95a58de1b2697e5d68aa7e0d6c7e0b25.pdf
Media
Part of Zgredy rule i ulotna sztuka niewinności / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2
- extracted text
-
Zgredy rule i ulotna sztuka
niewinności
Jacek Olędzki
Tramwaje i autobusy. Pociągi, kolejki dojazdowe i me
tro. Kto korzysta z tych środków komunikacji? Tłumy ludzi.
Kim oni są? Ponieważ wielu i coraz więcej przemieszcza się
własnymi środkami lokomocji, odpowiedź jest w jakiejś
mierze ułatwiona. Z publicznych środków komunikacji
rzadko korzystają właściciele aut. Wiadomo zaś, że auta są
drogie. Zatem w interesującym nas tłumie przeważać po
winny osoby niezamożne. A spekulując dalej można stwier
dzić, że osoby niezamożne nie należą do ludzi sukcesu.
Z kolei nie trudno dopowiedzieć, że ludzie sukcesu należą
do pewnej kategorii społecznej, którą wypada nazwać wy
brańcami, między innymi bożymi. I dlatego w autobusach
i tramwajach bardzo rzadko spotyka się księży. Częściej już
w tych niewygodnych środkach lokomocji spotkać można
siostry zakonne, ale nie kapłanów, bo powinnością sióstr nie
może być zaszczytne dostojeństwo oraz ten rodzaj sakralności (namaszczenia), jaki jest zarezerwowany wyłącznie dla
mężczyzn. Nie spotyka się w TiA (tramwajach i autobu
sach) innych reprezentantów najwyższego stopnia powagi
i dostojeństwa, czyli gangsterów, polityków, wysokich urzę
dników państwowych, prezenterów i prezenterki TV, pań
z agencji towarzyskich oraz bardzo wielu moich znajomych,
wysoce przyzwoitych ludzi (wszyscy z wyższym wykształ
ceniem i z tytułem przynajmniej magistra). Nie dostrzeże
się w tłumie pasażerów TiA umundurowanego policjanta,
umundurowanego strażnika, jakiegoś ochroniarza czy ofice
ra WP. Zdarzają się natomiast kominiarze. I tylko na pomo
stach pojazdów. A więc, albo z tyłu autobusu, albo z tyłu
i przodu drugiego wagonu tramwaju. W świetle powszech
ności w kraju aut osobowych, w których się podróżuje tyl
ko wygodnie siedząc, wszyscy ci (jak kominiarze) przemie
szczający się na stojąco, to reprezentanci jakichś osobli
wych umiejętności, dziwnego statusu społecznego, rzec
można mało reprezentatywni dla aspiracji istniejących
w narodzie. Usprawiedliwieni w tym godzeniu się na nie
wygody są tylko przedstawiciele grup przejścia, a więc
uczniowie, studenci oraz chorzy i emeryci. Natomiast pozo
stałą resztę zaliczyć należy do nieudaczników, ludzi bez
wymagań, ograniczonej woli, nikłych aspiracji tudzież sła
bego ducha. Ubolewam, że do takiej właśnie zaliczam się
części mego narodu.
Do niej też adresowane są autobusowe nalepki albo ina
czej nazywane wlepki, vlepki, vlepcy (słowa z rodziny nazw
takich, jak krzyżówki, układanki, zdrapki), ręcznie wykona
ne niewielkie obrazki i napisy, szczególny rodzaj twórczości.
Jej potencjalnymi odbiorcami są w ogólności ludzie smutni,
zatopieni w swoich myślach, otępiali i bierni pasażerowie au
tobusów. Ale to tylko mniemanie. Pewne jest natomiast, że ja-
Pinokio przed Bristolem. Od lewej: Krzysztof Sidorek, Robert Czajka,
Marian Libel. Fot. J. Olędzki
138
kimiś rzeczywistymi odbiorcami tej twórczości są jedynie
młodzi, w dodatku gapowicze, którzy lokują się blisko tylne
go i środkowego wejścia, skąd najłatwiej czmychnąć przed
kanarem. Spowija tę twórczość rodzaj dziecięcej niewinno
ści, naiwności i , co tu dużo mówić, nieodpowiedzialności,
której źródłem jest nadmierna ufność.
MOJA M A M A YEST
1
NAYLADNIEJŚA .
się na cały świat, że jajko zniosła, ale kurę zdumioną. To zna
komity pomysł, wesoły i zdecydowanie rodzący poważne za
stanowienie.
Nie wszystkie wlepki Lolasa, a jest ich ponad 2 tysiące,
mają tę samą siłę wyrazu. Zdarzają się w jego twórczości pra
ce banalne, a nawet kiepskie. Wszelako w tej ogromnej licz
bie dokonań każdy znajdzie coś dla siebie miłego, artystycz
nie dojrzałego i przekonującego.
NISZCZ
To nalepka już sprzed paru lat, jedna z najstarszych. Poja
wiła się niespodziewanie w mieście grozy, oszałamiających
wydarzeń, gwałtów, nieoczekiwanych wyzwań, szalonych
aspiracji, przygnębiających decyzji i odgórnych postanowień.
Młodociany autor zapewne nawet nie przypuszczał, jaką uru
chamia lawinę dobrych uczuć, pogodnych myśli, sensownych
wyznań. W trywialnym świecie interesów i spraw zagościła
niewinność. Pojawiła się poezja. Kpina z politycznych wyda
rzeń stanu wojennego oraz osobliwości końca lat osiemdzie
siątych i początku lat dziewięćdziesiątych, którą poznaliśmy
w erupcji iście rodzimego graffiti z szablonów, ma swoją
kontynuację od około 3 lat w Warszawie w autobusowych
wlepkach. Kpina i żart przenoszące nasze odczucia z ponurej
rzeczywistości w świat nadrealny. Oto rysunek (bez jakiego
kolwiek podpisu) zastygłej w bezruchu kury. Pod kurą jajko.
Całość na niewielkiej żółtej karteczce i podpisana. LOLAS.
Chcąc nie chcąc wpatruję się w kurę, postrzegam w niej zdu
mienie czy zaskoczenie. A za oknem widoki z Krakowskiego
Przedmieścia porażające dostojeństwem. Pałac prezydenta,
Bristol. Tutaj wysiądę, będę mijał hotel i Bank Gdański, ale
przez cały czas Kura i jajko artysty Lolasa - goszczącego
wielu swymi dokonaniami w intemecie - będzie mi towarzy
szyła, napawając mnie pogodą i śmiałością. Moc bowiem od
działywania przekazu plastycznego w autobusie, gdzie panu
je atmosfera aresztu, chociaż dobrowolnego, jest wyjątkowa.
