0c62194240328ce2e47476e967cc37b0.pdf

Media

Part of Pamiętniki poetyckie pustyń / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4

extracted text
Z

nając z autopsji petroglify syberyjskie, mongol-

skie z Gobi, a także afrykańskie, głównie z Sahary, mogę z pełnym przekonaniem używać
w stosunku do rytów naskalnych z Ameryki Foludniowej określeń: n aj n i e zwyklej s z e czy wyjąt­
kowe i niepowtarzalne. W stosunku do petroglifów
z Azji i Afryki, amerykańskie wyróżnia przede wszystkim obecność wyobrażeń drobnych i najdrobniejszych zwierząt (owadów, pająków, ślimaków) oraz
długość samej ekspozycji naskalnej, 7 tys. km, a w samym Peru 2 tys. km.

JACEK

OLĘDZKI

Pamiętniki
poetyckie pustyń
Peru, ikonosfera petroglifów
najniezwyklejszych

W Ameryce nie byłem i już nie będę
Chociaż już dawno bez trudności mogłem się tam
znaleźć i dostatnio bytować. Żyją jeszcze w Northridge
w Kalifornii ostatni znani sprzed wojny bliscy krewni,
potomkowie Dyjecińskich z ul. Bednarskiej, dzieci dzisiaj staruszkowie - znanego generała od Ligi Morskiej i Kolonialnej II RP. Opuścili kraj całą piątką
w 1939 roku
Wszelako od jakiegoś czasu sympatyzuję z amerykanistami z Instytutu Krajów Rozwijających się i czę­
sto korzystam z ich dobrego słowa i merytorycznej pomocy. Zatem moja wiedza w interesującym mnie
przedmiocie, między innymi peruwiańskich petroglifów, wiele ma do życzenia. Zawsze zajmowała mnie
"kwestia kultury Polski" i jeśli ulegałem młodzieńczym
pokusom interpretacyjnym, to bliżej, w krajach europejskich, w Azji i na koniec w Afryce. Jednakże, wciąż
ulegając niepokojącym zaciekawieniom, od kilkunastu
lat jestem niepokojony urzekającym fenomenem naskalnej sztuki Ameryki Łacińskiej. A w dziedzinie
dawnej i współczesnej kultury artystycznej na świecie
jestem - jak mi się wydaje - jakimś tam, intuicyjnie
pojmującym rządzące nią prawa czy reguły, a bardziej
jeszcze kształtujące ją odrębności i podobieństwa ści­
śle formalne. A więc bezwzględnie najistotniejsze
w SZTUCE.
Proszę amerykanistów o pobłażliwość, szczególnie- rozumienie mej spontanicznej ignorancji. Czasami w procesie poznania, w zbliżaniu się do prawdy
w zainteresowaniach, ignorancja może być trochę
pożyteczna, nie obezwładnia, nie paraliżuje woli.
Nie potrafiłem być badaczem gabinetowym, ale
w wieku zaawansowanej, błogosławionej starości,
pozostaje bezruch i praca wyobraźni, dająca poczucie wolności ...
Ponadto nieco pocieszające dla ignoranta jest to,
że wczytując się w bibliografie znanych dysertacji fachowych, raz po raz natrafiasz na jawne uchybienia.
Oto badacze od lat pracujący ze sobą w jednym zakła­
dzie naukowym nie cytują się, bo po prostu "nie wiedzą". Istnieją inne rozgrzeszające mnie osobliwości.
Dlatego zacznę od bardzo ważnej dla mnie lektury,
a przeoczanej przez doborowych znawców przedmiotu.

Ambasador Republiki Kuby w Peru
W kraju ojczystym był dyrektorem Muzeum Narodowego Antropologii i Archeologii, a w Peru, pełniąc
dostojną funkcję ambasadora, był... niestrudzonym,
mozolnym badaczem petroglifów w 72 miejscach
wzdłuż Kordyliery Wschodniej Andów (2 tys. km). Oto
on i jego monumentalne dzieło. ANTONIO NUNEZ
JIMENEZ, PETROGLIFOS DEL PERU. Panorama
mundial del arte rupestre, Editorial Cientifico-Technika
Ciudad de La Habana, 1985, t. 2. Oprawa płócienna,
papier kredowy, najwyższy poziom wydawniczy, blisko
1400 s. w tym 4000 ilustracji.
1985, o roku ów! Pojawienie się dzieł Jimeneza (wcześniej wydanych we Włoszech jego dwóch znakomitych,
barwnie ilustrowanych książek poświęconych kubańskie­
mu malarstwu jaskiniowemu) w księgozbiorach UW
rodziło nadzieję. W tym czasie, oczekiwanie na wydanie
dysertacji habilitacyjnej trwało nawet sześć lat! A jak je
wydawano? Po prostu wstydzę się powiedzieć.
Miałem okazję poznania wielu polskich ambasadorów, żaden z nich nie daje się porównać do formatu
człowieka reprezentowanego przez Jimeneza. Widać
Polacy na placówkach to nie Latynosi, nawet z pięt­
nem komunistycznym.
Od 1985 roku dzieło Jimeneza nawiedza mnie
i prześladuje.
Dzieło to odbiega od znanych mi "mądrzących" się
dokonań. Może stanowić wzór niezwykle starannej
i rozważnej pracy, przede wszystkim dokumentacyjnej.
Wiadomo że w dziedzinie tak tajemniczej - jaką jest
malarstwo i ryty naskalne czy na koniec geoglify z Nazca, albo innej części świata - łatwo, bardzo łatwo,
w próbach objaśnień, tworzenia ogólnych interpretacji,
dokonywać nadużyć, błądzić, by nie rzec, bredzić ...
Chyba każdy coś wie o tym, jeśli czytał Wspomnienia
z przYszłości, z powrotem do gwiazd albo czY się myliłem?
Dzieło Jimeneza jest przemyślnie zbudowane. Po
lakonicznych informacjach o petroglifach w innych
częściach świata oraz oszczędnych- niczym przypisy porównaniach z odrębnymi rodzajami sztuki peru-

wiańskiej następuje prawdziwa lawina przerysów zarejestrowanych piktogramów. Można na ich podstawie
mówić o ikonosferze. Oczywiście wyobrażeń, ale przy
okazji też myślenia.
I tu wielce przydatna staje się jedna z myśli i zarazem ważnych konkluzji Claude'a Levi-Straussa: zwierzęta bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia. Dlaczego przydatna? Albowiem, jak było powiedziane na
początku tego tekstu, petroglify z Peru wyróżniają się
spośród naskalnych rytów i malowideł z innych stron
świata tym, że ukazują wyobrażenia najdrobniejszych
zwierząt, aż po pająki czy owady (insekty).
C. Levi-Strauss wyartykułował swoją bezcenną
myśl, wykorzystując dane pochodzące głównie z zachodniej półkuli. A to być może dlatego, że kiedy pisał, sławny Smutek tropików, obezwładniły go zjawiska
przetwarzania po konkwiście, zjawiska w kulturze Indian Ameryki Południowej z zakresu adaptacji i twórczego przetwarzania europejskich wzorów. Może, tak
ongiś sądząc i po części dzisiaj, uniknąłem kontaktów
z Nowym Światem, chociaż jedyny brat po każdym powrocie stamtąd (habilitacja w Cleveland, wykłady
w Aims itd.) roztaczał mi ujmujące i do jakiegoś stopnia zachęcające wizje. Ale ad rem.
Człowiek w pewnych okolicznościach nawet dzisiaj,
w pełni- jak studenci afrykańscy- uwspółcześniony zjada z wielkim smakiem (na surowo) gromadnie zlatujące
się do lamp ... termity. Pod lampami na najnowocześniej­
szych kampusach pozostają rano do uprzątnięcia tylko
kopczyki skrzydełek. Gnębienie zębami pędraka w buzico kojarzy się z żuciem gumy - przez dziewczyny z Konga tłukące stępami sorgo - i to nie jest nam obce. Być
może i pająki dają się wprowadzić do przełyku.
Dlatego każda genialna myśl etnologiczna może
być tylko genialna pozornie. Stąd wszelkie dalsze moje dywagacje proszę traktować jako przypuszczenie czy
wręcz domniemanie.

