Z kraju Hucułów, cz. 1-4 / Lud 1899, t. 5

Item

Title
Z kraju Hucułów, cz. 1-4 / Lud 1899, t. 5
Description
Lud 1899, t. 5, cz. 1, 57-63, cz. 2, s. 147-154, cz. 3, s. 207-220, cz. 4, s. 336-346
Creator
Schneider, Józef
Subject
Huculszczyzna, etnografia, folklor tradycyjny
extracted text
-

57 -

1.
Wzdłuż

pasma Karpat i u ieh podnóża znachodzimy wiele miejktórych nazwy podania )udowe wywodzą z czasów napadów
dzikich hord tatarskich. Nazwy te są więc istnymi pomnikami zaciętych walk, staczanych przez Polaków z plemionami tatarskierni.
Jedną z tych miejscowości jest przysiołek Tatarów, naletący
do gminy mikuJiczyńskiej we wschodnich Karpatach, który miano
swe również owej epoce zawdzięcza.
Potomek pierwszych mieszkańców oraz założycieli Tatarowa,
starzec około 80-letni, opowiadał mi taką tradycyę:
Rodzina nasza pochodzi z Wiszniowy na Węgrzech, gdzie pradziad nasz Dziema był popem. Syn mego pradziada, chłopak przy·
stojny i czerstwy, miał narzeczoną (z huculska lubaskę), która jednak
uwodziła go, sprzyjając innemu. Chłopak rozkochany a przytem zazdrosny prosił swą narzeczoną, by się starała odwzajemnić gorącą
jego miłość, a widząc, że słowa jego rozbijały się jakoby o twardą
skałę, że miłosne zapały pryskały jak bańki mydlane, poprzysiągł
jej zgubę przy pierwszej schadzce z jego rywalem.
Sposobność w krótce się nadarzyła. Chłopak tknięty paroksyzmem swej pierwszej i czystej miłości, wiedziony uczuciem zazdrości
i gniewu, nie mógł pohamować swego wybuchu i strzelił z pistoletu
do swej uwodzicielki, widząc ją w objęciach drugiego.
By uniknąć ręki sprawiedliwości, wsiadł na konia, przejechał
granicę węgiersko-galicyjską i przybył do lasu położonego u ujścia
Prutca do Prutu, a upatrzywszy wśród lasu haliznę przez wiatry spowodowaną, zabrał się rychło do Jej uprawy.
Wybierał połamane przez wichry drzewa, wynosił zbutwia,te
kłody, wycinał krzaki i przez lat kilka mozolnej pracy grnnt ów do
wymogów gospodarki rolnej należycie przysposobił.
'ręskno mu jednak było za ojcem, za matką, za rodziną, za domem. Wsiadł więc na konia, a że dawniej nie dochodzono zbrodni
tak śeiśle, jak dzisiaj i nie poszukiwnno za zbiegiem, powrócił do
domu, wied~~ąc, że o czynie jego już zapomniano.
Ojciec ujrzawszy syna, ueieszył się bardzo i jął go wypytywać,
gdiie bawił tak długo i jak l,IlU się wiodło, zmęczony jednak podróżą
syn obiecał nazajutrz rodzicom przygody swe opowiedzieć.
Opowiedziawszy rano o gruncie 11prawianym wśród gór i lasów,
prosił, by mu rodzice na nowej gospodarce dopomódz zechcieli. Dała
scowości,

-

58 -

mu matka kilka sztuk hydła, ojciec dwu parobków i sługę a poże­
gnawszy wyprawi1i z Bogiem.
W czasie wyjazdu popowicza, gospodarz Roszka z Mikuliczyna,
krążąc po lesie, spostrzegł to pole, upodobał je sobie i zabrał się
zaraz do orki i siewu.
Dziema przebywszy granicę, wraeał spokojnie na swą rolę
z wianem, darowanem przez rodziców, gdy w drodze spotkał go
Grega - pradziad dzi8iejszej rodziny Gregaszów z Worochty. Spostrzegłszy piękną tę karawanę, zagadnął popowicza, kto jest i dokąd rlroga, na co tenże w krótkieh słowach o swym planie mu opowiedział.

Grnga zwróciwszy się przez Jabłonicę ku Worochcie, doliną
Prutu przybył do Roszki, mówiąc, by zaprzestał dalszej swej pracy,
gdyż jakiś pan tu nadciąga. Roszka jednakże nie miał wcale zamiaru ustąpić z placu cudzoziemcowi i dalej pracę rozpoczętą prowadził.

Nadjechał

wreszeie Dziema, a ujrzawszy Roszkę przy pracy,
radził mu, by się zabrał i nie odbierał uprawionej już roli. Roszka
jednak starał się niewiele sobie robić ze słów popowicza. Wtedy
Dziema wyjąwszy pistolet, wystrzelił dwa razy a Roszka widząc, co
się święci, umknął rychło.

Dziema zabrał się zaraz do budowy chaty a sługę, którą miał
od ojca, pojął za żonę i gospodynię. Że tęgi był z niego gospodarz,
m ówil stary -- widać z teg·o, że dziś nas czternastu na tej schedzie
się mieści, a chata moja stoi w tern samem miejscu, gzie niegdyś
pradziad mój pierwszą postawił.
Nałożywszy świeżo lulkę i pyknąwszy kilka razy, tak dalej
prawił stary:
Ludzi w owych czasach nie było tyle, eo dziś ich mamy, mieściło się tu zaledwie trzech lub czterech gospodarzy, gdyż Tatarzy
ich powyjadali, a karmiąc orzechami i końskiem mlekiem, by byli
tłuści, zabierali ze sobą.
Na szczytach Magóry, Leśniowa i Chyzek były ustawione wiechy
a przy nich straż zwykle. Gdy więc Tatarzy od strony Delatyna
nadciągali, pochylała straż wiechy w tę stronę, ku której dzikie pogai1stwo dążyło. Gdy raz złowrogie te znaki pochy1iły się w stronę
dzisiejszej naszej osady, wiedział nasz Jud biedny, jakie nieszczęście
mu zagrażało. 'l,Rtarzy byli w drodze ku Mikuliczynowi.
Wtedy to nasi przodkowie popodcinali las, ,,Kupelskij" zwany,
pomiędzy Mikuliczynem a dzisiejszym Tatarowem leżący, tak, że
drzewa ledwie na pniach się utrzymywały i za najlżejszym powiewem wiatru z łomotem waliły się na ziemię.

-

59 -

Tatarzy nadjechali konno brzegiem Prutu, wjeżdżając do lasu.
Ludzie trzymający w ukryciu kilka drzew podciętych na długich linach, puścili takowe, a te padając, waliły jedno drzewo za drugiem.
W mgnieniu oka horda najezdników znalazła grób pod drzewami
dziewiczego lasu.
Z całej tej czerni zdołał tylko jeden Tatar umknąć wraz z Tatarką. Przybywszy do mego pradziada., zostawił kobietę przed domem, sam zaś wszedł do chaty, pytając, czyby czego jeść nie dostał.
W domu była tylko baba. Wskazała mu beczkę, mówiąc, że jest
w niej żentyca. Zgłodniały bojownik pochylil się, by zaglądnąć, co
się w beczce znajdowało, a wtedy baba chwytając go za nogi, utopiła w żentycy. Tatarka przeczuwając co zaszło, wsiadła na konia
a przebrnąwszy Prut, zostawiła konia nad brzegiem, kryjąc się sama
w wąwozie z połoniny Leśniów ku Prutowi zbiegającym. Tu pod
skałami powiła małego Tatarczuka.
Mieszkańey poznawszy konia Tatarskiego, pasącego się w łę­
gach, jęli szukać za 'l,atarami a znalazłszy Tatarkę w wąwozie, zabili wraz z Tatarczukiem, nadając wąwozowi nazwę "Tatariwczyk",
osadzie zaś „Tatarów".
Mieszkańcy uwolnieni od dalszych napadów, zaczęli powoli tutaj się rozsiedlać. - Tu stary pyknął znowu kilka razy dawno zagasłą już lulkę, splunął i rzekł: ,,kołyś pry nedili skaż u wam szcze
deszczo panyczu ".
Zaciekawiony jednak pi~knemi temi legendami, które w miarę
rozwoju cywilizacyi gasną coraz bardziej wśród naszego ludu, postanowiłem kilka jeszcze tych wzniosłych utworow rozbujałej wyobraźni
ludu górskiego wyrwać zapomnieniu.
Nie długo czekać musiałem. Święto „ Ilłahowiszczenie" wypadło
we środę i stary z ulubioną swą fajeczką przyszedł znowu do mnie.
Nałożywszy do Julki tytoniu i pyknąwszy kilka razy, zapytał
mnie o czem jeszcze chciałbym się dowiedzieć.
Zastanawiając się nieraz nad nazwami „lisny" (nimfy), ,,Lisnowy" (nazwa połoniny) i „ Pidliśniw" (nazwa osady), postanowiłem
dojść związku, w jakim te trzy nazwy pozostają ze sobą.
Zagadną­
łem więc starego, co to są te ,,li sny".
Lisny to czeledyna ( dziewczt;ta), które żyją w lesie. Mieszkają
one na Leśniowie (z huculska Lisnowach) i przy nastaniu nowego
księżyca schodzą nad Prut do Podleśniowa na swe igrzyska. 8ą one
i na „Doszczynce'' 1) a na nowiu śmiechy ich, podobne do śmiechu
naszych dziewcząt, dokładnie słyszeć można.
1) Nazwa polanki.

-

60 -

Ja raz tylko w moJem życiu - mówił stary - widziałem
Było to może przed laty dwudziestu, gdyśmy z I wanem
i Andrijem spędzali owce pod Czarnohorą. Wieczorem wyszedłszy
prowałem 1) na polankę, pod szerąko rozgałęzioną, osobno stojącą
smereką, rozłożyliśmy watrę 2), W tern w pobliżu dał się nam słyszeć
płacz dziewczęcy a wkrótce stanęła przed nami leśna zawodząc:
"oj bidkoż moja czorna, upadku mij hyreńkij, aż tepereś na mene
upaw".
Po tych słowach przybrała groźną postawę, mówiąc, zabierajcie
się zaraz, gdy nie chcecie, by was spotkało nieszczęście, i nim zdo·
laliśmy przemówić do siebie, bogini leśna znikła w cieniu otaczają­
cych nas dr zew.
Przerażeni chwyciliśmy każdy po jednej głowni, przenosząc się
na inną sąsiednią polankę. Nazajutrz, gdyśmy, zdjęci ciekawością,
przyszli ua miejsce, gdzie tliło pierwsze nasze ognisko, śladu z niego
nie było.
Oj tak, tak panyczu - koi1czył stary swe opowiadanie - lisna
i czolowika sia czepyt. Niech tylko parobek zatęskni za swą kochanką, leśna już go się uchwyci. Stefana nieboszczyka dwa lata się
trzymała i gdyby nie ziela, które mu wróżki dały gdzieś w świecie,
zginąłby był niechybnie z jej ręki.
„leśną''.

*

*

*

Przypatl'zmy się bliżej temu ludowi, wśród którego zachowały
się jeszcze owe legendy, a na którym oświata dzisiejsza dotąd swych
śladów nie pozostawiła.
Lud to w średnich warunkach bytu - ani zbyt biedny, ani
też bogaty. Kilka grządek ripy a), pastwisko, polanka lub połonina
kilkumorgowa, dalej las dawno wycięty - zrąb raczej, stanowią cały
dobytek hucuła. To też i wymagania jego są stosunkowo dość
skromne. Mleko i kartofle, a w braku takowych małaj 4), to poży­
wienie tutejszego ludu. Odzieży dostarcza mu wełna owiec własnego
chowu, którą płuczą, farbują, czeszą, przędą, dalej tkają, a utkaną
materyę ubijają w stępach przy młynach wodnych zazwyczaj się
znajdujących. Owca jest też najpożyteczniejszem zwierzęciem domowem tutejszego mieszka1ica, gdyz oprócz wełny dostarcza mu mleka,
z czego bundz 5) a następnie bryndzę wyrabiają.
1) Potokiem.
2) Ogień.
3) Ziemniaki.
4) l\fąka kukurudziana.
5
) Ser owczy.

-

61 -

To też, gdy wiosna zawita, gdy zejdą śniegi ze szczytów gór
i zazieleni się trawa, budzi śię życie po śnie zimowym. W borach
odwiecznych powtarza echo głosy trembit 1), fale Prutu unoszą ze
sobą tęskne melodye dumek, wygrywanych na fujarkach przez pasterzy, po halach świecą ognie, jak gdyby gwiazdy po niebie
rozsiane.
Tu słychać piosnkę pastuszka:
Oj kukała ta zazula
Kukała, kukała,

Jak uczula toj ozymok
Ona sia schowała,

Tam znowu dziewczę zanuci:
Oj ne kukaj zazuleńko,
Ne kukaj ne boho,
Bo ja tużu za Iwanem,
Taj spaty ne mohu.

Tu i ówdzie przemknie stadko owiec lub kóz, pędzonych na poło­
niny, nadchodżi t. zw. ,,mi szynie".
Miszynie jest to spędzanie owiec przez kilku lub kilkunastu
gospodarzy na jedną połoninę i do jednego wataha 2).

