af55c14e2d1649561c19916fe3222bae.pdf

Media

Part of Determinanty polskiej kultury ludowej XIX wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.3

extracted text
Ludwik Stomma

DETERMINANTY POLSKIEJ KULTURY LUDOWEJ XIX WIEKU

Etnograf stojący wobec konieczności dokonania opi­
su k u l t u r y jakiejkolwiek grupy społecznej podobny jest
k a r y k a t u r z y ś c i e m u s z ą c e m u oddzielić istotne od d r u ­
gorzędnego, by n a s t ę p n i e z a r y s o w a ć paroma kreskami
to, co charakterystyczne, zasadnicze,
najważniejsze .
Zadanie jego nie polega w i ę c na nierealnej pogoni
za w i e r n o ś c i ą fotograficznego portretu (wiadome zresz­
tą j a k bardzo jest ona zdradliwa), lecz raczej na cel­
n y m doborze migawek — odnalezieniu owych central­
nych determinant, k t ó r e Paul Lazarsfeld n a z w a ł był
w swoim s ł o w n i k u
f o r m u ł a m i - m a t k a m i (les
formules meres). Otóż wydaje się, iż w przypadku polskiej
k u l t u r y ludowej X I X wieku — szczególnie w odnie­
sieniu do ziem z a b o r ó w austriackiego i rosyjskiego —
wychwycenie owych f o r m u ł - m a t e k , e l e m e n t ó w , k t ó r e w
ogromnej mierze z a d e c y d o w a ł y o kształcie całości, jest
stosunkowo proste. Są n i m i przede wszystkim: i z o l a ­
cja, k a t o l i c y z m , u s t n y p r z e k a z
tradycji.
Izolacja. Pojęcia izolacji k u l t u r o w e j u ż y w a ć m o ż n a ,
w odniesieniu do sytuacji polskojęzycznego crlopa X I X
w., w trzech — dopełniających się zresztą — znacze­
niach >: A. izolacji „ p o z i o m e j " — geograficznej, w y ­
nikłej głównie z m a ł e j mobilności społecznej miesz­
k a ń c ó w wsi polskiej tego okresu, B. izolacji „ p i o n o ­
w e j " — klasowej, ograniczającej w znacznym stopniu
możliwości korzystania przez wieś z e l e m e n t ó w tak
zwanej „ k u l t u r y e l i t " i wreszcie C. w y n i k a j ą c e j
na
zasadzie sprzężenia zwrotnego z poprzednich, a więc
izolacji „ ś w i a d o m o ś c i o w e j " — ksenofobii, k t ó r a r ó w n i e ż
w momentach nieuniknionych s p o t k a ń ze ś w i a t e m ze­
w n ę t r z n y m , ograniczała ich znaczenie poznawcze, powo­
dując p r z y p o r z ą d k o w a n i e w y n i k ó w nowych d o ś w i a d c z e ń
do zakorzenionych, spetryfikowanych struktur mitycz­
nych. Nasilenie p r o c e s ó w p o w o d u j ą c y c h owe izolacje nie
było oczywiście r ó w n e na poszczególnych terenach za­
siedlonych w X I X w. przez polskich (polskojęzycz­
nych) chłopów. I tak korzystnie (szczególnie w aspek­
cie A i B) p r z e d s t a w i a ł a się sytuacja ludności zaboru
pruskiego, a r ó w n i e ż (aspekt B) grup c h ł o p s k i c h prze­
mieszanych terytorialnie z d r o b n ą szlachtą, czy (aspekt
C) populacji kresowych. Pomimo to ogólne zasady (me­
chanizmy) izolacji cywilizacyjnej
i jej konsekwencji
u z n a ć można, z częściowym p o m i n i ę c i e m ziem zaboru
pruskiego, za charakterystyczne dla c a ł o k s z t a ł t u
tej
k u l t u r y wiejskiej X I X wieku, k t ó r ą dzisiaj — j a k ż e
często — o k r e ś l a się u n i f i k u j ą c y m mianem „ t r a d y c y j n e j
k u l t u r y ludowej". Niech u s p r a w i e d l i w i to, iż w n i ­
niejszym szkicu k o n c e n t r u j ą c y m się tylko na central­
nych,
najważniejszych
mechanizmach
kształtujących
model k u l t u r y ludowej, p o m i n i ę t e z o s t a n ą bardziej sub­
telne zagadnienia z r ó ż n i c o w a ń regionalnych, czy p r ó b y
dokładniejszego określenia geo-społecznego zasięgu po­
szczególnych zjawisk.
2

3

Izolacja pozioma. Za podstawowe czynniki mobilności
terytorialnej chłopa ziem polskich X I X w. przyjmuje
się z r e g u ł y : a. służbę w o j s k o w ą , b. pielgrzymki, c. tar­
gi i j a r m a r k i , czyli handel wiejski, d. migracje za­
robkowe (jest to jednak — dla ludności spoza k r ó lewszczyzn
— istotne dopiero w czasach p o u w ł a s z -

1

e

czeniowych , e. ż e b r a c t w o i ewentualnie — f. zamie­
r a j ą c e już w p o c z ą t k a c h X I X w . nawet na ziemiach
górskich, zbójnictwo. Trzy pierwsze z wymienianych
m i a ł y przy t y m mieć, o b e j m u j ą c
najszersze grupy
chłopów, znaczenie podstawowe.
Służba
wojskowa.
„Doświadczenie
odbywania
służby
wojskowej
było u d z i a ł e m
najwyżej
3—5%"
stwierdza Bohdan C y w i ń s k i m a j ą c na m y ś l i całą l u d ­
ność Rzeczypospolitej w przedrozbiorowych granicach.
Jeżeli u w z g l ę d n i m y jednak, iż np. w zaborze rosyjskim
mobilizowano c h ę t n i e j ( w y j ą w s z y okres represji po­
powstaniowych, dotyczących jednak g ł ó w n i e s z l a c h t y )
mężczyzn r u s k o j ę z y c z n y c h , że n i e k t ó r e kategorie pobo­
r o w y c h kierowane były do r ó ż n y c h służb w e w n ę t r z ­
nych, co u m o ż l i w i a ł o pozostanie na terenie powiatu
zamieszkania etc. — procent c h ł o p ó w polskojęzycz­
nych, k t ó r z y w z w i ą z k u ze służbą w o j s k o w ą opuszczali
rodzinne regiony obniżyć m o ż n a n i e w ą t p l i w i e do 2—3.
Opuszczali... I l u z nich jednak dane b y ł o p o w r a c a ć ?
— i mniej w a ż n a jest t u liczba żołnierskich ofiar na
odległych „polach c h w a ł " . J u ż bowiem sama wieloletniość uciążliwej służby, przy średniej długości życia
nie p r z e k r a c z a j ą c e j dla naszego w i e ś n i a k a ok. 1850 r
trzydziestu sześciu lat (bez u w z g l ę d n i e n i a ś m i e r t e l n o ­
ści n i e m o w l ą t ) nie s t w a r z a ł y w i e l k i c h szans. Toteż nie
darmo pieśń gminna owych czasów t r a k t o w a ł a powo­
ł a n y c h jak sui generis ż y w e trupy. Sądzić w s z a k ż e za­
sadnie m o ż n a , że procent mężczyzn m o g ą c y c h przeka­
z y w a ć społeczności wiejskiej relacje z odległych stron
wojaczki nie p r z e k r a c z a ł ostatecznie 0,5—0,8.
Pielgrzymki.
Zagadnieniem niedostatecznie prze­
badanym, co do którego' r ó w n i e ż s n u ć m o ż n a t y l k o
hipotetyczne r o z w a ż a n i a , jest zakres uczestnictwa X I X wiecznego c h ł o p s t w a katolickiego ziem polskich w pielg­
rzymkach. Historycy i etnografowie ograniczają się t u
p r z e w a ż n i e do niewiele m ó w i ą c y c h sugestii, j a k п р . :
ze „były pielgrzymki wcale p o p u l a r n e " . Na podsta­
wie
retrospektywnych
relacji
współczesnychjak
r ó w n i e ż fragmentarycznych b a d a ń zachowanych w nie­
k t ó r y c h sanktuariach „ k s i ą g " i „zbiorów ł a s k " p r z y j ą ć
m o ż n a ogólnie, iż p i e l g r z y m o w a ł o — przynajmniej je­
den raz w życiu — od około 30% (początek X I X w.)
do ponad 40% (schyłek wieku) katolickich m i e s z k a ń c ó w
wsi polskiej. Dokąd jednak? — X . S a d o k - B a r ą c z w y ­
licza w Polsce (w granicach z 1772) 463 cudowne obrazy
samej t y l k o M a t k i Bożej , а X . W a c ł a w z Sulgostowa p o d w y ż s z a tę liczbę (nie Wliczając miejsc k u l t u
ludności p r a w o s ł a w n e j ) do 1050 , co po doliczeniu
jeszcze około 220 cudownych miejsc z w i ą z a n y c h z k u l ­
tem n i e m a r y j n y m
pozwala u z y s k a ć o k r ą g ł ą cyfrę 1300
celów p ą t n i c z y c h peregrynacji — a więc jedno ścią­
gające p i e l g r z y m ó w sanktuarium katolickie na około
540 k m , czyli k r ą g o promieniu zaledwie 13 k m . Spo­
śród uich ok. 1200 to sanktuaria o znaczeniu lokal­
n y m , ok. 80 — regionalnym i ok. 20 — ponadregio­
nalnym (np. B e r d y c z ó w , Częstochowa, J a r o s ł a w , K a l ­
waria P a c ł a w s k a , K a l w a r i a Zebrzydowska, K o d e ń , K r a ­
ków, Trzebnica, Wilno...). Wydaje się — o ile pole­
gać m o ż n a z n ó w na szacunkowych danych z fragmen7

3

9

10

12

13

14

2

5

131

tarycznych rekonstrukcji, iż pierwsze z wymienionych
były ostatecznym celem ponad 80°/o p i e l g r z y m ó w , już
t y l k o 12—15°/o (a więc 3,6—6% katolickiej populacji
wiejskiej) docierało do o ś r o d k ó w regionalnych, a co
n a j w y ż e j 5% (odpowiednio: 1,5—2%) dalej.
J a r m a r k i . Również uczestnictwo w j a r m a r k a c h i tar­
gach dotyczyło — j a k w y k a z u j ą to opracowania Z b i g ­
niewa B i a ł e g o , Kazimierza C h ł ę d o w s k i e g o , czy M i ­
chała Praskowskiego
— p r z e w a ż n i e tylko specyficz­
nych kategorii ludności wiejskiej i sporadycznie (około
0,5—l°/o n a b y w c ó w ) s k ł a n i a ł o c h ł o p ó w do w ę d r ó w e k
dłuższych niż 1—2 mile austriackie, t . j . ok. 15 k m .
Jest zresztą faktem znamiennym, iż chłopi polscy nie
stosowali w praktyce (w o d r ó ż n i e n i u choćby od Sło­
w a k ó w czy Ł o t y s z ó w )
rodzimej miary odległości
dłuższej niż, użyteczny t y l k o przy k r ó t k i c h dystansach,
krok .
15

le

17

1 8

19

W p r z y b l i ż e n i u p r z y j ą ć więc ostatecznie
można
(zbójnictwo
i żebractwo
m i a ł o w życiu s p o ł e c z n y m wsi
przeduwłaszczeoiowej
znaczenie drugorzędne!) iż za­
ledwie 2,5—4% c h ł o p ó w m i a ł o okazję kiedykolwiek w
życiu w y d o s t a ć się poza granice „naszego ś w i a t a " —
rejonu o promieniu nie w i ę k s z y m , niż 15 k m swoistego
orbis interior.
Izolacja pionowa. Kościół, d w ó r , karczma i szkoła —
spośród tych czterech podstawowych źródeł p o ś r e d n i e j
informacji o t y m , co dzieje się poza orbis interior, k o ­
ściół odgrywa na wsi polskiej rolę bez w ą t p i e n i a
najważniejszą.

