-
Title
-
Szopka w Podhorcach (powiat złoczowski)/ Lud 1899, t. 5
-
Description
-
Lud 1899, t. 5, s. 154-164
-
Creator
-
Kryczyński, Bronisław
-
Date
-
1899
-
Subject
-
sztuka ludowa, szopki bożonarodzeniowe, Podhorce, Ukraina
-
extracted text
-
— 154 —
danie, obiad, p ołudenok, j a k i w ie c z e rz a z tych sam ych po traw się
sk ła d a ją ,
E obotnicy leśni b io rą m ą k ę k u k u r u d z ia n ą do lasu, k tó r ą p rz y
ogniu w k o lib ach gotują, niosą też ze sobą masło, b ry n d z ę lub m leko.
M ięsa rz a d k o u ż y w a ją , rosół n a z y w a ją „ ju s z k a “. Rybacy g o tu ją
p s tr ą g i n a śm ietanie, m aśle i ja ja c h , lecz p otraw a ta, w m ia rę u b y tk u
ry b y , sta je się coraz r z a d sz ą w tej okolicy.
Z na p o i n ajbard ziej p rz y ję tą j e s t wódka, p iją też n ie k tó rz y rum ,
śliw ow icę lub piwo.
J ó z e f Schnaider,
Szopka w Podhorcach.
(P o w ia t złoczow ski.)
„Ogłaszam dzisiaj dzień B ożego narodzenia
Odkupiciela, Stw órcy stworzenia,
Który z tej przyczyny przyszedł na św iat,
Iżb y zbaw ił ludzkie plem ię.
D ziś w esoła, nieb iesk a muzyka
N ad betlejem sk ą stajenką wykrzyka,
A an ioł radość dla p asterzy głosi,
Pokój rodzaju ludzkiem u przynosi.
C ieszcie się państwo ! dziś pora w esela :
Oto widzim y w ciele Z baw iciela...
N iech ten, który W am czyni w esele
P ozw oli w zdrowiu przepędzić la t w iele,
W szczęściu i zdrowiu pom yślność daruje,
A po śm ierci niebo ofiaruje,
T eg o ja życzy i w in szu je.“
T a k ie proste, lecz bądź co bądź ła d n e p o w inszo w anie w ygłasza
je d e n z chłopców (zwykle k ie ro w n ik ludowego p rzedstaw ien ia), gdy
w pierw szym i w d ru gim dniu Ś w ią t Bożego N aro d z e n ia w ejdzie do
którego z pom ieszkań w iejskich w iejska te a tr a ln a dru żyn a, celem
od eg rania d ra m a tu , z n anego pod n a z w ą „ sz op ki“. Po pow yższych
słow ach życzeń o d s ła n ia się s c e n a szopki, m ającej k sz ta łt p ro s to k ą ta ,
ż p apierow ym d ac h e m , w któ rego śro d k u w znosi się m a le ń k a kopułka. Gdy ch łopak zapali świecę w e w n ą trz szopki n a przodzie,
a ośw ietlającą c a łą scenę, widzimy po lewej s tro n ie (od w idza) przy
ścianie klęczącego dziadka — f u r t y a n a , który dzw oni za u k a z a n ie m
się każdej w ystępującej lalki. P o stro n ie p ra w e j u m ieszczo ny je s t
żłobek, w który m leży m aluśk i Je z u s, a o ta c z a ją g o : M atk a B oska,
— 155 —
św ięty J ó z e f i p a |tu sz k o w ie . Do żłobka nach ylają łby swoje wół
i osieł. Po praw ej i lewej stro n ie szopki je s t znów um ieszczonych
dwoje drzwiczek, którem i przychodzą i odchodzą lalki. W środ ku
tylnej ściany znajduje się m ałe okienko, przez któ re p a trz y chłopiec,
k ie ru ją c y lalkami. K ieru je on n iem i w ten sposób, że trz y m a je za
nogi i p o ru sz a w otworze, p o zostaw io ny m n a to um yślnie w p o d ło
dze sceny, p rzy tylnej ścianie od jed nych drzw iczek do drugich.
L a le k je s t 17, z któ rych dwie p rz e d sta w ia ją św iat p ozag ro bo w y:
1) ś m i e r ć i 2) d y a b e ł , a re sz ta św iat ziem ski z jego uciechą
i n ę d z ą : 3) dziad, 4) kom iniarz, 5) pan, 6) żyd, 7) żydówka, 8J chłop
W asyl, 9) b a b a H o rpyn a, 10) rozbójnik, 11) furm an, 12) W ęgier,
13) M aryanka, 14) ułan, 15) kozak, 16) Teklusia, 17) czarow nica.
