828be62d41dac05496cc4087650065a8.pdf

Media

Part of Przemiany obrzędowości dorocznej wsi Chyżówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.4

extracted text
Magdalena Kroh

PRZEMIANY OBRZĘDOWOŚCI DOROCZNEJ WE WSI CHYŻÓWKI
Praca m a na celu przedstawienie przemian, j a k i m
podlegały
na przestrzeni
ostatnich stu lat o b r z ę d y
i zwyczaje doroczne. Problem b ę d z i e o m ó w i o n y na p r z y ­
kładzie w s i C h y ż ó w k i w pow. l i m a n o w s k i m , w s i b ę d ą ­
cej — w p o r ó w n a n i u z ogromnym tempem przemian
współcześnie z a c h o d z ą c y c h na w s i polskiej — p r z y k ł a ­
dem powolnych p r z e o b r a ż e ń . W z w i ą z k u z t y m k u l t u r a
wsi jest stosunkowo zbliżona do modelu tradycyjnego.
C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidach, z dala od
szlaków komunikacyjnych, nie zelektryfikowana, leżąca
na terenie nie u p r z e m y s ł o w i o n y m , nie p o s i a d a j ą c a od­
powiedniej drogi. Te w ł a ś n i e czynniki s p o w o d o w a ł y , że
w y b r a ł a m C h y ż ó w k i jako teren moich b a d a ń . Chcia­
łam p r z e d s t a w i ć przemiany z a c h o d z ą c e w o b r z ę d o w o ś c i
na terenie, gdzie u p r z e m y s ł o w i e n i e czy
jakiekolwiek
inne czynniki nie s p o w o d o w a ł y tak g w a ł t o w n y c h zmian
w życiu gospodarczym, a co za t y m idzie w k u l t u r z e
społecznej, j a k to n a s t ą p i ł o na i n n y c h terenach. T y m
samym obraz przemian jest j a k b y bardziej czytelny,
bardziej „ k l a r o w n y " .
Pod o k r e ś l e n i e m „obrzędowość doroczna" rozumiem
w tej pracy wszelkie o b r z ę d y , zwyczaje, a t a k ż e w i e ­
rzenia, zabiegi magiczne itp., z w i ą z a n e z j a k i m ś dniem
lub okresem r o k u .
W zakres obrzędowości dorocznej
wchodzić b ę d z i e r ó w n i e ż sposób obchodzenia ś w i ą t p a ń ­
stwowych, k o ś c i e l n y c h , szkolnych i okolicznościowych.
Określenia „ o b r z ę d o w o ś ć tradycyjna" u ż y w a m w odnie­
sieniu do z w y c z a j ó w l u d o w y c h — z a r ó w n o starych, j a k
i od niedawna we w s i p r a k t y k o w a n y c h . Przy omawia­
niu o b r z ę d o w o ś c i tradycyjnej celowo nie rozgraniczam
„ o b r z ę d u " od „ z w y c z a j u " ze w z g l ę d u na r ó ż n e rozumie­
nie tych o k r e ś l e ń przez poszczególnych a u t o r ó w , a ści­

słe definiowanie t y c h pojęć dla omawianego
nia nie wydaje się konieczne.

zagadnie­

Ramy czasowe pracy to okres od k o ń c a X I X w. do
c h w i l i obecnej, czyli okres, k t ó r y m i e s z k a ń c y wsi obej­
m u j ą swoją p a m i ę c i ą ł u b znają ze słyszenia od po­
przedniego pokolenia.
W Chyżówkach
prowadziłam
badania
terenowe
w latach 1969—1971. Metody badania to w y w i a d i obser­
wacja uczestnicząca. I n f o r m a t o r ó w s t a r a ł a m się tak do­
b i e r a ć , by reprezentowali wszystkie grupy wieku, obie
płcie, by zachodziło z r ó ż n i c o w a n i e zawodowe oraz by
b y ł y reprezentowane wszystkie części wsi. Szczególnie
z w r ó c i ł a m u w a g ę na dobór większej ilości i n f o r m a t o r ó w
starszych, aby na podstawie ich wypowiedzi s t w o r z y ć
sobie obraz obrzędowości w k o ń c u ubiegłego stulecia
i na p o c z ą t k u obecnego. Z e b r a ł a m też konieczne dane
na temat gospodarki, historii, sytuacji społecznej i k u l ­
turalnej wsi. W i a d o m o ś c i te o t r z y m a ł a m od m i e s z k a ń ­
ców wsi a t a k ż e w Prezydium GRN, u sołtysa oraz
w parafii w Jurkowie.
We wspomnianym okresie p r z y j e ż d ż a ł a m do wsi
w czasie wszystkich ś w i ą t istotnych dla r o k u o b r z ę d o ­
wego. O b s e r w o w a ł a m w i ę c zwyczaje z w i ą z a n e z okre­
sem Bożego Narodzenia (m. i n . o g l ą d a ł a m kilkakrotnie
przedstawienia kolędnicze), Wielkanocy, M a t k i Boskiej
Zielnej, z Niedzielą P a l m o w ą itd., b y ł a m t e ż w Chy­
ż ó w k a c h 22 lipca. P o n i e w a ż p r z y j e ż d ż a ł a m do w s i w i e ­
lokrotnie, po p e w n y m czasie nie b y ł a m traktowana
przez m i e s z k a ń c ó w w s i jako obca, szczególnie w nie­
k t ó r y c h domach. U ł a t w i ł o m i to badania i zwiększyło
w i a r y g o d n o ś ć zebranych m a t e r i a ł ó w .

231

L i t e r a t u r a dotycząca wsi C h y ż ó w k i
jest
bardzo
skromna: k i l k a wzmianek na temat pisowni nazwy wsi
w „Wierchach" i „Światowidzie" \ reportażowe
arty­
k u ł y Zbigniewa T u r k a w „ D z i e n n i k u Polskim" w 1958 r.
Marginesowo o wsi C h y ż ó w k i wspomina praca
Wieś
Dobra w powiecie limanowskim ,
a d o k ł a d n i e j opisuje
wieś z p u n k t u widzenia geografii Maria S i e m i ń s k a
w swojej pracy d y p l o m o w e j . Poza t y m są t y l k o prace
dotyczące n i e k t ó r y c h z a g a d n i e ń całego regionu.
2

3

Ogólna charakterystyka w s i
C h y ż ó w k i administracyjnie należą do pow. l i m a n o w ­
skiego, Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej mieści
się w Jurkowie. C h y ż ó w k i to w i e ś leżąca w Beskidzie
Wyspowym, w dolinie rzeki o tej samej nazwie; w p a ­
dającej do J u r k ó w k i - Ł o s o s i n y (dorzecze Dunajca). Do­
lina ta rozdziela dwa wzniesienia: pasmo Mogielicy,
najwyższego szczytu w Beskidzie W y s p o w y m (1171 m)
i masyw Ł o p i e n i a (951 m). Wieś ma u k ł a d r ó w n o l e ż n i ­
kowy, ciągnie się na przestrzeni ok. 3 k m . Budownic­
two jest rozproszone, wieś s k ł a d a się z 24 osiedli roz­
łożonych na stokach Ł o p i e n i a i Mogielicy. W k a ż d y m
osiedlu znajduje się 2—8 zagród. Obecnie jest we wsi
ok. 70 gospodarstw, dawniej liczba ich p r z e k r a c z a ł a 100.
W C h y ż ó w k a c h zelektryfikowane są t y l k o cztery
osiedla
leżące w b e z p o ś r e d n i m s ą s i e d z t w i e J u r k o w a
(1959 г.). Komunikacja autobusowa PKS od k i l k u lat
łączy J u r k ó w z L i m a n o w ą (dwa razy na dzień), naj­
bliższa stacja kolejowa to Dobra (6 km), leżąca na l i n i i
kolejowej Nowy S ą c z — C h a b ó w k a (istniejącej od 1885 г.).
Szosa asfaltowa dochodzi do J u r k o w a , przez C h y ż ó w k i
biegnie droga gruntowa, m o ż l i w a do przebycia w y ł ą c z ­
nie f u r m a n k ą .
P o d s t a w ą utrzymania m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k jest
przede wszystkim rolnictwo i hodowla. P r z e c i ę t n a w i e l ­
kość gospodarstw waha się w granicach 3—6 ha, w t y m
1—1,5 ha ziemi ornej. D u ż ą część gospodarstw s t a n o w i ą
lasy. Plony są niskie ze w z g l ę d u na trudne w a r u n k i
glebowe, ogromne rozdrobnienie g r u n t ó w i n i s k ą k u l ­
t u r ę rolną. Obok rolnictwa i s t o t n ą r o l ę odgrywa ho­
dowla k r ó w , świń i owiec. W C h y ż ó w k a c h wypasa się
owce przez cały sezon po okolicznych g ó r a c h . Organi-

2

232

zaeja pasterstwa jest typowa dla Beskidu Wyspowego,
opiera się przede wszystkim na s p ó ł k a c h pasterskich.
W okresie powojennym zaczęto p r z e w o z i ć owce w Biesz­
czady. Obecnie, dzięki zezwoleniu w ł a d z na wypas na
miejscu, t y l k o część owiec w y s y ł a n a jest na wschód.
Resztę wypasa się w s z a ł a s a c h na Ł o p i e n i u , Ćwilinie
i Mogielicy.
Do ostatniej w o j n y m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k praco­
w a l i t a k ż e we dworze w Dobrej, a szczególnie w la­
sach dworskich. Obecnie t a k ż e las jest g ł ó w n y m źród­
ł e m prac dodatkowych, z a r ó w n o stałych, j a k sezono­
wych. K i l k u m ł o d y c h pracuje też w sklepach w Do­
brej, w J u r k o w i e , w Sowlinach w z a k ł a d a c h ś l u s a r ­
skich, w warsztatach stolarskich w K a l w a r i i itp. Sezo­
nowo d z i e w c z ę t a i młodzi mężczyźni
wyjeżdżają
w
Bieszczady do prac l e ś n y c h .
C h y ż ó w k i należą do parafii w Jurkowie, k t ó r a po­
w s t a ł a w 1913 r. W okresie w c z e ś n i e j s z y m Chyżówki
były p r z y n a l e ż n e do parafii w Dobrej.
Szkoła w C h y ż ó w k a c h istnieje od 1916 r. Obecnie
po u k o ń c z e n i u szkoły podstawowej część młodzieży uczy
się dalej; aktualnie w szkołach ś r e d n i c h ogólnokształ­
cących l u b zawodowych (co częstsze) uczy się kilkana­
ście osób z C h y ż ó w e k , większość w pow. limanowskim.
Z a r ó w n o w okresie przed o s t a t n i ą w o j n ą , jak szcze­
gólnie obecnie, na terenie wsi istniało k i l k a organizacji,
nie z a o b s e r w o w a ł a m
jednak w i ę k s z e g o w p ł y w u ich
działalności na obrzędy. W C h y ż ó w k a c h jest sklep spo­
żywczy, l u d n o ś ć zaopatruje się poza t y m w Jurkowie,
Dobrej i L i m a n o w e j . O ś r o d e k zdrowia a t a k ż e innego
t y p u instytucje z n a j d u j ą się w Dobrej.
Istotną sprawą
dla
ogólnego rozwoju
Chyżówek
i zmian z a c h o d z ą c y c h w ś w i a d o m o ś c i są migracje. Od
ok. 1900 r. rozpoczęła się s t a ł a i sezonowa emigracja
do A m e r y k i , d o k ą d w y j e c h a ł o ok. 10 rodzin, pojedyncze
rodziny w y j e c h a ł y też do Francji, Belgii, Niemiec itp.
Ogromne znaczenie w życiu wsi m i a ł a emigracja na
Ziemie Zachodnie, szczególnie silna na p o c z ą t k u lat
pięćdziesiątych, ale t r w a j ą c a do c h w i l i obecnej. Na Zie­
mie Zachodnie (szczególnie w rejon Bystrzycy Kłodzkiej
i Zielonej Góry) ogółem w y j e c h a ł o ponad 20 rodzin, co
stanowi ok. 25% m i e s z k a ń c ó w . Założyli oni tam w więk­
szości indywidualne gospodarstwa.
Utrzymują
stały
k o n t a k t z r o d z i n n ą w s i ą ze w z g l ę d u na ścisłe związki

3

°tLr ^

П.
g 0 S2,P 3. „ O g r a b k i " w y k . dla ozdoby

u

^^^^^

^¿
^

^ „ f Ł £
wiejskich

z Jurkowa.

rodzinne. K i l k a
w Bieszczadach.

rodzin z C h y ż ó w e k

osiedliło

się t e ż

Rok obrzędowy w Chyżówkach
Przedstawienie — bardzo ogólne zresztą — r o k u
obrzędowego ma na celu zasygnalizowanie o b r z ę d ó w
czy zwyczajów i s t n i e j ą c y c h w C h y ż ó w k a c h , niezależnie
od czasu ich w y s t ę p o w a n i a .
Najbogatsze są obrzędy z w i ą z a n e z okresem zimo­
w y m . Od św. Ł u c j i rozpoczyna się przepowiednie pogody
na cały n a d c h o d z ą c y r o k a t a k ż e w r ó ż b y urodzaju z ga­
łązek leszczyny. Najwięcej z w y c z a j ó w dotyczy dnia w i ­
gilijnego — są to r ó ż n e g o rodzaju nakazy i zakazy, j a k
się tego dnia z a c h o w y w a ć , co robić, j a k p r z y g o t o w a ć
izbę i stół do wieczerzy, j a k się ma o d b y w a ć sama
wieczerza. W i l i a jest też dniem w r ó ż e b n y m z a r ó w n o
jeśli chodzi o gospodarstwo •— urodzaj, dobytek — j a k
i o sprawy osobiste d o m o w n i k ó w , a więc przede wszyst­
k i m zamążpójście, życie l u b ś m i e r ć . W Wigilię i Boże

Narodzenie dzieją się t e ż dziwy i cuda, r ó ż n e zabiegi
magiczne o s i ą g n ą p o ż ą d a n y skutek, np. m o ż n a w y k r y ć
c z a r o w n i c ę i t p . Sw. Szczepan to dzień ś w i ę c e n i a owsa,
o w i ą z y w a n i a drzew owocowych a t a k ż e p o c z ą t e k cho­
dzenia po kolędzie. Od Szczepana do Trzech K r ó l i cho­
dzą r ó ż n o r a k i e grupy k o l ę d n i c z e : z szopką, T u r o ń z Ż y ­
dem l u b Cyganem, ostatnio „ ż y w a szopka" czy po p r o ­
stu chłopcy z g w i a z d ą , a 6 stycznia przebrani za Trzech
K r ó l i . Nowe zwyczaje to przebieranie się za ś w . M i k o ­
łaja oraz za Stary i N o w y Rok.
W d n i u M a t k i Boskiej Gromnicznej
święci
się
g r o m n i c ę dla c e l ó w r e l i g i j n y c h i magicznych, w dniu
św. A g a t y — chleb, sól i w o d ę . Na zapusty w Chy­
ż ó w k a c h p r z e b i e r a ń c y nie chodzili,
z okresem
tym
zresztą nie w i ą ż ą się ż a d n e szczególne zwyczaje. „ W a ­
żenie ż u r u " — o i l e b y ł o wcześniej j a k i m ś zwyczajem —
za p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w jest t y l k o p o r z e k a d ł e m .
Bogate są też zwyczaje wiosenne, przede wszyst­
k i m wielkanocne, począwszy od ś w i ę c e n i a palm, przez

