d4b8cc55433c14d42a5cb4c0689e3809.pdf
Media
Part of Artykuły recenzyjne, recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46
- extracted text
-
ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E , R E C E N Z J E I OMÓWIENIA
„Etnografia Polska", t. X L V I : 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
MIROSŁAWA DROZD-PIASECKA
LUD N A CELULOIDOWEJ TAŚMIE PRL-U
Grzegorz Pełczyński, Dziesiąta muza w stroju ludowym. O wizerunkach kultury chłopskiej w kinie
PRL, Poznań 2002, Wydawnictwo Naukowe U A M , Seria: Etnologia i Antropologia Kulturowa,
nr 20, ss. 252
Grzegorz Pełczyński, od początku kariery naukowej związany z poznańskim Instytutem
Etnologii i Antropologii Kulturowej, jego wychowanek i wykładowca, dał się wcześniej poznać
jako autor bardzo ważnych dla etnologii polskiej książek i artykułów z zakresu zagadnień religijno-etnicznych, analizowanych w kontekście kultury polskich mniejszości narodowych: Karaimów
i Ormian (Pełczyński 1995, 1997) oraz licznych haseł encyklopedycznych dotyczących ludów
i narodów Europy oraz Azji.
Już jako uznany w środowisku badacz procesów etno-kulturowych, w połowie lat 90. podjął
trudne i pionierskie w etnologii polskiej studia nad kulturą ludową w przekazach filmowych . Ich
wyniki podsumował w książce pt. Dziesiąta muza w stroju ludowym. O wizerunkach kultury
chłopskiej w kinie PRL (Poznań 2002) .
W liczącym 252 strony dziele (wraz z filmografią, bibliografią i streszczeniem) autor opisuje
filmowe wizerunki kultury chłopskiej, zarejestrowane w okresie PRL (1945-1989) na ponad 180
taśmach, starając się znaleźć - jak pisze - odpowiedź na pytanie o sposób, a głównie cel ich
sporządzania. Innymi słowy: jak i dlaczego wykorzystywano kulturę chłopską w jilmách fabular
nych okresu PRL-u? (s. 14). Zatem dociekanie, jak postępowano z polską kulturą ludową w okre
sie PRL-u i jakie wizerunki tej kultury pozostawiło po sobie ówczesne kino stało się przedmio
tem rozważań autora.
Na książkę - oprócz wstępu i zakończenia - składają się cztery części, z których każda po
święcona jest filmom z tematami wiejskimi, zrealizowanym w ciągu 45 lat PRL, w określonych
przedziałach czasowych: od zakończenia wojny po 1956 rok, w okresie rządów Władysława
Gomułki, w czasach Edwarda Gierka i od początku lat 80. po kres PRL. W ich obrębie omawiane
są konkretne fabuły i wątki filmowe oraz sposoby ich przedstawiania, uzależnione od aktualnych
przesłanek ideologiczno-politycznych. Z tego punktu widzenia w pracy opisano konkretne za
biegi folklorystyczne, nawet manipulacje, polegające na wyrywaniu z kontekstu dowolnych
elementów kultury chłopskiej i transponowaniu ich na obraz filmowy .
1
2
3
1
Najpierw w ramach grantu Komitetu Badań Naukowych i Poznańskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk.
Książkę poprzedzają obszerne artykuły opublikowane w opracowaniach zbiorowych: Z pro
blematyki przemian kultury polskiej XX wieku (Pełczyński 2000a) i Las w kulturze polskiej (2000)
oraz publikacje zamieszczone w Twórczości Ludowej (1997) i Etnografii Polskiej (1998). Stano
wią one skrócone wersje poszczególnych problemów podjętych w omawianym studium.
Tu, na marginesie, uwaga szczegółowa odnośnie tekstu na s. 45. Folkloryzm był zjawiskiem
wcześniejszym niż Polska Ludowa, znanym, chociaż nie nazwanym; por. np. Młoda Polska.
2
3
228
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Taka konstrukcja wywodu jest logiczna i prawidłowa. Sądzę, że zastosowałabym j ą sama
przy realizacji tego tematu, chociaż można się zastanowić, czy prześledzenie pokazywanych na
ekranie, przez 45 lat, głównie wybranych elementów kultury chłopskiej, nie pozwoliłoby na szer
sze refleksje i wnioski o trwałości i zmianie postaw wobec tej kultury, uzależnionych nie tylko od
trendów politycznych i związanych z nimi propagandowych.
Każdy z omawianych przez Grzegorza Pełczyńskiego okresów poprzedzony jest krótką
charakterystyką sytuacji politycznej i kulturalnej kraju. W tym przypadku autor wykorzystuje
głównie syntetyzujące, często bardzo osobiste, podsumowania pióra wybitnych historyków
i literatów opublikowane już w czasach I I I Rzeczypospolitej (m.in. Leona Bukowieckiego,
Antoniego Czubińskiego, Dariusza Jarosza, Krystyny Kersten, Jacka Kuronia, Józefa Styka,
Leopolda Tyrmanda i innych). Podane w ogromnym skrócie ulegają one spłaszczeniu i wręcz
trywializacji. Swoistej odautorskiej folkloryzacji .
W przypadkach przytaczania wielu uogólnień i gołosłownych stwierdzeń miałam żal do autora,
że nie odwołał się do archiwalnych tekstów, które wykazuje w bibliografii, zawierających spra
wozdania i protokoły z posiedzeń odpowiednich gremiów partyjnych, decydujących o profilu
i kształcie kinematografii polskiej, licznych komisji kolaudacyjnych, na których obradach zapa
dały decyzje o tym, czy film spełnia wymogi i postulaty socjalistycznej edukacji społeczeństwa
i dalej, dlaczego tak lub dlaczego nie. Autor w takich przypadkach zasłania się enigmatycznymi
wytycznymi propagandy i cenzury komunistycznej, używając ogólnych określeń „komuniści"
(czyli kto?). W odniesieniu do najwcześniejszego okresu powojennej kinematografii mógł on
uzyskać niezbędne informacje z publikowanych w latach 1950-1956 Materiałów do Studiów
i Dyskusji z Zakresu Teorii i Historii Sztuki, Krytyki Artystycznej oraz Metodologii Badań nad
Sztuką. W tych wstrząsających w swojej wymowie dokumentach zawarto stenogramy posiedzeń,
wypowiedzi ludzi kultury, decyzji podejmowanych przez działaczy i wytycznych władz partyj
nych, na podstawie których miała być budowana kultura socjalistyczna. W odniesieniu natomiast
do kultury ludowej i decyzji politycznych z nią związanych, należało sięgnąć do prac Wandy
Paprockiej ukazujących się na początku lat 80. w Etnografii Polskiej.
Autor konsekwentnie, obszernie i w sposób udokumentowany odpowiada na postawione we
„Wstępie" pytanie: jak pokazywano kulturę chłopską w filmach okresu PRL-u. Jednak nie do
końca wyjaśnia, jaki był cel sporządzania takich a nie innych, filmowych obrazów tej kultury.
Konieczność sprostania wymogom propagandy i ideologii socjalistycznej jest do pewnego stop
nia argumentem słusznym, ale niedostatecznie w książce udokumentowanym, co więcej, moim
zdaniem, nie jedynym. Przecież obok dyktatu partyjnego były też wizje artystyczne i opcje poli4
4 Konkretne przykłady takich i podobnych uproszczeń odnotowałam m.in. na s. 28 i 29
- o reformie rolnej, na s. 17, 18 - o kulturze narodowej i socjalizmie, s. 33 i 34 - o różnicach
miasto - wieś, s. 4 1 - o stosunku do dorobku kulturowego, s. 49 - o zmianach popaździernikowych, s. 69 - o stosunku do gospodarstw chłopskich w latach 60. Zastanawiałam się też nad
pogodzeniem takich stwierdzeń autora jak: Jednak ludowy charakter tego wojska w rzeczywistości
nie był zasługą komunistów, a wynikał z prostego faktu, iż większość polskiego
społeczeństwa
stanowiła ludność wiejska. Komuniści potrafili z tego wyciągać maksymalne korzyści dla siebie
(s. 75). I dalej: A komuniści, jak już nieraz stwierdzaliśmy, głosili, że są z ludu, przez lud wybrani,
ażeby nim rządzić. Zatem ich siły zbrojne musiały mieć również proweniencję ludową (tamże)
z przytoczoną wcześniej na s. 25 wypowiedzią Leopolda Tyrmanda: że komuniści ludem gardzą
i dalej z komentarzem samego autora: Komuniści dążyli zatem do zniszczenia kultury ludności
wiejskiej, gdyż chcieli ją jak najszybciej zastąpić swoją, wspólną zresztą dla całego społeczeń
stwa. Ich propaganda dlatego właśnie uderzała w rozmaite składniki kultury chłopskiej, głosząc,
iż są one przejawem zacofania, to znaczy hamują postęp, a przez to przyczyniają się do ti~wania
niesprawiedliwości w środowiskach wiejskich. Wykorzystywała do tego wszelkie możliwe sposoby;
usiłowała także posługiwać się etnografią (s. 25). Przyznaję, że zapisy te były dla mnie konse
kwencją zbyt daleko idących, pospiesznych uogólnień autora.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
229
tyczne reżyserów, aktorów, odbiorców, ich przeżycia i biografie, a także żywe wsie zamieszkałe
przez chłopów mających własne potrzeby, aspiracje, nadzieje, itd. Brakowało mi też bardzo spoj
rzenia etnologa. Odnosiłam często wrażenie, że autor w ogóle nie poznał wsi z autopsji i to nie
tylko tej z czasów, o których pisze .
Sądzę także, że należało zastanowić się, na ile kinematografia PRL-u oddawała rzeczywi
stość polskiej wsi, jej zmiany, aspiracje i dążenia mieszkańców. Z badań etnograficznych i demograficzno-statystycznych wynika, że mieszkańcy dużych polskich miast są dopiero w drugim lub
trzecim pokoleniu mieszczanami i inteligentami, a swoje wiejskie korzenie nie zawsze chcą ujaw
niać, że miasto rzeczywiście zmieniało wiejskich przybyszów, ich wygląd i zachowanie. Chyba
warto też poświęcić chwilę refleksji na temat powodów wzruszeń współczesnego odbiorcy nad
oglądanym na ekranie PRL-owskim filmie Daleko od szosy, Kochajmy się lub Nie ma mocnych.
Czy rzeczywiście ważne jest dla niego to, że spełniały one oczekiwania cenzury, czy też dlatego,
że oddawały zapamiętany obraz wsi i jej mieszkańców?
W połowie lat 60. i na początku 70. byłam słuchaczką seminarium profesora Aleksandra
Jackiewicza poświęconego antropologii i socjologii filmu. W tym zamkniętym i dość elitarnym
gronie oglądałam najważniejsze współczesne filmy kinematografii polskiej, europejskiej i świa
towej (na pokazach studyjnych lub ograniczonych dla publiczności festiwalach, np. dorocznym
krakowskim przeglądzie filmów krótkometrażowych i połączonych z nim projekcjach filmów
pełnometrażowych). Nie tylko każdy z tych filmów, ale i poszczególne sekwencje były dysku
towane z różnych punktów widzenia, osadzane w rzeczywistości. Rozmawialiśmy i o cenzurze,
i o polskich twórcach i aktorach, ale także o tym, jakie są tendencje w kinematografii europej
skiej (w zakresie tematów, sposobów ich przedstawiania, środków technicznych, aktorskich form
wyrazu etc.), a przede wszystkim o tym, w jakim stopniu polscy twórcy filmowi nawiązują
w swoich dziełach do aktualnych w kinematografiach zachodnich problemów, a na ile są obser
watorami polskiej rzeczywistości. W książce Grzegorza Pełczyńskiego bardzo brakowało mi
właśnie tego punktu odniesienia. W ogóle nie rozumiałam, jak to, o czym pisze ma się do szeroko
znanej w świecie polskiej szkoły filmowej, jej osiągnięć i rangi. Autor pisał o okresach, gdy kino
polskie bacznie obserwowało rzeczywistość, było najczulszym sejsmografem nastrojów społecz
nych, kiedy polscy twórcy potrafili wykorzystywać każdą chwilę odwilży, by ponad głowami
cenzorów rozmawiać z publicznością. W latach 60. polska szkoła filmowa rozliczała się z prze
szłością i narodowymi mitami, pod koniec lat 70. kino moralnego niepokoju odnotowywało
narastającą frustrację, która doprowadziła do sierpniowego wybuchu. Tego jednak w książce nie
ma. Miałam natomiast wrażenie, że film - pod dyktat partyjnych elit rządzących - przekazywał
różne, przypadkowe, oderwane od rzeczywistości, elementy kultury i egzystencji ludu, dobrane,
pokazane i zagrane ściśle według wymogów cenzury, bez jakiegokolwiek pomysłu czy udziału
twórców oraz realizatorów, i to budziło mój największy sprzeciw w trakcie lektury.
5
Niezależnie od tych uwag krytycznych, uważam książkę Grzegorza Pełczyńskiego za ważną
w antropologii polskiej, otwierającą nowe pole badawcze tej dyscypliny. W fakcie, że autor nie
zrealizował w pełni swojego ambitnego celu, że był dla mnie i z pewnością będzie dla wielu
Czytelników często kontrowersyjny, tak w warstwie metodycznej, jak i metodologicznej, zarówno
w tym, co pisze, jak też, jak pisze, upatruję szansę na nowe spojrzenie i postrzeganie procesów
zachodzących w obrębie i wokół kultury wiejskiej, jej badaczy i sposobów pokazywania.
Zachęcam autora do kontynuacji badań nad folkloryzmem w filmie polskim, bez cenzury,
do analizy ludowości w ostatnich dziełach, Andrzeja Wajdy, laureata Oscara, w serialu telewi
zyjnym Plebania i w Cudownym miejscu, Jana Jakuba Kolskiego. Może twórcza poznawczo
okazałaby się, przedstawiona w szerszym kontekście antropologiczno-społecznym, kon
frontacja widzenia chłopów i ich kultury z dwóch okresów kinematografii polskiej: PRL-u
i Niepodległej Polski?
5
Świadczą o tym m.in. uwagi o tendencyjności filmowych przekazów tyczących wiejskich
praktyk magicznych i zabobonów (s. 65 i 66). Dodam, że sama byłam świadkiem ich wykonywa
nia we wsiach podwarszawskich jeszcze w latach 90.
230
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
LITERATURA
Pełczyński G. 1988, Ekran ludowy, Nurt, nr 11, s. 33-34.
- 1988a, Uwagi o związkach folkloru z filmem, Obiektyw, nr 2, s. 4-6.
- 1995, Najmniejsza mniejszość. Rzecz o Karaimach Polskich, Warszawa 1995, Towarzy
stwo Karpackie.
- 1997, Kultura ludowa w filmie polskim, Twórczość Ludowa, nr 3, s. 12-14.
- 1997a, Ormianie polscy w wieku XX. Problem odrębności etnicznej, Warszawa 1997,
Koło Zainteresowań Ormian przy Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego.
- 1998, Kultura ludowa w filmie polskim lat siedemdziesiątych, Etnografia Polska, t. X L I I ,
z. 1-2, s. 173-186.
- 2000, Las w filmach Witolda Leszczyńskiego, [w:] Las w kulturze polskiej, W. Łysiak
(red.), Poznań, Wydawnictwo „Eko", s. 411-415.
- 2000a, Wizerunki kultury ludowej w filmie polskim, [w:] Z problematyki przemian kultury
polskiej w XXwieku, D. Skotarczak (red.), Instytut Historii U A M , s. 187-235.
ANDRZEJ W O Ź N I A K
O RELIGII KATARÓW I OKCYTAŃSKIEJ CYWILIZACJI
Pierwszą dłuższą podróż po kraju katarów i trubadurów zawdzięczają polscy czytelnicy
Zbigniewowi Herbertowi, który przed trzydziestoma laty do zbioru szkiców poświęconych sztu
ce - ponadczasowej wartości dzieła, jego technicznej strukturze oraz związkom z historią - włą
czył dwa szkice historyczne o tematyce wykraczającej poza ten krąg zagadnień: o templariuszach
i o albigensach . Autor świadomie zrezygnował „ze wszystkich uroków erudycji: bibliografii,
przypisów, indeksów", co nie oznacza, że zaniechał rozległych studiów nad przedstawionymi
w tomie zagadnieniami. We Wstępie napisał, że jego książka jest sprawozdaniem z podróży:
„Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga - poprzez książki dotyczące
widzianych miejsc" (Herbert 1991, s. 7). Mamy zatem podstawy przypuszczać, że zarówno przed
stawiony w szkicu O albigensach, inkwizytorach i trubadurach (Herbert 1991, s. 114-116)
- zwięzły zarys doktryny katarów i dziejów ich Kościoła w Langwedocji, jak i obraz średniowiecz
nej cywilizacji okcytańskiej jest zgodny z ówczesnym stanem wiedzy historycznej i niewątpliwie
bogatszy oraz bardziej kompetentny, niż to, co można było na ten temat przeczytać w niektórych
syntetycznych opracowaniach z zakresu historii religii z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych .
Podróże Zbigniewa Herberta po południowej Francji, a prawdopodobnie i początki jego
zainteresowań albigensami i średniowieczną cywilizacją okcytańską, przypadły na wczesne
lata sześćdziesiąte - okres, kiedy to „zbudził się nagle", drzemiący od dziesięcioleci, ruch odro
dzenia Okcytanii.
Cóż to jest Okcytania? Działacze okcytańscy odpowiadają precyzyjnie, że jest to „cały obszar
na południe od linii przebiegającej nieco na północ od Bordeaux, Limoges, Clermont-Ferrand
i Valence ku Briancon, a więc trzecia część departamentów Francji, rozciągniętych od Alp
1
2
1
Pierwsza edycja Barbarzyńcy w ogrodzie Zbigniewa Herberta ukazała się nakładem Czy
telnika w 1962 r. W latach późniejszych książka była wznawiana wielokrotnie przez różne wy
dawnictwa w kraju i za granicą, m.in. przez wydawnictwo Test (Lublin 1991). Do tego właśnie
wydania będę się odwoływał. Z. Herbert terminami albigensi i katarzy posługuje się wymiennie.
Tak np. w Zarysie dziejów religii pod red. Z. Poniatowskiego (Warszawa 1964) katarów
utożsamiano z waldensami, co jest oczywistym nonsensem. W nieporównanie bardziej kom
petentnym, wydanym przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Katolicyzmie
średniowiecznym,
pod red. J. Kellera (Warszawa 1979), katarom poświęcono zaledwie parę stron (s. 29-31, 33-34).
2
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
231
i granicy włoskiej po Atlantyk" (Stefanowicz 1977, s. 60). Nie geografia jest jednak najważniej
sza, lecz historia, która podzieliła Francję, zanim jeszcze stała się państwem narodowym i scen
tralizowanym, na dwie części. Linię podziału wyznaczył język. Z podstawowej odmienności
językowej Okcytania, jak i jej historyczny trzon - Langwedocja, biorą swe nazwy: langue d'oc,
język ос, „a więc język ludu, który w ten sposób wymawiał «tak», podczas gdy wymowa pół
nocna brzmiała oil, przekształcone następnie w oui współczesnego języka francuskiego. [...] Te
dwa pnie językowe przechodziły zupełnie odmienne koleje. Francja średniowieczna [...] była
państwem feudalnym, dzielnicowym, a więc i rozbitym na dialekty. Władza królewska w praktyce
ograniczała się do Ile de France - obszaru, który otaczał Paryż na północ od Loary i stopniowo
scalała tereny położone powyżej tej linii granicznej. Równocześnie dokonywało się ujednolicenie
mowy, która w późnym średniowieczu stworzy podwaliny ogólnego języka literackiego. Połu
dniem nie zajmowano się wcale - między 955 i 1134 rokiem, a więc przez blisko dwa stulecia,
królowie Francji nie wydali żadnego aktu państwowego, który by dotyczył tego regionu. [...]
Faktyczna nieobecność władzy centralnej bądź jej interwencja w postaci wojennego podboju
sprzyjały utrwaleniu się podziałów dzielnicowych, zaś brak warstwy wykształconej, zdziesiątkowa
nej przez krucjaty i inkwizycję, utrudniał stworzenie wspólnego języka pisanego" (Stefanowicz
1977, s. 61). Różnice regionalne pogłębiały silne wpływy języka katalońskiego w zachodniej
części Okcytanii. Nie występowały one zupełnie np. w Prowansji .
3
Średniowieczni poeci okcytańscy posługiwali się lokalnymi dialektami lub ich syntezą na
wzór greckiej koine, będącej pierwociną wspólnego języka Południa. Nie rozwinęła się ona
w powszechny język mówiony, pozostając kategorią czysto literacką. Po podboju Południa przez
Francuzów, język oc znikał z biegiem czasu z życia publicznego, wypierany przez oficjalny
język francuski. W Langwedocji miejscowy dialekt przetrwał jako język urzędowy do roku 1535,
kiedy król Franciszek I zakazał używania go w dokumentach. Dopiero po upływie paru stuleci
przywróceniem do życia języka oc zajął się Frederic Mistral (1830-1914), poeta i pisarz, laureat
nagrody Nobla z 1904 roku, który całe swoje życie i twórczość poświęcił szerzeniu kultury prowansalskiej. Stworzył słownik francusko-prowansalski i w tym języku pisał.
Od połowy X I X wieku rozwinął się też szeroki ruch zwany fćlibrigue, zrzeszający poetów,
powieściopisarzy i historyków kultury prowansalskiej. W środowisku tym prowadzono m.in. prace
nad stworzeniem wspólnych dla różnych dialektów reguł gramatycznych. Mimo wysiłków, mają
cych na celu ujednolicenie języka oc, dialekty pozostały nadal żywe (Stefanowicz 1977, s. 62).
Choć w latach późniejszych nie brakowało wydarzeń istotnych dla rozwoju kultury Południa,
takich choćby jak powstanie w roku 1923 zasłużonego dla literatury i myśli okcytańskiej kwar
talnika Oc czy zajmującego się problematyką etnologii Południa czasopisma Folklore oraz powo
łanie Towarzystwa Studiów Okcytańskich i Instytutu Badań Prowansalskich (1946), którego
współzałożycielem był znany badacz kataryzmu René Nelli, dopiero początek lat sześćdziesią
tych przyniósł w tej dziedzinie ożywienie na miarę dokonań drugiej połowy X I X wieku.
W kraju, w którym w latach siedemdziesiątych dwa miliony ludzi stale mówiło dialektami,
określanymi wspólnie jako język okcytański, a sześć milionów dobrze je rozumiało, działało
kilka partii politycznych o różnych programach - od lewicowych, poprzez umiarkowane, do skraj
nie prawicowych. Jedne z nich głosiły jedynie hasła autonomii kulturalnej i językowej, inne
żądały szerokiej autonomii społeczno-ekonomicznej, nie stroniąc od marksistowskiej frazeologii.
Skrajna Parti National d'Occitanie stawiała sobie za cel całkowite oderwanie Południa od Fran
cji. Na murach okcytańskich miast pojawiały się napisy w rodzaju „A crevar Francia" („Niech
zdechnie Francja"; Stefanowicz 1977, s. 63-64), a sugestywne plakaty nawoływały do używania
języka okcytańskiego .
4
3
W numerze 2(118) Literatury na Świecie z 1981 г., na s. 72 znajdujemy mapkę współczes
nego zasięgu języka oc, który dzieli się na dialekty: północnookcytański i południowookcytański, tj. gaskoński, langwedocki i prowansalski.
„Óme d'Oc as dreit a la paraula. Parla!" („Okcytańczyku, masz prawo mówić. Mów!").
Literatura na Świecie, nr 2 (118): 1981, s. 204-205.
4
232
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
W roku 1975, w wydawnictwie Gallimard, ukazało się pierwsze wydanie książki Emmanuela
Le Roy Ladurie, Montaillou village occitean de 1294 á 1324. Autor był już wówczas uczonym
0 dużym dorobku naukowym, uczniem Marka Blocha, a do podstawowego obszaru jego zaintere
sowań należała historia społeczna południowej Francji. Był współautorem wydanej w 1964 r.
Historii Langwedocji i autorem opublikowanej w dwa lata później rozprawy doktorskiej Les
pay sans de Languedoc. Książka o podpirenejskiej wsi Montaillou rychło stała się sensacją lite
racką i naukową oraz największym sukcesem finansowym wydawnictwa Gallimard. Zastana
wiając się nad źródłami tego rzadkiego w świecie publikacji naukowych wydarzenia, Jakub
Borawski, tłumacz drukowanych w 1981 r. w Literaturze na Świecie fragmentów książki, pisał:
„Montaillou [...] to zjednej strony kontynuacja badań nad społeczeństwem wiejskim Langwedo
cji, ale także odpowiedź na renesans zainteresowań dziejami katarów. Zainteresowań płynących,
jak sądzę, z dwóch źródeł: w naszych czasach - czasach odradzających się nacjonalizmów
- historia średniowiecznej Langwedocji i Prowansji, krain wytwornej kultury dworów feudal
nych i bogatych miasta, krain rycerzy i trubadurów, pasterzy i katarów, znajduje życzliwych
czytelników. Upadek kultury i języka d'oc - podbitej i zniszczonej w X I I i X I I I wieku przez
posępnych i bezlitosnych rycerzy z północy mówiących językiem d'oil, budzi dziś żywe za
interesowanie. Zarazem w naukach historycznych obserwujemy istotny rozwój badań nad
problemem religijności ludowej, mentalności religijnej elit i mas" (Borawski 1981, s. 11).
Szerokie zainteresowanie religią i dziejami katarów we Francji lat sześćdziesiątych - siedem
dziesiątych tworzyło atmosferę przychylną rozwojowi badań naukowych nad tymi zagadnieniami.
Z inspiracji znanego antropozofa Deodata Roché (1876-1977), zwanego le pape cathare, powstało
Societě d'Etudes Cathares i czasopismo Cahiers d'Etudes Cathares (Prokopiuk 1987, s. 7). Obec
nie wiodącym ośrodkiem badań nad kataryzmem jest Centre National d'Etudes Cathares w Carcas
sonne. Zebrano tam rękopisy i dokumenty archiwalne, rozsiane po bibliotekach Francji i Europy,
tworząc bibliotekę liczącą ponad cztery tysiące tytułów, w większości opracowanych w postaci
mikrofilmów (Niel 2002, s. 8). Obszerną już literaturę dotyczącą katarów i ruchów pokrewnych
wciąż wzbogacają nowe opracowania i wydawnictwa źródłowe. Autorami i wydawcami większości
z nich są - co oczywiste, zważywszy na związki kataryzmu z południem Francji - uczeni francuscy.
Religia i dzieje katarów cieszą się od dawna znacznym zainteresowaniem również w Polsce .
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych do spopularyzowania tej tematyki przyczyniła
się niewątpliwie kilkakrotnie wznawiana książka Zbigniewa Herberta Barbarzyńca w ogrodzie.
W okresie późniejszym o gnostycyzmie, manicheizmie i katarach pisał w Literaturze na Świecie
1 w innych czasopismach Jerzy Prokopiuk.
W roku 1979 Państwowy Instytut Wydawniczy wydał przekład książki jednego z najwybit
niejszych znawców kataryzmu René Nelli, Życie codzienne katarów w Langwedocji w XIII w.
Praca, co sam autor podkreśla, różni się nieco od innych z serii „życie codzienne". Jest „z pozoru
znacznie mniej jednolita". Długość okresu, któremu jest poświęcona (1190-1350) zmusza
5
6
5
Podstawowe wiadomości o katarach, przedstawione w sposób kompetentny, w miarę obiek
tywny i opatrzone dość obfitą literaturą zawiera obszerne hasło Katarowie w t. X X X V Wielkiej
Powszechnej Encyklopedii Ilustrowanej, Warszawa 1904, s. 97-99. Hasło to, sygnowane S. PT.,
wyróżnia się pozytywnie bogactwem zawartych w nim wiadomości i obiektywizmem na tle
podobnych haseł w wielu encyklopediach nawet z okresu późniejszego.
