T. 5 (całość) / Lud 1899, t. 5

Item

Title
T. 5 (całość) / Lud 1899, t. 5
Description
Lud 1899, t. 5, s. 1-392
Creator
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
Date
1899
Subject
ludoznawstwo, etnografia
extracted text
L lJ D
ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD HEDAKCY,~

Dra ANTONIEGO KALINY.

Bocznik

piąty.

(Z czterma tablicami.)

NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.

Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. Tlaylegn.

Adres Redakcyi: Lwów, ulica Zimorowicza 7.

?PIS RZECZY
zawartych w V. roczniku.
I. Rozprawy.
Str

'J. Witort: Ze stepów Azyi środkowej
1, 105
, St. Zdziarski: Pierwiastek ludowy w poezyi A. Mickiewicza (Dok.)
21
, Jan Witek: Zwodzenia, zagadki, facecye u dzieci ludu
45
• Dr. Allerhand • Zapiski ludoznawcze z życia Żydów
.
50, 131, 235
, L. Młynek: Zarys pierwotnej religii Lachów na tle podań ludowych
53
• f Schnaider: Z kraju Hucułew
.
57, 147, 207, 336
' Zegota Pauli : Przyczynek do etnografii Tatrzańskich górali .
120
, Z Strzetelska Grynbergowa: ,,Polski brat"
134
1 Dr. M. Udziela: Gry i zabawy dzieci w Bośni .
137
' J. Witort: Statystyka a etnografia
201
' Tenże: P_rzyczynki kulturalne (Przeżytki kultu wody i kamieni)
204
, S. Udziela: O miastach zapadłych, kościołach, dzwonach
karczmach .
220
• Dr. St. Eljasz-Radzikowski: Z folklorystyki słowackiej
238, 297
, Jan Świętek; Sobótk~ .
.
.
.
.
.
.
256
Dr. Nadmorski: Stowincy i sz.czątki ich języka .
..~
320
, Józef z nad \,Viszenki: Niektóre wierzenia ludowe w ~dkach
346
•Jan Ptaśnik :. Podania i wierzenia kaszubskie a nasze .
357
, Jan Jakóbiec: Dyabel w pojęciu ludowem .
365
, Dr. Alfred Landau : U wagi do „Hagady"
369

Il. Zbiory materyaiów etnograficznych.
, M. Kapuściński: Słowniczek gwary ludu krakowskiego (z okolicy
Czernichowa) .
• Fr. Rawita Gawroński: Szczedrówki z Michowy .
, Bron. Kryczyński : Szopka w Podhorcach .
Pobratymiec: Środki lecznicze i ich nuwy aptekarskie u ludu
M. Kietlicz: Przyczynek do terminologii garncarskic:1j .
, Szym. Gonet: Powstanie grzybów
Bron. Świdnicki: Przyczyna burzy i niektóre wyobrażenia religijne ~du

63
65
154
164

166
i67

168

-- IV Str.

Leon Magierowski : Bajki
• Roman Zawiliń,ki: Przyczynek do twórczości ludu myślenickiego
. S. Udziela: Wzory ludowego haftu białego
, Jan Ptaśnik: Trzy podania z powiatu bocheńskiego
„ Jan Świętek: Przyczynek do „Hagady·'
.
.
• Z. Strzetelska-Grynbergowa: Podanie o Uryczu i Korczynie .

1 70
258
265
360
367
371

III. Rozmaitości.
Ja n Wit ort :1 Kunigowanie na Litwie, str. 78; Fr. Kr cek: List
do św. Piotra. małoruski. str 79; Te n że:• Zamawianie chorób i t. p.
str. 80; Te n że: Z da,tnych rad gospodarskich, str. 80; Te n że: Na
bolenie zębów, str. 80; Te n że : J ednoroźec lekiem, str 81 ; Te n że:
, Krew lekarstwem na ,,wielką chorobę", str. 8 I; Te n że: Baba u farosa,
str. 81; Tenże: •Kołysanka: ,,Jedzie, jedzie pan'', str. 81; M. Kietlicz:
, Mętowanie, str. 82; Ra wita-Gawr oń ski: •Sobótka w południowej Sło­
wiańszczyźnie i w Grecyi, str. 176 ;_ Dr. J. L.: Przyczynek do zamawiania
• chorób, str. 1 77; Dr. Fr. Kr ee k: • Fonograf w usługach ludoznawstwa,
str. 1 77; Te n że:• Do pierwotnego oświetlenia chałup, str. 178; 're n że:,
• Chińska paralela konia trojańskiego, str. 178 ~ Te n że: •Zabawy w kota
i myszkę u Greków starożytnych, str. 178; Te n że: ,Zabawa w żótwia dziewcząt greckich w starożytności. str. 179;
Te n że: ~Dzwon zatopiony,
str. li 9; Te n że: ,Podobieństwo z dziedziny lecznietwa ludowego str. 179 ;
Te n że: 1 Zwyczaje styryjskie równoległe do naszych, str. 1 /'\O; rr en że :
• Głos puszczyka, str. 267; Tenże: ,J.\,fowa zwierząt, str. 267; 'fenże:
,Z mowy ludowej, str. 268; Tenże:•Do botaniki ludowej, str. 208;
Te n ź e :• Na febrę, str. 268; T e·n ż o:' Do Sobótki, str. 269; 'fe n że:
• ~obótka w Korsyce, str. 269; St. 9; dziar s k i: , Sobótka w Sanockiem,
str. 269; Dr. Fr. Krcek:--Pijany jak Polak, str. 270; Tenże:•Jed1ie,
jedzie pan, str 270; Te n że: • Ślimak, ślimak wy.staw rogi, str 270;
Tenże: ,Świątniki, str. 271; Tenże; •Do obrzędu ,,Dziadów", str. 271;
Te n że: •Do rozmowy z głuchym, str. 271; Te n że: •Zdobnietwo przedmiotów do użytku codziennego, str. 27:a Te n że: ,Kurza ślepota. str. 273:
Te n że: -Lekarstwo na oczy, str. 273; ' Te n że: 'Bretońska paralela do
opowieści polskiej, str. 273;
rrenże:• Biizumczycy breto11.icy, str. 274;
Te n że: ·Do obrzędów wigilijnych, sfr. 274; 'fe n że: tDo zaba\v dzieci
w dawnej Grecyi, str. 274; St. Zdziarski:•Dwa motywy „bajeczki
o pastuszku'', str. 274; Dr. Fr. Krce k: • W sprawie bajeczki o pastuszku, str. 373; Te n że:, W sprawie an1:gdoty o Stańczyku. str. 3 75;
Tenże: • Z gwary złodziejskiej, str. 376; Tenże: , Do gienezy mę­
towania „Ekite pekite'·, str. 376; Te n że: , Do gienezy wyrażenia
, mieć kogo za cztery litery' , str. 3 77; Te n ż e : •Podobieństwa z dziedziny lecznictwa ludowego, str. 3 77; Te n że : 1Kottun lekiem, str. 3 77;
Te n że: 'Mowa zwierząt, str. 377; St Z dziarski: • Baba u farosza,
str. 3 7 7 ; D r. Fr Kr cek : •Do pierwotnego oś wiotlania chałup, str. 3 78.;
Tenże:,Zamawianie chorób, str. 378; Tenże: 1Lekars).;wo na jad żmii,
str. 378; Te n że: 1Mlócka Z·~~~m bydła zamiitst\r~k h1dzkich, str. 378;
Tenże:•, W sprawie ,,bożej krówki'', str. s;.ą-; t'renżti;:•Do Sobótki,

r

-Vstr. 3 79;, Te n że: ChoJzenie po kolędzie, str. 380; Te n że; Wzór sło­
wników gwarowych, str. 380; Te n że: ,W sprawie „domowika'', str. 381 ;
Te n że: ,Ciekawy zabobon polski, str. 382; Te n że: .. Do przesądów myśliwskich, str. 382.

IV. Rozbiory i sprawoz<lania.
Str.

M. Kovalevsky: Tableau des origines et de l'evolution de la famille
de la propriete (H. Kasperowicz)
82
' Izvestija muzejskega drustva za Kranjsko ured. A. Koblar (J. L ) .
85
, Ks. Wlad. Sarna: Opis powiatu krośnieńskiego pod względem geograficzno-historycznym (dr. K. J. Gorzycki)
.
.
.
85
tt Georg- Polf vka : Seit welcher Zeit werden die Greise nicht mehr
getotet (St. Zdziarski)
88
, Nazwy słowiańskie w ziemi cieszyńskiej (dr. St. Eljasz-Radzikowski)
88
• Gotthelf Broniach: Kaschubische Dialectstudien (Dr. J. Polivka) . 180
• Prof. d[, R. Fr. Kaindl: Ethnograph. Streifzilge in den Ostkarpaten
(Zukowski)
185
, J. Witort: Prawo pierwotne, Warszawa 1899 1M. D.) .
185
, H. Łopaciński: Lucjan Malinowski, Warszawa, 1898. (Dr. Fr. Krcek) 189
t Kij6wskaja Starina, 1898, T. 62-63. (St. Zdziarski) .
189
• Letopis rnatice srpska, 1898. (Dr. J. L) .
.
191
• Dr. Óenck z:brt: Literatura kulturn,~ historycka a etnograficka
1897 - 98 (Dr. Fr. Krcek)
191
, F. Asmus und O Knoop: Sagen und Erzahlungen aus dem Kreise
Kolberg-Karlin (St. Zdziarski) .
.
193
, Franc. Zych: Zelman Wolfowicz (Dr. A. Kalina)
276
S. Udziela: l) Dwanaście legend i podań z pod Krakowa, 2) Z podań i dziejów ziemi bieckiej (L Młynek) .
276
, Gla~mik zemaljskog muzea (dr. J. Leciejewski) .
280
, E. 1\fonseur: L'Inde et l'Occident, (Dr. Fr. Krcek)
284
, 1 Dr. Eug. Romer: Spis prac ~dnoszących się do fizyografii ziE:lm polskich za lata 1891-95. (Dr. Fr. Kreek)
.
286
, Al. Bruckner: Drobne zabytki języka polskiego XV. wieku. Pieśni,
Modlitwy, Glosy (Dr. Fr. Krćek)
382
, W. Rolny: Dwie taksy towarów cudzoziemskich z r. 1633. (Dr.
Fr. Krcek)
385
--. Z. Pazdro: Przyczynek do historyi morderstw rytualnych (Dr. Fr.
Krcek) .
387

V. Sprawy Towarzystwa.
Sprawozdanie z V. Walnego Zgromadzenia
.Bilans kasowy
Bilans majątkowy .
Preliminarz na rok 1899
Posiedzenia Zarz~du
Zgrr,madzenie miesięczne naukowa

90
92
94
96
89, 195, 287
98, 196, 388

--· VI Str.

~8. 196, 388
Sprawozdania Oddziałów w Buczaczu
l 97, 288, 389
w Krakowie
,,
"
289
w Tarnowie
"
",,
198
w Tatarowie
"
w Wieliczce
99, 290
"
100, 198, 292, 390
Dary "
292
Stosunki z innemi Towarzystwami i redakcyami pism .
Spis członków
100, 200, 295, 891
101
Polemika
.
.
Wspomnienie pośmiertne (W. Ozga, Włodz. hr. Dzieduszycki) 296, 392

Spis współpracowników
których prace zostały umieszozone w roczniku V:
Dr. M. Allerhand (Lwów)
M. D. Galicya.
Szym. Gonet (Inwałd p. Andrychów).
Dr. K. J. Gorzycki (Lwów).
Jan Jakóbiec (Kraków).
Dr. A. Kalina (Lwów)
M. Kapuściński (Podgórze)
H. Kasperowicz (Zurych).
M. Kietlicz (Lwów).
Dr. Fr. Kr(~ek (Lwów).
Bron. Kryczyński (Lwów).
Dr. Alfred Landau (Wiedeń).
L. Magierowski (Jaćmierz).
L. Młynek (Tarnów).
Dr. Na,dmorski (W. X. Poznańskie).
ś. p. Zegota ·Pauli (Kraków).
Pobratymiec (Galicya).

Dr J. Polivka (Praga).
Jan Ptaśnik {Kraków).
Dr St. Eljasz-Radzikowski {Lwów).
Fr. Rawita-Gawroński (Lwów J.
Józef Schnaider (Peczeniżyn).
Zofia S~rzetelska-Gryn berg (Lwów).
Bron., Swidnicki (Niepołomice)
Jan Swiętek (Kraków).
Dr. M. Udziela (Janów).
S. Udziela (Wieliczka).
Józef z nad Wiszenki (Lwów).
Jan Witek (Kraków\.
Jan Witort (Poniewież gub. Kowieńska•.

Prof. Roman Zawiliński (Kraków).
Stan. Z~ziarski (Lwów).
O. M Zukowski (Czerniowce).

O GŁ O S Z E N I E.
Roku 1900 na Zielone Świątki odbędzie się Zjazd historycznoetnograficzny w Krakowie. Upraszamy wszystkich tych Cztonków naszego Towarzystwa, którzy chcą, wziąć udział w Zjeździe,
o J·askawe zg,l'oszenie się do Redakcyi i podanie tematu referatów,
które chcą, wyg,tosić, najpóźniej do końca grudnia b. r.
Bliższe szczeg6ty udzieli Redakcya „Ludu" i program Zjazdu,
który w następnym zeszycie „Ludu" zostanie ogłoszony.

J

I

ZE STEPOW AZYi SROOKOWEJ *)
(Sz:kic etnograficzny).

Ludziom z zachodu, którzy przywykli widzieć lasy i pola,
wsie i miasta, trudno wyobrazić sobie stepy; każde wspomnienie
o nich wywołuje obraz olbrzymiej płaszczyzny, pokrytej' bądź
piaskiem, jak Sahara, bądź jednostajną, bujną roślinnością, jak
amerykańskie „prerye"; zawsze jednak znamienną cechą stepów
jest nu.ząca jednostajność, wzbudzająca tęsknotę lub pewną ospało~ć, wieczne powtarzanie się tych samych obrazów, tych samych
wrażeń. Takie wrażenia wynosi zwykle podróżnik przy pierwszem
obeznaniu się ze stepem, lecz one rychło nikną, skoro oko oswoi
się z niezwykłym widokiem, skoro baczniej rozejrzy się w oto
czeniu. Nie widać tu ani pól, falujących zbożem, ani owej prawie
czarnej zieloności lasów iglastych, a jednak gra barw jest niemniej żywą i niemniej urozmaiconą. Obok szarego piasku, stanowiącego tło obrazów stepowych, ciągną się nad ruczajami długie
smugi tra wy, jak ruń zielonej, a usianej kwieciem iry su; gdzieindziej widać srebrzyste duże plamy -- to piołun, którego zapach
roznc, si wiatr po całym stepie, tam dalej, jak śnieg na sło11cu,
błyszczą sołonczaki, a jeszcze dalej na skraju horyzontu wystt,pują skały, przednia straż gór Ałtajskich. Nim skwar południowy
minie, zdaje się, ze wszystko wymarło, •- schowało się pod kurhanami, rozsianymi wśród stepu. Lecz niech zbliży się wieczór,
niech promienie słońca padną ukośnie, a jc.lkby za dotknięciem
czarodziejskiej ró.żdzki zmienia się krajobraz. Cudowna gra światła
przemienia skały w fantastyczne zamczyska o niezliczonych basztach i wieżach, a głosy zwierząt składają się na przedziwny
*) Praca powyż1rna ma wprawdzie pośredni związek z polskiem ludoznawstwem, jednak ze względu na to, że jest ona ważnym pl'zyczynkiem do
etnologii, która wchodzi w zakres programu ,,Lmln", nie mniej, że opiern
~iQ na aulopsii autora, gruntow1wgo znawcy stosunków syberyjHkieli, została pomieszczoną w „Ludzie".
Red.
1

2
koncert stepowy. Podnosi się ożywczy wietrzyk... To też mieszkańcy miast stepowych nie mogą nachwalić się stepu, tęsknią
za nim, gotowi nawet koczować, byle tylko żyć w stepie, oddychać jego świeżem powietrzem, pieścić się tymi obszarami niezmierzonymi, jakby stworzonymi dla zycia koczowniczego. Kto
był w stepach, kto oddychał ich powietrzem, patrzał na te bezmiary, ten zrozumie niezawodnie to dziwne uczucie, które nie po_
zwala pozostawać długo na jednem miejscu i ciągnie ustawicznie
w dal ... w dal ...
Wiadomo zresztą, że od wieków stepy Azyi środkowej budziły podobne uczucia ... Od jak dawna ród ludzki pamięta, mi eszkały w stepach ludy koczownicze; jedne ustępowały, inne zajmowały ich miejsce.
Niektóre wylevvały się poza obręb stepów
niosły na zachód i na wschód śmierć i zniszczenie, a potem wracały do stepu i zupełnie znikały; inne znowu zdobywały nową
ojczyznę i zapominały o swej kolebce; inne zaś znikły doszczętnie
i juz nikt nie potrafi wskazać tych miejscowości, w których niegdyś one koczowały.
Dziś głównem plemieniem, koczującem w stepach Azyi środ­
kowej, są Kirgizi. Od "dachu świata", Pamiru, aż do wielkiej
drogi Syberyjskiej, od Orenburga aż do północno-zachodnich granic Mongolii koczują oni, a na północy tej ogromnej przestrzeni
stanowią przeważną czt;ść ludności. Jakiem jest pochodzenie K.irgizów, dotąd niewiadomo ; jedni utrzymują_, że są oni osobnem
plemieniem fińsko -mongolskiego szczepu; wedle innych zaś stanowią zlepek rozmaitych plemion, które kiedyś w stepach koczowały. Sami Kirgizi niewiele o swojem pochodzeniu wiedzą; jedni
twierdzą, że pochodzą w prostej linii od psa rudego i 40 dziewcząt (krk 40 kyz), lub że są potomkami 18 starożytnych bohaterów, których czczą jako protoplastów 18 głównych rodów
kirgizkich.
Pewnem jest, że Kirgizi należą do szczepu fińsko - mongolskiego, oraz ze kolebką ich jest lewy brzeg Syr - Daryi, skąd
stopniowo rozlali się po całym obszarze dziś przez nich zajętym.
Północno-wschollnia część stepów kirgizkich, dzisiejszy kraj Siemipałatyński, był zamieszkały przez Dzungarów i Kałmuków. Pierwsi w walce z Kirgizami bądź wyginęli, bądź zlali się z nimi ;
drudzy zaś posunęli się dalej na wschód, w góry Ałtajskie lub
w granice Chin ku pobratymczym Mongołom. W kraju zaś rozgospodarowali się Kirgizi wraz ze swemi stadami baranów, wiel
bh\dów i koni, prowadząc dalej swe odwieczne życie koczownicze·
tak jednostajne, tak zalezne od warunków klimatycznych.
'

3
Lato, to peryod rozkoszy dla Kirgizów: upałów nie obawiają
oni, a gdyby nawtt skwary dokuczały zanadto, to jurta, lekki,
obszerny a wysoki namiot z grubego wojłoku, dostarczy zawsze
schronienia przed promieniami słonecznemi. Brak wody rzadko
daje się odczuwać: Kirgiz zna doskonale swój step, zna wszystkie
źródłn i studnie i prawie zawsze tak umie się urządzić, że ma
wody dosyć.
Na bogatych pastwiskach osłabione i wychudłe stada rychło
przychodzą do pełni sił; klacze i owce dają dużo mleka, a więc
i Kirgiz jest sytym i strawa jego, składająca S\ę przeważnie
z mleka zsiadłego (ajran u), sera (kurt) i kumysu, jest rnwsze
świeżą i zdrową. Lato sprzyja rozjazdom, pozwala odwiedzać znajomych i krewnych, często koczującyoh o kilkaset wiorst, a towar?yski Kirgiz nigdy nie omieszka skorzystać z tej sposobności;
to też lato można nazwać karnawałem stepowym; latem też odbywają się rozmaite zabawy, wyścigi konne, walki atletów, gody
małże11skie, wybory, sądy i t. d.
Lecz gdy nastanie zima, gdy spadną śniegi, a zwłaszcza,
gdy powstaną straszne burany (bur a n - zamieć śnieżna), trwające po kilka i kilkanaście dni, wówczas nastaje .,,ciężka pora
roku". Niedawno rzeźki i ruchliwy kocZ<: wnik zakopuje się
w „kystawie", lichej lepiance z gliny i chróstu, bez dachu i okien;
strawa jego jest nędzna i sprowadza się do resztek sera i małych
porcyi mrożonej koniny lub baraniny; stosunki ze światem zewnętrznym przerywają się na kilka miesięcy lub są tak trudne,
że pomimo nudy i tęsknoty towarzyski Kirgiz nie odważa się
opuścić aułu ... z obawy wilków i buranów.
Jeszcze gorszem jest położenie stad... Dla wielkiej ilości
bydła nie sposób zrobić latem dostatecznego zapasu siana.
Nieliczne stogi zachowują_ się na koniec zimy lub początek wiosny.
Stada same szukają sobie pożywienia, rozkopując śnieg i żywiąc
się zeschłą trawą zeszłoroczną. Dopóki nie spadnie śnieg głęboki,
nim wąwozy i jary nie zostaną zasypane, stada trzymają się nieźle, lecz gcty nastaną burany, a zwłaszcza po odwilży straszny
północno - wschodni wiatr pokryje cały step grubą warstwą zlodowaciałego śniegu, wówczas następuje straszliwa klęska, nazywana
„dżut".
W ciągu kilku dni giną z głodu ogromne stada, a ich
właściciel z żonami, dziećmi i domownikami, bezsilny wobec nieszczęścia, patrzy na upadek swego dostatku, na mienie topniejące,
jak śnieg wiosenny i bezwładnie wyczekuje nowego gościa śmierci głodowej. Jednej ciężkiej zimy, jBdnej gołoledzi wystarcza,
by tysiące zamożnych Kirgizów doszło do kija żebraczego, by
się

1

*

4
zaczęła grasować olbrzymia śmiertelność, by ludzie umierali wprost
z głodu, jak to się działo w czasie 18B2- 1883 r., kiedy z powodu „dżutu" padło blisko 3/, ogółu stad kirgizkich. \\' samej rzeczy dobrobyt Kirgiza, niemal całe jego życie, pozostaje w ścisłej
zależności od stad: barany, wielbłądy i konie zaopatrują Kirgizów we wszystko, co im potrzebne jest do życia: odzież, obuwie,
sprzęty domowe, a poniekąd i samo mieszkanie wyrabiają oni
z wełny, sierści i skór bydlęcych; nawet opału „kij" dostarczają
im zwierzęta (kij - to ubity i wysuszony pomiot barani, który
zastępuje w stepach bezleśnych nasze drwa).
Nieliczne i mało rozwinięte rzemiosła kirgizkie przerabiają
niemal wyłącznie produkta zwierzęce. Ze skór szyją się duże
i małe wory~ zastępujące nasze naczynia, z rogu robią łyżki,
strzemiona i inne przedmioty drobne, a płasko porznięte i rzeź­
bione kości służą do inkrustacyi małych mebli, zastosowanych do
życia koczowniczego. Źelazo było wprawdzie znane już oddawna
w stepach, ale do niedawna ceniło się bardzo wysoko; otrzymywano je drogą wymiany z Turkestanu. Koczownicy otrzymywali
je bądź w postaci wyrobów gotowych (zbroję, szyszaki, szable,
noże, kotły i t. p.), bądź też przerabiali na miejscu na ostrza pik
i straszni~ aj bo ł ty (mała siP-kierka, osadzona na długiej, gibkiej
trzcinie). Z Turkestanu otrzymywali też Kirgizi tkaniny baweł­
niane, jedwabne, lżejsze i ozdobniejsze, niźli wyroby z grubej'
wełny owiec stepowych i sukna wielMądzie. Przy bliższem zetknię.
ciu się z narodem, pod którego władzą dziś zostają, wyroby turkestm1skie powoli zostały wyrugowane przez rosyjskie; wówczas
też Kirgizi poraz pierwszy poznali
produkt życia osiadłego,
a mianowicie chleb. Chleb, dla nas tak potrzebny, nawet dziś
u Kirgizów jest bardzo mało używany, a do niedawna stanowił
artykuł zbytku, znany bardzo nielicznym rodzinom, koczującym
w poblizu stałych osad rolniczych. Obecnie spożycie zboża
w stepach wzrasta z każdym rokiem i jeśli nadal tak będzie
wzrastało, to wkrótce ziarno i mąka zastąpią Kirgizom mleko
i mięso. Ten wzrost spożycia zboza pozostaje w bezpośrednim
związku ze zmianą warunków ekonomicznych i ogólnym upadkiem dobrobytu koczowników -- z jednej strony, z drugiej zaś
wytwarza nowe zwyczaje i potrzeby, tudzież przygotowuje powoli
podstawę dla zmian w ustroju społecznym Kirgizów, zbliża chwilę,
gdy będą oni musieli porzucić obecny tryb życia i stale osiąść
na. roli.·
Zetknięcie się z wyższemi formami· kultury i cywilizacyi nie
pozostc1je bez śladu; w dziedzinę starych obyczajów i zwyczajów

5
kirgizkich, oraz poglądów wdzierają się powoli nowe zasady
ziarna wyższego, ale obcego uspołecznienia, które - być może
rychło -· usuną uprzednie: formy życiowe, nieraz zachowujr\Ce
ślady zamierzchłej przeszłości.
A śladów owej przeszłości jest
jeszcze dużo, nawet pełnych życia. Tak w życiu społecznem Kirgizów zachowało się dużo pozostałości ustroju rodowego; niektóre
z nich są tak żywotne, odgrywają tak znaczną rolę, iż niewątpli­
wie - rzec by moina - są pamiątkami przeszłości niedalekiej.
Tu zaznaczę, że w odległych miejscowościach bardzo często
można spotkać spólnoty rodzinne, złożone z kilku lub kilkunastu
agnatów, żonatych i ddetnych, a rządzone przez· najstarszego
z pośród nich; zdarza się niekiedy, ie na czele takiej spólnoty
rodzinnej stoi osoba z wyboru jej członków, a nawet, acz bardrn
rzadko, kobieta wdowa. Człowiek obcy, osiadając w stepie, udaje
się pod opiekę jakiegobądź wpływowego Kirgiza, który go zalicza do swego rodu i uważa za krewniaka; ta okoliczność nadaje
mu wszelkie prawa istotnego członka rodu.
W sferze stosunków majątkowych szczątki organizacyi rodowej zachowały się w szczodrej pomocy biednym krewnym (zwyczaj dawania na lato.koni i owiec bez wynagrodzenia),'w prawie
słuiącem każdemu Kirgizowi brać w razie potrzeby n. p. konia,
by ścigać złodziejów, w nieograniczonej gościnności, wspólrn=•j
wypłacie „kuoów" (grzywien) i „kałymu"
(zapłaty za żonę);
w razie nieszczęścia lub niebezpieczeństwa pomoc wzajemna dla
członków rodu jest obowiązkową.
W prawie karnem spotykamy
wyraźne ślady zemsty rodowej i krwawiny. Do dnia dzisiejszego
zachował się jeszcze zwyczaj „tamyrstwa", t j. zbratania się dwóch
rodzin lub osób, które ustanawia jak najściślejsze związki braterskie. W ogóle i dziś nawet żyją wspomnienia o wspólnem pochodzeniu, o wspólnych okrzykach bojowych, oraz sprawach i interesach. Dziś nawet każdy Kirgiz wie doskonale, do jakiego
rodu należy; niektórzy z nich potrafią nawet wyliczyć wszystkie
rody kirgizkie w stepach, wskazać ich protoplastów i genealogię
pierwotną.

czasów da w no minionych należy lewirat,
chociaż dziś tło jego jest ekonomicznem. Wszakże ustrój rodowy
należy już do przeszłości, natomiast panuje niepodzielnie patryarchat. Patrząc na rodzinę kirgizką, zda się, że widzisz owych patryarchów biblijnych Abrahama i Jakóba, mających po kilka żon
i rządzących samodzielnie losem domowników. Rodzina kirgizka
składa się z głowy, jego żony lub żon, dzieci, niekiedy krewnych
i domowników; mienie stanowi jej część nierozerwalną. Głową
Do

pozostałości

6
rodziny jest zwykle oj cie~; posia,fa on prawa niemal nieograniczone. Żona jest jego własnością, która po jego śmierci dostaje
się w. spadku uratu ; dopóki jednak mąż żyje, mocen jest robić
ze swoją .żoną, co mu się podoba, nie oglądając się ani na przyszłość, ani na prawa swych bliskich agnatów. A prawa męża są
bardzo ob5zerne; rozciągają się one na osobę .żony i na. jej majątek. Mą.ż ma prawo wymagać, by .żona .żyła z nim razem, dzieliła jego losy, prowadziła gospodarstwo i t. d., słowem była jego
sługą pokorną; w razie najmniejszego wykroczenia może on karać żonę dowolnie, byle tylko nie znęcając się i nie kalecząc jej
ciężko. Oryginalnie zwyczaje kirgizkie określają pojęcie znęcania
się: mąż może chłostać żonę, ile się podoba i j:;i.k się podoba,
byle tylko w jurcie (w namiocie), ale uderzenie nagiej kobiety
poza jurtą - to znęcanie się; znęcaniem się będzie też przypiekanie .żelazem rozpalonem ciała żony i t. d. Oderwanie albo
urznięcie ucha, wywichnięcie nogi lub ręki ·- to kalectwa lekkie,
które nie są powodem do skarg... wedle prawa zwyczajowego.
Karnej represyi podlega mąz tylko za zabójstwo .żony i ciężkie
poranienie lub okaleczenie; pozywać go do sądu mogą ojciec
żony lub w ogóle jej krewni. Wypadki podobne zdarzają się jednak
bardzo rzadko; usuwa je możność i łatwość rozwodu, który zależy
wyłącznie on woli męża: dość mu trzy razy powiedzieć żonie:
,,idź precz lu (sin tałak), a ju.ż rozwód gotów! Rozwiedziona powraca do swojej rodziny i może wyjść za mąż. Jeżeli mąż nie
zgadza się na rozwód z żoną, a obchodzi się z nią źle, to jej krewni robią mu pewne przedstawienia i skłaniają do zmiany postę­
powania, co nieraz odnosi skutek pożądany; wszak.że nie mają te
u wagi żadnej sankcyi zwyczajowej. Jeżeli Kirgiz ma kilka zon
(maximum 4), to postępowanie jego nie ulaga zmianom zasadniczym, bo kazda prowadzi gospodarstwo oddzielne; tylko zona
pierwsza - bijb ac ze - cieszy się większym szacunkiem. Nawiasem mówiąc, wieló.żeństwo śród Kirgizów chyli się do upadku;
liczba .żon dawniej nieograniczona, została dziś sprowadzoną do 4,
co nie ma jednak znaczenia powa.żnego, z powodu łatwości rozwodów. ~ierównie większe znaczenie mają czynniki ekonomiczne,
zwłaszcza kał y m, bez którego wypłaty nie można dostać żony;
to te.i. wielożeństwo jest dziś dostępnem tylko Kirgizom bogatym.
Zresztą i publiczna opi11ia kirgizka zaczyna je potępiać ... Dodam
jeszcze, że mąż ma prawo sprzedać lub wydzierżawić swoją zonę,
przelewając na dzierżawcę wszystkie swe prawa; zdarza się to
u.ż bardzo rzadko i jak się zdaje tylko za zgodą żony.

7
Mienie żony (d ż as a n) zlewa się z mieniem rodziay mężo­
wskiej, ona zaś traci doń wszelkie prawa; wyjątek stanowi tylko
szczególny strój głowy, san k e 1 e, ozdobiony perłami, koralami,
złotem i drogimi kamieniami, którego wartość niekiedy parę ty sięcy rubli wynosi. Strój ten stanowi bezwarunkową własność
żony i w razie bezpotomnego jej zejścia z~ świata zwraca się rodzinie. Resztą miP-nia żoninego mąż rozporządza zupełnie dowolnie; nawet gdy żonie zagraża głód, wówczas tylko krewni mogą
robić swoje uwagi i prosić męża o oszczędność.
Wszakże w czasach ostatnich Żo!'ly zaczynają nabywać niejakich praw do majątku mężowskiego. Tak n. p. wdowa bezdzietna, jeżeli nie ma kogo poślubić z pośród krewnych mężowskich,
wraca do rodziny i otrzymuje 1/ 6 część majątku męża. Zdarza się,
że krewni pozwalają wdowie zabrać najmłodsze dziecko, jeśli ono
nieodłączone, oraz 1/8 część mienia. Nareszcie przy rozwodzie zwyczaj dziś każe dać żonie wielhłąda, konia, pościel i część mienia.
Władza głowy rodziny nad jP.j młodszymi członkami jest
daleko większą, niż władza męża nad żoną. Do niedawna oj ciec
posiadał prawo życia i śmierci w swych rękach; dopóki nie zniesiono niewolnictwa w stepach mógł ich sprzedawać dowolnie.
,, Syn przed ojcem, jak niewolnik przed panem" (at a ł y u ł, koż a ł y kuł) mówi przysłowie kirgizkie, charakteryzując stosunek syna do ojca. Jak niewolnik względem pana ma tylko obowiązki, nie zaś prawa; tak i syn w stosunku do ojca; winien on
tylko ślepo spełniar. rozkazy ojca, uważać go niemal za wcielenie
bóstwa; jego los zależy całkiem od woli ojca; słowem ojciec jest
panem wszechwładnym. Jeżeli dziś nie może zab!ć syna lub sprzedać go w niewolę, to ma prawo trzy razy wynająć go osobom
postronnym, pobierając jego zasługi. W granicach, zakreślonych
prawem karnem, zwyczaj pozwala ojcu nietylko bić syna, nawet
dorosłego, chłostać go, więzić, głodzić, zakuwać w kajdany, wypędzać z aułu i wydziedziczać, ale nawet najmniejsza skarga ojca
na· syna znajduje zupełne uwzględnienie w sądach ludowych (bijów), które, nie roztrząsając sprawy, skazują syna na kary najsurowsze. Skargi syna na ojca nigdy nie są uwzględniane przez
sądy „bijów".
Do niedawna za obelgę czynną ojca spotykała
syna kara następna: rozebranego do naga oprowadzano z powrozem na szyi po aułach i bito nahajami, wymieniajctc winę. Dziś
kary tej zastosować nie można, ale wedle zdania „bij ów" jest ona
zupełnie słuszną i sprawiedliwą, przeto sądy, nie mogąc jej stosować, uchylają się od rozstrzygania spraw o czynne obelgi rodziców, przekazując je krewnym pokrzywdzonego. Dodam wreszcie,

8
że

prawo rodziców co <lo życia dzieci niezupełnie jeszcze zatarło
1:,i~; dotąd wyst~puje ono '.V formie zabójstwa słabych dzieci, by
za.pomocą denuncyacyi fałszywej zwalić odpowiedzialność za ich
śmierć na ród wrog·i, co praktykuje się często.
"\V-reszcie ojdec
zaręcza syna, zwykle niemowlęciem jeszcze, a w wyborze przyszłej synowej kieruje się
wyłącznie pobudkami matnyalnemi.
Zdar.rn się, że krewni starają się drogą namowy skłonić ojca, by
dał synowi coś ze swego mienia i rozstał się z nim ; w jednym
tylko vvypadku, t. j. gdy ojciec ożenił się powtórnie i żyje z macochą, syn ma prawo żądać wydziału części mienia ojcowskiego.
S4dy ludowe zwykle nie odmawiaja. w tych razach swej pomocy.
V-i cale inne jest położenie córki; do rodziny należy ona
tylko czasowo, do zamęźcia. Już od urodzenia córki ojciec marzy
o otrzymaniu za nią zapłaty (kały m u). poszukuje dla niej męża
i często zawiera umowę o jej sprzedaż, gdy spoczywa ona jeszcze
w kolebce; często pobi~ra nawet częściami za nią kałym. Córka
dla rodziców staje się więc jakby obcą; zadaniem ich jest wychować ją, nauczyć gospodarslwa kobiecego i wreszcie oddać j~
wraz z wyprawą przyszłemu mężowi. Ojciec oznacza tylko wysokość kałymu i wyprawy; całe wychowanie zaś należy wyłącznie
do matki, która za post~powanie córki jest odpowiedzialną przed
mężem.
Matka obchodzi się w ogóle z córką bardzo łagodniA
i delikatnie; młoda Kirgizka nie zna, co to chłosta, która tak
często spotyka jej rówienniczki chrześcijańskie; w razach ostatecznych matka poprze~taje na szturchańcu lub wytarganiu za
uszy czy włosy. Prawo zwyczajowe kir Jzkie zaleca w\.e lką łago­
dność w postępowaniu z dziewczętami: ,,ojciec bije syna, by go
poprawić, matka córkę by zepsuć" (a k e ur gan u ł u n gar
czysze urgan kys un bas) - mówi prqsłowie. W ogóle poło.zenie dziewczyny w rodzinie jest wcale znośnem; nawP-t przekroczenia zwyczajowe nie pociągają dziś zbyt przykrych skutków
Prawa majątkowe ojca rodziny względem dzieci są różne.
Ojciec obowiązany utrzymywać córkę do zamę źcia; po zamęźciu
zaś córka obowiązana dać mu pewne podarki, oraz utrzymywać
matkę, jeżeli ta nie ma synów i środków do życia. Syn za wsze
jest obowiązany utrzymywać rodziców ; ojciec zawsze ma nieograniczone prawo do iego majątku; każdą rzecz syna może wziąć na
własny użytek, byle nic oddawać osobie trzeciej. Nie ma on ża­
dnego prawa do synowej; jedną tylko chwilę w czasie ceremonii
:;Iubnej wi<izi jej twarz, a potem nie powinien jej nawet znać; to
też 'zwykle świekier nie zna swojej synowej, pomimo tego, iż
całe lata mieszkają razem w jednym aule. Pożycie miłosne świe-

9
kra z synową (świt~krowstwo, snuch'lczestwo), tak roz~)owszechnione na Syberyi, Kirgizom jest zupełnie nieznanem. Do rodziny
niekiedy naleh\ i zięciowie; zdarza się, że Kirgiz nie mający czem
zapłacić. kałymu, przyłącza swoje stada do stad Kirgiza, którego
córkę ma zaślubić; zaślubia ją nareszcie i wchodzi w pewien zaleźny od teścia stosunek. Zwyczaj ten nazywa się „kusz k -j o w",
spotyka się rzadko i nie cieszy się sympatyą Kirgizów: ,,lepiej
być psem nieprzywiązanym, niźli zięciem zależnym od teścia"
(kał u d ag y k i j s n de n ka r g y s y d ż o k ta z y arty k), głosi
przysłowie.

