O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach w szczególności. Część wtóra: zabawy, pieśni, gadki (cz. 1-3)/ Lud 1901, t. 7

Item

Title
O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach w szczególności. Część wtóra: zabawy, pieśni, gadki (cz. 1-3)/ Lud 1901, t. 7
Description
Lud 1901, t. 7, cz. 1, s. 43-54; cz. 2, s. 128-146; cz.3, s. 241-256
Creator
Gustawicz, Bronisław
Date
1901
Source
folklorystyka, literatura ludowa, Podkarpacie
extracted text
43

rocznika 1827. Gazety polskiej (warszawskiej): >skończyć nam
trzeba na przysłowiu: różne są gusta na świecie«. Dodam nawiasem, że Gust. 1. jest dosłownym przekładem franc.: Chacun
a son goflt.
197. Guz 4. Poetycznie wyraża tę myśl Prot. w. 122.:
>Ledwo ten ujdzie guzów, który na nie goni«.
198. Hak. Do ustępów z pisarzy XVI. w. dodaj C. w.
255-6:
I przywiedli go by li raz ci burkownicy
Na taki hak, Że o włos gardła i czci nie zbył.

Wiersze te należą do ustępu, który jest niezależnym od wzoru
- Dod. »iść na kogo hakiem« BS. III. 374. (Pójdziem na te opiłe męże nasze hakiem) i »jeździć na haki«
tamże 629.
199. Harap 1. W HZ. Proklus, jeden ze strażników przy
grobie Chrystusowym, odpowiada na wezwanie innych, _by zajrzał do grobu (w. 376.):

łacińskiego.

"Wczas, panowie, po harabie,
A Kristusa już nie w grobie«.
200.

Idzi. 6. Gluź. 571. popraw: »przydzi« !

Dr. Frańciszek Kr cek.

O lu~zie Po~~utlaństim wo~ólności, alwoniczanac~ w szcze~ólności.
Część wtóra.*)

Zabawy, pieśni i gadki.
7. Gadki. Gadki uważa lud tutejszy za wielki i cenny skarb
swój, bo w nich mieści się dla niego i nauka i estetyka, reguły
obyczajności, historya i humorystyka. Dzieli on też je na gadki
śmieszne, ładne i piękne czyli dobre.
Smiesznemi są gadki zawierające zdarzenia awanturnicze,
humorystyczne i komiczne. Osobliwie parobcy umieją tego rodzaju gadek bardzo wiele. Gdy spostrzegą u kogo jaką niedorzeczność,
wówczas dla okazania zadowolenia z komiczności
*) Zob. >Ludc VI, 340.

44
opowiadają stosowną

gadkę

odpoczynek, wolna chwila od
gadki nowe a podobne.

śmieszną,

zajęć,

a gdy to jest święto,
wtedy obecni opowiadają

Gadki ładne - to już legendy, zdarzenia cudowne, tragiczne, tudzież historyczne i tłumaczące zjawi'ska przyrody w spo„
só b mniej więcej do prawdy podobny lub cudowny. Dzieci
szczególniej lubią takie gadki, jakoteż i stare baby; parobcy zaś
traktują je po większej części jako śmieszne, a baby opowiadają
je z powagą i niezachwianą wiarą w prawdziwość zdarzenia.
Do gadek pięknych czyli dobrych należą gadki przysłowiowe
wogóle treści moralnej. Tego rodzaju gadki cenią mądrzy gospodarze, owe zaś 11 ładne i śmieszne" potępiają i »n ie biorą
sobie do głowy«, chyba że im do poparcia >nauki jakiej<
posłużyć mogą. Gospodarz wysyłając służbę do żniwa zachęca
do pilności, opowiadając im gadkę o tym, co to aż do śniadania
wyżął dwa stajania. Ojciec wyprawiając syna dorosłego na targ,
przestrzega o »sztukach złodziei« gadkami o leśniczym (68,),
o chłopie, co złodzieja kupił (54.), co ornat kupował ( rn.), gadkę
»Lala ne« i t. p. »Formanowi«, udającemu się w dalszą podróż,
a dawniej przed laty aż do »siedmioracki ziemi«, opowiada
gadkę p. t. »Co masz złego zrobić dziś, odłóż na jutro« (67.).
Niechcącego się zaś uczyć na elementarzu synka zachęca gadką
o Twardowskim, który się godzinkami od piekła uwolnił (5 7.).
Gdy zaś żeni syna, wtedy nie może mu się dość naopowiadać
gadek wykazujących, jak to nie trzeba wierzyć kobietom,
jak trzeba być skrytym przed niemi (9.).
W końcu wspomnieć muszę, iż obecnie lud nie tworzy nowych gadek, lecz jako nowe opowiada zdarzenia codzienne, mianowicie wypadki »prawujących się«, które go najwięcej
zajmują. Wzbogacają także zasób gadek wysłużeni żołnierze,
którzy przynoszą je z innych okolic, osobliwie gadki »śmie­
szne«. Dawniejszemi zaś laty przywozili furmani rozmaite opowieści o Węgrzech, Siedmiogrodzie czyli
»si ed mi or a ck i
ziemi«, o Podolu i Bukowinie. Jeden furman ·przekonywał
mieszkańców swojej wsi, że kolej żelazna nie jest wymysłem
czartowskim, opowiadając, że on sam był obecny, jak w >Si ed mi or ac ki ziemi, koło Hermanstatu«, wykopali papiery,
w których stało, że przed potopem była kolej żelazna, jeno
tych »drótó w koło drogi« (telegrafu) nie było.

45

a) Gadki śmieszne.

12 Wilk i liszka.
Złapał wilk liszke. A ona: >Tej pocóż mie trzymasz ?c Nie wiesz poco? zjem cie. - »Ej, kiedy ja grzeszna., trzaby
przody pość na spowiedźc. - »No, to chodź, tu cie wyspowiadam«. - No dobrze! - Tej liszka wyszukała miejsce na . katedre 1) i spowiada· sie : >Tum k ó re u k radła, tum k ó r e
ukradłac, a tu patrzy, kieby uciec i jak już dużo nazmyślała,
wilk sie zadumał, a ona świst i do dzióry. - Wilk za nią
i złapał ją za noge. A liszka: »Przecie za korzeń, przecie
z a kor zeń!« Wilk myślał, że prawda i puściał, a hszka c h a I
cha! cha! w dziórze.

13. Wilk i baran.
Złapał wilk barana. »No, teraz cie zjem«. »Ej, bedziesz mie gryz, to mie bedzie boleć, ja.bym inakszy rady dodał«.
- »A jaki?« - Siądż se tu pod górką, paszczeke otwórz, a ja ci
wskocze cały i nie bedziesz mie gryz«. - »No, to jeszcze lepi«.
- A baran sie cofa, cofa, jak sie rospęndzi, jak wyrznie w paszczeke, rozbiał mu pysk i uciek. Wilk sie przewróciał na
ćmiele ), rozwalił jim chałupke i brzenczą koło
niego, a on:
»Brzęncz, brzęncz, kiedy ja cie już zjad«. On myślał, że to
baran w brzuchu brzęnczy.
2

14. Wilk na weselu.
Złapał wilk psa bardzok chudego. >Tej, ja cie zjem«. Ja biedny, na mnie sie nie pożywisz«. - Wilk: »Prawde mówisz, a u dobrego ty gospodarza? »Ej, dzie tam, bogaty, ale mi
nie chce dać jeść«. - >No, to czekejże, a ma on dzieci?« »A ma małego chłopca«. - »Wiesz co, a dzie on sie bawi?«
» Pod oknem, o wej z ty strony« i pokazał
mu, bo to było
blizko domu. - »No, to czekejże, tobie bedzie dobrze, ja cie
naucze, ja tego chłopca porwe, ty leć, charkej, ja puszcze, ty zaniesiesz i dobrze ci bedzie; bedom myśleć, żeś odbiał«. Tak

1) Konfesyonał'.
Trzmiele.

2)

sie stało. Wilk porwał chłopca z pod ściany, pies za nim,
wilk puściał, a pies wziąn na plecy, tej przyniós, a go~podarz
patrzał bez okno uradowany wyleciał z chułupy, odebrał syna
i psa zaraz wziąn do izby, dawał mu jeść, bardzo dobrze mu
było. Wilk se myśli za kilka czas: »Ej, pies sie obaczał 1 ), póde
to go zjem, bo ja na to mu tak poradziat, żebym miał lepsze
mięnso z niego«. Przyszał on do p-;a i pyta sie go: >A cóż,
dobrze ci tu?« - » A dobrze, dobrże. Ale I tyś mi dobrze zro •
biał, ja ci tyż zrobie, jeszcze lepi. Tu !l sąsiada je wesele,
je tam mięnsa, kołaczy, wódki, w~zystkiego dosyć. Teraz poszli
do karczmp. - A to było już kawałek z wieczora, ludzie byli
w karczmie. - »Ja wiem, dzie co je, chodżmy jeno a dopiero
użyjemy«. »A dobrze, dobrZf', to chodźmy«. - Tej poszli
pod komore, wilk wykopał dzióre pod. spodek i wleżli. Pies
jako znajomy dobył kołaczy, masło, mięnso, tej potym wódke;
jedzą, piją. Ale wilk skosztował wódki, zasmakowało mu,
jak
zacznie pić, tak se dobrze pod piał; jak zacznie wyć, wyje i wyje;
pies mówi mu: »Cicho, cicho, bo nas usłysząc - ale wilk nie
wiedział już o świecie. Ludzie usłyszeli, zbiegli sie z kołamii zatłukli wilka, a pies uciek tą dziórą co wilk wykopał, wołał
i wilka, ale on tak był pijany, że już nie móg trafić.

15. Wilk, co dal prawa. schować.
Wilk dostał po ojcu Rpadek. Było ich więncy braci, ale że
jego ojciec nawięncy lubiał, ta jemu wszytko zapisał. A bracia,
zazdrość jim to było, szlakowali go i chcieli mu odebrać. Wilk
to spostrzeg i myśli, dzie schqwać. Spotkał on psa, tej mówi do
niego: »Wiesz ty co? ty tam mieszkasz na wsi, to schowej mi
tam prawa, bo ja tu nie mam dzie, a tam w chałupie choć dzie
wrazisz«. - Pies wziąn i myśli se: » Ta dziesz ja tu schowam,
wysoko nie wylejze, hm!« - Tej tak se dóma. W tym nadchodzi kot: »Wiesz ty co? mnie dał wilk schować prawa, ale ja
wysoko nie wylejze, to weźno ty i schowej tam dzie.« - Kot
wziąn i wraział za łatę pod strzechą, a mysz przyjszła i zjadła.
A bracia wilka podali sie do procesu o ojcowizne. Wilk
wtedy do psa po destament, pies do kota, kot po prawa, a mysz
kończy gryźć.
W raca sie i ·opowiada psu. Pies opowiada całą
sprawe wilkowi. A wilk rozłościa.t sie, tej dali na psa, pies
w nogi i uciek mu przecie i myśli se: >Czekej, takjem sie strachu najad, dam ja ci kocie I« tej na kota, ale kot uciek na po1) Przyszedł do siebe.