П. 1. Jan

132

Paweł

Norblin,

Zabawa

K o ś c i ó ł . „ J a nie cztę pisma, ni piszę — Ale tak
z kazania słyszę" pisał, p r e z e n t u j ą c p o g l ą d y kmiecia,
XVI-wieczny
polemista katolicki
Wit Korczewski
i lubo jego bohater dodaje zaraz: „ W o l a ł b y m dobro
wyspanie — Niż pacierz, albo kazanie", nie sposób
docenić t r w a j ą c e g o aż po X X wiek, w p ł y w u homiletyki
na k s z t a ł t o w a n i e się s t r u k t u r chłopskiego ś w i a t o p o ­
glądu. Toż jeszcze w 1900 r o k u chłopski prenumerator
„ G a z e t y Ś w i ą t e c z n e j " nie znajduje dla redakcji w i ę ­
kszych k o m p l e m e n t ó w nad stwierdzenie, że a r t y k u ł y
w jej periodyku „To tak j a k b y s i ę w Kościele było
na kazaniu p i ę k n y m i s ł u c h a ł o u w a ż n i e "
a nawet
z wydanych w 1935 r o k u p a m i ę t n i k ó w c h ł o p s k i c h cy­
tuje Jan S t a n i s ł a w B y s t r o ń c h a r a k t e r y s t y c z n ą wypo­
w i e d ź : „Tyle tylko m ą d r o ś c i co ksiądz z dobrej woli
powie..." . W zakresie informacji „o ś w i e c i e " nie była
to je-dnak z zasady m ą d r o ś ć podawana explicite, w j a ­
k i k o l w i e k usystematyzowany sposób, lecz zbiór r ó ż n y c h
dygresji i anegdot służących dydaktyce moralnej, ko­
m e n t u j ą c y c h odczytane teksty z Pisma Ś w i ę t e g o , czy
też m a j ą c y c h po prostu u d o k u m e n t o w a ć p r z e w a g ę i n ­
t e l e k t u a l n ą kaznodziei. Słuchacz u z y s k i w a ł z nich w i a ­
domości przypadkowe, często zmitologizowane i ten­
dencyjne, czy zgoła faktograficznie fałszywe. Ich w a ż k a
rola dla systemu ludowej wiedzy o świecie z e w n ę t r z ­
nym (orbis exterior) z a s a d z a ł a się więc bardziej na
u t r w a l a n i u (szczególnie, gdy chodzi o c h ł o p s k ą kseno­
fobię) niż p r z e ł a m y w a n i u s t r u k t u r mitycznej ś w i a d o ­
mości wsi.

wiejska w karczmie,

20

2 1

22

rys.

pędzlem

i

tuszem,

lawowany.

11. 2. Jan P a w e ł Norblin, W karczmie, rys. tuszem, lawowany, 1780 r.

Wydaje się natomiast, że nie należy
przecenia.:
znaczenia osobistego k o n t a k t ó w c h ł o p ó w z duszpaste­
rzem. „Ksiądz był w y n i o s ł y i daleki" — jak słusznie
p o d k r e ś l a B y s t r o ń , zaś proboszcze u t r z y m u j ą c y ż y w ­
sze kontakty prywatne z w i e ś n i a k a m i należeli do w y ­
j ą t k ó w nawet i u s c h y ł k u X I X wieku (stosunkowo czę­
sto zdarzało się to na kresach wschodnich — przy­
puszczalnie pod w p ł y w e m p r z y k ł a d u postawy p o p ó w
prawosławnych).
Zupełną
natomiast
rzadkością
byli
działacze t y p u X X w.: W a c ł a w a Blizińskiego (Kaliskie),
S t a n i s ł a w a S t o j a ł o w s k i e g o (Galicja), l u b Piotra W a ­
wrzyniaka (Wielkopolska).
2 3

D w ó r . Innej natury (moda, obyczaj, pieśń ś w i e c k a ,
w y p o s a ż e n i e materialne), ale bardziej jeszcze powierz­
chowne i mimowolne było — w dziedzinach edukacji
i informacji — o d d z i a ł y w a n i e dworu. Ogromnej w i ę k s z o ­
ści szlachty nazbyt o d p o w i a d a ł a f o r m u ł a „Niech na
całym świecie wojna — Byle polska wieś zaciszna —
Byle polska wieś spokojna..." , by w interesie jej
leżało jakiekolwiek rozszerzanie k r ę g u chłopskich w y o ­
b r a ż e ń . Wręcz odwrotnie — o d n o t o w a ć m o ż n a częste
p r z y k ł a d y wyrzucania przez oficjeli dworskich z terenu
wsi obcych handlarzy, ż e b r a k ó w i włóczęgów, zakazu
goszczenia przez c h ł o p ó w osób spoza parafii i.t.p. „ P a n
się boją we wsi r u c h u . . . " . Niech więc nie m y l ą nas
p o w r a c a j ą c e co pewien czas na dworskie ganki fale
zainteresowania „chłopską dolą", mazowieckie w ę d r ó w k i
Kolberga, programy „zbliżenia do ludu". „ K o c h a m te
swojskie,
wierne/
Chłopskie
serca
bratnie/
Które
dla mnie, ich pana/ Biją tak intratnie..." , podsu­
m o w a ł je Jan L e m a ń s k i , z sarkazmem wprawdzie, lecz
i bezsprzeczną słusznością.
24

25

2e

K a r c z m a . „W
karczmisku ć m a

całej wiosce
narodu" . I
27

d y m i ą czuby
rzeczywiście,

/ A w
karczma,

k t ó r a — o czym często się zapomina — spełniała w
życiu wsi, poza L i t w ą , nie tylko funkcje „ r o z d y m i a n i a
czubów", ale r ó w n i e ż handlowe, kulturalne, m a t r y m o ­
nialne etc. cieszyła się zazwyczaj i n t e n s y w n ą f r e k w e n ­
cją. I n t e n s y w n ą — nie szeroką, gdyż jej obroty za­
pewniane były przede wszystkim przez częste w i z y t y
stałej grupy najbliżej m i e s z k a j ą c y c h w i e ś n i a k ó w . G r u ­
py względnie niewielkiej, jako że „ n p . w 1874 na te­
renie Galicji jedna karczma p r z y p a d a ł a na 233 miesz­
k a ń c ó w , licząc w to nawet dzieci przy piersiach, a w
n i e k t ó r y c h powiatach nawet na 120 o s ó b " . Owa m i e j ­
scowa m i n i — „ ć m a narodu" m i a ł a t e o r e t y c z n ą okazję
spotkania w karczmie p o d r ó ż n y c h w i e ś n i a k ó w z innych
okolic (obowiązek dróg), k u p c ó w , j a k i niekiedy r ó ż ­
nego rodzaju e l e m e n t ó w nieustabilizowanych (żebracy,
złodzieje, paserzy). W praktyce jednak posłańcy c h ł o p ­
scy muszący p o k o n y w a ć pieszo conajmniej 30 k m dzien­
nie
nie m i e l i p r z e w a ż n i e sił, kupcy zaś, dysponu­
j ą c y zresztą najczęściej wydzielonymi kwaterami, ocho­
ty do bardziej ożywionego życia towarzyskiego. Obcym
kompanem karczemnych pogwarek b y w a ł więc spora­
dycznie dyskretny z konieczności złodziejaszek l u b nie
s k ą p i ą c y — za o p ł a t ą — g a r d ł a ani czasu dziad —
ż e b r a k . Wokół r o l i , j a k ą o d g r y w a ł ten ostatni w w i e j ­
skim obiegu informacji n a r o s ł o w literaturze etnogra­
ficznej i historycznej wiele m i t ó w . Nazywano go wszak­
że nawet „profesorem w s i " (Seweryn Udziela), czy „ga­
zetą ludu". Jeśli już gazeta, to ściślej — „ j o u r n a l j a u ne" — p o p o ł u d n i ó w k a ograniczająca się — jak w y k a ­
zują współczesne badania — przede wszystkim do
repertuaru sensacyjnego, t y p u : „ S t r a s z n a kara Boża
s p a d ł a na niegodziwego syna, k t ó r y mścił się nad swo­
i m ojcem, a gdy u d e r z y ł staruszka w twarz, to obie
ręce mu nagle s k o s t n i a ł y " , „ S t r a s z n a zbrodnia Bier2 8

2 9

30

133

p a ń s k a pracza jnauka ojczowie nasze nie dali nam
Baszami nieumieli. Tobym tego niewiedział jak zga­
zety" ) o d g r y w a ć poczęło p o w a ż n i e j s z ą rolę w samym
końcu wieku.
Izolacja świadomościowa. Wreszcie: izolacja „ ś w i a d o ­
m o ś c i o w a " — zjawisko nie w y s t a r c z a j ą c o wciąż przez
h i s t o r y k ó w , czy socjologów dostrzegane i akcentowane.
Tymczasem m a t e r i a ł y zebrane przez Jana S t a n i s ł a w a
Bystronia nie p o z o s t a w i a j ą
najmniejszej
wątpliwości
co do tego, iż wierzenia o ś l e p y m rodzeniu się obcych,
ich czarności, kanibalizmie, obrzydliwym zapachu e t c .
nie ulegały w e r y f i k a c j i nawet wobec oczywistych, em­
pirycznych zaprzeczeń. W z a m k n i ę t y c h chłopskich m i krokosmosach X I X w. b r a k o w a ł o nie t y l k o fizycznych
możliwości lub chęci, ale r ó w n i e ż — czy raczej: przede
wszystkim — przygotowania intelektualnego do zauwa­
żenia, poznania, obiektywnej oceny, a t y m bardziej
zaakceptowania inności lub nowości. To dlatego ci nie­
liczni urlopnicy p o w r a c a j ą c y z wojska, w k t ó r y c h i n ­
formacjach tak w i e l k ą nadzieję zdaje się p o k ł a d a ć
B y s t r o ń , opowiadali — j a k wspomina Wincenty Witos
35

30

П.

3.

