-
Title
-
Pierwiastek ludowy w poezyi A. MIckiewicza (dokończenie)/ Lud 1899, t. 5
-
Description
-
Lud 1899, t. 5, s. 21-44
-
Creator
-
Zdziarski, Stanisław
-
Date
-
1899
-
Type
-
Mickiewicz, Adam (1798-1855) - poezja, folklorystyka
-
extracted text
-
-
21 -
PierwiasM lu~ow~ w~oeąi A. Mic~iewicza.
(Dokończenie•).
A teraz przychodzi nam pomówić jeszcze o dwu pomniejszych
utworach, należących do tego okresu twórczości naszego poety, w któ•
rych genezie można się dopatrzeć mniej lub więcej wyraźnych śladów
oddziaływania ludow~j pieśni lub legendy.
Jak to już wiadomo Panicz i dziewczyna nie jest wyłączną wła
snością Mickiewicza, pierwsza część bowiem tego utworu wyszła
z pod pióra A. E. Odyńca. I dlatego też właśnie nie możemy go równą miarą mierzyć pod względem pierwiastków ludowych w nim
zawartych, bo chociaż Mickiewicz zarówno znać musiał jak i Odyniec
żródlo tego utworu, pierwszym jednakże popędem do napisania dwu
dalszych części byk bezwarunkowo Odyniec.
Utwór ten znajduje mnóstwo waryantów pośród pieśni miło
snych ludu, których treść jest taka zazwyczaj, iz panicz wyjeżdża do
lasu na łowy, znajduje dziewczynę zbierającą jagody, której swą miłość wyznaje, 1) i stąd też przeszedł pomysł do Panicza i clziewczyn11
pod ·pióro Odyńca. Z tej przyczyny też napewno nie wiadomo, skąd
wziął nasz poeta pierwszą zwrotkę obu części swego utworu, czy
wziął ją wprost z pierwszej części od Odyńca, czy może z pieśni
ludowej.
A zwrotka ta brzmi zarówno dosłownie tak u obu poetów, jak
w ustach ludu :
„W gaiku zielonym
Dziewcz~ rwie jagody;
Na koniku wronym
Jedzie panicz młody".
W pieśni ludowej:
n W zielonym gaiku,
Dziewc~ rwie jagody,
*) Zob. ,,Lud" t. IV. z. 4. str. 381.
1) Por. J. Lipiński. Pieśni. 16, 14.2, 215. O. Kolberg. Lud.
IV. str. 33. ur. 164 str. 43. nr. 191. XII. str. 155-157. nr. 290-293,
str. 158 --159. nr. 294: 296. XVI. str. 269-270. nr. 434. XXII. str.
110. nr. 175. tenże. Właściwości. str. 116-117. nr. 42-44. A.
~e.trow. Lud. str. 41-42. nr. 9. str. 60, nr. 52, str. 61-63, nr. 54 55. Dr. J. Roger. Pieśni. str. 63 -64:. nr. 115 --116.
-
22 --
Na siwym koniku
Jedzie panie młody" 1).
I w dalszym ciągu utworu widoczną jest ta zależność od pieśni
ludowej, panicz bowiem powraca wołając·
,, Pokaż inną, drog~,
Za wioską, jest rzeka,
Przejechać nie mog~.
Ni mostkn żadnego,
Ni brodu wytropić,
Chciałażbyś młodego
Chłopczyka utopić?
Nie inaczej odzywa się też panicz w ludowej piosence :
:,Syroko jest Wisła,
Nie mog~ przekrocyć,
Ponoś ma. chciała
Młodygu utopić".
Odpowiedź na te słowa, dana przez dziewczynę, wydaje mi się
niejako stalą konsekwencyą podobnej sceny z pierwszej części
utworu i przez Odyńca zupełnie z fantazyi zaczerpniętej. Tak samo
dalej, jak z pierwszą zwrotką, podobnie ma się rzecz i z ostatnią: nie
wiadomo, co było dla Mickiewicza źródłem dla jej utworzenia, zawisłość jednakże od Odyńca wydaje mi się być tu prawdopodobniejszą:
być
,, W las poszła drożyna,
Nie widać młodego ... "
W pieśni ludowej :
,, Pojichał, poj i chał,
J oż n i e w i d a ć j igo,
Na koniku si wym
Panica m ł o d y g u".
Część trzecia utworu jest, możnaby powiedzieć, prawie zupełnie
wolna od naleciałości ludowej piosenki mimo, że sama myśl do zakończenia mogła w najogólniejszych zarysach z niej być zapożyczona:
zaró Nno bowiem u Mickiewicza, jak i w pieśni ludowej panicz zo-
1) S. U 1a n o ws k a. N ie k t 6 re m i t e r y al y (Z b i 6 r w i a d, VIII
str. 284. nr. 6).
-- 23 staje, nie chcąc dalej już poszukiwać drogi; dziewczyna atoli w analogicznym ludowym utworze zupełnie inaczej się w obec niego zachowuje, w sposób właściwy ludowi. Na tern musimy zakończyć całą
styczność Panicza i dziewczyny z utworem ludowej fantazyi.
*
*
*
Już sam poeta zaznaczył w jednym z przypisków, iż pierwsza
ta nasza "gawęda" - Popas w Upicie została na wypadku wpół
historycznym, wpół legendarnym osnuta: ,,Jest podanie, pisał poeta,
ze gdy (Siciński) wracał do domu okryty przeklęctwem ziomków, na
samym progu zginął od piorunu. Kilka lat temu pokazywano w Upicie dawnego ale dobrze zachowanego trupa, który pod imieniem Sicińskiego, włóczony od dziad1Jw kościelnych jako osobliwość, był igraszką miasteczka u.
Nader trafnie zauważył to już dawniej Dr. Chmielowski, iż Popas w Upicie nie pozostał bez wpływu „opowiadań Rzewuskiego
i Kałusowskiego w stylu kontuszowym". 1) Na to moglibyśmy się
w zupełności zgodzić, gdyby samo powyżej przytoczone świadectwo
Mickiewicza nie stanowiło do pewnego stopnia zaprzeczenia: bo jak
z jednej strony wpływ ten opowieści szlacheckich jest na tym utworze aż nadto widoe5znym, tak znowu z drugiej owo podanie, o którem
wspomina poeta, wskazuje, iż samego pomysłu do tej gawędy musiały
dostarczyć legendy ludowe, słyszane podczas pobytu jego na Litwie,
a tylko koloryt, jaki cechuje cały utwór, może być jedynie śladem
wpływu Rzewuskiego.
Fakt s1m zgonu Sicińskiego, jego nie:meg,) żywota i całej bistory i
z trupem, przechował się do dzisiaj w pamięci ludn. I tak według
jednej legendy żmudzkiej, Siciński przedstawia się nam jak ów pan
Kaniowski, co żydków całej Ukrainy przestrachem napełniał, bo i ten
możnowładca litewski podobnych, choć innego rodzaju 1 zwykł był
dopuszczać się czynów.
,, Miał on zwyczaj konno wjezdzać do kośr.ioła i strzelać do ołta
rza. Razu jednego pewna kobieta była ciężarną, on posprzeczał Rię
ze swoj~ panną, ona mówiła, że się urodzi syn, a on, że córka. Potem wzięli ją, rznęli i patrzyli co jest we wnętrznościach. Rozkazywał ludziom włazić na drzewo i kukać, jak kukawka (sic), a gdy
1)
A. Micki~wicz. I. 332-333,
-· 24 kukali, strzelał do nich". I z 1 to whś-iie okrutne pntępowanie z ludimi srogą poniósł z ręki Boga karę, - ,, pi or u n go z ab i!, a pał ac
jego zapadł w ziemię ... B.>g poten tak u~irnlł, z 1 ziem i a n ie
przyjęła jego ciała. PJ kilkl\:ro~ go chJ.vano. Zawsze go wy•
rzucało. Potem ludzie, chcąc stras z y ć Żyd ó w, brali go z zakrystji, gdzie bvł w sZ1fie i a os il i do karc z my n aj części ej
w sobotę. Gdv panowie przejezdiali przez U pitę, to wstępowali do
1
kościoła i prosili zakrystyana, aby im go pokazał". )
A teraz przypatrzmy się temu samemu Sicińskiemu, jakim go
poeta w swojej gawędzie przedstawił. I u Mickiewicza nie jest on ani
o włos lepszym, - i u niego, jak w legendzie ludowej, - ,,pan najstarszy nad wszystkimi i mający wielką władzę", - miał on „konnexije potęzne, mnogie klientele, Siciński był Dictator, a kiedy razu
jednego upadł przy wyborach, postanowił się zemścić na szlachcie.
Daje obiad i kiedy szlachta ju! sobie podpiia, a „blekotem zaprawione męty" odurzyły głowę, od kłótni przyszło do krwawej utarczki,
w której „się wszy3cy wy3iekli". Lecz nie dość na tam, bo Siciński
i wiary ojców swoich się wyrzekł i grunta kościelne zagrabił, nie
płacił dziesięciny, a chłopom kazał w niedziele i święta pracować na
łanie, i gdy klątwa biskupia nie potrafiła przywieść go do opamięta
nia, wtedy go
,,Pi or u n z ab ił, dom spalił, potomstwo wyplenił.
Trup klątwl)i uderzony dotąd cały stoi.