Myślę więc o cudzie natury, znoszeniu przez kurę jajka. A ją
samą wciąż mam przed oczyma, nie gdaczącą, nie szczycącą
RASIZM
Napis ten uzupełnił Lolas rysunkiem przytulających się
pieska i kotka. W stosunku do znaków najczęściej spotyka
nych, wieszania na szubienicy swastyki oraz deptania jej woj
skowym butem, pomysł ukazania obok siebie odwiecznych
wrogów - psa i kota - nie dość, że jest oryginalny, to najważ
niejsze, że rozwija poetykę, jaką w swej twórczości wypraco
wali wlepkowicze. Cechuje ją niedosłowność, łagodność,
puentowanie pryncypialnych treści w napisie obrazkiem
o charakterze zaskakująco pogodnym. W wielu przypadkach
słuszny protest czy wysoki stopień emocjonalności łagodzo
ny jest żartem, dowcipem, a nie gniewnym oburzeniem czy
surowym szyderstwem. Ten styl u Lolasa mają jego wlepki
poświęcone zrywaczom i zmywaczom, których nazywa insek
tami. Chodzi oczywiście o sprzątaczki autobusów w zajez
dniach oraz wielu dbałych kierowców, by w ich pojazdach
panował „ład i porządek".
ZERWIJ NAKLEJKĘ
INSEKCIE!
Zrywający przedstawiony został w zabawnej pozycji przyle
gania podeszwami butów do ściany pionowej karoserii auto
busowej (il. 2). Lolas kwestii zrywania dzieł wlepiaczy po
święcił jeszcze jedną wlepkę. Ukazuje ona księdza w birecie
z krzyżykiem i w sutannie z uniesionym palcem wskazują
cym. Podpis pod rysunkiem oznajmia, że zrywający wlepki
nie otrzyma rozgrzeszenia.
Praca męskiej czes'ci zespołu Pinokio, Pinokio wśród ludzi. Szablon najczes'ciej
odbijany na czarno. Wym. 18x26 cm. 1998 r.
139
Inni autobusowi artys'ci swój protest wobec zrywaczy
ograniczyli do samych napisów:
ZRYWACZE
ZRYWAJCIE SIĘ Z TEGO
AUTOBUSU
NIE ZRYWAJ MNIE
Podpis pod rysuneczkiem Koziołka Matołka.
Oburzenie zrywaczy (zapewne sprzątaczek) wyraża wylepka byle jak wypisana odręcznie:
KAŻDY
MA
DO SWOJEJ
Anna Pochmara i Marian Libel. Fot. J. Olędzki
OTWARCIE
DŁUGICH: NQSOU
CZAPECZEK
Robert Czajka rysunek, tekst zespołowy. Pinokio otwarcie sezonu...
Na żółtym tle czarne litery i czarny rysunek. Wym. 5x8 cm. 1996 r.
PRAWO
GŁUPOTY
Przy końcu lutego 1998 roku w autobusie 195 znalazłem
obok nalepki choinki bożonarodzeniowej nalepkę DŻEPETTA z lipca 1997 roku:
Z R Y W A C Z E R Ó B C I E CO C H C E C I E
WSZYSTKICH NAKLEJEK I TAK NIE
ZERWIECIE
Wokół tych dwóch długo już istniejących nalepek widać
liczne siady po innych dosyć starannie usuniętych (zachowa
ły się tylko charakterystyczne, prostokątne, różnej wielkości
plamy po kleju). Aby się zorientować, jakie usunięto nalepki,
sięgnąłem do swego notatnika z 1997 roku. Otóż w kwietniu
tego roku w autobusie 195 zarejestrowałem obecność wlepek,
które niewątpliwie dotyczyły ich usuwania (zmywania):
T r z e b a p r a ć i j e s z c z e raz p r a ć samo
s z o r o w a n i e i m y c i e nie w y s t a r c z y !
W tymże autobusie 195 znajdowały się również wlepki
z rysunkami. Wychudzony golas pod prysznicem. Można
przypuszczać, że autor zauważył szczupłość kierowcy z tego
autobusu.
UJ
2
WZIOŁ PRYSZNIC
I TYŻ NIC
WARSZAWA
131
POCZTOWA
34
Magdalena Tomkowicz, Wieczne pragnienie... Na żółtym tle czarny
rysunek, kwadraty i trójkąty zielone. Wym 8x8. 197 r.
K. Sidorek, Każdemu świat... Twarz niebieska, usta i napis czerwony.
Wym. 5x7. 1996 r.
140
Sprzątaczkom ktoś poświęcił wlepkę łaciatego byka z po
tężnym przyrodzeniem. Niewątpliwie zwyciężyła irytacja,
bowiem wlepkowicze nie świntuszą i nie korzystają z treści
obscenicznych. Można więc przypuszczać, że wiosną ubie
głego roku rozegrała się między wlepkowiczami a ich prze
ciwnikami sroga bitwa. Przetrwanie wlepki DŻEPETTA, ja
ką wcześniej przedstawiłem, to zwycięstwo obydwu walczą
cych stron. W subkulturach rzecz możliwa, w kulturach ra
czej niespotykana. To bardzo pouczające doświadczenie
w kontakcie z twórczością wędrownych galerii autobuso
wych. Dewiza życiowa często powtarzana przy byle okazji
przez najważniejszego urzędnika zajezdni przy ulicy Inf
lanckiej: TO M I WISI I POWIEWA, mogła się udzielić służ
bom porządkowym oraz surowym wcześniej w swych osą
dach kierowcom autobusów. Stąd obecność przez wiele na
wet miesięcy jakichś wlepek, między innymi tej o wzrusza
jącym przekonaniu wlepkowicza o potrzebie nieustępliwego
tworzenia mimo drastycznych aktów niszczenia najwarto-
ściowszych prac. Uroczy DŻEPETTO w jednej ze swych
wlepek dopiekł kierowcom, zwracając uwagę, w jakich cho
dzą butach („na pewno nie w trampkach, prędzej w gumiach") i że do zdrapywania jego prac używają niewątpliwie
śrubokręta.
I pewnie takim narzędziem zdrapano w autobusie 195 wylepki LEPCEGO, wyróżniającego się artysty wędrownych
galerii autobusowych w Warszawie. Oto jakiego rodzaju pra
ce LEPCEGO mogłem oglądać w autobusie przemierzającym
stolicę od Młocin do Natolina:
MOSTY
TONĄCE
WE
MGLE
Napis ten znajdował się na nalepce, starannym maluneczku, ukazującym w fioletowej poświacie trzy zwężające się
czterościany. Oglądałem tę wlepkę o szóstej rano czwartego
kwietnia 1997 roku w zabłoconym jelczu jadącym w deszczu
Miodową i Krakowskim Przedmieściem...
WIĘC
SKRYWANE
KRAINY
KWITNĄ
POD
LAMPĄ
GDY PAPIER
JEST
LUSTREM
DUSZY
A. Pochmara. Człowiek myślący... Tło żółte, rysunek czarny.
Wvm. 7,5x8,5. 1997 r.
