-
extracted text
-
„Etnografia Polska", t. XLVI: 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
A G N I E S Z K A SZCZEPANIAK-KROLL
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Pracownia Etnologiczna w Poznaniu
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
- JEJ WKŁAD W HISTORIĘ I KULTURĘ POZNANIA
Ród Bajerleinów pochodzi z Bambergu, skąd niektórzy jego członkowie przy
byli w XVIII w. do Polski wraz z falą osadników z Górnej Frankonii. Już
w trzecim pokoleniu rodzina uległa asymilacji, głównie na skutek mieszanych
małżeństw, codziennych kontaktów z sąsiadami - Polakami, podobnego charak
teru wykonywanych zajęć oraz zbliżonego systemu wartości, wywodzącego się
z wyznawanej przez obydwie grupy religii katolickiej. Bambrzy okazali się ludź
mi reprezentującymi cechy bardzo bliskie Wielkopolanom, a więc gospodarność,
pracowitość, rzetelność, a co najważniejsze - byli katolikami. Jest prawdopo
dobne, że proces wymiany kulturowej miał wpływ na powstanie etosu poznaniaka.
Bajerleinowie w sposób szczególny zamanifestowali swą polskość już w poło
wie XIX w., stawiając opór wobec polityki germanizacyjnej Bismarcka. Także
później, podczas powstania wielkopolskiego w 1918 roku, kilku z nich brało
czynny udział w walkach, opowiadając się po polskiej stronie i wpisując się swoim
patriotyzmem w historię Poznania. II wojna światowa ciężko doświadczyła ro
dzinę, niektórzy jej członkowie zostali deportowani, inni byli aresztowani za
działalność w organizacjach podziemnych, musieli się ukrywać lub pracować dla
niemieckiego okupanta. Bajerleinowie angażowali się w życie społeczności,
wśród której mieszkali. Ta aktywność była doceniana, ponieważ powierzano
im stanowiska w administracji państwowej i organizacjach rolniczych. Pomimo
szeregu obowiązków, znajdowali czas na działalność społeczną oraz religijną.
Pracowitość, patriotyzm, głęboka wiara są cechami, które Bajerleinowie cenią
od pokoleń. Równie ważne miejsce odgrywała zawsze w ich systemie wartości
rodzina. Silne poczucie więzi między krewnymi powodowało, że w czasie wojny,
nawet w chwilach największego kryzysu, wzajemnie udzielano sobie pomocy.
Do dziś starannie pielęgnuje się pamięć o bamberskich korzeniach i choć żaden
ze spotkanych przeze mnie Bajerleinów nie czuje się obecnie Niemcem, po
chodzenie jest, zdaniem większości członków rodziny, ciekawym elementem
wyróżniającym ich spośród pozostałych poznaniaków.
Szczególnie dużo wiedzy o dziejach rodu dostarczają prywatne zapiski
Antoniego Bajerleina, ostatniego sołtysa wsi Winiary, włączonej w 1925 r. do
Poznania, i zarazem pierwszego komisarza nowej dzielnicy miasta. Pamiętnik
jest również ciekawym dokumentem historycznym. Przedstawia bowiem zmiany
164
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
społeczne i polityczne zachodzące na przełomie dwóch wieków w Poznaniu
i okolicach, ilustruje przeobrażenie Winiar z osady wiejskiej w część miasta,
wraz z całym jej kolorytem. Jest też zapisem naocznego świadka wielkich wyda
rzeń, jakimi były powstanie wielkopolskie i obydwie wojny światowe.
Osadnictwo bamberskie wiązało się ściśle z sytuacją, w jakiej znalazła się
na początku X V I I I w. Wielkopolska. Poznań i okolice zostały wówczas w dużym
stopniu zniszczone przez wojnę północną. Nędza i głód spowodowane zawieru
chą wojenną, spotęgowane przez nawarstwiające się klęski żywiołowe oraz zarazę,
doprowadziły do wyludnienia miasta i przylegających do niego wsi. Władze,
chcąc odbudować Poznań i jego wsie, wystosowały odezwę zachęcającą do osied
lenia się na tych terenach. Wobec słabego odzewu ze strony Polaków, zwrócono
się z taką samą propozycją do mieszkańców Bambergu, przeżywającego z kolei
kryzys, spowodowany przeludnieniem. Pismo musiało trafić na podatny grunt
skoro już w 1719 r. rozpoczęły się migracje do Polski z terenów Górnej Frankonii
(Paradowska 1998, s. 42-45).
Jak wynika z kontraktów zawartych z osadnikami z Bambergu, protoplaści
rodziny Bajerlein osiedlili się w należących do Poznania wsiach, noszących naz
wy Dębieć i Rataje. Jeśli chodzi o Dębieć, w 1730 r. pisarz miejski Jan Rzepecki
pisał, iż „ta wioska Dąbczen ma teraz gospodarzy Niemców z Bamberga, katoli
ków 12, którym jest wydzielone pole z łunami", wśród nich pojawiło się nazwi
sko Johanna Bajerleina (Wicherkiewicz 1924, s. 54). Natomiast w kontrakcie
dotyczącym Rataj, zawartym z przybyszami w 1745 r. przez urząd miejski,
wymienione jest nazwisko Nicolausa Bajerleina (Bár 1882, s. 12). Nie znamy
powodów, dla których rodzina rozdzieliła się (a może było to kilka rodzin lub
samotnych mężczyzn niespokrewnionych ze sobą?) i osiadła także w Górczynie,
Winiarach i Jeżycach. Z przekazów Antoniego Bajerleina, sołtysa na Winiarach,
wiemy, że tę samą funkcję pełnili także dwaj bracia jego ojca w dwóch innych
wymienionych wioskach, nim w 1900 r. zostały one przyłączone do miasta.
W artykule omawiam dzieje winiarskiej gałęzi Bajerleinów, ponieważ wy
daje się, że najbardziej zasłużyła się ona dla historii miasta. Przed rokiem 1730
w wymienionej wsi nie mieszkał jeszcze żaden Bajerlein, nazwisko to nie figu
ruje wśród mieszkańców wymienianych przez badacza wielkopolskiej wsi,
Jana Rutkowskiego (1956, s. 266). Przeprowadzka nastąpiła prawdopodobnie
pod koniec X V I I I w. Wprawdzie zachował się dokument mówiący o powsta
niu domu na Winiarach w 1878 roku, którego fundatorem był Józef Bajerlein,
zmarły w 1892 roku, rodzina musiała jednak mieszkać tam już wcześniej. Antoni
Bajerlein, wnuk Józefa, odnotował w swoim pamiętniku: „Mój ojciec [czyli syn
Józefa - A. S.-K.] był czwartym tego nazwiska na gospodarstwie, przy ul. Włoś
ciańskiej nr 2 po przeprowadzeniu się z Cytadeli" (Bajerlein, rękopis).
Wieś Winiary znajdowała się początkowo blisko Poznania. W 1828 r. spra
wujący rządy Prusacy zadecydowali o zamianie miasta w twierdzę, mającą sta
nowić główny punkt obrony w razie agresji ze strony Rosji. Przypadła mu rola
„postrachu dla wroga zewnętrznego" a także zabezpieczenia przed „knowaniami
Polaków". Otoczenie centrum murami wywołało wiele negatywnych skutków,
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
165
m.in. brak nowych miejsc pod zabudowę, zbyt duże zagęszczenie ludności,
wzrost czynszów, odcięcie od okolicznych wsi itd. Przede wszystkim jednak
budowa doprowadziła do znacznych zmian w środowisku geograficznym. Ich
ofiarą padły m.in. Winiary. Wieś, położona po obu stronach drogi prowadzącej
do Obornik, licząca wówczas 40 gospodarstw, kościół filialny z cmentarzem,
dwa wiatraki, w wyniku intensywnych prac przy budowie cytadeli uległa
w 1830 roku likwidacji. Mieszkańców przesiedlono na nowe tereny położone na
północny wschód od twierdzy. To właśnie na tych terenach, jak wspominał
Antoni, mieszkały już cztery pokolenia Bajerleinów.
Najstarszym członkiem rodziny, o którym zachowała się pamięć, był Józef
Bajerlein (zm. w 1892 roku). Jego żona, Marianna, pochodziła również z rodziny
bamberskiej - Remleinów. Tradycja wychodzenia za mąż za innych Bambrów
przetrwała przez następne 2-3 pokolenia. Wśród osób spowinowaconych spoty
kamy nazwiska Dajerling, Kaiser, Paetz. Z pewnością początkowo małżeństwa
były ściśle zaplanowane, starano się bowiem w ten sposób utrzymać spójność
grupy i jej odrębność od miejscowej ludności. W miarę upływu czasu podobne
związki były raczej rezultatem bliskości zamieszkania i zwykłych, sąsiedzkich
kontaktów pomiędzy rodzinami znającymi się od pokoleń, niż celowego działa
nia. Asymilacja postępowała i coraz częściej wybierano partnerów - Polaków.