święcenie jedzenia, wody, ognia, p r a k t y k i magiczne za­
pewniające urodzaje, s k o ń c z y w s z y na P o n i e d z i a ł k u W i e l ­
kanocnym, w czasie k t ó r e g o chodzą po domach przebie­
rańcy: dziady ś m i g u ś n e i Cyganie. B r a k natomiast zwy­
czaju topienia Marzanny, Judasza
i t p . Powszechne
były „ m a j ó w k i " , czyli wieczorne zebrania przy kaplicz­
kach wiejskich, a w późniejszych czasach n a b o ż e ń s t w a
majowe.
O wiele mniej popularne są n a b o ż e ń s t w a
czerwcowe. Znane było zdobienie d o m ó w na Zielone
Święta, p r a k t y k o w a n o zabiegi z w i ą z a n e z B o ż y m C i a ­
łem, święcenie ziół, zbóż i innych r o ś l i n na Wniebo­
wzięcie.
W omawianym okresie p o j a w i ł się we w s i zwyczaj
przystrajania g r o b ó w na Wszystkich Ś w i ę t y c h .
W niniejszym a r t y k u l e zmuszona jestem p o m i n ą ć
zwyczaje rolnicze i hodowlane (szczególnie bogate, j e ­
śli chodzi o m a g i ę p a s t e r s k ą ) . W y j ą t e k z r o b i ł a m jedynie
dla dożynek (dawny „ o g r a b e k " ) .
Osobną g r u p ę s t a n o w i ą zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , ś w i ę t a szkolne oraz ś w i ę t a okolicz­
nościowe, j a k Dzień Dziecka, Dzień M a t k i czy Dzień
Kobiet.
Obrzędowość jest częścią s k ł a d o w ą k u l t u r y wsi, pod­
lega więc t y m samym w p ł y w o m i d o k o n u j ą się w niej
te same przemiany, co w całej k u l t u r z e wiejskiej. Prze­
miany te są bardzo r ó ż n o r o d n e i r ó ż n y m i czynnikami
spowodowane. A r t y k u ł jest p r ó b ą przedstawienia tych
przemian na p r z y k ł a d z i e w s i C h y ż ó w k i .
Przy chronologizacji o b r z ę d ó w p o s ł u g u j ę się jako
datami granicznymi przede w s z y s t k i m okresami obu
wojen ś w i a t o w y c h .
Przyczyny s ą d w i e ; po pierwsze
można z a o b s e r w o w a ć w p ł y w wojen na przyspieszenie
przeobrażeń, po drugie jest to n a j ł a t w i e j s z y dla miesz­
k a ń c ó w wsi sposób umiejscowienia z d a r z e ń w czasie.
W tradycyjnej o b r z ę d o w o ś c i dorocznej C h y ż ó w e k —
z p u n k t u widzenia ż y w o t n o ś c i — m o ż n a w y r ó ż n i ć trzy
grupy o b r z ę d ó w i z w y c z a j ó w :
1) obrzędy, k t ó r e z a n i k ł y l u b m a j ą t e n d e n c j ę zani­
kającą;
2) obrzędy nowe, k t ó r e p o j a w i ł y się w C h y ż ó w k a c h
w omawianym czasie;
3) obrzędy
praktykowane
nadal, nie w y k a z u j ą c e
tendencji z a n i k a j ą c y c h lub w y k a z u j ą c e tendencje roz­
wojowe.
Obrzędowość jako całość, jako pozostałość t r a d y ­

cyjnej k u l t u r y wiejskiej, wykazuje tendencje zanika­
jące. Poszczególne zwyczaje l u b n i e k t ó r e ich elementy
p r z e k s z t a ł c a j ą się wolniej, inne szybciej, jeszcze inne
z a c h o w u j ą w z g l ę d n ą n i e z m i e n n o ś ć , a nieliczne się roz­
wijają. Niewiele jest t a k ż e o b r z ę d ó w nowych, k t ó r e na
teren w s i wprowadzono w omawianym okresie.
Zwyczaje, k t ó r e zupełnie zaginęły, to w y j ą t k i . Za­
nikanie o b r z ę d ó w w większości w y p a d k ó w ma charak­
ter d ł u g o t r w a ł e g o , do dziś nie zakończonego procesu.
Tendencja z a n i k a j ą c a przejawia się w r ó ż n y sposób;
dany obrzęd rzadziej w y s t ę p u j e , zmniejsza się ilość
osób p r a k t y k u j ą c y c h go , zabieg przestaje m i e ć uzasad­
nienie magiczne l u b zanika w i a r a w jego skuteczność,
p o j a w i a j ą się zmiany formalne i t p . Tendencja zanika­
j ą c a przejawia się w większości przemian obrzędowości
dorocznej. D o k ł a d n i e j problem ten będzie o m ó w i o n y
dalej.
Jak
w s p o m n i a ł a m , niewiele jest w C h y ż ó w k a c h
o b r z ę d ó w , k t ó r e z a n i k ł y całkowicie, k t ó r e nie są prak­
tykowane przez ludzi z ż a d n e j grupy wieku, a zacho­
w a ł y się jedynie w p a m i ę c i starszych m i e s z k a ń c ó w wsi.
Do t a k i c h z w y c z a j ó w m o ż n a by zaliczyć n i e k t ó r e w i e ­
rzenia i p r a k t y k i magiczne.
W i e l u i n f o r m a t o r ó w ze starszego pokolenia jest
przekonanych o istnieniu czarownic. Zazwyczaj zresztą
dodają: „ t e r a z już ich nie ma". Ostatnia kobieta u w a ­
ż a n a przez m i e s z k a ń c ó w w s i za czarownicę
umarła
przed k i l k o m a laty, a wieś opuściła prawie 20 lat te­
mu. W ś r e d n i m pokoleniu zdania na temat istnienia
czarownic i c z a r o w n i k ó w są podzielone (na 21 wypo­
wiedzi 14 osób w y r a z i ł o p e w n o ś ć lub przypuszczenie, że
istnieją). Gdy k i e d y ś s p y t a ł a m o to, po dłuższym w a ­
haniu p a d ł a o d p o w i e d ź : „musiały być, bo przecież cza­
rownica jest w szopce". Młode pokolenie w ogromnej
większości nie wierzy w to.
1

Działalność czarownic b y ł a skierowana przede wszyst­
k i m przeciwko k r o w o m , zazwyczaj polegała na zabraniu
lub zepsuciu mleka. Działo się to najczęściej w dnie
szczególnie „ d o b r e " do czarowania — wigilię św. W o j ­
ciecha, dzień ś w . Łucji, wigilię Bożego Narodzenia. Z wie­
rzeniami t y m i z w i ą z a n e b y ł y p r a k t y k i magiczne stoso­
wane celem zabezpieczenia się przed czarami oraz w y ­
krycia czarownicy. P r a k t y k tych już się nie stosuje,
z ich opisem s p o t k a ł a m się. t y l k o dwa razy; jeden z i n ­
f o r m a t o r ó w m a j ą c y obecnie 60 lat twierdzi, że jego
babka w y k r y w a ł a czarownice. I n n i starsi ludzie wiedzą,

235

I I . 9—17. Szopka, 88 X 76 cm i f i g u r k i drewniane z szopki, w y k .

że „coś" się w t y m celu robiło, ale nie p o t r a f i l i do­
k ł a d n i e j o t y m opowiedzieć. W e d ł u g relacji wspomnia­
nego wyżej informatora n a l e ż a ł o w okresie od św. Ł u c j i
(13 grudnia) do w i g i l i i Bożego Narodzenia codziennie
o d k ł a d a ć po jednej szczapce drzewa, w dzień w i g i l i j n y
t y m w ł a ś n i e drzewem rozpalić ogień i w garnuszku go­
t o w a ć szpilki krawieckie. Szpilki te tak k ł u ł y czarow­
nicę, że p r z y b i e g a ł a prosić o litość i odczynić czary.
Trzeba było jednak p a m i ę t a ć o z a m k n i ę c i u wcześniej
drzwi i okien, żeby „nie r o z d a r ł a " ze złości. Szpilek tych
nie wolno g o t o w a ć zbyt długo, bo z a k ł u ł y b y c z a r o w n i c ę
na ś m i e r ć .
Pomimo że w e d ł u g dużej części opinii wiejskiej
jeszcze po wojnie b y ł a na terenie wsi czarownica ( k i l ­
kakrotnie z a n o t o w a ł a m powtarzane z przekonaniem opo­
wiadanie o t y m , j a k diabły ją m ę c z y ł y w c h w i l i śmierci,
a w końcu u r w a ł y jej głowę), nie s p o t k a ł a m się z re­
lacją o j a k i c h k o l w i e k praktykach wymierzonych prze­

12

236

1962

r.

Jan

Bielski,

Pólrzeczki,

pow.

Limanowa.

ciwko niej.
Jest to co prawda trudne do zbadania
z w i e l u p o w o d ó w ; przede wszystkim ze w z g l ę d u na
o b a w ę i n f o r m a t o r ó w przed o ś m i e s z e n i e m , a t a k ż e ze
w z g l ę d u na i n d y w i d u a l n y charakter tego t y p u praktyk
magicznych. M i m o tych zastrzeżeń, sądzę, że należą one
już do przeszłości.
I n n y zwyczaj, k t ó r y z u p e ł n i e zaginął na wsi, to roz­
dawanie b i e d n y m w dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h i Za­
duszki specjalnie pieczonych na
blasze „placusiów"
(owsianych lub j ę c z m i e n n y c h ) z p r o ś b ą o m o d l i t w ę za
dusze* z m a r ł y c h .
Zwyczaj
p r a k t y k o w a n y był do ok.
1914 г., w okresie m i ę d z y w o j e n n y m dawano biednym
tego dnia po prostu chleb, czasem coś z odzieży lub
„10 groszy na b u ł k ę " . Po ostatniej wojnie zwyczaj zu­
p e ł n i e z a g i n ą ł („teraz już i d z i a d ó w nie ma"), na co
d e c y d u j ą c y w p ł y w m i a ł y p r z e o b r a ż e n i a gospodarczo-społeczne.
W omawianym

okresie p o j a w i ł o

się we

wsi nato-

miast k i l k a nowych z w y c z a j ó w . Najbardziej powszech­
ny, dotyczący całej społeczności wiejskiej, z w i ą z a n y jest
właśnie z dniem Wszystkich Ś w i ę t y c h . Cmentarz, tak
jak i kościół, jest w J u r k o w i e od 1913 г.; wcześniej
zmarłych chowano w Dobrej. G r o b ó w wtedy nie ubie­
rano, r ó w n i e ż nie odwiedzano ich zwyczajowo („czasem
kto poszedł, j a k k t o ś b l i s k i u m a r ł " , „telo co zawieźli
i zakopali", „ n a j w y ż e j j a k i k w i a t e k wsadzono, żeby
rósł"). Zwyczaj odwiedzania cmentarza, strojenia gro­
bów, stawiania lampek datuje się z okresu m i ę d z y w o ­
jennego. Bogatsi m i e s z k a ń c y w s i ( k t ó r y c h stać b y ł o na
kupno bibuły) j u ż w k o ń c u l a t dwudziestych zaczęli
w dniu Wszystkich Ś w i ę t y c h p r z y b i e r a ć groby bliskich
kwiatkami i szarfami z b i b u ł y , a t a k ż e z a p a l a ć na
nich świeczki. Wydaje się, że w c z e ś n i e j p o j a w i ł się z w y ­
czaj zapalania na grobach świeczek, a dopiero nieco
później przystrajania g r o b ó w . U p o w s z e c h n i ł się zwyczaj
dopiero po I I wojnie ś w i a t o w e j . Na pytanie, dlaczego
zaczęto stroić groby, informatorzy o d p o w i a d a j ą : „ d u c h o ­
w i e ń s t w o zwróciło u w a g ę , że trzeba, p r z y s z e d ł rozkaz

od biskupa", „To zniewaga dla z m a r ł y c h ludzi nie d b a ć
o g r ó b , bo to może b y ć ś w i ę t y . A poza t y m w ogóle
rodziny p o w i n n y swych k r e w n y c h s z a n o w a ć i księża
się tego t r z y m a j ą " ,
„zaczęto o p i e k o w a ć się grobami,
bo k s i ą d z m ó w i ł , a i r z ą d się nie sprzeciwia. Ludzie nak u p i ą b i b u ł y , żeby p o r o b i ć k w i a t y , j a d ą wszyscy na
groby, to p a ń s t w o zarabia na t y m " , „ t a k a moda weszła
w życie", „ k a ż d y chciał u p i ę k s z y ć swój g r ó b i tych,
co za okupacji zostali zabici" (w Jurkowie jest g r ó b
k i l k u osób zamordowanych przez h i t l e r o w c ó w ) .
Obecnie
w
dzień Wszystkich Ś w i ę t y c h
niemal
wszyscy m i e s z k a ń c y w s i idą do kościoła i na cmentarz.
Przyjeżdżają też k r e w n i z nowego miejsca zamieszka­
nia, czyli przede wszystkim z Ziem Zachodnich; z k a ż ­
dej rodziny przynajmniej jedna osoba, a często po k i l k a .
Oczywiście o d w i e d z a j ą też groby k r e w n y c h ludzie z s ą ­
siednich w s i czy miasteczek. We Wszystkich Ś w i ę t y c h
lub w p r z e d d z i e ń u p r z ą t a się groby i przystraja bardzo
bogato, najczęściej k o l o r o w y m i k w i a t k a m i z bibuły, pa­
pieru, tkaniny, często k w i a t a m i woskowanymi. Z jed-