Watah trzyma kilka pasterzy (wiwezari), którzy pasą owce,
doją je i znoszą mleko. Sam jest niejako władzą nadzorczą, wyrabia
bundze, prowadzi zapiski przyjętych na paszę owiec, tudzież ilości
udojonego mleka.
Ciekawemi są też owe zapiski. Służy do tego kawałek drzewa
tak zwany „rawasz" w formie graniastosłupa z dwu części t. j.
z „kłody" i trzaski się składającego_
Kłoda pozostaje u wataha, trzaskę ma u siebie właściciel bydła.
Gdy watah zamierza zanotować ilość przyjętych owiec lub litrów
udojonego mleka, muszą obie strony być obecnemi, względnie obie
części rawaszu do tej manipulacyi są potrzebne. Składa je tedy
razem i wycina nożykiem znaki tak, że na każdej z tych części połowa odpowiedniej cyfry jest widoczna.
Znaki te są: i
1, 11
2: 111
3, Il 11
4, V
5, X
10,
X X
20, X
50,
100,
1000. Kwaterki oznacza dziureczkami na boku kłody i trzaski. Rawasze używają się także przy

=

= = =
= * = I=

==

=

=

1) TrllbY blaszane, lub drewniane, owite korlł brzozową, długości 3 do
3.5 metra; wyrabiane bywają zazwyczaj z drzewa, w które piorun uderzył,
by miały głos silny.
1) Właściciel lub dzierżawca połoniny.

-

62 -

robotach leśnych, na których przedsiębiorcy wycinają ilość dni roboczych lub fur zwożących drzewo, tudzież w sklepach żydowskich
do zapisywania naboru, gdzie znaki powyższe oznaczają złr. - dziureczki na zewnętrznych stronach obu części dziesięciocentówki, centy zaś dziurki na stronach wewnętrznych. W sądach tutejszych
rawasze są również znane, dając najlepsze świadectwo, podobnie jak,
księgi gospodarcze, pokwitowania lub inne rachunki.
l coraz to nowe obrazy i szczegóły spstrzega oko człowieka,
gdy wiosna obudzi zycie w tej dzikiej krainie.
Chłopcy nawiercają brzozy, tocząc sok, z czego następnie napój
chłodzący wyrabiają. Sok zebrany zlewają do beczułek i konewek,
wrzucają po kilka jabłek kwaśnych lub wlewają soku z jabłek wyciśniętego, pozostawiając fermentacyi przez kilka tygodni. Napój ten
o smaku lemoniady, z domieszką cukru jest wcale dobrym, a huculi
z winem na równi go stawiają. Kobiety i dziewczęta uprawiają role
pod szczupłe swe plony, mężczyźni śpieszą do robót leśnych - przeważnego swego zajęcia.
To życie pełne swobody trwa przez całą wiosnę, lato i jesiei1.
We wrześniu spędzają trzodę z połonin wśród piosnek, gry trembit
i fujarek a z zimą wszystko na nowo zamiera, jak ptaków śpiew,
lub jęk Prutu, gdy szumne jego fale w lody się zamienią.
Zdolniejsi wyrabiają toporki 1) wykładane paciorkami różno­
barwnymi i wyplatane drutem lub blaszką mosiężną a nawet srebrną
niekiedy, cybuszki do fajek, beczułki i flaszki drewniane, gustowni_e
rzeźbione ; inni rąbią lub zwożą drzewo, kobiety zajęte bielizną
o barwnych wyszyciach lub przędą wełny przeważnie.
Na dworze nie widać nikogo, nie słychać już fujarek ani trembit gry, nie słychać piosnek, ni ogni nie widać po halach. Tu tylko
]ub ówdzie wśród lasu wznoszą się dymu kłęby, wskazując koliby siedliska rębaczy.
Cicho i głucho wszędzie - a białe puszcze widnieją, jak okiem
zajrzysz.
Józef Sclmaider.

1

)

Laska z mosi~żnl! siekierki&,


— 147 86. ŻiYina.
(Z w ierzęta). Liczba grającyoh dow olna. K ażdy przybiera sobie
imię jakiego zw ierzęcia lub p ta k a i naśladu je jego głos. Grdy p r o w a ­
dzący grę w y k o n a to lepiej i praw dziwiej, wtedy dotyczący d aje fant,
który następnie są d z ą podobnie j a k przy innych grach z fantam i.

W ią z a n k a p od a ny ch powyżej z abaw , k tó re ud ało m i się z e b ra ć
p o d c z a s p o b y tu w Bośnii w la ta c h 1892 i 1893, nie w yczerpu je r o ­
zum ie się przedm iotu. J e s t t o g arstk a zbyt dro bn a, ale r z u c a ją c a ju ż
pewne św iatło n a życie dzieci tych prowincyi. P o ró w n an ia z z a b a ­
w am i polskiem i nie są dokładne i zupełne dla b ra k u pod r ę k ą p o ró w ­
naw czeg o m ateryału, ále ju ż z tych kilku z estaw ieů widoczne podo­
b ie ń stw o gier i zabaw bośniackich z polskiem i, a m oże są one z a ­
b ytkie m dalekiej przeszłości, w skaznjącym wspólne i jedn o źródło.
W yjaśnić to m ogą tylko dobrze w tym k ie ru n k u poszukiwania, których
b r a k n a m jeszcze.
N a zakończenie d odać w ypada, że gra w ka rty nie u p ow szechn iła
się jeszcze w B ośni i że starsi ludzie, a szczególnie M ah om etanin
grają z p e w n ą n a m ię tn o ś c ią w domino, w której to grze d o p ro w a ­
d zają do zdum iew ającej perfekcyi. Przegry w ający płaci zwycięzcy
zwykle p e w n ą ilość filiżanek czarnej kawy.

Dr. M. Udziela.

Z iiľojи Hucułów*).
2.
T a ta ró w , przysiółek gm iny M ikuliczyna, leży wśród m alowniczej
okolicy g ó rskiej, u stóp w span iałej C zarnohory, najw yższego szczytu
w sch o d n ic h B eskidó w (H ow erla 2058 m).
R ozsiane u ujścia p o to k u P ru te c do P r u tu c hatki ok ala p ię k n y
wieniec gór, s k ła d a ją c y się ze sz c z y tó w : B a s z c z y n k a (nad horodamy), H rebla, Żeniec, Chom iak, Sennik, W e r cli Żeniec, Zełenyci, Gor­
gany, P erech od ienyj, N orecka, Ł a bina , Jah o d y n , S tr im k a (Hega), Kiedriw ska, K u nikływ a, O seredok, Czertyj, W ineseny j, Czorna pohar,
Szczyw a, T ousty, H ordie, Ż a b iw s k a H ordie, K itełow a, K łynie, K o ­
była, W orochteńskij Dił, R yża, Sii pa k u ra , B ił w ielki i m ały , Pełeusz, R eb row acz, M agóra i K am ien isty, p o p r z e r z y n a n y stru m yk am i :
*) Zob. Lud, V. str. 57.

-

14« -

P o d H re b lą , Bobrow y, B a ra n ie c zy j, R o skilskij, Zełenyei, Ż eniec, Pere chodienyj, N o reck a, Ł a b in a , T a ta r iw c z y k , P ly tn y j, K isz e ń c z y k ,
C zertyj, W in e se n y j, Szczy w ka, P ih y , S u c h a Rosicz, Z pid Diła, H ły jow aty, E łe m c z y k , J a b ło n k a , P ru te c , K unickij i K ram nica.
Po ło n in a J a w o r n ik i c ią g n ą c a się od szczytu „ J a h o d y n “ do
„ S zc z y w y “ p o ło n in a L eśniów , dalej p o ło n in y : B u k o w in k a , Tousty,
S y h o łk a i H o rd ie dzielą T a ta r ó w od M ik u litz y n a . Od Ż a bie go tw o ­
r z ą gra n ic ę p o ło n in y : H o rd ie żabiwska, K itełow a, K łyn ie i G a w o ry ,
od W o r o c h ty : w oro ehteń skij Dił, R yża, Dił wielki i m ały, tudzież
część po ło niny R ebrow acz. Od J a b ło n ie y g ra n ic z y T a ta r ó w z połoni­
n a m i: M agóra, P erechreście, M agórki, B arania, C ho m iak i W e rc h
Z e łe n y ei *).
K o m u n ik a c y ę tw o r z y kolej ż e laz n a — lin ia S ta n isła w ó w -K o ro smezö — id ą c a d olin ą P r u tu i go ściniec p ro w a d z ą c y ze S ta n is ła w o ­
w a do W ę g ie r.
W zn iesienie T a ta r o w a p o n a d poziom m orza w ynosi 671 m.'
O s a d a ta czysto ru s k a leży po śród wsi huculskich i liczy 182
m iesz k a ń c ó w naro d o w o śc i ru sk ie j, gr.
kat. w y z n a n ia , z czego
p r z y p a d a 81 n a m ężczyzn, a 101 n a kobiety. Prócz tego m ie sz k a tu
87 rodzin ży do w sk ich — 143 głów, k tó r e tru d n ią się bą d ź to s p r z e ­
d a ż ą n a p o jo w i wiktuałów, bądź h a n d le m drzew a, bądź w reszcie s p e k u la c y ą przez w y n a jm o w a n ie m ieszkań gościom, p rz y je ż d ż a ją c y m n a
św ieże pow ietrze. L u d n o ść obca, s k ła d a ją c a się z ro dzin urzędników ,
rz em ie śln ik ów i robo tn ik ów , czasowo tu z a m ie sz k a ły c h , d o się g a cy­
fry 92**). P rz ez sezon letni baw i w T a ta ro w ie około 50 gości k ą ­
pielowych.
T a ta r ó w po łożony j e s t p ośród wsi, k tó r e mową, u biorem i zw y ­
czajam i mało się ró ż n ią od siebie. N ajbliższą g ra n ic ę co do ubioru
tw o r z ą : Ż abie, K osm acz, Ja r e m c z e , Z ielona i K ö rö sm ezö (na W ę ­
grzech). R ó żnica w ubiorze ża biow skim zachodzi w p ę t a k a c h
(k u rtk a c h ) o b arw ie czerw opej łub czarnej z cze rw o n y m i k o łn ie rz a m i
i kolorow ym i bom blam i w łóczkowymi, po obu bok ach w zdłuż piersi
naszytym i, tud zież w c h o ł o s z n i a c h (spodniach) czarnych, u dołu
z a k a s a n y c h i w y s z y ty c h w łóczką czerw oną, żółtą i zieloną, z takiem że w yszy ciem n a szw ach u nogawic. K a p e lu s z e ź abiow skie, tz : „barsz ie n k ie “, m a ją k r y s y rów ne, nie w y g ię te w górę, a z a m ia s t w stą-

*) Podań co do pow stania nazw pow yższych szczytów , potoków i po­
łonin nie można zebrać pom iędzy tu tejszą lu d n ością, z w yjątkiem połoniny
„L eśniów “ i potoku „T atariw czyk“, o czem we w stępie była wzm ianka.
**) D aty powyższe
w Tatarow ie.

podane

zostały

przez zastęp cę

naczelnika gm iny

— 149 —
źeczki je d w a b n e j, „ b a r s z y n “ zwanej, k tó r ą w idać n a kape lu sz a c h h u '
cułów ta tarow skich, no sz ą „og alo n“ tj. szych czyli w stą ż e c z k ę dru te m
tk a n ą o barw ie złotej. K osm acz ró żn i sie w yszyciem p ę ta k ó w i g u ­
zikam i odm iennymi p rz y nich, chołoszniami i p i e k t a r a m i (kożu­
szkam i bez rę k a w ó w ) tz. ż abiow sk imi, k ry s a n ia m i o rów nych k r y sá c h ;
Ja re m c z e krojem „ b a jb a r a k ó w “ (sieraków ), się g a ją c y c h do kolan,
szytych w kliny, chołoszniami białemi, płóciennem i w lecie, w zimie
w ełnianem i, tudzież zim ow ą c z a p k ą czerw oną i k a p e lu s z e m letnim
słom kowym . W Zielonej noszą m ężczyźni w łosy znacznie dłuższe,
b a jb a r a k i i chołosznie podobnie j a k w J a re m c z u , ko biety zaś spódnice
z p łó tn a szarego. Lud k ö rö sm e sk i po sia da je d y n ą różnicę w p ę te l­
kach z k u ta sam i p rz y p ę ta k a c h i piektarach , do zw iązy w an ia pod
sz y ją — k tóryc h b r a k n a p ę ta k u u H ucuła tutejszego. Z a m ia s t k a p czurów u ż y w a ją też H uculi k ö rö sm e sc y onuc czerwonych, w ełnian ych ,
aż do ko lan sięg a ją c y ch .
G ra n ic a je d n a k nie da się ściśle oznaczyć, gdyż wsie p o g r a n i­
czne p rz e d s ta w ia ją wielką nieraz różnorodność strojów. I ta k w W orochcie i M ikuliczynie sp otka ć już m ożna chołosznie i p ie k ta ry żabiow skie, w J a re m c z u pomiędzy chołoszniami białemi, ta k ż e czerwo­
ne, w Zielonej prócz spodnie, hucuslkie z a p a sk i.
L u d żabiow ski i mową się różni od ta ta ro w sk ie g o , a to w a k ­
cencie, m ięk kiej w ym ow ie i niek tó ry c h w yrazach. Mówią ta ta ro w sc y ,
że „żabiwci s m y k a ju t “ tj : d o d a ją „ s m y “ do n iektórych słów np :
„na didtie by śm y b u w “. Sień n a z y w a ją w Ż abiem „ k i e f “. W y w ołu­
ją c je d e n drugiego, m ów i: „hoii otw ory k l e ť “. K om orę z w ą „choron y “, święto „ s ie te ń k o “, ojca „ d ie d io “, m a tk ę „ n e n ia ’1 itp. Mowa kosm a c k a po do b n ą je s t do źabiowskiej. Ja rem cze, Z ielona i K örösm ezö
nie różnią się pra w ie m ow ą od T a ta ro w a *).
L u d z za D e la ty n a zw ą ta ta ro w sc y „ łe b a w k a m i“, k ö rö sm ezki
„ ja s iň c i“, żabiow ski „ż a b iw c i“, kosm acki „ k o s m a c c e “, w orochciański
„ w o ro c h tia n e “, m ikuliczyński, „ m y k u ly c z y n e “, z Zielonej “z e le n c e “,
z J a m n e j „ja m n ie n e “, z D o ry „ d o rie n e “, z Ja b ło n ic y „ jabliń ci“, ta ta r o w s k i „ ta ta r iw c i“ itp.
W zrost słuszny , cera śniada, budow a silna o szerokich r a m io ­
nach, nos prosty, ściągly, włosy blond lub szatyn, oczy jasne, b łę ­
k itn e lub siwe — w y trz y m a ło ść w pracy, z ah a rto w a n ie na m rozy
i upały, — oto cechy, znam ionujące tutejszego H ucuła. Brunetów
o oczach ciemnych, piw nych lub czarnych liczy T a ta r ó w zaledw ie

*) G ranicę pod względem ubioru i mowy podałem wedle wskazówek
tu tejszego ludu, który znając każdy najdrobniejszy szczegół i w idząc w nim
zm ianę, najdokładniej określić ją zdoła.

