<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://cyfrowaetnografia.pl/items?page=1&amp;sort_field=added&amp;sort_dir=a&amp;output=omeka-xml" accessDate="2026-03-07T14:54:43+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>1</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="5859" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5840">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/3017d7cb1c5b8dbe9179b2ea4969ad1d.pdf</src>
        <authentication>48ad1f9b47e8eb1d47b52b621900341b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69912">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69914">
                <text>Kronika / LUD 1968 t.52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69915">
                <text>LUD 1968 t.52, s.353-397</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69916">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69917">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69918">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="69919">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69920">
                <text>III.

K

H

o

N

I

K
Lud,

A
t. 52, 1968 r.

P AMIĘCI FRANCISZKA KLONOWSKIEGO
Dnia 2 czerwca 1968 r. zginął razem ze swoją Zoną w wypadku samochodowym zasłużony etnolog i zamiłowany muzeolog, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego,
dr Franciszek
Klonowski,
autor cennych
prac naukowych, rozmiłowany w Warmii i Mazurach, którym poświęcił dużą część
swego życia. Boleśnie uświadamiamy
sobie wielką stratę, jaką poniosła nauka

DR

FRANCISZEK
KLONOWSKI
29 IV 1914- 2 VI 1968

polska, a w szczególności ta część Polski północnej, która była terenem Jego prac
badawczych i działalności społecznej.
Dr Fr. Klonowski zrobił bardzo wiele dla Warmii i Mazur. Przyczynił się do
głębszego poznania tego terenu, uratował
wiele zabytków i rozszerzył po Polsce
wiedzę o tym regionie. Jego prace naukowe i działalność
społeczno-oświatowa
stanowić będą trwały dorobek. Podziwu godne jest to, jak potrafił
On godzić
pracę naukową z bardzo intensywną
działalnością
społeczną, bo działał w wielu
23 -

Lud,

t. LII

�354

Kronika

odcinkach życia tego regionu. Jego Żona doskonały pedagog-matematyk
pracowała
również
dużo społecznie, a dom Ich skupiał
ludzi oddanych
tym
ziemiom.
Zainteresowania
naukowe dra Fr. Klonowskiego dotyczyły głównie budownictwa i sztuki ludowej oraz tych dziedzin kultury ludowej, które wiązały się nieodłącznie
ze sztuką, jak strój, meblarstwo
ludowe, tkactwo:
poza tym wiele
uwagi i studiów poświęcał
sprawie muzealnictwa,
a w szczególności muzeom
typu skansenowskiego.
Ostatnią Jego większą podróżą był wyjazd do Danii, gdzie
w Sorgenfri kilka miesięcy poświęcił studiom nad organizacją
tego wspaniałego
Parku Etnograficznego.
Jaką drogą doszedł do tych zainteresowań?
Urodził się 29 kwietnia
1914 r., jako syn emigranta,
robotnika
kolejowego.
W 1920 r. powraca do Polski, do Chojnic. Tam kończy On gimnazjum. Na Kaszubach budzą się Jego pierwsze zainteresowania
dla tej pięknej, północnej części
kraju i jego tradycyjnej
kultury.
Studia wyższe rozpoczyna
w Poznaniu,
na Wydziele Filozoficznym.
Wojna
ciężko dotyka rodzinę, gdyż w obozie koncentracyjnym
w Stutthofie ginie ojciec,
a On sam po aresztowaniu
ukrywając się z trudem unika podobnego losu.
W końcu wojny w I Dywizji Pancernej walczy na froncie zachodnim, po czym
wraca do kraju i wstępuje na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu
Mikolaja Kopernika w Toruniu, równocześnie
pracując jako nauczyciel szkół średnich. Studia
kończy w 1949 r. ze stopniem magistra. Przez 3 lata jest asystentem prof. dr Bożeny Stelmachowskiej
przy Katedrze Etnologii i Etnografii, prowadząc prace badawcze na terenie północnej Polski.
Od lipca 1953 r. przenosi się do Olsztyna, gdzie zostaje Kustoszem Działu
Etnograficznego
Muzeum Mazurskiego. Dnia 17 czerwca 1963 r. odbywa się na
UMK obrona pracy doktorskiej,
której
promotorem
była autorka
niniejszego
wspomnienia.
W swym bardzo pracowitym
życiu dr Fr. Klonowski orał udział w pracach
prowadzonych
przez Zakład Etnografii UMK, przez Instytut Historii Kultury Materialnej
Polskiej Akademii
Nauk, Polski Atlas Etnograficzny
i przez Muzeum
Etnograficzne
w Toruniu.
Spośród publikacji
szczególnie cenne są dotyczące budownictwa.
Praca pL
Z historii
i inwentaryzacji
wiatraków
na Warmii,
Mazurach
i Powiślu,
wydana
w 1958 r.', oparta jest nie tylko na studiach archiwalnych
i literaturze,
lecz
równieol na badaniach terenowych.
Pozwoliły one na wyróżnienie na tym terenie
rozmaitych typów wiatraka: kożlaka, paltraka oraz holendrów drewnianych
i murowanych i stwierdzenie
stanu ich na rok 1957. Zostało to zilustrowane na mapie.
Bardzo cenne są szczegółowe opisy konstrukcji
wiatraków,
terminologia
z tym
związana oraz fotografie
i rysunki przekrojów
wiatraków,
pochodzące z Wojewódzkiego Archiwum Państwowego
w Olsztynie.
Praca pt. Z historii
i inwentaryzacji
młynów
wodnych
na Warmii,
Mazurach
i Powiślu 2 zawiera szereg danych historycznych,
dotyczących
historii rozwoju
przemysłu młynarskiego
na tym terenie, ze szczególnym uwzględnieniem
danych
technicznych.
Autor opiera tę pracę również przede wszystkim o dane wymienionego Archiwum. Porusza On tu tak obecnie aktualne zagadnienie utrzymania zabytkowych młynów, które już od dawna nastręczało wiele trudności. Jako zabytló
powinny być one otoczone stałą opieką w terenie lub w muzeach skansenowskich.
, Rocznik
2 Rocznik

Olsztyński
Olsztyński

1958. PWN (s. 194 - 222).
1959, (s. 173- 193).

�355

Kronika

Praca pt. Mazurskie chałupy podcieniowe 3 daje bardzo dobrą, wnikliwą analizę
pięknych form budownictwa ludowego tego regionu. Autor, opierając się o materiały
inwentaryzacyjne
i własne prace terenowe, uwzględnia tu zmianę funkcji pomieszczeń, a w związku z tym zmianę usytuowania poszczególnych elementów chałupy.
Szczególną uwagę poświęca Autor roli słupów podcieniowych, które w mazurskich
chałupach spełniają małą rolę konstrukcyjną,
a głównie stanowią dekorację budynku, ilustrującą
bardzo wysoki poziom artyzmu cieśli mazurskich.
Następne studium - Drewniane
budownictwo
wiejskie
na Mazurach
i Wa'rmii 4 to bardzo gruntowne
opracowanie,
oparte o obszerną literaturę
przedmiotu, o bardzo cenne materiały Wojewódzkiego
Archiwum Państwowego
w Olsztynie i, co jest szczególnie ważne, o badania terenowe, prowadzone
w latach
1953-1960.
Objęły one 500 obiektów budownictwa
drewnianego,
ujętego w kartotekach inwentaryzac~5nych,
na które złożyły się również prace studentów Katedry
Architektury
i Planowania
Politechniki
Gdańskiej i Warszawskiej,
materiały Polskiego Atlasu Etnograficznego
i inne. Praca jest bogato ilustrowana
(fotografie,
rysunki, mapy, plany i wykresy). Daje ona dobrą analizę środowiska geograficznego i historię osadnictwa oraz ilustruje procesy, jakie kształtowały
budownictwo
ludowe. Autor wnikliwie analizuje części składowe chat zrębowych i słupowych
czyli sumikowo-łątkowych,
daje ich genezę, przeprowadzając
porównania
z formami pokrewnymi z terenów sąsiednich. Daje On bardzo szczegółowe opisy techniki budowy oraz omawia teorie niemieckich
badaczy, dotyczące ich konstrukcji
i genezy, podkreśla
związki tego budownictwa
z osadnictwem
słowiańskim
oraz
analogie zdobienia z budownictwem
kurpiowskim.
W długim procesie kształtowania
się tego budownictwa
decydującą rolę odegrało też osadnictwo z Mazowsza i Ziemi Chełmińskiej. Autor stwierdza m. in., iż tereny zamieszkałe przez ludność polską
charakteryzuje
chałupa zrębowa, zaś przez ludność niemiecką - ryglowa. Sprawie
kształtowania
się podcieni poświęca szczególną uwagę.
Do Jego najpoważniejszych
zainteresowań
należała
też sprawa
organizacji
Muzeum Skansenowskiego
w Olsztynku, gdzie znowu szczególnie zajmuje Go samo
budownictwo. Opracowuje też kilka wydań przewodników 5 po nim.
W pracy Strój Warmiński
Autor miał bardzo trudne zadanie do rozwiązania
wobec prawie zupełnego braku autentycznych
strojów ludowych, to też zmuszony
był opierać się w znacznej mierze o ikonografię historyczną,
o zapisy archiwalne
Muzeum Etnograficznego
w Olsztynie oraz ogromną literaturę
przedmiotu.
Udało
się jednak Autorowi uzyskać również dane terenowe, oparte o pamięć ludzi starych,
co przy istniejących,
wprawdzie
nielicznych muzealnych
częściach stroju pozwoliło na zrekonstruowanie
stroju warmińskiego".
Cenne pozycje stanowią też liczne opracowane przez Niego katalogi wystaw,
zawierające szczegółowe opisy zabytków i liczne fotografie. Spośród nich wymienić
należy np. następujące:
Sztuka ludowa Warmii
i Mazur, Informator
po wystawie
objazdowej
(Olsztyn 1953); Katalog
wystawy
sztuki
ludowej
Warmii
i Mazur
(Olsztyn 1955); Katalog wystawy
pamiątkarstwa
Warmii
i Mazur (Olsztyn 1957);
Warmińska
rzeźba ludowa
(Olsztyn 1958); Ludowe meblarstwo
Warmii,
Mazur
i Powiśla (Olsztyn 1961) i inne.
Poza tym publikował
także w różnych czasopismach
i w prasie codziennej

3 Komunikaty
Mazursko-Warmińskie,
Nr 3 (69) 1960, (s. 371 - 394).
4 Pojezierze.
Olsztyn
1965.
5 Park Etnograficzny
w Olsztynku.
Pojezierze.
Olsztyn
1966, s. 1 - 35.
6 Atlas
polskich
strojów
ludowych.
Pomorze
i Warmia.
Część 1. Zeszyt
s. 1 - 63.

3.

PTL

1960,

�3;)6

Kronika

artykuły,
dotyczące wybranych
zagadnień ludowej kultury materialnej,
duchowej
i społecznej.
Pozostawił
też maszynopisy
artykułów,
które powinny ukazać się
w druku. Tematy etnograficzne
omawiał również przez radio.
Dr Fr. Klonowski
cieszył się sympatią ludzką i szacunkiem.
Był niezbędny
w życiu kulturalnym
swego regionu i miasta, gdzie pełnił wielorakie
funkcje:
członka Zarządu Głównego i Przewodniczącego
Zarządu Okręgu Związków Zawodowych Pracowników
Kultury i Sztuki, Sekretarza
a ostatnio przewodniczącego
Oddziału Olsztyńskiego Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego,
członka Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego
"Pojezierze"
i przewodniczącego
Zesp"łu
Badali
Etnograficznych
Ośrodka Badań Naukowych
im. Kętrzyńskiego
w Olsztynie. Był
też członkiem Zespołu Doradczego do Spraw Muzeów Etnograficznych
Ministerstwa Kultury i Sztuki, członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, Towarzystwa
Historycznego,
Towarzystwa
Przyjażni
Polsko-Radzieckiej oraz sekretarzem
redakcji "Rocznika Olsztyńskiego".
Nasuwają
się tu myśli o nie zawsze wdzięcznej
pracy etnografa-muzeologa.
Zwłaszcza jeśli chodzi o kulturę materialną,
o ginące prymitywne
formy budownictwa ludowego, sprzęty i narzędzia pracy wychodzące z użycia. Wielki wysiłek
poszukiwania
ginących w sposób naturalny
elementów kultury, walka o ich zachowanie dla historii swego narodu nieraz spotyka się z niezrozumieniem.
A przecież właśnie te drobne cegiełki w formie starych przedmiotów,
uratowanych
od
zagłady, zapisy dotyczące techniki ich wykonania,
roli jaką spełniały w swoim
środowisku itd. składają się na całość, która stanowiąc rekonstrukcję
wybranych
form kultury
ludowej uczy historii swego regionu.
I zapewne wówczas dopiero przyszłość w pełni pokaże jak cenne są rezultaty
żmudnych wysiłków zamiłowanej
i ofiarnej jednostki.
Za swe zasługi odznaczony był Zlotym Krzyżem Zasługi oraz posiadał tytuł
Zasłużonego Działacza Kultury i Zasłużonego dla Warmii i Mazur.
Mimo uznania i wielu osiągnięć niejednokrotnie
bywał On jednak przygnębiony, gdyż nie zawsze spotykał zrozumienie swoich postaw i poczynań. Zapewne
mógł jeszcze więcej zrobić w swoim życiu, które cechowała ż~Tczliwość dla ludzi
i wielka skromność. Pod wielu względami mógł On być wzorem dla innych, toteż
rozstanie z Nim pozostawiło głęboki żal u tych, którzy Go znali bliżej.
Ma'ria

BIBLIOGRAFIA

WAŻNIEJSZYCH

KataLog

wystawy

sztuki

KataLog

wystawy

pamiątkarstwa

Ludowej

Znamierowska-Prii.tferowa

PRAC FRANCISZKA

Warmii

i Mazur.

Warmii

i Mazur.

KLONOWSKIEGO

Olsztyn 1955.
Olsztyn 1957.

Warmińska
rzeźba ludowa. Olsztyn 1958.
Z historii
i inwentaryzacji
wiatraków
na Warmii,
Mazurach
i Powiślu.
Rocznik
Olsztyński, t. I, 1958, s. 193-222.
Park etnograficzny
w OLsitynku. Pojezierze. Olsztyn, wyd. I, 1958, s. 1-29; wyd. III,
1966, s. 1-34.
Z historii i inwentaryzacji
młynów wodnych na Warmii,
Mazurach i Powiślu. Roczni'k Olsztyński, t. II, 1959, s. 173-193.
Mazurskie
chałupy podcieniowe.
Komunikaty Mazursko-Warmińskie,
Nr 3 (69), 1960,
s. 371-394.

�357

Kroni7{:(l

Strój

Warmiński.
Atlas Polskich
mia, cz. I, zeszyt 3.

Strojów

Ludowych.

Wrocław

1960. Pomorze

Ludowe meblarstwo
Warmii,
Mazur i Powiśla. Olsztyn 1961.
Drewniane
budownictwo
wiejskie
na Mazurach i Warmii.
Pojezierze,

Olsztyn

War-

1965,

s. 246.

PHOF'. DR CEZARIA BAUDOUIN DE COURTENAY
E HRENKREUTZ-JĘDRZEJEWICZOW
A
WSPOMNIENIE
Po długotrwałej
chorobie serca zmarła w Londynie dnia 28-go lutego 1967 r.
profesor etnologii i etnografii Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrze·jewiczowa. Córka wielkiego uczonego Jana Baudouin
de Courtenay,
wybitnego
slawisty o światowej sławie, przyszła na świat w uniwersyteckim
mieście Dorpacie
2 VIII 1885 r., w którym Jej ojciec był podówczas wykładowcą
językoznawstwa.
Wyższe studia odbywała na uniwersytecie
petersburskim,
gdzie uczęszczała między
innymi na wykłady swego Ojca i w roku 1910 uzyskała dyplom na wydziale filozoficzno-historycznym.
Doktoryzowała
się w \Varszawie w 1922 roku, a habilitację
przeprowadziła
w zakresie etnologii i etnografii.
W latach 1927-1934 wykładała
te przedmioty
na uniwersytecie
wileńskim,
a od roku 1935, jako profesor zwyczajny miała na uniwersytecie
warszawskim
Zakład etnograficzny
i katedrę etnografii polskiej. Po drugiej wojnie światowej była profesorem etnografii na Polskim
Uniwersytecie
na Obczyźnie w Londynie, na którym sprawowała
urząd rektora.
Nie podobna ująć w słowach pelni Jej osobowości o niezwykłej kulturze osobistej i wielostronnych
talentach, zarówno w dziedzinie nauki jak też muzyki i sztuk
plastycznych. Miała przy tym niezwykły dar obcowania z ludźmi i szczególny urok
w prowadzeniu wykładów, zwłaszcza seminaryjnych
zebrań, z których najbardziej
.,privatissima",
jak to zwykł mawiać Jej Ojciec, dawały najwięcej
natchnionych
koncepcji i intuicyjnych
rozwiązań trudnych zagadnień. Jak Sokrates wolała nauczać w kontaktach bezpośrednich,
a nie w bezosobowej formie ogłaszanych druków.
Grono uczni i tych, którzy Ją bliżej znali związało się z Nią "przymierzem
serca" - takim były szczere stwierdzenia
członków Komisji Etnograficzno-językoznawczej P.T.N.O., zorganizowanej
na emigracji
dia werbowania
adeptów umiłowanych
przez
Nią
nauk.
Prawdziwa
humanistka
interesowała
się żywo
osiągnięciami swoich uczniów i nie szczędziła wysiłków, by umoźliwić im zrealizowanie swoich prac i naukowych
poczynań.
Przedmiotem
jej naj wcześniejszych
studiów była filozofia klasyczna i językoznawstwo, które zapoczątkowała
pod kierunkiem
takich sław, jak prof. Szachmatow, prof. Rostowcew, prof. Baudouin de Courtenay i prof. Zieliński, toteż w Jej
etnograficznych
pracach
przejawia
się osobliwe
zainteresowanie
kulturalnymi
związkami między światem hellenistyczno-bizantyńskim
a Słowiańszczyzną.
Pracowała głównie nad obrzędowością,
szczególnie wyróżniając
w tej dziedzinie zjawisko, fenomen jako cechę znamienną,
zarówno w odniesieniu
do struktury,
jak
i funkcji kulturowej twórczości ludów. Największym
Jej zainteresowaniem
w ciągu

�358

Kronika

ostatnich lat był temat adaptacji w chrystianiźmie
upersonifikowanych
sił przyrody starożytnego
świata. Problem kultu Georgiosa przeniesionego
na świętego
Jerzego miał być rozwikłany
na podstawie
własnych,
zebranych
w terenie na
Środkowym
Wschodzie materiałów,
jak też obszernej literatury
światowej. Dzieło
to nie ukazało się jako magnum opus; zabrakło sił i życia do zakończenia.
Z ogłoszonych drukiem prac etnograficznych,
rozpraw polemicznych
i artykułów o róźnorodnej
treści, rozproszonych
po licznych pismach i wydawnictwach,
wymieniam
w niniejszym
wspomnieniu
jedynie najwaźniejsze
i tylko z zakresu
etnografii.

PROF. DR CEZARIA BAUDOUIN
DE COURTENAY EHRENKREUTZ-JĘDRZEJEWICZOWA
Jako profesor
"Ze studiów nad

uniwersytetu
wileńskiego ogłosiła drukiem pierwszą część pracy
obrzędami weselnymi
ludu polskiego", pt. Forma dramatyczna
obrzędowości
weselnej
(Wilno 1929). W tym teź roku opublikowała
swój artykuł
w warszawskiej
"Nauce Polskiej", t. X, pt. O potrzebach
etnologii
w Polsce. W monograficznym
wydawnictwie
pt. "Wilno i Ziemia Wileńska" umieściła pracę pod
zbyt skromnym tytułem: Kilka uwag i wiadomo.~ci o etnog1'afii województwa
wileńskiego
(1930 r.).
Podczas pobytu w Palestynie
zgodziła się na wydanie dla polskiego skautingu
krótkiego ujęcia swych terenowych rozwaźań: Swięty Jerzy - patron Harcerstwa
(1944 r.) oraz broszury pt. Wskazówki
dla zbierajqcych
przedmioty
dla muzeów
i archiwów
etnograficznych
(1944 r.). Niejeden przywiózł potem do Polski maski
afrykańskie
lub egzotyczne osobliwości z Jawy czy odleglejszej Polinezji.
Przebywając
po wojnie w Londynie zamieściła w encyklopedycznym
wydav,;nictwie: "Polska i jej dorobek dziejowy" pracę pt. Polskie obrzędy doroczne (1956).
Spośród licznych artykułów ogłaszanych w Rocznikach Polskiego T-wa Naukowego
na Obczyźnie zasługują na uwagę, zwłaszcza związane z Jej badaniami nad kultami łącznie z tematyką
świętojerską,
źe wymienię:
Onomastykę
najstarszych
żywotów
świętojerskich
(R. 1954/5), Legendę o Krakusie
Mistrza
Wincentego
i o po-

�359

Kronika

gromcy

smoka,

świętym

Jerzym,

(R. 1955/6), Kalendarz

świętojerski

lub

zbadany

(R. 1954/5). Dobrze
obeznana z językoznawstwem łączyła nieraz badane obiekty z ich nazwą, analizując
je pod względem formalno-znaczeniowym
w artykułach
drukowanych
w Rocznikach P.T.N.O. w cyklu "Ethnoetymologica".
Różnorodna treść i ilość tematów z wielu dziedzin humanistycznych zaprzątała
do ostatnich chwil życia zawsze sprawnie działający umysł pierwszej polskiej
kobiety, która osiągnęła katedrę etnografii.
L. Turkowski
w Bazylice

Grobu

w Jerozolimie

"Omfalos"

-

środek

świata

BIBLIOGRAFIA
prac prof. dr Cezarii Baudouin

de Courtenay

Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowej

1. Sw. Cecylia. Przyczynek
do genezy apokrYfów.
Warszawa 1922, s. 156.
2. Ze studiów nad obrzędami weselnymi ludu polskiego. Cz. 1. Forma dramatyczna
obrzędowości
weselnej.
Wilno 1929. "Rozprawy i materiały Tow. Przyjaciół
Nauk w Wilnie", t. III, z. 3, s. 154.
3. Kilka uwag i wiadomości
o etnografii
województwa
wileńskiego.
"Wilno i Ziemia Wileńska", Wilno 1930, s. 173-218.
4. O potrzebach etnologii w Polsce. "Nauka Polska", t. X, Warszawa 1929, s. 250-258.
5. Swięty Jerzy Patronem
Harcerstwa.
Palestyna-Jerozolima
1944, s. 36.
6. Wskazówki
dla zbierajqcych
przedmioty
dla muzeów etnograficznych.
Jerozolima 1944, s. 24.
7. O polskich obrzędach ludowych.
"Poradnik kulturalno-oświatowy",
nr 94-95.
Wydawnictwo Swiatowej Komisji YMCA, Polska Sekcja w W. Brytanii, Londyn 1948.
8. Surowiec
towarzysz
Janosika.
Rocznik Polskiego Towarzystwa Naukowego
n. O., Londyn 1953---11954,
s. 38-42.
9. Onomastyka
najstarszych
żywotów
świętojerskich.
Roczn. Pol. Tow. Nauk.
n. O., Londyn 1953-1954, s. 51-54.
10. Omfalos, środek świata
w Bazylice
Grobu Pańskiego.
(Streszczenie referatu).
Tamże, s. 55-56.
11. Geneza barwy demu zielonego w Bizancjum.
Tamże, s. 55-56.
12. Legenda o Krakusie
Mistrza
Wincentego
i pogromcy
smoka, św. Jerzy w "Legenda Aurea"
Pawła
de Voragine.
Tamze, s. 56-63.
13. Baśnioznawstwo.
Kultura, Paryż 1950, s. 97-118.
14. Polskie obrzędy
doroczne.
Polska i jej dorobek
dziejowy.
(Zarys i encyklopedia), t. l, Londyn 1956, s. 53-76.
15. Ethnoetymologica:
zbereźnik,
bereza, koza. Rocznik PTNO, t. VI, Komisja etnograficzna wydz. humanistycznego, Londyn 1955-1956, s. 86-89.
16. Ethnoetymologica:
rumuńskie:
brezaia, capra, i turca; polskie:
szuta, i szutnie;
rosyjskie:
szut grochowy.
Rocznik PTNO, t. VI, Komisja etnograficzna wydz.
humanistycznego, Londyn 1955-1956, s. 93-96.
17. Koncepcja
czasu i metody chronograficzne
w etnografii.
Rocznik PTNO, t. VII,
Komisja etnograficzna wydz. humanistycznego, Londyn 1956-1957, s. 90-92.
18. Kalendarz
świętojerski.
Rocznik PTNO, t. X, Londyn 1959-1960, s. 90-92.
19. Ciqgłość w bezpośrednim
przekazie tradycyj
w kulturze
Ziem Rzeczypospolitej.
Rocznik PTNO, t. XI, Komisja etnograficzna wydz. humanistycznego, Londyn
1960-1961, s. 91-106.

�360

Kroniku

20. Antonina
Czernecka,
pielgrzymka
z Zamojszczyzny.
(Komunikat).
Tamże.
21. Cyprian Dobrzyński
(pseudonim),
chmstwie
i kulturze.
"Polskim szlakiem",
cz. 2. "Na ojczystej ziemi", Jerozolima
1944, s. 140--148.
22. Jan Baudouin
de Courtenay, w 25-1etniq roc2nicę zgonu. Rocznik PTNO, Londyn 1953-1954,
s. 38.

°

DOCENT MARIAN BAZYLI SOBIESKI
Gdy przed kilkunastu
zaledwie laty żegnał Docent Sobieski nestora polskiej
muzykologii,
Adolfa
Chybińskiego
wspomnieniem
pośmiertnym
zamieszczonym
w 41 t. "Ludu", trudno było przypuszczać,
że nie doczeka On równie sędziwych
jak tamten lat. Dlatego też nie można zbilansować Jego dorobku naukowego tylko
listą prac wykonanych,
liczbą publikacji,
stronami
zadrukowanego
papieru, gdyż
urywają się ex abrupto, przed pisemnym sformułowaniem
- na które wszyscyśmy
czekali - sumy doświadczeń
życia naukowego i nie one określają
,Jego rolę. Do-

DO:::. MARIAN

SOBIESKi

cent zapewnił sobie trwałe mIejSCe w historii polskiej kultury i nauki swoją powojenną
działalnością
jako inicjator
inwentaryzacji
i badania
polsJdej muzyki
ludowej i jako jej najwybitniejszy
znawca.
Urodził się 14 czerwca 1908 r. w Milosławicach
pod Wągrowcem.
Jego ojciec,
Teodor - podobnie jak dziadek, Jan Sobieski - był świetnie
i wszechstronnie
przygotowanym
muzykiem
i to zadecydowało
o wyborze kierunku
studiów przez
młodego absolwenta
inowrocławskiego
gimnazjum.
W 1928 r. wstąpił na Uniwer·
sytet Poznański wybierając
muzykologię u Ł. Kamieńskiego
jako kierunek główny.
Obok muzykologii słuchał historii sztuki u Sz. Detloffa i etnografii
u E. Frankowskiego, a także kontynuował
znacznie wcześniej rozpoczętą naukę gry na skrzypcach w Państwowym
Konserwatorium
Muzycznym w Poznaniu. Lata studiów były
najaktywniejszym
okresem
muzycznej
działalności
Sobieskiego,
m. in. jako dy-

�Kronika

361

rygenta chóru akademickiego
i jako chórzysty słynnego zespołu ks. W. Gieburowskiego. W 1935 r. uzyskał tytuł magistra filozofii w zakresie muzykologii
cenną
pracą o W. Dankowskim,
kompozytorze
XVIII w., pracą opartą na nieznacznej
części rękopisów muzycznych odnalezionych
przez Niego. Jako asystent Kamieilskiego działał również przy pierwszym polskim Regionalnym
Archiwum Fonograficznym (Poznail), od 1934 r. dokonując pierwszych samodzielnych
nagrań polskiej
muzyki ludowej, co ostatecznie określiło profil zainteresowail
Sobieskiego. Po katastrofalnych
zniszczeniach w czasie II wojny światowej dorobku fonograficznego
polskiej etnomuzykologii
Sobieski wraz z żoną, Jadwigą, wziął na swe barki trud
zrekonstruowania
zaginionych materiałów
i organizowania
nowych, szerokich badail na terenie całego kraju. Już w marcu 1945 r. założył i kierował zalążkowym
Zachodnim Archiwum
Fonograficznym.
ZAF po wielu reorganizacjach,
zmianach
nazwy i przenosinach
znalazło miejsce w warszawskim
Instytucie
Sztuki Polskie,i
Akademii Nauk jako Pracownia Badań nad Polskim Folklorem Muzycznym, którą
prowadził do ostatnich chwil życia. Wykładać zaczął już w 1934 r., od r. 1956
,iako docent. Wykładał - zwłaszcza w latach powojennych - etnografię muzyczną
Polski na Uniwersytetach
w Poznaniu, Warszawie, E.odzi i w Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu.
Ulubiona
dydaktyka
pozwalała
na kontakty
z młodzieża,
wśród której jednał sobie licznych przyjaciół i wielu uczniów-współpracowników.
Docent będąc bystrym obserwatorem
i doświadczonym
badaczem terenowym
zadecydował w 1945 r .. że dokonujące się wielkie przemiany \varunków życia społecznego i ekonomicznego,
postępujący
proces niwelowania
kulturowej
izolacji
polskiego chłopa, a co za tym idzie szybkie przemiany
i zanikanie
tradycyjnej
kultury muzycznej
polskiej wsi, wymagają
szerokiej
i starannej
dokumentacji.
Konsekwencją tego poglądu była kierowana przez Niego ogólnopolska Akcja Zbierania Folkloru
Muzycznego początku
lat pięćdziesiątych,
która przyniosła
part;'
dziesiątkó\v tysięcy fonogramów. Łącznie z innymi nagraniami
w Archiwum Polskiej Muzyki Ludowej Instytutu
Sztuki znajduje
się olbrzymia
nawet w skali
światowej liczba ponad 65 tysięcy fonogramów
polskiej ludowej pieśni i muzyki
instrumentalnej.
Był wychowankiem
Kamieilskiego, kładł więc nacisk na inwentaryzację terenową folkloru przy zastosowaniu nowoczesnego sprzętu nagrywającego.
Uważał jednak, że muzyka ludowa funkcjonuje
w społecznym i kulturov;,;ym kontekście, należy więc nagrania
wzbogacić z jednej strony obszernym
wywiadem
o indywidualnych
i społecznych
determinantach
osoby informatora
i materiaJu,
który śpiewak ludowy czy muzykant
przekazał
badającemu,
z drugiej
strony
opisem zwyczajów i obrzędów, z którymi łączy się pieśń, muzyka, taniec. Vviele
uwagi poświęcał Docent kolejnej fazie pracyetnomuzykologa
- transkrypcji.
Jemu
i Jego żonie należy przypisać zasługę opracowania
podstaw nowoczesnej,
analitycznej transkrypcji
polskiego folkloru muzycznego. Wiele czasu poświęcał inwentaryzacji, niedużo więc zdążył wydać z gromadzonych pod Jego kierunkiem
i przez
Niego samego materiałów,
ale wydane zbiory są cenne, gdyż potrafiły
spełnić
dwojaką rolę, wydawnictw
dokumentalnych,
naukowych
i praktycznych,
przeznaczonych dla kompozytora
czy amatorskiego
zespołu artystycznego.
Szereg Jego
prac zasługuje na baczną u wagę, przede wszystkim
prace o tempo rubato, tak
charakterystycznym
dla środkowopolskiej
muzyki ludowej, o archaicznym
wielogłosie górali w Pieninach, o skalach muzycznych w polskiej pieśni ludowej, o najważniejszych tal1cach, takich jak krakowiak,
mazurek, kujawiak,
oberek, polonez,
wiwat, o instrumentach
ludowych.
Docenta Sobieskiego będziemy pamiętać
jako żarliwego protagonistę
polskiej
muzyki ludowej, jako szanowanego
członka i naszego mandatariusza
w licznych
ciałach naukowych
i społecznych,
w Radzie Naukowej
Instytutu
Sztuki PAN,

�362

Kronika

w Radzie Wydziału Historycznego
Uniwersytetu
Warszawskiego,
w Radzie Kultury przy Ministerstwie Kultury i Sztuki, w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym,
w Związku Kompozytorów Polskich, w Polskiej Radzie Muzycznej, w International
Folk Music Council. Był redaktorem
naczelnym przygotowywanego
seryjnego wydawnictwa
"Polska pieśń i muzyka ludowa", członkiem kolegium redakcyjnego
"Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga" i wielu innych. Pamiętać będziemy Go jako
niezwykle
szlachetnego,
uczciwego i życzliwego, bezinteresownego
i skromnego
Człowieka o dobrotliwym poczuciu humoru.
Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie serca w dniu 25 pażdziernika
1967 r.
Za Jego życia mówiło się eufemistycznie,
że zbiory folkloru muzycznego zgromadzone w kierowanej przez Niego placówce można porównać tylko z dziełem Kolberga. Nekrologi i żałobne przemówienia
na powązkowskim
cmentarzu
prawa
Docenta do tytułu "Kolberg XX wieku" już nie ukrywały. Wspaniałe zbiory polskiej muzyki ludowej XX w. są pomnikiem, z którym na trwale związało się Jego
imię. Non omnis moriar!
Jan

BIBLIOGRAFIA
Pieśń

i jej

ludowa

NAJWAŻNIEJSZYCH

problemy.

"Poradnik

PRAC

Muzyczny",

Stęszewski

I MATERIAŁOW

t. 1-3;

1947-1949 (wspólnie

z J. Sobieską).
ludowych
i badań nad polskim folklorem
mut. 7: 1949, nr 25, s. 192-197.
Instrukcja
w sprawie zbierania
polskiej
pieśni i muzyki
ludowej.
"Muzyka", t. 1:
1950, nr 2, s. 30-49 (wspólnie z J. Sobieską).
Pieśń i muzyka ludowa Wielkopolski
i Ziemi Lubuskiej
w świetle dotychczasowych
badań. "Polska Sztuka Ludowa", t. 4: 1950, nr 1-6, s. 17-35 (wspólnie z J. Sobieską).
Wielkopolskie
wiwaty.
W: Księga pamiątkowa
ku czci Prof. Adolfa Chybińskiego,
Kraków 1950, s. 275--319 (wspólnie z J. Sobieską).
Polska
muzyka
ludowa.
"Materiały
do Studiów i Dyskusji",
t. 1: 1951, nr 5,
s. 383-403.
Diafonia
w Pieninach.
"Muzyka", t. 3: 1952, nr 9-10, s. 15--29 (wspólnie z J. Sobieską).
Oblicze tonalne
polskiej
muzyki
ludowej.
"Studia Muzykologiczne", t. 1, Kraków
1953, s. 308-332.
Szlakiem
kozła lubuskiego.
Pieśń i muzyka instrumentalna
Ziemi Lubuskiej.
Kraków 1954, ss. 110 (wspólnie z J. Sobieską).
Pieśni ludowe Warmii
i Mazur. Kraków 1955, ss. 235 (tańce opracowała M. Sobolewska).
Wybór polskich
pieśni ludowych.
T. 1 i 2, Kraków 1955, ss. 188 i 188.
Dorobek
w zakresie folkloru
w okresie W-lecia.
"Materiały do Studiów i Dyskusji", t. 5: 1955, nr 3-4, s. 412-430.
Krakowiak,
Mazur und Kujawiak,
Oberek und Obertas, Polonaise. W: Die Musik
in Geschichte und Gegenwart.
Allgemeine Enzyklopiidie
del' Musik, t. 7: 1958,
s. 1705-1709; t. 8: 1960, s. 1856-1860; t. 9: 1961, s. 1769-1771; t. 10: 1962, s. 1427--,1431 (wspólnie z F. Hoerburgerem).
Tempo rubato u Chopina i w polskiej muzyce ludowej. "Muzyka", t. 5: 1960, nr 3,
s. 30-41 (wspólnie z J. Sobieską).
Organizacja

zycznym.

akcji

zbierania

"Kwartalnik

pieśni

Muzyczny",

�363

Kronika

Kolberg
jako kompozytor
i folklorysta
muzyczny.
W: Pieśni ludu polskiego.
Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, t. l, Kraków 1961, s. XLII-LVI.
Z zagadnień
polskiego
ludowego
instrumentarium
muzycznego
(mazanki,
serby,
skrzypce).
W: Studia Hieronymo
Feicht septuagenario
dedicata, Kraków
1967,
s. 24-36.
Oskar

PROF. DR SIGURD

ERIXON

WSPOMNIENIE
Profesor Sigurd Erixon, pionier szwed"lkiej etnologii, zmarł dnia 18-go lutego
1968 r.
Sigurd Erixon urodził się dnia 26-go lutego 1888 r. w Soderkoping. W 1925 r.
uzyskał habilitację na kierunku filozoficznym w Uppsali i tam też dwa lata póżniej, w 1927 r., uzyskał pierwszy doktorat honoris ('Rusa.

14 VI 1908- 25 X 1967
PROF. DR SIGURD ERIXON
W 1912 r. rozpoczął pracę w Nordic Museum w Sztokholmie, która związała
całe jego życie z etnologią. Od 1926 r. do 1963 r. był wykładowcą Uniwersytetu
w Uppsali, a nadto w tym czasie okresowo wykładał
w dwóch miastach Uppsali i Lund. Na Uniwersytecie w Lund wykładał w latach 1933-1935. Posadę
w Nordic Museum opuścił w 1934 r., by objąć KatE:drę "Nordyckich i porównawczych badań ludoznawczych" w Sztokholmie. Emerytowany
został w 1955 r.
Bibliografia Jego prac, ogłoszona w 1958 r. przez Nordic Museum, obejmuje
III stron, ale Jego późniejsza twórczość była też jeszcze dosyć pokaźna. Wśród
Jego szerokich zainteresowań
dwie dziedziny cieszyły się Jego specjalnymi względami i im też poświęcał więcej energii niż innym. Były to - budownictwo w kulturze wiejskiej i społeczna organizacja
starej kultury chłopskiej. Sigurd Erixon

�3tH

KronU-:(l

opierał swoją pracę w przewazaJącej mierze na materiałach
terenowych, zebranych
osobiście lub pod Jego kierunkiem.
Materiał ten stopniowo przybrał niespotykane
rozmiary. Profesor pracował nieomal do samego końca, między innymi, nad ostatnią częścią Swojej Skultuna bruks historia (Historia młynów z Skultuna), pracą,
która ogłoszona zostanie pośmiertnie.
Z okazji SD-tej rocznicy urodzin Si gurda Erixona przygotowano na Jego cześć
dwie publikacje
jubileuszowe;
jedną w Anglii, a drugą we Francji.
Ostatnia
zawiera przyczynki
uczonych z calej Europy. Odejście Sigurda Erixona oznacza
nie tylko niepowetowaną
stratę dla etnologii Szwecji, oznaCLa ono także, że z Jego
śmiercią straciliśmy
międzynarodowego
pioniera i wielkiego Europejczyka.
Przekład:

Konrad

Wypych
Karl

NAJWAZNIEJSZA
SlwLtuna
MóbLer

bruks
och

szwedzkiej),

historia

(Historia

heminredninq

młynów

i svenska

Olov

Ilrllstberg

BIBLIOGRAFIA
z Skultuna), od 1921.
(Meble i urządzenia

bygder

wnętrz

na wsi

1921.

(Obrazy z szwedzkiej
kultury), współredaktor
z Sigurdem
1929-1939.
Svenskt foLktiv (Zycie ludu szwedzkiego), 1933.
Stróvtag
i svenska bygder (Wędrówki po krainach
szwedzkich), 1943.
Massing (Mosiądz), 1943.
Svensk byggnadskuLtur
(Budownictwo w kulturze szwedzkiej), 1947.
Stockholms
hamnarbetare
(Robotnicy portowi w Sztokholmie), 1949.
/l.tlas over svensk foLkkuLtur
(Atlas szwedzkiej kultury ludm.vej), redaktor, 19.58.
Svenska
byar utan systematisk
reglering
(Szwedzkie wsi o nieregularnym
ukladziel, 1960.
Nordisk
kultur
(Kultura nordycka), redaktor, 1929-1955.
Folk Liv '(Zycie ludu), redaktor,
od 1937.
Svenska

kulturbilder

WalIinem,

Laos, redaktor,

1951-1955.

IN MEMORIAM

WOLFGANG

STEINITZ

W nocy z 20-go na 21 kwietnia 1967 1'. zmarł w Berlinie, w wieku 62 lat, prof.
dr Wolfgang Steinitz. Zawał serca przerwa l przedwcześnie
życie Tego znanego
językoznawcy
i etnografa, wielce zasłużonego w reaktywowaniu
nowej etnografii
w Niemieckiej Republice Demokratycznej
po 1945 roku. Smierć Jego jest również
bolesną stratą dla międzynarodowej
nauki, której przyjaznej i twórczej współpracy
oddał się całym swoim autorytetem
wysoce cenionej osobowości do ostatniej chwili.
Wolfgang Steinitz był naukowcem
o niezmiernie
rozległym spojrzeniu.
Nie
tylko w swojej zasadniczej
specjalizacji,
ugro-fińskim
językoznawstwie,
dokonał
bardzo wiele, lecz także na odcinku slawistyki i języka niemieckiego, jak również
w dziedzinie językoznawstwa
ogólnego. Wydane z okazji Jego 60-tej rocznicy uro-

�3{)5

Kronika

dzin Beitriige Zur Sprachwissenschajt,
VoLkskunde
und Literaturforschung,
Berlin
1965, zawierają ponad 350 tytułów, ogłoszonych pomiędzy 1925 r. i 1964 r. Zainteresowania etnografią stanowią tylko część w zakresie Jego działalności naukowej,
ale za to Wolfgang Steinitz oddał się tej dyscyplinie już od najwcześniejszych
lat
z dostrzegalnym zamiłowaniem.
Urodzony w 1905 r. we Wrocławiu, studiował najpierw w tym mieście a później w Berlinie ugro-fiński
i etnologię. W latach 1924-1926 był pomocniczym
pracownikiem
naukowym w Berliner Museen fur Volkerkunde
und Vo1kskunde,
następnie asystentem
w Instytucie
Węgierskim Uniwersytetu
Berlińskiego.
Z\volniony przez hitlerowców w 1933 r. wyemigrował
w 1934 r. do Związku Radzieckiego. Poszukując
materiałów
i badając ludy dorzecza rzeki Ob od początku
uwzględnił w swojej tematyce problemy folklorystyczne
i etnograficzne.
Owocem

PROF. DR WOLFGANG

STEINITZ

tej ekspedycji są wzorcowe wydania i tłumaczenia
ostjackiej twórczości ludowej,
studiów, jak np. o totemiżmie Ostjaków i inne, nie opublikowane jeszcze materiały.
Do dnia dzisiejszego inspirująco
oddziaływuje
na badania nad poetyką w twórczości ludowej Jego dysertacja
pt. Der ParalleLismus
in der finnisch-kareLischen
'\'oLksdichtung
(FFC 115, 193'1).
Powrócił do Niemiec po zwycięstwie
nad faszyzmem;
zajął się, jak wiele
innymi trudnymi
zadaniami, także mocno przez narodowy
socjalizm zdyskredytowaną etnografią niemiecką. Zastępował ciężko chorego Adolfa Spamera w kierowaniu Komisją Etnograficzną
Niemieckiej
Akademii Nauk w Berlinie. wypracował nowy, marksistowski
program dla pracy etnograficznej
w Niemieckiej Republice Demokratycznej
i utworzył w 1953 r. Instytut. dla niemieckiej
Etnografii
(Institut fUr deutsche Volkskunde) przy Akademii Nauk, którego dyrektorem
pozostał do śmierci. Instytut ten rozbudował do rangi centralnej
etnograficznej
pIa··
cówki badawczej w Niemieckiej Republice Demokratycznej,
która ze swoimi cza·
sopismami (Deutsches Jahrbuch
fur VoLkskunde,
Demos) i dotąd opublikowanymi

�366

Kronika

tomami pod Jego kierownictwem
mogła wykonać pracę rozległą i planową. Przykładem były Jego własne badania nad demokratycznymi
tradycjami w niemieckiej
poezji ludowej, szczególnie Jego dwutomowe dzieło Deutsche Volkslieder
demokratischen
Charakters
aus sechs Jahrhunderten
(Berlin 1954 i 1962). Ważną część
w drugim tomie tego dzieła stanowiły "Polenlieder"
z około 1830 roku, których
zbiór i analiza - co mogę stwierdzić na podstawie moich wspomnień z wspólnej
pracy - cieszyły się jego szczególnym zainteresowaniem
(Por. W. Steinitz, "Polenlieder"
wśród
niemieckich
pieśni
ludowych.
Pamiętnik
literacki
52, 589-622).
W szczególności badania tego typu i połączona z nimi nowa orientacja niemieckiej
etnografii
przysporzyły
naszemu Kierownikowi
w NRD i naszemu Instytutowi
w nauce międzynarodowej
uznanie i poważanie.
Nie małą część tego uznania
przypisać należy sile oddziaływania
Jego szczerej, pra wdzi wej oso bowości.
Wolfgang Steinitz doznał licznych narodowych i międzynarodowych
zaszczytów
i powołań. W 1951 r. Niemiecka Akademia Nauk wybrała Wolfganga Steinitza
na członka rzeczywistego,
od 1954 r. do 1963 r. był vice-prezesem
Niemieckiej
Akademii Nauk, dwukrotnie
otrzymał nagrodę państwową NRD. Nadto był viceprezesem Międzynarodowej
Unii Nauk Antropologicznych
i Etnologicznych, członkiem zarządu Międzynarodowego
Towarzystwa
Etnografii
i Folkloru, członkiem
Stałego Komitetu Językoznawczego
i Międzynarodowego
Komitetu Ugro-Finskiego,
członkiem honorowym
Węgierskiego
Towarzystwa
Etnograficznego
i Czechosłowackiego Towarzystwa Etnograficznego;
Węgierska i Fińska Akademie Nauk wybrały Go na swoich członków, Akademia Związku Radzieckiego nadała Mu Medal
Leonarda Eulera.
Utrzymywanie
przyjacielskich
naukowych stosunków z innymi narodami było
Mu czymś więcej niż zwykłą naukową potrzebą. Widział w nich zawsze możliwość
poprawy stosunków między narodami, a szczególnie bliskie sercu było Mu nawiązanie stosunków między narodem niemieckim i jego słowiańskimi
sąsiadami jak
i ze Związkiem Radzieckim.
Jego współpracownicy,
zawdzięczający Mu nadzwyczaj wiele, zachowują o Nim
zawsze serdeczną i pełną czci pamięć. O tym, że w żalu swym mogą czuć się
pogrążeni z wieloma kolegami zawodowymi w całym świecie, świadczą liczne kondolencje, które wpłynęły do naszego Instytutu w tamtych ciężkich dniach.
Przekład:

Konrad

Wypych
Hermann

Strobach

BIBLIOG RAFIA
(z uwzględnieniem
prac
rosyjskich
i niemieckich,

etnograficznych,
prac językoznawczych
wydanych w formie zwartych pozycji,
recenzyj)

ugra-fińskich,
z pominięciem

1925 Die H erkunjt
der Finnen. Ungarische
Jahrbucher
1925, s. 311-314.
Die Friedenswarte,
R. 26, s. 242-244.
1926 Naturvi:iLker und Kulturvolker.
des Unga1927 Elchfang bei Germanen und Finnen. Aus den Forschungsarbeiten
rischen Instituts ... Berlin, s. 183-134.
1931 (Tłumaczenie): L Manninen, Die Sachkultur
Estlands. L Tartu, XV+276 s.
Geographie
in Estland.
Zs. f. Vkde. N. F. 4 (42),
1932 Die 'Uolkskundliche
s. 258-262.
(Tłumaczenie): L Manninen, Die Sachkultur
Estlands. II, Tartu, XII +338 s.
1934 Der Parellelismus
in der finnisch-karelischen
Volksdichtung,
untersucht
an
den Liedern
des karelischen
Siingers Arhippa
Perttunen.
Folklore Fellows
Communications
115. Helsinki, XIII + 219 s.

�367

Kronika

U. T. Sirelius, Die
XI -1-151 s., 311 il.

VolkskuLtur

Finnlands.

Wydał

W. Steinitz,

L Berlin,

1937 Chanti ary t - Chantyjskije
pesni. (Wydane w języku ostjackim i rosyjskim).
Leningrad, 23 s.
1938 Totemismus
bei den Ostjaken
in Sibirien.
Ethnos, Sztokholm, s. 125-140.
1'.otemismus
bei den Ostjaken
und Herkunjt
der Ostjaken
und Wogulen.
(Resumes des communications. Congres International
des Sciences Anthrop.
et Ethnolog. Compte Rendu de la 2e Session. Kopenhaga, s. 303 n.).
1939 Ostjakische
Volksdichtung
und Erziihlungen
aus zwei Dialekten.
L Część:
Wprowadzenie gramatyczne i teksty z przekładami. Estońskie Towarzystwo
Naukowe, Tartu XIII +460 s.
1941 Ostjakische Volksdichtung
und Erziihlungen.
II część. Nakład własny, Sztokholm, II -+- 208-+- 11 s.
1942 Ostjakische
Chrestomathie
mit grammatikalischem
Abriss
und Worterverzeichnis.
Uniwersytet
Sztokholm Uniwers. Uppsala, 4°, 102, s.; Wyd.
drugie Leipzig 1950, 169 s.
1943 Nits Ni[sson Skum i Sibirien.
Konstrevy, Sztokholm, s. 233-236.
1944 Geschichte
des finnisch-ugrischen
Vokalismus.
Acta Instituti
Hungarici
Universitatis Holmiensis B 2. Sztokholm IV+l44 s.; Wyd. drugie Berlin 1964.
1945 Russisches Lehrbuch.
Sztokholm, 200 s.; Wyd. dziesiąte Berlin 1961. (Również w wydaniu szwedzkim i duńskim).
1948 NationaWiiten
und Nationalitiitenpolitik
der Sowietunion.
Die neue Gesellschaft, Nr 1, s. 32-43.
1949 Lied eines Chanten. Tamże, s. 63-64.
1950
Geschichte
des ostjakischen
Vokalismus.
Akademie- Verlag, Berlin, 140 s.
Nowij
piesennik.
Neues russisches Liederbuch.
Wybór i oprac. Helger Vogt
i W. Steinitz. Neue Russ. Bibl. Nr 19, 83 s.
1951 Vom Biirenlied zum Leninlied.
ALtes und Neues aus dem Leben der Chan ten.
Die Neue Gesellschaft, s. 215-221.
Die deutsche

Volksdichtung

Neues Deutschland,

-

ein wichtiger

TeH des nationalen

Kulturerbes.

16 i 17 XI 1951.
Der Kampf des werktiitigen
Volkes gegen Krieg und Unterdriickung
in der
Volksdichtung.
Wissenschaftler kampfen flir den Frieden. Berlin, s. 189-20:t
To także w: Deutschunterricht,
s. 65-73.
1952 Deutsche Volksdichtung.
Der Sonntag, maj i czerwiec 1952.
1953
Ein deutsches
Volkslied gegen den SiHdnerdienst
und
seine Geschichte.
W: Beitrage zur sprachlichen Volksliberlieferung
(Spamer-Festschrift),
Verofft. der Kom. f. Volkskunde, t. 2, Berlin, s. 39--77; W innym ujęciu w: Zeitschrift fUr Geschichtswissenschaft,
s. 552-565.
Die volkskundliche
Arbeit
in der DDR. Odczyt, wygłoszony na posiedzeniu
sekcji etnologii i etnografii Niemiec Niem. Akad. Nauk w Berlinie w dniach
4-6 IX 1953 (Studienmaterial,
Sonderreihe zur Volkskunstforschung,
z. l).
Wyd. Zentralhaus f. Laienkunst, Leipzig. Wyd. drugie 1955.
Aufgaben der deutschen Volkskunde.
Aufbau, R. IX, s. 963-976. Zur Diskussion: Volkskunde
und Volkerkunde.
Forschungen
und Fortschritte,
t. 27,
s. 142-145.
Aufgaben und Ziele der volkskundlichen
Arbeit
in der Deutschen
Demokratischen Republik.
Wissenschl. Annalen, s. 1-7.
Prof. Dr. John Meier. W: Nationalpreistrager
1952, Berlin, s. 127-131.
Nationalpreistriiger
John
Meier
zum Gediichtnis.
Wissenschl. Annalen 2,
s. 649-651.
Russische Laut!ehre.
Berlin, Akademie Verlag, VIII, 89 s. Wyd. piąte 1964.
1954 Deutsche Volkslieder
demokratischen
Charakter s aus sechs Jahrhunderten.
T. I, Berlin, XLIV+499 s. (Veroffentlichungen
des Inst. f. dt. Volkskunde,
t. 4/I). Wyd. drugie 1955.
Die Erforschung
der deutschen
Volksdichtung.
W: Volkerforschung,
t. 5,
Veroffentl. d. Inst. f. dt. Volkskunde, Berlin, s. 174-186.
Uber die deutsche Volksdichtung.
Leipzig-Jena,
30 s.
1955 Lied und Miirchen als Stimme des Volkes. Wissenschl. Annales 4, s. 321-342;
to także w: DJbfVK 2, 1956, s. 11-32.
Geschichte des wogulischen
Vokalismus.
Berlin, Akademie- Verlag, XI, 366 s.
Die russische Konjugation.
Vom Verfasser unter Mitwirkung von G. Dick
neu bearbeitete Ausgabe. (Wyd. 4., poprawione), 58 s.

�3{j8

Kranika

Votkskunde
Zur

Geschichte

25 VI i 2 VII.
Nekotoryje

Z referatu
inauguracyjnego
na kongresie
we wrześniu 1953 r. W: DJbfVK 1, s. 259-275.
der deutschen Votkskunde.
W: Deutsche Lehrerzeibng
z dnia

und

ludoznawczym

Vi:i!kerkunde.

w Berlinie

voprosy

nemeckoj

etnografii.

s. 54-65.
1956

1957

W: Sowietskaja

etnografija,

nr 1,

Fur wissenschaftliche
Zusammenarbeit
zwischen
Ost und West. Eine notwendige ErkUirung.
W: DJbfVK 2, s. 325-330.
Nachruf
aUf Adolf Spamer. W: JbDAW 1954, Berlin, s. 384-386.
(razem z R. Wildhaberem) Słowo wstępne. W. Volkskundliche Bibliographie

fUr die Jahre 1937
von R. Wildhaber.
Berlin, t. 8, Berlin,
der Berliner Tagung
s. VII-VIII.

und 1938, unter Mitarbeit des Inst. f. d. Volksk. hrsg.
Veriiffl. des Inst. f. d. Volks. d. d. Akad. d. Wiss. zu
s. III-IV.
Begriissung.
W: Agrarethnographie.
Vortrage
vom 29. Sept. bis. 1. Oktober 1955. Tamże, t. 13, Berlin,

Zu
Geschichte
und
Wesen
des Arbeitervolkstiedes.
W:
4, s. 3-52.
Vorwort.
W: Adolf Spamer,
Romanusbuchlein.
Historisch-philosophischer
Kommentar zu einem deutschen Zauberbuch. Aus seinem Nachlass. Oprac.
J. Nickel, VerOfftl. d. Inst. f. d. Volksk. d. d. Akad. d. Wiss. zu Berlin,
t. 17, Berlin, s. VII-VIII.
1959 Russisch in 26 Lektionen.
MUnchen, 207 s. Wyd. 3. 1964.
Das Leunatied.
W: NDL 7, z. 5, s. 48-60.
Cintecul
$i basmul ca voce a poporului.
(Pieśń i bajka jako glos ludu). W:
Revista de filologie romanica si germanica 3, s. 13----38.
Zum 100. Geburtstag
Richard
Wossidlos. W: DJbfVk 5, s. 3-5.
Volksmarchen.
Eine internationale
Reihe. Wyd. W. Steinitz i G. Ortutay (od
t. 3: wyd. J. Krzyżanowski,
G. Ortutay i W. Steinitz).
1960 Demos. Volkskundliche
Informationen.
Wyd. i odpowiedzialny
za treść
W. Steinitz. R. 1 i nast. Berlin.
1961 "Polenlieder"
wśród
niemieckich
pieśni ludowych.
W: Pamiętnik
literacki,
Warszawa, s. 589-622.
Das Lied von Robert Blum. W: DJbfVk 7, s. 9-40.
Poetics. Poetyka. Poetika. Wyd. D. Davie, I. Fónagy, R. Jakobson, D. S. Likhachev, M. R. Mayenowa, W. Steinitz, K. Wyka, S. Żółkiewski. Warszawa
XXIII, 893 s.
1958

Das

Leunalied.

DJbfVK

1962

Deutsche

Volkslieder

demokratischen

Charakters

aus

sechs

Jahrhunderten.

T. II, Berlin, XLII+630 s., Veroffl. d. Inst. f. d. Volksk. d. d. Akad. d. Wiss.
zu Berlin, t. 4/II.
Vorwort.
W: Das Limbacher
Land (Werte der deutschen
Heimat. Verofft.
d. Kom. f. Heimatforschung,
t. 5), Berlin, s. VII-VIII.
1963 Ein ostjakisches
Mii.rchen in M. A. Castrens handschriftlichen
Nachlass. W:
Glaubenswelt
und Folklore der sibirischen
Volker. Budapeszt, s. 115-119.
Eroffnung.
W: Volkskundliche
"Ostforschung"
in Westdeutschland.
Wyd. na
prawach rękopisu w InsL f. d. Volksk., Berlin, s. 1-7.
Jacob Grimm. Zur 100. Wiederkehr
seines Todestages. Festschrift
des InsL
f. d. Volksk .. Wyd. W. Fraenger i W. Steinitz, Berlin, 290 s., Verofn. d. InsL
f. d. Volksk. d. d. Akad. d. Wiss. zu Berlin, t. 32.
1964 Rabocaja
pesnja
i narodnaja
pesnja. VII Mezdunarodnyj
Kongr. Antrop.
i Etnogr. Nauk, Moskwa, 18 s.
Arbeiterlied
und
Arbeiterkultur.
W: Beitrage
zur Musikwissenschaft
6,
zeszyt 4, s. 279-288.
(razem z. H. Strobachem) Wilhelm
Fraenger.
W: DJbfVk 10, s. III-IV.
Ansprache zur Feier des 70. Geburtstages
(von Friedrich Sieber). W: Letopis,
Budziszyn, nr 617, s. 3-4.
(Gltickwunschschreiben
an J. Horak). W. Cesky Lid 51, s. 258.
Warterbuch
der deutschen
Gegenwartssprache.
Wyd. R. Klappenbach
i W.
Steinitz. T. I, A - deutsch. Berlin, 800 s.
1965 Arbeiterlied
und Votkslied.
Sitzungsberichte
der Dt. Akad. d. Wiss. zu Berlin,
Klasse fUr Sprachen, Literatur und Kunst, Berlin, 19 s., to samo w: DJbfVk
12, 1966, s. 1-14.
Deutsches Jahrbuch
fur Volkskunde
(DJbfVk). Wyd. W. Steinitz i H. Strobach, Berlin.

�369

Kronika

1966 Dialektologisches

und

etymologisches

Worterbuch

der

ostjakischen

W: Abhandl. d. Deutschen Akad. d. Wiss. zu Berlin. Klasse
Literatur
und Kunst. Zesz. 1: 1966; zesz. 2: 1967. Berlin.
Księgi
Beitrage

jubileuszowe

zur Sprachwissenschaft,

gang Steinitz

zum

60. Geburtstag

Volkskunde und Literaturforschung.
Wolfam 28. Februar 1965 dargebracht.
Wydali
H. Strobach. Berlin, Akademie- Verlag 1965,

A. V. Isacenko, W. Wissmann,
455 s.
Deutsches
Jahrbuch
fUr Volkskunde
Wyd. H. Strobach, Berlin 1965, 486 s.

STRESZCZENIE

DOKTORATOW

Sprache.

fUr Sprachen,

11.

Z ZAKRESU

Festgabe

fur

ETNOGRAFII

Wolfgang

Steinitz.

I ETNOLOGII

OLGA MULKIEWICZ-GOLDBERGOWA

ZROŻNICOWANIE

KULTUROWE WSI
(autoreferat)

W BEŁCHATOWSKIEM

Przedstawiona
praca oparta
jest głównie na materiale
uzyskanym
podczas
badań terenowych,
prowadzonych
przeze mnie
w Bełchatowskiem
w latach
1963-1965
w ramach
planu naukowego
Katedry
Etnografii,
stanowiącego
część
ogólnego programu naukowego Uniwersytetu
Łódzkiego. Celem jej jest określenie
charakteru
przemian kulturowych
zachodzących na wsi współczesnej.

Uwagi

ogólne

O wyborze terenu do badań kompleksowych
zadecydowało
odkrycie tam złóż
węgla brunatnego
i zaplanowania
ośrodka przemysłowego.
Badania etnograficzne,
prowadzone od 1963 r. zmierzały do dokonania bieżącej dokumentacji,
a następnie
śledzenia zmian, jakie miałyby nastąpić pod wpływem szybkiego uprzemysłowienia
tego obszaru. Wymagało to zrezygnowania
z ogólnie przyjętych w etnografii metod
badań regionów etnograficznych,
gdyż teren ten nie tworzy odrębnego
regionu
etnograficznego,
a o jego wyborze zadecydowały
inne przesłanki.
Sam termin
"Bełchatowskie"
w naszym rozumieniu
nie oznacza jednostki
administracyjnej,
nie ogranicza się do powiatu bełchatowskiego,
ani nie ma tu podstaw tradycyjnych
do określenia tego terenu jako Ziemi Bełchatowskiej.
Jest to pewien zespół wsi,
położonych na południe od miasteczka
Bełchatów, obejmujących
części powiatów
Bełchatów, Piotrków Trybunalski,
Radomsko i Pajęczno. Tak wybrany teren badań
nie tworzył więc zwartego obszaru, występuje
tu płynność granic administracyjnych, zasięgów parafii, gmin i powiatów, co nie pozwala nam łączyć omawianych
wsi z jakąkolwiek
większą jednostką
administracyjną
w przeszłości,
natomiast
czynnikiem jednoczącym
miał stać się przyszły ośrodek przemysłowy.
Zakładając
24 -

Lud,

t. LII

�370

Kronika

na tym obszarze znaczne zrozmcowanie
w zakresie kultury tradycyjnej
wsi na
podstawie przebiegających
przez ten teren granic zasadniczych zasięgów etnograficznych, wysunięto na czoło problem kulturowego zróżnicowania badanego obszaru,
tak w zakresie kultury tradycyjnej,
jak i w historycznie uwarunkowanej
sytuacji
ekonomicznej,
z uwzględnieniem
podstawowych
przyczyn
tego zróżnicowania
i w nawiązaniu do ogólnych przemian kulturowych
wsi współczesnej.
Toteż drugorzędne
znaczenie miało śledzenie stanu zachowania i terytorialnego rozmieszczenia zespołów kultury tradycyjnej
lub jej poszczególnych elementów. Punkt ciężkości rozważań przeniesiono na badania konkretnych
wsi, różniących się między sobą tak stanem posiadania kulturowego
jak i sytuacją ekonomiczną i odrębnymi postawami. społecznymi. Przedmiotem
szczególnego zainteresowania stała się nie tyle integracja kulturowa badanego obszaru, co proces jego
dezintegracji oraz odbicie tegoż procesu w wyodrębnionych
kategoriach wsi, a więc
stwierdzenie
w jakim stopniu znalazły się one w orbicie jego oddziaływania
lub
też z niego wyłączone .
. Na podstawie wyników badań terenowych i dostępnych mi danych historycznych wyodrębniłam
dwie kategorie
(typy) wsi. Przeprowadzanie
między nimi
korelacji umożliwiło mi stwierdzenie
stopnia i charakteru
zróżnicowania kulturowego w Bełchatowskiem.
Jedną kategorię
stanowią
wsie tradycyjnie
rolnicze,
a drugą wsie "proletaryzowane".
Terminy użyte w pracy mąją na razie charakter
roboczy, aczkolwiek odzwierciedlają
one wewnętrzną
strukturę
tychże miejscowości. Należy jednak podkreślić, że termin "sproletaryzowany"
nie oznacza w tym
wypadku jedynie stosunku do środków produkcji, ale przede wszystkim określony
stan kulturowy
wsi. Zasadnicze różnice między wyznaczonymi
kategoriami
wsi
dotyczą stosunku ich mieszkańców do gospodarki rolnej oraz stopnia ich zaangażowania w tejże dziedzinie produkcji. Wsie tradycyjnie
rolnicze, to w większości
wypadków wsie stare, o zwartej strukturze
społecznej, natomiast wsie sproletaryzowane przeważnie
powstały w XIX w. drogą osiedlania
się ludzi ubogich,
pochodzących
z rozmaitych
stron, na pustkowiach,
względnie rozsprzedawanych
ziemiach należących do wielkiej własności.
Przemiany
oraz zróżnicowanie
kulturowe
zostały zbadane przy pomocy warsztatu badawczego etnografa,
a więc przede wszystkim wykorzystano
materialy
zebrane w terenie i odnoszące się do XX w. Materiały do czasów wcześniejszych
wykorzystano
jedynie o tyle, o ile było to konieczne dla wyjaśnienia
procesów
zachodzących współcześnie.

Metody

badań

Terenowe badania etnograficzne
prowadzone były w dwóch etapach. Przede
wszystkim na całym terenie przeprowadzono
zespołowe badania penetracyjne, które
zarejestrowały
podstawowe zjawiska z zakresu kultury wsi. Następnie przeprowadzono w kilku wsiach indywidualne
badania stacjonarne;
referowana praca oparta
jest przede wszystkim na wynikach badań uzyskanych
w dwóch wsiach, które
zaliczono do odrębnych
wymienionych
wyżej h:ategorii. Te materiały
stanowią
podstawę przeprowadzanych
porównań, konfrontowano
je jednak w dużej mierze
z wynikami badań przeprowadzanych
w innych wsiach i to zarówno tych, w których przeprowadzano
badania penetracyjne
metodą sondażową, jak i tych, w których prowadzone były badania stacjonarne.
Z zebranych w toku badań licznych. materiałów wybrano wiadomości o kształtowaniu się podstaw bytowych oraz więzi lokalnej, bowiem te zagadnienia są

�Kronika

371

szczególnie istotne dla uzyskania obrazu kulturowego
badanego obszaru oraz zachodzących na nim przemian. Zgodnie z założeniami starano się ograniczyć w miarę
możności szczegółowy opis badanych
zjawisk, kładąc przede wszystkim
nacisk
na wyjaśnienie
charakteru
zachodzących
przemian.
Jeszcze większe ograniczenie
strony opisowej
omawianych
zjawisk
byłoby
na pewno korzystne
dla przejrzystości
pracy, było to jednak
niemożliwe,
ze
względu na brak literatury
etnograficznej
omawiającej
badany obszar.
Obok materiałów
tekstowych
uzyskanych
podczas badań i znajdujących
się
w Archiwum Katedry Etnografii, wykorzystano
też materiały zebrane przez Sekcję
Badania Plastyki Ludowej Instytutu Sztuki P.A.N. Ponadto w pracy wykorzystano
dokumentację
fotograficzną i rysunkową.
Wykorzystana
literatura,
to w większości wypadków pozycje zawierające
materiały porównawcze względnie opracowania teoretyczne. Brak jest natomiast opracowań naukowych dotyczących badanego terenu.
Dla uzyskania
pełnego obrazu procesów zachodzących
na badanym
terenie
posłużono się dwoma metodami
badawczymi.
Po pierwsze zastosowano
metodę
mikroanalizy, przeprowadzający
badania szczegółowe w dwóch wsiach zaliczonych
przez nas do odrębnych
kategorii, a uznanych
za najbardziej
reprezentatywne,
konfrontując
uzyskane wyniki z wynikami
badań przeprowadzonych
w innych
miejscowościach.
Następnie skonstruowano
model tradycyjnej
zastanej kultury
ludowej w badanych wsiach, celem uzyskania punktu odniesienia,
jaki stanowiła konstrukcja
modelowa w stosunku do poszczególnych
elementów
kultury w obu kategoriach
wsi.
Wyniki

badań

Wnioski o charakterze
ogólniejszym
dotyczą dwóch podstawowych
zagadnień.
Po pierwsze zróżnicowanie
istniejące
w obu wyodrębnionych
kategoriach
wsi
przejawia się przede wszystkim w postawach ludności, zaś w mniejszym stopniu
dotyczy stanu posiadania
kulturowego
w ramach poszczególnych
działów gospodarki jak i wyposażenia gospodarstw chłopskich w przedmioty codziennego użytku.
W obu kategoriach
wsi nie występują
różnice w samookreśleniu
zawodu
mieszkańców,
wszyscy oni zaliczają
siebie do kategorii
rolników,
gospodarzy,
chłopów. Jednak zupełnie różny jest ich stosunek do takich zagadnień jak zdobywanie rolniczej wiedzy fachowej, rozwijanie
własnego gospodarstwa
drogą nakładów inwestycyjnych,
zwiększanie
dochodów płynących
z rolnictwa.
Nawyki
szukania zarobków poza wsią, względnie poza rolnictwem,
jak np. uprawianie
\IT okresie
międzywojennym
we wsiach sproletaryzowanych
tkactwa chałupniczego,
czy też cZE;'stewyjazdy w okresie powojennym na Ziemie Zachodnie, nie są uwarunkowane
jedynie sytuacją ekonomiczną,
a w dużej mierze przyczyniła
się do
ich powstania większa ruchliwość
mieszkańców
wsi sproletaryzowanych.
W zakresie istniejącej
na badanym
terenie więzi lokalnej
wykształciło
się
szereg odrębności w wielu dziedzinach
życia wsi. Mieszkańcy wsi sproletaryzowanych są o wiele słabiej związani z rodzinną miejscowością, co wyraża się między innymi także w ich mniejszym
angażowaniu
się w akcje społeczne nawet
wówczas, gdy korzyść z takiej pracy wydaje się być oczywista, jak na przykład
elektryfikacja
wsi, lub przeprowadzanie
udogodnień
komunikacyjnych.
Zanik więzi lokalnej doprowadza też do zaniku niektórych
obrzędów dorocznych, jednak na tym odcinku decyduje nie tylko określona postawa psychiczna,
ale też i inne czynniki jak mniejsza liczebność mieszkańców
wsi sproletaryzo-

�372

Kronika

wanych, duży odsetek pracujących
poza wsią, co wpływa w znacznym stopniu
na zanik życia towarzyskiego.
W toku pracy prześłedzono
zróżnicowanie
w zakresie
podstaw
bytowych.
a więc uprawy roli, budownictwa,
urządzenia izby wiejskiej, stopnia umiejętności
wykonania poszczególnych robót rzemieślniczych.
Okazało się, że istniejące i podkreślone w pracy różnice wiążą się bardzo ściśle z wymienionym
wyżej zróżnicowaniem ekonomicznym
obu kategorii wsi. Jednak wsi tych nie możemy dzielić
na bogate rolnicze i biedniejsze sproletaryzowane.
Sprawa dochodu otrzymywanego
z produkcji
rolnej, jak i klasyfikacja
poza rolniczych
żródeł dochodu nie jest
przedmiotem
naszych badań. Niemniej dało się ustalić, że różnice w ilości kupowanych w mieście narzędzi rolniczych, czy też sprzętów składających
się na unowocześnienie izby mieszkalnej, wynikają z usankcjonowanej
przez dane środowisko
społeczne hierarchii
ważności zasadniczych
potrzeb.
Dalszym wnioskiem
jaki uzyskaliśmy
w tej pracy, a zasługującym
na podkreślenie,
jest stwierdzenie,
że zaobserwowane
różnice w zastanym obrazie kultury ludowej w obu kategoriach
wsi, nie upoważniają
nas do zakwalifikowania
ich jako będących na różnym stopniu zaniku kultury tradycyjnej.
Określenie tych
wsi jako bardziej i mniej zacofanych byłoby uproszczeniem.
Omawiane zróżnicowanie powstało wskutek uwarunkowanego
historycznie
układu stosunków gospodarczo-społecznych
rzutujących
na kształtowanie
się kultury ludowej określonych
wsi na wszystkich szczeblach jej rozwoju.
Wyniki badań bełchatowskich
przedstawione
wyżej mogą być przyczynkiem
do wykrycia prawidłowości
przemian kulturowych
wsi współczesnej, zachodzących
pod wpływem uprzemysłowienia.
Zarazem mogą być przydatne w badaniach terenów pod względem etnograficznym
przejściowym,
co w dzisiejszej rzeczywistości
staje się jak najbardziej
aktualnym
problemem, gdyż odwoływanie
się wyłącznie
do tradycyjnych
terytoriów
etnograficznych
i tradycyjnych
treści kulturowych
nie daje pełnego obrazu współczesnej
wsi.

KRYSTYNA
SZTUKA

CZERNIEWSKA
P,RYMITYWNA LUDOW AFRYKI I OCEANII I JEJ
W WYCHOWANIU ESTETYCZNYM MŁODZIEŻY

ZNACZENIE

Porównawcze
rozpatrzenie
zagadnienia
percepcji
różnych
rodzajów
sztuki
uprawnia
do wysunięcia
twierdzenia,
że człowiek współczesny.
dostatecznie wykształcony
obcowaniem
z niezliczonymi
formami
sztuki, które wyrażały
kiedyś
człowieka i obznajmiony
z warunkami.
w których powstały, jest w stanie zająć
postawę, uznającą istnienie na różnych prawach różnych stylów w sztuce. Zdolny
jest również do odczucia w stosunku do dzieł sztuki, powstałych w różnych epokach i w różnych krajach
"identycznego
wzruszenia
estetycznego".
Rozszerzenie zdolności odbioru estetycznego na dzieła wszystkich stylów i epok
wiąże się z ogólnym podniesieniem
poziomu umysłowego społeczeństwa
w miarę
wzrostu standartu
życiowego i rozwoju wielkoprzemysłowej
cywilizacji oraz upowszechnienia
postawy laickiej i racjonalnej.
Człowiek nie posiadający
żadnych
oporów ideowo-emocjonalnych,
przeszkadzających
w odbiorze dzieł zrodzonych

�373

Kronika

z obcej inspiracji filozoficznej i religijnej,
staje się bardziej chłonny intelektualnie i artystycznie,
co pozwala mu dostrzec całość ludzkiego dorobku w dziedzinie
kultury.
Do tych przejawów twórczości artystycznej,
które składają się na całość kultury ogólno-ludzkiej
zalicza się również sztukę prymitywną
i to nie tylko ze
względu na to, że stanowi ona dokument
innego życia, lecz przede wszystkim
ze względu na jej swoiste walory ekspresyjne.
Długotrwała,
krzywdząca
ocena estetyczna
sztuki prymitywnej,
podejmowana
z europejskich
kategorii
piękna należy już do przeszłości. Stosowanie
bardziej
obiektywnej
skali wartości i umiejętność
rozróżnienia
nie tylko możliwości poszczególnych artystów, lecz również ich intencji doprowadziły
natomiast
do przekonania, że naturalna
skłonność człowieka do tworzenia
rzeczy pięknych i otaczania się nimi, była w stanie wytworzyć już na najniższych
szczeblach rozwoju
kultury dzieła sztuki o trwałej, nieprzemijającej
wartości, stojące na tym samym
poziomie, co sztuka "Egiptu i Etrusków,
Grecji i Renesansu,
Wschodu i współczesności".
Obserwacje
przeżyć estetycznych
i reakcji
emocjonalnych
młodzieży w jej
zetknięciu się z dziełami sztuki prymitywnej
wykazuje, że "udostępnienie
i uprzystępnienie" sztuki prymitywnej
na tle ogólnej koncepcji wychowania
estetycznego
prowadzi do znacznego rozszerzenia pedagogicznego
spojrzenia na sztukę. W dziedzinie postrzegania
wprowadza
ona bowiem, poza estetyczną
kategorią
piękna
i brzydoty jeszcze pojęcie odmienności, obcości i niezrozumiałości,
które to cechy
powinny podnieść czujność i wrażliwość widza. Jednocześnie
rozszerzone zostaje
przeżycie psychiczne widza, który przez ogląd dzieła sztuki nawiązuje
kontakt
myślowy z prymitywnym
artystą, stojąc przed zagadnieniem
wrażliwości estetycznej i motywów jego twórczości. W wielu wypadkach, ze· 'Względu na atrakcyjność
tematu może nastąpić
ponad to rozbudzenie
zainteresowań
poznawczych,
chęć
zdobycia pełnego wytłumaczenia
nowych zjawisk oraz dążenie do wykrycia przyczyn istnienia różnych mechanizmów
kultury. Na koniec istnieje pewna szansa
na pobudzenie aktywności artystycznej
i wykształcenia
trwałych dyspozycji twórczych, niezmiernie istotnych dla zachowania ogólnej harmonii psychicznej.

KLEMENS

KRAJEWSKI

TRADYCYJNE

BUDOWNICTWO

CHAŁUP

ZIEMI

CHEŁMIŃSKIEJ

Praca doktorska składa się z 9-ciu rozdziałów, w tym: tekstu 238 s., w CZęSCl
ilustracyjnej
130 fotografii chałup, rzutów poziomych, przekrojów,
rysunków elementów chałup, oraz załączników, obejmujących:
8 map rozmieszczenia elementów
chałup, map Ziemi Chełmińskiej,
22 tabele, oparte o żródła historyczne z drugiej
połowy XVIII w. i odpisów kwestionariuszy
i ankiet, którymi autor posługiwał
się w pracy.
Celem pracy jest ustalenie
typów tradycyjnych
chałup Ziemi Chełmińskiej
i zbadanie terytorialnego
zróżnicowania
budownictwa
mieszkaniowego,
porównanie
z budownictwem
mieszkaniowym
sąsiednich regionów; - następnie
prześledzenie
zmienności budownictwa mieszkaniowego
tego regionu od przełomu XVIII/XIX w.

�374

Kronika

do początków
XIX stulecia i wykrycie
czynników,
które decyduj'jco
wważyly
na kształtowaniu
budownictwa
mieszkaniowego
omawianego obszaru.
Aktualność pracy polega na ważnej i koniecznej w obecnej chwili dokumentacji tych nielicznych już zabytkowych
chałup, które giną w szybkim tempie.
W badaniach
stosowano metody terenowe
w oparciu o autopsję i wywiady
przy pomocy kwestionariuszy
oraz metodę opisu Gerarda Ciołka, odnosząc'l się do
specyfiki rzemieślniczej.
Dla rozwiązania nasuwających
się zngadnień zastosowano
metodę analityczno-porównawczą
i metodę geograficzną,
polegaj'lcą
na skartografowaniu
poszczególnych zagadnień.
W podsumowaniu,
treść pracy w zarysie przedstawia
się następująco:
Od zarania osadnictwa
na ziemi Chełmińskiej
poprzez wiele, wiele stuleci terytorialne
zróżnicowanie
budownictwa
mieszkaniowego
podyktowane
zostało doborem surowca najbardziej
dostępnego w terenie. Nu lesistych terenach występują
przeważnie
tradycyjne
zabytki
konstrukcji
pełnodrzewne.i,
jak: zrębowa,
łątko\va
i zrębowo-łątkowa.
Natomiast na pozostałym obszarze można sp(ltkać JW:1slrukcje
z gliny ("welewamt") - ("paca"), czy też konstrukeje
szkieletowe z wypełnieniem
międzyramowym
gliną lub cegłą ("mur pruski"). Konstrukcje
te często spotykamy
w przemieszaniu.
Wśród tradycyjnych
chałup wyróżnia się typ chałup wąsko··
-frontowych
i szeroko-frontowych.
W konstrukcji
i w formie tradycyjnej
ch&lt;JłuPf
oprócz cech o charakterze
ogólnopolskim zawarte są cechy specyficzno-regionalne,
np. odmienne
nazewnictwo
w określaniu
konstrukcji
pC'lnodrzewnej,
zrębowej,
jako "szachulec",
wysoko wyspecjalizowana
ciesiołka, w ujęciu proporcji
bryły
i inne. Ogólnie stwierdza się zależność budowniCtwa mieszkaniowego
Ziemi Chełmińskiej
od klimatu, podłoża fizjograficznego,
czyli naturalnego
środowiska, od
zasobów surowca oraz od wciąż udoskonalanej
techniki ciesielskiej
i murarskiej.
Oprócz wyżej wymienionych,
jak i również czynników demograficznych,
na kszlaItowanie
się wiejskiego
budownictwa
mieszkaniowego
tego obszaru
wpłynęły:
przeobrażenia
społeczno-ekonomiczne,
zarządzenia administracyjne,
przepisy prawno-budowlane,
przeciwpożarowe.

JANUSZ

KAlVIOCKI

WfPŁYWY .POLITYCZNE NA STROJ LUDOWY MAŁOPOLSKI
W DOBIE POROZBIOROWEJ
1772-1913

POŁNOCNEJ

Zarysowujący
się problem przemian zachodzących w pewnym wycinku czasu
w ubiorach ludowych stał się bodźcem do poszukiwania
genezy pewnych form
stroju, a takźe do prześledzenia
dróg, którymi rozwijały się te ubiory w ciągu swej
historii. Praca zajmuje się wpływami politycznymi na odzież ludową, przeanalizowanymi na terenie Małopolski Północnej
(przedrozbiorowe
województwa
sandomierskie i lubelskie), jako na obszarze, stanowiącym
w okresie przedrozbiorowym
jedną całość kulturową,
podzieloną następnie na dwie prowincje odzieżowe, których granice w znacznej mierze pokrywały się z granicą Kongresówki
z Galicja.
Całość opracowanego
materiału można ująć w następujących
zagadnieniach:
Spowodowany
rozbiorami
rozwój jednych a upadek innych ośrodków życia
kulturalnego,
gospodarczego czy administracyjnego
wpłynął silnie na kształtowanie

�Kronika

375

się ubioru ludowego. Zwiększenie się roli Warszawy, a upadek znaczenia Sando··
mierza spowodował
wzmocnienie
wpływów mazowieckich
na terenie zachodniej
części Małopolski Północnej;
natomiast
zachowanie
roli Lublina
jako ośrodka
dominującego w jej części wschodniej, pozwoliło na dłuższe utrzymanie
elementów
małopolskich w stroju ludowym tego regionu.
Nowe, sztuczne granice państwowe,
wytyczone bez liczenia się z tradycjami
kulturalnymi
zabieranych
ziem sprzyjały
powstaniu
różnic w rozwoju ubiorów
ludowych, gdyż ułat\viały zaopatrywanie
się ludności w materiały
odzieżowe wytwarzane w różnych ośrodkach, co z kolei wpływa na zmiany w odzieży trady-o
cyjnej - ró~ne po obu stronach granicy.
Również zmiana ustroju politycznego odbiła ~ię na przemianach
stroju. Centralistyczny ustrój Kongresówki
wpłynął na większe ujednolicenie
się ubioru ludowego na całym jej obszarze. Decentralistyczny
ustrój, typowy dla Galicji w II połowie XIX w., sprzyjając rozwojowi małych ośrodków życia kulturalnego,
ułatwiał
utrzymanie i rozwój większej ilości odmian ubiorów regionalnych.
Bardzo duże znaczenie dla rozwoju stroju ludowego mają szlaki komunikacyjne. Podział ich, a w pierwszej mierze przecięcie Wisły, będącej główną polską
arterią komunikacyjną,
wpłynął silnie na ubiór, powodując
zmianę kierunków
wpływów kulturowych.
W okresie zaborów, północne wpływy Mazowsza posuwały
się wzdłuż Wisły na południe, w przeciwieństwie
do okresu przedrozbiorowego.
W wieku XIX również koleje przyczyniały
się do ujednolicania
ubioru wzdłuż
linii, wobec czego budowanie przez każdego z zaborców odrębnej sieci kolejowej
wpływało na potęgowanie różnic w ubiorze między Galicją a Kongresówką.
Odmienne warunki społeczno-polityczne
i ekonomiczne
w poszczególnych
zaborach, powodowały różnice w przechodzeniu
ze społeczeństwa
stanowego do klasowego, w którym ubiór nie łączy się tak bezpośrednio z przynależnością
stanową
jednostki. Z kolei uwłaszczenie wpłynęło na szybsze przejmowanie
pewnych form
udzieży, uważanych za społecznie wartościowsze. W Kongresówce ponadto ułatwiło
ono chłopu, w o wiele większym stopniu niż w Galicji, kontakt z przemysłem,
a tym samym stworzyło warunki do szybszego zurbanizowania
stroju.
Ostatnim zagadnieniem jest wpływ mundurów wojskowych na strój ludowy łączący się z oddziaływaniem
na tenże strój rozwoju świadomości
narodowej.
Oddziaływanie
munduru
zaborczego powodowało
wytworzenie
się pewnych cech
ubioru, charakterystycznych
dla jednego tylko zaboru. Natomiast wzrost uświadomien'ia narodowego bardzo słabo odbił się na stroju; jedynie w tych przypadkach,
gdy ruchy niepodległościowe
doprowadziły
do wybuchu powstań zbrojnych,
powstał problem munduru
powstańczego,
oddziaływującego
już często na ubiory
po obu stronach granicy.
Rozwinięcie powyższych zagadnień pozwoliło na postawienie następującej
tezy:
Rozbiory i spowodowany
przez nie układ stosunków
politycznych,
społecznych
i ekonomicznych
decydująco
wpłynęły
na ubiory ludowe Małopolski Północnej.
W szerszym, ogólnoetnologicznym
ujęciu, tezę tę można sformułować
następująco:
Jednym z głównych czynników \V rozwoju stroju ludowego jest układ polityczny,
panujący przez dłuższy czas na obszarze zamieszkałym
przez ludność używającą
odanego stroju.

�376

Kronika

SOCIET~

INTERNATlONALE

D'ETHNOLOGIE

ET DE FOLKLORE

(SIEF)

Ethnologische Kommission fUr Geschichte und Entwicklung der
europaischen Landwirtschaft. Informationen nr 1. 1967 r.
Historię powstania i działalności wymienionej
Komisji omówił w poprzednich
latach Wolfgang Jacobeit w belgijskim
czasopiśmie
"Volkskunde".
W skład jej
władz wchodzą: dr W. Jacobeit, Berlin, dr Tamas Hoffmann, Budapeszt, dr Ernesto
Veiga de Oliveira, Lizbona, dr Corneille Jest, Boulogne oraz dr Jaroslav Kramarik, Praha.
Pierwszy numer Informacji
określa zadania Komisji, ma ona przeprowadza(~
w poszczególnych
krajach
inwentaryzację
narzędzi
i technik
pracy dla badań
etnologicznych.
Badania te prowadzone
są w oparciu o jednolite kwestionariusze
i metody inwentaryzacji,
zjawisk kulturowych
i dokładnego określania chronologii.
W oparciu o taką dokumentację
Komisja chce stworzyć podstawę dla syntetyzujących studiów nad etnografią
Europy.
Poprzez jednolicie zorganizowane
kwestionariusze
'Komisja będzie się zwracała
do różnych krajów,
na plan pierwszy
zostały wysunięte
zagadnienia
zaprzęgu
bydlęcego. Na marginesie
warto dodać, że temat ten jest również opracowywany
w ramach Polskiego Atlasu Etnograficznego,
ukazała się też interesująca
rozprawa
B. Baranowskiego,
pt. Podstawowa
sila pociqgowa
dawnego
rolnictwa
w Polsce,
'wydana przez Instytut Historii Kultury Materialnej
PAN, Ossolineum 1966, s. 185.
W obrębie Komisji powstały
jeszcze w 1964 r. osobne samodzielne
sekcje,
zajmujące się historią i rozwojem europejskiego rolnictwa. Należy wyrazić zadowolenie, że wreszcie tworzy się organ centralizujący
badania nad kulturą materialną
całej Europy, istnieją bowiem w tej dziedzinie szczególne zaniedbania.
JG

MIĘDZYNARODOWA

UNIA NAUK ANTROPOLOGICZNYCH
I ETNOLOGICZNYCH
INTERNATIONAL
UNION OF ANTHROPOLOGICAL
AND ETHNOLOGICAL
SCIENCES

Nadesłany
przez Sekretarza
Generalnego
MUNAiE, prof. Lawrence
Kradera,
biuletyn
Nr 2/68 podaje do wiadomości
członków zapowiedzi
i zawiadomienia
o podjętych lub planowanych
pracach przez członków MUNAiE, wzroście liczby
członków,
przewidzianych
seminariach,
zjazdach,
kongresach,
wydawanych
lub
. płanowanych
przez komitety narodowe MlJNAiE publikacjach
itp.
Dotychczasowy
:skład 1 członkowski
MUNAiE powiększyć należy o nowych
członków:
Australia. The University of Sydney, Sydney, New South Wales; The University of
New South Wales, Kensington, New South Wales; Masquarie University, Eastwood,
New South Wales; University
of New England,
Armidale,
New South Wales;
Wollongong
University
College, Woli on gong, New South Wales; University
of
Melbourne,
Parkville,
Victoria;
Monash University,
Clayton,
Victoria;
Latrobe
1 Opublikowany

w Lud, t. LI,

cz. I, s. 235-242

i cz. II, s. 673-674.

�377

Kronika

University, Bundoora, Victoria; Australian
National University,
Canberra,
A.C.T.;
The University of Adelaide, Adelaide, South Australia; Flinders University, Bedford
Park, South Australia; University of Queensland, Brisbane, Queensland; University
College of Townsville, Townsville, Queensland;
University
of Tasmania, Hobart,
Tasmania; University
of West Australia,
Perth, West Australia;
The Australian
Museum, 6-8
College Str., Sydney, New South Wales; The South Australian
Museum, North Terrace, Adelaide, South Australia;
The Western Australian
Museum, Perth, West Australia; The Queensland Museum, Brisbane, Queensland; National Museum of Victoria, Melbourne, Victoria; Queen Victoria Museum and Art
Gallery, Launceston, Tasmania; The TasmanianMuseum
and Art Gallery, Hobart,
Tasmania.
Brazylia. Instituto do Planejamento
Pesquisa e Assessoramento
nas Ciencias do
Comportamento,
Rua General Osorio, Campinas, Estado de Sao Paulo, dyr. dr
Alfonso Trujillo Ferrari.
Czechosłowacja. Sekcja Antropologiczna,
Dr Vojtech Fetter, prezes, dr Jaroslav

Towarzystwo Muzeów Narodowych,
Suchy, sekretarz.

Włochy. Istituto di Antropologia "Giuseppe Sergi"
Universitarie, Roma, dyr. dr Venerando Correnti.
Meksyk. Graduate School of the Institute
lberoamericana,
dyr. dr Angel Pal erm.
Nigeria. Jos Museum,

Department

della Universita

of Social

of Antiquities,

Sciences

kurator

Praga.

di Roma, Citta

of the

Universidad

Mr. Allen Bassing.

Peru. Asociacion Peruana
de Antropologos;
Seminario de Antropologia
Instituto
Riva - Aguero, Pontificia Universidad
Catolica del Peru, Calle Lartega, Lima,
dyr. dr Julio Romani Torres; Departamento
de Antropologia, Facultad de Ciencias
Sociales, Pontificia Universidad
Catolica des Peru, Apartado 1761, Lima; Department of Anthropology at the Universidad
Nacional del Cuzco, Cuzco, Peru; Universidad Nacional Mayor de San Marcos, Facultad de Letras y Ciencias Humanas,
Departamento de Antropologia, Apartado, Lima, dyr. dr Jorge C. MueIIe.
Rumunia.

Academia

Urugwaj.

Instituto

Republicii
de Estudios

Socialiste,

Comisia

Superiores,

de Antropologie

Biblioteca,

Montevideo,

si Etnologie.
Constituyente

1711.

Seminaria,

sesje

naukowe,

zjazdy,

kongresy

Brazylia. 13-18 marca 1968 r.: "Napięcie i konflikt oraz zmiany społeczne w Brazylii".
Niemiecka Republika Federalna. 11-17 sierpnia 1968 r.: XXXVIII Międzynarodowy
Kongres Amerykanistyczny
w Sztutgardzie.
Rumunia. Wrzesień 1968: sympozjum,
"Naturalny
proces reprodukcji
populacji".
USA. 30 listopad - 3 grudnia 1967: 66 zjazd Amerykańskiego
Towarzystwa
Antropologicznego.
21-27
listopada
1968 r: 67 zjazd Amerykańskiego
Towarzystwa
Antropologicznego
(około 2400 członków).
Portugalia. Lipiec 1968 r.: Kor;gres współpracowników
Ethno!ogia
Europea.
Badania
Kiel - Chandigarh Projekt: Katedra Antropologii Uniw. Panjab (Indie) wspólnie
z Inst. Antropol. Uniw. w Kolonii (NRF) podjęli badania nad adaptacją
fizyczną
ludności w Himachal Pradesh, mieszkającą
w zróżnicowanych
warunkach
klimatycznych. Może to być wielki wkład do poznao.ia podstawowych
procesów bio-

�378

Kronika

logicznych, odnoszących się do ludzkich możliwości przystosowania
trwać będą 2 lata (1967-1968) i są finansowane
przez Niemieckie
Badawcze (Deutsche Forschungsgesellschaft).

się. Badania
Towarzystwo

Yale Chandigarh
Projekt: Yale University
Peabody Museum (USA) wspólnie
z Katedrą Antrop. Uniw. Panjab prowadzić będą badania o charakterze
penetracyjnym, w celu wykrycia
śladów istot człekokształtnych
w skałach z okresu
miocen-pliocen w górach Siwalik. Badania (2 lub 5 letnie) finansować będą Smithsonian Foreign Currency Programme
i U. S. National Science Foundation.
Rumunia. Academia Republicii Socialiste, Comisia de Antropologie
si Etnologie.
Projekt organizacji kompleksowych badań, "Żelazne bramy", w antropologii i etnologii.
Nowe czasopisma
Brazylia:

i wydawnictwa

Antropological,
rocznik Brasilian Union of Anthropological
and
Ethnological Sciences. Obejmuje: antropologię,
etnologię i nauki społeczne w Brazylii.
Dania: Tools and Tillage.
Czasopismo poświęcone historii narzędzi rolniczych.
Meksyk: Biblioteca deI Estudiante en Ciencias Sociales. Wydawnictwo seryjne, podstawowa lektura dla studentów
różnych dyscyplin naukowych. Jako
tom pierwszy wydano: Angel Palerm: Introduccion
a la teoria etnoSumula

logica,

1967.

Humunia:

Yearbook

for

Do druku

przygotował:

Ethnology.
Konrad

Wypych.

PROTOKOŁ
z XLI Walnego Zgromadzenia
członków Polskiego Towarzystwa
odbytego w dniach 21-23 października
1966 r. w Pałacu Kultury

Ludoznawczego,
w P ozn a n iu

Na całość XLI W. Z. złożyły się sekcja naukowa i sesja organizacyjna,
a dopełnieniem była wycieczka krajoznawcza
po Ziemi Wielkopolskiej.
Na Zjazd przybyło około 200 osób z różnych Oddziałów PTL.
XLI Walne Zgromadzenie
otworzyła prof. dr Maria Frankowska
w imieniu
organizatorów
Zjazdu i gospodarzy terenu. Po przemówieniu
powitalnym zaproponowała wybór przewodniczącego
obrad podając w imieniu Zarządu kandydaturę
prof. dr B. Olszewicza, który został wybrany na to stanowisko burzliwą aklamacją.
Prof. dr Olszewicz zaprosił do Prezydium przedstawicieli
władz politycznych,
administracyjno-terenowych
i przedstawicieli
świata naukowego, których zebrani
przywitali oklaskami.
Przemówienie
powitalne
w imieniu Rektora
UAM w Poznaniu
wygłosił
prof. dr J. Burszta. Podkreślił on, że XLI W. Z. PTL w Poznaniu jest sejmikiem
kulturalnym
PTL dla uczczenia 1000-lecia Państwa Polskiego, w którego dziejach
Ziemia Wielkopolska odegrała poważną rolę. Również i w pracach PTL przedstawiciele tej ziemi mają poważny udział. Współzałożyciel i pierwszy prezes PTL,
Antoni Kalina, pochodził z Wielkopolski, a i obecny prezes PTL prof. Olszewicz

�Kronika

379

w Poznaniu zdobył ostrogi naukowe i zwic1zany jest z Wielkopolską.
Na zakończenie swego przemówienia
życzył uczestnikom
XLI W. Z. pomyślnych
obrad.
Sesje; llLlUkową zainaugurował
prof. dr J. Burszta swym wykładem pt. Regionalne monografie etnograficzne
problemy i metody badań.
O godz. 12'''' odbyło się otwarcie wystawy książki etnograficznej
w Bibliotece
Głównej UAM w Poznaniu.
Sesję popołudniową
tego dnia wypełniły 2 wykłady. Prof. dr Kazimiera
Zawistowicz-Adamska
wyglosiła wykład pt. Osiągnięcia i postulaty badawcze w badaniach etnograficznych
nad regionem łódzkim. Doc. dr Anna Kutrzeba-Pojnarawa omówiła Zagadnienia
i metody badań regionu etnograficznego
(na przykładzie Mazowsza).
Przedpołudnie
drugiego dnia sesji naukowej
wypełnił referat
dra Zbigniewa
BiaIego, przedstawiajw'y
w formie komunikatu:
Badania monograficzne
kultury
ludowej w Karpatach
Polskich oraz dyskusja nad wygłoszonymi
referatami.
ObrClc1om przewodniczyli
kolejno: prof. dr Olszewicz, prof. dr Zawistowicz-AdClmska, doc. dr M. Frankowska,
prof. dr Burszta, prof. dr Znamierowska-Prufferowa.
W dyskusji nar:! referatami
pierwszy zabrał głos doc. dr Tadeusz Wróblewski.
Stwierdził,
po wysłuchaniu
wszystkich
wykładów
i referatów
zjazdowych,
że
wszystkie naświdJały
problemy monografii regionalnych
i zajmowały się metodyką
opracowal1 takich monografii, poświęcając znaczną część dociekań natury metodologicznej określeniu samego regionu. Na tle tych referatów nasuwa się wiele wątpliwości metodologicznych,
których nie poruszono, a które nasuwają się etnografowi na każdym niemal kroku. Dużą trudność
sprawia
brak ścisłych definicji
pojęć używanych w etnografii np. postęp i rozwój, cywilizacja i kultura. Istnieje
wprawdzie ponad 300 definicji kultury,
ale to bynajmniej
nie ułatwia sytuacji
etnografowi. Jedni za przedmiot badań w kulturze uznają obiektywną
rzeczywistość kulturalną,
wytworzoną
przez ludzkość niezależnie
od poszczególnych
jednostek ludzkich, w którą one wchodzą z chwilą urodzenia
i którą opuszczają
z chwilą śmierci, inni zaś za przedmiot badań biorą właśnie zachowanie się jednostek w konkretnym kontekście kulturowym. Każda postawa wymaga odmiennych
metod badawczych.
Czy jest słuszne, że do badań obiektywnej
rzeczywistości
przyjmuje się metody psychologiczne, używane przez socjologów do badania postaw
ludzkich w odniesieniu do zjawisk. Etnografia nie daje dotąd wyrażnego określenia tych spraw. Sama bowiem etnografia
- zdaniem dyskutującego
- nie jest
adekwatnie
określona i budzi wątpliwości.
Mówimy, że badamy kultury, a tytuł
n:Jszej dyscypliny głosi, że opisujemy ludy. A jak pojmujemy
kulturę?
Czy monicznie, czy pluralistycznie.
Jeśli pluralistycznie,
to jaka jest "differentia
specifica"
odróżniająca
od siebie te kultury. Czy kultura
regionu może być porównywana
z sąsiednimi
"al pari", czy na zasadzie podporządkowania.
Badając pogr;micze
polsko-niemieckie,
spotkał szereg elementów
kulturowych
po jednej
i drugiej
stronie, mimo pewnych różnic w cechach drugo- i trzeciorzędnych.
Z tego wniosek,
że struktury polskiej i niemieckiej kultury są podporządkowane
większej jednostce
kulturowej.
Przygotowując
monografię
regionalną
musimy więc metodologicznie
założyć, jak będziemy porównywać i podporządkowywać
daną strukturę w stosunku
do kultur sąsiednich.
W dalszym ciągu swej wieloproblemowej
wypowiedzi zatrzymał się dyskutant
nad zagadnieniem
przenikania
elementów
kultury
ludowej w kulturę
miejską.
IvIówimy o urbanizacji
wsi i przeobrażeniach
kultury
ludowej
na wsi, a nie
dostrzegamy,
w każdym razie zbyt mało uwagi poświęcamy
równie ciekawemu
zjawisku przenikania wielu elementów kultury ludowej do miast wraz z ludnością

�380

Kronika

wiejską, przenoszącą się żywiołowo ze wsi do miastn. Gdyby ustalić pochodzenie
społeczne ludności naszych miast, to widzielibyśmy,
że około 800/0 dzisiejszych
mieszkańców miast pochodzi ze wsi.
Zakończenie swych uwag dyskusyjnych
poświęcił doc. dr T. Wróblewski metodzie kartograficznej
i roli atlasów etnograficznych.
Na podstawie doświadczeń
stwierdza,
że linearne
wykreślenie
granic regionalnych
metodą kartograficzną
jest niemożliwe, gdyż przedmiot jest ruchliwy i zasięgi wielu zjawisk są zmienne.
Atlasy etnograficzne,
rewelacja
końca XIX w. i pocz. XX w., nie spełniły tych
nadziei, jakie z nimi łączono. Nie należy jednak z tej metody rezygnować, gdyż
jakkolwiek
na małych przestrzeniach
nie daje ona czytelnych
rezultatów,
to
jednak dość wyra żnie wyznacza większe struktury
kulturowe.
Całość swego wystąpienia zakończył T. Wróblewski apelem o precyzyjne uściślenie pojęć, którymi
się posługujemy.
Prof. dr Topolski zwrócił uwagę na to, że w referatach
sporo miejsca pOSWlęcono uściśleniu pojęcia "region", a zbyt mało powiedziano o samej monografii.
Podkreśla,
że pełna monografia
musi być opracowana
integralnie,
musi ona odpowiadać nie tylko na pytania faktograficzne,
ale i eksplikacyjne,
musi w równym
stopniu uwzględniać
rodowód historyczny
(moment genezy) jak i funkcje opisywanych zjawisk, czyli ich miejsce w strukturze.
Trzeba od początku badań mieć
świadomość ~holistyczną, integralną
i n~motetyczną. Trzeba zrehabilitować
monografie wsi. Dawne wzory bujakowskie
zostały w okresie międzywojennym
splycone, gdyż nie umiano sobie metodologicznie
poradzić. Monografie malych społeczeństw
lokalnych
pozwalają
najlepiej
uwzględnić
postulat
integralności
metodologicznej
i merytorycznej.
W PAN powstaje podkomisja
do badań monografii wsi. Na zakończenie
prof. Topolski pochwala
tematykę
sesji naukowej,
stwierdzając,
że wychodzimy już z etapu pospiesznych syntez. Następny etap to
sięganie do żywego materiału,
którego poznanie doprowadzi do syntezy bardziej
pogłębionej.
Prof. dr Kazimiera
Zawistowicz-Adamska
wyraża zadowolenie, że prof. Topolski pochwala monograficzne
badania wsi. Stwierdza, że metody badań dostosowujemy do konkretnych
warunków i potrzeb. Np. w jednych wypadkach konieczna jest metoda statystyczna,
w innych nie. Są badania, które muszą być przeprowadzone stacjonarnie,
badania poszerzone można natomiast
przeprowadzić
metodą ankietową.
Podkreśla
konieczność
weryfikowania
w terenie
urzędowych
danych statystycznych,
które jak wykazały sprawdzenia,
w wielu wypadkach są
mylne. Monografie terenowe muszą być związane z życiem i oparte o konkrety,
a nie mogą być mechaniczną
rekonstrukcją,
wyrwaną
z życia. Tylko przez
analizę
żywego materiału,
przez monografie
odzwierciedlające
życie, możemy
dojść do adekwatnej
syntezy naukowej.
Dr Olga Gajkowa na tle wypowiedzi doc. Wróblewskiego
ostrzega przed niedocenianiem
metody kartograficznej.
Zapewne, że lekcja kartogramu
na małych
obszarach niewiele nam daje, ale na większych obszarach objaśnia nam więcej
i daje to, czego nie potrafimy
pokazać tak wyrażnie innymi metodami. Musimy
się więc zgodzić, że metoda kartograficzna
jest jedną z wielu metod w warsztacie
etnografa, ale bynajmniej
nie najpośledniejszą.
Nie bez racji allasy etnograficzne
są w centrum zainteresowania
tak w krajach obozu socjalistycznego,
jak i w krajach kapitalistycznych.
Zapewne, że świadomość nie da się w kartogramie
ująć,
ale od tego są monografie, by dać pełny obraz zjawisk kulturowych.
W dalszym ciągu swej wypowiedzi
dr Gajkowa
poruszyła
kilka aspektów
"regionu", przypomniała
podział Polski na grupy etnograficzne w ujęciu Bystronia,
a następnie
zatrzymała
się nad przemianami
zachodzącymi
w kulturze ludowej

�Kronika

381

w związku z urbanizacją
i nad rytmem tych przemian, kończąc wnioskiem,
że
unowocześnienie
wsi nie likwiduje przedmiotu
badań etnograficznych.
Dr Kukier zwraca uwagę, że przy określaniu regionu należy uwzględnić między
innymi relację tegoż regionu do nadrzędnej
całości. Ważną rzeczą jest również,
by przy rozgraniczaniu
regionów brać pod uwagę to co zalecał Bystroń, a mianowicie uwzględniać samookreślenie
i poczucie odrębności mieszkańców.
Mgr Jadwiga Grodzka dzieli się swoimi spostrzeżeniami
nad zmianami
zachodzącymi we współczesnej wsi. Zwraca uwagę, że zbyt mało etnografia zajmuje
się kulturą duchową, że wieś zamyka się przed obcym ze swoim życiem wewnętrznym, podobnie zresztą jak obserwuje się to i wśród innych warstw społecznych.
Stwierdza, że przez postęp techniczny i bodżce ekonomiczne bynajmniej
nie rozładowaliśmy kompleksu niższości w świadomości wieśniaków,
stąd nawet w bogatych wsiach, gdzie chłop ma i telewizor i auto nie idzie się w kierunku
zatrzymania dzieci na ojcowskim warsztacie pracy, ale dąży się do tego, by wszystkie dzieci mogły się wykształcić na urzędników, by mogły odejść ze wsi do innych
zawodów. Uważa, że zbyt mało jest wysiłku społecznego, by ten kompleks przezwyciężyć i rozładować w świadomości tak ludności wiejskiej, jak i całego społeczeństwa. Jako kuriosum podaje słyszane współcześnie w pociągu słowa "patrz
chamy już orzą i sieją". Uważa również, że prześmiewki
mądrości sołtysa Kierdziołka są odbierane jako ośmieszanie sołtysa w ogóle i jako drwina z chłopa.
Godne zastanowienia
się jest również zjawisko obserwowane
w bibliotekach
wiejskich. Czytają starsi i młodzież szkolna, a młodzież pozaszkolna stroni od książki.
Tego zjawiska nie można lekceważyć.
Ciekawym procesom ulega również wieś
w związku z wchodzeniem w orbitę wielkiego przemysłu. Tak np. wieś łęczycka
wchodzi w nową fazę rozwoju w związku z rozwojem w tym terenie górnictwa.
Prof. dr B. Olszewicz nawiązuje do referatów
i dyskusji. Pokazuje na materiale geograficznym, że rozgraniczenie
regionów nie jest sprawą tak prostą jakby
się wydawało. Mało też mamy monografii
geograficznych.
Geografia
regionalna
rozwinęła się bardzo dobrze we Francji, gdzie istnieją wyrażne jednostki geograficzne o wyraźnie odrębnej strukturze
i o historycznym
usankcjonowaniu
podziału
według cech morfologicznych. U nas geografowie nie wypowiedzieli się ostatecznie
co do podziału Polski na regiony geograficzne
i ten brak odczuwa się również
i w etnografii. Etnografowie
powinni pobudzić geografów, by brak ten zapełnili
nowymi opracowaniami
Geografii Polski. Jest nowa historia Polski, a brak dotąd
nowej geografii Polski. Niezbyt szczęśliwe w skutkach
jest również oddzielenie
geografii od etnografii.
Geografia
raczej winnaby
się znajdować
wśród nauk
humanistycznych.
W sprawie metody kartograficznej
w etnografii
prof. dr Olszewicz starał
się rozwiązać wątpliwości
doc. Wróblewskiego
popierając
swymi argumentami
stanowisko jakie zajęła w tej sprawie dr Olga Gajkowa. Poddał w wątpliwość
nieuzasadnione
historycznie, a sztucznie lansowane nie przez naukowców nazewnictwo regionalne tego typu jak "ziemia łódzka", czy "ziemia bydgoska". Takich
ziem nie było i za poprawniejsze
uważa określenia
"region łódzki", czy "region
bydgoski" itp.
Doc. dr Anna Kutrzeba-Pojnarowa
wypowiada się za hasłem prof. dr Topolskiego, że należy prowadzić całościowe badanie społeczności wiejskiej
i opracowywać monografie integralne,
bez wszelkich
okaleczeń opisywanego
przedmiotu
badań. Oświadcza, że dotychczasowe monografie regionalne, w tym pełnym słowa
znaczeniu, właściwie monografiami
nie były. Region winien obejmować
zwartą
społeczność, a nie może być dowolnym konglomeratem
różnych struktur
arbitralnie zespolonych w sposób narzucony. Ostrzega również, by słowa urbanizacja
nie

�382

Kronika

używać dziś w znaczeniu zrównanie wsi z miastem, lecz jedynie dla nazwania
kierunku zmian na wsi. Urbanizacja
to proces długi i jak nie od razu Krakow
zbudowano, tak też nie zmieni się wieś w miasto po wielu choćby przemianach
cywilizacyjnych.
Te przemiany
jednak symbolizują
nam kierunek przemian kultury wiejskiej, których intensywność
zależy od wielu czynników i badacza terenowego wykrycie
tych czynników
żywo pasjonuje.
Odcina się od stanowiska
jakoby już kończył się przedmiot etnografii wraz z kulturą tradycyjną, bo właśnie
zderzenie kultur i tworzenie się nowych układów i nowych wartości w walce
ze starym i jego twórczym
wykorzystaniu
stanowi bardzo ciekawy przedmiot
badań.
Mgr Maria Suboczowa wraca jeszcze do omawianego już kilka razy problemu
urbanizacji
wsi. Podkreśla,
że urbanizacja
nie polega na samym nasyceniu wsi
techniką, ale przede wszystkim na przejmowaniu
przez wieś miejskich
wzorów
życia. Stwierdza również, że jak wszystko na świecie, tak i region nie jest czymś
statystycznym
i stałym i już nasze doświadczenia
minionego dwudziestolecia
potwierdzają
jego zmienność.
Dr Anna Kowalska-Lewicka
nawiązując do omawianej w referatach i dyskusji
współpracy wielu dyscyplin nad monografią
integralną,
wypowiada się za wykorzystywaniem
dorobku innych dyscyplin przez samodzielne ich opanowanie przez
etnografów, a nie uważa za szczęśliwe dawanie zleceń usługowych przedstawicielom innych dyscyplin naukowych.
Jeśli historycy Iwrzystają
samodzielnie z naszego dorobku, my możemy z ich, a to da nam większą samodzielność.
Prof. dr Maria Znamierowska-Prilfferowa
podkreślając
korzyści
płynące
z sesji poświęconej problemom metodologicznym
zwraca uwagę na dużą rolę skansenowskich muzeów na wolnym powietrzu. Uważa, że jest jeden z ważkich elementów utrwalenia
żródeł historycznych.
Prof. dr Jadwiga Klimaszewska
zwraca uwagę, że brakami monografii dziewiętnastowiecznych,
a nawet w większości dwudziestowiecznych
było nastawianie
się na relikty
i szukanie
przede wszystkim
przeżytków
w kulturze
ludowej.
Obecnie jesteśmy zgodni, że badamy przeszłość i terażniejszość.
Istnieją opracowania kładące większy nacisk na przeszłość, inne na teraźniejszość,
żadne jednak
nie pomija drugiej części problematyki.
Stwierdza,
że nie mn stałych prawidłowości w powiązaniu
zjawisk kulturowych
i relacje te muszą być każdorazowo
pokazane w konkretnych
warunkach,
w konkretnym
wycinku życia.
Prof. dr Stanisłw Bąk podkreślając
wymogi stawiane monografii integralnej
stwierdza,
że pełnej monografii
nie prędko się doczekamy. Wykazał, ilustrując
swe wypowiedzi
konkretnymi
przykładami,
że obok innych dyscyplin etnograf
musi współpracować
z dialektologiem.
Bez pomocy dialektologa
nie będzie mógł
interpretować
żródeł językowych, które dają nam pierwszorzędne
informacje.
Prof. dr Feliks Markowski, wskazując na szybkie tempo przeohrażeń, zachodzące w naszych wsiach, uważa, że wbrew temu, co powiedziała
dr Lewicka,
powinniśmy dawać zlecenia i dzielić się pracą z przedstawicielami
innych dyscyplin pokrewnych.
Zwraca uwagę, że w pracach etnograficznych
brak przeważnie
wprowadzenia
archeologicznego,
które powinien napisać nie sam etnograf, lecz
właśnie dobry archeolog. Wskazuje jak ważnym dla kultury ludowej jest budownictwo, które przecież stwarza ramy dla innych zjawisk kulturowych,
a jednak
etnografowie
sami nie potrafią prawidłowo przedstawić tych problemów, nie dają
właściwych rysunków, któreby jasno ilustrowały
tekst i dlatego powinni dać zlecenie architektom.
Zwraca uwagę również na niewłaściwe
używanie
terminów,
dotyczących budownictwa,
np. nie powinno się mówić o "szalowaniu ścian", lecz
o "deskowaniu",
powinno się mówić "budownictwo
szkieletowe",
a nie "budow-

�Kronika

383

nictwo ryglowe", nie buduje się "z drzewa", lecz "z drewna", nie istnieje fundament drewniany, lecz "podwalina",
która jest "łączona", a nie "wieńczona".
Dla zapewnienia ochrony zabytków kultury ludowej popiera starania o muzea
na wolnym powietrzu i rzuca hasło, które powinno nasze Towarzystwo Ludoznawcze popularyzować i dążyć do jego realizacji. "Przynajmniej
20 skansenów w Polsce
na początek drugiego 1000-lecia Państwa Polskiego".
Prof. dr Józef Burszta podsumowując
sesję naukową podziękował za referaty
i dyskusję, która poszerzyła i uzupełniła
rozważania
metodologiczne
referatów.
Zdaliśmy sobie sprawę jak z różnych stron można patrzeć i charakteryzować
region i jak różne elementy go wyznaczają. Uświadomiliśmy
sobie, że w naszych
czasach nie możemy brać terenów wyznaczonych
schematycznie
według jakichś
układów typologicznych, ale badać musimy żywe społeczności, stanowiące całości
społeczno-kulturowe.
Przedstawione
tu komunikaty
o stanie badań w naszych
ośrodkach etnograficznych
dają nam podstawę do przekonania, że etnografia polska
jest na dobrej drodze.
Sprawy

organizacyjne

Przewodniczyła

XLI W. Z.

obradom

prof. dr Maria Znamierowska-Priifferowa.

Część organizacyjna
XLI W. Z. PTL obejmowała:
1. Otwarcie
i zatwierdzenie
porządku
obrad. 2. Wspomnienie
o zmarłych
w ciągu ostatniego roku członków PTL. 3. Odczytanie
i przyjęcie
protokołu
z XL WZ, odbytego w Przemyślu, 4. Wybór komisji wnioskowej. 5. Sprawozdanie
Zarządu Głównego PTL za rok 1965/66. 6. Sprawozdanie i wnioski GKR. 7. Sprawozdania Oddziałów PTL. 8. Dyskusja nad sprawozdaniami.
9. Zatwierdzenie
bilansu,
sprawozdall i wniosków GKR. 10. Uchwalenie
planu pracy i budżetu na rok
1966/67. 11. Uchwalenie wniosków przedłożonych
przez wybraną
komisję wnioskową. 12. Zamknięcie Walnego Zgromadzenia.
Ad 1. Zebranie otworzyła przewodnicząca
prof. Priifferowa, a odczytany przez
nią podany wyżej porządek dzienny został przyjęty bez zmian.
Ad 2. Prof. dr Bąk wygłosił wspomnienie
o zmarłym w ostatnim roku pro··
fes orze dr Tadeuszu Milewskim, po czym zebrani uczcili Jego pamięć chwilą
milczenia.
Wspomnienie
o redaktorze
Banaczkowskim,
zasłużonym
członku
Oddziału
Warszawskiego wygłosił mgr Makuiski, po czym zebrani uczcili pamięć zmarłego
chwilą milczenia.
Ad 3. Przeczytany
przez mgra Kaleciaka protokół z poprzedniego
Walnego
Zgromadzenia, odbytego w Przemyślu, przyjęto bez zmian jednomyślnie.
Ad. 4. W głosowaniu
jawnym przyjęto wybór komisji wnioskowej
w następującym składzie: prof. prof. Maria Priifferowa,
Stanisław Bąk, Anna Kutrzeba-Pojnarowa, dr dr Anna Lewicka, Stanisław Błaszczyk, Maria Suboczowa.
Ad. 5. Sprawozdanie
Zarządu Głównego PTL z poszczególnych dziedzin działalności odczytali:
a) ogólno-organizacyjne
mgr Suboczowa; b) finansowe prof. dr Bąk;
c) redakcji DWOK - prof. dr Burszta; d) redakcji LL - prof. Priifferowa.
Ad. 6. Sprawozdanie
i wnioski GKR odczytał dr Longin Malicki.
Ad 7. Ponieważ
Oddziały
nadesłały
szczegółowe
sprawozdania
na piśmie,
a ograniczenie czasem nie pozwalało na odczytywanie
ich w całej rozciągłości,
ustalono, by przedstawiciele
Oddziałów
podali w skrócie najważniejsze
dane
o swoim Oddziale, by nie zająć na jedno sprawozdanie
więcej niż 5 minut.
Sprawozdanie z Oddziału Gdańskiego złożył dr L. Malicki, z Katowic mgr Jan
Hutka, z Kielc nie było nikogo, z Krakowa złożyła sprawozdanie mgr Łopuszańska.

�384

Kront",a

W imieniu Oddziału Limanowskiego
złożył krótkie sprawozdanre mgr Kaleciak, obok
sprawozdania
ze swego Oddziału w Mszanie Dolnej. Z Lublina przedłożył sprawozdanie mgr Olesiejuk, z Łańcuta - dyrektor Jan Micał. Sprawozdanie
Oddziału
Łódzkiego
przedstawiła
mgr Lechowa,
z Olsztyna dr Klonowski,
z Opola
mgr Kaleciak, z Przemyśla mgr Lew, z Poznania mgr Linette, z Sanoka mgr Kaleciak, ze Szczecina - mgr Kaleciak, z Torunia prof. Prufferowa,
z Warszawy
mgr MakuIski, z Wrocławia dr Pawłowska, z Zakopanego mgr Kaleciak.
Ad 8. W dyskusji
nad sprawozdaniami
zabrała głos prof. Prufferowa
wykazując, że trudności finansowe hamują pracę statutową
Oddziałów i że to ograniczenie mniej lub więcej odbiło się na pracy wszystkich
Oddziałów. Prezes PTL
prof. Olszewicz wyjaśnił, że Zarządem nie kieruje sknerstwo
ani skąpstwo, lecz
twarda konieczność zmusza do daleko idących oszczędności. W miarę polepszania
się sytuacji finansowej
Towarzystwa
i Oddziały otrzymają
większe fundusze na
działalność statutową.
Wyjaśnił również, że wnioski Głównej Komisji Rewizyjnej
są słuszne, lecz stają się nieaktualne,
gdyż budynek, w którym mieszczą się agendy
PTL idzie do kapitalnego remontu, przy czym zostaną według zapewnienia rektora
zabezpieczone potrzeby naszego Towarzystwa.
Ad. 9. Walne Zgromadzenie
jednomyślnie
zatwierdziło
bilans i sprawozdania
Zarządu, GKR i Oddziałów PTL.
Ad. 10. Problemy
planu pracy i budżetu na rok 1966/67 referował mgr Nienartowicz.
Budżet nie może być jeszcze przedstawiony
w realnej postaci, gdyż
P AN nie dała odpowiednich limitów. Postanowiono tedy upoważnić Zarząd do opracowania budżetu stosownie do możliwości limitowych, zalecając, by nie ograniczać
działalności statutowej lecz starać się utrzymać ją przynajmniej
na dotychczasowym
poziomie, natomiast działalność wydawniczą modyfikować
w granicach możliwości
finansowych i uzyskiwanych
dotacji. Uchwałę przegłosowano
jednomyślnie.
Ad. 11. Uchwalenie
wniosków - w imieniu komisji wnioskowej przedstawiła
Walnemu Zgromadzeniu
zebrane wnioski doc. dr Kutrzeba-Pojnarowa.
1. Przyjąć na członków honorowych PTL: a) prof. dr Saulo Haltsonena z Helsinek,
b) prof. dr Christo Vakarelskiego
z Sofii. Wniosek przyjęto przez aklamację.
2. Pozostać przy zaprowadzonym
w ostatnim roku sposobie centralnego ściągania
składek. Przegłosowano
większością głosów.
3. Popularyzować
dorobek naukowy PTL i prace Towarzystwa przez prasę i radio.
Przegłosowano
jednomyślnie.
4. Otaczać opieką i chronić przed zniszczeniem ginące zabytki kultury ludowej
i inicjować zakładanie nowych muzeów, w tym także muzeów na wolnym powietrzu. Przegłosowano
jednomyślnie.
5. Na wniosek Oddziału Łódzkiego XLII Walne Zgromadzenie PTL w 1967 r. przeprowadzić w Łodzi. Przyjęto przez aklamację.
6. Walne Zgromadzenie
dziękuje Oddziałowi
Poznańskiemu
za trud i wysiłek
poniesiony dla przygotowania
XLI W. Z. Przyjęto przez aklamację.
Wniosku redakcji
"Literatury
Ludowej"
o przyznanie
etatu pracownika
redakcyjnego nie głosowano, lecz rozpatrzenie
go i załatwienie
w myśl obowiązujących
przepisów zostawiono Zarządowi Gl. PTL.
Ad. 12. Zamknięcia
zebrania organizacyjnego
dokonała prof. dr Maria Prufferowa. Podziękowała
za udział wszystkim uczestnikom zjazdu a szczególniejsze wyrazy podzięki skierowała do organizatorów
i gospodarzy W. Z. - Oddziału Poznańskiego.
Dopełnieniem XLI W. Z. w Poznaniu była jednodniowa wycieczka autokarowa na
trasie Poznań-Szreniawa-Zbąszyń-Babimost-Leszno-Poznań,
w której wzięla
udział większość uczestników
Walnego Zgromadzenia.

�385

Kronika

W ten sposób trzydniowy
końca.
Poznań,

program

XLiI W. Z. w Poznaniu

został wypełniony

do

24. X. 1966 r.

mgr

Piotr

dr B. Otszewicz
i I przewodniczący
W. Z.

prof.

Kaleciak

prezes

protokolant

PROTOKOŁ
z XLII

Walnego Zgromadzenia
odbytego w dniach

członków Polskiego
21-22 października

Towarzystwa
Ludoznawczego,
1967 r. w Ł o d z i

Dnia 21 października 1967 r. prof. dr Kazimiera Zawistowicz-Adamska
dokonała
otwarcia XLII Walnego Zgromad2ienia. Po powitaniu zebranych i zawiadomieniu
o stratach w szeregach PTL, jakie spowodowała śmierć członków: doc. dra Adama
Chętnika, Józefa Jurka, Józefa Koniecznego i Bogusława Kowalca, prof. Zawistowicz-Adamska
zaproponowała
na przewodniczących
W. Z. prof. dra W. Hejnosza
z Torunia i doc. dra T. Wróblewskiego z Poznania. Wyboru dokonano przez aklamację.
W imieniu Prezydium prof. Hejnosz odczytał proponowany przez organizatorów
porządek obrad: 1. Odczytanie i przyjęcie protokołu z XLI W. Z., odbytego w 1966 r.
w Poznaniu. 2. Wybór komisji. 3. Sprawozdanie
Zarządu Głównego za okres 3-letniej kadencji. 4. Sprawozdanie Oddziałów. 5. Sprawozdanie
i wnioski Głównej Komisji Rewizyjnej. 6. Dyskusja. 7. Zatwierdzenie
bilansów, sprawozdań i wniosków
Głównej Komisji Rewizyjnej oraz udzielenie absolutorium
Zarządowi Głównemu.
8. Uchwalenie planu pracy i budźetu na rok 1968. 9. Uchwalenie wniosków, przedłożonych przez komisję wnioskową.
10. Wybór członków Zarządu
Głównego
i Głównej Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego PTL na okres następnych
3 lat. 11. Zamknięcie Walnego Zgromadzenia.
W dyskusji nad porządkiem dziennym, na wniosek prof. dra Stanisława Bąka,
skreślono punkt 4 (sprawozdania Oddziałów), gdyż sprawozdanie
Sekretarza
Generalnego obejmuje całość. Na wniosek dra W. Sobisiaka punkt 2 (wybór komisji)
przesunięto na punkt 1.
Ad. 1. Do komisji
mandatowo-skrutacyjnej
zostali
wybrani
jednomyślnie:
dr B. Bazielich, dr J. Kamocki, mgr Sto Chmielowski i mgr A. Oleszczuk.
W skład komisji matki weszli wybrani
jednomyślnie:
prof. dr Fr. Wokroj,
doc. dr T. Wróblewski, mgr K. Różanowski, mgr Z. Neyman, dr K. Pietkiewicz,
dr L. Malicki, dr R. Kukier, dr Fr. Klonowski i dr J. Bohdanowicz.
Do komisji wnioskowej wybrano jednomyślnie:
dra Z. Jasiewicza, dr W: Kwaśniewicza, mgr M. Polakiewicz.
Ad. 2. Protokół z XLI W. Z. przeczytał
mgr Piotr- Kaleciak. Protokół przyjęto
jednomyślnie.
Ad. 3. Sprawozdanie
ogólne za lata 1964-67 w mieniu Zarządu Gl. złożył Sekretarz Generalny Ignacy Kuźniewski. Sprawozdanie finansowe za ten okres przedstawił Skarbnik Towarzystwa prof. dr St. Bąk.
Ad. 5. Sprawozdanie
i wnioski
Głównej
Komisji
Rewizyjnej
odczytał
mgr St. Błaszczyk. Wnioski kończyły się sugestią, by W. Z. udzieliło ustępującemu
Zarządowi absolutorium.
25 -

Lud,

t. LII

�z działalności

statutowej

Suma

mgr

A.

Nienartowicz

Gł. Księgowy

bilansowa

._--_._--_. -------

obrotowych

Zmniejszenie

7

środków

Zyski
nadzwyczajne
niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej

za 1966 r.

: l 808 143,60 ':
I

Ii

I

I
I

507928,39
I

,i

I

;i

il

'I

4

3

2

statutowej

Treść

Komitetu

Zarządu
Kolbergowskiego

Głównego

Suma

Prof.

bilansowa

dr

Stanisław

Skarbnik

------

Straty nadzwyczajne
niewyodrębnionej działalności gospodarczej

Koszty akcji i zadań zleconych

-

-

Koszty niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej
(wydawniczej)

il-l-~~~;~-~~ałalności
'I

30050,-

5293,-

400000,-

470000,-

55930,-

162273,20

164070,01

12599,-

I

wyników

Suma
Lp.
_-,--_z_ł_o_ty_c_h_:i
,

Rachunek

miesz-

6

dodatki

Kołbergowskiego

przejściowe

dla Komitetu

-

Głównego

zleconych

Dotacja na
kaniowe

dla Zarządu

-

z P.A.N.

Dotacja

i zadań

Kolbergowskiego

z akcji

Komitetu

-

Głównego

Dochody

Zarządu

-

Dochody z niewyodrębnionej
działalności gospodarczej
(sprzedaż
wydawnictw)

Dochody

Treść

5

4

3

2

Lp.

Dochody

Bqk

11 808 143,60

10668,34

32 100,40

1023919,17

444835,25

296620,44

. Suma
złotych

Wydatki

l'&gt;

~

;l

c

..•~

�Kronilca

387

Ad. 6. W dyskusji nad sprawozdaniami
zabrali głos: doc. Wróblewski, prof.
M. Znamierowska-Priifferowa,
dr Sto Świrko, dyr. W. Babinicz, dr O. Gajkowa,
mgr A. Nienartowicz, prof. dr J. Gajek, mgr B. Gawin, mgr St. Lew, prof. sto Bąk.
Doc. Wróblewski mówił o trudnościach
finansowych
Towarzystwa,
o wydawnictwach PTL oraz o pewnych nieporozumieniach
personalnych, które winny zniknąć,
by była stosowniejsza atmosfera do pracy. Prof. Priifferowa podkreśliła osiągnięcia
PTL oraz trudności wynikające ze zbyt skromnej liczby etatów. Setki ludzi winny
brać udział w badaniach i należy wciągnąć w te prace więcej ludzi młodych.
Apeluje o wzmożenie tempa prac i o większą solidarność w szeregach Towarzystwa.
Dr Swirko zabrał głos w sprawie "Literatury
Ludowej" uważając, że sprawozdanie Głównej Komisji Rewizyjnej jest niedomówione i krzywdzące dla "Literatury Ludowej" i jej Redakcji. Przypomniał, że Redakcja ta zdobywa znaczne kwoty
na poszczególne pozycje i to tak z Ministerstwa Kultury i Sztuki jak i od władz
terenowych. Jednak Zarząd Główny nie może pozostawiać swojego przecież wydawnictwa bez regularnych
dotacji, które są zapreliminowane
w budżecie. Stawia to
bowiem Redakcję w niezwykłych trudnościach
i utrudnia prawidłowy
rytm wydawniczy ze szkodą zarówno dla "Literatury
Ludowej" jak i dla całego PTL.
Wyraża nadzieję i życzenie, by w przyszłości nie dochodziło do takich zadrażnień,
jak zwracanie niepokrytych
rachunków.
Nie widzi żadnej potrzeby niedomówień
w sprawie "Literatury
Ludowej" i jest święcie przekonany, że tak sprawy redakcyjne jak i sprawy finansowe są jasne i nie posiadają niczego do ukrywania czy
zawoalowania.
Dyrektor Babinicz nawiązał do Kongresu Kultury Polskiej i podkreślił w swej
wypowiedzi moment, że wszyscy jesteśmy zobowiązani do ponoszenia odpowiedzialności za polską kulturę. Stwierdził, że w ciągu długich lat padały nieodpowiedzialne
zdania w sprawie etnografii, a ludzie odpowiedzialni za etnografię nie dają autorytatywnej odpowiedzi. Czy można być zadowolonym, że po tylu latach nie napisano na poziomie nowoczesnego podręcznika etnografii, że deklamuje się o integralności badań, a nikt nie napisał podręcznika metodologii etnografii. Widzimy, że nie
rzadko na stanowiskach,
związanych z etnografią
i potrzebujących
niewątpliwie
etnografów z pełnymi kwalifikacjami,
pracują nieetnografowie.
Dostrzega w szeregach Towarzystwa pewną obojętność. Apelował swego czasu o żywszą współpracę
z Uniwersytetami Ludowymi. Dotychczas U.L. w Rożnicy nawiązał kontakt jedynie
z Katedrą Etnografii w Krakowie. Czy PTL nie mogłoby być tak jak Towarzystwo
Wiedzy Powszechnej, Towarzystwem wyższej użyteczności. Wyraził też ubolewanie,
że na Walnym Zgromadzeniu brak Prezesa Towarzystwa, że jeden z prelegentów
nie przysłał nawet zgłoszonego przez siebie referatu.
Doc. Wróblewski nawiązując do wypowiedzi dyr. Babinicza w sprawie klimatu
w PTL stwierdza, że PTL odgrywa ważną rolę w kulturalnym
życiu kraju i wywodzi się z postępowych tradycji. Uchwały Kongresu Kultury Polskiej, w którym
brało udział wielu członków naszego Towarzystwa,
nie są nam obojętne, ale
uchwały te stały się naszymi wytycznymi działania. Proponuje również, by nowo
wybrany Zarząd przedstawił się ministrowi Kultury i Sztuki.
Dr Gajkowa nawiązała do pewnych niedomówień w sprawozdaniu Głównej Komisji Rewizyjnej, dotyczących rozliczeń niektórych kont osobowych współpracowników PTL i oświadczyła, że po 40-tu latach pracy w szeregach PTL spotkało ją
wiele przykrości i mimo, że w związku z tym nosi się z zamiarem opuszczenia
szeregów Towarzystwa, nie zawiedzie jednak Towarzystwa jeśli chodzi o rozliczenie
osobowego konta. Na dowód odczytała pismo, jakie w tej sprawie skierowała do
Zarządu Głównego 16. X. 1967 r.

�388

Kronika

B I L A N S Polskiego Towa
na dzień 31.
Aktywa

Lp.

l.

Ban ki-

Zarządu

-Oddziałów
- Komitetu
2.

Sumy
jednostkowe
złotych

Treść

Kasy

-

Zarządu

Głównego
Kolbergowskiego
Głównego

- Oddziałów
- Komitetu Kolbergowskiego
3.

91,45
4630,59
844,64

5566,68

126285,50
800465,52

926751,02

138152,83

17044,36
14401,40

31445,76

Ma t er ia ł y
Zarządu

7.

Przedmioty

8.

Wyr ob y -

nietrwałe

Głównego

S r od k i

ma

121 776,96

(wydawnictwa)
2637479,65
1448880,-

4086359,65

trwałe

65495.-

Pozostałe wartości
trwałe
Straty niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej
S li

23206,75

w użytkowaniu

- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

10.
11.

629321,52

D ł u ż n ic y

-

9.

.._--

Kolbergowskiego

- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego
6.

81045,01
539646,79

-----_

Sumy do rozliczenia
- Komitetu

5.

8629,72

Koszty niewyodrębnionej
działalności gospodarczej
(wydawniczej)
+ produkcji w toku
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

4.

Sumy
zbiorcze
złotych

b il

1 444520,72
714701,IB

ansow a---------------I------------T--8~;~~
Gl. Księgowy

mgr

A.

Nienartowicz

�389

Kronika

rzystwa

Ludoznawczego

XII. 1966 r.
Passywa

...

1.

Sum y
-

2.

Sumy
jednostkowe
złotych

T re ś ć

Lp.

__

Sumy
zbiorcze
złotych

._._---_ .... _---'------------'-------

do rozliczenia

Zarządu

Głównego

138498,68

Wier zyciele
-

Zarządu Głównego
Komitetu Kolbergowskiego

3.

Zużycie przedmiotów

4.

Fundusz

środków

5.

Fundusz

obrotowy

\

\
..

26727,22
565626,75

59235397

----

nietrwałych

121776,96

trwałych

1510015,72
5824652,74

\
_. ---------_.

__

-----

._-.,.--------.....,.----

bilansowa

8187298,07

Prof.

Skarbnik
dr Stanislaw

Bąk

�390

Kronika

Mgr Nienartowicz
w swej wypowiedzi udowodnił, że Towarzystwo przeznacza
na wydawnictwa
gros swojego budżetu.
Często ma duże trudności
finansowe
i wtedy trudno pokryć rachunek, gdy nie ma czym.
Na administrację
wydaje Towarzystwo 100/0swego budżetu. Pozycja ta w ostatnich latach znacznie się zmniejszyła.
Podkreślił
i pochwalił dużą operatywno§ć
dra Świrki w zdobywaniu
dodatkowych
źródeł finansowania
"Literatury
Ludowej", co walnie odciąża budżet Towarzystwa,
mocno okrojony przez PAN.
Prof. dr J. Gajek przypomniał,
że po zakończeniu procesu, w którym został
uniewinniony
już w 1966 r. złożył oświadczenie,
że gotów jest rozliczyć swoje
konto w PTL i jeśli otrzyma przekonywujące
uzasadnienie
jakichś pretensji
do
jego konta, gotów jest je wyrównać. Wszelkie niedomó\vienia wytwarzają atmosferę
dwuznaczną
i w okolicznościach,
jakie wokół tej sprawy zaistniały, wysoce dla
niego szkodliwą, czego nie spodziewał się po 40-tu latach pracy w PTL.
Doc. Wróblewski, jako wieloletni skarbnik PTL i współprzewodniczący
XLII
W.Z. złożył oświadczenie,
że ten problem nie powinien ciążyć nad porządkiem
obrad W.Z., gdyż sprawa została skierowana
za zgodą Zarządu Głównego i prof.
Gajka do odpowiedniej
komisji. Pewne nadpłaty, jakie zaistniały w ciągu działalności Towarzystwa w żadnym wypadku nie stanowiły przestępstw kryminalnych,
lecz pewna grupa osób specjalnie reżyserowała bieg sprawy, wskutek czego sprawa
-traiiła do sądu. Działały tu w dużej mierze mechanizmy
osobistych animozji.
Prof. Gajek jest trochę apodyktyczny,
przez co przysporzył
sobie wrogów, ale
od strony finansowej sprawa nie zasługuje na dyskusję na Walnym Zgromadzeniu
i prosi, by więcej tym tematem dziś się nie zajmować.
Mgr Konrad Wypych dodał kilka szczegółowych wyjaśnień
do sprawozdania
Sekretarza Generalnego w sprawie wydawnictw. Stwierdził, że zapasy wydawnict\v
PTL w magazynach są już w niektórych pozycjach znikome, a sprzedaż ostatnio
idzie zadawalająco.
Uważa, że ostatnie tytuły Archiwum
Etnograficznego
mialy
za niski nakład.
Prof. dr Zawistowicz-Adamska
przyznaje
rację wypowiedzi
dyr. Babinicza,
że często opinie a etnografii ferują nieetnografowie.
Etnografia jest na styku nauk
i w związku z integracją
nauki jest przedmiotem
zainteresowań
przedstawicieli
innych dyscyplin. Tymczasem etnografia
rozrosła się tak szeroko i dotyczy tak
wielu dziedzin, że nikt kto nie jest w pełni etnografem, nie może być reprezentantem całej etnografii.
Na Kongresie
Kultury
był podany wniosek
o ocenienie znaczenia etnografii.
Mgr Gawin podziękował
doc. Wróblewskiemu
za beznamiętne
wyjaśnienie
sprawy, która niesłusznie wywołała znaczne zadrażnienie
i mogłaby niekorzystnie
zaważyć nad przebiegiem Walnego Zgromadzenia.
Sprawa wyjaśnila się korzystnie
dla obu stron.
Nie możemy się załamywać
tym, że napotykamy
na trudności
finansowe.
Takie same trudności finansowe istnieją i w innych towarzystwach.
"Literatura
Ludowa" to jest pozycja, która winna być utrzymana przynajmniej
jako kwartalnik. Każda nowo wydana pozycja to najlepsza legitymacja Towarzystwa i dowód,
że PTL działa. Etnografia się nie przeżyła, a nasza sesja naukowa również pokazała, że nasi etnografowie
prowadzą badania naukowe nie tylko w kraju, ale i za
granicą.
Mgr Stefan Lew doszedł do przekonania,
że w PTL wytworzył się kern pl eks
biadolenia,
a tymczasem
należałoby
szukać nowych
sposobów rozwiązywania
trudności. Apeluje o lepszą współpracę z innymi pokrewnymi
instytucjami
i placówkami.

�Kronika

391

Prof. Bąk w imieniu Zarządu Głównego i nieobecnego Prezesa podsumował
dyskusję i stwierdził,
że poruszono w niej wiele problemów
i wypowiedziano
wiele poglądów, lecz celem wszystkich
bylo dobro Towarzystwa
i rozwój naszej
etnografii. Nie wszystkie wypowiedzi z natury rzeczy były równie słuszne. Niektóre padły w żarliwości dyskusyjnej
bez głębszej racji. Bo czyż można np. mieć
pretensję do prezesa, że zachorował, albo do Zarządu Głównego, że otrzymuje za
małe subwencje. Nie przesadzajmy
również z rzekomym przerostem rezerw magazynowanych
naszych wydawnictw.
Bronimy te skromne
zresztą rezerwy
przed
przemiałem,
gdyż z pewnością
jeszcze się przydadzą
w swoim czasie. Zresztą
należy pamiętać, co już podkreślił w swej wypowiedzi sekretarz wydawnictw
PTL
mgr Konrad Wypych, że nasze wydawnictwa
idą bez remanentów.
Nasze obecne
warunki lokalowe są dość skromne, ale jest nadżieja, że otrzymamy nowy lokal.
Utrzymanie na poziomie dotychczasowych
tytułów wydawniczych
mimo trudności
finansowych,
wzrost liczby członków Towarzystwa
mimo ograniczenia
do minimum subwencji dla Oddziałów, poszerzenia zakresu naszych badań i pogłębienie
metod gwarantuje
nam pełniejszy rozwój całej naszej etnografii
i możemy mieć
zasłużoną satysfakcję
z świadomości, że Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze
walnie przyczynia
się do rozwoju etnografii
polskiej
i swymi pracami
wzbogaca
skarbiec polskiej kultury.
Ad 7. Po dyskusji
przystąpiono
do zatwierdzenia
bilansów, sprawozdawczości
i udzielenia absolutorium
dla ustępującego
Zarządu Głównego.
Walne Zgromadzenie
stwierdziwszy
po przedstawieniu
odpowiednich
danych
przez Komisję Mandatowo-Skrutacyjną,
iż zostało zwołane prawidłowo
w oparciu
o statut PTL i że zostały spełnione wszystkie warunki potrzebne do prawomocności
uchwał postanowiło:
a) przyjąć sprawozdanie
Zarządu Głównego, złożone przez sekretarza
generalnego jako wyczerpujące,
b) przyjąć i zatwierdzić bilans i sprawozdanie
finansowe, złożone przez skarbnika Zarządu Głównego, .
c) przyjąć i zatwierdzić sprawozdanie
Głównej Komisji Rewizyjnej i na wniosek tejże komisji
d) udzielić ustępującemu
Zarządowi Głównemu absolutorium.
Wszystkie części tej uchwały głosowane były oddzielnie w głosowaniu jawnym
i zostały przyjęte jednomyślnie.
Jedynie przy głosowaniu
nad absolutorium
dla
Zarządu Głównego członkowie tego Zarządu wstrzymali
się od głosowania. Oddzielnie przegłosowano
również zatwierdzenie
bilansu za rok 1966 na wniosek
gł. księgowego mgra A. Nienartowicza,
podejmując
następującą
uchwałę:
"XLII
Walne Zgromadzenie
PTL w Łodzi zatwierdza
wykonanie
budżetu i bilansu za
rok 1966, przebadanego
już przez biegłego księgowego
oraz Główną
Komisję
Rewizyjną w brzmieniu przyjętym przez Polską Akademię Nauk". Uchwałę przegłosowano niemal jednomyślnie,
gdyż za uchwałą głosowali wszyscy prócz jednego
wstrzymującego
się od glosu. Przeciw zatwierdzeniu
bilansu nie głosował nikt.
Ad. 8. Projekt
preliminarza
i oparty o ten projekt
plan pracy referowal
mgr A. Nienartowicz. Projekt ten przedstawił jako problematyczny
i postulatywny,
gdyż brak jeszcze konkretnych
limitów ze strony Polskiej Akademii Nauk. Wobec
takiej sytuacji Walne Zgromadzenie uznało za rzecz nierealną zatwierdzenie
budżetu na następny rok a jedynie zaleciło, by Zarząd opracował budżet w stosunku
do możliwości limitowych
PAN, zalecając przyszłemu
Zarządowi,
by działalność
statutową
utrzymać
przynajmniej
na dotychczasowym
poziomie, a działalność
wydawniczą modyfikować
w granicach możliwości finansowych
i uzyskanych
dotacji z PAN jak i subwencji docelowych na konkretne
pozycje wydawnicze.

�392

Kronika

Ad. 9. Uchwalenie
wniosków. Komisja wnioskowa przedstawiła
zebrane wnioski, które W.Z. rozpatrywało
i przegłosowało pojedyńczo, a więc każdy oddzielnie.
1. Najpierw
podano wniosek Oddziału Zakopiańskiego,
zgłoszony przez prezesa
tegoż Oddziału mgr Wandę Jostową, by następne, tj. XLIII W.Z. PTL połącżyć
z rocznicą 80-lecia Muzeum Tatrzańskiego
i związaną z tą okolicznością sesją
naukową i odbyć je w 1968 r. w Zakopanem. Wniosek przyjęto przez aklamację,
a następnie
w formalnym
głosowaniu
jawnym przegłosowano
przyjęcie wniosku
jednomyślnie. 2. W.Z. apeluje do wszystkich członków PTL o podejmowanie w coraz szerszym zakresie etnograficznych
badań nad współczesnością
i ściślejszego
powiązania badań etnograficznych
z potrzebami praktyki. W głosowaniu wniosek
przeszedł
niemal jednomyślnie,
gdyż przy jednym
wstrzymaniu
się od głosu.
3. W.Z. zaleca Zarządowi Głównemu przeanalizowanie
polityki wydawniczej PTL
i profilu czołowego czasopisma etnograficznego
jakim jest "Lud". Wniosek przegłosowano przy dwu głosach przeciwnych
i trzech wstrzymujących
się od głosu.
4. W.Z. zaleca przyszłemu Zarządowi Głównemu przeanalizowanie
struktury
wydatków pod kątem przystosowania
ich do statutowych zadań Towarzystwa. Wniosek
przyjęto przy jednym wstrzymaniu
się od głosu. 5. W.Z. zobowiązuje Zarząd Główny i Zarządy Oddziałów do zbadania możliwości wpływu na zwiększenie udziału
etnografów
w pracach
instytucji
i towarzystw
kulturalnych,
jak uniwersytety
ludowe, powszechne, czy robotnicze, jak domy kultury, czy towarzystwa regionalne
i inne. Wniosek przegłosowano
jednomyślnie.
6. W.Z. zwraca się do Zarządu Gł.
z zaleceniem przeprowadzenia
rozmów z Centralnym Zarządem Muzeów w sprawie
obsadzenia stanowisk etnograficznych
przez etnografów. Przegłosowano większością
przy jednym sprzeciwie i jednym wstrzymaniu
się od głosu. 7. W.Z. PTL wzywa
członków swych Oddziałów do współdziałania
w akcji ochrony zabytków kultury
ludowej, a w szczególności do pomocy przy organizowaniu
małych i większych
muzeów na wolnym powietrzu, typu skansenowskiego.
Małe, wiejskie muzea skansenowskie, urządzone w zabytkowych
chatach, pozostawionych
in situ mogłyby
służyć jako placówki kulturalne
dla danej i sąsiednich wsi, a w okresie letnim
mogłyby służyć jako punkty turystyczne,
posiadające atrakcyjne
programy, związane z folklorem danego regionu oraz skupiające twórców ludowych i ich dzieła.
Przyczyniłoby
się to do ratowania
ginących zabytków
budownictwa
ludowego
oraz do podnoszenia
kulturalnego
i ekonomicznego
poziomu wsi. Przegłosowano
jednomyślnie.
8. XLII W.Z. PTL, biorąc pod uwagę narastającą
i bardzo pilną
potrzebę zarejestrowania
i oddania do użytku społecznego ginących elementów
folkloru muzycznego i tanecznego, zwraca się do Ministerstwa
Kultury i Sztuki
z prośbą o rozpatrzenie
możliwości przygotowywania
kadr specjalistów w zakresie
dokumentacji,
teorii i praktyki
związanej z folklorem muzycznym przez przedstawicieli
Wyższych Szkół Muzycznych, Instytutu
Sztuki oraz zainteresowanych
tą sprawą etnografów. Wniosek przeszedł przy 5-ciu wstrzymujących
się od głosu.
9. W.Z. Zaleca Zarządowi
Gł. starania,
by PTL mogło organizować
zespołowe
wyjazdy zagraniczne
swych członków w celu wymiany doświadczeń naukowych.
Wniosek przegłosowano jednomyślnie.
10. W.Z. PTL uważa za konieczne udzielenie
przez Zarząd Gł. w miarę możności stałych rocznych dotacji na działalność statutową, a więc tak na prowadzenie badań terenowych jak i na akcję popularyzatorską w terenie.
Przegłosowano
większością
przy trzech głosach przeciwnych
i 4 wstrzymujących
się od głosowania.
Ad. 10. Komisja "Matka" ustaliła listę kandydatów
do władz naczelnych PTL.
Lista została częściowo zmieniona, a częściowo uzupełniona
przez W. Z.
Komisja mandatowo-skrutacyjna
rozdała listy wyborcze wszystkim, uprawnionym do głosowania i podała regulamin głosowania. Po ukończeniu zbierania głosów

�z działalności

statutowej

T r eŚć

Suma

mgr

obrotowych

A.

Nienartowicz

Gl. Księgowy

bilansowa

środków

Zmniejszenie

7

miesz-

Zyski nadzwyczajne
z niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej

dodatki

6

przejściowe

Kolbergowskiego

Dotacja na
kaniowe

dla Komitetu

-

Głównego

zleconych

5

dla Zarządu

z P.A.N.

-

Dotacja

4

i zadań

Kolbergowskiego

Głównego

z akcji

Komitetu

-

Dochody

Zarządu

-

Dochody z niewyodrębnionej
działalności gospodarczej
(sprzedaż
wydawnictw)

Dochody

3

2

Lp.

Dochody

.

12419553,12/

312392,32

39780,17

3052,-

850000,-

475000,-

202262,70

319726,-

205035,93

12304,-

3

2

działalności

statutowej

----------------'---

Treść

Suma

Prof.

i zadań

Skarbnik
dr Stanislaw

zleconych

Kolbergowskiego

Głównego

bilansowa

akcji

Komitetu

Zarządu

Koszty

-

-

i

I

I
Bqk

Koszty
niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej
(wydawniczej)

Koszty

za 1967 r.

Lp.

wyników

Suma
złotych

Rachunek

2419553,12

84896,50

1525461,57

484 365,96

324829,09

Suma
złotych

Wydatki

�394

Kronika

Bl LANS

Polskiego

Towa

na dzień 31.
Aktywa

Lp.

T

Sumy
jednostko
złotych

r eśĆ
_

1

2

3

4

5

6

_. __ .__

l.....- .. __ ._ .._.

B a n k i - Zarządu Głównego
-Oddziałów
- Komitetu Kolbergowskiego
Kasy

- Zarządu Głównego
-Oddziałów
- Komitetu Kolbergowskiego

'Koszty
niewyodrębnionej
działalności
gospodarczej
(wydawniczej
produkcji w toku)
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego
Koszty akcji zadań zleconych
realizacji)
- Zarządu Głównego

1558,66
124780,96
604400,71

730740,33

638,32
4225,61
391,21

5255,14

59 187,70
657664,33

716852,03

(w toku
9725,50

Sumy do rozliczenia
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

10000,-

___!Q'! ~91,09

114391,09

65146,49
18 168,43

83314,92

Dłużnicy
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

27111,61

7

Materiały

8

Przedmioty

9

w yr ob y

nietrwałe

122044,46

w użytkowaniu

(wydawnictwa)
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

Śr od k i

trwałe

11

Pozostałe

wartości

trwałe

Straty niewyodrębnionej
spodarczej
(wymiana
żek)
Suma

4282 168,25

1 501 966,57
I

działalności gO-I
i przecena ksią-

bilansowa

1 461 254,83
9 120319,73

Gł. Księgowy
mgr

2614568,25
1667600,-_.
--- -.---.

65495,-

10

12

_

Sumy
zbiorcze
złotych

A.

Nienartowicz

�395

KTonika

rzystwa

Ludoznawczego

XII.1967 r.
Passywa

T re

Lp.

Sum y

Sumy
jednostko
złotych

Ś Ć

do rozliczenia
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

11 738,09
200,-

Wierzyciele
- Zarządu Głównego
- Komitetu Kolbergowskiego

2

3

Zużycie przedmiotów

4

Fundusz

środków

5

Fundusz

obrotowy

I

Suma

\\

\

Sumy
zbiorcze
złotych

111938,09

119442,34

954968,10

1074410,44
122044,46

nietrwałych

1567461,57

trwałych

6244465,17

\

9120319,73

bilansowa

Prof.

Skarbnik
dr Stanislaw

Bąk

�396

Kronika

do pustej urny, przy czym członkowie komisji wzywali uprawnionych
do głosowania według listy i czuwali, by każdy bezpośrednio
oddał jeden głos, komisja
skrutacyjna
(w składzie: J. Kamocki, St. Chmielowski,
B. Bazielich i A. Oleszczuk) przeliczyła głosy i sporządziwszy protokół ze swych czynności, ogłosiła wynik
wyborów. Głosowało 127 osób na 190, uprawnionych
do głosowania członków PTL,
biorących udział w sesji naukowej i XLII W.Z. PTL. Dwa głosy unieważniono za
niespełnienie
wymogów regulaminu
wyborczego.
Zgodnie z protokółem
komisji skrutacyjnej
do Zarządu Głównego według
ilości głosów weszły następujące
osoby:
a) jako członkowie Zarządu Głównego: J. Burszta - 109 głosów, Fr. Klonowski
- 108, M. Suboczowa, - 107, K. Zawistowicz-Adamska
- 104, J. Klimaszewska 104, P. Kaleciak 103, W. Kwaśniewicz
103, K. Pietkiewicz 101,
L. Malicki -1 99, A. Kowalska-Lewicka
96, A. Kutrzeba-Pojnarowa
91,
M. Znamierowska-PrUfferowa
88, St. Błaszczyk 86, B. Jaworska
83,
St. Bąk - 82, K. Różanowski - 82, T. Wróblewski - 79, St. Lew - 78, P. Dekowski - 77.
b) na zastępców członków Zarządu Głównego: Fr. Wokroj - 76 głosów, Z. Neyman - 74, J. Optołowicz - 69.
Do Głównej Komisji Rewizyjnej weszli: Z. Jasiewicz - 118 głosów, 1. Kuźniewski - 114, J. Jastrzębski
- 106, B. Linette - 80, T. Prus-Wiśniowski
- 62.
Do Sądu Koleżeńskiego
wybrani zostali według kolejności głosów: WI. Antoniewicz - 121 głosów, W. Babinicz - 112, F. Olesiejuk - 109.
Protokół
komisji skrutacyjnej
wraz z opieczętowanymi
głosami oddano do
przechowania
jako dokument głównemu księgowemu PTL.
Ad. 11. Zamknięcia
W.Z. dokonał prof. dr Hejnosz dziękując członkom PTL
za udział, a organizatorom
i gospodarzom za włożony trud w jego przygotowanie.
Dopełnieniem
Walnego Zgromadzenia
była uroczystość
jubileuszowa,
przygotowana na cześć prof. dr K. Zawistowicz-Adamskiej
z okazji 40-lecia jej pracy
naukowej.
Wybitnie zasłużonej
dla nauki polskiej Jubilatce
złożono wiele życzeń,
kwiatów
i wydawnictw
naukowych,
specjalnie
opublikowanych
dla uczczenia
prof. dr K. Zawistowicz-Adamskiej
i upamiętnienia
Jej jubileuszu.
Uroczystość
dopełniły
występy
ludowego
zespołu artystycznego
z Łowicza
i spotkanie towarzyskie uczestników W.Z.
XLII Walne Zgromadzenie
poprzedziła
sesja naukowa, a jego uzupełnieniem
była ciekawa wycieczka etnograficzna
szlakiem Łódż-Łęczyca-Poddębice-Uniejów-Warta-Sieradz-Łódź.
Łódź, 20-32
mgr

Piotr

X 1967 r.
KaLeciak

(protokólant)
prof.

dr Wojciech

(przewodniczący

Hejnosz

W.Z.)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5860" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5841">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/00c301f4c062e173ebb4f4f3c1abc700.pdf</src>
        <authentication>1cedcbef8f37eda298759aa21f92300a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69921">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:312</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69922">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69924">
                <text>Sprawozdania i recenzje / LUD 1968 t.52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69925">
                <text>LUD 1968 t.52, s.285-352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69926">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69927">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69928">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="69929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69930">
                <text>II.

I RECENZJE

SPRAWOZDANIA

Lud,

Etnografia

Polskiej

Polska.

Akademii

Instytut Historii Kultury Materialnej
Nauk, Wrocław-Warszawa-Kraków,

t. 52, 1968 r.

1966, zeszyt X.

Zeszyt X Etnografii
Polskiej
rozpoczynają
cztery artykuły z zakresu metodologii.
K. D o b r o w o l s k i i A. K u t r z e b a - P o j n a r o wa Sylwetka
Jana-Stanisława Bystronia.

Artykuł zawiera krótkie curriculum
vitae prof. J. Sto Bystronia
(1892-1964)
oraz obrazuje w sposób szczegółowy jego drogę naukową. Podkreślona
jest wielostronność zainteresowań
uczonego oraz jego wspaniały dorobek w dziedzinie etnografii, socjologii i historii.
B. O l s z e w s k a - D yon i z i a k Funkcjonalny
model kultury
w świetle
niektórych

osiągnięć

współczesnej

antropologii

i socjologii.

Tematem artykułu
jest zagadnienie
wartości, jakie w stosunku do koncepcji
ewolucjonistycznej
i kulturowo-historycznej
wniósł do teorii kultury
funkcjonalizm Malinowskiego. Na tle tych rozważań przeprowadzona
zostaje analiza i kry··
tyka funkcjonalnego
modelu kultury. Stwierdzając,
że u podstaw naukowej teorii
kultury Malinowskiego, tkwi instrumentalna
interpretacja
zjawisk kultury w kategoriach determinizmu
biologicznego, omawia się jej konsekwencje
teoretyczne
i metodologiczne, zarówno od strony pozytywnej,
jak i negatywnej.
Proponując
wprowadzenie
pewnej korekty do funkcjonalnego
modelu analizy kultury, podkreśla się przydatność należycie opracowanej teorii potrzeb, jeśli nie uniwersalnej,
to \v każdym razie mającej zastosowanie
w określonych
warunkach
społeczno-ustrojowych.
K. M a ł k o w s k a Problem akulturacji
w etnologii
arnerykańskiej.
Problem akulturacji
wiąże się ściśle z ekspansją Europejczyków
na inne kontynenty, zamieszkane przez ludy kolorowe i z wprowadzeniem
w życie tych ludów
szeregu nowych czynników, przekształcających
w stosunkowo szybkim czasie ich
tradycyjne modele kulturowe. Artykuł poświęcony jest omówieniu poszczególnych
etapów w badaniach
nad akulturacją
w etnografii
amerykańskiej;
omawia poszczególne zagadnienia akulturacji
i jej rozróżnienia
pojęciowe (definicje).
E. P i e t r a s z e k Kultura
ludowa i robotnicza
wobec współczesnej
problematyki

kultury.

Artykuł stanowi próbę ustalenia obecnego rozumienia pojęć "kultura ludowa"
i "kultura
robotnicza",
jako przedmiotu
zainteresowań
badawczych
etnografii
i socjologii, a także skonfrontowania
istotnych cech kultury
ludowej i kultury
masowej.
W części I - Studia i materiały - znajdują się następujące
opracowania:
T. M i l e w s k i Ludy starożytnych
Bałkanów.
Badania językoznawcze nad historią i mechaniką procesu indoeuropeizacji
na
przykładzie
ludów starożytnych
Bałkanów wykazują,
że proces indoeuropeizacji

�286

Sprawozdania

i recenzje

Azji Mniejszej i wybrzeży Półwyspu Bałkańskiego,
objętych krajami i koloniami
greckimi był zjawiskiem
bardzo skomplikowanym
i nie ograniczał się do jednorazowej migracji indoeuropejskiej.
Podobnie, kilka warstw indoeuropejskich
można
wyróżnić w językach grupy macedońskiej,
trackiej, dako-myzyjskiej
i iliro-mesapijskiej.
H. B a t o w s k i Bałkany,
kraje i narody
bałkańskie.
Omówienie politycznego terminu "Bałkany" i zmian, jakim ten teren podlegał
w ciągu XIX i XX wieku, ze względu na przesunięcie
granic państwowych
na
Półwyspie Bałkańskim.
B. U r b a ń s k a Etnografia
historyczna
Półwyspu
Bałkańskiego
w czasach
nowożytnych
i dzisiejsza dyferencjacja
etniczna.
Omówienie grup etnicznych, zamieszkujących
Półwysep Bałkański
(1. Słowianie, 2. Grecy i Albańczycy, 3. Romanie, 4. Turko-Tatarzy,
5. Inni), w historycznej
perspektywie,
od początku XIX wieku do pierwszej wojny światowej oraz przegląd stosunków, jakie wytworzyły
się na Bałkanach w wyniku obu wojen światowych. Podkreślenie
charakterystycznego
współistnienia
wielu różnorodnych
ludów i kultur, dzięki długotrwałej
izolacji i trudnej dostępności terenu.
J. P e t e r a Budownictwo
pasterzy
Aromunów
w ALbanii.
Omówienie rodzajów budownictwa
mieszkaniowego
i gospodarczego
pasterzy
Aromunów,
w powiązaniu
z koczowniczymi
warunkami
ich egzystencji, na podstawie materiałów
terenowych,
zebranych
przez autorkę
artykułu.
Opracowanie
uzupełnione rysunkami
i fotografiami.
L. M r ó z O probLemie cygańskim.
Omówienie sytuacji Cyganów, przede wszystkim
na tle warunków
ich bytowania w różnych krajach europejskich
od średniowiecza
do II wojny światowej,
oraz tych zmian, jakie zaszły w sytuacji Cyganów po roku 1944, ze szczególnym
uwzględnieniem
stosunków, panujących
w Polsce. Analiza i ocena dwóch odn;bnych systemów
działania:
w krajach
Europy zachodniej
i w krajach
Europy
wschodniej
w zakresie "produktywizacji"
Cyganów.
W. P a p r o c k a Warunki
rozwoju
wiejskich
ośrodków
handLowych
na terenach północno-wschodniego

Mazowsza

w XIX

w. (na przykładzie

miasta

Myszyńca).

Wykonana,
na podstawie
materiałów
archiwalnych,
analiza
roli, jaką dla
gospodarki wsi kurpiowskiej
miały mniejsze i większe ośrodki wymiany. Wykazanie, że mimo zasadniczej
samowystarczalności
gospodarki
chłopskiej
rodziła się
konieczność zapewnienia
sobie sum pieniężnych na zakup najbardziej
niezbędnych
przedmiotów
i na podatki. Wynikająca
stąd aktualna
potrzeba powstania stałego
ośrodka handlowego na tych terenach. Omówienie rozwoju Myszyńca, jako ośrodka
handlowego.
O. M u l k i e w i c z - G o l d b e r g o w a Wiejskie
tkactwo
chałupnicze
w Belchatowskim.

Próba ustosunkowania
się do faktu oddziaływania
na tereny okolicznych wsi
rozwijającego
się szybko łódzkiego okręgu przemysłowego
i związanego
z tym
zagadnienia
dotyczącego przyszłości tkactwa tradycyjnego
na wsiach podłódzkich.
Społeczne i ekonomiczne konsekwencje
pracy chałupniczej tkaczy - rolników .
.M. G ł a d y s z Z badań nad rozwojem
etnografii
bułgarskiej
- Christo WakareLski.

Omówienie dróg rozwoju naukowego
oraz
-badawczych
wybitnego etnografa
bułgarskiego;
skiego z nauką polską.

działalności i osiągnięć
podkreślenie
związków

naukowoWakarel-

�Sprawozdania

Część II -

Artykuły

-

287

recenzje

zawiera:

M. F r a n k o w s k a Zadania

i portrety

polskiej

amerykanistyki

w

zakresie

etnografii.

Postulaty polskiej amerykanistyki
w zakresie jej zadań naukowych,
dydaktycznych, informacyjno-popularyzatorskich
oraz działalności zmierzającej
do nawiązania i rozszerzenia kontaktów z zagranicznymi
ośrodkami naukowymi. Wytyczenie kierunku
i tematyki
przedsiębranych
prac. Omówienie
dotychczasowych
osiągnięć.
T. M i l e w s k i Pochodzenie
ludności
Ameryki
przed kolumbijskiej
w odbiciu
językowym.

Umieszczenie kolebki ludów przedkolumbijskiej
Ameryki w północnowschodniej
Azji, skąd przybyły one przez cieśninę Beringa wieloma następującymi
po sobie
i nawarstwiającymi
się na siebie falami etnicznymi. Wskazanie na kontakty transpacyficzne, prowadzące do obustronnych wpływów kulturowych.
B. M a t u s z e w s k a - K o h u t n i c k a Ekonomiczne
podstawy
kultury
Indian
Prerii.

Proces kształtowania
się oraz charakterystyka
kultury Indian prerii. Opowiedzenie się za poglądem, uznającym
wykształcenie
się charakterystycznych
cech
kultury prerii w tzw. okresie pieszym, przed wprowadzeniem
na prerie konia
w wieku XVII-tym. Podkreślenie
znaczenia konia jedynie w dziedzinie polowania
i transportu; brak zasadniczych zmian w gospodarce myśliwskiej.
B. K o h u t n i c k i Proces akulturacji
Indian
Pueblo.
Przebieg procesu adaptacji niektórych wzorców kultury europejskiej
w grupie
plemion Pueblo. Typy kontaktów z Białymi począwszy od XVI wieku do chwili
obecnej i ich wpływ na życie Indian w zakresie religijnym i świeckim. Początki
kapitalizmu.
M. S k a z i ń s k a Widowiska
obrzędowe
Indian
Zuni i ich związki
z gospodarką i ustrojem
społecznym.
Opis zewnętrznych
form widowisk obrzędowych
Indian Zuni w powiązaniu
z ich podłożem gospodarczym i ustrojem społecznym. Wskazanie znaczenia wpływu
środowiska i typu gospodarki na kształtowanie
się określonych
wierzeń i związanej z nimi organizacji społeczno-ustrojowej
plemienia. Estetyczna rola widowisk
obrzędowych.
K. M a ł k o w s k a Potlatch, jego rola w kulturze
Indian
północno-zachodniego
wybrzeża

Kanady.

Rozpatrzenie potlachu, czyli ceremoniału rozdawania lub niszczenia własności,
nie tylko w powszechnie znanym jego związku z kształtowaniem
się rangi i pozycji
społecznej u Indian Północno-Zachodnich
wybrzeży Ameryki, lecz jako instytucji,
o ściśle określonych zadaniach społecznych, w stosunku do których rozdawnictwo
darów jest jedynie oprawą zewnętrzną.
A. K o wal s k a - L e w i c k a Przeobrażenie
kulturowe
Indian
Montanii
peruwiańskiej

pod wpływem

kontaktów

z kulturą

europejską.

Charakterystyka
tradycyjnej
kultury grupy ludów Montanii. Kontakty z Białymi od okresu wypraw zdobywczych (XVI wiek) poprzez okres misyjny do okresu
współczesnego kolonizowania puszczy. Przejmowanie
przez Indian elementów kultury europejskiej - początkowe wzbogacenie kultury tradycyjnej,
potem jej stała
i wyraźna destrukcja.
A. P o s e r n - Z i e l i ń s k i Problemy
powiązań
kulturowych
Ameryki
przedkolumbijskiej

Wskazanie

z Oceaniq.

"zbieżności"

zachodzących

między kulturami

ludów

Oceanii

i Ame-

�288

SpraWozdania

recenzje

ryki. Przyczyny występowania
wytworów podobnych na obu kontynentach.
Konieczność weryfikacji
istniejących
zbieżności od strony ich funkcji i genezy.
A. M r o z ekSpoleczna
funkcja
Koranu.
Przegląd poszczególnych przepisów, zawartych w Koranie, zwłaszcza akceptacji
nierówności społecznej oraz norm etycznych. Społeczne skutki norm i przepisów
Koranu w ich konfrontacji z wymogami życia współczesnego. Omówienie tendencji
modernistycznych
w Islamie.
W części II - Studia i materiały - znajdują się:
T. L e w i c k i Awunkulat
w średniowiecznej
Afryce.
Przegląd żródeł arabskich z IX-XIV
wieku, w których znajdują się dane do
dziejów awunkulatu
w Afryce.
T. M a r s z e w s k i Postacie antropomorficzne
w maskach niedźwiedzi
w starożytnej

sztuce

chińskiej.

Próby

interpretacji.

Opis trzech wyobrażeń postaci o kształtach ludzkich w strojach naśladujących
niedźwiedzie, na naczyniach glinianych i płytce kamiennej. Powiązanie ich z kreacyjnymi praktykami magicznymi na podstawie analogii do zwyczajów ludów sąsiadujących z Chinami.
J. K a m o c k i Zbiory
afrykanistyczne
w muzeach polskich.
Charakterystyka
i ocena zbiorów afrykańskich
zgromadzonych
w pięciu muzeach polskich oraz omówienie ich tendencji rozwojowych.
Ponadto w X zeszycie Etnografii Polskiej znajdują się działy "Kronika" oraz
"Recenzje" (z Polski, krajów europejskich
i krajów pozaeuropejskich).
Krystyna

A. Record of Anthropological
Institute. London 1965, rocznik LXV.

!\lInn.

Science.

Wyd.

The

Royal

Czerniewska

Anthropological

Jest to ostatni rocznik tego zasłużonego czasopisma antropologicznego,
ulegającego likwidacji z końcem 1965 r. Przestaje również wychodzić drugie tego rodzaju
czasopismo: "Journal of the Royal Anthropological
Institute". Względy oszczędnościowe sprawiają,
że od 1966 r. w miejsce dwóch dotychczasowych
wydawnictw
powstaje jedno czasopismo o kombinowanym
tytule: "Man, The Journal of the
Roy. Anthr. Inst." Omawiany poniżej rocznik jest więc ostatnim dawnego typu.
Charakterystyczne
żółte zeszyty "Man" ukazywały się początkowo jako miesięcznik, \V ostatnich latach jako dwumiesięcznik.
Było to swego rodzaju "Archiwum Nauk Antropologicznych"
w najszerszym tego słowa znaczeniu. Układ treści
był tradycyjnie
ten sam w każdym kolejnym zeszycie. Poszczególne pozycje były
numerowane
i przy cytatach podawało się nie stronę lecz liczbę artykułu. Każdy
zeszyt zawierał na wstępie kilka oryginalnych prac i doniesień, ułożonych według
rozmiarów, wpierw dłuższe następnie krótsze. Długość prac była zresztą limitowana, maksymalnie
mogły zawierać 1000 słów. Dział korespondencji,
prowadzony
systematycznie, dotyczył głównie polemik. Kilkanaście końcowych pozycji zawieruło
wyczerpujący przegląd literatury
światowej z zakresu antropologii fizycznej i społecznej, etnologii, historii sztuki, archeologii, socjologii, językoznawstwa,
folklorystyki, religioznawstwa,
psychologii, nawet medycyny. Autorami recenzji byli wybitni specjaliści z danej dziedziny wiedzy. Recenzje krótkie ale treściwe uderzały
nieraz ostrością, często były dowcipne.
W omawianiu
poszczególnych
artykułów
podają
oprócz nazwiska
autora
także nazwę instytucji, z którą był związany, o ile taka informacja była dostępna.
Pozwoli to na lepszą ocenę recenzowanych
publikacji.

�Sprawozdania

Zesz. styczeń-luty

1965, art. 1-28.

Nr 1. K. P.

h s m a n n,

a drum

chime

Wac

Uniw.

289

i recenzje

Lo'S Angeles:

Same

specuLations

conceTJting

in Buganda.

W muzykologii wskazuje się na podobieństwa
w budowie bębnów oraz w technice ich obsługi we wschodniej
Afryce i w południowo-wschodniej
Azji. Autor
omawia zespoły "Entenga"
6 muzyków, obsługujących
15 bębnów u plemion na
północ od jez. Wiktorii, podając próbę zapisu nutowego,
teksty poetyckie
i podania, dotyczące tych instrumentów.
Nr 2. K. G o u g h, Uniw. Oregon: A note of Nayar marriage.
Autorka omawia zagadnienie
poliandrii
na wybrzeżu
Malabarskim
w połudn.
zach. części płw. Indyjskiego,
najgęściej
zaludnionego
regionu Indii. U Nayarów
zdarza się wspólnota żon między braćmi, bywają też małżeństwa
grupowe i związki
różnego stopnia zależnie od panującego
rytuału religijnego.
Nr 3. A. P. du

Survey
of the beads of Ingombe
Ilede,
doniesienie o wisiorkach itd.).
Kilka stanowisk, datowanych na pierwsze tysiąclecie p.n.e., dostarczyło obfitych
materiałów,
które autor klasyfikuje
na 4 kategorie
wg techniki
wykonania.
Ich
pochodzenie jest arabskie lub hinduskie.
Northern

T o i t:

A, preLiminary

R.hodesia. (Tymczasowe

Nr 4. A. J.

S h e l t o n,

Uniw.

Nigeria:

The

presence

of

the

"withdrawn"

High

(Obecność "spoczywającego"
Wielkiego Boga w wierzeniach
reI. i kulcie u płn. Ibo).
We wschod. Nigerii u ludu Ibo wierzą w obecność Wielkiego Boga w każdym
człowieku, należy więc praktykować
stały kult bóstwa zamkniętego
w sobie, które
po śmierci wraea do swego żródła.
God in north

Ibo

religious

beLief and

worship.

Nr 5. J. 1\1 o n t a g u: What is a gong?
Definicja różnych instrumentów
perkusyjnych
i połemika z poglądami różnych
autorów. Metalowe, drewniane,
nawet skalne gongi są podobne do dZW01IÓW,nie
należy ich jednak z nimi mylić.
Krótkie doniesienia
(6-10) dotyczą kolejno: linii papilarnych
w greckiej próbce
losowej; zwyczajów
małżeńskich
u tubylców
Australii;
datowania
metodą
C14
wykopalisk w Nigerii; seminarium
w sprawie malarstwa
skalnego; 17 głów odlanych z brązu z He w Nigerii. Korespondencje
(11-14) dotyczą małżeństw
kuzynowskich; związków rodzinnych u Weddów i Singalezów; dyskusji na temat "znaku
wiosła" w Afryce płd. Recenzje (15-28).
Zesz. marzec-kwiecień,

art.

29-58.

Nr 29. E. Z. Vo g t, Uniw. Harvard:
Zinacanteco
souls.
Autor wraz z gronem współpracowników
prowadzi
od 1957 systematyczne
badania terenowe
na wyżynie Chiapas (granica Meksyku i Gwatemali)
na wys.
f)-8 tys. m n.p.m. wśród populacji
Indian Zinakanteków,
liczącej wg spisu z 1960 r.
7600 osobników. Jest to grupa Majów, posługująca
się obok własnego
dialektu
także jęz. hiszpańskim
jako urzędowym.
Formalnie
wyznają
katolicyzm,
do którego jednak przeniknęło
wiele dawnych obrzędów religijnych.
Autor zajmował się
animistycznymi
koncepcjami
Zinakanteków
(animizm w sensie Taylora).
Nr 30. A L a m b, Uniw. Canberra:
Some gLass beads from
the Malay Peninsula.
Autor nawiązuje
do pracy T. Harrisona
(Man 1964, 50), dotyczącej
analizy
19 -

Lud,

t. LII

�290

Sprawozdania

chemicznej
podobnych
micznym.

południowo-azjatyckich
materiałów.
Paciorki

Nr 31. G. J a c k s o n
rock

painting

i recenzje

paciorków
szklanych, podaj~ własne analizy
z różnych stanowisk
różnią się składem che-

i in., Uniw. Makerere,

on Lolui

Island

Lake

Victoria,

Uganda:

Rock

gongs

and

associated

Uganda.

W Ugandzie od kilkunastu
lat znane są naturalne układy skalne, wydrążone
i nasunięte na siebie w taki sposób, że uderzenia wywołują głuche dżwięki podobne
do gongu czy dzwonu. Na Lolui odkryto podobne utwory przypadkowo
wraz
z towarzyszącym
malarstwem
skalnym o specyficznej technice. Tubylcza ludno~ć
Lolui została w 1908 r. ewakuowana wskutek epidemii śpiączki. Okoliczni rybacy
wg autora nie potrafią wyjaśnić znaczenia tych zabytków.
Nr 32. J. C a r s well,
Amer. Uniw. Bejrut: A professional tatooer in Beirut.
Autor obserwował specjalistę, który wyuczył się rzemiosła w Australii i teraz
praktykuje w Bejrucie. Opisuje technikę, katalog wzorów, klientelę (więcej kobiet)
a także wierzenia lecznicze i magiczne, przypisywane
tatuażom.
Nr 33. J. G. J e n k i n s, Walijskie
in some modern

farm

Muz. Ludozn.

St. Fagans:

Traditional

designs

tools.

Autor opisuje kilkanaście
typów narzędzi gospodarczych, charakterystycznych
dla różnych okolic Walii i zach. Anglii. Pewne tradycyjne dla regionu wzory utrzymują się b. długo i są wykonywane nadal ze względu na stały popyt.
Nr 34. C. R. B a r b e r,
thoughts

on

the

Inst.

Folk-Urban

Antrop.

Społ.

continuum

of

Oxford:
this

Sacred

dichotomy.

and

Profans,

(Sprawy

same

religijne

i świeckie, kilka myśli o ciągłości dichotomii wiejsko-miejsk.).
Autorka pracowała w zach. Nigerii w społeczeństwie
zacofanym, w którym
panowały
trzy typy religijne:
chrześcijaństwo,
islam i pogaństwo.
Obserwacje
próbuje konfrontować
ze stosunkami
w wysoce cywilizowanym
społeczeństwie
dzisiejszej Anglii.
Nr 35. H. H u b e r: A Diviner's
apprenticeship
and wark
among the Bayaka.
(Nauka zawodu i działalność wróżbity u Bayaków).
Autor prowadził badania w połudn.-zach. Kongo. Omawia sprawy "powołania",
ćwiczeń, języka magicznego, funkcji i sposobów wróżenia. Autor głównie opiera!
się na ankietowaniu
autentycznych
wróżbitów.
Nr 36. M. K i n g: The eagle dance of At Sabe.
Autorka brała udział w badaniach etnologicznych i muzykologicznych w portugalskiej części wyspy Timor. Autorka omawia taniec orła, podając nuty i szkice
sytuacyjne.
Korespondencja
(37-39)
omawia małżeństwa
krewniacze;
istotę pokrewieństwa;
opowiadania dotyczące siły wiatru z Tybetu i Grecji. Recenzje 40-58.
Zesz. maj--czerwiec

1965, art.

59-94.

Nr 59. D. F r e e m a n, Uniw. Canberra: Anthropology,
psychiatry
and the doctrine
of cuUural
relativism
(Antropologia, psychiatria i doktryna względności kultury).
Jest to referat
wygłoszony na kongresie psychiatrów
z Australii
i Nowej
Zelandii w pażdz. 1964. Istnieją przejawy kulturowe o charakterze
neurotycznym
a nawet psychopatycznym,
tym tłumaczy się barbarzyńskie
praktyki np. kaleczenie,
morderstwa
rytualne, zabobony. Nierealna interpretacja
rzeczywistości leży także

�SprawoZdania

291

i recenzje

u podstaw męczeństwa
i ascezy. Bywają zbiorowe psychozy np. masowa paranoia
w narodzie niemieckim.
Literatura
dot. tego przedmiotu
jest b. duża. Poglądów
dotąd nie uzgodniono.
Nr 60. G. R. H. W r i g h t, Muz. Damaszek:

The correlation

of the Romano-Celtic

temples.

Rozważania
tekturę Celtów.
Nr
from

autora

61. E. E. E van
the

Gore

dotyczą

głównie

wpływów

s - P r i t c h a r d, Uniw.

Dalekiego

o,xford:

Same

Wschodu
Zande

na

animal

architales

collections.

Autor podaje przekłady
kilku opowiastek,
współpracował
student Sudańczyk z Chartumu.
Jest to uzupełnienie
i niekiedy
ogłoszonej 1931 r. przez E. C. Gore.

z nim
korekta

A. Bec1a,
antologii

Nr 62. R. J o n e s, Uniw. Sydney: Excavation on a stone arrangement
in Tasmania.
Podczas ekspedycji
archeo!. w Tasmanii
w sezonie 1963/1964 odkryto
układ
138 płaskich głazów, tworzących
wał ok. 90 m długości. Podobne układy znano
z Australii. Ich znaczenie było może rytualne.
Nr 63. Nekrolog prof. Renato Biasutti 1878-1965 pióra H. J. Fleure'a. Biasutti był
profesorem
antropogeografii
w Uniw. we Florencji.
Zajmował
się antropologią
etniczną
i rozmieszczeniem
geograf.
typów antropologicznych.
Jego największe
4-tomowe dzieło: "Rasy i ludy świata", Turyn 1953-57. W 1961 r. bawił Biasutti
w Polsce, odwiedzając
również Wrocław.
Krótkie doniesienia
(64-70) dotyczą kolejno: filmów socjologicznych
i antropologicznych;
insygniów
władzy we wsch. Nigerii;
myśliwskiej
figurki
kultowej
z Nigerii; ziemiopłodów
i agrotechniki
z Rwandy;
gongów skalnych
z Tanzanii;
ceremonii
wyzwolin
ucznia na czeladnika
w zawodzie
drukarskim
w Wielko
Brytanii; kultu pszczół u Aszantów (Ghana).
Korespondencje
(71-73) omawiają demografię
i antropologię
etniczną; małżeństwa
krewniacze;
modę "topless" na Krecie. Recenzje (74-94).
Zesz. lipiec-sierpień

1965, art.

95-141.

Nr 95. A. R e e d, Uniw. Yale: A Human Frontal bone from the late pleistocene
of the Kom Ombo Plain, Upper Egipt.
W lutym 1963 odkryto uszkodzoną
kość czolową wraz z ułamkami
dalszych
kości czaszki, wyróżniono
2 osobniki, mężczyznę i kobietę. Wiek szacuje się na
górny plejstocen,
ok. 15 tys. lat. Był to Homo sapiens porównywalny
z innymi
znaleziskami
późniejszej daty.
Nr 96. K. P. O a k l e y: The antiquity
of the new Kom Ombo skulI.
Autor, wybitny paleontolog brytyjski,
zwraca uwagę na znalezisko, przeoczone
w poprzednim
artykule.
W tej samej miejscowości
Kom Ombo w marcu 1926
K. S. Sandford odkrył dobrze zachowaną
zmineralizowaną
czaszkę ludzką wieku
prawdopodobnie
też paleolitycznego.
Autor proponuje,
by to było Kom Ombo I,
a opisane powyżej Kom Ombo II.
Nr 97. M. D. S a h l i n s, Uniw. Michigan:
On the ideology
and composition
of
descent groups. (Sens i układ tablic genealogicznych).
Zakłócenia i trudności powstają głównie w krajach egzotycznych
o systemach
rodzinnych,
opartych
nie na linii ojcowskiej
ale macierzyńskiej.
Zagmatwane

�292

SpraWozdania

stosunki krewniacze
są nieraz
socjologicznych
i genetycznych

trudne do ujęcia. Dane dla badań demograficznych,
są nieodzowne. Autor podaje kilka schematów.

i recenzje

Nr 9B. E. L e y t o n, Uniw. Belfast: Composite descent groups in Canada.
Jest to studium demograficzno-socjologiczne,
oparte o schematyczne
wykresy
badanych
rodzin. Metody te na Zachodzie są cz~sto stosowane.
Nr 99. E. W. I k i n i in.: The blood groups

and

haemoglobin

of the Assyrians

of

Iraq.

Badania krwi
hemoglobiny
obejmują
grupę chrześcijan
obrządku nestoriańskiego, używającą
języka syryjskiego
na granicy iracko-tureckiej.
Autorzy oczekiwali, że izolacja, wynikająca
z odrębności
wyznania,
przejawia
się w różnicach
serologicznych,
jednak wyniki badań były raczej negatywne.
Nr

100. D. C o II i er,

ethnological

research

W. N. F e n t o n, Muz.
in

North

American

Autorzy wskazują
na sytuację
odrodzenia
tych instytucji
podając

Chicago-New

York:

Problems

of

Museums.

krytyczną
muzealnictwa
w USA i na potrzebę
różne aspekty i postulaty.

Nr 101. J. E. G. S u t t o n, Uniw. Dar es Salaam: Sirik:wa holes, stane houses and
their makers in the Western Highlands
of Kenya ..
Autor omawia odkryte przed niedawnym
czasem budowle kamienne, zastanawiając się nad ich zastosowaniem.
Dyskusje nad nosicielami tej kultury są wciąż
aktualne.
Nr 102. E. L. M a

I'

g e t t s, Uniw.

Vancouver:

Traditional

Yoruba

healers

in

Ni-

geria.

Autor
dotyczące

jest psychiatrą
i chwilowo przebywa w Kenii, podaje
lecznictwa
ludowego szczególnie chorób psychicznych.

interesujące

dane

Krótkie komunikaty
(103-107). Na wstępie notka o likwidacji "Man" i utworzeniu
nowego wydawnictwa
wraz z Journal
of the Royal Antrop. Institute.
Ciekawostką
szczególnego
rodzaju
jest komunikat
nr 104 w sprawie
procesu,
wytoczonego przez R. Gayre of Gayre, redaktora
czasopisma "Mankind", przeciwko
redakcji
"Man" za uwłaczający
czci zarzut prohitlerowskiego
rasizmu, rzekomo
propagowanego
przez "Mankind".
Proces zakończył się całkowitym
oczyszczeniem
powoda i skazaniem redakcji "Man" na grzywnę i koszty sądowe. Jest to sprawa
o tyle ważna, że w "Mankind Quarterly"
publikowali
również polscy antropolodzy.
Nr 105. F. P. L i s o w s ki,

Uniw.

Birmingham:
(Ludzkie

Human

in

Shensi

prot;ince,

China.

szczątki

fossil

kopalne

remains

odkryte

recently

ostatnio
w prowincji
Szensi w Chinach).
W sierpniu 1963 odkryto nową żuchwę kopalną kręgu Sinanthropus.
Nazwano
ją Sinanthropus
lantianensis.
Pod koniec 1964 w pobliżu tego stanowiska natrafiono
na strop czaszki i fragmenty
szkieletu twarzowego.
Geologicznie były te szczątki
starsze od pekińskich
znalezisk Sinanthropus
o ok. 100-200 tys. lat. W dolinie
Huang-Ho
odkryto ponadto szczątki małpiatek
z dolnego trzeciorzędu.
Należy żałować, że notatka o tych ważnych znaleziskach
jest tak lakoniczna.
Pozostałe komunikaty
106-107 dotyczą nowego systemu kart obserwacyjnych,
stosowanych
w pracach terenowych
oraz zagadnień muzykologicznych.
Korespondencje
(lOB-Ill) w sprawie ustalania
grup krewniaczych;
figurek ceramicznych
z Portugalii
w stroju "topless";
oraz wydawnictw
antropologicznych.
Recenzje (112-141).
discovered

�SpralJjozdania

Zesz. wrzesień-październik

293

i recenzje

1965 art. 142-215.

Nr 142. W. E. M j t c h e II, Uniw. Vermont: Proximity
patterns
of the urban Jewish kindred.
(Formy sąsiedzkie u miejskich żydowskich grup krewniaczych).
Dla antropologa interesujące
jest środowisko grup ludzkich. Społeczne i geograficzne powiązania środowisk trzeba zdefiniować.
Jakie osobniki żyją wspólnie
i w jaki sposób? Autor ankietował
182 pary małżeńskie spośró(1 nowojorskich
Żydów. Więzy rodzinne są w populacjach źydowskich szczególnie silne.
Nr 143. L. U n d e r woo d: Le baton de commandement.
(Buławy [oriniackie] wodzowskie).
Autor wykazuje, źe oriniackie wyroby kościane interpretowane
przez dawnych
archeologów jako "buławy" naleź y w istocie uznać za miotacze dzid. Porównując
z analogicznymi
przyrządami
Melanezyjczyków
i Eskimosów przeprowadza
wnikliwy dowód swej tezy.
Nr. 144. T. O. B e i d e l m a n, Uniw. Harvard: Notes on boy's initiation
among the
Ngulu of East Africa.
Autor nawiązuje do swej pracy, dotyczącej obrzędów inicjacyjnych
u dziewcząt plemienia Ngulu. Materiały,
dotyczące chłopców, są niestety bardzo skąpe.
Plemię Ngulu jest matrilinearne.
Autor daje krótką charakterystykę
obrzędów.
Nr 145. L. D u p r
Tripolitania

e,

Uniw. Pensylwania:

and Northern

Fezan,

Archeological

reconnaissance

in Southern

Libya.

Latem 1956 r. przebywał autor w Libii jako cywilny ekspert lotnictwa wojskowego USA, przy tej okazji prowadził orientacyjne
sondaże terenu w poszukiwaniu znalezisk archeol. Wyniki zachęcają do dalszych systematycznych
już badań.
Nr 146. F. B. L i v i n g s t o n e, Uniw.

Michigan:

Mathematical

models

of

mar-

riage systems.

W ciągu ostatnich
15 lat notuje się wciąż rosnącą liczbę prac, dotyczących
związków rodzinnych, kręgów małżeńskich,
stosunków krewniaczych
itd. Badania
te zapoczątkowała
monografia
C. Levi-Straussa:
"Elementarne
formy układów
rodzinnych" z 1949 r. Autor proponuje metody statystyczne
stosowane przez zootechników.
Dla społeczeństw
żyjących w warunkach
prymitywnych
zapewniają
te metody dobre rezultaty, w wyźszych cywilizacjach
zapewne by zawiodły.
Nr 147. N. C h i t t i c k: 11 mate on stone-built
enclosures in South Nyanza, Kenia.
Od 1962 r. prowadzi autor systematyczne
badania nad kamiennymi
obwałowaniami porównując je z innymi tego rodzaju zabytkami afrykańskimi.
Nr 148. M. D. W. J e f f r e y s, Uniw. Witwatersrand,
Johannesburg:
The hand bolt
(ręczny pocisk).
Autor twierdzi,
źe miotane
ręcznie pociski istnieją
od paleolitu
starszego,
jakkolwiek
mylnie interpretowane
przez archeologów
jako tzw. tłuki plęsclOwe,
a także dawniejsze rozłupywacze i ciosaki. Są to wg autora raczej pociski dalekosiężne, miotane ręcznie. Argumentacja
poparta dowcipnym rysunkiem
brzmi przekonywująco.
Nr 149. S. M u k h e r j e e, D. P. M u k h er j e e, Kalkutta: A study of foot contour
among the Sema of Naga Hills and the Lushai of Mizo Hills, India (Analiza narysów stóp plemion Serna i Lushai w Indii).
Autorzy mieli do dyspozycji niewielki materiał 28 mężczyzn z plemienia Sema

�294

Sprau'ozdania

i 20 z plemienia Lushai
wymagają
ewentualnych
lub środowiskowa.

badanych
dalszych

i recenzje

w 1959/1960 r. Stwierdzili
badań. Przyczyna różnic

pewne rozmce, które
może być genetyczna

Nr 150. P. W. G. B r o c k: Myth and environmental
change in Tanganyika.
Niektóre podania tubylcze zdają się świadczyć o bardzo niedawnych procesach
geologicznych, przekształcających
środowisko.
Korespondencje
(151-157)
dotyczą zagadnień
metodologicznych
badań kopalnych paciorków
i wisiorków;
układów społecznych;
nego oraz obrzędów kultowych.
Recenzje (158-215).
Zesz. listopad-grudzień

1965, art.

i filozoficznych;
malarstwa
skal-

216-279.