237

I I . 18—22. Szopka k u k i e ł k o w a i f i g u r k i z tej szopki. W y k . przed

liny r o b i się w i e ń c e lub przystraja g a ł ą z k a m i . Do k r z y ż a
p r z y w i ą z u j e się szeroką w s t ę g ę z k r e p i n y w r ó ż n y c n
kolorach. Innego t y p u ozdoby, to r o ś l i n y : b i a ł e kuleczki
„śnieguliczki", w i d ł a k i i t p .
Powszechnie
zapala
się
l a m p k i l u b świece. Ludzie przyjeżdżający na groby b l i ­
skich spoza C h y ż ó w e k p r z y w o ż ą ze sobą w i e ń c e k u p o ­
wane w miastach oraz chryzantemy. Ten sposób ubie­
rania grobu u w a ż a n y
jest za „ b a r d z o p i ę k n y " , ale
m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k nie k u p u j ą ani w i e ń c ó w , ani
chryzantem. Ubieraniem g r o b ó w z a j m u j ą się w y ł ą c z n i e
kobiety, zazwyczaj starsze, p o m a g a j ą i m dzieci. Istnie­
je coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto p i ę k n i e j p r z y ­
stroi g r ó b . K a ż d a rodzina stroi „swoje groby" — r o d z i ­
ców, dzieci, w s p ó ł m a ł ż o n k a ; a jeśli nie ma kto się t y m
zająć, to t a k ż e dalszej rodziny. Ogólne zasada: „stroi
g r ó b ten, kto na gruncie siedzi".
M i e s z k a ń c y w s i t w i e r d z ą , że kolor k w i a t ó w i szarf
na grobie zależy od w i e k u z m a r ł e g o . Starszemu r o b i się
k w i a t y czarne, fioletowe lub w i n n y m ciemnym k o l o ­
rze, dzieciom i m ł o d y m ludziom — białe, p o z o s t a ł y m ,
czyli w ś r e d n i m w i e k u — kolorowe: czerwone, niebie­
skie itp. W rzeczywistości jednak nie jest to przestrze­
gane. Ogólnie panuje tendencja do niezwykle barwnego
zdobienia g r o b ó w .
Zwyczaj odwiedzania g r o b ó w , strojenia ich, sta­
wiania lampek p r z e j ę t y został z miasta, częściowo pod
w p ł y w e m Kościoła. I n t e r e s u j ą c e jest, że p r z e j ę t o sam
zwyczaj, natomiast jego strona formalna jest odmienna.
Przede wszystkim inny jest niż w m i e ś c i e sposób stro­
jenia g r o b ó w . Nawet w Dobrej, gdzie większość gro­
b ó w jest przybrana — tak j a k w C h y ż ó w k a c h — sztucz­
n y m i k w i a t a m i , szarfami z k r e p i n y i j e d l i n ą — zdecy­
dowanie p r z e w a ż a kolor czarny lub fioletowy. Charak­
terystyczne też, że pomimo pozytywnego stosunku do
ozdób miejskich ( w i e ń c ó w i chryzantem), n i k t z m i e j ­
scowych nie kupuje ich. Ostatnio księża z J u r k o w a sta­
r a j ą się w p r o w a d z i ć zwyczaj ubierania g r o b ó w ż y w y m i
k w i a t a m i zamiast sztucznych.
Nieznanym d o t ą d we wsi zwyczajem b y ł o chodzenie
po domach postaci przebranych za Stary i N o w y Rok.
K i l k a lat temu d w ó c h c h ł o p a k ó w (ok. 20 lat) wieczorem
w Sylwestra chodziło po domach d w ó c h osiedli w g ó r ­
nej części wsi. Stary Rok w k o ż u c h u wsadzonym k u ­
d ł a m i na wierzch, w masce z d ł u g ą s i w ą b r o d ą , t r z y ­

238

I I wojną

światową,

Chyżówki,

pow.

Limanowa.

m a ł w r ę k u w i e l k ą l a g ę ; Nowy Rok z u m a l o w a n ą twa­
rzą, ubrany za m ł o d e g o c h ł o p a k a , w y p y t y w a ł Starego,
j a k m u się wiodło, czy m u b y ł o dobrze przez ten rok,
na koniec go w y p ę d z a ł . Stary Rok p ł a k a ł , Nowy składał
domownikom życzenia.
Całe to przedstawienie chłopcy u r z ą d z i l i wyłącznie
dla zabawy, nie p r z y j m o w a l i od gospodarzy niczego,
„zrobili to tak j a k o ś sami od siebie".
N o w y zwyczaj w p r o w a d z i ł też inny c h ł o p a k (obec­
nie lat 23), k t ó r y przez k i l k a ostatnich lat przebierał
się 6 grudnia za św. M i k o ł a j a czy też „ d z i a d k a Mroza"
(informator u ż y w a tych o k r e ś l e ń wymiennie). Wkładał
d ł u g ą s t a r ą spódnicę, na to d ł u g ą k u r t k ę , na wierzch
n a r z u c a ł serdak barani w ł o s e m do góry. Na głowę wy­
s o k ą czapę b a r a n i ą z c z e r w o n ą o p a s k ą , b r o d ę robił ze
s k ó r y baraniej, okulary w s a d z a ł na nos, w r ę k ę brał
l a s k ę i s t a r ą t o r b ę z c u k i e r k a m i , j a b ł k a m i , ciastkami.
Głos z m i e n i a ł na „ t r z ę s ą c y " — starczy. Tak przebrany
chodził — zaproszony — do k i l k u d o m ó w , gdzie były
dzieci (w g ó r n e j części wsi).
Raz też u ś w i e t n i ł jako
dziadek M r ó z c h o i n k ę szkolną.
D w a lata t e m u d w ó c h innych m ł o d y c h mężczyzn
(z osiedla w centrum wsi) chodziło przebranych za św.
M i k o ł a j a i Diabła. D i a b e ł był w w ą z i u t k i c h czarnych
spodniach, na t w a r z y m i a ł c z e r w o n ą m a s k ę (z drewna
lipowego i baraniego k o ż u c h a , z r o b i o n ą przez jednego
z p r z e b i e r a ń c ó w ) , na nogach drewniane buty z czasów
okupacji ( „ h u p k a ł y strasznie"), w r ę k u w i d ł y i łańcuch.
D i a b e ł w c h o d z i ł ze św. M i k o ł a j e m do d o m ó w , w któ­
r y c h nie b y ł o dzieci, żeby ich nie s t r a s z y ć .
Wszyscy uczestnicy tych
przedstawień
(Mikołaj,
Stary i N o w y Rok, Diabeł) m a j ą n i e p e ł n e średnie wy­
k s z t a ł c e n i e , przez j a k i ś czas przebywali poza wsią. Skąd
znają te zwyczaje, nie u m i e j ą określić (prasa, książki,
radio, telewizja?).
Wiele dawnych o b r z ę d ó w jest w C h y ż ó w k a c h jesz­
cze obecnie p r a k t y k o w a n y c h ; większość z nich wykazuje
tendencje z a n i k a j ą c e , ale są i w p e ł n i ż y w o t n e , akcep­
towane przez wszytkie grupy w i e k u , m a j ą c e wystarcza­
j ą c e uzasadnienie w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w wsi. Nie­
liczne w y k a z u j ą nawet tendencje rozwojowe. Istotną
r o l ę - w u t r z y m a n i u n i e k t ó r y c h z w y c z a j ó w odgrywa Ko­
ściół, szczególnie jeśli o b r z ę d jest z w i ą z a n y z liturgią
kościelną. Do o b r z ę d ó w czy z w y c z a j ó w nie wykazują­
cych tendencji zanikowych m o ż n a by zaliczyć np. sta-



wianie choinki, ś w i ę c e n i e jedzenia w W i e l k ą S o b o t ę ,
święcenie kredy, wody i j a ł o w c a w dzień Trzech K r ó l i .
Tendencje rozwojowe widoczne są szczególnie w z w y czaju stawiania choinki. Charakterystycznym p r z y k ł a dem zwyczaju bardzo ż y w o t n e g o , podtrzymywanego
przez Kościół, jest procesja w Boże Ciało.
Mimo stałego, ż y w e g o p r a k t y k o w a n i a tych zwyczajów, podlegają one p e w n y m p r z e o b r a ż e n i o m , z a r ó w n o
jeśli chodzi o s t r o n ę f o r m a l n ą , j a k i uzasadnienie stosowania.
Przemiany d o k o n u j ą c e się w dziedzinie tradycyjnej
obrzędowości dorocznej we w s i C h y ż ó w k i s ą bardzo
różnorodne. U w a r u n k o w a n e s ą przede wszystkim zmianami w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i , spowodowanymi
przeobrażeniami w życiu g o s p o d a r c z o - s p o ł e c z n y m i k u l turalnym. Z m i e n i a j ą się zapatrywania ludzi, rozwija się

u m y s ł o w o ś ć . Jest to p r z y c z y n ą zaniku dotychczasowej
t r e ś c i o b r z ę d ó w , zmiany i c h funkcji. Pod o k r e ś l e n i e m
„treść społeczna z w y c z a j ó w " rozumiem rolę, j a k ą odg r y w a j ą one w ś w i a d o m o ś c i badanej zbiorowości w i e j skiej
(uzasadnienie
stosowania
zwyczajów,
motywy
s k ł a n i a j ą c e do ich przestrzegania, oceny skuteczności
i t p . ) . C a ł k o w i t a zmiana t r e ś c i obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana f u n k c j i jest w y j ą t k o w a . W ogromnej większości w y p a d k ó w n a s t ą p i ł o jedynie częściowe zatarcie dawniej
z w i ą z a n y c h z o b r z ę d e m treści. N i e k t ó r e obrzędy, ma­
j ą c e w okresie w c z e ś n i e j s z y m r ó ż n o r o d n e funkcje, obecnie spełniają t y l k o j e d n ą z nich, np. są formą r o z r y w k i ,
zabawy l u b też o t r z y m u j ą funkcję w t ó r n ą ,
Z m i e n i ł się też stosunek ludzi do o b r z ę d ó w o cha­
rakterze magicznym, w y r a ź n i e m o ż n a
zaobserwować
proces zanikania w i a r y w s k u t e c z n o ś ć obrzędu, proces
b ę d ą c y często na etapie, k t ó r y n a z w a ł a b y m „ b r a k i e m
4

239

w i a r y z r ó w n o c z e s n y m b r a k i e m niewiary". S t ą d niejed­
nokrotnie w y s t ę p u j e praktykowanie o b r z ę d ó w , bo „co
prawda nie pomogą, ale i nie z a s z k o d z ą " ; lub po p r o ­
stu dla zachowania t r a d y c j i czy z przyzwyczajenia. Na­
stępuje t u często, przy d ą ż e n i u do zachowania czysto
z e w n ę t r z n y c h form, zanik t r e ś c i zwyczaju lub prze­
kształcenie zespołu w i e r z e ń ze zwyczajem t y m z w i ą z a ­
nych.
B y w a i odwrotnie — ginie zwyczaj, z a n i k a j ą
formy z e w n ę t r z n e , pozostaje natomiast w ś w i a d o m o ś c i
ludzi obawa przed siłami magicznymi, losem, przypad­
kiem, pozostaje p r z e s ą d .
Zmienia się też społeczna ranga o b r z ę d u . Uczest­
nictwo w obrzędzie l u b p i ę k n e wykonanie przedmiotu
obrzędowego' b y ł o ź r ó d ł e m dumy i powodem w y r ó ż n i e ­
nia w społeczności wiejskiej, obecnie ogromnie zawęził
się k r ą g ludzi, dla k t ó r y c h ma to j a k i e ś znaczenie.
Jak już w s p o m n i a ł a m , większość przemian o b r z ę ­
d ó w jest odzwierciedleniem procesu ich zanikania. Wszel­
kie zasygnalizowane wyżej zjawiska zachodzące w ś w i a ­
domości m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k są w mniejszym lub
w i ę k s z y m stopniu w y n i k i e m tego procesu. Są one r ó w ­
nocześnie p r z y c z y n ą zmian w samym przebiegu o b r z ę ­
dów, zmian formalnych oraz zmian w składzie osób bio­
r ą c y c h udział w obrzędzie, z a r ó w n o
w
charakterze
uczestnika, j a k i odbiorcy.
Poniżej zestawiam te zmiany zaobserwowane w Chy­
żówkach, należy jednak p a m i ę t a ć , że w poszczególnych
o b r z ę d a c h w y s t ę p u j ą r ó w n o c z e ś n i e przemiany r ó ż n e g o
typu:
— zmienia się częstość w y s t ę p o w a n i a obrzędu, tzn.
z r e g u ł y jest on rzadziej p r a k t y k o w a n y ;
— n a s t ę p u j e zmiana w i e k u u c z e s t n i k ó w o b r z ę d u lub
rozszerzenie w i e k u ludzi, k t ó r z y obrzęd k u l t y w u j ą (naj­
częściej jest to obniżenie granicy wieku);
— w y s t ę p u j e zanik podziału w e d ł u g płci uczestni­
k ó w obrzędu;

23

240

— zmiana pozycji społecznej osób n a l e ż ą c y c h do
grupy o b r z ę d o w e j l u b w y k o n u j ą c y c h p r a k t y k i zwycza­
jowe;
— zmiana o d b i o r c ó w o b r z ę d ó w o charakterze wido­
wiskowym;
— zmiana czasu p r a k t y k o w a n i a zwyczaju;
— zmiana a k c e s o r i ó w o b r z ę d o w y c h (zarówno ma­
t e r i a ł u , j a k i sposobu wykonania);
— zmiana rodzaju o b r z ę d u , czyli np. zamiana j e d ­
nego t y p u w i d o w i s k a na i n n y ;
— zanikanie
n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w o b r z ę d u przy
r ó w n o c z e s n y m p o j a w i a n i u się nowych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
żywotnych;
— w y s t ę p o w a n i e nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h
zanikających.
Jedynym na terenie w s i C h y ż ó w k i
przykładem
c a ł k o w i t e j zmiany t r e ś c i o b r z ę d u wraz ze z m i a n ą f u n k ­
cji jest „ o g r a b e k " . Z a m o ż n i e j s i gospodarze najmowali
kobiety (dziewczęta i m ł o d e m ę ż a t k i ) do żęcia zboża;
często „ s p r a w i e n i e ograbka" b y ł o j e d y n ą przyrzeczoną
f o r m ą z a p ł a t y . „ J a k nie b y ł o s t a ć kogo na zapłacenie
za żęcie, to obiecał, że ograbek sprawi". Żęcie o d b y w a ł o
się najczęściej „przy m i e s i ą c k u " , na z a k o ń c z e n i e dziew­
częta w i ł y ze zboża, k t ó r e żęły, rodzaj w i e ń c a lub, jeśli
nie b y ł o na to czasu, to ostatni snopek u b i e r a ł y pol­
n y m i k w i a t k a m i lub przygotowanymi wcześniej k w i a t ­
k a m i z b i b u ł k i . Snopek ten p r z y n o s i ł y gospodarzowi,
ś p i e w a j ą c : „ I d z i e m a , idziema, ograbek niesiema, jak go
nie przyjmiecie, to go przepijema". Gospodarz często­
w a ł je w ó d k ą , gospodyni w y n o s i ł a kołacz z serem, chleb,
k i e ł b a s ę i t p . ; umawiano się, że za k i l k a d n i gospodarze
u r z ą d z ą z a b a w ę u siebie w domu lub w karczmie. Przez
ten czas kobiety u w i ł y ze snopka „ o g r a b e k " , przy­
stroiły k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i , k o g u t k a m i z sera. W u m ó ­
wiony dzień p r z y n o s i ł y go gospodyni ś p i e w a j ą c specjal-

24

II, 23—25. „Żywa szopka" z Lubomierza, pow. L i m a n o w a (na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym przez
Muzeum i m . Wł. Orkana w Rabce, 1971 г.).

