a9a4da936a5a40e01dad67fd08329d82.pdf

Media

Part of Sprawozdania i recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.3

extracted text
S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

I

R

E

C

E

N

Z

J

E

NA MARGINESIE DYSKUSJI O HAFCIE KASZUBSKIM

W tomie X X V I I I „ L u d u " T a d e u s z S e w e r y n k o ń c z y
s w ó j artykuł o złotogłowiach kaszubskich n a s t ę p u ­
jącą uwagą:
„ P r z y s z ł o ś ć o k a ż e , czy pierwsze samodzielne hafciarki kaszubskie potrafią w « m o d r y m » k r a j u roz­
budzić uśpioną intuicję artystyczną i pchnąć j ą w
k i e r u n k u zdobienia p r z e d m i o t ó w w i e j s k i e g o ,
domo­
wego u ż y t k u . W r . 1925 dopiero k i e ł k o w a ł o n o w e l u ­
d o w e h a f c i a r s t w o n a K a s z u b a c h , a l e d z i ś jeszcze ż y ­
je i rozwija się,"
Przez „ n o w e hafciarstwo" rozumie tutaj S e w e r y n
ośrodek
hafciarski w e Wdzydzach,
zorganizowany
przez G u l g o w s k i c h .
Autor wspomnianego a r t y k u ł u
o b s e r w u j e z z a i n t e r e s o w a n i e m w z n o w i e n i e przez G u l ­
gowskich z a n i k ł e j j u ż prawie sztuki hafciarskiej n a
K a s z u b a c h i w s k a z u j e n a potencjalne
możliwości
rozwojowe.
Z a j m u j e s i ę n a j w i ę c e j o ś r o d k i e m w d z y d z k i m , lecz
p r z y p o m n i e ć t u n a l e ż y , ż e o k o ł o r . 1910 t a k i c h c e n ­
t r ó w hafciarskich, j a k we Wdzydzach, b y ł o kilka n a
Kaszubach: w Kościerzynie u Lewandowskich, w K a r ­
t u z a c h , w Z u k o w i e u gospodarzy P t a c h ó w , a o p r ó c z
tego w W e j h e r o w i e , w Ż a r n o w c u , w C h o j n i c a c h oraz
w innych miejscowościach,
Z tych centralnych niejako o ś r o d k ó w p r o m i e n i ś c i e
rozszerzały, s i ę w p ł y w y i n i c j u j ą c e kaszubskie h a f c i a r ­
stwo, a p o s z c z e g ó l n e c e n t r a m i a ł y
wykoncypowane
p r z e z siebie w z o r y , k t ó r e m n i e j s z y m p r a c o w n i o m p o ­
d a w a n o n i e j a k o z r ę k i do r ę k i .
T a d e u s z S e w e r y n pisze, ż e w r . 1907 p r a c o w a ł o w e
W d z y d z a c h 10 h a f c i a r e k , a w 1925 pod w d z y d z k ą d y ­
r e k t y w ą było już kilka innych pracowni i haftowało
w n i c h o k o ł o 100 d z i e w c z y n . C z y l i ż e o ś r o d e k w d z y d z ­
ki, zorganizowany przez Gulgowskiego w r a z z żoną,
b y ł najsilniejszy i najbardziej znany.
I n n e centra kaszubskie nie d o c z e k a ł y s i ę takiego
rozgłosu, mimo ż e poszczególne pracownie w y t w a r z a ­
ł y n i e m n i e j a r t y s t y c z n y h a f t n i ż G u l g o w s c y , ale n i e
tak p o w s z e c h n i e z n a n y .
J e d n a k zdobnictwo hafciarskie rodziny L e w a n d o w ­
s k i c h oraz s k u p i a j ą c y c h s i ę w o k ó ł n i c h h a f c i a r e k z y ­
s k a ł o sobie w K o ś c i e r z y n i e i okolicy z a s ł u ż o n ą s ł a w ę
n a d ł u g i e lata.
Podobnie M a j k o w s k a w K a r t u z a c h ,
rewindykując
s t r ó j k a s z u b s k i , n a p e w n y m etapie p o ł ą c z y ł a z t ą
a k c j ą r ó w n i e ż 1 w z n o w i e n i e haftu, p r z y c z y m o r g a ­
n i z o w a ł a pracownie hafciarskie.
W y n i k a s t ą d , ż e w l a t a c h 1910—1930 s p o t y k a m y
się n a K a s z u b a c h z w i e l k i m o ż y w i e n i e m r u c h u regionalistycznego, k t ó r y potem z n o w u s ł a b n i e , a po w y ­
buchu w o j n y i w okresie o k u p a c y j n y m zamiera z u ­
pełnie.
P o w o j n i e h a f t e m k a s z u b s k i m , tak j a k h a f t a m i w
innych regionach Polski, zajmuje s i ę C P L i A , k t ó r a
organizuje d u ż o o ś r o d k ó w hafciarskich i kieruje n i ­
m i . K i e r o w n i c t w o to j e d n a k n i e u w z g l ę d n i a ż y c z e ń
l u d u a n i jego t r a d y c j i . N a m i e j s c e k o l o r o w e g o haftu,
do k t ó r e g o p r z y z w y c z a j e n i b y l i K a s z u b i , C P L i A u s i ­
ł u j e w p r o w a d z i ć haft jednokolorowy, i to n a j p i e r w
b i a ł y , a potem ż ó ł t y n a s z a r y m p ł ó t n i e . C P L i A o r g a ­
nizuje kursy w tym kierunku pouczające, usiłuje n a ­
r z u c i ć hafciarkom inne wzory, wykoncypowane
w
ekspozyturach rejonowych,
Z o r g a n i z o w a n e j u ż dobrze
haf ciarki,
które tak
c h ę t n i e p o d j ę ł y i n i c j a t y w ę z e s p o ł o w e j pracy i stwo­
r z y ł y k o l e k t y w y h a f c i a r s k i e , teraz z n i e c h ę c i ł y s i ę pod
w p ł y w e m niefortunnych
innowacji,
zdezorientowały
i ostatecznie z e s p o ł y s w o j e r o z w i ą z a ł y .
Na tle tych nieustannych
kontrowersji
między
C P L i A a hafciarkami kaszubskimi — w y w i ą z a ł a się
d y s k u s j a , k t ó r a ze z j a z d ó w , p o s i e d z e ń , k u r s ó w —

170

p r z e n i o s ł a s i ę do p r a s y i t r w a d o t ą d . P o w s t a j e w i ę c
pytanie, c z y „ p o p r a w i a c z e " k a s z u b s k i e g o h a f t u m i e l i
s ł u s z n o ś ć i czym p o s t ę p o w a n i e swoje mogliby u z a ­
sadnić.
Z d a w a ł o s i ę bowiem, ż e sprawa b a r w n o ś c i kaszub­
skiego haftu j e s t j u ż z d a w n a p r z e s ą d z o n a . W s p o m i ­
na o b a r w n o ś c i h a f t ó w Tadeusz Seweryn w swoim
p i ę k n y m artykule o złotogłowiach:
„ D w i e barwy d o m i n u j ą w kaszubskich haftach: s u ­
cha, s p e ł z ł a , o l i w k o w a z i e l e ń oraz b ł ę k i t w r ó ż n y c h
t o n a c j a c h s k a l i — od s e l e d y n u , przez s p e ł z ł y k o b a l t ,
do j a s n e g o g r a n a t u . Z i e l e ń i b ł ę k i t , l a s y i j e z i o r a .
J e s t w t y c h b a r w a c h p e w i e n sens d y k t o w a n y p r z y ­
rodniczymi w ł a ś c i w o ś c i a m i kaszubskiej ziemi. Z n a n e
j e s t upodobanie K a s z u b a do m o d r e j b a r w y . Ś w i a d c z y
o t y m granatowy strój dawnych r y b a k ó w »lesoków«
czy » b o r o w i a k ó w « , pomalowywanie
błękitną
farbą:
p o w a ł y , m e b l i d o m o w y c h , o d r z w i , okien, zdobienie
ś c i a n izby p a s e m f a r b k o w y m , b i e g n ą c y m p o d p o w a ­
ł ą . N i e ulega w ą t p l i w o ś c i , ż e p r z y r o d a w p o s t a c i l a ­
sów, morza, j e z i o r - ż y w i c i e l i w y w a r ł a t u w p ł y w n a
u m i ł o w a n i e t y c h d w u b a r w : zielonej i m o d r e j . K o m ­
pozycja b a r w n a h a f t ó w w d z y d z k i c h u t r z y m a n a jest
p r z e w a ż n i e w z i m n y c h tonach."
Z b i e g i e m c z a s u j e d n a k , i to s z c z e g ó l n i e j u L e w a n ­
dowskiego, o ż y w i ł &ią h a f t k a s z u b s k i c h ł o n ą c t a k ż e
inne barwy w i d m a s ł o n e c z n e g o : c z e r w o n ą i ż ó ł t ą
W ten s p o s ó b w y s t ę p u j ą w i ę c w t r a d y c y j n y m haf­
cie k a s z u b s k i m b a r w y s i l n i e j i s ł a b i e j nasilone, s k ł a ­
dając s i ę razem n a s k a l ę siedmiu k o l o r ó w .
Przy t a k i m postawieniu sprawy obstają
hafciarki
kaszubskie.
W ó w c z a s , kiedy Gulgowscy, Lewandowscy,
Maj­
kowska i inni rewindykowali haft kaszubski, wielob a r w n o ś ć i s t n i a ł a j u ż powszechnie w dekorowanym
meblarstwie kaszubskim. Na c i e m n o b ł ę k i t n y m , brą­
z o w y m l u b p o m a r a ń c z o w y m tle w y k w i t a ł y
bukiety
k w i a t ó w , a w i ę c r ó ż , t u l i p a n ó w , o w o c ó w granatu, stokroci, r o z g w i a z d o r a z i n n y c h k o m p o z y c j i k w i e t n y c h ,
w y s t ę p u j ą c y c h w siedmiorodzajowym
zabarwieniu.
K a s z u b s k i zdobnik czy zdobniczka nie wiedzieli n i c
0 t y m prawidle estetycznym, k t ó r e zabrania p r z e n o s i ć
o r n a m e n t y z jednego t w o r z y w a n a i n n e . A r t y s t a l u ­
d o w y p r z e n o s i swobodnie z d o b i n y n a d r z e w i e m a l o ­
w a n e do h a f t u , z h a f t u n a c e r a m i k ę , j a k to do d z i ­
siejszego d n i a p r a k t y k u j ą N e c e l i M e i s s n e r .
Nie j e s t bogaty z a s ó b o r n a m e n t a c y j n y k a s z u b s k i e ­
go z d o b n i c t w a , t o t e ż te s a m e w z o r y p o w t a r z a j ą s i ę
n i e u s t a n n i e — c z y to w m e b l a r s t w i e , czy w h a f c i e ,
czy w ceramice. T y m s i ę t ł u m a c z y o w a n i e u s t ę p l i ­
w o ś ć kaszubska, jeżeli bierzemy pod u w a g ę haft k o ­
lorowy, bo w k r ę g u z w y c z a j n y c h zdobin w y s t ę p u j e
w i e l o b a r w n o ś ć p o d k r e ś l o n a nadto c z ę s t o t l i w o ś c i ą p o ­
wtarzanych wzorów.
J e ż e l i o d e j m i e m y h a f t o w i k a s z u b s k i e m u jego b a r w ­
n o ś ć , to s t r a c i on o p a r c i e o r e a l i a . T y m i r e a l i a m i s ą
ornamenty n a kredensach kaszubskich, n a skrzyniach
m a l o w a n y c h , ł a w a c h , k o ł y s k a c h oraz i n n y c h s p r z ę ­
tach domowych.
Chata kaszubska w okresach dawnych b y ł a ciemna.
M a ł e okienka słabo przepuszczały światło — toteż
grały w e w n ą t r z szczegóły
umeblowania,
ceramiki
1 haftu, k t ó r e s t a n o w i ł y p e w n ą h a r m o n i j n ą
całość
rozjaśniającą w n ę t r z e i dodającą m u barwy.
N a w e t p i e c e ceglane c z y g l i n i a n e m a l o w a n o n a k o ­
lor j a s k r a w o zielony, a do k a f l i p i e c ó w o z d o b n y c h
stosowano m o t y w y hafciarskie.
C h a t y u b o g i c h gospodarzy c z y r o b o t n i k ó w f o l w a r c z ­
n y c h n i e w y k a z y w a ł y tego b o g a c t w a t o n ó w i k o l o r o w o ś c i , ozdób i dekoracji, g d y ż klasowo u p o ś l e d z o n y
rolnik wszystkie siły i c a ł y s w ó j czas w k ł a d a ł w pod-

t r z y m a n i e b y t u s w e g o i s w o j e j rodziny, J e d n a k ż e w
k a ż d y m domu dziewczyna h a f t o w a ł a i zdobiła, za­
w i e s z a ł a paradny ręcznik, kolorowo haftowany
na
ścianie, a m ę ż c z y ź n i starali się, choćby w m i n i m a l ­
n y m stopniu, z d o b i ć s p r z ę t s w ó j i n a r z ę d z i a p r a c y ,
W całokształcie zjawisk zdobniczych b a r w n o ś ć by­
ł a w i ę c n i e t y l k o d y k t o w a n a p o t r z e b ą e s t e t y c z n ą , ale
s p e ł n i a ł a p e w n ą f u n k c j ę ż y c i o w ą przez stwarzanie
k u l t u r y w n ę t r z a , k t ó r e b y ł o p r z y s t o s o w a n e do p o ­
trzeb c z ł o w i e k a
Nie z n a m y j u ż takiego w n ę t r z a k a s z u b s k i e g o d o m u .
Z u r b a n i z o w a ł o s i ę ono, m e b l e p r z e s t a n o d e k o r o w a ć
i n i e dbano j u ż o i c h p i ę k n y d a w n y k s z t a ł t , z n i k ł y
barwne dekoracje, nikt nie interesuje się j u ż dzisiaj,
w w y ś c i g u życia, barwnymi wzorami, które należały
do i n n e j e p o k i k u l t u r o w e j , w y t w a r z a ł y s p o k ó j , i s t ­
n i a ł y n i e j a k o statycznie.
P o z o s t a ł y jeszcze t y l k o c e r a m i k a i h a f t — j a k o s y n ­
t e z a d a w n e g o bogatego z d o b n i c t w a .
Przemiany, o k t ó r y c h mowa, nie d o k o n a ł y się z dnia
na dzień na K a s z u b a c h . J a k w k a ż d y m i n n y m regio­
nie Polski, procesy n i w e l u j ą c e s z t u k ę l u d o w ą t o c z y ł y
s i ę i t u powoli, ale r o z w i j a ł y nieustannie. J e s t e ś m y
w i ę c dzisiaj ś w i a d k a m i z a n i k u bardzo w i e l u gałęzi
s z t u k i l u d o w e j , a s z c z e g ó l n i e j n a K a s z u b a c h , gdzie —
jak w każdym innym przymorskim kraju — postęp
k u l t u r o w y z a z n a c z a s i ę b a r d z o silnie.
J e d n ą w i ę c z n i e l i c z n y c h p o z o s t a ł o ś c i j e s t haft, k t ó ­
r y z a c h o w a ł s i ę w s w o j e j t r a d y c y j n e j formie l u d o ­
wej, z a r ó w n o w kompozycji, j a k i w kolorystyce.
J e ż e l i dzisiaj C P L d A s t w a r z a t a k i e t r u d n o ś c i h a f ­
ciarskim zespołom kaszubskim i przeciwstawia się
b a r w n o ś c i haftu, to j e d n a z p r z y c z y n l e ż y w t y m , ż e
h a f t t e n j e s t p r z e j a s k r a w i o n y , a l e nie z w i n y h a f ciarek kaszubskich. W ł a ś n i e C P L i A — nie dostar­
c z a j ą c s w o i m p r a c o w n i o m odpowiedniego s u r o w c a —
naraża hafciarki n a u ż y w a n i e nici, k t ó r y c h zabarwie­
nie nigdy nie w y s t ę p o w a ł o w k a s z u b s k i m zdobnic­
twie. P o j a w i a s i ę w i ę c np. w e W s p ó ł c z e s n y m hafcie
kolor trawiastozielony
zamiast
oliwkowego, ostra
c z e r w i e ń zamiast b a r w y w i ś n i o w e j , kolor k a n a r k o w o ż ó ł t y , j a s k r a w y fiolet i c i e m n y b r ą z , co n a tle
szarego p ł ó t n a n i e s t w a r z a h a r m o n i j n e j c a ł o ś c i .
A u d i a t u r et a l t e r a p a r s .
T a a l t e r a p a r s d o m a g a s i ę w p r o w a d z e n i a do h a f t u
k a s z u b s k i e g o m i ę d z y i n n y m i przede w s z y s t k i m bieli.
T u z a p y t a ć m u s i m y , czy n i e b y ł o n i g d y b i a ł e g o h a f t u
na Kaszubach? Haft taki istniał. Ś w i a d c z y o tym b i a ­
ł y czepiec h a f t o w a n y b i a ł ą b a w e m i c z k ą i ozdobiony
białymi koronkami, znajdujący się w Muzeum K a ­
szubskim w Kartuzach.
Również i w Muzeum w Słupsku znajduje się biały
haft a ż u r o w y w y r o b u ludowego. B i a ł y b y ł t a k ż e k a ­
s z u b s k i p ł ó c i e n n y czepek.
T o z n a c z y , ż e obok h a f t u b a r w n e g o i s t n i a ł h a f t
b i a ł y j a k o j e d n a z o d m i a n — podobnie j a k j e d n ą
z odmian jest haft złoty. H a f t b i a ł y i z ł o t y u w a ż a ć
m o ż e m y z a s t a r s z y , podczas k i e d y h a f t k o l o r o w y n a ­
zwany został przez S e w e r y n a haftem n o w y m . O c z y ­
w i ś c i e , ż e t a n o w o c z e s n o ś ć k o l o r o w e g o h a f t u nie j e s t
d z i s i e j s z a i n i e p o w s t a ł a w e W d z y d z a c h , bo p a m i ę ć
o hafcie k o l o r o w y m d a t u j e s i ę od k i l k u p o k o l e ń , a
obok c z e p c ó w b i a ł y c h i z ł o t y c h i s t n i a ł y t a k ż e k o l o ­
rowe, p r z y c z y m d o k u m e n t a c j i d o s t a r c z a n a m z n o w u
Muzeum Kaszubskie w Kartuzach.
P r o b l e m w i ę c n i e j e s t t a k i prosty, j e ż e l i c h o d ź ) o
historyczne uzasadnienie. H a f t wielokolorowy m a r ó w ­
n i e ż p o w s z e c h n ą t r a d y c j ę t e r e n o w ą i n i e m o ż n a go
p r z e c i w s t a w i a ć haftowi b i a ł e m u i z ł o t e m u .
H a f t k o l o r o w y z y s k a ł sobie r a c j ę b y t u z j e d n e g o
jeszcze p o w o d u . B y ł s t o s o w a n y do w y s z y w a n i a p r z y r a m k ó w koszuli d z i e w c z ę c e j , k o ł n i e r z y k a i m a n k i e ­
t ó w , w y s t ę p o w a ł n a fartuszkach b i a ł y c h i n a chustecz­
kach. Stąd u p a m i ę t n i ł się ludowi, a po z a n i k u stro­
j u p r z e n i ó s ł s i ę n a s e r w e t y , obrusy, T ę c z n i k i , f i r a n y —
o s t a ł s i ę j a k o d e k o r a c j a w n ę t r z a domowego.
Nadmienić należy, ż e z początkiem w. X X pojawiły
s i ę w domach k a s z u b s k i c h hafty jednokolorowe, n a j ­
c z ę ś c i e j czerwone z wersetami polskimi lub niemiec­
kimi. W y t w ó r c a m i tych h a r t ó w byli w ł a ś c i c i e l e skle­
p ó w hafciarskich, którzy rzucili t a k ą p r o d u k c j ę m i ę ­
dzy l u d , do m a ł y c h m i a s t e c z e k i n a w i e ś , a ż e w y ­

t w o r y te b y ł y b a r d z o tanie, w i ę c r o z p o w s z e c h n i ł y s i ę
szeroko i z n a l a z ł y n a ś l a d o w n i c t w o w ś r ó d l u d u . N i e
b y ł to o c z y w i ś c i e h a f t l u d o w y a n i r o d z i m y . D z i ś w i ę c
sugerowanie jednokolorowego haftu pojmowane jest
przez l u d k a s z u b s k i j a k o n a w r ó t do o b c y c h i b r z y d ­
kich w z o r ó w .
W i e l k i m i ł o ś n i k h a f t u ludowego i z n a w c a l u d u —
S e w e r y n Udziela pisze o hafcie l u d o w y m n a s t ę p u ­
jąco;
„ M i e l i ś m y z a w o d o w y c h h a f c i a r z y po m i a s t a c h w i e l ­
k i c h . W i o s k i p o l s k i e t a k ż e z d o b i ł y h a f t e m odzienie
ś w i ą t e c z n e , a n i e r z a d k o osady c a ł e o d d a w a ł y s i ę '.ej
pracy, j a k np. w M a ł o p o l s c e : T y n i e c lub M a k ó w .
D a w n e hafty a r t y s t y c z n e w y k o n y w a n o u n a s w e ­
d ł u g w z o r ó w o b c y c h , ale h a f c i a r k i w i e j s k i e w y s z y w a ­
ł y koszule, f a r t u c h y i c h u s t k i z p a m i ę c i , n i e w e d ł u g
w z o r ó w rysowanych. Stąd też jeżeli kiedy n a ś l a d o ­
w a ł y w i d z i a n e h a f t y n a s z a t a c h k o ś c i e l n y c h albo n a
s t r o j a c h p a ń s k i c h , o d t w a r z a ł y j e po s w o j e m u , a c z ę ś ­
ciej w y s z y w a ł y n i c i ą b i a ł ą l u b b a r w n ą k w i a t y , l i s t k i
i g a ł ą z k i , i ozdoby r ó ż n e w e d ł u g f a n t a z j i w ł a s n e j .
T o t e ż spostrzegamy, ż e k a ż d a o k o l i c a m a s w o j e u l u ­
bione z d o b i n k i i w z o r y " .
Nie dziw w i ę c , że i K a s z u b k i m a j ą swoje t r a d y c y j ­
n e z a m i ł o w a n i e do w ł a s n e g o z e s t a w i e n i a b a r w i w ł a s ­
nych wzorów.
Udziela w y d a ł d r u k i e m zeszyt o haftach b i a ł y c h ! .
W p r z e d m o w i e j e d n a k do s w o j e j r o z p r a w y z a z n a c z a ,
ż e poda w d r u g i m zeszycie opis h a f t u
kolorowego,
opartego n a m o t y w a c h n a r o d o w y c h . U d z i e l a w i ę c ,
pisząc o p r z e p i ę k n y m b i a ł y m hafcie k r a k o w s k i m ,
u s t o s u n k o w u j e s i ę r ó w n i e ż ż y c z l i w i e do h a f t u k o l o ­
r o w e g o i w i d z i w n i m t a k ż e odbicie r z e c z y w i s t o ś c i
rodzimej.
M o ż e by w t y m m i e j s c u w a r t o s i ę z a s t a n o w i ć n a d
haftowanymi czepcami kaszubskimi, t y m bardziej i e
— p o w o ł u j ą c s i ę n a S e w e r y n a U d z i e l ę — nie m o ż e m y
p o m i n ą ć u w a g prof. F i s z e r a n a temat c z e p c ó w . P i ­
sze o n :
„Złotogłowie kaszubskie z a r ó w n o
pod
Względem
k s z t a ł t u , j a k i z d o b n i c t w a p r z y n a l e ż y do t y p u k r a ­
kowskich c z e p c ó w z t y m zastrzeżeniem, ż e typem po­
ś r e d n i m m i ę d z y p i e r w s z y m i i d r u g i m i s ą czepce w i e l ­
kopolskie, k u j a w s k i e , w a r m i j s k i e i c h e ł m i ń s k i e . "
W y p o w i a d a j ą c p o w y ż s z e zdanie, prof. F i s z e r p o ­
w o ł u j e się r ó w n i e ż na Tadeusza Seweryna.
Z t e m a t y k ą kolorowego, n o w e g o h a f t u k a s z u b s k i e ­
go p o w i ą z a ć n a l e ż y t a k ż e t e m a t k o l o r o w y c h c z e p c ó w
k a s z u b s k i c h , o k t ó r y c h F i s z e r nie w s p o m i n a , a k t ó r e
n a l e ż ą do tego samego t y p u .
O czepcach kaszubskich m ó w i s i ę z a z w y c z a j : „ z ł o ­
togłowie", a lud n a z y w a j e „złotnicami". N a j d ł u ż e j
i n a j l e p i e j z a c h o w a ł y s i ę czepce z l o t e m w y s z y w a n e ,
co w y n i k a z t r w a ł o ś c i z ł o t e j n i c i . C z e p c e k o l o r o w e ,
w y s z y w a n e n i c i ą j e d w a b n ą , mniej s ą znane, ponie­
w a ż ł a t w o u l e g a ł y z n i s z c z e n i u . M i m o to k i l k a c z e p ­
c ó w kolorowych z a c h o w a ł o się w Muzeum w K a r t u ­
zach.
N a kolorowych czepcach jedwabnych w i d n i e j ą m a r gerity, o w o c e g r a n a t u , t u l i p a n y , p a l m e t y , r ó ż e r o z ­
w a r t e i r ó ż n e t y p y l i s t o w i a . W s z y s t k i e te m o t y w y
zdobnicze w y s t ę p u j ą w b a r w a c h , o k t ó r y c h p i s a l i ś ­
m y p o w y ż e j , a w i ę c : w i ś n i o w e j , ż ó ł t e j , oliwteowozielonej, b ł ę k i t n e j , p r z y z a s t o s o w a n i u odcieni s i l n i e j ­
szych i s ł a b s z y c h . Trudno dziś j u ż wszystkie b a r w y
o d c z y t a ć , bo k o l o r y s p e ł z ł y , j<kiwab s i ę p r z y c i e m n i ł
i wiele nici jest porwanych.
Zapewne nie k a ż d a K a s z u b k a m o g ł a p o s i a d a ć cze­
piec w y s z y w a n y z ł o t ą n i c i ą . R ó ż n i c e k l a s o w e w y s t ę ­
p o w a ł y tu zapewne bardzo w y r a ź n i e . P r z y ó w c z e s n y m
rozwarstwieniu s p o ł e c z n y m odzieży, n a s c h y ł k u X V I I I
i w początkach X I X wieku, musiały się Kaszubki
s t o s o w a ć do tej k o n w e n c j i s p o ł e c z n e j ; bogatsze n o s i ł y
czepce z ł o t e , m n i e j u p o s a ż o n e w k ł a d a ł y
jedwabny
czepiec k o l o r o w y .
M o ż e m y u w a ż a ć , ż e czepce k o l o r o w e b y ł y b a r d z i e j
ludowe i n a p e w n o przez l u d w y s z y w a n e . J e ż e l i w z o r ­
nictwo tych c z e p c ó w o p i e r a ł o s i ę n a w e t o haft złoty,
to j e d n a k s a m o d z i e l n e p r z e t w o r z e n i a l u d o w e w y b i ­
jają s i ę bardzo w y r a ź n i e .
i Udziela S.: Polskie

hafty

ludowe.

(Wstęp.).

171

J e ż e l i z ł o t e czepce o w z o r a c h p r z e w a ż n i e o b c y c h ,
z a c h o d n i c h , s t a n o w i ł y i m p u l s t w ó r c z y d l a l u d u , to
przecież lud potrafił p o w t a r z a j ą c y s i ę tak często w
z d o b n i c t w i e k a s z u b s k i m owoc g r a n a t u z a m i e n i ć n a :
" ś l i w ę " czy „ m a k ó w k ę " ; p a l m e t ę — n a r o z s t r z ę p i o n e
l i s t k i ; l i ś c i e a k a n t u — n a l i ś c i e d ę b o w e ; rozety — na
róże; storczyki — n a „ g w i a z d y morskie"; n a r c y z o w a te k w i a t k i o t r z e c h l i s t k a c h — n a „ p s z c z ó ł k i " ; r ó ż n e
p ą c z k i i owoce — n a „ ż u c z k i " czy „ w i s i e n k i " itp.
T a k w i ę c n a j b l i ż s z ą a n a l o g i ę kolorowego haftu sta­
n o w i ł y b y , historycznie rzecz biorąc,
b a r w n e czepce
kaszubskie z X V I I I i X I X wieku.
I d ą c za tokiem o p i s ó w F l o r i a n a C e y n o w y , c z y t a m y ,
ż e d r u h n y , j a k i p a n n a m ł o d a , i d ą c a do ś l u b u — m i a ­
ły:
„ C z e r z v j o n e w o p j n k j se s v j e c ą c e m i c ę t k a m j i n a
s a m j m v j e r z c h u g ł o v e p o z ł o c ą n i v j n c ze zeloneho
borvjiku; prze hoku vjelgj p ę k s z n u r ó w czerzvjonech,
a na k o ń c u b l a s z k ą wobsadzonech.
Na
posvjętnj
dzenj p r z e b j e r a ł e r ó ż n e wozdobe, c h t ś r e j i m k u p c e
z eezech k r a j ó w s p r o v o d z a l ć . " 2
Ze wzmianki Ceynowy wynika, że Kaszubki lubiły
k o l o r o w e n a k r y c i a g ł o w y , zielone w i e ń c e ,
czerwone
w s t ę g i z a k o ń c z o n e z ł o t y m i b l a s z k a m i oraz r ó ż n e ś w i e cidła, nieraz sprowadzane przez G d a ń s k z zagranicy.
M a m y t u w i ę c n a w i ą z a n i e do b a r w n o ś c i .
D y s k u s j a , j a k a przez k i l k a l a t t o c z y ł a s i ę n a ł a m a c h
różnych pism Wybrzeża, na konferencjach Centrali
P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego — szczególniej
w ekspozyturze g d y ń s k i e j , na k u r s a c h hafciarskich
w G d a ń s k u i G d y n i — k o m e n t o w a n a b y ł a szeroko
przez l u d k a s z u b s k i w terenie.
Z h a f c i a r e k k a s z u b s k i c h m ł o d e d z i e w c z y n y nie z n a ­
j ą genezy swojego haftu, starsze z a ś , c h o c i a ż n a o g ó ł
z n a j ą , n i e m a j ą odwagi z a b r a ć g ł o s u w n i e p r z y c h y l ­
n e j d l a n i c h atmosferze. W y j ą t k i t y l k o , j a k Z o f i a
i Jadwiga P t a c h ó w n y z Ż u k o w a , zdecydowanie bro­
nią swojej kolorystyki kaszubskiej.
L u d nie chce p r z y j ą ć np, ż ó ł t e g o h a f t u jednolitego
n a s z a r y m tle szarego p ł ó t n a , a b i a ł y h a f t u w a ż a z a
j u ż p r z e b r z m i a ł y etap zdobnictwa, do k t ó r e g o nie chce
n a w r a c a ć . L u d o w i podoba s i ę k o l o r y s t y k a i p r a g n i e
s t o s o w a ć o w y c h siedem t r a d y c y j n y c h b a r w , o p a r t y c h
o widmo słoneczne.

* Florian
move."

