Dwa odczyty na kongresie folklorystów w Paryżu w 1900 r. / Lud 1901, t. 7

Item

Title
Dwa odczyty na kongresie folklorystów w Paryżu w 1900 r. / Lud 1901, t. 7
Description
Lud 1901, t. 7, s. 286-302
Creator
Żmigrodzki, Michal
Date
1901
Subject
religia pierwotna, animizm, megality
extracted text
Dw a odczyty
na K ongresie Folklorystów w Paryżu 1900 r.
przez

lylicł^ała Ż m i g r o d z k i e g o

I. Historya pierwotnej religii.
§. i. Od czasu p u b lik a c ji starożytności znalezionych na
górze H isarliku przez H. Schlim anna, które on zwał trojańskiem i,
zwracał bardzo moją uw agę sym bol zwany s u a s t i k a . Zajęty
innemi pracam i nie. m ogłem poświęcić szczegółowego studyum
tem u przedm iotowi, jednakże ile razy ów sym bol spotkałem ,
robiłem notatkę, rysunek rzucałem do podróżnego kuferka
i szedłem dalej.
G dy w 1889 roku koledzy z Tow. F olklorystów w P aryżu
wezwali mnie do wzięcia udziału w ich w ystaw ie, przyszła mi na
m yśl historya tego sym bolu; zaglądnąłem , więc do zbioru i oka­
zało się, iż mam już przeszło 150 num erów z najrozm aitszych
krajów i epok. Po kilku miesiącach poszukiw ań zapas mój urósł
do kilkuset num erów z których przeszło 350 ułożyły się dosko­
nale w jedną całość podzieloną na 4 g ru p y : 1) epoka przed­
historyczna w Troi, M ycenie i na północy Europy,- 2) epoka k la ­
syczna w Grecyi i Rzym ie, 3) epoka chrześciańska i 4) X IX .
wiek. Tablicę tę darow ałem do muzeum w St. Germ ain pod P a ­
ryżem. G dy się ta tablica ułożyła, niem al bez udziału mej woli
a tylko zbliżeniem podobnych do siebie przedm iotów, stanęły mi
naówczas jasno dwie wskazówki względem przyszłych studyów
w tej spraw ie : a) że to jest sym bol religijny czasami tylko
w zięty za podstaw ę ornam entu w tym charakterze, b) że to
sym bol w spólny wszystkim ludom plem ienia A ryów . Te moje
przekonania wypow iedziałem otw arcie na kongresach T radycyonistów i A ntropologów , na którym m ianowicie spotkałem zażarty
protest. Miałem jednakże i zwolenników . W tym że czasie roz­
praw a ta moja b y ła odczytana na kongresie A ntropologów

_

287



Niemiec i b y ła niebaw em drukow ana w ich głów nym organie
Archiv f ü r Anthropologie 1890 roku z dodaniem 4 wielkich tablic
obejm ujących 240 rysunków . Nad tym artykułem odbyły się
wcale przychylne dla mnie dyskusye w W iedniu, Berlinie i Mo­
nachium. Zyskawszy to uznanie a będąc w ezw any przez dr.
Schultz’a w L eyden do napisania artykułu na ten tem at, w ypo­
wiedziałem w liście do redaktora drukow anym w Archiv inter­
national f ü r Ethnographie 1890 r., iż uważam to jako symbol pier­
wotnej religii, w której wyrazem siły B oga uważanemi były
ogień i św iatło, a te zaś b y ły symbolizowanemi przez suastikę
i inne pokrew ne jej znaki, W dalszym ciągu moich studyów
przekonałem się, iż niepodobna suastikę uważać za w yłączny
sym bol i że on jest tylko głów nym ułamkiem w ielkiego system u
symbolów, jakiejś bardzo starej religii wyznawanej przeważnie
w naszem plemieniu. Po kilku latach zbiór mój urósł do 3000
num erów, z k tórych 1300 należących do zachodniej Azyi i E uropy
ułożyłem w drugą tablicę, 10 m etrów długą, którą powiozłem na
k o ngresy i w ystaw ę Chicago a k tórą następnie darowałem Tow.
Folklorystów tam ecznego uniw ersytetu, gdzie też w muzeum
imienia W a lk era została złożona. Tablica ta nosiła ty tu ł 0 wiele
obszerniejszy a mianowicie : Historya suastiki, kota słonecznego i po­
krewnych im symbolów. Odczyt o tej tablicy m iany na kongresie
b y ł publikow any w pam iętnikach tegoż, a dyskusye o tej tablicy
prow adzili na prow incyonalnych kongresach w Chicago i Mem«
phis profesorow ie S tarr i Peabody. W parę lat potem dr. W ilson
k urator Sm ithsonian Institution w W ashingtonie w ydał o suastice
ogromnej w agi dzieło, do którego w ciągnął i moje dotychczasowe
prace w tym przedmiocie, a które to dzieło dla mnie było
ogromnej doniosłości, wykazało bowiem
najjawniej, iż ów kult
ognia i św iatła rozszerzał się na całą niemal ludzkość, aczkolwiek
w naszem plem ieniu A ryów on był najbardziej upowszechniony
a może też u nas przew ażnie rozw inęła się jego symbolika. S kut­
kiem tego w szystkiego jest ta trzecia tablica, k tórą tu na k o n ­
gresie przedstaw iam . Obejmuje ona przeszło 1500 rysunków , ma
długości przeszło i i m etrów, a ty tu ł nosi już najbardziej ogólny:
Historya pierwotnej religii. Studyum tej tablicy trzeba poczynać od
H isarliku t. j. na kilka m etrów przed końcem praw ym i potem
trzeba iść w dw a przeciwne kierunki wedle historycznego po­
chodu tej sym boliki wśród ludów. W praw o idzie ta sym bolika
przez B aktryę, Indye do Chin, skąd przechodzi do A m eryki przez
jej brzeg zachodni w form ach wziętych jawnie z Chin. W lewo



