-
Title
-
Przyczyna burzy i inne wyobrażenia religijne ( Dobrohostów, po. Drohobycki) / Lud 1899, t. 5
-
Description
-
Lud 1899, t. 5, s. 168-170
-
Subject
-
zjawiska atmosferyczne - legendy, burza, Ukraina
-
extracted text
-
— 168 —
Po zajściu z kosiarzem, szli obaj dalej i przechodzili koło p o la ,
n a k tó re m rósł jęczm ień. Św. P io tr chciał się czemś posilić, ale ta k ,
a b y o tem P. J e z u s nie wiedział. Z e r w a ł w ięc kło s ję c z m ie n ia , z a
ta rł g’o w ręce i p o k ry jo m u wrzucił z ia rn k a do ust. P a n Je z u s , k t ó r y
n a js k r y ts z e m yśli św. P io tr a w iedział, z a p y ta ł go w łaśnie, g d y te n ż e
m iał ziarno ję c z m ie n ia w u s ta c h : „Piotrze, cóż masz w u s t a c h ? “
Św. P io tr w yp lu ł z ia rn a n a ziem ię i od pow ie dz ia ł : „Miałem z ia r n a
jęczm ienia, ale je w y p lu łe m “. No, to się nie stra c i — odparł' Z b a w i
ciel ś w ia ta — bo z w y p lu ty ch z ia rn p o w s ta n ą g r z y b y “. T a k g rzy b y
swój p o c z ą te k z a w d z ię c z a ją św. Piotrow i,
Szym on Gonet.
Przyczyna tarzy i i k t f t «yotóenia relióle.
(Dobrohostów , pow. Drohobycki).
L u d tłó m aczy sobie p r z y c z y n ę b u rz y w sposób n a s tę p u j ą c y :
G dzieś — ta m szła sobie baba, a n a d ro d z e p rz y łą c z y ł się do
niej z innej niedalekiej wsi znajo m y chłop. Id ą c razem, b a b a n a r z e
k ała, że p osucha, w ię c zboże nie j e s t p ię k n e a deszcz z d a łb y s ię .
N a to chłop m ów i: J e s t r a d a , ale m u sim y w nocy o 12. godzinie
pójść n a cm e ntarz i w y c ią g n ą ć krzyż. Z k r z y ż e m ty m p ójdz ie m y n a
tw oje pole, w s ta w im y krzyż w żyto i z a ra z będzie deszcz p a d a ł.
B a b a po w ró c iw sz y do domu, o p o w ia d a w y d a rz e n ie m ężow i s w o
jem u, tenże jej o d r a d z a ł iść w nocy n a c m e n ta rz po k rz y ż . J e d n a k
b a b a poszła, bo w s tą p ił po nią ów zn a jo m y chłop a b ył to dyabeł,
k tó r y już od początku się w chłopa, prz e m ie nił.
Poszli w ię c ra z e m n a c m entarz, w yjęli k r z y ż i b a b a chciała,
a ż eby n a jej żyto poszli i ta m k rz y ż w staw ili.
D y a b e ł j e d n a k p oradził pójść z k rz y ż e m w las i ta m ż e k rz y ż
w kopać. T a k się też stało a g d y już w lesie byli, d y a b e ł p y ta b a
by : Na ile dni chcesz, a b y ś m y k rz y ż w ko pali ? N a 3 dni, — więc
k rz y ż do g ó ry n ogam i w lesie n a 3 dni w kop ali.
Z a ra z po tem n a s ta ły burze, b ły skaw ice, g r z m o ty i p ioruny.
D obrze się stało, źe b a b a ty lk o n a 3 dni krzyż w k o p a ć k a z a ła , bo
g d y b y b y ła k a z a ła k rz y ż n a z aw sze w lesie p ozostaw ić, ju ż by ły b y
n a zaw sze ta k ie stra szn e burze.
Po trzech dniach znowu poszła b a b a z dy a b łe m w las, w yjęli
k r z y ż i ta m g d z ie p ie rw o tn ie stał — znow u wkopali.
-
169 —
— Albo mówią (rzek ł mi opow iadający) inaczej :
G d z ie ś - ta m chłop ja k iś chciał mieć trochę deszczu. W tym
celu w yciągn ął k rz y ż z cm entarza, poszedł z tym że nad r z e k ę i ta m
po staw ił krzyż do g ó ry nogam i w wodę. Ż eby był k rz y ż ten trochę
p o trz y m a ł tylko, toby deszczu trochę upadło bylo i n a tem koniec.
Ale chłop w staw iw szy krzyż do góry nogam i we wodzie, p o d p a rł
te n ż e k a m y k a m i, by się nie przewrócił, a sam się na brzegu spać
położył. I ja k nie zerwie się burza z grad em aż g ra d śpiącem u w iele
szram ów n a tw a rz y porobił, te n ż e się zerw ał i krzyż p rę d k o z w ody
w yciągnął. Z a to siedzi on teraz w krym inale.
— N a pół ludzie w ierzą w to opowiadanie, g d y by zaprzeczyć,
że nie ta k to było, zdolni są z a ra z b ajkę ja k o ś inaczej skombinować i „ p r a w d y “ dochodzić, bo sobie myślą, że koniecznie p rz y cz y n ą
bu rzy d y a b e ł być musiał.