Co najbardziej
urzeka w petroglifach z Peru?
Odpowiadam od razu. Lapidarność formy obrazowania rzeczy, rzeczywistości, charakterystyczna dla kultur chłopskich. Czyli związanych przez pokolenia
z uprawą ziemi w ekstremalnie nieraz trudnych warunkach. Ale tym cięższych, że bez użycia sprzężaju, czyli
pomocy zwierząt. Mówimy więc o kopieniactwie, kopieniaczach, niezwykłych ludziach, którzy najprostszymi
ręcznonożnymi narzędziami umieli pola na stopniach
przygórskich tarasów zazielenić kukurydzą, ziemniakami i innymi roślinami. Oczywiście, sztuka naskalna to
niekoniecznie dzieło chłopów. Przeciwnie, najczęściej,
jak w Europie, Azji i Afryce, - łowców lub pasterzy.
Wszelako mówimy o części Ameryki Południowej.
I pod Saharą, i pod Nazca potrafiono stworzyć zdumiewający system podziemnych ujęć wodnych, niczym

86

"lochy Watykanu" albo warszawskie kanały. Uczynili to
kopieniacze! W przypadku afrykańskimto-jak wiadomo - dzieło przybyszy, ich doświadczeń w stwarzaniu
kwitnących oaz na pustyniach, ale w przypadku, który
nas tu najbardziej interesuje, mamy możliwość poznania całkiem lokalnej, rodzimej wynalazczości. Być może
miała ona związek z comunidades campesinas, czyli rzeczą
niezwykłą - istnieniem wspólnot chłopskich · władają­
cych ziemią, jako jej właściciele. Mówię o tym, bowiem
dzieje rolnictwa są niezwykłe jak zmiany klimatu itd.
Sahara, nim spustynniała, była miejscem niczym
sawanna, gdzie żyły słonie i żyrafy. Na stepach środko­
wej Mongolii, kiedy trawy jeszcze nie wyrosną, łatwo
dostrzec ślady po ... zagonach i bruzdach. Twarcizi ewolucjoniści a za nimi marksiści, sądzili, że zawsze pasterstwo poprzedza w rozwoju rolnictwo. Dzisiaj powiada
się, że Nazca jest sucha jak pieprz. Ale w 2002 roku
jedna z pustyń na tym kontynencie, Atakama w Chile, ku zdumieniu świata pokryła się nie tylko trawą,
lecz również ... kwiatami roślin raczej nietrawiastych.
Zatem, szanowny Czytelniku, powracając do mówienia, że petroglify, a przy okazji należy - jak się wydaje- dodać również, sławne geoglify peruwiańskie, to
dzieło wspólnot rolniczych i że to sztuka iście chłop­
ska ... Tylko chłopi na świecie od Starożytnego Egiptu,
poprzez Japonię, Indie, aż po dawne Peru wiedzieli, co
oznacza dla wegetacji roślin obecność ranidae, żab i ropuch. I stąd ich szczególna, więcej - zdumiewająca
obecność w sztuce, o której wciąż mówię.

Niczym leluja kurpiowska
Oto jeden z rytów (il. l). N a kaktusie saguaro siedzi
ptak, u dołu zaś, u podstawy, wyobrażenie żaby lub może ropuchy. W tym związku rośliny i dwu odmiennych
zwierząt kryje się wiedza, jaką mają ludy uprawiające
ziemię. Nieprawdopodobne ujęcie o charakterze syntetyzującej wiedzy o środowisku. Proszę zwrócić uwagę,
jak realistycznie, a zarazem w zredukowanej do minimum formie, ukazany został ów komunikat.
Patrząc na ryt, ptaka, saguaro, żabę, badacz Kurpiowszczyzny natychmiast skojarzy go z wczesną wycinanką z użyciem nożyc do strzyżenia owiec, równie lapidarną, syntetyczną formą lelui. Nazwa ma swój zwią­
zek - jak wiadomo - z gwarową odmianą słowa lilia,
ale również z alleluja, czyli wielkanocnym śpiewem.
Wiadomo zaś, że takie wycinanki pierwotnie tworzono
do przystrajania izby w chacie przed Wielkanocą.
W owej wczesnej lelui- niczym saguaro- jest ... wyobrażenie monstrancji. Z lewa i prawa u podstawy
ukazywano serce gorejące. Wkrótce nazywano te religijne symbole burakami, bo pamięć nasza, nawet zbiorowa, jest zawodna. Nieważne są szczegóły, liczy się
wielkie podobieństwo w twórczym, artystycznym myśleniu chłopów, bez względu na to, w której części
świata żyli i z jakich korzystali środków przekazu.

jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

*

Inny ryt, żaba pląsająca w koronie (il. 2), albo
wyobrażenia niewielkich ptaków (il. 3-4), wywołują
skojarzenia z podobnymi w swej istocie, a przede
wszystkim w sposobie formalnej symbolizacji, ornamentyce ludowych wyrobów garncarskich z 2. pał.
XIX w., chociażby tylko z Iłży czy Łążka Ordynackiego.
Zbliżamy się do postawienia podstawowego pytania, w czym się kryje niezwykłość, o której jeszcze dalej będzie, czucia i badawczego determinizmu Antonio
Nunez Jimeneza. Ale jeszcze przed tym pytaniem konieczna jest mała dygresja też komparatystyczna, pozwalająca docenić wielkość dokonania naukowego
Kubańczyka Jimeneza.

Geopoetyka
Otóż, zacny Czytelniku, wyobraź sobie, że Antonio
Nunez Jimenez, jest również autorem Geopoetyki (Hawana 1992).
Trzeba mi było zająć się petroglifami amerykański­
mi, aby do mej słabej geograficznej wiedzy trafił ów odkrywczy, wręcz genialny termin. Obcując z warszawskimi geografami na co dzień, od wielu lat nie spotkałem
się z podobnym spojrzeniem na jeden z możliwych
aspektów tej doniosłej nauki. Jimenez nie jest geografem, raczej historykiem, ma na swym koncie książkę
sławiącą rewolucję kubańską, zapewne też dlatego
mógł pojawić się ów odkrywczy termin geopoetyka.
Wprawdzie na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych mamy dwie poetki, jednego geografa humanistę, ponadto autorów geografii różnorodności,
ale ów kierunek i owe poetki obezwładnia konwencja,
sciencji czy zawodowych stałych powinności.
U Jimeneza się tego nie czuje, może dlatego że jest
Latynosem, jak Marquez, Borges i członkowie środo­
wiska literackiego Argentyny, które na lata w swym
czarodziejskim świecie uwięziło, a może usidliło, naszego wielkiego Gombrowicza.
Geopoetyka kojarzy się ze znanym określeniem "pejzaż semiotyczny", czy z myśleniem Osipa Mandelsztama
w jego Slowie i kulturze, pozwalającym mi przed laty
ukuć sformułowanie "poetycka teoria kultury".
Dzięki Jimenezowi zakres poezji należy poszerzyć .
Otóż można być poetą nie pisząc, lecz kując w skale,
czynić to nie indywidualnie, ale zbiorowo. Nie wykluczam, że owa skłonność do poetyckiego postrzegania rzeczywistości jest tak prastara jak dzieje czło­
wieka.
Geopoetyka Jimeneza prezentuje się znakomicie.
Książka wydana została na Kubie, tak jak dzieło poświęcone petroglifom z Peru. To niezwykłe, jeśli
weźmie się pod uwagę, jak w latach 80. wydawano
książki naukowe w europejskim kraju dyktatury komunistycznej.

Metafora
Zdaje się, że poezja sięga do myślenia określanego
między innymi tym jednym słowem. Otóż w naszych pe-

troglifach odnajdziemy takie metafory: chwytanie przez
człowieka, ręką lub za pomocą prymitywnej chwytki,

promienia słońca lub gwiazdy. Niczym w tekście jakiegoś śpiewanego u nas niegdyś szlagieru, uchwycić pro-

mień słońca... Można te przedstawienia interpretować

tak jak, to uczynił zwięźle Jimenez: "pomnażanie dobra słońca". Ponieważ przy gwieździe podobnej uwagi
nie ma, uzupełniam. To odwieczne nasze pragnienie,
aby gwieździstego nieba nie przesłaniały nocą chmury.
To pragnienie ludzi na Ziemi, bez względu na miejsce,
w którym żyć im przyszło. Pragnienie odwieczne, niezmienne, powszechne. Tak mi się wydaje.
Fostrzegamy w rytach naskalnych z Peru, niczym
w poetyckim poemacie, eksplikacje, w których - niestety - rozpoznawalne i jako tako zrozumiałe są pojedyncze wyobrażenia, np. żaby, jaszczurki, jakiegoś
czworonoga czy człowieka w przebraniu wieńczącym
głowę (masce?) . Nie ma w tych petroglifach elementów kronikarskich, dotyczących sfery wpływów kulturowych czy cywilizacyjnych, jak w rytach z Mongolii,
ukazujących często chińskie dwukołowe wozy ze
szprychami, z budą na wierzchu dla dostojnika.
I nie odnajdziemy "lirycznych" wyobrażeń kobiet,
jak w odkrytych malowidłach naskalnych na Saharze
w Tassili.
To surowsza lub oszczędniejsza w swych uniesieniach poezja. I tak jak w tego rodzaju poezji liczy się
przede wszystkim słowo, tak i w tych rytach występują
lapidarne skróty formalne, zawsze wykute jednym, cią­
głym działaniem, bez jakichkolwiek świadectw kłopo­
tów związanych z twardym tworzywem i posługiwaniem
się prymitywnym narzędziem. Również w tych słowach­
rytach nie występują jakieś - o zgrozo - upiększenia.
Metaforą pośród rozmaitych, obficie występują­
cych w omawianych petroglifach przedstawień jest
przede wszystkim znak krzyża równoramiennego, nieraz wyłaniający się z wyobrażenia żaby z rozłożonymi
kończynami (il. 5-6). Ostatecznie znak ów będzie pojawiał się w rytach samoistnie, a podobne do niego
można, o dziwo, spotkać na świecie, w Skandynawii
czy Nowej Zelandii, oczywiście w realizacjach bez
wpływów chrześcijańskich.

Uczestniczące w plenerach Murzynowa dwie malarki w jednym znaku dostrzegły ów osobliwy związek
wyobrażenia realistycznego z abstrakcyjnym i swoje
obrazy, ukazujące Matkę Boską Bolesną i Jezusa
w Ogrójcu, "przyozdobiły" nimi. Obraz Matki Boskiej
jest prezentowany w ekspozycji Pod wiosłem zielonym
na ul. Karowej. To dzieło Beaty Jaszczak.
Nasi uczeni, antropolog historyczny i opromieniony sławą znawca światowych megalitów archeolog,
objaśniając ryt ukazujący krzyż, korzystają z terminu
kosmogram (Z. Krzak 1981, J. Trzeciakowski 1987).

t
~
4

....... .. ...
~·.

