Rozmaitości, cz.3/ Lud 1899, t. 5

Item

Title
Rozmaitości, cz.3/ Lud 1899, t. 5
Description
Lud 1899, t. 5, Rozmaitości, cz.3, s. 378-379
Creator
Krček, Franciszek
Date
1899
Subject
folklorystyka
extracted text
— 270 przez ogień. Chłopaki rozn osili głow nie po drogach i w ygonach, g a szą c je
0 ziem ię.
kSfcos przygasł, za częły się rozchodzić niew iasty z pieśniam i do
w ioski. Góralska ligawka ozwała się, m iesiąc z poza cerk w i w ystąpił
1 ośw iecił dym Sobótki, który błękitnym pasem p rzew lók ł się po dolinie
i patrzył spokojnie w nurty O staw y. Śpiew ają przy tem ośm p ie ś n i— z j e ­
dnej ustęp :
,,P o k il h o ry sz n ia n e p o z b ih a ły ,
D o lisz n ia n e Jdtku r o z ir w a ły “ .
(w drugiej).
,,N a K u p a ła, n a K u p a ła
D iw o ń k a sie z a ła p a ła “ .
(w trzeciej).
,,P ro s y ła sy B o b a R u m e r
K oby je j toj sta ry u m e r“ .
(w p ią te j).
„ Z b e ra ła sy fijałońki
Ń a S obótku n a w inońki.

Stanisław Zdziarski.

Pijany jak Polak (prw. t. IV ., str. 4 4 1 ). N ietylk o F lam andczycy
używ ają tego porównania, jak podałem na m iejscu przytoczonem , ale też
we F rancyi w P oitou je st ono w użyciu, jak widać z ciekaw ego zestaw ienia
R. M. L acuve’a „Termes de com paraison en P o ito u “ {Rev. trad. pop. X II.,
s. 6 3 1 ), gdzie czytam y pod hasłem saoul (pijany); ,,comme une grive, un
goret, un polonais, la bourrique au diable, (jak drozd, wieprz, P olak , dyabla szkapa).
Dr.. Fr. Krček
Jedzie, jedzie pan (prw. Lud V ., str. 8 1 ). Inny w ierszyk an a lo g i­
czny z N antes znajduję w tem samem piśm ie (Rev. trad. pop. X II, 6 2 4 ) :
Q u an d le c u ré v a - t- e n c a m p a g n e ,
il v a le p as, le p a s, le p a s ;
Q u an d le v ic a ir’ v a - t- e n cam p ag n e,
il v a le tro t, le tro t, le trot,
Q uand le m éd ’cin v a -t-e n cam p ag n e,
il v a ľ g alop, galop, galop.

P rzy tej zabawie d zieck o sied zi na kolanach ojca lub m a tk i, którzy
podrzucają je do góry zrazu lekko, potem coraz silniej.
Dr. Fr. Kr.

Ślimak, ślimak w ystaw rogi — dam ci grejcar na pierogi, tob ie
jeden, a mnie dwa, zjem y sobie obydwa“ . Ten czterow iersz dziecinny przy­
pom niał mi się, gdym czytał artykuł dra Pommerola o folklorze ow erniackim (w t. X II. Rev! trad, pop., s. 5 5 2 ). W Owernii mianowicie d zieci także
proszą ślim aka o w ystaw ienie „rogów “ , śpiew ając :
B ado ta is c o rn ais
iu b a d a ra i la is m iais
c o u rn ais.