288

sym bolika ta idzie przez epokę klasyczną G recyi i R zym u,
wchodzi do E uropy środkowej a przez Skandynaw ię w form ach
tam w yrobionych wchodzi do A m eryki na jej brzeg wschodni.
(Patrz str. 289.). Tablicę tę trzeba rozważać pod trzem a wzglę­
dami : a) filosoficznym, b) graficznym, c) historycznym .
§. 2. P u n k t w i d z e n i a f i l o z o f i c z n y . Należę do liczby
tych, którzy m o n o t e i z m u w a ż a j ą z a p i e r w o t n ą f o r m ę
r e l i g i i , dualizm zaś, politeizm, fetyszyzm i t. p. za form y póź­
niejsze w ytw orzone na podstaw ie m onoteizm u a k tóre pod
w pływ em stosunków m iejscowych i czasowych zmieniły się
bardzo, a często naw et w yrodziły się w k u lty dziwaczne, krw aw e
i rozpustne.
§. 3. K oloniści z Azyi, którzy zaludnili pustynie i dziewicze
lasy E uropy, będąc, jak zw ykle koloniści, ludźmi klas ubogich,
trzym ali się upornie starej religii i to jest przyczyną dla czego
m y znajdujem y wszędzie ślady kultu bezbożkow ego t. j. a n i k o n i c z n e g o . W następstw ie, g d y ci koloniści rozwinęli cywilizacyę i weszli w stosunki ze W schodem , ich pierwsze bożki,'
szczególnie w H elladzie m iały form ę oryentalną, bo oni nie
mieli swej własnej. G rek jednakże, jako arty sta z urodzenia, za­
stąpił te wschodnie m onstra bogam i Olimpu. Tu poczyna się
antropom orfizm religii klasycznej, czyli m itologia.
§. 4. Z czasem jednakże ten politeizm stał się bardzo materyalistycznym w kultach Dyoniza i A fro d y ty a w tedy praw em
reakcyi wróciła dążność ku jakiejbądź n a d n a t u r a l n e j religii
— w ostatnim celu ku m onoteizm owi — skutkiem czego
weszły do H ellady k u lty m istyczne Południa i W schodu. W te d y
rów nież zbudowano ołtarze D e o i g n o t o — B ogu niewiadom em u
i przyszedł Jezus Chrystus, którego nauka jest ostatnim rozw o­
jem d e i z m u .
§. 5 Ja k ą sym bolikę m ógł mieć pierw otny m onoteizm ?
Pierw szym nauczycielem człowieka była śmierć, a jej pierw szą
nauką było wykazanie, iż wszelkie życie jest zaw arunkow ane
ciepłem i św iatłem . W ynikiem tego było pojęcie, że B ó g p o d ­
t r z y m u j e w s z e l k i e ż y c i e c i e p ł e m i ś w i a t ł e m . Cóż b a r­
dziej odpowiednio m ogło sym bolizow ać te pojęcia nad obraz maszyn
do ognia — n i e b i e s k i e j t. j. słońca i ziemskiej t j. suastiki,
obrazu m aszyny do w ycierania ognia — w najrozm aitszych ior
mach ich rzeczyw istych czy też pozornych.
§. 6. Słońce wedle pojęć ludow ych — pierw otnych — jest
kulą ognistą, która krąży wokoło ziemi. P onad ziemię obiega

Szemat tablicy archeologicznej przedstawionej na kongresach w Krakowie i Paryżu 1900 r.
11 m etr. dług'.

Z a c h ó d .

H eraldyka, N um izm atyka po XIV. w . M egality w Skandynaw ii i Anglii.
E u ro p a P ó łn o c n a

ze
S kandynaw ią

H eral.,N um izm at, po XII. w.

<3

gru p a
N um izm atyka IX. i X.

zupełnie w y łączna

kopa liska

C h rz e ś c ia n iz m
H eral., Num izm at, po XII. w.

Num izm at.

N um izm at.

b iza n ty ń sk a

rzym ska

grecka

.

W azy

bieństw ie

E u ro p a c e n tra l.
Germ anie

z Chinami

T yryns

Ю
CfJJ
CO

Słow ianie
+

K aukaz

C ypr

A rc h ip e la g

. ‘5?
-bd co
£>

1I 'Sв
вr

Romanie

E u ro p a p o łu d n io w a

greckie M ycena

w podo­

H is a r lik

X IX . w ie k
N um izm at.

Ameryka

Azya

E p o k a p rz e d h is to ry c z n a

Afryka

C h in y

Europa

In d y e

w p o dobieństw ie

E p o k a h is to ry c z n a

la k tria n a

Ameryka

W s c h ó d



290

-

ona półkole lub tw orzy trójkąt, kątem do g ó ry О
Д pod
ziemią przeciw nie
\Д Poniew aż B óg jest panem dnia i nocy
więc Jego sym bolem będą rozm aite połączenia tych prostych
figur. (Patrz tabi. nr. i. po 7. szczególnie nr. 6 i 7 w yrażające
nieskończoność bez początku i końca).
§ . 7 . Jednym z czynników , którym i B óg utrzym uje wsze­
lakie życie jest ciepło, zarów no to, k tóre czujemy jak i to, które
jest ukryte, lecz każdej chwili gotow e się ukazać przy wszelakiem
tarciu. M ożna to tarcie pow iększyć i doprowadzić do ukazania
się płomieni, a ogień taki zwie się świętym , jest bowiem w ydobyty
z ukrytej dziedziny sił bożych. A więc suastika i krzyż suastik aln y muszą być także wliczone do sym bolów pierw otnej
religii (tabi. nr. 8 i 9). Że zaś słońce i ciepło we wszelkich
sw ych przypadkow ych objaw ach jako to: ogień, płom ień, b ły sk a­
wice i t. p. są również narzędziem w szechpotęgi Boga w na­
turze, więc można sym bole ich połączyć w jeden syntetyczny
sym bol, (Tabi. nr. 10 i 11).
§. 8. B óg stw orzył wszystko, więc w jakim by kierunku
i jak daleko: nie sięgnął nasz wzrok lub m yśl nasza, wszystko
to dziełem Jego, należy do Niego. P atrzm y na liczne okazy
krzyżów przedchrześciańskich, one nie są skrzyżow aniem się linij,
lecz to są cztery prom ień ie św iatła wychodzące z jednego punktu
w przeciw nych kierunkach (Tabi. nr. 12. Indyjska B ogini Maja
karm iąca cały św iat m lekiem w łasnych piersi).
§. 9. Sym bolem bardzo charakterystycznym dla życia i śmierci
jest to księżyc w przyroście i w ubyw aniu ; połączone razem
tw orzą sym bol syntetyczny wszechmocności (Tab. 13— 16).
§. 10. Gałęzie drzew a szczególnie najmłodsze na w yżynie
krzew ów lub drzew form ują najczęściej trzy gałązki wychodzące
z jednego punktu. To także odpow iedni bardzo sym bol życia
i m y go spotykam y masami, szczególnie w B aktryi, Indyach
i Gallii (patrz tabi. nr. 17).
§. i i . Oto są w szystkie p i ę ć s y m b o l e pierw otne w siedm nastu figurach a m ianow icie: a) słońce w 7-miu, b) sua­
stika w 2-u z dodatkiem dwu figur syntetycznych, c) krzyż
w jednej figurze, d) księżyc w czterech figurach i c) trójróżdżka
w jednej.
§. 12. P u n k t w i d z e n i a g r a f i c z n y . Do tej małej liczby
sym bolów zupełnie prostych form zastosujm y elem ent graficzny,
pamiętając o tem, że we wszelkiej sym bolice są dw a p rąd y zupełnie