Cejnowa:

„Skórb

Kaszebskosłovjnskja

Z tego, co p o w i e d z i e l i ś m y , w y n i k a , ż e z a g a d n i e n i e
haftu k a s z u b s k i e g o r o z s z c z e p i a s i ę n a d w a o d r ę b n e
tematy: h a f t u kolorowego — p r z y c z y m ta k o l o r o w o ś ć m a się z a m y k a ć w siedmiu ś c i ś l e oznaczonych
b a r w a c h — oraz haftu b i a ł e g o .
T o c z ą s i ę w i ę c n i e j a k o d w a n u r t y d y s k u s y j n e obok
siebie i
obydwa znajdują w y r a z w życiu praktycz­
n y m , a ż e c a ł o ś ć z a g a d n i e n i a r o z g r y w a s i ę n a bazie
gospodarczej, w i ę c p o w s t a j e k o n k u r e n c j a , k t ó r a n i e
jest k o r z y s t n a dla haftu ludowego w o g ó l e .
J e d n a k ż e na s k u t e k o ż y w i e n i a s i ę r u c h u f o l k l o r y ­
stycznego n a P o m o r z u — p o w s t a j ą w a r u n k i , w k t ó ­
r y c h haft kolorowy z w y c i ę ż a .
Do w i e l o b a r w n o ś c i n a w i ą z u j ą plastycy, k t ó r z y
w
b a r w n y m hafcie k a s z u b s k i m z n a j d u j ą i m p u l s t w ó r ­
czy i r o z w i ą z u j ą n a jego tle r o z m a i t e p r o b l e m y d e ­
koracyjne wnętrza. B a r w n e wzory kaszubskie o mo­
t y w a c h z a c z e r p n i ę t y c h z haftu p o j a w i a j ą s i ę j a k o
ozdoba w n ę t r z a w ś w i e t l i c a c h , w gospodach t u r y ­
stycznych, na stacjach kolejowych, w polichromii k o ś ­
ciołów.
P o n i e w a ż nie s ą j u ż d z i ś p l a s t y k o m z n a n e i n n e w z o ­
ry dekoracyjne, tylko hafciarskie, w i ę c cale
pęki
kwietne, zerwane niejako z h a f t ó w ludowych, prze­
noszone s ą n a ś c i a n y p o l i c h r o m o w a n y c h w n ę t r z .
Z p o d z i w e m o g l ą d a m y te i n w e n c j e d e k o r a c y j n e p l a ­
s t y k ó w , p o d c h w y t y w a n e n a s t ę p n i e p r z e z zdolne j e d ­
n o s t k i z l u d u i przenoszone d a l e j , w e w ł a s n e j j u ż
k o m p o z y c j i , do d e k o r a c j i w y k o n y w a n y c h s a m o d z i e l ­
nie.
O b o k a r t y s t y - p l a s t y k a staje k o l e j a r z czy robotnik
i nabrawszy rozmachu — maluje na Kaszubach, w y ­
b r a n y do tej a k c j i przez s w ó j z e s p ó ł z a w o d o w y .
B i a ł y albo ż ó ł t y haft s p o t y k a m y n i e t y l k o w s k l e ­
pach Centrali P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego,
b y w a on t a k ż e z a k u p y w a n y n i e ś w i a d o m i e p r z e z t u ­
r y s t ó w w sklepach galanteryjnych, w kioskach p a ­
miątkarskich, na wystawach.
W cichych wioskach kaszubskich, w z a p a d ł y c h „ c h e ­
c z a c h " nad j e z i o r a m i m ł o d e d z i e w c z y n y ,
pouczone
przez m a t k i i b a b k i , n i e w i e d z ą c e n i c o d y s k u s j a c h
t o c z o n y c h n a tle h a f t ó w , s n u j ą d a l e j k o l o r o w ą n i ć
i spod i c h p a l c ó w w y k w i t a j ą z n o w u n i e b i e s k i e t u l i ­
pany, czerwone r ó ż e , w o b r z e ż e n i u o l i w k o w y c h l i ś c i .
W z o r ó w do b a r w d o s t a r c z a j ą i m m o d r e j e z i o r a , l a s y
bukowe nasycone z i e l e n i ą i z ł o t e promienie
słońca
r z u c a j ą c e b l a s k i n a sady w i ś n i o w e i ogrody,
Bożenna

NA MARGINESIE „JABŁONECZKI" JULIANA PRZYBOSIA

W y d a n a w 1953 r o k u przez J u l i a n a P r z y b o s i a a n ­
tologia p o l s k i e j p i e ś n i l u d o w e j „ J a b ł o n e c z k a "
była
w p e w n y m sensie p i e r w s z ą p r ó b ą d o s t a r c z e n i a c z y ­
t e l n i k o w i w y b o r u p i e ś n i ś p i e w a n y c h przez l u d w
c a ł e j Polsce.
D o t y c h c z a s o w e z b i o r y tego r o d z a j u — j a k ; W a c ł a ­
w a z O i e s k a (Zaleskiego), K a z i m i e r z a
Wójcickiego.
2egoty Paulego, m o n u m e n t a l n e d z i e ł o O s k a r a
Kol­
b e r g a „ L u d " , w y c h o d z ą c e w l a t a c h 1865—1890, „ P i e ś ­
ni ludowe z P o l s k i e g o Ś l ą s k a " w y d a n e przez J , S t .
B y s t r o n i a , J . L i g ę z ę i M . S t o i ń s k i e g o w l a t a c h 1934
i 1938—9 oraz i n n e — m a j ą c h a r a k t e r d o k u m e n t a r n y , s ą t r u d n o d o s t ę p n e i nie n a d a j ą s i ę do u p o ­
w s z e c h n i a n i a tej dziedziny polskiego f o l k l o r u . W y ­
mienione d z i e ł a p r z e d s t a w i a j ą o g r o m n ą w a r t o ś ć dla
b a d a c z y l i t e r a t u r y , k u l t u r y i etnografii p o l s k i e j ; d l a
czytelnika
szukającego w pieśni
ludowej p i ę k n a
i prawdy o ż y c i u i odczuciach ludu — m a t e r i a ł w nich
z e b r a n y jest z b y t obszerny i za m a ł o w y s e l e k c j o n o ­
wany.
G r o m a d z ą c w s w o j e j antologii to w s z y s t k o , co spo­
śród tysięcy pieśni ludowych w y d a w a ł o mu się n a j ­

172

Stelmachowska

1

p i ę k n i e j s z e , d o k o n a ł P r z y b o ś wielkiego z a d a n i a , spo­
p u l a r y z o w a ł w s z e r o k i c h k r ę g a c h c z y t e l n i c z y c h 674
teksty,
m a ł o d o t y c h c z a s znane.
Mimo licznych niedostatków, o których będzie m o ­
w a później, „Jabłoneczka" spełniła s w o j ą rolę. Z a w a r ­
ty w n i e j m a t e r i a ł p i e ś n i o w y jest i l u d o w y , i ł a d n y .
C z y t e l n i k s i ę g n i e n i e w ą t p l i w i e po a n t o l o g i ę P r z y b o ­
sia. aby o d k r y w a ć w niej coraz to n o w e s k a r b y p o l ­
skiej twórczości pieśniarskiej. Wystarczy przekonać
s i ę o t y m w e r t u j ą c zbiorek. S z c z e r e u z n a n i e n a l e ż y
się Przybosiowi cd wszystkich m i ł o ś n i k ó w twórczości
ludowej za i n i c j a t y w ę i trud w y d a n i a „Jabłoneczki".
C z ę ś ć t e k s t o w ą antologii poprzedza obszerny w s t ę p .
Z n a l a z ł y się w nim s ą d y autora n a temat p i e ś n i l u ­
dowej w o g ó l e , o m ó w i e n i e c e l u i z a d a ń p o d j ę t e j p r a ­
cy oraz — p r z y o k a z j i — u w a g i d o t y c z ą c e o s i ą g n i ę ć

i Julian P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a . Antologia
p i e ś n i l u d o w e j . W a r s z a w a 1953. P a ń s t w o w y
W y a a w n i c z y . 8° s. 511, 1 n l b .

polskiej
Instytut

B y s t r o n i a . P r z y b o ś g r o m a d z i p i e ś n i ze w s z y s t k i c h r e ­
g i o n ó w Polski, d o k o n y w u j ą c przy tym wyboru
w
o p a r c i u o k r y t e r i a a r t y s t y c z n e , W u j ę c i u a u t o r a (w
p e w n y m sensie) „ J a b l o n e c z k a " s t a ć s i ę m i a ł a p r z e ­
c i w s t a w i e n i e m w y d a n e j p r z e d w o j n ą antologii B y ­
s t r o n i a ^ d z i e s i ę c i o k r o t n i e n i e m a l u b o ż s z e j w teksty,
opartej n a z a s a d a c h , k t ó r e P r z y b o s i o w i nie w y d a w a ł y
s i ę s ł u s z n e . „ B y s t r o n i o w i nie c h o d z i ł o o w y b ó r n a j ­
ł a d n i e j s z y c h p i e ś n i , lecz p r z e d e w s z y s t k i m o i l u s t r a c j ę
s w o i c h tez o istocie p i e ś n i l u d o w e j . N i e w a r t o ś c i o ­
w a ł on p i e ś n i , w y b i e r a ł t e k s t y n i e dlatego, ż e p i ę k ­
ne, lecz ż e r e p r e z e n t u j ą t a k i l u b i n n y r o d z a j w s t w o ­
r z o n e j przez niego k l a s y f i k a c j i . " 3
T a k i s ą d o B y s t r o n i u , k t ó r e m u n i e podobna o d m ó ­
w i ć z a s ł u g w dziedzinie p r a c n a d f o l k l o r e m p o l s k i m
— wydaje się nam niesłuszny. Jeżeli nawet przyjmie­
my, ż e antaiogia B y s t r o n i a p o w s t a ł a d l a p o p a r c i a
w ł a s n y c h jego tez o p i e ś n i l u d o w e j , nie d y s k w a l i f i ­
k u j e to jeszcze j e j w a r t o ś c i . Z r e s z t ą w i e l e t e k s t ó w
zamieszczonych
u B y s t r o n i a , albo i c h w a r i a n t ó w ,
znaleźć można również w „Jabłoneczce".,.
Przyboś zarzuca Bystroniowi
niewłaściwą
ocenę
pieśni ludowej: „ B y s t r o ń d o p a t r y w a ł się nawet szcze­
g ó l n e j cechy t w ó r c z o ś c i l u d u w t y m , ż e n i e s i e ona,
j a k samo ż y c i e , r z e c z y cenne obok b e z w a r t o ś c i o w y c h
i z p o w a g ą n a u k o w c a p r z y s t ę p o w a ł z a r ó w n o do t e k ­
s t ó w n i j a k i c h , j a k i do u t w o r ó w o w y s o k i e j w a r t o ś ­
c i a r t y s t y c z n e j . A l e nie jest to cecha w y r ó ż n i a j ą c a ;
podobnie j a k l i t e r a t u r a p i s a n a , i t w ó r c z o ś ć l u d o w a
bezimienna m a swoje szczyty i niziny. Z a s ó b p i e ś n i
l u d o w y c h , k t ó r e n a m z a p i s a l i zbieracze,
obejmuje
k i l k a w i e k ó w p o e z j i c h ł o p s k i e j , nie p r z e b r a n e j nigdy
przez ż a d n e g o h i s t o r y k a l i t e r a t u r y . P i e ś n i
ludowe
traktowano j a k o folklorystyczny zabytek, a nie jako
p o e z j ę , w k t ó r e j obok a r c y d z i e ł z n a l e ź ć s i ę m u s z ą
u t w o r y b e z w a r t o ś c i o w e , podobnie j a k w l i t e r a t u r z e
pisanej."5
Twierdzenie Bystronia o t w ó r c z o ś c i ludowej, która
„ j a k samo ż y c i e niesie r z e c z y cenne obok b e z w a r t o ś ­
c i o w y c h " n i e w y d a j e n a m s i ę bez r a c j i . P r z y z n a j e
m u z r e s z t ą s ł u s z n o ś ć i s a m P r z y b o ś . W e w s t ę p i e do
„Polskiej pieśni
ludowej" B y s t r o ń
pisze:
„Wbrew
utartemu w dotychczasowych w y d a w n i c t w a c h z w y ­
czajowi umieszczania t e k s t ó w najbardziej odpowia­
dających
l i t e r a c k i m gustom p u b l i c z n o ś c i , - a zatem
c z ę s t o sztucznie
zrekonstruowanych
i
troskliwie
u p i ę k s z a n y c h , w r e z u l t a c i e z a ś d a j ą c y c h f a ł s z y w e po­
j ę c i e o p i e ś n i l u d o w e j , w zbiorze n i n i e j s z y m w y b r a ­
n e s ą p i e ś n i n a j b a r d z i e j c h a r a k t e r y s t y c z n e , bez j a ­
k i c h k o l w i e k z m i a n , o p u s z c z e ń czy u z u p e ł n i e ń , t a k
j a k j e l u d do d z i ś d n i a ś p i e w a . K a ż d y tekst o k r e ś ­
lony j e s t t e r y t o r i a l n i e , p r z y c z y m p r z y i c h w y b o r z e
m i a r o d a j n ą by)a z a s a d a
możliwie
równomiernego
u w z g l ę d n i e n i a w s z y s t k i c h z i e m polskich"^.
1

O b y d w u a u t o r o m antologii
chodziło o wybranie
i przekazanie t e k s t ó w prawdziwie ludowych. B y s t r o ń
dobierał najbardziej charakterystyczne, P r z y b o ś prze­
de w s z y s t k i m — p i ę k n e .
B y s t r o ń z d a j e sobie s p r a w ę z t r u d n o ś c i p o d a n i a
d o k ł a d n e j definicji p i e ś n i ludowej. Nie tylko b » w i e m
one w y w i e r a ł y
duży
w p ł y w na naszą literaturę:
„ w i e d z i e ć warto, ż e i w p ł y w l i t e r a c k i n a n a s z ą p i e ś ń
l u d o w ą b y ł bardzo silny, ż e w i e l k a ilość p i e ś n i m i ­
łosnych,
zalotnych i komicznych, a t a k ż e
pewna
ilość pieśni balladowych o w ą t k a c h tragicznych —
p o w s t a ł a pod w p ł y w e m l i t e r a t u r y X V I i X V I I w i e ­
k u , k t ó r ą w ę d r o w n i ś p i e w a c y , r y b a ł c i czy t e ż zbiory
drukowane pieśni szlacheckich lub też wreszcie r ę ­
k o p i ś m i e n n e silvae r e r u m r o z p o w s z e c h n i a ł y
bezpo-

* J a n Stanisław Bystroń: Polska pieśń
ludowa.
W y b ó r . K r a k ó w 1925.
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s, 7—6.
N p . J a s i o konie p o i ł , K a s i a w o d ę b r a ł a ( B y s t r o ń :
P o l s k a p i e ś ń l u d o w a s. 28—31; P r z y b o ś : J a b ł o n e c z ­
k a s. 91—94), N a s z m a i k z i e l o n y ( B y s t r o ń , j w . , s. 17—
18; P r z y b o ś , j w . , s. 208—209), W p o l u l i p e ń k a , w p o ­
l u zielona ( B y s t r o ń , j w . , s. 18—19; P r z y b o ś , j w . , s.
246—247) i w i e l e i n n y c h .
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a , w s t ę p s, 8.
« s. X L I I .
4

5

średnio i p o ś r e d n i o w ś r ó d szerszych warstw s p o ł e ­
c z e ń s t w a . G d z i e ż t u p r z e p r o w a d z i ć granice, k i e d y ż
m o ż n a p o w i e d z i e ć , ż e tu k r e s p i e ś n i l u d o w e j , a z a ­
czyna się poezja literacka?""
„ P i e ś n i ą l u d o w ą — pisze dalej — j e s t b e z i m i e n n a
t w ó r c z o ś ć l u d u ; w ten s p o s ó b w y ł ą c z a m y w s z e l k i c h
p o e t ó w i w i e r s z o k l e t ó w w i e j s k i c h i m a m y do c z y ­
nienia j e d y n i e z p i e ś n i ą , k t ó r e j autor jest n a m n i e z n a ­
ny, z p i e ś n i ą w r e s z c i e , k t ó r a ś p i e w a n a przez d ł u g i e
lata, d r o g ą p o w o l n y c h z m i a n t a k s i ę d o s t o s o w a ł a do
swego ś r o d o w i s k a , ż e s ł u s z n i e m o ż n a j ą n a z w a ć w ł a s ­
n o ś c i ą s w o j e j grupy."8
P r z y b o ś n i e podaje d o k ł a d n e j d e f i n i c j i tego, co s a m
za p i e ś ń l u d o w ą u w a ż a , a l e s t w i e r d z a z a B y s t r o n i e m ,
ż e : „ N i e z a l e ż n i e od i c h s p o ł e c z n e g o pochodzenia p i e ś ­
ni od d a w n a u t r z y m u j ą c e s i ę w ś p i e w i e l u d u , n a l e ż y
u w a ż a ć n a r ó w n i z p i e ś n i a m i samorodnie c h ł o p s k i m i
za ludowe. Z o s t a ł y one b o w i e m w u s t a c h ś p i e w a k ó w
sprawdzone, p r z e m i e n i o n e , p r z y s t o s o w a n e do i c h p o ­
j ę ć tak, ż e c z ę s t o m o ż e m y u w a ż a ć p i e ś n i pochodze­
n i a szlacheckiego, ś p i e w a n e przez c h ł o p ó w z a p r z e ­
róbki — twórcze"9.
O k r e ś l e n i e P r z y b o s i a nie w n o s i w ł a ś c i w i e n i c n o w e ­
go. J e s t p o w t ó r z e n i e m opinii B y s t r o n i a o i n n e j n i e c o
szacie s ł o w n e j .
P r z y o k a z j i n a l e ż a ł o b y istotnie z w r ó c i ć u w a g ę n a
brak poprawnej i w y c z e r p u j ą c e j definicji pieśni l u ­
d o w e j . P o d a n e b o w i e m przez B y s t r o n i a , P r z y b o s i a
i i n n y c h są n i e d o k ł a d n e , i n i e z a w s z e s ł u s z n e .
P r z y b o s i o w i , podobnie j a k i B y s t r o n i o w i , c h o d z i ł o
0 poprawne i wierne wydanie t e k s t ó w ludowych. Z a ­
gadnieniu temu p o ś w i ę c i ł P r z y b o ś d u ż o miejsca z a ­
r ó w n o w e w s t ę p i e do „ J a b ł o n e c z k i " , j a k i n a ł a ­
m a c h „&ycia L i t e r a c k i e g o " :
„ N i e przez b r a k s z a c u n k u d l a o r y g i n a ł u l u d o w e g o
1 nie przez s t y l i z a c j ę w i e d z i e droga do t w ó r c z e j p o ­
e z j i l u d o w e j , to jest do p o e z j i tak t r a f i a j ą c e j w u p o ­
d o b a n i a powszechne, ż e b y p r z e s z ł a w p i e ś ń l u d o w ą ,
v/ p r z y s ł o w i a , w p o r z e k a d ł a , h a s ł a ,
(...) T r z e b a z e r w a ć z p r z e s ą d e m , ż e s z t u k a » p r y m i t y w n a s jest c z y m ś n i ż s z y m od s z t u k i » u c z o n e j « i ż e
co n a j w y ż e j s ł u ż y ć m o ż e z a p r e t e k s t do a r t y s t y c z n y c h
w a r i a c j i n a j e j temat. N a j p i l n i e j s z y m w i ę c z a d a n i e m
p o e t ó w i m u z y k ó w m a j ą c y c h uszy czułe na auten­
t y c z n ą p i e ś ń l u d o w ą jest obrona o r y g i n a ł u ludowego
przed przerabiaczami, popsujami i falsyfikatorami.
Z a d a n i a tego p o w i n n i by s i ę p o d j ą ć w ł a ś c i w i e k r y t y ­
cy, a l e czy m a m y t a k i c h k r y t y k ó w ? O p i e k a n a d c z y ­
s t o ś c i ą t e k s t ó w ś p i e w a n y c h przez liczne z e s p o ł y ś p i e ­
w a c z e i taneczne m u s i w i ę c p r z y p a ś ć z n a w c o m p o ­
e z j i — a w i ę c poetom. N a n i c h w i n n a s p o c z ą ć o d p o ­
w i e d z i a l n o ś ć i troska o dobór n a j p e ł n i e j s z y c h i n a j ­
starszych odmian t e k s t ó w " .
1 0

I słusznie. P i e ś ń ludowa powinna p o d l e g a ć takim
samym prawom ochronnym, jak wszelkie literackie
d z i e ł o a u t o r s k i e . W b r e w t e m u , co o b u r z a P r z y b o s i a ,
pieśń ludowa pośród z a b y t k ó w literatury pełni prze­
cież f u n k c j ę d o k u m e n t a c y j n ą .
Jeżeli nawet
wybór
zostanie s p o r z ą d z o n y w y ł ą c z n i e pod k ą t e m w a l o r ó w
l i t e r a c k i c h , p i e ś ń pozostanie z a w s z e d o k u m e n t e m o b y ­
c z a j o w y m , j ę z y k o w y m i a r t y s t y c z n y m danego ś r o ­
d o w i s k a , w p e w n e j epoce.
W p r z e c i w i e ń s t w i e do d z i s i e j s z y c h metod, o p a r t y c h
na z e s p o ł o w e j pracy ekip odpowiednio przygotowa­
n y c h i w y p o s a ż o n y c h , d a w n i zbieracze, j a k : K o l b e r g ,
G l o g e r i i n n i (z k t ó r y c h obficie czerpie P r z y b o ś ) do­
konywali sami olbrzymiej pracy zbieraczej, k i e r u j ą c
s i ę w ł a s n y m i i nie z a w s z e ś c i ś l e p r z e s t r z e g a n y m i p r a ­
w i d ł a m i , c z a s e m k o r z y s t a j ą c z pomocy z n a j o m y c h l u b
p r z y j a c i ó ł , p r z y s t ę p u j ą c y c h do tej p r a c y z u p e ł n i e j u ż
po a m a t o r s k u , J a k w i a d o m o , G l o g e r w zbiorze s w o i m
nie z a c h o w u j e w ł a ś c i w o ś c i g w a r o w y c h w z a k r e s i e fo­
n e t y k i ; n i e m a m y r ó w n i e ż ż a d n e j p e w n o ś c i , czy t a k
samo n i e p o s t ę p u j e z p o z o s t a ł y m i c e c h a m i g w a r y i c z y
w e d l e w ł a s n e g o literackiego s m a k u t e k s t ó w n i e p o -

" B y s t r o ń : A r t y z m p i e ś n i l u d o w e j , P o z n a ń 1921 s. 4.
« J w . , s. 6—7.
» P r z y b o ś ; J a b ł o n e c z k a s. 6—7.
io J . P r z y b o ś : P i e ś ń l u d o w a d l a p o e t ó w . Ż y c i e l i ­
t e r a c k i e 1953 n r 14—15 s. 7.

173

prawią, Z w a i y w s z y całkowitą niemożność sprawdze­
n i a d z i s i a j , w j a k i e j m i e r z e i k t ó r e p i e ś n i z a p i s a n e zo­
s t a ł y w i e r n i e , nie s ą d z ę , aby b y ł o m o ż n a do b a r d z o
prawdopodobnych b ł ę d ó w dawniejszych d o d a w a ć no­
w e przez wprowadzanie poprawek opartych jedynie
n a w y c z u c i u p o e t y c k i m , c h o c i a ż b y w y p a d a ł y one b e z ­
w z g l ę d n i e na k o r z y ś ć tekstu. W ł a ś c i w y m
miejscem
na r e k o n s t r u k c j ę rzekomo prawdziwego
brzmienia
t e k s t u , z p o d a n i e m odpowiedniej m o t y w a c j i , b y ł y b y
p r z y p i s y . W s z e l k i e o d s t ę p s t w a od t e k s t u ź r ó d ł o w e g o
(terminem t a k i m n a z y w a ć b ę d z i e m y teksty zawarte
w e w c z e ś n i e j d r u k o w a n y c h zbiorach, j a k i e p o s ł u ż y ł y
P r z y b o s i o w i z a p o d s t a w ę do w y d a n i a jego antologii)
n a j c z ę ś c i e j ź l e o d b i j a j ą s i ę n a t r e ś c i o w y m aspekcie
pieśni i obniżają stronę artystyczną; jeżeli
nawet
w p ł y w a j ą n i e k i e d y n a tekst dodatnio, o s ł a b i a j ą
w
k a ż d y m r a z i e z a u f a n i e do w i e r n o ś c i p r z e k a z u .
Po u w a ż n y m przejrzeniu i sprawdzeniu z tekstami
ź r ó d ł o w y m i o k o ł o 300 p i e ś n i „ J a b ł o n e c z k i " , o k a z a ł o
się, ż e wiele z n i c h nosi p i ę t n o jeżeli nie j a k i e g o ś
ś w i a d o m e g o w y g ł a d z a n i a r ę k ą a u t o r a antologii,
to
w k a ż d y m r a z i e n i e u w a g i p o s u n i ę t e j t a k daleko, ż e
p o w o d u j ą c e j z n i e k s z t a ł c e n i e tekstu.
Jaskrawsze wypadki takich
zniekształceń
się zilustrować przykładami. Trzecia zwrotka
„Na wieczór przedślubny" u Przybosia brzmi:

dadzą
pieśni

„ B e n d ó nom grali,
bendo spsiewali,
m y loboje, p r z e z ł u l t o r z e m ( o ł t a r z e m )
bendziem ś l u b brali" — u
podczas gdy u Steffena, z k t ó r e g o
zbioru P r z y b o ś
s w ó j tekst z a c z e r p n ą ł , w i e r s z trzeci o w e j . z w r o t k i j e s t
daleko b a r d z i e j z r o z u m i a ł y i b r z m i i n a c z e j :
„ m y łoboje, przed

1

łulturzem" '.

bosia p o s t u l a t o w i
wierności przekazywania
tekstu.
W całej p i e ś n i „Jasio" ani ż a d n e inne i m i ę w ł a s n e
nie w y s t ę p u j e .
i
J a k dalece n i e d u ż e s t o s u n k o w o o d c h y l e n i a ó d t e k ­
stu ź r ó d ł o w e g o w p ł y w a j ą n a z m i a n ę t r e ś c i , z a c i e r a j ą
p o i n t ę , a w s k u t e k tego o b n i ż a j ą jego w a r t o ś c i a r t y ­
styczne, p r z e k o n u j e m y s i ę n a p r z y k ł a d z i e p i e ś n i „ M a m
babę, mam".
Wedle Przybosia p o c z ą t e k jest n a s t ę p u j ą c y :
1 6

„Mam babę, m a m —
nie sprzedam ją."

kochaną,

U Kolberga, służącego Przybosiowi
p o c z ą t e k tej p i e ś n i b r z m i i n a c z e j :
„Mam babę, mam — kochaną,
i sprzedam j ą " .

jedyną

za

podstawę,

jedyną

1 7

W dalszym c i ą g u tekstu c y t u j ę z a Przybosiem:
„ N i e d a m j e j z a t r z y — bo m i ł a d n i e p a t r z y
m a m babę, mam.
N i e d a m z a cztery — z r o b i ę z n i e j l i r y
i będę grać.
Nie dam jej za pięć — umie uprać, uszyć,
m a m babę, mam.
N i e d a m j e j z a s z e ś ć — bo m i g o t u j e j e ś ć ,
m a m babę, mam."
N i e s ą d z i m y , aby w y d a w c a „ J a b ł o n e c z k i " n i e z r o ­
z u m i a ł w ł a ś c i w e g o s e n s u p i e ś n i . P o d pozorem t a r g u
z domniemanym n a b y w c ą p i e ś n i a r z ludowy dokonuje
p o c h w a ł y b a b y - ż o n y . O k a z u j e s i ę , ż e n a b a b ę nie m a
w ł a ś c i w i e ceny, bo w d o m u j e s t i m i ł a , i p o ż y t e c z n a .
C h ę ć s p r z e d a ż y b y ł a t y l k o p r e t e k s t e m do w y g ł o s z e ­
nia p a n e g i r y k u n a j e j c z e ś ć .
Analogiczny w y p a d e k zachodzi w pieśni „ K o ł y s z ę
j a cały dzleń" ^.
1

Podobnie w p i e ś n i „ K o l e ł a s a " z a p i s a n e j w
neezce" n a s. 193—194:

„Jabło-

„Kołyszę ja cały dzień,
a nigdy s i ę nie w y ś p i ę .
K o ł y s z ę j a i w nocy,
m o j e s p ł a k a n e oczy."

„ U c i e k a j , nie u c i e k a j
z w i a n e c z k i e m do ł a s a
m a j e r a n do k o l a n ,
c h u s t e c z k a do p a s a " —
sens j e s t n i e z r o z u m i a ł y . Dlaczego d z i e w c z y n a m i a ł a ­
b y j e d n o c z e ś n i e u c i e k a ć i n i e u c i e k a ć ? W y j a ś n i a to
poprawny tekst źródła:

Wersja Kolberga,
jest odmienna:

„ Z i m n e g o w i a t r u , zimnego •—
w y r w i j ż e n a m , p a n i e w i e t r z e jednego.
K t ó r e g o by, jakiego?
Z e d w o r a J a s i a do tego,
1

W
tekście
źródłowym u Kolberga *
brzmienie wiersza jest n a s t ę p u j ą c e :

poprawne

„ O j c h m i e l u , oj n i e b o ż ę ,
N i e c h ci P a n B ó g d o p o m o ż e ,
Chmielu niebożę."

partykuły wzmacniającej „to" — pieś­
dobitnie z a z n a c z a , ż e chodzi t u o tego,
Jasia,

W p r z y p i s a c h K o z ł o w s k i podaje u w a g ę : „ W n i e k t ó ­
r y c h w s i a c h z a m i a s t tego w i e r s z a ś p i e w a j ą :
„ O j c h m i e l u , oj n i e b o ż ę ,
to n a d ó ł , to k u g ó r z e . "

w

1 1

P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 174.
A . S t e f fen: Z b i ó r p o l s k i c h p i e ś n i l u d o w y c h
W a r m i i . P o z n a ń 1931 s. 3.
K o l b e r g : S a n d o m i e r s k i e 1 s. 66 n r 68,
K o l b e r g : M a z o w s z e 1 s. 179 n r 63.
15 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 232—233.

174

Przybosia

N i e p o p r a w n e o d c z y t a n i e t e k s t u pochodzi
prawdo­
podobnie s t ą d , ż e K o l b e r g t ę z w r o t k ę u m i e ś c i ł p o d
pięciolinią,
nie
postawił
znaków
przestankowych
i tylko drugi wiersz rozpoczął dużą literą.
Kropki
i p r z e c i n k i w „ J a b ł o n e c z c e " p o c h o d z ą od P r z y b o ­
sia i s ą ź l e postawione. K r o p k a niepotrzebnie k o ń c z y
wiersz drugi.
Weselna pieśń o chmielu^ u K o z ł o w s k i e g o ^ , z k t ó ­
rego czerpie P r z y b o ś , m a n a s t ę p u j ą c y refren w ł a ś c i ­
wy:

to tego".

„Dumka dziewczęcia"is —
z w r o t c e s z ó s t e j tej
pieśni P r z y b o ś n a d a ł i m i ę w ł a s n e „ J a s i e ń k o " pospo­
litemu „kochankowi". Zmiana, c a ł k o w i c i e
dowolna,
dokonana z o s t a ł a prawdopodobnie n a rzecz zgodniejszego r y m u , w b r e w w i ę c w y s u w a n e m u p r z e z P r z y ­

1 2

dla

1

W p i e ś n i s o b ó t k o w e j , z a p i s a n e j u P r z y b o s i a n a str.
206, do drugiego w i e r s z a z w r o t k i d r u g i e j z n ó w z a ­
kradł się błąd:

Za pomocą
niarz ludowy
a n i e innego

źródłem

„ K o ł y s z ę j a cały dzień,
k o ł y s z ę j a i w nocy,
a nigdy s i ę nie w y ś p i ą
m o j e s p ł a k a n e oczy." *

„ U c i e k a j , n i e cekaj"V3,

„Ze dwora Jasia

będąca

w

P r z y b o ś w y b r a ł ten d r u g i r e f r e n z p r z y p i s u , a l e czy
słusznie?

IB P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 326.
K o l b e r g : K a l i s k i e 23 s. 159 n r 149.
IS P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s 319.
!9 K o l b e r g : M a z o w s z e 3 s. 337 n r 550.
20 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 144.
21 K o r n e l K o z ł o w s k i : L u d . W a r s z a w a 1867
1 7

s.

231.

P o s p o l i c i e z n a n a i ż y w a j e s z c z e do d z i ś d n i a p i e ś ń
b a l l a d o w a „ P o d o l a n k a " c y t o w a n a jest w „ J a b ł o n e c z ce" z a C z e r n i k i e m , t a k s a m o j a k i d r u g a w e r s j a
b a l l a d y „ P a n i p a n a zabita". P o m i j a j ą c j u ż f a k t , ż e
Czernik w swojej „Poezji c h ł o p ó w polskich" (Warsza­
w a 1951) r e k o n s t r u u j e teksty, u w a ż a m y , a ż autor a n ­
tologii p o w i n i e n b y ł c z e r p a ć t e k s t b e z p o ś r e d n i o
ze
ź r ó d ł a , a nie z a p o ś r e d n i c t w e m C z e r n i k a , k t ó r y s i ę
ostatecznie opiera n a K o l b e r g u .
P r z e j d ź m y t e r a s do innego r o d z a j u n i e z g o d n o ś c i
m i ę d z y tekstem „ J a b ł o n e c z k i " a tekstami ź r ó d ł o w y m i ,
jakie jej autorowi p o s ł u ż y ł y za podstawę.. Z a l i c z y l i ś ­
m y do n i c h d o w o l n e s t r e s z c z e n i a .
N a str. 326—327 „ J a b ł o n e c z k i " u m i e ś c i ł
Przyboś
p i e ś ń z a t y t u ł o w a n ą „Ej m u r a w a , murawa". T e k s t ten
zaczerpnięty został z „Ludu" Kolberga^.
Przyboś
o p u ś c i ł t u z w r o t k ę p i e r w s z ą ( z a p i s a n ą pod p i ę c i o l i ­
n i ą ) , k t ó r e j p r a w d o p o d o b n i e n i e z a u w a ż y ł . M o g ł o to
z d a r z y ć się z ł a t w o ś c i ą , z w ł a s z c z a ż e druga zwrotka
z o s t a ł a b ł ę d n i e oznaczona k o l e j n y m n u m e r e m „1".
Zwrotka pierwsza łączy s i ę tymczasem
tematycznie
z c a ł o ś c i ą i jest r o d z a j e m „ a u t o a p o s t r o f y " . D l a i l u ­
s t r a c j i c y t u j ę p i e r w s z ą z w r o t k ę za K o l b e r g i e m , p o ­
zostałe za Przybosiem:

K o l b e r g w t. 19 K i e l e c k i e , n o t u j e d w i e r ó ż n e p i e ś ­
n i o S t r a l i , n a str. 161, pod n r 485 i n a str. 162 n r
487. P r z y b o ś podaje j e pod w s p ó l n y m t y t u ł e m S t r a l a ,
z a z n a c z a j ą c r ó ż n o ś ć pochodzenia c y f r a m i I , I I i n a ­
z w a m i m i e j s c o w o ś c i , z k t ó r y c h p o c h o d z ą teksty.
P o s t ę p o w a n i e takie w y d a j e się n i e s ł u s z n e m. in.
i dlatego, ż e a n t o l o g i ę s w o j ą t r a k t u j e P r z y b o ś j a k o
osnowę
słowną
pieśni. Tymczasem
pieśni
łączone
sztucznie m a j ą n a j c z ę ś c i e j z u p e ł n i e r ó ż n y r y t m , u n i e ­
możliwiający
śpiewanie na wspólną melodię
połą­
czonego t e k s t u . P i e r w s z a p i e ś ń o S t r a l i o p r ó c z w i e r ­
sza p i e r w s z e g o s i e d m i o z g ł o s k o w e g o m a w
pozosta­
ł y c h p i ę c i u r e g u l a r n i e po o s i e m z g ł o s e k , p i e ś ń d r u g a
natomiast s k ł a d a s i ę w całości z wierszy s z e ś c i o z g ł o s k o w y c h . P o d o b n i e w p i e ś n i „ J a b ł o n e c z k a i jawor" **
z n a l a z ł y s i ę d w a r ó ż n e teksty, p o ł ą c z o n e p r a w d o p o ­
dobnie n a p o d s t a w i e w s p ó l n e g o r e f r e n u „...hej' l e l u j a ! " ,
pomimo różnicy w budowie rytmicznej. C z ę ś ć p i e r w ­
sza s k ł a d a s i ę z trzynastu s z e s n a s t o z g ł o s k o w y c h w i e r ­
szy. C z ę ś ć d r u g a , o j a w o r z e , m a b u d o w ę
nieregu­
l a r n ą : w i e r s z e 1 i 2 l i c z ą 12 z g ł o s e k ; 3, 4, 5 — 14;
i 7 _ 15; 8, 9 — .13; 10 — 12; 11 — 14; 12 i 13 —
12; w i e r s z 14 — z g ł o s e k 15.
2

6

, , O j , p u ś ć k o n i a do k o n i
da, s a m se i d ź do ż o n y .
O j , p u ś ć konia n i e c h leci
da, s a m se i d ź do d z i e c i .
E j murawa, murawa,
da, n a m u r a w i e ł a w a ,
ej, n a j m i l s z a m i z t o b ą ,
da, ż o n e c z k o z a b a w a .
E j , murawa, murawa,
da, n a m u r a w i e sanie,
ej, n a j m i l s z e m i z w a m i ,
da, d z i e c i a k i gadanie.
E j , dzieci m o j e , dzieci,
da, c o ś c i e m n i e o b s i a d ł y ,
ej, nie siał j a , nie orał,
da, c o ż b ę d z i e c i e j a d ł y ? "

Bliżej jednak zajmiemy się zjawiskiem odwrotnym,
k i e d y to z d w ó c h r ó ż n y c h t e k s t ó w ź r ó d ł o w y c h P r z y ­
boś tworzy j e d n ą całość.

ł

P o d o b n i e r z e c z s i ę m a w p i e ś n i pt. „ N i e o d j e ż d ż a j
ode mnie"2S w k t ó r e j d z i e w c z y n a d a r e m n i e u s i ł u j e
zatrzymać odjeżdżającego kochanka. Z a nieczułość na
p r o ś b y i ł z y dziewczyny niegodziwca spotyka z a s ł u ­
żona kara — motyw charakterystyczny i często w y ­
stępujący w pieśniach ludowych. W omawianej p i e ś ­
n i m o t y w ten w y s t ę p u j e dopiero w o m a w i a n e j z w r o t ­
ce, k t ó r e j u P r z y b o s i a b r a k , c h o c i a ż z n a j ą K o l ­
berg, z k t ó r e g o z b i o r ó w P r z y b o ś p i e ś ń t ę z a c z e r p n ą ł :
>

„ U j e c h a ł ci m i l ę ,
złamał nogę, syję.
P a n B ó g c i go s k a r a ł
za g r z e c n ą dziewcynę"24.
Poza o m ó w i o n y m i
przykładami
naliczyliśmy
w
s p r a w d z o n y c h p i e ś n i a c h j e s z c z e 15, k t ó r e z o s t a ł y do­
w o l n i e s k r ó c o n e przez P r z y b o s i a , o c z y m w p r z y p i ­
sach najmniejszej w z m i a n k i nie ma. Podajemy poni­
ż e j z e s t a w i e n i e o p u s z c z o n y c h (w s t o s u n k u do t e k s t u
źródłowego) zwrotek w pieśniach zebranych w „ J a b ł o n e c z c e " . Z o b . : t a b l i c a 1.
N i e r z a d k i m z j a w i s k i e m w o m a w i a n e j antologii jest
rozbicie jednego t e k s t u ludowego, z a c z e r p n i ę t e g o od
K o l b e r g a , G l o g e r a i i n n y c h w y d a w c ó w , n a d w i e co
najmniej pieśni odrębnej25.