G d y w cerkw i k siądz ludziom dzieje biblijne opowiada, potem
oni w domu sobie w zajem n ie o p o w ia d a ją to, co słyszeli, lecz w sz y s
tko w sposób o w iele zaw ilszy i straszn iejszy. N. p. o po w iadanie
o ż o n ie L ota, w słup soli zam ienionej, pomieszali ze z m a rtw y c h
w staniem J e z u s a : G dy Jezus Chrystus zm artw y ch w stał, żołnierze,
k tó r z y koło g ro bu stali, pozam ieniali się w słupy. Obecnie s łu p y te,
w ilości kilku, ta m jeszcze stoją. O dm iany k sięży ca m ają w p ły w n a
owe słupy tak, ż e jeżeli księżyc je st młodziutki, słupy owe s ta ją się
ta k samo młodziutkie, w m ia rę j e d n a k j a k się księyc starzeje, i slu
py się s ta rz e ją ta k , że w końcu aż się ro złażą ze starości.
T a k pow tarza się p r z y każdej odmianie księżyca.
Piekło, je st to ogrom ne jezioro smoły kipiącej, a grzeszne d u
sze m uszą po śmierci nago jezioro to przez wieczność całą ta m i napowrót przepływ ać. Szczęśliwy kto zbawion będzie. (Skonstatow ałem ,
że w ia r a tkw i b ard zo głęboko).
— N a końcu św ia ta będzie Bóg ludzi doświadczał, bo w biblii
naszej, mówi opow iadający (parobczak dość zresztą p o stę p o w y ), stoi,
iż p rz y końcu ś w ia ta żle będzie.
B ó g spuści wielki głód na ród ludzki a k a ż d y w rozpaczy b ę
dzie. Gdzieś na świecie urodzi się z niemej żydów ki dy ab e ł ( a n t y
chryst) i ten po świecie w szędzie je ź d z ić będzie, wożąc ze sobą niby
chleb i w odę, z a p ra sz ać będzie ludzi (ale nie przym uszać) aż eby j e
dli i pili. Kto d a się skusić, ten traci praw o n a zbawienie duszy,
j e d n a k t a k ż e się oszuka, bo zam ia st chleba k a m ie ń ugryzie, a za-
%
12
ť
- lío m ia st w ody sm oly się napije. O s z u k a n y c h takich b ardzo w ielu b ę
dzie a g d y p rzy końcu je sz c z e się bodaj dziesięciu sp ra w ie d liw y c h
znajdzie; pozwoli P a n Bóg św iatu jeszcze В ty sią c e la t być, bo to co 3
ty sią c e la t m a by ć koniec św ia ta .
Bronisław Świdnicki.
B a j I ł i.
(Z Jaćm ierza i P o sad y jaćm ierskiej.)
1. O rybie.
W je d n y m domu był ojciec i m atka. Nie mieli co jeś ć i tem
się żywili, że chodzili ła p a ć ryby . R az poszli ła p a ć ryby, złap a li
je d n o m t a k ą ślicznom ry b e i ta r y b a mu (ojcu) g a d a : P u ść mie, nagonie ci tyle ryb, co le d w ie w y c ią g n ie sz s a k z wody. Puścił te ry b e
i n a g n a ła mu ty ła ryb, co ledw ie w yc ią g ną ł. Idzi na d rugi dzień,
złap ał te sam om rybe i ta r y b a mu g a d a : P u ść mie, to ci ty le ry b
nagonie, co i wczora. Pu ścił jom i n a g n a ła mu tyle, co i wczora.
Po sz o ł do m ia sta i prze d a ł. I n a trzeci dzień złapał te sam om i g a d a
m u : T e ra z m ie w e ś łeb, ciś do studnie, "ogon dej psu i zjèc poł
sam , a poł dej żonie. (Do trzeciej części.) Pies m iał z a ra z dwoje
psów, żona m ia ła dwoje dzieci, a m ąż m iał dw a konie, a w stud ni
by ły d w a ż olm iersk ie u bran ia.
J e d e n (chłop) wziął je d n o u bra n ie i p s a i kónia, po jechał w p o
dróż. P r z y je c h a ł do je d n e g o lasu, a tam był sm o k i kogo se obrał,
te g o m usieli m u dać. I ta m o k stoi k r ó le s k a córka, co jo m m iał
sm o k żreć. T e n j é m ó w i: W eź tego psa i teg o kónia, a j a póde za
ciebie n a śmierć. T a m j e d é n sta ł za sm re k ie m (sosna) i poziera.
P rzy szoł naprzó d je d é n smok, m iał sz té r y głow y, odciął mu te głowy,
poodrócał. Idzie znów drugi, m iał osim głów, odciął m u te głow y, pow y rz y n a ł ozory, n a d z ia ł n a nić i schow ał do to rb y i z abiuł sm o ka.
W ziął k ó n ia i p s a i p o je c h a ł d a li i g ada, że się z niom ożeni. T e n
drugi sta ł za sm rok iem i p o z ié ra i g a d a , że on zabiuł sm oka. Już
było wesele (z tym, k tó r y sta ł za sm ro k ie m ) i ta m te n pojechał do
karczm y , a drug i mu g a d a , że nic z tego w e se la nie użyjem y, a on
m u g a d a , czem u n ié ? W ziął n a p isa ł k a rte c z k ę , p r z y w ią z a ł psu i ten
poszoł. P rz y sz o ł hejn pies. J a k zaczai s k a k a ć , r a d o w a ć sie. W ziena
go, o d w ią z a ła k a r t k ę i p rzeczytała. D a ła mu k a w a ł m ięsa za dróge
i je m u z a w in ę ła i p r z y w ią z a ła mu i w y p ra w iła go. Z a rá z zaczena