R e p re z e n to w an e są wszystkie w a rstw y społeczne, ró żne zaw o dy i obie
narodow ości, Galicyę w scho dn ią zam ieszk ujące : P olacy i R usini,
a oprócz nich nieodłączny żyd; również i Słowacy, chodzący z k o
szem tow a rów n a głowie po w siach, k tó ry ch lud n a z y w a W ęgram i,
m a ją w szopce swego re p re z en ta n ta . P rz ed sta w ie n ie zaczy na się.
D ziad dzwoni,
1.
D rz w ic z k a m i n a lewo wychodzi k o m in iarz i m ó w i:
— D obry w ieczór m oje p anow ie! J e s t e m sobie k o m in ia rc zy k od
dobrego m ajstra, chociaż brzydki, ale szwytki, dlategom przybiegł
P a n u J e z u s o w i k o m inek wytrzeć.
Z a c z y n a wycierać. Później śpiew a i tańczy, przyczem przygrywa
m u m u z y k a wiejska, z łożona zwykle ze skrzypiec, k larn etu i basu.
Ś p ie w a :
W ędrował ja z tego kraju,
Potrzebow ał obyczaju,
Obyczaju nie szanował,
D o B etlejem nie wstępował,
Ani m iotły ni żelaza,
I w pam ięci je s t też zmaza.
Po tej pieśni odchodzi drugiem i drzw iam i n a praw o,
w szystkich sło w y : „D obranoc, moje P a n o w i e ! “
2.
P o k o m in iarz u zjaw ia się „ P a n “ i m ó w i:
Dobry w ieczór, moje P anow ie!
Jestem sobie pan,
Na swojej głowie
Stosowny kapelusz mam.
żegnając
— 1Ô6
P r z e c h a d z a się sw o im zw yczajem , a w reszcie w o ía :
„K ozak c z a p k a !“
W chodzi Kozak:
„Słucham P a n a ! “
Pan:
„Idź mi po tego żyda gałgana !“
K o z a k w oła :
„Ż ydzie ! idź do pana !
P sia cię mać z a te le p a n a !“
Z ja w ia się żyd : „Dobży w ieciur p a n e m ! W ita m , k ła n ia m , p a n ie
Jab ło ń sk i! N a plecy szerokie, po za s ta n e m w o ń sk i.“
P a n : „ Ł ajdak u! n a coś mi frak s f u sz e ro w a ł i jed neg o g uz ik a
nie p rz y s z y ł? “
Ż yd :
„P anie ! szabas zachodzili,
Kobić się nie god zili,
Do pańskiego frak jedwaby n ie sta li.“
P a n k rz y c z y : „Czekaj, żydzie, ja cię n auczę! H a jd u c y !
te m u żydowi bekiesz wypucuj !“ Odchodzi.
Id ź
8.
W p a d a ro z b ó jn ik : „Co ty, ła jd a k u , m e m u p a n u p o w ie d z ia ł?
G łup stw o ?
Ź y d : „Niech P a n Byk b ro n i! J a k ja p a n e m mówił g ln p stw y .“
R ozbójnik e s tr o : „ P ołóż się ż y d z ie !“
Ź y d : „Co to p o łó ż ? “
R ozbójnik jeszcze o str z e j: „K ładź się żydzie!
Ź y d : „Co to k ł a d ź ! “
R ozbójnik z iry to w a n y : „ J a z to b ą nie szp asu ję. M asz dostać
25 b u k ó w ! “
Ź y d : „Co to b e ń d z ie ? R ozbójstw y n a d r o g i! “
T y m c z a se m roz b ójnik wali m u n a plecy 25 buków . Źyd k r z y c z y :
„ G ew alt! Sury w ychodź z komory,
Bo twój Lajbuś duże ch o ry ...“
4.
Przy ch odzi s tr o s k a n a S u r a : „O ch ! g e w a łt! L a jb u s z ! s u d u guli
n a ju synysztu, ny r di b a s a m a n y ; gyb m y r lubyniu a kisz, y nd kim
a byst t a n z ! “
W re sz c ie śp ie w a : '
A mój L ajbuś dobży byl,
Kupil m iesy sam ych żyl,
A te ży li dobre byli,
Samy z garki w yłazili.