Oko

Opatrzności,

olej

na

płótnie,

XIX

w.

nackiego i Karczmarczyka p o p e ł n i o n a na kalece T a l a ­
rze w R ę b k o w i e pod G a r w o l i n e m " .
etc. Zaiste —
zachęcająca wizja ś w i a t a !
Szkoła.
Złożona jest natomiast sprawa
oddziały­
wania na wieś szkoły. O ile bowiem w zaborze prus­
k i m , gdzie przymus szkolny zaprowadzono na Ś l ą s k u
w 1819, w P o z n a ń s k i m w 1825, a w Prusach Zachod­
nich w 1845, jest ono skuteczne i stosunkowo g ł ę b o ­
kie, o tyle do pozostałych t e r e n ó w Rzeczypospolitej
p a s u j ą raczej strofy Jana L e m a ń s k i e g o : „O wsi gdzie
dookoła/ N i k t nie wie, co to szkoła/ Gdzie w i e ­
dza
krzewi
ta
się/ W y k r ę c a ć
gniazda ptasie..." .
I tak podług danych spisu l u d n o ś c i z 1897 t y l k o 31 '/o
dorosłej (!) populacji guberni lubelskiej umie czytać,
w radomskiej i kieleckiej mniej jeszcze. A przecież
są to lata bujnego już rozwoju szkolnictwa jednoklasowego. Jeżeli więc u w z g l ę d n i m y jeszcze, iż przytoczo­
ne cyfry są oczywiście z a w y ż o n e przez szerzej korzy­
s t a j ą c ą z o ś w i a t y ludność m i e j s k ą , przyjdzie p r z e s t a ć
się dziwić, że w pierwszej połowie X I X w i e k u u w a ­
żano p i ś m i e n n e g o za „księdza, d i a b ł a albo niespełna
k l e p k i " z a r ó w n o w Galicji, j a k i na ziemiach zaboru
rosyjskiego, zaś Eustachy Hrabia Tyszkiewicz w swo­
i m „Opisaniu powiatu borysowskiego" nie potrafi p r z y ­
p o m n i e ć sobie ani jednego (!) dziecka chłopskiego po­
b i e r a j ą c e g o nauki. Sytuacja ta p o p r a w i a ł a się bardzo
powoli. Jeszcze w 1899 entuzjastka szkolnictwa ludo­
wego Zofia Strzetelska-Grynbergowa stwierdzi, iż „lud
wiejski n i e c h ę t n y jest dla o ś w i a t y " i „ n i e p r z y c h y l n i e
usposobiony do s z k o ł y " , a jej opisy wiejskich szkół
roić się b ę d ą od takich s t w i e r d z e ń , j a k пр.: „w B i l i czu założono szkołę na p o c z ą t k u X I X wieku. Pobyt
dla nauczyciela tam bardzo p r z y k r y ; m o ż n a d o s t a ć me­
lancholii. W y n i k i n a u k i bardzo s ł a b e " . Oczywiście
w t y m stanie rzeczy r ó w n i e ż i czytelnictwo wiejskie
(„Oboże ile j a s i ę n a u c z y ł zgazety iłem P o z n a ł ś w i a t a
ile k r a j ó w w o d ó w A s k ą d t b y m mug wiedzić żeby nie
31

S2

f

33

3 4

134

— „cuda o t y m , co tam widzieli, a czego najczęściej
nie rozumieli. Mówili na p r z y k ł a d z a s ł u c h a n y m gro­
madom, że obozowali na tak wysokich górach, z k t ó ­
rych m o ż n a było wprost od słońca zapalić fajkę albo
papierosa. Widzieli całe domy budowane ze szkła, z>ote kościoły, kamienice tak wysokie jak nasze Tatry,
kłosy zboża na pół metra długie, k r o w y takie, że do
brzucha jednej m o ż n a bez t r u d u dziesięć naszych scho­
w a ć , ogromne ilości wina, w k t ó r y c h się ludzie t a m ­
tejsi k ą p i ą i myją, nie u ż y w a j ą c wody. Dziwne było
po prostu, że plotąc te i inne androny ż a d e n z n i c h
(podkr. L . S.) nie w s p o m n i a ł nawet o stosunkach i u r z ą ­
dzeniach, jakie w tych krajach już p a n o w a ł y , a k t ó r e
powinien był, j a k o r o l n i k , w pierwszym rzędzie zo­
baczyć."
Jak w i d a ć z w i e l k ą i n t u i c j ą pisał Tomasz
Mann w Józefie
i jego braciach ,
iż w izolowanych
k u l t u r a c h tradycyjnych m i t pokonuje z r e g u ł y „ p r z y ­
p a d k o w ą i n i e i s t o t n ą rzeczywistość". Mogli więc chłopi
z Galicji, m i e s z k a j ą c y po prawej stronie Wisły, mieć
na jej d r u g i m brzegu ukochanych krewnych, przyja­
ciół i znajomych, a r ó w n o l e g l e — j a k n a k a z y w a ł a m i ­
tyczna r e g u ł a — u w a ż a ć wszystkich s ą s i a d ó w zza rzeki
„za Moskali i dziwić się, dlaczego oni m ó w i ą po polsku,
a w i ę k s z e mieć do nich uprzedzenia aniżeli do N i e m ­
ców lub Ż y d ó w " . Tak — „ m u s i m y się zgodzić na
to, że owa epoka dopuszczała j e d n o c z e ś n i e obie moż­
l i w o ś c i " . Nie d o c e n i l i b y ś m y jednak znaczenia tej swo­
istej ludowej ksenofobii i schizofrenicznej rezerwy po­
znawczej, ograniczając ich znaczenie do
kontaktów
z cudzoziemcami i egzotyką dalekich stron. K u r p i o ­
wskie badania Jacka O l ę d z k i e g o
wykazały wszakże
dobitnie, iż zmityzowane postrzeganie, połączone z nie­
chęcią p o z n a w c z ą , a wzmocnione p o k a ź n y m b a g a ż e m
infernalnych bez m a ł a w i e r z e ń , odcisnęły swoje p i ę t n o
na znajomości i interpretacji niezwykle szerokiego za­
kresu (czy zgoła wszelkich?) zjawisk i istot spoza
oswojonego k r ę g u „ n a s z e j " w s i . P o m i ę d z y inteligen­
ckie bajki włożyć więc można wizję „ t r a d y c y j n e g o "
w i e ś n i a k a — dziecka natury, p o d z i w i a j ą c e g o p i ę k n o dzi­
k i c h „pól i l a s ó w m i e s z k a ń c ó w " . „Niech ta ciort
w e ź m i e wszystkie gady, robaki i inne z w i e r z e — ta
i podobne, zanotowane nie t y l k o przez Jacka O l ę d z ­
kiego, wypowiedzi są niestety znacznie bardziej w i a r y ­
godne od p o k u t u j ą c y c h t u i ówdzie rzewnych wspo­
minek sielskiego d z i e c i ń s t w a . W najlepszym przypadku:
„dzikich s t w o r z e n i ó w nie zidziałam, to nie poziem, k t ó ­
re m i się spodobają. Zajunc casem przeleci, ale zajunc
3 7

38

3 9

40

41

4 2

43

44

15

— j a k to zajunc" . Wszystko co poza granicami „ n a ­
szego" ś w i a t a , swojskiej ekumeny, nie warte jest w

gruncie rzeczy w y s i ł k u obserwacji, czy zastanowienia,
pada ł a t w y m ł u p e m mitycznych s c h e m a t ó w . Toż i tnk
wiadomo, że t y l k o w naszej wsi, naszym „orbis interior"
— „ n a t u r a jest doskonalsa, od Pana Jezusa cłoziekoziu
dana"«.
Znaczenie owej wielostronnej izolacji wsi polskiej
X I X wieku, k t ó r ą p o d s u m o w a ł był Witos lapidarnym
stwierdzeniem, iż chłop „tworzył sobie swój w ł a s n y
.świat, poza k t ó r y nie chciał ani nie mógł w y c h o d z i ć " ' ,
nie było dotąd należycie doceniane przez większość
h i s t o r y k ó w i e t n o g r a f ó w epoki, k t ó r z y ograniczali się
p r z e w a ż n i e do z d r o w o - r o z s ą d k o w e j konstatacji z w i ą z k u
między odosobnieniem i konserwatyzmem chłopskich
m i k r o k o s m e s ó w , czyli do teoretycznego uogólnienia —
p e ł n y c h zresztą przesady — w e r s ó w W ł a d y s ł a w a Syrok o m l i o Polesiu: „Tu zaslonieni lasem i oblani wodą.'
Z pokoleń w pokolenia ludzie wiek swój wiodą;/ Ż a d e n
nowy obyczaj, żaden w y m y s ł świeży/ Nie p r z e m i e n i ł ich
mowy n i k s z t a ł t ó w odzieży;/ Ż a d e n nowy duch wieki,
nie przyłożył ręki,/ By zmienić bicie serca albo tekst
piosenki..."
Tymczasem wydaje się, iż skutki owego
..zasłonięcia lasem i oblania w o d ą " były o wiele szer­
sze i bardziej złożone. Nie p o r y w a j ą c się na całościo­
wą, s y s t e m o w ą ich analizę, warto chyba na paru naj­
bardziej jaskrawych i znaczących p r z y k ł a d a c h : г у t u a1 i z m u, m o r a l n o ś c i ,
s e n s u a 1 i z m u wiejskiego,
u k a z a ć s p r a w c z ą , organizującą rolę pozostawania w izo­
lacji dla mechanizmu k u l t u r y ludowej X I X wieku.
Rylualizm. Male, względnie odosobnione grupy, żyjące
w mniej lub bardziej silnym poczuciu mitycznego za­
grożenia z e w n ę t r z n e g o , tylko w bardzo w ą s k i c h ramach
pozwolić sobie mogły ( w p ł y w a ł y na to r ó w n i e ż racje
ekonomiczne) na tolerowanie niezestandaryzowanych po­
staw jednostek, noszących w s z a k ż e zawsze w sobie za­
rodek groźby dezintegracji orbis interior . „Zespoleni
i jednacy" — tak b r z m i e ć by zapewne winna n i e u ś w i a damiana dewiza dążeń tradycyjnej społeczności w i e j ­
skiej. N a t u r a l n ą zaś takiej zasady k o n s e k w e n c j ą oka­
zywać się m u s i a ł a społeczna niechęć do wszelkich po­
staw i działań indywidualnych, o b e j m u j ą c a z a r ó w n o za­
kres obyczajowości, w y p o s a ż e n i a materialnego (opiewa­
ny wielekroć chłopski opór przeciw innowacjom tech­
nicznym) , jak i — p r z y k ł a d to nader charakterystycz­
ny dla polskiej k u l t u r y ludowej X I X wieku — r e l i ­
gijności. „W ż a d n y m bodaj ś r o d o w i s k u , poza wiejskim,
nie w y s t ę p u j e z t a k ą w y r a z i s t o ś c i ą oblicze społeczne re­
l i g i i — to, że jest ona s p r a w ą życia zbiorowego, a do­
piero w t ó r n i e indywidualnego." — pisał Stefan Czar­
nowski . I rzeczywiście — nawet modlitwa oceniana
jest w ś r ó d chłopów zdecydowanie w y ż e j , jeżeli ma cha­
rakter zbiorowy. „Abo to Pan Bóg ma głowę do u w a ­
żania na k a ż d e g o z osobna", „ J a k razem, to i Pan
Jezus inaczej w y s ł u c h a " , ,,Jek Jezus z apostoły i my
k l ę k a j m y p o s p o ł y . . . " . Podobne opinie p o w t a r z a j ą sie
w odniesieniu do pielgrzymek ( „ P i e l g r z y m i nie są nie­
mal nigdy przedstawicielami t y l k o samych siebie. Z re­
guły są jednocześnie p o ś r e d n i k a m i n a b o ż n o ś c i szerszego,
lub szczuplejszego grona, k t ó r e p o w i e r z y ł o i m zaniesie­
nie p r ó ś b dio Boga przed cudownym obrazem Jego M a ­
t k i , dokonanie w imieniu m a n d a t a r i u s z ó w i za nich
o k r e ś l o n y c h ćwiczeń nabożnych... Pielgrzym nawet sa­
motny, jest zawsze czyimś p o s ł e m . " ) , j a k r ó w n i e ż
p r a k t y k pokutnych etc. Owemu u b ó s t w u — żeby nie
powiedzieć b r a k o w i — i niskiemu
wartościowaniu
p r a k t y k i n d y w i d u a l n y c h przeciwstawia się oczywiście
bogaty i z r ó ż n i c o w a n y repertuar w i e r z e ń , w y o b r a ż e ń
i p r a k t y k zbiorowych. Realizacja tych ostatnich z udzia­
łem znaczniejszego grona u c z e s t n i k ó w wymaga zaś sta­
rannej reżyserii, o b e j m u j ą c e j z a r ó w n o czasowe, prze­
strzenne, jak i społeczne rozplanowanie obrzędu. K u l ­
J