Artysta skomponował ten napis z dwóch części. Więc
skrywane krainy kwitną umieścił w lewym górnym rogu
kartki, a pozostałą część tekstu w prawym dolnym. Między
tymi dwoma zdaniami narysował ukośnie pióro ze stalówką
i kleks... Podpisał się LEPCY.
WYDAJE
NADAJĄ
SIĘ, ŻE ŻYCIU
CZŁOWIEKA
FORM
NIE LUDZIE
LECZ
POSTACIE
Z
KSIĄŻEK.
GRAHAM GREENE
LEPCY ma na swoim koncie również taką wlepkę:
SŁOŃCE
ZACHODZI
NAD
MORZEM
MOJEJ
NIEMOŻNOŚCI.
Wyznanie to uzupełnia pejzażyk w charakterystycznej dla
artysty tonacji fioletowoniebieskiej. Ale za najciekawszą
uznałbym taką nalepkę LEPCEGO:
NOCĄ:
ZASTĄPIŁA
PRZEMĄDRZAŁE
ŚWIATŁO
JAŁOWA
CIEMNOŚĆ.
SZEDŁ
ULICĄ
ZAPALEŃCÓW.
Sam zaś rysunek przedstawia postać nagiego mężczy
zny widzianego od tyłu, który przemieszcza się w nijakiej
przestrzeni. Delikatne prowadzenie czarnej, wątłej kreski.
To już początek tego roku, autobus 174. Mój ulubieniec
eksponujący prace w 195, 116 i 174 (ten ostatni ma pętlę
na Konwiktorskiej) mieszka niewątpliwie na Nowym Mie
ście. Cieszę się z tego, bo pewnie mieszka po sąsiedzku
i będę mógł śledzić rozwój jego dojrzałych, poruszających
pomysłów.
Poważne i przemijające treści, jakimi zajmuje się Lepcy,
wzmacniają nalepki żartownisiów i zwięzłe wyznania. Oto
R. Czajka, Utrzymujący równowagę...
Zielona kreska. 1997 r.
Lezą na stole dwa duże mol©
obok tych moli X T V e r a do w o l i ,
d u E e leszcze
a dalej jeszczeią
Jakto'
yjstko zjesz
poIb
M. Tomkowicz, Leżą na stole... (dziecięca wyliczanka).
Żółte tlo tekst i rysunek czarny. Wym. 5x7,5 cm. 1996 r.
141
To iście edycja komputerowa, to świadectwo oswojenia
się z komputerem, podstawowym dziś narzędziem pracy inte
lektualnej i również artystycznej. Takich treści i form w muraliach nie ma.
CO
SIĘ GŁUPKU
WEŹ PISAKA
KURCZĘ
I COŚ
GAPISZ?
NAPISZ!
Wlepkowicz HERMAN wyraźnie przybity niszczeniem
znakomitych jego wlepek, aby się jakoś pocieszyć, przylepiał
karteczki małe jak znaczek pocztowy z wypisaną prośbą: NA
RYSUJ COŚ. Ktoś narysował mu kaligraficzny zygzaczek,
a ktoś inny kreskę, a ponad nią stateczek przypominający ry
backi kuter...
LE
PIŁEŚ
LE
PIŚ
PIŚ
R. Czajka, Spojrzałem... Żółte tło, rys. czarne.
Wym. 7,5x10 cm. 1997 r.
żółtymi inicjałami J. B. podpisał się autor na białej kartce
z umieszczonymi, czarnymi wyrazistymi literami drukowa
nych:
V L E P I A M , WIĘC JESTEM !
Uzupełnić to możemy serią takich informacji, przeważnie
anonimowych:
NALEPY
TO
TAKIE
TAGI
Jest to wylepka z autobusu „195". Widziałem ją w maju
1997 roku, a więc w niedługim czasie po brutalnym likwido
waniu w tym pojeździe swawolnej twórczości. W zachęcie do
pisania sformułowanej w drugiej osobie postrzegam gest so
lidarności z pokrzywdzonymi wlepkowiczami i zarazem coś
z samopocieszenia.
Szacunek do słowa ich adorowanie, to ważna cecha twór
czości wlepkowiczów. Oto o poranku wiosennym w „175"
mogłem rok temu przeczytać:
Patrzaj
cię
się dziwuj,
ruszaj
obdarzą
ładnymi
Wcześniej w tymże autobusie chyba tą samą anonimową
ręką został wykonany rysuneczek nagiej, rozmarzonej dziew
czyny i taki napis:
Są
miłośnicy
dostarcza
twórczości
radości
co
Jednakże najbardziej urzeka mnie w tej batalii, prowadzo
nej przez kierowców ze śrubokrętami, pastwiących się szcze
gólnie brutalnie nad zalepionych powierzchniami ich autobu
sów, rodzaj wylepek nadrealistycznych, abstrakcyjnych, gło
szących treści „ni z gruszki, ni z pietruszki":
A Indianie
wciąż śpiewają
Albo niezwykła zupełnie wlepka, przedstawiająca fajkę
i brodę wyłaniającą się spod daszka czapki kapitańskiej i ta
ki oto napis ostrzegawczy:
Kapitanie!
142
jak
AUTOBUSOWE
Autor tego wyznania głosząc swój pogląd miał niewąt
pliwie pełną świadomość istniejących różnic. Wiadomo bo
wiem, tagi z graffiti malowanych na murach, ścianach ko
lejek dojazdowych i w innych miejscach, to wyraz jednej
przemożnej potrzeby uwidocznienia swego ja, a tym sa
mym rodzaj rozwięzłej chęci zaistnienia, przepojonej py
chą obecności. Stąd w graffiti ubóstwo treści i powtarzanie
w kółko agresywnych liter swego wymyślonego w manii
naśladowczej sztucznego, pretensjonalnego imienia - TA
GU. W graffiti nie występują bezinteresowne, pogodne gry
literowe:
К R U С Y
P T А С Y
R O Z R A
В I А С Y
gałkami
słowami.
Chyba
toniemy.
A tuż obok wylepka, prawdopodobnie wykonana przez
niedościgłego LEPCEGO, ukazująca chaos spiralnych, czar
nych kresek. I napis:
W przenikaniu światów uważaj
zawroty
na
głowy!
Inny natomiast wlepkowicz ciężką pracę kierowcy zdrapywacza spostponował trzema obrazkami trzech zwierząt,
podpisując je starannie:
KROWA
WIELBŁĄDEK
KANGUREK
Ów jawny infantylizm w ponurej rzeczywistości brudne
go jelcza „195" odbierałem niczym kojące działanie balsa
mu.