Istotną rolę w upowszechnianiu wiedzy o katarach i kulturze okcytańskiej odegrało w la
tach osiemdziesiątych czasopismo Literatura na Świecie, które zagadnieniom tym poświęciło
wiele miejsca w dwu numerach. W numerze 2 (118) z 1981 r. znalazły się przekłady wierszy
i fragmentów prozy współczesnych poetów i pisarzy okcytańskich oraz obszerny fragment oma
wianej wczesnej książki E. Le Roy Ladurie o Montaillou, jak też artykuły zawierające wiadomości
o części autorów prezentowanych w tym zeszycie. W numerze 12 (197) z roku 1987 opubliko
wano fragmenty prac kilku najbardziej znanych autorów europejskich, zajmujących się gnozą,
manicheizmem i katarami, takich jak F. Niel i S. Runciman, oraz dwa artykuły J. Prokopiuka.
6
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
233
R. Nellego do rozpatrywania życia codziennego katarów w jego rozwoju, bowiem kataryzm
triumfujący dzieli od kataryzmu prześladowanego wyraźna cezura. Ze względu na specyfikę
konfesyjną grupy autor wiele miejsca poświęcił sprawom religii, które wyraźnie zdominowały
tytułową codzienność.
Warto również zwrócić uwagę na kontekst, w jakim autor widzi narodziny kataryzmu, gdyż
nie zawsze jest on tak wyraźnie podkreślany przez innych autorów. R. Nelli pisze: „Kataryzm
mieści się w ogólnym ruchu ewangelicznej odnowy, który ogarnął całe chrześcijaństwo w X I I
i X I I I wieku. Doskonali uważali się za spadkobierców apostołów, wierzyli, że jedynie ich wiara
jest prawdziwa, rzymskokatolicka natomiast jest diabelskim szalbierstwem: chcieli być chrześci
janami" (Nelli 1979, s. 5).
W końcu lat osiemdziesiątych PIW wydał zapowiedzianą kilka lat wcześniej przez Literaturę
na Świecie słynną książkę Emmanuela Le Roy Ladurie, pod nieco zmienionym tytułem Montaillou
wioska heretyków 1294-1324 (Warszawa 1988). Jej podstawą źródłową był rejestr inkwizycyjny
Jakuba Fourier (późniejszego papieża Benedykta X I I ) , zawierający m.in. protokóły z przesłuchań
mieszkańców Montaillou i jej okolic - regionu objętego szczególnie silnym oddziaływaniem kata
ryzmu. Na podstawie tego niezwykłego materiału źródłowego, autor stara się zrekonstruować
życie wsi okcytańskiej z przełomu X I I i X I I I wieku, jej struktury społeczno-gospodarcze, obycza
jowość, psychikę, życie uczuciowe i religijne, architekturę i sztukę ludową, a nawet krajobraz.
Średniowiecznemu manicheizmowi poświęcona jest książka znanego polskiemu czytelni
kowi angielskiego mediewisty i bizantologa, Stevena Runcimana, której przekład ukazał się
w 1996 roku . Autor omawia gnostyckie podłoże manicheizmu, a następnie (w kolejnych rozdzia
łach) ruchy religijne z manicheizmem związane: paulicjan, bogomiłów, patarenów i najobszerniej katarów, w Europie Zachodniej, a przede wszystkim w Langwedocji. W ostatnim rozdziale
Runciman zajmuje się tradycją dualistyczną w średniowiecznym manicheizmie. Pracę zamyka
obszerna bibliografia i wykaz źródeł (Runciman 1996, s. 182-196).
Jean Duvernoy, badacz kataryzmu starszego pokolenia, znany był dotychczas przede wszyst
kim jako wydawca źródeł związanych z tą tematyką. Jego książka Religia katarów (Kraków 2000)
to najobszerniejsza z prac na temat kataryzmu, jakie ukazały się w języku polskim, swojego
rodzaju kompendium wiedzy o religii katarów. Praca oparta jest na niezwykle bogatych materiałach
źródłowych z różnych krajów Europy z Langwedocja na czele. Omawia je autor w poszczególnych
rozdziałach książki, która składa się z trzech części, podzielonych na rozdziały i opatrzonych
aneksami. Część pierwsza zawiera omówienie źródeł do dogmatyki w krajach występowania ka
taryzmu, źródeł wiary (Stary i Nowy Testament, apokryfy, mity, literatura polemiczna), kwestii
dualizmu, kosmologii, „upadku" w różnych „szkołach" kataryzmu, objawienia i eschatologii,
schizmy w kataryzmie. Część druga poświęcona jest Kościołowi i liturgii katarów i omawiane
w niej są m.in. następujące zagadnienia: chrzest, tzw. reguła sprawiedliwości i prawdy, obrządek
i nauczanie. Kolejne rozdziały dotyczą prześladowania katarów, Kościoła (krytyka Kościoła
katolickiego i Kościół katarski), socjologii kataryzmu, relacji - kataryzm a kultura. W części
trzeciej, Pochodzenie i zbieżności, autor omawia imiona kataryzmu (własne i nadawane przez
przeciwników) oraz jego pokrewieństwa historyczne i typologiczne.
7
8
Książka Jeana Duvernoy jest pracą ukazującą w sposób niezmiernie szczegółowy szeroki
wachlarz problemów związanych z religią katarów. Jest ona raczej przewodnikiem po źródłach do
omawianych zagadnień, niż lekturą dla przeciętnego czytelnika o wykształceniu humanistycznym.
Różni się pod tym względem zdecydowanie od wszystkich wcześniej wydanych w języku polskim
prac na temat kataryzmu. Wydaje się więc, że w Polsce, gdzie szczegółowe studia nad religią
katarów są czymś wyjątkowym, książka ta będzie miała dosyć ograniczony krąg czytelników.
7
Protokóły z tych przesłuchań wydał w trzytomowym wydawnictwie źródłowym Jean
Duvernoy (Touluse 1965). Stały się one również podstawą jego własnej pracy o trybunale inkwi
zycji z Pomiers (Le Roy Ladurie 1965, s. 445).
Książka S. Runcimana, Średniowieczny manicheizm, sygnalizowana była w nr 12(117) Lite
ratury na Świecie.
8
234
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Sukcesem wydawniczym, choć oczywiście nie na miarę paryskiej edycji Montaillou, okazał
się opublikowany przez oficynę wydawniczą Volumen polski przekład niewielkiej książeczki
Fernanda Niela Albigensi i katarzy (Warszawa 1995), której francuskie wydanie ukazało się po
raz pierwszy w popularnej serii Que sais-je? w 1955 roku. F. Niel w sposób zwięzły i bardzo
przejrzysty, świadomie unikając wszelkich teologicznych zawiłości i filozoficznej terminologii,
omawia w niej korzenie kataryzmu, wiele miejsca poświęcając jego związkom z manicheizmem,
przedstawia krótko zarys doktryny i dzieje katarów. Pierwsze wydanie książki szybko zniknęło
z księgarń i w tym roku wydano j ą ponownie (Gdańsk-Warszawa 2002).
„«Zwornikiem kataryzmu», a także poprzedzających tę herezję doktryn zoroastryzmu, mani
cheizmu czy bogomilizmu - napisał we wprowadzeniu do omawianej pracy F. Niel - był problem
zła" (Niel 2002, s. 10). Omawiając korzenie kataryzmu (rozdział pierwszy), pod tym właśnie ką
tem analizuje autor naukę Zoroastra, w której fundamentalnym pojęciem był konflikt dwu zasad:
Dobra reprezentowanego przez Ormuzda (Ahura Mazda) i Zła wcielanego przez Arymana (Angra
Mainyu), a następnie krótko wspomina o pokrewnym jej zerwanizmie. Osobny, drugi rozdział, po
święca Niel manicheizmowi, wychodząc od jego związków z gnostycyzmem, w którym tak istotną
kwestią był problem Dobra i Zła, a zasadnicza doktryna polegała na „odebraniu Bogu odpowie
dzialności za stworzenie świata materialnego, głównej przyczyny zła" (Niel 2002, s. 23). Maniche
izm jest jednym z najlepiej znanych systemów dualistycznych, jakie pojawiły się po narodzeniu
chrześcijaństwa. Dobrze znana jest zarówno postać Manesa (Maniego), łącznie z dokładnymi
datami urodzenia i śmierci, jak i jego nauka. Zasięg manicheizmu był bardzo szeroki. Od połowy
I I I wieku, a więc jeszcze za życia Manesa, występował w Palestynie, Egipcie i w Rzymie.
W następnym stuleciu objął Afrykę północną (gdzie jego wyznawcą był przez pewien czas
św. Augustyn), a następnie Azję Mniejszą, Ilirię, dotarł do Galii i Hiszpanii. Od początku niemal
wyznawcy manicheizmu i wywodzących się od niego doktryn byli prześladowani. Kwestii
dziedzictwa manicheizmu w średniowiecznej Europie i Azji Zachodniej poświęcił autor rozdział
trzeci, w którym zajmuje się paulicjanami w Armenii, bogomiłami na Bałkanach i w Europie
Zachodniej, by następnie przejść do katarów. W poświęconym im rozdziale czwartym porusza
kwestię bezpośrednich związków między ich doktryną a starożytnym manicheizmem, zwięźle
omawia rozprzestrzenianie się kataryzmu w Europie Zachodniej w X I i X I I wieku, a następnie pisze
o dwu nurtach czy też „szkołach" katarskich reprezentujących jedna - skrajny, druga - umiarko
wany dualizm i w sposób bardzo syntetyczny i przejrzysty przedstawia doktrynę katarów.
Jej podstawą - pisze F. Niel - jest zawsze problem zła: „«Na początku istniały dwie zasady,
Dobra i Zła, a w nich istniały odwiecznie Światło i Ciemność. Od zasady Dobra pochodzi wszyst
ko, co jest Światłem i Duchem; od zasady Zła pochodzi wszystko, co jest Materią i Ciemnością...».
Ten początek wyznania wiary katarów florentyńskich stanowi streszczenie całego kataryzmu".
Katarzy nie przypisują zmysłowemu światu żadnego rzeczywistego istnienia. „Jest on negacją,
stworzoną bez Boga nicością. Prawdziwe stworzenie było tylko w Bogu i tylko duch wyraża
rzeczywistość. Rozbieżności między różnymi katarskimi szkołami dotyczyły stworzenia postrze
ganego zmysłami świata, lecz ostatecznie wszystkie odłamy godziły się, że należy je przypisać
Demonowi. W efekcie przyczyna tkwi w świecie, który może być tylko dziełem Szatana. Trzeba
zaznaczyć, że skrajni dualiści byli w tym bliscy manichejczykom, gdyż dopuszczali istnienie od
początku dwóch niezależnych zasad. Zgadzali się również z mitem mówiącym o napaści złych sił
na królestwo dobrego Boga. Szatan i jego aniołowie wzbili się na podbój nieba. Święty Michał
próbował odeprzeć napaść, lecz został pokonany. W ten sposób w katarskich mitach odnaleźć
można nawiązanie do porażki Pierwszego Człowieka. Przejście przez ziemię, życie, stanowi próbę.
Odnajdujemy tu pojęcie ziemskiego piekła pitagorejczyków i manichejczyków. Jak ci ostatni,
katarzy mieli więc głęboko pesymistyczną wizję postrzegalnego zmysłami świata. Co do świata
niebiańskiego, ich doktryna miała charakter znacznie bardziej skomplikowany, gdyż w głębi był
to dla nich jedyny świat rzeczywisty, ten, za którym tęsknili. Jest to świat, który Szatan chciał
kiedyś podbić. Zaludniają go byty hipostatyczne, stworzone i stanowiące powiązanie między
oboma światami. Posiadają one trzy natury, obecne również w człowieku: ciało, duszę i ducha.
Podczas gdy ciało człowieka jest materią, ciało hipostatycznych emanacji byłoby «ciałem chwa-
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
235
lebnym», podobnie jak ciało Jezusa Chrystusa. Dusza stanowi część «stworzona», a duch pozo
staje cząstką Bożą" ( Niel 2002, s. 53-54).
Katarzy byli przedstawicielami koncepcji trzech natur: ciała jako siedziby duszy i duszy,
w której przebywa duch. Podobnie jak Zoroaster i Manes mieli apokaliptyczną wizję końca świata,
w czasie którego wody pokryją całą ziemię, a po zniknięciu Słońca, Księżyca i gwiazd zapanują
całkowite ciemności. „«Ogień strawi wody, a wody zgaszą ogień». Będzie to piekło, w którym
zatopią się demony, a także ludzie, którzy nie zdołali się oczyścić przez kolejne reinkarnacje. W ten
sposób na końcu czasów dzieło Szatana zostanie ostatecznie unicestwione" (Niel 2002, s. 55).
Katarzy, podobnie jak inne szkoły dualistyczne, całkowicie odrzucali Kościół rzymski i jego
hierarchię. Nie uznawali sakramentów, krzyża, liturgii, świątyń, odrzucali też Stary Testament.
Jezus był jednym z bytów hipostatycznych, stworzonych przez Boga, a jego wcielenie tylko po
zorne. Doktryna katarów pociągała za sobą możliwie najpełniejsze oderwanie się od świata
i dążenie do skrajnego ascetyzmu. Dotyczyło to jednak nie tyle szerokiej rzeszy Wierzących, co
elity, tzw. Doskonałych. Określenie to nie wydaje się przesadne w stosunku do ludzi, którzy nawet
w obliczu stosu zachowywali wierność swojej doktrynie. Wiara w kolejne wcielenia poprzez rein
karnację zabraniała im zabijać zwierzęta. Doskonali byli zupełnymi wegetarianami: nie jedli mięsa,
jajek ani żadnego pokarmu pochodzenia zwierzęcego. Mogli natomiast jeść ryby i pić wino w umiar
kowanej ilości. Powstrzymywali się od wszelkich stosunków płciowych (Niel 2002, s. 55).
Katarom, którzy mieli tak pesymistyczną wizję świata zmysłowego, przeciwnicy przypi
sywali stosowanie praktyk samobójczych. Zdaniem Niela, większość przypadków interpreto
wanych jako samobójcze była raczej przejawem odwagi w obliczu śmierci, nawet na stosie,
którą katarzy wybierali, by nie przekroczyć zakazów doktryny. Tzw. endura, głodówka pro
wadząca do śmierci, pojawiła się w niektórych rejonach Langwedocji w schyłkowym okresie
kataryzmu, w X I V wieku, i traktowana jest przez autora jako rodzaj nieznanego wcześniej
wynaturzenia, czy też przejaw herezji w religii pozbawionej już hierarchii i struktur kościel
nych (Niel 2002, s. 56-57).
Ostatni, najobszerniejszy paragraf rozdziału czwartego, poświęcił autor rytuałowi katarów,
który, podobnie jak w innych religiach dualistycznych, był niesłychanie prosty. Zawierał mo
dlitwy, śpiewy, długie posty, a zwłaszcza kazania. Kult prawdopodobnie mógł być sprawowany
wszędzie i bodaj tylko w zamku Montsćgur, najważniejszym ośrodku oporu i świętym miejscu
kataryzmu, istniało specjalne miejsce do głoszenia kazań. Katarzy modlili się i głosili kazania
w zamkach i domach wiernych, w lasach i jaskiniach. Odrzucali wszystkie sakramenty Kościoła,
a więc także sakrament małżeństwa, co ich przeciwnikom posłużyło za argument, że są wrogami
rodziny. Zawierane między Wierzącymi „cywilne" umowy małżeńskie traktowane były przez
Kościół katolicki jako konkubinat. Katarzy praktykowali również rodzaj spowiedzi powszechnej
zwanej apparellamentum .
Najważniejszym obrządkiem katarów, charakteryzującym się ogromną prostotą, było tzw. consolamentum. Praktykowano je w dwu okolicznościach: consolamentum otrzymywał wierny, który
chciał przejść do kategorii Doskonałych, ci zaś mogli w obliczu śmierci udzielać consolamentum
Wierzącym na ich prośbę. W jednym i drugim przypadku obrzęd był taki sam, nieco tylko uprosz
czony, gdy udzielano go umierającym. Najpierw pytano kandydata czy chce się oddać Bogu i Ewan
gelii. Po odpowiedzi twierdzącej proszono go o złożenie przyrzeczenia, że nigdy już nie będzie jadł
mięsa, jajek i sera ani żadnego innego pokarmu z wyjątkiem potraw roślinnych przygotowanych na
oleju i ryb. Miał również przyrzec, że nie będzie kłamał, przeklinał i oddawał się przyjemnościom
cielesnym i nie wyrzeknie się wiary nawet w obliczu śmierci od ognia, wody czy jakiejkolwiek
innej. Po złożeniu tych przyrzeczeń odmawiał Pater Noster „na sposób heretycki", a Doskonali
kładli mu na głowę ręce i Księgę , po czym udzielali mu pocałunku pokoju i przyklękali przed nim.
Pozostali uczestnicy ceremonii również kolejno przyklękali przed kandydatem i na tym obrządek
9
10
9
W jednym z nielicznych źródeł katarskich, tzw. Rytuale Lyońskim, obrządek ten nosi na
zwę servisi (posługa, służba). Rytuał służby obszernie opisuje Duvernoy (2000, s. 225-230).
Nowy Testament.
1 0
236
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
się kończył. Zasadniczym elementem tego swoistego sakramentu było „nałożenie rąk", równoznacz
ne z przekazaniem Ducha Świętego. Sam obrzęd consolamentum nie zawierał żadnych pouczeń
o podstawowych dogmatach kataryzmu. Zobowiązywał do pewnego stylu życia ziemskiego, ale nie
zakreślał ram postępowania w życiu duchowym. Konieczne nauki miały miejsce wcześniej, ale
źródła niewiele mówią na ten temat (Niel 2002, s. 58-59).
Niel wspomina o jeszcze jednym katarskim rytuale, sprawowanym w szczególnych okolicz
nościach, a mianowicie podczas oblężenia Montségur w 1244 r. Była to tak zwana convinenza.
„Zbrojnym, mającym uczestniczyć w starciu, groziły śmiertelne rany pozbawiające ich możli
wości mówienia. W chwili, gdy wyruszali do walki, «umawiali się» więc z Doskonałymi, że
consolamentum zostanie im udzielone mimo braku z ich strony przewidzianych tradycją od
powiedzi. Oczywiście, nie mogli go otrzymać zawczasu, ponieważ szli zabijać bliźnich". Autor
traktuje convinenze jako „poważny wyłom" w sztywnej doktrynie katarów, podkreślając jednak
rolę Monségur jako miejsca, któremu przypisywano wyjątkowe znaczenie (Niel 2002, s. 59-60).
W czasach, kiedy kataryzm nie był jeszcze religią prześladowaną, Doskonali, w odróżnieniu
od Wierzących, ubierali się na czarno, w wełniany płaszcz z kapturem, związany w pasie.
W okresie prześladowań nosili się jak wszyscy, mając tylko pod ubraniem symboliczny sznur.
Mawiano o nich „przyodziani w doskonałość". Na czele katarskiej wspólnoty o zmieniającym się
terytorium stał diakon, a na czele zjednoczenia wspólnot, stanowiącego większą jednostkę
terytorialna - biskup. Towarzyszyli mu dwaj „koadiutorzy", którzy wspomagali go w pełnieniu
obowiązków: brat (syn) starszy i młodszy. Po śmierci biskupa brat (syn) starszy obejmował po
nim sukcesję (Niel 2002, s. 60).
Rozdział piąty - Albigensi rozpoczyna autor od wyjaśnienia paru terminów, przy pomocy
których w średniowieczu najczęściej określano katarów (nazwa rozpowszechniona w Niemczech).
Określenie albigensi, pochodzące od miasta Albi, w którym zresztą katarzy nie byli szczególnie
liczni, rozpowszechnione zostało w X I I I w. przez kronikarzy krucjaty „przeciw albigensom". Sami
katarzy mówili o sobie „chrześcijanie". Gdy mieli na myśli swoich Doskonałych, nazywali ich
Dobrymi Ludźmi. Określenie to, „stanowiące szczególnie wymowny hołd ludności langwedockiej
w stosunku do albigenskich diakonów", zachowało się w aktach inkwizycji (Niel 2002, s. 63-64).
Znacznie więcej miejsca poświęcił autor kwestii nadal stanowiącej przedmiot sporów między
uczonymi, a mianowicie przyczynom rozwoju kataryzmu w Langwedocji. Po przedstawieniu
najbardziej rozpowszechnionych poglądów na tę sprawę, dochodzi do wniosku, że „wyjaśnienia
sukcesu należałoby szukać w samym kataryzmie" i w misyjnej gorliwości „albigenskich dia
konów" - Dobrych Ludzi, którzy swoim pełnym wyrzeczeń i zaangażowania życiem dawali
najlepsze świadectwo prawdom, które głosili (Niel 2002, s. 64-68).
Langwedocja" - kraj, w którym kataryzm był tak głęboko zakorzeniony, miała w średnio
wieczu szczególny charakter. Z praktycznego punktu widzenia, dominowała w niej władza wpły
wowego rodu hrabiów Tuluzy, których ziemie rozciągały się „od Guyenne po Sabaudię i od
Quercy po Pireneje. Było to bogate i silne państwo, jedno z najsilniejszych państw ówczesnej
zachodniej Europy". Hrabiom Tuluzy podporządkowani byli liczni wasale, pośród których do
najbardziej wpływowych należeli wicehrabiowie „Carcasonne, Béziers, Albi i Razes" z rodu
Trencavel. Zależność tych senioru od hrabiów Tuluzy była przeważnie bardzo luźna, oparta
przede wszystkim na dobrej woli. Wielkim feudałom podlegali z kolei ich właśni wasale, posia
dający trudne do zdobycia zamki i praktycznie niezależni. Jeszcze większą niezależnością cie
szyły się miasta Południa, gęsto zaludnione i bogate. Wybierani konsulowie czy kapitulowie,
rządzili w nich w sposób demokratyczny i swą wolę często narzucali feudałom. Być może, tu
właśnie leży przyczyna ich pozornie niekonsekwentnego postępowania w czasie krucjaty. Mimo
że na Południu istniały klasy społeczne, nie było między nimi trwałych barier i służący miał
możność stania się mieszczaninem, a syn kupca - rycerzem. Działalność handlowa miast,
a zwłaszcza intensywne kontakty z miastami włoskimi, przyczyniły się zapewne do ekspansji
rozpowszechnionych tam wcześniej prądów dualistycznych.
Nazwy Langwedocja i Okcytania są synonimami i oznaczają „kraj oc", „kraj języka oc".
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
237
Jednakże najbardziej uderzającą stroną cywilizacji okcytańskiej - pisze F. Niel - „pozostaje
niesłychany, zdumiewający w swym zasięgu, literacki ruch trubadurów. Można naliczyć prawie
pięciuset znanych trubadurów, a wśród nich książęta i diukowie, prości rycerze, duchowni i syno
wie mieszczan. Główny temat tej literatury daje się streścić w jednym słowie, nabierającym
w tamtych czasach wymiaru powszechnego wezwania. Jest to słowo paratge, oznaczające honor,
prawość, równość, zrzeczenie się praw silniejszego, szacunek dla osoby ludzkiej w samym sobie
i w innych. Paratge odnosi się do wszystkich dziedzin życia politycznego, religijnego, uczu
ciowego. Nie dotyczy tylko jednego narodu czy jednej klasy społecznej, lecz wszystkich ludzi,
niezależnie od ich sytuacji czy poglądów. Nie chodzi więc o twórczość czysto lokalną,
0 wypowiedź ludu mówiącego tym samym językiem, lecz o literaturę w najściślejszym tego
słowa znaczeniu humanistyczną" (Niel 2002, s. 68-70).
Największy rozkwit okcytańskiej poezji i okcytańskiej cywilizacji przypada na okres, „w którym
chwała hrabiów Tuluzy, Rajmunda V i Rajmunda V I osiąga swe apogeum". O dalszych, drama
tycznych losach Landwedocji, „błyszczącej, szczęśliwej, inteligentnej" traktują następne rozdziały
książki F. Niela: o krucjacie przeciwko albigensom, traktacie z Meaux i inkwizycji, o Montségur
1 ostatnich gniazdach oporu prześladowanej religii.
W naszych czasach próby odrodzenia pewnych idei i form życia średniowiecznych katarów
inspirowane były przez środowiska antropozoficzne we Francji i Środkowej Europie. Mają one
jednak niewielki zasięg i skupiają nieliczne grupy wyznawców. Wspominał o nich już w la
tach osiemdziesiątych. Jerzy Prokopiuk, a niedawno przypomniał je hiszpański historyk zajmujący
się działalnością sekt, Cesar Vidal Manzanares (1994, s. 64).
LITERATURA
B o r a w s k i J. 1981,W średniowiecznej Okcytanii, Literatura na Świecie, nr 2 (118), s. 110-117.
D u v e r n o y J. 2000, Religia katarów, Kraków.
H e r b e r t Z. 1991, Barbarzyńca w ogrodzie, Lublin.
K e l l e r J. (red.) 1979, Katolicyzm średniowieczny, Warszawa.
L e R o y L a d u r i e E. 1988, Montaillou, wioska heretyków 1294-1324, Warszawa.
N e l l i R. 1979, Zycie codzienne katarów w Langwedocji w XIII w., Warszawa.
N i e l F. 2002, Albigensi i katarzy, Gdańsk-Warszawa.
P o n i a t o w s k i Z. (red.) 1964, Zarys dziejów religii, Warszawa.
P r o k o p i u k J. 1987, Gnoza, gnostycyzm, manicheizm. Apologia pro domo sua, Literatura na
Świecie, nr 12(197), s. 3-11.
R u n c i m a n S. 1996, Średniowieczny manicheizm, Gdańsk.
S t e f a n o w i c z J. 1977, Bunt mniejszości. Współczesne separatyzmy narodowe, Warszawa.
V i d a l M a n z a n a r e s С. 1994, Prekursorzy Nowej Ery: mały słownik, Warszawa.
Wielka... 1904, Wiełka Powszechna Encyklopedia Ilustrowana, t. XXXV, Warszawa.
JACEK GĄDECKI
„WSZYSCY JESTEŚMY TURYSTAMI?"
Dean MacCanell, Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej,
Warszawa 2002, Muza S.A.
Dwadzieścia sześć lat dzieli pierwsze wydanie książki Deana MacCanella od jej polskiej
edycji. Czas, jaki minął od 1976 г., działa niewątpliwie na korzyść książki. Działa tym bardziej,
jeżeli zestawimy ze sobą treść dziewięciu rozdziałów tekstu i dodany przez autora w 1998 r.
Epilog, w którym zauważa: „Podstawowa zmiana, która zaszła w czasie, jaki minął od pierw
szego wydania «Turysty», polega na tym, że turystyka padła ofiarą inwazji wielkich korporacji
przemysłu rozrywkowego" (MacCanell 2002, s. 295). Tempo zmian, także w turystyce, rodzi
238
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
podstawowe dla książki pytanie o to, jak „być autentycznie" w świecie. Również podejście
badawcze - oparte na kompleksowej etnografii życia codziennego - dostarcza zaskakujących
spostrzeżeń dotyczących całości świata społecznego.
Wydaje się, że zamiast odwoływać się do pracy Thorstena Veblena autor powinien nadać
książce tytuł „Turysta w teatrze życia codziennego". Inspiracje goffmanowskie wpływają nie
tylko na styl i formę pisarstwa, co należy uznać zresztą za niewątpliwy atut Turysty, ale również
na całościowy obraz świata, jaki rysuje MacCanell. Przy pomocy luźnych fragmentów wspomnień
oraz gromadzonych pieczołowicie przez lata przewodników i broszur turystycznych rysuje spójny
wizerunek nowoczesności - ery turysty. Jego spojrzenie na świat bliskie jest wizji Goffmana, który
obszary badań nad jednostką, interakcją i społeczeństwem łączy w jedną całość, pisząc: „Kiedy
jednostka znajdzie się wśród innych, świadomie i nieświadomie projektuje definicję sytuacji, której
istotną składową stanowi jej koncepcja samej siebie. Kiedy podczas interakcji następuje coś, co
w swej wymowie jest nie do pogodzenia z kształtowanym przez nią wrażeniem, znaczące
tego konsekwencje odczuwane sana trzech poziomach rzeczywistości społecznej, z których każda
obejmuje odrębny porządek faktów i inny punkt odniesienia" (Goffman 1981, s. 311). To „uporząd
kowana interakcja" podtrzymuje i kreuje system społeczny i w danym momencie i miejscu.
