-
Title
-
"Konik Zwierzyniecki" a zabawy ludowe u Indyan boliwijskich "Aimara" i "Lanlacos" / Lud 1901, t. 7
-
Description
-
Lud 1901, t. 7, Rozmaitości, s. 326
-
Creator
-
Smołka, Jan
-
Date
-
1901
-
Subject
-
Indianie boliwijscy, gry i zabawy ludowe, Boliwia
-
extracted text
-
-
326
-
Lek na chorob? skórną, Podanie wedyjskie leczy Apalę, która
cierpiała na jakąś chorobę skórną, w ten sposób, źe Indra przeciąga
ją przez trzy otwory (Höhlungen) swego wozu (ratha, anas, juga).
Że ten środek należy do prastarych czasów, dowodzi zgodność jego
z niemieckim, który A. Kuhn zaznaczył w Ind. Studien I, 118.
Th. Aufrecht w t. III. s. 8. dodaje równoległy z okolicy Oksfordu.
Oto tu dziecko, cierpiące na koklusz, każą przeciągać trzy razy
przeż otwór w płocie głogowym (hawthorn). Przeciąganie przez wóz
itd. przy obrzędzie weselnym p. Weber, Ind. Stud. Y. 198—9 і 453.
H. Gaidoz zaś poświęcił przesądnemu leczeniu chorego drogą prze
ciągania go przez otwór w drzewie lub kamieniu pokaźną broszurę
p. n. „Un vieux rite médical“ (w Paryżu u Hollanda 1892., 8 °
str. 85), do której uzupełnienia podali recenzenci jej K. Weinhold
w Zeitschr. d Ver. f . Volkskde III, 232 n.; F. Ks. Krauss w Urquell
IV, 79; J . Hoops w Globusie L X III, 199.
Dr
Fr. K r.
»Konik Zwierzyniecki“, a zabawy ludowe u Indyan boliwijskich
„ Aim a ra “ i „Lanlacos“.
Do wielu tradycyjnych obchodów, jakie odbywają się corocznie
w Krakowie należy także „Konik Zwierzyniecki“ zwany inaczej
„Lai-konikiem“, urządzany w oktawę Bożego Ciała. Powszechnie
dziś sądzą, że obchód podobny nigdzie nie istnieje więcej, tylko u nas.
Tymczasem pokazało się, źe obchody, .mające wiele podobieństwa
z naszym „Konikiem“, odbywają się w takich krajach, na które
mało kto zwraca szczególniejszą uwagę.
Oto opis podobnego do naszego „K onika“ widowiska, znajduje
się w „Wiadomościach Salezyańskich“ w Turynie z roku 1899.
Nr. 3. na str. 97—9r. Ks. Biskup Jakób Costamagna pisze tam , że
w październiku 1897. zwiedzał K zptlitą Boliwię. W miejscowości
„Patacam aya“ napotkał ciekawe zwyczaje Indyan
„Ai m ara“.
W miejscowym kościółku znalazł wypchanego wołu a raczej podo
biznę wołu z ważkim, okrągłym otworem w grzbiecie. Zdziwiony
bardzo, zapytuje co to za dziwoląg i co tu w kościele porabia.
Wytłumaczono mu to w ten sposób: „W główniejsze święta prze
bierają się niektórzy Indyanie tej osady za byków, lamy, konie
i t. p., ścigają się, tańczą a następnie biją między sobą. Tymczasem
inni, ustroiwszy się w pióra orle lub kondorów (sępów amerykań.)
albo też przyprawiwszy sobie skrzydła, przygryw ają zapaśnikom
podczas gonitwy lub bójki, dmąc^ co tchu starczy w trąby (keuas).
Reszta pospólstwa, przyglądając się igrzyskom, popija krajowe
„pisco“ (wódkę) tak długo, aż jeden po drugim nie runie spity na
ziemię“.