291

sobie przeciwne, i) Jeden z nich obcina f o r m ę s y m b o l u
w ł a ś c i w ą k aw ałek po kaw ałku i prowadzi go do w yrodzenia się w jakąś bazgraninę. 2) D rugi dorzuca do form y prostej
ornam ent za ornam entem , co daje w końcu jakąś figurę, w której
nie zawsze i niełatw o dopatrzeć się pierwotnej form y niemal
przykrytej ornam entam i (patrz. tabi. nr. 18 od a do /).
§. 13, Niech mi wolno będzie podać tu cztery przykłady, a)
Z agadkow a T rięula w Indyach jest poprostu połączeniem dwu
kątów przeciw nych sobie, jednego ostrzem w górę, drugiego
w dół (patrz tabi. nr. 19 a). G dy połączenie tych dwu kątów
zechcemy upiększyć, jeżeli te linie w ygniem y stylow o, nadam y
im form ę stylizow anych liści, dodam y podstaw ę, naówczas o trz y ­
m am y Trięulę. b) W eźm y znów za podstaw ę dwa k ą ty przeciw­
staw ione, w ygnijm y ich linie (patrz tabi. nr. 20 od a do d), do­
dajm y przepasanie do pośrodku, otrzym am y symbol, k tó ry trzym a
w ręku Zeus — przetnijm y to na pół (patrz tabi. nr. 21. od a do d),
stylizujm y te liście, otrzym am y tak zwany kw iat lilii, k tó ry wi­
dzimy na ołtarzach, na końcach bereł, na głow ach kapłanów
i całą masę w heraldyce. W Niemczech i Polsce co najmniej 60
rodzin ma tę lilię w herbie przew ażnie u najstarszych rodzin, to
znaczy, że to b y ły godła rodzinne. To nie jest wyłącznie fra n ­
cuski znak, on jest wszędzie w użyciu a zawsze w znaczeniu
władzy, kapłaństw a, królew skości : D e i g r a t i a r e x t. j. ten,
k tó ry ma udział władzy Boga. с) W eźm y k ą t zwrócony
ostrzem w dół i sym bol B oga W isznu (tabi 22 a do /) w ygnijm y
te linie a otrzym am y sym bol, k tó ry widzimy na ołtarzu, jako
znak św iętego azylum. To nam tłum aczy, czem są w oluty na
czterech rogach ołtarza na piedestale jakiegoś bożka, a wreszcie
na kapitelu jońskim w architekturze G recyi. d) Tym że sposobem
bardzo łatw o wykazać, że trójząb N eptuna i ta k zw any krzyż
p a try arch aln y są tylko pochodněmi formami z trójgałęzi, czyli
z k ą ta zwróconego ostrzem w dół, k tó ry jest sym bolem B oga
W isznu (patrz. tabi. nr. 23 od a do g).
§. 14. W czasie dyskusyi, k tó rą miałem na kongresie historyi
religij zarzucono mi, że zapomocą grafiki można ułożyć szereg
figur, na którego początku będzie gruszka, a na końcu głow a
ludzka. To rzeczyw iście dziwaczne, jak wszelkie nadużycie, bowiem
grafika ma swe zastosow anie w nauce jednakże pod dwoma w a­
runkam i : a) w szystkie przejściowe figury w inny być wzięte
z m onum entów lecz, b) naw et i w takim razie szereg przejś­



292



ciowy nie pow inien być za długi. T ablica moja, śmiem twierdzić,
nie w ykracza przeciw tym dwom warunkom .
§. 15. G dy jak ą ważną rzecz chcem y z naciskiem pow ie­
dzieć, naówczas pow tarzam y ^łow a, a w grafice dzieje się to
samo przez pow tórzenie zwykłe, czy w ielokrotne tego samego
rysunku, a) N arysujm y dw a krzyże jed en na drugim lub nawet
trzy, otrzym am y figurę na samem przejściu od sym bolu do orna­
m entu (patrz. tabi. nr. 24) b) połóżm y na ukos suastikę na suastikę, a otrzym am y, tak zw any m altański krzyż, k tórego ra ­
miona wedle wielu pom ników nie pow inny być pełne. U trzy ­
mują, że suastika oznacza słońce wiosenne a suastika jesienne
— krzyż więc m altański jest syntezą (patrz. tabi. nr. 25). —
Połóżm y na sobie też same znaki, lecż krótkoram ienne (patrz,
tabi. nr. 26) otrzym am y tak zw any jerozolim ski krzyż, k tó ry
jest już wcale dobrze znany na H isarliku, gdy jeszcze Izraelici
wcale nie istnieli, c) Elem ent graficzny zależy bardzo od cywilizacyi. Zauważmy, że suastika i krzyż suastikalny w formie
ornam entow anej zdarzają się dopiero powyżej V III w ieku w w y ­
kopaliskach H isarliku, poniżej nie spotykam y tych form. D opiero
z rozwojem m etalurgii postrzegam y dążność urozm aicenia sym ­
bolów i tw orzenia z nich ornam entów . T ego nam dowodzą
górne w arstw y H isarliku i spółczesne im M ycena i T yryns.
W idzim y tęż samą różnicę, porów nując epokę przedhistoryczną
Słow ian z takąż epokę G erm anów a szczególnie R om anów .
§. 16. W związku z grafiką stoi również form acya przed­
staw ionej tu tablicy, która, m ógłbym powiedzieć, sam a się stw o ­
rzyła bez mojej pom ocy, ja bowiem zbliżałem tylko podobne do
siebie rysunki — a g d y się stw orzyła, naówczas nauczyła mię
wielu rzeczy, k tó ry ch poprzednio nie wiedziałem. G rafika była
także podstaw ą w yboru przedm iotów. Słońce i suastika są głów ne
figuracye tej sym boliki. Zasadą słońca jest rotacya, a su asty k i
starość. W edle tych dw u zasad robiłem w ybór przedm iotów
i ich zbliżenie.
§. 17. P u n k t w i d z e n i a h i s t o r y c z n y . R elig ię tę na­
zywam p i e r w o t n ą więc wraz z tem twierdzę, że ona istniała
przed wszystkim i innym i kultam i. T ak ! Z róbm y przegląd
w szystkich przedstaw ień bóstw , k tóre widzim y na tej tablicy.
N a wschodzie widzim y V enus z H isarliku i wazy przedstaw iające
kobietę — praw dopodobnie A ten ę: następnie bóstw a Hiffitów,
m onarchę A spyryi, bóstw a indyjskie i chińskie. N a Zachodzie
m am y A thenę, A polla, Dianę, Zeusa, E uropę, H erkulesa, geniusz