Dla zrozumienia turysty trzeba jednak jeszcze czegoś bardziej namacalnego: materialnego
komponentu - obiektu zainteresowania, do którego turysta może się odnieść. W tym miejscu
wkraczają kategorie „sceny i kulisów". Turysta działa w sferze publicznej i dąży do nieustannego
zawłaszczania kolejnych sfer życia. Kucharze działający przy stolikach gości, zwiedzanie funk
cjonujących linii produkcyjnych - oto, zdaniem MacCanella, świadectwa przekroczenia kolej
nych granic i podporządkowywania świata turyście. To, co niegdyś ukryte staje się spektaklem
a przestrzeń spektaklu jest „strefą fasadową, czy sceną [wraz ze] stałym symbolicznym wyposaże
niem takiego miejsca [jakim] jest wspomniana już część fasady, nazywana dekoracją" (Goffman
1981, s. 157). Przejście „do kuchni", które stało się udziałem Goffmana na Szetlandach, chce
współcześnie być udziałem każdego zwiedzającego. Obecnie wszystko jest godne zobaczenia.
Interesujące staje się tzw. „zwiedzanie kwalifikowane", odwiedzanie miejsc pracy, któremu dużo
miejsca poświęca autor Turysty (porównaj: pojęcie „pracy na pokaz" u Goffmana; Goffman 1981,
s. 161). Zawłaszczenie sfer wiąże się z poszukiwaniem autentycznych przeżyć (o czym później)
i doprowadza do tego, że publiczne staje się wszystko. Autor konkluduje: „Fakt, że niemal wszyst
ko dzieje się na widoku publicznym - proces, dzięki któremu wszyscy są równi wobec atrakcji
- j e s t niezbędny, by nowoczesny świat społeczny zyskał spójność" (MacCanell 2002, s. 77).
Przyjęcie interakcyjnego modelu rzeczywistości unieważnia, zdaniem autora, relacje klaso
we , ale nie przekreśla istotnej relacji człowiek-produkt: „Karol Marks nie zaczął analizy struk
tury społecznej od jednostki, lecz od zbadania stosunków łączących człowieka i jego wytwory"
(MacCanell 2002, s. 29). Marks nie przewidział, że towar, wytwór ludzkiej działalności, zostanie
włączony w kulturę symboliczną. MacConell zauważa, że „towar stał się integralną częścią życia
codziennego, ponieważ jego pierwotna postać jest symbolicznym przedstawieniem (reklamą) jego
samego, który obiecuje d o ś w i a d c z e n i a [podkreślenie - JG] jeszcze przed rzeczywistością
konsumpcyjną i do nich prowadzi (MacCanell 2002, s. 35). Pojęcie „doświadczenia kulturowe
go", zaproponowane przez autora, łącząc w sobie myśl dwóch autorów: Goffmana i Marksa, staje
się podstawowym narzędziem analizy współczesności i turystyki. Doświadczenie kulturowe jest
bowiem przeżyciem i rzeczy, i wspólnoty jednocześnie. Nastawienie do produktu kulturowego
(a więc filmu, książki, ale i turystycznej atrakcji) buduje nowoczesny typ wspólnoty zaintereso
wanej pewnym stylem życia. Wspólnoty, która jest chwilowa i dotyczy wszystkich. Warto w tym
1
1
MacCanell, analizując świat współczesnych interakcji, zwracając uwagę na jego wzrastają
ce społeczne i materialne skomplikowanie, podkreśla, że dawno straciliśmy możliwość jasnego
określenia klas i warstw społecznych. „Stąd wynika nasze zaangażowanie turystyczne w rozma
ite publiczne wizerunki [...], a także w dobro publiczne, jakim są zabytki". Zaangażowanie to
stanowi „nowoczesną opcję alternatywną wobec systemu wewnątrzgrupowej moralności budo
wanej na opozycjach binarnych, takich jak swój-obcy" (MacCanell 2002, s, 63).
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
239
miejscu podkreślić, że autor odżegnuje się od sztucznych, jego zdaniem, podziałów na kategorie
„turysty" i „podróżnika", opartych na rozróżnieniu postawy turystycznej i intelektualnej .
Turysta jest jedynym i , co ważne, pozytywnym bohaterem nowoczesnej sceny. Zróżnicowanie
społeczne nie może być więc zróżnicowaniem na jasno wyodrębnione klasy. W tym sensie pod
tytuł „Nowa teoria klasy próżniaczej" wydaje się bezzasadny. Nie ma tu miejsca na kategorie
„my" i „oni": „W społeczeństwie nowoczesnym rewolucja w konwencjonalnym znaczeniu tego
słowa oczekuje na przekroczenie zróżnicowania społeczno-kulturowego. Nowoczesny wypoczy
nek masowy zawiera w sobie to przekroczenie [...]" (MacCanell 2002, s. 18). Wspólnota powsta
je „zanim jeszcze się pozna" (tamże, s. 50), poprzez samo nastawienie do konkretnego produktu
kulturowego, wydarzenia i atrakcji turystycznej . Turysta buduje nowoczesność.
Poszukiwanie autentyczności - oto zagadnienie, które, choć z różną wyrazistością, stanowi
niewątpliwie podstawę przemyśleń MacCanella. Autentyczność jest dla książki Turysta podsta
wową kategorią poznania i opisu świata zarazem. Autor nadaje temu pojęciu dwa zasadnicze
sensy: autentyczność, rozumiana jako cecha psychospołeczna, pojawia się w opisie doznań tury
sty; autentyczność, a w zasadzie dialektyka autentyczności, jest też rozumiana jako podstawowa,
definicyjna cecha świata nowoczesnego.
Oczywiście musimy pamiętać, że te dwa sensy przenikają się wzajemnie, integrując różne
poziomy rzeczywistości.
Turysta włączony zostaje w cykl: scena, kulisy, spektakl, fasada - dramaturgiczna wersja
rzeczywistości sugeruje, że mamy zwykle do czynienia z grą na potrzeby turysty. Autor propo
nuje użycie do analizy autentyczności miejsc i atrakcji turystycznych zmodyfikowanego, czysto
teoretycznego modelu wywiedzionego z podziału na scenę i kulisy (MacCanell 2002, s. 157-158).
Z drugiej strony, jako wprowadzeniem do zagadnienia autentyczności należy traktować rozdział
poświęcony semiotyce atrakcji (tamże, s. 171-201). Wystarczy tu tylko podać, że semiotyce za
wdzięcza autor dwa kolejne ważne dla książki pojęcia: oznacznik (marker), który pojmuje jako
„informacje o danym obiekcie turystycznym" i widok, kojarzony z atrakcją turystyczną. Turysta
może angażować się w różnym stopniu i w atrakcje, i w jej oznaczniki (patrz: analiza ironicznych
wspomnień Marka Twaina z podróży do Europy), które funkcjonują na zasadzie wzajemnej
wymienialności. Często dochodzi więc do zastąpienia widoku przez jego oznacznik, przez infor
mację o danej atrakcji. Jak zauważa MacCanell, „to społeczeństwo decyduje, jaki oznacznik
i jaka atrakcja uzyska znaczenie: społeczeństwo dzieli rzeczywistość na to, co będzie odbierane
jako widok i jako informacja o widoku. Instytucjonalizacja turystyki sprawia, że materiał [...] jest
odpowiednio opracowywany po to, by jawił się w pierwszej lub drugiej postaci" (MacCanell
2002, s. 204). Doświadczenie autentyczności możliwe jest dzięki nowej przestrzeni społecznej:
„przestrzeni dla ludzi z zewnątrz, którym pozwala się zobaczyć to, co wewnątrz i przeżyć «pierwsze odkrycie», dziecięce odczucie [...] tkwienia z twarzą przylepioną do szyby" (tamże, s. 154).
Zachwyt nad tym, co nowe i niezwykłe sprawia, że jednostka buduje swoją, autentyczną
w danym momencie, relację między 'widokiem' i 'oznacznikiem'. Relacja ta prowadzi krok dalej
- do konstruowania pewnej części nowoczesnego świata. Osobiste doznania budują mechanizmy
2
3
4
2
Polemika z pracami Daniela Boorstina, który używa kategorii „pseudowydarzenia" - za
spokojenia na poziomie dekoracji, odmiennego od przeżycia podróżniczego, związanego z posta
cią intelektualną (MacCanell 2002, s. 159-163).
Konkluzję warto zestawić z przemyśleniami Zygmunta Baumanna zawartymi w Szkicach
o moralności ponowoczesnej. Poszukiwanie wrażeń łatwego łupu i łatwej wspólnoty - oto, według
niego, podstawowe cechy wzoru osobowego „turysty" ponowoczesnego (Baumann 1994, s. 30).
Warto również zestawić twierdzenie Baumana, że turysta jest „antropologiem wśród tubylców"
z fragmentem książki poświęconym relacji turystyka-etnografia w podrozdziale „Metody" z roz
działu 9 (MacCanell 2002, s, 263-270).
Możliwe są dwa rodzaje oznaczników: „oznacznik o zasięgu wzroku" (tablica informacyjna
na obiekcie) oraz „oznacznik poza zasięgiem wzroku" (przewodnik, folder, plakat); (MacCanell
2002, s. 173).
3
4
240
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
5
tożsamościowe, które potem kształtują świat społeczny, jak zauważa Anthony Giddens , pisząc
0 tożsamości nowoczesnej: „Tożsamość jednostki nie jest bezwolną, zdeterminowaną przez czyn
niki zewnętrzne rzeczą. Jakkolwiek lokalne byłyby konteksty działania jednostek, konstruując
swoją tożsamość czynnie uczestniczą one w społecznych oddziaływaniach o globalnych kon
sekwencjach i implikacjach" (Giddens 2001, s. 4).
Interakcja i przeżycie odczuwane są, jak u Goffmana, jednocześnie na trzech poziomach
rzeczywistości społecznej, stanowiąc m.in. podstawę strukturyzowania nowoczesności. I w tym
wymiarze „autentyczność" nabiera znaczenia podstawowego, służąc do zdefiniowania nowoczes
ności: „Tym co stanowi szczególną cechę świata nowoczesnego jest zdolność do przekształcenia
stosunków materialnych w ekspresje o charakterze symbolicznym [...]. W warunkach ekspansji
rzeczywistości alternatywnych kluczem do rozwoju świata nowoczesnego staje się dialektyka
autentyczności. Pytanie o autentyczność przekracza i podporządkowuje sobie dawne przeciwsta
wienia na człowieka i społeczeństwo, normalnego i dewianta" (MacCanell 2002, s. 221). Autor
wychodzi poza kategorie alienacji, stosowane przez krytyków kultury, stwierdzając jednocześnie,
że autentyczność bycia nie jest tylko ideałem, ale realizuje się „tu i teraz", będąc nieuniknionym
wynikiem unowocześnienia i wzrostu zróżnicowania (tamże, s. 223). Konkluzja jest prosta: być
to podróżować, opuszczać swoje rzekome społeczeństwo i wkraczać w świat nieznany i jedno
cześnie prawdziwy. Proces ten podlega ciągłej intensyfikacji i przyspieszeniu.
Czy taka wizja świata może się obronić po dwudziestu trzech latach? Dystans, który dzieli
pierwsze wydanie i polską edycję Turysty daje samemu autorowi możliwość zrewidowania
poglądów na rolę turysty w świecie ponowoczesnym. „Epilog" jest próbą obrony twierdzenia,
że „wszyscy jesteśmy turystami". Pozostajemy nimi niewątpliwie, ale czy w równym stopniu?
Poszukiwanie autentyczności jest możliwe, ale tylko „na własną rękę", zostaje, co sam autor
przyznaje pośrednio, zepchnięte na margines turystyki masowej: „Chodzi o to, że wszystko,
na co zwraca się czyjąś uwagę staje się atrakcją. Nawet kwiatki czy liście podniesione z ziemi, by
pokazać dziecku [...] Czekają tylko, by ktoś zadał sobie trud pokazania ich komuś innemu, jako
czegoś co warto zobaczyć, zauważyć" (MacCanell 2002, s. 292). Przekroczenie subtelnej gra
nicy między wymianą doświadczeń i wymianą towarową prowadzi, niestety, do nieuchronnego
podziału, który autor próbował zanegować dwadzieścia sześć lat temu: podziału na turystę
1 podróżnika. Powstaje opozycja Bohater - Kolaborant. Zjednej strony heros - biorący odpowie
dzialność za własne zainteresowania i pragnienia obejrzenia bądź pokazania czegoś. Z drugiej
- ofiara komercjalizacji, ale jednocześnie współwinny. Jest ofiarą, bo musi podróżować coraz
szybciej i częściej po zunifikowanym i jednorodnym świecie korporacji turystycznych tylko po
to, by mógł odróżnić swój dom od innych zupełnie podobnych miejsc . W tym kontekście twysta
(turysta masowy) staje się dla MacCanella ofiarą korporacji. Jest jednocześnie kolaborantem,
bo uczestniczy w procedurze „disneyowskiej kolonizacji kultury globalnej" (Barber 2000),
w której nie ma miejsca dla interakcji: kontakt jest sztuczny i nie może zakładać równorzędności
partnerów, jest raczej manifestacją siły kultury dominującej/masowej , która włącza w swój za6
7
5
Należy pamiętać, że perspektywa Anthonego Giddensa opiera się na analizie instytucjonal
nej, która u MacCanella nie ma racji bytu. Ważne pozostają jednak uwagi Giddensa o silnym
wzajemnym sprzężeniu wszystkich poziomów od mikro- do makrostruktur: „nowoczesność rady
kalnie przekształca charakter życia codziennego i zmienia najbardziej osobiste doświadczenia"
(Giddens 2001, s. 1).
„Globalny wprawdzie, ale monotonny i nijaki jest wreszcie serwis służący odprężeniu nie
zmordowanych oblatywaczy świata: w każdym zakątku trafiają do równie odpychających, jota
w jotę podobnych do siebie terminali lotniczych, sieci restauracyjnych i hotelowych, gdzie
w klimatyzowanych, ale i tak dusznych pokojach podsuwa się im, niczym środki uspokajające,
tę samą ofertę kaset wideo. Wszelako nigdy nie mieli albo już nie mają siły, aby otworzyć się
wewnętrznie na to, co inne, obce, rzeczywiście nowe" (Martin, Schumann 1999, s. 27).
Po wkroczeniu na „dziewicze obszary" przemysłu turystycznego powstaje kultura mieszana.
W tyglu spotykają się trzy systemy kulturowe: turystów - gości, mieszkańców - gospodarzy
6
7
241
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
kres kultury autentyczne, wybierając z nich pewne szczególnie atrakcyjne elementy, a z drugiej
strony dąży do ciągłej homogenizacji kultur. Mamy do czynienia z, jak to określił Jafa Jafari,
megasysternem turystycznym.
Jedynym wyjściem jest turystyka „stawiająca opór komercjalizacji" (MacCanell 2002, s. 306),
służąca społeczności lokalnej. Niestety, wątek ten pojawia się w ostatnich akapitach książki
i nie zostaje podjęty. Wystarczy przyjrzeć się jednak dyskusjom muzealników , by dostrzec, że
poszukiwanie autentyczności ciągle trwa. Poszukując nowych sposobów na przyciągnięcie
turysty: typu człowieka szukającego nowości i odmienności, twórcy atrakcji wychodzą naprzeciw
potrzebom każdego turysty, próbując wydobyć z niego to, co najbardziej wartościowe. Ekspo
zycja ma współcześnie dostosowywać się do warunków zmieniającej się rzeczywistości: „Uczy
w ten sposób tolerancji i poszanowania życia oraz jest instrumentem strukturalizowania
rzeczywistości i konstruowania duchowej i kulturowej tożsamości" (Huopainen 1998, s. 51-54).
Prezentowanie atrakcji, czy - jak ująłby to MacCanell - widoków, to głównie budowanie pewnej
'historii'. Zazwyczaj historię rekonstruuje się w sposób „kognitywny, chronologiczny i cele
brujący", podczas gdy należy zmienić sposób prezentacji na bardziej narracyjny, emocjonalny
i tematyczny. Nowa prezentacja winna nie tylko rekonstruować, co budować nową formułę historii,
która będzie nie tylko nośnikiem informacji, ale przede wszystkim umożliwi interpretację.
Atrakcje winny bazować na chęci zmiany w samym odbiorcy i pobudzać do refleksji. Musi zasto
sować metody efektywnej interpretacji i transferu informacji, łącząc doświadczenia życiowe
wspólnoty z jej intelektualnym i duchowym wzrostem.
8
LITERATURA
B a r b e r PR. 2000, Dżihad kontra Mcświat, Warszawa: Muza S.A.
B a u m a n Z. 1994, Dwa szkice o moralności ponowoczesnej. Warszawa: Instytut Kultury.
G ą d e c k i J. 2001, Turystyka czy neokolonializm? Etnografia Po Iska, t. 45, z. 1-2, s. 215-221.
G i d d e n s A. 2001, Nowoczesność i tożsamość. „Ja " i społeczeństwo w epoce późnej nowoczes
ności, Warszawa: PWN.
G o f f m a n E. 1981, Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa: PIW.
H u o p a i n e n R. 1998, Museums: a Door to the Future, [w:] Museum International, nr 3, s. 51-55.
M a c C a n e l l D. 2002, Turysta. Nowa teoria klasypróżniaczej,
Warszawa: Muza S.A.
M a r t i n H-R, S c h u m a n n H. 1999, Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt,
Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie.
S c h o u t e n F. 1998, Proffessionals and Visitors: Closing the Gap, [w:] Museum International,
nr 4, s. 27-31.
Ve b 1 e n T. 1998, Teoria klasy próżniaczej, Warszawa: Muza SA.
i system kulturowy pośredników - organizatorów turystyki. Jak nietrudno zauważyć, przewaga
należy do kultury obcej i dominującej. Trudno jest o zachowanie choćby pozorów autonomii
(Gądecki 2001, s. 219)
Chodzi o zbliżenie perspektyw osoby oprowadzającej, przygotowującej scenariusz i od
biorcy, tak, by zejść z poziomu „profesjonalista organizator - odbiorca dyletant" na poziom
bardziej partnerski oparty na wspólnocie poszukiwań. Tytuł artykułu mówi sam za siebie: „Pro
fesjonaliści i goście. Zbliżenie perspektyw". Tutaj pojawia się kolejna definicja wystawy przy
szłości. Muzeum (wystawa) musi dostarczać przeżyć unikalnych (U.N.I.Q.U.E. experience);
(Schouten 1998, s. 27):
Uncommon - odbiegających od codzienności,
Novelty - dostarczających całkiem nowych doświadczeń,
Inspirational - prowokujących i stymulujących,
Quality - zorientowanych na klienta,
Understanding - zrozumiałych,
Emotions - emocjonalnych.
8
242
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Beyond Integration. Challenges of Belonging in Diaspora and Exile, Maja Povrzanovič Frykman
(red.), Lund 2001, Nordic Academic Press, ss. 224
Problem współistnienia kultur jest dziś - można by powiedzieć - dramatycznie aktualny. We
współczesnej Europie coraz częściej zwraca się uwagę na sytuację społeczności imigranckich,
często bardzo odmiennych kulturowo. Jak wyglądają relacje imigrantów ze społeczeństwem
przyjmującym, a jak z krajem pochodzenia? Z jakimi problemami i wyzwaniami wiąże się przy
należność do diaspory? Co ma tu do zrobienia etnolog? Praca zbiorowa pod redakcją Mai
Povrzanovič Frykman proponuje nowe spojrzenie na te, tak aktualne dziś pytania - spojrzenie
z nieco innej strony i trochę dalej sięgające.
Głównym tematem książki są zagadnienia związane ze współczesnymi migracjami oraz ze
zjawiskami diaspory i uchodźstwa w globalizującym się świecie. Autorzy starają się uwzględnić
wiele nowych i często wciąż niedocenianych aspektów tych zagadnień. Chodzi tu więc nie
tylko o sam obserwowany wzrost migracji z biednych i niespokojnych części świata do krajów
Zachodu, ale raczej o przemiany relacji, łączących społeczności imigrantów zarówno z ich
ojczyzną, jak i ze społeczeństwem i państwem stałego pobytu. Przedmiotem zainteresowania są
także np. nowe technologie komunikacyjne, umożliwiające utrzymywanie wielorakich i silnych
więzi społecznych mimo fizycznej odległości, czy polityka i praktyka administracyjna państw
europejskich, mająca regulować napływ obcej ludności i zachowywanie przez nią własnej odręb
ności i wspólnotowości. Powstają tu bowiem nowe warunki dla konstruowania i negocjowania
tożsamości, a w grę wchodzą rozmaite czynniki kulturowe i społeczne, psychologiczne i poli
tyczne, ekonomiczne i technologiczne.
Jednym z podstawowych celów autorów książki jest próba zmodyfikowania starych lub też
znalezienia nowych narzędzi analitycznych oraz metod badawczych tak, by pozwoliły uchwycić
istotę współczesnych przemian. W tym kontekście używane są terminy diaspora czy transnarodowość (transnationality, transnationalism) i przymiotnik transnarodowy w odniesieniu np. do
tożsamości czy społeczności. Jednocześnie, na co wskazuje sam tytuł pracy, chodzi o zapropo
nowanie takiego ujęcia problematyki społeczności imigranckich, które pozwoliłoby na odejście
od przeważającego dotychczas dyskursu integracji, a zwrócenie większej uwagi na zjawisko dia
spory i transnarodowości właśnie. Myślenie i mówienie o zagadnieniach imigracji - zwłaszcza
w ramach politycznego dyskursu skandynawskich państw dobrobytu - odbywa się bowiem wciąż
pod znakiem nadrzędnej kategorii integracji. Z tego powodu nie tylko pomija się szereg pro
blemów o zasadniczym znaczeniu dla samych imigrantów, ale nawet często stwarza się nowe
trudności poprzez konstruowanie gotowych, odgórnych identyfikacji, wobec których imigranci
muszą się określić. Krytyka ta dotyczny zarówno języka polityki i debat publicznych, jak i profe
sjonalnego dyskursu analityków przemian społecznych.
Autorzy książki (G. Alsmark, M . Berg, M . U . Necef, E. Nordstrom, J. Schwartz, P. Stubbs,
Ch. Westin) kierują uwagę raczej ku perspektywie „od wewnątrz". Starają się opisać rzeczy
wistość uchodźców i imigrantów, tak jak oni sami j ą widzą i przeżywają, z uwzględnieniem ich
rozmaitych więzi społecznych trwających mimo ogromnych odległości. Znaczenie przestrzeni
geograficznej jako determinantu ograniczającego pole badawcze jest tu zatem znacznie umniej
szone. Jej miejsce zajmują „wspólnota wyobrażona" oraz komunikacyjna, więzy osobiste, a na
wet przestrzeń wirtualna.
Temat, choć ujęty został jasno, pozostaje bardzo szeroki. Poszczególne artykuły składają się
jednak na spójną całość. Jest to możliwe dzięki pewnym tropom tematycznym, które dodatkowo
ograniczają tematykę książki. Jednym z takich tropów jest szwedzki i skandynawski kontekst
rozpatrywania większości omawianych przypadków (prawie wszyscy autorzy związani są ze
szwedzkimi lub duńskimi ośrodkami naukowymi), innym - tematyka związana z kwestią imi
grantów z krajów byłej Jugosławii.
Na książkę składa się rozdział wprowadzający oraz osiem artykułów, podzielonych na dwie
grupy. Wprowadzenie autorstwa Mai Povrzanovič Frykman jest zarazem prezentacją zagad
nień teoretycznych związanych z problemem przynależności diasporycznej we współczesnym
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
243
świecie. Znajdziemy tu rozważania nad samym pojęciem diaspory i transnarodowości, propozy
cje metodologiczne, a także odwołania do nowej i najnowszej literatury tematu.
W części pierwszej, zatytułowanej „Between embodiment and imagination: Imposed and
negotiated identities" („Pomiędzy ucieleśnieniem a wyobraźnią: narzucane i negocjowane tożsa
mości"), omawiany jest problem tożsamości właśnie, traktowanej niejako stała forma, lecz raczej
jako złożony i wielopoziomowy proces, na który składa się duża liczba częściowych identyfika
cji, często, zdawałoby się, niespójnych i pochodzących z bardzo różnych - tak kulturowo, jak
i przestrzennie - źródeł. Na przykładach ludzi żyjących w warunkach diaspory możemy zoba
czyć rozmaite indywidualne strategie i sposoby konstruowania własnej tożsamości oraz zabiega
nia o jej społeczne i administracyjne uznanie (Nordstrom, Alsmark), a także zmagania się z trau
ma uchodźstwa (Westin). Towarzyszy temu analiza różnych mechanizmów powstawania pewnych
siatek pojęć oraz odgórnie narzucanych identyfikacji, w których ramach imigranci muszą nego
cjować swoją pozycję (Berg). Konkretne ludzkie przypadki rozpatrywane są z kilku perspektyw
- od prawnej i politycznej do psychologicznej, czy wręcz psychiatrycznej, oczywiście z przewagą
punktu widzenia etnologii i socjologii oraz nawiązaniami do bogatej skandynawskiej tradycji
rozważań nad imigracją, etnicznością i wielokulturowością.
Część druga, „Beyond integration: Transnational connections" („Poza integracją: powiązania
transnarodowe"), wprowadza nas w rzeczywistość wybranych społeczności diasporycznych
i transnarodowych - tureckiej w Niemczech (Necef), macedońskiej w Kopenhadze (Schwartz)
oraz chorwackiej w Szwecji (Povrzanovic Frykman). Jeden rozdział poświęcony został swoistej
społeczności czy sferze wirtualnej, czyli stronom internetowym i grupom dyskusyjnym skupiają
cym członków chorwackiej diaspory (Stubbs). Autorzy kładą nacisk na często niewidoczne z
zewnątrz podziały, powiązania, cele i motywacje oraz emocje i wyobrażenia, wpływające na
życie tych grup i poszczególnych osób.
W poszczególnych artykułach można znaleźć również szereg sugestii metodologicznych.
Sprowadzają się one głównie do swoistego metodologicznego pragmatyzmu, metoda nie jest tu
kwestią ideologiczną. Istotna jest natomiast solidna praca terenowa, obejmująca często długi
okres czasu i prowadzona w wielu miejscach (multi-sited ethnography, jak nazwał to George
Marcus ). W kilku przypadkach zwraca też uwagę indywidualne, osobiste podejście etnologa
do człowieka, z którym prowadzi on badania - głębokie i wielokrotne rozmowy, odpowiedzial
ność za ingerencje w sferę emocji (Nordstrom, Westin, Alsmark). Obok tradycyjnych metod
ciekawe są też nowatorskie badania prowadzone w przestrzeni internetowej (Stubbs) czy
„NGOgraphy", czyli łączenie pracy terenowej z działalnością w organizacji pozarządowej
(Schwartz). Warto tu podkreślić fakt, że „modne" wątki teoretyczne pojawiające się w książce
nie są wprowadzane „na siłę" i nie towarzyszy im aura egzaltacji, a nowatorska całość jest
rzeczowa i oparta na etnograficznej praktyce.
Jako praca zbiorowa o charakterze wprowadzającym w zakres problematyki transnarodowej,
publikacja ta ukazuje zagadnienie w sposób dość szeroki, ale i nieco wyrywkowy. Czyni to bo
wiem za pośrednictwem artykułów siłą rzeczy nieco fragmentarycznie i ogólnikowo prezen
tujących badania i wnioski ich autorów. Dlatego też może pozostawić u czytelnika poczucie
pewnego niedosytu, który jednak stanowi także zachętę do dalszych studiów.
Beyond Integration to książka interesująca i wartościowa, dla której powinno znaleźć się
miejsce w księgozbiorach etnologicznych i socjologicznych. Prezentuje ona nowe zagadnienie
i nurt teoretyczny a jedocześnie wskazuje na bardzo ważny i aktualny obszar zastosowania
wiedzy, wrażliwości i metody etnograficznej.