ne na tę okazję piosenki. P r z y c h o d z i ł a muzyka, scho­
dzili się chłopcy i dziewczęta z całej wsi, a czasem tak­
że z sąsiednich („jak ograbek b y ł na Wilczycach, to
Chyszówki szły"). Dziewczęta, k t ó r e p r a c o w a ł y , po kolei
tańczyły z ograbkiem na głowie, ś p i e w a j ą c okoliczno­
ściowe piosenki, пр.:
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty jest ł a d n y ,
Bo cie ta u w i ł y
Te chysowskie panny.
A ty, ograbecku,
Bardzoś ty ubity,
Bo cie ta u w i ł y
Chysowskie kobity.
Gospodyni częstowała (wódka, kołacz, kawa l u b her­
bata, czasem kiełbasa, piwo itp.); p o c z ę s t u n e k dosta­
wały tylko najęte do pracy kobiety, ale t a ń c z y l i wszys­
cy, nigdy nikogo nie wypraszano; za m u z y k ę płacili
mężczyźni („hulali do rana").
Ograbek w tej formie o d b y w a ł się do I I wojny
światowej, ale już w latach trzydziestych b y ł rzadziej
organizowany.
Był on f o r m ą z a p ł a t y za żęcie zboża,
a jednocześnie spełniał rolę zwyczaju towarzyskiego. Na
ograbek przychodził kawaler, k t ó r y „chciał se p o s z u k a ć
dziewkę" i panna, „której kawaler b y ł potrzebny", przy­
chodzili wszyscy, którzy m i e l i ochotę p o t a ń c z y ć . Ogra­
bek sprawiali średnio zamożni gospodarze; informatorzy

t w i e r d z ą , że nigdy ci najbogatsi (bardzo zresztą nielicz­
ni), „ b o g a t e m u żal było pieniędzy". R ó w n i e ż z najbo­
gatszych d o m ó w nie przychodzili tańczyć, „bo i m wstyd
było, że bogacz idzie do biedaka".
Po ostatniej wojnie k i l k a razy s p r a w i a ł ograbek
ksiądz. Zabawa o d b y w a ł a się u k t ó r e g o ś z gospodarzy.
Zaproszeni
byli wyłącznie
ludzie, k t ó r z y pracowali,
z r o d z i n ą . I n n i , nieliczni, jeśli chcieli się p o b a w i ć , pro­
sili o pozwolenie pozostania.
Obecnie o g r a b k ó w „nie sprawia się", natomiast k o ­
biety w i j ą czasem sam wieniec i wieszają w izbie dla
ozdoby.
Od 1965 r. co r o k u organizowane są uroczyste do­
żynki — powiatowe lub rejonowe. O d b y w a j ą się one
w r ó ż n y c h wsiach (1965 — w J o d ł o w n i k u , 1966 i 1968 —
w Jurkowie, 1969 — w Dobrej, 1970 — we wschodniej
części powiatu). Najbardziej uroczyste dożynki — we­
dług
oceny
mieszkańców Chyżówek
— odbyły się
w 1968 r. w Jurkowie. Na p o c z ą t k u uroczystości prze­
wodniczący Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej
p r z y w i t a ł zebranych, wygłosił p r z e m ó w i e n i e ; n a s t ę p n i e
delegacje kobiet z poszczególnych w s i wręczały wieńce
miejscowym w ł a d z o m i przedstawicielom powiatu. K a ż d a
delegacja w r ę c z a j ą c wieniec ś p i e w a ł a ułożone wcześniej
p r z y ś p i e w k i . Na z a k o ń c z e n i e uroczystości przedstawione
zostało widowisko regionalne: wesele Jurkowskie, przy­
gotowane przez Koło G o s p o d y ń Wiejskich z Jurkowa.
R ó w n o c z e ś n i e czynna b y ł a w Jurkowie wystawa r o l ­
nicza: upraw, o g r ó d k ó w kwiatowych
i warzywnych,
z w i e r z ą t hodowlanych i t d .

241

Wieńce z C h y ż ó w e k p r z y g o t o w y w a ł a 31-letnia obec­
nie kobieta, sekretarz K o ł a G o s p o d y ń Wiejskich. Nigdy
dawniej nie w i ł a o g r a b k ó w . „ T a k sama ze siebie" się
nauczyła, w j a k i e j ś gazecie w i d z i a ł a takie w i e ń c e . Nie­
k t ó r e ograbki przygotowane na d o ż y n k i przez chyżow i a n k i , tak j a k i przez j u r k o w i a n k i , m i a ł y k s z t a ł t zu­
p e ł n i e odmienny od tradycyjnego. P o s i a d a ł y f o r m ę fe­
retronu, zdobione były k w i a t a m i , w s t ą ż k a m i i serkami
owczymi w k s z t a ł c i e k o g u t ó w , jeleni i gołębi. Na szczy­
cie w i d n i a ł orzeł, pomalowany na biało. Szczyt ograbka
z Półrzeczek zdobiła figurka g ó r a l a w stroju p o d h a l a ń ­
skim, z c i u p a g ą . Inne ograbki b y ł y u w i t e w e d ł u g daw­
nych w z o r ó w , jednak w centralnym punkcie m i a ł y m o ­
t y w orła zrobionego z kłosów.
P r z y ś p i e w k i ułożone przez kobiety z C h y ż ó w e k nie
m i a ł y absolutnie nic w s p ó l n e g o z tradycyjnymi. Prześ p i e w k i te ( a u t o r k ą ich b y ł a ta sama kobieta, k t ó r a
w i ł a wieńce), z a w i e r a ł y p o d z i ę k o w a n i a , a r ó w n o c z e ś n i e
p r o ś b y do w ł a d z gromadzkich i p o w i a t o w y c h o takie
inwestycje, j a k budowa drogi czy elektryfikacja w s i .
Oto p r z y k ł a d :
Nie damy spokoju dziś c a ł e m u ś w i a t u ,
W i t a m y też p i ę k n i e tych gości z powiatu.
W y szanowni goście i powiecie drogi,
Byście zobaczyli jakie mamy drogi.
Nie rób nam powiecie tyle n a u m y ś l n i e ,
Niechże na C h y ż ó w k a c h też ś w i a t ł o zabłyśnie.
Ten kochany p o w i a t c h w a l i ć t e ż b ę d z i e m y ,
Za t o co nam zrobią z góry d z i ę k u j e m y .
Jeszcze m y t u dzisiaj k o m u ś z a ś p i e w a m y
I n a s z ą milicję t r o c h ę poruszamy.

242

Kochana w ł a d z u c h n o , rządzisz n a m i ł a d n i e ,
Czasem nam mandacik do kieszeni wpadnie.
Lecz na was i za to k a ż d y dobrze patrzy,
Niech się dobrze wiedzie w waszej trudnej pracy.
W s p ó ł c z e s n e d o ż y n k i s ą tak o d r ę b n e od dawnego
ograbka, że w ł a ś c i w i e m o ż n a by chyba m ó w i ć o cał­
k i e m i n n y m zwyczaju. W y s t ę p u j e t u z u p e ł n y zanik tre­
ści obrzędu, c a ł k o w i t a zmiana jego f u n k c j i , a także
w y p ł y w a j ą c a z tego zmiana a k c e s o r i ó w .
C h a r a k t e r y s t y c z n ą i l u s t r a c j ą przemian w obrzędo­
wości jest zwyczaj k o l ę d o w a n i a . We w s i chodziły po
domach g r u p y k o l ę d n i c z e r ó ż n e g o rodzaju, a w i ę c z szop­
ką, grupy p r z e b i e r a ń c ó w : Ż y d z B y k i e m , Cygan z Kozą,
czasem t a k ż e inne postacie, chłopcy z g w i a z d ą , chłopcy
przebrani za Trzech K r ó l i . Ostatnio — t a k ż e grupa ko­
lędnicza „ ż y w a szopka". Grupy te zaczynały dawniej
chodzić w d z i e ń Bożego Narodzenia, od lat trzydzie­
stych pod w p ł y w e m księży — w dzień ś w . Szczepana
(bo „Boże Narodzenie to strasznie wielkie święto"),
a k o ń c z y ł y w Trzech K r ó l i .
Z a c h o w a ł a się jeszcze w C h y ż ó w k a c h jedna szopka
z kukiełkami.
Chodziło z n i ą k i l k u mężczyzn, często
starszych. Jeden, w ł a ś c i c i e l szopki, „puszczał l a l k i " (by­
ło i c h ponad 20) m ó w i ą c i ś p i e w a j ą c odpowiednie tek­
sty, d w ó c h i n n y c h m ę ż c z y z n p o m a g a ł o . Zawsze towa­
r z y s z y ł a i m muzyka. Przedstawienie szopkarskie odby­
w a ł o się w izbie, najczęściej proszono szopkarzy do
t y c h d o m ó w , gdzie b y ł y m a ł e dzieci. Często, gdy szopkarze d a w a l i przedstawienie, schodzili się ludzie z ca­
łego osiedla. Zwyczaj chodzenia z szopką zaginął. Ostat­
n i raz szopkaree chodzili w czasie okupacji.

U. 26. Dziady S m i g u ś n e z Dobrej, pow. Limanowa. W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizowanym
przez Muzeum i m . W l . Orkana w Rabce. U . 27. „ Ż y w a szopka" ze Szczawy, pow. Limanowa.

Najpopularniejsze do ostatnich lat grupy kolędnicze
stanowili Żyd z B y k i e m , l u b Cygan z K o z ą ; b y w a ł o , że
chodzili także razem. Ż y d m i a ł m a s k ę na twarzy, na
plecach garb, ubrany b y ł w j a k i ś ciemny c h a ł a t , w r ę ­
ku trzymał torbę i „berło". Zawsze m i a ł s k ó r k ę z jeża
(„wszyscy go skubali, to m u s i a ł się czymś b r o n i ć " ) , cza­
sem również z jeża b r o d ę . Cygan b y ł cały wysmaro­
wany, miał psa zrobionego z k o ż u c h a , wypchanego sło­
mą, włóczył go za sobą na ł a ń c u s z k u („nóg to nie m i a ­
ło"). Byk i Koza były „ p i ę k n i e wyszykowane", z k ł a ­
piącą dolną szczęką. Z g r u p ą zawsze szła muzyka (basy,
skrzypce, czasem harmonia). Podchodzili pod okno ś p i e ­
wając kolędy. J e ś l i ich zaproszono do ś r o d k a , zaczynali
przedstawienie. Było ono bardzo r ó ż n e , w dużej mierze
zależało od inwencji a k t o r ó w . Więc np. Ż y d w c h o d z i ł
do izby wciągając Byczka, k t ó r y z p o c z ą t k u nie m ó g ł
się zmieścić, n a s t ę p n i e Ż y d s p r z e d a w a ł r ó ż n e przed­
mioty, lekarstwa, zbierał s k ó r k i z zająca. Cygan wcho­
dził ciągnąc swojego „ n i b y psa", u d a w a ł , że „ t o " nie
może wejść, szarpał tak, żeby poleciało na panny. Koza
wchodziła do domu, wszędzie z a g l ą d a ł a , w s k a k i w a ł a na
piec, na łóżko („jak zgrabny c h ł o p a k był"), b o d ł a co
ładniejsze panny. Ż y d p r o s i ł o wiaderko, doił kozę l u b
byczka. Cygan „ w y z g a r n i a ł " wszystkie panny w jeden
kąt, po czym k o p n i ę t y przez kozę, w y w r a c a ł się na
dziewczęta z w i a d r e m p e ł n y m wody. P r z y n o s i ł z d r u ­
giego pokoju ze skrzyni rzeczy gospodarza i chciał m u
je sprzedawać, Żyd bił go za k r a d z i e ż . Ż y d zachwa­
lając h a n d l o w a ł byczkiem czy kozą, z w i e r z ę zdychało,
Żyd je cucił odczyniając u r o k i i t p .
W skład tej grupy k o l ę d n i c z e j wchodzili mężczyźni
dorośli, kawalerowie i żonaci. Z d a r z a ł o się, że b y l i to

mężczyźni w ś r e d n i m w i e k u . Chodzili po domach od
wieczora przez całą noc. W osiedlu, k t ó r e odwiedzili,
szli „za p o r z ą d k i e m " od domu do domu, nikogo nie
opuszczając, żeby „ d e s p e k t u nie było". Zazwyczaj wie­
dzieli, gdzie gospodarze ich zaproszą, więc szli tam na
k o ń c u . W innych domach ś p i e w a l i k o l ę d y i dawali k r ó ­
ciutkie przedstawienie t y l k o pod oknami. Tam, gdzie
ich wpuszczono, po przedstawieniu t a ń c z o n o do rana.
Zawsze
c z ę s t o w a n o k o l ę d n i k ó w w ó d k ą i jedzeniem,
a t a k ż e wynagradzano ich p i e n i ę d z m i . J e ś l i gospodarz
zaprosił k o l ę d n i k ó w do izby, m u s i a ł i m oczywiście w i ę ­
cej zapłacić niż za przedstawienie pod oknami (pod
oknami 10—20 zł, w domu ok. 50 zł).
W C h y ż ó w k a c h jeszcze przed paroma laty chodziły
takie grupy kolędnicze. Do I I w o j n y ś w i a t o w e j b y ł z w y ­
czaj, że ten sam mężczyzna przez wiele lat chodził „za
Ż y d a " , „pod k o z ę " i t d . Istnieje nawet nazwa „ B a r a n ó w k a " , k t ó r a wzięła podobno swój p o c z ą t e k od prze­
zwiska „ B a r a n " , nadanego gospodarzowi, gdyż stale
chodził po kolędzie „pod barana" (co świadczyłoby o
uczestnictwie takiej postaci w przedstawieniu k o l ę d n i ­
czym). Gospodarz ten u m a r ł ok. 40 lat temu. Żyje na­
tomiast jeszcze mężczyzna, na k t ó r e g o wołają „ C y g a n e k
od Copka", p o n i e w a ż p r z e b i e r a ł się za Cygana (mieszka
na osiedlu „u Copka").
J e ś l i chodzi o ocenę sytuacji społecznej członków
grupy o b r z ę d o w e j , istnieją r o z b i e ż n e zdania. Część i n ­
f o r m a t o r ó w twierdzi, że po kolędzie chodzili t y l k o l u ­
dzie biedni, druga część — że stan m a j ą t k o w y nie m i a ł
ż a d n e g o znaczenia. Żyjący jeszcze członkowie tych grup
czują się nieco u r a ż e n i stwierdzeniem, że chodzili, aby
zarobić t r o c h ę pieniędzy. Jako główny cel p o d a j ą m o ż -

243

liwość
zabawy, r o z r y w k i , „ p o h u l a n i a " .
Niewątpliwie
jednak r ó w n i e w a ż n y m celem — przynajmniej u nie­
k t ó r y c h grup — było zdobycie p i e n i ę d z y . T y m bardziej
że wszyscy informatorzy zgodnie t w i e r d z ą , że po k o l ę ­
dzie nie chodzili gospodarze najbogatsi ani i c h syno­
wie.
W s p o m n i e ć należy jednak, że przy obsadzaniu po­
szczególnych r ó l w przedstawieniu k o l ę d n i c z y m istotne
znaczenie m i a ł y zdolności aktorskie, a więc odpowiedni
sposób odegrania postaci, zręczność, inwencja, u m i e ­
jętność ładnego śpiewu itp.
Po I I wojnie ś w i a t o w e j ogromnie z m n i e j s z y ł a się
ilość grup kolędniczych. Poza t y m organizowane są one
sporadycznie, nie m a j ą ż a d n y c h cech t r w a ł o ś c i . Cel
tworzenia tych grup jest w y ł ą c z n i e r o z r y w k o w y . W skład
grupy w c h o d z ą t y l k o młodzi mężczyźni (18—30 lat). K o ­
lędnicy i d ą do gospodarzy, k t ó r z y ich wcześniej zapro­
s i l i ; jednego wieczoru o d w i e d z a j ą t y l k o jeden dom. Nie
o t r z y m u j ą wynagrodzenia, są jedynie ugaszczani przez
d o m o w n i k ó w . Muzyce p ł a c ą t a ń c z ą c y . Z m i e n i ł o się t r o ­
chę przebranie a k t o r ó w , t o w a r z y s z ą c a muzyka to akor­
deon i „bobon".
W 1969 r. we w s i chodziła t y l k o jedna grupa k o l ę d ­
nicza. Charakterystyczne, że b y ł a to tzw. „ ż y w a szopka".
Dawniej na terenie C h y ż ó w e k nie było takich grup. Cza­
sami jedynie przychodzili k o l ę d n i c y z „ ż y w ą s z o p k ą "
z innych wsi — z Kamienicy, Szczawy, Zalesia. Była to
zawsze duża grupa (ok. 20 osób), przedstawienie t r w a ł o
„strasznie długo" i trzeba było i m drogo zapłacić. Do
domu więc zapraszali ich nieliczni, najczęściej k r e w n i
lub znajomi.