Dr. Fr. Krček-

— 271 —

„Świątniki" — nazwa ta wsi, dziś słynnej z przemysłu ludowego
kłódkarskiego, pow stała (jak wiadomo) stąd, że jej m ieszkańcy oddawna
byli poddanymi katedry na W awelu I nazwa i instytueya ta znana była
we Francy i, ja k dowodzi cytat z „D ictionnaire roman, celtique et tudesque
par un religieux de la congrégation de Saint-V annes (B o u illo n , 1 7 7 7 “ , p o ­
dany t. X II. Rev. des trad. pop. (str. 5 1 2 ): „Saintier ou sainteur, serf
d’ég lise“.
Dr. Fr. Kr.
Do obrzędu „Dziadów". Jak się dowiaduję z artykułu O. de Gourguffa, w którym omawia obrazy Richemonta, oparte na legendach bretońskich {Revue des trad, popul. t. X II., 1 8 9 7 , str. 4 7 5 ), ,,w pewnych z a ­
kątkach B retanii panuje zwyczaj zastawiania w dzień 2 listopada osobno
stołu dla tego członka rodziny, który umarł w ciągu roku ; rodzina cała
zaś spożyw a posiłek przy ognisku i czeka. Zawsze zm arły przybywa“ . —
Podobnie w Perigordzie (okolicy P érigu eu x we Francyi) w w igilię zaduszek
w ieśniacy ok. r. 1 8 2 0 zwykle w ieczerzali spoinie w rodzinę; rozmowa to ­
czyła się około zm arłych rodziców, pito i c h z d r o w i e , a po w ieczerzy,
złożonej z 9 potraw, zostawiono stół zastawiony resztkam i z każdej potrawy
— nie brakło ani chleba, ani wina. Przeznaczano to dla zmarłych rodziców
(prw. Rev. trad. pop. X II., s. 6 6 4 ).
Br. Fr. Krcek.
Do rozmowy z głuchym. Znanym jest d yalog: „Jak się maeie
B artoszu ? — N iosę koguta w koszu itd .“ г). M yślą zasadniczą zbliża się
doń rozmowa, której ułamek już Luter podał w swoim „P rostbrief an die
C hristen“ (1 5 3 3 r.), szydząc z pytań i odpowiedzi, dawanych podczas prze­
słuchiw ania zwolenników nowej wiary na ratuszu lipskim. Oto porównywa
(e przesłuchiw ania z rozmową, w której osoba, spytana: „W o gehet der
rechte W eg h i n a u s ? “, odpowiada: „Ich hebe junge Spechte a u s“ ; A. pyta
dalej: „ W ie viel sind dahin M e i l e ? B. na to: „S ie haben Schnäbel, wie
die P f e i l e “. — A. : „Ich meine, du seiest t o l l ? “ — B .: „D a s N est
ist eben v o ll“ . Na tem Luter urywa, dodając „usw .“ ; a więc rozmowa
ciągnęła się w idocznie dalej. Jakoż prof. R . Hildebrand, niezrównany n a ­
stępca i spadkobierca ideałów braci Grimmów, zdołał uzyskaó od swego
ucznia z B iszofsw erdy tekst, obiegający dziś w okolicy tam tejszej, a op ie­
wający :
A. F reund, wo geht der W e g da naus?
B. Ic h nehme junge Staare aus.
A. Ich m einte, wo der W eg naus g in ge?
B . Sie sind heuer nicht zu geringe.
A. M ensch, seid ihr denn gar tolle?
B . Sie haben F edern und keine W o lle.
A. M ensch, seid ihr denn bei Gott berathen?
B . M orgen werden sie in B utter gebraten.
A le і ta odm ianka nie obejm uje jeszcze całości, jak dowodzi uwaga
O. L yona, że w M iśnieńskiem dzieci znają rozm owę tę zgodnie z w ersyą
biszofsw erdzką, ale z dodatkiem na początku dwuwiersza :

') M ożeby szan .
d e s ła ć go red ak cy i.