18

ił. 4. Matka Boska S a l e t y ń s k a , olej na
cm, X I X w.

p ł ó t n i e , 65 X 51

19

50

51

52

53

tura
ludowa
wypracowała
przez
wieki
(opierając
się w t y m dziele w znacznej mierze na ciągłej adap­
tacji p i e r w i a s t k ó w c h r z e ś c i j a ń s k i c h do spetryfikowanych, a c h r z e ś c i j a ń s k i c h s t r u k t u r m i t y c z n y c h ) nader
precyzyjne i koherentne „ s c e n a r i u s z e " rytualne. Boga­
ctwo ich form i bagaż w nich zawartych, a m a j ą ­
cych dla struktur rodzimej k u l t u r y ludowej X I X w i e k u
znaczenie organizujące, tradycji
mitycznych , łatwo
p r z y ć m i ł y n a j w a ż n i e j s z ą z p u n k t u widzenia Kościoła,
to jest teologiczną treść o b r z ą d k ó w . R y t u a ł o d e r w a ł się
od swych teologicznych znaczeń stając się niezwykle
często — sam w sobie przedmiotem w i a r y , jak пр.:
powszechna w religijności ludowej X I X w. wiara, że
„jeśli zaginą koladka ( t . j . obrzędy b o ż e n a r o d z e n i o w e )
n a s t ą p i koniec ś w i a t a " , gdzie sam zespół akcji o b r z ę ­
dowych przekształcił się w „ n o r m ę eschatologiczną",
lub — bezrefleksyjnie, czyli bez z w i ą z k u z jego sen­
sem
teologicznym,
celebrowany
spektakl,
czego
wymownym
p r z y k ł a d e m m o g ą być choćby obchody
ś w i ę t a M a t k i Bożej Zielnej realizowane w K a l w a r i i
P a c ł a w s k i e j (fundacja 1668, sprowadzenie cudownego
obrazu N M P ok. 1685). K a l w a r i a wybudowana została
przez J ę d r z e j a Maksymiliana F r e d r ę z m y ś l ą — jak
to sama nazwa wskazuje — o obchodach paschalnych.
Jest ona możliwie w i e r n y m odtworzeniem miejsca Męki
P a ń s k i e j — odległości pomiędzy kapliczkami, wyobra­
ż a j ą c y m i poszczególne stacje, wymierzone są tak, by
o d p o w i a d a ł y odległościom w Jerozolimie. Mamy t u
i górę O l i w n ą i potok Hebron vel C e d r o n
(rzeka
Wiar). W tej scenerii obnoszona b y ł a corocznie, w dniu
14.VIII (i jest zresztą do dzisiaj) figura M a r y i . Z okazji
uroczystości W n i e b o w z i ę c i a idzie się więc do „ d o m k u
P i ł a t a " , przechodzi przez „ H e b r o n " , odwiedza Annasza
i Kajfasza... Ż a d e n z indagowanych współcześnie pielg­
r z y m ó w nie widział w t y m nic dziwnego, u z a s a d n i a j ą c
5J

55

5 6

57

135

П. 5. Sw. B a r t ł o m i e j , drewno policbrom., wys. 67 cm, X I X (?) Z a b o r ó w , w o j . rzeszowskie.
I I . 6. Wojciech Oleksy. Pieta, drewno mai. k r e d k a m i , wys. 28 cm, 1973 r.

swoje p o s t ę p o w a n i e (np. ś p i e w a n i e pieśni wielkopost­
nych przy tak radosnym święcie) najfantastyczniejszy­
m i a p o k r y f a m i , albo prostym stwierdzeniem: „ j a k ­
b y ś m y inaczej r o b i l i , to by nas Pan Bóg p r z e k l ą ł , tak
zawsze było i być m u s i . R y t u a ł sam w sobie oka­
zuje się więc w a r t o ś c i ą o b w a r o w a n ą nie tylko groź i4
oburzenia grupy, ale i gniewu B o ż e g o . Dokonuje się
kliniczny w r ę c z przypadek procesu mityzacji: nie t r e ś ć
n a u k i Kościoła, ale w y t w o r y społeczne, rezultaty okre­
ślonych p o w i k ł a ń historyczno-kulturowych, czy zgoła
ekonomiczno-klasowych,
czysto
nieraz
zewnętrzne
i przypadkowe, j a w i ć się p o c z y n a j ą w oczach chłopów
jako „odwieczne", „uświęcone", „ s ł u s z n e " i w konse­
kwencji p o d l e g a j ą rytualizacji. Liczne ś w i a d e c t w a po­
t w i e r d z a j ą zaś, iż w X I X wieku takie w ł a ś n i e zmitologizowane i zrytualizowane, acz niejednokrotnie zgoła
fałszywe, w y o b r a ż e n i a o w ł a s n e j religii były często
dla polskich w i e ś n i a k ó w podstawowym probierzem ich
katolickiej p r a w o w i e r n o ś c i , p o z w a l a j ą c y m m i e s z k a ń c o m
orbis interior nie t y l k o na pogardliwe ustosunkowy­
wanie się do innych grup wyznaniowych, n a r o d o w o ś c i o ­
wych, czy lokalnych, ale niekiedy nawet na ignoro­
wanie postawy i nauki książy, o ile ci u s i ł o w a l i w
ś w i a t tych p o g l ą d ó w i n g e r o w a ć . Dotyczyło to, jak się
wydaje, przede wszystkim sfery m o r a l n o ś c i
Moralność. „ R y t u a l i z m e m t ł u m a c z y się t a k ż e fakt, że
t r e ś ć etyczna c h r z e ś c i j a ń s t w a m a ł o z a p r z ą t a naszego
w ł o ś c i a n i n a (...) M o r a l n o ś ć ludowa praktyczna w ca­
łości swojej, uzasadniona jest przede wszystkim tra­
dycją, starodawnym obyczajem. P o s t ę p u j e się w pe­
wien sposób w danych okolicznościach, bo nie ina­
czej p o s t ę p o w a l i ojcowie, bo tak p o s t ę p u j e się za­
wsze, nie zaś dlatego, że tak uczy ksiądz na kaza­
niu..."
— stwierdza z n ó w Stefan Czarnowski, lecz
zdanie jego, chociaż n i e w ą t p l i w i e słuszne, ma t y l k o
opisowy charakter. „ T r a d y c j e " , „święte prawa", „czy­
58

5 9

ł

60

0 1

136

ny ojców" to już w s z a k ż e k o ń c o w y p r o d u k t mityzacji.
Co spoczywało jednak u jego podstaw, wokół jakich
centralnych zasad o g n i s k o w a ł się system m o r a l n o ś c i
ludowej X I X wieku? Otóż dopuszczając pewne n i u ­
anse regionalne , n a t r a f i m y i t u bez t r u d u na za­
sadnicze przeciwstawienia: „nasza grupa" — obcy,
orbis interior — orbis exterior, k t ó r y c h w y n i k i e m by­
ła tzw. m o r a l n o ś ć swojacka, w której
bezwzględnie
p o t ę p i a n e zło, grzech ciężki, s t a n o w i ł o to wszystko,
co u d e r z a ł o w g r u p ę od z e w n ą t r z l u b
rozsadzało

od ś r o d k a . Natomiast przewiny wobec obcego, czy
p o p e ł n i o n e w imię utrzymania zasad ł a d u w e w n ę t r z ­
nego, były już traktowane zupełnie inaczej. Ten de­
terminowany przez na czelność f o r m u ł y „ r a z e m swo­
jacy" r e l a t y w i z m moralny w i d a ć bodaj najlepiej w
zakresie oceny p r z e s t ę p s t w przeciw zdrowiu i mieniu
bliźniego. I tak zabicie człowieka p o t ę p i a n e było oczy­
wiście suxowo przez X l X - w i e c z n y c h c h ł o p ó w nadrabskich
i poczytywane za grzech ciężki, jednak „zabi­
cia człowieka znanego ze zbrodniczych c z y n ó w prze­
ciw m i e s z k a ń c o m w s i , chociażby i dla pomszczenia oso­
bistej krzywdy i w sposób p o d s t ę p n y , nie zaliczają
już Nadrabianie do ciężkich p r z e s t ę p s t w . Wobec zaś
s p e ł n i e n i a zabójstwa w imię ogólnego dobra l u d nie
t y l k o uniewinnia zupełnie zabójcę, ale owszem czyn
jego u w a ż a za bardzo p i ę k n y " . Dodajmy, iż w p r z y ­
padku gdy owo c a ł k i e m dowolnie interpretowane „ogól­
ne dobro" z w r a c a ł o się przeciw osobnikowi szczególnie
(narodowościowo, językowo, religijnie, czy zawodowo)
grupie obcemu, jego zgładzenie j a w i ł o się chłopom
o m a l ż e pożyteczną rozrywtką, toteż prześcigali się w po­
mocy prowodyrom. Oto udokumentowany w znakomi­
tej monografii Jana S w i ę t k a , a z n a j d u j ą c y swoje od­
powiedniki z i n n y c h r e g i o n ó w , opis rozprawy z karcz­
marzem — Ż y d e m : „...dwaj młodzi parobcy częścią
z osobistej zemsty, częścią w imię ogólnego dobra po62

