7117ec7ad868a7b89cd61efdf5b0a19a.pdf

Media

Part of Z Adamem Zegadło oraz jego żoną o Żydach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2

extracted text
Dorota Pacewicz, Krzysztof Sabak

Z ADAMEM ZEGADŁO ORAZ JEGO ŻONĄ O Ż Y D A C H *

n: Żydów tu było bardzo dużo przed wojną. Teraz już nie ma, ale
było. I my byli. I chociaż się nowe dokłada do tego, ale się pamięta,
że było. Bez tego żyć, to tak jakoś dziwnie. Byli i nagle ich nie ma. Ja
za młodych lat pracowałem w fabryce, takiej prywatnej odlewni.
Ona była przez Żydów prowadzona. Bo od tej pierwszej wojny
światowej, to dziwne rzeczy się działy tutaj. Bo to bieda, nędza i
smród, i ubóstwo, i wszy i pierun wi co. Ludzie się tylko iskali od
wszy.
lOna: Wszędzie tak było! (...)
n: Tak było przed tą wojną. A po tamtej, to się już nie chce gadać.
anim się to wszystko troszeczkę udekorowało, zanim ludzie tutaj
f«kądś przyszli z pieniędzmi, uruchomili coś...
fUy: A kto przychodził z pieniędzmi?
' h: No Żydzi obsadzali się. Przecież nie chłop obsadzał się; co on
miał o interesie za pojęcie?
Uy. A Żyd skąd miał to pojęcie?
n: Żyd? Jak to skąd. On się rodzi z tym.
|y: Czy Żydzi tu mieszkali?
n: Mieszkali, chodzili. Ta fabryka, w której zacząłem robić to była
Bbryka żydowska. (...)
Vy: Gdzie była ta fabryka?
n: W Suchedniowie. Chodziło się na piechotkę.
Uy: Czy Żydzi ją tylko prowadzili, czy także w niej pracowali?
n: Prowadzili tylko Żydzi; Żydem był majster, tokarze, tacy lepsi
chowcy. A ludzie ze wsiów to się dopiero przyuczali. Tu u nas
»ozili rudę i dmuchawka taka była, i przetapiali taką surówkę, a
Uewnia była w Suchedniowie. A druga odlewnia była na Rejowie.

* Adam Zegadło był jednym z najstarszych i najwybitniejszych
eźbiarzy ludowych w Polsce. Miał lat 78, mieszkał w rodzinnej wsi
yżka (k. Łącznej) w woj. kieleckim. Rozmowa miała miejsce w
rietniu 1988 r. Zegadło zmarł 13 maja 1989 r.



A jeszcze była trzecia, Mostki. Trzy były odlewnie tu nisko, pod
naszą wsią.
My: Czy Żydzi byli tu na takich samych zasadach jak inni ludzie?
On: Tak jest! — przecież tu była wolna tolerancja, od Kazimierza
Wielkiego. Prawa dał różne ludziom, to zaczęli się zjeżdżać kupcy z
forsą. Najechało się ludzi, zrobili handel, zmiany rozmaite, kulturę.
Wszystko się wtedy zrobiło, że była bieda, wykupywali dwory,
ziemię karczowali i zaczął się ruch. Kiedy się już dwory udekorowa­
ły, to trzeba było folklor: przyjęcie jakieś, cywilizację. Jak było
przyjęcie jakieś, wesele, goście, to — dawali na tacy chleb i sól.
Przyjmowali tym ludzi. Wychodził jakiś ojciec z domu, czy stary
dziadek... Ja sam byłem świadkiem, jak Żydzi przyjmowali biskupa
sandomierskiego w Suchedniowie chlebem i solą... Oni tu nie mieli
przeszkód. Najwyżej to mieli przeszkody jak były skoki na tego cara.
To tu się chowali po tych górach, po tych dziurach...
Ona: Ale, ci Żydzi tu ziemię mieli, i wszystko, mieli gospodarstwa,
handel mieli, sklepy po wsiach. Tak było.
On: Tak, tak. Ale co tam było w takim sklepie: nafta, trochę soli. Co
on tam miał?
Ona: Chleb piekli..
On: No, chleb tak.
Ona: Bułki..
On: No... (...)
My: A jacy to byli ludzie?
On: Różnili się. Niektóry był uczciwy, inny nie. To tak, jak ogólnie
jest.
Ona: Ale przydawali się bardzo ludziom. Mąż nawet u nich na
weksle brał żyto jak chciał zasiać pole. Nawóz skądś mieli, handlo­
wali tym.
My: Dawali na weksle?
On: Jeden drugiego poręczał. Ja miałem takich swoich, co mnie
znali dobrze, to dawali i ręczyli za to żyto czy nawóz.
Ona: Później się oddawało rok, dwa, po trochu i już było lżej trochę.
103