·~ •••!. •••••

·::..:·..
·. :· :::
...

-.·
...:........ .·.:..
.
·.·.·:
.. ... ......
.·;; • 9
..
~

.....

5-6

~. -..-.. .. ..

~

~

.... -.
··--.
·--' ..
• •••
._

7

......

.

/!3:,;

11

12
l. Saguaro, żaba i ptak. Reprodukcja z A. N. Jimenez, Petroglifos del Peru, fig. 1486, Cochineros, wys. ok. 40 cm.
2. Żaba w koronie, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 473, Yonan, wys. ok. 30 cm.
3-4. Ptaki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 696, Al to de la Guittara, fragment kompozycji szer. ok. 1,20 m., fig. 1717, Huancor, szer. ok. 50 cm.,
fig. 1813,tamże, wys. ok. 80 cm.
5-6. Krzyże równoramienne i żaba, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1268, Checta, szer. ok. 20 cm., fig. 621, Altode la Guitara, wys. ok. 20 cm.
7. Komar, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 866, Queneto, wys. ok. 160 cm.
8-9. Deszcze, strugi i krople, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 117, Cerro Mulato, wys. ok. 60 cm., fig. 143, tamże, wys. ok. 70 cm., lub fig. 88,
tamże (z zwierzętami), wys. ok. 40 cm.
10-11. Pająki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1930, La Caseta, wys. ok. 70 cm., fig. 148, Cerro Mulato, wys. ok. 20 cm.
12-13. Chwytanie promienia gwiazdy, A. N. Jimenez, Petroglifos ... , fig. 158, Cerro Mulato, szer. ok. l m, chwytanie promienia słońca, Huanacor, fig. 1791, szer. ok. l m.
14. Roślina, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1582, Huari, wys. ok. 50 cm.
15-16. Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych głów wrogów, Jimenez, Petroglifos .. ., fig. 2303, Toro Muerto, dł. ok. 2m.,
fig. 2304, tamże, jeden z wojowników, ryt zachowujący szczegóły.
17. Tancerze, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 2223, Toro Muerto, dł. ok. 220 cm.

88

jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

14

Wyczuwam w twórczości naskalnej rytownictwa
czy malarstwa jako ważny, a może najważniejszy, czynnik sprawczy, autoteliczną chęć czy wewnętrzną potrzebę dania świadectwa istnienia. Niekoniecznie
świadomie, lecz zawsze spontanicznie i bezinteresownie ... Tak. Co innego geoglify ... Tu mogły dojść do
głosu czynniki heteroteliczne, związane z mocarstwem
królestwa Inków.
Poezja należy niewątpliwie do najbardziej wyrazistych przejawów owej czułej, spontanicznej potrzeby
dania świadectwa. Podobnie jak muzykowanie dla
własnej przyjemności.

Stąd określenie Poetyckie pamiętniki pustyń, zainspirowane bezpośrednim spotkaniem z Geopoetyką Jimeneza (dzięki nieocenionej Beacie Maciejewskiej).
Wspomniane wcześniej tajemnice sztuki mogą nieraz być, ale nie zawsze, stosunkowo -jak się wydaje łatwe do rozpoznania, wśród jeszcze żyjących artystów,
i dodać należy- tam, skąd kulturowo badający pochodzi. Gorzej jest ze szwajcarskim bogatym hotelarzem
"na wyjazdach" czy z Niemką Marią Reich, która poświęciła 40 lat życia w Peru na zgłębianie astralnych
kalendarzy w tamtejszych geoglifach.

Kultury artystyczne, szczególnie ludów pierwotnych, dla nas kształconych, żyjących w zupełnie innym czasie, pozostaną na długo, a może na zawsze,
TAJEMNICĄ NIEODGADNIONĄ. Każda próba
czyniona w tej dziedzinie -jak to postanowił rozgłosić
na cały świat Daniken - może być chybiona, a nawet
graniczyć z brednią.
Stąd dzieło A. N. Jimeneza stanowi wzór postępo­
wania badawczego. Proszę zwrócić uwagę, że autor
ograniczył się do minimum interpretacji czy jakichś
komentarzy z własnej strony. Czasami korzysta z krótkich tekstów innych osób. Natomiast dokonał zdumiewającej, nieprawdopodobnej, użyję tego nieeleganckiego w środowiskach akademickich słowa, roboty. Roboty dokumentacyjnej. I jeszcze jeden ważny
szczegół w jego niezwykłym dla poznania sztuki Peru
dziele: dosyć dyskretnie wprowadza zdjęcia geoglifów
oraz wyobrażeń w wyrobach ceramicznych, pochodzących z wykopalisk archeologicznych. Odczytuję to
jako rodzaj kompleksowego rozumienia dziedzictwa
artystycznego Peru, inaczej mówiąc, traktowania tego
dziedzictwa, w jego bogatych i rozmaitych przejawach, jako modelu kultury jednorodnej z cechami

b

a.

c:l

c

18. Skały wapienne w Cerro del Samuario de Cumbemayo. Reprodukcje zdjęć z A. N. }iminez, Petroglifos del Peru
19. Wielka rozmaitość skal, grubo i drobnoziarnistych, granity,
piaskowce i wapienie. Rumowisko granitowe w Huaricanaga.
20. Kamienie, siedlisko zmarłych w Alto de la Guitarra.
21. Głaz granitowy z wyobrażeniami żab i deszczu w Palamenco.
22. Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych
głów wrogów, Jiminez
23. Narzędzia rolnicze według: M. Frankowska, Podstawy gospodarki wiejskiej Peru. Motyka i tłuk kamienny, a i c mogły słu­
żyć przy pracach kamieniarskich, sporządzaniu rytów.

~l



90

f

9

h

Jacek O~dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

powtarzających się motywów czy form obrazowania

Ponownie Peru

rzeczywistości.

Chcesz lub nie, ale w świetle takiego postępowa­
nia, możesz samodzielnie dopuszczać swoje własne
"interpretacje" czy domysły. Do takich należy, między
innymi, mniemanie, że w gigantycznej pracy przy geoglifach dochodziły do głosu- jak w przypadku piramid
amerykańskich i egipskich - "kaprysy" albo mówiąc
inaczej - potrzeby władców dysponujących rzeszami
poddanych . ..

Bukiet okazały pomyłek
Tajemnice sztuki dawnej, szczególnie prekolumbijskiej, albo są jako tako rozpoznawalne, np. w przypadku solidnie udokumentowanych przez A. N. Jimeneza
petroglifów z Peru, albo wciąż niepojęte. Tak należy powiedzieć, kiedy stawia się pytanie o genezę geoglifów
z tej samej części świata, sąsiadujących ze sztuką naskalną.

Śródtytuł sprokurowałem dzięki nieocenionemu
Erichowi von Danikenowi, który rozprawiając się
z kilkunastoma interpretacjami pochodzenia geoglifów wykluczającymi udział kosmitów, znaleźć się powinien w owym bukiecie w samym środku, jako kwiecie
najokazalsze, najbardziej zachwycające.
Jednakże należy przyznać, że w jego Czy się myliłem ? Nowe wspomnienia z przYszłości, znajdziesz sporo
ważnych informacji o środowisku naturalnym Nazca,
których próżno szukać w pracach geografów amerykanistów. I co istotne, wypowiedzianych trafnie, zwięźle,
bez specjalistycznych zawiłości.
To zjednało autorowi ogromną rzeszę czytelników,
chociażby w Polsce. Nie przeszkadza to, aby jego fantasmagorie, wywodzące się z fałszywej tezy o kulcie
cargo z Nowej Gwinei, grasowały po świecie w internecie, jako "pasy startowe".
Powiedziałem o tezie fałszywej . A to dlatego, że wg
Jerorno Jacopetiego i jego głośnego filmu Mondo cane,
ukazującego Gwinejczyków sławiących przez siebie
zbudowane samoloty (niczym obiekty kultu), istnieje
prostackie mniemanie o ludach pierwotnych. W niczym niezbliżone do rozumienia danej nam wyobraźni
bajkowej, potrzeby imaginacji itp.
Z czasem może przybędą nowe próby wyjaśnienia
genezy i sensu geoglifów. I być może będą to próby
pozbawione dotychczasowej fantasmagorii. N a razie
pozostają owe geoglify przykładem dokonań niepoję­
tych.
Wszelako jest też faktem niezbitym, że w omawianych tu petroglifach i również geoglifach występują
wyobrażenia zwierząt bardziej nadających się "do myślenia niż jedzenia" (C. L. Strauss) . Należą do nich pająk , koliber i chyba również ... małpa.