— 150 6 % ; nie w iększej też cyfry d o s ię g a ją m ali i w z ro stu średniego.
W r e k r u ty biorą rocznie 1— 2' łeginiów. W y p a d k ó w śmierci b y w a
4 — 6 i to p rz ew a ż n ie m ięd zy dziećm i z po w o du czerw onki, — m ię ­
dzy s ta rsz y m i z p ow odu u w iąd u starczego . U ro d z in rocznie 5 — 6 liczyć
można.
P ię k n y j e s t ubiór huculski. C odzien ny zimowy strój s k ła d a się
z p o sto łó w (chodaków), k a p c z u ró w (pończoch w ełn ia n y c h ) czerw o ny ch ,
w łó cz k ą żółtą i zieloną w y s z y w a n y c h lub onuc czerw onych, cz a rn y c h
wołoków tj. sz n urkó w w e łn ia n y c h do p rz y w ią z y w a n ia postołów , c z e r­
w o n y c h w e łn ia n y c h spodni, „ cho ło szni“ z w a n yc h , k oszu li z sz a re g o
p łó tn a z w y sz y c ia m i n a ra m io nach, u n ie k tó ry c h też n a kołnierzu,
p ie rsia c h i m a nszetach. K oszulę u b ie ra ją po spod niach , p rz e p a s u ją c 5
do 80 ctm. sz e rok im pasem sk ó rz a n y m , p r z e p la ta n y m różnokoloro­
w ym i rz e m y ćz k am i o 1 do 5 sp rz ą ż k a c h m osiężnych. D alszem i czę­
ściam i składow em i ub io ru m ęzkiego, zim owego s ą : k r ó tk i k o ż u sz e k
bez r ę k a w ó w , „ p i e k t a r “ zw any, o w y sz y c iu s k ó r k ą zieloną, cz e rw o ną
i n ie b ie sk ą , w y b ija n y ka p sla m i m osiężnem i, o ko łn ierzu i p iersia c h
o bszytych 8 cm. sz e ro k im paskiem , z k w a d ra c ik ó w s k ó r y z n ó g li­
sich złożonym. K w a d ra c ik i te cz a rn e i żółte, n a p rz e m ia n ułożone,
tw o r z ą ja k o b y je d n o s ta j n y p a s e k futrzany, obok k tó re g o po obu s tr o ­
n a c h piersi n a s z y te s ą n ie k ie d y g uziki m osiężne „ p u w y c i“ zwane,
lub p e n te lk i i gu ziki rzem ienn e. N a p i e k t a r przy ch odzi dłuższy nieco
kożu ch z rę k a w a m i, podobnie w y szy ty . C z a p k a bara n ia, czarna, p o ­
k ry ta ta k ie m ż e suk nem , w y c ię ta j e s t nieco n a d czołem i z a k a s a n a
do połow y w górę, t a k że b a r a n e k p rzy ch odzi n a z e w n ą trz i w ysta je
ty lk o denko su k ie n n e z p rz y s z y ty m w p o ś ro d k u kolorow ym k u t a s i ­
k iem w łóczkow ym . Część czapk i w g ó rę z a k a s a n a, sp ięta j e s t n a d czołem
r z e m y c z k iem i w r a z ie p otrzeb y n a u sz y b y w a sp u sz c z a n a . U b ra n ie
szyi tw o rz y szał w łóczkow y, czerw ony, b a r w ą żółtą, n ie b ie sk ą lub
zieloną p rz e tk a n y . T o r e b k a „ d z io b e n k ą “ zw ana, sk órz a na , w y b ita je s t
w k rzy ży ki k apslam i, lüb „ p u w y c im a “ n a sz y ta , z rz e m y k ie m z białej
skó ry , w r z ę d y m a lu tk im i g u z ic z k am i m o się ż n y m i na b ija n y m . R ę k a ­
w ice w ełniane o dw u palcach są b a r w y czerw onej z c z a rn ą lub żółtą
i zieloną. N iektórzy n o s z ą to p o rk i m osiężne, w y k ła d a n e p a c io rk a m i,
o to p o rz y sk u d rew nianem , w y p la ta n e m b la s z k ą m o się ż n ą lub wybija n e m p a c io rk a m i r ó ż n o b a rw n y m i. Strój św ią te c z n y nie różni się niczem od codziennego, j e s t ty lk o zazw yczaj now szy.
U b ió r letni s k ła d a się t a k sam o z chodaków , k a p c z u ró w lub
onuc, wołoków, koszuli i p ie k ta r a , atoli z a m ia st chołoszni, no sz ą
spodnie z szareg o płótna, strzęp io ne u dołu, z a m ia s t k o żucha z r ę ­
k a w a m i u b ie ra ją „ p ę t a k “ (krótki siraczek) cz a rn y lub ciemno b r ą z o ­
wy, w łóczką czerw oną, ż ó łtą , zieloną i n ie b ie sk ą w ysz y w a n y , a z a ­

-

151 —

m iast czapki k a p e lu sz s u kie nn y czarny, „ k r y s a n i ą “ zwany, m iękki,
0 k r y s á c h do gó ry zagiętych, u b ra n y czarnem i pióram i strusiemi,
n ie k ie d y też farbow anem i na żółto, zielono lub też czerwono. W około
k r y s a n i p rz y s z y ta j e s t w s tą ż k a je d w a b n a cz a rn a z czerw onymi k w i a ­
ta m i tz. „ b a r s z y n “ i sznurki w łóczkow e z k u ta s ik a m i n a tyle. P o d borod ny k tj. rz e m y k do z a p in a n ia pod brodą, p r z y s z y ty je s t we wew n ętrzu kapelusza. Z a m ia st dziobenek s k ó rz a n y c h no szą n ie k tó rzy
w ełniane o barw ie czerwonej z żółtą lub białą, tkan e w k r a ty z takim że sam y m p a s k ie m w ełnianym .
W łosy noszą długie, do uszu sięgające, k tó r e s m a ru ją m asłem ,
bro d ę golą zupełnie, n osz ą w ą s y tylko, a niektórzy, przew ażnie starsi,
ta k że bokobrody.
K obiety z a m ia st spodnie u b ie ra ją dw ie z a p a sk i czerwone w żółte
pasy, tk a n e z w ełny, z k tó ry c h j e d n ą z przodu, d r u g ą z tyłu p r z y ­
w iązują. P r z y robocie z a p a sk ę p r z e d n ią często odpinają. O krycie
głow y stanow i C h u s tk a szalinow a lub je d w a b n a o p rz e w a ż a ją ­
cej barw ie czerwonej. N a szyji noszą im itacyę p e re ł i kolorow e p a ­
ciorki ; w uszach kolczyki baktono w e lub srebrne. Postoły, kapczury,
wołoki, koszule, pie k ta ry , pętaki i kożuchy kobiece nie różnią się
wcale od męskich. W zimie noszą białe, w ełnian e chołosznie tj. r o ­
dzaj k am aszek , sięgających powyżej kolan. Z a p a s k i św iąteczne są
często p r z e p la ta n e drutem mosiężnym.
D zie w cz ęta ubierają c h u stk ę w ten sposób, że krzyżu jąc ją pod
brodą, zawiązują n a głowie łub te ż na k a r k u oba jej końce, kobiety
z a w ijają w około głowy, zaw iązując je n a tyle. W z ap latan iu w a r­
koczy rów nież zachodzi ró ż n ic a ; dziew częta bowiem noszą je d n ą , pok r y tk i zaś i ko b ie ty zam ę ż ne dwie kosy. W lecie nosz ą n iekiedy
k ob ie ty k a p elu sz e m ęskie.
Dzieci u b ie ra ją zupełnie t a k samo, j a k starszych. Mężczyźni
1 k o b ie ty noszą je d n ak o w e , g rube pierścionki mosiężne lub bakfonowe, a zam iast postołów u b ie ra ją też n ie k tó rz y buty.
S ukno po większej części w y ra b ia ją i farb ują s a m i; w ostatnich
je d n a k czasach zaczęto sukno fabryczne k upow ać. S z y ją też sam i
postoły, chołosznie, koszule, pętaki, plotą wołoki, k a p czu ry i rę k a w ic e ;
w yszycia do koszul, w s ta w k a m i zwane, k u p u ją zazwyczaj u bab kosmackich. Do szycia p ie k ta ró w i kożuchów m a ją sw ych k u śn ie rz y .
D ziobenk i i toporki również z K osm acza pochodzą.
B u d y n k i m ieszkaln e czyli chaty d ały by się podzielić pod w z g lę ­
dem k o n stru k c y i n a dwie k la s y główne. K la sę I - s z ą tw orzą chaty
pojedyncze, zam ieszkiw an e przez lud biedniejszy, І І -gą zaś chaty
podw ójne, mieszczące w sobie zazwyczaj dwie rodziny. C haty p o ­
dw ójne w raz z b u d y n k a m i gospo darczy m i nigdy nie s ą oddzielnie

-

152 -

staw iane, lecz tw o rz ą n ie ja k o do bu dow ę. Z r ą b ta k ie j chaty, 2 m. w y ­
soki, sporządzony je s t z d r z e w a k r ą g łe g o , św ie rk o w e g o lub jo d ło ­
w ego, o ścian ach t. z. blokowych z w y sta ją cy m i w ęgłam i. D a c h d w u ­
sp a d o w y n a czterech k ozłach (kro kw iach) pob ity j e s t d ra n ic a m i, 1 do
2 m. długiemi. K ozły z ew n ę trz n e połączone s ą la ta m i t. z. b a n ty n ie m ,
by się nie rozchodziły.
Główne drzw i wchodow e 1 5 m. w y sok ie, 0 8 — 1'0 m. szerokie,
p ro w a d z ą do sieni, zazw yczaj 4'5 m. długiej, 3'0 m. szerokiej. Prócz
drzwi, um ieszczoną je s t u wchodu ze stron y z e w n ę trzn ej fu rtk a t. z.
„ b r im k a “ na to, by trz y m a n e z w yk le w sieni cielęta, g d y d rzw i są
otw arte, nie w ychodziły. Sień j e s t bez „ s te li“ tj. sufitu, w któ rej
drzwi, n a p rz e c iw siebie leżące, p r o w a d z ą do izb.
Iz b a 4-5 m. w k w a d ra t, w ylep io na j e s t g lin ą i w ybielona g lin k ą
siwą, k t ó r ą kupują, g d y b r a k jej je s t w miejscu. Ś c ia n a frontow a
z a o p a trz o n a j e s t w dw a ok ie n k a 55/40 cm. św iatła, o szyb ach 22./15
cm., a w zdłuż niej ustaw io na je s t ław a, c ią g n ą c a się aż popod śc ia n ę
drzwiom n aprzeciw leg łą. P o d ś c ia n ą ty ln ą a ż do z a p ic zk a u m iesz­
c z o ną j e s t „p ostil“ (łóżko). P r z y ścianie, w której w ybite są drzw i
wchodowe, sto ją półki n a naczynie, śc ia n a zaś n a p rz e c iw le g ła j e s t
zaw ieszo na o b ra z a m i św ię ty c h — ściśle je d e n obok drugiego. P o d
ś c ia n ą tą, przy la w ie stoi stół — zazw yczaj jaw orow y, w g w ia zd k i
i rę b y ś liw k ą w y k ła d a n y .
W k ącie śc ia n y tylnej z w cho do w ą zbu d o w a n y je s t piec, do
pieca p ie k a rs k ie g o podobny, z unoszącym się n a d o tw o re m ok rągłym
kominem, n a k s z t a ł t k a p y p rz y piecach p iek a rsk ic h . D y m z pie c a
w ychod zący p r z e p ro w a d za k om in do sieni, g dzie ścieląc się po „pod z ie “ (strychu), w y d o b y w a się przez drzw i z n a d w o r u i szczeliny
d achow e n a z e w n ą trz . Z a kom inem , n a d piecem z n ajd u je się t. z.
„picz“; gdzie s p ią i w y le g u ją się m ieszkańcy, a w b r a k u m iejsca n a
„p eczy“, u ż y w a ją „p osteli“ i ła w do tego celu. W około pieca z n a j­
duje się „ p ry p ic z “ o zgięciu p ro sto k ą tn e m n a k s z ta łt p r z y s p y
z gliny u s y p a n a , obita d e sk a m i po bokach, na której m ie sz k a ń c y s i e ­
dząc, g r z e ją się p rz y ognisku.
Sufit czyli „ ste li" s p o c zy w a n a 1 do 3 leg a ra c h , podbitych
u spodu b e lk ą „ s w o ło k “ zw aną, na k tó re j pełno ru pie c ia zaw sze
w idzieć można.
S ą to więc ch aty pó łk urn e.
Wzdłuż ś c ia n y tylnej, pod je d n y m dachem , c ią g n ą się sta jn ie
w edle up o d o b an ia i potrzeb y n a m niejsze lub w ię k sz e sta je nk i, k o ­
m órk i i szopki podzielone, lub też w około jedn ą, n ie p rz e r w a n ą s ta ję
tw o rzące. S ta jn ia ta k a w zdłuż trz e c h ścian tj. dw u bocznych i tylnej
domu z a stę p c y n a c z e ln ik a g m iny wynosi 16 sążni długości. D o bocz-