I n n y m p r z y k ł a d e m omawianej kategorii jest p i e ś ń
„ B o g i n k i " n a str. 83 „ J a b ł o n e c z k i " , k t ó r a w e d l e s p i ­
su r z e c z y antologii P r z y b o s i a w y p i s a n a z o s t a ł a z „ L u ­
d u " K o l b e r g a — tom 19 K i e l e c k i e , n r 489—490. P r z y ­
pisy p i e ś n i tej d o t y c z ą c e k a z a ł y p ó j ś ć ś l a d a m i a u t o ­
r a antologii, a b y dociec, s k ą d w i a d o m o , ż e „ B o g i n k i "
(z d w ó c h r ó ż n y c h f r a g m e n t ó w p o w s t a ł e ) to „ u r y w k i
s t a r y c h p i e ś n i p o g a ń s k i c h ze w z m i a n k a m i o p o s t a ­
ciach mitycznych"". O k a z a ł o się, że ź r ó d ł e m i przy­
pisu, i p o m y s ł u p o ł ą c z e n i a d w ó c h t e k s t ó w w j e d e n ,
bo t a m w ł a ś n i e f r a g m e n t y d w ó c h r ó ż n y c h p i e ś n i p o ­
dane z o s t a ł y t u ż po sobie, j e s t A . B r u c k n e r a „ M i t o l o ­
gia polska", W a r s z a w a 1924. W e d l e B r u c k n e r a „ s t r a ­
l a " to d u c h w i e t r z n y , l a t a w i e c , a w i ę c p o s t a ć m i t y c z ­
na, a „boginki", r ó w n i e ż przedstawicielki ś w i a t a m i ­
tycznego, to m a m u n y i p a n u ń c i c e . P r z y t e r m i n i e „ b o ­
g i n k i " B r u c k n e r podaje o b j a ś n i e n i e w n a w i a s i e : „ n a ­
z w a to o d w i e c z n a , rodzima"28. N i e w y d a j e s i ę r z e c z ą
s ł u s z n ą n a podstawie d w ó c h w y r a z ó w , k t ó r y c h h i ­
storia jest w zasadzie nieustalona, c a ł ą p i e ś ń u z n a ć
za starą, p o g a ń s k ą , t y m bardziej, ż e „ S ł o w n i k ety­
mologiczny j ę z y k a polskiego", K r a k ó w 1927, pod h a ­
s ł e m „ B ó g " — inaczej o b j a ś n i a pochodny w y r a z :
„ b o g i n i — l u d o w e , o d 16 w . z n a n e boginki, m a m u ­
ny, r u s a ł k i ,
wiły..." Nie
mogą
zatem p i e ś n i
za­
c y t o w a n e przez P r z y b o s i a b y ć f r a g m e n t a m i s t a r y c h ,
p o g a ń s k i c h ś p i e w ó w , skoro c a ł a i c h b u d o w a i s ł o w ­
n i c t w o n i e w s k a z u j ą n a to, a n a z w a m i t y c z n y c h b o g i ­
nek z n a n a j e s t u n a s dopiero od X V I w i e k u .
Sztuczne ł ą c z e n i e p i e ś n i jest niezgodne z o g ó l n i e
przyjętymi i gorąco propagowanymi
przez s a m e g o
autora antologii z a s a d a m i o w i e r n o ś c i w
cytowaniu
t e k s t ó w l u d o w y c h . W a r t y k u l e pt. „ P i e ś ń l u d o w a d l a
p o e t ó w " 2 9 pisze P r z y b o ś : „ . . . t r z e b a d b a ć , ż e b y ś p i e ­
wano melodie i s ł o w a prawdziwie ludowe, ż e b y nie
c z ę s t o w a n o m i e s z k a ń c ó w miast falsyfikatami.
Nie­
stety c z ę s t o s i ę z d a r z a , ż e k i e r o w n i c y c h ó r ó w i o r ­
kiestr z a c h o w u j ą s i ę wobec p i e ś n i ludowej j a k dzie­
dzice n a f o l w a r k u : z l e k c e w a ż e n i e m i p o g a r d ą d l a
o r y g i n a ł u ludowego. P r z y s t r a j a j ą i m u z y k ę , i t e k s t
dowolnymi fioriturkami, m i e s z a j ą zwrotki ni w p i ę ć ,
ni w d z i e w i ę ć , k l e c ą c ze s ł ó w r ó ż n y c h p i e ś n i j e d e n
tekst bez sensu. P r a k t y k a ta p r z y p o m i n a z a b a w y d a d a i s t ó w . P o w s t a j e j a k i ś a b s u r d a l n y zlepek z d a ń w

B S

K o l b e r g : L u b e l s k i e 17 s. 24 n r 60.
P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 224.
K o l b e r g : Ł ę c z y c k i e 22 s. 107,
Przykładem
rozbicia m o ż e b y ć p i e ś ń zapisana
przez K o l b e r g a w t. 4, K u j a w y , s. 7 n r 109, k t ó r ą
P r z y b o ś p r z e n i ó s ł do s w e g o z b i o r u j a k o d w i e r ó ż n e
p i e ś n i : „ K i e d y b ę d z i e s ł o ń c e i pogoda" — „ J a b ł o n e c z ­
k a " , s. 219 (w s k ł a d tej p i e ś n i w e s z ł y 4 p i e r w s z e
zwrotki p i e ś n i zapisanej u Kolberga) — i „ Ż e b y ś ty
m n i e m o j a m i ł a c h c i a ł a " — „ J a b ł o n e c z k a " , s, 242
( p i e ś ń t a s t a n o w i 5, 6 i 7 z w r o t k ę t e k s t u K o l b e r g a ) .
a s

2 4

2 5

28 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 77—78 —• p i e ś ń p o w s t a ­
ł a na podstawie t e k s t ó w z a c z e r p n i ę t y c h z Zegoty
Paulego „ p i e ś n i l u d u polskiego w G a l i c j i " ,
Lwów
1833, z a p i s a n y c h p o d k o l e j n y m i n u m e r a m i 1, 2, j a k o
pieśni różne.
27 P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s. 478.
28 A , B r u c k n e r : M i t o l o g i a p o l s k a . W a r s z a w a 1924,
s. 116.
29 „ Z y c i e l i t e r a c k i e " 1953 n r 14—15 s. 7.

175

lukrze ckliwej muzyczki, nic lub niewiele m a j ą c y
wspólnego z pieśnią chłopską."
D o t y c h w s z y s t k i c h n i e d o k ł a d n o ś c i dochodzi j e s z ­
cze spora l i c z b a w a r i a n t ó w tej s a m e j p i e ś n i , u m i e s z ­
c z o n y c h w r ó ż n y c h d z i a ł a c h k s i ą ż k i . W o b e c bogate­
go zasobu p o l s k i c h p i e ś n i l u d o w y c h i w o b e c f a k t u
p r z e j r z e n i a przez P r z y b o s i a k i l k u d z i e s i ę c i u i c h t y ­
s i ę c y , n a l e ż a ł o b y m o ż e w ł ą c z y ć do z b i o r u t y l k o j e d e n
z w a r i a n t ó w pieśni. Nagromadzenie
bowiem
wielu
odmian tej s a m e j p i e ś n i w antologii m o ż e n a s u n ą ć
c z y t e l n i k o w i s ł u s z n e przypuszczenie, ż e m n o g o ś ć n a ­
szego l u d o w e g o zasobu p i e ś n i a r s k i e g o p o l e g a n i e n a
w i e l k i e j liczbie z u p e ł n i e r ó ż n y c h p i e ś n i , lecz n a d u ­
ż e j i l o ś c i o d m i a n jednego t e k s t u .
I n n y m rodzajem p r z e k s z t a ł c e ń tekstowych s ą do­
w o l n e z m i a n y w p r o w a d z o n e przez P r z y b o s i a m . i n .
do p i e ś n i „ J a s i e ń k o z K a s i ą p o l u b i l i s i ę " . C h o d z i tu
0 z m i a n ę imienia bohaterki Skolasi (jak brzmi w ł a ś ­
c i w e i m i ę u K o l b e r g a — M a z o w s z e t 5 s. 268 n r 278—
k t ó r e g o t e k s t b y ł p o d s t a w ą d l a „ J a b ł o ń eczki") n a
Kasię. Pod w z g l ę d e m rytmu, k t ó r y jedynie m ó g ł b y
jakoś Przybosia tłumaczyć, pieśń nic n a tym nie z y ­
skuje. Schemat z g ł o s k o w e g o u k ł a d u zwrotek przed­
stawia s i ę następująco.
Wiersze
pierwszy,
drugi
1 c z w a r t y k a ż d e j z w r o t k i m a j ą po p i ę ć z g ł o s e k , w i e r s z
trzeci — s z e ś ć . J e d y n i e w p i e r w s z e j z w r o t c e w s k u ­
tek p r z y d ł u g i e g o imienia dziewczyny w i e r s z trzeci
tekstu ź r ó d ł o w e g o (Kolberga) d ł u ż s z y jest o j e d n ą
sylabę, a u Przybosia, przy zmianie imienia — k r ó t ­
szy r ó w n i e ż o j e d n ą s y l a b ę . D l a p r z y k ł a d u p o d a j e m y
rozbitą na sylaby p i e r w s z ą z w r o t k ę wedle Przybosia:
„Na-po-lu wiś-nie
po-chy-li-ły się
Ja-sień-ko z Ka-sią
po-lu-bi-li się".
U

K o l b e r g a w i e r s z trzeci tej z w r o t k i b r z m i :
„Hej

Ja-sio ze

„ H e j z g ó r y , (z g ó r y )
jadą Mazury,
jedzie, jedzie M a z u r e c z e k ,
wiezie, wiezie m i wianeczek
rozmarynowy, rozmarynowy."
W p i e ś n i z a t y t u ł o w a n e j „ W y p r a w a p a n a do m ł y na"3i P r z y b o ś t r z y k r o t n i e o d s t ą p i ł od p r z y j ę t e g o w
całej
pieśni
siedmiosylabicznego
układu
wierszy,
z m i e n i a j ą c w z w r o t k a c h 24 i 25 w w i e r s z u p i e r w s z y m
f o r m ę w o ł a c z a „ p a n " n a „ p a n i e " (bardzo n i e k o r z y s t ­
n a modernizacja, p o z b a w i a j ą c a p i e ś ń l u d o w y c h cech
j ę z y k o w y c h ) i w z w r o t c e 36 w w i e r s z u p i e r w s z y m
w s t a w i a j ą c nie i s t n i e j ą c y w t e k ś c i e ź r ó d ł o w y m ( K o l ­
b e r g : Ł ę c z y c k i e 22 s. 121 n r 203) w y r a z „ m n i e " , b u ­
rzący rytmiczną regularność wierszy.
P o d o b n i e r z e c z s i ę m a w p i e ś n i pt. „ K o c h a n e k j a ­
d ą c do d z i e w c z y n y u m i e r a " . Z w r o t k a p i e r w s z a u
P r z y b o s i a ( J a b ł o n e c z k a s. 127—128):
„Chciał s i ę Jasiek ż e n i ć , nie mogli m u z a b r o n i ć ,
ze s e r d u s z k a , ze szczerego, n i e mogli m u z a b r o n i ć . "
N a t o m i a s t w „ P i e ś n i a c h l u d o w y c h z polskiego Ś l ą s ­
k a " t. 1 s. 51—52 n r 14, k t ó r y c h tekst b y ł ź r ó d ł e m
dla Przybosia, czytamy:
„ C h c i a ł s i ę Jasiek ż e n i ć , nie mogli m u zbronić,
ze s e r d u s z k a ze szczerego n i e m o g l i m u z b r o n i ć . "

Sko-Ia-sią".

C o s k ł o n i ł o t w ó r c ę „ J a b ł o n c c z k i " do z m i a n y i m i e ­
n i a d z i e w c z y n y , nie w i e m y .
W y d a j e s i ę jednak, ż e zmienianie imion w ł a s n y c h ,
pomijając
już sprawę autentyczności pieśni
ludo­
w y c h , jest n i e w ł a ś c i w e i z tego jeszcze w z g l ę d u , ż e
w niektórych przypadkach,
zwłaszcza w pieśniach
b a l l a d o w y c h , i m i o n a w ł a s n e m o g ą p r z y c z y n i a ć s i ę do
zlokalizowania i przynajmniej w przybliżeniu okre­
ślenia wieku pieśni.
T y l e w sprawie wiernego przekazywania o r y g i n a ł u
ludowego.
P o n i e w a ż n a c z e l n ą z a s a d ą w y b o r u p i e ś n i do „ J a błoneczki" b y ł dla Przybosia artyzm,
chcielibyśmy
p o k r ó t c e zająć s i ę t y m zagadnieniem. B r a k teoretycz­
nych o p r a c o w a ń artyzmu w pieśniach ludowych ( J a ­
na S t a n i s ł a w a Bystronia:
Artyzm pieśni
ludowej.
P o z n a ń 1921 — j e s t j e d y n ą p r a c ą s p r a w i e tej p o ś w i ę ­
c o n ą ) i s z c z u p ł e r a m y r e c e n z j i nie p o z w a l a j ą n a
szczegółową analizę artystyczną t e k s t ó w zawartych
w antologii P r z y b o s i a . S ą d oparty n a w y c z u c i u —
t y m r a z e m w y p a d ł n a k o r z y ś ć autora „ J a b ł o n e c z k i " .
W i ę k s z o ś ć p i e ś n i odznacza
się prawdziwym
pięk­
nem. L e k t u r a ich nierzadko
dostarcza
wzruszeń
i przeżyć estetycznych, chociaż zdarzają s i ę w ś r ó d
p i e ś n i i takie, wobec k t ó r y c h m i e l i b y ś m y p e w n e z a ­
s t r z e ż e n i a , czy istotnie n a l e ż ą do n a j l e p s z y c h pod
w z g l ę d e m artystycznym. D l a p r z y k ł a d u cytujemy p i e ś ń
z a p i s a n ą w „ J a b ł o n e c z c e " n a s t r . 25, pod n a d a n y m
tytułem „ N a p a ń s k i e nie pójdę":
„ C h ł o p i e c - c i j a , c h ł o p i e c , n a p a ń s k i e nie p ó j d ę ,
na p a ń s k i e nie pójdę, ani nie pojadę."
W p i e ś n i tej, a raczej w k r ó t k i e j p r z y ś p i e w c e , do­
m i n u j ą przede w s z y s t k i m b a r d z o silne a k c e n t y spo­
ł e c z n e , lecz z a r t y z m e m m a o n a c h y b a n i e w i e l e w s p ó l ­
nego.
J e d n y m z podstawowych
warunków
poprawności
t e k s t ó w p i e ś n i o w y c h jest rytmiczna z g o d n o ś ć w i e r ­
szy i strof. J e ż e l i ś p i e w a s i ę w s z y s t k i e z w r o t k i n a t ę
s a m ą m e l o d i ę , to w s z y s t k i e n i e u m o t y w o w a n e z m i a n y
w zakresie r y t m u s ą j e d n o c z e ś n i e
wykroczeniem

176

przeciwko artyzmowi pieśni. W pieśni „Hej, z góry
j a d ą mazury"30 s k r ó c o n y
został
wiersz pierwszy
o d w i e z g ł o s k i , przez co p o z b a w i o n o go r ó w n i e ż p o ­
w t ó r z e n i a , charakterystycznego dla stylu p i e ś n i l u ­
dowej i w y s t ę p u j ą c e g o w c a ł e j p i e ś n i przez wszyst­
kie zwrotki. Zniekształcona zwrotka pierwsza brzmi
n a s t ę p u j ą c o (w n a w i a s i e p o d a j e m y u z u p e ł n i e n i e t e k ­
stu n a p o d s t a w i e Z . G l o g e r a „ P i e ś n i ludu", 1892 s. 152
n r 14, z k t ó r y c h P r z y b o ś p i e ś ń t ę z a c z e r p n ą ł ) :

C a ł a ta p i e ś ń s k ł a d a s i ę z szesnastu
dwuwierszo­
w y c h zwrotek; k a ż d y pierwszy wiersz zwrotki m a
12 z g ł o s e k , k a ż d y d r u g i — 14, T y m c z a s e m w p r z y t o ­
czonej w y ż e j z w r o t c e P r z y b o ś w y d ł u ż a oba w i e r s z e
o jedną sylabę, modernizując jednocześnie
gwarowe
cechy s ł o w n i c t w a .
Na podstawie podanych p r z y k ł a d ó w i n a podsta­
wie wielu innych, które zostaną zacytowane w w y ­
kazie b ł ę d ó w
wydawniczo-technicznych,
stwierdzić
m o ż n a , ż e najczęstszą p r z y c z y n ą n i e z g o d n o ś c i teksto­
w y c h antologii P r z y b o s i a z t e k s t a m i ź r ó d ł o w y m i j e s t
n i e z a c h o w y w a n i e g w a r y . W e w s t ę p i e do „ J a b ł o n e c z k i "
P r z y b o ś wprawdzie zaznacza, ż e nie u w z g l ę d n i a fo­
netycznych w ł a ś c i w o ś c i gwarowych, j a k mazurzenie,
p o c h y l e n i a s a m o g ł o s e k i i n . S z k o d a , bo g w a r a — j a k o
czynnik s k ł a d o w y formy z e w n ę t r z n e j p i e ś n i — bar­
dzo ś c i ś l e ł ą c z y s i ę z t r e ś c i ą . J ę z y k l i t e r a c k i n a j ­
c z ę ś c i e j nie h a r m o n i z u j e z t e m a t y k ą w p i e ś n i a c h z a ­
w a r t ą i sposobem m y ś l e n i a t w ó r c ó w l u d o w y c h . P o ­
z b a w i a n i e u t w o r ó w l u d o w y c h g w a r y o b n i ż a bardzo
ich w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą , odbiera i m w d z i ę k i u r o k .
Pobudki społeczne, którymi
kierował się Przyboś
chcąc j a k najbardziej udostępnić i r o z p o w s z e c h n i ć
p i e ś ń l u d o w ą , nie u z a s a d n i a j ą w ż a d n y m w y p a d k u
w p r o w a d z a n i a do n i c h z m i a n t e k s t o w y c h .
KoJejno przechodzimy
do o m ó w i e n i a k l a s y f i k a c j i
p i e ś n i dokonanej przez P r z y b o s i a w „ J a b ł o n e c z c e " .
Klasyfikacja
Bystronia, oparta n a zasadzie t r e ś c i o w o - f u n k c j o n a l n e j , daje n a j o g ó l n i e j s z e t y l k o r a m y
p o d z i a ł o w e , b ę d ą c p i e r w s z ą u n a s p r ó b ą tego r o d z a ­
ju.
Wydaje :
że krokiem naprzód w tym zakresie
jest k l a s y f i
:ja, p r z y j ę t a przez „ P r a c o w n i ę badania
tekstów luć
ych" P I S — również treściowo-funkcjon a l n a , posz
ona w schemacie g ł ó w n y m i rozbudo­
w a n a wew:
rznie.
Moment
i k c j o n a l n o ś c i ograniczono t u j e d n a k do
p i e ś n i treś<
vo z w i ą z a n y c h z o b r z ę d a m i , w y k l u c z a ­

no P r z y b e .
3i P r z y b o ś :

J a b ł o n e c z k a s. 222—224.
J a b ł o n e c z k a s. 135—139.

j ą c m o ż l i w o ś ć z a m ę t u w y n i k a j ą c e g o z f a k t u , ż e te
same pieśni w r ó ż n y c h o k o l i c z n o ś c i a c h m o g ą p e ł n i ć
różne funkcje.
P o d z i a ł pieśni zastosowany przez Przybosia nie da
się objąć ż a d n y m z wymienionych r o d z a j ó w klasyfi­
k a c j i , ani t e ż nie t w o r z y nowego s y s t e m u . A u t o r „ J a błoneczki" s w o j ą klasyfikację oparł n a niejednoli­
tych kryteriach i w ramach niekonsekwentnie wydzie­
lonych grup n i e w ł a ś c i w i e teksty p o u m i e s z c z a ł .
Z a w a r t o ś ć ,,Jabłoneczki" podzielona z o s t a ł a n a g r u ­
py: „ P i e ś n i b u n t u i niedoli", „ E p i k a " , „ P i e ś n i o b r z ę ­
dowe" (w t y m p i e ś n i weselne, s o b ó t k i , p i e ś n i g a i k o ­
w e i innej, „ L i r y k a m i ł o s n a " , „ L i r y k a rodzinna",
„ L i r y k a p a s t e r s k a " , „ P i e ś n i taneczne", „ P i e ś n i ż o ł ­
nierskie", „ P i e ś n i ż a r t o b l i w e " . G r u p y g a t u n k ó w l i ­
terackich m i e s z a j ą s i ę tu z grupami funkcjonalnymi.
Do t y c h o s t a t n i c h n a l e ż ą p i e ś n i taneczne i ż o ł n i e r ­
skie z t y m , ż e p i e ś n i ż o ł n i e r s k i e i t e m a t y k ą d o t y c z ą
ż y c i a ż o ł n i e r s k i e g o . P i e ś n i b u n t u i niedoli z o s t a ł y w y ­
dzielone ze w z g l ę d u n a i c h t r e ś ć .
J a k j u ż w s p o m n i e l i ś m y , w o b r ę b i e s a m y c h g r u p da
s i ę s t w i e r d z i ć sporo
niekonsekwencji.
Do
pieśni
e p i c z n y c h w e s z ł y np. p i e ś ń o S t r a l i , p i e ś ń o d z i e w ­
czynie i panu, k t ó r y jej dzban rozbił (miłosna),,'Za­
t y t u ł o w a n a „ Z i e l o n y dzban"3S, „ ś p i bieda"34 — p i e ś ń
s p o ł e c z n o - k l a s o w a itp. P o d o b n i e dzieje s i ę w e w s z y s t ­
kich innych działach, a zwłaszcza w pieśniach ta­
necznych, z k t ó r y c h wiele p r ó c z r y t m u i melodii nie
m a z t a ń c e m nic w s p ó l n e g o . Np.
3 2

„ O j , s k o w r o n e c z e k orze,
da, j a s k ó ł e c z k a pogania,
oj, j e s z c z e m nie w i d z i a ł a ,
da, takiego kochania."3S
Albo:
„ E j , leci g ł o s po rosie,
ej, po polu, po lesie.
E j , co ludzie g a d a j ą ,
w s z y s t k o to w i a t e r e k niesie.
O j , co l u d z i e g a d a j ą ,
w s z y s t k o o n a s z e j doli —
oj, n i e c h o to nikogo,
da, g ł ó w e ń k a nie b o l i . "
38

N i e u l e g a w ą t p l i w o ś c i , ż e u k ł a d antologii c a ł k o w i ­
cie z a l e ż y od jej autora, n i e m n i e j przeto c z y t e l n i k m a
p r a w o w y m a g a ć , aby u k ł a d ten b y ł j a s n o i logicznie
pomyślany.
Wszystkie pieśni zawarte w „ J a b ł o n e c z c e " zaopa­
trzone z o s t a ł y t y t u ł a m i , k t ó r y c h , gdy i m s i ę p r z y j ­
rzeć bliżej, w y r ó ż n i ć m o ż n a trzy typy.
T y p p i e r w s z y , n a j p o w a ż n i e j s z y , to u ż y c i e i n c i p i t u ,
tzn.. ż c t y t u ł p i e ś n i s t a n o w i ą p i e r w s z y lub d w a p i e r w ­
sze j e j w i e r s z e , a c z a s e m t y l k o p i e r w s z e s ł o w a tekstu.
P o c z ą t e k p i e ś n i p r z e n o s i P r z y b o ś do t y t u ł u n a o g ó ł
bardzo d o k ł a d n i e , z t y m ż e c z a s e m opuszcza s p ó j n i ­
ki i w y k r z y k n i k i , s t a n o w i ą c e oryginalny
początek
pieśni, np.:
„Ożeniłem się"
zamiast
„A ożeniłem
s i ę " ? ; „ O n a g n a ł a w o ł k i " z a m i a s t „ D a ona g n a ł a
wołki"38 „Spojrzał na s ł o n e c z k o " zamiast „Oj spoj­
rzał n a s ł o n e c z k o "
itp., albo t e ż , prawdopodobnie
przez n i e u w a g ę , podaje i n c i p i t bez s e n s u i co gorsza,
n i e j e d n a k o w o : i n a c z e j n a d t e k s t e m , inaczej w spisie
rzeczy. Np.: t e k s t r o z p o c z y n a s i ę od s ł ó w : „ N j e b ą d ę
sę r e c h l i żenjeł"*", t y t u ł n a d t e k s t e m b r z m i „ N j e b ą ­
dę s ę r e c h l i " , co z n a c z y „ N i e b ę d ę s i ę p r ę d k o " , a w
spisie r z e c z y p i e ś ń t ę z a t y t u ł o w a n o : „ N j e b ą d ę r e c h l i
ż e n j e ł " — kogo?
3

;

3 9

3 2

Przyboś: Jabłoneczka
as J w . , s. 107—109a* J w . , s. 82.
« J w . , s. 394.
»» J w . , s. 398.
J w . , s. 324—325.
»8 J w . , s. 357.
J w . , s. 389.
i » J w . , s. 264.
3

3 7

s. 83.

T y p drugi t y t u ł o w a n i a to w y j ę c i e w i e r s z a c a ł e g o l u b
jego f r a g m e n t u ze ś r o d k a p i e ś n i , np. „ Z a r z u c ę j a r u ­
ciany wianeczek" .
41

„ Z r o b i ę j a tej s w o j e j m a t u s i
uciechę, uciechę,
zarzucę j a ruciany wianeczek
na s t r z e c h ę , n a s t r z e c h ę " —
incipit s t a n o w i dopiero w i e r s z trzeci z w r o t k i .
T a k samo rzecz s i ę m a w p i e ś n i pt.: „ G d z i e
dziesz n o c o w a ł a " ?^2
„ A ty. p s z c z ó ł e c z k o m a ł a ,
gdzie b ę d z i e s z n o c o w a ł a ? "

bę­



i n c i p i t s t a n o w i dopiero w i e r s z d r u g i .
T r z e c i m r o d z a j e m t y t u ł o w a n i a jest n a d a w a n i e ty­
t u ł u p r z e z samego w y d a w c ę , j a k n p . „ Ż a ł o s n a k o ­
chanka" *, „ P o ż e g n a n i e d o m u "
i inne. P r z y r o z ­
p a t r y w a n i u tego ostatniego sposobu t y t u ł o w a n i a n a ­
s u w a s i ę pytanie, w j a k i m c e l u P r z y b o ś n a d a ł n i e ­
k t ó r y m p i e ś n i o m t y t u ł y sztuczne, c z a s e m n a w e t n i e ­
n a j g o r s i o g ó l n ą treść lub nastrój pieśni oddające,
z a w s z e j e d n a k obce s a m e m u t e k s t o w i . T y t u ł s z t u c z n y
nie m o ż e zrosnąć się z p i e ś n i ą w j e d n o r o d n ą całość,
t y m b a r d z i e j ż e k a ż d y w y d a w c a m a niegorsze od
Przybosia prawa nadawania
nazw
publikowanym
p i e ś n i o m . S t w a r z a to r o z l e g ł e m o ż l i w o ś c i n a j r o z m a i t ­
s z y c h n i e p o r o z u m i e ń , gdy n p . c a ł k i e m p r z y p a d k o w o
r ó ż n e p i e ś n i z o s t a n ą przez r ó ż n y c h w y d a w c ó w j e d n a ­
k o w o n a z w a n e l u b odwrotnie. T y t u ł n a d a n y n i e s ł u ­
ż y zatem identyfikacji pieśni, nie o k r e ś l a jej w ą t k u ,
a w k a ż d y m r a z i e nie c z y n i tego a n i s y s t e m a t y c z n i e ,
ani d o k ł a d n i e , wobec czego n a r z u c a n i e go p i e ś n i l u ­
d o w e j jest n i e u z a s a d n i o n e i c a ł k o w i c i e
jej
obce.
Większość wydawnictw pieśni ludowych prawie w y ­
ł ą c z n i e z a m i a s t t y t u ł u d a j e incipit p i e ś n i . Z w y c z a j
ten n a l e ż y p r z y j ą ć z a z a s a d ę . P o c z ą t e k p i e ś n i ł a t w y
j e s t do z a p a m i ę t a n i a i t w o r z y z p i e ś n i ą j e d n o r o d n ą
c a ł o ś ć . N a jego p o d s t a w i e c z y t e l n i k bez t r u d u po­
t r a f i d o t r z e ć do w ł a ś c i w e g o t e k s t u .
P r z y b o ś w c y t o w a n y m a r t y k u l e pt. „ P i e ś ń l u d o w a
d l a p o e t ó w ^ " i w e w s t ę p i e do „ J a b l o n e c z k i " k i l k a ­
krotnie z w r a c a u w a g ę na wielkie
zapotrzebowanie
s p o ł e c z e ń s t w a na p i e ś n i ludowe i gorliwie upomina
s i ę o n i e s k a z i t e l n o ś ć nie t y l k o t e k s t ó w , a l e i m u ­
zyki ludowej.
„Temu
pragnieniu
— pisze P r z y b o ś — u d o s t ę p n i e ­
n i a t w ó r c z o ś c i poetyckiej
i muzycznej
ludu trzeba
od­
powiedzieć
dostarczeniem
p i e i n i szczerze
ludowych,
nie zepsutych
przez
przypadkowych
przerabiaczy
i
poprawiaczy"i\
„Łżeludowość
jest plagą nie tylko poezji, szerzy s i ę
ona hałaśliwie
i w innych
sztukach,
a zwłaszcza
w
muzyce.
Niebezpieczeństwo
zafałszowania
tego, co lu­
dowe przez czerpiących
z m e l o d i i i tekst&w
ludowych
jest natarczywie
aktualne"**.
T o upominanie s i ę , n a j z u p e ł n i e j z r e s z t ą s ł u s z n e ,
o teksty i melodie p r a w d z i w i e l u d o w e w i ą ż e s i ę z z a ­
g a d n i e n i e m sposobu i c h p u b l i k o w a n i a . C h o d z i m i a ­
n o w i c i e o to, czy s ł u s z n ą jest r z e c z ą p u b l i k o w a n i e
t e k s t ó w p i e ś n i o w y c h z p o m i n i ę c i e m melodii. P r z e c i w
p u b l i k o w a n i u n i e z a l e ż n i e od siebie t e k s t ó w i m e l o d i i
l u d o w y c h p r z e m a w i a s t w i e r d z e n i e , ż e p i e ś ń j e s t po­
ł ą c z e n i e m d w ó c h e l e m e n t ó w : s ł o w n e g o i muzycznego,
ż e rozdzielanie i c h d a j e t r o c h ę sztuczne, a p r z y n a j ­
mniej n i e p e ł n e twory i ż e przy o d ł ą c z e n i u t e k s t ó w
p i e ś n i od melodii p o w s t a j ą d u ż e m o ż l i w o ś c i w ł a ś n i e
stylizacji i kompozycji pseudoludowych z a r ó w n o w
zakresie s ł o w n y m , j a k i m u z y c z n y m . Z drugiej z a ś
strony same teksty p i e ś n i o w e s t o j ą c z ę s t o n a w y s o ­
k i m poziomie a r t y s t y c z n y m i w y d a n e oddzielnie m o ­
gą przedstawiać zbiór o d u ż y c h w a r t o ś c i a c h literac­
kich. Wydaje s i ę w i ę c , ż e obydwie formy s ą u p r a w ­
4

1 4

2

ni J w . , s. 183—184.
a J w . , s. 324.
*3 J w . , s. 132—133.
41 J w . , s. 154—156.
45 J W . , S. 6.
•iu P r z y b o ś : P i e ś ń l u d o w a d l a p o e t ó w O. c. s. 7.

177

nit>ne, z t y m j e d n a k w a r u n k i e m , ż e w k a ż d y m z t y c h
w y p a d k ó w k r y t e r i u m w y b o r u n i e ś n i do t a k i c h z b i o ­
r ó w s t a n o w i ć b ę d ą niezaprzeczone w a r t o ś c i b ą d ź m e l o d i o w o - s ł o w n e ł ą c z n i e , b ą d ź l i t e r a c k i e , gdy m o w a
o publikowaniu samych tylko tekstów.
N a j w i ę c e j zastrzeżeń budzi wydawniczo-techniczna
strona
„Jabłoneczki"
Juliana
Przybosia. Odpowie­
d z i a l n o ś ć z a to ponosi t y m r a z e m j u ż n i e t y l k o autor
antologii, lecz przede w s z y s t k i m P a ń s t w o w y I n s t y ­
tut W y d a w n i c z y .
T r u d w ł o ż o n y w zgromadzenie i w y b r a n i e m a t e r i a ­
ł u j e s t c h y b a t r o c h ę n i e w s p ó ł m i e r n y do z e w n ę t r z n e j
szaty, j a k ą antologia o t r z y m a ł a . B r z y d k i i n i e t r w a ł y
papier, z b r o s z u r o w a n a forma o p r a w y — c z y n i k s i ą ż - '
k ę n i e z m i e r n i e p o d a t n ą na
prędkie
„zaczytanie".
Wielka ilość b ł ę d ó w
drukarskich, niedbalstwo
w
przypisach s t w a r z a w r a ż e n i e w y d a n i a niechlujnego.
S p i s r z e c z y „ J a b ł o n e c z k i " u ł o ż o n y j e s t w t a k i spo­
s ó b , ż e po t y t u l e p i e ś n i podane jest j e j ź r ó d ł o , a w i ę c
s k r ó c o n a nazwa dzieła (skróty i ich pełne brzmienie
podane z o s t a ł y w w y k a z i e ) , t o m — p r z y d z i e ł a c h w i e ­
lotomowych i numer pieśni. Przy cytowaniu w y d a ­
n y c h w j e d n y m t y l k o tomie „ P i e ś n i l u d u " G l o g e r a —
P r z y b o ś z a z n a c z a r z y m s k ą c y f r ą — tak j a k t o m y —
c z ę ś c i , n a k t ó r e sobie G l o g e r c a ł o ś ć p o d z i e l i ł , c h o ­
c i a ż c z ę ś c i te nie m a j ą a n i w ł a s n e j k a r t y t y t u ł o w e j ,
ani oddzielnej p a g i n a c j i i s t a n o w i ą j e d n o l i t ą c a ł o ś ć .
Niekonsekwentne
to oznaczenie d e z o r i e n t u j e
trochę
c z y t e l n i k a . M i m o to n a p o d s t a w i e s p i s u r z e c z y k a ż d ą
p i e ś ń (poza k i l k o m a p o m y ł k a m i ) m o ż n a o d n a l e ź ć w
dziele ź r ó d ł o w y m , n a t o m i a s t ż a d n e j nie d a s i ę bez
trudu o d s z u k a ć w „Jabłoneczce", p o n i e w a ż strony nie
z o s t a ł y podane p r z y p o s z c z e g ó l n y c h p i e ś n i a c h , lecz
dla c a ł e g o r o z d z i a ł u ł ą c z n i e , n p . : „ L i r y k a m i ł o s n a —
s. 217—314", T o s k o m a s o w a n e p o d a w a n i e stron z m u ­
sza c z y t e l n i k a do s z u k a n i a cztero- albo d w u w i e r s z o ­
wego t e k s t u n a p r z e s t r z e n i b l i s k o stu stron.
Z a s t r z e ż e n i a b u d z ą r ó w n i e ż przypisy. S k ł a d a j ą się
na nie uwagi d o t y c z ą c e n i e k t ó r y c h pieśni i s ł o w n i c z e k
w y r a z ó w gwarowych. W y d a j e się, ż e w w y d a w n i c t w i e
popularnym, j a k i m jest „Jabłoneczka", p o ż y t e c z n i e j ­
szy b y ł b y s ł o w n i k u ł o ż o n y w p o r z ą d k u a l f a b e t y c z n y m .
S ł o w n i k ten trzeba b y ł o b y nadto u z u p e ł n i ć o b j a ś n i e ­
n i a m i c a ł y c h z w r o t ó w , bo p r z y p i s y n i e o b e j m u j ą c a ­
ł e g o m a t e r i a ł u . Np. w p i e ś n i z a t y t u ł o w a n e j „ C e b r z i cek s i ę o s u ł " , s. 307, w y j a ś n i o n o t y l k o : „ o s u ł s i ę —
r o z s y p a ł się", p o m i n i ę t o natomiast c a ł y drugi wiersz
drugiej z w r o t k i : „prze j e d y n cebrzicek g a z d o w a ć bed y m a " , k t ó r y t ł u m a c z y ć n a l e ż y : „i bez jednego ceberka b ę d z i e m y gospodarzyć". Nie został w y j a ś n i o n y
r ó w n i e ż m. in. w y r a z „ p a s t e w n i c z e k " — zdrobnienie
od „ p a s t e w n i k " — „ m a ł e p a s t w i s k o " ( J . K a r ł o w i c z ;
S ł o w n i k g w a r p o l s k i c h , t. 4, 1906, s. 51), m n i e j z r o ­
z u m i a ł y z w ł a s z c z a d l a odbiorcy m i e j s k i e g o , n i ż w y ­
raz „ ł u m r a " — „ u m r ę " * ? , k t ó r e g o z r o z u m i e n i e w k o n ­
tekście nie nastręcza ż a d n y c h trudności.
Przybosiowi c h o d z i ł o o pokazanie p i e ś n i reprezen­
t u j ą c y c h c a ł y k r a j : „Przestrzegając
tej naczelnej
za­
sady w y b o r u — pisze — -nie dopuszczającej
wyjątków
na rzecz utworów
wyraźnie
chybionych
lub zbyt
znie­
kształconych,
dobierałem
teksty
tak, żeby
przedsta-

4 7

«
4 9

5 0

5 1

niku.

