Rozmaitości, cz.4/ Lud 1899, t. 5

Item

Title
Rozmaitości, cz.4/ Lud 1899, t. 5
Description
Lud 1899, t. 5, s.
Creator
Krček, Franciszek
Date
1899
Subject
folklor tradycyjny
extracted text
— 373 —

R O Z M A I T O Ś C I .
W sprawie „bajeczki o pastuszku“ ( $ 'Lud t. IV. 305 i V. 274).
Ponieważ p. St. Zdziarski, wskazując na podobieństwo tej bajeczki z hinduskiemi, pobłądził w szczegółach, pozwolę sobie podać wierny przekład obu
opowiastek z oryginału sanskryckiego, oraz ustęp ze świetnej przemowy
Piotra Petersona do klasycznego wydania Hitopadesi ( H i t o p a d e ś a by
N â r â j a n a , ed. by P. Peterson, Bombay 1887), zawierający cenne szcze­
góły i wskazówki. Przedewszystkiem przekład z Hitopadesi (tzn. Przyjaciel­
skiego pouczenia), w której opowieść, nas obchodząca, stanowi opow. 7-mą
ks. IV.
„W mieście Dewikocie (tzn. twierdza bogini Durgi) mieszkał brahman,
imieniem Wedasiarman (tzn. obrońca Wed.) Ten dostał raz w czasie zró­
wnania dnia z nocą miskę, napełnioną mąką ryżową. Potem z nią udał
się do kącika budy garncarskiej, pełnej garnków, i tam zasnąwszy, począł
marzyć: „Jeżeli tę misę mąki sprzedawszy otrzymam dziesięć groszy, to za
nie kupiwszy tu garnki i miski, za pieniądze, które się pomnożą przez
sprzedaż łączną tychże, znowu betelem, suknem itp. towarami pohandluję
i doszedłszy do majątku stutysięcznego, pojmę cztery żony. Która zaś po­
między temi żonami będzie najładniejszą i najmłodszą, tę będę kochał naj­
goręcej. Gdy zaś jej towarzyszki z zazdrości ku niej rozpoczną kłótnię,
wtedy spiorę lagą te spółmałżonki jej tak, żeby poczuły pełnią mego gniewu“.
To wyrzekłszy cisnął laskę. Wskutek tego i miska z mąką roztrzaskała się
i wiele się garnków pobiło. Gdy wskutek brzdęku rozbijanych garnków garncarz
nadbiegł i zobaczył, co zaszło, wyśmiał brahmana i wyrzucił go ze swej
budy. Dlatego też powiadam (kończy osoba, opowiadająea bajkę tę w Hito­
padesi) : Kto, marząc o przyszłości, cieszy się nią z góry, tego szyderstwo
czeka, jak owego brahmana, coto potłukł garnki“.
O tej opowieści pisze Peterson we wstępie (str. 56) :
„Opowieść o nieszczęśliwym Dewasiarmanie jestto bajka, znana każ­
demu angielskiemu — a nawet europejskiemu wogóle — chłopcu i dziew­
częciu. Jestto opowieść cyrulika o jego piątym bracie w arabskiej T y ­
s i ą c u i j e d n e j n o c y “. Następnie z angielskiego przekładu tego nie­
zrównanego zbioru powieści, dokonanego przez R. Burtona, podaje uwagę
(str. 57): „Al-Naszszar (imię bohatera opowieści tej w arab.) o l Naszrrznąć piłą — podobnie skrzypek po włosku zwie się segra del villaggio
(piła wioskowa) ; w angielskich wydaniach Gallanda i Riehardsona nazwany
Alnaschar. Powiastka sama jest bardzo dawną. Występuje jako „Brahman
i garnek ryżu“ w P a ń c z a t a n t r z e , a prof. Benfey mniema — jakto
u niego zwyczajem, — że wraz z wielu innemi wypłynęła z jakiegoś źródła
budystycznego. Ja jednak wolę wprost wywodzić ją od Ezopowej przekupki,
która kopnięciem nogi potłukła jaja; stąd przysłowie łacińskie: ante victoriam canere triumphum (przed zwycięstwem tryumfować) i angielskie „to
sell the skin before you have caught the bear“ (sprzedawać skórę na nie­
dźwiedziu). W zbiorze Kalilah i Dimnah i licznych pochodnych jego znaj­
dujemy powiastkę p .n. „Mnich ze swym dzbankiem oliwy i miodu“ ; w Rabelaisa (I. 33) Echpherona szewc wylewa swe mleko, podobnież L a Perette