— 153 —
nych ścian dobudow ane są zw ykle z jednej strony komora, z d r u ­
giej szopa, za drew utnię i wozownię zarazem służąca.
Do jedn ej z bocznych sta je n e k , lub szop, p r z y p ie r a ją c b lew n ik i.
S try c h y n a d stajniam i i chlewami zwą „ p o d u sz ie ry k “ i n a nich
śp ią czasami w leeie. D rzw i do sta je n e k w y no szą DO m. w ysokoścb
0 -8 m. szerokości, do chlew ków 0 '6 m. wysokości, 0 -45 m. szerokości.
Z e w n ę trz n e ściany b u dy nk u są nagie, nie nalepiane, ani nie bielone.
M ie sz k a nie pojedyncze sk ła d a się tylko z jednej izb y i z sieni
o rozm iarach mniej więcej tych samych, j a k w chatach podw ójnych.
P rz y ch a ta c h niektórych b ogatszych H ucułów, wzdłuż ściany f r o n ­
towej ciągnie się n a DO m. szerok a g alerya z b r a m k ą n a przeciw
drzwi, do sieni prow adzących, a dachy czterospadow e b y w a ją do
5. m. w ysokie, by śn ieg się na nich nie z a trz y m y w a ł i aby prz ysp ie ­
szały spływ deszczu.
Obejście całe ogrodzone j e s t płotem z „w oryn ia“' tj. kłutych
k a w a łk ó w drzew a, S’S m długich. Pięć lub sześć ta k ic h w o ry n z a ­
k ła d a ją m iędzy dw a koły, 2— 6 m. w ysokie, k tó re n a stę p n ie orz e w k ą
tj. w ogniu sk rę c o n ą g a łą z k ą związują.
W ejście w podw órze z a m y k a ją w rota, sp orząd zo ne z cienkich
tyczek, a zam ia st zaw ias, orz e w k ą do k o l a s ą przytw ierd zon e. G d z ie ­
niegdzie w idzieć m ożna przełaz t. j. deszczułkę poziomo na dwu s łu p ­
k a c h spoczyw ającą.
Siano z b ie ra ją w obrogi, staw iane, j a k zwykle, po ogrodach,
n a łą k a c h i koło m ieszkań.
Sadów nie m a tu praw ie, gd zienieg dzie w idać tylko n a pół
zdziczałą ja b ło ń łub g ru s z ę .
O g ro dy zasad zon e kartoflam i przew ażnie, tak ż e tu i ówdzie bobem
lub k a p u stą , dalej łąki i p a stw isk a ogrodzone s ą płotem z w o ry n ia ,
podobnie j a k obejścia i dom ostw a.
Studzien nie b udują Huculi, g dyż w oda z rzek i gó rskich s tr u ­
myków p otrzeby ich zaspo kaja.
H u cuł pob iera pożywienie cz te ry r a z y dziennie tj. rano, gd y
w stanie, zazw yczaj około 5-tej „ ś n id a n ie “ ; p rz e d południem około
9-ej „ o b id “ ; w południe „ p o łu d e n o k “ i „ w e c z e r ę “ wieczór po 7-ej.
N a jzw y k le jsz ą p o tr a w ą je s t małaj *) lub korż**), tak że ripa***) p ie ­
czona z mlekiem. Inne p o tra w y tw o rz ą kartofle gotow ane z k a p u s tą ,
bryn dzą, niekiedy z mięsem, kartofle z bobem, lub bób z k w a śn e m
m lekiem . P o tr a w y te s p o ż y w a ją bez w zględu na po rę dnia tj. śnia-

*) zam ieszka kukurudziana.
**) placek kukurudziany.
***) kartofle.

II

— 154 —
danie, obiad, p ołudenok, j a k i w ie c z e rz a z tych sam ych po traw się
sk ła d a ją ,
E obotnicy leśni b io rą m ą k ę k u k u r u d z ia n ą do lasu, k tó r ą p rz y
ogniu w k o lib ach gotują, niosą też ze sobą masło, b ry n d z ę lub m leko.
M ięsa rz a d k o u ż y w a ją , rosół n a z y w a ją „ ju s z k a “. Rybacy g o tu ją
p s tr ą g i n a śm ietanie, m aśle i ja ja c h , lecz p otraw a ta, w m ia rę u b y tk u
ry b y , sta je się coraz r z a d sz ą w tej okolicy.
Z na p o i n ajbard ziej p rz y ję tą j e s t wódka, p iją też n ie k tó rz y rum ,
śliw ow icę lub piwo.

J ó z e f Schnaider,

Szopka w Podhorcach.
(P o w ia t złoczow ski.)
„Ogłaszam dzisiaj dzień B ożego narodzenia
Odkupiciela, Stw órcy stworzenia,
Który z tej przyczyny przyszedł na św iat,
Iżb y zbaw ił ludzkie plem ię.
D ziś w esoła, nieb iesk a muzyka
N ad betlejem sk ą stajenką wykrzyka,
A an ioł radość dla p asterzy głosi,
Pokój rodzaju ludzkiem u przynosi.
C ieszcie się państwo ! dziś pora w esela :
Oto widzim y w ciele Z baw iciela...
N iech ten, który W am czyni w esele
P ozw oli w zdrowiu przepędzić la t w iele,
W szczęściu i zdrowiu pom yślność daruje,
A po śm ierci niebo ofiaruje,
T eg o ja życzy i w in szu je.“

T a k ie proste, lecz bądź co bądź ła d n e p o w inszo w anie w ygłasza
je d e n z chłopców (zwykle k ie ro w n ik ludowego p rzedstaw ien ia), gdy
w pierw szym i w d ru gim dniu Ś w ią t Bożego N aro d z e n ia w ejdzie do
którego z pom ieszkań w iejskich w iejska te a tr a ln a dru żyn a, celem
od eg rania d ra m a tu , z n anego pod n a z w ą „ sz op ki“. Po pow yższych
słow ach życzeń o d s ła n ia się s c e n a szopki, m ającej k sz ta łt p ro s to k ą ta ,
ż p apierow ym d ac h e m , w któ rego śro d k u w znosi się m a le ń k a kopułka. Gdy ch łopak zapali świecę w e w n ą trz szopki n a przodzie,
a ośw ietlającą c a łą scenę, widzimy po lewej s tro n ie (od w idza) przy
ścianie klęczącego dziadka — f u r t y a n a , który dzw oni za u k a z a n ie m
się każdej w ystępującej lalki. P o stro n ie p ra w e j u m ieszczo ny je s t
żłobek, w który m leży m aluśk i Je z u s, a o ta c z a ją g o : M atk a B oska,


— 207 —

Z liraju. H ucułów .
з.
Kalendarz łmoulski.
Styczeń.
1/1 (gr. kat. 20/12) I h n a t i a . Święto świńskie, bo św. Ihnatij
był rzeźnikiem . Bogatsi w ten dzień biją wieprze.
5/1 (gr. kat. 24/12). W Ś w i a t y j w e c z e r (wigilię Bożego N a­
rodzenia) gotują 7 potraw (inni tw ierdzą, iż należy gotować 12 po­
traw ). R ozniecają też tak zwany „żywy ogień". W ykonują to w ten
sposób, że wziąwsy kół drew niany, zaokrąglają i rozkłuw ają na
krzyż oba jego końce tak, aby w szczeliny, przez rozkłucie powstałe,
czyr bukowy czyli hubkę założyć było można. N astępnie ustaw iają
pionowo dwie suche deski, robią w obu takie zagłębienia, by końce
w ałka (kołu) w nie zaszły wolno, zakładają wałek, a naw inąw szy
nań sznurek, pociągają to jeden, to drugi jego koniec ku sobie.
W ałek tym sposobem w ruch wprawiony, przez tarcie ciągłe o deski,
wywołuje ogień. Czynią to także na ławkach lub stoikach. Ogień ten
w kładają do pieca, a ludzie „m ądrzejsi“ stara ją się przez cały rok
go nie wygasić.
Po roznieceniu żywego ognia, w rzucają węgle przez rękę trzy
razy po dziew ięć do wody, licząc od jednego do dziewięciu w ten
sposób, iż przy wym aw ianiu każdej cyfry dodają „nie“ n. p. „nie
jeden, nie dwa i t. d.“ Przy tem odm aw iają w szystkie złe rzeczy,
a przyw ołują dobre, ja k zdrowie, szczęście, powodzenie, tudzież w y­
m aw iają nazw y ziół leczniczych na to, by w razie potrzeby były
skutecznem i. Myśliwi zaklinają strzelbę, aby biła dobrze i aby zw ie­
rzyna na strzał wychodziła. T ak samo ludzie żli, jak w iď m y i cza­
rownice wywołują rzeczy złe, n. p. że potrafią odebrać mleko od
krów obcych dla swoich i t. p.
Rano około godziny 3-ciej w staje baba, bierze kury w ręce
i mówi, że to nie są kury, tylko „p o tieta“ (ptaszęta, młode wróble),
nie mówi też w tedy „usz“ , jak to zwykle przy odpędzeniu drobiu
w ym aw iają, tylko ,,kacz“. N astępnie niesie je w pole, staje i prze­
m aw ia: ,,usiom kurem usz, a mojim jejci hacz, — usiom kurem kwoki
kutkodak, a mojim jejci ja k kułak, — na wsi kury jastroby, a na
moji jejci.“
G ospodarz w staje rano, a roznieciwszy „żywy ogień“ w kłada
go do pieca i z 9 polan tym ogniem roznieca „ w atrę.“ P rzy ogniu
tym gotuje różne potraw y, z których następnie piecze chleb zw any
„chlib wic} b uri“ (chleb od burzy). Pr^ed wieczorem zastaw ią stół

-

208 -

do w ieczerzy, znosi rozm aite przedm ioty, ja k szory, jarzm o, dojnicę,
n arzęd zia ciesielskie i t. p., składając je pod stołem. Stół obwiązuje
sznurem lub łańcuchem , strzelbę staw ia za stołem kolbą do góry,
ażeby mu służyła przez cały rok. Przed kolacyą zabiera „chleb od
burzy“, m ak u trę i sól, obchodzi trzy razy wokoło domu, a sta ją c za
każdym razem pod chatą, mówi : „hur, hur,“ żona zaś stoi przy stole
i p y ta s ię : „chto tam h u rk a je ? “ ; gospodarz odpow iada: „sam C hrystos z kutiow m akotertiow “ . Potem staje pod oknem i mówi : „dobryj
w e e z e r'Y — żona odpow iada: „daj Boże zdoröw ie“ . Gospodarz znowu
za p y tu je : „szczo budemo jis ty ? “ — na co żona odpow iada: „chlib
ta sil, ta na szczo nas Bib spom ih“ ; na to gospodarz: „a sztorhany
(k arakony) ta błoszczyci?“ — żona w końcu m ów i: „sam i sebe“ .
J e s t to zaklęcie, by karakony i pluskw y w chacie się nie m nożyły.
6/1 — 8/1 (gr. kat. 25/12 — 27/12). Ś w i ę t a B o ż e g o n a r o ­
d z e n i a obchodzone byw ają podobnie, ja k wszędzie. K olędnicy nie
p rzeb ierają się, chodzą tylko z trem bitą, skrzypcam i i dzwonkiem,
śpiew ając specyalne kolędy dla pana, dla zamożnego gospodarza,
dla średnio zamożnego i biednego, dla wdowy, dziew czyny i dla
chłopca. Z tych k ilk a niżej przytaczam .
(p a n u )

Oj ustań, ne spy grecznyj panoczku,
Hordoji, hordoji pani meży panamy.
Oj ustaw, ustaw, try świcziw szukaw,
Hordoji i t. d.
Pry perszij świeży noźeńki wbuwaw itd.
Pry drubij świeży łyczeńko wmywaw itd.
Pry tretij świeży konyka sidła w itd.
Konyka sidław, z konem howoryw itd.
Oj koniu, koniu, prodam ja tebe itd.
Oj pane, pane, ne prodaj mene itd.
Jak nas honyły Turki, Tatary itd.
Jak ja załetiw ja w bystryj Dunaj itd.
Ne namoczywiem ni kopytoczka itd.
Ni kopytoczka, ni stremenoczka itd.
Ni orszyn sidła, zołotu hrywu itd.
Zołota hrywa pana ukryła itd.
Winczujem panu szczistiem, zdorowiem, taj mnohi lita,
Hordoji, hordoji pani meźy panamy.
( b o g a c z o w i .)

Oj deń, dobryj deń gospodareczku,
Sławenjes, sławenjes Boże po wsim switi.
Widchylit sobi czom kwatyreezku,
Sławenjes itd.