I I . 28. Dziady Ś m i g u ś n e z Dobrej, pow. L i m a n o w a .
W y s t ę p na konkursie o b r z ę d ó w dorocznych organizo­
w a n y m przez Muz. i m . Wł. Orkana w Rabce 1971 r.

W s p ó ł c z e s n a „ ż y w a szopka" została zorganizowana
przez dwudziestokilkuletniego mężczyznę, k t ó r y pochodzi
z M ł y ń c z y s k (wsi oddalonej o k i l k a n a ś c i e k i l o m e t r ó w ) ,
a „ożenił się do C h y ż ó w e k " . Grupa w z o r o w a ł a się na
dawnych przedstawieniach pokazywanych w M ł y ń c z y skach. J e d n ą z r ó l , n a j w a ż n i e j s z ą a zarazem n a j t r u d ­
niejszą (Żyda), o d g r y w a ł c h ł o p a k z tej w s i , k r e w n y
organizatora.
Prócz
niego w przedstawieniu wzięło
u d z i a ł d z i e w i ę c i u m ł o d y c h mężczyzn (w większości k a ­
walerowie). Sytuacja materialna nie m i a ł a ż a d n e g o zna­
czenia w wyborze a k t o r ó w . W y s t ę p o w a l i t y l k o „ n a za­
proszenie". Uczestnicy t w i e r d z ą , że „ ż y w a szopka" jest
ł a d n i e j s z a , „ m o ż n a coś p o k a z a ć " , dlatego w y b r a l i w ł a ­
śnie to przedstawienie. Wzięły w n i m udział n a s t ę p u ­
j ą c e postacie:
czterej Pastuszkowie, Anioł, M i l i c j a n t -Hetman,
k r ó l Herod, dwaj S ł u d z y - Ż o ł n i e r z e , Żyd,
Ś m i e r ć , Diabeł, Cygan, Cyganka, Czarownica.
P u b l i c z n o ś ć b y ł a liczna, z całego osiedla, a także
s ą s i e d n i c h ; p r z y s z ł o też k i l k u w i d z ó w (znajomych) z i n ­
nych w s i . Reakcja publiczności b y ł a bardzo ż y w a , szcze­
gólnie w miejscach, w k t ó r y c h aktorzy w t r ą c a l i j a k ą ś
u w a g ę dotyczącą kogoś z C h y ż ó w e k . C a ł e przedstawie­
nie, k t ó r e m i a ł o t r a d y c y j n y schemat, w y p e ł n i o n e było
z a i m p r o w i z o w a n y m i ż a r t a m i i dowcipami.
W ostatnim r o k u we w s i nie c h o d z i ł a ż a d n a grupa
kolędnicza, z w y j ą t k i e m „ g w i a ź d z i a r z y " . Uczestnicy ze­
szłorocznego przedstawienia t w i e r d z ą , że „nie ma k t o "
tego r o b i ć , organizator poprzedniej „żywej szopki" prze­
niósł się na Ziemie Zachodnie, inny członek zespołu
ożenił się, jeszcze i n n e m u „coś w y p a d ł o " . Nie są zde­
cydowani, czy w p r z y s z ł y m r o k u b ę d ą p r z y g o t o w y w a ć
j a k i e ś przedstawienie.
Innego t y p u o b r z ę d e m k o l ę d n i c z y m jest chodzenie
po domach c h ł o p c ó w z g w i a z d ą ; chodzą oni po dwóch,
trzech, zbliżają się pod okna i k r ę c ą c rozświetloną
g w i a z d ę ś p i e w a j ą kolędy. Jest to zwyczaj dawny, nadal
p r a k t y k o w a n y , lecz nieco rzadziej. Obecnie chodzą „za
g w i a ź d z i a r z y " chłopcy w w i e k u 9—12 lat, przed w o j n ą
t a k ż e nieco starsi. Daje i m się za to „ze 2 złote", przed
w o j n ą „z 10 groszy". Zwyczaj ten ma charakter w y ­
bitnie zarobkowy: przed w o j n ą „ g w i a ź d z i a r z a m i " b y l i
synowie n i e z a m o ż n y c h gospodarzy, obecnie po prostu
chłopcy, k t ó r z y chcą „ z e b r a ć t r o c h ę grosza". Podobnie
w y ł ą c z n i e zarobkowy charakter m i a ł o dawniej i ma
obecnie przebieranie się 6 stycznia za Trzech Króli
(długie szaty, m a s k i na t w a r z y , b e r ł o w r ę k u ) i śpie­
wanie po domach kolęd z w i ą z a n y c h z t y m ś w i ę t e m . Za
Trzech K r ó l i zawsze chodzili chłopcy w w i e k u szkol­
nym. Obecnie zwyczaj zanika — coraz mniej jest ta­
kich przebierańców.
O b r z ę d y k o l ę d n i c z e są i l u s t r a c j ą r ó ż n e g o t y p u prze­
mian. W y s t ę p u j ą w i ę c rzadziej, z m i e n i ł się czas prak­
tykowania o b r z ę d u , zmienia się w i e k u c z e s t n i k ó w , od­
biorcy w i d o w i s k nie są p r z y p a d k o w i (miejsce w y s t ę p u
jest w c z e ś n i e j uzgodnione), p o j a w i ł y się nowe obrzędy,
j a k „ ż y w a szopka", a r ó w n o c z e ś n i e n i e k t ó r e stare prze­
stano k u l t y w o w a ć (szopka k u k i e ł k o w a ) , z a n i k ł y po­
działy społeczne w grupach k o l ę d n i c z y c h , stroje, maski
i inne akcesoria w w i ę k s z y m niż dawniej stopniu są
kupowane w mieście, a t a k ż e m a t e r i a ł , z k t ó r e g o są
wyrabiane, obecnie jest często pochodzenia miejskiego.
Częściowo z m i e n i ł się t a k ż e cel o b r z ę d u .
Zdecydowanie zaś nie n a s t ą p i ł a zmiana płci w skła­
dzie grup o b r z ę d o w y c h .
Zawsze a k t o r a m i b y l i i są
obecnie mężczyźni l u b chłopcy, bez w z g l ę d u na to, czy
rola jest kobieca, czy m ę s k a . Na pytanie, dlaczego ko­
biety nie chodzą po kolędzie, z r e g u ł y pada odpowiedź
w rodzaju: „gdzie by t a m baby chodziły", „ludzie by
się ś m i a l i " i t p . W jednej z pobliskich w s i natomiast

244

(Lubomierz) w skład grupy kolędniczej „ ż y w a szopka"
wchodzi dziewczyna, g r a j ą c a r o l ę A n i o ł a i Ż o n y Heroda.
Cel przedstawienia tak przygotowanego b y ł jednak zde­
cydowanie odmienny, z m i e n i ł a się z u p e ł n i e jego f u n k ­
cja, p o n i e w a ż b y ł pokazywany na konkursie l u d o w y c h
obrzędów dorocznych, organizowanych przez Muzeum
im. W ł a d y s ł a w a Orkana w Rabce.
Podobne p r z e o b r a ż e n i a , j a k w o b r z ę d a c h k o l ę d n i ­
czych, m o ż n a też z a o b s e r w o w a ć w zwyczaju „chodzenia
po śmiguście". W C h y ż ó w k a c h w P o n i e d z i a ł e k W i e l k a ­
nocny chodzili p r z e b i e r a ń c y dwojakiego rodzaju: „ d z i a ­
dy ś m i g u ś n e " i Cyganie. B y l i to w y ł ą c z n i e młodzi m ę ż ­
czyźni; najczęściej kawalerowie, ale nieraz t a k ż e ż o ­
naci.
Dziad w k ł a d a ł „ s t a r g a n e spodnie", serdak w ł o s e m
na wierzch, nogi o w i j a ł słomą, nieraz t a k ż e cały się
opasywał p o w r ó s ł a m i , na t w a r z y m i a ł m a s k ę , n a j c z ę ­
ściej z baraniego k o ż u s z k a , na g ł o w i e w y s o k ą c z a p k ę
słomianą, z a k o ń c z o n ą trzema s ł o m i a n y m i warkoczami,
p r z y b r a n ą w s t ą ż k a m i z czerwonej k r e p i n y . W r ę k u k i j
i koszyk o w i n i ę t y słomą, czasami też specjalnie zro­
biona sikawka. Niekiedy D z i a d o w i t o w a r z y s z y ł a Dziadówka, podobnie ubrana, lecz w s p ó d n i c y . Niosła na
r ę k u l u b na plecach dziecko — k u k ł ę ze szmat.
Cyganie też chodzili w maskach, czasem uczernieni
sadzami l u b w ę g l e m . „ J a k z m y ś l n y kawaler b y ł " , to
twarz p r z y k r y ł c i e n k ą s k ó r k ą , w y s m a r o w a n ą czasem
m a z i d ł e m z tłuszczu i sadzy l u b p a s t ą do b u t ó w i po­
tem „ w y c a ł o w a ł panny". Cyganka, tak j a k D z i a d ó w k a ,
niosła dziecko, często m i a ł a w i e l k i brzuch. Czasami
towarzyszył i m „ z i a n d a r " , po I I wojnie ś w i a t o w e j za­
mieniony na M i l i c j a n t a . Gdy Cygan l u b Cyganka coś
ukradli, M i l i c j a n t i c h gonił, ł a p a ł , b i ł i t p .
S m i g u ś n i c y zaczynali chodzić po domach o świcie,
czasem jeszcze w nocy, k o ń c z y l i około godziny 9—10.
Z a r ó w n o Dziady j a k i Cyganie podchodzili pod okno,
czasami wchodzili do izby. Dziady „ t u r c z a ł y " ( t r r r r r r ) ,
prosiły o jajeczko. Domownicy, szczególnie d z i e w c z ę t a ,
polewali ś m i g u ś n i k ó w w o d ą , a s m i g u ś n i c y d o m o w n i ­
ków. J e ś l i było ciepło, to Dziad czy Cygan w c i ą g a ł k o ­
biety do rzeki; „ w y h u l a ł się z n i ą po wodzie", dziew­
czyna p r ó b o w a ł a ś c i ą g n ą ć m u m a s k ę , żeby r o z p o z n a ć ,
kto się p r z e b r a ł . Cyganie u d a w a l i , że k r a d n ą , Cygan
bił C y g a n k ę , potem nad n i ą p ł a k a ł , czasem Cyganka
kładła się do łóżka i u d a w a ł a , że rodzi. „ P r z e d s t a w i e ­
nie" zależało oczywiście od p o m y s ł o w o ś c i ś m i g u ś n i k ó w .
„Największą r a d o ś ć " s m i g u ś n i c y m i e l i , gdy domow­
nicy jeszcze spali. J e ś l i d r z w i nie b y ł y z a m k n i ę t e , to
polewali ich na łóżkach. „ J a k panny b y ł y zuchowate"
i wcześniej wody n a n i o s ł y , to p o w y l e w a l i , „ n i e r a z po
kolana wody w izbie b y ł o " . „Robili despety, w y b r y k i " ,
np. k i e d y ś p o p r z e w i ą z y w a l i psy z jednego osiedla na
drugie. „ U ś m i a ł się człowiek, m ł o d y był, to go cie­
szyło".
Ś m i g u ś n i k o m dawano j a j k a — z a r ó w n o Dziadom,
jak i Cyganom. Z r e s z t ą o n i w c h o d z ą c do domu l u b pod
oknami m ó w i l i : „ m o j a gosposiu, dajcie m i też jajeczko".
Potem dzielili się t y m i j a j k a m i l u b w s p ó l n i e s m a ż y l i
(„mieli m y ś w i ę t a " ) . Nie wszystkie grupy jednak zbie­
r a ł y jajka, n i e k t ó r z y „ t y l k o dla hecy szli", niosąc ze
sobą dziurawy koszyk.
K i l k a l a t temu jeden z m i e s z k a ń c ó w w s i (pracu­
jący sezonowo pod K r a k o w e m ) w p r o w a d z i ł
zwyczaj
przebierania się w P o n i e d z i a ł e k Wielkanocny za Diabła,
k t ó r y t o w a r z y s z y ł Cyganom i M i l i c j a n t o w i .
Obecnie coraz, mniej jest ś m i g u ś n i k ó w i chodzą co­
raz rzadziej. Zdecydowanie zanika zarobkowa funkcja
obrzędu, w y b i j a się natomiast — dawniej zresztą r ó w ­
nież bardzo istotna — funkcja zabawowa. Z a n i k ł a na-

I I . 29. Dziady Ś m i g u ś n e . Dobra, pow. Limanowa, 1912 r.