Józef Bajerlein posiadał, według relacji potomków, duże gospodarstwo. Nie
stety, dziś ustalenie dokładnej wielkości majątku nie jest możliwe. Faktem jest,
że Bambrzy przybywający w okolice Poznania w X V I I I w. otrzymywali od
miasta oprócz ziemi, ziarna na chleb i zasiew, niewielkich sum pieniędzy także
pewne przywileje, np. byli zwolnieni na pewien czas ze świadczeń oraz jako
pierwsi mogli płacić czynsz zamiast, jak to się działo w wypadku gospodarzy
polskich, odrabiać pańszczyznę (polscy rolnicy także zostali oczynszowani, lecz
nieco później). Przywileje ułatwiały bogacenie się i powodowały rozwój gospo
darstw. Ziemię można było sprzedać, co zapewne wykorzystali Bajerleinowie
wyprowadzając się do innej wsi. Prawdopodobnie warunki na nowym miejscu
były jeszcze bardziej korzystne.
Rodzina Józefa Bajerleina miała typowy dla X I X w. patriarchalny charakter.
Zofia Jabłonowska, w książce, pt. Przemiany rodziny polskiej (1975, s. 52-53)
tak określiła specyfikę rodziny XIX-wiecznej: „Rodzina patriarchalna jest cha
rakterystyczna dla społeczeństw typu rolniczego w naszej kulturze. Cechuje j ą
stałość i zwartość, nierozerwalność małżeństw, wielki autorytet głowy rodziny
- ojca, który reprezentował siłę i przymus, a dawał członkom rodziny obronę.
Rodzice czerpali autorytet z faktu zaspokajania potrzeb fizycznych i duchowych
swoich dzieci, duże znaczenie miał dawany przez nich przykład". Opisany model
reprezentowała rodzina Józefa Bajerleina. We wspomnieniach wnuków on sam
jawi się jako osoba surowa, niezbyt wylewna, bardzo pobożna i pracowita, oto
czona szacunkiem przez sąsiadów i bliskich. Stosunki pomiędzy pokoleniami
panujące w domu dziadka najlepiej ujął Antoni: „Gdy miałem cztery lata byłem
na służbie u dziadka - Józefa Bajerleina. Gdy czegoś potrzebował musiałem
mu pomóc lub przywołać domowników" (Bajerlein, rękopis; podkr. A. S.-K.)
166
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
Józef i Marianna Bajerlein doczekali się licznego potomstwa, a mianowicie
6 synów: Józefa, Jana, Andrzeja, Wojciecha, Wawrzyńca i Antoniego, oraz jed
nej córki, Katarzyny Na przełomie X I X i X X w. rodziny tak liczne nie stanowiły
rzadkości. Rodzenie dzieci nie było tylko sprawą osobistą, lecz racją istnienia
rodziny ustanowionej przez Boga. Dziecko liczyło się jako siła robocza i gwa
rant kontynuacji gospodarki. W Wielkopolsce najczęściej pozostawiano ziemię
jednemu synowi, pozostałym zapewniano wykształcenie. Córki należało wypo
sażyć w odpowiedni posag. Obowiązkiem rodzica było także znalezienie właści
wego kandydata na męża.
Gospodarstwo po Józefie Bajerleinie przejął Wojciech, który kontynuował
tradycje rolnicze. Był to trafny wybór, ponieważ syn okazał się doskonałym
gospodarzem. Spośród pozostałych dzieci Józefa nie udało się odtworzyć losów
jedynej jego córki, Katarzyny. Najstarszym synem był Józef, urodzony 12 marca
1840 roku. Jego żoną została Maria z domu Palacz, pochodząca z Jeżyc. Mał
żonkowie po ślubie przenieśli się do rodzinnej wsi Marii, gdzie urodziła im się
czwórka dzieci: trzech synów i córka. Józef był ostatnim sołtysem wsi Jeżyce,
nim w 1900 roku została ona przyłączona do miasta. Jak podaje Wojciech
Karolczak (2000, s. 63-64), na zebraniu gminnym w dniu 17 października
1888 roku, 62 uprawnionych do głosowania członków gminy ponownie wybrało
na sołtysa Józefa Bajerleina (na okres 6 lat). Pełnił on tę funkcję już od paździer
nika 1882 roku, gdy zastąpił dotychczasowego sołtysa, Nepomucena Stalińskiego.
Ławnikami gminnymi byli w tym czasie gospodarze Ignacy Palacz i Wojciech
Jeske. Kolejnego wyboru Bajerleina nie zatwierdziła jednak Królewska Rejencja
w Poznaniu, która na ten urząd mianowała Niemca, Josepha Frydrychowicza,
dotychczasowego komisarza obwodowego w Stęszewie. Gminnym poborcą
podatków mianowano za to syna dotychczasowego sołtysa, Adama Bajerleina.
Drugi syn Józefa i Marianny - Jan Bajerlein, urodził się w 1846 roku. Jego
żoną została Irena z domu Palacz, pochodząca z Górczyna. Młodzi zamieszkali
w rodzinnej wsi Ireny i z biegiem czasu dorobili się ogromnego majątku. Ich
włości obejmowały tereny, na których obecnie wybudowano kilka osiedli miesz
kaniowych. Jan, podobnie jak jego starszy brat, sprawował funkcję sołtysa
Górczyna do roku 1900. Gospodarstwo po nim przejął Ignacy Bajerlein, jeden
z czwórki dzieci. Po Janie przyszedł na świat kolejny syn Józefa i Marianny,
wspomniany już Wojciech, który odziedziczył gospodarstwo po rodzicach w Winiarach. Urodzony w 1852 roku, Wawrzyniec ożenił się z Józefą Andrzejczak
pochodzącą z Górczyna. Po ślubie młodzi zamieszkali w Górczynie i jako szczęś
liwe małżeństwo doczekali się ośmiorga dzieci. Najmłodszy z potomków Józefa,
Antoni, ukończył Szkołę Budowniczych Młynów i Browarów w Wirtembergii,
a następnie osiedlił się w Opalenicy, gdzie poślubił Brygidę z Trockich. W książce
mówiącej o historii straży pożarnej w Opalenicy, której był pierwszym naczel
nikiem, określa się go mianem społecznika i wymienia pośród aktywnych człon
ków polskich organizacji w czasie zaboru (Wojcieszak 1996, s. 9).
Jak wynika z pamiętnika Antoniego Bajerleina, w czasach kiedy jego ojciec
(Wojciech) przejmował gospodarstwo, w Winiarach zamieszkiwało około 34 go-
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
167
spodarzy, w tym jeden kowal, stelmach, czterech ogrodników narodowości nie
mieckiej. Do wsi prowadziły dwa gościńce. Na potrzeby jej mieszkańców oraz
okolicznej ludności pracowały trzy wiatraki i dwa młyny. W 1904 roku powstał
pierwszy sklep kolonialny Polaka - Ignaszaka. Była to wielka wygoda dla
gospodarzy, którzy od tej chwili nie musieli kupować rozmaitych towarów,
a przede wszystkim tak potrzebnej im nafty - petrolu w mieście. W tym czasie
Niemiec Szraga zaczął budowę studzien z pompą, których mieszkańcy bardzo
potrzebowali. Dotąd były wprawdzie studnie w dwóch wiatrakach, ale praca przy
nabieraniu wody była ciężka i niebezpieczna. W Winiarach powstała też fabryka
sieczki, pędzona maszyną parową - własność pana Ignasika. Antoni wspomina
także, że „w tych czasach ukazały się pierwsze rowery o dwóch kółkach.
Sprawiały one radość ludziom młodym a kupienie takiego roweru można było
porównać z zakupem dzisiaj samochodu" (Bajerlein, rękopis).
Pamiętnik daje także wyobrażenie o tym, jak za czasów Wojciecha Bajerleina
zmieniał się wygląd wsi Winiary. „Ulica Obornicka była do 1850 roku polną
drogą. Potem państwo wybudowało szosę i obsadziło j ą drzewami owocowymi
(czereśniami). W 1929 roku, w lutym, podczas ciężkiej zimy, kiedy to mróz
dochodził do minus 34 stopni, wszystkie drzewka pomarzły. Drewno dostali
potem bezrobotni. W 1898 roku gmina obsadziła drzewami polną drogę nazwaną
Wyłom, która ciągnęła się od rzeki Warty do ul. Obornickiej. W owych czasach
dojazd do miasta był bardzo utrudniony z powodu fortecy zwanej Kernwerk.
