-
Title
-
Bajki ( z Jaćmierza i Posady Jaćmierskiej)/ Lud 1899, t. 5
-
Description
-
Lud 1899, t. 5, s. 170-176
-
Creator
-
Magierowski, Leon
-
Date
-
1899
-
Subject
-
folklorystyka, bajka ludowa
-
extracted text
-
- lío m ia st w ody sm oly się napije. O s z u k a n y c h takich b ardzo w ielu b ę
dzie a g d y p rzy końcu je sz c z e się bodaj dziesięciu sp ra w ie d liw y c h
znajdzie; pozwoli P a n Bóg św iatu jeszcze В ty sią c e la t być, bo to co 3
ty sią c e la t m a by ć koniec św ia ta .
Bronisław Świdnicki.
B a j I ł i.
(Z Jaćm ierza i P o sad y jaćm ierskiej.)
1. O rybie.
W je d n y m domu był ojciec i m atka. Nie mieli co jeś ć i tem
się żywili, że chodzili ła p a ć ryby . R az poszli ła p a ć ryby, złap a li
je d n o m t a k ą ślicznom ry b e i ta r y b a mu (ojcu) g a d a : P u ść mie, nagonie ci tyle ryb, co le d w ie w y c ią g n ie sz s a k z wody. Puścił te ry b e
i n a g n a ła mu ty ła ryb, co ledw ie w yc ią g ną ł. Idzi na d rugi dzień,
złap ał te sam om rybe i ta r y b a mu g a d a : P u ść mie, to ci ty le ry b
nagonie, co i wczora. Pu ścił jom i n a g n a ła mu tyle, co i wczora.
Po sz o ł do m ia sta i prze d a ł. I n a trzeci dzień złapał te sam om i g a d a
m u : T e ra z m ie w e ś łeb, ciś do studnie, "ogon dej psu i zjèc poł
sam , a poł dej żonie. (Do trzeciej części.) Pies m iał z a ra z dwoje
psów, żona m ia ła dwoje dzieci, a m ąż m iał dw a konie, a w stud ni
by ły d w a ż olm iersk ie u bran ia.
J e d e n (chłop) wziął je d n o u bra n ie i p s a i kónia, po jechał w p o
dróż. P r z y je c h a ł do je d n e g o lasu, a tam był sm o k i kogo se obrał,
te g o m usieli m u dać. I ta m o k stoi k r ó le s k a córka, co jo m m iał
sm o k żreć. T e n j é m ó w i: W eź tego psa i teg o kónia, a j a póde za
ciebie n a śmierć. T a m j e d é n sta ł za sm re k ie m (sosna) i poziera.
P rzy szoł naprzó d je d é n smok, m iał sz té r y głow y, odciął mu te głowy,
poodrócał. Idzie znów drugi, m iał osim głów, odciął m u te głow y, pow y rz y n a ł ozory, n a d z ia ł n a nić i schow ał do to rb y i z abiuł sm o ka.
W ziął k ó n ia i p s a i p o je c h a ł d a li i g ada, że się z niom ożeni. T e n
drugi sta ł za sm rok iem i p o z ié ra i g a d a , że on zabiuł sm oka. Już
było wesele (z tym, k tó r y sta ł za sm ro k ie m ) i ta m te n pojechał do
karczm y , a drug i mu g a d a , że nic z tego w e se la nie użyjem y, a on
m u g a d a , czem u n ié ? W ziął n a p isa ł k a rte c z k ę , p r z y w ią z a ł psu i ten
poszoł. P rz y sz o ł hejn pies. J a k zaczai s k a k a ć , r a d o w a ć sie. W ziena
go, o d w ią z a ła k a r t k ę i p rzeczytała. D a ła mu k a w a ł m ięsa za dróge
i je m u z a w in ę ła i p r z y w ią z a ła mu i w y p ra w iła go. Z a rá z zaczena
— 171 —
płak ać, nie k c ia ła puść za tego i tego, co sie żeniuł, zabili. T e n sie
z nia ożenił, ektóry zabiuł sm oka.