tomiast j u ż zupełnie magiczna rola o b r z ę d u ; pozosta­
łości jej m o ż n a dostrzec w wypowiedzi 62-letniego i n ­
formatora: „ d a w n i e j j a k nie było Dziada po śmiguście,
to j u ż b y ł zły rok", przewidywano wtedy nieurodzaj.
Jak w s p o m n i a ł a m , p o j a w i a j ą się teraz nowe postacie
w ś r ó d ś m i g u ś n i k ó w , zmienia się nieco ich ubiór i akce­
soria o b r z ę d o w e (maski kupne, obok drewnianych sika­
wek p o j a w i ł y się żelazne). Natomiast tak j a k przy ob­
r z ę d a c h k o l ę d n i c z y c h , nie z m i e n i ł a się płeć uczestników.
Tendencje do zaniku p o d z i a ł u uczestnictwa w e d ł u g
płci w y k a z u j ą takie zwyczaje, j a k święcenie palm
w Niedzielę P a l m o w ą czy ziela w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej.
Wykonanie i zaniesienie palmy do kościoła należało
tradycyjnie do mężczyzn, szczególnie zajmowali się t y m
kawalerowie, jeśli jednak nie było w domu c h ł o p a k ó w ,
to gospodarz l u b ojciec gospodarza. Palma b y ł a zrobio­
na z g a ł ą z e k wierzby z baziami („bagniota", „ p a l m y " ) ,
p r z y w i ą z a n y c h do długiego k i j a , u góry ozdobiona p ę ­
k i e m trzciny wodnej. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m dla
ozdoby dodawano k i l k a sztucznych k w i a t k ó w i p ę k
w s t ą ż e k , p o c z ą t k o w o z kolorowej bibuły, po I I wojnie
ś w i a t o w e j najczęściej jedwabnych. Całość b y ł a o k r ę c o n a
biczem konopnym l u b l n i a n y m , a od lat dwudziestych
zaczęto t a k ż e u ż y w a ć b a t ó w rzemiennych. Bazie zry­
w a l i chłopcy „po miedzach" l u b hodowali specjalnie
przy domach; t r z c i n ę kupowano na targach w Dobrej,
Skrzydlnej l u b L i m a n o w e j .
Palmy b y ł y różnej długości, od pół metra do ok.
4 m. I m w i ę k s z e , t y m piękniejsze, powszechnie więc
kawalerowie starali się, by sięgały tęczy w kościele.
I s t n i a ł o coś w rodzaju w s p ó ł z a w o d n i c t w a , kto zrobi
p i ę k n i e j s z ą . „ C z y m k t o m a wyższą, to honorniejsze".
Starsi gospodarze nieśli palmy k r ó t k i e , „takie że pod

245

p a z u c h ę w e ź m i e " , „gdzie by stary takie duże niósł".
W okresie Polski Ludowej coraz więcej m ł o d y c h m ę ż ­
czyzn „wstydziło s i ę " iść z p a l m ą do kościoła, r o b i l i je
mniejsze, często jedynie pod naciskiem starszej gene­
racji. Obecnie bardzo niewielka ilość m ł o d y c h mężczyzn
niesie p a l m ę . Zazwyczaj r o b i ą to starsi gospodarze lub
m a ł e chłopaczki; gdy chłopiec kończy szkołę podstawo­
wą, przestaje nosić p a l m ę , a nieraz i w c z e ś n i e j . Zdarza
się też, że niosą p a l e m k ę (małą wtedy i raczej skromnie
zdobioną) starsze kobiety l u b m a ł e dziewczynki. Coraz
mniej jest w a ż n e , k t o niesie p a l m ę i j a k ona w y g l ą d a .
Starsze pokolenie zachowuje dawny zwyczaj dla celów
magicznych l u b dla tradycji. Młodsze — najczęściej ze
w z g l ę d u na ojca czy m a t k ę .
Oprócz — j a k j u ż w s p o m n i a ł a m — zanikania na­
kazu p r a k t y k o w a n i a o b r z ę d u przez mężczyzn, w y r a ź n y
jest t u proces przemian a k c e s o r i ó w , czyli w t y m w y ­
padku samej palmy. Z n a j w i ę k s z ą dbałością palmy r o ­
bione b y ł y w okresie m i ę d z y w o j e n n y m . Obecnie sam
zwyczaj jest jeszcze ż y w y , ale w c a ł y m kościele t y l k o
k i l k a palm jest rzeczywiście wysokich.
Zanika też powoli zespół w i e r z e ń z w i ą z a n y c h z ma­
gicznymi t r e ś c i a m i obrzędu. Po p r z y j ś c i u do domu p a l ­
m ą uderzano k r o w y , „żeby się d a r z y ł y " . Biczem, k t ó r y m
palma b y ł a o w i ą z a n a , w y p ę d z a n o pierwszy raz b y d ł o
na pastwisko, żeby „nie s k a k a ł o bardzo, nie gziło się",
żeby nic się nie stało b y d l ę c i u ani pasterzowi. Batem
t y m robiono też k r z y ż przed k o n i e m za k a ż d y m razem,
gdy gdzieś m i a ł j e c h a ć . W W i e l k ą S o b o t ę „ g ł o w i o n k i "
z palmy wielkanocnej opalano w p o ś w i ę c a n y m ogniu
koło kościoła, po czym robiono z nich k r z y ż y k i , d o d a j ą c
trzciny i kwiatuszek l u b w s t ą ż k ę . K r z y ż y k i te w k ł a d a n o
w pola, gdzie były zasiane oziminy; m i a ł y one powstrzy­
m y w a ć burze i grady, a t a k ż e s p r a w i a ć urodzaj. W W i e l ­
k ą Sobotę wieszano t a k ż e m a ł e k r z y ż y k i z p a l m na
szczycie domu l u b nad drzwiami, by c h r o n i ć dom przed
piorunem, przed p o ż a r e m („nic nie ma mocy, bo k r z y ż y k
poświęcony", „ k t o m a dom pod s ł o m ą l u b pod gontem,
to r o b i k r z y ż y k i ; m y w zeszłym r o k u p o k r y l i ś m y dach
eternitem, to j u ż nie musimy"). K a w a ł e c z e k palmy (lub
ziela święconego 15 V I I I ) k ł a d ł o się pod p i e r w s z ą skibę.
Większość z p o w y ż s z y c h p r a k t y k jest przez star­
szych gospodarzy nadal stosowana, a często t a k ż e przez
ś r e d n i e pokolenie, t y l k o z mniejszym przekonaniem l u b
zupełnie bez w i a r y w s k u t e c z n o ś ć zabiegów. Natomiast
młodzi rzadko je stosują, w i e l u m ł o d y c h w w i e k u 15—
20 lat w ogóle z w y c z a j ó w tych nie zna.
O ile robienie i zanoszenie p a l m wielkanocnych do
kościoła należało do mężczyzn, o tyle zbieranie r o ś l i n
i zanoszenie i c h do ś w i ę c e n i a w dzień M a t k i Boskiej
Zielnej (15 sierpnia — W n i e b o w z i ę c i e M B ) — do k o ­
biet. M o ż e m y t u o b s e r w o w a ć t a k i sam proces zmian
stosunku ludności do zwyczaju. Dawniej „ziele" do po­
ś w i ę c e n i a niosła dziewczyna; gdy nie b y ł o w domu pan­
ny — kobieta z a m ę ż n a . Dodatkowo m a l u t k i e bukieciki
p r z y g o t o w y w a ł o się dla k i l k u l e t n i c h dziewczynek, jeśii
chciały też nieść ziele. Obecnie (od ok. 20 lat) dziew­
częta w s t y d z ą się iść z zielem, czasem k t ó r a ś w e ź m i e
tylko kwiatek. „ O c i p k ę " (snopeczek ziół) niosą kobiety
starsze i w ś r e d n i m w i e k u , czasem k i l k a r o ś l i n e k niesie
m a ł y chłopiec.
W skład „ziela" w c h o d z ą rozmaite zioła, z k t ó r y c h
najważniejszymi
mają
być: „zwonek"
(dziurawiec),
„ w r o t y c " , „ m a r u n k a " . Dodaje się po k i l k a k ł o s ó w
wszystkich zbóż (czasami w y ł ą c z a j ą c owies, k t ó r y ś w i ę ­
ci się w drugi dzień ś w i ą t Bożego Narodzenia), liście
kapusty, n a t k ę ziemniaka i t d . Do przystrojenia u ż y ­
wa się „geronije", ostatnio t a k ż e inne k w i a t y ogrodowe

246

30

(goździki, nagietki, b r a t k i , p i w o n i e itp.). Dodawano też
j a b ł k a ( k t ó r e w powrotnej drodze z kościoła kawalero­
wie u s i ł o w a l i z a b i e r a ć pannom z b u k i e t ó w ) . Do „ziela"
m o ż n a d o d a ć wszystkie r o ś l i n y ; „ k a ż d a trawa woła
u r w i j mnie, oświeć mnie", ale „ t r z e b a by było w oktuszy na plecach nieść lub furą wieźć".
K a ż d a z polnych r o ś l i n m i a ł a zastosowanie w lecz­
nictwie l u b w e t e r y n a r i i , lecz nawet stare kobiety nie­
wiele j u ż p a m i ę t a j ą . Powszechnie znane jest stosowa­
nie „ w r o t y c u " — po ocieleniu k r o w y do okadzenia jej
i zaparzonego do picia („by nic złego jej się nie stało"),
stosowanie „ z w o n k a " i p i o ł u n u — na żołądek, „marunki
uwarzonej z tłuszczem, gdy się k t o oberwie", babki na
rany. N i e k t ó r e kobiety znają przeznaczenie także in­
nych ziół; częściowo ma ono charakter racjonalny,
częściowo magiczny.
Inne magiczne zastosowanie ziela, obecnie także za­
n i k a j ą c e , to stawianie b u k i e t u po przyjściu z kościoła
do kapusty, „ b y dobrze rosła", w k ł a d a n i e pod pierwszą
skibę, rzucanie na ogień, gdy nadchodzi burza („ziele
jest potrzebne, bo j a k p r z y c h o d z ą burze straszne, to
ziele rzuca się na ogień; M a t k a Boska dzisiaj do nieba
w s t ę p o w a ł a , to wszystkie c h m u r y może rozpędzić").
Zwyczajem odmiennego t y p u b y ł y „ m a j ó w k i " ; przez
cały maj wieczorami schodzili się ludzie pod kaplicz­
k a m i i ś p i e w a l i pieśni do M a t k i Boskiej oraz odmawiali
l i t a n i ę . G ł ó w n i e p r z y c h o d z i ł y kobiety, ale mężczyźni
t a k ż e b r a l i u d z i a ł w m a j ó w k a c h . M a j ó w k i obok roli
k u l t o w e j s p e ł n i a ł y t a k ż e r o l ę zwyczaju towarzyskiego,
b y ł y miejscem s p o t k a ń dziewczyn i c h ł o p a k ó w ; „ka­
walerowie przychodzili do towarzystwa", „wszystkie
panny leciały na m a j ó w k ę , potem c h ł o p a k i przychodzili,
ś m i a l i się, zabawy były". W m a j u f i g u r k i przystrajano
szczególnie bogato: j e d l i n ą , sztucznymi k w i a t a m i , czasem
ustawiano pod k a p l i c z k ą m ł o d e brzózki.

П. 30, 31. Maska d i a b ł a ś m i g u ś n e g o , w y k . przed
laty S. S m o l e ń , C h y ż ó w k i .

kilku

Po ostatniej wojnie zwyczaj zaczął z a n i k a ć . Obecnie
jeszcze kobiety zbierają się czasami pod kapliczkami,
ale nie jest to zwyczaj powszechny a n i codziennie p r a k ­
tykowany. W dużo w i ę k s z y m stopniu natomiast l u d n o ś ć
wsi (szczególnie kobiety) bierze u d z i a ł w n a b o ż e ń s t w a c h
majowych, zwłaszcza jeśli odległość od kościoła nie jest
zbyt duża. N a b o ż e ń s t w a majowe cieszą się we w s i dużą
popularnością, w p r z e c i w i e ń s t w i e do czerwcowych czy
październikowych.
Jeden z nielicznych z w y c z a j ó w ż y w o t n y c h , r o z w i j a ­
jących się; zwyczajów, w k t ó r y c h dostrzec m o ż n a stale
wprowadzane nowe elementy, to stawianie
choinki.
Oczywiście związane to jest z p o p u l a r n o ś c i ą zwyczaju
na terenie całej Polski.
Fierwsze choinki we w s i stawiane b y ł y w latach
dwudziestych przez i n t e l i g e n c j ę w i e j s k ą , przede wszyst­
kim przez nauczycieli. Powszechnie zwyczaj ten p r z y j ą ł
się po I I wojnie ś w i a t o w e j . Choinka, zwana w C h y ż ó w ­
kach „drzewkiem", w y p a r ł a w c z e ś n i e j s z ą „podłaźniczkę".
Podłaźniczka to w i e r z c h o ł e k j o d e ł k i wieszany czubkiem
na dół nad stołem w i g i l i j n y m . U d o ł u wieszano k u l ę
z opłatków, tzw. „ ś w i a t " (sporadycznie nazywany też
„niebem"). Poza t y m p o d ł a ź n i c a przystrojona b y ł a t y l k o
jabłkami i k ó ł k a m i w y c i ę t y m i z kolorowych o p ł a t k ó w .
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m przyozdabiano czasem pod­
łaźniczkę k w i a t k a m i z b i b u ł k i („wielkie mecyje były,
że kilka k w i a t k ó w na podłaźniczce"). Z a r ó w n o p o d ł a ź ­
niczka, jak i choinka zawsze b y ł y z jodły, nigdy ze
świerka; jodełka u w a ż a n a jest za p i ę k n i e j s z e drzewo.
Jedno uzasadnienie
wieszania
podłaźniczki,
to:
„z dziadka pradziadka ten zwyczaj". Sporadycznie zda­
rza się inne, np. „podłaźniczka jest na t a k ą p a m i ą t k ę ,
że się Pan Jezus narodził, a w stajence też b y ł y k r z a k i " ,
„podłaźniczka d a w a ł a scęście w domu cy j a k " .
Spotykało się we w s i t a k ż e p o d ł a ź n i c z k i s ł o m i a n e ,
lecz nie był to zwyczaj miejscowy i nie spopularyzo­
wał się.
Gdy zaczęto s t a w i a ć c h o i n k ę , to na ogół nie wiesza­
no już podłaźniczki. A l e w n i e k t ó r y c h domach przez
jakiś czas obie te formy w s p ó ł i s t n i a ł y . D u ż o częściej
natomiast zdarzało się, że stawiano c h o i n k ę , a r ó w n o ­
cześnie robiono „ ś w i a t " i wieszano go u p u ł a p u . Spotka­
łam też dom, w k t ó r y m jeszcze 5 lat t e m u wieszano
podłaźniczkę. Gospodyni twierdzi, że nie ma miejsca
na drzewko. Charakterystyczne, że w rodzinie tej nie
ma małych dzieci.
Obecnie choinki ubierane są przede w s z y s t k i m
„bajkami", które podobno zaczęły się p o j a w i a ć j u ż przed
samą ostatnią wojną (kupowane w ż y d o w s k i c h sklepach
w Dobrej) i służyć jako ozdoba p o d ł a ź n i c z e k . P r ó c z
baniek na choince wiesza się cukierki, j a b ł k a , nieraz
orzechy w srebrnych papierkach, ł a ń c u s z k i z koloro­
wego papieru, ciasteczka, nadal o p ł a t k i , ostatnio „włosy
anielskie". Poza t y m czasami postacie a n i o ł k ó w w y c i ę t e
z papieru przez dzieci, k ł a d z i e się k a r t k i pocztowe, k t ó ­
re przesyła rodzina z ż y c z e n i a m i , p r z e d s t a w i a j ą c e żłobek
czy inne sceny z w i ą z a n e ze ś w i ę t a m i Bożego Narodzenia.
Choinka stoi w izbie do Trzech K r ó l i , a czasami
(o ile igiełki nie oblatują) do M a t k i Boskiej Gromnicz­
nej — „pokąd się ś p i e w a k o l ę d y " . Tak samo było z pod­
łaźniczka.
W Chyżówkach wiele jest o b r z ę d ó w o charakterze
magicznym; funkcja magiczna jest albo w y ł ą c z n ą , albo
jedną z wielu. K a ż d a p r a k t y k a magiczna zresztą jest