Wszelako wlepki to potrzeba dzielenia się pewnego ro
dzaju młodzieży - niewątpliwie tej najciekawszej, najwarto
ściowszej (będącej wrogami skinów-nazistów-faszystów,
szalikowców, pospolitych, młodocianych bandziorów i skre
tyniałych chuliganów) - swymi odczuciami, poglądami, my
ślami:
JEDYNYM
SENSEM
TY
JESTEŚ
Pogodny, barwny malunek pary obejmującej się. Chłopak
- biały, dziewczyna - czarna. Uśmiechnięci. Na jego głowie
włosy sterczą jak u panków, u niej zwinięte są w rzędy kule
czek. Murzyneczka unosi ponad głowę palce w victorii:
N A J P I E R W SĄ L U D Z I E
POTEM NARODY
Różowa karteczka. Na dole rysunek lisa z puszystym ogo
nem. Ponad lisem narysowany wieszak-ramiączko. Całość
ukazana bardzo realistycznie. Obydwa znaki podkolorowane:
Wolę biegać
niż
wisieć
Wlepkowicz FIGER w jednej ze swoich nalepek podjął te
mat opieki zdrowotnej. Na żółtej kartce ukazuje łóżko szpi
talne z zaznaczoną na nim abstrakcyjnie kotłowaniną czar
nych kształtów. Pod rysunkiem wypisany stosunkowo długi
wywód o przybywaniu na ziemi wciąż nowych pokoleń
i niewychodzeniu ze szpitali ludzi zdrowych. W innej wersji
nazywa szpitale umieralniami.
W świetle przedstawionych dotąd - z konieczności jedy
nie wybiórczo - tekstów-wlepek, podejmowanych w nich
kwestii społecznych, intelektualnych wyznań, żywych reakcji
na dewastację, przyjąć należy, że poznajemy środowisko
młodzieży legitymującej się wysoką wrażliwością, budują
cym respektem dla spraw w życiu naczelnych. Przy tych nie
wątpliwych cnotach raduje, że autorzy nie utracili cech przy
pisywanych młodości: pogody ducha, przedniego dowcipu
oraz zdolności do zuchwałego żartu.
W ostatnich dniach 1997 roku pojawiły się w autobusie
„175", najżyczliwszym wylepkowiczom, dwa rysuneczki
na białych karteczkach wielkości dużych znaczków poczto
wych. Oto one. Na pierwszym na wprost tylnego wejścia
rysunek, który można by zatytułować „Wykład". Na pierw
szym planie słuchacze, dostojni mężczyźni w garniturach.
Na drugim planie dostojny wykładowca pod krawatem
z pałeczką w ręce. Jest on skierowany w stronę olbrzymiej
główki śruby, na której zaznaczone zostało charaktery
styczne dla śrub wcięcie. W stronę tego wcięcia skierowa
ne jest ostrze wielkiego śrubokręta. Czytaj: wykładowca
objaśnia, do czego służy śrubokręt, a pilni słuchacze z uwa
gą przyswajają cenne wiadomości. Po przeciwnej stronie
ten sam autor zamieścił wlepkę, na której narysował lądo
wanie pojazdu kosmicznego. Z pojazdu wychodzi grupka
pasażerów przypominających swym wyglądem osoby
z pierwszej wlepki... Mógł przedstawić nam te dwie ekstre
malne sytuacje wspomniany już FIGER, który ma wielką
łatwość rysowania, ale również cięty język i wyrafinowany
dowcip:
Mój pies w ł a ś n i e p r z e s z e d ł
z j e d n e j i z b y do d r u g i e j
Wiadomość tę FIGER przekazał pod koniec upalnego
lipca 1997 w autobusie „174". I być może tenże dowcipny
autor zafundował nam „wiejskie rozkosze" w autobusie
„175": rysunek kolorowy ukazujący palec w dziurce nosa
i taki podpis:
Z NOSA M U C H Y P Ł O S Z Ę
I M A M WIEJSKIE ROZKOSZE
Możemy - jak sądzę - przejść już obecnie do uwag ogól
nych o interesującym nas zjawisku.
Pojawiło się ono 2-3 lata temu w okresie triumfowania
tromtadracji SLD i nie wygasło po zwycięstwie AWS. Mo
że stanowić rodzaj odreagowywania stresów kształtowa
nych przez polityków rządzących krajem. Ponieważ polity
cy traktowani są z pogardą, we wlepkach się o nich nie
wspomina.
Wlepki nawiązują do iście rodzimej sztuki ulicy - szablo
nów, które miały zdecydowanie polityczny charakter i rozwi
jały się bogato i rozmaicie głównie w brzemiennym czasie
ponurych zdarzeń stanu wojennego w Polsce.
Zachowują wlepki elementy działania konspiracyjnego,
niejawnego i nieoficjalnego. Znajduje ta twórczość zajadłych
przeciwników, głównie wśród kierowców i służb porządko
wych w zajezdniach autobusów. Ale ma również swoich ci
chych zwolenników wśród niektórych kierowców i pracowni
ków zajezdni.
W stosunkowo krótkim czasie w twórczości autobuso
wych wylepkowiczów pojawiły się artystyczne i n d y w i
d u a l n o ś c i , mające honor sygnowania się własnym tagiem, dbające o własny, oryginalny styl, jak również rodzaj
zainteresowań. Tylko w śródmieściu Warszawy, w sześciu au
tobusach nr 174, 175,179, 116, 122, 195 możemy od 2-3 lat
poznawać prace stałych artystów. Oto oni: LEPCY, LOLAS,
FIGER, DŻEPETTO, ROBAL, REYTAN, HERMAN, J. B. Do
nich dołączają twórcy anonimowi. I oni mają swoją ważną ro
lę w rozwoju interesującego nas zjawiska.
Oho,
kapła
chwilka.
143
Zatem, nasza wlepka oscyluje między szyderstwem lub
kpiną, sympatyczną drwiną a egzystencjalną z a d u m ą ,
pozorną błahos'cią treści a niezwykle budującym osądem:
LUDZIE, MYŚLENIE
NIE
BOLI!!!!!
Optymizm sąsiaduje z gorzką refleksją:
N A K L E J K I STAŁY SIĘ JUŻ TAK GŁUPIE
JAK L U D Z I E K T Ó R Y C H M I A Ł Y Z M I E N I A Ć
Wlepkowicze wypracowali swój własny etos. Jego cechą
podstawową jest niekorzystanie z wulgaryzmów, nieużywa
nie słów ordynarnych, nieprzyzwoitych (niewinność, od
której rozpocząłem ten komunikat).
Wędrowne galerie wlepkowiczów w autobusach nawiązu
ją do szerszego zjawiska przyozdabiania pojazdów, głównie
ciężarówek, ale również rowerów, motorowerów, riksz, łodzi.