Nr 216. M. F o r t e s, Roy. Antrop. Inst.: B. Z. Seligman
1882-1965
Zeszyt otwiera wspomnienie
pośmiertne
zasłużonej dla antropologii
badaczki.
Nr 217. Th.
Nigeria.

S h a w,

Uniw.

Ibadan:

Further

excavations

a memoir.
społecznej

at Igbo-Ukwu,

Eastern

Prace terenowe prowadzono
w 1959-1960
r. oraz w 1964 r. Odkryto piękną
ceramikę
oraz wyroby metalowe,
świadczące
o wysokim kunszcie zdobniczym.
Zidentyfikowano
też zmineralizowane
fragmenty
ludzkich kości. Wiek znalezisk
dotąd nie ustalony.
Nr 218. P. S t a a l s e n: Brugnowi
oTtgms. The founding
of a village.
Autor jako językoznawca w oparciu o ustne tradycje mieszkańców
nowi na Nowej Gwinei podaje relacje o zakładaniu
nowej osady.
Nr 219. Zawiera
A. H. Gardinera

drugie

w tym zeszycie
egiptologa.

wspomnienie

pośmiertne.

osady Brug-

Krótki

życiorys

1879-1964,

Następują krótkie komunikaty
i notatki: nr 220 to pozegnanie
ustępującej
Redakcji i podziękowanie
dla współpracowników.
Nr 221. A. H. J. P r i n s, Uniw.

Groningen:

.&lt;1 carved

headrest

z czytelnikami

of

the

Cushitic

Boni.

W czasie pobytu w Somali otrzymał autor rzeźbione w drewnie
głowy. Wyjaśnia szczegółowo symbolikę tej rzeźby użytkowej.
Nr 222. T. O. B e i d e l m a n, Uniw. Harvard: A Massai Text.
Językoznawca
podaje przekład tekstu masajskiego z krótkim

oparcie

dla

komentarzem.

Nr 223. P. K. D a t t a, Uniw. Delhi: The plantar
main-line
and transversalit!!
(Wskaźnik linii głównych i poprzecznych
stopy).
Autor przedstawia
materiały
dermatoglificzne
150 mężczyzn oraz 120 kobiet
szczepu Khatri w Pendżabie, przeprowadzając
porównania
z innymi seriami. Badania takie są ważne dla genetyki człowieka, w szczególności w sprawach dochodzenia ojcostwa.
Krótkie komunikaty
(224--229) dotyczą kolejno: święta Bali .Jaira w Indii i Indonezji; legendy hinduskiej
o ptaku nosorogu; statuetki
drewnianej
z Afganistanu;
malowideł skalnych z płd. Afryki; pułapek na dzikie ptactwo z Sumatry i drewnianego rzeźbionego krzesła-tronu
z Ghany.

�Sprawozdania

295

i recenzje

Korespondencje
(230-234) omawiają tradycyjną
pomoc społeczną, spotykaną u Malajów; znachorstwa
w Nigerii; paciorków i wisiorków kopalnych z zach. Afryki;
archaicznych,
kamiennych
budowli na Riwierze oraz technologii
metalurgicznej
w epoce brązu.
Recenzje (235-279) kończą ostatni
działalności.
Pożałowania
godne
likwidację tego czasopisma.

tom "Man", zamykając okres 65-letniej owocnej
są trudności
wydawnicze,
które spowodowały
Wanda

Stęślicka

The Journal of the Royal Anthropological
Instytute.
New Series. London.
Nowe wydawnictwo
powstało w sukcesji po czasopismach "Man" oraz "Journ.
Roy. Anthr. Inst." jako kwartalnik,
mający
się według zapowiedzi
ukazywać
w miesiącach III, VI, IX i XII każdego roku.
Man.

Tom. l, nr

l, marzec

1966, ss. 135 + 8 ilustracji.

R. F i r t h, Uniw. Londyn:
cations

in primitive

religious

Twins,
thought.

birds

and

vegetabLes:

ProbLems

of

identifi-

Autor rozważa skomplikowane
zagadnienia związane z pierwotnym totemizmem
u prymitywnych
społeczeństw Afryki i Azji.
J. B o i s s e v a i n, Univ. Sussex: Patronage in SiciLy (s. 18-33).
Autor opisuje reliktowe instytucje, zachowane do dziś na Sycylii, nawiązujące
do dawnych stosunków patrona i klientów. Sycylia wskutek swoistych warunków
historycznych zachowała wiele dawnych form społecznych.
F. W i 11 e t t: On the funeraL effigies of Owa and Benin and the interpretation
of the Ufe-size bronze heads from lfe, Nigeria (s. 34-45) (Wizerunki pogrzebowe
u Owo i Beninów oraz wyjaśnienie
brązowych głów wielkości naturalnej
z He
w Nigerii).
W czaf30'opiśmie "Man" (1965, 10) podano pierwsze
wiadomości
o odkryciu
17 głów, odlanych z brązu. w Nigerii. Autor omawia zarówno to ciekawe znalezisko jak wiele innych wizerunków pogrzebowych z Afryki i z innych kontynentów.
R. D. S a n wal, Uniw. Delhi: Bridewealth
and marriage
stabiLity
among the
Khasi of Kumaon (s. 46-59).
Autor badał stosunki społeczne (małżeństwo) w populacji hinduskiej u podnóża
Himalajów. Ludność ta, w większości rolnicza, przechodzi dziś żywiołowe przemiany społeczne, w których dawne obyczaje zanikają.
J. B e a t t i e, Uniw. Oxford: RituaL and sociaL change.
Autor nawiązuje do koncepcji B. Malinowskiego
zwracając uwagę na zachodzące przemiany
u społeczeństw
prymitywnych.
Pracę swą oparł na 30-letnich
badaniach porównawczych.
L. T i g e r, Uniw. Londyn: The zooLogicaL perspective in sociaL science (s. 75-81).
Zagadnienie "behavioru" ludzkiego wiąże się z badaniami zoopsychologicznymi.
Kultura jest adaptacją
gatunku ludzkiego w procesie ewolucyjnym
i wiąże się
z działaniem doboru naturalnego.
Zoologia może dać owocną pomoc w rozumieniu
zjawisk socjologicznych.
R. L i s t e r i in.: The blood groups and haemoglobin
of the Bedouin of Socotra (s. 82-86).
Badania w Somali doprowadziły autorów do wniosku, że ludność tubylcza wykazuje większe podobieństwa
do Arabów oraz do populac,ii śródziemnomorskich
niż do Afrykańczyków
z głębi kontynentu.

�296

Sprawozdania

H. J. D e a c o n: Note
Africa

on the

X-ray

i recenzje

of

two

mounted

impLements

from

Sou.th

(s. 87-90).

Kombinowane
narzędzia są świadectwem
wyższego rozwoju umysłowego ludzi
z paleolitu
młodszego,
dowodzą bowiem zdolności kojarzenia
wyobrażeń
i abstrakcyjnego
myślenia.
Metoda rentgenologiczna
zastosowana
w tym przypadku
dała pozytywne wyniki.
D. J. P a l' k i n, Uniw. Londyn: Urban voLuntary
associations
as institutions

Of

adaptation

(s. 90-95).

Badania dotyczyły napływowej
ludności murzyńskiej
z wiosek, która w miastach łączyła się ze sobą wspomagając
się nawzajem.
G. W i j e yew a l' d e n e: A comparative
note on ecoLogy and sociaL structure
(s. 95-109).

Autor polemizuje
z poglądami
E. R. Leach'a (1961) o stosunkach
we wiosce
Pul Eliya na Cejlonie. Wnioski obu autorów są sprzeczne.
K. L. B e z i n g, R. R. I n s k e e p, Uniw. Cape Town: ModelLed terracotta
heads
from Lydenburg,
S. Africa (s. 102).
W Transwalu
w latach 1957-1964
odkryto kilkanaście
ciekawych
zabytków,
których opracowanie
jest w toku.
Zawiadomienia
o zjazdach
i konferencjach
oraz korespondencja
w sprawie
techniki piktograficznej
- s. 103-104. Recenzje s. 105-135.

Tom. 1. nr 2, czerwiec

1966, ss. 139-286

W. H. W h i t e l e y, Uniw.
linguistics

Dar

+8

es Salaam:

ilustracji.
SociaL

anthropoLogy,

meaning

and

(s. 139-157).

Trudność przekładów z języków egzotycznych na angielski polega na różnicach
semantycznych.
Niekiedy jest wprost niemożliwością
zachowanie
pełnej wierności
dla oryginału. Psychiki są różne i różne są języki, autor dostrzega tu zasadnicze
rozbieżności.
J. A. B a l' n e s, Nation. Uniw. Australia:
Durkheim's
division
of Labour in
society

(s. 158-175).

Są to rozważania ekonomiczno-polityczne
na tle pracy Durkheim'a przeciwnika
Spencera
(z 1893) o organizacji
wyżej rozwiniętych
społeczeństw.
J. E l' i c, S. T h o m p s o n: Maya hierogLyphs
of the bat as metaphorograms
(s. 176-184).

Autorzy przyjmują
dwojakie znaczenie wizerunków nietoperzy u Mayów. Mogą
one symbolizować
albo kołowrót czasu albo krwawą
ofiarę. Jedynie wczucie się
w psychikę Mayów daje możność zrozumienia
ich symboliki. Autorzy zgodnie
sprzeciwiają
się stosowaniu elektronicznych
maszyn liczących w badaniach językoznawczych, szczególnie ludów egzotycznych.
J. C. L a v e, Uniw. Kalifornia, Irvine: A formaL anaLysis of preferentiaL
marriage

with

the

sister's

daughter

(s. 185-200).

Autor rozważa stosunki
rodzinne
i społeczne
u Hindusów
porównując
je
z innymi populacjami
pozaindyjskimi.
B. E. War d, Uniw. Londyn: SocioLogicaL seLf-awarness:
same uses of the
conscious
modeLs (s. 201-215)
(Społeczna świadomość siebie: przydatność
różnych
typów świadomości).
Autorka
snuje rozważania,
dotyczące różnych typów organizacji
społecznej,
z którymi wiążą się różne typy świadomości.
Różnice psychiczne między ludżmi
są w myśl tych rozważań bardzo istotne.

�SpraWOzdania

R. W. D u n n i n g, Uniw.
among

eastern

Canadian

Columbia:

Eskimo

(s.

~97

i recenzje

An

aspect

of domestic

group

structure

216-225).

Autor wyróżnia trzy kategorie:
1) domownicy
skupieni
w jednym domostwie
(namiot, igloo, domek jednorodzinny);
2) skupisko
dwóch lub więcej sąsiadujących
domostwo
niektórych wspólnych urządzeniach;
3) czasowe zrzeszenie większej liczby rodzin np. z okazji wspólnych wypraw łowieckich, zbiorowy biwak skupiający
20-30 rodzin, czyli około stu osobników.
Autor charakteryzuje
wzajemne stosunki.
R. J. Wal s h, R. E. C h a p m a n, A study of the quantitative
measurement
of human head hair fibres (s. 226-232).
Autorzy posługiwali się metodami stosowanymi
do badań włókien wełny owczej.
Przeprowadzali
analizę mikroskopową
przekrojów,
mierzyli
długość włosa i amplitudę naturalnych
fal. Badali różnice międzyrasowe
wielu populacji
ludzkich,
także dymorfizm płciowy i różnice związane z wiekiem osobniczym. Podają liczne
zestawienia
liczbowe.
U. M. C o w g iII, Uniw. Yale: The season of birth in Man (s. 232-240).
Autorka wykazuje
na dużych materiałach
statystycznych,
zebranych
z całego
świata, niezaprzeczalny
związek rozrodczości
z porą roku. W różnych
strefach
geograficznych
sezon nasilenia
zapłodnień
powoduje
nasilenie
porodów
zwykle
w najkorzystniejszych
dla przeżycia noworodka
warunkach.
Prawidłowości
te są
cokolwiek
zakłócone
w wysoce cywilizowanych
społeczeństwach,
ale zaznaczają
się także u nich.
M. B 1 o c h, P. V e r i m: Disco'l:ery of an apparentLy neolithic artefact in Madagascar (s. 240-241).

Jest to fragment
topora, wykonanego
z chalcedonu;
jego wiek szacuje się na
około 1500 lat p. n. e. Autorzy przypisują
tę kulturę imigrantom
malajo-polinezyjskim (Austronezyjczykom),
którzy zajęli Madagaskar
w neolicie. Podobne topory
spotyka się wg autorów
w neolicie Jawy i Sumatry.
Przyjmuje
się, że proto-Malgasze
opuścili południowo-wschodnią
Azję w okresie
stosunkowo
póżnym,
być może na początku n. e. nawarstwiając
się wtórnie na ludność tubylczą Madagaskaru.
V. M I'lll e r - C h r i s t e n s e n, D. R. H u g h e s: An early case of leprosy from
Nubia

(s. 242-243).

Au torzy opisują przypadki
trądu, stwierdzone
na materiałach
osteologicznych
egipskich z pierwszych
stuleci n. e.
Korespondencje
(s. 244-245) - pierwsza dotyczy handlu paciorkami
importowanymi z Indii do Rodezji; druga polemiki D. Seddona z interpretacją,
podaną
przez M. D. W. Jeffreysa
(Man 1965, 148). Jeffreys uważa tzw. tłuki pięściowe za
pociski miotane ręcznie. Seddon sprzeciwia
się temu szczególnie w odniesieniu
do
tzw. rozłupywaczy
i ciosaków, które nie nadawałyby
się do tego celu. Recenzje

s.

246-283.

Trudno dać ogólną ocenę nowej serii na podstawie
dwóch pierwszych
tomów.
Układ treści pozostał ten sam, jaki był dawniej. Niestety bardzo jednak zubożała
szata graficzna. Umieszczenie
ilustracji
na końcu tomu, a nie bezpośrednio
przy
danym tekście, utrudnia
cokolwiek
lekturę.
Jest to najwidoczniej
podyktowane
względami oszczędnościowymi.
Wysoki poziom wydawnictwa
pozostał niezmieniony.
Wanda
Arts

et traditions

populaires.

W dziale "Artykuły"
Jean-Marie
Guilcher,

Stęślicka

R. XIII, 1965, 408 s.

rocznik
Stare

zawiera
formy

następujące
tańca

w

Berry.

prace:
Według

panującej

opinii

�298

SpraWozdania

i recenzje

tradycyjny
taniec Berry opiera się głównie na starofrancuskim
tańcu "bourree",
tańczonym przez 2, 4 lub 6 osób. Tymczasem figury tego tańca, charakterystyczne
cechy rytmu i stylu nadają mu swoiste piętno, typowe dla tej dzielnicy Francji.
Najnowsze badania tradycji ludowych i dokumentów z XVIII i XIX w. pozwalsją
jednak domyślać się, że współczesna forma tańca Berry wykształciła się stosunkowo póżno i zastąpiła stare tańce zbiorowe, zupełnie innego typu. Autor zbiera
i analizuje materiały,
uzasadniające
taką tezę, oraz usiłuje wyjaśnić przemiany
w formie tańca przemianami
psychologicznymi
i socjalnymi.
Praca ilustrowana
zapisami nutowymi,
współczesnymi
i archiwalnymi
oraz
tekstami przyśpiewek
towarzyszących
tańcowi.
Ed. Kapp i Roger Schaefer, Uprawa konopi na równinie
reńskiej.
Znaczenie
gospodarcze i rola tej rośliny włóknistej
w życiu wiejskim dawnej Alzacji. Liczne zanikające
już zresztą coraz bardziej moczydła świadczą jeszcze
o znaczeniu, jakie miały kiedyś konopie na równinie nadreńskiej.
Uprawa konopi,
rośliny jednocześnie
włókienniczej
i lekarskiej,
choć ciężka i żmudna była
silnie zakorzeniona
na wsi alzackiej. Dowodzą tego pogwarki i powiedzenia ludowe, które autor pieczołowicie
zebrał. Opisał również drobiazgowo
szczegóły
techniki uprawy w ich rozwoju historycznym oraz zdał relację z przemian gospodarczych i politycznych, które doprowadziły do tego, że uprawa konopi nad dolnym
Renem od 1778 r. (który był okresem jej szczytowego rozwoju) zaczęła stopniowo
podupadać,
aż straciła zupełnie znaczenie w 1918 r. Alzackie włókno konopne,
znane kiedyś ze swej świetności dzięki warunkom naturalnym
i wiedzy chłopów,
którzy je uprawiali - należy już dziś do przeszłości.
Praca zawiera kilka tablic statystycznych
i porównawczych
z innymi dzielnicami.
Andre Langrange, Burgundzkie
Muzeum Wina w Beaune. Sale wina, uprawy
winnej
latorośli
i rzemiosł
pomocniczych.
Katalog.
Katalog ten, opracowany przez nieżyjącego już niestrudzonego badacza wszystkich spraw, dotyczących produkcji wina, został sporządzony przez grono uczniów
i przyjaciół zmarłego, pracowników
Muzeum Wina. Katalog podaje szczegółowe
opisy eksponatów,
zgromadzonych
we wszystkich
salach muzeum, wyjaśnienia
nazw, pochodzenie i daty, informacje typu administracyjnego
(porządkowego). Całość bogato ilustrowana
rysunkami
eksponatów i mapami z ich rozmieszczeniem.
Eksponaty
są zgromadzone
i opisane według typowych
cykli produkcji
wina:
cykl pierwszy, listopad - styczeń, czyli sen i przebudzenie winnicy, drugi - winobranie. Następnie
prace przy winie: winobranie,
tłoczenie, przechowywanie
w kadziach i w butelkach.
Wśród eksponatów
"rzemiosła pomocnicze" znajdują
się przedmioty, wykonywane
na przestrzeni
wieków przez różnych rzemieślników
dla potrzeb winnicy, a więc wyroby nożownicze, stolarskie, bednarskie, szklarskie,
a także dokumenty, dotyczące życia cechów bednarskich.
Zbiory muzealne obejmują także ogromny materiał dokumentalny
historyczny oraz fotografie ilustrujące wszystkie etapy pracy i czynności w winnicach.
Próbki tych dokumentów
i fotografii zamieszczono na końcu pracy.
Albert Colombet, Folklor
winnicy
i wina na Złotym
Wybrzeżu.
Praca zbiera
wszystkie elementy folkloru Złotego Wybrzeża, dotyczące winnej latorośli, winnic,
wina, winobrania, pracowników winnic itd. Kolejne rozdziały: Wino w zwyczajach
rodzinnych, szczególnie w weselach; wino w różnych okazjach "kalendarzowych";
wino w życiu codziennym; wino i winnica w literaturze
i wiedzy ludowej: folklor
uprawy winnej latorośli i winobrania;
aspekt religijny życia i ludzi winnic. Choć
bez zbyt widocznych i uroczystych manifestacji,
Złote Wybrzeże jest bardzo bogate
w tradycje i zwyczaje.

�SpraWozdania

299

i recenzje

Fran~oise Lapadu-Hargues
i Georges Henri Riviere, Wytwórnia
obrazków,
do gry, tkaniny drukowane:
problemy
ewolucji
oraz współzależności
centrów
produkcji
i stylów. Jest to studium porównawcze
tych trzech rodzajów produkcji
rękodzielniczej,
ich chronologii
i stylów, począwszy od końca średniowiecza
aż
do XIX w. Wprowadzenie
miedziorytu
spowodowało zanikanie drzeworytu,
który
utrzymywał się stosunkowo najdłużej w produkcji tkanin drukowanych.
Chwilowy
nawrót drzeworytu z końcem XVIII w. był skazany na krótkotrwałość
w związku
z gwałtownym rozwojem przemysłu i różnych innych technik reprodukcji,
wypierających stare metody rękodzielnicze.
Praca zawiera ciekawe reprodukcje
starych obrazków i kart do gry.
Gyula Ortutay, Badania nad opowieściami
ludowymi
na Węgrzech. Szkic metodologiczny.
Autor daje krótki rys historyczny
badań nad opowieścią ludową
węgierską od 1780 r. do czasów dzisiejszych. Wskazuje w szczególności te momenty,
kiedy badacze węgierscy mieli znakomite
osiągnięcia
w zakresie katalogowania
zjawisk z tej dziedziny, równocześnie
jednak przyznaje,
że obecnie Węgrzy są
opóźnieni w pracach nad aktualnym
katalogiem. Istotę pracy stanowią koncepcje
metodologiczne, dotyczące aktualnego stanu badań, wrażliwe na aspekty społeczne.
Badania nad osobowością bajarza, nad rolą zbiorowiska
słuchaczy, nad życiem
i funkcją baśni - są traktowane
jako niezbędne warunki zgłębienia zasadniczych
problemów, objawiających
się w zestawach przeciwieństw:
tradycja
i tWQrczość,
zmienność i niezmienność.
W dziale ,.Notatki i materiały"
znajdują się następujące
artykuły:
Jean Baucomont,
WyLiczanki
dziecinne;
Charles
Joisten,
Baśń o cudownym
kosiarzu
w Dauphine; Georges Henri Riviere, Piąty plan i etnologia Francji
dziedzictwo
narodowe w niebezpieczeństwze:
tradycyjny
dom chłopski; G. M. Thomas, Zwyczaje,
karty

wierzenia

i legendy

jednej

gminy

bretońskiej

widziane

poprzez

gazetkę

szkolną.

W dziale "Kronika" znajdują się obszerne sprawozdania
z życia francuskiego
towarzystwa
ludoznawczego
i towarzystw
regionalnych,
sprawozdania
z działalności muzeum etnograficznego,
z życia etnograficznego
Francji i innych krajów
oraz porozumień międzynarodowych.
Dział "Recenzje" jest bardzo obszerny. Zrecenzowano ogólem 28 tytułów; większość z nich to regionalne prace Francuzów, jest jednak kilka prac zagranicznych
(nazwiska recenzentów podano w nawiasach):
Bloch, M., Mieszanka historyczna, Paryż 1963 (R. Mandrou).
Caillard, M. M., Duval, Ph., Guillot i IVI. C. Gricourt, Poprzez Normandię
XFll
i XVIII
w., Caen 1963 (C. Pris).
Chombart de Lauve, M. J. et P. H., Kobieta w społeczeństwie,
Paryż 19!3:~
(H. Raulin).
Dorson, R. M., Buying the Wind (Kupowanie
wiatru),
Chicago i Londyn 1964
(C. Meyer).
Drouillet, J., Folklor Nivernais i Morvan. IV. Istoty fantastyczne, Charite-sur-Loire
1964 (M. Bouteiller).
Erixon, S., Wsie szwedzkie
bez reglamentacji
systematycznej,
Sztokholm
1960
(G. de Rohan-Csermak).
Faille, R., Ludowa twórczość malarska
w Cambrais,
Paryż 1964 (E. Mauriange).
Falc'hun, G., Historia
języka
bretońskiego
na podstawie
geografii
lingwistyczne]
(A. G. Haudricourt
i M. J. Brunhes-Delamarre).
Fraysse, J. i C., Jaskiniowcy
w Anjou, Cholet 1963 (M. Bouteiller).
Gottman, J., Materiały
do studiów nad strukturą
agrarną
w zachodniej
Francji,
Paryż 1964 (M. J. Brunhes-Delamarre).

�300

Sprateozdc:.nia

i

recenzje

Hultkrantz,

A., Międzynarodowy
słownik
regionalnej
etnologii
europejskiej
folk1960 (G. de Rohan-Csermak).
Kruger, F., MebLe ludowe w krajach romańskich,
Coimbra 1963.
Kuret, Niko, Gra "quantaine"
Słoweńców
w dolinie
ZiHa i jej ramy europejskie,
Ljubljana
1963 (H. Tremaud).
Lerat, S., Kraje
Adour
(Struktura
agrarna
i gospodarka
rolna),
Bordeaux 1963
(M.. J. Brunhes-Delamarre).
Louis, 1\'1., FoLklor i taniec, Paryż 1963 (V. Langevin).
Plume, Ch., Wszystko o petance ("petanque"), Paryż 1963 (H. Tremaud).
Porchnev, B., Powstania
ludowe we Francji
od 1623 do 1648, Paryż 1963 (C. Pris).
Robert, M., Koszykarze
i kaszykarstwo
w Limousin
i Mm'che od czasów najdawniejszych
do dziś, Limoges 1964 (A. Desvallees).
Scelles-Millie, J., Baśnie saharyjskie
z Souf, Paryż 1964 (G. Massignon).
Seignolle, C., DiabeLskie ewangelie według wierzeń ludowych,
Paryż 1964 (M. Boutellierl.
Tardieu, S., Zycie domowe w Mliconnais
przed uprzemysłowieniem,
Paryż 1964.
(M. L. Teneze).
Vasseur, G., Słownik
gwary
pikardzkiej
z Vimeu
(Somme),
ze szczegóLnym
uwzględnieniem
dialektu
Ni ba:;, Amiens 1963 (A. G. Haudricourt).
Vernois, P., Powieść wiejska
od George Sand do Ramuza. Jej tendencje i rozwój
(1860-1925), Paryż 1962 (R. Elion).
Vernois, P., Styl Ludowy w powieściach
wiejskich
po George Sand, Clermont-Ferrand 1963 (R. Elion).
Vigier, Ph., Szkice o podziale własności ziemskich
w rejonie
aLpeJskim, Paryż 1963
(H. Raulin).
Sztuka Ludowa Alzacji,
zbiór prac pod redakcją A. Riff, Strasbourg 1963.
Problemy
rozwoju
gospodarczego
w krajach
śródziemnomorskich,
red. J. Cuisenier,
Paris-La Haye 1963 (G. H. Riviere).
O niektórych
nowych
czasopismach
(M. L. Teneze).
W pozostałych działach czasopisma (filmoteka, dyskoteka i bibliografia) znajdujemy obszerne opisy filmów wyprodukowanych
w 1964 r., opracowane
przez
J. Tremaud, oraz nagrań płyt z lat 1963 i 1964, opracowane przez M. P. Andral.
Bibliografia
publikacji
etnograficznych,
które otrzymało
Muzeum Etnograficzne,
została podzielona na bibliografię zagraniczną i etnologię francuską. Wśród 83 tytułów zagranicznych
znalazły się dwa polskie (J. Burszta, Kultura
ludowa Wielkopolski, oraz B. Kopczyńska-Jaworska,
Gospodarcze
i społeczne podstawy
pasterstwa
tatrzańskiego,
a ponadto trzy inne, dotyczące Słowian: J. Podolak, Sposoby chowu
zwierząt
gospodarskich,
Bratysława
1962; Z. Rudy, Etnosocjologia
ludów Związku
Radzieckiego,
Monachium 1962; J. Schutz, Volksmdrchen
aus Jugoslawien,
Diisseldorf-Cologne
1960.
Loru.

I, Kopenhaga

Jadwiga

FLasi1l,ska

Franciszek Klonowski, Drewniane
budownictwo
Ludowe na Mazurach
i Warmit.
Wyd. "Pojezierze",
Olsztyn 1965, s. 247, ryc. 159, tabl. III, map 12. StreszczeDle
w języku angielskim.
Głównym celem wyżej wzmiankowanej
pracy w ujęciu autora jest "rozwój
drewnianego budownictwa wiejskiego na Mazurach i południowej Warmii, terenach
skolonizowanych
w przeszłości wyłącznie przez polski element osadniczy".
Zakres przestrzenny pracy (przedstawiony
na mapce 10, s. 51) obejmuje środkową oraz południowo-wschodnią
część ziem obecnego woj. olsztyńskiego wraz

�Sprawozdania

i recenzje

301

z trzema powiatami mazurskimi,
wchodzącymi
od 1954 r. w skład woj. białostockiego (ełcki, gołdapski i olecki). Poza zasięgiem badań autora znalazły się: północna Warmia, Powiśle i Lubawskie.
Praca składa się z 3 rozdziałów: I. Części składowe chałupy; II. Rozplanowanie
wnętrza chałupy; III. Wierzenia i przesądy, związ:ane z budową chałupy; z przedmowy i wstępu pióra autora, zawierającego
opis dotychczasowego
stanu badań,
podstawowe
składniki
środowiska
geograficznego,
historii
osadnictwa,
kształtów
osiedli i zagród.
Za podstawę źródłową posłużyły autorowi uzyskane w terenie wyniki badall
etnograficznych
z lat 1953-1960 w czasie których przebadał autor około 800 obiektów budownictwa
drewnianego,
uzupełniając
wyniki badań poszukiwaniami
archiwalnymi. W badaniach
terenowych
posługiwał
się autor "Kwestionariuszem
nad
budownictwem
wiejskim", opracowanym
przez prof. dr J. Gajka i korzystał z materiału
naukowego
w tym zakresie,
znajdującego
się w Zak~adzie Etnografii
IHKIVIPAN we Wroclawiu.
W pracy autor starał się odpowiedzieć na następujące
problemy: 1. Wykazanie
oryginalności
form architektury
i ciesiołki wiejskiej
na Mazurach
i Warmii;
2. Ukazanie specyficznych
cech tego budownictwa
na tle rozwoju
dziejowego
obu regionów; 3. Ustalenie klasyfikacji
typologicznej
chałup wiejskich oraz różni~
lokalnych; 4. Przedstawienie
oceny wkładu kulturowego
elementu polskiego w procesie kształtowania
się form budownictwa
ludowego; 5. Krytyczne ustosunkowanie
się dotychczasowego
stanu badań w tym zakresie.
Autor zwrócił uwagę na potrzebę badania tradycyjnego
budownictwa
ludowego na Mazurach i Warmii, bowiem jak ustalił to, ziemie te już od najdawniejszych czasów były terenem krzyżujących
się wpływów i oddziaływań:
mazowieckich, chełmińskich, kurpiowskich,
bialoruskich,
litewskich, jak również niemieckich
oddziaływań kulturowych
przenikających
tu zwłaszcza z ziem północnych dawnych
Prus Wschodnich. W związku z tym Fr. Klonowski starał się uzasadnić rozmiary
tych ostatnich wpływów.
Ważnymi osiągnięciami
autora są ustalenia fachowe w zakresie ważniejszych
odmian składowych części badanych chałup (konstrukcja
ścian i ich geneza, drzwi
i okna, szeroki komin czyli "czarna kuchnia",
deskowanie
szczytów, dach i podłoga, rozplanowanie
chałup), ustalenia w zakresie typologii występujących
odmian
budownictwa
podcieniowego
oraz ustalenia
form budownictwa
w zakresie rozwarstwienia
stanowego (chałupy chłopów, zagrodników
i chałupników).
W zakresie konstrukcji
ścian i ich genezy, autor wyszedł od ustaleń współczesnych w oparciu o natężenie ilościowego występowania
obiektów drewnianych
w terenie. Wskazał przy tym na występujące
bogactwo architektonicznych
form
konstrukcji
ściany nie spotykanych
na ziemiach północnej Polski, a także w kraju
macierzystym, którym dla badanych terenów było Mazowsze.
Autor wskazał, iż specyfiką w zakresie budownictwa
na badanych
terenach
jest budownictwo
podcieniowe
z przewagą
form podcienia
szczytowego,
które
pełniło tu funkcję dekoracyjną
i nie posiada obecnie większego znaczenia funkcjonalnego.
Podcienia
te wyróżniają
się jednak
zdaniem
autora
od podcieni
w budownictwie mieszkalnym Kaszub, Kujaw, ziem: dobrzyńskiej
i chełmińskiej
-ale są one jednak genetycznie z nimi spokrewnione.
Ulegały one tu różnym przekształceniom i przetrwały
w postaci reliktu dłużej niż w kraju macierzystym.
Na ziemiach środkowej i południowej Warmii wyróżnił autor następujące
typy
chałup podcieniowych:
1. Z wystawką
podcieniową;
2. Z podcieniem
naróżnym;
3. Z podcieniem szczytowym; 4. Z wnęką podcieniową.
Na s. 189-203
omówione zostały tradycyjne
chałupy zagrodników,
chałupni-

�302

SpTawozdania

recenzje

ków i wyrobników
wiejskich, zaś na s. 204-205 budownictwo
gospodarcze,
a następnie wierzenia i przesądy, związane z budową chałupy.
We wnioskach
końcowych przedstawił
Fr. Klonowski następujące
ustalenia
syntetyczne: 1. Zwartość przestrzenną
specyficznych cech budownictwa
ludowego
na badanym obszarze w stosunku do regionów sąsiednich, do których zalicza odeskowanie szczytów i ozdoby nadszczytowe; 2. Odrębność warunków historycznych,
fizjograficznych
(wielka lesistość kraju), majątkowych i społecznych w ewolucji rozwiązań technicznych; 3. Na występowanie chałup dwu i trójdzielnych z szeregiem
podtypów; 4. Na związki procesu kształtowania
się poszczególnych typów budownictwa ludowego z etnicznym charakterem
budownictwa
ludowego.
Praca Fr. Klonowskiego pomimo pewnych uchybień (np. niedoslateczny
stan
badań nad budownictwem gospodarczym i jego związku z gospodarką mieszkańców
terenu) jest ważnym indywidualnym
osiągnięciem badawczym autora, tym cenniejszym, iż jako opracowanie typu monograficznego
wypełnia praca ta dotkliwa
lukę w tego typu badaniach na ziemiach północnej Polski. Nawiązuje ona jaknajsilniej do badań w tym zakresie prowadzonych w toruńskim, warszawskim i poznańskim ośrodku etnograficznym
uniwersyteckim
i stanowi przykład współpracy
badawczej z katedrami badania architektury
ludowej politechnik gdańskiej i warszawskiej.
Ryszard Kukier
A. Kwilecki, Problemy
socjologiczne
i społeczeństwo. R. X. nr 3, Poznań

Łemków
1966 r.

na

Ziemiach

Zachodnich.

Kultura

Odnotować należy ten szczególnie ważny artykuł A. Kwileckiego, stanowiący
część większego studium. Autor przystępuje w sposób prostolinijny
do omówienia
losu Łemkowskiej diaspory, temat dla etnografa pasjonujący, tak od strony teortetycznej, jak i w rozważaniach szczegółowych, dotyka bowiem problematyki
stricto
sensu etnograficznej, która często gubi się w rozważaniach na temat historii gospodarczej, historii wsi czy też w rozważaniach nad historią kultury. W pracy drukowanej w "Przeglądzie Zachodnim" (nr 4, 1964) pt. Liczebność
i rozmieszczenie
grup mniejszości
narodowej
na Ziemiach Zachodnich
autor określa wielkość grupy
Łemków na około 30-35 tys. pozostającej w Polsce i zamieszkującej obecnie w kilkudziesięciu powiatach na Ziemiach Zachodnich. Powstały stan rzeczy wpłynął na
zmianę struktury
etnicznej południowej
Małopolski stwarzając
nowe możliwości
dla polskich grup góralskich i laskich. Tematykę tę podjął od strony etnograficznej
ponownie R. Reinfuss (1962) i K. Marczakowa.
Kwilecki skoncentrował
swoją uwagę na ~połecznych problemach
Łemków
jako grupy mniejszościowej, a więc na ich sprawach życiowych, świadomości etnicznej i stanowiska środowiska polskiego, a także na ich wewnętrzne przeobrażenia
społeczne i kulturalne.
Autor prowadził swoje badania w latach 1958~-1959 we wsiach województwa
zielonogórskiego
i koszalińskiego,
tam gdzie stosunkowo silniejsze są te grupy
a równocześnie istnieje możliwość napięć, tak wśród Łemków, jak i ludności polskiej. Autor słusznie zauważył, że siła i jakość tych napięć jest różna między
Łemkami i ludnością polską miejscową a repatriantami
np. z Podhala czy Polesia.
Zaobserwowane
procesy oświetlone są wielostronnie,
autor uogólnia je na całą
diasporę łemkowską.
Autor podkreśla, że do II wojny światowej Łemkowie stanowili zwartą grupc
etniczną co przejawiało się w ich dialekcie, kulturze i religii i stanowiło o dużym
poczuciu odrębności kulturalnej.
To prawda - ale sądzę, że autor nie dość do-

�Sprawozdania

303

i recenzje

kładnie rozpatrzył iż towarzyszyła
temu chwiejność świadomości etnicznej, skłaniająca się w różnych kierunkach,
zależnie od koniunktur
politycznych
i ekonomicznych. I tak zaznaczały się związki z narodowym
ruchem ukraińskim,
nie
brak było orientacji
staroruskich,
prapolskich
a nawet lokalnego autonomizmu.
Natomiast
z własnych
obserwacji
musiałbym
stwierdzić,
że autor trafnie
ujął
proces adaptacji
i rozluźniania
się więzi kulturowo-etnicznych,
wskazując
nierównomierny
przebieg ich w poszczególnych skupiskach i wsiach a nawet w poszczególnych klasach wieku. Współczesne przemiany, industrializacja
i urbanizacja
w całej Polsce rozluźnia również dawne więzi sąsiedzko-towarzyskie,
a nawet
rodzinne, nic więc dziwnego, że dotyka również i ludność łemkowską,
przyśpieszając procesy adaptacyjne.
W oparciu o literaturę
przedmiotu określa autor różne formy adaptacji
kulturowej, ekonomicznej
i społecznej.
Uważa on, że najszybciej
przychodzi proces
adaptacji
ekonomicznej.
Na odcinku kultury
zaobserwował
przejawy
adaptacji
czynnej a więc próby wyciskania na otoczeniu swego piętna, na dawaniu mu cech
swojskich. Szkoda jednak, że autor podał mało faktów na poparcie tej tezy.
W sumie jest on skłonny uznać, że skutkiem dużego przemieszania
się grup etnicznych na Ziemiach Zachodnich zaistniał swego rodzaju "pluralizm
kulturowy".
Proces stabilizacji Łemków nie przebiega równomiernie,
sądzę, że decydujące
znaczenie mają klasy wieku i że tęsknota za dawnym miejscem osiedlenia jest
zależna nie tylko od klasy wieku, ale i od sytuacji społeczno-ekonomicznej
rodziny.
W części poświęconej świadomości etnicznej Łemków ujęcia autora są skrótowe,
nie przedstawiają
faktów, natomiast
zastąpić ją ma formuła "dualizmu narodowego", przyjęta za R. Michelsem (Zur historischen
AnaLyse des Patriotismus.
Archiv
fUr Sozialwissenschaft
und Sozialpolitik. Tiibingen 1931). Rozproszenie obok warunków ekonomicznych,
szkoła i współżycie różnych grup poprzez małżeństwa
mieszane tworzą klimat dla postępującej
asymilacji,
mimo początkowych
tendencji
do izolowania się.
Charakteryzując
artykuł A. Kwileckiego należy podkreślić, że dominują w nim
rozważania teoretyczne nad definicjami różnych zjawisk a oczekiwania teoretyczne
konfrontuje on z obserwacjami
terenowymi. Szkoda, że jest ich tak mało.
JG

Adam Grzymala-Siedlecki,
Stojedenaście
z lat 1942-1943.
Wyd. Literackie, Kraków

dni

Letargu.

Wspomnienia

z

Pawiaka

1965.

W książce A. Grzymały-Siedleckiego
na s. 153---4 oraz 198 znajdują się wartościowe wspomnienia o profesorze Stanisławie
P o n i a t o w s k i m, które pogłębiają wiadomości o Nim z końcowego, a tak tragicznego okresu Jego życia. Już we
wspomnieniu pióra E. Bulandy, poświęconemu pamięci Wielkiego Etnologa, a drukowanym w XXXVI t. "Ludu" tuż po zakończeniu II wojny światowej była zawarta informacja o tragicznym losie S. Poniatowskiego
- warto też przypomnieć
i inne pozycje, opublikowane
w "Ludzie", a także znajdujące
się w Archiwum
PTL.l
1 Stanislaw
P O n l a t o w s k i ogłaszał
na lamach
"Ludu"
do 1939 r. swoje prace w następujących
tomach:
XXI, XXIII,
XXV, XXVI, XXXVII,
XXXVIII,
L; szczegółowa
bibliografia
znajduje
się w XL t. "Ludu",
s. 1062. W tomach
powojennych
zostały
ogłoszone:
E. B u ł a n d a, Pamięci
wybitnego
etnologa polskiego Prof. dra Stanisława Poniatowskiego.
Lud, t. XXXVI, s. 19-32.
S. P o n i a t o w s k i,
Mahavrata.
Lud,
t. XXXVI,
s. 107-134.

�304

Sprawozdania

i recenzje

Wspomnienia
Grzymały-Siedleckiego
zasługują na dosłowne ich przytoczenie:
"Nie bez wzruszenia
zabieram się do wspomnień o profesorze Poniatowskim.
Niedługie było nasze wspólne w więzieniu przebywanie,
a jednak tak zbliżyliśmy
się, tyleśmy sobie mieli wzajemnie
do powiedzenia
i tyleśmy sobie powiedzieli,
że gdy od nas odchodził na oddział, żegnaliśmy się jak naj dawniejsi przyjaciele.
Zesłano go potem do Majdanka, przez dłuższy czas dochodziły wieści, że się dobrze
trzyma. Z Majdanka przewieziono go do Litomierzyc, gdzie żywota dokonał.
Profesor Stanisław Poniatowski
na Pawiak dostał się przez przypadek, powiedzieć by można: w nocy przybywa doń gestapo i z pierwszych już pytań jasne.
że zaszli tutaj przez pomyłkę, bo szukają Juliusza Poniatowskiego,
byłego ministra
rolnictwa;
sprawa się wyjaśnia, przepraszają
za najście, tylko jeszcze _._-niejako
z amatorstwa,
czy nawyku - chcą odbyć rewizję: "Pan profesor rozumie: skoro
już u pana jesteśmy" ... No i na półkach wśród innych druków komplet konspiracyjnych gazetek, z pedanterią,
po profesorsku
ułożonych! Profesor etnologii powędrował na Pawiak, przebywa z nami, spędza czas jak najczynniei,
organizuje
nam wykłady, seminaria,
odczyty, dyskusje, colloquia, niemal egzaminy ...".
A dalej na s. 198 wspomnienia:
"Już w pierwszych rozdziałach pisałem o wdzięku narratorskim
rektora Michałowicza. Obecnie po cyklu wykładów profesora Poniatowskiego
zestawiam sobie
te dwa talenty popularyzatorskie.
Jakaż różnica w sposobach, w gatunkach wypowiadania
się. Michałowicz to rektor dawnej szkoły szkoły, powiedziałbym:
salonowej, przyzwyczajony
do głoszenia prawd w gronach "panów szanownych
i pięknych pań" - z wyszukaną umiejętnością
dba więc o to, by audytorium nie
przeciążyć natłokiem
uczoności, by fragmenty
serio przegrodzić anegdotą, wspomnieniem, dowcipem. I cały jego kunszt polega na tym, że z tych różnorodnych
elementów lepi się całość logiczna i konstruktywna.
- Profesor Poniatowski mówi
już do ludzi nowej, demokratycznej
epoki, do jednostek, miłujących trud w myśleniu, niechętnych
ozdobom stylistycznym
i dygresjom,
w jego wykładzie jest
bezwiedna skłonność do metod matematycznych,
nie do beletrystyki,
jak u profesora Michałowicza. I nie ma większej przyjemności,
jak słuchać ich obu
systemem płodozmianowym:
raz jednego, zaraz potem drugiego.
Magnificencja
lubi wykładać, to niewątpliwie
(profesor Poniatowski
również),
chętnie nawet wsłuchiwał
się kiedyś w swoje mówienie, ale tutaj na Pawiaku
przemawia nie tylko z tych powodów".
JG

stanisław Helsztyński Wśród swoich i obcych w USA. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Warszawa 1966.
W ciekawej książce reportażowej
S. Helsztyńskiego
można znaleźć niejedml
',vażną dla etnografa
informację
o emigracji
polskiej w USA jak chociażby
wzmianka o badaniach wpływu języka angielskiego na język polskich emigrantów,
lub ciekawe i bystre charakterystyki
modelu życia amerykańskiego.
Znajdujemy
w niej na s. 159 następującą
relację: "Również profesor Stith Thompson, staruszek
Tenże,
Fakty etnologiczne
i metody ich badań. Lud, t. XXXVII,
s. 32 - 68. Tenże,
Zagadn;~nie paralelizacji
kuHur paLeolitycznych
z kulturami
etnologicznymi.
Lud, t. XXXV'III,
s. 28 - 34.
Tenże,
Dziennik
wyprawy
(do kraju
Goldów i Oroczonów w 1914 r.). Lud,
t. L, s. 7 - L20.
Wstęp
od Redakcji.
Wstęp
do Dziennika
opr. B. H e i d e n r e i c h. F. Wok
r oj.
Ludno,;c
nadamurska
w świetle antropologicznych
materiałów
S. Poniatowskiego.
Lud, t. L, s. 121 - 190.
J. G l i n k a, Somatoskopia
i somatotypologia
(konstytucjonalna)
grup nadam,ursklej
lUr!·
ności GoLdów i Oroczonów. Lud,
t. L, s. 191 - 230. Materiały
S. Poniatowskiego
gromadzone
do różnych
Jego
prac
znajdują
się w archiwum
naukowym
Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
pod
numerami
inw:
236, 237, 240 - 245, 247 - 284, 286 - 291, 293, 295 - 312, 361 - 362,
267 - 376, 824, 881 - 886, 491, 601. JG

�SpraWozdania

305

i recenzje

osiemdziesięciopięcioletni,
emeryt,
pracownię z kartotekami
wątków
gościu, wyraził chęć poznania go.
ciel w licznych ośrodkach, ogłosił
Indian,
co przyniosło mu rozgłos
wość zebrania i wydania w sześciu

lecz nadal mający
w BallantineHall
swoją
i podań ludowych, dowiedziawszy
się o polskim
Pochodzący z Bloomington
unitarianin,
nauczyw roku 1929 Opowieści
pólnocnoamerykańskich
i katedrę, a przede wszystkim stworzyło możlitomach wielkiej publikacji pt. Indeks motywów
literatury
folklorystycznej
0932-1936)
i uzupełnienia
tego zbioru w dwadzieścia
trzy lata później. Zaznajamiając
mnie ze swymi materiałami,
uszeregowanymi
w segregatorach,
wspomniał prace profesora Juliana Krzyżanowskiego,
z których
korzystał pracując nad swymi światowej
już dzisiaj sławy zbiorami".
Przy tej okazji warto nadmienić,
że Systematyka
baśni J. K r z y ż a n o ws k i e g o odbiega nieco od klucza S. Thompsona,
jak też i prac wcześniejszych
A. Arnego. Dyskusja na ten temat znalazła odbicie we Wstępie autora do w.W. pozycji.
Ciekawe są również dla etnografa notatki o badaniach w chicagowskim ośrodku
nad zmianami języka polskiego w środowisku
amerykańskim,
co znalazło swój
\vyraz w pracy habilitacyjnej
F. Lyry, The American
English
Polish Contakt
on
the Philological
Level of Polish. Na marginesie
warto zaznaczyć, że i w Anglii
zostały przeprowadzone
podobne badania przez Janinę Pilatową, uczennicę profesora
Tadeusza Lehra-Spławińskiego.
JG

Z. Nożyńska,
w Poznaniu,

O wartości i celowości
z. 11, 1965, s. 223-238.

badai~ przeżytków.

Roczniki

Naukowe

WSWF

Według poglądów J. st. Bystronia
i E. Piaseckiego
tradycyjne
zabawy dziecięce zawierają pewne elementy taneczne świata dorosłych z dawniejszych
epok.
Wykazują one cechy przeżytków.
Zrąb ruchowy tych zabaw zdaje się być starszy
i wykazuje
większą stalość, aniżeli treść słowna, pojęciowa,
dolączona
często
znacznie później.
Autorka dokonuje analizy niektórych materiałów
z zakresu zabaw dziecięcych,
zebranych przez E. Piaseckiego.
Okazuje się, że procentowo
duża ilość zaba IV
wyrażnie nawiązuje
do formy tanecznej
korowodów
(kolistych, rzędowych,
szeregowych) szeroko znanych w okresie średniowiecza
również na terenie Polski.
Inne grupy zabaw wykazują przeżytki obrzędowe, magiczne i demonologiczne.
W dalszym ciągu artykułu
autorka
podkreśla
rolę tego rodzaju materiałów
w pracach nad rekonstrukcją
wyglądu dawnych form tanecznych,
zvvłaszcza ze
względu na brak innej dostatecznej
dokumentacji
w dawnych źródłach pisanych
czy ikonograficznych.
Autorka zaklada m. in., że tego rodzaju analizy powinny być podejmowane
przez osoby obeznane ze źródłami historycznymi
i etnograficznymi.
Wydaje się
nam jednak, że tego rodzaju analizy mają pierwszorzędne
znaczenie szczególnie
wtedy, gdy można szeroko nawiązać do form historycznych
tańca w ogóle i przede
wszystkim do istniejącego
jeszcze folkloru tanecznego.
Roderyk

R. Jerabek, V. Frolec, D. Holy. Podluzi. Kniha o lidovem
telstvi Brno 1962, 4°, s. 196, ilustr. 141, tab!. 3. Układ
red. Jaroslava Suchomelova.
Na całość pracy składają
się następujące
regionu; Wytwory sztuki ludowej;
Widowiska
20 -

Lud,

t. LII

Lange

umeni. Krajske nakladagraficzny
Oldrich Barta,

CZęSCl: Wprowadzenie
do historii
ludowe, muzyka, pieśń i taniec

�306

Sprawozdania

i recenzje

ludowy. W zakończeniu
znajdujemy
wykaz i objaśnienia
do ilustracji
i tekstów'
folkloru ludowego, charakterystykę
metody pracy, spis ilustracji
oraz streszczenie
w językach niemieckim i rosyjskim.
Praca poświęcona jest kulturze i sztuce ludowej regionu Podluzi wchodzącego
w skład większej
jednostki
etnograficznej
tzw. Slovacka w dorzeczu Morawy
i Dyji na pograniczu
Moraw i Słowacji. Głównym ośrodkiem
gospodarczym,
administracyjnym
i usługowym, oddziaływującym
na kulturę mieszkańców regionu - jest miasto Bfeclav.
Podluzi graniczy na południu z prowincjami
dolnej Austrii, na wschodzie ze
Słowacją, na północy i na zachodzie z Mo.cavskym Valasskem i po części z tzw.
Chorvatskem.
Na północy sąsiaduje Podluzi z górską krainą Kopanice i Horni3cko,
zaś na południowym wschodzie z nizinnymi krainami Dolniacka, dolnego Horniacka,
z HradiSskem,
Brodskem,
Straznickem
i Kyjevskiem
czyli z ziemiami slowacko-walasskimi
i hanatskimi.
W genezie nazwy upatrują
autorzy charakter
fizjograficzny,
wyprowadzając
ją od "lużi" - ługi, charakterystycznych
form dla nizinnych ziem regionu południowych Moraw, bądź uzasadniając
ją na podstawie kryterium
toponomastycznego - od nazwy starej XIV-wiecznej
wsi LuZice. Do literatury
nazwa regionu
została wprowadzona
przez J. Komenskeho,
zaś w postaci Podluzaci zanotowana
w 1708 r. przez Fr. Dostała. W XVIII wieku Podłuzi obejmowało ponad 70 wsi,
obecnie zaś zaledwie kilkanaście
wsi, bowiem utraciło ono znaczną przestrzeń
na styku dolno-austriackim
na skutek oddziaływania
XVIII i XIX-wiecznych
procesów germanizacyjnych.
W słowie wstępnym
autorzy zgodnie stwierdzają,
iż region Podluzi i jego
mieszkańcy
spośród ziem południowo
morawskich
wyróżniają
się wielkim bogactwem sztuki ludowej, rozwijającej
się w pełni po dzień dzisiejszy. Podobnie
zresztą do naj starszych
reliktów
zaliczają tradycyjne
ornamentowanie
malarskic
chałup, bogactwo haftu łudowego na ubiorach .świątecznych, które jeszcze w początkach
XIX w. oddziaływały
na zniemczoną
ludność pogranicza
morawsko-dolnoaustriackiego
i były dowodem silnej ekspansji
kulturowej
Podluzi'aków.
Z innych tradycyjnych,
a zanikających
już dziś obecnie zajęć wymieniają
autorzy
tkactwo, rybołówstwo ogarnięte do XV wieku niemieckimi wpływami ustrojowymi,
z których wyodrębniły
się w czasie późniejszym ustroje rodzime, a także obróbkę
drewna. Od dawna mieszkańcy Podluzi zajmowali się rolnictwem, zwlaszcza uprawą winnej
latorośli
oraz przetwórstwerp.
winogrona,
po których
to zajęciach
pozostały do dziś zabytkowe tzw. winnickie budy i łisy, w których tłoczono owoce
winnej latorośli. W górzystej
części Podluzi rozwinięta
byla hodowla zwierząt
domowych, bowiem jeszcze w okresie międzywojennym
wiele wsi wypasało zwierzęta na naturalnych
pastwiskach.
Przetrwała
do początkowego
okresu międzywojennego
instytucja
wspólnych
pastwisk i pasterzy gromadzkich.
Na przełomie XIX i XX wieku do coraz większego znaczenia dochodziły dwa
ośrodki małomiasteczkowe
Bfeclav
i Hodonin,
które zaczęły przekształcać
się
w ośrodki przemysłowe,
narazie
dostosowane
do potrzeb
lokalnych.
Powstały
w nich zakłady przemysłu przetwórczego,
jak np.: cegielnie, cukrownie, przetwórnie
tytoniu. browary, młyny, tartaki,
które poprzez swe ekonomiczne
oddziaływanie
przyspieszyły
u schyłku XIX wieku wstępne procesy industrializacyjne.
Dalsze
przeobrażenia
industrializacyjne
miały tu miejsce w dwudziestoleciu
międzywojennym, przede wszystkim zaś w latach 1952-1960 i związane były tu one z procesem socjalistycznej
przebudowy
wsi i gospodarki narodowej.
Omawiana publikacja
jest wynikiem współpracy
kilku etnografów
uniwersyteckiego ośrodka etnograficznego
na Uniwersytecie
J. Purkyne
w Brnie i jest

�Sprawozdania

i

307

recenzje

efektem ujęcia monograficznego
kompleksowego. W związku z tym autorzy ustrzegli się przeceny wybranych dziedzin sztuki ludowej Podluzi i dokonywania
analiz
abstrakcyjnych.
Korzystali
w szerokim zakresie z materiałów,
nagromadzonych
w muzeach Moraw i Słowacji, jak również z tekstów z zakresu folkloru ludowego.
Monografia ta o niewątpliwych
wartościach
naukowych
w bardzo przystępny sposób naświetla podstawowe problemy etnograficzne
Podluzi. W sposobie
jej ujęcia uwidacznia się w pełni pasja popularyzatorska
wzmiankowanego
zespołu
autorskiego i redakcyjnego.
Uwagę czytelnika
zwraca przewaga
materiału
ilustracyjnego
nad tekstem,
doskonały wybór ilustracji
popularyzujących
w należyty sposób wiedzę o tym
regionie. Z tego względu praca spełnia podstawowe
zadanie komunikatywności
w szerszych warstwach społeczeństwa Moraw, bowiem wypełnia w dotychczasowej
literaturze
dotkliwą
luk&lt;; jeśli chodzi o badanie
pogranicza
morawsko-dolnoaustriackiego.
Ryszard Kukier
Magdalena Stehlikova. Ludove
zdobene
1966, stron 136 oraz 101 fotografii.

ptachty.

Stredoslovenskć

Vydavatelstvo

Wydana pozycja jest czwartą z kolei w serii "Narodopisne zbierky Slovenskćho
narodneho muzea v Martine a muzei na Slovensku". Otwiera ona cykl publikacji
zbiorów ludowych tekstyliów. W oparciu o eksponaty słowackich muzeów i muzeum
w Pradze tworzy wyczerpujący katalog zdobionych chust-płach et ludowych, głównie
tzw. "kutnic", czyli zasłon odgradzających
posłanie położnicy, stojące w jednym
kącie, od pozostałej części izby i reszty domowników. Poza wstępem omawiającym
pokrótce formy, funkcje i zdobnictwo chust-płachet
(nakryć, zasłon), rozmieszczenie
ozdób, rodzaje motywów występujących
na brzegach, motywy wstawek siatkowych,
zawiera dwie mapki: jedna uwzględniająca rozmieszczenie technik zdobniczych, druga - występowanie chust-płachet
na Słowacji; nadto jest tutaj jeszcze tłumaczenie
w języku niemieckim, przypisy, literatura,
katalog 1435 eksponatów, indeks miejscowości, indeks muzeów, spis treści i część ilustracyjna
obejmująca 101 fotografii.
W swoim opracowaniu
autorka
kierowała
się chęcią zaprezentowania
form
i funkcji tekstyliów, których tradycje przechowały
się w kulturze ludowej najlepiej i posiadają najstarsze zachowane przykłady. Uwzględniając
wszelkie możliwe
okazy muzealne stworzyła zbiór mogący ułatwić porównanie
tego typu materiałów, określenie ich charakteru
regionalnego,
zbadanie historycznych
zmienności
funkcji, technik zdobniczych i ornamentów. Katalog ma zobrazować również różne
techniki tekstylne. W tej formie dużych chust-płach et jedno- dwu- trój- i pięciodzielnych (tzn. zeszytych z poszczególnych szerokości płótna) miały one zastosowanie w odzieży dla ochrony przed zimnem, w pościeli jako prześcieradła
i nakrycia, oraz jako zasłony nie pozbawione także znaczenia obrzędowego, np. przy
narodzeniu dziecka (o czym wyżej), wywodzie, czy śmierci; nierzadko darowywano
je również kościołowi jako obrusy na ołtarz lub antepedia.
Chusty noszone przez kobiety były przeważnie z dwu szerokości (używano ich
też do noszenia ciężaru na plecach) i zdobione jectynie na szwach i krótszych
brzegach nieznacznym
wyszyciem, koronką, tasiemką, czy przetykaniem.
Płachty
pościelowe były niezdobione, natomiast "kutnice" bogato wyszywane, co pozostawało w związku z funkcją magiczną, jaką odgrywały w zwyczajach rodzinnych.
Jedne były wyszywane na biało, z mereżką i koronką, inne czerwoną bawełną
ściegami typu liczonego, zwłaszcza krzyżykowym-zwykłym-poziomym,
krzyżykowym warkoczykowym,
półkrzyżykami,
ściegiem kwadratowo-konturowym,
płaskimi. Stosowano
także przetykanie,
aplikacje,
a w koronkach
robotę siatkową,

�30S

SpraWozdania

i recenzje

klockową
i maszynową.
Motywy były geometryczne,
roślinne
i figuralne.
Najstarsze tego rodzaju przykłady
przetrwały
z XVII i XVIII w., najwięcej
zaś
z XIX w. Tradycja "kutnic" dotrwała mniej więcej do lat trzydziestych
bieżącego
wieku.
Katalog zawiera zestaw "kutnic", chust i antepediów
według technik zdobniczych w następującej
kolejności: mereżki i obrębianie, koronki szyte, siatki, hafty
płaskie i konturowe liczone, hafty płaskie uzupełnione innymi, hafty krzyżykowe,
hafty swobodne nieliczone, hafty pełne, wyciąganie
nici, hafty różnych technik
typu liczonego i nieliczonego,
aplikacje, przetykania,
koronki klockowe, techniki
maszynowe.
Przyjęcie takiego podziału nie wydaje się słuszne, gdyż w większości przykładów stosowano różne techniki. Tym samym nie ma się jasnego obrazu i zainteresowany
musi i tak przejrzeć całość, aby wybrać dla siebie to, co go w tej
dziedzinie zajmuje. Bardziej słuszna byłaby chyba typologia według rozmieszczenia zdobin, jaką autorka przedstaw.iła na rycinie (str. 10-11).
Mogło by to rzutować na genezę niektórych
technik, rozwój ornamentu
i kompozycji, genezę bądź
historyczną
zmienność funkcji wytworu
i jego zdobin. Można też było przyjąć
układ chronologiczny.
Katalog tego typu jako pełny zbiór zabytków winien być
możliwie
wiernym
dokumentem
powyższych
treści. Rzucone na mapę według
obranego kryterium,
jak to zrobiono na mapie nr 2, stanowiłyby
podstawę do
szerszych wniosków. Załować należy, że autorka zadając sobie tyle trudu w opracowaniu materiału
podała w opisach za mało szczegółów, np. co do budowy
i kompozycji ornamentu
oraz kompozycji barw. Sytuację ratują podane na końcu
fotografie,
aczkolwiek
ich ilość jest znikoma w stosunku
do całości opisal'lych
eksponatów.
Tym niemniej
praca zasługuje
na uwagę zwłaszcza badaczy zdobnictwa strojów i tkanin. Jako pełny zbiór daje obraz stosowanych technik zdobniczych i ich zasięgu (mapa nr l), a uwzględniając
daty powstania okazów umiejscawia je również w czasie. Gdyby większość muzeów podjęła tego typu edycje,
byłyby one nie tylko cennym źródłem dla różnego rodzaju
badan, ::lIe tak:;e
materiałem
dla syntezy kultury ludowej.
Barbara.

B. S. Butnik-Siwjerskij.
wydawnictwo
"Naukowa

Ukrainskje

dumka",

radjanskje

narodnje

stron 220, ilustracji

mistjectwo.

121, kolorowych

Bazietich

Kijw 1966,
tablic 7.

Pod auspicjami
instytutu
sztuki, folkloru
i etnografii
im. M. T. Rilskiego
Akademii
Nauk Ukraińskiej
SRR ukazała
się w Kijowie w 1966 r. książka
B. S. Butnika-Siwjerskiego
"Sztuka ludowa Radzieckiej Ukrainy". Jest to obszerna
publikacja,
w której autor nie tyko poddaje krytycznej
ocenie opracowania. jakie
do tej pory się ukazały, charakteryzujące
dorobek i stan twórczości
ludowej
w okresie po Rewolucji Pażdziernikowej,
ale także omawia szczegółowo warunld
oraz wydarzenia
i procesy historyczno-ideologiczne
i gospodarcze,
jakie w tym
okresie do 1965 r. zaszły na terenie Związku Radzieckiego i USRR, a które oddziałały również i na ludową twórczość artystyczną.
Zdaniem autora nikt do tej pory nie pokusił się nawet o wyjaśnienie
samego
pojęcia "sowiecka sztuka ludowa". W dotychczasowych
opracowaniach
wprawdzie
pełno jest opisów i stwierdzeń, że sztuka łudowa za czasó\v sowicc:kich wzbogaciia
się, polepszyła, rozwinęła
i dostosowała
do współczesnej
tematyki
i potrzeb, że
twórczość
ukraińska
głęboko tradycyjna
w swej osnowie wkroczyła
w nowe
stadium, że jest ściśle związana z rodzimymi, gospodarczymi
i życiowymi warunkami mieszkańców
wsi, brak w tym jednak uzasadniającej
dokumentacji.
Stąd

�Sprawozdania

i recenzje

309

więc w dotychczasowych
wnioskach wynikły pierwsze pomyłki. Twierdzono bowiem,
że twórczość ludowa w formie utylitarnej,
użytkowej,
przeznaczona
tylko dla
pewnego środowiska
i konkretnego
czasu stała się zalegalizowana,
przetworzona
i obowiązująca
poza czasem i poza środowiskiem.
Nastąpiło
przemieszanie
jej
treści i znaczenia, co doprowadziło
np. do zatarcia się symboliki wymowy ornamentu itp.
Twórczość ludowa sowieckiej
Ukrainy biegła po Wielkiej Rewolucji
dwoma
torami. Z jednej strony rozwijały się i udoskonalały
formy twórczości utylitarnej
(tkactwo, garncarstwo),
przy czym w tych formach użytkowych
wzmacniały
się
dekoracyjne
elementy, z drugiej strony w dwudziestych
latach poczyna się rozwijać cała gama form ludowej twórczości spełniających
wyłącznie funkcję
estetyczną (na ścienne malowidła,
małe formy w rzeźbie i garncarstwie,
malarstwo
i grafika). To też zaczęto wszystko wartościować
według znaczenia estetycznego,
a dopiero potem funkcjonalnego.
Nie dziw zatem, że fachowa literatura
40-50 lat
miała prawie wyłącznie charakter
albumowy. Twierdzono, że sztuka ludowa przeżywa okres upadku, gdyż nie znajdowano
w niej innych form i treści poza tradycyjnymi.
Z takimi
poglądami
spotkać
się było można jeszcze na naradzie
w 1961 r. Instytutu
Etnografii
AN ZSRH w Moskwie przedstawiającej
wyniki
badań za miniony okres. Referowane tam materiały datowane na XVIII i początek
XIX w. dowodziły, że w dotychczasowych
badaniach
nie było miejsca dla twórczości współczesnej.
Analogiczny
pogląd panował i na Ukrainie,
czego dowodem
wielki album "Sztuka ludowa Ukrainy",
gdzie na 260 tablic tylko 25 dotyczyło
twórczości okresu socjalizmu.
Autor krytykuje
pogląd zawarty
w wypowiedzi
Je. Spaskiej, że sztuka ludowa jest twórczością
stałą, kolektywną,
anonimową,
bez jaskrawych
przejawów
indywidualności
i postępu. W tych i temu podobnych
teoriach szukano bowiem poparcia dla dawnych czasów. A to z kolei doprowadzało
do błędnego rozumienia
tradycji
i nowatorstwa
oraz do pojawienia
się bezsensownego twierdzenia,
że "wytwory
sztuki ludowej nie wchodzą w krąg współczesności".
Sztuka ludowa związana jest ściśle z życiem narodu i równocześnie
z jego
zmianami
zmienia
się sztuka.
Jedne
formy
przechodzą
w drugie
dostosowując się do aktualnych
potrzeb. Tak np. za czasów sowieckich
zaznaczają
się
największe
i najgłębsze
zmiany w chłopskim życiu w związku z przejściem
do
kolektywizacji,
co szło w parze z rozwojem ekonomicznym.
To też każda próba
umieszczenia
sztuki ludowej poza historią lub na jej ogonie może doprowadzić
tylko do dwóch ewentualności:
albo ograniczy się ją do opisów bez wyjaśnienia
przyczyn zachodzących w niej zmian, albo do czystej analizy wytworów bez próby
wyjaśnienia,
jakie miejsce zajmują
one w rozwoju kultury.
W latach 40-tych
bieżącego wieku starano
się zsynchronizować
rozwój twórczości
z warunkami
ekonomicznymi
i politycznymi,
natomiast w 50-tych zwracano uwagę na specyfikę
twórczą regionu. Pierwszy okres od 1917 do 1920 r. był dla twórców pełen wątpliwości, a drugi, który się rozpoczynał w 1921 r. (w związku z przejściem Ukrainy
na nowy tor ekonomiczny)
wykazywał
różne tendencje.
Żądania twórców doprowadziły w końcu w 1932 r. do I Wszechzwiązkowego
Zjazdu pisarzy, gdzie ogłoszono
metodę socjalistycznego
realizmu jako osnowę twórczej pracy radzieckich artystów
na nowym etapie. Nie dało to jednak konkretnych
rezultatów,
a póżniejsza analiza
wykazała, że wszystkie dziedziny twórczości weszły na tę samą drogę rozwoju
podporządkowując
się schematycznie
naczelnym
założeniom
socjalizmu.
Wychodząc
z założenia,
że sztuka
ludowa
związana
jest w dużej mierze
z życiem, a życie narodu zmienia się w zależności od podstaw ekonomicznych,
politycznych
i czynników
kulturalnych
można jej rozwój ująć w następujące

�310

Sprawozdania

i

recenzje

historyczne
ramy czasowe: 1) od wybuchu Rewolucji do zakończenia
I wojny
(1917-1920); 2) początki budowy socjalizmu do zakończenia kolektywizacji
gospodarstw rolnych (1921-1932); 3) okres rozwoju socjalizmu we wszystkich dziedzinach w czasie do II wojny (1932-1941); 4) od napadu Niemców do zakończenia
wojny 0941-1945); 5) okres odbudowy powojennej
0945-1953); 6) okres zakończenia budowy socjalizmu i wejście ZSRR w budowę komunizmu (1953-1965).
Zmiany ekonomiczne pociągnęły za sobą napływ towarów fabrycznych w tym
też fabrycznych
wyrobów artystycznych.
Sztuka ludowa działała pierwotnie
na
zasadzie indywidualnej,
prywatnej
wytwórczości.
To też okres kolektywizacji
gospodarstw
wiejskich
w połączeniu z kolektywizacją
poszczególnych
dziedzin
twórczości był ze wszechmiar nową formą. Pociągnęło to za sobą powstanie wytworów, jakie nie mogły by się rozwinąć w kapitałiźmie;
wzrasta też twórczość
indywidualna
o wąskich gałęziach specjalizacji.
Ale ostatnia wojna zahamowała
dalszy rozwój tych form.
Przykłady rozwoju twórczości ludowej w okresach wymienionych etapów historycznych można dostrzec w każdej dziedzinie, choć pozornie nie są one widoczne.
Było by jednak pożyteczne przeanalizowanie,
co pozostało ze starych, tradycyjnych
form, co i dlaczego uległo zmianie, oraz uwypuklenie
nowych elementów. Ułatwiło
by to prawidłowe rozumienie sztuki ludowej i jej przejście z tradycji na nowatorstwo, oraz stwierdzenie,
jakie zachodzą związki między wytworami
artystów
ludowych a profesjonalnych.
Podając we wstępie charakterystykę
dotychczasowego stanu badań w zakresie
sowieckiej sztuki ludowej oraz drogi jej rozwoju, autor przechodzi z kolei do
omówienia jej podstaw i stanu w 20-30 latach bieżącego wieku. Przedmiotem np.
X Zjazdu RKP była artystyczno-przemysłowa
współpraca. Postanowiono
na nim
zaliczyć twórców i chałupników
do artystów
i zabezpieczyć im prawa wytwórczości włączając tym samym do wspólnoty radzieckiej.
Dalej autor omawia tradycje twórczości ludowej i sowieckiego przemysłu
artystycznego,
stan ludowej
twórczości na artystycznych
i przemysłowych
wystawach,
wreszcie poszczególne
dziedziny twórczości,
jak wyszycia, tkactwo
dekoracyjne
i kilimiarstwo,
artystyczną ceramikę, rzeźbę w drewnie i malarstwo. Nie opisuje ich jednak, ani nie
przeprowadza
analizy form i treści; podaje jedynie jak wydarzenia historyczno-polityczne
ostatnich czasów (po rewolucji) wpłynęły na kształtowanie
się działalności poszczególnych twórców i jakie przyświecały
cele organizacji tej kolektywnej działalności w latach kolejno po sobie następujących.
W socjaliźmie sztuka ludowa przestała być obiektem kapitalistycznego
wyzysku, a likwidacja różnic między wsią a miastem dała jej szerokie pole do popisu
stawiając ją na równi z twórczością profesjonalną
i torując miejsce w muzeach
nie tylko etnograficznych
i historycznych, lecz i w galeriach. Rewolucja pażdziernikowa zlikwidowała
bowiem burżuazyjny
pogląd, że sztuka ludowa jest niższego
rzędu. Dzięki działalności
Narodowego
Komisariatu
Oświaty USRR utworzono
Wszechukraiński
Komitet Umiejętności,
a w guberniach gubernialne
komitety
mające na celu opiekować się twórczością
profesjonalną
i ludową. Odtąd też
chałupnicy i rzemieślnicy nie podlegali municypacji
i mogli swe wytwory sprzedawać na mocy dekretu Wszechrosyjskiego
Centralnego Komitetu Wykonawczego.
Rozkwit ludowej sztuki w okresie budowy podstaw socjalizmu przybrał nieco
inny obrót. W 1929 r. rozpoczął się ruch kołchozowy, owładający warstwę biedniacko-średniacką,
który przeszedł w socjalną kolektywizację.
Hasło mechanizacji
i ruchu stachanowskiego
oraz masowej produkcji ogarnia też twórców. Stworzyło
to konieczność ustalenia
nowych normatywów.
Wszystkie ośrodki twórcze podporządkowano
ukraińskiej
spółdzielni
przemysłu
artystycznego,
która w latach

�Sprawozdania

311

i recenzje

1936-1941 podjęła
inicjatywę
przebudowy
dotychczasowej
organizacji
twórców
celem dalszego podniesienia ich produktywności.
Rezultatem tego było odznaczenie
prac i wytworów złotym medalem na międzynarodowej
wystawie w Paryżu. Członkami spółdzielni mogli być tylko kołchoźnicy,
ludzie nowej formacji,
z nową,
socjalistyczną
świadomością
i psychologią. Walka o podwyźszenie
jakości i produktywności pracy złamała zalążki cechowych "tajemnic". Założono wiele nowych
szkół przemysłu artystycznego
i fachowego nauczania. Dzięki temu przygotowywano nowe kadry do pracy w dziedzinie
twórczości
artystycznej,
kształcono
instruktorów.
Rozwinęła się nowa technologia
produkcji.
Twórcy profesjonalni
dostrzegli wartość i znaczenie elementów
tradycyjnych
i sami je zastosowali.
Zaznacza się więc koegzystencja
różnych wątków dekoracyjnych,
niezależnie
od
granic gubernialnych
i regionalnych.
Dzięki temu wzrasta
rozwój ukraińskiego
hafciarstwa,
dekoracyjnego
tkactwa 'i kilimiarstwa,
obróbka drewna (płaskorzeźba
i rzeżba figuralna),
garncarstwo
i malarstwo,
co pozostaje w zależności od naturalnego
środowiska
(glina, drewno). Niektóre natomiast
gałęzie twórczości zanikły, np. obróbka metalu w związku z hutnictwem
i wielkim przemysłem, pisankarstwo zaś ze względów ideologicznych. Przetrwały
jednak ich elementy i motywy
zdobnicze, które przejęto do innych technik przenosząc
je z jednego materialu
na drugi. Tak np. ornamenty pisankowe zaadoptowano w kilimiarstwie,
a metalowe
w grafice książkowej.
W procesie rozwoju wszystkich
gałęzi twórczości istnieje
możliwość przechodzenia
wątków zdobniczych z jednej dziedziny na drugą. Tym
samym mniemanie, że sztuka ludowa to tylko stare, przeżyte formy jest błędne.
Ona bowiem rozwija się i idzie naprzód z nurtem życia i jego potrzebami. Specyfika zaś regionalna przestaje być wykładnikiem
tradycji danego regionu - staje
się dorobkiem ogólnonarodowym.
Omówiona praca jest przykładem nowego spojrzenia na przyczyny zmian, jakie
zaszły w ukraińskiej
sztuce ludowej w okresie po Wielkiej Rewolucji Październikowej. Jest typowo historycznym
ujęciem faktów następujących
w czasie od 1917
do 1965 r. Etnograf próżno jednak szukał by tu opisu, czy analizy treści poszczególnych form i elementów zdobniczych oraz ich zróżnicowań w czasie i przestrzeni.
Przykłady bowiem tego rodzaju posłużyły autorowi jedynie w przypadkach
zadokumentowania
założeń ideologicznych. Szkoda jednak, że nie podaje on odbicia
tych założeń w twórczości. Widocznie nie zawsze idzie ona w parze z procesami
społeczno-ekonomicznymi
i gospodarczym:.
Utwierdzenie
bowiem w świadomości
ludzkiej nowych haseł i idei wymaga daleko więcej czasu, niż wprowadzenie
ich
praktycznie w życie.
Praca wydaje się w wielu wypadkach
dyskusyjna,
tym niemniej godna jest
uwagi, zwłaszcza ze względów metodologicznych:
marksistowsko-leninowskiej
teorii
nauk, które w swej konsekwencji winny zmierzać do budowy podstaw komunizmu.
To też starał się osiągnąć autor książki jako ostateczny cel swych zamierzeń.
Barbara

HISTORYCZNO-ETNOG RAFICZNY ATLAS
BIAŁORUSI I MOŁDA WI! *

BazieUch

UKRAINY,

Idea kartografowania
określonych
typologicznie
wytworów kulturowych
grup
etnicznych, zamieszkujących
Ukrainę została wysunięta przez V. Dobizeja i A. Metlińskiego już w 1854 r. Jednakźe realizację tego zamierzenia zaczęto dopiero po
• Opracowano na podstawie: K. G. Guslistyj, V. F. Gorlenko, J. P. Prilipko, Rabota
.atlasom ·na Ukrai ••e. Sovetskaja etnografija, nr l, 1967,s. 94- 98.

nad istorUw-etnQ.grajicukim

�312

SpraWOzdania

I recenzje

drugiej wojnie światowej,
kiedy to Ukraińskie
Muzeum Etnografii
i Przemysłu
Artystycznego
we Lwowie przystąpiło
do systematycznego
zbierania materiałów
dla potrzeb planowanego
atlasu.
W 1964 r. Oddział Etnografii
Instytutu
Sztuki, Folkloru
i Etnografii
im.
M. F. Rylskiego A. N. USRR opierając się na doświadczeniach
kolegów z Instytutu
Etnografii
im. N. N. Mikłucho-Makłaja
A. N. ZSRR, którzy wydali dotychczas
Istoriko-etnograficeskij
atŁas Sibiri i atlas Russkije, przystąpił do zbierania i systematyzowania
materiałów
etnograficznych
w celu wznowienia
prac nad Ukrainskim Istoriko-etnograficeskim
atŁasom. Podobnie jak w atlasie Russkije
zawężono
badania do trzech zasadniczych działów kultury materialnej
Ukrainy: narzędzi rolniczych, budownictwa i odzieży, przez co szereg kartogramów
obydwu atlasów, jak
można wnioskować, będzie porównywalny.
Kierownictwo
nad grupą badającą
budo';vnictvvo objął G. E. Stelmach; nad
grupą opracowującą
odzież - J. P. Prilipko, a nad badającymi narzędzia rolnicze
V. F. Gorlenko. Kierownictwo
naczelne powierzono K. G. Guslistemu.
Rok llhJ4
upłynął nad pracami wstępnymi. Zaznajomiono
się wówczas z pracami nad atlasami etnograficznymi
radzieckimi
i zagranicznymi,
opracowano
kwestionariusz,
przebadano niektóre muzea i mniej znane etnografom obszary Ukrainy. Uzgodniono
też, że zachodnią Ukrainę badać będą pracownicy Ukraińskiego Muzeum Etnograficznego we Lwowie. Zapoznano się także z pracami nad atlasem gwar Ukrainy'.
W kwietniu 1964 r. odbyła się w Kijowie konferencja,
na której dyskutowane
były założenia metodologiczne
atlasu. W czasie dyskusji zwrócono uwagę na fakt,
że w atlasie "Russkije"
odzwierciedlono
wyłącznie kulturę
ludową Rosjan (pominąwszy mniejsze grupy etniczne, mieszkające
wśród Rosjan europejskiej
części
Rosyjskiej Federacyjnej
SRR) i ustalono, że w ukraińskim
atlasie powinna znaleźć
odbicie kultura wszystkich grup etnicznych, zamieszkujących
terytorium
Ukrainy.
W konferencji
tej oprócz etnografów
ukraińskich
wzięli udział również etnografowie z Białorusi i Mołdawii, którzy zgłosili do planu badawczego atlasy swoich
regionów.
Na początku 1965 r. Oddział Historii A. N. ZSRR, rozpatrując
plany perspekty··
wiczne 'instytutów republikańskich
akademii, uznał za celowe wydać jeden wspólny
RegionaLnyj
Atlas Ukrainy,
BeLorussii i MoLdavii
zamiast planowanych
trzech. Na
wspólnym zebraniu trzech połączonych grup rozważono zagadnienia
ram chronologicznych
atlasu,
problemy
ukazania
współczesności,
kartografowanie
kultury
robotników oraz badanie kultury mniejszości narodowych. Opracowany dla Ukrainy
kwestionariusz
po wniesieniu
pewnych
poprawek,
związanych
z rozszerzeniem
badanego obszaru, wysłano do Białorusi i Mołdawii.
Rok 1965 upłynął pod znakiem badań terenowych,
prowadzonych
głównie na
obszarach mało znanych etnografom.
Szczególnie interesujące
okazały się wyniki
badań nad odzieżą wieloetnicznego
okręgu odeskiego (Ukraińcy, Mołdawianie, Bułgarzy i Gagauzi). Okazało się, że mimo pewnych zapożyczeń o charakterze unifikacyjnym, w ubiorach poszczególnych
grup etnicznych
zachowało się wiele cech
specyficznych
dla tych grup, a zwłaszcza w ubiorze weselnym Ukraińców i Bułgarów. Grupa badająca rolnictwo i budownictwo
na Podolu stwierdziła
znaczną
jednolitość tego obszaru. Udało się natomiast
uchwycić granicę między Podolem
a Wołyniem. Jest to, zdaniem autorów referowanego
artykułu,
granica południowego zasięgu sochy i północnego zasięgu radła. Przygotowano dwie wstępne mapy;
l Z
dotychczasowych
osiągnięć
kartografii
lingwistycznej
Ukrainy
odnotować
interesującą
także
dla etnografów
pracę:
Dzendzelivskyj
1. O., Linhvistyćnyj
atlas
skych narodnych
hovorlv
Zakarpatskoj
obLasti USRR, t. l, II, Uzhorod
1958, 1960.

należy
ukrain-

�Sprawozdania

i recenzje

313

rozprzestrzenienie
typów budownictwa
ludowego
(V. P. Samojłowicz)
i mapę,
dotyczącą odzieży ludowej (S. G. Kołos) na Ukrainie.
Szczególnie intensywnie przebiegały prace nad atlasem w 1966 r. Na posiedzeniach połączonych grup zostały uzgodnione jednolite wykazy map i kwestionariusze.
Na ostatnim posiedzeniu
wybrano
kolegium
redakcyjne
atlasu (przewodniczący
K. G. Guslistyj, sekretarz naukowy V. F. Gorlenko). Podjęto decyzję opublikowania i rozprowadzenia
jednakowych
kwestionariuszy
do narzędzi rolniczych,
budownictwa i odzieży i przeprowadzenia
szeregu wspólnych ekspedycji etnografów
Instytutu Etnografii A. N. ZSRR i Instytutu
Sztuki, Folkloru i Etnografii A. N.
USRR celem przebadania 'kultury ludności rosyjskiej Ukrainy, a także niektórych
inych mniejszości narodowych.
W kwietniu 1966 r. uzgodniony na posiedzeniu w Kijowie wykaz map został
przedstawiony
na posiedzeniu
Sekcji Etnografii
Slowiańskiej
Wszechzwiązkowej
Sesji Archeologów i Etnografów,
poświęconej
podsumowaniu
badań terenowych
w 1965 r. Sekcja zaaprobowała w całości perspektywiczny
plan atlasu oraz zaproponowała ,zwiększenie liczby map w przekrojach chronologicznych.
Nadto w 1966 r.
etnografowie z Kijowa, Moskwy, Mińska, Kiszyniewa i Lwowa przygotowali pracę
pt. Principy i metodika sostavlenija
regional'nogo
atlasa Ukrainy,
Belorussi
i Moldavii
oraz kontynuowali
prace nad zbieraniem
materiałów
z literatury,
źródeł
archiwalnych
i w terenie. Podczas badań ekspedycji kijowskiej
na Rusi Zakarpackiej wprowadzono
pewną innowację
w metodzie wywiadu terenowego.
Otóż
część grupy (pracownik naukowy i laborant) prowadziła wywiad z informatorem
do połowy kwestionariusza
a druga od połowy do końca. W ten sposób uzyskany
przez badaczy czas pozwalał na miejscu uzupełnić luki i nieścisłości w zebranej
dokumentacji
u tego samego informatora.
Z reguły w każdym rajonie (jednostka
administracyjna
- odpowiednik naszego powiatu) badano trzy wioski, a w obrębie
każdej z nich przeprowadzano
wywiady u trzech informatorów.
Oprócz etnografów
w badaniach brali udział rysownicy i fotografowie. Na szeroką skalę zastosowano
także do celów dokumentacyjnych
zdjęcia filmowe.
Wstępna analiza zebranego materiału
pozwoliła już na pewne stwierdzenia.
I tak w drugiej połowie lat pięćdziesiątych
XX w. nastąpiły
wielkie zmiany
w budownictwie wiejskim. Między innymi na obszarze południowej Ukrainy zanikł
\V tym czasie rosyjski
piec, wyparty przez palenisko zamknięte z płytą, połączone
z piecem kaflowym. Elektryfikacja
i radiofonizacja
wiosek, przeprowadzenie
wodociągów i kanalizacji,
zmiana kształtu i rozplanowania
wnętrza wiejskiej
chaty,
upowszechnienie
się piecyków gazowych itp. przybliżyło życie wiejskie do miejskiego. Zasadniczym rozplanowaniem
wnętrza chałupy południowo-ukraińskiej
był
typ "izba sień izba". Typ ten obecnie zanika; plan współczesnego
domu
zbliża się do kwadratu: jedna lub dwie sypialnie, pokój, kuchnia, oszklona weranda.
Grupa badająca odzież kontynuowała
w 1966 r. badania terenowe obszarów
mało zbadanych,
a więc południowo-wschodnią
i południową
część Republiki
Ukraińskiej, a także obszarów, co prawda dość dobrze zbadanych przez etnografów
(kijowska i cerkaska obłast), ale bez uwzględnienia
wzajemnych
wpływów kultu··
rowych między Rosjanami, Białorusinami
i Polakami. Te wzajemne wpływy były
tu tak trwałe i intensywne, że doprowadziły
do prawie zupełnej unifikacji wielu
dziedzin kultury. Jednak w obwodzie kijowskim zróżnicowanie
strojów ludowych
dosyć dokładnie
odzwierciedla
zasięgi występowania
różnych
grup etnicznych.
Wpływy białoruskie
zaznaczają się choćby w fakcie scalenia kobiecego serdaka
i spódnicy (cernobylski mjon obwodu kijowskiego) a wpływy polskie - w kroju
odzieży wierzchniej
(białocerkowski
mjon
kijowskiego
obwodu). W czasie badań
w obwodzie kijowskim udało się również zrekonstruować
pełny komplet rosyjskiej.

�314

Sprau...••ozdania

i recenzje

odzieży kobiecej staroobrzędowców.
Interesująco zachodził proces wzajemnego przenikania różnych kultur na południowym wschodzie Ukrainy. W szczególności widać
tu wpływ dońskich Kozaków, Greków,. Bułgarów i in. na strój ludowy Ukraińców
z początku XX w. Niektóre specyficzne elementy tradycyjnego
stroju zachowuje
bułgarska
ludność obwodu zaporożskiego
(primorski
rajon)
oraz przesiedleńcy
z Białorusi
(w. Gusarka, mjon
kujbyszewski).
Natomiast
strój starszych kobiet
Bułgarów
Priazowia
początku
XX wieku w porównaniu
ze strojami
Bułgarii
zachował jedynie, niekompletną
zresztą, terminologię.
Wszystkie te stwierdzenia
są wstępne i wymagają dalszego opracowania.
Ważne miejsce w działalności grup, pracujących
nad wydaniem omawianego
atlasu, miały badania zbiorów muzealnych
w 1966 r. W rezultacie badań żródeł
pisanych,
kolekcji
muzealnych
oraz w drodze badań
terenowych
pracownicy
Instytutu im. Rylskiego wypełnili w 1966 r. około 5 tys. kart materiałowych.
Grupa
badająca narzędzia rolnicze rozprowadziła
około 40 egzemplarzy
kwestionariusza
między studentów kijowskiego uniwersytetu,
którzy prowadzili badania w ramach
praktyk
studenckich.
Pierwsze wypełnione
kwestionariusze
obiecują, że badania
takie będą nową formą zbierania materiałów. Uciekanie się do pomocy studentów
zostało spowodowane zbyt szczupłą kadrą etnografów, związanych z pracami nad
atlasem.
Realizację
atlasu Prezydium
Akademi Nauk ZSRR określiło jako naczelne
zadanie ukraińskich
etnografów
w bieżącej pięciolatce.
A. J. Gerlach-Kloclnicka

Russkije.

Istoriko-etnograficeskij

złova, P. J. Kusniera
1967, s. 358 + 71 map.

(red.

atlas.

od pow.),

Pod red. V. A. Aleksandrova,
V. J. KoM. G. Rabinovica. Wyd. "Nauka", Moskva

Instytut Etnografii im. N. N. Mikłucho-Makłaja
Akademii Nauk ZSRR realizując swój wielki plan zbadania kultury
ludowej różnych narodów przy pomocy
metody historyczno-kartograficznej
wydał już drugi z kolei atlas etnograficzny \.
Został on w całości poświęcony kulturze Rosjan europejskiej
części ZSRR. Jego
powstanie poprzedził Atlas russkich narocZnych govorov centralnych
oblastej k va·
stoku ot Moskvy
pod red. R. 1. Avanesova, Moskwa (b. r.) wyd. Akademia Nauk
SSSR, Institut Jazykoznanija.
Atlas Russkije składa się z obszernej części tekstowej,
ilustrowanej
fotografiami i rysunkami oraz z oddzielnej teczki z mapami (71 map) i przedstawia określone typologicznie fakty kulturowe
z trzech dziedzin kultury
materialnej:
rolnictwa, budownictwa
i odzieży. Prawie każde kartografowane
zagadnienie
jest
ujęte w dwóch przekrojach
chronologicznych:
połowa XIX w. (do lat 1880) oraz
koniec XIX i początek XX w. (od 1880 r. do Wielkiej Rewolucji Październikowej).
Pozwoliło to na uchwycenie dynamiki przemian kulturowych.
Przemiany te przybrały na sile wraz z szybkim rozwojem
kapitalistycznych
stosunków
w Rosji
w drugiej połowie XIX w., a zwłaszcza po reformie w 1861 r.
Przy opracowywaniu
atlasu korzystano głównie z materiałów,
zgromadzonych
w muzeach: Gosudarstviennyj
muzej etnografii
narodov SSSR w Leningradzie,
GosudarstV'iennyj
Istoriceskij muzej w Moskwie i in. Dużą rolę odegrały materiały
1 Istoriko-Etnograjiceskij
Attas Sibiri
Akademii
Nauk
ZSRR, Moskwa-Leningrad

pod red. M. G. Levina
1961 r.

i L. Potapova.

Wydawnictwo

�SpraWozdania

-2

recenzje

315

archiwalne a zwłaszcza odpowiedzi na ankiety, rozpisane w 1848 r. oraz w latach
1916 i 1917 przez Russkoje Geograficeskoje
obscestwo. Ta druga ankieta była rozesłana w celu zbierania materiałów
do atlasu etnograficznego
(sic!), Mniej materiałów zachowało się w archiwum Etnograficeskogo
ot deI a Obscestva lubitelej jestestvoznanija,
antropologii
i etnografii
przy Uniwersytecie
Moskiewskim.
Oddział
ten w latach 1890-1891 również rozsyłał ankiety. Dużo dobrze datowanego
materialu znaleziono w archiwum
Volnogo Ekonomiceskogo
obscestva w Etnograficeskoje bjuro W. N. TeniSeva. To ostatnie w 1898 r. wydało ankietę do zbierania
danych o kulturze ludowej Centralnej
Rosji. Wiele materiału znaleziono w literaturze etnograficznej
oraz słownikach
gwarowych.
Przy pracach nad atlasem
Russkije
szeroko korzystano
także z kartoteki
Russkogo dia~ekto~ogii':eskogo
atlasa, nad przygotowaniem
którego pracuje Instytut
russkogo jazyka AN SSSR. Luki w zebranych
materiałach
zostały wypełnione
poprzez badania terenowe, prowadzone po II wojnie światowej według kwestionariuszy, przygotowanych
przez szerokie grono etnografów.
Powstanie atlasu poprzedziło szereg artykułów,
w których specyzowano podstawy metodologiczne (P. L Kusner, O. A. Ganckaja, G. C. Maslova, D. W. Najdic,
M. G. Rabinovic, S. L Bruk, W. L Kozlov i J. L Sauskin).
By w pełni wykorzystać dane oficjalnej statystyki z literatury
i innych żródeł
przyjęto jako zasadę, że każdy ujezd (jednostka
administracyjna,
odpowiadająca
naszemu powiatowi) jest obszarem jednolitym, wyrównanym
kulturowo. Stąd znak
(znaki), leżący w granicach danego ujezda jest reprezentatywny
dla całego ujezda.
Dlatego też na mapach zaznaczono granice ujezdów i guberni. Mapy wykonane są
techniką
punktową
(niekiedy także płaszczyznową),
a rozmiary
punktów
przy
niezmienionej
formie określają
równocześnie
natężenie
występowania
zjawiska
w kategoriach:
przeważające,
współwystępujące
(na równi) z innymi zjawiskami,
rzadkie względnie sporadyczne.
Na niektórych
mapach pewne zasięgi zaznaczono
kolorowymi płaszczyznami,
co w znacznym stopniu ułatwia odczytywanie
mapy.
Niewygodne natomiast jest porównywanie
zasięgów tych samych wytworów, ujętych w dwóch różnych przekrojach
chronologicznych.
Dużą pomocą byłyby tu
mapy kalkowe lub uwzględnienie
zmienności zjawisk w czasie na jednej mapie.
Tym bardziej, że to ostatnie rozwiązanie,
stosowane często w mapach Polskiego
Atlasu Etnograficznego, przy odpowiednim doborze punktów, zasięgów płaszczyznowych i linearnych, wcale nie zaciera jasności obrazu.
Autorzy nie przytoczyli
nawet fragmentów
ankiet, pochodzących
z XIX w.
ani też kwestionariuszy
według których prowadzono badania terenowe, dlatego też
trudno zorientować się, czy i o ile opisy stanowiły dostateczną podstawę do typo··
logii określonych zjawisk. Wiadomo jak dalece tekst ankiety wpływa na jakość
materiałów.
Ankieta
dla celów kartografii
etnograficznej
w zasadzie powinna
stanowić odpowiednio
zmodyfikowany
tekst uprzednio
przygotowanych
legend
określonych map, by wystarczyło odpowiednie dane podkreślić, a inne przekreślić,
względnie w określone rubryki wstawić odpowiedni znak w rodzaju ,,+" lub ,,-".
W przeciwnym bowiem przypadku materiał zawsze będzie zawierał dosyć poważne
luki. Luki te zwykle nie są możliwe do zupełnego wyeliminowania
z uwagi na
niezbyt dokładnie prowadzone badania przez tych, czy innych eksploratorów.
Stąd
bardzo często zachodzi konieczność wprowadzenia
na mapę dodatkowego
znaku,
oznaczającego zjawisko niezbyt dokładnie określone typologicznie.
Stąd też oglądając mapy na których, poza kilkoma wyjątkami
(nry 44-46,
51, 65-69),
brak
znaków na określenie zjawisk niezbyt dokładnie określonych typologicznie, można
by z dużym stopniem prawdopodobieństwa
przypuszczać, że autorzy często interpolowali te czy inne cechy różnych zjawisk. Nie jest to chyba rozwiązanie
naj-

�316

Sprau}ozdania

i recenzje

szczęśliwsze.
Dodatkowym
i niepomiernie
wielkiej
wagi efektem
wspomnianej
wyżej "idealnej"
ankiety jest możliwość umieszczenia
na mapie znaku o charakterze negatywnym,
informującym,
że określone typologiczni e zjawisko na danym obszarze nie występuje
względnie
nie występowało.
Brak takiego znaku
budzi wątpliwości, gdyż mapa w tym przypadku może (i tak też często się zdarzC!)
przedstawiać
jedynie stan badań, bowiem nieobecność tego czy innego znaku na
danym obszarze może być spowodowane
zarówno brakiem określonego zjawiska
jak i brakiem informacji o jego istnieniu.
Atlas dotyczy jedynie wybranych
zagadnień z zakresu ludowej kultury materialnej
największej
grupy
językowej
(narodu)
europejskiej
części Związku
Radzieckiego
Rosjan. Obraz ten z pewnością
wzbogacą atlasy mniejszości
narodowych, zamieszkujących
terytorium
Rosyjskiej Federacyjnej
SRR i wówczas
dopiero będziemy mogli rozważać problemy specyfiki kulturowej
narodów europejskiej części ZSRR.
Jak już wspomniano atlas Russkije został poświęcony trzem działom ludowej
kultury materialnej:
rolnictwu, budownictwu
i odzieży.
Rolnictwu poświęcono 17 map. Narzędzia do uprawy roli i sprzętu zbóż opracował D. W. Najdic, sposoby młocki i czyszczenia zbóż - M. D. Goren a sposoby
przesuszania
zbóż, spichrze i młyny - L. M. Saburova.
Budownictwu poświęcono 20 map (E. E. Blomkvist, E. P. Busygin, O. A. Ganckaja, M. J. Salmanovic, T. W. Staniukovic
i L. N. Ciźikova). Dotyczą one materiału,
używanego
do budowy domów, występowania
domów podpiwniczonych
i bez piwnic z uwzględnieniem
rodzaju podłogi, form dachów i materiałów, służących do ich krycia, rozplanowania
wnętrza, typów pieców, rozplanowania
zagrody i położenia domu w stosunku do drogi, występowania
łażni, typow dOlnÓ\\'
mieszkalnych
i kompleksów zagród.
Najwięcej, bo 34 mapy, poświęcono odzieży. Opracowały
je N. L Lebedeva,
G. S. Maslova i M. N. Śmeleva. Na mapach opracowano tradycyjny
strój żeńsk;,
kompleksy odzież)" żeńskiej, typu i nazwy sarafana, typu poniewy, spódnic i koszul
żeńskich, bluzek i ich nazw, fartuchów, ozdób z ptasich piór, typy kokosznikó\\',
dziewczęce i kobiece nakrycia
głowy i ich ozdoby, kompleksy męskiej odzieży,
męskie
nakrycia
glowy, formy pasów, wierzchnia
odzież robocza, wierzchnia
odzież kobieca z tkaniny,
wierzchnia
odzież skórzana,
różne typy wierzchniej
odzieży z tkaniny oraz różne typy obuwia.
W części tekstowej
autorzy dali cały szereg wycinkowych
monografii, zwiazanych z powyższą problematyką.
W monografiach tych uwzględniono także starsze
materiały ikonograficzne
i pisemne oraz wykopaliska archeologiczne.
W sumie, mimo wymienionych
wyżej niedociągnięć,
spowodowanych
zapev.'np.
jakością posiadanych
materiałów
(pochodzących
w części sprzed ponad stu lati,
otrzymaliśmy
bezcenny obraz ludowej kultury
materialnej
Rosjan europejskiej
części ZSRR w połowie XIX w. i przełomu XIX i XX w.
Zygmunt

Jeno Barabas,
s. 1-190,

Kartogrcifiai

módszer

a 7tI~prajzban.

Akademiai

Klod:ticki

Kiadó. Budapest

1963.

14 map.

Rozprawa J. Barabasa jest poświęcona metodzie kartograficznej
W pięciu kolejnych rozdziałach daje autor przegląd historii głównej
związanej z metodą kartograficzną,
zastosowaną w etnografii, takiej

w etnografii.
problematyki,
jak zagadnie-

�Sprawozdania

i recenzje

317

nie prawidłowości
w tworzeniu
się regionów kulturowych
w procesach
ciągłej
historycznej
zmienności.
Rozdział I jest zarysem dziejów myśli kartograficznej
w etnografii, rozwijającej
się zwłaszcza w Europie zachodniej. Rozdział drugi poświęcił autor zagadnieniom
metodologicznym,
zwłaszcza metodzie porównawczej
w etnografii. Wywody autora obracają się wokół zagadnienia
tego, co wspólne
i tego, co różne w kulturze narodów, ale również w kulturze całej ludzkości. Ciekawie i wnikliwie przedstawia
funkcje dyfuzji kulturowych
w kształtowaniu
się
kultur, określonych
grup etnicznych,
z ciągłą jednak uwagą, aby nie przeoczyć
oryginalnego
i twórczego wkładu
poszczególnych
narodów
do rozwoju
kultury
własnej. Doceniając wpływy postronne, podkreśla autor rolę narodu, który rozwija
elementy rodzime w sposób twórczy.
W rozdziale III - poprzez analizę istniejącej
kartografii
etnograficznej
szuka
autor metody, systemu ujmującego uniwersalnie
systematykę
przestrzennną
faktów
kulturowych. Tę tendencję autora ilustrują załączone w tekście osobne mapy:
1. Kartogram
nr 14 przedstawiający
zasięg zapaski i jej różnych form, opracowany przez G. S. Masłową 1956 (Opyt sostawlenija
kart razpostrenenja
russkoj
narodnoj
odieżdy. Kratkije
Soobszczenija
22-12-20).
2. Zagadnienie wierzeń o "Weerwolf'ie"
w holendersko-flamandzkim
atlasie etnograficznym (kartogram
nr 13).
3. Zagadnienie spichrzy jako oddzielnych budynków, opracował Janusz Bohdanowicz, Polski Atlas Etnograficzny
mapa 14. Zeszyt próbny 1958.
4. Zagadnienie
pieczyw
obrzędowych
w Austriackim
Atlasie
Etnograficznym
Festtagsgebiicke
Ostem Patenspenden
und Zeitgebiicke
(kart. nr 12).
5. Z niemieckiego Atlasu Etnograficznego,
Atlas der Deutschen Volkskunde, mapa
poświęcona motywowi wierzeniowemu
o człowieku na księżyciu, Der Mann im
Mond. Warto w tym miejscu odnotować pracę J. Kuchty, jak też i prace Czubryńskiego.
6. Z Atlasu Szwajcarskiego,
Atlas der Schweizerischen
Volkskunde, wybrał autor
mapę 27 Waltera Eschera, Holzschuhe, Form und Verbreitung.
Wymienione mapy stanowią osobny dodatek, dający także pogląd na kartograficzne ujęcia tematów. Pierwszych 8 map ukazał autor w zmniejszonym
formacie w tekście pracy;
są to mapy
K. Moszyńskiego,
o roślinach,
zatykanych
\\' strzechy na dzień św. Jana, Atlas kultury
ludowej
(1934). B. Pottier'a,
Używane
materiały we Francji, żelazo, drzewo, skóra (1957. "Arts et traditions populaires'·).
Mapę S. Erixona z Atlasu Szwedzkiego, Atlas over svensk folkkultur.
(1946) oraz
T. Vuorela mapę występowania
pożywienia (BLutwiirste,
Schweinwiirste)
w Finlandii (1950), P. Scheuermeiera
mapę ukazującą sposoby wypiekania w Italii (943)
a także mapy z obszaru Węgier i mapę B. Bratanić'a
z Atlasu Jugosławii,
ukazującą zasięgi narzędzi do orania (951).
Analiza poszczególnych atlasów etnograficznych
doprowadziła
autora omawianego dzieła do tezy, że opracowania kartograficzne
winny wykrywać zespoły faktów kulturowych, typowe dla epoki feudalnej i kapitalistycznej.
Postulat ten, słuszny tylko w świetle realnych
materiałów
etnograficznych,
jest możliwy. Autor
słusznie zauważa, że dla prac kartograficznych
ważne jest również uchwycenie
determinantów,
które w określonych
okresach historii doprowadziły
do zróżnicowania kulturowego, w myśl zasady "cum duo faciunt idem, non est idem".
Autor dość wnikliwie rozpatruje
europejskie
atlasy etnograficzne
i problemy
kultury
od strony prawa
zmienności
w ujęciu marksistowskim
i skłania
się
w swojej rozprawie do postulatu kompleksowego
rozpatrywania
zagadnień, a więc
pogłębiania jednego problemu w różnych aspektach, to też doradza raczej ograniczenia tematyczne
i pogłębianie jednego problemu w paralelistycznym
ujęciu.

�318

$prav..;~ozdania i recenzje

W omawianym rozdziale ni analizuje autor rolę kultury materialnej
w kształtowaniu się rozwoju kultury w ogóle.
Jako drugą zasadę wysuwa Barabas kryterium
klasowego charakteru
kultury.
Jest to założenie ogólne, ale autor nie potrafi przetłumaczyć
go na język kartografii, jest to zresztą postulat trudny do ujęcia, co nie oznacza by kultura ludowa
nie byla klasowo uwarunkowana.
Jest, ale to w atlasie etnograficznym
nie jest
do uchwycenia.
W tym samym rozdziale omawia autor zagadnienie czynnika geograficznego w powstawaniu
kultury. W tej jednak dziedzinie nie wnosi on niczego
nowego do dawnej literatury.
Deklaratywny
też charakter posiadają w tym rozdziale
rozważania
o roli instytucji
i społeczności na kształtowanie
się kultury. W stosunku do metody kartograficznej
w etnografii
rozważania
te mają charakter
wniosków a priori. Natomiast
dużą pomysłowość
wykazują
rozważania
Barabasa
na temat roli elementu etnicznego w powstawaniu
kultur, a zwłaszcza w różnicowaniu ich. Autor jednak
nie formułuje
jasno
wag i m e t o d y kar t o g r af i c z n e j dla rozważań etnogegenetycznych.
Dla slawistyki
jednak właśnie etnografia węgierska
a zwłaszcza kartografia
etnograficzna
ma zasadnicze znaczenie.
Świadczą o tym studia B. Korompay'a,
nie zawsze zresztą obiektywne.
Ciekawe
i przekonywające
są rozważania
autora
o roli życia społecznego
a w nim, roli jednostki.
To samo można powiedzieć o rozważaniach
zmienności
w perspektywie
czasu, choć nie całkiem wyrażnie omawia autor problem prawa
zmienności i zagadnienie perspektywy
czasu. Natomiast trafnie referuje zagadnienie
upowszechniania
się faktów kulturowych
w ujęciu kartografii
etnograficznej.
Szczegółowa analiza rozmaitych problemów z teorii kultury i etnografii w rozdlziale III nie jest jednak
oparta na konkretnej
pracy kartograficznej
autora,
chociaż nie brak cennych skartowań
w etnografii
węgierskiej.
W rozdziale TV
autor próbuje
sformułować
program
badań, ankiety,
wybór tematów.
Omawia
zasady techniki kartograficznej
i na podstawie
etnograficznych
atlasów europejskich - szuka najlepszego
rozwiązania.
Należy więc poczekać na realizację tych
założeń.
W rozdziale V ostrożnie określa autor możliwości metody kartograficznej,
wskazując, że kartogram
jest tylko systematyką
przestrzenną
określonych
faktów,
a zbiór skartowań
może tylko w przybliżeniu
wykazać współzależność
i współwystępowanie
faktów kulturowych.
W ten sposób podkreśla,
że kartogram
etnograficzny jest tylko środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Takie stanowisko jest zgodne z zasadami,
przyjętymi
w Polskim
Atlasie Etnograficznym,
atlas jest jednak bardzo usłużnym i obiektywnym
elementem w studiach porównawczych w etnografii i historii kultury.
Staranny
indeks i zestawienie
bibliograficzne
podnoszą wartość całej pracy
Barabas'a.
J. Gajek

A. Jankowski, A. Olszewski, Struktura
narodowościowa
graficzne, t. 37, z. 1, Wrocław 1966, s. 25-39.

Rumunii.

Czasopismo

Geo-

Artykuł
składa się z dwóch części. W pierwszej
z nich autorzy w skrócie
omawiają historię migracji etnicznych na obszarze Rumunii począwszy od neolitu
do końca II wojny światowej. Załączona do pracy mapa, dzięki odpowiednio dobranym znakom, bardzo plastycznie
pokazuje główne szlaki i okres trwania wędrówek poszczególnych
ludów w Europie południowo-wschodniej
z uwypukleniem
ich roli w kształtowaniu
się stosunków
narodowościowych
na terenie dzisiejszej

�SpruuJ&lt;)zdania

319

recenzje

Rumunii. Pewne zastrzeżenia
budzi zbyt mocne podkreślenie
na mapie roli okupacji tureckiej przy jednoczesnym stwierdzeniu
na sąsiedniej stronie: "Jest charakterystyczne,
że mimo długotrwałego
panowania
na Bałkanach
nie zmienili Turcy
etnicznego charakteru
narodów podbitych.
W Dobrudży
po 5-wiekowej
n-iewoli
pozostała garstka Turków i kilkanaście meczetów." Powyższy cytat należałoby uzupełnić stwierdzeniem,
że Turcy wywarli
wyrażny
wpływ
na kulturę
ludową
Rumunów.
W drugiej części artykułu autorzy rozważają przemiany
struktury
narodowościowej Rumunii w okresie od 1913 do 1960 r. koncentrując
swoją uwagę nad geograficznym rozmieszczeniem
ludności na podstawie
danych z końca lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
XX w. Uzyskane wyniki przedstawiono
tabelarycznie
oraz
na dwóch mapach. Druga z tych map opracowana
jest przy pomocy wskażnika
zwartości (zróżnicowania) socjoetnicznego
zwanego także, od nazwiska jego autora,
wskażnikiem Piaseckiego. "Wskaźnik ten zmniejsza się ze wzrostem ilości, i zmniejszaniem się liczebności poszczególnych
mniejszości
narodowych,
przy niezmiennej
liczbie ludności głównego narodu" (s. 35). Wskażnik Piaseckiego oblicza się według
\,vzoru

S

=,

n~ +n~

-+N2

0.0

+ n~

. 100

gdzie: nt, n", ..., nk oznacza liczebność poszczególnych narodowości podanych w tysiącach mieszkańców lub w postaci procentów, k oznacza liczbę tych narodowości,
N ogólną liczbG ludności analizowanego
obszaru.
Opracowanie
materiału
przy pomocy wskażnika
zwartości pozwoliło na sporządzenie mapy Rumunii ujmującej
precyzyjnie
stosunki narodowościowe.
Wnioski
wyciągniGte z analizy mapy są interesujące
także dla etnografów. Otóż najbardziej
jednolita pod względem narodowościowym
w omawianym
okresie czasu jest tzw.
stara Rumunia. Wielonarodowościowy
charakter
przejściowy posiada obszar leżący
między etnicznie jednolitymi
Węgrami a najstarszą,
mołdawsko-wołoską
częścią
Rumunii.
Granica
miGdzy starą
Rumunią
a obszarem
przejściowym
przebiega
wzdłuż łuku Karpat. Ta naturalna
granica, będąca jednocześnie
wyraźną linią podziału etnicznego (ściślej: narodowościowego
- przyp. Z. K.), uwarunkowała
długotrwałość
granicy
politycznej,
która biegła wzdłuż łuku Karpat
począwszy
od
przełomu XVII na XVIII w. aż do końca I wojny światowej. Etnografa interesowałaby tu uderzająca współzależność granicy politycznej i narodowościowej.
Można
by przypuszczać, że granica polityczna monarchii Habsburgów,
a od 1867 r. królestwa węgierskiego
wyznaczała
jednocześnie
zasięg kolonizacji niemieckiej
i węgierskiej. Nadto długotrwałość
utrzymywania
się granicy z pewnością powodowała
procesy unifikacyjne
w zakresie świadomości etnicznej. Procesy te mogły przebiegać w innym kierunku wewnątrz łuku Karpat a w innym na zewnątrz tego łuku.
Być może materiał, jakim dysponowali
autorzy, nie pozwolił na opracowanie
mapy zwartości socjoetnicznej
Rumunii dla okresu wcześniejszego,
by móc uchwycić dynamikę przemian w strukturze
narodowościowej
w szerszym przedziale czaso\vym. Ze proces ten zachodzi w szybkim tempie świadczą poniższe cytaty.
"Przyłączenie
do Rumunii w wyniku wojny bałkańskiej
i I wojny światowej
Siedmiogrodu,
części Banatu,
Bukowiny,
Besarabii
i południowej
Dobrudży
...
spowodowało gwałtowną
zmianę struktury
narodowej
ludności. Rumuni stanowili
już zaledwie około 60"/" ludności ... Ale już w 1920 r. Rumuni stanowili
69,9010
ludności kraju" (s. 29-30). Zastanawiająco
wielka zmiana po kilku zaledwie latach.
"W 1925 r. liczba Rumunów wzrosla do ... 75,4010 ludności kraju. Ilość Węgrów

�320

Sprawozdania

i recenzje

zmniejszyła się ..." (s. 30). Nie jest wykluczone, że zmniejszenie się liczby Węgrów
w okresie międzywojennym
było spowodowane emigracją. Możliwe też, że u części
Węgrów i innych mniejszości narodowych nastąpiły zmiany w zakresie świadomości
etnicznej, tak czułej przecie na politykę narodowościową
państwa. Szkoda, że ten
ważki problem nie został przez autorów wyjaśniony.
Istnieje
kilka metod pozwalających
określać świadomość
etniczną ludności.
Każda z nich obarczona jest pewnymi wadami. Z tych i innych jeszcze względów
rozważania
nad strukturą
narodowościową
zawsze są obarczone błędem petitio
principii. Jest to niestety błąd nie do uniknięcia. Mimo to powyższy artykuł, analizujący zagadnienia z pogranicza geografii i etnografii, jest przykładem ilustrującym bardzo wielkie możliwości w zakresie analizy i syntezy zagadnień z zakresu
kultury przy pomocy prostych metod statystycznych,
możliwości w etnografii polskiej wciąż nie wykorzystanych.
Zygmunt

Kiril Penusliski, Crven
s. 243.

se

bajrak

razveva.

Narodni

borbeni

pesni.

Klodnicki

Skopje

1965,

Zbiór Kirila Penusliskiego,
profesora Uniwersytetu
w Skopje, zawiera macedońskie bohaterskie
pieśni ludowe, związane z walką narodowo-wyzwoleńczą
tego
nielicznego
ludu słowiańskiego.
Reprezentowane
są tu wszystkie
gatunki pieśni
junackich - o czynach bohaterskich
władców średniowiecza,
o bojach hajduków,
o walkach powstańców końca XIX i początku wieku XX oraz nowsze teksty, poświęcone działalności partyzantki
przeciwko okupantom hitlerowskim.
Wybór ten daje pełny obraz bogatej tradycji
epickiej ludu macedońskiego.
Postacie epickie, występujące w tych utworach, są w zasadzie postaciami historycznymi poza Chorym Dojczinem, również bohaterem
epickim Serbów, Chorwatów
i Bułgarów.
Poza pierwszymi 4 pieśniami ludowymi, z których trzy są poświęcone królewiczowi Markowi i jedna Choremu Dojczinowi, wszystkie pozostałe związane są
z okresem niewoli Macedończyków.
Jeśli chodzi o klasyfikację
chronologiczną
to pierwszych
6 pieśni poświęcono
pierwszemu
okresowi niewoli tureckiej
(czwarta ćwierć wieku XIV). W rozdziale
drugim 36 tekstów stanowi część bogatego repertuaru
pieśni hajduckich.
Rozdział
trzeci 30 pieśni ludowych
to utwory, opiewające
powstanie
Ilińdenskie
(1903 roku), a ostatnia grupa utworów -- zawarta w rozdziale czwartym, składająca
się z 23 pieśni - to nowsze utwory partyzanckie
z okresu drugiej wojny światowej.
Poza nielicznymi
utworami, które drukowane
są po raz pierwszy (Nr Nr 1, 2,
32, 58, 67, spisane przez Penusliskiego
w okręgu Maleszewo) wszystkie pozostaJe
pochodzą z różnych zbiorów oraz czasopism, wydanych w XIX i XX w.
Wybór ten ilustruje
nieprzerwane
550-letnie walki wyzwoleńcze
ludu macedońskiego. W pieśniach tych przeważa element epicko-liryczny,
co świadczy, że sq
one utvvorami nowszych czasów. Treść ich jest realistyczna.
Poza wspomnianymi
wątkami, poświęconymi bohaterom średniowiecza, królewiczowi Markowi oraz Choremu Dojczinowi, w których dominuje element legendarno-epicki,
większość pozostałych pieśni jest tworem okupacji tureckiej. Ostatnie są utworami lokalnymi,
nieznanymi
u pozostałych Słowian bałkańskich.
Warto dodać, że Macedonia dzięki jej położeniu geograficznemu
oraz odmiennym warunkom polityczno-społecznym
stała się kolebką bogatych tradycji kultury
duchowej. Spisano tu dotąd tysiące oryginalnych
pieśni bohaterskich
i lirycznych,

�Sprawozdania

i recenzje

w większości wypadków, stanowiących
odrębne motywy, niespotykane
u sąsiednich ludów słowiańskich.
Macedonia była ojczyzną wiełu bohaterów epickich Słowian bałkańskich, takich
jak: Momczila, królewicza Marka, Nowaka, Reli, Lutycy Bogadana, którzy byli
postaciami historycznymi i sprawowali rządy w tym kraju w XIV w. Działalność
ich byla związana z najazdem tureckim,
który zdecydował
o losie wszystkich
ludów półwyspu Bałkańskiego.
Tradycje epickie ludu macedońskiego
sięgają jeszcze głębiej i są wynikiem
krwawych walk, jakie nie ucichły tu od VII w. do okresu wojen bałkańskich
naszego stulecia. Ciężkie życie ludu było niewyczerpanym
żródłem powstawania
eposu bohaterskiego przed pojawieniem się Turków na Bałkanach. Nieprzerwanie
epos ten wzbogacał siq szczególnie w okresie niewoli tureckiej. Jednak zrąb macedońskiej epiki ludowej, jak twierdzą badacze, sięga pierwszych lat wieku XI.
Omawiany zbiór poprzedza wstęp Penusliskiego
(s. 5-51), w którym autor
daje ogólną charakterystykę
macedońskiej
epiki ludowej.
Autor niepotrzebnie
poświęca wiele miejsca wydarzeniom historycznym omijając tak istotne zagadnienia jak: charakterystyka
wątków, wędrówka
motywów i powstawanie
nowych
wariantów, cechy wspólne z eposem bohaterskim
Serbów i Bułgarów oraz cechy
odrębne macedońskiej epiki ludowej, strona artystyczna utworów ludowych i ich
rola w kształtowaniu
się narodowej kultury macedońskiej
itd.
We wstępie tym można spotkać i takie oto zdanie autora: "podstawą tych
utworów były wydarzenia ściśle związane z życiem i czynami bohaterskimi
poszczególnych postaci okresu feudalnego i że z tego powodu poezja bohaterska
.,.
ma niektóre cechy feudalne, ale ... że według ogólnego charakteru
... jest ona
poezją ludową, gdyż bohaterowie feudalni byli nosicielami właściwości bohaterskich
swego ludu" (s. 6). Stanowisko to mniej więcej pokrywa się z teorią głoszoną
przez zwolenników szkoły historycznej,
którzy negowali ludowy charakter
eposu
bohaterskiego południowych
Słowian, odnosząc jego genezę do sfer panujących
feudałów. Prawdą jest, że w eposie bohaterskim
tych ludów występują
władcy
średniowiecza, ale utwory o nich układał tylko lud. Działalność opiewanych bohaterów interpretowana
przez śpiewaków ludowych nie ma nic wspólnego z panującą klasą.
Zawarte w tym zbiorze teksty pomagają badaczowi odkryć geneologiczne oraz
typologiczne podobieństwa
w epice ludowej Słowian południowych.
Zadanie to
wybór tych pieśni spełnia całkowicie, służąc jako materiał porównawczy szczególnie dla serbskiej i bułgarskiej epiki ludowej oraz do greckich pieśni hajduckich
i dum ukraińskich.
Kole

Glasnik

Zemaljskog

Muzeja

u

Sarajevu.

Etnologija,

svesk;a XIX,

Simiczijew

Sarajevo

1964,

s. 312.
Folklor Bośni był przedmiotem zainteresowań
jeszcze Vuka Stef. Karadzicia.
Konglomerat
narodowy
tego kraju,
nawarstwienie
różnych
wpływów
budziło
i budzi nadal zainteresowanie
wielu etnografów. Dawna kultura ilirska, póżniej
Rzymu, Turków, Austriaków, wpływy religii prawosławnej,
katolickiej i mahometańskiej spowodowały, że kultura
ludowa Bośni stanowi dziś mozaikę różnych
tradycji. Zrozumiałym jest więc dlaczego w wielu pracach etnografów, folklorystów, historyków i filologów dzieje kultury Bośni znajdują
się w centrum ich
rozważań.
21 -

Lud,

t. LII

�322

Sprawozdanta

i recenzje

W Sarajewie
i w innych miastach Bośni widoczne jest skrzyżowanie
kultury
wschodniej i zachodniej. W stolicy Bośni mieści się Instytut Folklorystyczny
Jugosławii. Tu wychodzi "Glasnik", organ krajowego Muzeum. XIX zeszyt "Glasnika"
poświęcono życiu kulturalnemu
Zepy, tj, okręgowi wschodniej
Bośni, zamieszkałemu przez muzułmanów.
Omawiany zeszyt składa się z 12 rozpraw, do których wstęp napisał Vlajko
Palavestra.
Prace te dotyczą historii oraz kultury materialnej
i duchowej regionu
Żepy. Mario Petrić (s. 15-38) omawia pochodzenie mieszkańców tego okręgu. Hazim Sabanović oraz Vlajko Palavestra
(s. 39---44)poruszają pierwszy okres okupacji
tureckiej.
Jovan Vuković (s. 45-62) zajmuje się gwarą zamieszkałej
tu ludności.
Astrida Bugarski (s. 63-93) pisze o osadach, budownictwie
i sprzęcie domowym.
Cvetko Popović (s. 95-117) porusza problemy gospodarcze. Bratislav Vladić-Krstić
(s. 119-130) omawia technologię i technikę tkactwa, Zorislavia Culić (s. 131-143)
pisze o strojach ludowych, Vlajko Palavestra
(s. 145-168) zajmuje się przysłowiami
i legendami.
Ludowe tradycje
epickie porusza rozprawa
Djenany
Buturovicia
(s. 169-194). Radmila Kajmaković
(s. 195-208) pisze o obyczajach ludowych, Radmila Filipović-Fabijanić
(s. 209-236) porusza zagadnienia,
związane z medycyną
ludową oraz wierzeniami
ludowymi, a Cvjetko Rihtman(s.
237-306) pisze o ludowych tradycjach
muzycznych
mieszkańców
Żepy.
Zbiór
ten
zamyka
indeks
(s. 307-312).
Prace te są wynikiem
badań terenowych
autorów. Ilustrują
one wszystkie
dziedziny życia społecznego i kulturalnego
Zepy. Rozprawy omawiające
kulturę
materialną
zapoznają czytelnika z dawnymi tradycjami
i stanem obecnym. Autorzy
zgodnie stwierdzają
ewolucję w tej dziedzinie, gdyż dawny sposób życia ulega
ciągłym zmianom, które powodują nowy ustrój Jugosławii. Zmiany nastąpiły również i w kulturze duchowej, lecz w mniejszej mierze, gdyż ludność mahometańska
Zepy hołduje dawnym tradycjom.
W pracach tych autorzy wydobyli i udostępnili
etnografom mnóstwo materiałów, poszerzając
tym znajomość
życia społeczno-politycznego
oraz materialnej
i duchowej kultury ludności tego jugosławiańskiego
regionu, niezbadanego przedtem przez nikogo. Wiadomo, że jeszcze w 1909 roku znany folklorysta jugosłowiański Tomo Maretić wskazał na różnice istniejące w poezji ludowej ludności mahometańskiej
oraz Słowian Jugosławii. Szczególnie podkreślał on łagodność tematyki
epiki ludowej mahometan
Bośni w odróżnieniu
od ludowych pieśni bohaterskich
Słowian południowych,
gdzie dominuje surowość i okrucieństwo
a często przeważająca dzikość. Na odmienną
kulturę
duchową muzułmanów
Jugosławii
zwracał
uwagę również znany folklorysta
chorwacki Matijas Murka w jego pracy Tragom.
srpsko-hrvatske
narodne epike. Putovanja
u godinama 1930-1932, I, wydanej w Zagrzebiu w 1951 roku, lecz jak wspomniano
żadna praca przedtem nie omawiała
tych zagadnień w pełni.
Omawiany
zeszyt zawiera bardzo ciekawy materiał
do prac porównawczych.
Spotykamy
tu wiele wspólnych
cech kultury
duchowej wszystkich
ludów Jugosławii. Jedna z legend muzułmańskich,
o moście nad rzeką Zepą głosi, że most
ten został zbudowany przez czeladnika
jakiegoś mistrza Włocha, który zbudował
znany most "Soko-paszy" w Wyszehradzie. Ponieważ czeladnik ów zbudował lepszy
most od swego mistrza ten ostatni uciął mu rękę, gdy pobierał podany mu pieniądz. Mistrz postąpił w ten sposób, aby jego uczeń nie mógł nigdy budować
więcej.
Motyw ten przypomina znany wątek macedońskiej
pieśni epickiej o królewiczu
Marku i kowalu Gjuro ze zbioru Panczo Michajłowa, wydanego w Sofii w roku 1924
(B'Lgarski narodni
pesni ot Makedonija,
Sofija 1924, s. 189-190, Nr pieśni 348).

�Sprawozdania

323

i recenzje

Szczególnie wiele wspólnych obyczajów można spotkać u mahometan ów Zepy
i u innych ludów południowo-słowiańskich,
związanych z pochowaniem zmarłych,
jak również i w obyczajach obchodzenia niektórych świąt chrześcijańskich,
takich
jak św. Jerzego i Bożego Narodzenia. Obyczaje i zwyczaje tego rodzaju można
spotkać i wśród innych muzułmanów
Bośni, Kosowa i Metochii oraz Macedonii.
Tak samo pewne z tych obyczajów istnieją
i w niektórych
okręgach
Hercegowiny.
Należy żałować, że autorzy tych rozpraw nie nawiązali do sąsiednich okręgów
oraz nie pokusili się rozpatrzyć poruszanych
przez siebie zagadnień na szerszej
skali porównawczej, obejmującej
i pozostałe tereny Jugosławii, zamieszkałe przez
ludność mahometańską.
Kole

Torno l\'Iaretić, Nasa narodna

epika.

Nolit. Beograd

Simiczijew

1966, s. 353.

Do ciekawszych pozycji folklorystycznych,
jakie ukazały się ostatnio, należy
niewątpliwie drugie wydanie Mareticia Nasa narodna epika. Praca ta była dotąd
bibliograficzną
rzadkością,
trudno
dostępną
w wielu bibliotekach
naukowych
świata.
Torno Maretić, pierwszy wśród folklorystów
jugosłowiańskich,
dał pełny obraz
epiki ludowej Serbów i Chorwatów w 1909 r. Zasygnalizował
on zanikanie zainteresowania poezją ludową ze strony inteligencji
serbo-chorwackiej,
co było wynikiem ustępowania i wygasania dawnych silnych ognisk, w których kwitła owa
poezja. Nowy tryb życia wypierał twórczość ludową z życia kulturalnego
tych
ludów. Ulubione w XIX stuleciu pieśni ludowe ustępowały miejsca utworom literatury pięknej.
Torno Maretić (1854-1938), znany slawista chorwacki, wieloletni profesor uniwersytetu, należy do czołowych badaczy eposu serbo-chorwackiego.
Pracę Nasa
narodna epika napisał mając 55 lat i bogate doświadczenia
3D-letniej pracy naukowej. Maretić poza tym jest znany jako świetny tłumacz utworów klasycznych
(Homera, Wergiliusza, Owidiusza i in.). Przełożył on na język serbo-chorwacki
także Pana Tadeusza Adama Mickiewicza.
Na Uniwersytecie Zagrzebskim wykładał o bohaterskim
eposie ludowym Serbów i Chorwatów oraz o bylinach rosyjskich. Był zwolennikiem jednolitego serbo-chorwackiego j~zyka literackiego oraz autorem licznych prac, związanych z poezją
ludową i literaturą Serbów i Chorwatów.
lVIaretić zbadał olbrzymi materiał
utworów
ludowych,
a jego poglądy na
niektóre zagadnienia, związane z epiką ludową Słowian południowych, do dziś nie
utraciły swej aktualności.
Zasługą Mareticia było i to, że odkrył w niektórych zbiorach wiersze literackie, figurujące jako utwory ludowe oraz słabe pieśni epickie, posiadające lepsze
warianty, dotąd niewydane.
Rozpatrując niektóre motywy, posiadające odpowiedniki u innych ludów, Maretić był zdania, że chociaż utwory te mają niektóre podobne cechy, jednak rozwinęły się one w różnych krajach świata.
Jeśli chodzi o wiek powstania eposu ludowego południowych
Słowian sądził,
iż znane nam motywy i warianty powstały w wieku XVI i że niewiadomo jak
dawno przedtem Słowianie bałkańscy posiadali pieśni junackie. Problem ten, jak
wiadomo, jeszcze dotąd wywołuje ostre dyskusje wśród współczesnych folklorystów.
Poruszając kwestię ojczyzny epiki ludowej południowych Słowian badacz udo-

�324

SpraWozdania

i recenzje

wadniał, że powstała ona naJPIerw w południowej
Serbii, w Starej Serbii oraz
w Macedonii (s. 31), skąd póżniej niektóre wątki przedostały się do innych ludów
południowej Słowiańszczyzny. Jako ojczyznę zaś bugarsztyc, które jak wiadomo zanikły jeszcze w XVIII w., uważał Macedonię i sąsiadujące z nią tereny zachodniej
Bułgarii (s. 32).
Główny nacisk w swojej pracy Maretić położył na trzy zasadnicze zagadnienia - budowę wiersza, na stosunek poezji ludowej do wydarzeń historycznych
oraz na systematykę
wątków.
Jako pierwszy wśród uczonych południowosłowiańskich,
Maretić pokusił się
przedstawić
obszernie poetykę, stylistykę i wersyfikację
eposu ludowego Serbów
i Chorwatów.
Często porównywał
budowę wiersza pieśni junackich tych ludów
z utworami Homera.
Odkrywczy jest również rozdział trzeci, w którym omawia systematykę wątków. Rozdział ten zbudowany na podstawie bogatego materiału
i doświadczenia
autora jest do dziś cennym źródłem dla folklorystycznych
prac pnr0wnawczych,
dotyczących epiki ludowej Słowian Zadunajskich.
Do rozdziału tego chętnie powraca każdy, piszący o jugosłowiańskiej
epice ludowej, gdyż poglądy Mareticia
są wciąż aktualne.
W rozdziale czwartym autor szukał w niektórych motywach serbskich i chorwackich pieśni junackich więzi z literaturą
bizantyjską,
z powieściami rycerskimi
krajów Europy zachodniej oraz z bylinami rosyjskimi.
Jeśli chodzi o wpływy zachodnie na poezję ludową Słowian bałkańskich, gloszone przez Mareticia, są one podzielane i przez innych badaczy eposu ludowego
Serbów i Chorwatów (N. Banasević, Le cykle de Kosovo et les chansons de geste.
"Revue des etudes slaves", VI, 1926, s. 222-244; N. Banasević, Ciklus Marka Kraljevića i odjeci francusko-italjanske
viteske
knjiievnosti.
Skopje 1935; M. Murko,
Geschichte
der iilteren
silds!. Literaturen.
189-194; L N. Goleniszczew-Kutuzow,
Epos serbskogo
naroda.
Moskwa 1963, AN SSSR, s. 238). Aleksander
Bruckner
uważał, że serbska epika ludowa czerpie wyłącznie z motywów europejskich, a nie
z tradycji ludowych (A. Bruckner, Wremenik
serbsko-turecki.
"Slavia", 2-3 rocznik II, Praha, s. 323).
Praca Mareticia osnuta jest na materiałach
folklorystycznych
XIX w. oraz
pierwszych lat XX w. Dlatego niektóre zagadnienia są mniej naświetlone. albo są
pomijane. Lukę tę uzupełnili
późniejsi badacze ludowego eposu bohaterskiego
Serbów i Chorwatów. Mimo to, Nasa narodna epika jest jedną z najciekawszych
prac naukowych o junackich pieśniach ludowych tych dwóch ludów słowiańskich.
Pierwszy raz, jak było powiedziane, praca Mareticia ukazała się w roku 1909
w Zagrzebiu. Od tego czasu minęło prawie 60 lat, a jednak zostaje ona nadal
wartościową pozycją światowej nauki folklorystycznej.
Kole

Zlatna

lorko,

ja buka,

Zagreb

hrvatske

1956,s.

narodne

balade

romanse.

II knjiga,

Simiczijew

uredio

Olinko De-

173.

Poezja ludowa Chorwatów jest mało znana w Polsce. Pieśni ludowe Serbów
natomiast
były przedmiotem
zainteresowań
wielu badaczy polskich. Twórczość
ludowa pozostałych Słowian bałkańskich,
w tym i Chorwatów, nie doczekała się
jeszcze jakiejś syntezy naukowej czy pełniejszego przekładu, z wyjątkiem antologii
Anny Kamienskiej
Perly
i kamienie.
Wybór serbo-chorwackiej
poezji ludowej,
wydanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy w Warszawie w roku 1967.

�SpraWozdania

i recenzje

325

Chorwacja posiada świetne tradycje literackie - Renesans i wspaniałą literaturę dubrownicką,
ale jest również ojczyzną ciekawych
pieśni ludowych epickich, lirycznych i ballad. W Słowenii natomiast, która graniczy z Chorwacją
nie zachowała siG epika ludowa, jak i u Słowian zachodnich.
Warto wspomnieć, że pierwsza pieśń bohaterska południowych
Słowian o królewiczu Marku i jego bracie Andrejasze
została zanotowana
w Chorwacji przez
Petra Hektorovicia na wyspie Hvar jeszcze w roku 1568. Jest to pierwszy tekst
pieśni junackiej, zanotowanej
na Bałkanach
i to paręset kil~m€trów na północ
od stolicy władcy Prilepu. Hektorović spisał utwór ten od rybaków wspomnianej
wyspy i włączył go do swej książki Ribanje
i ribarsko
prigovaranje.
Pieśń ta
jest zabytkiem dawnych bugarsztic, które zanikły w wieku XVIII w epice serbskiej,
a jakich nie spotykamy w zbiorach macedońskich
i bułgarskich
pieśni ludowych.
Po Hektoroviciu, chorwackie pieśni ludowe zbierali Diiordie Baranović (1613),
Dźiordźe Krizanić (1666), Petal' Zrinski (1671) i in.
W wieku XVIII wspominano o chorwackich
pieśniach lirycznych, o budowie
wiersza bugarsztic. Były to rękopisy tekstów, pochodzących
z XVII-XVIII
w.,
przechowywanych
w Dubrowniku i w innych miastach Dalmacji. Poza tym, znany
pisarz chorwacki Andrija Kacić (1704-1760) do swego u tworu "Razgovor ugodni
naroda slovinskoga"
(1756) włączył dwie pieśni ludowe o Sibinjaninie
Janku.
Jednak zbieractwo chorwackich
pieśni ludowych osiągnęło swój szczyt w wieku XIX i XX. W roku 1871 ukazał się w Zagrzebiu zbiór F. Kurelca. Siedem lat
póżniej B. Bogisić wydał w Belgradzie zbiór pt. Narodne pjesme iz starijh,
najvise primorskih
zapisa. Z kolei ukazały
się zbiory S. Mazuranicia,
N. Andricia,
V. Stefanicia, V. 2ganca. Poza tym w Zagrzebiu przechowywane
są rękopisy zbiorów Ś. Ljubicia, M. Pavlinovicia, N. Tordinca, S. Ugarkovicia, B. Glavicia, L Zovki,
M. Bośkovicia-Stulli,
K. Brodaricia, L. Mainicia, A. Petrićevicia,
M. Bonifacicia
Roźina, L. Tasa, F. Żidovca, L Ivancana i 13 zbiory alinki Delorki.
alinko
Delorko należy do współczesnych
badaczy
folkloru
chorwackiego.
W ruku 1951 wydał zbiór Zora hrvatske
narodne
baLade i romanse,
a pięć lat
później ukazał się drugi tomik pod tytułem ZLatna Jabuka. "Złote jabłko" wywodzi swój tytuł z jednej z zamieszczonych w tym tomie pieśni. Zawiera on 105
tekstów poezji ludowej. Niektóre z nich pochodzą z niewydanych
zbiorów chorwackich pieśni ludowych,
przechowywanych
w archiwach
Zagrzebia .. Większą
część natomiast spisał Delorko z ust prostego ludu, zamieszkałego
na terenach
Chorwacji. Pracując
w Instytucie
Sztuki Ludowej w Zagrzebiu
w roku 1951
Delorko badał tereny Istrii, okręgi Karlovca, Śibenika, Zadra i Slawonii. Odwiedził również wyspy: Silba, Olib, Premuda, Pasman, Ugljan, Ii, Dugi Otok, Zlarin
i Murter, gdzie ludność zachowała dawne tradycje
kultury
ludowej. Wtedy to
napotkał ciekawe utwory ludowe, które zaczął systematycznie
spisywać. Z badaI1
tych powstał jeszcze jeden jego zbiór pt. Istarske narodne pjesme (Zagrzeb 1960).
Jak sam pisze (s. 143) jego zainteresowanie
poezją ludową zrodziło się, gdy zaczął
tłumaczyć hiszpańską pieśI1 miłosną o Wirgilliuszu. Aby mógł dostosować się do
rytmu tej pieśni zmuszony był czytać dużo utworów ludowych swego narodu.
Wtedy właśnie odkrył wartość artystyczną
chorwackich
pieśni ludowych. Odtąd
zaczął systematycznie zbierać teksty poezji ludowej.
Idąc śladami A. Tresicia-Pavicicia,
który w 1894 r. w MLada Hrvatska
wspominał, że chorwackie
ludowe pieśni' miłosne posiadają
niektóre cechy podobne
do romansów hiszpaI1skich, Delorko uważa, iż w poezji ludowej jego narodu widoczne są wpływy epiki ludowej Europy zachodniej.
Zdanie to, jak wiadomo,
podzielają i inni badacze poezji ludowej Słowian bałkańskich. Przytacza on pieśI1

�326

Spra'lL'ozdania

i recenzje

Nr 14 (Orlando na vodi), która posiada kilka odpowiedników
w chorwackiej poezji
ludowej, a także w zbiorze Vuka Stef, Karadiicia
(nr 748). Delorko uważa, że
opiewany
bohater
Orlando
jest głównym
bohaterem
francuskiej
epiki ludowej
Roland (s. 150).
Pieśni ludowe Delorko dzieli na ballady liryczno-epickie,
na ballady liryczne,
na pieśni miłosne o charakterze
liryczno-epickim,
na utwory liryczne oraz na
kontaminacje
tych ostatnich
dwóch gatunków.
Utwory ludowe dzieli on według
treści i systemu wierszowania.
Zbiór Delorki pomaga badaczom poezji ludowej Słowian południowych
odkryć zasięg wędrówek niektórych
wariantów,
szczególnie motywów serbskich. Jest
to wynikiem
wzajemnych
więzi kulturalnych
tych dwóch ludów, które chociaż
w przeszłości
znajdowały
się w odmiennych
sytuacjach
polityczno-społecznych
posiadają wiele wspólnych cech w kulturze ludowej.
W omawianym
zbiorze Delorki znajduje się wariant znanej bośniackiej pieśni
ludowej Chasanaginica,
którą jak wiadomo przełożył Geothe na język niemiecki.
Wśród utworów, zawartych w tym zbiorze, znajdują się niektóre wątki archaiczne,
takie jak pieśń nr 7 Vrbanka
djevojka.
Tekst ten zanotowano
w roku 1851 na
wyspie Krk i jak zaznacza Delorko nosi jaku boju starine (posiada wiele barw
starożytności,
s. 147), o czym świadczy nie tylko kompozycja, lecz i język. Występuje w niąj liczba podwójna
gredeta. Poza tym pieśń ta ułożona jest systemem
bugarsztycy.
Bugarsztycami
są trzy utwory z tego zbioru (Nr 1 Vrbanka Djevojka,
Nr 5 Turćin dvorba dvorase u Iva Hrvaćanina
oraz Nr 12 ViLin grad). Delorko
uważa, że utwór Vrbanka
Djevojka
został spisany przez pisarzy chorwackich
jeszcze w XVI stuleciu (s. 147), natomiast pieśń nr 5 pochodzi ze zbioru Bogisicia.
Pieśni ludowe, zawarte w zbiorze Zlatna ja buka ilustrują
ciężkie życie ludu
chorwackiego,
jego dążenia i stosunki społeczne.
Poza nielicznymi
wątkami,
jakie można spotkać u pozostałych
Słowian bałkańskich,
większość stanowią samodzielne
oryginalne
utwory ludowe.
W pieśniach Nr 39 Irina Kosnja, Nr 41 Brat i sestra, Nr 59 Nedo2Voljena ljubav
pokazane
jest życie moralne.
Ciekawy jest wątek ballady Nedozvoljena
ljubav
(Niedozwolona miłość). Brat nie chce wydać za mąż siostry nawet gdyby poprosiło
o jej rękę dwóch królów.
Ja tP. ne dam caru nijednome,
Jer je jazuk, da te drugi ljubi,
Već ja ću te, seko obljubiti ...

Dowiedziawczy
się o zamiarach syna matka radzi corce popełnić samobójstwo
poprzez powieszenie
się na drzewie pomarańczowym.
Drzewko to jednak bylo
miłosierne i połamało swe gałązki, nie pozwalając dziewczynie powiesić się. Potem
udała się ona do czerwonej różyczki i prosiła, żeby nie połamała swych gałęzi.
Różyczka również okazała się litościwa i połamała swe gałązki. Z kolei dzie\yczyna poszła do winorośli prosząc, aby nie połamała swych pędów. Winorośl była
miłosierna
i nie pozwoliła, aby dziewczyna popełniła samobójstwo
i połamała swe
pędy. Na końcu dziewczyna
udała się do czarnego ciernia, który mając twarde
serce nie połamał gałęzi i dziewczyna
powiesiła się. Gdy się dowiedział o tym
brat też popełnił samobójstwo
wieszając się, jak i jego siostra.
O podobnej tematyce istnieją serbskie i macedońskie
pidni beJowe, w których
król serbski Stefan chciał się ożenić z siostrą, lecz brak w nich charakteru
balladowego i zakończenia
tragicznego.
W niektórych innych wątkach również można zauważyć podobne cechy wspólne
dla utworów ludowych pozostałych Słowian południowych.
Tak np. w pieśni Nr 6

�Sprau&lt;ozdania

327

i recenzje

Pronadjena
sestra (Znaleziona
siostra) lve Karlović wyzwolił siostrę z niewoli
tureckiej, jak to uczynił królewicz Marko ze swoją siostrą Szajną w macedońskiej
pieśni epickiej (Miladinovci, Zbornik 1861-1961, Skopje 1962, s. 205-208), z tą
tylko różnicą, że utwór macedoński jest zupełnie inaczej zbudowany kompozycyjnie.
Ten sam rve Karlović występuje w kilku jeszcze wątkach (Nr Nr 7, 9, 70).
W niektórych tekstach tego zbioru występują Turcy jako nosiciele zła i nieszczęścia.
Zbiór Delorki ZLatna jabuka świadczy o bogatych tradycjach
ludu chorwackiego, którego życie kulturalne
osnute jest na folklorze. Poza tym zbiór ten jest
bogatym żródłem dla badaczy poezji ludowej południowej
słowiańszczyzny.
Należy żałować, że Delorko nie podał miejsca pochodzenia pieśni, które spisał
sam oraz zbiorów, z których przedrukował
teksty. Dla badacza są to dane bardzo
ważne, gdyż znając pochodzenie
danego wątku i wariantu
może szukać ewentualnych odpowiedników,
występujących
na ziemiach chorwackich,
na terenach
innych Słowian bałkańskich,
jak również i w folklorze innych ludów.
KoLe Simiczijew

Tragudia

tu HeHeniku

Lau -

Pieśni ludu greckiego,

"Nea Hellada"

s. lOB.

Do ciekawych pozycji, które budzą duże zainteresowanie
wśród folklorystów
należy niewątpliwie ten zbiór greckich pieśni ludowych. Wybór ten zawiera prawie
wszystkie gatunki tak bogatej greckiej poezji ludowej. Są tu więc pieśni historyczne, epickie, hajduckie, ballady, pieśni miłosne i obrzędowe: weselne, pogrzebowe, kołysanki i krótkie pieśni humorystyczne,
ilustrujące
rodzinne życie.
Chociaż zbiór ten jest mały jednak dobrze reprezentuje
bogaty folklor grecki,
który nie przestał rozwijać się. Korzeniami
sięga do czasów Homera. Te dawne
klasyczne tradycje wcale się nie zatarły; z biegiem czasu wzbogaciły się wchłaniając ciągle nowe wątki, jakie bieżące życie hamowało.
W istocie jednak w zbiorze tym są pieśni tylko z okresu niewoli tureckiej,
w których odbija się życie człowieka i procesy historyczne,
polityczne oraz społeczne, a zwłaszcza to, co wiązało się z walką o wolność i niepodległość, szczególnie z powstaniem z roku 1B21, które opiewali Puszkin, Byron i Słowacki. Powstanie
to, które przywrócilo wolność kraju po 36B-Ietniej niewoli tureckiej, było punktem
zwrotnym w nowszej historii Grecji, a zarazem i w poezji ludowej.
W pieśniach epickich przedstawiony
jest światopoglćld prostego ludu, który
i dziś układa utwory poetyckie o wydarzeniach,
które nurtują
go, o przygodach
bohaterów nowszych czasów. Pieśń ludowa nie umarła tu. Żyje i rozwija się
równolegle z poezją artystyczną.
Liczne z zawartych tu pieśni posiadają motywy
ogólnonarodowe,
jak również i regionalne, odkrywające
bogactwo życia kulturalnego ludu greckiego .. Pieśni te są ulubionym
repertuarem
w tym egzotycznym
kraju, gdzie wolność jest ulubionym tematem muzy ludowej. Nierozerwalnie
związana z wolnością jest miłość do życia, pełnego marzeń i gorących uczuć.
W pieśniach epickich, o tych bohaterskich
wydarzeniach
odbiły się nie tylko
zdarzenia historyczne, ale i elementy refleksyjne,
obrazujące myśli i uczucia ludu
greckiego. Ludowa pieśń epicka nowogrecka
jest zresztą ciągle żywa, tzn. że
i współcześnie ciągle powstaje i przetwarza
się odbijając współczesne życie. Tak
jak i w przeszłości tak i w nowej greckiej poezji ludowej, motywem tej twórczości jest walka o wolność, umiłowanie
życia i ofiarność oraz gorące uczucia.
W zbiorku tym najlepiej ilustruje to pieśń nr 17, w której matka Kicosa, schwy-

�328

SpratL,;ozdania i recenzje

tanego przez Turków i prowadzonego na szubienicę nie płacze, że syn zginie, lecz
że przepadnie
jego broń '.
W pieśniach lirycznych wielobarwnymi
nićmi utkane jest życie biednego chłopa, młodego pastucha, wędrującego
marynarza,
marzącej dziewczyny, stęsknionej
żony i smutnej matki, kochającej siostry i brata, ich krystaliczne uczucia i myśli.
W pieśniach tych odczuwa się wrażliwość prostego ludu na piękno przyrody i umiejętność wypowiadania
wzruszeń.
Zjawiska
przyrody,
góry, rzeki, lasy, słońce,
księżyc i gwiazdy traktuje ta poezja jako istoty żywe. Charakterystyczną
również
cechą tych pieśni jest przywiązanie
do tradycji i gorący patriotyzm,
a Olimp,
niegdyś siedziba bogów stała się symbolem wolności ojczyzny. Z wyrzutem odnosi
się do góry Kisabos, że "depczą ją Turcy, gdy Olimp jest wolny":
"Ja, stary Olimp, jestem znany na całym świecie.
Posiadam 42 szczyty i 60 źródeł czystej wody.
Na każdym szczycie powiewa sztandar,
Pod każdą gałązką znajduje się hajduk.
A gdy przychodzi wiosna i zielenią się lasy,
Wtedy góry są pełne hajduków, a wąwozy niewolników"."
W wielu pieśniach pokazano psychikę dwóch światów - bogaczy i biednych.
Dla bogatego radością jest złoto, a największą
cnotą dla ubogiego - to bohaterstwo.
W pieśniach lirycznych zawarte są oryginalne myśli filozoficzne utalentowanego
ludu. W krótkich, o wysokich walorach artystycznych utworach odbija się psychika
ludu, jego ciężkie źycie, zwłaszcza utwory poświęcone biednym marynarzom i ich
kochankom,
zawierają
duży nabój ekspresji.
utwory,
poświęcone
dziewczętom,
które daremnie nieraz oczekują powrotu ukochanych,
tchną czystą poezją:
"Wszyscy patrzą na słońce, które zachodzi,
A dziewczyna smutna obserwuje powierzchnię

morza" ",

które zabrało .jej szczęście i radość.
Ciekawe są ballady greckie. Niestety jest ich bardzo mało w tym zbiorze.
bo tylko 6 (nr nr 43, 44, 45, 46, 47 i 48) 4. Dla badaczy ballad ludów słowiańskich
budzą zainteresowanie
szczególnie wątki ballad "Most Arty"", "Zmarły brat·, "gdyż spotyka się je nie tylko wśród Słowiań bałkańskich. Paralele tych wątków
oświetlają dzieje ludów bałkańskich
i ich wzajemne związki oraz wpływy kulturowe.
Słabiej rysują się w zbiorze tym pieśni obrzędowe, z których wiele ma odpowiedniki w słowiańskich
pieśniach obrzędowych na Bałkanach.
Mimo językowych
rozbieżności
między Grekami a ludami słowiańskimi
na
Bałkanach, w ich folklorze jest wiele podobnych wątków i motywów jako rezultat
wspólnego losu wszystkich ludów bałkańskich szczególnie w okresie wielowiekowej

1 Tragudia
2 Ibid,
J

Ibid,

4 Ibid,

tu Helleniku

s. 9.
s. 68.
s. 48 - 58.

5 Ibid,

s. 54 - 55.

6 Ibid,

s. 56 - 58.

Lau,

"oNea Hellada"

.•.

17.

�SpraWozdania

329

i recenzje

niewoli tureckiej. Niestety zagadnienia te dotąd nie są zbadane, właśnie skutkiem
trudności nieznajomości
przez współczesnych folklorystów
języka nowogreckiego
oraz z braku publikacji i zbiorów greckiej poezji ludowej.
Warto podkreślić, że po wyzwoleniu
Grecji spod jarzma tureckiego
(1821)
polityka jej rządów oraz stosunek wielu naukowców greckich wobec kultury i historii sąsiednich ludów słowiańskich nie były obiektywne. Począwszy od Nikolaosa
Politisa z XIX w. do folklorystów naszego stulecia - Akademika, profesora Uniwersytetu Ateńskiego - Nikolaosa Veisa, profesora Uniwersytetu
w Salonikach Jannisa Apostolakisa, Zakintinosa
i wielu innych współczesnych, w ich pracach
nie można znaleźć nie tylko wzmianki o wspólnych wątkach Greków i Slowian
południowych, ba nawet nie ma ani słowa o folklorze tych Słowian, które znalazły uznanie u Herdera, Goethego, braci Grimm, Puszkina, Mickiewicza i wielu
innych przedstawicieli
świata nauki i kultury krajów europejskich
w ubiegłym
i naszym stuleciu.
Grecja, to jedyny kraj sąsiadujący
ze Słowianami, gdzie nie było i nie ma
po dziś katedr slawistycznych na jej uniwersytetach.
Dlatego nie rozwija się tam
slawistyka. Takich prac brak i w Bułgarii i Jugosławii, gdzie etnografowie
nie
wiedzą prawie nic o folklorze greckim. Prace tego rodzaju pomogłyby ustalić
nie tylko genezę poszczególnych wątków pieśni ludowych i bajek ludów bałkańskich, lecz rozwiązałyby i wiele spornych zagadnień, związanych z rozwojem, charakterystyką
i migracją
podobnych motywów ich folkloru. Mamy nadzieję, że
w najbliższym okresie uruchomione zostaną katedry bałkanistyki na uniwersytetach
w Jugosławii i Bułgarii.
Kole
Kazachskaja

wajewym).

narodnaja

Ałma-ata

poezija

(iz obrazcow

sobrannych

Simiczijew

zapisannych

A. A. Di-

1964, s. 256.

Kazachskie pieśni ludowe, zawarte w tym tomie, są częścią' zapisów, dokonanych przez Baszkira profesora Abubekira Achmedżanowicza Diwajewa na ziemiach
Kazachstanu. Znany etnograf i badacz kultury ludowej ludów azjatyckich Związku
Radzieckiego Diwajew zaczął zbierać starodawne
utwory kirgiskie, poematy
bohaterskie, baśnie i inne materiały
folklorystyczne
już w roku 1884. Później,
w latach 1891-1897, 1902-1907 rozszerzył swoje zainteresowania.
W okresie tym
Diwajew współpracował z pismami "Turkienstanskiie
Vedomosti" (1892), "Okraina"
(1894), z almanachem "Sriedniaja Azija" (1895). W latach 1895-1900 zebrane przez
niego materiały zaczęły się ukazywać na łamach pism naukowych "Zapiski Wostocznogo Otdeła Ruskogo Archeologiczeskogo
Obszczestwa",
"Zapiski Russkogo
Geograficzeskogo Obszczestwa" i in.
Za swoje zasługi Diwajew został wybrany na członka Towarzystwa Archeologii,
Historii i Etnografii Uniwersytetu Kazańskiego, później zaś na członka Towarzystwa
Miłośników Nauk Przyrodniczych,
Antropologii
i Etnografii
przy Uniwersytecie
Moskiewskim. W roku 1906 Diwajew objął stanowisko dyrektora szkoły tatarskiej
w Taszkiencie.
Całe swoje życie poświęcił on pracy badawczej nad twórczością ludową krajów
Srodkowej Azji Związku Radzieckiego. W roku 1915, kiedy obchodził 25-lecie swej
działalności naukowej, W. A. Gozdlewski nazwał go "entuzjastą,
który bezinteresownie poświęca swój wolny czas nauce" (Ziwaja starina", 1916, vypusk I, s. 37).
W roku 1918 Diwajew wykładał etnografię w Kirgizji na Wschodnim Instytucie
Turkiestańskim.
Wtedy skupiał wokół siebie grupę studentów,
zajmujących
się
zbieraniem i odkrywaniem folkloru kazachskiego. Wynikiem tych jego za interes 0-

�330

SpraWozdania

wań były zebrane

w 1922 r. kazachskie ludowe pieśni epickie Alpamys
batyr i in.
Współczesny folklorysta rosyjski Wiktor Zirmunski zalicza Diwajewa do czołowych badaczy epiki ludowej krajów Srodkowej Azji (W. M. Zirmunskij. Nekotorye itogi izuczenija
geroiczeskogo
eposa narodow Srednej Azii, "Woprosy izuczenija
eposa narodow SSSR", Moskwa 195B, AN SSSR, s. 25).
Diwajew wraz z Walichanowem,
Radłowem i Potaninem zapoznał świat naukowy z kazachskim ludowym eposem bohaterskim
jeszcze przed rewolucją październikową·
Zbiór Diwajewa Kazachskaja
narodnaja
poezija zawiera bajki (s. 33-93), plesm
obrzędowe
(s. 94-103),
przysłowia,
zagadki (s. 104-130),
artykuły
(s. 133-159)
oraz prace i recenzje uczonych rosyjskich
i radzieckich
o nim. Na s. 22B-233
podany jest olbrzymi materiał etnograficzny,
zebrany przez Diwajewa w języku
kirgiskim,
a na s. 234-243
bibliografia
kazachskich
materiałów
etnograficznych,
wydanych przez Diwajewa, zaś na s. 244-254 jego rękopisy z kazachskiej twórczości ludowej, przechowywane
w archiwum biblioteki Akademii Nauk Kazachskiej SRR.
Omawiany zbiór Diwajewa zawiera utwory ludowe w języku kazachskim oraz
ich przekłady w języku rosyjskim.
Pozycja ta jest cennym nabytkiem dla badaczy folkloru ludów Srodkowej Azji
Związku Radzieckiego oraz dla etnografów i folklorystów, zajmujących się szerszą
komparatystyką
twórczości ludowej.
Wędrowne motywy niektórych utworów ludowych Srodkowej Azji i Bliskiego
Wschodu na pewno dostawały się do ludów słowiańskich - południowych i wschodnich - szczególnie w okresie najazdów Tatarów i Turków. Na bliskim Wschodzie,
jak wiadomo, narodził się i grecki ludowy epos bohaterski średniowiecza o Digenisie Akritisie.
Ludy Srodkowej Azji Związku Radzieckiego w swojej wielowiekowej
historii
utrzymywały
ścisłe kontakty kulturalne,
szczególnie Uzbecy, Kozacy, Kirgizi, Karakałpacy
i Turkmeni;
mają oni języki zbliżone oraz wiele wspólnych
cech
w ich kulturze ludowej. Jako plemiona koczownicze ludy te zamieszkały obszernE
tereny stepów średnioazjatyckich.
W procesie tworzenia grup narodowych ludy te nie zerwały stosunków między
sobą. Gdy osiedliły się ostatecznie na terenach zamieszkałych przez chłopów, mówiących po irańsku
zetknęły się z ich kulturą.
Kultura
tubylców pochodzenia
irańskiego wywarła szczególnie duży wpływ na Uzbeków i Turkmenów.
Zycie kulturalne
ludów Sradkowej
Azji Związku Radzieckiego,
ich dawna
przeszłość,
odbite są w folklorze. Szczególnie
bogata jest ich epika ludowa.
W eposie bohaterskim zawarta jest starodawna bajka bohaterska, pieśni bohaterskie
okresu gminnego i feudalnego oraz utwory późniejszego okresu, tzw. powieściowego.
Te właśnie bogate tradycje
kulturalne
Kazachstanu
ilustruje
omawiany
zbiór
Diwajewa.
W kazachskich
utworach
ludowych, jak i u pozostałych ludów Srodkowej
Azji ZSRR znajdujemy elementy modernizacji,
jednak dominuje w nich fanatyzm
religii muzułmańskiej,
wpływ utworów literackich
itd.
Kazachska twórczość ludowa rozwinęła się w warunkach życia koczowniczego;
wyraża ona stosunki społeczno-polityczne,
panujące na tych ziemiach. Aczkolwiek
życie kulturalne ludów Srodkowej Azji ZSRR jak było wspomniane, posiada wiele
wspólnych
cech, jednak w ich twórczości ludowej istnieją różnice, wynikające
z tradycji historycznych
i życia społecznego. Kazachski ludowy epos bohaterski,
który składa się z poematów bohaterskich (batyrlar
żyry) oraz poematów lirycznych
ba tyr,

Koblandy

i wydane

i recenzje

batyr,

Kambar

�Sprawozdania

331

i recenzje

żyry) różni się od eposu ludowego Kirgizów (Manasa). Kazachskie epickie
pieśni ludowe nie są długie, jak epos kirgiski. Te właśnie cechy ujawniają
zapisy
Diwajewa.
Teksty spisane przezeń na ziemiach kazachskich
zaopatrzone
są imieniem
i nazwiskiem śpiewaka ludowego. Podane jest i miejsce pochodzenia utworu.
Folklor kazachski, jak również i pozostałych ludów Srodkowej Azji, jest przedmiotem żywych zainteresowań
uczonych radzieckich, szczególnie po drugiej wojnie
światowej. Do grona badaczy tego folkloru należy i komitet redakcyjny w składzie
N. Smirnowa, M. Gumarowa, M. Silczenki i T. Sydykowa, który przygotował
do
druku zbiór Diwajewa, zaopatrując
go wstępem (s. 5-29).
(gatyktyk

Kole

s. P. Kraszeninniko1O w Sibiri, nieopubliko1Oannyie
matierialy.
i wstupitielnaja
statja prof. N. N. Stiepanowa.
Izdatielstwo
Lenigrad 1966, s. 239, ilustr. l, mapa l, cena 81 kop.

Simiczije10

Podgotowka tieksta
"Nauka", Moskwa-

Historia geograficznego
poznania Syberii i kultury zamieszkujących
ją grup
etnicznych wzbogaciła się o nowe wartościowe
opracowanie. Recenzowana książka
poświęcona jest omówieniu nieopublikowanych
dotychczas materiałów
zgromadzonych przez S. P. Kraszeninnikowa
(1713-1755),
uczestnika
Wielkiej
Północnej
Wyprawy (1733-1743) V. Beringa, autora fundamentalnego
dzieła w historii etnografii rosyjskiej
Opisanie
ziem li Kamczatki,
wydanego
po raz pierwszy
ponad
200 lat temu. t
Książka sklada się z trzech części. We wstępie (s. 1-7),
znany archeolog
A. Okladnikow prezentuje wkład S. P. Kraszeninnikowa
do historii badań rosyjskich nad kulturą ludów Syberii, zestawiając przy tym bogatą literaturę.
Sprawy
te zasygnalizowane tylko we wstępie zostały szerzej przedstawione
przez N. N. StiepanO\\ia \V drugiej części pracy: T100rczeskij put' S. P. Kraszeninn·iko1Oa (s. 8-37),
noszącej charakter skrótowej biografii, z której dowiadujemy
się, że w roku 1724
udało się S. P. Kraszeninnikowowi
wstąpić do "Słowiańsko-grecko-łacińskiej
Akademii w Moskwie". Tu zdobył gruntowne wyksztalcenie,
a dzięki posiadanym zdolnościom humanistycznym
i przyrodniczym
włączono go w skład Wielkiej Północnej
Wyprawy (1733-1743) V. Beringa, której "pierwsze kolumny wyjechały do dalekiego kraju zwanego Kamczatką"
w lutym 1733 r. Przebywając
na Kamczatce
kierował się S. P. Kraszeninnikow
zasadą nieobchodzenia się nigdy żle z ludnością
tubylczą, co pomogło mu zgromadzić ogromny materiał etnograficzny,
który przedstawił po latach w pracy Opisa.nie ziemli Kamczatki.
Dziesięć lat spędził S. P. Kraszeninnikow w ekspedycji V. Beringa, a z tego cztery na Kamczatce, mając przy
tym sposobność poznania życia jej tubylców i ich kultury. Przedstawione
przez
N. N. Stiepanowa
fakty z życia autora Opisanja ziemli Kamczatki
składają się
na skróto\vą interesującą
biografię, w której nie pominięto istniejącej
literatury
z tego zakresu, zawierającej
dokładniejsze
omówienie tej problematyki.
Najciekawszą
dla etnografa partią książki jest część trzecia zawierająca
niepublikowane dotychczas materiały
S. P. Kraszeninnikowa,
wśród których na plan
pierwszy wysuwają się: Dnie10nik
putiszest10ja
w 1734-1736 godach, (s. 49-85),
Rejestr skolko pod Bagruzinskim
ostrogom i Barguzinskogo
1Oiedomstwa ostrożkami
1 Pierwsze
wydanie
tej pracy
ukazało
się w Petersburgu
1755 r. Potem
maczenia
na język
niemiecki
(1766), francuski
(1767; 1768, 1770) i angielski
wydanie
rosyjskie
ukazało
siG w 1949 r. w Leningradzie.

nastąpiły
tłu(1764). Ostatnie

�33~

Spra1Dozdania

jasacznych
Opisanie

tungusow
bratskich

imiejetsja

mużikow

i recenzje

i na skolko

Irkuckogo

rodow

razdieleny

wiedomstwa

-

(s. 139-140),

1736 (s. 137-138),
O sobolinom

pro-

i "pieszych"
larnutow,
platjaszczych
jasak w Ochotskij
i Taujskij
ostrogi
(s. 194-195). W "Dzienniku" oprócz wiadomości natury przyrodniczej
znajdują się również informacje z zakresu etnografii,
a wśród nich szczegóły o Tatarach syberyjskich i ich kulturze - zawieranie małżel1stwa, obrzęd pogrzebowy oraz inne. Relacje te dotyczą faktów z pierwszej
połowy X VIII stulecia, a więc tego okresu historycznego,
w którym nie zarysowały się jeszcze wyraźne wpływy cywilizacji rosyjskiej, która w latach późniejszych wyeliminowała
szereg tradycyjnych
form kulturowych
właściwych ludom
Syberii. Publikowany
na dalszych' stronach pracy Rejestr skolko ... oraz Opisanie
bratskich
rnużikow...
zawierają
cenne wiadomości dla badacza historii etnicznej
Syberii, z których wywnioskować
można o liczebności poszczególnych rodów, wysokości opłacanego przez nich podatku tzw. "jasaku", rozsiedleniu
i podstawach
gospodarczego bytu. Zgromadzone na kartach książki relacje S. P. Kraszeninnikowa
posiadają ogromną wartość przy współczesnym
rozwoju etnografii
Syberii. Materiały te interpolowane
bogatą literaturą
przedmiotu
składają się na ówczesny
obraz kulturowy
Syberii, tak bliski w sensie czasowym odmienny jednak w zakresie inwentarza, którego szereg szczegółów utrwalił S. P. Kraszeninnikow.
KOl1cząc należy podkreślić, że dobrze się stało iż materiały S. P. Kraszeninnikowa, leżące przez stulecia w trudno dostępnych archiwach doczekały się opublikowania. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że redaktorska
strona publikacji
posiada szereg niedociągnięć,
wśród których na plan pierwszy wysuwa się brak
mapy przedstawiającej
ówczesne rozsiedlenie omawianych przez S. P. Kraszeninnikowa grup etnicznych, a także należało podać w przypisach używane dziś etnonimy opisanych przez niego ludów. Braki te nie ujmują jednak zasadniczej wartości rezenzowanej
książce, a zgromadzone w niej szczegóły z zakresu etnografii
ludów Syberii winny być uwzględnione przez współczesnych badaczy, zajmujących
się etnografią tej części Związku Radzieckiego. Recenzję można zak0l1czyĆ życzeniem, aby w naszej literaturze ukazała się podobna publikacja, poświęcona polskim
materiałom
z zakresu etnografii Syberii sięgającym wieku XVII i XVIII.
myslie

(s. 155-174)

i Spisok

rodow

o!ennych

Antoni

I. S. Wdowin, Oczerki
istorii
skwa-Leningrad
1965, s. 400.

etnografii

Czukczej.

"Izdatielstwo

Kuczyński

Nauka",

l\Io-

Recenzowana książka powstała w dużej mierze w oparciu o nieliczne wprawdzie ale wartościowe
i nie opracowane
dotychczas materiały
historyczne
dotyczące Czukczów, wzbogacone przez autora bogatą literaturą przedmiotu. W krótkim
wstępie kreśli autor stan badal1 etnograficznych
na północno-wschodnich
rubieźach
Azji podkreślając
przy tym, że pierwsze relacje z zakresu etnografii Czukczów
pochodzą z kOl1cowych lat XVII stulecia i ujęte są w sztywne ramy urzędowych
komunikatów,
sporządzanych
przez rosyjskich podróżników i carskich kolonizatorów tych obszarów. Materiały te nie nadają się wprawdzie do samodzielnych rozważal1 analityczno-porównawczych,
ale stanowią one widoczny ślad minionej przeszłości, tak bliskiej w sensie czasowym, a jednak bardzo odległej pod względem
kulturowym. Wiek XVIII i XIX wzbogacił te skromne relacje nowymi materiałami
z zakresu etnografii Czukczów, stanowiących
najstarszą
warstwę etniczną wśród
rozsiedlonych
obecnie na obszarach
Azji północno-wschodniej
przybyszów
-Ewenów, Ewenków, Jakutów i Rosjan.

�Sprawozdania

i recenzje

333

.f-ublikacja składa się z trzech rozdziałów,
z których pierwszy zatytułowany
s sieriediny
XVII
do sieriediny
XIX w. (s. 9-152) podzielony jest na szereg podrozdziałów
poświęconych
omówieniu
ważniejszych
zagadnień
z zakresu
kultury materialnej
ze szczególnym zwróceniem uwagi na hodowlę reniferów,
rybołówstwo, łowiectwo ssaków morskich i lądowych, budownictwo
oraz transport
i komunikację. Poza tym kreśli w nim autor obraz wzajemnych
kontaktów
Czukczów z Koriakami i Jukagirami
informując
przy tym o istnieniu świadectw historycznych,
potwierdzających
utrzymywanie
przez nich
stosunków
handlowych
z Eskimosami
mieszkającymi
po przeciwnej
stronie
Cieśniny Beringa. Lektura
tego rozdziału wprowadza czytelnika w problematykę
kultury Czukczów z końca
XVII i początków XVIII stulecia, której charakterystycznymi
znamionami
były
wówczas neolityczne narzędzia w rodzaju kamiennych
toporów, kościanych grotów
do strzał i harpunów,
świdry ogniowe itp., a także ustrój plemienno-rodowy.
Sygnalizując tematykę tego rozdziału warto podkreślić, że w świetle zgromadzonych
w nim materiałów
rysuje
się bardzo wyraźnie
ówczesna
kultura
materialna
Czukczów, ldórzy dzielili się na dwie odrębne grupy z uwagi na system gospodarki. Jedną z grup stanowili łowcy ssaków morskich, rozsiedleni na wybrzeżach
Azji północno-wschodniej,
którzy mieszkali w ziemiankach
i używali zaprzęgu
w psy, podobnie jak mieszkający
w ich sąsiedztwie Eskimosi. Drugą grupę twoszyli Czukcze reniferowi,
hodujący te zwierzęta nie tylko dla skór i mięsa, lecz
także dla celów pociągowych. Grupa ta prowadziła
koczowniczy tryb życia pokonując nieraz olbrzymie odległości w poszukiwaniu
chrobotka
reniferowego
(gatunek mchu stanowiący postawowy składnik pożywienia tych zwierząt - A.K.) dla
swych stad, osiągających często ponad 1000 sztuk. Ważnym składnikiem treściowym
tego rozdziału jest zagadnienie
kolonizacji
półwyspu. cżukockiego
przez Rosjan,
którzy po raz pierwszy zetknęli się z Czukaczami w roku 1647. Autor po przeanalizowaniu wielu tekstów źródłowych
ukazał właściwe
oblicze carskich
rządów
w tej części Azji, których rezultatem
był znaczny proces depopulacji
wśród rozsiedlonych na jej obszarach grup etnicznych.
Zgromadzony
materiał
historyczny
posiada również i to znaczenie, że przyczynia się walnie do ustalenia ówczesnych
rejonów rozsiedlania ludności czukockiej, która kryła się zazwyczaj w trudno dostępne rejony półwyspu uchodząc przed poborcami podatków i zaborczymi kupcami.
W rozdziale drugim zatytułowanym
Czukczi
sa wtoroj
połowiny
XIX w. do
1917 g. (s. 153-272) omówił autor te same zagadnienia co w części pierwszej, z tą
tylko różnicą, że oparł je na bogatszej literaturze
przedmiotu, a przede wszystkim
o szereg prac członka amerykańskiej
wyprawy
Jesup North Pacyfic Ęxpedition
0901-1902),
Rosjanina
W. Bogoraza, doskonałego
znawcy etnografii
Czukczów,
jedynego, jak do tej pory, autora monografii
o kulturze tego ludu. Wyznaczony
przez autora okres czasowy tego rozdziału przyniósł gospodarce czukockiej szereg
zmian, a rozwijająca
się hodowla reniferów
zmniejszyła
znacznie proces depopulacji, tak bardzo zarysowanej
w latach poprzednich.
Począwszy od połowy wieku
XIX myśliwi czukoccy zaczęli na szerszą skalę aniżeli poprzednio, używać broni
palnej, ułatwiającej
polowania, przez co częste niegdyś klęski głodowe stały się
rzadkością. Władze Rosji carskiej, które jeszcze pod koniec XVIII stulecia zrezygnowały z ujarzmienia
Czukczów drogą zbrojnych
poczynań rozpoczęły w wieku XIX uzależniać ich od siebie na drodze gospodarczej.
Podatek tzw. "jasak"
płaciły wśród Czukczów tylko te osoby, które się do tego dobrowolnie zobowiązały,
za co otrzymywały
tytoń, metalowe
wyroby, wódkę oraz mąkę. Administracja
carska stosując środki gospodarczego
oddziaływania
na tubylców podważała jednocześnie stare normy ich prawa zwyczajowego wnosząc nowe formy organizacji,
które u wielu grup lokalnych
spowodowały
zanik więzi rodowo-plemiennej,
Czukcze

�334

Sprawozdania

i recenzje

a w konsekwencji
utratę świadomości etnicznej. Wprawdzie ani razu przez okres
trzech ubiegłych stuleci nie przyjęli Czukcze władztwa Rosji carskiej, ale ekspansja
gospodarcza cywilizacji europejskiej uzależniła ich w znacznym stopniu od administracji rosyjskiej.
Idąc za autorem wspomnieć jeszcze należy, że druga połowa
XIX stulecia dostarczyła obszarom półwyspu czukockiego znacznej ilości kupców
z terenu sąsiedniej Ameryki. Były to bowiem czasy, gdy Rosja osłabiona wewnętrznym
kryzysem ustroju feudalnego zmuszona była pozbyć się za bajecznie
niską cenę 7 200 000 złotych dolarów swej zamorskiej kolonii - Alaski. Od tego
momentu droga amerykańskich
kupców na krańce Azji północno-wschodniej
stała
otworem. Kupcy ci w równy sposób co rosyjscy łupili ludność tubylczą kupując
ze bezcen skóry zwierząt futerkowych,
dając w zamian tytoń, wódkę, tanie świecidełka i choroby weneryczne.
Lektura
rozdziału
drugiego pozwala prześledzić
proces przekształcania
się
kultury czukockiej pod wpływem ekspansji gospodarczej idącej od kupców rosyjskich i amerykańskich,
a także od Jakutów, Jukagirów i Ewenów. Kwestia stanie
się bardziej widoczna gdy podkreślimy,
że już w drugiej połowie XIX stulecia
używali Czukcze nie tylko wachlarzowatego
systemu wprzęgania
psów lecz stosowali również zaprzęg podłuży, polegający
na tym, że każdy pies posiadał
oddzielne szelki, które w odpowiednich
odstępach przymocowane
są do mocnej
liny rzemiennej,
pełniącej
rolę dyszla, umocowanego
do przedniej
części sań.
Zaprzęg ten typowy dla osiadłych Ewenów, części Jakutów, Jukagirów, Koriaków,
Kamczadali i Eskimosów przeniesiony
do nich został przez kolonistów rosyjskich,
którzy zetknąwszy
się z uprzężą psią udoskonalili
ją na swój sposób 1. Najście
nowych przybyszów nie wyeiiminowało
jednak całkowicie starych prawideł życia
gospodarczego,
a w wielu osadach czukockich można było jeszcze pod koniec
XIX i na początku XX stulecia spotkać kamienne młotki oraz kamienne piły do
cięcia reniferowych
kości, zmarzniętego mięsa i skór. Zachowały się też kościane
kopaczki, używane przez kobiety przy zbieraniu korzeni oraz szereg innych narzędzi,
stanowiących
wyposażenie gospodarstwa.
Nie zanikły także stare obrzędy i zwyczaje, które nadal kultywowano czcząc szamanów i szereg innych bóstw, właściwych
ich kulturze
duchowej. W każdej rodzinie spotkać było można liczne amulety,
mające chronić od złych duchów, zwanych "kelet", a sezonowe święta między
innymi z okazji pierwszego na wiosnę wypędzenia reniferów, spuszczenia nowej
łodzi na wodę, obchodzono nadal z zachowaniem
całej ceremonii
obrzędowej.
Właściwie stwierdza
autor, że jakkolwiek
cywilizacja
rosyjska
wyeliminowała
szereg tradycyjnych
zjawisk w obrębie kultury materialnej
to kultura społeczna
oraz duchowa pozostały prawie nie zmienione i przetrwały
w swej osiemnastowiecznej formie do początków XX stulecia.
Najobszerniejsza
część pracy poświęcona jest omówieniu przeobrażeń
gospodarczych, które dokonały się na półwyspie czukockim w okresie od 1917-1960 r.
Rozdział ten zatytułowany
Czukczi w sowietskoie
wriemja
1917-1960 gg. (s. 273400) ukazuje problematykę
hodowli reniferów,
łowiectwa morskiego i lądowego
oraz zagadnienia
szkolnictwa i służby zdrowia. Współczesna gospodarka czukocka
to przede wszystkim
kolektywne
zespoły rybackie i hodowlane. Koczownictwo
nieodłączne niegdyś przy hodowli reniferów zaczyna coraz bardziej zanikać, gdyż
wypasem stad zajmują się tylko nieliczni członkowie kolektywnego
gospodarstwa.
Olbrzymią pomoc w prowadzeniu
gospodarki rybackiej i hodowlanej niosą stacje
naukowo-badawcze,
rozrzucone
w wielu rejonach
półwyspu. W sumie rozdział
1 Istoriko-etnograjiczeskij

skwa-Leningrad

1961, s. 65.

atlas

Sibiri,

pod

red.

M. G. Lewina

L.

P.

Polapowa,

Mo-

�Sprawozdania

335

i recenzje

ten nie zawiera wiele materiałów, mogących zainteresować
etnografa, gdyż dotyczy
on przede wszystkim problemów
gospodarczych,
kształtujących
się w kolektywnych zespołach rybackich, myśliwskich
i hodowlanych.
Recenzowana
praca jest w pierwszej
swej części dość dobrym przykładem
w literaturze
przedmiotu,
tym bardziej
godnym podkreślenia,
że analizy żródeł
historycznych dokonał nie historyk a etnograf wydobywając
z nich wiele cennego
materiału
umożliwiającego
rekonstrukcję
XVII-stowiecznej
gospodarki
Czukczów
i ich kultury. Szkoda jednak, że tekstu pracy nie wzbogacono materiałem
ilustracyjnym, tak ważnym w pracach
etnograficznych.
Do usterek
zaliczyć również
należy brak map ilustrujących
rozsiedlenie
Czukczów w omawianych
okresach
historycznych,
a także nierównomierne
potraktowanie
poszczególnych
zagadniell
bądź całkowite ich pominięcie.
Mimo wymienionych
braków
zawarty
w pracy
materiał faktograficzny
stanowi cenne kompendium
z zakresu kultury Czukczów.
Książka I. S. Wdowi na jest więc wartościowym
opracowaniem
w dziedzinie etnografii Syberii, a zgromadzony w niej materiał posuwa znacznie naprzód badania
z zakresu struktury kulturowej ludów paleoazjatyckich,
stąd przekonanie, że stanie
się ona niezbędną w dalszych studiach nad tym zagadnieniem.
Antoni

Margarete
ryc. 56.

Wagner, Aus

aZten

Backstuben

und

Offizinen.

Esslingen

Kuczyński

1961, ss. 86,

Dotychczasowe
badania
nad formami
pieczywa
codziennego
i obrzędowego
cechuje położenie nacisku na niektóre tylko aspekty tego problemu. Sytuacja ta
jest odbiciem stanu żródeł, które wyjątkowo
informują
o technologii,
formie
i funkcjI pieczywa, natomiast
ukazują stosunkowo
dużą ilość form piekarskich,
odznaczających
się często wysokimi
walorami
ar~ystycznymi
i wzbudzających
zainteresowanie
historyka
sztuki, kultury
i etnografa.
Wielkość i różnorodność
form piekarskich jest geograficznie zmienna; na wschodniej i zachodniej Słowiailszczyźnie nasilenie
ich występowania
jest o wiele mniejsze
niż w Niemczech
(np. powszechne występowanie
zarówno na wsi jak i w mieście żelaznych form do
wypieku wafli i opłatków
kończy się na Ziemiach
Odzyskanych).
Zrozumiałe
więc, że dysponując
bogatą bazą żródłową badacze niemieccy poświęcili
wiele
uwagi formom piekarskim, analizując kompozycję obrazu i ornamentu,
wykazując
ich związki z innymi gałęziami sztuki, wyodrębniając
motywy tradycyjne,
które
z drobnymi jedynie zmianami przetrwały
od średniowiecza
do czasów współczesnych, i ustalając zależność innych od modnych w danej epoce motywów plastycznych, a nawet od ważnych wydarzeń historycznych.
Tendencji tej uległa również
M. Wagner, która w swej książeczce daje przegląd różnych form pieczywa po··
jawiających się w Niemczech na przestrzeni stuleci. Niekiedy powołuje się autorka
równieź na tradycję
autentyczną,
ale w większości wypadków
stan źródeł nie
pozwala wyjść jej poszukiwaniom
poza XIV w.
Autorka już we wstępie podkreśla walory artystyczne
stempli i form piekarskich oraz żelaz do wypieku wafli i opłatków, i to zaaferowanie
poziomem ich
artystycznego
wyrazu zadecydowało
o charakterze
jej pracy. Nie materiał,
nie
technologia i nie funkcja pieczywa jest ośrodkiem
jej analizy, ale negatyw ich
ozdób zachowany poprzez stulecia w różnorakich
formach piekarskich.
Dlatego też pierwszy rozdział, poświęcony formom chleba i pieczywa obrzędowego kształtowanych
ręką względnie tylko przy pomocy noża, łyżki, wałka etcnależy do najkrótszych.

�SpraWozdania

i recenzje

Chleb, którego historia
stale czeka jeszcze na napisanie,
został szczególnie
po macoszemu potraktowany.
Odkrycia fermentacji
ciasta dokonały według autorki
wszystkie
kultury
i ludy oddzielnie w wyniku obserwacji
fermentacji
pozostawionych resztek ciasta. O ile jednak historia chleba jest jeszcze pełna niejasności,
to właśnie fakt zapożyczenia
sposobu kwaszenia
ciasta przez wiele kultur nie
ulega wątpliwości w świetle dzisiejszego stanu badań etnografii, archeologii, filologii i historii.
W rozdziale o żelazach do wypieku wafli i opłatków autorka dysponując fotografiami oryginałów począwszy od XIV-XX
wieku pokazuje zmiany ich ornamentu w perspektywie
zmieniających się stylów w sztuce. Czternastowieczną
Matkę
Boską zastąpił
renesansowy
ornament
z kolumienek,
girland,
profilów
głów
i amorków. Równocześnie jednak, jako że formy te były częstym podarkiem weselnym, popularnym motywem były postacie państwa młodych z inicjałami, względnie nazwiska nowożeńców wplecione w ornament, zaś w rodzinach szlacheckich -centralną
pozycję kompozycji zajmował herb.
Najwięcej uwagi poświęciła autorka różnym formom służącym do ozdabiania
pieczywa. Najprostsze
z nich, drewniane
stempelki
z figurami
geometrycznymi,
służyły upiększaniu
chleba. Bogate kompozycje,
składające
się z kilku osób,
często z scen religijnych (Zwiastowanie, fragmenty Drogi Krzyżowej, sceny z życia
Józefa i Marii w Egipcie etc.), służyły ozdabianiu pieczywa świątecznego i zmieniały swe motywy wraz z rozwojem sztuk plastycznych. Autorce udało się też przekonywująco
wykazać analogie między tematyką form piekarskich
a treścią sztychów, a nawet koronek weneckich.
Nie tak podatne plastycznie marcepany i cukry uchodziły za środki uzdrawiające i przez stulecia ich przygotowywaniem
trudnili się przede wszystkim aptekarze. Natomiast pierniki były wypiekane przeważnie przez specjalistów, wyłącznie
mężczyzn, gdyż wyrabianie gęstego ciasta piernikowego wymaga znacznej siły.
Autorce nie udało się niestety w większości wypadków połączyć określonych
form piekarskich z technologiczną, formalną i funkcjonalną
charakterystyką
odpowiednich pieczyw; zresztą w wielu wypadkach
z powodu niekompletności
żródeł
problem pozostanie na zawsze nierozwiązany,
tym bardziej,
że niektóre formy
były zapewne używane również do produkcji wotywnych kompozycji woskowych.
Wartość pracy M. Wagner podnosi spora ilość ilustracji
(ponad 50), które
w obrębie poszczególnych
rozdziałów
zestawione
tematycznie
i chronologicznie
pozwalają na szybkie zapoznanie się z dominującymi
w poszczególnych epokach
motywami form piekarskich.
Nie psuje tego pozytywnego wrażenia nawet kilka
pomyłek drukarskich,
które zresztą przy dokładny~
czytaniu tekstu łatwo daj'l
się wykryć (na str. 14 i 15 pod rycinami 8 i 9 zamiast roku 1500 powinien być
rok 1300, a na str. 28 pod ryciną 17 zamiast wiek V poprawnie
winien być
wiek XV).
Gerhard

Wilhełm Muhlmann, Ernst W. Muller (wyd.), Kulturanthropologie.
schaftliche Bibliothek, t. IX, KaIn-Berlin,
1966, s. 434.

Kloska

Neue wissen-

W. E. Mi.ihlmanna i E. W. MUlIera jest dziewiątym tomem,
do wydanego w 1956 r. przez Gaeten Picona dzieła Panoramy des idees
conteporaines
(Paris), serii Neue wi:ssenschaftliche
Bibliothek (pierwszy tom tej
serii ukazał się w 1965 r.) ukazującej się w Kolonii pod redakcją Dietera Wellershoffa w wydawnictwie
Kiepenheuer
i Witsch. O ile jednak wydany przez G. Picona tom był przedsięwzięciem
jednorazowym,
to "Neue wissenschaftliche
BiblioKulturanthropologie

podobnym

�SpraWozdania

i recenzje

337

thek" pomyślana jest jako długofalowa akcja wydawnicza. Cała seria dzieli się
dotychczas na 5 działów: nauki ekonomiczne, literaturoznawstwo,
psychologia, socjologia, historia, których redaktorami
są wybitni w tych dziedzinach fachowcy
niemieccy. W obrębie tych działów ukazują się tomy poświęcone zagadnieniom
bardziej szczegółowym. Każdy z tych tomów stanowi oddzielną całość i zawiera
wprowadzenie w problematykę,
którego autorem jest redaktor tomu, oryginalne
prace, uprzednio drukowane w czasopismach specjalistycznych
i stanowiące już
dzisiaj po większej części literaturę klasyczną współczesnej nauki, względnie tylko
ich fragmenty, związane z przedmiotem badań lub tworzące metodologiczną podstawę określonego prZez wydawcę problemu, wreszcie indeks autorów i indeks
rzeczowy. Wydawnictwo to przerasta obszernością pracę G. Picona, ale obydwie
łączy ten sam cel dania obrazu współczesnej nauki i myśli nie poprzez kompendium,
lecz na przykładach oryginalnych tekstów autorów, których wyniki badań miały
w tworzeniu się tego obrazu głos decydujący.
W dziale socjologicznym (wydawca Jiirgen Habermas, Frankfurt)
ukazały się
dotychczas trzy tomy: 1. Jugend in der modernen GeseHschaft, wyd. Ludwig von
Friedeburg, 1965; 2. Logik
der Sozialwissenschaften,
wyd. Ernst Topitsch, 1965;
3. Kulturanthropologie,
wyd. W. E. Miihlmann i E. W. Muller, 1966.
Wydanie pracy o antropologii
kulturalnej
w dziale socjologicznym
można
uważać za klasyfikacyjną
niekonsekwencję,
z której też wydawcy tłumaczą się
we wstępie. Będące przedmiotem
badań socjologicznych procesy społeczne dają
się według autorów sprowadzić do postępowań jednostek, określonych normami
i wzorami, tworzącymi kulturę danej grupy społecznej. Kultura warunkuje
więc
w dużej mierze działanie społeczne, a tym samym antropologia kulturalna wspiera
badania socjologiczne.
Autorzy nie poprzestają jednak na przedstawieniu
stosunku antropologii kulturalnej
do socjologii, lecz próbują
również określić charakter
innych nauk
pokrewnych. "Ethnographie (im deutschen Sprachraum - Valkerkunde) behandelt
die marginallen
Gesellschaften,
die Trager schriftloser' Kulturen
sind und gewahnlich aIs Naturvalker bezeichnet werden" (11). "Auch die Tatsachen der europaischen Volkskunde ist £tir Ethnographie
relevant"
(12).
Etnologię definiują natomiast jako "soziologische Theorie der interethnischen
Systeme" (12), która jako socjologiczna dyscyplina "sich mit den interethnischen
Zusammenhangen
und Systemen befasst und daraus typische Situationen
und
Prozesse zu abstrahieren
sucht" (12).
O ile definicja etnografii w mniej lub większym stopniu zgodna jest z przyjętymi w nauce (przynajmniej w krajach słowiańskich i niemieckich, gdzie w powszechnym jest użyciu), to określenie etnologii jako dyscypliny badającej interetniczne związki i systemy (patrz także W. E. Muhlmann, Ethnologie
aIs soziologische Theorie der interethnischen
Gebilde, w: KaIner Zeitschrift fur Soziologie
und Sozialpsychologie, t. VIII, 1950, s. 186-205)
różni się zasadniczo od '&gt;:azwyczaj
używanego znaczenia tego terminu, który w Anglii, jak to autorzy sami zaznaczają, używany jest rzadko i to przede wszystkim w odniesieniu
do muzeów,
w USA używa się go często jako jednoznacznego z "cultural anthropology"
i "social anthropology", a w krajach niemieckich (kierunek kulturalno-historyczny)
nazywa się nim ten etap pracy badacza, w którym ten opierając się na usystematyzowanych przez etnografię materiałach dąży do poznania ogólnych prawidłowości
rozwoju kultury.
Nowatorscy są również autorzy w określeniu przedmiotu antropologii kulturalnej, która różni się mimo podobieństwa nazw od amerykańskiej
"cultural anthropology", a jeszcze bardziej od angielskiej "social anthropology".
22 -

Lud,

t. LII

�Sprawozdania

i recenzje

"Kulturanthropologie"
- "eine Disziplin, die aus dem empirischen Pluralismus
und der Formenmanigfaltigkeit
der Kulturen typische Chance menschenmóglichen
Verhaltens
abzulesen sucht" (11).
Wprowadzenie
w problematykę
antropologii
kulturalnej
daje W. E. Miihlmann
w zamieszczonym
w tym tomie szkicu "Umrisse und Probierne einer
Kulturanthropologie"
(15-47),
będącym fragmentem
pracy Homo Creator, Wiesbaden 1962.
Za duchowych poprzedników
swojej nauki uważa W. E. Miihlmann Ernsta
Cassirera, Philosophie
der symbolischen
Formen,
Darmstadt
1953-54;
An Essay
on Man, New Haven 1944 i filozofię E. Huserla. Podkreśla
natomiast odrębność
antropologii
kulturalnej
od morfologii kultury
("Kulturmorphologie"),
etnografii
("Vólkerkunde")
etc. Jest to szczególnie zrozumiałe w kraju, gdzie żywa jest tradycja L. Frobeniusa,
który proponował
przeciwstawić
kulturę
społeczeństwu
i traktować
ją jak żywy organizm, który ma swój okres narodzin, dzieciństwa,
dojrzałości i starości, gdy tymczasem dla Mi.ihlmanna celem poznania jest człowiek i jego zachowanie, a kultury, których empiryczna wielość jest dla niego
podstawowym aksjomatem, są pojmowane jako typowe możliwości ludzkich zachowań. Z tej kulturowej
rzeczywistości
wyabstrahowuje
antropologia
kulturalna
dominujące w niej szanse zachowań. Antropologię kulturalną
można więc określić
jako naukę o uwarunkowano:ch
kulturowo różnicach modyfikacji zachowań, albo
też jako porównawczą etologię zachowań (17).
Porównując
wyniki psychologii i socjologii zwierząt z fenomenami kulturowymi dochodzi autor do ustalenia abstrakcyjnych
transkulturowych,
tzn. właściwych wszystkim
kulturom,
ogólnoludzkich
konstant,
np. potrzeba pożywienia,
schronienia,
współżycia płciowego itp. Realizacja jednak tych formalnych
zasad
przybiera
każdorazowo
odmienne kształty kulturowe.
To stwierdzenie
pozwala
autorowi negować sens przeciwstawiania
natury kulturze; natura jest w istocie
tylko potencją, a kultura jest manifestacją.
Antropologia kulturalna
dąży zaś do
poznania potencji za pomocą manifestacji.
Nie miejsce tutaj na przedstawienie
dalszych problemów antropologii kulturalnej W. E. Miihlmanna, a tym bardziej na ich krytyczne omówienie. Pouczające
będzie jednak podanie tytułów dalszych składających się na treść tego tomu artykułów, a które według W. E. Muhlmanna realizują w pewnym przynajmniej
stopniu wysunięte przez niego postulaty:
1) Ernst
Topisch, Phylogenetische
und
emotionale
Grundlagen
menschlicher
Weltauffassung
(50-79, 1962). Uwaga: podany w nawiasie rok jest datą pierwszej publikacji danego artykułu.
2) Claude Levi-Strauss,
Natur und Kultur
(80-107,
1949).
3) Edward Sapir, Die Sprache (108-136,
1937).
4) John W. Bennet, Die Interpretation
der Pueblo-Kultur:
Eine Frage der Werte
(137-153,

1946).