178

P r z y b o ś : J a b ł o n e c z k a s, 467.
J w . , s. 6—7.
J w . , s. 62: O j b i j ą - c i m n i e , b i j ą ,
J w . , s. 62—63: Ż e b y n i e te pany.
J w . , s. 130—131: P i e ś ń o d z i e w c z y n i e i

wiały
twórczość
poetycką
całego
obszaru
etnograficz­
nego Po Es k i " * .
P o s t u l a t ten z o s t a ł w antologii z r e a l i z o w a n y . P i e ś n i
r e p r e z e n t u j ą r z e c z y w i ś c i e w s z y s t k i e regiony, ale n i e
w y n i k a to z u k ł a d u k s i ą ż k i . P o d a n e n a d t y t u ł e m n a ­
zwy miejscowości: „Od Klimontowa (Gorlice)"«, „Od
M s z c z o n o w a " , „ R o z b a r k " 5 i — o p r z y n a l e ż n o ś c i do
r e g i o n u niczego c z y t e l n i k o w i n i e m ó w i ą . D l a odpo­
w i e d n i e g o z l o k a l i z o w a n i a p i e ś n i trzeba b y
sięgnąć
albo do s p i s u rzeczy i z podanego ź r ó d ł a w n i o s k o w a ć
0 regionie, albo do s ł o w n i k a geograficznego l u b po­
s z c z e g ó l n e j mapy. Obok tych n a z w powinna by s i ę
znaleźć przynajmniej nazwa powiatu lub w o j e w ó d z ­
t w a , k t ó r a b y w p r z y b l i ż e n i u region w y t y c z y ł a , a w
k a ż d y m razie z o r i e n t o w a ł a w geograficznym p o ł o ż e ­
n i u m i e j s c o w o ś c i , z k t ó r e j d a n a p i e ś ń pochodzi.
W spisie r z e c z y , z a w a r t y m n a str. 495—512, p o d a n e
są zbiory pieśni ludowych, z k t ó r y c h P r z y b o ś zaczerp­
n ą ł t e k s t y do s w o j e j antologii. P o d c z a s s p r a w d z a n i a
pieśni zawartych w „Jabłoneczce" z tekstami ź r ó d ­
ł o w y m i o k a z a ł o s i ę , ż e n i e k t ó r e dane b y ł y n i e ś c i s ł e .
D l a p r z y k ł a d u i j e d n o c z e ś n i e p o p r a w i e n i a b ł ę d ó w po­
d a j e m y k r ó t k i e z e s t a w i e n i e , z a w i e r a j ą c e : 1) s t r o n ę
1 t y t u ł p i e ś n i w „ J a b ł o n e c z c e " , 2) p o d a n ą w spisie
rzeczy n i e w ł a ś c i w ą i n f o r m a c j ę o ź r ó d l e i 3) ź r ó d ł o
w ł a ś c i w e . Zob.: tablica I I .
4

30

Podajemy też zestawienie b ł ę d ó w z a u w a ż o n y c h w
p i e ś n i a c h sprawdzonych z tekstami ź r ó d ł o w y m i . Zob.:
tablica I I I .
W k o ń c u pozostaje jeszcze j e d n a s p r a w a — to k a r t a
t y t u ł o w a . R a m k a j e j s k ł a d a s i ę z d w ó c h l i n i i — ze­
w n ę t r z n e j g r u b s z e j i w e w n ę t r z n e j — o d l e g ł e j od p i e r w ­
szej m n i e j w i ę c e j o c e n t y m e t r — c i e ń s z e j . W g ó r n e j
c z ę ś c i obramowanego pola znajduje s i ę napis k a p i t a l i k a m i petitu: J U L I A N P R Z Y B O Ś , n i ż e j — t ł u s t y m
d r u k i e m , w y r a ź n i e o d b i j a j ą c y m s i ę od p o z o s t a ł y c h
n a p i s ó w : J a b ł o n e c z k a , jeszcze n i ż e j — k u r s y w ą , u j ę ­
ty w d w a w i e r s z e po d w a w y r a z y — p o d t y t u ł :
Anto­
logia polskiej
pieśni
ludowej.
U d o ł u , pod f i r m o w y m
sygnetem,
umieszczony
nakładca: P I W . Identyczny
u k ł a d p o w t ó r z o n y jest n a o k ł a d c e . P i e r w s z e w r a ż e ­
nie s k ł a n i a do p r z y p u s z c z e ń , ż e a u t o r e m , w podsta­
w o w y m z n a c z e n i u tego w y r a z u , jest J u l i a n P r z y b o ś ,
tzn. — ż e w s z y s t k i e u t w o r y s k ł a d a j ą c e s i ę n a zbio­
rek, z o s t a ł y przez niego n a p i s a n e . Z n ó w m a m y do
czynienia z t y ł u ł e m nadanym,
wprowadzającym w
błąd odbiorcę. Tytuł zbiorku zapożyczony został z
tekstu. A u t o r n a d a ł go w c z e ś n i e j j e d n e j z p i e ś n i w e ­
s e l n y c h ^ , w k t ó r e j j a b ł o n e c z k a jest s y m b o l e m z a m ę ż c i a . Dlaczego P r z y b o ś „ J a b ł o n e c z k ę " u p a t r z y ł so­
bie n a n a z w ę s w o j e j antologii, nie u m i e m y n a to o d ­
p o w i e d z i e ć . M o t y w j a b ł o n e c z k i n i e jest w p i e ś n i a c h
ludowych ani najczęstszy, ani najbardziej charakteiystyczny. „ A n t o l o g i a p o l s k i e j p i e ś n i l u d o w e j " — w ł a ś ­
ciwa nazwa, o k r e ś l a j ą c a z a w a r t o ś ć i rodzaj zbioru,
j a k o p o d t y t u ł ginie pod „ w y t ł u s z c z o n ą " „ J a b ł o n e c z ­
k a " . T a k i u k ł a d graficzny k a r t y t y t u ł o w e j w y w o ł u j e
nieporozumienie i w p r o w a d z a w b ł ą d j u ż p r z y p i e r w ­
szym zetknięciu się z książką.
Recenzja niniejsza p o w s t a ł a w w y n i k u pracy nad
m a t e r i a ł a m i P a ń s t w o w e g o Instytutu S z t u k i i w to­
ku licznych dyskusji Z e s p o ł u Folklorystycznego P I S .
Za w s p ó ł p r a c ę i ż y c z l i w ą k r y t y k ę autorka s k ł a d a c a ­
ł e m u z e s p o ł o w i serdeczne p o d z i ę k o w a n i e .

s

przewoź­

~> J w . , s.

143—144,
Maria

Błońska

T A B L I C A
Strona i t y t u ł p i e ś n i u Przybosia

147

P i e ś ń d z i ę k c z y n n a p o obiedzie

I
Źródło

Opuszczenia

Kolberg: Radomskie 22 s.

Zwrotki 3,4,5

175

i 7.

weselnjitn
161-2

Rozpleciny V.

Kolberg: Mazowsze s. 246 nr

130

D w a w i e r s z e po

wierszu

14-um.
3

197

Nie b ę d z i e s z ,

4

214

Z pieśni

5

219

6

220

Kolberg: Mazoujsze 3 s. 120 nr 84

D w i e p i e r w s z e zwrotki,

Kolberg: Mazowsze 5 s. 113 nr 53

Zwrotki 4, 8-16, 18 ,19.

Kiedy b ę d z i e s ł o ń c e i pogoda

Kolberg: K u j a w y 4 s. 7 nr

109

Zwrotki

Z a J a s i e m do

Kolberg: K u j a w y 4 s. 33 n i

165

Cztery zwrotki k o ń c o w e .

Marysiu

dożynkowej
Śląska

5-10.

7

231-2

J a s i e ń k o z K a s i ą polubili s i ę

Kolberg: M a z o w s z e 5 s. 2 6 « nr

278

8

233-4

S z u m i las

Kolberg: Mazowsze 5 s

272

9

241-2

Koło mego o g r ó d e c z k a

Kolberg: Kaliskie 23 s. 99 nr 53

Zwrotki

8-11.

10

242

Ż e b y ś ty mnie, moja m i ł a ,

Kolberg: K u j a w y 4 s. 7 nr

Zwtotki

8-10.

263 nr
109

Brak ostatniej z w r o t k i .
Brak zwrotek

5-3.

chciała
11

250

12

259
Oj, wołałem,
277-87 Biała l e l i j a

13

Przy oknie s p a ł a
wołałem

Kolberg: P o z n a ń s k i e 12 s. 194 nr 371

T e k s t k r ó t s z y o d w i e zwrotki.

Kolberg: Mazowsze 3 s. 140 nr 121

Brak zwrotek 3-S.

Kolberg

Sandomierskie 1 s. 58 nr 53

Z 33 z w r o t k o w e j p i e ś n i

wy­

brane tylko zwrotki 27-29.
[4

280-81 T o p ó l s i ę

15

283

Kolberg: Sandomierskie 1 s. 136 nr 165

rozwija

H u l a j , bujaj, j e l e n i u

Kolberg: Mazowsze 5 s. 277 nr

298

Zwrotki

1-4 i 13-18.

Zwrotki 5-11,

oddzielone

przez Kolberga od

poprzed­

nich p o z i o m ą kreskg.

T A B L I C A
Nr

Strona i t y t u ł p i e ś n i u

Przubosia

II

Ź r ó d ł o podane mylnie

1

80

Pieśń o gołębiu

Kolberg: P i e ś n i , nr 10 a.

2

143

Z ł o t e ziarno

Kolberg: Kaliskie

13, s.169

Sprostowanie

Informacja
nr

170

mylna.

Powinna b y ć : K o l b e r g 23 . . .

3

1 4 5 - 6 Ł a d o 1,11.111.

4

177

Już-ci

5

225

T u r l a m j a se,

6

257

Prosto mego o k i e n e c z k a

Kolberg: P o z n a ń s k i e i 2, lir 271

Powinno byc: Kolberg, 12.
Po/nariskie, s.145 nr 272.

7

273

K o c h a n c c z k a po
chodzi

Steffen

Informacja

8

314

Na kopieczku kwitnie r e ż

P i e ś n i I I , nr 331

9

347

A wyjrzyjże, dziewczyno

Kolberg: P i e ś n i , 11, nr 5

Kolberg: L u b e l s k i e l G , nr 27.219,211.
Kolberg; K i e l e c k i e 18, nr 217

pojechał
turlam

sadeczku

Kolberg: P o z n a ń s k i e 12, s.

c

Informacja

mylna.

289

mylna.

Powinno b y ć : Pieśni, H ,
s. 331 nr 272 c.
Inforinccjo

mylna.

T A B L I C A

III
Jest

Nr

Str.

I
2
3

75
83
103- - 6

4
5
6

112- - 3
115- - 9
121- - 2

wiersz 6 j 7
O turze, co z ł o t e różki m a
Strala
zwrotka 2 wiersz 4
O dzieciach p o w r a c a j ą c y c h z n i e w o l i
18
tureckiej
,.
4
4
W s z y s t k i m ludziom jest ś w i a d o m o

1
18
J a s i u z w o j e n k i jedzie
.,
2
Brat zabija s i o s t r ę
3

3

7
a
9
10
11
12
13
14
15
Ib
17
li!
19
20
21
22
23
24
25

127
8
129 - 3 0
135- - 9

K o c h a n e k j a d ą c do d z i e w c z y n y u m i e r a
Pod Krakowem w e wsi co sie b u ł o s i a ł o
W y p r a w a pana do m ł y n a

Pieśń


143
147- - 8
154- - 6
164
174
175
178
188
193- - 4
206
211- - 1 2

Z ł o t e ziarno
Bóg zapiać
P o ż e g n a n i e domu
Wianek weselny I .
Na wieczór przedślubny
Po wianek
P r z e l e c i a ł y ptaszki
W y s z ł a Kasieńka
Kole ł a s a
Zimnego wiatru
P i e ś ń gaikowa

.,
>•

26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47

213
214
222- - 4
231- - 2
232- - 3

Podkoziolek
Z pieśni dożynkowej
H e j , z g ó r y jadą Mazury
J a s i e n k o z Knsią polubili s i ę
Dumka d z i e w c z ę c i a

jt
238
243 - 4
245 - 6
246 - 7

S k o c z y ł z konia n i e u w a ż n i e
A z w i e c z o r a czarna burza
P o w i e d z i e mi, powiedz
Lipeńka

251- - 5 2
263
2b6
267- - 8
272- - 4
275
277 - 8
296

J e d z i e konik z miasta
Po c ó ż e ś c h o d z i ł a
Droga do dziewczyny
P r z y j e c h a ł o siedmiu
Gricbziujszczek ji łupod
Nie są to ptaszkowie, tylko k a w a l e r o w i e
B i a ł a leiija
Pierse kury zapiały

48
49
50
51
52

324
326
332 - 3
343- - 4
357- - 8

Gdzie będziesz nocowała
M a m b a b ę , mam
A dala s i ę moja pani matka
Poleciała gąska
Piosenka ś w i n i o p a s a


1
„Ii 2
wiersz 2
zwrotka 9 w i e r s z 1

24
,,
1
„ 25

l
36
1
w i e r s z 12
z w r o t k a 5 wiersz 1
6
3
4
3
3

3
1

4
1
.,
2
3
3
3

3
2
2
11

1
12

2
15
2
,.

I



15
1
3
2
2
2
1
3
2
9
17
22
24
3
4
2
1

.,



,,

tytuł

..
.,

.,
..
.,







2
3
1



2





1
2
1
1
14

Powinno b y ć

szczure
dolej

szyre
dali

swej
pitrzyj
tohie
juzem się ja
rozmyśliła
zabronić
pokochało
na p r ó g
panie
pumę
mnie
a pan m ł o d y
ł a u y, ściHny
Jawy, s t o ł y
oj t y l i rai dobrze
pr*ez
nie m o s z c i j a d o m a
Mareskie
wsie
u c i s k a j , n i e uciekaj
do
pierścionka
pawie
prosił o jej
0 wieniec
podkoziolka
dożęli
Hej, z góry
mi
Jasieńku
w rynku
Jasieńka
dziew z ę
stada
ciebie
Jasieczku
goni
bystro
mam j a
mila
na r ę k u
mi
s i o j n ł a m se
wtórowany
dziewukl
lelijo
1 se z d j ą n te bucicki
pszczółeczko
nie s p t z e d a m
mię
te
docy

swojej
patrzaj
tobiem
juzem się już j a
rozmyśliła
zbronić
zakochało
za próg
pan
pan
a m ł o d y pan
ściany, ławy
stoły, ławy
0 tyla mi dobrze
przed
nie masz ci j i doma
Marewskie
wsio
uciekaj, nie c e k a j
to
pierścienia
panie
p r o s i ł jej o
wieniec
podkoziolek
dożęlim
Hej. z góry, z góry
mnie
Jasiuleńku
w ryku ( p ł o c i e )
Kochanka
złoto
stado
siebie
Jasieńku
płynie
bystra
mam-U
mata
na r ę c e
ma
stojala se
wy torowany
dziewuli
lelija
1 z d j ą n se b u c i c k l
pscółeńko
i sprzedam
mi
to
decy

GARNCARSTWO L U D O W E
Wydawnictwo „Sztuka", Warszawa 1955

P o s t ę p techniczny z w ę z i ł m o ż l i w o ś c i
produkcyjne
g a r n c a r s t w a ludowego. J u ż u p o w s z e c h n i e n i e
pieców
kuchennych krytych blachą, .dało p i e r w s z e ń s t w o praktyczniejszym i wytrzymalszym „żeleźniakom" przed
g l i n i a k a m i , s k u t k i e m czego m a s o w o , f a b r y c z n i e w y ­
twarzane garnki ż e l a z n e i emaliowane stały s i ę groź­
n y m k o n k u r e n t e m k r u c h e g o t o w a r u , o b w o ż o n e g o po
targach i jarmarkach. T a k ż e wprowadzenie w i r ó w e k
o g r a n i c z y ł o k o n i e c z n o ś ć p o s ł u g i w a n i a s i ę w gospo­
darstwie w i e j s k i m naczyniami zasobowymi. Poza t y m
rozkruszanie s i ę z w y c z a j ó w ludowych, w k t ó r y c h gli­
n i a k i s p e ł n i a ł y w a ż n ą rolę, t e ż nie w y c h o d z i ł o g a r n ­
c a r z o m n a dobre. W t y c h w a r u n k a c h g a r n c a r s t w o —
j a k o p r z e m y s ł t y p o w o glebae a d s c r i p t u s , n a w s k r o ś
l u d o w y , bo u p r a w i a n y p r z e z l u d i n a u ż y t e k l u d u —
t r a c i ł o coraz b a r d z i e j s w ó j c e l i p o d s t a w y r o z w o j u .
A j e d n a k w g a r n c a r s t w i e o d b i j a s i ę poziom k u l t u ­
ry m a t e r i a l n e j i o b y c z a j o w e j p r z e s z ł o ś c i , a nadto po­
z i o m s z t u k i ż y c i a codziennego. Dlatego w a r t o b y ł o
z a j ą ć s i ę t y m tematem.
Praca Romana Reinfussa o polskim garncarstwie l u ­
d o w y m w y p e ł n i a d o t k l i w ą l u k ę w naszej literaturze
n a u k o w e j , niezbyt zasobnej nawet w
monograficzne
opracowania w a ż n i e j s z y c h o ś r o d k ó w garncarskich, a
p o z b a w i o n e j syntetycznego p r z e d s t a w i e n i a c a ł o k s z t a ł ­
tu t e g o ż p r z e d m i o t u . N a p i s a n a j e s t p r z e j r z y ś c i e i z r o ­
z u m i a l e dla szerokiego k r ę g u c z y t e l n i k ó w , a do n a u k i
w n o s i w i e l e nowego m a t e r i a ł u , zdobytego podczas b a ­
d a ń terenowych,
prowadzonych
systematycznie
od
k i l k u lat przez P a ń s t w o w y I n s t y t u t S z t u k i , b a d a ń
indywidualnych oraz czynnej w s p ó ł p r a c y z akcją k o n ­
k u r s o w ą , o r g a n i z o w a n ą przez M i n i s t e r s t w o
Kultury
i Sztuki w różnych w o j e w ó d z t w a c h . Autor dokonał
c z y n u pionierskiego, p o d a w s z y po r a z p i e r w s z y w n a ­
szej l i t e r a t u r z e w s p o s ó b z w i ę z ł y dzieje r z e m i o s ł a
g a r n c a r s k i e g o od z a r a n i a m ł o d s z e j e p o k i k a m i e n n e j
a ż do n a s z e j
współczesności, w której
wytwórcy
z r z e s z e n i zostali w s p ó ł d z i e l n i a c h ; po r a z p i e r w s z y
p o d a ł p r z e g l ą d form i zdobnictwa n a c z y ń w y r a b i a ­
n y c h n a obszarze P o l s k i L u d o w e j i po r a z p i e r w s z y
s c h a r a k t e r y z o w a ł ż y w e do d z i ś w t e r e n i e
ogniska
garncarskie. T o wszystko j e d n y m tchem n a l e ż y po­
w i e d z i e ć o k s i ą ż c e Reinfussa, obfitującej w
bogac­
t w o r z e t e l n i e zebranego i dobrze u p o r z ą d k o w a n e g o
materiału.
Nadto
należy
p o d k r e ś l i ć , ż e fotografie
p r z e d m i o t ó w z o s t a ł y d o s k o n a l e w y b r a n e przez a u t o ­
r a . I l u s t r u j ą one istotnie n a j l e p s z e okazy polskiego
g a r n c a r s t w a ludowego z a r ó w n o co do k s z t a ł t u , j a k
i co do z d o b n i c t w a . S z k o d a , ż e do poziomu s a m e j se­
l e k c j i n i e dostosowano t e c h n i c z n e g o p o z i o m u r e p r o ­
d u k c j i . N i e m a l w s z ę d z i e r a z i n a s t ł o poplamione, a
jego
p r o p o r c j a w s t o s u n k u do samego p r z e d m i o t u
c z ę s t o jest w a d l i w a . Nadto n a l e ż y z a u w a ż y ć , ż e dolepione n a k o ń c u k s i ą ż k i e r r a t a o b e j m u j ą , niestety,
t y l k o 1/3 i l o ś c i p o m y ł e k
drukarskich. Mimo tych
i i n n y c h usterek, k s i ą ż k ę n a l e ż y u w a ż a ć z a u d a n ą
pozycję wydawnictwa „Sztuka".
P o n i e w a ż jednak badania ceramiki ludowej w P o l ­
sce b y n a j m n i e j n i e d o b i e g ł y k o ń c a , a w b l i s k i m c z a ­
sie m o ż n a s i ę s p o d z i e w a ć m o n o g r a f i c z n y c h
opraco­
w a ń w a ż n y c h , a niedostatecznie
poznanych
ośrod­
k ó w g a r n c a r s k i c h , w y d a j e m i s i ę , ż e p o ż ą d a n e jest
zaopatrzenie n i n i e j s z e j r e c e n z j i w dodatkowe u w a g i .
Przede w s z y s t k i m n a l e ż a ł o b y ustalić t e r m i n o l o g i ę
technologiczną garncarstwa, która w książce
Rein­
fussa nie zawsze jest trafna. A w i ę c :
c z e r e p e m
n a z y w a s i ę z w y k l e nie s u r o w e
tworzywo naczynia
glinianego, ale j u ż w y p a l o n e . J e s t on z z a s a d y po­
rowaty w naszych naczyniach ludowych z powodu
wypalania ich w temperaturze niskiej.
A n g o b ą
nie n a z y w a s i ę u n a s p o l e w a , lecz p o w ł o k a z g l i n k i ,
w y s t ę p u j ą c a w ludowych naczyniach glinianych jako
p o b i a ł k a (aczkolwiek francuskie s ł o w o
e n g o b e,
a w i ę c to, co s c a l a s i ę z i n n y m przedmiotem, m o ż e o d ­

n o s i ć s i ę z a r ó w n o do p o b i a ł k i , j a k i s z k l i w a ) . G 1 i n k a k o l o r o w a n i e j e s t t y m s a m y m co p o l e w a ,
p o1e w a
z a ś nie jest c z y m ś innym n i ż glazura, g d y ż
polewa, g l a z u r a , s z k l i w o — to jedno.
W podanych przez autora informacjach o d n o s z ą ­
c y c h s i ę do t e c h n i k i p r o d u k c j i n i e m a ż a d n y c h u c h y ­
b i e ń . O d z n a c z a j ą s i ę one z w i ę z ł o ś c i ą . N i e m n i e j , w y ­
daje m i s i ę , ż e n i e k t ó r e u w a g i w y m a g a j ą r o z s z e r z e ­
nia. J e ś l i n p . c z y t a m y , ż e g a r n c a r z e p r a ż o n y
ołów
m e ł l i w ż a r n a c h na proszek i p r z e s i e w a j ą c przez
sito o k u r z a l i n a c z y n i a , ale „ w w i e l u o ś r o d k a c h z a ­
p o m n i a n o j u ż o t y m sposobie" — w y d a j e m i s i ę , ż e
n a l e ż a ł o b y d o d a ć , ż e to o d w r ó c e n i e s i ę od tego r o ­
dzaju techniki glazurowania b y ł o w y n i k i e m smutnych
d o ś w i a d c z e ń garncarzy, którzy stwierdzili (szczegól­
nie n a U k r a i n i e ) , ż e p y ł o ł o w i o w y z a t r u w a ł i c h o r ­
ganizm, w y w o ł u j ą c r ó ż n e schorzenia, kurcze ż o ł ą d k a ,
krwotok w e w n ę t r z n y , a nawet u t r a t ę wzroku i epi­
lepsję. (Także nadmiar ołowiu w niskotopliwym s z k l i ­
wie, w y ł u g o w y w a n y przez k w a s y w potrawach, s t a w a ł
się przyczyną rozmaitych o b j a w ó w zatrucia orga­
n i z m u z c h o r o b ą „ k o l i k " n a czele).
R o z d z i a ł o k s z t a ł t a c h n a c z y ń w i i to b y w p r z y s z ­
łości u z u p e ł n i ć m a t e r i a ł e m gwarowym. L u d bowiem,
k t ó r e g o j ę z y k s p e ł n i a ł dobrze r o l ę n a r z ę d z i a p o r o z u ­
miewania się ludzi m i ę d z y sobą, w y t w o r z y ł
wcale
bogatą onomastykę kształtów
naczyń,
regionalnie
z r ó ż n i c o w a n ą , podobnie z r e s z t ą j a k samo g a r n c a r s t w o .
O d n o s i s i ę ona p r z e w a ż n i e do p o j e m n o ś c i n a c z y ń l u b
ich k s z t a ł t u o g ó l n e g o . Wystarczy w s p o m n i e ć , ż e w
czasopiśmie warszawskim
„Pamiętniku
ReligijnoM o r a l n y m " z r. 1854 autor a r t y k u ł u o I ł ż y , w y w o ż ą ­
cej w X V I i X V I I w . t o w a r g l i n i a n y do G d a ń s k a
i S z w e c j i — podobnie j a k K o ł a c z y c e , D e n k ó w i B y d ­
goszcz — takie z n a ł n a z w y g a r n k ó w : „ p ł a s z c z y z n y" — to jest m i s k i , p o k r y w y i r y n k i ;
„drobiszc z e" — b y ł o n a z w ą m a ł y c h g a r n k ó w ;
„p o d p n i ac z ę t a" — t a k z w a ł y s i ę k w a r t ó w k i ;
„o b s z e r n i a k i " — to t r z y k w a t e r k ó w k i ;
„ p n i a k i " — to
garnce;
„j a g i e 1 n i k i " — d w u g a r n c e ;
„kruszc e" — s t ą g w i e . W O l k u s k i e m z a ś , w e d l e S t . C i ­
szewskiego, d u ż y g l i n i a n y g a r n e k z w a ł s i ę „ s t e m p o c e k", m n i e j s z y — „ g r o s o c e k", p r z y s a d z i ­
sty z a ś , a p o j e m n y — „ k e m p i o c e k".
Garnek
k w a r t o w y n a z y w a ł s i ę „ c a r e c k a", n a c z y n i e
do
topienia s ł o n i n y — „r y n e c k a",
a trójnóżek —
,,k o z ś o ł e c e k". W S a n d o m i e r s z c z y ź n i e z n a n e s ą
d u ż e „ w o d z i a k i " oraz k o c i o ł e k do p a r z e n i a b i e ­
l i z n y , zw.
„ p o 1 e w a n i c a".
Na Śląsku Cieszyń­
s k i m karmiono n i e m o w l ę t a z n a c z y n i a glinianego
z rurką, zwanego
„ c y p e k", k t ó r a to n a z w a w y ­
w o d z i s i ę od p ł ó c i e n n e g o c z e p k a , u ż y w a n e g o p i e r w o t ­
n i e w r a z i e potrzeby z a smoczek do s s a n i a k a s z k i
o s ł o d z o n e j . Do p o g ł ę b i e n i a w i ę c p r o b l e m u g a r n c a r ­
stwa, a w szczególności w y s t ę p u j ą c y c h w n i m form,
p o ż ą d a n e jest p r z e p r o w a d z e n i e o d n o ś n y c h b a d a ń j ę ­
zykowych.
Autor, d o c i e k a j ą c ź r ó d e ł w p ł y w ó w p o s t r o n n y c h n a
c e r a m i k ę l u d o w ą , nie w s p o m n i a ł — i s ł u s z n i e — o
w p ł y w i e zagranicy. W znanych mi bowiem statutach
c e c h ó w garncarskich nie c z y t a ł e m o o b o w i ą z k u o d ­
bywania takiej p r a k t y k i za granicą, c h o ć wzorem z a ­
chodnio-europejskim
wymagano
tego od
czeladni­
k ó w c e c h u m a l a r z y , z ł o t n i k ó w , r z e ź b i a r z y itp. S t w i e r ­
dzenie tego f a k t u u z a s a d n i a ł o b y w z n a c z n y m stopniu
rodzimość
formy
polskiego g a r n c a r s t w a ludowego.
Autor w s p o m n i a ł natomiast i o innych ź r ó d ł a c h w p ł y ­
w ó w : m a n u f a k t u r a c h , s z k o ł a c h oraz o i n g e r e n c j i i n ­
teligentów. T u należy zaznaczyć, że patronacka akcja
i n t e l i g e n t ó w sięga c z a s ó w dawniejszych n i ż moda na
l u d o w o ś ć , p o w s t a ł a wprawdzie w okresie R o m a n t y z ­
mu, ale j a k o z j a w i s k o s p o ł e c z n e r o z w i j a j ą c a s i ę do­
piero od p o c z ą t k u X X w . J a k i m i d r o g a m i m o g ł y p o ­
w s t a w a ć u l u d u n i e k t ó r e formy c e r a m i c z n e , d a j e n a m

179

przykład M . Łopuszańska, która w „Gazecie
Rze­
m i e ś l n i c z e j " n r 5 z r. 1905 podaje, ż e w P a w ł o w i e l u ­
belskim ks. P i o t r o w s k i d o s t a r c z a ł g a r n c a r z o m „ m o ­
deli w e d ł u g w y k o p a l i s k
s t a r o s ł o w i a ń s k i c h lub też
wedle greckich urn", a c z y n n o ś ć t ę u w a ż a ł za „ c h w a ­
lebną".
Poważniejszego
natomiast
uzupełnienia
wymaga
rozdział pracy Reinfussa t r a k t u j ą c y o formie i zdob­
nictwie. W o m a w i a n i u zagadnienia formy nie m o ż e ­
m y o g r a n i c z y ć s i ę do a n a l i t y c z n e g o p r z e d s t a w i e n i a
części s k ł a d o w y c h naczynia: nóżek, brzuśca,
szyjki,
u c h a i k o ł n i e r z a (bo tak, a n t r o p o m o r f i z u j ą c n a c z y ­
n i e , n a z y w a l u d jego c z ę ś c i ) . F o r m ę b o w i e m c h a r a k t e ­
r y z u j e synteza tych c z ł o n ó w w y p o w i a d a j ą c a s i ę nie
w „ w y m o d e l o w a n y m k o n t u r z e " (str. 49)), ale — lepiej
p o w i e d z i e ć — w p r o f i l u , k t ó r e g o u k s z t a ł t o w a n i e jest
w g a r n c a r s t w i e bodaj z a s a d n i c z e , j a k o p o d s t a w a a r ­
t y s t y c z n e j w a r t o ś c i formy. P r o f i l w ł a ś n i e s t a n o w i w
z n a c z n y m s t o p n i u d i f f é r e n c i a specifica m i e d z y p o l ­
s k i m garncarstwem ludowym a analogicznymi for­
m a m i z a g r a n i c z n e g o pochodzenia. O k r e ś l e n i e p r o f i l u
— co p r a w d a t r u d n e do w y s ł o w i e n i a — n a l e ż y do
o b i e k t y w n e g o opisu, w k t ó r y m s t o p i e ń o d c h y l e n i a
n a j w y ż s z e j w y d ę t o ś c i b r z u ś c a w g ó r ę od p o ł o w y w y ­
s o k o ś c i naczynia gra dużą rolę. N a j w a ż n i e j s z a
jed­
n a k j e s t ocena p r o f i l u ze s t a n o w i s k a estetycznego, co
jako wyraz
naszej
wrażliwości na formę, smaku
i kultury artystycznej — decyduje o hierarchii z a ­
k w a l i f i k o w a n i a p r z e d m i o t u do sztuki.
W charakterystyce s k ł a d o w y c h części formy g a r n ­
c a r s k i e j autor m a ł o u w a g i p o ś w i ę c i ł u c h u . T y m c z a ­
s e m t e n n a p o z ó r m a ł o z n a c z n y dodatek j e s t w k o m ­
pozycji naczynia problemem b y n a j m n i e j nie b ł a h y m .
G a r n c a r z l u d o w y k s z t a ł t u j e j e i n a l e p i a bez w a h a n i a ,
trafia z a w s z e w sedno, bez n a m y s ł u w y b i e r a j ą c z w i e ­
lu m o ż l i w o ś c i j e d n ą — n a j l e p s z ą , o c z y w i ś c i e z a n i e ­
o m y l n y m podszeptem tradycji. A l e ceramik, k s z t a ł ­
cony w szkole, b i e d z ą c s i ę n a d w y b o r e m f o r m y u c h a ,
r o z w i ą z a ć m u s i zagadnienie z e s t r o j e n i a d w ó c h r z e ­
czy n i e j e d n o r o d n y c h : n a c z y n i a wytoczonego n a kole
i u c h a mieszonego w d ł o n i a c h a n a d t o b r y ł y z l i n i ą ,
a k i e r u n k u o d ś r o d k o w e g o z d o ś r o d k o w y m . Nieobo­
j ę t n e s ą w tej p r a c y p u n k t y n a l e p i e n i a u c h a , jego
g r u b o ś ć i d ł u g o ś ć , a nade w s z y s t k o k s z t a ł t , k t ó r y by

u z u p e ł n i a ł naczynie, h a r m o n i z o w a ł z nim, o k r a s z a ł
je, a n i e p o p a d a ł w k o n f l i k t z c h a r a k t e r e m t w o r z y ­
w a , to j e s t nie n a ś l a d o w a ł w glinie kutego ż e l a z a ,
g i ę t e g o d r u t u , r z n i ę t e g o d r z e w a lub o b ł ą k a p l e c i o ­
nego z p r ę c i a .
T y l k o ten, kto b i e d z i ł s i ę n a d t y m
problemem z g l i n ą w dłoni, wie, j a k trudno osadzić
ucho, aby ono b y ł o dostatecznie d u ż e , grube i silne,
b y m o g ł o s p e ł n i a ć s w e f u n k c j o n a l n e zadanie, a j e d ­
n o c z e ś n i e — b y p o s i a d a ł o k s z t a ł t zgodny z f o r m ą
przedmiotu, z k t ó r y m jest ściśle z ł ą c z o n e .
S a m a d o s k o n a ł o ś ć t e c h n i c z n a n i e g r a t u roli p r z o ­
d u j ą c e j . S a m e r ę c e w p r a w n e nie w y s t a r c z a j ą do w y ­
k o n a n i a p i ę k n e g o g a r n k a . Podobnie m a s i ę rzecz z
s z a t ą z e w n ę t r z n ą naczynia. T y m bardziej ż e nie z a w ­
s z e z a l e ż y o n a od g a r n c a r z a . U g a r n c a r z a ludowego
ż a d n a b a r w a n i e j e s t u s t a l o n a , bo technologia jego,
nie o p a r t a o c h e m i ę , n i e p o z w a l a m u n a p r e p a r o w a ­
nie b a r w n y c h s z k l i w o zamierzonym kolorze ani t e ż
n a niezawodne
kierowanie
procesem
wypalania.
Wskutek tych b r a k ó w wiedzy fachowej
wychodzą
spod jego r ę k i r ó ż n e fiolety i c z e r n i e m a n g a n u , r ó ż ­
ne zielenie m i e d z i o r a z
żółcienie i brązy
ugrów.
M o ż n a b y d o j ś ć do p a r a d o k s a l n e g o t w i e r d z e n i a , ż e
garncarz ludowy umie wiele, d z i ę k i temu, ż e w i e m a ­
ł o . W istocie j e d n a k u m i e j ę t n o ś ć jego j e s t k r u c h a .
T o t e ż o g i e ń p ł a t a n i e r a z z ł o ś l i w e figle g a r n c a r z o w i ,
n a r a ż a j ą c go n a s t r a t y m a t e r i a l n e , ś c i e r a j ą c m u m a ­
l o w i d ł o i p r z e i n a c z a j ą c jego p r a c ę . T e n n i e p o w o ł a n y
dekorator, od k t ó r e g o ż a d e n g a r n c a r z u s t r z e c s i ę nie
m o ż e , zabawia s i ę nieraz w artystę, d a j ą c w szkliwie
i s t n y poemat n i e u c h w y t n y c h l ś n i e ń i d r ż e ń oraz t r u d ­
n y c h do w y r a ż e n i a u r o k ó w z a m a z a ń o r n a m e n t u . P o ­
d z i w i a m y w t e d y k w i a t y , k t ó r y c h ż a d e n ogrodnik nie
hoduje, i ptaki, k t ó r e w ż a d n y m k r a j u nie ż y j ą ,
i gwiazdy, k t ó r e n a ż a d n y m niebie nie ś w i e c ą .
A l e nade w s z y s t k o cieszy n a s ś w i a d o m e d z i a ł a n i e
g a r n c a r z a ludowego i jego t r a f n y w y b ó r ś r o d k ó w ,
k t ó r e n i e p o z w a l a j ą m u n a zagubienie s i ę m i ę d z y
p r a w d ą n a t u r y a e l e m e n t a r n y m i p o s t u l a t a m i sztuki.
D a n i e w y r a z u r a d o ś c i i u m o t y w o w a n i e naszego z a ­
chwytu nad dziełami naszych artystów — garncarzy
t e ż n a l e ż y do o b o w i ą z k u p i s z ą c y c h o sztuce.
Tadeusz