47
wałe;

kot zaś na mysz. I od tego czasu taki za wziątek:
na psa, pies na kota, a kot na mysz.

Wilk

18. Dye bal i św. Marcin.
Dyebał

jak Pan Bóg Adamowi przeznaczał różne
to dla ludzi, to dla bydła, - a dyebłom nic
nie przeznaczał. Tej dyebal proś Pana Boga, żeby i jemu co
.zostawiał. Ale Pan Bóg jeszcze rzepy i owsa nikomu nie przeznaczał, tej, owies i rzepa ta nie tak dobre zboże. )) To
masz rzepe i owies«. - A dyebał powtórza se: •Rzepa i owies,
rzepa i owies« i jidzie. A św. Marcinowi żal było owsa i rzepy,
bo, choć to nie nalepsze zboże, ale la ludzi dobre. zawsze, tej
krzyknął na dyebła, a dyebał ze strachu zapomniał jakie mu
Pan Bóg zboże dał, i pyta sie św. Marcina. A św. Marcin powiada mu: • Rzep i oset«, a dyeblisko sie ucieszyło: >Aha, to!
to! rzep i osetq.. I odtąd zawsze między zbożem sieje se
dyebał oset, a rzep zaś koło domów, jakby to, co sie w ogrodzie
sieje: bandórki, kapusta.
zboże, żeby

widział,

siał,

17. Pieski w niebie szczekaj~.
Jeden pan lubiał barz słuchać bajki. Chłop jeden umiał
-dobrze zmyślać, tej chodział do. niego, a on mu płaciał. Ten
chłop miał brata chudobnego.
Baba mu zawsze głowe suszy:
>A widzisz, twój_ brat pójdą do pana, powiedzą coś nowego
i dostaną za wsze coś, a ty nic, jidź-no ty i co powiedz! c Chłop
poszal i powiada panu, że słyszał: »pieski w niebie szczekają«.
Pan tu na niego: »A, ty durniu, a słyszał jeś kiedy, żeby w niebie pieski były?« - I wytrąciał go, jeszcze obiecał wybić. Chłop
zaturbowany przyszał do dom, tej P?wiada babie, a baba
zlęnkła sie, że ona go namowieła i poszła do brata, żeby co poradział.
Ten poszał -do pana i powiada: •Panie! niesłychana
rzecz sie stała! C
»A co? »Hm! jechał jakiś wielgi pan
w pojeździe i miał pieska. Jakoś trza mu było wyleźć i piesek
za mem. Nie uważał, a piesek został. Wtedy jajstrząb spad
i porwał i jeszcze było słychać jak szczekał, choć go nie było
widać, a to śliczny piesek.« - •Hej, żono!« - zawoła pan
do pani, - »to ja wczora niesprawiedliwie potempiał tamtego,
to on tego pieska słyszał,« - i kazał go zawołać i zapłaciał
mu za gadkę. A ten zaś brat, co dobrze zmyślał, przyszał do
niego i powiada mu: •żebyś sie lepi nie zrywał więncy do ga-

48

dek, kiedy nie umiesz; teraz jem cie wyratował od kary, ale
nie zawsze sie tak uda«. - I od tego czasu ani mu w myśli nie
postało, aby miał pość panu gadki gadać.

18. Z czego grzyby;
Szał p. Jezus z św. Pietrem bez las, spotkał jim sie żołmirz
co szał na órlop. Żołmirz lamenci, że głodny. P. Jezus dobył
pieniądze ~ worka, wziąn 9 centów, żeby kupiał 3 kukiałki po
3 grejca.ry. Żołmirz wziąn i posza.ł do miasta, a P. Jezus z św.
Pietrem czekali go pod bukiem. Ale żołmirz był łakomy, kupia.ł
po 2 grejcary trzy, a czwartą za trzy. Przychodzi i daje te po
dwa. A P. Jezus mówi: >Jakiesi małe!«
>E, bo to teraz
przednowek, to drogie«. Tej nic, zjadli te kukia.łki każdy po
jedny; jidą dali. A żołmirz szał na zadzie; tej trzyma te kukiałke
za trzy grejcary . i nie może wytrzymać; zawsze uskubie i do
gęmby i do gęmby. A P. Jezus wiedział i obróci sie do niego
i zacznie coś gadać, a żołmirz ma odpowiedzieć, a tu kukiałka
w gęmbie, ta zawsze sie obróci i wypluje za siebie. A św. Pietr
tyż spostrzeg, że żołmirz coś gryzie, ale przy żołmirzu nie śmió.ł
nic mówić, jaż kiedy żołmirz sie oddzielił od nich; wtedy on
gada. do P. Jezusa: >Ej, szkoda Panie, żeś mu dał zjeść, to i tak
poszło na zagubęc.
>Nic nie poszło na zagube, bo z tegobedą grzyby«. I zrobieły sie grzyby.

19. Jeszcze o św. Michale.
Św. Michał spostrzeg z nieba, jak ludzie nieśli trómnez umarłym. Nie wiedział, co to je; tak sie pyta P. Boga: >Panie, co to?« - »E, to umarłego chowając. -- >Jak to? to wszytcy
ludzie tak będą umierać?« - >A wszytcyc. - »No to, jak tak
będą składać w trómnach, to w końcu, aż do nas sie dostaną
i wtedy tu zaś bedzie kłopot; bedą sie pchać i tacy, co tu niegodni być w niebie.« - ])Ej, dej no pokój, nie bój sie, bo na
tym miejscu, gdzie trómna bedzie leżeć, to nietylko, że nie bedzie góry, ale jino dolinac. I tak tyż jest, bo na grobie to
sie ziemia zakląka.

20. Bez zazdrość w niebie nie badzie.
Matka św. Pietra była w piekle, bo nie miała żadny zasługi
jeno, co dała raz przendziwa ubogiemu. Św. Pietr chciał ją jako
dostać stamtąd; jidzie on do P. Jezusa i prosi. P. Jezus powiada~

49
>No, jeźli ją wyciągniesz na tym przendziwie z piekła do nieba,
to dobrze«. Św. Pietr ponadstawiał włókno do włókna i dostało do piekła. Matka sie uwiesiła i ciągnie ją i byłby ją wyciągnął. Ale że jinsze dusze sie ji pochytały i tyż byłyby sie
do nieba dostały. A matce Piotrowy zazdrość było, że one tyż
bedą w niebie: ta jak już blizko była, jak sie siepnie, tej urwała
te niteczke i spadła z innymi do piekła.

21. O kocie, co na koniu jeżdziil.
Jeden forma.n miał takiego kota, co na koniu jeździał; siad
se za chomontem i siedział. Przyjechał ten forma.n w takie kraje,
dzie nie znali kotów. Jeden pan spostrzeg i spodobał mu sie.
Pyta sie fórmana, co to je, a forma.n mu powiedział, że to je
kot. - »A nie przedalbyś mi tego kota?« - »A czemu nie,
sprzedam. C - Tej zgodzieli sie. Ale pan zapomniał sie go pytać, co ten kot je; wysłał on lokaja, żeby sie spytał. Lokaj
poleciał i pyta sie: »A co ten kot je?« »Co mu dasz«, tak powiada ten fórman. A lokaisko sie przesłyszyło i myślało :
> Was«. Lokaj sie zląk, leci do pana i powiada: »Panie, ta ten
kot nas bedzie jad«, - Pan sie zląk; co tu robić? A no miał
on śpiklerz nowy, dopiero co wystawiał; kazał zamknąć tam kota
i podpalić, a ludzie wszytcy i ten pan uciekli do lasa, po jakby
kot sie wydar, to by ich móg podusić. Jeno jeden fornal ostał,
co podpalał i to miał konia, aby podpalić i zaraz na konia i do
lasa. Ale kot jakoś wydar sie bez okno ; stłuk-ci szybe, kocisko
wielgie, jak walnął łabą, to szyba penkła. Jak wyłaz ze śpikle­
rza, tej na żóraw, co tam był u studni, i z żórawia na konia,
bo koń był u żórawia uwiązany. Koń sie zląk, oderwał sie, tej
do lasa za jinszymi końmi. Ludzie patrzą zdaleka: »Kot na koniu jedzie, parobka zjad, ta teraz po nas jidzie« - i uciekli na
drzewa. Ale koń zalaz w gąszcz, kot spad. ,Był tam niedźwiedź,
co sie schował pod liście przed ludźmi, i jeno mu ogon było
widać.
Kot myślał, że to mysz, tej za ogon; a tu niedźwiedź
brm; ko.t sie zląk, tej na drzewo, na to, dzie byli ludzie. Strach l
Ludzie pospadali i pozabijali sie, a kocina. ze strachu uciek
dzieś i już go więncy nie widzieli.

22. Rusin sprzedał skore na niedźwiedziu.
Poszś.ł

Rusin do żyda i powiada mu: > Kup se skore
z niedźwiedzia«. - >Ny, a dzie je ?c - >No, to nie znasz skóry
4

50
.z niedźwiedzia ?c - »Ny, a co chcecie?« - Tej zgodzieli sie,
Rusin nie chciał dużo, ta żyd sie złakomiał i dał· mu pieniądze.
Ale Rusin skóry nie niesie. Żyd jidzie do Rusina i upomina.
sie. - ])E, skóra jeszcze na niedźwiedziu, dopiero pode zabićc.
- ])Ny, a dzie są ?c - »Tej w lesie, jest jich tam niemało, stare
i malec. - »Ny, jeno wielgiego zabijcie, łacniej bedzie, bo stary,
to słabszy«. - »No, to chodźmy«. - Tej poszli do lasa. Chłop
pokazuje mu jame, a żyd boi sie póść blizko, właz za jodke
i poziera. Chłop pijany i zaczął szturać do dzióry, dzie niedźwie­
dzie. Niedźwiedź wyłaz, tej na Rusina; Rusin sie przewrócia.ł
i udał, że nieżywy. Niedźwiedź •powąchał go, uciął go łabą
i poszał do dzióry. Rusin wstał potym i przylaz do żyda. »Śliszysz, ja dobrze ze skóry nie wyskoczał, jak-jem sie przypatrzał na twoich poniewierków, ale co on ci do ucha mówia.ł ?c
- l)Pytał misie, dzie ten żyd, co skóre moją kupiał i o to mie bia.ł,
ale ja cie nie wyda.le. - »Ny, nie wytlejcie wy mie, ja wam
dam pieniądzów, kupa dużo«. - I żydzisko dawał zawsze Rusinowi pieniądze, bo go straszał, że go wyda.