E a z poszli n a spacer, przyszli do ta k ie g o m iasteczka, dzie
w szy scy ludzie, j a k był ja r m a k i sie bili w ręce, gd y k up ow ali
k ro w y i wszyscy stanęli kam ie n ia m i. P r z y je c h a l i z m ia ste c z k a do
domu i j a k zaczęli w k a r ty grać, on se przyńiós w o d y flaszki, a jéj
ru m u i g ada. Zono, chtóre kcesz, czy to białe, czy to czerw one —
ona g ad a, że czerwone. P otem j a k zaczęła pić i upiła sie i usnęła,
a on wzion tego kó nia i p sa i pojechał do tam teg o m iasteczka. Na
bra m ie siedziała ta k á s ta r a baba, a k óń i pies t a k w arli n a nia. Ona
mu gada, ne tego kija, utnij teg o psa i tego kónia, bo inacy nie
przejedziesz za gran ice. On wzion tego kija, utneł tego psa i tego
kó n ia i z araz sta ł sie kam ieniem , a z tego drugiego u b ran ia (było
w domu) k re w ciekła i te n (z domu) pojechał go szukać. P rz y je c h ał
do ta m te g o m iasteczka, dzie ta m te n sie ożenił, a oba byli jed nacy,
i ta w dow a mu g a d a : Mężu, mężu, dzieś ty był t a k d łu g o ? P oje
chali znów do ta m te g o m ia ste c z k a i ten sie pyta, co to t a k i e ? Ona
mu g ad a, a nie mówiłam ci wczora, że to za klę te m iasteczko. P r z y
jechali sta m tą d , j a k zaczęli w k a r t y g ra ć i znów se wzion w ody
i rum u i m ó w i: Chtóre kcesz, czy to czerwone, czy białe? Ona
mówi, że czerwone i upiła się i leg ła spać. A ten mąż wzion tego
k ó n ia i psa, pojechał b ra ta szukać. P r zy jec h a ł do tam tego m iasteczk a
i poznał swojego brata, p s a i kó nia i pom yślał, że może go j a k w ybawi. P rz y jec h a ł znów do ta m ty b ra m y i siedzi baba a kóń i pies
ta k n a n ia warli — a ona mu g a d a : Ne tego kija, utnij tego psa
i tego kónia. On wzion zw a lił z b ra m y babe i j ą zabiuł i pojechał
za brame.
P rz y je c h a ł do k ró la i króleskie córki mu gadały. AVytrzymaj
te noc, przyjdzie do ciebie P olàk, a to bedzie djabeł, choć eie bedzie
ru s z a ł i binł, to sie nie obzywaj. N a dru gi dzień wstał, um yły go
i u czesały i g a d a ły : W y trz y m a j jeszcze te noc, przyjdzie do ciebie
pàn, a to bedzie też djabeł. Przyszoł do niego, r u s z a i bije go, ten
sie nic nie obzyw a i w stał. U m y ły go i uc z e sa ły a już byli w szyscy
poł żyw ym i a poł k a m iennym i. I one mu g a d a ły . W y trz y m a j jeszcze
te noc, to w y b a w isz w szystk ich ludzi. T e ra z przyjdzie do ciebie
ksiądz, on tćź będzie djabeł, nie odzyw aj sie choć eie bedzie ru sz a ł
i biuł, t y sie nie obzywaj. T en go bije i rusza, a on k rz y k n ą ł, J ez u s
M a ry a ! D ja b e ł uciok i w ybaw iuł w sz y stk ic h ludzi.
2 . O służbie.
i szoł
W je d n y m domu u m ar ojciec i m a tk a i siostry. Jeno ostál J asio
sobie szu kać szuzby. G dy szoł sobie szu kać szuzby, jedzie
'/
-
m
—
t a k á śliczna b ry k a na sz té ry k ó n ie i pán i p y ta sie : D zie ty idziesz ?