Ze względu na warunki życia koczowniczego Kirgizi wielc<i!
dbają o zachowanie stosunków przyjaznych z innemi rodzin am i;
sama istota położenia zmusza ich do tego. Rozumie :iię, że w rodzinie patryarchalnej wszystko zależy od jej głowy, przeto Kirgiz
zawsze stara się zawiązać dobre stosunki tylko z głową innej rodziny; rzeczywiście nigdy nie omieszka korzystać z najmniejszej
okoliczności w tym celu. Niekiedy pomiędzy głowami rodzin wywiązuje się prawdziwa konkurencya i dyplomaci stepowi zuży­
wają dużo przebiegłości i chytrości oprócz cennych podarków, by
zawiązać stosunki przyjazne z kirg izem wpływowym a możnym.
Zwyczajowo wyrobiły się pewne formy stałe tych stosunków, zwa •
ne z kirgizka „tamyrstwem ". Związek taki zobowiązuje do podarków wzajemnych i winien trwać całe życie bez przerwy: ,, woda
przecedzona nie ustaje się, a kość z kością nie rozłącza się" (su
s;uselmejde, snek uselmejde), mówi przysłowie. Ta forma
tamyrstwa zowie się „snek tamyrstwo". Najwyższą jednak formą
jest ,,doz tamyrstwo" t. j. przyjaźń wieczysta, którą ustanawiają
dwaj mężczyźni uściskając się obnażonemi P,iersiami (kusz a k taska n), lub pociągając za duży palec (bar mak -u ź taska n).
Ta forma przyjaźni przechodzi z pokolenia w pokolenie i kończy
się zwykle zwhizkiem małżeńskim pomiędzy potomkami pierwszych
tamyrów. Wkłada ona na obie strony obowiązki tak wielkie
i święte, że je chyba można przyrównać do obowiązków braci rodzonych .... wedle pojęć Kirgizów. ,,Doz tamyrstwo" może być
zawarte nawet ~ nie Kirgizem, nawet z kobietą, byle nie Kirgizką.
Najniższa forma tamyrstwa „ans tamyr" daje tylko prawo do podarków wzajemnych, bez żadnych innych obowiązków i ograniczenia co do czasu.

II.
Współczesne małżeństwo Kirgizów jest instytucyą złożoną
z różnych pozostałości szczątkowych i nawarstwień historycznych,

-

10 -

które nie zlały sif: dotąd zupełnie. Pomijając takie zabytki zamierzchłej przeszłości jak obrzęd porwania oblubienicy, należy
podkreślić trzy główne składniki małżeństwa: ludowe prawo zwyczajowe, wpływ prawodawstwa mahometańskiego i koranu oraz
oddziaływanie kultury i cywilizacyi rosyjskiej. a zwłaszcza prawodawstwa cywilnego. Wpływy rosyjskie wyrażają się głównie
w zastosowaniu do życia codziennego nowych poglądów na kobietę, na prawo dowolnego rozporządzenia jej osobą i t. d. Wpły­
wy te datują się od niedawna, ale potęga ich wzrasta coraz bardziej
Wedle starego prawa zwyczajowego, pochodzącego, jak głosi
podanie, z czasów chana Tanke, wiek zawarcia małźeństwa określał się dla mężczyzn na lat 15, dla kobiet zaś - 16; wymaganie
większej dojrzałości fizycznej od kobiet tłómaczy się warunkami
życia koczowników, w którem cały ciężar robót domowych i gospodarczych spada wyłącrnie na kobietę Z czasem atoli ograni·
czenia wieku osób, wstępujó\cych w związki małżeńskie - straciły wszelkie znaczenie; dziś żadnych ograniczeń już niema. Mał­
żeństwa wczesne spotykają się dość często; tłótnaczą się one chę­
cią prędszego otrzymania kałymu, spokrewnienia się z rodem
wpływowym, posiadania robotnicy bezpłatnej u biednych i t. d.
Stare i nowe prawa zwyczajowe różnią się z sobą co do zakazów małżeństwa pomiędzy krewnymi i powinowatymi; pierwsze
bezwarunkowo zakazywały związki małżenskie do 7 pokolenia,
drugie zakazują je tylko pomiędzy krewnymi w liniach wstępnej
i zstępnej oraz w liniach bocznych do trzeciego stopnia; nie wolno też poślubić macochy, pasierbicy, synowej i teściowej; małżeń­
stwo z siostrą żony i córką jej brata jest zakazane, jeżeli żona
żyje. Małżeństwo P?między stryjecznem lub ciotecznem rodzeń­
stwem jest dozwolone.
Małżeństwo zawierają Kirgizi prawie zawsze na mocy wzajemnej umowy pomiędzy głowami dwóch rodzin lub naczelników
rodu; na zgodę oblubieńca i oblubienicy nie zwracają najmniejszej
uwagi; zresztą bywa często, że obie strony znajdują się w dzieciństwie. Tylko w ostatnich czasach w powiecie Siemipałatyńskim
zaczyna rozpowszechniać się zwyczaj, na mocy którego oblubienica starsza o lat 6 od oblubieńca, nie może być zmuszona do
poślubienia go Wypadki zerwania umowy przedślubnej zdarzają
się bardzo rzadko, bo narażają zrywającego na ciężkie straty materyalne.
Koniecznym warunkiem wesela kirgizkiego jest swatanie,
które ciągnie się niekiedy przeszło 10 lat a jest połączone z masą
oryginalnych zwyczajów. Składa się ono z mnóstwa aktów po-

-

11 -

szczególnych, rzec można, stopniowo zwiększających odpowiedział·
ność matery alną za zerwanie umowy. Pierwszym aktem swatania
jest umowa wzajemna pomiędzy ojcami oblubieńca i oblubienicy;
umowa ta określa szczegółowo wysokość kałymu oraz sposób
i termin jego wypłaty. Ojciec chłopca winien złożyć ojcu dziewczyny podarek, zwany nkargaban". Zerwanie umowy pociąga
skutki następne: ojciec oblubienicy zwraca podarek i płaci karę,
ojciec oblubieńca traci „kargaban". Rozumie się, że umowa ta
zawiera się publicznie, przy licznych świadkach, jak zwykle u Kirgizów.
Drugim aktem są oświadczyny formalne, które łączą się zwykle z jaknajwiększym przepychem; robic;. się one przez swatów ,,kudełar'ów•-. Ilość swatów zależy od zamożności oblubieńca; niekiedy dochodzi ona do 20 osób. Swaty, jadąc do aułu oblubienicy,
zatrzymują się w najbliższym aule u krewnych oblubieńca i wówczas za~iadamiają o swojem przybyciu. Ojciec dziewczyny natychmiast zawiadamia swoich krewnych i przyjaciół, zaprasza ich
do siebi~, buduje jurty dla swatów i naznacza dzień ich przyjęcia.
W oznaczonym terminie przyjeżdżają swaty i w obecności zebranych gości - świadków - proszą o rękę córki gospodarza.
Oświadczyny przyjmują _się i natychmiast uświęcają się zarznięciem
białego barana i odmówieniem modlitwy. Potem następują uczty
i zabawy, trwające czasami dni kilka. Uczty składają się przeważnie z gotowanej baraniny, koniny, kumysu, herbaty i t. d,
zabawy zaś - z wyścigów konnych (baj g i), walki siłaczów,
spiewów chórów męzkich i żeńskich, oraz muzyki. W czasie tej
uroczystości, zwanej to j ku da t i n ser, przedmiotem powszechnych żartów i drwin są swaci; młode mężatki i dziewczęta
prowadzą ich do studni, oblewają wodą, zaprzęgają do wozów,
zmuszają ·wozić siebie i t. d. Chwila rozpłaty to uczta ostatnia, na której podają potrawę symboliczną ba ur kuj r i u k •).
Sporządza się ona z wątroby i tłuszczu białego barana, zarzniętego na początku uroczystości, oraz nkurtu" (gatunek sera).
Potrawą tą swaty częstują gospodarzy i ich krewnych, podając

*) ,,Baur" - wątroba -- w przenośni oznacza też braci rodzonych
i stryjecznych, przeio jedząc ją wspólnie, swaty stają się niby braćmi ;
tłuszcz i ser główne produkty pasterstwa wskazują jakby zamian~
wzajemną stad; barwa biała to oznaka radości. Ale ta potrawa posiada
też znaczenie prawne: w sądach ludowych ,,bijów" - służy ona za
dowód stanowczy swatowstwa; Jeśli świadkowie stwierdzą, że ją jedli, fakt
uważa si~ za zupełnie udowodniony.

-- 12 ją

na dłoni oraz starając się obmazać nią twarz częstowa
nej osoby; wówczas powstaje popłoch niemały, śmiech, krzyki...
Pod koniec uczty ostatniej, ojciec oblubienicy rozdaje swatom podarki, zwane k y i t; ich wartość u bogatych jest bardzo znaczną.
TrzPba zauważyć, że wartość podarków, które otrzymuje każdy
swat, zależy wprost od jego zamożnm';ci i pochodzenia; wyjątek
st anowi tylko ojciec oblubieńca, który otrzymuje podarek najcenniejszy, chociażby nie należał do osób bardzo szanowanych. Jeśli
on jest nieobecny, to podarek przysyłają mu przez swatów.
Trzecim aktem swatania jest wypłata „kałymu". Kałym jest
to zapłata, którą oblubieniec przy pomocy swe go rod u
składa ojcu oblubienicy; wysokość jej zależy od rozmaitych okoliczności obu rodzin, swatów, pochodzenia i t. d.; wogóle wysokość kałymu ze strony maximalnej wzrasta, minimalnej zaś --zmniejsza się. Dawniej kałym dzieJił się na trzy stopnie: do mała kk r k - dżety (47 trzechletnich klaczy), otu z dżety (37 klaczy) oraz dżygirma dżety (27 klaczy). Do najwyźszegu kały­
mu dodawano dwie dopłaty: bas-dżaksy i ajak-dżaksy~
dopłaty te wzrastając ustawicznie, doszły już do wartości 5 i 4
wielbłądów. Dziś ojciec oblubieńca, płacąc najwyższy kałym, daje
nie 4 7 klaczy trzechletnich, lecz 32 koni dorosłych i 9 wielbłą­
dów; ponieważ wartość jednego wielbłąda równa się _wartości
5-ciu koni, przeto najwyższy kałym wynosi 77 koni i nazywa się
dz a ks y ł y- kr k- dżety. Często jednak przekracza tę granicę
i wynosi np. u bogatych 100 wielbfądów czyli 500 koni. Najniż­
szym kałymem dziś jest o n - dzety czyli 17 koni, ale często zdarza się, że u biednych spada do 2 koni. Wysokość kałymu to
chluba Kirgizów, przeto obie strony starają się go określić jak
najwyżej. Odrabianie kałymu nie zdarza się wcale; trafia się jednak, że oblubieniec ubogi przyłącza swe stado do stad bogatego
kirgiza, o czem już ,\,.yżej ,vspomniano.
Po formalnych oświadczynach ojciec oblubienicy ze swymi
swatami, stosownie do warunków umowy, jedzie do aułu oblubie11ca po kałym. W czasie tych odwiedzin zachowują się te wszystkie ceremonie i obrzędy, które odbywają się przy nawiedzaniu
aułu oblubienicy przez swatów oblubie11ca; ró.znicę stanowi to, że
w czasie uczty nie podaje się kuj r i u k ba ur; oprócz teg~ swaty
oblubienicy otrzymują podarki tańsze, mniej warte, niż swaty
oblubieńca. Kałym wypłacają publicznie w końcu uroczystości. ...
stosownie do umowy, bądź w całości, bądź częściowo, w kazdym
razie uroczystości owe nie powtarzają si(~, gdy swaty przyjeżdzają
po c1eśriowe wypłaty kałymu. Składają się nań nie tylko rodzice

-

13 -

oblubieńca, ale i jego ród tudzież swaty; udział ostatnich tern
jest większy, im cenniejsze są podarki, otrzymane od ojca oblubienicy.
Znaczenie swatowstwa u Kirgizów jest bardzo wielkie; raz
zawarta umowa musi być koniecznie dotrzymaną, bo uważa się
za świętą. Wedle prawa zwyczajowego dwa tylko powody unieważniają ją: nieuleczalna choroba lub kalectwo oblubieńca czy
oblubienicy, ukryte przed drugą stroną, oraz oszustwo oblubieńca
np. jeżeli będąc biednym wydał siebie za bogatego.
Do tych d \VÓch powodów w czasach ostatnich dołączono
trzeci : można zerwać umowę, jeżAli oblubienica jest o sześć lat
starszą od obluLieńca. Zdarza się to wówczas, gdy dziewczyna
po śmierci pierwszego oblubieńca ma poślubić jego brata młodsze­
go, albowiem nawet śmierć nie prowadzi do zerwania umowy.
Jeżeli oblubieniec zmarł, to oblubienica mus i poślubić jego brata
nie żonatego lub najbliższego krewniaka w liniach bocznych : "ag a
ulse-dżenge muraś; at ulse-sauri muraś,, t. j. jeśli umrze brat, to bratowa - dziedzictwo, jeśli zdechnie koń, to skóra dziedzictwo - mówi przysłowie kirgizkie.
W razie śmierci oblubienicy, jej miejsce zastępuje siostra
młodsza lub krewniaczka. Jeżeli siostry zmarłej są ma!e a oblubieniec ma braci w wieku odpowiednim, to jedna z nich poślubia
jednego z braci oblubieńca. Kałym zwraca się tylko wówczas,
jeżeli niema kogo dać mu za żonę w zamian zmarłej. Na wolę
osób, mających wstąpić w związki małżeńskie, nie zwraca si~ najmniejszej u wagi. Jeżeli dziewczyna nie chciała poślubić męzczy­
zny, który ją kupił, to bez najmniejszej ceremonii zmuszano ją do
tego gwałtem. Dziś stan rzeczy nieco się zmienił; mimo to jednak
matka w razach podobnych nie szczędzi wcale swej córce chło­
sty .... 'Zresztą przymus fizyczny powoli ustępu1 e miejsce systemowi
kar pieniężnych i wynagrodzenia cywilnego. Jedynem wyJ~c1em
jest ucieczka, ciężkie przestępstwo wedle prawa zwyczajowego.
W ogólności tylko ojciec ma.ze rozpocząć spr a wę o porwaniu
córki; sprawy podobne zawsze wy\vołują walkę rodową wraz
z nieskończonymi najazdami, grabieżami, procesami i t. d.
Kałym już wypłacono bądź w całości, bądź w większej czę­
ści, ale obrzęd weselny następuje nie zaraz: rodzicom narzeczonej daje się znaczny przeciąg czasu na sporządzenie córce wyprawy -- d ż as a n. W tym czasie oblubieniec może odwiedzać
oblubienicę; te odwiedziny n i by są potajemne, chociaż w rzeczywistości odbywają się jawnie. Pierwsze z nich ~ ,, ur u n kiel u" - ma największe znaczenie i oryginalną stronę obrzędową.

-

14 -

Jadąc pierwszy raz do oblubienicy, oblubieniec zbiera cały orszak,
który składa się , kirgiza leciwego, a szanownego - .,,otagosy"
oraz najzręczniejszych jeźdźców. Cała ta gromada zatrzymuje się
w aule najbliższym i zawiadamia rodziców oblubienicy o swojem
przybyciu, wyczekując zaproszenia. vV aule oblubienicy budują
jurty dlań, ale w znacznej odległości od innych; swachny zaś
konno spieszą zaprosić oblubieńca; ta która pierwsza zawiadomi
go, otrzymuje znaczny podarek, zwany cz a up-kie 1 dy. Poczem
wszyscy razem jadą do aułu i zatrzymują się przy jurcie, wystawionej dla oblubieńca a otoczonej przez kobiety, które wyczekują
podarków - ,,czatyr-bajgozy".
Oblubieniec wszedłszy do jurty, natychmiast posyła matce,
babce i siostrom oblubienicy podarki, zwane i 1 u. Składają się
one z wielbłądów, jambów, materyi jedwabnych i 1:. d. Najdroższy
podarek otrzymuje matka, potem babka i t. d.; wogóle wartość
podarków maleje z oddaleniem stopnia pokrewieństwa. Oprócz
,,ilu" oblubieniec posyła jeszcze trzy rodzaje podarków: ka de,
u j g e - k r er oraz d żarty s; pierwsze żonom braci i stryjów
oblubienicy, drugie - samej oblubienicy a trzecie - jej innym
krewnym. Podarki te odgrywają rolę tak poważną, ze wedle kirgizkego przysłowia małże11.stwo może być zawartem raczej bez
kałymu, niż bez nich; oprócz tych podarków istnieje masa innych,
acz bardzo drobnych. W orszaku oblubieńca zawsze jest jedna
osoba -- kj en - dżygit, która zawiaduje ich rozdawaniem; tylko
,,dżartys" matka oblubienicy rozdaje wedle własnego uznania.
Po przyjęciu podarków rozpoczyna się uczta - to j, która
trwa cały d2ień; oblubienica ucieka od rodziców i kryje się
w najbliższym aule u krewnych. \Vieczorem w owym aule urzą­
dza się uczta z udziałem swach, jej przyjaciółek i przybyłego orszaku ale bez oblubieńca. W tym czasie matka panny posyła
gospodyni aułu, w którym przebywa jej córka, podarek, . zwany
k y r - ka z a r; przywozi go oblubieniec w tym celu, by ją uwolniono. Rzeczywiście przed świtem gospodyni aułu stara się oddać
oblubienicę swachnom, ale przyjaciółki nie wydają. Rozpoczyna
się walka, zwana tarty s (t. j. przeciągać się). Nare~zcie przyjaciółki otrzymują podarek a ł y m i wydają oblubienicę, która
w ich towarzystwie wraca do jurty rodzicielskiej. Jedna z pośród
nich zawiadamia o tern oblubieńca, podprowadza go do jurty,
w której znajduje się oblubienica, i przez kratki drewniane (na
nich rozciąga się wojłok namiotu) łączy ich dłonie*), za co dostaje

*) Zwyczaj ten nazywa si" ko ł u s - ta tar t. j. uściśnienie rf,lki.

-- 15 podarek. Oblubieniec natychmiast wraca do swojej jurty; w aule
zabawa zaś trwa aż do dnia. Następny dzień upływa spokojnie;
oblubieniec nie opuszcza ani na krok namiotu, dokąd swachny
przynoszą mu strawę i traktamenty.
Wieczorem w jurcie rodziców oblubienicy, z której się gospodarz wydalił, swachny ścielą pościel dla oblubieńca i w wielkiej tajemnicy przyprowadzają go, za co znowu dostają od niego
podarek tiu se n - s a ł ar (t. j. posłać pościel). Oblubieńca, gdy
wchodzi do jurty, matka oblubienicy obsypuje „urinkiem" (suszone
morele i brzoskwinie), ,,kiszmyszem" (winogrona suszone), orzechami i piernikami, które obecni zbierają; tu zwykle powstaje
hałas wielki, śmiech i t. d.; zwyczaJ ten zowie się cz as z u (sypać).
Potem wprowadzają oblubienicę; wszyscy opuszczają jurtę i mło­
dzi pozostają sam na sam, aż do powrotu rodziców, którzy udają,
że nic nie wiedzą. W ten sposób formalnie zachowuje się tajemniczość ur u n-kie 1 u. Uprzednio oblubienica, wchodząc do jurty,
w której ją oczekiwał oblubieniec, wylewała na żarzące się węgle
filizankę masła roztopionego; obecni kłaniali się nizko, a potem
przeskakiwali przez płomień, powtarzając: ot- a n a, maj - a n a
'
zary ł g a t. J, matki nasze, ogień i masło, błogosławcie! Zatem'
odbywała się bardzo złożona ceremonia układania do snu oblubienicy i oblubieńca ; dziś ona została zaniechaną stanowczo, ale
pozostał ślad słaby t. j. obowiązek złożenia. podarku swachnom,
zwanego kyz-kuszaktar *).

Takie wizyty oblubieńca trwają kilka dni, przerywane ucztami, wyścigami i t. d. Przed odjazdem Ojciec oblubienicy daje orszakowi zięcia podarki - ,,kyit", do worków zaś, w których
oblubieniec przywiózł podarki, wkładają dary, zwane „kapkas a ł ar" (położyć do worka), albo tez zwracają· niekiedy część
wypłaconego kałymu. Oblubieniec może odwiedzać auł oblubienicy choć kilka razy .... - aż do wesela, które następuje niekiedy
bardzo nieprędko, przy każdych odwiedzinach wyżej wspom·niane
ceremonie i obrzędy przestrzegane są pilnie.
Jeśli zmarł oblubieniec, to rodzice oblubienicy przywozą ją
do aułu zmarłego i pozostawiają tam na rok, by w żałobie opła­
kiwała swoją stratę; potem poślubia ona brata zmarłego lub jego
krewniaka. Jej rodzice składają rodzicom zmarłego podarki pocieszające a z a. Jeżeli zmarła oblubienica, to oblubieniec poślubia jej siostrę lub krewniaczkę, dopłacając do kałymu z 47 ko

a

~) t. j. objęcie dziewicy.

-

16 -

ni 4-5 wielbłądów lub do kałymu z 27 koni - wielbłąda i konia; gdy zmarła nie miała ani siostry, ani krewniaczki, którą mo żnaby było poślubić, zwraca się połowa wypłaconego kałymu.
Okres czasu od zawarcia umowy przedślubnej naznacza się
na przygotowanie wyprawy - ,,dżasan". W teoryi kirgizka nie
ma najmniejszego prawa do kałymu, ale faktycznie jego część
otrzymuje ona w formie wyprawy; bogaci dają zwykle znacznie
więcej niźli otrzymali za córkę, biedni -- mniej. Wyprawa składa
się wyłącznie z rzeczy użytkowych: odzienia, bielizny, dywanów,
statków gospodarskich i t. d.; do tego zawsze dodaje się wierzchowiec i wielbłąd. Wedle starego zwyczaju każdą rzecz dawano
w dziewięciu sztukach; dziś ten zwyczaj prawie został zaniechany.
Tu warto nadmienić, Żf! zwyczaj określa pewną normę wyprawy,
Kirgizi nazywają ją n ab or o m. Z tych rzeczy użytkowych ważne
znaczenie posiadają tylko dżelek i sankiele. ,,Dżelek - to
narzutka z materyi czerwonej, którą nosi nowozaślubiona w ciągu
roku, ,,sankiele" - to wysoki stożek ścięty z wojłoku, z obu stron
oklejony suknem czerwonem lub aksamitem, a bogato haftowany
złotem i srebrem, ozdobiony koralami, perłami i drogimi kamienia.mi, do którego przypięte są na zewnątrz pióra strusie oraz
sznury monet złotych i pereł, sięgające aż za kolana. Jest to strój
nader kosztowny, a niezgrabny i brzydki; dziś powoli zaprzestają
go używać.... nawet bogaci. Sankiele stanowi wyłączną
własność kobiety.
Termin wesela wyznacza ojciec oblubienicy, które odbywają
się w każdej porze roku. Wprawdzie duchowieństwo mahometatiskie zakazuje odprawiać wesela w miesiącu Safar-ajt, który
uchodzi za nieszczęśliwy, oraz w czasie postu ur a z y, ale na to.
zwracają mało uwagi. Wesele odbywa się w aule oblubienicy,
dok4d przyjeżdża oblubieniec z orszakiem, który składa się z jednego kirgiza leciwego a szanowanego - o tag asy i towarzyszy pana młodego - kie n - dżygit o w. Podarki, które on
przywozi teraz rożnią się od uprzednio ,przywożonych nietylko
nazwą, ale i \Vartością. Oprócz podarków, zwanych „dżartys"
i „kade", oblubieniec winien złożyć matce oblubienicy si n d- a k y
t. j. dar za wykarmienie jej piersią; winien też przywieźć wojłok
na pokrycie jurty nowozaślubionych ot a n, oraz przypędzić
bydło, niezbędne dla uczty -- to j ma ł. Dary owe trostkliwie
oceniają się.

Potem następuje budowa jurty dla nowozaślubionych; jej
części drewniane daje ojciec oblubienicy, a przykrycie zewnętrzne
sporządza się z wojłoków, przywiezionych praez oblubie1ica. Ko-

-

17 -

biecie, która pokryła jurtę, dają barana -- ot a n - d żab ar. Gdy
jest gotowa, wówczas szanowane krewne oblubienky
zapraszają do niej oblubieńca, który dotąd mieszkał w jurcie wystawionej dlań przez rodziców oblubienicy. Zaraz też swachny
przyprowadzają doń oblubienicę, za co otrzymują podarek - d że ng et aj. Mówiąc nawiasem, kobiety, które zapraszają do jurty
oblubie{1ca oraz przyprowadzają doń oblubienicę, winny posiadać
bardzo liczne potomstwo. Gdy ta wejdzie do jurty, oblubieniec
winien położyć ją na pościel w obecności swach, nk y r -ku_
tie rek", ale może on wykupić się od tego obowiązku, składajc\C
im dary nieznaczne. Zwyczaj ten daje nazwę pierwszej nocy, spę­
dzonej razem przez młodych za poz woleniem teścia; noc ta nazywa się ot a n g a - s a ł ar t .. j. połÓżenie jej na wznak. Swachny
otrzymawszy dary, opuszczają młodych, którzy pozostają sami jedni.
Nazajutrz "otagasy" udaje się do ojca oblubienicy i prosi go
o wyznaczenie dnia uwolnienia córki do aułu jej męża przyszłego.
W wigilię dnia tego rżną bydło, przypędzone przez oblubieńca,
oraz odbywają wy~cigi z nagrodami, które wyznacza ojciec obłu_
bienicy.
Gdy męzczy zni udadzą się na wyścigi, wówczas kobiety
uzbrajają sh, w s oj u ł y (maczugi), aj bał ty i wszelką broń, która
się znajdzie, i wyczekują ich ukończenia. Młodzież, wracająca z wyścigów, otacza konno jurtę państwa młodych at a u ł- i stara
się zerwać z niej tiu n diuk i t. j. wojłoki pokrywające. Kobiety
wybiegają z jurty, bronią ją, biją napastników, a jeżeli złowią
jednego z nich, to wciągają wewnątrz jako jeńca; często nie obchodzi się i bez kalectwa. Gdy wszyscy się zmęczą, gdy kobiety
stracą nadzieję obronienia jurty, wówczas zaczynają błagać napastników i starają się przeciągnąć ich na stronę darami. Teraz
rozpoczyna się spiew, kobiety i część młodzieży, zostająca w jurcie, zaczyna pieśń monotonną, smutną, której każda zwrotka ko1i.czy się słowami: d ż a ar - d żar! Słowa i melodya improwizują
sie, ale treść pozostaje zawsze jednakową: wychwala ona oblubieńca i oblubienicę oraz pociesza ostatnią z powodu blizkiej
chwili opuszczenia aułu rodzicielskiego.
W tym cLasie oblubienica siedzi sama jedna w jurcie i słu­
cha spiewu, dopóki jej się nie sprzykrzy; by ten zamilkł, musi
złożyć podarki spiC:wakom i spiewaczkom. Wieczorem zapraszają
oblubieńca. Zjawia się on ze swymi spiewakami; mężczyźni i kobiety siadają parami i znów rozpoczyna się spiew choralny.
Chór męzki wychwala kobiety, kobiety zaś mężczyzn; każdy chór
po kolei spiewa po strofie, improwizowanej na poczekaniu. Powoli

już jurta

pochwały

ustępują

18 -

rrneJsca naganom; o sw1cie już oba chóry
wzajemnie. Chór, który okaże się zdolniejszym w wymyślaniu, składa stronie przeciwnej podarki drobne. Zwyczaj ten
nazywa się ku 1 me n de t. j. moja wina. T'ak upływa cała noc,
w czasie której oblubieniec i oblubienica nie spią wcale. Po
ukończeniu spiewów młorlzież zbiera się w jurcie pp. młodych, je
baraninę, pije kumys, a kręgi baranie oddaje oblubieńcowi, który
przywiązawszy do nich chustkę, rzuca do otworu jurty; jeżeli chybi,
to chustka nalezy do kobiet. Nazajutrz swachy zbierają się od samego rana w jurcie pp. młodych, ubierają oblubienicę w najlepszą odzież, sadzają na wierzchowca, którego prowadzą za uzdę
do jurty jej rodziców; tam żegna się ona z niemi poraz pierwszy.
Po jej wyjściu ojciec pokazuje wypraw~ zięciowi i swatom;
potem rachują, opakowują i zaraz nią juczą wielbłądy. Wówczas
oblubienica poraz ~rugi żegna rodziców, płacząc; ojciec - wedle
zwyczaju - pytają, czy nie pozostawiła w aule rodzicielskim jakiejbądź rzeczy ulubionej? Jeśli odpowiedź brzmi "tak", to rzecz
ta zawsze oddaje się córce.
Teraz dopiero następuje chwila spełnienia aktu religijnego.
Państwo młodzi, oddzieleni osobnemi zasłonami, stoją w jurcie rodziców oblubienicy przed nimi i świadkami (po 2 z każdej strony).
Zasłona oblubieńca podnosi się na chwilę i spuszcza się znowu;
wnet to samo robi się z zasłoną oblubienicy. Duchowny mahometaóski albo osoba zastępująca go, odmawia modlitwę i pyta mło­
dych, czy pragną oni wstąpić w związki małżeńskie? Odpowiedź
nie jest konieczną, bo milczenie uznaje się za znak zgody; jeśli
daje :.:;1ę ona jednak, to winna być wyrazona w czasie przeszłym
np. ,,pragnęłam". Dawniej w czasie ślubu stawiano naczynie metalowe, pełne wody, do którego obecni rzucali srebro, perły i korale, a potem pili ją; naczynie wraz z kosztownościami przechodziło na własność duchownego. Dziś ten zwyczaj prawie został
zaniechany.
Po ukończeniu ślubu ojciec zwraca się do swej córki i mówi:
,,bałam dżeman
bołma
atanga nalet kielteresin"
t. j. żyj tak, żeby mię nie przeklinano. Zięciowi zaś powiada: ,,bał a m c h o r ł a m a k y z y n d e , a t a g y rn de k i e 1 t e r e s i n" t. j.
nie znieważaj żony tem zgubisz moją sławę. Są to formułki religijne.
Zaraz po ślubie panna młoda udaje się do swojej jurty i tam,
nakłada strój kobiety zamęznej: d ż a n łuk, - biały ubiór na głowę
e k c z i n - przepaskę na czoło s a n kie 1 e - oraz dz e 1 e k lekką
narwtke.;; potem 1:onno w towarzystwie matki jedzie do aułu mqwymyślają

1

żowskiego;

19 -

przeprowadzana czas niejakiś przez przyjaciółki. Po
jej wyjeździe pan młody udaje się do jurty teścia, żegna się z nim,
a potem dopędża zonę, z którą razem wraca do domu.
Na spotkanie orszaku weselnego wyjeżdżają konno krewniaczki pana młodego, zatrzymują wielbłądy panny młodej oraz nie
puszczają ich. do aułu, dopóki nie otrzymają wykupu zwanego
„tine murunduk" (t. j. powoci wielbłądzi). Państwo młodych
spotykają chóry spiewaków 1 spiewaczek; w ich towarzystwie
udają się oni do jurty ojca pana młodego. Przy wejściu panna
młoda kłania si~ im nizko i wówczas jeden ze spiewaków laseczk.,
podejmuje zasłonę, zakrywającą jej twarz, którą ona natychmiast
pouszcza. Ojciec pana młodego daje swej synowej podarek kuriumdyk; cały ten obrzęd zowie się kiełym kuriumdyk
Uprzednio panna młoda padała przed świekrem na kolana, lecz.
dziś zwyczaj ten pod wpływem mahometa11stwa znikł doszcz~tnie.
Po ukończeniu oględzin panny młodej rozpoczyna się uczta, trwająca aż po północy; po jej ukończeniu matka panny młodej wraca
do swego aułu i wówczas ojciec pana młodego składa jej podarki k y i t dla niej osobiście, swata i jego krewnych.
Przychodzę do skreślenia słów parę o zwyczajach, dziś na
pół zapomnianych, a pozostających w 5cisły m związku z obrzę­
dami weselnymi. Zwyczaj d że n g e, o którym niżej, zachował się
dotąd, acz w formie zmienionej. Dawniej wyrażał się on tak
w pierwszą noc poślubną, którą młodzi spędzali razem, na pościel ich kładziono kawałek białej materyi jedwabnej nek ie
dżem łyk. Nazajutrz, gd_y młodzi opuścili jurtę, wchodziły do
niej dwie swachny, zabierały kawałek materyi białej i oddawały
matce panny młodej, która obdarzała ich; tymczasem ogłaszano
w całym aule, iż panna młoda okazała się cnoctli wą. Jeżeli zaś
stradała swój wianek w czasie „ur u m kie 1u", to pan młody winien był powiedzieć o tern swachom, które powtarzały jego sło­
wa matce i aułowi całemu. Wówczas przyjaciółki panny młodej:
napadały na pana młodego, który musiał wykupić się, składając
pewne podarki.
Jeżeli panna młoda nie zachowała czystości dziewiczej, to
narzeczony mówił o tern swachnorn, które zawiadamiały jej matkę o tem nieszczęściu, córce zaś w jej imieniu o~wiadczały, ie
swern postępowaniem sprawiła matce dużo przykrości oraz r.zrobiła twarz czarną". Zatem swachy wyszukiwały winowajcę i sprawa kończyła się w sądzie .,,bijów", który skazywał winnego na
odszkodowanie męza. Oprócz tego ojciec panny młodej bił swoję
żonę za brak dozoru nad córką. Jeżeli okazało się, że sami ro•

-

20 -

dziec byli winni n. p. jeśli sprzedali swoją córkę na kilka dni, to
pan młody mógł zażądać jej siostry młodszej lub zwrotu kałymu.
Zwyczaje zachowywane w tych wypadkach zwały si~ ,,katy nc zek ty 11 (t. j. babą za mąż wyszła). Dziś zwykle, gdy pan młody
znajdzie pannę młodą, pozbawioną wianka, ma prawo zaŻcldać
zwrotu ka1y mu, ale jej w i 11 ę mus i ud o w od n i ć ze z 11 a n i am i świadków. Praktykuje się to tylko śród bogatych, biedni
zaś są zadowoleni, gdy im uda się uzyskać odszkodowanie.
Trzeba podkreślić, ze w okresie swatowstwa rodzice obu
stron nie mają pomiędzy sobą żadnych stosunków bezpośrednich:
oblubieniec nie towarzyszy swatom, po.tern zaś wprawdzie zwiedza
auł oblubienicy, ale te od·wiedziny są uważane za potajemne, o których teść nie powinien wiedzieć. Zięć poraz pierwszy spotyka ·teścia w chwili odjazdu, przy pożegnaniu, gdy już panna młoda
wyjechała do aułu mężowskiego. Pań~two młodzi dopiero tylko
po upływie trzech lat mogą zwiedzić auł rodziców żony. Wprawdzie Kirgizi patrzą pobłażliwie, gdy córka odwiedza matkf,, ale
spotkanie się zięcia z teściową przed tym terminem uważa się za
czyn surowo potępiany. Względem świekra \vymogi te są znacznie surowsze; wogóle nie !JOWinien on ani znać, ani widzieć
swej synowej.
Dzieci, spłodzone _przez oblubieńców w .okresie swatowstwa,
uznają się za nieprawne, chociaż naldą do rodu i rodziny swego
ojca oraz kurzystają ze wszystkich praw dzieci legalnych. To
~amo stosuje się do dzieci, zrodzonych ze związków miłosnych
wdowy z bratem jej męża nieboszczyka tudzież służącej z jej panem. Podobne stosunki' miłosne etyka kirgizka uznaje za dozwolone, natomiast inne potępia surowo. Dzieci, zrodzone z nich, należą do rodu matki, który atoli z a wsze pogardza niemi. U przednio dziewczęta brzemienne karano śmiercią razem z ich kochankami, dziś zaś - ostatni płacą grzywny sowite a pierwsze - tracą
swe warkocze i są uzna\\'ane niemal za nierządnicę. W tern tkwi
też powód do spędzania płodu, tak szeroko rozpowszechnionego
śród dziewcząt kirgizkich a tłómaczącego się lekkością ich obyc1ajów; są nawet w stepach ~pecyalistki osobne. Ani prawo karne zwyczajowe, ani etyka kirgizka nie potępiają tego zwyczaju.

Jan Witort.

-

21 -

PierwiasM lu~ow~ w~oeąi A. Mic~iewicza.
(Dokończenie•).

A teraz przychodzi nam pomówić jeszcze o dwu pomniejszych
utworach, należących do tego okresu twórczości naszego poety, w któ•
rych genezie można się dopatrzeć mniej lub więcej wyraźnych śladów
oddziaływania ludow~j pieśni lub legendy.
Jak to już wiadomo Panicz i dziewczyna nie jest wyłączną wła­
snością Mickiewicza, pierwsza część bowiem tego utworu wyszła
z pod pióra A. E. Odyńca. I dlatego też właśnie nie możemy go równą miarą mierzyć pod względem pierwiastków ludowych w nim
zawartych, bo chociaż Mickiewicz zarówno znać musiał jak i Odyniec
żródlo tego utworu, pierwszym jednakże popędem do napisania dwu
dalszych części byk bezwarunkowo Odyniec.
Utwór ten znajduje mnóstwo waryantów pośród pieśni miło­
snych ludu, których treść jest taka zazwyczaj, iz panicz wyjeżdża do
lasu na łowy, znajduje dziewczynę zbierającą jagody, której swą miłość wyznaje, 1) i stąd też przeszedł pomysł do Panicza i clziewczyn11
pod ·pióro Odyńca. Z tej przyczyny też napewno nie wiadomo, skąd
wziął nasz poeta pierwszą zwrotkę obu części swego utworu, czy
wziął ją wprost z pierwszej części od Odyńca, czy może z pieśni
ludowej.
A zwrotka ta brzmi zarówno dosłownie tak u obu poetów, jak
w ustach ludu :

„W gaiku zielonym
Dziewcz~ rwie jagody;
Na koniku wronym
Jedzie panicz młody".
W pieśni ludowej:
n W zielonym gaiku,

Dziewc~ rwie jagody,

*) Zob. ,,Lud" t. IV. z. 4. str. 381.
1) Por. J. Lipiński. Pieśni. 16, 14.2, 215. O. Kolberg. Lud.
IV. str. 33. ur. 164 str. 43. nr. 191. XII. str. 155-157. nr. 290-293,
str. 158 --159. nr. 294: 296. XVI. str. 269-270. nr. 434. XXII. str.
110. nr. 175. tenże. Właściwości. str. 116-117. nr. 42-44. A.
~e.trow. Lud. str. 41-42. nr. 9. str. 60, nr. 52, str. 61-63, nr. 54 55. Dr. J. Roger. Pieśni. str. 63 -64:. nr. 115 --116.