23. P. J'ezus obiecał św. Pietrowi kobyle.
P. Jezus powiedział do św. Pietra: »Zmów pacierz, to ci
dam kobyle, jeno żebyś o niczym inszym nie myślał, jeno o pacierzuc. - •O, dobrze zmówiec. - Tej mówi. Mówi, mówi i pyta
sie: »A bedzie i kulbaka ?c - •A bedzie, ani konia nie dostaniesz; miałeś o niczym nie myśleć, jeno o pacierzu, a myśla.łjeś
o kulbacec.

24. Baba mloci
P. Jezus i św. Pietr do jedny baby na noc 1). Prosieli co jeść, a baba sie wyprasza.: •Ja gdowa, nie ma chłopow,
nie ma. kto młócićc. - A P. Jezus . powiada:. »No, my ci namłóciemyc. »Ta, dobrzec. - •Jeno_ nam• dej świeczkic. Baba jem dała, a oni poszli do boiska.IP ....Jezus dał św. Pietrowi
trzymać świeczke, a sam wziąn snop i potrzymał nad płomy­
kiem, strzepał i rzució.ł do konta, a zia.rka opadły. Baba była
ciekawa, czy młócą; słucha, nie słychać cepów, poszła pod
Przyszał

1) nocleg.

51

wrota i widzi, jak P. Jezus młóci. - >Ej, kiedy to tak młócą,
to ja już se sama bede młócieła«. - Tej ugotowała jem tam coś.
A jak poszli, baba poszła do stodoły sprobować, czy tyż i ona
potrafi tak młócić, jak P. Jezus. - A św. Pietrowi trza sie
było obejźreć i widzi, że sie stodoła pa.li; tej pyta sie: »Pa.nie
to sie pali tam, dzieśmy nocowali«. >E! nie, to baba
młóci«. -

25. Xasia młynarzowa jidzie za P. J'ezusa.
Była jedna

Kasia, młynarska. córka. Nie chciała za nikogo
póść, jeno za P. Jezusa abo za św. Pietra. Dwa parobcy, dobre
filuty, dowiedzieli sie o tym, przebrali sie niby za św. Pietra
i P. Jezusa, nabrali chleba w mieście, kiela butelek wina; tej
poszli na zaloty do młyna. A tam przed młynem był stawek,
wino włożyli oni do tego stawka, a chlib do krzaków. A jak
przyszli do młyna, pytają sie jich, co oni za jedni. A oni:
>Przyszlimy na .zaloty do waszy Kasie. - >Ej, dyć ona nie
chce pość jino za P. Jezusa abo za św. Pietrac. - A jeden, ten,
co był św. Pietrem, powiada. tak na P. Jezusa: >A dyć to Pa.n
Jezus«. - To ci powstawali, żegnają sie tam. A P. Jezus:
J) Jidź no, Pietrze, do stawka po wino, a do krza.kó\V po chlib,
tam znajdziesz«. - J)O l kiedy tak, to P. Jezus«, - pomyśleli se.
Tej nic. Św. Pieter posza.ł po wino i chlib, przyniós, najedli,
napieli. A P. Jezus potym powiada: •No, to pódz.iemy, Kasio,
do nieba«. - Młynarz, bogaty chłop, nadawał ~ieniendzy, przyodziewki, co móg. - A P. Jezus powiada.: >Jak bedziecie widzieć jasność na tamty górze, była tam góra niedaleko, wej
jakby nasz Hiszpak 1} - >to sie żegnejcie, bo my wtedy pódziemy do nieba«. - Ale toci nazbierali naprzód jedliny suchy,
jałowcu i jak przyszli nazad, podpalieli, a tamci sie żegnali
i mówieli: >Ej, nasza Kasia jidzie do nieba, nasza Kasia jidzie
do niebac. - A !oci filuty koło ognia, rozebrali Kasie z przyodziewki, a póty.~ j:~z!czną bić Kasie, tej zbieli, zbieli, pieniadze zebrali,,Kas1e ~nfi.li do dom i poszli. Już było w nocy,
we młynie, spu,.;~ ~ a tu dur, dur do okna. Młynarka sie
obudzieła: >A to· ty K-asio?« - >Ja,ja, puście mie ta.m«. » A tożeś nie poszła do nieba ? Co to cie nie puścieli?
My sie
1

1)

Góra w obr~bie gminy Iwonicza, 483 m. npm.

52
tak żegnali«. - »Aha, tak, żeby was byli tak zerżnęli, to byście
tu i za rok nie przykadalic.

26. P. Jezus i św. Pieter nocują w karczmie.
P. Jezus i św. Pieter pszyszli na noc do karczmy, a tam
na pijali żołmirze, co masierowali. Św. Pieter powiada: »Panie,
ta lążmy se na piecu, ale ja se legę z kraja, bo jak to-ci pijacy
popiją sie, to może zaczną sie bić, to i nas może zaczepią; ta
jak już padnie, to ja wole odebrać!« - »Ta dobrze«. - Polegali se, P. Jezus od ściany, św. Pieter z kraja. Żołmirze sie po
pieli, tej jeden sie obejźrał i widzi, że ktoś spi na piecu: »Co
ta za dziady, będą nam tu śmierdzieć!« - ,,Trza ich obić«, drugi zawoła. - Tej orżneli tego z kraja, a to był św. Pieter. I poszli pić. A potym św. Pieter: »Panie, ląż-no se ty z kraja«.
- I przemienili sie. A żołmirze zaś przyszli do nich : > To
wyście jeszcze tu? A draby, trza jim jeszcze co dać! C >Ale
teraz tamtemu od ściany, bo ten już dostał«. - I tak zaś św.
Pieter dostał. Jak wyszli z karczmy, św. Pieter odzywa sie do
P. Jezusa: >Panie, trza by jim coś za to zrobić«. - »A cóż jim
to zrobieć ?« - "Niech jich dyszcz bije, jak będą masierować«. I od tego czasu, jak wojsko masieruje, to zawsze dyszcz leje.

-27. O źolmirzu, co serce zjad.
Szał P. Jezus z św. Pietrem i nadybali żołmirza.
był głodny

Żołmirz

i prosi jich o kawałek chleba: »Jak przydziemy do
miasta, tobym wam oddał«. - A P. Jezus: »Ej, kieby nam ten
pastuch przedał barana, toby lepi było«. ~ »O, ja umie kolo
tego robić« - mówi żołmirz. Tej poszli do pastucha, co tam
pś.s barany, ku pieli, a żołmirzowi kazał P. Jezus upiec,- a oni se
polegali P. Jezus z św. Pietrem. Żołmirz upiek i zjad serce,
a potym poszał i zbudział tamtych: »Wstawejcie, bo gotowe«.
- Gotowe, ta gotowe, - wstali i poszli do ognia; P. Jezus
roztalował1) na trzy częnści i pyta sie : »A dziesz serce i« >Serca nie było«. - »Ale, dziesz tam, każdy stwór ma serce,
chyba, żeby był kamieniem abo trawą«. - , We, tyć nie było I
Sumiennie, sprawiedliwie, że nie«. - >Ano, nie było, to nie«.
Zjedli oni, a J;>. ,Jezus dał na 4 bochenki chleba fołmirzow
1) rozćwiartował'.

53
Żołmirz ciekawy: »Komu tyż to te_n czwarty, kiedy nas tylko
trzech«. - A gdy przyniós, P. Jezus dał każdemu po jednemu,
a czwarty położył koło siebie na ziemi. A żołmirz sie pyta :
>Panie, a komuż ten czwarty?( - >A to temu, co serce zje.de.
- »A to Panie, ja zjad, ja; ja jino tak powiedział«. - >A, kiedyś serce zjad, ta i chlib zjedz, jino nie rób tak dalie.

28. Uparta baba,.
Jeden chłop miał barz upartą babe. Jak ji co było powiedzieć, to ona zawdy inaczy, jak ji w prawo, to ona w lewo.
Raz poszła do miasta, tej woda była wielga i utopieła sie.
Chłop poszał ją szukać, wziąn grabie i idzie rzyką pod wode
i sztura, czy dzie nie namaca. Jakiś chłop zaś u widział go i powiada mu: »Tyć nie chodźcie pod wode, jeno za wodą, bo może
jich woda poniesła na dół«. - >Ej, dzie tam, to uparte, jak
woda na dół, to ona na góre, ona pewnie jeszcze dali na górze
bedzie«.

29. Dyebał boi sie lyczaka lipowego.
Był jeden młynarz i robilt se młyn. Ale nie móg żadnym
sposobem dóść końca. Ta raz zafrasowany powiada. se: »A! żeby
m·i i dyebał pomóg, tobym mu już odstąpia.ł z jeden kamień,
niechby se ta myłł !« - A dyeblisko usłyszało, tej przyszał do
niego; pomóg mu młyn zrobieć na 12 kamieni i jeden kamień
se dyebał wziąn i myłł se. Ale nie umiał i za.wsze mu sie psuło.
Młynarz mu z początku naprawiał, ale potym mu sie sprzykrzyło
i raz mu nie naprawiał. Dyebał sie pogniewał i powyrzucał mu
wszytkie kamienie. Młynarz w lament, co tu robieć? widzi, że
sam nie da rady, siad za stołem i płacze. Przychodzi babka po
chałupach. »Tej, niech bedzie pochwalonye. - »Na wieki
wieków, amen. Witejcie babko!« - »Ej, cóż wam to?« - >A
tlejcie tam pokój le - »No przecie, może ja co poradze, przecie
ja chodze mięndzy ludźmi, to tyż może co wiem!« - I opowiedział i całą sprawę. >Ej! i smucicie sie tam, tyć to wnet
sie zaradzi; wej, a nie macie tyż łyczó.ka ?e - >A ma.me. I dał ji a ona zrobieła se kluczlie i poszła do młyna, dzie dyeba.ł
se młyn naprawiał. A zajszła mu ze zadu, a dyeblisko miś.ł
portki ze zadu podarte, a baba mu zajszła po cichutku, tej