-

874 —

Lafontaine’a *). Prw. Maksa Miillera Chips t. III. (dodatek niem. wyd.
Essays, t. III. str. 303 n ) — Burton pomylił się jednak, przypisując
Benfeyowi twierdzenie, którego ten nie wypowiedział wcale. Albowiem „Benfey
w wiekopomnem dziele o Pańczatantrze (t. I. str. 499) podnosi tylko — jak
Peterson prostuje (str. 57), — że różne odmianki sanskryckie tej powiastki
zgadzają się z sobą, że odmianka arabska nie różni się też rzeczowo,
i wnioskuje, że powiastka ta należy do najdawniejszej recenzyi Pańezatantry
i że mamy tam „najdawniejszą postać tej pięknej powieści prawie nienaru­
szoną“.
Następnie Peterson streszcza tekst jej według Pańczatatry (ks. Y.
pow. 9). Zamiast tego podam przekład własny bajki tej z oryginału sanskryckiego, przystępnego każdemu bodaj z najpopularniejszej i najpraktycz­
niejszej gramatyki języka dawnych Hindusów, mianowicie Stenzlera-Pischla
„Elementarbuch der Sanskrit-Sprache“ (YI wyd. 1892, str. 63). Opiewa :
„W pewnem mieście mieszkał pewien brahman, imieniem Swabbawakrpanas (tzn. istotnie biedny). Resztkami niespożytemi mąki jęczmiennej,
którą nazbierał żebraniem, napełnił garnek i, ten garnek zawiesiwszy na
kołku, pod nim ustawił swe łoże i stąd spoglądał wciąż ku niemu, nie od­
wracając odeń oczu. Następnie jakcś nocą począł we śnie rozumować w taki
sposób : „Skoro (en pełny garnek mieści w sobie tyle mąki, to w razie
głodu wartość jego wyniesie 100 rupji. Wtedy zań kupię sobie parę kóz.
Następnie z tej po 6 miesiącach wskutek sparowania powstanie stado. Po­
tem za kozy kupię sobie wiele bydła, za bydło bawoły, za bawoły klacze.
Z klaczy urodzi się wiele koni. Ze sprzedaży ich wpłynie wiele złota. Za
złoto wybuduję scbie dom o czteiech izbach. Następnie brabman jakiś przyj­
dzie do mego domu i da mi swą córkę posażną i piękną za żonę. Z tej
syn mi się urodzi. Temu dam imię Somasiarman (tzn. obrońca Somy). Gdy
już podrośnie tak, że będzie go można huśtać na kolanach, ja z książką
usiadłszy poza stajnią, będę ją studjował. Wtedy Somasiarman, spostrzegłszy
mię, porzuci łono matczyne i huśtanie na kolanach i popędzi ku mnie tuż
obok kopyt końskich. Na to ja, pełen gniewu, przemówię do brahmanki :
„Zabierzno sobie tego bębna !“ Ale ona, zajęta gospodarstwem, nie usłyszy
mego wołania. Wtedy ja zerwawszy się, uderzę ją kopnięciem nogi“. — Tu
pogrążony w marzeniu wykonał taki ruch nogą, że aż ów garnek się rozbił,
on zaś cały obielił się mąką. Dlatego to powiadam (kończy osoba, której
włożono w Pańczatantrze tę bajkę w usta): Kto roi sobie marzenia o przy­
szłości, wychodzi z nich omączonym, jak ojciec Somasiarmana“.
O odmiance arabskiej pisze potem Peterson, trzymając się Burtona
(I. 338): „Odmianka arabska nie różni się — jak powiedziano — rzeczowo
od Pańezatantry. Zamiast ryżu mamy tu masło i miód, a złowrogie kopnięcie
wymierzone jest nie przeciw żonie, ale przeciw synowi. Benfey ma prawdo­
podobnie słuszność, gdy utrzymuje, że ryż, główny pokarm w Indjacb, należy
do pierwotnej wersyi. Może też ma jeszcze słuszność i co do tego, jakoby druga
zmiana była „umyślną poprawką nieco surowego pod względem obyczajów
oryginału“. Jednak ten szczegół, co należy zaznaczyć, pojawia się też
*) O becnie — ja k się d o w ia d u ję z C z e s k i e g o L i d u (VI. 110) po n a p is a n iu
p o w y ższej n o tatk i — b a jk ę L a fo n ta in e ’a L a la itiè re e t le pot a u la i t “ i je j o d p o ­
w ie d n ik i e u ro p ejsk ie i w sch o d n ie om ów ił d o k ład n ie z n an y ż u ła w sk i lu d o z n a w c a A.
de Cock w z. 1 —2. t. IX . (18S6) c za so p ism a g a n d aw sk ieg o V o l k s k u n d e .