6 3

6 i

stanowili zgładzić Lejbusia ze ś w i a t a . Z a m i a r u swego
dokonali w święto
Matki
Boskiej Zielnej (warto
zwrócić u w a g ę na s y m b o l i k ę tego doboru t e r m i n u —
przyp. L . S.) w jego w ł a s n e j szynkowni. (...) Rozpo­
częło się kolankowanie, kopanie obcasami i deptanie
(...) Za c h w i l ę dobrze już zbitego wyw-leczono za włosy
z izby karczemnej na pole, a tu wielu z obecnych
u w a ż a ł o za swój o b o w i ą z e k przynajmniej przez jedno
uderzenie k o ł k a p r z y c z y n i ć się do zgładzenia L e j b u sia. (...) L e j b u ś t y m sposobem do stu kołów o t r z y m a ł
już po śmierci... (...) A l e — komentuje S w i ę t e k — nie
można tego u w a ż a ć za pastwienie się nad trupem, bo
cała wieś wtedy o p o w i a d a ł a sobie, że L e j b u ś t y l k o
dlatego tak liczne razy po ś m i e r c i odniósł, p o n i e w a ż
obawiano się, aby »się nie zatajuł« (udał n i e ż y w e g o ) ' .
Oczywiście — przypadki z a b ó j s t w to zdarzenia skraj­
nie jaskrawe i w b r e w plastycznemu opisowi Wincen­
tego Witosa, j a k to „ T r u p y zalegały p o d w ó r z a kar­
czemne, komisje s ą d o w e i prokuratorskie zjeżdżały co
t r o c h ę do w s i . . . "
— jednak dosyć na wsi polskiej
X I X wieku rzadkie. Problemem dalece powszechniejszym
były t r w a ł e uszkodzenia cielesne i okaleczenia stano­
w i ą c e najczęściej — rzecz to typowa dla większości
izolowanych grup lokalnych w Europie — owoc po­
rachunków
wewnątrzrodzinnych.
Niezwykle istotnym
instrumentem zachowania ł a d u w e w n ą t r z grupy była
w s z a k ż e jej spetryfikowana h i e r a r c h i c z n o ś ć ,
podział
u p r a w n i e ń i w ł a d z y z a r ó w n o w skali całego orbis
interior, j a k i jego integralnych — rodzinnych ato­
m ó w . S t ą d b e z w z g l ę d n e poszanowania praw rodziciel­
skich, p o s u n i ę t e tak daleko, iż „... uszkodzenia cielesne
dzieci przez
rodziców,
wskutek k t ó r y c h
następuje
ś m i e r ć po u p ł y w i e k r ó t s z e g o l u b dłuższego czasu, nie
należą do bardzo rzadkich p r z y p a d k ó w . (...) Sąsiedzi
nie podnoszą ich z zasady, aby nie n a r u s z y ć p r a w
ojcowskich; zresztą ś m i e r ć dziecka u w a ż a się za natu­
r a l n ą , skoro ona nie n a s t ę p u j e b e z p o ś r e d n i o po pobi­
ciu, ale po dłuższej słabości, k t ó r a jest jego n a s t ę p ­
stwem. — Sąsiedzi t y l k o wtedy nie puściliby bezkar­
nie rodzicom zabicia dziecka, gdyby ono od r a z ó w
z ich r ę k i natychmiast zakończyło życie. (...) Jak cięż­
kie i częste są kalectwa, o k t ó r e rodzice dzieci przy­
p r a w i a j ą , j a k nieopatrzne są razy, k t ó r e oni nawet
z b ł a h y c h p o w o d ó w między nie rozdzielają, wystarczy
choćby z a g a d n ą ć jednego i drugiego w ł o ś c i a n i n a , k t ó r y
ma pewne wady fizyczne l u b u m y s ł o w e , o d k ą d d a t u j ą
się te jego wady, a usłyszy się od niego narzekania
na »tatusia, co go o k u l a w i l i , ize teraz u k r y m u j e na
nogę, bo go porazili p a ł ą , j a k uciekał, ize się bał, zeby
go nie pobili za to, ize p u ś c i u ł w konicyne k r o w y * ;
lub »na mamusie, ze m u u t r ą c i l i r ę k ę , j a k i m k i j kciał
w y d r z y ć , izeby go nie b i l i za to, ze k r ó w nie n a p a s «
(...) Utyskuje też niejeden na tatusia l u b m a m u s i ę ,
»ize gio raz tak po łbie z w a l i l i , ize on teraz p a m i ę c i
n i ma i zabacuje se i w g ł o w i e m u się casem jaze
mąci«" .
Ii?

66

e7

Sensualizm. W y o b r a ź n i a chłopa polskiego X I X wieku
k s z t a ł t o w a n a przez z m i t o l o g i z o w a n ą t r a d y c j ę l o k a l n ą nie
w y b i e g a ł a dalego poza granice orbis interior. Wizja
ś w i a t a „po tamtej stronie" t r w a ć więc m o g ł a i t r w a ł a
w spetryfikowanym bezruchu mitycznych w y o b r a ż e ń .
Sytuacja k o m p l i k o w a ł a się jednak w przypadku przy­
jęcia i zaakceptowania przez wieś jakiejkolwiek n o w i ­
ny z z e w n ą t r z . I tak, zasymilowanie modelu dobrego
w ł a d c y , w jego konkretnej postaci, pociągać by wszak
za sobą winno spopularyzowanie obrazu d w o r u , czy
choćby (w zależności od zaboru) k o p u ł k r e m l o w s k i c h
cerkwi, galerii Sanssouci, kolumnad Hofburgu. R ó w ­
nież dzieje ewangeliczne r o z g r y w a j ą się na tle pustyn­
nych p i a s k ó w , egzotycznych g a j ó w oliwnych, w cieniu

II.

7. M a r i a n J ó ź w i a k , S p o w i e d ź ,
wys. 32 cm.

drewno polichrom.

p i r a m i d . Zrozumienie tego kontekstu, u d o s t ę p n i e n i e w y ­
o b r a ź n i tamtej — odległej rzeczywistości pod inną, niż
b a ś n i o w o - f a n t a s t y c z n a f o r m ą , oznaczałoby zaś uznanie
możliwości toczenia się normalnego ludzkiego życia
w ś r ó d r ó ż n y c h pejzaży, zwierząt, roślin, co uderza­
łoby w s a m ą istotę dychotomii orbis i n t e r i o r : orbis
exterior i p r o w a d z i ł o do jej zupełnego zniweczenia.
B r o n i ą c się przed t y m , azyli i n n y m i słowy — chcąc
u d o s t ę p n i ć chłopom nowe treści bez naruszania binar­
nej s t r u k t u r y mitycznej, podjęła k u l t u r a ludowa u w i e ń ­
czony p e ł n y m powodzeniem w y s i ł e k zmiany kontekstu
„ t a m t y c h " zdarzeń, przeniesienia ich b o h a t e r ó w w t u ­
tejsze, swojskie, z r o z u m i a ł e realia. Są więc nadal „tam
daleko" domy „wyzse niz T a t r y " , rzeki w ó d k ą p ł y n ą c e ,
kościoły z r u b i n ó w i złota, ale j u ż „ n a s z cysorz to
ma z dziesięć zagród i po sto owiecek w k a ż d e j " .
Pan Bóg w chłopskim przebraniu o d w i e d z a ć ma posz­
czególne wsie, czynić cuda i w y m i e r z a ć d o r a ź n i e spra­
w i e d l i w o ś ć , Matka Boska upodabnia się do w i d y ­
wanej od czasu do czasu „ p a n i e n k i ze d w o r a " ... Wszy­
stko wraca do normy. Z n ó w mamy do czynienia z prze­
ciwstawionym „ o b c e m u " ś w i a t e m swojskim i dosło­
w n y m , namacalnym i z r o z u m i a ł y m . Czyż może zatem
dziwić, że w tak u k s z t a ł t o w a n e j ś w i a d o m o ś c i chłopa
nie mieściło się na p r z y k ł a d , iż m ó g ł b y z w r a c a ć się do
Wszechobecnego m o d l ą c się niekoniecznie przed kon­
kretnym,
dobrze
sobie znanym
obrazem
świętym.
Nie! — on zwraca się t y l k o do tego tu obrazu
k t ó r y sam w sobie „ m a udział w naturze w y ­
obrażanej
postaci
i postać
tę streszcza" ,
który
sam w sobie jest cudowny. Więc i medalik, k t ó r y do
tego obrazu p r z y t k n i ę t o będzie m i a l „większą moc"
od medalika zwykłego, więc i dyskusja, k t ó r a Matka
Boska jest „silniejsza" — krasnobrodzka czy j a r o s ł a w ­
ska — m o g ł a w y d a w a ć się jak najbardziej uzasadnio­
n a . Jak dalece wizerunek, symbol, u t o ż s a m i a n y był
e s

69

70

71

72

137

z postacią, k t ó r ą sygnalizuje, jak daleko sięgał konkretyzm ludowej w y o b r a ź n i religijnej, p r z y k ł a d e m nie­
zwykle m a ł o w Polsce X I X w i e k u r o z w i n i ę t y k u l t
r e l i k w i i . Wzruszająco uzasadnia to współczesny (IV.
1975) respondent z Nowego Sącza w odniesieniu do
r e l i k w i i św. S t a n i s ł a w a K o s t k i : „A na co ja się mom
do kości modlić, kiej m o g ę godoć do całego Stani­
s ł a w a Świętego..." (chodziło oczywiście o figurę).
Ten naiwny n i e w ą t p l i w i e i niejednokrotnie depre­
cjonowany ludowy sensualizm legł jednak, m i m o wszy­
stkich swoich ograniczeń, u podstaw specyficznego bo­
daj
dla ziem p ó ł n o c n o - s ł o w i a ń s k i c h typu
niezwykle
głębokiej i autentycznej wrażliwości religijnej.
Katolicyzm. Wrażliwość religijna. Jeżeli w s p o m n i e l i ś m y
o
tendencji
do
„zeswoj szczenią"
i
usensualnienia
wizji
sacrum
przez k u l t u r ę
ludową
XIX
wieku,
to p o m i n ą ć w s z a k ż e nie m o ż e m y drugiej — daleko
bardziej istotnej — strony tego samego zjawiska, czyli
sakralizacji „swojego" ś w i a t a , orbis interior, w k t ó ­
r y m większość obserwowalnych e l e m e n t ó w rzeczywis­
tości z w i ą z a n y c h zostaje b e z p o ś r e d n i o z postaciami
Chrystusa, M a r y i , świętych — lub ich działalnością.
S p ó j r z m y na same choćby nazwy r o ś l i n : boży byt (amb­
rosia maritima), boże drzewko (artemisia abrotanum),
boży mech (hieracium pilosella), dłoń Chrystusowa (or­
chis conopsea), koszyczki Najświętszej Panny M a r y i
(verbena officinalis), lenek Panny M a r y i (linaria v u l ­
garis), łysina św. Piotra (scabiosa succisa), łzy M a t k i
Bożej (pisum sativum), rajskie drzewo (aquillaria agalloeha), warkoczyki Najświętszej Panienki (verbascum
thapsus), ziele św. Antoniego (plumbago europaea), zło­
te włoski M a t k i Boskiej (polytriehum)... etc. A prze­
cież na t y m nie koniec. R ó w n i e ż wszelkie właściwości
roślin i z w i e r z ą t , ich w y g l ą d , głosy, zachowania znaj­
dują w y t ł u m a c z e n i e w niegdysiejszym lub permanent­
n y m kontakcie z sacrum. I tak na p r z y k ł a d gałązki
leszczyny zabezpieczać m a j ą przed b u r z ą , gdyż pod
t y m drzewem s c h r o n i ł a się Ś w i ę t a Rodzina podczas
ucieczki do Egiptu, osika dygocze do dzisiaj ze w s t r ę t u
po d o t k n i ę c i u ciała Judasza, k t ó r y się na niej był po­
wiesił, skowronek jest pod s p e c j a l n ą o c h r o n ą M a t k i
Bożej w n a g r o d ę za to, że w y d ł u b a ł cierń z g ł o w \
u m ę c z o n e g o Pana Jezusa, p a j ą k a nie walno zabijać
gdyż uciszył ongiś m u c h ę p r z e s z k a d z a j ą c ą s p a ć Dzie­
ciątku lub wręcz przeciwnie — należy t ę p i ć za przech­
w a ł k i , iż przędzie cieniej od Najświętszej Panienki, j a ­
skółka u k r a d ł a nożyczki i k ł ę b e k czerwonych nici szy­
jącej M a r y i i za k a r ę ma p i ę t n o nożyczek na ogame
(głębokie wycięcie), а czerwonego koloru pod
szyją
(chodzi o j a s k ó ł k ę d y m ó w k ę — hirondo rustica) etc.
etc... Cały ś w i a t wokół, „ w s z y s t k i e dzienne sprawy"
w i e ś n i a c z e w ł ą c z a n e były przez k u l t u r ę l u d o w ą w
chrześcijański k r ą g sacrum. Owo w ł ą c z e n i e nie wyczer­
p y w a ł o się przy t y m w dziedzinie f o l k l o r u słownego,
lecz w istotnym stopniu d e t e r m i n o w a ł p o s t a w ę c h ł o ­
pów, ich stosunek do rozlicznych p r z e d m i o t ó w i zja­
wisk. By się o t y m p r z e k o n a ć wystarczy w s p o m n i e ć
choćby n a b o ż n y szacunek ludu dla „ d a r ó w B o ż y c h " —
chleba krojonego na krzyż i podnoszonego z ziemi —
jeżeli u p a d ł — z p r z e p r a s z a j ą c y m p o c a ł u n k i e m , po­
t r a w ż e g n a n y c h przed spożyciem, r ó ż n o r a k i c h p ł o d ó w
święconych uroczyście w dniach: M a t k i Boskiej Gro­
mnicznej (2.02.) — wosk, św. Błażeja (3.02.) — j a b ł k a ,
św. Agaty (5.02.) — sól, św. Walentego (14.02.) — len,
św. Tomasza (7.03.) — chleb, św. Ł a z a r z a (27.03.) —
ziele s z a k ł a k u , Przemienienia P a ń s k i e g o (6.08.) — owo­
ce, miód, koper, św. W a w r z y ń c a (10.08.) — miód, m a s ł o ,
M a t k i Boskiej Zielnej (15.08.) — zioła pcftne i k w i a t y ,
św. Rocha (16.08.) — bydło, i.t.d. Warto też zwrócić
u w a g ę na powszechne przyjęcie przez w i e ś p o l s k ą r e l i ­
7 3