czytelnicy,

z n a ją c y c ały te k st tej rozm ow y, zechcieli n a ­

— 272 —
A. Guten Tag. Mann!
B . Ich leg e meine L eiter an.
N iestety tego początku, którem u zresztą brak w w. 1 paru zgłosek
potrzebnych ze w zględów m iarowych, nie zna też odmianka trzecia z Prutnow a (w C zechach), przypomniana przez J. P etersa z powodu artykułu
H ildebranda „E in Scherzspruck aus V olksm und, alt und neu li (Z eitschrift
für den deutschen U nterricht, r. II. 1 8 8 8 , str. 2 9 4 — 3 0 0 ), który powyżej
streściłem . Odmianka ta brzm i (prw. Ztschr. j. w. str. 4 7 0 ) :
A . Ihr Moůn, g ih ť n dr W eg do grodenaus ?
B. N ee, ich nahm ock junge S toreln aus.
A. Ihr Moim, ihr hot mr übel gerotha.
B . Zuerst muss ich se ruppa, ob ich se konu brota.
A. N ee, ihr M oůn, ihr seid wul to lle
?
B. Àh, Fadern hon se und keene W olle.
A . Ihr Moftn, ihr seid wul vom T eu fel besassa?
B. N ee, zu erst muss ich se brota, eb ich se konn frassa.
Jak zaś rozpow szechnioną jest ta dow cipna rozmowa po obszarze j ę ­
zykowym niem ieckim , dowodzi ułom ek jej, zapisany przez H. F risch b iera
w jego „ P reu ssisch e Y olkareim e und Y elk ssp ie le “ (nr. 9 2 1 , str. 2 9 9 --prw, Ztschr. j. w. str. 2 9 9 i 4 7 0 ):
A. K inder, wo g eit der W e g g na D rengfort ?
B. Herr, wi nehme man e N est ut.
A. K inder, si ju d oll?
B . Ja, H err, ons Kaii öss kein B o ll.
(T . j. U n sre Kuh ist kein Stier ; prw. ang. bull = byk).
P rof. H ildebrand wprawdzie odrzuca przypuszczenie, żeby to była
rozm owa z głuchym ; utrzym uje bowiem, że je st to li rozm owa między p rze­
chodniem a człow iekiem , wybierającym w ysoko na drzew ie gniazda p ta sie,
i wskutek tego nie m ogącym zrozum ieć n a leżycie osoby, stojącej pod d rże­
niem . A le trafnie zbija zarzuty jego i wywody ß . Beer (w tym że piśm ie
str. 4 8 4 nast ), wykazując rymami, że tylk o głuchota m oże wywołać takie
w ceporozum ienie, jak ie znajdujemy w tych rozmowach. Becr posuwa się
naw et dalej i otw iera szerokie w idnokręgi badaniu, w skazując na okoliczność,
że podobne dow cipy, polegające na p rzesłyszen iu wyrazów rozm owcy, lub
umyślnem ic h przekręceniu, są ulubionym i stałym składnikiem repertoarów
hansw urstow skich i teatrów łątkow ych (m aryonetek) od w ieków . C zytając
przykłady, podane przezeń, m imowoli zabiegam m yślą do znanych igraszek
wyrazowych u Szekspira, k tó ry w tym w zględzie je st tylko świetnym kontynratorem rzym skiego kom edyopisarza, P lau tu sa, szafującego aż do przesytus
w rozmowach niewolników z panami dowcipem, opartym na p rzesłyszen iu
lub nieporozum ieniu. I nasuwa mi się w niosek, że dowcipy te dyalogiczne
ludowe rzeczyw iście biorą początek z teatru i to z sztuk pewnych, które
m oże nie zaw sze zdołam y odszukać, ale w których dowcipy te są na m iejscu
i zrozum iałe, podczas gdy d ziś w ustach ludu przedstaw iają się zagadkow o,
sfinksowo. To też wartoby poszperać w „starych szp argałach '1, z których
niejeden ciekaw y i pouczający szczeg ó ł wydobyła i podała warszawska TFisła, a w których mnóstwo kryje się pereł fo lk lo r y sty c z n y c h ,— czemuż brak
nam kur, któreby grzebały w śm ietniku p rzeszło ści!
D r. F r. Krček.

Zdobnictwo przedmiotów do użytku codziennego. U c z o n y an­
gielsk i, A. C. Haddou, p o św ięcił cały rozdział w dziele swem p. n. „Evolti-

— 273 —
tion in art as illustrated by the life-h isto ries of d esign s“ (w Londynie
u W . S cotta 1 8 9 5 , 1 8 °, str. X V III, 8 6 4 ) badaniu pobudek, które wywo­
ła ły zdobienie przedm iotów , będących w codziennem użyciu. N a czele stawia
pobudki religijn e (prw. str. 5 — 6 i 2 3 5 — 3 0 5 ), czerpiąc materyał dowodo­
wy z pośród w iadom ości o rasach niecywilizowanych, przedew szystkiem szcze-J
pów now ogwinejskich i m alajskich. M agia sym patyczna, wyobrażenia totemowe i sym bolizm
religijny zaw ażyły — jak się zdaje — ciężko na szali
w tym w zględzie. (Prw . notatkę L. M arilliera w Revue de l’Ust. des reli­
gions t. X X X V , 1 8 9 7 , str. 1 6 1 ).
Dr. Fr. Krček.