A ide sobie sz u k a ć szuzby. Choć do m nie, nic nie bed ziesz robił
tylko palii — no d o b rz e ? P ójdę. S ia d ł i pojechał. Nic nie robił,
ty lko palił, a d y a b ly mu ta k n a k a z a ły , a b y nie z a z ie r a ł do kotłów ,
bo j a k b 3r zaźrał, to by i jeg o ciśli do k o tła . T a k długo palił, ja ż mu
się sp yk rz y ło i z a ź ra ł do je d n e g o k otła , był ojciec i g a d a m u : Oj
sy nu , synu, ty ta k n a d é m n o m palisz. Czekej bo i ty nie d u g o p ó j
dziesz do tego kotla. Z a ź r a ł do drugiego, była m a tk a . Oj, synu, synu,
ty t a k nad ém nom palisz. Czekej bo i ty nied ugo pójdziesz do tego
k otła. Z a ź r a ł do trz e c ieg o kotła, były sio stry i bracia. Oj, bracie,
bracie, ty t a k n a d nam i palisz. Czekej, bo i ty niedugo tu pójdziesz.
I nie p a lu ł s z té ry miesiące i w yb aw ił w sz y sk ie dusze i te dusze
mu g adajom , ić do sta jn ie i w y b ierz se k o n ia najszuchszego. Poszoł
do sta jn ie i w y b ra ł se k o n ia najszuch szego i ta k o b y lin a mu g a d a :
W yd rz é j se w łosieniu z "ogona. W zion, w y d a r w łosieniu i jadom .
Co go d ja b e ł m iał sckycić, cis włosieniu i z tego zrobiła sie w y so k a
góra. P rz ejec h a li te góre. Co go m iał djabeł złapać, cis w łosieniu,
zrobiło się ogrom ne błoto. P rzejech ali to błoto i Ja s io m u g a d a :
Nié m am ino ra z cisnąć. A ta k o b y lin a mu g a d a : Ciś. J a d o m , j a
dom i znów go m iał łapać, cis włosień, zrobiła się ogrom na w oda,
ino z k r a ju w jechał, ju ż z ak ry ło kónia. D ja b e ł się wróciuł, a J a ś
pojechał. P rzyjech ał koło la su na łonke i ta k o b y lin a mu g a d a : T e
rez zliś i idź, a j a póde w inne stronę. J a k by ci było trza , p rz y jd ź
n a te łonke, zaśw istnij, to j a przylece do ciebie.
Po sz o ł do je d n e g o k ró la suźyć za lo k a ja i nie z d ém o w al czàpki
choć jà d , choć chto p rz y sz o ł i n a w e t spał w czapce. K ról k ciał go
w ygnać, że nie zdejm uje czapki, ale k u c h a rz g a d a J a s io w i : Idź
urwij je szcze ja b łek , bedziem y go to w ać j a b c z a n k e . On w yłaz, a k r ó
le w s k a córka s ta ła p r z y oknie i czesała sie i Ja sio w i z aw ie siła sie
c z a p k a n a jabłoni, a on m iał złote włosy. Córka k r ó le s k a w y b ie g ła
i w y d a ła się za J a s ia .
E a z mieli zabijać kró la żołnierze, a J a ś w y p r a w iu ł żone z a p y ta ć
sie, czy chce m ę ż a jej na pom oc — a k ró l g a d a : On by mi p o m ó g ?
A potem g a d a : dobrze, j a k mi pomożesz, d o sta n ie sz poł k r ó le s tw a —
a j a k mi nie pomożesz, to i ciebie zabije. J a ś poszoł na ta m te łonke,
zaśw istnał i p rz y le c ia ła k o b y lin a . S ia d na nia i pojechał i zabiuł
w s z y stk ic h żołnierzy a król dal mu poł k ró le stw a .