Zie mi a go przyjąć n ie chce, robactwo się boi ;
Nie znalazłszy na ziemi święconej spoczynku,
Stras~4c ludzi, rzec można, wala się po rynku,
Bo go nieraz dziad jaki uniosłszy z cmentarza,
Wlecze w szabas do karczmy straszyć arendarza"
rrakim skreślił Sicińskiego Mickiewicz w swoim utworze. Już
na pierwszy rzut oka każdy z łatwością zauważyć może tę zawisłość
gawędy naszego poety od opowieści ludowej. Sicińskiego wprawdzie
występki nie są u niego zupełnie takie, jak o nich lud sobie opowiada,
a jednak mogły mu być pierwowzorem dla sytuacyj, przez siebie
później wprowadzonych, na co najlepszem może być świadectwem
ów szczegół o bezbozności Si'3ińskiego, wspólny zarówno poecie i analogicznym legendom ludu. Dalej sam fakt porażenia go piorunem
i tej hańby, jakiej doznał trup jego, iż nim się ziemia brzydzila, i ów
motyw straszenia nim żydów, wszystkiego dostarczyła poecie ta wia1) M. Dowojna Sylwestrowicz. Podania II. 52-53.
-
25 ·-
ra gminna, że niesprawiedliwe, prędzej czy później karę z ręki Boga
ooniesie.
Podań tych o Sicińskim krąży i dziś w ustach ludu pewna ilość,
i chociaż "podania te, - jak powiada p. J. Witort, 1) - różnią się
nawet pomiędzy sobą znacznie, ale wszystkie posiadają rysy wspólne:
we wszystkich piorun zabija posła upickiego, jego zamek zapada się,
a ziemia nie przyjmuje zwłok; wszystkie tez widzą w tern karę bożą,
ale różnią się co do pojęcia przyczyny, które ją wywołała, wedle
jednych miała nią być zdrada kraju, wedle innych - ucisk ludu.
l\fozna je podzielić na polityczne i społeczno-ekonomiczne; pierwsze
występują w podaniach, zabarwionych tradycyami historyeznemi, drugie w podaniach ściśle ludowych ... Niekiedy dodaj~, że pose,ł Siciń
ński zdradził kraj, albowiem zwabił króla do Upity i wydał go Szwedom; o zerwaniu przezeń sejmu .panuje głuche milczenie. Wersje te
nic też nie wspominają o zapadnięciu; w ogóle są one bardzo nieokreślone i już zamierają".
Legenda, zapisana przez p. Witorta, zawiera takze w większej
części szczegóły podania, z którego korzystał Mickiewicz, pisząc
swój Popas w Upicie, dope,łniając doskonale wyżej już omawianą
zmudzką opowieść. Bo i tu jest Siciński ,, heretyk prze kl ę ty
b 1u ź n ił Bogu, ścinał księży, zabraniał chłopom chodzić do kościoła, wypęd z a ł n a pań s z czy z n ę w ś w i ę ta". Kiedy raz upodobał sobie pięk0ą szlachciankę, napadł na nią, by ją uprowadzić do
swoje,:z:o dworu; szlachta wszelakoż laudańska obroniła dziewicę,
(Por. H. Sienkiewicz. Potop). Nit,długo potem zjechała się taż
sama szlachecka brać do butnego posła na naradę i wtedy też SiciI1ski, płonąc ządzą odwetu za doznaną obelgę, rozkazał „wsyp a ć,
szaleju do jadła dla szlachty... ~zlachta objadła się
sp il a, pokłócił a, a kłótnię z rozkazu Sicińskiego, wywołali jego
sługi .... i za szable. Wyszh porządna rębanina i siekan i n a: kilkunastu zabito: a poraniono bardzo dużo". Po tym czynie
udał się Siciński do króla na naradę, aby zab0zpieczyć kraj od napadu tatarskiego, i wskutek jego uporu wt;zystkie zabiegi spełzły na
niczem. Za te grzechy zesłał nań Bóg,· podobnie jak w poprzedniem
podaniu, straszną karę, piorun go zabił, a ziemia "takiego grzesznika
nie przyjęła: bywało, pochowają go, a nadejdzie północ - ziemia go
1) Leg ie n da o Sicińskim. (Wisła. XI. 434) Por. podania u BaStą.rotytna Polska. 1846. III. 449-450. i A. Bor-
lińskiego:
kowska. Siciński, poseł z Upity. (Kółko domowe. Warszawa.
1862. str. 172).
-
26 --
wyrzuci. . . 8 i ci ń s ki z d rad z i ł k r ó 1a i L i t w ę, a z a t o go P a n
Bóg ukarał" 1).
Podanie to zatem jest, jak widzimy, jeszcze bardziej bliskiem
Popasu w Upicie Mickiewicza, bo zarówno tu jak w przytoczonej
legendzie Siciński
. ,,wyrzekłszy się wiary,
Zabrał, jak mówią,, grunta nale!ne do fary,
Nie chciał płacić dziesięcin, nie bywał w kościele,
Pędził chłopów do pracy w świ~ta i niedziele".
Tak samo też dalej, chcąc się zemścić na szlachcie „daje obiad",
na którym
. . . .
- "blekotem zaprawione męty
Dur z Ił gł o w ę, z wesela n ie c hę ci i ws t r ę ty.
Dalej kłótnia, hałasy, istna wieża Babel.
Od zębów szło do kijów, od kijów do szabel" ....
aż
wszyscy się nawzajem wysiekli. Pomijam i temu podaniu właściwą
karę boią przez śmierć od pioruna, nie godzi się atoli zapomnieć, iż
zarówno vv gawędzie naszego poety, jak w tej lege!ldzie, kara ta
spotkała posła upickiego za zdradę kraju i króla; na to jest nawet,
rzecby można, pewien polożony nacisk. Ponieważ zaś sam koniec
utworu Mickiewicza rzuca dość wyrazne nawet światło na pojęcia poety o legendach ludowych, przeto pozwolę go sobie na tern przytoczyć miejscu :
.
.
Popiół,
. ,,cói są, gminne dzieje?
w którym zaledwie iskra prawdy tleje,
Hieroglif mchem zarosłe zdobiący kamienie ;
Napis, którym spowite usnęło znaczenie ;
Odgłos sławy wiejący przez lat oceany,
Odbity o wypadki, o kłamstwa złamany,
Godzien śmiechu uczonych ; lecz nim się zasmieje,
Niechaj powie uczony, czem są nasze dzieje"?
Ażeby się
wreszcie komu nie zdawało, iź poeta powiedział niejakoby widział trupa Sicińskiego, zaznaczam, iż jeszcze
w roku 1864: walał się ten trup, służąc za straszydło na żydów póki
go władza wojskowa nie kazała pogrzebać. Hr. F. Tyszkiewicz, który
_g;) oglądał, zaręcza, iż Mickiewicz bardzo trafnie odmalował postać
tego możnowładcy upickiego. 2 )
prawdę o tern,
1) Le.gienda. j. w. 436-439.
2) Bi r h. 143. cytowane u Witorta.
- 27
10.
Lenora, przed - którą wszyscy musieli na drzące paść kolana,
jak się sam Burger wyraził w liście do Boiego, - napisana w roku
1773, odbiła się rozgłośnem echem we wsiystkich europejskich literaturach tak dalece, ze niebawem została przełozona na wszystkie
niemal europejskie języki. Jako jeden z najpierwszych a głośnych
zarazem objawów nowej epoki, - epoki romantycznej, zaczerpllięta ze
świata widm, duchów i upiorów, wzbudzała ona wszędzie ogólny
podziw, działała silnie na umysły współczesnych poetów, pociągnęła
niebawem ku sobie i pierwszego orędownika nowej szkoły w Rosyi,
Wasyla Żukowskiego.
Polskie przeróbki tej ballady pojawiły się, z wiadomych powszechnie przyczyn, dopiero pod koniec drugiego dziesiątka naszego stulecia: przerobił ją znany zarówno z dziejów politycznych Polski profesor warszawskiego uniwersytetu, Krystyan Lach Szyrma i ogło
sił w Pamiętniku Naukowym,
wydawanym przez byłych uczniów
krzemienieckiego liceum, p. t. Kamilla i Leon. Akcyę swojej ballady
przeniósł do Hiszpanii w czasy legionów, gdzie ginie kochanek i stamt11d po swoją Kamillę przybywa. Nieco zaś później wydrukował
w drugim tomie tegoż miesięcznika (1819, str. 275--282). Uwagi nad
balladq, Burgera Leonom. Przeróbka jednakże Szyrmy i jego uwagi
nad Lenorq nie zyskały z powodu zbyt słabej formy większego rozgłosu, co się zaś tyczy Mickiewicza, to chociaz nie wywarły nań należytego wrażenia, przecież zwróciły uwagę jego na analogiczne pieśni
i legendy, jakie dawno słyszał wśród ciemnych borów Litwy. Że zaś
Mickiewicz musiał znać dobrze to pismo, o tern ani na chwilę wątpić
nie możemy, gdyz sam o rok wcześniej drukował w jego szpaltach
recenzyę Jagiellonidy.