„Kurza ślepota" nietylko u naszego ludu jest pospolita, jak się
przekonuję z n otatki A . B asseta o wierzeniach anamickich (Rev. trad. pop.
X II, 5 5 7 ). I u Auam itów spotyka się hemeralopię bardzo często, a nazwa
jej ąuang-ga w języku tam ecznym znaczy to samo, co nasza ludowa, p o n ie­
waż i tam kura uchodzi za obarczoną tą chorobą od przyrodzenia. Tam
leczą tę chorobę, dając choremu do zjedzenia wątrobę żółwia n a p ; a jak
bywa u n a s?
D r F r Krček.
Lekarstwo na oczy. W psałterzu bezansońskim na karcie ostatniej
wpisano z końcem X III wieku obok wykładu Merlina o własnościach, złych
i dobrych każdego dnia w m iesiącu następującą radę lekarską w narzeczu —
jak się zdaje — z Franche-C om té : „Ce est la m edicine que l ’on doit faire
a l ’eul por la m aie: l ’on dot paure la moile que l ’on trove au lois
de l’auleron de l’oie quant un la tue, et cole mole doit on m etre
sus la maale qui est an l ’oile par 1 4 jorz et laver l’oel de vin blanc et
d’ague r o se “.
(P. L. D élisle w Journal des savants 1 8 9 7 , str 54 1 ).
Bretónska paralela do opowieści polskiej. N iejeden czytelnik
„L udu“ przypom ni sobie zapewne opowiastkę ludu naszego o głupcach-abderytach, którzy chcieli rozszerzyć mury kościółka swej w ioski, za szczupłe
dla nich, Pozdejm ow ali kaftany i płaszcze i poukładali pod zewnętrznym
murem k ościoła, a sami w eszli do środka, by posunąć ściany nieco na ze­
wnątrz. P o pewnym czasie w yszedłszy, ujrzeli, że kaftanów nie ma i stąd
w ywnioskowali, źe rozszerzyli mury kościoła, bo kaftany spoczęły już pod
podstawam i murów kościoła; tymczasem owe części ubrania padły ofiarą
sprytnych rzezim ieszków . Zupełnie podoi na pow iastka krąży m iędzy ludem
bretońskim , a bohaterami jej są m ieszkańcy T róguidelu, którym chodzi je ­
dnak nie o r o z s z e . r z e n i e kościoła, tylko o zbliżenie go do wioski
ich, bo było im zbyt daleko na mszę. Powieść ta każe tym bretońskim
abdarytom po pierwszej próbie przesunięcia kościoła, co do której wy­
niku zdania między nimi były podzielone, zrzucać surduty i kam izelki prze­
szkadzające im w pracy, składać je pod kościołem i pow tarzać próbę. T y m ­
czasem przechodzi tamtędy gałganiarz z Lanfainsu, ucieszony pakuje kami­
zelki i surduty do worka i odchodzi. Tróguidelanie ustają na chwilę w pracy,
by się przekonać o jej postępie, i również się cieszą; bo w noszą z braku
owych części ubrań, źe kościół przesunął się znacznie, skore nakrył ubra­
nia. A le b a! trzeba posunąć go dalej tak, ażeby ubrania w yszły znów na
jaw z drugiej strony kościoła. .Piorą się więc po raz trzeci do roboty, pra­
cują aż do nocy i wreszcie zmęczeni po b ezskutecznym w ysiłku w racają do

— 274 domn, uspokajając się nadzieją, że nazajutrz dokończą pracy i odzyskają
swe surduty i kam izele. N iestety nadzieja ta zgasła w net, żony, które wi­
działy były owego gałganiarza z iupem , witają mężów drwinami i śm ie ­
chem, dom yśliw szy się w szystkiego. Oto treść pow iastki bretońskiej, p o d a ­
nej przez J. M. Carl -n a p. n. „ L ’ég lise d ép la cée“ na str. 4 9 0 — 1, tom
X II, czasop. Revue des traditions populaires.
Ľ r. F r. Krček.