3. O jaju.
Szło bez las trzy sio stry i g a d a ły se, że inne dziew czynki m a ją
k a w a le r ó w , a my nié m am y nic. Szoł ja k iś pàn i słyszał, ja k onè se
-
173 —
ta k g a d a ły i mówi, że sie z je d n o m ożeni.
p rzystała. W róciuł do dóm i było w esele.
S ta rs z a s io s tr a n a to
Po weselu je c h a li bez la sy do ta k ie g o pałacu w ielgiego i dal
jé jajo , żeby sie b a w iła i klucze od w s z y stk ic h pokoi, a do je d n e g o
pokoju za k a z ał jé, ażeby nie chodziła. Odjechał raz, ona p o o d m y k a ła
w szysk ie pokoje i o dé m k la ten, chtórego jé nie kazał. T a m było
pełno trupów , zlękła sie i cisła to jajo , upaciało sie we krw i. P r z y
jechał jé m ąż i k a z a ł jé pok azać jajo. O na nie k c ia ła mu pokazać.
Potém pokazała mu to jajo, a on pow iedział, nie bedziesz mojom
żonom. W te d y zabiuł jom.
4. 0 kocie, wilku i dziku.
B y ł kot s ta r y i nie m óg myszy ła p a ć i poszoł w pole śmierć
sobie zrobić. U ź ra ła go liszka i p y ta sie go, dzie on idzie a on p o
wiedział, że idzie sobie śm ie rć zrobić, a ona p ow iedziała, że ona go
zjé, on jom prosiuł, a ż e b y go nie zjadła, to on pódzie do nié dzieci
bawić i ona go w ziena dzieci bawić. K ot sie spas, ona mu nosiła
w szystko i k w aliła sie p rz e d d zikiem i w ilkiem, że ona m à g a zd ę .
D zik i wilk kcieli tego g a zdę widzieć. Poszoł w ilk tam do j a m y i dar
korzen ie a ona k r z y c z a ła : J a k j à tam p rz y d e z g a z d à ! A w ilk sie
zlak i uciok. Poszoł dzik, drze a ona k rzyczy : J a k j à tam prz yde
z g a z d ą ! Dzik sie zlak i uciok. Potem widzieli, że już nie poradzom, pośli na p asw isko i wzieni ja łó w k ę i upiekli já w lesie pod
bukiem. Poszoł wilk i w olał: Maryś, pódź na gościnę, ale z g a z d a !
Ide, ide. P otém idzie dzik i w o ła : Maryś, pódź n a gościnę, ale
z gazda. Poszoł dzik, poziera, idzie M a ry sia (liszka) nap rzód , za
niom g azd a, a za g a z d a liszczęta.
5. O złodzieju.
J e d é n chłop g n ał woły n a j a r m a k a ta m ok b yła k a p lic a świentego M ichała a w té k a p lic e chował pieniąd ze złodziej. T e n złodziej
g a d a : Gospodarzu, nie przedalibyśeie mi te w oły? P rz e d à m . A siła
kcecie ? 125 p a p ierk ów . Ale w am teràz nie dàm, bo nié màm. A ja
w àm wierze, w y mie dacie, bo wy św. Michał. P osz oł na d rugi
dzień, idzie do św. Michała, a ż eb y mu oddał pieniądze, ale tego zło
dzieja już nie było, tylko św. Michał. J a k złapie d rą g a , j a k zacznie
bić św. Michała, a ta m o k pieniąd ze j a k zacznà lecić, tyła naleciało,
że ich nie móg zabrać.