29В



m odlitw y i bóstw a G allów i Skandynaw ów . W szystkie te p o ­
stacie noszą te sam e symbole. Jak to m amy rozumieć? Bardzo
prosto. Te w szystkie k u lty pochodzą od jednego poprzedniego
i dla tego poza tym i wszystkim i kultam i oficyalnie p rak ty k o ­
wanym i istnieje od wieków i wieków k ult praktykow any pry ­
w atnie, archaiczny, a im wszystkim wspólny. To jest archeologia
archeologii.
§. 18. K u lt ten b y ł bardzo łagodnego charakteru. Jego
sym bolów nie spotykam y nigdy w łączności z dzikiemi zwie­
rzętami. K oń, jeleń, słoń, sarna, wodne ptaki, rośliny, słońce,
księżyc, gw iazdy, piorun, gałęzie drzew, oto istoty żyjące i rzeczy,
z którem i w związku znajdujem y om aw ianą przez nas symbolikę.
D w a razy tylko spotykam y w yjątek. W A zyi mniejszej widzimy
ją w związku z lwem, przedstaw iającym , słońce a w R zym ie
z orłem trzym ającym w sw ych szponach piorun (tabi. nr. 27 i 28).
§. 19. Ten kult, aczkolw iek jego sym bolika ma za podstaw ę
przew ażnie suastikę i słońce, nie może być jednak zbliżonym
ani do sabeizmu, ani do fetyszyzm u, nigdzie bowiem nie widzimy
przew agi jednego lub drugiego symbolu. W idzim y suastykę na
słońcu, lecz i słońce na suastice ; tak a więc zamienność dowodzi
równej w artości tych symbolów, jak również i tego, że te dwa
sym bole są tylko umówionemi formami jednej wyższej a duchowej
idei. Słońce i suastika czyli św iatło i ciepło są przejaw em tej
wyższej idei t. j. najw yższego Boga.
§. 20. Jeżeli zsumujemy te w szystkie uw agi a dołączym y
do tego fakt, iż te sym bole spotykam y na urnach pogrzebow ych,
zakopanych w grobach, co św iadczy nam o wierze w nieśm iertel­
ność duszy, naówczas jest to rzeczą konieczną uznać, że ten k ult
b ył m onoteistyczny.
§. 21. Skoro w ypow iedziałem przekonanie, że ten k u lt był
m onoteistycznym , tem samem biorę na siebie zobowiązanie
w ykazać, iż ten k u lt z epoki klasycznej przeszedł do chrześcianizmu, do tej religii najw iększego monoteizmu. M amy w chrześcianizmie a szczególnie w pierw szych jego wiekach masę tych
sym bolów a użytych zawsze w tem samem znaczeniu. Przedewszystkiem m am y na to świadectwem grobow ą stelle z Muzeum
K ircherianum . (Tabi. nr. 29). Tw ierdzą niektórzy, że suastika
b y ła u chrześcian utajonym krzyżem — c r u x s i m u l a t a Zwracam uw agę, że na tej stelli nie możemy nic ukryw ać, bowiem
reszta um ieszczonych tam sym bolów świadczy protokolarnie kim
b y ł ów um arły. Sądzę, iż napis tej stelli trzeba czytać w sposób



294



następujący. »Ten k tó ry tu leży, poniósł śmierć dla J. Chrystusa,
Jego bowiem m onogram widżim y na środku stelli. T ę śmierć
jednakże uw aża on za zwycięztwo (palma), w ierzy bowiem, że za
tę śmierć pozyska życie wieczne (koło), ten J. Chrystus bowiem
jest alfą i om egą w szystkiego, jest tąż samą najw yższą istotą,
k tórą my czcimy od tysięcy lat pod naszym starym sym ­
bolem t. z suastiką, dla której to przyczyny ów stary sym bol
kładziem y na rów ni z naszym sym bolem now ym tegoż samego
Boga.« Prócz tej stelli widzimy jeszcze całą masę suastik i sło­
necznych kół w katakom bach, naw et postać J. Chrystusa nosi
na sobie te sym bole.
§. 22. R zućm y okiem w przeszłość. Znam y naukę J.
Chrystusa, tak ą duchową, pełną miłości. Jeżeli więc uznano go
za B oga, to z konieczności musimy przyznać, że poprzednio
już było pojęcie o B ogu, jako o istocie duchowej, pełnej sło>
dyczy i miłości. A zatem pierw otna idea B oga i jego k u lt b y ły
rów nież charakteru wzniosłego a słodkiego, jak to wyżej p o ­
wiedzieliśmy (§. 17).
§. 23. W sym bolice pierw szochrześciańskiej widzimy również
bardzo jasno znaczenie krzyżów , k tó re spotykam y w tak znacznej
liczbie w epoce przedchrześcijańskiej. P rzypatrzm y się dobrze
krzyżow ym aureolom, k tóre widzim y w około głow y J. C hry­
stusa (tabi. nr. 30). To są prom ienie, k tó re wychodzą , z głow y,
ale nie linie, k tóre Się krzyżują poza głow ą. P atrzm y na przed­
staw ienia T rójcy św. szczególnie takie, w k tórych J. Chrystus
jest przedstaw iony na krzyżu zupełnie widocznym (tabi. nr. 31).
Przecie nie możemy m yśleć, że ta aureola ma być tu p rzy p o ­
mnieniem krzyża, k tó ry tu jest całkow icie narysow any. A zatem
te cztery prom ienie (zmienione bardzo często przez grafikę na
cztery ram iona szerokie i nieprzeźroczyste) są jedynie ty lko
znakiem boskości. Lecz w takim razie tylko B óg wyłącznie ma
praw o noszenia tej aureoli. I ta k jest rzeczywiście w ikonografii
chrześcijańskiej, aż po V IH . w. Przepatrzm y cały szereg postaci
Najświętszej P anny, k tó rą Ojcowie kościoła zwą D e i p a r a . Jezus
C hrystus jeszcze w łonie swTej m atki ma już ową krzyżow ą aure­
olę, ona zaś niem a jej nigdy, chociaż czasami nosi krzyż na czole.
D opiero w V III w. po raz pierw szy spotkałem głow ę św P io tra
w takiej aureoli, lecz bardzo zmienionej. (Didron, Iconographie
chrétienne, P aris 1843, fig. 71, 73. Garucci, S toria della arte
Christiana fig. 424, 435).