Po długiej przerwie, spowodowanej złamaniem we
własnym domu nogi, mogę kontynuować pisanie o naj-

wspanialszych petroglifach na świecie, czyli dziedzictwie
kulturowym i artystycznym prekolumbijskiego Peru.
W tym upartym pisaniu, szczególnie przy podejmowaniu próby interpretowania sensu całego przedsię­
wzięcia (łącznie z peruwiańskimi geoglifami), znaczenia, czyli rozumienia przeznaczenia poszczególnych
w tych działaniach sprzed wieków wyobrażeń pewnych
tylko zwierząt oraz ludzi, niezwykle pomocne staje się klasyczne już w etnologii - studium Claude'a Levi-Straussa, Totemizm dzisiaj. Korzystać będę ze wznowionego wydania, w przekładzie Anieli Steinsberg, wydawnictwo KR, Warszawa 1998. Dzieło wydane zostało po
raz pierwszy we Francji w 1962 roku. I do dzisiaj sięga­
my do niego, wcześniej nie dostrzegając w nim wciąż
szalenie istotnych ustaleń i stwierdzeń autorskich.
Autor przebrnął przez nieprawdopodobną liczbę
prac, w których jest mowa o totemizmie, ale tylko nieliczne z tej niewyobrażalnej masy zapisanych relacji stanowić będą w jego studium główną osnowę rozważań
i ostatecznie przyjętych stwierdzeń. W pracach poświę­
conych kulturze ludów pierwotnych XIX i początku XX
wieku totemizm stanowi nieodłączny składnik prowadzonych rozpoznań. Niezwykły sukces zainteresowań totemizmem można porównać do obsesyjnego w średnio­
wieczu tropienia grzechu pierworodnego. W przypadku
ludów pierwotnych -jak u Eskimosów - koniecznie dopatrywania się istnienia kultów totemicznych. Tam zaś,
gdzie się one bujnie rozwijały, przechodzono do porząd­
ku rzeczy, nie próbując rozpoznać zawiłości owych kultów. Podobnie się działo w średniowieczu z teologicznym
znaczeniem grzechu pierworodnego. Tam gdzie były jakieś podstawy stwierdzenia jego triumfu, uznawano zjawisko za nader oczywiste, aby się mu przyjrzeć dokład­
niej. Natomiast sytuacje np. bezżenności mężczyzn, istnienia do końca swych dni starych panien podlegały
mozolnej analizie, aby widzieć w nich piętno adamowe,
konsekwencje zdarzenia biblijnego w raju.
Ważna książka, która będzie nas przez jakiś czas zajmować, nie jest poprzedzona żadną dedykacją w rodzaju:
rodzicom, moim dzieciom, mej mistrzyni "w uczoności"
itp., dedykacjom coraz częstszym pośród zdolnych lub
pracowitych reprezentantów Nauki. Natomiast interesujące nas dzieło otwiera motto z 52. wykładu filozofii pozytywnej Augusta Comta. Motto to można traktować jako rodzaj tezy czy podstawowego założenia przyjętego
przez autora w prowadzonych wywodach w jego rozprawie. Początek motta to: .. .Prawa logiczne, które ostatecz-

nie rządzą światem (. . .) -stosują się nawet w snach ...
Strauss rozpoczyna swoje wywody charakterystycznymi dla niego błyskotliwymi, śmiałymi i wielce poruszającymi porównaniami losów pojęcia totemizmu do
historii wzlotu i na koniec zapomnienia terminu
z końca XIX wieku, histeria.

Od siebie dodam, że -jak wiadomo- jeszcze przed
półwieczem ze słowa histeria korzystano u nas w Pol-

sce przy byle okazji. Wydaje się, że zanik tego terminu
wiąże się z jednej strony z pełniejszym dzisiaj rozezna-

niem skłonności tkwiących w osobie ludzkiej, a z drugiej, rodzajem deprecjacji przesadnie czy pochopnie
diagnozowanych cech człowieka. I dlatego dopatruję
się skutków tego ważnego procesu w dosyć lekceważą­
co, lub pobłażliwie wypowiadanych od jakiegoś czasu
słowach, nieraz z uśmiechem, a nie pryncypialnie i ponuro: psychiczny i fizyczny, schizo i schizio, czubek,
głupi oraz wśród ludu- p ... dolec.
Już na wstępie Totemizmu ... korzysta ze wspomnianego argumentu, że Eskimosi, miłośnicy fok, otaczają­
cy czcią białe niedźwiedzie, najcierpliwsi z cierpliwych
łowców ryb, korzystający z psich zaprzęgów, nie znają
żadnej ze znanych licznych odmian totemizmu. Do tego argumentu autor będzie się odwoływał jeszcze parokrotnie.
W dalszej części z wielką starannością przybliża
czytelnikowi- jak mówi- wybrane spośród 42-44 teorie totemizmu: (. .. ). Radcliffe-Brown wypowiedział się
co do totemizmu w 1929 roku w sposób tak samo nega-

tywny jak Boas, uwzględniał jednak silniej fakty australijskie, proponując rozróżnienia praktycznie takie same jak
Elkin. Ale podczas gdy Radcliffe-Brown używał tych rozróżnień, aby doprowadzić do -jeśli można się tak wyrazić
- rozsadzenia pojęcia totemizmu - Elkin zwraca się w innym kierunku: z różnorodności australijskich form totemizmu nie wysnuwa - po Tylorze, Boasie, Radcliffe-Brownie - wniosku, że pojęcie totemizmu jest nieustalone i że
sumienny przegląd faktów prowadzi do zachwiania koncepcji. Ogranicza się on do zakwestionowania jedynie jedności totemizmu, tak jakby myślał, że uratuje jego realność
- pod warunkiem sprowadzenia go do wielości form heterogenicznych. Nie ma dla niego jednego totemizmu, lecz
istnieją totemizmy, z których każdy jest niedającą się do niczego sprowadzić całością. Zamiast przyczYnić się do
zniszczenia hydry (tak, to słowa samego autora Totemizmu) i (to na terenie, na którym mialoby to znaczenie decydujące, ze względu na rolę, jaką odgrywały fakty australijskie w wypracowaniu teorii totemistycznych), ćwiartuje
ją i zawiera pokój z kawałkami. A właśnie samo pojęcie
totemizmu jest złudne, a nie tylko jego jedność. Inaczej
mówiąc, Elkin myśli, że można reifikować pojęcie totemizmu, pod warunkiem że się je zatomizuje.

pod jego nazwą rozważać różniące się zjawiska kultowe. Nas będzie wszelako interesowało nie samo zjawisko totemizmu lecz przy okazji jego badania nagromadzenie danych, które posłużą próbie rozumienia sensu,
kultowego znaczenia peruwiańskich petroglifów.
W cytowanym wyżej tekście poznaliśmy już dwóch
wielkich amerykańskich badaczy kultur pierwotnych, F.
Boasa i A. R. Radcliffe-Browna. O mniej znanym A. P.
Elkinie pisze Strauss "australijski etnograf słynący z najwyższego uszczegółowienia danych". Obok tych badaczy wystąpią w książce Najsławniejsi. Ich wyliczenie zajęłoby prawie stronicę. Ale nie zrezygnuję z wymienienia niektórych. Listę tę otwiera H. Bergson, a po nim
następują: G. Dumezil, E. Durkheim, E. E. Evans-Pritchard, R. Firth, ]. G. Frazer, S. Freud, A. L. Kroeber, R.
Linton, R. H. Lovie, Me Lennan,. P. Murdock, J. J. Rousseau, B. Spencer, F.]. Gillen, T. G. H. Strehlow, N. W.
Thomas, E. B. Tyrol, Van Gennep oraz D. Zelenine. Pośród tych znakomitości znajduje się również "niezrównany badacz etnograficzny B. Malinowski.
I jeśli z jednymi teoriami, jak w przypadku E. Durkheima, rozprawia się krótko i zwięźle, pozbawiając totemy- jak wielki francuski uczony sobie życzył- świę­
tości (s. 79), to w przypadku Firtha, Elkina i Malinowskiego mamy w książce dane - chociaż krytyczne - to
obszerne, nacechowane wysokiego stopnia szacunkiem, ponadto rzetelnością w referowaniu wyników
prowadzonych badań.
Przypatrzmy się kłopotom związanym z interpretacją
"pożyteczności" zwierząt czy zjawisk naturalnych, trafiających w obręb zainteresowań, które badacze nazwali totemicznymi; będzie o kłopotach Malinowskiego:
( ... ) . A zatem z szacunku dla zasad trzeba przeprowadzić różne manipulacje z kategorią interesu, nadawać jej za
każdym razem stosowny sens, tak że postawiony na począt­
ku wymóg empiryzmu przeksztalca się stopniowo w werbalizm, petitio principi i tautologię. Sam Malinowski nie zdalał wytrwać przY aksjomacie (który jest podstawą jego systemu) sprowadzającym gatunki totemiczne do pożytecz­
nych, przede wszYstkim jadalnych; był od razu zmuszony do
powolania się na inną motywację lub lęk. Ale dlaczego spotyka się w AustraUi totemy tak odbiegające od normy, jak
śmiech, różne choroby, wymioty, zwloki?(s. 84).