54

-

zarzucieła

mu kluczke na jajca wziena kija i zagnała go do
pusty karczmy i tam za piecem go uwiązała. Potymś wrócieła
do młyna; młynarz ją obdarzał i poszła. A dyebał siedział za•
piecem. Szał żołmirz na órlop; burza wielga sie zrobieła; tej
w la.z do ty pusty karczmy. Siad se za stołem i siedzi. A tu z~
piecem coś piszczy. - >Co tam le - »Ej! żebyś mie ty odwią­
zał, tobym ci dał pieniendzy«. -- I żołmirz go odwiązał. A dyebał powiada: >No, bratku, pienięndzy ci nie dam, ale zrobie
cie dochtorem, to se zarobisz. Jest tu we dworze panna, ja do nij
wlejze, a ty przydziesz i wygonisz mie. Bedzie dużo dochtorów
chodzić do nij, ale daremnie; ty, przydź, powiedz, że wygonisz,
a jak cie puszczą, połóż ji ręnke na głowie; ja cie poznam i wylejze, a tobie zapłacą doskonale«. - Tak sie zrobieło. Dyebał
właz do panny; dużo dochtorów, Bóg wie skąd, sprowadzali,
ale darmo; jaż ten żołmirz przyszał i wygnał go, a pan sie ucieszał i bardzo dobrze mu zapłaciał. -- Potym dyebał powiedział
mu, żeby zaś w drugie miejsce poszał. Dyebał właz do jednego
pana; nicht mu nie móg poradzić; jaż ten pan narajał tego
-żołmirza, tej żołmirz poradział i dostał pienięndzy wielgą moc,
ale dyebał nie kazał mu już więncy wyganiać go, choćby go
i jak prosie li, bo mu łeb ukręnci. Ale cóż? Dye bał w la.z do
jedny pani; tu sie rozgłosieło, że fołmirz umie radzić; przychodzą do niego, proszą, on nie chce. Ale złapali go, wsadzieli go
do pojazdu i musiał wyganiać dyeblisko. • Ale jak położył ręnke
na głowe ty pani, dyebał wyskoczył i łap żołmirza: »Nie mówiał jem ci, żebyś już nie wyganiał; teraz śmierć twoja«. >Ale słuchej-no, ja nie po to tu przyszał, żebym cie wygnał,
ale baba ta z łyczakiem już jidziec. - Dyeblisko sie zlęnkło,
tej w nogi, uciek dzieś jaż za czerwone morze i nie męnczał
więncy ludzi, a fołmirz miał spokój; zabrał pieniądze i poszał
do dom.
Bronisław Gustau·icz.
El8E)

O a t a ł y k a c i e.
Pamięci

Stosława Łaguny.

.
Niewyc~er-panym był człowiek pierwotny w wysnuwaniu z wielku~go k!ębka idei pokrewieństwa coraz nowych i nowych nici .i nitek
pokrewieństw fikcyjnych, gdy chodziło o pomnozenie dzięki temu



O ludzie Podduklaiìsldn) w ogólności, a liniczanacli w szczególności.
(Dokończenie )

Część wtóra.*)
Zabawy, pieśni i gadki.
56. W ilk i łysy koń.

W ilk jak ma kogo zjeść, to jidzie do P ana B oga pytać sié,
co mu każe zjeść. R áz P án B óg kázál mu zjeść łysego konia, co
go parobek pás na łące. Ale parobek słyszał, téj zalepiał ko­
niowi biały płatek na czele. W ilk przychodzi, nié ma łysego
konia. Téj do P a n a B oga i mówi mu, że niéma łysego konia,
jéno czarny cały. — »To zjedz parobka.« — W ilk poszał i zjád
parobka.
57. 0 Twardoskiśm, co godzinki nłożał.

B y ł jeden pán, co sié nazyw ał Tw ardoski, J a k już nie miał
pienięndzy, bo wszystko przebalow ał, poszał on w pole a lamenci se. Przychodzi d y eb ał: »A to pan tak lamenci?« — »Bo
mi trzá pienięndzy, a nié mám.« — »O zapisz mi sié pán, já d y e ­
bał, to panu dám piéniçndzy, sieła bedzie trzá.« — »A dobrze« —
i robią zapisy. Ale pán był m ądry i powiedział, że w tedy przydzie se po niego, jak bedzie w R zym ie. P an Tw ardoski myślał
se, że on nie pojedzie do R zym u za życia, to go nie weźnie. A le
dyebał tyż to wiedział. Poszał on do chłopa, dał mu pienięndzy
i kazał mu w lesie w ystaw ić karczmę, w tym lesie, dzie pán
Tw ardoski lubiał polować, i nazw ać te karczm ę R zym . T ák sié
stało. Pan T w ardoski był na polow aniu, spostrzég karczmę, lu­
biał wódkę i poszał se trzepnąć. W ty m przychodzi karczmarz :
»Panie, patrz, ile kruków tu sié nazlatowało.« — »Aha, a jak
sié ta karczm a zowie?« — »Rzym.« — »No, to po mnie.« — A le
złapał dziecko niew inne na rence i choć dyebli przyszli, to go nie
wzieni; jaż mu powiedzieli, że to nie ładnie, robić z gęm by cho*) Zob. »Lud« VII, 128,

■'

16

_

242



lewe, to położał dziecko, a oni go wzieni. Jeno sié kazał nieść
ta k na w rotach od karczm y, żeby m óg pisać. Nieśli go tak, a on
pisał godzinki, a dyebłom coraz cięnży, cięnży, i ják przyszli
nad piekło, on napisał te słow a: »Z pokłonem Panno Ś w ięn ta« .—
A dyebli: »Oho, już nic z tego, już go ta széroká zastąpieła« i puścieli go, a on tak został wisieć aż do sądnego dnia.
58. Pop, co koniem był.

Jednem u R usinow i um arło dziecko. Tćj poszał on do sw ego
ojczynka, żeby mu pochował. P o p se każe bars dużo dać od
pogrzebu, a R usin chudobný sprászá sié, że ni-má. — »No, kiedy
nié mász, to se sám pochowéj« — pow iedział mu pop. Téj R usin
niew iele m yślęncy, wziąn łopatę, poszał do lasa, téj kop grób.
K opie, kopie, przychodzi do niego siw y dziadek, a to b ył P án
Jezus. — »Co ty kopiesz, człowieku? — »A g rób lá dziecka! Ojczynko nie chcą pochow ać za darmo, to ja se sám pochowam.« —
»Słuchej-no człow ieku! mász tu huzdeczke, jidź i załóż na niego,
on sié zrobi koniem , i rôb z niém cały rok, co chcesz; bi, co
bedziesz móg, a po roku zaś tu przydź!« — R usm wziąn se
i poszał do popa. Prosi go jeszcze, żeby mu pochował, ale ten
ani se dá słyszeć: »zapłać, to ci pochowam« — ani pokropić nie
chce. A R usin dobyw a huzdeczke zpod czuhy, téj na popa, —
a tu koń z niego, śliczny, wielgi. A no nic, wziąn go do dom,
orze z niém, jeździ do lasa, bije okropnie. Ano przeszał rok.
I R u sin wziąn konia, téj zaprow adział na to miejsce, dzie grób
brał. T en siw y dziaduś tám był, dał mu i poszał. A na plebanii
jak k u rát w tedy odpraw iali rocznice za popem, bo myśleli, że go
dzie zabieli. A siw y dziaduś wziąn konia i puściał go do ogroda
plebańskiego. Córka popa zujźrała i poszła go w ygnać. A siwy
dziaduś pow iada: »Nie bi, nie! To twój tatuś«. — T a sié zapa­
trzy ła, leci i pow iada m atce, co sié stało; — przyszli i jisi popi,
co byli na ty rocznicy, a siw y dziaduś wziąn i zdjąn huzdeczke,
a tu pop sié zrobiał. — Dziaduś znik, a pop poszał do dom i już
od tego czasu za każdym szał na cmentarz, choć i nic mu nie dał.
59. 0 popie, co miał wolą skóre.

Jeden R u sin zaś brał glinę na brzegu przy rzyce, ot tak na
nalepe, żeby polepić. K opie, kopie, coś szczenkło. K opie dali :
kocioł z dukatam i. R usinisko sié ucieszał, téj jidzie do ojczynka
pochwalić sié i dać na służbę bożą na podzięnkow anie, Popow i

243

-

sie żal zrobieło, że ten chłop bedzie miał tyło pienięndzy. W ziąn
on skóre z wołu, oblók sié i poszał w nocy o 12. godzinie do
tego chłopa, i niby straszy go i powiada, że to jego te pienią- '
dze,. że on to jakaś dusza i każe mu, żeby odniós, bo nie może
mieć spoczynku na drugiém świecie. R usin sié zląk, ale mu żal
było i nie odniós; ale na drugą i trzecią noc zaś przychodzi.
R usin już nie m óg w ytrzym ać i zaniós zaráz, czy mu bez okno
dał. Ale co sié stało ? Pop przyszał do dom, chce zdjąć skórę,
a tu przyrosła. Ano co tu robić? Siedzi cały dzień i nikogo nie
puszcza do siebie, a w nocy wziąn pieniądze i zaniós R usinow i
i mówi mu, żeby se już wziąn, ale skóra nie odpadá. Ano trza
sié przyznać. I dopiero jąk wyszał na - kazanice i opowiedział ,
w szystko przed ludźmi i żałował za to, dopiero w tedy mu skóra
spadła.
, . ;
c) Gadki piekne czyli dobre.
60. Jak świat placi.