— 20У —
Podyw'tže sie na podwirieczko itd.
Chodyt wam Hospod’ po stajenoczkaeh itd.
Paruje koni; a wse woroni itd.
A na rik Вік dasť bude czotyry itd.
Chodyt wam Hospod’ po stodołońkaeh itd.
Paruje woły, po try płużeczki itd.
A na rik Bib dasť bude ezotyry itd.
Chodyt wam Hospod’ po zahorodach itd.
Korowki honyt, po try dijnyczki itd.
A na rik Bib dasť bude czotyry itd.
Chodyt wam Hospod’ po koszyrońkach itd.
Honyt oweczki na try strunoczki itd.
A na rik Bib dasť bude czotyry itd.
Chodyt wam Hospod’ po pasiczeńkach itd.
Paruje pcziłki na try ławoczki itd.
Roji, paroji waj na czotyry itd.
Chodyt wam Hospod’ po komorońkach itd.
Składaje sukni na try sznuroczki itd.
A szowkowiji waj na czotyry itd.
Winczujemo was szczistiem, zdorowiem, taj syny
święty czom rizdwenymy.
Wichiďže ďnam, podiakujte nam.
Meni berezi hirka zapłata, horiwki kwarta,
Reszeto wiwsa, z werehie kowbasa.
Liź na drabynu, kraj sołonynu,
A pidliź wyższe po kowbasyszcze.
Za sołonynu dam ty detynu,
A za kowbasu chatu roznesu.

( Ś R E D N IO Z AM OŻNEM U.)

Ternowi dwory, tysowi stoły,
Powiwaj, powiwaj witre, ja wse z tychońka,
A poza stile sydiet światiji
Powiwaj itd.
Stariji lude, radoczku radiet itd.
Radoczku radiet perwowicznuju itd.
Teper na świti ne tak postało itd.
Ne tak postało, ot jak buwało itd.
Ot zperwowik, z perwopoczietku itd.
Teper na świti tama nenawist’ itd.
Bo syn na witcie ruczku zdojmaje itd.
Wse sohriszaje, pękło spowniaje itd.
Dońka na matier wse worohuje itd.
Wse sohriszaje, pękło spowniaje itd.
A brat na brata meczem machaje itd.
Wse sohriszaje, pękło spowniaje itd.
Sestra na sestru czariw szukaje itd,
Wse sohriszaje, pękło spowniaje itd.

— 210 —
Susid susidi plit zakładaje itd.
Wee sohriszaje, peklo spowniaje itd.
Winezujemo ty szcziátiem, zdorowiera itd.
A na rik kraższych doczekaj zdorow itd.
A ne sam z sobow, z swojew gazdynew itd.
Taj z ditoczkamy, z okołora dworom itd.
Z usim obchodom, cboroszym rodom itd.
Błyśkim, dalekim, — małym, wełykim itd.
( b i e d n e m u .)

Iszow, perejszow misieć po nebi,
Ihrały ihry za striloczkamy.
Za nym zirnyczka, řidna sestry czka,
Ihrały itd.
A stij pohody, misiciu brate itd,
Ne maju czasu sestro ty żdaty itd
Oj idu ja jda wid Boba w pisłaeh itd.
Wid Boba w pisłaeh do gospodaria itd.
Oj zadaw sie gospodar domu itd.
Jak swoji hosti potrachtuwaty itd.
Oj daj nam wosku na odnu świczku itd.
Oj daj ładanu u kadilnyciu itd.
Bo toto bude ta do cerkowci itd.
Bożaja chwała, bidnoho sława itd.
A za sym słowom buďže nam zdorow itd.
A ne sam z sobow, z swojew gazdynew itd.
Taj z ditoczkamy, z okołem dworom, bud’ż enam zdorow.
Ihrały ihry za striłoczkamy.
( w d o w i e .)

Oy doma, doma bidna udowa ?
Oj daj Boże.
Oj sidyt sobi po konec stola,
Oj daj itd.
Oj sidyt, sidyt, dumku dumaje itd.
Dumku dumaje za gospodarie itd.
Prychodyt yd’ni Bożaja Maty itd.
Ty greczna wdowo łyszy dumaty itd.
Na twojem poły płuhator ore itd.
Płuhator ore czotyrma woły itd.
Bo świetyj Petro wołyki wodyt itd.
A świetyj Juryj za płuhom chodyt itd.
Preczysta Diwa jistoczbi nosyt itd.
Oj orit synki, ja z dowha nywki itd.
Ja z dribna skibki itd.
Mene sijaty żyto, pszenyciu itd.
Żyto, pszenyciu, wsieku pasznyciu itd.

— 211 Grccziia udowa, bud’ nam zdorowa itd.
Winczujmo wdowu szcziściem, zdorowiem
Oj daj Boże.

( d z i e w c z y n i e .)

Oj u korszmońci, na murawońci,
Ja w wyncy, ja w wyncy, w wynnim horodcy.
Greczna pannoczka za szynkaroczku,
J a w wyncy itd.
Trymaje sobi trojakij napij itd.
Odneźmy napij szumnoje pywo itd.
Druheżmy napij zelene wyno itd.
Treteżmy napij medok sołodok itd.
Pryjichały tam waj try panowe itd.
Waj try panowe, try kramarowe itd.
Kazały sobi napij dawaty itd.
Oj Pyły. pyły, p’szly ne płatyły itd.
Greczna pannoczka zdohadała sie itd.
Kazała sobi konia sidłaty itd.
Konia sidłaty, ich dohaniaty itd.
Jak dohonyla, taj zrabuwała itd.
Z jednoho wzięła kuniju szapku itd,
Z druhoho wzięła szowkowu szubu itd.
Z tretoho wzięła sribnyj perstenec itd.
Kunija szapka momu tatkowy itd.
Szowkowa szuba moji matinei itd.
Sribnyj perstenec ja sama znoszu itd.
Ja sama znoszu, ich pereproszu itd.
A za sym słowom buď nam zdorowa itd.
Dajże ty Boże w horodcy zile czom zełenoje itd.
W miasnyć’ wesile czom wesełoje.

( c h ł o p c u .)

Oj iz za hory, za wysokoji,
W neďilu, w neďilu rano, zelene wyno.
Pokazały sie dwi, try chmaroúki,
W neďilu itd
Ni to chmarońki, bili oweczki itd.
Za nymy chodyt bilyj mołodec itd.
Biłyj mołodec, Juroczka chłopec itd.
Na nim pełena, jak bił biłena itd
Na nim pojasok, samyj hantłasok itd.
Za tym pojaskom dwi, try trumbitki itd.
Odna trumbitka czom horichowa itd.
Druha trumbitka czom midianoje itd.
Tretia trumbitka czom zołotaja itd.
Oj jak zatużyw, jaw horichowu itfl.

-

212 -

Pustyw hołosok až popid lisok itd.
Oj jak zatużyw, jaw midianuju itd.
Pustyw holosok, aż na kraj áwita itd.
Oj jak zatużyw, jaw zołotuju itd.
Pustyw holosok, aź na tot świtok itd.
Bożaja Maty toto uczuła itd.
Toto uczuła, taj spodobała itd.
Kazałabym ho do sebe wziaty itd.
Do sebe wziaty, ja w ryzy (ornat) wbraty itd.
Ja w ryzy wbraty, Juroczkow zwaty itd.
A za sym słowom rosty choroszij itd.
Rosty choroszij w Boha szczaslywyj itd.
Tatowy, mami na potichońku itd.
A dobrym ludem na poradońku itd.
12/1 (gr. kat. 31/12) M e l a n i i . Św ięto kościelne. D ziew częta
g otują pierogi i dają je kotom. K ażdy pieróg przedstaw ia jed n ą
z dziew cząt. K tórej pieróg kot zje zupełnie, ta dziew ka się w yda
(wyjdzie za mąż), a której pokosztuje, ta się pokryje.
13/1 (gr. kat. 1/1) N o w y j r i k . Wiele osób w domu, tyle k a ­
wałków drzew a staw iają pod oknam i na dworze, a w chacie na stole
tyle łyżek k ład ą n a nożu. K ażde polano i każda łyżka przedstaw ia
pew ną osobę. Grdy do rania czyje polano lub łyżka upadnie, to ten
w tym roku umrze.
Na m aglownieę k ład ą żarzące się węgle w rządek, dając k a ż ­
demu nazw ę jakiegoś plonu, ja k : żyta, owsa, kartofli itp. Z którego
w ęgla do ran a pozostanie sporo popiołu, na ten plon w różą urodzaj
w tym roku.
Ile m iesięcy w roku, tyle przekrojonych (połówek) cebul ze
solą na wierzchu kładą na oknie, nadając każdej nazw ę m iesiąca.
Gdy do ran a na której cebuli sól rozm oknie, ten m iesiąc ma być
mokrym, na której sól się utrzym a, w różą m iesiąc suchy.
Do nowej m iski dają 9 łyżek wody i staw iają przez noc na
sw o ło k 1). Rano przekonyw ują się, czy wody je st więcej, czy też
ubyło. Gdy je st więcej ja k 9 łyżek, to bydło w tym roku da więcej
m leka, gd y zaś mniej, to mało m leka spodziew ać się należy. H uculi
tw ierdzą stanowczo, że w ody przybyw a, gdy zbiór m leka ma być
obfity.
W nocy je s t je d n a chwila, w której bydło rozm aw ia ze sobą
i opowiada, ja k się gospodarz z niem obchodzi. W tej sam ej chwili
w szystka woda przem ienia się w wino, a po upływ ie tego momentu
‘) Swołok — belka podbita pod legary, sufit podtrzymujące, na której
kładą zwykle rozmaite narzędzia.

-

213 —

napow rót we wodę. Niebo się otw iera, a tylko ludzie pobożni widzą
to i m ogą wówczas wyprosić u P ana Boga, czego sobie życzą.
O 12-tej godzinie w nocy idzie gospodarz z chlebem i konew ką
do rzeki, a m aczając chleb trzy razy we wodzie, mówi: ,,ne kupaje
sia chlib u wodi, ale ja w zdorowlu i sjdi.“ N astępnie nabiera wody
do konewki, m ówiąc: „ne beru ja wodu, ale mołoko, mid i w yno“ ,
wchodzi do chaty i rzuca chlebem po podłodze trzy razy od proga
do stołu. Jeżeli chleb się przewróci wierzchnią częścią na dół, to
umrze ktoś z rodziny w tym roku. Potem bierze chleb w ręce, puka
każdem u z obecnych w chacie w głowę i przem aw ia: „abyste taki
buły wełyczni, ja k sej W a s y l3) w ełycznyj.“ W końcu nalewa z ko­
new ki do m iski wody, poprzednio z rzeki nabranej, rzuca rozm aite
pieniądze, kruszy nieco tego chleba i wszyscy w tej wodzie myją się
po starszyźnie, aby im na wodzie, chlebie i pieniądzach nigdy nie
zbywało.
Jeżeli na nowy rok deszcz pada, wróżą „m ir“ (pomór), gdy
mróz, to będą zdrowi, jeżeli zaś śnieg pada, w różą dobre zarobki
w tym roku.
18/1 (gr. kat. 6/1) B o h o j a w ł e n i e (Jordan), święto uroczyste.
W w igilię rano gotują 12 potraw na wieczór. Robią też drew niane
krzyże, staw iając je u drzwi każdego domu, stajni, tudzież rysują
takow e k red ą na m iskach i innych naczyniach, aby dyabeł, złe duchy,
w iď m y i czarownice przez cały rok przystępu do ludzi, ani do bydła
nie m iały.
Cerem onia święcenia wody odbywa się podobnie jak gdziein­
dziej. Bractw o cerkiew ne przynosi nad rzekę dzieżę, do której n a ­
bierają z rzeki wody i dopiero po poświęceniu tejże, święci nią ksiądz
wodę w rzece. Z dzieży rozbierają wodę ludzie poważniejsi, inni zaś
biorą z rzeki. W odą tą pokrapiają dom, bydło i piją ją przez kilka
dni po Jo rd an ie przed jedzeniem. Dziewczęta myją się wodą poświę­
coną, odm aw iając następujące słow a: „wodyce, ołenyce, ardanyce,
um ywajesz hory, pronory, bile korinie, żowte kam inie, umyj mene wid
wsiekoho łychoho, wid ustud, wid merży, abym buła tak a czysta,
ja k św iata p reczy sta“ (3 razy).
Konewki i dzbanki na wodę ubierają niektórzy barw inkiem
i włóczką czerwoną.
Po Jo rd an ie przez dni 14 prać na rzece nie wolno.
Dawniej na uroczystość święcenia wody przychodzili Huculi
myśliwi ze strzelbam i i podczas ceremonii tej oddaw ali trzy salwy,

!) Wasyl — tak ten chleb nazywają.

— 214 —
z tych dwa strzały w górę, a trzeci we wodę. W ilki, które na ,,And rija “ — wedle tw ierdzenia ludu — zbierają się w stada, po p ierw ­
szej salwie m iały się rozpraszać po lasach i dopiero na A ndrija
zbierać ponownie w grom ady. Dziś zwyczaj ten w yszedł z użycia,
praw dopodobnie z powodu przepisów, utrudniających noszenie i u ży ­
wanie broni i ściślejszego ich przestrzegania.

Luty.
14/2 (2/2 gr. kat.) S t r i t y n i e H o s p o d n e , św ięto uroczyste,
obchodzone n a tę pam iątkę, źe N ajśw iętsza P an n a Marya, idąc do
wywodu, ,,strity ła sia“ (spotkała się) ze swym Synem.