74

138

gijnych f o r m u ł p o w i t a ń , p o z d r o w i e ń i życzeń: „Niech
będzie pochwalany Jezus Chrystus", „szczęść Boże",
„Boże dopomóż", „z Bogiem", „Boże p r o w a d ź " , „w i m i ę
Boże", „wszelki duch Pana Boga chwali", „niech cię
Bóg ma w swojej opiece" i związanego z n i m i zwy­
czaju czynienia znaku k r z y ż a przed p r a c ą , podróżą,
w a ż n ą r o z m o w ą , przy powrocie do domu..., czyli ogól­
niej — na rozpoczęcie i z a k o ń c z e n i e k a ż d e g o z w a ż ­
niejszych lub niebezpiecznych przedsięwzięć, w p e ł n y m
poczuciu zależności ich powodzenia od Bożego w y r o k u .
Poczuciu tak silnym, iż w księgach łask przy cudo­
wnych obrazach, a nawet na votach, znajdujemy nie­
zwykle często zapisy p o d z i ę k o w a ń za opiekę Bożą w
sprawach, k t ó r e obserwatorowi nie obdarzonemu ową
ludową „wrażliwością m i r a k u l a r n ą "
w y d a ć się m u s ^ ą
naturalne i codzienne: „Za szczęśliwy p o w r ó t z m i a ­
sta", „za plon obfity", a nawet (sic!) „za p o m y ś l n e
u k o ń c z e n i e budowy obory". Adresatem p r ó ś b o pomoc
i o r ę d o w n i c t w o , a w konsekwencji i podobnych cyto­
w a n y m p o d z i ę k o w a ń , była na wsi polskiej przede
wszystkim osoba M a t k i Bożej. „ W s z y s t k o tam wielkość
M a t k i Bożej chwali,/ Wszystko J ą w i e l b i albo
Jej
się ż a l i ! "
— pisał w. Pol i rzeczywiście nasilenie
k u l t u maryjnego p r z y b r a ł o w ś r ó d chłopów polskich
X I X w i e k u rozmiary niespotykane w innych krajach
Europy Płn., na co d e c y d u j ą c y w p ł y w m i a ł y , j a k się
wydaje, cztery czynniki: 1. popularyzowanie przez K o ­
ściół (szczególnie po Tridentinum) prostych i ł a t w o do­
s t ę p n y c h sensualnej m e n t a l n o ś c i chłopskiej stereoty­
p ó w k u l t o w y c h : M a r y i — piastunki (Panagia Galaktotrophousa, Glykophilousa i Hleousa), opiekunki (orędo­
wniczki), czy zbolałej m a t k i (Panagia Strastnaja, M a ­
ter Dolorosa), k t ó r e ł a t w o b y ł o d o p a s o w a ć do konkret­
nych sytuacji codziennego życia, 2. niemal i u p e ł n y
brak (poza Ś l ą s k i e m C i e s z y ń s k i m i Inflantami) pene­
t r a c j i protestanckiej na wsi polskiej, w z g l ę d n i e silny
natomiast (szczególnie na kresach wschodnich) w p ł y w
p r a w o s ł a w i a , 3. bardzo silne pierwiastki matriarchalne w kulturze społecznej wsi polskiej, z w i ą z a n e z jej
rolniczym — o s i a d ł y m charakterem, 4. rc zdrobnienie
przestrzenne k u l t u do w i e l u m a ł y c h c e n t r ó w l o k a l ­
nych, umożliwiające zamykanie go i interpretowanie
w kategoriach orbis interior. Tradycyjna socjologia pol­
ska a k c e n t o w a ć z w y k ł a , mniej czy bardziej ś w i a d o m i e ,
g ł ó w n i e ostatni (4.) spośród wymienionych czynników.
W t a k i m ujęciu ludowa nabożność maryjna, oderwana
od c a ł o k s z t a ł t u zagadnienia chłopskiej w r a ż l i w o ś c i r e l i ­
gijnej, staje się l i - t y l k o j e d n y m jeszcze elementem
sakralizacji „swojskiej ekumeny" lub identyfikacji k u l ­
turowej, p o w i e r z c h o w n ą w a r s t w ą bez w i ę k s z e g o znacze­
nia, p o d p o r z ą d k o w a n ą całkowicie mitycznym s t r u k t u ­
r o m k u l t u r y ludowej. Na poparcie takiego poglądu
p r z y w o ł u j e się z r e g u ł y ł a t w y statystycznie do w y k a ­
zania głęboki rozdźwięk między nakazami etycznymi
które winny wynikać z kultu a moralnością swojacką;
jak r ó w n i e ż u n a o c z n i a j ą c e dobitnie n i e t r w a ł o ś ć spekta­
kularnych nawet uniesień religijnych ludu w y n i k i róż­
nych akcji sanacyjnych podejmowanych,
szczególnie
często pod koniec X I X wieku, przez kolejne diecezje.
„ J e d n e g o dnia po p o ł u d n i u — opisuje np. Wincenty W i ­
tos — zjechali w e d ł u g zapowiedzi księża r e d e m p t o r y ś c i .
W bardzo licznych i g o r ą c y c h kazaniach, starali się
oni w j a k najczarniejszych barwach p r z e d s t a w i ć skutki
p i j a ń s t w a i zepsucia połączonego zwykle z n i m , gro­
żąc strasznymi k a r a m i -bożymi, k t ó r e w t y m i przy­
szłym życiu na pewno nie o m i n ą w i n o w a j c ó w . Szcze­
gólnie k:s. L u b i ń s k i w s ł o w a c h p o r y w a j ą c y c h , m a l u j ą c
ogrom czeluści piekielnych i g o s p o d a r k ę z a j ę t y c h tam
s z a t a n ó w , potrafił d o p r o w a d z i ć ludzi do tego, że to
piekło i s z a t a n ó w z n ę c a j ą c y c h się nad p o t ę p i e ń c a m i
7 5

76

II.

8. Frasobliwy, Pantalowice, woj.

widzieli wciąż przed sobą tak we dnie, jak i w nocy.
W czasie parodniowych misji kobiety zawodziły głośno
i p r z e r a ź l i w i e , mężczyźni stali p r z e w a ż n i e nieruchomo
z zachmurzonymi, na dół spuszczonymi twarzami. Wszy­
scy byli u spowiedzi i wszyscy przyrzekli solenną po­
p r a w ę , w y r z e k a j ą c się wszystkiego złego. Misje z a k o ń ­
czyły się generalnym ś l u b o w a n i e m od wszelakich t r u n ­
k ó w i uroczystym p o d z i ę k o w a n i e m Bogu za t ę w i e l k ą
p r z e m i a n ę . Proboszcz chodził uradowany, a m a r t w i ł o
go tylko, że k i l k a kobiet chodziło z objawami o b ł ą k a ­
nia. Był to jednak t r i u m f bardzo przedwczesny, gdyż
j a k się okazało, misje i ś l u b y niewiele i nie na długo
pomogły. Ś l u b u j ą c y , prawie wszyscy, wstrzymali się od
picia na p a r ę tygodni, huczna i głośna karczma z u p e ł ­
nie opustoszała. Nie b r a k ł o jednak takich, co p i l i po
k r y j o m u lub po innych karczmach. Z czasem zaczęli
pić wprost otwarcie i to jeszcze więcej niż przedtem,
ażeby odrobić zaległości. Wszystko zaczęło iść po da­

rzeszowskie, X I X

w.