Jeden chudobný chłop poszał do lasa na drwa, a tam .krzyczy ktoś. Jidzie on za głosem i spostrzega, że pod skałą coś krzy­
czy: »Dobęndż mie, já ci zapłacę, jak świat płaci.« — Próbuje
on dźwignąć, ale nie może. Uci^n on drąg, podważał, dziára sié
zrobieła i wyláz smok, o siedmiuch łbach, straszna bestyá. Téj
pow iada: »Já eie teraz zjém.« -—■ »A jak to, miałjeś mi zapłacić,
jak św iat płaci?« — »A tak św iat płaci.« — »No, ta my pódż
do sęndziego,. aby spraw ę z nami zrobiál, abo co.« — »Ta, my
pódź.« — Téj poszli. Jidą, jidą, nadybali konia, co sié pás na
łące. Chłop opow iedział mu całą rzecz i mówi: »No, panie sęndzio, zrób z nami sprawę.,« — A koń, chudzina, skóra i kości,
pow iada: »Tak świat płaci, tak! Já tyż pókem b ył młody, jeździátjém w pojeździe, jádjém siano wołowe, owies, — a teraz żem
stary, to mie w ygnali na te tu łąkę, dzie sam sit, i przydzie mi
tu zdechnąć, -- o tak to św iat płaci, tak!« — »No, to pódźmy
dali«, mówi chłop. Jid ą i spotykają psa; na gnoju kości gryzie.
Chłop pow iada: »No, panie sęndzio, przyszlim y tu do spraw y.« —
Téj opowiedział mu całą rzecz, a pies w ysłuchał i mówi: »O, tak
św iat płaci, ta k ! Já tyż byłjem pieskiem pokojowym , jádjém to,
co i pán, a potym strzégjém domu w nocy, jeszcze mi nieźle,
było, jaż teráz, kiedy już dłabów wlec za sobą nié m ogę, to mu­
sze kości gryźć. Nieboże, przegryw asz spraw ę!« — »No, widzisz,



244



— mô.wi smok, — teráz eie już zjém, bo już dwóch sęndziów sié
zgodzieło.« — A le chłop odprászá sie jeszcze, aby jinszego sendziego szukać, — i smok zezwoliał. Jid ą oni, spotykają barana,
alé chłop nie chce go brać za sęndziego, bo wić, że to bojażliwe
stw orzenie, zlęnknie sié smoka, tej jeszcza co gorszego powić, —
i m yśli sobie, kieby spotkać liszkę, mówią,., że ona má siedem
zmysłów, a ósmy w y k rę t1), toby ona może lepszy w yrok w ydała.
J id ą ,.jid ą i spotykają liszkę. Chłop m ówi: »Pànie sęndzio,
mam y tu spraw ę«, — i opowiedział ji cały jinteres. A liszka, m ą­
dra, pow iada: »Trzá wás pojedyńczo przesłuchać, i zawołała
najprzód chłopa,, téj powdadá mu: »W iész ty co, já eie w ybaw ię,
ale co mi ty za to dász?« — Chłop sié ucieszál i pow iadá: »Dám
ci kôre co niedziela«. — »No, dobrze, jéno żebyś dát.« — »A dám,
dám.« —
P otym zaś zaw ołała sm oka osobliwie. A dopiero potym po­
wiedziała do obuch: »Spraw y tu nie m ogę rostrzygnąć, musiemy,
moi kochani, pość w to miejsce, dzie ta skała«. — »No, to do­
brze,« — pow iadá smok. Téj poszli do ty skały. J a k przyszli,
mówi liszka do chłopa: »No, podnieś ty skałę, a ty, smoku, wleź
tam, żebym wiedziała, jakeś to tam leżał, czy to w ielgá prácá
była, ab y eie dobyć«. — Chłop podniós skałę, smok wláz i po­
w iadá: »Takjém tu leżał«. — A liszka m rugła na chłopa, aby
spuśeiał kam ień, chłop spuściał, a liszka: »I ta k bedziesz leżał«.—
X smok został leżeć. W te d y chłop ucieszał sié niezmiernie i p o ­
w iada do nij: »Chodź-że ty, moja kochaná, pokaże ci moją chałópe, żebyś wiedziała, dzie po kôry chodzić«. — Téj poszli a chłop
pow iadá ji: »Tu pod tym płotem bedziesz czekać, a já ci co nie­
dziela, przyniese, tam moja chałopa«. — »No, dobrze.« —
Tćj rozeszli sié. I chłop nosiał co niedziela kôry, liszka
zawsze rano przyszła. Ale chłop nosi i nosi, ta już mu sié u p rzy ­
krzyło,: a. naw et już i kôr nié stało; ta kradnie on sąsiadom,
a w końcu już i nie zawsze ukraść może, bo sąsiedzi dają pozor
Cóż on nié ro b i,— bierze strzelbe i zcicha podszał pod sám płot.
Bęnc — trafiał liszkę w samo serce, a mojá liszka fy rt nogam i
i jéno zaw ołała: »O, tak św iat płaci, tak!« — Téj zaraz zdechła.
61. Destatement chłopski.

Jeden chłop um ierał ,i zostaw iał syna już dorosłego na gront.
S yn b y ł jedynak, to nié robiał destam entu piśm iennie, jéno słor) T. zn siedm ra zy zm yśli, a ósm y raz się wykręnci.

-

245

-

wami mu samemu powiedział. I zawołał go i tak mu powiedział:
»Słuchej, mój synu, zostajesz po mnie na groncie, to ci nié mám,
co w ięncy powiedzieć, jéno te trzy rzeczy: i. Nie zwiérzéj sié
żonie ze sekretu; 2. Panu pienięndzy nie pożyczej; 3. Nie miéj
nad sierotą miétosierdzia. To se pam ięntój i w edług tego żyj
a bedziesz szczynśliwy.« — I umár. P o śmierci jakoś na drugi
tydzień przychodzi do niego pán, co miał te wieś. B ył biédny,
a wiedział, że. chłop ma pióniądze, téj prosi go, żeby mu poży­
czał pienięndzy i obiecuje mu precent. T en chłop se przypom niał,
co mu ociec powiadał, ale m yślał se: »Gzy to już koniecznie ihá
być práw da, pán przecie jest we wsi, záwdy b y ł rzetelny, to on
mi odda«. — I pożyczał mu. Ja k zaś w yszał termin^ h pán miał
mu oddać pieniądze, poszał on do niego, ale że byli goście, to
pán mu kazał późni przyść. Poszał on na drugi dzień, a tu pán
na n ieg o : »K iedy já ci pienięndzy pożyczał?«. — »Ano, mász, to
mi ociec praw dę powiedzieli« — pom yślał se i poszał. Téj poje­
chał w droge, bo zaw dy jeździał dzieś do W ęg ier na zboże. Jechał
koło pańskiego ogrodu, a tam sié baw ieły dzieci pana, znały go;
téj pytają sié, dzie jedzie, a on jém powiedział, że w droge,
i wzian jich na wóz, żeby jich kaw ałek przewieźć. Ale potym
jich już nie pu ściął, jéno wziąn, zawióz do W ę g ie r i dał do szkół,
zapłaciał od nich za rok, żeby jich tám uczyli. J a k zaś jechał
nazád, spotkał siérote przy drodze, mała chłopczyna, praw ie nago,
siedzi koło drogi i płacze. — »Co ci to?« — »A nié mám ani
tatusia, ani mamusi, téj jeść mi sié chce.« — Żal mu sié zrobieło. — »Hm« — pom yślał se — »tatuś mi môwieli, żeby nie
mieć miełosierdzia nad sierotą, ale já go wezme, doświadczę já
ty praw dy.« — I wziąn, chował go w doma i już długi czas
przeszał, a sierota wyszał na parobka. A te dzieci pana, wsze sié
uczyły, co rok jeździał do szkoły i płaciał od nich. Tymczasem
pán szuká dzieci, ale nic z tego : dom yśla sié, że ten chłop musiał
mu jich zabrać, jak jechał w droge i potopieć za to, że mu pie­
niądze zapar. Téj już po wsi ludzie mówią, że on utopiał te dzieci.
R áz wieczór p y tá sié go żona po cichu: »Mówią, żeś ty pańskie
dzieci potopiał«. — »Żebyś mie nié -wydała, tobym ci powiedział.«
— »O, nié bój sié, dzieszby já eie w ydała, przecie já twoja
ż o n a .« — Téj powiedział ji, że utopiał, choć nie utopiał. Na rano
zaráz żona do dwora, téj skarży panu, że ji mąż utopiał pańskie
dzieci, że sié ji przyznał. — »A kiedy tak, to my tu zrobiemy« —
pán pow iada i zaskarżał chłopa do sądu. Chłop sié nié przyznaje,
bo nié utopiał, ale żona świadczy, i już go mieli wićszać. A żona

_

246



jego látego go oskarżyła, bo polubieła tego parobka te siérote
i chciała sié pozbyć swego chłopa, zeby sié potym za niego
w ydała. Ja k go już prow adzieli na szubienice, py tają sié jeszcze,
czy kto nié má jaki obrony, żeby go uwolnić. A ta sierota po­
w iada: »O! dość sié nabrajał, to dobrze mu tak«, — »O! już sié
wszysko spełnieło, co mi ociec pow iadali na śm iertelny pościeli« —
pom yślał se i téj krzyknął : »Hej, panow ie stójcie, dzieci są, uczą
sié w szkołach, ja jich przyw iejze nazad, jéno niech mi pán oddá
te pieniądze, com mu pożyczał i com w ydał na dzieci«. — »A, od­
dám ci, oddám, jak jéno dzieci są « — »A są, já jéno ta k naum yśnie zrobiał, żeby sié przekonać, czy to praw da, co mi tatuś
na śm iertelny pościeli pow iadali i przekonáljem sié.« — A kiedy
tak, zaráz go puścieli, on pojechał po dzieci, pán mu oddał pié-,
niądze w szystkie i te, co mu pożyczał i co dál na dzieci, a on
zabrał to wszystko, przyszał do dom, schował, parobka w ygnał
na cztyry w iatry i już wiedział, że ociec praw dę mówiał, i zawsze
sié tego trzym ał i żył szczynśliwie do śmierci.
62. Co nágle, to po dyáble.

W ysłali ráz rak a po drożdże, a to miało być na Boże
N arodzenie do kołaczów. A le raczysko jak poszło, tak nie wracało ;
nim sié zawlôk, upłynęło wiela czasu. N abrał u żyda drożdży;
tej wreście przynosi, ják k ü rát we W ie lg ą Sobote. — »A ty, dra­
bie, to na W ielganoc przynosisz?« — A ra k na to-. »Ej, gosposio, nie gniew ajcie sié, bo co nágle, to po dyáble«.
63. Nie gniéwejcie sié, bo wám nos nrzną.