„Büzumczycy" bretońscy. D ruga pow iastka, podana przez C arlo-na
na m iejscu wspomnianem, je st zupełnie podobną do anegdoty popularnej, k tó r a
będzie zapewne niejednem u znaną z wiersza niem ieckiego „B üsum er“ . C h o­
dzi tn znów o T réguidelan, którzy policzyw szy się przed k ąp ielą m orską,
po niej ani rusz nie mogą doliczyć się p iętn astk i — t. j. pełnej swej sum y,
bo liczący zaw sze zapomina o sobie. D opiero pewien m ędrszy każe w szy st­
kim wetknąć palec w kro wieniec i tak przekonują się, źe n ik t nie z g in ą ł.
W w ersyi niem ieckiej Büzum czycy wtykają nosy w piasek pobrzeżny. W odm iance bretońskiej musiano od tego odstąpić, ponieważ w n iej nastąp iło
p ołączenie dwu m otywów. M ianow icie dla spotęgow ania wyobrażenia o g łu ­
pocie T réguidelan, kazano im kąpać się w zbożu, którego łan w zięli za morze
falujące. Motyw ten drugi przypom ina mi inny o „ h reczce“ z głośnej „wojny
żyd ow sk iej“.
Dr. Fr. Krček.
Do obrzędów wigilijnych (r. ІУ , str. 3 2 6 naszego p ism a). Obrzęd,
praktykow any w Złotej a opisany przez p. M usiała, zawiera pewne szczegóły,
zbliżające go do zwyczaju, znanego w Sem urze (w e Francyi), a zapisanego
przez p. M alota na str. 4 9 7 , t. X II. Revue des trad, popul. Czytamy tu
bow iem : „W przeddzień nowego roku w okolicach Semuru dziadek sk ład a
drzewom w sadzie życzenia pom yślnego roku za pośrednictwem wnuków. Ci
m ianow icie, uzbrojeni w mały w iecheć zapalony, uderzają szybko pień drzewa
każdego, m ów iąc: „B onne année de poires, pomm es, prunes" stosow nie do
gatunku drzewa.
Dr. Fr. Kr.
Do zabaw dzieci w dawnej Grecyi (prw. str. 1 7 8 i n a st.). P la ­
ton zaleca w Fajdrosie (2 4 1 b.) i Rzeczypospolitej (V II. 521 с.) jako s t o ­
sowną dla dzieci zabawę „ostrak in d ę“ czyli zabawę w „dzień i n o c“ . „P o le­
gała ona na tem — powtarzam opis prof. K. J. H ecka (w Muzeum I V .,
str. 2 4 4 ), że dzieci d zieliły się na 2 partye : „d n ia“ i „n ocy“ , ro zg ra n i­
czone od siebie zapom ocą linii, w środku m iędzy nim i poprow adzonej. N a ­
stępn ie strony po k o lei w yrzucały do góry m uszlę (po gr. „ ostrak on “),
której wewnętrzna strona, sm ołą p ociągnięta, oznaczała noc i n ależała do
jednej partyi, podczas gdy jasna część zew nętrzna była niejako w łasnością
drugiej partyi. Stosow nie do tego, która część m uszli po spadnięciu na z ie ­
mię była do góry zwróconą, rzucała się odpow iednia partya do u cieczk i,
podczas gdy przeciwna zaw zięcie ją ścigała. Kto w u cieczce został schw y­
tany, ten nazywał się osłem i m usiał u siąść na ziem i“.
Dr. Fr. Kr.
Dwa motywy „bajeczki o pastuszku". W ubiegłym roku o g ło sił
p. A ntoni S iew iń sk i w „L udzie“ (IV . str. 3 0 5 ) „ B a j e c z k ę
o pasztuszk u " . Pom inąw szy już tę okoliczność, że nie zaznaczono tam, z jakiej ok olicy
bajka ta pochodzi, co dla przyszłego kom entatora jej na gruncie po­
równawczym będzie dość niedogodnem w w yciąganiu wniosków, obow iązkiem

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.