Uczony boliwijski A l o j z y R u i z twierdzi, że taniec ten za
wołów i koni przebranych ludzi, sięga jeszcze czasów najazdu Hisz
panów na Boliwię i stanowi dowód jak silne wtenczas otrzym ali
wrażenie Indyanie „A im ara“, widząc po raz pierwszy w kraju swoim
konie i krowy, wprowadzone tamże przez najeźdźców.
—
327
J a k -więc widzimy z powyższego opisu, obchód boliwijski ma
kilka wspólnych cech z naszym „Konikiem“. Porównajmy obydwa
te obchody.
1. Nasz „Konik“ przebrany za T atara, jeździ na zaimprowi
zowanym koniu, mającym otwór w środku; w Boliwii mają wy
pchane jakieś zwierzę, zazwyczaj wołu, również z otworem w grzbie
cie, w którym umieszcza się ñgurant.
2. W idow isku-tow arzyszy w obu wypadkach muzyka.
3. Czas obchodu u Indyan dziwnie się schodzi z naszym „ Ko
nikiem“ w dzień Bożego Ciała. W prawdzie Indyanie urządzają
podobne widowiska także w inne święta, ale urządzają również
i w Boże Ciało.
4. Wiadomo powszechnie, źe utrzym uje się podanie, jakoby
początek obchodu „Konika Zwierz “ datował się od czasu napadu
Tatarów na Kraków. Tradycyi tej historycznie z całą dokładnością
udowodnić nie można i istnieje przypuszczenie, że zwyczaj ten p ra
starych sięga czasów.
Podobnie ma się rzecz z widowiskiem u Indyan Aimara. J a k
wyżej wspomniano jeden z uczonych tamtejszych upatruje początku
powstania owych zwyczajów w czasie pierwszego napadu H iszpa
nów na Boliwię. W obu więc wypadkach decydującym czynnikiem
są napady obcych ludów.
O dziwnym zwyczaju wspomina jeszcze ks. Biskup Costamagna
u Indyan zwanych „Lanlacos". „Ci znowu w dzień Bożego Ciała
przebierają się za czerwonych dyabłów z wysokimi rogami, i mając
przywiązane u pasa duże dzwonki (equilones), biegają jak szaleni
po drodze, po której ma iść procesya. Kogo tylko spotkają na dro
dze, zmuszają go do zamiatania tejże. K toby się im opierał, temu
dobrze garbują skórę.“ Jest to zwyczaj o wiele niewinniejszy od
podobnego u Indyan Aim ara; w każdym razie ciekawy dlatego, że
odbywa się w takiej chwili poważnej, jak ą jest procesya Bożego
Ciała. I znowu zwyczaj odprawiania tego widowiska u Indyan
zgadza się co do czasu z „Konikiem Zwierzynieckim“. J a k więc
widzimy „Konik Zwierzyniecki“ nie jest jedyną, odosobnioną, tra dycyjną uroczystością ludową; zabawy bowiem u Indyan boliwij
skich mają wiele podobieństwa do niego.
Jan Smółka.
W sprawie polskiej sztuki stosowanej otrzymaliśmy następujące
oświadczenie : „Ponieważ sprawa polskiej sztuki stosowanej od dawna
zajmuje powszechnie um ysły i jako rzecz niezwykle doniosłego
znaczenia winna jak najprędzej wejść w życie i rozpocząć swój
stateczny rozwój, przeto grono osób, tą sprawą żywo zajętych,
umyśliło zawiązać stowarzyszenie celem pobudzenia do pracy uzdol
nionych na tem polu sił. To grono ludzi, dające tylko początek
dziełu, podjęło się przeprowadzenia najpierwszych niezbędnych przy
-
328
-
takiem powstawaniu czynności, jak ułożenia statu tu i odesłania go
władzom do zatwierdzenia co już uskuteczniono, a dalej rozbudzenia
zapału dla sprawy w jak najszerszych kołach i zjednania dla niej
jak najliczniejszych rzeczników, a to, aby zwołane w jesieni pierw
sze W alne zgromadzenie wybrać mogło Zarząd, który tak ważnej
sprawie nada właściwy kierunek.“
Dobrzycki Stanisław : O ta k zwanem m a zurow aniu w ję z y k u polskim . W K r a
kowie 1900. (O dbitka z tom u XXXII. R ozpraw W ydziału filolog. Akad. urn. w K ra
kowie), str. 28. w 8-ce i 1 m apka.