Droga prowadziła przy cmentarzach, dalej przez tory kolejowe dworca Tamy
Garbarskiej, gdzie musiano czekać na przejazd pociągów, następnie była mała
śluza wodna i forteca pod nazwą Haake. Wreszcie, skręciwszy w lewo, dojeżdżało
się do ul. św. Wojciecha, która szła pod górkę. Całe życie Winiar koncentrowało
się właśnie wokół ul. św. Wojciecha. Nasze gospodynie sprzedawały mleko
początkowo prosto z wozów, na ul. św. Wojciecha" (Bajerlein, rękopis).
Powstanie twierdzy wokół miasta nie zmieniło faktu, że okoliczne wsie przez
około trzydzieści lat były jego zapleczem zaopatrzeniowym. Dzięki temu rozra
stały się i bogaciły gospodarstwa. Przekupki z Winiar sprzedawały swe produkty
bezpośrednio sklepom lub udawały się na dwa najbliższe targowiska: na Rynek
Jeżycki i na Plac Sapieżyński (obecnie Plac Wielkopolski). Żona Wojciecha
Bajerleina, Ewa, handlowała mlekiem i jajami, które sprzedawała znanemu po
znańskiemu cukiernikowi Pfitznerowi, posiadającemu kawiarnię za tylną ścianą
ratusza. Jej wnuki wspominają, że jeździła do miasta ubrana w charakterystyczny
strój określany powszechnie bamberskim. Pod pierwszą warstwą suto marszczo
nej spódnicy miała wszytą dużą kieszeń na pieniądze. Po udanej transakcji, wraz
z innymi gospodyniami, zasiadała u Pfitznera przy kawie i ciastku.
Na początku X X w. w Winiarach istniało kilka prężnie działających organi
zacji. Około 1900 roku założono Towarzystwo Przemysłowców, pod nazwą
„Gewerbeverein", a także Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół" i Towarzystwo
Śpiewacze „Gędźba" (Bajerlein 1992, s. 13). Bajerleinowie z całą pewnością
nie należeli do „Gewerbeverien", ponieważ nikt z rodziny nie miał do czynienia
z przemysłem. Udzielali się za to w pozostałych dwóch organizacjach. „Celem
168
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
«Sokola» było umoralnianie ducha, wykształcenie i wzmocnienie ciał przez
ćwiczenia gimnastyczne, pomnąc na to, że jeśli ciało zdrowe to i dusza w nim
zdrowa" (Trzeciakowscy 1987, s. 452). Do popularnych sposobów spędzania
wolnego czasu w początkach X X w. należało organizowanie spotkań w prywat
nych domach, w czasie których recytowano wiersze, czytano prozę, śpiewano
pieśni patriotyczne oraz ludowe. Umiłowanie śpiewu prowadziło często do po
wstania formalnych organizacji, takich jak „Gędźba".
W 1903 roku powstało kółko rolnicze przy parafii św. Wojciecha, którego
członkami byli gospodarze z okolicznych wsi: Winiar, Jeżyc, Naramowic i Piąt
kowa. Należał do niego także Wojciech Bajerlein wraz ze swoim synem
Antonim. Ich postacie zostały uwiecznione na pamiątkowej fotografii jednego
z większych zjazdów członków koła. Głównym zadaniem organizacji była edu
kacja rolników, zapoznawanie ich z nowinkami dotyczącymi uprawy i hodowli.
Gospodarze w niej zrzeszeni mogli brać udział w odczytach i prelekcjach,
demonstrowano im także nowe wynalazki, jak: mikroskop, telefon, elektrycz
ność. Po roku 1886 podjęta została akcja „obrony ziemi", uświadamiająca nie
bezpieczeństwa towarzyszące jej sprzedaży Pruskiej Komisji Kolonizacyjnej.
Z biegiem lat coraz więcej miejsca zaczęto poświęcać problematyce wycho
wawczej w szerokim rozumieniu, wygłaszano odczyty m.in.: „O obowiązku
gospodarza jako głowy rodziny", czy „Obraz uczciwego człowieka". Zwalczano
także alkoholizm i karciarstwo (Jakóbczyk 1982, s. 9). Koła rolnicze pełniły więc
wielorakie funkcje: szkół rolniczych, organizacji wychowawczych i patrio
tycznych. Ich działaczami byli często późniejsi społecznicy, powstańcy, a także
członkowie administracji państwowej.
Wojciech Bajerlein był nowoczesnym gospodarzem, otwartym na wiedzę,
wszelkie nowinki techniczne i rolnicze. Surowymi zasadami, którymi kierował
się w życiu wzbudzał respekt i szacunek u dzieci oraz wnuków. Był człowiekiem
światłym, prenumerował liczne czasopisma: Wielkopolanin, Tygodnik Powieścio
wy, Przewodnik Katolicki i Kurier Poznański, posiadał biblioteczkę z książkami
w języku polskim i niemieckim.
Będąc już w podeszłym wieku nakazał wybudować sobie naprzeciwko wiel
kiego domu rodzinnego mały domek, w którym spędził ostatnie lata swego życia.
Mieszkał tam razem z niezamężną córką, Weroniką. Domek był niewielki, ale urzą
dzony wygodnie. Mieściły się w nim dwa pokoje, sień, kuchnia, strych i poddasze.
Wnuczki Wojciecha wspominały: Były tam dwa pokoiki, ten duży w którym miesz
kał dziadek i jeden mały, w którym mieszkała ciotka [Weronika]. Wszystko lśniło.
Przy drzwiach były duże, czerwone, aksamitne kotary. Dziadek spał w takim
ładnym, żelaznym łóżku. Był też taki wielki fotel, stał przy oknie i dziadek z niego
na te swoje włości patrzył. Podwórze było bardzo duże a zabudowania porządne .
Żona Wojciecha, Ewa, „była Polką z rdzennie polskiej rodziny Palaczów".
Zachowało się o niej niewiele wspomnień. Gracjan Bajerlein, wnuk Ewy Palacz,
1
1
Wywiad z Reginą, Sabiną, Bożeną Bajerlein, przeprowadzony przez autorkę 12.03.2001 r.
Zapisy wywiadów przechowywane są w Pracowni Etnologicznej IAE PAN, w Poznaniu.
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
2
169
opowiadał, że babka była osobą skromną i pobożną . Zajmowała się wycho
waniem dzieci, prowadzeniem gospodarstwa domowego oraz, jak już pisałam,
handlem. Babcia Bajerleinowa, według wnuków, bardzo lubiła teatr. Niestety, jej
zainteresowań nie podzielał mąż, na przedstawienia udawała się więc często
w towarzystwie syna - Antoniego.
Wojciech Bajerlein pozostawił ośmioro potomków: czterech synów i cztery
córki. Niewątpliwie najważniejszymi postaciami dla historii Poznania byli dwaj
jego synowie: Maksymilian, który przejął gospodarstwo po ojcu i należał do
najbogatszych i najbardziej postępowych gospodarzy Winiar, oraz Antoni, spra
wujący funkcję ostatniego sołtysa wsi, a następnie, przez 25 lat - komisarza
miasta Poznania.
Syn Maksymiliana, Gracjan, szacuje, że ojciec odziedziczył około 25 hekta
rów ziemi, czyli dość znaczny majątek, a następnie, dzięki zaradności i praco
witości, jeszcze go powiększył. W prowadzeniu gospodarstwa oprócz rodziny
pomagała mu służba, czyli dwie służące, starszy parobek, o imieniu Michał,
odpowiedzialny za porządek w całym obejściu oraz kilku młodszych, wynaj
mowanych co roku pomocników. Do domu wiodły dwa wejścia, jedno od
podwórza, dla mieszkańców, i drugie - od frontu, dla gości. Wewnątrz znaj
dowały się trzy pokoje, jadalnia codzienna i „paradna", spiżarnia, kuchnia
i pomieszczenie dla służby. Jak twierdzą córki Maksymiliana, wszystkie pomiesz
czenia urządzone były zamożnie i „po miejsku", wyposażone w solidne, ciężkie
meble, w salonie stał gramofon i pianino, na którym dzieci grywały podczas
większych uroczystości rodzinnych, na ścianach w korytarzu wisiały ryciny
z książek. Nawet strych był niezwykle zadbany. Często szorowano tam podłogi,
a w zimie rozkładano białe płótna, na których leżały zboża i owoce, na ścianach
suszyły się kiełbasy i szynki, wisiały też całe gałęzie ze śliwkami, z których
zrywano owoce, dopiero kiedy się ususzyły. W gospodarstwie znajdowały się:
chlew, obora, stajnia, stodoła, drewutnia i magiel .