-

375 —

w innej odmianee arabskiej, o której będzie zaraz mowa. Odmianka tej po­
wieści, zawarta w T y s i ą c u i j e d n e j n o c y , jest pod wielu wzglę­
dami godną uwagi. Bohater jej jest też żebrakiem z zawodu ; lecz jego
ojciec umarł, pozostawiwszy 700 dirbamów, z których 100 nasz bohater
otrzymuje jako swą cząstkę spadku. Jest w kłopocie, co począć z tą nie­
spodziewaną spuścizną, lecz ostatecznie postanawia zakupić za nią wyroby
ze szkła i odbić sobie wydatek z okładem przez ich rozprzedaż. Siada przy tacy
z wyrobami szklanymi, i popada w zadumę. Podobnie jak w Hitopadesi zamierza
zacząć od nabywania i sprzedawania towaru, od którego zaczął, póki nie zarobi
wielkiej sumy. Następnie chce prowadzić w podobny sposób handel innymi towa­
rami i zdobyć sobie kapitał stutysięczny. Potym przychodzi kolej na dom
i małżeństwo. Ale chce pokazać swemu teściowi, naczelnikowi gminy, jak
wyniosłym i niepowszednim jest jego sposób myślenia ; oto w noc ślubną,
gdy jego z żoną zostawią sam na sam, nie zechce na nią patrzyć. Matka
wejdzie — marzy dalej — i ukląkłszy u mych stóp, będzie błagać mię,
ażebym obchodził się z jej córką łaskawiej. Ja nie dam jej odpowiedzi.
Wtedy ona wstanie i przyniesie szklankę wina i rzeknie do córki : „Weź
to i podaj swemu panu“. Lecz gdy ta zbliży się do mnie, rozkażę jej sta­
nąć między memi rękoma a siedzeniem, oprę łokieć na poduszce okrągłej
ze złotogłowia, przechylę się lekko w tył, nie patrząc na nią w majestacie
swego ducha, tak, że weźmie mię za rzeczywistego sułtana i potężnego
pana. Następnie ona odezwie się do mnie : „O panie, Ałłah z tobą, nie od­
rzucaj szklanki z ręki twej sługi, bo jestem prawdziwie twoją niewolnicą“.
Lecz ja nie przemówię do niej, a ona będzie nalegać: „Niema ianej rady,
tylko musisz wypić“ , i postawi mi szklankę przed oczyma. Wtedy ja uderzę
ją pięścią w twarz i kopnę ją nogą ot tak. — Tu zrobił ruch nogą i ude­
rzył w tacę z wyrobami szklanymi, tak że upadła na ziemię, a spadając
z ławki, potłukła w kawałki wszystko, co się znajdowało na niej“.
„W tym kształcie powieść ta zbliża się — kończy Peterson (s. 59)
— do odmianki Hitopadesi bardziej, niż do wszystkich innych. Benfey
(I. 500) skłania się ku przypuszczeniu, że autor Hitopadesi tu zapożyczył
się z i n n e g o d z i e ł a , o którem wspomina w w. 9. wstępu do tego
zbiorii. Jakkolwiek rzecz się ma, to przecież jest jasne, że odmianka T y ­
s i ą c a i j e d n e j n o c y pochodzi z Hitopadesi, względnie z dzieła, za
którem Hitopadesia idzie w tej opowieści, a nie z Pańczatantry“.
Jak widać z tego wszystkiego, com podał dotychczas, i z porównania
odmianki polskiej, którą p. Antoni Siewiński ogłosił jako „Bajeczkę o pa­
stuszku“ w „ L u d z i e “ (IY. 305), wersya polska łączy w sobie pier­
wiastki bardzo dawne z bardzo późnymi. Z jednej strony bowiem zgadza
się z Pańczatantrą co do spoosbu wzbogacania się i co do motywu kopnię­
cia, z drugiej zaś podstawą marzeń różowych o przyszłości i — garnkiem
mleka, zbliża się do odmianek, bardzo późnych, z których jednę uwiecznił
Lafontaine w swej bajce o dziewczynie z mlekiem. Ktoby zechciał zająć
się szczegółowo zbadaniem rozwoju motywów zasadniczych opowieści om a­
wianej i filiacyi jej odmianek, bezwątpienia przyczyniłby się niemało do wy­
jaśnienia wędrówek opowieści wschodnich po Europie, a zwłaszcza Słowiańszczyżnie. Może powyższe wskazówki przydadzą mu się na co.
Ľ r. Fr. Krček.
W sp r a w ie anegdoty o Stańczyku. Zawsze uważałem anegdotę
o Siańczyku, jako wykazującym sprytnie, iż zawód lekarski liczy najwięcej