5) W. E. Miihlmann,
logen

(154-166,

Erfahrung

und

Denken

in

der

Sieht

der

Kulturanthropo-

1964).

6) Adolf E. Jensen,

Weltkampf-Parteien,

Zweiklassen-Systeme

und

geographische

Orientierung

067-185,
1947).
Friedrich,
Das Bewusstsein

7) Adolf
Ursprung

des Lebens

8) E. Lot-Falek,
(196-217,

9) Fritz

eines

Naturvolkes

von

Haushalt

und

1955).

Eigentumsbegriff

und

die

Herren

Geister

in

Sibirien

1953).

Krause,

der Form.

Der

086-195,

Ein

Maske
Beitrag

und
zur

Ahnenfigur:

Das

nichtanimistischen

Motiv

der

Hiille

Weltanschauung

und

das Prinzip

(218-237,

1931),

�Sprawozdania

10) Hsien
11) Weston

Chin hu, Die chinesischen
Begrijfe
vom
la Barre, Die kulturellen
Grundlagen

(264-285,

339

i recenzje

"Gesicht"
von

(238-263,

Emotionen

1944).
und

Gesten

1947).

12) Laura

Bahannan, Der angsterjiiLlte
Zauberer
(286-303,
1960).
Steinnez, Die pogsionze der Mossi (304-311,
1960).
14) Richard Thurnwald,
Die Psychologie
der Akkulturation
(312-326,
15) Robert Redfield, Die "Folk"-Gesellschajt
(327-355,
1962).
16) Richard Thurnwald,
Beitriige
zur Analyse
des Kulturmechanismus
13) Elliot

1932).
(356-391,

1936).
17) E. R. Leach,

Zwei

Aufsiitze

uber

die

symbolische

Darstellung

der

Zeit

(392-

407, 1961l.

Powyższy wykaz wskazuje na wartość tego dzieła jako klucza do współczesnych nauk o człowieku. Dlatego też należy je polecić przede wszystkim studentom
nauk antropologicznych
i wlączyć je do podstawowych
lektur seminaryjnych.
Jednakże i specjalistom
ofiarowuje ono, gromadząc w jednym tomie rozrzucone
po wielu czasopismach narodowych
(Anglia, Francja, USA, Włochy) prace o dużym znaczeniu dla dalszych badań antropologicznych,
duże korzyści.
Gel'hard

Waiter Hirschberg

(wyd.), Worterbuch

der Volkerkunde.

Stuttgart

Kloska

1965, ss. VII

+ 508.

Wydany przez wiedeńskiego profesora W. Hirschberga
przy współpracy etnologów Wiednia, Frankfurtu
nad Menem, Heidelbergu, Mainzu i Mannheimu WorterblIch der Wijlkerktmde
jest w krajach niemieckich pierwszą próbą ujęcia w formie słownika
historii, metod, kierunków
etnografii
społeczeństw
pierwotnych
i niektórych nauk pokrewnych,
jak antropologii,
archeologii
i religioznawstwa.
Dla zdania sobie sprawy z zawartości słownika koniecznym jest zwrócenie uwagi
na specyficzny zakres pojęcia "Volkerkunde"
(nauka a ludach), które nie znajduje
w języku polskim odpowiednika
i oznacza ten dział etnografii, który zwykło się
w Polsce nazywać etnografią społeczeczeństw pierwotnych, mając na myśli przede
\vszystkim ludy pozaeuropejskie,
w literaturze
popularno-naukowej
obdarzone
często przymiotnikiem
egzotyczne.
Dygresję tę dobrze uzupełnia
zamieszczona
w słowniku
definicja
"Volkerkunde", eine der Wissenschaften
von Menschen (...) mit besonderer
Berucksichtigung der Kulturen bis vor kurzen schriftloser
Volker oder Menschen geringer
Naturbeherrschung
(470). Zawarte więc w słowniku
hasła dotyczą z małymi wyjątkami, północne i wschodnie krańce Europy, niepiśmiennych
kultur ludów pozaeuropejskich,
które szczególnie w inwentarzu
technicznym
cechuje stosunkowe
ubóstwo, prymitywność
i z tym związana pierwotność.
Naturalnie
i taki, choć
naszym zdaniem nieco ograniczony zakres etnografii, dostarcza tak bogatego materiału, że dokonanie spośród niego wyboru haseł do kilkusetstronicowego
słownika
wymaga zrezygnowania
z wielu zagadnień. Pominięto więc w pierwszym rzędzie
wszystkie etnonimy, których samo tylko wyliczenie zajęłoby sporo miejsca, a dokonanie wyboru wśród tej wielotysięcznej
masy natrafia na brak kryterium,
gdyż
wymienienie tylko najbardziej
licznych grup, a pominięcie społeczności małych
byłoby podobnym błędem, co uwzględnienie
jedynie ludów głośnych w historii,
względnie dobrze znanych etnografii.
Natomiast niesłusznie ograniczono się jedynie do przedstawienia
sylwetek zmarłych etnologów (głównie z krajów niemieckich) pomijając współczesnych (H. Bau-

�340

SpraWozdania

i recenzje

manna, S. Passarge, K. Birket-Smitha,
A. L. Kroebera,
G. P. Murdocka, e. Lewi-straussa,
W. E. Miihlmanna i innych), którzy w pełni zasłużyli na miano klasyków
nowoczesnej
etnologii.
Zbyt mało uwagi poświęcono również metodom i kierunkom
etnologii, którą
charakteryzowano
łącznie
w ramach
ogólnego
hasła "Vólkerkunde"
(470-475).
Wyjątkiem
jest jedynie kierunek kulturowo-historyczny,
którego tradycjom
wierni
są obydwaj główni autorzy słownika prof. prof. W. Hirschberg
i J. Haeckel, omówiony nie tylko w ramach wyżej wspomnianego
hasła, ale także poprzez potraktowanie podstawowych
pojęć tego kierunku jako oddzielnych haseł: Kulturkreis
(245),
Kulturkreislehre
(245-246),
Kulturmorphologie
(ibid.), Kulturparaltelen
(ibid.),
Kulturgeschichte

(244),

Kriterium

des

Verwandtschaftsgrades

(240),

Kontinuitiits-

hasłach omówiono również wyznaczone przez przedstawicieli
tego kierunku
L. Frobeniusa,
F. Graebnera,
B. Ankermanna,
W. Schildego, W. Schmidta,
W. Kopersa i H. Baumanna
- jednostki
kulturowo-historyczne.
Przy tym należy jednak podkreślić, że autorzy w stosunku
do wielu, dawniej tak często używanych pojęć, zajmują podstawę krytyczną i przyznają im już jedynie znaczenie dla historii nauki, np.: Matriarchat
(274), Patriarchat
kriterium

(331),

(236), Paideuma

Mutterrecht

(328) etc. W oddzielnych

(303-305).

Na tej przewadze
pojęć kierunku
kulturowo-historycznego
najbardziej
ucierpiał strukturalizm
e. Levi-Straussa.
O badaniach
struktury
kultury wspomina się
w jednym zdaniu. Łącznie z funkcjonalizID€m,
przy czym ten ostatni jest jednak
omówiony w oddzielnym
haśle: "Interessieren
abel' den forschenden
Beobachter
mehr die funktionalen
und strukturalen
Zusammenhange
der einzelnen Kulturgiiter innerhalb
eines Kulturgefiiges,
ist er mehr an dem gegenseitigen
Abhangigkeitsverhaltnis
und den Wechselwirkungen
der verschiedenen
Kulturaspekte
interessiert, wird er sich mehr an eine strU'ktural
C.. ) odeI' funktional
C .. ) orientirle
(F.Krause,
R. H. Lowie, B. Malinowski,
W. Mi.ihlmann, A. R. Radcliff-Brown,
R. Thurnwald)
halten"
(471). Poniżej
następują
jeszcze dwa zdania uzupełnienia,
ale odnoszą się one bardziej
do funkcjonalizmu
niż strukturalizmu.
Podobnie
w wykazie literatury
do tego hasła pominięto pracę e. Levi-Straussa,
AnthropoLogie strukturale,
(Paris 1958).
Pozostała,
przeważająca
część artykułów
poświęcona
jest opisowi inwentarza
kulturowego
społeczeństw
pierwotnych.
Naturalnie
najbardziej
obszernie
omówiono pojęcie (tabu, totemizm,
potlacz, animizm,
inicjacja,
magia etc.) i fakt)'
kultury
materialnej,
kopaczka,
łuk, oszczep, piła ogniowa
etc.) dla tych społeczeństw
charakterystyczne
i będące od dawna ośrodkami
zainteresowań
etnografów.
Niekonsekwentnie
zaopatrzono
natomiast
!:Jasła we wskazówki
bibliograficzne.
Wiele haseł np.: Managlaube
(267-268),
Miinnerbund
(262-263),
Hund
091-192)
zaopatrzono
w stosunkowo,
jak na możliwości
słownika,
bogatą literaturę
z uwzględnieniem
najnowszej
np.: Mythos
(307),
Naturjahr
(312-313),
Nomadismus
(317-320),
Nativismus
(312), Sidamo-Staaten
(402), Sintflutsagen
(403).
przy innych zaś bibliografię
pominięto np.: Akkulturation
(9), Deszendenz (81-82),
Difusionismus
(84), Nangabund
(310-311),
gdy tymczasem
zebranie
odpowiedniej
literatury
nie nastręcza większych trudności, np.; proces akulturacji
został dobrze
omówiony przez R. Thurnwalda
w "American Anthropologist",
1932, nr 34, s. 557-569 i przez L. Bealsa w "Anthropology
Today", 1953. Do podanej już bibliografii
chcielibyśmy
dorzucić jeszcze kilka ważnych pozycji, np.: przy haśle Priianimismus
pominięto pracę F. Krausego,
Maske und Ahnenfigur:
Das Motiv
der Hittle ulld
das prinzip
der Form. Ein Beitrag zur nichtanimistischen
Weltanschaung
(w: "Ethnologische Studien", 1931, t. 1, s. 344-364),
zaś bibliografię
hasła elan zwiększylibyśmy o pracę E. Schlesiera,
Die Grundlagen
der Klanbildung
(Góttingen
1956).

�SpraWozdania

341

i recenzje

Domyślamy się, że autorom chodziło o uniknięcie
nadmiernego
zwiększenia
objętości, ale sądzimy, że w następnych
wydaniach
ilość haseł zaopatrzonych
w bibliografię powinna wzrosnąć. Słownik tego typu jest przecież nie tylko informatorem wyjaśniającym
niezrozumiałe
pojęcia, ale poprzez wskazania
odpowiedniej literatury
prowadzi do ich głębszego zrozumienia.
Postulat ten zyskuje na
ważności, jeśli uwzględnimy, że słownik ten jest przeznaczony przede wszystkim
dla studentów etnografii i specjalistów
nauk pokrewnych,
którzy dzięki niemu
i wskazanym
przez niego podstawowym
pracom mogą szybko zaznajomić
się
z istotą interesujących
ich etnograficznych
pojęć.
W tym tkwi też jego duże znaczenie, gdyż zastępuje on do pewnego stopnia
brak podręczników etnografii ogólnej.
Na zakończenie chciałbym wskazać na drobne nieścisłości, które w następnych
wydaniach
powinny zostać usunięte.
Dwom typowym
muzeom ludoznawczym:
Muzeum Etnograficznemu
w Krakowie (błędnie podano Wilnica zamiast Wolnica)
i Muzeum Archeologicznemu
i Etnograficznemu
w Łodzi (300), prawdopodobnie
dzięki tłumaczeniu przymiotnika
etnograficzny
przez volkerkundliches,
przypisano
zbiory pozaeuropejskie,
gdy tymczasem posiadające takie zbiory Muzeum Kultur
Ludowych w Warszawie zwane obecnie Muzeum Etnograficznym
pominięto. Niedostatecznie podkreślono
różnicę w pojmowaniu
tzw. kultury
nilotyckiej
przez
W. Schildego, i H. Baumanna
(316--317). Pierwszy nazywał ten zespół kulturą
i łączył z nią te wszystkie atrybuty, jakie przedstawiciele
kierunku historyczno-kulturowego z tym pojęciem zwykli wiązać, gdy tymczasem H. Baumann dopuszczał
jedynie istnienie nilotyckiego
kompleksu
kulturowego,
będącego rezultatem
wymieszania się wschodnio-hamickich
hodowców bydła z staronigryckimi
kopieniaczami, większość jednak inwentarza
kulturowego
Nilotów (np.: kult przodków,
kij do parowania ciosów, wybijanie czterech zębów przednich) ma być wg H. Baumanna pochodzenia staronigryckiego.
Pod pojęciem cywilizacja (505-506) rozumie
autor hasła jedynie ekspansywną
cywilizację europejskoamerykańską,
mającą swe
źródło w kulturze helleńskiej, rzymskiej i późno-katolickiej,
gdy tymczasem nawet
w krajach niemieckich
przypisuje
się temu terminowi
często inną, zazwyczaj
szerszą treść (np. O. Spengler, Der Untergang
des AbendLandes,
1916). W haśle
Pyramiden
(356) omówiono wyłąc'mie piramidy dawnych cywilizacji (EgJpt, Orient,
Mezoameryka), a pominięto piramidy kultur niższych np. Nuerów. Zapewne już
przeoczeniem
wydawnictwa
było opatrzenie
umieszczonej
na okładce fotografii
głowy rzeźby z wysp hawajskich
podpisem: Grosse Tanzmaske
der Bacham,
Banii.Lcke -

Gruppe

in

Bamenda.
Gel'hard

KLoska

Florence Mann Spoehr, White FaLcon. The House of Godeffroy
and Its CommerciaL
and Scientific
RoLe in the Pacific. Pacific Books, Publishers, Palo Alto 1963, s. 120,
ilustr., mapa.
Opublikowana
przez autorkę monografia hamburskiego
domu Godeffroy, którego bandera przedstawiała
białego sokoła (White FaLcon) na niebieskim tle, jest
ważnym przyczynkiem do historii etnografii, a także w pewnym stopniu do historii
polskiej etnografii.
W pracy tej autorka zwróciła uwagę na zasługi Jana Cezarego VI Godeffroy
dla nauki i sztuki w ogóle, a na jego zainteresowania
etnograficzne
ludów mórz
południowych w latach 50-tych do aD-tych ub. stulecia w szczególności. Z działalnością tej firmy wiązały się prace naukowe Amalii Dietrich, Andrew Garretta

�342

Sprawozdania

i recenzje

i Stanisława Kubarego, którzy znależli się w czołówce zasłużonych badaczy etnograficznych drugiej połowy XIX wieku. Nieprzemijające
wprost są zasługi naukowe
samego Godeffroya, założyciela pierwszego muzeum mórz południowych
w Hamburgu, założyciela czasopisma etnograficzno-przyrodniczego
JournaL des Museum
Godeffroy,
wydawcę AnthropoLogisches
Album
des Museum
Godefroy,
lub Die
ethnographisch-anthropologische
Abteilung
des Museum Godeffroy
i innych.
Drugi rozdział poświęciła
autorka
działalności
zbierackiej
Amalii Dietrich,
zasłużonej w dziesięcioletnich
badaniach
nad ludami Australii, rozdział III działalności Jana Stanisława
Kubarego,
a rozdział IV Andrew Garrett,
amerykańskiemu malarzowi
i przyrodnikowi,
pracującemu
również na rzecz Godeffroya.
Omawiając
działalność
Jana Stanisława
Kubarego,
autorka
monografii
niewątpliwie
usiłowała przedstawić
jego sylwetkę i badania w Mikronezji, lecz nie
wykorzystała
wszystkich
dostępnych
żródeł i być może dlatego zamierzony cel
osiągnięty
został tylko połowicznie.
J. St. Kubary
pracował
w służbie domu
Godeffroy 10 lat, w czasie których przemierzył Mikronezję ze wschodu na zachód
i z powrotem, odbywając
liczne wycieczki w centralne
i południowe
Karoliny.
Owocem tej dziesięcioletniej
działalności
jest kilka artykułów
opublikowanych
w 4 zeszytach Journal des Museum Godeffroy
i kilkaset eksponatów w muzeach
etnologicznych,
spośród których wiele omówionych zostało w Die ethnogTaphisch-anthropologische
AbteiLung
des Museum
Godeffroy.
F. M. Spoehr w głównej
mierze oparła się o pracę Kubarego 'Die Palau-InseLn
in der Siidsee, której szerokie fragmenty w tłumaczeniu podaje, jak i o prace F. W. Christiana, The Caroline-IsLands,
London 1899 i A. Kramera, Palau, Hamburg 1917, powołując się także
na pracę W. Słabczyńskiego,
Na wyspach
Pacyfiku.
O Janie Kubarym,
badaczu
Oceanii, Warszawa
1956.
Nie wnikając
tu w szczegóły stwierdzić należy, że autorka powtórzyła bezkrytycznie niektóre dane, nie potwierdzające
się w świetle materiałów
J. sto Kubarego (np. Kubary wyruszył na morza południowe 1 maja 1869 r. a nie 1 kwietnia 1869 r., jest to data zaangażowania
go do pracy u Godeffroya). Na wyspy Palau
Kubary udał się z wysp Ebon przez wyspę Yap, z pominięciem
wyspy Ponape.
którą autorka
również wymienia,
nie wymieniając
natomiast
wyspy Yap, na
której przez 4 miesiące Kubary prowadził
badania zoologiczne i etnograficzne.
W świetle' materiałów
Kubarego
nie wytrzymuje
krytyki
również stwierdzenie
autorki, jakoby nie wiadomo było w jakich okolicznościach Kubary opuścił Palau,
lecz znana jest tylko data przybycia badacza na Ponape. Tymczasem Kubary podaje dokładnie te okoliczności i przebytą drogę morską - Pamiętnik
II Zjazdu,
Lwów 1875 i Beitrag zur Kenntniss
der Nukuorooder Monteverde-Insetn,
Mitt.
der Geogr. Gesell., Hamburg 1900, i inne. F. M. Spoehr nadto zawęziła geograficzny zasięg badań Polaka, pominęła
zasadnicze
zasługi podróżnika,
zbieracza
eksponatów i badacza z okresu pracy w służbie domu Godeffroy (np. monografia
wyspy Ebon wraz z słowniczkiem
języka ebońskiego,
monografia
wyspy Yap,
badania nad florą i fauną mikronezyjską)
a wykraczając
poza rok 1879 (upadek
domu Godeffroy
i zwolnienie
Kubarego)
podaje mniej istotne. znane z życia
badacza fakty biograficzne, pomijając jego istotne badania i prace naukowe, w tym
także największe jego dzieło Ethnographische
Beitriige
zur Kenntniss
des Karolinen
Archipels
(Leiden 1889-1895).
J. Sto Kubarego
autorka
charakteryzuje
w krótkich
słowach jako młodego
Polaka, badacza obdarzonego wrodzoną ciekawością,
o wrażliwym
zmyśle obserwacyjnym i niespożytym poczuciu przyrody, który z upływem lat wytyczał sobie
coraz ambitniejsze zadania, a nawet w niedostatku znalazł dosyć sił, by kontynuować podjętą pracę, podkreśla również jego zdolności lingwistyczne
- znajomość

�Sprawozdania

343

i recenzje

języków miejscowych
zjednywała
mu zaufanie
w badanym
środowisku.
Przytaczając w tłumaczeniu obszerne wyjątki z pracy Die Palau-Inseln
in der Siidsee
oraz krótsze z Weitere Nachrichten
von der Insel Ponape, Journal
des MUSeUlTI
Godeffroy,
z. VIII, Humburg
1875 (nie podając
źródła) oraz charakterystykę
J. st. Kubarego w świetle wypowiedzi F. W. Christiana, autorka nie tylko zapoznaje czytelników
z życiem wyspiarzy,
ale przede wszystkim
pogłębia sylwetę
badacza i podkreśla jego humanitarne
uczucia dla badanych przez niego wyspiarzy.
Zasługi kartograficzne
Kubarego ilustruje
fotokopia mapy wysp Palau "...hauptsachlich na ch dem Tagebuch und den Kartenskizzen
von J. Kubary ...".
Wartość White Falcon, publikacji
bardziej popularnej
niż naukowej,
polega
przede wszystkim na tym, że mimo wielu niedociągnięć, z których nieliczne tylko
powyżej wytknięto, pozwala czytelnikowi amerykańskiemu
ocenić rolę kolonialną
i zasługi naukowe domu Godeffroy i jego pracowników
- w tym również Kubarego - dla nauk przyrodniczych
i humanistycznych.
W rozdziale, poświęconym
Kubaremu, wartość White Falcon polega przede wszystkim na tym, że jako pierwsza publikacja
amerykańska
zwraca uwagę czytelnika
anglosaskiego
na zasługi
naukowe Jana Stanisława
Kubarego nad społecznościami
mikronezyjskimi,
który
spośród wszystkich wysłanych przez Godeffroya "pozostawił najlepszy wynik swoich
badań" (left the best account of his labors). Z tej też przyczyny omawiana publikacja zasługuje na odnotowanie jej w polskim piśmiennictwie
etnograficznym.
Konrad

Gerd Koch, Materielle
Kultur
offentlichungen
des Museums
mapy 4, tabl. 38.

der

Gilbert-Inseln,

fUr Volkerkunde

Nonouti,

Berlin.

Wypych

Onotoa. Ver1965, s. 216, ryc. 130,

Tabiteuea,

Berlin

Po długoletnim
okresie przewagi prac, opartych o metody funkcjonalne
czy
też strukturalistyczne,
monografia
G. Kocha nawraca do starszych modeli prac,
w których dominują
nowsze kierunki
funkcjonalistyczne,
konkretnie
opisujące
inwentarz kultury materialnej
na wyspach Gilberta. Widoczne jest, że autor nie
kładzie głównego nacisku na mechanikę konkretnych
grup, względnie na stosunki
zachodzące pomiędzy różnymi częściami kultury tych grup, ale opisując kulturę
materialną
uwzględnia
starsze, nowsze i najnowsze
jej składniki,
co otwiera
drogę do rozważań historyczno-etnograficznych.
Praca opiera się na materiałach
zebranych przez autora na atolach Nonouti,
Tabitenea i Onotoa w latach 1963-64 i tam opracowanych
od października
1964 r.
do lutego 1965 r. Podstawę pracy stanowiły źródła materialne,
filmy, fotogramy,
obserwacje, wywiady i nagrania magnetofonowe.
Monografia ma układ tradycyjny i składa się z następujących
części: pozyskiwanie
pożywienia, przygotowanie
potraw, uźywki, dbałość o czystość ciała, ubiór, ozdoby, sznury i powrozy, domy
i osady, sprzęt domowy, tratwy i łodzie, zabawy, zawody i broń.
Wyspiarze z wysp Gilberta
są ludem zbierackim.
Jego troska w głównej
mierze skupia się na zdobywaniu
fauny morskiej
i zbieractwie
roślin, których
uprawie nie poświęcają większej uwagi.
System gospodarki jak i kultura materialna,
związane z nimi proste sposoby
przetwarzania
produktów naturalnych
w przedmioty użytkowe względnie artykuły
spożycia, noszą wszelkie cechy rozmyślnego, kosztem najmniejszego
wysiłku, dopasowania
się do otoczenia. W przeciwieństwie
do prymitywnego
wyposażenia
wyspia:rzy .stoją ich wspaniałe damy zebrań, zaliczane do naj obszerniejszych budów

�344

Sprawozdania

recenzje

Oceanii, zasługujące
tym bardziej na uwagę, że wyspy nie obfitują w dobry
budulec, oraz łodzie żaglowne, uważane za jedne z najszybszych na świecie. Godne
uwagi są nadto kunsztownie
wyplatane
maty, przewyższające
ornamentacją
podobne wyroby zachodniopolinezyjskie.
Zdaniem autora, kultura materialna
wysp Gilberta stanowi kulturę jednolitą,
dającą się wyrażnie wyodrębnić na tle sąsiednich regionów, aczkolwiek w wyniku
podłoża austronezyjskiego
i innych wpływów, wynikających
z historii osadnictwa,
wyrażnie wyodrębnić można także wpływy sąsiedzkie. Przyjmując Polinezję i Mikronezję za dwa odrębne "kręgi" kulturowe - stwierdza autor - należy granicę kulturową przeprowadzić pomiędzy wyspami Gilberta (jako archipelagiem w południowo-wschodniej
Mikronezji) i archipelagiem
Ellice (jako najbliższymi wyspami zachodnio-polinezyjskimi).
Wyspy Gilberta stanowić będą wówczas, zdaniem Kocha,
samodzielny "krąg" w obrębie Mikronezji, a wyspy Ellice ogniwo Polinezji.
Niektóre argumenty
Kocha na potwierdzenie
tych stwierdzeń są wprawdzie
przekonywujące,
lecz z drugiej strony można wysunąć kontrargumenty,
skłania-,
jące raczej do potwierdzenia
tezy o terytorium
przejściowym
mikronezyjsko-polinezyjskim
wysp Gilberta, choć liczniejsze są powiązania mikronezyjskie
(np.
ubiór, ozdoby, plecionkarstwo,
kult przodków, domy, zebrań, magia). Z wpływów
polinezyjskich przede wszystkim wymienić należy patriarchat
i wpływy językowe.
Na odrębną
uwagę zasługują
wpływy
malajskie,
niewątpliwie
najstarsze,
pominięte przez autora. Znajdują one m. in. wyraz np. w nazwie pieca ziemnego
umum na wyspach Gilberta. Umu oznacza bowiem pieczenie za pomocą rozgrzanych kamieni i pochodzi z malajskiego rumah i znajduje swoje odbicie w palauskim i yapskim klum, na Truk i Ponape w um 1, oznaczającym dom do gotowania,
a na! Lamotrek 2 po dzień dzisiejszy piec ziemny do pieczenia na rozgrzanych
kamieniach.
Bardzo starego, malajskiego
pochodzenia
naj prawdopodobniej
jest
również nazwa pływaka, polinezyjskie
ama, na wyspach Gilberta rama, yapskie
sam, truckie tam, nukuorskie
te ama, ponapejskie
tam 3. Przytoczone przykłady,
nie przypadkowo wybrane, przemawiają raczej za pierwotną jednością kulturową,
w świetle których Mikronezję i Polinezję należałoby traktować jako całość kulturową. Wreszcie nadmienić tu należy, że wysunięty przez Kocha argument o tzw.
"zawodach żeglarskich modeli łodzi" na Yap i Palau nie znajduje pokrycia w literaturze. Zarówno na Yap 4 jak i Palau 5 dzieci li tylko dla zabawy bawią się modelami łodzi, nie uprawiają
natomiast modelami tymi zawodów sportowych, jak
to mylnie podaje Koch. Puszczanie modeli łodzi posiadało charakter
zawodów
sportowych tylko w Karolinach centralnych, gdzie przypisywało mu się charakter
religijny 6.
Dokumentację
omawianej pracy stanowią, oprócz zebranych wytworów i licznych fotografii o bardzo wysokich walorach, 67 filmów dokumentalnych,
z których
część poświęcona jest kulturze duchowej (taniec, medycyna ludowa) oraz nagrania
magnetofonowe
pieśni, tekstów i komentarzy.
Autor, wykorzystując
współczesne
1 J. St. K u b a r y, Ethnographische
Beitriige
ZUr Kenntnis
des Karolinen
Archipets.
Leiden 1889- 1895, s. 256.
2 w. H. A l kir
e, Lamotrek
AtoLL and Inter-IsLand
Socioeconomic
Ties. Illinois Studies
in Anthropology,
No.5,
Urbana
and London 1965, s. 107.
3 J. St. K u b a r y, op. cit., s. 273.
4 W. M U 11 e r, Yap. Ergebnisse
der SUdsee-Expedition
1908- 1910. 1. Halbband,
Hamburg
1917, s. 199.
5 A. K r li m e r, PaLau. Ergebnisse
der SUdsee-Expedition
1908- 1910. 3. Teilband,
Hamburg 1926, s. 197 i s. 322.
6 J. St. K u b a r y, op. cit., S. 297.

�SpraWozdania

345

i recenzje

środki techniczne utrwalił na taśmie filmowej 16 mm zbieranie krabów morskich
i raków, ryb, połów ża pomocą wędek, zbiór i przeróbkę
orzechów kokosowych
i soku palmowego, uprawę tara, wykonanie
i użycie świdra ogniowego, plecenie
koszy i koszyczków, mat itp. Korzystanie
ze zdobyczy technicznych
w utrwalaniu
przebiegów przetwórczych
lub wytwórczych w monografii etnograficznej
w postaci
filmów wraz ze stanowiącymi
również dokumentację
naukową taśmami magnetofonowymi, zawierającymi
teksty i komentarze,
niewątpliwie
podnosi walory pracy
Kocha.
Praca jest więc także przykładem .godnym naśladowania
i stosowania w badaniach etnograficznych
zdobyczy technicznych, stanowiących
jedyną w tym rodzaju
dokumentację,
przewyższającą
niewątpliwie
każdy, nawet najlepszy zapis.
Kultura
materialna
wysp Gilberta,
mimo datujących
się od półtora wieku
wpływów europejskich,
nie uległa zasadniczym
przemianom.
Niewątpliwie
powodów tego stanu rzeczy dopatrywać się należy w znacznej odległości wysp od uczęszczanych szlaków morskich oraz w małym zainteresowaniu
gospodarczym
ubogich
z natury wysp. Nie bez znaczenia pozostaje również konserwatyzm
wyspiarzy oraz
ich kultura społeczna i duchowa, w której niepoślednią
rolę odgrywa przetrwała
do dnia dzisiejszego magia (czarna i biała), często połączona z duchami przodków,
uważanymi za szczególnie skuteczne, którym wznosi się ofiary na placach kultowych, jak kiedyś wznoszono ofiary czaszkom przodków, przechowywanym
w osiedlach. Zgodnie z totemistycznymi
przekonaniami
wyspiarzy
rodziny przywiązane
są do różnych zwierząt morskich
i ptaków, kultywują
stare tradycje
i strzegą
z całą bezwzględnością nawet najprostszych
zabiegów dnia powszechniego, szczególnie tych, związanych
z uzyskiwaniem
pożywienia,
budową
więcierzy,
czy też
sposobów połowu, a przede wszystkim połowu rekinów. Uwzględniając
dodatkowo
ustrój społeczny (patrylokalny,
patrylinearny,
• egzogamiczny
i totemistyczny)
rodziny oraz mało rozwinięty zmysł współdziałania
z innymi rodzinami zrozumiałym
się staje zachowanie tradycyjnej
kultury materialnej
u społeczności wysp Gilberta,
liczącej obecnie 40 000 mieszkańców
i cieszącej się od lat samodzielnym
ustrojem
politycznym.
Monografia Kocha stanowi nadto dzie!o sztuki poligraficznej,
zaopatrzona
jest
\V bez wyjątku
pierwszorzędnej
jakości rysunki i fotografie i jest graficznie bardzo estetycznie rozwiązana.
Konrad

PRZEGLĄD

WAŻNIEJSZYCH
WYDARZEŃ
ZAGRANICZNYCH
FOLKLORU TANECZNEGO ZA LATA 1964-1966.
Konferencje

W

Wypych

ZAKRESIE

i kongresy

Obrady Podsekcji Tańca VII Kongresu MUNAE w 1964 r. w MoskwiE:.
Jest rzeczą charakterystyczną,
że dziedzina folkloru tanecznego coraz wyraźniej
wyodrębnia się z domeny muzykologów i staje się jedną ze specjalności etnograficznych w miarę precyzowania
się metod badawczych
tańca. Wyrazem tego jest
m. in. pojawianie
się specjalnych
sekcji tańca na kolejnych
międzynarodowych
kongresach folklorystycznych
i etnograficznych
na przestrzeni
ostatnich kilku lat.
W czasie ostatniego', VII Kongresu MUNAE w Moskwie czynna była również
oddzielna sekcja Tańca i Teatru Ludowego. Referaty wygłoszone w ciągu 2 sesji
(w dniu 2 VIII 1964 r.) z zakresu folkloru tanecznego miały jednak przeważnie
charakter
opisowy, dotyczyły
tańców poszczególnych
narodów,
a rzadko kiedy

�346

Spruu;:ozdania

i recenzje

poruszały
problemy natury bardziej ogólnej z zakresu metodyki badań itd. Ponadto wśród kilkunastu
wygłoszonych
referatów
wyraźnIe
zaznaczał
się brak
wystarczającej
dokumentacji
samej formy ruchowej tańców w demonstrowanych
przykładach
i omawianych opracowaniach.
A przecież w myśl programu głównym
tematem
obrad miały być właśnie metody utrwalania
folkloru tanecznego. Tym
niemniej referaty
wnosiły pewne nowości do ogólnego obrazu badań nad tańcem
i dlatego warto ich treść zasygnalizować.
Wnikliwą charakterystykę
folkloru tanecznego Armenii łącznie z omowleniem
utanecznionego
tam teatru ludowego dał referat S. S. Lisicjan - ZSRR (Tancevalnyj
i tieatralnyj
folklor
armianskogo
naroda). Autorka
kieruje od 1930 r. specjalnym Instytutem
w Erewaniu,
zbierającym
te materiały.
Trzeba tu też pod·
kreślić, że p. Lisicjan jest wynalazczynią
własnej notacji graficznej ruchu.
M. Y. 20rnickaja
- ZSSR (Opyt izucenija
tradicjonnych
tancev narodov
Jakutii)
omawiała
w swym referacie
tańce Jakutów,
Jukagirów
i Czukczów
w oparciu o badania terenowe, przeprowadzane
na Syberii począwszy od 1960 r.
Autorka próbowała wykazać wzajemne wpływy widoczne w materiale tanecznym.
Krótką charakterystykę
tańców Hucułów, Bojków i Łemków dał R. Harasymczuk ZSSR (Osobiennosti
ukrainskich
narodnich
tancev
karpatskogo
rajona),
autor znanej monografii o tańcach huculskich '.
Do wygłoszenia referatu E. L. Gvaramadze - ZSSR (O niekotorych
specificeskich osobiennostiach
gruzinskogo
narodnogo
tanca) nie doszło ze względu na
brak czasu. Jednak z krótkiej wypowiedzi referentki
i demonstrowanych
ilustracji
wynikało, że w Gruzji znana jest m. in. forma taneczna "piętrowego"
koła, znana
też na Słowiańszczyźnie
(na barkach tancerzy stojących w kole stoją inni, tworząc "piętro").
Analizę dwóch wiosennych obrzędów, połączonych z tańcami z terenu Izraela,
dał referat M. Szelem'a - Izrael (Sielskije
viesennyje
prazdniki
v Izraile).
Aspekty społeczne tańca weselnego i jego znaczenie magiczne (obsypywanie
nowożeńców
banknotami)
z terenu Włoch, omawiała
C. Naselli Włochy (La
danza nuziale nei suoi aspetti sociali e magici).
Ciekawy przejaw
sprzedaży
tańca praktykowany
w Afryce Zachodniej
był
tematem referatu J. W. Fernandez - USA (Dance Exchange in Western Equatorial
Africa).
Wśród plemion Bantu kilkanaście
znanych im tańców przechodzi ustawicznie od jednej wsi do drugiej w zmiennych wariantach
na drodze sprzedaży.
Tańce te stanowią własność kierownika
grupy, demonstrującej
je w kolejnej wsi.
Problem adaptacji folkloru tanecznego do potrzeb współczesnej
sceny i widowisk plenerowych
uwzględniał
przede wszystkim referat H. Suny - ZSSR (Narodnaja
choreografija
na prazdnikach
piesni i tanca Sovietskoj
Latvii).
Autor widzi
możliwość
"kontynuowania"
tradycyjnych
łotewskich
form
choreograficznych
w współczesnych, masowych widowiskach
festiwalowych.
Przyjmuje przy tym konieczność zachowania oryginalnego brzmienia melodii towarzyszącej
tańcowi. Choreografię
natomiast
proponuje
odpowiednio
zwielokrotnić,
powiększyć "wzbogacając" ją też o współczesne treści i nowe elementy choreotechniczne.
Referat
spotkał się z krytycznymi
uwagami
dyskutantów.
Trzeba przyznać, że problem
poruszony
przez referenta
jest jednym
z najbardziej
dyskusyjnych
momentów
wśród współczesnych
użytkowników
folkloru tanecznego w wielu krajach. Jednak
wielu dyskutantów
stanęło na stanowisku,
że taka koncepcja eksploatacji
mate-

, R.

w.

Harasymczuk,

Tańce

huculskie,

Lwów

1939.

�Spl'awozdania

347

i recenzje

riału nie ma nic wspólnego z kontynuacją
tradycyjnej
choreografii ludowej, a niektórzy uważali, że takie powiększanie,
zwielokrotnianie
oryginalnej
formy prowadzi wręcz do jej wynaturzenia.
Wreszcie dwa referaty poświęcone były pieśniom tanecznym. N. N. Nadirov ZSSR (Sovremiennyje
igrovyje
i pljasovyje
piesni tatarskogo
naroda) przeprowadził wnikliwą analizę dostępnych
mu dawnych i nowych materiałów
i podał
ich systematykę.
Charakterystykę
korowodów podmoskiewskich
dała N. Vladykina-Bacinskaja-ZSSR (Podmoskovnyje
chorovody).
Na pytanie dyskutantów
jak przebiegał ruch
taneczny do śpiewanej
przez prelegentkę
pieśni, nie umiała ona dokładnie
tego
okreśłić, mimo że w referacie usiłowała podać opis słowny akcji tanecznej.
Jako
muzykolog nie była po prostu w stanie uchwycić przebiegów
ruchowych
tańca.
Nasuwa się przy tej okazji nieodparty
wniosek, że dziedzina folkloru tanecznego
wymaga dzisiaj już tak dalece posuniętej
specjalizacji,
że muzykolog może być
tu już tylko ścisłym współpracownikiem
choreologa.
Problematykę
badań nad tańcem podjął dopiero referat A. Bucsan i E. Balaci -Rumunia
(La Methode
d'Analyse
Morphologique
et Stylistique
de la Danse
Populaire Roumaine). Analiza morfologiczna
materiału tanecznego z terenu Rumunii
umożliwiła autorom ustalenie pewnych typów tanecznych,
zajmujących
określone
obszary (jak gdyby zasięgi "dialektów"
tanecznych)
i ekspandujących
okresowo
na inne tereny Europy. Referat odczytano pod nieobecność autorów, dlatego nie
można było się zorientować w metodach przez nich stosowanych.
Referat R. Lange'go - Polska (Kinetography
Laban - Movement Notation and the Folk Dance Research in Poland) 2 omawiał metodę badań nad folklorem
tanecznym w Polsce, stosowaną w ośrodku toruńskim. Poruszona w nim problematyka wywołała duże zainteresowanie
i burzliwą
dyskusję.
Stanowisko
referenta
zostało poparte przez wielu dyskutantów
i uczestnicy tego posiedzenia
doszli do
wniosku, że istotnie, bez użycia jednoznacznego
sposobu notacji ruchu nie może
być już współcześnie mowy o pracy naukowej w zakresie folkloru tanecznego.
Kolejna konferencja
international
Folk Music Council odbyła się w sierpniu
1964 r. w Budapeszcie. Komisja do spraw tańca ludowego IFMC debatowała głównie nad zagadnieniami
terminologii,
stosowanej
w badaniach
naukowych
nad
tańcem ludowym. Wobec prób rozwiązania
tego zagadnienia
podejmowanych
do
tej pory przez poszczególne ośrodki, zaistniała potrzeba ujednolicenia
tej terminologii w skali światowej.
Ma to pierwszorzędne
znaczenie dla prac w zakresie
analizy formalnej tańca, wymagających
często zestawień porównawczych
w bardzo
szerokiej skali. Rezultatem
tych poszukiwań
jest próbna publikacja,
opracowana
przez delegowane
grono fachowców
i opublikowana
przez ośrodek
badawczy
w Lipsku".
Proponowana
w tej pracy terminologia
oparta została na analizie ruchowej
materiału
tanecznego,
pochodzącego
z 6 krajów
europejskich.
Przy rejestracji
materiału
dowodowego
posługiwano
się notacją
Labana.
Schematy
analityczne
wypisywane są w formie równań matematycznych.
Praca ta spełnia jednocześnie
rolę metodycznego wprowadzenia
w studium analizy tańca.
2 Lange
Poland, Lud

R., Kinetography
Laban
t. L, s. 378 - 391:1 IFMC
Volkstanz-Kommission,
analyse.
Herausgegeben
von Dr. Kurt
.Tuli 1965.

(Movement

Notation)

and

the

Arbeitsgruppe
Terminologie,
Petermann,
National-Komitee

Folk

Dance

Syllabus
der
fUr Volksmusik

Research

in

Volkstanzder

DOR,

�348

SpraUXJzdania

Nie trzeba specjalnie podkreślać,
jak
klorystyki
tanecznej ma to osiągnięcie.

i recenzje

wielką

wagę

dla przyszlości

całej

fol-

W Bukareszcie odbył się w dniach od 5-8 X 1965 r. zjazd rumuńskich
etnografów i folklorystów. M. in. reprezentowana
była tu dziedzina folkloru tanecznego.
Referowano
głównie prace związane z morfologią i terminologią
folkloru tanecznego z terenu Rumunii. Ze względu na tworzącą się aktualnie
dopiero dziedzinę
etnologii tańca warto zasygnalizować
niektóre tematy prac rumuńskich
badaczy:
a) Andrei Bucsan, Problematyka
systematyki
materiału
kinetycznego
w rUmU1tskich tańcach
ludowych.
b) Anna Giurchescu.
Analiza
strukturalna
rumU1iskich
tańców
ludowych.
c) Emanuela Balaci, Szereg obserwacji,
dotyczqcych
stylu rumuńskich
tańców
ludowych.
d) Constantin
Costea, Lokacja
tańców
męskich
we
współczesnym

repertuarze

tańców

ludowych.

Również w Albanii dziedzina folkloru tanecznego zyskuje sobie pozycję w etnografii. Na posiedzeniu
naukowym,
urządzonym
z okazji 20-lecia wyzwolenia
Albanii m. in. zreferowany
został przez Nexhat Agolli przebieg badań terenowych
nad tańcem w jednym z regionów kraju. Określono styl tańców, ich strukturę
i towarzyszącą
im muzykę. (Demos 1965/2, s. 227).
W Folkwang
Hochschule,
Essen (NRF) urządzono w ciągu czerwca i lipca
1965 r. specjalną sesję pt. "Spotkania z Polską". Obok wykładó"" z dziedziny muzyki i dramatu (z udziałem fachowców z Polski), Wydział Tańca tej uczelni zorganizował cykl, poświęcony folklorowi tanecznemu Polski (wykładowca - R. Lange), który spotkał się z ogromnym zainteresowaniem
ze strony międzynarodowego
grona słuchaczy, publiczności i prasy. Okazuje się, że problematyka
folkloru tanecznego zawsze jest jeszcze nieodkrytą
domeną dla praktyków tal1ca scenicznego
i zawiera w sobie wiele elementów, mogących inspirować
twórczość w zakresie
tańca artystycznego,
który utknął aktualnie na bezdrożu poszukiwań w dziedzinie
abstrakcji.
Omówienie

wybranych

publikacji

Zornickaja M. J., Narodnyje
tancy Jakutii.
Moskwa 1966, ss. 168, mapy, ilustr.
Zwięzła
monografia
folkloru
tanecznego
ludów zamieszkujących
Jakutską
SSR. Praca ma charakter
etnograficzny
i oparta została głównie na materiale
zebranym w czasie ekspedycji, organizowanych
przez Jakutską Filię Syberyjskieg"
Oddziału AN ZSSR w latach 1950-1965. Materiały
zostały zebrane nu drodze
bezpośredniej
indagacji
informatorów
i zaopatrzone
w odpowiednie
metrykacje.
Formy ruchowe
utrwalono
tylko w opisie słownym,
dopełnionym
rysunkan;;
i fotografiami.
Posługiwano
się również filmem. Prace przeprowadzano
głównie
w miesiącach letnich i wiosennych. Obok tradycyjnego
folkloru tanecznego zwrócono również uwagę na tzw. "współczesną
twórczość ludową" w zakresie tańca
i badania przeprowadzono
też w niektórych kołchozach. Tło akustyczne do tańcó .•,:
nagrywano na taśmy magnetofonowe.
W pracy przeprowadzona
została charakterystyka
materiału
tanecznego n8
badanym obszarze. Ustalone zostały lokalne odmiany tańców i zasięĘ ich występowania oraz postawiono
problem genezy i rozwoju tych tallców. Podany jest
również stan zachowania tradycyjnej
kultury tanecznej i współczesne jej zastosf'-

�Sprawozdania

recenzje

349

wanie. Dane dotyczące choreografii dopełnione są uwagami o ubiorze i obrzędach,
związanych z tańcem, a niekiedy autorka
bardziej
szczegółowo szkicuje ogólne
tło kulturowe.
Również dawniejsza
literatura
typu podróżniczego
i etnograficznego
została
w pracy wzięta pod uwagę. Nie zawiera ona jednak bliższych szczegółów o tar'leach, co jest zjawiskiem ogólnie znanym w skali światowej. W obliczu badań nieprawdziwe okazały się też przypuszczenia
niektórych
autorów, że ludy północne
w ogóle tańców nie uprawiają. Praca wnosi też cenne wiadomości o mało znanym
repertuarze
tanecznym ludów typu koczowniczego.
Głównym zrębem pracy jest charakterystyka
tańców Jakutów, Ewenów i Ewenków, Jukagirów
i Czukczów.
Autorce udało się stwierdzić, że na całym badanym obszarze występuje forma
korowodu jako reprezentatywna
w różnych odmianach
i wariantach.
(Choć np.
wśród Czukczów z trudem odkryto ten typ tańca. Przeważają
tu bowiem tańce
typu indywidualnego,
polegające głównie na improwizacji).
Zasięg występowania
taóców typu korowodowego
ilustruje
załączona mapa.
Obok tańców korowodowych występują w repertuarze
badanego obszaru tańce
parowe
lub indywidualne,
improwizowane,
z elementami
naśladowczymi.
Ten
ostatni rys przenika niekiedy też do tańców korowodowych
(załączona mapa zasięgu
występowania
tych zjawisk).
Zabawy ruchowe o charakterze
grupowym, parowym i indywidualnym
noszą
znamiona bardzo dawnego pochodzenia. Występują tu też pantomimy o charakterze
obrzędowym z elementami totemistycznymi
(np. u Jakutów). Zatraciły one obecnie
już swe dawne funkcje rytualne i przechodzą w zapomnienie.
Od wiekowych informatorów
autorka uzyskała też fragmenty
tańców szamanów, wykonywanych
niegdyś w czasie specjalnych misteriów.
Akompaniament
do tar'lców i zabaw stanowią głównie rytmiczne okrzyki tańczących, niekiedy
naśladujące
odgłosy ptaków
(np. taniec "żurawia",
"czajki"
u Czukczów, "Łabędzia" u Jukagirów).
Autorka dostrzega przewagę elementu geometrycznego
w rysunku tanecznym.
Analizuje również różnice i podobieństwa
pomiędzy tańcami poszczególnych ludów
badanego terenu. Dostrzega też możliwość wpływów rosyjskich
(osadnicy jeszcze
z XVII w.). Rozważa również w niektórych
przypadkach
nawiązania
do kultury
tanecznej Buriatów. Brak materiałów
porównawczych
z terenów sąsiednich uniemożliwia jednak wyprowadzenie
dalszych wniosków. Autorka zwraca też uwagę
na konieczność przeprowadzenia
dalszych badań w okolicach bardziej odległych
na terenie badanego obszaru. Uwzględnia również zmiany, zachodzące w ubiorze
i wynikające z tego różnice w sposobie tańczenia. Przekonywująco
również omawia wpływ środowiska naturalnego
i tła kulturowego
na kształtowanie
się form
tanecznych.
Jeżeli chodzi o zastosowanie folkloru tanecznego we współczesności, to autorka
reprezentuje
pogląd, jakoby tradycyjny
folklor taneczny, organizowany
przez profesjonalistów
i "zasilany" zdobyczami zawodowego wykonawstwa
tanecznego
jest
jego dalszą drogą rozwoju i ma prowadzić do powstania
nowych form ludowej
twórczości (kultura masowa).
Autorka
postuluje
również
konieczność
ustalenia
ujednoliconych
kryteriów
analizy formalnej.
Zwraca uwagę na brak metodologii w pracach nad folklorem
tanecznym. Krytykuje
literaturę
taneczną o charakterze
użytkowym,
dającą tylko
opisy materialów,
selekcjonowanych
bez żadnego kryterium
i bez uwzględniania
kontekstu tradycyjnego
repertuaru
tanecznego.

�350

Sprawozdania

i recenzje

Flett J. F., T. M., Traditiona~ Dancing in Scot~and. London 1964, s. 313, ilustr.,
mapy.
Autor jest wykładowcą
matematyki
na uniwersytecie
w Liverpool'u.
Wraz
z żoną podjął przed wielu laty zbieranie tańców w terenie i przebadanie
żródeł
pisanych, dotyczących tańców szkockich. Oboje publikowali liczne artykuły w magazynach
folklorystycznych.
Przy pomocy swego zespołu tancerzy
organizowali
liczne odczyty, połączone z demonstracją
tańców szkockich.
Rozdział wstępny orientuje pobieżnie w historii tańców szkockich. Omówione
w nim zostały ważniejsze
zbiory tańców i zasięg działania
dawnych zbieraczy.
W dalszym ciągu następuje
opis zwyczajów,
związanych
z wykonawstwem
tanecznym.
Charakterystyka
trybu
szkolenia
tancerzy
(ważny moment w tańcu
szkockim) jest tematem następnego rozdziału.
W dalszym ciągu pracy poszczególne rozdziały poświęcone są tallcom wysp
Archipelagu
Orkadzkiego
i wysp Szetlandzkich.
Następnie
choreotechnika
tańców "reel" i "country
dance" badanego terenu
(opisy słowne dopełnione znaczkami graficznymi).
W aneksie - charakterystyka
tańców z "Nowej Szkocji", przeniesionych
niegdyś przez osadników
szkockich. Całość dopełnia wykaz informatorów
i bibliografia.
W całości pracy uderza gruntowna znajomość materiałów,
staranna ich analiza
w oparciu o zaplecze historyczne. Wydobyte zostało ciekawe zjawisko upowszechnienia się i adaptacji form tańca dworskiego przez szerokie kn;gi społeczne. Autorzy równocześnie
jednak starają się odkryć elementy dawniejsze tat1ca szkockiego.
Dlatego przytoczony
został duży materiał
z odległych zakątków
i wysp, dokąd
wpływy formalnej
etykiety zawodowych mistrzów tańca z południa kraju - nie
docierały.
Czasopismo "Ethnomusicology"
publikowało
w ostatnim czasie sporo artykudotyczących
etnologii tańca. Poniżej przegląd kilku ważniejszych
prac:
Hugh M. Miller, A Data Check-Ust for the Study of Ethnic Dance. (Kwestionariusz do studium nad tańcem etnicznym), Ethnomusicology
1964/1, s. 55.
Krótki zbiór dyspozycji, dotyczących
przebiegu
badań terenowych
wypróbowany przez autora w Polinezji. Są to ogólne dane z pominięciem subtelności, które
badacz nanosi na arkusz materiałowy
zależnie od możliwości i potrzeb.
Joann Wheeler Kealiinohomoku,
A Court Dancer Disagrees with
Emerson'.)
CLassic Book on the Hu~a, (Tancerka nadworna
nie zgadza się z klasyczną książką
Emerson'a na temat tańca hula), Ethnomusicology
1964/2, s. 161.
Autorka porównuje
wiadomości,
uzyskane
od 90-letniej tancerki
hawajskiej,
z książką N. B. Emerson'a
z roku 1909, uchodzącą
dotąd jako klasyczny zbiór'
wiadomości o tańcu hula. Sędziwa informatorka
była tancerką
na dworze króla
Kalakaua
i później prowadziła
własną szkołę tego tańca. Rozbieżności wynikają
głównie przez niewłaściwe
interpretowanie
"terminologii"
tanecznej
przez Emerson'a.
John Donald Robh, Rhytmic
Patterns
of the Santo Domingo Corn Dance,
(Przebiegi rytmiczne tańca "na zboże" w Santo Domingo), Ethnomusicology
1964/2,
s. 154.
Notacja przebiegu
tańca o skomplikowanych
rytmach
i rysunku
z terenu
Republiki Dominikańskiej
(Haiti).
Norman Feder, Origin of the Ok~ahoma Forty-nine
Dance, (Pochodzenie tańca
pod nazwą "czterdzieści-dziewięć"
z Oklahoma), EthnomusicoJogy
1964/;3, s. 290.
Powstanie
tańca i jego nazwy, rozprzestrzenienie
i stan zachowania.
łów,

�Sprawozdantu

351

t recenzje

Judith Lynne Hanna, Africa's New TraditionaL Dance, (Nowy taniec tradycyjny
z terenu Afryki), Ethnomusicology
1965/1, s. 13.
Autorka artykułu
w oparciu o l-roczne
badania
terenowe
dowodzi zmian,
jakie zaszły w tradycyjnym
tańcu afrykańskim
wskutek przebudzenia
się poczucia
nacjonalizmu
i powstawania
tworów państwowych.
Niektóre tańce uległy zapomnieniu lub też zmieniły się. Przestały
być aktualne niektóre dawne funkcje religijne i społeczno-ekonomiczne
tańca. Autorka dostrzega w nowych tworach tanecznych przejawy ciągłości tradycji obok całkowicie nowych elementów.
W dalszym
ciągu analizuje zmiany, jakim te tańce podlegały już w przeszłości (wpływ okupacji europejskiej,
chrystianizacja,
szkolnictwo,
urządzenia
cywilizacyjne
itp.,
a w innych rejonach podobne oddziaływanie
islamu), charakteryzuje
obecny obraz
tańca afrykańskiego.
Podkreśla
aspekty polityczne pokazów tanecznych.
Festiwale
i konferencje
są okazją do demonstrowania
tańców jako przejawów
odrębności
kulturowych.
W dalszym ciągu autorka analizuje zmiany jakie zaszły również w kostiumach,
używanych do tańca i akompaniamencie
muzycznym.
Końcowy rozdział
poświęcony
jest analizie
zmian, jakie uwidaczniają
się
w formach tańca afrykańskiego,
którym zaczyna zagrażać niwelacja.
Roderyk

G. Kurath,

S. Marti, Dances of Anahuac.

Chicago

Lange

1964, ed. by Sol Tax, ss. 251, ill.

W powstającej
współcześnie etnologii tańca ta praca dwojga autorów (choreolog i muzyk) ma szczególną pozycję. Przeprowadzona
w niej rekonstrukcja
tańców
i rytuałów
Majów i Azteków z epoki prekortezjańskiej
oparta została głównie
o wnikliwą analizę starych kodeksów, kronik i przede wszystkim
ceramiki i rysunków z wyobrażeniami
tańca. Występująca
w tych materiałach
ogromna ilość
bóstw przedstawiona
jest zwykle w pozach tanecznych.
Dzięki temu udało się
autorce wypośrodkować
styl poszczególnych
grup tańców.
Nieodzownym
dopełnieniem
tej pracy są materiały
porównawcze
z dziedziny
współcześnie istniejącego
folkloru tanecznego.
Cały materiał
choreotechniczny
został podany w transkrypcji
systemem Labana (kinetografia).
Obraz tańca tej odległej epoki ukazany został na tle życia codziennego, społecznego i poszczególnych
zwyczajów.
Uwzględnione
rówmez
zostały rozliczne
aspekty tańca (religijny, ekonomiczny,
leczniczy, rekreacyjny).
Praca składa się ze wstępu i 12 rozdziałów;
ale dadzą się wyróżnić
3 zasadnicze części: a) analiza
żródeł; b) analiza materiału
tanecznego,
zawartego
w żródłach oraz materiał
choreotechniczny
współczesnego
folkloru
tanecznego;
c) analiza elementów muzycznych (ikonografia,
instrumenty
muzyczne, nawiązanie
do współczesnego folkloru muzycznego), analiza symboliki tańców.
Wspaniale ilustrowane
dzieło jest przykładem
nowocześnie
przeprowadzonej
rekonstrukcji
tańca jednej z dawnych cywilizacji (archeochoreografia).
Roderyk

H. Suna, Novaja
sistema
kinetograf H Latvijas PSR Zinatnu Akadcmijas
Vestis,

zaptSIeJ

nr

choreograficeskich

5 (214), Riga

Lange

dvizenija.

1965.

Autor omawia stosowany
przez siebie system notacji
ruchu,
na dużej ilości materiału
z dziedziny folkloru tanecznego
Łotwy.

wypróbowany

�352

SpraWozdania

i recenzje

W treści artykułu
polemika z niektórymi
wypowiedziami
uczestników
Sekcji
Tańca VII Kongresu MUNAE w Moskwie w 1964 r. (np. wypowiedź W. Malma)
co do uniwersalności
systemu notacji R. Labana w pracy nad folklorem tanecznym.
System H. Suny istotnie obejmuje: 1) podział czasowy - wyznaczony rytmem,
2) horyzontalną
projekcję ruchu, 3) wertykalną
projekcję ruchu, 4) jednoczesność
ujmowania
ruchów różnych części ciała .
. Brak jednak
ostatniego
z pryncypalnych
elementów
pełnej notacji ruchu,
jakim jest rejestracja
przepływu
ruchu (the Flow of Movement), dzięki czemu
występuje widoczny brak powiązania pomiędzy poszczególnymi fazami notacji.
Tymczasem element ten jest zawarty w systemie Labana. Stąd teź nic dziwnego, że ten ostatni system ma dziś w dziedzinie folklorystyki
tanecznej powszechne
zastosowanie
na całym świecie.
System H. Suny jest niewątpliwie
znacznym
usprawnieniem
zapisu ruchu
w stosunku do opisu słownego. Ma on jednak charakter
mnemotechniczny
i znaczenie lokalne (jak np. swego czasu system St. Totha w Czechosłowacji).
Roder'uk

Lange

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5861" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5842">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/6eafddefb7e22eb50eebec9020e3cef3.pdf</src>
        <authentication>306e81f97aa3a28ee1667b0a550f6f20</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69932">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69933">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69934">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:279</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69935">
                <text>Sprawozdania i recenzje / LUD 1966 t.51 cz.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69936">
                <text>LUD 1966 t.51 cz.1,s.181-218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69937">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69938">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69939">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="69940">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69941">
                <text>II.

S P R A W O Z D A N I A

ETNOGRAFIA POLSKA. Instytut Historii
demii Nauk, Wrocław~WarszRwa~Kraków

I

RECENZJE

Kultury Ivlaterialnej
1963, z. VII.

Polskiej

Aka-

Zeszyt VII Etnografii polskiej rozpoczyna artykuł W. D y n o w s k i e g o pt.
Z dziedzin deficytowych
etnografii
poLskiej. Określając
mianem deficytowych
te
wszystkie dziedziny życia zbiorowego w państwie, które nie wykazują właściwej
pr~żności rozwojowej, autor stara si~ wykazać, że brak na terenie nauki polskiej
żywszych tradycji w zainteresowaniach
problematyką tzw. ludów niecywilizowanych
zarówno w tematyce prac badawczych nad kulturą ludów "pierwotnych", jak i w zakresie własnych koncepcji teoretycznych, wypływa z ogólnej sytuacji polskiej przeszłości w ubiegłym stuleciu. Zastanawiając
się wszakże nad aktualną
sytuacją
ludów niecywilizowanych,
nad ich zmienioną pozycją i rolą we współczesnym
świecie wiodącą w kierunku
emancypacji
politycznej
i świadomych poszukiwań
nowej, własnej kultury, dochodzi do przekonania, że podstawową sprawą w etnografii winny stać si~ obecnie studia nad zachodzącymi procesami przeobrażel1 kulturowych ludów niecywilizowanych
ze szczególnym uwzględnieniem
realnie istniejącej sytuacji. Aby ta dziedzina etnografii polskiej mogła dojść do pełnego rozkwitu, należy przede wszystkim wyrównać dawny deficyt, co zdaniem autora artykułu oznacza konieczność odpowiedniego ustosunkowania
się do dorobku przeszłości,
czyli innymi słowy, do spopularyzowania
fundamentalnych
twierdzel1 teoretycznych
oraz przyswojenia sobie podstawowej bazy faktograficznej,
zgromadzonej przez poszczególne szkoły, czy kierunki etnograficzne.
W maksymalnym
uj~ciu dojść powinno do wypracowania
oryginalnych
stanowisk
poznawczych,
ale to jedynie
w oparciu o konkretne badania terenowe.
W cz~ści ~

Studia

i materiały

T. L e w i c k i, Pożywienie
źródeł

--

ludno.ki

znajdują
Zachodniej

si~ następujące
Afryki

artykuły:

w średniowieczu

wedłur;

arabskich.

Jest to próba ukazania całokształtu wiadomości o pożywieniu ludów zamieszkujących Zachodnią Afrykę przed początkiem XVI stulecia, zawartych w dziełach
średniowiecznych
pisarzy arabskich.
Wiadomości te mają charakter
fragmentaryczny i przypadkowy, mimo to pozwalają na ogólną orientacj~, dotyczącą źróder
pożywienia i konsumpcji mieszkal1ców Afryki Zachodniej. W pożywieniu większości
tych ludów zasadniczą rol~ odgrywały pokarmy pochodzenia roślinnego. Uzyskiwano je bądż przez zbieranie roślin dziko rosnących, bądż też najpowszechniej
i najcz~ście.i przez kopieniaczą uprawę. Wśród artykułów spożywczych pochodzenia
roślinnego na pierwszym
miejscu wymienione
jest proso, następnie
ryż, fonio,
pszenica, jęczmień oraz ziarna różnych traw zbieranych. W dalszej kolejności cytowany jest yam, woandzu, czyli orzeszki ziemne, rośliny strączkowe (fasola, bób),
warzywa (cebula, czosnek, kapusta, bakłażan, rzepa), dynie, owoce, trufle i manna.
W porównaniu z pokarmem pochodzenia roślinnego, mi~so odgrywało w konsumpcji

�182

Sprawozdania

i

recenzje

ludności Zachodniej Afryki o wiele mniejszą rolę i spożywane było' jedynie z okazj i
specjalnych uroczystości, aczkolwiek u niektórych plemion zdarzały się odstępstwa
od tej zasady. W średniowiecznej
Afryce Zachodniej hodowano bydło rogate, m. in.
woły, krowy, owce, barany i kozy. U szczepów berberskich
jadano mięso wielbłądzie, a w kraju Mali - mięso osłów. Duża ilość Czarnych jadała mięso psów.
Z ptactwa domowego hodowano ku.ry, gęsi, kaczki i gołębie. Poza mięsem zwierząt
domowych i ptactwa
pewną rolę w pożywieniu
ludności odgrywała
zwierzyna
łowna, a wśród niej antylopy, żyrafy, strusie, hipopotamy,
krokodyle, słonie, żółwie i węże. Duże znaczenie miały ryby i to zarówno morskie, jak i słodkowodne.
Z innych artykułów spożywano tłuszcze roślinne i zwierzęce (w tym ogromne ilości
masła) oraz miód i trzcinę cukrową, stosowane do słodzenia potraw. Sól używana do
przypraw konsumowana
była w niewielkich ilościach i uchodziła za artykuł rzadki
i drogi. Znanymi przyprawami
importowanymi
były imbir i pieprz. Jedyną używką
(pomijając alkohole) był orzech koLta, bardzo chętnie żuty przez Czarnych. Z napojów, poza wodą rozpowszechnione
było mleko słodkie i kwaśne, różne kwaśne polewki, piwo z prosa oraz płynny miód.
W zakończeniu
artykułu
podane są wiadomości
o naczyniach
do gotowania,
jedzenia
i przechowywania
pokarmów
i napojów,
używane przez mieszkańców
Zachodniej Afryki.
K.

M a k u l s k i,

Geneza

Buszmenów

na

podstawie

bad01l. (/rcheoLogicznych

etnograficznych.

Opracowanie
poświęcone
jest genezie etnicznej
Buszmenów,
potraktowanych
przykładowo
ze względu na swą pierwotną
kulturę zbieracko-łowiecką,
jako warstwa naj starszych mieszkańców
Afryki. W kulturze
buszmeńskiej
wyróżnionych
jest kilka etapów rozwojowych.
Są nimi: 1. lata 1900-1950,
na które przypada
szybka
industrializacja
terenów
Afryki
płd., powodująca
zasadnicze
zmiany
w tradycyjnej
kulturze
Buszmenów;
2. lata
1900-1870,
w których
występuje
zanik żywotności kultury Buszmenów, spowodowany
ekspansją
sąsiednich ludów;
3. okres poprzedzający
lata 1870, a sięgający momentu odkrycia Buszmenów przez
europejskich podróżników. Buszmeni stanowili lud zbieracko-łowiecki.
Ich gospodarka miała typowy charakter przyswajający.
Sposób życia koczowniczy; grupy liczebnie słabe; kultura materialna
bardzo uboga. Ten tryb życia Buszmeni wiedli od
niepamiętnych
czasów i nie zmieniali go bez wyraźnego przymusu.
Porównując
kulturę buszmeńską, głównie do XVIII wieku (gdyż w latach późniejszych widoczne są duże zmiany), z kulturami
archeologicznymi
Afryki płd ..
datowanymi
na ,późną epokę kamienia, a reprezentowanymi
przez przemysł smithfieldzki i wiltoński, daje się stwierdzić łączność kulturową, polegającą na podobieństwie występowania
pewnych
typów narzędzi
oraz charakterystycznych
ozdób.
Z tych przesłanek
autor wyciąga wniosek, że Buszmeni jako lud uformowali się
w bliżej nieokreślonym
czasie, w wyniku zmieszania się autochtonicznych
elementów południowo-afrykańskich
z elementami przybyłymi
z północy.
A. Wal
kańskiego

i g ó.r
plemienia

S

k i, Studio

nad

więzią

terytoriaLną

i Todzinną

wschodnioafry-

Luo.

Artykuł poświęcony jest analizie podstawowych
form więzi społecznej, stanowiącej o spójni wschodnio-afrykańskiego
plemienia nilockich Luo, zamieszkałych
na terenach przylegających
do wschodnich wybrzeży jeziora Wiktoria w zachodniej
Kenii. Zasadniczą
więzią społeczną wśród LUD jest pokrewieństwo,
które, choć
stale jeszcze zajmuje miejsce naczelne, nie stanowi już jedynego czynnika, deter-

�Sprawozdania

183

i recenzje

minującego zbiorowe życie plemienia. Do momentu przyjścia Europejczyków podstawową jednostką
rodzinną była rodzina poligamiezna,
pozostająea
pod władzą
naczelnego patriarchy.
Jej sytuację
społeezno-gospodarczą
cechowała prz'ewaga
pasterstwa nad rolnictwem, mimo że rolnictwo stanowiło główną bazę wyżywienia.
Bogactwo określane było posiadaniem wielkich trzód bydła. Zwie,rzęta stanowiły
nie tylko o stanie zamożności właściciela, lecz także o znaczeniu władzy, wpływach
grupy męskiej w życiu publicznym oraz o liczebności i trwałości rodu. Odpowiednikiem terytorialnym
tego typu rodziny była zagroda, zbudowana najczęściej na
planie koła, wg. specjalnego, tradycyjnego
schematu,
zazwyczaj ufortyfikowana
i posiadająca własną drużynę wojskową, niezbędną wobec częstych wojen plemiennych. W zagrodzie takiej mieszkała cała rodzina, która wśród Luo przybrała formę
zespołu małżeństw indywidualnych,
powiązanych
osobą wspólnego męża, gdzie
wszystkie kobiety były pełnoprawnymi żonami.
W rodzinie poligamicznej współżycie małżonków stanowiło splot wzajemnych
uprawnień, obowiązków i usług. Mężczyzna dostarczał kobiecie ziemię i wyposażał
jej gospodarstwo, natomiast ona pracowała na roli, a poza tym obowiązana była
do współżycia z mężem i do rodzenia mu dzieci. Z chwilą śmierci męża poligamisty
zagroda przestawała istnieć.
Pozycja mężczyzny w rodzinie poligamicznej Luo kształtowała się pod wpływem
trzech istotnych czynników: jego uprawnieil i przywilejów
jako ezłonka lineażu,
jego autorytetu, jako męża i głowy rodziny oraz jego kierowniczej roli, jako organizatora i przywódcy zespołu produkcyjnego, jaki stanowiła rodzina poligamiczna.
Sytuacja kobiety w rodzinie Luo była niewątpliwie niższa niż mężczyzny, ale
jej rola we własnym domu w zakresie wychowania, wyposażenia i wykształcenia
dziecI była i jest bardzo wysoka.
Ten stan rzeczy ulegał gruntownym zmianom na skutek inger,encji europejskieh
kolonizatorów. W związku z niektórym i zarządzeniami administracyjnymi
nastąpił
rozpad wielkiej rodziny. Główna podstawa władzy mężczyzn - zwierzęta, zaczęły
coraz bardziej ustępować
zainteresowaniom
rolniczym, a możność dodatkowych
żródeł dochodu (handel i zbyt nadwyżek rolnych), skupione w rękach kobiet osłabiły prestiżową sytuację mężczyzny. Mimo to, pojedyńcza rodzina poligamiczna
u Luo wykazuje nadal zadziwiającą
trwałość i pDzystosowuje się skutecznie do
nowego typu gospodarki chłopskiej. Nic też nie zdaje się wskazywać na to, by
przechodziła ona kryzys, mający doprowadzić ją do rozpadu.
K. W o l s k i, Powindah

-

patańscy

koczownicy

Afganistanu

i Pakistanu.

Artykuł poświęcony jest zanikającemu
koczownict,wu i handlowi okrężnemu.
prowadzonemu na terenach Afganistanu i Pakistanu przez patańskie plemię Ghilzai
z Afganistanu. Ludzi, oddających się tym zajęciom i temu trybowi żyeia określa się
mianem Powindah. Termin ten jest pochodzenia perskiego i znaczy dosłownie, tłumok towarów".
Współcześnie na terenie Pakistanu
obejmuje
się nim jednak
wszystkich patańskich
koczowników z Afganistanu,
przyby'wających
jesienią na
zimę do Pakistanu, bez względu na ich zawód, czy uprawiane zajęcie. Powindah
nawet na terenie Pakistanu
różnią się od otaczającej
ich ludności osiadłej ze
względu na fakt, że zamieszkują
w namiotach, a nie w lepiankach
oraz przez
odmienny kolor odzieży.
Terenem działalności i wędrówek Powindah są wschodnie krailee Wyżyny Irańskiej i ziemie tym krańcom prizyległe. Z utartych głównych szlaków schodzą Powindah obecnie coraz częściej na tereny bardziej ustronne, omijają'c miejsca, gdzie
napotykali na trudności. Wśród Powindah znajdują się ludzie oddający się różnym

�18..1,

Sprawozdania

i recenzje

zajęciom. Zalicza się do nich pasterzy ,rzemieślników-specjalistów
do robót wodnokanalizacyjnych
oraz kupców. Ci ostatni są grupą naj liczniejszą i najcharakterystyczniejszą. Prowadzą oni handel naj różnorodniejszymi
towarami, których zestaw
zależy każdorazowo od kierunku szlaku.
Obecnie odwieczny ruch nomadów ulega pewnemu ograniczeniu, a w handlu
daje się zauważyć duży zastój. Być może, że dojdzie wkrótce do zahamowania
i likwidacji wędrówek Powindah.
J. M a c i e j e 'w s k a,
górskich

w kol'!cu XIX

Akulturacja

i na początku

w

gospodarce

i, trybie

życia

Lapończyków

XX wieku.

Przez akulturację rozumie się zjawiska, które powstają, gdy dwie grupy, mające
różne kultury wchodzą w ciągłe i bezpośrednie kontakty, co pociąga za sobą zmiany
w pierwotnych
modelach kulturowych
jednej lub obydwu grup.
Artykuł zajmuje się dawną kulturą grupy Lapończyków górskich i zmianami,
jakim uległo ich życie wskutek nowych warunków
gospodarczych, jakie wytworzyły się na Północy pod wpływem polityki gospodarczej kapitalistycznego
państwa
szwedzkiego.
Typ dawnej gospodarki
Lapończyków
górskich związany był bardzo ściśle
z hodowlą dużych stad reniferów. Najistotniejszą
cechą leżącą u podstaw kultury
lapońskiej
była umiejętność
maksymalnego
przystosowania
się do środowiska
naturalnego
oraz duży stopień samowystarczalności
gospodarczej.
Początkowe kontakty Lapończyków
z państwem szwedzkim, datujące siG od
połowy XVIII w. były na ogół bardzo lużne i ograniczały się do działalności handlowej i zbierania podatków, Poza akcją misyjną i początkami edukacji, państwo
szwedzkie nie ingerowało w kulturę, a w tym i w życie gospodarcze grup lapo!iskich. Trwałe i bezporśednie kontakty zapoczątkowało osadnictwo fińskie w XIX w.,
poprzedzające
narastający
proces kolonizacyjny.
Jego nastGPstwem
był caly
szereg konfliktów, wynikających
z odmienności etnicznych, ustrojowych
gospodarczych grup, wchodzących ze sobą w kontakt.
Naruszenie stanu równowagi w gospodarce lapońskiej doprowadziło z jednej
strony do zmiany typu zajęć i przejścia do osiadłego trybu życia, z drugiej zaś do
przekształcenia
hodowli renów w przedsiębiorstwo
produkujące
na zbyt mięso
i skóry.
Obecnie Lapończycy górscy, trudniący się hodowlą renów, przyjmując
wiele
elementów kultury sąsiedzkiej zachowują nadal własną odrębność (adaptacja), natomiast te Todziny, które 'przeszły do innych zajęć, wzorując się na systemie gospodarowania osadników skandynawskich
i przejmując od nich formy życia i gospodarowania są bliscy utraty własnej kultury (asymilacja).
A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a, Wspomnienie o profesorze Eugeniuszu FranJest to omówienie działalności naukowej i organizacyjnej
zmarłego profesora Eugeniusza F'rankowskiego wraz z bibliografią jego prac, uszeregowaną wg
porządku chronologicznego.
kowskim.

W dziale - Kronika - poza omówieniem kilku podstawowych wydarzeń 7. życia etnografii krajowej znalazły się informacje na temat rozwoju kultury Afryki
oraz dane o etnografii w krajach socjalistycznych.
Dział Kroniki nie jest w zasadzie przeznaczony do szczegółowego recenzowania, mimo to, pozwalam sobie wypowiedzieć kilka zdań na margin€\Sie jednej informacji zatytułowanej
Afryka nieznana
a bliska. Nie pragnę tu bynajmniej polemizować z autorem informacji, ani przeciwstawiać mu swego zdania, oceniającego wystawę ze względu na wybitnie nieusyste-

�Sprawozdania

i

recenzje

matyzowaną i nie dbale skomentowaną
ekspozycję jak najbardziej
negatywnie, chcę
jedynie zwrócić uwagę Redakcji, aby na przyszłość z nieco większym krytycyzmem
podchodziła do materiałów dokumentacyjnych,
które zdecydowanie kolidują z tekstem artykułu, oraz z punktu nasuwają wątpliwości co do kwalifikacji zawodowych
autorów wystawy i co do rzeczywistej
wartości "udanego eksperymentu"
(przykłady: ryc. 6. Maska Senu ..., powinno byś Senufo; ryc. 7. Maska Chińczyka, Afryka
Wschodnia, tak, ale bliższego określenia brak, a dane istnieją, nawet w języku
polskim i brzmią:: Mozambik, dorzecze Rowuma, Makonde Mawia; ryc. 10. Na
planszy z prawej strony rytualny ubiór, wyobrażający
biust kobiecy, nie jest pełnym strojem, brak maski twarzowej
z kłódką pelele w wargach, a obiekt taki
istnieje w Mlocinach).
W dziale - Recenzje - znajduje się kilka omówień interesujących
publikacji.
w tym trzech książek Levi-Strauss'a
oraz nie opublikowanego
manuskryptu
prof.
K. ;Vloszyńskiego.
Krystyna

Karol Iłławiczka,
Melodie
polskie
lU
Kancjonale
Mazurskim.
zursko- Warmińskie", Olsztyn 1963, nr 3 (81), s. 333-374.

Czerniewska

.,KomlAnikaty

Ma-

Karol Hławiczka w wyżej cytowanej pracy zapoznaje nas z popularnym wśród
ludności ewangelickiej
na Mazurach Kancjonałem
Mazurskim,
którego pierwsze
wydanie pochodzi z 1741 r. Stanowi on bardzo cenny dokument polskości tamtejszego ludu. Materiał pieśniowy przejął ten kancjonał z kancjonału wcześniejszegD
ks. Samuela Tschepiusa, opracowanego
z polecenia władz pruskich pt. Doskonaly
Kancy()Ilal
Pruski
Królewiecki
z 1'. 1732. Bardzo niewiele pieśni opuszczono, prawie wszystkie wciągnięte zostały do Kancjonału
Mazurskiego. Są one przeważnie
tłumaczone z niemieckiego. Hławiczka jednak zauważa, iż pieśni niemieckie były
częściowo także tłumaczeniami
dawniejszych
hymnów łacińskich, pieśni czeskich,
a nawet polskich autorów i dochodzi do wniosku, że Kancjonał Mazurski posiada
około 300 pieśni pochodzenia polskiego, co stanowi ponad 300/0wszystkich pieśni. Są
to piE'śni polskich poetów religijnych polskiej Reformacji z XVI wieku, ~(oci1anov..-skiego, Reja, Trzycieskiego i innych, a także pieśni anonimowe z czasów Reformacji
w Polsce oraz pieśni oryginalne
powstałe na Mazurach.
Wielka liczba wydań
świadczy o wielkiej popularności
kancjonału.
Napisany jest w literackim
języku
polskim, ale zabarwiony wyrazami z dialektu mazurskiego. Przeznaczony nie tylko
do użytku w kościele, lecz i w domu przy różnych okolicznościach, w związku z różnymi zwyczajami. Pieśni kancjonału związane zostały z biblią, nad każdą umieszczony werset biblijny z podaniem księgi i wiersza. Między wiersze pojedyńczych pieśni
powsuwane zostaly objaśnienia tłoczone odrębnymi czcionkami, tłumaczące wyrazy
obce, symboliczne i obrazy religijne. Poza pieśniami zawiera kancjonał modlitwy
w liczbie około 100.
Mówiąc o pieśniach mamy na myśli tylko teksty, bo melodii niestety Kancjonał
nie zawieTa. To stało się punktem wyjścia dla pracy Hławiczki. Postawił on sobie
za zadanie znalezienie właściwych melodii do odpowiednich tekstów. Sięga do wydawnictw polskich pieśni na terenie Niemiec z połowy XIX wieku, a specjalnie
opiera się na zbiorze Btilowa von Dennewitz
38 Masurische
Chorale...
z roku
1902, w układzie na 4 głosy, z których omawia tylko same melodie (głos najwyższy),
uporządkowując
je według kolejności występowania
w "Kancjonale
Mazurskim",
Hławiczka stwierdza, że Bulow korzystał z kancjonałów polskich i zbiorów pieśni

�186

Sprawozdania

i recenzje

protestanckich, jakie były dostępne w Elblągu i Gdańsku jak; kancjonały z XVII
wieku Artomiusza, "Kancjonał Gdański" Huenefeldta, wydawnictwo A. Wedeckego
i kancjonał zdefe~towany bez karty tytułowej, który Biilow mylnie uważał za kancjonał Seklucjana z XVI wieku. Hławiczka zwraca uwagę też na częstą niezgodność
zapisów Biilowa z oryginałem pod względem metrycznym, były to jednak konieczne korekty, które Biilow przeprowadza ze względu na niezgodność dawnych zapisów z nowoczesnym sposobem notowania. Hławiczka przytacza szereg melodii
z tekstami (44 + kUka wariantów tych samych melodii), umieszczając przy każdej
tytuł każdego działu, numer oraz tytuł pieśni, a następnie w nawiasie obok nazwiska
Billowa numer melodii w 'jego wydawnictwie, źródło z którego jest zaczerpnięta,
rodzaj taktu przez niego użyty, numer pieśni i stronę w "Kancjonale Pruskim"
oraz ewent. adnotacje odnoszące się do pieśni poza wersetem biblijnym. Adnotacje
te dokładnie wymieniają kancjonały i wydawnictwa, w których daną melodię spotykamy, z oznaczeniem jej numeracji.
W adnotacjach
tych widzimy kolosalny
wkład pracy autora, który sięga do wszystkich nawet najstarszych
kancjonałów,
wyszukuje tam kolejno każdą pieśń i stwarza nam w ten sposób obraz żywotności
danej melodii i jej roz,pow,gzechnienia.
Hławiczka umie, mimo tekstów niemieckich, odkryć charakter słowiański pieśni,
jak np. nr 3:. "Słuchay, co żywo, sądu straszliwego" nad którą Billow podaje
tekst niemie&lt;:ki "Har, was da lebt" i której nie ·spotykamy w dawniejszych kancjonałach, a której wariant Hławiczka od·nalazł w dzisiejszej żywej praktyce na Śląsku
Cieszyńskim ,śpiewany do psalmu Kochanowskiego "Kto się w opiekę". Zdaje on
sobie sprawę z pewnych adaptacji rytmów polskich do potrzeb tekstu niemieckiego, np. rytmy mazurkowe w pieśni nr 9 "Moy .Jezu, serca Radości" lub nr 34 ,.Śpiewaycie, cześć daycie". Niektóre pieśni znajduje też w śpiewnikach kościoła katolickiego. Krytycznie traktuje informacje Biilowa, do których wnosi nieraz uzupełnienia, a nawet korekty.
Oprócz pieśni ze zbioru Biilowa Hławicz;ka korzysta i z innych wydawnictw,
jak publikacje Małłka ("Jutrznia Mazurska na Gody", "Plon czyli dożynki na Mazurach", "Mazurs.ki śpiewnik regionalny"). Spotykamy tu często warianty melodii
ze zbioru Billowa, ale i pieśni, których w publikacji Biilowa nie ma. Małłek w przeciwieństwie do "Kancjonału
Mazurskiego" teksty podaje w gwarze mazurskiej.
a melodie - z później wprowadzonymi ozdobnikami melizmatycznymi. Nie znajdujemy ich pierwowzorów w kancjonałach polskiej Reformacji. Hławiczka przypuszcza, iż są tworami miejscowymi. W dwóch wypadkach Hławiczka znajduje melodie
do pieśni z Kancjonału Mazurskiego w ulotnych drukach. Na koniec Hławiczka
stwierdza, że na Mazurach musiały być znane jeszcze inne melodie nie zanotowane
ani przez Billowa, ani przez Małłka, gdyż spotkał on odwołania przy poszczególnych pieśniach do znanych melodii innych pieśni, nie publikowanych.
Analiza melodii, rytmiki i prozodii jest krótko i zwięźle ujęta. Hławiczka
stwierdza, iż melodie w zapisach Biilowa w stosunku do swoich pierwowzorów
zostały zmienione .przez dostosowanie do systemu dur-moll, objawia się to przede
wszystkim podwyższeniem VII stopnia. Tylko w 5' wypadkach spotyka on skalę
doryck::t (na 47 mel.). P.od względem rytmicznym melodie dawniej zróżnicowane,
podporządkowane
zostały zasadzie izo'rytmii, a więc prowadzone w równych wartościach, z zatrzymaniem tylko na nutach końcowych. Co do zasad prozodii, to brak
zgodności akcentów
słowa i akcentów melodii, podobnie jak to ma miejsce
w pieśniach XV i XVI w.
Reasumując musimy przyznać, iż omawiana praca Hławiczki jest cennym wkładem w dziedzinę etnografii polskiej, odkrywa nam ona piękno dawnych pieśni

�Sprawozdania

187

l recenzje

religijnych, wskazuje wiele wartościowych,
o niez,wykle głębokiej treści tekstów.
Kancjonał Mazurski jest cennym zabytkiem nie tylko jako wy'raz polskiej Reformacji, ale jako wyraz życia ludności polskiej i jej przywiązania
do Macierzy,
od której była odcięta przez długie wieki.
Antonina

Wozaczyńska

O. Polonec, Slovanske valasky, fokasa a takany,
Zbierky Slovenskeho Narodneho
Muzea, Narodneho Odboru w Martine. Wyd. Os veta n.p. Bratislava-Martin
1963.
str. 63, 'ryc. 85, 1 mapa.
O. Polonec, Valasky
[t valaiikari
na Slovensku.
Sbornik Slovenskeho
Muzea. Etnografia 4. Rocz. LVII, 1963, str. 40-75, ryc. 27.

Narodneho

Temat poruszony przez A. V a c l a v i k a w pracy Slovenske palice (Turc. Martin 1934) doczekał się na południowej stronie Tatr wyczerpującego
opracowania,
na podstawie bogatych zbiorów znajdujących się w Muzeach w Bratysławie i Martinie. Autor w pierwszej pracy opublikował właśnie te zbiory -- podając opisy
137-u obiektów. Fotografie 85-u indywidualnych faktów wchodzących do tego zbioru
zostały zestawione na tablicach. Zasób źródłowy jest dostatecznie liczebny a ścisłe
opisy odpowiadają wszystkim wymogom źródłoznawczym.
Nic więc dziwnego, że
i przeprowadzona typologia budzi zaufanie, a w konsekwencji i wnioski wychodzące
poza typologię są godne uwagi i uznania.
Autor wyróżnia - ze względu na kształt - trzy formy: valaska, fa kos, cakan.
Cakany wywodzi autor z palic, a vlasniki
z siekier; fakose uważa za przejściową
formę. Prototyp "czakanów" widzi O. P o lon e c w hakowatych
kijach pasterskich, służących do chwytania owiec. Tematem tym zajmował się w przeszłości
A. Vaclavik w pracy, Slovanske palice (1934 str. 1 - 123). Zwraca przy tym uwagę
fakt, że pierwotna funkcja jak też i forma uległa zmianie i narzędzia te stały
się oznaką golności pasterskiej, zamożności, służyły w obrzędach i zabiegach magicznych. (ryc.63, 81, 85).
O ile nie można wnosić zastrzeżeń do typologii przeprowadzonej
przez autora,
należy ostrożnie traktować próby wyjaśnienia genezy "czakanów", gdyż należałoby
wtedy liezyć się z koniecznością rozważenia tego zagadnienia na szer·szym tle porównawczym. Liczyć się trzeba z tym, że jest to pożyczka z tureckiego (lokotsch), chociaż Vasmer widział tu śr. gr. Autor daje zresztą historyczne tło społeczne używania
różnych form broni tego typu, podkreśla też, że "fakosze" i ,.czakany" przyszły
do Karpat i w Tatry z pasterską falą wołoską.
Interesujące
są również jego wywody O wytwórcach
tych narzędzi, z czym
wiąże się specyficzność form i ornamenty z poszczególnych mikroregionów, jak Liptów, Bańska Bystrica, Radwan, Priechod, Spisz.
Również ciekawe są dociekania i wnioski autora o pierwotnej
funkcji tych
narzędzi, który'ch kształt a ta,kże zdobnictwo wiąże się z pozycją społeczną pasterza. To że "walaszka" czyli góralska ciupaga z jej bogatym wystrojem była atrybutem bacy potwierdza się i po polskiej stronie. *
I jeszcze jedna uwaga luźna, wymagająca .rozważania - czy i o ile kółka przy
ciupagach, "fakoszach" czy "czakanach" są echem grzechotkowych
kijów pocisko-

* Na hali Pod Wołoszynem byłem świadkiem
linę wręczył starszemu juhasowi na pożegnanie

w 1949 r. jak baca schodząc w doswoją ciupagę·

�188

Sprawozdania

i recenzje

wych (Por. K. Moszyński, K.L.S.). Wprawdzie w literaturze
polskiej brak stwierdzenia istnienia takich kijów w Karpatach, ale w roku 1959 można je było widzie l'
u pasterzy (krów?) w drodze na Krywań.
Dobrze określone typologicznie "walaszki", "fakosze" i "czekany" uporządkował autor przestrzennie
a wyniki przedstawił na osobnej mapie. Trochę niepokoi,
dlaczego autor potraktował jednym znakiem "fakosze" i "czekany", czyżby zasięgi
obu typów pokrywały się wiernie.
W drugiej rozprawie opublikowanej w "Sborniku" rozszerza autor swoje zainteresowania,
szuka powiązań siekierek w słowiańskim materiale archeologicznym
i w materiale etnograficznym. Ale ostatecznie decyduje się na wiązanie małej "walaszki" raczej z pasterstwem wołoskim. W istocie wnioski obu prac pokrywają sic
z sobą i prowadzą do uogólnienia, że te typy wołoskich narzędzi są rozpowszechnione w dolinie Hronu, na Liptowie, Spiszu IMagurze.
Obie prace oparte na sumiennej analizie formy i funkcji zebranych faktów,
uporządkowane
chronologicznie i prz'estrzennie
doprowadziły autora do trafnych
rozwiązań - a mianowicie - prawidłowość w przemianach formy i funkcji i w powiązaniach etnicznych. Jest to chyba cenny punkt wyjścia do studiów nad ciupagami na północnym stoku Tatr i Karpat.
Józef

Dimitr Krandzalov,
sitatis Palackianae

Vala,,!

na

Ivlorave-rnateria!y,

Olomucensis,

Facultas

vrob!emy,

Philosophica,

metody.

Historica,

Gajcie

Acta Univer1963, s. 5-2\~.

Praca prof. Krandzalova
uzupełnia wyniki obszernej rozprawy tego autora.
wydanej przed ćwierćwiekiem 1, oraz późniejszych, pomniejszych
jego studiów'.
Autor przeprowadził
ponowną analizę zagadnienia
osadnictwa wołoskiego, ustosunkowując się do wyników badań z ostatnich dziesięcioleci.
Rozdział I (s. 5-10) ma charakter wstępu. Drugi rozdział (s. 11-48) przedstawia aktualny stan badań nad genezą języka i narodu rumuńskiego. Autor krytykuje nawroty do koncepcji autochtonizmu
elementu romańskiego
na północ od
Dunaju (E. Petrovici, C. Daicoviciu i in.), skłaniając się raczej do poglądu o jego
imigracji z obszarów Mezji. Zarazem przeprowadza
korektę własnych dawniejszych koncepcji, przyjmując, że przodkowie Rumunów zetknęli się z żywiołem slo··
wiańskim jeszcze przed VI w. n.e. Przychyla się dalej do poglądów, że języki romańskie, używane obecnie na Bałkanach (rumuński, meglenorumuński,
i in.) nie
są dialektami, ale wyłoniły drogą odrębnego rozwoju poszczególnych grup dawnego, zromanizowanego
osadnictwa tych okolic.
W rozdziale III (s. 49-59)
Autor przeprowadza
analizę literatury
dotyczącej
osadnictwa wołoskiego na Morawach. Podkreśla on że wielu badaczy identyfikuje
1.
.,

a

D.
K r 8. n d j
l a,
RHmunskc
vLivy
w Karr~(ltech sc =L'liistnim
:::fcteLem
k lWoravskemu Va',assku. Praha
1938.
Np.:
D.
Kra
n d
a l o v.
Znaczenie
i charakter
wpl'uwów
rumuńskich
w Karpatach
zachodnich
ze szczególnym
uwzględnieniem
Woloszczyznu
Morawskiej.
Pasterstwo
Tatr
i Podhala,
t. 5, Zakł. Nar. im. Ossolińskich,
1963, s. 165-232; t e n ~ e, Sur les methodes
de verification
de la nationalitees
Valaques-Vlaques
dans les Carpathes et &lt;lans les Balkans au moyen-i1ge d !'aide des noms de persannes. Slavische
Namenforschung:
Verbff.
des Institut
fur Slavistik
der Deutschen
Akademie
der Wissenschaften
zu Berlin,
nr 2:1
Berlin 1963, s. 216-222; t e n ż e Rumiinische
Einf!ilsse
in der slawischen H!rtenterminologie und Toponomast!k
in den Karpaten.
Zeitschrift
flir Slavistik,
Bd. X, Heft 3, Berlin
1965.

z

�Sprawozdania

i

reCCllzJe

189

niesłusznie nazwę: Wołosi z żywiołem etnicznym .rumuńskim. Jako jeden z głównych argumentów przytacza się rzekome wyrazy rumuńskie w terminologii pasterskiej zachodnich Karpat. Analizie filologicznej tych słów poświęcony jest rozdział IV
(s. 60-76). D. Krandzalov
wykazuje, że znaczna część tych przykładów
oparta
została na błędn€j etymologii. Stwierdza przy tym, że najwięcej wyrazów rumuńskich występuje w narzeczach ukraińskich
(powyżej stu), podczas gdy na obszarach Karpat zachodnich liczba ich nie przekracza 26.
Wnioski z tej analizy zamieszczono w rozdziale V. (s. 72-76). Autor stwierdza,
że rumuńska terminologia
pasterska przenoszona była na tereny Karpat zachodnich przez ludność słowiańską z terenów położonych dalej na wschód . .zywioł etnicznie rumuński nie przekroczył nigdy masowo rzeki Uh. Toteż określenie: "Valach", na Morawach nie oznaczało (zgodnie z pierwotnym znaczeniem) Rumuna, ale
pasterza górskiego.
Osobny rO'zdział VI (s. 77-126) poświęcony jest ocenom przedwojennej
pracy
D. Krandzalova. Autor przeprowadza
tutaj polemikę z recenzentami,
którą trudno
przytoczyć z powodu braku miejsca.
W rozdziale VII (s. 127-131) przeprowadzono
krytykę naj nowszych publikacji,
dotyczących osadnictwa na tzw. Morawskim
Walaszsku (R. Pavlik, J. Tvaruzek,
K. Papica i inn.). Zdaniem Autora powstawanie
osad następowało na tym terenie
w wyniku planowej akcji wielkiej własności.
Rozdział VIII (s. 132-156) dokonuje oceny ostatnich prac z zakresu etnografii
i językoznawstwa.
AutO'r kwestionuje
niektóre nowe ustalone wyrazy rumuńskie
w gwarze wołoskiej, jak np. "portasz" - który wywodzi się z hcińsko-węgierskiego te'rminu, oznaczającego "strażników wrót", czy też zestawienia nazw miejscowych zebrane przez P. Olteanu na Morawach i OTawie (s. 140). Recenzent pragnie
poświęcić więcej uwagi polemice D. Krandzalova
z badaczem polskim K. Dobrowolskim. Autor zarzuca mu słabą znajomość języka rumuńskiego,
przytaczając
szereg wyrazów podawanych przez K. Dobrowolskiego mylnie za rumuńskie.
Nalcżą tu słowa niewątpliwie
slowiańskiego pochodze::ia, jak: kuciu, vet (od: wieli).
kusyk
(nazwa barana' od kusy) syśka (od: szyszka), trestka - cybuch (od staropolskiej nazwy trzciny). Słowiańskie są również imiona: Bułas, Kaluch, Kila, Makula.
Kaldoń. W liczbie rzekomo rumuńskich wyrazów nie brak także słów pochodzenia
tureckiego (np. majdan, bazar, czardak itp.), czy niemieckiego (Bayer).
Autor stwierdza również, że formy chowu owiec, któr€ Dobrowolski poczytuje
za charakterystyczne
dla gospodarki rumuńskiej,
spotyka się również u innych
pasterskich lud6w Półwyspu Bałkańskiego
(s. 154). Zwraca także słusznie uwagę,
że poważniejsza
liczebnie imigracja
elementu rumuńskiego
na tereny Królestwa
Polskiego musiałaby znależć odzwierciedlenie
w żródłach, czego jednak brak.
Odrębny rozdział IX (s. 157-204) poświęcono analizie licznych prac J. Macurka
o kolonizacji wołoskiej w Karpatach zachodnich. Dopatrywał się on głównych przyczyn tego ruchu w "instynkcie wędrownym"
narodu rumuńskiego
oraz w przewrocie gospodarczym, jaki miał nastąpić w XVI w. w związku z przechodzeniem
do gospcdarki folwarcznej.
D. Krandzalov
odrzuca słusznie tezę o wędrownych
instynktach,
kwestionuje
również znaczenie rzekomego przewrotu
gospodarczego
w tym okresie. Należy zresztą mieć na uwadze, że początki kolonizacji wołoskiej
w Karpatach wschodnich przypadają
już na przełom XIV i XV w., kiedy trudno
mówić o problemie folwarków.
W dalszym ciągu D. Krandzalov wykazuje, że instytucja wojewodów wołoskich
nie wynikała z wyborów kolektywu wołoskiego, jak to ujmuje Macurek, lecz stanowiła wykładnik władzy feudalnej, podobnie jak sołtysi. Samo słowo wojewoda

�190

Sprawozdania

i recenzje

jest niewątpliwie
słowiańskiego pochodzenia i zostało przejęte przez Rumunów.
Autor kwestionuje też pogląd o rzekomo postępowym charakterze pasterskiej gospodarki Wołochów, skoro chów owiec był już szeroko rozpowszechniony w średniowieczu na ościennych obszarach przykarpackich.
ZdaniemD. Krandzalova kolonizacja wołoska wynikała raczej z biedy i rugów chłopskich, przeprowadzanych
w tym okresie przez feudałów. Prawo wołoskie było według niego mniej .korzystną
odmianą tz. ·prawa niemieckiego.
Rozdział X (s. 205-222) zajmuje się zagadnieniem
szałaśnictwa
wołoskiego.
Autor polemizuje z poglądami niektórych
etnografów (B. Kopczyńska-Jaworska,
J. Stika), którzy identyfi,kują Wołochów z Rumunami. Zwraca on uwagę, że koczowniczne formy pasterstwa górskiego nie łączyły się bynajmniej z etnicznym pochodzeniem pasterzy, natomiast były wynikiem ok'reślonych warunków klimatycznych,
gospodarczych itp. Przykładem
tego są np. koczownicze grupy tureckie (Juruci,
Karakaczani) bułgarskie, greckie, albańskie itp. Wyraża się .przy tym z uznaniem
o badaczu polskim S. Ber·ezowskim, który w jednej z ostatnich prac (1959 L) zajmował analogiczne stanowisko, wykazując wpływy środowiska geog.raficznego na
typ pasterstwa.
Ostatni rozdział XI (s. 223-238) zawiera podsumowanie wyników pracy. Autor
stwierdza raz jeszcze, że nie można liczyć się z poważniejszą migracją elementów
rumuńskich na tereny Karpat zachodnich. W tzw. kolonizacji wołoskiej uczestniczyły różne grupy etniczne, przy ·czym na za·chodnich obsza,rach jej zasięgu przeważała ludność miejscowa, lub uchodźcy słowaccy spod jarzma tureckiego. Badania
ostatnich lat 30 nie zwiększyły w poważniejszy sposób liczby znanych wyrazów
rumuńskich
używanych przez ludność podkarpacką.
Tzw. prawo wołoskie było
formą eksploatacji, stosowaną w ok,reślonych warunkach ekonomicznych, ale nie
wiązało się z pochodzeniem pasterzy. Dalsze badania zespołowe uczonych z krajów przykarpackich
mogą przyczynić się do wyjaśnienia różnych szczegółów tego
procesu.
Praca prof. D. Krandzalova jest wynikiem wieloletnich studiów autora i opiera
się na olbrzymim materiale źródłowym (w tym również załączone fotokopie). Chociaż tytuł jej wiąże się ściślej z Morawami, obejmuje ona całość zagadnienia kolonizacji wołoskiej. Wyborna znajomość literackiego i ludowego języka rumuńskiego,
jak również opanowanie języków słowiańskich, łaciny i niemieckiego, umożliwiła
Autorowi sprostowanie wielu fałszywych etymologii, ustalonych przez badaczy władających tylko niektórymi z tych języków. Tezy Autora, poparte licznymi przykładami winny znaleźć szerokie uznanie u specjalistów.
Niektóre sformułowania budzą pewnę zastrzeżenia. Tak np. D. Krandzalov dopatruje się jednej z głównych przyczyn kolonizacji wołoskiej na Morawach i Słowacji w zbiegostwie spod jarzma tureckiego. Niewątpliwie
czynnik ten musiał
odgrywać role, jednakże początki migracji wołoskich w Karpatach przypadają na
okres poprzedzający wielką ofensywę państwa Osmanów, stąd musiały istnieć i inne przyczyny. Autor zdaje się również przeceniać udział wielkiej własności feudalnej w organizowaniu
osadnictwa wołoskiego. Na teTenie państwa polskiego większość osad powstawało w k'rólewszczyznach, a nie w dobrach magnatów. Wydaje
się przy tym, że penetracja pasteTzy wołoskich miała częściowo charakter samo'rzutny, a dopiero po ich pojawieniu
się w słabo zaludnionych górach, zarządcy
dóbr zmierzali do ujęcia tego ruchu w jakieś normy organizacyjne i nałożenie na
przybyszów ciężarów na rzecz dworu.
Z drobnych uwag, należy stwierdzić, że urząd wojewody nie istnieje już w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej od reformy z 1950 r. utrzymała się tylko nazwa

�Sprawozdania

191

i recenzje

województwa.
Nazwisko Raska mogło być nietylko ukraińskiego
czy czeskiego
pochodzenia, ale i polskiego, jest to nazwa ptaka (s. 106). Nazwa miejscowa Trojanowice występuje również w Polsce. (s. 140). Należy sądzić, że wbrew przypuszczeniu Autora, dalsze badania mało dotąd wykorzystanych
źródeł polskich jak np.
akta wielkich dóbr ziemskich, akta grodzkie krakowskie i in. wyłoniłyby jeszcze
niektóre nieznane
wyrazy
pochodzenia
rumuńskiego,
używ·ane w terminologii
osadnictwa wołoskiego 3.
Kazimierz

Ślaski

J. Ostatnią

pozycję z tego zakresu stanowi praca D. Kra n d ź a l O v a, wygłoszona jako
referat na Kongresie Słowianoznawstwa w Salzburgu: Comment distinguer
des Slaves
la population romanisee dans les materiaux archeologiques des pays balcaniques. W tomie:
Congresus Historiae Slavicae Salisburgensis, 12-16 Julii 1963 (w druku).

OBERLAUSITZER FORSCHUNGEN. Beitrage zur Landesgeschichte.
Im Einvernehmen mit der historischen Komission bei der Sachsischen Akademie der Wissenschaften. Herausgegeben
von Martin Reuther. Koehler u. Amelang, Leipzig 1961,
s. 368, nlb. 3, ilustr.
Omawiana książka powstała jako księga pamiątkowa z okazji 25-lecia istnienia
Saskiego Archiwum Krajowego w Budziszynie (1933~1958) i poświęcona jest pamięci prof. dr Ryszarda Jechta (1858-1945), sekretarza
Górnołużyckiego Towarzystwa Naukowego, wybitnego archiwisty i historyka.
Oprócz krótkiej przedmowy Marcina Reuthera
księga pamiątkowa
obejmuje
prace 18 autorów. Spośród tych prac jedna zawiera historię a.rchiwum górnołużyckiego, trzy dotyczą Rysza.rda Jechta, pozostałe obejmują dość różnorodne zagadnienia opa-rte o liczne źródła historyczne (ponad tysiąc odsyłaczy źródłowych dokumentuje wnioski podawane przez autorów).
Więź etniczna Łużyczan wyrażała się na zewnątrz przede wszystkim odrębnością
języka i ubioru. Te dwa czynniki zadecydowały w głównej mierze o przetrwaniu
narodu łużyckiego. Ale poza zewnętrznymi
efektami więzi etnicznej istniały niewątpliwie głębsze przyczyny tej odrębności.
W jakim stopniu zbiór artykułów publikowanych
w Oberlausitzer Forschungen
potrafi pogłębić naszą wiedzę w tym zakresie?
Etnograf i historyk kultury zwróciłby uwagę szczególną na artykuły tych autorów, których rozważania ściślej wiążą się z problematyką
etnohistoryczną.
Artykułów etnograficznych
(w węższym tego słowa znaczeniu) właściwie brak - jednakże nagromadzony tu materiał historyczny daje znakomitą podbudowę naukową
dla różnych dociekań związanych z nowszą historią kultury łużyckiej.
Rozważania
B l a s c h k e ' g o i M e t s k a dotyczą zagadnień
związanych
z procesami osadniczymi i rezonansu, jaki te zjawiska wywoływały
w składzie
etnicznym Łużyc. MetSk rozpatruje
te zjawiska szukając
głębszej "podszewki",
która zaważyla na ogólnych procesach germanizacyjnych.
Druga grupa tematyczna - to artykuły
L e m p e r a i L e h m a n n a. Zawierają
one charakterystykę
sylwetki Adolfa Traugotta von Gersdorf (1744-1807) i jego zapisów w notatniku
podróżniczym
z Dolnych Łużyc. Na oddzielne wyróżnienie
zasługuje
sumienna
praca K u n z e ' g o o procesach zachodzących w 'różnych wsiach - przechodzenie
od zajęć rolniczych do zajęć rzemieślniczo-tkackich
(Vom Bauerndorf zum Weberdorf). Lektura
tekstów interesujących
badaczy kultury ludowej nie powinna być

�1!J2

Sprawozdania

., "ecenzje

zamknięta
wspomnianym
zestawem.
Warto np. sięgnąć do studium a Janie 01mi.itzerze, którego
dzieła plastyczne
dostarczają
cennych
asocjacji
nie tylko
dla historyka
sztuki. Przy tej sposobności reprodukowano
wytwory
plastyczne
z tego okresu nieoznaczone wyraźną metryczką, a brane pod uwagę jako domniemane dzieła Olmiitzera. Z nich naj ciekawsza jest niewątpliwie
drewniana
rzeźba
Chrystusa Frasobliwego (Ch7'istus in der Rast).
Wydaje się, że istotną zmianę w badaniach kultury narodu łużyckiego wyraża
pozornie drobny fakt - zastąpienie przez Niemców z NRD dotychczasowego określenia Wende, wendisch
na Sorbe, sorbisch. O ile dawniej nazywano "Wendami"
każde skupisko słowiańskie
stykające
się z elementem
niemieckim,
to ostatnio
wyraz Wende oznacza tylko słowiańskiego mieszkańca Łużyc; przyjęto jednak obecnie samookreślającą
nazwę Sorb z łuż. Serb (pol. Łużyczanin) - w odniesieniu zarówno do Górno- jak i Dolnołużyczan.
Niemiecki
"Drang na ch Osten", spychający
przez ostatnie
dziesięć wieków
ustawicznie
na wschód element słowiański, który był niszczony biologicznie bądż
też wynaradawiany,
nie zdołał zatrzeć ogromnej ilości śladów Słowiańszczyzny
na
obszarze leżącym na wschód od Łaby. Słowiańskie
relikty językowe w gwarach
wschodnioniemieckich,
dane toponomastyczne
i onomastyczne,
kształty osad, różne
elementy stroju ludowego itd. są zauważalne daleko na zachód i północ od terytorium rdzennych Łużyc. Warstwa słowiańs,ka zawsze występuje jako starsza, warstwa niemiecka - jako młodsza. Trzeba pamiętać o tym - o czym wspomina Blaschke - że pochodzące z czasów słowiańskich osiedla były rozbudowywane
i przebudowywane, dzięki czemu uzyskiwały wygląd niemiecki (... damit ein "deutschcs"
Aussehen

erhalten

haben").

Stopień natężenia procesów germanizacji na tych obszarach wiąże się niewątpliwie z faktem, że kolonizacja niemiecka już po XIII wieku odcięła element łużycki
od etnicznego pogranicza czeskiego, a w pięć wieków później rozerwała ostatecznie więź z etnicznym pograniczem
polskim. Niezależnie od tego nadwątlona
jest
więź etniczno-terytorialna
Łużyc Górnych i Łużyc Dolnych. Faktem jest również,
że Łużyczanie i Niemcy zamieszkują obszar mieszany pod względem narodowościowym żywioł słowiański nie tworzy obecnie na obszarze Łużyc bezwzględnej
przewagi statystycznej.
Kontakty językowe łużycko-polskie
istniały jeszcze na przełomie XVII i XVIII
wieku. Długo istniejąca styczność wskazywała na to, że wschodnie gwary dolno-łużyckie i pograniczne
gwary polsko-śląskie
łączyło wiele cech wspólnych. Sprawa
ta została szerzej omówiona w pracy Metska: Serbsko-polska
reena hranica
w 17
a 18 letsotku
(Historiski
letopis
II, 3, 1958), natomiast
w publikowanym
tu studium: Dic sorbische Be'Uolke7'ung in der Standesherrschoft
Kun'ifjsbriici-:
]i"r/ i'I re
Germanisierung,
potwierdza w przypisie 82, że obszar językowy łużycki stykał się
z obszarem językowym polskim (...bis zur damaIs noch IJestchenden wrbisch-polnischen Sprochgrenze
an der Pleiske und am Grieselschen
Forste im Kreise Crossen ...) jeszcze w początkach
XVIII wieku.
Najstarszym
zabytkiem kartograficźnym
podającym granice mowy sło""iańskiej
w Górnych Łużycach jest mapa Bartłomieja
Scultetusa
z 1593 roku. Granice jE;zykowe z tego okre·su .porównywane z granicami językowymi z 1886 r. (mapa opracowana przez E. Mukę) wykazują stosunko,wo niezbyt poważne ubytki terytorialne
na korzyść elementu niemieckiego
(przede wszystkim od strony zachodniej); materiał ten przedstawiony
został kartograficznie
na rycinie 4. Wersja urzc;dowa niemiecka nie potwierdzała
oczywiście tych danych, zawężając znacznie obszar o LEJności łużyckiej.

�Sprawozdania

193

i recenzje

Mechanizm procesów germanizacyjnych
ukazuje MetSk z dużą precyzją, opierając się o liczne dane źródłowo-statystyczne.
Przykładem
stały się dzieje baronii
Konigsbriick, leżącej w zachodniej
strefie granicznej
łużycko-niemieckiej,
częściowo obejmującej w XVI wieku dawny łużycki obszar językowy.
Nasilenie procesów germanizacyjnych,
jakie na Łużycach miały miejsce, zwłaszcza po wojnie trzydziestoletniej,
kiedy silne wyludnienie
było rekompensowane
elementem napływowym z dalszych części Niemiec - na terenie baronii Konigsbriick nie odegrało znaczniejszej roli. W ciągu XVII wieku stosunek między ludnością niemiecką a' łużycką nie ulegał większym zmianom (Łużyczanie stanowili
nie znaczną przewagę w baronii - z tym, że w m. Konigsbriick większość była
niemiecka, zaś na wsi blisko "!I ludności było pochodzenia słowiańskiego).
Stały
nacisk germanizacyjny
za pośrednictwem
kościoła protestanckiego
i szkoły wywierany w XVII i XVIII wieku zaczął w pewnym momencie przynosić rezultaty
aż nadto widoczne - oto już w XVIII wieku, a zwłaszcza w pierwszych dziesiątkach lat XIX w., zaczyna gwałiownie
gasnąć przewaga żywiołu słowiańskiego.
Oficjalne oświadczenia z 1800 r. wskazują jedynie dwie wsie, w których mieszkają
jeszcze Wenden. W połowie ub. wieku właściwie cała baronia Konigsbriick jest już
zgermanizowana.
Kościół i ~zkoła były podsta-wowym instrumentern
zwycięstwa
etnizmu niemieckiego (Die beiden Hauptmittd
der Germanisationspolitik
waren Kirche und Schule).

Skrótowo przedstawiony
przegląd ważniejszych materiałów
dzę, potrzebę sięgania do tej pozycji przy każdej poważniejszej
kultury narodu łużyckiego.

uzasadnia, jak sąpróbie studiowania
J erz·y Damrosz

A. Vinkevic, n. T. Dybowskij,

Osnovnyje

etapy

zizni

i dejatel.nosti.

Irkuck

1961,

59, 1 nlb.

Książka poświęcona Benedyktovii Dybowskiemu
(30. IV. 1833 30. 1. 1930),
jest streszczeniem
obszernej monografii
opracowanej
przez A. Winkiewicza
na
uzyskanie stopnia kandydata
nauk geograficznych.
Wydana w Irkucku staraniem
Bajkalskiego Oddziału Towarzystwa
Geograficznego
stnowi skromny dowód pamięci złożony polskiemu uczonemu, który podczas pobytu na Syberii prowadził pionierskie bad,mia nad fauną okolic jeziora Bajkał.
Fublikacja ta zawiera szereg oddzielnych ezęści poświęconych kolejnym etapom życia polskiego uczonego. Właśnie tak pomyślany układ pozwala zorientować
się dokładniej w zasługach B. Dybowsldego nad badaniami Syberii i jego konspiracyjnej działalności w okresie powstania styczniowego. Skazany na 12 lat katorgi
za uczestnictwo w pracach Rządu Narodowego już w grudniu 1864 r. znalazł się
we wsi Siwakowa nad rzeką Ingodą. Część pracy poświęcona omówieniu młodziel1czych lat B. Dybowskiego spędzonych początkowo w domu rodzinnym w Adamarynie (pow. Mińsk), a potem w mińskim gimnazjum
po ukończeniu
którego
zapisał się na studia uniwersyteckie
w Dorpacie, nie wnosi niczego nowego do
ogólnie znanej biografii tego wybitnego przyrodnika.
Jest to kompilacja opracowana na podstawie szeregu artykułów
i większych publikacji
z których spora
część jest powtórzeniem
powszechnie znanych faktów z jego życia i naukowej
działalności.
Już od pierwszych chwil pobytu na zesłaniu poświęca się B. Dybowski bada13 -

Lud,

t. 51, 1967

�194

Sprawozdania

i recenzje

niom faunistycznym, i jako chirurg niesie pomoc lekarską ludności tubylczej. Dzięki
swej naukowej
i humanitarnej
działalności pozyskuje względy urzędników
carskich, którzy umożliwiają mu przeniesienie się do Czyty, a następnie do Darasunia
powodując przez to znaczną ulgę w katordze. Przedstawiony
przez autora 12-letni
okres katorgi B. Dybowskiego zawiera pobieżną charakterystykę
jego prac badawczych nad florą i fauną Bajkału, które roz'począł już w roku 1868 po przeniesieniu
się do Kułtuku - wsi leżącej w okolicach tego jeziora. B. Dybowski wzbogacił
nauki przyrodnicze szeregiem cennych prac specjalistycznych
i przyczynków, które
w bardzo małym stopniu cytuje autor recenzowanej książki.
Badania faunistyczne prowadzone przez B. Dybowskiego na Dalekim Wschodzie
wspólnie z W. Godlewskim i M. Jankowskim
to ważny rozdział w jego życiu,
a udział w naukowej ekspedycji gen. Skołkowa, to nie tylko zwiedzenie okolic
Syberii wzdłuż Amuru i Ussuri ale jednocześnie badania ichtiologiczno-ornitologiczne.
Pomimo wielu nieistotnych szczegółów zamieszczonych w pierwszej części pracy
uszły uwadze autora fakty o wiele większym znaczeniu. A. Winkiewicz pomija
całkowicie półtoraroczny
pobyt B. Dybowskiego w kraju po powrocie z zesłania
(od sierpnia 1877 do końca grudnia 1878 r.). Okres ten to szukanie zatrudnienia
gwarantującego
mu możliwości rozwoju badań naukowych - którego jako darwinista nie mógł znaleźć. Zroilumiał wtedy B. Dybowski, że w kraju nie ma dla niego
miejsca, gdzie mógłby pracować równie twórC'.Zo jak na Syberii, czyni więc starania o wyjazd na Kamczatkę. Korzystając
z poparcia i pomocy finansowej Rosyjskiego Towarzystwa
Geograficznego otrzymuje
posadę lekarza okręgowego na
Kamczatce, i tam przez 4 lata (1879-1883) prowadzi badania naukowe.
B. Dybowski nie poprzestaje
na wypełnianiu
obowiązków
lekarskich,
lecz
z własnej inicjatywy prowadzi odkrywcze prace badawcze. Oddany bezgranicznie
działalności humanitarnej
nie zaniedbuje
jednak prowadzenia
badań naukowych
stanowiących właściwy cel wyjazdu na Kamczatkę, gromadzi materiał zoologiczny,
i jako lekarz przebywający
stale wśród ludności tubylczej czyni szereg trafnych
spostrzeżeń z zakresu etnografii, zbiera zabytki kultury materialnej,
materiał językowy i antropologiczny.
Sprawy te uszły prawie całkowicie uwadze A. Winkiewicza, a przecież stanowią one ważny rozdział w działalności naukowo-badawczej
B. Dybowskiego.
Zebrany przez niego materiał
słownikowy
posłużył Ignacemu
Radlińskiemu
do opracowania
"Słownika narzeczy ludów kamczackich", a zabytki
etnograficzne
przywiezione z Kamczatki stanowią cenny materiał pozwalający poznać dokładniej kulturę jej tubylców 1. Zasługą B. Dybowskiego jest fakt sprowadzenia na Wyspy Komando'rskie
renifera,
na Wyspę Beringa konia i renifera,
a na Kamczatkę kóz i królików. Trudno w krótkim streszczeniu podać wszystkie
zasługi B. Dybowskiego na polu nauk przyrodniczych oraz ocenić jego wkład w badania nad ludami Syberii. Stąd też w książce A. Winkiewicza - wydanej staraniem Towarzystwa
Geograficznego
w Irkucku znalazły się tylko najważniejsze
wzmianki o zasługach polskiego badacza, i to szczególnie w dziedzinie zoologii,
ornitologii i ichtiologii. Jego dOfQbek naukowy z zakresu etnografii jest nikły, ale
zasługi w dziedzinie dostarczonego etnografom materiału terenowego są naprawdę
wielkie.
1. R a d l i ń s k i Ignacy, Słowniki
nm'zeczy
Ludów
kamczackich. Ze zbiorów B. Dybowskiego, wyd. Polska Akademia Umiejętności. Wydział Filologiczny. Rozprawy. Seria II,
Kraków 1892-1895.
Zabytki te znajdują się obecnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie oraz W Muzeum
Narodowym - Kraków.

�Sprawozdania

195

i recenzje

Recenzowanej książki nie można uwazac za pełne źródło informacyjne
o pracy
naukowej działalności B. Dybowskiego. Jej braki stają się szczególnie rażące gdy
weźmiemy pod uwagę dokumentację
naukową przedstawionych
przez autora faktów. Niejednolity
system przypisów wprowadza
chaos oraz zmniejsza wartość
opracowania i podważa zaufanie w stosunku do autora monografii. Trudno uważać
większą część usterek w przypisach za błędy korektorskie. Sam autor stosuje zapis
niekonsekwentnic
zmniejszając przez to 'wartość podawanych przez siebie faktów.
I tak na str. 41 autor cytując obszerny urywek z książki B. Dybowskiego podaje
w przypisie: "Praca Dybowskiego o Kamczatce i Syberii", ale już na str. 43 podając cytat z tej samej książki wyjaśnia w przypisie nr 1 "Praca a Syberii i Kamczatce". Na str. 15 autor powołuje się na książkę B. Dybowskiego podając w przypisie nr 1 "B. 1. Dybowski - O Syberii i Kamczatce. Kraków 1912 r.". Również
i w tym wypadku brak jest strony z której pochodzi cytowana wiadomość, a cały
zapis bibliograficzny
jest mylnie sporządzony 2. Przy sześciokrotnym
cytowaniu
urywków z tej książki autor w ogóle nie podaje strony z której one pochodzą,
istnieje więc przypuszczenie czy korzystał z oryginału, czy też opierał się na wyjątkach z innej pracy rosyjskiej, które jeszcze na początkach
XX stulecia
nie
zawsze podawały strony, z których pochodził cytowany tekst. Brak ten powtarza
się w odniesieniu do literatury polskiej, również na str. 51 w przypisie nr 1 autor
wymienia pracę J. Domaniewskiego ("Benedykt Dybowski", Warszawa 1954 r.) jednak nie podaje strony z której pochodzi przytoczona wiadomość. W większości
wypadków niemal wszystkie przypisy podane są mylnie, braki te dotyczą zarówno
niedokładności w zapisie tytułu, jak i niejednolitości
systemu bibliograficznego.
Tylko niektóre cytowane przez autora prace w języku rosyjskim posiadają poprawny zapis i wolne są od wspomnianych usterek. W sumie książka A. Winkiewicza jako popularne przedstawienie
wkładu B. Dybowskiego w badania nad Syberią jest pożyteczna i stanowi pracę w której uwzględniono całe jego życie prawie
ze wszystkimi przejawami badań naukowych i humanitarnej
działalności.
Autoni

A. L. Cekanowskij,
~tatji o ego naucnoj

Sbornik
raboti!.

neopubUkovannych

Kniznoje

Irkuckoje

materialow

Izdatelstwo

A.

Kuczyński

L. Cekanovskogo

1962, s. 363, 1 nlb.

Analiza dorobku naukowego polskiego zesłańca na Sybir Aleksandra
Czekanowskiego (1830-1876)
nie znalazła dotąd oceny w literaturze polskiej *. Rozproszone po licznych czasopismach drobne artykuły i wspomnienia nie stanowią wyczerpującego opracowania przedstawiającego
jego dorobek naukowy, na który złożyło
się wiele lat syberyjskiego zesłania, a potem praca w instytutach naukowych. Tak
jak wielu innych współczesnych mu zesłańców prowadził A. Czekanowski pionierskie badania nad geologią północno-wschodniej
Syberii, ale poczynił również szereg
trafnych spostrzeżeń z zakresu języka i kultury jej tubylców.
Uznając wartość prac badawczych A. Czekanowskiego Syberyjski Oddział Aka2. Powinno
być D Y b O w s k i B., O Sybery!
i Kamczatce,
Część I, Podróż z Warszawy na Kamczatkę,
Kraków
1912.
* Artykuły
o A. P. Czekanowskim
r02Jproszone
po iicznych
czasopismach
ograniczają
się
w znacznym
stopniu
do podania
jego
biografii
z pobieżną
charakterystyką
syberyjskich
badań
naukowych.
Napisane
w oparciu
o nieliczną
literaturę
są jej ogólnym
streszczeniem
i nie wnoszą
niczego
nowego
d,o dZiejów
poznania
i historii
badań
Syberii
przez
polskich
zesłańców.

�196

Sprawozdania

i recenzje

demii Nauk ZSRR wydał w 1963 r. obszerny zbiór jego dotychczas niepublikowanych artykułów i mniejszych opracowań, a recenzowana książka, która ukazała
się dzięki staraniom Instytutu Geografii Syberii i Dalekiego Wschodu Syberyjskiego
Oddziału AN - ZSRR stanowi jedyną pracę, w której znalazła miejsce wnikliwa
ocena badań polskiego uczonego.
Książka obejmu}e zbiór artykułów
omawiających
najważniejsze
etapy życia
oraz oceniających wartość prac badawczych A. Czekanowskiego. Zebrane w jedną
całość listy i sprawozdania
z naukowych wypraw, urywki wspomnień innych zesłańców tworzą ciekawą pracę rozszerzajc1cą wiedzę o zasługach Polaków nad badaniami Syberii. Z książki tej dowiadujemy
się, że A. Czekanowski wywiezion,'
na Sybir za udział w powstaniu 1863 r. przez 12-letni okres zsyłki prowadził intensywne prace badawcze odkrywając szereg dalekich regionów nieznanych zupełnie
współczesnym
przyrodnikom
rosyjskim. Na pamiątkę tych odkryć nazwano jego
imieniem góry leżące w międzyrzeczu Leny i Olenioka. Wlaśnie ocenie tych badali
naukowych i geograficznych odkryć poświęcona jest pierwsza część recenzowanej
książki nosząca tytuł - "Znaczenie prac naukowych A. Czekanowskiego"
(str. 857). W części tej scharakteryzowano
badania geologiczne A. Czekanowskiego P!'owadzone w pierwszych latach zesłania na obszarach przybajkalskich
ora '. .ie'~o
późniejsze eksploracje na obszarze północno-wschodniej
Syberii. Północno-wschodnia ekspedycja, którą odbył on w latach 1873-1875 zapewniła mu szeroki roz.głos
i naukową sławę. Bogaty materiał kartograficzny
stanowiący jej rezultat pozwolił
dokładniej poznać i otworzył drogę innym badaczom w dorzecz.a rzek Leny. Olenioka, Dolnej i Górnej Tunguski. A. Czekanowski prowadząc geologiczne prace
badawcze na terenie Syberii interesował się również dziejami jE'j pOll1ania. W czasie ostatniej wyprawy na pólnoc odnalazł groby rosyjskich badaczy północnej drogi
morskiej
małżonków
Proncziszczowów,
którzy zginęli w połowic XVITI w.
O etnograficznych
badaniach
A. Czekanowskiego
oraz o zehranych przez niego
materiałach,
nie wiele posiadamy wiadomości w literaturze
polskiej. Przedstawieniem tego dorobku oraz jego oceną zajmuje się na stronach 47---54 recenzowanej
książki
M. Wasilewic
(Etnografićeskie
nabljudenija
i lingwistićeskie
zapis i
A. L. Cekanowskogo).
Etnograficzne
spostrzeżenia
A. Czekanowskiego
pGczynione
szczególnie nad grupą ludności tunguskiej stanowią cenny wkład do szerpgu innych
prac z tego okresu. Jako wnikliwy eksplorator
ustalił on, że Ewenkowic 7. okolic
jeziora Suringda
i Ekongda przechodzili w okresie letniego sezonu łowieckiego
w rejony górnego biegu rzeki Oleniok, a ich współplemieńcy z okolic Dolnej T,l!lguski docierali nie tylko do Olenioka, ale dalej na północ aż do wybrzeży Oceanu
Lodowatego. Ciekawe są również jego informacje
o comiesięcznych tan,ach. na
które zjeżdżali się Ewenkowie
z różnych rejonów Syberii. Targi te .,tanowiły
ważny element w życiu społecznym tej grupy etnicznej, która wykazywala
silne
poczucie odrębności narodowej oraz świadoma byla własnej więzi mi:;dzyplemiennej. Wiadomości podane przez A. Czekanowskiego stanowią ważny material źródlowy do zagadnienia tradycyjnej
kultury Ewenków. Jego spostrzeżenia z zakresu
etnografii Ewenków z okolic dorzecza Olenioka traklują
o wpływie J"kutów na
ich kulturę. O zależności tej dowiadujemy siG również z nowszej literatury
etnograficznej, potwierdzającej
trafne spostrzeżenia A. Czekanowskiego.
Polski uczony podczas swych terenowych eksploracji korzystał w dużej mierze
z usług przewodników rekrutujących
się z Ewenków. W ten sposób zebrał on liczny
materiał językowy, który posłużył A. Schiefnerowi l do opracowania malego slow2. S c h i e f n e r A., Alexander
gegeben von A. Schiefner.,
BulI.

CZeka1l01J.Jski's

Ac. Sc.,

Tungusisclles

Worterverzcichniss

t. XXIV, 1878, s. 89-146.

Herau3~

�Sprawozdania

197

i recenzje

nika tunguskiego. Słownik ten pozwala uchwycić zmiany językowe, które zaszły
w okresie ostatnich stu lat pod wpływem przemieszania
się dialektów właściwych
poszczególnym grupom tunguskim koczującym na obszarze północno-wsch.
Syberii.
Druga część książki poświęcona
jest omówieniu
spuścizny
rękopiśmienne.i
A. Czekanowskiego - "Nieopublikowane
materiały A. L. Czekanowskiego - prace,
dzienniki, listy", (str. 5'8-254).
Autorzy poszczególnych
opracowań
składających
się na tę część pracy zebrali bogaty materiał archiwalny,
odkrywający
wiele ciekawych szczegółów z życia polskich
podróżników
zesłańców
politycznych
(3. Czerski, B. Dybowski).
Książkę zamykają
urywki wspomnień "Wspomnienia
o A. L. Czekanowskim", (str. 255-316)
charakteryzujące
działalność naukową polskiego zesłańca, są
to wyciągi z prac B. Dybowskiego, który przebywając
na zesłaniu często kontaktował się z A. Czekanowskim podczas jego pobytu w Irkucku.
.
Wspomnienia te pisane również ręką zesłańca z roku 1863 zawierają właściwą
ocenę jego prac i charakterystykę
naukowej działalności,
na powtórzenie
której
czekano po raz drugi około stu lat.
Zbiorowe
wydawnictwo
a A. Czekanowskim
wykonane
pod kierunkiem
S. W. Obrucziewa wnosi wiele nowych szczegółów do zagadnienia polskich badań
nad Syberią. Problem ten wciąż czeka na opracowanie.
Zestawiony
na końcu
książki wykaz zwierząt i roślin kopalnych oraz współcześnie rosnących nazwanych
jego imieniem pozwala jeszcze dokładniej zorientować się w naukowych zasługach
polskiego zesłańca - powszechnie znanego i cenionego badacza na polu geologii
i etnografii Syberii.
Zestawiona na końcu bibliografia prac A. Czekanowskiego obejmuje 38 pozycji;
prace powstałe w oparciu a zebrane przez niego materiał - 36 tytułów; wykaz
bibliografii poświęconej
omówieniu życia i naukowych
zasług obejmuje
łącznie
150 pozycji.
Tak ciekawa w treści książka zasługiwała
jednak na większe wydanie niż
20CO egzemplarzy,
a jej niewątpliwą
zaletą jest to, że zawiera dużo treściwego
materiału, który jeśli nie w całości to przynajmniej
w części powinien być spopularpowany
przez literaturę
polską.
Antoni

so \I. f Y',

KA 'A ETNOGRAFIA.

Akademija

Nauk ZSRR, Moskwa

Kuczyński.

1964, z. 1.

Fierwszy numer rocznika otwiera w roku VII Międzynarodowego
Kongresu
Nau. /\]l;lopologicznych
i Etnograficznych,
artykuł redakcyjny poświęcony owemu
z,a7.lcwi - ,.:Vlir,(jzynaroGowe forum antropologów
i etnografów"
(s. 3-5).
Obok
sprawozdania
z przebiegu przygotowań organizacyjnych
znajdujemy
w nim inforlT:,~cje o prot-1ematyce wystąpiei'l przygotowywanych
na zjazd przez uczonych radzić'ckich i z innych krajów socjalistycznych.
Godny zainteresowania,
również
tela '. w o:·.resie po!wngresowym,
jest zamieszczony w artykule wykaz zagadnień,
woo ó: :"tÓ:':. l h, zLianiem redakcji, rozgorzeją w toku obrad gorące dyskusje,
V, (.,:ls·'ej CZl;ści zeszytu opublikowano
szereg prac, spośród których wiele poświt COI'C" i: jest problematyce
terenów pozaradzieckich.
Cbszerny dział "Materiałów i badań z etnografii i antropologii ZSRR" zapełniaj,! artykuły: D. Ch. Karmyszewej
i E. M. Pieszczieriewej
"Materiały z etnograficznych badań nad Tadżykami gór Nuratyńskich"
(s. 6-21),
M. S. Szichariewa

�198

Sprawozdania

i recenzje

"Wesele u wiejskiej ludności Kubania" (s. 22-33) i B. K. Gardanowa "Gościnność.
związki przyjaźni i patronat u Czerkiesów w XVIII pierwszej połowie XIX
wieku".
Dużą wartość przedstawia przede wszystkim artykuł pierwszy, pióra doskonałych znawczyń i dł·ugoletnich badaczek radzieckich terenów Azji Środkowej, stanowiący wstępny zarys monografii etnograficznej
tadżyckiej enklawy na obszarze
tureckojęzycznym.
Podjęte badania posiadają duże znaczenie m. in. dla rozważań
etnogenetycznych,
specjalnie interesujących
na tym terenie inwazji plemion tureckich na ziemie zamieszkałe przez ludy iranojęzyczne. Warto wspomnieć, że jedną
z pierwszych badaczek Tadżyków z gór Nuratyńskich była Polka, Antonina Pisarczyk, od wielu lat kierująca Oddziałem Etnografii Instytutu Historii, Archeologii
i Etnografii A. N. Tadżyckiej SRR w Duszanbe.
W dziale przeznaczonym na materiały i studia, dotyczące terenów pozaradzieckich opublikowano prace: M. N. Morozowej, "Skandynawskie
mieszkanie chłopskie" (s. 60--72), L. A. Fajnberga,
"Niektóre cechy gospodarki współczesnej nieindiańskiej ludności Amazonii" (s. 73--80) i A. B. Lietniewa, "Nowe we wsi malijskiej" (s. 81-88). Wszystkie one posiadają dużą wartość informacyjną. Materiały
z własnych badań terenowych w dziale tym spożytkowane zostały jednakże jedynie
w ostatnim artykule o problemach wiejskich w Republice Mali.
Walory rzetelnej informacji posiada również artykuł N. A. Krasnowskiej, "Do
zagadnienia etnogenezy Retoromanów" (s. 89-101), wypełniający dział "Zagadnienia
etnogenezy, paleoetnografii
i etnografii historycznej". Dla etnografów zajmujących
się historią etnografii interesujący będzie artykuł słowackiego uczonego J. Horaka,
"P. J. Szafafik i słowiańska literatura ludowa" (s. 102-111), zamieszczony w dziale
publikującym
materiały doty·czące dziejów etnografii i antropologii. W kolejnym
dziale "Ludy świata - materiały informacyjne" ogłoszono artykuł A. A. Biernowa
"Ludność wyspy Timor" (s. 112-126) a w dziale "Komunikaty" artykuły N. A. Dwornikowa "Rosyjskie i ukraińskie
tradycje w odzieży ludności dorzecza Kubania
(koniec XIX - początek XX w.)" (s. 127-132) i P. W. Komina "Pół roku w Zachodnim Irianie" (s. 133-143).
Końcowe działy czasopisma: "Kronika" i "Per:sonalia" przynoszą notatki: "Folklor i etnografia na V Międzynarodowym ,zjeź~zie slawistów", "Sztuka ludowa na
I Indyjskiej Narodowej Wystawie w Moskwie", "Nowa kolekcja papua ska z Zachodniego Irianu w Muzeum Antropologii i Etnografii A. N. ZSRR", "Jubileusz
prof. L L Potiechina" oraz nekrolog S. L Gabijewa, zasłużonego badacza ludów
Dagestanu. Numer zamyka dział krytyki i bibliografii zawierający kilka recenzji
zarówno prac radzieckich, jak i spoza ZSRR.
Zbigniew

Jasicwicz

S. I. Bruk (red.), Cislennost' i Tasse\enie narodov mira, Izdatelstvo Akademii
SSSR, Moskva 1962, ss. 483. N. S. Apecenko, S. I. Bruk, Atlas na-rodov mira,
telstvo Akademii Nauk SSSR, Moskva 1964, ss. J.84.

Nauk
Izda-

Powyższe prace zostały przygotowane przez Instytut Etnografii im. N. N. Mikłucho-Makłaja.
Pierwsza ukazała się w serii wydawniczej "Narody Mira", natomiast Atlas, jakkolwiek ukazał się oddzielnie, dzięki dobrze wykonanym mapom
i przejrzystym
zestawieniom tabelarycznym,
jest jej dobrym uzupełnieniem.
W przedmowach autorzy podkreślają, że prace te są przeznaczone dla etnografów, historyków, językoznawców, geografów, nauczycieli w szkołach wyż,zych

�Sprawozdania

199

i recenzje

i średnich, dla lektorów, kierowników i uczestników seminanow
oświatowych itp.
Zdaniem autorów prace te mają służyć pomocą w opracowywaniu różnych naukowych problemów w dziedzinie etnografii i nauk pokrewnych.
Rozprawa Cislennost'
i ras selenie narodov
mira
składa się z trzech części.
W części wstępnej autorzy charakteryzują
krótko procesy kształtowania
się świadomości etnicznej w zależności od warunków społecznych i gospodarczych, ukazują
ich złożoność i zmienność w czasie. Za podstawowe kryterium wyodrębniania
grup
etnicznych tj. plemion i narodów autorzy przyjmują
język, jakkolwiek
niekiedy
odstępują od tej zasady. Przy okazji ostro krytykują
próby powiązania określonych rodzin językowych z typami antropologicznymi,
które przedsięwziął J. Bartholomew 1. Autorzy są bowiem zdania, że "pierwsze społeczności -' plemiona były jednorodne pod względem rasowym, jednakże w drodze dalszego rozwoju
społeczno-gospodarczego,
gdy więzi plemienne
wywodzące
się z pokrewieństwa
ustąpiły miejsca więziom terytorialnym,
grupy ludzi różnych ras zaczęły łączyć
się i mieszać między sobą". Nie stając w obronie poglądów J. Bartholomew warto
zauważyć, że chyba nigdy nie uda się bezspornie udowodnić prawdziwości sądów
zawartych w powyższej cytacie, tak samo jak morganowskie
hipotezy o stadium
promiskuityzmu
w rozwoju ludzkości.
W drugiej części rozprawy omówiono ,szczegółowo skład etniczny, w sensie
przynależności językowej, państw poszczególnych kontynentów .W tekście zamieszczono 249 tablic. Na część trzecią składają się tablice statystyczne przedstawiające
liczebność narodów i ich rozsiedlenie w poszczególnych krajach. Na końcu pracy
umieszczono indeks grup etnicznych omawianych w pracy oraz bibliografię.
Na s. 96 autorzy piszą o narodzie polskim sredi etnograficeskich
grupp kotorago vyd'elajutsa
kasuby i mazury. Na następnych
stronach (s. 104, 106, 116) używają określenia Polaki
(vklucaja
mazurov
i kasubov).
To samo powtarza
się
w Atlasie narodov mira. Na obszarze Polski wyróżnia się dialekty: kaszubskie,
wielkopolskie, kujawsko-kociewskie,
malborsko-warmińskie,
mazowieckie, śląskie,
małopolskie oraz dialekt centralny i słowiński. Tak więc sformułowanie
polaki
(vklucaja
mazurov
i Kasubov) sugeruje wyrażną odrębność Mazurów i Kaszubów
od pozostałych Polaków, co nie ma pokrycia w rzeczywistości.
Autorzy opracowując zagadnienie klasyfikacji języków i ich granic na świecie
i opierając się w większości przypadków na gotowych opracowaniach
syntetycznych, niejednokrotnie
spotykali się w swej pracy z różnymi rozwiązaniami
tych
samych problemów. I tak na przykład zagadnienie klasyfikacji
języków tubylców
australijskich
opracowywali
ostatnio m. in. A. Capell 2 T. Milewski 3 i C. Loukotka 4. Każdy z tych autorów doszedł do odmiennych wyników. W tym miejscu
nasuwa się pytanie: dlaczego zreferowano pogląd Capella a pominięto rozwiązanie
Milewskiego, cytowanego w tej pracy przy innej okazji. W omawianej rozprawie
nie uwzględniono wspomnianej pracy C. Loukotki, w której omawia on problem
języków papuas kich na Nowej Gwinei i w Australii w oparciu o analizę leksykostatyczną, dokonaną uprzednio przez T. Milewskiego 5. Analiza ta wykazała istnie·

1 J. Bartholomew,
Oxford Economic
2 A.
Capell,
The Clasification
of
"Oceania"
t. X, zesz. 3-4, 1940.
3 T. Milewski,
-Kraków,
1948.
4 C. Loukolka,
s. 19-83.
5 T. Milewski,

Zarys

językoznawstwa

Classification
op.

cit.

Atlas, wyd. VIII, Oxford
1937.
languages
in
North
and North
ogólnego,

des Langues

"Prace

Papoues.

etnologiczne"

t.

"LinguaPosnaniensis"

West
I, cz.

Australia,
II,
t.

LublinVI,

1957,

�200

Sprawozdania

i

recenzje

nie języków papuaskich
na znacznej części Terytorium
Północnego i w północno-zachodnim Queenslandzie.
Atlas narodov
mira
składa się z ao-u map obrazujących
stosunki etniczne,
w sensie językowych, i gęstość zaludnienia na określonych obszarach świata obok
map: politycznej, językowej i antropologicznej.
Atlas uzupełniają
szczegółowe dane
statystyczne
dotyczące
poszczególnych
krajów
i terytoriów,
podano też ustrój,
liczbę mieszkańców,
powierzchnię
kraju, gęstość zaludnienia,
stolicę i liczbę jej
mieszkal'lców, zaopatrzono w daty dane zamieszczone w tabelach. Nadto w Atlasie
zamieszczono teksty i tablice dotyczące: ogólnych danych o zaludnieniu kuli ziemskiej, ras, języków, religii, składu etnicznego ludności całej kuli ziemskiej ora7.
poszczególnych krajów, liczebności i rozmieszczenia grup etnicznych w poszczególnych krajach
i częściach świata oraz indeks ludów zamieszczonych
na mapach
Atlasu
(w języku rosyjskim i angielskim).
Kartogramy
są opracowane techniką płaszczyznową, linearną i punktową równocześnie. Dużą zaletą pracy jest podanie na mapach aktualnych
granic politycznych, co stwarza dogodne warunki do prześledzenia problemu, jak dalece granice
państw pokrywają się z zasięgami grup etnicznych. Najbardziej
szczegółowo opracowali autorzy terytorium
ZSRR oraz środkowej
i południowej
Azji. Pozostałe
części świata, jakkolwiek
poświęcono im proporcjonalnie
mniej skartowań, zostały
w całości objęte niniejszym Atlasem.
Posługiwanie się Atlasem nieco utrudnia fakt, że prawie wszystkie skartowania
zbyt dokładnie odpowiadają
swoim tytułom. I tak np. Mapa Sojuza Sovetskich
Socialisticeskich
Respublik
(s. 10-11) obejmuje jedynie te grupy etniczne które
wchodzą w skład ZSRR, natomiast na jeszcze widocznych na tej mapie terytoriach
sąsiednich brak zasięgów grup etnicznych; dla znacznej części Europy środkowej
i zachodniej widocznej jeszcze na tej mapie grupy etniczne są podane dopiero na
stronach 36-37.
Do niektórych map wkradło się kilka drobnych błędów natury formalnej. I tak
na mapie zatytułowanej
Narody Zarubieznoj
Evropy
(s. 36-37) Arumuni są oznaczeni kolorem sepiowym w Grecji oraz w Albanii, podczas gdy "V Serbii w trójkącie utworzonym
przez Dunaj, Morawę i Timosz Arumunów oznaczono l':olor~r:l
jasnozielonym.
Na mapie Narody Avstralii
(s. 1l(1) tubylcy australijscy
i osadnicy
ze Słowenii i Chorwacji zostali oznaczeni nieomal identycznym
znakiem, co powoduje, że w wielu wypadkach
trudno mieć pewność którą grupę etniczną przedstawia dany znak.
Druga grupa uwag dotyczy strony merytorycznej.
Zajmijmy się dla przykładu
skartowaniami
dotyczącymi
Australii
i Oceanii. otóż JVIelanezyjczycy nie tworzą
tak dużych skupisk ludności przy ujściu rzeki Fly oraz na części wybrzeża Nowej
Gwinei leżącej naprzeciw wyspy Saibai, aby oznaczać ich jednolitą szrafurq (mapa
Narody Melanezii
na s. 111). Wiadomo także, że mieszkal1cY Melanezji we wschodniej części Nowej Gwinei tj. na wschód od gó;' Ow£'n Stanley'a
tworz8, wraz
z Papuasami
tzw. Grupę Massim G. Fakt ten należałoby zaznaczyć szrafurą mieszomą·
Mieszkańcy po&lt;;zczególnych obszarów lVIelane7.ji różnią się między sobą znacznie
pod wzglC'dem kultury, a więc i języka, i to w znacznie większym stopniu niż
1Dbylr:y JVIikrone7.ii i Polinezji. Jednakże wyodrębnione
w Atlasie grupy etniczne:
Melanezyjczycy
Nowej Gwinei, Melanezyjczycy
Archipelagu
Bismarcka,
lV[elaneCiPOf. choćby
pracę
C. G. Seligrnana,
bridge
1910 oraz
artykuł
A. C. Haddona,
"The .Tournal of the Royal Anthropological

The

Melanesians

Miqrations

Institute"

of

of

Culture;

t. L, 1920.

British
in

New
British

Guinea,
New

Cd

m-

Guinea.

�Sprawo zda nia

201

i recenzje

zyjczycy Wysp Salomona, Melanezyjczycy
Wysp Santa Cruz itp. mają pokrycie
naj prawdopodobniej
tylko w terminologii geograficznej. Te same uwagi odnoszą się
się do skartowań grup etnicznych na obszarze Polinezji i Mikronezji (s. 112) oraz
do mapy Narody AvstraLii i Okeanii na s. 107.
Pomimo wymienionych usterek Atlas narodov mira jest opracowany dla celów
popularno-naukowych
bardzo dobrze. To samo można po·wiedzieć o tomie Cislennost' i rasselenie narodov mira. Z obydwu prac niejednokrotnie
korzystać będzie
zawodowy etnograf, gdyż brak w Polsce wielu opracowań na których oparli się
autorzy omawianych wyżej pozycji.
Zygmunt

Klodnicki

AZJA I AFRYKA SIEWODNIA. Jeżemiesiacznyj
naucznyj i obszczestwienno-politiczeskij żurnal Instituta Azji i Instituta Afryki Akademii Nauk SSSR Moskwa,
196;3, nr 6 i 12.
Wydawany przez 2 Instytuty: Narodów Azji i Afryki AN - ZSRR popularno-naukowy miesięcznik "Azja i Afryka Dzisiaj" poświc;cony jest co prawda aktualnym problemom
społeczno-politycznym
i kulturalnym
krajów
afro-azjatyckich,
jednakże w interpretacji
wydarzeń politycznych podkreśla się bardzo często udział
faktów natury etnicznej. Znajdują
one swój wy.raz między innymi w artykule
zatytułowanym
"Kongo i losy Afryki"
(nr 6, s. 3---6), którego autor, W. K ud r i a w c e w, omawia znaczenie dokonujących
się w tym kraju wydarzeń
na
dekolonizację obszarów ościennych. Kongo znajduje się w geograficznym
centrum
Afryki i dlatego zachodzące tam procesy i wydarzenia wywrą - zdaniem autora mniejszy lub większy wpływ na losy krajów sąsiednich. Tym bardziej, że państwo
to znajduje się na politycznej granicy między zespołem niepodległych krajów afrykańskich i "białym imperium"
złożonym z Republiki
Południowo-Afrykańskiej,
Angolii i Mozambiku oraz Federacji
Rodezji i Niassy. Znaczenie Konga jako
amortyzatora
między niepodległą częścią Af.ryki a "białym imperium" stale wzrasta. Państwa kolonialne pragną więc za wszelką cenę zapobiec politycznej jedności
i społecznej stabilizacji
Konga. Główny środek w realizacji swego celu upatrują
one w federacyjnej
formie ustroju państwowego,
dzięki której można by osłabić
znaczenie władzy centralnej.
Wyrazem realizacji
tych dążeń jest rozdrobnienie
kraju na liczne jednostki terytorialno-administracyjne,
co sprzyja wzniecaniu wa§ni
i sporów międzyplemiennych
i utrudnia
tym samym proces formowania
siC; narodu kongolańskiego z jednolitym systemem władzy politycznej.
Próby forsowania i narzucania
federacyjnej
zasady ustroju polityczno-administracyjnego w konstytucjach
wyzwalających
się i walczących o suwerenność p,l)~stwową ludów afrykańskich
omawia ten sam autor w artykule pi. "Konstytucyjne
zakusy kolonizatorów"
(nr 12, s. 5-9). Jako podloże do realizacji lansowanej koncepcji federalizmu wykorzystuje
się, jego zdaniem, zróżnicowaną. strukturę etniczną
krajów afrykańskich.
Zróżnicowanie
to stanowi niewątpliwie
element dezintegracyjny, bowiem "liczne plemiona nie zjednoczyły się jeszcze w naród" i dlatego
"federalizm może tylko zahamować budowanie zjednoczonego
państwa z silnym
ekonomicznym podłożem (...). W większości państw afrykańskich
federalizm sprzyja
rozpalaniu waśni międzyplemiennych,
tendencjom separastycznym,
strzeże wpływów
warstwy feudalnej, osłabia niezależność młodego państwa w stosunku do dawnej,
imperialistycznej
metropolii...".
Jednym z pierwszych krajów, które padły ofiarą federacyjnych
tendencji jest

�202

Sprawozdania

i recenzje

Nigeria ,największe
(około 50-milionowe) państwo afrykaóskie,
dysponujące
ponadto olbrzymimi bogactwami naturalnymi.
Jest ono jednak silnie osłabione, gdyż
wedle konstytucji "feudalna północ oddzielona została od południa i wschodu autonomii, zachowujących
jeszcze średniowieczne
przeżytki, .które szybko można by
zlikwidować w warunkach
jednego, zcentralizowanego
państwa ...". Szczególnie jaskrawy przykład "uprawomocnienia"
podziału kraju stanowi konstytucja Ugandy,
opraCOwana jeszcze przed przyznaniem jej niepodległości. W myśl tego dokumentu
Uganda składa się z królestw Buganda, Ankole, Bunioro, Toro, Terytoriów Busonga oraz 11 rejonów administracyjnych:
Aczoli, Bugisu, Bukedi, Karamodża, Kigezi, Lango, Madi, Sebei, Teso, Rejonu Zachodniego Nilu i Terytorium
Mbale.
Każde z pięciu królestw posiada swoją radę ministrów i zgromadzenie ustawodawcze. Rozdrobnienie to nie wystarczyło jednakże Anglikom i dlatego pozostawili
temu młodemu państwu s·pór między królestwami Buganda i Bunioro wokół przynależności księstw Buijaga i Bugaugadzi, który to spór grozi w każdej chwili niebezpieczeństwem wybuchu wojny domowej.
Podobny, choć w nieco innym wariancie, eksperyment
z federalizacją
próbowali kolonizatorzy
angielscy powtórzyć w Kenii. Wykorzystując
fakt, że przywódcy kenijskiego
ruchu narodowo-wyzwoleńczego
.przeżywali chwilowy kryzys
w orientacji politycznej, władze angielskie usiłowały narzucić Kenii konstytucję
opartą na szerokiej autonomii jej siedmiu prowincji. Projekt takiej konstytucji
zaproponowano w roku 1952, w chwili, gdy z kierującej
ruchem wyzwoleńczym
partii J. Kenyatty: Afrykański
Narodowy Związek Kenii (KANU) odeszła frakcyjna, popierająca regionalizm, grupa, która utworzyła wkrótce Afrykańską Partię
Narodową.
Rozłam ten wzmocnił na pewien czas Afrykański
Związek Kenii
(KADU), będący główną ostoją i propagatorem
idei federalizacji.
Przywódcy tej partii utrzymywali,
iż zasada regionalizmu konieczna jest dla
ochrony interesów 48 grup etnicznych zamieszkujących
Kenię. Dla podtrzymania
swego autorytetu liderzy KADU twierdzili, że Afrykański Narodowy Związek Kenii
reprezentuje
jedynie interesy dwóch największych plemion: Luo i Kikuju, podczas
gdy ich partia reprezentuje
Ma,sajów i plemiona im pokrewne. Przywódcy Afrykańskiego Związku Kenii zagrozili nawet, iż w wypadku uchwalenia konstytucji
uznającej centralizację państwa, utworzą oni samodzielną republikę z rejonów zaludnionych przez plemiona, które reprezentują.
Z tego też względu - pisze Kudriacew - z'rozumiałąstaje
się uporczywość, jaką przejawiła kenijska delegacja
rządowa z Kenyattą na londyńskiej konferencji dla rozpatrzenia konstytucji. Kenyatta, biorąc pod uwagę przyszłość niepodległego 'państwa, nalegał na taką konstytucję, która umocniła by jego centralną władzę i jedność, likwidowała regionalizm prowadzący
nieuchronnie
do separatyzmu
prowincji ze wszystkimi wynikającymi stąd następstwami
dla rozwoju kraju.
W zakończeniu swych uwag o zgubnych skutkach federalnej koncepcji ustroju
państwowego
autor przypomina
wydarzenia
w Algierii, gdzie przy poparciu rodzimych elementów feudalnych, Francuzi próbowali wykorzystać strukturę etniczną i klasową dla dokonania podziału kraju i zachowania w nim swoich wpływów.
"Fakty dowodzą - dokumentuje autor artykułu - że kolonizatorzy francuscy kładli
stawkę na separatyzm w Alg.ier-ze, .gdzie również istnieje zróżnicowanie plemienne i feudalne. Tak zwana opozycja kabylska i jej partia (...) Front Sił Socjalistycznych próbowała osłabić jedność państwa algierskiego znanymi metodami separatyzmu, bazując na tym, iż Kabylia zamieszkała jest przez Berberów różniących się
od, stanowiących
większość ludności kraju, Arabów językiem, obyczajami i tradycją"·

�Sprawozdania

203

i l"eCenzje

Ten sam problem
integracji
narodowej
omawia
na przykładzie
Indonezji
M. Mitrofanow w artykule zatytułowanym
"Jedność w mnogości" (nr 6, s. 13-15).
Autor stwierdza, że etniczne grupy Indonezji mimo, iż należą do jednej rodziny
malajskiej, różnią się jednak między sobą tak istotnymi w rozwoju etnicznej świadomości elementami jak język i obyczaje, a także stopniem rozwoju i cechami antropologicznymi.
Zróżnicowanie
to jest, według Mitrofanowa,
rezultatem
odmiennych dróg i warunków
rozwoju społeczno-historycznego,
w jakich formowały się
poszczególne ludy. Tak więc współcześni Balijczycy to w głównej mierze potomkowie Jawajczyków,
którzy przesiedlili się na Bali kilkaset lat temu, zachowując
dawną religię i kulturę.
Słabe jednakże
kontakty
między wyspami
Indonezji
w okresie panowania
holenderskiego,
odmienne warunki
rozwoju Bali i Jawy
oraz różnice w wierzeniach
religijnych,
które na wschodzie posiadają
o wiele
większe znaczenie niż w Europie, wszystko to doprowadziło do stopniowej między
nimi izolacji.
ZróŻJlicowanie etniczne Indonezji zręcznie wykorzysty,wali
holenderscy kolonizatorzy, aby ,przedłużyć tam swoje panowanie.
Stosując wypróbowaną
zasadę
"dziel i rządź" Holendrzy niejednokrotnie
podejmowali
próby przeciwstawiania
sobie poszczególnych ludów. Przykładem
może być podany przez autora artykułu
fakt wykorzystania
nawróconych
na chrześcijaństwo
mieszkańców wyspy Ambon
w zdławieniu powstania muzułmanów na innych wyspach. Przejawem tych samych
tendencji była rebelia w roku 1950, w wyniku której pozostająca na służbie kolonizatorów feudalna warstwa Ambonu i wysp ościennych ogłosiła marionetkową
Republikę Wysp Południowo-Mo1uskich.
Innym przykładem poróżnienia ludów Indonezji może być wywołanie w roku 1952, z inspiracji USA i HolandH, antyrepublikańskiego powstania na Sumatrze i Sulawezi skierowanego przeciw Jawajczykom.
Trudno się więc dziwić, że rząd Indonezji jest - jak stwierdza
Mitrofanow
bardzo czuły na wszelkie przejawy
prowincjonalizmu
i partykularyzmu,
które
osłabiają jedność kraju.
Krzysztof

Carleton S. Coon, The ongll1 of races. "Borzoi
York 1962, s. 724, ryc. 84, map 13, fot. 32.

Books",

Zielnica

A. A. Knopf,

New York

C. S. C o o n należy do wybitnych
antropologów
amerykańskich
doby dzisiejszej. Znane są wśród fachowców jego dzieła "Historia człowieka" (The story
of man, 1954, 1962) oraz "Siedem stanowiisk jaskiniowych"
(The seven caves, 1957).
Ostatnie syntetyczne
dzieło dotyczy zagadnienia
pochodzenia
ras (The origin
of
races, 1962), a więc dotyczy spraw ważnych nie tylko z punktu widzenia biologii
ale także nauk społecznych. Całość obejmuje
13 rozdziałów tekstu, kilkadziesiąt
stron przypisów i objaśnień, skorowidze i bardzo obszerną bibliografię (z polskich
autorów uwzględnił tylko L. Krzywickiego i E. Lotha).
W pierwszych
6 rozdziałach
znajdujemy
materiały
cenne dla ewolucyjnego
poglądu na antropogenezę. Autor omawia kolejno niektóre czynniki ewolucji wynikające z procesu przystosowania
do środowiska i przeprowadza
ciekawą dyskusję
adaptacji społecznej. Ponadto daje przegląd rzędu Primates
i precyzuje miejsce
człowieka w systemie zoologicznym. Osobny rozdzial poświęca kopalnym formom
najwyższych
Naczelnych
i form przedludzkich
oraz wczesnoludzkich.
Ta część
dzieła - objętościowo obejmująca jedną trzecią tekstu - nie budzi najmniej.szych
zastrzeżeń i daje doskonale skonstruowaną
współczesną syntezę problemu antropogenezy i rasogenezy.

�204

SpTawozdania

i Tecenzje

Pozostałe
rozdziały,
czyli -większość dzieła, nasuwają
wątpliwości
a nawet
sprzeciwy. Coon jest wyraźnie oczarowany tezą Franciszka Weidenreicha o równoległym rozwoju poszczególnych ras łudzkich, skrajnie polifiletycznie w niezależnych
liniach rozwojowych. Takie tezy stanowią od dawna pożądaną podstawę wszelkich
doktryn rasistowskich.
Ponadto brak im wszełkiego udokumentowania
pałeontologicznego.
Trzydzieści lat temu F. We i d e n r e i c h na podstawie badań szczątków istot
wczesnoludzkich
z kręgu Sinanthropus
w Pekinie, wysunął koncepcję, że większość
dzisiejszych ras ewoluowała z regionalnie zróżnicowanych form kopalnych Człowiekowatych na szczeblu Pithecanthropus
(wg obecnej terminologii
Homo erectus).
Weidenreich opierał się na analizie anatomicznej
i uderzyła go wielka rozmaitość
morfologiczna
form kopalnych.
Koncepcje
Weidenreicha
są do dziś izolowane,
nigdzie nie przyjęto ich ,pozytywnie. Przyznając
temu uczonemu wybitne zasługi
w dziedzinie anatomii porówna,wczej Naczelnych, koncepcje dotyczące raso genezy
powszechnie odrzucono. Dodać należy, że Weidenreich publikował w czasopismach
ściśłe fachowych i nie popularyzował
wszystkich swych koncepcji.
Coon podjął tezy Weidenreicha. Aby swą postawę tym bardziej podkreślić dedykował nawet całą swą książkę pamięci wielkiego anatoma. Poszedł jednak dalej
od swego poprzednika.
Coon głosi nie tyłko skrajny polifiletyzm
ale dodaje ponadto, że różne populacje w różnych okresach czasu dochodziły do poziomu Homo
sapiens. Jedne odłamy ludzkości stały się w pełni rozumne jeszcze w głębi epoki
lodowej, ·inne do dnia dzisiejszego trwają na etapie neandertalskim
czy bodaj
nawet Pithecanthropus
(Homo erectus).
Im później jakaś populacja
osiąga etap
"sapiensowy", tym bardziej jest upośledzona wobec tych, którzy od wielu pokoleń
reprezentują
ten etap.
Jakkolwiek
należy uczonemu
gwarantować
wolność hipotez, to z drugiej
strony należy też oczekiwać od niego pełnego poczucia odpowiedzialności.
Twierdzenie, że istnieją
biologiczne skale wyższości i niższości między ludźmi, jest
zbyt doniosłe, aby je można głosić bez uzasadnienia.
Kategorycznie
trzeba stwierdzić, że w książce Coona takiego uzasadnienia
nie znajdujemy.
Sprawa jest tym
bardziej doniosła, że Coon podjął tak ryzykowne tezy i ogłosił je w dziele przeznaczonym nie tylko dla grona fachowców ale dla szerokich rzesz czytelników.
Syntetyczna
książka Coona o rasogenezie
jest publikacją
raczej popularną,
którą bez trudności może czytać każdy mający średnie wykształcenie.
Dlatego te?
przy lekturze
tego dzieła nasuwa się mimowoli podejrzenie,
że autor realizuje
tu jakieś "zamówienie społeczne" natury politycznej.
Coon usiłuje swe tezy podbudować argumentacją
naukową. Wprowadza nowe
wskaźniki antropologiczne,
szczególnie wskaźnik wydatności twarzowej mierzonej
dla grzbietu nosa i zębodołów. Ponadto analizuje cechy uzębienia. Stwierdzić należy, że wskaźniki te nie są wystarczająco
diagnostyczne. Coon starając się udowodnić "archaiczność"
wielu dzisiejszych ras ludzkich bierze pod uwagę pewne
tylko grupy populacji, które odpowiadają
jego koncepcjom, ignorując po prostu
inne leżące między nimi.
Joseph B. B i l' d s e 11, dawny współpracownik
Coona, w pracy ogłoszonej
w 1963 w Review o Biology (vol. 38 no 2) wykazał bardzo dobitnie, że proponowane -przez Coona wskaźniki wydatności twarzowej i eeehy morfologiczne uzqbienia
zachodzą na siebie i krzyżują się u rozmaitych
przedstawicieli
tej samej populacji. Nic więc dziwnego, że linie ewolucyjne wykreślane przez CODna dla pOSl~:Z€gólnych regionalnych linii rozwojowych od Homo erectus do ras dzisiejszych okazują się niesłuszne. Są to pomysły powziqte apriorycznie,
do których autor stara

�Sprawozdania

205

i recenzje

siG dorabiać weryfikację w oparciu o dane anatomiczne. Te dane są jednak zupełnie
zawodne i brak im diagnostyczności.
W ten sposób błędne koło zamyka się.
Pomijając wymowę polityczną książki Coona, która niestety może w fatalny
sposób podbudować tezy rasistów amerykańskich,
wypada się także zająć pozytywnymi stronami pracy. Ciekawe wydaje się nowe ujęcie systematyki
rasowej człowieka. Coon wyró;i:nia aż pięć "wielkich ras" czy odmian ludzkich. W zakresie odmiany białej (nazywanej przez niego kaukazoidalną)
i odmiany żółtej (mongoloidalnej) nie wprowadza żadnych daleko idących nowości. Co do odmiany czarnej natomiast proponuje
zupełny przewrót
dotychczasowych
ujęć. Afrykę subsaharyjslq
dzieli na Kongoidów (Negra i Negrillo dżungli tropikalnej)
i na Kapoidów (Buszmeni i Hotentoci południowej
Afryki). Osobną grupę rasowe: stanowią
według
Coona Australoidzi. Zalicza do niej poza autochtonami
Australii i Melanezji także
różne czarne populacje' poJuclniowo wschodniej Azji. Jak wiadomo znakomita większość autorów uważa odmianę czarną za jedną calość, w której wyróżniają sic, jak
w każciej innej odmianie, różne wyspecjalizowane
podgrupy czy rasy. Na koncepcje
Coona zapewne alllropologo\vie się nie zgodz:ł. Z taką samą racją można by rozbijać również odmian,: bialą czy żółtą. Tabe postępowani&lt;~ nie miałoby jednak
uzasadnienia. Niewatpliwie wobec nasuwających
się tu zagadnień povvstaje zadanie
na przyszłość: opracowclDi(' metod, za pomocą których daloby się pokrewieńshva
mierzyć i oceniać. \V paleontologii wyodrębnia się pokrewne rodzaje systematycznI'
(qeneroj
metodami
morfologicznymi.
"V przypadku
badań paleoantropologi'2znych
trzeba wykryć ró;i:nice rasowe w obn;bie jednego gatunku (species). Ponieważ mamy
do dyspozycji wyłącznie materiały kostne i to fl-agmentaryczne,
zadanie sbje się
szczególnie trudne.
Może na zakończenie warto dać krótki zarys dzisiejszych poglądów na rasogenez€;. Większość autorów zgodnie zalicza aktualne odmiany i rasy ludzkie do :iednego gatunku biologicznego Homo sapiens. Zróżnicowanie
dzisiejszej ludzkości powstalo około 100 tysięcy lat temu w póż'l:,-m plejstocenie.
Tr?y olLliC"_1:, H01ll')
sapiens (żółta, biała i czarna) powstały monofiletycznie
z jednorodnej formy ancestralnej i zaczęły się rozpnestrzeniać
po obszarze Starego Świata w późnym plejstocenie wchłaniając
i spychając marginalne
formy człowiekowatych
(np. zachodnio
europejskich Neandertalczyków).
W tym ujęciu tkwi głębokie podkreślenie biologicznej równoważności wszystkich aktualnych
form ludzkich. Na tej zasadniczej tezie
można dopuścić pewne dodatkowe koncepcje nawet w pewnym sensie nawiązujące
do koncepcji Weidenreicha.
Podczas ruchów migracyjnych
przodkowie dzisiejszych
ras spotykali i wchlaniali pewne czynniki genetyczne (geny) pochodzące od marginalnych, reliktowych populacji, które napotykali na swej drodze i z którymi się
krzyżowali. Dlatego można nawet przyjąć pewną słabą gen€tyczną domieszkę pochodząCe) od formy Pithecanthropus
wśród populacji Australii i Nowej Gwinei, od
Sinanthropus
u współczesnej odmiany żółtej, formy neandertalskiej
u białych Europejczyków i formy rodezyjskiej
(też neandertaloidalnej)
u afrykańskich
Murzynów.
Wielu autorów np. B i r d s ,e II przyjmuje
to za zupełnie prawdopodobne.
Taka
teza byłaby do przyjęcia. Należy żałować, że Coon w swej książce, opracowanej
zresztą niezwykle
starannie
z ogromnym
warsztatem
metodycznym,
zeszedł na
wyraźne bezdroża tendencji
rasistowskich.
Dla fachowych
antropologów
książka
Coona ma mimo wszystko ogromną wartość. W żadnej innej publikacji
nie ma
tak wyc.zerpująco zestawionych materiałów pomiarowych jak w pracy Coona. Wobec
rozproszenia danych biometrycznych
wśród wielu szczegółowych monografii takie
zebranie materiałów
liczbowych stanowi ogromne ułatwienie
dla dalszych prac_
Wanda

Stęślicka

�206

Sprawozdania

CAHIERS

FRAN&lt;;AIS D'ANTHROPOLOGIE.

i recenzje

Paris

1964, r. II, nr 1.

Pierwszy zeszyt drugiego rocznika CahicTs FTanc;ais 1964 o rozmiarach 23 stron
in 4 zawiera trzy artykuły rozmaitej treści.
J. B e 11 i n - M i 11 e r o n rozważa problematykę
filozoficzną dotyczącą perspektyw antropologicznych
w dzisiejszym kryzysie świadomości (POTtee anthropoLogiquc de La crise actuelle
de La connaissancc,
ss. 3-9). Współczesny świat cechuje
rozkwit techniki i przewartościowanie
wartości, zarazem upada kurcząca się coraz
więcej rodzina. W tej sytuacji człowiek jest osamotniony i wytrącony
z normy.
Autor sądzi, że antropologia mogłaby zbilansować dotychczasową historię ludzkości
od prapoczątków
naszego gatunku i stworzyć nową syntezę dającą oparcie dla
błądzącego człowieka. Antropologia
polska ostatniego
dwudziestolecia
jest ściśle
związana z biologią. Niemniej kontakty z socjologią, psychologią i innymi naukami
humanistycznymi
aktualizują
zagadnienia
filozoficzne,
z tego względu artykuł
Bellin-Millerona
może obudzić pewne zainteresowanie.
Druga z kolei pozycja dotyczy terenowych prac wykopaliskowych
w dolinie
Sommy w 1955' r., jej autorem jest J. L. B a u d e t, profesor archeologii w Ecole
d'Anthropologie
w Paryżu (Campagnes de fouiUes dans La Somme en 1955, ss. 11-·
18). Pozyskano wówczas współpracę ks .. prof. H. Breuil'a i stosownie do jego wskazówek przeprowadzono
bardzo intensywne badania. Dla określenia stratygrafii wykorzy.stano najnowocześniejsze
metody geologiczne. Przejrzyście
wykonany
wykres orientuje w miejscu prowadzenia wykopalisk. Uzyskano bogate materiały archeologiczne od dolnego plejstocenu
do końca epoki lodowej. Reprezentowane
są
narzędzia klaktońskie,
aszelskie oraz lewaluasko-mustierskie.
Precyzyjne
metody
stosowane podczas eksploracji badanych stanowisk nad Sommą pozwoliły stwierdzić
nieprzerwaną
ciągłość zamieszkania tych okolic od dolnego plejstocenu począwszy.
Uzyskano całą "gamę archeologiczną" według określenia autora, mimo że zjawiska
mrozowe nieraz zakłócały pierwotne położenie materiałów archeologicznych. Pewne
zdziwienie budzi jedynie fakt, że sprawozdanie
z przeprowadzonych
badań terenowych ogłasza się w 10 lat po ich zakoń·czeniu.
Trzeci artykuł ma zupełnie odmienny charakter. Autorem jest lekarz pułkownik
A. C. B e n i t t e, kierownik pracowni fizjologicznej wojskowej
służby zdrowia.
Publikacja
dotyczy przystosowania
człowieka do warunków
życia podziemnego
(Adaptation
de L'homme aux necessites de La vie souteTTaine, ss. 19-23). Rozwój
przemysłu, zwłaszcza zaś górnictwa od dawna zmusza tysiące ludzi do przebywania
pod ziemią. Dochodzi zagrożenie atomowe, które być może spowoduje długotrwałe
przebywanie w podziemnych osiedlach. Autor analizuje warunki panujące w grotach i tunelach, szczególnie w pomieszczeniach metro, omawiając kolejno temperaturę, wilgotność, ciemność i wentylację. Przy tej okazji daje wiele ciekawych informacji
dotyczących
życia jaskiniowego
ludzi plejstoceńskich,
których ciężkie
warunki epoki lodowej zmuszały do wejścia pod ziemię. Przytacza także pewne
przykłady fauny jaskiniowej,
ale bez podania szc.zegółów. Ostateczne wnioski są
tego rodzaju, że człowiek dzisiejszy mógłby się stać troglodytą, gdyby konieczność
do tego zmusiła. Warunki pod ziemią nie są wprawdzie normalne dla ludzi, jednak inteligencja
sprawia, że nawet w najmniej sprzyjających
warunkach
zewnętrznych
mOże człowiek stosując zdobycze techniki stworzyć możliwe warunki
egzystencji. Perspektywa
ta nie jest jednak szczególnie nęcąca.
0

Wanda

StęśLicka

�Sprawozdania

i recenzje

207

THE ANTHROPOLOGY OF FRANZ BOAS. Essays on the Centennial of his Birth.
Edited by Walter Goldschmidt. Sponsoring Editors A. L. Kroeber, Robert H. Lowie - The American Anthropologist, Vol. 61, No.5, Memoir No. 89, October, 1959,
The American Anthropological Association. - str.
VII + 165.
Omawiana tu książka została wydana dla uczczenia stulecia urodzin Franciszka
(Franza) B o a s a (1858-1942), wielkiego etnologa amerykańskiego
pochodzenia niemieckiego, profesora antropologii
kulturalnej
na Uniwersytecie
Columbia
(New
York). Po Przedmowie A. L. Kroebera (ss. V-VII)
i Wstępie W. Goldschmidta
(s. 1-3) następuje dziesięć artykułów, które charakteryzują
różne aspekty działalności Boasa. Artykuł 1. Wpływy w czasie lat kształtowania się (InfLuences during
the Formative
Years), przez C. Kluckhohn
i O. Prufera (s. 4-28) charakteryzuje
atmosferę intelektualną,
w której wyrastał Boas i podkreśla wpływ, jaki wywarli
na niego A. v. Humboldt, K. Ritter, Theobald Fischer, Bastian i G. Fechner. Artykuł 2. Terminowanie u Boasa (Apprenticeship
Under Boas), przez Margaretę
Mead
(s. 29-45) poświęcony jest jego działalności pedagogicznej na Uniwersytecie
Columbia. Artykuł 3. "Historia naturalna"
Boasa w zestawieniu
z metodą terenową (Boas' "Natural
History"
Approach
to Field Method), przez Mariana Smitha
(s. 46-60) charakteryzuje
metodę badań terenowych Boasa. Artykuł 4. Zrozumienie
Kwakiutlów (The Understanding
of the KwakiutL),
przez Helenę Codere (s. 61-75)
przedstawia pogląd Boasa na istotę kultury. Artykuł 5. Wkład Boasa w poznanie
ludzkiego wzrostu i postaci (Boas' Contributions
to KnowLedge of Human Growth
and Form), przez J. M. Tanner (s. 76-111) referuje wyniki badań Boasa w zakresie antropologii fizycznej. Artykuł 6. Boas jako statystyk
(Boas as Statistician),
przez W. W. Howels (s. 112-116) omawia metody statystyki matematycznej
stosowane przez Boasa w jego badaniach z zakresu antropologii fizycznej. Artykuł 7.
Boas o ceramice i stratygrafii
(Boas Sorbe Cej'{Imica y Estratigrafia)
po hiszpańsku - reszta książki po angielsku), przez Manuel Gamio (s. 117-118) omawia
prace wykopaliskowe
Boasa w dolinie Meksyku. Artykuł 8. Folklor (FolkLore),
przez Melville Jacobs (s. 119-138) charakteryzuje
Boasa jako zbieracza, wydawcę
i badacza opowiadań Indian. Artykuł 9. Pogląd Boasa na znaczenie gramatyczne
(Boas' View of GramaticaL
Meaning), przez Romana Jakobsona (s. 139-145) przed··
stawia poglądy Boasa na język. Wreszcie artykuł
10. Kilka ważnych elementów
w spadku po nim (Some CentraL Klements
in the Legacy),
przez Leslie Spier
(s. 146-155) daje pogląd na całość dorobku wielkiego u.czonego.
Wyraz angielski anthropoLogy nie ma dokładnego odpowiednika w języku polskim. Oznacza on, zgodnie z etymologią, naukę o człowieku obejmującą zarówno jego
stronę fizyczną jak i duchową. Tak pojmował ją również Boas, czego dowodzi choćby tytuł jednego z jego głównych dzieł "Rasa, język i kultura" (Race, Language
and Culture,
1940). Boas uprawiał, a poniekąd i stworzył, naukę, która swym zazakresem odpowiada naszej antropologii (nauce o ciele człowieka jako podłożu zjawisk społecznych), językoznawstwu i etnologii (nauce o kulturze ludowej i kulturze
ludów egzotycznych). Na tym założeniu opierają się jego dzieła "Anthropologia
ogólna" (GeneraL Anthropology,
1938) i "Umysłowość człowieka pierwotnego"
(The
Mind of Primitive
Man, 1938). Dla nas jednak Boa,s jest przede wszystkim wielkim
etnologiem, potem językoznawcą, a dopiero na trzecim miejscu antropologiem w naszym tego słowa znaczeniu. Zajmiemy się więc najprzód jego poglądami na kulturę, potem na język, aby przejść z kolei do jego badań nad ciałem człowieka. Ten
przegląd wyników prac analitycznych zawartych w recenzowanej książce zamkniemy ogólną charakterystyką
dorobku Boasa, przedstawieniem
poglądu na cechy

�208

Sprawozdania

i

recenzje

wspólne łączące zjawiska kultury, języka i rasy. Zanim jednak do tego przejdziemy musimy powiedzieć kilka słów o badaniach terenowych Boasa, które dostarczyły mu materiału do szerszych uogólnień.
Pole obserwacji Boasa w zakresie etnologii i językoznawstwa,
a w pewnym
stopniu także antropologii fizycznej, było ściśle ograniczone. Obejmowało ono ludność tubylczą (Eskimosów i Indian) północnych i północnozachodnich
wybrzeży
Ameryki. Badał on plemiona Eskimosów żyjące na Grenlandii i w Ziemi Baffina,
szczepy Tlingit na południowych wybrzeżach Alaski, Haida na Archipelagu Królowej Karoliny, Tsimshian w Kolumbii Brytyjskiej,
trzy grupy etniczne wyspy
Vancouver: Nootka, Kwakiutl i Bella Bella, oraz plemiona zamieszkujące sąsiednie
wybrzeża lądu stałego, które należą obecnie głównie do stanu Washington, a mianowicie Quileute, Bella Coola, Kutenai, nadbrzeżne szczepy Salish i Chinook nad
dolnym biegiem rzeki Columbia. Z tych wszystkich plemion naj silniejsze zainteresowanie wzbudzał u Boasa szczep Kwakiutl, który badał on przez 57 lat od r. 1885
aż do swej śmierci w r. 1942. Pragnienie zrozumienia Kwakiutlów było największą
pasją jego życia.
Najcharakterystyczniejszą
cechą pn'lc Boasa nad Kwakiutlarni
i innymi plemionami wybrzeży północno-zachodnich
jest podkreślenie
symbolicznego aspektu
kultury.
W pracach tych dotycz,~cych zarówno poszczególnych
plemion jak
traktujących
porównawczo całe wybrzeże północno-zachodnie
-- zajmuje się Boas
przede wszystkim mitologią językiem, sztuką i rytuałem. Ponieważ wszelka kultura ludzka może być określona jako działanie symboliczne, przeto podział na kulturę materialną
i niematerialną
nie ma istotnego znaczenia. Niektóre aspekty
kultury, jak organizacja społeczna i ekonomiczna, muszą być umieszczane pomiędzy
dziedziną materialną
i niematerialną,
inne jak technika nie mogą być przydzielane wyłącznie do dziedziny materialnej,
jeszcze inne wreszcie jak mity, język
i sztuka mogą być najlepiej zrozumiane jako systemy symboliczne. Boas pragnął
zrozumieć życie umysłowe Kwakiut!ów jako refleks ich kultury. Z drugiej strony
jednak najrozmaitsze
wytwory kultury pojmował on jako refleks życia umysłowego ich tworców. I tak w pracy "Nazwy geograficzne Indian z plemienia Kwakiut!" (GeographicaL
Names
Of the KwakiuU
Indi.ans,
1934) podkreśla
on, że
"nazwy geograficzne są wyrazem umysłowego charakteru
każdego ludu i każdej epoki, a charakter
ten odzwierciedla
życie kulturalne
plemienia i jej linię
rozwojową wspólną całej prowincji kulturowej".
Interesując
się specjalnie człowiekiem prymilywnym,
BOd,: ,twierdz&lt;), 7e dana
grupa etniczna jest niższa. od innych nie z pO\'lodu odzi0Clziczone.i niższości lecz
z tego powodu, że warunki jej życia były bardziej ·statyczne niż tzw. ludów cywilizowanych. Różnica istniejąca w poziomie kulturalnym
grup etnicznych jest wynikiem specyfiki ich historii i wyposażenia
przez tradycję kulturową.
,,Isf.nieją
pewne prawa, które rządzą rozwojem kultury" - stwierdza Boas - "a naszym
zadaniem jest wykrycie tych praw. Przedmiotem naszych badal1 jest ustalenie procesów, dzięki którym rozwijały się pewne stadia kultury. Zwyczaj lub wierzenie
samo w sobie nie jest ostatecznym celem badań. Chcemy poznać przyczyny, dla
których dany zwyczaj lub wierzenie istnieje - innymi słowy chcemy ustalić historię ich rozwoju ... s.zczegółowe studia zwyczajów w ich stosunku do całości kultury
plemienia i w związku z badaniami ich geograficznego rozprzestrzenienia
na obszarze sąsiednich plemion daje nam prawie zawsze środki do określenia z dużą dokładnością przyczyn historycznych,
które umożliwiły ukształtowanie
się badanego
zwyczaju oraz tego procesu psychicznego, który odegrał zasadniczą rolG w jego
rozwoju". Z tego wynika, że procesy psychiczne, które stworzyły kult.urę były

�Sprawozdania

recenzje

209

uwarunkowane przez przyczyny historyczne. Mity i opowiadania z wybrzeży północno-zachodnich były na nowo złączonymi fragmentami
opowiadań, które się krzyżowały i wykrzyżowywały
w trakcie swego rozpowszechniania
się, a zatem opowiadania te były zawiłymi konstrukcjami
historycznymi
a nie bezpośrednimi
produktami myśli i fantazji.
W swych pracach
"Mitologia plemienia
Tsimshian"
(Tsimshian
MythoLogy,
1916) i "Kultura Kwakiutlów odbita w ich mitologii" (KwakiutL CuLture as RefLected in MythoLogy,
1935) Boas stwierdza, że zasadnicze cechy
społeczeństwa i kultury występują wyraźnie odzwierciedlone w jego opowiadaniach
folklorystycznych.
W książce znowu pt. "Sztuka pierwotna"
(Primitive
Art, 1927),
poświęconej nie tylko plastyce i grafice ale także poezji i muzyce, Boas rozwija
tezę, że pewne elementy estetyczne wynikają
z kierowniczej
roli techniki, która
była związana z rozwojem zręczności. Wirtuozja sama przez się staje się źródłem
estetycznego
zadowolenia.
Rytmiczne
powtarzanie
i zrównoważenie
ornamentu
wynika częstokroć z regularności
ruchów wykonawcy.
Podkreślając
rolę warunków historycznych
nie zamyka Boas oczu na znaczenie jednostki w rozwoju kultury. "Dynamika życia społecznego" stwierdza on "może być zrozumiana
tylko na podstawie reakcji jednostki na kulturę, wśród której ona żyje i jej wpływu na społeczeństwo".
Owocem trwających
dziesiątki lat badań językoznawczych
Boasa są nie tylko
wielkie zbiory tekstów i opisów gramatycznych
języków Indian Ameryki Północnej opracowane przez niego i jego uczniów lecz także pewne założenia ogólne
sformułowane
we Wstępie do Handbook
of American
Indian
Languages
(1911),
w artykule wstępnym
do InternationaL
JournaL
of American
Lingui.stics
(1917)
i w rozdziale Lanr;uage w książce General AnthropoLogy
(1938). Dziś dla wszystkich
j2st pewnikiem, że każdy język musi być rozpatrywany
w kategoriach jego własnej
budowy, ale teza ta wysunięta przez Boasa była czymś niezmiernie rewolucyjnym
w czasach, gdy jGzyki egzotyczne przekrawywano
wedle języków literackich
Starego Świata. Dla Boasa analiza języka, ta pewnego rodzaju gra matematyczna,
nie
była celem sama dla siebie, jak dla wielu dzisiejszych językoznawców. Boas pojmuje
język jako formG kultury, którą należy badać jak wszystkie inne jej formy, przy
czym analiza języka ma - jak podkreśla -- ogromne znaczenie dla zrozumienia
bardziej subtelnych aspektów kultury w ogóle, jej form uzewnętrzniania
się i odcieni działań społecznych.
Wedle Boasa funkcja systemu gramatycznego polega na wyborze, sklasyfikowaniu i wyrażeniu różnych aspektów doświadczenia. Ponadto spełnia on jeszcze inną
ważną funkcję, "określa mianowicie, jakie są aspekty każdego doświadczenia, które
muszą być wyrażone".
W komunikacji
językowej
jesteśmy
zmuszeni do przeprowadzenia szeregu aktów wyboru binarnego między dwoma możliwościami. I tak
np. osoba mówiąca po angielsku czy po polsku musi przy każdym zdaniu dokonać
wyboru miGdzy konstrukcją
czynną (np. pol. ojciec kocha córkę) a konstrukcją
bierną (córka jest kochana przez ojca). Pierwsza jest skoncentrowana
na stronie
działającej (agens) - druga na stronie doznającej (paciens). Wybór jakiejś formy
gramatycznej przez mówiącego przekazuje słuchaczom określoną ilość jednostek informacji, tj. tzw. bitów. Jednak - jak stwierdza Boas - "wybrane aspekty doświadczenia są zupełnie różne w różnych grupach języków. I tak gdy dla ludzi mówiących po angielsku kategorie rodzajnika
określonego
(the) względnie
nieokreślonego (a), liczby i czasu są obligatoryjne,
konieczne, to w innych językach
znajdujemy jako konieczne do wyrażenia aspekty doświadczenia miejsce (czy bliskie od mówiącego czy oddalone?) lub rodzaj źródła informacji,
którą przekazu14 -

Lud,

t. 51. 1967

�210

Sprawoodan;a

i

recenzje

jemy słuchaczowi (czyśmy to widzieli czy tylko o tym slyszeli?). "Kategorie, które
muszą być wyrażone, mogą być liczne w jednym języku a nieliczne w innym ale"
to ubóstwo kategorii koniecznych nie powoduje zupełnie niejasności mowy. Gdy
jest to potrzebne, dorzuca się dla jasności wyrazy wyjaśniające".
I tak dla wyrażenia czasu lub liczby języki, które nie znają czasu i liczby gramatycznej,
posługują się wyrazami
tego typu co wczoraj, jutro, wiele, malo. Gramatyka
jest
istotnie ars obligatoria,
jak to mówili scholastycy, gdyż narzuca ona mówiącemu
konieczność decyzji między "tak" a "nie". Wskutek tego - jak to zaznaczył Boas kategorie gramatyczne danego języka zwracają uwagę wspólnoty językowej w określonym kierunku i tą drogą wpływają na poezję, wierzenia a nawet na myśl spekulatywną,
nie zmniejszając
przez to zdolność wspólną wszystkim
językom dostosowania
się potrzeb wywołanych
postępem wiedzy. Powstaje jednak pytanie,
czy w istocie języki różnią się między sobą we wszystkim, czy nie ma kategorii
gramatycznych
niezbędnych
i uniwersalnych.
Jakie szczegóły informacji
są konieczne we wszystkich grupach językowy'ch świata? Które natomiast są kO:1ieczne
tylko w niektórych
językach? Odpowiedź na te pytania pozostawił Boas swoim
następcom, sam jednak odróżnił wyraźnie logikę systemu językowego od logiki
myślenia. Wedle niego kategorie gramatyczne nie są kategoriami
myśli lecz wciskają one logikę myślenia w pewne kanały, które są zresztą różne w różnych
grupach językowych.
Boas już w r. 1917, a więc chyba pierwszy, stwierdził, że wS'pólne dziedzictwo
nie jest jedyną przyczyną podobieństw między językami. Podkreśla on, że pierwszym problemem historycznym w stosunku do badanych języków - zanim jeszcze
zostaną postulowane
związki genetyczne jest ustalenie, w jakim stopniu ich
elementy leksykalne, morfologiczne i składniowe są wynikiem wzajemnych
zapożyczeń. "W Ameryce moźna ustalić" - stwierdza Boas - "róźne obszary o wspólnym charakterze
fonetycznym,
które nie pokrywają
się z ugrupowaniami
morfologicznymi a geograficznymi są stosunkowo dobrze określone", ostrożność jest wi~c
konieczna przy postulowaniu,
że podobieństwa
są jedynie wynikiem
wspólnego
dziedzictwa. "Jest prawie nie do pojęcia", - powiada Boas - "by podobieństwa,
jakie występują między Quileute, Kwakiutl i Salish były wynikiem czystego przypadku, albo żeby podobieństwa morfologiczne języków Kalifornii, które stwierdzili
Kroeber i Dixon, nie były wynikiem określonych przyczyn ... Nie jest bezpiecznie
nie brać pod uwagę możliwości złożonego pochodzenia grup językowych". A więc
obok rodzin języków, których podobieństwa
wynikają
ze wspólnego dziedzictwa,
występują - używając dzisiejszej terminologii - ligi języków, których zbieżności
są rezultatem wzajemnych wpływów języków na siebie. Języki Indian Amerykańskich tworzą rozliczne ligi.
Podobnie jak w etnologii i w językoznawstwie
był Boas wielkim nowatorem
także i w antropologii
fizycznej. W latach 1892-1941
wydał on 36 prac z tego
zakresu poświęconych głównie problemowi wzrastania
dzieci. Jego podstawowym
osiągnięciem w tej dziedzinie było wykazanie plastyczności
i zmienności tY~JÓW
antropologicznych.
Podstawą
dla tego twierdzenia
były badania nad wzrostem,
którego przebieg związany jest z mnóstwem czynników. Należy podkreślić, że Boas
przyjmował
tylko ograniczoną
plastyczność ras ludzkich. Plastyczność
ta jednak.
choć ograniczona, sprawia, że pomiary dokonane na jakiejś lokalnej grupie nie
odsłaniają bezpośrednio cech dziedzicznie ustalonych. Boas twierdził, że jednolitość
grupy rasowej nie jest identyczna z czystością pochodzenia, gdyż odgrywaj;, tu
rolę także wspólne warunki
wychowania.
Wobec tego problem klasyfikacji
ras

�Spra u;o:&lt;1((n;a

211

i recenzje

mial dla Boasa małe znaczenie. Przedmiotem
jego badań były lokalne grup:!
o wspólnym wychowaniu,
a głównym problemem było tu odróżnienie
cech dziedzicznych od wpływów otoczenia. Stwierdzał on, że jedynie wówczas, gdy znamy
biologiczną historit:; badanych grup, możemy układać je w porządku taksonomicznym. Twierdzenie to jest zgodne z podstawowymi
wynikami
Boasa w dziedzinie
badań nad kulturą i językiem.
Trzy te dziedziny: kulturę, język i rasę badał Boas z jednego punktu widzenia
i dzięki temu stworzona przez niego nauka nie jest zlepkiem różnych twierdzeń
lecz organiczną
całością. We wszystkich
trzech dziedzinach
problemem
zasadniczym dla Boasa był stosunek człowieka do środowiska, wpływ środowiska kulturalnego, językowego i fizycznego na jego twórczość psychiczną i językową oraz
na kształtowanie
się jego ciała. Do tych badań nad rolą środowiska wprowadził
Boas ścislą metodę naukową, polegającą na starannej
analizie, ostrożności w wyciąganiu wniosków, unikaniu sformułowań
dogmatycznych
i przeprowadzaniu
przekonywającego
dowodzenia. Dzięki temu Boas stworzył własną szkołę antropologii
społecznej (kulturowej) i przyczynił się do ukształtowania
się tej nauki w Stanach
Zjednoczonych
Ameryki. W dziedzinie językoznawstwa
zaczyna on obecnie wywierać - poprzez popularyzujące
go prace Romana Jakobsona - silny wpływ na
naukę światową.
Tadeusz

Milewski

Georg Peter Murdock, A/rica.
!ts People$ and Their
Culture
History.
Graw--Hill Book Company, Inc., NC'w York, Toronto, London 1959 r.

