Zwyczaje, zabobony, przesądy i wierzenia ludów słowiańskich przy budowlach / Lud, 1903, t. 9

Item

Title
Zwyczaje, zabobony, przesądy i wierzenia ludów słowiańskich przy budowlach / Lud, 1903, t. 9
Description
Lud, 1903, t. 9, s. 280-287
Subject
zwyczaje ludowe, wierzenia ludowe, budownictwo - wierzenia, Słowianie
Creator
Polaczek, Stanisław
Date
1903
extracted text
— 280 —
W komorze stoją skrzynie ze zbożem, beczki na kapustę; tu
stawiają gospodynie nabiał w lecie. Wogóle komora jest spiżarnią
i spichlerzem, schowaniem na takie przedmioty, których obcy
widzieć nie powinien. W komorze bywa jedno mniejsze okienko.
Obora jest najczęściej równoległa z komorą. W oborze umie­
szczony jest żłób a nad nim drabina do zakładania za nią siana
i słomy, przy jednej ścianie dla krów, przy drugiej dla koni. Pod
przeciwną ścianą stoi drapacz czyli stara miotła, łopata do zgarnywania gnoju i widły. Podłoga wyłożona grubymi deskami,
„dylami“. W jednej ścianie bywa okienko, w drugiej otwór do
wyrzucania nawozu. Często umieszczają w oborze chlewki dla
prosiąt.
Stodoła stoi frontem do drogi wjazdowej. Na boisku stoi
skrzynka albo maszyna do rżnięcia sieczki. Na płatwiach poprze­
cznych wiszą cepy, grabie, a często kosy i sierpy, chociaż
te ostatnie najwięcej wieszają na płatwiach w sieni.
Na kołkach w ścianę wbitych wiszą lćtry i leterki, o ścianę
są oparte gnojnice, brony i włóki do pługa i bron.
(C. d. n.)

Wincenty Badura.

Zwyczaje, zabobony, przesądy i wierzenia ludów
słowiańskich — przy budowlach.


l

Zwyczaje zamurowywania w kamień węgielny monet starych
i nowych, srebrnych i miedzianych, albo wreszcie zamurowywanie
w tenże kamień odpisu ewangelii św. Jana — jakie od lat niepa­
miętnych panują w Polsce — są bez wątpienia zabytkami bardzo
odległych czasów. Tosamo dotyczy zwyczajów towarzyszących przy
wprowadzaniu się do nowego domu lub nawet mieszkania. W Cze­
chach, a po części i u nas w Polsce istnieje bardzo rozszerzony
zwyczaj następujący: Gdy kto wprowadza się do nowego mieszka­
nia, wnosi tam przedewszystkiem chleb i sól, następnie krzyż,
obraz lub wodę święconą — a częstokroć (ale to wyłącznie w Cze­
chach), miotłę. Chleb i sól podług rozpowszechnionego starosłowiań­
skiego przysłowia, powtarzanego dotąd u wszystkich tego narodu
plemion — oznaczają rzeczy dla człowieka niezbędne. O rzeczy