31

mniej l u b bardziej p o w i ą z a n a z c a ł y m zespołem w i e ­
rzeń i o b r z ę d ó w , d o t y c z ą c y c h o k r e ś l o n e g o dnia czy
okresu. P o d a w a ł a m wyżej j u ż n i e k t ó r e zwyczaje, k t ó ­
r y c h cel ma w y r a ź n i e magiczny charakter, np. stawia­
nie w polach k r z y ż y k ó w z p a l m czy okadzanie k r o w y .
Dalszym p r z y k ł a d e m jest zwyczaj o b w i ą z y w a n i a drzew
owocowych przed ś w i t e m w dzień św. Szczepana. Po­
w r ó s ł a do o w i ą z a n i a robiło się z nieomłóconego snopka
owsianego przyniesionego do domu przed wieczerzą
wigilijną. Drzewa w ten sposób o b w i ą z a n e „lepiej r o ­
dzą". Zwyczaj ginie, zanika motywacja magiczna, np.
jeden ze starszych gospodarzy, do ostatnich lat w y k o ­
n u j ą c y ten zabieg, twierdzi, że j u ż teraz m u się nie
chce chodzić po śniegu. „ T o t y l k o dla p t a s z k ó w , żeby
sobie d z i u b a ł y — drzewa r o s n ą i bez tego". Inny infor­
mator u w a ż a , że zwyczaj m i a ł sens, gdy przy domu
rosło k i l k a drzewek. Obecnie n i e k t ó r z y gospodarze m a j ą
„po 100 i 150 (we wsi — j a k i w c a ł y m regionie —
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w ogromnym stopniu roz­
w i n ę ł o się sadownictwo), to by musieli cały dzień o w i ą ­
zywać".
Starsi gospodarze, w r a c a j ą c z kościoła z p o ś w i ę c o ­
n y m owsem w dzień ś w . Szczepana, szli na swoje pole,
jeśli b y ł o zachwaszczone, posypywali je m ó w i ą c : „Ucie­
kaj diable z ostem, bo idzie ś w i ę t y Szczepan ze ś w i ę c o ­
n y m owsem". J e ś l i w i e r z y ć wypowiedziom informato­
r ó w , to zabiegi te nie są j u ż praktykowane (często
o k r e ś l a n e są jako głupie). Do dziś natomiast ogromna
większość gospodarzy święci owies i dodaje go do ziarna
przeznaczonego na siew, żeby b y ł urodzaj.
Inne zabiegi magiczne, to np. jedzenie j a b ł e k ś w i ę ­
conych w dzień ś w . Błażeja jako ś r o d e k zapobiegający
bólowi g a r d ł a , mycie się w potoku w Wilię rano, żeby
b y ć z d r o w y m przez cały rok. M y l i się t a k ż e ludzie
chorzy, gdyż woda m i a ł a działać wtedy t a k ż e jako le-

247

karstwo; po u m y c i u chory z o s t a w i a ł przy rzece s t a r ą
koszulę, odchodząc nie oglądał się, bo choroba m o g ł a b y
się p o w t ó r z y ć . Był też zwyczaj mycia się w wodzie, do
k t ó r e j wrzucano srebrne p i e n i ą d z e , a po wojnie po
prostu bilon, żeby b y ć „ j a k ten p i e n i ą d z zdrowy".
W Boże Narodzenie z kościoła do domu „chłop s t a r a ł
się przyjść przed b a b ą , żeby b y ł chytrzejszy przez cały
rok", w Nowy Rok dawano b y d ł u specjalnie pieczone
placuszki, „żeby na t y m r o k u w i ę d ł o się szczęśliwie".
Przed wieczerzą wigilijną k ł a d z i o n o pod stół r ó ż n e ż e ­
lazne przedmioty, np. części p ł u g a , „żeby p r z y o r a ć k o ­
m u ś k a w a ł e k pola", części wozu, m ł o t e k , s i e k i e r ę . W Bo­
że Narodzenie nie zamiatano izby, bo to „wielkie ś w i ę ­
to", a poza t y m m o ż n a w y m i e ś ć z domu całe bogactwo.
W Wigilię, Boże Narodzenie, Nowy Rok, a szczególnit
w Szczepana b y ł zwyczaj sypania owsem po izbie,
„posuło się owsem po garnkach, po stole, po wszystkim,
żeby dużo tego chleba było". Chleb ze stołu wigilijnego
jedzono po k a w a ł e c z k u k a ż d e g o dnia od W i g i l i i do N o ­
wego Roku, żeby z a p e w n i ć sobie urodzaj. Po wieczerzy
w i g i l i j n e j dzieci p r z y n o s i ł y do izby drzewo, żeby grzyby
się rodziły.
P r z y k ł a d y m o ż n a by m n o ż y ć . Z a b i e g ó w magicznych
jest masa. Są t o zabiegi dwojakiego rodzaju: o charak­
terze z a p o b i e g a j ą c y m i m a j ą c e na celu spowodowanie
czegoś -— urodzaju, zdrowia, p i e n i ę d z y i t p . Bardzo wiele
tych p r a k t y k żyje już t y l k o w p a m i ę c i i n f o r m a t o r ó w ,
inne są nadal stosowane. Różne są przyczyny p r a k t y k o ­
wania z a b i e g ó w magicznych. Część m i e s z k a ń c ó w w s i ,
w szczególności starszych, nadal wierzy w ich skutecz'
ność, i n n i w y k o n u j ą je dla zachowania t r a d y c j i (jeśl'
nic nie stanie akurat na przeszkodzie i jeśli w odpo­
wiednim momencie p a m i ę t a j ą o zwyczaju), jeszcze i n n i
t r a k t u j ą n i e k t ó r e p r a k t y k i magiczne zabawowo (np. m y ­
cie się w wodzie z p i e n i ę d z m i ) . Jeżeli przy czynności
magicznej w y k o r z y s t y w a n y jest przedmiot p o ś w i ę c o n y ,
wtedy dla w i e l u m i e s z k a ń c ó w C h y ż ó w e k w y s t a r c z a j ą c ą
m o t y w a c j ą w y k o n y w a n i a zabiegu jest stwierdzenie: „bo
to p o ś w i ę c o n e " ; dotyczy to ogromnej ilości p o c z y n a ń .
Wreszcie zdarza się też często, że zwyczaj p r a k t y k u j e
się w y ł ą c z n i e ze w z g l ę d u na ojca, m a t k ę czy i n n ą star­
szą osobę.
Nieco odmiennie przedstawia się stosunek ludzi do
wróżb, szczególnie z w i ą z a n y c h z okresem Bożego Na­
rodzenia. Wróżby w dziedzinie spraw osobistych, z w ł a s z ­
cza zamążpójścia czy ożenku, nadal są często praktyko­
wane przez m ł o d y c h , ale j u ż w y ł ą c z n i e jako zabawa
okazja do ż a r t ó w , zalotów. Natomiast w r ó ż b y dotyczące
urodzaju, chowu b y d ł a czy owiec —• znane są tylkb
w starszym pokoleniu i nawet przez ftie niezbyt często
dokonywane. Przepowiadanie pogody na n a d c h o d z ą c y
rok (z d n i od Ł u c j i do Bożego Narodzenia, a czasem do
Trzech Króli) jest nadal praktykowane, i to z a r ó w n o
przez starsze, j a k i ś r e d n i e pokolenie.
Wierzenia dotyczące c u d ó w i d z i w ó w , np. że woda
w noc wigilijną zamienia się w wino, że b y d ł o w Wigilię
o północy m ó w i l u d z k i m głosem, że leszczyna wtedy
k w i t n i e (jakby k t o ś to zobaczył, s p o t k a ł o b y go szczęście),
a pewien gatunek t r a w p ł y n i e pod p r ą d w g ó r ę rzeki,
że w W i e l k ą Niedzielę skarby zakopane w ziemi otwie­
r a j ą się — są przytaczane j a k o legendy, opowieści b a b k i
czy dziadka. N i e w i e l u nawet starszych ludzi wierzy
w ich p r a w d z i w o ś ć .
Przemiany w obrzędowości p r z e j a w i a j ą się t a k ż e
w zmianie osoby p r a k t y k u j ą c e j zwyczaj (pod w z g l ę d e m
wieku, płci, pozycji rodzinnej), np. dawniej przyniesie­
nie snopka owsianego do izby przed w i e c z e r z ą w i g i l i j n ą
n a l e ż a ł o do gospodarza, obecnie nie ma ż a d n e g o zna­

248

czenia, k t o to r o b i ; niejednokrotnie zresztą w ogóle za­
rzucono ten zwyczaj.
M o ż n a r ó w n i e ż z a u w a ż y ć zmiany formalne, prze­
j a w i a j ą c e się w zmianie p o t r a w o b r z ę d o w y c h , np. w i g i ­
l i j n y c h . P o t r a w y tradycyjne to k r u p y , grzyby, karpiele
(brukiew), ziemniaki, galas (kompot), groch, k w a ś n i c a .
Są one częściowo rugowane (szczególnie karpiele) na
rzecz nowych, dawniej nie znanych (przede wszystkim
ryby). Oczywiście z w i ą z a n e to jest w pierwszym rzędzie
ze wzrostem z a m o ż n o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i .
Bardzo c i e k a w y m zjawiskiem jest wprowadzenie
nowych e l e m e n t ó w w o b r z ę d a c h z a n i k a j ą c y c h . P r z y k ł a d
podaję z s ą s i e d n i e j w s i (Szczawa), p o n i e w a ż jest on
niezwykle charakterystyczny. Zwyczaj chodzenia z szop­
k ą k u k i e ł k o w ą jest w Szczawie jeszcze ż y w y , ale w y ­
kazuje silną t e n d e n c j ę z a n i k a j ą c ą . W ś r ó d k u k i e ł e k jed­
nej z szopek znajduje się „ i n w a l i d a wojenny spod
Monte Cassino". Z r o z u m i a ł e , że nie jest to p o s t a ć trady­
cyjna.
Tradycyjne o b r z ę d y doroczne w C h y ż ó w k a c h za­
n i k a j ą , jedne szybciej, inne wolniej, bardzo nieliczne
w y k a z u j ą tendencje rozwojowe. P r z y c z y n ą tego są głę­
bokie p r z e o b r a ż e n i a , j a k i e zaszły w życiu gospodarczym,
s p o ł e c z n y m i k u l t u r a l n y m . D u ż y w p ł y w na zanikanie
o b r z ę d u l u b jego zachowanie m a kościół. Proboszcz,
k t ó r y w parafii w J u r k o w i e przebywa j u ż ponad 40 lat,
m a we w s i ogromny autorytet; ze w z g l ę d u na funkcję,
k t ó r ą sprawuje, a t a k ż e po prostu jako człowiek. Ksiądz
przyznaje, że z n i e k t ó r y m i zwyczajami walczył świa­
domie, np. z chodzeniem po kolędzie, p o n i e w a ż zawsze
z w i ą z a n a b y ł a z t y m „ p o h u l a n k a " , przykre w y b r y k i ,
g ł u p i e ż a r t y . Poza t y m s t a r a ł się w p ł y n ą ć na parafian
(co m u się udało), by nie zaczynali chodzić po kolędzie
w dzień Bożego Narodzenia, t y l k o dopiero na Szczepana.
I n n y zwyczaj, przeciw k t ó r e m u k s i ą d z w y s t ę p o w a ł , to
sypanie owsem w kościele na ś w . Szczepana. Jeszcze po
ostatniej w o j n i e po mszy ś w . w kościele było pełno
ziarna („po kostki"); trudno je potem w y s p r z ą t a ć , skut­
k i e m czego lęgły się myszy i niszczyły szaty liturgiczne.
Obecnie parafianie sypią jedynie „ p a r ę ziarnek" (kilka
garści). N i e k t ó r e o b r z ę d y są z kolei przez kościół po­
pierane, np. ś w i ę c e n i e ziół 15 sierpnia, bo „wyrażają
one cnoty M a t k i N a j ś w i ę t s z e j " , kościół modli się, by
zioła b y ł y skuteczne j a k o lekarstwa.
Pewien w p ł y w na p r z e o b r a ż e n i a obrzędowości tra­
dycyjnej m i a ł a też szkoła, oczywiście stale wzrastające
k o n t a k t y z miastem, w ogromnej mierze migracje. Tak­
że ś r o d k i masowego przekazu, j a k radio (na baterie,
z n a j d u j ą c e się w ponad 50% d o m ó w ) , prasa, telewizja
( o g l ą d a n a przez m ł o d y c h , a w dolnej części wsi także
przez ś r e d n i e pokolenie — w J u r k o w i e lub w zelektry­
fikowanych osiedlach C h y ż ó w e k ) . Nie należy też za­
p o m i n a ć , że stosunek ludzi do o b r z ę d o w o ś c i jest często
s p r a w ą i n d y w i d u a l n ą , z a l e ż n ą od p s y c h i k i i stopnia
rozwoju u m y s ł o w o ś c i .
Na z a k o ń c z e n i e k i l k a spostrzeżeń. Wydaje m i się,
że silniejsza w i a r a w r ó ż n e g o t y p u p r a k t y k i magiczne,
opowiadania o duchach, czarownicach i t p . występuje
w rodzinach bardziej z w i ą z a n y c h z pasterstwem niż
reszta w s i , w rodzinach, w k t ó r y c h zawód bacy był
przekazywany z ojca na syna aż do c h w i l i obecnej.
I n n a uwaga dotyczy stosunku do o b r z ę d ó w mieszkańców
g ó r n e j i dolnej części w s i . O k r e ś l e n i a „ g ó r n a " i „dolna"
część w s i p r z y j ę ł a m umownie, gdyż nie da się oczy­
wiście p r z e p r o w a d z i ć ż a d n e j granicy pomiędzy nimi.
Otóż o b r z ę d y k o l ę d n i c z e w s p ó ł c z e ś n i e praktykowane są
w g ó r n e j części w s i . Za Stary i N o w y Rok oraz za św.
M i k o ł a j a przebierali się chłopcy z g ó r n y c h osiedli, naj­
wyższe p a l m y r ó w n i e ż przez nich są robione. Być może

przyczyną tego bardziej aktywnego stosunku do o b r z ę ­
dów jest w i ę k s z a odległość od gospody (w Dobrej czy
cd niedawna w J u r k o w i e ) , od telewizji, k l u b u i t p .
Wielokrotnie p r o w a d z ą c w C h y ż ó w k a c h
badania
spotykałam się z s y t u a c j ą , w k t ó r e j m ł o d y c h ł o p a k czy
dziewczyna, b ę d ą c ś w i a d k i e m mojej rozmowy z rodzi­
cami lub dziadkami, pierwszy raz w życiu słyszeli opo­
wieść o dawnych zwyczajach rodzinnej wsi. Nieraz
natomiast u z u p e ł n i a l i t ę (relację w i a d o m o ś c i a m i u s ł y s z a ­
nymi pirzez radio.
Na podstawie dotychczasowych b a d a ń w C h y ż ó w ­
kach nie z g o d z i ł a b y m się z hipotezą, w y s u n i ę t ą co
prawda przy badaniach o b r z ę d ó w r o l n i c z y c h , jakoby
w pierwszym r z ę d z i e z a n i k a ł y zwyczaje stosowane i n ­
dywidualnie, m a j ą c e na celu dobro jednego gospodar­
stwa, na k t ó r e nie m i a ł y w p ł y w u sankcje o p i n i i spo­
łecznej. Np. niemal powszechny jest do dziś w C h y ż ó w ­
kach zwyczaj kropienia w o d ą ś w i ę c o n ą p ł u g a z k o n i e m
przy pierwszej orce, w k ł a d a n i e p o ś w i ę c o n e g o ziela pod
pierwszą skibę i t p .
5