— 157 —
L a jb u ś tańczy następnie z S u rą . M uzyka gra. Ż y dów ka ś p ie w a :
A mój Lajbuś kochany,
P ożyczże mi łachmany,
J a k mi Pan B yk pocieszy,
Ja ci oddam biekieszy.
Z reńkawiczki, z reńki, z nogi,
Rachcim, ciachcim po podłogi.
N a po że g n a n ie mów i : „A gity n ac h t zisyniu, gibe j a kisz nach
dem a le s .“ O dchodzi z L ajbu siem .
5.
T e ra z zjaw ia się chłop :
— S ła w a B o h u ! Mości panowy! J e s t e m sobi W asyl Bohacz,
sto kirci pszenyci p ro d a w , sa m y m y m ed iaram y hroszi z a b ra w — ałe
deś tu je m oja s ta r e n k a H u rp y n a . Chody no stara, ta pidem o
troszki k o z a c z k a .“ Ś p ie w a :
Oj piszowbym kozaka
Taj ne maju siraka,
Siraczyna po kolina,
Szczej na zadu wyhoriła ;
A szapoczka protiata,
S zczo w nij spały k otiata.
Tańczy, po czem śp ie w a H o r p y n a :
Kołomyja ne pomyją,
K ołom yja m isto,
J a ne jiła i ne budu
Jaczm innoje tisto.
T ań czą, a n a stę p n ie chłop m ów i:
„T eper, m o ja s tareńk a, idy do domu i zw ary meni ze semolitnoho sy rc ia pyriszkiw . M aju t chrobaczky zjisty, to lipsze j a sam
z im -“ H o r p y n a odchodzi. W asyl zaś z w racając się do publiczności,
op ow ia da n a stę p u ją c ą sw oją przygodę :
„T eper moji panowy, skażu w am , ja k im jizdyw z L e m b e rg u do
L w o w a . W ozyw im pszynyciu i nosyw im na trete po ntro po s c h o d a c h ..
L e c z nagle ję k n ą ł :
„Oj, ta k m ene kolka wkołoła, podobnoś b u d u w m y ra w ...“
A to nie kolka, tylko w czasie powyższego o p o w ia d a n ia wyszła
śm ierć z k o są i ukłuw szy n ią c hłopa w jed en bok, uciekła. Ale oto
z a chwilę w ra c a i m ów i:
„Ty złodzieju bogaczu! J u ż dosyć tego n a tym świecie ludzi
oszukiwać. J e s t e m śm ierć, p rzyszłam po twoją d uszę.“ I nie n a m y
— 158 ślając się długo, p o d n o si
z za drzw i dyabeł, ła p ie
k o sę i u c in a głowę. N a s tę p n ie w y skak uje
chłopa w sw oje szpon y i n ie s ie do piekła.
6.
T e ra z wychodzi rozbó jn ik i m ó w i:
„ J e s te m sobie ro zbó jn ik z ja n o w sk ie g o lasu,
przepiję, to w szystko do c z a s u .“ Ś p ie w a :
co
zaro bię, to
N u tyž naszi, nu tyż naszi,
Hajdam aszki idut.
Jak my .pij dem na M oskala wojowat’
Bude jem u tysiacz m ať m ordow ał’.
P o tej p io sn c e odchodzi żegnając publiczność s ło w y :
dobranoc, m o je p a n o w i e ! “
„A teraz
7.
W ychodzi fu r m a n i p r z e d s ta w ia się :
„Jestem sobie furman pana Jabłońskiego,
Co w ynoszy cytrynki z pod koników je g o ’*
Ś p ie w a k r a k o w ia k a :
E j furman ja ci furman,
Służy mi furmanka,
Co ja zafurmanię,
Przepije kochanka.
P o te m krz yc z y : „Ż ydó w k o! daj wódki za 4 d u t k i ! “
L e c z n ie sp o d z ia n ie z ja w ia się p a n : „T y ła jd a k u ! myszy koniom
ogony poogryzały, szczury w sieczkę po n ap a sk u d z a ły , a ty będziesz
w ódkę pił? M arsz do k o n i!“
F u r m a n : „K ła n ia m się p a n u “ i w ynosi się ezem prędzej.
P a n w o ła n a K o z a k a :
„K ozak Czapka,
Kozak :
„Słucham p an a.“
Pan :
„ Id ź mi po tego żyda gałgan a.“
Kozak :
„ Ż yd zie idź do pana,
P sia cię mać zatelep an a.“
8.