— 376 —
uczestników na świecie, za oryginalnie polską. Tymczasem czytam w roz­
prawie prof. A. Szantla „Allgemeines und Specielles zur Methodik des
Gymnasialunterrichtes“ (XXII Jahresbericht des k. k. Staats gymnasiums in
Görz 1892, str. 3) wstęp, opiewający: „Władca pewnego w ł o s k i e g o
państewka — tak opowiada z n a n a a n e g d o t a — pytał raz swego bła­
zna nadwornego, która gałąź zarobkowania liczy najwięcej członków w jego
kraju. Ten odrzekł : zawód lekarski. Gdy władca zdziwiony objawił swe
wątpliwości w tym względzie, błazen poradził jego książęcej mości, ażeby
udał pewnego dnia, jakoby go zęby bolały, a wnet twierdzenie owo okaże
się prawdziwem. Książę zgodził się na podstęp i nazajutrz w istocie żadna
z osób, z któremi rozmawiał, nie omieszkała zalecenia mu rzekomo skute­
cznego środka na ból zębów“. Wynikałoby z powyższych słów p. Szantla,
że anegdota ta nie jest oryginalnie naszą, ale przywędrowała do nas, bodaj
z Włoch, może ze scholarami, powracającymi z wszechnic tamtejszych do
kraju. Wartoby jednak poznać źródło jej. Kto z szan. czytelników zdoła
i zechce je wskazać?
Ľ r. Fr. Krček.
Z gw a r y złodziejskiej. W zapisce Słowa Polskiego z 15. września
z. r. (nr. 220) p. n. „Bezpieczeństwo we Lwowie“ czytamy, że jeden z napastników-rabusiów wołał do drugiego: „Zahamuj kieskę!“, na co drugi
odparł: „Daj spokój, bo będzie pluskwa“. Autor zapiski dodaje objaśnienie:
„W żargonie złodziejskim znaczyło to tyle, co „zedrzyj spódnicę“ i „daj spo­
kój, bo nas złapią". Powtarzam te wyrazy, bo w dzienniku ujdą łatwo ba­
czności badacza; rozumie się, odpowiedzialność za wiarogodność ich pozo­
stawiam kronikarzowi, zwłaszcza, że wyraz „kieska“ budzi we mnie podej­
rzenie, iż powstał w głowie reportera, który — zdaje się — nie znał
nazwy k i e c k a = s p ó d n i c a . Lecz może krzywdzę go i złodziej mówił
rzeczywiście kieska, podstawiając wyraz ten zamiast k i e c k a , właśnie z po­
wodu podobieństwa brzmień przyjęty w gwarze złodziejskiej w znaczeniu
spódnicy? Może wreszcie całe wyrażenie: „Zahamuj kieskę!“ należy brać
dosłownie : „Zabierz woreczek z pieniądzmi !“ Kto zdoła rzecz tę wyjaśnić
należycie?
Dr. Fr. Kr.
D o g ienezy m ętow ania „Ekite pekite". Znane jest to mętowanie.
Nawet dwa pierwsze jego wiersze dość trafnie rozwiązano jako: „Acgite,
pangite, eingite me!“ Dalsze: „Abel fabel domine, eks peks kostka gra“
już mniej są przejrzyste. Otóż w Wiktora Pellandiniego artykule „Saggi di
folk lore ticinese“ [Archivio per lo studio delle tradizioni popolari torn
XYI. s. 525) czytam przy grze dzieci, nazwanej tam Giügaa a scundas,
mętowanie następujące:

Énghene pènghene
Pupadinè
Abili fábili
Dominniè
Ess pess puss tráu,
które wprawdzie nie jest całkowite, ale identyczne z naszem i rzuca pewne
światło na pierwotne brzmienie wierszy wspomnianych, które obecnie przy­
najmniej w części można odtworzyć jako: „habilis, fabilis domine“.,.
Dr. Fr. Kr.

— 377 D o g ien ezy w yrażenia „m ieć к о д е za c z t e r y litery". Jak wiadomo,
używa się tego zwrotu zamiast rzuceuiakomu w oczy obelgi: „Jesteś k i e p . “
Podobne wyrażenie odnajduję już w słynnym pierwowzorze molierowskiego
„Skąpca t. j. w komedyi Plautusa p. n. Aulularia (Garnek). W scenie 4,
aktu II. jeden z najętych kucharzy, Antraks, lży drugiego, Kongriona, wy­
razami : „Ty, człowieku trzyliterowy (Tun; trium literarum homo)!“ Znaczy
to: ,,Ty złodzieju!“, bo złodziej po łać. zwie się f u r . Podobnie także
w komedyi Moliera staruszka karci młodzika słowami: „Yous êtes un s o t
en t r o i s l e t t r e s , mon fils!“ , gdzie już jasno położono wyraz obelżywy,
u Plautusa przemilczany.
Dr. Fr. Kr.
P o d o b ie ń s t w a z dziedziny le c z n ic tw a lu d o w e g o (do str. 180).
Że i u nas bazie wierzbowe zjadają na ból gardła, dowiaduję się obecnie
z R. Lubicza „Przyczynków do słown. jęz polskiego“ (Pracefiïol. IY. 207),
gdzie pisze : „Jcociaszki — kotyski, kotki, zawiązkiliści wierzby ; „łyka sie
kociaszki od bólu garła“ w Lubelskiem“ .
Dr. Fr. Kr.
Kołtun lekiem. W Hołodówce k. Komarna (pow. rudeński) znachorki
leczą ból głowy zapuszczaniem kołtuna. (Według opowiadania Dra Konst.
Wojciechowskiego).
Dr. Fr. Kr.
M ow a zw ierząt. W pieśni mazurskiej, zapisanej w Prusach przez
Sembrzyckiego, a powtórzonej przez Dra Karłowicza za H. Frischbierem na
str. 573 - 4 tomu II. Prac filologicznych
czytam :„Gdy na końcu zacznie
słowik czych czach śpiewać“ . Nawiasem dodam, że — zdaniem mojem — tak
ta pieśń, jak i poprzedzająca ją (nry 9 — 1 0 ) nie są pieśniami ludowemi
w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, jeno utworami jakiegoś wierszoroba pod­
uczonego trochę ; dowodem sama forma wiersza, szczególnie w nrze 9 arcywyszukana. — Kuna w rozumieniu Kaszubów piszczy : chaw-chaw, czyli
Dr. Fr. Kr.
chawoce (por. Pr. fil. III. 370).
Baba u farosza. Stosownie do odezwy Dra Fr Krćeka wystosowa­
nej w „Ludzie“ (tom Y. str. 81), podaję tekst tej piosnki pod wyżej
podanym tytułem, jak ją sobie zapisałem w Przemyskiem w roku jeszcze
1897 od dziada wędrownego:

V"

Przyszła baba do farosia,
Przewielebnie zmartwiona :
,,Powiedz-że mi mój farosiu,
Czy ja będę zbawiona?“
Zajrzał ci on jej w paszczękę—
Baba zembów ni miała :
„Nie bój-że się babo piekła !
Czymbyś ty tam zgrzytała?“

Nadmieniam, iż piosnkę zapisałem dosłownie, z których jednakowoż
okolic pochodził dziad — nie mogłem z udzielonych mi przez niego obja­
śnień wywnioskować. Na zakończenie dodaję jeszcze, że takąż samą pieśń
bez jakichkolwiek zmian słyszałem śpiewaną kilkakrotnie w powiecie jasiel­
skim w r. 1898. Parę tylko tam wyrazów zmieniono.
St. Zdziarski.
25


— 378 —
D o p ie r w o tn e g o ośw ietlan ia chałup fp. str. 178). Jak się prze­
konywam ze „Słownika gwary ludowej w Tykocińskim“ Z. Glogera ( P r a c e
f i l ol. IV. 800), „ w pow. augustowskim u ludu, oświetlającego swe mie­
szkania łuczywem, nazwę b ł o n k i nosi drzazga cz. d r z a n k a cienka na 1 J i
cala, szeroka od cala 1 — 2 a długa na stóp 4— 5, Szczepana z łupkiej so­
sny lub jodły, zatknięta poziomo na słupku i paląca się kilkanaście minut1‘.
Stojak, cz. słupek pionowy, na małym krzyżyku poziomym stojący, do za­
tykania weń b ł o n e k “ nazywają tam d z i a d e m (s. 814). —, Na Podhalu
smolny i twardy sęk jodłowy po przegniłem drzewie zwie się „karkoską“ *) ;
„świecili tym dawniej po chałupach“ (Dembowski, S p r a w. ko m. j ę z y k . IY.
305). — W Żywieckim nazywają szczypy z jodłowego drzewa, używane do
świecenia, „slajsy“ (p. L. Ezeszowski j. n. 360). — W Żarnowce nad Skawą
„batlina, batwa11 oznacza szczypę do oświetlania mieszkania (p. Biela, S p r .
kom. j ęz. IY. 374).
Dr. Fr. Krček.
Zam awianie c h o r ó b (prw. wyżej str. 80. pod II.) Przepis, podany
w rpsie BO nr. 739, a ogłoszony przezemnie na miejscu wskazanem p. n.
„na ukąszenie przez psa wściekłego“, odnajduję w podobnej postaci w roz­
prawce dra A. Schrutza „Několik starých českých předpisů lékařských
( Č e s k ý l i d YI. 1897, str. 292). Mianowicie w rpsie XI. E. 20 zbioru
Muzeum Król. Czeskiego, zawierającym też odpis Albika „Tractatulus de
regimine hominis sen Yetularius“ z drugiej połowy XY. wieku, zapisano na
k. 6 8 (?) następującą radę: „Y ran k y ran -j-k y ry an -|-k astag an -f-k astaffan
-j-storklet -|- Iron -|-k y ro n -j-k y ry o n - ) - karpadon-[-karpado-j- strebe. Ista
nomina dantur contra morsum canis rapidi (tzn. rabidi) scripta in libeta
etiam in pane vel in cáseo'“. Dr. Schrutz odsyła w tej sprawie też do roz­
prawy dr. Cz. Zíbrta „Kouzla a čáry starých Čechů“ (P ä m a t k y a r c h a eo 1 o g i c k é t. XIY. 303).
Dr. Fr. K r.
L e k a r stw o na jad żmii. W „Czasie“ z ŕ. 1897
(nr. 184) w no­
tatce, powtórzonej z warsz. „Słowa“ czytamy, źe felczer udzielił M. hr.
Zamoyskiemu, ukąszonemu przez żmiję w prawą nogę powyżej kostki pier­
wszej pomocy sposobem następującym. Oto przyłożył do rany ciała żab
celem odciągnięcia jadu, a gdy te stężały, okładał nogę mlekiem kwaśnem,
oraz surowymi ziemniakami. Wspomnę nawiasem, że noga mimoto opuchła
silnie i dopiero lekarze zapobiegli dalszemu niebezpieczeństwu.

Dr. Fr. Kr.
M łócka z użyciem bydła zam iast rąk ludzkich. W nrze 32 r.
1899 T y g o d . i l u s t r . powtórzono za Z l a t ą P r a h ą i innemi pismami
obcemi odbitkę obrazu czeskiego malarza Jarosława Wieszina (z przekręce-

*) P rw w Ż y w iec k im w y r. k a rk o sz k a -k ije , gałęzie, g ru b a la s k a (p. R z e ­
sz o w sk i L . w S p r a w . k o m . j ę z. IV . 356) i k a sz u b sk ie w yr. k a rk u lé ca , k a rk u lé c z k a -k ij z ak rz y w io n y u gó ry (p. R a m u łt, S ło w n ik k asz. 68). P rz y tej sp o so ­
b n o ści cofam b łę d n ą u w ag ę o ty m w y r k a sz u b sk im , k tó rą z ro b iłem w K w a r t ,
h i s t . 1898 st. 859, z w ied zio n y czesk im pod o b n y m w y ra ze m o z n a c z e n iu o d m ien n em .