Wyd.

Me

Georg Peter Murdock, profesor antropologii
na uniwersytecie
Yale, w swej
obszernej pracy dał wyczerpujący
obraz stanu gospodarczego, organizacji społecznej i politycznej ludów Afryki. Książka powstała na gruncie długotrwałych
prac
etnograficznych,
pogłębionych
osobistym
kontaktem
autora z tym kontynentem
w latach 1921 (pobyt w Egipcie), 1945 (Cape Town) oraz w 1957 (Kenia i Tanganika). Autor nie miał łatwego zadania, gdyż dotycheza1sowe ogólne opracowania,
z małymi wyjątkami,
okazały się, jego zdaniem, niekompletne
w zakresie geografii, naiwne w swych perspektywach
teoretycznych
i niedokładne w szczegółach.
W przedmowie autor podaje jedynie trzy prace, traktujące
ogólnie o Afryce, które
stanowiły pewną pomoc i oparcie w jego poszukiwaniach.
Są to: B a u m a n n H,.
We s t e r m a n n D., T h u r n wal d R., Volkerkunde
von Afrika,
Daryll F o r d e,
Ethnographic
SU1'vey Of .!l/rika,
oraz prace J. H. G r e e n b e r g a, które' wprowadziły porządek do chaosu klasyfikacji
lingwistycznej.
Praca Murdock'a nie porusza ważnych zagadnień dotyczących religii, sztuki, praw i sądownictwa,
technologii i socjalizacji. Autor świadomie ograniczył swoje opracowanie
do następujących problemów: produkcja
środków żywienia, podział pracy na zajęcia kobiece
i męskie, osady i mieszkania, stosunki pokrewieństwa
i małżeńskie, formy organizacji spolecznej i politycznej,
oraz nieco różnych wiadomości
o kanibaliźmie
i okaleczeniach cielesnych.
W części wstępnej autor podaje ogólne wiadomości z zakresu geografii, ras,
języka, ekonomii, organizacji społecznej i politycznej, oraz historii plemion afrykańskich. Nie są to suche dane statystyczne,
lecz bogato ilustrowany
mapami material, oparty na naj nowszych badaniach
afrykanistycznych.
Autor wyjaśnia
na
czym polegają stosunki społeczne, organizacja
rodzinna i plemienna
w Afryce,
co, jak wiemy, jest sprawą wielce skomplikowaną.
Murdock pierwszy sięgnął do
historii ludów Afryki dając w poszczególnych rozdziałach
obraz kulturalnego
roz-

�212

Sprawozdania

i recenzje

woju plemion na przestrzeni wieków, rozpoczynając od około 5000 r. p.n.e. Na szcz.ególne podkreślenie zasługuje fakt, że w książce Murdock'a po raz pierwszy dokonano przeglądu
prawie wszystkich
form organizacji
społecznej
i politycznej
Afryki, oraz dokonano również dokładnej systematyki
roślin uprawianych
na tym
kontynencie.
W części szczegółowej swej pracy autor zajmuje się ludami zamieszkującymi
terytorium
Afryki, dzieląc je na grupy pokrewne, wykazujące podobieństwa
.i~zykowe i kulturalne.
Każdy rozdział zaopatrzony
jest w dokładną bibliograiip'.
wybraną dla omawianych zagadnień. W sumie książka zawiera 1500 pozycji bibliograficznych. Wreszcie alfabetyczny
indeks nazw plemion wymienionych
w tekście
jest wybitną pomocą w posługiwaniu
się pracą :\lurdock'a.
Krystyna

JAHRBUCH DES MUSEUMS FUR VbLKERKU. DE ZU LEIPZrG.
demie-Verlag-Berlin
1964, s. 433, tabl. 74, map. 5.

Świcrczyń.ska

Band XX. Aka·

Zeszyt XX rocznika Muzeum Etnologicznego w Lipsku za rok 1964. obejmuje
17 rozpraw, z których cztery dotyczą obszaru Austl'onezji, cztery są poświęcone
problemom etnografii Azji, trzy - Afryki, dwie - Bliskiego Wschodu i dwie Ameryce. Rozprawa ostatnia omawia ceramikę z Kition (miasteczko na wschodzie
Cypru), datowaną na drugie tysiąclecie kultury śródziemnomorskiE'j.
Hans D a m m, zajmuje się "wieszakami
z dorzecza Sepiku". Na podstawie
mapy, ilustrującej
wyniki badań terenowych oraz wniosków Alfreda Biihlera, dyrektora muzeum etnologicznego w Bazylei, autor próbuje wyodrębnić wśród wi&gt;
szaków nowogwinejskich
muzeum lipskiego typowe dla dorzecza Sepiku. Docho~zi
do wniosku, że podział na 7 kręgów kulturowych
znajduje swoje odbicie w [(1'3teriałach muzealnych i jego zdaniem problem powinien rzucić dodatkowe światło
na historię osadnictwa, a nadto dopomóc zidentyfikować
i bliżej okreśłić podobne
obiekty w innych muzeach.
Georg H o l t ker
w "Zarysie etnografii mieszkal'lców Nubia-Awar
nad zatoką Hausa w północno-wschodniej
Gwinei", będącym wynikiem badań terenowych
w latach 1936-1939,
mało miejsca poświęca kulturze materialnej,
odsyłając czytelnika do materiału
ilustracyjnego.
Holtker, przedstawiciel
kierunku socjolo~dc7.nego, koncentrujący
się na zagadnieniach
kultury społecznej (np. opaski sromowe,
ubiór męski i in. w aspekcie socjologicznym). Na szczególną uwagę zasługują opisy
wierzeń i obrzędów związane z kanibalizmem,
jak również opis zwyczaju "kupna
dzieci", za którym kryło się kidnaperstwo
a nawet mord rytualny.
Ernst G r e m e r wskazuje
na podstawie
analizy ,.Formy toporów plem ion
Hagi- Wagi, północno-wschodniej
Centralnej
Nowej Gwinei", na wpływy kompo·
nentów kultury Dongson (kultury brązu) w kształtowaniu
kultury centralnej Nowej
Gwinei.
Karl L a u f e r zajmuje się "Podziałem plemiennym oraz osadnictwem BainingÓW w Nowej Brytanii". Laufer uczestniczył w ekspedycji naukowej w 1930 r. do
centrum Nowej Brytanii i należał do tych Europejczyków,
którym dane było po
raz pierwszy zetknąć się z tamtejszymi
tubylcami. Uzupełniając własne spostrzeżenia nowszymi danymi, autor daje zarys demograficzny
Bainingów i ich sąsiadów, omawia osadnictwo
rozproszone,
zagrody oraz typy domostw. które pod
wpływem czynników zewnętrznych,
po II wojnie świa towej uległy korzystnemu
przeobrażeniu.

�Sprawozdania

i recen7je

213

Prace Waltera B li t t g e l' a i Kristiny L a n g e noszą charakter
sprawozdań
muzealnych. Tematem ich są skrzynie z japońskiej
świątyni oraz dwie figurki
kultowe bCon-k'a-pa.
Heinz K u c h a l' s k i w "Spostrzeżeniach
do klasycznego indyjskiego tańca ze
szczególnym uwzględnieniem
EhaTata Natja"
dokonuje nie tylko tradycyjnego
podziału indyjskiego tańca na dwie kategorie, wyodrębnia
cztery style klasycznego
indyjskiego tańca, wskazuje też na jego odrębność, filozofię sztuki, interpretację
idei i pochodzenie. Uzupełnieniem artykułu jest 15 rycin tańca Bharata Natja.
Renate S t e i n przedstawia
"Kilka wzorów tatuażu beduińskich
kobiet republiki Gezira w Iraku". Po przebadaniu
43 kobiet i porównaniu
ornamentu tatuażu,
autorka dochodzi do wniosku, że główną cechą irackiego kobiecego tatuażu jest
jego asymetryczne
rozmieszczenie.
Wiek tatuowanych
oraz inne cechy wskazują
na jego zanik, w czym autorka
dopatruje
się wpływów rozwoju gospodarczego
beduinów. Praca ilustrowana
22 tablicami.
Nowe etnograficzne
nabytki z Iraku dla Muzeum w Lipsku omawia Lothar
S t e in.
Wolfgang K li n i g w artykule "Do gospodarki Turkmenów
w XIX w." dochodzi do wniosku, że mimo licznej literatury
etnograficznej,
archeologicznej
i archiwaliów, nie jesteśmy w stanie ująć Turkmenów
w jednolity gospodarczo-kulturowy typ. Podstawę takiej klasyfikacji musiałby tworzyć wyraźny podział Turkmenów na rolników w oazach, hodowców bydła w stepach i pustyniach,
oraz
kombinacje tych dwu typów. Gospodarcze stosunki tworzą przy tym tylko jeden,
choć decydujący czynnik.
Dietrich D l' o s t zajmuje się "Mumifikacją
w Afryce". Autor dochodzi do
wniosku, że na południe od Sahary występują
dwie zasadnicze metody mumifikacji - 1) bez usuwania wnętrzności i 2) z usuwaniem wnętrzności przed wysuszaniem) - oraz 5 odmian. Mając na względzie rozległe obszary zasięgu występowania głównych metod i ich odmian, autor nie przypuszcza, by były to wpływy
egipskie. Występowanie mumifikacji
ilustruje mapka.
Ladislav H o l y w artykule
"Uprawa ziemi w porze deszczowej w Darfur
(północna prowincja
Sudanu)" przedstawia
wynik badań terenowych
z 1961 r.
Autor zaznajamia nas ze sposobem uprawy ziemi, kultywowanymi
roślinami, podziałem pracy, narzędziami,
sposobami sprzedaży nadprodukcji,
a także z małżeństwem poligamicznym,
rolc) primus intel' pares i daje szczegółowy przegląd
inwentarza ruchomego omawianej społeczności.
F. J. de H e n w "Kilku etnograficznych
notatkach
o Ihansałach",
szczepu,
zamieszkałego w 4-ech wsiach Wysokiego Atlasu, daje krótki zarys monograficzny.
Zdaniem jego, na szczególną uwagę zasługuje
prymitywne
rolnictwo
(jęczmień,
żyto, częściowo pszenica), hodowla rogacizny, łowiectwo i rybołówstwo. Z kultury
społecznej - autor omawia problemy seksualne, z zagadnień dotyczących kultury
duchowej - formę i funkcję muzyki.
Rolf K r u s c h e w przyczynku do badań nad socjalnym zróżnicowaniem
Indian
prerii pt. "Instytucja
uprzywilejowanego
dziecka", autor dochodzi do wniosku, że
dotychczasowe opracowania
nie pozwalają
na wszechstronne
ujęcie omawianego
zagadnienia u poszczególnych szczepów Indian prerii. Można jednak już obecnie
stwierdzić, że instytucja "uprzywilejowanego
dziecka" w poszczególnych szczepach
była zróżnicowana, wprowadzona
została do kulturowych
kompleksów poszczególnych grup etnicznych i połączona z istniejącymi już elementami i wyobrażeniami.
Brak występowania
tej instytucji
u Crow'ów, szczepu o ustroju matrylincarnym,
zdaniem autora należy tłumaczyć trudnościami
dziedziczenia.

�214

Sprawozdania

i recenzje

Artykuły Frank H. B o o s 'a i Edithy H o f f m a n n noszą charakter
an:heologiczno-muzealny.
Tom XX zamyka rozprawa A. D. A w d i e j e w a w tłumaczeniu
W. Koniga
na temat "Aleuckich masek w zbiorach Muzeum Antropologii i Etnografii Akademii
Nauk ZSRR", rzucając światło na funkcję tych masek i na rolę aleuckich szamanów.
JAHRBUCH DES MUSEUMS FUR VOLKERKUNDE
ZU LEIPZIG,
Akademie-Verlag-Berlin
1965, s. 182, tabl. XXXVI, mapa.

Band

XXI,

Tom XXI rocznika Muzeum Etnologicznego w Lipsku za 1965. r. zawiera dziewięć rozpraw, z którY'ch trzy dotyczą Azji, jedna - Oceanii i Ameryki. Cztery
rozprawy zajmują się problematyką
muzealną i nie zostaną tu omówione, choć
stanowią bardzo ciekawy materiał dla muzeologów.
Georg H o l t k e l' w rozprawie
"Garncarstwo
i gliniane lalki u Bosngunów
w północno-wschodniej
Nowej Gwinei" zapoznaje nas z pierwotnym garncarstwem
spiralnym.
Omawiając
szczegółowo proces uzyskiwania
surowca i jego obróbkę,
(przygotowanie
do formowania
garnków), suszenie i wypalanie, autor wskazuje
na zalążki "koła garncarskiego".
Produkcją ceramiki użytkowej (garnków) zajmują
się u Bosngunów tylko kobiety. Wyprodukowana
ceramika stanowi wyłącznie ich
własność i jest poszukiwanym
artykułem wymiany. Następnie autor omawia przywiezione z badań terenowych w 1937 r. wypalone z gliny przez dziewczęta figury
antropomorficzne,
o naturalistycznym
wykonaniu.
Zabawki są sporządzane
pod
nadzorem matek lub starszych
sióstr. Jest to jedyny dotąd znany w literaturze
przykład świadomego i praktycznego
wychowania
żeńskiej młodzieży do przyszłej
pracy przy pomocy zabawek u papuaskiego
szczepu ludów pierwotnych
Nowej
Gwinei.
Dietrich T l' e i d e w artykule "Łosoś w wyobrażeniach
Indian" podaje przegląd: 1) wyobrażeń, opierających
się na połączeniu pewnych miejscowych i czasowych zjawisk natury z ciągami łososi, a w sżczególności o: a) mitycznych "właścicielach" lub "opiekunach"
łososi, (ptaków wędrownych:
jaskółek, gołębi, drozdów.
bekasów);
b) wyzwoleniu
z oceanu łososi przez: białogłowego
orła morskiego,
jastrzębia, kruka, kormorana i in. i c) współdziałaniu
duchów pomocniczych przy
połowach łososia (zalicza tu także białogłowego orła morskiego oraz zimorodka.
nurka polarnego, dzikie kaczki). 2) Wyobrażenia o wspólnocie łososi i innych gatunków zwierząt, o podobnym sposobie życia i podobnym zewnętrznym
występowaniu (np. ryby i zwierzęta morskie podobnego koloru), znajdujące wyraz w podaniach. 3) Wyobrażenia
o towarzyskim
sposobie bycia łososi i ich świadomym.
planowym działaniu (wspólne stałe "siedziby" morskie, posiadanie szybkich łodzi.
przodownik - łosoś królewski). 4) Wyobrażenia o konieczności przestrzegania
przepisów przy obchodzeniu się z łososiami jako wyraz niecyklicznych
odchyleń w liczebności ciągów łososi (w szczególności oddalanie rzeczy związanych ze śmiercią
i menstruacją).
5) Wyobrażenie o nieśmiertelności
albo wiekuistości łososi (główną
ość uważa się za wieczną, zetknięcie z wodą prowadzi do ponow.nego "omięsienia"
(ożywienia); z tego powodu ości wyrzuca się do wody).
Autor usiłuje usystematyzować
te wyobrażenia
i dochodzi do wniosku. że powstanie zróżnicowanej
społeczności przyspieszyło
powstawanie
kompleksów
wyobrażeń, umożliwiło ich systematykę
- także w społecznościach stosunkowo mało
rozwiniętych.
Lothar S t e i n kontynuuje omawianie zbioru irackich ethnographica.
w szczególności w mniejszości kurdyjskiej
i innych.

�Sprawozdania

215

i recenzje

Wolfgang K o n i g w "Etnograficznych
spostrzeżeniach
u Dzachcinów w Mongolskiej Republice Ludowej" przedstawia
wyniki badań, przeprowadzonych
u zachodnio-mongolskiej
grupy etnicznej. Autor przedstawia
krótki zarys historyczny,
gospodarkę, hodowlę (owiec, kóz, bydła, koni, wielbłądów) i związany z nią wypas,
organizację spółek pasterskich
oraz uprawę ziemi (jęczmienia), nawadniania
pól
i przetwórstwo
(żarna ręczne). Dochodzi on do wniosku, że 1) uprawa ziemi stanowi integralną
część gospodarki Dzachcinów, pod względem zakresu i znaczenia
noszącą charakter gospodarki pomocniczej; 2) gospodarka pomocnicza nie wpływa
na zmianę bazy produkcyjnej
ludności w kierunku
pół-osadnictwa
ani też nie
powoduje podziału pracy w ramach działów produkcyjnych
wewnątrz
pewnych
wspólnot (rodziny, grupy nomadów).
Konrad

PRZEGLĄD

WAŻNIEJSZYCH
FOLKLORU

WYDARZEŃ ZAGRANICZNYCH
TANECZNEGO W ROKU 1963 *.

Wypych

W ZAKRESIE

Publikacje:
Maurice A.-L. L O u i s, Le FoLkLore et La Danse. Paris 1963, ss. 405, 64 ilustr.
Autor jest wykładowcą Ecole Superieure d'Etudes Choregraphiques
w Paryżu.
Praca ma charakter
studium historyczno-obyczajowego,
analizuje. nurt tańca ludowego od naj dawniej szych czasów do naszych dni i wprowadza podział tańców
ludowych na: 1) folklor taneczny (Danses joLkLoriques);
2) tańce ludowe (Danses
popuLaires)
i 3) t'ańce towarzyskie,
powszechne o podłożu ludowym (Danse s popuLarisees),
które dodatkowo dzieli na a) występujące
do ok. XIX w. (włącznie)
b) do 1920 1'. (około) i c) występujące po 1920 1'. W szeregu następujących
rozdziałów omawia naj dawniejsze ślady działalności tanecznej człowieka, tańce średniowieczne - ich ludowe oblicze, tańce kościelne, procesyjne, tańce śmierci (danse
macabre),
tańce majowe, sataniczne, tańce z użyciem maszkary konia (lajkonik),
tańce ognia, tańce mieczowe zachodniej Europy (Wyspy Brytyjskie, półw. Iberyjski,
kraje germańskie). Dalej następuje analiza przeobrażeń tańca ludowego w różnych
okresach czasu i krótki szkic o tańcach ludowych współczesnej Europy. W aneksie
jest jeszcze analiza tańca caroLe z doby średniowiecza według rozprawy napisanej
przez Margit Sahlin (Upsala 1940). W materiale
i zestawie źródeł w tej książce
uderza brak pozycji dotyczących słowiańskiego
folkloru tanecznego. Np. jedyną
informacją o tańcach polskich była dla autora mierna praca Helen Wolskiej (195053 Londyn).
Czasopismo "Folklore",
Spring/1963 (The Folklore Society, Londyn) przynosi
omówienie pracy:
Violet A l f o r d, Sword Dance and Drama, Londyn 1962, Merlin Press, ss. 222,
13 ilustr. i mapa ukazująca rozprzestrzenienie
tego typu tańca.
(Tematem pracy są tańce mieczowe z terenu Wysp Brytyjskich
i ich analiza
porównawcza na tle materiału europejskiego).
Szereg omówień publikacji tanecznych za lata 1960-1962 przynosi czasopismo
"Demos" (Deutsche Akademie der Wissenschaften
zu Berlin) zeszyt 2/1963. Kilka
• Rednkcja
.,Ludu",
wobec
dużych
braków
w nauce
polskiej
ludowymi
zwrócila
się do autora
o systematyczne
informowanie
pisma o rozwoju
i kierunknch
badań
w tej dziedzinie
na całym

w badaniach
nad tańcami
na lamach
naszego
czasoświecie.
J. G.

�216

Sprawozdania

i recenzje

pozycji zwraca tu specjalną uwagę ze względu
dla prac w dziedzinie folkloru tanecznego:

na swe pierwszorzędne

znaczenie

Zdenka J e l i n k o va, Ostatkovy tanec "konopice"
v Nove Lhote na S~(J'l;ac;~u.
(Taniec zapustny "konopice" w miejscowości Nove Lhote w słowackiej części Moraw). Ceskoslovenska etnografie 10/1962, s. 127-165'.
Autorka wykazuje pokrewieństwa
z podobnymi tańcami środkowej i wschodniej Słowacji. Łączą się one z szeroko praktykowanymi
zabiegami magicznymi -skokami na urodzaj konopi i lnu. Duży materiał porównawczy zebrany w terenie.
Opisy słowne tańców, uzupełnione sytuacyjnymi
znaczkami graficznymi.
Gyi:irgy M a r t i n, Erni:i P e s o v a r, A Structura~ Ana~ysis of the Hungarian
Fo~k Dance (A methodologica~
Sketch). (Analiza strukturalna
węgierskich tańców
ludowych (szkic metodologiczny). Acta Ethnographica,
t. 10, zeszyt 1-2,
1961.
Biorąc pod uwagę analizę funkcjonalną,
muzyczną i morfologiczną tańca, autorzy rozprawy zajmują się obszernie zagadnieniem
analizy strukturalnej
i rozważają: 1) sposób ustalania
strukturalnych
części składowych
tańca, 2) stosunek
struktury
tańca do muzyki akompaniującej
3) podstawy tworzenia formuły ujmującej strukturalne
właściwości tańca 4) sposoby tworzenia typów strukturalnych.
Rozprawa jest oparta na analizie przykładów zapisanych pełną notacją graficzną
ruchu, systemem Labana-Knusta.
Jedna z pierwszych i podstawowych
prac tego
typu.
Olga S z e n t p a l, A Magyar neptanz formai e~emzese. (Próba analizy formalnej
węgierskich tańców ludowych). Ethnographia,
72/1961, s. 3-55,
streszcz. ros. i niem.
Systematyka
ludowych tańców węgierskich (ich
analiza porównawcza oparta
o analizę formalną. Rezultaty uwidocznione na załączonych tabelach synoptycznych.
Materiał utrwalony systemem notacji Labana-Knusta.
Czasopismo "Ethnomusicology"
(Journal of the Society for Ethnomusicology)
wychodzące w USA prowadzi na swych łamach bibliografię wydawnictw dotyczących folkloru tanecznego w skali światowej i zestawienie filmów tanecznych.
Nr 1/1963 zawiera ciekawy artykuł
analityczny
Kapila Vat s yay a n (Delhi).
Notes on the Re~ationship
of Music and Dance in India (Uwagi dotyczące współzależności muzyki i tańca w Indiach). Nr 2 i 3/1963 zawiera szereg streszczonych
referatów - wypowiedzi uczestników dyskusji zorganizowanych
przez Dance Research Center - Michigan.
1) Dyskusja
pt. "Composition
in traditional
and new Dance: a brief Symposium". (Kompozycja w tradycyjnym
i nowym tańcu: krótkie sympozjum). Wypowiedzi: a) Ted S h a w n, From Dance of Me~vme Is~and, Australia
(O tallcach
wyspy Melville, Australia), b) Helene N e w b r a n d, FTOm Chants and Dances
of ancient Hawaii (O pieśniach i tańcach dawnych Hawai), c) Lila II i t c h c o c k,
A Formu~a for Creativity
in the Dance (Formuła tworzenia
w dziedzinie tańca) ..
2) Dyskusja pt.: "Dance Ethnology, Dance Education, and the Public" (Etnologia
tańca, wychowanie taneczno-ruchowe
i publiczność). Wypowiedzi: a) Rose B r a nd e l, Some Contrasts in educationa~ Communication
(Zasadnicze przeciwieństwa
w sposobie wykładania);
b) Nadia C h i l k o v s k y, Training
in Dance Ethno~ogy
(Cwiczenia w zakresie folkloru tanecznego); c) George L i s t, Techniques for Dance
Ethno~ogy in Te~evision
and Film (Technika
eksponowania
folkloru tanecznego
w audycjach telewizyjnych
i w filmie); d) Reginald and Gladys L a u b i n. American Indian Dancing on the Stage (Tańce Indian amerykańskich
na scenie) e) Donald Nelson B r o w n, Museums and Dance Ethnology
(Muzea i badania nad fol ..
klorem tanecznym).

�t

Sprawozdania

Konferencje

217

i recenzje

i kongresy:

W dniach od 6. do 14. sierpnia 1963 r. odbyło się kolejne posiedzenie Inter'nationaL CounciL of Kinetography
Laban w Addlestone pod Londynem. W pracach
Raciy bierze stale udział szereg specjalistów z różnych krajów całego świata (m. in.
z Polski R. Lange). Wysiłki ICKL zmie-rzają obecnie do ujednolicenia labanowskiej
notacji ruchowej w skali światowej. Ten system notacji ruchu stał się podstawą
racjonalnej folklorystyki tanecznej.
Organizowany
w sierpniu
1964 roku VII Kongres Nauk Antropologicznych
i Etnologicznych w Moskwie objął m. in. w swych planach pracy po raz pierwszy oddzielną sekcję tańca ludowego. Tematem
obrad sekcji by!:,' zagadnienia
notacji folkloru tanecznego.
Jest to druga impreza naukowa w skali światowej, która przewiduje wyodrębnienie si~ prac nad zagadnieniem
folkloru tanecznego
z kontekstu
innych specjalności. Pierwszym aktem na tej drodze było uformowanie
oddzielnej Komis,ii
do spraw folkloru tanecznego w czasie trwania XV Konferencji International
Folk
Music Council, która się odbyła w lipcu 1962 roku w Gottwaldowie
w Czechosłowacji.
Z kroniki
W czasopiśmie "Demos" 1/1963 s. 11, H. Laudova krótkim artykułem
uczciła
pamięć Stefana Tótha, który zginął dnia 10. X. 1962 r. w katastrofie
samolotowej.
Jego śmierć jest wielką stratą dla folklorystyki
tanecznej. Zmarły był współpracownikiem Słowackiej Akademii
Nauk w Bratysławie.
Dzięki jego działalności
archiwum
słowackie ma dzisiaj największą
w Czechosłowacji
kolekcję filmów
folkloru tanecznego z terenu wsi słowackiej. Był on wynalazcą własnego systemu
notacji tańców w oparciu o taśmę filmową. (Śt. T ó t h, Tanecnż
pismo,
S.A.V.
a U. Bratislava, 1952).
Roderyk

Lange

'0. i.'.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5862" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5843">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/225944092a8ba5d638ebd4727afe1871.pdf</src>
        <authentication>b376babd6d5cbb7572e33ca4a8ac1964</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69942">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69943">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69944">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:278</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69945">
                <text>Różne/ LUD 1968 t.52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69946">
                <text>LUD 1968 t.52, s.398-419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69947">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69948">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69949">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="69950">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69951">
                <text>INDEKS
Aarne A. 192
Agolli N. 348
Alexander H. B. 166, 168
Alkire W. H. 344
Allport F. M. 37
Alt R. 142
Andrianow B. W. 94
Ansprenger
F. 91
Anucin V. J. 175
Apollodorus J. G. 175
Arciszewski K. 65
Arnstberg K. O. 363-364
Bahannan L. 339
Balaci E. 347, 348
Bally Ch. 21
Balmer W. T. 82
Banasević N. 324
Barabas J. 316
Baranowski B. 376
Barber C. R. 290
Barnes J. A. 296
Bastian A. 158
Batowski H. 286
Baucomont J. 299
Baumann H. 111, 119, 124, 341
Bazielich B. 307-311
Bąk S. 382
Beals L. 340
Beattie J. 295
Beidelman T. O. 293, 294
Belden 202
Benedict R. 36
Bennet J. W. 338
Benveniste E. 16
Bezing K. L. 296
Biały Z. 379
Biasutti R. 291
Bielski M. 64

OSOBOWY
Birinda 62
Bleek W. H. L 184
.Bloch M. 297, 299
Blomkvist E. E. 316
Bogoraz W. 333
Bohdanowicz
J. 317
Boissevain J. 295
Boklen E. 160
Boll-Bezold 176
Bolte J. 182
Bonfante G. 16
Bonnet H. 173
Borecki St. 76
Bratanić B. 317
Braun P. 16
Brock P. W. G. 294
BrUckner A. 324
Bruk S. L 315
Bucsan A. 347, 348
Budrewicz O. 68
Bugarski A. 322
Bulanda E. 303
Burbridge A. 200
Burszta J. 300, 379, 383
Buschan G. 184
Busygin E. P. 316
Butnik-Siwjerskij
B. S. 308
Buturović D. 322
Bystroń J. S. 285
Caillard M. M. 299
Callaway H. 202
Carswell J. 290
Castren M. A. 175
Castro J. de 14
Cenar E. 138
Cepellini V. 9
Charbonnier
H. 28
Chatelain H. 202

�398
Chittick N. 293
Chodak S. 89
Chombart de Lauve M. J. 299
Christian F. W. 342
Chrostowski T. 66, 76
Chudzikowska J. 69
Ciesielski Z. 209-250
Cizikova L. N. 316
Claparede E. 140
Clouston W. A. 202
Clozel-Willamur 127
Cohen G. 17
Coleman J. S. 92
Collier D. 292
Colombet A. 298
Conradt L. 123
Cook A. B. 182
Cornevin R. 83
Correia J. da S. 17, 23
Cortelazzo M. 9
Costea C. 348
Cowgill U. M. 297
Crnek F. 23
Crocke W. 193
Culić Z. 322
Cumont F. 196
Curtiss S. L 198
Czapiński L. 256
Czarnocki J. 72
Czerniewska K. 285-288, 372-373
D1ihnhard O. 194
Danquah J. B. 82
Dantyszek J. 65
Dardei E. 8
Datta P. K. 294
Deacon H. J. 296
Delafosse M. 124
Delorko O. 324, 325
Destaing E. 17
Dieterlen G. 38
Dietrich A. 341
Diwajew A. A. 329~30
Dixon R. R. 176
Dobrowolski K. 285
Domeyko L 66, 67
Dorson R. M. 299
Dowgird Z. 137-151
Drouillet J. 299
Dunning R. W. 297

Dupre L. 293
Dzendzelivskyj

L O. 312

Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa
Ehrenreich P. 155, 157
Eisler R. 182
Eliade M. 185
Elmendorf W. W. 23
Emenau M. B. 23
Engestroem T. 113
Erd El. 210
Eric J. 296
Erixon S. 299, 317, 363-364
Escher W. 317
Evans-Pritchard
E. E. 291

C. 357-360

Faille R. 299
Falc'hun G. 299
Feder N. 350
Feilberg H. F. 175, 182
Fernandez J. W. 346
Fiedler A. 77
Field J. E. 202
Filipović-Fabijanić
R. 322
Findeisen H. 176
Firth R. 295
Flasińska J. 297-300
Flett J. F. 350
Florn G. T. 23
Fortes D. 125
Fortes M. 294
Frankowska M. 287
Frazer J. G. 8, 9, 15, 167
Fraysse J. i C. 299
Freeman D. 290
Freud S. 8, 9, 16, 20
Friedeburg L. 337
Friedrich A. 338
Frobenius L. 109, 111, 155, 156, 165, 180,
192, 338
Froelich J. C. 113
Fryś E. 209
Fryś-Pietraszkowa
E. 248
Full A. 120
Gajek J. (J. G.) 81, 301, 302-305,
-318,376
Gajkowa O. 380-381
Gallus J. 268
Gama G. da 65

316-

�399
Ganckaja O. A. 315, 316
Gantkowski P. 143
Gardiner A. H. 294
Gaster M. 182
Gennep A. 9, 15
Gerlach-Kłodnicka
A. J. 311-314
Giurchescu A. 348
Gładysz M. 286
Gładyszowa M. 200
Głowa Z. B. 209
Godeffroy J. C. 341-342
Godlewska D. 210
Goleniszczew-Kutuzow
J. N. 324
Gołębiowski Ł. 138
Gomme G. L. 142
Gore E. C. 291
Goren M. D. 316
Gorlenko V. F. 311, 312
Gottman J. 299
Gough K. 289
Granet M. 203
Grodzka J. 381
Groos K. 140
Grzymała-Siedlecki
A. 303
Guerios M. 7, 9
Guilcher J. M. 297
Guslistyj K. G. 311, 312
Gvaramadze E. L. 346
Haas W. R. 23
Habich E. 77
Hanna J. L. 351
Harasymczuk R. 346
Harris J. C. 202
Haselberger H. 109
Iiaussig H. W. 200
Heiler F. 176
Helmolt H. F. 85
Helsztyński St. 304
Hempel A. 72
Hintze U. 97
Hirschberg W. 339
Hoffman J. 201
Hoffmann-Krayer
E. 156
Holmberg H. U. 176, 197
Hołubowicz WI. 209
Horoszewicz M. 168
Huber H. 117, 290
Hultkrantz A. 300
Humboldt A. 171
Hiising G. 160

Ikin E. W. 292
Italiaander
R. 91
Iwanow S. W. 168
Iwaszkiewicz J. 69
Jabłonowski A. 210
Jackowski J. 77
Jackson G. 290
Jacobeit W. 376
Jaczewski J. 75
Jagmin st. 247
Jan z Głogowa 64
Jan z Holywood 64
Jan z Kolna 64-65
Jan ze Stobnicy 64
Janet P. 22
Jankowski A. 318
Jaster J. 69
Jeffreys M. D. W. 293
Jelski K. 66, 75
Jenkins J. G. 290
Jensen A. E. 156, 182, 338
Jerabek R. 305
Jeremias A. 160
Jespersen O. 17
Joisten Ch. 299
Jones R. 291
Jordan H. 138
Jung 163
Kaczmarek L. 161
Kainz F. 21
Kajmaković R. 322
Kaleciak P. 378-396
Kamienska A. 324
Kamocki J. 288, 374--375
Kany Ch. A. 23
Kapp E. 298
Karłowicz J. 251-284
Kealiinohomoku
J. W. 350
Kees K. 173
Keith A. B. 184
Kelley W. H. 36
Kern F. 155
King M. 290
Klimaszewska J. 382
Klimowicz J. 77
Klonowski F. 300, 353-356
Klose H. 113, 119, 120
Kloska G'. 335-341

�400
Kluckhohn C. 36
Kluger WI. 77
Kłodnicki Z. 314-316, 318-320
Knoop O. 265
Koch G. 343
Kohutnicki
B. 287
Kopczyńska-Jaworska
B. 300
Koppers W. 175, 196
Korompay B. 318
Korytyński W. 67
Kosiński L. 210
Kowalska-Lewicka
A. 287, 382
Kozlov W. I. 315
KQzłowski K. 138
Krajewski K. 373-374
Kramer A. 342, 344
Kramer S. N. 160
Kraszeninnikow
S. P. 331-332
Krause F. 338, 340
Krober A. A. 177
Kriiger F. 300
Krzyżanowski J. 137, 202, 305
Kubary St. 342-344
Kuchta J. 192
Kuczyński A. 331-335
Kukier R. 300-302, 305-307, 381
Kurath G. 351
Kuret N. 300
Kusner P. 1. 315
Kutrzeba-Pojnarowa
A. 285, 379, 381-382
Kwilecki A. 302
Kyrle G. 154
Lamb A. 289
Lange R. 305, 345-352
Langevin V. 300
Langrange A. 298
Lantis M. 182, 200
Lapadu-Hargues
F. 299
Laurentowski F. 138
Lave J. C. 296
Leach E. R. 339
Lebedeva N. 1. 316
Lelewel J. 64
Lencewicz S. 73
Lepecki M. B. 77
Lerat S. 300
Lessmann H. 160
Levi-Strauss
C. 293, 338, 340
Lewicki T. 288

Leyton E. 292
Linze D. 82
Lisicjan S. S. 346
Lisowski F. P. 292
Lister R. 295
Livingstone F. B. 293
Lofstedt E. 24
Loorits 192
Lot-Falek E. 338
Louis M. 300
Louw C. S. 200
Liiers G. 176
Łażniewski
Łopaciński

W. 72
H. 251-284

Mac Culloch J. A. 167
Maciejewska J. 248
Machal J. 253
Malinowski B. 24, 161, 162
Malinowski E. 76
Małkowska K. 285, 287
Małowist M. 82
Mangin P. E. 113
Manoukian M. 82, 99, 100, 129
Mansur R. F. 7
Marczakowa K. 302
Maretić T. 322, 323-324
Margetts E. L. 292
Margul T. 191
Markowski F. 382-383
Marouzeau J. 9, 12, 22
Marszewski T. 288
Marti S. 351
Maslova G. S. 315, 316, 317
Massignou L. 201, 300
Matore G. 9
Matuszewskll-Kohutnicka
B. 287
Meillet A. 22
Michajłow P. 322
Michels R. 303
Miecznikowski 77
Mierzyński A. 265
Milewski T. 16, 95, 285, 287
Miller H. M. 350
Mitchell W. E. 293
Młynek L. 137
Moczulskij W. N. 263
Mohr R. 117
M0ller-Christensen
V. 297

�JOl
:Vlollova M. 24
Montagu J. 289
Morier H. 14
Mosz~'ński K. :1l7
Mróz L. 286
Mrozek A. 288
Mukherjee S. 293
Mulkiewicz-Goldbergowa
Murdock G. P. 124
Murko M. 322, 324
Muhlmann W. 336-338
Muller E. 336
Muller W. 344

O. 286,369-372

Nadirov N. N. 347
Najdic D. W. 315, 316
Naselli C. 346
Nelson E. W. 198
Niceforo A. 9, 11
Nieciowa E. H. 67
Nkrumah K. 88, 90
Nożyńska Z. 305
Nyrop-Vogt K. 9
Oakley K. P. 291
Ode A. W. M. 24
Ogden C. K. 24
Olechnowicz Wł. 256
Olszewicz B. 64, 65, 66, 381
Olszewska-Dyoniziak
B. 285
Olszewski A. 318
Orr J. 20
Ortutay G. 299
Palavestra V. 322
Paprocka W. 286
Paradowska M 63-80
Parandowski J. 178
Paratesi N. G. de 19
Parkin D. J. 296
Parson R. 182
Paulhan F. 23
Paulson I. 167
Pęcharska-Markiewiczowa
Penusliski K. 320
Pen zer N. M. 184
Perczak E. 153-208
Petera J. 286
Petrić M. 322
Pfoulkes A. 127
21i -

Luci.

t. LII

J. 138

Piasecki E. 137-151
Pietraszek E. 285
Picon G. 336
Piłatowa J. 305
Pizarro F. 63
Plant J. S. 36
Plehn R. 102, 109, 119
Plume Ch. 300
Podolak J. 300
Polivka G. 182
Poniatowski
St. 303-304
Poniatowski
Z. 159, 196
Popović C. 322
Popow A. A. 197
Porchnev B. 300
Posern-Zieliński
A. 287
Potiechin J .. 86, 94. 98, 102, 122
Pottier B. 317
Prilipko J. P. 311, 312
Prins A. H. .J. 294
Rabinovic M. G. 315
Rank O. 167
Raplewski Z. 1Ił
Raponda-Walker
A. 49
Rattray R. S. 82, 113, 127
Redfield R. 339
Reed A. 291
Reinfuss R. 209-210,
217, 302
Richards I. A. 24
Rihtman C. 322
Riviere G. H. 299
Robert M. 300
Robh J. D. 350
Roscher W. H. 169
Rostafiński J. 138
Rozwadowski F. 77
Rudy Z. 300
Sabanowić H.
Saburova L. M. 316
Sahlins M. D. 291
Salmanovic M. J. :3]6
Santyves P. 182
San wal R. D. 295
Sapir E. 338
Saporski E. 77
Sauskin J. I. 315
Saussaye P. D. 166
Scelles-Mil1ie .1. 30t'

�łO~
Schebesta P. 196
Scheuermeier
P. 317
Schiaffini A. 17
Schleicher A. 255
Schlesier E. 340
Schmidt W. 155, 157, 172
Schneeweis E. 158
Schrenk A. G. 195
Schroder L. 158
Schuchhardt C. 154
Schutz J. 300
Schwarz W. 168, 169
Sebillot P. 182
Seignolle C. 300
Seler E. 160
Seligman B. Z. 294
Shaw Th. 294
Shelton A. J. 289
Siecke E. 158, 160
Siemiradzki J. 66, 72-75
Sillans R. 28
Simiczijew K. 320-331
Skazińska M. 287
Słabczyński W. 342
Smeleva M. N. 316
Sobieski M. B. 360-363
Sommerfelt A. 17
Spence L. 175
Spengler O. 341
Sperber H. 16
Spieth J. 120
Spoehr F. M. 341
Staalsen P. 294
Staniukovic T. W. 316
Starnawski J. 251-284
Staronkowa Z. 210
Staszewski J. 63
Steadman J. M. 24
Stehlikova M. 307
Steinen V. d. 179
Steinitz W. 364-369
Steinnez E. 339
Stęślicka W. 288--297
Stęszewski J. 360-362
Strobach H. 364-366
Stucken B. 156
Suboczowa M. 382
Suna H. 346, 351
Suret-Canalc
J. 84
Sulton J. E. G. 292

Swiderski SL 27-62
Szczepański J. 142
Szczerbie W. B6
Szelem M. 346
Sztolcman J. 66, 72, 75
Talbot F. A. 175
Tardieu D. 300
Tauxier L. 124
Thomas G. M. 299
Thompson S. 167, 175, 182, 304-305
Thurnwald R. Ill, 339
Tiger L. 295
Toit A. P. du 289
Topitsch E. 337, 338
Topolski J. 210, 380
Trombetti A. 7
Trost P. 24
Trubacev O. N. 24
Tschumi O. 155
Turkowski L. :357-359
Udziela S. 137
Underwood L. 393
Urbańska B. 286
Vasseur G. 300
Vendryes J. 23
Verbrugge A. R. 166
Vernois P. 300
Vigier Ph. 300
Vladić-Krstić
B. 322
Vladykina-Bacinskaja
Vogt E. Z. 289
Vossjusz 66
Vries J. de 178
Vuković J. 322
Vuorela T. 317
Wachsmann K. P. 289
Wagner M. 335
Wakarelski Ch. 286
Walker J. 198
Walker-Raponda
A. 28
Walsh R. J. 297
Ward B. E. 293
Ward W. E. 83
Warszewicz J. 75
Wdowin J. S. 332
Weber A. 168

N. 347

�Webster H. 17
Welter G. 24
Werner E. T. C. 168, 199
Werner H. 24
Wesselski A. 182
Westermann
D. 95, 98, 106, 111, 118, 123
Weyer E. 121
Whiteley W. H. 296
Widłak S. 7-25
Wierzchowski 137
Wijeyewardene
G. 296
Willems E. 10
Willett F. 29.5
Winckler H. 160
Wiśniewski J. 210
Woleń ska M. 210
Wołogdina W. N. 122
Wołogina W. 1. 92

Wright G. R. H. 291
Wróblewski A. K. 196
Wróblewski T. 379-380
Wundt W. 8, 9, 16
Wypych K. 341-345,
378
Zahan D. 23
Zajączkowski
A. 85, 118
Zapałowicz H. 76
Zawistowicz-Adamska
K. 379, 380
Zelenin P. K. 24
Zieliński S. 65
Zielnica K. 81-136
Znamierowska-Prtifferowa
M. 353-350,
382

Zuber R. 76
Żornickaja M. y. 346, 348

�INDEKS

ETNO-GEOGRAFICZNY

Afryka

Afryka 166, 185, 288
Afryka Północna 147
Afryka Południowa 147
Afryka Środkowa 147
Afryka Zachodnia 28, 346
Almorawidzi
81
Angola 202
Arabia 147
Arabowie 81, 174, 196, 197, 201, 203
- palestyńscy
199
Buszmeni 184, 189
Dahomej 100
Egipcjanie 176, 195, 196, 197, 198, 201, 203,
2C4

Egipt 173, 179, 188, 189
Etiopczycy 197
Gabon 27-62
-- grupy etniczne 31, 32
- Aduma 32
- Bateke 32
-- Benga 32
- Eshira 28, 32, 37, 47, 61
- Fang 28, 31, 32, 37, 60
-- Kota 32
- Miene 32
- Okande 32, 33, 53
-- Sekiani 32
szczepy:
- Ambamba 28
- Apindżi 27-62
-- Bahumbu 32
Balllmbu 47
Bmnbara 38
Bapunu 37, 47
- Baruvi 3:ł
- Bcseki 28
JJipOlll!we 3:~
El~e:lga 33

--

Galoa 28, 33, 42, 53
Masango 28
Mindumbu 32
Mitsogo 32, 61
Mokande 33
--- Mpongwe 28, 31, 42, 5:~
JVIwete 28
Nkomi 28, 42, 53
Orungu 2B
- Peres 47
- Simba 47, 33, 53
Ghana 81-130,
291
- grupy etn~czIlo- językowe (szczegółowe
zestawienie s. 133-135)
- Akan 82, 84, 96-98,
99
- Ewe 88-92,
94, 99-102,
117, 119,
122

- Ga-Adangme
94, 98-99
-- Gllang 103
- Gur 107
plemiona i szczepy:
--- Akposso 120
- Ashanti, Aszanti 82, 84--85,
94, 118, 120, 291
-- Bassari 121

------

Birifor 87, 121
Dagari 121
Dagomba 82---83, 87, 94, 116
Fanti 94
Fonowie 90, 117
Gonja 82
Gllangowie 102
Gurma 121
Isala 82
Kebu 120
Konkomba 82, 122
Kraba 117
Malinke 112
l\1ango 121

88-89,

�405
- Moba 121
- Mossi 83, 84, 94
- Nankanse 121
- nieautochtoniczne
108
- Nkuya 120
- Soninke 81
- Susu 81
- szczątkowe 103-106
- Tampoleuse 82
- Vagala 82
Hotentoci 184
Kenia 292, 293
Kongo 9, 290
Libia 293
Madagaskar 9, 297
Marokańczycy 196
Negryci 176
Ngulu 293
Niasseńczycy 187
Nigeria 289, 290, 291, 294, 295
Niloci 341
Nubia 173, 297
Nyamwezi 197
Pigmeje 196
- z Konga 28
Rodezja 9, 182, 201, 289
Rwanda 291
Somali 294
Sudańczycy 192
Sudan Zachodni 38, 81, 82, 111, 117
Tanganika 294
Togo 87, 90-92, 100
Tranzania 291
Uganda 290
Złote Wybrzeże 81, 87, 90-92, 195
Zuluzi 202
Wyspy Zielonego Przylądka 182
Ameryka
Ameryka 166, 185
- przedkolumbijska
- łacińska 63-80

2117

Ameryka Północna
Algonkin 185
Arapho 185
Aztekowie 184, 185 197, 351
Hopi 195
Indianie Ameryki Północnej 147, 177, 202,
203, 175, 186, 194

- kanadyjscy
287
- kotliny Mackensie 167
- Pueblo 287
- wschodni 147
- Zinakantecy 289
- Zuni
- znad Thompson 167
Irokezi 171
Kalifornijczycy
185
Kanada 292
Majowie 185, 187, 296, 351
Meksykańczycy
185, 200
Winnebago 184, 185
Ameryka Południowa
Ameryka Południowa 63, 65, 172
Alakalufowie
176
Arawakowie 177
Araukani 68-69, 73, 185
Boliwia 76, 77
Brazylia 77
Brazylijczycy
196
Chile 67, 68
Ekwador 75
Gauczosi 73
Gujana Francuska
75
Indianie Ameryki Płd. 147
- Montanii peruwiańskiej
287
Inkowie 168, 195, 197
Ludy znad Amazonki 175
Paragwaj 65
Paressi 179
Patagończycy
73
Peru 75, 77
Tunja 175
Tupi 171, 179
Yurakare 179
Ziemi Ognistej szczepy 168
Azja
Azja 165, 177, 185
Azja Środkowa 147
Azja Wschodnia 147
Ałtajskie ludy 174, 197
Andamani 187
Anlamanie 197
Armenia 346
Armeńczycy 194, 197
Asyria 147
Babilonia 147

�406
Babilończycy 175, 176, 187, 195, 196, 197
200, 201, 203
Baszkiry 147
Buriaci 197
Chińczycy 185, 197, 199
Chiny 147, 292
Cejlończycy 185
Ceram 197
Czukcze 147, 197, 332-335, 346, 349
Czeremisi 197, 199
Dołganowie 177
Ewenki 198
Ewenowie 334, 349
Goldowie 177
Gruzja 346
Hindusi 296
Indie 65, 168, 169, 191, 197 289, 293
Indowie 185, 195, 197, 200, 203
Indochiny 147
Indonezja 147, 190
Indonezyjczycy 182, 195
Irak 292
Irańczycy 147, 177, 196, 197
Izrael 346
Japonia 147, 180
Japończycy 184, 185, 197
Jakuci 147, 203, 334, 346, 348-349
Jenisejczycy
175, 177, 197, 198, 201
Jukagirzy 334, 346, 349
Kałmucy 147, 185
Kambodża 195, 197, 198, 199, 203
Kamczatka 331
Kamczadale 334
Kaukaz 147
Kazachstan 330
Keci 175, 198
Kirgizi 147
Korea 147
Koriacy 197, 334
Mezopotamia
159, 188, 200
Munda 175, 196, 201
Malajowie 295
Meksykańczycy 197
Mongołowie 147, 176, 185
Ostiacy 175, 177, 200
Persowie 197, 201
Samojedzi 176, 177, 195, 200
Sartowie 147
Semangowie 176

Sumatra 294
Sumerowie 199, 201
Syberia 147, 177, 194, 200, 203, 331-332
Syria 188
Syryjczycy 196
Tatarzy 147
Timor, wyspa 290
Tunguzi 147, 177, 198, 200
Turcy 196
Turkmeni 147
Turkiestańczycy
196
Tybet 147
Tybetańczycy 185
Weddowie 289
Wschód starożytny 147
Eskimosi 147, 167, 196, 297, 334
- Centralni 167, 197
- Grenlandii 197, 199
- Kanadyjscy 177, 197, 297
- na Alasce 182, 197, 198, 200
- Ziemi Baffina 197
Australia i Oceania
Australia 147, 172, 174, 176, 178, 183, 186,
195, 204, 289, 291, 342
Szczepy australijskie:
- Aranda, Loritja 186
Tasmania 191
Oceania 147, 166, 287
Maoryjczycy 176, 194, 203
Melanezyjczycy 196
Mikronezja 194, 342-345
Nowa Gwinea 9, 147, 203, 294
Polinezja 9, 191, 204
Samoańczycy 176
Wyspa, wyspy:
- Admiralicji 194
- Cooka 176, 194
- Gilberta 194, 343-345
- Nauru 194
- Towarzystwa 176
Europa
Europa
Albania
Alzacja
Aromuni
Bałkany

165, 185
286, 348
298, 300
286
147, 285-286

�401
Belgia 147
Białoruś 147, 248, 311
Bojki 346
Bośnia 321-323
Bretonia 299
Bretończycy 182, 194
Bułgaria 147
Celtowie 291
Chorwaci 323-324
Chorwacja 325
Czechy 147
Cyganie 147, 286
Dioskurowie 171
Duńczycy 202
Estończycy 165, 167, 192, 194
Estowie 147
Etruskowie 165
Finowie 147, 176, 177, 192, 194, 202, 204
Francja 147, 299
Gaskończycy 202
Germanie 147, 176, 169, 200
Grecja 329
Grecy 147, 165, 169, 175, 182, 185, 196,
197, 199, 200

Grenlandczycy
165
Hiszpanie 65, 147, 182
Holandia 147
Huculi 346
Irlandia 9, 147
Islandczycy 165, 167
Jugosławia 147, 300
Karaici, Karaimi 147
Lapończycy 165, 167, 203
Litwini 147, 165, 168, 169, 203, 204
Liwowie 192
Łemkowie 302-303,
346
Łotwa 147, 351
Łotysze 165, 168
Łużyczanie 147
Macedonia 320-321
Mołdawia 311
Niemcy 147, 167, 193, 204
Normandia 299
Norwegowie 165, 166, 167

Podluzi 306
Podole 312
Portugalczycy
65, 147
Prusy 147
Rosja 147
Rosjanie 316
Rumuni 319
Rumunia 147, 318, 347, 348
Rusini 147
Rzymianie 16, 147, 165, 185, 196, 197
Serbowie 323-324
Słowacja 147, 307
Słoweńcy 300
Słowiańszczyzna
147
Skandynawia
147
Szkocja 147
Szwajcaria
147
Sycylia 295
Tatarzy litewscy 147
Ugrofinowie 197
Ukraina 311-314
Walia 290
Węgry 147, 299, 319
Wielka Brytania 147, 291
Włochy 147, 346
Włosi 165, 167
Związek Radziecki 300
Żydzi 147, 293
- anglosascy 182
-- zach.-węgierscy
192, 194
Polska
Bełchatowskie
286, 369-372
Kaszubi 147
Małopolska Północna 374-375
- wschodnia i zachodnia 147
Mazowsze 147, 286
Podhale 147
Polacy 147
Śląsk 147
Warmia i Mazury 354-355
Wielkopolska 147
Ziemia Chełmińska
373-374
Ziemie Zachodnie 302

�INDEKS
Adaptacja 303
- folkloru tanecznego 346
- ludności murzyńskiej
296
- Łemków 303
Akulturacja
285, 340
- Indian 287
- jednostki 37
Amerykanistyka
w Polsce 287
Animizm 340
Ankiety etnograficzne
315
Antropologia
kulturalna
336-338
Architektura
Celtów 291
Atlas: Polski atlas etnograficzny
(P.A.E.l
315, 317
- Rosjan 314-316
- Ukrainy, Białorusi i Mołdawii 311-314
Atlasy etnograficzne
europejskie
317
Badania ankietowe 143
- archeologiczne
289, 294
- etnograficzne
Indian 289
- na Syberii 346
- na Wyspach Gilberta 343
- nad budownictwem
301
- nad garncarstwem
209
- w Bełchatowskiem
369
- w Gabonie 27
- językoznawcze
285
- serologiczne 292, 295
Bajki kazachskie
330
Ballady ludowe chorwackie
326
- greckie 328
Baśnie saharyjskie
300
Bibliografia
78-79,
299-300,
359-360,
362-363, 364, 368-369
- gier i zabaw 147-150
- wyobrażeń lunarnych 204-207 ,
Broń Patagończyków
73-74

RZECZOWY
Budowle kamienne 292, 295
Budownictwo
drewniane
299, 355, 373-374
- bośniackie 322
- Celtów 291
- Ghany 102, 109-121
- pasterskie 286
- ukraińskie
312-313
- rosyjskie 316
- Warmii i Mazur 300-302
Budynki gospodarcze 302
- mieszkalne 313, 316, 373-374
- kultowe 117
Chałupy podcieniowe 301, 355
- podpiwniczone i bez piwnic 316
- szeroko- i wąskofrontowe
374
Czarodziej 52, 56-57, 61
Czółno w zwyczajach pogrzebowych
69-70
Domy mężczyzn 49
Dziedziczenie w Ghanie 126-133
- matriarchalne
131-133
- patriarchalne
126-128
Epika ludowa Bośni 322
- południowych
Słowian 323
Epos kazachski 330
- kirgiski 331
- serba-chorwacki
323-324
Etnografia bułgarska 286
- definicja 339
Etnografów zjazd 137
Etnosocjologia
300
Folklor chorwacki 325
- kazachski 329-331
Folklor taneczny 345-352

�409
- w Armenii 346
- w Polsce 347
Folklor winnicy 298-299
Forma do ciasta 335-336
Garncarskie
ośrodki 211-212, 244
Garncarstwo
białostockie
209-250
- cechowe 246
- wiejskie 246
Gra Araukanów
70
Gry i zabawy 137-151:
bieżne z gonitwą 145, chowanki 145,
dramatyczne
146, korowody 146, mętowanie 147, mienianki
145, pościgowe z metami 145, z podbijaniem
146,
przerywanki
145, rzutne 146, rzutno-bieżne 146, rzutno-skoczne
146, skoczne 146, wirowe 145, wyścigowe 145
Hafty 307-308
Hodowla 300
- reniferów
333

Labana system 352
Lecznictwo
ludowe 292
Legenda hinduska 294
Legendy Bośni 322
Łodzie

Indeks motywów 305
Inicjacja 340
- chłopców 42-47, 51-52
- dziewcząt 53-55, 293
Instrumenty
muzyczne perkusyjne
289
- rytualne 52, 60
Instytucja,
definicja 48
Instytucje
społeczne na Sycylii 295
- w G hanie 86-92
Język bretoński 299
- kultowy 17
- specjalny 18
Języki bantu 30-31
- Ghany 92-107
językowy zespół guang
gUT 106-107
- kwa 96-102
szczątkowe 105
- sudańskie 30, 102, 106

- pszczół 291
- ziemi 84, 87
Kultowe
figurki
291
Kultura, definicja 295
- Indian Prerii 287
- ludowa i robotnicza
285
- ludów Montanii 287
- materialna
Araukanów
69, 70
- Czukczów 333
- Wysp Gilberta 343-345
- staronigrycka
95, 111, 121, 126
-- staro-śródziemnomorska
III
- uraloałtajska
188
- zachodnioafrykańska
95, 117, 119

102-103

Klanowy system w Ghanie 125-126
Koło garncarskie
214--215, 224-225
Kołyska Araukanów
71
Kontakty międzyszczepowe
30
Kopaczka 340
Koszykarstwo
300
Kult przodków 57, 88

344

Magia 340
- językowa 10
- sympatyczna
15
Malowidła
skalne 294
Małżeństwa
grupowe 289
- krewniacze
290, 291
- kuzynowskie
289
- zawieranie
u Tatarów syberyjskich
322
Małżeństwo
w populacji hinduskiej
295
Materiały
E. Piaseckiego
144-147
Matriarchat
w Ghanie 123, 127-133
Matrylinearne
plemię 293
Matrylinearny
klan 130
- ród 129-130
Meble ludowe 300
Medycyna ludowa 322
Metoda kartograficzna
316-318
- statystyczna
293, 319
Miotacze dzid 293
Mitologiczne
kierunki
156-164
Mitów motywy 193-204, 317
- wątki 164-183
Mity lunarne 153-207
- solarne 165-178
Młocka, sposoby 316
Młyny 316
- wodne 354
- z Skultuna
364

�410
Motyka 84
Muzealnictwo
w USA 292
Muzyka ludowa 305, 322
Naczynia 228-242
Naczyń formy: 228-237
- beczułkowate
232-233
- dzbankowate 233-234
- dzieżkowate 230-232
- flaszowate 234
- miskowate
228-230
- funkcja 237-238
- glazurowanie
247
- nazwy 238-239,
247-248
- wypalanie
219-221
- zdobienie 239-242
Nakrycie głowy 316
Namioty Patagończyków
73
Narzędzia
gospodarcze 290
- rolnicze 312, 316, 317, 340
- garncarskie
214-215,
223-228
- łowieckie 294
- używane w winnicy 298
- z paleolitu młodszego 286
Obrzezanie 38-39
Obrzęd pogrzebowy u Tatarów syberyjskich 332
Obuwie 123, 316
Obyczaje muzułmanów
Bośni 322
Oszczep 340
Opowiadania
z Tybetu i Grecji
Opowieści Indian północnoamerykańskich
305

-

ludowe

węgierskie

299

Pasterstwo
tatrzańskie
300
Patriarchat
w Ghanie 123-127
Piec 313, 316
- chlebowy 219, 247
- garncarski
217-219
- ziemny 344
Pieczywo 335-336
- obrzędowe 317
Pieśni ludowe chorwackie 325-327
- greckie 327-329
- kazachskie
329-331
- macedońskie
320-321
- obrzędowe 330
- taneczne 347
Piła ogniowa 340

Płachty 307
Pochówki Patagończyków
73
Podania tubylców Tanganiki 294
Poliandria
289
Przysłowia
kazachskie
330
- muzułmanów
Bośni 322
Radło 312
Religia szczepu Apindżi 57-58
Religie synkretyczne
27, 28, .58--61
- w zach. Nigerii 290
Rodzina eskimoska
297
- matriarchalna
118, 291
- patriarchalna
118
Rolnictwo 299, 300, 312
- Rosjan 316
Rybołówstwo 32, 306
Rytualne okaleczenia 290
Słownik etnologii europejskiej
300
Socha 312
Spichrz 316, 317
Sposoby przesuszania zhóż 316
Sprzęt domowy 322
- zbóż 316
Stosunki rodzinne i społeczne u Hindusów 296
- u Eskimosów 297
- sąsiedzkie 293
Strój łudowy Bośni 322
- Małopolski Północnej 374-375
- Rosjan 316, 317
- Ukrainy 312, 313
- warmiński
355
- plemion Ghany 121--123
Strój kobiecy 122, 313, 316
- męski 122, 316
- żałobny 55
Systematyka
baśni 305
- wątków
epickich
Serbo-Chorwatów
324

Sztuka ludowa 305
- Alzacji 300
- chińska 288
- Ukrainy 309-311
- Warmii i Mazur 355
Sztuka prymitywna
372-373
Tabu 7, 14, 340
- chroniące 14
- językowe 7-25

�411
- nazwy 9
- nowożytne 11, 12
- obyczajowe 12, 13
- ogólne 7, 16
- okazjonalne
16
- pierwotne 10, 11
- profilaktyczne
15
- prymitywne
10
- religijno-magiczne
10
- sympatyczne
15
- uczuciowe 12
- zapobiegawcze
15
Tańce 290, 297-298, 300, 305
- afrykańskie
351
- albańskie 348
- gruzińskie
346
- Hucułów 346
- Jakutów 348
- ludów Syberii 346
- Majów i Azteków 351
- rumuńskie 348
- rytualne 51-52, 54, 55, 61
- szkockie 350
- weselne 346
Tatuaż 290
Techniki zdobnicze 308
Tkactwo 306, 122
- bośniackie
322
- chałupnicze
286
- patagońskie
73
Tkaniny drukowane
299
Totemizm 295, 340
- Ostjaków
365
Tradycyjna
pomoc społeczna u Malajów
295

Tratwy Patagończyków
73
Twórczość ludowa 300
- malarska
299
Uprawa konopi 298
- winnej latorośli 298
Wiatraki
354
Widowiska
ludowe 305
- obrzędowe 287
Wierzenia lunarne 153-207
- solarne 158, 161, 165-178
- muzułmanów
Bośni 322
Wnętrze domu 313, 316
Wsie szwedzkie 299
Wróżbiarstwo
290
Zagroda, rozplanowanie
316
Zakazy i nakazy językowe 13, 18, 20, 21
Zapaska 317
Zaprzęgi psie Czukczów 334
Zbieractwo
Szczepu Apindżi 32-33
Zbiory afrykanistyczne
288
Znachorstwo
w Nigerii 295
Związki tajne Gabonu 27-62
- kobiece 28, 53-55
- męskie 28, 42, 47-53
- mieszane 28
- wygasłe 28
Zwyczaje małżeńskie
289
- pogrzebowe
56
- świętojańskie
69-70
- związane z zakładaniem
osady 294

�SPIS ILUSTRACJI
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.

l.
2.
3.

Członek Bwiti ze wsi Migabe w rytualnym stroju. Fot. autor .
Mbuna, nowicjusz do Mweli ze wsi Migabe. Fot. autor.
Migabe, wieś Apindji z rytualną chatą Bwiti w głębi. Fot. autor

44
44
50

l.

Fot. 2.

Ignacy Domeyko 1802-1889
Ozdoby ust. Botokudzi - Brazylia

68
74

Tabl. A.
Tab!. B.

Typy pomieszczeń
Typy konstrukcji

Ryc. l.
Ryc. l.
Ryc.2.
Tabl. I.
Tab!. II.
Tab!. III.
Tab!. IV.
Tab!. V.
Fot. 1.
Fot. 2.
Fot. 3.
Fot. 4.
Fot. 5.
Fot. 6.
Fot. 7.
Fot. 8.
Fot. 9.
Fot. 10.
Fot. 11.
Fot. 12.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.

13.
14.
15.
16.

Gliniany

spichlerz

mieszkalnych
w Ghanie
w budownictwie
tradycyjnym
Konkomba

110
116
112

Prof. dr Eugeniusz Piasecki
Koło sponowe. stu dziany Las, pow. Sejny
Sposoby poruszania koła garncarskiego

137
215
216

Typy pieców garncarskich,
stosowanych w woj. białostockim
Garncarskie
narzędzia pomocnicze
Typy nożyków garncarskich
stosowanych
w woj. białostockim
Garncarskie
narzędzia
pomocnicze
Garncarskie
narzędzia
pomocnicze

218
224
225
227
228

"Miska". Chraboły, pow. Białystok
"Misa". Sejny
"Misa". Siemiatycze
"Donica". Sejny
"Wierciocha".
Suszcza, pow. Białystok
"Makotra".
Siemiatycze
"Szabasówka",
przykład naczynia dzieżkowatego
"Dwojaki",
połączone
naczynia
dzieżkowate.
Szczuczyn,
pow.
Grajewo
.
"Dzieżka", przykład naczynia dzieżkowatego
odmiany wysokiej
z kołnierzem prostym. Sejny .
"Gar", przykład naczynia dzieżkowatego odmiany wysokiej z wywiniętym
kołnierzem.
Siemiatycze
"Słoik", przykład naczynia a ściankach równomiernie
wybrzuszonych. Czarna Wieś Kościelna, pow. Białystok .
"Garnek", przykład naczynia a ściankach prawie prostych. Suszcza, pow. Białystok
"Ladyszka", przykład odmiany drugiej. Kleszczele, pow. Hajnówka
"Dzbanek", przykład odmiany pierwszej. Lomża
"Dzbanek", przykład odmiany mieszanej. Poniklica, pow. Białystok
"Buńka", przykład naczynia flaszowa tego. Siemiatycze .

229
229
229
230
230
230
231
231
231
231
232
232
233
233
233
234

�413
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.
Fot.

17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.

Naczynia zasobowe. Czarna Wieś Kościelna, pow. Białystok
"Garnuszek"
do picia. Obok "garnek" do mleka. Łomża
"Durszlak" gliniany. Siemiatycze .
"Flakon"
do kwiatów. Siemiatycze
.
"Łachańka"
do pieczenia. Stu dziany Las, pow. Sejny
"Tłuczka" do robienia masła. Siemiatycze
.
"Blachan" do odciągania mleka. Sejny .
Ornament
wykonany techniką rytu (gwoździemj. Sejny
Krawędź doniczki zdobiona techniką radełkową.
Szczuczyn, pow.
Grajewo
.
Fot. 26.
Niezamierzony efekt plamistej polewy'. Michałowo, pow. Białystok
Fot. 27.
Pionowe wiązki linii wykonane techniką gładzenia.
Hrynie"vicze
Duże, pow. Bielsk Podlaski
Fot. 28.
Zdobienie angobą czyli "tonem" wykonane
gęsim piórem. Budy
Mikołajskie,
pow. Łomża .
Fot. 29.
Kwiaty malowane pędzelkiem. Siemiatycze .
Fot. 30.
Ornament
w postaci kilku poziomych linii oraz w postaci linii
falistej
Fot. 31.
Przykład zdobienia nalepkami. Czarna Wieś Kościelna
Fot. 32.
Dekoracyjny
efekt uzyskany przez oszczędne używanie polewy.
Siemiatycze
.
Fot. 33.
Dzbanek z uchem odciśniętym z formy. Siemiatycze
Dr Franciszek Klonowski 29 IV 1914 - 2 VI 1968 .
Prof. dr Cezaria Badouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa
Doc. Marian Sobieski
Prof. dr Sigurd Erixon
.
Prof. dr Wolfgang Steinitz

236
236
236
236
236
237
237
240
240
240
240
240
241
241
241
241
241
353
358
360
363
365

SPIS MAP
Mapa
Mapa
Mapa
Mapa
Mapa

1.
1.
2.
3.
4.

Grupy etniczne w Gabonie
Szczepy terytoriów
północnych Ghany
Zespół języków izolująco-pozycyjnych
Kwa
Języki Guang
Języki szczątkowe
,

31
93
97
101
105

�LIST

Photo 1.

Photo 2.
Phot. 3.
Phot. 1.
Photo 2.
Table A.

Fig. 1.
Table B.

Fig. 1.
Fig. 2.
Table I.

Table II.

Table III.

OF ILLUSTRATIONS

Member of Bwiti in the village Migabe in ritual dress with distinctions, marking his position in the association. Photogr. by
the author
Mbuna, a novice to Mweli from Migabe. Photogr. by the author
Migabe, village Apindji with the ritual hut Bwiti
in depth.
Photogr. by the author
Ignacy Domeyko 1802-1889
Lip ornament.
Botokondy - Brasilia
Types of living accommodations
in Ghana. 1. A dugant from the
borderland of Ghana and Volta. 2. A beehive shanty in the region
of Kete-Kracki.
3 and 4. Clayen defensive castles of the Nankase
and Tamberna
tribes. 5. Clayen box huts. 6. Cottage of the
Nanumba tribe. 7. The rectangle
Ewe house. 8 .Houses of the
Akposso and Kebu
Clayen granary of Konbomba .

44
44
50

68

74

110

112

Types of constructions
in traditional
architecture.
Konstructions:
1) Earthen of a Tamberna castle, 2) cylindrical hut of the Konkom ba, 3) box house, 4) rectangle house of Akposso, 5) rectangle
Ewe house, 6) cylindrical hut of Kebu .
Prof. Dr. Eugeniusz Piasecki .

116
137

Potter's
Manners

216

wheel, called spanowe.
of moving the potter's

Studziany
wheel .

Las, region

of Sejny

Types of potter's ovens, used in the province of Białystok. Fig. 1.
Oven with vertical draught of fire with horizontal crate (view,
cross section, ground plan). Scheme of oven used in Siemiatycze.
Fig. 2. Oven with vertical draught of fire with horizontal crate
longside section, cross section and ground plan. Scheme of oven
used in Kleszczele. Fig. 3. Oven with horizontal draught of fire
(view of the oven, partly in cross section, cross section and longside section). Scheme of oven used in Augustów .
Potter's subsidiary instruments.
Fig. 1. "Sierp" (sickle) for planing
clay. Fig. 2. "Strug" (plane) for planing clay. Fig. 3. "Nóż" (knife)
for cutting off. Fig. 4. "Szlaga" for clubing clay. Siemiatycze.
Fig. 5. "Szlaga" for clubing clay. Supraśl
Types of potter's knifes used in the province of Białystok. Fig. l.
"Nóż" (knife). Studziany Las, district of Sejny. Fig. 2. "Szyniec"
wileński. Buksztel, district Białystok. Fig. 3. "Les". Luka, district

215

218

224

�415

Table IV.

Table. V.

Photo
Phot.
Photo
Photo
Phot.
Photo
Phot.
Photo
Photo

l.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.

Photo 10.
Photo 11.
Photo 12.
Phot.

n

Photo 14.
Photo 15.
Photo 16.
Photo 17.
Photo 18.
Photo
Photo
Photo
Photo
Photo
Photo
Photo

19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.

Photo 26.
Photo 27.

Hajnówka. Fig. 4. "Sznal". Sicmiatycze. Fig. 5. "Szyniec". Czarna
Wieś Kościelna, district of Białystok. Fig. 6. "Błonka". Studziany
Las, district Sejny. Fig. 7. "Bechierka". Sokoły, district Łapy.
Potter's subsidiary instruments.
Fig. L Spade used for making
comb-shaped
ornament.
Siemiatycze.
Fig. 2. "Strużek"
(plane)
used for making the burr Dn the bottom of bowls. Siemiatycze.
Fig. 3. "Szpulka" (spool) for making colter ornament. Rogienice,
districl Łomża. Fig. 4. "Trybik"
for making colter ornament.
Szczuczyn, di~triet of Grajewo
Potter's subsidiary
instruments.
Fig. L "Banieczka"
(small can)
for painting designs. Budy Mikołajki, district Łomża. Fig. 2. Preserve jar with strainer
used for strewing
dusty glaze. Sejny.
Fig. 3. "Różek" (horn) used for painting. Sejny.
Fig. 4. "Kaczerha" for mingling
glaze. Siemiatycze
"Miska" (bowl). Chraboly, district Białystok
,Miska" (bowl). Sejny .
,.Misa" (bowl), Siemiatycze
"Donica" (earthen pot, flower pot)
"Wierci acha". Bialystok
"Makotra".
Siemiatycze
"Szabasówka",
example of a pot of trough alteration
"Dwojaki" (twins), connected pots of trough alteration,
Grajewo
,:Trough", example of a pot of trough alteration, high, with high
collar. Sejny
"Gar" (big pot), example of a pot trough alteration with a turned
down collar. Siemiatycze
.
.,Słoik" (jar), example of a pot of screens uniformly bulge. Czarna
Wieś Kościelna, district Bialystok
"Garnek" (pot), example of a pot of screens nearly straight. Suszna, district Białystok
"Ładyszka", e1o:ample of a pot without ear and beak. Kleszczele,
district Hajnówka
"Dzbanek", example of a pot with ear and beak. Łomża.
"Dzbanek" (pot), example of a pot with ear and without beak.
Poniklica, district Białystok
"Buńka", example of a bottle like vessel. Siemiatycze .
A container vessel. Czarna Wieś Kościelna, district Białystok
"Garnuszek"
(little pot) used for drinking.
Left side: pot for
milk. ł~omża
"Durszlak" (colander) clay made. Siemiatycze
.
"Flakon" (flower glass) for flowers. Siemiatycze
"Łachańka" for baking. Stu dziany Las, district Sejny
"TIuczka" for making butter. Siemiatycze
.
"Blachan" for distraction of milk. Sejny.
Ornament
made by engrawing
technic (nail). Sejny
The border of the flowerpot decorated in colter technic. Szczuczyn, district Grajewo .
Unintended effect of spotted glaze. Michalawo, district Bialystok
Vertical lines made by the so called technic of smoothing. Hryniewicze Duże, district Biała Podlaska .

225

227

223
229
229
229
230
230
230
231
231
231
231
232
232
233
233
233
234
236
236
236
236
236
237
237
240
240
240

240

�416
Photo 28.
Photo 29.
Phot. 30.
Phot. 31.

Photo 32.
Phot. '33.

Decorating by "angoba" or ."ton" by means of a goose-feather.
Budy Mikołajskie
,Flowers brush painted. Siemiatycze .
Ornamerit in some horizontal lines and in nawy lines
Example of decorating by labels. Czarna Wieś Kościelna, district
Białystok (the jar should be a challenge cup for the football
team there)'
Decorative effect obtained by frugally using of glaze. Siemiatycze
Jar with an ear form made. Siemiatycze
Dr. Franciszek Klonowski (29 IV 1914 - 2 VI 19(8) .
Prof. Dr. Cezaria Badouin de Courtenay Ehrenlueutz-Jc;drzejewiezawa
Doc. Marian .sobieski
Prof. Dr. Sigurd Erixon
Prof. Dr. Wolfgang Steinitz

240
241
2ł!

241
241
241
3.53
358
360
363
365

MAPS
Map
Map
Map
Map
Map

1.
1.
2.
3.
4.

Ethnic groups of Gabon
Tribes of the northern territories of Ghana
The complex of insu1ant-positiona1
languages
Languages Guang
Residual languages.

31
93
Kwa

97
10&gt;1
105

�CONTENS
I. Articles
S t a n i s ł a w W i d ł a k, The Phenomenon of Taboo in Language
S t a n i s ł a w Ś w i d e r s k i, Traditional
Secret Bonds of the Apindi Tribe
as a Historical-Cultural
Constitute of Personality
M a r i a P a r a d o w s k a, Polish Investigators
of Latin America .
K r z y s z t o f Z i e l n i c a, The Background
of Ethnic Inner Conflicts in
Ghana
Z o f i a D o w g i r d, Eugeniusz Piasecki's Production in the Range of Plays
and Motive Games
E d war dP e r c z a k, Moany Ima.ginations in Outer-Slav
Literary Folklore
Z y g m u n t C i e s i e l s k i, Investigations
about Pottery in the Voivodship
of Białystok
.
Jer z y S t a r n a w s k i, Fifty three letters of Jan Karłowicz to Hieronim
Łopaciński
1888-1903

Polska,

niewska)

vol. X, Wrocław-Warszawa-Kraków

1966 (Krystyna

StęśHcka)

.

Arts et traditions populaires. Vol. XIII, 196'5 (Jadwiga Ftasińska)
.
F r a n c i s z e k K lon o w s k i, Drewniane budownictwo
ludowe na Mazurach i Warmii. Publ. by "Pojezierze", Olsztyn 1965 (Ryszard Kukier)
.
A. K w i l e c k i, Problemy socjologiczne Łemków na Ziemiach Zachodnich.
Kultura i społeczeństwo. Vol. X, no 3, 1966 (JG) .
A d a m (} r z y m a ł a S i e d l e c k i, Sto jedenaście dni letargu. Wspomnienie
z Pawiaka z lat 1942-1943. Publ. by ,Wydawnictwo Literackie, Kraków
.

S t a n i s ł a w H e l s z t y ń s k i, Wśród swoich i obcych w USA. Pub l. by
Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1966 (JG) .
Z. N o ż y ń s k a, O wartości i celowości badań przeżytków. Roczniki Naukowe WSWF in Poznań, vol. 11, 1965 (Roderyk Lange) .
27 -

Lud,

l. LII

137
153
209
251

285

Man. A Record of Anthropological
Science. Publ. The Royal Anthropological
Institute. London 1965, vol. XLV (Wanda Stęślicka) .
Man. The Journal of the Royal Anthro,pological Institute. New Series. London

1965 (JG)

81

Czer-

.

1966 (Wanda

27
63

R e p o r t s a n ,d r e v i e w s

II.
Etnografia

7

288
295
297
300
302

303
304
305

�418
R. Jer a b e k, V. F r o l e c, D. H o l y, Podluzi. Kniha o lidovem umeni.
Krajske nakladelstvi,
Brno 1962 (Ryszard Kukier)
.
M a g d a l e n a S t e h l i k o v a, Ludove zdobene płachty. Stredoslovenske
Vydyvatełstvo
1966 (Barbara
BazieHch)
.
B. S. B u t n i k - S i w jer s kij, Ukrainskje
radjanskje
narodnje mistjectwo.
Kiev 1966 (Bal'bara BazieHch)
Historical-ethnographical
Atlas of the Ukraine, White Russia, and Moldavia
(Jadwiga

Russkije.
munt

J ena
(J.

Gerlach-Klodnicka)

Istoriko-etnograficeskij

a s,

307
308

311

.

atlas. Publ. by "Nauka",

Moscow 1967 (Zyg-

Klodnicki)

Bar ab

30S

314

Kartografiai

módszer

a

neprajzban.

Budapest

1963

Gajek)

316

A. J a n k o w s k i, A. O l s z e w s k i, Struktura
narodowościowa
Rumunii.
Czasopismo Geograficzne, vol. 37 (Zygmunt
Kłodnicki)
.
Kir i l P r e n u s l i s k i, Crven se bajrak razveva. Skopje 1965 (Kole Simiczijew)

318
320

Glasnik Zemaljskog Muzeja u Sarajevu. Sarajevo 1964 (Kole Simiczijew)
.
T o m o M a r e t i Ć, Nasa narodna epika. Belgrade 1966 (Kole Simiczijew)
Zlatna jabuka, hrvatske narodne balade i romanse. Zagreb 1965 (Kole Simi-

321
323

32-!

czijew)

Tragudia tu Helleniku. "Nea Hellada" (Kole Simiczijew)
Kazachskaja
narodnaja
poezija
(iz obrazcow
sobrannych
zapisannych
A. A. Diwajewym). Alma-ata
1964 (Kole Simiczijew)
S. P. Kraszeninnikow
w Sibiri, nieopublikowannyie
matieriały.
Moscow-Leningrad 1966 (Antoni
Kuczyński)
.
I. S. W d o w i n, Ocz erki istorii i etnografii Czukczej. Moscow-Leningrad
1965
(Antoni

Kuczyński)

Mar gar et e

Wag

1961 (Gerhard

Aus alten

Backstuben

und

Offizinen.

331

Esslingen

Kloska)

335

W i l h e l m M ii h l m a n n, E r n s t M ii 11 er,
Kulturanthropologie.
Neue
wissenschaftliche
Bibliothek, Bd. IX, KaIn-Berlin
1966 (Gerhard Klaska)
Wal t e r H i r s c h b e r g, Warterbuch
der Volkerkunde.
Stuttgart
1965
(Gerhard

329

332

.

n er,

327

Klaska)

33G
339

F lor e n c e M a n n S p o e h r, White Falcon. The House of Godeffroy and
Its Commercia land Scientific Role in the Pacific. Palo Alto 1963 (Konrad

Wypych)

341

.

G e r d K o c h, MaterieIle
Kultur
der Gilbert-Inseln,
Nonouti, Tabiteuea,
Onotoa. Berlin 1965 (Konrad Wypych) .
Review of the most important
events in abroad folkdance in 1964-1966 (Roderyk

Lange)

343
345

.

G. Kur a t h, S. M a r t i, Dances of Anahuac. Chicago 1964 (Roderyk Lange)
H. S u n a, Novaja sistema kinetografii
zapisiej choreograficeskich
dvizenija. Riga 1965 (Roderyk Lange) .

III.

351

351

C h r o n ic s

In memory of Franciszek Klonowski (Maria Znamierowska-Prufferowa)
Prof. Dr. Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa.
miniscence. (L. Turkowski)
.

353

Re357

�419
Docent Marian Bazyli Sobieski (Jan Stęszewski)
.
Prof. Dr. Sigurd Erixon (KarL OLav Arnstberg)
.
In memoriam Wolfgang Steinitz (Hermann
Strobach)
Summaries

of doctorates

in ethnography

and

360
363
364

ethnology:

Olga Mulkiewicz-Goldbergowa,
Cultural
Differentiation
of Villages in the
Region of Bełchatów
Krystyna Czerniewska, Primitive Art of People in Afrika and Oceania and
Its Value in Aesthetic Education of Youth
Klemens Krajewski, Traditional Building of Huts in Ziemia Chełmińska .
Janusz Kamocki, Political Influence on Folk-Costume
in the Northern Part
of the Region of Małopolska (Region of Cracow) in Time Past-Partition
of Poland 1772-1918
Societe Internationale
d'Ethnologie
et de Folklore (SIEF) (J. G.) .
International
Union of Anthropological
and Ethnological
Sciences (Konrad
Wypych)

General

of the Polish

Ethnographic

Society

-

Meeting

1966 (Piotr

of the Polish

Ethnographic

Society

-

Meeting

1967 (Piotr

374
376

378

.

Report

KaLeciak)

372
373

376

Report

KaLeciak)

General

369

385

.

IV. Va r i a
Index of the LII-nd volume of Lud (Jadwiga
Lists of plates
Contents in English

GerLach-Klodnicka)

397
412
417

�Cena zł ;0.-

WYDAWNICTWA

POLSKIEGO
W

0/)

TOWARZYSTW A ]
1-

latach 1895-1968

' ..

1-.,•

----------.---.-.--.-~-----.---.-

"-ol .
.,

/

/

I

-je

:'$'

LUD (1895-1968)
Tomy I -

PRACE I MATERIAŁY

LI

ETNOGRAFICZNE

Tomy I -

XXVI

PRACE ETNOGRAFICZNE
Tomy

ATLAS POLSKICH

(1934-1968)

I -

(1947-1968)

VIII

STROJÓW LUDOWYCH (1949-1968)
Zeszyty

1-29

część I POMORZE I WARMIA zeszytów: 3
część II WIELKOPOLSKA
I KUJAWY zeszytów: 4
część III ŚLĄSK zeszytów: 4
część IV MAZOWSZE i SIERADZKIE zeszytów: 7
część V MAŁOPOLSKA
zeszytów: 11

ARCHIWUM

ETNOGRAFICZNE
Nr

BIBLIOTEKA

1-30

POPULARNA
Tomy I -

LITERATURA

(1951-1968)
(1958-1968)

IV

LUDOWA (1957-1968)
Roczników

10

ŁÓDZKIE STUDIA ETNOGRAFICZNE
Tomy I -

(1959-1968)

VII

DZIEŁA WSZYSTKIE OSKARA KOLBERGA
wyszło: Reedycja

-

36 tomów. Edycja -

Zamówienia
POLSKIE

8 tomów

przyjmuje:

TOWARZYSTWO

WROCŁAW,

LUDOZNAWCZE

PL. NANKERA

4

(1961-1968)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5863" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5844">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/287e5c3f2e3aa477d3fcf069cda28dbe.pdf</src>
        <authentication>1861b5ac8508ed8f8335d40d3f90b80c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69953">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69955">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne w obrębie twórczości amatorskiej w PRL - na wybranych przykładach śląskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.122-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69957">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69958">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69960">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69961">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne
w obrębie twórczości amatorskiej w P R L na wybranych przykładach śląskich
Seweryn A. Wisłocki

„ H i s t o r i a sztuki ludowej pierwszego dziesięciolecia P R L
czeka na swe syntetyczne opracowanie. Bez szczegółowych
b a d a ń nad t y m tematem trudno nam będzie zrozumieć procesy
zachodzące dzisiaj." - napisał A n t o n i K r o h w książce Współ­
czesna rzeźba ludowa Karpat Polskich". Przytaczam tę opinię
jako pierwszą wypowiedź publiczną badacza, który miał
o d w a g ę przeciwstawić się ówczesnej, mityzującej, z określo­
nych przesłanek politycznych, apologii tzw. sztuki ludowej
i nieprofesjonalnej. Myśl tę należy jednak rozszerzyć na cały
okres realnego socjalizmu i stosowanych ówcześnie na tym
obszarze (tzw. sztukę nieprofesjonalną, zaliczano przez długie
dziesięciolecia w Polsce do sztuki ludowej) socjotechnicznych
zabiegów mistyfikacyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem
taktycznej wariantowości w poszczególnych okresach - jak
dobrze p a m i ę t a m y - nieustającego rozwoju i pogłębiania.
Brak wnikliwej refleksji nad całym precyzyjnie skonstruo­
wanym systemem deformowania świadomości społecznej i bu­
dowania na doktrynalnie narzuconych przesłankach metarzeczywistości, nad skutkami jakie z tego wynikły, j u ż dziś
zaczyna o b r a d z a ć w pewne interpetacje, mające — stwierdzam
to z przykrością - pretensje do analiz etnologicznych, k t ó r e
ignorując, b ą d ź świadomie starając się zatrzeć rzeczywiste
relacje skutkowo-przyczynowe, skutki działań socjotechnicz­
nych usiłują przedstawiać, j a k o efekty przemian „obiektyw­
nych".
Jest to w przypadku niektórych a u t o r ó w kontynuacja
działań w tej mierze z okresu realsocjalizmu, minimalnie
zmodyfikowana i ubrana w nowe szaty terminologiczne,
o dość współcześnie czytelnych i p o n i e k ą d zrozumiałych
intencjach. Przy braku wspomnianej na wstępie analizy - mo­
gą one być, niestety - traktowane jako wartościowe i poznaw­
czo słuszne. Szkic ten nie rości sobie pretensji do wyczer­
pującego o m ó w i e n i a problemu zasygnalizowanego w tytule.
N a zasadzie „ p a r s pro t o t o " stara się uchwycić i u k a z a ć zasady
systemu deformowania świadomości społecznej. Obszar twór­
czości środowisk nieelitarnych był tylko fragmentem działań
mistyfikcyjnych o o k r e ś l o n y m p o d ł o ż u politycznym, ale waż­
nym z p u n k t u widzenia skuteczności oddziaływań propagan­
dowych, o czym szerzej za chwilę.
D o k ł a d n i e i dobitnie d o k t r y n ę dotyczącą przekształceń
w tej mierze sformułował Włodzimierz Sokorski, ówczesny
minister kultury i sztuki P R L . Ogłosił j ą w broszurze pod
jednoznacznym tytułem: Sztuka w walce o socjalizm. Abs­
trahując od całej „rewolucyjnej" retoryki i m n ó s t w a prze­
k ł a m a ń natury ogólniejszej, chcę jedynie z a c y t o w a ć kilka
zdań, k t ó r e są kwintesencją, sprecyzowaniem „strategicz­
nego" podejścia do problemu kultury ludowej, a w dalszych
konsekwencjach - twórczości amatorskiej: „Sięgamy w kul­
turze ludowej po te jej bezcenne skarby, k t ó r e były wyrazem jej
społecznej odrębności i społecznego protestu w stosunku do
kultury ziemiańskiej i w stosunku do kosmopolitycznej sztuki
mieszczańskiej, i chcemy w t o p i ć ten żywy, potężny nurt mas
ludowych w n o w ą , n a r o d o w ą kulturę epoki socjalizmu (...).
Odrzucamy więc fałszywą stylizację, głosimy natomiast
ś w i a d o m e k s z t a ł t o w a n i e , a n a w e t r e ż y s e r i ę , za­
r ó w n o w treści jak i formie, żywego tworzywa
s z t u k i l u d o w e j . " (podkreślenie S A W ) .
Sokorski w tej publikacji formułuje koncepcję ideologiczną
1

2

122

i p r a k t y c z n ą programu przekształcenia sztuki ludowej w i n ­
strument popularyzujący treści polityczne w estetyce „ s o c ­
realizmu", zwyczyjnie w taki quasi spontaniczny „ n a i w n y
socrealizm". Nietrudno zauważyć w tym momencie wzór
zaczerpnięty z etnografii radzieckiej (nie mam tu na myśli co
oczywiste, wybitnych semiotyków i strukturalistów), k t ó r a
w istocie zajmowała się nie tyle badaniami naukowymi, ile
konstruowaniem nowych modeli, nowych w z o r ó w obyczajo­
wych, nowej „ p o s t ę p o w e j " symboliki itp. w oparciu o tradycy­
jne modele kulturowe.
Istnieje dość rozpowszechnione przekonanie, iż takie podej­
ście dotyczyło jedynie lat stalinowskich, a potem zostało
zarzucone, jako część rekwizytorium „ o k r e s u błędów i wypa­
czeń". Słowem, po październiku 1956 r. w Polsce podejście do
sztuki ludowej i amatorskiej wróciło do n o r m a l n o ś c i . „ S z t u k a
ludowa i folklor w odrodzonej Polsce od pierwszych chwil po
przepędzeniu hitlerowców stały się istotnym elementem reper­
tuaru k u l t u r y " - pisał Aleksander Błachowski w rozdziale pt.
Skarbiec tradycji postępowych książki Skarby w skrzyni malo­
wanej - czyli o sztuce ludowej inaczej"-„Po
pierwszym, p ł o d n y
w spontaniczne inicjatywy, lecz nieco chaotycznym okresie
przyszła pora na u p o r z ą d k o w a n i e problematyki tradycji ludo­
wych i ustalenia ich miejsca oraz roli w kulturze i życiu narodu.
Stojąc na stanowisku, że sztuka powinna być socjalistyczna
w treści i narodowa w formie, l u d o w ą twórczość artystyczn ą - n a r o d o w ą w formie, po raz pierwszy oficjalnie uznano za
jeden z nielicznych w z o r ó w w y w o d z ą c y c h się z p r z e s z ł o ś c i . "
Jako d o w ó d prawdy owego uznania przytacza Błachowski
obszerne cytaty ze wzmiankowanej broszury Sokorskiego.
K s i ą ż k a została wydana w połowie lat siedemdziesiątych,
kiedy j u ż tłumaczenie takiego p o s t ę p k u „zabiegiem taktycz­
n y m " względem władzy czy cenzury, było, na takim poziomie
wypowiedzi, zupełnie nonsensowne.
W 1982 r. ukazała się książka Lesława Wojtasika Propa­
gandowe funkcje niektórych form kultury, k t ó r a zalecana była
jako lektura o b o w i ą z k o w a na Wydziale N a u k Politycznych
Uniwersytetu Śląskiego. Oto kilka c y t a t ó w z praktycznego
poradnika propagandzisty wyższego stopnia wtajemniczenia:
„ K o n i e c z n e jest więc uruchomienie wszystkich możliwych
k a n a ł ó w służących rozpowszechnianiu w społeczeństwie p o ż ą ­
danych treści ideowo-politycznych. Chodzi także o to, aby te
kanały były szeroko d o s t ę p n e i atrakcyjne.
W t y m kontekście należy r o z p a t r y w a ć możliwość i koniecz­
ność wykorzystywania form masowej kultury w pracy ideowo-wychowawczej, a szczególnie w jednej z głównych jej form
- propagandzie. (...) I s t o t n ą zaletą p r z e k a z ó w masowej k u l ­
tury (a w niej, j a k wiemy, pomieszczona była twórczość
amatorska i tzw. ludowa - przyp. S A W ) wykorzystywanych
na użytek propagandy jest to, że m o g ą one rozpowszechniać
z a a n g a ż o w a n e treści w artystycznej, niekiedy bardzo atrakcyj­
nej formie. (...) daje (to) wreszcie n i e o g r a n i c z o n ą w r ę c z
możliwość zróżnicowania oddziaływania propagandowego,
dostosowania go do psychospołecznej sylwetki odbiorcy lub
też grupy o d b i o r c ó w . (...)
T w ó r c y materializują ideologiczne treści kultury, przekazu­
ją je w symbolicznej formie i w ten s p o s ó b nadają jej walory
narzędzia oddziaływania na ś w i a d o m o ś ć s p o ł e c z n ą . "
Wojtasik niczego nowego nie powiedział, jedynie zebrał
3

4

5

�w formie lapidarnej niezmiennie obowiązujące w komuni­
zmie zasady traktowania kultury i jej bezwzględnego pod­
p o r z ą d k o w a n i a doktrynie politycznej.
W odniesieniu do interesującego nas obszaru, konsekwent­
nie realizowane (w różnych formach) założenia były na­
stępujące:
1. Wyeliminowanie wszelkich elementów ( m o t y w ó w , sym­
boli itp.) o proweniencji religijnej, mistycznej, metafizycznej.
P o w o ł y w a n o się często w t y m względzie na wypowiedź
pisemną Włodzimierza Majakowskiego: „ O b o w i ą z k i e m każ­
dego artysty jest w z m o ż o n a propaganda, aby oczyścić świat ze
wszystkich mistycyzmów i p o k a z a ć jego m a t e r i a l n ą t r e ś ć . "
„ L u d " , a szczególnie „klasa robotnicza" miały się „ s a m e
w y k a z a ć " , że w zmienionych warunkach ideowo-politycznych
odrzuciły owo „ o p i u m " (F. Engels), k t ó r y m były systematycz­
nie zatruwane przez wyzyskiwaczy.
2. Wprowadzenie na to miejsce problematyki świeckiej,
w pierwszym okresie nachalnie socrealistycznej, później nieco
złagodzonej przez poszerzony wachlarz t e m a t ó w . P o w o ł a n e
do tego specjalnie (choć nie wyłącznie) takie tytuły jak
p r z y k ł a d o w o tygodnik „ W i e ś " czy „ P r z y a c i ó ł k a " stanowiły
szczebel perswazji i wskazywania w z o r ó w pozytywnych (Jaś
na traktorze, brzuchaty dziedzic, górnik, obrazki typu „wieś
dawniej i d z i ś " itp.).
Szczebel realizacji oparty został na sieci świetlic, d o m ó w
kultury (przede wszystkim z a k ł a d o w y c h - decydująca rola
p r z y p a d ł a tutaj tzw. kulturze związkowej, k t ó r a , jako zjawisko
specjalnie p o w o ł a n e do życia, powinna szczególnie frapować
badaczy) a w nich - zespołów plastycznych. Instrumentem
mobilizującym i dynamizującym ten system były konkursy
tematyczne o treściach politycznych.
3. W drodze doboru, a raczej selekcji, wytypowanie w każ­
dym mikroregionie jednego lub k i l k u t w ó r c ó w - a m a t o r ó w
i usytuowanie ich w roli ś r o d o w i s k o w y c h liderów, „ p r z o d o w ­
n i k ó w " twórczości propagandowej. A r a n ż a c j a całości miała
g w a r a n t o w a ć efekt działania tych „ a w a n s o w a n y c h ideologicz­
nie", j a k o spontaniczny, własny, zaświadczający o „ w y r o b i o ­
nej i wysokiej świadomości klasowej". Podzasada w zasadzie
- najlepiej żeby ludzie ci byli bezpartyjni, co m i a ł o zwiększać
ich w i a r y g o d n o ś ć w stosunku do środowiska.
D o tak skonstruowanego modelu działania potrzebny jesz­
cze był system upowszechniania w świadomości zbiorowej jego
„ z n a k o m i t y c h " w y n i k ó w . Stąd m.in. formuła b i o g r a m ó w
t w ó r c ó w , k t ó r a przeszła w stereotyp z jakiego dziś trudno się
wyzwolić nawet badaczom uczciwym (pisali o tym Dariusz
Czaja i Czesław R o b o t y c k i , stąd także zasada bezkrytycznej
i bezsensownej, z kulturowego i artystycznego p u n k t u widze­
nia, apologii w informacjach prasowych. Znajdujemy także
w t y m modelu o k r e ś l o n e funkcje zarezerwowane dla etnogra­
fów i socjologów.
Czesław Robotycki, m ó w i ą c o mityzacji prawdy artystycz­
nej w odniesieniu do t w ó r c ó w ludowych i nieprofesjonalnych
poprzez ich biografie w czasopismach fachowych i popular­
n y c h , wskazywał trafnie na to, iż mityzacji ulegają w w y n i k u
takich tekstów nie tylko sylwetki t w ó r c ó w , ale również ich
twórczość przez dodawanie interpretacji, s p o s o b ó w rozumie­
nia - wymyślonych przez a u t o r ó w o p r a c o w a ń . O d lat powiela­
ne są pewne wzory-matryce zbiorowej wyobraźni, w k t ó r y c h
jak w specyficznej ankiecie wpisuje się jedynie coś w rodzaju
detali dla rozróżnienia poszczególnych o s o b n i k ó w . Jego zda­
niem - takie zapisy nie służą nauce, czyli rozpoznaniu
i precyzyjnemu określeniu rzeczywistości, a wręcz przciwnie:
zatarciu relacji faktycznych przez nałożenie s ą d ó w życzenio­
wych. Dochodzi do sytuacji paradoksalnych: etnograf poprzez
konkursy, osobiste kontakty sam podpowiada twórcy tematy
i s p o s ó b ich potraktowania, a przez biografię i inne teksty
podsuwa odbiorcy interpretację tak zaistniałej „sztuki ludo­
wej" czy nieprofesjonalnej, a potem na samym k o ń c u , p r ó b u j e
takimiż samymi metodami tę „rzeczywistość" b a d a ć ! Jest to
elementarny błąd w sztuce, czyli przeniesienie do nauki
przbrzmiałych m i t ó w społecznych np. „ C h ł o p p o t ę g ą jest
i basta!".

6

7

8

9

M o i m zdaniem diagnoza ta jest niepełna i nie do k o ń c a

trafna. Owszem, jest to jedna z przyczyn leżących u p o d ł o ż a
sprawy. D r u g ą , nie mniej w a ż n ą , widzieć należy w umiejętnym
jej wykorzystywaniu do tworzenia propagandowych matryc
zbiorowej w y o b r a ź n i . T o przecież liczne gremium e t n o g r a f ó w
o p r a c o w y w a ł o założenia tematyczne k o n k u r s ó w politycznych
i wymyślało estetykę, raczej konwencję estetyczną przez m.in.
d o k ł a d n e określanie formuły wykonawczej dla twórców. Has­
ła p a d a ł y z określonych k o m i t e t ó w partyjnych, ale detale
wykonawcze powierzane były fachowcom z b r a n ż y .
Istotną rolę w całej tej konstrukcji mającej na celu pod­
p o r z ą d k o w a n i e , zniewolenie ludzi przez zmistyfikowanie rze­
czywistości pełnili również socjologowie realizujący systema­
tycznie testy badawcze, wg. określonego klucza-ankiety pod
o g ó l n y m i osławionym hasłem: „ P r z m i a n y w świadomości
klasy robotniczej (lub mieszkańców wsi)" i t p . Ich celem było
przede wszystkim sprawdzanie skuteczności stosowanych me­
tod indoktrynacyjnych, dostarczanie danych do modyfikacji
działań i socjotechnik, bowiem założenie „ s t r a t e g i c z n e " było
niezmienne, wymianie ulegały jedynie posunięcia „ t a k t y c z n e " .
Terminologia ta była oficjalnie u ż y w a n a w okresie komuniz­
m u i wywodzi się z p r y n c y p i ó w w tym względzie sformułowa­
nych przez W . I . Lenina.
Należy jeszcze oddzielną uwagę poświęcić konkursowi
tematycznemu, j a k o jednemu z najważniejszych narzędzi
instrumentacji propagandowej. M i c h a ł Szulczewski, jeden
z poważniejszych w okresie realnego socjalizmu t e o r e t y k ó w
w tej dziedzinie, w książce Propaganda polityczna określa
m e t o d ę konkursu j a k o jeden z najważniejszych s t y m u l a t o r ó w
propagandy. „Podjęcie tych akcji - pisze - następuje za wiedzą
odpowiednich władz p a ń s t w o w y c h przy poparciu zaintereso­
wanych instytucji społecznych. Cel akcji zbieżny jest z dąże­
niami władz (wspomaga je lub uzupełnia), ale obejmuje te
elementy życia społecznego, których nie s p o s ó b kształtować,
pozyskiwać lub p o b u d z a ć u r z ę d o w y m , oficjalnym działaniem.
W w y n i k u konkursu stwarzany zostaje pewien model p o ż ą d a ­
nych s t o s u n k ó w w jakiejś dziedzinie, którego cechą charak­
terystyczną jest to, iż jego treść, chociaż w znacznym stopniu
zaprogramowana przez o r g a n i z a t o r ó w , powstaje jdnak jako
samoistny przejaw inicjatywy, ambicji i pomysłowości grup
będących częścią o g ó ł u a d r e s a t ó w apelu. Czynnik konkuren­
cyjności sprawia, że w pewnym stopniu wszyscy uczestnicy
konkursu czuć się m o g ą w s ó l t w ó r c a m i nagradzanych modeli,
a wszyscy adresaci apelu propagandowego znajdują się w sytu­
acji potencjalnych uczestników konkursu. Tworzy to płasz­
czyznę szczególnie sprzyjającą zastosowaniu się a d r e s a t ó w do
kierowanego k u n i m w e z w a n i a . "
10

Po prostu nic d o d a ć - nic ująć. Ten sam autor w innej
książce pisze: „Aktywizacja funkcji społecznych (...) wiąże się
z innym jeszcze zjawiskiem. Oto w teorii informacji wyróżnia
się trzy rodzaje sterowania, w zależności od tego, na jakiej
podstawie się ono odbywa:
- na podstawie historii - gdy oryginały są wcześniejsze niż
obrazy;
- na podstawie diagnozy - gdy oryginały są równoczesne
z obrazami;
- na podstawie prognozy - gdy oryginały są późniejsze niż
obrazy."
Nieco dalej M i c h a ł Szulczewski precyzuje pojęcie manipula­
cji: „Sens manipulacyjny nadaje j a k i e m u ś działaniu przede
wszystkim w ł a s n a postawa działającego. Jest to zamiar kiero­
wania odczuciami i zachowaniami innych bez ujawniania
własnej postawy. Istotą manipulacji jest instrumentalne ope­
rowanie słowami obciążonymi skojarzeniami emocjonalnymi
w celu kształtowania z a c h o w a ń odbiorcy. W ł a s n e przekona­
nia i uczucia działającego są w tej sytuacji całkowicie obojętne.
Z zasady, iż o gustach się nie dyskutuje, manipulujący wyciąga
wniosek, że gusty się narzuca. Przenosząc to na wszelkie
wartościowanie, dąży się do uzyskania wpływu na wewnętrzne
nastawienie człowieka przez oddziaływanie zewnętrzne. N a ­
rzucanie oceny staje się ś r o d k i e m pozwalającym m a n i p u l o w a ć
postawami o d b i o r c y . "
11

12

„Symbole, hasła, slogany, etykiety wpływają na naszą
m e n t a l n o ś ć w stopniu bez p o r ó w n a n i a większym niż długie

123

�wywody najbardziej rzeczowe i słuszne - z a u w a ż a Henryk
J a b ł o ń s k i . - W tych warunkach umiejętność operowania t y m
zespołem elementów werbalnych jest nieprawdopodobnie wie­
lkiej wagi w organizacji wszelkiego wysiłku informacyjne­
go."
Dalej Michał Szulczewski pisze, że dla skutecznego manipu­
lowania świadomością odbiorcy, nadawcy t w o r z ą cały system
m i t ó w dotyczących zasad działania różnych form propagan­
dowych. Mają one pełnić funkcję wobec odbiorcy ś r o d k ó w
znieczulających, co podnosi skuteczność zabiegów manipula­
cyjnych. Jednym z tych m i t ó w jest rzekoma n e u t r a l n o ś ć
masowych ś r o d k ó w przekazu, a także, co należy d o d a ć do
Szulczewskiego, większości działań stymulujących w sferze
kultury masowej.
D o mistyfikowania rzeczywistości zatrudniano na najważ­
niejszych odcinkach wybitnych w swoim fachu specjalistów.
Fenomenem pod t y m względem jest tygodnik „Przyjaciół­
k a " . Fenomenem w innym, wyższym wymiarze był Andrzej
Banach i jego książki o Epifanie D r e w n i a k u , przezwanym
Nikifor K r y n i c k i , oraz Teofilu Ociepce. O d w o ł a m się w t y m
miejscu do bardzo interesującej pozycji, jaka u k a z a ł a się
ostatnio w Katowicach. M a m na myśli błyskotliwie n a p i s a n ą
przez Eugeniusza Zaczyka książkę Kamerdyner
Władzy.
Autor, utalentowany literat, jeden z czołowych propagandzis­
t ó w okresu Gierka i pierwszych lat stanu wojennego na Śląsku,
tak napisał o sobie (ale należy to odnieść do wielu innych):
„Byłem rasowym chartem propagandy sukcesu. (...) Czy
byłem ślepy i głuchy? Nie. Byłem n a j e m n i k i e m p i ó r a na
usługach ludzi, którzy chcieli się widzieć w takiej rzeczywisto­
ści, j a k ą kreowali, mimo że była to rzeczywistość podłości,
fałszu i postępującego z syfilityczną bezwzględnością ideo­
wego i materialnego bankructwa. (...) Sugestywnie skon­
struowane łgarstwo - to także sztuka: twórczość p o z o r ó w nie
jest łatwa - wymaga talentu i w y o b r a ź n i . T o , co czyniłem,
przynosiło m i perfidną satysfakcję, a jest to środek płatniczy
1 3

1 4

15

0 odurzającym n o m i n a l e . "

16

*

*

*

Na Śląsku po 1945 roku, nie wnikając w nader szczegółowe
omówienia, sprecyzowane zostały d o ś ć szybko założenia reali­
zacji w warunkach lokalnych, generalnej „ p r z e b u d o w y świa­
d o m o ś c i " . Region ten różnił się zasadniczo od innych w Polsce
m.in. t y m , że bardzo nielicznie ocalała lokalna inteligencja
wykształcona w okresie międzywojnia, wymordowana bez
pardonu przez hitlerowców za swą p a t r i o t y c z n ą p o s t a w ę
1 udział w ruchu o p o r u . Jako jeden z ważniejszych instrumen­
tów oddziaływania na „ m a s y ludowe" uznano szeroko roz­
budowany amatorski ruch plastyczny. (Oddziaływanie przez
symbol, znak, obraz).
Ten polityczny w y b ó r oparty został na wynikach pierwszej
wystawy plastyki amatorskiej, zorganizowanej w maju 1946 r.
przez W o j e w ó d z k ą R a d ę Kultury w Katowicach, na zasadzie
„pospolitego ruszenia". Wystawa ta (pierwsza tego rodzaju
w Polsce), pozwoliła na skonstatowanie faktu, iż amatorskie
malarstwo na Śląsku jest zjawiskiem powszechnym, uprawia­
nym przez liczne grono przedstawicieli różnych z a w o d ó w .
Tematyka prac, niestety (z punktu widzenia o r g a n i z a t o r ó w ) ,
była w przeważającej ilości religijna. Poziom artystyczny, j a k
i umiejętności warsztatowe, poza wyjątkami, nie były i m ­
ponujące.
„ M i n i s t e r s t w o K u l t u r y i Sztuki za p o ś r e d n i c t w e m wojewó­
dzkich i powiatowych referatów kultury i sztuki stworzyło
stałą sieć ognisk krzewienia kultury plastycznej. Ogniska
opierały swoją działalność na szczegółowo opracowanym
programie. Nauczanie trwało dwa do trzech lat (...)." - napisa­
ła Maria Żywirska, przybyła z Lublina na Śląsk etnografka
i szczera entuzjastka upowszechniania plastyki amatorskiej
w jej szlachetnej postaci. Jednocześnie p r z y s t ą p i o n o do
organizowania kół plastycznych, szczególnie przy zakładach
pracy, podległych z w i ą z k o m zawodowym. N a przełomie 1948
i 1949 r. Wydział Polityczny Z w i ą z k u Zawodowego G ó r n i k ó w
wydał polecenie organizowania dla uczestników zespołów
17

1 8

15

124

1

plastycznych pogadanek ideologiczno-wychowawczych, okre­
ślających rolę plastyki w kategoriach filozofii marksistowskiej
i w warunkach „ d y k t a t u r y proletariatu".
W 1950 r. chcąc z o r i e n t o w a ć się w liczebności, przekroju
społecznym, a szczególnie zawodowym, na Śląsku opracowa­
ne zostały specjalne kwestionariusze (przez Z G Z Z G ) , k t ó r e
rozesłano „ w teren", gdzie referenci k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w i byli
zobowiązani d o p i l n o w a ć ich wypełnienia przez a m a t o r ó w . „ W
p o r ó w n a n i u do z a d a ń dydaktycznych i propagandowych
stawianych ruchowi amatorskiemu np. w Związku Radzie­
ckim i w Czechosłowacji nasz program nie a k c e n t o w a ł tak
silnie d o m i n u j ą c e g o tam postulatu polityczno-ideologicznego,
nie mówił o n i m bezpośrednio, nie p o d p o r z ą d k o w y w a ł mu
wszystkich innych wartości wychowawczych. Nie czynił z ru­
chu amatorskiego narzędzia walki ideologicznej." Ta opinia
Żywirskiej, niewątpliwie w j a k i m ś stopniu relatywnie słuszna,
w ostatnim swoim stwierdzeniu jest zbyt idealistyczna.
20

Przeszkoleni na wspomnianych wcześniej kursach amato­
rzy, na podstawie uzyskanych zaświadczeń, byli zatrudniani,
przy deficycie plastyków zawodowych, z a r ó w n o w zespołach
zajmujących się p r o p a g a n d ą wizualną w z a k ł a d a c h pracy, jak
i w roli i n s t r u k t o r ó w w kołach amatorskich. Przyuczeni do
rzemiosła malarskiego, kierowali i „uczyli", byli dumni ze
swego „ a w a n s u społecznego". Wykonywali także ochoczo
i bezkrytycznie każde polecenie ideologiczne. Paradoksem
jest, iż początek „ k a r i e r y " malarskiej jednego z najwybitniej­
szych śląskich malarzy mistycznych, Erwina Sówki, tak właś­
nie wyglądał. Przez dwa lata uczestniczył w zajęciach kursu
malarstwa w domu kultury przy u l . Francuskiej w K a t o w i ­
c a c h ^ potem zatrudniony został w pracowni plastycznej
kopalni „ W i e c z o r e k " . W y k o n y w a ł głównie portrety Stalina,
m a l o w a ł hasła i transparenty propagandowe.
2 1

22

W opozycji zgoła antropologicznej - złu - dekretowo
umiejscowionemu kategorycznie i w y ł ą c z n i e w rzeczywis­
tości „nacjonalistyczno-kapitalistycznej" przedwojnia oraz
jego reliktów, k t ó r e przetrwały kataklizm wojenny, przeciw­
stawione zostało - dobro - czyli „socjalistyczne w a r t o ś c i "
i nowy p o r z ą d e k społeczny, także globalny, w t y m „ i n t e r n a cjonalistyczne braterstwo ze Z w i ą z k i e m Radzieckim na czele."
Z tych przesłanek generalnych wynikały dyrektywy szczegóło­
we dla p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Zgodnie z totalnie p o j m o w a n ą
z a s a d ą „centralizmu demokratycznego" - wytyczne centralne
mogły być realizowane w lokalnie określanej w a r i a n t o w o ś c i
z możliwością osobistej, „ t w ó r c z e j " inwencji przy rozwiązy­
waniu z a d a ń ideologiczno-propagandowych przez poszcze­
gólnych p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Trzeba w tym miejscu przypo­
mnieć, że śląskim r o b t n i k o m przydano awansem „ z a s z c z y t n y "
tytuł in gremio „przodującego oddziału polskiej klasy robot­
niczej," którego słuszność należało systematycznie uwiarygod­
niać.
Jak wyglądała w tych warunkach szczególnie w latach
1949-1956, tzw. swoboda twórcza w amatorskich zespołach
plastycznych w tym regionie? O p r ę się na przykładzie głośnego
przez wiele lat zespołu plastycznego w Janowie przy kopalni
„ W i e c z o r e k " . W e d ł u g zgodnych relacji Pawła i Leopolda
W r ó b l ó w , Ewalda Gawlika, Erwina Sówki, Antoniego Jaro­
mina i innych, tematyka o b r a z ó w była amatorom narzucana
w s p o s ó b bardzo szczegółowy. Działo się to permanentnie. Nie
mówię w tym przypadku o konkursach tematycznych, które
pojawiły się znacznie później, jako wynalazek „wyższego
r z ę d u " . Amatorzy musieli m a l o w a ć przede wszystkim swoje
zakłady pracy, „ b u d o w y socjalizmu", p r e z e n t o w a ć „ p o s t ę p
i przemiany socjalistyczne", sceny strajkowe sprzed wojny,
nędzę i poniewierkę z tamtego okresu (szczególnie preferowa­
ne były sceny starć z policją g r a n a t o w ą ) , wynędzniałe kobiety
i dzieci, a g i t a t o r ó w komunistycznych z wpisanymi w obraz
hasłami politycznymi itp.
Nie wolno było, nawet w przypadku tych słusznych ideo­
logicznie t e m a t ó w , przy wkomponowywaniu ich w j a k i ś
konkretny pejzaż, umieszczać w nim krzyży p r z y d r o ż n y c h ,
kapliczek i kościołów, z n a k ó w urzędowych i godeł Polski
przedwrześniowej (głównie chodziło o orła w koronie). Jaka­
kolwiek tematyka sakralna, b ą d ź motyw sakralny, oznaczały

�w skutkach dla autora nie tylko relegowanie z zespołu, ale
degradację p ł a c o w ą i inne represje ze strony rezydujących
w k a ż d y m większym zakładzie pracy na Śląsku funkcjonariu­
szy U B . Z tego też powodu w obrazach Pawła W r ó b l a spotyka
się specyficzne zagęszczenie familoków lub czynszowych ruder
szopienickich na tle k o p a l ń czy hut, tworzące specyficzne
kompozycje w układzie pasowym, bez jakichkolwiek budyn­
k ó w o przeznaczeniu p u b l i c z n y m .
W odniesieniu do obrazowania „ r a d o s n e j teraźniejszości"
wzorce były również określane na zasadzie haseł, precyzowa­
nych w poszczególnych zespołach plastycznych. Przy po­
szukiwaniu m a t e r i a ł ó w źródłowych z tamtych lat w p a d ł m i
w ręce charakterystyczny i zarazem typowy plakat z roku 1950.
Oto jego treść: „ O k r ę g o w a Rada Z w i ą z k ó w Zawodowych
w Opolu organizuje W o j e w ó d z k ą W y s t a w ę Prac Plastyk ó w - A m a t o r ó w z dziedziny malarstwa, rzeźby, grafiki. Prace
zgłoszone na wystawę o b e j m o w a ć powinny sceny z życia
człowieka pracy w mieście i na wsi oraz t e m a t y k ę z życia
rodzinnego, odpoczynku, wczasów i t p . "
Malarzom-amatorom powierzano także (obok wspomnia­
nych „ p r o f e s j o n a l n y c h " zespołów zajmujących się wyłącznie
p r o p a g a n d ą wizualną dotyczącą sloganów, haseł, stachanowskiego wyścigu pracy) wykonywanie dekoracji, plansz propa­
gandowych, szczególnie gazetek ściennych, malowanie port­
retów (sic!) Stalina, Bieruta, Rokossowskiego i lokalnych
liderów komunistycznych. Praktyka ta, związana głównie
z 1 maja, 22 lipca, rocznicami rewolucji sowieckiej (przy
zmieniających się obliczach pierwszych sekretarzy i w o d z ó w
rewolucji), u t r z y m a ł a się do k o ń c a lat siedemdziesiątych,
czego byłem świadkiem, na terenie całego G ó r n e g o Śląska.
Obok tego głównego nurtu nakazowej „ t w ó r c z o ś c i " , k t ó r ą
eksponowano na licznych wystawach przede wszystkim w śro­
dowiskach, gdzie powstała, dopuszczalny był tzw. naiwny
realizm, będący „ t o w a r e m eksportowym", przedmiotem po­
chwał „ a r t y s t y c z n y c h " . Obrazy takie prezentowano w skali
wojwódzkiej i dalej.
23

2 4

O m ó w i e n i e manipulacji politycznych mających na celu
wykreowanie lokalnych liderów ideowych, stanowiących po­
zytywny przykład i wzór do n a ś l a d o w a n i a , o p r ę na d w u
bardzo charakterystycznych p r z y k ł a d a c h , ukazujących jedno­
cześnie dwa poziomy tego rodzaju zabiegów. Piotr Latoska,
ładowacz kopalni „ W a l e n t y - W a w e l " w Rudzie Śląskiej,
p r ó b o w a ł rzeźbić w węglu jeszcze przed wojną. Po jej z a k o ń ­
czeniu zgłosił się na kurs rzeźby w R y d u ł t o w a c h . Miał duży
talent. Przeszkolony w stylu „ s o c " , w y k o n a ł w 1949 r. na
zamówienie Z G Z Z G kilka dużych prac utrzymanych w t y m
kanonie. Zawieziono je na Kongres Z w i ą z k ó w zawodowych
do Warszawy, a j e d n ą w r ę c z o n o Bierutowi. Latoska otrzymał
za to Brązowy K r z y ż Zasługi. W t y m czasie j e d n ą z „idee fixe"
systemu było kierowanie na wyższe uczelnie, po tzw. kursach
maturalnych, przedstawicieli klasy robotniczej, co miało za­
świadczać najlepiej o szeroko pojętym „awansie s p o ł e c z n y m " .
Uznano, że Latoska nadaje się do tego jak ulał, w związku
z t y m , na wniosek Bieruta został skierwany „ a w a n s e m " bez
matury na studia do krakowskiej ASP. Miał po studiach na
Śląsku otworzyć n o w ą e p o k ę sztuki socjalistycznej.
„Senat Akademii Sztuk Plastycznych w Krakowie (sic!
- S A W ) wyraził zgodę na przyjęcie naszego amatora jako
wolnego słuchacza. Najcięższe dla Latoski były pierwsze
miesiące w Akademii, gdyż nie był w stanie o p a n o w a ć
poziomu w y k ł a d ó w , a niekiedy nawet nie r o z u m i a ł dobrze
słów używanych przez profesora. (...) J u ż w drugim roku
studiów Latoska miał m a t u r ę a w 1955 roku ukończył
A k a d e m i ę j a k o przodownik pracy i n a u k i . " Kiedy ten
człowiek, zupełnie nieświadom jakiego rodzaju manipulacji
jest obiektem, wrócił z ciężko zdobytym dyplomem na Śląsk,
zmieniły się j u ż dyrektywy polityczne, tak więc podjął pracę
w dziale ratownictwa górniczego w swojej kopalni, jednocześ­
nie pełniąc funkcję instruktora w zespołach plastycznych,
k t ó r ą uczciwie wykonuje do dziś.
Szczególnie interesujący przykład w tym względzie s t a n o w i ą
perypetie Pawła W r ó b l a . Żołnierz kampanii wrześniowej,
w przeddzień odznaczenia za o d w a g ę na polach bitew, dostaje
2 5

się pod Przemyślem do niewoli niemieckiej, skąd brawurowo
ucieka. W 1941 r. został zmuszony, j a k wększość Ślązaków do
podpisania Volkslisty nr. 3 (warunek sine qua non dalszego
zatrudnienia w kopalni). W 1945 r. wcielony do Wermachtu,
przechodzi na stronę radziecką. „ W n a g r o d ę " j a k o jeniec
zostaje wywieziony do kopalni rud na K a m c z a t k ę . Przetrwał
dzięki talentowi malarskiemu, malując rosyjskim kapo ko­
szulki i obrazki z kowbojami itp. Po powrocie do Szopienic
i do kopalni - wstąpił do zespołu plastycznego, do k t ó r e g o
należał także Teofil Ociepka. Po k r ó t k i m okresie względnego
spokoju wezwany został do kopalnianej k o m ó r k i U B . Wyrafi­
nowane szykany z a k o ń c z o n e zostały po k i l k u tygodniach
skierowaniem do zakładowej k o m ó r k i PPR. T a m dowiedział
się, że m o ż e z m a z a ć plamy w swoim życiorysie, jeżeli będzie
robił, to co m u każą. O d tego momentu m a l o w a ł regularnie
satyryczne gazetki ścienne tzw. „beczki z bumelantami",
gromił imperializm wszelkiej maści. - „ K o z a l i tych bomelantów o d r y s o w a ć - o p o w i a d a ł - tom robił, no niechby k t ó r y
wtedy władzy powiedzioł: Nie! N a z y w a ł o się, że j o som tych
b o m e l a n t ó w i innych krytykują, tak od siebie. Co miesionc zek
d o s t o w o ł od nich temat, bo oni całość trzymali".
Za jakiś czas „ a w a n s o w a ł " na robotniczego korespondenta-rysownika „ T r y b u n y Robotniczej" w Katowicach. Sprepa­
rowano m u życiorys, dodano brakujące do siedmiu cztery
klasy szkoły podstawowej i j u ż w zmistyfikowanych publikac­
jach prasowych biegle cytował Marksa i Lenina, w y p o w i a d a ł
się w „imieniu górnośląskiej klasy robotniczej" w istotnych
kwestiach m i ę d z y n a r o d o w y c h pryncypialnie, z ludowym po­
czuciem h u m o r u i doborem argumentacji. Tak manipulowa­
nych o s ó b z kręgu m a l a r z y - a m a t o r ó w było na Śląsku więcej,
ale w tej hierarchii Paweł W r ó b e l został postawiony najwyżej.
Omawiam tę sprawę dlatego dość szczegółowo, gdyż po pierw­
sze poza terenem Śląska nigdzie nie było tak bezwzględnej
i wręcz ordynarnej mistyfikacji amatorskiego ruchu plastycz­
nego z jednoczesnym p o d p o r z ą d k o w a n i e m go propagandzie
politycznej, po drugie praktyki te, w zmodyfikowanej formie,
nasiliły się w okresie „ p r o p a g a n d y sukcesu" (dekada Gierka).
Jak pisałem wcześniej, do tak skonstruowanego modelu
„ d z i a ł a n i a " amatorskiego ruchu plastycznego potrzebny był
system upowszechniania w świadomości społecznej jego „słu­
sznych klasowo" w y n i k ó w , a także lansowania właściwych
postaw poprzez „biografie" i „osobiste wypowiedzi". Rolę tę
pełniły partyjne środki masowego przekazu.
„ P o s t u l a t y 'realistycznego' malowania stawiali Ociepce
działacze kultury, związków zawodowych a przede wszystkim
dziennikarze, atakujący go za oderwanie od życia. Żywirska,
organizując Muzeum G ó r n i c z e w Sosnowcu także prosiła
malarza o Rodzinę górniczą (1948). Ociepka niechętnie podej­
m o w a ł t a k ą t e m a t y k ę , źle się w niej czuł i efekty także osiągał
nie najlepsze (vide Rodzina). N a m a l o w a ł jednak kilka takich
płócien, m.in. w 1950 r. Śląsk (wysłany przez z w i ą z e k
w podarunku Stalinowi), Barbórka
(1956), Warsztat
krawca
(1956/57). (...) Wykorzystano zmysł krytyczny malarza, ujaw­
niony w kompozycjach moralizatorskich (np. w Choince
chuligana) i Ociepka przez pewien czas pełnił rolę bicza na
b u m e l a n t ó w , rysował satyryczne scenki do miejscowej prasy
a także raz - do stołecznych 'Szpilek'.

26

P r ó b o w a n o nagiąć do własnych potrzeb propagandowych
nie tylko twórczość malarza, ale i jego życiorys. Świadomie
wypaczano jego słowa, tak, aby o d p o w i a d a ł y p o ż ą d a n e m u
modelowi g ó r n i k a - m a l a r z a . Najlepszym dowodem takiego
cynicznego przeinaczania słów Ociepki był wywiad, prze­
prowadzony z n i m przez przedstawiciela PAP. Znalazły się
tam m.in. zdania, k t ó r y c h nigdy nie mówił i które tak go
zdenerwowały, że wysłał list z ż ą d a n i e m , aby sprostowano
zamieszczony w 'Dzienniku Zachodnim' wywiad. Oto frag­
menty z tekstu PAP: '(...) Przebywając stale pod ziemią,
czułem tęsknotę do jasnych, żywych barw, d a w a ł e m wodze
swej fantazji. T ę s k n o t a ta znalazła wyraz w moich obrazach.
Przed wojną - mówił Ociepka - twórczością moją nikt się nie
interesował, nikt nie udzielił m i pomocy, ani zachęty, ani
wskazówek. Dopiero dzięki władzy ludowej w Polsce wysiłek
artystyczny znalazł pełne zrozumienie i opiekę. (...) Ostatnio

125

�nastąpił zwrot w mej twórczości od tematyki fantastycznej do
realistycznej. Obecnie maluję fragmenty mojej kopalni i pracy
w n i e j . " - napisał w eseju o Ociepce Aleksander Jackowski.
A u t o r ten, przytacza dalej inną opinię z prasy śląskiej na
temat I I Ogólnopolskiej Wystawy P l a s t y k ó w A m a t o r ó w .
„ D z i e n n i k a r z , kryjący się za literami A Z (...) pisał: 'odbija od
jednolitego na ogół tonu wystawy Teofil Ociepka. Jego
barwna a nie pozbawiona u r o k u kompozycja Raj ptaków nie
ma nic w s p ó l n e g o z socjalistycznym realizmem. Jeżeli odzwier­
ciedla życie to j a k o wynik i w y t w ó r pewnych w a r u n k ó w ,
k t ó r y m przez całe lata podlegał autor, ale nie j a k o ś w i a d o m e
przedstawianie rzeczywistości. C h ę ć p r z e ł a m a n i a zaczarowa­
nego k r ę g u i realistycznego podejścia do świata zarysowuje się
u Ociepki w płótnie Na hałdzie. M a m y nadzieję, że n a s t ę p n e
prace tego utalentowanego g ó r n i k a b ę d ą dowodem jego
ciągłego p o s t ę p u na drodze do realizmu. T a k ż e W r ó b e l ,
towarzysz pracy Ociepki, podlega pewnym skazom formalistycznym'."
27

28

Oto kolejny przykład propagandowego preparowania Teo­
fila Ociepki. Fragment pochodzi z „ D z i e n n i k a Zachodniego",
Katowice 13.06.1950. „ O c i e p k a to dodatnia w społeczeństwie
jednostka, odprężająca po ciężkiej zawodowej pracy swe
mięśnie i swe myśli w wypowadaniu swej dynamicznej wrodzo­
nej radości życia w malarstwie prymitywnym, lecz własnym,
z trudem wśród przeciwieństw losu zdobytym. (...) W kopalni
widział Ociepka odbicie paprociowych przedpotopowych la­
sów w lśniącym, czarnym węglu, k t ó r e w y d o b y ł na światło
dzienne w swej Dżungli i
Madagaskarze."
Te trzy przytoczone przykłady prasowych zabiegów mistyfikatorskich są wystarczającą reprezentacją praktyk z lat
pięćdziesiątych na Śląsku. D l a ścisłości należy d o d a ć , iż Teofil
Ociepka nie był górnikiem, p r a c o w a ł j a k o maszynista wycią­
gów w kopalni.
O ile środki masowego przekazu działające na podstawie
określonych dyrektyw politycznych starały się k r e o w a ć syl­
wetki t w ó r c ó w - a m a t o r ó w , p r e p a r o w a ć interpretacje ich dzieł
- posługując się specyficznym metajęzykiem określanym j a k o
„ n o w o m o w a " - na poziomie odbiorcy masowego, o tyle
etnografowie i inni specjaliści robili to samo, przy użyciu
„marksistowskiej metodologii", na poziomie „ n a u k o w y m " .
Kreowanie rzeczywistości fikcyjnej, opartej na totalnym uwia­
rygodnianiu fałszu, miało charakter działań, zupełnie nie
liczących się relacjami faktycznymi, a wymuszone skutki
„reżyserowania rzeczywistości" (Sokorski) otrzymywały
„ n a u k o w o " wywiedzioną wykładnię „ n a t u r a l n y c h przemian"
właściwych dla twórczości „ w y z w o l o n e j " dopiero w warun­
kach socjalistycznych. „ W drugiej połowie X X wieku dzięki
szerokiemu uprzystępnieniu i upowszechnieniu sztuki przez
śląskie placówki kulturalne, zwłaszcza muzea oraz domy
kultury wznoszone i subwencjonowane przez górnictwo, a co
za t y m idzie dzięki dostępności farb, płócien, papieru i innych
materiałów, wreszcie opiece nad wszelką amatorsko uprawia­
ną twórczością - malowanie o b r a z ó w stało się szczególnie
popularne wśród g ó r n i k ó w . (...) C h o ć niektórzy z nich, j a k
L u d w i k Holesz, swe pierwsze p r ó b y malowania wiązali z tema­
tyką s a k r a l n ą , co wynikało z zapotrzebowania rodziny, na
ogół nie nawiązywali w swej twórczości do tradycyjnych form
przedstawiania. (...) W pejzażach, scenach rodzajowych, kwia­
tach, a nawet portretach i innych obrazach o dowolnej
tematyce, dostrzec m o ż n a poszukiwania, k t ó r y c h celem jest
zaspokojenie potrzeb kulturalnych i estetycznych środowisk
społecznych, z jakich w y w o d z ą się t ó w r c y . (Sic! - S A W ) .
W y p ł y w a to nie tylko z przemian kulturowych zurbanizowa­
nego środowiska i technicznych umiejętności t w ó r c ó w , lecz
t a k ż e ze z m i a n ą funkcji m a l a r s t w a . " - napisała Irena
B u k o w s k a - F l o r e ń s k a . Dalsza „ d o w o d o w a " ornamentyka te­
go w y w o d u świadczy o wysokim kunszcie mistyfikacyjnym
autorki. Oto dwa dalsze przykłady z jej tekstu: „ O b o k prac,
w k t ó r y c h widoczne są n a ś l a d o w n i c t w o b ą d ź wpływy sztuki
profesjonalnej, spotyka się wiele płócien tematycznie związa­
nych z codziennym życiem i p r a c ą ich t w ó r c ó w . C i ą g ł o ś ć
t r a d y c j i k u l t u r o w e j (podkreślenie - S A W ) wyraża się tu
z a r ó w n o w treści, jak i w formie przedstawienia." Nieco dalej
29

3 0

31

32

33

126

i

dowiadujemy się, że: „ D a w n e i współczesne wydarzenia,
a r c h i t e k t u r ę k o p a l ń śląskich, pracę z a w o d o w ą odzwierciedlają
malunki Eugeniusza B ą k a z Szopienic (1918-1969), k t ó r e g o
ambicją, obok tworzenia rzeźb w drewnie, węglu, glince
szamotowej, było wykonywanie malarskiej i rzeźbiarskiej
dokumentacji k o p a l ń śląskich oraz pracy g ó r n i k ó w . (...)
Eugeniusz Bąk n a m a l o w a ł także wiele ujęć cynkowni 'Szopie­
nice', gdzie kilka lat p r a c o w a ł oraz w y k o n a ł sceny rodzajowe
związane z p r a c ą g ó r n i k ó w i ich życiem; te ostatnie miały
formę oryginalnych o b r a z o r z e ź b powstałych przez zamoco­
wanie polichromowanych figurek ludzi i zwierząt na płótnie
obrazu malowanego olejną f a r b ą . "
Tak oto, niewątpliwie utalentowany t w ó r c a - a m a t o r , jeden
ze zdolniejszych w y k o n a w c ó w t e m a t ó w „ n a zamówienie spo­
łeczne", laureat wielu ówczesnych n a g r ó d , wyróżnień, prefero­
wany w ś r o d k a c h masowego przekazu, j a k o „ t w ó r c a zaan­
g a ż o w a n y " i „światły p r z y k ł a d " dla innych, przedstawiony
nam został tym razem j a k o pasjonat tego rodzaju tematyki i jej
interpretacji. Ponadto trzeba wiedzieć, iż eufemistycznie okre­
ślone „ d a w n e i współczesne wydarzenia" będące „ i n s p i r a c j ą "
jego prac - to nic innego, jak opisana wcześniej, nadawana
z góry opozycja zło - sanacja, dobro - socjalizm.
Nadmierna
gorliwość
Ireny
Bukowskiej-Floreńskiej
w „ z b o ż n y m dziele interpretatorskim" postrzegana była kry­
tycznie o wiele wcześniej. W recenzji z jej książki: Twórczość
plastyczna w środowiskach robotniczych Górnego Śląska. Na
przykładzie
rzeźby w węglu w XIX i XX wieku. ( „ R o c z n i k
Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e g o w Bytomiu. Etnografia", z. 8,
Bytom 1987. Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e ss. 237) - Aleksander
Lipski o b n a ż a wiele słabości w tym względzie, choć nie
wszystkie, co także jest zrozumiałe, biorąc pod u w a g ę czas
i miejsce opublikowania recenzji. Pomijając wytknięcie ele­
mentarnych błędów jak choćby ten, że twórcą stylu z a k o p i a ń ­
skiego według Bukowskiej-Floreńskiej miał b y ć Witkacy),
autor ten pisze m.in.: „Wreszcie teza trzecia: twórczość
r o b o t n i k ó w nie należy do twórczości amatorskiej. Ta ostatnia,
zdaniem autorki, jest d o m e n ą a r t y s t ó w posiłkujących się
w swych dziełach dowolnymi wzorami, nie pozostającymi
w ż a d n y m koniecznym związku ze środowiskiem pochodzenia
czy etosem ich pracy zawodowej. (...) Z kolei artyści ze
środowisk robotniczych w twórczości prezentują treści związa­
ne ze swym regionem, jego zwyczajami, specyfiką własnej
pracy zawodowej itp. A u t o r k a p o p e ł n i a błąd nieuzasadnionej
ekstrapolacji, przypisując charakter szczególnej przecież dzie­
dziny twórczości, j a k ą jest rzeźba w węglu (a przez to
niereprezentatywnej), całej plastyce uprawianej przez artystów
a m a t o r ó w należących do klasy robotniczej, k t ó r ą to kategorię
społeczną B u k o w s k a - F l o r e ń s k a rozumie zgodnie z definicją
W . I . Lenina. Trudno byłoby autorce o b r o n i ć swoją tezę nawet
w odniesieniu do całej plastyki robotniczej G ó r n e g o Śląska.
W tzw. cywilizowanych krajach nie istnieją ś r o d o w i s k a izo­
lowane od w p ł y w ó w zewnętrznych, szczególnie dziś, w dobie
hegemonii ś r o d k ó w masowego przekazu. (...) Twierdzenia
Bukowskiej-Floreńskiej, w k t ó r y c h próbuje w y k a z a ć swois­
tość, o d r ę b n o ś ć sztuki klasy robotniczej, są tyleż ciekawe, co
sprzeczne z r z e c z y w i s t o ś c i ą . "
3 4

35

S p r ó b u j m y teraz oświetlić interesujący nas obszar z p u n k t u
widzenia „socjalistycznej" socjologii na G ó r n y m Śląsku. „ B u ­
dowa rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego, której
założeniem jest uzyskanie znacznego p o t ę p u w zaspokajaniu
podstawowych potrzeb życiowych członków społeczeństwa,
stawia równocześnie pewne określone wymagania w zakresie
planowego kształtowania systemu wartości, aspiracji i moty­
wacji z a c h o w a ń ludzkich. (...) Jest rzeczą z r o z u m i a ł ą i oczywis­
tą, że celów tych nie da się osiągnąć za p o m o c ą systemu
n a k a z ó w i z a k a z ó w , wspartych b o d ź c a m i mającymi charakter
przymusu. J e d y n ą d r o g ą p r o w a d z ą c ą do tego celu jest odpo­
wiedni system wychowania i motywowania społecznego przez
to, co Jan Szczepański nazywa 'pozytywnym n a k ł a n i a n i e m ' .
W praktyce chodzi o bardzo szeroki zestaw zabiegów dokony­
wanych w s p o s ó b zorganizowany, opierający się na całym
systemie s p o ł e c z n y m . " - napisała M a r i a Michalczyk we
wstępie a r t y k u ł u Aspiracje a wartości.
36

�I

A n t o n i G ł a d y s z w artykule Robotnicze
turze

(wskazania

modelowe

w warunkach

uczestnictwo
GOP-u)

w kul­
pisze

na

wstępie m.in.: ,,Wielu ludziom, nie przygotowanym do tego
typu r o z w a ż a ń , w y d a w a ć się może, iż podejmowanie p r ó b y
propozycji modelowych dla kultury czy kojarzących się im
z tym zajęć czasu wolnego jest nieszkodliwą futurologią. (...)
Temu bardzo wąskiemu i o b c i ą ż o n e m u klsową przeszłością
ujmowaniu spraw kultury przeciwstawiam od razu współczes­
ną, naukowo u z a s a d n i o n ą j e d n o ś ć kultury, wychowania
i 'świata człowieka'. Od razu też, uprzedzając dalsze wątpliwo­
ści, stawiam pytanie, na k t ó r e o d p o w i e d ź będzie zarazem
rozwinięciem kwestii sygnalizowanej w temacie. Czy mamy
- jako z b i o r o w o ś ć narodowa - określony m o d e l człowieka
tudzież m o d e l społeczeństwa, który realizujemy, lub przyna­
jmniej usiłujemy realizować? Najbardziej potoczna odpo­
wiedź, j a k ą w związku z tym m o ż n a usłyszeć, brzmi: mamy
i realizujemy m o d e l społeczeństwa socjalistycznego."
37

W dalszym toku swoich w y w o d ó w autor omawia ten
„ m o d e l " w różnych aspektach, lecz w podstawowej relacji
centralnych dyrektyw politycznych do stopnia ich realizacji.
Wysoko oceniając w tym względzie pierwsze 20-lecie PRL-u,
ubolewa nad postępującą z biegiem czasu rozbieżnością
między teorią, a wynikającą z niej p r a k t y k ą . W rozdziale
z a t y t u ł o w a n y m Propozycje

przemian

w sterowaniu

kulturą,

wskazuje na jeden z głównych p o w o d ó w takiego stanu rzeczy.
Jest nim „niemal całkowita a u t o n o m i c z n o ś ć p o l i t y k i kulturo­
wej najniższych i najmniej do tego przygotowanych ogniw
terenowych, to jest rad z a k ł a d w y c h i kierownictw z a k ł a d ó w
p r a c y " , p r z y p o w a ż n y c h niedostatkach naukowej organiza­
cji i kierownictwa w tym zakresie. Opierając się na wynikach
b a d a ń i sondaży socjologicznych, G ł a d y s z postuluje kategory­
cznie p o d p o r z ą d k o w a n i e merytoryczne działań związków
zawodowych w zakresie kultury Wydziałowi K u l t u r y U r z ę d u
W o j e w ó d z k i e g o , lub też W o j e w ó d z k a Rada Z w ą z k ó w Zawo­
dowych powinna wytworzyć „ k o m p e t e n t n y " organ progra­
mujący, realizujący i kontrolujący scentralizowaną politykę
k u l t u r a l n ą . Oczywiście, chodzi o wszystko, o wszelkie przeja­
wy kultury, a tezą zasadniczą G ł a d y s z a , pomieszczoną na
k o ń c u , jest postulat, aby kierunki rozwoju systemu sterowania
kulturą p o w i ą z a ć z pracami c e n t r ó w planistycznych. K o n ­
kludując, m o ż n a powiedzieć, że było to n a w o ł y w a n i e do
„ s p r a w d z o n e g o p o r z ą d k u " z lat czterdziestych i pięćdziesią­
tych, oczywiście w zmodyfikowanej formie, co wyraźnie
określiła Maria Michalczyk.
38

P r z y k ł a d ó w takich m o ż n a przytoczyć o wiele więcej. G r o n o
a u t o r ó w publikacji utrzymanych na prezentowanym poziomie
„ n a u k o w y m " było na Śląsku o wiele liczniejsze. Nie taki jest
cel mojego szkicu, a p r z y w o ł a n e fragmentarycznie publikacje
służyć mają jedynie ukazaniu w ostrym oświetleniu typowych
i zarazem dominujących tendencji w opracowaniach większo­
ści e t n o g r a f ó w i socjologów w tym regionie dotyczących
tematycznie interesującego nas obszaru. C e c h ą charakterys­
tyczną, odróżniającą w przeszłości Śląsk od reszty kraju,
w y w o ł a n ą celowo przez czynniki polityczne, była postawa
badaczy, której d o m i n a n t ę stanowiła niespotykana gdzie
indziej w takiej skali - dyspozycyjność względem pozanauko­
wych dyrektyw. W efekcie tegoż osądy życzeniowe o jedno­
znacznej proweniencji znajdują na tym terenie nikłą przeciw­
wagę w relacjach faktycznych. G r o n o ludzi zajętych kreowa­
niem rzeczywistości fikcyjnej, nie m o g ł o zwracać uwagi na
rzeczywistość j a k o t a k ą .
W kontekście tego, co zostało powiedziane powyżej, chcę
jeszcze p o w r ó c i ć do problemu „ n a u k o w e g o " wykazywania
swoistej odrębności „sztuki klasy robotniczej". Było to pryn­
cypialnie postawione zadanie w okresie komunizmu i dotyczy­
ło nie tylko obszaru Polski. Mnie interesuje realizacja tegoż na
Śląsku, jako że tu postulat ten spełniany był „ t w ó r c z o " niemal
do ostatnich dni istnienie poprzedniego systemu politycznego
(przykładem omawiana publikacja Bukowskiej-Floreńskiej
z 1987 r. ostatnia w tym zakresie w P R L ) .
W Ł o d z i w listopadzie 1983 r. zorganizowana została
konferencja pt. „ K u l t u r a klasy robotniczej". Towarzyszyła jej
wystawa zorganizowana przez Muzeum Miejskie w Zabrzu ze

zbiorów własnych z a t y t u ł o w a n a „ R o b o t n i c z e widzenie świata
w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej". W towarzyszą­
cym jej folderze opublikowany został tekst spełniający trzy
podstawowe funkcje: stanowił „ s ł u s z n ą " i „ w ł a ś c i w ą " inter­
pretację śląskiej twórczości amtorskiej wywołanej sztucznie
przez opisane wcześniej zabiegi stymulacyjne, przedstawiał tak
zaistniałą twórczość, j a k o zjawisko naturalne, a po trzecie
starał się „ d o w o d z i ć " odrębności kulturowej, twórczości klasy
robotniczej.
Zanim o d w o ł a m się do samego tekstu, chcę zwrócić u w a g ę
na fakt, iż Muzeum Miejskie w Zabrzu gdzieś tak do 1986 r.
z „ u r z ę d u " zajmowało się gromadzeniem twórczości plastycz­
nej „górnośląskiej klasy robotniczej" wg określonego przez
politycznych d e c y d e n t ó w klucza w y b o r u . S t ą d też wynikały
niewątpliwe kompetencje i właściwość tego muzeum, preferu­
jące go do zorganizowania wspomnianej wystawy. Było ono
także organizatorem lub w s p ó ł o r g a n i z a t o r e m wielu regional­
nych k o n k u r s ó w tematycznych plastyki nieprofesjonalnej.
Należy ponadto zdać sobie sprawę z tego, że o ile w latach
pięćdziesiątych prowadzona była ostra kampania na rzecz
przebudowy świadomości narodu, niwelacji tradycji, istnieją­
cego systemu wartości, wyrugowania religii, a nawet całej
warstwy wierzeniowo-mitycznej wchodzącej w szeroko pojęty
obszar „ s a c r u m " (w odniesieniu do plastyki amatorskiej,
przewidzianej wg w z o r ó w radzieckich, j a k o skuteczny i n ­
strument propagandowy, realizowano j ą przy użyciu bezpar­
donowego systemu zakazowo-nakazowego), o tyle później
cały system p o s t ę p o w a n i a uległ zmianie. Po październiku
1956 r „ kiedy w polskich warunkach metoda terroru politycz­
nego poniosła f i a s k o , argumentum baculinum z a s t ą p i o n o
techniką „ m a r c h e w k i i kija", co w odniesieniu do plastyki
amatorskiej oznaczało wprowadzenie k o n k u r s ó w tematycz­
nych. Jednocześnie, czego nie wolno przeoczyć, okresowi temu
przyświecała pryncypialna interpretacja najwyższych gremiów
politycznych, że Polska weszła na wyższy etap budowy
socjalizmu i „socjalistycznego człowieka". Po latach sześć­
dziesiątych, w dekadzie Gierka o g ł o s z o n o , iż ludzie i kraj
znajdują się „ n a etapie budowy rozwniętego społeczeństwa
socjalistycznego".
3 9

40

Odpowiednio do tego w obrębie plastyki amatorskiej,
mającej być odbiciem „socjalistycznej świadomości narodu",
a szczególnie „klasy robotniczej", po przebyciu kolejnych
„ e t a p ó w rozwoju", w k o ń c u lat siedemdziesiątych i na począt­
ku osiemdziesiątych, zadaniem specjalistów z branży było
wykazanie „ n a t u r a l n o ś c i " obfitych z b i o r ó w dzieł amatorskich
zaistniałych sztucznie, przy jednoczesnym wykazaniu - osta­
tecznym i jednoznacznym - immanentnych cech twórczości
„klasy robotniczej", j a k o „ k u l t u r o t w ó r c z e j siły n a r o d u " w pe­
łni realizującej się dopiero w warunkach socjalizmu. C h o d z i ł o
w tym przypadku o prezentowanie tej twórczości, utrzymywa­
nej, lepiej lub gorzej (vide A n t o n i G ł a d y s z ) w ideologicznych
ryzach, j a k o emanacji postawy świadomościowej i mentalnej
r o b o t n i k ó w . Z tego w y n i k a ł o traktowanie sztuki amatorskiej
wyłącznie w kategoriach kulturowych i socjologicznych, k t ó r ą
to p o s t a w ę na Śląsku najpełniej reprezentowała Krystyna
Kaczko.
Oto w j a k i s p o s ó b tak s f o r m u ł o w a n e zadanie zostało
rozwiązane w katalogu rzeczonej wystawy. „Świat kultury
robotniczej, to świat swoisty, pełen bogactwa, wartości nie­
p o d w a ż a l n y c h i pewnych sprzeczności (...). Jednym z tych
zjawisk ( k u l t u r o w y c h - S A W ) jest zachwycająca (...) swoistym
pojmowaniem świata i ludzi twórczość nieprofesjonalna śląs­
kich środowisk robotniczych. Dowodzi ona nie tylko żywo­
tności i znamiennych przobrażeri tej formy artystycznej eks­
presji, ale również, a m o ż e przede wszystkim, wskazuje na
specyfikę, rozwój i bogactwo kultury robotniczej. Czy więc
m o ż n a p o r ó w n a ć ten nurt działań twórczych z jakimkolwiek
innym na obszarze rodzimej plastyki samorodnej? Chyba nie.
Jest ona wytworem głównie ludzi zatrudnionych w przemyśle
wydobywczym (górników), ciężkim ( h u t n i k ó w ) , r o b o t n i k ó w
innych gałęzi oraz rzemieślników. Łączy ich robotniczy rodo­
wód, określony rodzaj doświadczeń, tradycja, z reguły usankc­
jonowany inwentarz kulturowy, a wreszcie miejsce zamieszka-

127

�nia, przede wszystkim w obrębie dużych skupisk miejskich.
(...)
Są to swoistego rodzaju r e p o r t a ż e publicystyczne, swoistego
rodzaju refleksje nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłoś­
cią. (...) Widzimy w tej twórczości przecież p r ó b ę znamiennego
modelowania świata zgodnie z własnymi potrzebami. (...)
Wraz jednak z awansem kultury ludowej i robotniczej, k t ó r y
nastąpił po drugiej wojnie światowej, stworzone zostały j a k o ś ­
ciowo odmienne warunki rozwoju twórczości nieprofesjonal­
nej. N a u w a g ę zasługuje przede wszystkim sformułowanie
określonych ram organizacyjnych, dzięki k t ó r y m twórca ro­
botniczy miał szansę rozwoju zaineresowań i eksponowania
dorobku. (...)
1 wreszcie nieodłącznym motywem twórczości nieprofe­
sjonalnej jest rozmaicie interpretowana praca. Częstotliwość
pojawiania się tego motywu j a k o źródła inspiracji artystycznej
świadczy niewątpliwie o chęci podkreślenia wagi pracy w życiu
człowieka jako nieodłącznej jego treści, k t ó r a nadaje sens
wszelkim p o c z y n a n i o m . "
Tekst ten w całości nie jest jednoznaczny. Przytoczone
fragmenty, wraz z p e w n ą p o m i n i ę t ą sferą opisową, spełniają
wymagania „ideologiczne". Jednak w drugiej swojej warstwie
posiada wyraźnie w y a r t y k u ł o w a n ą antytezę: Świat kultury
robotniczej „ W z b u d z a emocje i spory co do zakresu i sposobu
pojmowaia. Często jednak mimo określonych sukcesów ba­
dawczych nadal zdajemy się tkwić w kręgu pewnych nieporo­
zumień czy wręcz stereotypów. W konsekwencji wyłania się
z nich obraz wypaczony i uproszczony. (...)
Owe zasygnalizowane fascynacje przejawiające się w wyraź­
nym preferowaniu pewnych m o t y w ó w nie wyczerpują oczywi­
ście bogactwa twórczości nieprofesjonalnej. Jest ona przecież
złożona i r ó ż n o r o d n a , pełna jednoznaczności, ale i wieloznacz­
ności. W y r a ż a istotę odczuć i przemyśleń robotniczego twórcy,
a m o ż e po prostu odczuć i przemyśleń człowieka współczes­
nego."
Ostatnie dwa fragmenty s t a n o w i ą k l a m r ę całej wypowiedzi.
Tak więc ich rola konstrukcyjna w tym tekście jest bardzo
znamienna i istotnie waloryzuje całość. Przytoczony p r z y k ł a d
jest jednym z bardzo nielicznych p r ó b zasygnalizowania
niezgody ze strony śląskiego ś r o d o w i s k a etnograficznego na
wciąganie go w budowanie mistyfikacji w obrębie sztuki
amatorskiej.
Jest faktem bezpornym, że przez kilka dziesięcioleci w tak
skonstruowanej „ m a s z y n e r i i " przemielano na Śląsku często
niepoślednie talenty na manualnych w y k o n a w c ó w narzucanej
tematyki, zmieniając powoli, ale stale i , niestety, skutecznie
twórczość a m a t o r s k ą - w „ r u c h amatorski", będący u schyłku
lat osiemdziesiątych dość pośledniej miary zjawiskiem so­
cjologicznym. Ociepka i dosłownie k i l k u najzdolniejszych,
dzięki prywatnym i m o ż n y m protektorom ocaliło swoją
indywidualność twórczą, ale reszta zmuszona została do
zajęcia miejsc w karuzeli k o n k u r s ó w tematycznych.
Przybyła tuż po zakończeniu I I wojny światowej na Śląsk
w randze kapitana U В Czajka-Stachowicz, miała kaprys, aby
wylansować w świecie polskiego Celnika-Rousseau. Dzięki
temu Teofil Ociepka u r a t o w a ł się j a k o człowiek i malarz.
Skutki tego „dziwnego w y b r y k u " zostały stonowane przez
odpowiednie publikacje prasowe, Ociepkę „ a w a n s o w a n o " na
g ó r n i k a d o ł o w e g o , spreparowano m u życiorys, zrobiono
z niego poczciwego, naiwnego fantastę, dającego nadzieję na
„socjalistyczną r e e d u k a c j ę " , a na wyższym szczeblu mis­
tyfikacji fachową r o b o t ę wykonali swoimi pracami Andrzej
Banach dla obiegu ogólnopolskiego i Cezary L e ż e ń s k i dla
obiegu lokalnego. Obie te książki „załatwiły" całą skom­
p l i k o w a n ą sprawę. Jednocześnie wydana została instrukcja
zakazująca zakupu dzieł janowskiego mistyka do lokalnych
zbiorów muzealnych. Rzecz nie była trudna do upilnowania,
bowiem na Śląsku, wbrew obowiązującym w Polsce zasadom
muzealnym, wszelkie zakupy muzealiów były decydowane
przez scentralizowaną, wojewódzką Komisję Z a k u p ó w . E f e ­
ktem tego jest brak, poza kilkoma obrazami zakupionymi
ostatnio przez Muzeum w Zabrzu, dzieł Ociepki na Śląsku.
41

42

44

4 5

N a w y k i w d r o ż o n e przez tyle lat pracującym na Śląsku

128

i

muzealnikom i etnografom o w o c o w a ł y do niedawna d o ś ć
dziwacznymi, czy wręcz komicznymi przedsięwzięciami. Pod­
kreślam po raz kolejny, że nie m ó w i ę oczywiście o wszystkich
ludziach z b r a n ż y i wszystkich działaniach, ale o reprezen­
tatywnej większości. Socjotechniczna s p r a w n o ś ć manipulowa­
nia faktami, interpretacjami prezentowanymi jako rzekome
wyniki b a d a ń , w rzeczywistości f o r m u ł o w a n y m i ad usum
delphini - wyrugowały na t y m terenie w znacznym stopniu
z a r ó w n o rzetelność b a d a w c z ą jak i refleksję n a u k o w ą . W
drugiej połowie lat osiemdziesiątych machina ta kręciła się
nadal siłą rozpędu, choć „ p a r y ideowej" w tłokach było coraz
mniej.
Jednym z bardziej reprezentatywnych p r z y k ł a d ó w działań
mityzacyjno-mistyfikacyjnych była wystawa zrealizowana
przez Dział Etnografii Muzeum Śląskiego w p a ź d z i e r n i k u
1988 r. pt. „ Ż y w o t n o ś ć kultury ludowej na G ó r n y m Ś l ą s k u " .
„Celem ekspozycji było zatem pokazanie przede wszystkim
żywych treści kultury ludowej G ó r n e g o Śląska - napisała po
latach autorka ekspozycji, M a r i a Lipok-Bierwiaczonek - tra­
dycji najtrwalszych, przechowywanych do dnia dzisiejszego.
Wystawa d o k u m e n t o w a ł a zjawiska celowo dobrane - właśnie
według kryterium żywotności - od stroju ludowego noszonego
współcześnie przez najstarsze mieszkanki śląskich wsi lub
przechowywanego z pietyzmem i w k ł a d a n e g o na specjalne
okazje przez młodsze pokolenia (...), poprzez sposoby u r z ą ­
dzenia wnętrz mieszkalnych po kultywowane obrzędy: do­
żynki, 'mikołoje' pszczyńskie, pochody konne w raciborskich
Pietrowicach.
Wystawa była skomponowana w ciąg scen, k t ó r e otwierała
p o s t a ć pszczyńskiej ' c h ł o p i o n k i ' na rowerze z charakterystycz­
n ą siatką na tylnym kole - znakiem śląskiej w s i . "
Istota sprawy w t y m przypadku polega na t y m , że używanie
górnośląskiego stroju ludowego ma charater o zdecydowanej
tendencji zanikowej. U ż y w a n y jest faktycznie jedynie przez
najstarsze, o d c h o d z ą c e pokolenie. Jako „zjawisko celowo
dobrane" wg kryterium żywotności jest nieporozumieniem,
względnie celowym fałszem. T o samo dotyczy „ u r z ą d z e ń
wnętrz mieszkalnych". Zaprezentowane na tej ekspozycji
dawno zostały j u ż wyrzucone na śmietnik, nawet nie do
lamusa. Tak więc to, co ewidentnie w sferze materialnej
kultury o b u m a r ł o - zostało z całą „ n a u k o w ą p o w a g ą " przed­
stawione j a k o rzeczywistość realna, nadal trwająca. Jedynie
część d o t y c z ą c a o b r z ę d ó w o d p o w i a d a ł a p o s ł a n i u wystawy.
Chcę jeszcze zwrócić u w a g ę na o w ą „ c h a r a k t e r y s t y c z n ą siatkę
na tylnym kole", mającą być wg M a r i i Lipok-Bierwiaczonek
- „ z n a k i e m śląskiej wsi". D o momentu jej publikacji nie
z d a w a ł e m sobie sprawy z tego, że z a r ó w n o moja matka
p o c h o d z ą c a z K r y n i c y i mieszkająca w Krakowie, jak i cała
populacja kobiet na terenie krakowskiego, sądeckiego, w o g ó ­
le obszaru całej Polski, używająca w okresie międzywojnia
i zaraz po wojnie r o w e r ó w tzw. „ d a m e k " z o w ą siatką na
tylnym kole c h r o n i ą c ą długie spódnice przed w p l ą t a n i e m się
w szprychy, wywodziła się po prostu ze śląskiej wsi! Interesują­
ce „ o d k r y c i e naukowe"! W a r t o by się zastanowić, czy twier­
dzenia tego nie da się rozszerzyć na teren całej ówczesnej
Europy, za czym przemawiałyby np. filmy tzw. „ n e o r e a l i z m u
w ł o s k i e g o " z lat czterdziestych i pięćdziesiątych czy francuskiej
„nowej fali".
45

T r u d n o jest m i powiedzieć, czy była to mistyfikacja prywat­
na, wynikająca z osobistych s e n t y m e n t ó w , z owych m ł o d o p o l ­
skich korzeni, czy realizacja „ n a określone z a m ó w i e n i e " . Jest
faktem, iż sztuka, kultura typu ludowego, jak i twórczość
amatorska były właściwie do wczoraj na Śląsku obszarem, na
k t ó r y m m o ż n a było d o k o n y w a ć bezkarnie zabiegów najbar­
dziej dowolnych i cudacznych w todze „ n a u k o w e j powagi".
Znaczna część zbiorów muzealnych sztuki nieprofesjonal­
nej, z wyłączeniem kolekcji Muzeum Śląskiego, w tutejszym
regionie stanowi znakomity materiał egzemplifikacyjny do
b a d a ń nad rodzajami i efektami socjotechnicznych zabiegów
mistyfikacyjnych całego okresu „realnego socjalizmu". M o ż ­
na w nich znaleźć wstydliwie skrywane plony działań konkur­
sowych tej samej klasy, jak opisane przez Antoniego K r o h a
c u d e ń k a z Muzeum Etnograficznego w T o r u n i u np. Droga

�krzyżowa
Lenina, kapliczka gen. Świerczewskiego, czy też
Kopernik jako Chrystus Frasobliwy.
*

*

*

A u t o r zastrzega się, że tekst ten zawiera nieuniknione
uproszczenia, k t ó r e wynikają z a r ó w n o z jego objętości, j a k
również z założenia mającego na celu ukazanie określonego
modelu działań. N i e jest możliwe w tak krótkiej formie
przedstawienie pełnego spectrum zjawisk zaistniałych, w t y m
P R Z Y

postaci i działań badaczy rzetelnych, choćby Józefa Ligęzy
- jako opozycji do tendencji i postaw opisanych. Wymaga to
oddzielnej wnikliwej rozprawy.
Prezentowany szkic przedstawia jedynie określony przez
polityczne przesłanki realnego socjalizmu system działań
mających na celu niwelację tradycji kulturowej, związanych
z nią systemów wartości, zmistyfikowanie relacji faktycznych,
mające na celu wprowadzenie fałszu i p r z e k ł a m a ń w miejsce
wartości wyrugowanych.
' ISY:

1

Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Karpat Polskich, IS PAN, fów, dla „właściwego" rozumienia zmistyfikowanej przy ich udziale twórczo­
„Ossolineum", Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk, 1979 г., s. 7
ści amatorskiej. Narzucony przez decydentów politycznych wybór elementów
krajobrazu, objaśniony zostaje nader gładko jako „cecha indywidualnego
Włodzimierz Sokorski, Sztuka w walce o socjalizm. Warszawa 1950; s.
stylu" i „synteza treści".
90-95 obejmują pełny wywód dotyczący sztuki ludowej, z którego prezen­
towany cytat został wyjęty.
W zbiorach specjalnych Biblioteki Śląskiej w Katowicach.
Maria Żywirska Amatorski ruch itd., s. 42
Pełniejszy kontekst dla wypowiedzi Sokorskiego, jak i zadań etnografii
Związek Zawodowy Górników.
radzieckiej znaleźć można przykładowo w broszurze: A.J. Sobolew, Kandydat
Nauk Filozoficznych, Leninowska teoria odbicia rzeczywistości w sztuce
Aleksander Jackowski, Teofil Ociepka, „Polska Sztuka Ludowa" R.
(Stenogram wykładu wygłoszonego w Centralnym Lektorium WszechzwiązX X X V I I I , 1984, nr 1-2, s. 44
kowego Towarzystwa Popularyzacji Wiedzy Naukowej i Politycznej), Biblio­
Tamże, s. 44—45 (brak daty publikacji i tytułu gazety, wynika stąd, że A.
teczka Naukowa „POPROSTU", z. 1, Warszawa 1955
Jackowski korzystał w tej mierze z archiwum malarza, gdzie część notatek
Oto dwa cytaty z Sobolewa: „Rozwój zarówno samej sztuki, jak i koncepcji
prasowych jest bez winiet).
estetycznych odbywał się i odbywa w procesie ostrej walki klasowej." (s. 5) Jest
Cytat za Jackowskim, op.cit., s. 54, przypis 29
to myśl zasadnicza podana drukiem wytłuszczonym.
„Prawdziwość" tego stwierdzenia nie wytrzymuje próby krytycznej
w porównaniu choćby z wnioskami wynikającymi z pierwszej powojennej
„Zgodnie z marksistowsko-leninowską teorią, sztuka jest formą świadomo­
wystawy sztuki amatorskiej na Śląsku w 1946 r. (mającej m.in. na celu
ści społecznej odzwierciedlającą byt społeczny - ideologiczną nadbudową,
„zinwentaryzowanie" istniejącej od dziesięcioleci twórczości plastycznej śro­
wywierającą z kolei silny wpływ na materialną podstawę, jest specyficzną
dowisk robotniczych w momencie obejmowania nad nią „Socjalistycznego
formą poznania świata zewnętrznego i jednym z narzędzi jego przekształcania.
mecenatu") - zawartymi np. w pracach M. Żywirskiej i A. Ligockiego.
Sztuka ma charakter klasowy i partyjny, tak jak każda inna forma nadbudowy
W wielu pracach innych badaczy (np. Józefa Ligęzy) sygnalizowana jest
ideologicznej." (s. 8)
powszechność amatorskiego uprawiania sztuki na Śląsku w okresie między­
Aleksander Błachowski, Skarby w skrzyni malowane, czyli o sztuce
wojnia z podkreśleniem przewagi prac malarskich nad rzeźbiarskimi. Dla
ludowej inaczej, LSW, Warszawa 1974, s. 145-146
ścisłości dodaję, iż dotyczy to również górników. Przykład ten jest typowym
Lesław Wojtasik Propagandowe funkcje niektórych form kullurv, w serii:
dla tej autorki ignorowaniem „niewygodnych" dla niej źródeł czy opracowań
„ABC Propagandy", MAW, Warszawa 1982, s. 4 i 8
badawczych.
Cytat za L . Wojtasikiem, op.cit., s. 8
Powszechnie znaną i udowodnioną w opracowaniach rzetelnych badaczy
Dariusz Czaja, Czesław Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
prawdą jest fakt braku akceptacji dla twórczości tzw. „nieprofesjonalnej"
tygodnika „Przyjaciółka", „Polska Sztuka Ludowa", R. X L , 1986, nr 3-4, s.
właśnie w środowiskach, z których się ci twórcy wywodzą. Wynika to zarówno
155
ze względów estetycznych (skuteczna konkurencja opartych na wysokim
Seweryn A. Wislocki, Król jest nagi, „Tak i Nie", nr. 1 (193), Katowice
poziomie poligraficznym wzorców plastycznych kultury masowej), jak i braku
2 I 1987
akceptacji narzuconej tematyki „socjalistycznego etosu pracy".
Omówienie fragmentu wystąpienia Czesława Robotyckiego na sesji
naukowej: „Polska sztuka ludowa - współczesność i perspektywy" zor­
Irena Bukowska-Floreńska, Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo,
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w 1989 r. Tekst tegoż wystąpienia nie
op.cit., s. 326. Interesujące jest także, jaką zmianę funkcji malarstwa miała na
został opublikowany. Przytoczony fragment oparty jest na notatkach autora
myśli autorka?
z w.w. sesji.
Tamże, s. 327
Michał Szulczewski, Propaganda polityczna.
Pojęca-funkcje-problemy,
Tamże, s. 329
Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 219
Aleksander Lipski, O amatorskiej twórczości artystycznej w środowisku
robotniczym, „Zaranie Śląskie", R. L I , nr 3^1, 1988, s. 462
Michał Szulczewski, Polityka informacji, Książka i Wiedza, Warszawa
1977, s. 115
Maria Michalczyk, Aspiracje a wartości, „Górnośląskie Studia Soc­
Szulczewski, op.cit., s. 117)
jologiczne", t. 13, pod red. Wandy Mrozek, Śląski Instytut Naukowy,
Henryk Jabłoński, Opinia,parlament, prasa, Warszawa 1947 (cytat za M.
Katowice 1979 г., str. 31
Szulczewskim, op.cit., s. 117
Antoni Gładysz, Robotnicze uczestnictwo w kulturze (wskazania modelo­
Por. interesujący i wnikliwy szkic D. Czai i Cz. Robotyckiego, op.cit.
we w warunkach GOP-u), „Zaranie Śląskie", R. X X X V I I , styczeń-marzec
Eugeniusz Zaczyk: Kamerdyner Władzy, Śląski Fundusz Literacki,
1974, s. 64-65
Katowice 1992
Tamże, s. 82
Zaczyk, op.cit., s. 72
Wcześniej zbiory takie gromadzone były w Muzeum Górniczym w Sos­
Juliusz Niekrasz, Z dziejów AK na Śląsku, Katowice 1993
nowcu podległym pod Zarząd Główny Związku Zawodowego Górników
Na tej wystawie został zauważony po raz pierwszy Teofil Ociepka.
(dotyczyły tylko tej grup zawodowej), w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.
Maria Żywirska, Amatorski Ruch Plastyczny wśród Górników, Katowice
Odnośnie Muzeum Miejskiego w Zabrzu należy powiedzieć, że w okresie
1959 г., Wojewódzki Ośrodek Kulturalno-oświatowy, s. 20
stanu wojennego, Jadwiga Pawlas-Kos kierująca działem sztuki nieprofes­
Tamże, s. 45
jonalnej po Krystynie Kaczko, jako pierwsza na Śląsku gromadziła obrazy
Obecnie w tym budynku mieści się Biblioteka Śląska.
Bronisława Krawczuka z cyklu będącego protestem artystycznym przeciw
Erwin Sówka chcąc się uwolnić od przymusu pracy w zespole propagan­
wojskowemu terrorowi komuny, ukrywając je w magazynach muzealnych. Po
dowym w kopalni „Wieczorek", zwolnił się z pracy, następnie zatrudnił jako
1986 r. zmieniła także radykalnie kryteria zakupu prac do muzealnej kolekcji,
górnik w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych w Mysłowicach (inne zjed­
odrzucając obowiązujące do tego czasu i mzwiązane z wyżej omówionymi
noczenie węglowe), dopiero po jakimś czasie wrócił do kopalni „Wieczorek"
przesłankami politycznymi.
już jako górnik i wtedy wstąpił do zespołu plastyków - amatorów przy tej
W 1956 r. pierwsi Węgrzy zbuntowali się przeciw stalinowskiemu
kopalni.
dyktatowi.
Motywy takie w obrazach Pawła Wróbla zaczęły się pojawiać dopiero
Marian Grzegorz Gerlich, Jadwiga Pawlas-Kos, Robotnicze widzenie
pod koniec lat sześćdziesiątych. Irena Bukowska-Floreńska na ten temat pisze
świata w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej, wstęp do folderu wystawy,
tak: „Odrębną grupę w dorobku Pawia Wróbla stanowią pejzaże, będące
Zabrze - Łódź 1983
jakby syntezą różnorodnych fragmentów typowego krajobrazu otaczającego
Tamże.
dawne śląskie osiedla górnicze: 'familoki', szyby kopalniane, kominy, hałdy,
krzyżujące się tory kolejowe, przejazdy i drogi; w rzeczywistości szare od pyłu
Komisja taka na terenie województwa śląskiego działała do 1991 г.,
na obrazach Wróbla kolorowe, wesołe, o dopracowanych w rysunku detalach.
potem jej działalność została zawieszona z powodów braku środków na
(...) Prace Wróbla mają wyraźne cechy indywidualnego stylu, wyrażająego się
zakupy muzealiów. Ponadto część muzeów przeszła pod jurysdykcję gminną,
m.in. syntezą treści, prostą czystą linią rysunku." (Fragment cytowany
co wyzwoliło je z tego reliktu okresu realnego socjalizmu, utrzymywanego
pochodzi z artykułu Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo (w:) Górniczy
uparcie na Śląsku.
Stan w wierzeniach, obrzędach, humorze i pieśniach, pod red. Doroty Simoni­
Cezary Leżeński, Kolorowy świat mistrza Teofila, Wyd. „Śląsk", Katowi­
des, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1988)
ce 1963
Teksty Bukowskiej-Floreńskiej stanowią czysty, wręcz kliniczny przykład
Maria Lipok-Bierwiaczonek, Dział Etnografii, (w:) Ziemia Śląska t. 3,
„interpretacji życzeniowej" wykonywanej przez większość śląskich etnograpod red. Lecha Szarańca, Katowice 1993, s. 349
2

2 4

3

2 5

2 6
2 7

2 8

1 9
3 0

4

s

6

7

3 1

8

9

3 2

3 3

1 0

3 4

3 5

1 1

3 6

1 2

1 3

3 7

1 4
1 5

3 8

1 6

3 9

1 7

1 8

1 9

2 0
2 1

2 2

4 0

2 3

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5864" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5845">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/e95f596aa22f126df3059928c3d332c8.pdf</src>
        <authentication>b2b9ed7f8bd8e8e0b4a3737721344de3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69963">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69964">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69965">
                <text>Fotografia schyłku wieku. Fotografia i mit / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69966">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.113-121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69967">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69968">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69969">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69970">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69971">
                <text>Fotografia schyłku wieku
Fotografia i mit
Sławomir Sikora
Rzadko kiedy odtwarzanie w s p o m n i e ń zachowuje na­
stępstwo wydarzeń - lokalizujemy je raczej przez skoja­
rzenia niż dzięki metodycznej penetracji, a przeszłość
traktujemy jak "muzeum archeologiczne (...) porozrzuca­
nych na chybił trafił szczątków".
David Lowenthal, Przeszłość
to obcy kraj
- C o dla pana znaczy prawda w dokumencie?
- D l a mnie to próba wydobycia esencji rzeczywistości tak,
jak j a j ą widzę. (...) U d a w a ł o nam się czasami głębiej wejść
w rzeczywistość. T o m o ż e była prawda w dokumencie.
Rozmowa Janusza W r ó b l e w s k i e g o
z Marcelem Ł o z i ń s k i m
1

Fascynacja j a k ą Michael Lesy o b d a r z y ł fotografie za­
k r a w a na obsesję. Opowiada on, że kiedy m i a ł d w a d z i e ś c i a
jeden lat m i e s z k a ł wraz z k o l e g ą , p r a c u j ą c y m dla studia
Technicolor Photo. W pracowni robiono m n ó s t w o po­
w t ó r e k w z w i ą z k u z poszukiwaniem właściwej gamy barw.
K t ó r e g o ś dnia zabrali wraz z k o l e g ą k i l k a p u d e ł "odpad­
k ó w " do d o m u . K a ż d e g o dnia o g l ą d a l i stosy fotografii,
"siedem tysięcy t y g o d n i o w o " , tak przez dwa miesiące.
"Koledze się p r z e j a d ł o , opuścił miasto i został r y b a k i e m . "
Lesy'ego ta fascynacja nie o p u ś c i ł a . Przez lata o g l ą d a ł f o t k i
i fotografie. "Czasem myślę, że to zmieniło m o j ą o s o b o w o ś ć ,
a czasem zastanawiam się, czy to nie u s z k o d z i ł o mojego
u m y s ł u " - wyznaje. " K i e d y się o g l ą d a p a r ę setek tysięcy
zdjęć (...) Zaczyna się z a t r a c a ć znamiona pojedynczych
twarzy i miejsc a zaczyna myśleć o genotypie." Przytoczona
historia, c h o ć pochodzi z późniejszego albumu Lesy'ego ,
jest chyba d o b r y m wprowadzeniem do szczególnego do­
ś w i a d c z e n i a jakie oferuje o n w swoim pierwszym dziele
- Wisconsin Death Trip*, albumie, k t ó r y wydaje się b y ć
najciekawszym ze znanych m i dzieł a u t o r a . Lesy za p o m o c ą
fotografii i c y t a t ó w z epoki stara się o d t w o r z y ć historię
z w y k ł y c h ludzi i opowiada nam o pewnym szczególnym
aspekcie historii lokalnej społeczności a m e r y k a ń s k i e j z k o ń ­
ca X I X w.
2

4

5

Warren Susman w Przedmowie pisze, że wielu h i s t o r y k ó w
u ś w i a d a m i a sobie, iż lata dziewięćdziesiąte zeszłego stulecia
były okresem p o w a ż n e g o kryzysu w Ameryce. O n a k ł a d a j ą ­
cej się na ten kryzys historii szaleństwa stara się nam
o p o w i e d z i e ć Lesy.
Susman p r z y w o ł u j e s ł o w a H i p p o l y t e ' a Taine'a o koniecz­
ności uczynienia kolejnego k r o k u i odkrycia za " c z ł o w i e k i e m
w i d z i a l n y m " " c z ł o w i e k a niewidocznego" - " t ę m a s ę zdolno­
ści i uczuć, k t ó r a tworzy człowieka w e w n ę t r z n e g o . " T a k
właśnie p o s t ę p u j e Lesy: p o k a z u j ą c nam tych ludzi
j e d n o c z e ś n i e pozwala s ł u c h a ć historii, k t ó r e i m towarzy­
szyły, o k t ó r y c h czytali, k t ó r e ich z a j m o w a ł y i n u r t o w a ł y .
Wprowadzenie do a l b u m u Lesy zaczyna od słów: „ O b r a z y ,
k t ó r e będziecie o g l ą d a ć , to obrazy ludzi, k t ó r z y kiedyś
naprawdę
ż y l i . W y i m k i , k t ó r e będziecie c z y t a ć ,
o p o w i a d a j ą o wydarzeniach, k t ó r e ci ludzie l u b też ludzie
p o d o b n i do nich kiedyś d o ś w i a d c z y l i . Ż a d n a z opowieści nie
jest fikcyjna." A w wydanej później książce, The Forbidden
Zone, tak opisuje p o c z ą t k i swojego d o ś w i a d c z e n i a z Wiscon­

sin Death Trip: „ Z d a r z y ł o się, że u j r z a ł e m twarz m ł o d e j
c i e m n o w ł o s e j i ciemnookiej kobiety, ubranej w c z a r n ą ,
j e d w a b n ą s u k n i ę , stojącą za plecami m a t k i na portrecie
r o d z i n n y m . Jej spojrzenie b y ł o niezwykłe: b e z p o ś r e d n i e ,
czyste i świecące. Ź r e n i c e jej oczu były tak czarne i d o s k o n a ł e
j a k opale. W l e p i a ł e m w n i ą w z r o k i p r z y g l ą d a ł e m się jej;
o d d a w a ł a m i to spojrzenie tak wytrwale, że kiedy
s p r ó b o w a ł e m z r o z u m i e ć jej z n a c z e n i e , p r o j e k t o w a ł e m
w nią siebie, i kiedy tak b a d a ł e m jej twarz z d a ł e m sobie
s p r a w ę , że jej spojrzenie z o s t a ł o z a m r o ż o n e przez zdziwienie
i strach. O d s u n ą ł e m fotografię i s p o j r z a ł e m ponad nią
[kobietę]. Emulsja fotograficzna na negatywie nad jej g ł o w ą
b y ł a tak zniszczona, że w y d a w a ł o się j a k gdyby powietrze
w o k ó ł głowy b y ł o porwane i p r z e m i e n i ł o się w krew. [...] takie
samo zdziwione i przestraszone spojrzenie [zobaczyłem] na
twarzach i n n y c h . "
Ten p o c z ą t e k d o ś w i a d c z e n i a ze zdjęciami w a r c h i w u m
Towarzystwa Historycznego w Stanie Wisconsin i słowa,
k t ó r e m a j ą n a m u p r z y t o m n i ć , że b ę d z i e m y o b c o w a ć z m i n i o ­
n ą rzeczywistością p r z y p o m i n a j ą nieco wyznanie j a k i m
R o l a n d Barthes r o z p o c z ą ł La chambre claire: „ P e w n e g o
dnia, j a k i ś czas temu n a t r a f i ł e m na fotografię n a j m ł o d s z e g o
brata Napoleona, Jeroma, z r o b i o n ą w 1852 r o k u . Z osłupie­
niem, k t ó r e nie o s ł a b ł o do dziś, z d a ł e m sobie w ó w c z a s
s p r a w ę , że p a t r z ę w o c z y , k t ó r e widziały Cesarza."
Michael Lesy jest historykiem i m o ż n a sądzić, że nie
przypadkiem w y b r a ł ten z a w ó d . N a p o c z ą t k u Wprowadzenia
do The Frames przytacza z n a m i e n n ą historię ze swojego
dzieciństwa. Pewnego razu ojciec, k t ó r e g o bardzo k o c h a ł ,
pochylił się, objął go, spojrzał m u w oczy i powiedział:
" C h c i a ł b y m , żebyś z r o b i ł dla mnie j e d n ą rzecz, t y l k o j e d n ą .
C h c i a ł b y m , żebyś zawsze m ó w i ł m i t y l k o p r a w d ę . " A l e , co
charakterystyczne, k r ó t k i akapit p o ś w i ę c o n y cytowanej his­
t o r i i zaczyna się od słów: " S t a ł e m t a m na p o d w ó r z u za
domem. P a t r z y ł e m na g a r a ż . Był zielony k o l o r e m wielkanoc­
nych jajek, zielony j a k cukierek, tak intensywnie zielony j a k
drzewa w K r ó l e w n i e Śnieżce, tak zielony, że g d y b y m go
zjadł, b y ł b y m wiecznie żywy. Kiedy to ujrzałem zapom­
n i a ł e m o swoim ciele; c h ł o n ą ł e m to do ś r o d k a swojej czaszki;
w s y s a ł e m aż na tył m o i c h oczu, do m a ł e g o pomieszczenia,
gdzie m o g ł e m to p r z e c h o w y w a ć . "
T o zestawienie b a ś n i o w e j (mitycznej) rzeczywistości z pro­
ś b ą ojca wydaje m i się z n a c z ą c e , wskazuje, że Lesy jest
w r a ż l i w y nie t y l k o na t w a r d ą rzeczywistość h i s t o r y c z n ą , tzw.
obiektywne fakty, ale t a k ż e na mityczny k o l o r y t przeszłości.
Prawda, k t ó r ą stara się n a m p r z e k a z a ć jest r ó w n i e ż p r a w d ą
przeżycia, p r a w d ą d o ś w i a d c z e n i a , p r a w d ą emocji.
Wisconsin Death Trip s k ł a d a się z k i l k u części: Przedmowy
Warrena Susmana, Wprowadzenia i Zakończenia
napisanych
przez Lesy'ego i zgrupowanych w trzech częściach (oznaczo­
nych n u m e r a c j ą a r a b s k ą ) k i l k u n a s t u p r z e p l a t a j ą c y c h się
sekwencji fotografii i b l o k ó w tekstowych. Fotografie w pier­
wszej części stoją zdecydowanie p o d znakiem kobiety,
kobiety i dziecka, śmierci dzieci; w drugiej d o t y c z ą przede
wszystkim m ę ż c z y z n , pracy, p o s t ę p u , p i e n i ą d z a ; w trzeciej
m ę ż c z y z n y i kobiety, rodziny, r o z r y w k i i r o z s t a n i a - o d e j ś 6

7

8

113
I

�cia-śmierci. W pierwszej i drugiej części znajdują się r ó w n i e ż
fotografie ukwieconych i udekorowanych fotografii zmar­
łych, odpowiednio kobiet - część 1, mężczyzn - część 2.
Wszystkie fotografie wykonane zostały przez Charlesa
V a n Schaicka, fotografa z Black River Falls w hrabstwie
Jackson, stan Wisconsin, w latach 1890-1910." Sekwencje
fotograficzne przedzielone są b l o k a m i tekstowymi obej­
m u j ą c y m i lata 1885-6 i 1890-1900. K a ż d y blok poza pierw­
szym obejmuje jeden rok. Teksty składają się z pięciu głosów:
notatek z lokalnej prasy, w y p i s ó w ze stanowego szpitala dla
chorych psychicznie, w y i m k ó w z literatury tego okresu
i dopisanych, uzupełniających, " f i k c y j n y c h " g ł o s ó w miejs­
cowego historyka i plotkarza ( o p o w i a d a j ą c y c h m . i n . historię
p o c z ą t k ó w miasteczka i przybliżających nam p o s t a ć foto­
grafa V a n Schaicka).
Lektura relacji tworzy w r a ż e n i e niezwykłe. Składają się
one bowiem niemal wyłącznie z pasma ludzkich nieszczęść.
A l e tak właśnie m i a ł a w y g l ą d a ć k o l u m n a Lokalnych Wiado­
mości. W The Forbidden Zone Lesy wspomina: "rozpoczyna­
ła się [ona] od relacji o duchach, po niej n a s t ę p o w a ł a relacja
o kobiecie, k t ó r a p o d e r ż n ę ł a sobie g a r d ł o , potem informacja
o kobiecie, k t ó r ą uznano za szaloną, n a s t ę p n i e relacja
o kobiecie, k t ó r a rzuciła się pod p o c i ą g i została p o c i ę t a na
trzy części, potem historia pozbawionej ś r o d k ó w do życia
kobiety, k t ó r a b ł ą k a ł a się po ulicach pobliskiego miasta
z m a r t w y m dzieckiem na r ę k a c h . . . " "Oczywiście, wiadomo­
ści te nie dotyczyły jedynie kobiet. W cytowanych przez
Lesy'ego fragmentach stale p o w t a r z a j ą się informacje o epi­
demicznych chorobach, s a m o b ó j s t w a c h , s z a l e ń s t w a c h , prze­
rywane jedynie doniesieniami o podpaleniach, morderst­
wach, k r a d z i e ż a c h , śmierci z wyczerpania, duchach, w y b i ­
tych oknach, potworach pojawiających się w jeziorach.
P o z w o l ę sobie na przytoczenie t y l k o jednego fragmentu,
szczególnego polonicum, ś w i a d e c t w a t ę s k n o t y za ojczyzną:
1

" A n n a M y i n e k , p i ę t n a s t o l e t n i a Polka z miasta Burnside,
została p o s ł a n a przez sąd hrabstwa Odell do szkoły specjal­
nej uczącej rzemiosła. P o d ł o ż y ł a ona ogień pod s t o d o ł ę

114

swego chlebodawcy co s p o w o d o w a ł o jej spalenie wraz z 48
k o p k a m i siana; p o d p a l i ł a r ó w n i e ż dwie inne k o p k i siana,
a t a k ż e dom. N a s t ę p n e g o ranka p o d p a l i ł a jeszcze dwie k o p k i
siana i d w u k r o t n i e p o d ł o ż y ł a ogień pod dom. Podejrzewa się,
że p o d p a l i ł a też tę s a m ą s t o d o ł ę ostatniej wiosny, j a k r ó w n i e ż
d o m i s t o d o ł ę w d w ó c h innych miejscach, gdzie uprzednio
p r a c o w a ł a ; s p o w o d o w a ł o to ich c a ł k o w i t e zniszczenie. Sę­
dziom p o w i e d z i a ł a , że p o d k ł a d a ł a ogień, p o n i e w a ż czuła się
samotna, o d c z u w a ł a t ę s k n o t ę za ojczyzną oraz p o t r z e b o w a ł a
pobudzenia." [1900]
*

*

*

Kirsten Hastrup z a s t a n a w i a j ą c się nad d w o m a sposobami,
wizualnym i werbalnym, kreowania etnograficznego obrazu
d o w o d z i ł a , że fotografia nie potrafi u c h w y c i ć istoty przed­
stawianego przez siebie zjawiska. P o r ó w n a ł a zapis foto­
graficzny i filmowy do w y r ó ż n i o n y c h przez Geertza d w ó c h
s p o s o b ó w opisu: " t h i n " i " t h i c k " . O ile opis " t h i n " chwyta
formę danego zjawiska czy zachowania, o tyle nie jest
w stanie u c h w y c i ć jego w e w n ę t r z n e g o znaczenia. Znaczenie
danej formy u z a l e ż n i o n e jest zawsze od kontekstu, w k t ó r y m
d a n ą f o r m ę się u m i e ś c i . ' O c z y w i ś c i e konstatacje Hastrup są
słuszne. Samotna fotografia pozostaje najczęściej niema. Jak
dowodzi Roland Barthes fotografię charakteryzuje areszt
interpretacji. Fotografia jest ahermeneutyczna. A l e wobec
takich konstatacji t y m ciekawsza wyda nam się podjęta przez
Lesy'ego p r ó b a "opowiedzenia", czy też p r z y w o ł a n i a pewnej
rzeczywistości.
1

12

Lesy „ o p o w i a d a " nam historię m i t y c z n ą . A p r z e k o n u j ą
nas o t y m dobitnie sekwencje fotografii o t w i e r a j ą c y c h i za­
m y k a j ą c y c h jego " o p o w i e ś ć " . Pierwsza sekwencja zdjęć
s k ł a d a się z czterech fotografii t o r s ó w k o ń s k i c h . D w a obrazy
nieco t y l k o inaczej kadrowane tego samego białego konia,
z niemal centralnie umieszczonymi samczymi genitaliami.
Ł e b konia znajduje się poza kadrem, ale widzimy d ł u g ą ,
sięgającą prawie do ziemi, p o f a l o w a n ą grzywę (to samo

�zdjęcie nieznacznie t y l k o inaczej kadrowane towarzyszy
stronie tytułowej i Przedmowie). Kolejne dwa obrazy to
zdjęcia innego, podobnie kadrowanego, ciemnego konia
(ogier). Lesy powiada, że farmerzy byli d u m n i ze swoich k o n i
i c h ę t n i e kazali je f o t o g r a f o w a ć . Ale umieszczenie na p o c z ą t ­
k u konia o cechach, k t ó r e m o g ą k o j a r z y ć się z androgynicznością - p o ł ą c z e n i e samczych genitalii (najprawdopodobniej
zresztą jest to w a ł a c h ) z d ł u g ą falującą grzywą - właśnie ten
początek
znaczy.
Ukazuje rzeczywistość jeszcze
przed t y m n i m n a s t ą p i ł y p o d z i a ł y . Podobnie symboliczna
jest sekwencja zdjęć k o ń c z ą c y c h album: 1. Kobieta na łódce
wyciągająca z w o d y garść n e n u f a r ó w ; 2. Kobieta z w ę ż a m i
w d ł o n i a c h i w o k ó ł szyi; 3. Kobieta na łódce odpływającej od
brzegu; 4. Zestawienie (na styk, "jedno zdjęcie") fotografii
siedzącego na krześle mężczyzny i stojącej o b o k niego
kobiety w plenerze z fotografią j u ż t y l k o samej, p a t r z ą c e j
w ziemię kobiety, siedzącej na krześle, na k t ó r y m "do
niedawna" siedział m ę ż c z y z n a (identyczny kadr; i l . 6);
5. Fotografia w i ą z a n k i z k a l i i i r ó ż z napisem "Rest"
("Wieczne spoczywanie"); 6. Fotografia m ł o d e j kobiety
(dziewczyny) stojącej nad r z e k ą , tyłem do nas. W jednej ręce
trzyma ona kapelusz, d r u g ą macha "na p o ż e g n a n i e " (nie
wiadomo komu).
1 3

C a ł a sekwencja jasno ukazuje odchodzenie, p o ż e g n a n i e ,
śmierć. Obrazy w o d y n a b i e r a j ą g ł ę b o k o symbolicznego
w y m i a r u . "Funeralne zastosowanie wody - pisze Eliade
- t ł u m a c z y się t y m samym kompleksem, k t ó r y uzasadnia jej
funkcję k o s m o g o n i c z n ą , m a g i c z n ą i leczniczą: wody 'za­

spokajają pragnienie z m a r ł e g o ' , r o z t a p i a j ą i scalają z zarod­
k a m i wody, 'zabijają z m a r ł e g o ' niszcząc definitywnie jego
ludzki s p o s ó b bycia." P r z y p o m n i e ć też w a r t o o wodach
Styksu, czy c h o ć b y obrazy wody w Śmierci
Wergilego
Hermana Brocha. Nenufar, j a k podaje słownik, pochodzi od
" ś r d w . ł a c . 'j.w.' z arab. nenufar, nelufar 'j.w.' a sanskr.
nilotpala 'j.w.' nila 'niebieski + utpala 'kwiat liii wodnej,
lotosu'."
Lotos to kwiat, k t ó r y Lotofagowie dali do
zjedzenia w y s ł a n y m na zwiady towarzyszom Odyseusza:
" S k o r o jednak k t o ś zje lotosu miodny owoc, j u ż ani nie chce
w r a c a ć do ojczyzny, ani d a ć wieści o sobie." Ł ó d ź staje się
b a r k ą Charona. Kobieta z w ę ż a m i nasuwa skojarzenia
z fajansowymi figurkami k r e t e ń s k i c h b o g i ń t r z y m a j ą c y c h
w ę ż e , a l e też z i n n y m i boginiami - Hekate, Persefona czy
Pytią .
Oczywiście, wszystkie p r z y w o ł a n e skojarzenia nie m a j ą na
celu szukania takich lub innych d o k ł a d n y c h i precyzyjnych
p o w i ą z a ń czy odniesień między zdjęciami a d a w n y m i czy
w s p ó ł c z e s n y m i symbolami i postaciami mitologicznymi lub
religijnymi, c h o d z i ł o jedynie o wskazanie olbrzymiego
"kompleksu mitologicznego", do k t ó r e g o się one o d w o ł u j ą .
Jest rzeczą niemal oczywistą, że " p r a w d a " każdej z tych
fotografii z osobna była zupełnie inna niż " p r a w d a " jakiej
n a b i e r a j ą one w opisanej sekwencji. Pierwsza i ostatnia
sekwencja fotografii zdecydowanie o d r ó ż n i a się od pozos­
tałych. Przez takie właśnie zestawienie fotografii Lesy chce
powiedzieć: historia, k t ó r ą opowiadam, jest historią pewnej
1 4