Maksymilian lubił nowinki techniczne. Jako jeden z pierwszych wyposażył
stodołę w rynny, z których woda wpływała do basenu mieszczącego się w ogro
dzie. Uzyskaną deszczówką podlewano następnie ogród warzywny. W kuchni,
w podłodze, Max, jak go nazywała rodzina, umieścił pompę (Winiary nie były
wówczas jeszcze skanalizowane) i małą studzienkę, z której uzyskiwano wodę
bez konieczności wychodzenia na podwórze. Jako pierwszy we wsi zakupił
rower. Jeżdżąc na nim, wzbudzał ogromną sensację. W czasach, kiedy jego
ojciec był już w podeszłym wieku i mieszkał w chatce naprzeciw dużego domu,
Maksymilian założył dla wygody telefon pomiędzy obydwoma budynkami.
Postacią równie barwną był jego brat Antoni, autor cytowanego już wie
lokrotnie pamiętnika. Przejawiał on szczególną aktywność na polu społecznym
i religijnym. Swoje dzieciństwo Antoni tak wspominał: „Urodziłem się 31 maja
1886 r. na Winiarach. W domu było nas ośmioro dzieci. Ja byłem czwarty
3
2
3
Wywiad z Gracjanem Bajerleinem, przeprowadzony przez autorkę 25.08. 2001 r.
Wywiad z Reginą... (por. przyp. 1).
170
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
z kolei. Naukę pobierałem w czteroklasowej szkole niemieckiej na Winiarach,
ale w domu uczyliśmy się czytać i pisać po polsku z gazet polskich, które ojciec
abonował. Po ukończeniu szkoły pracowałem na gospodarstwie ojca. Potem
jeden rok chodziłem do szkoły rolniczej" (Bajerlein, rękopis). Młodość Antoniego
upłynęła w czasach, kiedy potęgowała się świadomość narodowa w Polakach,
wobec prześladowania przez zaborcę języka polskiego i katolicyzmu. Bambrzy
byli już spolszczeni, więc ataki na język, a przede wszystkim na religię, odczu
wali niezwykle boleśnie. Tak mowa, jak i wiara, otrzymane w domu rodzinnym
i jednakowe dla całej społeczności, które dawały poczucie swojskości a zarazem
odrębności od pruskiej władzy, narzucającej swe wymogi w szkole i kościele
- zagrożone tym bardziej stawały się wartością, której należało bronić.
Antoni ożenił się z Polką, Jadwigą Nowak, i wybudował dom w pobliżu
Maksymiliana. W tym czasie, idąc w ślady ojca, zaangażował się w działalność
kółka rolniczego, któremu poświęcił kilka zdań w swoim pamiętniku: „Za po
średnictwem kółka gospodarze kupowali maszyny rolnicze, sprowadzano nawozy
sztuczne, uczono się ich stosowania, dzielono się doświadczeniami. Organizo
wano też wycieczki, np. do Bydgoszczy, gdzie mieścił się oddział ochrony
roślin, czy do Liskowa pod Kaliszem, gdzie ks. proboszcz Bilisiński urządził
wzorową wieś. Kółko zwiedzało też pierwsze w Poznaniu kino. Jeden z człon
ków, pan Otmianowski, opowiadał nam o telefonie, objaśniał jak się z nim
obchodzić. W 1913 roku kółko zorganizowało wycieczkę do Wrocławia, gdzie
odbywała się wystawa. Byliśmy także w krakowskim, w majątku Potockiego.
Zwiedzaliśmy tam zarodowe stajnie koni i bydła. Administracja majątku wydała
nam obiad. Nie ominęliśmy również Krakowa z Wawelem" (Bajerlein, rękopis).
Od 1912 roku kółko organizowało 2-3-dniowe kursy, o szerokim programie:
począwszy od techniki rolnej, rachunków, przez prawo majątkowe i spadkowe,
po zagadnienia dotyczące ustroju państwowego i administracyjnego.
Po roku przynależności do organizacji Antoni został jej sekretarzem. W pa
miętniku odnotował ważne wydarzenie, jakim był pogrzeb patrona kółek rol
niczych, Maksymiliana Jackowskiego, który stał się manifestacją rolnictwa
wielkopolskiego: „Niesiono setki wieńców a gdy wynoszono trumnę z Kościoła
Farnego, gdzie odbywało się nabożeństwo, początek pochodu był już na moście
Chwaliszewskim. Kondukt zatrzymał się przy pałacu biskupim, gdzie ksiądz
arcybiskup Stablewski żegnał zmarłego. Pamiętam, że jako delegat naszego kół
ka niosłem wspaniały wieniec z biało-czerwonymi wstęgami, policja zatrzymała
mnie i żądała usunięcia wstążek, podając fałszywe nazwisko, uniknąłem kary"
(Bajerlein, rękopis).
Dzięki zaangażowaniu w działalność kółek rolniczych Antoni stał się jedną
z najbardziej światłych i wykształconych osób we wsi. Jego postawa sprawiła,
że został obdarzony zaufaniem współmieszkańców i w 1919 roku wybrany
sołtysem wsi. Zanim jednak do tego doszło, 5 sierpnia 1914 roku powołano
go, jak wielu innych Polaków, do armii pruskiej, w której szeregach walczył na
kilku frontach. W 1915 roku brał udział m.in. w oblężeniu Verdun we Francji.
Następnie jego oddział przerzucono do Austro-Węgier, gdzie walczył z Rosja-
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
171
nami. Kolejna bitwa, w której brał udział, toczyła się pod Gorlicami w maju
1915 roku. W jednej z potyczek Antoni został ranny w płuco i spędził 8 miesięcy
w szpitalu w Erfurcie. Po okresie rekonwalescencji wrócił do Francji, jednak
spędził tam tylko miesiąc, ponieważ ponownie trafiła go kula, tym razem w nogę.
Po 6 miesiącach leczenia uznano go za niezdolnego do dalszej służby wojskowej
i w 1918 roku wysłano do miasteczka Łask pod Łodzią. Antoni cieszył się, że
już wkrótce znajdzie się wśród bliskich, choć wiedział, że dalsza podróż do
rodzinnego Poznania nie będzie łatwa: „Gdy przyszedł listopad 1918 w Niem
czech wybuchła rewolucja. Pyszny cesarz Wilhelm uciekł do Holandii. Nasz
oddział wojska szykował się do opuszczenia miasteczka Łask. Żołnierze nie
mieccy, którzy pełnili w nim służbę i dawniej gnębili Polaków, teraz uciekali
boso i bez spodni do naszych oddziałów i prosili nas, polskich żołnierzy, abyśmy
doprowadzili ich do granicy, tj. do Kalisza. I tak też się stało [...]. Do Kalisza
szliśmy trzy noce, w dzień odżywialiśmy się i wypoczywaliśmy. W Szczypiornie czekali na nas legioniści. Złożyliśmy tam broń i zjedliśmy obiad. Legioniści
radzili nam, byśmy poszli na kolej i pojechali do Ostrowa, gdzie już stał pociąg
do Poznania. W Poznaniu byliśmy około szóstej. Ludzie na dworcu radzili nam
iść torami kolejowymi do Kaponiery, by nie wpaść w ręce niemieckich żołda
ków. Ojciec mój bardzo ucieszył się na mój widok. W tym czasie przebywał
w domu sam z trzema córkami, nas trzech synów było na wojnie. Z naszej rodziny
i krewnych wszyscy wrócili z wojny, jedynie nasza matka umarła w 1916 roku"
(Bajerlein, rękopis).
Rok 1918 nie oznaczał dla mieszkańców Wielkopolski końca działań wojen
nych, w Poznaniu odczuwało się atmosferę powstańczą. Antoni zaangażował się
w organizację Straży Ludowej na Winiarach. Do jej szeregów powoływano żoł
nierzy powracających z wojny oraz innych obywateli polskich do 50 roku życia.