295



-

§. 24 W sym bolice chrześcijańskiej m amy także przedsta­
wienie św iętego ognia. W Biblii z X III. w. w cesarskiej biblio­
tece w W ied n iu (str. 120), widzimy Achaza, k tó ry zapala swą
ofiarę na ołtarzu, trąc dwie pałeczki o słupek, pod m iniaturą
zaś jest podpis: »Achas fecit sacrificium suum de vitulo coram
populo et statim ignis com burrens illud descendit de coelo«.
W rękopisach średnich wieków, aż po X I I I w. szczególnie
w księgach św iętych widzimy tę sym bolikę na każdej karcie*
E ucharystye, ołtarze, kościelne naczynia i same kościoły są zhaczone tym i pierw otnym i symbolami. Zakończmy sym bolikę chrześcianizmu słowami wziętemi z pism św. A ugustyna, k tóre nam do­
w iodą, że u pisarzy pierwszochrześciańskich było zupełnie jasne
uznanie tego, czem jest chrześcianizm i gdzie jego początek,
jak również rzucą nam ogrom ne św iatło na naszą sym bolikę od
najstarszych czasów, aż niemal po koniec średnich wieków. Oto
są te słowa. »Nam res ipsa, quae nunc Christiana religio nuncup atu r, erat apud antiguos, пес defuit ab initio generis hum ani ;
quousque ipse Christus veniret in carne, unde vera religio,
q u a e i a m e r a t , coepit appelari Christiana.... P ro p terea dixi :
h a e c e s t n o s t r i s t e m p o r i b u s C h r i s t i a n a r e l i g i o , non
quia prioribus tem poribus non fuit, sed quia posterioribus haec
nom en accepit«. S t. A u g u s t i n u s R etractationes. Cap. X III, 3.
§. 25. Jeżeli w rzeczach rytualnych chrześcianizmu sp o ty ­
kam y tak ą ogrom ną liczbę naszych symbolów, toć musimy do­
m yślać się, że i w, rzeczach św ieckiego charakteru m usimy je
również spotkać. Największem św iadectw em na to jest numizma­
ty k a E uropy w średnich w iekach, szczególnie pew na g ru p a jest
niezw ykle pouczająca. G dy papież G rzegorz W . w ysyłał misyonarzy, toć im polecał, b y nie burzyli pogańskich św iątyń, a tylko
przekształcali na chrześciańskie. Ten przepis wielkiego papieża
b y ł ty lko zwrotem do pierw otnych tradycyi katakum bow ych
i został oczywiście w kościele, jako trad y cy a na przyszłość.
I oto widzimy z czasów Ludw ika Ł agodnego monetę, k tó ra jest
prostém tłum aczeniem owego rozkazu papiezkiego na język
m yncarski, (Tabi. nr. 32). W idzim y tam św iątynię pogańską
znaną nam doskonale z num izm atyki rzym skiej z tą tylko różnicą-,
że pod kolum nadą nie widzim y bogini zwycięztwa, lecz tak
zw any m altański krzyż, czyli podw ójną suastikę (porw. §.14).
ażeby zaś nikt się nie omylił, jak tę św iątynię i ten symbol
trzeba rozumieć, czytam y w o k o ło n ap is: C h r i s t i a n a r e l i g i o.
R zeczą wiadom ą, że m oneta była zawsze pew nego rodzaju



296

-

edyktem m onarchy, otóż ta m oneta k ró la Ludw ika rozkazuje,
b y w św iątyniach pochodzenia pogańskiego b y ła praktykow ania
C h r i s t i a n a religio.
§. 26. T aki sam ty p m onetarny i z tejże epoki znajdujem y
w księstw ie B enew entu ; trochę później przechodzi on do Niemiec,
lecz św iątynia na niej przedstaw iona jest jakąś drew nianą bu­
dow ą; g d y zaś przechodzim y do Słowian, w tedy pozostaje ty lk o
.ta sam a m yśl, a przedstaw ienie i napis zmienia się zupełnie
(tabi. nr. 33.). N a monecie jest przedstaw ienie krzyża tej lub
innej form y a w otoku zjednej strony c r u x a z drugiej c h r i s t i.
J e s t naw et pew ien typ, na którym niektórzy uczeni czytają v e r a
c r u x . A więc to jasne, że w owe czasy można było spotkać
c r u x tejże form y, lecz k tó ry nie b y ł ani v e r a , ani c h r i s t i.
Prócz tej g ru p y m onet, num izm atyka średniowieczna jest zasy­
p an a sym bolam i słońca i ognia, a wielce wym ow ne są d aty
tej sym boliki w rozm aitych krajach. W e F ran cy i znika z końcem
X. w., w Niemczech z końcem X I. w., w Polsce z X II. na X III.
w., a w Skandynaw ii można ją spotkać jeszcze w początkach
X IV . wieku. M ożem y więc to sform ułow ać w sposób następu­
jący. Sym bolika słońca i ognia znika na m onetach wraz z u sta ­
leniem się cywilizacyi chrześcijańskiej a pod naciskiem elem entu
artystycznego, g d y przychodzą na m onetach w izerunki m onarchów.
§. 27. T a sym bolika, zniknąw szy w praw dzie w rzeczach
oficyalnych, państw ow ych, nie przestała pomimo to istnieć
w życiu codziennem, a szczególnie ludow ych mas i przetrw ała
wszędzie, mniej lub więcej, aż do X IX . w. W e w szystkich
niem al stosunkach życiow ych spotykam y ją bardzo często zawsze
w tej samej m yśli. O na sym bolizuje opatrzność i wszechmocność
B oga, nieśm iertelność duszy, świętość słońca i ognia, ona znaczy
nasze domy, nasze kościoły, ona jest podstaw ą ogrom nego działu
naszej ornam entacyi tkackiej i hafciarskiej, a u garncarzy w okolicy
O raw y ja k rów nież i na północnej stronie K a rp a t zachow ała się
w ornam entyce w najpierw otniejszych jej form ach, aczkolw iek
bez najm niejszego zeznania treści.
§. 28. Trzeba jeszcze na jedną rzecz zwrócić uw agę. S ym bo­
lika ta, przechodząc do narodów nie naszego plem ienia, naprzykład do Chińczyków, zachowuje daleko więcej swą czystość.
U nas ona przechodzi na ornam entacye, a u Chińczyków ed y k t
pew nego cesarza zabrania surowo używ ać suastyki na ornam ent.
Przeszedłszy do A m eryki pozostaje ona niem al nietknięta u Indyan.
U nich znajdujem y form ę krzyża. (Tabi. nr. 34.), k tóra nam