Z pasji tej słyną Indie, ale również kraje Afryki , Azji Połu
dniowo-Wschodniej, Ameryki Środkowej i Południowej. Ale
w żadnym z tych miejsc na świecie nie występuje znane nam
z kraju zjawisko, aby same osoby prowadzące pojazdy (ich
gusta i zachowanie) prowokowały do rozwoju całkiem im ob
cej twórczości.
2
N I E L I C Z NA K I E R O W C Ę SIĘ SAM
ZABIJ
NATOLIN
Malowanie po kryjomu graffiti przez wrajterów na ścianach
budowli zasługujących na całkowitą cześć, zamalowywanie
przez tych artystów wagonów metra i kolejek podmiejskich
również jest dokonywane - jak w przypadku wlepek - wbrew
kierowcom czy użytkownikom wymienionych obiektów. Ale
tylko w wylepkach pojawia się nieustający dyskurs z przeciw
nikiem. Stanowi on niezwykle ważny czynnik inspirujący.
Wlepkowicze w swojej twórczości korzystają z tradycyj
nych już środków wyrazu, powszechnie dostępnych (długo
pis, pisak, piórko, tusze, kredki oraz kartki samoprzylepne)
jak też z grafiki komputerowej oraz przekazu w internecie.
W autobusie „175" 5 marca 1998 roku przeczytałem efektow
nie wydrukowaną komputerowo wlepkę. Cały napis „mach
nięty" ukosem, a litery potrójnie cieniowane:
CO Z TOBĄ
ROBI
BÓL?
Pod tym pytaniem podpisała się pierwsza mi znana
wlepkowiczka, KASIA Z GRÓJCA. Autorka zamieściła pod
swoim imieniem adres do korespondencji, numer skrytki
pocztowej w Grójcu. Możliwe, że autorka widziała wlepkę
Lepcego poświęconą umieraniu w szpitalach czy inną tegoż
artysty z rysunkiem śmierci dzierżącej kosę oraz sypiącą
groszami:
ŚMIERĆ
NIE WYDAJE
RESZTY
Najlepsze wlepki wskazywałyby, że ich autorzy mogli
czerpać inspirację z dzieł znanych artystów rodzimych i ob
144
cych. W wlepce barwnej FLEPKO SYLVA (kompozycja
w kratkach wyobrażeń różnych kształtów i obiektów rzeczy
wistych) postrzegam coś z pomysłów Miró. Zalecenie Woj
ciecha Młynarskiego aby robić swoje, (RÓB SWOJE) wyko
rzystał w jednej ze swych grafik Henryk Tomaszewski, a tak
że wlepkowicz. Ten drugi słuszne zalecenie uzupełnił foto
grafią... Klossa. Z kolei w grafikach Andrzeja Strumiłły Mój
dziennik, przewspaniałych pracach pokazywanych obecnie
w podziemiach Zamku Ujazdowskiego, wyczuwam klimat
ulotnej sztuki niewinności i dobrych myśli, którą rozwijają
najlepsi wylepkowicze w wędrownych galeriach autobuso
wych.
Wlepkowicze to sympatyczni reprezentanci najlepszej
części młodzieży szkolnej w Warszawie. Nie przynależy ta
młodzież do budzących grozę wszelkiej maści młodocianych
bandziorów, wandali, chuliganów; czyli kiboli, szalikowców,
dresiarzy, skinów i innych żałosnych nieszczęśników.
Wiele wlepek jest adresowana wyraźnie do tej nieszczę
snej części młodzieży. W jednej z wlepek LOLASA znaleźć
można szczegółowy opis dresiarza, bohatera nie tylko
przedmieść, odległych peryferii, ale również centralnych
w stolicy blokowisk (chociażby z ulic Andersa i Solidarno
ści). Tenże LOLAS rodziców dresiarzy, skinów itp. nazywa
ZGREDAMI RULAMI. Słowo ml, mlek, jest łagodną formą
srała, sralka. Zgredy rule w wylepkach LOLASA ukazywani
są w strojach dziecięcych, jako istoty bardzo z siebie zado
wolone, kochające swoje wcielenia w pysznych i dumnych
dresiarzach; dzieciach o których „nic złego powiedzieć nie
można".
Istotą wlepki jest błyskotliwa zwięzłość i dosadność. Do
tyczy to zarówno tekstów, jak również obrazków. Dojrzali
wlepkowicze korzystają z humoru sytuacyjnego. Sprzyja mu
stała, ponurawa atmosfera panująca w autobusie. I każdy żart
z wlepki reflektowany jest przez ów nastrój. Ale DŻEPETTO
i pewnie ktoś jeszcze, stara się stworzyć nieoczekiwane, kon
trastujące sytuacje. Otóż wieloma swoimi wlepkami przy
zwyczaił odbiorców, że interesuje go wyłącznie przeszłość.
Sumiennie przedstawia daty ważnych zdarzeń w dziejach oj
czyzny. Bolesław Chrobry, Bolesław Śmiały, Zygmunt Stary,
Mieszko. Oto postaci, którym DŻEPETTO poświęca uwagę.
I nagle u tego autora pojawia się data z przyszłości i dwie
osoby wlepkowiczów.
2008
ROBAL & REYTAN
BUDUJĄ ŁUNOCHOD
Zakres tematyczny wylepek jest rozległy. Poszczególne
tematy mniej lub bardziej wyraziście się wyodrębniają. Za
pewne historyzm to temat indywidualny wspomnianego
DŻEPETTO, podobnie, jak drobiazgowo opisywana co
dzienność życia szkoły, przedstawiana przez autora KO
CHANEGO PAMIETNIQA
Ale w wlepkach odnajdziemy
również poważne tematy społeczne, polityczne czy doty
czące... bytu, sumienia, samotności, refleksji nad losem
człowieka, wiary i samego Boga. Oto wybrane teksty
z wlepek „religijnych", jednosłowna i rozbudowana, wielos łowna:
JEZUS
BÓG HONOR OJCZYZNA.
OJCZYZNA - ZGNILIZNA.
HONOR - CHORUJE.
POZOSTAŁ BÓG.
KTO NIE WIERZY W BOGA
TEN W R Ó G !
RELIGIA TO RZECZ LUDZKA
Pojawiają się również pytania:
Czy
miałeś
objawienia?
Przyznasz Szanowny Czytelniku, że tego rodzaju pytanie
w smutnym, pustawym jelczu o świcie czy zapchanym do
granic możliwości w godzinach szczytu albo późnym wie
czorem, to poruszająca „kwestia i problem". To niezwykle
zuchwałe wtargnięcie w świat stereotypów informacyjnych,
reklam, ogłoszeń, zaleceń oraz rzeczowych pouczeń.