R ozpraw a p. D obrzyckiego dzieli się na dwie części; w pierw szej zestaw ia
narzecza polskie, w których nie m azurują,, a w ięc w ym aw iają regularnie: sz, cz, z,
d z i n arzecza w których m azurują, tj. z am iast-s», cz, z. d z w y m aw iają: s, c, z, d z,
sporadycznie także z zam . r& Z estaw ienie to je s t dokładne, o ile dotychczasow e
stu d y a dyalektyczne n a to pozw alają. W drugiej części Stara się autor dać w y ja
śnienie tego zjaw iska gram atycznego. Niestety je s t ono całkiem chybione. A utor nie
um iejąc objaśnić tego zjaw iska gram atycznego w padł n a dziw ny pom ysł przy
pisyw ania m azurow ania w pływ ow i jęz y k a fińskiego. Posłuchajm y dow odów ! Dzi
siejszy język fiński nie posiada dźw ięków sz i cz (chociaż język ugro-fiński je p o
siadał), polskie narzecza m azurujące nie posiadają także sz, cz, a zatem Rinnowie
spow odow ali, że M azurzy polscy m ó w ią: s u k a ć , c e k a ć i t. d. U żyw anie zaś s i с
zam. sz i cz w płynęło na to, że porzucono z i że dziś się m ówi n. p. z a b a, z a l ,
i t. d. Nie m am y w p raw d zie innych śladów języ k a fińskiego w języku polskim , jak
n. p. w y ra zó w fińskiego pochodzenia, ale to dlatego, »poniew aż tych Finnów było
niew iele«. A chociaż >o stosunkach polsko-fińskich nauka nic nie wie«, i chociaż
pom iędzy Finnam i a Polakam i m ieszkają dziś Litw ini, tak, że n a stykanie się
Finnów i Polaków nie pozw alają, to przecież »m ógł jak iś odłam , jeden szczep lub
pokolenie dotrzeć do siedzib m azurskich: tutaj ten szczep p o m ieszał się z lud
nością polską, czego śladem zostało m azurow anie«. A poniew aż Finnow ie przyszli
do sw ych siedzib około r. 800. a »pojedyncze plem iona m ogły jeszcze odbyw ać
w ędrów ki, mniej więcej w w ieku IX, przy p ad ło b y n a ten w iek m azurow anie«.
•Autor sam czuje słabość sw ego dow odzenia, bo za pew nik go nie podaje,
ale pow iada i »tłóm aczenie to w ydaje mi się praw dopodobne«, Nie je s t ono jednak
praw dopodobne.
Pytam y bowiem, ja k »tych niewiele Finnów «, znikających w m orzu
polskiem , jeżeli
w ogóle kiedy byli, m ogło w yw rzeć tak wielki w pływ na język
polski, że on w większej połow ie (bo m azurow ania u ży w a około 2/e ludności polskiej)
zap rz esta ł używ ania z, sz, cz, z, dz, tem bardziej, że, autor sam przyznaje, Finnow ie
byli kulturalnie słabsi od Polaków . Musieli oni być i politycznie słabsi boby byl
Polaków w yparli z ich siedzib lub narzucili im sw e panow anie. Jeżeli w ięc rzeczy
w iście jakiś odłam Finnów Zabłąkał się do Polski, jak chce autor, to z o stał pobity
i albo się cofnął albo został zam ieniony w niew olników ; w obu zatem razach nie
m ógł w yw rzeć w pływ u n a ludność polską a tem mniej spraw ić, aby ludność polska
sięgająca od, M azow sza aż do Pódhala, a naw et poza K arpaty w yrzuciła z m owy
swej dźwięki sz, cz, z, dz.