W zupełnie inny sposób niż o b r z ę d o w o ś ć t r a d y ­
cyjną należy r o z p a t r y w a ć zwyczaje z w i ą z a n e ze ś w i ę ­
tami p a ń s t w o w y m i , organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h ,
szkolnymi, o k o l i c z n o ś c i o w y m i .
Nie m o ż n a oczywiście o b s e r w o w a ć przemian, jakie
zachodziły w sposobie obchodzenia ś w i ą t p a ń s t w o w y c h
na przestrzeni całego omawianego okresu. Nie u d a ł o m i
się niestety z e b r a ć ż a d n y c h danych o ś w i ę t a c h z okresu
sprzed I wojny ś w i a t o w e j . Wszyscy najstarsi gospodarze
albo s t w i e r d z a j ą , że nie obchodzono wtedy ż a d n y c h
świąt tego typu, albo — że po prostu nie p a m i ę t a j ą .
Najbogatszym ź r ó d ł e m do okresu m i ę d z y w o j e n n e g o
jest kronika szkolna prowadzona od momentu powstania
szkoły (1916 r.) do c h w i l i obecnej. W latach 1916—1946
kronika pisana b y ł a stale przez t ę s a m ą osobę — nau­
czycielkę, potem k i e r o w n i c z k ę szkoły — W a l e r i ę Ł a s k ą
(Knapczyk). Wszelkie obchody ś w i ą t czy rocznic p a ń ­
stwowych we w s i w okresie m i ę d z y w o j e n n y m koncen­
trowały się w szkole. G ł ó w n y m ś w i ę t e m b y ł a rocznica
uchwalenia K o n s t y t u c j i 3 Maja. P o n i ż e j cytuję opis u r o ­
czystości z 1924 г., zanotowany w kronice.
„Miesiąc maj z a s ł u g u j e na wybitniejsze miejsce
w tej kronice a to ze w z g l ę d u na obchód K o n s t y t u c j i
w dniu 3 maja z n a s t ę p u j ą c y m opisem: O godzinie 6 r a ­
no w y r u s z y ł y dzieci szkolne p a r a m i ze szkoły w Chy­
żówkach do kościoła w J u r k o w i e . P o c h ó d p o p r z e d z a ł
uczeń Józef M r ó z e k niosący duży sztandar b i a ł o - c z e r ­
wony z o r ł e m polskim. Dzieci w czasie p o d r ó ż y ś p i e w a ł y
piosenki. Przybywszy do kościoła u s t a w i ł y się parami,
a las b i a ł o c z e r w o n y c h c h o r ą g i e w e k , k t ó r e m i e l i ucznio­
wie r o z w e s e l a ł serce polskie. Mszę ś w . o d p r a w i a ł m i e j ­
scowy proboszcz ks. M i c h a ł Chłoń, podczas k t ó r e j dzie­
ci śpiewały. Po Mszy ś w . ks. proboszcz wygłosił p i ę k n e
okolicznościowe kazanie b u d z ą c w sercach słuchaczy
miłość ojczyzny. Po mszy ś w . wszystkie dzieci r u s z y ł y
do nowej szkoły w J u r k o w i e gdzie b y l i obecni przed­
stawiciele gmin, ks. proboszcz, nauczycielstwo i p. poseł
Michał Laskuda. Dzieci o d ś p i e w a ł y p i e ś n i patriotyczne
i o d d e k l a m o w a ł y wiersze. Odczyt w y g ł o s i ł a nauczycielka
z Jurkowa, p. Julia S i d o r ó w n a , o znaczeniu obchodu
wygłosił p r z e m ó w i e n i e ks. proboszcz i p. poseł Laskuda.
O d ś p i e w a n i e m Roty z a k o ń c z o n o obchód."

podniesie n a j w c z e ś n i e j za 4.000 lat."). Liczniejsze grono
u c z e s t n i k ó w jest t y l k o wtedy, gdy święto przypada
w niedzielę.
Inne ś w i ę t o w podobny sposób obchodzone przez
dzieci szkolne to — w g k r o n i k i — 11 listopada (od
1930 г.). Od 1927 r. wprowadzono też w szkole obchody
imienin M a r s z a ł k a , a od 1936 r. — imienin Prezydenta.
W p a m i ę c i m i e s z k a ń c ó w wsi w y r a ź n i e żywy jest
zwyczaj obchodzenia 3 Maja, natomiast o pozostałych
ś w i ę t a c h nie p a m i ę t a j ą (być może nie b r a l i w obcho­
dach tych udziału).
Z organizacji społeczno-politycznych,
działających
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m w C h y ż ó w k a c h , i s t o t n ą r o l ę
o d g r y w a ł o Stronnictwo Ludowe, bardzo silne organiza­
cyjnie w tej części p o w i a t u limanowskiego. Rokrocznie
w drugi dzień Zielonych Ś w i ą t członkowie Stronnictwa
Ludowego jechali do L i m a n o w e j na pochód protestacyj­
ny. Często dochodziło do w a l k z policją. W czasie po­
c h o d ó w ś p i e w a n o specjalne okolicznościowe pieśni, częś­
ciowo u k ł a d a n e przez ludzi z C h y ż ó w e k , b ę d ą c e r e a k c j ą
na wydarzenia. Z a n o t o w a ł a m np. pieśń, k t ó r a p o w s t a ł a
po zabiciu przez policję w Kasinie c h ł o p a k a — działacza
r u c h u ludowego (autorem jest podobno Józef Smoleń,
nieżyjący od 9 lat).
Tam w Kasinie na mogile
k r z y ż zieloniusieńki,
ginie od k u l policyi
chłopiec m ł o d z i u s i e ń k i .
Ginie, ginie chłopiec młody,
ś m i e r ć m u oczy t u l i ,
prosi w ranach brata swego,

I I 32. K r z y ż y k z palmy wielkanocnej w zbożu. Kotów,
pow. Nowy Sącz.

Niemal co r o k autorka k r o n i k i u b o l e w a ł a nad bra­
kiem zainteresowania d o r o s ł y c h m i e s z k a ń c ó w w s i u r o ­
czystością (w 1927 г.: „ G ó r a l e j a k z w y k l e m a ł o w uczest­
nictwie dopisali. Na nic u r o c z y s t o ś ć K o n s t y t u c j i 3 Maja
jak nie będzie co « c h a m k a c » . Dlatego też j a k « j e d e n
m ą ż » [...] sadzili ziemniaki. U takiego l u d u k u l t u r a się

24.9

by doniósł m a t u l i .
P r z y s z ł a m a t k a zabitego,
zobaczyła syna,
wzięła go w swoje objęcia
i tak p r z e m ó w i ł a :
ty umierasz, synu drogi,
m ó j r ó ż o w y kwiecie,
a j a twoja stara matka
zostaję na świecie.
Ty umierasz, synu drogi,
synu m ó j kochany,
twoich braci policy ja
już kuje w kajdany.
P r o s z ę mamy, proszę bardzo,
ł a d n i e mnie chowajcie,
niech m i wszystkie dzwony d z w o n i ą
i organy grajcie.
Niech mnie t y l k o nie c h o w a j ą
mordercy, ł a j d a k i ,
t y l k o sami kasinianie
dziewczęta, c h ł o p a k i .
Sadźcie róże na m y m grobie,
k t ó r a się rozwinie
na p a m i ą t k ę mojej ś m i e r c i
niewinnyj w Kasinie.
M i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k raczej nie m a j ą aktywnego
stosunku tak do ś w i ą t 1 Maja j a k i 22 Lipca. Opinia
społeczna nie nakazuje ś w i ę t o w a n i a w te d n i , m i m o
to — jeśli nie m a pilnych r o b ó t polowych — jest we
wsi n a s t r ó j „ p ó ł ś w i ą t e c z n y " . Ludzie p r a c u j ą , ale nie
przy zajęciach widocznych dla s ą s i a d ó w i k a ż d e g o prze­
chodzącego („w polu k r ę p u j ą się robić"), najczęściej
p r a c u j ą w lesie („w lesie ś w i ę t o robi"). W szkole na
1 maja odbywa się uroczysta akademia z częścią a r t y ­
styczną,
i
3 maja jest traktowany obecnie jako święto kościel­
ne — K r ó l o w e j K o r o n y Polskiej; „ k t o chce idzie do
kościoła", nie ma nakazu ś w i ę t o w a n i a .
Działalność organizacji s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h jest
nikła, członkowie ich nie o b c h o d z ą ż a d n y c h ś w i ą t . Jedy­
nie istniejące we w s i od 1969 r. koło Zjednoczonego
Stronnictwa Ludowego (wcześniej k i l k a osób z C h y ż ó ­
wek n a l e ż a ł o do k o ł a w P ó ł r z e c z k a c h ) p r ó b o w a ł o zorga­
n i z o w a ć w Zielone Ś w i ę t a ognisko, ale przeszkodził w

t y m deszcz. C z ł o n k o w i e Z S L b r a l i udział w „święcie
l u d o w y m " w Skrzydlnej. Na program o b c h o d ó w złożyły
się: p r z e m ó w i e n i a okolicznościowe, dekorowanie odzna­
czeniami z a s ł u ż o n y c h l u d o w c ó w i część artystyczna,
w k t ó r e j w y s t ą p i ł zespół zorganizowany przy GS w Do­
brej.
Ś w i ę t a szkolne, to przede wszystkim rozpoczęcie
i z a k o ń c z e n i e r o k u szkolnego. Do 1946 r. z tej okazji
dzieci b r a ł y u d z i a ł w uroczystym n a b o ż e ń s t w i e w koś­
ciele w J u r k o w i e , po czym w szkole n a s t ę p o w a ł o przy­
witanie l u b p o ż e g n a n i e dzieci, rozdanie ś w i a d e c t w itp.
Od 1948 r. w d n i u rozpoczęcia 1 z a k o ń c z e n i a r o k u szkol­
nego odbywa się akademia, na k t ó r ą p r z y c h o d z ą —
prócz dzieci szkolnych — ich rodzice, starsza młodzież
i i n n i m i e s z k a ń c y C h y ż ó w e k . W programie akademii
z n a j d u j ą się okolicznościowe deklamacje,
inscenizacje,
piosenki i t a ń c e .
Od około 6 l a t uczniowie V I I klasy organizują uro­
czyste p o ż e g n a n i e klasy V I I I (przed r e f o r m ą szkolnictwa
odpowiednio V I i V I I klasa). Uczniowie V I I klasy w r ę ­
czają k w i a t e k k a ż d e m u „ ó s m a k o w i " , całują („to ściska­
nie, c a ł o w a n i e nawet m i ł o w y g l ą d a " — j a k m ó w i jedna
z nauczycielek), potem n a s t ę p u j e p o ż e g n a n i e i małe
„przyjęcie": herbata z ciastkiem. Na zakończenie za­
bawa. W czasie zabawy często dziewczęta improwizują
okolicznościowe piosenki.
W 1948 r. pierwszy raz obchodzone było w Chyżów­
kach Ś w i ę t o M a t k i ( u r z ą d z o n o a k a d e m i ę , na k t ó r e j dzie­
ci w r ę c z a ł y m a t k o m k w i a t y ) , a w 1950 — Dzień Kobiet
(również akademia). W ostatnich latach dzieci na lek­
cjach wychowania plastycznego p r z y g o t o w u j ą l a u r k i dla
matek na Dzień M a t k i i Dzień Kobiet, uczą się też
w i e r s z y k ó w , k t ó r e czasami m ó w i ą w domu. Dzień
Dziecka połączony jest z D n i e m Sportu Szkolnego. Dzie­
ci w y k o n u j ą zabawy ruchowe ze ś p i e w e m , gry sportowe
itp. W n a g r o d ę ( t a k ż e za udział) o t r z y m u j ą cukierki,
ciastka, ołówki, długopisy i t p . W domach prywatnych
Dzień Dziecka nie jest obchodzony.
Wszystkie z a u w a ż o n e w tradycyjnej obrzędowości
dorocznej p r a w i d ł o w o ś c i , wszystkie wnioski mogą do­
tyczyć w y ł ą c z n i e C h y ż ó w e k i ewentualnie najbliższej
okolicy. Zagadnienie o b r z ę d o w o ś c i dorocznej Chyżówek
na tle i n n y c h w s i regionu b ę d z i e przedmiotem dalszych
prac.

PRZYPISY
1

Istnieje spór do tej pory nie r o z s t r z y g n i ę t y , czy
nazwa w s i powinna b r z m i e ć „ C h y s z ó w k i " czy „ C h y ż ó w ­
k i " . P r z y j ę ł a m p i s o w n i ę „ C h y ż ó w k i " , p o n i e w a ż tak w ł a ś ­
nie wieś jest zarejestrowana w u r z ę d o w y m spisie m i e j ­
scowości P R L .
Wieś Dobra w powiecie limanowskim.
Wybór
ma­
teriałów
zebranych
przez uczestniczki
V
Instruktorskie­
go Żeńskiego
Obozu Krajoznawczego
w Dobrej, K r a k ó w
1938.
2

Fot.:

250

Jerzy Duda -

3

M . S i e m i ń s k a , Monografia
wsi Chyżówki,
maszy­
nopis pracy dyplomowej wykonanej w I I Studium Nau­
czycielskim, K r a k ó w 1968.
K . K w a ś n i e w i c z , Z badań nad zwyczajami
dorocz­
nymi w społeczności
wiejskiej,
„ E t n o g r a f i a Polska", R.
V I I I , 1965, t. 9, s. 62—102.
Z. Szyfelbejn-Sokolewicz, Plon, obrzęd,
widowisko.
Próba etnologicznego
ujęcia obrzędów
i zwyczajów
rol­
niczych, Ossolineum 1967.
4

5

i l . 23-28; M a g d a l e n a K r o h - i l . 1-3, 6, 18-22, 30, 31; J a n S w i d e r s k i
R e p r : S t a n i s ł a w S t ę p n i e w s k i — i l . 4, 5, 7, 8, 23-25.

-

И. 9-17, 32; b . W ę g r z y n o w i c z -

i l . 29.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.