W chodzi żyd:
„W itam , klaniam , panie Jabłoński,
N a plecy szeroki, a na dole w oński. “
— 159 Co pan p o c z e b u je ?
M oże sobole na wilczury z m oskiew skiego kraje,
Co tu sprzedaje, a tam darmy daje ?“
P a n : „Ty ia jd a k u ! co to m ów isz? J a po ciebie śm ierć przyślę !“
Ż y d : „Co śm ie rd z i? nic nie ś m ie r d z i!“
P a n : „ P o c z ek a j i a jd a k u ! “
Przychodzi śm ierć: „Co ła jd a k u ? p a n u m ów ić głupstw o ? J a
przyszła po tw o ją d u s z ę ?
Ż y d : „ C o ? P o za megi duszy? A czym j a bedzi p a n u frak
w y p ra so w a ć m u s z ę ? “
Ś m ie rć : „ J a tu nie przyszła p r a s o w a ć ! “ U d e rz a ko są żyda po
szyi i głowa z la tu je ; przybiega dyabeł i z ab iera do piekła.
9.
N a scenie w idzim y na stę pnie K ozaka, który p rz e d sta w ia się:
„Jestem sobie kozak pana Jabłońskiego,
Co mu noszę kawę i cytrynkę do stolika jego.
Ś p ie w a :
Jichaw kozak wownianyj,
Konem buraczkowym,
A szapoczka z pasternaku,
Żupan łopuchowyj,
A czobitki z ripki,
Strem ena z fasoli,
A pistolet z kaczana,
Kuli z baraboli.
„T e k lu siu ko ch ana, chodź no tu, pójdziem y sobie g a lo p a d a ,“
w le n sposób odzyw a się do w chodzącej właśnie, strojnej T eklusi.
T ańczą, a T eklusia śp ie w a :
Czy ja sucha, czy ja blada,
Z agrajc'e mi galopada,
Galopada będę skakać,
A ty m ężu będziesz płakać.
Z n ó w tańczą, z wreszcie K o zak mów i :
„ D ajże mi, k o c h an a żono, b u z ia k a ! T y idź spać, j a m a m do
kolaeyi n a k ry w a ć .“ C ałują się i odchodzą.
10.
W ystępuje n a sc e n ę W ęgier z to w a r a m i :
„ J e s te m sobie U h o r z pod uhorskich hranic. Z asiał, zaorał, p r z y
szło zbierat, n e m a nic. Na hori wipaliło, n a dole wimuliło, j a sem n a
tom ne utraci, m a m tu propiekne to w a ri; jeśli ne, to m a m tu M a-
— 160 ryanku, p ro p ie k n u k och a n k u , to sobie z nią p o ta ń c u je m u .“ W ię c
w o ła : „M aryanko, pro p ie k n a k o c h a n k o ! Chodź sem tu ! Gide ti w czoraj
b u w ala ?“
M a ry a n k a : „ W K a r m a litu sedie l a . 11
W ę g ie r/ „A co ty ta ra r o b i e l a ? “
M a r y a n k a : „S ala m a c h u j e l a .“
W ę g ie r: „A ja k a to s a la m a c h a ?“
M a r y a n k a : „O, ta k a h u ś ta p o tr a w a .“
W ę g ie r: „O ti d u r n a M aryan ko , gdibis bila p risz la do m e n e
w czera, bil bim ti dal k us m ia sia , k u s chleba, bitia więcej, j a k p o
treba. T e r a z mi z a h r a jte .“ Ś p ie w a :
Segem , legem m alatana,
Co prinosem , to dla pana,
Segem , legem m alachusa,
Co prinosem , dla Jezusa.
Odchodzi.
11 .
Jestem sobie ułan bardzo nbogi,
Mam od kartacza połam ane ręce i n ogi,
A czako mam w cztyry grani,
Jako mają cysarskie ułani,
tak p rz e d s ta w ia się u łan, który w yszedł w łaśnie n a scenę. P r z e d s t a
w iw szy się, ta ń c z y i śp ie w a :
Gdy ułana zawerbują,
Z łote góry obiecują;
S ześć grejcary na dzień dają,
P rzytem zdrowie odbierają.
A gdy na plac wyprowadzą,
Ojciec, matka nieporadzą.
Przyp in ają szablę z boku,
I rychtują nogi w krokn.
12.
P o odejściu u ła n a z ja w ia się c z a ro w n ica :
Jestem sobie M arcinowa,
K rupiareezka z pod K rak ow a;
W ydam córkę za dziedzica,
Sama pójdę za szlachcica.