-
174 -
6. O trzech synach i matce.
Było trzoch synów i m a tk a . Z a b ra li sie i id à w św ia t i zaszły
w las. Z a p a d ła ich noc w lesie, zrobili budę i polegali spać. J e d e n zo
s ta ł n a w arcie, ten stał godzinę, zaw ołał drugiego i d ru g i sta ł także
godzinę, zaw ołał trzeciego — ten stoi, po zièra. Coś leciało, on s tr z e
lni i uciekło — p oziera ni m a nic. Z a b r a ł sie i idzie dali a m a tk e
i braci n a wole Boże ostaw ił. Id z ie i pozièra, šwiéci sie w chałupce,
przyszoł pod okno, a (tam ) chłopiec płacze. Ojciec go sie p y t a : Synu,
czego k c e s z ? K ce ci sie jeść, fnzyja wisi n a ścianie. K cesz jeść, ona
ci dà. Kcesz co zastrzelić, otw órz se okno, zaraz z astrzelisz. A jà,
j a k ż e m to p osły szał za ra z sie pro szę na noc. P ro s i sie, g ad a ł g a z d a
i puścił go, lig se n a tè ławce, dzie strzelb a w isiała. Z a s p a ł g o sp o
d arz a on cichutko strzelb e zd jął ze śc ia n y a swojom zaw iesiu! i c i
chutko, n og a poza n ogà, ta i n a dwór. J u ż sie nie boje, k ie d y m na
dworcu. I d e s e , pozieram, siedzi dużo zbójów i palom se ogień,
a je d e n s ta ry wzion se ogień do fajki i poszoł n a d ru g o m stronę.
J a k j à mu strzele a ten ogień w y tro n c e a jego nie ruszy, to bedzie
p r a w d a i t a k w y s t r z e l u ł , że ogień mu w y lec ia ł a jego nie ruszył.
On c zem p rçdzè sie zerw a ł i mówi, że j e chtoś na z d ra d z ie . R o z le
cieli sie w sz y sc y po lesie szuk ać, ale że nie znaszli, poczęli trząść
drzew a. T rz ę śli w szystk o, co było, ale je sz c z e był ta k i g rub y dąb.
Poschodzili sie w szyscy pod tego dęba. J e d e n mówi, źe jeszcze my
nie trzęśli tego dęba, chycili sie w szyscy i poczęli trz ąść . Nie tak,,
żeby liście leciały, n a w e t i k o n a r y le c ia ły — a on z d ę b a leci i woła
Ł a p a j m ie! A on n a s ta w iu ł (jeden zbój) rę k ę i w p a d mu n a rę k ę .
w te d y g a d a ją , j a k ą ci śm ierć zrobić za to ? Proszę, j a nie j e s t na
zdradzie, jeno m am t a k e strzelbe, co kce sie dowiedzieć, j a k a ona
jest, eo kce, to zabije. A j a strzeluł, ogień żem w ystrzeluł, a ciebiem
nie ruszuł. C z ekajże, w iezne j a re ń sk ie g o m iędzy palce, j a k ty m w y
strzelisz a mnie nie ruszysz, to ci d a r u je m y życie. J a k strzeluł, to re ń sk i
wyleciał, ale go nie ruszuł. Pra w d a , to p ra w d a . J u ż my ci zwierzyli,
to b edziesz te ra z z nam i żył. M am y my je d n e g o césarza, kc e m y go
u k ra ść , a n a w ieży jego c ó rk a i tam je k o g u t i pies. J e n o m y t a m o k id z ie
my, k ogut pieje, pies szczeka, ty tego k o g u ta zastrz e lisz i psa. R o
bią dziury przez mur, ta i podsadzili m ie n a p r z ó d i m o w ià : W y c h o d ź
cie, je d e n d rugiego po dsa d z ajc ie . A j a w te d y ł a p a ł k uź d e g o za łeb
i od cinał go. Było ich tam d w u d z ie stu c h sztérech. J e n o je d e n został
i ju ż go nie miał chto podsadzić. Poszoł do ka m ie nic y, wzion pani
poł nici a poł ostawiuł. C ć sa rz ow i w zion tr z e w ik a je d è n osta w iuł
i poszoł het. T a i poszoł do tego zboja, co ostał i g a d a : Pód źm y,
tam ci ostali i r a b a jà m iasto a nàm k a za li póść do swoich zbroi, co
-
175 -
ostaw ili w lesie, ta i ta m o k p rz y śli do lasu. Chyciuleżem go za łeb
i ucionżem mu łeb. D osyć dobrze mi poszło, dziękujeżci Boże, 24
zbójów żem zabiuł.