1
Grzegorz Sokół
1
Marcus G. 1995, Ethnography In/Of the World System: The Emergence of Multi-Sited Ethno
graphy, Annual Review of Anthropology, vol. 24.
244
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
James Clifford, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura i sztuka, Warszawa
2000: Wydawnictwo KR, przełożyli Ewa Dżurak, Joanna Iracka, Ewa Klekot, Maciej Krupa,
Sławomir Sikora i Monika Sznajderman, ss. 411
James Clifford przedstawił w Kłopotach z kułturą krytykę etnografii Zachodu, jego „wizji
i praktyk" (s. 16). Omawiając muzealnictwo, dzienniki podróży, francuski surrealizm, sztukę
plemienną, dzieła autorów, których łączy wielokulturowość, Autor usiłuje odpowiedzieć na kilka
ważnych pytań, które stawia we Wstępie: kto posiada taki autorytet, by móc wypowiedzieć się
w kwestii tożsamości bądź autentyczności grupy etnicznej, jakie podstawowe elementy wchodzą
w skład danej kultury i jakie są jej granice, jak „ja" i „inny" zderzają się w etnograficznych
spotkaniach, jak prowadzony jest między nimi dialog, co w dzisiejszych czasach możemy uznać
za „lokalne", a co za „globalne"? Ponieważ wielość pytań zakłada wielość odpowiedzi, toteż
książka podzielona jest na cztery części, z których każda skupia się na innym wątku.
Część pierwsza, DYSKURSY, obejmuje trzy rozdziały i , najogólniej rzecz ujmując, koncen
truje się na tym, w jaki sposób etnografia opisuje i przedstawia rzeczywistość oraz jaki wpływ na
to miała historia. W rozdziale „O autorytecie etnograficznym" Clifford poddaje w wątpliwość
„prawdziwą rzeczywistość" opisywaną przez klasycznych etnografów takich jak Bronisław
Malinowski, Victor Turner, Franz Boas, argumentując, że etnograficzne pisanie jest procesem
„komplikowanym przez działanie licznych subiektywnych i politycznych ograniczeń znajdu
jących się poza kontrolą piszącego" (s. 33). Rozdział drugi, „Władza i dialog w etnografii: ini
cjatywa Marcela Griaule'a" przedstawia dwie alternatywne wobec anglo-amerykańskiej metody
obserwacji uczestniczącej, stworzone przez Marcela Griaule'a i Marcela Maussa. Pierwszy z nich
stworzył metodę, którą można podzielić na dwie struktury. Pierwsza to szczegółowa dokumenta
cja badanej kultury przez zespół obserwatorów (zbiory, obserwacje, stawianie pytań), druga to
kompleks inicjacji, gdzie ważne są „dialektyczne procesy związane z nauczaniem i egzegezą"
(s. 76). Mauss natomiast, choć sam był etnografem „gabinetowym", twierdził, że poprzez krótko
trwałe badanie terenowe nie można poznać całej kultury, winny więc one skupić się na pewnej jej
części, bądź „zaatakować poszczególne problemy w przekonaniu, że przywołują one szerszy kon
tekst" (s. 75). Trzeci rozdział, „O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinowski", to porówna
nie twórczości Polaków, którzy dzieła swe pisali w języku angielskim. Clifford pokazuje jak
podobne są do siebie procesy tworzenia literackiej fikcji i ubierania przez etnografa kulturowej
rzeczywistości w słowa. Dziennik i Argonauci Zachodniego Pacyfiku Bronisława Malinowskiego
są dla Clifforda doskonałym przykładem etnograficznej subiektywności - kreowania rzeczywi
stości podobnej do tej, jaką znajdujemy w beletrystyce. Powoduje to, że „ja" i ten „inny", kultura
i jej interpretatorzy, występują jako „byty mniej godne zaufania" (s. 128).
Druga część książki, PRZEMIESZCZENIA, łączy dwa światy - sztuki i etnografii. W kolej
nych pięciu rozdziałach („O surrealizmie etnograficznym", „Poetyka przemieszczenia: Victor
Segalen", „Opowiedz o swojej podróży: Michel Leiris", „Polityka neologizmu: Aime Cesaire",
„Ogród botaniczny: pocztówki") Clifford rozwija swoją tezę, że kultura to nic innego jak sztuka
kolażu, to „zestawienie elementów o różnym pochodzeniu", co „wywołuje poczucie obcości"
(s. 17). Etnograf staje się w swej pracy artystą surrealistycznym, który tnie i integruje na nowo
elementy badanej rzeczywistości tak, że widoczne są „cięcia i szwy procesu badawczego"
(s. 162). To wzajemne przenikanie się etnografii i sztuki Autor popiera przykładami twórczości
poetów, pisarzy - podróżników, kończąc tę opowieść rozdziałem-zagadką, rozdziałem-pretek
stem do rozmyślań o etnografii, nie tylko klasycznej, ale też współczesnej.
Część trzecia, KOLEKCJE, przedstawia krytyczną analizę historii kolekcjonowania - jak zmie
niały się sposoby wystawiania sztuki „prymitywnej" i „kultur" egzotycznych zależnie od uwarunko
wań historycznych i tego, co było inspiracją do kolekcjonowania - nauka czy sztuka. Przedstawia
jąc różne wystawy Autor ukazuje, jak odmiennie mogą być traktowane przedmioty „niezachodnie"
i ich twórcy - raz są to dzieła sztuki równe obrazom Picassa, raz artefakty ważne dla naukowców.
Rozdział dziewiąty, „O kolekcjonowaniu sztuki i kultury", składa się z czterech luźno ze sobą
powiązanych części, które poświęcone są procesom zachodzącym w systemie sztuka - kultura.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
245
Czwarta część książki, HISTORIE, zawiera dwa ostatnie rozdziały. Pierwszy z nich, o „Orientalizmie", jest analizą tytułowego Orientalizmu Edwarda Saida jako krytyki „zachodniej wiedzy
o egzotyczności" (s. 276). Rozdział kończący książkę („Tożsamość w Mashpee") jest natomiast
retrospekcją procesu, jaki toczył się w latach siedemdziesiątych po tym, jak indiańskie plemię
Mashpee zażądało zwrotu ziemi.
James Clifford tworzył Kłopoty z kulturą przeszło siedem lat (s. 5). Jak sam pisze o swojej
książce, jest to „złożony obiekt etnograficzny", „niedokończona lekcja" (s. 20). I tak też, moim
zdaniem, należy j ą odczytywać. Każdy rozdział tego dzieła mógłby być bowiem postrzegany
jako osobny esej, który może z powodzeniem egzystować poza ramami książki. Z jednej strony
jest to wadą, ponieważ Autor w wielu miejscach powtarza pewne wątki. Jak sam przyznaje, nie
pisał na nowo wcześniej publikowanych fragmentów (s. 21), co może być pewnym usprawiedli
wieniem. Z drugiej strony jest to jednak zaletą, gdyż w każdym nowym wydaniu książki mogą
zostać dołączone nowe rozdziały, bez naruszania konstrukcji dzieła.
Nie jest to książka „łatwa" dla kogoś, kto posiada tylko podstawową wiedzę z antropologii
społecznej. Stanowi jednak dla takiej wiedzy doskonałe uzupełnienie o współczesne spojrzenie na
etnografię, która od czasu gdy wraz z końcem ery kolonialnej zaczęły zanikać pierwotne społeczeń
stwa, musiała na nowo określić swój przedmiot. Pojawiło się wtedy także krytyczne ujęcie etnogra
fii pod postacią antropologii postmodernistycznej, której przedstawicielem jest James Clifford .
Wskazuje na to kilka cech: Po pierwsze, Clifford sprzeciwia się spojrzeniu na kulturę „innego"
z punktu widzenia „centrum", czyli Zachodu. Po drugie, stosuje język analizy kulturowej właściwy
dyskursowi artystycznemu i literackiemu (pojęcie kolażu, metonimii, synekdochy - warto podczas
lektury Kłopotów mieć pod rąką_Słownik wyrazów obcych...) . Po trzecie, nie jest Clifford typowym
antropologiem, jest on bowiem uznawany za „etnografa tekstu" , który zwracając się ku literaturze,
podważa autorytet antropologicznej wiedzy jako „wiernej reprezentacji rzeczywistości", obiektyw
nego sposobu przedstawiania świata. Ten właśnie wątek jest, moim zdaniem, najciekawiej rozwi
nięty w pierwszej części książki. Clifford w kontrowersyjny sposób przyrównuje pisarstwo kla
sycznych etnografów, takich jak Malinowski czy Margaret Mead, do literatury pięknej, z technikami
kreowania fikcyjnej rzeczywistości. Być może oburzyłabym się na takie porównanie, gdybym sama,
czytając wcześniej fragmenty klasyków etnografii, nie miała wrażenia, że czytam jakąś książkę
z gatunku fantasy... U Clifforda znalazłam wytłumaczenie mojego wrażenia. Pisze on bowiem, że
przekładając swoje doświadczenie na formę tekstową, etnograf dokonuje subiektywizacji opisywa
nych fragmentów rzeczywistości, jest ograniczony przez czynniki polityczne, czego nie jest w pełni
świadomy. Konstruując tekst, etnograf konstruuje nową rzeczywistość, nadaje jej tożsamość i dla
tego staje się ona pełna wieloznaczności, wręcz nierealna.
James Clifford nie odpowiada wprost na zadane przez siebie we „Wstępie" pytania. Poja
wiają się one często na kartach Kłopotów z kulturą, nie dając od siebie „odpocząć", zmuszając
czytelnika do ciągłej refleksji na ich temat. Każdy rozdział jest pretekstem do przemyśleń
nie tylko na temat klasycznej czy współczesnej etnografii, ale też na temat ciągłej dominacji
kulturowej Zachodu, dominacji spojrzenia na inne kultury z pozycji „centrum". Po takich
przemyśleniach śmieszne wydają się żądania niektórych państw Zachodu, by Korea Południowa
zrezygnowała z uchylenia ustawy regulującej wyrób kiełbasy z psów...
Agnieszka Ewa Taper
1
2
3
1
Choć Robert Pool uważa Clifforda za „nie do końca wysublimowanego modernistę"
(Robert Pool, Etnografia postmodernistyczna?, [w:] Michał Buchowski (red.), Amerykańska
antropologia postmodernistyczna, Instytut Kultury, Warszawa 1999, s. 268-290), wydaje się
jednak, że Kłopoty z kulturą dowodzą, że jest on raczej antropologiem postmodernistycznym.
Patrz: Marcin Lubas, Pojęcie zróżnicowania kulturowego w antropologii postmodernistycz
nej, kwartalnik Kultura współczesności, nr 2 (20), Instytut Kultury, Warszawa, 1999, s. 123-136.
Michał Buchowski, Marian Kempny, Czy istnieje antropologia postmodernistyczna?,
[w:] Michał Buchowski (red.), Amerykańska antropologia postmodernistyczna, Instytut Kultury,
Warszawa 1999, s. 9-28.
2
3
246
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Trudne sąsiedztwa. Z socjologii konfliktów narodowościowych, Aleksandra Jasińska-Kania (red.),
Warszawa 2001: Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, ss. 247
Książka Trudne sąsiedztwa. Z socjologii konfliktów narodowościowych,
redagowana przez
Aleksandrę Jasińską-Kanię, porusza temat bardzo ważny i od wielu lat niezmiennie aktualny.
Autorzy prezentują rozmaite podejścia do problemu. W omawianej publikacji znajdują się za
równo rozważania czysto teoretyczne, jak i analizy konkretnych przypadków W części artyku
łów konflikt narodowościowy stanowi bezpośredni przedmiot badania, w części natomiast jest
obecny niejako w tle - leży na przykład u podstaw analizowanych przez autorów współczesnych
stereotypów etnicznych, determinuje wzajemne postrzeganie się grup narodowych.
Trzy pierwsze rozdziały wyznaczają ramy teoretyczne pracy i tym samym kreślą drogi
możliwych analiz materiału empirycznego przedstawionego w kolejnych tekstach. Aleksandra
Jasińska-Kania prezentuje wybrane perspektywy teoretyczne stosowane do wyjaśniania
i przewidywania konfliktów narodowościowych oraz etnicznych: perspektywę socjobiologii,
teorii racjonalnego wyboru i teorii modernizacji. Następnie konfrontuje wnioski, wysuwane
w ramach każdego z wymienionych podejść, z wynikami konkretnych badań. Autor drugiego
rozdziału, Jerzy Szacki, snuje swe rozważanie wokół pojęcia nacjonalizmu. Przede wszystkim
zwraca uwagę na wewnętrzne zróżnicowanie tego zjawiska. Podkreśla również trudności
związane ze stworzeniem uniwersalnej definicji nacjonalizmu. Celem Barbary Szackiej
jest ukazanie roli, jaką w procesie tworzenia tożsamości narodowej i etnicznej pełni pamięć
społeczna. Autorka za najważniejsze elementy identyfikacji narodowej uznaje wspólną prze
szłość i terytorium.
Renata Siemieńska, reprezentująca podejście bardziej empiryczne, analizuje stosunki międzyetniczne w Europie Środkowej i Wschodniej w kontekście postępujących procesów demokraty
zacji i unifikacji. Po prześledzeniu wyników badań przeprowadzonych w tym regionie wyodręb
nia kilka zasad regulujących wzajemną percepcję narodów. O ocenie danej grupy decyduje m.in.
zajmowana przez nią pozycja na skali bogactwa oraz położenie geograficzne. Konsekwencją tych
nieuświadamianych wzorów jest charakterystyczna dla narodów Europy Środkowej i Wschod
niej „wybiórcza" tolerancja.
Konkretnym przypadkiem konfliktu narodowościowego - konfliktem albańsko-serbskim
- zajmuje się Marek Tabin. Kładzie on szczególny nacisk na kwestie związane z funkcjonowa
niem kosowskiego państwa podziemnego. Biorąc za przykład sytuację w byłej Jugosławii, poka
zuje ciemną stronę idei państwa narodowego. Prognozy autora nie tchną optymizmem - według
niego, pokojowe współistnienie obu skłóconych grup nie będzie możliwe nawet w bliżej nie
określonej przyszłości.
Praca Ewy Nasalskiej stanowi analizę treści polskich i niemieckich podręczników szkolnych.
Badaczka pokazuje czytelnikowi, że te same wydarzenia są prezentowane młodzieży w obu kra
jach w odmienny sposób. Porusza tym samym kwestię niezwykle istotną - podręcznik bowiem,
uważany przez młodych ludzi za źródło obiektywnej wiedzy, odgrywa dużą rolę w kształtowaniu
postaw względem innych narodów.
Artykuł Joanny Koniecznej dotyczy wzajemnych stereotypów Polaków i Rosjan. Autorka
wyróżnia dwa częściowo przeciwstawne obrazy Polaka rysujące się w społeczeństwie rosyjskim
- pozytywny „braci Słowian" i negatywny „jaśniepanów Polaków". Podkreśla ich zależność od
wydarzeń historycznych i bieżącej polityki. Stereotyp Rosjanina w naszym kraju również układa
się dwutorowo. Przybysz ze Wschodu budzi niechęć, ponieważ kojarzy się przede wszystkim
z okupantem i przestępcą. Z drugiej strony, jest też postrzegany jako „otwarta dusza" - jednak
ten wizerunek odchodzi już w przeszłość.
Badania Roberta Wyszyńskiego ogniskują się wokół związku kultury grupy polonijnej
z Kazachstanu z dominującym nurtem polskiej kultury narodowej. Autor próbuje określić owe
powiązania, wykorzystując koncepcje Stanisława Ossowskiego, Jerzego Smolicza i Antoniny
Kłoskowskiej. Dochodzi do wniosku, że tożsamość narodowa kazachstańskich Polaków jest
tworzona przede wszystkim w sposób świadomy, na drodze refleksji i samookreślenia. Kryteria
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
247
kulturalistyczne, które Wyszyńskiemu początkowo wydawały się najważniejsze, okazały się za
tem być elementem wtórnym wobec czynników psychologicznych.
Polacy są powszechnie posądzani o antysemityzm. Ireneusz Krzemiński, stojąc na czele
zespołu badawczego, postanowił sprawdzić, czy ten stereotyp odpowiada rzeczywistości. W społe
czeństwie polskim zdiagnozował dwa rodzaje postaw antyżydowskich - dość popularny antyse
mityzm nowoczesny (sięgający do argumentów politycznych) i stosunkowo wąsko rozprzestrze
niony antysemityzm tradycyjny (motywowany religijnie). Autor poszukuje źródeł „antysemityzmu
bez Żydów" w polskiej tożsamości narodowej - zakłada, iż oba narody konkurują ze sobą
0 wyższe miejsce na skali moralno-kulturowej.
Wspólnym polem zainteresowań Ewy Nowickiej oraz Anny Gizy-Poleszuk i Jana Poleszuka
jest zamieszkująca Polskę społeczność Cyganów. Ewa Nowicka po raz kolejny sięga do kon
cepcji swojskości i obcości - pojęcia te służą jej do przedstawienia stosunku grupy dominu
jącej do wspomnianej mniejszości romskiej. Okazuje się, że Cyganie są postrzegani jako „swoi"
1 „obcy" zarazem. Ich swojskość została nadbudowana na bliskości terytorialnej, wynika z ich
„odwiecznego sąsiedztwa", obcość natomiast rodzi się z ich domniemanej inności społecznej,
kulturowej, fizycznej i psychicznej. Artykuł Anny Gizy-Poleszuk i Jana Poleszuka wydaje się
być doskonałym uzupełnieniem tekstu Ewy Nowickiej ilustrującego pokojową koegzystencję
obu grup. Państwo Poleszuk pokazują, w jaki sposób marginalnie zarysowany przez Nowicką
„czarny scenariusz" stosunków polsko-romskich realizuje się w praktyce. Autorzy, szczegóło
wo analizując konflikt w Mławie, dochodzą do przekonania, iż jego wyjaśnień należy szukać
w kategoriach społecznych.
Omawiana książka zawiera referaty wygłoszone na konferencji zorganizowanej w maju
1995 roku przez Zakład Socjologii Ogólnej Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Przedstawiony materiał pochodzi zatem w większości z badań zakończonych w połowie lat dzie
więćdziesiątych. Zapewne nie mógł on ulec od tego czasu całkowitej dezaktualizacji, ale trudno
oczekiwać, że przedmiot badania trwa do tej pory w stanie niezmienionym. Podnoszony przeze
mnie zarzut dotyczy niektórych artykułów, opierających się na badaniach empirycznych, analizu
jących konkretne zjawiska społeczne. Ich autorzy najwyraźniej wymagają od czytelnika wiedzy
wystarczającej do samodzielnego „dopisania ciągu dalszego", tymczasem zadanie to powinno
zostać wypełnione przez nich samych. Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że pewne fragmenty
pracy zostały już wcześniej opublikowane w niezmienionej formie w innych źródłach, być może
należałoby w podtytule książki umieścić informację: „Materiały z konferencji". Doprecyzowanie
to pozwoliłoby uniknąć powyższych uwag.
Praca redagowana przez Aleksandrę Jasińską-Kanię skłoniła mnie do refleksji nad tym, gdzie
na przedstawionej „mapie sąsiedztwa" sytuuje się Polska. Czy Polak również jest „trudnym sąsia
dem"? Z tekstu Barbary Szackiej można się dowiedzieć między innymi tego, że identyfikujemy się
głównie poprzez historię. Z przytoczonych badań wynika, iż rola tego czynnika w budowie polskiej
tożsamości narodowej jest znacznie większa niż w przypadku grupy porównawczej - Szwajcarów
(Jasińska-Kania 2001, s. 41-42). Niewykluczone, iż w tym właśnie fakcie można poszukiwać jed
nego ze źródeł negatywnego stereotypu Rosjan, o którym czytamy w artykule Joanny Koniecznej.
Zaszłości historyczne decydują w pewnej mierze o dzisiejszym postrzeganiu naszego największego
sąsiada (i nie tylko jego). Jak wynika z badań - Rosjanie (a także Żydzi i Cyganie) zdają sobie
sprawę z polskiej nieprzychylności (por. Jasińska-Kania 2001, s. 152, 172, 242).
Na koniec warto dodać, że zwrócenia uwagi na zagadnienie konfliktu o podłożu narodo
wościowym potrzebuje również zmierzająca do zjednoczenia Europa. Odpowiednie zdiagnozowanie tego problemu i odszukanie właściwej drogi jego rozwiązania częściowo stanowić może
o powodzeniu integracji. Pozostaje mi zatem tylko mieć nadzieję, że osoby odpowiedzialne za
przebieg procesów unifikacyjnych, stojące na różnych szczeblach drabiny administracji publicz
nej, również do tej książki dotrą.
Katarzyna
Kulikowska
248
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Roman Dzwonkowski SAC, Oleg Gorbaniuk, Julia Gorbaniuk, Postawy katolików
obrządku
łacińskiego na Ukrainie wobec języka polskiego, Lublin 2001: Towarzystwo Naukowe Katolic
kiego Uniwersytetu Lubelskiego, ss. 230, wykresy statystyczne, tabele
1
Kościół rzymsko-katolicki na Ziemiach Zabranych oraz na terenie przedrewolucyjnej Rosji
traktowany był przez władze oraz rosyjskie otoczenie jako „Kościół polski" lub Kościół przede
wszystkim Polaków. Oni to bowiem stanowili w skali Imperium około 80% wiernych tego wy
znania. Praktycznie tak samo Kościół katolicki obrządku łacińskiego w ZSSR określały władze
sowieckie. Dla niekatolickiego otoczenia, zwłaszcza dla prawosławnej większości, wyznanie
katolickie było jednoznacznie „polską wiarą". To określenie, na dawnych kresach I-szej i II-giej
Rzeczypospolitej, funkcjonuje nadal i dookreśla niejako etnograficznie substrát ludzki Kościoła
rzymsko-katolickiego. Było zatem rzeczą oczywistą, iż nabożeństwo dodatkowe i paraliturgia
do czasu reform Soboru Watykańskiego I I odbywały się w „polskim kościele" w języku polskim.
Po zmianach soborowych, język narodowy, w tym przypadku polski, był językiem mszy Św.,
katechezy oraz osobistej modlitwy wiernych. Na kresach, zwłaszcza dla wiernych Polaków
i ówczesnych tamtejszych duchownych, również w większości Polaków, było to oczywiste, natu
ralne i samo przez się zrozumiałe. Tym bardziej, po roku 1988, gdy na fali gorbaczowowskiej
piriestrojki nastąpiło gwałtowne ujawnienie zasięgu wiernych, którzy zaczęli odzyskiwać swoje
polskie świątynie. Na Białorusi i Ukrainie wszystkie wspólnoty wiernych, które doprowadziły do
odzyskania budynków i uruchomienia świątyń były wspólnotami Polaków. Podkreślam ten fakt
gdyż wszelkie późniejsze działania na rzecz białorutenizowania i ukrainizowania Kościoła miały
charakter zewnętrzny, obcy środowisku, które świątynie reaktywowało. Kościół na Wschodzie
odrodził się jako polski z ducha, tradycji i języka. Piszący te słowa był tego naocznym świad
kiem (na Białorusi, Ukrainie i Litwie). Równocześnie jednak z tym zjawiskiem, na Białorusi
i Ukrainie, rozpoczęła się niezwykle silna presja polityczna na depolonizację Kościoła, którą
podjęły najpierw środowiska odrodzeniowe (nacjonalistyczne) a w ślad za nimi (w znacznie
mniejszej mierze) władze państwowe. Presja ta dotyczyła właśnie języka liturgii i była pochodną
tez o tym, że „na Białorusi (Ukrainie) nie ma Polaków, są jedynie spolonizowani Biało
rusini (Ukraińcy) - katolicy". Wspomniane środowiska presji, wykorzystując zewnętrzny fakt, iż
duchownymi w tym okresie byli w przeważającej mierze przyjezdni księża - Polacy, wysunęły
oskarżenia, z których miało wynikać, że duchowni ci „polonizują Białorusinów (Ukraińców)".
Owa opinia kolportowana jest po dzień dzisiejszy (także w liberalnej i nie zorientowanej prasie
polskiej) mimo, iż - jak zaznaczam niżej - jest absolutnie nieprawdziwa, a w przypadku Ukrainy
i Białorusi wschodniej (przedwojenna BSSR) wręcz odwrotna, gdyż to właśnie duchowni przy
bysze po krótkim okresie adaptacji do miejscowych warunków, wbrew woli wiernych, podjęli
dzieło odwrotne - depolonizacji liturgii, co w praktyce oznacza depolonizację znacznej części
wiernych, w tym w szczególności młodzieży i dzieci z tutejszych polskich rodzin, dzięki którym
1
Należy w tym miejscu podkreślić stosowane, a właściwie przypominane tutaj pojęcie, gdyż
polityka oświatowa PRL-u doprowadziła do powszechnego mniemania, iż zabór rosyjski to
tylko Królestwo Polskie, Kongresówka - czyli obszar do Bugu. Tak w dość oczywisty sposób
rzecz prezentowały wszystkie szkolne podręczniki tamtego czasu. To przeświadczenie w praktyce
pozostało do dnia dzisiejszego. Co ciekawsze, tak też kwestię widzą np. dzisiejsi niekomuni
styczni historycy białoruscy, którzy m. in. uważają, że Rosja nie dokonywała rozbiorów Polski,
utożsamianej właśnie z Kongresówką, i to niecałą (!), lecz „dołączała" kolejne tereny Białorusi.
Granica I I I rozbioru Polski, wytyczona jako zachodnia rubież władztwa moskiewskiego, obok
wspomnianej w tym tekście granicy między nie istniejącymi jeszcze państwami Białorusią
i Ukrainą, ustalonej przy okazji zawierania Unii Polski z Litwą, okazała się jedną z najtrwalszych
w Europie. W 1919 r. pojawiła się w nowej wersji jako „Linia Curzona". W 1939 r. stanie się
granicą między I I I Rzeszą a ZSRR (w 1795 r. między Prusami a Rosją), a od 1944 г., jako zmody
fikowana Linia Curzona, jest już granicą wschodnią, najpierw PRL, a teraz I I I Rzeczypospolitej.
249
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
wiara w ogóle została tutaj zachowana. Na ten aspekt sprawy, w naukowy i udokumentowany
sposób, zwracał uwagę już w roku 1994 współautor recenzowanej pozycji .
Zbadaniu i wszechstronnej współczesnej analizie tego właśnie zjawiska poświęcona jest praca
R. Dzwonkowskiego, O. Gorbaniuka i J. Gorbaniuk.
Opracowanie powstało jako efekt precyzyjnych i dogłębnych badań terenowych prowadzo
nych reprezentatywnymi metodami socjo- i psychologicznym z zastosowaniem najnowszego apa
ratu i metod badań statystycznych. Odnosi się do całego obszaru Ukrainy, z podziałem na dwa
odmiennie ukształtowane historycznie środowiska, jakimi są Ukraina Zachodnia (przedwojenne
południowo-wschodnie województwa I I RP oraz Wołyń) i Wschodnia (przedwojenna USSR).
Obserwacje, wyniki i tezy udowodnione są przywołaniem reprezentatywnych wypowiedzi
respondentów, tabelami, wykresami i diagramami (111 ilustracji - rysunków, 5 tabel i 10 załączni
ków ilustrujących dane metodyczne o przedmiocie badania np. wyniki zatytułowane: „Czynniki
powodujące wynarodowienie Polaków przed r. 1990" czy „Poziom religijności a przywiązanie
emocjonalne do języka polskiego") ujmującymi rzecz tak szczegółowo, jak i całościowo w odnie
sieniu do kompletu badanych cech. Reprezentatywne próby badawcze odniesione zostały do parafii
wiejskich, małomiasteczkowych i miejskich, zaś respondenci podzieleni na równie reprezenta
tywne kategorie wiekowe i środowiskowe. Podkreślamy w tym miejscu rzetelność badań i pełny
zakres zastosowanego aparatu badawczego rzutującego na wiarygodność i przydatność praktycz
ną ustaleń, wniosków oraz tez, jakie przedstawili autorzy
Praca składa się z wprowadzenia, wyjaśnienia celu i przyjętych metod badawczych oraz dwu
merytorycznych rozdziałów („Język polski w świetle wypowiedzi ankietowanych" i „Postawa
wobec języka polskiego i polskości w świetle opinii o parafiach", zakończenia, wykazu załączni
ków oraz tabel (rysunków) i streszczenia, w tym także w języku angielskim oraz ukraińskim.