— 879 піел nazwiska jego na Vesin); przedstawia młóckę bułgarską, której tam doko­
nują w polu, przepędzając konie przez zboże, stojące na pniu(?Red). W tekście
do ryciny objaśniono, że zwyczaj używania siły zwierzęcej do celów młócki
jest prastarym i wcale rozszerzony. To prawda, a na dowód przytoczę dwu­
wiersz ze średniowiecznego poematu łacińskiego, znanego mi z W righta
(The iatiu poems commonly attributed to Walter Mapes 1841, s. 45 — 7)
p. n. Golias ad Christi sacerdotes i z du Mérila „Poésies populaires lat.
du moyen âge" (Par. 1847, str. 15 —16 і 451,) p. n. Christus ad sacer­
dotes *). Dwuwiersz ten, zwrócony do kapłanów, opiewa w poprawnem
brzmieniu ("według Wrighta):
„Vos e stis in a re a b o v e s tritu ra n te s ,
P r u d e n te r a p a le is g ra n a se g re g a n te s

tzn. Wyście woły, młócące na toku (w polu), rozumnie oddzielające ziarna
od plewy“. Do tego zauważył du Móril: „W niektórych okolicach (roz.:
Francyi) dziś jeszcze konie wydeptują snopy zboża“.
Dr. Fr. K r.
W sp r a w ie „bożej k r ó w k i“ (prw. str. 268). W Owernji (Auvergne)
biorą ten owad na dłoń, pozwalają mu posuwać się po wzniesionym palcu
i mówią przytem : Du côté que tu ť envoleras, ma maîtresse sera. (prw.
Rev. trad. pop. X II., s. 552). — Taksamo czytam u Glogera w T y к oc i ń s k i m (j. w. s. 823) pod wyr. j e d r o n k a , j e d r z o n k a : „biedrzonka,
nazwa pospolitego owadu (w Tykocińskim). Chłopcy, trzymając biedrzonkę
w ręku mówią:
J e d ro n k a , je d ro n k a ,
G dzie m o ja ż o n k a ?
Су w b o ru , су w lesie .
S k ą d j ą B óg p rz y n ie sie ?

Wtedy puszczają owad, a w którą on stronę odleci, w tej stronie
chłopiec się ożeni“.
Dr. Fr. Kr.
D o S o b ó t k i (por. str. 269). W akcie z r. 1556 czytamy, że gdy
burmistrz ksiąski, p. Mądrej Jaśko, ujrzawszy ogień za miasteczkiem,
w nocy ze stróżami miejskimi tam pobiegł, spotkał się z niejakim Malikowiczem, który go uchwycił za pas i powiedział: „Niechodźże już sam do
ognia, bo tam to była S o b o t k a “ (prw. Ulanowski, kilka aktów w S p r a w,
k o m . j ę z y k . III. 338).
„Na Podlasiu nie była znaną nigdy nazwa sobótki, tylko k o p a l n o c k i
cz. nocy Kupały, tj. św. Jana Chrzciciela“, a oznacza „zwyczaj palenia
stosu i zabawy przy ogniu na wzgórzu za wioską, w wieczór śtojański“
(Gloger, P r. f i l . IV. 831). — W R e v. t r a d , p o p. XII. 304. czytamy
notatkę, powtórzoną z Mémoires de la Soc. d'anthorapologie III. 356.,

*) D u M èril, w y d a ją c w ie rsz te n z r p s u z pocz. XV. w. ze zb io ró w k a te d ry
w O chringen, przeoczył, że m ia ł w e W rig h c ie p o p rzed n ik a i nie p o z n a ł się n a
c h a ra k te rz e p o e m a tu . T e k st p o d a ł g o rsz y od p o p rz ed n ik a i b ra k liw y ; n a to m ia s t
d la u w ag g o d z ie n u z n a n ia .