zupełnie jasno tłum aczy znaczenie krzyża przedchrześciańskiego.
Ten krzyż jest symbolem przychodzących z czterech stron św iata
deszczów, od których zależy ich b y t i które są wyrazem opa­
trzności Boga.
§. 20. Skończyłem mój wykład. Nie twierdzę, iż to wszystko,
co tu powiedziałem jest w każdym punkcie prawdziwem, ży­
czyłbym tylko, by mi przyznano dwa punkta, a) P racą moją
przyczyniłem się do w ykazania ogromnej sym boliki, k tóra
p o k ry w a co najmniej połowę naszej kuli ziemskiej, b) Dowiodłem,
iż można ją związać w pew ien system. Jeżeli ktoś potrafi ułożyć
ją w system bardziej p rosty i bardziej jasny, tem gorzej dla mnie
a tem lepiej dla nauki i praw dy.
Wykaz
tablicy :

monumentów

z których



wzięte rysunki

Fig. i. M o o r e G e o r g e . Ancient P illar Stones pg. 74
and 89. S c u l p t u r e d S t o n e s of Scottland pi. L X X I, L X X X ,
L X X X I.
F ig. 2. M a n n s f e l d B ü l l n e r . A fbildninger of sam tlige
D ancke M onter (1241—1377) nr. 29. D i d r o n M. Iconographie
chrétienne. H istoire de Dieu. Paris 1834 fig. 21. S t a n l e y Z a n e
P o o l e . Catalog, of oriental coins in the B ritisch Mus. Vol. III.
pl. V II, 351. R u d i n g R . A nnales of the coignage of G reat
Brit. 3. vol. London 1840 pi III. K in n g s of Mercie.
F ig . 3. 4. 5. S c u l p t . S t o n e s Scottland, pl. IV. X ,
X X X V II, X L , L X X X , CIX , C X X X II. M oore G eorge. Anc.
pillar Stones, p. 74.
F ig. 6. M a n n s f e l l d B ü l l n e r Op. cit. 207, 250, 569.
L e l e w e l J o a c h i m T ype gaulois ou celtique IV. 5; V, io ;
V, io ; V II, 57, S c u l p t . S t o n e s of S cottland pi. 37.
Fig. 7. K o e h n e Zeitschrift für M ünzkunde, Berlin 1841
і. Jh rg . Tf.
II. f. 10. 2. Jhrg. T. X I I f. і. D a n n e n b e r g
H e r r m a n n . Die deutschen M üntzen der schsischen und frän­
kischen K aiserzeit Berlin 1876 Nr. 433, 439, 440, 448, 933, 1291.
R u d i n g , Op. cit. pl. I II K in g s of K ent. с.
F ig. 8. S c h l i m m a n n A tlas nr. 460, 732, 3290.
F ig. 9. S c h l i m m a n n A tlas 2642 et. c.
F ig. 10. M a n n s f e l d B ü l l n e r Op. ceit. nr. 4 5 9 . S c h l i m ­
m a n n Atlasf nr. 333, 452. R o h a u l t d e F l e u r y . La messe
IV pl. 267.
F ig. i i . S c h l i m m a n n A tlas 2984. S c h l i m m a n n Ilios
1862, 1875.



298



F ig, із.
D i d r o n M. Op. cet. nr. 12. S c h l i m m a n n
Ilios 1958.
F ig. 13. i 14. G o b l e t d’A l v i e l l a M igration des Sym
boles nr. 29, 73. R o s s i J. B. d. R om a Soteranea II. p. 350.
L e n o r m a n t F r . Precis de Num ism atique pl. X X III. 8.
Fig. 15.
16. L e l e w e l J o a c h . T y p e gaulois V II, 38.
R u d i n g R . Op. cit. pl. III. 42. C a t a l o g o f G reek coins in
B ritisch Museum. A ttik a X IV . 6. Illy ria X V I, 5. Ptolom . p.
193. M a n n s f e l d B ü l l n e r bp. Cit. nr 603.
Fig. 17. L e l e w e l J. T y p e gaulois III, 15. B o n d a r d
Num ism atique Iberienne pl. X V I, 8. R u d i n g Op cit. pl. III,
41.
supl. pl. B. 8. W i l s o n A riana antiqua X I V ; 16,
17.
C o h e n H e n r o D eseriptien historique des m onnaies rom aines
VI. 128. L e r i c h s D a n i e l M édaillés Celtiber. pl. IX ; 3. 6.
Fig. 18.
S c h l i m m a n n H e n r . A tlas a) 16, b) 2964
c) 2528, d) 2514, e) 2447, f) 2976.
F ig . 19 G o b l e t d’A l v i e l l a . M igration des Sym bole F ig .
121, 224, 138.
b'ig- 20. b) R ysunek, с) M a n n s f e l d B ü l l n e r Op. cit
338. d) L e n o r m a n t E lite des vases grecs I 22.
Fig. z i. a) M a n n s f e l d . Op. cit. 323, 374. b) Jdem . 395.
с) S t r o n c z y ń s k i Les monnaies polonaises 1. 144. B i b l i o t e c a
V a t i c a n a greca. Hom ilies J. Msr. X . d) R u d i n g Op. cit.
H arold I.
F ig . 22. b) L e v a s e d e C a m i r o s . A lbum du Musée de
St. Germ ain, с) G e r h a r d G riechische V asen III. 185. d) L e n o r ­
m a n t Op. cit. I. 14. 33. e) Jdem . I. 26. f) G e r h a r d Op. cit.
III. 62; IV. 246.
Fig. 23. a) C o h e n Op. cit. 279. b) P r i n c e p J a m e s
Esays on Indian. A ntiquities V III b; IV . 22. с) W i l s o n A ry an a
antiqua pl. YIV. 12, 13, 17. d) L o r i c h s , R echerches numismatiques celtiber. pl. IX . 6. e) C o h e n Op. cit. II. 220. g) S .tro ń c z y ń s k i . Les m onnaies de W ieluń t. 88. 112.
Fig- 24. a) D a n n e n b e r g Op. cit. całe szeregi ze wszyst­
kich czasów. Z e i t s c h r i f t für Ethnologie 1871 J h r Taf. VL f.
Fig. 2-5. L e l e w e l J o a c h . Num ism atique du m ögen age
III, 13, 35. S a b a t i e r X X X I . 25, K o e n e Zeitschrift für M ünz­
kunde 5. Jh rg . V II, 6.
Fig. 26. S a b a t i e r. D escription des m onnaies byzantines
LV II. 14. K o e n e Op. cit. Jh rg . V —V II, 8. R u d i n g . Coinage
of G reat Brit. N orthum berlandę.