Podkreślmy także, iż opracowanie mające w założeniu klasyczną formułę „raportu z badań",
wykroczyło znacznie dalej poza tę formułę a zaprezentowana treść książki jest daleko szersza
aniżeli to, co sugeruje jej tytuł. Obok bowiem zbadanych i udokumentowanych „postaw" ukazuje
genezę środowiska, tj. badanych katolików-Polaków, okoliczności związane z zachowaniem
świadomości, tak narodowej jak i konfesyjnej, oraz ukazuje przyczyny i związane z nimi narodo
we, społeczne i konfesyjne konsekwencje, wywołane okolicznością praktycznego wyrugowania
języka polskiego z liturgii (Kościoła) w zdecydowanej większości parafii rzymsko-katolickich na
Ukrainie. Stan i wyniki przeprowadzonych badań odnoszą się do roku 2000.
Jak ustalili autorzy recenzowanej pozycji, po 10-12 latach renesansu Kościoła polskiego na
Ukrainie proporcje językowe w tamtejszym kościele rzymsko-katolickim (łacińskim) są następu
jące: 59% liturgia wyłącznie po ukraińsku, 27% po polsku, „naprzemiennie" 2%, okazjonalnie
i „nieproporcjonalnie" po ukraińsku 10%, w formule „mieszanej" 2%. Zaznaczone wyżej „ 2 7 % "
to w większości parafie na Ukrainie zachodniej. A wszystko to na tle następujących danych
- faktów, z których wynika, że: w 89% „językiem pierwszej modlitwy" badanych był
polski (ukraiński - 7%), językiem „prywatnej modlitwy w domu" jest w 83% język polski,
56% respondentów ma wpis w dowodzie osobistym stwierdzający narodowość polską a 7 1 %
2
3
2
Jest paradoksem, że wielu publicystów, obcych i polskich, w kraju i za granicą, jedno
stronnie informowanych i zwykle niechętnych Polakom, urobilo tym właśnie księżom opinię polonizatorów ludności białoruskiej i ukraińskiej; por. Roman Dzwonkowski SAC, Polacy na daw
nych kresach wschodnich. Z problematyki narodowościowej i religijnej, Lublin 1994. Wcześniej,
R. Dzwonkowski, piszący pod pseudonimem Lida, pisał o tym wielokrotnie, m.in. na łamach
paryskiej Kultury.
Zagadnienie masowych fałszerstw oraz ukrywania (przed represjami) statystyk dotyczących
liczby i rozmieszczenia Polaków na Ukrainie jest powszechnie znane. Stąd podaną wartość cechy
należy znać za w znacznej mierze zaniżoną. Zjawisko miało miejsce za caratu, ZSSR i jest obecne
współcześnie. Do danych statystyk narodowościowych okresu sowieckiego należy podchodzić
z największą ostrożnością. Szacunki, przyjmowane na podstawie badań terenowych, pozwalają na
3
250
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
samoidentyfikuje się (jednoznacznie, bez wątpliwości) jako Polacy. Na tym tle szczególnie
charakterystycznymi ustaleniami autorów są dwie cechy: 67% duchownych to księża pochodzą
cy z Polski (Polacy) i ta, że w 92% wierni, w ogromnej większości świadomi Polacy nie mieli
żadnej możliwości wyboru, gdy idzie o wprowadzany autorytatywnie przez duchownego język
liturgii, który to język praktycznie zawsze rugował dotychczasowy - polski. To podstawowe
zestawienie stanowi clou wyników badań, które, jak to podkreślałem, są wszechstronne, szcze
gółowe i reprezentatywne. Nie sposób w omówieniu przytaczać ich wszystkich. Wszystkie nato
miast powinny stać się przedmiotem szczegółowego oglądu badaczy tematu, zainteresowanych
tematyką, zaś przede wszystkim - duchowieństwa, które jest głównym sprawcą czegoś, czego
nigdy na tych terenach nie było: z inicjatywy własnej - depolonizacji Kościoła i pośrednio
- ukrainizacji tutejszych katolików-Polaków.
Autorzy opracowania przytaczają reprezentatywne wypowiedzi wiernych, w których odczuciu
sytuacja językowa to coś dla nich nie tylko niezrozumiałego ale i niezasłużona krzywda w świetle
tego, co było tutaj tradycją. Niezasłużona tym bardziej i jeszcze bardziej niezrozumiała, że
realizowana nie przez władze państwa ukraińskiego, lecz przez samych księży i to w większości
ich rodaków z duchowej Ojczyzny, Polski, którą z uwagi na swe przejścia i cierpienia, wręcz
idealizują. Nie bez powodu zatem autorzy badań i opracowania o problematyce języka (też
alfabetu prawosławnego w łacińskiej literaturze i księgach liturgicznych łacińskiego Kościoła)
- wnioski z badań kończą uwagami i hipotezami zawartymi w podrozdziale zatytułowanym
„Perspektywy zachowania polskości". Uwagi, wnioski i hipotezy z tej właśnie perspektywy są,
jak to zaznaczają autorzy, „bardzo pesymistyczne", gdyż zaledwie 5% badanych oceniło per
spektywy zachowania polskości jako dobre. Ustalenia własne badaczy prowadzą do wniosków,
iż „przyszłość Polaków w 80% jest tam pod znakiem zapytania", z tym, że na Ukrainie zachodniej
aż 69% badanych uznało perspektywy za „żadne" a 18% jako „nikłe". Na Ukrainie wschodniej
perspektywy przetrwania polskości, według cech „żadne", „nikłe" i „przeciętne", wynoszą,
według ustaleń autorów - 78%, podkreślając przy tym że, ukrainizacja Kościoła na tym obszarze
„pośpieszna, odgórna, nie uzgodniona z parafianami i dokonana wbrew ich woli eliminacja
języka polskiego z Kościoła oraz z wychowania religijnego młodego pokolenia o polskich
korzeniach nie rozwiązała w istocie żadnego problemu poza ostatecznym rozstrzygnięciem
kwestii polskiej w tych miejscowościach" (s. 195). To wszystko jest w pierwszej mierze dziełem
samych duchownych (i sióstr zakonnych prowadzących tam katechezę), którzy „niejednokrotnie
na drodze wyraźnej manipulacji i nadużyć [...] powoływali się [...] m.in. na rzekome polecenie
Ojca Świętego". Zjawisko (depolonizacja - ukrainizacja językowa) spotyka się z przychylnością
władz ukraińskich, poparciem ukraińskich środowisk nacjonalistycznych oraz popierającym
zrozumieniem otoczenia ukraińskiego. Jedynym niepolskim ośrodkiem, który ocenia to negatyw
nie są koła miejscowej Cerkwi prawosławnej, które w rusinizacji (ukrainizacji) liturgii łacińskiej
upatrują ułatwienie dla prozelityzmu, tym bardziej, że ukrainizujący Kościół duchowni ma
sowo używają pojęcia „cerkwa" (cerkiew) na oznaczenie dotychczasowego „kościoła", mimo
iż poza wielu innymi przemawiającymi przeciwko temu względami, język rosyjski i ukraiński
znają pojęcie „kościół" a sam wyraz nie jest pochodzenia polskiego, lecz czeskiego. Ma się
rozumieć, że ukraińskie otoczenie o tym ostatnim nie wie, traktując pojęcie „kościół" jako
immanentnie związane z polskością.
Sytuacji takiej, opisanej przez autorów opracowania, nigdy nie było w Kościele katolickim
na Wschodzie. Owszem, działania depolonizacyjne - rusyfikatorskie miały miejsce w drugiej
połowie X I X wieku i były wspierane przez władze zaborcze, lecz ich wdrażaniem, w tym pisa
niem tzw. trebników, czyli liturgii i katechizmu w języku rosyjskim, zajmowali się odosobnieni
księża i hierarchowie diecezji wschodnich. Duchowni ci, w opinii parafian (Polaków) cieszyli
się jednoznacznie złą sławą „renegatów". Po klęsce ich przedsięwzięć oni sami i ich dzieło po
padły w niesławną niepamięć. Przypomnieniu tej niechlubnej karty na tle heroicznych postaw
postawienie tezy, że dane te, w odniesieniu do Polaków, z wyjątkiem Litewskiej SSR, gdzie sto
sowano polityczną zasadę divide et impera, są zaniżone mniej więcej dwukrotnie.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
251
wiernych i większości duchowieństwa katolickiego na obszarach diecezji mińskiej i archidiecezji
mohylowskiej poświęcili dokumentalne opracowanie Dionizy Bączkowski i Józefat Żyskar. To cen
ne opracowanie zostało w roku 2001 wydane jako reprint, pod redakcją Ryszarda Brykowskiego .
Praca R. Dzwonkowskiego, O. i J. Gorbaniuków jest niezwykle ważna. Podejmuje bowiem
i , co ważniejsze - dowodnie oraz obiektywnie wyjaśnia, nie tylko problematykę językową
w Kościele łacińskim na współczesnej Ukrainie ale, co równie ważne, ukazuje socjologiczny
i psychologiczny portret wierzących, katolików w tym państwie. Ukazuje złożone stosunki
z otoczeniem oraz wskazuje i wyjaśnia wielki splot historycznych oraz współczesnych uwarunko
wań, które zapewniły, mimo wszystkie przeciwności, przetrwanie świadomości narodowej i wiary
tamtejszych Polaków. Aż do ... wolności religijnej po roku 1988-1990, która to „wolność" stała
się niespodziewanie dla zainteresowanych początkiem końca. Ukazanie stanu dzisiejszego na
wspomnianym tle to ważne ustalenie badawcze. Należy życzyć ks. prof. Dzwonkowskiemu, by
zechciał się podjąć (i uzyskał środki na badania) opracowania tej samej problematyki w odniesie
niu do współczesnej Republiki Białoruś, gdzie w 10 min. państwie szacuje się liczbę katolików
rzymskich na około 2-2,5 min, oficjalne statystyki narodowościowe zaniżają natomiast liczbę
tamtejszych, autochtonicznych Polaków do zaledwie 3,9% mieszkańców państwa. Polaków utoż
samiających się z katolicyzmem z kolei określa się tam, jak już wyżej wspomniano, jako „Biało
rusinów - katolików" lub co najwyżej „kościelnych Polaków" .
Recenzowaną pozycję polecam wszystkim, interesującym się problematyką konfesyjną
i narodowościową we współczesnym państwie ukraińskim. Bardzo wiele wyjaśni ona zarówno
historykowi, politologowi, etnologowi, jak i językoznawcy. Nie znam liczebności nakładu. Sądząc
jednak z naukowego charakteru oraz źródła finansowania {grant KBN) sądzić należy, iż nakład
nie jest wielki. To jedyna wada recenzowanego opracowania, które, z uwagi na treść, winno się
znaleźć jako lektura obowiązkowa w bibliotece każdego dekanatu rzymsko-katolickiego na Ukrai
nie, a także w seminariach duchownych tamtejszych i w Polsce.
4
5
Zdzisław J. Winnicki
Ks. Edward Walewander, Problematyka wychowawcza w środowiskach emigracyjnych, Lublin
2000: Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ss. 106, ilustracje
Problematyka wychowania jednostki od zawsze nurtowała pedagogów, psychologów, socjo
logów, nauczycieli, księży, rodziców i wszystkich tych, którzy zdają sobie sprawę z konieczności
przekazania podstawowych wartości obowiązujących w danym społeczeństwie, kulturze. Czło
wiek od zarania swojego życia potrzebuje kogoś, kto pokieruje nim, pomoże wydobyć i rozwinąć
w pełni wartości, uwrażliwi na dobro i zło. Podstawową komórką wychowawczą jednostki
jest rodzina. O tym pisze wielu znanych pedagogów, psychologów (również innych badaczy),
m.in. T. Kukołowicz, M . Ziemska, J. Rembowski, M . Przetacznik-Gierowska i in. Rodzina,
a w szczególności rodzice, mają ogromny wpływ na rozwój dziecka. To w rodzinie zapoznaje się
ono z funkcjonowaniem państwa, Kościoła, uczy się współżycia z innymi, a szczególnie z osoba
mi starszymi. Rodzina jest dostarczycielem wzorców identyfikacyjnych: z płcią, rolą społeczną,
wartościami, narodowością, wyznaniem. Jednostka musi mieć punkt odniesienia do czegoś lub
4
Nasze Kościoły. Tom I , Część 1: Archidiecezja Mohylowska. Mohylowszczyzna; Tom I ,
Część 2: Diecezja Mińska; Tom I , Część 3: Archidiecezja Mohylowska, Witebszczyzna, Reprint serii
wydawniczej „Nasze Kościoły" w archidiecezji mohylowskiej i diecezji mińskiej został wykonany
z inicjatywy Ośrodka do spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturowego poza Granicami Kraju - Sto
warzyszenia Wspólnota Polska przez Wydawnictwo Biblioteki Narodowej, Warszawa 2001.
Por. na ten temat: I . Kabzińska, Wśród „kościelnych Polaków". Wyznaczniki tożsamości
etnicznej (narodowej) Polaków na Białorusi, Warszawa 1999.
5
252
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
kogoś, stanowi to niezbędne źródło w poznaniu własnego „ja", pomaga na drodze do samodosko
nalenia się, rozwoju poczucia tożsamości. Pomaga w odpowiedzi na pytanie - „kim jestem".
Podkreślić należy, iż na rozwój jednostki ludzkiej wpływają także w sposób istotny takie
czynniki, jak: dziedziczność, wychowanie, środowisko społeczne (kultura) i własna aktywność.
Na danym etapie rozwoju człowieka spełniają one pierwszorzędną rolę ustępując miejsce następ
nym. Tak więc, w zależności od jakości pierwotnego środowiska wychowawczego jednostki
- rodziny - rozwija się jej własna aktywność oraz pełnowartościowe funkcjonowanie w środo
wisku społecznym. Nadrzędnym zaś czynnikiem nad wychowaniem jest dziedziczność, która
warunkuje, niepoddające się w pełni czynnikowi wychowawczemu, pewne zachowania jednostki,
jej umiejętności i predyspozycje.
Narodowość stanowi jeden z wyznaczników tożsamości jednostki. Polacy są narodem, który
dotkliwie odczuł politykę depolonizacji, przymusu wyrzeczenia się swojej narodowości. Wskutek
wydarzeń losowych oraz innych przyczyn Polacy znaleźli się w wielu krajach Europy Zachod
niej i Wschodniej, a także na innych kontynentach, w tym m.in. w Ameryce Południowej. Fakt
znalezienia się w obcym kraju, w obcej i nieznanej kulturze i jednoczesnej konieczności za
adaptowania się w nowym środowisku - wymagały od emigranta, zesłańca, wychodźcy, robot
nika sezonowego wysiłku, „przełamania się" i otwarcia się na nową rzeczywistość. Z drugiej
strony, tęsknota za Ojczyzną gromadziła ich wokół środowisk i symboli z tą Ojczyzną kojarzo
nych. To przywodziło ich do miejsca, które katalizowało wszystkie te wartości. Miejscem tym
był Kościół Katolicki, w którym kapłan, na ogół Polak, obok wypełniania funkcji duszpasterza
pełnił naturalną rolę wychowawcy, autorytetu, a także przypominał swoją obecnością ojczysty
kraj. Środowisko parafialne odgrywało przy tym wielofunkcyjną rolę, w szczególności eduka
cyjno-wychowawcza, w stosunku do dzieci emigrantów, które zdobywały tutaj także podsta
w o w ą wiedzę historyczną, językową i kulturową związaną z krajem pochodzenia rodziców.
Owe potrzeby leżały u genezy powstania sieci szkolnictwa parafialnego, które stało się do
czasów nam współczesnych trwałą instytucją.
Zagadnieniu roli parafii katolickich jako centrum edukacyjno-wychowawczego poświęcono
wiele publikacji. Do tego nurtu badawczego zaliczamy wiele opracowań powstałych w ośrodku
naukowym KUL-u, jakim jest Instytut Badań nad Polonią i Duszpasterstwem Polonijnym. Ze
środowiska tego wyszła praca poświęcona problematyce wychowania w środowisku emigracyjnym,
autorstwa ks. prof. Edwarda Walewandra. Ks. E. Walewander posiada znaczący dorobek naukowy
w zakresie badanego tematu. Jest badaczem i praktykiem, ponieważ przez wiele lat łączy funkcje
duszpasterza polonijnego i badacza przedmiotu. Recenzowana pozycja dotyczy w szczególności
wychowawczej roli kapłana - Polaka wśród Polaków, którzy przyznają się do polskości. Autor
opisuje środowisko polskich emigrantów na Zachodzie z punktu widzenia problematyki wycho
wawczej w środowiskach parafialnych. Podkreślmy, iż z tego samego naukowego ośrodka Kato
lickiego Uniwersytetu Lubelskiego, z którego pochodzi autor omawianej pozycji, wyszło wiele
opracowań z zakresu tej tematyki. Wskażmy w tym miejscu w szczególności książkę ks. prof.
R. Dzwonkowskiego Polacy na dawnych Kresach Wschodnich. Z problematyki
narodowościowej
i religijnej , w której autor ukazał m.in. rolę kapłana polskiego dla Polaków na Kresach Wschod
nich: na Białorusi, Ukrainie, Litwie, Łotwie. Spoiwem łączącym te dwie prace jest, po pierwsze,
uwrażliwienie kapłanów na potrzeby rodaków, na zdobycie rzetelnej wiedzy historycznej, kultu
rowej o kraju przebywania Polonii i Polaków, po drugie, powinność uwzględnienia wewnętrz
nych potrzeb tych ludzi. Pogodzenie obyczajów kraju przebywania Polaków z wyniesionym
bagażem kultury ojczystej i wynikających z tego takich a nie innych potrzeb wymaga od kapłana
zaangażowania i umiejętności dostosowania potrzeb wiernych do nowych dla nich warunków.
1
1
Dzwonkowski R. SAC, Polacy na dawnych Kresach Wschodnich. Z problematyki naro
dowościowej i religijnej, wyd. Oddział Lubelski Stowarzyszenia „Wspólnota Polska", Lublin
1994. W kolejnym dziele tegoż autora, Za wschodnią granicą 1917-1993, wyd. „Wspólnota Pol
ska" & „Apostolicum", Warszawa 1995, także poruszona jest kwestia wpływu Kościoła i księży
na zachowanie tożsamości narodowej Polaków na Kresach.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
253
Książka E. Walewandra jest opracowaniem, które powstało na podstawie doświadczeń wyni
kających z praktyki duszpasterskiej Autora w środowiskach, które jednocześnie stanowiły dla
niego przedmiot badań naukowych. Swoje obserwacje i wnioski umieścił na tle dorobku badaw
czego innych autorów. W tym kontekście odniósł się do literatury przedmiotu, tj. opracowań
socjologicznych i pedagogicznych niezbędnych dla weryfikacji ustaleń własnych. Literatura
i inne źródła umieszczone są w przypisach oraz przywołane w odsyłaczach w zależności od kon
kretnego problemu badawczego, które Autor omawia. Ustalenia zawarte w recenzowanej pozycji
ukazane są na tle reprezentatywnego zestawu ocen i poglądów badaczy przedmiotu. Całość uzupeł
nia ikonografia w postaci dokumentu fotograficznego badanych środowisk (21 zdjęć).
Książka składa się z czterech rozdziałów. W pierwszym Autor skupia się nad pojęciem wy
chowania. Podkreśla, że wychowanie jest procesem, który „następuje przez harmonijny rozwój
wrodzonych cech fizycznych, moralnych oraz intelektualnych człowieka" (s. 19). W procesie
wychowania człowieka ważne jest dążenie jego wychowawców do tego, aby stał się on jednostką
samodzielnie myślącą, dążącą do własnego samodoskonalenia się, rozwoju swoich uzdolnień. To
na barkach środowiska wychowawczego spoczywa powinność wydobycia i pokazania wychowan
kom ich zdolności, rozbudzanie i rozwijanie ich walorów duchowych, psychicznych itp., jakich
wymaga od nich społeczeństwo. „Wychowanie to nieustanny proces przygotowania człowieka do
pełnego udziału w życiu społecznym" (s. 21). Nie można bowiem odizolować jednostki od społe
czeństwa bez szkody dla obu stron, jak dla jednostki, tak i dla państwa. Społeczeństwo utraci lojal
nego obywatela, oddanego jej, człowiek zaś będzie się czuł zagubiony w strukturze społecznej.
Niezrozumiałym dla niego mogą okazać się takie pojęcia jak: patriotyzm, miłość do Ojczyzny itp.
Autor zaznacza, że kapłan „zajmuje wyjątkowe miejsce w wychowaniu" (s. 21). Przytaczając
Deklarację o wychowaniu chrześcijańskim Soboru Watykańskiego I I , akcentuje doniosłość
powołania tych osób, które pomagają rodzicom w pełnieniu ich obowiązku - „powołanie to wy
maga szczególnych przymiotów umysłu i serca, jak najstaranniejszego przygotowania i ciągłej
gotowości do odnowy i dostosowania się" (s. 21). Na przykładzie wyżej wymienionej pozycji
R. Dzwonkowskiego zauważyć można, jaką niewiedzę historyczną prezentują kapłani przybyli
z Polski na Białoruś, którzy zaczynali wprowadzać język białoruski do liturgii, do katechezy dzieci
i młodzieży. Księża zbyt dosłownie dostosowali się do realiów białoruskich, pomijając, zaniedbu
jąc lub wręcz negując zapotrzebowania Polaków, m.in. chęć uczestnictwa w liturgii sprawowanej
w języku polskim, języku duszy wiernych. To zaniedbanie ma swoje źródła m.in. w chęci przy
byłych duchownych utrzymania dobrych stosunków z władzami.
W rozdziale drugim Autor przedstawia historię powstania i rozwoju szkolnictwa przy
Kościele na emigracji, wskazując, że szkolnictwo kościelne ma wielowiekową tradycję. Księża
z zaangażowaniem podchodzili do zachowania języka ojczystego w wielu krajach, gdzie tylko znaj
dowała się społeczność polska. „Parafia" - jak podkreśla ks. E. Walenwander - „oprócz swej funk
cji religijnej była ośrodkiem kultywowania tradycji i kultury polskiej" (s. 27). Szkolnictwo polo
nijne znalazło szerokie poparcie wśród emigrantów polskich jeszcze w ubiegłym stuleciu. Pragnęli
oni, aby ich dzieci wychowywały się w duchu patriotyzmu, miłości do Ojczyzny. Szczególnie waż
nym w tym rozdziale jest stwierdzenie, iż harmonijny rozwój wartości ojczystych, dla dobra dzieci
emigrantów, powinien iść w parze z rozwojem i poznaniem wartości kraju przebywania, aby mogli
w przyszłości stać się pełnowartościowymi obywatelami danego kraju, z jednoczesnym poszano
waniem kultury przodków, a nawet z czynnym uczestnictwem w życiu Polski (np. chęć kształcenia
się w Polsce). Wychowanie młodego pokolenia w systemie dwukulturowości umożliwia jemu
„dokonanie w sobie syntezy kulturowej, w której elementy zaczerpnięte z różnych kultur łączą
się ze sobą i nawzajem przenikają" (s. 34). Takie wychowanie ubogaca wewnętrznie człowieka,
stwarza większe możliwości własnego rozwoju. Do takiego rozwoju jednostki powinni dążyć
duszpasterze na emigracji, wspomagając rodziców w trudzie ich wychowania.
Kolejny rozdział traktuje o wychowawczej roli duszpasterza na emigracji. Autor podkreśla,
że polskość jest nierozerwalnie związana z Kościołem katolickim. Wykorzystując literaturę pa
miętnikarską, naświetla on rolę Kościoła wśród polskich emigrantów poczynając od ubiegłego
stulecia. Kapłan przedstawiany jest tu jako osoba głęboko patriotyczna, która swoim zapałem,
254
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
postawą, w wielkim stopniu przeciwdziałała zobojętnieniu wiernych do wartości religijnych oraz
narodowych. Kościół na emigracji pełnił rolę wychowawczą, jednoczącą, wspierającą, czyli taką,
jaką pełnił w Polsce od zarania jej dziejów. Autor również zwrócił uwagę na dość istotną rzecz,
jaką stanowi obraz księdza, którego potrzebować będzie Polonia w przyszłości. Rozpatruje tę
kwestię pod względem potrzeb Polonii amerykańskiej. Na emigracji pracują trzy grupy księży:
z Polski, księża amerykańscy polskiego pochodzenia oraz księża amerykańscy, którzy nie mają
korzeni polskich. Każda z nich boryka się z określonymi problemami. Księża z Polski dobrze
orientują się w sytuacji kraju pochodzenia emigrantów, znają język, który ułatwia porozumienie,
wiedzą jak funkcjonuje parafia polska, nie orientują się natomiast - mimo przygotowania
w Seminarium Polskim w Orchard Lake - w specyfice pracy parafii amerykańskich. Księża ame
rykańscy polskiego pochodzenia znajdują się w sytuacji dokładnie odwrotnej - „mają kłopoty
z porozumieniem się z najnowszą emigracją. Księża o polskim pochodzeniu często nie rozumieją
sensu duszpasterstwa polonijnego i w związku z tym często są do niego źle nastawieni" (s. 61).
Autor podkreśla, że tacy księża „często chętni są do całkowitego likwidowania polonijnego dusz
pasterstwa" (s. 61). Niechęć księży owocuje skreślaniem mszy św. i nabożeństw w języku pol
skim, zmianą nazw polskich kościołów na amerykańskie itp.
Księża amerykańscy nie mający polskiego pochodzenia w większości nie znają języka pol
skiego, nie mówiąc już o historii i kulturze polskiej, co jeszcze bardziej utrudnia zrozumienie
Polonii, jej potrzeb.
Z podobnymi problemami można się spotkać w parafiach katolickich na Białorusi. Pracują tam
księża - Polacy z Polski, księża pochodzenia polskiego z Białorusi oraz księża, którzy uważają się
za przedstawicieli innych narodowości. Księża z Polski, o czym wspomniano wyżej, w „dobrej
wierze" wprowadzają język białoruski do liturgii lub też używają mieszanki językowej podczas
sprawowanej Eucharystii . Mieszanka językowa w Kościele na Białorusi przybiera coraz częściej
postać komiczną. Głoszący kazania księża mówią w trzech językach naraz: po białorusku, po rosyj
sku i po polsku. Ciężko jest czasem zakwalifikować język kazań, katechez do jakiś grupy: nie
wiadomo czy mówią trasianką czy mową prostą}. Język jest, dosłownie rzecz ujmując, „połama
ny". W takiej sytuacji księża przyczyniają się do zaniedbania poprawnego użycia przynajmniej
jednego z wyżej wymienionych języków, co nie jest korzystne z punktu widzenia filologów i wszyst
kich, którzy dążą do tego, aby ich dzieci mówiły poprawnie w którymś z wybranych języków.
Niektórych księży miejscowych na Białorusi, podobnie jak i amerykańskich w Stanach,
cechuje niechęć do patriotycznego nastawienia Polaków do języka ojczystego. Księży, którzy
dbają o polskość w kościele, określają często jako nacjonalistów polskich. Zdarza się, że takie
opinie głoszą miejscowi klerycy, księża, a nawet zakonnice. Można jedynie mieć nadzieję,
że Kościół katolicki na Białorusi nie ulegnie całkowitej białorutenizacji. Byłoby to niekorzystne
dla zamieszkałych tam Polaków, którzy w obliczu zagrożeń dla życia dzielnie bronili wiary.
Nie należy zapominać, że niezłomnej postawie tych ludzi w dużej mierze zawdzięcza się prze
trwanie wielu kościołów.