Wlepki powoli znikają. MZA wycofuje stare jelcze
i wprowadza luksusowe pojazdy nisko zawieszone. W auto
busach tych, tylną część pojazdu - umiłowaną przez wlepkowiczów - wypełniają wygodne siedzenia. Nie ma już w tych
autobusach sprzyjających okoliczności dla sztuki, która roz
kwitała jeszcze przed rokiem. Pozostał internet, zupełnie no
wy i nieoczekiwany świat pełen wyzwań i możliwości twór
czych. Niektórzy, warszawscy wlepkowicze są już w nim
obecni i całkiem bezpieczni. Kierowca ze śrubokrętem, pani
sprzątaczka ze ścierką już im nie zagrażają... Wszelako, zda
niem DŻEPETTO:
A U T O B U S BEZ V L E P E K JEST
NIEWAŻNY !
wie) oraz starszy o dwa lata Krzysztof Sidorek (student I I I
roku Instytutu Krajów Rozwijających się Wydziału Geografii
i Studiów Regionalnych UW).
Swoją działalność rozpoczęli wczesną wiosną 1996 roku.
Z PINOKIEM współpracowała wówczas Anna Pochmara,
obecnie na anglistyce UW, a także Magda Tomkowicz, lice
alistka.
Z nastaniem wiosny 1997 roku PINOKIO rozpadł się na
dwie frakcje: Libel, Pochmara, Tomkowicz, korzystający ze
znaku LEPCY oraz Sidorek, Czajka i wcześniej nie poja
wiająca się, licealistka Joanna Rudnicka. Druga grupa swo
je prace sygnuje znakiem graficznym, trójkącik w kole stero
wym. Prace podpisane LEPCY dobrze pamiętamy. Natomiast
dziełka Sidorka, Rudnickiej, Czajki to: CHODZĄ PO
GŁOSKI ŻE TONIEMY KAPITANIE, JEDYNYM
SEN
SEM JESTEŚ TY, KAŻDEMU ŚWIAT MRUGA
INACZEJ
(Sidorek), PRZEPAŚĆ
WŚRÓD CIENI
(Rudnicka),
WZNIOSY NAD MIASTEM, KANAŁEM CICHO SUNIE
WĄŻ, czy obrazek abstrakcyjny, plątanina czarnych kresek,
dwa zabarwienia powierzchni, czerwień, błękit, brak podpi
su, to dzieła Czajki.
W 1998 ponownie trzej artyści się jednoczą, przywracając
do życia w nowym kształcie i z ambitniejszym programem
twórczym instytucję o nazwie PINOKIO. Ponieważ w tym
programie uzupełniono nalepki plakatami (przylepianymi
gdzie się tylko da na ulicach stolicy) oraz malarstwem przez
PLĄDRUJEMY
Marzec 1998, autobus 174.
PS. O nalepkach autobusowych znane mi są następujące
prace: Piotr Rogacz, Rusz ze mną lśniącym, czerwonym auto
busem, „Raster", nr 3, marzec 1997; tenże, Naklejki, czyli pa
sażer kreatywny, „Machina", nr 6 (15), czerwiec 1997, s. 26;
Jarosław jot-Drużycki, / ty możesz spotkać królową Anglii
w autobusie, „Życie", 24 lipca 1997; Szymon Niemiec, Vlep
ka po oczach, „Życie Warszawy", 18 grudnia 1997; Harald
Kittel, Uwaga! Autobus bez hologramu nie ważny, „Gazeta
Stołeczna", 18 marca 1997.
POŁ ROKU PÓŹNIEJ
Po długich staraniach (pisaniu listów na skrytkę pocztową
PINOKIA) udało mi się dotrzeć do autorów najciekawszych
nalepek w tym osoby podpisującej się LEPCY. Okazał się
nim Marian Libel, student pierwszego roku pedagogiki!, mie
szkający w pobliżu pl. Zbawiciela, a nie - jak przypuszcza
łem naiwnie - w sąsiedztwie mego domu, w pobliżu ulicy
Długiej, Miodowej czy Bonifraterskiej.
PINOKIA powołali do ambitnej działalności zimą 1995
roku trzej warszawscy licealiści: wspomniany Marian Libel
ur. w 1978 roku, jego rówieśnik Robert Czajka (obecnie stu
dent I roku malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warsza
R
U
I
N
Y
RZ^Z¥NISTQ|gl
Tekst M. Libel, grafika R. Czajka. Plądrujemy miny rzeczywistości.
Napis biały, tło niebieskie. Silodruk, jako naklejka wym. 8x12,5 cm,
a jako plakat 25x33 cm. W nocy Niedzieli Palmowej rozklejono
w mieście tych plakatów 1500 egzemplarzy. 1998 r.
145
szablon (na ścianach budynków, głównie w Śródmieściu)
użyłem określenia instytucja. Jej ambitne osiągnięcia zdu
miewają.
W nocy 4 kwietnia, z soboty na niedzielę (NIEDZIELĘ
PALMOWĄ!) na krańcowych przystankach wielu autobusów
miejskich przy Dworcu Centralnym PINOKIO zgromadził
13 nalepiaczy (przyjaciele i zaprzyjaźnieni naklejkowicze).
Cztery „brygady" rozjechały się na sposobiące się do snu
miasto. Akcję zakończono około czwartej, piątej rano. Nalep
ka PLĄDRUJEMY RUINY RZECZYWISTOŚCI (2 tysiące
sztuk), powiększona do wymiarów 30x40 cm, jako plakat,
zaistniała w liczbie 1500 egzemplarzy na ulicach Warszawy.
Rozlepiono również 700 egzemplarzy plakatu CZY OBIET
NICA W ŚWIECIE ZDRADY JEST LEPSZA OD SZUKA
NIA?
Z nastaniem Wielkiego Tygodnia mogłem oglądać pla
katy PINOKIA w zwykłych, uznanych miejscach (na słu
pach ogłoszeniowych), jak również w miejscach całkiem
nieoczekiwanych. Oto niektóre z nich: betonowe zwalisko
przygniatające figury powstańców warszawskich na pl.
Krasińskich; czarne tablice na klepsydry przy Minister
stwie Kultury i Sztuki oraz przy kościele OO. Kapucynów;
szyby budki telefonicznej na Krakowskim Przedmieściu.
