-
Title
-
Bajki i opowiadania ludu Krakowskiego / Lud 1898, t. 4
-
Description
-
Lud 1898, t. 4, s. 80-83
-
Creator
-
Udziela, Sereryn (1857-1937)
-
Subject
-
literatura ludowa, folklor tradycyjny, Małopolska
-
extracted text
-
Bajki i opo wiad ania Iudu kr akowski ego.
Wędrówka
po śmierci.
Między wieśniakami ze wsi Grojca (powiat Biała) krąży
takie opowiadanie :
Ostatni 1, Chwalibogów, właścicieli Grojca, był panem bardzo
złym i za czasów pańszczyźnianych krzywdził ludzi. Gdy umarł
przed paru laty, widywali go ludzie chodzącego po polach, po
groblach i około dworu. Pewnego razu powracał ś. p. ksi0cdz
Woźniak, proboszcz miejscowy z Oświęcimia, późno w nocy z swo
im parobkiem. Gdy przejeżdżali koło cmentarza, zobaczyli, że
ktoś wyszedł z furtki cmentarnej i obok koni ścieżką szedł równo
z jadącymi. Bał się parobek i ksiądz także. Wreszcie gdy przyjechali ku dworowi, osoba idąca weszła w bramę i zniknęła
w parku. WtedY. zapytał ksiądz parobka, czy poznał tego, co
szedł. Parobek mówi, że to pan Chwalibóg. Ksiądz go też po zn a
alf' zakazał parobkowi mówić o tern zdarzeniu. Parobek jednak
wygadał się,
Opowiedziała
Rozalia Nitka.
Djabeł i niedźwiedź.
Obrał
sobie djabeł siedzibę w młynie. Co noc o dwunastej
do młynnicy i robił ludziom psoty. W żaden sposób
nie mogli się go pozbyć. Raz wieczorem przyszedł do młyna
cygan z niedźwiedziem i prosił o nocleg. Młynarz pozwolił mu
przenocować się w młynnicy razem z niedżwiedziem. Gdy o dwunastej w nocy, jak zwykle, przyszedł djabeł, zobaczył w kącie
śpiącego cygana i niedźwiedzia. Nie wiedząc, co to jest a chcąc
znowu wyrządzić psotę nową, skoczył na niedźwiedzia i począł
go targać za kudły. Przebudził się niedźwiedź, a rozgniewany
rzucił się na djabła i chwycił go w swoje łapy potężne. Tak
okropnie pobił djabła, że ten zaledwie wydarł się mu i uciekł
z młyna. Jakiś czas nie pokazywał się djabeł w młynnicy, ale
fal mu jej było opuścić, a bał się strasznie niedźwiedzia. W reszcie
postanowił dowiedzieć ~ię, co się dzieje w młynie, przyszedł
i siadł sohie na dachu, na kalenicy, ale do młynnicy nie zajrzał.
przychodził
-
81 --
Gdy przechodził młynarz z domu do stajni przez podwórze, zapytał
djabeł:
-
Miela, jest tam kycia?
C„ miało znaczyć: ~Młynarzu, jest tam niedżwiedż ?11
Młynarz myślał, że się
go djabeł pyta o
kotkę,
która oko-
ciła się właśnie, więc rzekł:
-
O, jest, jest kycia. Teraz
się okociła i
ma cztery młodE.
kocięta.
Sądząc, że przybyło niedżwiedzi
w młynie,
zawołał
- Kiedy tak, to już więcej nie przyjdę.
I poszedł. Od tego czasu mieli ludzie spokój w
djabeł nie pokazał się już nigdy.
djabeł.
młynie,
bo
Ze Starego Sqcza.
Jak można pozyskać mleczność krów.
Jest zwyczaj w okolicy Za tora, że gospodynie jadą w Wielki
do klasztoru do Kęt po święcone ziele i każda zanosi po•
darek zakonnikom za to ziele. Bogatsze gospodynie dają cielęta,
mniej zamożne gęsi, kury i t. p.
Dwie kobiety, kmiotki z Piotrowic, pobiły się na weselu
a potem zaskarżyły do sądu. Gdy je przesłuchiwano w sądzie
w Zatorze, opowiedziała jedna z nich Rzepianka, że przy folwarku
„Pod lipkami" są dwa drzewa powstałe z parku hrabiego
Potockiego. Pod temi drzewami jest żabka, która ma głowę żaby
a resztę ciała podobną du ciała ludzkiego. Gdy gospodyni
po wraca z Kęt, każda idzie pod te drzewa, ale jedna o drugiej
nie może wiedzieć, i rzuca dziewięć razy po listku święconego
ziela. Ta żabka nic nie je prze rok cały, tylko w Wielki piątek
świeże ziele. Która z kobiet przysz-ła pier\vsza, żabka zjadia jej
ziołka i tej kobiecie dawały howy dużo mleka przez cały rok.
Rzepianka chodziła tam dawniej z matką swoją a żabka zjadała
od nich listki. Przypadkowo podpatrzyły ją sąsiadki i dowiedziały
sią o sposobie pozyskania wielkiej ilości mleka. Bajerka uprzedziła Rzepiankę w przyszłym roku; z czego powstała nienawiść
między obyd wierna a na weselu pokłóciły siq i pobiły.
piątek
Sąd
w Zatorze poprosił praktykanta gospodarczego, aby się
przekonał, czy tam jest żaba pod tymi krzakami. Rzeczywiście
znalazł tam pan Kozik ropuchę, któn\ zastrzelił, aby położyć tamę
6
-
82 --
gusłom. Kobiety uczuły stratę wielką, płakały za tą żabą, a Rzepianka nienawidzi pana Kozika, chociaź jest jej bliskim krewnym.