— 281
bowiem, bez której człowiek obyć się nie może, mówi się, że jest
tak konieczną, jak chleb i sól. Serbowie i Rusini, zapraszając
gościa do siebie lub przyjaciela, mówią: „Przyjdź, spożyć z nami
clileb i sól“. Starzy Rusini ofiarowywali Czarnemu morzu i rzece
Wołdze chleb z solą, jako najcenniejszą ofiarę.
Jest to jeden z wielu sympatycznych zwyczajów, jakich Sło­
wianie w różnych potrzebach życia mnóstwo używają. Przez ofia­
rowanie bowiem tych przedmiotów wyjawia się milczące żądanie
i prośba, aby mieszkańcy domostwa nigdy w niczem nie odczu­
wali niedostatku, owszem aby się im zawsze wszystko dobrze wio­
dło. W tej myśli przyniesiony krzyż, obraz lub święcona woda,
znaczyć mogą życzenie, by w tym domu lub mieszkaniu panowała
zawsze pobożność, a duchy złe omijały je zdała. Miotła zaś jest
symbolem troskliwości o zewnętrzną pomieszkania czystość.
To, co wyżej w tym kierunku powiedzieliśmy, naprowadza na
myśl, że ów zwyczaj wnoszenia do nowej budowli naprzód chleba
z solą, jako rzeczy, do życia człowieka najpotrzebniejszych, jest
najprawdopodobniej ową ofiarą, składaną ziemi, na której spoczywa
budynek, ofiarą, która w epoce pogańskiej wymagała ludzkiego
życia. W wiekach średnich, kiedy to najdziwaczniejsze panowały
przesądy, ta ofiara z życia ludzkiego, składana ziemi, była zwy­
czajem chyba najstraszniejszym. W dziejach narodu rzymskiego
czytamy, że w 362. r. przed Chrystusem otwarła się w Rzymie
ziemia, z której wybuchała para, mająca dla ludzi zabójcze wła­
sności. Zagrożeni niebezpieczeństwem utraty życia Rzymianie, udali
się do wyroczni z prośbą o radę. Wyrocznia dała im odpowiedź,
że wówczas zamknie się ziemia, gdy do rozpadliny wrzuconem
zostanie to, co dla człowieka ma największą wartość. Zapaleńców
wówczas nie brakowało. Szlachetny młodzieniec Martius Curtius
w kompletnem uzbrojeniu rzucił się do przepaści, ofiarując własne
życie dla ocalenia ogółu, poczem ziemia zamknęła się i
niebez­
pieczeństwo minęło.
Był atoli jeszcze okrutniejszy rodzaj ofiar, składanych ziemi
z ludzkiego życia — a powtarzał się on tern częściej, że wywoły­
wała go okoliczność, zupełnie i wyłącznie od ludzi zawisła. 1 rzy
wznoszeniu murowanych budynków, mostów, wież, zaników, aby
budowla wznosiła się pomyślnie i niewzruszenie potem stała —-panował zwyczaj zamurowywania w fundamenta tych budowli
żywych ludzi. Za cóż płacono ziemi tą dobrowolną ofiarą z życia
człowieka? Zamek, wieża, most - wreszcie budowla murowana,
zapewniając mieszkańcom większe przed wrogami, lub żywiołami

— 282 —
przyrody bezpieczeństwo — pozbawiała w ten sposób ofiar ziemię
i należała jej się za to chociaż w części rekompensata.
Ten pogański, okropny przesąd, podobny do upiora, wysyssającego ludzką krew, przetrwał w całej swej mocy aż do wieków
średnich i to do ich chrześcijańskich czasów. Jak silnie był on
zakorzenionym, świadczą nie tylko podania, powieści i — tradycya
o pannach i dzieciach zamurowanych w starych budowlach, ale
silniej świadczą o tern szkielety ludzkie, tak często przy burzeniu
murów dawnych zamków, wież i kościołów znajdowane. Przytoczę
tu parę przykładów, z krajów niesłowiańskich, — czytałem o nich
w dziele Jakóba Grimma.
W Kopenhadze, na duńskiej wyspie Zelandyi, chciano wznieść
wał; gdy go atoli tylko wzniesiono — natychmiast rozsypywał się
w proch. Wzięto tedy niewinne dziecię, posadzono je w krzesełku
przy stole, dano mu zabawki i przysmaczki, a gdy ono najlepiej
zabawiało się i zajadało — dwunestu mularzy zamurowało je szybko
przy dźwiękach muzyki, a potem dopiero wzniesiono nad niem
kopiec, który odtąd nie rozsypywał się już wcale. Zabawki, przy­
smaczki i owa muzyka miały owej ofierze nadać cechę dobrowol­
nej, a nie przymuszonej; gwałt był tu na zawsze wykluczony.
W tureckiej ziemi, w mieście Arcie — budowano most —
który w dzień wystawiony, walił się w nocy. Wreszcie usłyszeli
mularze głos anioła, mówiącego z nieba: „Nic z waszej budowy
nie będzie, dopóki pod nią nie zakopiecie człowieka, którym nie
może być ani sierota, ani cudzoziemiec, lecz małżonka jednego
z budowniczych“. Gdy później niewiasta ta zbliżyła się do budowy,
mąż jej pod pozorem, aby wyszukała mu zgubiony pierścień, zwa­
bił ją do fundamentów, gdzie ją natychmiast zaczęto zamurowywać.
Umierając, przeklęła ów most, który też z tego powodu trzęsie się
jak listek.
Gdy stawiano zamek Liebenstein w Turyngii, zamurowano
weń dziecię, które własna matka haniebnie sprzedała. Opowiadają,
że kiedy je zamurowywano, wołało: „Matulu, jeszcze cię widzę!“
Potem: „Matulu, jeszcze cię trochę widzę!“ A gdy ostatni kładziono
kamień, wołało: „Matulu, już cię nie widzę!“
W murach zamku Reichenfels było także dziecię, żywcem
zamurowane — i dotąd widać wystający nieco kamień. Podanie
twierdzi, że gdyby kamień ten wyjęto — cała budowla rozsypałaby
się w gruzy.
W arcyksięstwie austryackiem i Styryi do dziśdnia pokazują
zamki, w których, według uporczywie utrzymującej się tradycyi,
mieli zostać zamurowani ludzie.