-

22 --

Na siwym koniku
Jedzie panie młody" 1).

I w dalszym ciągu utworu widoczną jest ta zależność od pieśni
ludowej, panicz bowiem powraca wołając·
,, Pokaż inną, drog~,
Za wioską, jest rzeka,
Przejechać nie mog~.
Ni mostkn żadnego,
Ni brodu wytropić,
Chciałażbyś młodego
Chłopczyka utopić?

Nie inaczej odzywa się też panicz w ludowej piosence :
:,Syroko jest Wisła,
Nie mog~ przekrocyć,
Ponoś ma. chciała
Młodygu utopić".

Odpowiedź na te słowa, dana przez dziewczynę, wydaje mi się
niejako stalą konsekwencyą podobnej sceny z pierwszej części
utworu i przez Odyńca zupełnie z fantazyi zaczerpniętej. Tak samo
dalej, jak z pierwszą zwrotką, podobnie ma się rzecz i z ostatnią: nie
wiadomo, co było dla Mickiewicza źródłem dla jej utworzenia, zawisłość jednakże od Odyńca wydaje mi się być tu prawdopodobniejszą:
być

,, W las poszła drożyna,
Nie widać młodego ... "
W pieśni ludowej :
,, Pojichał, poj i chał,
J oż n i e w i d a ć j igo,
Na koniku si wym
Panica m ł o d y g u".
Część trzecia utworu jest, możnaby powiedzieć, prawie zupełnie
wolna od naleciałości ludowej piosenki mimo, że sama myśl do zakończenia mogła w najogólniejszych zarysach z niej być zapożyczona:
zaró Nno bowiem u Mickiewicza, jak i w pieśni ludowej panicz zo-

1) S. U 1a n o ws k a. N ie k t 6 re m i t e r y al y (Z b i 6 r w i a d, VIII
str. 284. nr. 6).

-- 23 staje, nie chcąc dalej już poszukiwać drogi; dziewczyna atoli w analogicznym ludowym utworze zupełnie inaczej się w obec niego zachowuje, w sposób właściwy ludowi. Na tern musimy zakończyć całą
styczność Panicza i dziewczyny z utworem ludowej fantazyi.
*

*
*

Już sam poeta zaznaczył w jednym z przypisków, iż pierwsza
ta nasza "gawęda" - Popas w Upicie została na wypadku wpół
historycznym, wpół legendarnym osnuta: ,,Jest podanie, pisał poeta,
ze gdy (Siciński) wracał do domu okryty przeklęctwem ziomków, na
samym progu zginął od piorunu. Kilka lat temu pokazywano w Upicie dawnego ale dobrze zachowanego trupa, który pod imieniem Sicińskiego, włóczony od dziad1Jw kościelnych jako osobliwość, był igraszką miasteczka u.
Nader trafnie zauważył to już dawniej Dr. Chmielowski, iż Popas w Upicie nie pozostał bez wpływu „opowiadań Rzewuskiego
i Kałusowskiego w stylu kontuszowym". 1) Na to moglibyśmy się
w zupełności zgodzić, gdyby samo powyżej przytoczone świadectwo
Mickiewicza nie stanowiło do pewnego stopnia zaprzeczenia: bo jak
z jednej strony wpływ ten opowieści szlacheckich jest na tym utworze aż nadto widoe5znym, tak znowu z drugiej owo podanie, o którem
wspomina poeta, wskazuje, iż samego pomysłu do tej gawędy musiały
dostarczyć legendy ludowe, słyszane podczas pobytu jego na Litwie,
a tylko koloryt, jaki cechuje cały utwór, może być jedynie śladem
wpływu Rzewuskiego.
Fakt s1m zgonu Sicińskiego, jego nie:meg,) żywota i całej bistory i
z trupem, przechował się do dzisiaj w pamięci ludn. I tak według
jednej legendy żmudzkiej, Siciński przedstawia się nam jak ów pan
Kaniowski, co żydków całej Ukrainy przestrachem napełniał, bo i ten
możnowładca litewski podobnych, choć innego rodzaju 1 zwykł był
dopuszczać się czynów.
,, Miał on zwyczaj konno wjezdzać do kośr.ioła i strzelać do ołta­
rza. Razu jednego pewna kobieta była ciężarną, on posprzeczał Rię
ze swoj~ panną, ona mówiła, że się urodzi syn, a on, że córka. Potem wzięli ją, rznęli i patrzyli co jest we wnętrznościach. Rozkazywał ludziom włazić na drzewo i kukać, jak kukawka (sic), a gdy

1)

A. Micki~wicz. I. 332-333,

-· 24 kukali, strzelał do nich". I z 1 to whś-iie okrutne pntępowanie z ludimi srogą poniósł z ręki Boga karę, - ,, pi or u n go z ab i!, a pał ac
jego zapadł w ziemię ... B.>g poten tak u~irnlł, z 1 ziem i a n ie
przyjęła jego ciała. PJ kilkl\:ro~ go chJ.vano. Zawsze go wy•
rzucało. Potem ludzie, chcąc stras z y ć Żyd ó w, brali go z zakrystji, gdzie bvł w sZ1fie i a os il i do karc z my n aj części ej
w sobotę. Gdv panowie przejezdiali przez U pitę, to wstępowali do
1
kościoła i prosili zakrystyana, aby im go pokazał". )
A teraz przypatrzmy się temu samemu Sicińskiemu, jakim go
poeta w swojej gawędzie przedstawił. I u Mickiewicza nie jest on ani
o włos lepszym, - i u niego, jak w legendzie ludowej, - ,,pan najstarszy nad wszystkimi i mający wielką władzę", - miał on „konnexije potęzne, mnogie klientele, Siciński był Dictator, a kiedy razu
jednego upadł przy wyborach, postanowił się zemścić na szlachcie.
Daje obiad i kiedy szlachta ju! sobie podpiia, a „blekotem zaprawione męty" odurzyły głowę, od kłótni przyszło do krwawej utarczki,
w której „się wszy3cy wy3iekli". Lecz nie dość na tam, bo Siciński
i wiary ojców swoich się wyrzekł i grunta kościelne zagrabił, nie
płacił dziesięciny, a chłopom kazał w niedziele i święta pracować na
łanie, i gdy klątwa biskupia nie potrafiła przywieść go do opamięta­
nia, wtedy go
,,Pi or u n z ab ił, dom spalił, potomstwo wyplenił.
Trup klątwl)i uderzony dotąd cały stoi.
Zie mi a go przyjąć n ie chce, robactwo się boi ;
Nie znalazłszy na ziemi święconej spoczynku,
Stras~4c ludzi, rzec można, wala się po rynku,
Bo go nieraz dziad jaki uniosłszy z cmentarza,
Wlecze w szabas do karczmy straszyć arendarza"

rrakim skreślił Sicińskiego Mickiewicz w swoim utworze. Już
na pierwszy rzut oka każdy z łatwością zauważyć może tę zawisłość
gawędy naszego poety od opowieści ludowej. Sicińskiego wprawdzie
występki nie są u niego zupełnie takie, jak o nich lud sobie opowiada,
a jednak mogły mu być pierwowzorem dla sytuacyj, przez siebie
później wprowadzonych, na co najlepszem może być świadectwem
ów szczegół o bezbozności Si'3ińskiego, wspólny zarówno poecie i analogicznym legendom ludu. Dalej sam fakt porażenia go piorunem
i tej hańby, jakiej doznał trup jego, iż nim się ziemia brzydzila, i ów
motyw straszenia nim żydów, wszystkiego dostarczyła poecie ta wia1) M. Dowojna Sylwestrowicz. Podania II. 52-53.

-

25 ·-

ra gminna, że niesprawiedliwe, prędzej czy później karę z ręki Boga
ooniesie.
Podań tych o Sicińskim krąży i dziś w ustach ludu pewna ilość,
i chociaż "podania te, - jak powiada p. J. Witort, 1) - różnią się
nawet pomiędzy sobą znacznie, ale wszystkie posiadają rysy wspólne:
we wszystkich piorun zabija posła upickiego, jego zamek zapada się,
a ziemia nie przyjmuje zwłok; wszystkie tez widzą w tern karę bożą,
ale różnią się co do pojęcia przyczyny, które ją wywołała, wedle
jednych miała nią być zdrada kraju, wedle innych - ucisk ludu.
l\fozna je podzielić na polityczne i społeczno-ekonomiczne; pierwsze
występują w podaniach, zabarwionych tradycyami historyeznemi, drugie w podaniach ściśle ludowych ... Niekiedy dodaj~, że pose,ł Siciń­
ński zdradził kraj, albowiem zwabił króla do Upity i wydał go Szwedom; o zerwaniu przezeń sejmu .panuje głuche milczenie. Wersje te
nic też nie wspominają o zapadnięciu; w ogóle są one bardzo nieokreślone i już zamierają".
Legenda, zapisana przez p. Witorta, zawiera takze w większej
części szczegóły podania, z którego korzystał Mickiewicz, pisząc
swój Popas w Upicie, dope,łniając doskonale wyżej już omawianą
zmudzką opowieść. Bo i tu jest Siciński ,, heretyk prze kl ę ty
b 1u ź n ił Bogu, ścinał księży, zabraniał chłopom chodzić do kościoła, wypęd z a ł n a pań s z czy z n ę w ś w i ę ta". Kiedy raz upodobał sobie pięk0ą szlachciankę, napadł na nią, by ją uprowadzić do
swoje,:z:o dworu; szlachta wszelakoż laudańska obroniła dziewicę,
(Por. H. Sienkiewicz. Potop). Nit,długo potem zjechała się taż
sama szlachecka brać do butnego posła na naradę i wtedy też SiciI1ski, płonąc ządzą odwetu za doznaną obelgę, rozkazał „wsyp a ć,
szaleju do jadła dla szlachty... ~zlachta objadła się
sp il a, pokłócił a, a kłótnię z rozkazu Sicińskiego, wywołali jego
sługi .... i za szable. Wyszh porządna rębanina i siekan i n a: kilkunastu zabito: a poraniono bardzo dużo". Po tym czynie
udał się Siciński do króla na naradę, aby zab0zpieczyć kraj od napadu tatarskiego, i wskutek jego uporu wt;zystkie zabiegi spełzły na
niczem. Za te grzechy zesłał nań Bóg,· podobnie jak w poprzedniem
podaniu, straszną karę, piorun go zabił, a ziemia "takiego grzesznika
nie przyjęła: bywało, pochowają go, a nadejdzie północ - ziemia go
1) Leg ie n da o Sicińskim. (Wisła. XI. 434) Por. podania u BaStą.rotytna Polska. 1846. III. 449-450. i A. Bor-

lińskiego:

kowska. Siciński, poseł z Upity. (Kółko domowe. Warszawa.
1862. str. 172).

-

26 --

wyrzuci. . . 8 i ci ń s ki z d rad z i ł k r ó 1a i L i t w ę, a z a t o go P a n
Bóg ukarał" 1).
Podanie to zatem jest, jak widzimy, jeszcze bardziej bliskiem
Popasu w Upicie Mickiewicza, bo zarówno tu jak w przytoczonej
legendzie Siciński
. ,,wyrzekłszy się wiary,
Zabrał, jak mówią,, grunta nale!ne do fary,
Nie chciał płacić dziesięcin, nie bywał w kościele,
Pędził chłopów do pracy w świ~ta i niedziele".

Tak samo też dalej, chcąc się zemścić na szlachcie „daje obiad",
na którym
. . . .
- "blekotem zaprawione męty
Dur z Ił gł o w ę, z wesela n ie c hę ci i ws t r ę ty.
Dalej kłótnia, hałasy, istna wieża Babel.
Od zębów szło do kijów, od kijów do szabel" ....


wszyscy się nawzajem wysiekli. Pomijam i temu podaniu właściwą
karę boią przez śmierć od pioruna, nie godzi się atoli zapomnieć, iż
zarówno vv gawędzie naszego poety, jak w tej lege!ldzie, kara ta
spotkała posła upickiego za zdradę kraju i króla; na to jest nawet,
rzecby można, pewien polożony nacisk. Ponieważ zaś sam koniec
utworu Mickiewicza rzuca dość wyrazne nawet światło na pojęcia poety o legendach ludowych, przeto pozwolę go sobie na tern przytoczyć miejscu :
.

.

Popiół,

. ,,cói są, gminne dzieje?

w którym zaledwie iskra prawdy tleje,

Hieroglif mchem zarosłe zdobiący kamienie ;
Napis, którym spowite usnęło znaczenie ;
Odgłos sławy wiejący przez lat oceany,
Odbity o wypadki, o kłamstwa złamany,
Godzien śmiechu uczonych ; lecz nim się zasmieje,
Niechaj powie uczony, czem są nasze dzieje"?
Ażeby się

wreszcie komu nie zdawało, iź poeta powiedział niejakoby widział trupa Sicińskiego, zaznaczam, iż jeszcze
w roku 1864: walał się ten trup, służąc za straszydło na żydów póki
go władza wojskowa nie kazała pogrzebać. Hr. F. Tyszkiewicz, który
_g;) oglądał, zaręcza, iż Mickiewicz bardzo trafnie odmalował postać
tego możnowładcy upickiego. 2 )
prawdę o tern,

1) Le.gienda. j. w. 436-439.
2) Bi r h. 143. cytowane u Witorta.

- 27
10.
Lenora, przed - którą wszyscy musieli na drzące paść kolana,
jak się sam Burger wyraził w liście do Boiego, - napisana w roku
1773, odbiła się rozgłośnem echem we wsiystkich europejskich literaturach tak dalece, ze niebawem została przełozona na wszystkie
niemal europejskie języki. Jako jeden z najpierwszych a głośnych
zarazem objawów nowej epoki, - epoki romantycznej, zaczerpllięta ze
świata widm, duchów i upiorów, wzbudzała ona wszędzie ogólny
podziw, działała silnie na umysły współczesnych poetów, pociągnęła
niebawem ku sobie i pierwszego orędownika nowej szkoły w Rosyi,
Wasyla Żukowskiego.
Polskie przeróbki tej ballady pojawiły się, z wiadomych powszechnie przyczyn, dopiero pod koniec drugiego dziesiątka naszego stulecia: przerobił ją znany zarówno z dziejów politycznych Polski profesor warszawskiego uniwersytetu, Krystyan Lach Szyrma i ogło­
sił w Pamiętniku Naukowym,
wydawanym przez byłych uczniów
krzemienieckiego liceum, p. t. Kamilla i Leon. Akcyę swojej ballady
przeniósł do Hiszpanii w czasy legionów, gdzie ginie kochanek i stamt11d po swoją Kamillę przybywa. Nieco zaś później wydrukował
w drugim tomie tegoż miesięcznika (1819, str. 275--282). Uwagi nad
balladq, Burgera Leonom. Przeróbka jednakże Szyrmy i jego uwagi
nad Lenorq nie zyskały z powodu zbyt słabej formy większego rozgłosu, co się zaś tyczy Mickiewicza, to chociaz nie wywarły nań należytego wrażenia, przecież zwróciły uwagę jego na analogiczne pieśni
i legendy, jakie dawno słyszał wśród ciemnych borów Litwy. Że zaś
Mickiewicz musiał znać dobrze to pismo, o tern ani na chwilę wątpić
nie możemy, gdyz sam o rok wcześniej drukował w jego szpaltach
recenzyę Jagiellonidy.
Jak się zaś nasz poeta zachwycał Lenor(], o tern świadczy
dosadnie jego artykuł o Burgerze, zamieszczony przy tłómaczeniu
innej ballady Burgera p. t. Der wilde Jager przez Odyńca w rok
1822 1). Nie kto inny, jak ten niemiecki poeta zwrócił uwagę Mickiewicza i na ballady analogiczne pokrewnego mu narodu. Wtedy też
zaznajomił się Mickiewicz z utworem Żukowskiego p. t. Ludmiła.
napisanym i ogłoszonym w zbiorowem wydaniu pism w roku 1808.
I mimo tego, ze Żukowski stworzył swoją balladę pod przewaznym
wpływem Burgera, przecie rozniosła ona sławę poety szeroko po ca1) Dziennik Wileński. str. 471-473. Por. Odyniec. Listy,
z podrHy. III. 222.

... 28 lej słowiańskiej ziemi, wpływ jej zaś na twórc.rn.§ć młodsz1go puko•
lenia nie by,ł małowazny.
Autor Felicyty i Barbary, a za nim i A. E Olyniec (L~sty z podróży I. 193-194) tak opowiadają o ehwili poznania się·

z Ludmiłą.
,,Na tym samym korytarzu w murach Ś-to Jańskfohi gdzie mieszkali: Mickiewicz, Tomasz Zan, najbliżsi wówczas ich przyjaciele:
Czeczot, J ezo wski, Franciszek Malewski, mieszkał też syn profesora
literatury rosyjskiej, Czerniawski, chłopiec młody, żywy, wesoły, lubiany od wszystkich. Ten więc razu jednego, gdy wszyscy byli razem
zebrani, wpadł do nich z uniesieniem z nowo wysztą naówczas balladą Żukowskiego „Ludmiła", mistrzowskiem tłómaczeniem, a raczej
przetworzeniem ballady Burgera „Lenora", napisanej, jak widać przez
niego z pieśni gminnej, tak dalece, że teżsame główniejsze zwrotki
znajdują się w niemieckiej i naszej. Okoliczność ta, równie jak urok
samej poezyi, uczyniły na wszystkich jak największe wrażenie" .... 1)
Opowiadanie to ma dla nas bardzo wielkie znaczenie mimo, że
go całkiem dosłownie brać nie podobna, Chodźce bowiem, który, jak
wiadomo, pisał te słowa w parę dziesiątków lat później, wypadło
z pamięci mnóstwo szczegółów pomniejszych i dat właściwych. To
wykazał już dostacznie dawno Dr. P. Chmielowski :i), ja'!i: wiele brakuje tej relacyi do wiarygodności i dokładności. Ja atoli uważam za
stosowne pójść dalej i twierdzę, iż poznanie Ludmiły musiało
o wiele wcześniej nastąpić -. jesz cze w szkołach średnich z łatwo
zrozumiałych powodów. A ta Ludmiła, która jest nader swobodnem
naśladowaniem Lenory 3), wraz z nią skłoni.ła Mickiewicza do napisania Ucieczki tem więcej, że poeta widział baśnie rodzinne, zbliżone treścią do obu wyżej wspomnianych ballad.
Kwestya genezy Ucieczki, dotychczas jeszcza nierozwiązana,
posunęfa się w ostatnich czasach trochę naprzód przez podniesienie
wpływu Ludmiły,
co już Dr. Kolesa w tylekroć wspominanem
przez nas studyum uczynił, jakkolwiek na jego wywody w tej mierze
nie mógłbym się w zupełności pisać. Naszem zadaniem będzie tutaj
rozpatrzeć stosunek ballady mickiewiczowskiej do legend lenorowych,
do którego materyał zebrano w dwu rozprawach: - raz przez Dr-a
Riegeleisena Tł o l u d o w e ba li a d y A. Mick ie w i cz a p. t.
1) I. Chodźko. Dwie konwers ac y e z p r z es zł ości. Wilno.
1857. str. 202-208.
2) St ud y a i szkice. II. 202 i nast.
3) W 20 lat dopiero później przełożył Żukowski Le n or ę na język
rosyjski pod tym samym tytułem Por. Soczinienija W. Żukowska wo
S. Pietierburg. 18ll5. IV.

w dziele p. Sozonowicza 2), na którem jako
dokładniejszem przez ~ały ciąg tego ustępu się opieramy - w dziele
tern bowiem zebrano najstaranniej wszystkie wersye lenorowe.
Według wierzeń ludu jest śmierć, szczególniej gdy zaskoczy czło
wieka niespodzianie, największem dlań nieszczęściem: musi on bowiem porzucić to, co mu jest najmilszem, musi zaniecha@ swoich
zamiarów i dążeń, które były może jedynym celem jego życia, musi
zerwać z tern wszystkiem, co go otaczało, bawiło. Tak nagle i niespodziewanie wyrwany z tego koła zdarzeń i wypadków, pełnych nieraz nadziei, musi o nich zapomnieć raz na zawsze. Tęsknota wszeiakoż za tym światem jest zbyt wielką, ażeby zmarły mógł ją w sobie
odrazo stłumić, - wi~c choć w grobie, stara się przedłużyć skrócone
chwile życia, o północy, w strasznej godzinie duchów, podnosi się
z grobnego posłania, i idzie - odwiedzić lube strony. I żal pozostałych, który jest tak gwałtowny, iż nie moze być odrazu złagodzony,
zakłóca spokój zmarłemu, --· przychodzi tedy z proibą, aby go zaprzestano żałować. Według wierzeń ludu, jego pojęć, musi istnieć
koniecznie pewien stały związek pomiędzy tymi, którzy przedwcześnie
zeszli z tego świata, a tymi, którzy ich zgon opłakuj~.
Na tle tych wierzeń powstała niezliczona ilość pieśni i baśni
o powrocie kochanka na świat, którego do tej podróży zmuizają nieutulone Izy tęskniącej za nim dziewczyny, która nie może przebolać
jego zgonu. Aby zaś dać dokładne pojęcie o charakterze tych podań
pozwolimy sobie jedno w całości przytoczyć tern bardziej, że je znać
musiał nasz poeta:
n W jednej włości żyło dwoje kochanków, którzy poprzysięgli sobie
wzajemną wierność. M ł od z 1 e n ie c wyjechał n a w oj n ę i n ie
wrócił, niewiadomo, czy gdzie w bitwie poległ, czyli dostał się
w niewolę. Kochanka między bojaźnią a nadzieją wygląda go z utę­
sknieniem i nieodmienną stałością. Kilku z młodzieży starało się o
jej rękę, mieli matkę i krewnych za sobą lecz napróżno, wszystkim
odmówiła, pamiętna śluoów pierwszych i przysięgi. Mi n ę l o 1at cz tery, a dziewczyna nie otrzymuje zadnej wiadomości
o losie kochanka. Z czasem powiększa si~ coraz bardziej jej
tęsknot a, codzień w głębszy zapada smutek. Noce przepędza bezsennie, kiedy zaśnie, cięzkie ją trapią sny, upada na ciele i silach.
N ap om n ie n i a matki n i c n ie skutkują, rady przyjaciółek
nie przynoszą u 1gi. Wierność kochanka podana w wątpliwość, i po-

Vcieczka 1 ), drugi raz -

1) świt. Warszawa. 1885. II. nr. 10 i nast.
l) Lenora Biurgera i rodstwiennyje jej siużeti ·w narod o n j po e 2 i i je wrop ej s k oj i rus s k oj. Warszawo. 1893.

-

30 -

dejrzenie pogorsza jej stan opłakany. Jednego wieczora siedziała, jak
zwyczajnie, w oknie, oparta na ręce i zalewała się łzami, żaląc się
na wiarolomność kochanka. Długo tak w noc została. Ks i ę ż y c św ieci ł. Wtem przyjeżdża jeździec i zatrzymuje się przed oknem.
Patrzy, to on, kochanek; uradowana, wita go serdecznie. On mówi,
że przyjechał po nią, i żeby, nie zwlekając, siadła z nim na konia.
Kochanka posłuszna zbiera na prędce, co ll)iała najdroższego, i czyn i, co kochanek zą da. Gdy już niejaki czas jechali, pyt a go
s i ę , c z y d a l e k o u j e c h al i i J a k d a I e k o d o j e g o d o m u.
Kochanek odpowiada jej na to, że są już w pół drogi, st o mil ujec hal i, a sto jeszcze mają. Ta odpowiedź zdziwiła jąi nabawiła
trwogi, ale milczała, nie śmiała go dalej pytać. Jadą dalej, przyjezdżają w końcu do wsi, gdzie była cerkiew. Kochanek wiezie ją prosto do cerkwi na cmentarz. Gdy tam stanęli, ona zatrwożona pyta
się go drugi raz o mieszkanie jego. On odpowiada, że właśnie stoją
przy niem, na cmentarzu. Ledwie to wyrzekł, koń n a którym
je cha 1 i, ginie, a przed nimi otwiera się grób." 1) Wtedy zaczęła
uciekać, aż dobiegła do trupiarni, gdzie się zamknęła przed ścigają­
cym ją upiorem. W tern na jej szczęście zapiał kur i umarły musiał
wracać do swojej mogiły; ona zaś wnet potem umiera.
Taką jest mniej więcej osnowa wszystkich baśni lenorowych
polskich, ruskich i litewskich, jakkolwiek te ostatnie różnią się niekiedy znacznie zarówno w motywach pojedynczych, jak i w szczegółach.
W każdym razie wszystkie te legendy zawierają w sobie wiele momentów wspólnych, odmiennych co najwyzej w stylizacyi i tak:
1) przysięga wierności; 2) kochanek udaje się na wojnę i nie wraca,
3) żal dziewczyny, 4) upiór przybywa, 5) szalona jazda. Do tych
wspólnych motywów przyłączają się niekiedy inne, o czem zresztą
jeszcze później mówić będziemy.
Że Mickiewicz, pisząc Ucieczkę,, czerpał pełną garścią szczegóły
z nieprzebranej skarbnicy tajemniczości i grozy, jaka się mieści w podaniach o powrocie kochanka-upiora, tego chyba nie trzeba wiele
dowodzić. W genezie atoli tego właśnie utworu zaszła ta okoliczność,
że nie tylko z legend, żyjących w ustach gminu, zbudował poeta artystyczmł całość, że nie tylko one jedne dostarczyły mu materyałów
surowych, lecz do powstania tego utworu przyczyniła się też w niemałym stopniu i Ludmiła Żukowskiego. A przeciez ostatnia ballada
została nie na innych motywach osnuta: należy przeto oznaczyć,
które motywy zostaly z legend, które znowu z ,rosyjskiej ballady
1

)

Pam i ~tnik Nauk o wy. 1819. II. 2i8-281.

-

31 -

zaczerpnięte.

W Ucieczce bowiem widzimy wiele takich zwrotów
i obrazów, jakie mamy i w Ludmili, a to przeciez jest dowodem
tego głębokiego wrażenia, jakie odniósł Mickiewicz po jej prze czytaniu.
Cala osnowa Ucieczki polega w sześciu głównych punktach,
które grupują się obok jednego najważniejszego motywu, a tym jest
t~sknota dziewczyny za kochankiem: 1) kochanek zaginął bez wieści
w obcym kraju, 2) dziewczyna z żalu popada w rozpacz, 3) nielitościwa matka chce ją wyd:1ć za księcia, 4) wróżka przychodzi dziewczynie z pomocą, 5) dziewczyna czarami przywołuje kochanka,
6) czary przyczyną rozwiązania akcyi całej.
Co się tyczy motywów, to oznaczone liczbami 2) i 5) zostały
wprowadzone do ballady Mickiewicza z Żukowskiego - Ludmiły
i Swietłany, reszta zaś ich jest oryginalnym pomysłem Mickiewicza,
gdyż w Swietłanie czary nie powodują rozwiązania całej akecyi,
lub została wzięta z ludowej poezyi. Z góry musimy zaznaczyć, że
wpływ Żukowskiego nie odbił się na fantastyczno-legendowym pierwiastku utworu, nadto też musimy dodać, że Lenom wpłyn~ła tylko
pośrednio na Mickiewicza, na co wskazuje ta okoliczność, że w Ucie•
czce znajdują się takie. poetyckie pomysły i drobniejsze zwroty, jakie mógł widzieć poeta tylko w balladach Żukowskiego, a których
ani śladu niema w Lenorze.
Należy też jeszcze, zanim przystąpimy do szczegółowej analizy
ballady Mickiewicza, przypatrzyć się bliżej i przypiskowi, jaki poeta
umieścił pod Ucieczkg: ,,Niniejszą balladę ułożyłem podług piosnki,
którą niegdyś. słyszałem na Litwie spiewaną po polsku". Dlaczego
zatem, mógłby kto zapytać, nie było dotąd ni słowa wzmfanki o pieśni lenorowego charakteru? Temu jednakowoż nie można się dziwić,
pieśni bowiem analogiczne, które krążyły jeszcze za lat młodości poety wśród ludu, dzisiaj nie ma śladu, z biegiem bowiem czasu zginęły, zgłuchly, dziś atoli mamy tylko szczątek ich we wszystkich
prawie legendach, mamy w nich parę rymowąnych strofek, które są
pozostałością z owego podania w formie wiązanej. Nie należy też
wreszcie zapomnieć, iż Mickiewicz pisząc tę balladę - baśni ludowej
,,treść i układ zachował wiernie", jak o tern w tymze przypisku powiada.
,,On wojuje - rok upłyną,ł,
O n n i e wr a c a - może zginą,ł.. .. "

Zaczyna tedy Mickiewicz swój utwór motywem, wspólnym wszystkim podaniom - kochanek nie wraca z wyprawy rok cały: co wię­
cej w jednej z pieśni szlachty drobnej napotykamy takie wiersze:

-

32

,, Odjeżdzaj ą,c rzekł,
Marjo kocham ci~ !
R o k z a r o k i e m b i e g ł„
O n n i e w r a c a, n i e." 1)

A i dalsza część tego ustępu, w obrazie, w którym Mickiewicz
straszną żałość kochanki, słychać mimo mocnej naleciałości
Ludmiły i odgłosy ludowej piosenki:
kreśli

,,Jej źrenice, błyskawice,
Dziś

jak dwie m~tne krynice,
Jej lica, pełnia ksi~życa,
Dziś nikmł jak ksi~życ w nowiu .. "

A

w pieśni ludowej żali się też dziewczyna na utratę urody:
„Jak te gwiazdy w mgle
mi z twarzy kwiat" ....

Znikł

„Matka troszczy się i biedzi" dlatego, że córka jej nie chce pójść
za możnego pana, nie śledzi przyczyny tego żalu, nie chce wiedzieć,
że dziewczę posmutniało z tęsknoty za kochankiem, który gdzieś
w obcej stronie bez wieści zaginął, dlatego też stara się córkę nakło­
nić, aby serce od dała w zamian za bogactwa. Motyw ten o zabiegach
księcia około ręki jej, jest wzięty z gminnych podań, jakkolwiek nie
wszystkie wersye tej baśni go posiada~ą. Przytoczona n. p. powyżej
Lacha Szyrmy okazuje go najwyraźniej, w poezyi zresztą wieśniaczej
aż nadto często napotykamy ten szczegół, i tak w piosnce żali się
dziewczyna·:
,,Jak ja nie mam smutną, być,
Za starego każą iść". 2 )
Mógłby nam kto zarzucić, dlaczegośmy dotąd nie uwzględnili
tego motywu, iż dziewczyny żal jest w dalszym ciągu powodem pou
wrotu kochanka: zarzut ten jednak byłby o tyle niesluszny, że tu nie
żal, lecz wróżba raczej powoduje powstanie zmarłego z mogjły. I teraz dopiero poznaje dziewczyna, jaki ją los czeka: musi pójść za
księcia, do którego czuje odrazę, dla jego bogactw marnować uczucie,
które żywi dla innego. Idzie tedy w tej rozpaczy do starej wróżki
z prośbą o pomoc, czyby nie mogła jej kochanka napowrót sprowa-

1) O. Kolberg. Lud. I· str. 177 nr. 209.
2) O. Kolberg. j. w. str. 144-145. nr. 175. Por. Ks. Sad ok
Barą,cz. Pamiątki Stanisławowa. Lwów. 1858. str. 10.

- 83
dzić. Własna matka okrutny cios jej zadała, dziewczyna nie zastanawia się nad tern, czy wróżka może jej lepiej żyązyć od matki, która
ją w przepaść rospaczy wtrąciła - nie zastanawia się nad tem, gdyz
nie ma na to czasu. Już ta tylko sama okoliczność, iż dziewczyna•
udaje się do wróżki, jest wzięta żywcem z życia ludu, bo i dziś nader często wieśniacy w jakiemkolwiek nieszczęściu udają się do wró·
żki po radę, każda . zaś niema) okolica i u nas ma swego wróżbitę.
Dalej motyw czarów, za pomocą których miał stanąć przed zro •
zpaczonem dziewczęciem kochanek - zaczerpnięty z Żukowskiego znajduje niekiedy zastosowanie u ludu, choć dziś należy już do przezytków. Teraz na skutek czarów następuje rozwiązanie całej akcyi również jak w legendach" lenorowych tak też i w Ucieczce
przybywa zmarły do lubej - tu jednakże przybywa on inaczej: Mickiewicz umiał nadzwyczaj zręcznie wyzyskać sytuacyę - tu widać wszę­
dzie wpływ n możnych czarów", fakta następują po sobie nagle, wywołane tajemniczą siłą, troje drzwi otwiera się kolejno przed przybyłymi
ta właśnie .cudowność jest jednym z najdoskonalszych przymiotów
naszego wieszcza, zwłaszcza kiedy jest należycie umotywowana --umarły nie podlega prawom natury. Jak w ludowych podaniach zbiera się dalej dziewczyna w podróż daleką:

,,Mies ił} c świec i - j eł dziec 1 e ci,
Po zaroślach i po krzach,
Pa n no„ pa n n o, czy n ie strach?"
Słowa

powtarzają w ludowych legen •
z Ludmiły, jakkolwiek są równobrzmiące, strofek takich bowiem krąży we wszystkich waryantach
baśni lenorowych niezliczona ilość:

dach, nie

te, które po

zostały

trzykroć się

zaczerpnięte

,,Mies i ąi c świec i,
M a r t wi e c 1 e c i,
Sukieneczka szach, szach,
P a n i e n e c z k o, czy n i e str ac ? 1)

r

Słowa te zwłaszcza w litewskich legendach są zupełnie zgodne
z Ucieczk(J. Motyw dalej samej rozmowy kochanki z upiorem został
również zaczerpnięty z ludowych podań: pytanie to - jakie widzieliśmy w przytoczonej przez nas powyżej baśni, mamy i tu równiez,
tak samo tez dalej i odpowiedź na nie, iz jeszcze sto mil drogi mają
przed sobą - znalazła oddźwięk i tutaj w balladzie. Owo zaś pozby-

1)

Por. Dr. H. Biegieleisen

Tło

ludowe. str. 117.
3

- 34 wanie się przedmiotów poświęconych· lub służących do modlitwy;
które przeszkadzały zmarłemu porwać kochankę - zostało nie skąd
i nąd jak Jenorowych wersyi wprowadzone, bo jak w nich tak też
i w Ucieczce rzuca dziewczyua książkę do modlenia, i szkaplerz,
koronki i krzyż, bez najmniejszego oporu pozbywa si~ tych rzeczy
u Mickiewicza jak w podaniach ludowych.
W skutek tego, iż nic już nie stało na przeszkodzie upiorowi,
skoro tylko krzyż na ziemię upadł, koń zniknął z pann~ i z jeżdźcem
Koniec ten Ucieczki jest zupełnie odinienny od analogicznych baśni; tam bowem dziewczyna widząc grożące jej niebezpieczeństwo,
ucieka z cmentarza, zmar~y ją goni i t. d. Dlaczego Mickiewicz odstąpił w zakc ńczeniu swojej ballady od podań i czy w ogóle odstą­
pił, nie wiemy pewno. Skoro bowiem zapowiedział wyraźnie, iż treści nie 1.mienił wcale, to i zakończenie musiałby był takie jak u niego jest, a nie inne słyszeć, my jednakowoż nie spotkaliśmy nigdzie
takiego końca. Przypuściwszy, ze Mickiewicz odstąpił w tem od legend można to wytłómaczyć, iż poeta musiał w jakiś sposób prosty i surowy wątek wygładzić i odpowiednio do swojej ballady przystosować.
Różnica ta mogła nastąpić również skutkiem różnicy stanowiska, jakie lud zajmuje, który broni na każdym kroku nieszczęaną dziewczynę,
nie chce dopuścić do tego, by natychmiast zginęła, - Mickiewicz
tymczasem chcąc powiązać ze sobą grzech i karę dziewczyny, mógł
w ten tylko sposób utwór swój zakończyć. Podobne zaś zakońrzenie
widzieliśmy w baśni przytoczonej przez Szyrmę.
Całą fantastyczną i legendarną
część
Ucieczki wziął Mickiewicz z ust ludu litewskiego, z jego podań i wierzeń. Wszystkie typy
zastosowane są do postaci ludowych i ta swadźba, która jedzie tłumnie,
ksiądz w konfesyonale, kuma, jak i dziewczyna sama, to charktery ści­
śle miejscowe. Wogóle wszystko tu zgodne jest z wiarą ludu: zapowiedzi, spowiedź, książka do modlenia, krzyż, różaniec, msza; z drugiej znowu strony nie zapomniał poeta o zabobonach i przesądach:
zarówno kwiat, paproć i car-ziele, którym on nadnaturalną silę przypisuje, jak obrączka i włosy kochanka, jak i tajemnicze liczby: dziesięć skał, dziesi~ć rzek i dziewi~ć gór. Tam góra Mendoga, tu krakanie wron złowróżbne, piar.ie koguta, na głos którego drży każdy
umarły, tam znowu wśród moczarów błędne ogniki, a w gęstej łozie
wilcze świecą się źrenice : wszystko to wogóle nosi na sobie niestarte
piętno ludowego życia.
Nadto też i strona rytmiczna Ucieczki urywana lecz dtwię­
czna i harmonijna, kształcona była częścią na pieśniach ludowych,
częścią na Ludmili Żukowskiego. A wiersz ten urywany doskonale
właśnie nadawał się do użycia w tej balladzie, w której Mickiewicz

- 35 wprowadzając fantastyczny świat ludowy, przemówił też językiem ludowej wiary, nadając mu przez to jeszcze większe cechy prawdy,
a barwa ta ludowa dykcyi została wedle słów samt:lgo poety z zapamiętanej strofki ludowej piosenki urobiona i stąd pochodzą te ośmio­
zgłoskowe rymy męskie.
A ta chropowatość rytmu i urywane zdania przystroiły się jak
najlepiej do tem dosadniejszego oddania tej grozy i przestrachu, kiedy umarły wiózł kochankę do ciemnej mogiły. I nic nie należy tak
podziwiać, jak tę mistrzowską formę, w jakiej potrafił poeta oddać
tę ballad~, jak również i ten artyzm, z jakim pochwyciwszy poszczególne motywy ludowej wiary, złożył je w przepyszną całość.