Jak się zaś nasz poeta zachwycał Lenor(], o tern świadczy
dosadnie jego artykuł o Burgerze, zamieszczony przy tłómaczeniu
innej ballady Burgera p. t. Der wilde Jager przez Odyńca w rok
1822 1). Nie kto inny, jak ten niemiecki poeta zwrócił uwagę Mickiewicza i na ballady analogiczne pokrewnego mu narodu. Wtedy też
zaznajomił się Mickiewicz z utworem Żukowskiego p. t. Ludmiła.
napisanym i ogłoszonym w zbiorowem wydaniu pism w roku 1808.
I mimo tego, ze Żukowski stworzył swoją balladę pod przewaznym
wpływem Burgera, przecie rozniosła ona sławę poety szeroko po ca1) Dziennik Wileński. str. 471-473. Por. Odyniec. Listy,
z podrHy. III. 222.
... 28 lej słowiańskiej ziemi, wpływ jej zaś na twórc.rn.§ć młodsz1go puko•
lenia nie by,ł małowazny.
Autor Felicyty i Barbary, a za nim i A. E Olyniec (L~sty z podróży I. 193-194) tak opowiadają o ehwili poznania się·
z Ludmiłą.
,,Na tym samym korytarzu w murach Ś-to Jańskfohi gdzie mieszkali: Mickiewicz, Tomasz Zan, najbliżsi wówczas ich przyjaciele:
Czeczot, J ezo wski, Franciszek Malewski, mieszkał też syn profesora
literatury rosyjskiej, Czerniawski, chłopiec młody, żywy, wesoły, lubiany od wszystkich. Ten więc razu jednego, gdy wszyscy byli razem
zebrani, wpadł do nich z uniesieniem z nowo wysztą naówczas balladą Żukowskiego „Ludmiła", mistrzowskiem tłómaczeniem, a raczej
przetworzeniem ballady Burgera „Lenora", napisanej, jak widać przez
niego z pieśni gminnej, tak dalece, że teżsame główniejsze zwrotki
znajdują się w niemieckiej i naszej. Okoliczność ta, równie jak urok
samej poezyi, uczyniły na wszystkich jak największe wrażenie" .... 1)
Opowiadanie to ma dla nas bardzo wielkie znaczenie mimo, że
go całkiem dosłownie brać nie podobna, Chodźce bowiem, który, jak
wiadomo, pisał te słowa w parę dziesiątków lat później, wypadło
z pamięci mnóstwo szczegółów pomniejszych i dat właściwych. To
wykazał już dostacznie dawno Dr. P. Chmielowski :i), ja'!i: wiele brakuje tej relacyi do wiarygodności i dokładności. Ja atoli uważam za
stosowne pójść dalej i twierdzę, iż poznanie Ludmiły musiało
o wiele wcześniej nastąpić -. jesz cze w szkołach średnich z łatwo
zrozumiałych powodów. A ta Ludmiła, która jest nader swobodnem
naśladowaniem Lenory 3), wraz z nią skłoni.ła Mickiewicza do napisania Ucieczki tem więcej, że poeta widział baśnie rodzinne, zbliżone treścią do obu wyżej wspomnianych ballad.
Kwestya genezy Ucieczki, dotychczas jeszcza nierozwiązana,
posunęfa się w ostatnich czasach trochę naprzód przez podniesienie
wpływu Ludmiły,
co już Dr. Kolesa w tylekroć wspominanem
przez nas studyum uczynił, jakkolwiek na jego wywody w tej mierze
nie mógłbym się w zupełności pisać. Naszem zadaniem będzie tutaj
rozpatrzeć stosunek ballady mickiewiczowskiej do legend lenorowych,
do którego materyał zebrano w dwu rozprawach: - raz przez Dr-a
Riegeleisena Tł o l u d o w e ba li a d y A. Mick ie w i cz a p. t.
1) I. Chodźko. Dwie konwers ac y e z p r z es zł ości. Wilno.
1857. str. 202-208.
2) St ud y a i szkice. II. 202 i nast.
3) W 20 lat dopiero później przełożył Żukowski Le n or ę na język
rosyjski pod tym samym tytułem Por. Soczinienija W. Żukowska wo
S. Pietierburg. 18ll5. IV.
w dziele p. Sozonowicza 2), na którem jako
dokładniejszem przez ~ały ciąg tego ustępu się opieramy - w dziele
tern bowiem zebrano najstaranniej wszystkie wersye lenorowe.
Według wierzeń ludu jest śmierć, szczególniej gdy zaskoczy czło
wieka niespodzianie, największem dlań nieszczęściem: musi on bowiem porzucić to, co mu jest najmilszem, musi zaniecha@ swoich
zamiarów i dążeń, które były może jedynym celem jego życia, musi
zerwać z tern wszystkiem, co go otaczało, bawiło. Tak nagle i niespodziewanie wyrwany z tego koła zdarzeń i wypadków, pełnych nieraz nadziei, musi o nich zapomnieć raz na zawsze. Tęsknota wszeiakoż za tym światem jest zbyt wielką, ażeby zmarły mógł ją w sobie
odrazo stłumić, - wi~c choć w grobie, stara się przedłużyć skrócone
chwile życia, o północy, w strasznej godzinie duchów, podnosi się
z grobnego posłania, i idzie - odwiedzić lube strony. I żal pozostałych, który jest tak gwałtowny, iż nie moze być odrazu złagodzony,
zakłóca spokój zmarłemu, --· przychodzi tedy z proibą, aby go zaprzestano żałować. Według wierzeń ludu, jego pojęć, musi istnieć
koniecznie pewien stały związek pomiędzy tymi, którzy przedwcześnie
zeszli z tego świata, a tymi, którzy ich zgon opłakuj~.
Na tle tych wierzeń powstała niezliczona ilość pieśni i baśni
o powrocie kochanka na świat, którego do tej podróży zmuizają nieutulone Izy tęskniącej za nim dziewczyny, która nie może przebolać
jego zgonu. Aby zaś dać dokładne pojęcie o charakterze tych podań
pozwolimy sobie jedno w całości przytoczyć tern bardziej, że je znać
musiał nasz poeta:
n W jednej włości żyło dwoje kochanków, którzy poprzysięgli sobie
wzajemną wierność. M ł od z 1 e n ie c wyjechał n a w oj n ę i n ie
wrócił, niewiadomo, czy gdzie w bitwie poległ, czyli dostał się
w niewolę. Kochanka między bojaźnią a nadzieją wygląda go z utę
sknieniem i nieodmienną stałością. Kilku z młodzieży starało się o
jej rękę, mieli matkę i krewnych za sobą lecz napróżno, wszystkim
odmówiła, pamiętna śluoów pierwszych i przysięgi. Mi n ę l o 1at cz tery, a dziewczyna nie otrzymuje zadnej wiadomości
o losie kochanka. Z czasem powiększa si~ coraz bardziej jej
tęsknot a, codzień w głębszy zapada smutek. Noce przepędza bezsennie, kiedy zaśnie, cięzkie ją trapią sny, upada na ciele i silach.
N ap om n ie n i a matki n i c n ie skutkują, rady przyjaciółek
nie przynoszą u 1gi. Wierność kochanka podana w wątpliwość, i po-
Vcieczka 1 ), drugi raz -
1) świt. Warszawa. 1885. II. nr. 10 i nast.
l) Lenora Biurgera i rodstwiennyje jej siużeti ·w narod o n j po e 2 i i je wrop ej s k oj i rus s k oj. Warszawo. 1893.
-
30 -
dejrzenie pogorsza jej stan opłakany. Jednego wieczora siedziała, jak
zwyczajnie, w oknie, oparta na ręce i zalewała się łzami, żaląc się
na wiarolomność kochanka. Długo tak w noc została. Ks i ę ż y c św ieci ł. Wtem przyjeżdża jeździec i zatrzymuje się przed oknem.
Patrzy, to on, kochanek; uradowana, wita go serdecznie. On mówi,
że przyjechał po nią, i żeby, nie zwlekając, siadła z nim na konia.
Kochanka posłuszna zbiera na prędce, co ll)iała najdroższego, i czyn i, co kochanek zą da. Gdy już niejaki czas jechali, pyt a go
s i ę , c z y d a l e k o u j e c h al i i J a k d a I e k o d o j e g o d o m u.
Kochanek odpowiada jej na to, że są już w pół drogi, st o mil ujec hal i, a sto jeszcze mają. Ta odpowiedź zdziwiła jąi nabawiła
trwogi, ale milczała, nie śmiała go dalej pytać. Jadą dalej, przyjezdżają w końcu do wsi, gdzie była cerkiew. Kochanek wiezie ją prosto do cerkwi na cmentarz. Gdy tam stanęli, ona zatrwożona pyta
się go drugi raz o mieszkanie jego. On odpowiada, że właśnie stoją
przy niem, na cmentarzu. Ledwie to wyrzekł, koń n a którym
je cha 1 i, ginie, a przed nimi otwiera się grób." 1) Wtedy zaczęła
uciekać, aż dobiegła do trupiarni, gdzie się zamknęła przed ścigają
cym ją upiorem. W tern na jej szczęście zapiał kur i umarły musiał
wracać do swojej mogiły; ona zaś wnet potem umiera.
Taką jest mniej więcej osnowa wszystkich baśni lenorowych
polskich, ruskich i litewskich, jakkolwiek te ostatnie różnią się niekiedy znacznie zarówno w motywach pojedynczych, jak i w szczegółach.