T e ra z póde szukać swoich braci i m atki, com o sta w ia ł w le
sie, już bedzie tem u 3 roki i naszed żem ich, j a k e m ich o s t a
w iał, ta k spia. W te d y ich budzę, bracia staw ajcie. W ten czas sta li
w szyscy i idom po świecie a ta cesarzow a córka m ia ła chłopca, chtóry
był lokajem i on k c ia ł sie z nià żenić, a ona go nie kciała. T e n
lokaj rano (w )stał i poszoł do ogrodu, ta m o k było dużo chłopów z a
bitych.
On sie wzioł i pokw aw ił sie tà k rw ią i pob aciał sie.
Poszoł do c esarza i p o k a z a ł sie, ja k i on je — co sie dużo zbójów
dostało do ogrodu, kcieli na s rabow ać, ale j a wszyskich wybiuł. T e
ra z césàrz pow iedział córce, j a k nie pódzie za niego, to nie bedzie
jego c órka. N iek mie tato i zabije, to nie póde za niego. Nie bedziesz
m o ją có rk ą i w y staw iuł jé ta k á chałup kę p rz y drodze i dał jé dużo
w ódki i piw a. Chto szeł, d a w a ła mu pić i jeść, a żeby jé powiadał,
co się (w) św iecie dzieje. Chto co w iedział, to pow iedział. Aż p r z y
szło trzoch chłopów i m atka. D a ła im je ś ć i pić. W te d y sie ich p y ta
co sie w świecie d z ie je ? J e d e n mówiuł, co w iedział i drugi ta k po
wiedział, zaczon trzeci mówić, j a k im sie powodziło. Zaszli w las,
zrobili bude, ta i spali a je d e n s ta ł i drugi stał. J a trzeci ta i strz e lułem i uciekło, ta i pozièràm i świci sie, ta i ide do tego ś w ia
tła, ta pozieram, wisi n a ścianie strzelb a i płacze chłopiec. Oj
ciec go sie pyta, czego kcesz, kce ci sie jeść, wisi strzelba, to ona
ci da, ta i j a sie proszę na noc, puściuł mie, leg żem se na ław ce.
Co jen o g ospo darz zaspał, czem p red zé schy tal strzelbe, ta i ide, ide,
a ta m o k siedzą zbóje. Je d e n miał ogień (w) fajce, to żem mu
wystrzelili a jego nie ruszuł. W te d y zaczęli mie szukać po lesie.
Znaszli mie na dębie, strzęśli mie, ja lece, wołam, ła p a j mie ! Nasta w iu ł r ę k ę i złapał. P y ta jà sie, j a k à mi śm ierć zrobić? Nie róbcie
mi śmierci, nie jezdem w am na zdradzie i pódziem y do c esarza r a b o
w ać i zabiułżem k o g u ta i zaczęli robić dziury w m u rach i w te d y
żem poszoł, pochodziuł żem po pokoju pani, wzionem nici, spoi żem
ostaw iu ł i mam ich tu. T e r a z e m cesarzow i wzion je d e n trz e w ik a j e
den o staw iuł i m am go tu. I ona to w szysko n a p is a ła i o d e s ła ła do
ojca. On leg se n a ław ce a jem u sp a d ła noga z ław ki. O na mówi
sw em u s y n a s z k o w i, idź podnieś ojcu nogę! — A mie coś z a ra z p o
szło po głowie. Z a kwilę słucham, jedzie w ojsko i zaraz mie bierze
i j à i je d z ie m y do ojca i b ę d a robić wesele. Po w eselu okoronow ali
mie n a c ésarza i swoje bracia wzionem i m a tk e do siebie i teraz
żem os ta ł cesarzem .