1 5

1 6

1 7

18

1 9

115
i

�całości (silne ustrukturowanie p o c z ą t k u i k o ń c a ) . Jest to
historia prawdziwa, ale prawda ta ociera się o p r a w d ę m i t u .
D r u g a sekwencja a l b u m u s k ł a d a się z n a s t ę p u j ą c y c h zdjęć:
1. K o b i e t a siedząca na k o n i u ; 2. K o b i e t a z nagim niemow­
lęciem na kolanach; 3. Kobieta u k ł a d a j ą c a n i e m o w l ę na
fotelu ( o b o k prawie niewidoczna sylwetka stojącego męż­
czyzny - ?); 4. Centralnie, m a ł e ubrane na b i a ł o dziecko
w opartej o ścianę izby trumnie, po d w ó c h stronach rodzice,
z g ł o w a m i n i k n ą c y m i w cieniu; 5. Fotocollage fotografii
m a ł e g o dziecka z b u t e l k ą ze zdjęciem nagrobka z foto­
grafiami d w ó c h m a ł y c h dzieci; 6. Jedno dziecko w trumience;
7. D w o j e dzieci w trumienkach; 8. Puste, z a s ł a n e na biało
(małżeńskie - ?) łoże; 9. M ł o d a kobieta w czerni z k u l ą
siedząca w ustawionym w plenerze fotelu „ z e s t a w i o n a na
s t y k " z fotografią d w ó c h m a ł y c h dziewczynek, ubranych na
b i a ł o , o zamazanych konturach ("poruszonych"), umiesz­
czonych w nieco irrealnym (ze względu na brak ostrości)
fotograficznym atelier (malowane drzewa [?] o n i e w y r a ź n y c h
konturach, stojący ucięty pień drzewa, dywan w liście, liście
i trawa [?]); dziewczynki w białych sukienkach, mniejsza ze
z ł o ż o n y m i d ł o ń m i , druga w geście j a k gdyby "bicia się

116

w piersi" (modlitwa - ?).
Sens sekwencji jest jasny: k o ń jest powszechnie uznawa­
n y m symbolem p ł o d n o ś c i i n a m i ę t n o ś c i ; kobieta na k o n i u ,
dziecko... śmierć dzieci, powszechna śmierć dzieci... A l e
zatrzymajmy się przy d w ó c h zestawieniach, do k t ó r y c h
o d w o ł a ł się Lesy. Zdjęcie dziecka z b u t e l k ą i smoczkiem
zestawione jest z nagrobkiem z fotografią d w ó j k i m a ł y c h
dzieci ( i l . 3). I c h fotografie umieszczone są w wianeczku
z k w i a t ó w , p o d spodem napis " A t rest" ("Wieczne spoczy­
wanie"). Poza " ż y w e g o " dziecka jest niemal identyczna j a k
poza bliższegu m u dziecka na nagrobku. " Ż y w o ś ć " dziecka
p o d k r e ś l a jeszcze butelka ze smoczkiem. C o więcej r ą c z k a ,
fragment sukienki ( n ó ż k a ?) „ ż y w e g o " dziecka " w c h o d z i " na
nagrobek. T o zestawienie jest mocne, m ó w i : jedynie k r o k
dzieli dziecko żywe od martwego, a g r a n i c a m i ę d z y n i m i
j e s t j u ż n a r u s z o n a . Niewiele dzieli dziecko, k t ó r e
jest t u blisko, od tego, k t ó r e odeszło i jest j u ż t a m , daleko
(relacja wielkości). Fotografia bliska jest metonimii: m ó w i
- tak b y ł o . A l e t a „ f o t o g r a f i a " (fotocollage) tego właśnie
nie m ó w i : nie m ó w i - to dziecko u m a r ł o ; zestawienie
wprowadza, nie istniejący w zasadzie w fotografii, tryb
2 0

�p r z y p u s z c z a j ą c y : t a k b y ć m o g ł o . W t y m przypadku
prawda historii z o s t a ł a przekroczona: tak b y w a ł o (bywa)
- t o zdanie, k t ó r e , w e d ł u g r o z r ó ż n i e n i a Arystotelesa, przyna­
leży p r a w d z i e p o e t y c k i e j .
I drugie zestawienie w tej samej sekwencji ( i l . 4): m ł o d e j
ubranej na czarno kobiety ( ż a ł o b a - ?), siedzącej w fotelu
ustawionym w plenerze, i d w ó c h m a ł y c h dziewczynek.
Prawem kontrastu fotografia dziewczynek wydaje się " f i k ­
cyjna": i c h z m i ę k c z o n e , " n i e w y r a ź n e " twarze zestawione
z bardzo w y r a ź n ą , p o w a ż n ą , s z t y w n ą i t r o c h ę j a k b y "po­
g r z e b o w ą " t w a r z ą kobiety; jej czarna suknia kontrastuje
z b i a ł y m i sukienkami dziewczynek; naturalne tło pejzażu
zestawione z irrealnym, " f i k c y j n y m krajobrazem", w k t ó r y m
umieszczone są dziewczynki (malowane, nieostre tło w ate­
lier). Jednym s ł o w e m zestawione są " d w a ś w i a t y " , a " ż y w e "
dziewczynki są j u ż j a k b y "nie z tego ś w i a t a " (ułożenie r ą k )
- o d g r y w a j ą t u rolę "duszyczek", " a n i o ł k ó w " . Zestawienie
u k a z u j ą c nam " d w a ś w i a t y " , jeszcze raz wskazuje na po­
w s z e c h n o ś ć śmierci dzieci.
2 1

T a k i c h zestawień w albumie znajdujemy więcej, j a k c h o ć ­
by fotografia r o d z i c ó w z d w ó j k ą m a ł y c h c h ł o p c ó w i foto­

grafii tychże c h ł o p c ó w j u ż bez r o d z i c ó w d o k ł a d n i e w tej
samej scenerii ( i l . 8). "Szew" zestawienia jest na tyle s ł a b o
widoczny, że nie o d razu orientujemy się, że m a m y do
czynienia z d w o m a zdjęciami. C z ę s t o w y s t ę p u j ą też ze­
stawienia na sąsiednich stronach l u b na jednej stronie "na
s t y k " ukwieconej i udekorowanej fotografii zmarłej osoby
z fotografią osoby " ż y w e j " (często podobnej l u b w podobnej
pozie) ( i l . 5).
Takiej konsekwencji w " o p o w i a d a n i u " o k r e ś l o n y c h his­
t o r i i t r u d n o d o s z u k a ć się w dalszych sekwencjach zdjęć. A l e ,
czego p r z y k ł a d y j u ż p a d ł y , Lesy nie ucieka się jedynie do
przekazywania znaczenia poprzez k o l e j n o ś ć zdjęć. C z ę s t o
p o s ł u g u j e się o n t a k ż e t e c h n i k ą fotocollage'u, zestawianiem
zdjęć "na s t y k " tak, iż nie zawsze o d razu wiemy, że m a m y do
czynienia z dwiema fotografiami, zestawianiem "lustrzanych
o d b i ć " danego zdjęcia ( i l . 7), powtarzaniem zdjęć w i n n y m
zestawieniu, p o w i ę k s z a n i e m f r a g m e n t ó w zdjęć ( i l . 2) l u b
pomniejszaniem centralnych f r a g m e n t ó w zdjęć ( i l . 1), co
m o ż e d a w a ć iluzję zbliżania się i oddalania o d "rzeczywisto­
ści". Ten ostatni zabieg jest jeszcze i z tego p o w o d u ciekawy,
że daje złudzenie głębi, t r ó j w y m i a r o w o ś c i o g l ą d a n e j "rzeczy-

117

�w i s t o ś c i " , wchodzenia w tę " r z e c z y w i s t o ś ć " , stwarza efekt
"teatralizacji".
Co w a ż n e , wszystkie te zabiegi p o w o d u j ą wprowadzenie
bardzo specyficznych relacji czasowych. Silne symboliczne
zaznaczenie p o c z ą t k u i k o ń c a , nadaje " o p o w i e ś c i " s t r u k t u r ę
zwartej całości. ( " P o c z ą t e k " i " k o n i e c " to pojęcia o d n o s z ą c e
się bardziej do mitu niż historii.) M o ż e to p o w o d o w a ć
złudzenie d i a c h r o n i c z n o ś c i : " o g l ą d a n i a " i " s ł u c h a n i a " his­
t o r i i j a k gdyby rozwijała się w czasie. T a k ą też w y m o w ę
m o g ą mieć b l o k i tekstowe zgrupowane pod n a g ł ó w k a m i
o z n a c z a j ą c y m i kolejne lata. A l e na pewno nie jest to jedyny
ani też d o m i n u j ą c y czas z j a k i m m a m y do czynienia.
Fotocollage i zestawienia p o w o d u j ą , że "fotografie" t r a c ą
swą a c z a s o w ą s t r u k t u r ę , " z a c z y n a j ą się d z i a ć " , łączą w sobie
przynajmniej dwie płaszczyzny czasowe. Czasami w p r o w a ­
dzony jest t r y b przypuszczający. Powtarzanie się pewnych
fotografii powoduje zburzenie d i a c h r o n i c z n o ś c i opowieści.
Kiedy o g l ą d a m y album Lesy'ego rzuca n a m się w oczy
c a ł k o w i t y brak numeracji stron. Zabieg, k t ó r y niewątpliwie
ma na celu wskazanie na k o n i e c z n o ś ć właśnie synchronicz­
nego traktowania przedstawionego zjawiska, wszystkich
zawartych w książce " c y t a t ó w " tak wizualnych (fotografii),
j a k i werbalnych. Ten synchroniczny charakter albumu
zdecydowanie p r z e w a ż a . T r z y części albumu (sygnowane
kolejnymi cyframi) o d n o s z ą się przecież do trzech "syn­
chronicznych" a s p e k t ó w , a nawet kolejne lata, k t ó r e są
n a g ł ó w k a m i w blokach tekstowych, nie mają na celu, j a k m i
się wydaje, uchwycenia c z a s o w o ś c i , d i a c h r o n i c z n o ś c i zjawis­
ka, lecz symbolicznie sygnalizują aspekt k o ń c a , schyłku
i śmierci (koniec wieku).
T a a h i s t o r y c z n o ś ć a l b u m u zbiega się z " a h i s t o r y c z n o ś c i ą "
(szaleństwem) c z a s ó w : częstą śmiercią dzieci. Lesy zestawia
na sąsiednich stronach zdjęcie ubranego na biało dziecka
w trumnie opartej o ścianę p o m i ę d z y stojącymi rodzicami
(fotografia w y s t ę p o w a ł a j u ż w drugiej sekwencji) z obrazem
starej, siedzącej i j a k gdyby czekającej na śmierć kobiety
(chyba najstarszej w albumie). Nasza konwencjonalna linearn o ś ć czasu przyzwyczaiła nas do faktu, że człowiek rodzi się,
żyje, by w k o ń c u , kiedy jest stary, u m r z e ć , j e d n y m s ł o w e m , że
najpierw u m i e r a j ą ludzie starzy. T o przyzwyczajenie rozbite
jest przez wspomniane zestawienie. " N i e n o r m a l n o ś ć " przed­
stawianego czasu d o d a t k o w o p o d k r e ś l o n a jest faktem, że

118

stara kobieta, znajdująca się po lewej stronie r o z ł o ż o n y c h
stron, niejako patrzy na śmierć dziecka.
A l b u m y historyczne (i zdecydowana większość a l b u m ó w
rodzinnych) o d w o ł u j ą się do diachronicznej (historycznej)
narracji ( u k ł a d u ) . Inaczej sprawa w y g l ą d a w przypadku
Lesy'ego. Wydaje m i się, że większość z a b i e g ó w , do j a k i c h
ucieka się Lesy, m o ż n a by łączyć, z p r ó b ą n a ś l a d o w a ­
l i i a m e c h a n i z m ó w funkcjonowania l u d z k i e j (działają­
cej na zasadzie asocjacji) p a m i ę c i . P r z y p o m n i j m y sobie
cytowane w motcie s ł o w a D a v i d a Lowenthala: " R z a d k o
kiedy odtwarzanie w s p o m n i e ń zachowuje n a s t ę p s t w o wyda­
rzeń - lokalizujemy je raczej przez skojarzenia niż dzięki
metodycznej penetracji, a przeszłość traktujemy j a k ' m u ­
zeum archeologiczne (...) porozrzucanych na chybił trafił
s z c z ą t k ó w ' . " Jeśli w y ł ą c z y m y dwie sekwencje otwierające
a l b u m i sekwencję z a m y k a j ą c ą ( k t ó r e m o ż n a by n a z w a ć
wzięciem przedstawionej rzeczywistości w " m i t o l o g i c z n y " ,
czy też symboliczny " c u d z y s ł ó w " ) to o d n o ś n i e p o z o s t a ł y c h ,
m o ż n a by powiedzieć, że u k ł a d e m zdjęć r z ą d z i często ( c h o ć
nie zawsze) prawo asocjacji. P a m i ę ć ludzka nigdy (lub prawie
nigdy) nie jest "fotograficznie" wierna, nawet jeśli często
nam się tak wydaje. Podobnie p o s t ę p u j e Lesy z fotografiami,
poddaje je pewnym zmianom, zmienia t ł o , pewne elementy
fotografii przemieszcza, a nawet wprowadza do fotografii
elementy z innych zdjęć (por. i l . 7; gdzie u d o ł u fotografii
z o s t a ł o umieszczone powielenie zestawienia r ą k d w ó c h k o ­
biet, a u g ó r y pojawia się fragment d ł o n i kobiety ze zdjęcia
z sąsiedniej strony).
2 2

P o s ł u c h a j m y jeszcze jednej uwagi Lowenthala: " K a ż d y
rodzaj pamięci modyfikuje i p r z e k s z t a ł c a d o ś w i a d c z e n i e ,
raczej destyluje przeszłość, niż odzwierciedla j ą b e z p o ś r e d ­
nio."
W a r t o w t y m k o n t e k ś c i e p r z y w o ł a ć konstatacje
Kirsten Hastrup o zbieżności m e c h a n i z m ó w d z i a ł a n i a m i t u i p a m i ę c i ludzkiej w o p o z y c j i i d o h i s ­
t o r i i (historiografii). Hastrup pisze, że m i t i historię m o ż n a
t r a k t o w a ć j a k o dwie odmienne s z t u k i
pamięci.
Jeśli przyjmiemy p r o p o n o w a n ą a n a l o g i ę z p a m i ę c i ą za
u s p r a w i e d l i w i o n ą w ó w c z a s charakterystyczny zabieg bardzo
częstego zestawiania lustrzanych o d b i ć danej fotografii wyda
n a m się w pełni uzasadniony. Takie poszukiwanie w ł a ś ­
c i w e g o o b r a z u (prawdy pamięci) przypomina zabiegi
do j a k i c h o d w o ł y w a ł się Tadeusz K a n t o r w swoim teatrze.
2 3

2 4

�Przypomnijmy sobie charakterystyczny p o c z ą t e k spektaklu
Wielopole, Wielopole, kiedy to pojawiające się postacie
z m a r ł y c h spierają się o to, gdzie było o k n o , czy było ono
naprzeciwko drzwi?, z k t ó r e j strony r e k o n s t r u o w a ­
n e g o p o k o j u trzeba je umieścić. Podobnie z i n n y m i
elementami: czy walizka na pewno leżała na szafie? W swo­
ich dociakaniach d o t y c z ą c y c h fenomenu pamięci K a n t o r
wynajduje " m e t o d ę klisz". M ó w i : "Wspomnienie nie tworzy
ciągłej fabuły. (...) Nigdy we wspomnieniu nie ma akcji, t y l k o
są klisze i to jest sprawa... metoda k l i s z . " Ale przecież te
klisze nigdy nie są "fotograficznie wierne".
P r z y w o ł a n i e w t y m k o n t e k ś c i e teatru, teatru tak specyficz­
nego j a k teatr K a n t o r a , wydaje się zasadne. Roland Barthes
powiada, że jeśli fotografia d o t y k a sztuki, to właśnie przez
teatr. "Fotografia wydaje m i się bliższa Teatru, a to przez
szczególny związek (być m o ż e jedynie j a to widzę): przez
Śmierć. Znany jest pierwotny związek teatru i k u l t u Z m a r ­
łych: pierwsi aktorzy odłączyli się od w s p ó l n o t y grając rolę
Z m a r ł y c h ; u c h a r a k t e r y z o w a ć się o z n a c z a ł o - określić się
j a k o ciało zarazem martwe j a k i żywe: takim jest bielony tors
w teatrze totemicznym, człowiek z p o m a l o w a n ą t w a r z ą
w teatrze c h i ń s k i m , m a k i j a ż z masy ryżowej w indyjskim
K a t h a - K a l i , maska w j a p o ń s k i m teatrze N ó . . . O t ó ż ten sam
związek o d n a j d u j ę w Fotografii: p o m i m o naszych wysiłków,
by była 'jak ż y w a ' (a ta pasja ' o ż y w i a n i a ' nie jest niczym
innym, j a k t y l k o mitycznym zaprzeczeniem naszego z a ż e n o ­
wania wobec śmierci). Fotografia jest j a k teatr p r y m i t y w n y ,
j a k Ż y w y Obraz - w y o b r a ż e n i e m nieruchomej uszminkowanej twarzy, pod k t ó r ą widzimy u m a r ł y c h . "
A l e to powtarzanie, zestawianie "lustrzanych" fotografii,
j a k m i się wydaje, jest t a k ż e p r ó b ą szukania t y p o w o ś c i .
W cytawanych na p o c z ą t k u s ł o w a c h Lesy'ego m ó w i on, że
o g l ą d a n i e tysięcy zdjęć powoduje, że zaczynamy myśleć
w kategoriach g e n o t y p u . Lesy'emu nie chodzi tutaj
o genotyp w rozumieniu biologicznym (a jeżeli nawet to
zdecydowanie mniejszym znaczeniu), lecz właśnie o t у p o w o ś ć zjawisk, miejsc, p ó z , z a c h o w a ń k u l t u r o w y c h (tego
właśnie dotyczy album The Frames, w k t ó r y m fotografie
rodzinne zestawione z tekstami o p o w i a d a j ą c y c h swoje his­
torie b o h a t e r ó w , znajdują interpretację w kategoriach Freu­
dowskich i Jungowskich). P o d o b n ą w y m o w ę m a j ą zdania
z Wprowadzeniu do Wisconsin Death Trip, k t ó r e są niejako
25

26

2 7

podsumowaniem usprawiedliwienia wobec z a b i e g ó w j a k i c h
dokonuje on na zdjęciach V a n Schaicka i tekstach z Lokal­
nych Wiadomości
pisanych przez F r a n k a i George'a Co­
o p e r ó w : „ J e d y n y m problemem pozostaje j a k zmienić po­
rtret z p o w r o t e m w o s o b ę i j a k zmienić zdanie [relację]
w wydarzenie. (...) Sprawa, k t ó r ą trzeba się zająć jest
z n a c z e n i e a nie wygląd. " Z n a c z e n i e fotografii poza
kontekstem jest zawsze w ą t p l i w e . O d w o ł a j m y się jeszcze raz
do Rolanada Barthesa. Pisze on: " P o n i e w a ż k a ż d a foto­
grafia jest przypadkowa (i w z w i ą z k u z t y m poza znacze­
niem) Fotografia nie m o ż e z n a c z y ć ( k i e r o w a ć się k u powszechnikom), chyba, że za cenę przywdziania m a s k i . "
Trzeba jednak p a m i ę t a ć , że archaiczna maska nosiła bogat­
sze, niż jej się dziś przypisuje, znaczenia. Jej funkcja nie
s p r o w a d z a ł a się t y l k o do z a s ł a n i a n i a (skrywania), ale przede
wszystkim o d s ł a n i a n i a ( o b j a w i e n i a ) . ' Maska przekracza
fenomeny i kieruje się k u istocie zjawiska. Świeższe, osobiste
d o ś w i a d c z e n i a z t y m p o d w ó j n y m charakterem teatralnej
maski odnajdujemy u K i r s t e n H a s t r u p . Jak w i d a ć stale
powracamy do p r o b l e m ó w archaicznego teatru. Ale czy
zachowanie Lesy'ego wobec fotografii mężczyzny ( i l . 9) nie
jest przypadkiem właśnie p r ó b ą "dekonstrukcji m a s k i " .
2 8

29

3 0

3

32

Praca Lesy'ego jest fascynująca nie t y l k o dlatego, że
" d z i a ł a " , że przekazuje nam p e w n ą o k r e ś l o n ą , c z ą s t k o w ą
p r a w d ę o pewnej społeczności. Zabieg ten jest jeszcze
ciekawy z innych p o w o d ó w . Tradycyjna nauka (myślę t u
o takich pozytywistycznych metodach w etnologii, j a k np.
funkcjonalizm) s t a r a ł a się s t w o r z y ć wrażenie o b i e k t y w n o ś c i
( o b i e k t y w n o ś ć - obiektyw: skojarzenia fotograficzne nie są
tu nie na miejscu), " b e z s z w o w o ś c i " , usiłowała p r z e k o n a ć , że
to sama rzeczywistość m ó w i do nas za siebie. Co innego
zdaje się m ó w i ć Lesy: chce n a m p o k a z a ć , że nawet tak
z d a w a ł o b y się obiektywne dokumenty j a k fotografie nie
m ó w i ą same za siebie. Badacz (historyk) nie jest t u "prze­
zroczystym m e d i u m " . Z r e s z t ą pisze on o t y m otwarcie we
Wprowadzeniu: album jest " W t y m samym stopniu ćwicze­
niem z historii, j a k i eksperymentem alchemii. Jego n a d r z ę d ­
n ą intencją jest, abyście P a ń s t w o doświadczyli tych stronic
teraz, przed s o b ą jak ruchomego lustra, k t ó r e o b r ó c o n e
w j e d n ą s t r o n ę m o ż e o d b i ć zapach powietrza, k t ó r y mnie
otacza, gdy piszę te słowa; o b r ó c o n e w i n n ą s t r o n ę m o ż e
p r o j e k t o w a ć Wasze oczekiwania o d n o ś n i e przyszłości; od33

119

�w r ó c o n e ponownie, m o ż e p r z e k a z y w a ć dźwięk oddechu
w m r o ź n y m powietrzu w izbie z przed osiemdziesięciu
laty..." Ponownie na horyzoncie pojawiają się skojarzenia
teatralne, by p r z y p o m n i e ć t y l k o d o ś w i a d c z e n i a A n t o n i n a
A r t a u d : "Jest w zasadzie teatru i zasadzie alchemii tajem­
nicza t o ż s a m o ś ć i s t o t y . "
Kirsten Hastrup, d u ń s k ą antropolog, s p o t k a ł a rzadka
przygoda - dane jej było p r z e ż y ć siebie j a k o fikcję i m i t . Jej
życie i praca stały się bowiem przedmiotem zainteresowania
Eugenio Barby i jego teatru (Odin Teatret). Tak p o w s t a ł
fascynujący spektakl - Talabot. W artykule Out of Anth­
ropology Hastrup szczegółowo omawia kolejne etapy pracy
z B a r b ą , kiedy to ona, antropolog, stała się przedmiotem
" b a d a ń terenowych" reżysera i jego z e s p o ł u , a n a s t ę p n i e
proces o d b i o r u "siebie-jako-niesiebie" najpierw na p r ó b a c h ,
a potem publicznie. Śledzimy w ten s p o s ó b frapującą
o p o w i e ś ć o poszukiwaniu t o ż s a m o ś c i (tego dotyczy spek­
t a k l , a krytyczny a r t y k u ł Hastrup podnosi te dociekania
niejako"do k w a d r a t u " ) , o zawiłej relacji jaka wiąże historię,
mit i p r a w d ę , i w k o ń c u o t y m , j a k jej " j a " stopniowo staje się
"nie-ja" (to, że b y ł a reprezentowana przez i n n ą k o b i e t ę ,
u n i e m o ż l i w i a ł o jej o b e c n o ś ć w jej własnej historii; "opowie­
dzieli oni p r a w d ę o Kirsten [bohaterce spektaklu], jednak
ona ciągle nie była m n ą [nie-ja]"), by ostatecznie, j u ż
w publicznym pokazie, m o g ł a ona o d n a l e ź ć siebie ponownie
("nie-nie-ja" = " j a " ) . W t y m d o ś w i a d c z e n i u Hastrup "na
własnej osobie" odkrywa fakt, że kiedy jej "historia stała się
mityczna, [jednocześnie] stała się p r a w d z i w a " .
A l e to osobiste d o ś w i a d c z e n i e uwiarygodnia jedynie k o n ­
kluzję, k t ó r ą s f o r m u ł o w a ł a j u ż we wcześniejszym artykule:
„ N a w e t jeśli j e s t e ś m y naocznymi ś w i a d k a m i życia i cho­
ciaż pracujemy z dokumentami, nie m o ż e m y z a d o w o l i ć się
widzialnymi wyrazami inności. M u s i m y ponownie s t w o r z y ć
j ą w innej formie, aby u m o ż l i w i ć jej m ó w i ć za siebie! Ten
paradoks jest absolutnie centralny dla dyskursu antropolo­
gicznego: Musimy powtórnie stworzyć rzeczywistość
w od­
3 4

35

miennej formie, by mogła ona mówić za siebie. Nie t y l k o
musimy m ó w i ć o czymś, ale t a k ż e w imieniu kogoś lub czegoś.
Jest to kolejny podstawowy warunek antropologii. Auten­
tyczności nie o s i ą g a się przez komentarz udrapowany
w przedstawienie [through comment clad as presentation],
lecz przez ś w i a d o m o ś ć antropologicznej r e p r e z e n t a c j i rozumianej j a k o przetworzenie i uobecnienie." S z t u k a
antropologii d o t y k a t u sztuki teatru.
Susan Sontag s k w i t o w a ł a wysiłek Lesy'ego w n a s t ę p u j ą ­
cych s ł o w a c h : " C y t a t y nie m a j ą nic w s p ó l n e g o ze zdjęciami,
ale k o j a r z ą się z n i m i w przypadkowy, intuicyjny s p o s ó b ,
podobnie j a k słowa i d ź w i ę k i W . Johna Cage'a dopasowywa­
ne są w czasie przedstawienia do r u c h ó w tanecznych za­
projektowanych przez Merce Cunninghama. (...) Oczywiś­
cie, Wisconsin: podróż w krainę śmierci niczego nie dowodzi.
Siła historycznego argumentu leży w sile colllage'u. D o
n i e p o k o j ą c y c h , elegancko p o k r y t y c h p a t y n ą zdjęć V a n Schaicka m ó g ł Lesy d o p a s o w a ć inne teksty z tego okresu - listy
m i ł o s n e , dzienniki - i s t w o r z y ć odmienne, m o ż e mniej
p r z y g n ę b i a j ą c e w r a ż e n i e . Jego a l b u m podnieca, stanowi
modnie pesymistyczny argument i oferuje całkowicie d o w o l ­
ny, k a p r y ś n y obraz h i s t o r i i . "
Oczywiście, konstatacja Susan Sontag jest prawdziwa,
c h o ć j e d n o c z e ś n i e nie ma ona racji. Ł a t w o ś ć z j a k ą przecho­
dzi ona nad p r o p o z y c j ą Lesy'ego m o ż e dziwić u badaczki
zainteresowanej surrealizmem i jego specyficznym podej­
ściem do p r a w d y .
P r a w d ą jest, że zabiegi Lesy'ego n o s z ą znamiona arbitral­
ności. Ale jeśli słuszna jest moja interpretacja, że a l b u m
niejako n a ś l a d u j e s t r u k t u r ę ludzkiej p a m i ę c i i p r z y w o ł a n a
paralela teatralna ("Teatr ś m i e r c i " K a n t o r a ) , to - wydaje m i
się - że w t y m świetle poczynania Lesy'ego znajdują pełne
usprawiedliwienie. Lesy opowiada historię c z ą s t k o w ą , k t ó r a
ginie w tzw. p o w a ż n e j historii. T y m samym jego praca
b y ł a b y bliższa nie tyle sztuce nawet, co raczej s z t u c e
p a m i ę c i , tej jej odmianie, k t ó r a nazywa się m i t e m .
36

3 7

3 8

3 9

P R Z Y P I S Y
1

J . Wróblewski, Nie mogę uciec od polityki. Rozmowa z Marcelem
Łozińskim,
dokumentalistą,
"Życie Warszawy" 17-18 lipca 1993;
w drugim zdaniu, kiedy Łoziński u ż y w a liczby mnogiej, chodzi
o K i e ś l o w s k i e g o , Kędzierskiego, K a m i ń s k a , Gryczelowską, K o s i ń s ­
kiego i Zygadłę.
M. Lesy, Time Frames. The Meaning of Family
Pictures,
Pantheon Books, New Y o r k 1980, s. X I i X I I '
M . Lesy. Wisconsin Death Trip, Pantheon Books, New Y o r k
1973. Słusznie Sławomir Magala przetłumaczył tytuł na Wisconsin:
Podróż
w krainę śmierci.
Por. jego przypis w Susan Sontag,
O fotografii, tłum. S. Magala, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe,
Warszawa 1986, s. 72
Niestety, nie znany jest mi album Real Life: Louisville in the
Twenties (197'5). Por. o m ó w i e n i e trzech wymienionych już a l b u m ó w
przez Michaela Yampolsky'ego, Między słowem a obrazem. Zycie
zwykłych ludzi. Michael Lesy w poszukiwaniu prawdy historycznej,
tłum. Alicja Skarbińska, "Obscura" nr 3-4, 1985. Inny, późniejszy
album Lesy'ego, Bearing Witness o g l ą d a ł e m wiele lat temu.
2

3

4

5

W. Susman, Preface, (w:) Lesy, Wisconsin Death Trip, op. cit.
M . Lesy. The Forbidden Zone, Andre Deutsch 1988, s. 12. Spacja
moja - S.S.
R . Barthes, La chambre claire. Note sur la photographic Cahier
du Cinema, Gallimard, Le Senil 1980, § 1. Spacja moja - S.S.
M . Lesy, The Frames, op. cit., s. X I
T o nie z Wprowadzenia ani z Zakończenia,
lecz z jednego
z dopisanych fragmentów lokalnego historyka, dowiadujemy się, że
jedna z fotografii [of a certain very special lady called Pauline
L ' Allemand (...) she was so much the right person in the wrong place at
the wrong time that she nearly turned everything inside out and upside
down nie została wykonana przez V a n Schaicka.
6

7

8

9

120

Lesy myli się też o d n o ś n i e datowania zdjęć: co najmniej jedna,
a najprawdopodobniej dwie fotografie zostały zrobione w 1913
roku. R a z wynika to jasno z widocznego na zdjęciu plakatu-zaproszenia, oznajmiającego, że 18 maja 1913 r. odbędzie się
potańcówka-piknik; w drugim przypadku wynika to z tekstu
d o ł ą c z o n e g o (zdjęcie jest reprodukowane w gazecie) do fotografii
kaleki reklamującego protezy n ó g (nie jest, oczywiście, w pełni
pewne, czy tekst nie został d o ł ą c z o n y do wcześniejszej fotografii).
M . Lesy, The Forbidden Zone, op. cit., s. 13
К . Hastrup, Anthropological visions: some notes on visual and
textual authority, (w:) Film as Ethnography, ed. by P . I . Crawford i D .
Turton, Manchester University Press, Manchester &amp; New Y o r k
1992
R. Barthes, op. cit., n.p. § 44; por. też S. Sikora, Fotografia - pa­
mięć - wyobraźnia,
"Konteksty: Polska Sztuka L u d o w a " nr 3-4,
1992
N a temat symbolizmu androgyniczności (coincidencia oppositorum) por. M . Eliade, Sacrum mit historia, przeł A . Tatarkiewicz,
P I W , Warszawa 1993; rozdział Mefisto i Androgyn, czyli tajemnica
pełni, s. 197-251
Oczywiście, symbolika konia jest bardzo bogata. P r z y p o m n ę więc
tylko za Eliadem, że koń bywał utożsamiany z Kosmosem. Traktat
o historii religii, tłum. J . Wierusz-Kowalski, K i W , Warszawa 1966, s.
98, 106-107
M . Eliade, Traktat..., op.cit., s. 197
W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów
obcojęzycz­
nych, W P , Warszawa 1988, s. 350
Por. W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, P I W ,
Warszawa 1985, s. 611
Por. Ludwika Press. Zycie codzienne na Krecie w państwie
króla
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

�Minosa, P I W , Warszawa 1972, il. 71. Figurki z ok. 1600 r. p.n.e..
Muzeum w Herakeionie.
Por. np. Kopaliński, Słownik mitów..., op. cit, s. 364, 852-3
Por. piękny esej St. Vincenza, Podkład religii
starogreckiej
(Węże u Pauzaniusza),
omawiający funeralną s y m b o l i k ę węży [(w:)
tegoż. Po stronie dialogu, P I W , Warszawa 1983, t. 1]. T a k ż e Eliade,
Traktat....
op. cit., s. 206, 166-170. Jeśli uwzględnimy falliczną
symbolikę węża, m o g ł o b y to być również motyw androgyniczny,
Eliade, tamże, s. 168-170
R. Barthes, op. cit., np. (j 44, 47: por. też S. Sikora, op. cit.
Arystoteles, Poetyka, przcł. i o p r a c o w a ł Henryk Podbielski.
seria Biblioteka Narodowa, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w - G d a ń s k -Łódź 1983. roz. I X
D . Lowenthal, Przeszłość- to obcy kraj, tłum. 1. Grudzińska-Gross i M . Tański, "Res Publica" nr 3, 1991, s. 21
T a m ż e , s. 16
K . Hastrup, Presenting
the Past. Reflection
on Myth
and
History. "Folk. Journal of Danish Ethnographical Society" vol. 29,
1987
Tadeusz Kantor: "Wspomnienie to jest ustawianie... ustawia­
nie przestrzeni, jak to było, prawda... i ciągle się mylimy. Nic, to nie
stało tutaj, to stało gdzie indziej." L . Caplan, T . Kantor, K .
Rabińska,' Metoda klisz, "Dialog" nr 12, 1980, s. 128. Szerzej
o antropologicznym wymiarze pamięci u Kantora (i w filmie
polskim) p o r ó w n a j Z . Benedyktowicz, Przestrzenie
pamięci, (w:)
Film i kontekst, pod red. D . Palczcwskiej i Z . Benedyktowicza,
Ossolineum, Wrocław itd. 1988. O p a m i ę c i o w y m z w i ą z k u z umar­
łymi por. też S. Sikora. Cmentarz. Antropologia pamięci, "Polska
Sztuka Ludowa" nr. 1-2, 1986
L . Caplan, T . Kantor, K . Rabińska, op. cit., s. 128
R. Barthes, op. cit.. § 13; tłum. pol. Camera lueida.
Refleksje
o fotografii, (fragmenty) tłum. E . Modzelewska-Sikora, " K i n o " nr
3J992
„Wtrącenia i dodatki znajdują następujące usprawiedliwienie:
jedynym sposobem sprzeciwienia się intencjom fotografa jest znisz­
czenie n e g a t y w ó w ; jedynym sposobem zniekształcenia punktu wi­
dzenia dziennikarza jest zapomnienie tego, co powiedział." M . Lesy,
Wisconsin Death Trip, Introduction,
op. cit., b.nr.s.

2 4

T a m ż e , spacja moja S.S.

3 0

R. Barthes, op. cit., § 15. Spacja moja - S.S.

1 8

1 4

2 0

2 1

2 2

2 3

" ..Maska usuwa z r ó ż n i c o w a n i e ludzi z dziedziny przypadkowo­
ści i wprowadza je w boski, wieczny i znaczący świat rytuału.
Przekształca to, co jest, w to, co być powinno." Gerardus van der
Leeuw, Święta gra. tłum. Z . Benedyktowicz i S. Sikora, "Konteksty:
Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1991
3 2

K . Hastrup, Out of Anthropology.
The Anthropologist
object of dramatic reprsentatkm
(1988, maszynopis).

as an

3 3

J . Clifford, Samokreacja
etnograficzna:
Conrad i
Malinowski,
tłum. M . K r u p a , "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1992
3 4

A . Artaud, Teatr alchemiczny, (w:) Teatr i jego sobowtór, przel.
J. Błoński, Warszawa 1978: cyt. za: Wojciech Michera,
Wyobraźnia
alchemiczna Wernera Herzoga. Egzegeza alchemiczna filmu
"Szkla­
ne serce". "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1992

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

3 5

K. Hastrup, Out of Anthropology,

op. cit.

3 6

К. Hastrup, Veracity and Visibility: The Problem of Authen­
ticity in Anthropology,
"Folk. Journal of Danish Etnographical
Society" V o l . 28, 1986, s. 13. Kursywa К. Hastrup, spacja moja
-S.S."
3 7

S. Sontag, op. cit., s. 72-3

3 8

Por. np. o m ó w i e n i e filmowej twórczości J . Roucha przez
Jeanettc DeBouzek, "Etnograficzny
surrealizm"
Jeana
Roucha,
ttum. S. Sikora, "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4. 1992;
i o szerszym kontekście z w i ą z k u etnografii i surrealizmu: J . Clifford,
The Predicament of Culture. Twentieth-Century
Ethnography,
Lite­
rature and Art, Harvard University Press, Cambridge (itd.) 1988,
szczególnie rozdział On Ethnographic Surrealism; o m ó w i e n i e polskie
Monika Sznajderman, O etnograficznym
surrealizmie,
por. też
Katarzyna Kaniowska, Surrealizm
i etnografia;
oba artykuły
w "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 1, 1991
3 0

Por. K . Hastrup, Presenting the Past, op. cit. Porównaj też
w tym kontekście rozważania Clifforda Geertza o zacieraniu się
granicy p o m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i gatunkami, n a u k ą i sztuką. C .
Geertz, O gatunkach zmąconych (Nowe konfiguracje myśli społecz­
nej), tłum. Z . Łapiński, "Teksty drugie" nr 2, 1990

V *
727

9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5865" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5846">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/c09bf4aceb2d67d87de378bfef37b6cf.pdf</src>
        <authentication>6887000ab8b62c875e4bb76dbf81ba03</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69972">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69973">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69974">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69975">
                <text>O fotografii i etnografii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69976">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69977">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69978">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69979">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69980">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69981">
                <text>O fotografii i etnografii
Hubert Czachowski

N i e tak dawno u k a z a ł się d o s k o n a ł y numer „Polskiej
Sztuki Ludowej. K o n t e k s t y " (3/4, 1992) p o ś w i ę c o n y foto­
grafii i filmowi. Poniższy tekst jest j a k b y postscriptum d o
tamtego numeru. C h c i a ł b y m zwrócić w n i m u w a g ę na
p o d o b i e ń s t w o natury etnografii-antropologii i fotografii, na
te same problemy n u r t u j ą c e ich historię.
O t ó ż pierwsze związki są b e z p o ś r e d n i e i d o t y c z ą tego, że
etnografowie od samego p o c z ą t k u zaanektowali aparat
fotograficzny j a k o n a r z ę d z i e n i e z b ę d n e i d o s k o n a ł e do swojej
pracy. Stało się tak, gdyż u podstaw o b y d w u tych dziedzin
legła silna i p r z e m o ż n a chęć utrwalenia r ó ż n o r o d n o ś c i
świata, zrozumienia go i przybliżenia i n n y m ludziom. M o ż n a
p o w i e d z i e ć , że fotograf i etnograf i tylko oni pełnią bardzo
podobne role społeczne w t y m samym miejscu. Przyjmują
- bardzo w y g o d n ą s k ą d i n ą d , ale i niebezpieczną - pozycję
p o m i ę d z y fotografowanym czy opisywanym k a w a ł k i e m
ś w i a t a a s p o ł e c z e ń s t w e m , i to bez w z g l ę d u na przyjętą opcję
m e t o d o l o g i c z n ą czy e p i s t e m o l o g i c z n ą . W ł a ś n i e - s p o g l ą d a ­
j ą c wstecz na h i s t o r i ę fotografii i etnografii - te same
problemy epistemologicznej natury n u r t u j ą etnografa opisu­
j ą c e g o K u l t u r y i fotografa r o b i ą c e g o zdjęcia Ś w i a t u . Podob­
ne kwestie d o t y c z ą w zasadniczym stopniu całej humanis­
t y k i , a w świetle postmodernistycznego p r z e ł o m u - całej
kondycji w s p ó ł c z e s n e g o c z ł o w i e k a . Jednak m i ę d z y foto­
grafią i e t n o g r a f i ą zachodzi tutaj w y j ą t k o w a komplementarność.
W historię etnologii immanentnie wpisane są nieustające
p r ó b y w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y . Jej pierwsi
koryfeusze „ p o z n a n i e " t r a k t o w a l i j a k najbardziej d o s ł o w n i e
i zasadniczo. T o znaczy opisywali po prostu t o , co widzieli
i czego się dowiedzieli, u w a ż a j ą c taki opis rzeczywistości za
prawdziwy i w pełni obiektywny. Z g o ł a odmiennym schema­
tem były p r ó b y tzw. podmiotowej rekonstrukcji k u l t u r y .
Zawieszając swoje w ł a s n e s ą d y i w n i k a j ą c w s t r u k t u r y
myślenia obcej k u l t u r y p r ó b o w a n o o p i s y w a ć j ą w jej włas­
nych kategoriach. M i a ł o to zabezpieczyć badania przed
j a k i m i k o l w i e k naleciałościami k u l t u r y etnologa. D o p i e r o
niedawno uznano, że ten tak poszukiwany pełen obiek­
t y w i z m w badaniach etnograficznych jest i tak niemożliwy.
Clifford Geertz z a u w a ż y ł , że wszystkie dotychczasowe k o n ­
cepcje metodologiczne w etnologii s p r o w a d z a ł y się do tego,
aby „obejść nie dający się obejść fakt, że wszystkie opisy
etnograficzne są opisami opisującego, a nie opisywanego."
I d ą c y t y m tropem Wojciech J. Burszta n a z w a ł w i a r ę w tamte
„ p o z y t y w i s t y c z n e " tendencje „ e t n o g r a f i c z n y m i zabobona­
m i . " Etnologia to dla Geertza nic więcej, j a k opis jednej
formy życia w kategoriach innej. T o właśnie w budowaniu
„ p o m o s t u p o m i ę d z y t y m i , dla k t ó r y c h się pisze i t y m i ,
o k t ó r y c h się pisze" („bycie t a m i bycie t u " ) widzi on
p o d s t a w o w ą siłę współczesnej a n t r o p o l o g i i .
1

2

3

Historia fotografii p r z e b i e g a ł a d o ś ć podobnie. Zdjęcia
przez szereg lat były uznawane za d o k ł a d n e odbicie ś w i a t a .
M a l a r s t w o zawsze u w a ż a n o za jego interpretację. Wynala­
zek fotografii zmienił wszystko radykalnie. W y d a w a ł o się, że
oto mamy s p o s ó b na c a ł k o w i t e , w pełni jednoznaczne,

a przez to i obiektywne, odwzorowanie rzeczywistości.
„ Z b i e r a ć fotografie - to z b i e r a ć ś w i a t " , pisała Susan Sontag
0 tych pierwszych tendencjach, k t ó r e zrodziła f o t o g r a f i a .
Pierwsi fotografowie zachwyceni m o ż l i w o ś c i ą rejestracji,
j a k ą d a w a ł aparat, traktowali go j a k o k o p i a r k ę , k t ó r a sama
spostrzega świat, a człowiek potrzebny jest tylko do urucho­
mienia migawki. Nie m o ż e więc dziwić entuzjazm, z j a k i m
p o w i t a l i ten wynalazek etnografowie. Z a c h w y t o w i , k t ó r y
w y w o ł y w a ł y zdjęcia z p o w o d u swojej p r a w d o m ó w n o ś c i
1 z d o l n o ś c i wiernego rejestrowania ś w i a t a , t o w a r z y s z y ł a
r ó w n i e ż niechęć spowodowana ich „ n i k c z e m n ą d o k ł a d n o ś ­
c i ą " . W y d a w a ć by się m o g ł o , że właśnie fotografia z d o ł a ł a
p o k o n a ć wszelki relatywizm na rzecz zwycięskiego obiek­
tywizmu.
Ten naturalny - j a k potocznie s ą d z o n o - obiektywizm
fotografii z o s t a ł jednak zakwestionowany. F o t o g r a f po­
strzegany p o c z ą t k o w o j a k o zupełnie neutralny obserwator,
z o s t a ł z a s t ą p i o n y przez fotografa relatywistę. Coraz po­
wszechniejsze s t a ł o się przekonanie, j a k pisze Sontag, że
nigdy nie m o ż n a z r o b i ć d w ó c h identycznych zdjęć tego sa­
mego przedmiotu. Z a u w a ż o n o , że o p r ó c z b e z p o ś r e d n i e j i n ­
formacji o świecie zdjęcia p o k a z u j ą jeszcze i to с o oraz j a k
sam fotograf w i d z i , spostrzega i - co jeszcze ważniejsze - j a k
ocenia świat, k t ó r y fotografuje. „ S t a ł o się jasne, że nie
istnieje prosta jednoznaczna (czytaj: w pełni obiektywna
- przyp. H C ) c z y n n o ś ć zwana widzeniem [...], lecz spo­
strzeganie fotograficzne (czyt.: antropologiczne), k t ó r e jest
n o w ą o d m i a n ą ludzkiej percepcji." T a k więc i fotografie
stały się interpretacjami. W y b ó r takiego, a nie innego ujęcia,
takiego lub innego fragmentu, stosowanie p o w i ę k s z e ń i retu­
szy, s p o s ó b oświetlenia, w y b ó r filmu c z a r n o - b i a ł e g o lub
kolorowego, a nawet w y b ó r filmu o k r e ś l o n e j firmy (nie
w s p o m i n a j ą c j u ż o m o ż l i w o ś c i a c h jakie daje w s p ó ł c z e s n a
technika k o m p u t e r o w a ) staje się zawsze narzucaniem swoich
k r y t e r i ó w widzenia i n n y m . D o tego dochodzi jeszcze s p o s ó b
odbioru zdjęcia, k t ó r y też zmienia się w zależności od
kontekstu w y s t ę p o w a n i a . C z y m i n n y m j a k o ś c i o w o staje się
zdjęcie reprodukowane na pierwszej stronie najpopularniej­
szego dziennika z obszernym komentarzem s ł o w n y m , i to
samo zdjęcie na fotograficznej wystawie w galerii, p o ś r ó d
d z i e s i ą t k ó w innych, nawet nie z w i ą z a n y c h tematycznie.
Wittgenstein, m ó w i ą c o j ę z y k u , p o d k r e ś l a ł , że znaczeniem
słowa jest jego zastosowanie. Sontag odnosi to z całą
s t a n o w c z o ś c i ą do f o t o g r a f i i .

4

5

6

7

Trzeba jeszcze zwrócić u w a g ę na jeden aspekt. O t ó ż ,
etnologowie dowiedli w swoich pracach, że badania obcej
k u l t u r y ujawniają i u ł a t w i a j ą zrozumienie własnej. O g l ą d a j ą c
i analizując zdjęcia o k r e ś l o n e g o fotografa, r ó w n i e ż d u ż o
m o ż n a p o w i e d z i e ć o n i m samym, a t a k ż e o kulturze, w k t ó r e j
partycypuje. Obserwacje są czynione zrazu d w u t o r o w o
- w stosunku do obcych i swoich. Podobnie j a k fotografujący
misterium w G ó r c e Klasztornej, k t ó r z y r o b i ą zdjęcie raz
U k r z y ż o w a n e m u Chrystusowi, raz obserwującej to publicz­
ności ( i l . ) . Ta swoista d w u t o r o w o ś ć obserwacji jest m o ż l i w a
tylko dla f o t o g r a f ó w / e t n o g r a f ó w umiejscowionych p o ś r ó d -

111

1

�ku wydarzenia, wszyscy inni znajdują się z lewej, b ą d ź
z prawej strony. T o właśnie do takiej sytuacji odnosi się
pomost Geertza p o m i ę d z y ,,byciem tam a byciem t u " .
Obecnie w fotografii pojawili się t w ó r c y - j a k postmoderniści w nauce, w t y m t a k ż e etnologii - otwarcie p o d e j m u j ą c y
grę z rzeczywistością. Zdjęcia takich a u t o r ó w j a k Jerzy
M o d r a k , Thierry Geoffroy czy Bruce Gilden określa się
mianem r e p o r t a ż u subiektywnego. Nie p r ó b u j ą j u ż oni stać
z boku w y d a r z e ń i ich po prostu rejestrować. Sami stwarzają
sytuację, w k t ó r y c h - ich zdaniem - zacznie się dziać coś
godnego pokazania. N p . z r o z m y s ł e m błyskają fleszem
prosto w oczy zaskoczonych ludzi. W ten s p o s ó b p o d k r e ś l a j ą
swoją o b e c n o ś ć , j a k i w p ł y w na f o t o g r a f o w a n ą scenę.
W zgodzie z postmodernistycznymi z a ł o ż e n i a m i sami stają
się bohaterami swoich zdjęć, swoich meta-narracji. W s p ó ł ­
czesną fotografię nie interesują j u ż bowiem proste fakty, lecz
s p o s ó b ich podania i w y r a ż o n e w nich własne p o g l ą d y .
Jednak o p r ó c z n i e m o ż l i w e g o do wyeliminowania uwik­
ł a n i a się fotografa w siatkę p o j ę c i o w ą własnej k u l t u r y ,
pojawia się też m o ż l i w o ś ć manipulacji faktami. M o ż e to
sprzyjać np. nadmiernemu estetyzowaniu lub - gdy coś
t r z e c i o r z ę d n e g o staje się pierwszoplanowe - zakłóceniu
właściwej hierarchii fotografowanych zjawisk. Interesujący
z b i ó r t e k s t ó w na temat wiarygodnej rejestracji b ą d ź kreacji
rzeczywistości
przez
fotografów
zawierają
numery
5 i 7 z 1991 r o k u czasopisma , , 6 x 9 Fotografia". Jest tam
t a k ż e zamieszczonych wiele zdjęć m a n i p u l u j ą c y c h rzeczywis­
tością. W a r t o w c z y t a ć się w teksty o specyficznej estetyce
r e p o r t a ż y p r z e k a z u j ą c y c h obrazy z wojny w Zatoce Perskiej
w 1991 r o k u . W mediach była to wojna o „ s p o k o j n y m
obliczu", gdzie wspaniali a m e r y k a ń s c y c h ł o p c y na swoich
w s p a n i a ł y c h maszynach pilnowali ś w i a t o w e g o p o k o j u .
A wszystko to działo się na tle p i ę k n y c h k r a j o b r a z ó w ,
z a c h o d ó w słońca i nawet wybuchy bomb były r ó w n i e
efektowne j a k sztuczne ognie. Przed p o d o b n y m i problemami
stają t a k ż e etnologowie przeceniający z kolei swoje preferen­
8

cje kulturowe. W takich pracach być m o ż e j e d y n y m bohate­
rem stanie się sam etnograf analizujący samego siebie,
pozostanie samo „bycie t u t a j " bez „ b y c i a t a m " .
Jak j u ż w s p o m n i a ł e m Geertz z a s a d n i c z ą rolę nowej etno­
grafii widzi właśnie w „ u m o ż l i w i a n i u k o m u n i k a c j i m i m o
p o d z i a ł ó w społecznych - różnic etnicznych, religijnych,
klasowych, płci, j ę z y k a i r a s y . " Bardzo w s p ó ł b r z m i ą z t ą
k o n c e p c j ą słowa Ch. Caujolla, k t ó r y pisze, że fotografowie
obecnie wcale nie chcą j u ż b y ć „ a n i obiektywni, ani wyczer­
pujący; c h c ą d a ć natomiast ś w i a d e c t w o s p o t k a ń , rzeczy
przyjemnych i łez podpatrzonych na twarzach ludzi i w kraj­
obrazach ś w i a t a . " F o t o g r a f i ę zaczyna się o k r e ś l a ć j a k o
„ m e d i u m subiektywnego r e p o r t a ż u " . M o ż e t y m wzorem
etnografię m o ż n a n a z w a ć medium subiektywnego opisu.
Wszystko to, co z o s t a ł o tutaj zasygnalizowane, pokazuje j a k
bardzo ostateczny rezultat działalności e t n o g r a f ó w i foto­
grafów, uzależniony od ich o g ó l n e g o nastawienia, powstaje
gdzieś p o ś r o d k u p o m i ę d z y n i m i samymi a p o d m i o t a m i ich
zainteresowań.
9

1 0

S ą d z ę , że wzajemne przypatrywanie się e t n o g r a f ó w i foto­
g r a f ó w historiom swoich dyscyplin, m o ż e o k a z a ć się rzeczy­
wiście inspirujące dla o b y d w ó c h stron, zwłaszcza we właś­
c i w y m rozpoznawaniu w s p ó ł c z e s n y c h d y l e m a t ó w , przed
k t ó r y m i stoją. Postmodernistyczne tendencje zbliżają te dwie
podobne dziedziny do sztuki, często z bardzo interesującymi
efektami. N a pewno p o m o g ą one w zrozumieniu i zerwaniu
ze stereotypem w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y lub
zdjęcia - dokumentu. Czy wobec tego w s p ó ł c z e s n a wiedza
o ograniczeniach poznania ludzkiego subiektywizmem upo­
w a ż n i a do dalszego dokumentowania i opisywania Świata?
M y ś l ę , że to wyzwanie jest ciągle w a ż n e , a m o ż e obecnie - po
p r z e w a r t o ś c i o w a n i u starych przyzwyczajeń modernistycznie
zorientowanej nauki - ważniejsze niż kiedykolwiek wcześ­
niej, z a r ó w n o w fotografii j a k i etnografii. W n i e m o ż l i w y m
do zdefiniowania zachowaniu właściwych proporcji m i ę d z y
„ t a m a t u t a j " leży tajemnica ich powodzenia.

P R Z Y P I S Y
1

C . Geertz. Być lam, pisać tu, „ A m e r y k a " 1990, nr 3^1, s. 63
W. Burszta, Etnologia dzisiaj albo siła peryferii, „ K o n t e k s t y .
Polska Sztuka Ludowa" 1992, nr 2
Geertz, op.cit.
S. Sontag, O fotografii. Warszawa 1986
T a m ż e , s. 84
Tamże, ss. 85-86

1

T a m ż e , s. 102

2

8

Por. B o ż e n a Stokłosa, W stronę dokumentu subiektywnego,
„ 6 x 9 Fotografia" nr 7/91, s. 46-65; patrz też 2/92 i 1/93

3

9

4

5

6

Geertz, op.cit., s. 63

1 0

C h . Caujolle, Fotografia i jej zastosowania, „6 x 9 Fotografia"
nr 7, s. 6

Fotografowie podczas Misterium Męki Pańskiej w G ó r c e Klasztornej,
Fot. Kinga Nemcre-Czachowska

112

i

1992.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5866" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5847">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/b9d8831676d3ebf80bfa2b9db3d595b0.pdf</src>
        <authentication>90afde29cfe59300e270582f768440c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69982">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69983">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69985">
                <text>Relatywizm kulturowy - znikający punkt / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69986">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.105-110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69987">
                <text>Fabiś, Piotr; Zaporowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69988">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69989">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69991">
                <text>Relatywizm kulturowy - znikający punkt
Piotr Fabiś, Andrzej Zaporowski

1
P o d s t a w ą p o n i ż s z e g o tekstu są dwie koncepcje: teoria
socjologiczna Emile'a D u r k h e i m a i filozofia j ę z y k a G o t t l o b a
Frege. Te pozornie „ o d l e g ł e intelektualnie" teorie wykorzys­
tujemy j a k o p r z e s ł a n k i dla postawienia zasadniczej tezy.
2

2

z d o l n o ś c i k o r z y s t a ć . " T a k zdefiniowany język odpowiada
d o k ł a d n i e durkheimowskiemu p o j m o w a n i u faktu społecz­
nego, Saussure przeciwstawia j ę z y k o w i m ó w i e n i e (parole).
„ P r z e z m ó w i e n i e (parole) rozumie się akt jednostki realizują­
cej s w ą z d o l n o ś ć m o w y za p o m o c ą konwencji społecznej,
k t ó r ą jest j ę z y k . " M ó w i e n i e (parole) to j ę z y k a jednostkowe
manifestacje, praktyczne p o s ł u g i w a n i e się j ę z y k i e m przez
jednostki, często nacechowane o d s t ę p s t w a m i o d jego n o r m .
J ę z y k (langue) posiada „ w ł a s n ą e g z y s t e n c j ę " - m o ż n a j ą
sobie w d u ż y m uproszczeniu w y o b r a z i ć w postaci s ł o w n i k a
i kodeksu reguł gramatycznych - o tyle, o ile jest niezależny
od jednostek t y m j ę z y k i e m m ó w i ą c y c h , niezależny od i n ­
dywidualnych a k t ó w m ó w i e n i a (parole), w k t ó r y c h się
manifestuje. Ż a d e n członek grupy nie zna wszystkich słów
i reguł gramatycznych, a nosicielem j ę z y k a jest t y l k o grupa
s p o ł e c z n a j a k o całość. Opozycja m i ę d z y j ę z y k i e m (langue)
i m ó w i e n i e m (parole) to odpowiednik opozycji m i ę d z y
faktem s p o ł e c z n y m i jego j e d n o s t k o w y m i manifestacjami.
3

P o c z ą t e k antropologii j a k o dyscypliny naukowej wiąże się
najczęściej z nazwiskiem Edwarda Burnetta T y l o r a i rokiem
1871, kiedy to u k a z a ł a się jego Cywilizacja pierwotna. Jednak
korzenie współczesnej antropologii t k w i ą raczej w myśli
Emile'a D u r k h e i m a niż w antropologii ewolucjonistycznej.
W r o k u 1895 u k a z a ł y się Zasady metody socjologicznej,
druga z o p u b l i k o w a n y c h za życia D u r k h e i m a k s i ą ż e k ,
a w niej definicja faktu s p o ł e c z n e g o : „ J e s t faktem społecz­
n y m wszelki s p o s ó b robienia, u t r w a l o n y lub nie, zdolny do
wywierania na j e d n o s t k ę z e w n ę t r z n e g o przymusu; albo
inaczej: t a k i , k t ó r y jest w danym społeczeństwie powszechny,
m a j ą c jednak w ł a s n ą egzystencję, niezależną od jego jedno­
stkowych manifestacji." Bardzo ezoteryczna to definicja.
A b y z r o z u m i e ć definiendum, konieczne jest wyjaśnienie jego
właściwości w y m i e n i o n y c h w defmiensie.
F a k t społeczny jest „ z d o l n y d o wywierania na j e d n o s t k ę
z e w n ę t r z n e g o przymusu". O j a k i m przymusie mowa? D l a ­
czego ten przymus jest z e w n ę t r z n y wobec jednostki? Szuka­
j ą c odpowiedzi na tak postawione pytania p o s ł u ż y m y się
p r z y k ł a d e m j ę z y k a . J ę z y k jest faktem s p o ł e c z n y m i j a k o taki
przyswajany jest przez jednostki p o d przymusem. Jednostka
rodzi się j a k o członek grupy społecznej i uczy się j ę z y k a
swojej grupy nie m a j ą c m o ż l i w o ś c i dokonania w y b o r u
s p o ś r ó d większej ilości j ę z y k ó w . Język, k t ó r y m się posługuje
jest więc jej dany przymusowo, a przymus ten jest z e w n ę t r z ­
ny, p o n i e w a ż z n a j o m o ś ć j ę z y k a własnej grupy społecznej nie
jest u m i e j ę t n o ś c i ą w r o d z o n ą jednostki, t y l k o n a b y t ą w p r o ­
cesie uczenia się o d innych c z ł o n k ó w grupy. Ten z e w n ę t r z n y
przymus przejawia się t a k ż e przez brak m o ż l i w o ś c i radykal­
nego odejścia p o s z c z e g ó l n y c h c z ł o n k ó w grupy społecznej o d
narzuconych z z e w n ą t r z n o r m j ę z y k o w y c h , p o d g r o ź b ą
zerwania k o m u n i k a c j i j ę z y k o w e j z i n n y m i c z ł o n k a m i tej
grupy. P r z y k ł a d j ę z y k a pokazuje, że przymus, o k t ó r y m
m o w a w cytowanej wyżej definicji, to przymus społeczny nie
m a j ą c y najczęściej nic w s p ó l n e g o z przymusem
fizycznym.
Jest to jeszcze bardziej oczywiste, gdy z a u w a ż y m y , że ludzie
w y k a z u j ą p r z y w i ą z a n i e do swego j ę z y k a .

Badania socjologiczne l u b antropologiczne m o ż n a zatem
o p i s a ć j a k o r e k o n s t r u k c j ę f a k t ó w s p o ł e c z n y c h . Rekonstruk­
cja ta polega na wydzieleniu z jednostkowych manifestacji
(przez k t ó r e fakty społeczne się „ u j a w n i a j ą " i k t ó r e w przeci­
wieństwie do tych f a k t ó w są d o s t ę p n e empirycznie) elemen­
t ó w s p o ł e c z n y c h i odrzuceniu e l e m e n t ó w i n d y w i d u a l n y c h .
Te indywidualne elementy są nieistotne, p o n i e w a ż i n f o r m u j ą
t y l k o i wyłącznie o „ o r g a n i c z n o - p s y c h i c z n e j konstytucji
j e d n o s t k i " l u b przypadkowych o k o l i c z n o ś c i a c h t o w a r z y s z ą ­
cych jej k o n k r e t n y m d z i a ł a n i o m . W ramach d u r k h e i m o w skiej teorii życie jednostki m o ż n a o p i s a ć s ł o w a m i M a k b e t a :
„ Ż y c i e jest jedynie

Fakt społeczny „jest w d a n y m społeczeństwie powszech­
n y " i posiada „ w ł a s n ą egzystencję, niezależną od jego
jednostkowych manifestacji." Niech n a s z ą egzemplifikacją
faktu s p o ł e c z n e g o będzie nadal język. P o w s z e c h n o ś ć j ę z y k a
w konkretnej grupie społecznej jest oczywista. Poza niemow­
l ę t a m i wszystkie l u b prawie wszystkie jednostki posługują się
j ę z y k i e m swojej grupy. N a l e ż y jednak wyjaśnić, j a k język
m o ż e p o s i a d a ć „ w ł a s n ą e g z y s t e n c j ę " i co skrywa się p o d
pojęciem jego „ j e d n o s t k o w y c h manifestacji." W Kursie
językoznawstwa
ogólnego Ferdinand de Saussure s f o r m u ł o ­
w a ł definicję, w e d ł u g k t ó r e j język (langue) to „ s p o ł e c z n y
w y t w ó r z d o l n o ś c i m o w y oraz o g ó ł n i e z b ę d n y c h konwencji
przyjętych przez g r u p ę s p o ł e c z n ą , aby jednostki m o g ł y z tej

Przelotnym cieniem; ż a ł o s n y m aktorem,
Co przez g o d z i n ę puszy się i m i o t a
N a scenie, po czym znika; o p o w i e ś c i ą
I d i o t y , p e ł n ą wrzasku i wściekłości,
A nie z n a c z ą c ą n i c . "
Badacz nie m o ż e o b s e r w o w a ć b e z p o ś r e d n i o f a k t ó w s p o ł e ­
cznych, p o n i e w a ż s k ł a d a j ą się one z pojęć t k w i ą c y c h w umys­
łach ( m ó z g a c h ) c z ł o n k ó w grupy społecznej. P o d k r e ś l i ć nale­
ży, że grupa s p o ł e c z n a nie m o ż e istnieć bez biologicznych
o r g a n i z m ó w jednostek j ą t w o r z ą c y c h , ale n o ś n i k i e m f a k t ó w
s p o ł e c z n y c h jest grupa s p o ł e c z n a j a k o całość. Pojęcia te, ze
względu na ich s p o ł e c z n ą genezę, nazywa D u r k h e i m wyob­
r a ż e n i a m i z b i o r o w y m i . Wszystkie pojęcia ( w y o b r a ż e n i a

1

Przedmiotem b a d a ń po d u r k h e i m o w s k u rozumianej so­
cjologii s ą fakty s p o ł e c z n e . Natomiast jednostkowe manifes­
tacje tych f a k t ó w „ m a j ą w sobie wprawdzie c o ś s p o ł e c z n e g o ,
gdyż o d t w a r z a j ą częściowo model z b i o r o w y , ale k a ż d a z nich
zależy r ó w n i e ż , i to w dużej mierze, od organiczno-psychicznej konstytucji jednostki oraz szczególnych w a r u n k ó w ,
w j a k i c h się znajduje. Nie są to więc właściwe zjawiska
socjologiczne. N a l e ż ą one j e d n o c z e ś n i e do d w ó c h dziedzin
i m o ż n a by je było n a z w a ć zjawiskami socjopsychicznymi.
Interesują one socjologa, nie s t a n o w i ą c b e z p o ś r e d n i e g o
przedmiotu b a d a ń socjologicznych."* Dlatego też D u r k h e i m
przyjmuje z a s a d ę m ó w i ą c ą , że „ f a k t y społeczne t y m bardziej
dają się obiektywnie p r z e d s t a w i ć , i m pełniej są oczyszczone
z jednostkowych f a k t ó w , przez k t ó r e się u j a w n i a j ą . "
5

6

105

i

�zbiorowe) wytworzone w danym społeczeństwie odzwier­
ciedla język, k t ó r y m się to s p o ł e c z e ń s t w o posługuje: ,,W
potocznym myśleniu operujemy t y m i pojęciami, k t ó r e są
zawarte w s ł o w n i k u . O t ó ż język, a zatem t a k ż e w y r a ż a n y
przezeń system pojęć, jest n i e w ą t p l i w y m efektem zbiorowego
wysiłku. W y r a ż a o n s p o s ó b , w j a k i s p o ł e c z e ń s t w o j a k o
całość w y o b r a ż a sobie obiekty swego d o ś w i a d c z e n i a . A więc
pojęcia o d p o w i a d a j ą c e r ó ż n y m s k ł a d n i k o m j ę z y k a to rzeczy­
wiście w y o b r a ż e n i a z b i o r o w e . " Ten „ s y s t e m p o j ę ć " , o k t ó ­
r y m m ó w i D u r k h e i m i k t ó r y u m o ż l i w i a c z ł o n k o m społeczeń­
stwa k o m u n i k a c j ę j ę z y k o w ą i p o z a j ę z y k o w ą , to k u l t u r a .
Ale durkheimowska koncepcja k u l t u r y poza aspektem
k o m u n i k a c y j n y m posiada też aspekt funkcjonalny. W Zasa­
dach metody socjologicznej s f o r m u ł o w a n y został postulat
analizy funkcjonalnej. „ K i e d y więc przystępuje się do wyjaś­
niania zjawiska s p o ł e c z n e g o , s z u k a ć trzeba oddzielnie przy­
czyny, k t ó r a je w y t w o r z y ł a , i funkcji, j a k ą to zjawisko
w y p e ł n i a . " 1 dalej: „ U ż y w a m y s ł o w a 'funkcja', p r z e d k ł a d a ­
j ą c je nad s ł o w o 'cel', właśnie dlatego, że zjawiska społeczne
na o g ó ł istnieją nie ze w z g l ę d u na u ż y t e c z n e skutki, jakie
w y w o ł u j ą . Trzeba ustalić, czy istnieje o d p o w i e d n i o ś ć m i ę d z y
r o z w a ż a n y m faktem i o g ó l n y m i potrzebami organizmu
s p o ł e c z n e g o , oraz na czym ta o d p o w i e d n i o ś ć polega, nie
zajmując się t y m , czy ma ona charakter intencjonalny.
Wszelkie pytania o intencje są zresztą nazbyt subiektywne,
by m o g ł y b y ć naukowo u j m o w a n e . " F a k t społeczny spełnia
funkcję, co znaczy, że osiąga j a k i ś „cel s p o ł e c z n y " , k t ó r e g o
poszczególni c z ł o n k o w i e s p o ł e c z e ń s t w a m o g ą sobie nie
u ś w i a d a m i a ć : „funkcji faktu s p o ł e c z n e g o należy zawsze
s z u k a ć wjego stosunku z j a k i m ś celem s p o ł e c z n y m . " S ł o w o
„ c e l " należy r o z u m i e ć j a k o cel indywidualny, do k t ó r e g o
jednostka ś w i a d o m i e d ą ż y . F a k t y społeczne t w o r z ą jedno­
cześnie system, w o b r ę b i e k t ó r e g o są ze s o b ą p o w i ą z a n e .
Dlatego też: „ P r z y c z y n y faktu s p o ł e c z n e g o należy s z u k a ć
w ś r ó d wcześniejszych f a k t ó w społecznych, nie zaś w stanach
świadomości indywidualnej."
7

8

9

1 0

11

T a k precyzyjnie z b u d o w a n ą k o n s t r u k c j ę t e o r e t y c z n ą uzu­
pełniają dwie o g ó l n e reguły metodologiczne: „ P i e r w s z ą
i najbardziej p o d s t a w o w ą z a s a d ą jest ' r o z p a t r y w a ć fakty
społeczne j a k r z e c z y ' . " A l e czym jest rzecz? N a to pytanie
D u r k h e i m udziela d o k ł a d n e j odpowiedzi: „ R z e c z jest prze­
ciwstawna idei j a k o to, co poznaje się z z e w n ą t r z , temu, co
poznaje się od w e w n ą t r z . R z e c z ą jest wszelki przedmiot
poznania, k t ó r y nie jest ze swej natury przenikalny dla
inteligencji; wszystko, o czym nie m o ż e m y sobie w y t w o r z y ć
adekwatnego pojęcia poprzez z w y k ł ą analizę m y ś l o w ą ;
wszystko, cokolwiek m o ż e b y ć zrozumiane jedynie p o d
w a r u n k i e m wyjścia poza samego siebie, jedynie na drodze
obserwacji i e k s p e r y m e n t ó w , na drodze stopniowego prze­
chodzenia od cech najbardziej z e w n ę t r z n y c h i b e z p o ś r e d n i o
d o s t ę p n y c h do cech mniej widocznych i g ł ę b s z y c h . " W na­
s t ę p n y c h zdaniach dowiadujemy się, j a k i jest cel wprowadze­
nia zasady n a k a z u j ą c e j „ r o z p a t r y w a ć fakty społeczne j a k
rzeczy": „ T r a k t o w a n i e takich lub innych f a k t ó w j a k o rzeczy
nie polega więc na zaliczeniu ich do takiej lub innej kategorii
rzeczywistości; oznacza ono zajęcie wobec nich pewnej
postawy m y ś l o w e j . Polega ona na uznaniu w chwili rozpo­
częcia s t u d i ó w słuszności zasady, iż nie wiemy absolutnie
niczego o t y m , czym rzeczy są; a z a r ó w n o ich cechy
charakterystyczne, j a k i nieznane przyczyny, od k t ó r y c h
zależą, nie m o g ą z o s t a ć odkryte na drodze najbystrzejszej
nawet i n t r o s p e k c j i . " Nakaz traktowania f a k t ó w społecz­
nych j a k o rzeczy t o ż s a m y jest z przybraniem „ p e w n e j
postawy m y ś l o w e j " . C h o d z i w niej o to, by badacz „ w p r a w i ł
się w taki stan ducha, w j a k i m znajdują się fizycy, chemicy
czy fizjologowie wtedy, gdy zapuszczają się w nie zbadane
12

13

14

106

I

15

jeszcze regiony swej działalności n a u k o w e j . " F a k t y społe­
czne nie są oczywiście materialnymi przedmiotami, pojęcia
nie są zbudowane z a t o m ó w : „ N i e twierdzimy przecież, że
fakty społeczne są materialnymi rzeczami, lecz jedynie, że są
one rzeczami na tej samej zasadzie, co rzeczy materialne,
aczkolwiek w odmienny s p o s ó b . " D r u g a reguła metodolo­
giczna s f o r m u ł o w a n a przez francuskiego socjologa m ó w i , że
„ n a l e ż y systematycznie u s u w a ć wszelkie p r a e n o t i o n e s " ,
pojęcia pospolite, b ę d ą c e p r o d u k t e m myśli potocznej.
Obie te reguły m o ż n a z i n t e r p r e t o w a ć j a k o postulat stoso­
wania w socjologii czystego j ę z y k a obserwacyjnego (języka
opisującego rzeczywistość nie s k a ż o n ą z a ł o ż e n i a m i , pojęcia­
m i , przekonaniami badacza) lub j a k o postulat n a k a z u j ą c y
badaczowi powstrzymywanie się od w y g ł a s z a n i a s ą d ó w
w a r t o ś c i u j ą c y c h na temat badanych f a k t ó w s p o ł e c z n y c h
(postulat n e u t r a l n o ś c i aksjologicznej). Trzecia m o ż l i w a i n ­
terpretacja p o l e g a ł a b y na uznaniu, że D u r k h e i m postuluje
jedno i drugie (czysty j ę z y k obserwacyjny i n e u t r a l n o ś ć
aksjologiczną).
Wydaje się, że przypisywanie francuskiemu socjologowi
wiary w istnienie czegoś takiego, j a k język czystej obserwacji,
jest nieuzasadnione. Za o p o z y c j ą między faktem s p o ł e c z n y m
i jego j e d n o s t k o w y m i manifestacjami kryje się cała seria
opozycji o r g a n i z u j ą c y c h myśl D u r k h e i m a . Jest to przede
wszystkim opozycja „ s p o ł e c z n e - jednostkowe", n a s t ę p n i e
opozycja „ o b i e k t y w n e - subiektywne". F a k t społeczny jest
obiektywny w t y m samym sensie, w j a k i m posiada w ł a s n ą
egzystencję. O b i e k t y w n o ś ć ta to niezależność od jednostki,
niezależność od jej indywidualnych (subiektywnych) predys­
pozycji. T r z e c i ą i najważniejszą dla naszych r o z w a ż a ń jest
opozycja m i ę d z y t y m , co niewidzialne (nieobserwowalne)
i t y m , co widzialne (obserwowalne). Skoro przedmiotem
b a d a ń D u r k h e i m a są n i e d o s t ę p n e b e z p o ś r e d n i e j obserwacji
(niewidzialne) fakty społeczne, to nie m ó g ł o n p o s t u l o w a ć ,
aby fakty te opisywano j ę z y k i e m czystej obserwacji. M o ż n a
oczywiście o d p i e r a ć ten argument w s k a z u j ą c , iż ostatecznie
wiedzę o faktach społecznych uzyskuje się t y l k o poprzez
obserwowanie ich widzialnych, jednostkowych manifestacji.
Nie w o l n o jednak z a p o m i n a ć , że D u r k h e i m jest klasykiem
antropologii i socjologii wiedzy. R o z w i ą z a n i e problemu
znajdujemy na k o ń c o w y c h stronach Elementarnych form
życia religijnego: „ S y s t e m o w i pojęć naszego potocznego
m y ś l e n i a daje wyraz słownik j ę z y k a ojczystego, k a ż d e bo­
wiem s ł o w o wskazuje t u pojęcie. O t ó ż , j ę z y k jest c z y m ś
ustabilizowanym, zmienia się bardzo p o w o l i , co w konsek­
wencji prowadzi t a k ż e do stabilizacji konstrukcji pojęciowej,
k t ó r ą w y r a ż a . Uczony jest w takiej samej sytuacji wobec
swoistej terminologii dyscypliny naukowej, k t ó r e j się po­
święcił, a zatem r ó w n i e ż wobec swoistego systemu pojęć,
k t ó r e m u ta terminologia odpowiada. M o ż e on niewątpliwie
w p r o w a d z a ć t u n o w o ś c i , lecz zmiany te zawsze b ę d ą p e w n y m
g w a ł t e m wobec u t r w a l o n y c h j u ż s p o s o b ó w m y ś l e n i a . "
N a u k a jest faktem s p o ł e c z n y m tak samo, j a k język czy
religia, a to znaczy, że tak samo, j a k religia, jest systemem
pojęć. P o n i e w a ż fakty społeczne są p o w i ą z a n e ze s o b ą
w ramach pewnego szerszego systemu, j a k i m jest k u l t u r a ,
system pojęć n a u k o w y c h jest częścią systemu pojęć k u l t u r y
europejskiej. N i e m o ż e zatem istnieć c o ś takiego, j a k język
czystej obserwacji. Język n a u k i (tak samo, j a k język religii)
u ż y w a pojęć d o s t ę p n y c h ludziom w y c h o w a n y m w kulturze
europejskiej i w y r a ż a s p o s ó b , w j a k i w y o b r a ż a j ą sobie o n i
„ o b i e k t y swego d o ś w i a d c z e n i a " . N i e m o ż l i w e jest porzucenie
w ł a s n e g o j ę z y k a , czy też systemu pojęć: „ C z ł o w i e k nie
myślący p o j ę c i a m i , nie b y ł b y człowiekiem, g d y ż nie b y ł b y
istotą s p o ł e c z n ą . Ograniczony wyłącznie do p o s t r z e ż e ń jed­
nostkowych, niczym by się nie r ó ż n i ł od z w i e r z ą t . " W t w ó r 1 6

17

1 8

1 9

�czości D u r k h e i m a obecny jest niewątpliwie d z i e w i ę t n a s t o ­
wieczny k u l t nauki, k t ó r ą c h a r a k t e r y z o w a ć m i a ł b y „ z m y s ł
k r y t y c z n y " obcy religii l u b magii, ale u w a ż a ł o n j e d n o c z e ś ­
nie, że „ w i e r z y m y w n a u k ę . Lecz istota tej wiary niczym się
nie różni o d wiary religijnej. O g ó l n i e b i o r ą c , w a r t o ś ć przypi­
sana nauce zależy o d wypracowanego przez z b i o r o w o ś ć
p o g l ą d u na jej n a t u r ę i rolę w życiu. Znaczy to, że w y r a ż a ona
pewien stan opinii. A w istocie całe życie społeczne, a więc
i nauka, opiera się na o p i n i i . "
D u r k h e i m w p r o w a d z i ł do antropologii w y o b r a ż e n i e k u l ­
t u r y j a k o systemu pojęć, czy też schematu p o j ę c i o w e g o . O d
tego m o m e n t u , aż po dzień dzisiejszy antropolodzy zajmują
się systemami pojęć (schematami p o j ę c i o w y m i ) obcych i m
k u l t u r , za p o m o c ą k t ó r y c h ludzie wychowani w tych k u l ­
turach t w o r z ą obrazy, w y o b r a ż a j ą sobie, o r g a n i z u j ą , klasyfi­
kują, p o r z ą d k u j ą , d o k o n u j ą segmentacji, dzielą. T o , co jest
przedmiotem tych czynności, to obiekty d o ś w i a d c z e n i a ,
d o ś w i a d c z e n i e , s t r u m i e ń d o z n a ń z m y s ł o w y c h , natura, rze­
czywistość, świat. G ł ó w n y m problemem a n t r o p o l o g i i , t y m
czym antropolodzy się zajmują, jest natomiast p r z e k ł a d a n i e
s y s t e m ó w pojęć ( s c h e m a t ó w p o j ę c i o w y c h ) obcych k u l t u r na
system pojęć (schemat pojęciowy) k u l t u r y a n t r o p o l o g ó w .
2 0

Bez w y o b r a ż e n i a k u l t u r y j a k o systemu pojęć (schematu
p o j ę c i o w e g o ) niemożliwe b y ł o b y s f o r m u ł o w a n i e tezy relaty­
wizmu k u l t u r o w e g o , k t ó r e j najszerzej z n a n ą wersją jest
hipoteza Sapira-Whorfa. Benjamin Lee W h o r f twierdzi, że
„język organizuje nasze d o ś w i a d c z e n i e . Z w y k l e s ą d z i m y , że
język stanowi po prostu t e c h n i k ę w y r a ż a n i a myśli i nie
zdajemy sobie sprawy, że j e d n o c z e ś n i e klasyfikuje on i po­
rządkuje strumień d o z n a ń zmysłowych, wytwarzając tym
samym pewien obraz ś w i a t a , pewien wycinek rzeczywistości,
k t ó r y bez t r u d u daje się ująć za p o m o c ą j ę z y k o w y c h ś r o d k ó w
symbolicznych. I n n y m i słowy, język dokonuje w s p o s ó b
bardziej surowy, ale też szerszy i bardziej z r ó ż n i c o w a n y
- tego samego, co czyni n a u k a . " W i n n y m artykule W h o r f
formułuje swoją z a s a d ę relatywizmu j ę z y k o w e g o : „ D o c h o ­
dzimy w ten s p o s ó b do nowej zasady w z g l ę d n o ś c i , k t ó r a
głosi, że obserwatorzy nie u t w o r z ą sobie tego samego obrazu
świata na podstawie tych samych ś w i a d e c t w fizycznych, jeśli
ich zaplecza j ę z y k o w e nie są podobne lub nie dają się
w pewien s p o s ó b s k a l i b r o w a ć . " Języki l u b z w i ą z a n e z n i m i
schematy pojęciowe, k t ó r e nie m o g ą b y ć „ s k a l i b r o w a n e " , to
gramatyki j ę z y k ó w , na k t ó r e w e d ł u g W h o r f a składają się
reguły budowania z d a ń i jednostki s ł o w n i k a , czyli słowa,
wyrazy ( W h o r f dla określenia jednostki s ł o w n i k a u ż y w a
słowa „termin").

Swoje dociekania nad j ę z y k i e m Frege o p a r ł na w p r o w a ­
dzonych przez siebie r o z r ó ż n i e n i a c h m i ę d z y pojęciem
a przedmiotem i sensem a znaczeniem, aby u k o n s t y t u o w a ć
myśl, j a k o ostateczne odniesienie szczególnego rodzaju w y ­
r a ż e ń zwanych zdaniami.
N i e k a ż d e w y r a ż e n i e ma tę s a m ą w a g ę w j ę z y k u - są
w y r a ż e n i a mniej lub bardziej z ł o ż o n e . K a ż d e m u z nich
przypisane są sens i znaczenie. Pierwszy z t e r m i n ó w dotyczy
samej treści w y r a ż e n i a , drugi z a ś jego odniesienia. Jeżeli
w e ź m i e m y s ł o w o „ k o ń " , w ó w c z a s jego sensem będzie t o , co
rozumiemy przez to s ł o w o , czyli u m i e j ę t n o ś ć łączenia go po
kolei z i n n y m i s ł o w a m i t a k i m i , j a k „ r u m a k " , „ o g i e r " ,
„ k l a c z " . Natomiast znaczeniem będzie o g l ą d a n e przez nas
ż y w e stworzenie, na k t ó r y m u ł a n uderza na wroga, k t ó r e stoi
w stajni lub k t ó r e m u gospodarz z a k ł a d a c h o m ą t o na szyję.
M o ż e m y u ż y w a ć pojedynczych słów l u b też o k r e ś l o n y c h
ich z w i ą z k ó w . Są słowa w tychże z w i ą z k a c h p o ł ą c z o n e
o k r e ś l o n y m i z a l e ż n o ś c i a m i . M o ż e m y np. powiedzieć, że
„ k o ń jest c z w o r o n o ż n y m z w i e r z ę c i e m " , lecz nie w o l n o n a m
m ó w i ć , że „ c z w o r o n o ż n e zwierzę jest k o n i e m " .
M a m y do czynienia z t a k i m i s ł o w a m i , k t ó r e o d n o s z ą się
d o p r z e d m i o t ó w oraz z t a k i m i , k t ó r e o d n o s z ą się do pojęć.
W t y m k o n t e k ś c i e s ł o w o „ T o r n a d o " oznacza o k r e ś l o n y
przedmiot, podczas gdy s ł o w o „ k o ń " oznacza g r u p ę przed­
m i o t ó w , do k t ó r e j wyżej wspomniany należy. S t ą d „ T o r n a ­
d o " będzie o z n a c z a ł o przedmiot, podczas gdy „ k o ń " - poję­
cie. M o g ę b o w i e m powiedzieć: „ T o r n a d o jest k o n i e m . "
P o ł ą c z e n i e pojęcia z przedmiotem nazywamy, za Fregem,
nasyceniem pierwszego przez drugie. Samo bowiem pojęcie
jest f o r m ą , p e w n ą m o ż l i w o ś c i ą , k t ó r a realizuje się dzięki
p o ł ą c z e n i u z j a k i m ś przedmiotem. Z drugiej strony przed­
m i o t nie jest niczym realnym, d o p ó k i m u się nie przypisze
jakiejś cechy, w j a k i ś s p o s ó b się go nie określi. W ten s p o s ó b
przedmiot i pojęcie m a j ą charakter komplementarny.

21

2 2

Poza tezą o n i e p r z e k ł a d a l n o ś c i n i e k t ó r y c h j ę z y k ó w wszys­
t k o , o czym m ó w i W h o r f , p o w i e d z i a ł wcześniej D u r k h e i m .
3
Jednym z z a c h o w a ń ludzi jest k o m u n i k o w a n i e się m i ę d z y
s o b ą . U ż y w a n i e r ó ż n e g o rodzaju w y r a ż e ń sprawia, że m o g ą
oni p o d e j m o w a ć w s p ó l n i e r ó ż n e g o rodzaju d z i a ł a n i a , i n n y m i
słowy, t w o r z ą g r u p ę . P r z y n a l e ż n o ś ć do grupy opiera się na
z r o z u m i a ł o ś c i tychże w y r a ż e ń . Z r o z u m i a ł o ś ć zaś to takie
użycie w y r a ż e ń , że jedno z nich łączy się z i n n y m i w s p o s ó b ,
w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się o w y m i w y r a ż e n i a m i .
W z w i ą z k u z t y m bycie poza g r u p ą to nic innego, j a k
n i e u m i e j ę t n o ś ć p o s ł u g i w a n i a się j ę z y k i e m tejże grupy. Język
bowiem jest zbiorem w y r a ż e ń .
G o t t l o b Frege b y ł j e d n y m z tych ludzi, dzięki k t ó r y m
m o ż e m y p a t r z e ć na język w s p o s ó b , w j a k i przed chwilą
z o s t a ł o to zarysowane. Nie znaczy to, iż on tak go p o s t r z e g a ł .
J e d n a k ż e refleksja nad t y m , co n a p i s a ł , pozwala n a m wyjść
poza jego w ł a s n e wnioski.

Dzieje się r ó w n i e ż tak, że m o ż e m y p o ł ą c z y ć ze s o b ą dwa
pojęcia, przy czym jedno z nich musi b y ć wyższego r z ę d u niż
drugie, zaś to nie staje się j e d n o c z e ś n i e przedmiotem wzglę­
dem tamtego. S t ą d m ó w i m y , że „ k o ń jest c z w o r o n o ż n y m
z w i e r z ę c i e m " , lecz nie, że „ c z w o r o n o ż n e zwierzę jest k o ­
n i e m " , g d y ż pojęcie „ c z w o r o n o ż n e z w i e r z ę " m o ż e m y od­
nieść, poza „ k o n i e m " , do „ p s a " , „ k r o w y " czy „ k o t a " .
Nasycenie pojęcia przez przedmiot (lub inne pojęcie)
nazywamy zdaniem. Jemu to, podobnie j a k pojedynczemu
słowu, przysługuje r o z r ó ż n i e n i e m i ę d z y sensem a znacze­
niem.
Jeżeli istnieje j a k i ś związek m i ę d z y ś w i a t e m a j ę z y k i e m , to
t a k i , że ó w pierwszy dany jest n a m w d r u g i m . C o k o l w i e k
bowiem jest rzeczą, i jest j a k ą ś rzeczą, jest nią t y l k o dlatego,
że u ż y w a m y j a k i e g o ś lub j a k i c h ś w y r a ż e ń . Drzewo r o ś n i e
przy szosie dlatego, że m ó w i m y : „ D r z e w o r o ś n i e przy
szosie". G d y b y w j ę z y k u , k t ó r y m się p o s ł u g u j e m y , o w o
zdanie nie w y s t ę p o w a ł o , w ó w c z a s nie b y ł o b y ani drzewa, ani
szosy, ani stanu tego rodzaju, że c o ś r o ś n i e przy c z y m ś .
W t y m też sensie świat jest zbiorem f a k t ó w albo, m ó w i ą c
inaczej, s t a n ó w rzeczy, g d y ż to właśnie w j ę z y k u j a k i ś
przedmiot (lub pojęcie) nasyca j a k i e ś pojęcie, przez co
obdarzony zostaje j a k ą ś cechą, czyli trwa w j a k i m ś stanie.
Sensem zdania jest to, co rozumiemy przez to zdanie, czyli
u m i e j ę t n o ś ć łączenia go ze wszystkimi i n n y m i zdaniami
w s p o s ó b , w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się j ę z y k i e m , do
k t ó r e g o zdanie to należy. A l e to, co teraz powiedzieliśmy, jest
n a s z ą u w a g ą . Powody, dla k t ó r y c h j ą p o c z y n i l i ś m y , podamy
poniżej. D l a Fregego sensem, tak w odniesieniu do słowa, j a k
i zdania, jest ich treść. Przy t y m treścią zdania jest myśl.
I n n y m i słowy, zdanie w y r a ż a myśl.

107

�O ile zdanie jest czymś postrzeganym przez nas (słyszymy
je wypowiedziane, widzimy je napisane), o tyle myśl po­
strzegana nie jest. S t ą d też m ó w i m y , że m o ż e b y ć ona
w y r a ż o n a . Jest ona wieczna i trwa w świecie niezależnym od
nas. Za Fregem m ó w i m y , że nie stwarzamy jej, lecz jedynie
uchwycamy, ó w z a ś akt nazywamy m y ś l e n i e m .
Jeżeli myśl t r w a od nas niezależnie, m y zaś j ą uchwycamy
i w y r a ż a m y w zdaniu, w ó w c z a s m o ż e m y twierdzić, iż jest ona
w z g l ę d e m t e g o ż zdania pierwotna. Skoro z a ś świat, w k t ó ­
r y m żyjemy, jest postrzegany przez pryzmat j ę z y k a , to
powiemy, że wszystko, co w świecie trwa, trwa tak dzięki
uchwycanym przez nas m y ś l o m .
Z a l e ż n o ś ć m i ę d z y zdaniem a s ł o w e m w y g l ą d a w ten
s p o s ó b , że sensy słów składają się na sens zdania. O ile myśl
jest c z y m ś p i e r w o t n y m i podstawowym, zaś zdanie c z y m ś
w t ó r n y m , to wszystkie sensy e l e m e n t ó w zdania m u s z ą b y ć od
myśli zależne. W ten s p o s ó b wszystkie pojedyncze słowa
powinny b y ć postrzegane zawsze w k o n t e k ś c i e z d a ń , k t ó r y c h
są elementami.
Powiedzieliśmy wcześniej, że sensem s ł o w a jest jego treść,
zaś znaczeniem przedmiot, k t ó r y to s ł o w o oznacza. Podob­
nie jest w przypadku zdania. O ile jednak ł a t w o jest
w y o b r a z i ć sobie przypisanie znaczenia słowu (gdyż w każdej
chwili m o ż e m y w s k a z a ć obiekt, do k t ó r e g o dane s ł o w o się
odnosi), o tyle t r u d n o ś ć rodzi się, kiedy przychodzimy do
zdania. P o c z y ń m y zatem p e w n ą u w a g ę , k t ó r a pozwoli nam
t r u d n o ś ć tę r o z w i ą z a ć .
Swoje dociekania nad j ę z y k i e m Frege r o z p o c z ą ł o d j ę z y k a
matematyki. M a m y tu do czynienia z pojedynczymi elemen­
tami - cyframi - k t ó r e w c h o d z ą tak, j a k słowa w j ę z y k u
etnicznym, w o k r e ś l o n e związki t w o r z ą c zdania. F o r m ą
zdania nie jest przy t y m pojęcie, lecz jego odpowiednik
w j ę z y k u m a t e m a t y k i - funkcja. Podobnie, j a k w przypadku
pojęcia, charakter funkcji decyduje o t a k i m , a nie i n n y m
typie zdania.
M o ż e m y sobie w y o b r a z i ć funkcję (i pojęcie), k t ó r a w da­
n y m momencie nie jest nasycona przez przedmiot. W o l n o
nam przecież zapisać: „Stolica E k w a d o r u " i „ 2 + 3 " . Zawsze
jednak znamy przedmioty, k t ó r e są znaczeniami, odpowied­
nio, nazwy ( „ Q u i t o " ) i cyfry ( „ 5 " ) , czyli o k r e ś l o n e miasto
i o k r e ś l o n ą liczbę. G d y b y ś m y j e d n o c z e ś n i e chcieli pojęciu
i funkcji p r z y p i s a ć wiele p r z e d m i o t ó w , to znaczy o d k r y ć
niejako nienasycony charakter obu form przez zapisanie:
„stolica ..." oraz ,,x + 3", w ó w c z a s powiemy, że pojęciu dany
jest pewien zakres, podczas gdy funkcji - przebieg. T a k czy
inaczej mamy na myśli p e w n ą m o ż l i w o ś ć w obu wypadkach.
M o ż e m y b o w i e m zapisać: „stolica E k w a d o r u " , „stolica
naszego w o j e w ó d z t w a " , „stolica światowej m o d y " ; m o ż e m y
też: „ 1 + 3 " , „ 2 + 3", „ 9 + 3".
Znaczeniem podanych powyżej w y r a ż e ń matematycz­
nych, podobnie j a k pojedynczych cyfr, jest przedmiot, czyli
liczba. W e ź m y k o n k r e t n y p r z y k ł a d : „ 1 + 3 " . Znaczeniem
tego w y r a ż e n i a ( m o ż n a też powiedzieć, że jego w a r t o ś c i ą ) jest
liczba 4. M o g ę je jednak r o z w i n ą ć przez nasycenie funkcji
przedmiotami i z a p i s a ć zdanie ,, 1 + 3 = 4 " . W t a k i m w y p a d ­
k u znaczeniem tego zdania będzie przedmiot zwany przez
Fregego w a r t o ś c i ą logiczną.
Jednym z najważniejszych osiągnięć Fregego jest pod­
p o r z ą d k o w a n i e j ę z y k a , w t y m w y p a d k u j ę z y k a matematyki,
innemu systemowi, dzięki k t ó r e m u m o g l i b y ś m y o r z e k a ć , czy
interesujący nas język spełnia kryteria p r a w d z i w o ś c i i fał­
szywości. I systemem o w y m jest logika. Jeżeli przyjmiemy, że
zdanie „ 1 + 3 = 4 " w y r a ż a p e w n ą myśl, to przypisanie temu
zdaniu znaczenia będzie orzekaniem, czy myśl jest praw­
dziwa, czy fałszywa. W z w i ą z k u z t y m , że p u n k t e m wyjścia
dla d o c i e k a ń Fregego była matematyka, zaś znaczeniem
zdania jest przedmiot, to z a r ó w n o Prawda, j a k i F a ł s z (czyli

108

i

w a r t o ś c i logiczne) przedstawione są symbolicznie za p o m o c ą
cyfr, odpowiednio, 1 i 0.
W a r t o przy t y m d o d a ć , że logika spełnia funkcję swego
rodzaju m e t a j ę z y k a , k t ó r e m u pełen wyraz d a ł dopiero
później Tarski.
W r a c a j ą c teraz do j ę z y k a etnicznego powiemy, że znacze­
niem k a ż d e g o zdania jest przedmiot, czyli Prawda lub F a ł s z .
I dodamy, iż orzekanie p r a w d z i w o ś c i lub fałszywości zdania
nie ma nic w s p ó l n e g o z rzeczywistością, dotyczy natomiast
myśli, k t ó r ą to zdanie w y r a ż a .
Zatem świat dany jest n a m nie tyle w j ę z y k u , ile w m y ś l a c h .
I cokolwiek w świecie odnajdujemy, musimy to do tychże
myśli odnieść. O ile z a ł o ż y m y , że myśli są wieczne, to
wszystko, czego w świecie nie rozumiemy lub co wydaje się
w n i m nie u p o r z ą d k o w a n e , polega na t y m , że o k r e ś l o n y c h
myśli nie potrafię u c h w y c i ć w p o p r a w n y s p o s ó b . I n n y m i
słowy, u m i e j ę t n o ś ć odpowiedniego uchwycenia myśli spra­
wia, że to, o czym m ó w i ę , jest u p o r z ą d k o w a n e . S t ą d tak
wielka waga wszystkich tautologii, z modus ponens na czele,
we wszelkiego rodzaju dociekaniach. W y p ł y w a też z tego, co
powiedzieliśmy, wniosek, że myśli są między s o b ą p o ł ą c z o n e
niezliczoną ilością ścieżek, o k r e ś l o n y c h przy t y m r e g u ł a m i
logicznymi.
D l a Fregego nie k a ż d e m u zdaniu m o ż n a p r z y p i s a ć znacze­
nie. Są zdania, k t ó r e nie m ó w i ą o świecie, w k t ó r y m żyjemy,
lecz o fikcji. „ W e n u s jest b o g i n i ą m i ł o ś c i . " N i e znajdziemy
takiego przedmiotu j a k Wenus, w z w i ą z k u z czym zdanie,
k t ó r e g o s ł o w o „ W e n u s " jest elementem, nie opisuje ż a d n e g o
faktu. M a ono oczywiście sens, lecz nie m o ż e m y p r z y p i s a ć
m u znaczenia.
W t y m miejscu okazuje się, że tzw. rzeczywistość ma dla
Fregego d u ż e znaczenie. W k o ń c u myśli prawdziwe b ą d ź
fałszywe to takie, w k t ó r y c h dany jest świat f a k t ó w . N i e ma
tu jednak m o w y o j a k i m ś z w i ą z k u przyczynowym w t y m
sensie, że fakty s t a n o w i ą p o d s t a w ę do orzekania o praw­
dziwości (lub fałszywości) zdania. M a m y tutaj raczej do
czynienia z pewnego rodzaju nieporozumieniem.
W matematyce wszystkie cyfry m a j ą swoje jednostkowe
odniesienia (liczby), w z w i ą z k u z czym istnieje m o ż l i w o ś ć
orzekania o w a r t o ś c i logicznej zdania, k t ó r e g o te cyfry są
elementami. Natomiast s p o s ó b u ż y w a n i a w y r a ż e ń w j ę z y k u
etnicznym czyni m ó w i e n i e o Prawdzie (lub F a ł s z u ) w stosun­
k u do jego z d a ń n i e m o ż l i w y m . Elementy z d a ń m ó w i ą c y c h
0 faktach m o g ą być ł ą c z o n e w ten s p o s ó b , że t w o r z ą f o r m u ł y
m ó w i ą c e o fikcji. I n n y m i słowy, m ó w i m y , że u ż y w a się ich
w r ó ż n y c h kontekstach. Frege w y c h o d z ą c od matematyki,
zaczął p r o w a d z i ć dociekania nad j ę z y k i e m etnicznym
1 u ś w i a d o m i ł sobie, że w y r a ż e n i a d o ń n a l e ż ą c e m o g ą w y m y ­
k a ć się r y g o r o m narzuconym przez logikę, gdyż jeden znak
zdaniowy m o ż e w y r a ż a ć kilka myśli naraz.
0 ile droga do znaczenia prowadzi zawsze przez sens,
o tyle okazuje się, że jedno zdanie m o ż e p o s i a d a ć r ó w n o c z e ś ­
nie r ó ż n e w a r t o ś c i logiczne. A skoro znak zdaniowy zawsze
w y g l ą d a tak samo, to powyższy wniosek jest nie do przyjęcia.
S t ą d p r ó b a rozdzielenia z d a ń na te, k t ó r e m ó w i ą o faktach,
oraz te, k t ó r e m ó w i ą o fikcji. Pierwszym p r z y s ł u g i w a ł o b y
znaczenie, podczas gdy d r u g i m nie. T o jednak m o ż e s p r a w i a ć
w r a ż e n i e , że fakty właśnie są w a r u n k i e m p r a w d z i w o ś c i ( b ą d ź
fałszywości) z d a ń , co w myśl całej konstrukcji teoretycznej
stworzonej przez Fregego jest b ł ę d n e .
M o ż e m y jednak u n i k n ą ć tego rodzaju nieporozumienia,
o d r z u c a j ą c k o n c e p c j ę znaczenia w naszych dociekaniach.
N i e b ę d z i e m y w ó w c z a s mogli o r z e k a ć o p r a w d z i w o ś c i ( b ą d ź
fałszywości) czegokolwiek, pozwoli nam to jednak w s p o s ó b
zadowalający opisać język.
1 niech kluczowym terminem naszych d o c i e k a ń będzie
sens w y r a ż e n i a . W myśl tego, co m ó w i ł Frege, przysługuje

�ono wszystkim w y r a ż e n i o m , k t ó r y m i się p o s ł u g u j e m y . Ist­
nieje t y l k o jeden warunek: zdanie jest sensowne t y l k o
w j a k i m ś k o n t e k ś c i e . I t u wracamy do naszej wcześniejszej
uwagi: „ S e n s e m zdania jest to, co rozumiemy przez to
zdanie, czyli u m i e j ę t n o ś ć łączenia go ze wszystkimi i n n y m i
zdaniami w s p o s ó b , w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się
j ę z y k i e m , do k t ó r e g o zdanie to n a l e ż y . " Jest to, musimy
p r z y z n a ć , pewien wniosek, j a k i w y n i k a z czytania prac
L u d w i g a Wittgensteina. P o n i e w a ż jego gry j ę z y k o w e w spo­
s ó b b e z p o ś r e d n i , j a k s ą d z i m y , o d n o s z ą się do tego, co Frege
n a z w a ł kontekstami.
Jeżeli ludzie żyją w grupie, to owa w s p ó l n o t a polega na
dzieleniu s e n s ó w w y r a ż e ń , k t ó r y m i ludzie ci się p o s ł u g u j ą .
0 ile zatem mamy być c z ł o n k a m i jakiejś grupy, o tyle
musimy p o s t ę p o w a ć w ten sam s p o s ó b , co jej c z ł o n k o w i e , to
znaczy, u ż y w a ć w y r a ż e ń tak, j a k o n i . Z u p e ł n i e i n n ą rzeczą
jest to, że owych j ę z y k ó w , k t ó r y m i p o s ł u g u j ą się c z ł o n k o w i e
danej grupy, jest wiele. W s p o m i n a o t y m , w k o n t e k ś c i e
r o z w a ż a ń nad a p a r a t u r ą p o j ę c i o w ą , czyli j e d n y m z takich
j ę z y k ó w , Kazimierz Ajdukiewicz. Twierdzi o n m.in., że to, co
nazywamy j ę z y k i e m etnicznym, staje się t y l k o zbiorem wielu
j ę z y k ó w u ż y w a n y c h przez ludzi n a l e ż ą c y c h do danej w s p ó l ­
noty.
Nie ma m o w y o rozumieniu j ę z y k a bez uchwytywania
sensów jego w y r a ż e ń , czyli łączenia ich z niezliczoną ilością
innych w y r a ż e ń zgodnie z o k r e ś l o n y m i r e g u ł a m i . M y ś l w t y m
k o n t e k ś c i e m u s i a ł a b y z o s t a ć zrewidowana. O k a z a ł o b y się, że
m u s i e l i b y ś m y m ó w i ć zawsze o c z y m ś , skoro myśl w y r a ż o n a
jest (z reguły) w zdaniach o z n a j m u j ą c y c h , podczas gdy
w obecnej chwili w a ż n e jest t y l k o , iż m ó w i m y c o ś , to znaczy
to, co jest z r o z u m i a ł e . T r a k t u j m y więc myśl, podobnie j a k
znaczenie, j a k o element, k t ó r y zostaje o d s u n i ę t y na b o k , j a k
p o w i e d z i a ł Frege - p a r a f r a z u j ą c Wittgensteina - j a k o drabi­
nę, k t ó r ą należy, po wspięciu się po niej, o d r z u c i ć .
4
Teza relatywizmu kulturowego głosząca, że każdej k u l ­
turze przypisana jest o k r e ś l o n a swoistość, nie p o r ó w n y w a l n a
ze swoistością innych kultur, wydaje się bardzo atrakcyjna,
zwłaszcza w k o n t e k ś c i e w s z e c h w ł a d n e j o b e c n o ś c i w z o r ó w
k u l t u r y europejskiej. Czy jednak jest ona uprawomocniona?
Czy ma ona na tyle mocne podstawy, aby j ą głosić? Zajmijmy
się, c h o ć b y p o b i e ż n i e , tą s p r a w ą .
Niech p u n k t e m wyjścia naszych r o z w a ż a ń będzie a r t y k u ł
D o n a l d a Davidsona O schemacie pojęciowym.
Jest on po­
święcony p r o b l e m o w i p r z e k ł a d a l n o ś c i , k t ó r y w zasadniczy
s p o s ó b dotyczy kwestii relatywizmu kulturowego. D a v i d s o n
dokonuje p r ó b y obalenia tzw. trzeciego dogmatu empiryzmu, n a w i ą z u j ą c do d o k o n a ń W . V . O . Quine'a. Ó w amery­
k a ń s k i filozof, w swej pracy Dwa dogmaty empiryzmu,
u n i e w a ż n i ł dwie tezy, k t ó r e do tej pory stawiane były na
gruncie empiryzmu. Pierwsza z nich dotyczy r o z d z i a ł u na
zdania analityczne, czyli takie, k t ó r e z r o z u m i a ł e są na bazie
swego sensu, oraz zdania syntetyczne, z r o z u m i a ł e poprzez
o d w o ł a n i e się do f a k t ó w . D r u g a z kolei dotyczy redukcjoni­
zmu, to znaczy p r z e ś w i a d c z e n i a , że u z n a ć m o ż n a t y l k o te
zdania, k t ó r e m a j ą charakter b e z p o ś r e d n i o obserwacyjny.
Quine z jednej strony zniósł p o d z i a ł na zdania analityczne
1 syntetyczne, z drugiej z a ś zniósł w a ż n o ś ć z d a ń b e z p o ś r e d n i o
obserwacyjnych.
Sapir i W h o r f , k t ó r y c h u z n a ć m o ż n a za r e l a t y w i s t ó w ,
zgadzali się na w z a j e m n ą n e u t r a l n o ś ć k u l t u r oraz ich od­
m i e n n o ś ć , p o s t u l u j ą c n i e m o ż n o ś ć ich p o r ó w n a n i a . I c h o ć
k a ż d a k u l t u r a m i a ł a b y ć c z y m ś swoistym, istniała m o ż l i w o ś ć
dotarcia do niej i ujęcia jej p o j ę c i o w e g o schematu. Dzieje się
to poprzez p r z e k ł a d jej j ę z y k a na j ę z y k badacza. I n n y m i

słowy kategorie obcej wobec nas kultury m o g ł y b y z o s t a ć
ujęte za p o m o c ą kategorii naszej k u l t u r y . Sapir i W h o r f
postulowali z jednej strony niezależność k u l t u r , z drugiej zaś
dopuszczali m o ż l i w o ś ć p r z e k ł a d a n i a jednej na d r u g ą .
I właśnie o w o rozdwojenie stało się nie do zaakceptowania
dla Davidsona. Jeżeli b o w i e m przyjmujemy s w o i s t o ś ć i za­
m k n i ę t y charakter każdej z k u l t u r , a j e d n o c z e ś n i e twier­
dzimy, że m o ż e m y je do siebie p r z y ł o ż y ć , to znaczy, iż musi
istnieć j a k i ś neutralny grunt, dzięki k t ó r e m u m o g l i b y ś m y
p r z e k ł a d a ć j e d n ą k u l t u r ę na d r u g ą . I czymże m i a ł b y b y ć ó w
grunt? Sami przecież n a l e ż y m y do jednej z k u l t u r , a więc
w j a k i ś s p o s ó b j e s t e ś m y swoiści i w z g l ę d e m innych nieza­
leżni. Jeżeli u ż y w a m y j a k i e g o ś j ę z y k a , to jest to język
o k r e ś l o n y i do specyficznej kultury przypisany. Jeżeli po­
strzegamy o b c ą k u l t u r ę , to czynimy to na podstawie naszych
w ł a s n y c h kategorii. G d z i e ż więc znajduje się ó w niezależny
grunt? D l a Davidsona o n nie istnieje.
W myśl koncepcji Alfreda Tarskiego wyłożonej w jego
Pojęciu prawdy w językach
nauk dedukcyjnych, p r z e k ł a d
m o ż l i w y jest t y l k o z j ę z y k a na metajęzyk. P o c i ą g a to za s o b ą
orzekanie w m e t a j ę z y k u p r a w d z i w o ś c i z d a ń j ę z y k a . Nie ma
to jednak nic w s p ó l n e g o z p o r ó w n y w a n i e m d w ó c h niezależ­
nych j ę z y k ó w z p u n k t u widzenia n i e z a l e ż n e g o gruntu. M u ­
sielibyśmy na jego podstawie o r z e k a ć , że dwa w y r a ż e n i a
r ó ż n y c h s y s t e m ó w są wobec siebie t o ż s a m e . Takiego i n ­
strumentu jednak nie mamy. Niezależny grunt istnieć m o ż e
t y l k o w stosunku do jednego j ę z y k a , przy orzekaniu o praw­
dziwości jego z d a ń .
Czy m a m y wobec tego sądzić, że nasz w ł a s n y język jest
m e t a j ę z y k i e m w stosunku do innych j ę z y k ó w ? W k o n t e k ś c i e
twierdzenia o wzajemnych r ó w n o u p r a w n i e n i a c h r ó ż n y c h
s y s t e m ó w jest to czysta n i e d o r z e c z n o ś ć . M o g l i b y ś m y nawet
pójść dalej i orzec, że samo m ó w i e n i e o innych j ę z y k a c h ,
skoro nie m o ż e m y ich przełożyć na nasz własny, jest
niedozwolone. A l e jest to j u ż inna sprawa.
W świetle wcześniejszych uwag o Fregem m o g l i b y ś m y
m e t a j ę z y k w ogóle o d r z u c i ć , ale w t a k i m w y p a d k u t y m
bardziej nie posiadamy instrumentu, k t ó r y m m ó g ł b y być
j a k i ś niezależny grunt, p o z w a l a j ą c y p o r ó w n y w a ć dwa nieza­
leżne w z g l ę d e m siebie języki.
N a razie musi n a m w y s t a r c z y ć orzeczenie, że relatywizm
głosi tezy z g r u n t u b ł ę d n e , w z w i ą z k u z czym nie m o ż n a ich
w ż a d e n s p o s ó b r e s p e k t o w a ć . Zamiast ulegać ich w p ł y w o m ,
n a l e ż a ł o b y raczej zgodzić się ze stanowiskiem etnocentryzmu, rozumianego j a k o widzienie ś w i a t a przez pryzmat
własnej k u l t u r y i nie p r o p a g u j ą c e g o tezy o n i e z a l e ż n y m
punkcie odniesienia.
5
Pojęcie relatywizmu kulturowego m o g ł o b y z o s t a ć t y m ,
czym zawsze b y ł o w antropologicznym folklorze - m o r a l n ą
negacją etnocentryzmu, k t ó r e g o antropolodzy boją się j a k
d i a b e ł święconej wody. O t o j a k B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i
„ d o w a l a " m i e s z k a ń c o m wysp archipelagu A m p h l e t t : „ L i ­
czebnie jest t o p l e m i ę słabe, wystawione na napady, stale
b o r y k a j ą c e się z problemem w y ż y w i e n i a , k t ó r e g o nie m o g ł y
z a p e w n i ć w dostatecznej ilości ich skaliste wyspy; a m i m o to,
ci ludzie dzięki swej wyjątkowej zręczności w garncarstwie,
wielkiej odwadze i znakomitemu opanowaniu sztuki żeglar­
skiej oraz centralnej pozycji - w p o ł o w i e d r o g i m i ę d z y D o b u
i T r o b r i a n d a m i - potrafili w pewnych dziedzinach w y r o b i ć
sobie pozycję m o n o p o l i s t y c z n ą w tej części świata. R o z w i n ę l i
też w sobie wiele cech m o n o p o l i s t ó w - lichwiarzy; z a c h ł a n n i
i s k ą p i , niegościnni i chciwi, p r a g n ą c y u t r z y m a ć w swych
r ę k a c h cały handel i w y m i a n ę przy r ó w n o c z e s n y m b r a k u
jakiejkolwiek chęci czy g o t o w o ś c i poniesienia ofiar, by go

109

�ulepszyć; nieśmiali a r ó w n o c z e ś n i e agresywni w stosunku do
k a ż d e g o , z k i m m a j ą jakiekolwiek stosunki handlowe,
w y r ó ż n i a j ą się niekorzystnie na tle swoich p o ł u d n i o w y c h
i p ó ł n o c n y c h s ą s i a d ó w . " A l e aby nie być p o s ą d z o n y m
o etnocentryzm, M a l i n o w s k i p o w o ł u j e na ś w i a d k ó w T r o b r i a n d c z y k ó w , k t ó r y m etnocentryzm jest obcy: „ N i e jest to
t y l k o w r a ż e n i e białego człowieka. Trobriandczycy, podobnie
j a k D o b u a ń c z y c y , wystawiają tubylcom z A m p h l e t r ó w n i e ż
bardzo złą opinię, określając ich j a k o s k ą p y c h i nieuczciwych
w transakcjach kula oraz pozbawionych wszelkiego po­
czucia szczodrobliwości i g o ś c i n n o ś c i . " 0 co w t y m wszyst­
k i m chodzi dowiadujemy się z przypisu: „Spędziłem na tych
wyspach o k o ł o miesiąca i stwierdziłem, że tubylcy są zdumie­
wająco n i e k o m u n i k a t y w n i i t r u d n i w pracy etnograficz­
nej."
2 3

2 4

25

Fakt, że opozycja: relatywizm - etnocentryzm odnosi się
głównie do sfery m o r a l n o ś c i ujawnia f o r m u ł k a Claude'a
Levi-Straussa: „ B a r b a r z y ń c a - to przede wszystkim człowiek
wierzący w b a r b a r z y ń s t w o . " L o g i k a nieuchronnie p r o w a ­
dzi do wniosku, że Levi-Strauss jest b a r b a r z y ń c ą , a nazywa­
j ą c Levi-Straussa b a r b a r z y ń c ą piszący te słowa sami stali się
b a r b a r z y ń c a m i . K ł o p o t y w i ą ż ą c e się z pojęciem etnocentryzmu o d s ł a n i a „definicja" Richarda Rorty'ego: „ W o l e l i b y ­
ś m y raczej u m r z e ć niż być etnocentryczni, ale etnocentryzm
jest właśnie p r z e ś w i a d c z e n i e m , że lepiej b y ł o b y u m r z e ć niż
p o d z i e l a ć pewne p r z e k o n a n i a . " Przed j e d n ą z f o r m przeja­
wiania się etnocentryzmu nie uda się jednak uciec. Schematy
pojęciowe a n t r o p o l o g ó w lub po prostu ich opinie zawsze
b ę d ą o r g a n i z o w a ł y antropologiczne teksty.
2 6

27

PRZYPISY
1

E . Durkheim, Zasady metody socjologicznej, Warszawa 1968, s. 42
F . de Saussure, Kurs językoznawstwa
ogólnego, Warszawa 1991, s. 36
Tamże, s. 40, przypis nr 10
* E . Durkheim, Zasady..., s. 37
Tamże, s. 74
W. Shakespeare, Makbet, Poznań 1992, s. 136
E . Durkheim, Elementarne formy życia religijnego. System totemicz­
ny w Australii, Warszawa 1990, s. 414
E . Durkheim, Zasady..., s. 129
Tamże, s. 129
Tamże, s. 145
Tamże, s. 145
Tamże, s. 43
Tamże, s. 9
Tamże, ss. 9-10
Tamże, s. 12
Tamże, s. 9
Tamże, s. 60
2

3

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

E . Durkheim, Elementarne..., s. 413
Tamże, s. 418
Tamże, s. 417
B . L . Whorf, Momentalny i odcinkowy aspekt czasowników w hopi,
(w:) B . L . Whorf, Język myśl rzeczywistość. Warszawa 1982, ss. 96-97
B . L . Whorf, Science and lingvistics, (w:) Language thought and
reality. Selected Writings of Benjamin Lee Whorf, ed. by John B. Carrol,
Cambridge-Massachusetts 1984, s. 214
B. Malinowski, Argonauci zachodniego Pacyfiku. Relacja o po­
czynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei, Dzieła t. 3,
Warszawa 1987, ss. 83-84
B. Malinowski, Argonauci..., s. 84
Tamże, s. 84, przypis nr 13
C . Levi-Strauss, Rasa a historia, (w:) L . C . Dunn, O. Klinberg, C .
Levi-Strauss, Rasa a nauka. Trzy studia, Warszawa 1961, s. 134
R. Rorty, On ethnocentrism: A reply to Clifford Geertz, (w:)
Objectivity, Relativism and Truth, Philosophical Papers, Vol. 1, s. 203
1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

Etnografowie przy pracy na terytorium Indian Waorani, Ekwador,
Fot. Magdalena Krysińska

110

1991.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5867" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5848">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/52ed5c344faac95df995eadb0cb95260.pdf</src>
        <authentication>adcc7244d936cd84e130353b44f8303f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69992">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69993">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69994">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69995">
                <text>Emocje w percepcji antropologa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69996">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.98-100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69997">
                <text>Schmidt, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69998">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69999">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70000">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70001">
                <text>Emocje w percepcji antropologa
(Na przykładzie stereotypu)
Jacek Schmidt
Takie emocje jak np. lęk, agresja przeciw inności, obcości,
tolerancyjna życzliwość wobec „swoich" nie są czymś charak­
terystycznym tylko dla naszego gatunku. Emocjonalność czy
też, jak kto woli, afektywność nie jest d o m e n ą społeczności
ludzkich. Społeczne reakcje emocjonalne w obrębie różnych
g a t u n k ó w m o ż n a zaobserwować zarówno u wszystkich kręgow­
ców jak i wśród tzw. owadów społecznych (Pawlik 1988, s. 129).
Od tej konkluzji dzieli nas już tylko krok do stwierdzenia, iż
wszelkie zachowania emocjonalne m o ż n a sprowadzić do prawi­
dłowości rządzących światem organizmów żywych - do deter­
minant biologicznych. Traktując człowieka jako istotę dwu­
dzielną, u k o n s t y t u o w a n ą poprzez organiczne zespolenie dwóch
opozycyjnie postrzeganych sfer - umysłu i ciała, emocje lokali­
zowano w sferze cielesnej przypisując i m rolę struktury or­
ganizującej i porządkującej pewne stany fizjologiczne organiz­
mu poprzez ich manifestacje zewnętrzne. Powyższy punkt
widzenia jest charakterystyczny dla wielu koncepcji psycho­
logicznych uwypuklających indywidualny charakter emocjonalności, jej odniesienie do sfery motywacyjnej danego osobnika.
Przedmiotem niniejszych rozważań będą tu konsekwencje
przenoszenia niektórych elementów psychologicznej koncepcji
emocji na grunt socjologii i antropologii kulturowej. W tym celu,
jak to zaznaczyłem w samym tytule, posłużę się przykładem
stereotypu. Na wstępie odwołajmy się do dwóch wypowiedzi
ilustrujących postrzeganą przez badaczy relację na linii stereotyp
- emocja.
Stereotypy - „ t o są pewne obrazy - skróty, do których
przywiązane są pozytywne lub negatywne kompleksy wzruszenio­
we. Obrazy te nigdy nie oddają dokładnie rzeczywistości obiek­
tywnej, czasem nie wiadomo w ogóle, co oznaczają; zawsze
wyrażają rzeczywistość widzianą uczuciowo. Nie są to obrazy
czysto intelektualne, ale są to treści o silnym zabarwieniu
uczuciowym: w nich rzutowane są ludzkie pragnienia, dążenia
i uprzedzenia, wzajemne urazy i nienawiści" (Chałasiński 1935,
s. 48-49; podkr. - J.S.).
„Poprzez słowo „ s t e r e o t y p " rozumiemy sąd wartościujący
(pozytywny lub negatywny) połączony z przekonaniem, wyka­
zujący następujące cechy charakterystyczne; ... zawsze jest
związany z określonym ładunkiem emocjonalnym (negatywnym
lub pozytywnym); ... jest długotrwały i oporny na zmiany, co
wiąże się z niezależnością stereotypu od doświadczenia i jego
ładunkiem emocjonalnym" (Schaff, 1981, s. 115-116; podkr.
-J.S.).
Przytoczone tu fragmenty wybranych charakterystyk stereo­
typu przypominają nam o istnieniu pewnej wytyczonej już przez
Waltera Lippmanna (1960, s. 96), szeroko rozpopularyzowanej
i wciąż żywotnej opcji badawczej. Mówiąc najogólniej, opcja ta
wyraża się w postrzeganiu zjawiska stereotypu w organicznym
związku ze sferą emocjonalnych przeżyć ludzi. M o ż n a wskazać
na dwie przyczyny, które bezpośrednio zaciążyły na ukształ­
towaniu się właśnie takiej percepcji interesującego nas fenome­
nu. Już w pierwszych studiach empirycznych nad stereotypami
uwidoczniła się perspektywa badawcza ujmująca stereotypy
jako specyficzne twory umysłu będące wyrazem pewnego defek­
tu myślowego, przekonania irracjonalne, odbiegające w swej
treści od prawdy i rzeczywistości obiektywnej (Katz i Brały 1933,
s. 280-290). N a t u r a l n ą konsekwencją takiego stanu rzeczy było
zaliczenie stereotypu do sfery doznań impulsywno-emocjonalnych, żeby nie powiedzieć reakcji parafizjologicznych. W kon­
tekście przywoływanej przez badaczy kultury podstawowej
opozycji natury i kultury, stereotypy jako twory zmysłowe,
intuicyjne, emocjonalne były lokalizowane w porządku tej
pierwszej i wyłączane poza sferę myślenia dyskursywno-racjonalnego, analitycznego.

98

i

D r u g ą przyczyną, która doprowadziła do spopularyzowania
omawianych poglądów była sama tematyka podejmowanych
b a d a ń nad stereotypami. Przez całe ostatnie półwiecze (od lat 30.
do późnych lat 70.) główny przedmiot zainteresowań badaw­
czych stanowiły stereotypy etniczne pojawiające się w sytuacji
antagonizmów i zderzenia kultur w społecznościach polietnicznych, stereotypy towarzyszące zjawiskom uprzedzeń, antysemi­
tyzmu i antynegryzmu. Jest oczywiste, że wszelkim przejawom
etnocentryzmu, ksenofobii czy szowinizmu manifestowanym
w konkretnych relacjach społecznych muszą towarzyszyć silnie
n a ł a d o w a n e emocje. Podobnie przedstawia się sytuacja ze
stereotypem płci - tematem nr 1 w psychologii społecznej (Mc
Kay 1969, s. 424-425), którego to pokłady emocjonalności nie
budzą chyba niczyich wątpliwości.
Postulowany organiczny związek emocji ze stereotypem,
pomimo że wielokrotnie usankcjonowany ex definitione, ma
charakter czysto funkcjonalny. Przy pomocy określenia-wytrycha „emocjonalność" próbuje się wyjaśnić szereg właściwości
stereotypu uznawanych przez badaczy za cechy konstytutywne
tego zjawiska: długotrwałość istnienia, oporność na zmiany czy
irracjonalność a w wersji łagodniejszej - nieścisłość bądź praw­
dziwość cząstkową.
To bardzo uproszczone a zarazem wygodne wytłumaczenie
zjawiska stereotypu zostało pośrednio skrytykowane przez
samych psychologów społecznych. Wskazują oni, że nie są znane
mechanizmy w psychice człowieka, na drodze których emocje
mogłyby podtrzymywać jakiekolwiek przekonania, w tym stere­
otypy, którym towarzyszą. Nie posiadamy także przekonywają­
cych danych empirycznych na to, że sądy i opinie emocjonalne
jest trudniej ludziom zmieniać, aniżeli jakieś inne formy wiedzy
nie podbudowane emocjami (Wojciszke 1986, s. 72).
Krzysztof Krzyżewski rozpatruje zagadnienie użyteczności
kategorii emocji w oparciu o psychologiczną koncepcję wyjaś­
niania funkcjonalnego (J. Fodora) jak i analizę wybranych teorii
emocji w kontekście zawartych w nich funkcji tego zjawiska,
a w konsekwencji charakterystyk zachowania. Autor ten kon­
kluduje: „Psychologia ... nie jest w stanie wskazać jednoznacznie
na żadne obszary, rodzaje czy aspekty zachowania, których nie
dałoby się wyjaśnić bez odwoływania się do emocji... w konsek­
wencji psychologia nie jest w stanie d o k o n a ć w kategoriach
zachowania, do którego emocje miałyby prowadzić - funk­
cjonalnie - ich określenia, charakterystyki i identyfikacji". I na
zakończenie dodaje: Kategoria „emocji", jej obecność w roz­
maitych koncepcjach... i jej żywotność to rezultat działania
jakichś pozamerytorycznych czynników, głównie siły tradycji
psychologii świadomościowej, k t ó r a sprawia niekonsekwencję
poszczególnych koncepcji, ich twórców i zwolenników oraz
swoistą niewrażliwość na argumentację o braku dostatecznych
podstaw do posługiwania się kategorią „emocji" (Krzyżewski
1986, s. 289).
Co więcej, nie możemy wykluczyć istnienia stereotypów
„obojętnych, deskryptywnych, pozbawionych ł a d u n k u emoc­
jonalnego. Zakładając dla potrzeb natury teoretycznej istnienie
continuum emocjonalności, którego biegunami byłyby np.
miłość - nienawiść, przyjaźń - wrogość czy tolerancja - agresja
(Tomaszewski 1976, s. 178-179), należy także uwzględnić moż­
liwość zaistnienia stanów pośrednich - emocjonalnie neutral­
nych a towarzyszących różnym przekonaniom i manifestacjom
tych przekonań. Poddawanie w wątpliwość możliwości wy­
stąpienia takich stanów aemocjonalnych wynika z ujmowania
zjawiska stereotypu jako predyspozycji zbliżonej w swojej
strukturze do postaw (Nawrocki 1990, s. 110-111). Rzecznicy
strukturalnej orientacji w definiowaniu postaw, akcentujący ich
trzy komponenty: emocjonalno-wartościujący, poznawczy, be­
hawioralny odrzucają sens mówienia o postawie obojętnej

�wobec jakiegokolwiek zjawiska - postawie o „wartości zero­
wej", wolnej od czynnika emocjonalnego (Nowak 1973, s. 27).
Nie podzielam tego stanowiska i zakładam istnienie wyobrażeń
stereotypowych jako r ó w n o p r a w n y c h składników rzeczywisto­
ści subiektywnych doświadczeń osób poddanych badaniom na
ten temat. N p . żywione przez wielu P o l a k ó w stereotypy miesz­
kańców Skandynawii - wysokich, niebieskookich blondynów,
czy też Włochów - brunetów o bardzo żywym temperamencie
nie wydają się być obciążone emocjami, stanowią raczej typowe
poznawcze (parapoznawcze) „obrazy etniczne", elementy poto­
cznej wiedzy o innych grupach narodowych. Jest oczywiście
możliwe, że jakieś inne, tu nie wymienione, cechy składające się
na owe stereotypy Duńczyka czy Włocha będą w większym
stopniu powiązane z ocenami skłaniającymi do reakcji emoc­
jonalnych, co w ostatecznym rozrachunku może zadecydować
o ich afektywnym charakterze.
O emocjonalnej neutralności takich charakterystyk może
decydować zbyt słaba lub odwrotnie - nadto dobra znajomość
p o d m i o t ó w będących przedmiotem treści stereotypów ( M i k a
1981, s. 118-119). Bardzo istotnym momentem decydującym
0 włączeniu do stereotypowej wiedzy potocznej komponentu
emocjonalnego jest uznanie przez grupę jakichś cech odmienno­
ści za obce. Nie wszystko co inne, różne jest przez jednostkę,
grupę automatycznie postrzegane jako obce - niezrozumiałe,
dziwne czy śmieszne, w końcu budzące poczucie zagrożenia,
strach, agresję. Status obcości budzącej emocje mogą uzyskać
tylko te przejawy odmienności, którym oceniający przydaje
jakieś istotne społecznie znaczenie - „Problem swojskości
1 obcości rozgrywa się gdzieś na granicy między postrzeżeniową
a wartościującą płaszczyzną inności - na przejściu od tego, co
inne w sensie deskryptywnym, do tego, co inne w sensie
psychologicznym czy społecznym, a więc od opisu do oceny, od
faktu do wartości" (Nowicka 1991, s. 10-11).
Zapewne nierozstrzygniętym pozostanie stary dylemat - jakie
są uniwersalne cechy pierwotnej postawy wobec obcości: wro­
gość, życzliwość czy po prostu obojętność? (Znaniecki 1990, s.
312 i nast.). W tym miejscu jednak istotne jest tylko to, że proces
nadawania postrzeganej inności znamion obcości następuje
zazwyczaj w trakcie, jak to określał Florian Znaniecki, bliższej
styczności społecznej. Styczność tego rodzaju niejako wymusza
konieczność uzewnętrznienia konkretnych przekonań wartoś­
ciujących, związanych z nimi przeżyć emocjonalnych, wreszcie
tendencji do określonych zachowań wobec „ o b c e g o " .
Poziom emocjonalności nie stanowi wiarygodnego kryterium
kwalifikującego dane wyobrażenie do kategorii stereotypu ( W i l ska-Duszyńska 1971, s. 112-116). Tak więc postulat weryfikacji
definicji stereotypu akcentujących jego nierozłączność z emoc­
jami wydaje się być nie podlegającym dyskusji. Nie istnieją
jednak żadne szczególne powody, które uzasadniałyby celowość
podejmowania zabiegów polegających na sztucznym oddziela­
niu stereotypów emocjonalnie neutralnych od stereotypów
„afektywnych". Podnoszony przez niektórych autorów fakt, że
stereotyp aemocjonalny nie realizuje zazwyczaj funkcji społecz­
nych nie oznacza jeszcze, że ten typ przekonań jest kształtowany
i regulowany przez jakieś odmienne mechanizmy kulturowe
(Kapiszewski 1978, s. 28; Wilska-Duszyńska 1971). Mówiąc
o funkcjach społecznych stereotypu ma się zazwyczaj na myśli
szeroko rozumiane zabezpieczanie przezeń tzw. interesu grupy
własnej. Polega to na: 1) usprawiedliwianiu wszelkich planowa­
nych lub już wykonanych działań wobec członków innych grup
przy równoczesnym obarczaniu tych ostatnich odpowiedzial­
nością za zaistniały stan rzeczy (funkcja społecznego usprawied­
liwiania); 2) wyjaśnianiu budzących napięcia, złożonych wyda­
rzeń społecznych, politycznych czy ekonomicznych o doniosłym
znaczeniu dla grupy (funkcja społecznej przyczynowości);
3) ochronie przed akceptacją i przejmowaniem wzorów oraz
standardów działania obcych grupie, jej tradycji jak również
internalizacji „swojskich" norm i wartości (funkcja społecznego
różnicowania) (Tajfel 1982, s. 18-19).
Spróbujmy p o d s u m o w a ć dotychczasowe ustalenia dotyczące
relacji pomiędzy stereotypem a emocją. Przypisywanie emocjom
roli czynnika wyjaśniającego cechy konstytutywne i niektóre
funkcje realizowane przez stereotypy przy równoczesnym po­
strzeganiu emocji jako p r o d u k t ó w procesów psycho-fizjologicznych, których ostatecznym wyrazem jest bezsilność intelektual­
na człowieka - oto najistotniejsza przyczyna niepowodzeń
poznawczych rzeczników psychologicznej koncepcji emocji

w badaniach stereotypu. Innymi słowy, przyczyn opisywanego
impasu metodologicznego należy szukać w antynomii wykorzy­
stania tradycyjnej, psychologicznej optyki emocji dla interp­
retacji społeczno-kulturowego wymiaru zjawiska stereotypu.
Opisaną tu postawę badawczą, często przenoszoną na grunt
antropologii, m o ż n a określić jako styl myślenia antropologa
- „racjonalisty", który postrzega emocje w opozycji do wiedzy,
stawia znak równości między nimi a irracjonalnością, a przynaj­
mniej określa emocje jako nieuporządkowane, niejasne, pro­
blematyczne. Z wyżej wymienionych względów bardzo często
wyłącza on emocje poza o b r ę b swoich zainteresowań badaw­
czych i koncentruje się na aspekcie deskryptywnym stereotypu.
Przegląd narzędzi badawczych, zwłaszcza ankiet i kwestionariu­
szy wywiadu przygotowanych na potrzeby b a d a ń nad stereoty­
pami i innymi pokrewnymi formami wiedzy potocznej nasuwa
przypuszczenie, że ich autorzy nie brali w ogóle pod uwagę
pozawerbalnych manifestacji stereotypu. A przecież to właśnie
te nieautonomiczne reakcje emocjonalne niezmiennie towarzy­
szące werbalnym sądom stereotypowym nadają i m dopiero
właściwy sens adekwatny do intencji ich wyraziciela, umoż­
liwiają komunikację w obrębie każdej grupy.
Przez całe dziesięciolecia emocje były traktowane jak przed­
mioty w rodzaju statycznych obiektów materialnych opat­
rzonych etykietą-nazwą. Wielokrotnie sugerowano, że okreś­
lenia charakteryzujące właściwości postaw ludzkich (w tym
cechy osobowości - np. inteligencję, temperament) i tworzących
je emocji mają charakter uniwersalnego, ponadczasowego kodu,
który m o ż n a „ p r z y k ł a d a ć " do dowolnej społeczności poddawa­
nej badaniom. Jednak prawie wszystkie nasze dyspozycje psy­
chiczne i ich ekstensje emocjonalne takie jak пр.: „ d u m a " ,
„ p o k o r a " , „gniew", „gościnność", „tchórzliwość", „chytrość"
a nawet „ g o s p o d a r n o ś ć " - „rozrzutność", „ p r a c o w i t o ś ć " - „le­
nistwo" nie są cechami biopsychicznymi obiektywnie przynależ­
nymi temu czy innemu osobnikowi, członkom tej czy innej
grupy. W rzeczywistości owe charakterystyki mają znaczenie
stricte kontekstualne, zrelatywizowane do grup i czasu, w k t ó ­
rych powstały i znajdują swój wyraz. Ujawnienie się danej
dyspozycji psychicznej, emocji wynika w pierwszej kolejności
z determinant społecznych i kulturowych: relacji społecznych
zachodzących pomiędzy człowiekiem wyrażającym swoje emo­
cje a ludźmi je odbierającymi, pełnionych ról, samej sytuacji
społecznej tego aktu, wzorów zachowań obowiązujących w gru­
pie itd. Nawet automatyczne przenoszenie znaczeń danych
zachowań emocjonalnych w obrębie jednej społeczności na
dystansie czasowym kilku pokoleń wydaje się być zabiegiem
wielce ryzykownym (Szczurkiewicz 1969, s. 390-393; Lutz
i White 1986, s. 417-418).
Dobrym przykładem ilustrującym związek pomiędzy zacho­
waniem ukonstytuowanym przez reakcje emocjonalne a jego
społecznym i historyczno-kulturowym kontekstem jest obycza­
jowość dotycząca nietykalności twarzy. W naszym społeczeń­
stwie uderzenie otwartą dłonią w twarz zawsze bywało i nadal
jest jednoznacznie kojarzone przez poszkodowanego z utratą
czci, poczytywane jako dyshonor, wielka zniewaga. Bez konsek­
wencji m o ż n a było „ d a ć w pysk" tylko swojemu służącemu,
który jakoby odbierał to zaledwie jako formę napomnienia.
W Niemczech taki afront był traktowany znacznie bardziej
pobłażliwie i nie wywoływał istotnych reperkusji społecznych,
gwałtownych kontrreakcji emocjonalnych. Opisywane tu róż­
nice obyczajowe dotyczące tej formy zachowania a przejawiają­
ce się w odmiennych reakcjach emocjonalnych stanowiły źródło
nieporozumień i sytuacji konfliktowych w kontaktach pomiędzy
Polakami i Niemcami (Kwaśniewski 1982, s. 281-283).
Jak już zaznaczyłem, podnoszony jest silny związek sfery
biologicznej aktywności człowieka z emocjonalnością postrze­
ganą jako twór konstytuowany przez instynkty bytujące w ludz­
kiej psychice i autonomiczne względem zjawisk społecznych
i kultury. Pewne echa tych poglądów na naturę zjawiska
emocjonalności są widoczne również w definicjach tego fenome­
nu formułowanych na gruncie nowych interakcyjnych teorii
emocji. Emocje są tam interpretowane w oderwaniu od ich
komunikacyjnego charakteru i postrzegane zgodnie z poniż­
szym schematem przyczynowym:

99

�reakcje
cielesne

—&gt;. jawne
_&gt;. czynniki
zachowania
kulturowe
i in.

—&gt;. emocjonalne
etykiety
(nazwy)

Zmiany cielesne tworzą określony typ zachowań, które są
określane i pośredniczone przez czynniki kulturowe i in. Z dru­
giej strony, czynniki te wywołują zróżnicowanie w określaniu
danych stanów emocjonalnych (Denzin 1983, s. 403).
Antropologiczna koncepcja emocji nieodzowna dla zrozumie­
nia relacji na linii emocja - stereotyp nie p o d w a ż a skądinąd
oczywistego faktu wewnątrzcielesnego doświadczania emocji.
Jednakże, jak to trafnie ujmuje Norman K . Denzin, ,,ciało nie
wywołuje własnych interpretacji somatycznych... a dostosowuje
się samo do emocjonalnych interpretacji o s ó b drugich" (Denizin
1983, s. 402-403). Emocje - zjawisko zarówno fizjologiczne jak
i społeczne, kulturowe - czerpią swe źródła tak z ludzkiego ciała
jak i świadomości, świata zewnętrznego otaczającego danego
człowieka. Nie znaczy to, że badacz zjawisk ze świata kultury
blisko stowarzyszonych ze sferą emocji powinien prowadzić
swoje analizy już na poziomie fizjologii, interesować się np.
mimiką twarzy jako funkcją mięśnia twarzowego czy wzrostem
poziomu adrenaliny na widok „ o b c e g o " . Z drugiej strony, nie
może go też satysfakcjonować ograniczanie się w zainteresowa­
niach badawczych do poznania czynników społeczno-kulturo­
wych oddziaływających na emocje a leżących poza samymi
aktymi identyfikowania się i komunikowania ludzi. Bez trwają­
cej lub zaistniałej wcześniej obecności innych ludzi zjawisko
emocjonalności jest wszakże niewyobażalne.
Tak więc, emocje są tworzone i wyzwalane przez człowieka
w trakcie kontaktowania się z innymi ludźmi. Historyczne oraz
międzykulturowe zróżnicowanie k o d ó w emocjonalnych wska­
zuje na wybitnie komunikacyjny charakter znaczeń emocji. Tym
samym emocje implikują również działania, które zaistnieją
w przyszłości. Tylko poprzez poznanie znaczeń emocji współ­
tworzących zachowania możemy dotrzeć do sensu tych działań,
odczytać „scenariusz" kulturowy wszelkiej aktywności człowie­
ka. Właściwa interpretacja, zrozumienie emocji stanie się realne
tylko wtedy, gdy świat doznań uczuciowych uznamy za integral­
ny składnik kulturowych sensów przekonań i zachowań ludzi.
W miejsce postawy antropologa-,,racjonalisty" m o ż n a tu
z a p r o p o n o w a ć przyjęcie stylu myślenia antropologa-,,intuicjonisty", który dostrzega w emocjach emanację pełnego człowie­
czeństwa, narzędzie, za p o m o c ą którego każdy z nas może się
samookreślać, n a d a w a ć pełnię znaczeń swojemu życiu pośród
innych ludzi. Takie rozumienie emocji wychodzi poza schemat
psychologiczny i fakty biologiczne wskazujące na związki
pomiędzy emocjami a ciałem. Emocje m o ż n a t r a k t o w a ć jako
pewne idee nierozerwalnie zrośnięte z wiedzą, przekonaniami,
współkodujące najbardziej znaczące sensy zachowań kulturo­
wych i interpretacje większości interakcji społecznych (Lutz
i White 1986, s. 407).
Tak określone stanowisko rewaloryzuje emocje poprzez prze­
łamanie utrwalonego, dychotomicznego postrzegania poszcze­
gólnych aspektów zachowań, zgodnie z którym emocje przeciwL I T E R
Chalasiriski J.
1935 Antagonizm potski-niemiecki w osadzie fabrycznej ,,Kopalnia" na Górnym
Śląsku, Warszawa
Denzin N . K .
1983 A note on emotionality, self and interaction, „American Journal of Sociolo­
gy", t. 89, nr 2, s. 402-409.
Kapiszewski A.
1978 Stereotyp Amerykanów
polskiego pochodzenia, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk
Katz D „ Brały K .
1933 Racial stereotypes of one hundred college students, „Journal of Abnormal and
Social Psychology", t. 28, s. 280-290
Krzyżewski K .
1986
O bezużyleczności
kategorii ,,emocji" vr wyjaśnianiu zachowań, „Poznańskie
Sutdia z Filozofii Nauki", z. 10, s. 275-290
Kwaśniewski K .
1982 Zderzenie kultur. Tożsamość a aspekty konfliktów i tolerancji, Warszawa
Lippmann W.
1960 Public opinion, New York
L u t z C , White G . M .
1986
The anthropology of emotions, ..Annual Review of Anthropology ', t. 15, s.
406-430
Mc Kay J.
1989 Do gender stereotypes bias evaluation, ..Psychological Bulletin", t. 105, nr 3. s.
409-429
Mika S.
1981
Psychologia społeczna. Warszawa
1

100

1

stawiano poznaniu, intelektowi, sama zaś obecność emocji
zawierała w sobie in potentia p r a w d o p o d o b i e ń s t w o zaistnienia
stanu niezgodności z rzeczywistością, fałszywej świadomości.
Należy stwierdzić, że emocjonalność stereotypu nie stanowi
właściwości pozwalającej orzekać o innych cechach tego zjawis­
ka takich jak np. długa żywotność, oporność na zmiany czy
irracjonalność. Tylko poprzez poznanie kulturowego znaczenia
emocjonalnego wymiaru stereotypu możliwe jest odkrycie sensu
jego treści nadanych mu przez d a n ą zbiorowość.
W kulturowych badaniach emocji m o ż n a wyeksponować
kilka szczególnie interesujących nurtów refleksji istotnych dla
antropologa. Pierwszy z nich podejmuje problem emocji jako
zjawiska wyjaśnianego przez inne zmienne takie jak np. system
społeczny, w którym się pojawiają. Odnajdywane są paralele
pomiędzy strukturą społeczeństwa a strukturą funkcjonujących
w jego obrębie zachowań emocjonalnych, role emocji we
współtworzeniu specyfiki systemu społecznego. W tym nurcie
mieszczą się także badania nad językiem emocji - ich analizą
semantyczną, rolą komunikacyjną we wszelkich sytuacjach
społecznych, relacjami pomiędzy werbalnymi i pozawerbalnymi
formami zachowań. Szczególnie eksponowane są tu pragmaty­
czne funkcje reakcji emocjonalnych w systemie wartości, proce­
sie identyfikacji, kształtowaniu tożsamości.
W drugim nurcie zainteresowań emocjami są one postrzegane
jako zjawisko, za p o m o c ą którego m o ż n a wyjaśnić istotę
najrozmaitszych instytucji kulturowych: zasady organizujące
wymianę handlową, zwyczaje związane z unikaniem „obcych",
niektórych członków wspólnoty i rodziny, specyfikę uczestnict­
wa jednostki w kulcie religijnym itd.
M o ż n a wreszcie t r a k t o w a ć emocje bardziej ogólnie i badać je
jako nierozłączne składniki wszelkiego kulturowego znaczenia,
każdego systemu społecznego, w którym funkcjonują. I tu
podejmuje się problem emocji jako integralnych elementów
komunikacji międzyludzkiej a także, co wydaje się być bardzo
istotne, komunikacji jednostki samej ze sobą, proces indywi­
dualnej interpretacji zastanego świata skierowany do „we­
w n ą t r z " - odkrywania własnego rozumienia tego świata, włas­
nych reakcji na rzeczywistość. Osobnik czujący w swojej emoc­
jonalnej świadomości w pierwszej kolejności odczuwa sam siebie
(self-feeling), rozpoznaje swoją tożsamość. Oczywiście, bez
następnego kroku, tj. odniesienia tej tożsamości do innych ludzi
- członków grupy, świadomość ta nie byłaby wyobrażalna
(Denzin 1983; Lutz i White 1986, s. 410-429). Refleksja ta,
odrzucająca opozycyjne widzenie „ u c z u ć " i „myśli", podnoszą­
ca poznawczy aspekt emocjonalności może okazać się istotną
także dla rozważań nad sposobami i wartością percepcji rzeczy­
wistości badanej przez samego antropologa.
Wszystko wskazuje, że rezultaty wyżej zasygnalizowanych
dociekań nad sferą emocjonalnej aktywności mogą okazać się
bardzo interesujące także dla badaczy-antropologów tradycyj­
nie niechętnych psychologizowaniu i nie podejmujących na co
dzień zagadnień ściśle związanych z przedmiotem zainteresowań
antropologii psychologicznej.
T U R A
Nawrocki J.
1990 Polskie obrazy obcych - parapoznawcze komponenty stereotypów
Araba,
Chińczyka, Murzyna i Żyda, (w.) E . Nowicka (red.), Swoi i obcy, t. 1,
s. 109-154
Nowak S.
1973 Pojecie postawy w teoriach i stosowanych badaniach społecznych, (w:) S.
Nowak (red.), Teorie postaw, Warszawa, s. 17-87
Nowicka E .
1991
Wprowadzenie. Inny jako obcy, (w:) E . Nowicka (red.), Relięia a obcość,
Kraków, s. 9-25
Pawlik W.
1988 Arogancja kultury odrzucającej „inność", „Kultura i Społeczeństwo", t. 23, nr
4, s. 129-135
Schaff A.
1981
Stereotypy a działanie ludzkie. Warszawa
Szczurkiewicz T .
1969 Studia .socjologiczne, Warszawa
Tomaszewski T.
1976 Świadomość, (w:) T. Tomaszewski (red,), Psychologia, Warszawa, s. 171-195
Tajfel H .
1982 Stereotypy społeczne i grupy społeczne, „Studia Psychologiczne", t. 20, z. 2, s.
5-25
Wilska-Duszyńska B.
1971
Rozważania o naturze stereotypów, „Studia Socjologiczne", nr 3, s. 97-116
Znaniecki F .
1990 Studia nad antagonizmem do obcych, (w:) tegoż, Współczesne narady,
Warszawa, s. 265-358

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5868" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5849">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/03289682e5f9c2f1a4256db55d7bad39.pdf</src>
        <authentication>434c9d63b3b8c5048d8efac0b71eb7f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70002">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2459</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70003">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2283</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70005">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70006">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.86-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70007">
                <text>Michalska-Ciarka, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70008">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70009">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70010">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70011">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów
Magdalena Michalska-Ciarka
Z w y k l e , kiedy etnograficznemu badaniu poddany zostaje
współcześnie p o w s t a j ą c y i istniejący fakt k u l t u r o w y , mamy
do czynienia ze zjawiskiem szczególnie z ł o ż o n y m . Takie
stwierdzenie w pełni daje się odnieść do omawianego t u
zjawiska, k t ó r e zaistniało j a k o fakt k u l t u r o w y i przejaw
ludzkiej a k t y w n o ś c i w maju 1981 r. i t r w a ł o do sierpnia 1983.
R ó ż n o r o d n o ś ć treści skupionych w o k ó ł K r z y ż a z k w i a t ó w ,
w i e l o w ą t k o w o ś ć jego przekazu, k o n s t y t u u j ą c y go ł a d u n e k
emocjonalny (religijny, polityczny, artystyczny) nie pozwa­
lają na oddzielenie jednego c h o ć b y elementu s k ł a d o w e g o od
innych. D l a w m i a r ę p e ł n e g o opisu i unikającej u p r o s z c z e ń
interpretacji całości tego zjawiska, w a ż n a była r ó w n i e ż
atmosfera, istniejąca w o k ó ł K r z y ż a aura, śpiewanie pieśni,
s k ł a d a n e u l o t k i , zachowania i gesty g r o m a d z ą c y c h się przy
n i m ludzi. Prezentowane t u o m ó w i e n i e jest zaledwie frag­
mentem i s k r ó t e m bardziej obszernej pracy, której pisanie
u k o ń c z y ł a m w 1984 r o k u . O d tamtej p o r y u p ł y n ę ł o d o ś ć
d u ż o czasu, by na zjawisko to m o ż n a dziś j u ż p a t r z e ć j a k o na
fakt należący do historii i do przeszłości. Ś w i a d o m i e jednak
p o z o s t a j ę przy tej pierwszej wersji pracy, k t ó r a p o w s t a w a ł a
w t y m samym czasie, gdy zjawisko to b y ł o żywe, in statu
nascendi. C z y n i ę tak dlatego, by d a ć t a k ż e ś w i a d e c t w o
t r u d n o ś c i o m , na jakie n a p o t y k a ć m o ż e etnograf w badaniu
z d a r z e ń i f a k t ó w k u l t u r o w y c h dziejących się na jego oczach,
gdy nie chroni go i jego interpretacji (a m o ż e i nie prze­
szkadza) „ b a d a w c z y " , historyczny dystans, na j a k i m o ż e
sobie p o z w o l i ć p a t r z ą c na dany fakt z odleglejszej perspek­
t y w y czasowej. Dlatego też z a c h o w u j ę w wielu miejscach
tego o m ó w i e n i a , ó w anachronicznie dziś j u ż b r z m i ą c y czas
teraźniejszy, ó w - w t y m w y p a d k u szczególnie swoisty
- praesens etnographicus, w j a k i m p o w s t a w a ł a i pisana była
ta praca.
1

WSTĘP
B a d a j ą c warszawski K r z y ż z k w i a t ó w , g ł ó w n y m dla mnie
pytaniem było: co ten fakt z n a c z y , jakie p o k ł a d y znacze­
niowe i symboliczne m o ż n a z niego w y d o b y ć . Problem ten
s t a r a ł a m się t a k ż e u c h w y c i ć w warstwie historycznej, spoj­
rzeć n a ń j a k o na proces trwający w czasie (nawarstwianie się
z n a c z e ń ) . Ś w i a d o m a tego, iż - j a k w t y m szczególnym
przypadku - osoba badacza staje się j a k b y d o d a t k o w y m
elementem badanego zjawiska, s ą d z i ł a m , że należy wyrzec
się atrakcyjnej interpretacji na rzecz możliwie d o k ł a d n e j
rejestracji i d ą ż y ć przede wszystkim do uchwycenia tego, co
m o ż n a by n a z w a ć opisem morfologii badanego zjawiska.
Jako m a t e r i a ł ź r ó d ł o w y w y k o r z y s t a ł a m t u rozmowy, jakie
p r z e p r o w a d z i ł a m z c z ł o n k a m i ruchu O A Z A , c z ł o n k a m i
Ruchu na Rzecz Beatyfikacji Stefana K a r d y n a ł a W y s z y ń ­
skiego, j a k r ó w n i e ż r o z m o w y z p r z y p a d k o w o n a p o t k a n y m i
przy K r z y ż u l u d ź m i . J e d n o c z e ś n i e p r a g n ę z a z n a c z y ć , że nie
jest m o i m celem d o k ł a d n e , ścisłe ustalenie chronologii
w y d a r z e ń i całkowitej ich a u t e n t y c z n o ś c i . M i m o że m ó w i ę t u
o historii K r z y ż a nie zawsze s z u k a ł a m t u potwierdzenia
relacji moich r o z m ó w c ó w . Fakty, opisy i relacje ludzi
interesują mnie j a k o fenomen, j a k o zjawiska lub t y l k o
wydarzenia, k t ó r e t o w a r z y s z y ł y krzyżowi z k w i a t ó w . I n n y m i
słowy: interesują mnie t u przede wszystkim treści, jakie się
w o k ó ł tego k r z y ż a skupiły.
Powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w (maj-czerwiec 1981 r.) bez­
p o ś r e d n i o z w i ą z a n e b y ł o ze śmiercią Prymasa Stefana W y ­
szyńskiego, j e m u też K r z y ż ten był p o ś w i ę c o n y i ofiarowany.
Pojawienie się K r z y ż a z k w i a t ó w m o ż n a więc określić

86

w czasie, j e d n a k ż e inspiracje i m o t y w y jego zaistnienia są
bardziej z ł o ż o n e i w y m a g a j ą prześledzenia f a k t ó w i wyda­
rzeń, k t ó r e miały miejsce o wiele wcześniej.
J u ż sama nazwa tego zadziwiającego „ p o m n i k a " i spory
jakie w y w o ł a ł a w ś r ó d m o i c h r o z m ó w c ó w stanowi ciekawy
m a t e r i a ł m ó w i ą c y o żywości tego zjawiska. A więc K r z y ż
z k w i a t ó w czy K r z y ż Kwietny?
„Krzyż Kwietny to dosłowne tłumaczenie angielskiego określenia
'Flower Cross', które pojawiło się u zachodnich korespondentów
relacjonujących wydarzenia warszawskie. Osoby bliżej związane
z Krzyżem (układający, pilnujący) zwykły posługiwać się nazwą
Krzyż z kwiatów. Motywuje się to częstym pojawianiem oprócz
kwiatów także zniczy, zaistniałby wtedy kłopot, gdyby miano
nazywać Krzyż np. Zniczowym Krzyżem."
Tak też, j a k m i sugerowano, nawet gdyby zaczęły przewa­
żać tam inne formy o z d ó b , dekoracji (znicze, flagi, jedlina)
zawsze będzie to K r z y ż z k w i a t ó w j a k o g ł ó w n e p r z e s ł a n i e
tego „ p o m n i k a " , j a k o jego idea i styl.
O d w o ł a j m y się do w y d a r z e ń jakie miały miejsce na placu
Z w y c i ę s t w a , k t ó r e b e z p o ś r e d n i o z a i n s p i r o w a ł y powstanie
K r z y ż a z k w i a t ó w . Były to uroczystości pogrzebowe Pryma­
sa Stefana W y s z y ń s k i e g o i - wcześniej - Msza Św. odprawio­
na przez Jana P a w ł a I I na placu Z w y c i ę s t w a w trakcie Jego
pierwszej pielgrzymki do Polski. Jako m a t e r i a ł opisowy
w y k o r z y s t a ł a m t u cytaty z prasy relacjonującej te wydarze­
nia. Wydaje m i się, że m o ż e w ten s p o s ó b uda się c h o ć b y
w niewielkim stopniu o d t w o r z y ć a t m o s f e r ę owych d n i ,
n a s t r ó j j a k i p a n o w a ł w społeczeństwie, a t a k ż e i k o n w e n c j ę
l i t e r a c k o - d z i e n n i k a r s k ą j a k a w ó w c z a s stała się o b o w i ą z u j ą ­
cą. Przypomnienie tamtych w y d a r z e ń jest konieczne, ponie­
w a ż to one są p o d ł o ż e m , gruntem z jakiego w y r o ś n i e K r z y ż
z k w i a t ó w u ł o ż o n y przez s p o ł e c z e ń s t w o Warszawy po śmie­
rci Prymasa.
2

PAP doniosiła:
„Dnia 28 maja br. o godz. 4 w Uroczystość Wniebowstąpienia
Pańskiego, w rezydencji arcybiskupów warszawskich zmarł
w wieku 79 lat Jego Eminencja kardynał Stefan Wyszyński,
arcybiskup, metropolita gnieźnieński i warszawski Prymas Pol­
ski."
4 0

3

„Śmierć Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego po­
grążyła w wielkiej żałobie, nie tylko całą polską społeczność
katolicką, lecz - bez przesady rzec to można - cały naród i cały
kraj. Bo też kardynał Stefan Wyszyński w ciągu całego swego
życia służył mu wiernie, był zaś nie tylko kapłanem, lecz i mężem
stanu miary niepospolitej." („Żołnierz Wolności")
4

„Zgon Prymasa Polski - Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego
poruszył wszystkich Polaków. Odszedł wybitny kapłan i wielki
patriota. Jego postawa nacechowana była zrozumieniem proce­
sów historycznych i obywatelską odpowiedzialnością męża stanu
za pomyślność Ojczyzny. (...) Jesteśmy przekonani, że Jego życie,
myśl i trud stworzyły wzorzec współdziałania Kościoła z socjalis­
tycznym państwem. (...) Zwracamy się do Episkopatu i całego
duchowieństwa ze słowami głębokiego współczucia
Stanisław Kania, Henryk Jabłoński, Wojciech Jaruzelski,
Stefan Ignar, Edward Kowalczyk, Stanisław Gucwa"
(Oświadczenie najwyższych władz państwowych na ręce
przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski kar­
dynała Franciszka Macharskiego.)
5

„W mieście nastrój powagi. Miasto udekorowane narodowymi
flagami przepasanymi kirem. Żałoba narodowa. Prawdziwa
żałoba przeżywana przez cały naród. (...) Na placu Zwycięstwa,

�który mieszkańcy Warszawy, od czasu Mszy św. odprawionej
przez Papieża nazwali placem Zwycięstwa Kardynała W y s z y ń ­
skiego, robotnicy budują ołtarz, o k o ł o godziny 20.00 dźwig
ustawia ten sam wielki krzyż z czerwoną stułą wielkanocnego
zwycięstwa, krzyż który stał tu podczas Mszy św. papieskiej."
( „ T y g o d n i k Powszechny")
6

„Jakaś niebywała symbolika w tym pogrzebie. Ten sam
ogromny krzyż na placu Z w y c i ę s t w a , ten sam, pod którym,
dokładnie niemal co do dnia stał Jan Paweł II Papież z Polski [w
czasie swojej wizyty w Warszawie], a witał G o gospodarz miasta
arcybiskup warszawski Prymas Polski (...). A potem na Krakows­
kim Przedmieściu, prosta drewniana trumna, na barkach ludz­
kich niesiona, płynąca przez morze głów. Biały k o r o w ó d książąt
kościoła z różnych krajów i k o n t y n e n t ó w . Dzwony bijące nieus­
tannie, rozkołysane, wszystkie dzwony Warszawy, m o ż e całej
Polski. Dzwony, dzwony, dzwony. A w tym dzwonieniu strach
czy triumf?" ( „ T y g o d n i k Powszechny")
7

„ W uroczystości wzięła udział delegacja władz p a ń s t w o w y c h
na najwyższym szczeblu na czele z Henrykiem Jabłońskim. (...)
G ł o s e m d z w o n ó w ze wszystkich k o ś c i o ł ó w Polski rozpoczął się 28
maja - w dniu zgonu Stefana W y s z y ń s k i e g o , trzydniowy okres
żałoby. Wierni gromadzili się na n a b o ż e ń s t w a c h , odprawiali
modlitwy w intencji zmarłego prymasa. (...) Tysiące, tysiące
P o l a k ó w osobiście ż e g n a ł o swego arcykapłana i wielkiego roda­
ka. (...) Dziennikarze P A P przekazują:
Warszawa - godziny p o ł u d n i o w e 31 maja. W mieście nastrój
żałoby i głębokiej powagi. Flagi na gmachach publicznych
opuszczone do p o ł o w y masztu i przepasane kirem. (...) Nieprze­
brany potok ludzki wciąż jeszcze w p ł y w a do kościoła Seminaryj­
nego, aby o d d a ć hołd u trumny Zmarłego. (...) Po przeszło
4 godzinach od rozpoczęcia uroczystości pogrzebowych procesja
wkracza do kościoła Katedralnego. (...) Odczytany zostaje tes­
tament Prymasa Polski." („Żołnierz W o l n o ś c i " )
8

Oto fragment

testamentu:

„ U w a ż a m sobie za łaskę, że m o g ł e m dać ś w i a d e c t w o prawdzie
jako więzień polityczny, przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem
się od nienawiści do moich r o d a k ó w sprawujących władzę
w państwie. Ś w i a d o m w y r z ą d z o n y c h mi krzywd wybaczam im
z całego serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycali."'

Później autorzy książki „ P r y m a s T y s i ą c l e c i a " n a p i s z ą :
„ N i k t w Polsce nie miał takiego pogrzebu i n i k t nie sprawił,
że oczy cywilizowanego świata s k o n c e n t r o w a ł y się tak
bardzo na Polsce."
N i e p r z y p a d k o w o większość relacji z u r o c z y s t o ś c i pogrze­
bowych p o d k r e ś l a symboliczny związek z o d p r a w i o n ą w cze­
rwcu 1979 r o k u M s z ą p a p i e s k ą . T ę s y m b o l i c z n ą zbieżność
t w o r z y ł o miejsce - plac Z w y c i ę s t w a i krzyż - ten sam w o b u
uroczystościach. Ale wspólnych w ą t k ó w poprzedzających
powstanie Warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w jest więcej.
N a l e ż ą do nich wcześniejsze formy a k t y w n o ś c i , w k t ó r y c h
d o p a t r y w a ć się m o ż n a jego pierwowzoru:
10

„6.06.80 r. w 1 rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, po
c a ł o n o c n y m czuwaniu w kościele Św. Anny, młodzież z O A Z Y
(kilkadziesiąt o s ó b ) udała się na pl. Zwycięstwa i tam ułożyła
z kwiatów i zniczy tzw. Krąg Charyzmatyczny."
„Była to akcja jednorazowa, bez kontynuacji. Podobne znaczenie
przypisać należy manifestacji, jaka odbyła się 25.09.80 г., a która
miała na celu upamiętnienie rocznicy uwolnienia Prymasa
(25.09.1953). N a pl. Zwycięstwa u ł o ż o n o wtedy Krzyż z kwiatów.
T o również nie w y w a r ł o większej reakcji społecznej tym bardziej,
że n a s t ę p n e g o dnia kwiaty uprzątnięto."

Wydarzenia te świadczą o krystalizującej się j u ż wcześniej
potrzebie u p a m i ę t n i e n i a osoby czy miejsca. T u niewątpliwie
s z u k a ć trzeba p o c z ą t k ó w K r z y ż a z k w i a t ó w , t y m bardziej, że
brak było jakiejkolwiek innej formy u p a m i ę t n i e n i a wyda­
rzeń, o k t ó r y c h zaświadczał. Podobne gesty „ s a k r a l i z u j ą c e "
p r z e s t r z e ń t o w a r z y s z y ł y pielgrzymkom P a p i e ż a .
„(...) dwunastotonowy granitowy głaz postawiony został w M a n ­
chester w Heaton Park, aby upamiętnić historyczną wizytę Ojca
św. Jana Pawła II w tym mieście i M s z ę Św., którą Papież odprawi!

w miejscowym parku w czerwcu 1982 r." - d o n o s i ł w swej
fotonotce tygodnik „Za i przeciw" (nr 26, 1983 r.)
D l a p o r ó w n a n i a o d w o ł a j m y s i ę do d o s y ć o b s z e r n e g o
opisu „ s a k r a l i z a c j i " przestrzeni w Niepokalanowie, k t ó r y
o d w i e d z i ł w t r a k c i e swej drugiej p i e l g r z y m k i J a n P a w e ł I I .
„Święty gwardian wyśnił sobie na tych polach lotnisko. (...)
Chociaż nie zdążył zamienić snu na twardą płytę, pamięć o jego
śnie
towarzyszyła
nieodparcie
przedziwnemu
spotkaniu
z 18.06.83. Nie nad Tybrem, lecz nad Teresinką, nie na placu Św.
Piotra, ale w 'szczerym polu' mazowieckich piasków, nie w Wiecz­
nym Mieście, ale w prowizorium Niepokalanowa, nie wobec
m i ę d z y n a r o d o w e j , trochę p o b o ż n e j , więcej ciekawej publiczności,
ale p o ś r ó d polskiego, trochę ciekawego, więcej szczerze p o b o ż ­
nego ludu, nie u konfesji św. Piotra, lecz u boku klasztornego
cmentarzyska z symbolicznym grobem św. Maksymiliana, nie na
tle kolorowych Szwajcarów, ale pod troskliwą opieką służby
powszechnej, że stał się dziwowiskiem ludzi i a n i o ł ó w (zakonnicy,
księża, klerycy, S B , milicja i B O R , współpracujący ręka w r ę k ę ) . . .
T u i w takiej sytuacji o d b y w a ł o się niepowtarzalne spotkanie
z Piotrem naszych c z a s ó w .
N a polach tych nie przewidywano niegdyś t ł u m ó w ani miejsca, na
które ściągać będzie p o b o ż n o ś ć pielgrzymów. O w o c o w a ł tu
piękny sad posadzony przez braci o g r o d n i k ó w . (...) Potem w imię
'wyższej użyteczności społecznej' zabrano pola zakonnikom.
Zajechały potężne traktory. Powyrywały z korzeniami sad.
Wyższej użyteczności jednak nie b y ł o . (...) Po wydarzeniu, które
spadło na te pola 18.06.83 г., nie wróci tu s p o k ó j kwitnienia i trud
zbiorów. Nastanie czas autentycznej 'wyższej użyteczności'. Przy­
jdą pielgrzymi, którzy nabyli prawa do tego skrawka ziemi. (...)
- Rozbieracie ołtarz?
Nikt nie spieszy z o d p o w i e d z i ą . Prowizorka to. R o z e b r a ć trzeba.
Wiadomo, nie stawiano tak, by na dłużej miało p o z o s t a ć . Ale stoi.
Niech jeszcze m ó w i , świadczy, przypomina. (...) Po 'lotnisku'
snują się ludzie. Tutaj w y l ą d o w a ł . Tędy szedł do auta. W tym
miejscu rozmawiał z ludźmi przed odlotem...
- Pocałuj synku ziemię! Po niej Ojciec Święty przechodził. Niech
bracia nie sadzą tu kapusty. Niech nie sieją żyta. Ziemia ta
a w a n s o w a ł a , otrzymała dyplom szlachectwa. M a przypominać,
rozmyślać, modlić się i uczyć. Wyrośnie tu świątynia Res sacra
homo. "
l 1

Potrzeba miejsca, miejsca u ś w i ę c o n e g o , do k t ó r e g o m o ż n a
p o w r a c a ć , do k t ó r e g o m o ż n a i ś ć z p i e l g r z y m k ą , z k t ó r e g o
m o ż n a c z e r p a ć n a t c h n i e n i e , j a k c z e r p a ł o s i ę wtedy, gdy po
raz pierwszy b y ł o ono ś w i a d k i e m c u d o w n y c h , ś w i ę t y c h
w y d a r z e ń . B y ć m o ż e ta s a m a p o t r z e b a s p o n t a n i c z n a , c h o ć
chyba jednak trochę przekornie d e m o n s t r u j ą c a s w ą p o l s k ą
religijność, kazała składać kwiaty na placu Z w y c i ę s t w a .
I rzecz z n a m i e n n a - w i ę k s z ą w a r t o ś ć z n a c z e n i o w ą i s y m ­
b o l i c z n ą w takich chwilach m a k a ż d y najmniejszy nawet akt
niż usankcjonowane formy u p a m i ę t n i a n i a . W e d ł u g bardzo
s p r z e c z n y c h , c z ę s t o a ż w y k l u c z a j ą c y c h s i ę relacji, K r z y ż
p o w s t a ł w „kilka dni po śmierci P r y m a s a " .
„ W kilka dni po śmierci Prymasa do Warszawy przejeżdża
pielgrzymka (chyba ze Śląska), której uczestnicy chcą złożyć
kwiaty na grobie Prymasa, ale cała krypta jest już usłana
kwiatami. Wtedy pojawia się p o m y s ł ("nie wiadomo czyj') prze­
niesienie k w i a t ó w tych z katedry i tych spod Zygmunta na pl.
Zwycięstwa - tam gdzie stała trumna. D o tej pory nic właściwie na
placu się nie działo, czasem ktoś zapalił znicz czy p o ł o ż y ł małą
wiązankę k w i a t ó w , było to jednak działanie bardzo indywidualne
i spontaniczne, nikt nie myślał nad formą ułożenia k w i a t ó w , nikt
nie myślał by ich p i l n o w a ć . "
„Inicjatorką powstania Krzyża z k w i a t ó w była pani E w a P.
otaczająca czcią Prymasa jeszcze za jego życia. P o c z ą t k o w y m
planem pani E w y b y ł o utrzymanie Krzyża przez okres kościelnej
żałoby po Prymasie (tj. 6 tygodni). (...) Ona zajmowała się
układaniem k w i a t ó w . . . "
O b i e te realacje u k a z u j ą p e w i e n p r o b l e m - c z y w w y p a d k u
p o w s t a ł e g o K r z y ż a z k w i a t ó w m a m y do c z y n i e n i a z z a ­
c h o w a n i a m i spontanicznymi, czy też u s a n k c j o n o w a n y m i ,
uporządkowanymi mocą autorytetów? Trudno doszukiwać

87

�i albo podnosili kwiaty z ulicy i zabierali do swoich domów, albo
składali pod Zygmuntem czy na placu Zwycięstwa. Nikt wtedy
nie myślał o ułożeniu Kwietnego Krzyża. Czuło się jednak, że
miejsce to nabrało jakby nowego znaczenia."
N a p o d o b n ą p o t r z e b ę posiadania „ z m a t e r i a l i z o w a n e j "
p a m i ą t k i , b ę d ą c ą przejawem p a t r i o t y z m u lat z a b o r ó w , zwra­
cał u w a g ę Stanisław Wasylewski:
„Niech tylko umrze ktoś wybitny, zaraz wszystko, co go otaczało,
staje się przedmiotem pożądliwości tłumu. Rozchwytują prze­
płacając nawet byle rupiecie. Kto nie miał szczęścia zdobyć
strzępka, na którym spoczęła ręka Kościuszki czy ks. Józefa,
kontentuje się kwiatkiem zerwanym na kopcu krakowskim,
listkiem z wieńca w czasie żałobnego nabożeństwa albo nawet
garstką kurzu z ulicy, którą szedł kondukt. ( . . . ) " '
5

T ł o historyczne, w j a k i m p o w s t a ł K r z y ż z k w i a t ó w , nosi
w y r a ź n e znamiona chaosu. Przemiany polityczne, m o r a l no-etyczne tych d n i , a j e d n o c z e ś n i e potrzeba szukania
stałych w a r t o ś c i i stabilizacji stały się d o s k o n a ł y m gruntem,
na j a k i m m ó g ł ujawnić się znak czy symbol. I b y ć m o ż e
powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w staje się, z symbolicznego
p u n k t u widzenia, poszukiwaniem „ n o w e g o miejsca" w nie­
pewnym świecie? Eliade pisze: „ O d k r y c i e l u b ustalenie
p u n k t u oparcia - ' ś r o d k a ' jest r ó w n o z n a c z n e ze stwarzaniem
świata"
Wydzielone miejsce święte (sacrum) i p o t r z e b a wydo­
bycia go z otoczenia (profanum) istnieje t u jedynie na
zasadzie k o n t r a s t u , k t ó r y przejawić się m o ż e w manife­
stacji, w dawaniu ś w i a d e c t w a przez uczestnictwo, c h o ć b y
przez codzienne s k ł a d a n i e k w i a t ó w . Wydarzenia lat 80-tych,
to specyficzny okres sprzyjający ujawnieniu się z a c h o w a ń
symbolicznych. N o w e g o też symbolicznego znaczenia nabie­
rają często pojawiające się kwiaty. Te s k ł a d a n e pod warszaw­
ską R o t u n d ą po tragicznym w y p a d k u 1979 r „ te leżące
u w r ó t Stoczni G d a ń s k i e j w 1980 r „ czy też te t o w a r z y s z ą c e
pogrzebowi Grzegorza Przemyka. N a b i e r a ł y one j a k b y
nowego sensu, w y m i a r u społecznego protestu - b ę d ą c zara­
zem o z n a k ą s o l i d a r n o ś c i . Udekorowane k w i a t a m i Bramy
Stoczni G d a ń s k i e j s y m b o l i z o w a ł y j e d n o ś ć i poparcie jakiego
udzielali s t r a j k u j ą c y m ci, k t ó r z y „nie zmieścili się" w murach
stoczni, a k t ó r z y poprzez kwiaty dodawali otuchy, okazywali
poparcie i p o d k r e ś l a l i symbolicznie swą o b e c n o ś ć podczas
strajku. J a k ż e p o d o b n ą rolę o d g r y w a ł y kwiaty na pogrzebie
Grzegorza Przemyka:
1 6

U. I. Plac Zwycięstwa, 1 sierpnia 1981

się w t y m akcie p r z y p a d k o w o ś c i czy b r a k u s p o n t a n i c z n o ś c i .
Wydaje się, że w p o c z ą t k o w y m okresie swego istnienia m i a ł
K r z y ż charakter j a k b y ludowego miejsca k u l t u , p o w s t a ł e g o
spontanicznie, aby o d d a ć h o ł d z m a r ł e m u .
C z y m więc jest K r z y ż z k w i a t ó w ? - specyficznym kwiet­
n y m pomnikiem? D w a , z d a w a ł o b y się, sprzeczne stwierdze­
nia - kwiaty i p o m n i k . J u ż z racji swej trwałości j a k b y
wykluczające się, a jednak... K w i a t y , istotny element na­
szego życia. Dostajemy je, s k ł a d a m y , przechowujemy. T w o ­
rzą poczucie więzi, są wyrazem szacunku i p a m i ę c i . W ł a ś n i e
w pamięci i uczuciu jest ich m o c .
Obie wizyty P a p i e ż a i pogrzeb Stefana W y s z y ń s k i e g o
nieodparcie k o j a r z ą się z kwiatami. K w i a t a m i , k t ó r y m i
przystrajano ołtarzyki w oknach, k w i a t a m i , k t ó r y m i w y s ł a n e
były trasy przejazdu czy przemarszu, aż wreszcie kwiatami,
k t ó r e potem zbierano na p a m i ą t k ę czy s k ł a d a n o na jedno
miejsce. Uczestnicy powitania Jana P a w ł a I I w s p o m i n a j ą :
..Kolorowy, gęsiy tłum, często z kwiatami, nierzadko białożółlymi chorągiewkami oraz transparentami oblepił dookolne uli­
ce."'
.,(...) a my wyrywaliśmy się na ulicę przez wątłe barierki ogrodzeń,
aby zabrać na pamiątkę kwiaty układane przedtem w barwne
pasy na jezdni."
1 2

3

14

Podobnie w d n i u uroczystości pogrzebowych księdza
Prymasa p o Mszy Św. i po przemarszu k o n d u k t u ż a ł o b n e g o
p o z o s t a ł y kwiaty. Część u ł o ż o n o pod k o l u m n ą Z y g m u n t a
(dalej trasa była z a m k n i ę t a ) , część zebrano i zaniesiono na
miejsce, gdzie stała trumna. M ó w i członek ruchu O A Z A :
„Nie można ich było tak zostawić, zresztą ludzie sami to czuli

88

„Ludzie, trzymając się za ręce, tworzą szpaler wokół tych, którzy
niosą trumnę. Na białym materiale z przodu skrzyni napis
czerwony „Solidarność". Za trumną - już całą szerokością ulicy
- idzie las rąk z palcami ułożonymi w V. Ktoś podnosi do góry
dwa goździki — biały i czerwony - które rozchylają się w boki
tworząc V . "
A b y K r z y ż z k w i a t ó w m ó g ł p o w s t a ć , m u s i a ł b y ć zaakcep­
towany, tzn. m u s i a ł o d p o w i a d a ć pewnemu zapotrzebowa­
niu. I rzeczywiście był zaakceptowany, o d w o ł y w a ł się bo­
wiem do najbardziej pierwotnej formy p a m i ę c i - h o ł d u
wobec osoby.
W tradycyjnej kulturze ludowej, a t a k ż e , j a k na to zwraca
u w a g ę Aleksander Jackowski, przeciwstawiając „ p o m n i k i
w ł a d z y " , p o m n i k i oficjalne, p o m n i k o m ludu:
,, (...) zdecydowana większość pomników ludu identyfikuje się
z formą krzyża bądź kapliczki. Można nawet powiedzieć, że wiele
z nich to po prostu obiekty kultu opatrzone stosowną dedyka­
cją."
K r z y ż z k w i a t ó w w pewnym sensie t a k ą funkcję pełnił.
W kulturze ludowej p a m i ę ć przetworzona w stałą f o r m ę
p o m n i k a o w ą t r w a ł o ś ć p o d k r e ś l a w s p o s ó b z n a c z ą c y . Ziem­
ne kurhany, kamienne stelle, drewniane k r z y ż e , kapliczki
„ p a m i ę t a ć " m o g ą d ł u g o . Warszawski K r z y ż z k w i a t ó w
stanowi j a k b y tego zaprzeczenie, charakteru „ p o m n i k a "
w d o k ł a d n y m tego słowa znaczeniu na pewno nie ma.
„Pomnik? - jaki to pomnik! kopnąć i się rozleci! To proszę pani
prowokacja, żeby tylko ludzi wykołować, a potem będą się z nas
17

�nia (niekiedy 100-200 o s ó b ) , niektórzy śpiewali pieśni religijne,
ale należało to raczej do rzadkości. Wśród zgromadzonych widać
przede wszystkim urzeczenie pięknem tego zjawiska, jego czysto­
ścią, siłą przekazu. Coraz jaśniejszym stawało się, że Krzyż
stanowi formę ż y w e g o pomnika, p o ś w i ę c o n e g o pamięci Stefana
Kardynała W y s z y ń s k i e g o " .

Z czasem nałożyły się nowe treści i znaczenia. W warszaw­
skim K r z y ż u z k w i a t ó w widzieć m o ż e m y więc n a s t ę p u j ą c e
warstwy symboliczne:
1. Projekt ż y w e g o p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o p a m i ę c i Stefana
Wyszyńskiego,
2. Z n a k u p a m i ę t n i a j ą c y wizytę Jana P a w ł a I I ,
3. Symbol drogi bez przemocy,
4. Symbol u m ę c z o n y c h i u w i ę z i o n y c h za przekonania.
Z biegiem czasu też historia K r z y ż a , taka j a k ą p r z e k a z u j ą
informatorzy, ulega zmitologizowaniu.
„ W drugiej p o ł o w i e lipca 81 powstaje Ruch N a Rzecz Beatyfikacji
Stefana Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nieliczna grupa inicjatorów
ruchu udaje się z petycją do władz kościelnych, aby g o d ł e m ruchu
ogłosić Krzyż z k w i a t ó w jako uniwersalny symbol nadziei. Nie
uzyskują jednak poparcia."

M i ę d z y lipcem a sierpniem pojawia się u podstawy K r z y ż a
napis „ M y chcemy Boga". Sfotografowany i powielony
w formie emblematu K r z y ż wraz z napisem staje się nieofi­
cjalnym znakiem, symbolem ruchu i tych, k t ó r z y go popie­
rają.

Tl. 2. Plac Piłsudskiego, luty 1994. W tym miejscu leżał Krzyż
kwietny

śmieli, że ludzie i to katolicy, a modlą się pod jakimś krzyżem
z kwiatów".
A jednak K r z y ż istniał, istniał, g d y ż ż y w a była p a m i ę ć
- główny element k o n s t y t u u j ą c y go.
M o ż e m y widzieć t u związki z tradycją r o m a n t y c z n ą .
P a m i ę ć wymaga a k t y w n o ś c i i ciągłego uczestnictwa. Sztuka
i literatura polska okresu r o m a n t y z m u ze szczególnym
upodobaniem o d w o ł y w a ł y się do m o t y w u k r z y ż a , p o w s t a ń ­
czej m o g i ł y , bo w ł a ś n i e prostota tego „ p o m n i k a " , usypanego
z ziemi grobu z drewnianym k r z y ż e m , d o m a g a ł a się zawsze
uczestnictwa, ciągłej p a m i ę c i i opieki p o k o l e ń .
„Zniknie pamięć na spiżach i marmurach ryta,
lecz ją w sercu Polaków potomność wyczyta."
„Skrop zwiędłe kwiaty martwych, niech z niebieskiej góry
Dusza moja pogląda na ten grób ponury,
Który straci posępność i okropność swoją,
Gdy go piękne Twe dłonie kwiatami przystroją."
Poświęcenie, cierpienie dla ojczyzny - o d s y ł a też do
mesjanistycznych koncepcji c h c ą c y c h widzieć w Polsce Chry­
stusa N a r o d ó w . P e w n ą realizację tych w ą t k ó w m o ż n a t a k ż e
wychwycić, p r z y g l ą d a j ą c się dalszej historii warszawskiego
Krzyża z kwiatów.
N a p o c z ą t k u bardziej z zadziwowaniem niż ze zrozumie­
niem g r o m a d z ą się tam przypadkowo zebrani ludzie, czasem
d o k ł a d a j ą c w ł a s n e kwiaty, czasem wieczorem z a p a l a j ą c
w ł a s n e znicze.
..Do końca lipca nie odbywały się właściwie większe zgromadze­
1 8

19

20

„I lipca 81 na pl. Zwycięstwa pojawia się u ł o ż o n y z k w i a t ó w
i zniczy symbol kotwicy, a dla dodatkowego wzmocnienia
powiewają nad nim biało-czerwone flagi. Istnieje to przez jakieś
2-3 dni, nie g r o m a d z ą się tam ludzie i potem samo niknie.
Stworzyli to chyba ci od 'pomnika Sumienia' (mowa o Pomniku
K a t y ń s k i m na P o w ą z k a c h - M . M . - C . ) i c h o d z i ł o być m o ż e
0 jakąś kontrpropozycję w stosunku do Krzyża, ale ludzie tego nie
zaakceptowali, było to zbyt nachalne i przez to aż prowokujące.
M i ę d z y 1 a 2 sierpnia pojawiają się próby zniszczenia Krzyża.
Kwiaty są porozrzucane, pogaszone znicze, od tej pory zdarza się
to d o ś ć często. Wtedy też (początek sierpnia) udaje się kolejna
delegacja do K u r i i z prośbą o opiekę nad Krzyżem, jako
pomnikiem Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nie uzyskują jednak pozy­
tywnego rozwiązania, mając w zamian poczynione obietnice, że
przeprowadzane są rozmowy mające na celu utworzenie pomnika
W y s z y ń s k i e g o przed k o ś c i o ł e m ss. Wizytek w Warszawie. Wtedy
też ludzie, zajmujący się Krzyżem z k w i a t ó w , postanawiają
rozpocząć nocne czuwanie przy Krzyżu, ale chętnych jest m a ł o ,
brak deklaracji."

Z czasem miejsce przy K r z y ż u staje się punktem infor­
macyjnym, m ó w i ą c y m o nastrojach s p o ł e c z n y c h . N a s t ę p u j e
stopniowy r o z k w i t K r z y ż a . Upowszechnia się zwyczaj skła­
dania ś l u b n y c h w i ą z a n e k . Codziennie przynoszone świeże
kwiaty ożywiają go, a g r o m a d z ą c e się grupy ludzi w s p ó l n i e
m o d l ą c y c h się i śpiewających n a b o ż n e pieśni n a d a j ą zgroma­
dzeniom przy K r z y ż u w i d o w i s k o w o - o b r z ę d o w y charakter.
W j a k i c h obszarach k u l t u r o w y c h z a c h o w a ń n a l e ż a ł o b y
umieścić to wszystko, co z w i ą z a n e b y ł o z K r z y ż e m , d o p e ł ­
niając go i n a d a j ą c m u specyfikę. Wydaje się, że m o ż e m y
dostrzec t u zachowanie g r a n i c z ą c e p o n i e k ą d z happeningiem
czy też l u d o w ą , często l u d y c z n ą f o r m ą naigrywania się
z w ł a d z y . Zachowania o s ó b zgromadzonych przy K r z y ż u to
w y n i k specyficznej kultury masowej, k t ó r a w t y m w y p a d k u
osiąga wręcz jarmarczny charakter.
Powoli w wystroju K r z y ż a i w trakcie o d b y w a j ą c y c h się
s p o t k a ń ujawniają się w y r a ź n i e tendencje polityczne. Jakby
n i e p o d w a ż a l n y był j u ż fakt, że K r z y ż z k w i a t ó w stanowi
f o r m ę p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o Stefanowi W y s z y ń s k i e m u ,
zatem symboliczne przypominanie tego b y ł o zbyteczne.
W y s t a r c z y ł portret Prymasa umieszczony p o ś r o d k u K r z y ż a .
N o w e natomiast treści symboliczne, k t ó r e się z czasem
n a w a r s t w i ł y w y m a g a ł y p o d k r e ś l e n i a , stąd też bardziej mani­
festacyjna była forma ich wyrazu.
„ W a ż n y m wydarzeniem dla Krzyża z k w i a t ó w staje się 5.08.81
- zakończenie strajku na Rondzie u zbiegu ul. Marszałkowskiej
1 A l . Jerezolimskich. Pierwsze autobusy o b ł o ż o n e były kwiatami,

89

�jeszcze przed zakończeniem strajku umawialiśmy się, że będą
zawiezione pod Krzyż. Nie było mnie przy tym, więc nie wiem na
pewno, ale n a s t ę p n e g o dnia pod Krzyżem k w i a t ó w było bardzo
d u ż o - więc m o ż e je tam zawieźli."

Zaczyna k r y s t a l i z o w a ć się koncepcja c h c ą c a widzieć
w K r z y ż u symbol drogi bez przemocy. P o d k r e ś l a się jego
„ b e z b r o n n o ś ć " i chęć przestrzegania, aby w jego wystroju
z n a j d o w a ł y się jedynie elementy kwiatowe i religijne. Jednak­
że na pojawianie się licznych ulotek politycznych ludzie
a n i m u j ą c y K r z y ż , j a k t w i e r d z ą , nie mieli ż a d n e g o w p ł y w u .
P o d k r e ś l a n o , że ,,to świetny barometr nastrojów społecznych.
jeżeli oni nie niszczą Krzyża to znaczy, że też chcą iść drogą
pokojową."

D u ż e zainteresowanie K r z y ż e m i jego p o p u l a r n o ś ć przy­
ciąga k o r e s p o n d e n t ó w prasy zachodniej. O d p o w i a d a j ą c na
ich pytania z powodzeniem przy K r z y ż u udaje się p o d k r e ś l i ć
jego p o k o j o w y charakter i n a d a ć mu sens apelu, aby wszelkie
problemy społeczne r o z w i ą z y w a n e były w s p o s ó b p o k o j o w y .
Od p o c z ą t k u istnienia K r z y ż a musieli być ludzie pod­
t r z y m u j ą c y go, n a d a j ą c y mu sens i charakter. Było to
zjawisko d ł u g o t r w a ł e , skupiające wielorakie treści, tendencje
i ludzi. Jego otwarta forma d a w a ł a szansę w s p ó ł u c z e s t n i c t w a
k a ż d e m u , kto przy K r z y ż u się znalazł. Było to przecież
przede wszystkim miejsce s p o t k a ń zupełnie przypadkowych
p r z e c h o d n i ó w zainteresowanych niepowtarzalnym zjawis­
kiem czy też s e n s a t ó w w i d z ą c y c h w K r z y ż u wyzwanie
rzucone władzy.
P r z y g l ą d a j ą c się K r z y ż o w i z k w i a t ó w nie s p o s ó b nie
zwrócić uwagi na pewne p o d o b i e ń s t w o z Wielkanocnymi
G r o b a m i P a ń s k i m i . Treści polityczne, symbolika narodowo-religijna pojawiają się z a r ó w n o w jednej, jak i drugiej
formie. G r o b y jednak s t a n o w i ą całość z a m k n i ę t ą , d a n ą do
odczytania i kontemplacji, gdzie rola odbiorcy zredukowana
jest do m i n i m u m . Symbolika G r o b ó w , podobnie j a k K r z y ż a ,
o d w o ł u j e się do emocji odbiorcy - j e d n a k ż e k a ż d o r a z o w y
g r ó b jest wynikiem takiej artystycznej formy, k t ó r a została
zaakceptowana przez w ł a d z e parafialne. Krzyż natomiast to
forma zupełnie otwarta, na wszelkie nawet najbardziej
skrajne propozycje.

w w i ę z i e n n y m pasiaku z wyakcentowanym znakiem P, co
przemienia go w więźnia politycznego, czyniąc patronem
wszystkich aresztowanych i internowanych, pojawia się też
wizerunek św. Barbary ..jako p a t r o n k i Podziemia." T u po
tragedii w kopalni „ W u j e k " , k t ó r a r o z e g r a ł a się w pierw­
szych dniach stanu wojennego (17.12.81) i p r z y n i o s ł a pierw­
sze śmiertelne ofiary, umieszczono m a ł e krzyżyki wykonane
z bryłek węgla, a pod spodem nazwiska poległych g ó r n i k ó w .
W pierwszych dniach stanu wojennego utrwalił się zwyczaj
u p a m i ę t n i a n i a miesięcznicy w y d a r z e ń grudniowych na W y ­
brzeżu z 1970 r. ( k a ż d y 16) i stanu wojennego ( k a ż d y 13). Te
dni miały r ó w n i e ż wielkie znaczenie dla K r z y ż a , właśnie
wtedy g r o m a d z i ł o się przy n i m najwięcej ludzi, a zebrania
nabierały charakteru demonstracji.
„Pierwsze większe zgromadzenie przy Krzyżu było w dniu Matki
Boskiej Gromnicznej (2.02). W demonstracji wzięło wtedy udział
ponad 500 o s ó b . "
„2 lutego po nabożeństwie w kościele ss. Wizytek p o c h ó d
przemaszerował na plac i tam przy Krzyżu w otoczeniu s k o t ó w
zapalono świece i znicze. Czuwanie o d b y ł o się w spokoju bez
ingerencji stacjonujących w pobliżu milicyjnych o d d z i a ł ó w . "

Pierwsze miesiące stanu wojennego starano się symbolicz­
nie u t o ż s a m i ć z okresem okupacji. Bardziej lub mniej
ś w i a d o m i e n a w i ą z y w a n o do symboliki i twórczości tamtego
okresu. Starano się p o d k r e ś l i ć z ł o w r o g o ś ć nowej sytuacji,
a j e d n o c z e ś n i e jej przejściowość. Pojawiła się więc bogata
t w ó r c z o ś ć satyryczna, to wszystko, co s t w o r z y ł a „ u l i c a " ,
przenosiło się pod K r z y ż i podobnie wszystko, co zobaczono,

,,25.09.81 w rocznicę aresztowania Prymasa umieszczono pod
Krzyżem kompozycję, która jednak po kilku dniach zostaje
zdjęta. Był to portret Prymasa otoczony kolczastym drutem, pod
którym znajdowała się tabliczka m ó w i ą c a o okolicznościach jego
aresztowania."