Naczelna Rada Ludowa chciała, aby oddziały Straży Ludowej miały charakter
elitarny, dlatego przyjmowała do nich tylko osoby o nieposzlakowanej opinii,
gorliwych Polaków. Zadaniem organizacji było zapewnienie ładu i porządku oraz
strzeżenie mienia wszystkich obywateli. Straż Ludowa miała stanowić zalążek
wojska polskiego. Antoni wspominał: „Wszyscy byli dobrze uzbrojeni. Broń
można było kupić od żołnierzy niemieckich. Siedzibą straży był budynek gminny
przy ul. Winiarskiej, gdzie pełniono dyżury, a w nocy uzbrojone patrole obcho
dziły gminę. W dniu wybuchu powstania nasz oddział z rozkazu pułk. Langego
miał za zadanie pozwolić Niemcom wyjść z koszar na Golęcinie, gdzie wzięliś
my do niewoli 150 żołnierzy i 2 oficerów. Powierzone zadanie nasz oddział
wykonał w całej pełni" (Bajerlein, rękopis).
Powstanie wielkopolskie miało charakter wielkiego, patriotycznego zrywu.
Położyło kres długotrwałemu panowaniu pruskich zaborców na ziemiach pol
skich, rozstrzygnęło problem powrotu Polski do ziem nad Wartą i Notecią
i zadecydowało o połączeniu Wielkopolski z Macierzą. Istotną rolę w zwycię
stwie odegrały: strategia, taktyka, karność i poświęcenie. „Powstanie było wyra
zem żywotności polskiego żywiołu, dowodem na jego świadomość naro
dową i stanowczej woli oderwania się od Niemiec. [...] Szczególnym echem
172
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
odbiło się na Pomorzu i Górnym Śląsku, przygotowując grunt do rozwinię
cia i spotęgowania na tych ziemiach dążeń narodowowyzwoleńczych" (Grot,
Pawłowski, Pirko 1968, s. 282).
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, w 1919 roku, Antoni został wy
brany sołtysem w Winiarach. Pierwsze lata swej działalności wspominał: „Kiedy
rada przyjęła mnie jako sołtysa musiałem się poduczyć prowadzenia tego urzędu.
Na sołectwie pracowała jako sekretarka starsza pani i ona dała mi pierwszy
szlif, a potem sami ludzie. W drugim roku miałem dużo pracy z powodu
wydawania kwitków na chleb, cukier, masło a dla małych dzieci i różne kaszki.
[...] W 1921 r. był pierwszy spis ludowy w całym kraju. Było dużo pracy. Za
ten spis dostaliśmy medale z napisem: za ofiarną pracę. W 1922 r. przyjechał
minister spraw wewnętrznych, by wizytować jedno województwo, jedno staro
stwo i jedno sołectwo. Starosta zapytał się telefonicznie czy mogą wizytować
sołectwo. Powiedziałem, że tak. Woźny musiał zbierać krzesła by wszystkich
tych panów pousadzać. Wizytacja udała się. W następnym roku przyszła dewa
luacja. U nas w poznańskim było żyto po 24 złote za centnar [= 50 kg; przyp.
A. S.-K.] - tak zarządziła Naczelna Rada Ludowa, a w Królestwie za ten centnar
płacono po 400 złotych" (Bajerlein, rękopis). Do obowiązków sołtysa Winiar
należało także utrzymanie ładu i bezpieczeństwa we wsi, nadzór nad pracami
prowadzonymi na terenie gminy, egzekwowanie należności na rzecz gminy, pro
wadzenie Urzędu Stanu Cywilnego oraz dbałość o najbiedniejszych mieszkańców.
Pomimo tak licznych zajęć służbowych Antoni Bajerlein znalazł jeszcze czas
na działalność społeczną i religijną. Wspólnie z żoną udzielali się w Akcji Kato
lickiej i w Radzie Parafialnej kościoła św. Wojciecha, do którego parafii należeli.
Żona Antoniego - Jadwiga była współorganizatorką dorocznych kiermaszów
na Sołaczu. Na Wielkanoc i Boże Narodzenie obydwoje małżonkowie roz
syłali paczki ubogim mieszkańcom wsi. W ich pakowaniu pomagały trzy córki:
Bożena, Sabina i Regina.
W 1925 roku Winiary, wraz z kilkoma innymi wsiami, zostały włączone do
Poznania. Antoniego zwolniono z funkcji sołtysa i mianowano urzędnikiem miej
skim - komisarzem. W zarządzie pracował do 1950 roku, z pięcioletnią przerwą
spowodowaną działaniami I I wojny światowej.
Życie młodszego brata Maksymiliana i Antoniego, którym był Władysław
również nie upłynęło bez zasług dla ojczyzny. Władysław Bajerlein brał udział
w powstaniu wielkopolskim a następnie w powstaniach śląskich, za co został
nagrodzony wieloma odznaczeniami. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę
wrócił do Poznania i podjął naukę w szkole średniej, przygotowującej do pracy
w telekomunikacji. Następnie zatrudnił się w prywatnej spółce wykonującej
projekty techniczne nagłośnień w zakładach przemysłowych. Tuż przed wojną
rozpoczął pracę na poczcie, także w dziale telekomunikacji. Swoje stanowisko
piastował przez całą I I wojnę światową, aż do śmierci. Małżeństwo zawarł
jako prawie czterdziestoletni mężczyzna z młodszą o osiemnaście lat Marią
Czechoską, wywodzącą się ze znanej poznańskiej rodziny rzeźników. Razem
doczekali się czwórki dzieci, które, niestety, Władysław wcześnie osierocił.
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
173
Najstarszym z rodzeństwa Maksymiliana i Antoniego był Stanisław, urodzony
w 1881 roku. Zachowało się o nim niewiele informacji, ponieważ zmarł w mło
dym wieku, mając lat 33, na panującą wówczas w Poznaniu epidemię czarnej ospy
Po ślubie z Magdalena Pokrywką zamieszkali również w Winiarach i tam pro
wadzili gospodarstwo przy ul. Lodowej. Z tego związku pozostała czwórka dzieci.
Maksymilian i Antoni mieli, oprócz dwóch braci, trzy siostry. Zgodnie
z obyczajem, ich ojciec, Wojciech Bajerlein, starał się znaleźć każdej córce jak
najlepszego kandydata na męża. Niestety, zamiar ten powiódł się tylko w wy
padku najstarszej z nich - Magdaleny, która wyszła za mąż za Stanisława
Stęszewskiego. Stanisław był kierownikiem naprawczych warsztatów kole
jowych. Jego stanowisko zapewniało rodzinie godziwy poziom życia. Wraz
z żoną wybudowali na Górczynie, przy ul. Jasnogórskiej, przestronną willę,
w której zamieszkiwali aż do I I wojny światowej, wraz z gosposią Wikcią. Nie
doczekali się potomstwa. Stanisław Stęszewski był powstańcem wielkopol
skim, w czasie I I wojny światowej działał w podziemiu, lecz został złapany
przez Gestapo przy rozklejaniu plakatów antynazistowskich i za to osadzony
w więzieniu w Forcie V I I . Zmarł krótko po wojnie, w 1949 roku. Kolejna córka,
Weronika Bajerlein, do końca życia pozostała samotna, poświęcając się opiece
nad dziadkiem Józefem. Najmłodsza z sióstr, Zofia, wyszła za mąż za Stanisława
Antczaka, lecz niezbyt długo cieszyła się szczęściem. Najpierw zmarło im
dziecko, 5-letni syn, później urodziła się upośledzona umysłowo córka, Bronka.
Stanisław zmarł przed przyjściem na świat córki, pozostawiając żonę w bardzo
ciężkiej sytuacji materialnej.
Wybuch I I wojny światowej nie był dla poznaniaków zaskoczeniem. Już
latem 1939 roku rozpoczęto przygotowanie miasta do działań zbrojnych. Na
przedpolach kopano rowy przeciwczołgowe i stawiano zasieki, a w centrum
powstawały okopy dla ochrony ludności. Poznań już 1 września stał się obiek
tem ataku nieprzyjaciela. Około godziny 8.30 ogłoszono dla miasta pierwszy
alarm przeciwlotniczy, który jednak okazał się fałszywy. Pierwsze bombardowa
nie nastąpiło tego samego dnia, nieco później, w samo południe. Naloty powta
rzały się jeszcze kilkakrotnie. Pierwszego dnia zginęło 200 osób. Mieszkańcy
w popłochu zaczęli opuszczać miasto, ewakuowano urzędy i instytucje. Pojawili
się niemieccy dywersanci. Antoni Bajerlein pisał o pierwszych dniach wojny:
„Gdy wojna się zaczęła, już w niedzielę trzeciego września wszystkie urzędy
z terenu miasta były w drodze do Warszawy. Ja swój komisariat prowadziłem
dalej. Roiło się od szpiegów, którzy namawiali ludność, by szła pod Kutno,
bo tam będzie uzbrojona przeciw Niemcom. Ja ostrzegałem tych ludzi by nie
dawali im wiary, bo to są szpiedzy, którzy ich tam zniszczą. Lecz nie wszyscy
mi wierzyli i dopiero pod Kutnem oczy im się otwierały. Zaczęli więc wracać,
lecz wojska niemieckie dostały rozkaz, by ich internować. Część ludności
prosiła, by j ą zwolnić, mówiąc, że mają gospodarstwa i ogrodnictwa. Niemcy
żądali zaświadczeń a tu w Poznaniu nie było żadnego biura. Więc ja wypisy
wałem zaświadczenia po niemiecku i kładłem polską pieczątkę komisariatu i to
im pomagało" (Bajerlein, rękopis).