11.

Konrad Wallenrod stworzony przez poetę w odmiennych
warunkach, a raczej pod działaniem innego prądu, który nawet był
w mocy wziąć górę nad wpływem gminnej poezyi, nie dawał dogodnego pola do czerpania z baśni ludu. W całym poemacie nie ma
żadnego rysu schwyconego z gminnej opowieści, jedna tylko, Pieś1t
Wajdeloty, - została stworzona pod działaniem tego elementu,
jaki zaczął teraz w utworach naszego poety coraz bardziej zanikać.
I ta właśnie okoliczność, iż w całym poemacie tylko na tern jednem
miejscu uwydatniła pieśń gminna swe ślady, utwierdza jeszcze bardziej
panujący dziś domysł, że ustęp ten cały musiał być osobno znacznie
wcześniej utworzony i dopiero później został do całości poematu zastosowany.
Sam poeta w przypiskach przyznaje się czytelnikowi, iż PieHt
Wajdeloty, a właściwie sam ten ustęp traktujący o zjawisku morowej dziewicy 1 „został według powieści gminnej" skreślony:
„Nieraz na pustych sm~tarzach i błoniach
Staje widomie morowa dziewica,
W bieliźnie, z wiankiem ogniatym na skroniach,
Czołem przenosi białowieskie drzewa,
A w r~ku chustką, skrwawioną, powiewa".
Fakt sam skreślony w przytoczonym powyżej ustępie ma rzeczyludu. Fakt ten znajduje poparcie w wierzeniach wszystkich narodów, szczególniejszą zaś cechę przybrał pośród narodów słowiańskich. I tak n. p. w Polsce wystawiano sobie
morowe powietrze jako niewiastę, całą w bieli, objeżdzającą wsie
zagrody na wysokim dwu koleśnym wozie, Ruś znowu maluje ją
wiście szeroką wiarę wśród

*

-

36 -

również jako niewiastę,

która się każe nosić chłopu, a kto ją weźmie
na plecy, temu tez i ona zaszkodzić nie może (CŻ u ma), u Serbów
nazywają takież zjawisko zarazy ku g a lub mor ij a, jak o tern
świadczy Vuk Karadzic; w Slawonii lud również wyobraża sobie powietrze jako złą kobietę i mn ·ema, ze gdzieś za morzami znajduje
się kraj niewiast morowych; nie inną jest ona u Łużyczan, którzy
nadają jej imię s m er t n i ca. Słowem, wszystkie wierzenia tyczące
się tej postaci, moznaby sprowadzić do jednego pojęcia, gdyż one się
między sobą tylko w szczegółach różnią. Jak zaś obfite jest źródło
analc.gicznych zabobonów, o tern może najlepiej chyba poświadczyć
poniżej podany spis bibliograficzny 1). Lud jednakże litewski mimo,
że nie wyrobi,ł sobie innego o morowej dziewicy pojęcia, a przecież
wyobraził ją sobie w zupdnie innej barwie. Nie jedzie ona wozem,
ani tez nie każe si~ nosić na plecach, lecz tajemniczymi kroki zdłłża
od sioła do sioła cała w b ie li z z akr w a w i o n ą chu s t ą, a g d zie
n i ą p o w ie je ws~ y st ko wymiera". :i) Tego też właśnie motywu
zaczerpnął Mickiewicz do swojej
Pieśni Wafdeloty z opowieści
litewskiego pospólstwa, ono bowiem tak sobie ją w swycą wierzeniach
przedstawia:



,,A i 1e razy kr w a w 'ł chust 'ł ski n ie,
Tyle pałaców zamienia w pustynie,
Gdzie nogą, st~pi ś w i e ż y gr ó b wy ras ta".
Nie pominął też poeta i szczegółu towarzyszącego temu złowro­
giemu zjawisku, tak samo bowiem jak lud w swoich wierzeniach
1

) Por. A. Afanasiew. Poet. wozzr. III. 106 i 111. A. Cerny
Istoty mistyczne. 710-712. P. Czubińskij. Trudy I. 118, _128
2 22. nr. 2 - 3 M. F1 e der owski. Lud ok o I i c Żarek. II. 301-302
te n że. Lud bi a ł or us ki. I. str. 7. nr. 10. str. 144-146 nr. 372 do
377. J. Grajnert. Study a nad podaniami. 707. J. Grimm. Deutsche Myt hol. I. 685- 688. II. 1136-1141. Dr. R. Kaindl. Die
Huzulen. 87. O. Kolberg. Lud. VII. 170, 252-253.XV.str. 9-12.
nr. 1-4. XVII. 9l.?, 96,129. K. Kozłowski. Lud 382. A. Podbereski. Materyały. str. 27-28 nr. 9. Ludwik. z Pok1ewia Litwa,
21. E Rulikowski. Zapiski III. str. 96. nr. 7. Ks. W. Siarkowski
M a t er y a ł y z o k o I i c P i n c z o w a. 6 7 - 69. L. S i e in i e ń s ki. P o d an i a. str. 125. nr. 130. S. Udziela. Cholera. (Materyały antrop.
archeol. I. 1 i nast.) K. W. Wojcicki. Stare gaw~dy II. 159. tenże. Klechdy I. 51, 130, 159, tenże. Hist. lit. I. 185 i 339-340.
nr. 2. E. Veckenstedt. Mythen I. str. 249. nr. 1 i 4. M. Żmigro­
d z k i. U k r a i n a. str. 32 9.
2) O. Kolberg. VII. 176. dop. 2.

-

37 -

bardzo często wycie żałosne psów za oznakę wojny lub pomoru 1)
uważa, tak też i Mickiewicz wprowadził len element do swego poematu nie zmieniając go wcale.
W dalszym ciągu Pieśni Wajdeloty urywa się na eh wiłę to
oddziaływanie gminnego zabobonu, - Mickiewicz przystępuje do wspaniałej apoteozy wierzeń ludu i dopiero mówiąc o starcu, który na wierzbowej piszczałce sławił ojców czyny, zwraca się po szczegóły znowu
do zabobonów ludowych, bo i lud wierzy, ii "kto chce widzieć umarłych, winien wynaleźć wierzbę, z którejby można wyciąć piszczałkę na
tak odległem miejscu, ażeby ona nigdy piania koguta nie słyszała,
ani szumu wody, a gdy w nocy o wpół do 12-tej zagra na cmętarzu,
cale wojsko umarłych powstanie z grobów". 2 )
Wierzenia takie są dość powszechne u ludu w tej lub nieco zmienionej formie, lecz .w każdym razie, w jakiejkolwiek je formie sły­
szał Mickiewicz, to pozostawiły one przynajmniej w swoich głó­
wnych zarysach ślady wpływu na ten ustęp, gdyż i tu na głos pieśni
przed oczyma poety powstaje cały szereg królów i rycerzy i zapomnianych już dawno wieszczów. Z tym szczegółem kończy się wszelki
ślad wpływu gminnej poezyi na Konrada
Wallenroda, a raczej
na samą tylko Pieś/1, Wajdeloty, gdyż w całym zresztą poemacie
nie ma nawet choćby drobnej wzmianki graniczącej z pojęciami ludu,
i ta właśnie okoliczność zdaje się potwierdzać wyżej wspomniane
przypuszczenie.
*
*
Od chwili napisania Ucieczki, kiedy talent poetycki Mickiewicza wzbijał się na cornz wyższe stopnie rozwoju, od tej chwili
uwidoczniać się zaczyna i zanik pierwiastków ludowych w jego po1) Por. M. Cisek. Materyały. (Zbiór wiad. XIIT. str. 72. nr
97.) D. Da n. V o 1ks g 1 a ub en der Rum a n en (Zeit s c hr. f. os ter r
Volksk. II. str. 251. nr. 14.) M. Federowski. Lud okolic Żarek­
II. 2 91- 29 2. t e n ż e _ L n d b i a ł o r u s k i. I. str. 191 nr. 719. J. G 1 uz iński. Włościanie. 510. J. Grajnert. Studya. 501. B. Gustao
wicz. Podania. str.153nr. 2-4. O. Kolberg. Lud. XVII.str. 129d
130. nr. 51. Dr. W. Kos iński. Z apis ki. (Wisła. IV. str. 864 nr. 17.
Ludwik z Pokiewia. Litwa. 151. S. Polaczek. Wieś Rudawa.
101 i 105. J. Świętek. Lud nadrabski str. 568. nr. 5. F. Wercń­
k o. P r z y czy n e k d o I e cz n i c t w a. 103. z. W i e r z cho w s k i. Mat ery a ł y. (Zbiór wiad. XIV. str. 208. ur. 3.) D1. H. von Vlislocki.
Volksgl. d, Magyaren. 72. tenże. Volksgl. d. siebenbtirger
S a c h s e n. 9 I.
')O.Kolberg. Lud. XVII. str. 96. nr. 5. Por. tamże. XV. str.
62-63. nr. 2. XIX. str. 200. nr. 10. J. Gluziński. j. w. 523. J. Greiner t. j. w. 487. Z. Morawski. Myt roślinny str. 30. nr. 4. K. Wł.
Wojcicki. Klechdy. 55-56.

-

38 -

ezyi. Nie było to jednakże winą poety, okoliczności bowiem, w jakich
tworzył i czas sam i kierunek, jaki teraz jeg0 twórczość wybrała -nie byłby wcale stosownym, ażeby można snuć było kanwę z ojczystych legend i pieśni, gdyż społeczeństwo innych pragnęło pokarmów
dla ducha, po długiej walce skołatanego nieszczęściem. Jak zaś dalece
postąpił ten zanik elementu fantastyczno -legendarnego, - o tem najlepsze może dać pojęcie trzecia część, dawniej rozpoczętego poematu,
Dziadów.
Są i tu wprawdzie sceny owionięte mglistym duchem, jest i tu
widoczną ta ręka przecinająca bieg wypadków w nadnatura]ny sposób, jest i tu sporo motywów graniczących na pozór z wierzeniami
ludu, - wszystko to atoli jest fikcyą poetycką Mickiewicza tak zrę­
czną, iż czytelnik na pierwszy rzut oka z dobrą wiarą może je przyjmować jako ornamenta z fantazyi gminu pochodzące. W jednam tylko
miejscu byliśmy w stanie dopatrzeć się w poemaci0 śladu elementu
ludowego, w szatańskiej pieśni Konrada zaczynającej się od słów:
,,Pieśń

ma była już w grobie, jnż chłodna,
Krew poczuła, z pod ziemi wyglą,da I jak upiór powstaje krwi głodna :
I krwi żą,da, krwi ż\da, krwi ż!łda".
Szczegóły uzyte do napisania tego ustępu znajdują swe potwierdzenie w zabobonach ludu naszego, gdyż i on mniema, iż upiór powstawszy z mogiły - napada na sennych ludzi, aby ich krwią się
napoić. Rzadko wprawdzie można się z tą cechą upiora spotkać, zazwyczaj bowiem wyobraża go sobie lud zupełnie inaczej, o czem zresztą już przy drugiej części tegoż poematu mówiliśmy.
Tak samo dalej i szczegóły tyczące się przebicia ciała - upiora
są wzięte z ludowych powieści:

n Potem

pójdziem . . . . . . .
jego rozrą,biem toporem :
R~ce, nogi goździami przybijem,
By nie powstał, i nie był upiorem".
Ciało

Często

bowiem daje się lud słyszeć z tym głęboko zakorzenionym zabobonem, iż jeśli si~ ciało upiora porąbie w kawały, lub serce przebije osikowym kołem, - to on wtedy musi bezwarunkowo
przestać już chodzić po świecie. Jak zaś szeroką wię.rę pozyskał ten
zabobon, o tern może chyba najlepiej poświadczyć niżej przytoczony
spis analogicznych przesądów. 1)

*

*
1) P. Czubńskij. j. w. M. F,edero
wski. Lud białor. I. str. 268.
nr. 1360--13i61. J. Gluziński. Włościanie. 251-522. O. Kol-

-- 39 -

,,Bajki nasze, - mówił poeta Aleksandro\\-i Chodźce, - przechowały jeszcze przedpotl)we zwierzęta, smoki etc. Teraz bajki nasie
mięszać s:ę poczynają z moskiewskiemi; bo sołdaci opowiadają ch,ło­
pom swoje i wzajemnie. Jest wiele bajek podobnych, ale polskie noszą
cechę delikatniejszych uczuć i wyższych pojęć. Tak na przykład w bajce moskiew.:ikiej panny kąpiąc się zostawują n1 brzegu koszule, w bajkach nasźych też same panny zostawują skrzydła etc".
„Raz jadąc przez dwa dni na bryczce żydowskiej, wdałem się
w rozmowę z żydem furmanem, opowiedział mi kilka swoich bajek,
które mie bardzo uderzyły. Charakter ich zupełnie różny od naszych,
choć scena często dzieje się w naszym kraju. Przypominają skła­
dem intrygi i sposobem opowiadania arabskie tysiąc nocy. Są to
rzeczy albo wywiezione z Azyi, albo w podobnej formie zrobione już
u nas przez azyatyckiego ducha Izraelitów, który gdziekolwiek jest,
tworzy po swojemu" 1).
Nie z tych jednakowoż bajek, których tajemnicza treść żywiła
duszę poetycką młodzieńca w pierwszych latach twórczości, powziął
Mickiewicz pomysł do stworzenia satyry na złe tony, którą to myśl
już w Pani Twardowskiej przedte~ odrobił.
Poeta zwraca się
teraz do tego cyklu opowieści, których celem jest moralizowanie
ogółu, a takim właśnie był też i fakt opowiedziany przezeń w bajce
p. t. Golono strzyżono. Bajka ta zaś równobrzmiąca z treścią
utworu Mickiewicza krąźyła od dawna wśród ludu, - znajdujemy ją
już bowiem i u Wacława Potockiego :i), tak samo tez i Dr. Br. Czarnik wymienia podobną opowieść zawartą w dziełku p. t. R o z m o w a
Po dol an ki z mężem. (Wrocław 1785).
„Szedł kmieć z zoną po kładce przez rzekę, ujrz4 chłopa bez
brody, co ongi miał brodę.
•- Ba wej ! mąż rzecze, - jak się nasz somsiad wygolił!
Wzdyć się ostrzygł, żona prawi, i to znać po głowie-

ber g. Lud. VII. str. 65-56 nr. 136. str. 217. nr. 61. XV. str. 35t
nr. I. Dr. R. Kain dl. Die Huzulen. 84. Dr. F. S. Kraus. Powró.
umarłych. 680. Z. Morawski.
Myt roślinny. str. 24. nr. 94.
E. Rulikowski. Zapiski. str. 94. nr. 23. T. J. Stecki. Wołyń. I. 12.
J. Swi~tek Lud nadrabski. Wisła XI. 586-587, 500-501 i 603504. K. W. Wojcicki Zar. dom. II. str. 277-278. nr. 11. Zur
Wampyr Sage. (Zeitschr. f. osterr. Volksk I. 307).
1) Wł. M i ck i e w i c z. Ż y w o t. I. 9 -10.
:i) Jovialitates. Lip3k. 1747. I. 136. cytowane u Dr. H. Biegeleisena. Dzieła A. Mickiewicza. IV. 514.

-

40 -

Ba ogolił.
Nie: ostrzygł, krzyknie baba!
Od słowa do słowa, od słów do rąk przyszło, gdy mąz woła,
że ogolił, baba wrzeszczy, że „ostrzygł brodę", aż kmieć zniecierpliwiony, zepchnął uporczywą niewiastę do rzeki. Baba tonie, ale
z wody ukazawszy rękę, dwoma palcami ruszała, boć mówić nie mogła, na znak, że brodę ostrzygł nie ogolił.
Gdy sąsiedzi usłyszeli o takowej przygodzie, bieżą na dziw;
a mąz idzie przeciw wody, szukając żony. Jakżeż znajdziesz babę,
przecież z wodą spłynęła do Gdańska?
Kmieć kiwnął głową i rzecze:
Prawdać, że wszystko płynie razem z wodą, ale moja baba, co
sprzeczna była cały żywot, i po śmierci, aby nie szla po mej woli,
rozumiem, że płynie pod wodę". 2)
Bajkę tę w całości z wyjątkiem samego zakończenia obrobił
nasz poeta bez zmiany prawie, a kto wie, czy i to rodzime zakoń­
czenie ludowej powieści nie skłoniło go do naśladowania analogicznej
bajki Lafontaina p. t. Zona upartn.
*

*

*

n W opuszczonych murach" Nowogródka, pisał J. Domejko
do ks. J. Siemieńskiego, - rozbrzmiewały za lat mlodocianych Mickiewicza „świeze tradycye hucznych, zaciętych sejmików, na których
ścierały się ze s'>bą partye Radziwiłłów, Niesiołowskich, Wolookowiwiczów, Rey tanów etc.; cudna przyroda okolic miasta i całego powiatu, uajpiękniejszego może z ziem litewskich i rozkoszne doliny,
po wzgórzach gaje zielone, miejscami kurhany i ślady szańców i okopów z czasu napadów tatarskich i późniejszych wojen, grunt żyzny,
chłop zamożny, zaściankowa szlachta butna jeszcze i swobodna, po
obywatelskich domach szczera, wesoła gościnność, zjazdy, polowania,
gwarne zapusty i liczne kiermasze, w sądach pieoiactwo i przy stołach: ,,Kochajmy się!"" 2 )
Nie podobna też zaprzeczyć, by te obrazy życia szlacheckiej
gromady. by te opowieści o ciągłych zwadach i zatargach, jakich
niemało było w tych latach, by to wszystko nie utrwaliło się silnie
w pamięci „ rażliwego chłopczyny, trudno zaprzeczyć, by echa tych
czasów i chwil młodości poety nie powtórzyły mu byly „na paryskim

2) K. Wł. Woj cieki. Zar. dom. II. str. 44-45. nr. 3. Por. A.
Rypiński. Białoruś. 135 i 214.
3) Korespondencya A. Mickiewicz~. ParJt. 1885. IV. 3~

41 bruku" dawno widzianych scen, kiedy on ulatywał wciąż myślą do
dalekiej ziemi swej rodzinnej, kiedy wciąż modlil Bożą Matkę ...

„Tymczasem przenoś moj~ duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łl}k zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych ~ytem" ....
Z tych w~pomnień z lat młodości, kiedy mu s1ę przypominały
o jenerale Wolodkowiczu, o przebywaniu jego w wojsku
francuskiem pod obcem imieniem, o jego procesie z Obuchowiczem,
który mu był zagarnął cały majątek" 1), -- zrodziły się pomysły do
wielkiej epopei szlacheckiej, a z ostatków tradycyi zaściankowych
wstały potężne postacie Klucznika .R~bajły, Woźnego i tylu typów
drobnej szlachty, co sejmikowała w Dobrzyniu żałując dawnych czasów, utraconych swobód i przywilejów. PL'Zypominały się wprawdzie poecie i te bajki o chłopcu w zaklętym pałacu „na dzikim ostrowie"
jak sam o tern mówił na wstępie do Pana Tadfusza, nie trudno
atoli zrozumieć, iż niemożliwą niemal rzeczą było wprowadzać motywy gminne do tego poematu, który miał zycie zaściankowej szlachty odtworzyć z całą wiernością: Drobna też tylko' i nieznaczna
garść reminiscencyi dostała się do tego poematu, co miał już zakoń­
czyć całą działalność twórczą Mickiewicza.
Z pieśni ludowych, dwie tylko uwidoczniły ślad swego wpływu:
jedną z nich - to powszechnie i dziś znana piosnka o żołnierzu-tu­
łaczu, - druga - pieśó o Cybulskim. A piosnka ta o żołnierzu cieszyła się zawsze wielkiem • up0dobaniem poety, jak o tem świadczy
najwymowniej córka Mickiewicza:·

~ Często pisze· Marya Gorecka, ojciec mi nucił smętną piosnkę :
„Idzie żołnierz borem, lasem przymierając z głodu czasem", ale ta
zawsze wprawiała mnie w wielki smutek. Ponieważ mowa tam była·
o bracie i siostrze, wyobrażałam sobie z!raz Władzia żołnierzem,
konika powracaJącego do mnie po jego śmierci i nigdy do końca dosłuchaó nie mogłam zbyt żałosnej dla mnie spiewki. W tym czasie
p. Bohdan Zaleski przyjechał do Lozanny i coś mówiono wieczorem
o poezyi; ja siedząc na ziemi przysłuchiwałam się niby rozmowie,
lecz w istocie nic nie rozumiałam. Wtem ojciec nucić zaczął: ,,Idzie
żołnierz borem, lasem".... Nim doszedł do końca, rozbeczałam się
rzewnie i zanosić się zaczęłam od płaczu.
„szczegóły

1
) L ***
N o ta t ki
(Czas. 1859. nr. 117).

ws p om n i eń . z tyci a A.. Mi c ki e wi c z a.

-

42 -

„Otóż

widzisz, - rzekł ojciec do przyjaciela - jak silnie działa
poezya ludowa" 1).
A pieśń ta nadz\\yczaj dawnego pochodzenia, znana już w roku
1584., gdyż ślady jej znaleziono na okładce starej książki :i), krązy
i dzisiaj w niezliczonej ilości waryantów, jak o tem świadczy niżej
podany· spis bibliograficzny 3). iaczyna się ona zazwyczaj od słów :
,,Id zie żoł n ie r z bure m, 1asem,
Zamierahc z głodu czasem• ....
Wracają żołnierze już do domu z pola

walki, gdy on tymczasem

,,Leży w polu na murawie,
Na zielonej leży trawie.
K o n i k jego wedle niego,
Grzebie nóżkfł, żałuje go".

Niemal dosłownie włożył Mickiewicz tęże pieśń w swój poemat
kiedy to tony muz}! ki Jankiela tworzyły żałosną nótę

,

„O ż o ł n ie r z u, t u łac z u, który bor e m, I as e m
Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,
Na.koniec pada u nóg konika wiernego,

A k • n i k n o g ą, grzeb ie mogiłfJ dla niego".
1) Wspomnienia o A. Mickiewiczu. 13--14.
:i) Pami~tnik Sandomierski. 1830. II. 109.
3) Dr. A. Cinciała. Pieśni. str. 225-226. nr. 157-158. S.
Ciszewski. Lud rolniczo gór. str. 301-302. nr. 236. Z. Gloger.
Pieśni. str. 181--184. nr. 56. W. Hnatiuk. Pieśni rekruckia
(Lud. III. str. 74. nr. 1). S. Jastrz~bowski. Szopka radomska.
(Wisła. VIIL 291-292). Dr. A. Kalina. Z puszczy kurpiowskiej.
(Lud. III. 70). O. Kolberg. Lud. I. str. 156. nr. 195. IL 167 i 256
do 257. nr. 195. IV. str. 60-61. nr. 241. VI. str. 176. nr. 348-350.
XII. str. 254--256. nr. 490-493. XVI. str. 301. nr. 494. XXI. str. 64 do
65. nr. 130-131 XXII. str. 137-138 nr. 233-234. te n że. Ma z ows ze II. str. 119. nr. 269. IV. str. 336. nr. 375-376. te n że. Pieśni
ludu litew. III. 186. tenh. Pieśni 1. poi. str. 156. nr. 195. i str.
256-257. tanie. Właściwości. str. 134. nr 87. K. Kozłowski.
Lud. str. 132-133. nr. 2. Nesselmann. Dainos. nr. 343 i 353. E.
Orzeszkowa. Ludzie i kwiaty nad Niemnem. (Wisła. II. 679).
i. Pauli. Pieśni I. polskiego 67-70. A. P etrow. Lud. str. 87-88
nr. 108---109. M. Rawicz Wit a n owski. Pieśni w oj ac kie ze ws i.
Stradomia. (Wisła. III. str. 647. nr. 2.) Dr. J. Roger. Pieśni.
str. 24. nr. -!7. Ks. W; Siarkowski. Materyały .... z Kielc. str.
86-87. nr. 5. S. Udziela. Ma.teryały. str. 128. nr. 38. Wacław
z Oleska. Pieśni. str. 723. nr. 11. K. Wł. W oj ci ck i. Z ar. dom.
II. 439-440. R. Zawiliński. Przyczynek do etn. górali p-ol.
na W~grzoch (Mater. antr. archeol. I. str. 407. nr. 1).

-

48 -

Druga ,,znajoma na Litwie, - jak mówi Mickiewicz w przypiskach do Pana Tadeusza, - pieśń żałosna o Pani Cybulskiej,
którą mąż w karty przegrał moskalom", żyje i dziś także między
szlachtą 1), w po~macie samym atoli dozostawiła zbyt małą remini•
scencyę, ażebyśmy potrzebowali o niej jeszcze więcej mówić.
Z innych szczegółów wziętych z ust ludu niepodobna pominąć
milczeniem i finału Pana Tadeusza, który całym swojem brzmie~
niem przypomina zbyt wyraźnie takież strofki w opowiadaniach ludowych, co więcej wszystkie prawie bajki białoruskie tym się kończą
refrenem, który się stale powtar-za :
,,I j a tam z gośćmi byłem, miód i w i n o piłem,
A com widział i słyezał w ksi~gi umieściłem" .

Nie o wiele od słów powyższych
w swych dwu pierwszych wierszach :

różni

się i

refren ludowy

„I j a t am był e m
Mi ó d i w i n o p ił e m,
Po brodzie si~ lało
W głowie nie zostało" 2).

Pomijamy już tu takie przysłowia jak „za wysokie progi ua
wasze nogi" 3) lub też „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" t),
pomijamy również imię księdza - ,,Robakiem" zwanego, imię to bowiem powszechne jest mi~dzy drobną szlachtą 5), - a przejdziemy raczej do tych skrzypaków i kobeżników z XII. księgi Pana Tadeusza. Każdy zapewne pamięta ten ustęp, gdzie Sędzia prosi jenerała, by
pozwolił wprzód zagrać muzyce wiejskiej, gdyż „lud przy innej nie
1) S. Chełchowski. Materyały. str. 136-137. nr. 5. Z. Gloger. Pieśni, str. 176-178. nr. 48. O. Kolberg. Lud. XII. str. 225
nr. 482. XIII. 187,
2) S. Chełchowski. Powieści. I. str. 214. nr. 33. II. str. 46.
nr. 60. str. 315. nr. 1. str. 346. nr. S. Gliński. Bajarz. IV. 143.
J. Karłowicz. Podania str. 4. nr. 47. O. Kolberg. Lud. XIV.
str. 268. nr. 66. Z. Rok os s owska. Baj ki ze ws i Jurko ws z czyz ny (Ma ter. antr. archeol. Il 14. i nast.) S. Udziela. Opowi ad a n i a ludowe ze Starego Sącz a. (Wisła. VIII. str. 439. nr. 3.
str. 531. nr. 6.) S. Ul a n owska. Łotysze. XVIII. str. 306. nr. 25.
str. 335. nr. 32. M. Wiszniewski. Hist. lit. I. 240.
3) Wojcicki. Zar· dom. I. 170.
4) Ludwik z Pok ie w i a. Lit w a. 176. A. Rypiński. Biało­
r n ś. 199. K. W oj cieki. j. w. 268.
6) ~ s. A. P 1 es z czy~ ski. Boj ar z y. 14.

-

44 -

potrafi skakać". Moment ten uchwycił Mickiewicz nadzwyczaj trafnie
z obyczajów ludowych, bo jak z jednej strony dudarze niecierpieli
innych muzykantów, tak tez i z drugiej już w Figlikach dał nam
Rej obra~ szlachcica, który przyzwyczajony do swojskiej dudy, przy
innych grajkach nawet tańczyć nie potrafił. Co się znowu tyczy nwyraju", to już sam poeta w przypiskach zaznaczył swoją zgodność
z ludowem wierzeniem 1), tak samo dalej i ta wzmianka w księdze
VIII., iż
. ,, u stawu siedzi Świtezianka,
zdrój łaje z bezdennego dzbanka,
A drogą, ręką, w wod~ dla zabawki miota
Brane i, fartus·zka garście. zakl~tego złota" ....
.

.

Jedną, ręk1

potwierdzenie w zabobonach ludu, który sądzi, że
na powierzchnię wód pluszczą się, pryskają na
siebie wodą, igrają z falami i sypią w niezgłębioną toń wodm1 złoto
zaklęte na wieki. Nie inaczej ma się rzecz i z owem krzykliwem dzie
cięciem, któremu matka sypie pod głow·ę liście makowe (III. ks.), po•
wszechny to bowiem jest u ludu środek przeciw bezsenności 2 )
W samem nakoniec grzybobraniu po kilkakroć wspomina Mickiewicz
znajduje

zup_ełne

rusałki wypływając

pieśń gminną:

.. ,,chłopcy. biorą krasnolice,
Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice,
Co są, godłem .panieństwa: bo czerw ich nie zjada ...
Panienki za wysmukłym gonit borowikiem,
Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem".

Ze zaś nie inaczej i lud spiewał o tych grzybach, na to mozemy
dowód z poezyj Czeczota, - który jak wiadomo wiele się
zajmował zbieraniem pieśni ludowych i wiele też z motywów ludu
wciągnął do swoich utworów, - a mianowicie z powinszowania, jakie on ułożył w języku białoruskim na imieniny naszego poety. A jest
w tem powinszowaniu taka strofka:
przytoczyć

1) P. Czubinskij Trudy. I. 38--39. O. Kolberg Chełmskie
Il. 267. A. Nowosielski. Lad. okr. II. 127.
2) M. Cisek. Materyaly. str. 67. nr. 19. E. Jeleńfilka. W·ieś
Komarowicze. 481-482. 507. O. Kolberg. Lud. XVII. str. 160nr. 21. Z. Morawski. Myt roślinny. slr. 22. nr. 81. A. Nowosielski. j. w. 168. Z. Rok os s owska. O świec ie roś 1i n ny m wy obr aże n i a ludu na Wołyniu (Zb. wiad. XIII. 184.) Dr. M. Udziela.
Wiek dzieci~cy. Tarnów. 1881. str. 35. tenżl;', Medycyna 90, 271.
Wisła.. IV. 226, 248, 464, 694, 889-890. V. 167-168, 926. VIII. 141.

···- ,45 »Lisiczka tołty hrybok~
Ślimaczkow nie bajesia;
Nie toczyć jeja czerwiaczok,
On u lesie zdarou błyszczysia"; 1).

Podobnie wreszcie opis "matecznika" został urobiony na poję ciach ludu bialoruskiego, który miejsce wiecznego spoczynku zwierz~t
nie inaczej sobie przedstawia. ,,Matecznik" w wyobrażeniach jego
jest to „środek puszczy całkowicie niedostępny dla zwyczajnego śmier­
telnika". Matecznik otoczony jest lasem odwiecznym, przez który nie
podobna się przedrzeć, las ten bowiem zawalony- jest drzewami połamanemi, a nadto otaczają go błota, nie zamarzające nawet w najostrzejszej zimie. ,, Wszystkie chore zwierzfAła id4 tutaj umierać: one
tylko znają tajemne drogi, które mi można dostać się do matecznika" l).
I na tem przychodzi nam zakończyć ro~patrywanie oddziaływa­
nia ludowej poezyi na twórczość Mickiewicza, oddziaływania poezyi
tej prostej, które przecież nie było jednodniowem, a wszczęło &i~
w tych latach pacholęcych, kiedy poefa sl11chał piosenki:
,, O tej dziewczynie, -co tak grać lubiła,
Że przy skrzypeczkach g1ski pogubiła,

O tej sierocie, co pi~kna jak zorze
_
Zganiać szła ptactwo o wieczornej porze".

Lipiec 1896 -

listopad 1897 r.
Stanisław

Zdziarski.

,,l w~nzen ia", za~an~i, facecJe u uzi eei Iuuu.
Klekle, Wuojtuś, klekle,
Twułija matka w piekle,
Guetuje se kluski
N a śtyry garnuszki.
Puestawiuua przed preglem,
1) Dr. J. Tretiak. Mickiewicz w Wilnie ... I. 210.
2 ) A. E. Bogdan o w i cz. Per e żyt ki dr ie w n i a w o mir os ozer ca· n i ja u Bi eł or us s o w. Grodno. 1895. str, 78.

-

46 -

Pu.amisza 1) i:ieżegiem.
Wuotuś 1 ) pfzyleciau--kle-kle-kle 2),
Juz ni mi nic ')._
Puewidz : wołek.
(Gdy powie, naetopuje szybko odpowied~).
Twój u.ojciec ciołek.
Piiewidz : pu.ewróz.
Twój uojciec kiernóz.
Puewidz : i:iokienica.
Twiioja matka carewnica.
Puewidz : iiopata.
Twuoja matka kalapata.
Puewidz : i:iochtnsza.
Twi:ioja matka psia dusza
(Całuj w d..• matusza).
Nie wypl:i.ewis :_ pi~ć.
de d... palec i krtć,

Włóż

Nie wypuewis : siedem.
ZJidz g...... kue ~z miedem.
Puewidz : śtyry.
psa w nyry.

Całuj

Puewidz : dwieście.
Zbirej g... a pue mieści.
Piiewidz trzy.
Zjidz kueszyczek wszy.

Puewidz : pies.
glie, jeźli kces.

Puecałuj

1) a długie powstało z kontrakcyi a ł a w imesł. przeszł. na ł. 3 os.
rodz. żeńsk.
2) W uoj tuś, bocian pieszczotliwie, zwłaszcza u dzieci.
3) Jest to dziecinne, nieświadome i bezmyślne dobieranie rymów,
w których zawarte jest naśladowanie klekotania bociana.
') Zjadł.

47 Puewidz : pued stelikiem.
Zechlej g... o z karmelikiem.
Puewidz : pued stołem.
Zechlej g.... z rosołem.
Puowidz: kto we śretku.
Zji g... o na kołewretku.
Puewidz : kto na kraju.
Ten zji pue pu jaju.
Puewidz : kto śpi ued ściany.
Niech zji garcek śmietany.
kuoń naprzódy u.utknie,
jak de stajni włazi?
Na dyle.
Zjidz g... o kuobyle. ,

Na co

Pueco wrona de lasu idzit, ?
Bue las de ni nie przydzie.
Co sie wronie stanie, jak ji 7 lat
minie?
- Na u.ósmy sie ji u.obróci.
Co to jest, co steji za dżwiamy,
zmamlany ?
(O.: et~pa)

:Mś pyszczśszek

u()jciec łujsy byk,
Matka poleznica,
A dzieci jagni~ta ?
(O.: st~pa).
Barnłecka

wina,
uobr~coszek 1) na ni nima.
(O.: jaje).

1) obręczy, zdrobniale

--- 48
Maluśkie carniuśkie,

Welgo kuede 1) ruszy.
(O.: pchła)
Stei przy dredze, na jedny nedze,
Kto sie tknie, to bardzo klnie.
(0.: oset)

Kiej _pchła kwuece 2 ?

(O.: Jak komu na jaja wlezie)
Przyjechaua Niemka
W cerwonych sukienkach,
Jak jo rozbierali,
To nad nio ·płakali.

(0..: oebula)
Wkiedy nś.jwi~cy dziurek de nieba?
' •
• (O.: we ŻJ?-IW& 1).
Bez cegue zagona nie zueże ?
(O.: Jak nie nawróci).
Jakich' w lejsie drzew najwi,;cy?

W.: uokrą,głycb).

uĆ)jcieo z miasta 4), matka z lassa,.
dziurawe dzieci majo?
(0.: skrzynka .- dawna, prymityw•
nej konstrukcyi skrzynka do rżni~­
cia sieczki.)

W lejsie uuci~tc, w cbśłpie nagi~te,
pued kilońmy liga, de kómuery wbiega?
(O.: sito).
W lejsie rosło, liście miało,
Teraz nosi dusze, ciało.
- (O.: kuolibka ).
Maluśkie, carniuśkie, dalekue u.obleci.
(O.: źrenica).
1

)

wielklł kłod~.

2) kwocze.
1) resztki przy ziemi po ucięciu słomy
niskach podczas żniwa.
4) rzezak,

z kłosem stercz, na ścier•

-

49

Pode de lasa . ..
- Ja tyz.
u Utne sesienke ...
- Ja tyz.
Zrebie kuerytkue ..
- Ja tyz.
Bedo świnie iarły ...
- Ja tyz.
Mały domecek,
Połno w niem kułecek,

Nie ji, nie pije,
Chuedzi i bije.
(O.: zygar).

Jak śmierci na imie ?
(O.: Amen 1), fertyg).
Cem kueściól uopasany?
(O.: presecyjom 2).
Na cem kueściól stei?
(O._: na chwale bu.ezy).
Jaki świttY bez pitty?
(O.: świtty Krzyz)

Który świ~ty n?tjtłuściejszy ?
(O.: świttY uolij ( olej).
Są to, jak na dzieci, nie bardzo moralne i wcale nie naiwne,
utwory a jednak u dzieci (od 6- 12 lat}słyszane i zapisane w rodzinnej wiosce koło Tarnowa. Nie wszystkie .zebrałem, al~ najważniejsze, najpopularniejsze i powszechnie znane, nie tylko tam,
ale i w innych okolicach, jak później miałem sposobność o tern
się przekonać.