Tak by człowiek nie zasiał tego pola.
On: Ale mieli zasadę jedną: musiał coś na tym zarobić.
My: Czy się razem trzymali? Czy z ludźmi tutejszymi byli blisko?
Czy się lubili między sobą?
On: Ci, co należeli do sekty chrystusowej to szli do kościoła, a ta
sekta mojżeszowa, to znowu miała swoją bóżnicę w Suchedniowie.
Tam były narady, i tam się schodzili na modły. No a ci tutaj, co
należeli do Chrystusa, to chodzili do kościoła.
My: Czy to była jedyna różnica?
On: Tak ogólnie, to żyło się tak pomiędzy, ale mieli te dwie sekty.
My: Czy ubierali się inaczej?
Ona: Odmiennie, ale nie wszyscy odmiennie się ubierali.
On: No a jak? Kto się nie ubierał odmiennie? Powiedz mi, wytłu­
macz!
Ona: Bo w tych krymkach chodzili (jarmułkach — przyp. red.)!. Ale
chodzili i nie w krymkach.
On: A co to chce się gadać, jak nie wie się dokładnie! O ile się mówi
„Żyd", to chodził w takiej jeremce (jarmułce) i w takim długim...
Ona: Habicie.
My: Chałacie...
On: No, taki to już był Żyd. Ten, co należał do Chrystusa, to szedł
do kościoła.
My: Czy byli tacy, którzy chodzili do synagogi, a nie mieli krymek?
On: Nie, takich nie było, No, w kapeluszu najwyżej. Ale w sobotę to
musiała być jeremka. No i bardzo przepisy przestrzegali.
My: Czy byli też przechrzczeni?
On: Przechrzty? Przecież to ci wszyscy, co poszli do Chrystusa!
My: Czy dużo tu było takich?
On: Aaa, rany boskie, Polska cała!
Ona: Niecała!
On: No, nie cała, przyszli skądeś tam jeszcze ludzi inni.. Było tych
Żydów, było. No i umarli.
Ona: Różni byli. O, tacy bracia (znałam ich, blisko mieszkali). Jeden
chodził tak jak ci na wsi ludzie, drugie w krymce. No i żył oddzielnie.
I ten, co tak jak my chodził to, ja wiem? czy on chciał się żenić ze
mną? Nie wiem! Podchodził tak do mnie!
My: A Pani by wyszła za Żyda?
Ona: No, ja wiem... Jakby się podobał, to wszystko jedno, prawda?
On: To tylko chodziło o wyznanie. No bo przecież jednakowe ma
wszystko — i jedzenie, i tu — nisko, i wszystko jednakowe ma.
My: A to, że ciemni? (pytanie sugerowało karnację, strój, ale
Zegadło zrozumiał je w innym znaczeniu słowa)
On: No, jak się przyuczył, to uczony, a jak się nie przyuczył, to
nieuczony.
Ona: Ale Żydzi się uczyli. I po domach, i do szkoły chodzili.
Mało było ciemnych. Żydek, małe dziecko żydowskie, jak przy­
szło do szkoły, to jakby było po trzech, czterech klasach, już
z domu.
My: Czy były jakieś konflikty między ludnością polską i żydowską?
On: Jak ksiądz coś zamącił. To tyle było.
My: Ksiądz?
On: Przecież mówił kazania do wszystkich ludzi, którzy chodzili do
kościoła. (...)
My: A co mówił?
On: A różne rzeczy opowiadał, o religii., mówił jak tego Chrystusa
mordowali, to, sio, o, takie. Wtedy ludzie wyszli takie... złośliwe na
Żydów. To było najczęściej.
My: Czy coś im złego potem robili? Coś mówili?
Ona: Nie, tylko taki trochę wstręt mieli.
On: O to! o te męczarnie.
Ona: Ale nie dokuczali im, to nie.
My: A jak było w czasie okupacji?
Ona: W wojnę to tu dużo było Żydów — w Suchedniowie,
Bodzentynie... po wsi chodzili, chleb ludzie im piekli, męli im żyto. Ja
sama im piekła chleb, w wojnę. Miałam piec chlebowy, to parę razy
upiekłam chleb tym, co chodzili. A mąż, to jak mu się zachciało palić,
i niósł Żyd tytoń, to ostatek żyta dał temu Żydowi za ten tytoń. Ja
mówię: co my będziemy jeść z dziećmi!