— 283 —
A u Słowian? Tutaj znajdujemy także smutne pamiątki tego
strasznego zabobonu — jakkolwiek utrzymują się one więcej, jako
bajeczne podania.
W Czechach, a mianowicie w obwodzie taborskim, na stro­
mej skale stoi zamek, zbudowany w kształcie podłużnego czworo­
boku. Zowie on się Kamen. W północno-wschodniej jego stronie,
w narożniku, pod małą kaplicą zamkową, po prawej ręce głównych
schodów, ukazują gruby mur, gdzie zamurowano pannę. Opowia­
dają, że mieszkający tu Templaryusze sądzili o jakieś przewinienie
trzy panny. Te, celem udowodnienia swej niewinności, ułamały
trzy suche gałęzie topolowe, zasadziły je w ziemię; gałęzie zaczęły
się wkrótce rozwijać, wreszcie wzrosły w dorodne drzewa. Mimo
atoli tego dowodu, a może i dlatego właśnie, zamurowali lemplaryusze jedną z owych trzech panien.
W zamku lipnickim, w obwodzie czasławskim, w czasie roz­
szerzania przed 90 laty tamecznej kaplicy, wyłamano mur po pra­
wej stronie i znaleziono zagłębienie, a w niem dwa zamurowane
stojące szkielety. Na większym z nich była jeszcze zardzewiała
żelazna zbroja, na drugim nie było żadnego śladu odzienia, tylko
około karku silna obręcz żelazna, którą był do muru przykuty.
W szkieletach tych rozpoznano zwłoki mężczyzny i kobiety. To
zamurowanie tak w tym, jak i dopiero co wyżej przytoczonym
wypadku, panny pod kaplicą przywodzi na pamięć istniejący da­
wniej w Danii zwyczaj grzebania przy ołtarzu żywego jagnięcia,
aby ołtarz stał trwale.
Najwięcej jednak świadectw i pamiątek tego pogańskiego
zwyczaju przechowuje się u Słowian naddunajskich w pieśniach
ich i powieściach. O założeniu miasta Detyńca jest
według Po
p0Wa _ podanie, że Słowianie, mając zamiar nowe miasto nad
Dunajem budować, przed wschodem słońca wysłali wybranych
z ludu, aby pierwszego spotkanego chłopca pochwyciwszy, do fun­
damentów nowej budowy zamurowali. I ztąd miasto to nosi nazwę
Detinec O innem, podobnie smutnem zdarzeniu, wspomina pieśń
przytoczona w zbiorze Wuka Stefanowicza, a dotycząca założenia
zamku Skadra (Skutari). W objaśnieniu do tejże pieśni dodaje Stefanowicz, źc po dziśdzicń trwa jeszcze u Serbów przesą , jaw y
nie można rozpocząć żadnej wielkiej budowy, nie zamurowawszy
w niej kogoś, zwłaszcza dziewczyny. Jest jeszcze mniemanie, ze
nie jest rzeczą konieczną zamurowywać człowueka
wystarczy
zamurować jego cień, a potem on sam wnet umrze. D a ego ez
każdy stroni tam od takich miejsc, gdzie świeże wznoszą się
mury.