174
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
W Poznaniu z niepokojem, ale bez większych obaw oczekiwano wkroczenia
Niemców, których znano i pamiętano z 1918 roku. Tymczasem zetknięto się
z zupełnie innymi ludźmi, pozbawionymi skrupułów, zaciekłymi fanatykami
polityki Hitlera, gotowymi natychmiast zniszczyć wszystko, co polskie. Pierw
sze grupa żołnierzy wrogich wojsk pojawiła się w mieście już 9 września
(Warkoczewska 1995, s. 4-5). Wojsko przyjechało także do Antoniego. Dom
został otoczony, a komisarzowi polecono znaleźć mieszkanie na biuro dla nie
mieckich władz w tej części miasta. Antoni wskazał budynek opuszczony przez
polską policję. Kilka dni później na wizytację na Winiary przyjechał nowy
burmistrz Poznania, Niemiec, dr Gerhard Scheffler. Pozwolił on Antoniemu pra
cować dalej, ale tylko społecznie, ponieważ został mu odebrany etat urzędnika.
Pod koniec września 1939 roku szef zarządu cywilnego przy dowódcy okręgu
wojskowego, Arthur Greiser, zaostrzył politykę niemiecką wobec narodu pol
skiego. Rozpoczął się okres terroru, aresztowań i konfiskat oraz zakazów. Z miasta
wywieziono nieliczną grupę Żydów, wysiedlano Polaków z mieszkań, stosowano
przymus pracy, konfiskowano biblioteki, ograniczano polskie życie kulturalne
oraz szkolnictwo dzieci. Niemczono nazwy ulic i placów, usuwano polskie napisy,
zastępując je niemieckimi, aby miasto szybko przybrało „niemiecki wygląd".
28 października 1939 roku powstała Niemiecka Lista Narodowa, czyli Deutsche
Volksliste, na którą usiłowano wciągnąć m. in. tych Polaków, o których sądzono,
że mają niemieckie pochodzenie, w zamian za przywileje wynikające z przyna
leżności do Rzeszy Niemieckiej. Nazwisko Bajerlein w sposób oczywisty wskazy
wało na korzenie rodziny, propozycję wpisania na listę otrzymali więc wszyscy jej
członkowie. Córka Władysława Bajerleina, Urszula, pamięta moment, kiedy do
domu w tym celu przyszło Gestapo. Niemcy rozmawiali z ojcem za zamkniętymi
drzwiami. Po ich wyjściu Władysław oznajmił, że właśnie zachęcano go do
„wyrzeczenia się polskości". Jeszcze długo nie potrafił opanować wzburzenia .
Spośród bliskich Antoniego nikt nie uległ niemieckim naciskom.
Polaków, którzy nie przystali na propozycję Gestapo czekał najczęściej ciężki
los. Maksymilian Bajerlein, brat Antoniego, odmówił przyjęcia Volkslisty i zo
stał skazany na wysiedlenie. Zresztą także z kilku innych powodów był uważany
za „podejrzany element". Jeszcze przed wybuchem wojny niemieckie służby
specjalne przygotowały spis osób, które powinny być aresztowane jako wrogowie
Trzeciej Rzeszy i ruchu narodowosocjalistycznego. Spośród Polaków na liście
znaleźli się działacze niepodległościowi z okresu zaborów, uczestnicy powstania
wielkopolskiego oraz powstań śląskich, a także antyniemiecko nastawieni urzęd
nicy państwowi, ziemianie, naukowcy i działacze kultury (Matelski 1999, s. 193).
Znalazł się na niej także Maksymilian, który zaraz po rozpoczęciu wojny wraz
z całą rodziną został aresztowany i osadzony w Poznaniu, w obozie przesiedleń
czym przy ul. Głównej, a następnie wywieziony do Generalnej Guberni.
Wysiedlenia odbywały się z reguły w nocy. Oddziały SS i policji nachodziły
znienacka poznańskie domy i kazały się pakować mieszkańcom, dając im na
4
4
Wywiad z Urszulą Teadling, przeprowadzony 20.09.2001 r.
175
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
to zaledwie kilka minut. Wolno było zabrać tylko rzeczy osobiste oraz trochę
żywności, zakazano zatrzymywać pieniądze i kosztowności, papiery wartościowe.
Dla pewności rewidowano bagaże. Traktowanie wywłaszczonych było bardzo
brutalne, ponaglano do pośpiechu, kazano zabierać osoby nie nadające się do
transportu, zniedołężniałych staruszków a nawet obłożnie chorych.
W obozie przejściowym dla wysiedleńców przy ul. Głównej, gdzie przeby
wał Maksymilian z rodziną, panowały nieludzkie warunki. Baraki, w których
przetrzymywano ludzi - będące pozostałością po magazynach wojskowych
- pozbawione były ogrzewania i sanitariatów. Więźniowie leżeli na betonie zasła
nym słomą lub na pryczach. Przez nieszczelne ściany do pomieszczeń dostawał
się deszcz i śnieg. Wśród niedożywionych ludzi (na śniadanie i kolację dawano
słabą kawę zbożową i Vi chleba a na obiad wyłącznie wodniste zupy) rozprze
strzeniały się choroby. Wszyscy oczekiwali z dnia na dzień wywiezienia w nie
znane. Wiedzieli, że czeka ich droga do Generalnej Guberni, ciężki transport
w bydlęcych wagonach, najczęściej połączony z jeszcze jedną grabieżą bagaży,
a nawet osobistymi rewizjami. Większość jednak potrafiła cierpieć z godnością.
Co więcej, ludzie wykazywali dużo hartu i dzielności. Wyraziło się to w wielora
kich inicjatywach: pielęgnowano życie religijne, odmawiano zbiorowo modlitwy,
organizowano rozmaite formy życia kulturalnego, np. koncerty lub wykłady.
Maksymilian Bajerlein wraz z żoną i dziećmi został wywieziony z obozu przy
ul. Głównej do Opatowa, w województwie kieleckim, i tam przebywał do końca
wojny. Jego syn pamięta, że po niezwykle uciążliwej drodze pociąg przyjechał
do Ostrowca Świętokrzyskiego. Niemcy otworzyli wagony i nakazali ludziom,
pozbawionym pieniędzy i żywności, iść gdzie chcą. Rodzice ruszyli przed siebie
i dotarli do Opatowa. Tam zamieszkali w opuszczonym mieszkaniu, należącym
przed wojną do rodziny żydowskiej. Maksymilian podjął pracę w kamienioło
mach w Jaworznie koło Kielc. W lecie jego brygada zatrudniona była także przy
regulacji Wisły w miejscowości Zawichost pod Sandomierzem. Wyczerpująca
praca, zarówno w kamieniołomach, jak i nad rzeką (robotnicy stali w wodzie
po kilka godzin) doprowadziła do tego, że Maksymilian znacznie podupadł na
zdrowiu. Na wygnaniu zmarł na cholerę jego syn Włodzimierz. Do Poznania
rodzina powróciła w marcu 1945 roku. Tuż przed powrotem, na świat przyszła
mała Basia, która była dla rodziny wielką pociechą w trudnych czasach .
Los brata podzieliłby zapewne Antoni Bajerlein, gdyby w odpowiednim czasie
nie udało mu się uciec z domu. W swoim pamiętniku wspominał: „Gdy 4 marca
1940 r. Niemcy wywozili do baraków ja byłem także na tej liście, ale policja dała
mi wieczorem znać, że po mnie przyjedzie. Ale ja razem z rodziną ukryłem
się u sąsiadów. Kiedy Niemcy przyjechali zaplombowali drzwi mojego miesz
kania. Gdybym odważył się do niego wejść groziła mi kara śmierci. Mimo to
weszliśmy o północy do mieszkania i wynieśliśmy z niego wszystko oprócz mebli.