I I listopada po Mszy wyrusza p o c h ó d w s t r o n ę G r o b u
Nieznanego Ż o ł n i e r z a .
,,Przed Grobem zostaje odczytany list Leszka Moczulskiego
pisany na Rakowieckiej. Ludzi było bardzo d u ż o , część jak
zwykle stała przy Krzyżu. Wtedy właśnie jego istnienie na placu
było jeszcze bardziej wymowne - Krzyż był symbolem umęczo­
nych za przekonania."

D o istotnych zmian wystroju i w y m o w i e K r z y ż a z kwia­
tów dochodzi po 13 grudnia 1981 roku.
..To dziwne, ale właśnie wtedy, gdy ludzie bali się podejść pod
plac, bo aż roiło się od milicji. Krzyż j a k o ś przetrwał i albo oni
sami. albo jacyś pojedynczy ludzie podtrzymywali go i lak
świadczył, że nadzieja w ludziach nie wygasła."
..Parkingi przy Interpressie przemieniły sie w punkt, gdzie
zgromadzone były skoty. czołgi, suki. T a m też wyłania! się Krzyż
z kwiatów. Nikt wtedy nic myślał by go likwidować, nikt też nic
myślał by k o n t y n u o w a ć jego ideę. Miał umrzeć naturalną śmier­
cią przy braku jakiegokolwiek zainteresowania. Ale stało się
inaczej."

W nowych realiach dostrzec m o ż n a , że wystrój K r z y ż a
zachowuje u m i e j ę t n o ś ć natychmiastowego reagowania na
wydarzenia, tym samym wzmacnia się jego funkcja infor­
macyjna, co w konsekwencji powoduje, że K r z y ż staje się
symbolem protestu wobec p o s u n i ę ć władzy. T u w formie
ulotek m o ż n a było znaleźć informacje o losach internowa­
nych i aresztowanych, pojawiają się zdjęcia Lecha W a ł ę s y
z napisem „ U w o l n i ć Lecha", ojca Maksymiliana K o l b e

90

II. 3. Krzyż. Kościół św. Anny, Boże Ciało 1985

�u s ł y s z a n o p o d K r z y ż e m w y c h o d z i ł o na „ u l i c ę " . T a k w ę d ­
r o w a ł y ś p i e w a n e na z n a n ą o k u p a c y j n ą melodię p r z y ś p i e w k i :
„Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny"
„Siekiera motyka smok wawelski
przegra wojnę Jaruzelski"

Symbol Polski Walczącej rychło z a s t ą p i o n y zostały Soli­
d a r n o ś c i ą W a l c z ą c ą . T o o d w o ł y w a n i e się do symboliki
okupacyjnej było t y m bardziej popularne, gdyż wierzono
w jej w y m o w ę i d u ż ą k o m u n i k a t y w n o ś ć . Z czasem K r z y ż
staje się miejscem wypowiedzi zdecydowanie r ó ż n y m od
bardzo ograniczonego, jednostronnego obiegu oficjalnych
informacji, dając t y m samym ś w i a d e c t w o j a k ż e odmiennym
nastrojom s p o ł e c z n y m . Obecnie g ł ó w n y m celem istnienia
K r z y ż a jest manifestacja polityczna. Zgromadzenia przy
K r z y ż u i jego wystrój n a b i e r a j ą charakteru demonstracji,
k t ó r e j celem jest p r ó b a kreowania nowej rzeczywistości,
j a k ż e jednak odmiennej.
„ U w o l n i ć Lecha, z a m k n ą ć Wojciecha!"
„Solidarność żyje!"
„ U w o l n i ć aresztowanych i internowanych!"

- informują ulotki.
„ W a r s z a w o , p o w s t a ń w kręgu zła,
Wesel swe serce bliskim dniom
W gwałtownej fali burz wiosennych
Uderza grom"

- czy też bardziej dosadnie:
„ G d y przeminą lody i pójdzie ku wiośnie,

powiesimy W R O N - ę na masztowej sośnie"

- śpiewają zgromadzeni przy K r z y ż u .
Wprowadzenie stanu wojennego i sytuacja p o p r z e d z a j ą c a
sprzyjały niewątpliwie wzrostowi tendencji mitycznych. Ż y ­
cie społeczne, p r z e c h o d z ą c e stan kryzysu, stało się bardziej
podatne na wszelkie mityczne koncepcje. Czy jednak K r z y ż
z k w i a t ó w m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o r e a l n o ś ć m i t y c z n ą ? Jeżeli
nawet m o ż a powiedzieć, że K r z y ż realizował się j a k o „ r e a l ­
n o ś ć mityczna", b y ł o to jednak ś w i a d o m e działanie, k t ó r e
m o ż n a by n a z w a ć za Ernestem Cassirerem ś w i a d o m y m
mitem politycznym. N a c z e l n ą z a s a d ą , na jakiej K r z y ż , jego
symbolika i skupiona w o k ó ł niego grupa o p i e r a ł a swe
istnienie, b y ł o p o d k r e ś l e n i e opozycji, kontrast w stosunku do
w ł a d z y , w stosunku do tego, co usankcjonowane i o d g ó r n i e
narzucone. Ekstremalna sytuacja stanu wojennego dodat­
k o w o p o d k r e ś l a ł a tę k o n t r a s t o w o ś ć . I jeżeli j a k o mityczne
b ę d z i e m y t r a k t o w a l i właśnie zachowania „ w ł a d z a " k o n t r a
„ l u d " , w ó w c z a s m o ż e m y m ó w i ć o m i t y c z n y m aspekcie
K r z y ż a . A jednak m i a ł w sobie K r z y ż nadal o w ą t o w a r z y s z ą ­
cą m u na p o c z ą t k u , o d d z i a ł y w u j ą c ą na ludzi a u r ę .
„Czy nie było c o ś wzruszającego, cudownego, poetycznego, że
zimą wśród błota, c z o ł g ó w , Z O M O - w c ó w Krzyż przetrwał, że
miał tyle siły w sobie, że przyciągał ludzi."

K r z y ż przyciągał do siebie, a j e d n o c z e ś n i e istniał, bo ludzie
go tworzyli. Przy niewątpliwie d u ż y m aspekcie polityczności
z e b r a ń przy K r z y ż u p a m i ę t a ć trzeba, że starano się do­
strzegać i p o d k r e ś l a ć jego specyficzne w ł a s n o ś c i „oczysz­
c z a j ą c e " , wyzwalające duchowo, p o z w a l a j ą c e o d e r w a ć się od
niezbyt pozytywnej rzeczywistości. Pod w p ł y w e m K r z y ż a
i dla niego p o w s t a ł a pieśń „ W a r s z a w o p o w s t a ń ! " , k t ó r a
m i a ł a b y ć u w a ż a n a za h y m n o b r o ń c ó w K r z y ż a z k w i a t ó w „ C u d o w n e j Matki Obraz Święty
Przeszkodą będzie im
Ona zapanuje nad z a m ę t e m
Dobro odnajdzie w z ł y m "
2 1

- było g ł ó w n y m p r z e s ł a n i e m H y m n u ; jednak zwyczaj od­
ś p i e w y w a n i a go nigdy nie był w pełni zaakceptowany i nie
przyjął się na t r w a ł e .
M n i e j więcej w p o ł o w i e lutego pojawia się u podstawy
K r z y ż a nowy, t a k ż e w y k o n a n y z k w i a t ó w element. Jest to
znak V odczytywany j a k o zwycięstwo, victoria. O d marca 82
na nowo w pełni r o z k w i t a i o ż y w a K r z y ż z k w i a t ó w .
Wydarzeniem, k t ó r e zostaje u p a m i ę t n i o n e jest rocznica
1968 r.
„8 marca g r o m a d z ą się ludzie, głównie młodzież, ale i starsi, bo
mają m a ł o do stracenia. N i c nie śpiewają, zapalają znicze i taki
jest podniosły nastrój, a zarazem smutek i powaga."

Przy K r z y ż u jest u l o t k a :
„1956
1968
1970
1976
1980
PAMIĘTAMY!!!
SOLIDARNOŚĆ"

II. 4. „Krzyża nie ma. a jest". K o ś c i ó ł św. Anny, maj 1986

Pod koniec marca popularna staje się myśl, aby u k ł a d a ć
K r z y ż e z k w i a t ó w t a k ż e w i n n y c h parafiach, a u ł o ż o n y tak
K r z y ż stałby się symbolem konsolidacji społecznej, zatem
niezależnie od miejsca, w k t ó r y m ludzie spotykaliby się, jeżeli
tylko spotkaniu t o w a r z y s z y ł o b y ułożenie K r z y ż a z k w i a t ó w ,
cel i intencja b y ł y b y d o p e ł n i o n e . Z p r o p o z y c j ą tą łączył się
pomysł,
aby
kolejne
parafie
warszawskie
miały
w opiece K r z y ż z k w i a t ó w . Propozycja ta jednak nie przyjęła
się. Wydaje się, że w koncepcji tej b y ł o coś z tak zwanego
Ł a ń c u c h a Szczęścia, magicznego k o ł a o nie ustalonym
p o c z ą t k u i k o ń c u i o wciąż r o s n ą c y m zasięgu. T a k i charakter
nosi też u l o t k a i n f o r m u j ą c a o t y m p r o j e k c i e .
22

91
i

�„ Z 30 kwietnia na 1 maja [82] po raz pierwszy całkowicie
zlikwidowano Krzyż na placu Zwycięstwa. W y t ł u m a c z o n o , że
było to niezbędne, p o n i e w a ż Krzyż z k w i a t ó w znajdował się
w miejscu, gdzie o d b y w a ć się miały oficjalne uroczystości 1 -majo­
we. Od tego dnia p o c z ą w s z y Krzyż był już systematycznie
usuwany, odradzał się jednak na nowo. Ujawniła się jego moc.
M o ż n a go usunąć, porozrzucać kwiaty, ale on zawsze da się
odtworzyć"

1, 3, 9 maja to d n i , w k t ó r y c h doszło do demonstracji.
Oczywiście miały one miejsce t a k ż e pod K r z y ż e m . W takich
chwilach K r z y ż przyciągał, jego w y s t r ó j , z a w a r t o ś ć infor­
macyjna doskonale dostosowane były do sytuacji.
,,9 maja o k o ł o 1000 o s ó b zgromadziło się na placu przy Krzyżu.
Z O M O s t a c j o n o w a ł o przy parkingach Interpressu. C o jakiś czas
rozjeżdżali się na ostrym sygnale w różnych kierunkach. Obawia­
jąc się p o w a ż n y c h demonstracji starali się obstawić Stare Miasto.
W pewnym momencie spod Interpressu ruszyły skoty i suka
w kierunku ludzi zebranych przy Krzyżu. Przez megafon wezwa­
no zebranych do rozejścia się. Ludzie śpiewali 'Boże c o ś Polskę',
"Maryjo K r ó l o w o Polski'. Skot zatrzymał się tuż przy Krzyżu
- i nagle kilkunastu Z O M O - w c ó w o t o c z y ł o zebranych. N a w o ł y ­
wali do rozejścia się, a jednocześnie ludzie poczuli coraz bliżej
siebie otaczający kordon - nie było jak się rozejść. Ludzie
odśpiewali 'My chcemy Boga'. I nagle tamci powiedzieli - 'Nie
ruszać m o d l ą c y c h się'. Wszyscy wtedy padli na kolana i od­
m ó w i o n o zbiorowe 'Ojcze nasz'. Tamci niby nikogo nie ruszali,
ale nagle o k a z a ł o się, że część zebranych jest w kordonie, a część
j a k i m ś cudem poza. Wejście na plac było już wcześniej zamknięte.
O k a z a ł o się, że w kordonie jest jakieś 200 o s ó b i nie ma szans by
jeszcze ktoś pojawił się na placu. Ponownie nawoływali do
rozejścia się, ale było to niemożliwe. I na szczęście lunął deszcz,
który r o z ł a d o w a ł sytuację."
,.31 maja M R K S w m u r o w a ł na placu Zwycięstwa tablicę ku czci
poległych g ó r n i k ó w z kopalni ,Wujek', następnego dnia tablicę
wyrwano. Została po niej dziura, co wyglądało jak świeży grób,
tam też stali ludzie, układali kwiaty, zapalali znicze. Skom­
p o n o w a ł o się to pięknie z K r z y ż e m . "

Z czasem zwyczaj u k ł a d a n i a K r z y ż y z k w i a t ó w przenosi
się do innych miast, pojawia się nawet poza granicami Polski
w krajach, k t ó r e udzieliły schronienia najmłodszej generacji
polskich e m i g r a n t ó w . Jest to jednak d z i a ł a l n o ś ć w t ó r n a
w stosunku do pierwowzoru warszawskiego i , j a k o taka ma
w sobie j u ż t y l k o w y m i a r politycznego protestu.
N a p r z e ł o m i e czerwca i lipca 82 pojawia się przy K r z y ż u
kolejny element. Jest n i m w y k o n a n y t a k ż e z k w i a t ó w symbol
Polski W a l c z ą c e j . Charakter z g r o m a d z e ń przy K r z y ż u staje
się j u ż wyłącznie polityczny. W prasie pojawiają się informa­
cje o k o n i e c z n o ś c i oddania placu Z w y c i ę s t w a do remontu.
R e a k c j ą na to jest ożywienie z a i n t e r e s o w a ń K r z y ż e m . G r o ­
m a d z ą się przy n i m setki ludzi, śpiewają, w z n o s z ą o k r z y k i .
„ 13 sierpnia jak w każdą miesięcznicę był tłum przy Krzyżu.
Przyjechała milicja i Z O M O i krzyczeli by się rozejść, i zaczęli lać
w o d ę z armatek. Pałowali i wszyscy w p o p ł o c h u się porozbiegali."

Po wydarzeniach 13 sierpnia K r z y ż u p r z ą t n i ę t o , ale ludzie
ułożyli go ponownie d o ł ą c z a j ą c do jego wystroju łuski po
petardach. Coraz częściej m ó w i się o z a m k n i ę c i u placu. D o
p o w a ż n y c h zajść dochodzi 16 sierpnia - K r z y ż zostaje
zlikwidowany. T a k jest do 19 sierpnia, kiedy oficjalnie plac
zostaje przekazany ekipie remontowej. Otoczony 2-metrowej w y s o k o ś c i p ł o t e m , d o k ł a d n i e przeorany plac zostaje
z a m k n i ę t y , a w p o b l i ż u stacjonują o d d z i a ł y M O i Z O M O .
O b s e r w u j ą c ostatnie chwile funkcjonowania K r z y ż a na
placu Z w y c i ę s t w a odnosi się w r a ż e n i e , że był to specyficzny
k o n f l i k t zastępczy, walczono o miejsce, o znaki z a p o m i n a j ą c
o rzeczach n a p r a w d ę istotnych. O d p o c z ą t k u swego istnienia
K r z y ż zawsze s p o t y k a ł się z bardzo kontrowersyjnymi
opiniami, od pełnej aprobaty i uczestnictwa do całkowitej
negacji i wręcz szyderstwa i p o r ó w n a n i a do w s p ó ł c z e s n y c h
, ,egzorcyzmów.''
„ W ł a d z e walcząc z Krzyżem Kwietnym ogłosiły 'remont' placu
Z w y c i ę s t w a i ogrodziły teren drewnianym płotem. Natychmiast
powstały nowe Krzyże - przed kościołem ss. Wizytek i obok
kościoła Św. Anny. Tłumy g r o m a d z ą się przy nich zwłaszcza
wieczorem, śpiewają pieśni patriotyczne i religijne. Panuje pod­
niosły odświętny nastrój, pełen powagi i dziwnego patosu - pato-

92

II. 5. Krzyż przy kościele św. Anny, listopad 1982

su ściskającego gardło, podobnie jak w sierpniu ściskał gardło
widok strajkujących s t o c z n i o w c ó w G d a ń s k a . Krzyże Kwietne
powstają powoli w całej Polsce Obok Krzyży u ł o ż o n e z k w i a t ó w
symbole Polski Walczącej i zwycięstwa V . P ł o n ą lampki nagrob­
kowe, pojawiają się zdjęcia Wałęsy, ulotki „Solidarności" itd."

T a k też po z a m k n i ę c i u placu Z w y c i ę s t w a p o w s t a ł y w W a r ­
szawie dwa u ł o ż o n e z k w i a t ó w K r z y ż e .
„Ze plac Zwycięstwa będzie zamknięty, wiedzieliśmy wcześniej
prasa o tym już w czerwcu pisała. Trzeba się było j a k o ś
p r z y g o t o w a ć . P o w s t a ł a wtedy koncepcja, by w razie czego ułożyć
dwa Krzyże. A miejsce? T o b y ł o tak. W K u r i i obiecywali, że
będzie pomnik Prymasa i że stanie on przy kościele ss. Wizytek,
więc miejsce pod Krzyż było właściwe. A kościół św. Anny? - tam
było spotkanie Papieża z młodzieżą, tam poświęcił krzyże, a poza
tym więcej tam młodzieży i ludzi, bo to przecież kościół akademi­
cki."

Od p o c z ą t k u istnienia d w ó c h K r z y ż y większą p o p u l a r n o ś ­
cią cieszył się ten u św. A n n y . Być m o ż e wpłynęła na to
lokalizacja (kościół akademicki, p o b l i ż e Starego Miasta),
być m o ż e z a m k n i ę t a forma m a ł e g o p r z y k o ś c i e l n e g o placu-patio. Umiejscowienie K r z y ż a przy kościele Św. A n n y
w tak małej i z a m k n i ę t e j przestrzeni s t w a r z a ł o zupełnie i n n ą
sytuację, większą k a m e r a l n o ś ć , „ i n t y m n o ś ć " , bezpieczeń­
stwo s p o t k a ń , a przy t y m i w i d o w i s k o w o ś ć . W a r t o przypom­
nieć, że K r z y ż na placu Z w y c i ę s t w a f u n k c j o n o w a ł w prze­
strzeni otwartej.
W y s t r ó j obu K r z y ż y „ p r z y A n n i e " i „ p r z y W i z y t k a c h "
właściwie nie różni się, a jednak r ó ż n e zainteresowanie
K r z y ż a m i kreuje p o d z i a ł na polityczny - „ A n n a " i religijny
„ W i z y t k i " . S p o ś r ó d o s ó b g r o m a d z ą c y c h się przy K r z y ż u

�„plac w o k ó ł Kwietnego Krzyża przeinacza się w scenę polityczną
nasyconą treściami w i o d ą c y m i d o n i k ą d . "
2 3

„Krzyczą tam i śpiewają pieśni nawet wtedy, gdy księża M s z ę św.
odprawiają. Ileż razy ksiądz prosił i apelował, żeby tego nie robili.
Nic nie p o m a g a ł o . Nawet trzeba było drzwi do kościoła z a m y k a ć ,
bo przeszkadzali."
24

Z a t e m w b r e w oficjalnej w ł a d z y , w b r e w w o l i k o ś c i o ł a K r z y ż
z k w i a t ó w istnieje. Istnieje, bo „ t a k a jest w o l a l u d z i " . Czy
m o ż n a t u m ó w i ć o czystej, w p e ł n i spontanicznej a k t y w n o ­
ści? I t a k i nie. Jest t o f o r m a manifestacji t a k religijnej, j a k
i politycznej. A b y w pełni u c h w y c i ć t o zjawisko, o d n a l e ź ć
f o r m ę k u l t u r o w e j a k t y w n o ś c i , k t ó r a łączy te d w a zjawiska
trzeba s p o j r z e ć na K r z y ż z k w i a t ó w j a k o na specyficzny,
r o z g r y w a j ą c y się nieustannie o b r z ę d . Przez ś p i e w a n i e i słu­
chanie pieśni, przez w s p ó ł u c z e s t n i c t w o w t w o r z e n i u K r z y ż a
odbiorcy i t w ó r c y tego zjawiska d a j ą ś w i a d e c t w o w s p ó l n o c i e
porozumienia co do słuszności przedstawionego przy K r z y ­
ż u obrazu Polski. O w o gromadzenie się u z n a ć m o ż n a j a k o
d e m o n s t r a c y j n ą d e z a p r o b a t ę w stosunku d o w ł a d z y , a j e d ­
n o c z e ś n i e p o s ł u g i w a n i e się s y m b o l i k ą religijną (sam K r z y ż ,
pieśni religijne, w i z e r u n k i ś w i ę t y c h ) stanowi j a k b y dodat­
k o w e symboliczne p o g ł ę b i e n i e demonstracyjnego charak­
teru, jego kontrast z c o d z i e n n o ś c i ą . Jako k o n t r a s t n a l e ż y t u
r ó w n i e ż r o z u m i e ć przeciwstawienie „ m i t y c z n e g o
ludu"
„ w ł a d z y " . „ W ł a d z a " b ę d z i e u t o ż s a m i o n a t u w r ę c z z demo­
nem z ł a , „ l u d " z a ś t o ci w o k ó ł K r z y ż a , c z ę s t o fanatyczni
i dewocyjni, p r z y p o m i n a j ą c y t ł u m , gdzie nie m a j u ż miejsca
na i n d y w i d u a l n o ś ć .
„ C z ę s t o tu przychodzę, bardzo lubię słuchać jak śpiewają, urzeka
mnie specyficzny folklor tego Krzyża. I staję się zupełnie bezsilny.
Czasem wydaje mi się to śmieszne i groteskowe, ale jednocześnie
czuję wzruszenie. Czasem nawet, jeśli znam refren, ś p i e w a m
z nimi. Wiesz to po prostu w c i ą g a . "

II. 6. Krzyż przy kościele św. Anny, czerwiec 1983

w y r a ź n i e w y ł a n i a s i ę g r u p a k o b i e t w ś r e d n i m w i e k u - to t a k
z w a n e K w i a t y W a r s z a w y . P a n i e te c z u w a j ą n a d k s z t a ł t e m
K r z y ż a , jego w y s t r o j e m ( p r z y n o s z ą ś w i e ż e k w i a t y , u p r z ą t a j ą
stare), i n t o n u j ą p i e ś n i , k t ó r e p o t e m b ę d ą ś p i e w a ć w s z y s c y
zgromadzeni.
„ N o jak to po co? Jest tyle zła na świecie, cierpienia i łez, że trzeba
z tym walczyć. K t o ś to musi wziąść na siebie. Ja proszę pani jestem
już stara, mnie nic nie zrobią, a ile m ł o d z i e ń c ó w się nie boi, to j a
m i a ł a b y m się bać. A co to złego śpiewać i modlić się. Wystarczy,
że ludzie na to popatrzą, a i oni też przecież m u s z ą widzieć, bo to
w oczy ich kole, i dobrze będzie, gdy się ktoś c h o ć zastanowi czy
dobrze robi i zmieni się. Po to to robię!"
N i e z a l e ż n i e o d tej g r u p y n a d a l o b o w i ą z u j e z a s a d a „ o t w a r ­
tości K r z y ż a " . K a ż d y m o ż e z ł o ż y ć indywidualnie kwiat,
p o d ł o ż y ć u l o t k ę c z y z a p a l i ć z n i c z , c o r a z b a r d z i e j j e d n a k daje
się o d c z u ć ingerencję p a ń - K w i a t ó w W a r s z a w y . K r z y ż
i atmosfera o d b y w a j ą c y c h się t a m manifestacji ś c i ą g a ludzi.
„ W dzień powszedni, o ile nie wypada jakaś rocznica, m a ł o kto tu
przychodzi, jest kilkanaście o s ó b . Ale w sobotnie czy niedzielne
p o p o ł u d n i e przychodzą k i l k u d z i e s i ę c i o o s o b o w e grupy. K a ż d y
miesiąc stanu wojennego to j u ż t ł u m . "
J e d n o c z e ś n i e c o r a z c z ę ś c i e j daje s i ę z a u w a ż y ć d e z a p r o b a t ę
w stosunku do K r z y ż a i charakteru o d b y w a j ą c y c h się przy
nim z g r o m a d z e ń . Z jednej strony p o d k r e ś l a się:
„Tutaj pod tym K r z y ż e m ,
Tutaj pod tym znakiem
Polska jest Polską,
A Polak Polakiem"
a z drugiej t w i e r d z i s i ę , ż e

N i e w ą t p l i w i e t o , co d z i a ł o się p o d K r z y ż e m p r z y c i ą g a ł o ,
a j e d n o c z e ś n i e dopiero uczestnictwo w o d b y w a j ą c y c h się t a m
zgromadzeniach p o z w a l a ł o lepiej z r o z u m i e ć sens tego zjawi­
ska. Jeśli p a t r z y m y na K r z y ż z k w i a t ó w i ceremonie przy n i m
odbywane j a k o na specyficzny w s p ó ł c z e s n y o b r z ę d , p a m i ę ­
t a ć musimy, że ludzie o d t w a r z a j ą c y go nie tyle m a j ą ś w i a d o ­
m o ś ć uczestnictwa w o b r z ę d z i e , ile raczej manifestacji.
P o t w i e r d z a j ą t o wykorzystane t u m a t e r i a ł y uzyskane z ar­
chiwum Katedry Etnografii U W :
Św. A n n a 28.02.83 g. 18.30
„ P o prawej stronie stoi najwięcej ludzi. T a m są ci, którzy
p r z e w o d z ą ś p i e w o m . L a t a r k a oświetla teksty piosenek. Wychodzi
spośród nich starsza kobieta i rozkłada w V trzy kartki, na jednej
napis: 'solidarność trwa, zwycięży!' Po chwili niknie z powrotem
w tłumie. Inna pani podchodzi i układa goździki kwiatami
zwracając je w stronę Krzyża w ę g l o w e g o . Po wyjściu z przestrzeni
V przeżegnała się i założyła rękawiczki. Starsza kobieta chodzi
w o k o ł o i zapala świeczki. Dorzuca do palących się stearynę.
Niektórzy o d c h o d z ą c żegnają się. Jakiś pan trzyma c z a p k ę
w rękach. N i e k t ó r z y m a j ą czapki na g ł o w a c h . Ludzie stoją
w pewnej odległości od V . Śpiewają:
1. 'Boże skrusz ten miecz co siecze kraj'...
2. Rota z nowymi zwrotkami, p o d n o s z ą ręce w V przy s ł o w a c h
'tak nam d o p o m ó ż B ó g '
3. 'Hej tam pod K r a k o w e m modra Wisła płynie,
rozłożyła nam się świnia na polskiej krainie',
co przechodzi w o p o w i e ś ć o przyjeździe Lecha Wałęsy
do Warszawy w lutym.
4. 'Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny'
5. Nie chcemy komuny - na melodię 'Szarej piechoty'.
6. Będę dyrektorem.
K t o ś bije brawo. Niektórzy po lewej stronie przyłączają się."
Św. A n n a 15.01.83 g. 20.00
„1. W przestrzeni V:
- szopka, choinka wbita w V , tu pali się najwięcej świec.
N a kartce tekst:
'Wszystkim tym, którzy solidarnie
trwają przy naszym symbolu - śpiewają,
opiekują się, sprzątają i są z nami - c h w a ł a
SOLIDARNOŚĆ'
2. N a schodkach figury, ponad K r z y ż e m portret Jana Pawła I I

93

�w wieńcu.
3. Szc/yt Krzyża - portret kardynała W y s z y ń s k i e g o , palą się
świece (znicze).
4. Przed znakami P i M palą się pojedyncze znicze
5. W o k ó ł Krzyża stoi sporo ludzi, najwięcej pod ścianą kościoła,
po prawej stronie. C i rozpoczynają śpiewanie piosenek. Po
lewej stronie mniej ludzi, ci nie śpiewają prawie, p o d c h o d z ą
posłuchają, popatrzą się, o d c h o d z ą . Jakaś pani z tej strony
(lewa) z a p r o p o n o w a ł a n o w ą piosenkę, ale reszta jej nie podjęła
czekając co zaproponuje prawa strona. Podczas śpiewania
piosenki "Równaj do Siwaka" ludzie śmieją się. Potem śpiewają
'Żeby Polska była Polską'. Z prawej strony okrzyki
'Wszyscy śpiewają'."
Jak p o w y ż e j wspomniano z c h w i l ą z l i k w i d o w a n i a K r z y ż a
przy placu Z w y c i ę s t w a , gdy p o j a w i a j ą się K r z y ż e przy
kościele Św. A n n y i ss. W i z y t e k , ,daje się z a u w a ż y ć d u ż o
w i ę k s z e zainteresowanie t y m przy Św. A n n i e . Z faktem t y m
łączyło się j e d n o c z e ś n i e j a k b y odbicie s p o ł e c z n y c h podzia­
ł ó w i d ą ż e ń . D o ś ć popularne b y ł o powiedzenie, że „ K r z y ż
przy W i z y t k a c h to K r z y ż K P N - u , przy A n n i e zaś Solidarno­
ści", i że „ c h o d z i t u o m i a r ę p o p u l a r n o ś c i " . M ó w i o n o t a k ż e ,
że K r z y ż przy kościele Wizytek jest „ u b e c k i , sami go z r o b i l i ,
ale n i k o g o t a m nie ma, bo ludzie to od razu wiedzieli".
I rzeczywiście, większe zainteresowanie K r z y ż e m przy W i ­
zytkach jest jedynie okazjonalne.
13.01.83 g. 21.00
„ N a zakończenie Mszy św. w kościele Św. Krzyża ludzie śpiewają
'Boże c o ś Polskę". Prawe ręce uniesione do góry w V . Po wyjściu
z kościoła tłum rusza w stronę kościoła ss. Wizytek. Stoi tam już
spora grupa ludzi. D o c h o d z ą następni. Ś p i e w a j ą ' Z i e l o n ą wronę".
Po połączeniu, dwie grupy ruszają w stronę Św. Anny chod­
nikiem. R ó ż n e części pochodu śpiewają różne pieśni. Słychać
okrzyki: Solidarność!. Lech Wałęsa!, Zbyszek Bujak!. Chodźcie
z nami! Pod A n n ą na dole Krzyża zatknięta jest flaga bia­
ło-czerwona z czarną wstęgą. D o c h o d z ą c do tego miejsca część
ludzi otacza Krzyż, ci przed arkadami na dole (na ulicy) stoją
twarzą zwróceni do jezdni i d w ó c h s a m o c h o d ó w milicji. Słychać
okrzyki: Amnestia!, U w o l n i ć aresztowanych!. Gestapo!, Chłopcy
radarowcy!. Rzućcie palki chodźcie z nami! Pod ścianą kościoła
stoją przeważnie kobiety, pierwszy szereg śpiewa, kilka o s ó b
stojących z tyłu śpiewa czytając teksty z kartki. Są ukryci za
plecami tych pierwszych."

I tak przy z u p e ł n e j dezaprobacie w ł a d z , o b o j ę t n o ś c i K o ś c i o ­
ła, żyjąc swym w ł a s n y m ż y c i e m K r z y ż z k w i a t ó w funk­
c j o n o w a ł , p r z e i s t a c z a j ą c się coraz dobitniej w t r y b u n ę ,
z k t ó r e j m o g l i w y p o w i e d z i e ć się jego animatorzy. P r ó b o w a ­
no p r z e j ą ć na siebie funkcję sumienia narodu: p r z y p o m i n a ­
jąc, wybaczając, ostrzegając:
„Żołnierzu i milicjancie,
Okupujesz własny kraj,
Gdzie twój honor.
Zabijasz bezbronnych,
Będziesz s ą d z o n y przez
N a r ó d i Boga,
Solidarność to wolna Polska,
Maryjo ratuj!"
„Okradają nas z wszystkiego,
Z miejsc krwią naszą uświęconych,
Bo nietrudno jest biednego
W d e p t a ć siłą w zastraszonych."
„ N S Z Z Solidarność
Wcześniej czy później
Zrzuci jarzmo kajdan,
C a ł e g o narodu nie da się zniszczyć.
B ó g jest z nami,
Zwyciężymy."
„Znaki V i M bardzo niskie i wąskie. W przestrzeni V pali się
bardzo d u ż o świec i zniczy. Pytam, co się stało ze znakami V i M .
Informują mnie, że w nocy 6/7 marca znaki zostały oblane
benzyną i spalone - zrobiono to w związku z przypadającą
8 marca 15 rocznicą marca 1968."
„ P y t a m co się stało z palmami?
- Wczoraj była tu łapanka i chyba milicja je zabrała. Pytam się
dlaczego? C o one im przeszkadzały. - T o pan ich nie zna, to
dlaczego 8 marca spalili M i V ? "
Jakby p o d ś w i a d o m i e d ą ż o n o do w ą t k ó w martyrologicznych. Z a t e m sam fakt niszczenia K r z y ż a , l i k w i d o w a n i a
p o s z c z e g ó l n y c h jego e l e m e n t ó w , ogradzanie k o r d o n e m p o l i ­
cji był j u ż z a d o ś ć u c z y n i e n i e m .
„ K r z y ż widoczny jest tylko z daleka. Nie m o ż n a się do niego
zbliżać, gdyż jest otoczony policją. Stoją po jednym pod A r k a -

II. 7. Krzyż przed kościołem ss. Wizytek, Wielkanoc 1986

94

�dami, tylem do Krzyża. Stoją szeregiem od strony s c h o d ó w .
Wielu siedzi przy murku we wnęce utworzonej przez mury
kościoła. N a g ł o w a c h mają białe kaski z szybą i pałki. Widać
biało-czerwone chorągiewki wetknięte w Krzyż. Ktoś przecho­
dząc obok m ó w i , że to tak wygląda jak w momencie, kiedy
Chrystusa ukrzyżowali."

T u właśnie w warszawskim K r z y ż u z k w i a t ó w w specyficz­
ny s p o s ó b w i d a ć sens i istotę tego, co n a z w a ć m o ż n a by
renesansem K r z y ż a w Polsce. K t ó ż przypuszczał, że ,,stanie
się on powszechnym i uniwersalnym symbolem oraz środ­
kiem ekspresji z a r ó w n o p r o b l e m ó w ściśle artystycznych, j a k
i przeżyć z b i o r o w y c h . " Po sierpniu 80 znak K r z y ż a stał się
istotnym przejawem życia artystycznego. Pomnik G d a ń s k i ,
p o m n i k P o z n a ń s k i , k a m i e ń pod p o m n i k Radomski i t p .
p o m n i k i K r z y ż e . K o n t y n u u j e to niejako warszawski K r z y ż
z k w i a t ó w , k t ó r y jest swego rodzaju n i e s p o t y k a n ą do tej pory
w a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą . W a l k a o krzyże staje się k o n t y n u a c j ą
w a l k i o znaczenie symboli. Jest to t y m istotniejsze, że
powszechnie na p o t e n c j a ł znaczeniowy k r z y ż a składają się:
m ę c z e ń s t w o , cierpienie, śmierć, a przez to nadzieja, odkupie­
nie i ostateczne zwycięstwo, zbawienie.
25

Przesłanie warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w , k t ó r e os­
c y l o w a ł o w s t r o n ę cierpienia, w pełni z r e a l i z o w a ł o się w swej
wypowiedzi, po śmierci Grzegorza Przemyka. Grzegorz
Przemyk stał się bohaterem, m ę c z e n n i k i e m niewinnie cier­
p i ą c y m dzieckiem, k t ó r e g o ofiara domaga się z a d o ś ć u c z y ­
nienia. J a k ż e bliskie stają się w ó w c z a s treści K r z y ż a z kwia­
t ó w w ą t k o w i bardzo popularnemu dla polskiego mesjanizmu. W ą t k o w i , o k t ó r y m A n n a Kubale pisała: „ M o t y w
dziecka szczególnie dobrze n a d a w a ł się do w y r a ż e n i a zasad­
niczego dla mesjanizmu przekonania, j a k i m była wiara
w prowidencjalny plan historii p o z w a l a j ą c a u s e n s o w i ć cier­
pienie narodu i jego tragedii n a d a ć o p t y m i s t y c z n ą perspek­
tywę. N i e była to oczywiście a r b i t r a l n o ś ć w y k a l k u l o w a n a ,
lecz wyraz rozpaczliwej potrzeby odkrycia takiego p o r z ą d k u
rzeczy, k t ó r y by z a p e w n i ł sprawiedliwemu, a niewinnie

cierpiącemu zwycięstwo. A c ó ż lepiej m o g ł o o d d a ć bezwinny
charakter cierpienia niż n i e z a s ł u ż o n a m ę k a czystego, bez­
bronnego dziecka? C ó ż bardziej d o m a g a ł o się z a d o ś ć u c z y ­
nienia? Trzeba b y ł o zatem spojrzeć na historię j a k o na
m a r t y r o l o g i ę dzieci. (...) Dziecko i krzyż, niewinne dziecko
i symbol męki - oto obraz narodowej martyrologii i przywo­
łany przez r o m a n t y z m w z ó r m ę c z e n n i k a , nowego człowieka
polskiej h i s t o r i i . "
Śmierć Grzegorza Przemyka natychmiast w c h ł o n i ę t a
przez K r z y ż z k w i a t ó w stała się istotnym elementem jego
istnienia. I jak niegdyś ś p i e w a n o b a l l a d ę o Janku W i ś n i e w ­
skim, bohaterze poległym w 70 r. na W y b r z e ż u , symbolu
ofiar grudnia, tak obecnie u ł o ż o n o na tę s a m ą m e l o d i ę
b a l l a d ę o śmierci Grzegorza Przemyka. Teksty ulotek zgro­
madzonych przy K r z y ż u miały charakter o s k a r ż a j ą c y :
26

„Zapamiętajcie oprawcy
śmierć niewinnego chłopca.
Grzegorza Przemyka,
Wzruszyła sumienia całego narodu.
T a zbrodnia nie ujdzie bezkarnie."

G d y o d w o ł u j e m y się do „ a k t u m i t o t w ó r c z e g o " j a k i speł­
nia się przy K r z y ż u nasuwa się stwierdzenie „czy (...) u k r y w a
się za n i m m a ł o d u s z n o ś ć ucieczki przed r o z p a c z ą , zła wiara
z a l ę k n i o n y c h , czy raczej pragnienie w s p ó l n o t y i nadzieja
s p e ł n i o n e g o człowieczeństwa, zależy to k a ż d o r a z o w o od
jednostkowej ś w i a d o m o ś c i , sprawczyni a k t u m i t o t w ó r c z e go."
W k r ó t c e też wystrój K r z y ż a i charakter z a c h o w a ń ze­
branych w o k ó ł niego ludzi zmienia się niemal całkowicie. Po
pełnych b u n t u i o s k a r ż e ń tekstach n a d s z e d ł czas uniesienia
i religijnego oczekiwania - 2. wizyta Jana P a w ł a I I . W wy­
stroju K r z y ż a pojawiają się elementy papieskie, portrety,
flagi, pisane liternictwem „ S o l i d a r n o ś c i " C Z E K A M Y !
K r z y ż zmienia f o r m ę wypowiedzi, z d r a p i e ż n e j , politycz­
nej, oskarżycielskiej przechodzi w pełne pojednania w duchu
religijnym wybaczenie.
2 7

11. 8. Rzym, październik 1986, w rocznicę śmierci ks. J . Popiełuszki Polacy ułożyli krzyż kwietny
na schodach przed kościołem Santa Maria di Aracoeli

95

�WARSZAWA,

ЪпНАСсА

ЛОЛ?,

^пъ^

где j£śr czŁow/ек/ен
?i£Ki:o / HiBbo
iv, NA zi&amp;m,
co żyje
JSST
wtBczKE

лыз&amp;ятко

t

W. 3CAOTĄ
UMIE

Wtffb3&amp;**/

4 . WizyrB:
SU ANNY

CVDOWBJ
MATKI CSHAZ łniąiy нхе$9ащ
ьагжв
otr ZWAWJS МФ янатвм ,Jo3&amp;&gt; cjMkjjoze witm
W пеол ZIMY Maszy SPB4, luzsąt аомваею swucr
5. TRAHClGZfAHoW
copowhfA MATKO, ZNAK он аевлm&amp;mtiB
Hojąj£&gt;Ąj
Я 50ROMffl4SZ\
- WARSZAWO pob&amp;Tbfi w, keąćfit
W&amp;EL
swe ague* вчькм ънъм
8. *ezy$ruoł świą,rycH
w trWAKTowirej fMi лшг wiosemmeH
9. ŚW. ЪАкЬАКУ
40.z&amp;ĄWta6iA
0t6OM —
/
-BOŻY 6KOM
H ŚW. КШ&amp;
,
43. KRZYŻ гШ1КГбЫ PŁAC
m

(

ABY ziścik się cup 60Q-LBCIA
O.M.h,J.
Ptzerisz(H&amp;»YSuj)
TO MAHTY&amp;VM
НЯ *№ ZPAZYSZ
fRZS&gt; W. PlĄtWEM * ROZfHfŚ
DO
GO mtiNtej
4Z todaotdiv, w тугл ъо WŁASHB&amp;O
т*ляАШ&amp;о
i PO J&gt;rVÓCH z YłYMUfUKiNYcM *OWYŻ*]t W (ЫТЖЫСр fHAWpy
f

Ulotka „Martyrium" - patrz przypis 22
„Cierpienie swoje ofiaruję Ojczyźnie
i wybaczani modląc się w intencji OJCA ŚWIĘTEGO,
Boże odpuść i m . "
(Piotr 1.35)
„A ja Wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół Waszych
1 módlcie się za tych,
Którzy was prześladują."
(Mat. 5.44)

96

„Nie oszczędzaj nam cierpienia
Winni zbrodni nie czują pokory
Niczego nie nauczył ich Sierpień
To nie ludzie lecz upiory - Solidarność."
Jednocześnie Krzyż staje się specyficznym punktem infor­
macyjnym dla grup pielgrzymów przybywających do War­
szawy. O d ż y w a w nim na nowo idea miłości, pamięci
kardynała Wyszyńskiego, zaś wątki polityczne pozostają

�j a k b y na uboczu. W trakcie przejazdu przez K r a k o w s k i e
Przedmieście Papież:
„jadąc zatrzymał się i pobłogosławił Krzyż i ludzi stojących przy
nim, było to oznaką, że go akceptuje. Potem będąc w Wiedniu,
gdy na jego cześć ułożyli Krzyż z kwiatów dokończył go układać."
„Ależ skąd, Papież nie pobłogosławił Krzyża! Byli tam, jak na
całej trasie jego przejazdu, ludzie i ich pobłogosławił, a nie Krzyż
- to bzdura!"
Nieistotna jest t u prawda i a u t e n t y c z n o ś ć tego wydarze­
nia, istotne są jedynie potrzeby i c h ę ć d o ś w i a d c z e n i a i ujrze­
nia z n a k u jeśli się go oczekuje.
W k r ó t c e przemija echo wizyty papieskiej, z a ś przy K r z y ż u
na n o w o o d ż y w a j ą d r a p i e ż n o ś ć , m o ż e nawet czasem stero­
wana, k o n f l i k t o w o ś ć . I w ł a ś c i w i e z u p e ł n i e nie w i a d o m o k u
czemu zmierza. Sama f o r m a i k s z t a ł t K r z y ż a z k w i a t ó w
zostaje bez zmian, wszystkie elementy k w i a t o w e są j u ż
ustalone, w y m o w n i e natomiast zmienia się t r e ś ć b ę d ą c y c h
przy n i m ulotek:
„Z deklaracji ideowej PRON
- Wypiszemy wam na skórze
PRAWA C Z Ł O W I E K A 1 O B Y W A T E L A
prawo do pracy, miejsce przy murze
i syna twarz w plutonie co strzela."
28 V I I 1983 r. po licznych demonstracjach K r z y ż przy
K o ś c i e l e Św. A n n y przestaje istnieć. Zostaje z l i k w i d o w a n y .
P o z o s t a ł po n i m jedynie ciemny zarys widoczny jeszcze d ł u g o
p o t e m i grupa stale p i l n u j ą c y c h go m i l i c j a n t ó w . S t a ł o się to
z n ó w tematem wielu anegdot i j a k b y ostatnim a k o r d e m
istnienia K r z y ż a z k w i a t ó w pod k o ś c i o ł e m Św. A n n y .
„Nie ma już Krzyża, a oni tam stoją, chyba pilnują tylko jego
ducha, czyżby marksiści obok materii wierzyli również w ducha?"
P r z e t r w a ł K r z y ż przy ss. W i z y t k a c h , ale j a k b y p o z b a w i o ­
ny zainteresowania. K i l k a k r o t n i e jeszcze po z l i k w i d o w a n i u ,
K r z y ż z k w i a t ó w przy k o ś c i e l e Sw. A n n y był u k ł a d a n y ,
w d n i u B o ż e g o C i a ł a 84 r. i w okresie kiedy w y r u s z a ł a
z Warszawy pielgrzymka do C z ę s t o c h o w y - zawsze j e d n a k
po k i l k u godzinach istnienia K r z y ż z k w i a t ó w był l i k w i d o w a ­
ny.
N a z a k o ń c z e n i e p r z y t o c z ę fragment wiersza p o ś w i ę c o n y
K r z y ż o w i z k w i a t ó w , t w ó r c ą k t ó r e g o był jeden z m y c h
r o z m ó w c ó w bardzo emocjonalnie z w i ą z a n y z K r z y ż e m .
„Pięć lat po gaudum magnum że habemus papam
Późnym wieczorem do dom z mszy wracałem
W kościele Św. Anny, przy którym miast Krzyża,
Stała warta milicji dusząc myśl o kwiatach
Odkąd plac Zwycięstwa
Szef garnizonu kazał ot - zlikwidować
Krzyż przy Wizytkach stał się pieśnią o Prymasie,
Gdy ten drugi przy Annie, wzniecał pieśń więzienną.
Więc gdy go unicestwił rozkaz garnizonu
I pilnować zaczęto, by się nie odtworzył,
I stało się to w ciszy bez krzyków i buntów
W czterdziestą czwartą rocznicę
czwartego rozbioru
Pomyślałem, że gdy szuflą zabiją ten drugi
Znaczący, że Warszawa za Prymasa się modli
1 zrobią to w dniu piątej rocznicy, to...
- Lecz widzę znicze."
(Koniec ballady o Krzyżu z kwiatów)
D z i ś j u ż w t y m miejscu, o k t ó r y m m ó w i ten wiersz, stoi
p o m n i k Prymasa W y s z y ń s k i e g o , p o d k t ó r y m ludzie s k ł a d a j ą
kwiaty.
PRZYPISY

Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, „Tygodnik Powszechny"
7.06.81 r. nr 23 (1689)
ks. Adam Boniecki W sobotę 30 maja S l. W niedzielę 31 maja 81. Na placu
Zwycięstwa, „Tygodnik Powszechny" 7.06.81 r.
Jerzy Turowicz, Ostatnia droga, „Tygodnik Powszechny", 28.05.81 r. nr
23 (1689)
Społeczeństwo pożegnało Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńs­
kiego, „Żołnierz Wolności" 1.06.81 r.
Fragment Testamentu Prymasa Wyszyńskiego, „Tygodnik Powszechnv"
28.05.81 r. nr 23 (1689)
Prymas Tysiąclecia, Editions du dialogue, Paryż 1982, wybór tekstów
i opr. redakcyjne P. Kniotek SAC Z. Modzelewski SAC D. Szumska, s. 71
Stanisław Celestyn Napiórkowski O F M Conv., Res sacra homo, „Więź"
1983, nr 8-10, s. 209-210
Podarowany kwiat, o którym myślimy, zachowuje świeżość na naszych
oczach, rozwija się by potem pięknie zaschnąć. Literatura zarówno „profes­
jonalna" i ta ustna, ludowa, zna przykłady kwiatów wyrastających na grobach
kochanków, żołnierzy, czy też niewinnych istot zabitych zdradziecką ręką.
Por. choćby Lilije Adama Mickiewicza. Wartymi przypomnienia będą tu
również ludowe nakazy pozostawiania przez pannę młodą bukietu ślubnego
i przekonanie, że ma on w przyszłości zapewnić szczęście. Podobne w treści są
zwyczaje zasuszania pierwszych otrzymanych kwiatów. Kwestię zeschniętych
kwiatów porusza w: Życie przed sobą Emile Ajar. I bardzo istotna uwaga,
kultura dawnej wsi nie zna zwyczaju wręczania kwiatów żywym, żywi dostają
kwiaty jedynie w sytuacji obrzędowej.
Stefan Kisielewski, Spotkanie z Warszawą, „Tygodnik Powszechny"
10.06.79 r.
Krzysztof Borek, Z odmiennego punktu widzenia „Więź" nr 8-10,1983, s.
267
Stanisław Wasylewski, Życie polskie w XIX w. Kraków 1962, s. 227
Mircea Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974, s. 50
Aleksander Jackowski, Pomniki ludu, „Polska Sztuka Ludowa" 1981, nr
3^ł, s. 134
Można tu choćby przypomnieć znane wszystkim z lektur szkolnych takie
pozycje, jak Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej czy Noce i dnie Marii
Dąbrowskiej. Podkreślony jest tam wątek pamięci i hołdu składanego na
mogiłach powstańców o czym wieść przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
Julian Ursyn Niemcewicz (?), Napis nagrobkowy Tadeuszowi Kościuszce
(w): Poeci żołnierzom, oprać. J. Kapuścik, W. Podgórski, Warszawa 1970, s.
309
Andrzej Brodziński, Pożegnanie, (w.) Poeci żołnierzom, tamże, s.
265-266
S.M.B. - Ballada Warszawo powstań.
Patrz dołączone po przypisach rysunki 1 i 2. Rys. nr 1 - ulotka
„Martyrium" wraz z instrukcją jej powielania i rozsyłania przypomina
mechanizm funkcjonowania łańcucha szczęścia. Zob. na przykład Cz. Robotycki, Łańcuch szczęścia w pól wieku później, „Polska Sztuka Ludowa" 1981.
nr 1, s. 3-10
Nadużywanie miejsca kultu. Wokół kwietnego krzyża, „Perspektywy"
12.08.83 r„ nr 32 (719), s. 20
" Wypowiedź siostry zakonnej z kościoła ss. Wizytek, 29.08.84
Wojciech Skrodzki, Krzyż uniwersum sztuki, „Tygodnik Powszechny"
11.09.1983, nr 37 (1785)
Anna Kubale Dziecko romantyczne, Wrocław 1984, s. 120-121
Leszek Kołakowski, Obecność mitu, Instytut Literacki, Paryż, przedruk
ABC Kraków 1981, s. 62
6

7

8

5

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2

2 5

2 6

2 7

1

Por. Warszawski Krzyż z kwiatów - próba interpretacji etnologicznej,
praca magisterska napisana pod kierunkiem prof, dr hab. Zofii Sokolewicz,
w Archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu
Warszawskiego.
Z rozmowy z członkiem Ruchu na rzecz Beatyfikacji Stefana Kardynała
Wyszyńskiego. W dalszym ciągu tekstu cytowane, a nie opatrzone przypisami
wypowiedzi moich anonimowych bądź zastrzegających sobie anonimowość
rozmówców, pochodzą z materiałów zgromadzonych przeze mnie w trakcie
badań. Wywiady i rozmowy znajdują się w dyspozycji autora i w Archiwum
Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego.
Informacja PAP: „Życie Warszawy" 29.05.81 r.
Stefan Zielicz, Wielki Polak - patriota, „Żołnierz Wolności" 29.05.81 r.
Oświadczenie do rąk Jego Eminencji Franciszka Macharskiego zastępcy
2

3

4

5

Fotografie: Anna Beata Bohdziewicz

97
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5869" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5850">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/b6a231b54725d60375d46b37eac918ef.pdf</src>
        <authentication>3b1780f637988c68f52d2dba8ceb1a9e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2457</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70013">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70015">
                <text>O symbolicznym dotykaniu rzeczywistości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.82-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70017">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70019">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70020">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70021">
                <text>O symbolicznym dotykaniu
rzeczywistości
Wojciech Michera

R z e c z y w i s t o ś ć muzealna najczęściej jest p r ó b ą odtworze­
nia i zaprezentowania czegoś, co istniało wcześniej, lub gdzie
indziej. P r ó b a ta przybiera charakter platońskiej m i m e s i s, jest chęcią zbliżenia się do ideału. Jest to jednak p r ó b a
zawsze mniej lub bardziej nieudana. P o s z c z e g ó l n e elementy
stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzie oryginalne, ale
w całości jest ona tylko k o p i ą . Jej w a r t o ś ć to s t o p i e ń
p o d o b i e ń s t w a do o r y g i n a ł u ; w istocie w a ż n y jest tylko on.
W muzeum t a k i m nigdy nie opuszcza nas ś w i a d o m o ś ć , że
m a m y do czynienia ze swoistą fikcja i iluzją. Nawet jeśli
wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przenie­
sionym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk,
p a m i ę t a m y , że nie przyszliśmy t u ani w odwiedziny do
przyjaciół, ani po to, by złożyć k w i a t y na mogile.
Ujęcie to umieszcza widza wyłącznie w k o n t e k ś c i e orygi­
n a ł u , usiłuje przenieść go w t a m t ą rzeczywistość; kontekst
aktualny, z w i ą z a n y ze ś w i a t e m widza, nie jest istotny,
a nawet w p r ó b i e tej przeszkadza.
I n n ą s t r o n ą tak rozumianego muzeum jest jego instrukt a ż o w o ś ć i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest
zawsze p r z y k ł a d e m c z e g o ś : tak mieszkano, tak lepiono
garnki, takie robiono wycinanki - przy czym nie przypad­
k o w o z o s t a ł a t u użyta forma bezosobowa. W gruncie rzeczy
bowiem w t a k i m muzeum nie jest w a ż n y t e n garnek, t a
chata, t e n t w ó r c a ludowy: to t y l k o p r z y k ł a d y . I c h znaczenie
polega wyłącznie na wskazywaniu w z o r c ó w , na idealizacji.
Zawsze m o ż n a je z a s t ą p i ć , jeden cep d r u g i m , nawet jednego
t w ó r c ę ludowego i n n y m , bo w a ż n a jest t y l k o c e p o w o ś ć
i l u d o w o ś ć j a k o pewna funkcja. Z tego p u n k t u widze­
nia nie liczy się więc „ p r z e s z ł o ś ć " , lecz tylko aktualny,
dydaktyczny p o ż y t e k . Oba zatem plany - „ m i n i o n y " i „ d z i ­
siejszy" - są rozdzielone i nie p r z e n i k a j ą się.
Lecz muzeum r o z u m i e ć m o ż n a inaczej, nie po „ p l a t o ń sku", ale po „ a r y s t o t e l e s o w s k u " . W koncepcji wywiedzionej
z p o g l ą d ó w Arystotelesa mimesis staje się nie o d t w o ­
r z e n i e m minionej ("idealnej") rzeczywistości, mniej lub
bardziej u d o l n y m k o p i o w a n i e m wzorca (działanie paradygmatyczne), lecz kreacją nowej, d z i a ł a n i e m konfiguracyjnym
(syntagmatycznym). Wtedy muzeum staje się przestrzenią
t w ó r c z ą , przestrzenią aktywnej penetracji rzeczywistości.
Nie p r ó b u j e m y w ó w c z a s r y w a l i z o w a ć - beznadziejnie
przecież - w stopniu osiągniętej realności z d o m n i e m a n ą ,
n i e o g a r n i o n ą sytuacją w z o r c o w ą . Pełnię i ciągłość ż y c i a
(nie dającą się nigdy o d t w o r z y ć w najwspanialszej nawet
ekspozycji) zastępujemy c z ą s t k o w o ś c i ą i d y s k r e t n o ś c i ą na­
szej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji do
quasi-magicznego przenoszenia się „ t a m " , w kontekst tam­
tej rzeczywistości. N i e zrywamy k o n t a k t u z „ t u " , z horyzon­
tem naszego życia, z n a s z ą współczesnością. W tak rozumia­
n y m zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu,
musi o t w o r z y ć się na obcy kontekst zjawiska, k t ó r e napot­
kał. Jest to jedyny s p o s ó b zachowania g ł ę b o k o rozumianego
autentyzmu całego przedsięwzięcia.

Eksponat muzealny rozumiany j a k o symbol jest ź r ó d ł e m
poznania, ale nie ma charakteru dydaktycznego: nie t y l k o
informuje, ale i angażuje, ma w y m i a r egzystencjalny.
„ M u z e u m m o ż e b y ć miejscem wtajemniczenia."
*

*

*

W sali muzeum b i s k u p i ń s k i e g o , w szklanych gablotach,
znajdują się dwa groby szkieletowe. Pierwszy, p o c h o d z ą c y
z epoki neolitu, zawiera szczątki trzydziestoletniej kobiety.
Pochowano j ą na p r a w y m b o k u , z silnie p o d k u r c z o n y m i
nogami, co jest zapewne ś l a d e m myśli o powrocie do ł o n a
m a t k i i nadziei na odrodzenie. W d r u g i m grobie, m ł o d s z y m
o prawie 3 tysiące lat, spoczywa uzbrojony w o j o w n i k
celtycki. Jego ciało p o ł o ż o n e z o s t a ł o na plecach.
G d y wiele lat temu pierwszy raz przyjechałem do Biskupi­
na, o d c z u ł e m natychmiast swoistą n i e s t o s o w n o ś ć umieszcza­
nia g r o b ó w w zwykłej muzealnej sali. R o z u m i e j ą c dydak­
tyczny sens tej p r a k t y k i , t r u d n o m i b y ł o p o g o d z i ć się
z w y k a z y w a n y m przez a r c h e o l o g ó w brakiem d e l i k a t n o ś c i ,
l e k c e w a ż e n i e m g o d n o ś c i z m a r ł e g o , k t ó r e j przecież nie zawie­
sza ani u p ł y w czasu, ani naukowy imperatyw poznawczy.
Z m a r l i przeniesieni ze swych cmentarzy do muzealnych
gablot - statusem swym z r ó w n a n i ze wszystkimi i n n y m i
przedmiotami wystawianymi na widok publiczny: garnkami,
f o r m a m i odlewniczymi, ozdobami, n a r z ę d z i a m i - stawali się
z w y k ł y m i eksponatami. Licznie p r z y b y w a j ą c y do Biskupina
turyści - od p r z e d s z k o l a k ó w do e m e r y t ó w - p r z y g l ą d a j ą i m
się teraz z bliska, b a d a j ą z zaciekawieniem, k o m e n t u j ą c na
p r z y k ł a d stan u z ę b i e n i a człowieka epoki kamienia, l e k k ą
ekscytację u s p r a w i e d l i w i a j ą c p o ż y t k i e m poznawczym. G d y
b y ł e m w Biskupinie przewodnikiem, z d u ż y m trudem uda­
w a ł o m i się u ś w i a d o m i ć zwiedzającym wycieczkom swoistą
d e l i k a t n o ś ć sytuacji.

2

82

*

*

*

W i e ś Czarne w Beskidzie N i s k i m j u ż nie istnieje. Wszyscy
dawni jej m i e s z k a ń c y , kiedyś z niej wygnani - Ł e m k o w i e
- albo nie żyją, albo mieszkają gdzieś daleko. N i e p r z e t r w a ł y
też b u d y n k i - p r ó c z d w ó c h czy trzech d o m ó w i mocno
zniszczonej cerkwi. N i e jest to więc etnograficzny skansen
- brakuje t u przecież „ e k s p o n a t ó w " . M i m o to jest to miejsce
niezwykłe, bo w z a r o ś n i ę t y c h k r z a k a m i drogach, regular­
nych zarysach nie istniejących j u ż d o m ó w , samotnych ka­
miennych kapliczkach, opuszczonym cmentarzu zachowana
jest p a m i ę ć żyjących t u niegdyś ludzi.
*

*

*

Symbol nie ma nigdy charakteru p o g l ą d o w e g o ; c h o ć służy
poznaniu, nie jest poznawczym n a r z ę d z i e m . Jest raczej
p r o w o k a c j ą , z m u s z a j ą c ą do z a a n g a ż o w a n i a , o k r e ś l e n i a się

�wobec zaistniałej sytuacji. Właściwością dobrego n a r z ę d z i a
jest jego p o r ę c z n o ś ć - t y m większa, i m mniej odczuwamy
jego istnienie. Symbol przeciwnie - nie pozwala, by o k r e ś l a ł o
nas wobec niego przyzwyczajenie.
P o g l ą d o w y charakter, j a k i nadajemy muzealnym eks­
p o n a t o m , redukowanie ich sensu do funkcji n a r z ę d z i a
dydaktycznego, p r z e w a ż n i e u n i e m o ż l i w i a nam włączenie się
w s y m b o l i c z n ą rzeczywistość muzeum. Dlatego celem dzia­
ł a ń , jakie podjęliśmy w Biskupinie i w Czarnym, b y ł o
nadanie o b u miejscom charakteru symbolicznego, czyli
niejako - „ o d z w y c z a j e n i e s i ę " od nich, uznanie ich za
p r o w o k a c j ę wobec naszej egzystencji.
*

*

*

W Biskupinie p r a g n ę l i ś m y p r z y w r ó c i ć d w ó m eksponatom
status prawdziwych g r o b ó w , a całej przestrzeni muzeum
n a d a ć symboliczny charakter cmentarza.
Wieczorna pora pozwala u n i k n ą ć spotkania z turystami
- m o g ł o b y ono s p o w o d o w a ć , że podjęte d z i a ł a n i a s t a n ą się
niezamierzonym happeningiem. Z a p a d a j ą c y zmrok, podob­
nie j a k stroje p r z y w o ł u j ą c e skojarzenia z m o n a s t y c z n ą
m o d l i t w ą , to t a k ż e pomoc w stworzeniu odpowiedniego
nastroju. Wszystko trwa o k . 20-30 m i n u t , w y p e ł n i o n y c h
przede wszystkim śpiewem. K i l k u n a s t u u c z e s t n i k ó w zdarze­
nia o k r ą ż a salę, o g a r n i a j ą c j ą i wypełniając d ź w i ę k a m i
o k r e ś l a j ą c y m i p o c z ą t e k owego czasu skupienia. P ó ź n i e j ,
przy k a ż d y m z g r o b ó w , śpiew, w s p o m a g a j ą c y milczenie
d ź w i ę k fletu, cichy znak dzwonka oraz k w i a t y materializują
niejako p a m i ę ć o z m a r ł y c h .
N a l e ż y t u p o w i e d z i e ć , że n a s t r ó j , o k t ó r y m m o w a , w ma­
ł y m stopniu dotyczy - w t ó r n e j tutaj - strony widowiskowej
przedsięwzięcia. Dlatego t y p o w o muzealny wystrój sali,
m a ł o sprzyjający „ o b r z ę d o w e m u " nastrojowi, nie był prze­
s z k o d ą , przeciwnie - o to właśnie przecież c h o d z i ł o , by c h o ć
na k r ó t k i czas przekształcić charakter tego miejsca.
Podstawowym elementem tego swoistego „ o b r z ę d u " jest
śpiew. T w o r z ą go albo k r ó t k i e , d w u g ł o s o w e , „ g o t y c k i e "
w nastroju „ z a ś p i e w y " , bez słów l u b z tekstem s u g e r u j ą c y m
sens ceremonii (пр.: „ I n paradiso perducant te angeli"), albo
w i e l o g ł o s o w a , częściowo i m p r o w i z o w a n a konstrukcja
dźwiękowa.
*

*

*

P o m o c ą w przygotowaniu D z i a d ó w , k t ó r e „ o d p r a w i l i ­
ś m y " w opuszczonej cerkwi w Czarnym, był tekst Dziadów
Mickiewicza, cz. I i П . I tutaj jednak, podobnie j a k w Bis­
kupinie, nie c h o d z i ł o n a m o wystawienie sztuki teatralnej
albo zrealizowanie spektaklu - nie uczestniczyli w n i m
przecież ż a d n i widzowie. N i e z a m i e r z a l i ś m y też - co chcę
zdecydowanie p o d k r e ś l i ć - w y w o ł y w a ć d u c h ó w . Poszukiwa­
nie symbolicznego w y m i a r u rzeczywistości kłóci się radykal­
nie z wszelkimi tendencjami spirytystycznymi. Dlatego na­
wet w tekście Mickiewicza z r e d u k o w a l i ś m y wszystkie sceny,
w k t ó r y c h p o j a w i a j ą się konkretne duchy. P r z y w o ł y w a n e
przez „ g u ś l a r z a " ("Czyszcowe duszeczki! - W jakiejkolwiek
świata stronie: - Czyli k t ó r a w smole płonie, - Czyli marznie
na dnie rzeczki, - Czyli dla dotkliwszej k a r y - W surowym
wszczepiona drewnie, - G d y j ą w piecu gryzą żary, - I pisz­
czy, i płacze rzewnie; - K a ż d a spieszcie do gromady!")
pojawiają się j a k o przedmiot naszej p a m i ę c i .
P o c z ą t k i e m „ o b r z ę d u " b y ł a w zasadzie j u ż p o d r ó ż - d ł u g a ,
m ę c z ą c a noc w p o c i ą g u , jazda autobusem, marsz z w i ą z a n y
z przekraczaniem wezbranych p o t o k ó w . Jego w s t ę p n ą część
s t a n o w i ł też tydzień w y p e ł n i o n y przygotowaniami: n a u k ą

śpiewu, r o z m o w a m i (ich zapisem jest w pewnej mierze ten
tekst), ćwiczeniami, a przede wszystkim samym pobytem
w miejscu całkowicie w o l n y m od zgiełku Warszawy. Ostat­
nia noc była d o p e ł n i e n i e m wszystkiego, co z d a r z y ł o się
wcześniej.
„ G u s ł a " r o z p o c z ę ł y się marszem do świątyni i przejściem
przez przycerkiewny dawny cmentarz. Był to swoisty znak
opuszczenia świata c o d z i e n n o ś c i i przejścia w sferę „realnej
p a m i ę c i " . Po przekroczeniu tej granicy weszliśmi „ c i c h o
i p o w o l i " do cerkwi - o b i e k t u pozbawionego j u ż oficjalnego
statusu świątyni i wpisanego tylko do rejestru konserwatora
zabytków.
Nie w i e m d o k ł a d n i e , j a k d ł u g o t r w a ł „ o b r z ę d " - m o ż e p ó ł
godziny, m o ż e g o d z i n ę . W y p e ł n i o n y był s ł o w a m i , gestami,
a przede wszystkim ś p i e w e m i d ł u g i m , g ł ę b o k o przez wszyst­
kich p r z e ż y t y m milczeniem. K o ń c z y ł się pouczeniem i pieś­
nią, k t ó r a swym charakterem u ł a t w i a ł a wyjście z cerkwi oraz
p o w r ó t do tego wymiaru rzeczywistości, w k t ó r y m p a m i ę ć
zdaje się w i ą z a ć wyłącznie z przeszłością.
*

*

*

Symboliczne dotykanie rzeczywistości - k t ó r e g o p r ó b ą są
nasze d z i a ł a n i a - to prowokowanie spotkania. Co znaczy
jednak „ s p o t k a n i e " , gdy jego o ś r o d k i e m jest neolityczny
g r ó b lub w y m a r ł a wioska?
Jak p o w i e d z i a ł e m , nie chodzi t u o ż a d n e spirytystyczne
w y w o ł y w a n i e d u c h ó w , j a k ą k o l w i e k ich materializację (z
podejrzeniem o takie intencje s p o t y k a l i ś m y się k i l k a razy).
Nasze śpiewy nie są też r e k o n s t r u k c j ą dawnych o b r z ę d ó w
(nie są n i ą przecież i Dziady Mickiewicza). N i e byłyby t a k ą
r e k o n s t r u k c j ą nawet wtedy, gdyby p o c h o d z i ł y „ z e p o k i " (a
są przecież całkowicie naszym p o m y s ł e m ) . Ż a d n y c h zatem
złudzeń b e z p o ś r e d n i e g o k o n t a k t u z m i n i o n ą rzeczywistością
l u d ó w dawnych epok, albo m i e s z k a j ą c y c h niegdyś w Czar­
n y m Ł e m k ó w , ż a d n y c h fantazji, że m o ż e na p r z y k ł a d „ t a k
właśnie kiedyś ś p i e w a n o " .
N i g d y b o w i e m nie da się w spotkaniu - nawet z ż y w ą
o s o b ą - u n i k n ą ć p o ś r e d n i c t w a symbolicznego. A l e p o ś r e d n i ­
ctwo takie nie musi b y ć traktowane j a k o przykre ogranicze­
nie - dzięki niemu właśnie to, co się dzieje w Biskupinie lub
na Czarnym, nie jest fikcją przenoszenia się „ g d z i e ś " , lecz
przeciwnie - poszerzaniem własnej, realnej rzeczywistości.
Nasze d z i a ł a n i a m a j ą więc charakter symboliczny, co
znaczy, że są p r ó b ą d o s t r z e ż e n i a symboliczności świata
- swoistym aktem jego interpretacji. Prowokujemy sytuacje,
w k t ó r y c h ujawnia się szczególny, nie zawsze przez wszyst­
kich dostrzegany w y m i a r rzeczywistości - poszerzonej o „ a k ­
t y w n ą p a m i ę ć " . Nie stwarzamy tego w y m i a r u , lecz ujaw­
niamy. C h o ć go nie stwarzamy, stajemy się jego częścią.
Nasz śpiew nie służy wyłącznie celom estetycznym. I c h o ć
zadaniem jego jest w y w o ł a n i e odpowiedniego nastroju, to
przecież n a s t r ó j m o ż e b y ć rozumiany nie t y l k o w kategoriach
psychologicznych - to t a k ż e s p o s ó b nadania miejscu i chwili
nowego sensu. Śpiew jest więc n a r z ę d z i e m poznania, me­
d i u m w s p i e r a j ą c y m nasze zmysły.
M o ż n a powiedzieć, że owe szczególne sytuacje, w k t ó r y c h
w ten s p o s ó b uczestniczymy, w wymiarze naszego codzien­
nego życia są - c h o ć p r o w o k o w a n y m - przypadkiem. Nagle
tak się zdarza, że j e s t e ś m y w sali muzealnej, w opuszczonej
cerkwi. T e m u zdarzeniu - jednemu z wielu w naszym życiu
- nadajemy sens, p o r z ą d k u j e m y go, „ k o n f i g u r u j e m y " . T o
d z i a ł a n i e ma charakter otwierający: u m o ż l i w i a spotkanie.
Miejscem spotkania jest zawsze j a k a ś granica, horyzont
naszego dotychczasowego świata. D o spotkania m o ż e nie
dojść: gdy wycofamy się i poprzestaniemy na obserwacji;

83

�m o ż e m y też o d w a ż y ć się granicę tę p r z e k r o c z y ć , poszerzając
w ten s p o s ó b nasz świat.
W a r u n k i e m spotkania jest napotkanie. Spotkanie jest to
napotkanie,
które d o s t r z e g l i ś m y .
Natknęli­
śmy się na coś i nie przeszliśmy m i m o . D o - s t r z e g l i ś m y , s t a ł o
się dla nas w a ż n e , nie o d w r ó c i l i ś m y się. W spotkaniu
do-tykamy tego, co n a p o t k a l i ś m y . Do-strzegłszy s t r z e ­
ż e m y go j a k o „ n a s z e g o " .
S ł o w o strzec pochodzi o d greckiego stergo, co znaczy
kochać.
N a p o t k a n y i d o - s t r z e ż o n y k t o ś , lub c o ś , staje się przejś­
ciem przez g r a n i c ę . M y stajemy się s t r ó ż a m i tego przejścia.
Do-strzec i u-strzec k o g o ś lub c o ś , to - o t w o r z y ć się.
N a co d z i e ń p r z e s t r z e ń muzealna jest j a k dobrze, zbyt
dobrze znana droga. D o p ó k i c o ś jej nie zakłóci - niemal nie
u ś w i a d a m i a m y sobie jej istnienie. Staje się sprawnym n a r z ę ­
dziem.
Nasze d z i a ł a n i a - w muzeum, w opuszczonej cerkwi - są
p r ó b ą odzwyczajenia się od codziennej drogi, p r ó b ą jej
dotykania, deptania. D r o g a , na k t ó r e j spotykamy szkielet
kobiety sprzed k i l k u tysięcy lat albo p o ł e m k o w s k ą w i o s k ę ,
nie m o ż e b y ć g ł a d k a . T r a k t o w a n i e tych części naszego świata
j a k e k s p o n a t ó w muzealnych l u b turystycznych jest sposo­
bem ich w y g ł a d z e n i a - stają się p r z y s t ę p n e i p o r ę c z n e . A tak
być nie p o w i n n o .
P o r ę c z n e narzędzie w y g ł a d z a świat. G d y świat jest g ł a d k i ,
mniejsze mamy szanse d o s t r z e ż e n i a go. G d y nie dostrzegamy
świata, nie dostrzegamy też samych siebie, bo brakuje tła,
kontrastu. Szczypiemy się w policzek by s p r a w d z i ć , czy nie
śnimy, czyli - czy n a p r a w d ę istniejemy. Istnienie ręki spo­
strzegamy w c h w i l i , gdy kłujemy się d r z a z g ą . Jeśli deska jest
zbyt wyślizgana, nie spostrzegamy ani jej, ani naszej ręki.
C o znaczy takie „ d o t y k a n i e rzeczywistości"? Jest to
uznanie jej istnienia. D o t k n ą ć : to powiedzieć ( k o m u ś , cze­
m u ś ) - istniejesz. D o t k n ą ć rzeczywistość to powiedzieć: o d
tej chwili istniejesz t a k ż e dla mnie, jesteś częścią mojego
świata, m i m o że cię nie rozumiem. D o t k n ą ć , to dostrzec
i strzec - tej ulotnej i nieuchwytnej n i e - p o r ę c z n o ś c i ,
nie-zręczności, n i e - t o ż s a m o ś c i , o d m i e n n o ś c i .

PRZ
1

Koncepcję muzeum jako przestrzeni i doświadczenia symbolicznego
przedstawiłem w artykule Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum,
„Konteksty - P S L " , nr 1 1993, s. 17-18. Próbą jej praktycznego
zastosowania były warsztaty antropologiczne, jakie odbyły się w Bis­
kupinie (wrzesień 1991, czerwiec 1992, czerwiec 1993) i w Czarnym

84

D o - t k n i ę c i e to spo-tkanie. Te dwa spokrewnione ze s o b ą
s ł o w a ( p o c h o d z ą c e od greckiego tykidzo - ciosać, podobnie
j a k t k a ć , n a p o t k a ć , t k n ą ć , n a t k n ą ć się) są metaforami, k t ó r e
w y z n a c z a j ą k r ą g egzystencjalnego z a a n g a ż o w a n i a w sym­
b o l i c z n ą rzeczywistość.
Uczy zatem antropologia, że dotykanie rzeczywistości
m o ż e m i e ć charakter symboliczny - jeśli się j ą „ d o s t r z e g a "
i jej „ s t r z e ż e " . Bywa wtedy czasem tkliwe, czasem dotkliwe,
zawsze jednak p o w i n n o b y ć - m i ł o s n e . I to jest największy
w k ł a d tej n a u k i we w s p ó ł c z e s n o ś ć .
Czerwiec 1993
PS. Z a s k a k u j ą c y komentarz do mojego tekstu na temat
zdarzenia muzealnego - komentarz r ó w n i e k o n k r e t n y j a k
nasze odprawienie „ D z i a d ó w " - d a ł w o j e w ó d z k i konser­
w a t o r z a b y t k ó w w N o w y m Sączu: latem 1993 r o k u r o z e b r a ł
znajdującą się w C z a r n y m cerkiew i zamierza przenieść j ą do
skansenu. O t o więc dwa p r z y k ł a d y praktycznych konsek­
wencji przyjęcia określonej koncepcji teoretycznej.
C z y m jest cerkiew z Czarnego? Czy t y l k o obiektem
architektury drewnianej, zapisanym w rejestrze u r z ę d n i k a ?
Obiektem, k t ó r y należy u d o s t ę p n i ć j a k największej liczbie
w i d z ó w ? C z y m jest jednak w t a k i m razie cała wioska? C z y m
jest g ó r a - święta g ó r a , na której sto lat temu wzniesiono
świątynię? A co z r o b i ć z cmentarzem, k t ó r e m u świątynia ta
t o w a r z y s z y ł a ? Przecież bez niej traci o n s w ą religijną „ s k u t e ­
c z n o ś ć " bramy wiodącej z m a r ł y c h do nieba. Jeśli nie do­
strzegamy, że zabytek istnieje t a k ż e w wymiarze ciągle
aktualnej pamięci, to nawet p r a g n ą c w y k o r z y s t a ć go w ce­
lach czysto dydaktycznych p o w i n n i ś m y p a m i ę t a ć , że stanowi
on fragment większej, logicznej całości zapisu kulturowego.
Jest to sprawa elementarnej wiedzy, zupełnie podstawowej
etnograficznej wrażliwości, k t ó r e j brak dyskwalifikuje k a ż ­
dego opiekuna l u d o w y c h z a b y t k ó w .
C h o ć myślę też sobie, że m o ż e w y s t a r c z y ł a b y t u z w y k ł a ,
ludzka w r a ż l i w o ś ć na p i ę k n o ?

W r z e s i e ń 1993

PISY
(wrzesień 1992, wrzesień 1993). Ich uczestnikami i współtwórcami byli
moi uczniowie z X V I I S L O w Warszawie. Im też chciałbym podziękować
za 4 lata wspólnej pracy.
Arystoteles, Retoryka, Poetyka, przel. H . Podbielski, Warszawa,
1988. Zob. też W. Michera, op. cit.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5870" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5851">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/d1fe6f925f8421999a68e2b0f73ad40d.pdf</src>
        <authentication>8575d644254fe761f2c216494719c268</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70022">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5653</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70023">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70024">
                <text>1957</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70025">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70026">
                <text>Strój sandomierski /Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70027">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.7 ;62 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70028">
                <text>Kamocki, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70029">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70030">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70031">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70032">
                <text>A T L A S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
J A N U S Z

S

T

R

Ó

J

P O L S K I E

S

A

K A M O C K I

N

D

T O W A R Z Y S T W O

ll,,t//

l

O

M

I

E

R

S

L U D O Z N A W C Z E

K

I

�A

T

L

C Z Ę Ś Ć

A

S

P

O

L

S

I

C

V

T

H

S

R

Ó

A

J

N

U

S

S

Z

R

O

K

A

W

R
1

N A K Ł A D E M

T

J

Ó

W

L

U

D

O

M A Ł O P O L S K A

J

S

K

P O L S K I E G O

N

A

M

D

O

O

C

M

K

I

C

9

T O W A R Z Y S T W A

Ł

5

A

Y

C

H

Z E S Z Y T

7

I

E

PIL
O

W

R

S

K

Zakład

I

Kuituroznawsrwa

B ib 1¡o t
Nr I n w e n t a r z o w y

W

7
L U D O Z N A W C Z E G O

WE

W R O C Ł A W I U

f

u

c

,

....^.aPP.J.Kfif

c

�A T L A S
W Y D A W

P O L S K I C H
r

A N Y

S T R O J Ó W

P R Z E Z

P O L S K I E

L U D O W Y C H
T O W A R Z Y S T W O

L U D O Z N A W C Z E
K O M I T E T
A

D

A

A D A M

M

R E D A K C Y J N Y :

G

L

A

P

A,

A

M Ł O D Z I A N O W S K I ,

R O M A N

R E I N F U S S ,

N

N

J Ó Z E F

A

K A Z I M I E R Z

PIETKIEWICZ,

T A D E U S Z

S E W E R Y N ,

K A Z I M I E R A

Z A W I S T O W I C Z

R E D A K T O R

N A C Z E L N Y :

R E D A K T O R
O K Ł A D K A
P L A N S Z E
U K Ł A D

I M .

M .

A D A M S K A

J Ó Z E E
J Ó Z E F

J E R Z E G O

G R A F I C Z N Y
D R U K A R N I A

J E D N O B A R W N E
K A S P R Z A K A

-

G A J E K
G A J E K

M Ł O D Z I A N O W S K I E G O

B A R W N E

P O Z N A Ń S K A
K L I S Z E

Z E S Z Y T U :
A D A M A

G A J E K ,

K U T R Z E B A ,

W

K A R O L A K A

A D A M A

G L A P Y

N A U K O W A

P O Z N A Ń

Z A K Ł A D Y
P O Z N A N I U

G R A F I C Z N E
—

K L I S Z E

W I E L O B A R W N E
D R U K A R N I A

N a k ł a d 6 2 0 0 egz.

N A R O D O W A

A r k . w y d . 6,

d r z e w n y 100 g 6 1 x 8 6 / 8 .
d o d r u k u 30. V I I I . 1957.

ark.

W

\ K R A K O W I E

d r u k . 8,5. P a p i e r i l u s t r a c y j n y

O d d a n o d o s k ł a d a n i a 29. V I . 1957.
Druk

bez-

Podpisano

u k o ń c z o n o w e w r z e ś n i u 1957. Z a m . 211/231

C e n a z ł 26 — .

K-20

�W S T Ę P
P o ł o ż e n i e
już

nie

nocną

i

istnieje;
i

c h a r a k t e r y s t y k a

obszar

środkową

na

część

powiatu

wsch. część stopnickiego
w

skład

części

rdzennej

Ziemi

którym

W

X I X

w.

sandomierskiego p o k r y w a ł
dnia

granica

Pqd

względem

mierskiej,
wo

—

z

jego

się

terenem,

kiego

w

noszono

Ludność

oddawna

ziemi p o w o d o w a ł a
mniejsze,
nad

już
na

niż

uprawą

tomiast
w

w

lnu

świadczą

Wielka

żyzność

najwyżej

obszar'ten

się

lasami.

się

leżał

szej w ł a s n o ś c i
się

znacznej

między
lub

sobą

ilości

jak

przede

i

wszystkim

a

a

dodatkowymi

domierzanie

rozwój

ziemia

pochodzi.

Niestety

co

za

dawna

w

tym

Większe

idzie

wsi

zbóż.

północnej

a

buraków

Poza

stopnic­

wielka
były

żyzność

tu na

k a ż d y m

ogół
pracy

cukrowych.

Na­

gospodarstwie, dziś

jest

owiec; tak

więc

np.

stroju
haftu

Liczba

nietylko,
nie

kto

dóbr

własnej

7°/

gęstość

z

a

Ten

wełny

do

szamerunku,

była

tak

parafii,
naszych

duża,
ale

dogodną
2

się ,

o

dobra
stan

zaludnienia
do

i

stare

szlachty

jedno

tworzyły

się

kościelne

Zdobienia

składały

ich

więk­

wytworzenia
te

czasem b a r w ą
że na

na

pokry­

rozdrobnienia

przyczyn

czasem

ar­

czym

Sandomierzem.

nieurodzajnymi,

głównych

sandomierskim.

tak

pod

prywatnych

wsi,

0

3

czy

jakiej

przetrwał

nad

osiedlania

Złotej

terenami

wiosek .

jedną

odmian
z

do

w

znaczna

tylko

niewątpliwie
w

położona

sandomierskich należała

kompleksy

obejmowały

zdobin

ten

w

gospodarstwa

zachęcała

neolityczne,

motywami

ozdobami.

oraz

gleby skłaniała ludność do

hodowli

porozrzucanych

był

odmian

strój

sando­
częścio­

sandomierskiej,

uprawę

rolnictwem,

że

sandomierska,

od

większość

pojedynczo

rozróżniali

Galicji.

diecezji

wyżynie
pod

zwłaszcza

nieodzowna

wykopaliska

że

lub

Wscho­

i

krakowski.

zamożność, mimo

jest Wisła,

ziemi,

kolorem

Królestwa
skład

san­
stroju

mieli.

Żyzna

jaką

ziemskiej,

w

na

sandomierskiego

przemysłowych,

nie

Królewszczyzny
z

powiatu
zasięg

zawichojskiego i —

wykorzystanymi

pow.

dawniej

parowioskowej.

przeważnie

część

sandomierskiego.

wchodził

pograniczu Sandomierszczyzny lessowej z sąsiednimi
tymi

wchodził

lewobrzeżnej

zwarty

granicę

sandomierskiego,

uniemożliwiał

osadnictwo, powodowało,
lub

stanowiącej

sandomierski,

i roślin

bogate

granicach

lewobrzeżną

1

r e g i o n u .

komunikacyjną,

on

regionach . Duża urodzajność

Sandomierz acy

H i s t o r i a

najlepiej

ubiór

łąk

płn.-

Kongresowego,

sandomierskiego

części

i konopi,

Brak

pół­

opatowskiego, oraz

w

z granicami obwodu

lessami

zajmowała

innych

uprawa
zaniku.

stroju

stosunkowo dużą

pszenicy

ubrania

terią

zasięgu

urodzajnymi

równi

sandomierski

obejmował

krakowskiej.

południowej

na

stanowił

Wiśle,

archidiakonatów:

diecezji

zwartego

odznaczającej
tym

na

administracji kościelnej,

dawnych

strój

występował,

położony

Królestwa

częściowo
się

Tradycyjny

zwarcie

w. był

X V I w.

czasów

się

w.

okresie wczesnohistorycznym region ten

XII-XIII

W

urywała

kieleckiego,

Obszar

w

za

o b s z aru.

X I X

sandomierskiego, większość

( m a p a 1). W

Małopolski;

Sandomierskiej.

domierskiego.

w

różniły

się

materiału,

podstawie

nawet i z jakiej

Sanwsi

czasów.

3

�Ryc.

1. K r a j o b r a z s a n d o m i e r s k i (z n a d W i s ł y k o ł o S a n d o m i e r z a ) — f o t . ' J. K w i a t k o w s k i

Sandomierzanie
ograniczało

byli

grupą

ruchliwą

się t y l k o do t e r e n ó w

i

sprężystą.

najbliższych

t. j . d o

Osadnictwo

podnóża

1956 r .

sandomierskie

nie

G ó r Świętokrzyskich

czy

w i d e ł W i s ł y i Sanu, ale w d z i e r a ł o się w g ł ą b L u b e l s z c z y z n y , S ą d e c c z y z n y a ż p o K a r p a t y .
O d
skąd

X V w . t. j . o d
spławiano

hutnictwo.

chwili

słynną

Zamożność

odzyskania

pszenicę
tej

ziemi

podnosił się p o z i o m gospodarczy.
Koprzywnicy,

Rakowie, a

darkę Sandomierszczyzny
steczka
zresztą

granicznego.
głównie

Niezależnie
wołało
gach

w

do
od

chwilowego

Wracając

swych oddziałów. Rozwiązujące
miejscowej
te

nie

pozostały

rozwoju
w

związku

stały

pewna
dzała

z

bez

do

czym

latach

w p ł y w u

podnosi

daje

manufaktury wytwarzające

w

ludności

tradycyjnej
jej rozkładu.

degradujące

1831 r.

odżywa

Sandomierskiej
szczególnie

szwedzkie, po których

Staszowie.

zabory,

ożywienia
żywy
po

powoli

sukno w

Bogorii,

rujnują

gospo­

Całkowicie

zarazem jej stolicę do roli

chwilowo

przemysł,

mia­

dostosowany

gospodarczego,

oddźwięk.
klęsce

do

domów,

4

odzieżowych .
na

ubiór

Należy

ludowy

1863 r. R z ą d

oraz

kultury
Między

listopadowe

licznie brali udział w

przynosili

ze

sobą

przypuszczać,

i znalazły

swe

że

Odbija

w

rozdrobnienie

wsi nowe

gospodarstw.

pracy

po

elementy,

Ten

miastach,
które

i n n y m i z a z n a c z y ł o się to w

stały

a

stan

W

jedną

na­

Powodem

spowodował,

powracając
się

dalszym
włościan,

stroju.

znaczne zbiednienie wsi sandomierskiej.

sezonowej

ludności

wydarzenia

odbicie

się to m . inn. i w

wy­
szere­

mundury

Narodowy ogłasza uwłaszczenie

się i c h z a m o ż n o ś ć .

szukała

powstanie

Wieśniacy

się na t y m terenie jednostki w o j s k o w e r o z d a ł y

się z a u w a ż y ć

się z a d ł u ż e n i a

część

przyczyn

4

materiałów

stroju regionalnego. W

stępnych
tego

zapasy

Ziemi

przemysł,

Powstały

wszystkim w

wojny

się

wojennych.

Sandomierszczyźnie

powstańczych.

rola

jednak

przede

potrzeb

wzrosła

Rozwinął

podcięły

dopiero

Dopiero

Pomorza,

„sandomierkę".

że

wprowa­

z

głównych

zarzuceniu stroju

ludowego.

�C e c h y

s t r o j u

s a n d o m i e r s k i e g o .

odrębny

ubiór,

pewnymi

elementami

W

ubiorze

„fartuch",

należący

męskim

rakterystycznym

Okrycia

w

w

była

granatowa

użyciu

W

stroju

i

„kotką".

W

sukmaną,

wścieklice,

rogatywka, z

tak

swym

lniane

ze

s ą s i a d ó w .

obszarze

dawnej

zapinane

na

od

grup

sąsiednich,

z

m a z o w i e c k i e j (tab. I I . ryc.
czasach także

i

zwieszającym

suto

1 1 , 17).

maciejówki

Wyłącznie sandomierską

„kucotkiem",

był

Ponadto

p ł ó t n i a n k i , z w a n e j t u kamizielą,

do

się

X I X w.

czapką

s i ę ze

środka

bądź

sobne

gdyż

Ubiór

sięgał

kroju

wypustkami.

grup

gładko,

i

sąsiednich,

bez
w

Nie

mężczyźni

posiadały

a

odznaczające
rogatywki,

odznaczał

z fałdami

się

w

się

po

bokach,

wielkim

klapki.

o

suto

Głowę
W

plecach

trójkątnym

kaftanów

były

z

t. j . d r e w n i a n ą
ornamencie

się w i ę k s z ą

je

„oberkami"

tabaczkową

takimż

z

rogach

oraz

lub brązowe
formie

zapaski

szamerowane,

przed-

jedną

brązowe

wyłożoną,
szwów

naramiennymi i

ozdobną

czerwonymi
przedsobnymi,

o

sukmana

bez

kobiecym

układzie
nosili

gładkich,

lub

zapaski

pionowym.
brązowe

sukmany

kroju

ma­

nieprzecinanych. Sukmany

zwanym

„suką".

stanowiły

Ponadto

czerwone

barwnością

i

te,

używano
rogatywki.

bogactwem

pogranicza sandomiersko-krakow-

uważany
kroju

brązowej,

niesłusznie

za

małopolskiego,
sukiennej

przodu. Kobiety

5

sandomierski ,
oraz

furażerki,

nosiły

na

czapką

zwaną

obszytej

głowach

od­

czer­

chamełki
haftem

Sandomierzankom.

Lubelskiego cechowały

kiście.

ozdób
rzadziej

występowały

siatkowym czepeczkiem. Koszule w y s z y w a ł y

stanowiły

wełniane

zapaski

z

nieznanym

głowy

„wściek­

naramienne.

sukmaną

frędzlem

Powiśla

suk­

stebnowań

strój ten b y ł stosunkowo

wzdłuż

niż u Sandomierzanek

rodzaj

obręcz, obciągniętą

Okrycie
po

B y ł to

wolutowym,

mężczyzn

łopolskiego.
Zdobiły

lub

z

2).

okrywano „wścieklicą"

Okrycie głowy

Tarnobrzeskiego

kukurudzą".

po szwach,

w

sfałdowana

stroju

kołnierzem,

bez r ę k a w ó w .

niekiedy zapaski

Powiśla

się c z a r n ą

szare

Puszczy

krakowskim,

paski.

brązowa,

„kucotków".

tylko

zapaskami

czarne, l u b pasiaste,

kobiecy odznaczał

męski

(mapa

ozdób

czerwono

zdobione

pionowe, czarne

z tyłu
bez

i przedsobne

noszone

nosili

one

z

Kobiety nosiły wełniane

zdobin, z w ł a s z c z a na gorsecie i kaftanie. N a obszarze

Ubiór

się

Sandomierzanek

południu

białe prążki. Ponadto

charakteryzowały

cechowała

zaopatrzona

ozdabiano

znaczał

„na

zwieszającą

kolan.

męski

kobiecy

„kucotków".

poziome

niżej

kielecki

powszechnie

„magiera

i

głowy

noszone

ubiór

Tarnobrzeskiego

regionie w s c h o d n i o - k r a k o w s k i m m ę ż c z y ź n i

łopolskiego,

Strój

łokłuszki,

rogiem

i kieleckim, na

i Powiśla

Radomskiej

granatowe

rogatywką

naramienne

ale

czarne,

czerwonymi w

ubiór

granatową

skiego

to jest okrycie

lniane

haftowanym

kobiet

haftki.

małopolskiego,

Strój

lub

Męski

często

oraz

zdobiły sukmany sandomierskie. O k r y c i e m głowy były

nieco

,,siekacem"

czarnymi

z

świętokrzyskim

lub

świętokrzyski

sukmany
klapą

głowę

strojami

Puszczy

też rogatywki,

i naramienne,

krótki,

na

mitrę,

U b i ó r s a n d o m i e r s k i g r a n i c z y ł n a p ó ł n o c y ze s t r o j e m

pętle

szamerowań, jakie

lice",

o

go

połowie

i świątecznego.

c h a r a k t e r y s t y c z n y m b y ł kap,

z ubiorem lubelskim

Na

wono

swój

barwny.

wschodzie

Ubiór

zwanym

posiadała

charakteryzujący

n a ń w

późniejszych

kształtem

chusty

porównaniu

many,

tu

magiery a w

kobiecym najbardziej

U b i o r y

W

krojem

a

się

odróżniającym

stroju weselnego

zbliżoną

Radomskiej, na zachodzie —ze

lub

do

małopolskich,
nawarstwiły

również i u niektórych grup sąsiednich.

duże,

mniej

lub

typowym,

młodzież

przypominające

odziew"

a na

które

sandomierska

( r y c . 28 B 29).

mężatek,

jest

strojów

było współistnienie małopolskiej

jak

były

denka

przez

pasie

głowy,

grupy

mazowieckimi,

najbardziej

używany

fałdowaną

do

Ludność

sukienne
Kobiety

niebieskie

rogatywki,

nie

nosiły pasiaste

sukmany

obszywane

kroju

ma­

barankiem.

spódnice, czepki

zwane

naramienne.

5

�R o z d z i a ł

O B E C N Y

Proces
i

trwał

wały

S T A N

zanikania

aż

do

się po

STROJU

L U D O W E G O

sandomierskiego

pierwszej

nim tylko

wojny

I

W

S A N D O M I E R S K I E M

stroju ludowego rozpoczął

światowej.

nieliczne relikty,

Obecnie

ubiór

ten

takie j a k sukmana,

się p o d koniec X I X w .
j u ż nie

gorset,

istnieje,

zacho­

haftowana

koszula

kobieca i kilka kapot. Obecnie ludność wiejska u ż y w a już całkowicie ubioru miejskiego.
W

T

stroju

dziennych

męskim

współczesnym

wpuszczanych

na

do b u t ó w

uwagę

zasługuje

i opadających

na

sposób

noszenia

cholewy. Starsi

też jeszcze czasem czapki baranie, rzadziej spotyka się granatowe
ostatnie
wojny

w

swej

obecnej

światowej

poprzednio

noszone

„polskimi"
Na

formie rozpowszechniły

i dotrwały

były

sztywne

podobne

obszarze

troskliwie

tylko

je

chłopów

idąc

okaz

pomniejszony
Druga

kaszkiety

do

W

model

wojna

Muzeum

znajduje

do

k a s z k i e t y ( r y c . 27). T e

dopiero w

czasie

drugiej wojny.

„moskiewskimi".

się

jeszcze

Właściciele

Należy

tutaj

w

pierwszej

Wyparły

Nowsze

się do

obecnie
ogół

czapki

one

zwane

kilka

że kapota

chłopa

znajduje

całkowitego

spod

prze­

czasem

stanowiła

Etnograficznym w

przez

kapot,

ich nie używają,

Sandomierzu

Muzeum

wykonany

przyczyniła

na

podkreślić,

Regionalnym w

( r y c . 17), a

stroju męskiego,

światowa

zwane

starców.

kościoła.

sukmany

się zresztą

użyciu

co­

noszą

maciejówek.

przez

do

bogatszych.

zachowany

powszechnym

Sandomierszczyzny

chowywanych
ubierają

w

spodni

wieśniacy

się

strój

jedyny

Krakowie

jest

Sandomierza.

prawie

zniszczenia

prze­

c h o w y w a n y c h przez w i e ś n i a k ó w resztek stroju; n a s t ą p i ł o to n a skutek d z i a ł a ń w o j e n n y c h ,
większość
inne

bowiem

Sandomierski
nie

wykazuje

niały

od

cym

w,

a

ludność

Na

we

wsi Ruda

zanik

z

gospodarcze.

kolei

skich

panów.

Rozwijający

duży

uprawy

zbyt

lnu

przesiedlona

6

konopi.

Przy

Sandomierszczyźnie

Około
wego
zresztą
bluzki

zapaskę,
1950

stroju
od
z

spódnicę.

się p r z e m y s ł

ludność

na

jedwabiu

Należy

Spódnice

tak

całkowitym

po

kraciastą.
z

oraz

zaniku

oraz

się w

inspirowane

szereg

przyczyn;
bogatszych

przy

naj­

chłopów
czysto

i materiałów; z drugiej
uprawy

braku

ziemi,

co

sandomier­

własnych

p o g a r d l i w y stosunek

owiec

stroju

do

ludowego,

trady­
kobiety

sąsiadek

czarną,

noszą.

Koła

próby

Gospodyń

stroju sandomierskiego

białego

płótna,

wyszywane

kwiatki,

sięgały

do

pół

do

kupować.

własnego

Sandomierskiem
przez

połowy

haftowana

i dążenie

intensywnej

że

san­

53).

od swych świętokrzyskich

dzisiejszy

okry­

na ten stan m i a ł y w z g l ę d y

do

była

nieco

Z dawnego

pierwszej

Warszawie

tanich ubrań

podkreślić,

przejęły

dzień

tradycyjnego

w

tu

zmuszona

wyodręb­

przykrywają­

niezbyt opłacalnej na urodzajnych glebach

zachodniej

lub

dostarczył

często

gorset

się

stroju miejskiego, p o w o d o w a ł a

którą

kobiecego,

złożyło

w p ł y w

miejskiego,

go

barchanowe,

ryc.

sezonową

rolnych zachęcał

wiejska

r. r o z p o c z ę ł y

dawnego

jeden

L u d o w y c h w

również

by

czasie c h ł o d u i niepogody,

najczęściej

tylko

stroju

które

fartuchem,

Sandomierszczyzna

Niemały

produktów

nabywania

ubioru .

naramienną

się

się o d

cech,

kaftany

nie

też w

stroju ludowego

zarzucanie

i

materiały

Łatwość
cyjnego

bądź

chustą,

zachował

(południowa

na

nich należy zaliczyć emigrację

powodowało

wełniane

miasta,

Muzeum Kultur

sandomierskiego

naśladownictwa

strony

w

ubierają

nałożonym

wełnianą

odróżnia

specyficznych

kobiety
z

do

dużą,

stroju kobiecego,

ważniejszych

w

spalona,

niż męski

jakichś

Starsze

„półkę". Idąc

przechowywany

koszula

z

została

bardziej

obecnie

spódnice,

i ramiona

domierskiego
XIX

mieście

zwaną

głowę

kobiecy

jednak

sąsiednich.

niż w

tak

wają

zaś

sandomierskich

ubiór

on

grup

dłuższe

do

wsi

tereny.

tworzenia nowego
Wiejskich.

Zaczęły

krzyżykami

łydki;

szyto

je

więc
i
z

ludo­

Odbiegał
kobiety

wypuszczane
czterech

on

nosić
na

brytów,

w dolnej części posiadały ozdobne dwie pliski. Strój ten uzupełniał krótki fartuch i chustka

6

�wiązana
w

z

tyłu

czerwone

głowy.

i zielone

Niekiedy

pionowe

Sandomierzanki

pasy,

wyrabiane

w

narzucały

na

Częstochowie

ramiona

lub w

zapaskę

Sandomierzu.

W D w i k o z a c h w p r o w a d z i ł y kobiety m o d ę noszenia chust tureckich z „ ł o w i c k i m "
Obecnie
jest

strój

reprezentacyjnym

kobiecym

strojem

ZARYS

HISTORYCZNY

Wiadomości
początków

mością

o

7

Polski'' ,

jakie

mamy

o

jednakże

czapek

rysunku

z

w

obszytą
cięcia
nym

dane

w

szyi

Głowę

on

garncarza

i

wypust",

wzdłuż

roz­

szerokim,

tka­

okrywa

czapka

Ubiór

gdyż jakkolwiek

wprawdzie

noszono

go

lub

wiadomości

o stroju

pochodzą

z

wzmianki

I

tylko

dotrwał

wyłącznie

kożuchach.

R y c . 2. G a r n c a r z z Ł a g o w a w k o s z u l i „ n a w y p u s t " p r z e ­

na

w i ą z a n e j pasem d z i a n y m . R y s u n e k na pucharze cecho­

Dalsze

w y m z 1644 r o k u

sandomierskim

połowy

o

A . Patkowski, Sandomierskie

Poznań

1938 r . s t r . 46.

X I Xw . s ą to

ludzie

„Obrazkach

sandomierskim

Wiejskich"

pisanych

przez

Jana

Kantego

G r e g o r o w i c z a

z

Bilczy

8

w

pow. sandomierskim .
Roboczy

był

a

często

wykonany
ze spodni

conej

w

Noszono

i świąteczny

z płótna
zwanych

na wierzch

ozdobami

z

końcu

d o I I poł. X I Xw . —

sukmanach

on

taki

anachronizmem byłby

niemniej

wiado­

na

1644 r o k u

„wścieklicy".

tkany,

on

najdawniejszą

na

z

nie z d z i w i ł b y n a t y m terenie i w

pas

do X I X

dowolną

„ n a

przepasaną

XIX w.—

historyków

się głównie

umieszczonym

koszulę

pasem.

rodzaju

odnoszą

czer­

znajdujemy

cechowym

dokoła
a

niektórych

S A N D O M I E R S K I E G O

„Dziejach

dość

2). P r z e d s t a w i a

ubranego

w

jest

STROJU

jest

przypisywanie

Łagowa,

pucharze

(ryc.

terenie

tekstu.

Najstarsze

na

szlakiem.

omawianym

I I

sandomierskim

według

sandomierskim

Długosza

interpretacją

w

stroju

podstawie Sandomierzanom

wonych

R O Z W O J U

X X w . Wprawdzie,

stroju

wzmianka

tej

na

krakowski.

R o z d z i a ł

i

ludowym

sukmany
nymi

W

były

zimie

Okryciem

parciakami,
oraz

z

posiadających
kamizieli,

bure

kołnierzem

9

noszono
głowy

krojem

rozporek,

X I Xw .

Składał

z koszuli

nabitymi

i czerwonymi

się

wyrzu­

nieco w y ż e j

mankietami

czarnych

małopolskich

pasami,

kółkami

sięgające

i

1 0

.

(tabl.

lub białych,

one r o z m a i t o ś ć z d o b i n stroju.

do sukman

wełnianymi

sukmany,

o sukmanach

sznurkami . Podkreślają

zdobione

z boku

z początku
stroju".

parafiach.

wspominają

zbliżone

„białego

różniącej się przypuszczalnie w t y m okresie

lub rzadziej

stojącym

źródła

sukman

były

nazwę

modre,

lub granatowymi

ostatnie

sandomierskiego

i nosił

poszczególnych
również

ówczesne

szywaniu

chłopa

spodni

charakterystycznym

które

ubiór

samodziałowego

pasami

II).

oraz

Nie­

o w y ­

Sandomierskie

Przewiązywano

lub brązowymi

kolan,

je

czerwo­

skórzanymi.

T e

sprzączkami.

kożuchy.
były

„zawściekłe"

czapki,

granatowe

lub czerwone

rogatywki,

7

�czasem

z pawimi

piórami,

rozpowszechnienia

a

w

okresie

się czerwonych

lata

słomiane

rogatywek

kapelusze.

miało

Według

się przyczynić

tradycji

do

powstanie

koś­

ciuszkowskie.
Sandomierzanie
zazwyczaj

wkładali

do pracy

Sandomierski

strój

ludowy

R a d z i k o w s k i e g o
wia

chłopa

woną

w

czerwonym,
okrywa

jego

czątkach
na

Wprawdzie
w

W ó j c i c k i e j

którego

jednakże

ż e jest

w

lecie

chodzono

X I Xstulecia.

Niestety,

nazwa

ryciny

ilustracja

W . E.

przedsta­
oraz

jest w pasie

czer­

przewiązana

s i ę l u ź n o p o l e w e j stronie.

barankiem.

Spodnie

w

Głowę

biało-czerwone

paski

fabryczny.

weselnego męskiego

„fartucha'"

z tego

stroju

okresu

również

weselny"

danych,

—

tylko

sandomierskiego b y ł

— jednakże

reliktu pozwala w n i o s k o w a ć

brak

„fartuch

barwne

i mankietami

przodu. Sukmana

to materiał

opisu

kołnierzem

końce zwieszają

uzupełnieniem
brak

dwie

( r y c . 3,5). T a o s t a t n i a

z

z białym

I I poł. X I Xw . j u ż jako

to wskazywała

z cholewami,

z czerwonym

na rozcięciu

pasem,

Charakterystycznym

nie

J.

„wścieklica"

wnioskować,

„fartuch".

buty

z I poł. X I Xw . ilustrują

sukmanie

widoczną

tkanym

czerwona

pozwalają

i

brązowej

podszewką

na nogi

boso.

czy b y ł on używany —
podczas

wesela,

dość

prawdopodobne

inne

uroczystości.

Biały
i

strój

wśród

lnianej,

występowa­

o istnieniu jego w po­
jakby

c z y też, co jest

wkładano

go, na

przeważał w X I X w . także

kobiet. Składał
t. j . z koszuli,

się on z

odzieży

spódnicy,

kaftana,

łoktuszki

i

Niekiedy

wkładały

kobiety

chustki

zapaski,

na

głowę.

kamizielę,

nie

różniącą sięniczem o d męskiej. Biały
ubiór

ożywiał

krajka,
a

haft,

u panien

barwny

sznury

—

gorset,

korali

kwiaty

ten

kolorowa

na

szyi,

kap,

za

chu­

zatknięte

steczkę.
Oprócz

samodziałów

płóciennych

siły t e ż kobiety odzież szytą z
kupnych,

czyli

z

tak

zwanego

J. G r e g o r o w i c z w s p o m i n a

o

w

swoim

a Z . G 1 o-

opisie

ubiorów

ludowych

grubej,

czarnej

spódnicy

informuje

o

wełnianej,

zwanej

przepasywały

towaru.

świątecznych

koszulach szytych z „kartonu",
ger

sorcem,

czerwoną

kobiety używały

którą

kobiety

zapaską.

Starsze

różnobarwnych

spódnic

płócienkowych obszytych niekiedy u
galonkami.

Wymienia

gorsety

noszone

mężatki

i

na

były

na

również
święta

dołu

kolorowe

przez

młode

dziewczęta".

Najdawniejszym

w

no­

materiałów

łapcie

z kory,

obuwiem
rzadko

p o ł . X I Xw . ( r y c . 14).
onuce

i

rzemieniem.

1 2

j u ż używane
Wkładano

przymocowywano
W

I

połowie

kobiecym

do

X I X

je
nogi

wieku

R y c . 3. U b i o r y S a n d o m i e r s k i e z p o ł . X I X w . w e ­
dług E. Radzikowskiego

8

�weszły

w

powszechne

wiki,

które

XVIII

w .

1

3

. W

w y w a n y m
Na
z

I

połowie

wonymi

trzewiki

i

przedstawione

nosiły

niebieskimi

białe

i pantofle.

„okrężne''

kryzy

u

oraz

rowane

kap.

Około

1 3

i

wycięte

kobiety

wyglądają

podczas

wały

palonej

przetrwał

końca

1 6

w

.

N a gło­
rutą

w wigilię

ubierały

się

(ryc. 51).

—

1 7

Wolnego

Zwyczaj

Sandomierskiem

do

R y c . 4. C h ł o p s a n d o m i e r s k i z X I X w . u b r a n y w „ k a i n i ziele", z d o b i o n ą

zowsza

co

Około
W

Wpłynęło

małopolskiego,

z kolei

doprowadziło

okresie

się znacznie

ten zszedł

do roli

d z i a ł y ( r y c . 12, 25). D a w n ą k r ó t k ą
szara

sukmana

sukmany
ubożsi

z

wyłożonym

krojem

zwane

sukmany

burochami,

chłopi. Natomiast

do

poddało

wzdłuż

je pod

rozbicia

sobą

znaczne

typem

zmiany

dominował
ubioru

kołnierzem,

Teka

Grabowskiego

przyłączenie

i oderwanie

silniejsze

do Austrii

Sandomierskiego

w p ł y w y

idące

jednolitego

z M a ­

obszaru

na

stroju.

w

ludowym

ubiór

biały,

stroju

lub granatową
przecięta

codzień.

w

sandomierskim..

płócienny.

Po

kupne

uwłaszczeniu

wyparły

sukmanę wyparła
pasie,

suto

niej

pojawiają

O d

święta

długa

sfałdowana,
się także

wkładali

i

samo­
białoprzy­

brązowe

burochy

tylko

nie zmieniły się.

lecie

mężczyźni

nosili

konopnego,

świąteczne

z płótna lnianego. Najubożsi, k t ó r y c h

lub

kożuch

chodzili

kamizielach

lub

trzy.

w

w

na

głowy

i

roboczego, a materiały

brązową

używane

Wisły

się dawnego,

mazowieckie. O b o k

okrycia

szamerowaniem.

A k t D a w n y c h w K r a k o w i e E-"54 n r 1161

to na rozluźnienie
a

między

pańszczyźnianym

ubiór

w Archiwum

austriacko-rosyjskiej

1863 r. n a s t ą p i ł y

pominająca

,
w lu­
było

obszaru

różniące

chłopów

granicy

Miasta Krakowa.

centrum

W

cza­

opasy­

•»•1.
i
i
JNie b e z w p ł y w u n a z m i a n y
d o w y m
stroju
sandomierskim

dwa

ś w

całko­

X I Xw .

przeprowadzenie

czer­

Wyjątkowo

Kochanowskiego

się bylicą

i przyramkach

„ma­

biało i podobnie j a k za

Jana

na kołnierzu

ludowy

wskazują,

różno­

ozdobione

wstążkami.

sobótki

na

gorsety"

chustki

dziewczęta

haftowane

sandomierski strój

kobiece. I l u s t r a c j e te

sznu­

sukmanki z

łymi pelerynkami, spod których

nosiły

postacie

wkładały

z białych

wkładały

kolorowymi

ofiaro­

takież

baranów.

wach

podarunkiem

N a ry­

podszyte k o ż u c h e m

barwne

trze­

połowie

.

1850 r.

Dziewczęta

w

wią­

sukmany

od

nieodzownym

oraz

Polsce

marszczone

kobiecych

głęboko

gorsety

palce,

całej

ciem­

ua święta niebieskie sukienne

ten

w

przedstawia­

widać

koszul

mankiety

sów

tylko

j a k i

niebieskie

N a głowie

J. L e w i c k i e g o ,

jącym

wicie

były

również

koszule

nićmi,

chustki lub wkładały

sunku

Jana

okrywające

.

spódnice, jasne fartuchy,

pończochy

i

pantofle

wspomnianych ilustracjach barwnych, obrazujących

Sandomierzanki

zały

płytkie

się w Sandomierskiem,

X I Xwieku
1 4

narzeczonej

poł. X I X w. są

że

ne

użycie

rozpowszechniły

dalszym

także

ciągu

i w

kamiziełe,

zimie,

zwykle

robocze

nie stać było

nakładając

dla

na

ciepła

z

płótna

sukmanę
po

dwie

9

�Wełniane
żuchach;

w

a

u

wąskie
W

stych

to

ubiorze

też ubiór

W

a

chustki

strój

na

zimie ubierały

ogóle

u

biedniejszych

także

w

ubiorze

Około
Proces
nej

1880

a

strój

dzono

granatowe

zaznaczyły
Przykładem

cienkiego
pod

lub

wyłącznie

skórzane,

noszone

szerokie

u

na

ko­

bogatych,

zaszły

t y m

sztuczne

nie

do

roli

okresie

czarne

Wola

z

lat

ubiorze

czterdzie­

częściej wełnianą

żałobnego.

chustą

Zanika

również

stroiły

ludowego

białe

zaznacza

się do

stroju

ślubu

się

i

da­

w

ru­

sandomierskiego.

sukmany

Nastąpiła

i zmiana

miejskiej.

Zarzucono

wysokhn,

pod

zwana

chusty.

rutą.

i bardziej uprzemysłowionej

Małkowska,

i

ślubu w „strojniku"

uboższe

zanikania

z

do

tylko

tam, gdzie l u d n o ś ć w y j e ż d ż a ł a

w s i jest

stroju

konserwatyzm;

szły

kwiatki —

mody

kamizelki

coraz

większy

dziewczęta

fabrycznego.

w p ł y w e m

zmiany, j a k w

się od

ubioru

gospodarze zastępowali
sukna

wielkie

i tołuby, a biedniejsze — kamiziele

czapki drużbów
proces

tak
różnił

fabrycznym.

szybciej w bogatszej

się, z w ł a s z c z a
takiej

w

się

Bogatsi

„surdutowy"

i to

pasy

zastępowano

zszedł

Bogatsze

zdobiły

rozpoczął

ten przebiegał

szytymi z

widać

kawalerom

druhny

r.

łoktuszkę

ustępują

weselnym.

Sandomierskiego.

potami
się

druhny

wianek,

to

Sandomierzanki futra

W

jako

nie

I I poł. X I X w.

kobiecy

głowę

to

ciany

gdzieniegdzie
weszły

kobiecym

kobiecy

biały

użycie

chłopów.

X I X w . ( r y c . 59). M i m o

Lniane

wały

się tylko

zaś

biedniejszych

„odziew",

kap-

utrzymały

powszechne

sandomierskim

męskim,

na

pasy

t

szyję

na

części

północ­

granatowymi
kroju

pojawia

spancery, a

wprowa­

zapięciem.

Zmiany

sezonowe roboty do

przez

ka­

—

sąsiadów

te

miasta.

„przedmieściem

Warszawy."
Wprawdzie
ności

zdarzały

sandomierskiego

się w
stroju

t y m

okresie,

ludowego,

sporadyczne

jednakże

próby

akcja

ta

rezultatów,
zanika
strój

na

.

magiery

lub

i

1900

dłużej

młodzieży

w

zamienione

tylko

zarzucono
noszono

przerabiane

zarzuca

koszuli

na

ostrego

sprzeciwu

w

woj­

starców

Czajkowa.
się

„wypust",

ka­

utrzy­

ubiór

okolicach

częściej

z

Kamizele

jako

za­

szerokie

czym

płaszczy.

r.

pełny

zostały

wścieklice
Po

szynele,

się

Coraz

około

Najpierw

czasem

skowych
mały

że

„fartuchy" weselne,

sukmany,

i

1 S

kaszkiety.

poty

żywot­

poważniejszych

Sandomierskiem

ludowy

pasy,

dała

tak

w

rzucone

przywrócenia

nie

noszenie

mimo

dość

społeczeństwie

wiejskim.
Na

przełomie

mierski
mal
nalne.
zki,

ubiór

całkowicie

swoje

Wyszły

z użycia

haftowane

Pierwsza
ostatecznie
stroju

X I X i X X w.

kobiecy

koszule

wojna
kres

czepce,
i

światowa

nie­
regio­
kry-

kamiziele.
położyła
odrębnego

sandomierskiego.

poglądowa

J. W ó j c i c k a

K r ó l e s t w a Polskiego,

s z a w a 1885 r .

10

cechy

istnieniu

R y c . 5. S t r o j e s a n d o m i e r s k i e .
Mapa

sando­

zatracił

—

War­

�R o z d z i a ł

ZASIĘG

Mimo,

że

w

latach

1947—1954 r.

sandomierskim,

zdobyte

rzenie

zasięgu

granicy

STROJU

tą

drogą

I I I

S A N D O M I E R S K I E G O

były

prowadzone

materiały

poszczególnych

badania

terenowe

nie zawsze p o z w a l a j ą

elementów

stroju

ubiór

zaginął

X X

w .

1

sięgać

o d linii ciągnącej
Ożarów,

tów, R a k ó w

i Staszów

(mapa

2.). W

obejmował

stroju

północną

w

się o d

Ostrowiec,

ostatnich

zasięg

na

po­

O . K o l b e r g a

miał

chostu przez

zwarty

odtwo­

ponieważ

całkowicie

sandomierski

XIX w.

ubiorem

9

Na podstawie opisów
strój

nad

dokładne

sandomierskiego,

ten

czątku

na

—

do

poł.
Zawi­
Opa­

Połańca

latach

X I X w.

sandomierskiego
i środkową

część

powiatu sandomierskiego, pow. opatow­
ski

z

wyjątkiem

jego części

północno-

zachodniej, tudzież skrawka na
oraz

północno-wschodnią

stopnickiego
Niektóre

elementy tego

ru miały

niejednokrotnie

sięg

nieco

stroju

za­

męskiego

sandomierskiego

suto marszczona

z tyłu

Sukmany

w Puszczy

Szydłowa.

ubio­

charaktery­

częścią

mana.

okolicach

pow.

inny.

Najbardziej
styczną

w

północy

część

była
suk­

noszone

Radomskiej

były

podobne krojem, ale nie zdo­
biono

ich szamerunkiem

stebnowaniem.
tych

dwóch

ani

Pogranicze

odmian —

mię­

dzy O ż a r o w e m a TarRyc.

6.

Strój

Gerson.

sandomierski. Mai. W.

„Lud

Polski"

Ł.

Gołębio­

łowem,

gdzie

w s k i e g o , W a r s z a w a 1850 r . f i g . 20. Z d o ­

obszar

biona ,-kamiziela" przepasana

sów — było

dzianym.

Archiwum

pasem

Muzeum

Lud. w Warszawie.

Kult.

N r . i n w . 2544.

wane

leżał

dawnych

równocześnie

z północy

i

południa,

to też na terenie
znalazła
zatarcia
many,

się l u d n o ś ć
wyraźnej
ale

i

części

Przyczyniło

zasięgu
stroju

nie

tylko

o

do
suk­

sandomierskiego.

którą występowały

biodrach,

t y m

się to

s u k m a n y nie p r z e k r a c z a ł y na

dzie linii Wisły, poza
na

granicy

innych

Suto marszczone

fałdowane

mieszana.

la­

kolonizo­

charakterze

już

wscho­

sukmany

małopolskim.

R y c . 7. S t r ó j s a n d o m i e r s k i — p r z y p u s z c z a l n i e z p ó ł n . p o g r a n i c z a .
Mai.

W . G e r s o n o k . 1850 r . A r c h i w u m

M u z e u m K u l t u r y i Sztuki

L u d o w e j w W a r s z a w i e . N r . i n w . 2541.

11

�Na

zachodzie

sięgu sukmany
ta

biegła

granica

zasięgu

świętokrzyskiej,

od Ostrowca

sukmany

Świętokrzyskiego

R y c - 8. S t r o j e s a n d o m i e r s k i e i l u b e l s k i e
prawdopodobnie

na podstawie
Archiwum

ludność

robotnicza,

łudniowy-zachód,
święte,
żącą

Rożków,

dziś

sukmany
między

do

nie

w

krojem

którego

stykała

się z obszarem

sukmanę

okolicach

małopolską.

mieszkała

(stroje sandomierskie p o l e w e j strome).

r y c . W . E. Radzikowskiego.

Pocztówka

zachowująca

stroju

zostawiając

p o stronie

całą

d a w n ą

p o w . kieleckiego
można

oraz

Bardem a Ociesękami

sandomierskiej
parafię

większą

było spotkać

odrębnego

część

granica

— na po­

Bodzechów,

wraz

z wsią

parafii

t a k ż e i w parafii

przebiegała

ludowego

parafie:

łagowską

przeważnie

przez F r . K a r p o w i c z a .

N r . i n w . 2539.

tradycji

Wszech-

Lechów

Waśniów.

Pawłów.

za­

Granica

M a i . St. W y c z ó ł k o w s k i .

wydana

Muzeum Kultury i Sztuki w Warszawie

Mominę,

tego t y p u

sandomierskiej

przypominającej

nale­

Pojedyncze

Nieco k u

południowi

sukmany sandomierskiej i

kieleckiej.

S u k m a n a k i e l e c k a o k r o j u z b l i ż o n y m d o s a n d o m i e r s k i e j r ó ż n i ł a s i ęo d n i e j b r ą z o w y m

kolo­

rem i typem ozdób, inny typ sukman kieleckich posiadał tyłgładki, z naszytymi klapkami.
Na
teren

południe

o d pasa

przejściowy,

nio-krakowskie,
noszone

można

Płótnianki

nek,

12

a

w miarę

spotykało
od

Sukmany

posuwania

się także

się brązowe

miasteczka

w

zaczynał się

sukmany

którym

sandomierskie

sięk u południowi

je

wschod-

kupowano,

noszono

raczej

zwiększały

się

sukman

zasięg granatowej rogatywki

sukmany, a ponadto
zwane

t u kamizielami

„fartucha

sporadycznie,
zwane

częściej

po Łoniów,

w

za­

w p ł y w y

sandomierskich j u ż

spotkać.

także i na terenach

Zasięgu

coraz

się od Szydłowa

„pacanowskimi"

sandomierskimi.

zaznacza

on z zasięgiem

tylko

tu

ciągnących

to t e ż n a linii R ą c z y c e — C z y ż ó w — K o m o r ó w
było

Wyraźnie

lecz

z

wsiach,

krakowskie,
nie

na którym

zwane

na równi

możniejszych

lasów

kapem.

weselnego"

Według

pokrywa się

obejmuje parafie C i s ó w i Ociesęki z pow. kieleckiego.
noszono

sąsiednich. Jedynie

podobnie

z kucotkiem;

nie udało

j a k i

powszechnie

nietylko

w

Sandomierskiem,

b r a k i c hn a obszarze

Puszczy

się wyznaczyć,

ślady

charakterystyczne

O. Kolberga zasięg

kapu

gdyż

nakrycie

urywał

Radomskiej.

jego

głowy

występują

Sandomierza-

się n a zachodzie

w oko-

�licy
w

Opatowa

i Ostrowca.

środkowej

grup

Obecnie

tradycja

jego

istnienia p r z e c h o w a ł a

i wschodniej części obszaru w y s t ę p o w a n i a stroju

sąsiednich

poza

terenem

Powiśla

R y c . 9. U b i o r y z p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e g o
z poł. X I X w. Na

podstawie rys.

Tarnobrzeskiego

nakrycia

pogranicza regionu sandomierskiego.

W . Gersona — reprodukowanego

się

wyłącznie

sandomierskiego.

przez

tego

nie

Wśród

noszono.

D z i k ó w pow. Tarnobrzeg

O. Kolberga

(Lud -

Sando­

m i e r s k i e , 1865 r . str. 20 (21).

Cechą

różniącą

zachodu

wyraźnie

i południa,

zapasek

naramiennych.

chodzie

stykała

ona

przez

wszechnie
ki

w

w

Na

i Staszowem.
części

wschodzie
brzegu

„chamełki"

lub

stroju

występowania

zasięgu

na

sandomierskim

skręcała

obszarze

Sporadycznie

stroju

ubioru

świętokrzyskiego.

sandomierskiego

„oberki",

nieznane

oraz

hafty

o

stroju kobiecego

ornamencie

O G Ó L N Y

spodni
wonym
dano

7

w . letni

ściągniętych
skrawkiem.

słomiany

OPIS

roboczy

ubiór

Przepasywano

kapelusz.

Ten

prosty

ją wąskim
ubiór

przy

np.

zapas­

leżących

Wisła;

głowy,

po­

między

Brzeziu; jest

wyznaczała
nakrycia

się

wsiach

w

biegła

czym

na

takie

to

jej
jak

wolutowym.

STROJU

Sandomierzaka
na

północnym-za-

zachodzie

I \

S A N D O M I E R S K I E G O

trokiem i wypuszczonej

i

Na

i we

sandomierskiego,

Sandomierzankom

północy,

Niekiedy używano

zapaski

zasięgu

granicę

ATA

spotkać

zwartego

występowały

północy

od lasów ciągnących

elementów

R o z d z i a ł

Z koncern

łagowskiej.

z

samodziałowych

południowy-zachód,

południe

można

na

sandomierskiej.
na

parafii

sąsiednich

wełnianych,

zapaski

sukmany

i w e wsiach leżących na

przenikania

prawym

Granica

granicą

zapaski

Osiek

zachodniej

w p ł y w

w

Modliborzyce skąd

noszono

parafii

Rakowem

się z

parafię

kobiecy strój sandomierski od strojów

był brak

nie

koszuli

pasem

uzupełniała

M Ę S K I E G O

składał

się

związanej

rzemiennym.
zgrzebna

ze
pod

N a

zgrzebnych
szyją
głowę

kamiziela i

czer­
wkła­

buty.

13

�Rozpowszechniające
zepchnęły"

białe

się

gacie

ciemne

do roli

spodnie

kalisonów,

do niedawna służyły one j a k o spodnie
a

i

W

obecnie

jeszcze

niedzielę

jest

i święta

zielę często z d o b i o n ą
nano

przeważnie

W
lub

ubiór

o r a z spancer.

bursztynową

zimie zamiast

domowy.

lnianą

kami-

Koszulę

spi­

spinką.

kamizieli

noszono

burochę

kożuch. Biedniejsi chłopi, których nie stać

było
w
i

to

wkładano

choć

robocze,

na

kożuch,

lecie, lecz

ubierali

wkładali

się

podobnie

j a k

po 2 lub 3 pary

spodni

Sandomierzacy

wdzie­

kamiziele.
W

dni świąteczne

wali
i

sukmany;

wyglądały

czyny

były

dostojnie

sąsiadujący

uważali,

one długie,

i bogato. Z tej to

na

południu

że „Sandomierzaki

checku".

Najbogatsi

sfałdowane,

nosili

zamiast

przy­

krakowiacy
się po śla-

sukman

ubierali

kapoty. Należy dodać, ż ebezwzględu na rodzaj
okrycia wierzchniego było

ono nawet w

silnych

na

mrozów

przysłowie
a

Żyda

rozpięte

„pana

grzeje

ucho,

chłopa

ściekłe,

głowach

noszono

baranice,

magiery

l u b rogatóioki.

czasem

oznaką

godności

Kawalerowie
czyźni

starsi

zaw-

Posiadanie

od­

nosili

kuski,

przypuszczalnie

przed

ślubem.

W a r s z a w a . N r . i n w . 2543.

wolno
pan

było

młody

występować
odziany

został zarzucony.
nie

stać

„lepsza
woną
nym

było

bukietem
ze

U

noszono

Ślub

w

brał

a

po

mieli

mieć

przy

tylko

zamiast

j u ż u

okolicach

w

sukmanie,

kapoty, pożyczali

kaszkietach
starszy

bukietów

pawie

j a k

weszły

b y ł bardziej

Świątnik

a

później
ozdobny

potem

pióra.

w

swaty,
I

Pan młody
—

od

którym

nie

poł. X I Xw .

jednak

ten

Ci, których

sąsiadów,

kaszkiet

szedł

zwyczaj

kapocie.

wkładał

błyskotkami

się nieco

to też

na głowę

czer­

z

kup­

dużym,

i barwnymi

baniecz-

czapki.

mniejsze
Przy

w

Później

się kaszkietów

strony

różniły
w

je od zamożniejszych

ozdobionych

drużba.

podobnie

które

idących

i białą.

obleciała".

lewej

piórami,

w e s e l n e

osób

pan młody

z

kra­

ułożonych.

modrą

rozpowszechnieniu

przypiętymi

lub

dużą

w

kwiatów

czarnych
czerwone

„har-

W

wesel

Zamiast

pawimi

strój m ę ż c z y z n

sukmany

dwadzieścia

męż­

przeważ­

żonatych, szczególnie

się to

kożuchu.

dwie

sprawienie

i ze

szkła,

mógł

w

ze sztucznych

Drużbowie
bukiet
tach

na

kapota

rogatywkę,

kami

zaznaczało

j a k

wkładali

kaszkiety,

S t r o j e
świątecznych:

że

wagę przywiązywano do butów pięknie w
monije"

ubiorów

różnicą,

modę, Strój kawalera

niż

w y d . D a z i a r o . A r c h i w u m M u z e u m K . i Sz. L u d .

zdobione

granatowe

w

.

się podobnie

z tą tylko

g r a n a t o w y c h rogaiówek

R y c . 10. — S t r ó j s a n d o m i e r s k i

2 0

bywało

nie posiadali sukman, które k u p o w a n o do­

piero

z p ó ł n . p o g r a n i c z a . M a i . W . G e r s o n o k . 1850 r .

pierś,

czapki

miennej czapki o d reszty m i e s z k a ń c ó w

i

stąd

pięta".

Na

nie

czasie

piersiach,

bukiety lub pojedyncze
rogatywkach

Jeśli

ślub

brał

kwiaty,

a niekiedy i przy
wdowiec

—

duży

kaszkie­

bukietów

do

�czapki nie przypinał.

Biedniejsi zamiast

tów używali małych wianeczków
pinanych

do

biały

charakterystycznym

strojem

drużbów był

płócienny

fartuch,

C z ę s t o ubierał go t a k ż e
O z n a k ą

a

nawet

do

niektórych

bowie

trzymali

w

nóżce

(tab.

Inni

dzili

w

zwykłych

Mężczyźni
czas,

gdy

w

izbie w
za

selnych

Ubierali
pasywali

a

to

dokoła

kańczug

na

ręki.
druż­

sarniej

przycho­

odświętnych

strojach.

starszy
z

dalszym

ciągu

dopiero

drużba

tańców.
w

Zwykle

tej

oni k o ż u c h y w e ł n ą na
się s ł o m i a n y m i

po

prze­

odzieży

wśród

„targujących"

wów­

Przebywanie

lub trzej m ę ż c z y ź n i

kupców

lub
szał

weselni

jednego

dwaj

wstążka
niekiedy

owinięta

goście

lub

kolan.

miejscowościach

rękach

uchybienie.

dowskich

była

zdejmowali sukmanę
uczynił

tańczeniu

żano

I).

do

młody.

ubrania

druga sukmana
w

obowiąz­

nakrochmalony

sięgający

i pan

starszego d r u ż b y

chusta p r z y p i ę t a

Ponadto

przy­

czapek.

Najbardziej
k o w y m

bukie­

z ruty,

uwa­

gości

we­

udawali ży­

pannę

młodą.

wierzch i prze­

powrósłami.

Ryc, 11. T y p c h ł o p a z okolic Sandomierza. „ O p i s
ziem

zamieszkałych

przez P o l a k ó w " (Z. Gloger

— u b i o r y l u d u ) . W a r s z a w a 1904 r . T . I I str. 233.

Do
w

trumny

ubranie

choć

zazwyczaj

odzienia
kę,

ubierano

świąteczne,

na

2 1

nie

mężczyzn

nieraz

wkładano

podeszwie

buty
a

w

strój
chrztu

zrobionych
W

okresie

się

zwyczaj

szek

Mali

kapotę,
drogiego

lub

czap­

trzewiki
—

na

rodzaj

Kawalerów

ubie­

drużby.
niesiono
ze

dziecko

starych

obszywania

chłopcy

w

pieluchach

k a w a ł k ó w

międzywojennym

niebieskimi

rzadziej

zbyt

biednym

białych p ł ó c i e n n y c h skarpet.

Do

w

. Przy boku zmarłego kładziono

nogi wkładano

papierowej

rano

żonatych

nawet

dla

płótna.

rozpowszechnił
chłopców

pielu­

wstążkami.
chodzili

konopnych

w

długich,

koszulach

lnianych

przepasanych

R y c . 12. U b i ó r c h ł o p c a s a n d o m i e r s k i e g o .

M a i . W . Gerson

o k o ł o 1850 r.

Muzeum

w y d . Daziaro.

Archiwum

Kult.

i S z t u k i L u d . w W a r s z a w i e . N r . i n w . 2540.

15

�krajką

( r y c . 25).

ich ubiór
nie.

Na
W

aż do

Starsi

osiągnięcia

początku

dziecka

lecz b y ł o

też trochę

z tyłu na

tyczniejszy.
w

wieku

dzieci w

na

odzież

po

bosaka biegające

do

kostek

3 guziki.

Odzież

zaś przyjęły

samą

zszyte

Rozpowszechniły

południowej

ponadto

kamizielę.

tę

się

koszulą

OPIS

choć

w

one

z

tylko

świąt.

1938 r. w e

urągały

światu"

burego barchanu.

głównie

latach

spod­

z okazji
wsi

Łukawice

poniektóre miało sukienkę lub

w

2 2

Kolor

północnej

.

lub bez

majtki,

Majtki

były

rękawów,

ten

części

cały

pierwsze

najczęściej

ze s t a n i k i e m z r ę k a w a m i
szyto

się w

spodnie

starszych,

po śniegu,

był

to

zapi­

najprak-

Sandomierskiego,

1900—1910.

R o z d z i a ł

S Z C Z E G Ó Ł O W Y

Pierwotnie b y ł to

kawalerskiego, k i e d y to o t r z y m y w a l i

takich,które

spodenki sięgające
nane

wdziewali

X X w. rodzice sprawiali chłopcom

zimie ubierano

„zastano

chłopcy

V

S A N D O M I E R S K I E G O

STROJU

M Ę S K I E G O

K o s z u l a
Koszulę
a

na

męską

święta

„kartonu",

szyto

cienkiego

później

Koszule
więciu

z

miały

z

używała
krój

prostokątów.

W

lnianego

płótna

płótna

białego.

ich również

samodziałowego,

Bogatsi
prawie

nosili
cała

do

na

roboty

święta

( r y c . 1311). N a j s t a r s z e

miarę

pojawiły

się p r z y

/

/
' /

przez

\

z

składały

rękawach

oszewki,
przy

\

zgrzebnego,
kupnego

młodzież.

p r z y r a m k o w y
ich rozwoju

ze

koszule

dzie­
dłoni

zastąpione

koszulach

później

odświętnych

szerokie mankiety.

k i e t y te
w ó w

się z

naokoło

przyszywano

prostych

lub

ręka­

marszczo­

nych. Szyto też koszule
A

Man­

do

o

kroju

p o n c h o

p o d ł u ż n e g o ,

łatwiejsze

do

wykonania.

podszywano

drugą

stwą

materiału,

naśladującą

na

D a w n y m

koszule

noszono

wypust,

spodnie

war­

( r y c . 131).

zwyczajem

wyrzucano

i

je

przepasywano

do

\

\\\
\ \\ \

na
pa­

s k i e m ( r y c . 12, 25). S i ę g a ł y

/ /

Ra­

miona

przyramki

'ii

naj­

one

kolan.

1

y

Ryc.

13. K r o j e k o s z u l m ę s k i c h .

I . Koszula kroju p o n c h o
Gołębice
szono

pow.
do

podłużne.

Sandomierz.

okresu

1939

No­
roku

A. — w i d o k z przodu. B. — z t y ł u .
A

C. — k r ó j : d. — p r z ó d , d l . — t y ł ,
e. — r ę k a w ,
ćwikieł, h. —

f. — m a n k i e t ,

g. —

kołnierz.

I I . Koszula k r o j u p r z y r a m k o w e g o ,
Mściów, pow. Sandomierz.

Noszona

sporadycznie do dzisiaj. A . — w i ­
dok z przodu, B. — z tyłu,

C. —

k r ó j ; d . — p r z ó d , d l . — t y ł , e. —
r ę k a w , f. — m a n k i e t , g. —
h. — kołnierz.

16

S k a l a 1 : 30.

ćwikieł,

�Tablica
STRÓJ

I

SANDOMIERSKI

mai. J. Karolak

�Z

chwilą

sięgają

zaprzestania

zaledwie

stępowaną
kości.

ogół

przez

używali

sem

przeważnie

je

dotąd

Koszule

otwarte

świąteczne

ujęte

Obecnie

koszula

czerwonego,

k a w a l e r o w i e z a ś— s p i n e k
zapinano
Około

ożydle

czyli
haft

guziki

początkowo

przód

i

tak, źe

oszewkę,

rzadziej

i

dziś

powoli

należy

tasiemką

do

za­

rzad­

zawiązywane.

modre. Starcy

na

bursztynowych lub krwaw­

lub też zostawiano

1900 r. koszule

niebieskie,

zdobił

na

się one
w

z oszewką

przeważnie koloru

białych,

niekiedy

były

przeciągane

tasiemkami.

białe,

skróciły

p o d szyją

obdziergane,

Oszewki u r ę k a w ó w

wiązano

spinający

były

wstążek

„ n a wypust",

kołnierzyk.

na końcach

c z y l i skrawki,

nikowych.

koszul

uda. Koszule

w y k ł a d a n y

Oszewki były

Tasiemki,

noszenia

połowy

świąteczne
tylko

na

wolne;

zapinano

jeden,

cza­

na

guziki

i

drugi

potem

koszuli.

zakładki.

S p o d n i e
Najdawniejsze
prawie

zupełnie.

rozporkami,
dości

spodnie
Niektórzy

większym

spodni,

posiadały rozporek
ze starych

informatorów

wiedzą

o

spodniach

zaginęła

z

dwoma

z przodu i mniejszym z boku. Informatorzy ci używali

składających
ten

z boku, jednak tradycja o nich

sposób,

się z dwóch
że

szew

płatów

zszywano

w

W

krocze

wstawiano

kwadratowy kawałek

spodni

wszywano

d w a kliny

(ryc.

biegł

płótna
po

płótna.

(szer.

60—64

wewnętrznej

Czasem

zamiast

w

mło­

cm). Płaty

stronie

te

nogawek.

jednego

kawałka

14).

R y c . 14. Z r e k o n s t r u o w a n e s p o d n i e z S a n d o m i e r s z c z y z n y .

I . S p o d n i e starego t y p u , z p o l .

XIX w . A . — widok z przodu, B. — z tylu, C. — k r ó j :

d . — n o g a w k i , e. — ć w i k i e ł .

I I . Spodnie z k l i n a m i z k o ń c a X I X w . A . — w i d o k z przodu, B. — z t y l u . C. — k r ó j :
d. — n o g a w k i , d l . — k l i n y .

Górny
oszewka,
kiem,

brzeg
przez

służącym

przewleczoną
W
do
XX

końcu

oszewki.

spodni
którą

zaszywano

przeciągano

do zapinania.

krajkę.

Zapięcie

do środka,
trok,

Często

Rozporek

w . zaprzestano

2 Strój Sandomierski

zakrywała

nosić

t e ż spodnie

wypadało

X I X w . rozpowszechniły

koszule

na

skutek

zakończony

zawsze

siękupne

pętlą

czego

zawiązywano
pośrodku

powstawała

i werblikiem,

z

to jest

wprost na trok

szeroka
kołecz­
lub na

przodu,

guziki, które przyszywano po 2 w

wypuszczona
„ n a wypust", w

na

wierzch

związku

koszula.

W

pasie

początkach

z czym dokładniej

zaczęto

i :

�wykańczać
a

górna,

Spodnie
z

kupnych,
wych.

płótna

na

a więc

łomie

psiej

mówi

skóry.

Materiał

n a spodnie

przeważnie

spodni

przez

były

Kalesony

z płótna

pasie

były

używane

one

guziki,

parciakami,

świąteczne

b y ł biały,

rzadziej

szyto r ó w n i e ż

z

drelichowych

lub

początkach

w

perkalojednak,

X I X w.

zimie i na

far­

materiałów

święta,

Począt­

na

prze­

samodziałowe.

owczarzy

tradycja

je

ściśle ustalić, w i a d o m o

j u ż w

tylko

spodni

i zapinano

barwione

ludności,

Sandomierskiem

w

przez

Spodnie

trudno

używano

one całkowicie

pasku

zwano

sukiennych,

kupne

były

kupnych

je na

grupy

szyto

cajgowych,

materiały

o noszeniu

świąteczne

inne

wiązano

lub zielony kolor.

i perkalowe

Noszono

Spodnie

albo

i

użycie

na

pasek.

zgrzebnego

X I X i X X w. wyparły

szenie.

w

w

na

płótna

z „wigowych",

z materiałów

Tradycja
z

z

granatowy

sukienne

spodni

wprowadzono przy rozporku kryte zapięcie

„szlufkami"

lnianego.

weszły

materiały

kowo

szyto

czarny,

Kiedy

spodni,

zastąpiono

robocze

cienkiego

bowany

że

część

oszewki i troki

skórzanych,

na guziki.

w y k o n y w a n y c h

Posiadały

na kolor czerwony.
nie wspomina,

O

po bokach

noszeniu

mimo,

że

kie­

podobnych

prawdopodobnie

używane.
lnianego

l u b k o n o p n e g o . Z a p i n a n o j e n a icerbliki l u b g u z i k i ,

sznurkiem.
S p a n c e r

Spancerami
rzadziej
z

—

„towaru"

czarne,

2 3

a

nazywano

Szyto j e na

zimowe

czerwone,

ciemnych.
W

l u b spancyrami
bioder.

najczęściej

bure

Czerwone

i

wyjątkowych

nosili

wypadkach

N a

szyto

kawalerów

z

Starsi

gospodarze

zapinali spancery

Spancery

podobnym
pominały
Zapinały

męską

kamizelkę,

się z przodu

zazwyczaj

guziki

i

pętelki.

małą

miały

gładkie,

guzików
Guziki

spancery

czarną

różnicą,

młodzi

były

rogowe

na tasiemki.

w

w

w

były

kolorach

kratę,

np.

ozdobne

2 4

koł­

wąskim

kołnierzykiem,

oszewkę.

Krojem

doszyte r ę k a w y

czasem

zaś, j a k w

lub skórzane.

Niektóre

albo

Spancery

nosili j e z w y w i j a n y m

wszywane
że miały

lub też

„lanego"

dni świąteczne.

kratę.

się m a ł y m ,

l u b haftek,

pasa

płótna

spancerów

w

z materiałów

w

kończyły

z

watowane.

używano

p o d szyją,

z tą jednak

na rząd

zawiązywali

stronie

czerwone

sięgające

letnie

kawalerowie

spancery

p o d szyją

do oszewki. R ę k a w y

niowa — na

prawej

zapinane

były

kurtki,

niekiedy

codzień

głównie

spancery

nierzem.

Sobótki

wolue

l u b bez niej,

z barchanu,

zielone.

spancery

krótkie,

podszewce

spancery

z

przy­

ćwikłami.

parafii

Starsi

Wiś­

gospodarze

miały

na

dole

po

kieszonkę.
Spancery

odświętne

r ó ż n i ł y sięo d c o d z i e n n y c h
zdobinami

oraz

oszewkami
wach,

szerszymi

przy

ręka­

przypominającymi

mankiety. Jedynie w Świąt­
nikach spancerów
nych

odświęt­

nie noszono.

Span­

cery wyszły z użycia
czas

I

wojny

pod­

światowej.

R y c . 15. Z r e k o n s t r u o w a n y

krój

..kamizieli". A . — w i d o k z przo­
du.

B. — z tylu,

C. —

krój:

d.—przód, d l . tył, e—kliny bo­
c z n e , f , — k l i n i k i , g, g l . — r ę k a w y ,
h.—kołnierz.

18

Skala 1 :30.

�K a m i z e l a
Najstarszym
rzadko zwana
do

k o l a n , bez

miennym"
różnią

2

5

.

się

szyją

bez

„Kamiziele",

o

opisanej.

kryto

wierzchnich

Sandomierzaków

żadnego
których

Pojawiły

podszytej

zapinania,
jeszcze

się

w

haftki

Starsi

białym

w

zachowała

nich

listwie.

tylko

pasie
się

lnianego.

była

Wyjątkowo

spiętego

żywa

zwane

gospodarze

kamiziela,
długiego

pasem

tradycja

afłkami,

rze­

niewiele

rzadziej

zawiązywali

guziki

kamizele

pod

skrawkiem.

codzienny użytek szyto kamizele z płótna zgrzebnego

z płótna

teriałów

można

było

spotkać

t. j . k o n o p n e g o ,

kamizele

„świętalne"

„kartonowe"

z

ma­

kupnych.

Przeważnie
podstawie
spotkałem
na

na

okryć

G r e g o r o w i c z podaje, ż e jest to „ r o d z a j surduta,

czerwonym, niebieskim lub

Na
zaś

znanych

kołnierza,

od

umieszczane

spośród

t e ż płóciennicą.

gospodarz

informatorów

już jednak

podłodze,

p o n c h o

każdy

relacji

bo

miał

nikogo, kto

cała

sztuka

p o d ł u ż n e g o ,

dwie

zgrzebne

odtworzony
umiałby

płótna

nie

zszywanego

z

krój

ją

skroić,

mieściła
boków,

i

jedną

kamizeli

wiedziano

się
z

lnianą

podano

na

tylko,

stole.

kamizelę.

na

ryc.
że

Nie

krajano

Kamizela miała

doszytymi rękawami

Na

15.

i m a ł y m

ją

krój
sto-

R y c . 16. I . K a p o t a z W y s z m o n t o w a p o w . O p a t ó w z p o c z . X X w . „ K r ó j s u r d u t o w y " . A . — w i d o k z p r z o d u
B. —z t y ł u , C . — k r ó j : d . — s p ó d n i c y , e . — k l i n s p ó d n i c y , r . — p r z ó d , g.—pacha, h . . i . — p l e c y z p o ł a m i , j . — r ę k a w ,
k . — k o ł n i e r z . I I . S u k m a n a z M u z e u m Regionalnego P. T . T . K . w S a n d o m i e r z u p o c h o d z ą c a p r a w d o p o ­
d o b n i e z o k o l i c y w s i Z ł o t e j p o w . Sandomierz, z d r u g i e j p o ł . X I X w . A . — w i d o k z p r z o d u , B,—z t y ł u ,
C. — k r ó j :

jącym
Czasem

d.—przód

„ s p ó d n i c y " , e.—klin. (zszycie na r y s . B. jest nie w i d o c z n e ) , i.—tył, h.—plecy, j . — r ę k a w .
1 — p r z ó d . S k a l a 1 : 30.

kołnierzykiem
z tyłu

wpuszczano
gospodarze
Drugą,

z

doszywano

dwie
nosili

rzadko

proste

widywaną

sobą

były

zdobiny

wyszły

z

użycia

jeszcze

w

początkach

w

boków
Górną

ukośne

odmianą,

końcu
X X w.

X I X

w

w.

nosili

były

przykryte
na

a

pod

wzór

kamizele

nieraz

pachami

poszczególnych
w

„ćwikle".

płótnem. Z

klapami.

boków

Niektórzy

sukman.

spotykane

kolorowego. Główną

wyjątkowo
je

kliny,

część do pasa podszywano

szyte

z płótna

odrębne

dodawano

kieszenie

fałdziste,

wykonane

między

Z

klapki.

lub

też kamizele

Sandomierszczyźnie,

2«

oszewką.

tylko

w

południowej

cechą różniącą

parafiach

( r y c . 20).

Sandomierszczyźnie

kamizele
Kamizele

południowej,

kawalerowie.

1&lt;)

�S u k m a n y
Najbardziej
biała,

lekko

sowanego
Część

z

się

czyli

Czasem

kawałki

miał

nowo

do

bokach
od

stronę.

Znaczne
sukman,

Ryc.

zakładek

dla

trzech

Część

k a w a ł k ó w

dolną

jest

ze

większej

ongiś zróżnicowanie

się

dwie

spódnicą.
na

guziki,

ozdoby

materiałów

sukmany

i

(ryc.

(około

bywały

też na

zaopatrywano

śladu.

Różniły

sukmany
ciągnących

zbiorach

21

cm)

w

one

Muzeum

rozcięte

zakończone

afłki

i kunie,

dwa

rzędy

się one

między

pio­

guzikiem.

zawsze

na

lewą

guzików.
dużą
sobą

ilość

odmian

głównie

1 7 . — S u k m a n a z o k o l i c y ' Z ł o t e j , p c w . S a n d o m i e r z . Z e z b i o r ó w M u z e u m R e g . P. T . T . K . w
1954 r .

dwóch

tworzyły

brzeg

w

stroju sandomierskiego p o w o d o w a ł o

zaginionych bez

i

17).

kieszenie

bądź

dopa­
klapki.

jednoczęściowe

spódnicą,

dolny

się

i

pleców

dwa

zwaną

klinami,

z

była

płaszcza,

kołnierz

u pasa b y ł szereg z a k ł a d e k ,

Czasami

fot. M . M a ś l i ń s k i

20

wełnianego

znajdującym

pięćdziesiąt

znajdowały

się b ą d ź

okazie

sandomierskiego

wykładany

kołnierz

sukiennymi

obwodu. Z tyłu
Na

ona

doszywano

dwoma

tych

stan

pasa. M i a ł a

których

ćwikle.

i pół metra

zapinała

niestety

się z

do

drugiej kieszeni.

sukmany

Sukmanę

poniżej

poszerzone

szwu łączącego

Sukmana

( r y c . 16 I I ) ,r o d z a j d ł u g i e g o

składał

sukna,

dodawano

trzy

jednej

Sandomierskiego
Po

stan,

sukna,

przeszło

od

sukmana

odzieniem wierzchnim chłopa

piersiach, a luźnego

podwójnego

rękawy.
trzy

szarawa

na

górna,

ozydli

reprezentacyjnym

zdo-

Sandomierzu

�binarni, c h o ć w
zamiast
1900

r.

zarzucono

Sukmana

była

zadawalali
sobie

południowej

wykładanego,

burochą.

tak

do

jak

był

pierwszej

sukmany,
i na
nie

wojny

jeszcze

chłopów

„od

do

—

zamożniejszych,

wielkiego

także

nie

deszczu
stać

zdobiono.
sztywniał.

było

na

mające

stojący.

wojny

którzy

i biedniejsi

zwano

Sukno

z

Około

światowej.
na

codzień

sprawiali

burochami

którego

Zamożniejsi

sukmanę

sukmany,

je

dzwonu".

też i brązow ych, które

lecz

także

kołnierz

pierwszej

T

używano

których

je

użyciu

się j e d n a k niekiedy, że

informatorzy

twardy

Biedniejsi,

dotrwały

Ryc.

je

materiał

codzień.

odzieniem

sukman

występowały

powszechnym

donaszano

Zdarzało

twierdzą

białych

Wykonywano

w

s u k m a n y , lecz

i nosili, j a k

tańsze,

był

uroczystym

się

Oprócz

Sandomierszczyźnie

który

nosili je

je

nosili

do

(ryc.

szyto
burochy

kościoła.

33).
było
na

Burochy

światowej.

18. K o ż u c h ć m i e l o w s k i z k o ń c a X I X l u b p o c z . X X w . G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z . A . — w i d o k z p r z o d u ,

B.—z t y ł u , C — K r ó j : d . e. i . i i — s p ó d n i c a , f . — p r z ó d , g.—pacha, h — p l e c y , j , j l — r ę k a w , k . — k o ł n i e r z , 1 — k l a p a .
Skala

Zwolnieni
durowych,
bego

szarego

tańsze,

z

wojska

zwanych

gdyż

lub

żołnierze

szinełami-

często

Biedniejsi chłopi

brązowego

wymagały

chodzili

1:30.

sukna.

mniej

Szynele

w

swych

szyli
te

sobie

dawnych
na

zastępowały

ich

płaszczach

wzór

burochę.

okrycia
Były

mun­
z

gru­

od

niej

materiału.

K a p o t y
Z

końcem

bogatych
tak

jak

XIX

w.

gospodarzy

sukmany.

czarnego

sukna

sprawiali

sobie

rozpowszechniły
kapoty,

szyte

Wykonywano

fabrycznego.
zamożni

się

je

z

cienkiego,

Kapoty

zazwyczaj

kawalerowie

do

ślubu.

Przypuszczalnie pierwsze kapoty były
ne

podobnie,

po

1900

r.

jak

były

i

sukmany.

krótsze

ozdób, mniej fałdziste
u

dołu

posiadały

starców

do

nego

niewiele

Późniejsze,

i sięgały

za

Z
je

16 I ) . J e s z c z e o b e c n i e

kościoła

już

szyte

kolana,

rozcięcie. W y k o n y w a n o
(ryc.

pocie,

zdobio­

i czasem watowane.

botą surdutową"
chodzi

wśród

początkowo

w

różniącej

od

„ro­
paru

starodawnej
się

bez
tyłu

ka­

współczes­

płaszcza.
K o ż u c h y

kożuchy

noszono długie

przypominającym

kapotę

i fałdowane,

(ryc.

18).

: sandomiersko-świętokrzyskim

Dawniejsze

kożuchy

były

o w y p r a w i o n e j s k ó r y . Po

Na

były

k o ż u c h y krótkie, noszone pod odzież

o

kroju

pograniw

użyciu

wierzchnią

robione

z

z m o k n i ę c i u na

2 6

.

białej,

Ryc.

desz-

pow.

19. — W i d o k k o ż u c h a z t y ł u , G o ł ę b i c e
Sandomierz — fot.

J. K a m o c k i

1952.

21

�czu,

sztywniały

wrócenia

one tak, że dla przy­

i m dawnego

nacierać je mąką.
były

powszechnie,

rub.;

w wielu

wiał
z

sobie

stanu,

musiano

Kożuchy

używane
2—5

kosztowały

wsiach parobek

za w y s ł u g ę

wyma­

kożuch

wraz

butami.
Na

w

przełomie

modę

kożuchy

z żółtej

one o d 15—20

sztowały
czego

X I X i X X w. weszły

nosili j e t y l k o

skóry. K o ­

rub., wobec

zamożniejsi

go­

spodarze. W y t w a r z a n o je w Ć m i e l o w i e ,
s k ą d przyjęła się n a z w a
kożuchów"
R y c . 20. — W z o r y z d o b i e n i a s u k m a n ( u g ó r y ) i k a m i ziel ( u d o ł u ) s a n d o m i e r s k i c h z X I X w . R e k o n s t r u k c j a
J. K a m o c k i e g o , 1956 r .

mocy

wkładano w szwy „kant",

wąski

pasek

znajdował
pasa.
były

skóry.

Z tyłu

się rozpór,

Płaty

skóry

nany

płat

aż do

szerokości,

zakrywał

połowa

krywała

kożucha

sięgający

nie jednakowej

pasie

czyli

doszyte do rozporu

ż e jeden, szerszy,
W

„ćmielowskich

( r y c .19, 26). D l a w i ę k s z e j

płatu

szerszego

węższy.

Rozpór

te robiono ze

nych baranów.

Były

na­

zapi­

b y ł n a g u z i k i z r o b i o n e ze

Kożuchy

tak

rozcięcie

skóry

skór

czar­

one nie pokryte.

Zapinano je na haftki i koniki l u b na
„sznurowane"
t e ż łebkami,

pętlice

w

posiadały

przód

i dolny

rankiem.

zwane

obszytymi skórą.

wykonywane
wie

i kołecki

i

kołnierz,

kieszenie,

brzeg

Szyte

Kożuchy

Staszowie

Ćmielo­

wykładany

z a ś przez

kuśnierzy

z Bogorii i z innych miasteczek,
nie

miały

nierza.
skórę
sie

nawet

deszcze

kożucha, kładziono

słoty

często

wykładanego

Ponieważ

ba­

koł­

niszczyły
n a ń w

cza­

burochę.

Kawalerowie

dla większej

elegan­

cji nosili k o ż u c h y w y s z y w a n e . O p r ó c z
nich

używano

cych

też kożuchów.,

zaledwie do połowy

pinanych
jeszcze

na pętelki.

d w a inne

sięgają­

uda, a za­

Znane

rodzaje

też

21

a m i a n o w i c i e : koprzyWnickie ,
Pierwsze
nierzu
lub

czarnego

zów
—
Ryc. 21. — M ę ż c z y z n a w kapocie o k r o j u

tradycyjnym,

z pocz. X X w i e k u . P r z y b y s ł a w i c e p o w . O p a t ó w — fot.
S. D e p t u s z e w s k i 1951 r .

22

były

kołnierz

kryte

towym,
Górna

białe,

wykładanym

zapinały

ozdobiona.

W

osłaniał

i

bondy.

dużym

futrem

barana.

suknem,

część

o

z

czasie

głowę.

s i ę n a aftki
u

koł­

białego
mro­

Drugie

przeważnie

rękawów

były

kożuchów,

grana­
i

kunie.

bond

była

�Przy

„bondach"

materiału,

co

Oprócz
szono

nosili

chłopi

kożuchów

Bidzin,

w

północnej

z byłej

części

pamiętają kożuchy przywożone z

Galicji.

oszewka

weselny

była

Fartuch

szyto

krótsza

u

— Zrekonstruowany

fartuch

Sandomierszczyzny

o g ó l n y , B . — p i a t p ł ó t n a , C. — oszewka:

Sądecczyzny

m.

R y c . 22

drużby z X I X w. i X X w. A. — widok

z płótna

(1,20—2

obszywano

no­

Miesz­

F a r t u c h
Fartuch

samego

w y k o n y w a n y c h na miejscu,

też k o ż u c h y przemycane

kańcy

pasy z tego

okrycie.

8

i

d. — m e a n d r o w e

.

obszycie

tasiemką.

w e s e l n y

(szer. 6 0 — 6 4

dł.), przeto

dołu'tiulem

2

cały

kolorowymi

cm
płat

a

długości

4 - 5

m).

przed szyciem był

wstążkami,

czasem

Ponieważ

marszczony.
wyszywano

nazwisko właściciela. Stanowił on o b o w i ą z k o w y strój drużbów, toteż zwracano n a ń do
stopnia

uwagę

siadający

że

fartucha

proszony

w

go

młody.

i pan

dwu

nie

drużby.

Fartuchem
a nawet

wiązano

kawaler

go

troczki.

zaginął

Opowiadają,

na

zarzucono

przez

pewien

pasie
przodu

Archaiczny

przełomie
że

w

czas

X I X
czasie

noszenie

„na wypust", młodzież

w

być
nosił

się w

i trzykrotnie; z
na

i

kiedy

mógł

okręcano

tego

po­

Czasem

ten ubiór
X X w.

nie

koszul

przychodziła
do

kościoła

pasa

zwanego

fartuchu.
P a s y
Typ

trzosem

szerokiego
wyszedł

formatorzy
tylko
niaki"

starzy
2 n

.

w

tylko

z opisów

początkach

nimi

znajdujemy

o

tym

wzmiankę

kółeczkami

wielkości

kabzli

w.

zna­
Już

musiały

Zdobiono

R y c . 23. — M ę ż c z y z n a

go

być

Gregorowicza

od

w

3

0

.

mosiężny­

buta.

gały one w d w ó c h lub trzech

XX

te

i opowiadań.

u

In­

sukmanę,

Pasy

X I X w.

skoro

nosili

„pańszczyź-

lub koszulę.

zdobione,

mi

z użycia.
że

ludzie,

Opasywali

kamizielę
my

dawno

twierdzą,

kapocie

Obie­
rzędach

z

pocz.

P r z y b y s ł a w i c e , p o w . O p a t ó w — fot.
S. D e p t u s z e w s k i 1951 r .
23

�cały

pas

Pasy
z

dookoła

te

były

dwoma

lub

mosiężnymi
się

rzędów

pinano.

Po

służące

kierowano,

a

końcu

pasy

rodzaju,
t.j.

Fot.

T. Mańkowicz,

1954

opasać

wszyscy,

Wąskie

czarne,

lub

dwukrotnie,
one

Były

towe,

na

dwukrotnie
i

tyłu

to

(ryc.

obcięte

do

33).

czy

toteż

(ryc.

łowie

X I X w.

garnka

włożonego

dzielę, aby

włosy

mgliło".

zacze­

zazwyczaj
uszy.

włosy
na
po­

na

zachowały
przy

głowę,

że

włosy
w

miało

Na

błyszczały i leżały
?

w

ze

koś­

spadające
toteż

jednokrotnie przewiązywano je cienką
paską

nie­

gładko,

„aż

pracy,

się

pomo­

co

włosów.

„sperką ", tak,

przeszkadzały

„na

powszechnie w

obcięcie

Długie

Ucze­

lub

mieli

przystrzyganiu

równe

je

g ł o w y

spadające

Gdzieniegdzie

zapewnić

smarowano

lub

się

5).

włosy

równo,

ucha,

tych

można

kacapkę",

M o d a ta p a n o w a ł a

o

zielone.

Długość

Kawalerowie

połowy

wspomnienia

grana­

n a k r y c i e

„na

weł­

lub

okręcić

kark.

oczy,

łukiem.

pasach

chłopi nosili

zwano

kędry"

ciele

szerokim
o

i przycięte

było

drugim

sposób, że p r z y k r y w a ł y

sanie

lakie­
się

za

frędzlami.

Sandomierscy
do

Pasy

można

buraczkowe,

U c z e s a n i e

lakiero­
mosiężny­

czym

2 m.,

no­

dwoja­

też

czerwone

przekraczała

ten

że

m a m y

pasów

nimi

były

bądź

biodra

ozdabiano

cy

więc

biedniejsi

nabijane

przy

one

rzadziej

sane

naj­

a

zaczęli

pasy

tak,

Końce

w

obijano

i

gwoździami.

wiadomości

było

la­

je

kapotach,

później

dłuższe,

spadały

nianych.

suto

Używano

nieozdobne,

były

Mniej

znaczy

paradne,

lub

się

pieniędzy.

to

młodzież

śklane,

blaszkami

razem

T

i w s p ó ł c z e s n y m u b i o r z e . S z c z y t n i k i , pow .
Sandomierz.

a

wane

nimi

za­

znajdowały

w.

węższe.

rowane

Ryc. 24.—Chłop w tradycyjnej rogatywce

X I X

kiego

mi

je

reprezentacyjnym.

gospodarze,
sić

równała

które

chowania

sukmanach

cm)

czterema

ich

na

pasa

bardziej

stroju

W

kabzli,

do

połowy.

rzadziej
Ilość

gwoździkami.

przy

do

18 — 2 0

„pośkliwiano",

błyszczącymi

przy

a

bokach

często

tylko

(około

trzema

kaletki,

dłużej

też

przłączkami.

ilości

Trzosy

lub

szerokie

na
nie

prze­

słomy..

W ą s y b y ł y rozpowszechnione aż do pierw­
szej

wojny

światowej.

Najbardziej
R y c . 25. — M ę ż c z y z n a z d z i e c k i e m w s t r o j u
d z i e n n y m 'z

I I [pół. X I X w.

(około

co­

1860—1870)

z pogranicza krakowsko-sandomierskiego. A . Pat­
k o w s k i S a n d o m i e r s k i e , P o z n a ń 1958~r. str.

24

41

u ż y w a n y m
tych,

Brody

typowym

głównie

nie

noszono.

okryciem

przez

mężczyzn

były „siwe" t . j . granatowe lub

..rogatówki",

zwane

też

„czapką

na

głowy,
żona­
czarne
cztery

�_

ernije",

Szyto

je

tylko

z

z

cztery

sukna.

sobą

w

ten

je

sposób,

na

że

—

wyjątkowo

zwieszał

wony

a

w

czapek
dl.

i

inne

drużbów,

15

cm.

W

T

Rogatywki

świętnego.

Gęsie

z

Ozdoby

je

choć

7

Były

szyte

one

takie

nosiła

jak

podobne

do

otokiem. Na środku denka

na

na

czerwone

siwym

denku

sznurki.

szych gospodarzy,

skiem
W
na

3 2

także

w

, Sądecczyźnie
zimie

głowę

to

obszytym
futrzany

wścieklice,

lała

się

wysokie
dookoła
był
ku

3

3

czyli

czapy

górze.

tak,

Czapki
3

1

jeśli

otok

od

ciosów,

to

1925

r.

czerwone,
używała

otok

lub na

barankowy
zabawę

się p a m i ę ć

lub

i na

w
o

do

stroju

od­

niższy

(2—6

czerwonym

latach

je

cm.)
pawimi

1885—1890.

czerwonych

tych

czasie

zbliżone
do

przystrajano

stosowany

używane

bardziej

ich raczej

W

Sandomierzu.

rogatyw­

terenach.
denkiem

sukiennym.

do

takie

m a ł y m

denkiem,

czapa

Otok

rozchy­

związywano

wykonany z

też

do

wstążek

barankiem.

61

czapy,
chętnie

czer­
a

w y ­

baranka

watowane

na

nad

zwane

białego, szyto je z sukna

głowę

przystrój

kładli

popielatego lub
duże

przy

terenach.

nego.

Te

czer­

też noszono

, Limanow­

lub niebieskiego,

był

sznurek

środka

dwa

c z e r w o n ą w s t ą ż k ą . D e n k o szyto z sukna

jątkowo,

która

siwym

Ze

czarny,

przypominający

sporadycznie

ten był

papuzami .

Rozcięcie

wonego, granatowego

a

rogatywki

lub

że

cm).

ob­

podobne

czarnym barankiem.

rozcięty,

12

Kutos, był

baran­

star­

zawściekłe,

z

z

się

gospodarze,

jałowicami

(6 d o

czarnym

okolicach

i na innych

zamożniejsi

t e ż c z a s e m jałówkami,
Były

mniejsze.

r.,

również

informacji

Olkuskiem

wyższe

umieszczony

c z a p k i te b y ł y

kozackich, tylko były
występują

W y k o ­

znacznie

brązowym

krzyżowały

Według

czerwony

wesele

r y c . 4.,

lub

miały

„kwiatek",

zachowała

one

czarny „kutos" j a k na rogatywce. W
Bogorii

na

okrągłe

czapki

czarnym

(ryc. 39).

były

najczęściej

łułasek.

zszytych

uroczystości, p ę k kolorowych

i granatowe,

nie

były

też czapki

barankowym

też

przystrój

północnej

przypuszczalnie

krzyż

szerzej

lub

podczas

młodzież,

się, ż e

Łagowa

lub

je

odtworzyć

materiału,

zielonym paciorku. Często

1900

noszono

zdarzało

okolicach

Młodzież

do

czapki

„Rogatówki"

( r y c . 29).

dziś

b y ł o jeszcze d o s t a ć je na j a r m a r k a c h w

przeważnie

miały

kucoł

stanowił

pospolicie

Sandomierszczyźnie

kach,

ozdobę

siwymi

Nosiła

dłoni

Gnieszowicach

światowej, można

Niejednokrotnie
W

w

Przybysławicach

noszono

Równocześnie
krakowskich.

w

wierzchu

kutos,

„rogatką"

k a w a ł k ó w

Obszywano

szerokość

zielony na

ozdoby:

a

okolicy

pierwszej wojny

piórami.

na

rogi.

wełniany

okolicach Łagowa

rogatywkach

na

watując.

albo

że krój ich m o ż n a

tworzyły

większe

ucho

tak

się one z 4-ch

zwykle grubo

białym,

się na

„konfederatką"

zupełnie,

Składały

szwy

podszewce,

czapy

lub rzadziej

i opowiadań.

krakowskich i posiadały

kiem

W

światy"

Rogatywki zaginęły

ilustracji

nywano
od

„na

z

czar­

chroniły
brano

je

zabawy.

R y c . 26. — G o s p o d a r z w k o ż u c h u i w c z a p c e b a r a n i e j —
G o ł ę b i c e , p o w . S a n d o m i e r z — f o t . J. K a m o c k i

1952

25

�R y c . 27. —
polskiej

Gospodarz

ze S t o b i c

w

B. B a z i e l i c h ó w n a

„A\ ś c i e k l i c a "
spolita
na

w

— fot.

1951 r .

ongiś

po­

Sandomierskiem,

była

j a k

to wskazują

(ryc.

maciejówce

pow.Opatów

liczne

ilustracje

28 a).

D o o k r y ć g ł o w y , o k t ó r y c h na­
wet

tradycja nie wszędzie

chowałarowki

należą

l u b magiery

chami.

Były

sięza

magierki,
zwane

one

magie

też

częścią

sadłostroju

paradnego. Zazwyczaj białe,

z oz­

dobnymi centkami, nie różniły się
niczym
i

od magierek

prawdopodobnie

krakowskich
były

też w y ­

rabiane p o d Krakowem.

Kupowa­

no

j e na jarmarkach. Magiery za­

przestano
okrągła,
dnem
w

nosić

około

wywijana,

czapa

północy

dzie

raczej

Sandomierskiego;

nie udało

stwierdzić

się j e j nig­

— należy

przypuszczać,
tam

szerokim

występowała

połud. części

na

1890r. T a
z

że

używana.

nie

Jeżeli

raczej

była

powała, to prawdopodobnie
nad

Wisłą,

gdzie

D a w n y m
stępnie

lekko

okryciem

filcowe

którzy
nich

zdobili

pawie

kapelusza
u

lerowie
Siwe

wykonywano
Kania

ze s ł o m y pszenicznej

otaczano

kawalerów.

Przy

przypinali
czyli

czarne,

tylko

flisacy.
pierwotnie

Gregorowicz.

kwiatów

ozdabiano

( r y c . 2 8 ef).

w

kapelusze

się

jako

wełniane,

o ubiorze

a na­

parobków,

l u b ,j a k w J a k u b o w i c a c h p r z y p i n a l i

wstążką

czarną

lub czerwoną.

Kanię

do

noszono

górze.

słomiane

robiono

przyczynili

o nich

pęczkami

Kapelusz
k u

— z płaską

wyrabiano

są również

je na święta

wzniesioną

koczami,

głowy

( r y c . 21). W s p o m i n a

pióra.

Kapelusze
inne

do j e j rozpowszechnienia

ona

zaś wystę­

cztery
szeroką

pawie

dwóch

rzadziej

czarną

odmianach:

szerokości

l u b żytniej.

„dudki",

wstążce

w

była

dłoni

Zazwyczaj
w

sześć,

lub granatową

umieszczano

„fontaź", a

plecionki
czy

wstążką
w

jedne

z

l u b nieco

osiem

główką

szersza.

d o nich, zwane

war­

(ryc.28g). G ł ó w k ę

u starszych,

okolicach

okrągłą,
Kapelusze

a

czerwoną

Sandomierza

kawa­

pióra.

ciemno-niebieskie

kaszkiety

widywało

siępospolicie jeszcze d o

ostatniej

w o j n y , a i o b e c n i e m o ż n a j e s p o t k a ć . D a w n i e j s z y t y pk a s z k i e t u , w z o r o w a n y n a w o j s k o w e j
czapce rosyjskiej,

stąd t e żz w a n y „ruskim'' l u b„moskiewskim", miał szeroki

denko, a p r z ó d w y s o k i (ryc.
W

czasie

kaszkietowi,
względów

pierwszej

patriotycznych

dzali, ż e te b y ł y

2b

wojny

o węższym

otok

i

duże

10).W s t a w i a n o d o n i e g o d l a u s z t y w n i e n i a d r u t l u b s p r ę ż y n ę .
światowej

otoku
—

czapka

i mniejszym

podobne

ta

denku.

kaszkiety

ustąpiła
Zmiana

nosili

znanemu
ta nastąpiła

legioniści.

„polskie". T e n ostatni t y p czapek n a z y w a n o

j u ż

wcześniej

częściowo

Informatorzy

„maciejówkami"

ze

stwier­

( r y c , 27).

�R y c . 28. —

O k r y c i a -głowy

mężczyzn,

wścieklica zrekonstruowana

[a. —

na podstawie r y ­

s u n k ó w St. L a t a n o w i c z a , J. Z i e n k o w i c z a , J. W ó j ­
cickiej,

oraz

z Łagowa,

pucharu

cechowego

Zrekonstruowana w oparciu
kiewicza,
szechnie

garncarzy

b. — r o g a t y w k a n o s z o n a d o 1914 r .
c. —

czapka

używana,

o fot. F . M a ń k i e -

barania

dotąd

d. — m a g i e r k a ,

pow­

noszona

w p o ł u d n i o w e j S a n d o m i e r s z c z y ź n i e d o 1890 r .
Zrekonstruowana

na

p o d s t a w i e fot. A . F a ł k o ­

w s k i e g o „ S a n d o m i e r s k i e " , ej. — k a p e l u s z e
miane. Sporadycznie
raszowice

pow.

sło­

spotykane i obecnie. Gie-

Sandomierz,

„w cztery dudki.

g. — p l e c i o n k a

^

Stobice pow. O p a t ó w .

R y c . 29. — K r ó j r o g a t y w k i p o w s z e c h n i e

d o 1914 r. A . — w i d o k

noszonej

o g ó l n y , B. — k r ó j : c. — d e n k o ,

d . — o t o k b a r a n k o w y , e. — „ k u c o t " .

Oba

rodzaje

kaszkietów

miały

guziczkami rzemienny pasek.

małe

lakierowane

Kaszkiet przyjął po

daszki

czerwonej

i przymocowany
rogatywce

weselnej, w y s t ę p o w a ł w n i m p a n m ł o d y i d r u ż b o w i e . N a wesele,
ubierano

kaszkiety

Rzadziej
one
je

na

zanikania

sześć

wciąż

jest

szanujący
z

odmianą

lub

osiem

ż y w y m

wypierane
brak

czaste. U c h ł o p ó w

jest

piórami

lub

czapki
święta,

kwiatami wystającymi

maciejówki
zaszewek,

funkcję

a miejscami i w

a

były
nad

zielone,

ponad

aksamitne

denko.

kaszkiety.

otokiem żółty sznurek.

Miały

N a ogół

nosili

kawalerowie.

Jedynym,
baranice

pawimi

spotykaną

denku

tylko

z

dwoma

się

przodu

i do

obecnie

przez

czapników.

nie

tyłu

„w

( r y c . 11). Z a l e ż n i e o d g a t u n k u
„barankowe".
naśladujące

Ponadto

oryginalne

skóry

noszono
czapki

a

kółko

tak

na wacie

szpic

załamanie
jak

szło

donica",

rozróżniano
zwane

noszonym typem

miejskie. Jednym

o swój wygląd

czapki,

lub

czapki

powszechnie

W y k o n y w a n o je

dbających

załamywali
do

niedawna

czapki

były

z głównych

p o w o d ó w

ich

i podszewce.

B y ł y one

spi­

b y ł w i d o c z n y ( r y c . 2 8 c) b a r d z i e j ;
„bez

gdy

baranice

środek

czub

głowy"

wciskano

( r y c . 26),
do

to

wewnątrz

droższe — karakułowe i tańsze

„papużki" czyli

wełniane

czapki

fabryczne,

baranie.

O b u w i e
O.
o

Kolberg

wywiniętych

podaje,

że w

cholewach

3 3

.

lecie

chodzili

Buty

szyte

z

Sandomierzacy
boków

miały

boso,
długie

zimą

zaś w

cholewy,

butach,

sięgające

po

17

�wyprostowaniu
swobodnie

wami,

kolana.

opadające

Drugim
stronie,

poza

typem

poczem

takie

można

było

nosić

wywinięte,

bądź

też

(ryc. 30II.)

obuwia

były

wywracano

nie kołkowano,

wały tak na lewą,

Cholewy

wywrotki,

na prawą.

to też łatwo

jak i na

prawą

dlatego

Cholewy

tak zwane,
miały

się rozchodziły.
nogę.

Ponieważ

gdyż

szyto

je po

lewej

szyto

drat-

proste.

Buty

takie

O b a buty

były

jednakowe,

„wywrotki"

były

słabe

kawałka

skóry.

paso­

mało

ich

używano.
Buty
ich

„przodowe"

sięgały

do kolan

usztywniający
W końcu
Miały

t. j . szyte

z

i miały

góry

kawałek

skóry

skóry.

tem wycinano
Prawidła
części

biono

rzących

z półtoracalowej

rodzaj

przodu.

Dla

on ułatwić

„pieska". D owciągania butów

ale

miały

obcas

chwalono

sobie,

przy

obcasach

kowali.

Niektórzy

z tyłu

wstawiano

nabitych

zdejmowanie

wysoki

Były

na

one niezbyt

bo „jak

kto wlazł

szerokie

mosiężne

kawalerowie

trzy

w

kilka

butów

nabijali

cale,

gnój,

to buta

podkówki

górną

wykrojone

miały

krawędź

two­

tak zwanego
cholewy.

środku,

„chód

nie uwalał".

buta

pasek

skóry

wewnątrz
w

wycięcie

wąski

kawałków

wyrabiane

pożądany

takie

szwy

przy pomocy

gdyż

po­

(ryc. 3 0 I I j).

pod kolanami, ro­

„wybierany"

wygodne,

w

z jednego

obijano

Przy niskich cholewach

i. j

Staszowie.

wałkowauiem,

na prawidła

służyły d w a„ucha", wszyte po bokach

obcas

francuski.

je

siadały

b y ł uncwot,

w

tak długo, a ż przyjęły

W cholewach

mocy,

Cholewy
naszywano

cholewy

przed

Po tej czynności

w ruchu.

większej

napiętku

pazura. Miał

buty

deski.

prosto.

twardym

pominający

częścią

moczono

cholewy

aby nie przeszkadzały

się z

Juchtowe

z przednią

je rękoma i młotkiem

krajano

pięcie

naszyciem.

i ugniatano

część

wycięcie,

N a

lub

na

białe buty juchtowe, wykonane

przeznaczony na to obuwie

wycięte

Tylną

skóry.

tyłkiem

za najlepsze

z jednego

(ryc. 301). Z tyłu

przyszwę wraz z cholewą, a następnie naciągano

były

znajdowało

krojono

wycięcie

przyszwę", wyciętą wraz

Jucht

gwoździkami

kształt.

przodu

zwany

X I Xw . uchodziły

one „jednostalną

kawałka

u

przez

drobnymi

przy­

paskudny",
Buty

te p o ­

miejscowych
metalowymi

kółeczkami.
Nowe buty były koloru
sadzą
w

i

tłuszczem,

okresie
Około

letnim

te

części

stójką,

nej

w

nosili

i z

takie

początkowo

na prawidłach.
spełniały

smołą

wykonane

z

się właściciel

(dziegciem).

cienkiej

sztylpa
układa­

gwoździkami

ozdobę. Wyszły

Kanty

„Uncwoty"

przy

mosiężnymi

nich

rolę

błyszczącymi
—

stanowiły

z użycia

około

r.

R y c . 50. — O b u w i e
o

buty

miękkiej,

później, nabite

1905

gdy przybrudziły

nasycając

4—8 ..kantów".

praktyczną,

tylko

zimę

górnej, zwanej

dolnej,

harmonijkę

układano

już

białego,

na

zrekonstruowane

w

oparciu

dane uzyskane o d s z e w c ó w z I w a n i s k i Staszowa
I. Buty „przodowe"

z poł. X I X w . A. — widok

z b o k u , B. — k r ó j .
II. „Babskie

b u t y " zszywane z boku z poł. X I X w

A . — widok z boku, B.— tył cholewy, C.—przód
tworzący
częściowo

zarazem

przyszwę,

obciągnięte skórą

d. — p r a w i d ł o
(zakreskowane).

I I I . B u t y „ c h l j p s k i e " z k o ń c a X I X w . i pocz. X X w .
zszywane z tyłu

A . — w i d o k z^bsku, B. — c h o ­

lewa, C.— przyszwa.

28

L

A

0

czernił

Zamożniejsi

je, smarując
gospodarze

„gimzy".

1 8 8 0 r . w e s z ł y w m o d ę u k a w a l e r ó w b u t y w harmonije.

ze s z t y w n e j
lub

a

Cholewa i c hskładała się

�Kawalerowie
Te
z

ostatnie

przybijali

szczególnie

piosenek

często

podwójne

nadawały

się

hasaj

ze

starsy

Podkówecka

a

pierwszej

miastem,
W

one

choć

zimie

nogi

na

od

wieś

wykonywali

nadal

Dla

jest

iskier

większej

mosiężne

podczas

W

jednej

9 f

ze" ' '

butów

różnice w

z

luźnymi

tak

zimna
je

dawano

starymi,

wyjątkowo

tylko

między

do

zszywanych

środka

podeszwami

kupowano

wsią

cholewami.

zwane „słomiaki".

z warkoczy słomianych,

ochrony od

obuwiu

je.

plewy.

Chroniły
przy

po­

Częstokroć,

skórzanymi.

Słomiaki

Używali

przeważ­

N o g i p r z e d w ł o ż e n i e m d o b u t a o k r ę c a ł c h ł o p w i e c h c i e m , c z y l i kłocią

zimy w

ich

wano

tylko

mocno
(ryc.

onucek.

drugą

okręcano

nią

nogę

Słomę

kładli

na

a

je

na

wiecheć

„przybierając
łydkę,

za

k a ż d y m

pozostałe

zimie

do

pracy

źdźbła

na

wsi

na

wsadzał

z

kory

rzemyku

zwyczaju

chłopi

materiału,
ręce

uzupełnieniem

zazwyczaj

wieszone

wkładali

kawałka

rękawic,

Koniecznym
biona

owiniętą

onucą,

a następnie

w

rękach

i łamano

razem

wąskie

pasma

starannie

rozkładali

na

uży­

owijali

wpół,

poczem

słomy",

którymi

wszystkie

strony

32).

z jakiegokolwiek
miał

nogę

ścierano

R ę k a w i c e
W

onucą
okresie

„klocie", nawet w tych wsiach, gdzie p r z e w a ż n i e

Najczęściej

onucką.

sznurowali

31,

ze s ł o m y l u b

p ł a c h t y lnianej. Zamożniejsi nosili w zimie ciepłe onuce „ b a j o w e " . W

powszechnym użyciu były

wiecheć

się

tańca.

stalowe.

furmani.

z gałgana czy

nie

i

ze,

ksesaj

Sandomierzacy

podbijano

sami, a

hasaj

zasadnicze

częściej

czasem

Robiono je

słomiaków,

włościanie

zniknęły

używała

i śniegu.

drużba

w podkówecke

światowej

zakładali

mrozu

wzmocnienia

nie

wojny

buty

m o c y szpagatu.
dla

krzesania

to

śpiewano:

„A

O d

do

podkówki,

w

d o d a t k i

rękawice

wyjątkowo

z

jednym

i z

palcem,

uszyte

Jeśli

powożący

kożucha.

w

domu
końmi

rękawy.

stroju

brzozowej.

u

i

męskiego
Oba

te

pasa. T a b a k i e r k a

palenia papierosów.

był

n ó ż , t. j . k o z i k

przedmioty

wyszła

z mody

Dzisiaj u ż y w a n a

nosili
wraz
jest

oraz tabakierka

chłopi
z

w

kieszeni,

zro­
za­

rozpowszechnieniem

tylko

przez

nielicznych

starców.
Częstokroć
,,krzesany

Ryc

z

starzy
jedlaka",

gospodarze
z

otworem

chodzili
przez

z

laską.

który

Był

nią

przewlekano

najczęściej
rzemień.

prosty

Parobcy,

kij,
idąc

j 1 - 3 2 — O w i j a n i e n o g i w i e c h c i e m . S z n u r o w a n i e ł y d k i — G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z f o t . J. K a r n o e k i 1952.

29

�na

zabawę

tyki

Na
lub

do

stawały

karczmy,

się

palcu

u

wnikową

na

lub

miasteczek,
Na

granatowy
bractw

one

noszono
lub

nosili

na

do

lub

oprócz

Spinki

„kłónnice",

jaką

na

takie

X X

medaliki,

które

kogo

było

jarmarkach
wstążką,

w

roznosili

po

stać:

najczęściej
w

duży

końcu

koszuli,

zwykle

przykrytej
z

przodu

boso,

X I X w.

1958 r. str.

a

podłużonej

zapaską,
półkę

bogatsze

W
oraz

wyszywany

zimie

nadołkiem,

z

widoczny

wdziewały

lekkie

okrywały

Kobiety

buty

z

pole

Na

tylko

w

chustkach

m ę ż c z y ź n i w suk­

O p a t ó w , A. Patkowski,

60.

STROJU

kobiecy

kaftana

był

do

i

składał
szerokiej

wąski

pas

głowie wiązano

u

K O B I E C E G O

się

z

krótkiej

płóciennej

jednobarwnej
dołu.

chustki.

spódnicy,

Spódnice

posiadały

Biedniejsze

chodziły

cholewami.

chodziły

w

w

kaftany

zastępowały

dużymi

wełnianymi

koszulach

i spódnicach

3 7

,

mężatki

okrywały

a

się

biedniejsze

po

dwie

lub

trzy

cieplejszymi,

czasem

chustami.

Zamożniejsze

kamizele,

jedna

na

obszytymi

barankiem

niewiasty

drugą.

Na

nogi

wkładały
wciąga­

buty.
Strój

30

że

ubiór

sukienny,

Wpisani

chustką.

kożuchy,
no

tak

z gorszego materiału.

Sandomierzanki
głowę

codzienny

krwa­
małych

V I

S A N D O M I E R S K I E G O

letni

z

różaniec.

R o z d z i a ł

W

bija­

srebrna

spinano

Żydzi

odpustowych.

sandomiersko - świętokrzyskiego.

Sandomierskie, P o z n a ń

OPIS

złota,

zaś

wsiach

duży,

miejscach

sandomierskich, trzeci (prawy) w burosze, Szumsko, pow.

O G Ó L N Y

czasie

pierścionki.

święta

w i ą z a n y c h w czepiec i w ś w i ę t o k r z y s k i c h zapaskach n a r a m i e n n y c h . D w a j
manach

w

w.
a

kupowany

szkaplerza,

R y c . 33. — C h ł o p i z p o g r a n i c z a

na

czerwoną

początków

szkaplerz,

szyi

rzemyku

zakupione

zwykle

spinką.

krzyżyki

czarny

na

obrączka,

nosili

wiązano

bursztynową

dotrwały

szyi

błyszczała

kawalerowie

codzień

niekiedy

bronią.

żonatych

tombakowa;
Koszulę

nosili

groźną

odświętny

stanowiły

haftowane

koszule z kryzkami,

spódnice

zdobione

aksa-

�mimymi

plisami

i

kobiet.

Ponadto

częta,

wdziewały

stycznym
był

tami

obcisłe

którego

chusteczki,

zatkniętymi

strojnością

gorsety,

Kobiety

szły

ciemne

były

bądź

też chodziły

za upięty

kolorowymi

mężatek,

widoczne na

z tyłu

11 s t a r s z y c h ,

kaftany, a młodsze

sznurowane

młodszych

ząbki

i jaśniejszymi

Niezbędnym

zapaski,

niewiasty wkładały

przystrojeni głowy

czepek,

głowach

jednobarwne

starsze

a także

czole

u

wstążkami.

młodszych

dziewcząt

dziew­

Charaktery­

wiekiem

chusteczki.

nie zakrytymi,

Ubiór

jasne

starszych

spod

z włosami

warkocz.

a

podobnie j a k i

gospodyń

Panny

miały

ozdobionymi

odznaczał

się

na

kwia­

większą

barwami.

do kościoła

boso,

uzupełnieniem

oczyszczone

świątecznego

H y c . 34 — S a n d o m i e r z a n i e w u b i o r a c h o d ś w i ę t n y c h

trzewiki

ubioru

wkładały

były

korale,

przed

kościołem.

niekiedy

okuwane

z p o c z . X X w . R e p r o d u k c j a z p r a c y : J. K a r ł o w i c z , L u d .

R y s l u d o z n a w s t w a p o l s k i e g o . W a r s z a w a 1003 str. 1 3 1 .

srebrnymi
z

matki

zadowolić
sze

obrockami.

na

córkę.

Stanowiły

Ilość

one część

sznurów

korali

się drobnymi koralami bądź

kolorowymi

paciorkami. Świadczy

Bardziej
kap

charakterystyczne

noszony

tylko

przez

dziewczyny i przechodziły

też nawet

o zamożności.
sztucznymi

o t y m również

„Korale,
obrocki,
a my sierotecki,

czy

posagu

świadczyła

miały
siwe

części

zaginęły

stroju

zdejmowano

czepkiem.
Około
okresu
nie

U

podczas

biedniejszych

1890 r. z a c z ę ł y

„strojnikiem"

często

w

po obcięciu
miejsce

rozpowszechniać

międzywojennego.

okrytą

oczepin,

W d o w y

do

włosów

„strojnika"

się welony, które
ślubu

a

najbiedniej­

Goźlic:

sandomierskiego,

z końcem

P a n n ę m ł o d ą ubierano do ślubu biało, a na rozpuszczone
który

z

spadku
musiały

bogocki,
paciorecki''.

kobiecego

mężatki,

.Jakami",

piosenka

w

Biedniejsze

szły

w

j a k

łoktuska,

X I X w .
warkocze kładziono

strojnik,

uroczyście

zastępowano

nakładano

wianek

zapanowały

ubraniu

w

z

go

ruty.

początkach

świątecznym,

z

głową

ani welonem.

31

�Druhny
jaki
i

stroiły

mieli

dziewcząt
W

dożynek

trumny

nakładano

okrywano

zmarłe

uczestniczące

Małe

ze

niewiasty

ślubny,

kobietę

Przez

zasłaniając

w

W

zwykle

z

sukienkę

Reszta

3

wieniec
w

8

taki

kobiet

( r y c . 59).

„kościelne

po zarzuceniu

młodsze

smaty".

„łoktusek",

kobiety chustką.

ubrania.

D o

niekiedy nawet
pieluszkach,

i

Kobiety

połowy

X I Xw .

twarze.

przeważnie

uszytych

pieluszki, ozdobione r ó ż o w ą

ze

wstążką,

w

samych

koszulkach, nieco d ł u ż s z y c h n i ż

krajką,

czasem

haftowano,

dni nakładały

do niej staniczka
resztek

„kwiatek",

ruty.

międzywojennym.

do niedawna

chłodniejsze

czas

ciemne

zwykłych

okresie

a

pewien

płachtami,

tak

zwaną

zapinanego

materiałów

dziewczynki chodziły w sukienkach

dziewczynki

pszenny

nakładały

się w

z

na głowę

prześcieradłem,

przepasywano

i doszytego

wykonywano

strój

wianuszki

świątecznych.

żałobnym

się dopiero

Koszulki

spódniczki

w

czepek.

chrztu nosiło

bogatszych.

Starsze

głowę

dziewczynki biegały

chłopców.

strojach

wkładała

na piersi sztuczny

to

Specjalnie szyte n a t ę u r o c z y s t o ś ć

rozpowszechniły

u

na

przypinały

zwykłych

dziewczynę

orszaku

do

i

Niekiedy były

przodownica

się one białymi

Niemowlę

się

w

starsze

w

starych płócien.

u

wiankiem

czapek.

ubierano

Mężatkom

okrywały

u

występowała

czasie

Do

głowę

drużbowie

z tyłu

codzieó.

ze

spotykało

składającą

n a guziki.

l u b przerabiano
na

co raczej

sukienkę,

zniszczonej

D o pierwszej

się

S u k i e n k i te
odzieży.