W każdym razie wszystkie te legendy zawierają w sobie wiele momentów wspólnych, odmiennych co najwyzej w stylizacyi i tak:
1) przysięga wierności; 2) kochanek udaje się na wojnę i nie wraca,
3) żal dziewczyny, 4) upiór przybywa, 5) szalona jazda. Do tych
wspólnych motywów przyłączają się niekiedy inne, o czem zresztą
jeszcze później mówić będziemy.
Że Mickiewicz, pisząc Ucieczkę,, czerpał pełną garścią szczegóły
z nieprzebranej skarbnicy tajemniczości i grozy, jaka się mieści w podaniach o powrocie kochanka-upiora, tego chyba nie trzeba wiele
dowodzić. W genezie atoli tego właśnie utworu zaszła ta okoliczność,
że nie tylko z legend, żyjących w ustach gminu, zbudował poeta artystyczmł całość, że nie tylko one jedne dostarczyły mu materyałów
surowych, lecz do powstania tego utworu przyczyniła się też w niemałym stopniu i Ludmiła Żukowskiego. A przeciez ostatnia ballada
została nie na innych motywach osnuta: należy przeto oznaczyć,
które motywy zostaly z legend, które znowu z ,rosyjskiej ballady
1
)
Pam i ~tnik Nauk o wy. 1819. II. 2i8-281.
-
31 -
zaczerpnięte.
W Ucieczce bowiem widzimy wiele takich zwrotów
i obrazów, jakie mamy i w Ludmili, a to przeciez jest dowodem
tego głębokiego wrażenia, jakie odniósł Mickiewicz po jej prze czytaniu.
Cala osnowa Ucieczki polega w sześciu głównych punktach,
które grupują się obok jednego najważniejszego motywu, a tym jest
t~sknota dziewczyny za kochankiem: 1) kochanek zaginął bez wieści
w obcym kraju, 2) dziewczyna z żalu popada w rozpacz, 3) nielitościwa matka chce ją wyd:1ć za księcia, 4) wróżka przychodzi dziewczynie z pomocą, 5) dziewczyna czarami przywołuje kochanka,
6) czary przyczyną rozwiązania akcyi całej.
Co się tyczy motywów, to oznaczone liczbami 2) i 5) zostały
wprowadzone do ballady Mickiewicza z Żukowskiego - Ludmiły
i Swietłany, reszta zaś ich jest oryginalnym pomysłem Mickiewicza,
gdyż w Swietłanie czary nie powodują rozwiązania całej akecyi,
lub została wzięta z ludowej poezyi. Z góry musimy zaznaczyć, że
wpływ Żukowskiego nie odbił się na fantastyczno-legendowym pierwiastku utworu, nadto też musimy dodać, że Lenom wpłyn~ła tylko
pośrednio na Mickiewicza, na co wskazuje ta okoliczność, że w Ucie•
czce znajdują się takie. poetyckie pomysły i drobniejsze zwroty, jakie mógł widzieć poeta tylko w balladach Żukowskiego, a których
ani śladu niema w Lenorze.
Należy też jeszcze, zanim przystąpimy do szczegółowej analizy
ballady Mickiewicza, przypatrzyć się bliżej i przypiskowi, jaki poeta
umieścił pod Ucieczkg: ,,Niniejszą balladę ułożyłem podług piosnki,
którą niegdyś. słyszałem na Litwie spiewaną po polsku". Dlaczego
zatem, mógłby kto zapytać, nie było dotąd ni słowa wzmfanki o pieśni lenorowego charakteru? Temu jednakowoż nie można się dziwić,
pieśni bowiem analogiczne, które krążyły jeszcze za lat młodości poety wśród ludu, dzisiaj nie ma śladu, z biegiem bowiem czasu zginęły, zgłuchly, dziś atoli mamy tylko szczątek ich we wszystkich
prawie legendach, mamy w nich parę rymowąnych strofek, które są
pozostałością z owego podania w formie wiązanej. Nie należy też
wreszcie zapomnieć, iż Mickiewicz pisząc tę balladę - baśni ludowej
,,treść i układ zachował wiernie", jak o tern w tymze przypisku powiada.
,,On wojuje - rok upłyną,ł,
O n n i e wr a c a - może zginą,ł.. .. "
Zaczyna tedy Mickiewicz swój utwór motywem, wspólnym wszystkim podaniom - kochanek nie wraca z wyprawy rok cały: co wię
cej w jednej z pieśni szlachty drobnej napotykamy takie wiersze:
-
32
,, Odjeżdzaj ą,c rzekł,
Marjo kocham ci~ !
R o k z a r o k i e m b i e g ł„
O n n i e w r a c a, n i e." 1)
A i dalsza część tego ustępu, w obrazie, w którym Mickiewicz
straszną żałość kochanki, słychać mimo mocnej naleciałości
Ludmiły i odgłosy ludowej piosenki:
kreśli
,,Jej źrenice, błyskawice,
Dziś
jak dwie m~tne krynice,
Jej lica, pełnia ksi~życa,
Dziś nikmł jak ksi~życ w nowiu .. "
A
w pieśni ludowej żali się też dziewczyna na utratę urody:
„Jak te gwiazdy w mgle
mi z twarzy kwiat" ....
Znikł
„Matka troszczy się i biedzi" dlatego, że córka jej nie chce pójść
za możnego pana, nie śledzi przyczyny tego żalu, nie chce wiedzieć,
że dziewczę posmutniało z tęsknoty za kochankiem, który gdzieś
w obcej stronie bez wieści zaginął, dlatego też stara się córkę nakło
nić, aby serce od dała w zamian za bogactwa. Motyw ten o zabiegach
księcia około ręki jej, jest wzięty z gminnych podań, jakkolwiek nie
wszystkie wersye tej baśni go posiada~ą. Przytoczona n. p. powyżej
Lacha Szyrmy okazuje go najwyraźniej, w poezyi zresztą wieśniaczej
aż nadto często napotykamy ten szczegół, i tak w piosnce żali się
dziewczyna·:
,,Jak ja nie mam smutną, być,
Za starego każą iść". 2 )
Mógłby nam kto zarzucić, dlaczegośmy dotąd nie uwzględnili
tego motywu, iż dziewczyny żal jest w dalszym ciągu powodem pou
wrotu kochanka: zarzut ten jednak byłby o tyle niesluszny, że tu nie
żal, lecz wróżba raczej powoduje powstanie zmarłego z mogjły. I teraz dopiero poznaje dziewczyna, jaki ją los czeka: musi pójść za
księcia, do którego czuje odrazę, dla jego bogactw marnować uczucie,
które żywi dla innego. Idzie tedy w tej rozpaczy do starej wróżki
z prośbą o pomoc, czyby nie mogła jej kochanka napowrót sprowa-
1) O. Kolberg. Lud. I· str. 177 nr. 209.
2) O. Kolberg. j. w. str. 144-145. nr. 175. Por. Ks. Sad ok
Barą,cz. Pamiątki Stanisławowa. Lwów. 1858. str. 10.
- 83
dzić. Własna matka okrutny cios jej zadała, dziewczyna nie zastanawia się nad tern, czy wróżka może jej lepiej żyązyć od matki, która
ją w przepaść rospaczy wtrąciła - nie zastanawia się nad tem, gdyz
nie ma na to czasu. Już ta tylko sama okoliczność, iż dziewczyna•
udaje się do wróżki, jest wzięta żywcem z życia ludu, bo i dziś nader często wieśniacy w jakiemkolwiek nieszczęściu udają się do wró·
żki po radę, każda . zaś niema) okolica i u nas ma swego wróżbitę.
Dalej motyw czarów, za pomocą których miał stanąć przed zro •
zpaczonem dziewczęciem kochanek - zaczerpnięty z Żukowskiego znajduje niekiedy zastosowanie u ludu, choć dziś należy już do przezytków. Teraz na skutek czarów następuje rozwiązanie całej akcyi również jak w legendach" lenorowych tak też i w Ucieczce
przybywa zmarły do lubej - tu jednakże przybywa on inaczej: Mickiewicz umiał nadzwyczaj zręcznie wyzyskać sytuacyę - tu widać wszę
dzie wpływ n możnych czarów", fakta następują po sobie nagle, wywołane tajemniczą siłą, troje drzwi otwiera się kolejno przed przybyłymi
ta właśnie .cudowność jest jednym z najdoskonalszych przymiotów
naszego wieszcza, zwłaszcza kiedy jest należycie umotywowana --umarły nie podlega prawom natury. Jak w ludowych podaniach zbiera się dalej dziewczyna w podróż daleką:
,,Mies ił} c świec i - j eł dziec 1 e ci,
Po zaroślach i po krzach,
Pa n no„ pa n n o, czy n ie strach?"
Słowa
powtarzają w ludowych legen •
z Ludmiły, jakkolwiek są równobrzmiące, strofek takich bowiem krąży we wszystkich waryantach
baśni lenorowych niezliczona ilość:
dach, nie
te, które po
zostały
trzykroć się
zaczerpnięte
,,Mies i ąi c świec i,
M a r t wi e c 1 e c i,
Sukieneczka szach, szach,
P a n i e n e c z k o, czy n i e str ac ? 1)
r
Słowa te zwłaszcza w litewskich legendach są zupełnie zgodne
z Ucieczk(J. Motyw dalej samej rozmowy kochanki z upiorem został
również zaczerpnięty z ludowych podań: pytanie to - jakie widzieliśmy w przytoczonej przez nas powyżej baśni, mamy i tu równiez,
tak samo tez dalej i odpowiedź na nie, iz jeszcze sto mil drogi mają
przed sobą - znalazła oddźwięk i tutaj w balladzie. Owo zaś pozby-
1)
Por. Dr. H. Biegieleisen
Tło
ludowe. str. 117.