Wszystko dotąd dla naszych celów interpretowania sensu wyobrażeń występujących w petroglifach
z Peru ma dosyć abstrakcyjne znaczenie. Postarajmy
się jednak potraktować to jako rodzaj wstępu, albowiem już na stronie następnej znajdujemy wiadomości
mające niezwykle istotne znaczenie.
Chodzi o stosunek człowieka pierwotnego do ... pijawek, a bardziej jeszcze do much, szczególnie zaś komarów.
Oto dzięki badaczowi U. McConnelowi, The Wik-Munkan, Tribe of Cape York Peninsula, "Oceania",
t. I (1930-1931), nr 1-2, s. 161, mamy z wybrzeża zatoki Carpentaria w północnej Australii taki bezcenny
zapis:

Tak czy inaczej, hydra w całości czy uczenie poćwiartowana istnieje. I autor będzie ją "hołubił i czule

do końca doglądał." Przypomnę tym, co zapomnieli
metaforyczne rozumienie hydry z mitologii greckiej, że
stanowi określenie zła (potwora), którego nie sposób
pokonać. Sam Herkules starał się potwora-hydrę
uśmiercić, odcinając jej głowy. Ale na miejsce głów
odciętych wyrastały głowy nowe. Dlatego może bardziej istotne niż owa hydra, jest drugie słowo czy określenie: "samo pojęcie totemizmu jest złudne". Inaczej
mówiąc, totemizm, to uczonych złudzenie, że można
92

Jacek Olędzki • PAMIJ;TNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

Muchy i komary są taką plagą, że na pierwszy rzut
oka trudno zrozumieć, dlaczego istnieją obrzędy mające na
celu ich rozmnażanie ... Nie należy jednak zapominać, że
muchy i komary, chociaż nieznośne jako takie, są ściśle
związane z tym, czego tubylec pragnie ponad wszystko
w pewnych porach roku, tubylec mianowicie pragnie
w i elki e g o d e s z c z u. (Podkreślenie ].O.)! Oto
wyobrażenie komaropodobne z rytów naskalnych
w Peru, ił. 7. Na wystawie, o której mówiłem na wstę­
pie zostało ukazane pośród innych, najdrobniejszych
zwierząt, płazów, mięczaków, pająków i owadów.
Od razu należy powiedzieć, że o wiele częstsze
w peruwiańskich petroglifach są wyobrażenia pająków,
a nade wszystko żab i ropuch. Te trzy zwierzęta - ich
nagłe pojawianie się i panujące wśród nich ożywienie
- możemy obserwować także w Polsce. Stanowią one
widome znaki, że po nękającej suszy spadnie z dawna
oczekiwany deszcz. A zatem pojawianie się w sław­
nych amerykańskich rytach naskalnych owych wyobrażeń - znaków zmiany pogody - możemy interpretować jako obrzędowe z czcią czynione zaklęcie mają­
ce spowodować najcenniejszą w obrębie płaskowyżu
Nazca rzecz - d e s z c z. Zresztą oprócz wyobrażeń
deszczowych zwierząt pojawiają się w tych rytach
prawdziwe wizerunki opadów. Mogą nimi być ukośnie
wykute kreski w znacznych ilościach albo równie liczne kropki, okrągławe wgłębienia (il. 8-9). Chodziłoby
o dwa rodzaje deszczu? Zacinającej swymi strugami
ulewy i... choćby mizernego deszczyku ...
Jak się dowiadujemy z bezcennego źródła, Bogowie
i ludzie z Huarochiri, zapisków z końca XVII w., dotyczących świadomości religijnej nawracanych w Peru
Indian (przekład, wstęp i objaśnienie Jan Szemiński,
Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985),
pająk zajmował w niej osobliwie doniosłe miejsce. Na
podstawie owego źródła można mniemać, że uznawano pająka za pośrednika między światem żywych
a zmarłych. Natomiast, uwaga(!) - to niesłychanie
ważne - za ich, przodków - siedlisko, podobnie jak
w innych częściach świata, nie wyłączając Polski
uznawano kamienie i skały. W przypadku Peru ryty
naskalne można interpretować jako komunikaty skierowane do przodków, którzy życzenia i prośby wyraża­
ne w konkretnych, symbolicznych wyobrażeniach,
zrozumieją z przejęciem, albowiem za życia doświad­
czali tych samych trosk i nieszczęść. Cytat, jaki przedstawię, uprzedzam, jest dosyć długi. Wszelako zawarte
w nim wiadomości mają dla rozumienia peruwiańskie­
go fenomenu monumentalnych geoglifów i skromniejszych, niekończących się "pacierzy" petroglifów, niewyrażalne, liczące się znaczenie: Już w innych rozdzia-

łach mówiliśmy o tym, jak ludzie idąc czcić Pariacakę
opłakiwali i karmili swoich zmarłych. Wspominając te poczęstunki, dzisiejsi ludzie, ponieważ nie stali się jeszcze dobrymi chrześcijanami, powiadają:

"Na WszYstkich Świętych Hiszpanie tak samo karmią
i częstują swoich nieboszczyków i ich kości, chodźmy więc

do kościola i nakarmmy naszych zmarłych".
W dawniejszych czasach zanosili tam jadło, ile i jakie
jest, a wszystko dobrze ugotowane. Po śmierci człowieka,
wspominając, jak było bardzo dawno temu, czekali i mówili: "Nasz zmarły po pięciu dniach wróci, zaczekajmy
więc". Od jego śmierci przez całe te pięć dni czuwali przez
wszystkie noce. Piątego dnia jedna z kobiet, wło.żywszy dobre szaty, szła do Yarutini mówiąc: "Stamtąd go przyprowadzę" albo "Tam będę czekać". Kobieta, o której mówimy, szła niosąc swoje piwo i jadło.
Słyszałem, że w miejsce, które nazywamy Yarutini,
po wschodzie słońca przybywała dusza. Dawnymi czasy
były to dwie, trzy duże muchy. Ludzie nazywają je llacsa anapalla. Siadały na tych szatach, które ona przyniosła. Siedziała tam dość długo, a gdy część tych robaków
hunancoy odeszła, mówiła: "Dalejże, chodźmy do wsi",
i wracała zabierając ze sobą tylko jeden maleńki kamyk,
jakby chciała powiedzieć: "To właśnie on". Gdy docierała już tutaj i gdy jej dom czym prędzej porządnie wysprzątano, zaraz zaczynali ów kamyk karmić, a nakarmiwszy, poili. Gdy nieboszczyk jadł, i oni jedli. Już pod
wieczór wszyscy jego krewni tańczyli, pięciokrotnie śpie­
wając i zalewając się łzami. W chwili gdy piąty raz skoń­
czyli śpiewać, tańczyć i płakać, wyrzucali na ulicę kamyk, który przyniosła, mówiąc: "Teraz wracajmy, już nie
umrzemy".
I oto oczekiwana, najważniejsza wiadomość.

Tego dnia wróżyli sobie przy pomocy pająka mówiąc:
"Czemu umarł ten człowiek?" Jeśli ów odpowiedział: "Bo
ten czy tamten się rozgniewał", "Bo się rozłościł" albo jeśli
wskazał któregokolwiek boga lub Pariacakę, albo wymienił kogokolwiek z nich, kończyli to ofiarą ze świnki morskiej i innych rzeczy, zależnie od wskazanego. Tyle wiemy
o ludziach zmarłych (i l. 10-11) .
Teraz w Guarocherim albo też w Quintim podczas
Wszystkich Świętych, jakeśmy wspominali, nadal jeszcze
mówią: "Zanieśmy coś gorącego do kościoła", i nagotowawszY ziemniaków, umieszczają je tam z suszonym mię­
sem, dobrze przyprawionym papryką, jakoby po to, by je
żywi ludzie jedli; zanoszą też pieczoną kukurydzę i gotowane mięso, a poza tym dla każdego po jednym dzbanku
piwa.
Ponieważ oni kładą te rzeczy na znak, że ich nieboszczycy je jedzą, że właśnie po to, by uczcić ich pamięć, skła­
dają im te różności świeże i jeszcze gorące (s. 94-95).

*

Ukazywane w rytach przedstawienia pająków czy
ptaków to - jak się wydaje - przejaw kultów samoistnych tych zwierząt, ale również rodzaj znaków na niebie oczekiwanej zmiany pogody czy wręcz pory roku,
jak w przypadku nagłego przylotu z końcem zimy bocianów afrykańskich do Europy. Ogromnych rozmiarów wyobrażenie w peruwiańskich geoglifach, kolibra,
pająka oraz małpy (znane są "deszczowe tańce małp")
to inny rodzaj zaklęć. Wykonanych w taki sposób, aby
w obrzędzie zaklinania deszczu mogły uczestniczyć

większe zbiorowości ludzkie i- jak można się domyślać
- korzystające z zachowań oralnych, śpiewnych, muzycznych czy tanecznych lub dla ludów pierwotnych
tak charakterystycznych, tanecznopodobnych wystę­
pów w maskach, o zdecydowanie narracyjnym, teatralnym charakterze. W innych częściach świata wykorzystuje się w tych celach specjalne place przypominające nieraz stadiony, natomiast w Peru służyły temu
ścieżki wykonane z towarzyszącym im przesłaniem,
może rodzajem magicznego założenia, które pewien
znany fantasta nazwał "pasami startowymi" pojazdów
kosmicznych. Włączanie kosmitów do spraw czysto
ludzkich jest rodzajem anomii (termin wprowadzony
do nauki przez E. Durkheima), oznaczającym kryzys,
rodzaj nieoczekiwanych, a zarazem przyspieszonych
przemian w dziejach itd., no i rodzaj lęku czy niepokoju panującego w danej zbiorowości. Niewykluczone, że
geoglify peruwiańskie mogły mieć jakiś związek z anomią, która nawiedziła przed wiekami Inków.
I w zasadzie przedstawiona próba rozumienia sensu
petroglifów i geoglifów z Peru stanowi dosyć kompletną interpretację, a zarazem włącza się do okazałego już
bukietu - używając słów znanego kosmitofila - zastanowień nad jedynym tak okazałym i zarazem wyrazistym przejawem sztuki naskalnej na świecie oraz,
w pełnym rozumieniu znaczeniu tego słowa, naziemnych kreacji artystycznych.
Pozostaje jednak nadal rodzaj niedosytu w pojmowaniu omawianego tu zjawiska. Dlatego skierujmy
jeszcze uwagę na obfitujące w wiadomości studium C.
L. Straussa.
Otóż u U. McConnela ów dla nas mający niesłycha­
ne znaczenie cytat, z którego dowiedzieliśmy się, jak
osobliwie czcić można muchy i komary jako zwiastuny
deszczu, znajduje się zastanawiająca wiadomość o wyjaśnianiu sobie zjawiska spadającej gwiazdy, od razu dodam, że owo zjawisko w myśleniu europejskim łączone
jest zazwyczaj z czymś zdecydowanie optymistycznym,
np. spełnieniem się pomyślanego w czasie lotu gwiazdy
życzenia, w obszarze wyobraźni ludów badanych u wybrzeża zatoki Carpentafia w północnej Australii uzyskuje zasadniczo inne, negatywne proroctwo. Stanowi- niczym pohukiwanie u nas nocą puchacza - zapowiedź
śmierci, "zwiastuje śmierć krewnego" (s. 85).
W peruwiańskich rytach naskalnych (il. 12-13)
odnajdujemy dwa intrygujące wyobrażenia, jedno zdecydowanie astralne, a drugie solarne. To drugie Jimenez opatruje objaśnieniem: "pomnażanie dobra słoń­
ca". I w pełnej zgodzie z naszym potocznym rozumieniem roli w życiu słońca, słoneczka, odbieramy owo
objaśnienie jako całkiem sensowne. Powiem więcej,
wpatrując się w to przedstawienie, na którym postać
człowieka wyciągniętą ręką sięga do jednego z promieni, natychmiast skojarzyłem sobie to z popularną jakąś
naszą pogodną piosenką na lato o "chwytaniu promienia słońca", a więc z niezbyt wyszukaną na tę porę roku metaforą, oczywiście w klimacie europejskim mają-