— 284 —
Oczywiście dobroczynny wpływ chrześcianizmu oddziałał sku­
tecznie na to urojenie ciemnoty, ale gdy go od razu wykorzenić
nie mógł — najpierw je złagodził, a później dopiero z postępem
czasu tak go we wszystkich chrześcijańskich krajach wyplenił, że
tylko pamięć zaledwie po niem pozostała. Gdy (jak to powiedzie­
liśmy już wyżej) w Danii pod ołtarze kościelne zamurowywano
jagnięta — to w Czechach — nie tak stosunkowo dawno, przy
burzeniu bramy miejskiej w Litomierzycach, natrafiono w murze
na małe zagłębienia, w których na gniazdach, widocznie ręką
ludzką zbudowanych, znaleziono po kilka kurzych jaj. Tak więc
w pierwszym, jak i drugim wypadku, ofiarowano życie innych
stworzeń — zamiast ludzi: w pierwszym widome życie jagnięcia,
w drugim ukryte życie kurczęcia. Prócz tego istniał jeszcze zwy­
czaj symbolicznego zamurowywania, zachowywany zwłaszcza przy
budowie kościołów. Polegało ono zaś na tern, że, albo zamurowy­
wano próżną trumnę, albo umieszczano w murze wizerunek dzie­
cięcia, wyciosany w kamieniu. Jest to już, jak widzimy, o wiele
niewinniejszy zwyczaj, nie przyprawiający o śmierć ani człowieka,
ani zwierzęcia — przypominający atoli w całej swojej grozie dawny
zabobon. Taki kamienny wizerunek, przedstawiający dopiero co
urodzone dziecię — znajduje się w murze kościelnym niedaleko
ołtarza w klasztorze teplskim.
W Budziejowicach, w kościele pijarskim, na pierwszym słu­
pie po lewej ręce, wprost kaplicy św. Małgorzaty, znajduje się również
postać dziecięcia leżącego w poduszce, lew i jabłko — wszystko
wyciosane w kamieniu. Z trudnością odczytać dający się napis
u góry: Venceslaus — wskazuje, że jest to wyobrażenie Wacława II.1
syna króla Ottokara II. założyciela tegoż klasztoru. Trudno również
odgadnąć, czy Ottokar chciał w ten symboliczny sposób ofiarować
jedynego swojego syna Bogu, aby Ten świątynię zachował, czy też
uczynił to tytułem wdzięczności za to, że pierwsza jego małżonka
Małgorzata — została matką po dłuższem dopiero z nim pożyciu małżeńskiem.
Dzisiaj nie mało już wieków przeminęło od czasu, jaki takie
nawet symboliczne zamuro wy wanie z użycia wyszło — ale — jak
widzimy — ostatnie pozostałości tego przesądu — odpowiednio do
postępu czasu zmodyfikowane, przechowują się dotąd nietylko
u Słowian, ale u wszystkich bez wyjątku prawie narodów Europy.
Gdzie tylko nowa powstaje budowa — w kamień węgielny zamurowują różne pieniądze; wprawdzie dzisiaj twierdzi się, iż czyni się
to na pamiątkę tylko — jednakowoż w myśli pierwotnej jest to
ofiara, złożona ziemi w tym celu, aby nie była budowie przeciwną