Dzieło PINOKIA można było podziwiać na Targówku
i Ursynowie, na Bielanach i Bródnie... Część plakatów usu
nęli pracownicy służb porządkowych miasta (jak w przy
padku budki telefonicznej) resztę pochłonęły działania za
wodowych plakaciarzy, jak również łatwe do przewidzenia
czynności informacyjne osób czy to z kościoła czy z Mini
sterstwa KiS. Po trzech miesiącach widuję tylko jeden osa
motniony plakat PLĄDROWANIA... na sławnym budy
neczku przy wejściu do ul. Koziej. Wszelako, można po
wiedzieć sobie, że kwietniowa akcja plakaciarska PINO
KIA przyjęta została w mieście z pewną życzliwością, bez
żółci, czyli wzburzenia. Inaczej rzecz się miała z szablona
mi. Na początku swej działalności PINOKIO korzystał
z szablonu, który przyjęty został obojętnie i można ten do
kument (stylizowana głowa z długim nosem) w przybru
dzonej czerwieni oglądać tu i ówdzie, między innymi na
węgle przy wejściu do MKiS na Krakowskim Przedmie
ściu. Natomiast po latach nasi trzej artyści, wzbogaceni
o doświadczenia opanowania autobusów i ulic miasta wy
startowali z zasadniczo innymi wzorcami, rzec można, zde
cydowanie prowokacyjnymi:
SZTUKA ALBO ŻYCIE
ŚMIERĆ W z NAWIASIE
Między górnym i dolnym napisem znalazły się, po lewej,
abstrakcyjne smugi (inspiracja z form na zdjęciu rentgenow
skim złamania nogi), a po prawej realistyczny wizerunek
lampy biurowej z czarną żarówką, bo w takim kolorze wyko
nany został cały szablon. Oglądam go codziennie na ścianie
w pobliżu Katedry Polowej.
W HOŁDZIE SZABLONOWI
PINOKIO
146
Rysunek M . Tomkowicz, tekst M . Libel, Nocą przemądrzale
światło
zastąpiła jałowa ciemność.. Szedł Ulicą Zapaleńców.
Na białym lub blękitnawo-fioletowym tle czarny rysunek.
Podpis Lepcy. Wym. 8x11 cm. 1996 r.
Tekst M . Libel, rysunek A. Pochmara, Więc skrywane krainy kwitną
nocą - pod lampą gdy papier jest lustrem duszy. Podpisane Lepcy
(czytaj jako liczbę mnogą). Rysunek i napis czarny, tlo żółte.
Wym. 5,5x1 l e m . 1997 r.
Między napisami trzy torsy męskie. Twarze identyczne
i nakrycia głów takie same... czapki tureckie.
Natomiast trzeci szablon i jego wersja w ręcznym, wiel
kim napisie (węgieł ściany od strony Traugutta przy wejściu
do ASP), tudzież liczne, autobusowe nalepki:
ANTYCHRYST
BĘDZIE
ARTYST
spotkały się wszędzie z prawie identyczną korektą społeczną.
Słowo antychryst, zostało zamalowane, a w nalepkach, oddarte!
Nalepka, plakat i na koniec trwały malunek z szablonu
ANTYCHRYST BĘDZIE ARTYST-jak mi powiedzieli sa
mi artyści spod znaku PINOKIA - skojarzony został na
mieście z działalnością jeśli nie satanistów (sic!), to jakieś
sekty (zasłyszana reakcja w autobusie). Można więc rzec
słowami Sidorka, że czulsza część mieszkańców Warszawy
odebrała wyznanie artystów jako oświadczenie o swych
związkach z samym Księciem Ciemności (artyści są diabła
mi)^. Takiego przyjęcia ANTYCHRYSTA artyści nie przewi
dzieli...
Pomysł wprowadzenia tego napiętnowanego pojęcia po
chodził od Mariana Mariusza Libela i , jak w przypadku
starszego Krzysztofa Sidorka (mającego na swych studiach
stałe zajęcia poświęcone uwarunkowaniom kulturowym) nie
został przyjęty bezkrytycznie. Już znacznie wcześniej, kiedy
jego hasło na nalepkę PLASTIK WSZECHMOGĄCY zilu
strowane zostało przez Pochmarę i Libela Golgotą (ukrzyżo
waniem kłamcy jako Pinokia, bajki-czarownicy, telewizora,
jako innych) nie miał przekonania do takiego rozwiązania,
wyczuwał Sidorek, że pomysł ten skierowany jest do wielu,
którzy zdecydowaną dezaprobatą, aby nie rzec oburzeniem,
przyjmują wszelkie próby profanowania uznanych w kraju
świętych pojęć.
Zatem, w zespole PINOKIA występują nieraz ostro ry
sujące się różnice w rozumieniu przesłań jakie ich twór
czość winna spełniać w odbiorze społecznym. Wszelako,
kiedy dochodzi do realizacji przedsięwzięcia pracochłonne
go i ryzykownego (nalepianie i malowanie) jednoczą się
trzej panowie i z zapałem działają w grupie. Szczególnie po
ruszająca się historia powstawania dużego napisu ANTY
CHRYST BĘDZIE ARTYST na ścianie frontowej ASP.
Otóż artyści PINOKIA dwójkami, a na koniec trójką przez
kilka dni malowali pojedyncze litery przez szablon! Przypo
minam, że i w tym miejscu pierwsze słowo zostało rychło
zamalowane.
K. Sidorek. Chodzą pogłoski, że toniemy kapitanie. Czerwony napis,
czerwona fajka, biała czapka, broda czarna. Wym. 6x7 cm. 1997 r.
N I E ZAB1]A}
W T U ZJMĄ
NA CHWAŁĘ
PINOKIO zaanektował swoją twórczością największe
miasto w kraju! Dodać też trzeba od razu, że autobusowych
nalepiaczy, wlepkowiczów, naklejkaczy, (LEPCYCH) nie
ma w żadnym innym polskim mieście poza waleczną War
szawą! Nie ma ich we Wrocławiu, mieście mogącym się po
chlubić działaniami niedościgłej POMARAŃCZOWEJ AL
TERNATYWY! PINOKIO przesłoniło swymi dokonaniami
prace LOLASA, Tomasza Bujnowskiego, podpisującego się
В IE (Bardzo Istotny Element), autora przezabawnych pa
^
:
U—
miętników, młodszego Dominika Zachorskiego (N N K),
A. Pochmara, Nie zabijaj... Na białym tle czarny napis i tak samo
REYTANA, DOCENTA, DŻEPETTO, FIGERA,
FLEPKO
ciemna postać strzelająca z rewolweru we własną skroń. Część twarzy
SYLVA, ROBALA, HERMANA i wielu, wielu innych... PI
krwista i zniekształcona. Wym. 5x7 cm. 1997 r.
NOKIO, to sześć dzielnych osób, w tym trzy urocze panie.
Pozostają one wciąż w cieniu swych mężczyzn... Przygoda
z reakcją na ANTYCHRYSTA może spowoduje, że męska
mian. Czego nie ma w mediach i w garaffiti, w Galeriach
część PINOKIA wsłucha się uważniej w podszepty swej
i w biłboardach. Anarchistyczne, programowe bluźnierżeńskiej reprezentacji. Póki co, posłuchajmy, jak jedyni kon
stwo, jest nam równie obce, jak napisy w toaletach, czy
tynuatorzy prześwietnej, r o d z i m e j , sztuki szablonu
wandalizm szalikowców, kiboli.