Rychło rano postarałem się o konia i wywiozłem rodzinę do Górczyna do mojej
siostry, która miała wolny pokój" (Bajerlein, rękopis). Córki Antoniego dobrze
5
5
Wywiad z Gracjanem Bajerleinem (patrz przyp. 2).
176
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
pamiętają tamtą noc przed wyprowadzką i kolejne dni u ciotki: Niemcy przyszli
po ojca, chcieli go wywieźć do Dachau, wcześniej wywieźli naszego proboszcza.
Ojciec wziął nas do biura, które miał u sąsiadów po drugiej stronie drogi. Razem
z matką rozłożyli w tym biurze flagi narodowe i kazali nam na nich spać. A oni
(Niemcy) przyjechali po nas. Nikogo nie było, więc rąbali w drzwi a później
zapieczętowali całe mieszkanie. Ojciec był na tyle mądry, że w jednym pokoju
zostawił otwarte okno na strych. I w nocy... tam gdzie były te biura, gospodarz
miał takich dwóch młodych parobków i oni razem z ojcem narażając życie wleźli
tam i co lepsze nam wynieśli .
Na Górczynie Antoni zamieszkał w domu należącym do jego siostry Marii
i jej męża Ignacego. Przed 1939 rokiem szwagier wybudował kamienicę, którą
wynajmował lokatorom. W czasie okupacji znaleźli w niej schronienie niemal
wszyscy winiarscy Bajerleinowie. Ignacy Bajerlein, wesoły i gościnny, był ulubieńcem całej rodziny. Jeszcze przed wojną zasłynął urządzanymi przez siebie
przyjęciami na świeżym powietrzu, na które dowoził gości jednym z pierwszych
w dzielnicy samochodów. W czasie okupacji dał wyraz swemu przywiązaniu
do rodziny, udzielając jej schronienia. Do domu na ul. Kosynierskiej oprócz
Antoniego wprowadziły się jego siostry: Weronika, Magdalena, której męża
Niemcy aresztowali za działalność w ruchu oporu i osadzili w Forcie V I I , owdo
wiała Zofia z córką Bronią oraz brat Władysław z rodziną. Po pewnym czasie
okazało się, że pewna niemiecka rodzina, która przed wojną mieszkała w ka
mienicy Ignacego i weszła z nim w konflikt, złożyła na niego doniesienie do
Gestapo. Z tego powodu Ignacy musiał się ukrywać. Przez kilka miesięcy miesz
kał na strychu własnej kamienicy, utrzymywany przez kuzynostwo. Antoni, po
przeniesieniu się na Górczyn, również wolał się nie ujawniać w obawie przed
prześladowaniami. Mieszkańcy Winiar okazywali mu sympatię, przynosząc
na Górczyn jedzenie. Po pewnym czasie, kiedy sprawa ucichła, podjął pracę
w fabryce produkującej przetwory owocowe.
Niemcy potrzebowali Polaków w czasie wojny jako siły roboczej. Od począt
ku okupacji wprowadzono przymus pracy. Powołano specjalne urzędy (Arbeitsamt), których zadaniem było organizowanie i przydzielanie robót. Z powodu
braku chętnych do pracy często urządzano łapanki na ulicach miasta a w nie
dzielę i święta przed tymi kościołami, w których dozwolone było odprawianie
nabożeństw dla Polaków. U Niemców pracowały dwie córki Antoniego, jedna
w zakładach H. Cegielskiego (Deutsche Waffen- und Munitionswerke - DWM),
będących wówczas niemiecką fabryką amunicji, a druga w szpitalu. Weronika
została zatrudniona na poczcie, Zofia natomiast zajmowała się dziećmi w nie
mieckiej rodzinie. Władysław Bajerlein objął stanowisko urzędnika w zakładach
mechanicznych przy poczcie. Na ul. Kosynierską trafił, kiedy zniszczeniu uległ
dom, w którym zamieszkał z rodziną tuż przed wojną. Jego starsza córka, Łucja,
w wieku dwunastu lat została skierowana przez Niemców do pracy w fabryce
amunicji, przy ul. Raszyńskiej.
6
6
Wywiad z Reginą... (patrz przyp. 1).
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
177
Wszystkim żyło się bardzo ciężko. Brakowało pieniędzy, żywności, lekarstw.
Urszula Taedling, córka Władysława, z nostalgią opowiada o tym, jaką radość
wywołały konfitury i kompoty wyszabrowane przez Antoniego Niemcom .
Regina Bajerlein, córka Antoniego, przypomina sobie z kolei moment, kiedy
w chwili największego głodu zabito i zjedzono konia, którym Bajerleinowie
uciekali z Winiar na Górczyn .
Okres wojny pozostawił u niektórych członków rodziny szczególnie straszne
wspomnienia. Urszula Taedling, zanim przeniosła się wraz z rodzicami na
ul. Kosynierską, była świadkiem, jak w niedaleko położonym niemieckim forcie
żołnierz zabił łopatą wygłodzonego Żyda, kradnącego z sąsiednich ogrodów
marchew. Później z koleżankami widziały ciężarówki przywożące na cmentarz
na Górczynie wychudzone, ludzkie zwłoki.
Koniec wojny przywitano z wielką ulgą i radością. Wyzwolenie Poznania
spod władzy okupanta niemieckiego rozpoczęło się od południa, czyli od
Górczyna. Na Urszuli Taedling pierwsi żołnierze radzieccy zrobili bardzo dobre
wrażenie: Wszystko było lepsze od Niemców. Ruscy żołnierze byli dla nas
- dzieci bardzo dobrzy. Niczego wówczas nie było a oni przynosili nam cukierki.
Kiedy udało im się zdobyć coś do jedzenia dawali to mojej mamie i ona z tego
nam gotowała. Spali w naszej kuchni na podłodze. Byli strasznie, nieludzko
zmęczeni i brudni. Kiedy wychodzili długo trzeba było wietrzyć pomieszczenia.
A dowódców to pamiętam do dziś. Jeden z nich tak pięknie
deklamował
Mickiewicza! Czasem śpiewali u nas .
Inaczej wspominają zakończenie wojny córki Antoniego, które zaraz po przej
ściu frontu wróciły na Winiary, żeby zobaczyć, co pozostało z ich rodzinnego
domu i niemal nie przypłaciły tego życiem. Regina Bajerlein: Zaraz po działa
niach poszłyśmy z siostrą i z ojcem do domu. W środku leżało pełno porozrzu
canych książek. Łóżka i szafy posiekane były szablami. Zaczęliśmy robić porzą
dek i nagle wchodzi trójka czy czwórka ruskich. Jeden z nich podniósł z podłogi
niemiecką książkę i mówi do ojca: „ Ty Niemiec jesteś bo masz niemieckie
książki". Ojciec na to, że nie jest Niemiec, ale oni się uparli i że ojciec ma być
rozstrzelany. Na szczęście jeden z nich zauważył, że mam na ręce zegarek i zdjął
go. Pozostali to zauważyli i zaczęli się bić o ten zegarek. Ojciec wypchnął nas
za drzwi i zaczęliśmy
uciekać^.
Po kilku dniach, pomimo toczących się jeszcze walk na cytadeli, rodzina
Antoniego powróciła na Winiary już na stałe. Z tego okresu pozostały niezbyt
pozytywne wspomnienia o radzieckim wojsku. Sabina Bajerlein: Żołnierze ciągle
byli pijani. Do czołgu nie wsiedli, dopóki się nie napili. Ale tam na cytadeli to
była rzeź i gdyby tego nie zrobili, to by nie chcieli walczyć. Oni wyciągali trumny
i chowali się do dołów, które po nich pozostały. To były ich okopy. [...] Kiedyś
7
8
9
7
8
9
0
Wywiad z Urszulą Taedling (patrz przyp. 4).
Wywiad z Reginą... (patrz przyp. 1).
Wywiad z Urszulą Teadling (patrz przyp. 4).
Wywiad z Reginą... (patrz przyp. 1).
178
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
siedzieli w naszej piwnicy i pili. Mi też kazali pić. Ja chociaż się bałam, cały
czas wylewałam ten bimber pod stół. Tam, w piwnicy było gliniane klepisko.
Kiedy skończyli, wokół mnie była prawdziwa kałuża. [...] Pierwsze co robili to
kradli. Pierwszy raz w Polsce widzieli rowery. Nie umieli na nich jeździć, tylko
je prowadzili. Kiedyś jeden chciał mi wyrwać mój rower, i pewnie by to zrobił,
ale zauważył go jakiś starszy i kazał oddać. Ale przede wszystkim kradli buty
i zegarki. Niektórzy zegarków to mieli po łokcie. A jeśli chodzi o buty [...]