94

cą swój zamierzony sens. Na drugim przedstawieniu

postać ludzka korzysta przy sięganiu do promienia
gwiazdy z prostego urządzenia, popularnego (głównie
u hodowców koni czy bydła w Ameryce Południowej),
które nazwałbym chwytką.
Zakończona ciężarkami, rzucona w odpowiedni
sposób, pęta zwierzęciu pęciny i powala je na ziemię.
Może więc w strefie peruwiańskiej suszy nie chodzi
o "pomnażanie dobra słońca," ale o coś całkiem przeciwnego, powstrzymanie jego morderczego dla roślin
i zwierząt działania. I również w przypadku chwytania
go jakieś nieszczęście ... Zresztą, wyobraźnia ludów jest
tak nieodgadniona, zawiła i obfitująca w niepojęte dla
nas, współczesnych, możliwości korzystania z niej, że
wszystko to, co napisałem, proszę traktować wyłącznie
jako rodzaj przypuszczenia. Wielości ich i odmienności
nie sposób - przy najlepszych chęciach - przewidzieć,
a cóż dopiero po prostu sobie wymyślić ...
Tak jest chociażby z naszym, polskim wróżeniem
z pohukiwań puchacza. Czy i w tym przypadku sąd
Augusta Comta, że prawa logiki są wszechwładne,
może być pomocny, aby postrzegać jakiś związek mię­
dzy zachowaniem nocnym sowy, a oczekiwaniem czyjejś śmierci? O wiele łatwiej ten związek, mający cechy
myślenia logicznego, postrzegam w australijskim przypadku łączenia zjawiska spadającej gwiazdy również ze
śmiercią. Wszak ubyło na nieboskłonie jednej gwiazdy ... I znowu nasze europejskie wróżby spełnienia łą­
czone z tym samym zjawiskiem- jak z wróżbą dotyczą­
cą zachowania puchacza - o wiele więcej sprawiają
kłopotu, mimo że jesteśmy z tego samego kręgu kulturowego, z którego owa wróżba pochodzi.

Złuda totemizmu

To tytuł oryginalny- po Wstępie - dociekań prowadzonych przez C. L. Straussa. W ich świetle totemem
może być np. śmiech (jak u afrykańskich Pigmejów
Bambuti-rozpoznanie własne), wielka radość i dzięk­
czynienia kierowane do Najwyższego przez Masajów
z powodu wyładowań atmosferycznych, zapowiadają­
cych deszcz (rozpoznanie własne), jak też zachowania
pająka, jeśli wieczorne i nocne (zapowiadające również
opady - wyrażane w przysłowiu europejskim - nadzieję), a jeśli poranne (niepokój, albo jak u nas zmartwienie). I dalej w tym duchu kontynuując interpretacje zaproponowane przez Straussa, to sarrio zjawisko - zależ­
nie od kultury - może mieć posmak zdecydowanie negatywny lub pozytywny, trafiać w obszar kultów o charakterze totemistycznym albo pozostać jedynie zapowiedzią dobrej wróżby, która niekoniecznie się spełni.
Ale dopiero w rozdziale IV W stronę intelektu odnajdujemy najwięcej danych uzasadniających główny
tytuł mej pracy oraz ogólny kierunek prowadzonych
zastanowień. Przyporządkowane są one szeroko rozumianemu pojęciu poezji, poetyki oraz charakterystycznej dla tego rodzaju wypowiedzi (w naszym przypadku

Jacek O~dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

nialnej konkluzji, mówiącej, że zwierzęta w systemach
totemistycznych bardziej nadają się do myślenia niż jedzenia. ( ... ) . Zwierzęta totemiczne przestają być jedynie -

pracochłonnego działania, kucia prymitywnym narzę­
dziem - być może kamiennym - wcale nie kruchej czy
stosunkowo podatnej, jak wapień - twardej skale),
terminologii, zbioru terminów, pośród których szczególne znaczenie ma metafora. C. L. Strauss o niej mówi wielokrotnie, ale najdosadniej powołując się na
rozważania E. E. Evansa-Pritcharda. Analizowany materiał pochodzi od Nuerów w Afryce. Nim mu się
przyjrzymy, parę jeszcze słów o poemacie.
Poemat, to raczej dosyć rozbudowana (nieraz aż rozwlekła, jak ryty na peruwiańskiej kordylierze) forma wypowiedzi poetyckiej. I też najbardziej temu terminowi
poetyckiemu odpowiadają właśnie interesujące nas
dzieła w Peru, mające 2 tys. km. Ale około 100-kilometrowe ryty z pustyni Gobi czy krótsze z Sahary, chociaż
zbudowane z całkiem odrębnych epizodów (wyobrażeń
i przedstawień) również zbliżone są do czegoś w rodzaju
poematu - zapisu o własnej narracji, konsekwentnie
powtarzającej przyjęte motywy np., od mongolskich czy
syberyjskich znad Angary rytów, będących wrażeniami
czy olśnieniami nagłych doznań (przejazdem dostojników wyszukanymi pojazdami czy przemarszem niezwykle licznego stada jeleni). Chociaż i w przypadku mongolskim występuje dobrze znany ryt o wymowie poetyckiej magii; otoczenie wyrazistym, zamkniętym rytem
zbliżonym do prostokątu licznych wgłębień o kształcie
kolistym interpretowanym jako owce oraz ludzkiej postaci (powierzchnia skały wyniesienia Bogdo Uły na
krańcu stolicy, a więc w pobliżu stanowisk pasterskich).

lub przede WSzYstkim - istotami, które budzą lęk, uwielbienie lub pożądanie; poza rzeczywistością zmysłową moż­
na dostrzec pojęcia i stosunki ujęte przez myśl spekulatywną, na podstawie danych zaczerpniętych z obserwacji. Rozumiemy wreszcie, że gatunki naturalne nie są wybierane
dlatego, że "nadają się do jedzenia", lecz dlatego, że "nadają się do myślenia".(s. 118).
Stwierdzam zaś od siebie, że owa konkluzja jest- jak
dotąd- jedyną dostatecznie przekonywującą próbą wyjaśnienia ikonosfery, zaskakujących wyobrażeń, także

scen rodzajowych, ich bogactwa i niezwykłej rozmaitości drobnych zwierząt, w tym zdecydowanie niejadalnych - jak komary - na powierzchniach głazów najdłuższej na świecie galerii sztuki na wolnym powietrzu,
przebiegającej przez kilka krajów Ameryki Południowej,
wzdłuż Kordyliery Wschodniej Andów, która tylko dzię­
ki poświęceniu "przypadkowego" badacza A. N. Jimeneza została z należytą starannością opracowana jedynie w swym częściowym, peruwiańskim odcinku.
I już zbliżając się do końca tych przemyśleń, należy powiedzieć, że C. L. Strauss z całą mocą akcentuje
znaczenie w postępowaniu badawczym komparatystyki, która aby objaśniać czy jedynie rozumieć fakty
amerykańskie, objęłą przede wszystkim rzeczywistość
Australii, Wyspy Trobrianda, Tikopii, jednym słowem
Oceanię, ale również kilka miejsc w Afryce. Autor
sporo uwagi poświęca zjawisku powtarzania się pewnych wątków myślowych z miejsc bardzo od siebie odległych, które w dziejach nie miały ze sobą jakiejkolwiek styczności. Jak wiadomo, prawo konwergencji
dywergencji kulturowej wyjaśniło w pełni w etnologii
te zjawiska już przed ponad 130. laty. Przemilczanie
przez Straussa znaczenia w etnologii i antropologii
kulturowej prawa konwergencji jest czymś w rodzaju
dziwactwa. Spotyka się je u największych, ale nie jest
przejawem ignorancji. .. Wydaje się, że w tym dziwactwie zawarte jest jednak coś z przemyślanego zabiegu.
Mówienie o prawie konwergencji sprzed stu laty, mogłoby osłabić wymiar własnych procedur badawczych,
szczególnie u potencjalnych czytelników przedstawianego studium, czytelników niemających zielonego pojęcia o prawie konwergencji.
Jeśli przyjmiemy, że jednym z głównych czynników
sprawczych tworzenia rytów naskalnych w Peru było
zaklinanie deszczu, wpływanie na przerwanie nękają­
cej suszy, to nawet przy takim utylitarnym założeniu,
jak w każdej twórczości o charakterze artystycznym,
rodzą się niespodziewane dodatkowe czynniki mające
swój wpływ na rozwój całości przedsięwzięcia. Jednym
z takich stałych ubocznych motywów jest rywalizacja,
chęć sprostania umiejętnościom innych osób, a nawet
zgodnie z regułami towarzyszącymi różnym rodzajom
rywalizacji pojawia się potrzeba wyróżnienia się, zaimponowania rezultatem swego dokonania.