-

880 -

opiewającą: Głębie jeziora St.-Andéol (Lozère) pokrywają szczątki miasta,
którego dzwony bywają wprawiane w ruch w noc śtojańską, p o d c z a s
g d y t a ń c z ą d o k o ł a o g n i “.
Dr. F r. K r.
C h od z e n ie po k olęd zie Gloger pisze z Tykocińskiego {Prace filol.
IV. 859) : „Organista przed Bożem-Narodzeniem jeździ z oplatkami p o
k o l ę d z i e do wszystkich parafjan, od których otrzymuje w zamian len,
grzyby, owoce suszone itd. Proboszcz nawiedza po k o l ę d z i e parafjan
swoich po świętach B.-Narodzenia i Nowym Roku“. A teraz posłachajmy,
co Seklucjan mówi o tym zwyczaju w wieku XVI. w czasach najżywszej
walki religijnej ze swego stanowiska akatolickiego : „I tenci zwyczaj k o l e d y
jeszcze w papiestwie trzymają : jeśli się tak sprawiają, to każdy lepiej wie,
niż ja mogę wypisać. Pójdą za księdzem jedni z wozy, drudzy z koszmi,
z kobietami i mantykami, tamże jedni proszą, drudzy po kąciech, gdzie
nie położyli, zbierają, jajca się pod nasiadkami nie wybiegają i idą potym
do drogiego. Nie jedno źe dom ubogiemu człowiekowi wybrali, ale i bydło
jego dzwoniąc wystraszyli : ksiądz się jeszcze grosza koledy upomina, a co
uszkodził ubogiego człowieka, nie wspimina i dla tego grosza do sakramentu
go nie dopuści, a by krwawymi łzami płakał, tedy mu go nie odpuści,
przed Wielkanocą będzie się z nim rachował i o św ętopietrze przypominał“
(p. Catechismvs to iest nauka naprzednieisza y potrzebnieisza ku zbawyenyu
0 wierze krześciańskiei. Przez Jana Seklveiana, W Królewcu 1547 karta
Z. II.
Dr. Fr. Krček.
W z ó r s ło w n i k ó w g w a r o w y c h . Ażeby ułatwić ludziom dobrej woli
zbieranie materyału słownikarskiego śród l udu, powtórzę wskazówki, dane
przez Dr. F. Karskiego dyalektologom białoruskim {w Izwiestijach otclielenija russk. jazyka i słowiesnosti t. I I 1897, s. 559 - 60). Zapiski słownikarskie najlepiej jest układać według grup następujących:
1 ) zjawiska przyrodnicze, pory roku, oznaki stanu pogody, podział
doby (rano, południe, koło wieczora i t. p.);
2 ) istotne części izby wiejskiej, nazwy innych budynków, części pieca
1 młyna ;
3) nazwy sprzętów domowych;
4) nazwy ubrania letniego i zimowego, obuwia, m iteryi na ubrania;
5) nazwy pokarmów i napojów;
6 ) nazwy chorób, leków, słownictwo z dziedziny zabobonów ;
7) nazwy krewnych bliskich i dalszych; nazwy, nadawane sąsiadom
i domownikom ;
8 ) nazwy rzemiosł i gałęzi przemysłu, znanych ludowi, oraz wyrobów;
nazwy warstatu tkackiego, jego części i przyborów ;
9) nazwy uprzęży i wozów;
1 0 ) nazwy narzędzi rolniczych i części ich składowych;
1 1 ) nazwy robót rolniczych; jak nazywają kupę snopów i siana?
1 2 ) nazwy roślin, uprawianych w polu i ogrodzie; części tych roślin
w ich postaci pierwotnej i po przeróbce;
13) nazwy drzew, traw, ziół, kwiatów, jagód, grzybów;
14) nazwy zwierząt domowych i dzikich;
15) nazwy części ciała ludzkiego i źwierzęcego;
16) nazwy chorób u zwierząt domowych;

-

381 —

17) nazwy miejscowe
ryb i płazów;
18) wyrazy, używane
w myśliwstwie i
rybołówstwie ;
19) części wsi, pola,
rzeczki, jeziora, stawu;
2 0 ) wyrazy, używane przy swataniu, na weselu; personal weselny (pan
młody, oblubienica, swat i t. d.) ;
2 1 ) gry i zabawy ;
2 2 ) przezwiska, nadawane ludziom i zwierzętom; sposoby nawoływania
źwierzą,t ;
23) wyrazy obelżywe i pochlebne ;
24) przydawki stałe, któremi określają, przymioty pewnej rzeczy ;
25) słowa, (tzw. czasowniki), oznaczające bieg, ruch i t. p. ludzi,
lub zwierząt ;
26) słowa oznaczające jedzenie, spożywanie pokarmów ;
27) słowa, oznaczające mowę, krzyk, wydawanie dźwięków;
28) nazwy świąt i uroczystości rodzinnych ;
29) imiona zdrobniałe ;
30) nazwy ulic w osadzie i w sąsiednich uroczyskach ;
31) nazwy psów;
32) jednostki rachunkowe (para, piątka, dziesiątka i t. d.), miarowe
(ćwierć, zajdel, kopa i t. p.), wagi (oko, bezmian i t. d.) ;
33) nazwy pieniędzy ;
34) wyrazy, używane przez dzieci i w rozmowie z niemi;
35) nazwy władz gminnych (zwłaszcza dawne).
Wprawdzie nie potrzeba koniecznie zapisywać wyrazów, które są po­
wszechnie używane w języku piśmieniczym i potocznym, ale w razach wąt­
pliwych lepiej jest zapisać wyraz znany, niż pominąć ; nigdy nie można
w tym kierunku uczynić za wiele.
Dr. Fr. Krček.
W spraw ie „domowika". W Kwartalniku histor. (1898, s. 568)
omawiając notatkę p. J. Jaworskiego o tym duchu niższego rzędu, który
według wierzeń ludu ruskiego w Galieyi „przynosi bogactwo i szczęście“
swoim właścicielom, wspomniałem, że jeden ze sposobów otrzymywania tego
pomocnego dyablika przypomina mi receptę zupełnie podobną na stworze­
nie — zdaje mi się —• bazyliszka. Obecnie mogę podać z wierzeń czeskich
i słowackich dwie analogie o wiele bliższe od tej, którą wówczas miałem
namyśli. Pan Jaworski tak opisuje ów sposób: „Ażeby otrzymać Ch o­
w a ń c a (inna nazwa tego biesa), trzeba nosić pod lewą pachą przez 9 dób
jaje, zniesione przez kurę zupełnie czarną“. Dalsze szczegóły przepisu zmie­
niają się już w Galieyi samej, bo mniemania rozchodzą się np, co do jako­
ści jaja. „Ono może być albo pierwszem jajem młodej kury, albo ostatniem
starej ; powinno nie mieć żółtka, albo mieć dwa, lub wreszcie powinno po­
chodzić od kury piejącej, ponieważ w takiej czart siedzi“ (p. Żiwaja sta­
rina VII., 1897, s. 105). Otóż — jak się dowiaduję z pięknego studyum
p. J . F. Hruszki o „Jaju w tradycyi chodzkiej“ (Czesky lid VI, 1897, s.
134). —
Chodowie,
ów dziwny szczep
czeski, rzekomo potomkowie
jeńców polskich, utrzymują, że „radászek“ tzn. „rarászek“ (r zam. d w na­
rzeczu tem często w środku wyrazu), duch uczynny, indziej w Czechach
zwany „hospodárziezkiem“, wykłuwa się z jaja czarnej kury lub z „zapiert-