Komunii

kładły

białą.

R o z d z i a ł

S Z C Z E G Ó Ł O W Y

OPIS

V I I

S A N D O M I E R S K I E G O

STROJU

K O B I E C E G O

K o s z u l e
Koszule kobiece składały
doszywanej,

sięgającej

wykonywano
bego

płótna

z cienkiego
zgrzebnego.

czasem letnie robocze
XX w . zaczęto

lekko

marszczone

zachowała
posiadało
i

koszul

W

siętradycja wiązania

ostatnich

latach

wykonywane

dość

wycięcie

duże

w

okresie
Do

zaś

na

majtki
tylko

zimowym,

okresu

kobiety.

kobiece.
oszewka

wzdłuż

płótna

Nosiły

zwana

Dopiero
Koszule

dolnej,
koszuli

szyto z

w

gru­

początkach

szyto

oszewkami

zapiętymi

koszule

starsze

na

guziki.
wsiach

się koszule

bez

się w

z przodu

jak i

oszewkę

( r y s . 5 3 , 54).

r ę k a w ó w

o

kroju

(ryc. 361). M i a ł y

one

dziewczęta.

uszyta

były

się one z d w ó c h

podobnie

haftem l u b stebnowaniem

z

barchanu

nie posiadała
jedyną

kobiety nosiły

gładkie,

tylko w niektórych

rozcięcia,

je głównie
halka

krojem

(ryc. 35). R ę k a w y

lnianego l u b kartonu

bioder,

X I Xi X X w . pojawiły
Składały

w

były

zdobiono

sięgająca

międzywojennego
tylko

na zimę.

w o k ó ł szyi, w y j ą t k o w o

Zakłady

szyi.
tak

i

część

k r e t o n u . Nadołek

p o d ł u ż n e

zakończone

z cienkiego

krótka,

Wyjątkowo
przełomie

p o n c h o

świątecznych

była

d o pasa

Górną

j e j na białe lub czerwone tasiemki. Rozcięcie

guziki.

dookoła

koszuli

nadołek

X I Xw . r o z p o w s z e c h n i a ł y

p o n c h o

Rodzajem

lub z kupnego

doszywano

ramionach,

przyramki w koszulach

sięgającej

l u b nadolkiem.

długich pozbawionych „nadołka".

oszewkę biegnącą

trzy

z górnej,

świąteczne b y ł y krótkie, bez ..nadołka", podobnie j a k

l u b rzadziej

d w a lub

części,
nadstawkę

lnianego,

do których

na

zapinano

płótna
Koszule

używać

p r z y r a m k o w y m

Podobnie

się z d w ó c h

do kolan, zwanej

częścią

w

okresie

i używana

bielizny
zimowym

noszoną

przez

męskie

gacie.

północnej Sandomierszczyźnie
długich

głównie

„nadołka".

nie zszytych

nogawic,

specjalne
łączyła

je

pasie.
C i a s n o c h y

Ciasnochą
dano

nazywano

ją pod cienką,

rodzaj

muślinową

białej,

lnianej spódnicy,

spódniczkę,

która

w

spełniającej

ten sposób

rolę

lepiej

halki.
się

Zakła­

układała.

�Tablica
STRÓJ

II

SANDOMIERSKI

m

a

L

j

K

i

r

o

U

k

�Ponieważ
obcisłej
czać,

na

niektórych

koszuli

że

dawniej w

podobne

terenach

kobiecej —

Polski,

a nazwa

Sandomierszczyźnie

do używanych

po dziś

dzień

Śląsku — a po ich zaniknięciu nazwa
nochy"

przeszła

na inny

rodzaj

pod nazwą

ta m a

swoje

kobiety

„ciasnochy*

uzasadnienie
nosiły

jest

—

znany

należy

prawdopodobnie

rodzaj

przypusz­
ciasnochy,

na

„cias­

bielizny.

S p ó d n i c e
Najstarsze

spódnice,

o których

zacho­

w a ł a s i ęt r a d y c j a , b y ł y w y k o n y w a n e z czte­
rech

l u b pięciu

półek,

samodziałowego
one

w

półn.

czyli

płótna

w

białego

( r y c . 37).

Zanikły

Sandomierszczyźnie

1880 r., a w p o ł u d n i o w e j
cze

brytów,

pocz.

X X w .

używano

około

Szyto też

spódnice-

szorce z w e ł n i a n y c h

s a m o d z i a ł ó w oraz z t a k

zwanego

czyli

„towaru"

brycznych.
a

w

Najczęściej

zimie flanela,

szone przez
spódnice
dy

z

młode

siedmiu

w y k o n y w a n o

było

na ogół

czasem

brytów

„rozpór"

saniu

gdyż

z przodu

się dookoła.

węzeł

Po

na

letnie
niekie­

;

c

No­

R y c . 35. —

wąskie,

d

0

Koszula kroju

poncho

podłużne.

G r y z i k a m i e ń pow. O p a t ó w . A. — widok z przodu,
rękaw,

f.

C. — krój:
g. —

d. — przód,

dl. — tył,

mankiet, i . — ćwikieł, j . —

o s z e w k a , k . n a d o ł e k . S k a l a 1 : 30.

spódnicę

obwód

j e j w y ­

b y ł a w pasie silnie

l u b rzadziej z boku,

sfałdowana

wiązano

i ujęta

j ą n a trocki,

w oszewkę,

posia­

po uprzednim

opa­

zawiąza­

zazwyczaj

wypadał

n a p r z o d z i e . Z c z a s e m trocki
stały

;//

'/'

B. — z tyłu,
były

( o k o ł o 3,5 m . ) S p ó d n i c a

dała

niu

lub barchan.

kobiety i panny

kupne

t e ż trzeba

nosił

\v.

:;

fa­

muślinu.

stąd

Iz

l a t e m b y łt o k a r t o n ,

baja

świąteczne

Materiały

do

materiałów

d.

jh

i c h jesz­

w y p a r t e przez

ajtki,

zo­

a

na

nowo zostały wprowadzone do­
piero
XX

w

latach

trzydziestych

w., kiedy

podjęto

próby

z m i e r z a j ą c e d o odrodzenia stro­
ju

ludowego. Z przodu „ n apo-

dołku"
płat

w s t a w i a n o półką,

tańszego,

riału.

W

gorszego

latach

krojone w kliny.

i

były

spódnice
Na

teriałów

fałdowane
Panny

choć

używano

ma­

jedno­

czasem

rzały sięi w kwiaty.

zda­

Te

ostatnie

zwano

„krakowskimi".

Świą­

teczne

szyto

łów

często

z „przybiorem",

3 Strój Sandomierski

E 3

rn
l!
u

no­

krótsze.

przeważnie

barwnych,

E3h

spódnice

Podobnie, j a k
one

nieco

spódnice

mate­

światową

się

sięgały do kostek.

siły

jest

poprzedzają­

cych pierwszą wojnę
rozpowszechniły

uprzednie,

to

z

materia­
czyli tka-

Dl

Ryc. 36. — K r o j e k o s z u l k o b i e c y c h z k o ń c a X I X w .
I . Zrekonstruowana koszula d z i e w c z ę c a . A B . — p r z ó d i t y ł jedna­
kowy

C. — krój:

I I . Ś w i ą t e c z n a koszula o k r o j u p r z y r a m k o w y m . Ruda p o w :
Sandomierz. A . — w i d o k

z przodu, B. — z tyłu,

C. — krój^

d. — p r z ó d , e. — t y ł , f. — r ę k a w y , g- — m a n k i e t y g \ szycie m a n k i e t ó w ,

h. — przyramki,

k . — ż a b k a , 1. — z s z y c i e

pod­

i . — ćwikle, j . — kreza,

rękawa.

33

�nych

we

wzory

część

spódnicy

ząbków
cm.),

lub

a

w

t y m

zdobiono

falbanki.

także

Pamięć

jednak

W

okresie

zimy

niekiedy

nawet

pomocy

spodu

o

o

nich

podbite

w

parę

niż tło spódnicy.
t. z w .

spódnic.

c

1

ozdabiano

kupną

spódnicach

szczoteczki,

listwą

falbanką

Dolną

(szer. 25

lub

ząbkami.

wyszywanych

białymi

zaginęła.

bogate

k o b i e t y starsze nosiły

Było też w

— podołek,

Nieraz

plisek,

nakrochmaloną

spódnice

zwyczaju, że na

d. — oszewka.

wieśniaczki

w

Skala

czasie

watowane

uroczystości

spódnica z X I X w. z pięciu pólek A, — widok

c, — p ó ł k a ,

po

wstążek

płóciennych

terenie

się, że

odcieniu

spódnicę

świąteczne

kożuchem.

R y c . 57, — Z r e k o n s t r u o w a n a

wkładały

innym

kolorowych

białych

zdarzało

ale

podszywano

Spódnice

wspomina

nićmi.

kolorze,

przy

O d

szczotką.

Gregorowicz

a

samym

kobiety

z p r z o d u . B. —

krój.

1 :30.

procesji, miały na

sobie

sześć

spódnic.
Z a p a s k i
Zapaski
wały

czyli

fartuchy

były

Szyto

z

całkowicie.

wszywano

w

szeroką

je

nieco krótsze
półtorej

oszewkę.

lub

Z tyłu

i węższe

dwóch

zapaskę

od

spódnic, których

„półek"

wiązano

materiału.
na

nie
ich

brzeg

R y c , 38. — Z a p a s k a

świąte­

troki

Górny

zakry­

(ryc.

38).

c z n a z pocz,

X X w.

Szcze-

glice pow. Sandomierz. A . —
widok

B. —

ogólny,

krój.

C . — oszewka; d' — p o ł ó w k i .
ó-

—

półka,
część

Około
jeszcze

1880

do

r.

szyto

zapaski

lniane

zapaski

farbowano

się p e r k a l o w e
starsze

Pod
nicy,

oraz

—

nazwą

fartucha

gospodynie

dole

amarantowe,

U

obszywano

no

dołu

ząbki

czym
np.

34

lub

była
w

koronkę.

ona

lub

obszyte

znano

też

po

W

świąt.

W

dwoma

lub

brzegach

Koronkę

Tego

eważnie

fartuchy

używały

codziennym

z

perkalu.

X X w.

alpakowe

rodzaju

użyciu
kolor

„pliskami",

stosowano

•— d o l n a

zapaski

ich

użyciu

Płócienne

rozpowszechniły

pionowe paski. N a

białej, sfałdowanej,

jasno-granatowego

obszywano

lub

kobiety
w

3

a

panny

święta

i

młode

ziemi

spód­

koronką.

powszechnym

trzema

najczęściej

one jasne w

satynowe

rodzaj

starsze

początkach

Były

czerwonymi tasiemkami.

zazwyczaj

Nieskurzowie,

kupnych,

zapaski

a

koniec X I X w. były

czarny.

siwe lub czarne; prz
je

zgrzebnego,

Pod

kieszenią.

czarne

podczas

zwykle

siwy

z naszytą

batystowe,

na

płótna

z materiałów

kolor

wdziewały

białe

obszytej

które

na

z

światowej.

robione

fartuchy

kobiety

mężatki

zapaski

pierwszej w o j n y

d

głównie

a
do

koloru.
sznurkami.

\\

sięgającej
„fartuch"

były

nie­

zapaski

wełniane,

dobierano do koloru

spódnicy.

wzdłuż
zapasek

też

wkładały

dolnego

brzegu

amarantowych,

niektórych

dawa­
przy

miejscowościach

�R y c . 39, — O k r ę ż n e w S a n d o m i e r s k i e m . P r z o d o w n i c a w

sznurowanym

T

gorsecie i w k o s z u l i z o z d o b n ą k r y z ą . M ę ż c z y ź n i w k a m i z i e l a c h . W g . r y c .
J. L e w i c k i e g o . , L u d P o l s k i " J. Z i e ń k o w i c z a

Ze

względów

oszczędnościowych,

z w a n e dwunitkami,
wzmianka

lub zapaskami

z Truskolasów

z

na codzień

błokitnymi.

zamiast

1847 r .

wełnianych,

O zapasce sukiennej

noszono

białej

jest

zapaski

tylko

jedna

1 8 2 4 r.

G o r s e t y
Gorsety zwane
Składały
przody,
Całość
duży,

d w a boki
łączyły

czyli

pinane

na

były w powszechnym

zszywanego

części

ramiączka,

wstążkę,

pleców

częstokroć

sześciu
z

zszywane

z

użyciu.

Krajano je z

kawałków,

luźnej

baskinki,

drobnych

klinów.

stanowiących
złożonej

skrawków.

aksamitu.

Z przodu zawiązywano

przeciągano

przez

z

d w a

kaletek.

Dekolt b y ł

druciane

staniki składały

się z pięciu

kawałków,

„aftki".

Były

go n a

„skraw­

t e ż gorsety

za­

guziczki.

skrojonych z jednego

p o d koniec

i „tackami"

aksamitny

3"

oraz

brzeg fartucha i spódnicy.

X I Xw . , z a c z ę t o

W
gorset

kawałka

to jest

z dwóch

przodów,

(ryc. 40 II). Starsze gorsety

je haftować

w

kwiaty

dwóch

nie

lub wyszywać

były

„siuta-

t. j . c e k i n a m i .

Gorsety w y k o n y w a n o z różnych
z

z

którą

oraz p l e c ó w

ozdabiane;
żem"

i dwie

przykrywał
na

Nowsze
boków

stanikami
stanu,

k w a d r a t o w y ( r y c . 40 I , 41).

Gorset
ki"

czasem

się z obcisłego

dobie

upadku

materiałów,

stroju

najczęściej

regionalnego

miejsce

z wełny.

Najbogatsze

sandomierskiego

szyto

zajmuje

krakowski.

55

�K a f t a n
Na

koszulę

klinów".

D w a

„pachy".
proste,
lub

wkładano
z

Dość

nich

guziczek.

R y c . 40. -

stanowiły

często

zwężające

zazwyczaj kaftan
przody,

wykonywano

się

ku

dołowi,

Wyjątkowo

zapinany

dwa

plecy,

też plecy
ujęte

wszywano

w

a

oszewkę
w

pozostałe

sposób,

resztek. A. — w i d o k

p r z o d u . B. — z t y ł u ,

z

pow.

Sandomierz.

bufy,

jącą

wtedy

część

bufy

kołnierzyk.
czano

sztukowano
nazywano

Kaftan

na

zapinał

doszytej.

krytej

noszono

luźne,

górną

część

zwane

doszywano

tworzyły

na

haftkę

przy

ramie-

Lu­

kaletki.
na

podstawie

7

p r z o d y , e. p a c h y ,

zachowanych

f. — p l e c y , g. —

ramią­

kaletki.

rękawa

kawałkiem

„grzebieniem".

Wokół

szyi

jeden

rząd

w

by

sześć

tak

R ę k a w y

przeważnie

Zrekonstruowany

się z p r z o d u na
listwie;

tworzyły

„w

Sandomierz. W ł a s n o ś ć M u z e u m K u l t u r

C. — k r ó j : d.

czka, h. —

niu

go

z p r z o d u , B . — z t y ł u , C. k r ó j : d. — p r z ó d , e. — p a ­

c h y , f. — p l e c y , g. — r a m i ą c z k a , h . —
w. Wilczyce

Krojono

zapinaną

ten

I Gorset w pierwszej poł. X I X w. M a ł a W i e ś p o w .

I I . Gorset z k o ń c a X I X

szyją.

z jednego kawałka,

rękawy

d o w y c h w W a r s z a w ę , n r . i n w . 4416. A . — w i d o k

pod

tym

wypadku

materiału.

Wysoką,

sto­

biegła oszewka lub m a ł y

okrągły

guzików.

umiesz­

Naogół

guziki

po

dziurki

zapięciu

nie

były

widoczne.
Kaftany
z

reguły

dłuższe,
z

wpuszczano
mające

Tradycja

wspomina

wyłącznie

kreton, perkal
t o w a n o je

Tak

białej

(ryc.

wcięte

po

dwie

a

Po

w

I

pasie.

wojnie

rzadziej

po

Sięgały

one

światowej

trzy

fałdy.

bioder,

noszono

przy

kaftany

Nazywano

je

czym
trochę

„kaftanem

alpaki,

o

istnieniu

Zimowe
bajową

kaftanów
robionych

kaftany

płóciennych.
już

z

Ż y w a

materiałów

wykonywano

z

pamięć

kupnych,

barchanu

lub

zachowała
jak

flaneli

p o d s z e w k ę . Bogatsze gospodynie o b s z y w a ł y

alpaka,
oraz

nadto

wa­

kaftany

43).

kwiatki.

sposób

codzienne.

36

też

zapaskę.

o kaftanach

świąteczne, jak

drobne

sam

i t. p.

i dawano

barankiem

z

tyłu

bądź

pod

Jadwigą".

się j e d n a k

w

z

je

i robocze kaftany

Młodsze

świąteczne

kobiety nosiły
zdobiono

charakterystyczne

dla

tej

szyto z k o l o r o w y c h
kaftany

obszywkami.
okolicy

materiałów

barwniejsze,
W

okolicy

„lachmusowe"

ślubne

Goźlic
czyli

wzorzystych
wykonywano

zdobiono

niebieskie

w

ten

kaftany

�Ł o k t u s z k a
Najstarszym
zwana

znanym

Tańtuchem

„Łoktuszka"
materiału
ramiona,

okryciem wierzchnim Sandomierzanek

l u b podwiką.

Dotrwała

ona do końca

b y ł to lniany rzadziej

(długości

3 m t r . szer.

albo złożoną

Ryc. 4 1 . — Gorset

w

zielony

łoktuszka,

kretonowy lub barchanowy

1,20) z s z y t y

ukośnie

była

z dwóch

sztuk.

„róg"

spadający

tak zwany

rzadziej

X I Xw .

z p o l o w y X I X w . Ze z b i o r ó w

prostokątny

Zarzucały

j ą

na plecy,

Muzeum

płat

kobiety
albo

na

wzdłuż

Kultur Ludowych

w W a r s z a w i e , n r . i n w . 4416, f o t . M . M a ś l i ń s k i 1953 r .

zszycia

i okrywały

tuszka

również

Zazwyczaj
rogach

łoktuszka

i wzdłuż

Pamięć
Nazwy

się n i ą , j a k szalem.

b y ł

brzegów

o łoktuszce

te p o c h o d z ą

chowywane,

W

a

biała,

W

przechowała

z okresu

łoktuszki

d w u dziesięcioleciach

kwadratowe

chłodów

odziewano

noszono

cienkie

jednobarwne
Przed
wzdłuż

o bokach

okryciem

przekątnej,
Podczas

widać

spod

się składano

niej

łok­

chustę

wzdłuż

lub niepogody

podobnie

kobiety

okrywały

tylko

brzeg chusteczki.
Chusta

była

w

okresie

prze­

chusty

po brzegach

wełniane.

Były

frędzle.

"W c i e p l e j s z y c h

najczęściej

Podczas
okresach

bywały

ciemne

lekko
tą

na

róg, to

krzyżowano

chustą

i

znaczy
na

głowę,

W obu wypadkach nie związaną

pier­

tak

że

chustę

nieodzownym okryciem.

a m i z i e l a

n o s i ł y S a n d o m i e r z a n k i kamiziele

użyciu

jeszcze

celów.

j a k łoktuszkę

po czym

ręką.

„prześcieradle".

kiedy

„tureckie".

długości,

było

one w

kupne

Chusty
lub

lub

stroju,

c h u s t a m i , jesionkami.

lewą

X I X w . powszechnie

ją na

w

m , posiadające

w kwiaty

K
W

o płachcie

do innych

o d z i e

l u b szalinówki.

rzadziej

jako

zanikania

X I Xw . noszono

1,5 — 2

każmirówki

względnie

zimna

podtrzymywano

(ryc. 15). B y ł y

okrywały

bogatsze k o b i e t y w y s z y w a ł y

używano

n a

się grubymi ciepłymi

lekkie

l u b kraciaste,

siach.

kobiety

nićmi.
się po dziś.

przypuszczalnie

ale j u ż nie noszone

ostatnich

chusty

zimowym

czasem jednak

kolorowymi

C h u s t a

to

okresie

głowę.

letnim.

nie różniące

W zimie nosiły

j e raczej

sięo d męskich
kobiety,k t ó -

37

�rycli

nie

nieraz
zielę

stać

po

było

na

dwie lub

kożuch.

trzy.

na kożuch, dla

Zdarzało

biety,

były

były

kostek,

one
w

do

pasie,

brzegi

W

i rozcięcie

rzadko

spotykany

bawiony

wcięcia

Kożuchy

w
w

swej

glądem

Było

swoim

kożuch
ono

czarnymi lub

jasnym.

Do

oraz

ozdabiane

od

przypuszczalnie

z póln.

granicza. Zapaska
na

prążkowana

jednolity

po­

stąd

naramienpoprzecznie

żą.

— podobna do n o s z o n y c h dziś
na obszarze Puszczy

Radom­

Archiwum

Muzeum

i Sztuki L u d . w

dała

Kultury

w

z

n r i n w . 2542.

do

a

Nie

on

był

sznurkami.
na

je

na

haftki

rzadziej

lub

zdobiony,
Wyjątkowo

np.

i

tylko
w

z

od

drugim

z

odzie­

stanika

i

zaś

w

X X w.

Długość
kolan,a

miały

mały

kołnierz
się k r y t e

pokrywano
podszewkę

obszywano
wyszywano

taśmą
go

luź­

gładkiej,

spódnica

niżej

brzegi

upodobań,

obcisłego

fałdy.

Wiśniowej,

był

rodzaju

lub

Pod

nie

tego

trzy

suknem.

przyja­

prawdopodobnie
„Tołub"'

wypadku,

znajdowały

kobiet.

okryciem

lokalnych

związanych

one

kieszeni

angierą,

przejęty

miasteczkach.

werblikami;

burym

polką,

kolana,

bokach

pętelki

czasem

nad

co p o k r y c i e ; b y ł y

bogatych

wciętego

oraz

szerokimi

kobiety zamożne

zależnie

je fu­

guziki

okrycie

ten

ręka­
Jeżeli

wykładano
lub

w y ­
pod­

kołnierzu,

i koło

Strój

czar­
i

Futra

rękawach

fałdowanej,

tym

Tołuby

Po

albo

przez

się z

Na

haftki

zwany

się

W

to

lub

przepasywano

tołub,

dwie, rzadziej

kostek.

zielonym

Futra

po

dawniej

sięgały

7

Zapinano

służyły

Było

nazw

składał

kliny.

kładany .

czarnym

ilość

tyłu

różna,

Warszawie

był

zmieniał

spódnicy,

szytej

szubą.

szyty

„Tołub"

jak

nowo­

lisa l u b z a j ą c a .

czarnego,

piersiach,

sukienny
lub

znaczna

nej

s k i e j . M a i . W . G e r s o n , o k . 1850.

i

na

noszonym

był

szlachty,

one,

fałdowane

sukmanę.

skórką

sukna

galonami.

Powszechuie

gurmaną

poz­

bioder.

bogatego

pasie

sukiennymi, z tegoż materiału

zimowym

Ryc.42.— Strój sandomierski

do

dawniej

ten był

Stanowiły

baranami.
je

tasiemek.

wyszywane

ciółką,

z

w

męską

białymi

zapinania

pętelki z czarnych

nieraz

obszyte

kożucha,

Kożuch

pokryty granatowym

długie,

wykładano

pokrycie było zrobione

pasami

typ

jarmarkach.

przypominało

i klapach

trem

do

żony.

suknem.

bijano

na

długie

haftki.

się n o w y

pasie i sięgał zaledwie

Futrem nazywano

wach

na

ko­

..spódnicą".

barankiem, którym

informatorzy , pierwszy sprawunek

dla

nym

męskich,

Sandomierskiem,

kupowano

one
kami-

bogatsze

się szeroką

7

twierdzą
żeńca

nakładano

przez

kożuchów

zapinane

7

t o ł u b

odznaczały

X X w. rozpowszechnił

wkładały

zmoknięciem.

przeważnie

Kołnierz miały długi, w y k ł a d a n y
były

się, że

f u t r a ,

noszone

podobne

wcięte

ciepła

ochrony tegoż przed

K o ż u c h y ,
Kożuchy

Dla

posia­

łołubów

była

jeszcze

inne

isiojący

lub

w y ­

kieszenie.
granatowym
wkładano
lub

lub
watę.

kolorowymi

siwymi

„kttcotkami"

piersiach.
W

tecznie

niektórych
zostały

wsiach

zarzucone,

noszono
a

tołuby

ich miejsce

do I wojny

światowej,

zajęły płaszcze

podczas której

pochodzenia

osta­

miejskiego.

O b u w i e
Najstarsze

znane

obuwie, które

Kolberga, to łapcie plecione z kory

58

już

wyjątkowo

( r y c . 44).

można

było

spotkać

za

czasów

�R y c . 43. — I . Z i m o w y
z

pocz.

XX

w.

kaftan

obszyty

kobiecy

barankiem.

N a s ł a w i c e pow. Sandomierz. A. — w i ­
dok

z p r z o d u , B. — z t y ł u , C . — k r ó j :

d . d ' . — p r z o d y , e. — p a c h y , f. — p l e ­
cy, g . — r ę k a w , h. — kołnierz. x, — m i e j ­
sca
I I . Kaftan
sławice

przyszycia

haftek

k o b i e c y z pocz. X X . w . N a ­

pow.

Sandomierz.

Ze

zbioru

M u z e u m Etnograficznego w

Krakowie

n r . i n w . 13463. A . — w i d o k

z przodu,

B. — z i y ł u , C. — k r ó j ' : d . d ' . — p r z o ­
dy,

1

g .

—

klapka,
Skala

Około

na

rodzaj

jących
w y

palce.

Na

jak

nosiły

one

niż

nazwa

obcasy,

wybitnie

W

Do

lub

lub

połowie

pończochy

butów,

buty

pantofli.
XIX

w.

słomiane

wiechcie.

trzewiki

boków

dawna;

Wspomina
modne
brązowe

jak

o

były
lub

nogi

łapcie

Reprodukcja

tyłu.

wysokich

Wysokie

guziki.

W

cienkich

cholewki,
zimie

dla

obcasach,
sięgające

większego

pod­

do

pół

ciepła

nich

ich

tylko

Gregorowicz

pończochy
czarne,

w
nie

błękitne

wiązano

stroju

je

3 8

.
pod

podaje
W

świątecznym
jednak

końcu
kolanami

X I X

ich
w.

skraw­

mężczyźni,

R y c . 44. — O b u w i e k o b i e c e z p o ł . X I X w . :
pantofle.

na

z

tasiemkę.

lub

i

na

kowalskiej.

szyte

używano

onuce

łykowe

na

i buty

podkówkami.

z

od

kupne

podobnie

kobiety

roboty

słomiaki.

były

zastępującym

zakładały

były

stalowymi
zapinano

na

podkówki

wywrotkami

kobiecym

znane

materiału,

wy­
mosiężne

zwane

lub

nakładały

noszono
kiem

buty

sznurowano

trzewików

zaci­

oraz

mosiężnymi

koloru.

buty

czasem

nosiły

Pończochy
do

tego

„babskich

30, U ) . T a k i e

Obuwiem

kobiety

szyte

dla

ćwieczkami

kutych

Po­

mężczyźni

się

środku,

Kobiety

uży­
takich

cholewy

wysokie
w

bijane

łydki

kobiety

utarła

obuwia

nane

podesz­

mężczyźni.

dłużej

miały

z

zupełnie

nieważ

b u t ó w " (ryc.

ko­

składa­

ochraniających

ogół

boków,

jak
roz­

wśród

jedynie

butów;

samych,

typu

był

nosków

wały

w.,

ryciny,

pantofli,

się

i

kołnierz

X I X

to

powszechniony
biet

h. —

1 : 30

połowy

wskazują

z

jj

e. — p a c h y , f. — p l e c y , g. — r ę ­

kawy,

z

O.

( L u d — S a n d o m i e r s k i e 1865 r. s.

Kolberga
19)

39

�R y c . 45. — „ K a p " n a k r y ­
cie g ł o w y k o b i e t
nych.

zamęż­

Reprodukcja

z O.

Kolberga ( L u d — Sando­
m i e r s k i e 1865

U c z e s a n i e
Panny

do

spuszczane
Również

częstym

Dziewczyny
kocze.

też

jeszcze

w

na

święta

nosiły

włosy

śpiewano

w

czesały

się w jeden

włosy

też

z

obecnym
kobiet

Nieodzowną
noszono
były

rzadkości.
Chustki

te

z

wiązania

kobiety

warkocze

ńa

zwyczaj

strojnisie.

u p i ę t e w t y l e ,,na k u p k ę " l u b w

„ósemkę".

z

„polkę" lub „na

lub

w

war­

39).

kędry"

(ryc. 43).

włosów

został

lub

pod

rogiem
używane
zimą

zarzucony,

a

większość

tyłu.

była

różniły

wiązano

wiązały

chustkę
(ryc.

kędry".

obcinania

upięte

szalinówkami,

były

pod

główkami

chustka

okrywająca

chustki kretonowe lub wełniane.

jednym

najczęściej

Węgły,

obcinali

świąteczne

najczęściej

nosiły

dziewczyna

się trzęsły

gdy jej

warkocze

zwane

warkocze,
tylko

ucięte na tak z w a n ą

częścią ubioru mężatki

Chusty

„kuper"

sposoby

starsze

nosi

kupne barwne

wykonane,

zwany

stuleciu

dwa

codzień

oczepin:

aż

W

łub

na

błyszczącymi

„Płakała

starszych

którą

g ł o w y

kwiatami, wsuwanymi

szpilki

krótko

czasie

wstążką,

były warkocze

zdobiły

były

n a k r y c i e

święta

uczesaniem

Przystrojem

Mężatki
Stąd

niedawna

i zawiązane

i

r. str. 19).

każmirówkami.
się od

W

okresie

swobodnie
tak

panny,

chustki

plecy

brodę,

szyję.

W

by

je

(ryc.

i.przez

w

tak

49).

Oba

mężatki,

jak

t y m

tylko

najszczelnie j

celu

krzyżowały

z przodu jej końce, następnie owijały

dooko­

ła szyi i p r z e w i ą z y w a ł y pod b r o d ą (ryc.
W

czasie

„wywiązane
w

tyle głowy

a

następnie

i

związanie

chowano,

świąt
w

mężatki

czapę"

nosiły

przez

R y c . 46. -

Szkic

czepka

z początku

Rys- J. K a m o c k i , 1956.

40

X X w.

skrzyżowanie

rogów złożonej na pół chustki,
przeciągnięcie
na

(ryc.

chustki

Gregorowicz
wie

48).

chusty

ich

przodzie;

po

bokach

sterczące

rożki

50).

Należy przypuszczać, że dawniej i
nosiły

do

frędzle.

wiązano

na

którego

należały

tym, że miały

jak

pod

ochraniać

Najczęściej

„tureckie"

letnim

spadającym

przez

wełniane

Chusty

codziennych

brodą.

głowę.

Zależnie od materiału z

wiązane w
podaje,

X I X w. chustka

że

podobny
w

panny
sposób.

pierwszej

panieńska

była

poło„zwią-

�zana sztucznym w ę z ł e m
warkocz

dziewiczy

Czepek
mężatki,

kładły

gdzieniegdzie

w

i

był

spotkać

nie

do

i z innych

czołeni,

a

się

w

on

materiałów,
46).

i

w

spadającym

mężatki

końcu

czepku

przed

na

obszywały

I

wojną

na

plecy,

końcu

je

one

z

były

białej

kryzką

kobiet

krył

w.

się

Według

robione

co

młode

było

nicianej

lub,

były

XIX

można

światową.

Czepce

tiulową

starszych

W

Wyjątkowo

głowie.

W y k o n y w a ł y

Czepki

i wdowy.

wywodu.

dobrze

i wsiach.

(ryc.

przez

oczepin

kobietę

trzymał

„siutażem"

samym

wyłącznie

czepek

miasteczkach

jątkowo
cym

nad

".

noszony

formatorek,
karki

3 9

jeszcze
opinii

przez
siatki,

rzadziej,

przeważnie

in-

czepa

wy­

błyszczą­

bez

kryzki

„siutażu".
Czepki

noszono

czepców typu
Zakrywały

one

Czasem

prawie

zdobiono

Najbardziej
był

kap

capka

towym;

z

szczona

ksiendza

przodu

i

zawiązka

4

z

słrojnik.
dwa

wesela

ruty
W

minał

go

biegły

z

nad

tyłu, s k ą d
nano

tami

i

a

a

miał

czoła,

od

rzadko.

głowy

sztucznymi

zamężnych

latach

X I X w.

Informatorzy

w

był

niebieską

Sandomierzanek

(ryc.

45).

podawali,

wykonany

okolicy

kwiatami.

z

tył

wyglądał

tektury,

Koprzywnicy

wypustkę,

że

—

którą

amaran-

ściągała

zmar­

występowały
przypo­

na

mleko.
obszy­

i w

poprzez

fałdy,

całą

zwisały.

które

głowę

Wstążki

Drugi
dość

nadto

typ

do
upi-

szpilek, zdobionych

zwykle

odróżnieniu

głowę

następnie

trefionym

galonami.

w

młoda

Jeden

łebkami, przybierano

stanowiła

półcypkami

kupnymi

„Kap"

perkalem,

panna

skopek

tektury,

pomocy

mitrę.

nizsa'".

d r u h n y k ł a d ł y na

swobodnie

przy

lorowymi

je

ostatnie noszono bardzo

.

wyglądem

wano wstążkami

ino

podstawy

„strojników".

z

jest

nakryciem

czerwonym

Sandomierskiem

swym

Robiono

to

osiemdziesiątych

biskupa

i kwiatów,

rodzaje

brodą. Te

włosy.

przypominał

dookoła
0

i nazywano
pod

„dzirlandą",

kształtem

najczęściej

Podczas
wianki

chustką

całkowicie

czepce

zarzucony w

swoim

obszywano

pod

charakterystycznym

całkowicie

„Kap"
.jak

zawsze

miejskiego, z a w i ą z y w a n y c h

ko­

kwia­

„strojnika",

wśj^oka

przepaska

t e k t u r o w a p r z y b r a n a r u t ą , g a l o n a m i i sa^ucz
nymi

kwiatami.

niej

wstążki,

Z

K
W
pod

stroju

tyłu

które

przyszywano

sięgały

rzyka

z

kiedy

nawet

„kryzki"

białego

płótna

i białej

pasa.

noszono

na

t.

j . rodzaj

lub

kartonu,

koronki

o

Z

tyłu

kryzkę

Ozdabiano
obszywano
wycinano

ją

zapinano

białym

tiulem
w

lub

ząbki

koronką,

(ryc.

36 I ł j ,

a

nie­

szerokości

na

haftem,

szyi

kołnie­

(3 — 10 c m ) , z m a r s z c z o n e g o i u j ę t e g o w
kę.

do

k

r y z

świątecznym

koralami

niżej

oszew-

guziczek.
brzegi

zaś

względnie
R y c . 47. —

39).

Kctieta

z

dzieckiem

w

stroju

co­

d z i e n n y m z I I p o t o w y X I X w . ( o k o ł o 1860—1870 r . )
Z czasem k r y z a przekształciła się w
bny

kołnierzyk

u

koszuli

(ryc.

53).

ozdo­

z pogranicza krakowsko-sandomierskiego. A. Pat­
kowski,

Sandomierskie,

Poznań

1938 r.

str. 4 1 .

41

�K l e j n o t y
Najczęściej
klejnotami
związane

i

noszonymi,

na

karku.

które

równo

ilość

rodzaj,

były

do

w

Przeważnie

na

srebrne,

na

po

nie

1

matce,

.

koral

Korale

posagu,

to

a nie

było

też
ich

jej

wielki wydatek, kupowała

były

środ­

mosiężne

otrzymywała

korale p r a w d z i w e , b ą d ź też
Laki

4

ząbki.

częścią

ich

dochodziła

l u b okówki
w

i

zamożności

największy

dziewczyna

tak

od

Za­

jak

rzędów

wycinane

niezbędną

spadku

korali,

uzależnione

k o w y n a b i j a n o obrocki

były

sznurów

kokardę.

Czasem ilość ich
grubych

skoro

w

korale

dziewczęta

końca

wiązały

kilkunastu

lub

były

Czasem

sznurków

właścicielki.
do

ulubionymi

Sandornierzanek

przymocowywały
wstążki,

d o d a t k i

stać

drobne

sztuczne„laki".

noszone czasem i do

stroju

ro­

H y c . 48.

Kobieta

boczego.
Czasami
korale

bursztynowe

wspomina

o

zwane

4 2

Kobiety
bieską

W a ż n y m

Do

też

dodatkiem

z

kramach

r.

na
z

płócienny

krajkę
do

włosy

drobnych

udekiem

pospolicie

używały

kolorowych

srebrny medalik, a

jarmarku. Posiadały
prawdziwym

one

koralem,

szklane oczka

złote

stroju
lub

opasywały

zast^ewal

często

należały

d«Łv'częcego

do

pąsową

rzemienny
były

chusreczki.

przedmiotów

wkładano

się

czarny

k w ^ t j ^ i
j f l

służyły

dużych

lub

rzadziej

szpilki

z

Rstka.

i pize^BBmo

I

na

na

specjalistki,
zapaski
wania

użytek
które

i fartuchy

była

na

Większe

Kobiety
R y c . 49. — K o b i e t a w c h u s t c e G o ł ę b i c e ,

42

r.

do
w

szeroko

którego

Płótno

się

używały

na

do

lnu

było

4 3

po

wsiach

szyły

gorsety,

umiejętność

w

wyszycia swoje
gotówce

mniejszą

gospodarstwie

skroić i uszyć

były

rozpowszechniona.

w y n a g r a d z a j ą c je

trudniły

k a ż d y m

choć

wynagrodzeniem

gatsze g o s p o d y n i e o d d a w a ł y
hafciarkom

ciężary

MATERIAŁY

weselne. T a k ż e

ogół

kolorowymi

VIII

domowy,
za

nie­

plecy.

Prawie k a ż d a Sandomierzanka umiała
bieliznę

Sandomierz

rzad­

Ł

koszyki •

płacht

W Y T W Ó R C Y

pow.

czasem
do

pasek.

R o z d z i a ł

f o t J. K a m o c k i 1952

pa-

Kolberg

rzadko.

strój

Czasem

ale

ddoo k o r a l i m o s i ę ż n y l u b

pierścionki

noszono

zdobiące

noszenia

bańki

Były

noszące

krajką.

główkami

np-

wiązanej z tyłu

.

Piercionki kupowano w

Kolczyki

• n nk ki a m i "

p r z y m o c o&gt;ww^t Ę | K )

szkaplerzu

widoczkiem.

kości.

chustce

Sandomierzanki

ciorków. Niekiedy

z

w

f o t . M . M a ś l i ń s k i 1953

i

skalę

konopi

lub

hafto­
Bo­
stroje

naturze.

tkactwem,
uprawianych

.

podstawowym

surowcem

stroju

san-

�doinieiskiego.
było

stąd

zapotrzebowanie

tak

duże,że

obok

powstała

osobna

grupa

czy

tkactwa

zawodowych

z w a n y c h płóciennikami.

dzy

dostarczanej

byli

tkacze

nie

ze

mogącej

klientów.

Świątnik,
wyżywić

mieszkańców.

wodowi

nie

wsi

z
Na

cieszyli

się

Tkactwo

przę­
Słynni

ludnej,

ale

roli

wszystkich

ogół

tkacze

za­

opinią,

nie

dobrą

dopuszczano ich np. do u r z ę d ó w

części

tka­

Tkali oni z

przez

swoich

nań

domowego

miejskich

przetrwało dłużej w

4 1

.

zachodniej

Sandomierskiego.

„Strój
wany

biały"

na

wsi.

był

całkowicie

Dodatki

wykony­

wytwarzano w

mia­

steczkach.
W

końcu

XVIII

sukiennictwo.
tury

w

Staszowie,

montowie,

a

pod

staszowscy
głównym

i

w

Bogorii,
koniec

ności

Rakowie

Staszów

Liczni

jego

Sando-

niemal wyłącznie

zajmowali

się

w

Szczególną

oni

po

rolę

wsiach

gospodarzy

tych

pierwszym

sławą

cieszyli

odegrali

krawcy

i

należało
Zdobili

był

również
też

oni

do

R y c . 50. — K o b i e t a w c h u s t c e w i ą z a n e j „ w

tam­

f o t . M , M a ś l i ń s k i 1955

każda
okucia

nie

z

się

Płótno

robocze

kobiecą

wyrabiano

rzadziej

farbowanie
miarę

aajDi,
WĘ

ZydzLmieszkający

i

czapę"

r.

do

z

W

niekiedy

płótna,

lecz

o

i

uprawa

ta

w

niewielkich

wtedy

znany

krawiectwo

spośród

skończyło

ręcznie

a

potem

się

ubrania

maszynowo.

Żydzi.

traktowali

płótno

płótna

płótno

się

Mieszkali

Kowale

jako

do

wykonywali
kowali,

pracę

podkówki

szewcy

dodatkową.

rekruto­
Przeważ­

butów.

w

było

płótno

konopne

na

paski

lub
z

rozmiarach

Na

ok.

Było

spodnie

kratki

w

czarnym.

tkanin

materiałów

(szer.

zgrzebne.

koszule i świąteczne

konopnego.

wyjątkowo

drukowaniu

rozpowszechniania

je

i szewca.

materiałem

a

dni.

Najbardziej

przeciwieństwie

swój

starych

czerwonym,

5

wędrowali

Zdobienie uszytych części

stebnowali

kowala

i zawód

z

ciągu

W ę d r o w n e

szycia.

wyłącznie

pasów.

cienkie

w

miasteczkach;

sznureczkami.

swego

wykonywano

rodzinę

po

wyżywienie.

Ożarowa.

którzy

u ż y w a n y m
lniane,

z

maszyn

się

do

wiejskiej

jedną

lniane-/ane p r z e z n a c z o n e b y ł o

ubranie

łym,

miała

łataniem

płótno

się

zajmowali

i klamry

Najpowszechniej
Wyrabiano
kie.

Kogut

krawcÓAv,

wieś

biedoty

zajmowali

—

otrzymywali

tasiemkami

czapek

butów,
się

Mojżesz

odzież

Prawie

wali

zapłaty

rozpowszechnienia

Wyrobem

W

i szew­
się

obszywalUprzeciętuie

i oprócz

k r a w c ó w

okresie

do

lud­

szewcy .

Poważną

w

do

z

T

tejsi

u

był

rzemieśl­

rzędzie sukiennictwem, kuśnierstwem
stwem.

Kli­

się w p r z e c i w i e ń s t w i e

miasteczek,
polskiej,

i

sukiennicy

zaopatrywania

odzież.

się

manufak­

X I X w.

sandomierscy.

rekrutujący

innych

rozwinęło

dostarczały

ośrodkiem

mierzaków
nicy,

i XIX w.

.Sukna

nie

posiadamy

fabrycznych
przetrwała

w

cm.

t. j .

grube

kamiziele.
lub

kolorze

Znano

64
ono

też

części

łokieć).
szorst­

Codzienne

wierzchnią
granatowym

odzież
z

bia­

„malowanie"

dostatecznych

zarzucano

i

uprawę

zachodniej i

czyli

informacji.
lnu

i

ko-

południo-

Sandomierskiego.
Sandomierzacy

kach.

zaopatrywali

Rozwożeniem wfeiy

się

w

zajmowali

w e ł n ę na j a r m a r k a c h , gdzie
się

pp r z^ ^ ^ wwss z y s t k i m

kupowali

mieszkańcy

ją w

Rakowa

moti 3

.

43

�Innym
nej

rodzajem

i wątku

,,Dwunitki" miały
i

tkaniny były

wełnianym.
lnianą

d w u wełnianych.

mian

lnianych i

Sukna

tkanin

osnowę i wątek

Materiały

burcane-

b y ł to samodział

burcanych

były

z naprzemian

..górcane"

miały

dwunitki

biegnących

osnowę

lnianą

i

o osnowie

i materiały

lnia­
górcane.

d w u nitek lnianych

wątek

z

nici

naprze­

wełnianych.

używano

przywnickich"

materiały

Odmianą

na

i na

sukmany,

czapki, czasem

Ryc. 51. — S o b ó t k a w Bilczy

burochy,
także

kapoty,

i na

tołuby,

pokrycia

kożuchów

spodnie. W y r a b i a n o d w a rodzaje

„kosukna:

p o w . Sandomierz — Reprodukcja z O. Kolberga ( L u d — Sando­
m i e r s k i e 1865 r . s t r . 123).

iańsze,

brązowe

droższe z wełny

z

wełny

białej

czarnej,

zrudziałej

z domieszką

czarnej.

w

czasie

u ż y w a n e najchętniej na sukmany. Kapoty natomiast
D u ż y m
—

popytem

z którego

Aksamit
kaftany
W

otoki

rogatywek

Obuwie
ty

7

z

gorsety,

zaopatrywano

najczęściej

było

lisich

i

na odświętne

fartuchy

drelich

na

weselne

spodnie,

po miastach

i

się w miasteczkach

wykonane były

ze s k ó r e k

szyto z cienkiego sukna

głównie

spodnie,

i sukno

z kożucha

jasnoszare,

uchodziło sukno

a

a

staszowskie,
fabrycznego.

koszule,

czasem

baja

i

perkal

kaftany-

i barchan

—

na

miasteczkach.
i na jarmarkach.

baraniego,

Kożuchy,

obszycia tołubów

a

czę­

zajęczych.

juchtowe, tylko

bogatsi

gospodarze

kupowali

na lato b u ­

giemzy.

Osobno
w

b y ł na

skórzane

—

zapaski,

T k a n i n y te k u p o w a n o

wyroby

i wścieklice

się karton u ż y w a n y

koszule,

przeznaczony
i spódnice.

tołuby,
sto

szyto

cieszył

przerobu

Za najlepsze

celu

należy

wspomnieć

o psiej

wyprawienia zakopywali ją w

skórze,

z

której

owczym

gnoju.

R o z d z i a ł

owczarze

szyli

sobie

spodnie;

I X

Z D O B I N Y
Pospolile
już

w

I

stosowano

44

wśród

odzieży

poł. X I Xw .
W

b.aly,

zdobią
a

warstw
koszule

późnie,

wyższych
chłopek

w e j g g n n e ,

XVIII

w. kolory

sandomierskich.
rzadsze, j a k c

z

czerwony

i

niebil

Równorzędnie
^

l u b zielony.

z

nimi

�Ludowe
nym
w

hafty

jest

południowej

spotkać
się

dotąd

w

Sandomierszczyźnie

można

końcu

było

proste

białe

zdobiły

ścieg

motywy

na

(ryc. n a

przodzie

w

Dość

duże

6—12.

sukmany

i na

zachowała

nitkę

poczym

n o w y m

z

ze

nićmi

rozpowszechniły
wnioskować,

płaskiego

Hafty

koszul

badań

najczęściej

oraz

dziurkowane

kobiecych.

Znano

męskich

4

6

.

Koszule męskie

haf­

oszewce.

sobą

na

na

jednym

rogu

i

po

bokach

W

z

nicią

stebnowaniu

linie

faliste,

i obramowane

z

t. j . n a s z y t y m

granatowym

pozwalał

rozeznać

pochodził.

okolicę,

naszywano

kratkę,

w

czarną

tasiemką

nierzu

i

mankietach.
linie

łamane

parafii

od

podobnie

52. —

Międlenie.

sukmany

w niektórych

wzdłuż

rękawach.
z

wzdłuż

( r y c . 20).

obrzucano

sukmany

właści­

biegł

i na

prosto

zie­

sznurków

Kamiziele, kaftany, świąteczne
tołuby

czerwo­

z której

Szamerunek

rozcięcia od pasa k u górze
Sznurki

maszy­

szamero­

lub czarnym. Kolor i układ

Przykładem
Góry

okolicach

rozcięcia

na

mogą

koł­
b y ć

Wysokie.

Różniły

stebnowanych

sukman

Panna

w

stroju

roboczym

i m ę ż a t k a w l u ź n o n a r z u c o n y m kaftanie. O b o k
pak w rogatywce. Okolica K o r z y w n i c y

pow.

chło­
Sando­

mierz. Reprodukcja z O. Kolberga (Lud Sandomierskie
1865 r . str. 169).

a

rozcięcia

wyjątkowo

noszone

przy

i

przez

pomocy

i odzieży
oszewce.

na

i

gor­

szwów,

czarnymi.
kawalerów

haftu

k u

miało

krzyżyko­

rozcięcia

na

lewą

—

płótna:

zwykle

mankiet.

Prawą
pasa.

wypruwano

z

po­
było

klapach,

tylko

do

Steb-

koszule,

których

kołnierzu,

imitowało

dołowi,

stebnowanie.

Paradniejsze

zakładkach,

stebnowaniu
t y m

rzadziej

na

stebnowanie
aż

stron l i ­

sznurkiem

(„siwym"),

j

nadto

( r y c . 55).

i kamiziele zdobiono

Kożuchy

bielizny

krzyżujące

obu

zielonymi

rozcięcia

wzdłuż

ręcznym

wzdłuż

czerwonym.

rozcięcia

których

igłę

sukmany, kamiziele, spancery,

kołnierz.

wzdłuż

rozcięcia
o

jak

granatowymi,

zdobiono

się p a m i ę ć

śladem.

wierzchnią

stebnowano

wzdłuż

przeciągano

ciągłymi

waniem,

przodu

natomiast

stosowano

Sukmany

Ryc.

świątecznych

czarnymi

zdobieniu

wzdłuż

rękawach,

dycji

się one

roślinnych.

w koszulach

niebieskim i
w

koszule

stebnowano

wyprutym

i

które

konkret­

czasie

źródeł można

krzyżykowego,

i kamiziele haftowano

przodzie

zastosowanie

Sukmany

w

haftów:

na

dekorowano

na

czarnym,

zakładki

kieszeniach

lub

roślinne,

i rzadziej

i

czerwonymi,

spancerów

ozdabiano

siadające

Sukmany

zdobione

kolorach

n ó w k ą

ciel

rozcięcia

haftem odzież

nićmi

starannie

lonym

i

w

sandomierskich

podstawie

motywach

i kołnierzyki

czerwonymi

i kożuchy.

świątecznych

nym,

w

zastosowanie

wzdłuż

również

różnobarwnymi

się

swoje

wyszywano

nawet

niami

stosowano

jedynym

okładce).

a

wego

haftach

geometryczne

używały

zarzucone,

koszula, znaleziona

W

I I poł. X I X w. N a

mankiety

również

Zdobiono

były

płaski

kryzki,

miał

Chusty

sety

w

całkowicie

łańcuszkowy.

Haft
towano

Haft

już

haftowana

( r y c . 53).

X I X w. Sandomierzanki

dziurkowanego.

też

zostały

zachowana

przypuszczalnie dopiero

że

U

sandomierskie

przykładem

przy
stronę

W

tra­

materiału

�ze

w s i na

południe

biono odświętne
Aplikacje

od

Sandomierza

spancery

występowały

R y c . 53. —

posiadaniem

czerwoną

lub

przeważnie

czarną
na

brązowej

plecionką

oblamówki.
z

Podobnie

zdo­

grubych kolorowych

k a m i z i e l a c h . B y d a to o z d o b a

nici.

charakterysty-

Haftowany kołnierz koszuli z p o ł u d n i o w e j Sandomierszczyzny z X I X w . —
R u d a p o w . S a n d o m i e r z f o t . J. K a m o e k i 1952 r .

czna dla służby dworskiej, np. furmani
kawach,
ziele

czarny

miały

Kobiety
których
lorze
kami.

kolor

różnił

spódnicy —
Także

i

sznurek

się od

zapaski

a

czyli

Buty

z

i pasy

zdobiono

czasem

na

kamizielę.

—

Obręb

spódnice

pliskami.

a

Literatura

cenniejszych

Zapaski

weselnych

powszechnie

brzeg

etnograficzna,

G r e g o r o w i c z a,

46

obszywały

plisy

rę­

kami-

czarną

kupną

świąteczne

w okolicy

—

lub

falbanką

były

rzadziej

w

lub

ko­
ząb­

Nieskurzowie
środkowy

wykańczane

wstążkami

ząb­

( r y c . 22).

czerwone

Wiśniowej.

1—3),

(od

zapaska posiadała

zdobiono

granatowe,

sukmany

wybijano

przeplataniem

stroju

należą

na

rogatywki.
7

Granatow e

„kucotki"

tołuba.

obijano

sandomierskim

wyłogi

Przybysławicach

aksamitne

zdobiono

Czarna

mosiężnymi

buta,
z

k a b z l a m i t. j . k ó ł e c z k a m i

ćwieczkami

taśm.

R o z d z i a ł

X

prace
żywo

jakkolwiek

ludowym
O.

i

obrazujące

Ponadto

lub

ćwiecz­

szerokie

pasy

r

Ź R Ó D E Ł

obszerna

stosunkowo

K o l b e r g a

i wiernie

„huncwot".

rzemiennych

C H A R A K T E R Y S T Y K A

o

W

czarne

niekiedy sznurkami: w

sznurków.

czerwone.

drużbów

nimi

różnokolorowe

spódnicy.

rzędami

zdobiły

skórzane

Kabzlami

spódnice

ozdabiano

boczne

przodu

naszyty

Świąteczne

Fartuchy

kucotki

na

koloru

pot. X I Xw . zdobiono

naszywano

kami.

często

zapaski trzema

fioletowy,

pasek

nosili

klapę.

„szczotką".

lub koronką.

Frędzle,
Około

oraz

czerwoną

naszywały

np. obszywano

kami

kołnierz

jedną

w okolicach Łagowa

mało

zawiera

Z. G l o g e r a ,
życie

niestety

wartościowych

wsi

a

dla

monografii

pozycji.

także

Do

obrazki

sandomierskiej w

naj­
J.

K.

poł. X I X w.

�Krótkie,

zwięzłe,

urzędowych
korzystać

w

w

rejonie

skie

jednak

zostały

kieleckie

przez

dotyczą

W.

dziennikacli

Z i e m a c k i e g o ,

często zbiegów

lub

włóczęgów.

mówiąc

sandomierskim

nie

noszony.

gdzie

był

sandomier­

mają

niej

np.

o

dokład­

zwykle

w

berg

uważał
strój

za

strój

,Powiśla

histo­

a

nawet

korzysta­

np. O.

Kol­

sandomierski

Tarnobrzeskiego

i Puszczy Radomskiej, zaś
do

te­

jej

uniemożliwione jest niekiedy
tak

dość

tego

zasięgu, utrudnione,

także

stroju

Wobec

nazwy

nie z takiego m a t e r i a ł u ;

Inne

wartość

precyzują

interpretacji

rozumianej

włącza

licznych

R e i n -

łącznie.

prace

przyczynkarską;

renu,

są

w

terenowe

i

omówione

opublikowane

rycznym

zebrane

ostrożnie, gdyż

R.

„Badania

rozrzucone

kielecko-sandomierskim'";

stroje

szerokiej

materiały

i gubernialnych,

należy

okres omawia

artykule

niestety

wiarogodne

wojewódzkich

z nich

Późniejszy
t u s s

lecz

a

A.Patkowski

Sandomierskiego

i

R y c . 54. — A . — H a f t

Opo­

na

przodzie

koszuli

z

X I X w . R u d a p o w . Sandomierz. B C . — haft
czyńskie.

k o s z u l z p i e r w s z e j p o l . X I X w . o d t w o r z o n y na

Wyzyskane
prace

St.

w

niniejszej

Arnolda,

J.

St.

Bystronia,

K i e n i e w i c z a , J. K i t o w i c z a ,
gera,

K. Moszyńskiego,

monografii

T.

A.

opracowaniu
Nieliczny

nosi

się

głównie

zachował
charze

do

Pawińskiego

W.

z

rzaka w

w

w

na

pasem

Atlasie

głowie
z

z
A.

1903

r.;

P a t k o w s k i

cowej

fazy

i

kołnierza,

f. K a m o c k i ,

w

haftowanej

d

b —

—

rękawa,

kieszeni.

Rys.

1956 r.

w

stroju

w

ilustracyjny

dają

J.

\\

Z tego okresu p o c h o d z ą

ó j c i c k i e j

koszuli,

ciemnej

brązowej
5).

—

spódnicy

sukmanie

Ilustracja

ta

rysunki

Z a k r z e w s k i e j ,
z

fartuchem,

przepasanej
była

czerwo­

reprodukowana

a.

sceny

1864r.

pozycję
typy

rysunki

grupowe

z

rysunkach

p.

L e w i c k i e g o

wsi

t.

W.

Gersona

ilustracja
strojach

..Sandomierskie"

(ryc.

sandomierskiej.

z

w

parę

i

S.
też

Sandomierszczyzny

Tygodniku

ludowych

59)

Należy

pogranicza

a także o rycinach z pracy O.

stanowi

Sandomierzan w

książce

J.

życia

strój roboczy z p o ł u d n i o w e j
o

G r a b o w s k i e g o ,

ona

rogatywce.

Polskiego

(ryc.

w

jedyną

daje

zanikania

poły

ka­

przedstawiającej

przedstawia

brzegu

—

głowie

obrazujące

w.

55. — D e t a l e z d o b i e n i a s u k m a n y :

c

i czerwonej

na

Ilustrowanym

X X

Ryc.

Sandomierzaka

materiał

mierszczyzny i rysunku
początku

w

Królestwa

oraz

w s p o m n i e ć o ilustracji

Z

ry­

sandomie-

B a z e w i c z

wierny

Tygodniku

i

wścieklicą

L a t a n o w i c z a ,

w

naj­

należy

Sandomierzankę

j . M .

Bardzo

pu­

2). D o

sukmanie

Poglądowej

chustce

nym

(ryc.

łoktuszkę

granatowej

Mapie

na

przedstawiający

sandomierzankę

przedstawiające
w

rysunek

R a d z i k o w s k i e g o ,

odzianą

na

w.

poł. X I X w.

E.

przedstawiającą
pie,

teoretycznych.
od­

Łagowa

ciekawszych

autorowi

X I X w.; z XVII

się j e d y n i e

z

St.

ilustracyjny

cechowym,

garncarza

cina

części

materiał

podsta­

w i e r y c . I . W ó j c i c k i e g o i W . E. R a d z i k o w s k i e g o

Ladenber-

i St. P o n i a t o w s k i e g o p o s ł u ż y ł y
w

końca

z ramion

(ryc.

fotografii

Sando­

K o l b e r g a .
Ilustrowanym
24).

Ponadto

z okresu

koń­

ludowego.

47

�Przy

opracowywaniu

renowych
z

trwających

powiatów:

monografii
1947—1954

sandomierskiego,

tarnobrzeskiego, janowskiego
wania
i

stroju

sąsiedni

Niestety

zeum

też

P.T.T.K.

męskiego

są to

w

ze

w

opatowskiego,

wypada

zbiorów

—

muzeum

pojedyncze

T

zaw dzięczam

Z

około

dr

czenie
prof.

prof.

riałów,
a

wsi

Romana

z

liczbie

badanich

182

stopnickiego,
na

teren
na

te­

miejscowości
mieleckiego

zwartego
teren

występo­

przejściowy

T

informacji
panu

strojach

i

doc.

F.

w

przez

B.

model

Instytutu

Bazielichównę

i

M u z e u m N a r o d ó w Z.S.R.R w

cennych informacji

udzieliła

Regio­

Warszawie.
stroju
w

mu­

Zawdzięczam

Państwowego

sąsiednich
Kotuli

uzyskałem

i dyr.

J.

od

Świeżego.

K..

je

Sztuki
Szczapę.

Leningradzie

mi Regina

mgr.

osobom

przy

i

wszystkim

prowadzeniu

Reinfussowi

składam

w

czym

tym,

badań

i

serdeczne

którzy

podczas

Bujakowa

na

dożynkach

—

A.

gór)

rys.

St.

Latanowicz
1938

r.

Cieśli-Reinfussowej,
trudne
wiele

było

udzielili
pisania

(Wśród nich,

Patkowski.

ozna­

dopomógł
mi

koło

Sandomierskie,

mi

mate­

pracy,

podziękowanie.

R y c . 56. — S a n d o m i e r z a n i e w s ł r o j a c h ś w i ą t e c z n y c h ,
z

Z.

Zwłaszcza

przodownicy,

„bandos"

Muzeum

Ludowej

pośrednie.

krakowsko-sandomierskiego,

pomocy
R.

Krakowie,

s a n d o m i e r s k i m i gorset

dane

z ramienia

w

w

Sztuki

muzeum

Reinfussa

Wiele

Wymienionym

prof.

w

i

kobiecy i pomniejszony

uzyskałem

Poznań

48

własnych

Sandomierza.

przejściowego

Sew eryn.

zwłaszcza

o

Seweryna,

terenu

T.

na

miejscowości,

Kultury

prowadzonym

p r o f . J. G a j k o w i .

danych

T.

tej
94

Kaftan

sukmana

45

terenowym

rodzina J a k u b c z y k ó w
Szereg

się

przebadałem

Etnograficznego

okazy.

krakowskim,

warszawskim.

kierownictwem

prof.

w

i Muzeum

I n f o r m a c j ę o s a n d o m i e r s k i m stroju l u d o w y m

i

tym

kieleckiego,

około

Muzeum

Sandomierzu

tylko

głównie badaniom
pod

oparłem

okresie

miejsc.

Korzystałem
nalnego

W

i iłżeckiego

sandomierskiego

88

niniejszej
r.

—

�P R Z Y P I S Y

1

T a k n p , w 1859 r . p r z e c i ę t n a p o w i e r z c h n i a g o s p o d a r s t w a

chłopskiego w dobrach

prywatnych w y ­

n o s i ł a o d 3—9 m o r g ó w (42,3°/°)» l u b o d 9—15 m o r g ó w ( 3 4 , 9 % ) , p o d c z a s , g d y t a k i e ż g o s p o d a r s t w a
w całym Królestwie Kongresowym

2 4 , 7 % oraz

28,5%. Gospodarstw

d o m i e r s k i m b y ł o t y l k o 2 , 1 % , g d y w t y m czasie w K r ó l e s t w i e p r z e c i ę t n a
wzięto z S t .

tworzyły

p o n a d 30 m o r g ó w w p o w i e c i e s a n ­
wynosiła 6,1%. Powyższe

dane

K i e n i e w i c z a „ S p r a w a w ł o ś c i a ń s k a w p o w s t a n i u s t y c z n i o w y m " — W r o c ł a w 1953 r . s. 5 1 .

D o t y c z ą one p o w .

sandomierskiego.

Odpowiednie

cyfry dla pow. opatowskiego i stopnickiego

wynoszą:

3—9 m o r g ó w — 10,4„/° i 5 1 , 6 % ; 9—15 m o r g ó w — 4 5 , 2 % i 3 4 , 3 % p o n a d 30 m o r g ó w 5 , 7 % i 0 , 2 % .
2

T .

Ladenberger,

„ Z a l u d n i e n i e Polski na p o c z ą t k u panowania Kazimierza Wielkiego" —

Lwów

1930 r .
3

A. P a w i ń s k i ,

„ W P o l s c e X V I w . " — W a r s z a w a 1886 r . — p o d a j e l i c z b ę w s i k o ś c i e l n y c h w p o w i e c i e

s a n d o m i e r s k i m n a 125 n a o g ó l n ą i l o ś ć 609, ale p r z e w a ż n i e l e ż ą o n e p o z a o m a w i a n y m o b s z a r e m ( n p . k l u c z
biskupi Bodzentyn w dzisiejszym pow.
4

kieleckim).

O s t a t n i o d d z i a ł p a r t y z a n c k i na terenie Sandomierszczyzny, d o w o d z o n y przez gen. Samuela R ó ż y c k i e g o ,

r o z w i ą z a ł s i ę 26. I X . 1831 r . p o r o z d a n i u l u d n o ś c i z a p a s ó w s u k n a i p ł ó t n a .
5

O.

6

Ś w i a d c z ą o t y m takie wypowiedzi,

Kolberg,

dziady b y ł y ; u b r a ć

„ L u d " Sandomierskie. Warszawa

1865 r . s. 19.

j a k : „ T e r a b y się wstydzili takie chaby

się, to c h o ć w k o n o p i e

postawić.

Dzisiejszy

jeszcze przez n i e l i c z n y c h s t a r c ó w w k a p o t a c h do k o ś c i o ł a ,

ubiór

wywołuje

to

D ł u g o s z ,

„Historia

polonica

liber

sextus"

p.

179.

A

nosić" lub

niezadowolenie

ziemia Sandomierska,

wielką

z m ł o d z i e ż y za s z c z ę ś l i w ą

(po

1205

(w

przekładzie

naszemu szczygiełków), k t ó r e przyleciawszy

liczbę

p o j a d ł y . G d y t e n sen

dziś
wśród

dziadzie c h o d z i ć ? " .

D.

„ B y ł o p o d a n i e , ż e R o m a n p o p r z e d n i e j n o c y m i a ł sen w r ó ż ą c y m u n i e s z c z ę ś c i e : w i d z i a ł
ptaków z czerwonymi główkami

„wszystko

innego". Chodzenie

zazwyczaj

i c h d z i e c i . T w i e r d z ą one, ż e „ S i a ć o j c a n a l e p s z e p a l t o . P o co w t a k i m
%T.

co

przyjaciołom z rana

od

polskim):

małą
tej

gromadkę

strony,

kędy

lubo

wielu

opowiadał,

go w r ó ż b ę u w a ż a ł o , s t a r s i j e d n a k i r o z u m n i e j s i t ł u m a c z y l i go n a z ł e , w i e s z c z ą c

z niego P o l a k o m p o m y ś l n o ś ć , R u s i n o m z a ś n i e p o w o d z e n i e i k l ę s k ę " .
8

Z. G l o g e r

podaje

czych mieszczan

p o d h a s ł e m „ U b i o r y " w- E n c y k l o p e d j i S t a r o p o l s k i e j (t. I V str. 405): „ U r o l n i ­

sandomierskich wczasach

Z y g m u n t a Augusta z n a j d u j e m y : k o ż u c h y otworzyste, koszule

trojakie: lniane, konopne i zgrzebne obok s u k n i b a r w y m a k o w e j z sukna
żek, f a r t u c h ó w z r ę k a w k a m i , tuniki
dobami

lundyszowej

myślenickiego, rąbków,

podwi-

c z e r w o n e j z k i t l i k i e m b r u n a t n y m c z a m l o t o w y m i oz­

aksamitnemi złotemi, w które się u b i e r a ł a żona Wojciecha Wilgi, obok „załogi (zakładki) białego

f u t r a " , l e t n i k a p ó ł f o r s z o c h o w e g o , s u k n i m o d r e j l u ń s k i e j z k s z t a ł t e m (gorsetem) a k s a m i t n y m w a r t o ś c i
sześciu, sukni b a r w y dzikiej w a r t o ś c i marek trzech, z sukni nakrapianej z sukna morawskiego
marek trzech, z „ S z u b k i m o d r e j
wemi

bramami,

wartości

albo

błękitnej

luńskiej, k r ó l i k a m i podszytej z lisim

koszulek k o l e ń s k i c h

pierzem i bobro-

m a r e k o ś m i u , s z u b k i z szarego s u k n a s z o d z k i e g o b a r a n k a m i p o d s z y t e j " ,

tości marek trzech, czapki aksamitnej podszytej k u n a m i

marek

wartości

wartości marek dwunastu, p a s ó w

war­

aksamitnych,

(kolońskich), koszul odziennych lnianych i konopnych. . . "

F a k t , ż e u b i o r y t e p o s i a d a l i m i e s z c z a n i e — r o l n i c y , p o z w a l a w n o s i ć ż e p r z y n a j m n i e j c z ę ś ć tego r o d z a j u
o d z i e ż y m o g ł a się r ó w n i e ż z n a l e ź ć w posiadaniu c h ł o p ó w — niestety, j a k dotychczas b r a k jest na to d o w o d ó w .
s

List

goóezy,

poszukuje

chłopa

umieszczony w D z i e n n i k u U r z ę d o w y m

Województwa

z

w

Kochowa

(koło

Opatowa)

ubranego

sukmanę

K a l i s k i e g o z 1852 r . (s.
siwą,

oblamowaną

1037)

niebieskim

sznurkiem koło k o ł n i e r z a , z k l a p k ą zieloną, s u k i e n n ą w y ł o ż o n ą , na plecach w y s z y t ą sznurkiem". D z i e n n i k
Urzędowy

Gubernii

S a n d o m i e r s k i e j N r 17 z

„w sukmanę chłopską

4 Strój Sandomierski

13/2

I V . 1841

r.

donosi

o

ucieczce

aresztanta,

ubranego

czarną".

49

�Dziennik U r z ę d o w y Gubernii Sandomierskiej

N r 47 z 26 X 7 X I

1841 r . s. 515,

r

w si Z d a n ó w , u b r a n e g o w „ . . . s u k m a n ę n i e b i e s k ą , s p o d n i e s u k i e n n e i c z a p k ę
Dziennik Urzędowy Województwa
na m o s i ę ż n e

guziki.

Cytuję

za

W.

1 0

— „ M a t e r i a ł y d o h i s t o r i i o d z i e ż y z l a t 1818—1865,

A. — Opis Gospodarstwa w Garbaczu.

Roczniki

s. 79 — t a k p r z e d s t a w i a u b i ó r c h ł o p s k i : „ S t r ó j j e g o
kapota,

czyli

sukmana

granatowa,

sznureczkami

przepasana". S ł o w a „ b e z stanu" w s k a z u j ą
1 1

Z.

Gloger,

ze

po­

917.
T

J.

donosi o zbiegu

barana".

M a z o w i e c k i e g o s. L . 4 7 6 z 1828 r. m ó w i o s u k m a n i e b u r e j , z a p i n a n e j

Z i e m a c k i m

z y c j a 919, o r a z p o z y c j e 269, 718, 914,

z

kolorowymi

na k r ó j

T

Gospodarstwa

powierzchowny

Krajow ego.

W a r s z a w a 1846

r.

p o d o b n y do m a z o w i e c k i e g o jest to

obszyta,

bez

stanu

pasem

skórzanym

małopolski.

„ U b i o r y l u d u " zamieszczone w „ O p i s i e Z i e m z a m i e s z k a ł y c h przez P o l a k ó w " , W a r s z a w a

1904 r . s. 252—254.
1 2

O.

1 3

K s.

1 4

Świadczy o tym

Kolberg,
J.

„ L u d " Sandomierskie. Warszawa

K i t o w i c z,

„Opis obyczajów

1865 r . s. 20.
r

i zwyczajów

za p a n o w a n i a A u g u s t a I I I " .

piosenka:
A j jesce, jesce
trzewicki w

mieście

a na m o j e wesele
s i ą d ź na

konicki

j e d ź po
nie

1 5

I p r z y ubiorach k o b i e c y c h trzeba

ż e w 1825

r. M a r i a n n a

trzewiczki

cekaj niedziele.
(O. Kolberg,
s i ę g n ą ć do D z i e n n i k ó w

Swistakowa z Iwanisk

w Truskolasie Barbara Kwietniowa

75)

U r z ę d o w y c h . D o w i a d u j e m y się z

była , . „ubrana w

miała „kaftan

o p . c i t . s.

kamizelę

po

wiejsko", a w

1 6

Z.

1 7

G.

1 8

kap

skórzane.

Cytuję

M a t e r i a ł y d o h i s t o r i i o d z i e ż y z l a t 1818—1865 — p o z . N r 711 i 717.

G l o g e r , o p . c i t . str. 252—254.
Paszkiewicz,

Niektóre

„ O b c h ó d S o b ó t k i " . W i s ł a t . X I I I . s.

dwory, wyposażając

662.

w y c h o d z ą c e za m ą ż d z i e w c z ę t a w i e j s k i e d o d a w a ł y

i ż ą d a ł y o d n i c h n o s z e n i a go p o ś l u b i e . M e r a z

z d a r z a ł o się, ż e k s i ę ż a

n o w o ż e ń c o m , nie u b r a n y m w strój l u d o w y . S t ą d też

kawalerowie

nie

odmawiali

posiadający

im

do

posagu

udzielania

sukmany, a

ślubu
chcący

się żenić, musieli ją p o ż y c z a ć od i n n y c h . C z ę s t o jedna sukmana m u s i a ł a s t a r c z y ć dla wszystkich
ż e ń c ó w z całej wsi. D o dziś w s p o m i n a j ą

nowo­

w parafii K o n i e m ł o t y proboszcza, k t ó r y panu m ł o d e m u u b r a n e m u

p o m i e j s k u u d z i e l i ł ś l u b u t y l k o w s u t a n n i e — co u c h o d z i ł o za w i e l k i w s t y d d l a n o w o ż e ń c ó w — m ó w i ą c :
m a s z p r a w o n i e u b i e r a ć s i ę d o ś l u b u w s u k m a n ę , ale i j a m a m
1 9

P o n i e w a ż „Strój sandomierski" został napisany przed
P. T . L . s ą p o d a n e w g .

p u j ą c e obecne p o w i a t y :
północną

część

cały

staszowskiego

starego p o d z i a ł u .
sandomierski,

wprowadzeniem

Zwarty zasięg

o p a t o w s k i , (z

oraz p ó ł n o c n o - w s c h o d n i ą

nowego

podziału

admini­

się w A r c h i ­

stroju sandomierskiego o b e j m o w a ł

w y j . części

nastę­

północno-zachodniej i północnej,

chmielnickiego.

M i e j s c o w o ś c i z k t ó r y c h z b i e r a n o m a t e r i a ł do n i n i e j s z e j
Pow\

„Ty

p r a w o n i e w ł o ż y ć szat k o ś c i e l n y c h " .

stracyjnego — w s z y s t k i e m i e j s c o w o ś c i w y m i e n i o n e w p r z y p i s a c h oraz w t a b e l i z n a j d u j ą e e j
wum

r.

sukienny, granatowy, z w y ł o g a m i sukiennymi, czerwo­

n y m i . C h u s t k a na g ł o w i e b i a ł a w czerwone k w i a t y . F a r t u c h s u k i e n n y , b i a ł y . T r z e w i k i
za W . Z i e m a c k i m " .

nich,

1824

monografii:

Sandomierz: — Bogoria, Bogoria Skotnicka, Chobrzany, C h w a ł k i , C z a j k ó w , D a r o m i n ,

Dmosice)

Dobrocice, D w i k o z y , Gieraszowice, G ł a z ó w , Gnieszowice, Gołębice, G o ł ę b i ó w , G ó r y Wysokie, Gorzyczany.
Goźlice, Jurkowice, K a m i e ń Nowy,
Mała Wieś, Męczennice,
Osieczko,

Konary, Koprzywnica,

Lipnik, Łoniów, Ł u k a w i c a , Malice

Mokoszyn, Mostki, Mściów, Naslawice,

Osiek, Osolin, P e c h ó w , P ę c z y n y ,

Piekary,

Kościelne,

Niekrasow, Niekurza, O b r a z ó w ,

Pielaszów,

Połaniec,

Ruda,

Ossala,

R y t w i a n y , Samborzec,

S a n d o m i e r z , S k o t n i k i , S ł a b a s z o w i c e , S n i e k o z y , S t a s z ó w , S t r ó ż k i , S u l i s ł a w i c e , Ś w i ą t n i k i , Szczeglice, Szewce,
Trzcianka, Tursko Wielkie, Wiązownica Duża, Wilczyce,

Winiary,

Włostów,

Wola

Wiśniowa,

Wiśniowa,

Zagrody, Zawichost, Zimnowoda.
P o w.

0 ; p a t ó w : — B a ć k o w i c e , Bardo, B o d z e c h ó w , Boria, B r o n i s ł a w ó w , Brzezie, Brzozowa, Ć m i e l ó w ,

Czerwona G ó r a , C z y ż ó w (k. Ł a g o w a ) , C z y ż ó w

T

(k. Zaw ichosta), D ę b n o , D u r a n ó w , G i e r c z y c e , G r o c h o c i c e ,
r

G r o c h o l i c e , G r y z i k a m i e ń , I w a n i s k a , J a k u b o w i c e , J a n i k ó w , J u l i a n ó w , Karsy , K a r w ó w , K i e ł c z y n a , K r a s z k ó w ,
K r y n k i , K u n ó w , Lasocin, L e c h ó w e k , Linów,
N o w y , N i e s k u r z ó w Stary. Nietulisko,

Łagów, Małkow-ice,

Nikisiałka

Duża,

Nikisiałka

Ostrowiec, O ż a r ó w , P i ó r k ó w , Pisary, P ł u c k i , Podole, P o r ę b a
bysławice,

Radwan,

R a k ó w , Ruda

Kościelna,

Ruszków,

Miłoszewice, Modliborzyce,
Mała,

Olszowica,

Nieskurzów

Opatów,

Orłowiny.

Kiełczyńska, Prusinowice, Przełuszyn,

Rzuchów, Sadków,

Sędek,

Przy-

Słupia

Nadbrzeżna.

S o b ó t k a Szlachecka, Strupice, Szewna, Szumsko, Teofilów, T o p o r ó w , U j a z d , W ą w o r k ó w , W o l a

Kiełczyńska,

T

Wola Łagowska, Wola M a ł k o w s k a , W ó l k a Lipowa, W ó l k a T a r ł o w s k a , W s z a c h ó w , Wygiełzów , W y s z m o n t ó w ,
Zagrody, Żerniki,
Po w.
Podłysica,
Po w.

50

Zwoła.

Kielce:

— Bieliny Kapitulne, Bieliny Poduchowne, Cisów, Huta

Nowa, Lechów,

Ociesęki,

Widełki.
Stopnica:

— C h a ń c z a , Gnojno, Grabki D u ż e , Koniemłoty.

Korytnica,

Osówka,

Piestrzec,

�P o l o k , Solec, S z y d ł ó w , T u k l ę c z , W o j c z a , W o l a O s o w a ,
Pow. M i e l e c :
Po w.

Zborów.

— G a w ł u s z o w i c e , K ę b ł ó w , Padew

T a r n o b r z e g :

Narodowa.

Wielowieś.

Pow.

K r a ś n i k :

Pow.

I ł ż a : — Czekarzewice, j a b ł o n n a , K r z y ż o w a

Styków,

—

—

Annopol.
Wola.

Michałów.

Pawłów.

Radkowice,

Rzepin,

Tarłów.

Badania terenowe u z u p e ł n i o n o d a n y m i z n a s t ę p u j ą c y c h
Pow.

S a n d o m i e r z :

— Bilcza,

miejscowości:

Gałkowice, Garbów,

Kichary,

R u s z c z ą (k. Osieka), R u s z c z ą (k. P o ł a ń c a ) , U s a r z ó w , Z d a n ó w , Złota,
Pow.

O p a t ó w :

— Bidziny,

Lipniki

(k.

Garbacz, G ę s i c e , Grzegorzewice, Jankowice,

k u ł o w i c e , O b r ę c z n a , P i o t r ó w , Radostowa,

Rcmbów,

Skała,

Osieka),

Pliskowola,

Żurawica.

Stobiec.

Szeligi.

Jałowęsy,

Truskolas,

Łopatno,

Zamkowa

MiWola,

Zbielutka.
Pow,

K i e l c e

Pow.

S t o p n i c a : — Brzeziny. Drugnia, Grabki D u ż e , K o m o r ó w , Korzenno. Kotuszów,

— Słupia

Nowa.

t.ubnica. Potok, Rataje, S i c h ó w , T u c z ę p y , Zabiec, Ż e r n i k i ,
Pow.

T a r n o b r z e g :

Pow.

I ł ż a : — C h y b i e , D ł u g a W o l a , L u b i e ń , Solec, Z a m b o r z y n .

:

'° J.

cyjnie

K.

—

— Dzików, Grębów,

G r e g o r o w i c z,

do

trzeciego

granatowej lub
Tomasz

podaje, ż e

dziesięciolecia

w. —

modrą

w o d n i e s i e n i u do w s i N i k i s i a ł k a D u ż a

posiadania gospodarstwa b y ł a wielka

barania

„ A b y go c z a r c i p o ś m i e r c i n i e t y r a ł y " , A .

2 2

R.

2 3

We

Koseła,

nesił

powszechnie

trady­

używanej

podaje, ż e w rodzinie B o r y c k i c h

Patkowski,

„Sandomierskie". Poznań

„ S a n d o m i e r s k i e s t r o n y " . W a r s z a w a 1939 r. s.

Złota

pod

Sandomierzem,

noszono czarne

b a d a ń t e r e n o w y c h B. B a z i e l i c h ó w n y z m a t e r i a ł ó w

B a d a n i a t e r e n o w e K . S z c z a p y — z m a t e r i a ł ó w P. I . S.
J.

2 6

K s.

G r e g o r o w i c z, „ O b r a z k i W i e j s k i e " .
„Monografia

1938 r. s. 50.

214.

spancery

2 1

B a s t r z y k o w s k i,

oznaką

z

wykładanym

kołnierzem —

wg.

P. I . S.

2 5

A.

zamiast

czapa.

2 1

K.

Sierpniów w Świątnikach,

rogatywkę,

czarnej.
D ę b s k i ,

wsi

Stale.

najstarszy z r o d z i n y

XIX

Kurozwęki,

Żuków.

B i b l . W a i s z . 1850 r. t. I I I . s.

historyczna

parafii

Ruda

502.

Kościelna

nad

Kamienną".

O s t r o w i e c 1947 r. s. 8.
2 7

Nazwa k o ż u c h ó w „koprzywnickieh"' pochodzi

od

miasteczka

gdzie je w y r a b i a n o . O . K o l b e r g ( L u d . Radomskie, K r a k ó w
„ i r u d n i ą się r z e m i o s ł a m i ,
2 8

1952

R.

Reinfuss,

mianowicie szewstwem i

„Badania

1887

Koprzywnicy

w pow.

sandomierskim,

s. 35) p o d a j e , ż e m i e s z k a ń c y

Koprzywnicy

kuśnierstwem".

terenowe w rejonie

kielecko-sandomieiskim".

Polska

Sztuka

Ludowa

r. N r . 1, s. 5 3 — 4 7 .
2 9

3

Z powyższego wynika,

" j . K.

ż e o k o ł o 1900 r. s t a r c y n o s i l i j e s z c z e

„trzosy".

G r c g o r o w i c z. op. c i t . t. I I I . s. 505:
„Mam

ci ja

kółeczek

P a r ę k o p e k w pasie,
Kiedy jeden

kocha.

T o d r u g i e m u zasie'*.
3 1

O.

3 2

Z.

Kolberg,

„ L u d . " Krakowskie. Warszawa.

Szewczyk,

3 3

M.

3 1

Pod

C z.

z materiałów

C h o 1 e w a, „ S t r o j e l u d o w e z i e m i s ą d e c k i e j " . L u d . X X X V I L u b l i n 1946 r . s. 256—279.

n a z w ą jałówka

nastąpiło jako w t ó r n y
3 3

O.

Kolberg,

3 0

O.

Kolberg,

3 7

J.

K.

1871 5 r.

rękopiśmiennych.

często

rozumieją

także magierkę.

skutek zarzucenia obu

typów

P r z y p u s z c z a l n i e to p r z e s u n i ę c i e s i ę

„ L u d . " S a n d o m i e r s k i e . W a r s z a w a 1865 r. s. 18—19.
o p . c i t . s. 6 ó.

G r e g o r o w i c z, w W i e j s k i c h

Z a r y s a c h , W a r s z a w a 1864 t. I I I s. 18 p o d a j e „ . . . p r z e w i ą ­

zana w pasie p o n s o w ą k r a j k ą , k t ó r a ś l i c z n i e o d b i j a ł a od zgrabnej k i b i c i o k r y t e j t y l k o
Poza

tą

3 8

wzmianką

O. K o l b e r g ,

Polskiego. Warszawa

brak jednak

innych

d o w o d ó w , że kobiety

c p . c i t . s. 20. J . W ó j c i c k a

z

pracowały

Z a k r z e w s k i c h

w

b i a ł ą k e s z u ł ą . . ."'

samych

tylko

koszulach.

— Mapa Poglądowa

Królestwa

1885,

3 9

J.

10

P o d o b n e o k r y c i e g ł o w y k o b i e c e j w y s t ę p o w a ł o r ó w n i e ż w E s t o n i i i na U k r a i n i e

1 1

„ C h l u b ę n i e w i a s t y s t a n o w i znaczna i l o ś ć k o r a l i zawieszona na szyi, a na w i e l k i e u r o c z y s t o ś c i o k o ­

K.

G r e g o r o w i c z,

op. c i t . t. I .

l i c z n e , j a k n a o d p u s t y d o S a n d o m i e r z a na
przywdziewają
A. J a n o w s k i
a

J.

1865 r. s.

4«

nazwy,

czapek.

K.

na się n a j p i ę k n i e j s z e
— Wycieczki

s. 7.

Męczenników,

lub

stroje i c z ę s t o s z n u r y

do

p o k r a j u . W a r s z a w a 1900 r. t. I I . s.

G r e g o r o w i c z.

op.

cit.

I . s.

155 —

O.

Sulisławic

korali gęsto

na

spadają

Kijowskiej.

święto
na

Matki

szyi aż do

Boskiej,
stanu".

52.

Kolberg.

, Lud."

Sandomierskie.

Warszawa

19.

51

�4 3

H e i l i g

H e l e n a — Sprawozdanie z b a d a ń patrz t e ż : A . P a t k o w s k i . ..Sandomierskie". P o z n a ń .

1958 r . s. 110.
H

O stosunku do t k a c z y ś w i a d c z y c h o ć b y ta

O.
4 5

u

Kolberg,
J.

piosenka:

. , O j w e ź ze t o r b ę na c h l i b

O j w l a z c e l a d n i k na

a drugi na k a s ę

da m a j s t e r p o d ł a w o ,

d a p r o ś c i e d o tego

oj ino ci majstrowa

a jaką okrasę.

udaje tę s p r a w ę .

A o b i e c u j ze p ł ó t n o

O j n i m a majstra,

na p r z y s z ł ą

N i m a majstra w domu

niedzielę

piec

nima

da j a k p r z y j d ą p o p ł ó t n o

da z r o b i ł w a ł ę

gdzie ja się p o d z i e j ę .

A l e nie w i e k o m u .

płótna

„ L u d " . S a n d o m i e r s k i e . W a r s z a w a 1865 r. s. 225.

M . B a z e w i c z,

A t l a s G e o g r a f i c z n y I l u s t r o w a n y K r ó l e s t w a P o l s k i e g o , W a r s z a w a 1907 r .

We wsi Złota pod Sandomierzem wyszywano

koszule

męskie w kwiaty

czerwone i zielone. W / g

b a d a ń t e r e n o w y c h B . B a z i e l i c h ó w n e j . Z m a t e r i a ł ó w P. I . S.

W Y K A Z

L I T E R A T L K Y

A r n o l d

S t a n i s ł a w — Geografia Historyczna Polski.

W a r s z a w a 1951 r.

A r n o l d

S t a n i s ł a w — T e r y t o r i a plemienne w ustroju a d m i n i s t r a c y j n y m Polski Piastowskiej ( w . X I I — X I I I )

P r a c e K o m i s j i d l a A t l a s u H i s t o r y c z n e g o P o l s k i . Z e s z y t I I . K r a k ó w 1927 r,
B a s t r z y k o w s k i

Aleksander — Monografia historyczna parafii G ó r y Wysokie Sandomierskie.

Sando­

m i e r z 1956 r .
B a s t r z y k o w s k i
Warszawa

Aleksander -

Monografia historyczna parafii

Jankowice

Kościelne

Sandomierskie

1927 r.

B a s t r z y k o w s k i

Aleksander — Monografia historyczna parafii Ruda K o ś c i e l n a nad K a m i e n n ą . Ostro­

w i e c 1947 r .
B a z e w i c z J. M . — A t l a s G e o g r a f i c z n y I l u s t r o w a n y K r ó l e s t w a P o l s k i e g o . W a r s z a w a .
B y st r o ń

Jan S t a n i s ł a w — E t n o g r a f i a P o l s k i . P o z n a ń 1947 r .

C h ą d z y ń s k i

Jan N e p o m u c e n — W s p o m n i e n i a

sandomierskie

i opis

miasta Sandomierza.

Warszawa

1850 r.
C h o ć iszewski
C h o l e w a
D ę b s k i

Józef — M a l o w n i c z y opis Polski czyli geografia ojczystego k r a j u . I n o w r o c ł a w

1907 r .

M . C z . — S t r o j e l u d o w e z i e m i s ą d e c k i e j — L u d 1946 r. s. 256—279.
T o m a s z — C z a p k a b a r a n i a . W i s ł a I V . 1890 r. s. 981—982.

D ł u g o s z

Jan — H i s t o r i a p o l o n i c a l i b e r s e x t u s .

D y b c z y ń s k i

T a d e u s z — K r a i n a p u s z c z y j o d ł o w e j . L w ó w 1959 r.

D z i e n n i k U r z ę d o w y W o j e w ó d z t w a K a l i s k i e g o , K a l i s z 1852 r.
D z i e n n i k U r z ę d o w y G u b e r n i i S a n d o m i e r s k i e j , R a d o m 1841 r.
Gajek

Józef — I n s t r u k c j a dla

G l o g e r

w s p ó ł p r a c o w n i k ó w „Atlasu Polskich Strojów L u d o w y c h " Poznań

Z y g m u n t — E n c y k l o p e d i a Staropolska Ilustrowana — Warszawa

1952 r.

1900-^- 1903.

Gloger

Z y g m u n t — Geografia historyczna d a w n e j Polski. K r a k ó w

Gloger

Z y g m u n t — U b i o r y l u d u : z „ O p i s u z i e m z a m i e s z k a ł y c h p r z e z P o l a k ó w " . W a r s z a w a 1904 r .

G r e g o r o w i c z

Jan K a n t y — G a w ę d y k s i ę d z a p r c b a s z c z a p o d l i p a m i ,

dzielnej ogłosił
G r e g o r o w i c z

1905 r .
dla

czytelników Czytelni Nie­

— w y d a u i e I I . W a r s z a w a 1861 r .
Jan K a n t y — O b r a z k i W i e j s k i e . B i b l i o t e k a Warszawska

1850 r. t . I I I . s. 497—529, t . I V .

s. 189—257: 1851 r . t . I . s. 1 — 4 4 : s. 215—268.
G r e g o r o w i c z
G r y n w a s e r

Jan K a n t y — W i e j s k i e Z a r y s y t. I I I I . W a r s z a w a

1854.

H i p o l i t — P i s m a t . I M . W r o c ł a w 1951 r .

J. A . — O p i s G o s p o d a r s t w a w G a r b a c z u . R o c z n i k i G o s p o d a r s t w a K r a j o w e g o . W a r s z a w a
J a n o w s k i Aleksander — W y c i e c z k i po K r a j u t. I I . Warszawa
K i e n i e w i c z
K i t o w i c z
K o l b e r g

Stefan — Sprawa w ł o ś c i a ń s k a w p o w s t a n i u s t y c z n i o w y m . W r o c ł a w

1955 r.

J ę d r z e j — O p i s o b y c z a j ó w i z w y c z a j ó w za p a n o w a n i a A u g u s t a I I I .
O s k a r — K r a k o w s k i e . K r a k ó w 1871/5 r .

K o l b e r g

O s k a r — R a d o m s k i e . L u d . K r a k ó w 1887 r .

K o l b e r g

O s k a r — S a n d o m i e r s k i e . L u d . W a r s z a w a 1865 r.

K o s e ł a

Roman — Sandomierka. Legendy ziemi Sandomierskiej. Poznań

K o s e ł a

R o m a n — S a n d o m i e r s k i e s t r o n y . W a r s z a w a 1939 r.

L a d e n b e r g e r
1950 r .

52

1846 r . s. 72—122.

1900.

Tadeusz — Zaludnienie

Polski

na

początku

1957 r.

panowania Kazimierza Wielkiego.

Lwów

�Latano w icz
L e w i c k i

Stanisław — Dożynki w Sandomierskim

(rycina).

J a n — O k r ę ż n e w S a n d o m i e r s k i m ( r y c . d o L u d u P o l s k i e g o . J. Z i e m k o w i c z a ) , S t r a s s b o u r g .

M o s z y ń s k i

Kazimierz — Geograficzne

zróżnicowanie

odzieży

l u d o w e j w Polsce.

Kalendarz I . K . C.

na r o k 1958 s. 68—78.
M o s z y ń s k i

Kazimierz — Kultura

L u d o w a S ł o w i a n , cz. I . K u l t u r a

materialna. K r a k ó w

Opowiadanie o ubiorach, zwyczajach i obyczajach ludu polskiego. K r a k ó w
P a s z k i e w i c z

G u s t a w — O b c h ó d S o b ó t k i w o k o l i c y S a n d o m i e r z a . W i s ł a X I I I . 1899 r. s. 662—667.

P a t k o w s k i

Aleksander — Sandomierskie. „ C u d a Polski" P o z n a ń

P a w i ń sk i

A d o l f — P o l s k a X V I w . M a ł o p o l s k a . W a r s z a w a 1886 r .

P o n i a t o w s k i

1938 r.

S t a n i s ł a w — E t n o g r a f i a P o l s k i . W i e d z a o Polsce, t . 5 / I I I . s. 101—534.

R a d z i k o w s k i

W a l e r y Eliasz — Sandomierzacy i L u b l i n i a c y .

czajach l u d u
Reinfuss

1929 r.

1863 r .

polskiego". K r a k ó w

Roman — Badania

R y c . do „ O p o w i a d a n i a o u b i o r a c h , z w y ­

1863 r.

terenowe

w

rejonie

kielecko-sandomierskim.

Polska

Sztuka

Ludowa

W a r s z a w a 1952 r. N r , 1 s. 55—47.
T y g o d n i k I l u s t r o w a n y , W a r s z a w a 1864; 1905 r.
W i e r z c h o w s k i
Kraków

Z y g m u n t — M a t e r i a ł y etnograficzne z p o w i a t u Tarnobrzeskiego i Niskiego w

Galicji

1890 r.
Z a k r z e w s k i c h

J. — M a p a p o g l ą d o w a K r ó l e s t w a P o l s k i e g o . W a r s z a w a 1885 r .

W ó j c i c k a

z

W ój cieki

Kazimierz W ł a d y s ł a w — Pieśni ludu

Biało-Chrobatów,

Mazurów

i

Rusi z n a d Buga.

War­

s z a w a 1836 r.
Z i e m a c k i W ł a d y s ł a w — M a t e r i a ł y do h i s t o r i i o d z i e ż y z lat 1818 — 1863. A r c h i w u m E t n o g r a f i c z n e N r 10.
Wrocław

1956 r.

Z i e n k o w i c z

Jan — L u d

Strassbourg

Pelski. albo

dokładne

Ź r ó d ł a
B u j a k o w a
Gerson

Regina —

obyczajów,

u b i o r ó w jego i t d .

nie

d r u k o w a n e :

Archiwum

Muzeum Kultur

L u d o w y c h w Warszawie.

— T e k a z A r c h i w u m A k t D a w n y c h w K r a k o w i e E . 34 N r 1161.

Helena — Sprawozdanie z b a d a ń

Opatowskiego. A r c h i w u m

Przemysłu

Chałupniczegi i Ludowego

na

terenie

Zdzisław — Materiały

terenowe.

terenowe.

SPIS

I L U S T R A C J I

Ryc.

1. K r a j o b r a z s a n d o m i e r s k i (z n a d W i s ł y k o ł o

Ryc.

2. G a r n c a r z z Ł a g o w a w k o s z u l i „ n a w y p u s t " p r z y w i ą z a n e j p a s e m d z i a n y m . R y s u n e k n a

Sandomierza).

c e c h o w y m z 1644 r. A . P a t k o w s k i — S a n d o m i e r s k i e P o z n a ń

3. U b i o r y s a n d o m i e r s k i e z p o ł . X I X w . w e d ł u g E . R a d z i k o w s k i e g o .

Ryc.

4. C h ł o p

sandomierski

ubrany

w

„kamizielę",

zdobiona

pucharze

1938 r . str. 46.

Ryc.

w Archiwum

powiatu

M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o w K r a k o w i e N r 642.

P a ń s t w o w y Instytut Sztuki — Materiały
S z e w c z y k

zwyczajów,

Pamiętnik.

Wojciech — rysunki,

G r a b o w s k i e g o
H e i l i g

opisanie

1847 r.

szamerowaniem.

Teka

Grabowskiego

A k t D a w n y c h w K r a k o w i e E-54 n r . 1161.

Ryc.

5. S t r o j e s a n d o m i e r s k i e

Ryc.

6. S t r ó j s a n d o m i e r s k i . M a i . W . G e r s o n . „ L u d P o l s k i "

I . W ó j c i c k a — M a p a p o g l ą d o w a K r ó l e s t w a P o l s k i t g o W a r s z a w a 1885 r.
Ł . G o ł ę b i o w s k i e g o , W a r s z a w a 1830 r . f i g . 20.

Z d o b i o n a „ k a m i z i e l a " przepasana pasem d z i a n y m . A r c h i w u m

M u z e u m K u l t . i Sz. L u d . w W a r ­

s z a w i e . N r i n w . 2544.
Ryc.

7. S t r ó j

sandomierski — przypuszczalnie

z p ó ł n . p o g r a n i c z a . M a i . W . G e r s o n o k . 1850 r.

Archiwum

M u z e u m K u l t u r y i S z t u k i L u d o w e j w W a r s z a w i e . N r i n w . 2541.
Ryc.

8. S t r o j e s a n d o m i e r s k i e i l u b e l s k i e ( s t r o j e s a n d o m i e r s k i e p o l e w e j s t r o n i e ) . M a i . St. W y c z ó ł k o w s k i

—

p r a w d o p o d o b n i e na podstawie r y c . W . E, Radzikowskiego. P o c z t ó w k a w y d a n a przez F r . K a r p o ­
wicza, A r c h i w u m
Ryc.

9. U b i o r y

M u z e u m K u l t u r y i Szt. w W a r s z a w i e N r i n w . 2539.

z południowo-wschodniego

z poł. X I X w. Na podstawie

pogranicza regionu sandomierskiego. D z i k ó w p o w . Tarnobrzeg

rys. W . Gersona — reprodukowanego

przez O . K o l b e r g a

(Lud —

S a n d o m i e r s k i e . 1865 r. str. 20) 2 1 .
Ryc.

10. S t r ó j s a n d o m i e r s k i p r z y p u s z c z a l n i e z p ó ł n . p o g r a n i c z a . M a i . W . G e r s o n o k . 1850 r . w y d . D a z i a r o .

Ryc.

11. T y p c h ł o p a z okolic

Archiwum

M u z e u m K . i Sz. L u d . W a r s z a w a , N r i n w . 2545.
Sandomierza. „ O p i s z i e m z a m i e s z k a ł y c h przez P o l a k ó w " W a r s z a w a

T . I I str. 235) Z G l o g e r — u b i o r y
Ryc.

12. U b i ó r

chłopa

1904 r.

ludu).

sandomierskiego. Mai. W . Gerson

7

o k . 1850 r. w y d . D a z i a r o . A r c h i w u m

Muzeum

K u l t . i Szt. L u d . w W a r s z a w i e . N r i n w . 2540.
Ryc.

15. K r o j e k o s z u l m ę s k i c h .
I. Koszula kroju

p o n e h o p o d ł u ż n e . G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z . N o s z o n a do o k o ł o 1939 r. A . —

�widok

z

przodu. B. — z

tyłu, C. — k r ó j :

d. — przód, d l . — tył,

e. — r ę k a w . f. — m a n k i e t ,

g. — ć w i k i e ł , h . — k o ł n i e r z .
II. Koszula kroju

p r z y r a m k o w e g o. M ś c i ó w ,

pow. Sandomierz. Noszona

sporadycznie

do

d z i s i a j . A . — w i d o k z p r z o d u , B . — z t y ł u . C . — k r ó j : d . — p r z ó d , d l . — t y ł , e. — r ę k a w f. —
m a n k i e t , g. — ć w i k i e ł , h . — k o ł n i e r z .
Ryc.

14. Z r e k o n s t r u o w a n e s p o d n i e z S a n d o m i e r s z c z y z n y .
I . Spodnie

starszego

typu, z poł, X I X w. A. — widok

z p r z o d u , B . — z t y ł u , C. — k r ó j : d. —

n o g a w k i , e. — ć w i k i e ł .
I I . Spodnie

z

klinami

z

końca

X I X w. A. — widok

z przodu, B. — z tyłu, C. — krój: d. —

nogawki, dl. — kliny.
Ryc.

15. Z r e k o n s t r u o w a n y

k r ó j „kamizieli". A. — w i d o k z przodu, B. — z tyłu

C. — k r ó j : d. —

przód,

d l . — t y ł , e. — k l i n y b o c z n e , f. — k l i n i k i , g. — r ę k a w y , h . — k o ł n i e r z .
Ryc.

16. I . K a p o t a z W y s z m o n t o w a p o w . O p a t ó w z p o c z . X X w . . , K r ó j s u r d u t o w y " . A . — w i d o k z p r z o d u .
B . — z t y ł u , C . — k r ó j : d . — s p ó d n i c a , e. — k l i n s p ó d n i c y , f. — p r z ó d , g . — p a c h a . h . — p l e c y
z połami, j . — rękaw, k. — kołnierz, Linia L — R — rozpór.
II. Sukmana

z Muzeum

Regionalnego

z okolicy wsi Złotej pow. Sandomierz,
C. — k r ó j : d. — p r z ó d „ s p ó d n i c y " ,

P. T . T . K . w S a n d o m i e r z u

pochodząca

prawdopodobnie

drugiej poł. X I X w . A . — w i d o k z przodu, B. — z tyłu,

e. — k l i n , ( z s z y c i e na r y s . B . j e s t

nie

widoczne), i . — t y l .

h . — p l e c y , j . — r ę k a w , f. p r z ó d .
R y c . 17. S u k m a n a

z okolicy

Z ł o t e j , p o w . S a n d o m i e r z . Ze z b i o r ó w

M u z e u m Reg. P T T K

w

Sandomierzu,

f o t . M . M a ś l i ó s k i 1954. r .
Ryc.

18. K o ż u c h ć m i e l o w s k i z k o ń c a X I X l u b p o c z . X X w . G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z . A . — w i d o k z p r z o d u .
B . — z t y ł u , C . — K r ó j : d . c. i . i l . -

s p ó d n i c a , f. — p r z ó d , d . — p a c h a , h . — p l e c y . j . j . —

rękaw,

k . — k o ł n i e r z , 1. — k l a p a .
Ryc.

19. W i d o k k o ż u c h a z t y ł u . G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z — f o t . J. K a m o c k i

R y c . 20. W z o r y z d o b i e n i a

sukman

sandomierskich z X I X wieku.

1952.

R e k o n s t r u k c j a J. K a m o c k i e g o , 1956 r .

Ryc. 2 1 . M ę ż c z y z n a w kapocie o k r o j u t r a d y c y j n y m , z pocz. X X w . P r z y b y s ł a w i c e p o w . O p a t ó w — fot.
S. D e p t u s z e w s k i 1951 r .
R y c . 22. Z r e k o n s t r u o w a n y

fartuch

drużby z X I X i X X w. A. — widok

o s z e w k a : d . •— m e a n d r o w e o b s z y c i e

o g ó l n y , B. — płat

płótna, C. —

tasiemką.

R y c . 23. M ę ż c z y z n a w k a p o c i e z p o c z . X X w . P r z y b y s ł a w i c e p o w . O p a t ó w — f o t . S. D e p t u s z e w s k i 1951 r .
Ryc.

24. C h ł o p

w

tradycyjnej

Fot. T . M a ń k o w i c z ,

rogatywce

i

współczesnym

ubiorze.

Szczytniki,

pow.

Sandomierz.

1954.

R y c . 25. M ę ż c z y z n a z d z i e c k i e m w s t r o j u

codziennym z I I poł. X I X w. (około

krakowsko-sandomierskiego. A. Patkowski, Sandomierskie, P o z n a ń

1860—1870) z p o g r a n i c z a

1938 r . str. 4 1 .

R y c . 26. G o s p o d a r z w k o ż u c h u i w c z a p c e b a r a n i e j — G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z — f o t . J. K a m o c k i 1952 —
R y c . 27. G o s p o d a r z w m a c i e j ó w c e p o l s k i e j ze S t o b i c p o w . O p a t ó w — f o t . B . B a z i e l i c h ó w n a
Ryc.

28. O k r y c i a g ł o w y m ę ż c z y z n . A . — w ś c i e k l i c a z r e k o n s t r u o w a n a
w i c z a , J. Z i e n k o w i c z a , J. W ó j c i c k i e g o , o r a z p u c h a r u
tywka

noszona

do

1914 r . Z r e k o n s t r u o w a n o

barania d o t ą d w powszechnie

w

1951. r .

na p o d s t a w i e r y s u n k ó w St. L a t a u o -

cechowego gancarzy z Ł a g o w a . B. — roga­

oparciu

u ż y w a n a . D . — magierka.

o fot. F. M a ń k i e w i c z a .

C. —

noszona w p o ł u d n i o w e j

Sandomiersz-

czapka

c z y ź n i e d o 1890 r . Z r e k o n s t r u o w a n a n a p o d s t a w i e f o t . A . P a t k o w s k i e g o „ S a n d o m i e r s k i e " . E F . —
kapelusze

słomiane.

Sporadycznie

spotykane i obecnie.

Gieraszowice

p o w . S a n d o m i e r z , g. —

pleciouka w cztery d u d k i . Stobice p o w . O p a t ó w .
R y c . 29. K r ó j

rogatywki

powszechnie

d . — o t o k b a r a n k o w y , e. —

n o s z o n e j d o 1914 r . A . — w i d o k

R y c . 30. O b u w i e z r e k o n s t r u o w a n e w o p a r c i u o d a n e u z y s k a n e

od s z e w c ó w z I w a n i s k i

I . Buty „ p r z o d o w e " z pol. X I X w. A. — widok z boku, B. —
II. „ B a b s k i e

buty"

zszywane

o g ó l n y , B . — k r ó j : c. — d e n k o ,

„kucot".

z

boku

Staszowa.

krój:

z poł. X I X w. A. — widok

z

boku.

B. — t y ł c h o l e w y

C. — p r z ó d t w o r z ą c y zarazem p r z y s z w ę . d. — p r a w i d ł o , c z ę ś c i o w o o b c i ą g n i ę t e s k ó r ą (zakreskowanie).
I I I . B u t y „ c h ł o p s k i e " z k o ń c a X I X w . i pocz. X X w . zszywane z t y ł u , A . — w i d o k z b o k u , B. —
cholewa, C. — przyszwa.
R y c . 5 1 . O w i j a n i e n o g i w i e c h c i e m . S z n u r o w a n i e ł y d k i — G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z , f o t . J. K a m o c k i 1952_
R y c . 52. O w i j a n i e n o g i w i e c h c i e m . R o z p r o s t o w y w a n i e k o ń c ó w s ł o m y . G o ł ę b i c e — p o w . S a n d o m i e r z , f o t .
J. K a m o c k i 1952.
R y c . 55. C h ł o p i z p o g r a n i c z a s u n d o m i e r s k o - ś w i ę t o k r z y s k i e g o . K o b i e t y w c h u s t k a c h w i ą z a n y c h w
i w świętokrzyskich

zapaskach

naramiennych. Mężczyźni w sukmauach

czepiec

sundomierskich, trzeci

( p r a w y ) w burosze, Szumsko p o w . O p a t ó w . A . P a t k o w s k i . Sandomierskie P o z n a ń

1958 r. str. fcO.

R y c . 54. S a n d o m i e r z a n i e w u b i o r a c h o d ś w i ę t n y c h z p o c z . X X w . R e p r o d u k c j a z p r a c y : J. K a r ł o w i c z L u d .
R y s l u d o z n a w s t w a p o l s k i e g o . Warzsaw~a 1905 (?) r . str. 151.
R y c . 35. K o s z u l a k r o j u p o n c h o p o d ł u ż n e . G r y z i k a m i e ń p o w . O p a t ó w . A . — w i d o k z p r z o d u , B . — z t y ł u .
C . — k r ó j : d . — p r z ó d , d l . t y ł , f. — r ę k a w , g. — m a n k i e t , i . — ć w i k i e ł , j . — o s z e w k a , h . — n a d o ł e k .

54

�R y c . 56. K r o j e k o s z u l k o b i e c y c h z k o ń c a X I Y w .
Zrekonstruowana koszula d z i e w c z ę c a . A B . — p r z ó d i tył j e d n a k o w y , C. — k r ó j :
I I . Ś w i ą t e c z n a koszula o k r o j u p r z y r a m k o w y m . Ruda p o w . Sandomierz. A . — w i d o k z przo­
d u , B . — z t y ł u , C . — k r ó j : d . p r z ó d , e. — t y ł . f. — r ę k a w y , g l . — m a n k i e t y , g2. — p o d s z y c i e
m a n k i e t ó w , h . — p r z y r a m k i , i . — ć w i k l e , j . — k r e z a , 1. — ż a b k a , k . — z s z y c i e r ę k a w a .
R y c . 37. Z r e k o n s t r u o w a n a s p ó d n i c a z X I X w . z p i ę c i u p ó ł e k . A . — w i d o k z p r z o d u , B . — k r ó j : c. —
p ó ł k a , c l . — p o d o ł e k . d. — oszewka.
R y c . 38. Z a p a s k a ś w i ą t e c z n a z poez. X X w . S z c z e g l i c e p o w . S a n d o m i e r z . A . — w i d o k o g ó l n y , B . —
k r ó j , C . — o s z e w k a ; d l . — p o ł ó w k i , d.2 — p ó ł k a , d.3 — d o l n a c z ę ś ć z a p a s k i .
R y c . 39. O k r ę ż n e w S a n d o m i e r s k i e m . P r z o d o w n i c a w s z n u r o w a n y m g o r s e c i e i w k o s z u l i z o z d o b n ą k r y z ą .
M ę ż c z y ź n i w k a m i z i e l a c h . W g . r y c . J. L e w i c k i e g o „ L u d P o l s k i " J. Z i e ń k o w i c z a 1847 r .
R y c . 40. G o r s e t w p i e r w s z e j p o ł . X X , w . M a ł a W i e ś p o w . S a n d o m i e r z . W ł a s n o ś ć M u z e u m K u l t u r L u d o w y c h
w W a r s z a w i e , n r . i n w . 4416. A . — w i d o k z p r z o d u , B . — z t y ł u , C . — k r ó j : d . — p r z o d y , e. —
p a c h y , f. — p l e c y . g. — r a m i ą c z k a , h . — k a l e t k i .
I I . Gorset z k o ń c a X I X w . W i l c z y c e p o w . Sandomierz. Z r e k o n s t r u o w a n y nu podstawie zacho­
w a n y c h r e s z t e k . A . — w i d o k z p r z o d u , B . — z t y ł u , C . — k r ó j : d . — p r z o d y , e. — p a c h y f. —
p l e c y . g. — r a m i ą c z k a , h . — k a l e t k i .
Ryc. 4 1 . Gorset z i e l o n y z I p o ł o w y X I X w . Ze z b i o r ó w M u z e u m K u l t u r L u d o w y c h w Warszawie N r i n w .
4416, f o t . M . M a ś l i ń s k i 1953 r .
R y c . 42. S i r ó j s a n d o m i e r s k i — p r z y p u s z c z a l n i e z p ó l n . p o g r a n i c z a . Z a p a s k a n a r a m i e n n a p r ą ż k o w a n a p o ­
przecznie — podobna do n o s z o n y c h dziś n a obszarze Puszczy R a d o m s k i e j . M a i . W . G e r s o n ,
o k . 1850. A r c h i w u m M u z e u m K u l t . i S z t u k i L u d . w W a r s z a w i e N r . inw . 2542.
R y c . 45. I . Z i m o w y k a f t a n k o b i e c y z p o c z . X X w . o b s z y t y b a r a n k i e m . N a s ł a w i c e p o w . S a n d o m i e r z . A . —
w i d o k z p r z o d u , B . — z t y ł u , C . — k r ó j : d — p r z o d y , e. — p a c h y , f. p l e c y , g. — r ę k a w , h . —
k o ł n i e r z , x . — miejsca p r z y s z y c i a haftek.
T

R y c . 44.
R y c . 45.
R y c . 46.
R y c . 47.
R y c . 48.
R y c . 49.
R y c . 50.

I I . K a f t a n k o b i e c y z p o c z . X X . w . N a s ł a w i c i e p o w . S a n d o m i e r z . Ze z b i o r u M u z e u m E t n o g r a f i ­
cznego w K r a k o w i e n r . i n w . 13463. A . — w i d o k z p r z o d u , B . — z t y l u , C . — k r ó j : d . — p r z o d y ,
e. — p a c h y , f. — p l e c y , g. — r ę k a w y , g.l — k l a p k a , h . — k o ł n i e r z .
O b u w i e kobiece z p o ł o w y X I X w . : ł a p c i e ł y k o w e i pantofle. Reprodukcja z O. Kolberga ( L u d —
S a n d o m i e r s k i e 1865 r. s. 19)
„ K a p " n a k r y c i a g ł o w y k o b i e t z a m ę ż n y c h . R e p r o d u k c j a z. O . K o l b e r g a ( L u d — S a n d o m i e r s k i e
1865 r. s i r . 19).
S z k i c c z e p k a z p o c z ą t k u X X w . R y s . I . K a m o c k i , 1956 r.
K o b i e t a z d z i e c k i e m w s t r o j u c o d z i e n n y m z I I p o ł o w y X I X w . ( o k o ł o 1860—1870 r.) z p o g r a ­
n i c z a k r a k o w s k o - s a n d o m i e r s k i e g o . A . P a t k o w s k i , S a n d o m i e r s k i e , P o z n a ń 1&lt;&lt;58 r . sir. 4 1 .
K o b i e t a w c h u s t c e w i ą z a n e j z t y ł u . — f o t . M . M a ś l i ń s k i 1955 r.
K o b i e t a w c h u s t c e — G o ł ę b i c e p o w . S a n d o m i e r z — fot. J. K a m o c k i 1952 r.
K o b i e t a w c h u s t c e w i ą z a n e j „ w c z a p ę " — f o t . M . M a ś l i ń s k i 1955 r.

Ryc. 51. S o b ó t k a w Bilczy
1865 r . s i r . 125)

pow.

Sandomierz

— Reprodukcja

z

O. Kolberga (Lud —

Sandomierskie

R y c . 52. M i ę d l e n i e . P a n n a w s t r o j u r o b o c z y m i m ę ż a t k a w l u ź n o n a r z u c o n y m k a f t a n i e . O b o k c h ł o p a k
w rogatywce. O k o l i c a K o r z y w n i c y p o w . Sandomierz. R e p r o d u k c j a z O. Kolberga ( L u d — San­
d o m i e r s k i e 1865 r . str. 169).
R y c . 53. H a f t o w a n y k o ł n i e r z k o s z u l i k o b i e c e j z p o ł u d n i o w e j S a n d o m i e r s z c z y z n y z X I X w . — R u d a p o w .
S a n d o m i e r z — f o t . J. K a m o c k i 1952 r .
R y c . 54. A B . — h a f t z r a m i o n k o s z u l i z p i e r w s z e j p o ł . X I X w . o d t w o r z o n y n a p o d s t a w i e r y c . J. W ó j c i c k i e g o
i W . E. R a d z i k o w s k i e g o . C . — H a f t n a p r z o d z i e k o s z u l i z k o ń c a X I X w . R u d a p o w . S a n d o m i e r z .
R y c . 55. D e t a l e z d o b i e n i a s u k m a n y : b — r ę k a w a , c — b r z e g u p o ł y i k o ł n i e r z a , d — k i e s z e n i . R y s .
J. K a m o c k i , 1956.
R y c . 56. S a n d o m i e r z a n i e w s t r o j a c h ś w i ą t e c z n y c h , n a d o ż y n k a c h ( W ś r ó d n i c h , k o ł o p r z o d o w n i c y , „ b a n d o s "
z g ó r ) r y s . St. L a t a n o w i c z , A . P a t k o w s k i , S a n d o m i e r s k i e , P o z n a ń 1938 r .
M a p a I . Z a s i ę g u b i o r u s a n d o m i e r s k i e g o . W y k . K r y s t y n a W o ź n i ń s k a , 1957 r .
T

M a p a IJ. Z a s i ę g u b i o r u s a n d o m i e r s k i e g o

i jego w a ż n i e j s z y c h s k ł a d n i k ó w . W y k . K r y s t y n a W o ź n i ń s k a

Analityczne rysunki k r o j u . W y k . Barbara
T a b l i c a 1. S t r ó j s a n d o m i e r s k i , m a l . J. K a r o l a k .
T a b l i c a I I . S t r ó j s a n d o m i e r s k i , m a l . J. K a r o l a k .
SPIS

1957 r.

Meissnerówna.

T R E Ś C I

W s t ę p , str. 5, — R o z d z i a ł I . — O b e c n y stan s t r o j u l u d o w e g o w S a n d o m i e r s k i e m , str. 6 — R o z d z i a ł I I . —
Z a r y s h i s t o r y c z n y r o z w o j u s t r o j u s a n d o m i e r s k i e g o , str. 7 — R o z d z i a ł I I I . — Z a s i ę g s t r o j u s a n d o m i e r s k i e g o ,
str. 11 — R o z d z i a ł I V . — O g ó l n y opis s a n d o m i e r s k i e g o s t r o j u m ę s k i e g o , str. 13 — R o z d z i a ł V . — S z c z e g ó ł o w y
o p i s s a n d o m i e r s k i e g o s t r o j u m ę s k i e g o , str. 1 6 — R o z d z i a ł V I . — O g ó l n y o p i s s a n d o m i e r s k i e g o s t r o j u k o b i e c e g o ,
str. 3 0 — R o z d z i a ł V I L — S z c z e g ó ł o w y opis s a n d o m i e r s k i e g o s t r o j u k o b i e c e g o , str. 3 2 — R o z d z i a ł V I I I . — W y t w ó r c y
i m a t e r i a ł y , str. 43 — R o z d z i a ł I X , — Z d o b i n y , str. 4 4 . — R o z d z i a ł X , — C h a r a k t e r y s t y k a ź r ó d e ł , str. 4 6 . — P r z y ­
p i s y , str. 4 9 . — W y k a z l i t e r a t u r y , str. 52.—Spis i l u s t r a c j i , s t r . 53. —Spis t r e ś c i , str. 55.

55

�C ñ H A O M E P C K H f í

B

H ñ P O f l H b l H

KOCTrOM

OKpeCTHOCTH OflHOrO H3 CTapeHLLiHX rOpOflOB LieHTpaAbHOH riojlbLUM

AeccoBbix

3eMJi5ix, o6pa30Bajicsi

Hapop,Hbití

THOH o r coceflHHx TeppHTopHH. (KapTa
3anafle H rare, Sojiee H A H
pena

3ja

Bncjia.

XII—XIII B B .

1). TpaHHua n n o T H o r o

CaHflOMewa,

oTAeAsieT

npeAena

STOTO

Ha n^OAOpOflHblX

STHorpacpHnecKMH

STOT

flaHHbie

MeHee c rpaHHuaMH apxHAnaKOHCTB X 1 Y — X Y I B B . , a Ha BOCTOKe onpeAe/iaeT e ë

TeppmopHsi

U C A H K O M

B X O A H A 3

cocTaB

B

Ca

O .

H

.rio Me pe

3eMJiH,

KO H

ee

B

rpaHHuax

nosBAsnoTCs B 1644

H3BecTH3 o caHflOMepcKOM KocTiOMe

flaTHpyíOTCs

HananoM X I X Bexa

r o f l y (pac.

(TaÖJi. 1). r i o c A e paCKpenoLueHHsi

2.); nepBbie n o a p o -

KpecTbsiH B nonoBHHe X I X

Bena B KOCTKDMe n p o H 3 0 m j i H 6oJibLune

H3MeHeHHsi (ja6n. 2). H a p y S e w e X I X M X X BeKOB HaHaAOCb

MHTejibHoe HCHe3aHHe

B Hacrosimee BpeMH

H A-Til

o6uj,He TaKtfíe
npepBaHbl

pe-

c o B n a n a n a Ha ceBepe,

KOCTK)M3

(KapTa H o . 2).

flpeBueHLiiHe
ÖHbie

KOTopbiñ neTKO

KOCTHDM,

SToro

KOCTHDMB.

CMeWHblX TeppHTOpHH.

IlonblTKH

O T

CTpe-

H e r o ocTanncb TOAbKo oTflejibHbie 3/ieMeHTbi,

B03pOp,MTb

perHOHanbHblH

WíeHCKHH HapSiR

6blAH

BTOpOH MHpOBOH BOHHOH.

CymecTBOBaBU-iee

HeKorna

B yKpameHHH

M H o r o o ó p a 3 H e BapnaHTOB

caHAOMepcKoro

Hapsfla

6bino

BbI3B3HO pa3JlHHHbIMH CpaKTOpaMH, HanpHMep, BAHSIHHeM COCeflHHX paHOHOB, 3H3MHTeAbHbIM n o TorAaLUHHM
BpeM6H3M pa3BHTHeM npOMblUMAeHHOCTH, OTCyTCTBHeM KpynHblX nOMeCTHH H T . A- Pa3AHMHSl B HMyiuecTBeHHOM

nOAOHíeHHH CKa3bIBaAHCb

HdpHASX B H63HaMHTCAbHOM CTeneHH BCAeACTBHe AOBOAbHO ÖOAbLUOH

Ha

3a&gt;KHTOMHOCTH HaceAeHMH CaHAOMepCKOM 3CMAH.
B npeACTaBAeHHOM TpyAe aBTop ocHOBbiBaeTca
Hbix B 1947—1954 r r . B AOBonbHO

raaBHUM

o 6 p a 3 0 M Ha

MHoroHHCAeHHofí A H T e p a i y p e

C B O H X

HMeeTCsi

HCC/ieAOBaHHsix, npoBeAeH-

oneHb

Mano

ueHHbix p a ö o T n o

3TOMy B o n p o c y .
MyWCKOH

K O C T K 3 M . JleTOM. B paÔOHHH AeHb, CaHAOMepeu. OAeBaA KOCTIOM UeAMKOM H3rOTOBAGH-

HblH H3 CaMOTKaHHOrO nOAOTHa. 3TOT
K3HH),

3aBH33HHbIX

BopoTHHKOM,

BepeBKOH

HoujeHHOH

(pHC.

HaBbinycK

KOCTHDM COCTOSIA H3
14.) H py6aXM (pHC.
H nepeTsmyToíí

pe&gt;Ke, XOAHAH

H HO,

6 0 C H K O M .

Ha

mew

3TOT KOCTK3M HHOTAa OAeBa.HaCb

pyóaxa

canorn

y o i e H siHTapHoñ H A H

LUHAH

H S T O H K O F O

nbHsmoro

Kopa.nAOBofl 3 a n o H K o ñ p y o a x y

CHTueByio KypTKy, 3acTerHBarouj,yK)C5i Ha n y r o s H U b i
LUeH

KaHMOH. BepXKKDK) OAeWAy COCT3BASÎAa

(pHC.

10.)

CHHero

H A H

H A H ,

cyKMaHa,

KopOTKHe, Hepa3pe3anHbie

B

cyKMaHbi, c r y c T o c ö o p r a T o f i
HanaAH HOCHTb CHHHe
naAbTo (pue.

e. cyKoHHasi
H

T ^ Ô K O H

O T

B T O P O H

H3

S H A H

30.)
n o-

Ha

3acTerHyTyK0
npocropHyio

OÔUJHTasi

B

CTCHÎKOH

6 H A

ynpa-

U,BeTHbIMH UJHypaMH

XIX BeKa

cyKMaHbi

ujHypoB.

LUHAH

CyKMaHbi

ynoTpeÔAeHHe

BOLUAH

H3

6bmn
ôeAbie

(pnc. 17.). B KOHue X I X BeKa

c p a ô p H H H o r o cyKHa Ha o6pa3eu, ropoACKHx

nepenoacuBaA

xo3sieBa oAeBajiH Mexosyro

( P H C .

CLUHTaSi noKpoeM

L U H P O K H M

peMHeM

c

HaöHTbiMH Ha

rB03AHK3MH H KOAeCHK3MH. TOAOBHblM yÔOpOM Mame BCerO 6blAa CHHHH

3a&gt;KHTOHHbie

KpacHoñ

M M

c n a H u e p , T . e.

U B C T H U X

noAOBHHbi XIX Eena

K a n o T b i , H3roTOB.neHHbie H3 TOHKoro

ma

15.).

noAOBHHe

H X O Ô U J H B K O H

YKpameHbi

H M

n o K y r m u x MaTepnfi.

KaMH3eiU,

cepMsira. B n e p B o ñ

nosica.

3aB93biBaAacb

M a c r o BAOAb pa3pe3a e n a n u e p

H A H K P K J H K H .

yKpamaAH

n o a c e . B HaMaAe

H3

H

caHAOMepeu, OAeBaA

nOAOTHSIHaa

16.). B e p x H r o i o OAOKAy KpecTbaHHH

MeTaAAHSeCKHMH
29.).

T .

peme, KopHMHeBoro cyKHa

noAOTHa

CaMOT-

C HH3KHM CT05IMHM

c r one

KaMH3eA3,

H3rOTOBAeHHaSI H3 TOACTOTO 6eAOrO CaMOTKaHHOrO nOJlOTHa (pHC.

i1pa3AHHHHbiñ n a p s A

(pHC.

y

OAeBanw

H O T H

T . e.

C O UJ H B K O H,

pe^eoiKOM.

T e c e M K o ñ . H a r o j i o s y oAeBa/iH conoMeHHyio inAsiny, Ha
HAH,

LUTaHOB, (cAeAaHHblX H3 KOHOneAbHOH
13.)

„ B e u e K A H u y "

(pHC. 9.). I l a p H H

H C M

pOTaTblPKa

H O C H A H

KpacHbie

poraTbiBKH, nacTo yKpaujeHHwe naBAHHbHMH nepbsiMH. B n o c A e A H e ñ ćpa3e cymecTBOBaHHsi HapsiAa B O B c e o ô meM

ynoTpeÔAeHHH
3HMOÍÍ,

B

Ö H A H

K a u i K e T b i (pnc,

10.).

6yAHH HocHAHCb , , 6 o p y x b i " , T . e. BepxHsia oAe&gt;KAa

T O T O

Tasi H3 TOACToro KopHMHeBoro cyKHa. B noBceAHeBHOM y n o T p e ô A e H H H

56

we
6 H A H

noKposi.

H T O H

cyKMaHa,

C L U H -

A-nHHHbie K o w y x H , rAaBHbiM

�o ó p a 3 0 M H3 LUKyp MepHbix ö a p a H O B . K o w y x b i y n a p H e ñ B o6uj,eM 6bijiH yKpameHbi
6apaHHiiy

HOCHAM

(oapauiKOByi-o

B o BpeMa CBafleÔHoro
cpapTyKH (pwc. 22 ).
&gt;KeHCKHH
copoHKH u

H Ö H

He

HOCHJ1H.

TOH,

TaK&gt;Ke

„ c T p y

aiacjjepa

op,eBajiH

Hanajie X I X

B

M3 nOKyriHOH

(„6enbiíí

yKpaaieHHoñ

xapaKTepHbie

B. ACTHMM

MaTepHH.

K

p

M

3

K O

U Ł A M K O M

Hapafla

MepsHOK.

nonoAHaAM

3aMy&gt;KHHe

ujKH yKpaiLiajiH

uiHypbi

weHinnHti

B O A O C H

H

KopaAAOB,

3anaCK0H

(nepeflMHKOM),
B HaMajie
OH

nonoTHa.
(pwc.

53.),

C L U H -

X I X B.

cocToaaA H3
3anacKH

K&gt;6KH,

6bi/in

weHCKHñ

flparoueHHOTaMH

JIRDOMMUMH

uBeTHyro

manKy,

T.

njiaTKH imeTaMH. M o j i o f l b i e 3aMy&gt;KHHe weHinHHbi
B .

(BopOT-

H lIBeTHbie HyjlKH OWHBAaAH 3TOT HapaA-

noaCOK

KOTopwe

T o r o UBeTHbie KopceTbi. Bo B T o p o ñ nojiOBHHe X I X

H3 noAOTHa-

C O C T O H A

r o j i o B y n/iaTKOM. CanoT

K0CTH3M0M aBAaAca,

B O P O T H H H K O M )

noAOTHaHbie

BbiujHBKH Ha nuaTKe, „AOKTyLUKe", KpbI3Ke

xapaKrepHyio

HOCHJIH

roAOBe

9.) T . e. ô o u b m o r o HaKHflHoro nnaTKa. H a H O ™ o n e -

H A M TyijjjiH. U,BeTHbie

6aiuMaKH

K O C T I O M

caMOTKaHHOro

H S

(rotJjpHpoBaHHbiM

H

roAOBHoro njiaTKa M , ,jiOKTyujKn" (pue.

caHflOMepHHKH

canAOMepiiiHHbi

paôoHHÎi

W C H C K H H

npa3flHHHHbIM

HHHKe) H COpOHKe (pHC. 54.), pa3H0IlBeTHblñ LUepCTSHOH
UeflocTb

flAa

3aMy&gt;KHHe «eHiUHHbi noKpbiBanH

HapaA"), cflexiaHHbiñ

B U L L I H T O H

BbiiiiMBKOH. H a

poraTbiBKy (pHC. 8.).

B o BTOpOH nOAOBMHe X I X B. 3T0T KOCTrOM 6bIA nOnOAHeH
KSK H K)6Ka,

(nepeflHHKa),
Ba/iH

Eme

MAM

3aB5i3aHHofi TeceMKaMH.

K)6KH,

6 a Ji bi "

H

copoHKH

oôpaAa

M.

K O C K )

manny)

Ha3.

Kan

(pHC.

fleBy-

AeByniKH HafleBajiH

M

pe3KO H3MeHnjica.

KOCTKJM

caHflo-

45.),

KpoMe

HapaA

caHflo-

MepaHOK COCTOajl TOrfla H3 BblLUMBHOM nOJlOTHaHOH COpOMKH (pHC. 35.), C BOpOTHHHKOM HAH Kpbl3KOH, LUHpoKOH

(pue.

KDÔKH

37.), n a u í e B c e r o aMapaHTOBoro (KpacHoro

c cj^HoneTOBbiM

ByujKH oneBa^H UBeTHbie KopceTbi, CTapuine weHuiHHbi
3biBajin caHfloMepaHKH
B 3HMHee BpeMa
oônJHTbiH

6apaujKOM

LuepcTaHoii

UBeTHbie nAaTKH (pHC
on,eBajia

TonCTyro

Bcerfla

OAeBajia

canorw

nna-roK, noKpbiBaromHH

n o npa3flHHKaM

Tojiyö.

3TO

noHTH

KacpTaHax (pue.

B

OÔLUHTOH

MoHOflbie JKeHIUHHbl H fle43.).

Ha

roAOBbi

noBa-

42.).

HieHuiHHa
H

XOAHAM

iiBeTa,

OTTCHKOM)

BHH3y UBeTHblMH TfcCbMaMH H llBeTHOBO (B MHHOM LIBeTe HeM K)ÔKa) nepeflHHKa.

łOOKy, Ha3biBaeMVK) , , U J o p u ,
r

c roAeHHinaMH.

&lt;j)nrypy (pHC

BCKD

34.)

BepxHeñ

BaTHbiñ KacjnaH, Macro
aBjra/ica

O H O K R O H

Kowyx. BoraTbie

M A H

6uno cyKOHHoe najibTO, nonujHToe B a T o ñ

ôapauuKOM, a

VISWÍ

oojibiuofi

xo3afÍKH

ofleBanH

no

6eperaM

o ô u j H T o e TecbMofi u JIM uBeTHbiMH uiHypKaMH. rioflBeHeHHbiH Hapafl 6bin ô e j i o r o uBeTa. H e B e c ï a Ha r o j i o B y
oAeBa^a

ôbiJio

cfle/iaHHbiH

C T P O Í Í H H K ,

B o BpeMa

nocueflHen

yHHHTOweHo.

B O M H U

H3

neHT,

HCHTCHH

riocjieAHHe,

U B Ê T O B

6/ieCTKOB.

H

CaHJiOMepinHHbi

HeMHoroHHCJieHHbie

noflBepr/iHcb

o6pa3Ubi

nepeceJieHHto. Bo/ibiiiHHCTBO

xpaHHMbix

HaxoflHTca nHUJb HecKojibKo 3KCnoHaTOB, no3TOMy peKOHCTpyKUHa

Hapa^oB n o r w ô / i H . B

CaHHOMepcKoro

Hapajia

ce^

My3eax

6bi/ia

CBa3aHa

PncyHOK

C MHOfHMH TpynHOCTHMH.

c n n c o K

h nn

\o c t p ñ u, h

h

Puc.

1.

CaHflOMepcKHH jiaHALua&lt;})T (ripnBHc/iHHbe oKOjio

PHC.

2.

ToHMap H3 J l a r o B a B copoMKe „Ha BbinycK", n e p e B a 3 a H H o ñ BS3aHbiM („fl3aHbiM") noacoM.
na

uexoBOM KyÔKe H 3 1644 r .

PHC.

3.

CaHflOMepcKHe

PHC.

4.

CaimoMepCHHñ KpecTbaHHH,
FpaôoBCKoro

PHC.

5.

B

CaHjiOMepcKMe

6.

ñ . flaTKOBCKHH, caHflOMepcKe,

HapaAbi c cepeflHHbi X I X . B . n o 3.
RpxMBe

ofleTbiñ

flpeBHHx

rio3HaHb

B

46.

Pafl3HKOBcKOMy.

B ,,KaMH3ejiK3'' (KaM3o/i),

S K T O B

1938 r. d p .

KpaKOBe.

yKpauieHHyio

KañMoñ.

riopTcpe/ib

E — 54 H o . 1161.

Hapaflbi. H . ByHiiHu,Ka, M a n a norjieHAOBa Kpy^ecTBa floAbCKero (HarAaAHaa

r i o A b C K o r o KopoAeBCTBa)
PHC.

CaHAOMewa).

CaHAOMepcKHH HapaA-

BapiiiaBa,

1885

Kapîa

r.

n n c a n B . T e p c o H . „ J I K S A noAbCKH" ñ . ToAeMÖeBCKoro,

(j)Hr. 20. „ K a M H 3 e A a " c y Kpa L U eH Ha M M , n e p e n o a c a H H a a Ba3aHMM („A3HHbiM"')

BapiiiaBa

1830

noacoM. M y 3 e ñ

r.,
Ha-

poAHoti KyAbTypbi M MCKyccTBa B BapujaBe. H H B . H o . 2544.
PMC.

7.

CaHAOMepcKHH HapaA — npeAnoAOKMTeAbHü

H3 c e B e p n o r o

pyöewa.

n Mea A

B.

TepcoH

O K O A O

1880 r. M y 3 e ñ HapoAHOH K y j i w y p b i H MCKyccTBa B B a p n i a B e . H H B . H O . 2541.
PMC.

8.

H AtoOAMHCKHe H a p a A « (caHAOMepcKHe

CaHAOMepcKMe

KOBCKMM — npeAnOAOWHTeJIbHO
Haa 0p.
PMC.

9.

P M C . 10.

H3

rOro-BoeroHHoro

B . H a ocHOBaHHH p n e

CaHAOMepcKHH
B.

PaA3HKOBCKOrO. OTKpblTKa, H3A3H-

K a p n o B H i e M . M y 3 e ñ HapoAHOH KyAbTypu H MCKyccTBa B B a p u j a B e . H H B . H o . 2539.

O A O K A M

XIX

— n o A e B o ñ CTOpoHe). ÜHCaA C T . B b m y / i -

Ha OCHOB3HHH pHCyHKa B . 3.

TepcoH

HapaA

—

O K . 1850 r.

py6e&gt;Ka

caHAOMepcKoñ

oÖAacTM.

fl3MKyB,

ye3A

TapHoSwer,

nOA.

F e p c o H a — p e n p . O. K o A b S e p r o M (JliOA-CaHAOMepcKe, 1865 r. c i p . 20,21),
npeAnoAOWHTeAbHO

H3A-

fla3Hapo.

My3eñ

M S ceBepHoro
HapoAHOH

pyöewa

KyAbTypw

CaHAOMepuiHHbi.
M MCKyccTBa

ÜMCaA

B BapniaBe,

H H B . H O . 2543.
PMC. 11.

THn KpecTbaHHHa

M3 OKpecTHOCTeñ CaHAOMewa. „ O n n c 3eM 3aMeiiiKaAbix nuje3 n o A a K y ß " . ( O n H -

caHHe 3eMeAb. 3aceAeHHbix nonaKaMH), B a p i u a B a 1904 r. T. II c i p . 233. ( 3 . T A o r e p — I I y ö e p b i AK&gt;Ay).
Puc.

12.

Ofle&gt;KAa caHAOMepcKoro

KpecTbaHHHa.

I l n c a A B . TepcoH

OK.

1850 r. H3A,

fla3napo.

My3eñ

Ha-

p o f l H o ñ KyAbTypbi M MCKyccTBa B B a p m a B e , H H B . H O . 2540.

57

�PHC.

13.
I.

r i o u p o H My&gt;KCKHX c o p o n e u :
CopoHKa noKposi n p o A O A b H o r o n o H H O .

To/ieMÓMLie, ye3A C S H A O M O K .

1939 r. A — cnepeAH, B —C3aAH, C —

HOCHAH

ee

npHMepHO A O

n o K p o ñ : d — nepeA, d , — 3aA, e — pyKaB, f HaHweT g —

KAHH, h — BOpOT.
II,

P H C . 14.
I,

CopoMKa „ n i i i H p a M K O B o r o " nOKposi. M C T O B , ye3A CaH A O M O K . CnopaAHnecKH
A

— cnepeAH,

B — C33AH,

g

— KAHH, h — BOpOT.

PeKOHCTpynpoBaHHbie

C —

noKpoñ,

d —

nepeA.

HOCHT ee

e — pynaB

á¡ — 3aA,

H ceroAHM.

—

f

HaHKeía,

LUTaHbi H 3 CaHAOMepuiHHbi.

LUTñHbi 6 o A e e ApeBHero THna, noAOBHHa X I X B . A — B H A cnepeAH, B — c3aAH, C — n o K p o ñ : d —
LUTaHHHbl, e — „UBHKeAb" ( K A H H ) .

II.

LLlTaHbi c KAHHbsiMH KOHiia X I X B . A — cnepeflH,

B — C3aAH, C n o K p o ñ ¡ d —

oiTaHHHbi, d ,

—

KA H H b 51.
PHC

15.

PHC.

16.

,.KaMH3eAH'" (KaM30Aa). A — c n e p e A , B — c3aAH, C —

PeKOHCTpyHpoBaHHbiñ n o K p o ñ
d —

nepeA, d j

— 3aA, e — SoKOBbie KAHHbsi, f — K J I H H H K H , g

K a n o T a (KanoT) M3 BbiiiiMOHTOBa, ye3A OnaTyB, Han. X X B .
A

— B H A cnepeAH,

B —

g

— nOAMbiUJKa, hi

— cnHHa c noASMH, j —

CyKMaHa (cepMsira) H 3 PerHOHaAbHoro
oKpecTHOCTeñ
—

B

—

i
P H C , 17.

C3aAH,

AepeBHH
C

—

3-ioTa,

,,noKpoñ

ye3A

K&gt;6KH" :

My;esi

H 3 oKpecTHocTeS

Aep.

11TTK

CaHAOMew,
—

d

3aA, h — cnHHa, j — pyKaB, f —

CepMara

pyKaB, k

nepeA,

—

PHC

19.

P H C . 20.

3AOT3.

ye3A

U,MeAeBCKHH K o w y x KOHua X I X H A H Ha^aAa

pa3pe3.

pHc.

B

—

B H A cnepeAH.

CUÍHBKH

He

BHAHO),

CaHAOMew.

H 3 co6paHHÍí

pernoHaAbHoro

My3esi

r.

X X B . ToAeMÓHiie, ye3 CaHAOMew. A — B H A c n e p e A H
nepeA, d —

noAMbiLUKa, h —

cnHHa,

j , —

qacTb oTpe3Ka A O A H H H H nyroBHu,

B H A K o m y x a C 3 3 A H . ToAeMÓHiie, ye3A CaHAOMew. O O T O H . KaMOUKoro, 1952.
06pa3iibi

yKpaLUHBaHHS

MywHHHa

cyKMaH (Bepx.

P H C ) H KaMH3eAb

caHAOMepsm

X I X B . PeKOHcrpyKLU-isi

r.

B Kanoie

TpaAHiinoHHoro

C . í l e n T H L u e B C K o r o , 1951
P H C 22.

K&gt;6KH, f — n e p e A ,

X I X B. A —

nonoBHHa

K A H H (Ha

B O P O T , 1 — 6opT. Ü T p e 3 0 K TKaHH i l — 3aKpbiBaeT

H . KaMOUKoro, 1956
P H C 21.

KAHH

nepeA,

B — C3aAH. C — noKpoR : d. e. i , i¡ — r o ó n a , f —
pyKaB, k —

-

AHHMH L — R

B CaHAOMewe, npoHCxoAHt-uasi BeposiTHo H 3

n T T K B CaHAOMewe. B H A C3aAH. ^ O T O M . MacnHHbCKoro 1954
P H C . 18.

e

— BopoT.

BTopaa
e

noKpoñ:

BOPOT.

..cypAyTOBbiñ" (cropTyMHbiíí) n o K p o í í .

C — n o K p o ñ : d — K¡6KV¡,

B H A c3aAH,

pyKaBa, h

2

PeKOHcrpyHpoBaHHbiH

noKposi,

Has.

X X B . riLUHSbicAaBHue, ye3A OnaTyB. O O T O

r.

cfiapTyii

HOCHMbiñ iuacpepoM

B O BpeMsi

cBaAbóu B X I X H X X B.

fl-o6mHH

BHA. B - K y c o K noAOTHa. C - n o a c o K na3 o u j e B K a : A-yKpaiiieHHe T e c b M o ñ .
u

P H C 23.

M y w H H H a B KanoTe

PHC

KpecTbflHHH B TpaAHUHOHHOH w a n K e ,,poraTbiBKe" H coBpeMeHHOM napsiAe. LLIHTHHKH, ye3A CaHAo-

24.

« e i K . $&gt;OTO
P H C 25.

H a . X X B. riuJH6biCAaBHu,e, ye3A OnaTyB. &lt;1&gt;OTO

flenTyujeBCKoro,

1951

r.

MaHbKOBH", 1954.

MywHHHa c pe6eHKOM B oobiAeHHOH OAewAe

co

BTOpoñ

noAOBHHbi X I X B. ( O K O A O

KpaKOBCKO-caHAOMepcKHñ py6e&gt;K. ñ . F I S T K O B C K H H , CaHAOMepcKe. Flo3HaHb, 1938
P H C 26,

KpecrbHHHH B K o w y x e
MOiiKoro, 1952 r.

P H C , 27.

KpecTbsiHHH B n o A b C K o ñ m a n K e

P H C . 28.

M y w c K H e roAOBHbie y ó o p u A — n a 3 . ,,BciieKAHua", peKOHCTpynpoBaHHasí Ha O C H O B 3 H H H p n c y H K o s
C T . JlHTaHOBHsa, H 3eHKOBwwa, M . ByñiiHLiKOH H Ha O C H O B 3 H H H uyÓKa uexa roHHapoB H 3 J l a r o E a .
B

—

,,poraTb!BKa",

M 6apaiiiK0B0H

uianKe.

roAeM6Hiie,

ye3A

1860—1870).

r.

CaHAOMew.

CPOTO

H.

Ka-

,,MauerOBKe'' H3 C T O Ó M U C ye3A OnaTyB. &lt;Í&gt;OTO B . Ba38AHxa 1951 r-

HoiueHHasi A O 1914 r. PeKOHCTpyHpoBaHHaa

Ha O C H O B 3 H H H $oTorpacpMH M a H b -

KeBHna.
P H C 29.

f l o K p o H ,,poraTbiBKH", HomeHHoH nOBceMecTHo A O 1914 r. A —

OÓUHH BHA. B —

noKpoñ : C —

AOHblLUKO, d — 6apaUJK0BbIH OKOAblLU, e — ,,KyuoT".
P H C . 30.

O ó y B b , peKOHCTpynpoBaHHasi
H

Ha ocHOBaHHH

AaHHbix,

n o A y n e n H b i x OT canowHHKOB

H3

PbanHCK

CTaHOBa.
..nuiojoBe"

cepeAHHbi X I X B . A —

B H A C O CTopoHbi, B — n o K p o í í .

I.

Canorn

II.

. . B a ó b H c a n o r H " , ciuHBaeMbie n o cTopoHaM, cepeAHHa

X I X B. A —

B H A C O CTopoHbi, B — 3 8 A H S I S Í

sacTb roAeHHLiia, C — n e p e A , cpopMHpyíoulHH nepeAOK, d — nacTHHHo oÓTaHyTasi K O H Í C H ( o 6 o 3 H a n e H o ) .
III.

MymcKHe c a n o r H
HHUIC

C

—

KOHLia X I X H Han. X X B . , C O LUBOM

C33AH. A —

B H A C O CTopoHbi,

B —

roAe-

nepeAOK;

PHC

31.

OóMaTbiBaHHe

PHC

32.

OÓMaTbiBaHHe H O T H

HOTH

MOMBAOM.
MOMBAKOW.

ToAeMÓMue, ye3A CaHAOMew. CJJOTO H . K a M O L I K H H ,
PacnpüM/ieHne

KOHUOB

COAOMH.

1952.

r o A e M Ó n n e ye3A CanAOMew. &lt;Í&gt;OTO

H . KaMOUKoro, 1952.
P H C 33.

KpecTbHHe H3 caHAOMepcKo-CBeHTOKiiiH&gt;KCKoro py6en&lt;a. &gt;KeHixi,HHbi B nAaTKax, noBa3aHHbix B n e neu

H B CBeHTOKLUHHiCKHX 3anacKax (nepeAHHKax). MyHíHHHbi B caHAOMepcKnx

(KpañHHH c n p a B a ) B , , 6 y p o x e " .
1938, CTp. 46.

58

IUyMCKo, ye3A OnaTyB.

cepMSirax,

ñ . I ~ l 3 T K O B C K H , ,,CaHAOMepcKe",

TpeTHtí

rio3HaHb,

�Puc. 34.

CaHflOMepsHe

b npa3ffHHHHbix

H a p s i p a x Han. X X b. PenpoAyKnna

P u c jiK3flo3HaBCTBa nonbcKero. BapiuaBa,
Puc. 35.

Phc.

36-

noKpoH :

h —

nono/i.

d —

I.

PeKOHCTpyHpoBaHHaa AeBH"-:ba copo^Ka.
ripa3AHHHHasi

copoHKa

ujHTbe

i —

MaHweia,

j —

kahh,

C3ap,n,

oÔLUHBKa,

MaHiKeroB,

¿

(,

OKOAonneneBoro")
d —

noKpoñ :

h — ,,nmnpaMKn",

nepeA,
—

i

noKpos.

e — 3ba,
kam h ba,

f —

j —

noKpoñ.

Psab,

yesft

pyKaBa,

Kpn3a.

g

Cshaomok,

—

t

Maiwem,

1 — 3acie&gt;KKa

ł —

pyioBa,

PeKOHCTpynpoBaHHsa looks XIX b.. coc. HS n a ™ ,.nynoK" ( n o A O B H H O K ) . A — cnepeAH, B — n o K p o ñ ,
c —

|.

g —

pyKaB,

A B — nepeA h 3aA O A H H a K O B b i . C

,,niiiMpaMKOBoro'

— cnepeAH, B — C3aAH, C —
;

37.

f —

33A,

II.

g- — n o A K A a A K a

38 7,

d, —

nepeA.

rioKpoR coponeK kohLia X I X b.

A

Phc.

ye3A OnaTyB. A — cnepeAH, B —

CopOHKa noKposi npoAonbHoro n o h h o. T p n 3 M K a M e H b
C —

h3 p a ô O T b i : 9\. KapnoBvm, J I k j a .

1905(7), c r p . 131.

. . n y A K a " , c, —

noAOA, d — o6u_iHBKa.

ripa3AHHHHaa 3 a n a c K a

LU,erAHue. ye3fl CaHAOMew. A

— n o A B H H K H , o.j MaJieHbKaa nona. d

d|

38 7. I I . PeKOHCTpyHpoBaHHbiñ ,.4&gt;apTyx"

LUanKa,

b noBceMecTHOM

apymna

nepeflHHK"

OÔLUHBKa. d — M O a H A p o B H A H a a

C

oóluhh

n o K p o / , C — oÔLUHBKa'

bha, B

hhwhssi nacTb 3anacKH.

;!

X I X b. A

o ö l u h h bha, B

KycoK x o A C T a .

OÔLUHBKa TeCbMOH.

ynoTpeÔAeHHH AOHbme,

— „MarepKa", h o c h a h b kdh&lt;hoh CaHAONiep-

D

uiHHe AO 1890 r. PeKOHCTpynpoBaHa Ha o c h o b 3 h h h cpoTorpacpHH R. ílaTKOBCKoro ,,CaHAOMepLU,HHa".
E — coAOMeHHbie
Phc.

39.

yromeHne

yKpaujaromen

H.
40 8.

CnopaAHnecKH BCTpenaeTca h ceroAna. T e p a m o s H u e ye3A CaHAOMew.

nneTeHKa b „ e T b i p e nyAKH", d o ö e u

floH&lt;MHOHHoe
c

LUAanu.
i

—

b

b

b mHypoBanoM KopceTe

h b coponne

naM30nax. Po pnc. H . JleBHUKoro, „ J I l o a IloAbCKH'

r.

BapmaBe.

nepeA, e —

XopoBOAHHua

MywMHHH

nepBOH noAOBHHbi X I X b.

KyAbTyp

ye3A OnaTyB.

CaHAOMepniHHe.

rotjjpHpoBKofi.

3eHKOBHMa, 1847

I. KopceT

b

MaAa Becb,

HHBeHTapHbiñ

noAMbiLUKH, f —

ye3A

H - p 4416.

cnHHa, g —

Ca h ao mchî. C o ô t b c h nocTb My3ea HapoAHbix

A — cnepeAH, B — C3aAH, C —

nneHHKH, h —

,,Ka/ieTKH"

noKpoñ : d

t. e. Mcluomkh

A-na

—

xpaHe-

HH5I AeHer.
8. II. KopceT KOHiia X I X b. Bhamhiic, ye3R CaHAOMew. PeKOHCTpynpoBaHHbiH Ha o c h o b 3 h h h
o C T a T K O B . A . — cnepeAH, B
g — n/ienHKM, h —
Phc.

41.

Phc.

42.

B.

JSfo 4416.

„KaAeTKH" t. e. mcluomkh aah xpaHeHHa

O o t o M. M a / i H H C K O r o ,

noAocKH,

TepcoH

h —

noxomaa

Ha

45.

r.

HOLueHHyto

BopoT, k —

ceroAHa

H a TeppnTopHH

b none-

PaAOMCKotí nyuj,M. flncaA

,,Kan" —
MepcKe,

e

-

nosMtiuiKH,

f — cnHHa,

g —

ye3A CaHAOMew. H3 c o ö p a H H 3THorpaq)HHecKoro

cnepeAH, B — c3aAH, C —

— pyKaBa, g, — 6 o p T H K , h —

cnHHa, g

/KeHCKaa o6yBb cepeAHHbi
—

— nepeA.

X I X b. : JIbiKOBbie AanTH

CaHAOMepcKe, 1865

noKpofi : d, d, —

My3ea

BopoT.
h

TycpAH.

PenpoAyKLiHa

h3

O.

KoAbôepra

r. C T p . 19).
CaHao-

r. CTp. 19).

Phc.

46.

S c k h x nenua c n a n . X X b. P h c . H . KaMouKoro,

Phc

47.

&gt;KeHLUHHa c p e ô e H K O M b o ô b i A e H H o f i

1956.

oAewAe co

II n o n o B H H b i X I X b. (1860—1870 r.) KpsKOBCKo-

CBHAOMepcKHH pyöe&gt;K. fl. naTKOBCKHH, CaHAOMepcKe, no3HaHb 1938
Phc

48.

&gt;KeHLUHHa b n A a w e , no35i3aHHOM

Phc

49.

&gt;KeHLHHHa b n^aTKe. O o t o M , MacAHHCKoro,

r., CTp. 41.

,,b nany" (,,b manKy"). O o t o M. MacAHCKoro,

1953.

1953.

Phc.

50.

&gt;KeHuj,HHa b nAaTKe, 3aBsi3aHHOM C3aflH. FoAeMÔHue, ye3A C b h a o m o k . O o t o H . KaMoiiKoro, 1952

Phc.

51.

npa3AHHK KynaAbi b BwAbxe, ye3fl CaHAOMew, PenpoAyKuna

Phc.

52.

CKe,

1865

TpenaHHe.

AeBymKa

PenpoAyKiiHa
53.

b

paSoneft

54.

OAe&gt;KAe

h

3ariy&gt;KHaa w e H L U H H a

n a p e H b b manne . . p o r a T b i B K e " .

OKpecTHOCTH

H3 O . K o A b ô e p r a (JIkda—CaHAOMepcKe, 1865

BbimnTbiñ bo])othhk weHCKoñ copoKH
O o t o H . KaMOUKoro, 1952

Phc.

r.

h 3 O . K o A b ô e p r a (JIhda — CaHfloMep-

v., CTp. 123).

KacpiaHe. PaAOM —

Phc

—

nepeA, e — noA-

t o a o b h o h y6op 33My&gt;KHHX meHmHH. PenpoAynuHa H3 O . K o A b ô e p r a (,,/1h&lt;a" —
1865

A

pyKaB,

MecTa npnmHBKH neTe/ieK.

&gt;KeHCKHH KacjjTaH H a n . XX b. HacnaBHue,

(„JIioa"
Phc.

1953

— C 3 a a h , C — nonpoti : d, d,

MbimKH, f —
44.

cnHHa,

p.eHer

ok. 1850 t. My3efí HapoAHOH K y A b T y p b i h H C K y c c T s a b B a p m a B e . H h b . Ho. 2542,

b KpaKOBe. Mhb, h-a 13463. A —
Phc.

yueAeBLunx

noAMbiLUKH, f —

3hmhhh weHCKHÍí KacjjTaH (Han. X X b.). oômnTbiH ö a p a m K O M . HacAaBHLie, ye3A CaHAOMew.
cnepeAH, B

I.

nepeA, e —

CaHAOMepcKHH HapaA — npeAnonołKHTeAbHO H3 c e 3 e p H o r o p y ß e w a . Ü A e q e B a a 3anacKa
peHHbie

43.

noKpoñ : d —

3ejienbiH KopceT, nepBaaa n o A 0 3 H H a X I X b. H 3 c o ö p a H H a My3ea HapoAHbix KyAbTyp b B a p m a B e .
Hhb.

Phc.

— C3aAH, C —

b

cboôoaho

Ko&gt;khbhhllw,

HaôpomeHHOM

ye3A

Cbhaomok.

r., CTp. 169).

H3 lo&gt;khoh CaHAOMepmnHbi. X I X b. PyAa, ye3A CaHAOMew.

r.

BbimHBKa H a n e p e A H e ñ naCTH copoHKH, KOHeu XIX b. PyAa, ye3A CaHAOMew. B C — BbiuiHBKa Ha
nAenax coponeK nepBOH noAOBHHbi X i X b. PeKOHCTpyKLiHa Ha ochob3HHH

phc

H . ByHU,HU,Koro.
59

«

�Puc. 55.

fleia/iH
Koro,

PHC

56.

yKpaiiieHHH

cyKMaHU. B . - p y n a B a , c - 6 o p T n o n u

CaHiioMepHHe B n p a 3 A H H H H b i x

HapsiAax,

Ha AO&gt;KHHKax (cpeflH

r o p e u , ,,6aHAOC"). P H C C T . J l e T a H O B H M . fl. riaTKOBCKHH,
Kapią

H BOPOTHHKB, A-KapMaHa.

pHc. H . KaMou-

1956.

1: PacnpocTpaHeHHe

H H X psinoM

c

,,xopoBOAHHueH"—

CaHAOMepcKe, !~Io3HaHb, 1938

caHAOMepcKoro KocriOMa. rpac). H C H O A .

K. B O 3 H H H C K 3

1957

r.

K a p i ą 11: PacnpocTpaHeHHe caHAOMepcKoro K o c r i O M a H e r o r A a B H « x wacTefi. fpacp. HcnoA.
RHaAHTHnecKwe p n c y H K H

BbiKpoeK

rpaab. H c n o A

TaÓAHira

I . CaHAOMepcKHH HapsiA. P H C H . KapoAsw.

Ta6AHiia

I I . CaHAOMepcKHH HapsiA. P H C M . KaponsiK.

r.

K. B o 3 H H H C K a .

B , MenccHep

C O A E P W R H H E

BBeAeHne,

CTp. 3 —

TnaBa

I —

CoBpeMeHHoe

cocTOsiHHe

ITiaBa II. HcTopHwecKHH OMepK pa3BHTH5i caHAOMepcKoro
c a H A O M e p c K o r o HapsiAa, C T p . l l .

—

caHAOMepcKoro

HapsiAa, d p .

7.

HapoAHoro

—

TnaBa

caHAOMepcKoro weHCKoro HapsiAa. cBp. 3 0 . — i"AaBa V I ! . FIoApoÓHoe o n n c a H H e
l\naBa

—

l~AaBa VIII. I~IpoH3BOAHTenH H MaTepnanbi, CTp. 43.

X. X a p a K T e p H C T H K a

HapsiAa,

crp.6. —

PacnpocTpaHeHHe

TAaBa. IV. O ó m e e onHcaHHe c a H A O M e p c K o r o M y n t C K o r o H a p s i A a , C T p . 13.

TAaBa V . l l o A p o ó H o e onncaHHe caHAOMepcKoro MywcKoro HapsiAa, C T p . 16. —
HapsiAa, C T p . 32

III.

H C T O H H H K O B , C T p . 46.

—

52. — PeecTp HAAiocTpaiiHw, C T p . 53 CoAepwaHHe,

FlpHMeMaHHSi, C T p .

C T p . 55.

—

ITnaBa V I . 0 6 i i i e e onncaHHe
caHAOMepcKoro

weHCKoro

— I~AaBa IX. YKpaujeHHsi, C T p . 4 4 . —
49,

—

YKa3aTe.nb

AHTepaTypbi

CTp.

�E N G L I S H

S U M M A R Y

On the fertile loess soil i n the vicinity of Sandomierz, which is one of the oldest towns in Central
Poland, a folk costume developped that distinctly cuts off this region from its neighbouring areas (map. 1). The
north- west and south boundaries of this costume's dense distribution are identical with the frontiers of the
archdeaconships in the 14th century — the eastern one is fixed by the river Vistula. The whole area
is situated in the old Sandomierz Land, i . e. in its boundaries from the 12th- 13th century.
The most early information we have about the Sandomierz costume dates from 1644 (fig. 2) and the
first more exact data come from the beginning of the 19th century (Table I). After the abolition of serfdom
in the middle of the 19th century great changes took place (Table II). Towards the end of the 19th and
the beginning of the 20th century this costume began to disappear rapidly, so that only few remainders have
been preserved till now; they are common, for the most part, to other areas. The attempt to revive
the regional women's dress was interrupted by World W a r I I .
Numerous variations of the Sandomierz costume's ornamentation in past times were caused by different factors, such as the influence of the neighbourhood, the industrial development, which once was
intensive in this area, the lack of great estates and so forth. The differences in the garment, caused by the
economic conditions, were rather small in consequence of the relative welfare of the inhabitants of the
Sandomierz Land.
T h i s work is mainly based on the author's own fieldwork undertaken in the years 1947—1954. T h e
literature, though abundant, contains few valuable positions.

M e n s

c o s t u in e

As an everyday work-dress, in summer, a peasant of the Sandomierz region wore a costume made
entirely of homespun linen. It consisted of hemp-cloth trousers, tied with a string (fig. 14) and of a shirt
(fig. 13) (with a low, upright little collar, called ,,oszewka") — worn on the trousers and fastened with
a leathern belt. The shirt was tied at the neck with a red tape. His headwear was a straw-hat and on
his feet he wore top boots, or rather seldom — he walked bare-footed. Sometimes he wore also upon
this costume a waistcoat, cut like a poncho, made of white, thick, homespun linen (fig. 15).
The festive dress was made of thin liuen and of city-bought stuff. A peasant of Sandomierz Laud
wore a shirt fastened with a coral or amber buckle, a spencer, that is a loose, knee-length coat, made
of percale, buttoned or clasped (fig. 4), often embellished with trimmings along the slit. As an overcoat
he used a linen jacket, trimmed with coloured galoous (Table 6) or a ..sukmana", that is a long coat of
cloth. In the beginning of the 19th century these coats were made of dark-blue cloth and rather seldom
of a brown one — embellished by trimmings of coloured galoons. They were short and w ere not cut at
the bodice (fig. 17). Towards the end of the 19th century white coats with many folds in their lower part
came into use. They were embellished with stitching (fig. 16). At the end of the 19th century people began to
wear dark-blue cloaks of thin, factory-made cloth after the fashion of coats worn in the towns. A peasant
tied the overcoat with a broad leathern belt, ornamented with little metal studs and round tinsels. The
most common headwear was a dark-blue four-cornered cap. Well-to-do farmers wore a fur cap, called
..wscieklica" (fig. 9). Bachelors wore red, four-cornered caps often adorned with peacock feathers.
In the last phase of this garment's existence ordinary caps were in common use. (fig. 10).
T

In winter people wore for everyday „boruchy", that is overcoats, made of thick, brown cloth, cut
like „sukmana". Long sheepskin furs, made usually of black sheepskin were also in common use. People
covered their heads with sheepskin or four-cornered caps (fig. 6).
T h e bestmen put for wedding-ceremonies linen aprons, characteristic for the region of Sandomierz (fig. 22)
61

�W omen's

dress

S l i l l i n t h e b e g i n n i n g o f t h e 19th c e n t u r y w o m e n ' s w o r k d r e s s c o n s i s t e d i n s u m m e r of a l i n e n s h i r t
a n d of a s k i r t b o u n d w i t h straps. M a r r i e d w o m e n c o v e r e d m o r e o v e r t h e i r h e a d s w i t h a k e r c h i e f . T h e y
w o r e n o boots. T o w a r d s t h e e n d of t h e 19th c e n t u r y t h i s c o s t u m e w a s c o m p l e t e d b y a n a p r o n ( „ z a p a s k a " )
m a d e l i k e t h e s k i r t o f f a c t o r y - m a d e stuff. A . . w h i t e c o s t u m e " m a d e e n t i r e l y of h o m e s p u n l i n e n w a s i n t h e
b e g i n n i n g o f t h e 19th c e n t u r y a f e s t i v e g a r m e n t . I t c o n s i s t e d o f a s h i r t , an a p r o n , a k e r c h i e f o n t h e h e a d
a n d of a „ l o k t u s z k a " . w h i c h w a s a large k e r c h i e f w o r n as u p p e r c l o t h . S a n d o m i e r z w o m e n ' s f o o t w e a r
c o n s i s t e d o f b o o t s o r o f shoes. T h e c o s t u m e w a s a d o r n e d w i t h m a n y - c o l o u r e d e m b r o i d e r i e s u p : n t h e
kerchief, the frill and the shirt, w i t h a coloured w o o l l e n girdle a n d coloured stockings. T h e w h o l e was
c o m p l e t e d b y n e c k l a c e s of c o r a l beads w h i c h w e r e t h e m c s t f a v o u r i t e o r n a m e n t s o f t h e S a n d o m i e r z
w o m e n . M a r r i e d w o m e n w o r e c h a r a c t e r i s t i c m a n y - c o l o u r e d caps, c a l l e d „ k a p " ( f i g . 45), — g i r l s a d o r n e d t h e i r
h a i r a n d k e r c h i e f s w i t h f l o w e r s . Y o u n g m a r r i e d w o m e n a n d g i r l s w o r e also m a n y - c o l t u r e d stays. T o w a r d s
t h e e n d o f t h e 19th c e n t u r y f u n d a m e n t a l changes o c c u r e d i n w o m e n ' s dress. I n t h i s p e r i o d w o m e n ' s f o l k
c o s t u m e i n t h e S a n d o m i e r z r e g i o n c o n s i s t e d of a l i n e n e m b r o i d e r e d s h i r t ( f i g . 35) w i t h a c o l l a r o r a f r i l l ,
a l a r g e s k i r t ((fig. 37) u s u a l l y e m b r o i d e r e d or t r i m m e d w i t h c o l o u r e d tapes i n t h e l o w e r p a r t , a n d of
a n a p r o n , d i f f e r i n g i n c o l o u r f r o m t h e s k i r t . Y o u n g w o m e n a n d g i r l s w ore m a n y - c o l o u r e d s t a y s a n d t h e
T

e l d e r ones — j a c k e t s ( f i g . 42). T h e i r h e a d - d r e s s c o n s i s t e d o f m a n y - c o l o u r e d
I n w i n t e r a w o m a n wore a thick skirt, called „szorc", a wadded

kerchiefs.

jacket, often

with

sheepskin

bor­

d e r i n g a n d a l w a y s t t p boots. T h e upper~clctb.es c o n s i s t e d o f a l a r g e w o o l l e n k e r c h i e f , w h i c h c o v e r e d
a l m o s t t h e w h o l e f i g u r e , or o f a s h e e p s k i n f u r . W e l l - t o - d o f a r m e r - w i v e s w o r e o n f e s t i v e d a y s a „ t c i u b " .
I t w a s a k i n d of a coat of c l o t h , w a d d e d or l i n e d w i t h a s h e e p s k i n a n d t r i m m e d w i t h tapes or w i t h c o ­
l o u r e d s t r i n g s . A b r i d e w a s i n a w h i t e dress f o r h e r w e d d i n g c e r e m o n y . O n h e r h e a d she p u t a „ s t r o j n i k "
m a d e of ribbons, flowers and tinsels.
D u r i n g t h e last W a r t h e p o p u l a t i o n of t h e S a n d o m i e r z L a n d was d i s p l a c e d a n d t h e v i l l a g e s m o s t l y
d e s t r o y e d T h e last, f e w s p e c i m e n of t h e p r e s e r v e d dress d i s a p p e a r e d . I n m u s e u m s t h e r e are b u t f e w
e x h i b i t s , so t h a t i t w a s v e r y d i f f i c u l t t o r e c o n s t r u c t t h e S a n d o m i e r z f o l k c o s t u m e .

L I S T

O F

P L A T E S

rig.

1.

L a n d s c a p e f r o m t h e r e g i o n of S a n d o m i e r z (the V i s t u l a n e a r S a n d o m i e r z ) .

Fig.

2.

Fig.
Fig.

3.
4.

Fig.
Fig.

5.
b.

Fig.

7.

A potter f r o m Ł a g ó w in a shirt p u l i n a manner called „ n a w y p u s t " and tied w i t h a w o v e n
b e l t . D r a w i n g u p o n a t u m b l e r o f a p o t t e r ' s g u i l d f r o m 1644. A . P a t k o w s k i .
S a n d o m i e r z f o l k c o s t u m e s f r o m t h e 19th c e n t u r y . R e p r o d u c e d f r o m E . R a d z i k o w s k i .
Peasant f r o m S a n d o m i e r z i n w a i s t c o a t c a l l e d „ k a m i z i e l a " w i t h t r i m m i n g s . R e p r o d u c e d f r o m
G r a b o w s k i , R e c o r d s o f A n c i e n t A r c h i v e s at C r a c o w E — 2 4 u r 1161.
F o l k c o s t u m e s f r o m S a n d o m i e r z . J . W ó j c i c k a . M a p of t h e K i n g d o m of P o l a n d , W a r s a w 1885.
F o l k c o s t u m e f r o m S a n d o m i e r z . P a i n t e d b y W . G e r s o n , a c c o r d i n g to Ł . G o ł ę b i o w s k i e L u d P o l s k i , W a r s a w 1830 f i g . 20. O r n a m e n t e d . . k a m i z i e l a ' " f a s t e n e d w i t h a w o v e n b e l t . M u s e u m o f F o l k
C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w , n r . i n v . 2544.
F o l k costume f r o m Sandomierz, p r o b a b l y f r o m the n o r t h e r n confines. Painted b y W . Gerson

Fig.

8.

Fig.

9.

a b o u t 1850. M u s e u m o f F o l k C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w , 1. i n v . 2541.
F o l k c o s t u m e s f r o m S a n d o m i e r z a n d L u b l i n (those f r o m S a n d o m i e r z at t h e l e f t ) . P a i n t e d b y
St. W y c z ó ł k o w s k i , p r o b a b l y a c c o r d i n g to t h e d r a w i n g r,f W . E . R a d z i k o w s k i , c a r d p u b l i s h e d b y
E r . K a r p o w i c z . M u s e u m o f F'olk C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w , n r i n v . 2559
F o l k c o s t u m e s f r o m t h e s o u t h - e a s t e r n c o n f i n e of t h e S a n d o m i e r z r e g i o n . D z i k ó w , t h e d i s t r i c t
of T a r n o b r z e g , 19th c e n t u r y . A c c o r d i n g to t h e d r a w i n g of W . G c r s o u , r e p r o d u c e d b y O . K o l b e r g
( L u d - S a n d o m i e r s k i c . 1865, p a g e 20—21).
Fig.

10.

Fig.

11.

F o l k costume f r o m Sandomierz, p r o b a b l y f r o m the n o r t h e r n confine. Painted b y W . Gerson about
1850, e d i t i o n D a z i a r o , M u s e u m of F o l k C u l t u r e a n d A r t . W a r s a w n r i n v . 2545.
Peasant

from

the

n e i g h b o u r h o o d of S a n d o m i e r z .

„Opis

ziem

zamieszkałych

przez

Polaków",

W a r s a w 1904, v o l . I I , p . 255. Z . G l o g e r , U b i o r y l u d u .
Fig.

12.

A peasant's dress f r o m S a n d o m i e r z . P a i n t e d b y W . G e r s o n a b o u t 1850, e d i t i o n D a z i a r o . M u s e u m
of F o l k C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w , n r i n v . 2540.

Fig.

15.

C u t of men's shirts
I . S h i r t o f p o n c h o c u t . G o ł ę b i c e , t h e d i s t r i c t of S a n d o m i e r z . W o r n t i l l a b o u t 1959. A - v i c w o f
t h e f r o n t , B - o f t h e b a c k , C - c u t : d - f r o n t , d l - b a c k . e-sleeve, f - c u f f . g-gusset, h - c o l l a r .
II. Shirt w i t h shculder-strap (cut called „ p r z y r a m k o w y " ) Mściów, Sandomierz district. Slill w o r n
t o - d a y . A - v i e w of t h e f r o n t , B - o f t h e b a c k . C - c u t : e - f r o n t , d l - b a c k , e-sleeve, f - c u f f , g-gusset&gt;
h-eollar.

62

�Fig.

14.

Reconstructed
I.

t r o u s e r s f r o m t h e r e g i o n of S a n d o m i e r z .

T r o u s e r s o f e l d e r t y p e , f r o m t h e f i r s t h a l f of t h e 19th c e n t u r y . A - v i e w o f t h e f r o n t , B - o f t h e

b a c k , C - c u t : d-legs, e-gusset.
I I . Trousers
Fig.

15.

with

gores

from

t h e e n d of t h e 19th c e n t u r y . A - v i e w of t h e f r o n t , B - o f t h e

C - c u t : d-legs,

dl-gores.

Reconstructed

c u t of a w a i s t c o a t c a l l e d „ k a m i z i e l a " . A - v i e w of t h e f r o n t . B - o f t h e b a c k ,

d - f r o n t , d l - b a c k , e-side gores, f - l i t t l e gores, g,gl-sleeves,
Fig.

16.

I . Overcoat

called

„kapota"

C-cut:

h-eollar.

f r o m W y s z m o n t o w a , the district of O p a t ó w . C u t for jakets,

t h e b e g i n n i n g of t h e c e n t u r y . A - v i e w of t h e f r o n t . B - o f t h e b a c k , C - c u t : d - c u t o f t h e
e-gore, f - f r o n t , g - a r m - p i t , h - i : b a c k w i t h c o a t t a i l s , j - s l e e v e , k - c o l l a r , L i n e
II. Overcoat

back

called ..sukmana" f r o m the Regional M u s e u m P T T K

from

petticoat,

L-R=slit.

at S a n d o m i e r z , p r o b a b l y o r i ­

ginating f r o m the n e i g h b o u r h o o d of the village Z ł o t o w a , d i s t r i c t of Sandomierz, f r o m the second
half

of

the

19th

centuiy. A-view

of t h e f r o n t , B - o f t h e b a c k . C - c u t of t h e p e t t i c o a t : d - f r o n t ,

e-gore ( t h e s e a m i n f i g . B is n o t v i s i b l e i . - b a c k , h - s h o u l d e r s , j - s l e e v e . f - f r o n t .
Fig.

17.

O v e r c o a t f r o m t h e n e i g h b o u r h o o d of Z ł o t a , S a n d o m i e r z d i s t r i c t . F r o m t h e r e c o r d s
nal

Fig.

18.

M u s e u m P T T K at S a n d o m i e r z . V i e w o f t h e b a c k . P h o t . M . M a ś l i ń s k i

of t h e R e g i o ­

1954.

S h e e p s k i n f r o m t h e e n d of t h e 19th o r t h e b e g i n n i n g of t h e 2 0 t h c e n t u r y . G o ł ę b i c e , S a n d o m i e r z
district. A - v i e w of the front, B - o f the back, C - c u t : d,e,i,l-petticoat. f-front, d - a r m - p i t , h-shoulders,
j . l - s l e e v e , k - c o l l a r , 1-flap. P a r t I I c o v e r i n g t h e p a r t t o t h e l i n e o f b u t t o n s .

Fig.

19.

V i e w of t h e s h e e p s k i n f u r f r o m t h e b a c k . G o ł ę b i c e . S a n d o m i e r z
f o r o v e r c o a t s f r o m t h e 19th c e n t u r y . R e p r o d u c e d

district. Phot. J . K a m o c k i

Fig.

20.

Ornaments

Fig,

21.

M a n i n garment

b y J. K a m o c k i ,

Fig.

22.

Reconstructed

Fig.

25.

M a n i n „ k a p o t a " f r o m t h e b e g i n n i n g of t h e 2 0 t h c e n t u r y . P r z y b y s ł a w i c e , O p a t ó w

1952.

1956.

c a l l e d „ k a p o t a " o f t r a d i t i o n a l c u t , f r o m t h e b e g i n n i n g of t h e 2 0 t h c e n t u r y . P r z y -

b y s ł a w i c e , t h e d i s t r i c t o f O p a t ó w . P h o t . S. D e p t u s z e w s k i

1951.

a p r o n o f a b r i d e s m a n f r o m t h e 19th a n d 2 0 t h c e n t u r y . A - g e n e r a l v i e w , B - p a r t o f

the c l o t h , C - b o r d e r i n g , d - t a p e - b o r d e r i n g .
district. Phot.

D e p t u s z e w s k i 1951.
Fig.

24.

A p e a s a n t i n h i s t r a d i t i o n a l p o u r - c o r n e r e d cap c a l l e d „ r o g a t y w k a " a n d m o d e r n dress. S z c z y t n i k i ,

Fig.

25.

M a n w i t h c h i l d i n e v e r y d a y ' s g a r m e n t f r o m t h e s e c o n d h a l f of t h e 19th c e n t u r y ( a b o u t 1860—1870)

Sandomierz
from

district. Phot. F. M a ń k o w i c z

1954.

t h e c o n f i n e s of t h e C r a c o w a n d S a n d o m i e r z r e g i o n . A . P a t k o w s k i . S a n d o m i e r s k i e ,

Poznań

1958, s. 41.
Fig.

26.

L a n d o w n e r i n sheepskin fur and sheepskin

cap. G o ł ę b i c e , S a n d o m i e r z

district. Phot. J . K a m o c k i

1952.
Fig.

27.

Peasant

with

cap

called „ m a c i e j ó w k a " , from

S t o b i c e , t h e d i s t r i c t of O p a t ó w , p h o t . B . B a z i e l i -

c h ó w n a 1951.
Fig.

28.

M a n ' s h e a d w e a r . A - c a p c a l l e d „ w ś c i e k l i c a " , r e c o n s t r u c t e d f r o m t h e d r a w i n g s b y St. L a t a n o w i c z ,
J. Z i e n k o w i c z . J. W ó j c i c k i and f r o m
B- four-cornered

a t u m b l e r o f a p o t t e r ' s g u i l d at Ł a g ó w .

c a p w o r n t i l l 1914. R e c o n s t r u c t e d

from

a photo b y F . M a c k i e w i c z . C - sheep­

s k i n cap g e n e r a l l y u s e d t i l l n o w . D - cap c a l l e d „ m a g i e r k a " w o r n i n t h e S i u t h o f t h e r e g i o n o f
S a n d o m i e r z t i l l 1890. R e c o n s t r u c t e d

f r o m t h e p h o t o of A . P a t k o w s k i „ S a n d o m i e r s k i e " E F - s t r a w -

hats, still

d i s t r i c t of S a n d o m i e r z ,

w o r n . Gieraszowice, the

g- k n o t w o r k called „ c z t e r y

dudki",

Stobiec, O p a t ó w district.
Fig.

29.

C u t of a f o u r - c o r n e r e d

cap

w o r n g e n e r a l l y t i l l 1914. A - g e n e r a l v i e w , B - c u t , c - b o t t o m , d - l a m b -

s k i n b r i m e-part called „ k u c o t " .
Fig.

50.

Reconstructed

shoes, a c c o r d i n g to i n f o r m a t i o n s

o b t a i n e d f r o m t h e s h o e m a k e r s at I w a n i s k a a n d

7

Staszow a.
I.

B o o t s c a l l e d „ p r z o d o w e " f r o m t h e 19th c e n t u r y . A - v i e w f r o m t h e s i d e , B - c u t ;

II. Woman's

shoes

side, B - b a c k

of t h e b o o t - l e g C - t h e f r o n t , d - b o o t - t r e e . p a r t l y c o v e r e d w i t h

called

„babskie

I I I . Boots c a l l e d „ c h ł o p s k i e " f r o m

buty"

the

end

s e w n f r o m t h e side, 19th c e n t u r y . A - v i e w f r o m
of

the

the

leather.

19th a n d t h e b e g i n n i n g c f t h e 2 0 t h

century

sewn i n the back. A - s i d e - \ i e w . B-boot-leg, C-part called przyszwa.
Fig.

51.

W r a p p i n g of t h e feet w i t h a w i s p of s t r a w a n d t y i n g of t h e leg. G o ł ę b i c e , S a n d o m i e r z d i s t r i c t .

Fig.

52.

W r a p p i n g o f t h e feet w i t h a w i s p of s t r a w a n d s t r e t c h i n g of t h e e n d s of s t r a w . G o ł ę b i c e , S a n d o ­

Fig.

55.

Peasants

Phot. J . K a m o c k i

1952.

mierz district. Phot. J. K a m o c k i

1952.

f r o m t h e c o n f i n e s of t h e r e g i o n S a n d o m i e r s k i e - Ś w i ę t o k r z y s k i e . W o m e n w i t h

kerchiefs

t i e d like a bonnet and w i t h apron u p o n their shoulder M e n i n overcoats c a l l e d „ s u k m a n y " f r o m
the Sandomierz region, the t h i r d ( f r o m the right) i n ..burosza". Szumsko, the d i s t r i c t of O p a t ó w .
A. P a t k o w s k i , Sandomierskie, P o z n a ń
Fig.

34.

Sandomierz

peasants

in

festive

1958, s. 60.

dresses f r o m t h e b e g i n n i n g of t h e 2 0 t h c e n t u r y . R e p r o d u c t i o n

from J. Karlowicz's L u d . Rys ludozuawstwa polskiego, Warsaw

1905 (?), p . 131.

63

�F i g . 55.

Shirt

o f p o n c h o c u t . G r y z i k a m i e ń . O p a t ó w d i s t r i c t . A - v i e w of t h e f r o n t , B - o f t h e b a c k ,

C-eut:

d - f r o n t - p a r t . d l - b a c k p a r t , f - s l e e v e . g-cuff. i-gusset, j - b o a r d i n g . h - l o w e r p a r t c a l l e d . . n a d o l e k " .
F i g . 5b.

C u t of w o m e n ' s s h i r t s f r o m t h e e n d o f t h e 19th c e n t u r y
I.

A girl's shirt, reconstructed. A B - front a n d b a c k i d e n t i c a l . C - cut

I I . Festive shirt

w i t h s h o u l d e r - s t r a p s . R u d a , S a n d o m i e r z d i s t r i c t . A - \ i e w of f r o n t , B - o f t h e b a c k .

C - c u t : d - f r o n t , e - b a c k , f-sleeves, g l - c u f f s , g 2 - l i n i n g o f t h e cuffs, h - s h o u l d e r - s t r a p s , i-gussets, j - r u f f
1-gore c a l l e d „ ż a b k a " , l - s e a m o f t h e

sleeve.

F i g . 37.

R e c o n s t r u c t e d s k i r t f r o m t h e 19th c e n t u r y i n f i v e p a r t s A - v i e w o f t h e f r o n t , B - C u t : e - p a r t c a l l e d

F i g . 38.

Festive

„pólka", el-lower part, d-bcrdering.
a p r o n f r o m t h e b e g i n n i n g o f t h e 2 0 t h c e n t u r y . S z c z e g l i e e . d i s t r i c t of S a n d o m i e r z . A - g e -

n e r a l v i e w . B - c u t , C - t r i m m i n g , d l - p a r t s , d2- p a r t c a l l d
F i g . 59.

Leader-woman

F i g . 40.

I . Bodice f r o m

in

bodice

and

„ p ó l k a " , d3~ l o w e r p a r t of t h e

S a n d o m i e r z r e g i o n . A c c o r d i n g to J. L e w i c k i , , L u d P o l s k i " b y J. Z i e n k o w i c z ,
Museum

the

first

half

apron.

shirt w i t h o r n a m e n t e d ruff. M e n i n waistcoats. O k r ę ż n e i n the
of

the

1847.

19th c e n t u r y . M a l a W i e ś , S a n d o m i e r z d i s t r i c t . F r o m t h e

o f F o l k C u l t u r e i n W a r s a w , n r i n v . 4416. A - v i e w of f r o n t , B - of t h e b a c k . C - c u t : d -

f r o n t p a r t s , e- a r m - p i t s , f- s h o u l d e r - p a r t , g- s h o u l d e r - s t r a p s , h - k a l e t k i .
I I . B o d i c e f r o m t h e e n d o f t h e 19th c e n t u r y . W i l c z y c e , t h e d i s t r i c t o f S a n d o m i e r z . R e c o n s t r u c t e d . A v i e w c f t h e f r o n t B - o f t h e b a c k , C - c u t : d- f r o n t - p a r t s , e- a r m - p i t s , f - b a c k , g - s h o u l d e r - s t r a p s ,
F i g . 41.

G r e e n b o d i c e f r o m t h e f i r s t h a l f of t h e 19\h c e n t u r y
C u l t u r e i n W a r s a w n r . i n v . 4416. P h o t . M . M a ś l i n s k i

F i g . 42.

Folk costume from
s t r i p e d , l i k e those

h-kaletki.

F r o m the records of the M u s e u m of F o l k
1953.

Sandomierz, p r o b a b l y f r o m the n o r t h e r n confine. Shoulder-apron diagonally
worn

n o w a d a y s i n t h e r e g i o n of P u s z c z a R a d o m s k a . P a i n t e d

by W . Gerson

ab nit 1850. M u s e u m o f F o l k C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w n r i n v . 2542.
F i g . 43.

I . Woman's

winter garment

c a l l e d . . k a f t a n " f r o m t h e b e g i n n i n g of t h e 20th c e n t u r y , b o r d e r e d

w i t h lamb-skin. N a s ł a w i c e . Sandomierz district. A - \ i e w

of f r o n t , B - o f b a c k , C - c u t : d,dl- f r o n l -

. p a r t s , e - a r m - p i t s , f - s h o u l d e r , g-sleeve. h - c o l l a r , x - p l a c e s o f f a s t e n i n g t h e h o o k s .
I I . W o m a n ' s ..kaftan" from

the

beginning of the

20th c e n t u r y N a s ł a w i c e . Sandomierz

district.

F r o m t h e r e c o r d s o f t h e E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at C r a c o w n r . i n v . 13463. A - \ i e w o f I h e f r o n t
B - of t h e b a c k , C - c u t : d,dl- f r o n t - p a r t s , e - a r m - p i t s , f - s h o u l d e r - p a r t s . g-sleeves. gl- f l a p , h - c o l l a r .
F i g . 44.

Women's

shoes

from

t h e 19th c e n t u r y .

Reproduced from O. Kolberg's L u d —

Sandomierskie.

H e a d dress of a m a r r i e d w o m a n ( „ k a p " ) R e p r o d u c t i o n f r o m O . K o l b e r g ' s L u d —

Sandomierskie

1865. p . 19.
F i g . 45.

1865, p . 19.
L i g . 46.

P a t t e r n f o r a b o n n e t f r o m t h e b e g i n n i n g of t h e 20the c e n t u r y . D r a w n by J. K a m o c k i , 1956.

F i g . 47.

W o m a n w i t h c h i l d i n e v e r y d a y ' s dress f r o m t h e s e c o n d h a l f o f t h e 19th c e n t u r y ( a b o u t 1860—
1870)

from

Poznań

the

confines

of t h e C r a c o w a n d S a n d o m i e r z r e g i o n . A . P a t k o w s k i . S a n d o m i e r s k i e .

1938, p . 41.

F i g . 48.

W o m a n with a kerchief lied i n a manner

F i g . 49.

W o m a n w i t h kerchief — phot. M . Maślinski

F i g . 50.

W o m a n w i t h a k e r c h i e f t i e d i n t h e b a c k . G o ł ę b i c e , t h e d i s t r i c t of S a n d o m i e r z . P h o t . J. K a m o c k i , 1952

Fig. 51.

St. John's

eve

at

Bilcza.

Sandomierz

c a l l e d ..w c z a p ę " p h o t . M . M a ś l i n s k i

1955.

1953.

district. Reproduction f r o m O . Kolberg's L u d —

Sando­

m i e r s k i e 1865, p . 125.
F i g . 52.

Hackling.

Girl

in

working

dress

a n d m a r r i e d w o m a n w i t h a loose j a c k e t c a l l e d k a f t a n . N e a r

t h e m a b o y w i t h f o u r - c o r n e r e d cap called r o g a t y w k a . N e i g h b o u r h o o d of K o p r z y w n i c a Sandomierz
district. Reproduced from
F i g . 53. E m b r o i d e r e d

O . K o l b e r g ' s L u d — S a n d o m i e r s k i e . 1865, p . 169.

c o l l a r of a w o m a n ' s s h i r t f r o m i h e s o u t h c f t h e

R u d a , i h e d i s t r i c t o f S a n d o m i e r z . P h o t . J. K a m o c k i
F i g . 54.

S a n d o m i e r z r e g i o n . 19 (h c e n t u r y ,

1952

A — E m b r o i d e r y u p o n f r o n t c f a s h i r t f r o m t h e e n d of t h e 19 th c e n t u r y . R u d a , t h e d i s t r i c t o f
Sandomierz. B C - embroidery

upon

shoulder-straps

f r o m t h e f i r s t h a l f of t h e 19 th c e n t u r y , r e ­

c o n s t r u c t e d f r o m t h e d r a w i n g b y J. W ó j c i c k i a n d W . E . R a d z i k o w s k i .
F i g . 55.

O r n a m e n t s f o r o v e r c o a t s ; a-sleeve. e - c o l l a r . d - p o c k e t . D r a w n b y J. K a m o c k i

F i g . 56.

Peasants f r o m S a n d o m i e r z i n f e s t i v e dresses, h a r v e s t h o m e . ( A m o n g t h e m , n e a r t h e l e a d e r w o m a n ,

:•

highland's

F i g . 57.

Maj).

F i g . 58.

Maj).

„bandos"). Drawn

by

1956.

St. L a t a n o w i e z . A . P a t k o w s k i . S a n d o m i e r s k i e .

Poznań

1938.

C O N T E N T S
I n t r o d u c t i o n , p. 3. C h a p t e r

1. T h e p r e s e n t p o s i t i o n of the S a n d o m i e r z f o l k

H i s t o r i c a l d e v e l o p m e n t of t h e S a n d o m i e r z f o l k

c o s t u m e , p . 7. C h a p t e r I I I .

c o s t u m e , p . 6. C h a p t e r I I .

T h e a r e a a n d d i s t r i b u t i o n of

t h e i n v e s t i g a t e d c o s t u m e , p . 11. C h a p t e r I V . G e n e r a l d e s c r i p t i o n o f m e n ' s c o s t u m e , p . 13. C h a p t e r V . D e t a i l e d
description of m e n s

c o s t u m e , p . 16. C h a p t e r V I . G e n e r a l d e s c r i p t i o n of w o m e n ' s dress, p . 30. C h a p t e r V I I .

D e t a i l e d deseription of Sandomierz

women's

dress, p . 52. C h a p t e r

V E L Producers

a n d m a t e r i a l s , p . 45.

C h a p t e r I X . O r n a m e n t s a n d e m b r o i d e r i e s , p . 44. C h a p t e r X . S o u r c e s a n d t h e i r c h a r a c t e r i s t i c , p . 46. N o t e s ,
p . 49. B i b l i o g r a p h y , p . 52. L i s t o f plates, p . 53. C o n t e n t s , p . 55.

()4

�2V&gt;oo'

21°30'

P0D2IAIT

&gt; Krynki

~

ADMINISTRACYJNE •. ' ^ ' ' ' ^ • ^ ' ^ . ' " ^ N W ' ' ' —i
'-.©Ostrowiec "~\ ' "
1

-, A- .iNietyllsko . .-. A..

Bona

L S i *
%
*

&lt;

,.**-.