(?)

wnemu"
Wszystko po dawnemu — m o ż n a więc, za­
k ł a d a l i n i e k t ó r z y badacze , tych p a r ę pomisyjnych
tygodni p o m i n ą ć , w y r z u c i ć — jako redundantne — pc.a
margines opisu i analizy. I t u w ł a ś n i e p o p e ł n i o n o za­
sadniczy, n i e m o ż l i w y później do naprawienia, błąd. Nie
spostrzeżono bowiem, że podobne jak m i s j i , tyle ż bardziej spontaniczne i niie połączone z eschatologiczną
grozą, było o d d z i a ł y w a n i e na m e n t a l n o ś ć l u d o w ą całego
szeregu zdarzeń. Przypomnijmy powszechny w X I X
wieku zwyczaj godzenia się w r o g ó w z okazji ś w i ą t Bo­
żego Narodzenia, Wielkanocy, Bożego Ciała, powstrzy­
mywanie się od alkoholu w wigilię wszelkich ś w i ą t ma­
ryjnych („Kto kocha M a r y j ą nie pyta o wiliją"), a czę­
sto i przez cały W i e l k i Post, często w y s t ę p u j ą c y zakaz
bicia z w i e r z ą t domowych w soboty (dzień
maryjny)
i na Boże Narodzenie, przerywanie bójek na d ź w i ę k
d z w o n ó w w z y w a j ą c y c h do p o ł u d n i o w e j m o d l i t w y , poniechiwanie zemsty (nawet na obcych!) przy Zielonych
78

r

139

J ę d r z e j Wowro: i l . 9. Sw. E m i l , drewno polichrom.; i l . 10. Chrystus

Ś w i ę t a c h lub po prostu „w imię M a r y i " etc. Że były to
wszystko d z i a ł a n i a k r ó t k o t r w a ł e i d o r a ź n e , że potem
znów „po dawnemu"...? — Zapewne. Jeżeli wyliczyć
jednak czasokresy „po dawnemu" i „nie po dawnemu",
okaże się, iż była wieś polska X I X w i e k u a r e n ą ciągłe­
go starcia postaw. C h r z e ś c i j a ń s t w o szczególnie dzięki
sentymentalnym s k ą d i n ą d , ale za to z r o z u m i a ł y m i ż y ­
wo o d d z i a ł u j ą c y m
uczuciowo formom
kultu
maryj­
nego, z d y n a m i z o w a ł o — jeżeli m o ż n a się tak w y r a z i ć
— e t y k ę wsi, wniosło w życie chłopów nowy — obcy
statycznym, dychotomicznym s t r u k t u r o m orbis interior
— głęboki ferment.
Ustny przekaz tradycji. Wieś polska X I X wieku jest
jednak, o czym j u ż p i s a l i ś m y na w s t ę p i e , w ogromnym
procencie n i e p i ś m i e n n a . Tradycja utrzymuje się t u
więc dzięki p a m i ę c i o w e m u przekazowi ustnemu. M e ­
chanizmy zaś p a m i ę c i z a r ó w n o k o m p u t e r ó w , jak i l u ­
dzi m a j ą charakter zero-jedynkowy, to jest k o d u j ą i n ­
formacje w oparciu o system binarnych p r z e c i w s t a w i e ń .
S t ą d wypreparowane przez s t r u k t u r a l i s t ó w , z dostar­
czanego przez k u l t u r y ludowe m a t e r i a ł u , pary: góra —
dół, lewe — prawe, m ę s k i — żeński, tył — przód, nie
są bynajmniej elementem
abstrakcyjnej
łamigłówki,
lecz o b n a ż e n i e m zasad ludowej klasyfikacji
zjawisk,
klasyfikacji, k t ó r a determinuje nie tylko możliwość
przekazu najbardziej złożonych treści ale r ó w n i e ż i r o ­
zumienie zachodzących
między
przedmiotami
zależ­
ności i z w i ą z k ó w ; to wszystko co określać się ostatnio
zwykło jako „ m y ś l e n i e m i t y c z n e "
— będące samą
istotą k u l t u r y ludowej. Jedynie w kategoriach tego
m y ś l e n i a zrozumieć m o ż e m y całą sferę ludowej (w
t y m apokryficznej) wierzeniowości, folkloru słownego,
wiedzy, obrzędowości, m a g i i . . .
F u n d a m e n t a l n ą zaś j e ­
go p o d s t a w ą jest w ł a ś n i e , inwokowana dotychczas r a ­
czej z p u n k t u widzenia socjologicznego, nie wyczerpu­
j ą c a się w n i m przecież, opozycja: „orbis interior" —
„orbis exterior", w e w n ę t r z n e — z e w n ę t r z n e , do ś r o ­
dka — na z e w n ą t r z .
70

80

Katolicyzm — wymiar drugi. C h r y s t i a n i z u j ą c wieś K o ­
ściół nie s t a r a ł się w większości p r z y p a d k ó w (przy­
140

w

Ogrójcu,

drewno

polichrom. 46 X 30 cm.

najmniej do X V I I I — X I X wieku) p o d e j m o w a ć frontal­
nej w a l k i ze s t r u k t u r a m i tego m y ś l e n i a z m i e r z a j ą c r a ­
czej do ich adaptacji, oraz zgadzając się na daleko
idącą folkloryzację swej l i t u r g i i , hagiografii etc. Za­
w d z i ę c z a m y tej formacji misyjnej z n a c z n ą ciągłość np.
układu
ludowego (przedchrześcijańskiego)
kalendarza
o b r z ę d ó w p r z e j ś c i a , w a r t o ś c i o w a n i a przestrzeni, og­
romnej ilości p r a k t y k magicznych etc. Zafascynowani
t y m i i podobnymi zbieżnościami z e w n ę t r z n y m i lub d ł u ­
gim t r w a n i e m w e w n ę t r z n y c h struktur k u l t u r y ludowej
etnografowie skoncentrowali się na nich niemal c a ł ­
kowicie. W ten sposób uszedł ich uwadze i n n y rezul­
tat chrystianizacji, k t ó r y potocznie n a z w a ć by m o ż n a
u w e w n ę t r z n i e n i e m — niekoniecznie intelektualnego —
poznania religijnego, do k t ó r e g o p r z y n a l e ż a ł a b y ta ta­
jemnicza rzeczywistość, k t ó r ą pastor Bonhoeffer nazy­
w a ł „ g ł ę b i ą " . Samo indywidualne przeżycie „głębi"
jako „ n i e d a j ą c e się w y r a z i ć , a więc w pewien sposób
nieprzekazywalne"
znajduje się n i e w ą t p l i w i e poza za­
sięgiem n a r z ę d z i i metod etnologa. Nie może on jednak
p o m i n ą ć projekcji owego d o ś w i a d c z e n i a na ś w i a t ze­
wnętrzny, której
społeczny
w y m i a r zasygnalizowali
choćby B o l e s ł a w Prus w dialogu d r ó ż n i k a Wysockiego
z uratowanym przed samobójczą śmiercią W o k u l s k l m ,
czy Stefan Ż e r o m s k i w Charitas (scena z s o ł d a t e m
p r z e k a z u j ą c y m odnalezione dziecko panu Granowskiem u ) , k t ó r e j jednak najwyraziistszą i n a j d o s t ę p n i e j s z ą
d o m e n ą jest ludowa sztuka sakralna.
Ludowość czy „ludowość".
Sztuka ludowa... — I t u w ł a ­
śnie dochodzimy do swoistego paradoksu. Otóż defi­
niując o w ą u m o w n ą „ l u d o w o ś ć " rzeźby, r y t u a ł u , opo­
wieści, postawy, s k ł o n n i j e s t e ś m y o d w o ł y w a ć sdę prze­
de wszystkim do spetryfikowanych s t r u k t u r m y ś l e n i a
mitycznego. Można w r ę c z z a r y z y k o w a ć twierdzenie, iż
przedmiot o tyle jest w powszeahnym odczuciu „ l u d o ­
w y " o ile mieści się bez reszty w owych strukturach.
Napewno „ l u d o w y " wydaje się więc np. ś w . E m i l
J ę d r z e j a Wowry, p r z e d s t a w i a j ą c y
jakiegoś
„świętego
w ogóle" (św. E m i l nie znany jest tradycji chrześci­
j a ń s k i e j , a najbliższy m u imieniem ś w . Emilian odznacza
81

82

83

b4

8 5

się w ikonografii w i e l k i m mnisim kapturem — stąd
nawet jego przydomek ,,Cucullatus") i p r z y w o ł u j ą c y
dla p o d k r e ś l e n i a sacrum tematu atrybuty całej plejady
ś w i ę t y c h (gałąź k w i t n ą c a w dłoni, korona, pies...) *\
jak r ó w n i e ż mityczny stereotyp drzewa życia (kwiaty
z ptakami po bokach). Natomiast Ostatnia Wieczerza
Józefa L u r k i budzić już będzie p o w a ż n e zastrzeżenia
co do swej ,,ludowości". W sferze literackiej jest wszak­
że ta rzeźba niejako r e p l i k ą katastroficznych strof A r a ­
gona z Nie ma miłości szczęśliwej:
,,A kiedy człowiek
chce z miłością szeroko o t w o r z y ć ramiona, jego cień...
ma k s z t a ł t k r z y ż a . " U L u r k i r z ą d tych samych skoja­
r z e ń : miłość — otwarte ramiona — krzyż, nabiera
jednak znaczenia odwrotnego — miłości (szczęśliwej;)
r e a l i z u j ą c e j się przez u k r z y ż o w a n i e . Głębia tej teolo­
gicznej refleksji (a przecież zubożyliśmy ją p o m i j a j ą c
całą s y m b o l i k ę Wieczerzy) odbiega jakże daleko od
dualistycznej ś w i a d o m o ś c i „ d r z e w a życia". Czy jest
więc L u r k a „ l u d o w y " ? — Trudno odpowiedzieć.
Te same w ą t p l i w o ś c i i w innych rejonach k u l t u r y
religijnej wsi. P o s t a w ę par excellence „ l u d o w ą " refe­
ruje np. A n t o n i G o ł u b i e w poprzez monolog napotkanej
na łódzkim
targu wileńskiej
przekupki, w y w o ł a n y
stwierdzeniem tożsamości Częstochowskiej i Ostrobram­
skiej M a t k i Boskiej: „Może i prawda, że ta sama. A l e
różnica t a k i jest: nie pójdziesz do tutejszej j a k do
naszej, k a ż d y zrozumi, że taka rzecz n i e m o ż e b n a . (...)
Do naszej Ostrobramskiej polecisz, wypłaczesz się, w y ­
powiesz wszystko j a k kobieta kobiecie, dusza cała otwo­

rzysz. A u tej Częstochowskiej na r e n k u siedzi m a l u ­
sieńki .Tezusik, patrzy swoimi oczkami i k a ż d z i u t k i e
słowo p o d s ł u c h u j i : to i dyskrecji żadnej nie ma. A jesz­
cze K r ó l o w a Polski, ciż z k r ó l o w ą bendziesz g a d a ł bez
nijakiej ż e n a d y ? . . . " Gdy jednak chłopi — kiedy pod­
czas wojny nie stało księdza — postawili w konfesjo­
nale krzyż i do niego się s p o w i a d a l i — czy była to
postawa „ l u d o w a " ?
Wieś polska w procesie przemian. Nie jest to dzielenie
włosa na czworo. W ś w i a d o m o ś c i większości w s p ó ł c z e s ­
nych e t n o g r a f ó w
(jak i zafascynowanych
egzotyką
e k s p l o r a t o r ó w sprzed I Wojny Ś w i a t o w e j ) funkcjonuje
w s z a k ż e „ t r a d y c y j n y " i „ l u d o w y " wiek X I X , k t ó r y
dopiero pod w p ł y w e m X X - w i e c z n y c h p r o c e s ó w i n d u ­
strializacji i urbanizacji podlegać poczyna przemianom
— r ó w n i e ż w sferze k u l t u r y duchowej. I dopiero wieku
X X dotyczą w ą t p l i w o ś c i co jest jeszcze, a co j u ż nie
jest „ l u d o w e " . W ten sposób wytworzona zostaje fał­
szywa dychotomia „ t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j " i „wsi
polskiej w procesie przemian". Na tej zaś dychotomii
o p i e r a j ą się liczne analizy i p o r ó w n a n i a . Tymczasem
kształt k u l t u r y duchowej wsi polskiej X I X w i e k u de­
t e r m i n u j ą : ustny przekaz tradycji, zmieniająca swe na­
tężenie izolacja i katolicyzm w obu swoich nurtach.
„ T r a d y c y j n a k u l t u r a ludowa" X I X w i e k u nie jest więc
tak ze wszystkim „ l u d o w a " . Z r e s z t ą znajduje się ona
„od czasów Seta" , czyli „od zawsze" w procesie
przemian. Na t y m też zasadza się jej fascynujące bo­
gactwo.
87