CERAMIKA L U D O W A NA I OGÓLNOPOLSKIEJ

Seweryn

WYSTAWIE

CERAMIKI I SZKŁA A R T Y S T Y C Z N E G O W E WROCŁAWIU

Staraniem Ministerstwa Kultury i Sztuki zorgani­
zowana została w I V kwartale u b i e g ł e g o roku w M u ­
zeum Ś l ą s k i m we W r o c ł a w i u I O g ó l n o p o l s k a W y s t a ­
w a C e r a m i k i i S z k ł a A r t y s t y c z n e g o , i l u s t r u j ą c a po­
w o j e n n y dorobek P o l s k i w z a k r e s i e w s z y s t k i c h d z i a ­
ł ó w ceramiki artystycznej i szkła dekoracyjnego.
Obfity m a t e r i a ł w y s t a w o w y , e k s p o n o w a n y w s p o s ó b
estetyczny w k i l k u o b s z e r n y c h s a l a c h , u j ę t y z o s t a ł
w szereg d z i a ł ó w , p o c z ą w s z y od m a ł o n a o g ó ł z n a ­
n y c h w y r o b ó w c e r a m i c z n y c h , z n a j d u j ą c y c h zastoso­
w a n i e w d e k o r a c j i a r c h i t e k t o n i c z n e j , poprzez u ż y t ­
k o w e w y r o b y f a b r y c z n e z porcelany, p o r c e l i t u , f a ­
j a n s u , k a m i o n k i , do e k s p e r y m e n t a l n y c h o s i ą g n i ę ć I n ­
stytutu W z o r n i c t w a P r z e m y s ł o w e g o i r ó ż n y c h uczelni
p l a s t y c z n y c h czy p o s z c z e g ó l n y c h a r t y s t ó w ,
kończąc
na ceramice ludowej, na której w niniejszej recenzji
skupimy naszą u w a g ę .
W y r o b y l u d o w e w y s t a w i o n e z o s t a ł y w d w ó c h ob­
szernych salach oraz w części p r z y l e g ł e g o korytarza.
M n i e j s z e p r z e d m i o t y , j a k np, okazy l u d o w e j r z e ź ­
by — w oszklonych gablotkach, naczynia z a ś — na
o b i t y c h s z a r y m p ł ó t n e m o t w a r t y c h stopniach. K o n ­
c e p c j a w y s t a w y w dziale w y r o b ó w l u d o w y c h b y ł a

180

z u p e ł n i e prosta. N a w s t ę p i e dano p r z e g l ą d f o r m , w y ­
s t ę p u j ą c y c h w garncarstwie ludowym, dalej r ó ż n e
r o d z a j e w y r o b ó w g a r n c a r s k i c h , w z a l e ż n o ś c i od g a ­
tunku surowca, techniki w y k o n a n i a i zdobienia (bi­
skwity, siwaki, naczynia malowane i glazurowane),
d r o b n ą g a l a n t e r i ę i r z e ź b ę l u d o w ą (ptaszki z I ł ż y ,
plastyka figuralna z Medyni G ł o g o w s k i e j i U r z ę d o w a ) ,
wreszcie p r z e g l ą d ceramiki ludowej ilustrujący jej
z r ó ż n i c o w a n i e regionalne. N a z a k o ń c z e n i e p r z e d s t a ­
wione z o s t a ł o zagadnienie r o l i n a d z o r u C P L i A w d z i e ­
d z i n i e podnoszenia p o z i o m u a r t y s t y c z n e g o l u d o w e j c e ­
r a m i k i . U k ł a d w y s t a w y m i m o s w e j prostoty o k a z a ł
s i ę nieco t r u d n y dla z w i e d z a j ą c y c h , g d y ż
zanadto
rozpraszał poszczególne zespoły. Naczynia z tych sa­
m y c h o ś r o d k ó w w i d z i e l i ś m y raz j a k o p r z y k ł a d y form
u ż y t k o w y c h , po r a z d r u g i j a k o o k a z y t e j c z y i n n e j
techniki, trzeci z a ś raz w ś r ó d z e s p o ł ó w regionalnych,
a czasem jeszcze czwarty — w ś r ó d o s i ą g n i ę ć nadzoru
a r t y s t y c z n e g o C P L i A . Ponadto z o s t a ł on w s z c z e g ó ­
ł a c h t u i ó w d z i e p o z a c i e r a n y przez „ c h o c h l i k a w y ­
stawowego", k t ó r y d l a o s i ą g n i ę c i a efektu e s t e t y c z n e ­
go — bez s k r u p u ł ó w p r z e s t a w i a g a r n k i k p i ą c z s y -

s t e m a t y k i i l e k c e w a ż ą c w y t y c z n e o p r a c o w a n e g o przez
f a c h o w c ó w scenariusza.
M a t e r i a ł u wystawowego d o s t a r c z y ł a organizatorom
Centrala P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego,
co
m i a ł o te. d o b r ą s t r o n ę , ż e u w o l n i ł o i c h od k o n i e c z n o ś ­
ci p e n e t r a c j i t e r e n o w e j , ale r ó w n o c z e ś n i e
zawęziło
z a s i ę g w y s t a w y do e k s p o n a t ó w z o ś r o d k ó w z o r g a n i ­
z o w a n y c h w C P L i A , b ą d ź t e ż p r z e z n i ą w t e n czy
inny s p o s ó b kontrolowanych. T a j e d n o s t r o n n o ś ć w y ­
boru m a t e r i a ł u wystawowego d o s y ć ujemnie z a c i ą ż y ­
ła n a c a ł o ś c i , z u b o ż a j ą c w y s t a w ę , k t ó r a s k u t k i e m te­
go w y k a z y w a ł a p o w a ż n e b r a k i . I t a k n p . w p r z e g l ą ­
dzie r ó ż n y c h f o r m z a s t o s o w a n i a n a c z y ń g l i n i a n y c h
b r a k ł o c h o ć b y z d o b i o n y c h m a ś l n i c do w y r o b u m a s ł a ,
czy p o d k u r z a c z y d l a p s z c z e l a r z y ; w ś r ó d t e c h n i k zdob­
n i c z y c h p o m i n i ę t o s i w a k i z d e k o r a c j ą w postaci c z a r ­
nej m a l a t u r y ; z a ś w p r z e g l ą d z i e r e g i o n a l n y m poszcze­
g ó l n e o ś r o d k i , j a k np. B o l i m ó w czy P a w ł ó w , p o t r a k ­
towane z o s t a ł y w s p o s ó b jednostronny.
Nie b y ł y reprezentowane takie d o s k o n a ł e p r a c o w ­
nie, j a k n p . J e l e ś n i a ń s k i e g o z M i l ó \ ^ i ,
Bilińskiego
ze S t a r e g o S ą c z a , C z e c z e l e w s k i e g o z s i e l c z y k a (pod
B i a ł ą Podlaską), J ó z e f a G ł u s z k a z C h a ł u p e k i wiele
innych.
Obficie natomiast pokazano wyroby z pracowni
zrzeszonych w C P L i A , j a k np. s p ó ł d z i e l n i a w K a r t u ­
zach ( L . Necel, Meissner, K a z i m i e r c z a k ) , s p ó ł d z i e l n i e
we W ł o c ł a w k u (wyroby W. Nowakowskiego),
Siera­
dzu ( H . M u s z y ń s k i , P e r t k i e w i c z ) , T o m a s z o w i e M a z o ­
wieckim (E. Arkuszyński, J . Budkiewicz, J . Malczew­
ski, T r z e ś n i o w s k i ) , Ł o w i c z u ( L . K o n o p c z y ń s k i ) , B i e l ­
s k u - B i a ł e j (W. i F . M a t u s i a k o w i e ) , I ł ż y (W. K i t o w s k i ,
K o s i a r s k a , S. L u b a , S . P a s t u s z k i e w i c z , J . Poletek,
J . Purski, A. Rokita, F . Bąbel, T. Bąbel, K . Ciepiel e w s k i , C . J e ż ) , P u ł t u s k u (W. L a t o s z e k , Z . P l a g o w ski, E . P i o t r o w s k i ) , B i a ł y m s t o k u (W. G a c k i , A . K r a ­
szewski, J , Panas, L . S o ł o ś c i u k i e w i c z , G . Szeremie­
tiew), P a w ł o w i e ( E . F a r i o n , J . i P . W i t e k , K . Z o ł nacz), w J a n o w i e L u b e l s k i m ( J . N o w o r o l , A . i J .
S t a ń k o oraz c a ł a r o d z i n a S t a r t k ó w ) , Ł a ń c u c i e ( E .
Chmiel, W. Jurek, W. K ę p a , S. K o t , J . Plizga, W.
Prucnal, A. Ruta, J . Schodziński, E . Welc, J , Woś).
Wyroby zaprezentowane
na wystawie
to
prze­
w a ż n i e p o p r a w n i e pod w z g l ę d e m t e c h n i c z n y m w y k o ­
nana produkcja bieżąca,
którą znamy z wielu już
w y s t a w czy p u b l i k a c j i . Z i n n y c h n a l e ż y
wymienić
wyroby Kazimierczaka z Kartuz, które ciemną, gład­
k ą g l a z u r ą o d b i e g a j ą od p o w s z e c h n i e z n a n y c h w y r o ­
b ó w k a s z u b s k i c h N e c l a czy M e i s s n e r a , oraz m a l o w a ­
ne w y r o b y M a t u s i a k ó w z B i e l a n w p o w i e c i e O ś w i ę ­
cim.

tern w r e a k t y w o w a n ą t e c h n i k ę d e k o r a c y j n ą , j p r z e j d ą
do r o z w i j a n i a i p o m n a ż a n i a t r a d y c y j n e g o zasobu d e ­
koracyjnego.
W a ż n y moment wkrzeszenia zarzuconej techniki
dekoracyjnej zbyt m o ż e s ł a b o został wykorzystany,
z w ł a s z c z a z a ś t a m , gdzie p o d s u m o w y w a n o o s i ą g n i ę c i a
nadzoru artystycznego C P L i A , n i e s ł u s z n i e
natomiast
w t y m dziale z n a l a z ł y s i ę w y r o b y K . R o g o w s k i e g o
z B i a ł e j P o d l a s k i e j , k t ó r y n i e j e s t zrzeszony w s p ó ł ­
dzielni C P L i A , poziom jego w y r o b ó w t r u d n o w i ę c
z a p i s a ć n a poczet z a s ł u g c e p e l i o w s k i e g o n a d z o r u .
Skoro j u ż m o w a o z a s ł u g a c h , n a s u w a s i ę jeszcze
jedna uwaga. N a wystawie w r o c ł a w s k i e j z u p e ł n i e nie
p o d k r e ś l o n o roli, j a k ą w dziedzinie opieki n a d c e r a ­
m i k ą l u d o w ą o d g r y w a od w i e l u lat p r o w a d z o n a a k c j a
Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki. Wiele o ś r o d k ó w g a r n ­
c a r s k i c h , k ó r y c h p r o d u k c j a zdobi d z i ś w i t r y n y s k l e ­
p ó w C P L i A , zostało odkrytych lub uaktywnionych w
kierunku artystycznym przez konkursy i w y s t a w y
o r g a n i z o w a n e przez W y d z i a ł S z t u k i L u d o w e j M i n i ­
s t e r s t w a K u l t u r y i S z t u k i . N i e k i e d y dopiero n a t y c h
właśnie wystawach
zapoznawali
się
pracownicy
C P L i A z nie z n a n y m i i m o ś r o d k a m i g a r n c a r s k i m i
i n a w i ą z y w a l i pierwsze kontakty handlowe z w y ­
twórcami.
Ze s p r a w ą ceramiki ludowej w i ą ż e s i ę w pewnej
m i e r z e a k c j a p r o w a d z o n a przez I n s t y t u t W z o r n i c ­
twa P r z e m y s ł o w e g o , który w w y t w ó r n i f a j a n s ó w we
2

^ T e n s a m b ł ą d p o w t a r z a s i ę n a str. 86 k a t a l o g u
w y s t a w y , gdzie K . R o g o w s k i f i g u r u j e w d z i a l e z a t y ­
t u ł o w a n y m „Spółdzielnie garncarskie C P L i A " .

Po r a z p i e r w s z y n a w y s t a w i e w r o c ł a w s k i e j p o k a ­
zano ś w i e ż o r e a k t y w o w a n ą c e r a m i k ę „ f l a m e r o w a n ą "
z Pułtuska. Flamerowanie n a c z y ń , n i e g d y ś d o s y ć roz­
powszechnione na terenie K u r p i o w s z c z y z n y (Pułtusk,
W y s z k ó w , Serock), p o l e g a ł o na tym, ż e plastyczne
jeszcze n a c z y n i e g l i n i a n e p o l e w a n o b i a ł ą a n g o b ą , c z y ­
li tzw. ,,tonem", a n a s t ę p n i e ryto w z ó r z a p o m o c ą
rylca. Po wyszuszeniu i wypaleniu naczynia malo­
wano je barwnymi farbami podszkliwnymi, które w
drugim wypale pokrywano b e z b a r w n ą glazurą .
W e d ł u g badań M. 2ywirskiej, która garncarstwu
kurpowskiego p o ś w i ę c i ł a o s o b n ą pracę,
flamerowa­
nie z a m a r ł o n a K u r p i a c h pod
koniec
pierwszego
d z i e s i ę c i o l e c i a m i ę d z y w o j e n n e g o (w l a t a c h 1928—1930).
1

Obecnie, d z i ę k i w y s i ł k o m
nadzoru
artystycznego
C P L i A , z a r z u c o n a t e c h n i k a zdobnicza o d ż y ł a . W y r o ­
by E . P i o t r o w s k i e g o , Z . P l a g o w s k i e g o i W ł . L a t o s z k a — z a r ó w n o w formie, j a k i o g ó l n y m c h a r a k t e r z e
d e k o r a c j i — s t a r a j ą s i ę n a w i ą z y w a ć do t r a d y c j i . Nie
z a w s z e s i ę to j e d n a k udaje, czego p r z y k ł a d e m m o ż e
b y ć d z b a n E . P i o t r o w s k i e g o , ozdobiony n a b r z u ś c u
l i n i ą ł a m a n ą i szeregiem r y t m i c z n i e p o w t a r z a j ą c y c h
s i ę k ł o s ó w . B y ł o b y m o ż e w s k a z a n e , aby n a d z ó r a r ­
tystyczny spółdzielni garncarskiej w P u ł t u s k u n a k ł o ­
n i ł n a p o c z ą t e k g a r n c a r z y m i e j s c o w y c h do p o w t a ­
rzania dawnych w z o r ó w , znanych z cytowanej p r a ­
cy Ż y w i r s k i e j , D o p i e r o gdy w ż y j ą s i ę oni z p o w r o -

1

Maria Zywirska: Garncarstwo Puszczy Białej.
P r a c e i M a t e r i a ł y E t n o g r a f i c z n e , T , V I I , str. 345.

Ryc.

1.

Reaktywowana
Wyk.

Zdzisław

ceramika
Plagowski,

„flamerowaną".
Pułtusk.

181

Ryc.

2.

Reaktywowana
Wyk.

Władysław

Włocławku
organizował
kolektywy
projektanckie,
złożone z miejscowych
robotnic
fabrycznych lub
specjalnie w tym celu zaproszonych m a l a r e k ludo­
wych z Powiśla Dąbrowskiego. Na wystawie w r o c ł a w ­
s k i e j d z i a ł a l n o ś ć ta z o s t a ł a z i l u s t r o w a n a d o s y ć j e d n o ­
s t r o n n i e — p r z e z s e r i ą t a l e r z y m a l o w a n y c h przez k o ­
l e k t y w robotnic z f a b r y k i f a j a n s ó w w e W ł o c ł a w k u .
Nie b y ł natomiast w s p o s ó b r ó w n o r z ę d n y zadoku­
mentowany
dorobek
kolektywu malarek
ludowych
z P o w i ś l a D ą b r o w s k i e g o , co ze w z g l ą d u n a w n i o s k i
w y p ł y w a j ą c e z p o r ó w n a n i a m o g ł o b y b y ć niezwykle
interesujące.
C e r a m i k i p r o d u k o w a n e j przez f a b r y k i i w p r a c o w ­
n i a c h z a k ł a d ó w n a u k o w y c h o m a w i a ć nie b ę d z i e m y ,
g d y ż p r z e k r a c z a ł o b y to j u ż r a m y n i n i e j s z e j r e c e n z j i .
W s p o m n i e ć jednak należałoby o nielicznych wypad­
k a c h , k i e d y czy to w t o k u n a u k i , czy j u ż w p r o ­
d u k c j i p i a s t y k - d e k o r a t o r s i ą g a do d o ś w i a d c z e ń l u d o ­
w e j s z t u k i zdobniczej. P r z y k ł a d y tego r o d z a j u m o ż ­
n a b y ł o o b s e r w o w a ć w ś r ó d w y r o b ó w u c z n i ó w prof.
R . K r z y w c a . W y t r a w n y ten pedagog d o c e n i ł w a r ­
tość c e r a m i k i ludowej j a k o elementarza, na k t ó r y m
p o c z ą t k u j ą c y c h a d e p t ó w sztuki n a l e ż y u c z y ć p i e r w ­
s z y c h liter alfabetu zdobienia b r y ł y obrotowej. Ż e
pojętni uczniowie potrafią później z tych w i a d o m o ś ­
ci samodzielnie
korzystać,
w i d a ć z prac dawnej
u c z e n n i c y prof. K r z y w c a , I r e n y D r o ż d ż , k t ó r a w o p a r ­
c i u o l u d o w e formy d e k o r a c j i c e r a m i c z n e j p o t r a f i ł a
z n a l e ź ć w ł a s n y s p o s ó b plastycznego
w y r a z u , czego
liczne d o w o d y d a ł a d e k o r u j ą c w y r o b y s p ó ł d z i e l n i w
Suwałkach.
W związku z w y s t a w ą wrocławską został wydany
katalog, s t a n o w i ą c y
p r a c ę z b i o r o w ą pod
redakcją
M . S t a r z e w s k i e j , k t ó r y d z i ę k i s w e j bogatej t r e ś c i
stanowi c e n n ą p o z y c j ę bibliograficzną.
Interesujące
nas zagadnienia ceramiki ludowej znajdujemy w roz­
d z i a ł a c h pisanych przez J a n i n ę O r y n ż y n ę i K o r n e l i ę
Popławską.
Praca O r y n ż y n y („Zagadnienia ceramiki ludowej"
str. 55—65) w u k ł a d z i e t r e ś c i n a w i ą z u j e do ekspo­
zycji. O m a w i a w i ę c w niej autorka zagadnienie funk­
cjonalności
wyrobów
garncarskich i jej
związek
z f o r m ą n a c z y ń ludowych, n a s t ę p n i e zajmuje s i ę po­
krótce techniką
w y r o b u i zdobienia oraz a n a l i z y
drobnej p l a s t y k i f i g u r a l n e j , w y r a b i a n e j w I ł ż y , M e dyni Głogowskiej
czy U r z ę d o w i e .
W
zakończeniu
s z k i c u j e s y t u a c j ę g a r n c a r s t w a ludowego, k t ó r e , t r a ­

182

ceramika
Latoszek,

„flamerowana".
Pułtusk.

c ą c o d b i o r c ę w w i e j s k i m ś r o d o w i s k u , z y s k u j e go w
mieście, i omawia dzałalność
CPLiA
n a odcinku
ochrony tej w i ę d n ą c e j g a ł ę z i l u d o w e j t w ó r c z o ś c i a r ­
tystycznej. A r t y k u ł J . O r y n ż y n y , napisany w s p o s ó b
n i e z w y k l e p o w ś c i ą g l i w y , i to w y ł ą c z n i e z p u n k t u
widzenia C P L i A , nie daje w ł a ś c i w e g o obrazu skom­
p l i k o w a n y c h „ z a g a d n i e ń c e r a m i k i ludowej". A u t o r k a
nie w s p o m i n a , ż e obok p a r u o ś r o d k ó w g a r n c a r s k i c h ,
k t ó r e j a k o tako p r o s p e r u j ą , pod b o k i e m o p i e k u ń c z e j
C P L i A u p a d a j ą z r o k u n a rok o ś r o d k i o w s p a n i a ­
ł y c h n i e k i e d y t r a d y c j a c h a r t y s t y c z n y c h , j a k np. z n a ­
n e od p a r u s t u l e c i K o ł a c z y c e ; ż e w i e l u c i e k a w y c h
form ludowej
ceramiki, mimo istniejących
możli­
w o ś c i , nie reaktywowano; że są całe w o j e w ó d z t w a ,
k t ó r e nie p o s i a d a j ą „ s w o j e j " l u d o w e j c e r a m i k i a r t y ­
stycznej (jak np. woj. krakowskie), g d y ż n i k t nie z a ­
j ą ł s i ę i s t n i e j ą c y m i t a m do d z i ś o ś r o d k a m i g a r n ­
carskimi; ż e c e r a m i k ę l u d o w ą w bogatszym wyborze
m o ż n a z a k u p i ć w ł a ś c i w i e t y l k o w stolicy, g d y ż poza
t y m s k l e p y w c e r a m i k ę l u d o w ą s ą fatalnie z a o p a t r y ­
w a n e ; ż e w r e s z c i e n i k t szczerze n i e c h c e z a i n t e r e ­
s o w a ć s i ę l u d o w ą c e r a m i k ą a r t y s t y c z n ą , g d y ż jest
2 n i ą m n ó s t w o kłopotu, a obrót z punktu widzenia
h a n d l o w e g o (wobec n i s k i c h cen) — n i e w i e l k i .
P i s z ą c o ludowej ceramice, autorka jest j a k gdyby
skrępowana
swym
oficjalnym stanowiskiem,
które
nie pozwala jej p r z y j ą ć postawy bardziej bojowej,
j a k a cechuje wypowiedzi
niektórych
współautorów
katalogu, nie c o f a j ą c y c h s i ę przed j a s n y m stawianiem
z a g a d n i e ń r ó w n i e ż i t a m , gdzie w y m a g a j ą one k r y ­
tyki i d o m a g a j ą się poprawy. N a marginesie pracy
O r y n ż y n y jeszcze jedna drobna uwaga. A u t o r k a p i ­
sze n a str. 57, ż e „ s i w a k i F r y d e r y k a B ą b l a s ą jego
o s o b i s t ą i n n o w a c j ą z r. 1954". W i a d o m o ś ć ta, o p a r t a
b y ć m o ż e n a w y p o w i e d z i samego B ą b l a , n i e odpo­
w i a d a prawdzie. T w ó r c y ludowi, z w ł a s z c z a bardziej
znani, j a k w i ę k s z o ś ć a r t y s t ó w w ogóle, lubią dokoła
s w o j e j osoby s t w a r z a ć l e g e n d ę . W r z e c z y w i s t o ś c i s i ­
w a k i w y r a b i a n e b y ł y w o ś r o d k a c h g a r n c a r s k i c h po­
ł o ż o n y c h k o ł o Denkowa znacznie w c z e ś n i e j .
Świa­
d e c t w e m tego s ą z a c h o w a n e do d z i ś w K ą t a c h D e n k o w s k i c h piece s ł u ż ą c e s p e c j a l n i e do w y p a ł u s i w a ­
k ó w , p r z y c z y m n i e k t ó r e z n i c h w r. 1954 b y ł y j u ż
nieczynne.
D r u g a ze w s p o m n i a n y c h autorek, K . P o p ł a w s k a ,
pisze o w s p ó ł p r a c y a r t y s t ó w z z a k ł a d a m i s e r y j n e j

produkcji. Zagadnieniami z w i ą z a n y m i z t w ó r c z o ś c i ą
l u d o w ą z a j m u j e s i ę ona t y l k o m a r g i n e s o w o , k r e ś l ą c
obraz s t o s u n k u , j a k i k s z t a ł t u j e s i ę m i ę d z y z a w o d o ­
wym
plastykiem a ludowymi garncarzami zatrud­
nionymi w zakładzie ceramicznym.
Według
słów
autorki, „ p l a s t y c y k i e r u j ą c y p r o d u k c j ą w tych z a ­
k ł a d a c h w p e ł n i d o c e n i a j ą p i ę k n o miejscowych form
i nie k r ę p u j ą i n i c j a t y w y g a r n c a r z y " (str. 72). O b s e r ­
w a c j e jednak czynione b e z p o ś r e d n i o w cepeliowskich
z a k ł a d a c h c e r a m i c z n y c h nie p o t w i e r d z a j ą tego i d y l ­
licznego o b r a z u . W r z e c z y w i s t o ś c i p l a s t y c y z a w o d o w i ,
zapatrzeni w e w ł a s n ą t w ó r c z o ś ć artystyczną, n a j c z ę ś ­
ciej nie i n t e r e s u j ą się m o ż l i w o ś c i a m i w s p ó ł p r a c u j ą ­
cych z nimi garncarzy i bynajmniej niedają im
sposobności ujawniania s w y c h artystycznych umie­
jętności. P r z y k ł a d e m m o ż e b y ć pewna plastyczka,
k t ó r a w r. 1953 j a k o k i e r o w n i k a r t y s t y c z n y m a l o w a ł a
sama wyroby spółdzielni ceramicznej w S u w a ł k a c h ,
nie w i e d z ą c n a w e t o t y m , ż e p r a c u j ą c y w jej z a k ł a ­
dzie g a r n c a r z e p a m i ę t a j ą jeszcze ludowe z d o b n i c t w o
Fotografował

i u m i e j ą m a l o w a ć naczynia. P r z y k ł a d ó w takich m o ż ­
n a by p o d a ć w i ę c e j .
W y t y k a j ą c autorkom zbyt
optymistyczny
sposób
o b r a z o w a n i a r z e c z y w i s t o ś c i , c z y n i m y to n i e z r e c e n zenckiej n a d g o r l i w o ś c i , k a ż ą c e j s z u k a ć
przysłowio­
w e j „ d z i u r y w c a ł y m " , lecz dlatego, ż e u n i k a n i e
wiernego m a l o w a n i a s y t u a c j i w d z i e d z i n i e s z t u k i l u ­
dowej s t w a r z a pozory, j a k o b y n a t y m o d c i n k u w s z y s t ­
ko b y ł o „ w n a j w i ę k s z y m p o r z ą d k u " , co w p r o w a d z a
w błąd opinię publiczną i usypia czujność społe­
c z e ń s t w a . T y m c z a s e m w i e m y , ż e w dziedzinie l u d o ­
w e j t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j b y n a j m n i e j n i e dzieje
s i ę dobrze. I m b l i ż e j p o z n a j e m y z a w i k ł a n y splot z a ­
g a d n i e ń w i ą ż ą c y c h s i ę ze w s p ó ł c z e s n ą l u d o w ą t w ó r ­
czością artystyczną, tym w i ę c e j odsłania się m a n k a ­
m e n t ó w i bolączek. Odkrywanie ich i dyskutowanie
jest n a s z y m
wspólnym
obowiązkiem.
Pamiętajmy
o t y m , ż e k a ż d a d o l e g l i w o ś ć w t e d y dopiero m o ż e b y ć
leczona, gdy j ą d o k ł a d n i e p o z n a m y ,

Rss.
Michał

Maśliński

W Y S T A W A SZTUKI L U D O W E J uioj. W A R S Z A W S K I E G O

W d n i a c h od 29 m a r c a do 6 k w i e t n i a o t w a r t a b y ł a
w Warszawie Wystawa Sztuki Ludowej i Rękodzieła
L u d o w e g o , z o r g a n i z o w a n a przez Z w i ą z e k S a m o p o m o ­
cy C h ł o p s k i e j , a m a j ą c a s t a n o w i ć u z u p e ł n i e n i e z j a z d u
t w ó r c ó w ludowych o k r ę g u warszawskiego, który obra­
d o w a ł w t y m okresie w stolicy. C e l e m w y s t a w y b y ł o ,
jak informuje katalog, zspoznanie o g ó ł u z w i e d z a j ą ­
cych, a s z c z e g ó l n i e w i e j s k i c h działaczy kulturalnoo ś w i a t o w y c h z dorobkiem a r t y s t ó w l u d o w y c h woj.
warszawskiego. S a m y m z a ś autorom eksponowanych
p r a c w y s t a w a m i a ł a p o k a z a ć z ł e i dobre p r z y k ł a d y
p o s z u k i w a ń nowych r o z w i ą z a ń tematycznych i k o m ­
p o z y c y j n y c h w e w s p ó ł c z e s n e j sztuce l u d o w e j .
T e n s ł u s z n y c e l w y s t a w y nie c a ł k i e m j e d n a k z o s t a ł
z r e a l i z o w a n y . Z ł o ż y ł y s i ę n a to p e w n e n i e d o c i ą g n i ę ­
cia z a r ó w n o w doborze e k s p o n a t ó w , j a k i w s a m e j
ekspozycji,
N i e z r o z u m i a ł e jest umieszczenie w y s t a w y w znacz­
nej o d l e g ł o ś c i od c e n t r u m m i a s t a , niedostateczne i n ­
f o r m o w a n i e o j e j adresie (nieliczne afisze), j a k r ó w ­
nież zlikwidowanie jej n a 7 dni przed ustalonym
terminem. Z tych też p o w o d ó w wiele osób zaintere­
s o w a n y c h s z t u k ą l u d o w ą nie m o g ł o o b e j r z e ć z g r o ­
m a d z o n y c h e k s p o n a t ó w . A n i e w ą t p l i w i e w a r t o je b y ­
ło 2obaczyć,
W y s t a w a o b e j m o w a ł a n a s t ę p u j ą c e działy: tkactwo,
s t r ó j , w y c i n a n k ę , z d o b n i c t w o w n ę t r z a oraz c e r a m i k ę .
N a c z e l n e m i e j s c e n a w y s t a w i e — ze w z g l ę d u na
i l o ś ć z g r o m a d z o n y c h e k s p o n a t ó w i ich w a r t o ś c i a r t y ­
styczne — z a j m o w a ł o t k a c t w o . W d z i a l e t y m , j a k
i w e wszystkich p o z o s t a ł y c h , eksponaty u ł o ż o n e b y ł y
w e d ł u g p o d z i a ł u terytorialnego, powiatami. N a l e ż a ­
łoby o c z e k i w a ć rozmieszczenia w y s t a w i o n y c h tkanin
w j a k i e j ś k o l e j n o ś c i chronologicznej.
Tymczasem
układ eksponatów pochodzących z różnych okresów
byl w o b r ę b i e p o s z c z e g ó l n y c h p o w i a t ó w t a k dalece
niejednolity, ż e n i e p o z w a l a ł n a p r z e ś l e d z e n i e c i ą ­
g ł o ś c i r o z w o j o w e j t k a c t w a ludowego w d a n y m po­
wiecie. N i e p r z e m y ś l a n y u k ł a d z a c i e r a ł z u p e ł n i e r ó ż ­
n i c e w czasie p o w s t a w a n i a i n a s i l e n i u u ż y t k o w a n i a p o ­
szczególnych tkanin. Brak było również danych u m o ż ­
liwiających w y r ó ż n i e n i e prac najbardziej typowych
dla danego p o w i a t u . U t r u d n i a to w y p r o w a d z e n i e j a ­
kichś wniosków' d o t y c z ą c y c h rozwoju tkactwa w roż­
n y c h regionach.
W o b e c w i ę c t r u d n o ś c i u j ę c i a historycznego, o m ó w i ­
m y reprezentowane na wystawie działy
twórczości
tkackiej w kolejności podyktowanej ilością zgroma­
dzonych e k s p o n a t ó w ,

Najliczniejsze b y ł y tkaniny przetykane i pasiaki.
P a s i a k i w y s t ę p u j ą z a r ó w n o w dziale s t r o j u , j a k i w
dziale t k a n i n d e k o r a c y j n y c h , s ł u ż ą c y c h do n a k r y w a ­
nia ł ó ż e k , s k r z y ń , z a w i e s z a n i a n a d r z w i a c h i w r e s z ­
cie u ż y t k o w a n y c h j a k o c h o d n i k i . N a s p e c j a l n e w y ­
różnienie zasługują „gurowe" zapaski Marii Ż u r a w ­
s k i e j z R u d z i e n k a (tkane w czerwono b i a ł e p a s e c z k i
n a z i e l o n y m tle) i f a r t u c h w y k o n a n y przez K u r p i o w ­
s k ą Spółdzielnię P r z e m y s ł u Ludowego w
Pniewie
(w w ą s k o tkane paski utrzymane w kolorach b i a ł y m ,
s z a r o b ł ę k i t n y m i c z e r w o n y m ) . S z k o d a t y l k o , ż e ten
ostatni pasiak, u k r y t y z a b i a ł ą l n i a n ą s p ó d n i c ą , n i e
b y ł u d o s t ę p n i o n y do o g l ą d a n i a w c a ł o ś c i . N i e p o z w a ­
l a ł o to o c e n i ć w p e ł n i jego w a l o r ó w a r t y s t y c z n y c h .
P a s i a k i d e k o r a c y j n e — w p r z e c i w i e ń s t w i e do p a s i a ­
stych zapasek w e ł n i a n y c h — b y ł y czysto lniane. W y ­
jątek s t a n o w i ł o kilka pasiastych k i l i m ó w w e ł n i a n y c h ,
z których na specjalną u w a g ę zasługują: kilim w ko­
l o r o w e pasy c h a b r o w e i g r a n a t o w e

wykonany
przez S t a n i s ł a w ę J a s t r z ę b s k ą z S i e n n i c y , zielony d y ­
w a n w k o l o r o w e pasy — p r a c a M a r i i M l a d z k i e j z R u ­
dzienka i „sorc" w e ł n i a n y w szerokie pasy popiela­
te na tle c z e r w o n y m — d z i e ł o J u l i i M a z u r e k z R u ­
dzienka. W i ą z k i b a r w n y c h p a s ó w w o m a w i a n y c h t k a ­
ninach rozłożone są asymetrycznie. Zestawienia b a r ­
w n e , bardzo j a s k r a w e , n i e r a ż ą d z i ę k i o d p o w i e d n i e m u
dobraniu s ą s i a d u j ą c y c h z s o b ą k o l o r ó w i szerokości
pasów.
T a k t k a n i n y pasiaste, j a k i p r z e t y k a n e w e ł n i a n e ,
r ó w n i e ż bardzo licznie e k s p o n o w a n e n a w y s t a w i e ,
przeważnie łączone były z d w ó c h szerokości mate­
riału.
Ze specjalnym zainteresowaniem
oglądaliśmy
na
wystawie dekoracyjne tkaniny dwuosnoWowe,
które
na M a z o w s z u m a j ą
swoją
bardzo s t a r ą
tradycję
sięgającą X V I wieku.
W ś r ó d d y w a n ó w dwuosnowowych znalazły się znane
już z poprzednich w y s t a w i k o n k u r s ó w d y w a n y D o ­
miniki B u janowskiej z W ę g r o w a . Jej bogatą t w ó r c z o ś ć
c h a r a k t e r y z u j ą c ą s i ę obecnie r ó ż n o r o d n o ś c i ą w dobo­
rze b a r w , r e p r e z e n t o w a ł o niestety t y l k o k i l k a t k a ­
nin u t r z y m a n y c h w k o l o r a c h c z a r n y m i b i a ł y m , l u b
b r ą z o w y m i b i a ł y m . T y p o w e b y ł o b y to d l a j e j t w ó r ­
czości p o c z ą t k o w e j , wzorowanej ściśle n a podlaskich
d y w a n a c h d w u o s n o w o w y c h pochodzenia r z e m i e ś l n i c z e ­
go, ale n i e o b r a z o w a ł o c a ł e j j e j t w ó r c z o ś c i do r o k u
1954. Z ż a l e m m u s i m y s t w i e r d z i ć , ż e n i e s i ę g n i ę t o z u ­
p e ł n i e do j e j o s t a t n i c h p r a c , k t ó r e n i e w ą t p l i w i e p o ­
z w o l i ł y b y p r z e ś l e d z i ć p r o c e s r o z w o j u t w ó r c z e g o tej

183

oraz d a ł o b y p r a w d o p o d o b n i e bardzo bogaty m a t e r i a ł
porównawczy.
Obok tkanin n a p r a w d ę p i ę k n y c h — znalazły się
na wystawie eksponaty nie p r z e d s t a w i a j ą c e
żadnej
w a r t o ś c i artystycznej, w y k a z u j ą c e natomiast w y r a ź ­
ne w p ł y w k u l t u r y d r o b n o m i e s z c z a ń s k i e j . Z a p r z y ­
k ł a d s ł u ż y ć t u m o ż e obrus W a n d y J a k u b o w s k i e j
z Pogorzel K r z y w i c y , n a k t ó r y m n i e ł a d n y motyw n a turalistycznie potraktowanych k w i a t ó w
przypomina
wzory drukowane w okresie m i ę d z y w o j e n n y m przez
r ó ż n e tygodniki,
a z w ł a s z c z a przez
wydawnictwo
o r a c z e j e p i g o n a l n y m c h a r a k t e r z e „ B l u s z c z " itp. N i e l u d o w y c h a r a k t e r tego o b r u s a s z c z e g ó l n i e jest Widocz­
ny wskutek kontrastu, j a k i tworzy z umieszczonym
obok s z m a c i a k i e m , u t r z y m a n y m w p a s t e l o w y c h k o l o ­
rach, a r e p r e z e n t u j ą c y m twórczość X I X wieku. S z m a ciak ten m a charakter u ż y t k o w y . Autor, nie kiero­
w a n y s p e c j a l n ą c h ę c i ą ozdobienia go, s t w o r z y ł m i m o
to d z i e ł o o r y g i n a l n e , a r ó w n o c z e ś n i e c h a r a k t e r y s t y c z ­
ne d l a t w ó r c z o ś c i l u d o w e j tego o k r ę g u . I n a c z e j m a
s i ę s p r a w a z o b r u s e m . T w ó r c z y n i s i ę g n ę ł a do w z o ­
r ó w miejskich, ściśle m ó w i ą c drobnomieszczańskich,
k t ó r e z m i e n i ł y p i ę k n y motyw róży, spotykany często
w ludowych wzorach, n a r a ż ą c y kolorystycznie i k o m ­
pozycyjnie k w i a t c a ł k o w i c i e rozwinięty, p e ł n y , na
d ł u g i e j ł o d y ż c e z k r z y c z ą c o zielonymi liśćmi. .