Marzec.
13/3 (1/3 gr. kat.) J e w d o c h y . Z acierają rozsadę t. j. nasienie
k apusty z gliną. Nasienie to tak przygotow ane, pozostaw iają aż do
siewu na wiosnę. K tóry gospodarz ma budować chatę, lub też bu­
dynek gospodarczy, musi zaznaczyć plac pod budowę przed Jew dochą. Potem mu już nie wolno, boby um arł, lub w gospodarstw ie
żleby mu się wiodło.

Kwiecień.
Ś w i ę t a w i e l k a n o c n e (Wełykdeń). W wielki c z w a r ­
t e k chodzą m ałe dzieci po chałupach za „kukucam i“ t. j. małymi
bocheneczkam i chleba, rozdaw anym i za dusze zm arłych i za jajam i.
Po południu robią chłopcy klepadła drew niane (klepała), których za­
m iast dzwonu używ ają przez w ielki piątek i sobotę. W ieczór (we
czwartek) schodzą się ludzie na „ stra śtie “ do cerkwi. Grodnym uw agi
je st wówczas zwyczaj u dziew cząt. Z bierają się one za cerkw ią
i wiążą guzy na sznurkach od zapasek ; ile razy uderzą w dzwony,
tyle guzów w iąże dziew czyna. W róży sobie bowiem, że tyle razy
będzie m ogła sw ą cnotę oddać „łeginiom “, nie obaw iając się skut­
ków, ile guzów na „ stra s tie “ zawiąże na zapasce. P rzy każdem obco­
w aniu z kochankiem rozw iązuje jeden guz, aby tak obecny ich sto­
sunek pom yślnie się rozw iązał.
W sobotę gotują ja ja , mięso, pieką paski i „naczynku“ t. j. 3 do
4-tygodniow e prosię, które nadziew ają ryżem , krupam i, ta rtą bułką
i t. p. i sm ażą całe w m aśle na patelni. Po upieczeniu w k ład ają mu
zam iast oczu, guziki czerwone, a w pyszczek chrzan z zielonymi
listkam i.

— 215 W niedzielę niosą święcić do cerkwi. W cebrzyczku, zwanym
„p aszczen y k “ u k ład ają na spodzie jaja w skorupkach, sér, mięso,
słoninę, czosnyk, potem ja ja łupione, w około nich kiełbasę, a na
górze we środku chrzan „z kosycew “ t. j. z listkam i zielonem ii świecę.
Po wierzchu u bierają święcone takže pisankam i.
Św ięcenie odbywa się na cm entarzu koło cerkwi, gdzie każdy
praw ie oprócz „p askiw cie“ ze święconem, kładzie koło niego jeszcze
„h u rm a n “ soli, „naczynku“ (prosie), jaszczyk m asła, paskę i perepiczki.
Po oświęceniu idzie kilku z „b ractw a“ z worami, a pałam arz
ze skrzy n k ą zbierać perepiczki i pieniądze. K ażdy więc daje jedną
perepiczkę i 2 ct. dla księdza, a następnie perepiczkę i 1 ct. dia­
kowi. Chłopcy k ręcą się w pośród dziew cząt za pisankam i
Po skończonej ceremonii uciekają wszyscy ezem rychlej do
domu, tw ierdząc, że który prędzej z cerkwi powróci, ten prędzej
skończy wiosnowanie. W róciwszy do domu, idzie gospodarz z paską
do pasieki i do stajni, a uderzając nią o ule lub bydło, przem aw ia:
„ab y ste tak tiehły sie szwydko z medom (mołokom, masłom) do
mene, ja k ja sie tieh szwydko do was z pasków, ta z usem dobrom.“
Po obiedzie idą jedni do cerkwi, inni znowu na „koływ orot“ t. j.
żerdź na słupie leżącą, na której dwu kręci się w około, siadłszy
jeden na jednym , drugi na drugim jej końcu. Spać się nie godzi,
bo by siano zmokło na pokosie. W poniedziałek wielkanocny oble­
w ają się wodą.
Na „liajówce“ chłopcy bawią się w „obrogi“ t. j. staje jeden
drugiem u na ram iona i ta k obchodzą w około cerkwi ; lub też stają
dwie p artye naprzeciw siebie, jed n a rzuca drewnianem kółkiem ,
a druga je zatrzym uje w biegu. N aśladują ćwiczenia wojskowe, prze­
sk a k u ją przez siebie itp. Dziewczęta rzucają pisankam i lub biorą się
za ręce, jedną w puszczają do środka, która naśladuje mycie i cze­
sanie się, a kręcąc się w około śpiew ają:
Oj biłyj biłodanczyku
Popłyń sobi po dimajczyku,
A de sobi wipłynesz,
Oj tam sobi spoczynesz.
A rozczeszy rosu kosu,
Umyj sobi biłe łyczeńko,
Ta woźmy sia popid lidwońki,
Ładuj sobi czerewiczeńki,
Szukaj sobi po sestryczeńci.
Tu dziewczyna, która była w kole, w ybiera jed n ą na swe
miejsce, a sam a staje na jej miejscu. Zabaw a ta nazyw a się „biłodanczyk“ .

-

216 —

D rugą zabaw ą je st t. z. „diwoczyj to rb “. D ziew częta sta ją we
dwa rzędy, a je d n a chodzi pom iędzy rzędam i i śpiew a:
Oj chodżu ja po torhu, po torhu,
Sweji żony ne wydżu, це wydżu.
D ziew częta z rzędów odpow iadają :
Oj my jeji wydymo, wydymo,
My jeji tobi ne damo, ne damo.
— Ja wam konej naženu, naženu,
Żonu swoju wiruczu, wiruczu.
— A my koni sprodamo, sprodamo,
Tobi żony ne damo, ne damo.
— Ja wam woli w naženu, naženu,
Żonu swoju wiruczu, wiruczu.
— A my woły sprodamo, sprodamo, itd.
— Ja wam korow naženu, naženu,
Żonu swoju wiruczu, wiruczu.
— A my korowy sprodamo, sprodamo, itd.
— Ja wam owec naženu, naženu itd.
— A my wiwci sprodamo, sprodamo itd.
— Ja wam kozy naženu, naženu itd.
— A my kozy sprodamo, sprodamo,
— Ja wam husyj naženu, naženu itd.
— A my husy sprodamo, sprodamo itd.
— Ja wam kurej naženu, naženu itd.
— A my kury sprodamo, sprodamo itd.
— Ja wam hroszej nanesu, nanesu, itd.
— A my hroszi wozmemo, wozmemo,
Tobi żonu widdamo, widdamo.
P o skończonym śpiew ie całują się dziew częta ze sobą.
3)
„W ierzbow e ko ło “. W e dwa rzędy sta ją dziew częta n ap rze­
ciwko siebie, każda p ara trzym a się na krzyż za ręce, tw orząc tym
sposobem pomost. Jed n ą w ysadzają na w ierzch i gdy ta przechodzi
po rękach cały ten rząd tam i napo wrót, śpiew ają:
A werbowe kolisie, kolisie,
Iladawjem sia źenyty, żenyty,
Nisbym pywo waryty, waryty,
A szcze pywo ne wkisło, ne wkisło,
Wže sia starci w natysło, natysło,
A szcze pywo ne pyły, ne pyły,
Wże sia starci pobyły, pobyły.
Tu dziew częta udają, że się biją.

— 21? —
4) Jed n a
i śp iew ają:

staje

we

środku,

inne dziew częta

zam ykają

koło

Oj na hori sosnońka snyjała, snyjała,
A pid neju dziwczynońka stojała, stojała,
I prosyla wirne Boha taj witcie, taj witcie,
Ne daj mene mij nieneńku za wdiwcie, za wdiwcie,
Bo wdowee w misti pie, w misti pie,
Pryjde ďchati mene bie, mene bie,
A ty lubko prywykaj, prywykaj,
Kriz wikonee utikaj, utikaj.
Aj bida my utecze, utecze,
Koły łowyt za piecze, za piecze.
5) T w orzą tak samo koło. Jed n a staje we środku i bijąc prętem
po nogach dziew cząt, śpiew a:
Abo meni sukniu krajtě,
Abo mene za muż dajte,
Bo jak ja sią rozwołoczu,
To wsi horszki potołoczu.

Ma j .
5/5 ("23/4 gr. kat.) J u r i a . W ten dzień nie robią wcale. W ie­
czór przed Jurem rozkładają w „zahorodach“ m iędzy bydłem ogień
z zgniłych trzasek t. z. „kuryszcze“, by czarownice i wid’my nie
m iały przystępu i nie odbierały m leka. Ogień ten palą przez
całą noc.
Jeżeli Ju ra przypada we wtorek, czw artek lub sobotę, to wróżą
rok dobry na mleko, gdy w inny dzień, mało m leka w tym roku się
spodziew ają.
K toby przed Jurem nie w yorał pola pod kapustę, to musi
w tym roku um rzeć mu ktoś z rodziny. P rzestrzeg ają tego tak d a ­
lece, że gdyby wcale kto nie wiosnował, to na kapustę pole wyorać
musi.
7/5 (25/4 gr. kat.) M a r k a obchodzą dla zdrow ia bydła. Wół
w yprosił sobie u P an a Boga to jedyne dla siebie święto. Nie wolno
w tedy robić nikomu, chyba wdowie i to tylko do południa.
12/5 (30/4 gr. kat.) „Do J a k o w a , zemla nijakow a“ - a n i paść,
ani sadzić jeszcze nie można. Mówią, że „jak sia daść na Jakow a
m arżyni obid, to w ykiedaj w yły na p id “ — bo już się Bóg odtąd
sta ra o bydło.
15

ICE С

— 218 -

Czerwiec.
13/6 (1/6 gr. kat.) „ R o z y h r y “. Robić wolno tylko do południa,
po południu święto bogiń leśnych. „L eśne“ tańczą koło krzaków bzu
i leszczyny i nie dają robić.

Lipiec.
6/7 (24/6 gr. kat.) R o ż d e s t w o ś w. I w a n a . Z b ierają kw iaty
po polu i dają święcić. Św ięcą też zioła lecznicze, ja k toję, arnikę,
żywokost, dziew annę, jednoroczne pędy leszczyny itp., aby były s k u ­
teczne w razie potrzeby.
P rzed wschodem słońca idą dziew częta w żyto się k ąp a ć,
a obmywszy się rosą żytnią, trac ą w szelką niesław ę.
13/7 (1/7 gr. kat.) I l i a . Święto uroczyste. Św. Ilij i H aw ryiła
byli kom endantam i piorunów. Gdy grzeszni aniołowie sprzeciw ili się
Bogu, kazał On tym dwu św iętym piorunam i ich wybić. Pobici
padali ja k deszcz na ziemię. K tóry upadł bokiem lub nogam i na
dół, tam m iejsce jest czyste, a który głową, ten się nie zabił, lecz
został dyabłem . P okazuje on się tam i straszy ludzi, lub szkodzi
bydłu.
20/7 (8/7 gr. kat.) P r o k o p i a. N ie robią dlatego, by piorun
nie zabił człow ieka lub bydlę.
27/7 (15/7 gr. kat.) K i e r y k a . Nie robią z tych sam ych pow o­
dów, ja k na Prokopa.
31/7 (19/7 gr. kat.) M a k r y n y . Gdy w dzień ten pada deszcz,
to będzie padał przez dni 40.

Sierpień.
18/8 (6/8 gr. kat.) P r e o b r a ż e n i e H o s p o d n e czyli S p a s a .
Święto uroczyste. Rodzicom, którym pom arły dzieci, nie wolno jeść
owoców przed Spasem , dopiero po poświęceniu na Spasa, gdy tych
owoców dadzą „za prostybib“ (jałm użnę) za pom arłe dzieci.
27/8 (15/8 gr. kat.) U s p e n i e B o h o r o d y c y . Święto uroczyste,
obchodzone na tę pam iątkę, że M atka B oska nie um ierała, lecz
śpiącą zabrał J ą Pan Bóg do nieba.

Wrzesień.
10/9 (29/8 gr. kat.) H ł a w o s i k i . Do sadu iść nie można, bo
żmija zaw iesi się na szyję. M aku, orzechów i w szystkich owoców
z głów kam i rw ać nie wolno.

— 219 —
26/9 (14/9 gr. kat.) W o z d w e ź e n i e c z e s n o h o C h ř e s t a.
Św ięto uroczyste. Myśliwy musi w ten dzień jeść mięso, naw et gdyby
to był dzień postu, aby zw ierzyna na niego wychodziła.
Myśliwi nie idą wtedy do lasu, gdyż gady zbierają się w tabory
i w laźą na zimówlę w ziemię.
Pew nego myśliwego w Chimczynie zabrały żmije ze sobą do
jam y. Jed n a przem aw iała do niego i zawiodła go do swego lego­
w iska, gdzie pozostaw ał aż do Błabowiszczynia. Przez cały czas nic
nie jad ł, tylko lizał kam ień, który mu dała ta żmija, a liżąc, zda­
wało mu się, że jé chleb żytni z kwaśnem mlekiem. Słyszał on, ja k
rozm aw iały ze sobą, ja k n ajstarsz a zakazyw ała innym, aby nikogo
nie kąsały , naw et bydło, gdyby którą przestąpiło. K ażda żmija, która
wychodzi na drogę, je st już grzeszną, bo szuka swej śm ierci.

Listopad.
18/11 (1/11 gr. kat.) K o ź m y i D e m i a n a . Św ięto zwane „Bezm erzn yk “. Bobić w tedy nie wolno, aby bydlo nie zmarzło, lub czło­
wiek nie odm roził członków.