(wyrosłej w ponurych latach stanu wojennego) określają
Te roztropne wyznania usłyszałem od Mariana Mariusza
swoje credo. Pamiętajmy, słuchamy nie tylko mistrzów dow
Libela przeddzień 3 maja 1998. Krzysztof Sidorek i Robert
cipu, ale również autorów stwierdzeń pryncypialnych,
Czajka - obecni przy rozmowie - milczeli... Ale kiedy minął
SZTUKA ALBO ŻYCIE, OBIETNICE
W ŚWIECIE
1 sierpień, wspólnie nocą, do 6 rano, ustalili:
ZDRADY, ARTYSTA EGOISTA, RUINA RZECZYWISTO
Nigdy nie pisaliśmy i nie zamierzamy pisać żadnych ma
ŚCI, JEDYNYM SENSEM JESTEŚ TY oraz tych, którym
nifestów. Nasza myśl ciągle płynie i definiowanie jakichś
dane było igrać z nami surrealistycznymi, czy wręcz nadrea
spójnych poglądów byłoby tutaj co najmniej niewłaściwe.
listycznymi, to stwierdzeniami, to spostrzeżeniami: Wyszli
Jedakże przedstawiamy fragment nie istniejącego, a co waż
śmy z buntu i walki, naklejka zamiast pieniędzy, religii, za
niejsze, nieprawdziwego manifestu.
bawy! Polityka zawiera się w tych trzech pojęciach. Pań
My, jałowa ziemia, w obliczu spazmów sztuki, intelektu
stwo, które jest młodszym bratem Kościoła, podlega tym sa
alnego zbieractwa, decydujemy się wyjść. Działamy z ko
mym ocenie brata starszego. Byliśmy wściekli, a z czasem
nieczności wbrew. Istota kreacji wymusza na nas zanegowa
zamyśleni. Stąd nasze dewizy, ŚMIECH PRZECIW FA
nie pewnych pierwiastków kultury. Negacja ta nie jest jed
SZYZMOWI..., SZUKANIE i PLĄDROWANIE... Wyśmie
nak pustym niszczeniem, ale częścią procesu poznawczego,
wanie każdej postaci pychy. Dążenie do poznania PRAW
który staje się niezbędny, przy zastępowaniu w przestrzeni
DY. Walka stała się dla nas nakazem dawania czegoś wzaumysłowej obcych elementów własnymi.
NIEKRWAWYCH
STETtJM
i *IN0KI0' P-U BOXVt W-WA 131
147
USZYSTKIE ROB SWO
TUARZE J E I NIE
Ц AUTOBUSIE
OGLĄDAJ
R. Czajka, Wszystkie twarze w autobusie... Żółte tło, czarne litery.
Wym. 5x7 cm. 1997 r.
Rys. art. piast. Henryka Tomaszewskiego. Reprodukcja z pisma
„Pokaz", nr 3(6), 1994
My, pasożyci. Żerujemy na schematach, które pozwaają
nam odbić się od gładkiej powierzchni bytowania. Samo tyl
ko subiektywne, twórcze myślenie umieszcza nas w ideali
zmie, pozwalającym na uzyskanie większej perspektywy epistemologicznej.
W świetle początkowych stwierdzeń w przedstawionym
tekście (Nigdy nie pisaliśmy i nie zamierzamy pisać żadnych
manifestów) ale nie tylko, omawiane zjawisko, przede wszy
stkim, nalepek autobusowych (ruchomych galerii malarstwa,
grafiki i sentencji) udaje się połączyć z nieoficjalnym nurtem
współczesnej sztuki demonstracyjnej, która przed kilkudzie
sięciu laty bujnie rozkwitła w wielu krajach tak zwanego trze
ciego świata, w krajach Afryki, Azji, Ameryki Południowej
i Środkowej. Stając się krajem wolnym, również Polska,
swym warszawskim epizodem ruchomych galerii autobuso
wych może dołączyć do owych osobliwych pojazdów bogato
okraszonych, dowcipnymi sentencjami oznakowanych, które
od lat piędziesiątych przemierzają bezdroża Indii, Nepalu,
Tajlandii, Kolumbii, Ekwadoru, Peru, czy Nigerii, Gambii,
Ghany albo też Togo... Wszelako jak w tych odległych kra
jach ozdobne pojazdy przewożące ludzi różnią się wyraźnie
między sobą, zależnie od swej przynależności państwowej,
tak również nasze, warszawskie nie opuściła differentia specifica. W każdym z wymienionych odległych krajów owa
mobilna sztuka tworzona była przez samych kierowców (szo
ferów), lub na ich życzenie przez uznanych mistrzów pędzla.
I tylko u nas stało się inaczej. Bo konspiracja to nasze, pol
skie, trwałe doświadczenie. Kierowca z MZK, to przecież
z reguły zaciekły wróg vlepki. Zatem, ile pomysłowości i za
razem hartu ducha musieli wykazać nalepkowicze, aby prze
chytrzyć owych przeciwników ulotnej sztuki niewinności,
również zuchwałej, także często gniewnej, a najważniejsze,
odświeżającej umysł i ducha pasażerów skazanych na korzy
stanie z autobusowej komunikacji miejskiej.
PISY
1
BIE, czyli Tomasz Bujnos wprowadził do nalepek pisownię alfa
betem czeskim. Od Bujnosa pochodzi słowo vlepka. Swój pomysł uza
sadniał ... oszczędnością czasu, wszak sylaba „ku" (częsta we współ
czesnym języku) to po prostu „q", zaś „sz", „cz", to tylko „5" i „ć"!
Ale, w pomyśle B!E, postrzegać należy coś więcej. Jak się wydaje
serdeczny ukłon w stronę sąsiadów Czechów, którzy poszczycić się
mogą wieloma pisarzami najprzedniejszego dowcipu, nie oszczędzają
cego tych wartości i pojęć, które w innych narodach, a w naszym
szczególnie, uchodzą za święte (wszak nie szargać świętości, jest na
szym przykazaniem jedenastym). Myślałem więc początkowo, skoro
wszystko zapożyczamy, że vlepki przyszły do nas z Czech. I chyba
148
całkiem się nie myliłem. Trafiły do nas pośrednio, poprzez poetykę
stawnych, czeskich lektur. Jest to krzepiący znak, że nie wszystko we
współczesnej kulturze młodzieżowej ma jedno, każdemu dobrze zna
ne piętno.
O ciężarówkach służących przewozowi ludzi, wspaniałych gale
riach malarskich w Afryce, pisałem w kontekście zastanowień nad
współczesną sztuką naiwną poza Europą. Por. Sztuka demonstracyjna
współczesnej Afryki, „Polska Sztuka Ludowa", R. X X X : 1976, nr 2,
s. 97-114; Etat des recherches sur 1'art non-officiel de lAfriąue contemporaine, „Studies in Art History", Ossolineum 1980; L'Art non officeilau
Senegal, „Ethnologia Polona", vol. 7: 1981, pp. 81-87.
2
