznej państwa greckiego, a o której to mli tak
cZltsto zapominają Grecy i ich władze 1.
TiJll1aSZ Wichakiewie

Publikacje

Koła Zainteresowań

Kulturą

Ormian (3).

Koło Zainteresowań Kulturą Ormian (KZKO) przy warszawskim oddziale PTL już od lat
dziesięciu prowadzi godną najwyższej pochwały działalność wydawniczą. Pisałem już o niej
w poprzednich dwóch tomach "Ludu", piszę też w niniejszym, gdyż działalność ta nie ustaje.
W roku 1991 i 1992, a więc w okresic, gdy prezesem KZKO pozostawała Małgorzata
Axentowicz-Sokołowska, a jego opiekunem z ramienia PTL Leon Ter-Oganian, ukazało się znów
kilka publikacji poświęconych Armenii i Ormianom. Te skromnie wydane i o niskim nakładzie
broszury i książki są pilnie poszukiwane przez coraz liczniejszych w naszym kraju armenofilów.
Najpierw chciałbym zwrócić uwagę na książkę Aleksandra Chećki, Armenia na w/a.me oczy.
Jest to reportaż ukazujący Armenię i jej mieszkańców po trz9sieniu ziemi, które następilo 7 grudnia
1988 roku. Daje on nam okazjr; poznania Ormian podczas kolcjnej w ich dziejach tragedii.
Jeszcze smutniejszych faktów z ich historii dotyczy mikropowicść Bohdana G9barskiego.
Morituri. Opowie.\:(' 01915 r. Jej podtytul tłumaczy wszystko, w roku 1915 rozpocz9ły Si9 bowiem
w Turcji masowe mordy na ludności ormiańskiej, w efekcic których według najostrożniejszych
szacunków zginęło półtora miliona ludzi. G9barski, wybitny znawca spraw ormialiskich, nie
ogranicza się do samego przedstawienia wydarzeń, które mogły zaistnieć w owym 1915 rok u, stara
się także wniknąć gł9boko w psychikę swych bohaterów, ukazać najskrytsze motywy ich działania.
l
Publikacje cytowane: E. V. Gunnemark, Arumallian. w: Cowllrics, peoples mill their lall~u'ą.J('.'i.Thl' y"lJlinnuistic !wr:dnook.
Geolingua, Gothcnhurg 1991; A. F. Majewicz, Jfzyki j:wiutu i ich klusyflkmwmie.
PWN, Warszawa 19X9: W. M ariC7.ak. J'j~.rJ.:
rumuński, w: Jrzyki indoeuropejskie, pod red. L. Bednarczuka. I. 2, PWN, Warszawa
19XX: E. A. Rikman.
Awmun)'. w: Nmody mira.
!storiko-elrwgrajiczeskij sprawoanik, pod red. lu. \V. HromJeja, SowieIskaja Enciklopedija. Moskwa 19XX: G. \Veigcwd Die
Aromlmcn, 1. 1-2, Leip7.ig 1888: T. J. \Vinnifrith. The Vlach'i: The Hislory of a Uli/kan P('(}pk. DucbVt)Tth.
I.ondon
1987.

293
Proza Gęharskiego to nie jedyny przykład zainteresowania literatury polskiej Ormianami.
O innych czytamy w jednym ze szkiców zamieszczonych w Rozmaitościach
polsko-ormiwiskich
Zbigniewa Kościowa. W tym zbiórku przeczytać można poza tym o dwóch polskich kompozytorach ormiańskiego pochodzenia: Józefie Nikorowiczu i Karolu Mikulim, a także o znanym
fotografiku Stanisławie Hoberze.
Zbigniew Kościów, autor niejednokrotnie już wydawany przez warszawskie KZKO, przyczynil si.,: nadto do wydania Zapi8kliw podróżnych Symeona Lehaey (Szymona z Polski). Ówże
Symeon żył na pr/.ełomie wieku XVI i XVII w Polsce, aczkolwiek młodość spędził na
pielgrzymkach do miejsc świętych. Osiadłszy wreszcie we Lwowie jął spisywać swoje wspomnienia
z podróży po krajach śródziemnomorskich
i po Bliskim Wschodzie. Kościów wybral i spolszczył
tylko pewne fragmenty dzieła Symeona, które dotyczą Ormian. Otrzymaliśmy bardzo ciekawe
przyczynki etnograficzne, dotąd nieznane w Polsce, choć w kraju tym napisane.
W ostatniej kolejności omówię Słownik pisarzy radzieckiej Armenii, napisany przez Artdrzeja
Pisowicza. Zawiera on biogramy około 100 pisarzy i krytyków literackich, którzy tworzyli
w Związku Radzieckim. Książka ta bardzo rozszerza naszą wiedzę o malo znanej literaturze
ormiańskiej (także dzięki l'o8/owiu Jerzego Szokalskiego). Zachwyca w niej ogromna erudycja
autora, wybitnego wszak armenisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czytając zamieszczone
w Słowniku .. życiorysy pisarzy, i:ałuje się, że tak mało jest polskich przekładów z literatury
ormiai1skicj. Być może ukażą się one kiedyś jako kolejne publikacje warszawskiego KZKO.
Grzegorz

Pe/czyński

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.