Nie od rzeczy, myślę, byłoby gruntowniejsze, wszechstronne
opracowanie na podstawie samodzielnych badań, obcowania i obserwacyi, stanu psychicznego i moralnego dziecka naszego ludu
jwiejskiego. W ogóle w tym kierunku właśnie u nas bardzo mało
prawie nic, nie zdziałano. W Niemczech, a .zwłaszcza w Anglii,
uż dawno zabrali się do tego przedmiotu uczeni badacze, a wy1) "Bue sie mówi: . . . śmierci naszy amen"
naszej "amen".
2) procesn ludzi dokoła kościoła.

t. j. na im~ śmierci

4

-

50 -

siłki

ich choć nie świetnym uwieńczone są rezultatem, to w każ­
dym razie zaznaczają pomyślny zwrot i w porównaniu z nami,
jak na dziś, spory krok postąpiono naprzód. Nie jest to brak ludzt
odpowiednio wykształconych, nawet fachowych, ale obojętność,
niezrozumienie, albo często i kursujące najfałszywsze o pracach
dyalektologicznych wyobrażenie.
Jan lf"itek.

Zapiski ludoznawcze zżycia Zydów.
Wiara w znaczenie imion.

U Żydów nadaje się dziecięciu imię z prawidła po 1marłym
krewnym, bądż ze strony ojca, bądź też matki 1). Pogrobowiec płci
męskiej otrzymuje zawsze imię ojca. Rzadko nadaje się dziecięciu
1m1ę po innej osobie, np. po zmarłym przyjacielu. Jeżeli nie ma
odpowiedniej osoby krewnej, to nadaje się imiona patryarchów,
u mężczyzn: Izak, Abraham, Mojżesz i Aron, u kobiet: Sara,
Rachela, Rebeka, Lea, (die vier uves nazywają je Żydzi) 2).
Imię nadaje się dziecięciu po osobie tej samej płci, czasami jednakowoż bywa ono nadawanem po osobie płci odmiennej, przyczem
pozostawia się je albo niezmienionem, lub też zmienia odpowiednio Tak np. u mężczyzny z1 tc~odzimy imiona Sziisel i Sisie, nadawane zazwyczaj kobietom. Znany mi jest wypadek, w którym
dziewczęciu nadano imię: Go1da po zmarłym wuju matki imienia:
Godeł.
W praktyce swojej adwokackiej miałem raz zaskarzyć
kobietę, która się nazywała: Szulem a więc miała imię· męskie,
(Schulim jest odmienną formą słowną Salomona).
Przy wyborze imienia powodują się Żydzi względami, dotyczącymi osoby, po której imię ma być nadane. Chętnie nadaje
się imię po zmarłym krewnym, który był za życia szczęśliwym,
lub który się odznaczał uczonością. Właściwości i przymioty zmar1) Podobnie, choć nieco odmiennie ma się rzecz u Słowian południo­
wych (por. Dra F. Kraussa „Sitte und Brauch der Siidslaven.'· Str. 542).
2) Imiona Sa,ry i Ley często nadaj~ razem.

-

51 --

łego przechodzą na osobę, która otrzymuje jego 1m1ę; są one niejako z imieniem połączone, a nie z osobą. Jeżeli się u pewnej
jednostki widzi pewne rysy charakteru lub zdolności, porównuje
się ją z osobą, której imi~ otrzymała. W pewnej znanej mi rodzinie naz:y wan o zdolnego syna: ,, wujem N.", po którym imię
otrzymał, innego, gdy robił dowcipy: ,,wujem M." Po osobie,która
za młodu zmarła, nie nadaje się imienia. Jeżeli zaś ma już być nadane, to dodaje się drugie imię po osobie, która długo żyła i była
szczęśliwą. W pewnym wypadku nadano dziecięciu imię Chan
po babce ojca, zmarłej w 20 roku życia. Na żądanie matki ojca
dodano do tego imienia imię macochy matki ojca, która wiodła
długi i szczęśliwy żywot i odznaczała się niezwykłą mądrością.
Imienia zmarłego dziecięcia nie nadaje się u żyd.ów innemu 1). Nie
nadaje się również imienia, które jest identycznem z imieniem
dorosłej osoby krewnej, gdyż w tym wypadku musiałaby tu dorosła osoba umrzeć.
Wyglądałoby więc to nadanie imienia na
wyczekiwanie jej śmierci. Natomiast można nadać kilku osobom
to samo imię po tej samej osobie, co do-§ć często si~ zdarza, tak,
że dzieci tych samych braci częstokroć te same otrzymują imiona

J e1eli osoba pewna jest brzemienną, a inna krewna bądźto
bądż jej, jest chorą, to mówi się, że pierwsza „nosi imię
chorej" (sie trugt den Numen finx) t. zn., że dziecię narodzone
będzie tej samej płci, której jest osoba chora, która zapewne
umrze i po której imię nadanem zostanie. Tak samo mówi się,
jeżeli osoba krewna (w szczególności rodzice), zmarła i kobieta
w ciążę popada, że ona nosi imię zmarłej Lud przepowiada w ten
sposób płeć dziecięcia. Jeżeli osoba ciężarna, lub tez jP-j mąż, z osobą
zmarłą się pokłócili, życzą sobie, aby dziecię było odmiennej od
niej płci. W razie bowiem przeciwnym nie byłaby wykluczoną
możliwość, że nieopatrznie wypowiedziane przekleństwo spowodowało śmierć i że to nastąpiło w zamiarze, aby miejsce osoby zmarmęża,

łej zajęło dziecię.

Wobec tego, że tylko po osobach krewnych imiona nadawane bywają, napotykamy u rodzin żydowskich te same imiona.
W chorobie nadaje się dziecięciu inne imię. Ma to ten cel, aby
zmylić anioła śmierci lub też złego ducha, czyhającego na śmierć
dziecięcia. Śmierć połączoną jest z imieniem osoby; z eh wiłą, gdy
1) Tak samo u innych ludów, prw. Kraussa o. m.
Kind im Brauch und Sitte der Volker''. T. I. str. 165.

Plossa „Das

-

52

osoba inne imię otrzymuje, można oddalić od niej niebezpieczeń­
stwo. To imię, otrzymane w chorobie, ma nosić dziecię po wyzdrowieniu 1). Znany mi jest wypadek, w którym dziecię otrzymało imiona: ,,Beile Gitel "; nazywano je: ,,Betka". Gdy zachorowało niebezpiecznie i gdy rodzicom osoba, po-której owe imiona
nadane zostały, we śnie się objawiła, nazywano dziecię odtąd ,,Beile
Gitel". Jeżeli dzieci nie chowają się rodzicom, a potem nowe się
narodzi, nadaje mu się imię: ,,Alter" ,,Alte" (stary, stara), a to
w tym celu, aby <lożyło późnego wieku.
W tern miejscu wspomnę o prawie zwyczajowem u Żydów,
dotyczącem imion. Teściowa i synowa nie powinny mieć tych
samych imion. Małżeństwo syna z osobą, nazywającą się tak
samo, jak jego matka, jest , iedopuszczalne. Niejeden raz z tego
tylko powodu małżeństwo nie rzychodzi do skutku. Żydzi twierdzą,
ze albo teściowa albo też synowa umrze wkrótce :i). Z własnego
doświadczenia znam następujący wypadek. W Rzeszowie miały się
odbyć u Żydów zaręczyny. U ojca mojego złożyła matka narzeczonej w obecności pośredniczki małżeństwa (Szadchente) posag
w depozycie. Po załatwieniu wszelkich formalności zapytała jedna
z kobiet drugą, czy wie, jak sifc matka narzeczonego nazywa,
a gdy to pytanie zaprzeczone zostało, powstało wielkie zmartwienie, gdyż małżeństwo nie mogłoby przyjść do skutku, gdyby imiona
były identyczne. Żydzi, pytani o powód istnienia tego zakazu,
oświadczają, że dawniej para młoda z rodzicami mieszkała razem.
W nocy, gdyby mąż kobietę wołał po imieniu, mógłby się omylić i zamiast z żoną obcować, obcowałby wskutek pomyłki teść
ze swoją synową. Że powód istotny musi być natury głębszej,
nie ulega wątpliwości.
Nie jest tak powszecrnie uznanem zdanie, że zięć nie powi.nien się tak nazywać, jak teść, chociaż napotykamy i to przekonanie.

Dr. M. Allerhand.

1) Na to wskazuje także Kuse re r Uber die Persoaennamen und
deren Anderung nach osterreichischen Gesetzen Wien 1879, str. 50,
oraz Dr. F. S. Kr a us s w rozprawie „Haarschurgodschaft" str. w uwadze.
2) Znam parę miłosną, która z tego powodu nie może się pobrać.
Wiem o wypadku, w którym małżeństwo przyszło do skutku, synowa
posługuje się w codziennem życiu swem zdrobniałem imieniem.

jednakowoż

-

53

Zarys pierwotnej religii Lachów
na tle poda1i 1udowych.
Odczyt miany na miesięcznem posiedzeniu tarnowskiego „Koła nauczycieli
szkół wyższych".

(Wyciąg

z obszerniejszej pracy).

"Lachy" jest to Jud polski, zamieszkujący zachodnio-galicyjskie
Podkarpacie, a sąsiadujący „na południu z Gorolami, na wschodzie
z Rusnokami i Rusinami, na północy z Mazurami i Polokami, na zochodzie ze Ślęzokami". Lud ten wykazuje bardzo starożytne cechy
swego istnienia, a dowodem tego jest już sama jego starożytna nazwa, jego mowa, poezya, a przedewszystkiem jego starożytua l'eligia
pierwotna, która dotąd jesz~ze bije żywem tentnem - choć nieraz
w bardzo zmienionej postaci: ,,godek, guseł, carów, zwycajów, zobobonów, wierzei1, łobrzendów'' i t. p.
Religia ta polega na oddawaniu czci dwom „nostarsym", przeciwnym sobie „Dz i w om: Bi o ł em u i Co r nem u - Dobremu
i Złemu - Cud o w i i Strach o w i (Świentemu i Zoklentemu)",
t. j. ,,Bogu i Cart o w i". ,,Dziwa" te istnieją „łod wieków" jako
przedstawiciele z jednej strony światła i ciepła, z drugiej: ciemności
i zimna - a zamieszkują dwie przeciwległe sobie połowy wydrążo­
nego, kulistego „Tamtego - Świat a"; górną połowę, t. j. ,,Ło­
błoki" czyli „Nieba zamieskuje Ilóg wroz ze swojemi Duchami biołemi" do1ną, t. j. ,, Podziemia" czyli „Piekła" : ,,Cort razem ze
swojemi Duchami cornemi". ,,,v plośrotku 'famtygo - Świata - miendzy Niebami a Piekłami znajduje sie Te n - Świat, ktory składo sie
z morzo cyli Top i e I i, pływajoncy po nig bryły, abo jag drudzy
mówi o: s plywajoncego placka Ziem i ji powietrzo cyli Pła ny t".
„ Bóg" i „Cort" wraz ze swoimi „ Duchami" należą zatem do
„Dziw" niewidzialnych czyli „s Tamtego - Świata" - i ilekroć „kco
sie łukozać na Tym - Świecie',, który jest widzialnym, ,,mluso na sie
przybrać jakie ciału", t. j. ·postać widzialną: powietrzną, ziemską
lub wodną, ,,cyli mluso łostać abo Płanetnikami, abo Topielcami, abo
wreście jakim stworzyniem ziemskim łotpowiednio do swoje natury". To też „Dziwa biołe", wstępując w górne okolice ,/fegoŚwiata", t. j. ,,Płanyt" i „Ziemi", przybierają postać: ,,Gr om a cyli

" , ,, D y s ca " , ,, s· n 1•g a ", ,, G 1•a d a" , ,, Ł o b ł o c k ó w" , ,, Ro s y "·,
P ierona
,,dobry g Z n a k ów~ Wid ze i1, Rzec y, Z wir z o n t i Lud z i";
zaś „Dziwa come, lotego ze przechodzo dólne łokolice Tego-Świata,
rzeke: łokolice Topieli i Ziemi, przeminiajo sie: w Mróz, Top ie le ó w, B o g i n k i, P o k u ś n i o k ó w ; z ł e Z n a k i, W i d z e n i a,
Rzec y, Żwirze n ta i Lud z i ę' 1 .

-

54 -

Wobec tego na „ Tym - Świecie", t. j. w powietrzu, na ziemi
i w morzu, znajduje się granica obydwu wymienionych państw: pąń­
stwa „Bio1yg" i państwa „Cornyg" - państwa „Dobryg" i państwa
,,Złyg" - państwa „Cudów" i państwa „Strachów" (państwa „Świen-•
tyg" i państwa „Zoklentyg") - państwa „Boga" i państwa „Carta".
Granica ta nie jest należycie wytknięta, to też od samego początku
,,Świata" obydwa rodzaje „Dziw" prowadzą o nie przewlekłą wojnę.
Zrazu zwycięscami byli „Corni" i cały „Ten - Świat" zapełniony był
,,samemi Strachami". Ziemia była pokryta ciemnymi borami, na dolinach płynęły głębokie wody, na górach wznosiły się warowne
zamki. ,,Wsyćkie topiele, przepaści, rowy, gęstwiny, bagna, beły,
stawy, dunaje, łodnogi morzkie ji stare zwaliska rojiły sie łot Topielców, Boginek, Pokuśnioków, wodnyk Panien, Garownie, Miesięcnic,
Przypołudnic, Carnoksiężnic; Spyrtków, Smoków, Węzów, Pada wie,
Szczy goni, Bżdziochów" i t. p. Na wet „Płanety" nie były od nich
wolne. ,,Corne Smoki" rzucały się na „Słońce, Miesiąc ji Gwiozdy",
usiłując „zgasić na zawsc jik światło". ,,Sowy, Gryfy, Kruki, Gacki"
i t. p., wszystko to wałęsało się bezkarnie i ścigało ostatnie niedobitki „Biołyk", szukających schronienia w wolnych i dostępnych
równinach, na kwiecistych łąkach, szerokich pastwiskach, jasnych
zrębach i t. p. ,,cudownych miejscak". ,,Potym jednak, kiedy Łociec­
Świenty zaklon wszyćkie Strachy jr wygnoi jik na gó1·y ji lasy,
~wycienstwo to przechyliło sie na strone Biołyg ji przydzie cas,
kiedy Bioli cołkem Światem łowładno - łocysco go z Cornyg:
stary Świat spolo, a nowy wybudujo. Kto tyg lot docko ji scenśli­
wie je przezyje, bedzie mioł zelazno głowe - ji łobocy takig ludzi,
co jig dwonastu bedzie w jednym µiecu młóciło. Wtedy nie bedzie
jino jeden Świat - nie bedzie ani zimna, ani nocy, jino wiecne
Lato ji wiecny Dzień".
,
Owocem tej wiekuistej walki „Biołyg z Cornemi" są na ,,'rymSwiecie" tylko same przeciwności -- same dzieła „Biołyg ji Cornyg":
,,dobre ji złe". Co „Bioli" stv- orzą i przywołają do życia, to „Corni"
natychmiast zniszczą i naodwr6t. Dlatego zaledwie „Grom", który
jest wcieleniem samego „Boga", ,,Ziemię" na wiosnę zapłodni a ona wyda mu miliardy „Cudów" w postaci pożytecznych „Roślin",
1 • B.
r., •
t cy11
• Je
• „ Dys " ,
,, Drzew " , ,,LJwirzon
1es ó w" 1• „ LU(l z1•" - za Ied wie
,,Rosa", ,,Słońce", ,,Miesionc" i inne „cudowne Dziwa" wypielęgnują,
wychuchają, wykołyszą, wykarmią - i odchowają, zjawia się późną
jesienią „strasny Mróz", uosobienie „Carta" mrozi wsiystkie
płody „Groma" i zapłodniwszy „mortwo Ziemie", rodzi z nią same
,,Dziwa strasne". Czarne i nagie skały przybierają kształty najpotworniejszych „Strachów". Ogołocone z liści drzewa i konary to

-

55 -

istne „Łupiory" zaczep1aJące przechodniów. Na stawach i „dunajag",
na wilgotnych przedtem polach i łąkach zamiast modrawej zieleni
wód i traw, białych kwiatów, złotych kłosów i t. p., sterczą bezkształtne masy Jodu. Po drogach, placach i przedścieniach pełno
najrozmaitszych „Biesów niedobrych', - ,,Biesów grzysig" : tn wyją
Wilki, tam rycz~ ,,Miedźwiedzie cyli Torunie". ,,Come Piesy ji Koty
zobigajo droge. Sczygonie, Wisie]oki spinajo sie po płotag i gwizdujo na palcag. Po chałpak krenco sie Boba, Zmomy, Zmory, Gnieciuchy, Bżdziochy. Na stodołag ji na Dembag dro sie Słowy: ,,Wywieź! wywieź!" Róźne Choróbska. zaglondajo bez łokna. Śmierć nie
nastarcy wślizgować sie kole klamki do jizby ji wystować po domag
w koncie. Na polak pełno Kruków ji Wron. Kole wód gwizdajo Topielce - na łotparzeliskak piero Boginki. Na Lysy górze lub na
Ilrzysku Carownice łodbywajo zjazdy i narady". Jednem słowem:
,,gdzie sie cłowiek rusy, wsendzie ździro ji grozi corno Pokusa"
Noce prawie się nie koi1czą; wiatry, zimno i straszne zawieje. ,,Pokuśnioki" się żenią. ,,Ji kieby nie pomoc Biołyg, co ludziom chentnie przybywajo na pomoc i Cornym łustawicnie robio na przekore,
Corniby wszyćko na Tym - Świecie wymrozili". ,,Na scenście, jino si e
tylko Mróz w swoim kaszkiecie na bakier łukoze na Ziemi, zaro
ano poćciwe Śniezysko zjizdzo wom ua biołym Koniu ji kawołkem
swojigo płosca }okrywo nagie ji zziębłe" dzieci „Groma" i tym sposobem ocala je do przyszłego lata. To też prawie wszystko, co
w lecie powstaje, a nawet samo „Lat o" jest dziełem „Biołyg", zaś
prawie wszystko, co powstaje w zimie, jest dziełem „Cornyg" a zatem i sama „zim a". Lecz jak „Bioli" nie przestają walczyć
z „Cornymi" w zimie i ciągle im w ich robocie przeszkadzają tak i „Corni" mieszają się do letnich rzadów „Biołych" na „ TymŚwiecie". Stąd ciągle mamy i „ Dzień" i „Noe" - i „ Pogo de"
i „Psote" - ,,Scęście ji Niescęście" - ,,Cas zdrowy ji Cas chory" ,,Łurodziny ji Śmierć" - ,,Weszele ji Smutek" - ,,Śmich ji Płac"
i t. p. W każdym razie dzieł „Cornyg jes daleko wiency w zimie
jak w lecie", a dzieł „Biolyg jes daleko wiency w lecie jak w zimie". I tak dnie są dłuższe „ w lecie jag w zimie", a noce „dłuższe
w zimie jag w lecie" i t. d.
Między dziełami tej odwiecznej wojny „Boga" z „Cartem" nie
brak wreszcie takich, które są i „dobre" i „złe" - i „cudowne"
i „strasne", jak n. p. ,,Ziemia", ,,Słońce", ,,Miesiąc", ,,Gwiazdy".
,,Woda", ,,Łogień" - a nawet „som Cłowiek". Są to owoce wspóln_ej pracy „Biołych" i „Cornych" - ,,Dobrych" i „Złych" - ,,Boga"
i „Carta". To też każde z nich łączy w sobie obydwa pierwiastki
„Dobrego" i „Złego" - kdde z nich sprzyja zarówno „Bogu" jak

-

56 -

,,Cartowi". ,,Ziemia" jest na przemiany żoną „Gromu" i żoną „Mrozu",
matką „Cudów" i matką „Strachów" mieści w sobie zarodek
,,Życia" i „Śmierci". ,,Słońce, Miesiąc, Gwiozdy" przyświecają zarówno „Dobrym" jak i „Złym" - zarówno „Biołym" jak i „Cornym" - dają wzrost jednym i drugim. To też i Człowiek: syn
,,Ziemi" - dzieło „Złego" i „Dobrego" - nie może być innym.
I on składa modły i ofiary zarówno „Biołym" jak i „Cornym" tak w lecie, jak i w zimie - zarówno w szczęściu, jak i w nieszczęściu w ezasie pogody i „psoty". ,,Biołyk" prosi o pomoc
i opiekę -· ,,Cornyg" o litość i spokój, jednych wzywa - przed
drugimi się chroni i zabezpiecza. I tak na „Gody" ucztuje z „cornemi Biesami", daje im podarunki i śpiewa dla nich „kolendy"; na
„Podłazy" i „Bokusy" przyjmuje ich do swego domu. W czasie
„jeśnianych" i „wiośnianych Zodusek" składa „Nieboscykom" ofiary
na grnbach i mugikach. Samą wiosną, kiedy zaczną topnieć lody
i śniegi, ,,pamiento lo Topielcag ji Boginkag wodnyk". Kiedy ukażą
się „pirse nowiny wieśniane": rosa, deszcz, kwiaty i t. p., chętnie
oddaje się „Carom ji Łurokom, widuje sie z Carownicami ji Wrózkami ji zopytowuje jik sie ło przysłoś". To samo czyni z początkiem
zimy. Nie omieszka także odszukać „kwiatu paproci" i odwiedzić
,,Skarbnika, siedzoncego na piniondzag w Podziemi ag". ,,Si ud oB ab a, co dwa jaja miała" - ,,Judos" i inni nie odejdą od jego
chałupy, ,,poki razem z jinnemi łozmajitemi Cornemi, co sie z koń­
cem zi~y ji na pocontku wiosny nobardzi po wsi krenco, nie dostano śmigusztu". Zaledwie skończą się „dorocne łobchody Cornyg,
zacynajo sie }obchody lliolyg: s kitkom, kociankom, krzyzykami,
łogródkem, Kogutkem, Gojikem" i t. P·: zaczynają się „róźne świen­
cynia cyli lokwiary: Gromnic, nowyg kocianeg, łognia, wody, joj,
kiołbos, spyrki, baraniny, wionków, zielo, jabłeg, zbozo
ji co Bóg
dol" na cześć „Groma, Płanetników, Matki - Ziemi, biołyg Biesów"
i t. p. ,,Cudów". Jakby tylko „cłowiek jedno s tyg Dziw pominuł,
moze być pewny, ze go coś niebowem spotko. Brońboże, Dziada
z nicym łotprawić - abo Cygana pobić f Kora lub zemsta nie minie. To tyz ne zodne Dziwo nie wolno zaklonć, ani nic powiedzieć nawet palicem pokozać !"
L. ~Młynek.

-

57 -

1.
Wzdłuż

pasma Karpat i u ieh podnóża znachodzimy wiele miejktórych nazwy podania )udowe wywodzą z czasów napadów
dzikich hord tatarskich. Nazwy te są więc istnymi pomnikami zaciętych walk, staczanych przez Polaków z plemionami tatarskierni.
Jedną z tych miejscowości jest przysiołek Tatarów, naletący
do gminy mikuJiczyńskiej we wschodnich Karpatach, który miano
swe również owej epoce zawdzięcza.
Potomek pierwszych mieszkańców oraz założycieli Tatarowa,
starzec około 80-letni, opowiadał mi taką tradycyę:
Rodzina nasza pochodzi z Wiszniowy na Węgrzech, gdzie pradziad nasz Dziema był popem. Syn mego pradziada, chłopak przy·
stojny i czerstwy, miał narzeczoną (z huculska lubaskę), która jednak
uwodziła go, sprzyjając innemu. Chłopak rozkochany a przytem zazdrosny prosił swą narzeczoną, by się starała odwzajemnić gorącą
jego miłość, a widząc, że słowa jego rozbijały się jakoby o twardą
skałę, że miłosne zapały pryskały jak bańki mydlane, poprzysiągł
jej zgubę przy pierwszej schadzce z jego rywalem.
Sposobność w krótce się nadarzyła. Chłopak tknięty paroksyzmem swej pierwszej i czystej miłości, wiedziony uczuciem zazdrości
i gniewu, nie mógł pohamować swego wybuchu i strzelił z pistoletu
do swej uwodzicielki, widząc ją w objęciach drugiego.
By uniknąć ręki sprawiedliwości, wsiadł na konia, przejechał
granicę węgiersko-galicyjską i przybył do lasu położonego u ujścia
Prutca do Prutu, a upatrzywszy wśród lasu haliznę przez wiatry spowodowaną, zabrał się rychło do Jej uprawy.
Wybierał połamane przez wichry drzewa, wynosił zbutwia,te
kłody, wycinał krzaki i przez lat kilka mozolnej pracy grnnt ów do
wymogów gospodarki rolnej należycie przysposobił.
'ręskno mu jednak było za ojcem, za matką, za rodziną, za domem. Wsiadł więc na konia, a że dawniej nie dochodzono zbrodni
tak śeiśle, jak dzisiaj i nie poszukiwnno za zbiegiem, powrócił do
domu, wied~~ąc, że o czynie jego już zapomniano.
Ojciec ujrzawszy syna, ueieszył się bardzo i jął go wypytywać,
gdiie bawił tak długo i jak l,IlU się wiodło, zmęczony jednak podróżą
syn obiecał nazajutrz rodzicom przygody swe opowiedzieć.
Opowiedziawszy rano o gruncie 11prawianym wśród gór i lasów,
prosił, by mu rodzice na nowej gospodarce dopomódz zechcieli. Dała
scowości,

-

58 -

mu matka kilka sztuk hydła, ojciec dwu parobków i sługę a poże­
gnawszy wyprawi1i z Bogiem.
W czasie wyjazdu popowicza, gospodarz Roszka z Mikuliczyna,
krążąc po lesie, spostrzegł to pole, upodobał je sobie i zabrał się
zaraz do orki i siewu.
Dziema przebywszy granicę, wraeał spokojnie na swą rolę
z wianem, darowanem przez rodziców, gdy w drodze spotkał go
Grega - pradziad dzi8iejszej rodziny Gregaszów z Worochty. Spostrzegłszy piękną tę karawanę, zagadnął popowicza, kto jest i dokąd rlroga, na co tenże w krótkieh słowach o swym planie mu opowiedział.

Grnga zwróciwszy się przez Jabłonicę ku Worochcie, doliną
Prutu przybył do Roszki, mówiąc, by zaprzestał dalszej swej pracy,
gdyż jakiś pan tu nadciąga. Roszka jednakże nie miał wcale zamiaru ustąpić z placu cudzoziemcowi i dalej pracę rozpoczętą prowadził.

Nadjechał

wreszeie Dziema, a ujrzawszy Roszkę przy pracy,
radził mu, by się zabrał i nie odbierał uprawionej już roli. Roszka
jednak starał się niewiele sobie robić ze słów popowicza. Wtedy
Dziema wyjąwszy pistolet, wystrzelił dwa razy a Roszka widząc, co
się święci, umknął rychło.

Dziema zabrał się zaraz do budowy chaty a sługę, którą miał
od ojca, pojął za żonę i gospodynię. Że tęgi był z niego gospodarz,
m ówil stary -- widać z teg·o, że dziś nas czternastu na tej schedzie
się mieści, a chata moja stoi w tern samem miejscu, gzie niegdyś
pradziad mój pierwszą postawił.
Nałożywszy świeżo lulkę i pyknąwszy kilka razy, tak dalej
prawił stary:
Ludzi w owych czasach nie było tyle, eo dziś ich mamy, mieściło się tu zaledwie trzech lub czterech gospodarzy, gdyż Tatarzy
ich powyjadali, a karmiąc orzechami i końskiem mlekiem, by byli
tłuści, zabierali ze sobą.
Na szczytach Magóry, Leśniowa i Chyzek były ustawione wiechy
a przy nich straż zwykle. Gdy więc Tatarzy od strony Delatyna
nadciągali, pochylała straż wiechy w tę stronę, ku której dzikie pogai1stwo dążyło. Gdy raz złowrogie te znaki pochy1iły się w stronę
dzisiejszej naszej osady, wiedział nasz Jud biedny, jakie nieszczęście
mu zagrażało. 'l,Rtarzy byli w drodze ku Mikuliczynowi.
Wtedy to nasi przodkowie popodcinali las, ,,Kupelskij" zwany,
pomiędzy Mikuliczynem a dzisiejszym Tatarowem leżący, tak, że
drzewa ledwie na pniach się utrzymywały i za najlżejszym powiewem wiatru z łomotem waliły się na ziemię.

-

59 -

Tatarzy nadjechali konno brzegiem Prutu, wjeżdżając do lasu.
Ludzie trzymający w ukryciu kilka drzew podciętych na długich linach, puścili takowe, a te padając, waliły jedno drzewo za drugiem.
W mgnieniu oka horda najezdników znalazła grób pod drzewami
dziewiczego lasu.
Z całej tej czerni zdołał tylko jeden Tatar umknąć wraz z Tatarką. Przybywszy do mego pradziada., zostawił kobietę przed domem, sam zaś wszedł do chaty, pytając, czyby czego jeść nie dostał.
W domu była tylko baba. Wskazała mu beczkę, mówiąc, że jest
w niej żentyca. Zgłodniały bojownik pochylil się, by zaglądnąć, co
się w beczce znajdowało, a wtedy baba chwytając go za nogi, utopiła w żentycy. Tatarka przeczuwając co zaszło, wsiadła na konia
a przebrnąwszy Prut, zostawiła konia nad brzegiem, kryjąc się sama
w wąwozie z połoniny Leśniów ku Prutowi zbiegającym. Tu pod
skałami powiła małego Tatarczuka.
Mieszkańey poznawszy konia Tatarskiego, pasącego się w łę­
gach, jęli szukać za 'l,atarami a znalazłszy Tatarkę w wąwozie, zabili wraz z Tatarczukiem, nadając wąwozowi nazwę "Tatariwczyk",
osadzie zaś „Tatarów".
Mieszkańcy uwolnieni od dalszych napadów, zaczęli powoli tutaj się rozsiedlać. - Tu stary pyknął znowu kilka razy dawno zagasłą już lulkę, splunął i rzekł: ,,kołyś pry nedili skaż u wam szcze
deszczo panyczu ".
Zaciekawiony jednak pi~knemi temi legendami, które w miarę
rozwoju cywilizacyi gasną coraz bardziej wśród naszego ludu, postanowiłem kilka jeszcze tych wzniosłych utworow rozbujałej wyobraźni
ludu górskiego wyrwać zapomnieniu.
Nie długo czekać musiałem. Święto „ Ilłahowiszczenie" wypadło
we środę i stary z ulubioną swą fajeczką przyszedł znowu do mnie.
Nałożywszy do Julki tytoniu i pyknąwszy kilka razy, zapytał
mnie o czem jeszcze chciałbym się dowiedzieć.
Zastanawiając się nieraz nad nazwami „lisny" (nimfy), ,,Lisnowy" (nazwa połoniny) i „ Pidliśniw" (nazwa osady), postanowiłem
dojść związku, w jakim te trzy nazwy pozostają ze sobą.
Zagadną­
łem więc starego, co to są te ,,li sny".
Lisny to czeledyna ( dziewczt;ta), które żyją w lesie. Mieszkają
one na Leśniowie (z huculska Lisnowach) i przy nastaniu nowego
księżyca schodzą nad Prut do Podleśniowa na swe igrzyska. 8ą one
i na „Doszczynce'' 1) a na nowiu śmiechy ich, podobne do śmiechu
naszych dziewcząt, dokładnie słyszeć można.
1) Nazwa polanki.

-

60 -

Ja raz tylko w moJem życiu - mówił stary - widziałem
Było to może przed laty dwudziestu, gdyśmy z I wanem
i Andrijem spędzali owce pod Czarnohorą. Wieczorem wyszedłszy
prowałem 1) na polankę, pod szerąko rozgałęzioną, osobno stojącą
smereką, rozłożyliśmy watrę 2), W tern w pobliżu dał się nam słyszeć
płacz dziewczęcy a wkrótce stanęła przed nami leśna zawodząc:
"oj bidkoż moja czorna, upadku mij hyreńkij, aż tepereś na mene
upaw".
Po tych słowach przybrała groźną postawę, mówiąc, zabierajcie
się zaraz, gdy nie chcecie, by was spotkało nieszczęście, i nim zdo·
laliśmy przemówić do siebie, bogini leśna znikła w cieniu otaczają­
cych nas dr zew.
Przerażeni chwyciliśmy każdy po jednej głowni, przenosząc się
na inną sąsiednią polankę. Nazajutrz, gdyśmy, zdjęci ciekawością,
przyszli ua miejsce, gdzie tliło pierwsze nasze ognisko, śladu z niego
nie było.
Oj tak, tak panyczu - koi1czył stary swe opowiadanie - lisna
i czolowika sia czepyt. Niech tylko parobek zatęskni za swą kochanką, leśna już go się uchwyci. Stefana nieboszczyka dwa lata się
trzymała i gdyby nie ziela, które mu wróżki dały gdzieś w świecie,
zginąłby był niechybnie z jej ręki.
„leśną''.

*

*

*

Przypatl'zmy się bliżej temu ludowi, wśród którego zachowały
się jeszcze owe legendy, a na którym oświata dzisiejsza dotąd swych
śladów nie pozostawiła.
Lud to w średnich warunkach bytu - ani zbyt biedny, ani
też bogaty. Kilka grządek ripy a), pastwisko, polanka lub połonina
kilkumorgowa, dalej las dawno wycięty - zrąb raczej, stanowią cały
dobytek hucuła. To też i wymagania jego są stosunkowo dość
skromne. Mleko i kartofle, a w braku takowych małaj 4), to poży­
wienie tutejszego ludu. Odzieży dostarcza mu wełna owiec własnego
chowu, którą płuczą, farbują, czeszą, przędą, dalej tkają, a utkaną
materyę ubijają w stępach przy młynach wodnych zazwyczaj się
znajdujących. Owca jest też najpożyteczniejszem zwierzęciem domowem tutejszego mieszka1ica, gdyz oprócz wełny dostarcza mu mleka,
z czego bundz 5) a następnie bryndzę wyrabiają.
1) Potokiem.
2) Ogień.
3) Ziemniaki.
4) l\fąka kukurudziana.
5
) Ser owczy.

-

61 -

To też, gdy wiosna zawita, gdy zejdą śniegi ze szczytów gór
i zazieleni się trawa, budzi śię życie po śnie zimowym. W borach
odwiecznych powtarza echo głosy trembit 1), fale Prutu unoszą ze
sobą tęskne melodye dumek, wygrywanych na fujarkach przez pasterzy, po halach świecą ognie, jak gdyby gwiazdy po niebie
rozsiane.
Tu słychać piosnkę pastuszka:
Oj kukała ta zazula
Kukała, kukała,

Jak uczula toj ozymok
Ona sia schowała,

Tam znowu dziewczę zanuci:
Oj ne kukaj zazuleńko,
Ne kukaj ne boho,
Bo ja tużu za Iwanem,
Taj spaty ne mohu.

Tu i ówdzie przemknie stadko owiec lub kóz, pędzonych na poło­
niny, nadchodżi t. zw. ,,mi szynie".
Miszynie jest to spędzanie owiec przez kilku lub kilkunastu
gospodarzy na jedną połoninę i do jednego wataha 2).

Watah trzyma kilka pasterzy (wiwezari), którzy pasą owce,
doją je i znoszą mleko. Sam jest niejako władzą nadzorczą, wyrabia
bundze, prowadzi zapiski przyjętych na paszę owiec, tudzież ilości
udojonego mleka.
Ciekawemi są też owe zapiski. Służy do tego kawałek drzewa
tak zwany „rawasz" w formie graniastosłupa z dwu części t. j.
z „kłody" i trzaski się składającego_
Kłoda pozostaje u wataha, trzaskę ma u siebie właściciel bydła.
Gdy watah zamierza zanotować ilość przyjętych owiec lub litrów
udojonego mleka, muszą obie strony być obecnemi, względnie obie
części rawaszu do tej manipulacyi są potrzebne. Składa je tedy
razem i wycina nożykiem znaki tak, że na każdej z tych części połowa odpowiedniej cyfry jest widoczna.
Znaki te są: i
1, 11
2: 111
3, Il 11
4, V
5, X
10,
X X
20, X
50,
100,
1000. Kwaterki oznacza dziureczkami na boku kłody i trzaski. Rawasze używają się także przy

=

= = =
= * = I=

==

=

=

1) TrllbY blaszane, lub drewniane, owite korlł brzozową, długości 3 do
3.5 metra; wyrabiane bywają zazwyczaj z drzewa, w które piorun uderzył,
by miały głos silny.
1) Właściciel lub dzierżawca połoniny.

-

62 -

robotach leśnych, na których przedsiębiorcy wycinają ilość dni roboczych lub fur zwożących drzewo, tudzież w sklepach żydowskich
do zapisywania naboru, gdzie znaki powyższe oznaczają złr. - dziureczki na zewnętrznych stronach obu części dziesięciocentówki, centy zaś dziurki na stronach wewnętrznych. W sądach tutejszych
rawasze są również znane, dając najlepsze świadectwo, podobnie jak,
księgi gospodarcze, pokwitowania lub inne rachunki.
l coraz to nowe obrazy i szczegóły spstrzega oko człowieka,
gdy wiosna obudzi zycie w tej dzikiej krainie.
Chłopcy nawiercają brzozy, tocząc sok, z czego następnie napój
chłodzący wyrabiają. Sok zebrany zlewają do beczułek i konewek,
wrzucają po kilka jabłek kwaśnych lub wlewają soku z jabłek wyciśniętego, pozostawiając fermentacyi przez kilka tygodni. Napój ten
o smaku lemoniady, z domieszką cukru jest wcale dobrym, a huculi
z winem na równi go stawiają. Kobiety i dziewczęta uprawiają role
pod szczupłe swe plony, mężczyźni śpieszą do robót leśnych - przeważnego swego zajęcia.
To życie pełne swobody trwa przez całą wiosnę, lato i jesiei1.
We wrześniu spędzają trzodę z połonin wśród piosnek, gry trembit
i fujarek a z zimą wszystko na nowo zamiera, jak ptaków śpiew,
lub jęk Prutu, gdy szumne jego fale w lody się zamienią.
Zdolniejsi wyrabiają toporki 1) wykładane paciorkami różno­
barwnymi i wyplatane drutem lub blaszką mosiężną a nawet srebrną
niekiedy, cybuszki do fajek, beczułki i flaszki drewniane, gustowni_e
rzeźbione ; inni rąbią lub zwożą drzewo, kobiety zajęte bielizną
o barwnych wyszyciach lub przędą wełny przeważnie.
Na dworze nie widać nikogo, nie słychać już fujarek ani trembit gry, nie słychać piosnek, ni ogni nie widać po halach. Tu tylko
]ub ówdzie wśród lasu wznoszą się dymu kłęby, wskazując koliby siedliska rębaczy.
Cicho i głucho wszędzie - a białe puszcze widnieją, jak okiem
zajrzysz.
Józef Sclmaider.