— 176 —
7. O chłopczyku.
Chłopczyk plót(ł) sòbie b a to g i p rzyszoł do niego zły d u c h . P y
ta ł s i e , na co te n b a to g plec ie ? A on mu o d p o w ie d z ia ł, że b edzie
bini złych duchów. JSfo, to bij w sz y sk ic h a j a ci dam, co kcesz,
jeno nie bij. J a kce ta k ie krz yp c e , j a k z a g ra m , co we św iecie je,
żeby chułało i t a k á szczelbe, co kce, żebym z a b iu ł i ta k ie c h o d aczki
j a k stane, to miła, ja k skocze, to dwie.
Pew neg o ra z u poszoł n a polow anie i leciał p ię k n y p t a s z e k i j e
chał p a n i prosił chłopczyka, żeby mu tego p ta sz k a zabiuł» a ch ło p
czyk m u o d p ow iedział, u ie k sie zeblecze do goła i nieii w lezie do
ta rn i, to m u tego p ta s z k a zabije. P an sie zeblok do goła i właz do
ta rn i. Chłopczyk j a k rusz uł sm yczkiem , j a k pan zaczon chulać w t u r
niach, ja ź mu sie ciało poszarp ało. P a n go z a s k a r z u ł i m iał pość n a
szubienice. J a k go mieli w ieszać, m ów iuł, żeby mu pozwolili p a re
słów przem ów ić i kciał, żeby mu p odali krz yp c e , ab y p a n k a z a ł sie
p rz y w ią z a ć do słupa. J a k chłopczyk p o c ią g n ą ł sm y c z k ie m po krz y p cach, j a k ten pan w y d a r sie ze słu pem , j a k zaczon chulać, ch ło p
c z y k a prosili, żeby p r z e sta ł g r a ć a on odpow iedział, j a k mu darujà,
to p rz e s ta n ie g rać i oni mu darow ali.
Leon Magierowstí.
JrŁoziUilltOiŚci.
Sobótka w południowej Słowiauszczyźnie i w Orccyi.
W rękopisie p. t. D i a r i u s z p o d r ó ż y (F ilip a Orlika), k t ó r y
w i m i ę T r ó j c y p r z e n a j ś w i ę t s z e j z ą c z ą ł s i ę w r. 1 7 2 0 O k t o
b r a d. 1 0 ., znalazłem dwie notatki o ogniach sobótkow ych.
F ilip Orlik, pisarz wojskowy Jana M azeppy, Hetm ana U krainy, u ro
dził się w r. 1 6 7 2 , Października 11 st. st. we wsi K osueie, pow iecie Oszmiańskim ; ożenił się na U krainie, w P ołta w ie, z Anną H ercyków ną, pułkow nikówną, Połtawską, d. 2 3 . P aźd ziern ik a 1 6 9 8 r. Po bitw ie P ołtaw skiej tow a
rzyszył Karolowi X I I i M azeppie. P o śm ierci tego ostatniego, (2 2 . W rz e
śnia 1709 r.) obrany został Hetmanem d. 15. K w ietnia 1 7 1 0 r. Z K aro
lem X II pojechał do Szw ecyi, skąd w r. 1 7 2 0 , w chw ili spodziew anej wojny
m iędzy Turcyą a K osyą, opuścił Szw ecyę i udał się na południe, nad g ra
nicę P olski. W T urcyi, po różnych wędrówkach, gdy zamiar wojny do sk u
tku nie doszedł, internowany z o sta ł przez rząd turecki do S aloniki.
W ypis z Diariusza.
R. 1 7 2 7 . 4 Lipca „Po zachodzie słońca nakładali ognia na ulicach
ludzie tutejsi, (w Salonice) a insi, jako to niew iasty i dziew częta, po do
mach swoich, przez które skakały i śpiewały, a to dla ju trzejszej so len i-