í
— 382
k a“, jeżeli je ktoś „tak i tak długo“ *) aosi pod pachą. „Zapiertkiem“ na­
zywają małe jaje; zniesione przez kurę po zniesieniu innego zbyt wiel­
kiego, zwykle o dw u ż ó ł t k a c h ; więc i w tym szczególe zgadzałby się
przepis p. Jaworskiego z chodzkim. Słowacy zaś — jak poucza pni T. Wansowa w notatce „Jaje w tradycyi ludu słowackiego“ (Oz. lid. V I., 380) —
wierzą, że szczególnie cudowną moc posiada p i e r w s z e jaje od czarnej
kury, która nie ma ani piórka białego na sobie. „Kto je nosi przez 2 ty­
godnie (tu więc już zastosowano system siódeftnkowy, również kabalistyczny)
pod pachą, otrzyma z tego jajka s k r z a t k a lub s m o k a “. A więc tu już
mamy połączenie wierzenia o bazyliszku, o którym wspomniałem wyżej
i o biesie usłużnym. Pomijam inne szczegóły o tym smoku, podnoszę jeszcze
tylko tę okoliczność znów zgodną z wierzeniem ruskiem, że „smok swoim
panom nosi pieniądze, zboże i wszystko, czego sobie zapragną“ .
C ie k a w y z abobon polski wspomina M. hr. Tyszkiewicz, „iż kto
chce, żeby mróz zelżał, powinien naliczyć 19 łysych, a jak tylu znajomych
łysych naliczy, to z pewnością odwilż nastanie“, (p. Łowiec XX. 1897,
s. 28).

D o p r z e s ą d ó w m yśliw skich. W Bytomiu sprzedano na licytacyi
w r. 1896 s t r z e l b ę po k ł u s o w n i k u , ukaranym śmiercią za zabicie
człowieka, który go przydybał na kłusownictwie. „Strzelbę licytowano za­
ciekle, aż w końcu przysądzoną została jakiemuś karczmarzowi za 288 ma­
rek“ (prw. Łowiec r. X X 1897, 3 . 15).
Dr Fr. Krček,

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Brückner Aleksander: Drobne zabytki języka polskiego XV. wieku.
Pieśni. Modlitwy. Glosy. Przez... (Kozprawy Akademii Umiejętności. Wy­
dział filologiczny. Tom XXV. W Krakowie 1897, str. 206— 291 i odb.).
Wszystkie prace znanego profesora berlińskiego, zwłaszcza lat ostat­
nich, dotyczą pośrednio lub bezpośrednio ludoznawstwa. Jako przykład biorę
tu „Drobne zabytki“ i naszkicuję, co przynoszą nowego lub stwierdzają na
nowo z zakresu rzeczy, obchodzących bliżej czytelników naszego pisma.
Przedewszystkiem podają „Drobne zabytki“ ważne przyczynki do sło­
wnictwa staropolskiego, a temsamem obfity zasób szczegółów dla badacza
gwar polskich i przyszłego ich dziejopisa. Szan. autor sam tu ułatwił pracę
następcom zestawieniem pokłosia językowego swych szperań w rozdz. 7
(s. 278 - 91). Spotykamy tu takie zjawiska głosowniowe, znane z narzeczy,
jak pirszy, wirzch, cirpieć i t d , wielgi, słuńce, a pochylone ku o w połać

*) A u to r n ieo k re śla c za su bliżej, ale n a in n em m ie jsc u z w ra c a u w ag ę n a to,
źe u C hodów d z ie w ią tk a z ach o d zi n iez w y k le często w w ie rz e n ia c h ; m oże w ięc
i tu n a le ż y je j się d o m y ślać rów nolegle do p rz e p isu g a lic y jsk o -ru sk ieg o ,

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.