1

)

Laska z mosi~żnl! siekierki&,

-

63 -

Słowniczek gwary ludu krakowskiego
z okolicy Gzernichowa.

-I;

Babiarz, obcuj1cy z kobietami.
Babieniec, przysionek (szczególnie

Kasanka, koszula z barwnym na-

w kościele).
Babka, kowadełko do klepania kosy ; garnek gliniany niski.
Bagnirć, trzcina.
Bajca1·z, plotkarz.
Bazgiera, sukmana mtska.
Bąt, ścięgno u krokwi.
Bratwa, dratwa-.
Bucak, czterocentówka.
Cesk1'., pi~ciocentówka.
Chudoba, biedaczka.
Cioska, to por.
Cium.a, niezdara (stara dziewka).
Ciumak, niedojda (stary parobek).
Cubryna, czupryna..
Gulka, onycka, onucka.
Cygan, podblasze w piecu.
Denko, przykrywka.
Deska, kładka na rzece.
Drygawka, wiosło u galaru (ster).
Duca, dno drewniane w studni.
Ducka, kosz o dwóch uchach.
I?ranuga, szabaśnik w piecu.
Gadzina, bydle.
Gonicha, nierz1dnica.
Goniec, handlarz świń.
Gorko, gor"co.
Górnica, płótnianka.
Haćki, haftki do zapinania.
Jagnusek, medalik u rótańca.
Jandwienta, adwent.
Jasień, jesion.
Jeki'., pejsy.
Jeze, snopki narotne na strzesze.
Juzyna, podwieczorek.
Kabanina, końskie mitso.
Kalemba, krowa.
Kalenica, szczyt domu.
Kamiźla, kamizela.
Kamlatek, wizytka ( odziet).
Kapica, rzemienne sprzęgło u cepów.

Kaszt, murowanie bez wapna.
Kobylica, konik do strugania gos -

dołkiem

u małych dziewcz~t.

podarskich nar ztdzi.
Koński dól, głtbia.
Korcipka, c20remcha.
Kosica, nóż do rzni~cia kapusty.
Kosy, kosa (gromada gwiazd).
Kotus, prycza.
Krzaslo, krzesło.
Krzykopa, przykoi,a.
Kuca, komórką, pleciona z chrustu.
Kuciup, człowiek bez palcy, bezpalczy.
Kucybieda, biedak, chudeusz.
Kula, kołek stkaty w ścianie.
Kulka, żerdka do ciągnienia wody
ze s~udni.
Kusierka, akuszerka.
Kwasak, garnek na kwas.
Kwoka, włosy Berenicy (gwiazda).
Labieda, narzekuj1cy, narzekuj1ca.
La.'Ja, terdź do pchania galaru.
Lajbik, kamizela z r~kawami.
Lasa, wrota plecione.
Latawiec, wahadło a zegara.
Leska, leszczyna.
Luchto, czeluść w piecu.
Łajcuch, łańcuch.

:I/ Łoktusa, płachta.

Macherzyna, p~cherz; Ptcherz na
tytoń.

Majkiet, mankiet.
Jfarmulia, harmonika.
},fasiast, aksamit.
Mateus, rajgras (roślina).
Mentoperz, nietoperz.
},flonek, żarna.
Modrzej, modrzew.
Jfyśnik,

cebrzyk, myjak.
Nadolek, dolna cztść kobiecej koszuli.

-

64

Narty, przyszwy u buta.
Niesama, kobieta cieżarna.

Spinacka, powróz do spinania krów·
Stawarka, stawiarka, szlam.
Sternik, w~glarz wiślany.
Strąclci, kedziory.
Stusina, biczysko zwil}zane z trzciną,.
Bydlak, garnczek.'
Swak, szwagier.
Szóstka, sześciocentówka, potem
dziesi~ciocentówka.
Ścierwa,
ścierw.
,
Spik, smark.
Świdrak, przymrużonemi oczami pa,
trz,cy.
Swieder, świder.

Okni<frz, szklarz.
0k01'icyna, koniczyna.
0ntćt1·z, ołtarz.
0st1·ęzina, ostreźnica.

0szlagi, oblamówki.
0wrózka, zadzierzka (ze sznurka).
Pmnula, poddasze kocie.
Paści, łapka na myszy.
Piscolet, pistolet.
Pogr6dka, podmurowanie domu.
Polcrok, wią,zanie dachu.
Poldi, belki w izbie do suszenia
drzewa.
Poscyca, pluskwa.
Przelewac, handlarz bydła.
Przewodzie1i, przewodnik.
Przycib·, ceber.
P1·zefradlo, zwierciadło.
Przyporek, rozpór u spodni.
Pstru.4, struś.
Rak, smarkacz ( chłopak).
Rwituch, prześcieradło.
Raspla, pilnik.

Sajnok, krzywonogi, krzywonóg.
Sqdrzyca, żyto z pszenicą, razem
zmieszan~ i rosnllce.
Sencerz, snycerz, rzeźbiarz.
Sewiec, swiec, s1ewc.
Scep, drzewo łupane.
Siedlacka, wiejaczka do wiania zboża.
Sit, sitowie.
Siutaś, tasiemka.
Siutki, świerzb (choroba).
Skrzy,;,, skrzynia.
Słuchalnica, konfesyonsł.

Snówka, sennik (ksifłżka).

Świed1·zyk, świderek.
Tryb, lina,
'1rzynniak, przetak do trzyn.
Tuzió1·, tuźurek.
Uw1·ocie, mała podłużna łfłczka.
1

• 1..

Waga, nosze na wod~.
Wa1·znik, garnek.
Weszele, wesele.
Wielochłop, olbrzym.
Wilde wiklina.
Witka, obraczka, pierścień.
Wyskocka, światownica, kobieta światowa.
Zó.glówek, poduszka.
Zag1·6dka, ogródek przed cbałupl}.
Zalki, podeszwy.
Zapaska, fartuch.
Zópusty, samotne gaje w polu.
Zarąb, rz11id krzaków w polu.
Zarą/, belka nad boiskiem.
Zasufnfra, okienica zasuwana.
Zatyle, miejsce za chałun.
Zegnarka, zażegnywaczka.
Zrusto, roszta w piecu.

M Kapuściński.

-

G5 -

Szczedrówki z Michowy
(powiat Dobromilski)
zebrał

Ffr. Hawita- @awro{u;ki *).
I.
1.

1. Z cicha, bracie, przystempujcie :
2. Idemo k'dworn wesełomu.
3. A w tym dworze grzeczna panna,
4. Grzeczna panna, śliczni ubrana.
5. Na nij czerewyczki za sto złotych,
6. Za sto złotyl!h, za czerwonych
7. I za paru konyj wronych.

2.
Z cicha, bracie, przystempujcie,
2, 3, 4 jak wyżej,
Na nij pouczoszki za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.

a.
I, ~, 3, 4 jak wyżej,
Na nij spidnyczka za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.
4.
I, 2, 3, 4 jak wyżej,
Na nij zapasoczka za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.

5.
I, 2, 3, 4 jak wyżej,
Na nij krajoczka za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.

6.
1, 2, 3, 4 jak wyfej,
Na nij koszula za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.

*) Zob. ,, Lud" IV. str. 84.

66

7.
1, 2, 3, 4 jak wyżej,
Na nij korałejki za sto złotych,
G, 7 jak wyżej.

8.
I, 2, 3, 4 jak wyżej,
Na nij chustoczka za sto złotych,
6, 7 jak wyżej.

9.
Buwaj zdorowa ! Rosty wełyka !
Rosty wełyka, do czerewyka,
Wid czerewyka do czolowika.
Buwaj zdorowa ne sama z soboju,
Ne sama z soboju, z witcem, z matkoju,
I zo wsim domom
I z myłym Bobom (bis).

,

Spieu;al Dm,yfro lJfaclinyk.

II.

I.
2.
3.
4.
5.
6.
7.

Piszła

Marynia w rano po wodo,
Oj w rano, w rano, szcze ne zoriało,
Jedno widerce wody czernoła,
Oj, a za drohym sama wtonnła,

A jak łapała, nakazuwała,
Ne rubajte szałwiju,
Bo szałwij a kisojka moja żowtejkaja.

2.
Oj szła Marynia w rano po wodu,
2, 3, 4, 5 jak wyżej,
Ne rubajte ternynu,
Bo ternyna wiczejka moi czornejkiji.

3.
I, 2, 3, 4, 5 jak wyżej,
Ne rubajte kalynojki,
Bo kalynojka łyczejko moje czerwonoje.

67

4.
1, 2, 3, 4, 5 jak wyżej,
Ne rubajte berezynu,
Bo berezyna tiłejko moje biłejkoje.

5.
Buwaj zdorowa, rosty wełyka,
jak I. 9 aż do końca.

Dmyfro Machnyk.

III.
1. Spodariw płużok po hori chodyt' -

2. Swityt' misillć ne zachodyt'.
Swiatyj Petro za płuhom chodyt'
2 jak wyżej.
Swiatyj Pawio wołyki wodyt'
2 jak wyżej.
Bożaja Maty nasinia nosyt'
I Boba prosyt' :
2 jak wyżej.
Zarod' Ilożejku jarn pszenojku
2 jak wyżej.
Jaru pszenojku jako stinojku 1)
2 jak wyżej.
Stały poluszki 2) sami babuszki
2 jak wyżej.
Stały żeńczyki sami pannianki
2 jak wyżej.
Stały snopojki jako źwizdojki
2 jak wyżej.
Stały wozojki jak droben doszczyk
2 jak wyżej.
Stały zmołotczyki sami mołodczyki
2 jak wyżej.
Stały wijuszki sami diduszki
2 jak wyżt.j.
Stały szczynienoczki sami panienoczki
2 jak wyżej.
Stały nosiuszki sami diduszki
J asen misiać ne zachodyt'.

=

1) pszenejku
pszenojku
:i J plewiacz, plewiarz.

pszenicę.

*

-

68

IV.
1.
1. Oj Stefanio, Stefanejku,
2. Ne staw izby pry batejku:
3. Jak sia batejko wzhniwajut',
4. To ty izbo rozmetajot'.

2.
Oj Stefanio, Stefanejko,
Ne staw izby pri matińci:
3, 4 jak wytej.

3.
Oj Stefaniu, Stefanejku,
Ne staw izby pri bratejku:
a, 4 jak wyiej.

4.
Oj Stefanio, Stefanejko,
Ne staw izby pri sestriczci:
3, 4 jak wytej.

5.
Oj Stefanio, Stefanejku,
Ne staw izby pri rodyni:
3, 4 jak wyiej.

6.
Oj Stefaniu, Stefanejku,
Ne staw izby pri Dunaju:
Jak sia Dunaj rozihraJe,
To ty izbu zabyraje.

7.
Oj Stefanio, Stefanejku,
Postaw izbu pri myłejkij :
Myłejka sia ne wzhniwaje,
Izby ty ne rozmetaje.

8.
patrz: I. strofa 9, zakończenie.

Dmytro Machnyk

-

69
V.

1. Cy doma, doma, panie spodariu !
2. Hej Boże nasz ! Boże nasz !
3. Ta bud'te łaskawi dla wsich nas (bis).
4. W temnim lieojku kamió łupaje,
5. Cerkow muruje.
2 jak wyżej.
Cerkow muruje z troma werchamy,
2 jak wyżej,
Z troma. werchamy, z troma prestoly,
2 jak wyżej.
W jidnym werszejku ta służbo prawlat',
2 jak wyżej,

W drnhim werszejku świczki pałaj ut',
2 jak wyżej,
W tretim werszejku dzw ,nyki dzwoniat,
2 jak wyżej.
Służba bożaja

za gospodarom,
2 jak wyżej,
Świczki pałajut' ja za gospodynew,
2 jak wyżej,
Dzwon1ki dzwoniat' ja za czeladojkow,
2 jak wyżej.
Buwaj zdorowyj panie spodariu,
nasz ! Boże nasz !
Hej Boże nasz !
Ta bud'że łaskawyj na wsich nas.
Ne sam z sobojow, z gazdynew swojow
I z ditoczkamy jak z zwizdoczkamy,
Hej Boże nasz, Boże nasz !
Ta bud' łaskawyj dla wsich nas I zo wsim domom i z myłym Bobom,
Boże nasz! Hej, Boże nasz!
Ta bud' łaskawyj na wsich nas!
Boże

Dmyl1·o Machnyk.

VI.
1. Mała gazdynia troje nasm1a,
2. Wesela, weReła świtłojka
3. Koły gazdynia zdorowa,

Persze nasinie jara pszenyczka,
2, 3 jak wyżej.

-

70 -

Druhe nasinie żowtyj woskko,
2, 3 jak wyżej,
Trete nasinie
pachniaczyj ładun
21 3 jak wyżej.

Jara pszenyczka se na proskurki,
2, 3 jak wyżej.
Żowtyj woskojko na postawnyki,

2, 3 jak wyżej.
Pachniaczyj ładan do 1Ladyłnyci,
2, 3 jak wyżej.
Ne sama z soboj i z gazdow swoim,
2, 3 jak wyżej.
Buwaj zdorowa i z ditoczkamy
Jak zwizdoczkamy
I zo wsim domom
I z myłym Bobom.
Wesela wesela świtłojka
Koły gazdynia zdorowa.

Dmyt1'o Machnyk.
VII.

I.
1. Piszła Hanusia do horodejka,
2. Prokwitaj, prokwitaj rozejka,
3. Troje ziłejka prokwitaj l
Wyrwała sobi ta szałwijejkn,
2, 3 jak wyżej,
Dajże Bożejku tako kisojko
Jak ta szałwija,
2, S jak wyżej.
Hej, bułaż by ja wsim ludiam dobra
I doże ozdobna,
2, 3 jak wyżej.

2.
Piszła

Hanusia do horodejka,
2, 3 jak wyżej,
Wyrwała sobi czornyj ternyczok,
2, 3 jak wyżej.
Dajże Bożcjku taki wiczejka
Jak toj ternyczok,
2, 3 jak wyżej.
Hej, bułaż by ja wsim ludiam dobra
I duże ozdobna.
2, 3 jak wyżej.

-

71

3.
Piszła

Hanusia do horodejka,
2, 3 jak wyzej,
Wyrwała sobi ja kałynojku,
2, 3 jak wyżej.
Dajże Bożejku take łyczejko
Jak kałynońka,
2, 3 jak wyżej.

4.
Piszła

Hanusia do horodejka,
2, 3 jak wyżej,
Wyrwała sobi ta berezynu,
2, 3 jak wyżej.
Dajże Bożejku take tiłejko
Jak berezyna,
2, 3 jak wyżej.
Buwaj zdurowa, rosty wełyka,
patrz I. strofa 9. "· całości.
Dmyi' ·o Machnyk.

VIII.
1. Pasła Hanusia woły pid dworom,
2.
Pid dworom,
S. Hej, pid dworom, pid zeleneńkim
4.
Jaworom.
1.
Wołejki pasła,

szytejko szyła,

2, 3, 4 jak wyżej,
W olejki pasła, szytej ko szyła,
Woły zhubyła,

2, 3, 4 jak wyżej.
ldit tatuniu, woły my znajdit,
2, 3, •l jak wyżej.
Tatunio piszow, wołiw ne znajszow,
2, 3, 4 jak wyżej.

2.
Pasła

Hanusia woły piel dworom
2, 3, 4 jak wyżej,
Wolejki pasła, szytejko szyła,
Woły zhubyła,

2, 3, 4 jak wyżej.
!dit mamuńciu woły my znajdit
2, 3, 4 jak wyżej.

-

72 -

Mamuńcia pi;zła, wołiw

2, a, 4 jak wyżej.

ne znajszła

3.
Pasła

Han osia woły pid dworom
2, 3, 4 jak wyżej,
I. strofa powtarza si~ w całości.
Idy my bratejku woły najdy.
Bratejko piszow, wołiw ne najszow
2, 3, 4 jak wyżej.

4.
I. strofa w całości.
Idy my rodyno woły najdy,
Rodyna piszła, wołiw ne najszła

2, 3, 4 jak wyżej.

5.
I. strofa w całości.
Idyż

my myłejkyj, woły najdy
piszow i woły znajszow.

Myłejkij

Buwaj zdorowa -

patrz': I. strofa 9.

Dmytro Machnyk.

IX.
1. Piszow Iwanio trawu kosyty.

2. Breniła, breniła kosa, koło pokosa
3.
Breniła.
4. Wyjszow do neho tatunio jeho,
5. Oj czas !waniu do domu pity.
2, 3 jak wyżej.
6. Ja zaraz pidu, no pokis dijdu.
2, 3 jak wyźej.
7. Win pokis dijszow, do domu nejszow.
2, 3 jak wy tej.
Piszow Iwanio trawo kosyty.
2, 3 jak wyżej.
Wyszła do neho matinka jeho,
Oj czas Iwaniu do domu pity.
2, 3 jak wyżej.
Ja zaraz pidu, no pokis dijdu.
2, a, 7, 2, 3 jak wyżej.
Piszow Iwanio trawu koi,yty.
2, 3 jak wyżej.
Wyszła do neho rodyna jeho,

5, 2, 3, 6, 2, 3, 7, 2, 3 jak wyżej.

-

73 -

Piszow Iwanio trawu kcsyty.
2, 3 jak wyżej.
Wyszła do neho myłejka jeho,
2, 3, 6, 2, 3 jak wyżej.
Win pokis dij szow, do domu piszow.
2, 3 jak wyżej.
Dmytro ..Machnyk.

X.
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
1O.
11.
12.

Śwityt'

misiaczyk pomeży zwizdy
Świtlaczy,

Jizdyt' Iwanio na. konyczejku, na woroneńkim
Pomeży panny jizdziaczy.
Wojszły pannojki na poradojku
Do neho,
Szczo mu majemo podaruwaty na daronoczok
Dla neho.
Podarujmo mu paru czobitok
Dla neho.
Win to to bere i ne diakuje
Za neho.
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 jak wyżej.
Podarujmo mu paru koszulok
Dla neho,
11, 12 jak wyżej.
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 jak wyżej.
Podarujmo ma paru swytoczok
Dla neho.
11, 12 jak wyżej.
1, 2, 3, 4-, 5, 6, 7, 8 jak wyżej.
Podarujmo mu krasnu szapoczku
Dla neho.
11, 12 jak wyżej.

1, 2, 3, 4-, 5, 6, 7, 8 jak wyżej.
Podarojmo mu krasnu pannojku
Dla neho.
Win to to bere, nyzt_o sia kłaniau
Za neho.
Buwaj zdorowyj, rostyj welykij,
patrz : I. strofa 9.
Dmyt,·o .Machnyk.

-

74:

XI.

1.
I. Piszła Hanusia w rano po wodo,
2. Ja za new jako służejka za panom.
3. Na nij czerewyczki z samoho złota
4.
Ja ji daw,
5. Bo sia wirnejko w jeji serdejku
6.
Zakocha.w.
2.
I, 2 jak wyżej.
Na nij koszula z so.moho złota,
4, 5, 6 jak wyżej.

3.
1, 2 jak wyżej.
Na nij spidnyczka z samoho złota,
4, 5, 6 jak wyżej.

4.
1, 2 jak wyżej.
Na nij zapa~ka z samoho złota,
4, 5, 6 jak wyżej.

5.
I, 2 jak wyżej.
Na nij pojasok z samo bo złota,
4, 5, 6 jak wyżej.

6.
1, 2 jak wyżej.
Na nij cbustoczka z samoho złota,
4, 5, 6 jak wyżej.

7.
Buwaj zdorowa ...
patrz: I. strofka 9.

8piezcala Pazict Szynwniak.

XII.

1.
1. Ja w horodojku pid wikonejkom
2. Wynnaja jabłinka, wynnyi jabka,
3. Obrywała ich grzeczna pannojka
4.
Se Marys13jka.

-

75 -

5. Wynnaja, wynnaja jabłinka
6. Wynnyji jabka zrodyła.
2.
7. Wyjszow do nei batejko jeji,
5, 6 jak wyiej.
8, Maryniu duszko zwerż my jabłuszko,
5, 6 jak wyżej.
9. Ja wam ne zwerżu, myłomu derh,
5, 6 jak wyżej.
3.
Wyjszła

do nei matinka jeji
8, 5, 6, 9 jak wyżej.
4.

Wyjszła

do nei sestryczka jeji,
8, 5, 6, 9 jak wyżej.

5.
Wyjszow do nei btatejko jeji,
8, 5, 6, 9 jak wyżej.

6.
Wyjszow do nei myłejkyj jeji,
8, 5, 6 jak wyżej.
Ne roby smisikom, woźmy sy z miszkom,
5, 6 jak wyżej.
7.
Buwaj zdorowa. ...
patrz: I. strofa 9.

Pazia Szymoniak.

XIII.
Tam za boroju, za wysokoju,
Daj Boże!
Tam za horoju, za wysokoju,
Daj Boże!
Z za toji hory misiaczok swityt',
Daj Boże!
Za tow boroju powiwczarejko 1)
Se Iwanejko
Daj Boże!
1) owczarz.

-

76 -

Na nim pojasok ja ukowannyj,
Daj Boże!
Za tym pojaskom try trubki wysiat,
Daj Boże!
Persza trubojka jaworowaja,
Druha trubojka ja midianaja,
Tretia trubojka ja zołotaja,
Daj Boże!
Jak ja :ahraju na jaworowu,
Pidut' hołosa po jaworyni,
Daj Boże!
Jak ja zahraju na midianuju 1)
Pidut' hołosa po midianyni,
Po wsij wodyni 2) daj Boże!
Ja\ ja zahraju na zołotuju,
Pidut' hołosa popid nebesa,
Daj Boże I
Pidut' hołosa at na nebesa,
Daj Boże!
Buwaj zdorowyj ! rosty welykij !
patrz: I. strofka 9.

Pazia Szymoniak.
XVI.

1.
1.
2.
3.
4.
5.

Na murawojci, w nowij korczmońci,
Tam hrajut jura 3) na dribnesejki st.runa.
Tarnki Hanunia tańczyki wodyt,
Tanczyki wodyt, wse wpered chodyt.
Tam hrajut jura na dribnesejki struna.

2.
6.
7.
8.
9.

Pryjszow do nei batejko jeji,
Oj czas Hanusiu do domu ity.
Ja zaraz pidu. no tanezyk dijdu.
Tanczyka dijszła, domiw ne pryjszła.
2, 3, 4, 5 jak wyżej.

3.
1, 2, 3, 4, 5 jak wyżej.
po nei matinka jeji.
7, 8, 9 jak wyżej.

Pryjszła

1), :1). Na usprawiedlenie swoje spiewaczka mówiła: tak spiwajut.
) Jak widać z dalszego cią_~u, jest to taniec.
Bliższych objaśnień
wszakże nie zdołałem od nikogo otrzyma~.
3

- 77
4.
1, 2, 3, 4, 5 jak wyżej.
Pryjszow do nei bratejko jeji,
7, 8, 9 jak wyżej.

5.
I, 2, 3, 4, 5 jak wyżej.
do nei sestryczka jeji,
7, 8, 9 jak wyżej.

Pryjszła

6.
l, 2, 3, 4, 5 jak wyżej.
Pryjszła

do nei rodyna jeji,

7, 8, 9 jak wyżej.

7.
1, 2, 3, 4, 5 jak wyzeJ.
Pryjszow do nei myłejkyj jeji,
7, 8 jak wyżej,
Tanczyka diszła, do domu piszła.

Paz-ia Szynunu"ak.

XV.
1. Piszow I wani o z boisz cza na Węgry
2.
Po wyno
hej, po wyno !
3. De dwa kwitoczki a try łystoczki
4.
Zakwiły !
Nadybały

ho tri rozbijoyki
2, 3, 4 jak wyżej. ,
Zaczały jeho dowiduwaty,
2, 3, 4 jak wyżej.
Czy majesz !waniu ridnoho batejka?
2, 3, 4 jak wyżej.
W mene batejko jasne sonejko.
2, 3, 4 jak wyżej.
Czy majesz !waniu ridnu matejku?
2, 3, 4 jak wyżej.
W mene matinka jasnyj misia.czok.
2, 3, 4 jak wyżej.
Czy majesz !waniu ridnoho bratejka?
2, 3, 4 j9.k wyżej.
W mene bratejko droben doszczejko.
2, a, 4 jak wyżej.
Czy majesz Iwaaniu ridnu sestryczku?
2, a, 4 jak wyżej.

-

78 -

W mene sestryczka jasna zirnyczka.
2, 3, 4 jak wyżej.
Czy maJesz !waniu twoju myłejku?
2, 3, 4 jak wyżej.
W mene myłejka z biku szabłejka.
2, 3, 4 jak wyżej.
Buwaj zdorowyj ! ...
patrz: I. strofka 9.
Pazia Sz!Jmoniak.

~

ROZMAITOŚCI.
,,Kunigowanie" na Litwie. W pi~knej prac, p. L. Młynka p. t.
,,Uwagi nad pieśniami ludu wieilckiego, umieszczonej w IV. zesz .• Ludu"
z r. 1897., znajduje sit; ustvp, 1 którego powodu kreśl,; kilka ■łów poni:tszych.
Oto ów nstvp: ,,Do tego (obchodu weselnego) przył,cza siv jeszcze
dzień czwarty ,, wilijo ślubu" czyli ,,dobranoa'', zwane na Litwie pod
nazw1 „kunigowa1..ia" a na Podlasiu pod nazwf.l ,,zalobiu". Oto właśnie
,,kunigawanie'' czyli „konigowanie'', jak pisz11 inni, etanowi przeżytek dawno
minionej ~poki, dziś już . na Litwie etnograficznej stanowczo zaniechany.
Zdarza si~ wprawdzie, że panna młoda udaje siv do dworu, prosz1c o bło­
gosławieństwo dziedziczkę, zwłaszcza leciwi, ale jestto akt dobrej woli, wyraz szacunku i poważania osobistego, nie iaś - zwyczaj uznawany przez
lud. Przykłady podebne bywajfł, ale tylko wóv;czas można o nich słyszed,
gdy dziedzice ciem} sit; ogólnem nzDaniem ludu, maj11 wśród niego mir
i szacunek.
W podaniach ludowych i pieśniach zachowały siv ślady tego zwyczaja;
s, to przeżytki prawa „jus primae noctis''. Takiem jest zdanie Narbutta,
który nawet przytacza pieśń odpowiedni, w przekładzie polskim; podajv
j1 to:
.. O słońce, które zachodzq,c odkrywasz
Ten smutny sobotny wieczór,
Maj1cy być świadkiem mojej bojaźni i niewoli,
Wspieraj słabli w niedoli mojej.
Kei~życo, jasny ksivżycu,
Który si~ odbijasz w szybach okien
Wielkiego zamku pańskiego,
Oświeć drog~ dziewczynie idą,cej do jego przedsienia.
O panie mój, wejrzyj na wiern11 tw11 sług~,
Każ otworzyć drzwi lub choć okno,
I przyjm danin~ drobnych pierwiastków,
Lub daj si~ ubłagać prośbom brata, daj si~ oprosić".
ścian

,, Na ostatek postrzegamy tu zabytek prawa panów wzgl~dem wło­
litewskich, których córek dziewictwo do pana należało : wolno mu

-- 79 było wzi1ć pierwociny samemu, albo przyjąć okup, o który umawiano si~
bratem id'łcej za mąź. Nazywano to panieńskie albo kunica, jus cunagii

1

albo cunagium'' (Narbutt t. I. str. 338-339).
Do słów Narbutta mog~ dodać słowa Jaroszewicza, ostatniego profe•
1ora prawa litewskiego, a sumiennego i ściśle naukowego bada.cza: ,,Dotą,d
bowiem - piue Jaroszewicz - zachowuje si~ mi~dzy ludem wiejskim
zwyczaj, że w tak zw. dziewiczy wieczór narzeczona z domu idzie do dworu,
a z płaczem śpiewają,c po litewsku, prosi w pieśni swojego pana, aby j1
uwolnił od daniny i dał si~ ubłagać modłom jej rodzonego brata.
Obrzt;d
ten nazywa sio po litewska ,,kunigowanie" (Lud t. II. str. 114).
W zwifłzku z tym znajdywała sit opłata, zwana nkunic1}'' ; pobierano
j'ł od kaMej dziewczyny, wychodz,cej za mą,ż. Czacki widział w niej wykup
prawa pierwszej nocy, ale z tem zdaniem zgodzić sit; nie można. Wedle
mnie - to maritagium t. j, opłata za prawo zami;zcia, pobierane przez
pana, nie zaś - za zrzeczenie sit; prawa na wianek. Wiemy, że w Litwie
istniało bardzo długo prawo rozpomidzania rt;ką wdów i córek osób zależnych; posiadał je pan zwierzrhni.
Do zniesienia poddaństwa w r. 1861
ładen zwiiaizek małżeński nie mógł być zawartym bez pozwolenia dziedzica;
byli nawet tacy, którzy dowolnie rozporządzali rt;ką, swoich poddanek lub
poddanych. Widć Biesie, że pewna pani miała z t~go źródła niejakie dochody, bo brała opłaty za zezwolenie na maUeństwo wedle woli pary dobieraj1cej sio.
Wyraz ku n i g a w a n ie czyli k u n i go w a n i e pochodzi od wyrazu litewskiego ,,ku n i g as" - ksią,że, ksił,łdz, pan wog'61e ; w,tpit;, czy
pokrewna tej polskiej formie forma litewska istnieje, prawdopodobnie nie.
W zakończeniu nadmieniam, że w najlepszych opisach wesela litewskiego niema już wzmianki o tym zwyczaju; niema o tem ani słowa w znakomitej pracy ks. Juszkiewicza p. t. ,,Wesele litewskie z okolic Wielony",
umieszczonej w przekładzie w Wiśle za r. 1894.
Jan Witort.

List do św. Piotra - białoruski. Ułamek to wprawdzie, ale godzien, myślt;, ogłoszenia ze względu na język. Mieści się na odwrocie karty
13. rpsu 739. zbioru bib1ioteki Ossolińskieh we Lwowie XVI-XVII w.;
zanim po karcie tej następna wypadła, musiał list ten stanowić całość, jak
wskazuje wykaz ostatni ułamka. Opiewa zaś dosłownie:
,,H ram a t a p i s a n a do S w i et eh o P i e t r a od v si c h b 1 ah o wiernych Chrzescyan Rusiey za propodobnym Rabom
B o z y m J a r m o I o m O c h a n c i e w i c z o m C i u c h a y B r a tu p r i a t c 1u
z a ho w or n i ku. S Pi ot r u od d wiernie mu Carstw a nieb ie s n oho.
Oznaymuiem tobie, S. Pietre, sto tych proszlych Czasow stało sie
Perestawil sie z sieho Swieta na on S" ieth Rab Bozy, Jarmoła A chancie~
wicz Ciuchai, kotory mieskal podle Cerkui Swi~toho Fudora y Swietoie
M .. y. Y byl to Czolowiek wielmi nabozny, szto wsie około Cerkwi Worobie Miotłom ohanial, V dolhom kozuchn baraniom bez poiesa y bez nahawic Hodzil, borody y Rolowy nikok nie Czosa1, Nosa nikok nie vcierał,
tbylko iazokiem lizał, Nochty. nie obrezywal, Czoboty, Czereuiki dziohciom
mazywal, Czo,nak, Cybuln, Rybu llniłuiu, Pliuskwy s podliewu, Hroch
z Niedzwieziem ocbonem wiefml rad iedal, Horelku quartoiu braho.kowscom
duchom piial, V sobotu nazłość' lachom woron, Sorok y miasa pozywał, La-

-

80 -

chow y wiery ich ocaunoie, kak Szatana, nicnawidziel, Howieino twoie,
Swiety Pietre, Szescz Niedziel twierdo poscil. Y ty, Swi~ty Pietre, za takowyie ieho Swiętyie dzieła stobiesi ieho do Carstwa c.iebiesnoho pusczil !
Paklissby to uie vczynil, a sieho Raba Bozeho do Carstwa niebiesnoho niepusciJ, Wiedayze ty o tom, sto my twoiego postu niebodziem pusczie ( !).
Aczy . . ."

Zamawiania chorób i t. p. Znów czerpi~ z rpsu 739. Zakładu narodowego im. Ossolińskich.
J. (Z at am o w a n i e kr w i). a) Krew hamowac temi słowy. ,,Gdy
kogo vchodzi, mowie nad krwią zchodz1cym - kto inny, nie sam - potrzykroc krzyzem swiętym przezegnawszy: t Kaim abla [Abla] zabił .
krwi kamieniem". A ten, ktorego krew zehodzi, niech pomyśli o . . .
dyniowey kostce. Te słowa po trzykroc powtarzac.
b) Drugie hamowanie krwie innemi słowy. Takze przezegnawszy, mowie: ,,Pana Chrystusa prorokowano w Nazarenie, vrodził sie w Betleiem,
vkrzyzowan w Jeruzalem - iako to prawda, tak ta krew niech sie zastanowi.'' - Oboje doświadczone (na odwr. str. k. 22).
II. (Na uką,szenie przez psa wściekłego). Piesz wsciekly
gdy kogo VkQszi [ukąsi]. Te słowa napiszawszy na papierze, dac sczemkolwiek zieszcz [zjeść] Kozdemu stworzeniu: ,,t Brezea tBreseda tDyalphis
tfibrys t Deus t meos t Iran t Liran t Kiran t Kirian t Karakon t Kafaron t S,tolidon t Eleyson t".
III. ,,N a Febrę Lek ar st w o. Si Benete, tradesse Dargiet et
Sistra et Ro!ere. tenebis titire forte assiste. Gabba t Gatta t Galla t et
Verbom Caro factum est".
Z dawnych rad gospodarskich. ( z rpsu ksi~gozbioro Ossolińskich
1. 739 z XVI- XVII wieku).
I. (Pr ze ci w wrób I om). Kto cheze zeby Pszenice albo y Jeczmienia wrobic nie jedły, tedy to siać po iachodzie slonca, gdy też ptacy na
gniazdach siedz~, albo przed wschodem slonca, w Wigili1:1 Bozef) Narodzenia,
co zostanie kuczy [kur.i] z wieczerzy, Pszenice, Grochu, y inszych rzeczy,
tedy to wlać na Wysadki [r,1zsadę] kapustne. Przeto iescze w głowach kapustnych nasienie będzie y dobre do nasienia (na odwr str. k. 26).
II. (Pr z e ci w myszom). Zeby myszy zboza złozonego nieiedłł_y (!)
wstodole, tedy narwać paprrci ziela y dać poswifilcic na zielną Panne Maryią, y te paproc po k4tach onego zboza kłłaść y przjmawiać tymi słłowy:
„iako tcy paproci zadne bydle ani ptastwo nie iada, aui go zażywa, y tak
całło zostaie, tak tyss y wy bestye m · go zboza zllozonego (!) nie ruszaycie,
ani psuycie (na odwr. str. k. 39).
III. (P r z y w p u s z cz a n i u ka r pi d o s a dz a w k i). Karpie do
sadzawki puszezail}c, thedy cbliebem z solą, y strochą Imbieru natarszy,
posmarować około ZoJą,dka, gdzie drziurka y pusczic.
IV. (Bydło kiedy zdycha) a) Mięsza kuniego sczemkolwiek dac
ziescz kozdemu bydJiecio, thedy P. B. zachowa. b) Druga: Weza [w~ża.J
zywo spalić y ten Popioł, rozm4ciwssy w wodźie, dać bydłu pic. (na k. 38).
Na bolenie zębów. Wzifłć siemienia konopnego y na wągle, goraiflce na faierce, wszypać y nad tym, okrzywszy (!) głowt, kurzyć si~,

-

81 -

roziewiwszy g~bę, azeby owen (!) dym robaka zamorzył. Alholiteż cegłę rozpa10011 do siemienia, w naczyniu iakim albo w garku będą,cego, włozyc y pi.
'
wem pokrap1ai1c,
nad tym takze sie okrywszy kurzyc". (Z rpsu 730. Zakł.
narod. im. Ossol. na str. odwr. karty 25).
Jednorożec lekiem. W rpsie 739. Zakładu im. Ossolińskich (k. 89
odwr.) czytamy przepis nastepują,cy „Na rospalenie dzieci~cia małego''.
,,Naskrobać kropink~ Jedoorozco, dwoie tyło tlolkowego korzenia,
w winie Rynskim albo ochlanskim dobrze podstodziwszy, polyżecce dziecieciu dawać posilac, azeby sie pociło; przy łasco Bozey pomoże''.

Krew lekarstwem na „wielką chorobę". W czasopiśmie, które
F. S. Dmochowski w Warszawie p. n. Rozmaitości literackie (z r.
1826 t. III., wydany w r. 1827, str. 379-380), zoiijdoj~ zapiske nast~pują,clł: ,,Mosiek Naftalowicz, ze wsi Biedaszka, pow. kieleckiego, cierpią,cy
tzw. wielk'ł chorob~ - przypomniawszy, że mu pewny człowiek doradzał,
iż krew ludzka niezawodnym jest środkiem na wielką, chorobe cią,ł go
(Walozyka) kosił w szyj-; i przez to pozbawiwszy iycia natoczył krwi do
bańki . . . . '' Kto zna przykłady podoba-, lub słyszał o krwi jako lekarstwie na chorob~ W) mienionE.Ji?
wydawał

,,Baba u farosa", Odmianka. Śpiewka ,,Przyszła baba do farosa"
jest znan11 zapewne wszystkim, którzy lubili si~ bawić wesoło za czasów
akademickicu. W rpsie dawnym, znajdoj!)icym si~ w zbiorze Zakładu na.rod.
im. Ossolińskich we Lwowie (1. in went. 2 I 71 ), zawierają,cym zresztą, rzeczy ruskie, wpisano na wolnym miejscu odwrotu karty pierwszej czterowiersz, który widocznie jest próbką, ujęcia owej śpiewki w karby ucioku
(epigramu). Czterowiersz ten brzmi dosłownie:

Pyta się Baba Xiędza, czyli będzie z Nieba
Które Xitdz tym Sposobem łedwie zbył od Siebie,
Ty Babo nimasz Zembow w piekle zgrzytać trzeba
Lecz si~ piekła niel~kay gotoy si~ do Nieba.
Niepoprawność tekstu dowodzi, że piszl}cy nie był równocześnie twórc1
ucinku, ale zapisał go ze słychu, przyczem pami~ć mu nie dopisała. Należy
bowiem czytać.