— 285 —
i zapewniła jej pożądaną trwałość. Że to przypuszczenie jest pra­
wie pewnikiem, dowodzi zachowany gdzieniegdzie, w Czechach
zwyczaj zagrzebywania pod fundamentami budowli nietylko pie­
niędzy, ale i artykułów żywności, co przecież dla pamiątki służyć
nie może. Owszem, zwyczaj ten da się porównać ze zwyczajem,
praktykowanym w Czechach w wigilią Trzech Króli, rzucania do
studni pokarmów, lub też zwyczajem praktykowanym w okolicach
Myślachowic (powiat chrzanowski, W. Ks. Krakowskie) rzucania
chleba i soli św. Agaty na dno nowo wykopanej studni. U Słowa­
ków istnieje zwyczaj rzucania pokarmów do rzek na wiosnę; Iiusini
zaś rzucają w czasie pożaru w ogień wielkanocne jaje, a w Estonii
żywą kurę — celem ugaszenia pożaru.
U germańskich narodów istnieje przesąd, że ziemia żąda
ofiary nietylko przy zakładaniu budowli, ale także po jej wznie­
sieniu. Taką ofiarą pada zawsze ten, kto pierwszy nowej budowli
użyje podług jej właściwego przeznaczenia. Dlatego to wielu wzbra­
nia się przejść po nowym moście, lub przekroczyć próg nowego
domostwa — aby wskutek tego w ciągu roku nie umrzeć. Ażeby
zaś od podobnego nieszczęścia zasłonić się — puszcza się na nowy
most, albo do nowego mieszkania psa lub koguta,, aby te zwie­
rzęta były ową ofiarą, jakiej ziemia żąda. Nieszkodliwy ten prze­
sąd dowodzi, że rzeczywiście praktykowano niegdyś zwyczaj ofia­
rowywania ludzi ze względu na ukończoną budowlę — a podanie
serbskie o zamurowaniu cienia pozwala przypuszczać, że zamulowywano tam niegdyś żywe osoby.
Nie ma dotąd śladu, aby podobny przesąd, dotyczący
ukończonych już budowli, istniał u Słowian..Natomiast za­
chodzi pytanie, czy zwyczaj zamurowywania ludzi do funda­
mentów budowli - był zwyczajem u Słowian rodzimym, czy
też nabytym? Jeżeli weźmiemy na uwagę, że smutne pamiątki
tego przesądu znajdujemy u niektórych tylko plemion słowiań­
skich i to tych właśnie, które najdalej na zachodzie i południu
mieszkając, z obcemi ludy w ciągłych pozostawały stosunkach;
z uwagi, że za Karpatami, na całej tej olbrzymiej przestrzeni ziemi,
nigdzie śladu nawet takiego przesądu nie znajdujemy — przycho­
dzimy do wniosku, że podobny zabobon na. słowiańskim gruncie
wzróść nie mógł. A zresztą: najdawniejsi dziejopisarze, jak. eiodot, Jornaudes, Prokop i w. i. zgodnie podają, ze Słowianie żadnych
kamiennych budowli nie posiadali, ale, zyjąc w ziemi lesistej, budowali sobie mieszkania drewniane, które w razie potrzeby a wo
mogli porzucić i na innem zbudować miejscu. Nawet największe
słowiańskie miasta, twierdze i wieże — a potem