Od tego czasu coraz rzadziej jeżdżą gospodynie do Kęt po ziele
do klasztoru.
Dlaczego szewcy piją w niedziele i poniedziałki?
Przypadkiem zabił szewc psa, a cech szewski, uznając, iż
tym postępkiem został cały stan szewski pohańbiony, zabronił
temu szewcowi zajmować się więcej rzemiosłem. Skończył szewc
buty ostatnie, które miał jeszcze w robocie dla pana i strapiony
poszedł je odnieść. Zauważył pan zmartwienie szewca, a że mu
ciągle dobre buty robił, więc go zapytał o przyczynę. Opowiedział szewc, co się stało, że przypadkiem psa zabił, że za to wyrzucili go z cechu, a on z żoną i pięciorgiem dzieci chyba z głodu
zginie, skoro mu nie wolno prowadzić dalej rzemiosła. Oburzył
się pan tym nielitościwym postępkiem szewców, którzy dla jednego psa skazali na głód całą rodzinę, siedmioro ludzi. Zapłacił
szewcowi za buty i kazał mu przynieść zabitego psa i przyobiecał
wyratować z nieszczęścia.
Na niedzielę zaprosił pan wszystkich szewców do siebie na
ucztę. D2iwili się wszyscy łasce pańskiej, ale przybyli. Przyjął
ich pan uprzejmie, usadził za stołem i zachęcał, aby jedli i pili.
Na ostatnią potrawę dostali szewcy pieczeń z zabitego psa, którego pan kazał kucharzowi dobrze przyrządzić. Gdy zjedli wszystko
ze smakiem, po skończonej uczcie odezwał się pan do szewców:
- \Vyrzuciliście z cechu biednego szewca za to, że przypadkiem psa zabił, nie mając litości nad nim, jego żoną i pię
ciorgiem dzieci. Teraz zjedliście wszyscy piecze11. z tego psa. Któż
go.rszy, czy ten, co psa zabił, czy ten, co go zjadł?
Co się działo z szewcami po tei wspaniałej uczcie, na której
sobie dobrze podjedli i podpili, nie trzeba gadać. Więc żeby
przytłumić w sobie ten niesmak i wstręt, gdy wybiegli z pałacu,
pili w mieście całą niedzielę i voniedziałek i tak piją do drugiego
dnia, bo samo wspomnienie, że psa zjedli, napełnia ich obrzydzeniem.
Opowiadanie to, które słyszałem od kow..i.la w Krakowie
w grudniu 1896 roku, przypomniało mi podobne zdarzenie opisane
w dziele: ,,Porz<\dek sądów y spraw mieyskich prawa Mayde-
-
83
burskiego w Koronie Polskiej" i t. d., wydanie z roku 1760
w Przemyślu, a mianowicie w księdze tego prawa zatytułowanej:
n Tytuły prawa maydeburskiego do porządku i do artykułów ... "
i t. d. str. 185 wiersz czternasty z góry i dalsze opiewają dosło
wnie jak następuje:
"Dobrze jeden Pan w Polszcze w m1esc1e swoim uczynił,
gdy się dowiedział, iż szewcy nie dopuścili robić rzemiosła je•
dnemu Mistrzowi między sobą, iż psa kopytem zabił, w ten czas
gdy mu był kołacz z masłem uchwycił. Kazał w mieście zapuścić
sieci na psy w święto, kiedy rzemieślnicy ::;chadzki miewają.
A gdy ich niemało nagnanych było, rozkazał wszystkim szewskiego cechu, począwszy od starszych, aż do młodszych, aby
każdy po psie zabił; co wszyscy uczynić musieli. A iżby byli od
przełożonych w mieście nagany nie mieli, musiał y Burmistrz y
Rayce po psie za.bić, y sam· też Pan na ostatek psa zabił, chci\C
im to pokazać przykładem swoim, aby to znali a dobrze się
nauczyli, iż pies bestya nigdy tego nie godzien, aby człowiek
w takiej wzgardzie y odrzuceniu dla niego być miał. Także,
gdy wszyscy po psie zabili, uczynili się wszyscy krom żadnych
przywilejów jednako godnymi y poczciwemi, nie inaczey, jakoby
też sarny albo zające w sieci, będąc na najlepszym myśliwstwie
pobili. Dopiero na sobie poznali, iż niesłusznie nad bratem swoim
uczynili, gdy go dla psa z rzemiosła zrzucali, a prawie jakoby
bezecnym czynili".
Dla wyjaśnienia dodać winienem, iż wy.dawca z roku 1 760
n Prawa maydeburskiego" wspomina, że· między rzemieślnikami
rozpowszechnił się z wyczaj uważać zabicie psa za takie bezecef1stwo, że sprawca owego nie godzien jest należeć do jednego
cechu z porz,~dnymi ludźmi. To też wykluczali takiego z· cechu.
vVydawca z roku 1760 „Prawa maydeburskiego" gorszy się tym
zwyczajem i wykazuje jego niedorzeczność i nieludzkość.
Sewe1·yn Udzieła.