Pyta si~ baba księdza, czyli bfildzie w nkbie;
Którlł ksią,dz tym sposobem ledwie zbył od iliebie:
Ty, babo, niemasz zębów - w piekle zgrzytać trzeba;
Więc si,; piekła nie l~kaj, gotuj si~ do nieba".
Przy tej zposoboofoi upraszam szan. czytelników tej notatki o podanie mi dosłownego brzmienia śpiewki o „babie u farosa", gdyż niestety
nie pami,;tam go, a chciałbym jfł sobie zapisać.
„Jedzie, jedzie pan" - znana ta śpiewka, któr4 niańki i ojcowie
dzieci, podrzocajl}c je na kolanach, znajduje równi sobie w kołysance
z Moocontonr (Haute-Bretagoe), którą, powtarzam to za J. Carlonem (Revue
des fraditions populafres t. Xll. 1897. str. 178-179):
bawią,

r,

-

82 -

11 y avait n petit cheval gris,
Qui allait , Paris,
Petit galop, petit galop etc.

Przy tem podrzuca si~ lekko dziecię na kolanach.
A Rouen
Sur un petit cheval blanc,
Qui allait moyen galop etc.

Podrzuca się silniej.
A Saint - Brieux
Sur un pelit cheval hleu,
Qui allait grand galop etc.

Podrzuca sie bardzo silnie.
Jest to odmianka kołysanki bretońskiej podanej pod 1. 287 w t. VII.
Dr. Fr. Kr.
tegoż pism a.
Mętowanie. Stosownie do życzenia p. Krceka (Szkolnictwo na czeskiej wystawie ludoznawczej str. 65), podaję tu kilka formułek mtt'lwania.
Pierwsze mi;towanie pochodzi z Dzieszkowic w lubelskiem, dwa nast~pne ze Lwowa, a res:t.ła z pow. L\'rnwskiego.

1. Siedzi rabin na drabinie,
Trzyma w zebach dwa kaminie;
Aj waj ! co te, jest,
Czy to rabin, czy to pies.
2. Edum dedum didum da.lum ecum cecum cicum calom ebene bebene
hołkisz kołkisz mendełe ha.bene koje!
3. Szirig mirig hainces pirig jajces krepeł fełt am kepeł hoc poc pirge
mue sztremałe.
4. Une dnne reks fater fiter zeks, une dune raba fater fiter żaba.
por. Wisła. III. str. 3 36 nr. 45 a.
5. Jest tu mitdzy nami taka jura co wybira z kałamarza pióra, sucha rzepa suchy chrzan, kto sie zjawi a to ten. Z Krotoszyna (pow. Lwów).
M. K1'etlicz.

ROZBIORY I SPRAWO ZDANIA.
M. Ko,·alevsky: Tableau des otigines et de l' ivolittion de lafamille
et de la propr1·eu. Stockholm,, Ksią,żka prof. Kowalewskiego, którą, omówić

zamierzam, jest zbiorem odczytów o rodzinie i własności, jakie autor miał
w Stockholmie. Kowalewski, były profesor moskiewskiego uniwersytetu;
znany jest powszechnie jako sumienny badacz na polo prawa porównawczego,
socyologii i etnografii i autor wielu nad,1r cennych prac z tych dziedzin.
Obecna - przełożona jut na kilka j~zyków, a niebawem maj,ca się ukazać
w przekładzie polskim - jest trefoiw1 książkfł faktów etnograficznych i krytykfł dotychczasowych teoryi o rodzinie i własności, zasługuje na uwan
także z tego wzgl~du, te przytacza sporo faktów z życia Słowian i kaukazkich

-

83 -

górali, uzbieranych i zanalizowanych przez samego artora, które daj!\ mu
możność pomyślnego rozstrzygnięcia nader ciekawej, lecz dotąd jeszcze spornej k~est.yi o egzystencyi prawa macierzystego u Aryjczyków jak również
dołficzyć kilka nowych danych na potwierdzenie i ściślejsze 'umotywowanie
pewnych hypotez wcześniej wypowiedzianych.
Usuwaj4c zupełnie przypuszczenie o istnieniu bezładnych stornnków
płciowych, (promiscuite) w pierwotnych społeczeństwach, Ko -vale wski usiłuje
dowieść, że macierzyństwo, patryarchalna i indywidualna rodzina stanowią,
trzy typowe i elementarne fazy w rozwoju postępowym stosunków małżeń­
skich. Ewolucyę tę spotykamy u wszystkich narodów, należllcych do rozmaitych ras i wyznających przeróżne religie; u jeduych tylko rysy poszczególnych form jasno i wyraźnie występują na zewnątrz, u innych są, ukryte, to
atoli blitsza i ściślejsza analiza wykazuje zawsze obecność tej lub innej fazy
rozwoju. Objawy zewnętrzne tych form zależ4 nietylko od rasowych własności,
lecz od różnic klimatu, gleby i wielu innych warunków, wśród których jeszcze szczep rodu Judzkiego 1-yje i rozwija się. Niema więc powodów przypuszczać i mniemać, jakoby u ludów aryjskich nie było macierzy11stwa !
W starużytnem ich prawodastwie i teraźuiejszych zwyczajach i obyczajach
spotykamy si:,oro znamiennych śladów owego etapu rozwoju form małżeń­
skich. Tak n. p. słowo nbatn" u arabów znaczy rodzinę, ród, a właści­
wie mówiąc, piersi czyli łono kobiety. Mówiąc o krewnycn, ich nazywają,
„Sabawahferut", t. j. z jednego łona macierzyńskiego. Członkowie jednej
tej samej rodziny zw4 się „Senatotoan", t. j. używającymi jedno sutem,
jedno „toto". Zatem wiele arabskich i pokrewnych im plemion nosi przybranie (imię) kobiece; mówi4 n, p. ,,Banu-Chindif", t. j. potomstwo kobiety,
„Chindif", lecz nikt tam nie wspomina imienia jej męża „Ilhos". Wreszcie
niektóre plemiona są. tego zdania, że ich dzieci odziedziczajfi charakter po
swym wuja (br:icie ich matki). Społeczne położenie dziecka określa się stanem społecznym matki, nie zaś ojea; syn n. p. niewolnicy i swobodnego
członka należy do pana (właśaiciela) swej matki, co świadczy wymownie,
że w samym początklł wspólnego pożycia władza ojca nie była znaną.. Jakkolwiek zwią.zki małżeńskie pomitdzy bliskimi krewnymi nie zawierajfł sii;,
gdyż „to przyniosłoby ntdzne, chorowite i wyrodniała potomstwo,,, to jednak
dozwolonem jest zawarcie małżeństwa kobiecie z bratem jej mtża. Wnioskujemy na tej podstawie, że ten ostatni nie liczył się jej krewnym, a ów
poglą.d istnieć może tylko w postaci przeżytku macierzyństwa. Sporo jeszcze
cytuje Kowalewski faktów, raison d'etre, które wybornie świadez4 o istnieniu prawa macierzystego a aryjczyków. Słowem, n aryjczycy jak inne narody,
dfłżyli w społecznym rozwoju po tej drodze, któr'l postępowały i inne rasy.
Podobnie ja.k ludy Ameryki, ich rozwój spoleczay rozpoczął się od macierzyństwa, którego ślady spotykamy w starożytnem prawie i ludowych podaniach".
U Słowian zachowało się stosunkowo dziś mało przeżytków, dotyczą­
cych ich pierwotnego stano. Znamiona te jednak istnieją,. Dziejopisy Nestora, Kozmy Prazkiego wskazuJą. nam, iź u wielu słowiauskich plemion, np.
u Czechów stałych zwią,zków małżeńskich nie było i związek mężczyiny
z kobiet4 nie prowadził do stałego i cilłgłego współżycia. Nieznanie ojca
prq tych okolicznościach powoduje pierwszeństwo wuja (brata matki)
w ogniskil rodzinnem, - zjawisko napotyka.te u współczrsnych Serbów. Pierwszy artykuł Russkoj Prawdy" w liczbie innych mścicieli za zabójstwo

r



-

84 -

członka

rodziny wspomina o „Siestrinie synie". Te i temu podobne, co
prawda nader nieliczne i rozpierzchłe fakty wskazujl}, te prawo macierzyste
nie jest obce i słowiańskim 1:1zczepom.

Podług Kowalewskiego p r a w o m a ci e r z y st e n i e j e st wy r az em z w i ą z ku p om i ę d z y d z i e ck i e m a m at k ą,, jak o tem twierdził
powszechnie, którzy przypuszczajlł,, że w pierwotnym bezładzie małżeńgkim
ojciec był nieznany i niepewny, matka więc przekazywała dziecku swoje nazwisko rodowe, Ie cz pomiędzy dzieckiem a rodem matki: dziecko
bowiem pozostawało w rodzie matki, gdyż ojciec był tylko przychodzl}cy.
Władza tego ostatniego jednak stopniowo rozwija si~, w pierwszej linii skutkiem
wi~kszego rozrostu rodu: trudno albowiem było utrzymac się wszystkim razem na jednem terytoryum. Mężowie zaczęli przesiedlać sii; z tonami dalt;j, tym
sposobem żona okazała sii; nie m,~diy członkami swego rodu, nie pod opiek11
swych braci, lecz w obozie męża; naturalnie, że wówcza~ mą,t poczyna siebie liczyć jednym i jedynym opiekunem swej tony, Mundvald'em jej pełno•
władnym i „ojcem swych dzieci". Tl} drogą, powstaje „manus", t. j. władza
nad kobietą, i „patria potestas" władza ojca nad dzieckiem.

Powstała wi~c nowa fa-,.a rozwoju rodziny, patryarchat, która, Jak o tem
wymownie świadczy świat Słowian, stopniowo rozpada si~ na indywidualne
pojedy11cze rodziny czyli monogamiczne związki małżeńskie.

Równolegle z powyżej naszkicowaną ewolucn faz p:erwotnej rodziny
się i formy własności, od pierwotnej komunistycznej do obecnej
indywidualnej,- przytem tak, że z rozwojem ostatnich w swych p0dmioto wych podstawach zmieniajlł sii; pierwsze.
Społeczny byt pierwotnych plemion nosi na sobie charakter komunistyczny, dzieki kolektywnemu wytwarzaniu, owemu profession de foi podziało
i zamiany. Etnografia albowiem pokazuje, że na niższych szcieblach kultury
rodowej, przy małej wydajności pracy, ludzie zmu~zeni są walczyć o byt
grupami (en hordes). ,,Człowiek pierwotny musi walczyć wspólnie 7 gdyt
wszelka asocyacya poti;guje siły''. Dopiero z biegiem czasu, wskutek zwi~kszenia się prod11kcyjności pracy, następuje indywid11alne przyswojenie nasamprzód rzeczy belpośredn:ego użytku: odzież, oręż, tywaość etc. Z chwili}
pojawienia się rolnictwa, ziemia staje sii; wówczas pr1.edmiotem przyswojenia; pierwszymi właścicielami jej Sl:ft zwil}zki rodowe. ,, Nam si~ zdaje,
pisze Kowalewski, że zasada własności (przyswojenia) znajduje si~ w tem
samem społecznem wytwarzaniu, które ongi spowod.Jwało przyswojenie rozmaitych przedmiotów ruchomych.
Gdy już zjawa sii; prywatna własność, wst~puje ona w rażl}cą, sp1·zeczność z uprzedni4 formlł społecznego przyswojenia. Tam gdzie rozwój materyalnych sił wytwórt:zych odkrywa coraz większe pole dla .,, indywidualnych
namii;tności ", społeczna własność prędko unicestwia się, zachowują,c miejscami postać rudymetralną,. Naturalnie, żo ów pro~es rozkłada pierwotnej wła­
sności społecznej zależy od mi jsca i czasu, tudzież właściwości rasowych.
W pobieżnych, ogólnych zarysach tak się przedstawia ksif}żka Kowalewskiego, b~dłłca nader cennym nabytkiem w popularnej literaturze socyologicznej, gdyż w formie przystępnej przedstawia nam myśli Morgana, M'c
Lennana, Bachofena, Posta, Girand Teolina i innych, motywoj11c je nieraz
bystro i trafnie faktami z życia Słowian wziętymi.
H. Kasperowicz.
rozwijały

-

85 -

Izvestlja muze,jskega drustva za Kranjsko, uredil Anton Ko- .
blar. Letnik V. VI. VlI. (Wiadomości towarzystwa muzealnego dla Krainy
pod redakcn Ant. Koblara Rocznik V. VI. VII.) Lublana 1895-1897.
Powyższe „Wiadomości" nie prz lstawiają, żadnego poszczególnego
kierunku naukowego, czyto historyczneg
ezyto archeologicznego, lecz s11
zbiorem wszystkich gałęzi nauk, jeżeli Sił v zwią,zku z Krainą,, znaną, prowincn ełowieńską. Mamy tam wi~c rozprawy historyczne, literackie, przy czynki odnosz,ce sit; do zuajomości ośw:aty, sztuk pii;knych i stosunków
spółecznych Krainy, a nawet rozprawy przyrodoznawcze. Wiadomości odnoszących sit; do ludoznawstwa znajdu~emy w nich mało i to prawie tylko
w „drobnych przyczynkach ii.
Z większych rozpraw należy tu tylko I. Ubowca: ,, Gorski zakon in
gorske prawde". (Kodeks i prawa wł 1 ścicieli winnic) w roczn. VII, str. 37,
69, 101, 145 nast. Był to ciekawy objaw swego czasu, że chłopi slowieńscy,
którzy zreszt1 byli niewolnikami prawie swych panów, mieli jako właści­
ciele winnic wyją,tkowo własny kodeks prawny, według którego sprawy w zakres gospodarstwa winniczego wchodzą,ce sami rozsą,dzali. Wyroki s11dów
takich były prawomocne nawet w stosunku ich do dziediica.
Z drobniejszych przyczynków należy tu wiadomość o liczbie rzemieśl­
ników w Lublanie przed 93 laty, o zapomnianym patronie przeciw trztlsieniom ziemi, św. Wenancyjuszu, krótka wzmianka o chatach słowieńskich
w roczn. V. a z rocznika VI: charakterystyka słowieńskiego ludu podług
Jana Grzegorza Dolnicara: Discursus politicus z r. 1680, i krótka wiadomość o tańcach w dniach odpustowych i świ1tecznych.
Ogólne wrażenie, jakie ~Izwestja" na czytelniku sprawiają, jest korzystne. Niektóre rozprawy Bił bardzo sumienne i na badaniach źródłowych
oparte.
J. L.
Ks. lVtadyslaw Sarna: Opis powiatu KrC1śnie1tskiego. pod wzgl~dem geograficzno-historycznym. Nakładem autora i prenumeratorów. Przemyśl, z drukarni Józefa Styfiego 1898 ·r.
Obszerna monografia puwiato Krośnieńskiego, napisana przez ks. Sarnę, proboszcza w Szebniach powstałe, jak autor w przedmowie donosi
- raz pod wpływem uchwały 2 go wiecu historyków we Lwowie r. 1890,
gdzie orzeczono konieczność badań na i historyą, witlkszych miast i - pod
wpływem konkursu z r. 1893 na opis geograficzno-historyczny któregokolwiek powiatu kraju, ogłoszonego przez Zarząd Muzeum im. Dzieduszyckich.
Ks. Sarna należy tło autorów, którym komisya konkursowa przyznała jedn~
z nagród. Ksią,żka ma także cel praktyczny, t. j. ażeby dla nauczycieli
lodowych w powiecie Krośnieńskim być wskazówką. dla uczenia geografii
metodą, wsteczną, dzisiaj w nauczaniu tego przedmiotu przyj~tą i ażeby także zach~cić nauczycieli i ksii;źy na prowincyi do podejmowania tego rodzaju prac, bez kwestyi pożytecznych z wielu bardzo wzgl~dów.
Jako skutek dwóch niejako impulsów psychicznych, przedstawia praca
ks. Sarny - dwoistość w układzie i w treści. CztlŚĆ pierwsza, któr11 autor
zatytułował krótko n Geografia powiatu Krośnieńskiego", jest "geografilł"
powiatu tylko na pierwszych 12 stronicach, co nawet nie może być ze
wzgltldu na sam11 objętość wyczerpują,clł „geografii" i nie jest też ni1 w treści. Naturalnie! przecież geografia dzisiejsza stała si~ nauką, tak obszernt, że np. sama geografia Karpat - jest w opr~cowaniu prof. Rehmana -

-

86 -

obszernem dziełem i tak samo prawie mogłaby wyglą,dać ściśle JJmiejętnie
napisana geografia powiatu Krośnieńskiego, czego jednak od ks. Sarny domagać się niemożna. To, co autor dać chciał, t. j. szkic geograficzny dla
praktycznych celów szkoły - dał nam w dostacznej mierze, i - co również ważue traktuje część geograficzną, w myśl dzisieji:;zego stanu wiedzy - jako naukę przyrodoznawczą,.
Od str. 12-64 zajmuje si~ ks. Sarna ekonomicznymi stosunkami powiatu. I tu również nie może być mowy o zupełnem i ściśle umiejętnem
wyczerpaniu przedmiotu, ale też bez kwestyi jestto ::.a.der zajmujl}CY szkic
gospodarczy, moglłCY ponadto - w części statystycznej stanowić podstawę
do dalszych w tym kierunku opracowa1L Trudno mi wchodzić w szczegóły;
zreszt'ł książka ks. Sarny powinnaby być czytan11i nie tylko ze sprnozdań;
tyle zaznaczam, że w swym szkicu ekonomicznym - uwzględnił autor
w dostatecznej mierzr rozwój drobnego i wielkiego przemysłu w powiecie
i, że rozwój ten jest dla powiatu tego, jako podgórskiego główną, arteryfł
życia gospodarczego, bo ziemia mniej urodzajna, lub góry nie pozwalaj!} na
zastosowanie w Krośnieńskim - gospodarczego typu przeważnie rolniczego.
Konieczność stwarza cudy -- to też powiat Krośnieński posiada dzisiaj do·
brze rozwinięty przemysł tkacki - jut maszynowy i dwie gałęzie zupełnie
kapitalistycznej prodokcyi, t. j. przemysł drzewny i naftę. Co więcej, chłop
z pow. Krośnieńskiego wyszedł z swej drobnorolnej nieruchliwości; w drobnym handlu po wsiach konkuruje zwycięsko z kupcami żydowskimi, jest
wzorem galicyjskiego wiertacza nafty - wreszcie, jak każdy ruchliwy ży­
wioł, z chęcią, szuka lepszej doli w Ameryce, ale nie na stałe; przeciwnie
wraca z pieniądzmi i podnosi dobrobyt swój i rodziny w kraju. Dobrobyt
względny powiatu -- przedstawi L się jasno także z bilansu handlowego ;
w latach 1890-92 wywóz wynosił tutaj w ogólnej sumie róż:iych produktów 161, 393 tono, a przywóz 95.345 t., t. j. o 66.048 t. mniej. Szkoda,
że ks. Sarna tonny nie przeliczył na gotówkę.
Ruchliwość gospodarcza, widoczna w całym powiecie występuje
wyrainiej w części mazurskiej, ale nie brak jej także u ruskich „Łemków"
i „Zamieszańców". Ks. Sarna stara się stan gospodarczy powiatu - przedstawić objektywnie i bez teoretyzowania; mimoto od czasu do czasu jakby
odruchowo --· przebija w słowach autora antysemityzm. Że takowy w pow.
Krośniei'1skim istnieje nie wątpię ani na chwilę po ostatnich tamże rozruchach, ale . . . . ki. Sarna jeszcze czegoś innego dopatrzył się, oto, że
ów ruchliwy gospodarczo chłop krośnie11ski „popsuł się" w stosunku do
d~orów i plebanii. Ks. Sarna są,dzi, że stało się tak pod wpływem „g a·
ze tek"; i to czQściowo możliwe, ale czy „gazetki" nie są, tylko strawą, dla
niezadowolenia wśród ludu żyw i o ł o w o się szerzą,"ego? ! Na to chyba także trodnoby było odpowiedzieć przeczfłCO; Sijd~ę nawet, że „gazetki" są,
dzisiaj mimo swego radykalizmu - raczej klapą, bezpieczei'1stwa, aniżeli
agitacyjnym czynnikiem dla „psucia się", to jest de facto dla społeczno
politycznej emancypacyi ruchliwego już - jak w Krośnieńskiem, luda. Mogę
nawet autora a priori prawie z ap ew n i ć, że w miarę, jak chłop galicyjski
będzie się wyzbywał swej nieruchliwości gospodarczej - emancypacya jego społeczna stenie się z gazetkami, czy nawet bez gazetek koniecznością, społe­
czną i faktem. Że w dą,teniu do tej emancypacyi nie małlł rolę z najróżno­
rodniejszych względów gra także antysemityzm, jest, jak wspomniałem, faktem, tylko że myli si~ autor i inni, którzy tak samo jak on rozumieją,,

-

87 -

jakoby element antysemicki miał zadecydować zupełnie o przyszłych rozmiarach i celach ruchn ludowego w kraju.
Ks. Sarna, czynny członek "Tow. ludoznawczego", jest cło pewnego
stopnia specyalistą, w etnografii; to też nie dziw, że pominł}wszy kilka refleksyi natury społecznej, etnograficzna część jego pracy jest napisa.ną, umiejętnie, wyczerpuj11ico prawie bez zarzutu. Niedostateczni, co prawda jest
analiza antropologiczna, bo skonsta.towanie faktu etnicznego, że powiat K.
zamieszknją,: Polacy, Rusini i Żydzi - nie jest nią wcale; widocznie autor
antropologię pominąJ zupełnie i tem obszerniej zajqł si~ etnografią, właściwą,.
Dokładnie bardzo przedijtawia ks. Sarna wierzenia lodowe i obrLędy chrztu,
ślubu i pogrzebowe; wogóle opisuje zawsze odrębnie ludność polskfł i roskl},
dzielqc ponadto ostatnią, według lokalnych typów etnicznych na. ,,Łemków•
i "Zamięszańców". Ci ostatni okazujfł silny stopie11 zbliżenia się do etnicznych właściwości lJdu polskiego; pierwsi przedstawiają, odmianę wybitną,,
a wiemy sk'ld inąd, że ten typ etniczny opiera się wczęści także na dość
wyróżnionym typie antropologicznym.
O ludzie żydowskim - ks. Sarna nie pisze ; być może, że zna. go
pobieżnie; a szkoda, albowiem przeżytkowe właściwości luda żydowskiego
należą, dzisiaj do najciekawszych badań etnogt·aficznych. Ciekawsze jeszcze
są one dla uogólnień etnologicznych, ale tych w prdcy ks. Sarny nie znajdujemy wcale.
Druga czę~ć pracy ks. Sarny nosi tytuł "Historya powiatu Krośnień­
skiego". Tytuł odpowiada tutaj dokładnie treści z tą, małą, modynkacyą, że
jestto przedewszystkiem bistorya Krosna. Ostatnia - stanowią,ca przedmiot
osobnych studyów autora - jest napisaną, źródłowo i wogóle krytycznie.
Historyę Krosna w pracy autora można jednak uważać za część odrębn!Ji,
dają,cł} się z całości wydzielić; mniej ściśle napisaną, jest historya innych
miast, miasteczek i wsi, wcbodz11icych dzisiaj w skład powiatu Krośnieńikiego.
Dą,żenie do objektywizmu historycznego wiJocznem jest w niekorzystnej ocenie charakteru kupca Krośnieńskiego Wojciecha Porcyusza mimo, że ten był
wielkim dobroczyńcą kościoła. Nie waha si,; także ks. Sarna piętnować cytatami źródłowymi nadużycia i gwałty publiczne, ba nawet zabójstwa dokonywane na mieszczanach Krośnieńskich przez szlachtę i wojsko szlacheckie od
połowy XVII. w. począ.wszy. Te o p mstę do nieba wołają.ce czyny „rycerskie" -- to jedna z głównych przyczyn upadku Krcsna, które przedtem od chwili otrzymania od Kazimierza W-go prawa magdeburskiei{o, aż po
czasy „złotej wolności" szlacheckiej było miastem - jeśli nie kwitną.P.em,
to w każdym przecież razie zamożnem, wzrastaj,cem w ludnoś(\ przemysł
cechowy i rozszerzającem swe stosunki handlowe ku Krakowowi, Rusi i Wę­
grom. Dopiero pod rzą,dem austryackim i to powoli - od zaprowadzenia
konstytucyi voczęło zamienione w ruinę Krosno polskie XVIII. wieko, podnosić się z upadku.
Usterek faktycznych w historycznej części kil. Sarny nie dostrzegłem;
wątpi~ tylko, czy Krosno powstało za Kazimierza W-go. Kuimierz obdarzył
je tylko ogólnym przywilejem magdebnrgskim, że jednak w chwili kiedy ten
fakt zaszedł, gmina Krośnieńska ma już dziedzicznych niemieckich wójtów,
otóż są,dzę, że stało si~ tutaj to samo, co równocześnie we Lwowie ; mianowicie, że działa.lność Kazimierza W-go nie była z a łoże n iem miasta,
ale, co ostatecznie prawie na jedno wychodzi rozszerzeniem istniejfł •

-- 88 cego już przedtem samorz1du gminy niemieckiej na wszystkich mieszkań­
ców miasta.
Opisujl}c inne miejscowości powiatu Krośnieńskiego - przyj11ł ks. Sarna
podział na parafie, co okaiuje stę wcale korzystnem dla tego rodzaju monografii.
Kończą.c wzmiankę o tej gruntownej i pięknej pracy ks. Sarny, mogę
na zakończeniu powtórzyć od siebie życzenie autora, ażeby także inni księża
na prowincyi zaji;li się podobni prac11i; w nauczycielstwa ludowem - ruch
krajo i ludoznawczy już się obudził.
Dr. Kazimierz J. Gorzycki.
Georg Polivka. Seft welche1· Zeit werden die Greise nicht mehr
getotet 1 S_lavische Parallelen mitgeteilt von. . . (Zeit s c hr i ft d e s V e
reins fiir Volkskunde). 1898. str. 25-29).
Ślady zwyczaju zabijania starców, niegdyś szeroko rozpowszechnionego
u wszystkich ludów, zachowały si~ nader wyraźnie w średniowiecznych opowieściach. I tak Jan Pauli powiada, iż kiedy młodzi ludzie zapragnęli sami
sprawować rządy miasta, wymordowali wszystkich starych rajców. Jeden
tylko młodzieniec zatrzymał swojego ojca przy życiu. Król tymczasem postanowił wypróbować swoich obywateli i poł'rosił ich o radę, w jaki sposób
mógłby uchronić sól, któr11i mu cil}gle robaki zjadały. Młodzi ojcowie miasta nie umieli podać stosownego środka, tylko jeden młodzieniec wiedział
o tym sposobie, gdyż zapytał się wprzódy swego roztropnego ojca; król,
powinien był skropić sól mlekiem muła, chc11c j1 zabezpieczyć przed robakami. Wtedy dopiero poznali młodzi rajcowie - jak wielk11i korzyść przynosz11i ludzie starzy. Podobna tradycya zachowała się i w ustach ludów południowo i wschodnio-słowiaóskich ; znajdujemy jlł u Bułgarów, Kroatów,
Rosyan, Małorusinów, a nawet u .Łotyszów.
Prof. Polivka zadał sobie wiele- trudu, zbieraj11ic analogiczne opowiadania, przyczem nie omieszkał wykazać, w jakich szczegółach się między
sobą, różni'ł, Jedne bowiem opowiadania mówifł tylko o pożytku starc6w,
milcz11i zaś całkowicie o icb m11idrej radzie. Przyczyna tego zjawiska leży
w tern, iż szczegół ten został zapomniany, b1dź teź, że dostał si~ do ]udowych legend z średniowiecznych opowieści i połą,czył si~ z motywem o korzyści, jaką, przynosz1 starzy Judzie. Białoruska zato baśń odBtępuje zupełnie od wspomnianych podań: synowie przystrajaj11 wnętrze chaty tałobfł,
stawiają, katafalk, zapalaj1 świece i chc1 starca SO-letniego zamordować
pałkfł. D@piero na błagania i gorące prośby ojca zo:itawiajlł mu jeszcze
dwa lata życia. Stary nie przeżył wyznaczonej ilości Jat, Wymownem jest
ta legenda dla nas świadectwem, iż n Białorosinów panował ów barbarzyń­
ski zwyczaj mordowania starców. Prof. Polivka zgadza si~ w tej mierze
w zopełności z prof. Sumcowem (Po r. Ra z bor e t n o i raf. tr ud o w
E. R. Romanowa. Petersbnrg. 1894:. str. 54:) co do istnienia tego
obyczaju u Słowian - przynnjmniej na terytoryum dzisiejszej Ukrainy
północnej Rosyi.
Stanisław Zdziarski.

Nazwy słowiańskie w ziemi cfeszyńsklrj (Gwiazdka Cieszyńska,
1895). Por. ocent w Ludzie (Ili, str 381). Autor ich, ks. Józef
Firla, wikary w Istebnej, nadesłał do redakcyi Ludu pismo, i w niem
odkrywa swe nazwisko,

89
Id1c za zdaniem wyrdonem w moJeJ ocenie, coby naletało istotnie
jbierać z nazw miejscowych w ustach ludu używanych, jeżeli sio ma przyałużyó nauce, nie wdaj,c się przytem zgoła w wytłómaczenie nazw tak trudne
i nadaj11ce sio tylko

do obrobienia dla specyalistów - podaje ks. Firla
nieco przyczynków, które niżej powtarnm.
W-ieś Wis ł ~ ma.i'ł mieezkańey nazywać w liczbie mnogiej: Wie ł y
i mówi'ł : do W i se ł, n a W ie ł y, n a Wisła c h. Mieszkaniec Wisł1
nazywa sio W i ś I a n, kobieta W i ś l a n a albo W i ś I a n ka, przymiotnik
wi ś l a ń s k i,
M6wi11c już o Wiśle dodam, że byłoby rzecz1 nadzwyczaj ważnił, zebranie podań ludowych o górali wiślańskich, oczywiście najlepiej w ich na.
rzeczu i z możliw'ł wierności'ł, Zwłaszcza chodziłoby o wyśledzenie, czy też
przypadkowo nie dochowały si~ jeszcze tam szczfltki naszych pierwotnych podań
narodowych o Wandzie, Kraku itp.
Dr. St. ElJasz-Radzikowski.

=

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
S z 6 st e po siedzenie Zarzą,du odbyło sio dnia 28. grudnia 1898.
Obecni pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Rawita - Gawroński, Dr. Gorzycki,
Ihnatowicz, Dr. Krcek i Dr. Eliasz - R11dzikowski. Przewodniczył prezes
Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1) Przyjoto 9 nowych członków.
2) Uchwalono w zasadzie drukować kwes~yonaryusz p. Koskowskiego
,,O żywieniu si~ ludu wiejskiego".
3. Zatwierdzono oddział pow. Tow. w Krakowie, zorganizowany pod
przewodniczę,cym p. Świętkiem.
4) Uchwalono podziokować p. Bołsunowskiemu 1. Kijowa za dar dla
muzeum etnograf„ mianowicie za l:łO plomb drohiczyńskich i zamianowano
go członkiem koresp. Towarzystwa..
5) Podzi~kowano p. Gawrońskiemu za zbiory etnograficzne, ofiarowane
de muzeum.
6) Uchwalono odbyć Walne Zgrom. Tow. w połowie stycznia 1899 r.
7) I. zeszyt "Ludu" za r. 1899 postanowiono drukować w 600 egz.
8) Na najbliższy odczyt wyznaczono prac~ Dr. Eliasza-Radzikowskiego.
9) Uchwalono kontynuować wydawnictwo „Pieśni nabożnych".
10) ,,Zjednoczeniu", stow. młodzieży we Lwowie, zniżono wkładk~ do
2 złr. w. a rocznie.

-

90 --

Siódme po si e dz en i c Zarz1du odbyło się dnia 9. stycznią. 1899.
Obecni pp. Bal, Rawi ta - Gawroński, Dr. Gorzycki, Ihnatowicz i Dr. Krcek.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1) Prezes Tow. odczytał list od p. Bołsunowskiego z podzi~kowaniem
za zamianowanie go członkiem koresp. Towarzystwa.
2) Przyj~to 2 członków.
3) Prezes Tow. przedłożył wzory ozdób ludowych, przysłane przez
insp. Udziel~ i przypomniał, że taki~ hr. Anna Potocka udała si~ do Towauystwa z propozycyą, ażeby Towarzystwo wydało zebrane przez Nit1
w wielkiej ilości wzory ornament.acyi ludowE:j. U chwalono :
a) Prezydyum Tow. w porozumieniu z p. Trzemeskim przedłoty Zarziidowi kosztorys cynkograficznego wydawnictwa nadesłanych i majlł~ych
jeszcze nadejść wzorów. •
b) Zam1d powoła z grona członków Tow. komisyę znawców do oceny
wzorów. przeznaczonych dla celów wydawniczych.
c) Ze wzgl~du na ważność wydawnictwa dla przemysłu krajowe~o prezydyum Tow. rozpocznie starania o uzyskanie subwencyi od kraj. komisyi
przemysłowej.

4) Naznaczono Walne Zgrom. Tow. na dzień 18. stycznia.
5) W myśl statutu Tow. zarządził prezes Tow. losowanie 4. członków
Zarz,du, maj1cych wystąpić na r. 1899. Wylosowani zostali: prof. Dr. Dybowski, Dr. Krcek, Dr. Gorzycui i Pierzchała. Ponadto postanowiono przyjl}ć do wiadomości, że p. Rebczyński i pani Wolska z Zarz11idu wystąpili,
a p. Sienicki wyjechał ze Lwowa i także do Zarządu należeć nie może.
Na posiedzeniu taj nem ułożono listę 7 członków, mają,cych być zapropono •
wanymi Walnemu Zgrom. do wyboru do Zarz,du Tow.
6) Uchwalono poruczyć p. Rebczyńskiemu zarz1d muzeum etnograf.
na rok 1899.
7) Uchwalono wypożyczać z biblioteki Tow. ksi1żki także członkom
oddziałowym na prowincyi za rewersem, podpisanym przez wypożyczającego
i przewodnicz,cego oddziału, który jest za zwrot ksi,żki wobec ZarzłJidU
głównego osobiście odpowiedzialnym.
8) Na wniosek skarbni~a wykreślono 20 członków, zalegających z dwuroczni wkładką do Towarzystwa.
9) Polecono prezydyum, ażeby wprowadziło w życie dawną uchwał~
Zarzą,du, odnosz1c1 si~ do umieszczania w "Ludzie" ilustra('yi typów
ludowych.

II. Sprawozdanie z V. Walnego Zgromadzenia.
Pi1te zwyczajne Walne Zgromadzenie Towarzystwa ludoznawczego
w sali rataszowej we Lwowie.
prof. Dr. Kalina, protokołował sekrt,tarz
Tow. Dr. K. J. Gorzycki.
Prof. Kalina, otwierają,e obrady, przedstawił zgromadzonym działalno~ć
Towarzystwa w ogólnych zarysach. Towarzystwo rozwija si~ coraz szybciej
i lepiej, a mianowicie: 1) w kierunku czysto naukowym - przez wydawauie organu swego "Ludu". Pismo to stoi już dzisiaj na wyżynie etnologicznych czasopism zagranicznych, pomimo, że natrafi.a na dość ważne przeodbyło się dnia 18. stycznia b. r.
Przewodniczył prezes Tow.