88

89

PRZYPISY

1

A r t y k u ł niniejszy jest rozszerzoną i z m i e n i o n ą
w e r s j ą tekstu do książki Uniwersalizm
i swoistość
kul­
tury polskiej, pod red. Jerzego Kłoczewskiego, która
u k a ż e się n a k ł a d e m T N K U L w 1981 roku.
P o r ó w n a j : K . G. Izikowitz, Esąuisse
ethnographiąue,
w : Echanges et Communications,
Paris 1970,
s. 933—934; L . Nowak, Prawda jest tam, gdzie nikt jzj
nie oczekuje, „ Z n a k " nr 11—12 1977, s. 1351.
P. Lazarsfeld, Le vocabulaire des sciences sociales, Paris 1965.
P o r ó w n a j : J. Sutter, Demographie,
genetique et
ethnologie, w : Ethnologie Generale, Paris 1968, s. 1529.
P o r ó w n a j : J. S. B y s t r o ń , Kultura Ludowa, War­
szawa 1947, s. 93—95.
P o r ó w n a j : I . Kostrowicka, Z. Landau, J. Toma­
szewski, Historia gospodarcza Polski XIX г XX wieku,
Warszawa 1966, s. 153.
B. C y w i ń s k i , Doświadczenie
sześciu
pokoleń,
„ Z n a k " nr 10—11 1978, s. 1294.
P o r ó w n a j : E. K o z ł o w s k i , Służba Polaków
w sze­
regach armii rosyjskiej, w : Społeczeństwo
polskie
XVIII
i XIX wieku, t. V I , Warszawa 1974, s. 109—128.
P o r ó w n a j п р . : E. Tyszkiewicz, Opisanie powiatu
borysowskiego, W i l n o 1847, s. 18—19.
B y s t r o ń , op. cit., s. 99.
W y n i k i b a d a ń na Roztoczu L u b e l s k i m (IX.197G)
i Ziemi C h e ł m s k i e j (IX.1977) — m a t e r i a ł y w dyspo­
zycji K a t e d r y Etnografii U.W.
X . S a d o k - B a r ą c z , Cudowne obrazy Matki Naj­
świętszej
w Polsce, L w ó w 1891.
X . W a c ł a w z Sulgostowa. O cudownych
obrazach
w Polsce Przenajświętszej
Matki Bożej, K r a k ó w 1902.
Proporcja na podst. E. Ciupak. Kult
religijny
i jego społeczne
podłoże,
Warszawa 1965, s. 105.
Z. Biały, Ekonomiczna i kulturowa rola
targów
i jarmarków
w Małopolsce
południowej
w XIX i XX
wieku, „Etnografia Polska" t. X I I , 1968, s. 29—66.
K . C h ł ę d o w s k i , Galicyjskie
jarmarki,
„Dodatek
tygodniowy przy Gazecie L w o w s k i e j " 1872, s. 185.
M . Praskowski, Wpływ
jarmarków
na lud wiej­
ski, „Tydzień Piotrkowski" nr 9/1899.
2

3

4

5

0

7

8

9

1 0

1 1

1 2

13

14

1 5

1 0

1 7

1 8

W. K u l a , Miary i ludzie, Warszawa 1970, s. 16.
t a m ż e , s. 10.
W. Korczewski, Rozmowy polskie, ł a c i ń s k i m j ę ­
zykiem przeplatane,
rytmy
ośmiorzecznymi
złożone,
K r a k ó w 1889, (wyd. J. Karłowicz), s. 7.
Listy polskie, „ R e g i o n y " nr 4/1978, s. 87.
B y s t r o ń , op. cit., s. 133.
t a m ż e , s. 141.
S. W y s p i a ń s k i , Wesele, akt 1, scena 1, w. 23—25.
tamże, w. 26.
J. L e m a ń s k i , L u b i ę wieś, w. 17—20.
A . Niemojewski, Branka, w. 1—2.
J. R. Szaflik, O rząd chłopskich
dusz, Warszawa
1976, s. 12. P o r ó w n a j r ó w n i e ż : J. Burszta,
Społeczeństwo
г karczma, Warszawa 1951, s. 43—47.
M . Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór,
Warsza­
wa 1977, s. 98.
S. N y r k o w s k i , Karnawał
dziadowski, Warszawa
1973, s. 164.
t a m ż e , s. 270.
L e m a ń s k i , Ekologa, w . 80—83.
Z. Strzetelska-Grynbergowa, Staromiejskie,
ziemii i ludność, L w ó w 1899, s. 568.
t a m ż e , s. 570.
Listy polskie... s. 89.
B y s t r o ń , Megalomania narodowa, Warszawa 1935,
s. 63—85.
W. Witos, Moje wspomnienia, Warszawa 1973,
s. 91.
T. Mann, Józef i jego bracia, Warszawa 1961,
t. I I I , s. 191—192 i 409—412.
Witos, op. cit., s. 86.
Mann, op. cit., s. 410.
J. Olędzki, Kultura artystyczna ludności
kurpio­
wskiej, W r o c ł a w 1971.
t a m ż e , s. 179—206 et passim.
M . Konopnicka, Piosenka moja, w. 7.
Olędzki, op. cit., s. 196.
tamże,
t a m ż e , s. 184.
Witos, op. cit., s. 35.
1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 9

2 7

2 8

2 9

£ 0

3 1

3 2

3 3

34

8 5

5 0

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 1

4 5

4 8
4 7

141

18

L . Kondratowicz, Ułas, cz. I , sc. 1, w. 21—26.
P o r ó w n a j : Л. R. Radcliffe-Brown, Structure and
junction in primitive society, London 1961, s. 205—211.
P o r ó w n a j пр.: E. Redlińsk-i, Konopielka,
War­
szawa 1974, s. 211—231.
S. Czarnowski, Kultura religijna wiejskiego ludu
polskiego, w : Dzieła, Warszawa 1956, t. I , s. 90. Po­
r ó w n a j t a k ż e : S. Poniatowski, Etnografia polska, w :
Wiedza o Polsce, Warszawa 1932, t. I I I , s. 260—262.
Inf. z Hutkowa, Krasnobrodu i Szumu (Rozto­
cze Lubelskie) z IX.1976. Ankiety w dyspozycji Kate­
dry Etnografii U.W.
Czarnowski, op. cit., s. 93.
P o r ó w n a j : L . Stomma, Struktura
słowiańskich
obrzędów
przejścia
cyklu dorocznego, Warszawa 1976
(maszynopis
w
dyspozycji
Wydziału
Historycznego
U.W.).
Stomma, op. cit., s. 8—23, 56 et passim.
P o r ó w n a j : J. Tomicka, Wigilia ludowa, „ T y ­
godnik Powszechny" 25.XII.1975.
Pielgrzymi u ż y w a j ą obu tych nazw wymiennie.
P r o w a d z ą c y systematyczne, wieloletnie badania
w K a l w a r i i P a c ł a w s k i e j A. Hemka poniósł t r a g i c z n ą
ś m i e r ć w 1977 r. i większość jego dorobku zaginęła.
Opieram się więc na jego z a p a m i ę t a n y c h
relacjach
ustnych.
inf. zanotowana w K a l w a r i i P a c ł a w s k i e j w V I I I .
1976 (pielgrzym z okolic J a r o s ł a w i a ) .
P o r ó w n a j : Czarnowski, op. cit., s. 105—106.
t a m ż e , s. 106.
Nieco inne typy w a r t o ś c i o w a ń w y s t ę p o w a ł y —
j a k się wydaje — szczególnie w odniesieniu do prawa
własności — na terenach k r ó l e w s z c z y z n . P o r ó w n a j : Cz.
Robotycki,
Analiza ethosu ludowego na
przykładzie
wsi Jurgów
w powiecie nowotarskim,
K r a k ó w 1977
(maszynopis w dyspozycji K a t e d r y Etnografii S ł o w i a n
U.J.).
J. S w i ę t e k , Zwyczaje
i pojęcia
prawne
ludu
nadrabskiego, cz. 1 w : „ M a t e r i a ł y Antropologiczne, A r ­
19

5 0

5 1

5 2

5 3

5 1

5 5

5 8

5 7
5 8

5 9

0 0

0 1

6 2

6 3

cheologiczne i Etnograficzne" t. 1/1896, cz. Ш , s. 266 —362; cz. 2 t a m ż e , t. 11/1897, cz. I I I , s. 119—379.
S w i ę t e k , op. cit., cz. 2, s. 288.
t a m ż e , s. 290.
Witos, op. cit., s. 102.
S w i ę t e k , op. cit., s. 299—300.
inf. Rzepiska 1.1975 (ankieta w dyspozycji LS).
""Porównaj п р . : Cz. Pietkiewicz, Kultura
duchowa
Polesia Rzeczyckiego,
Warszawa 1938, s. 132—137.
Czarnowski, op. cit., s. 96—97.
t a m ż e , s. 99.
inf. H u t k i (Roztocze Lubelskie) IX.1977 (ank. w
dysp. LS).
Czarnowski, op. cit., s. 99.
P o r ó w n a j : Z. Gloger, Rok Polski,
Warszawa
1922 r.
t e r m i n p r z y j ę t y za J. O l ę d z k i m .
W. Pol., poemat (Jest tam w Krakowie...)
w.
19—20.
Witos, op. cit., s. 102—103. P o r ó w n a j też: A. C h ę t nik, Z Puszczy Zielonej, Warszawa 1978, s. 68.
Czarnowski, op. cit., s. 99.
P o r ó w n a j п р . : R. Tomicki, Drzewo Życia, War­
szawa 1975, s. 21.
P o r ó w n a j пр.: L . Stomma, Magia dzisiaj, „Pol.
Szt. L u d . " R. X X X I I , 1978, n r 3/4, s. 131—142.
P o r ó w n a j : L . Stomma, Struktura
słowiańskich
obrzędów...
rozdz. I I I — I V .
J. C. Barreau, Abyście przez wiarę życie
mieli,
K r a k ó w 1969, s. 222.
t a m ż e , s. 223.
B. Prus, Lalka t. I I I , Warszawa 1977, s. 195.
S. Ż e r o m s k i , Charitas, Warszawa 1948, s. 284—
—287.
L . Reau, IconoorapJiie de I'art Chretien, t. I I I ,
cz. I I I , Paris 1955, index.
A. G o ł u b i e w , Jasna G ó r a — odpowiedź
na an­
kietę, „ T y g o d n i k Powszechny" nr 35/1977.
informacja udzielona przez T. Żychiewicza.
T. Mann, op. cit., t. I , s. 17.
8 1

6 5

6 6
e 7

6 8

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

Fot.: S. Deptuszewski — Ц. 1, 2; E . Kossakowski — il. 7; R. Reinfuss — il. 3; J . Swiderski — ii. 4—6,

II.

11. Józef

Lurka,

Ostatnia wieczerza, p ł a s k o r z e ź b a

polichrom.

33 X 62

cm,

1972.

8—11.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.