Rys.

1, Dywan-narznta

Wierzbicka

z

Żelechowa

zielono-czarny.
(pow.

Mińsk

Wyk.

Maria

Mazowiecki).

a r t y s t k i . W ż a d n y m w y p a d k u nie m o ż e m y tego u w a ­
ż a ć z a p r z e g l ą d dotychczasowego dorobku B u j a n o w skiej.
Z grupy tkanin przetykanych p o c h o d z ą c y c h z po­
w i a t u M i ń s k M a z o w i e c k i z w r a c a ł y u w a g ę z b l i ż o n e do
siebie k o l o r y s t y c z n i e z i e l o n o - c z a r n e d y w a n y , ś w i a d ­
c z ą c e — przez u d a n y d o b ó r b a r w i r y s u n e k w z o r u —
o w y s o k i m poziomie a r t y s t y c z n y m t w ó r c ó w . W y m i e ­
nić tu n a l e ż y szczególnie p i ę k n y d y w a n - n a r z u t ę M a ­
rii Wierzbickiej, u d e r z a j ą c y p o w a g ą b a r w i szlachet­
n ą p r o s t o t ą o r n a m e n t u (rys. 1). N i e m o ż n a t e ż p o m i ­
n ą ć doskonalej p r a c y J u l i i B u d z y ń s k i e j ze S t a r o w s i
(ryc. 2), o w z o r a c h k o m p o n o w a n y c h n a zasadzie k r z y ­
ża, j a k r ó w n i e ż d y w a n u I r e n y P a ł d y n y z P o s i a d a ł ,
o gwiaździstych motywach ornamentacyjnych.
T e n s a m t y p t e c h n i k i t k a c k i e j , co d y w a n y , r e p r e ­
zentują wystawione kapy i makaty. S p e c j a l n ą u w a g ę
zwraca tkanina o wzorach
ciemnoczerwono-seledynow y c h , w y k o n a n a przez S t a n i s ł a w ę K r z y w n i a k z W ę ­
g r o w a ( r y c . 3), obok. niej n a r z u t a M a r i i M l a d z k i e j
z R u d z i e n k a , t k a n a n a b i a ł y m postonie t u r k u s o w ą
w e ł n ą w d r o b n y w z ó r o k i e n k o w y ( r y c . 4), w r e s z c i e
szafirowo-biała kapa Stanisławy Cholewińskiej, rów­
n i e ż z R u d z i e n k a . A u t o r k a , d z i ę k i u m i e j ę t n e m u do­
b o r o w i splotu, s t w o r z y ł a r o z w i ą z a n i e
kompozycyjne
specjalnie i n t e r e s u j ą c e s w o j ą o r y g i n a l n o ś c i ą .
B a r d z o c i e k a w e b y ł o b y stwierdzenie, o ile p r z e d ­
stawione p o w y ż e j ostateczne o s i ą g n i ę c i a w dziedzinie
ludowego t k a c t w a d w u o s n o w o w e g o n a w i ą z u j ą do s t a ­
rych mazowieckich tradycji tkackich. Wskazane by­
ł o b y w i ę c szczególnie silny nacisk p o ł o ż y ć na prze­
ś l e d z e n i e p r o d u k c j i t k a c k i e j n a o m a w i a n y m terenie
w j e j r ó ż n y c h f a z a c h r o z w o j u , i to z a r ó w n o w p o c z ą t ­
k o w e j fazie p r o d u k c j i r z e m i e ś l n i c z e j , j a k i p ó ź n i e j ­
szej p r o d u k c j i w i e j s k i e j . D o p o m ó c w t y m m o g ł a b y
w ł a ś n i e o m a w i a n a w y s t a w a , gdyby z n a l a z ł y s i ę n a
niej eksponaty najbardziej typowe
ze
wszystkich
ośrodków
produkcji tkackiej z terenu
Mazowsza
z ostatnich lat. B y ł o b y to pewnego r o d z a j u p o d s u m o ­
w a n i e m r o z w o j o w e g o procesu t k a c t w a i jego o s i ą g n i ę ć
184

Na w y s t a w i e z n a l a z ł y s i ę t a k ż e firanki siatkowe. S ą
one, j a k w i a d o m o , n a j m ł o d s z ą , r o z w i j a j ą c ą s i ę dopie­
ro g a ł ę z i ą t w ó r c z o ś c i l u d o w e j , p r o p a g o w a n ą
przez
C P L i A ze w z g l ę d u n a i c h ł a t w y z b y t w m i e ś c i e .
B r a k j a k i c h k o l w i e k o b j a ś n i e ń d o t y c z ą c y c h pochodze­
n i a i ogromnego z a s i ę g u r o z p o w s z e c h n i e n i a
firanek
siatkowych w r ó ż n y c h rejonach Polski m ó g ł b y n a ­
s u w a ć b ł ę d n y wniosek o ich regionalnej
specyfice
m a z o w i e c k i e j . F i r a n k i — podobnie j a k i l n i a n e h a f ­
towane serwety
n a stół czy komplety
podobnych
w t y p i e m a ł y c h s e r w e t e k — w y r a b i a n e s ą dopiero
od k i l k u lat. S z c z e g ó l n i e silnie p r o d u k c j a i c h r o z w i ­
j a s i ę w spółdzielniach ludowych, p r o d u k u j ą c y c h pra­
wie w y ł ą c z n i e na rynek miejski. Wielką
zasługą
w y t w a r z a j ą c y c h te n o w e w y r o b y p l a c ó w e k jest p r z e ­
niesienie n a n i e s t a r y c h w z o r ó w z h a f t o w a n y c h k o ­
s z u l c z y w y c i n a n e k . W ten s p o s ó b p r z y z a c h o w a n i u
c i ą g ł o ś c i t r a d y c j i t w o r z ą s i ę n o w e formy, c i e s z ą c e s i ę
d u ż y m popytem w m i e ś c i e , a t y m s a m y m p r o p a g u j ą ­
ce t a m o s i ą g n i ę c i a l u d o w e j t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j .
W y m i e n i ć tu n a l e ż y w z o r o w ą s p ó ł d z i e l n i ę w . P n i e ­
wie, o p i e r a j ą c ą s w o j ą p r o d u k c j ę wie w s z y s t k i c h j e j
działach na wzorach ludowych, charakterystycznych
d l a P u s z c z y B i a ł e j . R ó w n i e ż i w dziale s t r o j u n a j bogaciej r e p r e z e n t o w a n y n a w y s t a w i e b y ł t e n t e r e n ,
na k t ó r y m p n i e w s k a s p ó ł d z i e l n i a r o z w i n ę ł a
swoją
działalność.
W z a k r e s i e t r a d y c y j n e g o s t r o j u ludowego P u s z c z y
B i a ł e j n a w y s t a w i e z n a l a z ł y s i ę eksponaty z a r ó w n o
starsze, j a k i w y k o n a n e ostatnio. Z lat 1900 p o k a z a n a
została stara „kiecka" utrzymana w charakterystycz­
n y m d l a tego o k r e s u kolorze c z e r w o n y m . Z l a t 1930
w y s t a w i o n o „ k i t e l " zielony, n o w y f a r t u c h i p i ę k n i e
h a f t o w a n ą koszulę — pracę E w y Mielcarek. Znacz­
nie gorzej p r z e d s t a w i a ł s i ę s t r ó j z P u s z c z y Z i e l o n a j .
Eksponaty,
m i m o ż e b y ł o ich wiele,
nie t w o r z y ł y
zwartej całości. O g l ą d a l i ś m y tam spódnicę b r ą z o w ą
„ w oczka", w zielone p a s y u ł o ż o n e poprzecznie, d w a
f a r t u c h y „ o d p r z y o d z i e w k u " , pasiaste (z p r z e w a g ą
k o l o r ó w czerwonego i l i l a , p r z e c i ę t e c z a r n o - z i e l o n y m i
p a s k a m i ) , o p r ó c z tego c z a r n y gorset zdobiony c z e r w o ­
n y m i tasiemkami, i n o w e c z ó ł k o w y k o n a n e
przez
K o n o p k ó w n ę d l a C P L i A . S z k o d a , ż e nie pokazano
koszuli, k t ó r a — c h o c i a ż n i e t a k bogato h a f t o w a n a
jak w Puszczy Białej — dostarczyłaby
materiału
do u c h w y c e n i a r ó ż n i c i p o d o b i e ń s t w w z a k r e s i e h a f t u
na
tych
dwóch
sąsiadujących
ze s o b ą
terenach,
k t ó r e w i n n y c h dziedzinach w y t w ó r c z o ś c i s ą c z ę s t o ­
k r o ć do siebie z b l i ż o n e . O k r ę g s a n n i c k i r e p r e z e n ­
t o w a ł y j e d y n i e d w a gorsety, w y s z y w a n e
koralika­
m i . Z a z n a c z y ć n a l e ż y , ż e s t a r s z e i do ostatnich c z a ­
s ó w c z ę ś c i e j s p o t y k a n e s ą gorsety z h a f t e m p ł a s k i m .
Z tego t e r e n u w y s t a w i o n o t a k ż e „ z a r ę k a w k i " , r ó w ­
n i e ż w y s z y w a n e koralikami. Pokazanie ich w oder­
w a n i u od c a ł e g o s t r o j u s a n n i c k i e g o n i e p o z w o l i ł o n a
p o d k r e ś l e n i e s p e c y f i c z n o ś c i tego s t r o j u , w k t ó r y m z a -

r ę k a w k i te o d g r y w a j ą s w o j ą r o l ę . N a j w i ę k s z y m b r a ­
k i e m tego d z i a ł u e k s p o z y c j i b y ł o c a ł k o w i t e p o m i n i ę ­
cie s t r o j u k o ł b i e l s k i e g o , k t ó r y n a w e t w obecnej do­
bie u r b a n i z a c j i w s i i z a n i k u s t r o j u ludowego j e s t
j e s z c z e c i ą g l e ż y w y . J e s t to t y m b a r d z i e j d z i w n e , ż e
w s i e , w k t ó r y c h s t r ó j ten p o w s z e c h n i e
występuje
(jak na p r z y k ł a d Rudzienko), w innych d z i a ł a c h w y ­
t w ó r c z o ś c i b y ł y bogato r e p r e z e n t o w a n e . S t r ó j k o ł b i e l s k i , b a r d z o z b l i ż o n y do s a n n i c k i e g o , m ó g ł b y w s k a ­
zać na z a p o ż y c z e n i a , upodabnianie s i ę i r ó ż n i c o w a ­
nie p e w n y c h f o r m n a t e r e n a c h s ą s i e d z k i c h .
N a w y s t a w i e w a r s z a w s k i e j s t o s u n k o w o bogato r e ­
prezentowany b y ł dział wycinanek. Pokazano w y c i ­
nanki
z powiatów:
Ostrołęka,
Gostynin,
Węgrów
i Mińsk Mazowiecki.
O m a w i a n i e m a t e r i a ł u z a c z n i e m y od p o w i a t u O s t r o ­
ł ę k a , z k t ó r e g o dano p r z e g l ą d w y c i n a n e k ostatniego
dziesięciolecia. Z o b a c z y l i ś m y w i ę c wszystkie ich ty­
py, z a c z y n a j ą c od n a j s t a r s z y c h ,,leluj" i „ k ó ł e k " jedno
i w i e l o b a r w n y c h , do n o w y c h w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h .
Bardzo i n t e r e s u j ą c e b y ł o pokazanie wielobarwnych
naklejanek o k s z t a ł c i e kolistym, które
dotychczas
słabo było reprezentowane n a innych wystawach.
Z i n f o r m a c j i z e b r a n y c h w czasie M i ę d z y u c z e l n i a n e g o
O b o z u E t n o g r a f i c z n e g o w 1954 r o k u w i e m y , ż e n a
terenie T a t r i W o l k o w e g o z n a n o od d a w n a w y c i ­
n a n k i w i e l o b a r w n e . B y ł y to z a r ó w n o k ó ł k a , j a k i w y ­
cinanki tematyczne. P o r ó w n a n i e „leluj" eksponowa­
nych na w y s t a w i e w y k a z a ł o nowe tendencje t w ó r c ó w
ludowych polegające na zastępowaniu dawnych mo­
t y w ó w n o w y m i . W y s t ę p o w a ł o to m i ę d z y i n n y m i na
przykładach
zastąpienia
tradycyjnych
kogutków,
u m i e s z c z a n y c h s y m e t r y c z n i e po obu s t r o n a c h „ l e l u i " ,
g o ł ą b k a m i i napisem „ P o k ó j " .
Z w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h pokazano d w i e bardzo
ciekawe prace S t a n i s ł a w y B a k u ł o w e j . R e p r e z e n t u j ą
one k i e r u n e k w w y c i n a n k a r s t w i e , z a r z u c a j ą c y typo­
w ą d l a w y c i n a n e k s y m e t r i ę . S a m proces w y c i n a n i a
poprzedzony
jest o b r y s o w a n i e m k o n t u r ó w w y c i n a ­
n y c h postaci i p r z e d m i o t ó w . N i e w i a d o m o , czy p r a c e
te m o ż n a z a l i c z y ć do w y c i n a n e k t e m a t y c z n y c h , czy
też
traktować
je jako
odrębny,
nowy
kierunek
w twórczości ludowej.
Dotychczas
nikt b l i ż e j nie
z a j m o w a ł s i ę t y m zagadnieniem. Wymienione prace
o b r a z u j ą z a j ę c i a gospodarskie. S ą to „ W a r s z t a t t k a c ­
k i " i „Zagroda". „ Z a g r o d a " w y k o n a n a jest z papieru
czarnego. M o t y w y m a j ą u k ł a d p a s o w y , p r z y c z y m
w k a ż d y m z trzech poziomych p a s ó w przedstawione
zostały schematycznie kontury b u d y n k ó w
gospodar­
c z y c h oraz s y l w e t k i l u d z i w y k o n u j ą c y c h r ó ż n e p r a c e
w o b r ę b i e zagrody. N i e b r a k t e ż s y l w e t e k z w i e r z ą t .
W y c i n a n k a w y k o n a n a jest bardzo starannie i dro­
biazgowo.
Uwypuklone
zostały
niektóre
szczegóły
ubioru, a n a w e t s p o s ó b z a c z e s a n i a w ł o s ó w , co s p r a w i a
w r a ż e n i e d o k ł a d n e g o zdjęcia z natury. W y c i n a n k a
zatytułowana
„Warsztat
tkacki",
wykonana
rów­
n i e ż z czarnego p a p i e r u , p o k a z u j e w podobnej, a z a ­
r a z e m r ó w n i e ż d e k o r a c y j n e j formie, k o l e j n e c z y n n o ś ­
ci p o p r z e d z a j ą c e proces p o w s t a w a n i a t k a n i n y .
N i e pokazano w y c i n a n e k o t e m a t y c e r e l i g i j n e j , k t ó ­
re j a k o rzecz n o w a i s t n i e j ą n a K u r p i a c h od 1945 r o ­
k u , a w i ę c s ą w y t w o r e m d z i e s i ę c i o l e c i a , k t ó r e przede
wszystkim ilustrowano m a t e r i a ł a m i zebranymi na w y ­
stawie.
D r u g i m powiatem, z k t ó r e g o wystawiono dość du­
ż o w y c i n a n e k , j e s t G o s t y n i n , Z n a l a z ł y s i ę tu prace a r ­
tystek l u d o w y c h z S a n n i k . O k r e s o k u p a c j i n i e m i e c ­
kiej c a ł k o w i c i e p r z e r w a ł p r o d u k c j ę wycinanek w S a n ­
n i k a c h i dopic-ro z o r g a n i z o w a n y p r z e z M i n i s t e r s t w o
K u l t u r y i S z t u k i w 1951 r o k u k o n k u r s p o b u d z i ł a r ­
t y s t k i s a n n i c k i e do w z n o w i e n i a tego r o d z a j u t w ó r ­
czości. W y c i n a n k i z powiatu g o s t y n i ń s k i e g o
nawią­
z u j ą do ł o w i c k i c h . W i d z i m y t u w i ę c t r a d y c y j n e „ k l a poki" i „ k o d r y " . W z d o b i e n i u p o w t a r z a s i ę m o t y w
pawi i k o g u t k ó w . N a w y s t a w i e pokazano p r z e w a ż n i e
w y c i n a n k i tematyczne z Sannik. Wobec zbyt m a ł e j
liczby w y c i n a n e k i n n y c h t y p ó w z a c i e m n i ł o to obraz
t w ó r c z o ś c i w y c i n a n k a r e k z tego o k r ę g u , w k t ó r y m
w ł a ś n i e w y c i n a n k i tematyczne, w y s t ę p u j ą stosunkowo
rzadko.
W ś r ó d tych w y c i n a n e k
tematycznych
zwracają
u w a g ę prace Marii Król. która szuka nowych treści

Ryc,

2,

Dywan-narzuta.
Starowsi
(pow.

Ryc.

3. Dywan-narzuta
Wyk.
Stanisława

Wyk.
Mińsk

Julia
Budzyńska
Mazowiecki).

ze

ciemnoczerwono-seledynowy.
Krzywiak
z
Węgrowa.

185

Ryc.

4. Dywan-narzuta
Mladzka z Rudzienka

biało-turkusowy.
(pow. Mińsk

Wyk.
Maria
Mazowiecki).

di a s w o j e j t w ó r c z o ś c i . N a k l e j a n k i j e j w f o r m i e n a ­
w i ą z u j ą do t e m a t y c z n y c h w y c i n a n e k ł o w i c k i c h . J e s t
wśród nich cykl wielobarwnych naklejanek o tema­
tyce p r o d u k c y j n e j , p o k a z u j ą c y c h p r a c e w polu.
C i e k a w e s ą dzieje w y c i n a n e k podlaskich, k t ó r e
z n a l a z ł y s i ę na wystawie. N a terenie Podlasia p r o ­
d u k c j a w y c i n a n e k z o s t a ł a z a r z u c o n a j u ż d a w n o . Nie­
g d y ś znano t u j e d y n i e w y c i n a n k i z k o l o r o w e g o o p ł a t ­
k a . M i a ł y one k s z t a ł t g w i a ź d z i s t y i b y ł y j e d n o l u b
w i e l o b a r w n e . W z n o w i e n i e tej dziedziny
twórczości
miejscowe artystki zawdzięczają plastykowi Bartod z i e j s k i e m u , k t ó r y m ł o d z i e ż w szkole n a u c z y ł r o b i ć
wycinanki. K i e r o w n i c z k a miejscowej p l a c ó w k i C P L i A
p r z y p o m n i a ł a kobietom p o d l a s k i m o d a w n y c h w y c i ­
nankach z opłatka, p o k a z a ł a im dawne wzory i z a ­
c h ę c i ł a do w y c i n a n i a i c h z p a p i e r u kolorowego. W y ­
c i n a n k i te u t r z y m a n e s ą w k o l o r a c h j a s n y c h , p r z y ­
p o m i n a j ą w ten s p o s ó b p a s t e l o w e kolory o p ł a t k a .
W y s t a w i o n e eksponaty w y k o n a n e b y ł y j e d n a k m a ł o
starannie.
P o w i a t M i ń s k M a z o w i e c k i r e p r e z e n t o w a ł y cztery
w y c i n a n k i k o ł b i e l s k i e . N i e ł a d n e i bardzo n i e s t a r a n ­
n i e w y k o n a n e , n i e n a d a w a ł y s i ę w ł a ś c i w i e do p o k a ­
zania na wystawie.
Z powiatu W ę g r ó w eksponowano na wystawie k i l ­
k a „ w y d m u s z e k - o w i j a n e k " , w y k o n a n y c h przez S c h o ­
l a s t y k ę C h r u p e k ze w s i P o s z e w k a . W y d m u c h a n e s k o ­
rupki jajek o w i n i ę t e b y ł y spiralnie t r e ś c i ą sitowia
i ozdobione k o l o r o w ą w e ł n ą . S z k o d a , ż e b y ł o i c h t a k
m a ł o i ż e w s z y s t k i e r e p r e z e n t o w a ł y ten s a m t y p .
S k r o m n a i l o ś ć p o k a z a n y c h w y d m u s z e k d z i w i nas t y m
b a r d z i e j , ż e afisz p r o p a g u j ą c y w y s t a w ę
zapowiadał
u r z ą d z e n i e osobnego d z i a ł u p i s a n e k .
A f i s z z a p o w i a d a ł r ó w n i e ż pokazanie
przedmiotów
c h a r a k t e r y z u j ą c y c h k u l t u r ę w n ę t r z a . W tym zakresie
n a l i c z y l i ś m y z a l e d w i e k i l k a e k s p o n a t ó w . B y ł y to m i ę ­
dzy i n n y m i k w i a t y 2 p i ó r w y k o n a n e przez C z e s ł a w ę

186

K o n o p k ę ze w s i T a t a r y , pow. O s t r o ł ę k a . T e g o t y p u
ozdoby n i e s ą z n a n e na K u r p i a c h , N i e w i a d o m o , c z y
jest to r e a l i z a c j a p o m y s ł u t w ó r c z y n i , czy t e ż n a w i ą z a ­
nie do ł o w i c k i c h k u l z ciasta z z a t k n i ę t y m i w n i e
p i ó r a m i . Z a l i c z o n e r ó w n i e ż do k u l t u r y w n ę t r z a p i e ­
czywo o b r z ę d o w e reprezentowane b y ł o na wystawie
p a r o m a e k s p o n a t a m i . B y ł y to f i g u r k i z w i e r z ą t w y r o ­
bu M a r i i K o n o p k i ze w s i T a t a r y .
C e r a m i k a b y ł a d z i a ł e m s t o s u n k o w o bardzo s k r o m ­
nie
reprezentowanym
na
wystawie
warszawskiej
w p o r ó w n a n i u z t k a c t w e m czy w y c i n a n k ą . Z n a l a z ł y
się tu jedynie w y r o b y
Eugeniusza
Piotrowskiego,
g a r n c a r z a ze w s i S t a r e M i a s t o , p o w i a t P u ł t u s k : m i s k i ,
d z b a n k i , d w o j a c z k i oraz flasza. N a c z y n i a te — z w y ­
j ą t k i e m m o ż e misek, k t ó r e k s z t a ł t e m s w y m p r z y p o ­
m i n a ł y w y t w o r y z k a s z u b s k i e j p r a c o w n i N e c l a -—
nawiązywały
do t r a d y c y j n y c h form
dekoracyjnego
garncarstwa p u ł t u s k i e g o , Wykonane starannie, zdo­
bione k r e d o w ą l u b c i e m n o b r u n a t n ą p o l e w ą oraz o r ­
namentem r o ś l i n n o - g e o m e t r y c z n y m
stanowiły przy­
k ł a d dobrej, z d e c y d o w a n i e j e d n a k n i e n a j c i e k a w s z e j
t w ó r c z o ś c i tego t y p u . N i e z r o z u m i a ł y w y d a j e s i ę f a k t ,
ż e o r g a n i z a t o r z y w y s t a w y , m o g ą c d y s p o n o w a ć bardzo
d u ż y m i r ó ż n o r o d n y m m a t e r i a ł e m , o g r a n i c z y l i s i ę do
eksponowania w y t w o r ó w
jednego t y l k o g a r n c a r z a .
M o g ł o to n a s u w a ć z w i e d z a j ą c y m m y l n y w n i o s e k , j a ­
koby
garncarstwo na Mazowszu i Podlasiu
było
czymś
wyjątkowym,
spotykanym
sporadycznie.
A w i a d o m o p r z e c i e ż , ż e tereny te m a j ą r o z w i n i ę t e
ośrodki produkcji garncarskiej, takie jak: Płock, R a - ,
dzymin, Gostynin, W y s z k ó w , Ostrołęka, Myszyniec,
B r o k i wiele innych. Zilustrowanie ich twórczości na
w y s t a w i e w y k a z a ł o b y istnienie t u s t a r y c h i b o g a t y c h
tradycji
g a r n c a r s k i c h oraz z a p o z n a ł o b y
zwiedzają­
c y c h z c a ł o k s z t a ł t e m z a g a d n i e n i a , a n i e t y l k o z tak
d r o b n y m jego f r a g m e n t e m .
Na marginesie w y s t a w y warszawskiej nasuwa się
szereg u w a g , z k t ó r y c h
przynajmniej najbardziej
w a ż k i e trzeba b ę d z i e o m ó w i ć .
Z a c z n i j m y od s t r o n y t e c h n i c z n e j ,
od e k s p o z y c j i .
I tu od r a z u staje p r z e d z w i e d z a j ą c y m p y t a n i e : c z y
organizatorzy w y s t a w y s k o r z y s t a l i z d o ś w i a d c z e ń , j a ­
kie w n i o s ł y 134 tego r o d z a j u i m p r e z y o r g a n i z o w a n e
w c i ą g u d z i e s i ę c i o l e c i a n a t e r e n i e c a ł e g o k r a j u , i czy
r z e c z y w i ś c i e w ł o ż y l i m a k s i m u m w y s i ł k u w to, a b y
wystawa u r z ą d z o n a w Stolicy b y ł a p e ł n o w a r t o ś c i o w a
tak pod w z g l ę d e m a r t y s t y c z n y m j a k i p o p u l a r y z a t o r ­
sko o ś w i a t o w y m ? W a r s z a w s k a W y s t a w a S z t u k i L u ­
d o w e j i R ę k o d z i e ł a L u d o w e g o nie s p e ł n i ł a s w y c h z a ­
dań. Układ wystawy
wielodziałowej,
obejmującej
przy tym d o s y ć znaczne i z r ó ż n i c o w a n e terytorium,
w y m a g a barzo p r z e m y ś l a n e j , logicznej i p r z e j r z y s t e j
e k s p o z y c j i , i t y l k o gdy te w a r u n k i z o s t a n ą s p e ł n i o n e ,
z w i e d z a j ą c y wyniesie z w y s t a w y wszechstronne ko­
rzyści, a tym s a m y m w y s t a w a s p e ł n i swe zadanie.
W y d a j e się, ż e najlepszy b y ł b y p o d z i a ł n a s t ę p u j ą c y :
w y o d r ę b n i e n i e terytorium, a w jego r a m a c h poszcze­
g ó l n y c h z a g a d n i e ń (np. t k a c t w o , w y c i n a n k i ) w u k ł a ­
dzie c h r o n o l o g i c z n y m , p r z e c h o d z ą c od t y p ó w n a j s t a r ­
s z y c h do w s p ó ł c z e s n y c h . P o z w o l i ł o b y to n a p r z e ś l e ­
dzenie r o z w o j u p r z e d s t a w i o n y c h z a g a d n i e ń . N a o m a ­
w i a n e j w y s t a w i e zachowany jest wprawdzie u k ł a d
t e r y t o r i a l n y , nie u w z g l ę d n i o n o j e d n a k k r y t e r i u m c z a ­
sowego. N i e s ł u s z n e b y ł o r ó w n i e ż p o m i n i ę c i e k r y t e ­
rium w a r t o ś c i artystycznej, k t ó r e n i e w ą t p l i w i e powin­
no b y ć u w z g l ę d n i o n e n a w y s t a w i e s z t u k i . P r z y p a d k o ­
w y u k ł a d p r z e d m i o t ó w , przemieszanie starych z no­
w y m i ^ typowych z nietypowymi, w a r t o ś c i o w y c h z bez­
w a r t o ś c i o w y m i — utrudnia zorientowanie s i ę w z a ­
g a d n i e n i a c h n a w e t f a c h o w c o m , nie m ó w i ą c j u ż o p u ­
bliczności, nie zawsze zorientowanej w skompliko­
w a n y c h zagadnieniach sztuki ludowej.
Bezwzględnym zubożeniem wartości wystawy było
ograniczenie s i ę do z a p r e z e n t o w a n i a n a n i e j t y l k o
siedmiu p o w i a t ó w woj. warszawskiego. S ą d z ą c zas
z n a z w y w y s t a w y , s p o d z i e w a ć by s i ę m o ż n a zoba­
czenia e k s p o n a t ó w o b r a z u j ą c y c h c a ł o k s z t a ł t dorobku
t w ó r c z o ś c i l u d o w e j z n a c z n i e szerszego o k r ę g u .
Z k a ż d e g o z p o w i a t ó w reprezentowanych na w y ­
stawie wybrano zaledwie kilka wsi. Wyroby z tych
m i e j s c o w o ś c i p o w t a r z a j ą się we wszystkich d z i a ł a c h
w y s t a w y , co m o ż e s u g e r o w a ć m y l n y wniosek, j a k o b y

r ó ż n o r o d n e gałęzie w y t w ó r c z o ś c i artystycznej r o z w i ­
jały s i ę tylko w p e w n y c h o ś r o d k a c h . Nie w y s t ą p i ł o ­
by to t a k j a s k r a w o , gdyby t w ó r c z o ś ć w y b r a n y c h w s i
była
najbardziej
charakterystyczna i w y k a z u j ą c a
c i ą g ł o ś ć r o z w o j o w ą d a n e j dziedziny, t y p o w ą d l a d a ­
nego o k r ę g u . W d z i a ł a c h r e p r e z e n t o w a n y c h
bardzo
m a ł ą liczbą e k s p o n a t ó w nie zawsze trafny b y ł ich
d o b ó r , j a k to j u ż w s p o m n i a n o p r z y o m a w i a n i u d z i a ­
ł ó w kultury wnętrza i ceramiki.
J e ś l i chodzi o s t r o n ę t e c h n i c z n ą o r g a n i z a c j i w y s t a ­
w y , to poza n i e z b y t t r a f n i e d o s t o s o w a n y m
lokalem
i z ł y m oświetleniem, d a w a ł się odczuć brak chociaż­
by j e d n e j m a p y , k t ó r a by p o z w o l i ł a z o r i e n t o w a ł s i ę
osobom m n i e j o b z n a j m i o n y m z t e r e n e m M a z o w s z a
i Podlasia w usytuowaniu p o w i a t ó w i o ś r o d k ó w , k t ó ­
rych twórczość ilustrowana b y ł a na wystawie. Nie
u ł a t w i a ł o to p r z e ś l e d z e n i a p e w n y c h z w i ą z k ó w i po­
dobieństw w kulturze tych t e r e n ó w .
W i e l e do ż y c z e n i a p o z o s t a w i a ł a r ó w n i e ż
estetyka
ekspozycji. T k a n i n y poprzybijane g w o ź d z i a m i wprost
do ś c i a n y , w y c i n a n k i p r z y k l e j o n e do s z y b , c e r a m i k a
p o u s t a w i a n a n a h a f t a c h itp. — w s z y s t k o to n i e od­
p o w i a d a ł o w a r u n k o m , j a k i e s t a w i a s i ę w y s t a w i e tego
typu.
Brak wyczerpujących napisów utrudniał zwiedzają­
cym uzyskanie bliższych w i a d o m o ś c i o o g l ą d a n y c h
przedmiotach. K a t a l o g p o d a w a ł informacje lakonicz­
ne, niekompletne, a c z ę s t o k r o ć niezgodne z n a p i s a ­
mi o b j a ś n i a j ą c y m i przy eksponatach.
Fotografował

J e s z c z e j e d n a s p r a w a pozostaje do o m ó w i e n i a . J e s t
to zagadnienie e l i t a r y z a c j i p e w n y c h o ś r o d k ó w a r t y ­
stycznych w y t w ó r c z o ś c i ludowej, k t ó r e sugeruje nam
warszawska Wystawa Sztuki Ludowej i Rękodzieła
Ludowego. F a k t powtarzania s i ę p e w n y c h w s i , a w
ramach ich tych samych nazwisk, znanych
nam
z wielu poprzednich w y s t a w n a s u w a m y ś l , jakoby
t w ó r c z o ś ć ludowa nie u p o w s z e c h n i a ł a się, o g a r n i a j ą c
coraz to szersze tereny, lecz p r z e c i w n i e , o g r a n i c z a ł a
s i ę t y l k o do p e w n y c h o ś r o d k ó w , r o d z i n l u b j e d n o ­
stek.
Wspomniane
wyżej
usterki
nie
mogą
jednak
umniejszyć zasługi, jaką położyli działacze Z w i ą z k u
Samopomocy C h ł o p s k i e j dla popularyzacji sztuki l u ­
dowej, W y s t a w a w a r s z a w s k a nie j e s t j e d y n ą tego
rodzaju w y s t a w ą o r g a n i z o w a n ą przez Z w i ą z e k S a m o ­
pomocy C h ł o p s k i e j . W y s t a w a w a r s z a w s k a , l u b e l s k i ,
białostocka i inne są w y k ł a d n i k a m i polityki k u l t u ­
ralnej prowadzonej przez t ę o r g a n i z a c j ę na wsi.
W tym w i ę c wypadku sprawa w ł a ś c i w e j organi­
z a c j i i e k s p o z y c j i w y s t a w y u r a s t a do w a ż n e g o p r o ­
b l e m u s p o ł e c z n e g o . N a l e ż a ł o b y s i ę w o b e c tego s p o ­
dziewać, że Z w i ą z e k Samopomocy C h ł o p s k i e j prze­
w a r t o ś c i u j e stosunek do tego r o d z a j u i m p r e z i n=»
p r z y s z ł o ś ć roztoczy n a d n i m i t r o s k l i w ą o p i e k ę , z a ­
pewni im s p r a w n i e j s z ą o r g a n i z a c j ę i fachowe w y k o ­
nawstwo.
I. Cywińska,
Jan

A. Gerlach,

T.