3
- 34 wanie się przedmiotów poświęconych· lub służących do modlitwy;
które przeszkadzały zmarłemu porwać kochankę - zostało nie skąd
i nąd jak Jenorowych wersyi wprowadzone, bo jak w nich tak też
i w Ucieczce rzuca dziewczyua książkę do modlenia, i szkaplerz,
koronki i krzyż, bez najmniejszego oporu pozbywa si~ tych rzeczy
u Mickiewicza jak w podaniach ludowych.
W skutek tego, iż nic już nie stało na przeszkodzie upiorowi,
skoro tylko krzyż na ziemię upadł, koń zniknął z pann~ i z jeżdźcem
Koniec ten Ucieczki jest zupełnie odinienny od analogicznych baśni; tam bowem dziewczyna widząc grożące jej niebezpieczeństwo,
ucieka z cmentarza, zmar~y ją goni i t. d. Dlaczego Mickiewicz odstąpił w zakc ńczeniu swojej ballady od podań i czy w ogóle odstą
pił, nie wiemy pewno. Skoro bowiem zapowiedział wyraźnie, iż treści nie 1.mienił wcale, to i zakończenie musiałby był takie jak u niego jest, a nie inne słyszeć, my jednakowoż nie spotkaliśmy nigdzie
takiego końca. Przypuściwszy, ze Mickiewicz odstąpił w tem od legend można to wytłómaczyć, iż poeta musiał w jakiś sposób prosty i surowy wątek wygładzić i odpowiednio do swojej ballady przystosować.
Różnica ta mogła nastąpić również skutkiem różnicy stanowiska, jakie lud zajmuje, który broni na każdym kroku nieszczęaną dziewczynę,
nie chce dopuścić do tego, by natychmiast zginęła, - Mickiewicz
tymczasem chcąc powiązać ze sobą grzech i karę dziewczyny, mógł
w ten tylko sposób utwór swój zakończyć. Podobne zaś zakońrzenie
widzieliśmy w baśni przytoczonej przez Szyrmę.
Całą fantastyczną i legendarną
część
Ucieczki wziął Mickiewicz z ust ludu litewskiego, z jego podań i wierzeń. Wszystkie typy
zastosowane są do postaci ludowych i ta swadźba, która jedzie tłumnie,
ksiądz w konfesyonale, kuma, jak i dziewczyna sama, to charktery ści
śle miejscowe. Wogóle wszystko tu zgodne jest z wiarą ludu: zapowiedzi, spowiedź, książka do modlenia, krzyż, różaniec, msza; z drugiej znowu strony nie zapomniał poeta o zabobonach i przesądach:
zarówno kwiat, paproć i car-ziele, którym on nadnaturalną silę przypisuje, jak obrączka i włosy kochanka, jak i tajemnicze liczby: dziesięć skał, dziesi~ć rzek i dziewi~ć gór. Tam góra Mendoga, tu krakanie wron złowróżbne, piar.ie koguta, na głos którego drży każdy
umarły, tam znowu wśród moczarów błędne ogniki, a w gęstej łozie
wilcze świecą się źrenice : wszystko to wogóle nosi na sobie niestarte
piętno ludowego życia.
Nadto też i strona rytmiczna Ucieczki urywana lecz dtwię
czna i harmonijna, kształcona była częścią na pieśniach ludowych,
częścią na Ludmili Żukowskiego. A wiersz ten urywany doskonale
właśnie nadawał się do użycia w tej balladzie, w której Mickiewicz
- 35 wprowadzając fantastyczny świat ludowy, przemówił też językiem ludowej wiary, nadając mu przez to jeszcze większe cechy prawdy,
a barwa ta ludowa dykcyi została wedle słów samt:lgo poety z zapamiętanej strofki ludowej piosenki urobiona i stąd pochodzą te ośmio
zgłoskowe rymy męskie.
A ta chropowatość rytmu i urywane zdania przystroiły się jak
najlepiej do tem dosadniejszego oddania tej grozy i przestrachu, kiedy umarły wiózł kochankę do ciemnej mogiły. I nic nie należy tak
podziwiać, jak tę mistrzowską formę, w jakiej potrafił poeta oddać
tę ballad~, jak również i ten artyzm, z jakim pochwyciwszy poszczególne motywy ludowej wiary, złożył je w przepyszną całość.
11.
Konrad Wallenrod stworzony przez poetę w odmiennych
warunkach, a raczej pod działaniem innego prądu, który nawet był
w mocy wziąć górę nad wpływem gminnej poezyi, nie dawał dogodnego pola do czerpania z baśni ludu. W całym poemacie nie ma
żadnego rysu schwyconego z gminnej opowieści, jedna tylko, Pieś1t
Wajdeloty, - została stworzona pod działaniem tego elementu,
jaki zaczął teraz w utworach naszego poety coraz bardziej zanikać.
I ta właśnie okoliczność, iż w całym poemacie tylko na tern jednem
miejscu uwydatniła pieśń gminna swe ślady, utwierdza jeszcze bardziej
panujący dziś domysł, że ustęp ten cały musiał być osobno znacznie
wcześniej utworzony i dopiero później został do całości poematu zastosowany.
Sam poeta w przypiskach przyznaje się czytelnikowi, iż PieHt
Wajdeloty, a właściwie sam ten ustęp traktujący o zjawisku morowej dziewicy 1 „został według powieści gminnej" skreślony:
„Nieraz na pustych sm~tarzach i błoniach
Staje widomie morowa dziewica,
W bieliźnie, z wiankiem ogniatym na skroniach,
Czołem przenosi białowieskie drzewa,
A w r~ku chustką, skrwawioną, powiewa".
Fakt sam skreślony w przytoczonym powyżej ustępie ma rzeczyludu. Fakt ten znajduje poparcie w wierzeniach wszystkich narodów, szczególniejszą zaś cechę przybrał pośród narodów słowiańskich. I tak n. p. w Polsce wystawiano sobie
morowe powietrze jako niewiastę, całą w bieli, objeżdzającą wsie
zagrody na wysokim dwu koleśnym wozie, Ruś znowu maluje ją
wiście szeroką wiarę wśród
*
-
36 -
również jako niewiastę,
która się każe nosić chłopu, a kto ją weźmie
na plecy, temu tez i ona zaszkodzić nie może (CŻ u ma), u Serbów
nazywają takież zjawisko zarazy ku g a lub mor ij a, jak o tern
świadczy Vuk Karadzic; w Slawonii lud również wyobraża sobie powietrze jako złą kobietę i mn ·ema, ze gdzieś za morzami znajduje
się kraj niewiast morowych; nie inną jest ona u Łużyczan, którzy
nadają jej imię s m er t n i ca. Słowem, wszystkie wierzenia tyczące
się tej postaci, moznaby sprowadzić do jednego pojęcia, gdyż one się
między sobą tylko w szczegółach różnią. Jak zaś obfite jest źródło
analc.gicznych zabobonów, o tern może najlepiej chyba poświadczyć
poniżej podany spis bibliograficzny 1). Lud jednakże litewski mimo,
że nie wyrobi,ł sobie innego o morowej dziewicy pojęcia, a przecież
wyobraził ją sobie w zupdnie innej barwie. Nie jedzie ona wozem,
ani tez nie każe si~ nosić na plecach, lecz tajemniczymi kroki zdłłża
od sioła do sioła cała w b ie li z z akr w a w i o n ą chu s t ą, a g d zie
n i ą p o w ie je ws~ y st ko wymiera". :i) Tego też właśnie motywu
zaczerpnął Mickiewicz do swojej
Pieśni Wafdeloty z opowieści
litewskiego pospólstwa, ono bowiem tak sobie ją w swycą wierzeniach
przedstawia:
„
,,A i 1e razy kr w a w 'ł chust 'ł ski n ie,
Tyle pałaców zamienia w pustynie,
Gdzie nogą, st~pi ś w i e ż y gr ó b wy ras ta".
Nie pominął też poeta i szczegółu towarzyszącego temu złowro
giemu zjawisku, tak samo bowiem jak lud w swoich wierzeniach
1
) Por. A. Afanasiew. Poet. wozzr. III. 106 i 111. A. Cerny
Istoty mistyczne. 710-712. P. Czubińskij. Trudy I. 118, _128
2 22. nr. 2 - 3 M. F1 e der owski. Lud ok o I i c Żarek. II. 301-302
te n że. Lud bi a ł or us ki. I. str. 7. nr. 10. str. 144-146 nr. 372 do
377. J. Grajnert. Study a nad podaniami. 707. J. Grimm. Deutsche Myt hol. I. 685- 688. II. 1136-1141. Dr. R. Kaindl. Die
Huzulen. 87. O. Kolberg. Lud. VII. 170, 252-253.XV.str. 9-12.
nr. 1-4. XVII. 9l.?, 96,129. K. Kozłowski. Lud 382. A. Podbereski. Materyały. str. 27-28 nr. 9. Ludwik. z Pok1ewia Litwa,
21. E Rulikowski. Zapiski III. str. 96. nr. 7. Ks. W. Siarkowski
M a t er y a ł y z o k o I i c P i n c z o w a. 6 7 - 69. L. S i e in i e ń s ki. P o d an i a. str. 125. nr. 130. S. Udziela. Cholera. (Materyały antrop.
archeol. I. 1 i nast.) K. W. Wojcicki. Stare gaw~dy II. 159. tenże. Klechdy I. 51, 130, 159, tenże. Hist. lit. I. 185 i 339-340.
nr. 2. E. Veckenstedt. Mythen I. str. 249. nr. 1 i 4. M. Żmigro
d z k i. U k r a i n a. str. 32 9.