Przyszłam P anu Jezusow i m asełka zrobić.
E o b i m a se łk o w m ałej m aśniczce, k tó r ą
siebie, a p o te m ś p i e w a :
ma
p rzyczep io nę do
-
161 -
P oleciała przepióreczka w proso,
A ja za nią, nieboraczka boso.
Zapomniałam pani m atki spytać,
Ozy pozw oli przepióreczki schw ytać.
Chwytaj, moja córus, chwytaj, chwytaj,
T ylko się jej pióreczek nie tykaj, nie tykaj.
G dy tak sobie wyśpiewuje pani M arcinowa, n ie p rzeczu w ając
n a w e t grożącego jej niebezpieczeństw a, w p a d a nagle dyabeł, łapie
babę w swoje szpony i krzyczy :
„ T y besty o czarow nico! n a ta k ą uroczystość b e n d z ie s z m a sło
robić ? “
P a l babę, pal dyabła! Z aczyn ają się bić. Lecz o dziw o! zwy?
ciężyła d z ia rsk a b aba, k tó r a dyabłowi dała potężnego stosa, tak, że
dyabeł w ypadł za drzwi. C zarow nica zaś śp ie w a pieśń tryum fu :
A ja baba w ygrała,
Żem się dyabłu nie dała ;
Żeby jeszcze drugiego,
Toby było na niego.
Ale dyabeł, który tym czasem sta ł za d r z w ia m i, usłyszaw szy
słow a pieśni, wyszydzające go w nielitościwy sposób, w p a d a w gniew
okrutny, w latuje wściekły, łapie babę i p o k o n a n ą ju ż te ra z z ano si do
piekła. Z piekła w ra ca raz jeszcze, by oznajmić, co się stało z babą,
a ozn ajm ia to śp ie w a ją c :
P oszła baba po popiół,
Tam ją dyabeł uchopiół:
N i popiołu, ni baby,
Tylko z baby dwa schaby.
N astępnie p rz e d sta w ia się :
Jestem sobie Ancychryácik pana Twardowskiego,
Com się w ysypiał w kolebkach i piżynkach jego.
On mi u szył kobiałeczki,
Ja mu uszył kapciałeezki,
On m i uszył koszuling,
Że o mało ja nie zginę.
G asi świecę i m ów iąc: „ D obranoc, moje p a n o w i e !“ odchodzi i na
tern kończy się całe p rzedstęw ienie w szopce.
T e ra z występuje n a środek p o m ieszkan ia chłopiec, przeb rany
za starego ży d a z sz ab asó w k ą n a głowie, w bekieszy i z g a rb e m na
plecach.
K tórykolw iek z chłopców, to w arzyszących szopce, w o ła :
Żydzie, idź do p a n a !
ľ
-
162 —
Ż yd k ia n ia się i p o z d r a w ia : „ D o b ry wieczór, m oje p a n o w ie ! “
Chłopiec pyta ; „ S k ą d ty żydzie ?“
Ż y d : „Z N a ra jo w a , p a n ie ! *)“
C h ło p ie c : „Czem się t r u d n i s z ? “
Ż y d : „Nożyczkiem, p a n i e ! “
C hłopiec: „Zagraj, ż y d z ie ! "
Ż y d : „Szabes, pan ie !
C h ło p ie c : „ B u k a n a ż y d a ! “
Ż y d : „ Z a raz, p a n i e ! “
M uzyka gra, żyd tańczy i śp ie w a :
Z reńkaw iczki, z reńki, z nogi,
B ach cim , ciachcim po pod łogi.
N astęp n ie w y łu d z a w ro z m a ity śm ieszny sposób pieniądze, k tó re
w rz u c a do puszki. W czasie tego chłopcy s ta w ia ją mu liczn e p y ta n ia ,
on zaś daje z a b a w n e odpow iedzi, n. p. :
1) Chłopiec: “Żydzie m iał ty o j c a ? “
Żyd (śpiew a):
M iał ja ojca bogatego,
D a ł mi dyabła rogatego,
I kożuszek ze wszami,
Żebym ruszał plecam i,
M oji w uszi koch an iji,
Trymajty sia kom paniji.
2) C h ło piec: „Żydzie m iał ty w o jsko:
Ż yd (śpiewa) :
M iałźy ja wojski cztyry tysięcy,
A m ieli oni czapki zajęcy.
3) — Żydzie m ia ł ty k o w a la ?