299



F ig 17 S i x M onnaie L ycienne (Revue Num ism atique
troisième serie, tom IV. pl. X , 14).
F ig. 28 B a b e l o n E r n e s t . M onnaies de la R e p u b liq u e
R om aine pg. 4.
Fig. 29 M u s e u m K ircherianum R om a. G a r u c c i K a t .
S toria delle arte Christiana 187, 16.
F ig. 30. D i d r o n Iconographie chrétienne, H istoire de
Dieu, P aris 1842 nr. 8.
F ig. 31. D i d r o n Op cit. nr. 144.
Fig. 32. L e l e w e l J o a c h . Numis d. m oyen ag e pl. V I
9; X IV . 41.
Fig- 33 S t r o n c z y ń s k i Op. cit. T ype 149.
Fig. 36. M u z e u m w M a d r y c i e
R y su n e k z natury
Dr.W . K leina, kustosza muzeum etnograficznego w W iedniu.
Cataloges de los objectos ethnologicales exhib. 1892 pg. 24
Nr. 50, per la expedición Hanem onz.

II O m egalitach w Europie.
Przez pom yłkę umieszczono w program ie kongresu zaw ia­
domienie, iż mam mówić o ofiarach ludzkich przy dolmenach.
To, co mam powiedzieć, nie jest wcale opracow aniem jakiegoś
tem atu, a tylko zapytaniem i prośbą o ' radę zwróconemi do
kongresu, w spraw ie mianowicie ow ych m egalitów . W moich
w ędrów kach po B retanii, aczkolw iek krótkich, zwrócił moją
uw agę fakt następujący. G dy się zwrócisz do B retona po p rzy ­
jacielsku, on ći chętnie rozpow iada o wszystkiem , co dotyczy
jego rodziny, ojczyzny, gm iny, lecz skoro poczniesz p y tać o dol­
m eny i m enhiry, a szczególnie skoro widzi, iż jesteś cudzoziem
cem — oho ! już B reton poczyna się jąkać, opow iada ci masę
rzeczy, ale o »kamieniach« jak najmniej. Musisz go zaprosić
na butelkę sidru i czasami udaje się złamać lody, a g d y już
raz złam ane, w tedy mówi niezw ykle ciekaw e rzeczy, aczkolwiek
zawsze jąkając się niepom ału. Te w szystkie kam ienie m eg ality ­
czne ciągnące się w szeregach długich na kilom etry, a wielkością
dochodzące do olbrzym ich rozm iarów (Menhir przy Leckm aryak er był w ysoki na przeszło 40 stóp) otoczone są dziwnym uro­
kiem lęku, którem u się naw et najodważniejsi, oprzeć nie zdołają.

300



Nikt, za żadne pieniądze, nie ośmieli się w nocy iść n a K erm argo
przy Carnac, albo do g ro t czarownic pod Pluharnel. Oto p ie rw ­
sza rzecz, k tó ra zwróciła moją uw agę i podała mi myśl, że te
kam ienie należą zapew ne do innej ludności niż ta, k tó ra dziś
zasiedla tę ziemię.
Jeszcze bardziej utwierdziłem' się w mojem przekonaniu,
opatrzyw szy m apę E uro p y zrobioną przez Fergussona, na której
m egality są zaznaczone czerwoną farbą. W idzim y na niej, iż
wszystkie nabrzeża morza śródziem nego a także brzegi zachodnie
i północne E uropy są oznaczone czerwoną łarbą, a rzeczą nie­
zw ykle ciekaw ą jest to, że widzimy szeroką czerwoną drogę
idącą od ujścia R odanu, na ukos przez Francyę, wzdłuż L oary
do jej ujścia. T rudno przypuścić, b y ludność, k tó ra szła tą drogą,
posuw ała się z północy na południe, — napew no szła w kie­
runku przeciwnym , a więc to b y ła em igracya ze W schodu P rz y ­
byw szy do B retanii francuskiej, czy angielskiej ona się zw racała
na W schód widzimy bowiem, aż po za R ew lem i R y g ą , zupełnie te
same m egality, co w B retanii, tylko że mniejszych rozm iarów .
W idzim y podobne rzeczy i w centrum naszej ziemi, w Polsce
i na Litw ie ty lko zmienione bardzo w skutek braku kamienia.
Nasze dolm eny czyli sztpczne g ro ty są bardzo małe i zwykle
przy k ry te mogiłą. G dy pójdziem y na U krainę, gdzie kam ień jest
wielką rzadkością, widzimy nasze dolm eny zmienione w m ogiły,
nie rzadko z półkolistym wałem na przedzie usypanym także
z ziemi. (M. G r a b o w s k i : U kraina daw na i teraźniejsza.) G dy
pójdziem y dalej na W schód, znajdziem y m enhiry i dolm eny k la­
sycznych form i ustaw ień na północy Indyj u ludu należącego
do plem ienia Turano-cham ickiego (patrz V i ç v a - M i t r a Le Cha
mites. P aris 1899), gdzie owo ustaw ienie dolm enów i m enhirów
jest rzeczą ry tu aln ą i do dziś praktykow aną ; zw ykle po jakiem ś
ważnem zdarzeniu lub po śmierci zasłużonego człowieka. Z tego
w szystkiego koniecznym wnioskiem musi być to, że owe wszys­
tkie m egality rozsiane na zachodzie starego św iata pochodzą ze
W schodu i są zabytkam i cyw ilizacyjnym i jakiegoś plem ienia turańskiego. To się zgadza z twierdzeniem dr Hoffmana, zm arłego
profesora germ ańskich języków na uniw ersytecie w M onachium,
że na formacyi języków europejskich czuć w pływ pozostałości
jakiegoś języka pierw otnego, m ającego charakter turański.
Zwróćmy się teraz ku brzegom D niepru i rozw ażm y rzecz
następującą. W iem y, iż jeszcze w X . w. W aregow ie przebyw ali
dość często drogę następującą — płynęli w górę rzeki W olchow y,