91 -szkody w rozwoju. Po pierwsze - brak u nas specyalnych etnologów
i etnografów, po wtóre zaś redakcya nie jest ciągle je.;zcze w st.anie płacić
honoraryów autorskich, co najwyżej daje współpracownikom odbitki ich prac.
Mniej przeszkód natrafia w rozwoju swoim biblioteka Towarlystwa; to też
dzisiaj posiada sporą, liczbę dzieł ladozaa\\"czych, a zbiór tal{ichże czasopism
jest kompletniejszym, aniżeli w wielu bibliotekach publicznych. Postępuje
acz powoli, zbieranie okazów dla. muzeum etnograficznego i może się z cza·
sem stać zaczątkiem dla przyszłego i proponowilnego już w Sejmie krajowego muzeum etnologicznego.
II. Dr. K. J. Gorzycki odczytał &prawozdanie z działalności Zarządu
za rok ubiegły. Towarzystwo rozwija się, jak na nasze stosunki, pomyślnie,
że moźna si~ spodziewać najlepszych rezultatów w najbliższej przyszłości.
Liczba członków dochodzi dzisiaj do 400 i rośnie z rok a na rok systema ·
tycznie w 13 °Io wzrostu, odliczywszy już z tego procent ubytku. Także
fan dusze Tow. wzrastają, w szybkiej progressyi. Przyczynia się do tego
regularne niszczauie wkładek członków i subwencye. W r. 1898 mieliśmy
500 złr. subwencyi, po 200 złr. od Sejmu i Rady m. Lwowa i 100 zlr. od
Kasy oszczędności we Lwowie. Mamy nadzieję, że ins~.ytucye te nie odmówią, nam dalszego także poparcia.
Zamłd zwrócił uwagę n'ł ludoznawstwo
żydowskie, jako nader cenne dla badań etno- i socyologicznyeh, utrzymywał
ścisłe stosunki z nauczycielstwem ludowem; wysłał na uroczystość Palackyego
do Pragi delegata w osobie prezesa Tow.; zamianował prof. Czernego
i p Bołsunowskiego członkami koresp. Tow,; kontynuował wydawnictwo
,,Pieśni nabożnych" i rozsyłkę kwestyonaryuszów. Na podstawie materyału,
zebranego zapomocą kwestyonaryuszów, na.pisał Dr. Kreek w „Ludzie" dwie
cenne prace : o pisankach i sobótce. Obecnie ma się rozesłać kwestyonaryusz o żywieniu się ludu wiejskiego, ułożony przez p. Koskow:jkiego. Zaproszeni do wzięcia udziału w dziale etnograficznym - przez Centralny Komitet, urzą,dzający oddział austr. na wysr,awie paryskiej r. 1900 - przyrzekliśmy swoje współdziałanie.
Dzięki uprzejmości in5p. Udzieli, bę<hiemy
mogli przystąpić do wydawnictwa cynkograficznego wzorów haftów ladowych.
Jest to kwestya ważoa. dla wiedzy i dla przemysłu kraj., dlatego mamy nadzieję, że kraj. komisy a przemysłowa. nie odmówi nam swego finansowego
poparcia. Sprawę załoienia kraj. muzeum etnograficznego poruszaliśmy
w pismach codziennych i w Wydziale krajowym. Mamy nadzieję, że miasto
Lwów odstą,piłoby chętnie na ten Ml t zw. ,,pałac sztuki" na. placu wystawy krnj. Dążąc do rozszerzenia swej działalności na cały krai, Zarzą,d
dzięki poparciu członków, mianowicie prof. Młynka, insp. Udzieli i p.
Świętka, mote poszczycić się jut trzema oddziałami Tow. po powiatach,
mianowicie w Buczaczń, Wielic~ce i Krakowie; prof. Młynek rozpoczą,ł
ponadto wykłady po miastach prowiocycnalaych w mysl uchwały Walnego
Zgromudzenia. z r. 1897. Zgromadrnń naukowych mieliśmy 6, posiedzeń
Zarządu 7.
Sprawozdanie z działalności Zarzą,du przyjęło Walne Zgromadzenie do
zatwierdzającPj wiadomości.

IIL Skarbnik Tow. p. Ball przedstawił stan funduszów Tow. Towarzystwo wychodzi bez deficytów, z na.dwyżk'ł kasOWIJi w kwocie 157 złr. 91 et.;
cały majątek w nakładach wraz z Kotówką, wynosi 3.103 złr. 84 et. Szczegóły
przedstawia dołączony do sprawozdania wykaz kasowy; tak samo umieszczamy
ob1Jk szemat preliminarza na r. 1899.

-

92 -

A. Bi 1 a n s
za czas od 1. stycznia
Przychód.

:; I
1

2

3

4
5

Ty tu ł

I

Reszta kasowa z r. 189 7 :
1) gotówkfł
2) w pocztowej kasie oszcz~dn.
Wpisowe i wkładki członków:
1) zamiejscowych:
a) zaległe 55· -} gotówki 268·30
b) b1eż,ce 279 05 p. k. osz. 65·75
2) miejscowych:
39·75
a) zaległe }
b) bieżą,ce gotówk~
419·00
Subwencye:
1) Sejmu krajowego
2) Kasy oszczędności gal.
3) Rady m. Lwowa
.
Prenumerata wydawnictwa „Lud"
Sprzedaż i prenumerata wydawnictwa
,,Pieśni nabożne"

6
7
8

Odsetki
Rółne
Przebiełne

Szczegółowo

zl.

I

et.

I

43
101

98
91

334

05

458

--

200
100
200

-

75

Razem

zl.

I

et.

145

89

792

80

500
69

-90

26

25
06
95

-

--

3
4
178

-

1. 120 I 85

I

I I
We Lw01de dnia ,'Jl. !Jl'Udnia 1898.

-

93 -

kaso wy
do 31. grudnia 1898.
Rozchód.
i::i.
~

1

I

I

Tytuł

Wydatki administracyjne Towarz.:
1) kancelaryjne
2) druk zaproszeń, odezw i t. d.:

a) zaległe
b) biet,ce

20·12
7.45

3) portorya

2

3

4
5
6

I

I

4) oprawa ksi4tek i inne wydatki
biblioteczne
6) kursor
6) rótne
Wydatki na wydawnictwo „Lud":
1) druk i papier n Lodu" :
a) zaległe
121 ·39
b) biet1ce
775 66
2) druk i papier przedruków
z „Lodu"
3) broszurowanie „Ludu" i przedruków
4) ekspedycya i wydatki redakcyjne
5) rabat ksi~garni .
Wydatki na wydawnictwo „Pjeśni
nabotne":
1) druk i papier:
a) zaległe
69·b) biet,ee
81·75
2) portorya
Wydatki na kwestyonaryosze z ludozna ws twa
Przebietne
Reszta kasowa na r. 1899:
1) w pocztowej kasie oszcz~dn.
2) gotówka w kasie

Szczegółowo

I et.

zł.

12

zł.

I et.

05

28

17

38

43

56
41
11

30
10
91

897

05

48

95

15

97

69
7

150
--

105
52

Razem

187

96

88
50

1.039

35

75
41

151

16

6
178

-

157

91

1.720

85

39
52

47

-

94 _;_

B.

B 1 1a n s
z końcem

Stan czynny.
j

Szczegółowo

Tytuł

1
2

3

4

Reszta kasowa z d. 31. grudnia 1898
Odsetki zaległe w pocztowej kasie
oszcztdności
..
Zaległe należytości czynne:
a) z Oddziału buczackiego
b) wkładki od 16 członków miejscowych .
c) wkładki od 26 członków zamiejscowych
Biblioteka Towarzystwa 550 tomów

3

55

39

50

102

wartości około

5

6

Razem

157

91

2

18

145

05

325

Zapas roczników czasop. ,,Lud":
a) rocznika I. (1895) 153 egz.
kompletnych (po zł. 2 50) .
b) rocznika II. (1896) 157 egz.
kompletnych (po zł. 2·50) .
c) rocznika III. (1897) 78 f'gz.
kompletnych (po zł. 2·50) .
d) rocznika IV. (1898) 60 egz.
kompletnych (po zł. 2 •50) .
Zapas wydawnictwa
Pieśni nabożne" (po 25 et.)
a) zeszyt I. 1.1 70 egzemplarzy
b)
,,
II. 1.570

c)
,, ur. 1.800

d)
,, IV.
500
Zapas innych wydawnictw Tow.
Wartość przedmiotów muzeum ludoznawczego około





7
8

I

I et. --zf--\-d

zt

382

50

392

50

195
1.120

150

292

392
450
125

50
50
1.260

43
50

70

,-

3 .103 I 84

We Lwowie dnia 31. grudnia 1898.

Kc misya kontrolują,ea, sprawdziwszy powyższe rachunki,
potwierdza ich zgodność z księgami Towarzystwa w całej osnowie.
We Lwmcie dnia 17. sfycznfo 18!:19.
Bolesław

Lewicki.
Dr. Jan Niemiec.
Ks. Józef K1·echowwz.

-

95

majątkowy

roku 1898.
Po.
~

I

Tytuł

1

Należytość

2

Nadwyżka

zaległa

Stan bierny.

I.

Szczegółowo

I

Razem

-~7-cc-

za IV. zeszyt

14

-

3.089

84:

3.103

84

,,Pieśni nabożnych"

w stanie czynnym jako
czysty maj,tek Towarzystwa :
a) w pienifłdzach
b) w bibliotece, zapasie wydawnictw i przedmiotach muzealnych

Dr. Antoni Kalina
prezes

I et.

zł.

291

14

2.798

70

Stanisław
skarbnik.

Bal

-·96

C.

Preliminar·z

Wymogi.
i:i.
~

1

Wynikł ość

Tytuł

z r. 1898

Wydatki administracyjne Towarz.:
1) kancelę.ryjoe
i) druk zaproszeń, odezw i t. d :

05

20

-

20
7
38

72
45
43

30
40

56
41
11

30
10
91

80
45
15

-

-

121
775

39
66

} 1.000

-

48

95

60

-

15

97

20

-

69
7

88
50

90
15

-

69
81

-

14
100
5

b) bieżące
3) portorya
4) oprawa książek i inne wydatki
biblioteczne
5) kursor
6) różne
Wydatki na czasopismo "Lud" :
1) druk i papier „Ludu" :

a) zaległe

3

b) bieżące
2) druk i papier przedruków
z „Ludu"
3) broszurowanie „Ludu" i przedruków
4) ekspedycya i wydatki redakcyjoe
5) rabat ksi~garni
Wydatki na wydawnictwo "Pieśni

I et

zł.

12

a) zaległe

2

I et.

zł.

Prellminuje sit
na r. 1899

-

·-

nabożne":

I) druk i papier:
a) zaległe
b) bieżące
2) portorya
Wydatki na kwestyonaryusze z lodoznawstwa
Honorarya autorskie
Bilansowa różnica zapasów kasowy"h
z r. 1897 i 1898

.

4
5
6

Dr. Antoni Kalina
prezes.

-

75
41

6

47

12

02

1.396

96

50
100

1.684 I

-

-

-

-

-

-

97 -

na rok 1899.
Pokrycie
Tytuł

~

1

z r. 1898

--zr.-~

a) członków miejscowych

b)

3
4

5
6
7

8

I et.

zł.

Wkładki członków:

1) zaległe:

2

Preliminuje sit
na r. 1899

Wynikłość

i::i.

n

zamiejscowych

2) bież1ce:
a) członków miejscowych
zamiejscowych
b)
"
Subwencye:
1) Sejmu krajowego
2) Gal. Kasy oszczędności
3) Rady miast.a Lwowa
Prenumerata wydawnictwa „Lud'~ .
Prenumerata i sprzedaż wydawnictwa „Pieśni nabożne"
Odsetki
Różne

39
55
419

l
-

75

-

279

05

200
100
iOO
69

-

26
3

4

-

850

I
I

:

--

} 400 -

90

70

25
06
95

30

-

3

5

-



Zapas kasowy z r. 1898 :
102·90
a) fundusz żelazny .
55·01
b) fundusz zapasowy
Preliminowany niedobór z końcem
roku 1899

1.396 I 96

5fi

Ol

270

99

1.684

Stanisław

Bal

skarbnik.

7

-98 IV. Na wniosek p. Niemca, referenta komisyi kontrolującej, przyjęło
Walne Zgromadzenie sprawozdanie skarbnika do zatwierdzającej wiaiomości
i wyraziło jednomyślnie podziękowanie skarbnikowi za jego niezmordowaną,
i korzystną w skutkach działalnosć;
V. Bibliotekarz Tow. Dr. Kreek przedstawił hietny stosunkowo wzrost
czasopism w bibliotece. Mamy ich dzisiaj 101 i 505 tomów dzieł ludoznawczych. Na wniosek p. Ihnatowicza uchwalono w „Ludzie" wydrukować
katalog czasopism i przyj~to sprawozdanie bibliotekarza do zatwierdzającej
wiadomości.

VI. Po 5-minutowej pauzie przystąpiono do wyboru prezydyum i 7 człon­
ków Zarządu. Prezesem wybrano przez aklamacyę ponownie prof. Dra A.
Kalin~. Wiceprezesami zostali wybrani obaj wiceprezesi z r. 1898, t. j. pp.
L. Wierzbicki i J. Ihnatowicz. Do Zarządu weszli pp.: prof. Dr. Dybowski,
Dr. Krćelr, Dr. K. J. Gorzycki i po raz pierwszy wybrani: Dr. J. Leciejewski. Dr. St. Eliasz-Radzikowski, Bronisław Sokalski i dyr. Jan Soleski.
VII. Komisy~ szkontrującą wybrano w dawnym składzie, t. j. pp. ks.
Józefa Krechowicza, Boi. Lewickiego i Dr. J. Niemca.
_
P. Ihnatowicz postawił wniosek, ażeby przystąpić do urządzenia kraj.
wystawy etnograficznej. Prof. Młynek nadesfał wniosek, ażeby z łona Zarządu \\ybrać komisyę osobną, dla zorganizowania odczytów i urzą,dzaoia
orociystości ludowych po prowincyi; a p. Frankowski wniósł, ażeby Towarzystwo przyst,piło jako członek czynny tło Towarsyst\\a uniwersytetów ludowych im. Mickiewicza. Wszystkie te wnioski uchwalono przekazać do
rozpatrzenia i ewęntualnego załatwienia Zarzl}dowi Towarzystwa.
Na tern obrady zakończono.

III) Zgromadzenie miesięczne Towarzyst:vva.
Szóste po siedzenie n a u ko we Tow. odbyło się w pi1tek dnia
18. listopada 1898. Odczyt p. t. "Szkic etnograficzny z Syberyi" czytał
sekretarz Tow. Dr. Gorzycki z rękopisn, nadesłanego z Litwy. Odczyt opierał się na pomnikowej pracy Sieroszewskiego „O Jakutach".
Jakuci, lud wschodnio sybirski w dorzeczu Leny - przedstawiają,
ciekawy typ nietylko etnograficzny, ale i etno- socyologiczny z powodu swego
ustroju społecznego, w którym n ad er wy raz i ś cie o d ź wf er ci adl a ją, się przeżytki ustroju rodowego w walce z niwelacyjnemi d1żnościami inteligentnego absolutyzmu rosyjs k ie go. Ponadto ziemia Jakutów - to jedno z najniegościnniejszych klimatycznych terytoryów, miejsce osiedlenia przymusowego wielu polskich ze~
słańców politycznych. W ożywionej dyskusyi nad odczytem brali udział:
prof. Dr. Kalina, Dr. Allerhand, Dr. Leciejewski i prelegent.

IV) Sprawozdania Oddziałów.
I. Sprawozdanie roc1ne Oddziału buczackiego.



W uzupełnieniu sprawozdania za~ieszczonego w Ludzie" IV. str. 342.
i naat. a obejmującego czas od 3. grudnia 1897 do 6. kwietnia 1898. donosimy:
Cz w arte posiedzenie Zarządu odbyło się 18. września 1898., na
którem przewodu. prof. Młynek przedstawił zbiory ludoznawcze z pow. buczackiego i innych i kooptowano prof. Mazura na sekretarza w miejsce p.
Banacha, przeniesionego do Sambora.

-

99 -

• Po odejściu prof Młynka do Tarnowa we wrześniu 1898. odbyło si~
pod przewodnictwem Dr. Hirschlera V. posiedzenie Zarządu 4. Stycznia 1899.
Walne zgromadzenie dnia 13. stycznia 1899. Przewodniczą,cy
dr. Hirschler streszczając działalność Oddziału, zachęcił obecnych w jędrnych
a pi~knych słowach do nieustawania w pra~y prawdziwie szlachetnej, bo mającej na celu poznanie ludn i jego twórczości duchowej i fizycznej, podniósł
i polecił sekretarzowi za zgod4 Zgromadzrnia pisemnie oznajmić prof. Młyn­
kowi serdeczne podziękowanie za niezmo1 owaną, praci; i staranność około
założenia i u trzymania Oddziału.
Poczem wybrano jednogłośnie następt.._:ący Wydział na r. 1899 :
Pr ze w od n i czą, cy: prof. Mazur Józef, zast. przewodn. inspektor
Janicki Alexander, skarbnik: Józef Keffermiiller dyrektor szk. ż., sekretarz:
Adam Orzechowski naucz.
Członkowie Wydziału : Zych Franciszek dyrektor gim na z. i J oacbim
Langer dyrektor s1k. f. br. Hirscha.
Odczyt (z zakresu zbiorów oddziału) z powodu pory spóżnionej postanowiono odłożyć do zwyczajnego Zgromadzenia członków.
Zbiory poczynione w r. 1898 Bil: 1, prof. Młynka, obejmnjl}ce około
5000 stronic pisma a zawierające opisy (takie illustracye) miejscowości,
strojów, zwyczajów, zabaw i uroczystości, pieśni, materyały językowe, przysłowia itp. Odnoszą, sit; w połowie do powiatu Buczackiego, druga połowa
zawiera materyały z pow. : Husiatyńskiego, Borszczowskiego, Czortkowskiego,
i Trem bo l\'elskiego i drobniejsze przyczynki z innych powiatów. Zbiory dokonane zabiegami lob pod kierunkiem prof. Młynka, który je ma w posiadaniu w celu opracowania i podania do druku całego tego materyału. 2. Prof.
.Mazura a): Zbiór pieśni, przysłowi, zagadek itp. i słowniczek gwary lud.
z pow. Kolbuszowskiego. b) Zbiór pisanek z Stanisławowa, Kołomyi, Buczacza, przesłany do muzeom Tow. ludoznawczego we Lwowie.
Nowy Wydział odbył 1. posiedzenie bezpośrednio po walnem zgromadzeniu 13. stycznia 1899., na którem przyjęto nowych 4 członków i omówiono sprawy Zarzą,du, prowadzenia kasy i kancelaryi Oddziału.
Członków liczy Oddział 25, ubyło zaś 3 dawniejszych.
Po zainteresowaniu 1 jakie już uczyna budzić Oddział Buczacki u publiczności tutejszej, żywimy nadzieję, że mimo trudności podniesie si~ i liczba
członków i praca na polu ludoznawczem.
W Buczaczu d. 15. stycznia 1899.
Juzef lłlazur

Ada.m, Ol"zechowski

przewodniczący.

sekretarz.

11) Sprawozdanie Oddziału Wielickiego.

Szóste po siedzenie Wydziału Towarzystwa ludoz~wczego odsit w dniu 27. listopada 1898., o godzinie 11. przed południem
w Wieliczce pod przewodnictwem Seweryna Udzieli.
Obecni pp. Stanisław Czerski, \Hadysław Koch, Wawrzyniec Kosiba,
Marcin Rembacz, Józef Śliwiński i Bolesław Tyne.
Odczytano i przyj~to pNtokól z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa w dniu 9. października b. r.
Józef Śliwiński odczytał wiersze p. n. ,,Przygoda Szymka z Dyabłem"
znalezione w broszurze sprzedawanej dawniej na jarmarkach i targach przez
kramarzy wtdrownych. Uchwalono odesłać wiersze te do Redakcyi Lodu.
było

-

100 -

Nast~pnie Przewodnicz,cy odczytał przyczynek do Ludoznawstwa
., O wcz ar z w Lub or zy cy", opisuj1cy zdarzenie prawdziwe jak
'ftieśniak pewien z pod Wieliczki che dził do niego po lekarstwa na chorob~
ojca.
Nad odczytem tym wywią,zała si~ żywa dyskusya, w której podnoszono, że :
I. nauka szkoły Indowej nie osłabia wiary w czary,
2. Ind nasz wierzy, iż znachorzy, owczarze i czarownicy, czerpi1
wiedzQ swoją, od czarta,
3. kościół katolicki nie zaprzecza igtnienia czarów i czarowników,
a ksi~ża przytAczaj,c odnośne przykłady z pisma św., staraj\ si~ w kazaniach wykazać wielkość grzechu tych, którzy z czartem trzymaj,.
Na tem posiedzenie zakończono.
p. t.

Si ó d m e p os i e d z e n i e Wydziału Towarzystwa ludoznawczego
si~ w dniu 31. grudnia 1898 r. o godzinie 11-tej przed połu:lniem
w Wieliczce pod przewodnictwem Seweryna Udzieli.
Obecni Pp. Maksymilian Guńkicwicz, Władysław Koch, Marcin Rembacz i Bolesław Tyne.
Odczytano i przyj~to protokół z posiedzenia członków Wydziału Towarzystwa w dniu 27. listopada 1898 r.
Przewodniczący odczytał zajmującą prac~ o "Zapadłych miastach, kościołach, dzwon ach i karczmach". W pracy tej zes~awione było 15 podań
miejscowych z powiatu wielickiego i podgórskiego, które prelegent porównał
z podaniami biblijuemi o Sodomie i Gomorze i grecldemi o zapadłem mieście Salmoneusa syna Eola, wyprowadzając wniosek, ze podania te należą
do cyklu najstarszych mitów ludzkości.
Na tem posiedzenie zakończono.
odbyło

Marcin Rembacz

Seweryn Udziela

Sekretarz.

Prezee.

V) Wykaz darów na rzecz Towarzystwa,.
I. Do bibllotekl ofiarowali :
1. Ces. ros. geogr, 'fowarzystwo, Oddział Troickosaw.- kiacht.: Kratkij

obzor diejatelnosti Obszczestwa za pierwyj period jego suszczestwowanija, 1894-1897, Moskwa 1898.
2. Jan Witort dzieło swe: Zarysy prawa pierwotnego. Warszawa 1899.
3. Dr. J. Polivka prac~ swę,: Msgiosnik1H i negovijat ucenik, Sofia 1898.
4. 'fenie: Nachtrage zur Polyphemsage. Freiburg i. B. 1898.
5. Tenże: Rozpravy filologicke venovane Janu Gebauerovi. Praha 1898.
6. Tad. Kudełka swę, rozprawę: Nasze Kółka rolnicze. Kraków 189H.
7. Dr. Cenck Zibrt swą pracę: Literatura kulturnc - historicka a etbnograficka, 1897-1898. I. Praha 1898.
8. Oberlehrer Knoop, Rogoźno: Rogasener F'amilienblatt, roczn. 1898.
9. Krftl. Óeska Spolecnost nauk: Vyrocni zprava za rok 1897.
1O. Anthropologische Gesellscbaft w Wiedniu swój organ: Mittheilungen,
t. 25., 26.,. 27.
2. Do muzeum oftarowall:

1. R. Bołsunowski, Kijów: 123 plomb z Drohiczyna ze znakami
pomi~dzy którymi Bfł także znaki runiczne z w. XIV.

świl}t,

5ł.

3.

101 -

Tad. Pini, naucz. II. gimn., Lwów: I tłuczek mosi~żł!Y • na orzecąy,
wyroby huculskie z Zabiego

pierścionek zaręczynowy mosiężny,
Tenże: dwie monety chińskie.

VI) Spis nowych członków.
375. Czytelnia akad. im. A. Mickiewicza, Kraków.
376. Dubówna Olga, st. naucz., Buczacz.
377. Duchowicz Bronisław, Eł. fil., Lwów.
378. Filiuska Kazimiera, naocz., Buczacz.
379. Jakóbiec Jan, sł. fil., Kraków.
380. Keffermilller Józef, dyrektor szk. że1\sk., Iluczacz.
381. Kikiewiczowa Marya naucz., Baczacz.
382. Kochanowski Cyryl,\. k. lustrator lasów paustw., Lwów.
383. :tukasiewicz Jan, sł. fil., Lwów.
384. Maliński Stefan, właśc. ziem., gub. lfowieu3ka
885. Maresch Stan., sł. praw, Lwów.
386. Minticz Jan, st. naocz., Buczacz.
387. Pająk Aleksander, dyrektor szk. m. św. I•'loryana, Kraków.
388. Porembski Gustaw, sł. fil., Kraków.
389. Pręgowski Piotr, sł. med, Lwów.
390. Semkowicz Władysław. sł. praw, Lwów.
391. Sikora Wincenty, sł. fil., Kraków.
392. Słuszkiewicz Wład., radca ewid. katastr., Lwów.
393. Stopka Andrzej, sł. fil., Kraków.
394. Wolny Władysław, sł. fil., Kraków.
395. Wroński Marcin, Lwów.
396. Zabielski Stan., sł. praw, Lwew.
397. Zaocha Jan, sł. praw,. Kraków

Odpowiedź p.

L. Młynkowi.

W tomie IV., zeszyt 3. na str. 329-335 „Ludu" wydrukowani} zorecenzya p. L. Młynka o mojej pracy p. t.: ,,Lud Nadrabski'\ która
zmusza mię do niniejszej odpowiedzi. - Co się. tyczy mojej „nieporadności
w uporz1dkowaniu dzieła", to zarzut ten jako nazbyt elastyczny, pozostawiam
bez odpowiedzi, tern, bardziej, że porzą,dek zalecony przez kogo innego a więc
w tym wypadku przez p. .Recenzenta, mógłby również niezadowolnić innych.
Nie powiedziałem nigdzie, ani też ·nie dałem powodu do takiego rozumienia, że lad nadrabski jest „wyjątkowym ludem", bo takim nie jest;
jasn1 je:;t atoli rzecz11, że wyratajfłc się o charakterze jakiejś znaczniejszej
grupy etnicznej, niepodobna jej nazwać w·ogóle złą, gdy w tej grupie najmniej 80¾ jest takich ludzi, którym nie wiele w życiu zarzu~ićby można.
Twierdzenia moje oparte BI} na statystycznych niemal zestawieniach przestępstw, wykroczeń i wad Nadrabian, które wypełniaj!} cały rozdział III.
(57 stronic druku) ,,moich Zwyczajów i pojęć prawnych ludu nadrabskiego".
Co się tyczy moich „domysłów" w rozdziale: ,,Podania historyczne", które
według zdania p. recenzenta nie maj!} najmniejszej racyi, to musz~ skonstała

-

102 -

statować, że wszystko co tam powiedziano, opiera si~ bądź na żywych, istotuych wspomnieniach, bądź teź na tradycyi ludowej. Gdybym chciał bawić
się w domysły, to ze samych pojedynczych wyrazów, które dadzą się odnieść
do postaci historycznych z odległej przeszłości, mogłem był wyprowadzić niejedno podanie. N, p. powszechne jest nad Rabą, przezwisko "świdrygoł";
znaczy ono tyle, co: "awanturnik, wichrzyciel, zawadyaka" (takze: figlarz,
obrotny, rzutny). Czy przezwisko to nie przypomina ksi\)cia litewskiego Świ­
drygełłę, którego wichrzenia przeciw Jagielle na Litwie i w Polsce zapisały
się nie tylko w historyi, ale i w pamięci ludu?
Wprawdzie dziś jego nazwisko jest tylko synonimem wyrazu nwichrzyciel". a o istnieniu księcia
Świdrygełły nikt z Nadrabia.n nie wspomina; czyż nie moglem jednak zapisać w „podaniach historycznych", że burzliwa działalność tego księcia utrwaliła si\) w pamięci Nadrabian, gdybym naturalnie popuścił wodze swej wyobraźni i w domysły się zabawił?
Nie przeczę wszelako, żeby w obu moich monografiach etnograficznych
nie było żadnych hipotez; hipoteza zawsze jednak zostaje tylkL' hipotez1,
a cz\)sto może się ona także przydać dla naprowadzenia na drogę do
prawdy.
Pan Młynek wmawia gwałtem w mój lud nadrabski, że przed począt­
kow4 samogłoską wyrazu dajlł wargowe ł
grec. J,""1, że zatem mówilł :
,,łokno,

łon,

łono,

chodzić, lukarać,"

ło,

łociec,

==

łopieka,

łosukować,

łoz­

nie zaś (jak jest rzeczywiście): ,,okno, ón (un),
óno (ueo), o, ociec, opieka, osukować, ozchodzić, ukarać". O podobnem wymawianiu nagłosu samogłoskowego moim Nadrabianom ani się ~niło, nawet w tych wyrazach, w których zatracają spółgł.
r i przy branki ro z- n. p. o z k a z, (nie: ł o z ka z). Gdyby bowiem takie
wymawianie było ich zwyczajem, to z pewności11i nie zaniechałbym go uwzglę­
dnić, powtarzając ich gwarę, wprawdzie nie przez znak l, jak chce p. Mły­
nek, ale jak mi to zalec!lła pisownia fonetyczna, przyjęta w Akademii Umiejętności, t. j. przez uo; pisałbym
więc:
uo k n o, uo ciec, uo z chod ż i ć, uu k a r a ć i t. p.
P. Młynek, wymawiając wargowo ł, przypisałby zapewne podobnl.Ji wymowę l także Nadrabia.nom, których "wymowę gardłowo-językowo-wargowego
ł, uważa 1a objaw lokalny, mający swój powód w nadrabskiej puchlinie gardła
zwanej wola". Według tego zdania miliony ludności polskiej ( wogóle - nie
.aadrabskiej, która dochodzi tylko do IO.OOO), które wymawiają ł płynnie
w najczystszem jego brzmięniu, lilą tym wolem (nie: ,, wolą) nawiedzeni?
Gdzie zresztą p. M. znalazł, zauważył lub słyszał, że przykłady wola wśród
ludu nadrabskiego mi~dzy Gdowem a Bochnią są liczniejsze, niż we wielickiem, gdzie nbuują, (nie: nbułują,") ,,syduo, myduo, motowiduo, uój".
W dalszym ciągu zarzuca mi p. Młynek nieuwzględnienie „prawie ża­
dnych waryantówc,; w zwyczajach, gadkach. pieśniach, zabobonach, przysło­
wiach, zagadkach, a nawet zabawach, że zatem rzeczy te podaję "fragmentarycznie i bardzo niedokładnie".
Niech p. Młynek będzie przekonany, że i ja równą z nim wagę przy
więzuję do wyczerpujących zbiorów waryantów pieśni, ale czyż można marzyć o czemś podolmem, nie biorl)iĆ naturalnie w rachubę tych odmian, których powstanie tylko temu przypisać nale!y, że większą lub mn 1ejsz4 CZ\JŚĆ
tekstu zapomniano, a brak uzupełniono lich11i doróbką. W moich oczach mają,
wszakże daleko większe znaczenie dla nauki pieśni staroświeckie i stare ich

-

103 -

odmiany, niż nows?;e, zwłaszcza drobne. W pierwszych bowiem wyrafoiej
przebija się rodzime odrębne piętno danej okolicy, niż w drugich, które
dość często są nawet znpełnie pozbawione lokalnej oryginalności tak co do
swej treśei, melodyi jak i pod względem dyalektologicznym.
Rzecz naturalna, że w większym zbiorze pieśni z jednej okolicy należy
podać parę przykładów i takich pieśni, nie pomijając nawet dobrze tłustych,
aby można sobie wyrobić należyty sąd o wszelkich objawach poezyi Indowej
wśrM danego ludu; wszelako nieumiarkowane gromadzenie pieśni tello ro.
d1aj11, a zwłaszcza ich waryautów z uszczerbkiem dla innych, prawdziwych
skarbów etnologicznych, nietkniętych dotąd niemal ręką, etnografa, jest bądź
co bądź lekkomyślne i nie zasługuje na pochwałę.
Co do z ab ob o n ów, to nie zaprzeczam p. M1ynkowi, że moje zbiory
są istotnie tylko fragmentami ale fra~men•ami całokształtu pralltarych wierzeń ludowych; jak gi 1ą bowiem piefoi staroświeckie, tak samo zatracają
się z p'lstępem czasu i ośw:aty wśród ludu wierzenia jego prapraojców. Zaznaczyłem to wyraźnie na str. 541
„Ludu Nadrabskiego", a mam to głę­
bokie przekonanie, 1e mimo przeciwnego twierdzenia p. Młynka, wszelkie
resztki dawnych wierzeń czyli tak zwanych prrnsądów, które jeszcze przed
25 laty żyły bądź w tradycyi, bądź w zachowaniu Nadrabian, przyn1jmniej
w 2/:1 częściach wyczerpałem z wszelką, mC1żliwą dokładnością i z wszelkimi
waryantami w opisie różnych zwyczajów w obu swoich monografiach, specyalnie zaś w rozdziałach VIII, i IX „Ludu Nadrabskiego"' ( str. 452-641 ).
W moich zbiorach znajdujł} si~ przeslłdY i więcej i mniej rozpowszechnione;
jeżeli zaś w istocie pozogtala jeszcze trzecia cześć resztek diiwnych wierzeń,
niewydobyta przezemnie z najgłębszych kryjówek serca niewielu jednostek
nadrabskich, to ręczę za to, że nie wypłynie ta część na wierzch ani na zawołanie, ani na prośbę p. Młynka, choćby nawet po tysił),c kroć si~ zaklinał, że jest krewnym i najbliższym sągiaiem Nadrabów. 'fwierdzenie to wypowiadam dla tego tak śmiało, że od najmłodszych lat interesowałem si~
bardzo żywo owymi objawami życia ludowego, wierz11,c w nie do pewnego czasu,
a zbierając i notując je skrzętnie, gdy przyszedłem do prlekonania, że ich
poznanie nie b~dzie dla wiedzy i nauki obojętne. Nadto pozwahm sobie
wyrazić pow11tpiewanle, czyby dziś w ogóle możliwe było zebranie choćby
cztści tych szczegółów, które w rozdziałach VIII. i IX. od zaprzepaszczenia
dla naszego ludoznawstwa uchroniłem, gdybym, nie licząc się ze starymi
ludźmi, przeniósł swoje etnologiczne bailania wyłłJicznie na młodsze nadrabskie pokolenie, poczynaj4c od czterdziestoletniego.
O waryanty przysłów, zagadek, przymówek, a nawe·· zabaw, można
być zupełnie spokojnym, bo, choć w moich zbiorach Sił tylko fragmenty tych
rzeczy, nie zagiDfł one wszakże tak rychło, jak staroświeckie pieśni i przeSl}dy, owszem do dzisiejszych przybywać będzie z każdym rokiem coraz wię.
cej świeżych, choć nie zawsze o oryginalnem rodzimem piętnie.
Na zakońr.zenie i dla objdnienia wypada mi jeszcze dodać parę uwag:
1. Materyałów etnograficznych do prac swoich nie zbierałem, jak chce
p. Młynek, ,,przy pomocy krewnych i znajomych". Jedyną pomoc, w uzupeł­
nieniu materyałów, kiedy już nie przebywałem na miejscu, był ś. p. mój brat
Stanisław, co wyraźnie zaznaczam w przedmowie do swoich „Zwyczajów
i pojęć prawnych".
2. Ciekawości p. Młynka, dla czego dziel~ ,, uprawę roli" od zajęć
gospodarskich, nie uważam za stosowne zaspokoić, skoro nie chce rozumieć,

104 że co inńego jest „uprawiać rol~", a co innego nzajmow:ć się jej wytworami•, aby z nich był pożytek dla gospodarstwa.
3. ,,Nacyniem" nazywa lud wiejski przedewszystkiem te rzeczy i przybory domoM, które wykształceni ludzie także naczyniem nazywaj1, a zatem
te przedmioty, które napełnia się płynami, w których się gotuje, z których
się jada i pije, z których też jad11 i poi si~ bydło. ~lej „nacyniem" nazywają, Nadrabianie wszystkie narzędzia martwe, których używaj1 do uprawy
roli, wszelkie lżejsze narz~dzia, których niezbtdnie przy swych zajęciach
gospodarskich i zarobkowych potrzebują, a wreszcie wszelkie przybory do
głównych narzędzi rzemieślniczych i cięższych gospodarskich (n. p. warazta•
tów tkackich, szewskie, stolarskich, ciesielskich, hrn, młynów i t. p.)
Zgoda więc z p. Młynkiem, że plug, brony, uprząż, a „nawet narzędzia rzemieślnicze", Bił u ludu wiejskiego „ nac:t:yniem"; niezgoda wszelako co do
sprzętów i mebli, które sł.1ż1J, do nrzl}dz:enia wn~trza domu, a nie Sił niezbtdnie w gospodarstwie potrzebne ; co do citiższych przedmiotów i sprzętów
gospodarskich, których przenoszenie jest trudniejsze, a wreszcie co do głó­
wnych narządów rzemieślniczych (warsztatów). Te przedmiot.y bowiem nazywaj, Nadrabianie „styrami, gratami" (rzadziej „sprzetami" lub „narzedziami").
Matka napominajq,c podrastające dziecko, aby nie „ wyłaziło" na ławy, ławki,
stół, skrzynki, s,sieki, warsztaty, łóżka, młynek (jeżeli to w stodole) lub
nawet „stepę" ( w sieni), nigdy nie mówi, jakby chciał p. M.: ,,Nie spin:ij
sie po „nacyniu" !, ale: ,,Nie spinaj sie po tych styrach"!
4. ,,Pościel·' dla t.ego „stawiam na równi ze strojem i pożywieniem",
bo Nadrabianie do uiej prawie nie mniejszą przywięzujlłi wag\}, niź do ubrania, co też wyraźnie zaznaczam. Jak „odzianie" chroni ich od zimna „na
jawie", tak podczas snu tą, ich „ochronicielk1" jest pierzyna, a w ostatecznym razie kożuch lub górnica. Marzeniem ubogiej dziewki jest, aby sobie
mogła sprawić pierzyn~ lub „przyzdoredzić" na nią, pierza; pierzyna jest
koniecznym warunkiem wiana dziewczyny, a slużl!iCY parobek, wzdychając
·zez dłuższy czas za cieplejsz~ i :,:>orz11dniejszą, pościel,, dla tego, jak mówi,
\\reszcie si~ żeni, aby „sie wygrzewał pod pierzyną/'. Inna rzecz z łóżkiem;
to w istocie uważaj4 za sprz~t domowy, czemu też dałem wyraz w ustępie
p. t. ,, Sprzęty domowe i naczynia kuchenne ( str. 41 ).
5. Kreśhłc ,,obraz etnograficzny" żyjq,cego ludu nadrabskiego, który
powinien siQ przedstawić czytelnikom w świelle prawdy i naturalnej rzeczywistości, nie zawsze mogłem si~ liczyć z wymaganiami sztuki ; to też jest
przyczyna, że nie oddzieliłem wierzeń starszych od nowszych, bo i Iud, acz
bezwiednie, tego nie ro bi. Rozróżniaj lic kult stanzy i nowszy, mógłbym był
właśnie utwierdzić czytelnika w tern przekonaniu, że i lud zdaje sobie spraw~
z pochodzenia swych wierze1i Powstałaby st1:1d nienaturalność obrazu, której
nadewszystko pragn~łem uniknllć, Dziwit si~ też p. Młynkowi, że takich
właściwości w n at ural ny m obr a zie etnograficznym nie pojmuje,
skoro tak tu, jak i gd.deiudziej (nawet w samym układzie dzieła) czyni mi
z tego powodu wyrzuty, żem na tytule tej pracy umieścił napis: ,,Obraz etnograficzny". Jakd stą,d konkluzya? ,, Nadr.ibów" taka: ,,J oszcze się ten
nie urodził, coby każdemu dogodził"!
1

Jan Świętek.
Z Drukarni Ludowej pod zarządem Stanisława Baylego.

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.