M iał ja kow ala,
Co za p iecem kuł,
Z rob ił mi tak i haczek,
Że ja plecy kłuł.
4) Żydzie m ia ł ty żonę ?
Śpiew :
Ożenił ja się na Bukowini,
W ziąłem sy żony, co pasła św ini,
Z chłopskiego rodu, z pańskiego chodu,
N ie chciała robić i zdechła z głodu.
‘) Narajów, m iejscow ość w pobliżu P odhorzec, koło Sassowa.
— 163 —
Pochował ja ją pod świńskim progiem,
Zadzwonił ja jej baranim rogiem.
Ja na jej grobie
Poskakam sobie,
A za jej duszę,
Drugą wziąść muszę.
5) — Żydzie n a co m asz garb n a plecach ?
— T o nie garb.
— A co to j e s t ?
— P sz o n o i krupy.
— Na co?
— D la króliki.
— A n a co ci króliki?
— N a moje S u ry n a futry.
— A ty masz żonę ?
— M am, panie.
~ A dzieci?
— Mam, panie.
— I le ?
— Trzy...
— J a k da wnoś się ożenił?
— D w a laty.
— A c zem u m asz trzy dz ie c i?
— Bo ta k P a n B y k dał...
6) — D obrze ! J a k ty tu przyszedł ?
— J a nie przyszedł, j a przyleciow ał sroki n a ogonie.
— A o n a ciebie gdzie po sad z iła ?
— W kościele n a dzwonie.
— To ty u p a d ł?
— T a ż y nie skoczył.
— T o ty p ła k a ł?
— H e rsty , taży nie skakał.
— T o źle!
— Nie b a rd z o źle, bo mi za to p an d w a korcy bo bu podarow ał.
— T o dobrze !
— Nie b a rd z o dobrze, bo je d en bil skwitli, a drugi zgnili.
— T o źle!
— Nie b a rd z o źle, bo j a sobie świniaki wykarmił.
— T o d o b rz e !
— Nie b a r d z o dobrze, bo jednego wilk ukradł, a drugiego z ło
dziej zjadł.
164 —
7) Żydzie, coś po tobie lizie.
— Co? Nic nie lizie.
— Ale żydzie, coś po tobie lizie ?
— To pcheî.
— Czego o n a ta k a b ia ła ?
— Bo j a j ą p ra ł.
— Czego o n a ta k a p la s k a ta ?
— Bo j a n a niej spał.
— Z abij żydzie !
— Z a r a z panie ! (Zabija puszkę n a pieniądze.)
P o tych i inn ych z a b a w n y c h g a d a n ia c h i figlach żyda
chłopcy z szo pk ą, a n a pożegnanie ś p ie w a ją :
odchodzą
W iw at, wiwat, już idziem y,
Za kolęd ę dziękujem y,
N a drugi rok znowu przyjdziem y.
Bronisław K ryczyński.
Środki lecznicze
i icb. ïaaæwisr ap tek arsk ie ід. ľu-d/u..
(Z powiatu myślenickiego).
A n o d y n i e , h a n o d y n a , k r o p l e k r z e s z ą c e do p i c i a , kro
ple H offm ana, S p iritu s a s te r is .
А р o d e l d o k , a p o l d e k , opodeldok.
C z a r n a r ó ż a , m a l w a , flores m alv ae a r b o r a e (u w a ż a ją go za śro
d e k do s p ę d z e n ia p ło du t a k ja k „ s a b in ę “ .)
D j a b j e g... A ssafo etid a.
P i g u ł k i , b i b u ł k i , p ig u łk i M o risson a
P i g u ł k i l a k s u j ą c e , p ig u łk i na rozw olnienie.
G a l g a n o w y k o r z e ń l ub c z e r w o n y i m b i e r> R a d ix g a la n g a e .
H a l a p a , j a la p a e .
H e l i o s, h a 1 i o s, o l a j o s , aloes.
K a r d y b e n d y k , b e n e d y k ty n e k .
K r o p I e b o b r o w e, k. m a c i c n e, k. ż o ł ą d к o w e, k. n a o b e r
w a n i e , T inct. absinthi.
K r o p l e k r z e s z ą c e l ub s m r o d l a w y g a j s t , a m o niak.
M a ś ć b i l b a s o w a albo p r o s e k b i I b a s o w y , w ę g la n ołowiu
(na ra n y ).
M a ś ć c y m e n t o w a , m aść c y n k o w a (na rany).