W mieście leżało pełno trupów niemieckich żołnierzy bez butów. Bo Niemcy
wyglądali porządnie do końca wojny. Nawet pod koniec, kiedy służyli już bardzo
młodzi chłopcy, byli porządnie umundurowani .
Antoni po powrocie zorganizował na Winiarach komisariat i pracował w nim
aż do emerytury wl950 r. Był to czas niezwykle trudny, trzeba było praktycznie
od początku budować dzielnicę miasta, poza tym zadbać o wykształcenie córek.
Antoniemu udało się zrealizować obydwa cele. Dzielnica została odbudowana,
a dziewczęta zdobyły dobre zawody: Bożena została nauczycielką, Regina kie
rownikiem kilku barów a Sabina magistrem farmacji.
Po wojnie na Winiary powrócił także Maksymilian z rodziną. Zastał jednak
tylko zgliszcza. Ze wszystkich zabudowań ocalała jedynie stajnia, w której
po wyremontowaniu zamieszkano. Majątek ojca przejął syn Gracjan, lecz na
krótko. Władze komunistyczne walczyły z kułakami, za którego uznano także
Gracjana. Po wojnie, po ukończeniu szkoły średniej, został on zaciągnięty do
wojska i skierowany do pracy w kopalni. Tam uległ ciężkiemu wypadkowi,
w którego wyniku został kaleką. W latach 70. miasto rozbudowywało się i wy
kupiło ziemię od Gracjana, który za uzyskane pieniądze kupił pole w Smochowicach koło Poznania (10 ha). Jego żoną została Sabina Dajerling, wywodząca
się również z rodziny bamberskiej z Winiar. W rodzinie Dajerlingów do dziś
zachowały się, według przekonania jej członków, niektóre bamberskie tradycje
(głównie dotyczące świątecznych potraw) pielęgnowane od kilku pokoleń.
Siostra i brat Gracjana otrzymali wykształcenie nie mające nic wspólnego z rol
nictwem i rozpoczęli życie na własny rachunek.
Na Górczynie pozostał Zofia, która zmarła w 1953 r. Pięć lat później zmarła
jej córka Bronia. Weronika trafiła do domu starców jako 82-letnia staruszka,
kiedy w latach 70. rozbierano dom na ul. Kosynierskiej. Dożyła 85 lat. Władysław
Bajerlein zmarł, podobnie jak Zofia, w 1953 roku. W roku 1951 zdążył jeszcze
wydać za mąż córkę Urszulę. Jego żona, aby utrzymać trójkę pozostałych dzieci,
podjęła pracę w szpitalu, a następnie w aptece. Z Górczyna wyprowadziła się
w latach 70., kiedy otrzymała mieszkanie na poznańskim osiedlu Winogrady.
Dzieci Władysława wychowały się w niezwykle skromnych warunkach. Łucja
i Urszula zdobyły średnie wykształcenie, a Andrzej i Wojciech zawodowe.
Historia rodziny Bajerleinów od kilku pokoleń wiąże się z Winiarami - wsią
a następnie dzielnicą miasta. Ze swojego pochodzenia członkowie rodziny byli
i są nadal dumni. Z wywiadów przeprowadzonych z współcześnie żyjącymi
11
Tamże.
BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
179
Bajerleinami wynika, że doskonale orientują się, w jakich okolicznościach ich
przodkowie przybyli do Polski oraz są świadomi ich wkładu w kulturę miasta.
Osadnicy bamberscy stosunkowo szybko zaadaptowali się w nowej ojczyźnie,
zaszczepiając w niej pozytywne cechy, które wynieśli z poprzedniego miejsca
zamieszkania. Bajerleinowie reprezentowali walory, z którymi utożsamiani są
dziś poznaniacy, czyli pracowitość, rzetelność, zaangażowanie w sprawy swojego
regionu. Udzielali się w kółku rolniczym, aby później w nowoczesny sposób
prowadzić gospodarkę, nie stronili od wprowadzania najnowocześniejszych
wynalazków techniki. Byli także gorliwymi katolikami oraz patriotami. Ataki na
wiarę za czasów Bismarcka uznawali za napaść na własną odrębność. W czasie
I wojny służyli w pruskim wojsku z przymusu, ale i w nadziei, że tą drogą uda
się odzyskać wolną Polskę. Ponad dwadzieścia lat później potwierdzili swoją
tożsamość opierając się niewątpliwej pokusie, jaką było podpisanie Volkslisty
i płynące z tego korzyści. Przede wszystkim jednak byli zżytą rodziną, która
dzielnie się wspierała w chwilach największych kryzysów. Na rodzinie budowali
patriotyzm lokalny i narodowy. Jak wiele innych, spolonizowanych rodów
bamberskich stanowią wzorzec postępowania w tworzeniu cennych wartości, tak
niezbędnych całemu społeczeństwu.
LITERATURA
B a j e r l e i n A. 1992, Ostatni sołtys na Winiarach, [w:] O Poznaniu wspomnienia sercem pisane,
M . Warkoczewska (red)., Poznań, s. 13-15.
B á r M . 1882, Die „ Bamberger" bei Posen, Posen.
G r o t L., P a w ł o w s k i I . , P i r k o M . 1968, Wielkopolska w walce o niepodległość 1918-1919,
Warszawa.
J a b ł o n o w s k a Z. 1975, Rodzina w X I X i na początku X X w., [w:] Przemiany rodziny pol
skiej, J. Komorowska (red.), Warszawa, s. 52-69.
J a k ó b c z y k W. 1982, Wielkopolskie Kółka Rolnicze, Poznań.
K a r o l c z a k W. 2000, Z dziejów gminy Jeżyckiej pod koniec X I X w , [w:] Kronika Miasta
Poznania: Jeżyce, nr 2, s. 62-67'.
M a t e 1 s к i D. 1999, Niemcy w Polsce w XX wieku, Warszawa-Poznań.
P a r a d o w s k a M . 1998, Bambrzy - mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania, Poznań.
R u t k o w s k i J. 1956, Studia z dziejów wsi polskiej XVI-XVIII
w., Poznań.
T r z e c i a k o w s c y M . i L. 1987, W dziewiętnastowiecznym
Poznaniu, Poznań.
W a r k o c z e w s k a M . 1998, Dzień powszedni mieszkańców Poznania w latach wojny i okupa
cji, wrzesień 1939 - maj 1945, Poznań.
W i c h e r k i e w i c z M . 1924, Poznańskie wspominki, Poznań.
W o j c i e s z a k B. 1996, Rycerze Św. Floriana, Opalenica.
RĘKOPIS
Rękopis pamiętnika Antoniego Bajerleina. Kopia przechowywana w Pracowni Etnologii w Insty
tucie Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu
180
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
BAMBERGER FAMILIE BAJERLEIN
- IHR EINSATZ I N DIE KULTUR UND GESCHICHTE V O N POSEN
Zuzammenfassung
Die Familie Bajerlein stammt aus Bamberg, woher ihre Mitglieder im 18. Jahrhundert, zusammen mit der Welle der Ansiedler aus Oberfranken, nach Posen gekommen sind. Schon dritte
Genaration Bajerlein wurde infolge der gemischten Ehen, der taglichen Kontakten mit den polnischen Nachbarn, anlichen Berufen, dergleichen Religion und demselben Wertsystem, assimiliert.
Die Familie hatte einen groBen Beitrag zur Kultur von Posen. Ihre Mitglieder reprasentierten
solche Lichtseiten wie: Arbeitsamkeit, Zuverlássigkeit, Wirtschaftlichkeit, mit denen heute die
Posener identifiziert sind. Sie arbeiteten zuerst zum Besten Winiary - des Dorfs, auf dem sie
lebten und dann, im Jahre 1925, ais Winiary an die Stadt angeschloBen wurden, für Posen. Um
die Arbeit in der Landwirtschaft zu verbessern, führten Bajerlein die Neuigkeiten ein. Sie waren
auch in den landwirtschaftlichen, kulturellen und religiosen Organisationen tátig. Im 20. Jahrhun
dert, in den beiden Weltkriegen, kampften viele von ihnen für Polen. Bajerlein waren sehr
zusammengelebte Familie, deren Mitglieder sich, besonders wahrend der 2. Weltkrieg, sehr stark
unterstiitzten. Heutige Beierlein erinnern sich an ihren frankischen Wiirzeln, obwohl sie seit
langem polonisiert sind. Sie meinen, dass die Abstammung ein interesantes Element ist, der sie
gegentiber anderen Posener auszeichnet.
A. S.-K.