Ostatni rozdział książki Autor poświęcił rozważaniom o wpływie środowiska na wychowanie
jednostki. Zgadzam się z Autorem, że wychowanie powinno być skierowane ku doskonaleniu
wartości. Środowisko wychowawcze pierwotne, jakim jest rodzina, powinno dążyć do ugrunto
wania wartości w dziecku, aby mogło ono w przyszłości, na drodze weryfikacji i konfrontacji
tych wartości z rzeczywistością otaczającego je świata, dokonać konstruktywnych wyborów. Po
móc w tym powinien Kościół katolicki poprzez posługę kapłanów. Kapłani powinni zdać sobie
2
2
Na przykład jedno z czytań jest po polsku, drugie po rosyjsku, Ewangelia jest czytana
w dwóch językach - po polsku i w języku rosyjskim, kazania są głoszone albo po rosyjsku, albo
po polsku z tłumaczeniem na rosyjski (przede wszystkim na mszy św. dla dzieci).
„Trasianką" na Białorusi mówią ludzie mieszający języki białoruski i rosyjski, natomiast
język prosty jest połączeniem polskiego i białoruskiego. Coraz częściej język prosty jest uważany
za mieszankę polsko-białorusko-rosyjską. I . Kabzińska, w swojej książce pt. Wśród „kościelnych
Polaków", Warszawa 1999, opisuje to zjawisko.
3
255
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
sprawę z wpływu, jaki wywierają na młode pokolenie. Nic nie ujdzie uwagi dzieci i młodzieży,
która jest na drodze poszukiwania i samostanowienia. Kapłani powinni także uszanować decyzje
rodziców, np. w jakim języku prowadzić katechezy, a nie według własnego pojęcia dobra dla
dziecka; powinni nieustannie pamiętać o swoim nadrzędnym powołaniu - służbie Bogu i ludziom,
które wymaga pokory, przemyśleń, miłości.
Opracowanie ks. E. Walewandra jest kolejną, istotną pozycją, wskazującą na to, że los
człowieka i jego duchowe i kulturowe potrzeby nie są spychane na margines we współczesnym,
zmaterializowanym świecie. Świadczy o wszechstronnym zainteresowaniu Polonią i Polakami
poza granicami kraju. Praca stanowi cenne źródło, niezbędne, moim zdaniem, dla edukacji
kapłanów, którzy podejmują pracę w środowiskach emigracyjnych. Z tego powodu uważam, że
ta niewielka, ale w sposób lapidarny i celny ujmująca problematykę praca może w sposób
istotny uświadomić kapłanom wagę odpowiedzialności za tych, wśród których pracują, dlatego
poświęciłam jej omówieniu tyle miejsca. Obok waloru poznawczego, praca ma znaczenie jako
wskazówka metodologiczna dla wszystkich duszpasterzy podejmujących wieloaspektową pracę
w podobnych środowiskach.
Helena
Giebień
Walter Żelazny, Francja wobec mniejszości narodowych. Etniczność, etnopolityka, etnosocjologia,
Tyczyn, 2000: Wyższa Szkoła Społeczno-Gospodarcza, ss. 339
Dawno już na rynku wydawnictw naukowych nie gościła pozycja tak zajmująca, jak książka
Waltera Żelaznego. Skierowana do szerokiego audytorium, acz spełniająca wszelkie wymogi pracy
naukowej - dotyka sfery trudno dostępnej i jak dotąd niezbadanej. Autorowi udało się dotrzeć do
wszystkich mniejszości narodowych Francji, stworzyć ich kompleksowe portrety socjologiczne
oraz rozszerzyć teoretyczne pole rozważań nad etnicznością.
Praca Waltera Żelaznego, oparta na bardzo bogatym materiale faktograficznym, uzyska
nym w trakcie kilkuletnich badań, daje wyczerpujący obraz współczesnych stosunków etnicz
nych Republiki Francuskiej. Odsłania polskiemu czytelnikowi drugie oblicze państwa, które
dwieście lat temu zaszczepiło w Europie idee „wolności, równości i braterstwa". Żelazny
stawia śmiałą tezę, iż Francja jako jedyne państwo demokratyczne neguje istnienie na swym
obszarze mniejszości narodowych. Obok takich państw jak Turcja czy Iran prowadzi politykę
przymusowej asymilacji i dyskryminacji mniejszości. Ze zrozumiałych względów ta książka
nie mogła więc powstać w środowisku badaczy francuskich. Sam Żelazny miał problemy
zarówno z dotarciem do wielu danych statystycznych, jak i ze zdobyciem informacji od człon
ków mniejszości narodowych.
Materiały zebrane w tej książce posłużyły do realizacji dwóch celów badawczych. Pierw
szy z nich ma być próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego państwo francuskie zaprzecza istnie
niu mniejszości narodowych na swym terenie oraz zwalcza je metodami często na granicy
legalności. Dodatkowo, jakie te mniejszości implikują problemy społeczno-polityczne i jak
obecna etnopolityka Francji wpływa na jednoczącą się Europę. Druga część książki w całości
poświęcona jest sytuacji poszczególnych mniejszości narodowych: Bretończyków, Okcytańczyków, Korsykanów, Basków, Katalończyków, Sabaudczyków, Flamandów, Alzatczyków
i Lotaryngów frankońskich.
Przestrzegając ścisłych rygorów metodologicznych Żelazny podaje własne definicje pod
stawowych pojęć użytych w rozprawie. Na szczególną uwagę zasługuje oddzielenie terminu
„mniejszość narodowa" (grupa ludzi odseparowana od swojego narodu, zamieszkująca w obcym
państwie) od „narodu bez państwa" (społeczeństwa, które z różnych powodów nie wybiło się
na niepodległość). Autor posługuje się również popularnym w literaturze etnicznej pojęciem
„państwa-narodu", używanym na określenie społeczeństwa zorganizowanego przez naród do
minujący w państwie.
256
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Francuskie etat-nation (państwo narodowe) zmierza do przymusowej asymilacji bądź unice
stwienia narodów „drugiej kategorii". Podstawowym narzędziem dyskryminacji jest niedopusz
czanie do rozwoju języków poszczególnych regionów. W tak zorganizowanym społeczeństwie
panuje jedność instytucji państwa i narodu, czym tłumaczy się narzuconą unifikację językową
i społeczną. Dla wyjaśnienia specyfiki francuskiej etnopolityki, Żelazny posłużył się teorią
przemocy symbolicznej Pierre'a Bourdieu. Jego zdaniem, odzwierciedla ona działania Francji,
zmierzającej do narzucenia obowiązującego modelu kultury oraz reprodukcji przywilejów klasy
rządzącej poprzez oświatę. W części poświęconej poszczególnym mniejszościom zgromadził
ogromną listę dowodów na poparcie swego twierdzenia.
Republika pozostaje wierna jakobińskiej koncepcji państwa od ponad dwustu lat. Idea
„państwa-narodu" wsparta jest na solidnych filarach francuskich modeli filozoficznych i socjo
logicznych. Zaskakujące jak w dobie miażdżącej wręcz przewagi naukowych koncepcji wielokulturowości oraz tendencji regionalistycznych we współczesnych demokracjach, Francja nadal
dąży do narodowej homogenizacji. Zwłaszcza, że według szacunków Żelaznego około 20% lud
ności należy dojednej z siedmiu mniejszości narodowych Francji, ponad pięć milionów obywa
teli posługuje się (obok francuskiego) jednym z języków regionalnych. Kolejne cztery miliony
„Francuzów" to imigranci, których poczucie tożsamości narodowej trudno ustalić ze względu na
brak tego rodzaju badań.
Oficjalnie państwo francuskie daje swoim obywatelom możliwość zrzeszania się, tworzenia
regionalnych partii politycznych, nauki języka regionalnego i kultywowania własnych tradycji.
Nie mniej jednak w statucie żadnej partii nie może być mowy o żądaniach autonomii terytorial
nej. Nauczyciele mogą uczyć języka regionalnego, jednakże nie mogą w żaden sposób uaktyw
niać świadomości narodowej młodzieży. W szkołach państwowych brakuje wysoko wykwalifi
kowanej kadry. W praktyce dzieci mają możliwość nauki języka jedynie w szkołach prywatnych,
powstałych z inicjatyw obywatelskich. Państwowe mass media poświęcają na programy lokalne
poszczególnych mniejszości do kilku minut dziennie. Zdaniem Żelaznego, owo minimum języ
kowe służy wyłącznie propagandzie zewnętrznej. We Francji ma miejsce swoista dyskryminacja
lingwistyczna, przejawiająca się w ogromnych subwencjach oraz promocji języka francuskiego,
przy jednoczesnym zaniżaniu liczby lektorów języków regionalnych.
Szczególnie interesująca dla polskiego czytelnika może okazać się druga część książki,
w której z niezwykłą starannością odtworzono sytuację poszczególnych mniejszości narodowych,
narodów bez państwa, departamentów oraz terytoriów zamorskich Francji.
Etnopolityka państwa rodzi tam liczne konflikty. Szczególnie silne napięcia mają miejsce na
Korsyce, gdzie prawdziwym faux-pas byłoby nazwanie wyspiarza Francuzem. Korsykanie, uwa
żający się za oddzielny naród, uciekają się do ataków terrorystycznych skierowanych przeciw
narodowym symbolom Francji (budynkom administracji publicznej, posterunkom policji itp.).
Tendencje separatystyczne ujawniają również Baskowie, Bretończycy oraz Sabaudczycy. Mniej
radykalne mniejszości: Katalończycy i Flamandowie, domagają się autonomii w ramach Republiki
i poszanowania kulturowej odrębności. Nawet takie mniejszości językowe jak Alzatczycy i Lotaryngowie poczuwają się do podwójnej przynależności narodowej i bronią swojej odmienności
lingwistycznej.
Renesans świadomości etnicznej ma również miejsce w niektórych terytoriach zamorskich
Francji. Jedyną zaporą dla wzrostu orientacji narodowych wśród terytoriów zamorskich są
subwencje unijne. Powoli Francja godzi się jednak z faktem, że nie wszędzie bycie Francuzem jest
opłacalne. Największą wolnością kulturowo-językową cieszy się Polinezja Francuska, która jako
pierwsza zyskała autonomię Tendencje antyfrancuskie nasilają się również w Nowej Katalonii.
W związku z żądaniami niepodległościowymi Kanaków, Republika zmuszona jest do ciągłych
ustępstw, aby nie utracić całkowicie panowania w Oceanii.
Analizując zjawisko ciągle słabnącej więzi Francji z poszczególnymi mniejszościami, Żela
zny prognozuje zmierzch idei państwa-narodu. Jego książka wpisuje się niewątpliwie w nurt
socjologii wartościującej. Jednakże perspektywa mniejszościowa została tutaj użyta w sposób
wyważony. Znajdujemy w niej również miejsce na argumenty strony przeciwnej (m.in. teorie
257
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
uzasadniające koncepcję etat-natioń). W rozważaniach można by pójść jeszcze dalej. Warto za
stanowić się nad przyczynami lęku Francji przed regionalizacją i zagrożeniem integralności. Czy
jakobinizm w wystarczający sposób tłumaczy swoistość Republiki na arenie międzynarodowej?
Otwiera się również kilka nowych perspektyw badawczych, m.in. zagadnienie stosunku społe
czeństwa francuskiego do mniejszości narodowych oraz problematyka imigracji w kontekście
przemocy symbolicznej.
Mimo iż główne tezy zawarte w książce mogą być zaskakujące i kontrowersyjne, powinna ona
stać się lekturą obowiązkową dla osób zajmujących się problematyką etniczną. Jej największym
walorem jest stworzenie wyczerpujących zestawień etnosów, ich umiejscowienia w historii Francji,
wskazanie wartości naczelnych, instytucji, literatury, pism oraz implikacji społeczno-politycznych
wynikających z budzenia się ich świadomości narodowej.
Joanna
Z kraju nad Leną. Związki polsko-jakuckie
2001: Wydawnictwo „Atla 2", ss. 246, i l .
Cukras
dawniej i dziś, Antoni Kuczyński (red.), Wrocław
Na polskim rynku wydawniczym ukazało się jak dotąd niewiele opracowań poświęconych
kulturze Jakutów. Z dużą satysfakcją należy więc przyjąć fakt pojawienia się książki Z kraju nad
Leną. Jest ona bowiem publikacją, która nie tylko szeroko ujmuje to zagadnienie, ale też prezen
tuje najnowsze, związane z nim ustalenia badawcze uczonych polskich i jakuckich.
We „Wstępie" Antoniego Kuczyńskiego czytamy, że pomysł wydania monotematycznego
tomu poświęconego folklorowi jakuckiemu z ukazaniem wkładu Polaków w dzieło jego pozna
nia powstał podczas międzynarodowej konferencji „Rosja i Polska. Historyczno-kulturowe
kontakty - syberyjski fenomen" (1999). Realizacji zadania podjął się Ośrodek Badań Wschod
nich Uniwersytetu Wrocławskiego przy współpracy dwumiesięcznika literacko-naukowego
Literatura
Ludowa.
Zawarte w książce artykuły zostały zgrupowane w dwóch częściach. Pierwsza nosi tytuł „Ze
skarbnicy jakuckiego folkloru", druga - „Związki polsko-jakuckie dawniej i dziś".
Autorami opracowań poświęconych kulturze mieszkańców ziemi Sacha są wybitni uczeni
wywodzący się z tamtych obszarów. Zawarte w tomie artykuły zostały wcześniej opublikowane
w Literaturze Ludowej (6:2000) i , jak pisze Antoni Kuczyński, zeszyt ten „był pierwszą
w naszej humanistyce, po znakomitym dziele W. Sieroszewskiego, tak obszerną publikacją doty
czącą jakuckiego folkloru, życzliwie przyjętą przez badaczy obu krajów" (s. 5). Zamieszczone
teksty dotyczą etnogenezy ludu Sacha, jego pierwotnej struktury politycznej, śladów dawnych
wierzeń i obrzędów zachowanych w folklorze, jak też przenikania elementów kultury rosyjskiej
oraz innych subetnosów zamieszkujących polarne obszary Syberii. Kilka artykułów zawiera
ocenę polskiego wkładu w poznanie jakuckiego folkloru.
Wzrost zainteresowań badaczy historią i tradycyjną kulturą autochtonów z byłych republik
ZSRR wiąże się z procesem ich „odrodzenia narodowego". Warto przypomnieć, że od czasów
carskich rdzenni mieszkańcy włączonych do imperium obszarów azjatyckich ulegali stopniowej
asymilacji, powodującej m.in. odchodzenie od własnych tradycji. W efekcie tracili oni poczucie
przynależności do konkretnej grupy narodowej. Proces ten nie ominął Jakutów, którzy stawali się
powoli obywatelami rosyjskimi, z wszystkimi kulturowymi konsekwencjami takiego stanu rzeczy.
Dzisiejsze elity intelektualne i polityczne Republiki Sacha próbują budować tożsamość naro
du opartą na elementach dawnej kultury, takich jak rodzimy język, tradycyjna obyczajowość,
religijne obrzędy czy wierzenia, zaś największą skarbnicą zapomnianych treści jest folklor. Zda
niem Władimira M . Nikiforowa „wielki ładunek informacyjny zawierają wyrazy-klucze, [...]
tradycyjne utarte epitety, loci communes, formuły, liczne archaizmy leksykalne i semantyczne
[...]. Tym bardziej przyciągają one uwagę badaczy, którzy wyczerpali możliwości określonej
258
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
dziedziny nauki (historii, etnografii) w celach odtwarzania ustroju społecznego, a także rozwikła
nia problemu etnogenezy oraz rekonstrukcji kultury materialnej i duchowej, zwłaszcza ludów
przedpiśmiennych" (s. 17).
„Zagubione" lub szczątkowo zachowane w folklorze treści poszukiwane są tu w tekstach
XVII-wiecznych podań i legend (Andrian A. Borisów), archaizmach językowych (Władimir
M . Nikiforów), heroicznych utworach o czynach bohaterów zwanych oloncho (Nikołaj W. Jemielianow) oraz w obrzędach dzieciństwa (Jekaterina N . Romanowa).
Materiały zgromadzone w drugiej części książki pozwalają spojrzeć na związki polskojakuckie co najmniej z dwóch punktów widzenia. Pierwszy ujmuje to zagadnienie w perspek
tywie czasowej, sytuując je bądź w kontekście historycznym, bądź współcześnie. Dzięki temu
poznajemy specyfikę przemian polskich kontaktów z Jakucją, począwszy od działalności kolonizacyjno-gospodarczej pierwszych jeńców wojennych, po ożywioną współpracę naukową, cha
rakteryzującą czasy najnowsze.
Artykuły można też rozpatrywać pod kątem zawartych w nich problemów. Do najważniej
szych należą dziewiętnastowieczne polskie badania kultury Jakutów na tle osiągnięć uczonych
rosyjskich oraz przykłady aktualnie prowadzonych prac. Ciekawe są też wątki poboczne,
jak chociażby stosunek zesłańców do autochtonów, nastawienie Jakutów do przebywających na
ich ziemiach obcokrajowców czy wpływ przedstawicieli narodów słowiańskich na kształtowanie
się kultury ludu Sacha.
Wszystkie, wymienione tu kwestie znalazły swoje odbicie w obszernym artykule Antoniego
Kuczyńskiego „Między Jakucją a Polską - Przestrzeń i pamięć". Sięgając do wielu materiałów
źródłowych oraz dzięki własnym obserwacjom i dyskusjom z naukowcami specjalizującymi się
w różnych dziedzinach wiedzy, autor stworzył syntetyczny obraz skomplikowanych związków
łączących nasze kraje na przestrzeni kilkuset lat.
Początki tej historii sięgają siedemnastego wieku, kiedy miało miejsce kolonizowanie i zago
spodarowywanie Jakucji. Nieco później na ziemie te zaczęli przybywać coraz liczniejsi zesłańcy,
zaś niektórzy z nich pozostawili po sobie pisemne świadectwa własnych doznań. Pierwszy polski
opis jakuckiej ziemi i kultury jej mieszkańców, autorstwa Adama Kamieńskiego-Dłużyka, pocho
dził z końca X V I I wieku. W następnym stuleciu powstały ważne relacje Ludwika Siennickiego
i Józefa Kopcia. Jednak najwięcej polskich opisów Jakucji sporządzono w X I X wieku. Na szcze
gólne wyróżnienie zasługuje monografia etnograficzna Wacława Sieroszewskiego, Dwanaście
lat w kraju Jakutów oraz słownik języka jakuckiego, opracowany przez Edwarda Piekarskiego.
Ważne pod względem poznawczym są też ludoznawcze teksty S. Jastrzębskiego, F. Kona
i M . Witaszewskiego. Natomiast w dziedzinie geografii znaczne osiągnięcia mieli wówczas
A. Czekanowski i J. Czerski. Inny Polak, A. Szymański, zawarł swoje zesłańcze refleksje w inte
resujących tekstach literackich.
W latach czterdziestych X X w. Jakucja stała się miejscem stalinowskich zesłań, które dziś są
jednym z najważniejszych tematów badawczych podejmowanych przez polskich i rosyjskich
historyków. W ostatnich latach, wraz z odradzaniem się świadomości etnicznej narodów byłego
ZSRR, prowadzone są też intensywne prace nad lokalnymi społecznościami i wkładem badaczy
w dokumentowanie różnych przejawów ich kultury.
W książce Z kraju nad Leną osiągnięcia XIX-wiecznych zesłańców omówiło w różnym za
kresie kilku autorów. Pisał na ten temat Igor S. Jemielianow („Folklor ludów Jakucji w utworach
beletrystycznych Wacława Sieroszewskiego"), Agafia J. Zacharowa („Mikołaja Witaszewskiego
opis szamanizmu u Jakutów"), Andrzej Sieroszewski („Słowo i czyn. Życie i twórczość Wacława
Sieroszewskiego") oraz Zbigniew Wójcik („Polscy przyrodnicy zesłani na bezdroża Ziemi
Sacha"). Ostatni z wymienionych tu autorów omówił w szerokim kontekście dokonania Pola
ków zajmujących się florą, fauną i geologią w Jakucji. Jednym z nich był mało znany w na
szym kraju badacz szczątków mamuta, Konstanty Wołłosowicz i jemu właśnie poświęcona jest
znaczna część tego tekstu.
Spośród prac Polaków opisujących kulturę ludu Sacha najczęściej wymieniana jest książka
Wacława Sieroszewskiego Dwanaście lat w kraju Jakutów. Wszyscy omawiający tę publikację
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
259
autorzy podkreślają jej pionierski charakter i ciągłą aktualność, choć sama zawartość dzieła nie
stanowi zasadniczego przedmiotu rozważań żadnego z nich.
Kolejnym tematem, który został w tomie zasygnalizowany, są losy Polaków przebywających
w Jakucji. Zamieszczono tu tekst Stanisława Palińskiego, działacza socjalistycznego z przełomu
X I X i X X wieku, skazanego na dziesięcioletni pobyt w Srednie-Kołymsku; w opublikowanej
relacji autor opisał swoją ucieczkę z zesłania.
Artykuł Antoniego Kuczyńskiego „Chciałem się pana zapytać czy Wacław Sieroszewski żyje
jeszcze?" poświęcony jest spotkaniu polskiego łagiernika z jakuckim działaczem, wydawcą i hi
storykiem, Serafinem Potapowem, które miało miejsce w obozie na dalekiej Północy. Jego kanwę
stanowi fragment wspomnień Anatola Krakowieckiego, wydanych po raz pierwszy w Londynie
pod tytułem Książka o Kołymie.
Kwestię pobytu naszych zesłańców nad Leną kończy artykuł Ewy Ziółkowskiej „Polski
pomnik w Jakucku", relacjonujący historię wzniesienia tego monumentu. W opracowaniu, nie
jako na marginesie, zamieszczona jest informacja o postrzeganiu zesłańczej rzeczywistości przez
dzisiejszych mieszkańców Jakucji o polskim rodowodzie. Autorka przytacza tu treść listu prezesa
Polskiego Stowarzyszenia Społecznego „Polonia" w Republice Sacha, Walentyny Szymańskiej
argumentującego potrzebę wzniesienia pomnika. W piśmie tym znajduje się stwierdzenie, że
projektowany monument powinien upamiętnić Sieroszewskiego, Piekarskiego oraz zesłańców
z czasów ostatniej wojny. Można więc przypuszczać, że właśnie oni zapisali się najbardziej
w świadomości potomków Polaków. Ostatecznie, po konsultacjach z naszymi uczonymi, na pom
niku znalazły się również nazwiska Czekanowskiego i Czerskiego.
Ważną pod względem poznawczym grupą artykułów są opracowania polskich badaczy oma
wiające wyniki prowadzonych przez nich prac nad kulturą Jakutów. Dotyczą one nieco innych
problemów niż zagadnienia przedstawione przez uczonych jakuckich w pierwszej części książki.
Podczas gdy teksty tamtych autorów kładą większy nacisk na odnajdowanie korzeni miejscowej
kultury, polskie badania w szerszym zakresie koncentrują się na zachodzących w niej procesach
asymilacyjnych oraz czynnikach konsolidujących obecnie naród Sacha. Problematyka tych opra
cowań została precyzyjnie określona w tytułach: Maria Magdalena Kosko pisze o „wpływie chrze
ścijaństwa na światopogląd Jakutów", Paweł Trzciński o „odradzaniu religijności wśród współ
czesnych Sacha", Robert Wyszyński natomiast o „typach więzi w społeczeństwie jakuckim".
Wszystkie wspomniane tu artykuły dotyczą kwestii światopoglądowych, zaś podane w nich usta
lenia poprzedzone są analizą źródeł pisanych bądź terenowych.
Wyjątkowy charakter ma tekst Alfreda Jahna, „Idziemy w tajgę...". Jego autor, znakomity
geograf i podróżnik, barwnie odtwarza atmosferę swoich pobytów w Jakucji, pisząc z nutką
nostalgii o „pionierskiej" wyprawie w 1968 roku i mniej entuzjastycznie o przemianach, które
zaobserwował tam w następnych latach. W opracowaniu profesora Jahna zawarte są także gorz
kie refleksje o politycznym jarzmie ZSRR, nadal dławiącym miejscową ludność.
Książkę zamyka artykuł Antoniego Kuczyńskiego „Dziedzictwo, dominanty, mity w związ
kach polsko-jakuckich", opublikowany w języku angielskim, dzięki czemu zagraniczni czytelni
cy mogą zapoznać się z syntetycznym ujęciem prezentowanej w tomie problematyki. Warto do
dać, że wszystkie pozostałe teksty opatrzone są angielskimi streszczeniami lub krótką informacją
dotyczącą ich treści. Być może, ze względu na zakres omawianych w tomie zagadnień, należałoby
tu jeszcze dołączyć omówienia w języku rosyjskim.
Ponieważ książka ma charakter interdyscyplinarny warto byłoby zamieścić w niej także notki
o autorach. W niektórych tekstach zawarte są opisy postępowania badawczego, co umożliwia
poznanie metod stosowanych przez poszczególnych naukowców. Dodatkowe informacje o repre
zentowanych przez nich dyscyplinach, ich specjalizacjach oraz zainteresowaniach byłyby poży
teczną wskazówką dla czytelników mniej obeznanych z daną dziedziną wiedzy.
Publikacją tą powinny się zainteresować nie tylko osoby zajmujące się w różnym zakresie
Syberią, ale też szerokie grono humanistów. Na przykładzie Jakucji można znaleźć wyjaśnienie
wielu kwestii związanych z przemianami kulturowymi i poczuciem tożsamości etnicznych mniej
szości byłego ZSRR. Wyraziście nakreślony jest problem właściwych im procesów asymilacyjnych
260
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
i narodowotwórczych. Ciekawie przedstawiony materiał folklorystyczny powinien zainteresować
przede wszystkim badaczy literatury, historyków i etnologów, ważne, choć omawiane w wąskim
zakresie, są wiadomości dotyczące geografii Jakucji. W książce został też rozbudowany temat
Polaków na Syberii; wiele uwagi poświęcono w niej działalności poznawczej zesłańców, zaś wątek
ich martyrologicznych doświadczeń na Wschodzie jest w kilku artykułach zasygnalizowany.
Należy podkreślić, że zgromadzenie w tomie tak bogatego materiału było możliwe dzięki
bardzo dobrej współpracy między badaczami polskimi i jakuckimi, która przejawiała się w pre
zentacji ich naukowych osiągnięć na międzynarodowych konferencjach oraz w stworzeniu odpo
wiednich warunków do podejmowania badań terenowych i poszukiwań archiwalnych na obsza
rach do niedawna prawie niedostępnych dla cudzoziemców. W ostatnich latach etnografowie,
socjologowie i archeolodzy uczestniczyli w kilku ekspedycjach do Jakucji, zaś historycy korzy
stają z bogatej dokumentacji zgromadzonej w Instytucie Badań Humanistycznych Akademii Nauk
Republiki Sacha. Ze słów Antoniego Kuczyńskiego wynika, że współpraca będzie kontynuowa
na, przede wszystkim w zakresie poszukiwań archiwalno-bibliograficznych, co rokuje nadzieję
na poszerzenie i tak już bogatej problematyki naukowych zainteresowań tym obszarem.
Anna
Milewska-Młynik
Henryk Zins, Kupcy i kidnaperzy. Handel niewolnikami w dziejach Afryki i Ameiyki, Lublin 2001:
Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, ss. 230
Niewolnictwo, w tym handel niewolnikami, w szczególności Afrykanami, było powszechnie
akceptowane przez rządzących i panujące religie świata chrześcijańskiego i muzułmańskiego
przez wiele stuleci. Nie budziło też protestów ówczesnych filozofów i teologów. W zasadzie
do X I X w. obowiązywało stwierdzenie św. Tomasza z Akwinu, że „czarni ludzie mają czarne
dusze" (Hammond 1994, s. 97), co m.in. miało usprawiedliwiać handel niewolnikami afrykań
skimi. Problematyce tej poświęcona jest monografia Henryka Zinsa. Stanowi ona plon jego wielo
letniego pobytu na uniwersytetach w Kenii, Nigerii, Zimbabwe i Botswanie.
Książka ma układ chronologiczno-problemowy i składa się z 13 rozdziałów, przy czym pierw
sze 10 rozdziałów ma charakter wybitnie historyczno-geograficzny, zaś trzy ostatnie traktują
0 konsekwencjach handlu niewolnikami i walce o jego zniesienie. Problem ilustrowany jest
poprzez dobór różnorodnych przykładów.