ЗОЇ



potem przeciągali na kołach swe łodzie do D niepru, by następ­
nie z biegiem jego płynąć na Morze Czarne i do Byzancyum .
J a k możemy sobie w ytłum aczyć tę znajomość tak dalekiej a skom ­
plikow anej drogi. Bardzo prosto. W epoce przedhistorycznej ta
droga była bardzo łatw a, bo stan w ody w ogóle był naówczas
0 wiele wyższy* a W ołchow i D niepr stanow iły jedną wodną
drogę ż B ałty k u do Czarnego Morza.G dy w oda poczęła o p a d a ć ,
toć pew nego dnia żeglarze już nie m ogli przepłynąć w prost
z jednej rzeki do drugiej, aczkolw iek wody jeszcze się łączyły.
R o k za rokiem w ody opadały, w yłoniła się nareszcie ziemia
1 leg ła m iędzy rzekam i pasem, k tó ry z wiekami rozszerzył się
na kilka mil, jak to widzimy już w X . w. i tylko pozostała
tradycya, że w tym a tym kierunku trzeba szukać drugiej rzeki,
a z nią możności do dalszej podróży. K to b y ł pierw szym żegla­
rzem na tej wodnej drodze? Że po tej drodze w ędrow ali Fenicyanie, to nie ulega w ątpliw ości i o tem świadczą starożytności
znalezione w dolinie D niepru. Lecz F enicyanie na Zachodzie
nie są pierw otnem wędrow nem plem ieniem, przed nimi w ędro­
w ało tam plem ię epoki m egalitycznej o wiele wcześniejsze. Czy
i na tej drodze D niepr-W ołchow nie d ały b y się odszukać ślady
wcześniejszych wędrowców ? Sądzę, iż, pilnie zw racając uw agę
na ustrój m ogił i cm entarzysk w dolinie D niepru, dałyby się
tam odszukać jaw ne podobieństw a z m egalitam i Zachodu i jestem
prześw iadczony, że m usielibyśm y drugą, szeroką, c z e r w o n ą
drogę zrobić w poprzek wschodniej E uropy, ja k ta na Zachodzie,
idąca przez R o d an i Loarę.
Zaznaczmy teraz tradycye przyw iązane do m egalitów w B re­
tanii. Na drodze z Carnac na K erm aryo stoi sam otny m enhir,
k tó ry raz na rok staje się ludożercą i pożera dzieci, które się
niebacznie ku niemu zbliżą. W m iasteczku G uingam p, raz do
roku byw a procesya religijna wieczorem, na raz gaszą się wszys­
tkie św iatła i poczyna się wzajemne pędzenie charakteru, n ajzu ­
pełniej orgiastycznego. Najważniejsze jednak tradycye spotyka­
łem na w yspie G aw rinis w okolicy Lorient. Je st na niej sztuczna
g ro ta z kam iennych p ły t we w nętrzu tum ulusa z m ałych k a ­
mieni. Na jednej z p ły t w k urytarzu jest napis charakteru kli­
now ego, do dziś nie odczytany. W ew nątrz g ro ty jest p ły ta k a ­
m ienna, w której są wyrzeźbione dw a grube kabłąki na w yso­
kości łokciów, g d y są związane na plecach. D ługo cisnąłem m ego
przew odnika B retona nim się zdecydow ał opowiedzieć mi »te
głupstw a«, k tóre lud o tem opow iada. Otóż przechow uje się p o ­



йой —

danie, że kiedyś, kiedyś, bardzo daw no było zwyczajem, iż »sta^ c h rodziców, g d y już nie byli do niczego zdolni, prowadzono
do tej groty, przyw iązyw ano do tych kabłąków ... no! i potem...«
B reton nie dokończył i tylko ręką zrobił gest. To się rozumie.
Co dwanaście godzin w oda się podnosiła, zalew ała tę grotę
i ofiary ginęły. T akie podania są w B retanii. W Litw ie i Niem­
czech, na U krainie spotykam y bardzo dużo rozm aitych demonicz­
nych potw orów , k tóre dzieci poryw ają. Na U krainie był zw y­
czaj (patrz J óz. M o s z y ń s k a Lud z okolicy Białej cerkwi), iż
w noc św. Ja n a chłopcy i dziewczęta, zupełnie nadzy, skakali
przez ogień. Oto jest kilka danych, m ateryał jeszcze bardzo
skąpy, dający jednakże choć słabą wskazówkę, iż wszędzie po
Europie są rozm aite ślady jakiegoś kultu krw aw ego i rozpust­
nego zarazem. B yłoby rzeczą nadzwyczaj pouczającą zrobić m apę
z w ykazaniem miejscowości, gdzie są m egality, z oznaczeniem
ich charakteru, z załączeniem podań ludow ych z nimi związa­
nych. Jestem przekonany, iż tym sposobem zaznaczyłoby się
doskonale drogi, po k tórych posuw ała się ta ludność ze W schodu.
Oto z czem chciałem się zwrócić do kongresu, jako z zapytaniem
i prośbą o sąd i poradę w tej sprawie.
Dr. Michał Żmigrodzki.
P. S. W szystkich łaskaw ych czytelników tego ustępu prosi a u to r najuprzej­
miej o przesłanie mu w szelkich dotycząc 3'c h tej sp raw y uw ag i w iadom ości, z a co
będzie niezm iernie w dzięczny. W tym celu załącza adres M Zm. S u c h a pod
K rakowem .

Р ю з o „ r a r o stf i r. 1688 i 1689.
W arcbiwum miejskiem w Wiśniczu Nowym znajduje się
między innemi książka, folio, mająca str. 261 pod tytułem : Acta
pigra maleficorum Wisniciae ab anno Domini 1665 legibus et poenis
in eosdem sancitis punitorum inchoant[ia]. Obejmuje ona czasy od r.
1785, a zawiera, jak już sam ty tu ł wskazuje, śledztwa, w yroki
i kary za zbrodnie. Nas zajmuje proces przeprowadzony z czarow­
nicami w r. 1688 i 1689 mieszczący się na str. 13—34.
Proces ten jest ważnym przyczynkiem do historyi wierzeń lu ­
dowych; mieści bowiem wiele szczegółów, których milczeniem po­

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.