On: A tak i ten Żyd się pożywił i my przeżyli. O! pomagało się jak to ]
ludziom.
My: A czy Niemcy nie gonili za to?
On: Jak im nikt nic nie powiedział, to jak mogli gonić!
My: A nikt nie wydawał?
Ona: Nie! Ale każdy się bał, by człowieka nie ukarali, prawda? A oni]
przychodzili, a to nocą, a to wieczorem, te Żydzi. Ale mało
wieczorem, więcej w dzień.. Jak kopało się ziemniaki, to przyszedł z
motyką i sobie kopał.. Niemiec nie wiedział czy kto Żyd, czy nie Żyd.
Oj, działo się tu, działo..
On: Nie ma co powtarzać...
My: A kiedy Pan zaczął rzeźbić Żydów?
On: To od muzeum się zaczynało. Początki były różne., takiego co
w nastroju wojennym, jakby (Zegadło zaczął rzeźbić Żydów w 1968
r. — przypis red.) Pytamy się tej pani dyrektorki czy takie rzeźby i
można robić? A ona mówi „pogadam". Pogadała, i „niech Pan robi"i
— powiada.
My: A dlaczego chciał Pan rzeźbić Żydów?
On: No bo ja z nimi się wychowałem, nie?
Ona: Mąż pracował 14 lat w fabryce, zżył się z Żydami. On wszystk
od Żydów umie. (...)
My: A czy Żydówki były ładne?
On: O, i to jakie!
Ona: Mnie do ślubu Żydóweczka suknię szyła..
On: ... Ale jaka była ładna!
Ona: Bardzo ładna! W Suchedniowie. Ale oni zginęli. Uciekli do^
Bodzentyna w czasie wojny. I byłam w lesie, jak wracali, tam ich]
widziałam. I później zamordowali ich... zginęli. Ona męża miała z
Szydłowca, Żydka, a ona była z Suchedniowa. Bardzo fajne ludae|
byli.. Bardzo grzeczne byli.
My: A czy mieliście jakieś kontakty z Żydami, nie handlowe?
Ona: Na żydowskie wesela my chodzili. Ale Żydzi nie chodzili do |
nas. Bo na wsi, to wie pani: bili się, zabijali się.. To Żydzi się bali |
takie wesele przychodzić.
My: Ale mogli? Zapraszano ich?
Ona: Tak. I my do Żydów chodzili. Ja byłam na dwóch weselach
żydowskich. Pięknie było, pięknie się bawili! Ani oni się nie opili, ani j
się nie bili... Tak było wszystko fajnie, że aż miło było patrzeć!
My: Czy dużo ludzi ze wsi chodziło na żydowskie wesela?
Ona: Nie, nie dużo. Ale tak, kto nie kto, to weszedł na to wesele, |
przypatrzyć się, co tam się działo, jak tam było.
My: A dlaczego Pani tam chodziła?
On: A bo ona tam mieszkała koło nich, niedaleko, bo ona pochód
stamtąd, z Łącznej.
My: Czy ludzie lubili Żydów?
Ona: Zależy kto: jedni lubili, drudzy nie lubili. Ja tam lubiałan
Żydów. I nawet lubię patrzeć jak mąż robi tych Żydów. Bardzo m
się podobają. Mąż pięknych Żydów robi!

O RZEŹBACH
I — To nowa rzeźba, konik, bryczka na dwóch kółkach, w niej;
czarno ubrany, z czarną brodą jegomość. Dziedzic, siadał
sobie taki i jechał se, objeżdżał sobie majątek.
Dlaczego Pan wyrzeźbił akurat dziedzica?
Bo to jest zabytek Stare, co się już nie praktykuje.
Gdzie pani ma teraz coś takiego w Polsce?
Ma Pani samochód... zaraz zasmrodzi, czy jakiś traktor.
A to (o rzeźbie), to jest coś pięknego!
11 — To też moja nowa rzeźba — skrzypek, obok łabędź. Muzykant
gra na skrzypkach melodię baletową... Czajkowskiego... łabę­
dzie. I to jest ten łabędź. Wsłuchuje się... To będzie nowość dlaf
Jackowskiego!

Fot. Krzysztof Saba

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.