Publikacja została starannie wydana (chociaż brak spisu ilustracji). Zawiera bogaty materiał
ikonograficzny (23 fotografie) i kartograficzny (6 map). Wzbogacona jest także licznymi ze
stawieniami statystycznymi ukazującymi skalę i kierunki handlu niewolnikami (22 tabel). Dla
czytelnika pomocne są indeksy osób oraz nazw geograficznych i etnicznych.
We „Wstępie" Autor dokładnie sprecyzował definicję niewolnictwa, a następnie ukazał ge
nezę niewolnictwa w starożytności. Wówczas, a także w następnych wiekach, wojna była głów
nym źródłem pozyskiwania niewolników. Obok niej wymienia się: korsarstwo, porwania ludzi,
niewolę za długi i niepłacenie podatków, sprzedaż dzieci i inne. Niewolnictwo w cywilizacjach
starożytnych, w szczególności w imperium rzymskim, stanowiło istotną cechę życia społecznego
1 gospodarczego.
Autor uwzględnił stosunek filozofów i pisarzy do tego zagadnienia. Nawet tzw. cynicy i stoicy,
uważający, że niewolnictwo jest sprzeczne z naturą, nie domagali się jego likwidacji (s. 18-19).
Chrześcijaństwo nie wysuwało postulatu zniesienia niewolnictwa, a islam popierał jego istnienie.
Obie religie zalecały jedynie dobre traktowanie niewolników.
Najwcześniej handel niewolnikami rozwinął się w Afryce w części na północ od Sahary.
Autor słusznie przyjmuje tutaj założenie, że niewolnictwo istniało w Afryce już przed przyby
ciem tam Arabów i Europejczyków (s. 25). Wskazuje też na trudności związane z ustaleniem
cezury początków międzynarodowego handlu niewolnikami afrykańskimi.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
261
Ze znawstwem omówiono handel transsaharyjski, którym trudnili się muzułmanie. Dla nich
w tym procederze istotną rolę odgrywały względy religijne, np. uzasadnienie brania „niewier
nych" w niewolę. Chętnie też brano kobiety i dzieci ze względu na ich podatność na asymilację
w społeczności muzułmańskiej. Mężczyźni-niewolnicy okazywali się przydatni zwłaszcza jako
żołnierze i osadnicy. Proceder tworzenia z niewolników tzw. gwardii przybocznych przetrwał
na kontynencie afrykańskim do czasów współczesnych.
Przed przybyciem Europejczyków do Afryki niewolnictwo funkcjonowało w tamtejszej struk
turze społeczeństw, miało jednak charakter ograniczony i nie przebiegało w sposób tak okrutny.
Inaczej pojmowano też tam formy osobistej zależności.
W dalszej części książki Autor dużo miejsca poświęcił przyczynom zaistnienia atlantyckiego
handlu niewolnikami. Poddał krytyce teorię klimatyczną niejako usprawiedliwiającą sprowadza
nie na półkulę zachodnią Afrykanów jako niewolniczą siłę roboczą. Odniósł się także krytycznie
do innych teorii. W sposób przekonywujący ustosunkował się do problemu rozmiarów, organiza
cji i dynamiki atlantyckiego handlu niewolnikami; rozpiętości w oszacowaniu skali tego zjawiska
wahają się np. między 9 a 50 min niewolników. Autor posiłkuje się tutaj autorytetami w badaniu
handlu niewolnikami afrykańskimi (m.in. P.D. Curtin czy P.E. Lovejoy).
Z detalami przedstawiono mechanizmy atlantyckiego handlu niewolnikami. Odbywał się on
w systemie tzw. trangular trade - łączącego Europę, Afrykę z Indiami Zachodnimi i Ameryką
Północną. Handel ten przyczynił się do znacznego wzrostu produkcji i eksportu państw Europy
Zachodniej, a także Stanów Zjednoczonych. Największa liczba niewolników dostarczana była
z Afryki Zachodniej, co wynikało nie tylko z dogodnego położenia geograficznego tej części
Afryki, ale także z dość gęstego zaludnienia oraz ruchliwości handlowej jej mieszkańców.
Autor uchwycił specyfikę handlu niewolnikami w różnych rejonach Afryki. Wskazał na
istniejące prawidłowości, ale przede wszystkim skoncentrował się na cechach specyficznych.
Ponadto ukazał zróżnicowany stosunek europejskich kolonizatorów do kwestii niewolnictwa.
Europejscy handlarze niewolnikami współpracowali z afrykańskimi władcami i pośrednikami.
W sposób umiejętny podsycali konflikty między królestwami i plemionami afrykańskimi - kie
rowali się przy tym zasadą „dziel i rządź". Handel niewolnikami przynosił obopólne korzyści,
a władcy afrykańscy w zasadzie nie przeciwstawiali się takim praktykom. Jedynie w Dahomeju,
przez pewien okres, zabroniono sprzedawania niewolników Europejczykom.
Kolejne rozdziały traktują o obecności Afrykanów w Ameryce Północnej i Ameryce Łaciń
skiej. Autor ukazuje położenie niewolników, podkreślając, że najbardziej humanitarnie niewolnicy
traktowani byli w Ameryce Łacińskiej. Przedstawiony został także stosunek białych miesz
kańców, zwłaszcza kolonii amerykańskich, do handlu niewolnikami. Nakreślono ewolucję tego
stanowiska poprzez pryzmat wybitnych postaci życia politycznego Stanów Zjednoczonych (m.in.
Thomasa Jeffersona i Abrahama Lincolna) oraz aktywności ruchów abolicyjnych. Uwzględniono
też mało eksponowaną i poznaną problematykę oporu i powstań Afrykanów przeciwko systemowi
niewolnictwa od X V I do X I X w.
Inna, niezmiernie ważna kwestia poruszona w książce dotyczy skutków handlu niewolnikami
dla kontynentu afrykańskiego. Zajęcie się tą kwestią jest o tyle ważne, iż w historiografii spotyka
się różne, nawet przeciwstawne oceny tego procederu, zwłaszcza odnośnie jego rozmiarów i de
mograficznych skutków. Autor zaprezentował różne podejścia badawcze, a także sformułował
własne wnioski bazujące na wszechstronnej analizie dostępnych danych faktograficzno-statystycznych. Ponadto uniknął pochopnych generalizacji: „[...] dzieje handlu niewolnikami, roz
ległość geograficzna i różnorodność obszarów rekrutacji niewolników, często brak dokładniej
szych dokumentacji źródłowej sprawiają, iż nie jest łatwo przedstawić jednoznacznie bardzo
precyzyjnie jego skutków. Były one niejednokrotnie różne w poszczególnych częściach Afryki,
przechodziły również pewną ewolucję w czasie, co nakazuje ostrożność w próbach generalizo
wania i wyciągania globalnych wniosków" (s. 157). Nie ulega jednak wątpliwości, że handel
niewolnikami wpłynął negatywnie na sytuację ekonomiczną i społeczną państw Afryki.
Autor w poszczególnych rozdziałach, zwłaszcza w rozdziale piątym, zajął się istotną kwestią,
a mianowicie ceną niewolników oraz czynnikami wpływającymi na jej wysokość. Stwierdził, że
262
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
handel niewolnikami należał do bardzo intratnych i dochodowych zajęć. Podaje nawet wysokość
dochodów z tego procederu w przypadku handlu transsaharyjskiego (500% - s. 34) i atlantyckiego
(300% - s. 73). Z drugiej strony, Autor w innej części książki twierdzi, że w handlu atlantyckim
zysk był niewielki, rzędu kilku procent (s. 91).
W książce można znaleźć też tzw. wątki polskie. Dotyczą one głównie relacji na temat handlu
niewolnikami polskich podróżników odbywających peregrynacje afrykańskie (K. Radziwiłła
Sierotki) oraz krytycznego stosunku polityków i pisarzy polskiego Oświecenia do niewolnictwa
(m.in. H . Kołłątaja, S. Staszica, I . Krasickiego, J.U. Niemcewicza). Wzmiankowany jest także
Adam Gurowski, najbardziej znany polski abolicjonista X I X w., działający w Stanach Zjedno
czonych. Nieco inny wymiar posiada prezentacja udziału Polaków w służbie napoleońskiej
w tłumieniu powstania ludności tubylczej na San Domingo oraz jego ocena przez ówczesnych
i późniejszych polskich pisarzy i publicystów.
Przy interpretacji problemu Autor korzystał w wielu źródeł informacji (cenne źródło stanowiły
zwłaszcza relacje urzędników, podróżników i misjonarzy, a także oficjalne dokumenty władz
kolonialnych, czy kompanii handlowych). Autor oparł się przede wszystkim na opracowaniach
anglojęzycznych. Bibliografia obejmuje ponad 250 pozycji. Autor wskazuje na zaniedbania
w badaniach nad tą problematyką oraz wskazuje przyczyny tego stanu rzeczy (m.in. wymiar
moralny). Zasygnalizował także osiągnięcia polskich badaczy w tym względzie, chociaż warto
przypomnieć, że prace na temat niewolnictwa afrykańskiego opublikował m.in. Bronisław Nowak
(1985), a także Andrzej Krasnowolski (1987). W kręgu polskich afrykanistów problematyka ta
jest wciąż aktualna, a periodyk Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego pt. Afryka dostarcza
w ostatnich latach na ten temat wielu informacji.
Autor uwzględnia różne podejścia badaczy, przytacza nawet skrajne opinie, w tym badaczy
afrykańskich. Wartym podkreślenia jest fakt, iż opatrzył je własnym wyważonym komentarzem.
Rysujący się obraz handlu niewolnikami jest bowiem bardzo złożony. W zasadzie każdy region
Afryki miał swoją specyfikę obejmującą przyczyny, charakter i formy niewolnictwa.
Do cennych elementów pracy należą polemiki Autora z funkcjonującymi stereotypami doty
czącymi handlu niewolnikami. Po pierwsze, handlarze niewolnikami, ze względów ekonomicz
nych, starali się dbać o to, aby dostarczać „towar" dla kupujących w relatywnie dobrej kondycji.
Autor kwestionuje tutaj szacunki większości badaczy dotyczące poziomu śmiertelności niewol
ników podczas transportu, zarówno w handlu transatlantyckim, jak i transsaharyjskim, określane
na około 20%. Poza tym, według Autora, należy zweryfikować rozmiary wywozu niewolników
z Afryki; np. P.D. Curtin oceniał ubytek ludności Afryki Zachodniej na skutek wywozu niewolni
ków jedynie na 1% ogólnego zaludnienia tego regionu (s. 158).
Kolejnego sprostowania wymaga wysokość zapłaty handlarzy europejskich za niewolników.
Wbrew panującym do niedawna opiniom, zapłata nie była symboliczna i nie ograniczała się do
alkoholu czy kolorowych paciorków. Wśród dostarczanych towarów były tekstylia, miedź, mo
siężne sztabki, srebrne monety, a także broń palna i amunicja; np. na przełomie X V I I I i X I X w.
Wielka Brytania wysłała do Afryki Zachodniej 300 tys. karabinów i 400 tys. kg prochu strzelni
czego (s. 71). Eksport broni w te rejony Afryki skutkował bratobójczymi walkami oraz wpływał
na większą koncentracją władzy i dominację silniejszych plemion. Inna kwestia dotyczy poglądu
o dożywotniej pracy afrykańskich niewolników u jednego plantatora. W rzeczywistości istniał
rozwinięty handel niewolnikami w Indiach Zachodnich.
Autor polemizuje z poglądami wielu historyków europejskich dotyczącymi braku oporu Afry
kanów przeciwko niewolnictwu. Materiał źródłowy pokazuje, że próby buntu były dość liczne,
mimo nikłych szans powodzenia oraz straszliwych represji.
Praca wolna jest na ogół od nieścisłości merytorycznych. Tym niemniej kilka z nich, mało
istotnych, wymaga sprostowań: Brytyjski podróżnik John Barrow nie przemierzył Afryki
Południowej, ale jedynie Kraj Przylądkowy i miało to miejsce nie pod koniec X I X , ale pod
koniec X V I I I stulecia (s. 146; por. Barrow 1801-1804). Ponadto, okręg Stellenbosch wchodził
w skład Kolonii Przylądkowej (s. 151; por. Boucher 1988, s. 66-67). W pracy występują nie
liczne powtórzenia (np. panowanie w Egipcie dynastii Mameluków (s. 19, 28) i relacje Krzysztofa
Radziwiłła Sierotki (s. 23, 35).
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
263
Odnośnie uwag terminologicznych, wydaje się niewłaściwym dowolne i przemienne stoso
wanie, nawet w tym samym akapicie, pojęć 'Anglia' i 'Wielka Brytania'. Kwestia ta dotyczy
także terminów 'Murzyni' i 'Afro-Amerykanie'.
Należy pamiętać, że przedstawiona w książce problematyka jest w dalszym ciągu przedmio
tem różnego rodzaju kontrowersji i polemik naukowych. Dotyczą one nie tylko m.in. rozmiarów
handlu niewolnikami, udziału w tym procederze Afrykanów, ale także skutków, zarówno dla po
szczególnych regionów Afryki, a także dla Europy Zachodniej, Ameryki Północnej i Południo
wej. Należy zgodzić się z tezą Autora, że handel atlantycki wpłynął znacząco na dzieje świata
nowożytnego w okresie od X V I do X I X w. Odegrał dużą rolę w rozwoju ekonomicznym Afryki,
a zwłaszcza kilku państw Europy i Stanów Zjednoczonych, i był dla nich źródłem prosperity.
Przyczynił się do rozwoju kapitalizmu i imperializmu zachodnioeuropejskiego. Przygotował grunt
pod kolonizację Afryki przez mocarstwa europejskie. Potomkowie afrykańskich niewolników, po
okresie okrutnego traktowania, stali się pełnoprawnymi obywatelami i wnieśli wkład w różne
dziedziny życia nowych ojczyzn, a zwłaszcza w muzykę, taniec i sport.
Całościowa ocena handlu niewolnikami afrykańskimi jest niemożliwa, ale dzięki temu rzetel
nemu studium z problemem tym możemy zapoznać się w sposób wieloaspektowy. Książka ta
stanowi bowiem współczesne kompendium wiedzy na ten temat w języku polskim.
LITERATURA
B a r r o w J. 1801-1804, Travels into Interior of Southern Africa, vol. 1-2, London.
B o u c h e r M . 1988, The Age of Exploration, [w:] An Illustrated History of South Africa,
T. Cameron, S.B. Spies (red.), Cape Town, s. 66-67.
H a m m o n d E. 1994, A Brief History of the United States, Poznań.
K r a s n o w o l s k i A. 1987, Les Afro-Brésillians dans les processus de changement de la Cote
des Esclaves, Wrocław.
N o w a k В. 1985, Organizacja i dochodowość
transatlantyckich wypraw niewolniczych
w XVIII wieku (na przykładzie wypraw angielskich i francuskich), Warszawa.
Arkadiusz
Żukowski
Wstyd w kulturze. Zarys problematyki, Ewa Kosowska (red.), Katowice 1998: „Śląsk", ss. 170
W Zakładzie Teorii i Historii Kultury Instytutu Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego od
kilku już lat prowadzone są badania nad fenomenem wstydu. Niniejszy tom jest efektem pierw
szego etapu tych badań zwieńczonego sesją naukową. Wśród uczestników sesji, a więc także
autorów artykułów, byli nie tylko kulturolodzy, ale także językoznawcy, socjologowie, literaturoznawcy szukający, każdy w swojej profesji, obszarów „wstydliwych".
Fenomen wstydu, o którym wiemy zdumiewająco mało, zważywszy na częstotliwość jego
występowania w przyrodzie, poddany został różnorakim analizom i opisom o różnym stopniu
ogólności. Jak niewiele powiedziano we współczesnej humanistyce o wstydzie pokazuje już
bibliografia przedmiotowa autorów, którzy wykorzystują i rozwijają na różne sposoby sugestie
Jurija Łotmana, dotyczące wstydu i strachu w mechanizmach kultury . Autorzy tego przedsię
wzięcia, mając świadomość rozległości obszaru niewiedzy na ten temat, bardzo ostrożnie formu
łują wnioski, bojąc się rozstrzygnięć zbyt pospiesznych, a więc i przedwczesnych. I rzeczywiście,
zainicjowane badania pokazują, że sam przedmiot, o którym w ostatnich latach coraz głośniej,
głównie za sprawą wypowiedzi publicystów, nie poddaje się łatwo ujęciom syntetyzującym.
1
1
Zob. J. Łotman, O semiotyce pojęć "wstyd" i "strach" w mechanizmach kultury (Tezy), [w:]
Semiotyka kultury, wybór i opracowanie E. Janus i M.R. Mayenowa, Warszawa 1977, s. 171-175.
Łotman rozróżnia typy kultur regulowanych przez wstyd i przez strach. Podział ten można by
sprowadzić do podziału na moralne i prawne normy zachowań.
264
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
W obszernym Wstępie autorstwa Ewy Kosowskiej czytamy, że „zebrane materiały stają się [...]
dokumentacją pewnego obszaru skojarzeń, jakie wiązać można z pojęciem wstydu. [...] Obec
ność wybranych nurtów refleksji, na równi z niepodjęciem wielu wątków, traktować należałoby
w tym wypadku jako istotny wyznacznik metodologiczny, który sugeruje otwartość asocjacyjną,
przyjęcie zasady elementarnej niesprzeczności sądów, swobodę doboru egzemplifikacji oraz
akceptowaną wielość metod szczegółowych" (s. 9). Ów wariacyjny charakter tomu jest niewąt
pliwą jego zaletą, a przy tym, chyba zupełnie niezamierzenie, odpowiedzią na jednokierunkowe
ujęcie problemu w publicystyce ostatnich lat.
Czego więc może się spodziewać czytelnik, biorąc do ręki Wstyd w kulturze? Odpowiedzi na
pytanie lub inspiracji do poszukiwań w obrębie problemów związanych z modą, szeroko rozu
mianą („Moda a wstyd. Tezy", Romuald Cudak), czy też wyjaśnienia czym jest gafa i na czym
polega jej wstydogenny mechanizm („Gafa a wstyd", Anna Gomóła), albo odpowiedzi na pytanie:
Czego wstydzą się Polacy w Niemczech i Niemcy w Polsce? (artykuł Piotra Wróblewskiego).
W odróżnieniu od ujęć kulturoznawczych, współczesna lingwistyka o wstydzie mówi bez
kompleksów i obaw o niekompletność sądów. Praca Ewy Jędrzejko ujmuje wstyd w aspekcie
różnych teorii semantycznych, odtwarzając na podstawie informacji zakodowanych w języku
(np. badania dotyczące etymologii słów „wstyd" i „srom") historycznie uwarunkowane aspekty
zjawisk kulturowych. Wiesław Banyś z kolei poddaje analizie definicje słownikowe wstydu
i hańby, pokazując konteksty użyć tych słów, elementy różnicujące poszczególne użycia i analizę
prototypową z uwzględnieniem inwariantu znaczeniowego obu tych form.
Wstyd w epistemologii zajmuje Beatę Wesołek. Wskazując na dwie możliwe postawy podmio
tu poznającego, dwa sposoby oglądu rzeczywistości: racjonalny i ponowoczesny, zauważa w każ
dej innego rodzaju potencjalność zawstydzenia. Pomysł to niezwykle interesujący, by badać zjawi
sko wstydu w obszarach, w których trudno byłoby się go spodziewać, tj. w dziedzinie metafilozofii,
w dyskursie filozoficznym i metanaukowym, wolnym zdawałoby się od afektywnych uwikłań.
Wstyd w religii to inny mini cykl w tym zbiorze; tworzą go Aleksandra Kunce, Kamilla
Termińska i Piotr Dziadek. Pierwsza z autorek zajmuje się miejscem winy i wstydu w dyskursie
Kościoła Katolickiego, uwzględniając głównie formację dyskursywną powstałą po I I soborze
watykańskim. Z kolei wstyd w judaizmie rozpatruje Kamilla Termińska. Badaczka mówi o dwóch
rzeczach: „Wstydzie" - „swoistej dla mozaizmu kategorii metafizycznej" i „wstydzie" jako kate
gorii interpersonalnej. Obydwa rozumienia doktrynalnie opozycyjne współistnieją ze sobą.
Sugestie autorki rysują ciekawe perspektywy dla poszukiwań antropologicznych. Piotr Dziadek
natomiast dokonał zestawienia cytatów z Koranu, co w przyszłości może stać się materiałem
do interpretacji wstydu w kulturze islamu, która, o czym przekonuje choćby niedawno wydana
powieść Salmana Rushdiego , jest znacznie bardziej od chrześcijańskiej wstydem nasycona.
Anna Skotnicka-Maj mówi o wstydzie jako motywie literackim. Odnajduje go w wybranych
tekstach prozy rosyjskiej: u Czechowa, Szukszyna, Jerofiejewa, za każdym razem odsłaniając
inną jakość zjawiska.
Spośród badań dotyczących literatury i folkloru białoruskiego na uwagę zasługuje praca Galiny
Kutyriowej-Czubali. Autorka wskazuje na różne oblicza wstydu, przejawiające się w obrzędach:
„wstyd jako jedna z emocji powstających na skutek łamania norm społecznego zachowania przy
odrzuceniu zdezaktualizowanych pryncypiów, takich jak poligamia, kazirodztwo, erotyka obrzę
dowa [...], naruszenie tabu i uświadomienie sobie nienormatywności zachowania [...], wstyd «za
wstyd» jako protest przeciwko kanonom moralności traktowanym również jako anachronizm [...],
wstyd jako strach, wstyd z powodu skrępowania i maskowania wstydu poprzez odwagę na pokaz,
rozwiązłość, dziarskość itp., wstyd jako narzędzie wychowania, społecznego potępienia, wstyd
jako pokuta, wstyd jako rozgrzeszenie [...]" (s. 135).
Inne teksty dotyczące tego obszaru kulturowego to: Aleksieja Raguli, „Regulacyjna funk
cja wstydu w kulturze odrodzenia narodowego (Na podstawie kultury białoruskiej). Tezy"
i Galiny Kurylenki, „Funkcja kategorii wstydu w gatunkowej formie wyznania (Na kanwie
literatury białoruskiej)".
2
2
S. Rushdie, Wstyd, przeł. M . Ferek, Poznań 2000.
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
265
Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska badała ludową mowę obsceniczną, bezwstydną, czyli,
paradoksalnie, taką, której funkcją jest spowodowanie zawstydzenia u odbiorcy. Tego rodzaju
akty mowy mają, zdaniem autorki, charakter epistemiczno-etyczny. Zawstydzony zbliża się do
stanu „sprzed rozpoznania swej seksualności, uświadamiając sobie równocześnie jego utratę
za sprawą złamania zakazu", do stanu, w którym był „w momencie upadku w człowieczeństwo,
w momencie rozpoznania siebie jako bytu odrębnego, autonomicznego, samoświadomego" (s. 149).
Beatę Włodykę interesuje wstyd i wina w psychologii popularnej. Badaczka zwraca uwagę
na normatywny aspekt rozmaitych poradników psychologicznych, które uczą „jak zmienić swoje
życie", „jak być asertywnym", „jak odkryć swoją wartość". Można by w tym miejscu zajrzeć
także do psychologii nie-popularnej, uwzględniając opisowy charakter badań nad wstydem jako
regulatorem funkcjonowania społecznego (w polskiej literaturze zwróciłabym uwagę na badania
Alicji Keplinger).
W artykule Krzysztofa Łęckiego i Andrzeja Szostaka mamy próbę spojrzenia na fenomen
tzw. polskiej zdrady klerków przez pryzmat Łotmanowskich opozycji wstyd i strach. Autorzy
widzą w działaniach intelektualistów polskich aktywnych w czasach stalinowskich dwie prawi
dłowości: strach, do którego nie chcieli się przyznać wówczas i wstyd z powodu przeszłości,
którego też nie mogą ujawnić. Badając ten ciągle jeszcze bolesny i drażliwy problem aparaturą
socjologa trudno dojść do innych wniosków. Brakuje mi też bardzo wśród lektur słynnej Hańby
domowej, Jacka Trznadla, książki, która dla tematu ma kapitalne znaczenie.
Rdzeniem całego zbioru są artykuły Eugeniusza Jaworskiego i Ewy Kosowskiej. Obydwa
poszukują teoretycznych uzasadnień fenomenu wstydu. W artykule Eugeniusza Jaworskiego,
„Wstyd jako kategoria typologiczna", znaleźć można interpretację Arystotelesowej kategorii
wstydu, a także uwagi o sposobach przejawiania się tego zjawiska w kulturach greckiej, żydow
skiej, rosyjskiej, niemieckiej. Operując kategorią wstydu autor wskazuje na dwa typy kultur.
Pierwszą z nich byłaby kultura budowana na poczuciu wstydu i współodpowiedzialności, po
drugiej stronie linii demarkacyjnej natomiast - kultura budowana na honorze i indywidualizmie.
Pierwsze to kultury proste i europejskie kultury ludowe, aksjologicznie stabilne. Kultury drugiego
typu, to kultury aksjologicznie niejednorodne.
Ewa Kosowska wskazuje na różnorakie rozumienie wstydu w tradycji filozoficznej, u Ary
stotelesa, Kanta, La Rochefoucauld. W każdej z wymienionych koncepcji kategoria ta zajmuje
inne miejsce w systemie, pozostając jednak wciąż tym samym wstydem, co pozwala mówić
o nim jak o kulturowym inwariancie. Własną koncepcję opiera autorka na interpretacji wstydu
w kulturach dworskich, przedstawionej przez Norberta Eliasa. Na wewnętrzne zróżnicowanie
kultury składa się pięć sfer: sfera braku, obfitości, aspiracji, kompetencji i ostentacji.
W każdej z nich wstyd dotyczy innych obszarów działania człowieka i doznawania, i w każdej
na zjawiska wstydogenne spojrzeć można z perspektywy jednostki i zbiorowości. Autorka po
szukuje mechanizmów wstydotwórczych i wstydobórczych w kulturze, nie wikła się natomiast
w analizę aktualnej rzeczywistości.
O tym jak ważny jest artykuł Kosowskiej, można się przekonać czytając pojawiające się
ostatnio coraz częściej głosy o bezwstydzie we współczesnej kulturze, od artykułu Barbary
Skargi w Tygodniku Powszechnym
począwszy. Publicyści, ale także filozofowie, którzy
próbują odpowiedzieć na pytanie, co dzieje się z dzisiejszym światem, światem bez-wstydu, nie
znajdują dobrze rokujących na przyszłość diagnoz. Czuje się wyraźny brak możliwości teore
tycznego uzasadnienia aktualnych problemów. Popularna fenomenologia bez-wstydu czeka na
diagnozy naukowe, a przedsięwzięcie Wstyd w kulturze czeka na swoje odkrycie.
3
Jadwiga Agnieszka
3
Budzyńska-Daca
B. Skarga, O bezwstydzie w naszych czasach, Tygodnik Powszechny, nr 46/98, s. 1 i 5. Zob.
też późniejszą wypowiedź T. Sławka, Przypisy do eseju Barbary Skargi o bezwstydzie, Tygodnik
Powszechny, nr 2/99, s. 9.
266
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Maria Paradowska, Krzysztof Arciszewski. Admirał wojsk holenderskich w Brazylii, Wrocław
- Warszawa 2001, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska", Wydawnictwo DTSK Silesia, ss. 201
1
Krzysztof Arciszewski jest kolejnym - po Józefie Siemiradzkim - bohaterem monografii,
jakie ukazały się w serii „Polacy w dziejach i cywilizacji świata" . Jego losy zostały przedstawio
ne przez Marię Paradowską w sposób pasjonujący, budzący emocje, a jednocześnie zmuszający
do refleksji. Książkę tę czyta się jak powieść historyczną, pełną napięć, niespodziewanych wyda
rzeń, zaskakujących zwrotów akcji. Nie brak tu ludzkich dramatów, intryg, powikłanych losów
osobistych i rodzinnych, powiązanych z sytuacją polityczną kilku krajów (m.in. Polski, Francji
i Holandii) XVII-wiecznej Europy. Śledzimy historię człowieka konsekwentnie dążącego do celu,
człowieka, który poznał smak sławy, bogactwa, wielkości, ale też doświadczył goryczy poni
żenia, porażki, zdrady i manipulacji.