Mitopoetyka
Z tym terminem spotykamy się u E. E. Evansa Pritcharda, Nuer Religion, Oxford 1956, s. 80 (podaję
za C. L. Straussem, Totemizm ... , s. l 05): W ogólności

totemy plemienia Nuer nie są tym bardziej stworzeniami,
których spotkania można by się spodziewać z racji jakiejś
szczególnej cechy, zwracającej uwagę. Wręcz przeciwnie stworzenia, które natchnęły wyobraźnię mitopoetyczną
pleminia i które zajmują poczesne miejsce w ich baśniach,
nie występują wśród totemów lub występują rzadko i niewiele znaczą.
W tym miejscu przypomina się wydanie sporej
książki A. N. Jimeneza, Geopoetyka ... Zupełnie różni

autorzy podążają podobnym tropem, wprowadzając do
swych rozważań odmiennych gatunkowo to samo sło­
wo - poetyka.
Owa poetyka w rytach naskalnych z Peru jawi się
w sposobie ukazywania realnych zwierząt z czułością
przypominającą powszechną u Latynosów, w ogóle inną niż europejska postawę wobec naszych "mniejszych
braci". Postawa ta kojarzy mi się z powszechnie znaną
czułością graniczącą z umiłowaniem, jaką mają Nowogwinejczycy do świń, a ludy pasterskie do jagniąt.
A nasi chłopi głównie do źrebiąt.
Zbliżyliśmy się wreszcie do miejsca w rozważaniach
C. L. Straussa, w którym wyjaśnia dojście do swej ge95

Nie ma wątpliwości, że realizacje naskalne były

mające utylitarny i bezpośredni stały kontakt ze zwie-

dziełem zbiorowym, chociażby odrębnych klanów, na
których terytorium występowały stosowne głazy do

rzętami łownymi czy udomowionymi. Natomiast sztuka naskalna i naziemna (geoglify) Ameryki, przede
wszystkim Południowej, była dziełem stosunkowo póź­
niejszym, ludności chłopskiej, związanej z uprawą ziemi, hodowlą roślin. I możemy obecnie odwołać się do
tych wyjątkowych wyobrażeń roślinnych. To najważ­
niejszy w omawianej ikonosferze sztuki naskalnej
wskaźnik, a nawet wyznacznik jej zdecydowanego osadzenia w kulturze rolniczej (il. 14).
Owo przepiękne ukazanie wiotkiej rośliny, obok
paru innych florystycznych rytów, charakteryzują­
cych się kształtnym i delikatnym kuciem w skale, A.
J. Jimenez umieścił w początkowej części II tomu
swego dzieła. Skrupulatny dokumentalista, obszar
2 tys. km peruwiańskich petroglifów podzielił na 72
stanowiska (patrz mapa zamieszczona we wstępie
I tomu), oznakowanych nazwą najbliższej, zamieszkanej dziś miejscowości . Przedstawiane tu wyobraże­
nie pochodzi z Huari, a jest to również nazwa kultury archeologicznej datowanej w przybliżeniu na VIII
w. p.n.e. Należą do niej między innymi przepięknie
malowane wazy ceramiczne. Autor zamieszcza fotografie obiektów dekorowanych motywami roślinny­
mi, wśród których dominują, zwielokrotnione cew-

podjęcia ambitnego wyzwania "przyozdobienia" ich
powierzchni, a pośrednio oznaczenia swego związku
(własności?) z danym miejscem. Być może w rodzaju
euforii, jaka się rodzi w podobnych przypadkach, objawiały się samotne indywidualności, całkowicie pochłonięte samym procesem tworzenia.
W ekspozycji "sufitowej" w IKR umieściłem dwie
kopie wyobrażeń "człowieka papugi". Wyobrażenia te
odbiegają wyraziście stylistycznie od pozostałych. Być
może jest to przykład trafiania - jak to się zdarza
w sztuce europejskiej, również polskiej, do jednorodnej stylistycznie twórczości miejscowej chłopskiej rodzaj rarytasu, wykonanego z większą znajomością
sztuki rzeźbienia (kucia rytu). W Europie owe rarytasy to dzieło artystów zawodowych, a zarazem wędrow­
nych, którzy mimo swego kunsztu, jaki osiągnęli, poszukiwali zatrudnienia.

*

Totemizm dzisiaj, pomijając genialne przemyślenia
samego autora, wykorzystuje ogromną ilość danych zaczerpniętych z dzieł często najsławniejszych badaczy.
Innymi słowy owo studium bazuje na źródłach pochodzących "z drugiej ręki", ponadto jakby celowo omijających samą Amerykę Łacińską. Jest to zastanawiające
pytanie, zważywszy że Claude Levi-Strauss jest amerykanistą obydwu kontynentów, zarówno południowego
z omawianym tu Peru, jak również północnego. Dowodem tej kwalifikacji jest przede wszystkim sławny Smutek tropików, ale również Opowieść o rysiu, a więc jak już
sam tytuł mówi, rzecz ściśle korespondująca z dominującą tematyką zwierzęcą petroglifów. Wielka szkoda, że
autor wstrzymał się z przekazaniem swych amerykanistycznych doświadczeń, przemyśleń w dziele, któremu
poświęciliśmy sporo uwagi.

kokształtne liście.

Na sufitowej wystawie w IKR zabrakło już miejsca
na ukazanie tych arcyważnych wyobrażeń roślinnych.
Zatem niniejszy tekst może zamieszczoną reprodukcją
ów brak chociaż w części uzupełnić .

*

I jeszcze jedno należy chyba dopowiedzieć . Użyłem
w tytule słowa dosyć ogólnego, ale też jednoznacznego - pamiętniki. Otóż pamiętniki wszelkiego rodzaju
charakteryzują się - jak wiadomo - solidnym osadzeniem w realnych faktach z otaczającej pamiętnikarza
rzeczywistości. Ale też owe fakty, niczym zdarzenia
w prozie codziennego bytowania, mają swoją nieubła­
ganą cechę przypadkowości. Owa przypadkowość, mimo powtarzających się wyobrażeń głęboko symbolicznych (np. żaba - krzyż równoramienny, jako zaklęcie
deszczu, rozwoju, płodności), dominuje w ciągu rozległej narracji rytów naskalnych. Wszelako, pojawiają
się również sceny nieprawdopodobnie złożone. W scenach tych tylko część przedstawień jest dostatecznie
"czytelna", rozpoznawalna. Znaczną jednak resztę otacza tajemnica znana jedynie samym twórcom, może
również ich niegdyś żyjącym odbiorcom.
Niektóre z tych scen sugerują, że mogły stanowić
w swym zamierzeniu rodzaj pierwotnego poematu,
a więc utworu o rozbudowanej, wewnętrznej dramaturgii, pozostającej dla nas tylko tajemniczym przekazem.

*

Pozostaje już tylko na sam koniec powrócić do
stwierdzenia wstępnego, że poznawaliśmy najznakomitszą, pod każdym względem wyjątkową galerię dawnej
twórczości artystycznej na wolnym powietrzu, prezentację szczególnej sztuki, występującej również w Azji,
Australii oraz Afryce. Wskazywałem we wstępie, że
galerię amerykańską wyróżnia, przede wszystkim, ukazywanie wyobrażeń drobnych zwierząt, łącznie z owadami oraz pająkami (mającymi osiem odnóży, a nie tylko sześć), jakich chyba nigdzie indziej na świecie dotąd
nie stwierdzono. Główną przyczyną tej różnicy - wydaje się - jest sam rodowód peruwiańskich twórców,
rytowników w skałach. Poza Ameryką ową dawną
sztukę, łącznie z malarstwem jaskiniowym zachodniego skrawka Europy, tworzyły od czasów epoki kamiennej głównie ludy łowieckie, w najlepszym razie -jak
w przypadku Mongolii - ludy pasterskie. A więc ludy

96

jacek Olędzki • PAMIĘTN!Kl POETYCKIE PUSTYŃ

24. F. Bourgois, Pająk, Zachęta, jesień 2002. Fot. K. Sabak
25. F. Bourgois, Pająk, Zachęta, jesień 2002. Fot. K. Sabak

Stałym elementem działań w Murzynowie była rozmaita twórczość
Wojciecha Marchlewskiego. Możemy ją w części poznać obecnie na
ul. Karowej w jego oryginalnych PTASZORACH. Stanowią one, jako rodzaj wstępu, integralną część ekspozycji Petroglify Peru.
W zorganizowaniu obecnej ekspozycji s łu ży ł wielką poligraficzną
pomocą Krzysztof Sabak, absolwent Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW

PS Ranidae, żaby i ropuchy, w dawnych kulturach
świata - tak jak w starożytnym Egipcie - mają nie tylko powszechną w świadomości ówczesnych ludzi konotację zdecydowanie pozytywną, ale także kultową, bywają włączane do wybranych zwierząt sakralnych.
W przedchrześcijańskich kulturach Europy czy Ameryki Środkowej i Południowej, znajdujemy też wiele świa­
dectw wskazujących, że owe płazy otaczano jak nie
czcią, to osobliwym szacunkiem. Ewangelizacja tych
stron świata starała się znaleźć w tych stworzeniach dogodną lokalizację, jeśli nie samego szatana, to symbolikę grzesznej rozwiązłości, kłamstwa czy chociażby gorszącej hałaśliwości. Anthony Mello sławny misjonarz
katolicki naszych już czasów w niechęci do takiej bigoteryjnej postawy, , Modlitwą żaby (zbiorem napisanych
w Indiach religijnych przypowieści przemyśleń), starał
się przywrócić głoszonym prawdom ów aspekt utraconej w chrześcijaństwie pierwotnej adoracji natury, nawet w jej niezbyt przystojnych przejawach.
W Peru nastąpiło, tak jak w Europie, spotkanie odrębnych systemów wartościowania i łączenie z jednym
stworzeniem przeciwstawnych pojęć. Odnalazłem
w kulturze Inków z okresu ścierania się dawnych wierzeń z nowymi coś w rodzaju salomonowego wyjścia.
Zachowania, jak można się domyślać, trwałego szacunku do interesujących nas płazów. Natomiast, aby
sprostać wymaganiom misjonarskim, kreowano istnienie ... ropuchy dwugłowej. I jej, a nie zwykłej, przypisywano pojawianie się chorób, nagłego starzenia się itp.
nieszczęść. Oto zapis w znanym już nam dokumencie
epoki, Bogowie i ludzie z Huarochiri:

Literatura

J. Bogowie i ludzie z Huarochiri, przełożył, wstęp i objaśnienia Jan
Szemiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985
2. Maria Frankowska, Podstawy gospodarki wiejskiej w ostatnim okresie panowania Inków i pierwsZYm stuleciu po konkwiście . Wiek XVI
i pierwsza polowa XVII w. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu, Prace Wydziału Filozoficzno-Historycznego, Seria
Etnografia nr 5, Poznań 1967
3. Jerzy Grodzicki, Nasca: Los Simomas Geológicos del fenómeno el
nino y sus aspectos Arqueo-Lógicos, CesJa Uniwersytet Warszawski
Centrum Studiów Latynoamerykańskich, Warszawa 1994
4. El Hombre y su Ambiente en los Andes Centrales, editado por Luis
Millonesy Hiroyasu Tomoeda, .,Senri Ethnological Studies", no.
10 National Museum of Ethnology Osaka 1980: Shozo Masuda,
Dinamismo Inter-regional en los Andes Centrales, s. 93-106; Franklin Pease G. Y., Relaciones entre los Grupos Etnicos de la Sierra Sur
y la Costa: Conttinuidades y Cambios, s. 107; Hiroyasu Tomoeda,
Folklore Andino y Mitologia Amazónica, s. 275-306
5. Jerzy Makowski, PrZYrodnicze uwarunkowania rolnictwa w Amazonii Peruwiańskiej, Dissertationes Universitatis Varsoviensis 308,
Warszawa 1988
6. Maria Skoczek, Zróżnicowanie struktury agrarnej i produkcji rolniczej w krajach andyjskich, .,Prace i Studia Instytutu Geograficznego UW", zeszyt 20, Warszawa 1976, s. 163- 172
7. Zygmunt Krzak, Kosmogram - kTZYż - bóstwo, ,,Wiado mości Archeologiczne", t. 46: 1981, s. 135-144
8. Jan Trzeciakowski, Po sąsiedzku z Aztekami. Od Sinantropa do Taina, ISKRY, Warszawa 1987
9. Andrzej Wierciński, Kamień, analogia i archetyp, nr 4 (420), R.
XXXVIII: 1984 .,Architektura", s. 30-35
10. Dick A. Van Ruler, KTZYż i kolo: archetyp, krZYż i kolo: dusza świa­
ta, krZYż= strukturalne prawo kosmosu, tamże, s. 18-25

Potem kazał podnieść żarna. Wtedy z ich wnętrza wyszla dwugłowa ropucha i odleciała do wąwozu Anchicucha. Tam po dziś dzień mieszka, (. ..). Słyszałem, że źródło
to teraz, gdy doń ludzie przychodzą, czasem ich gubi, czasem czyni starcami (s. 25).

Przypisy
W czasie wakacji 2002 roku zorganizowałem .,sufitową" prezentację
peruwiańskich petroglifów w Instytucie Krajów Rozwijaj ących się
Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie przy ul. Karowej 20.
Owa prezentacja nawiązuje do wystawy sprzed paru lat w Pałacu
Kazimierzowskim, zatytułowanej KrajobraZY nieba.
Bodźcem do nowego przedsięwzięcia były głównie dwie ważne warszawskie wystawy: Wielcy mistrzowie meksykańskiej sztuki ludowej na
Zamku Królewskim oraz w żoliborskiej galerii Art Ofis Nad zwierzę­
ta -pod zwierzęta, Dornicelli Bożekowskiej i Andrzeja Goryńskiego.
Autorzy, przyjaciele od wielu lat, w moim przedsięwzięciu mają swój
bardzo istotny udział. Przede wszystkim pomogli w reaktywowaniu
ekspozycji Pod wiosłem zielonym, którą przez lata prowadziłem w Murzynowie, ponadto służyli intelektualną zachętą, więcej -dostarczyli ze swego ogrodu wspaniałych roślin, a ze zbiorów, jarmarczne wyobrażenia żab.

Murzynowskie ekspozycje dzieła Dornicelli Bożekowskiej Świat się

wspiera na żabie, 1997, Suidae, 1999, przyciągały spore rzesze mło­
dych i najmłodszych zwiedzających, twórczo inspirowały plenery organizowane przez znaną dobrze .,Kontekstom", niezwykłą Beatę
Jaszcza k.

98

Jacek Oi{dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

MIĘDZY DOBREM A ZŁEM.
WYBRANE WYOBRAŻENIA W PETROGLIFACH ICH PRZYPUSZCZALNE ZNACZENIE

Krzyż równoramienny

• . • • • • • . • • • • . • • • • • • • . • • • • • • • • • • . • • • • • 4 strony świata. Istnienie w 4 zorientowanych strefach bytu; w przestrzeni ziemskiej
i ponadziemskiej

Żaba, ropucha z rozłożonymi kończynami . • • • • . . . . . . . . . . . • . • . . . Pierwowzór krzyża równoramiennego.
Światy - chtoniczny, akwatyczny, geotyczny i celestyczny

P a j ą k . • • • • • • • . . . . • • • • • • . • • • • • . . . . • • • • • . . • • • . . . . • • • • Wieszczek. Pośrednik między zaświatami
a ludźmi
Jaszczurka, wąż .....................••••..•...•.•....... Nadzieja. Przemiana- odrodzenie
Ś l i m a k (muszla) . • • . • . . . . . . • • . • • • . • . . . . . • • . • • • • • • • . • • • B e z p i e c z e ń s t w o
Ż ó l w . . . . . . . . . . • . . . . . . . . . . . • • • • • • • • • • . . . . . • . • • • . . . . . Długowieczność
Żaba, komar, ślimak, pająk, małpa, ptaki . . • • • . . • • . • • . . . . . Wróżba-zaklęcie - prośba o pogodę;
obfitość deszczu, obfitość plonów

Ryb a ......•.........................•..•••••••••••• Czystość i czujność (stale otwarte oczy)
Lis, lisica • . • • . . . . . . • . . . • • . . . • • • • • • . • • • • • • • • • • • • • • • • . . . . Wzór cnót męskich i macierzyńskich.
Gwaranci życia rodzinnego i we wspólnocie
Ścięta głowa wroga

Bezpieczeństwo.

Trwałość

zajmowanego

terytorium
Chwytanie promienia Słońca . • • • . • . . . . . . . . . • . • • • • . • . . . . • • • • "Pomnażanie dobrobytu"
Chwytanie promienia gwiazdy • . • . • • • . . . • . • • • . . • . . • • • . . . • • • . Zapobieganie śmierci
Papuga. Człowiek-papuga • . . . . . . . • . . . • . . • • • • • • • • • . . • • • . . . . . Sytość, u r o d a
Żaba dwugłowa (tylko w przekazie werbalnym) .•••••••.••.•••..• Zł o

K A M I E Ń (S K A t Y)
POJĘCIA, WYOBRAŻENIA, WIERZENIA W RÓŻNYCH KULTURACH
Skały, kamienie . . . • . . . • . . . . • • • • • • • . . • • . • • • • • • • • • . . • • . . . .

Skamienieć

Siedlisko zmarłych, siedlisko przodków,
gwarantów płodności, źródło nadprzyrodzonej m o c y

. . . . . . . • . • . . . . . . . . . . . . . . . . . • . . . . . . • . . . . . . . . . Byt pomiędzy tu i tam

Życie kamienne • . . . . . . . . . . . . . . . . . . • . . . . . . . . . . . . . • . . • • . • • Bez powodzenia, martwe, nieszczęsne
Kamień symboliczny

. . . . . . . . . . . . . . • . . . . . • . • . . • • • • • • • • Znak pamięci, trwania, w i a r y, graniczny, zastawny, obrazy, zniewagi,
prawdy, sądowniczy, probierczy, wróżeb­
ny, czarodziejski, kultowy, święty, otaczany czcią

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.