koscio y

j

286 —
budowane z drzewa. U nas i u Czechów taki kamienny most, nale­
żał do tak niezwykłych osobliwości, że o nim w całym kraju opo­
wiadano i śpiewano. A gdy u nas dzisiaj jeszcze mnóstwo jest wsi,
w których ani jednego nie dałoby się znaleźć murowanego bu­
dynku — okoliczność, że m u r był dla Słowian przez długie wieki
czemś zupełnie obcem, zdaje się najmniejszej nie ulegać wątpli­
wości. A ponieważ przesąd, o którym mówimy, dotyczy jedynie
murowanych budowli, bo i wyrażenie z a m u r o w a ć udowa­
dnia, że nie może być ono przy drewnianych budowlach zastosowywanem, więc rzeczony przesąd uznać musirny za zupełnie obcy.
Łatwiej przyjdzie nam teraz dowieść — gdzie szukać mamy po­
czątków tego nieludzkiego przesądu.
Sztuka budowania z kamienia przybyła do Słowian od Gre­
ków, Rzymian i — Niemców. („Od Niemców za Kazimierza Wiel­
kiego mury w Polsce nastały i Niemcy dopiero mury w Polsce
rozmnożyli. — Łukasz Górnicki).
I najpierw dostała się Serbom naddunajskim, Słowakom, Mo­
rawianom i Czechom, u których właśnie wspomniany zabobon
znajdujemy. Nie ulega więc i to najmniejszej wątpliwości, że pierwsi
murarze, przybywszy z obcych do słowiańszczyzny krajów —
przynieśli ten haniebny przesąd zamurowywania ludzi w funda­
menta budowli, które z tego powodu miały być silne i trwałe.
Ażeby zwyczaj taki zamurowywania chociażby nie ludzi, ale zwie­
rząt tylko, miał kiedy istnieć w Polsce — nie ma na to nigdzie
dotąd śladu ani w podaniach, ani wyobrażeniach ludu naszego.
Natomiast Ludwik z Pokiewa, w dziele: „Litwa pod względem staro­
żytnych zabytków, obyczajów i zwyczajów“ — pisze:
— Uważałem, że kiedy cieśla zakłada młyn wietrzny, wykopa­
wszy dół na słup fundamentalny, czeka czasem długo, nie zako­
pując go. Spytany przezemnie, co za przyczyna tego, odpowiedział,
że trzeba czekać, jaki głos z której strony da się słyszeć, taka też
istota wkrótce życiem przypłaci. Przy podobnych więc przedsię­
wzięciach czekają cieśle nim pies zaszczeka lub kogut zapieje,
a jeżeli dają się słyszeć głosy ludzkie albo bydlęce, nie zakopują
fundamentów i cieśla w tej chwili nakazuje wszystkim milczenie.
Co się powiedziało o młynie, to robią przy zakładaniu wszystkich
budowli, powiadając, że nie można inaczej domów zakładać, jak
na głowę czyją...
A. Moszyński w dziele swem: „Podróż do Prus, Saksonii
i Czech“ — (Wilno 1844.) przytacza podanie o stawie Czechowskim
o pół mili od Knyszyna odległym, że ten z rozkazu Twardowskiego
przez czarta wykopanym został. W grobli jego atoli czarownica,

— 287 —
zakopała dwoje bliźniąt wiezionych od chrztu, na to, aby grobla
ta przetrwać mogła wieki. Nie może być, aby i u nas w Polsce
nie znachodziły się tu i ówdzie pojedyncze, chociaż rzadkie może
podobne przykłady. Należałoby tylko sięgnąć do podań naszego
ludu; — dla nauczycieli ludowych, kapłanów i ludzi do pracy
w tym kierunku chętnych, stoi odłogiem jeszcze to pole — może
nie bardzo urodzajne, ale bardzo — wdzięczne!
Stanisław Polaczek.

5zczegóły z gwary ludowej.
(OKOLICA ANDRYCHOWA).

Belo, belko, kałuża, struga, mały stawek. — Mńm przy chałpie
małe belko i ze nieogrodzone ziandar zapisał mnie na śtraf.
Bezkurdyjń, bestya.
Cistka, ciżba. — Nie mieliście ta cistki w piwnicy (na Kalwaryi).
Chłodnica, febra.
I)o wojska stajać, do asenterunku. — Stajdł trzeci raz do wojska
i puścili go.
Iment, do imentu, do szczętu. — Chałpa sie spaliła do imentu.
Karpie, karpie. — Matsia straśnie na niego seredzili za te karpie.
Krupka, krupecka, skrzynka, pudełeczko. — W ty krupecce
som jaja.
Mierzki, mier-zki, obmierzły. — Takie ci wom to mioso było tuste,
az mierzkie.
Moli, moli! prędko! — Lećcie raźno, moli! moli!
Niekwieje, niechwieje, głupstwa. — WAs sie tam zawdy tizymajom ostomajte niekwieje!
"Obrać się za dziada, przebrać się za dziada.
"Odsocić, odetkać dziurę. — Jak sie "odsoci dziuro, to sie wy"Oskidać, coś rozrzucić na wsze strony. — No, przypatrzcie sie
ta bezkurdyja "oskidał moko!

Item sets
Lud 1903

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.