Rogalanka

Swiderski

PRACE I MATERIAŁY ETNOGRAFICZNE,

T O M X, Z E S Z Y T 1

Str. 2 7 0 ryc. 67, tablic 27, w tym 4 barwne.
Wydawnictwo Zakładu im Ossolińskich, Kraków — Wrocław

W r a m a c h w y d a w n i c t w r e d a g o w a n y c h przez P o l ­
s k i e T o w a r z y s t w o L u d o z n a w c z e , a w y d a w a n y c h obec­
nie p r z e z O s s o l i n e u m — u k a z a ł s i ę zeszyt 1 tomu X
„ P r a c i M a t e r i a ł ó w E t n o g r a f i c z n y c h " . O b e j m u j e on
część prac etnograficznych
ośrodka
krakowskiego,
przygotowanych
r e d a k c y j n i e pod k i e r u n k i e m prof.
K a z i m i e r z a M o s z y ń s k i e g o . D r u g i p o d o b n y zeszyt, pod
r e d a k c j ą prof. K a z i m i e r z a D o b r o w o l s k i e g o , z n a j d u j e
s i ę jeszcze pod p r a s ą .
T r e ś ć zeszytu 1 w y p e ł n i a pięć prac.
O t w i e r a go
a r t y k u ł W ł a d y s ł a w a J a r e c k i e g o pt. „ L u d o w y p r z e ­
m y s ł d r z e w n y L a s o w i a k ó w " , w k t ó r y m po k r ó t k i m
wstępie, z a w i e r a j ą c y m zarys d z i e j ó w osadnictwa daw­
nej P u s z c z y S a n d o m i e r s k i e j , autor o m a w i a t e c h n i k ę
obróbki drzewa i z w i ą z a n e z tym rzemiosła: bednar­
stwo, k o ł o d z i e j s t w o i ciesielstwo.
W d r u g i e j z k o l e i p r a c y , pt. „ S z a ł a ś n i c t w o w l i m a ­
nowskim Beskidzie Wyspowym", Leopold W ę g r z y n o ­
wicz d a j e s u m i e n n i e z a r y s o w a n y o b r a z ż y c i a p a s t e r ­
skiego n a t y m t a k m a ł o z n a n y m terenie. P r a c ę s w ą
autor r o z p o c z y n a o p i s e m p o l a n , n a k t ó r y c h o d b y w a
e t ę w y p a s , n a s t ę p n i e p r z e c h o d z i k o l e j n o do o m ó w i e ­
nia p o j ę c i a „ s z a ł a s " , i l o ś c i s z a ł a s ó w i o w i e c { w l a ­
t a c h 1923—1933), o r g a n i z a c j i w s p ó l n o t y
szałaśniczei,
b u d o w n i c t w a i s p r z ę t u p a s t e r s k i e g o , a w r e s z c i e gospo­
d a r k i s z a ł a ś n i c z e j i t e c h n i k i w y r o b u s e r ó w . P r z y tej
okazji autor wspomina o wyrobie s e r k ó w o k s z t a ł ­
tach dekoracyjnych, w y t ł a c z a n y c h
z drewnianych
ferm, i p u b l i k u j e r y s u n e k ( r y c . 2, str. 33) i l u s t r u j ą c y
kilka charakterystycznych m o t y w ó w zdobniczych w y ­
s t ę p u j ą c y c h n a s e r k a c h w tej c z ę ś c i B e s k i d u W y s p o ­
wego. A r t y k u ł k o ń c z y k r ó t k i opis m a g i i p a s t e r s k i e j .

Z d z i s ł a w S z e w c z y k p u b l i k u j e „ M a t e r i a ł y do s t r o j u
m ę s k i e g o górali ochotnickich". Ochotnica — jedna
z n a j w i ę k s z y c h c o do o b s z a r u w s i w P o l s c e , l e ż ą c a n a
północno-zachodnich
kresach powiatu
nowotarskie­
go — s t a n o w i w y j ą t k o w y o b i e k t d l a b a d a ń e t n o g r a ­
f i c z n y c h , g d y ż j e s t i d e a l n y m t e r e n e m do
śledze­
nia p o s t ę p u j ą c e g o procesu „ p o d h a l a n i z a c j i " k u l t u r y
grup g ó r a l s k i c h s ą s i a d u j ą c y c h z P o d h a l e m i Nowotarszczyzną.
Długa
ta, I 7 - k i l o m e t r o w a ł a ń o u c h ó w k a
w
swej
c z ę ś c i zachodniej j e s t j u ż w y r a ź n i e
„podhalańska",
podczas gdy w s c h o d n i k r a n i e c w s i z a c h o w u j e jeszcze
szereg e l e m e n t ó w s w e j d a w n e j k u l t u r y . Z j a w i s k o to
w y s t ę p u j e s z c z e g ó l n i e j a s k r a w o w stroju, z w ł a s z c z a
m ę s k i m , który byl przedmiotem b a d a ń Szewczyka.
A u t o r podaje n a j p i e r w og61ny opis w s i , ( j e d n a k ż e
z p o m i n i ę c i e m danych historycznych), a następnie
przechodzi do o m ó w i e n i a p o s z c z e g ó l n y c h c z ę ś c i u b i o ­
r u . O p i s y u t r z y m a n e s ą w e d ł u g jednolitego s c h e m a t u
o b e j m u j ą c e g o n a z w ę g w a r o w ą , m a t e r i a ł , k r ó j i zdob­
nictwo. W ł a ś n i e ze w z g l ę d u n a ten ostatni p u n k t , s u ­
m i e n n i e p r z e z S z e w c z y k a r o z p a t r y w a n y , p r a c a ta s t a ­
n o w i p o z y c j ę , o k t ó r e j p o w i n n i p a m i ę t a ć etnografowie
s p e c j a l i z u j ą c y s i ę w dziedzinie ludowego z d o b n i c t w a .
W
związku
z
omawianiem
zdobnictwa
stroju
m ę s k i e g o n a j w i ę c e j uwagi p o ś w i ę c i ł autor wyszyciom
na
spodniach,
Znajdujemy tam rozwój
dekoracji
p r z y p o r ó w „ n a s t a r ą m o d ę " — od prostego s z n u r k a ,
o b r z e ż a j ą c e g o k r a w ę d ź p r z y p o r a , poprzez j e d n o p ę t l i cową czerwono-niebieską
„kluckę",
przypominającą
w k s z t a ł c i e o b c ę g i , po n a j n o w s z ą m o d ę „ g ó r a l s k ą " ,
k t ó r a z k u l t u r y n o w o t a r s k i e j p r z e d o s t a ł a s i ę przez

187

p a s m o L u b a n i a do o c h o t n i c k i e j doliny, n i o s ą c ze so­
bą r o m b o w a te „ k r z e s i w k o " ( z w a n e t u „ s z p i c " ) w r a z
z
meandrowatym
„gadzikiem"
dokoła
przyporów,
a później i rozbudowanej formy parzenicy z pano­
s z ą c y m s i ę na hafcie p o d h a l a ń s k i m motywem dzie­
więciornika.
E l e m e n t e m c h a r a k t e r y s t y c z n y m d l a d a w n y c h ochot­
nickich ubiorów męskich, choć opartym na motywach
n o w o t a r s k i c h , b y ł y „ p o r t k i " z o b s z y c i a m i w postaci
„ k l u c e k " , obok k t ó r y c h h a f t o w a n o po stronie z e ­
w n ę t r z n e j szereg c z e r w o n y c h k ó ł e k z n i e b i e s k i m i
ś r o d k a m i . N a p o ł u d n i e od L u b a n i a o w y c h k o l i s t y c h
zdobin n i e h a f t o w a n o , z a ś w T y l m a n o w e j , s ą s i a d u j ą ­
cej z O c h o t n i c ą od w s c h o d u — obok „ k l u c k i " , a c z a ­
sem zamiast niej, w y s t ę p u j e m o t y w sercowaty, p r z e ­
j ę t y d o tamtejszego s t r o j u , j a k s ą d z i autor, z p ó ł n o c y
(Sądeczyzny).
P o d o b n i e j a k z ozdobami n a s p o d n i a c h , m a s i ę r z e c z
z i n n y m i e l e m e n t a m i m ę s k i e g o u b i o r u ochotnickiego,
w k t ó r y m w p ł y w y p o d h a l a ń s k i e , a ściślej nowotarskie,
nawarstwiają s i ę na starszym podkładzie miejscowym.
Z e z j a w i s k i e m t y m s p o t y k a m y s i ę w sposobie w y k o ­
n a n i a .i z d o b i e n i a s u k m a n y , k a p e l u s z a , k i e r p c ó w c z y
baranich s e r d a k ó w .
Pracę
swą
Szewczyk
zamyka
podsumowaniem,
w k t ó r y m stara s i ę n a s z k i c o w a ć w y g l ą d najstarszego
ochotnickiego
stroju męskiego,
a
następnie
jego
z m i e n n o ś ć w n a w i ą z a n i u do p r z e m i a n , j a k i m u l e g a ł y
od
wieku
X I X ubiory górali
całego
„starostwa
czorsztyńskiego",
którego
część
stanowiła
niegdyś
również i Ochotnica. Autor omawia przy tym zróżni­
c o w a n i e u b i o r ó w m ę s k i c h w z a l e ż n o ś c i od z a m o ż n o ­
ś c i , w i e k u , k o ń c z y z a ś opisem u b i o r u weselnego.
P r a c a S z e w c z y k a , k t ó r ą tu o m ó w i l i ś m y w d u ż y m
skrócie, stanowi n i e w ą t p l i w i e pozycję
wartościową,
rozszerzającą naszą w i e d z ę o góralskich ubiorach l u ­
dowych.
Mimo sumiennych s t u d i ó w terenowych, nie
udało s i ę jednak autorowi u n i k n ą ć pewnych, drob­
nych zresztą, usterek b ą d ź n i e d o p o w i e d z e ń . D o t y c z ą
one z a r ó w n o s t r o n y t e r m i n o l o g i c z n e j , j a k i o p r a c o w a ­
nia p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w u b i o r ó w . I tak np. p i ­
sząc o spodniach p ł ó c i e n n y c h , S z e w c z y k podaje dwie
n a z w y : „ g a c i e " i „ h o l o s n i e " (str. 53). P o m i j a j ą c j u ż
s p r a w ę pisowni, która powinna w y g l ą d a ć nieco i n a ­
czej ( „ c h o ł o ś n i e " ) , n a s u w a s i ę t u p e w n e z a g a d n i e n i e ,
które wymagałoby
ze s t r o n y
autora
wyjaśnienia.
N a z w ą „chołośnie" („chołoszni") o k r e ś l a n o bowiem —
z a r ó w n o na t e r e n a c h p o l s k i c h , j a k i r u s k i c h — z r e ­
g u ł y spodnie w e ł n i a n e . J e ż e l i w O c h o t n i c y w y r a z ten
u ż y w a n y jest w i n n y m z n a c z e n i u (co s i ę c z a s e m w y ­

j ą t k o w o zdarza), n a l e ż a ł o s i ę t y m faktem b l i ż e j z a ­
i n t e r e s o w a ć i w y j a ś n i ć go. O p i s u j ą c d a w n y k a p e l u s z ,
k t ó r y m i a l b y ć w y k o n a n y z „ c z o r n e g o s u k n a " (?),
autor
opisuje
formę
podhalańską
ze
skrzelaml
opuszczonymi w d ó ł , nie informuje natomiast, czy
przed t ą n a p ł y w o w ą f o r m ą n a k r y c i a g ł o w y n i e n o ­
szono w c z e ś n i e j j e s z c z e k a p e l u s z y ze s k r z e l a m i p o d ­
w i n i ę t y m i do g ó r y , c o w k r ę g u w p ł y w ó w s p i s k i c h jest
zjawiskiem typowym (Ruś Szlachtowska, Szczawnica,
Sromowce etc).
P i s z ą c o s p i n k a c h do k o s z u l i , n i e
w s p o m i n a a u t o r o i c h formie, k t ó r e j b y n a j m n i e j n i e
p r z e s ą d z a jeszcze fakt, ż e w y r a b i a n e b y ł y p r z e z K u ­
bina, s p i n k a r z a i fajczarza p o d h a l a ń s k i e g o . Niekiedy
autor zbyt bezkrytycznie p r z y j m u j e wypowiedzi i n ­
f o r m a t o r ó w , w i d o c z n e to j e s t n p . t a m , gdzie m ó w i
o k o ż u s z k a c h (str. 68), k t ó r e r z e k o m o m i a ł y p o j a w i ć
s i ę „ p r z e d 60 l a t y , gdy u s t a ł a m o d a n a l a j b i k i " . A u t o r
jakby zapomina, że Ochotnica, jedna z najstarszych
w t y c h s t r o n a c h w s i z a ł o ż o n y c h przez p a s t e r z y w o ­
ł o s k i c h (1416 r.), nie m o g ł a z k o ż u c h a m i z a p o z n a ć s i ę
dopiero po w y j ś c i u z m o d y s u k i e n n y c h k a m i z e l e k ,
c z e m u z r e s z t ą p r z e c z ą poza t y m m a t e r i a ł y z s ą s i e d ­
n i c h t e r e n ó w g ó r a l s k i c h — c z y to p o l s k i c h { P o d h a l e ,
Gorce), czy r u s k i c h ( Ł e m k o w s z c z y z n a ) .
W z a k o ń c z e n i u , gdzie a u t o r o m a w i a p r z e m i a n y s t r o ­
j u ochotniokiego, n i e z b y t j a s n o r y s u j e s i ę s t a r e p o d ł o ­
że i pierwsza, najdawniejsza fala w p ł y w ó w
idąca
z S ą d e c z y z n y (str. 75).
P l a s t y c z n i e j w y s t ę p u j e do­
piero w p ł y w s t r o j u n o w o t a r s k i e g o n a u b i o r y g ó r a l i
zamieszkujących
„starostwo
czorsztyńskie".
Zagad­
n i e n i e to b y ł o j u ż j e d n a k w l i t e r a t u r z e poruszone,
o c z y m a u t o r nie w s p o m i n a , p o m i j a j ą c w o g ó l e c y ­
towanie w swej p r a c y literatury etnograficznej.
Po artykule S z e w c z y k a n a s t ę p u j e obszerna p r a c a
T a d e u s z a S e w e r y n a , pt. „ M e c h a n i c z n a i c h e m i c z n a l u ­
d o w a b r o ń ł o w i e c k a " , k t ó r e j — ze w z g l ę d u n a b r a k
p o w i ą z a n i a z zagadnieniami sztuki — n a t y m miejscu
o m a w i a ć nie b ę d z i e m y .
K o ń c z y z a ś tom A l f r e d Z a ­
ręba, który publikuje „ S ł o w n i c t w o Niepołomic". Praca
ta, ze w z g l ę d u na d i a l e k t o l o g i c z n y c h a r a k t e r p r e d y s ­
p o n o w a n a r a c z e j do s p e c j a l n y c h c z a s o p i s m j ę z y k o ­
znawczych, łączy s i ę z p r o b l e m a t y k ą ściśle etnogra­
f i c z n ą o tyle, ż e w p a r u s t r o n i c o w y m w y b o r z e t e k s t ó w
z n a j d u j e m y g w a r o w e opisy w e s e l a , pogrzebu, c h o d z e ­
n i a po s z c z o d r a k a c h o r a z k i l k a n o t a t e k z z a k r e s u
m a g i i i demonologii l u d o w e j . N i e z a p r z e c z a l n ą w a r ­
tość dla b a d a ń etnograficznych m a j ą r ó w n i e ż z a ł ą ­
czone d o a r t y k u ł u t a b l i c e (20 s z t u k ) z a w i e r a j ą c e r y ­
sunki p r z e d m i o t ó w z zakresu kultury materialnej,
z dokładnie oznaczoną ludową terminologią.
Rss.

KILKA U W A G NA MARGINESIE ARTYKUŁU „CERAMIKA POMORSKĄ"

W n u m e r z e 1 „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " z r, 1954
ukazał się artykuł Marii Przeździeckiej p t
„Cera­
m i k a pomorska", w k t ó r y m a u t o r k a — o p i e r a j ą c s i ę
n a zabytkowym materiale zgromadzonym n a w y s t a ­
wie „ D a w n a Ceramika
Pomorska", zorganizowanej
w r . 1953 przez M u z e u m P o m o r s k i e w G d a ń s k u —
omawia artystyczną produkcję ceramiczną na Pomo­
r z u W s c h o d n i m . A r t y k u ł , n a p i s a n y przez m ł o d ą a u ­
t o r k ę n a o g ó ł dobrze, z a w i e r a j e d n a k u s t ę p y b u d z ą ­
ce z a s t r z e ż e n i a b ą d ź t e ż w y m a g a j ą c e s p r o s t o w a n i a .
I tak K l o n o w i c z w s w y m „ F l i s i e " n i e o k r e ś l a n a ­
c z y ń bydgoskich jako „ w i e l k i c h p o d ł u ż n y c h g a r n k ó w " .
S z c z e g ó ł ten, k t ó r y m ó g ł b y b y ć p r z y d a t n y p r z y i d e n ­
tyfikacji w y r o b ó w bydgoskich, z a c z e r p n ę ł a autorka
zapewne z pracy K o ł a c z k ó w s k i e g o i , nie p o d a j ą c e j
ź r ó d ł a tej i n f o r m a c j i , co u m n i e j s z a j e j w a r t o ś ć . ( W s k u ­
tek niejasnej w pracy K o ł a c z k o w s k i e g o stylizacji od-

powiedniego z d a n i a m o ż n a o d n i e ś ć w r a ż e n i e , ż e c y ­
t u j e on K l o n o w i c z a , i to z a p e w n e w p r o w a d z i ł o a u t o r ­
k ę w błąd).
W s p o m i n a j ą c o publikowanym przez Seckera- z a ­
g i n i o n y m obecnie l a w a t e r z u f a j a n s o w y m , z a w i e r a ­
j ą c y m w d e k o r a c j i h e r b G d a ń s k a i d a t ę 1697 — j e d ­
nym z najstarszych w y r o b ó w fajansowych przypi­
sywanych G d a ń s k o w i — cytuje autorka za Seckerem
niemiecki napis umieszczony na n a k r y w i e : „ I c h M a r ­
tin F e h l a u w o h l b e d a c h t . H a b diesen W a s s e r k r a h n ge­
macht. D e r Meisterin zu Zier u n d E h r , Auff Stolzen­
b e r g w a r i c h i n L e h r " , po c z y m pisze: „ N a p o d s t a w i e
w y ż e j przytoczonego n a p i s u , p o w t ó r z o n e g o b e z n a ­
l e ż y t e g o z r o z u m i e n i a , oraz o d k r y t e j n a o d w r o c i e n a ­
c z y n i a p l a m y zielonej S e c k e r u w a ż a , ż e jest to w y ­
r ó b osiemnastowieczny,
wykonany w e d ł u g
pierwo2

1 Kołaczkowski J . : Wiadomości tyczące się przemy­
s ł u i s z t u k i w d a w n e j Polsce. K r a k ó w 1888, s. 176.

188

S e c k e r H , F . : D i e alte
L e i p z i g 1915, o d b i t k a z d e r
s. nlb. 12.

Töpferkunst
Danzigs.
Cicerone, Jahrg. V I I ,

w z o r u 7. r, 1697." Z a s z ł o tu n i e w ą t p l i w i e n i e p o r o z u ­
mienie, S e c k e r b o w i e m nie k w e s t i o n u j e daty a n i n i e
p r z e s u w a c z a s u p o w s t a n i a l a w a t e r z a n a w i e k osi :mnasty, s t w i e r d z a t y l k o , ż e n a k r y w a l a w a t e r z a doro­
biona z o s t a ł a z gipsu, p r z y c z y m p r z y p u s z c z a , w n o ­
s z ą c z p o p r a w n e g o pod w z g l ę d e m s t y l i s t y c z n y m w y ­
k o n a n i a n a k r y w v oraz z p i s o w n i i b r z m i e n i a w i e r s z a ,
iż odtworzono j ą n a n o d s t a w i e zniszczonego o r y g i n a ­
łu.
O d n o ś n i e do p r z y p a d k o w e j p l a m y ,
wykonane:
z i e l o n ą polewa n a odwrocie zbiornika n a w o d ę , S e c ­
k e r z a u w a ż a j e d y n i e , ż e jest to fakt godny u w a g i ,
p o n i e w a ż ta s a m a z i e l e ń p o c z ą w s z y od p o l e w y 18 w i e ­
k u staje s i ę j e d n y m z g ł ó w n y c h z n a m i o n r o z p o z n a w ­
czych dla zachodnio-pruskieh fajansów.
W y d a j e s i ę m a ł o prowdopodobne, ż e b y k a f l e p o r ­
tretowe z p i e c a w D w o r z e A r t u s a p r z e d s t a w i a ć m i a ł y
„ r ó ż n e osoby ze ś r o d o w i s k a m i e s z c z a ń s k i e g o i s z l a ­
checkiego". P o r t r e t y n a k a f l a c h
renesansowych nie
b y ł y w y k o n y w a n e z n a t u r y , lecz o p i e r a ł y s i ę n a p o ­
pularnych sztychach i drzeworytach, p r z e d s t a w i a j ą ­
cych m o ż n o w ł a d c ó w i znane osobistości r ó ż n y c h k r a ­
j ó w (wzory b y ł y szeroko r o z p o w s z e c h n i a n e
i wę­
d r o w a ł y z k r a j u do k r a j u ) . P o r t r e t y n a k a f l a c h z
D w o r u A r t u s a n a w i ą z u j ą w y r a ź n i e do w s p ó ł c z e s n y c h
portretów cłworskich, a z d w ó c h portretów,
które
udało się zidentyfikować, jeden przedstawia Karola V
(bardzo c z ę s t o p o j a w i a j ą c e g o s i ę n a r e n e s a n s o w y c h
kaflach), drugi — cesarza M a k s y m i l i a n a . Portrety
n a k a f l a c h z D w o r u A r t u s a n i e p o w t a r z a ł y s i ę po
s z e ś ć — j a k podaje a u t o r k a — lecz c z ę ś c i e j ; n a ok.
190 k a f l i p o r t r e t o w y c h , z a w a r t y c h w t r z e c h d o l n y c h
k o n d y g n a c j a c h pieca, z a s t o s o w a n o 12 w z o r ó w .
Nie sądzę, aby m o ż n a b y ł o „ z a r y z y k o w a ć twierdze­
nie, ż e w k a f l a r s t w i e n i e m i e c k i m tego o k r e s u p o r t r e ­
ty, z w ł a s z c z a w s p ó ł c z e s n e , n i e s ą z b y t szeroko r o z p o ­
wszechnione"; j e ś l i w i e r z y ć l i t e r a t u r z e f a c h o w e j , o m a ­
wiany t y p dekoracji w y s t ę p u j e n a terenie Niemiec
c z ę s t o i jest d l a okresu Renesansu s z c z e g ó l n i e c h a ­
rakterystyczny.
P r z e c h o d z ą c do p o m o r s k i e j p r o d u k c j i s i e d e m n a s t e ­
go w i e k u , a u t o r k a pisze, i ż i m p o r t h o l e n d e r s k i c h w y ­
robów musiał zaważyć n a wyrobach
miejscowych,
„które tracą s w ą pierwotną barwność i ograniczają
s i ę p r z e w a ż n i e do k o l o r ó w n i e b i e s k i e g o i b i a ł e g o "
oraz iż z „ n i e l i c z n y c h z a b y t k ó w , k t ó r e m o ż n a n a p e w ­
no p r z y p i s a ć G d a ń s k o w i , w i d a ć , ż e s i e d e m n a s t o w i e c z ­
ne wyroby w y k a z u j ą w y r a ź n e w p ł y w y
holenderskie
z a r ó w n o w kolorycie, j a k i w e w z o r a c h " .
Przypuszczam, ż e p i s z ą c o pierwotnej
barwności
w y r o b ó w miejscowych, autorka m a na m y ś l i poli­
c h r o m o w a n e k a f l e z 1 p o ł o w y X V I w., b r a k b o w i e m
podstaw do p r z y p u s z c z e ń , by w X V I w i e k u p o w s t a ­
w a ć tu m i a ł y jeszcze j a k i e ś i n n e w y r o b y c e r a m i c z n e
o wielobarwnej dekoracji. Trudno jednak w z u b o ż e ­
n i u pod w z g l ę d e m k o l o r y s t y c z n y m d e k o r a c j i p o m o r ­
skich kafli d o p a t r y w a ć s i ę w p ł y w ó w holenderskich,
w p ó ź n o r e n e s a n s o w y m kaflarstwie europejskim bo­
w i e m w o g ó l e z a u w a ż y ć s i ę daje z a n i k a n i e z w y c z a ­
ju polichromowania reliefów na kaflach i
przeważ­
nie n a w r ó t do d a w n y c h p o l e w j e d n o b a r w n y c h ( z a ­
z w y c z a j zielonej, c z a s e m c z a r n e j l u b b r u n a t n e j ) . O b o k
kafli o polewach jednobarwnych w y s t ę p u j ą także —
c h o ć rzadziej — kafle, w k t ó r y c h polewa t ł a różni
s i ę b a r w ą od p o l e w y z a s t o s o w a n e j w reliefie. W ś r ó d
nielicznych kafli siedemnastowiecznych,
trafiających
się n a Wschodnim Pomorzu, spotykamy tak kafle
o polewach
j e d n o b a r w n y c h , j a k i kafle d w u b a r n e ,
b i a ł o - n i e b i e s k i e , p r z y c z y m ostatnie c h a r a k t e r e m d e ­
k o r a c j i reliefowej i b a r w ą z b l i ż a j ą s i ę silnie do kafli
wyrabianych w siedemnastym wieku w Luneburgu.
Z wymienionych przez autorkę
siedemnastowiecz­
n y c h w y r o b ó w f a j a n s o w y c h ż a d e n nie m o ż e b y ć , n i e ­
stety, „ n a p e w n o " p r z y p i s a n y p r o d u k c j i g d a ń s k i e j .
D z b a n z h e r b e m G d a ń s k a i d a t ą 1637, z M u z e u m
Narodowego w K r a k o w i e ,
j e ś l i nie jest
wyrobem
h a m b u r s k i m , to w k a ż d y m r a z i e k s z t a ł t e m , c h a r a k t e ­
r e m d e k e r a c j i i d a t ą b a r d z o z b l i ż a s i ę do d z b a n ó w
hamburskich, a sama o b e c n o ś ć w dekoracji herbu
G d a ń s k a nie m o ż e m i e ć d e c y d u j ą c e g o z n a c z e n i a d l a
atrybucji. Z w i ę k s z ą p e w n o ś c i ą p r z y p i s a ć m o ż n a za
S e c k c r e m G d a ń s k o w i zaginiony l a w a t e r z z h e r b e m

G d a ń s k a i d a t ą 1697 — c h o ć i t u m a m y do c z y n i e ­
nia z z a b y t k i e m odosobnionym, n i e w y k a z u j ą c y m w
dekoracji w i ę k s z y c h analogii z fajansami g d a ń s k i m i
z p i e r w s z e j p o ł o w y X V I I I w i e k u , a napis, k t ó r y
mógłby rozstrzygnąć sprawę, znajdował się, jak już
o t y m w s p o m n i a n o , n a c z ę ś c i dorobionej i t y m s a ­
mym autentyczność
tekstu m o ż e n a s u w a ć
wątpli­
wości.
D w a z a k u p i o n e ostatnio przez M u z e u m P o m o r s k i e
w G d a ń s k u j a k o w y r ó b p o m o r s k i talerze f a j a n s o w e
0 roślinnej dekoracji wykonanej s z k l i w n ą farbą zie­
l o n ą (jeden z d a t ą 1686 r e p r o d u k o w a n y w a r t y k u l e
„ C e r a m i k a p o m o r s k a " n a r y c . 7) z a l i c z y ć trzeba do
o d r ę b n e j grupy w y r o b ó w fajansowych, k t ó r y c h g ł ó w ­
ne c e n t r u m p r o d u k c j i i d o ś ć szeroki, j a k s i ę z d a j e ,
z a c i ą g n i e z e s t a ł y dotychczas ustalone. O p i e r a j ą c s i ę
n a p e w n y c h analogiach, w y k a z y w a n y c h przez te n i e
znane m i uprzednio w y r o b y , z f a j a n s a m i p o m o r s k i ­
m i — j a k jednostronne n a k ł a d a n i e polewy,
sposób
k s z t a ł t o w a n i a odwrocia talerzy z d o ś ć c h a r a k t e r y ­
s t y c z n y m w a ł k o w a t y m z g r u b i e n i e m p r z y brzegu, p o ­
s ł u g i w a n i e s i ę w dekoracji s z k l i w n ą farbą zieloną,
z n a m i e n n ą dla dekoracji f a j a n s ó w pomorskich d r u ­
giej p o ł o w y w . X V I I I ,
stosowaną
jednak
także
w c z e ś n i e j ( j a k o t y m ś w i a d c z y o b e c n o ś ć tej f a r b y n a
t a l e r z u p o m o r s k i m d a t o w a n y m : 1723, a t a k ż e p r z y p a d ­
k o w a p l a m a n a l a w a t e r z u z r. 1697) oraz p o d o b i e ń ­
stwo c z e r e p u — e k s p o n o w a ł e m o m a w i a n e d w a t a l e ­
rze n a w y s t a w i e „ D a w n a C e r a m i k a P o m o r s k a " j a k o
przypuszczalny w y r ó b w a r s z t a t ó w
wschodnio-pomorskich (w e t y k i e t a ż u miejsc powstania o k r e ś l o n e b y ł o
jako Pomorze Wschcdnie z pytajnikiem). J u ż w cza­
sie t r w a n i a w y s t a w y kustosz M u z e u m N a r o d o w e g o w
W a r s z a w i e , dr G e b e t h n e r , z w r ó c i ł m i u w a g ę , ż e b i o ­
rąc udział w akcji zabezpieczania z a b y t k ó w n a Ś l ą s ­
k u w r . 1945 n a p o t k a ł t a m
podobne t y p y t a l e r z y
1 p e w n ą ich i l o ś ć z g r o m a d z i ł w M u z e u m N a r o d o w y m
w W a r s z a w i e ; k i l k a t a l e r z y z tej g r u p y — j a k s ł u s z ­
nie z a u w a ż a a u t o r k a — z n a j d u j e s i ę w m a g a z y n a c h
M u z e u m Ś l ą s k i e g o , a Bossert* p u b l i k u j e d w a analo­
giczne talerze ze z b i o r ó w M u z e u m N a r o d o w e g o w P r a ­
dze, p r z y p i s u j ą c j e p r o d u k c j i p ó ł n o c n o - c z e s k i e j ; ostat­
nio d o w i e d z i a ł e m s i ę z n a d e s ł a n e j k w e r e n d y , ż e w y ­
s t ę p u j ą one r ó w n i e ż n a terenie N i e m i e c i ż e i n t e ­
resuje się tam nimi Instytut Sztuki Stosowanej w
B e r l i n i e , o k r e ś l a j ą c je, ze w z g l ę d u n a t e r e n n a j ­
częstszego w y s t ę p o w a n i a , roboczym mianem
fajan­
s ó w ż y t a w s k i c h („Zittauern Fayencen"). — C z y istnie­
ją j a k i e ś z w i ą z k i m i ę d z y o m a w i a n ą g r u p ą f a j a n s ó w
a p r o d u k c j ą p o m o r s k ą , n a co w s k a z y w a ć b y m o g ł y
wzmiankowane
wyżej
analogie,
trudno orzec —
zwłaszcza
ż e w y k r u s z e n i e s i ę w czasie ostatniej w o j ­
ny m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o n a P o m o r z u ( z n i s z c z e n i u
u l e g ł o ok. 80 /c z b i o r ó w c e r a m i c z n y c h d a w n e g o M u ­
zeum Miejskiego
w
Gdańsku)
u n i e m o ż l i w i a dziś
stwierdzenie, c z y w y s t ę p o w a ł y t u one c z ę ś c i e j . (Poza
t a l e r z a m i z a k u p i o n y m i przez M u z e u m P o m o r s k i e z n a ­
ny m i jest w c h w i l i obecnej jeszcze t y l k o j e d e n p o ­
c h o d z ą c y z t e r e n u P o m o r z a t a l e r z tego t y p u , z n a j ­
dujący s i ę w posiadaniu prywatnym).
n

W kaflarstwie wschodnio-pomorskim
autorka do­
p a t r u j e s i ę p o c z ą w s z y od p i e r w s z y c h l a t X V I I I w i e ­
ku d w ó c h dróg rozwojowych:
j e d n ą w i ą ż e z typem
kafli o dekoracji malarskiej u j ę t e j obramieniem r e ­
liefowym, d r u g ą z kaflami o dekoracji w y ł ą c z n i e m a ­
l a r s k i e j . C h a r a k t e r y z u j ą c obie g r u p y k a f l i , p i e r w s z e j
przypisuje przeciętnie
wysoki
poziom
techniczny
i przez c a ł y czas w y s o k i i s t o s u n k o w o w y r ó w n a n y p o ­
ziom artystyczny oraz p r z e w a g ę w dekoracji t e m a ­
t ó w mitologicznych, r e l i g i j n y c h , e g z o t y c z n y c h i s i e ­
lankowych; drugiej — kierunek bardziej rodzimy z a ­
r ó w n o pod w z g l ę d e m t e c h n i k i ( ? ) , j a k i r y s u n k u , a w
tematyce
dominowanie
scen z ż y c i a
mieszczanina
i c h ł o p a : „ T o co w p i e r w s z e j grupie s t a n o w i r a c z e j w y ­
j ą t e k , np. c h ł o p z c i ę ż k i m b r z e m i e n i e m d r e w n a p l e ­
c a c h , w d r u g i e j staje s i ę r e g u ł ą " .

s Bossert H . T h : Volkskunst
1941, tabl, 102, r y c . 1, 3.

in

Europa.