(Przysłowie )
Jeden żyd wTzion se na służbę jednego parobka i tak mu
pow iada: »Jak sie ty co zagniewasz, to ci nos urżnę, a já k já, to
ty mie urzniesz nos«. — Téj dobrze. K azał żyd pojechać p arob­
kow i orać, a na południe wyniós mu jeść coś tam , mało, nie
ogotow ane, gárki szkaradne, jak u żyda. Chłop przyjechał i krzyczy
t
*

zaraz, czemu mu późno wyniós i takie złe jedzenie. A żyd: »Po
co może sié gniewacie?« — »Pew nie, że sié gniéw ám «. — Żyd
złapał noża, téj szast, — już po nosie. Przepadło tak á zgoda
była. P arobek ten m iał jeszcze dwóch braci. Poszał drugi średni,
ale i ten sié pogniew ał i przyszał bez nosa do dom. Poszał
nam łodszy: »O! wy osły! bedziecie widzieć, co já mu zrobię!«
— Téj poszał. Zyd go w ypraw iał orać. Pojechał; tej orze, orze,



247



orze, południe, żyda nié ma, chłopu jeść sié chce; Ano wzion
on pług, potrzaskał, zarznoł wołu, podpaliał pług, upiek i zjád.
A wieczór przyganiá wołu bez pługa. — »No, dzie drugi wół
i pług?« — »E, jeść mi sié chciało, téj upiekem se wołu przy
p łu g u ; może sié gniewacie?« — »E, o cobym sié gniewał!« —
P otym zaś żyd go w ypraw iał do łasa po drwa. Żyd kupiał kiela
drzew a i kazał parobkow i ściąć i przywieźć. P arobek poszał,
ścion, oderznął odziámki i przedał, a wierzki i gałęnzie zabrał
i przywióz. —• »Chodźcie! bedziemy zwalać te wierzki«. »No
i odziámki zwáliémy«. — »E, odziámkôw nié ma, bojem przedał,
— może sié gniéwácie?« — »Ej, o co bym sié gniewał!« —
I ták se parobek robiál, co mu sié podobało, a żyd przystał na
wszystko, bo sié bał Jaż ráz w ybrał sié żyd dzieś daleko na
jerm ák, nabrał piéniendzy i jedź. Jadą, jadą, a to było w nocy,
miesiączek świeciał i było widać z daleka tatarkę. — »Szymonie!
a co to je? — »E, to rzołmirze masierują, — a to ci koło drogi
stoją i ják kto wiezie pićniądze, to mu odbierają, w izyterują
i odbiórają«. — »Aj, jaj, co já zrobię?« — »Ej, co tám, lążcie
i leżcie, já powiem, że szkło wiejze, a jákby wás który mion, to,
cicho! jéno brźęnczcie i już, bo wiecie? pieniądze!« — Przyjejecháli do ty tatarki, a chłop stanął i niby to rzołmirze go p y tają :
»Chłopie, co wieziesz?« — »Szkło«. — »A czy to praw da?« —
A w tedy ja k dobedzie beśni, jak zacznie smarować żyda i krzyczy:
»Panie wojaku, bo szkło mi sié potłucze!« — a tu wali a wali,
a żyd jéno: »brzię ! brzię! brzię!« — a potym już nie brzęnczał,
bo go zabiał. W te d y złapał pieniądze, żyda pod most, zacion
konie i do domu i tak nauczał żyda.
64. Prawdzie wydzwoniéli.

(Przysłowie.)
R áz jeden chłop pożyczał pienięndzy, ale nie zrobiéli
żadnych zapisów. M yśli se: »Taki pán, to on mi oddá bez
w szystkiego«. — Ano nic. Jaż tu przyszło za jakiś czás, jidzie
chłop do pana po pieniądze. A pán : »A ty durniu, a kiedy já
u ciebie pienięndzy pożyczał?« — I w ytrąciał go. — Chłop
poszał do Sanoka do cyrkułu, ale tam pán przekupią! sędziów
i oni mu pow iedzieli: »Czyś ty zgłupiał, chłopie? taki pán by
u ciebie pienięndzy pożyczał?« — I nic nie wskórał, dobrze, że
go do haresztu nie wsadziéli, że niby niewinnie pana zaskarżał.
Ano, jidź on do Przem yśla, do biskupa. Przyszał do biskupa,



248



téj opow iada mu cały j interns : »A ták i ták pożyczał-jem panu
pióniądze, a on sié zapiérá, był-jem w Sanoku, a tam ani mie
słuchać nié chcą«. — A biskup pow iadá: »Ba, mój człowieku, to
ty nie wiész, że praw da już um arła?« — »Umarła?« — »A um arła«.
— »To já nie wiedział«. — »Umarła, ta um arła, a nié má inákszy
rad y , ty lk o jidź do W iednia«. — Przyszał do W iednia, poszał
do kościoła św. Szczepana i kazał cały dzień zwonić i to we
w szytkie zwony. Zapłaciał dobrze, tej zwonią. Zwonią i zwonią,
a że to koło burku, to césárz káže sié spytać, co to je, że tak
zwonią. A toci mu pow iadają, że »jakiś chłop zapłaciał i my
zwoniémy«. — K azał zawołać tego chłopa, bo go ciekawość
zebrała i p y tá sié g o : »Na coś ty kazał zwonić tak długo?« —
»A N ajjaśniejszy M onarcho! bo praw da um arła«. — »Co ty
gadasz.?« — »A tak, ks. biskup mi powiedział, że praw da umarła,
to musi być praw da, ale że já nie słyszał, żeby ji zwoniéli, tájem
dał wyzwonić«. — A potym pow iedział cesarzowi całą spraw ę,
césárz kazał zawołać tego p an a i m usiał chłopow i zapłacić
w szystko i precen t i w hareście odsiedzieć, za to że mu zapierał.
65. M e dyebał nié może poradzić, tám babe pośle.

Było jedno stadło barz poczciwe. D yebał chciał jich skusić,
żeby sié poswarzyli, pobieli i siedział w kom inie siedém lát
i nie móg nic poradzić. P rzyszła baba po chałupach do wsi,
a dyebał ze wsi. W idzi, że sam otny i p y tá sié g o : »Czegoś taki
czarny?« — A dyebał ji pow iedział: »Siedém lát siedze w ko­
minie i chce jedno stadło skusić i nié möge«. — »Ej! co mi
dász, to jészcze ty nocy bedą sié bić«. — A baba nié miała
botów. — »Boty ci kupie«, — »No, a dzie to ta chałupa?« —
I dyebał poszał i pokazał ji, a sám wláz do kom ina przypatrow ać
sié, co sié to bedzie działo. A b a b a : »Niech bedzie pochw alony«.
— »Ná w ieki àmen«. — »Ej, widzę, że sié tu barz dobrze màcie,
kochacie sié, ale jábym wám poradzieła, tobyście sié jeszcze lepi
kochali«. — »Ej! cóż takiego?« — »A czymże sié wász zapina?«
— »A poltyką«. — »Żebyście mu tasakiem przerżnęli, tobyście
w idzieli; ale w nocy jak bedą spać wász, w tedy przerżnąć«. —
I b ab a ucieszała sié, téj zaráz tasak włożyła za głow y dc łóżka
i obdarzyła te babe. A ona poszła w pole, dzie chłop kosiał, bo
ji dyebał pow iedział i pow iada m u: »Dèj Boże szczynście«. —
»A déj Panie Boże!« — Téj zaszła z niém w rozmowę, téj p o ­
w iada m u: »Môj gospodarzyku, w y sié barz kochacie z waszą,
ale ty nocy śmierć wasza«. — »Co w y gádácie?« — »A tak!

-

249

-

tak ! jéno nic nie mówcie, jidźcie spać, skumosik zaśnijcie, a nie
śpijcie, a bedziecie widzieć, że wasza dobęndzie tasák zpod gdôw
i szyje wam zechce poderżnąć«. — Téj chłop uwierzał, tak
zrobiał, jak b ab a radzieła.-— B aba mu chciała w nocy przerżnąć
poltyke, a chłop jak sié zerwie, jak zacznie bić, a baba sié
sprasza, nic z tego, zbiał, zbiał i w ygnał na cztyry w iatry.
A dyebał z kom ina wyláz, zaémiàt i poszał. Jidzie on na drugi
dzień, patrzy, b ab a jidzie, ta, co to stadło skusiała. D yebał sié
zawstydział, że baba mądrzejsza od niego, téj zląk sié: » K ie d y
ona taká, to ona i m ieby co zrobieła« — >>A dzie boty«- —
D yebał miał już w pogotow iu, ale ze strachu to ji aż na żerdzi
podał bez rzyke, bo baba była na jedny stronie, a on na drugi
stronie rzyki.
66. Dyebał siał społu z babą.

B yła jedna baba, miała dużo grôntu, ale nié m ogła se
dać rad y ; była sama, a nikt nie chciał z nią społu siać. —
»Ażeby mi sié dyebał trafiał, tobym z niém siała«. — A dyebał
tuj! — »Bedziesz ze mną społu siać?« — »A bede«. — Téj po­
siali pszenicy. — »No«, — dyebał sié p y tá ■
— »jak bedziemy
zbierać?« — »Já bede wierzch, a ty spód«. — I dyebał przystał.
B aba zebrała pszenice, a dyebłow i została ścierń. — »Takaś ty
m ądra!« — »Czekej! já zbiere wierzch«. A na bezrok bedziemy
siać?« — »Bedziemy«. — Na bezrok posiáli rzepy. — »No teráz
ja bede zbierał wierzch, a ty spód«. — »Dobrze«. — Téj dyebał
zdar nać, a babie została rzepa.
67. Co mász zrobić złego dziś, odłóż na jutro.

B y ł jeden chłop na przedmieściu w jednym mieście ; biedny
nosiał wode panom. Biéda mu była, téj zabrał sié i poszał w świat
a żone i dwóch syncw m ałych zostawiał het. Przyszát on dzieś
daleko od tego m iasta i zgodział sié za parobka u jednego
gospodarza. I służał u niego dwadzieścia lát. Zasłużał se- dosyć
pienięndzy, przyodziewek miał dobry i pow iada gospodarzowi, że
chce pość. Gospodarz go nie chce puścić, bo b y ł d o b ry ; nie piał,
ani nic; robiał dobrze i chce go ożenić z jedynaczką. A le on
pow iada, że nie może, bo má żone. »A! kiedy ták, toś ty nie­
d obry człek, kiedyś ty żone zostawiał i tak długo sié do nij nie
zgłosiał. Jidź, niech eie me oczy nié widzą«. — Téj ten chłop
ma pość Ale gospodarzow i żal go było, bo d obry; téj załadow ał