2) O. Kolberg. VII. 176. dop. 2.
-
37 -
bardzo często wycie żałosne psów za oznakę wojny lub pomoru 1)
uważa, tak też i Mickiewicz wprowadził len element do swego poematu nie zmieniając go wcale.
W dalszym ciągu Pieśni Wajdeloty urywa się na eh wiłę to
oddziaływanie gminnego zabobonu, - Mickiewicz przystępuje do wspaniałej apoteozy wierzeń ludu i dopiero mówiąc o starcu, który na wierzbowej piszczałce sławił ojców czyny, zwraca się po szczegóły znowu
do zabobonów ludowych, bo i lud wierzy, ii "kto chce widzieć umarłych, winien wynaleźć wierzbę, z którejby można wyciąć piszczałkę na
tak odległem miejscu, ażeby ona nigdy piania koguta nie słyszała,
ani szumu wody, a gdy w nocy o wpół do 12-tej zagra na cmętarzu,
cale wojsko umarłych powstanie z grobów". 2 )
Wierzenia takie są dość powszechne u ludu w tej lub nieco zmienionej formie, lecz .w każdym razie, w jakiejkolwiek je formie sły
szał Mickiewicz, to pozostawiły one przynajmniej w swoich głó
wnych zarysach ślady wpływu na ten ustęp, gdyż i tu na głos pieśni
przed oczyma poety powstaje cały szereg królów i rycerzy i zapomnianych już dawno wieszczów. Z tym szczegółem kończy się wszelki
ślad wpływu gminnej poezyi na Konrada
Wallenroda, a raczej
na samą tylko Pieś/1, Wajdeloty, gdyż w całym zresztą poemacie
nie ma nawet choćby drobnej wzmianki graniczącej z pojęciami ludu,
i ta właśnie okoliczność zdaje się potwierdzać wyżej wspomniane
przypuszczenie.
*
*
Od chwili napisania Ucieczki, kiedy talent poetycki Mickiewicza wzbijał się na cornz wyższe stopnie rozwoju, od tej chwili
uwidoczniać się zaczyna i zanik pierwiastków ludowych w jego po1) Por. M. Cisek. Materyały. (Zbiór wiad. XIIT. str. 72. nr
97.) D. Da n. V o 1ks g 1 a ub en der Rum a n en (Zeit s c hr. f. os ter r
Volksk. II. str. 251. nr. 14.) M. Federowski. Lud okolic Żarek
II. 2 91- 29 2. t e n ż e _ L n d b i a ł o r u s k i. I. str. 191 nr. 719. J. G 1 uz iński. Włościanie. 510. J. Grajnert. Studya. 501. B. Gustao
wicz. Podania. str.153nr. 2-4. O. Kolberg. Lud. XVII.str. 129d
130. nr. 51. Dr. W. Kos iński. Z apis ki. (Wisła. IV. str. 864 nr. 17.
Ludwik z Pokiewia. Litwa. 151. S. Polaczek. Wieś Rudawa.
101 i 105. J. Świętek. Lud nadrabski str. 568. nr. 5. F. Wercń
k o. P r z y czy n e k d o I e cz n i c t w a. 103. z. W i e r z cho w s k i. Mat ery a ł y. (Zbiór wiad. XIV. str. 208. ur. 3.) D1. H. von Vlislocki.
Volksgl. d, Magyaren. 72. tenże. Volksgl. d. siebenbtirger
S a c h s e n. 9 I.
')O.Kolberg. Lud. XVII. str. 96. nr. 5. Por. tamże. XV. str.
62-63. nr. 2. XIX. str. 200. nr. 10. J. Gluziński. j. w. 523. J. Greiner t. j. w. 487. Z. Morawski. Myt roślinny str. 30. nr. 4. K. Wł.
Wojcicki. Klechdy. 55-56.
-
38 -
ezyi. Nie było to jednakże winą poety, okoliczności bowiem, w jakich
tworzył i czas sam i kierunek, jaki teraz jeg0 twórczość wybrała -nie byłby wcale stosownym, ażeby można snuć było kanwę z ojczystych legend i pieśni, gdyż społeczeństwo innych pragnęło pokarmów
dla ducha, po długiej walce skołatanego nieszczęściem. Jak zaś dalece
postąpił ten zanik elementu fantastyczno -legendarnego, - o tem najlepsze może dać pojęcie trzecia część, dawniej rozpoczętego poematu,
Dziadów.
Są i tu wprawdzie sceny owionięte mglistym duchem, jest i tu
widoczną ta ręka przecinająca bieg wypadków w nadnatura]ny sposób, jest i tu sporo motywów graniczących na pozór z wierzeniami
ludu, - wszystko to atoli jest fikcyą poetycką Mickiewicza tak zrę
czną, iż czytelnik na pierwszy rzut oka z dobrą wiarą może je przyjmować jako ornamenta z fantazyi gminu pochodzące. W jednam tylko
miejscu byliśmy w stanie dopatrzeć się w poemaci0 śladu elementu
ludowego, w szatańskiej pieśni Konrada zaczynającej się od słów:
,,Pieśń
ma była już w grobie, jnż chłodna,
Krew poczuła, z pod ziemi wyglą,da I jak upiór powstaje krwi głodna :
I krwi żą,da, krwi ż\da, krwi ż!łda".
Szczegóły uzyte do napisania tego ustępu znajdują swe potwierdzenie w zabobonach ludu naszego, gdyż i on mniema, iż upiór powstawszy z mogiły - napada na sennych ludzi, aby ich krwią się
napoić. Rzadko wprawdzie można się z tą cechą upiora spotkać, zazwyczaj bowiem wyobraża go sobie lud zupełnie inaczej, o czem zresztą już przy drugiej części tegoż poematu mówiliśmy.
Tak samo dalej i szczegóły tyczące się przebicia ciała - upiora
są wzięte z ludowych powieści:
n Potem
pójdziem . . . . . . .
jego rozrą,biem toporem :
R~ce, nogi goździami przybijem,
By nie powstał, i nie był upiorem".
Ciało
Często
bowiem daje się lud słyszeć z tym głęboko zakorzenionym zabobonem, iż jeśli si~ ciało upiora porąbie w kawały, lub serce przebije osikowym kołem, - to on wtedy musi bezwarunkowo
przestać już chodzić po świecie. Jak zaś szeroką wię.rę pozyskał ten
zabobon, o tern może chyba najlepiej poświadczyć niżej przytoczony
spis analogicznych przesądów. 1)
*
*
1) P. Czubńskij. j. w. M. F,edero
wski. Lud białor. I. str. 268.
nr. 1360--13i61. J. Gluziński. Włościanie. 251-522. O. Kol-
-- 39 -
,,Bajki nasze, - mówił poeta Aleksandro\\-i Chodźce, - przechowały jeszcze przedpotl)we zwierzęta, smoki etc. Teraz bajki nasie
mięszać s:ę poczynają z moskiewskiemi; bo sołdaci opowiadają ch,ło
pom swoje i wzajemnie. Jest wiele bajek podobnych, ale polskie noszą
cechę delikatniejszych uczuć i wyższych pojęć. Tak na przykład w bajce moskiew.:ikiej panny kąpiąc się zostawują n1 brzegu koszule, w bajkach nasźych też same panny zostawują skrzydła etc".
„Raz jadąc przez dwa dni na bryczce żydowskiej, wdałem się
w rozmowę z żydem furmanem, opowiedział mi kilka swoich bajek,
które mie bardzo uderzyły. Charakter ich zupełnie różny od naszych,
choć scena często dzieje się w naszym kraju. Przypominają skła
dem intrygi i sposobem opowiadania arabskie tysiąc nocy. Są to
rzeczy albo wywiezione z Azyi, albo w podobnej formie zrobione już
u nas przez azyatyckiego ducha Izraelitów, który gdziekolwiek jest,
tworzy po swojemu" 1).
Nie z tych jednakowoż bajek, których tajemnicza treść żywiła
duszę poetycką młodzieńca w pierwszych latach twórczości, powziął
Mickiewicz pomysł do stworzenia satyry na złe tony, którą to myśl
już w Pani Twardowskiej przedte~ odrobił.
Poeta zwraca się
teraz do tego cyklu opowieści, których celem jest moralizowanie
ogółu, a takim właśnie był też i fakt opowiedziany przezeń w bajce
p. t. Golono strzyżono. Bajka ta zaś równobrzmiąca z treścią
utworu Mickiewicza krąźyła od dawna wśród ludu, - znajdujemy ją
już bowiem i u Wacława Potockiego :i), tak samo tez i Dr. Br. Czarnik wymienia podobną opowieść zawartą w dziełku p. t. R o z m o w a
Po dol an ki z mężem. (Wrocław 1785).