Grudzień.
3/12 (21/11 gr. k a t ) W o w e d e n i e . Święto uroczyste. Czaro­
wnice w ten dzień najwięcej czarują.
O 8 . godzinie rano kobiety nagie przędą na progu konopie
takie, k tó re się same n a s ia łj; potem idą do krów i kurzą je łajnem ,
przed stajn ią zaś rozkładają ogień ze sosny i odm aw iają n astęp u ­
jące zaklęcie : „jak ne może nichto sej dym u mich zibraty, tak aby
ne mih nichto moju łyżeezku biłu (śm ietanę) widobraty.
K łusow nik w tym dniu napraw ia strzelbę, rzem ieślnicy swoje
n arzędzia, szwaczka szyje, wróżbit wróży, inni idą kraść do lasu,
łegiń idzie do dziewczyny, twierdząc, że gdy się im powiedzie, to
cały rok będzie się wiodło. Nazwę św ięta „W ow edenie“ od w yrazu
„pow odzenie“ bowiem wywodzą.
12/12 (30/11 gr. kat.) A n d r i j a , dzień powszedni. Dziew częta
w różą sobie w wieczór mężów. B iorą na głowę spodnie, a siejąc siemię
konopne w trzaskach w drewutni, m ówią: „Andriju, Andriju, ja kołopni siju, abys my dał znaty, z kim ich budu b ra ty “. N astępnie
rozbierają się do naga, zaw ięzują oczy, idą do płotu i liczą k o ły :
ni jeden, ni dwa itd. aż do ośmiu, a dziew iąty ruszając m ów ią: „Czy
ty zarażenyj, czy ty zahojenyj, czy tebe spyraje tato, mama, brat,
sestra, czy może kochanka, czy ty za horam y, czy ty za wodamy, czy
*

— 220 —
ty za moriamy, czy ty za świtam y, czy ty za płotam y? Ne ruszieja
ses kił, ałe swoho sudżenohci. Czy ty majesz żinku? Ż inka naj ide
do hrobu, a ty idy po moju osobu“ . Potem ow ięzują kół ten nitką,
a rano p atrzą, — gdy krzyw y, to narzeczony będzie krzyw y ; gdy
obdarty (z kory), to i narzeczony o b d a rty ; ja k ma korę, to n a rz e ­
czony będzie m ądry, uczony i t. p.

Cały tydzień po Zielonych Św iętach, Bożem narodzeniu i W iel­
kiej nocy szyć nie wolno, by węże i gady do chat nie lazły. Gdyby
kto tylko w ziął igłę w ręk ę, musi żmija człow ieka lub bydle ukąsić.
Po W ielkanocnych św iętach nie wolno prać na rzece przez
dziew ięć czw artków i piątków , aby grády nie biły. Gdzie zwyczaj
ten zachowują, w okolicy tej nigdy grad nie pada.
P rzed w ielkim postem cały tydzień psząść nie wolno, aby ro­
bactwo nie jaw iło się w serze i mleku. T ydzień ten nazyw a się
„m asnyci“. P o st wielki i m ały zwą „H ow inie“.

W Cztery tygodnie po W ielkiej nocy obchodzą Huculi „R achm ańskij w ełykdeń“ — jest to święto jakichś, daleko w świecie m ie­
szkających ludzi, „R achm any“ zwanych. W w ielki czw artek, bijąc
ja ja do pieczyw a, w rzucają skorupy do rzeki, które zanim do k ra ju
Racbm anów przypłyną, stają się jajam i całemi. Jajem tak iem ma się
12 Rachm anów pożywić.
J ó ze f Schnaider.

0 miastach zapadłych, № ш М , dzwonach i karczmach.
Z nane są w P o lsc e całej i po za jej g ra n ic a m i p o d a n ia lu ­
dow e o z a p a d ły c h m iastach , k o ścio łac h , d zw o n ach — w szędzie
w sk azu ją m iejsca, g dzie się to k ie d y ś p rz e d w ie k a m i m iało w y ­
d arzy ć, ale n ig d zie m oże n a m ałej p rz e strz e n i k ra ju n ie z n a le ­
ziono ty c h p o d ań ta k w iele, ja k tu p o d K ra k o w e m , w p o w ia ta c h
w ielickim i p o d g ó rsk im . W czasie d w óch la t z e b ra łe m p ię tn a śc ie


— 386 m ają p o lsk ie ro ty , re szta ty lk o n iem ieckie, lu b in :e- n iem ieck ie
d o k u m e n ta i n o ta tk i.
O to k ró tk i opis z a b y tk ó w g w a ry sło w iń sk o - k aszubskiej
k tó re d o tąd o d naleziono, ale m oże b y ć że jeszcze inne się zn aj­
dują. O jed n y m ta k im z a b y tk u d onosi też już L o ren tz, są to kaszu b sk o -p o lsk ie zapiski, w k sięd ze kościelnej w C ecenow ie, o k tó ­
ry c h p o d a p ra w d o p o d o b n ie w k ró tc e bliższe szczegóły.

Ж 1* 1*M J 11 i l

n e ЇІ І О w

(Ciąg dalszy *).

Obrzędy rodzinne.
Chrzest.
U rodzone dziecko niosą do chrztu czem rychlej po narodzeniu,
aby nie umarło niechrzczone (bez chresta). Zm arłe bowiem dziecię
niechrzczone zwą „hłuchij an h eł“ . Również dzieci, które zm arły nie
ssąc jeszcze, tak nazyw ają.
Dotychczas chrzciła zw yczajnie wpierw z wody baba, będąca
przy położnicy (moszie), nadając imię dziecięciu, a ksiądz, chrzcząc
je następnie, daw ał to samo imię. Obecnie miał ksiądz zakazać chrztu
dzieci przez babę, i chrzcząc, sam imię dziecięciu w ybiera. Dzieciom
niepraw ego łoża daje ksiądz im iona odmienne, ja k : Rodian, F ena,
S eńka i t. p.
Po powrocie z cerkwi, kum owie i goście schodzą się na tra k ta ­
m ent, a pijąc wódkę, w rzucają pieniądze do kieliszka na pow ijacze
dla dziecka. Pijący w rzuca pewną sumę, nalew a wódki i pije do d ru ­
giego, zostaw iając pieniądze w kieliszku. D rugi dorzuca od siebie
pew ną ilość pieniędzy, nalew a wódki i pije do trzeciego, a następni
czynią tak samo. O statni zaś nalew a wódki i podaje kieliszek poło­
żnicy, k tó ra wypiwszy, zabiera pieniądze.
Kumowie dają po chrzcie dziecięciu podarki, zazw yczaj jag n ięta
lub cielęta, także pieniądze, sukno, płótno i t. p. Lub też dopiero,
gdy pochrześnik („filyn“) dorośnie, sam obiecane podarki od chrzest­
nych rodziców odbiera.
*) Zob. L ud V, str. 207.

— 337 —
Po pewnym czasie idzie położnica do wywodu. Zasługuje tu na
uwagę, że kobieta zam ężna płaci za wywód 10 ct., gdy p o k ry tia
1 złr. 20 ct.
B ogatsi płacą za chrzest z ceremoniami i urządzają w domu za­
baw ę z muzyką.

Wesele.
„łeg iń “ upatrzy sobie dziewczynę w cerkwi, lub w karczm ie,
posyła starszego gospodarza, , .sta ro stę“ do niej , po słowo“ .
Przychodzi tedy starosta i pyta rodziców temi słow y: „czy wyby
m ały ochotu daty diw ku za toho a toho łeginie“ . Ojciec odpowiada
na to : „my ne widpowidajemo łeginewy, ne znaty, jak d’iw ka skaże“ ,
py ta następnie staro sta dziewczynę, k tóra mówi: „ ja łeginewy hanu
ne dam “ , co znaczy, że się zgadza. W raca więc staro sta do łeginia,
i pow tarza mu otrzym aną odpowiedź.
W tydzień, najdalej we dwa przychodzi „sw aď k a“ . Legiń bie­
rze sobie dwu lub trzech starostów , litrę lub dwie wódki i idą razem
do dziewczyny. Przyszedłszy, łegiń sam pyta dziew czynę, „czy choczesz d’iwko ity za mene, dajżesz teper meni słowo“ . Po otrzymanem
słowie raczą się dopiero wódką.
Z aręczyny n astępują za tydzień, dwa, a najdalej za miesiąc,
W ówczas bierze
chłopiec znowu starostów i wódkę ze sobą, sp ra ­
szając też rodzinę i sąsiadów . Przyszedłszy1-, pyta znowu dziewczynę,
czy daje mu słowo, czy może się zozmyśliła — co rzadko bywa, —
a starosta bierze od nich pierścionki (mosiężne) i zamieniwszy je,
w kłada narzeczonym na palce. Po tej ceremonii narzeczeni podają
sobie ręce, a staro sta w prow adza ich za stół, gdzie zasiadają też
goście i rodzina do jadła, przez narzeczoną przygotow anego.
Na zaręczynach układają się, kiedy dać m ają na zapowiedzi,
i kiedy odbyć się ma wesele. Przed zapowiedziam i idą narzeczeni
w raz z rodzicam i swymi i starostam i „do protokołu“ do księdza. Ten
zapisuje, jak i ma m ajątek młody, a jaki młoda, czy on przystaje do
niej, czy też bierze ją do siebie, i wtedy płaci młody za ślub, a m łoda
za zapowiedzie.
Po trzeciej zapowiedzi, w poniedziałek lub czwartek zazwyczaj,
n astęp u ją „zaw odyny“. Bano idzie młoda z družkami, a młody z druż­
bami — każde z osobna — po błogosławieństwo do księdza. Młodego
ubierają „sw achy“ t. j. kobiety, które na weselu śpiewać m ają, we
w ianek z barw inku, pozłótką złocony. Wijąc w ianek, śpiew ają :

/ v

— 338 I.
Oj leżiet berwy berwinkowii,
Oj błahosłowy Boże, taj Ty Bożaja Maty,
Wstupaj nam do chaty,
Winoczok zaczynaty ;
BiJymy palczykamy,
Szowkowymy nytoczkamy.
II.

Otoż tota porcijoczka
Maleńka, maleńka.
Jaka z neji horiwoczka
Duże solodeńka.
Koby wy nam gazdy najszly
Porcii bilszoi,
To myby wam zaspiwały
Piśni ne takoji.
III.
(Gdy ukończy pleść wianek i zakładają, młodemu na k ry sanię):
Oj nasz molodeńkij, wesełeńkij,
Ta jak u tij dubrowońei jawir zełeneńkij.
Oj nasza mełodeńka, taka weseleńka,
Ta jak u tij Ozarnohori woda studeneńka.
Oj dajżesz mnia moja mamko,
Za kobo ja choczu,
Choť mni bude sim raz byty,
Do tebe ne skoczu.
Ta dala mnie moja mamka
Za kohom chetila,
Zaszumila nahajeczka
Koło moho tila.
Bratczyk biżyt boronyty,
Sama ho chotila.
Ne jdy synu boronyty
Sama ho chotila
Т ак sarao ubierają swachy młodą. Z aplatają jej w kosę ,,motalkie“ t. j. włóczkę czerwoną, potem przep latają w poprzek w tak
zwane drabinki takąż sam ą włóczką w raz z „puw yciem y“ t. j. mo­
siężnymi guzikam i, których ma być 120. K osą wraz z tem „płetiniem l<
ow ijają głowę w około. Poniżej „płetinia" obw iązują „ogalonem “
t. j. szychem złotym, a na to dopiero zakładają złocony w ianek
z barw inku. Plotąc w ianek śpiew ają:

— 339 —
I.
Oj anheły wodu nosiet
Ridnu matieńka prosiet.
Wstupaj matieńko d’nam do stołu,
Daj nam ihołku i doszozeczku szowku,
Taj czotyry zuboczki czesnyczku,
Taj pozlitoczki na try winoezki,
Abysmo winoezki złotyły,
Abysmo molodu wiprawieły.
Oj my robotu zrobyły,
A horiwkismy szcze ne pyły.
Oj nam kazała synyci,
Szczo horiwki berbenyci.
Ii.