-

250



brykę zbożem, przendziwem, prz^odziew ą rożną, zaprząg páre
dobrych koni i dał mu i powiedział mu, żeby na trzy rzeczy uważał,
to mu dobrze bedzie: i. żeby nie zajeżdżał do taki karczmy,
dzie je m łoda gospodyni, a gospodarz; 2. żeby nie jechał krótką
d rogą a złą, jeno dobrą, choć dalszą; 3. żeby co má złego dziś
zrobić, to odłożał na jutro
Téj ten chłop pojechał. Jedzie, jedzie, odjechał już kilk a­
dziesiąt mil, sp o ty k a on dwóch fórmanów. — »A dzie jedziecie ?«
— »A tám i tám«. Oni byli tyż z jego stron. --- »Ano, to pojedziem y razem«. — Tej jadą. Jad ą, jadą, przyjeżdżają do jedny
karczm y. T en chłop zláz i poszał popatrzyć do karczm y i poziera:
jest młoda gospodyni, a gospodarz stary. — »Oho! kam ráciá!
tu nié bedziem y nocować«. — A mieli już nocować. — »A czemu
n ie? m y tu już nieraz nocowali«. — Téj wjechali. A ten tyż, —
myśli se: »Trzech nás bedzie, to trzá zajechać, a samemu jechać,
niebezpiecznie«. — I zajechał. A jak sié położyli spać, ten leg,
ale nié spi. Jaż tu w nocy przychodzi ksiądz, téj do gospodyni.
Baw ią sié, napijają, a potym mówią, żeby to starego karczm arza
zabić, toby ona poszła do niego za gospodynią, — a fórmanów
krw ią powalać, to bedą m yśleć, że to oni«. T ák zrobiéli, zabieli
starego a jednego form ana pokrw aw ieli, — a ten w szytko słyszał,
bo nie spał i poszał téj, ják ksiądz mazał krw ią fôrmama, téj
wzion i ucion mu kaw ał sukni. N arano, karczm árka zrobiéla
krzyk, form an pokrw aw iony, ala do sendziego ! Téj ten winny,
bo jest ślad, — nie pom ogło nic, choć sié spraszał i sum itygow ał.
Już go mieli wiószać. W te d y ten chłop wychodzi i pow iada:
»Héj, panow ie ! to nie on w inny, nie, ale ten, co nie má cały
su k n i; o, tego kaw ałka mu brakuje!« i pokazał ten kaw ał, co
odcion. A ksiądz ten tyż tam był. P a trz y każdy, czy má całą
suknią : jaż tu ksiądz nié má. Ano, ten chłop opow iedział wszytko,
— wzieni pana b rata i na szubienice,
a form ana puścieli — Téj
jadą dali. Przyjechali na dwie drogi, jedna dłuższa, ale lepsza,
a druga bliższa, ale gorsza. Form ani chcą jechać krótszą, ale ten
se przypom niał, co mu gospodarz radział. — »Aha!« — myśli
se — »jedno sié spełnieło« — i nie pojechał za fórmanami. Aż
tu w ylecieli zbóje i zabieli ich, a sami siedli i jadą. — Ten chłop
choć miał dalszą droge, zderzał sié z niémi, jak sié drogi schodzieły, — poziera, to nie formani ano
nic nie mówi, jeno jedzie
dali. Przyjechali do m iasta jednego i stanęli w karczmie.
Ten zaráz do urzęndu, przyszli szandery i wzieni bratów , —
i dośli do lasu i naleźli zabitych fórmanów. — »Ano, cóż robić?«



251



— Zbôjôw do krym inału, a jemu dali te dwa wozy i on pojechał
Przyjeżdża on z tym i trzema brykam i do miasta, skąd był, i za­
jechał pod śwój dom. P atrzy, aż tu stoi kamienica, ogród piękny
i dom zajezdny koło niego. Ano zajechał i idzie dali, jaż tu
widzi w ogrodzie, jak jego żona, po pańsku ubraná, spaceruje,
a ksiądz z jedny strony a oficer jakiś z drugi trzym ają ją pod
bok i spacerują i spacerują. On sié poziera zdaleka, czy mu sié
nie przyw idziało. Nie, to jego żona: dobyw a pistolet, téj już.chce
wystrzelić do żony. — «Aha ! gospodarz mi powiadał, żebym co
mám dziś złego zrobić, żebym to odłożał na jutro«. — I nie
strzelał, jéno poszał, opytał sie stróża, jak to tu je, co to za pani
i het. A ten mu pow iada całą chrystoryją, »że ta pani to m atka
tego oficera i tego ksiądza, że ona sié dorobieła ty kamienicy,
jak ji, mąż dzieś sié podział«. — A ten jaż sié za głowę uchyciał
i zaraz poszał; téj woła żeby mu ta pani dała wódki. Ona mu
dała, bo była traktyjerniczką. A o n : »Żono, Boże ci dej zdrowie«.
— Téj w ypiął i patrzy sie: »Nie poznałaś mie.?« — Ten oficér
na niego ale żona
go poznała, ucałow ali sié wszytko czworo
i tak dwie dziórki w nosie, skończyło sié.
68. Sbój u leśniczego.

Jeden leśniczy mieszkał, jak zawsze leśniczowie mieszkają,
w lesie. R az poszał do lasu, a w chałupie została żona ze sługam i
i z dziećmi. W te d y przychodzi zbój, ubrany jak dziad. Tej opytuje sié leśniczowy o męnża, a ona nié wiedziała, że to zbój,
i pow iedziała mu het. A ten widzi, że w chałupie porządek,
w szystkiego dość, téj dobył pistolety i zabiał sługi, a potym do
nij : »Dawej pióniądze«. — Ta uciekła na powałę i drabinę wyciągła za sobą. On tu wyleźć nie może do nij, téj złapał dziecko
i m ówi: »Dej pieniądze abo klucze, a jak nie, to ci bachora
zabije«. — Ona wiedziała, że jakby zlazła, toby i ją zabiał
i dzieci i pieniądze by wzion, téj nie zlazła.
A on złapał dziecko
na kloc, co stał w
sieni i zabiał siekierą, ale i drugie i trzecie.
A w tedy leśniczowa posłyszała, że ktoś jedzie, téj krzycz. Jechał
jakiś pan w pojeździe,/usłyszał, téj: »Stań-no! Ktoś tu woła«. —
I w ysłał lokaja, ale lokaja zabiał ten zbój. P an widzi, że lokaj
nie przychodzi, téj kazał fórmanowi pość, ale i tego zabiał zbój.
P an czeka i czeka i sam jidzie, bo ta jeszcze krzyczy. Zbój
zam knął dżwierze, a pan durka. Zbój otworzą! i dali do niego
z nożem, ale pan miał pistolet; bęnc i nie zabiał go, jéno rękę
mu podstrzelał. I tak uciék do lasa z odcięntą ręką, a pán został



252



pocieszać leśniczową. Zbój do lasa i spotkał leśniczego. — >To
w y leśniczy?« — »A ja«. — »Idźcie czym pręndzy do dom, bo
tam zbóje rabnją, zabieli sługi i dzieci, jeszcze żone chcą, ja com
chciał bronić, to patrzać ręnki nié mam«. — Leśniczy sié zląk
okropnie, téj w nogi, do chałupy, przychodzi, a tam pan roz­
m aw ia zza p ro g a z jego żoną; ten m yślał, że to zbój, wycelował
i zabiał go. Żona leci do niego i pow iada mu co sié stało, że
to ten pan ją uratow ał, ale przepadło, już sié stało.
09. 0 césárzu i husarze, co zaszli do zbójów.

R áz b ył césárz jedén na polow aniu. W ieczór sié zrobiał,
césárz chce pość do lágru — bo jak césárz poluje, to zaráz láger
zrobią na kraju lasu — césárz chce wyść, ale zabłądział i trafiał
na dom ek w lesie; jidzie tám. D w anaście zbójów i jedén husar,
co tyż zdezenterow ał z koniem het i chciát uciéc, ale trafiał na
tych zbójów. A no nic. Zbóje nic jém nie mówią, przyjenni ich
dobrze, postaw ieli wieczerzą i jich zaprosieli. K ażdy zbój za nóż
kładzie pałasz; pałasz, pałasz, przyszło na husara, on tyż dobył
szablą i położał, ale césárz nie miał ani szabli: téj husar miał
scyzoryk, dobył i pod stół, żeby tam ci nie widzieli, dał mu. J a k
mu dał, w tedy obróci sié do niego, téj łup go w py sk : »Nie wi­
dzisz, durniu, co ‘panow ie robią ?« — I césárz w tedy położał sc y ­
zoryk na stół. J a k zjedli, w tedy nástarsy zbój pow iadá: »Teráz
waszá śmierć!« — A husar: »Ej, panowie! żebyście pozwoliéli,
tobym já wám jedne sztukę pokazał przody, potym tam róbcie,
co chcecie; ta sztuká by sié i wám przydała!« — Zbóje byli cie­
kaw i, téj: »Dobrze«. — No, dejcie-no, panow ie, oleju!« — D ali
mu oleju, on kazał wsuć do k o tła i gotow ać, a jak już wrzało,
w tedy dobył na w arzoche i kazał jém stanąć w koło, a cesarzowi
pow iedział: »Ty tam stój w kącie, boś niegodzien tego widzieć,
co panowie«. — I cesarz poszał do k ąta, a on stanął w środku,
téj w yw inął sié prendko, a oléj po gęm bach zbójów. G w arzyli sié
i popiekli, oślepli, a w tedy husar jak złapie szabli, ja k zacznie
ciąć, w yciąn, w ybiał, nab rał pienięndzy i dał cesarzowi. A le ce­
sarz nie chce brać. — »A, ty kpie! wstydzisz sié, żeś tak i m azgaj,
i ty b y ś był stał z niémi, żebym eie nie odepchnął? A teraz zaś
nie chce pienięndzy.« — »No, dej już, dej!« — I nabrali se piénięndzy, siedli na konie, bo cesarz na koniu polow ał, i pojechali.
A le że cesarzowi koń zasłab, téj zostaw iał go, a sam szał. J a k
go nogi zabolały, a już dzieś byli niedaleko burku, cesarz .po-



253



w iada: »Dej-no mi ty konia, bom barz osłab«. — H usar siad i dał
mu, a w tedy cesarz, jak zbierze konia ostrogam i, tèj poleciał,
a husar został. — »A to mi narobiał, tam zdezenterował, jészczem
i konia straciał. « — I już miał dzie póść w świat, ale żal mu
było kam ratów , bo miał pieniądze, toby jich uszenstow ał i poszał
do W iednia. A cesarz ja k przyjechał do pirszy w arty, kazał zła­
pać tego husara i przyprow adzić go do burku. T ak siè stało;
złapali zaraz husara, bo césarz jém powiedział, jak on w ygląda,
i zaprow adzieli do burku. Césarz sié rozebrał i wziąn mondór
cesarski i woła tego husara. H usar drzy na całym ciele : »No,
teraz moja śm ie rć !« — A le césarz go woła i śmieje sié. H usar sié
mieszał, a le ; »Tyć to ten, co wczora b y ł ze m ną na wieczerzy
u zbójów, t o j a cesarzowi dał w pysk. A no, śmierć niechybna«.—
Lecz césarz p y ta sié, czy go poznał, het i co zrobiał w lesie. —
H usar mu odpowiedział, a césarz mu w szystko darow ał, dał mu
te pieniądze, co przyniós od zbójów, i jeszcze w ięncy i puściał
go na orlop za te sztukę.
70. Biéda o jednym oku.