„Szedł kmieć z zoną po kładce przez rzekę, ujrz4 chłopa bez
brody, co ongi miał brodę.
•- Ba wej ! mąż rzecze, - jak się nasz somsiad wygolił!
Wzdyć się ostrzygł, żona prawi, i to znać po głowie-
ber g. Lud. VII. str. 65-56 nr. 136. str. 217. nr. 61. XV. str. 35t
nr. I. Dr. R. Kain dl. Die Huzulen. 84. Dr. F. S. Kraus. Powró.
umarłych. 680. Z. Morawski.
Myt roślinny. str. 24. nr. 94.
E. Rulikowski. Zapiski. str. 94. nr. 23. T. J. Stecki. Wołyń. I. 12.
J. Swi~tek Lud nadrabski. Wisła XI. 586-587, 500-501 i 603504. K. W. Wojcicki Zar. dom. II. str. 277-278. nr. 11. Zur
Wampyr Sage. (Zeitschr. f. osterr. Volksk I. 307).
1) Wł. M i ck i e w i c z. Ż y w o t. I. 9 -10.
:i) Jovialitates. Lip3k. 1747. I. 136. cytowane u Dr. H. Biegeleisena. Dzieła A. Mickiewicza. IV. 514.
-
40 -
Ba ogolił.
Nie: ostrzygł, krzyknie baba!
Od słowa do słowa, od słów do rąk przyszło, gdy mąz woła,
że ogolił, baba wrzeszczy, że „ostrzygł brodę", aż kmieć zniecierpliwiony, zepchnął uporczywą niewiastę do rzeki. Baba tonie, ale
z wody ukazawszy rękę, dwoma palcami ruszała, boć mówić nie mogła, na znak, że brodę ostrzygł nie ogolił.
Gdy sąsiedzi usłyszeli o takowej przygodzie, bieżą na dziw;
a mąz idzie przeciw wody, szukając żony. Jakżeż znajdziesz babę,
przecież z wodą spłynęła do Gdańska?
Kmieć kiwnął głową i rzecze:
Prawdać, że wszystko płynie razem z wodą, ale moja baba, co
sprzeczna była cały żywot, i po śmierci, aby nie szla po mej woli,
rozumiem, że płynie pod wodę". 2)
Bajkę tę w całości z wyjątkiem samego zakończenia obrobił
nasz poeta bez zmiany prawie, a kto wie, czy i to rodzime zakoń
czenie ludowej powieści nie skłoniło go do naśladowania analogicznej
bajki Lafontaina p. t. Zona upartn.
*
*
*
n W opuszczonych murach" Nowogródka, pisał J. Domejko
do ks. J. Siemieńskiego, - rozbrzmiewały za lat mlodocianych Mickiewicza „świeze tradycye hucznych, zaciętych sejmików, na których
ścierały się ze s'>bą partye Radziwiłłów, Niesiołowskich, Wolookowiwiczów, Rey tanów etc.; cudna przyroda okolic miasta i całego powiatu, uajpiękniejszego może z ziem litewskich i rozkoszne doliny,
po wzgórzach gaje zielone, miejscami kurhany i ślady szańców i okopów z czasu napadów tatarskich i późniejszych wojen, grunt żyzny,
chłop zamożny, zaściankowa szlachta butna jeszcze i swobodna, po
obywatelskich domach szczera, wesoła gościnność, zjazdy, polowania,
gwarne zapusty i liczne kiermasze, w sądach pieoiactwo i przy stołach: ,,Kochajmy się!"" 2 )
Nie podobna też zaprzeczyć, by te obrazy życia szlacheckiej
gromady. by te opowieści o ciągłych zwadach i zatargach, jakich
niemało było w tych latach, by to wszystko nie utrwaliło się silnie
w pamięci „ rażliwego chłopczyny, trudno zaprzeczyć, by echa tych
czasów i chwil młodości poety nie powtórzyły mu byly „na paryskim
2) K. Wł. Woj cieki. Zar. dom. II. str. 44-45. nr. 3. Por. A.
Rypiński. Białoruś. 135 i 214.
3) Korespondencya A. Mickiewicz~. ParJt. 1885. IV. 3~
41 bruku" dawno widzianych scen, kiedy on ulatywał wciąż myślą do
dalekiej ziemi swej rodzinnej, kiedy wciąż modlil Bożą Matkę ...
„Tymczasem przenoś moj~ duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łl}k zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych ~ytem" ....
Z tych w~pomnień z lat młodości, kiedy mu s1ę przypominały
o jenerale Wolodkowiczu, o przebywaniu jego w wojsku
francuskiem pod obcem imieniem, o jego procesie z Obuchowiczem,
który mu był zagarnął cały majątek" 1), -- zrodziły się pomysły do
wielkiej epopei szlacheckiej, a z ostatków tradycyi zaściankowych
wstały potężne postacie Klucznika .R~bajły, Woźnego i tylu typów
drobnej szlachty, co sejmikowała w Dobrzyniu żałując dawnych czasów, utraconych swobód i przywilejów. PL'Zypominały się wprawdzie poecie i te bajki o chłopcu w zaklętym pałacu „na dzikim ostrowie"
jak sam o tern mówił na wstępie do Pana Tadfusza, nie trudno
atoli zrozumieć, iż niemożliwą niemal rzeczą było wprowadzać motywy gminne do tego poematu, który miał zycie zaściankowej szlachty odtworzyć z całą wiernością: Drobna też tylko' i nieznaczna
garść reminiscencyi dostała się do tego poematu, co miał już zakoń
czyć całą działalność twórczą Mickiewicza.
Z pieśni ludowych, dwie tylko uwidoczniły ślad swego wpływu:
jedną z nich - to powszechnie i dziś znana piosnka o żołnierzu-tu
łaczu, - druga - pieśó o Cybulskim. A piosnka ta o żołnierzu cieszyła się zawsze wielkiem • up0dobaniem poety, jak o tem świadczy
najwymowniej córka Mickiewicza:·
•
~ Często pisze· Marya Gorecka, ojciec mi nucił smętną piosnkę :
„Idzie żołnierz borem, lasem przymierając z głodu czasem", ale ta
zawsze wprawiała mnie w wielki smutek. Ponieważ mowa tam była·
o bracie i siostrze, wyobrażałam sobie z!raz Władzia żołnierzem,
konika powracaJącego do mnie po jego śmierci i nigdy do końca dosłuchaó nie mogłam zbyt żałosnej dla mnie spiewki. W tym czasie
p. Bohdan Zaleski przyjechał do Lozanny i coś mówiono wieczorem
o poezyi; ja siedząc na ziemi przysłuchiwałam się niby rozmowie,
lecz w istocie nic nie rozumiałam. Wtem ojciec nucić zaczął: ,,Idzie
żołnierz borem, lasem".... Nim doszedł do końca, rozbeczałam się
rzewnie i zanosić się zaczęłam od płaczu.
„szczegóły
1
) L ***
N o ta t ki
(Czas. 1859. nr. 117).
ws p om n i eń . z tyci a A.. Mi c ki e wi c z a.
-
42 -
„Otóż
widzisz, - rzekł ojciec do przyjaciela - jak silnie działa
poezya ludowa" 1).
A pieśń ta nadz\\yczaj dawnego pochodzenia, znana już w roku
1584., gdyż ślady jej znaleziono na okładce starej książki :i), krązy
i dzisiaj w niezliczonej ilości waryantów, jak o tem świadczy niżej
podany· spis bibliograficzny 3). iaczyna się ona zazwyczaj od słów :
,,Id zie żoł n ie r z bure m, 1asem,
Zamierahc z głodu czasem• ....
Wracają żołnierze już do domu z pola
walki, gdy on tymczasem
,,Leży w polu na murawie,
Na zielonej leży trawie.
K o n i k jego wedle niego,
Grzebie nóżkfł, żałuje go".
Niemal dosłownie włożył Mickiewicz tęże pieśń w swój poemat
kiedy to tony muz}! ki Jankiela tworzyły żałosną nótę
,
„O ż o ł n ie r z u, t u łac z u, który bor e m, I as e m
Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,
Na.koniec pada u nóg konika wiernego,
•
A k • n i k n o g ą, grzeb ie mogiłfJ dla niego".
1) Wspomnienia o A. Mickiewiczu. 13--14.
:i) Pami~tnik Sandomierski. 1830. II. 109.
3) Dr. A. Cinciała. Pieśni. str. 225-226. nr. 157-158. S.
Ciszewski. Lud rolniczo gór. str. 301-302. nr. 236. Z. Gloger.
Pieśni. str. 181--184. nr. 56. W. Hnatiuk. Pieśni rekruckia
(Lud. III. str. 74. nr. 1). S. Jastrz~bowski. Szopka radomska.
(Wisła. VIIL 291-292). Dr. A. Kalina. Z puszczy kurpiowskiej.
(Lud. III. 70). O. Kolberg. Lud. I. str. 156. nr. 195. IL 167 i 256
do 257. nr. 195. IV. str. 60-61. nr. 241. VI. str. 176. nr. 348-350.
XII. str. 254--256. nr. 490-493. XVI. str. 301. nr. 494. XXI. str. 64 do
65. nr. 130-131 XXII. str. 137-138 nr. 233-234. te n że. Ma z ows ze II. str. 119. nr. 269. IV. str. 336. nr. 375-376. te n że. Pieśni
ludu litew. III. 186. tenh. Pieśni 1. poi. str. 156. nr. 195. i str.