Oj zapriehaj koni w szłyji,
A kobyłu w licy,
Ta memo sy ot dywyty,
Jak to bude biczy.
III.
(Po uwiciu wianka) :
Oj wstańmo swaszki, pidwedimo sie,
Zdojmim szapoczki, pokłonimo sie,
Napered Bohu, taj semu stołu,
Gospodarewy, gospodynoczci,
Taj kucharońei, taj uwarońci,
Za ebliba postawlinie,
Za soły posolinie,
Taj za paniu mołodoju.
Śpiew ają też wiele innych piosnek.
T ak sarno zupełnie ubiorają drużbów i d ru ż k i, a młodego i m łodą
w ten dzień po tem tylko odróżnić można od drużbów, że idą z tyłu.
Po otrzym anem błogosław ieństw ie idą prosić na wesele. Młody
osobno, a m łoda z osobna, Przyszedłszy do sąsiada, drużba temi mówi
słowy : „p ro sy t was mołodyj, mołoda i ich starszyna, abyste buły
łaskaw i p ry chodyty na w esile“ . Całuje następnie wszystkich obecnyh
po kolei, a młody mówi : „prosyw tato i mam a i ja was proszu, aby­
ste buły łaskaw i prychodyty na w esile“, i podobnie ja k drużba w szyst­
kich całuje.
T ak chodzą cały dzień od chaty do chaty. W wieczór sprasza
m łody do swej, m łoda zaś do swej chaty gości, gra m uzyka, tańczą
i śpiew ają. Swachy szyją w ianuszki z listków barw inku, po trzy dla
młodego i młodej. We środku wianka^ ца czoło przychodzącego, przy­

— 340 —
w iązaną je st w łóczką m oneta (złoty albo korona). Dwa boczne wianki,
które przychodzą nad skronie, zwą się „kosyci“ ; są one również z list­
ków barw inku uszyte i pozłocone, je d n a k bez monety. W ianuszki te
przyw iązyw ane byw ają młodej do kosy, młodemu zaś do krysani.
Po w ieczerzy u b ierają nimi młodych, zdejm ując stare, którym i
stroją drużbów i drużki, w iankam i zaś drużbów innych łeginiów
i dziewczęta. T ak ubrani pozostają przez całe wesele. B aw ią się,
przez całe wesele. B aw ią się, tańczą, śpiew ają przez całą noc, a mu­
zyka przygryw a.
Bano młodego ubierają do ślubu, m yją go, czeszą, nie śmie je ­
dnak pn patrzeć do zw ierciadła. U branego w iodą do cerkwi. T ak
samo u b ierają i prow adzą m łodą. Idąc do cerkwi, niosą młodzi każde
swój „ p rap ir“ t. j. bochenek chleba, na tem bułka z za tk n ię tą g a ­
łązką sosnow ą i dzwonkiem. G ałązka ubrana je st w ełną czerwoną
barwinkiem i pozłotką. Po drodze śpiew ają:
I.
Oj zołote pirieczko st’iny hue,
Oj naszie mołodeńka pokliu bie,
Nieńkowy, matinońci diakuje.
Oj łeżiet berwy berwiukowiji,
Oj błahosłowyż Boże,
Taj wsi światiji,
Taj nieńku, mamko
Na szczaOywu dorohu.
Oj cienko mowyt,
Taj mamka mowyt:
Naj tia Boh błahosłowyt.
II.
Oj cu koniu pido mnoju,
Ozotyry do cugu.
Buwaj łubko zdoroweńkij,
Po jidu do ślubu.
Buwaj łubko zdoroweńkij,
J a sy wiriżieju,
Biłe łyczko, syni oczka
Na Boba łyszieju.
Dopiero w cerkwi n a progu, łączy ksiądz młodych.
P rzed cerkwią stojąc, śp iew ają:
Jidut bojary,
Jak i żowniary.
Wstawaj papońku z łóżka,

— 841 —
Wtwory świtlyciu,
Wtwory świtłyciu,
Zroby z ďiwki mołodyciu.
W yszedłszy od ślubu, młody śpiew a:
Hadawjem sie ożenyty,
Iladaw żinku maty,
Każut lude, zyma bude,
Niczym zymowaty.
Oj pijdu ja w połonynku,
Ta nakoszu sina,
Aby moja gospodyni
Czerez zymu jila.
Gdy kniaź żonę bierze do siebie, idzie wprzód ona do swej
chaty na trak tam en t, on zaś zostaje w karczm ie. Dopiero po tra k ta ­
m encie przychodzi do niej młody i staje przed chatą ze starostam i,
którzy śp ie w a ją :
Oj swaty, swaty,
Pustit do chaty,
Ne dajte nam stojatý.
Dawajte hroszi,
Koni choroszi,
Sim par woliwjarmafych,
Baj żinku z chaty,
To choczemo jichaty.
Swachy młodej odśpiew ują:
Oj ne pyj zietiu pywo,
Bo w tym pywi je dywo.
Sim źinok izdojeno,
Tebe zietiu napojeno.
Młoda siedzi z drużbą i swym starostą za stołem, i kiedy sta­
rostow ie młodego przychodzą ją kupować, podpiera się rękom a i p a­
trzy przez kołacz. Starości młodego tupiąc nogami (cupkajuczy),
w chodzą do chaty i targ u ją się ze starostam i młodej. Ci staw iają za
nią cenę od 50 do 1000 z ł r , tam ci d ają 2 łub 4 centy. Z aglądają
młodej w oczy, w zęby, szukając błędów, tak jak b y kupow ali jałów kę.
Nie mogąc się zgodzić, w racają tupiąc nogami, do młodego przed
chatę. T ak wchodzą trzy razy, wprowadzając za trzecim razem mło­
dego, k tó ry 1 lub 2 złr. w kłada w pszenicę, na stole stojącą w ta ­
lerzu. S taro sta młodego szuka pieniędzy w . pszenicy, a znalazłszy,

— 342 pokazuje młodej, ile dał za nią, młody zaś tupiąc, obchodzi żonę trzy
razy w około i siada koło niej. W tedy starosta młodej dziękuje za
dotychczasowe swe obowiązki i oddala się od niej, a teraz siada
koło nich. starosta młodego. N astępuje traktam ent, a po nim w y p ro ­
w adza staro sta m łodych z za stołu, obwodzi trzy razy w okołe
i do taúca prow adzi. Tańczą i baw ią się do wieczora.
W ieczór n astępują j,zaw odyny“. W iodą m łodą do chaty m ło­
dego, a sw achy zdejm ują w kom orze w ianki jej z głowy, w kładając
k ry san ię młodego, w której przez całą noc pozostaje. Rano dopiero
sad zają m łodą na ław kę, n ak ry tą kocem, pod k tórą stoi konew ka
z wodą. Je d n ą kosę rozplata młody, a drugą jej m atka N astępnie
młody idzie ubrać się — gdyż przy tańcu był lekko odziany —
ř przynosi chustkę, którą zarzuca na głowę swej żonie. Żona dwa
razy tę chustkę odrzuca, jakoby nie chciała być m ężatką, m łody zaś
podnosi i w kłada jej na głowę. Za trzecim dopiero razom , gdy żona
chustkę p rzy jęła, zap latają ją sw achy lub m atka we dwie kosy i za­
w ijają chustką, śpiew ając ?
Rurkowana .dorożeezka do Lwowa,
Obsadżena wynohradom do okolą.
Oj naszie mołodeńka polała,
Taj polała, taj polała, zasnuła;
Pryjszow jeji ridnyj nieńko,
Ne wczuła.
Połowby ja wynohradczyk — ne wmłju,
Korniewby ja swoju doniu — ne śmiju.
Tak samo śpiew a m atka, a potem dopiero m łody:
Rurkowana dorożeezka do Lwowa,
Obsadżena wynohradom do wkoła.
Oj naszie mołodeńka polała,
Taj połała, taj polała, zasnuła;
Pryjszow jeji mołodeńkij,Uczuła
Poło ty by wynohradec, — bo wmija,
Kornietyby mołodeńko — bo śmija.
N astępnie śpiew ają sw achy:
Zaszumiła dubrowoczka,
Jak rozwywała sia;
Zapłakała diwczynoczka,
Jak widdała sia. -—
Zapłakała diwczynoczka,
Taj zaholosyla,

— 343 Ba dež toti uplitoczki,
Szczo ja ich nosyła. —
Ba deź toti uplitoczki,
Taj bili kosyci, —
Wczeram buła diwczynoczka,
Nyni mołodyci. —
Oj ne szumy dubrowoczko,
Taj ne rozwywaj sia, —
Ńe płacz, ne płacz diwczynoczko,
Taj ne widdawijsia. —
D zieje się to w kom orze. Potem młody idzie do izby, siada za
stół, i gdy w prow adzają z m uzyką żonę, patrzy na nią przez kołacz,
jej swacby zaś śp iew ają:
Oj w lisku, w lisku, wedu newistku.
Wtwory mamko komoru, oj wtwory maitoezko komoru,
Ta zasteły liźnykamy dorohu:
M atka m łodego odpow iada:
A rozhadaj newistoczko sydiaczy na ławci,
Abyś widtak ne płakała w mojej porochniawci.
A rozhadaj, ta rozdumaj, szczo majesz robyty,
Abyś widtak ne płakała, jak ja budu byty. —
Młoda, tupiąc nogam i, obchodzi trzy razy w około młodego
i siada przy nim. N astępuje znowu traktam ent, jeden zaś drużba
z leginiem idą z m uzyką prosić na „propij * t.j. spraszać gości, k tó ­
rzy się porozchodzili, lub których wcale na weselu nie było. P rz y ­
szedłszy drużba pod okno do gospodarza, śpiew a tupiąc nogam i:
Oj cupa, cupa,
Tut hroszi kupa.
Ne mnoho toho,
Łysz piw zołotoho,
Jak dajete bili,
Żdemo do nedili ;
Dajete czerwoni,
Dajte w obi żmeni. —
„D aj Boże dobryj den“ (pow tarza trzy razy). Wchodzi następnie
do chaty i p ro si: „P rosyt was pan mołodyj i m ołoda i wsia starszyna, byste buły łaskaw i prychodyty na propij“. Proszeni w rzucają
pieniądze w skrzypce, które zabierają muzykanci.
O bszedłszy tak sąsiadów, w racają do młodych.

— 344 —
W ieczorem odbywa się ,,propij“. Młodzi siadają za stół obok
siebie i goście po starszyźnie, staro sta zaś powstając, mówi : „proszu
w as panow y hosti na propij, sych mołodyeh spomoczy na g azď iw stw o “
W tedy w rzucają goście pieniądze w m iskę z pszenicą, za co k aż d y
dostaje kieliszek wódki, lub szklankę piwa, a na przekąskę kaw ałek
prapora. Inni obiecują cielęta, owce, ubranie i t. р., co po w eselu
przynoszą. Sw achy śpiew ają:
Ta badajte swaczeńki, badajte,
Ta mołodych na gazdiwstwo składaje.
Po „propoju“ baw ią się jeszcze — w reszcie rozchodzą do domu.
Na odchodnem śpiew ają starostom :
O starosty, starosty,
Ne daj lisa zarosty,
Bo jak lisok zariste,
To mu rady ne daste. —
drużbom :
Oj drużba, każe drużba,
Hirka twoja służba ;
Dały jemu mysku borszczu,
Taj to zjiła pużła.
kucharce :
Kucharka sie zamysłyła,
A starosta wpyw sie,
Ta tot gazda neszczasływyj,
Szczo na nych spustyw sie.
i t. p.
Gdy młody przystaje do żony, to znaczy, że będzie m ieszkał
w jej chacie, cała ta zabaw a poślubna odbyw a się w domu młodej.
W esele huculskie trw a zwykle cały tydzień.
N adm ienię tu jeszcze, że podczas w esela, tak goście, ja k m ło­
dzi, na p iek tar i p ętak ubierają „guglę“ t. j. narzutkę ze sukna bia­
łego, k tó rą zarzuciw szy na ram iona, pod szyją zw iązują. N arzutkę
tę u b ierają tylko podczas większych uroczystości.

Pogrzeb.
K iedy um rze zam ożniejszy z gospodarzy, nie zajm uje rodzina
trzech lub czterech grających na „ tre li“ (fujarce), którzy przez całą

-

845 -

noc grają. Drugiej nocy najm ują 1 lub 2 „trom bity“ i „p sa ity r“ —
a trzeciej kilka płaczek, by za nieboszczykiem płakały.
Gdy ciało w kładają do trum ny, g rają na fujarkach i trem bitach,
a płaczki zawodzą.
„Kiedy ciało wyniosą z chaty, zatrzym ują się w podwórzu,
a ksiądz ma mowę *), tyczącą się życia nieboszczyka. Po skończonej
mowie następuje „proszczie" — ksiądz zapytuje trzy razy : „proszczeje te jem u“ , a lud odpowiada „proszczie jem o“. Na cm entarz ksiądz
jedzie konno, tru p a niosą, lub wiozą, sańmi w woły zaprzężonem i
ta k w zimie, ja k w lecie, gdy do wsi daleko, a po drodze często
robią „oprow ody“ t. j. przystanki, podczas których ksiądz czyta
ew angielię na głowach rodziny, trem bity grają, płaczki zaś płaczą.
Trum na p rzy k ry ta je st kocem, którego piękność i dobroć zależną być
w inna od zamożności zm arłego, a który, wedle ugody, ksiądz po po­
grzebie zabiera. Biedniejsi zam iast koca, nakryw ają trum nę suknem
lub płótnem , nie najm ują trem bit, fujarek, ani płaczek, łub też
w m niejszej ilości.
Na cm entarzu w ygłasza też ksiądz mowę, a następnie „pró­
szcie“ *).
Na grobie rozdają wódkę, chleb i pierogi, przyniesione z domu
zm arłego, a po pogrzebie zaprasza rodzina uczestników obrzędu na
obiad.
Tego dnia wieczór staw iają w oknie domu żałoby mleko i chleb,
kołacz albo bułkę, zostaw iając przez noc całą, aby „dusza“ m iała co
jeść, gdy przyjdzie. Gdy mleko się zsiądzie, tw ierdzą, źe dusza je
piła. Jadło to dają dnia następnego „za prostybik“ (jałmużnę), i to,
gdy um arła baba, dają babie, gdy chłop, chłopu, gdy dziewczyna,
dziew czynie, a gdy um arł chłopiec, d ają chłopca.
Trzeciego dnia po pogrzebie daje rodzina zm arłego obiad, ,,trety n y “ zwany, na k tó ry gości zaprasza. Piecze też wówczas, lub k u ­
puje kołacze, składając po trzy, jeden na drugim tak, źe dwa u dołu
są większe, trzeci zaś wierzchni mały, i na tym staw iają świecę.
Kołacze takie, „m yskie“ zwane, rozdają „za prostybih“.
W reszcie w rocznicę śmierci urządza znowu rodzina zmarłego
o b ia d , mówiąc, że w tedy „w iddaje rik “.
J ó ze f Schnaider.
* ) Mowę i „proszczie“ w ygłasza ksiądz tylko wtedy, gdy rodzina zm arłego
za nie zapłaci.

V

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.