Berlin

180

T r o c h ę trudno s i ę z t y m z g o d z i ć . M a t e r i a ! z a b y t k o ­
w y n i e w y k a z u j e , aby kafle o d e k o r a c j i czysto m a ­
l a r s k i e j u s t ę p o w a ł y pod W z g l ę d e m p o z i o m u a r t y s t y c z ­
nego k a f l o m , k t ó r y c h d e k o r a c j a m a l a r s k a
uzupełnia
się z d e k o r a c j ą r e l i e f o w ą . Techniczne opracowanie
n i e k t ó r y c h kafli malowanych, p o c h o d z ą c y c h z tere­
n u T o r u n i a , jest w p r a w d z i e gorsze n i ż k a f l i g d a ń s ­
k i c h z r e l i e f o w y m i k a r t u s z a m i (mniej l ś n i ą c a , t r o ­
c h ę niedobrze r o z p r o w a d z o n a , s z a r a w a p o l e w a ) ,
w
z a m i a n k a f l e z E l b l ą g a , gdzie m a l a r s k a d e k o r a c j a —
jak się zdaje — p r z e w a ż a ł a , w y k a z u j ą poziom tech­
n i c z n y r a c z e j w y ż s z y od g d a ń s k i c h . P r z e p r o w a d z o n y
przez a u t o r k ę p o d z i a ł t e m a t ó w , w i ą ż ą c y c h s i ę r z e k o ­
mo b ą d ź z j e d n y m •— b ą d ź z d r u g i m t y p e m d e k o ­
r a c j i k a f l i , r ó w n i e ż nie o d p o w i a d a w y m o w i e m a t e ­
r i a ł u z a b y t k o w e g o . S p r ó b u j ę to z i l u s t r o w a ć c y f r a m i :
W grupie k a f l i o d e k o r a c j i reliefowo m a l a r s k i e j : 1)
t e m a t y
m i t o l o g i c z n e
nie b y ł y n a w y ­
stawie „ D a w n a C e r a m i k a Pomorska" w o g ó l e repre­
zentowane, s p o t k a ł e m s i ę j e d n a k w d e k o r a c j i 3 k a f l i
g d a ń s k i c h z 1 p o ł o w y X V I I I w. (zawartych w piecu
b ę d ą c y m p ó ź n i e j s z y m m o n t a ż e m ) z przedstawieniem
B a c h u s a , W e n u s i A m o r a ; 2) t e m a t y
r e l i g i j n e r e p r e z e n t o w a n e b y ł y n a w y s t a w i e przez 8 k a f l i (ze
scenami z Nowego Testamentu), p o c h o d z ą c y c h jednak
z jednego p i e c a ; d o d a ć do tego t r z e b a w z m i a n k o w a n y
przez S e c k e r a piec ze s c e n a m i b i b l i j n y m i z p r o b o ­
s t w a S w . W o j c i e c h a ; n a p o t k a ł e m t e ż 4 kafle ze s c e ­
n a m i b i b l i j n y m i w m o n t o w a n e w d w a piece o ś w i e c ­
k i e j p o z a t y m d e k o r a c j i k a f l i ; 3) t e m a t y
egzo­
t y c z n e
z n a m t y l k o z d w ó c h czy trzech k a f l i pieca,
w k t ó r y m o g ó ł kafli w y k a z u j e r o k o k o w e sceny r o d z a ­
j o w e ; 4) w ś r ó d r e l i e f o w y c h kafli g d a ń s k i c h z 1 p o ł o w y
X V I I I w. t r a f i a j ą się stosunkowo c z ę s t o kafle w ro­
dzaju kafla reprodukowanego w artykule P r z e ź d z i e c k i e j n a r y c 21, z a w i e r a j ą c e w t r o c h ę n i e p o r a d n i e m a ­
l o w a n e j d e k o r a c j i obok m o t y w ó w z w i e r z ę c y c h , j a k
j e l e n i e , p t a k i , konie, p s y itp.,
t y p y
c h ł o p ó w
c z y
u b o ż s z e j
l u d n o ś c i
m i e j s k i e j
( n i e z a l e ż n i e od kafli, z n a j d u j ą c y c h s i ę w
Muzeum
P o m o r s k i m , z n a n e m i s ą jeszcze d w a piece z a n a l o ­
gicznymi kaflami), t e m a t y k ę t ę r e p r e z e n t o w a ł y
na
w y s t a w i e jeszcze 4 k a f l e z T o r u n i a , a n i e m o ż n a po­
m i n ą ć n i e i s t n i e j ą c e g o j u ż , l e c z p u b l i k o w a n e g o przez
Seckera pieca z t y p a m i d o m o k r ą ż c ó w g d a ń s k i c h i pie­
ca ze s c e n a m i r y b a c k i m i n a probostwie w H e l u .
Wśród kafli
o malowniczej w y ł ą c z n i e
dekoracji:
1)
t e m a t y k ę
z a c z e r p n i ę t ą
z
mitol o g i i
w y k a z u j ą dwa eksponowane na w y s t a w i e
kafle z przedstawieniem Merkurego i A m o r a
oraz
kafel ś r o d k o w y e l b l ą s k i e g o pieca w Muzeum Czarto­
r y s k i c h ( Z e u s i Io); 2)
sceny
b i b l i j n e
od­
najdujemy w dekoracji eksponowanych na wystawie
5 k a f l i ( p o c h o d z ą c y c h z trzech p i e c ó w ) oraz n a k a f ­
lach pieca w M u z e u m Czartoryskich i na kaflach nie
i s t n i e j ą c e g o j u ż pieca publikowanego w
katalogu
zbiorów Basnera*
3) t e m a t y k a
e g z o t y c z n a
r e p r e z e n t o w a n a b y ł a n a w y s t a w i e przez c z t e r y
k a f l e z p o s t a c i a m i p s e u d o - C h i ń c z y k ó w ; 4) j e d e n a ś ­
cie e k s p o n o w a n y c h n a w y s t a w i e k a f l i z a w i e r a w d e ­
koracji
p o s t a c i e
c h ł o p ó w
i
d r o b n y c h
m i e s z c z a n
(przy c z y m n a d m i e n i ć trzeba, ż e
n a k a f l a c h n a l e ż ą c y c h do tej s a m e j serii s p o t y k a m y
s i ę r ó w n i e ż z p r z e d s t a w i e n i a m i tego r o d z a j u ,
jak
pierrot, C h i n k a , p o s t a ć z k o m e d i i w ł o s k i e j itp., z a c z e r ­
p n i ę t y m i n i e w ą t p l i w i e z rycin), a w zbiorach M u ­
z e u m P o m o r s k i e g o w T o r u n i u z n a j d u j e s i ę jeszcze p a ­
rę kafli z pieca dekorowanego typami r z e m i e ś l n i k ó w .
R o k o k o w e
sceny
r o d z a j o w e
należą
do n a j c z ę ś c i e j s p o t y k a n y c h t a k w p i e r w s z e j , j a k i w
d r u g i e j grupie k a f l i (w grupie k a f l i o d e k o r a c j i w y ­
ł ą c z n i e m a l a r s k i e j , n i e z a l e ż n i e od z a c h o w a n y c h z a ­
b y t k ó w , t e m a t y k ę t ę w y k a z u j e jeszcze p i ę ć z n i s z c z o ­
nych p i e c ó w elbląskich, u w z g l ę d n i o n y c h na w y s t a ­
w i e p r z y p o m o c y p o w i ę k s z o n y c h fotografii).
P o w y ż s z e z e s t a w i e n i e , n i e oparte n a j a k i e j ś
do­
k ł a d n e j i n w e n t a r y z a c j i , lecz n a m a t e r i a l e z g r o m a d z o ­
n y m n a w y s t a w i e „ D a w n a C e r a m i k a P o m o r s k a " oraz

n a z a b y t k a c h z a p a m i ę t a n y c h , n i e r o ś c i sobie p r e t e n s j i
do c a ł k o w i t e g o w y c z e r p a n i a m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o w
zakresie omawianych grup tematycznych. N i e w ą t p l i ­
w i e do k a ż d e j z t y c h g r u p m o ż n a b y jeszcze d o r z u c i ć
po k i l k a p r z y k ł a d ó w — i po stronie k a f l i o d e k o r a c j i
reliefowo m a l a r s k i e j ,
i w y ł ą c z n i e malarskiej.
Nie­
m n i e j w y d a j e s i ę ono dostatecznie p r z e k o n y w a j ą c e ,
j e ś l i chodzi o stwierdzenie, że w o m a w i a n y c h d w ó c h
typach dekoracji kafli nie p o s ł u g i w a n o s i ę o d r ę b n y m
doborem t e m a t ó w . T e m a t y k a w i ą z a ł a się raczej z
czasem powstania, a t a k ż e — c h o ć w mniejszym, z d a ­
j e się, stopniu — z m i e j s c e m p o w s t a n i a k a f l i .
Nie w i e m , n a c z y m a u t o r k a opiera t w i e r d z e n i e , ż e
„ w c z e ś n i e j s z e kafle o malowanej ornamentyce r o ś ­
l i n n e j , p o c h o d z ą c e z c z a s u o k o ł o p o ł o w y X V T I I w.,
są w i e l o b a r w n e " ; n i e n a p o t k a ł e m ż a d n e g o p r z y k ł a ­
du wschodnio- pomorskiego kafla
o wielobarwnej
d e k o r a c j i r o ś l i n n e j , k t ó r e g o czas p o w s t a n i a o d n i e ś ć by
m o ż n a do p o ł o w y X V I I I w i e k u — czas p o w s t a n i a
najwcześniejszych
datowanych
kafli
z
dekoracją
k w i a t o w ą p r z y p a d a n a ostatnie l a t a X V I I I
wieku.
Najwcześniejszym
datowanym kaflem w ś r ó d
kafli
o d e k o r a c j i w y ł ą c z n i e m a l a r s k i e j n i e jest k a f e l z d a ­
t ą 1724 ze z b i o r ó w M u z e u m w K w i d z y n i e , lecz k a f e l
2 d a t ą 1716 ze z b i o r ó w M u z e u m w E l b l ą g u . M a n g a n o ­
w a farba brunatna w y s t ę p u j e n a j w c z e ś n i e j na kaflu
d a t o w a n y m : 1742 (na t a l e r z u f a j a n s o w y m j u ż w r.
1730), a nie n a k a f l u d a t o w a n y m : 1748.
O p i e r a j ą c s i ę n a podanej przez G l o g e r a3 w i a d o ­
m o ś c i o kaflach w y k o n a n y c h w G d a ń s k u dla R z e ­
w u s k i c h o r a z do dostarczonej przez Ł o z i ń s k i e g o ^ w i a ­
d o m o ś c i o p i e c a c h g d a ń s k i c h w e d w o r z e w; D r o z d o w i cach (przytoczonych przez Ł o z i ń s k i e g o dla poparcia
twierdzenia, iż „zdarzały się" w Polsce „piece z kafli
polewanych i malowanych, najczęściej gdańskich, a
wtedy b y ł y p r a w d z i w ą ozdobą i osobliwością miesz­
k a n i a " ) a u t o r k a pisze: „Z w y s t ę p o w a n i a w P o l s c e
siedemnastowiecznej p i e c ó w g d a ń s k i c h n a l e ż y w y c i ą g ­
n ą ć wniosek, ż e w t y m wieku m u s i a ł a się już w y ­
k s z t a ł c i ć c h a r a k t e r y s t y c z n a dla n i c h f o r m a ,
któn
z w ł a s z c z a w p i e c a c h e l b l ą s k i c h (?) w y k a z u j e wiele",
c e c h w s p ó l n y c h ze s ł y n n y m i s i e d e m n a s t o w i e c z n y m i
s z a f a m i g d a ń s k i m i . " Nie w i d z ę p r z y c z y n y , d l a k t ó ­
rej w y s t ę p o w a n i e w X V I I w i e k u w Polsce p i e c ó w
g d a ń s k i c h m i a ł o b y ś w i a d c z y ć o ustaleniu się już w
t y m czasie i c h c h a r a k t e r y s t y c z n e j f o r m y — z n a n e j
z drugiej p o ł o w y X V I I I w i e k u , a m a t e r i a ł zabytko­
w y nie daje ż a d n y c h p o d s t a w do p r z y p u s z c z e ń — r a ­
czej p r z e c z y — by s t a ć s i ę to m i a ł o w c z e ś n i e j n i ż
w c z t e r d z i e s t y c h l a t a c h osiemnastego w i e k u . Z n a n y
typ „ s z a f y g d a ń s k i e j " p o j a w i a s i ę dopiero w p o c z ą t ­
k a c h w i e k u osiemnastego ( w c z e ś n i e j s z e szafy g d a ń ­
skie wzorowane b y ł y na szafach holenderskich? i a n a ­
logii m i ę d z y p i e c a m i e l b l ą s k i m i a s z a f a m i g d a ń s k i m i
doszukać się m o ż n a tylko w masywnych, pośrodku
p r z e ł a m a n y c h i t w o r z ą c y c h tzw.
„gdański
szczyt"
g z y m s a c h w i e ń c z ą c y c h szaf g d a ń s k i c h z p i e r w s z e j
p o ł o w y X V I I I w i e k u — b r a k z a ś analogii m i ę d z y
piecami e l b l ą s k i m i a szafami g d a ń s k i m i z w i e k u
siedemnastego.
C h a r a k t e r y z u j ą c w o p a r c i u o p r a c ę S e c k e r a piece
elbląskie, autorka twierdzi, ż e zasadniczym typem
p i e c a e l b l ą s k i e g o b y ł piec t r ó j k o n d y g n a c j o w y .
Nie
jest to s ł u s z n e ; w p r a w d z i e w E l b l ą g u , w p r z e c i w i e ń ­
s t w i e do G d a ń s k a , w y s t ę p o w a ł y piece o trzech k o n ­
d y g n a c j a c h , p r z e w a ż a ł y j e d n a k — s ą d z ą c ze z n a n e g o
obecnie m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o — piece o d w ó c h k o n ­
dygnacjach.
Zdaniem autorki, „zasadnicza różnica m i ę d z y osiem­
nastowiecznymi piecami
gdańskimi
a niemieckimi
polega n a tyra, ż e te ostatnie s t r a c i ł y w dobie b a r o ­
k u s w ó j c h a r a k t e r r e p r e z e n t a c y j n y " . W y g l ą d a to n a
n i e p o r o z u m i e n i e ; w o k r e s i e b a r o k u piec n i e t y l k o w

5 G l o g e r Z . : E n c y k l o p e d i a staropolska.
Warszawa
1901, t I I I , s. 305.
Ł o z i ń s k i W . : Ż y c i e polskie w d a w n y c h w i e k a c h .
L w ó w 1921, s. 50.
Por. Behling Lottlisa: Der Danziger Dielenschrank
u. seine h o l l ä n d i s c h e n V o r l ä u f e r . D a n z i g 1942,
6

4

W i c h m a n n H . : K u n s t u. K u n s t h a n d w e r k i m
se B a s n e r in Zoppot. D a n z i g 1925, tabl. 39.

190

Hau­

7

N i e m c z e c h u t r a c i ł s w ą d a w n ą p o z y c j ą g ł ó w n e j do­
m i n a n t y i z e s z e d ł do r o l i j e d n e g o
ze
s p r z ę ­
t ó w
składających się na urządzenie wnętrza — była
to t e n d e n c j a r a c z e j o g ó l n a i p i e c e g d a ń s k i e s i ę w n i e j
nie w y ł a m a ł y ; z d u ż y m umiarem r o z w i ą z y w a n e g d a ń ­
s k i e piece b y n a j m n i e j n i e w y r ó ż n i a j ą s i ę o k a z a ł o ś c i ą
w ś r ó d w s p ó ł c z e s n y c h mebli gdańskich, a produkcja
ozdobnych p i e c ó w , r o z w i j a j ą c a s i ę w t y m s a m y m
czasie n a t e r e n i e N i e m i e c , u j a w n i a n a w e t n i e j e d n o ­
k r o t n i e d ą ż e n i e do u j ę ć z n a c z n i e b a r d z i e j r e p r e z e n t a ­
cyjnych.
S t r a u s s w s w e j p r a c y „ K a c h e l n u . U f e n der M a r k
B r a n d e n b u r g " nie p r z y t a c z a — j a k podaje a u t o r k a •—
p r z y k ł a d ó w p i e c ó w hamburskich o dekoracji zdra­
d z a j ą c e j w p ł y w y h o l e n d e r s k i e , lecz s t w i e r d z a t y l k o
w p ł y w y Hamburga w piecach o biało
polewanych
k a f l a c h i n i e b i e s k i e j d e k o r a c j i , w y s t ę p u j ą c y c h w' p ó ł ­
nocno-zachodniej
części
Marchii
Brandenburskiej.
O p i e r a j ą c s i ę n a przeprowadzonej
przez C h a r l o t t e
Steinbrucher charakterystyce p i e c ó w
hamburskich,
S t r a u s s z a u w a ż a j e d n a k , ż e w f o r m a c h piece b r a n ­
d e n b u r s k i e r ó ż n i ą s i ę od h a m b u r s k i c h — b r a k i m
np. znamiennych dla p i e c ó w h a m b u r s k i c h w n ę k p ó ł cylindrycznych, zdobnych rocaille'ami n ó g fajanso­
w y c h i p i l a s t r ó w k r a w ę ż n y c h (piece b r a n d e n b u r s k i e
tego t y p u , podobnie j a k g d a ń s k i e , p r z e p r u t e s ą a r k a ­
dami n a wylot i s p o c z y w a j ą n a podstawach d r e w ­
n i a n y c h ) . S t r a u s s u w a ż a , ż e do p i e c ó w b r a n d e n b u r ­
s k i c h b a r d z i e j z b l i ż o n e s ą w b u d o w i e — podobne
z r e s z t ą do h a m b u r s k i c h — p i e c e w y r a b i a n e w L ü n e b u r g u , gdzie w X V I I I w , n a p i e r w s z y p l a n p r o d u k c j i
w y s u n ę ł y s i ę piece o k a f l a c h b i a ł o p o l e w a n y c h z n i e ­
b i e s k ą d e k o r a c j ą . N i e k t ó r e ze z n a j d u j ą c y c h s i ę w
Brandenburgii p i e c ó w omawianego typu
nasuwają
S t r a u s o w i podejrzenie — ze w z g l ę d u n a w y s o k i p o ­
ziom d e k o r a c j i — ż e m o g ą b y ć i m p o r t e m z k t ó r e g o ś
z północno-niemieckich
o ś r o d k ó w produkcji, w i ę k ­
s z o ś ć j e d n a k u w a ż a z a w y r ó b miejscowy^.
J a k w y n i k a z c y t o w a n y c h d a n y c h , H a m b u r g nie
b y ł „ j e d y n y m obok G d a ń s k a ( c h y b a t a k ż e E l b l ą g a
i Torunia) w i ę k s z y m o ś r o d k i e m , k t ó r y w y t w a r z a ł pie­
ce tego t y p u " . P r o d u k c j a k a f l i n a w i ą z u j ą c y c h w d e ­
k o r a c j i do fliz h o l e n d e r s k i c h b y ł a b a r d z i e j r o z p o ­
w s z e c h n i o n a , n i ż s ą d z i a u t o r k a — nie j e s t w y ł ą c z o n e ,
że wyrabiano je także w innych dzielnicach Polski,
nie t y l k o n a P o m o r z u W s c h o d n i m . N i e w p ł y w a to
o c z y w i ś c i e n a pozbawienie
pieców gdańskich
cech
oryginalności. T a k jednak p o s ł u g i w a n i e się kaflami
omawianego typu, j a k i o g ó l n y nawet schemat kon­
s t r u k c y j n y — o o r y g i n a l n o ś c i t e j , same w sobie n i e
rozstrzygają, spotyka s i ę je bowiem t a k ż e w innych
o ś r o d k a c h . Dopiero s p o s ó b r o z w i ą z a n i a
poszczegól­
n y c h e l e m e n t ó w formy i d e k o r a c j i , w r a z z d r u g o ­
r z ę d n y m i , niemniej charakterystycznymi
szczegółami
9

1 0

* S t r a u s s K . : K a c h e l n u. Ö f e n der M a r k B r a n d e n ­
burg, S t r a s s b u r g 1926.
S t e i n b r u c h e r C h : H a m b u r g e r F a y e n c e ö f e n des
18 J a h r h u n d e r t s . K a c h e l u n d T ö p f e r k u n s t , 3, J a h r g .
1924, H . 12.
!<* P o r . M a ń k o w s k i T . : D z i e j e w y t w ó r n i c e r a m i c z ­
nych w G l i ń s k a i Żółkwi. Biuletyn Historii Sztuki
i K u l t u r y , r. I X , s. 241—243, 246—247,
9

ora2 p r o p o r c j e z e s t a w u d e c y d u j ą w k o ń c o w y m e f e k ­
cie o i c h o d r ę b n e j a p a r y c j i .
A u t o r k a nie m a r a c j i t w i e r d z ą c , ż e „ t r z y g ł ó w n e
cechy p i e c ó w h a m b u r s k i c h , a m i a n o w i c i e : n i s z a w
górnej kondygnacji, skośnie ścięte narożniki i fajan­
s o w e nogi w y s t ę p u j ą t a k ż e w p i e c a c h g d a ń s k i c h " ;
ani
półcylindryczne
nisze,
znamienne
dla p i e c ó w
hamburskich, ani nogi fajansowe (autorka n i e k o n ­
sekwentnie n a innym miejscu p r z y j m u j e za Secker e m , żq piece g d a ń s k i e u s t a w i a n o z a w s z e n a d r e w n i a ­
n y c h podstawach)
— w G d a ń s k u nie w y s t ę p u j ą ,
a s f a z o w a n e n a r o ż n i k i s ą n a t y l e pospolite, ż e m o g ą
być charakterystyczne dla p i e c ó w hamburskich tylko
w formie p i l a s t r ó w k r a w ę ż n y c h , r ó w n i e ż n i e w y s t ę ­
p u j ą c y c h w p i e c a c h g d a ń s k i c h . (Podobne elementy
spotyka s i ę natomiast w piecach e l b l ą s k i c h ) .
Charakteryzując wschodnio-pomorską produkcję ce­
r a m i c z n ą w. X V I I I , autorka twierdzi: „ O d pierwszej
p o ł o w y X V I I I w. p o j a w i a s i ę w p r o d u k c j i z a r ó w n o
n a c z y ń f a j a n s o w y c h , j a k j k a f l i d ą ż n o ś ć do ś w i a d o ­
mego l i c z e n i a n a o d b i o r c ó w z n i ż s z y c h w a r s t w spo­
ł e c z n y c h , w z w i ą z k u z czym w ceramice pomorskiej
z a c z y n a u p a d a ć f a ł s z y w a w z a ł o ż e n i u d ą ż n o ś ć do n a ­
ś l a d o w a n i a porcelany c h i ń s k i e j , j a p o ń s k i e j czy e u ­
r o p e j s k i e j i n a s t ę p u j e n a w r ó t do p r z e d s t a w i e ń r o d z i ­
mych".
C o ś t u s i ę n i e zgadza. O p r o d u k c j i p o m o r s k i e j
X V I I w i e k u w i e m y n i e w i e l e . - P a r ę o k a z ó w kafli i f a ­
jansów, z mniejszym lub w i ę k s z y m p r a w d o p o d o b i e ń ­
s t w e m p r z y p i s a n y c h tej p r o d u k c j i , nie n a ś l a d u j e p o r ­
celany c h i ń s k i e j a n i j a p o ń s k i e j ( j e d y n i e d z b a n z d a ­
t ą 1637 z a w i e r a w d e o k r a c j i p e w n e e l e m e n t y w s c h o d ­
nio-azjatyckie); o n a ś l a d o w a n i u porcelany
europej­
s k i e j n i e m o ż e b y ć w t y m czasie m o w y ,
ponieważ
w Europie produkcja porcelany z a c z ę ł a s i ę r o z w i j a ć
dopiero w p i e r w s z e j ć w i e r c i X V I I I w i e k u ; n i e s p o ­
tykamy s i ę z tymi n a ś l a d o w n i c t w a m i także w deko­
racji w c z e ś n i e j s z y c h kafli i f a j a n s ó w z w i e k u X V I I I
(samo u l e g a n i e
rozpowszechnionej
modzie
jedno­
b a r w n e j d e k o r a c j i n i e b i e s k i e j n i e jest c h y b a w y s t a r ­
czające, ż e b y u z n a ć j e za n a ś l a d o w n i c t w a porcelany).
D o p i e r o o k o ł o r o k u 1740 p o j a w i a j ą s i ę w z o r y p s e u dochińskic — przejmowane w d o ś ć swobodnych i n ­
terpretacjach z f a j a n s ó w holenderskich; w drugiej
p o ł o w i e X V I I I w i e k u r o z p o w s z e c h n i a j ą s i ę w deko­
r a c j i k a f l i modne r o k o k o w e s c e n k i r o d z a j o w e , w y ­
k a z u j ą c e p e w n e z w i ą z k i z tego t y p u d e k o r a c j ą e u r o ­
pejskiej porcelany, a n a s t ę p n i e p r z y j m u j ą s i ę wzory
kwiatowe
— pokrewne
naturalistycznym
wzorom
kwiatowym wprowadzonym
do d e k o r a c j i
fajansów
pod w p ł y w e m p o r c e l a n y m i ś n i e ń s k i e j — k t ó r e u t r z y ­
m u j ą s i ę jeszcze w p o c z ą t k a c h w i e k u X I X .
N a p o d s t a w i e znanego m a t e r i a ł u z a b y t k o w e g o m o ż ­
n a s ą d z i ć , ż e p r o d u k c j a obliczona n a z b y t w ś r ó d
uboższych warstw społecznych rozwijała się w X V I I I
w i e k u r ó w n o l e g l e do p r o d u k c j i p r z e z n a c z o n e j d l a o d ­
biorców zamożnych. Po połowie wieku X V I I I pierw­
szy k i e r u n e k z a c z y n a p r z e w a ż a ć w w y r o b a c h f a j a n ­
sowych, w produkcji ozdobnych p i e c ó w jednak od­
wrotnie, w ł a ś n i e n a t r z e c i ą ć w i e r ć X V I I I
wieku
przypada okres n a j w i ę k s z e g o rozkwitu, a j u ż s a m
charakter p i e c ó w w y ł ą c z a m o ż l i w o ś ć
przynależności
o d b i o r c ó w do n i ż s z y c h w a r s t w s p o ł e c z n y c h .
Jan

Chranicki

W ZWIĄZKU Z UWAGAMI O A R T Y K U L E „CERAMIKA POMORSKA"

W cennych uwagach, k t ó r y m i uzupełnił m ó j artykuł
o ceramice pomorskiej wybitny jej znawca, dyrektor
Muzeum Pomorskiego
w Gdańsku, Jan Chranicki,
znajduje s i ę kilka p u n k t ó w w y m a g a j ą c y c h
wyjaś­
n i e n i a , gdzie r ó ż n i c a p o g l ą d ó w w y n i k ł a z odmiennego
ustawienia
zagadnienia. P r a g n ę z w r ó c i ć tu u w a g ę
jedynie n a n a j w a ż n i e j s z e z nich.
W kaflarstwie renenansowym n i e w ą t p l i w i e
cechą
charakterystyczną
kafli
europejskich
są przedsta­
w i e n i a portretowe
znanych osobistości
(wzorowane

na popularnych sztychach niekoniecznie s a m y c h tylko
osób koronowanych), jednak nie znamy
dotychczas
z a b y t k o w y c h p i e c ó w z i n n y c h k r a j ó w , gdzie b y ł a b y
nagromadzona tak d u ż a i l o ś ć r ó ż n o r o d n y c h p o r t r e t ó w
j a k n a k a f l a c h p i e c a g d a ń s k i e g o z D w o r u Artusa^.

i P . S i m s o n ( D e r A r t u s h o f i n D a n z i g . D a n z i g 1900,
str. 176) podaje, ż e n a p i e c u w D w o r z e A r t u s a b y ł o
268 k a f l i p o r t r e t o w y c h .

191

Chodziło mi o podkreślenie zjawiska m a s o w o ś c i wy­
s t ę p o w a n i a kafli portretowych na jednym zabytku.
Z u b o ż e n i e k o l o r y s t y c z n e , j a k i e n a s t ą p i ł o po w i e l o ­
barwnym
renesansowym
kaflarstwie
reliefowym,
było zjawiskiem powszechnym, k t ó r e m u uległo r ó w ­
n i e ż k o l a r s t w o pomorskie. C h a r a k t e r y s t y c z n y jest
tu j e d n a k ż e fakt, ż e w p r z e c i w i e ń s t w i e do s ą s i e d n i c h
t e r e n ó w n i e m i e c k i c h , gdzie w t y m o k r e s i e w y s t ę p u j ą
kafle jednobarwne, w kaflarstwie pomorskim z j a ­
wiają się dwubarwne biało-niebieskie, które łączyć
chyba należy z ogólnymi motywami niderlandzkimi,
k t ó r e w P o l s c e s t a j ą s i ę w sztuce X V I I w i e k u d o m i ­
nujące.
D u ż ą p r z y j e m n o ś ć s p r a w i ł m i fakt, ż e w y s u n i ę t e w
m o i m a r t y k u l e z a s t r z e ż e n i a co do pomorskiego pocho­
dzenia talerzy eksponowanych na wystawie z n a l a z ł o
potwierdzenie w e w n i k l i w y c h badaniach dyrektora
Chranickiego.
P r o d u k c j ę k a f l a r s k ą , p o c z y n a j ą c od p o c z ą t k u X V I I I
w i e k u , p o d z i e l i ł a m n a d w i e drogi r o z w o j o w e , p r z y
czym z a z n a c z y ł a m , że
„jedna
w y w o d z i
s i ę od
k a f l i ze s c e n ą r o d z a j o w ą w otoczeniu o z d ó b reliefo­
w y c h , d r u g a z a ś od k a f l i o d e k o r a c j i w y ł ą c z n i e m a ­
larskiej" . D o pierwszej grupy z a s z e r e g o w a ł a m wszyst­
k i e k a f l e p o s i a d a j ą c e o b r a m i e n i e reliefowe o r a z k a f l e
n a ś l a d u j ą c e takie obramienie t e c h n i k ą malarslcą. D r u ­
g ą g r u p ę s t a n o w i ą kafle nie n a w i ą z u j ą c e w niczym
do o b r a m i e ń r e l i e f o w y c h . P o d k ą t e m w i d z e n i a tego
p o d z i a ł u c h a r a k t e r y z o w a ł a m t e ż grupy kafli o „ t y p i e
r e l i e f o w y m " i „ z d o b i o n y c h m a l a r s k o " . Dlatego u w a g i
i zestawienia statystyczne dyrektora Chranickiego, j a ­
ko p r z e p r o w a d z o n e n a zasadzie odmiennego p o d z i a ­
łu, gdzie w y d z i e l o n a j e s t j e d n a g r u p a k a f l i — ozdo­
bionych reliefami i druga — o dekoracji wyłącznie^
malowanej, z a w i e r a j ą c a r ó w n i e ż kafle o m a l o w a n y c h
obramieniach w y w o d z ą c y c h się z reliefu, d a ł y w y ­
n i k i o d m i e n n e od m o i c h .
5

D r u g i m n i e p o r o z u m i e n i e m , podobnie i s t o t n y m j a k
poprzednie, j e s t i n t e r p r e t a c j a o k r e ś l e n i a „ k a f l e g d a ń ­
skie", k t ó r e d y r e k t o r C h r a n i c k i r o z u m i e s e n s u stricto
j a k o w y k o n a n e w G d a ń s k u , j a z a ś (co j e s t n i e w ą t p l i ­
w i e n i e w ł a ś c i w e ) t r a k t o w a ł a m w sensie s z e r s z y m , t a i :
j a k w Polsce u ż y w a n o terminu „piece g d a ń s k i e " ,
k t ó r y m to t e r m i n e m o k r e ś l a n o o g ó l n i e p r o d u k c j ę p o ­
morską.
Wzmianka w moim artykule o wielobarwnej orna­
mentyce r o ś l i n n e j w y s t ę p u j ą c e j na kaflach z o k o ł o
p o ł o w y X V I I I w i e k u umieszczona została na podsta-

2 P o l s k a S z t u k a L u d o w a , n r 4/1954, s. 223.

wie notatki s p o r z ą d z o n e j na wystawie w G d a ń s k u .
B y ć m o ż e z a k r a d ł a s i ę tu j a k a ś p o m y ł k a w s k u t e k
w a d l i w e g o o d c z y t a n i a p o d p i s u pod e k s p o n a t a m i .
P r z y p o d k r e ś l a n i u o d r ę b n o ś c i X V I I I - w i e c z n y c h pie­
c ó w pomorskich, czyli g d a ń s k i c h — w szerszym u j ę ­
ciu, od w s p ó ł c z e s n y c h i m p i e c ó w n i e m i e c k i c h c h o ­
dziło o wydobycie najbardziej istotnych różnic. P i e ­
ce n i e m i e c k i e z a t r a c a j ą w t y m okresie s w o j ą t e k t o ­
niczną formę, a często nawet podział na poszczególne
kafle, n a ś l a d u j ą c w k s z t a ł c i e bogato zdobione k o m o ­
dy czy inne meble. Z a ś d o s t o s o w a n y n a o g ó ł do m e b l i
kolor m i a ł n a c e l u z a m a s k o w a n i e o d r ę b n o ś c i p i e c a
w e w n ę t r z a c h tego okresu^. I n a c z e j s p r a w a ta p r z e d ­
s t a w i a ł a s i ę n a P o m o r z u , gdzie p r o d u k o w a n o w t y m
okresie w y ł ą c z n i e piece o f o r m a c h t e k t o n i c z n y c h , z ł o ­
ż o n y c h z oddzielnych kafli pokrytych m a l a t u r ą n a
b i a ł y m tle. P i e c e t a k i e n i e u t o ż s a m i a ł y s i ę a n i f o r m ą ,
ani k o l o r y t e m z m e b l o w y m w y p o s a ż e n i e m , s t a n o w i ł y
o d r ę b n e akcenty w n ę t r z a .
C e n n a jest uwaga dyrektora Chranickiego, ż e pie­
ce p o d o b n e do p o m o r s k i c h i h a m b u r s k i c h w y s t ę p o ­
w a ł y też w Ltineburgu.
Ostatnia uwaga o poruszonym w m y m artykule
problemie pojawiania się w pomorskiej p r o d u k c j i ce­
r a m i c z n e j od p i e r w s z e j p o l o w y w i e k u X V I I I
dąż­
n o ś c i do l i c z e n i a n a o d b i o r c ó w z n i ż s z y c h w a r s t w
i n a w r o t u do p r z e d s t a w i e ń r o d z i m y c h w k i e r u n k u
swoistej interpretacji w z o r ó w obcych — nie jest zbyt
jasno s f o r m u ł o w a n a i w y g l ą d a n a nieporozumienie.
Określenie „pierwsza połowa" oznaczać może zarów­
n o l a t a p i e r w s z e , j a k i l a t a 40—50, i dlatego n i e b a r ­
dzo w i d z ę p o w ó d , aby m o ż n a b y ł o z mego t e k s t u w y ­
c i ą g n ą ć wniosek o zarzuceniu n a ś l a d o w n i c t w a porce­
lany europejskiej przed jej wynalezieniem. Nieporo­
zumieniem wydaje mi się również p o w o ł y w a n i e się
tu n a w y r o b y X V I I - w i e c z n e , skoro m o w a j e s t o po­
j a w i e n i u s i ę tej t e n d e n c j i w w i e k u n a s t ę p n y m .
Maria

Przeździecka

s A . Roeper i H . Bosch ( S a m m l u n g von Oefen in
allen Stilarten von X V I bis A n f a n g X I X J a h r h u n ­
dert. M ü n c h e n 1895) p o d a j ą szereg i l u s t r a c j i tego r o ­
dzaju p i e c ó w .
K . S t r a u s s : K a c K e l n e und Oefen der M a r k B r a n d e n ­
b u r g , S t r a s s b u r g 1926, str. 27 ("... so fasste m a n i h n
(Ofen) i m Z e i t a l t e r des B a r o c k s l e d i g l i c h a l s W ä r ­
m e s p e n d e r auf, a l s ein „ M ö b e l " , m i t dem m a n s i c h
eben a b z u f i n d e n hatte") i str. 28 ( „ M a n s u c h t e d a m i t
den O f e n den s c h w a r z e n , s c h w e r e n
Kichenmöbeln
a n z u p a s s e n . D i e s galt ganz bezonders f ü r N o r d d e u t ­
schland").

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.