B yło raz trzech braci : kuśnierz, kraw iec i kow al. W e wsi
była biéda, nie było co jeść, a oni zawdy mieli co i jeść i odziać
sié. — »Ej! mówią ludzie, że biéda. Hm ! jakaż to ta biéda? my
nie wiémv, co to biéda.« — Téj w ybrali sié szukać biédy. Jidź,
jidź, przyszli do jednego lasu, téj tam zaszli do jedny chałupki.
W ejdą tam, siedzi babina o jednym oku, na nalepie, i piecze se
bandórki, a w jizbie i w warsztacie pełno baranów. — »A po co
w yście tu przyszli?« — »A my jidziemy biédy szukać.« — »A toście
znaszli, to ja wasza biéda.« — Тосі sié zlęnkli. Tèj kuśnierz po­
w iada: »Bieduś moja, bieduś, jéno mie nie uduś, ja ci zrobié
kożuch«. — Ale biéda: »Co mi po kożuchu?« — La p za k ark i po
niém. K raw iec sié też prosi i obiecuje ji płótnianke, ale i jego
biéda udusieła. Został kowal, m ocny chłop i śpiewa se :
»Ej, bieduś m oja, biedus,
Jéno mie nie uduś !
T a bo jak mie udusisz,
Pochow ać mie m usisz.«

Biéda sié roześm iała i p o w iada: »No, śpiewej-no jeszcze !« —
A le kow alow i nie śpiewać, m ocny był, ale sié bał wszelako, bo
widział jak braci dusieła. Téj: »Ej, bieduś! jabym ci oko dorabiał,
bo tak z jednym na czele, to nieładnie; bedziesz mieć dwoje



254

-

tak, ja k i ja«. — »A dorobisz?« — »A czemu nie?« — »No, to
dorób.« — I kow al wziąn pogrzebacz, co to niém bandòrki d o b y ­
wała, rozpaliał i w ypaliał oko biedzie i już nic nié ma. I tem u
to teraz i takiém ludziom bieda, co robią jak konie, a gnojki to
nieraz dobrze mają, bo biéda ślepa, to nie wiś do kogo pość.
Biéda w tedy sié rozgniewała, téj do niego, kow al ucieka, tej do
w arsztatu, biéda zajęnknąła i chodzi między b aran y i szuka, ale
kow al zawsze ucieknie. W te d y biéda siadła na progu i woła b a ­
rany, po jednem u pom aca po wierzchu i puści i puści, a kow al
to widzi, téj łap skórkę baranią, co tam była, obłócz on, zdjąn
płótnianke i odział barana ; sam na czwôrnôg, jidzie, beczy, biéda
go pom acała i puścieła, a tego b aran a w płótniance zawsze na
koniec zostawiał, biéda pom aca g o : »Oho, to kowal« — i brzdęnk
niém o ziemie, zabieła, a kow al na dw orcu: »Cha! cha! cha!« —
Biéda sié wścieka ze złości, ale cóż? »Kowalu !« — »No ! « —W iész
co ? ja ci już nic nie m ogę zrobieć, ale jest tam klucz złoty w lesie, idź tą drogą, to znajdziesz, to go se weź, zda ci sié, boś
kow al, nie żal mi go, boś zuch!« — K ow al jidzie, jidzie, patrzy,
wisi klucz. A la! W yłaz on, bierze klucz, oho! ręn k a mu przy­
rosła. P a trz y na dół, a biéda leci. Co tu robić? Miał nóż tęngi,
szast i oderznął ręnke po łokieć. Biéda przychodzi, bierze klucz,
ręn k a w isi.— »A widzisz kow alu? Szukał-żeś biédy, teraz ją masz,
bo se i nie zarobisz bez ręnki.« — I tak w szytcy trzech znaszli
biéde.
*
*
*

8.
Boginy, boginki. W norach, »dz i o r a m i« pospolicie zwa
nych, mieszkają boginy czyli boginki. Są to małe stw orzenia, p o ­
dobne do ludzi, płci żeńskiej, z tą jednak różnicą, że . » j a k i mś
s p o s o b e m p r z e z 1) m e n ż ó w « rodzą dzieci. W ielu starych,
pow ażnych a rozsądnych gospodarzy iwonickich utrzym uje, że je
widzieli i przyglądali się, ja k p rały swoją bieliznę. Nieraz naw et
odważniejsi zabrali im » ł a s z k i « , tj. nader bieluchną bieliznę,
podobną wielkością do ubrań, jakich dziew czątka używ ają na
lalki. Dzieci boginek są brzydkie i bardzo u p a rte .. G dy m atka
dostrzeże w swojem dziecięciu nagłą jak ą zmianę, upór, niczem
nie dający się utulić płacz, łub też jaki sym ptom at choroby, sądzi
z całą pewnością, ze » b o g i n y « je odm ieniły. W te d y m atka ma
\------------->) tj. b e z .



255



wynieść dziecię na gnój i bić miotłą, a bogina przyniesie n a ty c h ­
m iast zabrane dziecię i mówiąc: »No, c z e g o mi d z i e c k o
b i j e s z ? J a t w e g o n i e b i j e , a t y m o j e b i j e s z « , oddaje
cudze a zabiera swoje dziecko. Albo też tak postępują. Gotuje
m atka w łupinach z jaj jaką potraw ę, rozpaliw szy na kom inku
ogień, a posadziwszy dziecię nà środku izby, wychodzi za drzwi
do sieni ; w tedy bogina przychodzi po swoje dziecię a cudze odnosi,
m ów iąc; » P ó d ź , p ó d ź , t o b y ś t u u m a r ł o , j a k b y c i
w ł u p k a c h t y l k o j e ś ć g o t o w a l i « . — W końcu utrzym ują
o boginach, że plotą one warkocze koniom i duszą niektórych ludzi
w n o c y 1). A by się od nich na przyszłą noc zabezpieczyć należy
położyć sobie na piersiach s k ó r ę j e ż o w ą lub też s z c z e ć 2);
w tedy pokłuje się bogina i już nigdy nie powróci. B oginy du­
szące zowią się także »hu r b o s z c z a m i« i »h u r b o r z a m i«.
9. Zapadły kościół. W Cergowskiej górze, na błoniach T a r­
g o w isk 3), zapadł się przed laty kościół. Mówią, że pastuchy
zapuścili się w głąb C ergow y4) i wynieśli sobie pełne czapki
pieniędzy, bo w zapadłym kościele mieszkają dyabli, a ci dają
ubogim pastuchom pieniędzy, ile chcą; bogaci jednak nie mają
po co się tam udaw ać, bo ich dyabli obrzucają błotem . W ed łu g
opowieści ludowej na błoniach targow iskich pastuch świń zna­
lazł dzwon z zapadłego kościoła. Zaniósł go tedy do kościoła
a dzwon dotąd tak dzwoni :
»Bąberyły, bąberyły,
Świnie mie w yryty,
A pastuch mie znaláz,
Do kościoła zaniôs«.

10. Zwaliska zamku odrzykońskiego. W ed łu g m niem ania ludu
w zwaliskach tego zamku siedzi dyabeł na skarbach. W KLwietnią
Niedzielę, podczas długiej ew angelii, można pójść tam i nabrać
sobie pieniędzy, ile i jakich kto chce, tylko trzeba się spieszyć,
bo skoro tylko ksiądz skończy czytanie ewanielii, zaraz wszystkie
bram y wśród trzasku zam ykają się, a k toby tam był, m usiałby
czekać aż do następnej Kw ietniow ej Niedzieli.

’) Indziej zow ią je » z m o r a m i « .
ł
2) P rzyrząd do czesania lnu.
8) W ieś, w p o w . krośnieńskim , przy drodze z K rosna do Rym anowa, 3 0 2 m n p m ,
4) Cergowa, góra, w obrębie w si Jasionki (pow. krośnieński), w południow ej
jej stronie, 718 w npm.



256

-

K am iem e w yniosłe, sterczące m iędzy drzewami obok zw alisk
zamku, to m atka i dwie córki, które w czasie głodu poszły na
grzyby. Córki w ołały na m atkę, aby pow racać do domu, a m atka
zniecierpliw iona rzekła: » B o d e j e ś c i e s k a m i e n i a ł y ! « I ska­
m ieniały w szystkie trzy. T eraz jeszcze można na głazach odróż­
nić fartuszki, w których g rzy b y trzym ały owe niew iasty. W te d y
takie to czasy były, jak kto kogo zaklął, takim się zaraz staw ał.
Bronisław Gustawicz.

Przyczynek do oznaczenia granicy Lachów.
Słotw inianie, w pow. żywieckim, posiadają pew ną wiedzę
etnograficzną, nie tyle książkow ą ile praktyczną, nab y tą bądźto
w czasie pielgrzym ek głów nie do K alw ary i Zebrzydowskiej
a także do F ry d k u , bądź też podczas służby wojskowej i na
jarm arkach. T ak więc znają i odróżniają »Ślezioków«, »Słowioków«, »Ruśnioków« i »Lachów«.
Na pytanie gdzie to, m ieszkają »ty Lachy«, odpow iadają:
»a, to hań na dole« a czasem spotkam y się z dodatkiem w »Polsce«.
Jeżeli zaś wejdziemy w bliższe szczegóły, to jako granicę ściślej­
szą pom iędzy »lachami« a »gorolami« otrzym am y linię od Oświę­
cimia ku K ętom , W adow icom , K alw ary i i„. »i jesce tam dalej
na dół«. Po północnej stronie tej linii to »lachy«, po południowej
jeszcze tu i ówdzie m ieszańcy, ale im więcej na północ i pół­
nocny wschód zwłaszcza, tem więcej »łachów«.
Za centrum Lachów uw ażają zaś okolice K rakow a, tam to
»bite lachy« mówią i w ym ieniają wsie np. M ogiłę, Bronow ice
i tych »łachów« nazyw ają »krakow iokam i«. K oło Bochni, T a r­
now a to także »lachy« a znajdują się jeszcze koło Lw owa, ale
tam już »pomieszani z R uśniokam i«.
Pozostał jeszcze kaw ał ziemi, od powyższej granicy »ląchowskij« na zachód południow y i południe. Otóż w Białej
a zwłaszcza w Bielsku (Śląsk) to »Miemcy«. Od Białej ku Oświęcimowi, na północ, wsie K om orow ice, Jaw iszow ice i inne, to
»Zobialanie«, ale nie »Miemcy«. Słotw inianie i inni mają pew ien
kłopot z nazw ą mieszkańców wsi na południe od Białej leżących,
w pow. bialskim : Godzieszka, K aina, Buczkowice, B ystra i inne,

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.