256-257. tanie. Właściwości. str. 134. nr 87. K. Kozłowski.
Lud. str. 132-133. nr. 2. Nesselmann. Dainos. nr. 343 i 353. E.
Orzeszkowa. Ludzie i kwiaty nad Niemnem. (Wisła. II. 679).
i. Pauli. Pieśni I. polskiego 67-70. A. P etrow. Lud. str. 87-88
nr. 108---109. M. Rawicz Wit a n owski. Pieśni w oj ac kie ze ws i.
Stradomia. (Wisła. III. str. 647. nr. 2.) Dr. J. Roger. Pieśni.
str. 24. nr. -!7. Ks. W; Siarkowski. Materyały .... z Kielc. str.
86-87. nr. 5. S. Udziela. Ma.teryały. str. 128. nr. 38. Wacław
z Oleska. Pieśni. str. 723. nr. 11. K. Wł. W oj ci ck i. Z ar. dom.
II. 439-440. R. Zawiliński. Przyczynek do etn. górali p-ol.
na W~grzoch (Mater. antr. archeol. I. str. 407. nr. 1).
-
48 -
Druga ,,znajoma na Litwie, - jak mówi Mickiewicz w przypiskach do Pana Tadeusza, - pieśń żałosna o Pani Cybulskiej,
którą mąż w karty przegrał moskalom", żyje i dziś także między
szlachtą 1), w po~macie samym atoli dozostawiła zbyt małą remini•
scencyę, ażebyśmy potrzebowali o niej jeszcze więcej mówić.
Z innych szczegółów wziętych z ust ludu niepodobna pominąć
milczeniem i finału Pana Tadeusza, który całym swojem brzmie~
niem przypomina zbyt wyraźnie takież strofki w opowiadaniach ludowych, co więcej wszystkie prawie bajki białoruskie tym się kończą
refrenem, który się stale powtar-za :
,,I j a tam z gośćmi byłem, miód i w i n o piłem,
A com widział i słyezał w ksi~gi umieściłem" .
Nie o wiele od słów powyższych
w swych dwu pierwszych wierszach :
różni
się i
refren ludowy
„I j a t am był e m
Mi ó d i w i n o p ił e m,
Po brodzie si~ lało
W głowie nie zostało" 2).
Pomijamy już tu takie przysłowia jak „za wysokie progi ua
wasze nogi" 3) lub też „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" t),
pomijamy również imię księdza - ,,Robakiem" zwanego, imię to bowiem powszechne jest mi~dzy drobną szlachtą 5), - a przejdziemy raczej do tych skrzypaków i kobeżników z XII. księgi Pana Tadeusza. Każdy zapewne pamięta ten ustęp, gdzie Sędzia prosi jenerała, by
pozwolił wprzód zagrać muzyce wiejskiej, gdyż „lud przy innej nie
1) S. Chełchowski. Materyały. str. 136-137. nr. 5. Z. Gloger. Pieśni, str. 176-178. nr. 48. O. Kolberg. Lud. XII. str. 225
nr. 482. XIII. 187,
2) S. Chełchowski. Powieści. I. str. 214. nr. 33. II. str. 46.
nr. 60. str. 315. nr. 1. str. 346. nr. S. Gliński. Bajarz. IV. 143.
J. Karłowicz. Podania str. 4. nr. 47. O. Kolberg. Lud. XIV.
str. 268. nr. 66. Z. Rok os s owska. Baj ki ze ws i Jurko ws z czyz ny (Ma ter. antr. archeol. Il 14. i nast.) S. Udziela. Opowi ad a n i a ludowe ze Starego Sącz a. (Wisła. VIII. str. 439. nr. 3.
str. 531. nr. 6.) S. Ul a n owska. Łotysze. XVIII. str. 306. nr. 25.
str. 335. nr. 32. M. Wiszniewski. Hist. lit. I. 240.
3) Wojcicki. Zar· dom. I. 170.
4) Ludwik z Pok ie w i a. Lit w a. 176. A. Rypiński. Biało
r n ś. 199. K. W oj cieki. j. w. 268.
6) ~ s. A. P 1 es z czy~ ski. Boj ar z y. 14.
-
44 -
potrafi skakać". Moment ten uchwycił Mickiewicz nadzwyczaj trafnie
z obyczajów ludowych, bo jak z jednej strony dudarze niecierpieli
innych muzykantów, tak tez i z drugiej już w Figlikach dał nam
Rej obra~ szlachcica, który przyzwyczajony do swojskiej dudy, przy
innych grajkach nawet tańczyć nie potrafił. Co się znowu tyczy nwyraju", to już sam poeta w przypiskach zaznaczył swoją zgodność
z ludowem wierzeniem 1), tak samo dalej i ta wzmianka w księdze
VIII., iż
. ,, u stawu siedzi Świtezianka,
zdrój łaje z bezdennego dzbanka,
A drogą, ręką, w wod~ dla zabawki miota
Brane i, fartus·zka garście. zakl~tego złota" ....
.
.
Jedną, ręk1
potwierdzenie w zabobonach ludu, który sądzi, że
na powierzchnię wód pluszczą się, pryskają na
siebie wodą, igrają z falami i sypią w niezgłębioną toń wodm1 złoto
zaklęte na wieki. Nie inaczej ma się rzecz i z owem krzykliwem dzie
cięciem, któremu matka sypie pod głow·ę liście makowe (III. ks.), po•
wszechny to bowiem jest u ludu środek przeciw bezsenności 2 )
W samem nakoniec grzybobraniu po kilkakroć wspomina Mickiewicz
znajduje
zup_ełne
rusałki wypływając
pieśń gminną:
.. ,,chłopcy. biorą krasnolice,
Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice,
Co są, godłem .panieństwa: bo czerw ich nie zjada ...
Panienki za wysmukłym gonit borowikiem,
Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem".
Ze zaś nie inaczej i lud spiewał o tych grzybach, na to mozemy
dowód z poezyj Czeczota, - który jak wiadomo wiele się
zajmował zbieraniem pieśni ludowych i wiele też z motywów ludu
wciągnął do swoich utworów, - a mianowicie z powinszowania, jakie on ułożył w języku białoruskim na imieniny naszego poety. A jest
w tem powinszowaniu taka strofka:
przytoczyć
1) P. Czubinskij Trudy. I. 38--39. O. Kolberg Chełmskie
Il. 267. A. Nowosielski. Lad. okr. II. 127.
2) M. Cisek. Materyaly. str. 67. nr. 19. E. Jeleńfilka. W·ieś
Komarowicze. 481-482. 507. O. Kolberg. Lud. XVII. str. 160nr. 21. Z. Morawski. Myt roślinny. slr. 22. nr. 81. A. Nowosielski. j. w. 168. Z. Rok os s owska. O świec ie roś 1i n ny m wy obr aże n i a ludu na Wołyniu (Zb. wiad. XIII. 184.) Dr. M. Udziela.
Wiek dzieci~cy. Tarnów. 1881. str. 35. tenżl;', Medycyna 90, 271.
Wisła.. IV. 226, 248, 464, 694, 889-890. V. 167-168, 926. VIII. 141.
···- ,45 »Lisiczka tołty hrybok~
Ślimaczkow nie bajesia;
Nie toczyć jeja czerwiaczok,
On u lesie zdarou błyszczysia"; 1).
Podobnie wreszcie opis "matecznika" został urobiony na poję ciach ludu bialoruskiego, który miejsce wiecznego spoczynku zwierz~t
nie inaczej sobie przedstawia. ,,Matecznik" w wyobrażeniach jego
jest to „środek puszczy całkowicie niedostępny dla zwyczajnego śmier
telnika". Matecznik otoczony jest lasem odwiecznym, przez który nie
podobna się przedrzeć, las ten bowiem zawalony- jest drzewami połamanemi, a nadto otaczają go błota, nie zamarzające nawet w najostrzejszej zimie. ,, Wszystkie chore zwierzfAła id4 tutaj umierać: one
tylko znają tajemne drogi, które mi można dostać się do matecznika" l).
I na tem przychodzi nam zakończyć ro~patrywanie oddziaływa
nia ludowej poezyi na twórczość Mickiewicza, oddziaływania poezyi
tej prostej, które przecież nie było jednodniowem, a wszczęło &i~
w tych latach pacholęcych, kiedy poefa sl11chał piosenki:
,, O tej dziewczynie, -co tak grać lubiła,
Że przy skrzypeczkach g1ski pogubiła,
O tej sierocie, co pi~kna jak zorze
_
Zganiać szła ptactwo o wieczornej porze".
Lipiec 1896 -
listopad 1897 r.
Stanisław
Zdziarski.
,,l w~nzen ia", za~an~i, facecJe u uzi eei Iuuu.
Klekle, Wuojtuś, klekle,
Twułija matka w piekle,
Guetuje se kluski
N a śtyry garnuszki.
Puestawiuua przed preglem,
1) Dr. J. Tretiak. Mickiewicz w Wilnie ... I. 210.
2 ) A. E. Bogdan o w i cz. Per e żyt ki dr ie w n i a w o mir os ozer ca· n i ja u Bi eł or us s o w. Grodno. 1895. str, 78.