Arciszewski był przede wszystkim wybitnym żołnierzem. Doskonalenie wojskowego rzemio
sła było jego pasją, życiowym zadaniem. Los dał mu wiele możliwości rozwijania żołnierskiego
kunsztu. Zmuszony do opuszczenia Polski po zabójstwie Kacpra Brzeźnickiego , w którego ręce
przeszła znaczna część rodzinnych dóbr Arciszewskich (nie bez udziału ojca, Eliasza), Arciszewski
udał się do Holandii. W drogę do Amsterdamu wyruszył 19 marca 1624 roku. Pobyt w Holandii
służył nie tylko zgłębianiu tajników żołnierskiej profesji, Arciszewski bowiem pełnił również
funkcję osobistego korespondenta Krzysztofa Radziwiłła, któremu już wcześniej służył wiernie
na birżańskim dworze. Teraz przesyłał mu informacje o tym, co działo się na europejskiej scenie
politycznej. Arciszewski otrzymał także zadanie „prowadzenia pewnych intryg politycznych"
(s. 32). Radziwiłł marzył o buławie hetmańskiej. Aby zrealizować te zamiary, dążył do detroni
zacji Zygmunta I I I i wprowadzenia na tron Polski Gastona Orleańskiego. Kiedy spisek został
wykryty, główną rolę w nim przypisano Arciszewskiemu. Osamotniony, niesłusznie oskarżony,
długo czekał na oczyszczenie z zarzutów.
W lipcu 1625 na krótko przyjechał do Polski, gdzie rodzina starała się o odwołanie nałożo
nej wcześniej kary wygnania. Już w styczniu 1626 wyruszył do Francji, by zdobywać szlify
żołnierskie. Walczył m.in., po stronie kardynała Richelieu i francuskich katolików, przeciwko
hugenotom, choć sam pochodził z rodziny hołdującej tradycjom tzw. braci polskich, zwanych
w Polsce arianami.
Jak podaje M . Paradowska, credo Arciszewskiego stanowiła wierna służba, „obojętnie gdzie
i z kim i przeciwko komu" (s. 59). Chciał przede wszystkim uczyć się rzemiosła wojennego
i walczyć tam, „gdzie [...] się okazja podawała [...], gdzie się trafiło służyć" (tamże). Autorka
wyjaśnia, że takie „postępowanie było powszechne w Europie i uznawane jako właściwe.
[...] Zamiłowani wojskowi, których żywiołem była wojna, służyli wiernie i po rycersku u boku
tego wodza, któremu wierność zaprzysięgli, bez względu na to, po czyjej stronie bić się wy
padło" (tamże).
Doświadczenie wojskowe i sława, jaką okrył się Arciszewski zwróciły na niego uwagę osób
związanych z (powstałą w 1621 roku) holenderską Kompanią Zachodnioindyjską. Jej celem było
ekonomiczne, polityczne i militarne umocnienie Holandii w Brazylii. Służąc interesom Kompanii,
m.in. jako autor strategicznych planów podboju terytoriów brazylijskich, mógł jednocześnie Arci
szewski obserwować życie mieszkańców kraju, nieznanego wcześniej ani jemu, ani wielu innym
osobom. Jego uwagę zwróciły przede wszystkim plemiona Indian Tapuja (mężczyźni należący
2
3
1
Zbigniew Wójcik, Józef Siemiradzki. Przyrodnik i humanista, badacz Ameryki Południo
wej, Wrocław 2000.
Redaktorem serii jest Antoni Kuczyński. Omawianą pracę redagowała Maria Bożena Ku
czyńska.
Autorka wyjaśnia, że Arciszewski działał zgodnie z XVII-wiecznym szlacheckim kodek
sem honorowym, broniąc dobrego imienia rodziny i własnej godności. Sąd skazał go jednak na
banicję (wyrok wydano 6 marca 1624 roku). Należałoby jednak zapytać, czy taki sam kodeks
obowiązywał braci polskich?
2
3
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
267
do tej grupy zasilali oddziały, którymi dowodził). Sporządzone przez Arciszewskiego opisy życia
Indian brazylijskich (nie tylko Tapujów), ich wierzeń, obyczajów, stosunków społecznych,
obrzędów (z budzącymi szczególne zainteresowanie przykładami nekrofagii, zaklasyfikowanej
przez M . Paradowską do kategorii endokanibalizmu; s. 105), były pierwszymi polskimi relacjami
z terenów Brazylii, które zdobyły rozgłos w świecie. Zainteresowali się nimi przede wszystkim
naukowcy holenderscy (w Polsce z materiałami Arciszewskiego zapoznano się dopiero pod
koniec X I X wieku). W 1642 roku Gerard Voss zamieścił w swojej pracy obszerne cytaty ze
źródeł, których autorem był Arciszewski. Dzięki temu materiały te - bezcenne dla etnograficz
nych badań Brazylii - weszły do obiegu naukowego i zostały ocalone od zapomnienia. Wiele
opisów sporządzonych przez Arciszewskiego zaginęło jednak bezpowrotnie.
Krzysztof Arciszewski był nie tylko wnikliwym obserwatorem Indian i rejestratorem ich zwy
czajów. Dostrzegał on także m.in. błędy Holendrów w sposobie zarządzania terytoriami brazylij
skimi i niedołęstwo władzy, przyczyniające się do zamętu i chaosu. Związany z Kompanią
Zachodnioindyjską, głęboko zainteresowany pomyślnością Holandii i realizacją jej planów kolo
nialnych w Brazylii, Arciszewski sporządził memoriał, w którym przedstawił propozycje naprawy
sytuacji. Nie spodziewał się jednak, że podjęte przez niego w dobrej wierze działania przyczynią
się do osobistej porażki. Nieoczekiwanie Arciszewskiego pozbawiono naczelnego dowództwa
Kompanii, powierzając je hrabiemu Janowi Maurycemu Nassau-Siegenowi. Moment ten był
początkiem końca pobytu Arciszewskiego w Brazylii i jego wiernej służby Holandii.
Maria Paradowska znakomicie ukazała rywalizację hrabiego z Arciszewskim, nieukrywaną
niechęć Nassau-Siegena do Polaka, lekceważenie, wreszcie intrygi, które doprowadziły do odsu
nięcia polskiego oficera od służby wojskowej w Brazylii i zmusiły go do powrotu do Holandii
w 1639 roku. Ten, którego jeszcze niedawno witano owacyjnie na nabrzeżu amsterdamskiego
portu, podziwiano i nagradzano, stał się ofiarą oszustw, oszczerstw i manipulacji, za którymi stał
hrabia Nassau i jego poplecznicy. Nie dano mu możliwości złożenia wyjaśnień, udowodnienia
niewinności, odsuwając od dalszych działań na rzecz Kompanii. Ile wart był w tym momencie,
wręczony niegdyś Arciszewskiemu, medal z napisem „Przyjmij laur zwycięzcy"? Ile znaczyły
jego zasługi, które przyczyniły się do umocnienia pozycji holenderskich w Brazylii (jak się póź
niej okazało, nie na długo)? Ile znaczyła wierna służba i żołnierska sława?
W 1645 roku Arciszewski wraca do Polski. Znów czuje się potrzebny. Wierzy, że jego wie
dza, doświadczenie mogą się przysłużyć krajowi, gotującemu się do wojny z Turkami, Tatarami
i Kozakami. Niestety, stało się inaczej. Nie słuchano jego rad, odrzucano plany, które przedsta
wiał. Po ugodzie z Chmielnickim, podpisanej w 1649 roku w Zborowie, Arciszewski wycofał się
z czynnego życia (w jego oczach ugoda Zborowska była haniebna i poniżająca; podpisano j ą
w momencie, w którym - jego zdaniem - można było walczyć do zwycięstwa). Osiadł w majątku
kuzynów, gdzie schorowany, słaby, przeżywający w samotności życiowe porażki, przebywał
do śmierci, która nadeszła w 1656 roku.
W relacji o życiu K. Arciszewskiego ukazany został szeroki kontekst społeczno-historyczny.
Autorka niezwykle ciekawie scharakteryzowała sytuację rodzinną Arciszewskich, jak też sto
sunki panujące na dworze K. Radziwiłła. Poznajemy także, jak już wspomniałam, rysy historyczno-politycznego oblicza Europy 1 połowy X V I I wieku, cząstkę dziejów Polski, a także
- Francji, Holandii, Portugalii i Hiszpanii, wraz z udziałem tych państw w podbojach kolo
nialnych. W książce znajdziemy również informacje o sytuacji religijnej w niektórych krajach,
m.in. we Francji i w Polsce, gdzie przez wiele lat działali bracia polscy. Z tym ruchem reli
gijnym związany był niezwykle mocno ojciec Krzysztofa. On sam, jak pisze M . Paradowska,
za A. Krausharem, „nigdy nie był dobrym arianinem" (s. 162). Nie wiadomo jednak, na jakiej
podstawie oparte zostało to stwierdzenie.
Autorka wielokrotnie posługuje się terminem 'arianie'. Jednocześnie wyjaśnia, że „bracia
polscy protestowali przeciwko narzucaniu i m " tej nazwy i „niesłusznym łączeniu ich poglądów
z doktryną Ariusza, a sami określali siebie Chrystianami, bądź braćmi i ta ostatnia nazwa wraz
z przymiotnikiem «polscy» utrwaliła się dla całego mchu w naszym kraju. Dopiero w X V I I w.
na obszarze zachodniej Europy przyjęła się nazwa socynianie [...] bądź unitarianie [...]" (s. 8).
268
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Nasuwa się pytanie, czy wobec wspomnianego sprzeciwu - przedstawiając dzieje Arciszewskiego
i jego rodziny - nie należałoby operować nazwą „bracia polscy"?
Według Marii Paradowskiej, wychowanie w domu o tradycjach ariańskich wpłynęło na
stosunek bohatera jej książki do osób reprezentujących odmienne wyznanie, kulturę, poglądy,
nauczyło tolerancji (s. 13). Autorka wiele razy wraca do tego wątku, m.in. opisując pobyt
Arciszewskiego w Brazylii i jego stosunek do Indian - przyjazny, pozbawiony „europejskiej
wyższości" (s. 90). Dziwna to jednak tolerancja, dziwna postawa przyjaźni, braku wyższości
i „otwartości wobec ludzi, wyrazicieli innych wartości od powszechnie akceptowanych w Euro
pie" (tamże), która nie przeszkadzała zabijać Indian, „jeśli stali po drugiej stronie barykady"
(s. 90). Chciałoby się zapytać, jakie wartości w rzeczywistości podzielała powszechnie X V I I wieczna Europa? Można też - idąc dalej - zadać pytanie, do jakich wartości odwołujemy się dziś,
gdy mówimy o kulturze europejskiej i integracji naszego kontynentu? Arciszewski kierował się
zapewne żołnierskimi powinnościami i „wyższymi celami". Podobnie jak w przypadku zabój
stwa K. Brzeźnickiego, gdy - zgodnie ze szlacheckim kodeksem - ponad ludzkie życie postawił
honor i dobre imię rodziny.
W odredakcyjnym „Wstępie" Antoni Kuczyński stwierdził, że „istnieje u nas deficyt wiedzy
ukazującej dzieje polskiej diaspory i tych jej przedstawicieli, którzy zapisali się na trwałe
w kulturze, nauce czy gospodarce krajów ich zamieszkania" (s. 5). Ważna jest więc prezentacja
osiągnięć postaci związanych „z historią polskiej emigracji i badaniami w odległych od kraju
stronach" (tamże).
Kiedy patrzę na postać Arciszewskiego, tak żywo, barwnie, ze znajomością faktów przedsta
wioną przez M . Paradowską, myślę, jak często człowiek staje się emigrantem wbrew swej woli.
Wiadomo też, że nie zawsze pobyt poza ojczyzną sprzyja realizacji życiowych planów. Nasuwa
się również refleksja, jak to się dzieje, że osoby nie mające specjalistycznego przygotowania
podejmują prace, które okazują się cenne dla nauki, dla poznania świata, jego mieszkańców i ich
kultury? Rodzi się jednak także pytanie, czy każde, nawet największe osiągnięcie, wpisuje się na
trwałe w kulturę, naukę lub gospodarkę kraju zamieszkania na emigracji? Czy Arciszewski np.
„zapisał się na trwałe" w kulturze Holandii, z którą związał część swego życia i której wiernie
służył? Czy został doceniony w Polsce? Czyjego przykład nie jest jednym z wielu, które dowo
dzą, jak kruche są ludzkie osiągnięcia, zaszczyty, sława?
Arciszewski był z pewnością postacią znaczącą, przynajmniej dla części Europy 1 połowy
X V I I wieku. Przyczynił się do budowania potęgi Holandii, jak i do poznania brazylijskich Indian
(te zasługi najbardziej interesują etnografów). Był wreszcie prawdopodobnie pierwszym, zna
nym z nazwiska, polskim nurkiem . Dobrze się stało, że M . Paradowska przypomniała barwną,
ważną dla polskiej i europejskiej historii, a zarazem tragiczną postać Arciszewskiego, choć można
zapytać, czy ze wszystkich jego osiągnięć możemy być dzisiaj dumni.
Jacy będą kolejni bohaterowie serii „Polacy w dziejach i cywilizacji świata"? Czy staną
się oni przedmiotem rozmów rodaków? Czy zachęcą do poznawania historii Polski i krajów,
w których działali Polacy - historii ukazanej przez pryzmat dziejów wybitnych jednostek? Czy
pobudzą do przemyśleń, np. nad mechanizmami społecznej pamięci, jej kształtowaniem i pie
lęgnowaniem, nad przyczynami, dla których jedne osoby żyją w tej pamięci przez wieki, inne
zaś nie pozostają w niej na dłużej. Dlaczego niektóre postacie zostają po latach przywrócone
narodowemu dziedzictwu, inne natomiast odchodzą w niepamięć - jedne na zawsze, inne - być
może - czekają tylko na swój czas...
4
Iwona
4
Kabzińska
Jak podaje, cytowany przez M . Paradowską, J. Pertek, Arciszewski chodził po dnie mor
skim w Scheveningen koło Hagi, założywszy skórzany hełm z usztywnioną rurką do oddychania,
zakończoną ustnikiem (s. 37).
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Wojciech Lipoński, Encyklopedia
269
sportów świata, Poznań 2001, Oficyna Wydawnicza Atena
Wydawnictwa encyklopedyczne powstają najczęściej w wyniku współpracy licznego zespołu
autorów. Encyklopedia sportów świata, zawierająca ponad 3 500 haseł, jest natomiast efektem
wysiłków jednego człowieka. Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne...
Dzieło W. Lipońskiego zwraca uwagę stroną edytorską - przejrzystym układem haseł, piękną,
bogatą szatą graficzną (barwne fotografíe, reprodukcje dzieł malarskich, plakatów i pocztówek,
rysunki), przyciągającą wzrok, znakomitą okładką. Najbardziej imponująca jest jednak baza
źródłowa wykorzystana przez Autora. W. Lipoński poszukiwał informacji o sportach świata
w setkach bibliotek krajowych i zagranicznych, w licznych antykwariatach. Większość bezcen
nych materiałów otrzymał jednak dzięki indywidualnym kontaktom z osobami na różne sposoby
zajmującymi się sportem .
W zbiorach Autora znajduje się obecnie ponad 140 encyklopedii sportów narodowych, regio
nalnych, występujących w kulturach różnych grup etnicznych. Wśród nich jest m.in. trzytomowa
encyklopedia sportów baskijskich, dwuczęściowa encyklopedia sportów uprawianych na tere
nach Chile, czterotomowa encyklopedia sportów duńskich, encyklopedia sportów Maorysów,
encyklopedia sportu chińskich mniejszości narodowych. W. Lipoński jest także posiadaczem wielu
innych, unikalnych materiałów pochodzących z różnych krajów świata. Sama korespondencja
prowadzona w trakcie prac nad Encyklopedią liczy ponad 1400 stron. Można sobie wyobrazić,
jak wielkiego wysiłku wymagało przetłumaczenie materiałów źródłowych, choćby z uwagi na
brak polskich odpowiedników specjalistycznych terminów z zakresu sportu, występujących
w kilkudziesięciu językach. Autor poradził sobie jednak znakomicie z tymi problemami (sam
włada 9 językami!), a efekty jego ogromnej pracy - oraz działań wspomagających go osób - są
naprawdę niezwykłe. Budzą podziw, szacunek i wielkie uznanie.
Encyklopedia sportów świata jest największym wydawnictwem tego typu na świecie. Dla
porównania - jak czytamy we „Wstępie" - amerykańska Encyklopedia of World Sport zawiera
ponad 400 haseł. Znajdują się w niej przede wszystkim hasła dotyczące sportów znanych na
terenie Ameryki. Nie ma tu informacji o Europie Środkowo-Wschodniej, bardzo skąpo repre
zentowane są sporty azjatyckie. Wojciech Lipoński nie pominął w swej Encyklopedii żadnego
kontynentu. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że w ponad 3 500 hasłach można zawrzeć podsta
wową wiedzę o sportach uprawianych na kuli ziemskiej dziś i w przeszłości. Autor informuje we
„Wstępie", że „pozostało jeszcze 4-5 tysięcy większych i pomniejszych sportów, zabaw i gier
ruchowych różnych egzotycznych krajów". W tym samym miejscu zwraca również uwagę na
brak jednoznacznej definicji sportu i na konieczność precyzyjnego zdefiniowania tego zjawiska.
Sam Autor - jak można sądzić na podstawie haseł zamieszczonych w Encyklopedii sportów świata
- pojmuje sport bardzo szeroko, obejmując tym terminem różne formy współzawodnictw, np. gry
ruchowe, niektóre zabawy, akrobatykę i i n .
W Encyklopedii zamieszczone zostały informacje o szeroko dziś znanych, popularnych na świe
cie dyscyplinach sportu, a także - ich odmianach. Pod hasłem 'boks' np. możemy znaleźć dane na
temat boksu egipskiego, francuskiego, tajlandzkiego, uprawianego przez południowoamerykańskie
plemię Mokowitów, jak też przez mieszkańców wsi Badżing, leżącej w chińskiej prowincji Fucien.
Pod hasłem 'zapasy' - obok opisu zapasów klasycznych i w stylu wolnym - podano przykłady
zapasów uprawianych w ponad 40 grupach etnicznych. W Encyklopedii znajdziemy kilkanaście
1
2
1
Miałam przyjemność znaleźć się w gronie współpracowników Autora, którego zaintereso
wały moje prace na temat miejsca i roli współzawodnictw w kulturach ludów Azji, ich związków
z obrzędami przejścia, magią oraz symbolicznego znaczenia wielu zachowań.
W Encyklopedii znalazło się m.in. hasło 'kręcenie ciastem pizzy'. Zawody „polegają na
wykonywaniu skomplikowanych ewolucji ciastem pizzy nałożonym na rękę, w celu lepszego
jego wyrobienia. Oceniany jest poziom, stopień trudności i szybkość ewolucji". Współzawodnic
twa organizowane są od 1998 roku we włoskiej prowincji Parma (Lipoński, Encyklopedia spor
tów świata, s. 247).
2
270
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
odmian peloty i kilkadziesiąt przykładów wyścigów z udziałem zwierząt (koni, bawołów, strusi,
słoni, baranów, osłów) - z jeźdźcami lub bez. Oddzielne hasła informują o gonitwach psich zaprzę
gów, wyścigach łodzi, rydwanów, arb. Okazuje się też, że we współczesnym świecie organizowane
sanie tylko wyścigi samochodowe, ale też np. wyścigi na muszlach klozetowych .
Wiele miejsca poświęcił W. Lipoński sportom dawnym, często zapomnianym, jak i tym
0 zasięgu lokalnym czy regionalnym (raczej nie usłyszymy o nich w telewizji, ani nie przeczytamy
w prasie). Z większością egzotycznie brzmiących nazw (np. aizkolaris, cogs, het kolven, jogo da
laranjinha, kalari-payat, koruru, maokiu, parokoiba, sepak takraw, stanto, vazh yod, varzesh-e
pehlivani, varma adi i in.) Czytelnik Encyklopedii zetknie się prawdopodobnie po raz pierwszy.
Pod każdym hasłem znajdzie jednak wyjaśnienie - opis reguł, informacje o historii, kontekście
kulturowym, odniesienia do literatury. Uwzględnienie bogatego materiału historyczno-etnograficznego, pochodzącego niemal z całego świata, stanowi niewątpliwe novum, decyduje o unikalnym
1 oryginalnym charakterze dzieła W Lipońskiego.
Wielką zasługą W. Lipońskiego jest przypomnienie około stu, nieznanych szerzej i niemal
zupełnie zapomnianych, sportów staropolskich. Podczas promocji Encyklopedii na Międzynarodo
wych Targach Książki, które odbyły się w maju 2001 roku w Warszawie, Autor ze smutkiem mówił
o niewielkim zainteresowaniu rodzimych badaczy (w tym etnologów) sportem jako zjawiskiem
kulturowym, jak też o braku zainteresowania popularnymi niegdyś w naszym kraju dyscyplinami,
0 „zadeptywaniu polskich tradycji" i o tym, że polski sport jest nieobecny „w obiegu narodowym
1 międzynarodowym". Zdaniem W Lipońskiego, nasze społeczeństwo łatwo zapomina o tym, co
własne, chętnie natomiast przyjmuje „obce wynalazki", pozwalając, by wypierały one rodzime
tradycje (także sportowe) . Nie zdajemy sobie również najczęściej sprawy z istnienia związku mię
dzy znajomością własnych tradycji sportowych i zachowaniem narodowej tożsamości (szerzej na
ten temat patrz: Lipoński 1996, 2000, 2001; por. Bujak 1988, s. 35; Kabzińska 1999).
Mottem Encyklopedii są słowa Josepha Strutta, autora Sports and Pastimes of the People of
England (1810): „Nie można sprawiedliwie ocenić charakteru jakiegokolwiek narodu bez zbada
nia, jakiego rodzaju sporty najczęściej uprawiają jego przedstawiciele. Wojna, polityka i inne
nieprzewidywalne okoliczności mogą w różnych okresach dziejów wywoływać różnice świato
poglądowe, kiedy jednak panuje pokój i naród nie potrzebuje zakładać na siebie żadnej maski,
możemy obserwować jego najbardziej prawdziwe oblicze i oceniać naturalne predyspozycje jego
obywateli". Wielu badaczy odnosi się krytycznie do XIX-wiecznych teorii na temat charakteru
narodowego, myślę jednak, że nad niektórymi poglądami Strutta warto się zastanowić. Interesu
jąca wydaje się chociażby koncepcja, wedle której w pewnych okolicznościach naród przywdziewa
maskę, w innych natomiast ukazuje prawdziwą twarz...
3
4
Podczas warszawskiego spotkania W Lipoński podkreślił, że jego Encyklopedia ma charak
ter etnologiczny. Nie patrzy on na sport wyłącznie przez pryzmat wyników, informacji o regułach
i przepisach, lecz ukazuje genezę różnych dyscyplin, miejsce sportu w kulturze, w literaturze
3
Muszle zaopatrzone są w małe koła i kierownicę. Wyścigi odbywają się na torach biegną
cych wokół restauracyjnych stolików. Pomysłodawcą tej nowej formy współzawodnictw, rozgry
wanych od 1999 roku, jest nowozelandzki restaurator, R. Kirkland (Lipoński, Encyklopedia spor
tów świata, s. 562). Wydaje się, że pomysłowość organizatorów różnego typu współzawodnictw
nie zna granic. Latem 2002 w Krasnoznamiensku pod Moskwą odbyły się pierwsze na świecie
mistrzostwa w rzucaniu na odległość klawiaturą komputerową. „Dyscypliną uzupełniającą było
kopanie myszki na odległość" (Sport biurowy 2002). W informacji czytamy, że „myszki oraz
klawiatury zawodnicy musieli przywieźć ze sobą".
W. Lipoński przypomniał, że w Polsce publicznie wykpiono pracę doktorską Zofii Dowgrird,
poświęconą grze w palanta (Dowgird 1966), a Polski Komitet Olimpijski zrezygnował z promo
wania tej gry na rzecz baseballa. Z inicjatywy Autora Encyklopedii, przy poznańskiej Akademii
Wychowania Fizycznego powstała Pracownia Etnologii Sportu i Olimpizmu. Prowadzone w niej
badania, mające m.in. na celu propagowanie polskich tradycji sportowych, zainteresują, jak sądzę,
rodzimych i zagranicznych etnologów.
4
ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
271
i sztuce, jego rolę w kształtowaniu więzi społecznych. Interesują go związki sportu z religią,
z tradycjami wojennymi, jak też np. ze sferą uczuć, z miłością, życiem seksualnym. Lektura
wybranych haseł świadczy o tym, że cel, jaki postawił sobie Autor Encyklopedii został osiągnięty.
Szkoda, że niewiele osób potrafi spojrzeć na sport w sposób głęboko humanistyczny i z tak wielką
znajomością problemu. Można mieć jednak nadzieję, że Encyklopedia sportów świata przy
czyni się do choćby częściowej zmiany tej sytuacji, jak również do większego zainteresowa
nia genezą poszczególnych dyscyplin, ich różnorodnością i szerokim kontekstem kulturowym,
w jakim można mówić o sporcie.
Encyklopedia sportów świata W. Lipońskiego jest dziełem unikalnym w skali światowej.
Dostrzegli to pracownicy UNESCO, którzy zaproponowali Autorowi przygotowanie angielsko
języcznej wersji dzieła . Planowana jest też wersja francuska i hiszpańska, a być może także
grecka. O trudnościach z opracowaniem obcojęzycznych wersji Encyklopedii wie najlepiej sam
Autor (jeden z podstawowych problemów stanowi brak wzorców leksykograficznych, translatorskich). Rzadko się zdarza, by książki polskich naukowców były tłumaczone na języki obce,
w dodatku z inicjatywy zagranicznych instytucji. Encyklopedia sportów świata z pewnością
zasługuje na takie wyróżnienie. Mam też nadzieję, że zostanie przyjęta z ogromnym zaintereso
waniem i wejdzie na stałe do światowego obiegu. Życzę tego Autorowi z całego serca.
5
LITERATURA
B u j a k J. 1988, Zabawki w Europie. Zarys dziejów - rozwój zainteresowań, Kraków.
D o w g i r d Z. 1966, Formy palanta na obszarze Polski, praca doktorska, napisana pod kierun
kiem prof. dr. hab. Józefa Gajka, mpis w Archiwum Katedry Etnologii Uniwersytetu Wro
cławskiego.
K a b z i ń s k a I . 1999, Próba wykorzystania zachowań ludycznych w procesie odrodzenia naro
dowego. Współczesna Białoruś, Zabawy i zabawki. Materiały z konferencji nt. Humor,
zabawa i zabawka na pograniczach kulturowych i etnicznych, 21-22 października
1999,
Cieszyn, Kielce, wyd. Towarzystwo Rozwoju Zabawkarstwa w Kielcach, Muzeum Zabawkarstwa w Kielcach, Uniwersytet Śląski - Filia w Cieszynie, Zakład Etnologii w Instytucie
Nauk Społecznych i Nauk o Kulturze, s. 153-174.
L i p o ń s k i W. 1996, Still an Unknown European Tradition: Polish Sport in the European Cul
tural Heritage, [w:] The International Journal of the History of Sport, vol. 13, nr 2, s. 1-41.
- 2000, Rola sportów tradycyjnych i ludowych w procesie integracji europejskiej,
[w:] Kultura fizyczna i sport w procesie integracji europejskiej, Gniezno, s. 25-33.
- 2001, Zignorowane dziedzictwo. Rzecz o wartościach polskich gier ludowych na tle pro
cesu odradzania się sportów tradycyjnych w świecie, [w:] Aksjologia sportu, Z. Dziubiński
(red.), Warszawa, Salezjańska Organizacja Sportowa Rzeczypospolitej Polskiej, s. 286-307.
Sport biurowy, Gala, nr 35, 26.08.2002.
Iwona Kabzińska
Powinna się ona ukazać na przełomie 2002 i 2003 roku.