Kunów

-*wólka Tarłowska
.Brzozowa Julianów
* Słupia i |
Wólka lipowa H.fl

*

m

Teofilowf

*

1

OSTROWIEC
A A
© - . „ R u d a Kościelna /
*•»
"-- ' A . K,.„
Bronisławów
«".M
Bodzechów J_ — &lt; ^
•¿'A'
•Ćmielów/
,
Lasocin
Prusmowice
•/Skała
.':
°
A''. :.. . . II Annopol
Garbacz
?" S" Orocholice *
Wyśzmontów
/ Dfbno V
DObreczna w Mikułowice
•
.Janików
Czerwona Gora
Jankowice
Linów .
YTruskolas
^
o
z
w
o
j
^
R
u
s
z
k
ó
w
^/przeuszyn
SKOW5
""YWOla IUISZKUW
4ff
13 Wola
O K r a s z k o w ^ « t » OM 4 »
•
Bidziny A
»Przybysławice . , \ *
. Nieskurzów:ów-» m
v.
^ Podoi
Grochocice. .Jakubowice
&gt;
Lechów,^
Piotrów
S i a r y". £«»Jr?r-&gt; OPATÓW
rzezie
Gierczyce
Pisary.
ZAWICHOST I
5&gt; _
Plucki
£. Piórków*
•Olszowica
Waworkow
•,
•lechóweko •
» .
« .Zerniki
? &gt;
« U i k i s i a . k a D.uza Sobótka arbow "'"Z*
A y - i - " • ' ^ V . taoów Baćkowice"?
•
Karwów^_^Nik.Mł Daromin Szlachecka
A
V
/ : •Widełki Siad** Wola ł a g o w s k a . . ?
Modliborzyce Malice KościellT^C. Pałaszów" GałkowiceA
.
•ł ,
# * Cisów
A
• GesiceV^&lt;MeczenniceCŁ^—»Dobrp- i f ^ i ^ K / d
H„I, N™*
.Czyzow
A -Wszachow
„
• Słaboszewice~K4i"L^I^U^iS'!!
Hu a Nowa
.Sadków ( Ś t o b i e c ^
W.os.ow
G o ł e b , ó w ? « 7 V - ^ C i ^ ^ / /
t
Ocieseki
Bardo
A
•
•••.«. \ .
.Toporów
Lipnik*
Zagrody
Mściow » f
\ ^iKorzenno , .
Zb.elutka ^
•ujazd
Gożlice
^ Zdahów
- w »* 'Makoszyj*|/
- Rebów
51 „ R a - m
. łopatno • Radwan
; • . . • „ „ , Piekary
.Gotebice.
&lt;ł^Kamień
Szumsko.
§
^ Ą
.
S™ekMr.OsoIm
„ . ^ a z o S ^ N o w y
kó?
r 'i
K % r c t ' a ^ ^ » » » ; • ' • . ' " • Bil ?za Zurawica®j
^Rakow
I
.
'i ^ ' Xf"
r Nas.ow,ce»°Swia.n,k,
^SANDOMIERZ
.B
"
?
Samborzec.
«
;
u Ghaócza A- ^ ^
Orugnia
Jurków
ceChobrzanyi
S
ewce
#
/
APolok
\
\ ,., , n
V "C
'"
•
!
Gorzyczany* .
9/
.
Koryrnica\
'
»Zimnowoda
.Vi
BogorjaSkotnicka ^ ^ W i e l o w i e ś
A '.
« \ *
'i .• ^.Mn^lki '• •
:
5 Dniosice
•t y
I 'Ossówka A
/ • Kotuszow
«
(Szydłów... ^ N '
.
:
Kurozweki
Grabki Duze |
.' Q •
STASZÓW
/
/
/
Rytwiany
Koniemłoty i ..\
' T '"'•^Osieczko^-Ł:
l
a
Tiiklećz^Kłoda *"\ Niekrasow Lipniki_g^
\ luczepy
A •
\
:.l
A.
Zerniki
"'"Trzcianka*
/l" ™
A 1
\
Sichów A-T » \ ; O s a l a » . . s i r ó ż k i i ]
\
Z A S I Ę G UBIORU
• Ruda \:Tursko W k .
&gt;|
\
Niekurza Ł,^/^Keblów
\
SANDOMIERSKIEGO
.A i
\
N
Połaniec s^r Padew Narodowa"
\
Granica zwartego zasięgu stroju
Atubnica »
/f
Gawłuszowice
• Zborów
.wójcza
N
Ruszczą,
™ — — Granica peryferycznego zasięgu stroju
Zuków
Piestrzec
/,
Szewna
, Strupice

ł

D

0 Z A R

A

W

C

r

r

,

g

J a t o w

N l e s k u a ó w N

0 r

1

C 2

v

!

aW0

2 0 W

6

o l , ,

w

7

l w a

i s k a

P

l w a m s k a

ł

Gryzień

Q

D

5 , O W a

a

0

r

t a

W i

Pol

baKietcz

K

M r

5

M

-\ "r.T»V*r*' !«'
W o l a 0 s o w a

Ch

# G ( a r o

k

W

&gt;

K l l n a r ł

M i | Q s 2 e w i c e

K

k

o w

D

m

O W , C

a

•\

U s a

9

h

,

&lt;

aMtt

w
pech
P
c h o w

l

lska

A

Z t o t 3

J u r k ( M

c

e

A

n

&lt; 0

A

-

:

&gt;

D

Solec

ZaDiec

pomorów /

Podział ka 1 : 6 0 0 0 0 0
O

Rataje^

nice
•

1. Z A S I Ę G
zwartego

UBIORU
zasięgu;

SANDOMIERSKIEGO

cienka

— miejscowości, w których

dane uzyskane d r o g ą p o ś r e d n i ą :
OBJAŚNIENIA

dotyczące

granica
w

XIV—XVI

z XVI w. —

10

15

Km

21°30'

21°oo'

Mapa

5

Ziemi

w. według

linia
autor
H

Gruba linia przerywana j . w . oznacza-gra­

przerywana j . w . — granicę

peryferycznego

— miejscowości, z których

kartonu: Podziały
Sandomierskiej
I . Ladenbergera

w

dane z a c z e r p n i ę t e . z

XII — XIII

„Zaludnienie

powiatów.

literatury.

administracyjne.
w.

. . .

Polski'".

granica

— j —

Rys. K r y s t y n a

archidiakonatów

— granice

— | — g r a n i c a K r ó l e s t w a P o l s k i e g o i G a l i c j i w l a t a c h 1815—1914.
współczesnych

zasięgu.

przeprowadza! badania: £ \ — miejscowości, z k t ó r y c h

Woźnińska.

~ ~

powiatów
granice

�21°30

21°00

v

v

Z A S I Ę G UBIORU
I JEGO W A Ż N I E J S Z Y C H
SKŁADNIKÓW
Granica zwartego zasięgu stroju ~~
—

Granica peryferycznego zasięgu stroju

0
21°0D

M a p a 2.

21 30
J

ZASIĘG UBIORU

SANDOMIERSKIEGO

linia p r z e r y w a n a j . w . , szrafura

zasięg

sandomierskiego w e d ł u g
granatowej

wolutowego. W kartonie

I JEGO WAŻNIEJSZYCH SKŁADNIKÓW.

p i o n o w a , g ę s t a oznacza

p r z e r y w a n a j . w . szrafura s k o ś n a , r z a d k a , oznacza
zasięgu ubioru

Podziatka 1^600000
5
10
15km

rogatywki

zaznaczono

obszar z w a r t e g o z a s i ę g u u b i o r u :

granice peryferycznego zasięgu ubioru.

Oskara Kolberga:
z ..kucotkicm":

zasięg

ubioru

o-o-o-

granica zwartego
zachodnia

granica

zasięgu

linia

— granica
sukmany:

e h a m e ł k i i haftu

sandomierskiego w stosunku do obszaru

R Y S . K r y s t y n a W o ź n i ń s k a , 1957 r.

Gruba

cienka

Polski.

�A T L A S P O L S K I C H STROJÓW L U D O W Y C H
składa się z szeregu monografii obejmujących wszystkie typy
strojów ludowych z całego obszaru Polski.
Obejmuje 5 części. W skład każdej z nich wejdą zeszyty zawierające
monografie poszczególnych strojów.

Dotychczas ukazały się drukiem następujące monografie:
Część

I . POMORZE:
1. Agnieszka Dobrowolska — Strój pyrzycki.

Część

I I . WIELKOPOLSKA:
1.
2.
3.
4.

Adam Glapa — Strój szamotulski.
Adam Glapa — Strój dzierżacki,
Adam Glapa — Strój międzyrzecko-babimojski (lubus
Halina Mikułowska — Strój kujawski.

Część I I I . ŚLĄSK:
1. Tadeusz Seweryn — Strój dolnośląski (Pogórze).
2. Stanisław Bronicz — Strój pszczyński.
3. Longin Malicki — Strój Górali Śląskich.
Część IV. MAZOWSZE i SIERADZKIE:
1.
2.
5.
4.

Maria Żywirska — Strój kurpiowski Puszczy Białej,
Jadwiga Świątkowska — Strój łowicki,
Jan Piotr Dekowski — Strój piotrkowski,
Janina Krajewska — Strój opoczyński.

Część V. MAŁOPOLSKA:
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.

Roman Reinfuss — Strój Górali Szczawnickich,
Edyta Starek — Strój spiski,
Franciszek Kotula — Strój rzeszowski,
Franciszek Kotula — Strój łańcucki,
Janusz Świeży — Strój krzczonowski,
Sebastian Flizak — Strój Zagórzan,
Janusz Kamocki — Strój sandomierski.
W druku znajdują się:

1. Bożena Stelmachowska — Strój kaszubski,
2. Barbara Kaznowska-Jarecka — Strój biłgorajski.

�ATLAS POLSKICH
Zasięgi

ubiorów

[Podgórze),
Białej,
12. S t r ó j

w

monografiach

3. Strój rzeszowski,

7. S t r ó j ł o w i c k i ,
pszczyński,

opublikowanych:

4. S t r ó j s z a m o t u l s k i ,

8. S t r ó j d z i e r ż a c k i ,

13. S t r ó j

STROJÓW

pyrzycki,

17. S t r ó j g ó r a l i ś l ą s k i c h ,

9. S t r ó j
14. S t r ó j

1. S t r ó j

LUDOWYCH
górali

szczawnickich,

5. S t r ó j k r z c z o n o w s k i ,
kujawski,

10. S t r ó j

2. S t r ó j

dolnośląski

6. S t r ó j k u r p i o w s k i P u s z c z y
spiski,

11. S t r ó j

łańcucki,

15. S t r ó j

opoczyński,

18. S t r ó j Z a g ó r z a n ,

19. S t r ó j

sandomierski.

piotrkowski,

16. S t r ó j

lubuski,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5871" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5852">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/6d1cbbb299e38067bed40edbbefb529b.pdf</src>
        <authentication>07a3144f4b8d981e404d8d4612a543cb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70033">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5654</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70034">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70035">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70036">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70037">
                <text>Strój krakowiaków wschodnich / Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70038">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.9; 100 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70039">
                <text>Serweryn, Tadeusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70040">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70041">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70042">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70043">
                <text>A-T-L-A-S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
T

A

D

E

U

S

Z

S

E

W

E

R

Y

N

STRÓJ KRAKOWIAKÓW
WSCHODNICH

P O L S K I E

T O W A R Z Y S T W O

L U D O Z N A W C Z E

�A

T

L

C Z Ę Ś Ć

A

S

P

O

L

S

K

V

I

C

H

S

T

R

O

J

Ó

W

L

U

D

M A Ł O P O L S K A

T A D E U S Z

S

E

W

E

R

Y

C

H

Z E S Z Y T

O

W

Y

9

N

STRÓJ KRAKOWIAKÓW
WSCHODNICH

W

I
N A K Ł A D E M

P O L S K I E G O

R

O

9

C

L

6

T O W A R Z Y S T W A

A

W

0
L U D O Z N A W C Z E G O

W E

W R O C Ł A W I U

�A T L A S

P O L S K I C H

W Y D A W A N Y

S T R O J Ó W

P R Z E Z

P O L S K I E

L U D O W Y C H

T O W A R Z Y S T W O

L U D O Z N A W C Z E
K O M I T E T

R E D A K C Y J N Y :

A D A M

G L A P A ,

A D A M

M Ł O D Z I A N O W S K I ,

W I C Z ,
R

E

D

A

A N N A

R E I N F U S S ,

K

Z E S Z Y T U :

O

R

O K Ł A D K A :
Z D O B N I

A D A M

K :

P L A N S Z E

K

R

Y

G A J E K ,

K A Z I M I E R Z

R O M A N
T

J Ó Z E F

K U T R Z E B A - P O J N A R O W A ,

S

P I E T K I E ­

T A D E U S Z

S E W E R Y N

J Ó Z E F

G A J E K

M Ł O D Z I A N O W S K I

T

Y

N

B A R W N E :

A

W R Ó B L E W S K A

J E R Z Y

K

A

R

O

L

A

K

D R U K A R N I A
U

N

I

W

K L I S Z E

E

R

S

Y

T

E

T

U

J A G I E L L O Ń S K I E G O

J E D N O B A R W N E : K R A K O W S K I E

Z A K Ł A D Y

O F F S E T O W E
T A B L I C E
D

instytut

R

U

K

A

R

N

I

A

W
N

A

I
R

E

L

O

O

D

O

B

N

E

A

K

R

12Vs+2

tabl.

W

A

R

W

:
A

K

Ó

W

Kulturoznawstwa
Biblioteka

Nr inwentarzowy

£ 5 * 5 . .

Nakład

6200 egz.

bezdrz.

100 g

w l i p c u 1960.

A r k . wyd.

61x86.

137a A r k .

Oddano

do

Z a m . 769/59

druk.

skład.

3. X I I . 1959.
C e n a zł 32.—

Papier
Druk

ilustr.

ukończ,
E-17

�T a b l i c a
K R A K O W I A N K A
I

S T A R S Z Y

Z

I

P O W I A T U

D R U Ż B A

Z

P I Ń C Z O W S K I E G O

P O W I A T U

B R Z E S K I E G O

Wyk. Jerzy Karolak

�W S T Ę P

Obszar
brzegu
część

zamieszkały

Wisły,

a

wyżyny

więc

przez
na

Krakowiaków

zachodzie

małopolskiej

z

obejmuje

kęs pasma

nieckowatą

jury

sporą

część

dorzecza

krakowsko-częstochowskiej,

wklęsłością

Nidy,

a

na

wschodzie

Wisły zachodnią część kotliny wiślańsko-sańskiej, zwanej też kotliną
Ten

geograficzny

uwzględnimy,

zarys

że na

obszaru krakowskiego,
myśleniccy

pasmo
Z

się po

wschodnim

zasięgu

się aż po jary

wyżyny

omal

po

po

południową

obu

brzegach

się

nam

należące

wyraźniej,

do

różnorakim

geologiczny,

skiej po

bytu

lewym

a

mologiczne
drugiej

u

śląskiej, że na p o ł u d n i u

stoki

sandomierskie,

Lachy

Beskidu Wyspowego,

a na północy —

aż po

że

na

górzyste

na

tych

z nim

jej zajęć

Wisły

da

pionowym
rozmaitość

oraz na

w

związku

wschodnich,

taka mnogość,

że

same

gleb,

tego

co

obszaru

miało

czysto
z

rolniczą

czym

a inne

da

w

obszarze

prowincję

się w y o d r ę b n i ć

u zachodnich.

względy

idzie

parze

zasadniczy w p ł y w

charakter jej stroju. N a

się wydzielić

zachodzie,

krain

na

na

Ziemi

to,

że

kusimy

prowincji.

się

Liczyć

o

się

przeprowadzenie

bowiem

że lud krakowski wywodzi

rolę w budowie

zespoły

A jest tych z e s p o ł ó w
za

ten

batów \

historycznych zrębów

Za
stwa,

wodny

musimy

linii

demarkacyjnej przez

nietylko

się z jednolitego

państwa

po

po

zagarnęła
skiego,

państwa

koncepcji

polskiego

na

Liczwarkę
2

ten

która

rol-

po

jednej
tego

z

tym,

co

dzieli.

pnia plemiennego,
i dość

kulturę

ma­

Należy

więc

że odegrał

na

i górny

południu
bieg

z

Nidy

górskimi

X

oraz

Pilicy, n a

podstawowej

rdzennej

Chro-

zachodzie

zaś

.
wszedł

rychło

w

skład

rozrosła

się n a

inne

terytoria

dzielnicy

plemienne

pań­
—

od

Dolin .
dzielnica

ugruntowanej
zmiany

w

sandomierska jeszcze

w

między

i na

kreśleniu

innymi także

granic

politycznych

administracyjnych. G d y

krakowskie

na

południe

od

X V I I

Wisły

w
i

I

wieku, co

lepiszczcu
raz

po

rozbiorze

w

część

całą

tych

ziem, —

w

r.

1809

powiększono

1772

o

i sandomierską

Ziemi Krakowskiej zostało dokonane.

włączona

została

do

Królestwa

Polskiego,

zaś wraz z okręgiem utworzono

brzegu

1807

departament

organizmu

Wisły

lewym

G d y z a ś w r.
je

do

Austria

sandomier­

krakowską

Kongresie Wiedeńskim, z Krakowa

po

raz wracały
r.

województwa

r. 1795 s i ę g n ę ł a p o r e s z t ę t y c h o b u w o j e w ó d z t w .

świadczy

plemiennym.

ziemię

od

wieku

siedzibami

rozdarcie jednolitego
północ

ważną

wcześnie korzystał z transmisji

3

W a r s z a w s k i e bez

obejmujący

graniczące

Odrą

zasięgów

I I I rozbiorze w

Niemniej

i

obszar

spoistości,

Księstwo

po

zachowała

województwo

krakowski,

część

ten

upadku

to w

powstało

Wisłą

Wielkich

układ

staropolskich

sięgnęło

Wielkiego

krainę

ogół

Wiślan,

sandomierskiej,

o jej w e w n ę t r z n e j
Nawet

plemię

między

Kazimierza
dzielnicy

Karpat
N a

zasiedlało

a na północy

dział

a

kostiu-

przyjęciem

kultury, idącej z g r o d ó w j a k o ognisk administracji politycznej z K r a k o w e m n a czele. W
obszar

bazę

Krakow­

wschodzie,

inne

praktyczne przemawiają

różny

podziału.

oznacza

uwzględnić,

związku

Krakowiaków

geograficznego
Nie

w

brzegu

stionie

terialną

ukształtowaniem

ludności,

niczo-przemysłową

jej

jeśli

etnograficznego

chęcińskie.
tym

układ

po

lewego

krakowsko-sandomierską.

przedstawi

olkusko-sławkowskie,

k r a k o w s k u sięgają

Krakowiacy zapuścili

materialną

i

Krakowiaków

wzniesienie

leży już we

odziewający

wschodzie

zasiedlenia

zachodzie

górnego

Wisły.
Spora

postanowionego

Rzeczpospolitą

na

Krakowską.

3

�Wreszcie i ten miniaturowy organizm polityczny zniosła Austria

w

a

austriackim i rosyjskim,

więc

z

górą

dzielająca

po

ziemię

Historyczne

100

latach,

krakowską

losy

tej

runęła
na

ziemi

granica

dwie

nie

między

zaborem

r. 1846.

Dopiero

w

r.

dowodzą

niespornie,

pozostały

Wspólne

że jego

bez

wpływu

na

kształtowanie

się stroju

krakow­

Praca
z

świeckiej

formy

tj. p o w i a t ó w

i

których

niespornie

wytworzyły

się n a o g ó ł w

archidiakonatów

niniejsza p o ś w i ę c o n a jest o m ó w i e n i u

pośród

mundur

elementy tego stroju n a obszarze d w ó c h r ó ż n y c h

podstawowe

ś c i tej z i e m i . Z a s i ę g i z a ś t e g o s t r o j u m i e s z c z ą
administracji

roz­

części.

skiego, jego charakter reprezentacyjny, a nawet rolę, j a k ą swego czasu o d e g r a ł on j a k o
w o j s k o w y i strój narodowy.

1914,

się w

czasach

dawnych

w

staropolskich

X I V — X V I

wieku

jest

strój

przedstawiony

na

jedno­

granicach

(ryc.

wielu odmian stroju K r a k o w i a k ó w

najefektowniejszym

zaborów

politycznej

33).

wschodnich,

I

tablicy

kolo­

rowej.
Rzucającą
rzami,

się w

oczy

dawano
wane

suki

czerwone

haftem

kłapcie

u

była

i

białe,
lub

bujny

ubiorem

kierezje

A l e b y ł y też kierezje białe,

lub

czerwonym,

rękawów

Kierezja

c e c h ą tego stroju s ą b r ą z o w e

sukami.

które zwano

do

granatowych

aplikacją

haft

w

tegoż

dolnych

poważnym,

tj. s u k m a n y

szare i granatowe.

czerwone,

koloru.

rogach

a

do

Czerwone

z

D o

dużymi

modrych

były

u

kołnie­

białych

sukman

żółte,

tych

bramo­

kierezji

pół.

reprezentacyjnym,

a jednocześnie

nadającym

człowie­

k o w i wiele dziarskości. S z y k jej zależał o d k r o j u d a j ą c e g o wcięcie w pasie, u k ł a d f a ł d ó w
i

zwężanie

kadłami,
Z

się r ę k a w ó w

czerwona

kobiecych

s z y m jest
pychem,

żupan

krezą,
tej

trudno

modry

że

strojem
W

tj.

typów

najbliższych

szalami

czyli

biały
nie

jest

się

barankiem
ze

środka

czerwonym,
Dla
do

w

przeważała w
białej

na

z

i

też czapki

zaś

lub

łoktuszy

północ

od

zw.

siekać,

sobne

d u ż y m

stroju kobiecym
zapaski

z

na

tle

płat

biały

brzę-

z

takim

prze­

w

białą
z

koszuli

czepiec

nicią

ażurową

i rańtuch.

z pawimi

i buty

z

K o ł o

piórami,

cholewami.

K r a k o w s k i e j silniejsze

stroju.

Indywidualne

na

różnic

Powiśla

na

paski

Ziemi

z

haftowanej

magierkę

obszarze

zachodzących

i

granatowe
pąsowymi,
u

sukmany,
czasem
k o ń c ó w

a

4

niż

znamiona

Krakowiaków
między

nimi,

osnową,

kucotkiem t j . w e ł n i a n y m
zawściekle, współrozłupane z w a n e
białym,

a

z

uszyte

którego

ze

skrawków

krezie opadającej
na

wysokim

rogatywka

i

wiązaną

frędzlem
też

otokiem

we

frędzle.
czar­

zwieszającym

papuzy

z

denkiem

barankowym.

głowy

różnokolorowego

mężatek
perkalu.

5

n a r a m i o n a , białej chustce

a

czarnymi

granica ciągnie

szamerowana
zdobiona
szerokim

najcharakterystyczniejszą

czerwonymi

k a m i z e l e
granatowymi

podobne
Poza

tym

czepcowej,

piersiach.

południowa

rydelkiem,

białe
lub

Sandomierzacy nosili obszyte

z

rzadko

wiązanej

także

zielonymi

najcharakterystyczniejszym było okrycie

kapie ,

granatowa
z

w
tego

występujących

wypuszczoną

R a k o w a , cechuje czerwono

też kasztkiet

znajduje
odmian

dopiero

rogate

stroju kobiecym biel w

spódnicy

z

najefektowniej­

młodej .mężatki

hojnie

białą

spodnie

c h y b a flisacy. P o n a d t o

zielonym,

ś w i ę t o k r z y s k i ,

W

4

kap

wielości

modre

czapki

S t r ó j

klapą
lub

albo

niebieskim,

zwane

I I chyba

amarantowym

strój

oraz

nosi

brzękadłami,

czerwonymi,

włóczkowymi

Sandomierzanek

mitry,

tylnich

pas

sąsiadów.

granatowe

denka

skórzany

cholewami.

rozsiane

brzeskiego

mundurem»

T a k i c h p a s ó w nie znali Krakowiacy,
nym

z

wyraziście

przepasywano
pasami

reprezentuje

czarnym aksamitem

kostiumologicznych
się

z

na Tabl.

czerwieni i bieli: czerwony

pas

s a n d o m i e r s k i m

płótnianki

buty

biały

indziej.

powiatu

potwierdzenie

uwydatniają

s t r o j u

z

ją

jedwabiem

czerwono-czarne

bramowana

ludowy

oraz

zdobiony

zdobniczy

hafty

parobczak

indziej

poszczególnych

a

spódnicy,

haftowany,

«strój

wschodnich

gdzie

tutaj zestaw

kaftan

Zasada,

znaleźć

katana

piórami

i pińczowski,

Dominuje
białej

stojący

gdziekolwiek

pawimi

uzupełniał

krakowskich, przedstawionych

charakter

czerwona

niewiasty

z

Doskonale

odmienny

Dąbrowskiego.
tle

rogatywka

miechowski

jakiego

na

końcowi.

zaś strojów

Całkowicie

zapaski

k u

także

się od

wzdłuż

szwów

z jedną na

czerwonymi

D ę b n a

piersiach

wypustkami

rondem.

cechą są samodziałowe

paskami

Pierzchnicy do

sukmana brązowa

pionowymi.

naramienne

6

i

przed-

�S t r ó j
w

k i e l e c k i .

tywki

wyrabiane

Kielc

występowało

u

dołu

haftem

ciennego
rego

skład

gach

siaków

na

o

paskach

W

strój

lub

i

po

dwoma

w

1 połowie

z

cholewami,

białe

z

zaś

we

białej,

sukiennego

groszki,

wsiach

o

Morawicy

na

odzienie,

wełniana

czarnych

od

zdobionej

granatowego,

się j u ż

—

roga­

południe

spódnicy

gorsetu

modra

pasiaka

od

i granatowe

lnianej

niego utrwalało

na

w

odmianę

południe

po

włoszczowską,

Szczekociny.

pasków

bordowych

kontrastujących

czarnymi

gorsetami,

z

płó­

w

któ­

spódnica,

oraz

i czerwonych

której

Ciągnie

nad

« p o

cechy

prę­

dostrzec

się tu nadal

czarnymi.

ciemnymi

zdobnymi

z

białe

i

z przodu,

z

tyłu,

na

cechowały

szaraczkowy

też c z a p k a

terenie

łąka

Widać

spódnicami

to

w

pa­
za­

kaftanikami,

k r a k o w s k u »

u

dołu,

spodnie
z

k a p u z i a t a

u

wiązana

bogatszych

jak

safianem

oraz

oraz

niebieski

spódnica

zawój
z

granatowa,

a

także

w

tasiemki,

lub

turecki

wspomnieć

granatowe

łupa.

o

ale

ząbki

sąsiednim

wpuszczone
główką

S t r ó j

kołnierzem

z

kołnierzem

doń,

m a ł o m i a s t e c z k o w y c h

z wysoką

długa,

kołnierzem

magierki.

lub
z

z

podobna

tj. p l e c i o n e ze s ł o m y w

należy

kapelusz

w ś c i e k l i c a

kabatek

jupka

z ę b a t e

szaraczkowe

czyli

guziki,

r z e m i e ś l n i k ó w

pelerynką

tj. j e d w a b n y

chustka

Nadto

czarna lub
na

Kielecczyzny

U b i ó r

a posiadający jeden rząd guzików,

zielonymi.

sukmana

zapinana

czerwonym

strojem

górniczym.

X I X wieku

czy

zdobione

chłopskim

płaszcz

tu kielecka

fałdami

lecie białe p ł ó t n i a n k i , kapelusze

zaś d e z a b e l k a

bankami

w

przechodzi

występuje

Nadto w

mieszczańskim

różniała

z

Obok

samodziałowego

szerokości

dużymi

zaś kożuchy

kaszkiet,

butów.

i naramiennych,

aksamitnymi

związku

stroju

kobiet
się

północ

guzikami

cekiny.

krótsza kapota.

W

U

z

.

Pilicę,

równej

stroju zaś m ę s k i m

zimie

8

.

i niebieskim,

oraz

z

7

na

granatowe

składające

granatowa

kielecki

zachodzie

wykładanym,

i

chustka

przewadze

sukiennymi

czerwonym

kieleckich

kapoty

Chęcinach

odzienie,

białej

chłopów

długie

w

i naramienna

przedsobnich

paciorki

lub

pionowym

zachodzie

dadzą

czapników

chustki

wchodziła

układzie

N a
się

białym

stroju

były

dawniejsze

przedsobnia

w

cechą

Sukowie

przez

rańtucha,

zapaska

w

Ogólną

Brzezinach, Bilczy i

wiszącymi

m i e s z c z e k

wy­

rozwarty

muślinowa

frędzlami

futrzanym,

buty

magiera,

wykładanym,

zapaska krótka

w

lub

kryta

z

fal­

szafirowymi

jedwabiem

błę­

kitnym.
S t r ó j

g ó r n i k ó w

znakowaną
czarnej

godłem

czapce

S t r ó j
bogatsi

czerwone

chwastami

stroiły

kwiecistą,
listymi

i

w

zapaskę

kołnierzem

kami.

Poza
9

N a

spódnice

tłumaczyła

czerwonym
lub

wybijał
koraliki,

z

jako

w

na

Łysakowa

szlakiem

haftu

także

do

ze

wisiorami

złotej

buty

oraz

i

i

klamrą

walcowatej

niebieskie

lub

tj.

paciorków

gorset

na

sukmany

tu

zabiciu

św.

szerokie

z

pasy

Stanisława.
wysoką

bordowymi
czerwonymi

A

«kowane»

aksamitny

jednak

przodzie

Nidy,
więcej

bliżej

zw.

krepiny, jedwabne

białe

lub

półko­

sukmany

czerwonymi

jedynie

sznur­
i

granatowe

ko­

biało

znamienne.

Krakowa

zdobna
itp.

W
w

oraz

co

etiologia

białe

kaftany

trzosami.

wisiory

z

przez m ę ż c z y z n

strojne

rycerski,

Kobiety

czerwoną

cekinów.

noszone

główką,

chłopi

sukmanę

karbowane.

spódnicę

przeważały

wyszyte

były

i

w

z
z

noszono sukmany z czarnym wyszyciem,

kapelusze

srebrnej

czarny

Krakowianek znad
Śląska

płócienne

z b o r k o w e

w

nosili

małopolską

lub czarne kaftany

oszywkach,

dołu,
z

Wodzisław
białą

k a m i z e l e

odmianami,

granic

od Krakowa
po

u

kwiatowe

różnymi

nie różnił się od

czarne

buty

oblamowanym,

się tutaj

aż

a

się gorset lub k a t a n k a p o b ł y s k u j ą c a j a k pancerz
naszycia

w

po

haftowane,

metalowych,

kołnierzyku

motywy

żałobę
i

od

biało

brzękadłami,

falował

i zapaski

obszyciem

zielonymi

z

czerwono

pojawiały

południe i na zachód

ludowa

wymi

pasy

ten

. Strój jednak kobiet

Już

koszule

guzików

haftowane

zdobny

strój

tj. bluzie z p e l e r y n k ą , pasie z

wpuszczonych

a czarnymi wisiorami, granatowe

niebieską

stojącym,

tym

centkowane

z

a

południowi

piórami,

szeregiem

koszule

spodniach

wypustkami.

z

wyszyciami,

kaletkami,

K u

biety

wypustkami,

się w

było po czarnej k i t l i

czarnych

z a c h o d n i c h .

rogatywki

a p o d w ó j n y m

wypustkami

z

niebieskimi

K r a k o w i a k ó w

z czerwonymi

zaś

z

poznać m o ż n a
górniczym,

z

sukmany
amaranto-

stroju zaś
czerwone
czepce

kobiet
szklane

biało

haf­

towane.

5

�Wreszcie
lichowe

na

lub

granatowy
Letnim

południe

perkalowe
kaftan

strojem

bez

w

przodu,'tyłu

czarne

O d wschodu
Z

k o ń c e m

futro

z

bieska
szula
Z

X V I I I

w.

istniał w

wyszyciem,

oraz

U

biały,

kobiet

lub

Dopiero

biały

nie

u

U

schyłku

gwałtowne

zniesienie

Dziś

na

dlań

fensywie,

i

z

czapka

sukienna

koło
C o

o

żółtymi

lub

zdaje

biała

sukmanka

się takaż

lewym

brązowa

a

typie:

lub

nie­

nadto

ko­

magiera z kukurydzą

tzw.

kołnierzem,

zapinający

do

nosi

się na

dwa

północy

tam

np.

światowej,

pozostała

się

spadku

bez

wpływu

produkcja

fabrycz­

życia, pojmowana
spowodowała

gładkie

tj. w
od

że

przeważnie

na

wsi

pęd

prążki

gorsety

lat

do

pasiaki

w

stroju,

paski

do

to

różowe

żółte,

tych

wyszywane

na

zielonymi

różowe,

Niemniej

z kaletkami,

w

de­

czerwonym

tkać

barwiste

buraczkowe,

fioletowe.

aksamitne

co

granatowe

po­

naramienne,

kolorze

zaczęto

w

krakowski w

ciemno-niebieskimi,

zapaski

brązowe,

strój

zapaski

jednolitym

kilku

istnieje

strój

się tutaj

wszystko,

także

nie

się kobiecy

brązowymi,

bywają

w

wschodnich

Przyjmują

Morawicy

pasami

noszone

czarne

nie

zaostrzały

odbijała się na

zwiększona

klasowych —

znajdował

zapaski

z

Kielc

O B S Z A R Z E

miejskiego.

się krakowskimi, jako

się « k r a k o w s k i e »

wojnie

chłopskich

przez K r a k o w i a k ó w

czarnego

terenie

I

demokratyzacja

przedziałów
do

Brzezinach kolo

nazywa

po

Równocześnie

stroju kieleckiego.

noszono

Korytnicy kolo

po­

pstrych

koralikami

kwiatowe.
od

tego

tylko

białych

brązowych.

aksamitny,

N a

w

ludowych

w

oznak

koloru

tymże

ludowym.

oraz postępująca

N a

B A D A N Y M

c i e m n o - r ó ż o w e , jasno i ciemno-zielone oraz

ślubu —

również

stroju

agresją

w

N A

zaś pauperyzacja mas

ludowego

1935

te

N a

południe

sukman

decji

r.

L U D O W E G O

anarchia w produkcji przemysłowej

zamieszkałym

więcej

i zapaski

motywy
N a

w

ubioru

przewadze

wyrabiane

strojów

Rosnąca

się przed

jeszcze

zapasek

do
ten

szlaku —
do

w

pow.

jędrzejowskim

amatorskich przedstawień

sukman

krakowskich,

jako

zaś, chcąc

się ubrać

niego

czerwoną

spódnicę

naszytymi

sposób

strojną

z

już od

teatralnych
uznawanych

Strojnisie

po

oraz bluzkę w y s z y w a n ą

r.

za

krakowsku

poziomymi

1905

używano

oraz dożynek,
elegantsze
wdziewały

wstążkami,

na rękawach w

czerwone

lokalnych

ale o d
od

święta

dawnych

czarny

krótką

gorset
zapaskę

kwiatki o

ten-

naturalis tycznej.
południu

zaś w

wiejskie o r a z delegaci
drużbowie

6

sukmana

I

X X wieku, a szczególnie

najbardziej typowej.

marańczowe,

i

całkiem wyraźnym

też

futro
i

czarnym borsukowym

a wzrastająca

obszarze

«krakowskie».

w

samo

o

l a s o w i a c k i e g o .

sukmana

zewnętrznych
od

czarnym.

albo

pę­

na p r a w y m brzegu w y s t ę p o w a ł a tu ciemno-tabaczkowa

odzieżowych

cofając

zapaski
i

na

uznajemy

S T R O J U

przemiany

przechodzenia

lub

zapinany

brzegu Wisłoki

ozdobiony

rolnych.

nych materiałów

choć

trzos.

rękawami

spódnica.

X I X i narodzin

artykułów

staci

i

sama

rękawów

S T A N

kryzysy ekonomiczne,

jako

tyłu,

skórzane.

O B E C N Y

na

albo

drukowany

R o z d z i a ł

cen

biały,

dre­

z

oraz

stojącym

zaś kożuch

suknem

z a ś takie

pasiasty

szwem

.

strój regionalny

szafirowym

zgrzebne

ze

guzikami

czarnym

strój ten j u ż nie istniał. Dlatego obszar po

obszyciem

kożuch

guziki

1 0

spodnie
polskie

ołowianymi

zimowym

wyszywany

powiecie mieleckim

zieloną.

fartuch

X I X w.

niebieskim

i

kołnierzem

kątowato,

powleczone

krajką

za teren przejściowy.
z

z

białe

paski, buty

stojącym

płócienica

rękawach

noszono

czerwone

kołnierzem

była

przycięte

na

baranków

przepasana

k o ń c e m

i

z

lub

po l e w y m brzegu W i s ł o k i istniał teren przejściowy do s t r o j u

białych

z

kłapcie

T a r n ó w — R z e s z ó w

i niebieskie

rękawów

telki,

z

linii

białe

zwierzchnim

zdobnymi
a

od

w

weselni

pow.

brzeskim i dąbrowskim

na uroczystości

i uczestnicy

państwowe.

dożynek

kierezji

N a

brązowych

u ż y w a j ą jeszcze

o g ó ł jednak strój ludowy

ogólnopolskich.

Składa

się on

nosi

z czerwonej

kapele

banderia,
rogatywki

�zdobnej
z

w

sem

lub

a dalej

ze

podmiejscy

N a

ogół

kaftany,

kapiącą

fałszywym
(ryc.

tanecznych
tradycje

jednak

uproszczeniom.
z koszuli

aksamitnego,
i haft

nicy

kwiatki,

w

szklanych,
gorsetu,
a

pod­

ludowego.

Strój

wstążek

wianka

się

bowiem
czarnego

zdobnego
z

korali

D a w n y
coraz

a

bardziej

zmieniono

lub

strój

spód­

do

tybetki,

zawiązywanej

w

szelążki

paciorków

sztucznych

strój, j a k w i d a ć ,

Po roku

w

zielonej

przypiętych

ze

dużym

on

czasem jeszcze z chustki

wającej plecy

częściej

rękawami,

jedwabny,
z

ko­

członkinie

śpiewaczych

Składa

złociste

weselne,

oraz

coraz

gorsetu

strój
ubioru

drużki

i

z bufiastymi

od

państwowych,

stroju

ulega

bły­

kobiecy

częściej

regionalnych

trzymują

cekinów

1).

Szczególnie

zespołów

ten

od

luksusem

reprezentacyjny

i

nie­

wiejscy
przebrać

uczestniczki uroczystości
ścielnych

pasa

się

występuje

męskiego.

paski i

Stroili się t a m w

galonów

krakowski

w

cza­

gęstwy

krakowskich

kierezję,

przeładowaną

szczących

białej
a

niedawna jeszcze u

eleganci mogli

«po krakowsku».

i

spodni

D o

fotografów

imitujące

sukmany

suką pobłyskującą od

brzękadłami.

których

pawie,

oblamówką,.wisiorami,

czerwoną

cekinów,
z

pióra

czerwoną

ramion
kwiatów,
przykry­

na piersiach.

przeobraża

się

festynowy.

1920 c y n o b r o w y

kolor

zapasek

na Powiślu Dąbrowskim na

czar­

ny, k t ó r y to k o l o r u z n a w a n o w ó w c z a s z a w y ­
tworny.

Czerń

ustalać

się zaczęła

również

w chustkach oraz gorsetach i łącznie z haftem
wielobarwnym odbiegała od dawnej

Ryc.

1. N a r z e c z e n i — o n a w l u d o w y m

on w

kierezji

sem

błyszczących

H I S T O R Y C Z N Y

N a

przełomie

wotnej

X V i X V I wieku dadzą

akumulacji.

Ożywiła

folwarczno-pańszczyźniany
polskiego eksportu z b o ż a
warstw

posiadających.

wyrobów

W

rzemieślniczych

prowadzące

rozległy

się

jako
do

Gdańska

bierze ż y w y

handel

lądowy

S T R O J U

w

luksu­
Stadler,

pierwiastki kapitalizmu
utrwalił
n

z obcych

zagranicą

Wschodem

i

Rzeczypospolitej .

towarów
z

Polsce

oraz

udział przedsiębiorcze,
ze

St.

L U D O W E G O

towarowo-pieniężna

ustroju

i dowóz

towarów

fałszywym
1904

1500—1650

gospodarka

wymianie

r.

II

się z a u w a ż y ć

podstawa

Fol.

Kraków.

R O Z W O J U

Okres

stroju k r a k o w s k i m ,

przeładowanej

galonów.

tradycji.

R o z d z i a ł

Z A R Y S

teatralnej,

w

krajów

się

system

Wspaniały

wzrost

podnosił

rozprowadzaniu

a spolszczone

za pośrednictwem

pier­

już

stopę

życia

krajowych

mieszczaństwo

jarmarków

lwowskich,

7

�m

\iW£*" '*
Ywy^
I
AfirfT\\
I

&gt;

«*XY/7J!Pt\~^

lubelskich i jarosławskich,

S

SJ^M'

w

° d n ą

Y ^ M l t

ifllMlI'

przez
u

P ° k ° J
r

\ i

e

n

l

j

'

r

n

a

r

z

Te
w

u

a

n

l

tej

te

masą

W

coraz

a

nie

w

bazie

i

zmienną,

wieku,

a

gdy

jednym

dzili.

a

od

tenże

kołpaku,
Ten

w

sam

jeszcze

w

a

po

się

stawiają

nam
od

riały

w

za

ludowe,

Norblina

i

nych

w X V I I I

odkryć

się dadzą

prze­

po
na

jakoby

po

ranu

po

usarsku,
turecku

mniej

na

typie

za

pierwsze

drudzy»

3

po

staro

.

Polsce

odno­

do

polskiego

obfite,

odzieży

i to

zabytków

wierne

przed­
tak

od­

X I X wieku

dopiero

szkice

naukowe

mate­

ludowej.

sposób

przyjąć,

że

dawnych

bowiem

źródłach

które

1

tak

to

mieszczańskiego,

kostiumologii

elementy,

nas

włosku,

niezbyt

podstawie

stwierdzał
« U

dwojako,

do

zresztą

kapie

.

krajowej
Górnicki:

poro­

w

fałszurze,

1 2

białych»

to

się

świata

po

tureckiej

abo

masz,

dziwu,

niemiecku, drudzy

Ź r ó d ł a ikonograficzne

polskiej

w. W

nie

jedno

niektórzy etnografowie

Jest to z ł u d z e n i e . N i e
buchnął»

nie

X V I w.

co

że

do

bowiem

Polskę

w

Łukasz

niejednolitym

uznawali

ikonograficzne

chłopskim.

cechowała

charakterystyki u b i o r ó w w

X V

i

Strój

histo­

kostiumologii

tatarsku, po

chłopskiego.

chłopa

przeobrażeniach

częściach

chodzi

liczby

wszystkiego,

uznaliśmy

ko­

prawidłowość

chodziwszy

szlacheckiego,

w

po

dalekich

wieku

im

tu dwie

do

miennej

chłopskiej

Modrzewski

inaczej,

brunszwicku,

stroju

najmniej

P.

iż

na

X V I

czerwonych

polu

kozacku, po

do

nie

wieczór

X V I

po

stroju ludowego

J.

na

strojów,

Przytoczone
szą

w

półbotkach

to

w
Frycz

się ubierają

bardzo

zasię

się

wykazującą

dziwniej, iż kto

bezład

hiszpańsku,
i nowo,

jedni

I I połowie

wiele jest

lata

chłopom

«1 t o ć też jest nic bez wielkiego

turecku,

siebie

to jeszcze

włoskiej,
w

domu

drudzy po

A

drogą

podlega.

ubiorów.

bynajmniej, pisząc:

różnych,

a

długie

zamiana
także

jednorazowo.

szczególnie

sadził
w

życie

odbiły

się

którym

pstrokacizna

włosku,

w

że

szlacheckim, ale t a k ż e

dokonały

ruchliwą

X V

należy,

umożliwiały

wszystkim

procesów,

ogromna

przez W r o c ł a w ,

dodać

częściej

czynsz

zmiany

przede

Zmiany

rycznych

n

J

Zachodem

prosperity.

duże

ubiorze

jest

e

z

Wreszcie

wchodząca

t

rzystać

Gdańsk.

strój

mutatis

ludowy

«wy-

iknograficz-

mutandis

prze­

R y c . 2. ' C h ł o p w ż u p a n i e — drze­
w o r y t z r. 1512 S t a n i s ł a w a Z a b o ­
rowskiego « C o n t r a m a l o s divites

trwały

w

stroju

nawet

do

X I X

a

et u s u r a r i o s t r a c t a t u s » .

niebieskim

ludowym,
i

X X

a

w

wieku.

denkiem

szczególności

Np.

czapkę

sukiennym

oraz

z

buty

w

krakowskim

obłożką
z

futrzaną

cholewami

winiętymi u góry odnajdujemy na miniaturach krakowskiego
deksu Behema, wykonanego
niaturze przedstawiającej

prawdopodobnie

kramarza

za­
K o ­

przez Stanisława Szeligę Żernickiego. T a m ż e n a m i ­

dostrzegamy

wąski pas skórzany,

nabijany okrągłymi

krąż­

k a m i metalu, j a k s m y c k a , którą przepasywali swoje s u k m a n y b r ą z o w e krakowiacy naddunajeccy.
W

tymże

świadczy
w

długi

o

czasie,
tym

żupan,

domierskiem

gdy

rzemieślnicy

drzeworyt
zbliżony

(ryc.

2)

r.

1521.

pod

brodą

niu,

a

kamizelą.

1 4

.

Nie

a wokół

zawinięte

nosili

Stanisława

cechami
był

to

do

takie

pasy,

jednak

lędźwy

szyi r ó w n o
u

k o ń c ó w

bardzo

Gęsto

mankiet

ubiór

grubey»

że

r.
w

1512 —

typowy.

była

rękawy,

tego

chłop —
odziewał

Krakowskiem i

był «chłop

fałdowane

świadczą,

z

zwanej

zwierzchni

... f a r b y

wycięta.
w

czapki i buty,

Zaborowskiego

płócienicy,

X V I wieku była kusość. T a k odziany

iego krotka aż do

zapięta,

niezdarnie

krawieckie

8

«Sukna

traktacie

niektórymi

ubioru chłopa polskiego w
z

w

miejscy

Cechą

jak
się
San­

bowiem

prosty»

Marchołt

od

fałdzista,

pasa

obszerne

l e t n i k a

nie

w

szyły

ramie­
ręce

�G o d n y m uwagi
kola.

Tego

pasach
w

skórzanych

pochwie

każdego

nie

chłopa.

zwanych

Z

skiego

który

z

na

rzecz

X V I

kupno

nito

wedle
buty

ściętego,

w.

Było

to

też

lub

stroju

w

w

w

jest

miewał

, ustąpił
do

pozwalamy

jeden

sobie

koła

na

pasa

miejsca

typ

pół­

duży

a zarazem

nóż
broń

zwykłemu

przywiązany.
zespołów,

ubioru

formy,

chłop­

przydatnych

dokonać

ludności

i

szerokich

różnych

elementów

społecznym

w

pasa

częściami

wyobrażać

poszukiwaniu

krakowskiego,

1 5

z

narzędzie,

chłop

będących

mającej

zróżnicowaniem

zwisający

tulich

Polsce

zdobiona

późniejszych

podręczne

łańcuszku

składanki

skórzana,
czasach

uwagi

dawniej

zwany

Dlatego

a

1

6

.

to

w

do

także

wiejskiej

II

prze­
połowy

stroju

r.

Fernando

1563

ale

nakryciem

gło­

malowniczego
konany

1 7

on

rozcięte
w

ręce

na

poganiania

wolowca

zdobionym,

stać
a

podobieństwo

kapelusz

w

nie

kształcie

ulega
wołów,

było

na

rękawami

skórzanych,
ostrosłupa

m u
tego

głowy;

wy­

wizerunek
polskiego

(ryc. 3) w k a p e l u s z u z w a ­

chlarzem

piór

pawich,

analogicznego
drużbów

spodnie

Trzyma

kołnierzem

do

prawdo­

to

We-

znane

przedstawiający szlachcica
X V I w.

leżącym

służący

kmiecia —

dworski,
chłop,

który

nie p o m i n ą ł

niego

piką,

tego

Ż e to

szla­

to

Bertelli,

nakrycia

przez

z

zausznik

z pańska.

pysznili

panowie

sztychując

Europie

żelazną
Otóż

kmieć,

jest

krępą

wieku,

pióra

okuty

krótkie

łydek.

bogaty

odziany

do­

m ó g ł b y do

w

kij

«falserucha»

zupeł­

X I X

wieku

muzealnych.

połowy

Zadokumentaryzował

stroje w

ręce

taki

takim

X V I

janczarskiej, na

szeroką

posłowie,

necjanin

w

zabytków

obciągniętą ku

strojnym

nawet

w

mody

z

raport panu.

niemieckiego

należeć

X V I wieku

chta.

z

Kapelusz

krakowskiego

i

bowiem

przepasany

wstążką

wy

drzeworycie

sięgające

z krezą

nie dobrze

z

tworzyć

składający

dobrze

kurty

polskie

łowi,

na

Trzyma

nam

krótkimi

się

torba

kostiumologicznych

określonych

dziesiętnik

znany

w

G o d n y m

rzemyku

X V I

genetyki

typów,

wątpliwości.

tj.

i

także

się bowiem

wieku.

podobnie

a

sznurku,

X V

Przedstawiony

a

trzosami.

szczegółów

przełomu

jego

rozwinęła

gałązkowym.

naturalna,

wyświetlenia

glądu

M a r c h o ł t a jest

biegiem c z a s u n ó ż ten,

przytoczonych

można,

do

wizerunku

z ornamentem

kozikowi,
Z

w

rodzaju ornamentyka

u

to

źródło

przystrój u g ł o w y

Krakowiaków

—

wschod­

nich.
Inny
nego,

tj.

udział
1596

typ

w

Sebastian

«Wnet

pańszczyźnia­

przymusowo
spławie,

tetycznym

biorącego

naszkicował

Klonowicz

w

w

r.

syn­

zarysie:

będzie

manie
w

chłopa

flis u s w o i c h

nowej

szerokiej

\

w

l

i

suk­

karyzyjowej,

krajce

pięknej,

prze-

kobiałej
z

nowym przysiekiem, w
zuchwałej

biała

szarawara...».

magierce
Rys.

3. T y p o w y szlachcic p o l s k i z X V I w. wg rys. F e r n a n d a
Bertellego.

9

�A
z

zatem

do

stroju

poprzecznymi
Inaczej

ścielnym,
z

chłopskiego

białymi

odziany

paskami,

dartym.

główką

o

Z a kapelusz

zuchowatego

parobka

była

N a

niż

ogół

pióra

,

bo

pośredniego

krótka,

a nadto

a

z

tyłu

czynili.

od

kostiumologiczny

kształtów

walnych

i literackich stwierdzamy,

a

do

odzieży.

N a

C o
go

plebana,

na głowę

m a ł y m

ko­

kapelusz

i do

góry

Ubiorem- zwierzchnim

pasa

fałdzista.

za­
tego

Odzienia jego

hajduckie p o b o k a c h rozcięte. C i u r y nosili

w s i polskiej

podstawie

w

X V Iwieku —

zebranych

że k o ń c o w y

r. 1650, b y ł okresem

że jednocześnie

wśród

krajką

ciupaga.

parobkiem

tyłu

materiałów

do­

częściej

okres

kształtowania

epoki

nich

przede

kształtować

wszystkim

się zaczęły

Odrodzenia,

się nie tylko

strój

pewne

obfitował

regionalne

w

dużą

roz­

ikonograficznych,
trwający

archi­

w

Polsce

stroju szlacheckiego,

z górą przez trzy wieki pełnił funkcję polskiego stroju narodowego.
dzenia,

opięta

ręce

nadział

okapie, a. z

tak

a w

między

się n a wojnę,

z przodu
panowie

karazjowa

magierka,

kapelusze.

krajobraz

więcej

8

siermięga

pończochy,

maitość

mniej

1

sukmana

spodnie,

Janas wybierający

podniesionym

zatknął

pełniały krótkie spodnie,
magierki,

Klecha

dużym

wówczas:

szerokie

r. 1633 — c o ś

był klecha w

a nauczycielem.

kopulastą

wchodziła

białe,

M a m y

podstawę

odmiany

stroju

który

do

twier­

chłopskiego,

krakowski.

określało ten typ? J a n K o c h a n o w s k i słusznie stwierdził:

«Jeśli kto c h ł o p w

siermiędzeli

widzi».
Ale kształt zwierzchniego

wej d l a s u k m a n y
zwrócić

uwagę

odzienia, zwanego siermięgą b y ł różny. P o s z u k u j ą c formy

Krakowiaków

n a

szeroki

(a nazwa

kołnierz,

k t ó r y jest z a s a d n i c z ą c e c h ą kierezji

zwany

w

karazjach

sukmany

tego

sukiennego

Siermięgi
kolor

krakowskiej, zwanej
płata

w

to czarny,

po

przeto

karazją,

wieszanego

X V I wieku

nazywano

sukno

n a

czarnym.

«czarne»

Ż e

zwało

2 0

(od

zmieniła

tj. nawijania),

b y ł a to l u ź n a c z ę ś ć

a wtedy
się n a

samodziału

zaś

s u k a n i a

specjalną

odzieży,

. Później weszła ona w skład kroju

lub kierezją,

barkach

szyto z grubego

prostu

s u k ą

krakowskiej. Otóż początkowo

służąca d o n a k r y w a n i a g ł o w y c h ł o p a w czasie s ł o t y
typu

wyjścio­

sukmana była j u ż znana w X V Iw.) należy

po

2 1

carisiacus.

funkcja

czysto

zdobniczą.

lub

brązowego,

szarego

turecku

się pannus

dawna

kyr —
Stąd

pewnego

to

szary,

też poszła

użytkowa

który

to

kara

—

a

kiere­

nazwa

zji i karazji.
Z

tegoż

płaszcze

samodziału

obszerne

szyto

spódnice

kierejami

zwane

zimowe,

zwane

kirejami.

lub

kirówkami,

Pomimo,

że było

szlachty w X V I I

w. nie odziewał się w karazję, m a j ą c do w y b o r u

importowanych

materiałów

z

nich krótkie

stojący,

a

sukmany
pasane
u

bez kłapci

dużymi

u

k o ń c ó w

kołnierzami

krajką lub pasem

2

4

.

giermaki,

katany lub długie

rękawy
z

odzieżowych

1

5

Jedynie
gęsto

.

W

sukiennymi

skórzanym,

lud trwał

fałdowane

I I połowie

a zaopatrzone

przy

z przodu

wschodniej

krótkie

rozszerzone.

X V I I

jako

w.

i u

dołu

rękawy,

Ludzie

2

6

.

Szuba było

albo

puszczający

długie,

się w

trwałe

3

posiadające

ze

cieńszych,
robiąc

niski

kołnierz

też długie

albo

oraz

nikt

karazjach,

noszono

w duży kołnierz leżący,

to futro

ale

drogę

brandyburę, prantypurę,

że płaszcze

pasie,

taki

wolny

nosił

C o

kryte

zwężone

u

suknem,

końców,

lub wychodzący

wolne

też wcięte,
a rękawy

chłop
rzeczy)

u

te w y r a b i a n o
j a k kiereja,

a

Krakowiaków

w

Szczekocinach.

posiadający

miano

B y ł to

zamiast

grzywki

w

traktacie

n a czole

prze­

zwężone

Klonowicz.

zawadiacki.

czyli

z

r.

czupryna

Uczesanie

T a k bowiem

należy

płaszcz

kołnierza

podczas

kopieniak,

zwano

też

różnej

kaptur.

wedle

wreszcie
słoty

odziewali

czujka.
szczekocką

czuja lub

burką

długości,
W

mody

nadmiernie

nie

wcinany

X I X wieku

płaszcz

1) p r z y s t r z y ż e n i e

po pia-

bunda.

przycięcie

Zaborowskiego

j a k m ó w i o n o ,

podkreśla

oraz

posiadające
albo

z domu

mantel, ormentel, kubrak

do uczesania, zdaje się, d w a typy u c h ł o p ó w

stowsku

10

2

kolorowych,

na ramiona,

się w płaszcz z kapturem, z w a n y z węgierska (kópenyeg) po polsku

w

sukno

swych

z tyłu,

2 2

żołnierskie

k o ń c ó w (ryc.4 i 5). Bogatsi c h ł o p i l u b w ł o d a r z e nosili szuby z k o ł n i e r z e m f u t r z a n y m i t a k i m i ż

obszyciami

W

to

wiele

X V I w.

opadającymi

kurty

to

1512 i
zadarta,

jako

rozumieć

były dominujące

włosów

z

tyłu

u

2) zaczesanie
którą,

t e ż strój
słowa:

jako

karku,
włosów
cechę

nadawały

«Kto

idzie?

j a k to
do

góry —

bardzo

chłopu
wara».

demonstruje
k'rzeczy

n a m
(do

charakterystyczną

charakter

zuchowaty,

�Najważniejszych
teriałów

do

biecego

ko­

dostarczają

archiwalia
z

ma­

stroju

z

których

r.

nam

1511

wynika, że

niewieściej odzieży w
nocnej

części

kowskiej
dusia
alias

gzla

ziemi

do

kra­
«in-

muliebria

et

cingulus»,

,

pół­

należały

longa

2 8

a

villa,

item

zatem

długa

koszula kobieca czyli czecheł

lub

i pas.

gzło,

D o

kożuch

tego d o d a ć

leży serdak barani,
zwaną

a

bluzkę kabatek
tankę

z

niętym
cym
R y c . 4. C h ł o p i w s u k m a n a c h z d u ż y m i su­

ną
Było

ewangelia

et epistolae, C r a c o v i a e

1598.

które

zapinały

«na ozydlu»,
kabatków
i

się z
były

to

spódnicy,

one

cem

tj.

odzież

do

drugie

falbanką,
się
i

też

kropiga

(od

o kroju

płótna

lub

dwóch

«nakrapyana».
gmentu

epi­

i 2)

nowsze,

Krakowskiem

tych

bluzek

lub

renesansowych

wpuszczano

dołem

pod

baskinka.
lub

w

wełnianego

kiru.

i zdobiono

czarne

Żony

czyli

w

katanek

szerzyn

drukowanego

boku

Rękawy

jedne

zwisała

z

m ó w i

cechą

Nadto

z

się

suknem.

szerzyn

robiono

zagranicznego

jedynie

jak

którego

płócienka

kropić)
z

czyli

szerokości.

zapaski

et

1598.

przez

a zeszywane

kolorowym

spod

książce Ewangelia

stolae. C r a c o v i a e

pon­

charakterystyczną

łokciowych

używano

rańtuchami

jest

R y c . 5. C h ł o p i w s u k m a n a c h — d r z e ­
woryt w

dwoja­

rozkroju,

paskiem,

czterech

Świąteczne

albo

u

rozmaitej

opinano
z

szlarką.

wdziewane

lankotką lub
co

leżą­

zdobio­

odzienie

rozkroju z przodu,

końców,

mankiety

kostek.

zwała

centki,

bogatych

bisiora

tj.

je

Się­

koń­

z

która

kmieci

tkaniny

to

pyszniły
podobnej

batystu.
Ze

wzrastającym

wzrastał

i przywóz

stroju

ludowego.

zencie

pas

batek,

kawałek

i

u

robiono

się p o d w i k a m i
do

się

dużym

jedno

czym

ka­

wywi­

naszyciem,

kie:

przy

bramowane

naszyte

Spódnice
gały

przodu,

zwężały

posiadały

opaskę

nie p o s i a d a j ą c e

wąskim

lub

cho,
otwór na głowę,

wreszcie
czyli

kołnierzem,

k i e n n y m i k o ł n i e r z a m i — drzeworyt w k s i ą ż c e

szubę

tolubem

później

torłopem,

lub

na­

żółtego

eksportem
towarów

Przypominamy,

aksamitny

lub

polskiego

obcych,

z

zboża,

potażu,

wśród nich

że

flis

« z a n k l e m »

tj.

sprzączką,

tj.

kitajki

adamaszku

czerwonego

a

i

tabinu

tekinu

na

Klonowicza

butki.

drzewa,

i takich,

które

przywoził

skór,

przędziwa
przemianę

dla

niderlandzkiej
krakowscy

na

wołów

swej

muchajeru

kawałek

Flisacy

i

oddziaływały na

dziewczyny
29

szatki

brali

w

w

ceglastego
niewieście,

tym

pre­

na
a

ka­
m o ż e

imporcie

żywy

udział.
N a
dzień
lub

ogół

jednak

chodziły

dwa

powego

z

warkocze.
łubu,

w

głową

wiejskim

stroju

odkrytą,

na

Korony ślubne

obszytej

płótnem.

O

białogłowskim

święto

robiono

Usadzę

w

wsadzę

dominowała

głowę

przywiązując

koronie

«Kwiatki

I

stroiły

tej

na

pisał

łubce

nadobne
na

twoje

Jan

w

biel.

Dziewczęta

wianki, zaplótłszy

kwiatki do
z

łubki

włosy

na
w

czyli obrączki

co-

jeden
z li­

Czarnolasu:

obszytej
koło
czoło».

II

�M o w a

tu

weselnego
«na

o

szczęście«
Mężatki

nakrywała
barki

soli,

głowę

druga

okrywała

nosiła

rozmarynu lub

chomełce,

okruszynę

owijały

(od

co

którą

okrawek

zawiciem

kobieta

rańtuchami

pod

otulała

niemowlę.

szale, z w a n e
rąbać),

kwiatkach

lub

głowę,

i plecy

trzeby

żywych

chomli

chleba

dokoła,

łoktuszą

Płachetki

z

na

W

okresie

w

tym

r. 1619

szyły

osiągnął on kulminację,

gwałtownie

fala dowozu.
czą,

a

obsłużyć

podkopywanej

tyzmem.

W

wyłącznie
i

zamieranie

Zrujnowane

nie m o g ł y

nicą,

się

okresie
o

tym

głównych

się

w

do

obrzędu

ślubu

której

była

której

kształtu

i przedmiotu,

wkładała

na

czasem

w

podłużnego,

który

jedna

plecy.

część

Łokcie,

razie

po­

używane

jak

także

rąbkiem

ona

wyrażała.

folwarczno-pańszczyźniana,

podstawa

w y w ó z

arterii

wsi. W

zboża

polskiego

a szczególnie

polskiego

strój

W z m o g ł a

od

w

Jeszcze
przyśpie­

się

natomiast

produkcją

rzemieślni­

ścisłego kontaktu z

przejawił

szlachecki,

się

ustroju

Gdańsk.

najazd Szwedów,

drobną

kulturze Polski odciętej

skrystalizował

przez

wywozu.

miasta, poza

narodowościowymi,
ostatecznie

krajową,

tj. c h u s t k ą ,

płachetką,

ale w o j n a u k r a i ń s k a ,

ustalił

do

1650—1760

zmalał

antagonizmami

produkcję

podwiką

płócienka,

najazdami i wyludnione

potrzeb

przystosowanej

trzecia wypuszczona

nazwy

gospodarka

Katastrofalnie

o

wyjeżdżającej

Zawicie, łoktuszę lub rańtuch nazywano

starożytność

zachwiała

szlacheckiej.

lub

tj. p o d ł u ż n ą

Okres

Polski

córce

pieniążek.

a

cieńszego

(od Randtuch).

wskazuje

i

płóciennym

twarz

barwinku i

matka

się zastój

a

strój

zwany

zagra­
sarma-

chłopski,

regionalnych

oparty

krojach,

barwach

formach.
Przedstawiony

chłopa
w

do

na

tańca,

I I połowie X V I I

kurpie,

wieku

przymocowane

czesnego

chłopa.

sukmanę

z

toniu,

6

3

0

pas

typowo
nas

to

ubiór

Widać

tu w y s o k ą

stopy

że

o

na

którym

odzieży

wacek

niego
u

z

stroju

rogatywkę

3

1

to

niezbyt

drzeworycie

w

do

smykany

uwydatnia

pióra,

zdaje

skórzane

muzykanci
ich

ubiór

nierzem,
ze

Te
rych

z

niskim

nosili

czyli
w

jego

12

góry

krakowski z

a

na

dokładnie
rozmaitość.

się kapłonie,

na uszy lub na kark.

wierzch

rękawami,

a

kabat

kontusza,
przejąć

by

z

z I I połowy

strój

chłopów

nadać

od

sobie

porównując

a

od

żółtych

święta

X V I I

z

Wszyscy

w

różni

leżącym

koł­

rodzaju

rękawami,

szuby

które

elegancji

miejskich,

wieku uzupełniają

nićmi

spodni

granatowe

je

też

kaftanami

składał

mógł

lub

zucho­

którzy

jeszcze

żupany,

ludowy

z końca

X V I I I

i

z a p i s k i z r.

się z

jedwabnymi

skórzanych

(ryc. 9

opis stroju skalbmierskiego
strój

żupan

widać
czapkę

natomiast

żupan

trochę

rzemieślników

pińczowskich

ozdobionym

lub kożucha,

Zwano

więc

rozprutymi

w

błękitnej

podbite

1755,

z

rogatywki,

ornament

i butów

z przodu żeberka, j a k miejskie czamary, albo też niezwykle

jedwabiem.

wywiniętą,

Drugi muzykant nosi

trzeci —

muzykus

materiały

płócienne,

u

ty­

ściągany.

kabaty.

kołnierzykiem,

Najdokładniejszy
który

wyloty

ó w

takie

się, ż e

brązowej

chłopi,

dające

niczym

cholewą

u niego kaletą.

futrzanym,

mógł

ikonograficzne

sukmany

w y m

ten
nosili

dowiadujemy

szuli
z

Ubiór

X V I wieku

tył,

z

kaftan

z wiszącą

kołnierzem
w

której klapy dadzą się spuszczać

buty

Przeważa

opięty pasem

zarzucić

watości.

jednakowe

zwierzchni.

stojącym

chłop

w

mają

jednak

noszenia

jajowatą magierkę zawiniętą u dołu, stożkowaty kapelusz z zadartą k u górze krezą oraz
rogatkę z barankiem rozciętym,

ó w ­

narysował

Wiernie

(ryc. 7) obfituje

Jednocześnie

barankiem, a strojną

pamięci,

czyli mieszek

z r. 1693

oraz

codzienny

fałdami.

woreczek

zaprasza

krakowskiego

był ubiór

zasobnej

kucotem

północnych

krakowskiego.

opasaną

z

śmierć

chłopa

d o ł e m obszarpane

zgrupowanymi

wełnianym

krakowiaków

krakowskich n a

cechy

rysujący

i niefortunnie

koścista

ubogiego

owiniętej* onuczami —

malarz,

kołnierzem

u

muzykantów

regionalne

do

tylko,

krzesiwa i hubki zwany

wyrażone

obraz,

dobrze

. Szara s u k m a n a wełniana, spodnie

Szkoda

i wiszący

barokowy

względnie

trokami

niewydarzonym

przedstawił

Za

ryc.

informuje

ko­

zygzakowaty,

z wywrotkami. W

czerwonym

któ­

suknem,

bogate wyszycia

lecie
posia­

amaranto-

10).

dał nam
wieku

ks.
ze

Jędrzej
strojem

Kitowicz

(ur.

zapamiętanym

1728
z

r.),

czasów

�swej

młodości,

ski

strój

co

k t ó r y jest
W

stwierdził, że

do

3 2

X I X

swych

chłopskich))

kowski

chłop

wełnianą,

nierz u
plecy

sznurkiem

koloru

w y m

rządków

na
i

ozdoby
kli

i

byli

rych

i

dla

ponieważ

zwy­

niektórych

nóż,

2,

6-ciu

kółek
końce

biczów lub jakie rzemyki

smagłe.

do

gruba

kościoła,

albo

parciane
krótka,

soka

Z

roboty,

drewniana

drzewo,

sukna

baranem

tej

przydawszy

do

Ryc.

laska

za

korę

dopiero spuszczali

drzewa

na

laski

robili.

i

(sklepowego

nie

6. C h ł o p k r a k o w s k i w t a ń c u ze ś m i e r c i ą — fragment z o b r a z u
Dl. z I I p o ł . X V J 1 w. w k o ś c i e l e B e r n a r d y n ó w w

Krakowie,

nasadzana;

zasadzali

odmiennym

sukni

ko­
wy­

wąskim,

kapelusz,

kramnego

sznurkiem

nad

czerwona

krzemieniem

krzemień

mień w

sukienne

wypuszczona
czapka

słomiany

który

cieńsza

spodnie

Czarnym

latem

u

do

na

lano

ale

pra­

szydło,

Koszula

z

stalową

przy

mosiężne,

5-ciu

wygody,

irn

mający,

przyprawione

kółka

przywiązywać
do

pasa

do

do

rzemienny

nabijany,

sprzączkę

do

więcej,

koł­
całe

zapinany;

rzemieniu

3

i

wiszący,

guzików

na

boku

kutasikami

pas

żółtymi

mosiężną

szarą

bramowaną

okrywający,

tern d r o ż s z y ,

oby­
«Kra-

w ł ó c z k o w y m

bokach z

gwoździkami

albo

pamięt­
« 0

suknię

sukni potężny

więcej

sam,

pisze:

nosił

szyji, po

różnego

ten

zatytułowanym

czajach

około

był

dzisiaj».

rozdz.

ników

kroju

(chłop­

nie

pniu

domowej

stojącego;

Takiegoż

roboty)

z

kutasami

włóczkowymi

dawali

kołnierza

na

plecach

już dobrze

sukni

granatowego

różnego

koloru

wiszącego,

koloru,

po

cynowych,

b i e d n i e j s z y c h tj. kierezji z s a m o d z i a ł o w e g o s u k n a s z a r e g o ,

nach

szytych

krakowskich,

z

granatowego

sukna

do

pasa».

stroju c h ł o p ó w m a j ę t n y c h

kupnego,

o

których

szyji,

siermięgów,

chłopów

i czarnych oraz o

kołnierza

około

guzików

owiec białych

od

i
do

sukni

wełny

rzędem

tylko

krze­

używali

szamerowanej

bokach

używanego

wrósł

majętniejsi

M o w a tu o odzieży
nanego z mieszanej

wiszących

gdy

kroju

wzmiankuje

tj.

wyko­
kafta­

pieśń

lu­

dowa :
Koniku,

Daleko
skiego,
dzo

3

4

żyznych

pokupnego

trawieniowych,
rabiając
bogato

na

wiele

na

Granatowy

surdut

i guziki

był

inwenatrza

haftowaną jedwabiem,

strój

gruntach

szytym

medicamentum

tego,
z

zapaśnych

a

jak

z

3

8

także

mówiono,

drogich

spadkowego

moim

tj.

r.

w

kochanku
złote..."

bogatych

wyspecjalizowali

kobiecych,

sprzedaży
a

kasztanku

na

ludowe

chorobach

zdobionym,

Podług

jako

koniku

surdut

efektowniejszym

którzy

koniku,

Granatowy

się w

chłopów

uprawie

sprawach

jako

3

powiatu

kosmetycznych,

przyprawa

kminu,

z

pasternaku,

do

wódek

tezaurowali

swe

i

pińczow-

anyżku,

bar­

przypadłości
pieczywa.

kapitały

w

Z a ­

stroju

materiałów.
1755

3

6

chłop

w

Pińczowskirn

nosił

koszulę

s p o d n i e ze s k ó r y baraniej lub jeleniej, a t a k ż e c h a r a k t e r y s t y c z n y u

lnianą,
Skalb-

13

�R y c . 7.

M u z y k a n c i k r a k o w s c y — drzeworyt w J . K . H a u r a , S k ł a d albo Skarbiec znakomitych s e k r e t ó w oekonomiey,
Kraków

mierzaków
łem
do

i

Sandomierzan

zdobiony,
pierwszej

którym

fartuch z szyciem,

przepasywał

1693.

a więc

paradny

się młodzieniec jadący

C h ł o p s k i e p o r t k i szyte b o w i e m

z

lewego

związywano

w

pasie.
w
W

którą
łubem

boku._ T a m ż e
T y m

szczegółem

rozpór,
zimie
od

który

owijano

góry

było

chłopskie

zakrywały

w

na

tańca

« A

Dlatego
była

skór

męski

a także

płócienny,

gospodarz

nawet

biedacy,

podłoga,

bo

słomy

ci j a

z

się od

kutasami

« w okrączki»

5 palców.

Pisze

nasadzonym,

wióry

urżnę

wiechcie

z

mieszkający

z

na

w

a

drzazgi

izbach z

wierzch

spodni

i obuwano buty

obrąb

3

8

aby
.

się

P o d k ó w k a m i

Odpowiada

więc

u

koślawił
takimi

prawdzie

3

7

.

cholewą,

«napiętek

nie

«pro-

wydawane»

z wysoką

Kitowicz, że

obwarowany,

podłogi.

posiadały

pochewkowaty

szlacheckich z a w i ą z y w a n y c h

Jędrzej

krakowiaka z

butów

przez

do­
idący

zasłaniając

ten s p o s ó b , ż e r o z p ó r

przewleczonym

różniły

sznura

były w

żelazna n a 3 palce w y s o k a

strugać

jak

pójdą

gdzie

końce

szerokość

środek

sznurem

spodnie

napiętkiem podkowa

podczas

je

stopę wiechciem

zawijano

drewnianym,

marszczył, pod
m o ż n a

fartuszek
ślubu,

siejby. Z a p a s k a ta z a s t ę p o w a ł a pas lub z w i s a ł a spod p a s a r z e m i e n n e g o

boczny r o z p ó r u spodni.

sto

do

buta
i

nie

istotnie

piosenka:

nogi
z

podłogi»

klepiskiem,

3

9

.

odprawiali

wesela

tylko

tam,

�Z

chłopa

Nie

Podkówki
ale

Krakowiaków,

przybite

grubej

na

na

1/2

sztorc,
cm,

Krakowiaków,
(ryc.

a

krakowskiego

tańczy

k t ó r y m i tancerz

wygiętej

doskonale

w

ubiorze

chej

dzieci

sukmance,

W

w

I połowie

a

częstokroć

stroju kobiecym

i zdobnictwa,
ze

p ę d do

środkami

granatowego,

adamaszku

minowego,
nego,

a

ostrze

4 0

podłogę,
ciosły.

a

bogatszych
szyć

.

nie

Kuto

Rysunki

charakterystyczną

katanki

były

płaskie, jak

je

kawałka

z

Norblina
cechę

dziś,

obręczy

przedstawiające

ówczesnego

obuwia

tkaniny

szyciem»

rzezanym»

widać,
w

półkromrasu

wełnianego

odzieżowe.

zielonego,

muchajeru.

Spódnice

wiśniowego,

Kabatki

szyto

czyli gorsety z a r ó w n o

z

z

robiono

czerwonego
adamaszku

muchajeru,

jak

bia­

szyciem

podkładanym

naówczas

«z

atłasko-

jak

barwy
liczące

rąbkowe,

«z

biety,

do

się z m i e s z c z k a m i i s z l a c h c i a n k a m i i nie

tj.

haftem

w y m

zrównania

li­

.

zielo­

lniane

lub

4 2

wytrzymowały»

tego,
w

bawełnia­

nosiły

tj.

głową

do

żółtego,

. Ż o n y

lub

gołą

się musimy

... p r z y k r o ś ć p o w i e t r z a

kar­

bombasyny

a zapaski

Ograniczyć

todziców

głosu charakterystyczne dla baroku zamiłowanie

drogiego

sobie

sztuczkowe
łym

z

kmieci dawały
z

mało.

n a pewne zagraniczne materiały

córki

kitliki

z

czerwieni tureckiej, a k s z t a ł t y

lub

4 3

wiemy

i ubogich

koszuUnie

k r o m r a s u lub

i

wzorzystej
nej,

mody

kawowego,

z drojetu

do

wieku

chłopskie

jednej

przyszło

czerwonego,

błękitnego

także

w

wełnianego

lub z tybetu o barwie
i

szlachcica

tarcicach»

podkowiasty .

właśnie

X V I I I

zewnętiznego

grymasy

importowanego

lub

tę

po

dewastował

półkoliste

kształt

ilustrują

kawałek

ino

8).

O

z

ziemi,

przypominając

co z a n o t o w a ł ks. K i t o w i c z : « D z i e c i

się

po

nicią.

K o ­

kochały

barwie

i

się
ozdo­

bach.
W
cem

lecie

otulały

wiązanym

głowę

z

gowej,

która

zwała

jednego

rogu

obficiej

wanego

białym

s z y c i e m ,
na

wzór

a

bawełnie

czerwonym
czarnym

(«per

W

zaś

zimie

węzeł

wijką

lub

nego

płótna,

którego
piersi.
siły
pana

T o

rańtuchem

białogłowy
i

szuby.

wijki

podczas

wały

wielkiego

wiką

bowiem

pełniąc

r o g ó w k i
czołem.

głowę
z

po-

pacześ-

tworząc

zawój,

wypuszczały

nakrycie

głowy

nawet

do

Niektóre
wesela

na
no­
żu-

pod-

dostępo­

zaszczytu.
starszy

funkcję

—

modum

nad

owijały

końce

od

zaharto­

bawełnice»). Czepiec z
w

ro­

się tak

lub

nawet

wiązały

czep­

c h u s t k i

Po-

drużba,

obrzędową

R

y

c

.

8.

Krakowiak

kosynier — okw. J . P. Norblina.

15

�Ryc.

tego

rodzaju

otulała

9.

Obszycie

o

charakterze

nią głowę

kołnierza amarantowym jedwabiem u błękitnego ż u p a n a

sakralnym,

pani młodej. Powicie

spowijał

parę

zaś i czepiny

pińczowskiego.

młodożeńców,

należały

do

potem

zaś

najważniejszych

swacha

m o m e n t ó w

wesela.
Koszule

bawełniane

jedwabnicami,
czerwony
lub

zwane

noszono

uzupełniano

bawełnicami,

najczęściej
szychem

pozłocistym

Hafty

amarantowe

wedle

inwentarzy

istniał

w

r.

Pińczowa

1754

lub czarne albo

w

spadkowych
haft

tymże

skrzyniach
nadto

nie

się to
moda

posługiwać
mania

i

się w

a jedwabne

Niekiedy

jednak

samych haftach

—
haft

czarnych

tenże

sposób

tylko

do

kołnierzyk

w.

przednich

pół

powiecie

przetrwały

r.
a

1722,

w

X V I I I

wieku

białego

4 4

dąbrowskim,
do

Krakowa

w

Krzyżanowicach

. Z

tego p r z e g l ą d u

mają

w. X X , ale w

adamaszku,

tradycję

formie

jedwabi,

roz­

występował,

Skotnikach koło

na północy

(ryc. 9

i

w

10).

tego

rodzaju
białe

wieśniaczek

X X

tj.

krajkami

stroju
m o ż n a

bardzo

stadium

koło

dawną,

zanikowego,

kolorowych

kromrasów,

wieku, a

szcze­

od

kirem,
kroju

to,

przyszła

czym
spodu,

zdobiły
i

bowiem

wieśniaczki
a

u

służącymi
dołu

zapaski

do

białym

ornamentykę

od

otoczyste.

wełnianymi.

na

zaczęły

wieś
się

wydy­
szyciem

mieszczek.

Spódnice

Posługiwały

się

zaś
nimi

wieku.

zapinane

żupany

jasno-amarantowym

Zdobnictwo

z

krakowskich żupany

podbite
Tego

wieku

technikę

szorce,

zielonymi

połowie

wąskie.

X V I I I
związku

F a r t u c h y te

lub

haftowane

w

kopiasty.

dziurkowały

przodu

a rękawy

bogato

szerokie,

noszonymi

kształt

i

koszulach. W

spódnicami

przejąwszy

się u
z

na

spódnice

tj. b i a ł y m i

jeszcze

przyjęły

stojący,

w

w

czerwonego i czarnego

haft c z a r n y o b o k

brokatów,

czerwonymi

rozpora,

niezmiernie

w

haftu

na

wyszywały

północne

bez

bocheńskim

i 1763)

oraz białe były

obok

w jakie o b f i t o w a ł k r a k o w s k i strój kobiecy w X V I I I

barokowa

owiązywały

X V I I

fałdowane,

Haft biały

miechowski.

nie

d z i u r c z a s t y m ,

zapaski

były

przepychu

f a r t u c h a m i

Krakowianki

16

też kochano

czarne i czerwone

pow.

tej o d z i e ż y

spódnicy wierzchniej w

haftem

W

tego

pińczowski

spóźniona

i

albo

koszulach kobiecych,

wieśniaczek

szychu i galonów,

Odnosi

W

starych

wyrażając

gólnie

i

konopnicami,

w i e k u wynika, ż e hafty czarno-czerwone, jakie jeszcze dziś o d n a l e ź ć

że typowe części

złocistego

w

czarny na

czasie (tj. 1755

kobiecego w X V I I I

a

—

i czarnym szyciem».

złożonych.

przestrzenione w całej Z i e m i Krakowskiej.

w

tak j a k konopne

«z czerwonym

mające

na

granatowe
guziki

granatowe
jedwabiem

przeważnie

w

i

tj. k a p o t y

pętelki,

powiecie
na

z

tyłu

posiadające
pińczowskim

kołnierzu

charakter linijny,

i

rogach

przetrwało

�bodaj
jak

do

końca

i

kobiece

W

X V I I I

kolorową,
i

złotymi

tj.

w.

i

i w

Odzież

Z

do

na

ta

innych

srebrnymi
W
w.

do

baroku,

rodzaj

wieku

do

go,

przodu

z

błękitnego

kieszeni
przez

lub

wcięte

w

dobrego

łecznej.
jako

Jeśli

tonu

oraz dołem,

szlachcianki

ludu, a u K r a k o w i a k ó w

niewiasta

spinania
która —

wymieniają

kożuch,
oraz

jeśli

się m o d a

i legitymację

nosiła

madzelanu

bramowane

zapinanej na

także

na

bia­
pętle

Mazowszu

wschodnich

utrzymała

wieku.

kobiecego

zewnętrzne

taśmą

galonkiem

zielonego

pasie,

nanizane

o

inwentarze

rękawek

wieś

z

Krzyżanowic

turecki, korali

siedem

na

sznurki

paciorki

polską

chodzi,

sięgnęła

rurkowanych włosów,

wstążek

łoktuszę

sznurków

manifestowanie
s z k a p l e r z , to

przynależności

do

swego

stanu

wypuszczała

go

z

czyli

dwoma

niebieskie.
nawet

omal

gufrowanych,

do

posiadania,
na kabatek

a

nawet

zarówno

połowy

kołnierzyków
4 S

koronkowych, zdobienie k o k a r d k a m i i wycinania b r z e g ó w zapaski w półkoliste z ę b y
do

rękawami,

podobnie j a k i katanki,

dołem,

u

dawniej

przeszła

kaftan z

pasamonami.

roboty.

bekieszy

rozkroju,

noszona

męski

czyli gorset z a s z n u r o w y w a n y z

obszywano

pasamonicznej
tj.

sztuczkowy,

X I X , przyjmowała

szerokimi

przedniego

X X

stroju

guzikami

epoce

u

X V I I I

części

zarówno

złotymi,

Czasami

sukienka,

początków

obrus drelichowy lub

nazywano

osnowie lnianej, kloszowane

tzw.
w

żupanem
obszywano

wsi k s z t a ł t

sukienki

rękawów,

Wielkopolsce,

się jeszcze

na

srebrnymi wstęgami

przywdziewały

barankiem u

guzy.

te

amarantową.

tkaniny wełnianej

łym

Zresztą

Żupany

znany j u ż jest

najczęściej
łub

Zimą

X I X wieku.

sukmanki.

.

Należało

pozycji
jako

spo­

ozdobę,

bractwa.

D o d a ć trzeba, że przedmioty zbytku także i dla wsi wyrabiali krakowscy złotnicy i pierściennicy r y n g m a c h e r a m i zwani. Szczególnie
ków.
do

Z

końcem

koron

X V I I

weselnych

Notowane w X V I I I
odnoszą
z

oraz

Pińczów.

złociste

do

«blaszek»
Okaz

poszukiwane

wyrabiano już w
szelążki,

ten

z gęsto
na

pochodzący

Ryc.

Strój krakowiaków wschodnich — 2

czepków

wykopany

10.

były pierścionki

miastach

w

w. czepce z « p ó ł j e d w a b i e m

się niezawodnie

mosiężnych

pow.

wieku

sztuczne

Wielkopolsce
z blaszką»

zwane

z

4 6

naszytymi cekinami. Należy

końca

X V I I

w.

H a f t dolnego k ą t a p o ł y ż u p a n a

,

których

niemiecka

używano
a b ś l a g

(r. 1622) l u b z « b l a s z k a m i »

cmentarzu położonym
z

z wianuszkiem krwawni­

kwiaty

lub

na
z

l

(r.

tu również

grodzisku
poł. X V I I I

w
w.

4

7

.

1762)

czepiec

Chrobrzu,
kładziony

pińczowskiego.

17

�Rye.

11. C z e p i e c « z blaszkami)) c z y l i c e k i n a m i , w y k o p a n y n a c m e n t a r z u z n a j d u j ą c y m
pow.

był wprost
czepce
z ó w

na włosach

pochodzące

z

I

głowy

a

połowy

na nim

X I X w.

dopiero

z

drugi

Radłowa

w

czepiec

pow.

z

4

tiulu

brzeskim,

8

Niesporny

r.

luksus w

kobiecym

oczywiście jedynie

szlachty,

(rys.

11).

Takież

nam

z

znane

są

czego

1744:

dowodem

«Zagęściły

checkiemu

stanowi

w

stroju ludowym,

warstwie

są

następujące

się także

nierównych

bogatych

w

słowa

stanach

ambitiosi

którego

instrukcji

niższych,

fastus,

różnorakie

kmieci. W y w o ł a ł

że

tak

on

formy

przytoczyliśmy,

silną

sejmikowej

miejskich,

sprzeciwiało

reakcję

woj.

oka­

jako

ze

wymyślne

i

modne

stroje

emulative

sadzą

Okres

W

okresie

układzie

tworzenia

źródeł dochodu
pracę

w

się

gospodarczym.

polskiego

się,

i chłopskich,

się rodowitym

burżuazyjnego

małą

opłacalność

i zacnym

samodziałową

produkcję

sta­

kosztowne,

derogatią

czynią».

zaszły

w

Polsce

duże

tekstylną,

się n a ó w c z a s

rzucając

na

zmiany

produkcji rolnej, zaczęła

w przemyśle, w związku z czym zmieniała pańszczyznę na czynsz lub

fabrykach i manufakturach. Rozwijający

zrujnował

szlacheckiemu

szla­

1760—1830

narodu

Szlachta widząc

stanowi

strony

krakowskiego

n o m , k t ó r y m powinna b y ć dystynkcja i apparentiori ornatu, bez p o m i a r k o w a n i a n a

w

Chrobrzu

metalowy.

muzealnych.

panował

w

się na grodzisku w

P i ń c z ó w . N a o k a z i e z a c h o w a ł y s i ę r e s z t k i r a ń t u c h a tiulowego p o k r y w a j ą c e g o czepiec

etatystyczny

rynek

coraz

przemysł

więcej

szukać

darmową
tkacki

materiałów

odzieżowych.
Jeśli w X V I I

wieku w Ziemi Krakowskiej po lewym brzegu Wisły czynne były jedynie w K o ­

szycach folusze poruszane p r ą d e m
cem

X V I I I

zwykłych

sukno

na użytek wsi

w i e k u czynne były w Z i e m i K r a k o w s k i e j i Sandomierskiej szlacheckie
gatunków

tańszego

dowicach, K o z i e g ł o w a c h

18

Szreniawy, wypuszczające

5

0

i w

sukna

w

Józefowie,

Staszowie,

Klimontowie,

gdzie A u g u s t Czartoryski

Bogoryi,
założył

4

9

, to z

koń­

manufaktury

Żarkach,

W ł o d o -

w r. 1780

fabrykę,

�która wytwarzała
sukna

na

skalbmierskie

jednak

Frystacki

swoją
cław

doskonalił

gich

była

Ten

Ziemi

i

Duży
wania,

a

wpływ

kowskich

w

skowym.

rozwój

na

1794 d. 24

jego ujęciu

W

(ryc.

Sam.
je

latach
sukmany

spiętą

D o

pasem

pasem,

Na

za

w

garnuszkiem

r.

weszły

1831

a

lub

w

gunie

Oficera

w

kosa

stroju

masach

ubioru.

zestroję

i form

dotychczas

pasy narodowe),

jej

z

1829
r.

cześnej,

w

1824

gm.

spódnicę w

stroju

pow.

K o r c z y n i e do

Udział

go­

oddziały­

chłopów

kra­

się m u n d u r e m

woj­

a popularne

w

Polsce

Narodu

typy

Polskiego

elegantów

kwiatów.

Norblin

Kosynier

objuczony

używany
natomiast,

kościuszkowski

blaszanką,

przywiązanym

pułku

w

do

torbą

pasa

na

zastosowaniu
piechoty

Krakusów

z

cie­
brzę-

do

potrzeb

krakusów
(ryc.

13).

(regim.
Noszono

ramionach, a zawieszone u

czerwona

rogatywka

blaszane

—wyróżniały

na

go

dziesiątkach

i biała

ramionach,

szyji

sukmana

pistolet

za

sukmanę

tylko

buty

z

X I X w.

duży

wpływ

wytwarzało

tradycją

cholewami^

szal

typy,

podyktowane

Materiały

sukienkę

kwiaty

białe

wiśniowy,

5 3

tendencją
z
w

tych

sobą

wtopienia

c z a s ó w

5

jest

granatowa

z

4

wy­

i

(francuskie

Wymieniona

czapka

indy­

ze

paski białe

i niebieskie
.

miała

do

rozpoczęły

nie

archiwalne

paski białe, czerwone
w

dogodne podłoże

utrwalone

stroju ludowego:

niebieską

spodni

różnych

pow.

w

sukiennych,

r.

terenach

jędrzejowskim

Stopnica,

kożucha

tejże m i e j s c o w o ś c i

białych

na

Mierzwin w

Wiżajnach,
w

a w

swoich

czer­
barwy

tam

także

rydelkiem

itp.

indywidualizacji

Motkowicach,

sukienną,

2*

przodu

2

koncepcje

szczegóły

merynosowy

r.

w

wiejskich

ludowy

epolety

grupy.

czerwona,

w

Księstwie
ludowego

Powstaniu

I X pułku

starym, co

zostały

chustka

a

butach,

nadto

pierwszych

oraz nowe

wyodrębnienia

nieznane

w

Zaatakowane

barw

ale

ludowym

perkalowa

w

pie­

nabita.

w a l k a n o w e g o ze

dużą,

Proces

w

bukiet

zuchowato

brązową

sztorc

perkalową

w

ubo­

w

Kosynier zaś nosił taką samą rogatywkę, białą

chustkę

z

na

przemysłu

k r a k o w s k i stał

glinianym

wyróżniały

g u n i ę

masę,

sprzączką

w

kostium

wchodziła

narodowe),

i

W a ­

krakowska»

zasięgu jego

polityczną.

ówczesnych

mundur

zarzucone

tego

na

wone (polskie

rozszerzanie

zamaszyste,

mundurów

kierezje j a k o

ręce

się w

już

skład

zarzuconą

nam

strój

niezgrabnych

i w

widualizowania

mieniają

że

zdobny

w

i

niej

w

ks.

żebraków

z a tanie

szczególnie

tkackiego

się t y m wojskiem chłopskim.

i na

nowe

«młodość

obław

owiec i uprawę lnu

wolność

przez

wygląda

brzękadłami.

przemiany

jednostki

nosi

pasem

wzmagająca

handlu,

byt

«Krakowiacy

nożem

umundurowania

z

pasem

o

wyraził

krezą,

szabla i długie spodnie błękitne.

siekiera

walkę

tematu

uporządkowano

j a k peleryny

sznurze.

.

8).

Różyckiego)

spięta

nadto

Brązowe

wówczas,

na

sukienna

«na podłej

1

robić».

oraz

s t r o j u , ile

sprawił,

serii r y s u n k ó w

wygiętą

żałośnie

następnych

wojska.

samego

mniej entuzjazmował

a

dobrą wełną,

5

przemysło­

zatrudniał

policyjnych

zł

przedstawia k o s y n i e r ó w w teatralnej pozie, przy c z y m jeden z nich j a k b y

zuchowato

dość

i

katedralny

i ubóstwu»

szyli

10—15

fabrykaty.

narodowo-wyzwoleńcze

malowniczości

chlebakami,

kadłami

tyle

za

techniki, j a k o ż e

z p o m o c ą

hodowlę

Przeważnie
krawcy

kupiec

gdzie k a n o n i k

wypadało

ograniczać

gdzie

sukna. «Fabryka

podważyły

Litografia zatytułowana

Marca»

dużą.

sukna

tekstylne

nie

Kraków,

nadto

kapitalistycznej

zaczęli

się w

w

a

gdzie

podcieniowych

cudzoziemskiej

dysponując

Kongresowym,

przemiany

12).

podkreślenia

lęcą,

produkcji

Stachowicz

(ryc.

jako cudzoziemiec,
w

nikczemne

Chłopi

walki

Michał

z

stąd

był

robotników

ż e nie

wygody krajowej».

Skalbmierzu,

kramach

siebie m a n u f a k t u r z e

a nadto,

«dla

dania wsparcia nędzy

insurekcji Kościuszkowskiej

kosynierów

kapelusz

i

w

sukna wedle

«dla

przez

,

odziewać

wywarły

miejscu

zagranicznych)),

1786

Królestwie

Krakowskiej.

spodarstwach,

5 2

zł za łokieć

Chmielniku i w

z tego, ż e w e r b o w a ł a

musiała

ożywiony

Warszawskim

r.

założonej

łapanek

przestać

na

gatunków

w

w

p r o d u k c j i tekstylnej

fabrykach

Polsce

i masowych

niądze

R.

przy

w

w

sprzedawali

24

4—6

wyrabiano

ośrodkiem

wyrabiał

i bezrobotnych

dla

i

Sierakowski, który

głośna

w

chłopskie

sukmany

Największym
wiec

sukna ordynaryjne po

sukmany

do

spiętego
1828

kitla

fartuszka

pasem

się

rozmaicie.

kamizelki w

granatowego

szerokim

zanotowano

małego

przejawiał
noszono

noszono

1823

chustkę

czerwoną,

składający

prostaczego

r.

kolorowe,

czerwonym

kostium,

W

paski

—

zieloną

czapkę

się z koszuli

pochodzenia,

pa-

sukiennej

19

�kamizelki

ciemno-zielonej,

ciemno-zielonej
siadającej

wierzch

ze

na

wójta

guziki

i

nowatorów

kozacką

bundę

czapkę

guziki
oraz

z tegoż

sukna,

czapki

uszatej

następnie

z wołoszki

zaopatrzonej

w

sukiennej

daszek,

a

po­

stroju ludowego

który

w

kozacką

r.

1828

zakasował

nosił

czarnymi

z czarnym baranem

chyba. Stanisław

szaraczkowe

barankami

spodnie,

podszytą,

a wierzchem

Kopaczyński,

wołoszkę

czerwony

czerwonym

zapinaną

pas

a nadto na

kozacki
szyi

chu­

czarną.

Spod

wielości

barw

i

form

romantyzmu

przebija jednak

stroju,

już

stkim
typy

które

podkreślić
karazji

chowska

Zauważył

zwieszoną»
Kolor
wyszyciem
wienią,

od

15),

już Ł.

się od

brązowa

5

epoki
w

tym

prób

indywidualizowania

Odrodzenia
okresie

skalbmierska
w

sznurkami,

r.

z

decydowały

1) b i a ł a

(ryc.

1830,

często

nurt rodzimy.

rozwinęły

siebie k o l o r e m :

Gołębiowski

czarnymi
5

że

oraz

z całą wyrazistością

schyłku

należy,

różniące

(ryc.

wyszywanej

20

na

kuczbają,

ciemno-zielonego.

Opatówku,

stalowe

i również
stkę

w

białą

sukna

Wszystkich jednak
zastępca

zapinanej

podszytej

że

16

u

się u

o

4)

«Proszowiak

szerokim

jego

ludowego
się on

typowości.

Krakowiaków

proszowska
17),

ubioru
Wyraża

(ryc.

szara
używa

kołnierzem,

a

14,

w

w

epoce

elementach

Przede

wszy­

wschodnich
2)

cztery

granatowa

mie­

wiślicka.
białej

sukmany

raczej

peleryną

(karazji)
na

plecy

.

biały lub
wełnianą

dominujący

czerwony

suk u

włóczką —
w

tym

karazji

doskonale

stroju,

proszowskiej

z czerwonym,

kontrastował

z

posiadał

charakter

ich

tłem.

manifestacji

żółtym

Zestaw
barw

lub

brązowym

z a ś bieli

z

czer­

narodowych.

Nie-

�zawodnie

z

tego

kołnierzami
sunki

Michała

stościach
cistymi

powodu

żółto

typ

rantowym,

kierezji

.

Jeszcze

kierezje

suki

koloru

rozwinął

lub

zaś

wyszycia u dolnych

w

zachowało

żołnierze

X X

wieku

ozdobione

z

się

kierezji

kościuszkowscy,
widzieć

m o ż n a

srebrnymi

i

białych
jak

o

było

złotymi

z

tym

na

czerwonymi
świadczą

różnych

krepinami

koloru,

była

brązowa,

13.

krakusów

jest

mosiężne

z

charakteryzuje
a

kołnierz

wzory»
a

krakowiak

(ryc.

18

wyszycia
na

Ł.

na

karcie

19)

oraz

tym

sukmanie
okresu

haft

włóczką

galonek.

ry­

uroczy­

oraz

pozło­

s a m y m kolorze,
miechowskiej

Księstwa

3 9

niej

.

przez

D o d a ć
często

tytułowej

plecy

także

i

kolor
ama-

co

suka

czarne.
Kaz.

rękawów

i suka.

5 S

W

białym

kierezji
W

oraz

połączeniu
się

tradycji

.

kierezję

wyszywany
że

u

dopatrujemy

Warszawskiego

należy,

książki

sukę zaś

lub j e d w a b i e m

Kłapcie

Gołębiowski jednym zdaniem:

przewieszony
i

Cechował ją kolor granatowy,

granatowe zdobił

cętki

i mieszczańskiego

różne

zawsze

Suki

w

sznurkiem w

odziany

Miechowie.

.

amarantowym

kierezji

kafowego

3 7

rogów pół utrzymane były w

szlacheckiego
typ

się w

granatowy
amarantowe

granatowego

Trzeci

Ryc.

takie

najwięcej

Nosili je

szelążkami.

Drugi

nosi

3 e

Stachowicza

narodowych

amarantowy, żółty

stroju

względnie

wyszywanymi.

kierezję

Brodzińskiego

«Skalmierzak
i

czerwonym

skalbmierskiej
skalbmierską
«Wiesław»

6

0

,

Oficer I I p u ł k u
w

wojsku

wstańczym

1831

podobnie

jak

po­

odziany
i

ulani

w kierezje z h a f t o w a n y m i
sukami. Z książki
l.esius

«Das

Martin

Ehrenhleid

des S o l d a t e n , B e r l i n ,

1936,

21

�a

nie

w

I połowie

cze

białą

w

kierezję

użyciu,

O

razji)
i

kształt

Szara

w

jesz­

wspomina

G o ­

(kołnierz

małego

ciemno-fiołkową

z

się

ikonografii

Wiślicka

i

uwagę

i z

reprezen­
rzadko

krakowskiego.

odmiana

także

tego

zasługuje
względu,

które

północną

część Ziemi Krakowskiej aż po
z

cennych

szących

się do kierezji

lorowany

przedstawiający
skich

na

sula

tego,

odziany

był

z

szarą

(ryc.

20)

Drugą

z

6 2

chłopów
Siwe

Sieradzanie,

rogatywki

rograniaste,

Wielkopolanie,

nosili

konfederaci

Kujawiacy,

barscy,

ale

Kurpie,

jedynie

cechą

kon­
Wedle

śmiałków
granatową

drugi

w

stroju

krakowiaków
się

w

oczy

już

niska

ro­

X V I I I

wieku

nosiła

rogatywki

zarówno

, jak i mieszczaństwo,

a

Podlasiacy,

czapki

czarnym

uważano

Trzecią

służące

Jedne

były

się w

trok,

do

wyplatane

do

którego

pieśń

oznakę

częścią

przepasywania

ubioru

rzemykami,

przywiązany

metalową.

Z

boku

Lubliniacy.

amarantowe,

historii, g d y ż w e s p ó ł z

Krakowiaków

drugie

zaś

północnych

były

«kowane»

tj.

skóry

zw.

k u t a s

t e c e k

zwisały

nie

tylko

w

półkolach,

u

jeżeli

ale

pasa
nie

mi

brzęcy»

wisiorach.

skó­

wierzch.

mosiężnymi

a u końca
(ryc. 21).

tj. b r z ę k a d e ł ,

więcy».

i pionowych

na

nabijane

cale s z e r o k o ś c i ,

3 lub 4 półkola

tencek

dziewcyno

Odtąd

białe pasy

koszul wypuszczonych

3—4

był wisior z naciętej
zdobiły je

czte-

kaftanami

.

ludowa:

Porachuj

22

6 3

o wypukłych łebkach. Miały

«Siedemdziesiąt

Brzękadła

Polaka

sukman, kamizel, a także

zielonymi

czyli g w o ź d ź m i

się n a p r z e c k e
wspomina

zewnętrzną

charakterystyczną

rzane,

p e c k a m i

za

szla­

spośród

i sukmanami krakowskimi weszły w skład m u n d u r ó w wojskowych w czasach Kościuszki.
rogatywkę

kie­

czerwonym

wejrzenia była

Łowiczacy,

w

tych

kierezję

rzucającą

kształtu

krakowskie

obszyte czarnym barankiem «zrobiły karierę»

z

1848.

amarantowa, obszyta

różnego
chta

r.

kołnierzem

barankiem. W

c h ó w . Fot. i . Krieger w Krakowie.

Nagajew-

K r a k o w e m

czerwonym,

pierwszego

gatywka
R y c . 14. B i a ł a k i e r e z j a p r o s z o w i c k a z K a l i n y W i e l k i e j pow. M i e -

w

braci

w

ko­

Zielińskiego,

«.

wschodnich,
z

napad

jeden

kołnierzem

rezję

Jana

Kriega

rysunku

odno­

szarych jest

rządzącego

Franza

Chęciny.

dokumentacji

rysunek

sta­

sukman

obejmowały

Jedyną

na

że

nowi p o ł u d n i o w y cypel zasięgu
szarych,

lub

ozdobami».

bardzo

stroju

jej

szarą,

zielonymi

wypustkami

pojawia

ka-

trójkąta

sukmana

kierezja j a k o najmniej

tacyjna

która

tam

Wiślicą

podobnie jak

błękitnymi

była

21)

typie

«Pod

m a

barwę,

lub

(ryc.

czwartym

łębiowski:

proszowską,

X I X wieku

zwężały
Zapinały

o

których

�D o
tylko

kierezji
nie

kowa.
na

K t o

fajkę,

nie

miał

też

pasa z

kapciuch

nieobyczajnie
szeroką

noszono

trzosy,

tak szerokie, j a k k o ł o

i

lulkę

cholewą,

Kra­

kieszenią

krzesiwo,
z

nosił

cybuszkiem

albo

wprost

za

w

za­

nadrzu.
Mniej
ru

charakterystyczne dla

Krakowiaków

inne

mniej

Koszulę

oraz

wschodnich

widoczne

męską

chowały

ubio­

części

sprzed

były
ubioiu.

r.

1830

ce­

gęste zmarszczki w o k ó ł

niski

szyj i

wykładany

kołnierzyk

z dziurkami, przez które

przewlekano

jazgier
nych

czyli wstążeczkę.

koszul

w ó w

również

związywano

N a

używano

(holend.
rzadko

sits)

z

z

w

przykrywał

J. J . Kauscha,
nisława

XVIII

Spodnie

buty z

Augusta

za

spodnie,

a

Wedle

czasów

zwiedzał

płóciennym
kolan.

nadto

fatuchem

kobiecym

panowała

biel.

polnych

kcję

magiczną.

ćwierci

odziać

koszulę
siać

się

sięgającym

do

i

len

6 5

świąteczna.
roboczym

ona

Jeszcze

X I X wieku

kobieca

robo­

nawet
w

fun­

ostatniej

obowiązana

się

spódnicę

,

koszulę

niektórych

pełniła

6 4

opasywali

odzieniu
W

tach

Sta­

Polskę

B y ł a to p r z y o d z i e w

W

ob­

wywrot­

fartuszek.

który

c y c

prążkami

chłopi krakowscy wypuszczali
na

ręka­

końcem

cienkimi

wpuszczane

kami

parad­

perkalu zwanego

rozstawionymi.

szerne

U
końce

wstążeczką.

spodnie już

wieku

i

w

była

czystą

laną,

białą

gdy

szła
R

.

y

c

5. G r a n a t o w a s u k m a n a m i e c h o w s k a z d o s z y w a n y m k o ł n i e r z e m

-

kicrezjowym.
D o

ubioru

ciasnocha,
nierza,
nik.
z

a

codziennego

więc

ramion

Zanotował

rękawami

której

dla

spódnicy,
W
lamą
skich

z

rzadko

pocz.

i

bukietami
Wianki
rokich

w

niebieskimi
kwietnymi
drużek

wstążek

dano

bywa

w

oraz
oraz

już

trochę

dłuższy.

ogólnym

w

w

większej

W

tym

wyciągały
T o

kształcie

opadającymi

dół

z

boku

nosi

części

&lt;z

tylko

węższa
ten

zwykle

czółenko

koronę

część

oraz błyskotek,

aż

do

kolan.

koszuli,

dochodzi
6 6

pani

ale

i

złotą

krakow­
młodej,

zielonymi,
sztucznymi

głowę

a strojne w

Rańtuch,

do

.

obciągnięte
dziewcząt

opasującymi

sta­

płócienny

latem»

weselną

wstążeczek,

pozłocistymi

sam

stanik

karbowanymi wstążkami

kokardkami z

i opadających

wreszcie

Stanik

nakrycie głowy

przypominało

i trzęsidłami

tylko

koszuli.

komory

efektowne

nie

albo

chłopka

stroju pracują

były z sztucznych k w i a t ó w

przyczepionych

i rękawami,

spódnicy

rzeczywistej

obszytego

świecidłami

wykonane

to

reszty

wstążek.

czepka

ramionami

«prócz

dziewczęta

kolorowych

płóciennego

że

S t a n i k ten jest

nie

X I X wieku

się z

kołnierzem,

J. J. Kausch,

uroczystości
kiść

koł­

z

koszuli.

tylko

lub

strojne

składającą
żółtymi

bowiem

zamiast

bez

koszula

oszczędności

święta
a

koszula

albo

Fot. I . Kricgcr.

należała

który

dokoła.
pęki
od

sze­
X V I

23

�Ryc.

16. Ś w i ą t e c z n e

ubiory

ludowe z okolicy
X

wieku
dynie
N a

używany
u

ludu.

wsi

był

W

należał

aktów

Michał

on

do

i X I X wieku,

w

(ryc.

związany

drobnych
w

środku,

miast

obcasów.

Proszowiankę

a

zaś

u

brzegu

wstążek

barwistych

ramiączkach,

zr.

1846

która

24

ale

(ryc.

u

z

tyłu.

więc

z

Poza

cenny

roku

1875

kołnierzykach

kołowy

z

bardzo

wyszła

wąskimi

przez

typy

epoki

pozę

fantazyjnie

dołem

tasiemką

cholewami

wąskie,

z

czepeczek

przystrojem
Stachowicz

6 8

.

mody,

o

którym

Jest to

wyraźnie
wiedział

właściwie

ustąpiwszy

w

lub

białej

oraz

W

zapaska

autor

rodzaju

się

je­

szalom.

weselnych

przełomu

z

rzutkami

motywem

podkówki

czapeczki

z

swym

zy­

—

za­

dwiema

na­

kwiatów

ryciny w

« O d

niepotrzeb­

drukowanymi

w

X V I I I

Krakowiance

szlaki

i

pękiem

rysunku

hafty

Przyjacielu

L u d u

o z d o b a h a f c i a r s k a tego stroju,

późniejszym

z

utrzymał

rańtuch

sztucznych

Z innych cech zaznaczonych

ramiączkami

z

wysokie

zaznaczył

główna

miejsca

z

dwa

ale

kształcie

żywych

1864

młoduchy.

teatralną.

perkalikowa

w

Ilustrowany

z najważniejszych
brata

rozwichrzony

zapaska

z

wieku

różnego

Krakowianek

jest

tym

i mankietach.

Jednym

rańtuchem

d l a tej

X V I I I

miejsca

naszytą

szczegół,

z

młodej.

Szerner, Tygodnik

środkowa).

w

ustąpił

szkiców

więc

cechuje
oraz

pani

serii

butów

23)

wstążkami

a

w

ważną

spódnica

i chłopki,

społecznych

młodych

jest

Miechowa, (postać

mieszczki

właściwą

o r a z M ą c z y ń s k i w r . 18 5 8

koło

koszul,
tzw.

,

i

wreszcie

szytymi

na

wyraził
nieważny

węzeł,

spod

przyodziewy

owinięcie

przedstawił

22)

na

gzaka

6 7

ślubnej

których

kwiatów

szlachcianki

zaś warstwach

było

Stachowicz

Szkalmierza»
nie

przez

innych

obrzędowych

S k a l b m i e r z a — rys. W ł a d y s ł a w

s. 404. K r a k o w i a k

tutaj

haftom

przez

perkaliku

na

przodach

artystę jest

drobno

gorset

pasiastego.

�N a

koniec

Augusta
r.

1830

i

także

teatralne,
to

rokie

na

rychło

gwasz

krótkie

dodać

udziału

w

okresie

szlaki falbanek

z

u

z

na ludowość.

kostium

zrezygnowały
krynolinowato

naszytą

nausznice

na

u

nasady

kwiatów,

czasu królewskiego

Kościuszkowskiej,

szlachty

był

Zaleskiego
spódniczki

tym już od

insurekcji

przetwarzany

kolan

stroju dopełniały

że w

emigracji m o d a

Antoniego
do

należy,

chłopów

z

wstążką

kaftan

Tancerki

obowiązkowych
i

się w

Stanisława

kraju,

Strój krakowski, zasobny

taneczny.

wydęte

baletu z a

wytworzyła

na

zdobne

kolorową

kołowy,

wsi

jak

a

po

efekty

dokumentaryzuje

zapasek,

wokoło

lub

białe

—

w

aż

błyszczącą

pończoszki

przyjąwszy

w

i

cztery

lamą.

sze­

Reszty

płytkie

pan­

tofelki.
Strój

zaś partnera tak modnie

odzianej

tancerki składał

się z rogatywki

zdobnej

pawie, z białych lub żółtych spodni wpuszczonych w miękkie cholewy b u t ó w oraz z
kaftana,

do

galoników

którego
i

dodawano

błyszczących

trójkątną

sukę, .suto o r n a m e n t o w a n ą

w

pióra

granatowego

naszyciami ze

srebrnych

szelążków.

/
R y c . 17. S u k m a n a s k a l b m i e r s k a . F o t o - R e p . B o u l o g h e

1925.
25

�R y c . 18. K r a k o w i a k

w k i c r c z j i z Z a b o r o w a , pow. B r z e s k o .

Okres

W

okresie t y m g ł ó w n y m

wadzenie
między

nowych
ludźmi.

W

zaprojektowanej
linię k o l e j o w ą
kolej

z Krakowa

austriacką,
Miało
turze

26

r.

to

Polski

Tomasza

do

do

Mysłowic,

ogromny
w

wybudowano

Wrocławia

dokończywszy

ogóle,

w

a w

na

r.

W

1848

budowy

W

r.

r. 1847

połączono
pierwszej

powstawie

stroju l u d o w y m

kulturze materialnej wsi polskiej

usprawniających

pierwszy

Łubieńskiego.
Mysłowic.

dzieła

wpływ
a

przemian w

komunikacyjnych,

1845

przez

od

motorem

środków

1830—1914

zjawiska
w

odcinek
1846
w

w

kolei

kolej

wpro­
pracy

pruskim

austriackim

wybudowano

przeprowadzono

warszawsko-wiedeńską
żelaznej

eklektyzmu

szczególności.

było

produktów

warszawsko-wiedeńskiej,

zaborze

zaborze

kolei

wymianę

Z

na
i

ziemiach

z

kosmopolityzmu

czynnikiem

tym

granicą

polskich
w

6 9

.

kul­

współdziałał

�duży

rozwój

i to

we

Perkali
chy,

białych

koszule

na

kobiece

wanych

na

i

Ginsberga

w

w

sukna
190

za

razy

tyle,
rs.

X I X

w

W

a w

zaczęły

prymitywną
w

sukna
oraz

białe

i

szare

II

dwa
bo

w
7 2

a

ostat­

fabrykę

sukna
Ro­

Rembieszycach

, który

brązowe

używane

za

połowie

1899—1904

Kozłowski

Małogoszczy

za

omal

upadać,

łatach

16,

wyrabiano

te w

prowadził

koło

1850

tkackich,

Koszycach

nią bodaj

muald

p r z e d r.

Miechowie,

Fabryczki

wieku

prowa­

Miechowie

Słomnikach

rs, w

w

Bla­
Słom­

kapeluszy

Słomnikach

co

PleGern-

W

Miechowie

1800

rs, a

3474

8,

fa­

Lewka

i Markusa

majstrów

w

brzegu

Szymona

tabeli

25

czym

zarzuciły

, Chaima

Żywicki.

Koszycach

0

Mieście.

wytwórnię

pracowało
w

7 1

Pińczowie

N o w y m

wedle urzędowej

przy

7

lewym

Pilicy,

freunda

Błażej

ale

rękodzielnie.

Będzinie,

w Żarkach

nikach

i

w

szowera

dził

pod

bawełnianymi

Szancera

w

spo-

centko-

dostarczały

po

wyrobami

dego

rańtu-

a

X I X wieku

krakowską

bryki

i

spodnie,

zapaski,

fabryki

II ćwierci

Wisły

zaborach.

nie tylko zagraniczne,

krajowe

wieś

na

spódnice

dostatkiem

W

odzieżowego

trzech

prążkowanych

dniki

i

przemysłu

wszystkich

wyrabiał

na

sukmany

jako

dery

na

konie.
Gatunek
ności
W e
w

oddziaływał

wsiach
grunta

w

gleby

many

płonę

nosili

dzoziemiec

i

na

Buczu,

wsiach

ludności.
zazgi»

tj.

Powiślu

—

ziemi

19.

Krakowiak

—

bogaci.

D z i ś j u ż nikt tego nie

z

elementem

Dęblinie,

Ryc.

Łazach

dobrodziejstw
zaś

wsi

pisał w

r.

strój

urodzajnej

przemysłu

nie

należały

1791,

na

«szumny

np.

w

Gręboszowie

i

pamięta.
i

do

od

skalbmierskiej — f o t . T. K r i e g e r .

wyjątku,

okazali

i paradny»

Borzęcinie,
innych —

u

się

wsi

po

uwłaszczeniu

przeszli

podróżujący

po

wprost

do

Polsce

cu­

nie b a r d z o p o w s z e c h n e i

zdają

3

mężczyzn» " .
chłopi,

zmieniali

Rząchowej,
odziewali

tych

«lanych»

jeżeli

sukmany

przepychu

wsi

Chłopi

ubiorów

że «sukienne

wiejskiego

postępowym

nawet

w kierezji

suk­

małopolskiego,

którzy
o

zamoż­

Mokrzyskach,

Wymienione

szczytem

gowskiej,

w

J. J. Kausch

flisactwie,

we

np.

tylko

Również
i

strój

skorzystali

fabrycznych.

być

na

Rysiach,

najrychlej

się

stopień

«zapaśnych

Slotwinie,

Rudach,

i

się

na

Woli

biorący

udział

w

emigracji

«nowomodny».

Natomiast

Przemykowskiej,

Woli

chłopi

w

tradycyjne

R o ­

sukmany

«kikle».
Podstawę

wadzono w

majętności

stanowiła

więcej

wielu wsiach na Zawiślu

sama ziemia,

niż kultura rolna. Pługi

d o p i e r o k o ł o r. 1890.

Orano zagony w

żelazne

cztery skiby,

wpro­
siano

27

�R y c . 20, N a p a d braci N a g a j e w s k i c h n a r z ą d z ą c e g o K r a k o w e m austriackiego k o n s u l a b a r o n a F r a n z a K r i e g a w r. 1848 —
kolorowy

rysunek J a n a

Zielińskiego.

po

jednorazowej

ściernisku,
czaj

bez

późno

ziemia

orce albo

i

za

choć

Znaczył

więc

majętny
na

chłop

w o ł ó w

krakowski

koni

uprawiano

«przewłoki»

i

przewłokę

ralna,

samą
tych
iż

szych

«Wiesław»

28

P e t e r s b u r g 1857.

Brodzińskiego

° d

otrzy

kamizelkę
i

w

latach

mywał

na

oraz
8—10

przewłokę

20

koszulę,
12—15

zł,

zł, a

pa­

i

stare

buty.

warunkach,

rzecz

natu­

odzież

morników,

R y c . 21. W i e s ł a w — d r z e w o r y t w sielance K a z i m i e r z a

płótno,

«przewłoką».

d ą b r o w s k i m jeszcze

spodnie

na

i tkano

służbę

dziewka

za swą

indziej,

łokci

W

względem

Gdzie

parobek

sterz

utrzymywał

zagonów

1870—1885
płótna

gospo­

parobek

kilka

len

śred­

gospodarstwie

anyżkiem.

wynagradzano
pow.

kopy.

posiadał

obowiązków

służbę otrzymywał

W

i

w

pana. W p i ń c z o w s k i m

gdzie

muły

ziemi.

morgach,

lub

to

kiepsko,

ćwierci z

zapas

pomocy

odrabianiu

obsiewek

ją

pańszczyźnianym

14—30

p a r o b k a do
i

sześć

wiele

okresie

darzył
parę

M i m o

uprawiano

dawała nawet po

nio

gęsto

na

zazwy­

rędzinowa lub zasobna w

wiślane,

W

wprost

plodozmianu,

służby

kmiecej,

zagrodników

gospodarzy

ubioru kmieci.

k ó w zamożnych

i

musiała
Zapewne

należał

ko­

biedniej­
się
do

różnić
rolni-

Skalbmierzak,

�który
jącą

wedle
aż

akwareli

poniżej

pasa,

Wojnarowskiego
a

kołnierz

szecia ubierali się spanoszeni
czańskie czamary czarne,
Szarą,
w

poł.

odziewali

wisiory
chłopi

u

kierezję

i brązowe

np.

skórzane.

bogaty.

się

z

jego

przez
że

niż

w

wało

i

i

strój

z

—

opadającym
w

pow.

N a

w

krwią

zaś

noszenie

okrągłe

krakowskich

—

czerwone

naszycia

wspomina

(ryc.

dużą

24),

sukę

pow.
ze

7 S

.

U

bogatsi

nosili

granatowego

oczy

kołnierzy

się

nadto

bogatsi
jedwabiu

sukmanami

brązowe,

bez

którzy

krakowskich

ze

sukmany

które

były

tj. spodnie
rękawów,

nowej «luberii»

mieszczan,

kierezji

a

dąbrowskim

kaftana

ogół zaś w

bogatsi

bogatszych

strzyżonego

zadowalali

wa-

J. Kitowicz

czerwoną,

sznurkiem))
W

z

miesz­

natomiast

sobie sprawiać s k ó r z a k i

w

opada­

barankiem.

T a m z a ś , gdzie w y s t ę p o w a ł y

guziki. N a
kłuł

suką

cho­

natrząsali
noszonych

Warszawie,
6

pańską

' .

stroju,

w

było

w

z

r o k u 1880

czarnym

kołnierzem

biedniejsi
n a plecy.

Koło

której

włóczkowe.

pińczowskim

i cynowe,

o

biedni

strojną

przyszytym

brązową

sukman i płótnianek

obszyte

karmazynowym

biedniejszych

chłopów

które

uchwycić,

poprzednich,

tymże

później

fabrycznego,

zamożności

znajdo­

warunkach

ekonomicznych.

czynniki w

u

zamiast

proszowicką,

lat

uboższych

fioletowego

chwasty

d a ł o s i ę lepiej

wiekach

u

100

sukmany

lub

ozdób.

uzasadnienie

łecznych

jest

oznaką

zróżnicowanie

t y m okresie

sukna

Dzierążni

m ó w i o n o

poplamione

To
w

w

Dostatni

kroju

z

kołnierzem

czerwone

flisów

są

to

kierezję
w

nosząc

kierezję

na kierezję.

rogatywki

z a m o ż n i kmiecie lub ich synowie mogli

Również

a zdobnego w

lub

kożuch

wypuścił

Radłowa,

jeszcze

jedwabne,

bordowego

brązowym

z

srebrem —

były

tam droższe. Tylko

dził

lub

opierzanki,

karminowego,

białe

białą

sukman

skromnym

sukmanę

nosiły

złotem

nosili

chłopi

wieku,

się w

«wyszywaną

na

spodnie czarne i takież

samodziałową

X V I I I

wdział

barani kożucha

okresie

spo­

T e

same

złożyły

się

na powstanie zjawiska systematycznego
zanikania

stroju

Rozwój
darcze,

ludowego.

przemysłu i zmiany

dokonujące

Kongresowym,
w

życiu

silał

wsi.

inaczej

postęp

rozwoju

Zresztą

Chłopi
niczych

a

na

biedniejsi

postęp

ten

nie

za­

ludo­

zaniku

stroju

terenach

prze­

inaczej

szybciej

na

rolniczych.

na obszarach

wyzbywali

sunkowo

drogich

na

przyodziewku

rzecz

gospo­

Królestwie

stroju

proces

przebiegał

mysłowych,

w

przyspieszyły

Ale

dalszego

wego.

się

rol­

się

strojów

sto­

ludowych

produkowa­

nego w mieście. Strój tradycyjny utrzy­
mywany

był

chłopów
jednak

przez

zamożnych.

nie

brykatach.
faktury

głównie

na

Opierał

samodziałach,

Nawet

tam,

szlacheckie

warstwę

i

się
lecz

gdzie

on
fa­

manu­

mieszczańskie,

służące potrzebom stroju, przerwały s w ą
produkcję,
nej
lów

j u ż nie

na

w r ó c i ł do

przystosowanej

odzieżowych.

kowiakom
kno

lud

gospodarki,

K o ł o

r.

daw­
do

1880

naddunajeckim brązowe

sukmany

sprowadzali

ce­
Kra­

z

SUgór

R

y

c

.

2

2.

Krakowianka

« o d Skalbmierza*, rys. M i c h a ł Stachowicz,
ryt.

Langer.

29

�flisacy,

ale p r z e w a ż n i e

skiego

grubego

trzeba

było».

Linia
śledzić
nych.

i

tak

rozwoju

i datować
Jakież

Koszula
obszewkach,

to

Lasowiacy, których
sztywnego,

stroju ludowego
m o ż e m y

nie

tylko

b a r a n o w s k i e

«mokra

załamała

zapinana

wschodnich

była

na

w

s u k n o

sama

sposób

w

ceniono
kącie

wyraźny.

wyżej

stała,

W

ale i z a n i k p e w n y c h

Związywano
1875

wstążeczką
obywały

nie

od

ani

okresie
form

góral­

chłopa

nie

1830—1914

kostiumologicz-

się bez

Bywajże
Bede

ci

tu,

z

O

koszuli,

wiązaniu

bywaj,

wiązała

wokół

szyi,

haftowana

na

piosenka:

obszewkami

kołnierzyk

guzików.

fałdowana
Stąd

faworkami

fałdeczkami,

tylko

gęsto

k o b y ł k ę .

T koszulka z

r. o k o ł o

się

powstawanie,

wstążeczką

z

do

sukmana

formy?

krakowiaków
a

że

mój

V,

ale

zresztą

hultaju

koszulkę

i rękawy,

na

bo

rękawów

koszule

mówi

wiejskie

pieśń

ludowa:

części
pięści.

Część

koszuli

wypuszczoną

spodnie zwano żartobliwie
i z

tego

wsi

powodu

różne

opowiadano

dykteryjki.

szedł

do

roboty

szulę

na

spodnie,

kościoła
W

G d y

gdy

szule

ją

do

naddunajeccy od
haftowane

o z e d l u
Haft

chłop

na

ko­

szedł

do

spodni.

latach 1880—1900 nosili

wiacy

na

wypuszczał

wkładał

Krako­

święta

ko­

o z y r l u

czyli

tj. u r o z c i ę c i a n a piersiach.

pokrywał

nadto

kołnierzyk

zdobny w czerwoną stebnówkę
czerwony oblamek wszyty w
ny szew kołnierzyka.
tem

zdobiono

kawów.

nia

na

brzeżhaf­

oszywki u rę­

motywem

zdob­

koszulach męskich

kwiatowa.

koszul

k ó w

oraz

Niekiedy

nawet

G ł ó w n y m

niczym
rózga

M o d a

męskich

haftowa­

u

naddunajeckich

była

Krakowia­

trwała

około

lat 30, w y s z ł a z u ż y c i a k o ł o r.
Spodnie
to

bywały

wyprawnej

cycu

lub

do

parady.

codzień,
święto.
raniej
r.

skóry,

Jedne

z

Spodnie
skóry

do

z

sukna
pracy,

fa­
dru­

nosił

na

granatowe

na

jeleniej

przestano

lub

nosić

ba­
koło

1870.
Buty

z

cholewami

należały

stroju reprezentacyjnego,
chłop

30

żół­

pasiastego

Parciane

sukienne,

1905.

z płótna, z

granatowego

brycznego.
gie

na

o ś w i a t a

miał

do

toteż

gdy

iść w k u m y lub na

we-

�je

już koło

r. 1890.

czterech t y p ó w
strzeniła
ski

się daleko

kierezja

natnego

Zanik

dość

szybki,

swych
Nie
wiem
że

z

Kaliny

w
w

suki

powiat

szyta

typu

z

skalbmier-

grubego

bogatą
kierezyj
w

kołnierze
z

był

r. 1858

Wielkiej
1865 d o

olbrzymie

powyżej

prawdą.

białe

bo­

dowodzi,
przy
trój­

gałęzistym.
skalę

przy

sukman

czerwonymi

wzbogaca

zano­

kołnierze

k u c o t k a m i ,

naszycia czerwonych
układzie

chyba

opisane».
Okaz

( r y c . 14)

białych

bru­

haftowaną

Szkalmierzanie mają

zakończone

centków
dzaju

r.

także

zdobne

spośród
rozprze­

Mączyński

zgodne

już koło

kątne,

zji

jeśli

karazjach

pinano

a

innego

to

okresie

a strojna w

«tylko jedni

jest

tym

krakowskich

poza

brązowa,

kiru,

sukę.

tował:

W

kierezji

sukiennych

T y p tego r o ­

rozmaitości

kiere­

krakowskich.
W

sukę

1

poł.

nie tylko

X I Xw.

dodaje

do sukmany,

Jest to j u ż j e d n a k

kostium

się

haftowaną

ale i d o

kaftana.

baletowy

lub libc-

R y c . 24. C h ł o p i w stroju r o b o c z y m z o k o l i c S k a l b m i e r z a .
Fot.

sele,

obuwał

I . Krieger.

cholewiaki,

Jeszcze k o ł o r .

choćby

pożyczone.

1890 m ó w i o n o w T o p o l i w p o w .

pińczowskim:

«bogaty,

bo

bami».

dawnych

cholewiaków

Opis

piosenka
I

z

początku

buciki

I

przeszywane

kroju

uszeczkami,

z

pojawia

7 S

.

przełomie
dzaju

W

się on

dzenie jego

8 0

X V I I

wieku

w Kazimierzy

Jakub

Bojko

ślad

etnograf

w

7 9

,

a

ale

pocho­

dawniejsze.
oglądał

tego

Wielkiej
jeszcze w

Kozłowie

kustosz

krótkiego

włościańskich

wieku,

niezawodnie

X I X i X X

uchwycił jego
wiecie

używano

inwentarzach
w

jest

fartuszek

chłopski

kar-

podaje

przy wiązkami.

Niekiedy zamiast pasa
fartuszka

z

wywracane
nitowane

przy

buty

X I X wieku:

Podkóweczki

Z

czyk

m a

polityk
r . 1951

w tymże

mgr Zdzisław

N a
ro­

po­
Szew­

.

Stosunkowo
płótnianki.

W

wcześnie

zanikać

pow. jędrzejowskim

zaczęły
zarzucono

R y c . 25. L i b e r i a s ł u ż b y dworskiej z o k o l i c y P r o s z o w i c ,
fot. I . K r i e g e r .

31

�ria

d w o r s k a , nie

zie

Jana

około

r.

greta
u

Nep.

1835,

widać

jadącego

bryczki

natowy
suką.

pańskiej

a

że

sztan-

na

koniu

odzianego

krakowski

«panowie

z

prawie

w

czerwoną
zano­

w o ź n i c o m
chłopczykom

umiejącym

wła­

czterema k o ń m i j e d n y m lejcem)

nierz

wiszący

świecącymi
licach

na

plecach,
8 1

blaszkami»

kierezje j a k o

.

świąteczna
(ryc.

25,

W

i

W

wielu

dwor­

pińczowskim

wcześnie

niejszym».
brzu,

ustąpiły

Dlatego

nych

wsiach

szedł

do

już

ślubu

towarzyszący

m u

czaj t e ż u p a d ł .

w

k ó w

R y c . 26.

Kaftan

wicie

dla c h ł o p a — liberia s ł u ż b y dworskiej

całko-

bo

Z

kapturem
{

cze

szare

w czasie niepogody (ryc. 28). Starzy c h ł o p i

sukmany

sukmany,

których

z

s e r k i e m

kaptur

czarną lub c z e r w o n ą nicią
datki

kształtu

serkami, nazywano

u

w

naturze

ornament

składali

aż

był

oraz

s

u

k

m

a

B ó g

Stąd

w

1900

b u n d y

płaszcze
W

po-

nielicznych

^

y

w

pow.

bund

kaptury

z a p ł a ć ,

tzw.

a
n

r.

Krakowia­

b

r

kaptur do

ą

z

o

w

e

nacią­

b u s k i m pamiętają dziś jesz­

suknem,

Stare okazy

kaptura.

też żartobliwie

pasa

czerwonym

falisty.

do

do

pow.

cał­

a

pińczowskim

haftowany

zdzierali
te,

a nazwę

na

zwane

tę

od

nadawano

z

wsi

białe
brzegu

żebracy,

trójkątnego
także

sukom

kierezji.
Pochodząca

z

r.

1848

stawia Skalbmierzaków,
nabitą
kadeł
niżej

dużymi

guzami

mosiężnych.
brzękadeł

nie jest to
polskich
N a
bionym

32

obramowany
w

którzy

sięgającym

w

zwy­

i płót-

koło

szerokie

i szare, zaopatrzone
gania na głowę

daw­

wyszły

brązowe

nosić,

tj.

z r y w a j ą c a z tradycjami zdobnictwa ludowego.

w

Ten

obszarze

wschodnich

drożne

1914

jeszcze

na całym

d u d k i e m

Ale

pińczowskim.

Wcześniej,
przestano

wieku

obrzędowo

wesela

sukmany

pow.

X I X

brązowych.
r.

Chro-

sukmanie.

drużbowie

Po

z użycia

w

Zagości i in­

końcem
białej

suk­

«parad-

pan młody

z

w

sukmanach

nianki

ludu

brązowe

nadal paradowali podczas

kiem

u

białym

Skotnikach Dolnych,

nych

odzież

27).

pow.

many

oko­

liberie s ł u ż b y

uroczystościowa

26,

koł­

wyszywany

skiej z a c h o w a ł y się d ł u ż e j , n i ż j a k o

z

gra­

zaś

dają

(małym częstokroć

dzieciństwa

obra­

właśnie

wierzchem

kaftan

swoim

dać

N a

malowanym

Wojciech Szymanowski

tował,

od

strój ludowy.

Głowackiego

tylko

jeszcze

ogół

rycina K a j . Winc.

metalowymi,

Interesującym

pochwa,

z

podręczne
w

X V

i

której

w

drugi

wystaje

X V I wieku.

układy

zaś

szczegółem

narzędzie,

kierezję przepasywano

ćwieczkami

Kielisińskiego

z których jeden nosi karazję

ale

tej

duża

i broń

K o ł o

białym

krzyżów

pasem

w

i

r.

zdobnym

rękojeść

noża.

zwyczaj

rzemiennym

gwiazd.

R o z m o w a

rycinie jest

przyboczna,

1868

pasem

pt.

spiętą pasem

D o

tego

w

7

dużych

zawieszona
Wielkość

znana
ten

karczmie
czyli

przed­

s m y c k ą

kolistych
na

jego

brzę-

rapciach
świadczy,

na wizerunkach

po­
że

chłopów

zaginął.

szerokim na
zaś

w

rzemiennym

pasa

a

ozdo­

przymocowana

2—3

cali,

była

�R y c . 27. S u k a c h ł o p i ę c e j kierezji s k a l b m i e r s k i e j .

kaletka
na

do

przechowywania

s m y c z e s i
8 2

talerzyka
kowiak

z

D o

kozik

. Inną

Sieciechowa,

S t r ó j
podczas
więcej

w

bieli»

kowsku»
masom

z

korzystanie

rystyczna

C h u s t k i .

chustka

fularowa

Demoraine'a

Bez

gorsecie

Chustkę

z

dobrodziejstw
barwiste,
się

na

na

z

z

przodu

niebieska,

i

stojąca
żółte

zielonym,

głowie,

jakąkolwiek

bardziej

podczas

syntetyzując

mówiło

się w

i rozwój

technicznego.
się asortyment

dnie

żółte
8

obok

krakowiaka z

siwej

i zapaskę

tzw.

skórzane,
spódnicy,

kolorystyczne.

nosić

ci

nie

też

w

do
kra­

Krakowie,

swoje

stosownie

Polsce:

obserwacje
ubrane,

«ubrać

W

związku

ozdób

z

tym

odzieży,

naj­

się po

handlu umożliwiła

a

kwiatki»,

p ą k s ó w k a .
kosą,

kra-

szerokim

wzrosło

a

gama

za­

kolo­

czepiec

chustkę
chodziła

nawet

na

jaki

podwiki

symbolicznego

nie

żebraczka.

i płótna
jak

na

w

pasy

szafirową

z

chustki

Stąd

sztychu

kierezję

czer­

buraczkowej

obszytym

chustki kolorowe
wypadało

dru­

pąsowa,

pokolorowanym
w

żupaniku,

zaśmiecichy

powinna

W

wiązany

czerwonym

chustki zdobione w

chustka

odzianego

Zapotrzebowanie

przechodziły
do

4

nosi

najzwyklejszej

przeszłości
służyły

w

pąsowa

choćby

do

wesela

grosza

wisiorami nosi

wytwarzane

«Kobiety

przemysłu

biała,

spodnie

zestawienia

zawieszony

od

fałdowaną.

zanotowała:

lat p ó ź n i e j

nadto

.

koralem

Hoffmanowa,

1824

a

wielkości

ozdobioną

pomnożył

czerwonym

Kupiłam

Coraz

8 S

o

znacznie.

Żebyś

które

a

Andriollego

Tańskich
r.

klapą

bakfonowe

gęsto

kilkadziesiąt

tkaniny

kobieta

ciekawe

chustki

E . M .

i pieniędzy,

mosiężnych

Fabryczna produkcja maszynowa

«chustki

bramowaną

przy

z

z trójkątną

spinki

Krakowa

grzebienia

kółek

P r z e d r. 1843 b y ł y j u ż w p o w s z e c h n y m u ż y c i u k o l o r o w e

wzory:

dawało

do

stroju poszerzyła

kowane

co

należały

(ryc. 29). W

na

przez

Klementyna

Kielc

tj. b a r w i ś c i e .

potrzebowanie

wono

rysowany

30—60

torby

zapinali koszulę

k o b i e c y .
podróży

czyli huby,

oraz

kształcie

ludowych

gospodarze

żagiewki

krzesiwo

kaletę w

biżuterii

którymi

i

wyjść

8 3

,

złotą

lamą

było

duże.

w

pole

8 6

.

piosenka:

fartuch,

obdartuch.

do

owijania

zrękowania

czyli

głowy,

białe

wiązania

rąk

chustki,
młodo­

żeńców.

Strój krakowiaków wschodnich — 3
33

�R y c . 28.

Zniszczenie

kolei

w a r s z a w s k o - w i e d . przez p o w s t a ń c ó w

1863 r. D r u k I . S. W e b e r w L i p s k u , n a k ł a d

garni G r z y b o w s k i e j w K r a k o w i e M u z e u m C z a r t o r y s k i c h

Nie

tak

kowskiej

szybko, jak barwne

chustki bajowe

dopiero

koło

C z e p c e .
8 7

co

należy

rozumieć,

ku

—

poza

rańtuszkiem

tyłowi.

O

dawniej rańtuchem,
że

brzeskiego

nakrywano

kokieteryjnie

«E,
r.

brzeżek

mężatki,

tę m o d ę ,

będziecie

ta

zarówno

umocowywano
Koło

r.

strojąc je

w

ludowa:

34

i

u

czepce
aż

do

na końcach,

w

się po

ziemi

kra­

wsi pow.

pińczowskiego

nosiły «czepce gładkie

blaszkowane»,

węzeł

w

czepce

kwiaty,

a

8 9

koło

1914.
tym

czepce,

. W
r.

Potem
skopcu

w

dbając;
krezką,

pow.

1880,

żeby
żeby

było

dąbrowskim

już młodsze

mężatki

Ale

w

szklanymi

spod

z

chustek

wianków

kołnierzyka,

wypuszczając

dziewiczych,

sznurowano

że

wystawał

to

nakrycie

na

upinanie

się ze

jędrzejowskim

kartonowych
w

dół

czepiec,

prze­

starszych:

jeszcze

którego

koło

kształty

nimi

wiązano

gorset

i

u

nosiły

również

dziewczęta,

warkocz.

stroju dziewcząt znalazły też duże zastosowanie
do

chustki

chustki «rogówki»

wyśmiewały

w

nakry­

na chustki fabryczne

rąbka

i brzeskim moda

pow.

pocho­

takie

główkami.

białych

zawoja

Czepce

wiadomo,

ale białe, h a f t o w a n e

(czepcu) ?»

przewiązy­

wypuszczając

. D w a takie o k a z y

M o d a

spod

szelążkami

takie

a końce

Krakowie.

j a k i mniejsze chustki tureckie upinano

wiązane

8 S

gęsto

Czepki

nad czołem,

też Bojko

Etnograficzne

fałdowaną

nie kusił»

wstążki.

chustkami haftowanymi.

kretonowe
obszyty

a jedynie wyszyte

kolorowe

tworząc

M u z e u m

trwała

r.

chodzić

przypinano

koszuli

djabeł

szpilkami ze

W

rozchodziły

niektórych

nie haftowane,

zdobne

potem białymi
nimi

pasówki,

1880

W s t ą ż k i .
kocze,

czepce

drogą,

posiada

czepca

«żeby

tureckich w

1920

swoją

haftowanym

wano

trzymały

do

czepcach z naszytymi szelążkami wspomina

pow.

chustek

one

w r. 1858, ż e m ę ż a t k i

że wdziewały
tym

z

głowy

chustki drukowane,

i kraty. Dotarły

Mączyński

dzące

sprawiła,

kartonowe

pasy

1900.

Zanotował

mosiężnymi
wały

r.

w

księ­

r y c . 7392.

wstążki.

zapinek

trzewiki,

o

biczów
czym

Wplatano je w
korali,

war­

u

rękawów

wspomina

piosenka

�R y c . 29. S t r ó j b i a ł y z o k o l i c P r o s z o w i c . F o t . I . K r i e g e r .

N a

kieleckim

Sznuruje
Czemże

O

te

wstążki

upominała

narzeczony

wstążkę

lub chustkę

bowiem

otrzymała

za

pilną

robotę

Wstążki
miechowskie
Wstążki

we

fartuszki

sypłoj,
goła

Podarunku

woła,

matki

żniwa,

wypierały

kolorowe

roz,

. Wstążki

od

hafty

trzewiczek

się dziewczyna,

dłuższym

kieleckiej

drodze
na

sznuruje — j e d w a b n ą

Zapaseczka

po
9 1

na

dziewczyna
je

Sypłojze

poczym

polu,

podczas

m ó j

nodze,

wstążeczką...

zabawy

Wojtusiu

przekomarzaniu

się

z

tamte

drugie

przywiozła

z

z zapasek już przed

«córki

przyszywano

możniejszych
przeważnie

od

dziewczyną

kmieci

historię

zalotników,

odpustu
100

zaręczynowej

w

te

wrzucał
życia

jej

do

zapaski

dziewczyny:

otrzymała

w

jedne

podarunku

Częstochowie.

laty, g d y ż
wstążkami

n a fartuszek

śpiewając:

sypłoj

barwiste d o k u m e n t a r y z o w a ł y
chrzestnej,

9 0

biały,

wedle w i a d o m o ś c i
po

brzegach

starsze kobiety

z r.

1850

wyszywają»
zdobiły

9 2

9 3

.

jasno-

js
35

�modre

zapaski świąteczne

naszywką

oraz

Zapaski

tak

chło

terenach

na

zywano

zdobione

je

gorsety

brokatowe,

ale

do

pow.

t a c k i

oraz

wełniane
z

się

me­

wełny

one

kóz

na

pę-

na

krzyż

kibić.

W

pa­

jedynie

wykroje

półkoliste

potem

dopiero

dodawano

—

gęste

albo

długi

o r g a n k i ,

linowata forma
kobiecej.

lub

adamaszkowe,

opasując

kaletki

w

najczę­
miechow­

zasznurowały

ciasno

nich

ry­

amarantowego

także

Zapinały

lub

wany

X I X w.

w

jedwabne

posiadały

tzw.

poł.

koloru

angorskich.

sie

I

lub kamlotowe

tliczki

dołu

naśladowano

widzieć

niebieskiego,

wstążką,

u

falbankami.

pozakrakowskich i na­

W

ściej d a ł o się

rynosowe

i

krakowskimi.

G o r s e t y .

skim

czarną

zakładkami

pasek

których

urozmaicała

Ozdób

fałdo­

żadnych

kryno-

zarys

figury

gorsety

te

nie

posiadały.
Po

r.

1873

wzorzysty
który

wszedł

a

w ' użycie

potem

utrzymał

zdobionych

czarny

się do

dziś

kolorową

w

krepiną,

j a n o w y m i

porcelanowymi.

tj.

guziczkami

sty

starsze,

Gorset

z

a

okresu

wstążką

niebieską,

przodzie

motywem
się

tylu

obszywane

przeobrażeń,

K r a j ki. Po
używane
nowe

do

S u k m a n y .

na

w

z

Z

z

ale

Starsze

tzw.

z

użycia

spódnicy
w

pasie,

końcem
białe

sukna,

czerwone
i

Oczywiście

strój

pasa,

kobiety

i rodzaj o z d ó b .

wyszywany

na

a

gorsety

tybetowe

był

kapsle.

Żadna

był

kwiecistych.

Po

nich

kwieciste

część

haftki

rzeżuchą

przyszły

z

ubioru

lub
prze-

drobnymi

nie

przeszła

zwane

Gdzie

związywano

niebieskimi
zdzierały

zielone

kobiety

je

wówczas

zaś
z

koło

wyłogami.

krajki

pokazały

tylu

r.

odziedziczone

«przyjaciółkami»

zdobne

na

się

nosiły

1905
po

tj.

same

one

matkach,

muśli­

wstążkami.

takie

wyszły

piersiach

frędzlami,

zapaski

«szarfami»

Buska

K o ł o

zakończone

z

jak

użycia.

ostatnie

i poniżej

żu-

pleców

mosiężne.

zanikiem

u

przez

i

zapaski.

tam

X I X wieku

i z

niewiasty

guziki

wieszały

niewia­
dziewki.

bramowany

klamerki, na

wlekaną

o w i e s k i e m .

wytwórczości

rymarskiej

sakiewki z zielonego lub czerwonego

wieśniaczki

36

Jeszcze

okrągłe

S a k i e w k i .

riałów

wyszły

marszczone

granatowego

płaskie,

wyrabiać

i

szklaną

koń­
moda

gorset.

1860

sukmany,

Ż u p a n i k i .
paniki

co

przewiązywania

fałdziste

mężczyźni

r.

sieczką

przez

,«rózg»

też zasznurowywany

kaletkami,

Z

czerwonych przez

tego

Zapinał

percy-

ustalać się zaczęła

noszenia czarnych gorsetów

R y c . 30. « S u k i e n k a » p o d s z y t a b a r a n k i e m . F o t . T. K r i e g e r .

błyszczą­

oraz

X I X wieku

ozdób,

gorsetach,

cymi szelążkami

cem

aksamit

bez

Tylko

wypuszczając
nie

je

safianu,
na

był jednakowy,

żony

i córki

służącej

potrzebom

nabijanego

stroju,

przestano

mosiądzem,

które

bogatsze

chodziło

gatunek

zapaskę.
szczególnie

bogatych

kmieci

gdy

mogły

nosić

w

o

zimie

mate­

s u k i e n k ę

�zwierzchnią,
(ryc.

podszytą

30),

krótką,

dzistą

wedle

która

koło

20—24
m o ż n a

było dostać

reckie

spódnice
i

kładały

na

lać

po

z

wią­

zadowa­
pacior­

Bicze

w

szkiełkiem,
z

na

B.

albo

chowianki

koło

niane.
zależnie

ostatecznie

kamlo-

zaś

baweł­

zróżnicowanie

stroju

od

siadaczki

1850

adamaszkowe,

biedniejsze

T o

mie-

r.

«martynowe»,

także
a

—

podarun­

Zamożne

jedwabne,

aksamitne,

dorobkiem

też

nosiły

amarantowe,

wi­

Częstochow­

kawalera.

gorsety

malowanym

własnym

dziewczyny

ko­

miniaturowym

M .

były

po­
z

odpustowe

ręcznie

zerunkiem

ko­

rodzinach

pokolenia

pontaliki

od

lub
meda­

paciorki zaś, spinka

Częstochowie

za­

5—7

krzyżykiem.

z

ga­

a

zawieszonym

lub

towe

,

gipsowymi

lorowym

kiem

9 4

szklanymi

przechodziły

skiej

zł.
tu­

Biedniejsze

kmiecych

w

10—12
«drogie

srebrnymi

czerwonymi

kolenie,

kobiecą

gorsety»

szyję

łąkowymi

rali

za

z

się musiały

likiem

kosztowała

nosiły

takież

korali.

kami,

fał
kroju,

sukmanę

bogatsze

zek

1875

gdy

Tylko

lonami

dołem

staropolskiego
r.

zł,

barankiem

a

majętności

odbiło

się

w

jego

po­

pieśni

lu­

R y c . 31. S u k m a n a z d o b i o n a b ł ę k i t n ą « t u r e c c z y z n ą » z o k o l i c y S z c z u ­

dowej :

cina, F o t . I . K r i e g e r .

S t r ó j
ślinowej
a jej

ślubny.
spódnicy

Chrobrzu

płóciennej

marszczonym.

gorseciku,

Były

ja

w

zapaski

bieda

I I połowie

pow.

i

w

to

mi
ni

a

wąskim

ostatnie

z

rodzonej
głowie

spodnia

był

pińczowskim

bluzce

bez
na

X I X wieku

przeświecała

kolorystycznym

w

z karczkiem marszczonym,
spódnicy

mi,

Ni

Jeszcze
i

odpowiednikiem

Jeszcze w

Bieda

obcisły
w

r.

należało

przejawy

gorset,

1910

mody,

również

a

spod

biało

niebieski

do

wyszywanym

wiejskiej,

aby

spódniczka

szły kobiety

zakładkami,

mody

do

niebieska

kołnierzykiem

pionowymi

matki,

szmatki.

ślubu w

lub

9 5

.

koszulce

nićmi,

okrągłym

micjonowanej

mu­

granatowy

krótkiej

czerwonymi

dużym

białej

centkowana,

w

białej

kołnierzem

samodzielnie

przez

wieś.
N a d
Zaczęto

tymi

poszukiwaniami

stroić

bukszpanowy.
« w

kriszki»

(w

się w

kremowe

Potem
ryszkę),

robiono
a

wiejskiej

reprezentacji

spódnice

i bluzki, a

czepiec

zdobnego

stąpił welon ściągnięty n a szczycie
się w

pow.

jędrzejowskim już koło

u

z

szczytu

głowy
r.

tiulu

w

1890.

w

bukiecik
Welon

noszono

zmoc»

kremową

niebieskiego

pęczek.
Albo

«wziena

także

lub

moda

chustką

idąca

miasta.
wianek

różowego,

sztucznych

marszczonego

kwiatów.

i suknia kremowa
tam

od

nakrywać

spódniczki

Po

nim

na­

rozpowszechniły

kremowe

z

prężnej

37

�R y c . 32. G o s p o d a r z J a n S z y b o w s k i z M a g i e r o w a , pow. S t o p n i c a , w tzw. « s u k m a n i e

wełny kamlotowej, fałdziste z tyłu i b o k ó w
Zgodnie

z

cichą

konwencją

ze stroju ś l u b n e g o , co
w

miejsce

jej

na

dawniej

dawano

z

dużym

oraz bluzeczki z długimi

obszarze

ziemi

koronkowe

rękawami

krakowskiej

uznawane było by za nieprzyzwoite

przodu

naszywki,

imitujące

dzikiej».

i wcięte w

wyeliminowano

i nieobyczajne. Z
zapaskę,

potem

pas.

zapaskę
początku

i

tego

za­

niechano.

R o z d z i a ł

Z A S I Ę G

W
2)

przeprowadzeniu

historyczno-etniczne,

etnicznej,

5)

i

a

38

czasie,

typowe
wreszcie

zasięgu

cechy
6)

stroju

3) gospodarcze,

B A D A N E G O

ludowego

S T R O J U

uwzględniamy:

4) s a m o o k r e ś l e n i e

stroju uzasadniające

względy

I I I

praktyczne,

jego

1)

ludności

wyodrębnienie

nakazujące

łączenie

czynniki

co
w

do

swej

fizjograficzne,
przynależności

określonej

drobnych

przestrzeni

odmian

stroju

�w

zespoły

większe,

zasadniczych
Spośród
znaczenie

zaś

podkreśliły

się

w

obszar

ciągu

33)

całego

cały

Północny

i

tzw.

szają

się z

używalności

Świadomość
powyżej

na

nawet

elementów

na

gwary

Pierzchnicy,

się z a Kielczan,

to jest w
buty

składają

się istotnie

na

r.

z

i

wyraźne
są

na

i

ludzi

cech

uważa

pow.

nie

i

ale

na

na

mieści

piastowskich,

epoce
że

odpowiada

na

piastowskiej,

granica

ogół

a

wschodnia

nadto
biegnie

krakowskie elementy stroju

że

służy

terytorium,

zwie

ono

także

do

mie­

geograficznego

stwierdzenia

przedstawionym

Samookreślenie
Jeśli

mówi,

na

jego

wspomnianej

nosi

9 8

się

.

Jeśli

biało

ludność

strój

podobnych
zapaski

liczbę

i białe

haftowane

« d o

tych

z

od

przez
tj.

wiele

zakresie

Piotrkowic,
ale

uważa

sukmany z

chustki

północy»,

noszone

siewierkowych

sukman

krakowsko-

zaś w

czer­

czepcowe

itp.

ludność

tych

krakowski, niemniej

pasiaste,

bardzo

tę uzasadnia

k r a k o w s k u » ,

gdyż rogatywki czerwone

« w ę g i e r s k i e » ,

kotliny

wszystkim

« p o

jeszcze

opiera się zaś

nazwę

przede

nosowych
że

to

ludność

się M a z u r a m i , to

północnych,

samogłosek

się za

autorzy

gdzie m ę ż c z y ź n i

czerwone

1

0

0

.

i

na

a

za

cechę

kobiety

na

szarych,

wy­

ramio­

obszytych

Góry

godzić

się za

z jarmarków
obszar

w

Kielcach

Sobkowem

a

1858,

granicę

granicę

stroju

który

9 9

Kielc

przeprowadził

u

nas

z

me­

się jeszcze

kieleckie,

zasięgu

1 0 1

kobiety

Kra­

1936

i

sięga

tę granicę

stroju krakowskiego

w

ludności

anonimowy

koło
w

r.

oko­

Chmielnika,
1878

po

linię

.

w

następnych

naramienne,

wytwarzane

np.

lub autor Wycieczki w

tę granicę

wymiarach statycznych. W s z a k ż e w

r.

ale

sukmany

i pasy

słyszało

krakowskiego,

Siarkowski wytyczył

Świętokrzyskie

lub

magiery

na koszuli, —

krakowsku,

dostrzegł koło

Władysław

noszą

krakowski koło

się po

lub

obserwacji, ale przede w s ? y s t k i m s a m o o k r e ś l e n i a
północną

się n a jej n i e z m i e n n o ś ć

krakowską,

nosili « o d święta» białe

piórami

i białe hafty

« m y ubieramy

C h m i e l n i k a r.

Natomiast

pawimi

południu».

oznaczyć

tę północną

m o ż n a

z

gorsety granatowe

na zasadzie własnej

zasięg stroju nie mieści się w

kieleckie

pobliskich
coraz

z

czasu

około

dziesiątkach

lat,

na

X I X

gdyż

żaden

tejże M o r a w i c y , gdzie
zapaski

pasiaste

Brzezinach. Przyodziew

bardziej

połowy

południe

do

ludność

przywożone
ta

wtargnęła

Chałupek

między

Pierzchnicą.

Sąsiedni w i ę c kielecki strój kobiecy
teren

w

różnicą,

sprawdzalnych.

Stopnica,

rozróżnienia:

Morawica,

Przyjmując

na

czasów

wschodnich

którym

charakteryzujący

rogatywki

a kobiety

Pińczowa
Kielc

Łopuszno,

na

na

etnicznej.

Drugni

przeważającą

zachodzie

różni

Kielc,

uważa

X I X wieku,

obszarze.

h u t n i k z r . 1842, k t ó r y w i e l u K r a k o w i a k ó w

wieku,

tylko

odzieży,

samodziałowe

naszyciami,

kółkami,

i

tą

Krakowiaków

się bez

zespół

Kurozwękach,

Niezawodnie

Chęcin

z

rolniczy;

jednolitości

przedstawionym

połowy

ksiąski

tej

stroju ludowego nie m a n a celu jedynie

obiektywnie

karbowane

uznaje

mężczyzn

w

próbowali

lice

do

zasięgu
z

przewodnie

wybitnie

czerwonym.

1952

kowiacy

W

rozmieszczenie

wstępie,

Tendencję

powiat

wiślickiego

obszar,

tym dużo prawdy,

kielecka

strój

czerwonymi

talowymi
w

jest

ich

Także
z

cały

krakowiaków

Dunajca i Nidy

Górek

naszyciami,

u

plemienna.

we

charakter

etnograficzny

powiatu

i przynależności

obywającej

wonymi

a

typu

związku

Wisły,

Suchowoli,

sznurkiem

i jego

administracyjne.

omal

w.,

zasięgów

przesłankach

z nad

wokalizmu

miejscowości

zaznaczyliśmy
gleb

na

polskiego.

.

mazurskich w mowie

różniającą

państwa

utwierdzana w ciągu dziejów także przez inne czynniki, w y r a ż a się dziś

sandomierskiej

nach,

9 7

określonym

poczuciu jej o d r ę b n o ś c i

często

i

czyli przez

wzajemnego

mapie,

już

materiał

stroju

X I V — X V I

pewnego

dawności

podziały

zasięg

z tego, ż e badanie

określenia

to

jednolitość

zasięgowi

przejściową,

sandomierskimi

historycznej

jak

przejrzysty p o g l ą d

całego

.

wschodni

z

dające

urodzajność

konkretny

9 6

i

obszarze

proszowskiego

wiślicki
i

różne

o

północnemu

strefę

Wynika

w

dziejów

archidiakonatów

przez

obszaru,

etnicznych —

powiatu

zaś

na

przyrodniczych,

oparciu

powiat

wschodniemu
granicy

w

tradycją

ludowego

dolinność

czynników

(ryc.

nadto

stroju

czynników

posiada

spośród

mapie

usprawiedliwiane

typów

krakowski i

to

w

ściśle

dzięki

swej b a r w i s t o ś c i w y k a z u j e tendencje

określonym

do

ekspansji

czasie.

39

�Przyjąwszy
podstawę

sekwentnej,
czępach

między

nadto

typy

białe,

zdobne

sukman

z

z

g l a n k a m i

wano

oraz

a

w

wschodnich

faktów.

niebieskie

po

taśmowymi

bokach,

—

latach

z

r.
i

to

od 1850—1870,

zmuszeni

jesteśmy

dowiadujemy

1914 r ó ż n e
koło

typy

kieszeni

obowiązani

w

szpic

u

i dlatego u ż y w a n o

czerwonymi

kieszeni

nosili t a m ludzie

stojącym,

a

na

obszarze.

w

dużym
Ciernie,

do

dziś

nie

wyszyciami
kierezjach

jako

strój

językami

koło

sukmany

i

południowej

zanikać zaczęły

z a piękniejsze.

W

biała

z

wypustkami,

czerwonymi

dych.
ze

Starsi

suką,

kołnierza

zwane

koło

r.

Skawinę,

a

pow.

koło

jego

Kielcach

N a

tutaj

potem zeszły

w

pewnych

tradycji

w

buskim,

czasie.
typowego

ośrodków

foszmanów

i Rakowie,

zasięgu.

analogicznej

zasadzie

sukna

i kierezji
należało

w

w

Rudkach i Śladkowie

fabrycznego,
d r a b i n k ę ,
to j e d n a k
że

wyspę

gospodarcza

ziemi

40

wcięte

w

pasie,

z z i a b k a m i
tego

a

długie,

czerwonego

do

chmielnickiego

nie kieleckiej,

krę­
mło­

brązowych

zdobnych

koło

w

starych

nigdzie

kołnierzem,

koło

albo

1890
płó­

Wiemy

kołnierzem,

kierezje

r.

latem

białe,

jednak,

sięgające

brzeskim

do

form

r.

w

Miechowie
Skalbmie­

obszarze
brać

i w

predestynuje

określonym

pod uwagę

i przemysłowej,

oddziałała

czasie

także

związanej

stroju kieleckim wiązała

Rembieszycach

pow.

1939.

stroju ludowego

bowiem

po

a w

i w t y m charakterze przetrwały w

się. z

sferę

ze

stro­

farbiarnią

n a przedłużenie

ży­

jędrzejowskim.
do

naszego

p o w . Busko'. C h o ć

fałdziste

z

przez

kierezjach

i sięgające do Pińczowa,

z

kołnierzem

sukna n a przodzie,

stroju w ł ą c z a m y

grawitacja

krakowskiej,

D u ż y m ,

uwa­

Sukmana

wisiorami

zasięgu

Chmielnik, jako

wytwarzania białych sukman krakowskich, występujących wyspowo w jego okolicy
dedworzu,

po

użycia

starodawne

brązowe.

z brzękadłami.

wspaniałe

Należy

pow.

włączyć

oraz
z

się białe, które

oraz

przy

ze stojącym

produkcji rękodzielniczej

tak fabryka

sukman

i

i pasy

że zmienność

koloru granatowego i czarnego

brązowych

haftki

przejętą z południa

ludzi

stroju n a o k r e ś l o n y m

wyznacznikiem

wyłogami,

Mierzwinie

tylko

—

noszone

tam całkiem

rękawów

ze s t o j ą c y m

sukmany

dąbrowskim

cechy

np. w

m o d ą

relacji

białe

amarantowym

dowodzą,

n a mosiężne
wyszły

pozostawali

Proszowicach

do stroju

kołnierzem
występujący

falisty.

zgodnej

granatowe

z

czerwonymi

oraz przy sukmanach brązowych

lecz tylko

różnym

umowne

w

z

nadal

u

brą­

okolicy

krakowskie,

miejsce i c h p o j a w i ł y

stroju tego n o s z o n o k r a k u s k i

te p r z e k o n y w u j ą c o

J a k przewaga

wotności

wedle

1850 p a n o w a ł y

b y ć jedynym

gospodarczą

Brązowe

kłapciami

ornament

brązowych,

pińczowskim,

zasięgi

same

m o g ą

jem.

r.

które

Przykłady

nie

w

bujnie haftowane jedwabiem

miechowskim,

Ale

tkwiąc

miechowskim,

kitlami. D o

rzu brązowe,

różne

czerwonymi

brązowych

noszono

uzna­

od

części pow. jędrzejowskiego

tego p o w i a t u

Imielnie

końca

«za pańszczyzny»

biednych,

sukmany

a zapinanych

r. 1890, a w

tj. pomponiki

sznureczkiem

1870 w y s t ę p o w a ł y

granatowe

w

kutki

noszono j u ż sukman

cienne
że

w

po

szelążkami.

z a ś części

jednak

gospodarze

zwisały

czarnym

Również
nie

nastały

u

w

te
te­

pasie,

T e n strój

Białe zaś sukmany

chłopów

białe

s u k n a j e d w a b n e g o b y ł a n a t y m terenie

natomiast

z której

i

koło

pobliskim

gdzie

fałdzistych,

haftem

odzieży

półn.-zachodniej

Zdanowicach,

sznureczka,

zdobnymi

żano

conego czarnego

j u ż typ

czy

wcięte w

fałdziste z burego sukna, wprawdzie

to

uroczystościowy,

r. 1910. W

brązowe

ale jest

Cacowie

z czerwonego
z

tj. s u k m a n y

suką,

Podobnie m a się rzecz w

Przasławiu,

tylko

dopiero

b u r o c h y

trójkątną

więc

badań

go do ślubu. Podobne przejście

Gnojnie i Skadli.

T u ­

a

zbadać,

obłogami

i przodów.

za

kon­

tasiemką,

n a podstawie

Chmielnika wedle informacji ludzi starych, przyszły «gdy pańskie ustało» —
zaś

sukman,

niebieską

jesteśmy

Otóż

a

do

się, ż e w

były tam noszone brązowe

ozdobami

sukman do białych da się stwierdzić w

np.

1850—1870.

wyciętymi

i sznurowymi

i poważniejszy

w

kołnierzu

c y m b a ł y

tej w s i w

czasokres

czasu,

Jeśli

występowały

n a piersiach,

w

tegoż

że przed sukmanami białymi

tj. fałdami
z

Stopnicą

dominujące

z a dawniejszy

zowych

Krakowiaków

stwierdzanych

obszyte

przodu

były

renowych stwierdzono,
a

oceny

Szydłowem

oraz

rękawów

stroju

określenia przejawy kostiumologiczne

historycznej

granatowe
a

dla zasięgu

jego

zasięgu

b y ł y to s u k m a n y z białego
stojącym

a zapinane

krakowiaków

ośrodka

świętokrzyskiej

krawieckiego
czy też

ośrodek

np. w

zdobnym

w

Przesukna

czerwoną

n a pętliczki i k o t e c k i

wschodnich
szła

n a tej

głównie

sandomierskiej.

w

—

zasadzie,
kierunku

�R y c . 33. Z a s i ę g i t e r y t o r i ó w p l e m i e n n y c h , a r c h i d i a k o n a t ó w i p o w i a t ó w n a obszarze K r a k o w i a k ó w w s c h o d n i c h

według

Stan. A r n o l d a .

D o

wykreślenia

dawno

jeszcze

punktach,

co

wątpliwości,

zapaski

z

zachodziły

z

tego

rodzaju

zanikł

w

do

Rzecz
cech

w

Łęgu

ubogo
nie

Dalej

oczywista,

stroju n a m a p ę .

Krakowiaków

Szczurowa,

a

k u

na

południe

tymże

pod

że zasięg

aż

do

względem

Wisłoki

ten

sandomierskim,

i Podlasie.

krakowiaków

strój

metodą

wyraźne

z

chłopi

w

w

i białymi

obszyciem,

sukmanach

Górze

rozpływa

różnice

Zaborowem.

Tarnowa w

W

po­

brązowych

r.

1870

strój

nikt

ludowy

się w

obszarach

rzutowania jednoczasowych,

typowych

sukmanom

lubelskim

tych cech. Nie
tarnowskim,

itd.

Szare

zaś

sukmany,

notowane

Wreszcie granatowe

sukmany pinczowskie

i Dolnoślązaków,

brą­

góralskim,

z a s i ę g i e m tej o d z i e ż y ,

Górno

określa ich

guniom

są południowym

zachodnich,

kieleckie
przynależ­

czerwonym

Lisiej

ludowy

sprecyzowanie

w ł a ś c i w y jest także

ziemi skaibmierskiej w w. X V I I I ,

się

przynależności.

stroju powstaje

Chodzi jednak o

zbiegają

ulegać
lat.

o b r a m i e n i a te b y ł y n i e b i e s k i e .

chodzili

na

nie

brzeskim wyraźne

brązowe

nie­

niektórych

wschodnio-krakowskim

Zaborowie

Żabna

pow.

w

się bowiem

wschodnich

W

wschodzie

W

wschodowi

gdyż

od

uchwycenie

kilkudziesięciu

gdzie

czasie

świętokrzyskim,

i

jędrzejowskim,

stroju krakowskiego.

w

Zdaje

sprzed

nosił.

sukmanom

sukmanach

czasy

Klikowej koło

zdefiniowania

mierskie, Mazowsze

w

ponadto

ale j u ż w

sukman,

w

pow.

sukmany,

nam

dokumentacji.

często

sukmanami

jest

kostjumologicznych

czarnymi nićmi,

zowy kolor

w

sięga

Tyniec w

białe

zjawisk

Woli Przemykowskiej i Radłowskiej

sukman

ogóle.

trudnych

jest

obszaru

występowały

potrzebne

historycznej

zachodnio-krakowską

sąsiedniej

wyszywaną

nam

kontrastów

z brązowymi

między

przeszłości

kontrastowych

brak

tych

południowego

dąbrowskim

suką

stroju w

takich p u n k t ó w

Szczurowej

ale j u ż w
wiecie

których

geneza

naramienne

nymi już do

W

do
iż

Jednym

zasięgu

dostrzegalnych

obejmującej
mają

Sando­

odpowiedniki

Wielkopolan,

Kujawiaków

innych.
Rogatywka

gatywka

w

Opatowiec

wykracza daleko

piórami
i

sięgnęła

Ostrowiec

1 0 3

,

nie

poza

Polskę

tylko

pod

a nawet
Kielce,

północno-krakowski

pas

Europę
do
z

1

0

2

.

Staszowa
krążkami

W
i

Polsce

zaś czerwona

Połańca,

mosiężnych

ale

ro­

nawet

pod

brzękadeł

wy-

41

�ZASIĘG
S T R Ó J

K

I

E L E C

K

Daleszyce

Chęciny

—

Granica zaborów

.Morawica

Wegleszyn

WSCHODNICH

Granica zasięgu stroju

Małogoszcz

^-f

STROJU

KRAKOWIAKÓW

O

5

10

15

20Km

V

.Sobków

Pitrzchnica

O Jędrzejów

00

°Drug.»

*

1

^

©

N

D O

-

E

R

-

J

Chmielnik
o

o Kije

gjcoo

«

°Skadla

Łysaków

-

$

&gt; &gt; |

„

A

Kurozweki Yy-Staszow

O

I
Tuczępy

) Pińczów

\ \
c/ł

S

«A

K I

o
Busko- Zdrój

o
O

? Wielki Książ

Oleśnica

Stopnica-

Połaniec^
o Pacanów

O

Komorów

o Slradow

Kalina W

Miechów
Nowy Korczyn
oWislica
Skalbmierz

O

&lt;40

ło
-

Opatowiec/y

Kazimierza W.

\pStomniki

Gręboszów

fsieciecho^-

SA

la.. - &gt; r »
.4~\JJ ID
I

.v&amp;V

I

Zalipie

I
•T"

T ^
^

^

~"

^ V

^ - ^

Koszyce , 4

Proszowice

Vtf.

KRAKÓW

8

" " ^ - o ^ -

i , .&lt;

5

Radomyśl

^

\

^

m*.

,

&gt; Da_browa
. Tarnowska

^ ^ - ^ . ^ ^ ^ - ^ J - Ł . ^ / /

Radlowska

[ZabnoV

\

^

A C H O D N I C H

Rn K Wo/nlnikt

Ryc.

stępował
trzos

też w

sandomierskim.

skórzany

Z

tego

34.

noszono

Z a s i ę g strojów krakowskich wschodnich.

Kaftany

zarówno

na

zaś granatowe

północy,

jak

materiału,

obejmującego

wykaz

która by jako signum

delimitationis

orientowała

wschodnich
zarówno
stroju
a

i

zachodnich.

białą jak i

stanowi

nierzem

ze

siadającą

szarą,

wyraźnie

zachodnimi.

zwierzchniej,

a

Niemniej

kołnierz

stojący

zdobioną,

pińczowskim,

biem,

6) w

pow.

nymi

wyłogami

z

bokach.
szerokim

osobne
inne

42

T e n

typy

na

peryferiach
1)

w

a

na

łanem
stroju,

czynniki, jako

karazji
tym

m o ż n a

oczywiście

wyznacznik
a

przede

południową

przyjęliśmy

wszystkim

między

kierezji stwierdzamy

też całkiem

od

Stopnicy

niebieską

wojskowe

chwasty,

jasno-granatową

obszytą

krakowski. I tak

nie

7) k o ł o

sposób

znajdują
np.

bogato

się

haftowaną

odmian

na

stroju

traktować,
one

na

jako

opierzanki z kołnierzem

sukmanę

kołnierzu,

ze

strzyżonej

0

4

po­

sukmanę
pow.

mie­

jedwa­

z

odkłada­

na

przodzie

stykający

wyodrębnione
określonym

1

koł­

d z i k ą ,

5) w

krakowskiego,

obszarze

część

odzieży

amarantowym

białą

stojącym

typy

Chmielnika

b u r o c h ę ,

ta

puszystym

sukmanę

koło

Proszowic

sznurkiem

wyspowych

brązowych

bardziej, że

b u n d ę ,

czarnym

drobnych

3)

Chmielnika prymitywną

gdyż

kierezję

wschodnimi

inne
z

cechy,

Krakowiaków

brązową,

południe

od

wybrać

Krakowiakami

2)

piersiach

szeroki

natomiast

o p i e r z a n k ę

na

oraz

strojem

brązową

buskim i pińczowskim

archipelag

nie

dąbrowskim

sukmanę

i

kołnierzem

pow.

4) n a p ó ł n o c

r ę k a w ó w

stojącym

południu,

nas w różnicach między

granatową,

granicę

ze

na

podobieństw,

podstawowy

niebieską,

jedwabiu,

chowskim,

i

taki

określoną

mianowicie:

strzyżonego

białą czerwono

Z a

i

od

także
czarnej

się

innych
i

przez
turec-

�c z y z n y
zaś

a

naszywane

czerwone

Bolesławiu
aż

po

lub

czarnymi nićmi,

niebiesko

opierzone

noszono

głównie

noszono

w

w

Oleśnie

Ćwikowie,

Sukmana

i

nie

dadzą

z a ś tzw.

się n a

mapie

dzika obejmuje

ująć

w

zasięg

Bosowice,

Bronina, Budy, Janina,

Mietel,

Szczeglin,

Palonki,

Suchowola,

Ż u k ó w —

kwadratowy

Piasek

obszar

na

wyniku tych rozważań
południu
do

od

Wisły,

Mierzwy,

z

od

Zasięg

ten,

naukowej

ścisłości.

sługiwanie

Wielki

ogóle

zasięgi

Niemniej

się materiałem

podany,

mieszczenia

o

do

i

w

M i e c h ó w

strojów

skim
była

sprawiał,
też jego

W
oraz

się w

W e

szacunku.

części

chłopskie

ziemi

pstry

poplamionym

i

O P I S

S T R O J U

nie gorszył.

zasobny

guziczkami

efekty

z

czerwono

rękawami

lub

bez,

z masy

badań,

Brak

gdy

Posądzę

do

rościć

pretensji

do

skazani jesteśmy

musi nam
w

na

wystarczyć

po­

zasięg
do

roz­

przestrzeni.

a

lasów

roboczym.

w

gospodarskie

1 0 5

koszuli

N a

niedzielę,

proszowickim
wyglądały

1 0 6

teatralne.

pióro

N a

u

.

1870

Tylko

mógł
było

r.

i

na

skalbmier-

nędznie.

i

tylko

roboczy

kowal

N a

to

we

Nędzna

przyjść

obszyty

perłowej. W

kaftana fruwające podczas jazdy

gęsto

do

ubiór

wierzch

skórzanym

okrasa stroju

ubiór

kowala

parob-

doznawał

kościoła

strojem zaszczytnym, bo
Świąteczny

na

w

święto

też z a w ó d

Krakowiaka

jest

ko­
bar-

głowie

czapeczki,

przy

nim

wstążeczki

słomiany

faworek,

prążkowane,
wdziewał

wyrzucanej

przepasywano

oczywiście

skórę.

wysoko

parcianej

koło

. Jest to

n o w ą

odzienie

bardzo

wstążką

lub niebiesko

podciągnięte.

lub białymi

Drugnię,

Łysakowa,

Goszczę,

sobie

lub

1 0 7

,

filcowy

kapelusz albo magierka

u lewego b o k u kiścią kolorowych wstążeczek.

oszewki n a szyi c z e r w o n ą

górę

do

przez

M Ę S K I E G O

które

skórzanym

robocze

stawiała
w

się w

fartuchu

Jego

kitle,

a więc rogatywka czerwona z pawimi piórami,
żarnówka z przypiętą

w

Skadle,

stamtąd

nie m o ż e

świątecznym

ubóstwo.

i zabudowania

Kapelusz,

białe,

Rawy,

I V

odzieniem

płócienne

Pawie

u

Tuczępy,

zachodzie,

Zbo­

(ryc. 33).

następująco:

Rzeczki

Sieciechowice,

stanie

krakowskiej, obok

jeszcze

metalowymi

tradycja ludowa

wisty,

Skrobaczów,
Zaborze,

nakreśliliśmy

wzdłuż

naukowej, z konieczności

codzień —

święta jednak oblekano
W

Wójcza,

M a -

codzienna.

noszono

i nikt się tym
wala

że chałupy

ozdobionym

skiego.

na

Kuchary,

i Grzebowice nad Wisłą

zjawisk kostiumologicznych

kontrast między

barw,

odzież

północnej
spodni,

pasem

oczy

bogactwo

Kozłów,

ścisłej d o k u m e n t a c j i historycznej i geograficznej,

O G Ó L N Y

Rzucał

i zachód

Ruczynów,

Oleśnicę,

na

zaginionych,

R o z d z i a ł

wesele —

Kotki,

wschodnich

przez

dotychczasowym

niezawsze

typowych

Stopnicy
Biechów,

Radomyśla,

Węgleszyna

D ą b r o w y

34).

jako wynik metody

niektórych

Góry

od

od

Prusy,

Zabiec, K o m o r ó w

Lisiej

Książ,

(rys.

jak w

Pików,

K o m o r o w a przez P a c a n ó w ,

i Łęgu

południe

Wojaczka, Wolica,

stroju K r a k o w i a k ó w

Rembieszyce

Wodzisławia,
Radłowa

zasięg

po

ominięciem

potem

Morawicę,

Zabór owa,

powyżej

Łęgu

Piestrzec,

Włosnowice,

Sukmany

Samocicach

alfabetycznym: Babice,

Stare, K o ł a c z k o w i c e ,

Duży,

z cyplem na południe

na

Pierzchnicę,

Kąty

Widuchowa,

W

Słupiec

Kannie,

przestrzelmy.

i P a c a n o w a , ale zbyt m i n i a t u r o w y . O b e j m u j e o n w p o r z ą d k u

rów,

Swarzowie.

i S z c z u c i n i e ( r y c . 3 2 ) . W s i e te b i e g n ą w j e d n y m k i e r u n k u , j a k s t r z a ł a ,

Dunajec

gierów,

i

Podlipiu,

granatowe

nie zanadto

spodnie

na cholewy

krakowiak granatowy

kulistymi

guziczkami

odzieży

tej g u s t o w a l i

konnej

lub

A

kaftan

dalej koszula
sukienne

spuszczone
sukienny

cynowymi,

przeważnie

lub

płaskimi

parobcy,

gdyż

perkalowe

i nie
z

—

związana

zanadto

kołnierzem,
mosiężnymi

skrzek

t a ń c a n a d a w a ł y postaci wiele dziarskości.

tylne

Potem.

43

�... p a s i k
T a k

i

z

białej

owak

Przeplatany
Wybijany

rzemyczkami
gwoździczkami

Złocistymi
I

N a

to

pasem
a moda

z

a podczas

w

W

teatralności

miał

ten

Jadą,
C o

Dzieci biegały w
lub

barchanowane

jędrzejowskim
N a

ogół

noszonej
nowych,

szyto

u

przez

siadające
małych,

chłopców,
i

okrągłych

rogatywka

bogaci.
z

się

wyłącznie
i

Strój
mak

44

w

oraz
oznaką

do

Tańskich

kierezji,

frędzlami

cudowana

Ciecioć(?)

jakoś

czer­

wyszywana

sznureczkami
hafteczkami...

dostojności

krótkimi

do

zimie

których

a

zarazem ju-

z

szyto dzieciom

przyszyto

stwierdzić

na

specjalnego

podobieństwo
u

granatowe

płócienne

rękawy.

W

czerwonej

rękawów,

włóczki.

stanu były pasy

rogami
w

oraz

«Listach

z

pow.

trójkątnymi

w

pasie

a zdobione były

Takim

strojem

piór

podróży»

kołnierzami

i

po­

rzędem

pysznić

oraz

się

czerwona

pawich.

w

najwięcej u ż y w a n y przez m ę ż c z y z n »
dużymi,

odzieży

grynszpa-

zachodnich.

wcięte

z brzękadłami

pękiem
z

rodzaju

koralowych,

Krakowiaków

bez

się z przodu n a haftki,

Hoffmanowa

z

wprost

1 0 9

kostki. W

bronowickich

parobskiego

tj. s u k m a n

koszulę

Krakowiaków.

da się

parobków —

Zapinały

«kolor kafowy

grze­

bollero.

niebieskie.

nie

lejbików

na chustkę.

Drugą

z

po

kapotki

i

co

sukmanę z

Kierezyja

Panie!

półek,

stroju były kaftany

guzików

że u Skalbmierzaków,

miona

także

Krako­

funkcję,

na

na

bronią

obszyciem.

wyraz powagi,

Panie,

się z

wschodnich

i brzękadła

chłodnej

lub

jako

Szkalmierzanie

sięgającej

chłopcom

a

także

uprzęży,

karczmie

hiszpańskim

Pętliczkami,

temperament

będzie

koszuli

czarnym barankiem,

Klementyna

to

śliwkowych

parobską

z tyłu kieszeń

tylko

Już

m a ł y m

niebieskich

strój

jadą

składające

Krakowiaków

Legitymacją

mogli

zgrzebnej
gurmanki

tańcu

rze­
Brzę-

akcentowania

nimi

samą

Kółeczkami,

podkreślający

się

kaftan wdziewano

wonym

zawadiackości,

tę

porze

lub n a

bitki w

Podkówki

pełniły

do

kaf­

koniec

k o l a n (ryc. 35).

tańcu

posługiwano

chotki

barwnej

aż do

były w

1 0 8

opinano

aby

te, n i e g d y ś k o n i o m z d a r t e z

wiaka

i

brzękadłami

zwisał

podręczną.

Obok

krzesiwko

nakazywała,

rytmu,

Rycin Bibl. Jag.

i

przyodziewko...

weselu

Gabinet

włożony

fajka

cudne

tan,

przydatne

nackości

kaletę

nim

T y m

mienia

R y c . 35. S k a l m i e r z a k , m a i . M i c h a ł S t a c h o w i c z ,

wyostrzony,

cudną

Przy

kadła

sprzążeczkami...

koziczek

W

skóry

wyszywany,

u

o

r.

1824

.

Kolor

zauważyła,
ten

opadającymi

odnosi
na

ra­

plecy.
świąteczny

cechowały

jeszcze

rogatki, białą j a k śnieg koszulę,

inne

kolory.

perkalikowe

Wszakże

mężczyźni

spodnie p r ą ż k o w a n e ,

nosili

a zimą

czerwone
żółte jak

jak
wosk

�1 1 1

spodnie skórzane
kaftana,
lub

który

modry

strojem

i czarne buty.

przepasywał

kaftan wdziewał

ludowym

była

Kogo

białym
k a w o w ą

również

stać było

pasem

n a to,

skórzanym

z

kierezję, wtedy pas

liberia

masztalerzów,

dodawał

do

tych barw jeszcze

brzękadłami.
dawał

Jeśli

zaś na

na wierzch.

forysiów

i

Reprezentacyjnym

furmanów

dworskich,

służba uważana była za ozdobę pana. Dlatego woźnica

pański zakasować musiał chłopa

puszem

u

piór

pawich

kadłami u pasa,
czerwonych
Strój

u

rogatywki,

a nade

wszystko

majestatyczną
bujnością

suką

ozdób

brązowej

mosiężnych

obrzędowy,

dawnymi

stko,

co

akumulując

elementami

reprezentować

dawne

stroju.

m o ż e

pierwiastki

Dlatego

zamożność,

do

tradycyjne,

stroju p a n a

skórzane,

buty

pawich

u

jednego

r.

1900

po

z cholewami,
lub

w

ślubnym.

pierwszej

po w.

wojnie

do

czarne

której

dzonemu
w

bukiety

po

biały pas

dwóch

młodość

i elegancję

już

światowej,
od miast

co

czerwonej
strój

brzę­
zwykle

tradycja ta uległa
odziewał

buty

z cholewami

lewej

stronie

przypinał

towarzyszyli

mirtu oraz długie

przed

aż do

100

a

dla

laty.

mirtu

drużbowie

kolan wstęgi.

koszula

żółte

spodnie

bez r ę k a w ó w ,

w

Pan

młodego
X X

piór

krótką

odziani jednak
Wreszcie i oni

R y c . 36. R o g a t y w k a z w i e c h ą p i ó r p a w i c h i k w i a t ó w

obowiązującym

wieku,

młody

z czarnym obszyciem
z

wszy­

biała

a nadto rzęsista wiecha

pana

Ale

rozkładowi.

i marynarka

innymi

zostało

więc

pod

się czarno, a w jego pojęciu ideałem

bukiecik

między

rogatej.

krakowski był

najmniej

spodnie,

młodzieńcowi

czapki

się

włączone

wiejską,

z wielką ilością brzękadeł,

b o k ó w

pinczowskim

T a k było

stępującej m o d y idącej
były

błyszczącymi
i barwistych,

wyraża

młodego

z w i ą z a n a u szyi i r ę k a w ó w c z e r w o n ą wstążeczką, kaftan granatowy

strojem

bo

pióro­

haftów.

także

D o

kierezji,

szelążków

granat

granatowy

wstążeczką

u

a

elegancji
klap i

białą.

«po krakowsku»,
«przekabacili

szczególnie

wpływem

rękawów,

T a k

wymo-

strojni

się» po

po­

stroju

nadto

miejsku,

sztucznych.

45

�R y c . 37. M a r s z a ł e k

pozostawiając
wstążką

sobie

o b r z ę d o w y

R o g a t y w k a
obszyta

ze

czarnym

denka

tylko

kolorowe

bukiety

z

różyczkowatą

wiązanką

z

z ł o t ą

głowy

brzeskiego

l a m ą .

części

D r u ż b ó w

zdobna

lamą

czapki,

a

weselnych

złotą

nadto

naszytą

wyróżniała
na

przystrojona

krzyż

rogatywka

po

przekątni

świecidłami

i

czerwona,
o b i e c a j

czterema

z

w i e c h ą

mężczyzn
zdobna

jest

z lewej

p i ó r

p a w i c h .

rogatywka

Najefektowniejszym

drużbów

u

w

Polsce

Skalbmierzan, a w

strony lub z przodu nad c z o ł e m w

ludowym

szczególności

z

oględy,

bo

funkcję

tę spełniali

starsi gospodarze.

się musieli w

rogatki z taką majestatyczną

kłaniali

śmigając

tu

się

nasi do

wasi,

ciwa,

a nie

saną

kolorową

starszy

dacie,

duży wachlarz piór pawich

Z a p a s k a

w

r.

o

zakręcima»

wstążeczką.

d r u ż b ó w .

niej

1791

dookoła,

46

po

1

1

2

podłodze,

wasą
—

sikulę

niby

Rogatywkę

1 1 3

Była

to

z

inwentarze

i późniejsze

a związany

W

sprawiano

Ziemi

tę

poczym
za

naszego

graniastą

wachlarzem

swacia

do

obowiązkowo

domu

rodziców

wygłaszali

dacie,

zieloną

pawich

z

nosił

ustroić

dziewczyny

orację:

chlastawca,

flaszkę

piór

K r a k o w s k i e j nosili

archaiczna forma
z poł. X V I I I
źródła

im

w.,

mężczyźni

krótkie

o d z i e ż y gdzie indziej j u ż d a w n o
cudzoziemiec

J. J. Kausch

archiwalne. F a r t u s z e k ten b y ł obficie

był troczkami. W

fartuszkach wychodzili chłopi
zagrody

aż
dali

Natomiast

a wszedłszy

prze­

opatry

«Przysłali
to

szyjką

odkręprzepa­

podczas

wesela

drużba.

zdobione haftem.
minają

to

piórami
żebyście

wiechą,

nakry­
powiatu

p l a t a n y c h b u k i e t a m i k w i a t ó w s z t u c z n y c h (ryc. 36). N i e w d z i e w a l i t a k i c h c z a p e k j a d ą c y w

nas

k i

bukietami

kwiatów.

R o g a t y w k a

lub

krótką

d r u ż b ó w

barankiem,

czyli górnej

sztucznych

ciem

kapeluszy

różową.

S t r ó j

tj.

u

weselny z b e r ł e m w r ę c e — m a i . J . S u c h o d o l s k i .

do

oblewankę

celem

orki

lub pierwszego

magicznego

siewu

fałdowany,

wzmożenia

1 1 4

płócienne,

zaginiona.

podróżujący

Krakowskiem był zwyczaj, że w

pierwszej

zapaski

Przed

wegetacji.

Polsce

otaczał

takich właśnie
.

Wspo­

po

ciało

białych

opuszczeniem

Fartuszek

ten,

�R y c . 38. W y j ś c i e do ś l u b u — m a i . W ł a d . Szerner, ryt. A . Z a j k o w s k i .
w

używany
nych.

nieraz

zamiast

Opasywał

C z e r w o n a
zwana

koło

pasa

się nim

skórzanego,

niekiedy

c h u s t k a .

pan

G o d ł e m

chorągiew,

Krakowa

Gabinet rycin w M u z e u m

Narodowym

Krakowie.

najdłużej

młody,

starszych

zachował

osobliwie
drużbów

występująca

w

oraz

tym

się jako

mniej

strój

drużbów

swatów

charakterze

była

na

czerwona

całej

chustka,

Słowiańszczyźnie

i krajach sąsiednich. N a d Dniestrem przypinali ją drużbowie do pasa, w Wielkopolsce
jak

na Wołyniu

i Polesiu,

kaftana

lub przywiązywali

chustki

spełniał

B e r ł o .
którego
tylko
o

często
szałek

do

była

lub

1 1 5

przez

biały

mająca

wychylając

przed

swą

kształt

któremu
siebie —

i gesty jego

naśladujący

szczytu przedstawione

na

dawał

laski

laską

i

lekkiej,
służyć

były

których
ryc. 37

przez

symbolem

to j u ż nie

łubu

lipowego,

R ó z g a

weselną,

(ryc.

38).

berło

strojne w

obciągniętego

weselna.

rózgę

to

uwitą

Orszak

złotą

wysokiej

rozkazy

gestami

podczas

miała.

zaś zaczepiali

laski

służbie

wszystkich

u

zwykle

dziurki

jedwabnej

rózga

była

weselna,
ręce —

pęk wstążek,

i tańców

marszałków
ją

do

rozumiane.

ale

koronnych,
uderzając

obywając

Szlachecki

nadwornych,

był znowu

rózga

marszałek,

góry,

i weselnikom,

wielkich,

naśladowany

władzy

uczty

Podnosząc

marszałków

laski marszałkowskiej. Z takim g o d ł e m w ł a d z y w
weselne. B y ł o

Krakowskim

Funkcję czerwonej,

porządkiem

trybunalskich i prymasowskich,

«marszałków»,

w

spinki u koszuli.

podobnie

ręcznik.

celem,

Ruchy

do

szlacheckich kierował

z

słów.

weselny,

zaściżką

laska,

zgodnie

sejmowych,

pojazdy
z

godłem

bez

nych,

u

dawniej
weselach

strojnej,

podłogę

cych

N a

przerzucali ją przez ramię,

wesel­

zamożny.

koron­

na weselach

weselna.

przedmiot

Berło

z

kmie­
koroną

istotnie

zbliżony

drużba weselny wyprzedzał

a u góry

w

głowicę

buławy

się

mar­

lub

konne
koronę

lamą.

weselny wyprowadził

z barwinku i kwiatów

z chaty

sztucznych,

starszy

spiętych

u

drużba,
dołu

trzymając

barwistymi

w

ręce

wstęgami

47

�Baty.

G o d ł e m

bliwie należących
h a r u p y

tj.

rzemyków
strojne
wane

wstążki,

u

nogi

jący

na

młodej

która

pro

1 1 6

quo

dla

z

czyli

Zamiast

butów

czykowi

skarpetki

7

nigdy

.

niej

i

żano

marszczonej

w magierze, p ł ó t n i a n c e i k o s z u l i

w o k ó ł szyi ( A . Patkowski,

S Z C Z E G Ó Ł O W Y

szyta

wątku

lub

osnowy,

stępnie

z

dwóch

ćwikli,

ciętych

była

48

przyszycie

domowego

płótna

odzieży

odzież

w

przy czym jeden

prostokątnych

z jednego

z

płatów

kwadratu,

a

w.

wyobra­

jako

blade,

białą

misterium

nie

w

S T R O J U

bielonego.

rękawy,

wszywanych

miejscach

pła­

wielkanoc­

Wilkowiecka

czy­

bowiem:

Pójdźcież

za

m n ą
się w

miłe

dusze,

łoktusze.

M Ę S K I E G O

Krój

n a ciało

dwóch
w

jej, który

nazywamy

tj. plecy,

przyramków

pachy

c e c h ą t y p u tego k r o j u k o s z u l z a r ó w n o

przyramków

jak

ludowy.

V

nich przypadał
na

skład

podobnie
ubiór

okryte

z

na

zmar­

kobieca,

ona

przyram-

składał się z d w ó c h płatów prostokątnych, które m o ż n a było drzeć

Charakterystyczną
jest

z

O P I S

D o

X V I I

Mikołaja

podob­

kładziono

dusze

Zawinąwszy

R o z d z i a ł

K o s z u l a

W

albo

przy-

Sandomierskie,

Góry świętokrzyskie).

kowo-marszczonym,

w

trupki

chetką.

na

czapkę

szlafmy­

biały

już

płótna,

dziadko­

też

sobie

chude

C h ł o p spod B u s k a

niebosz­

z

żałobnego,

Zresztą

tamy

dawano

Przeszła

dawny

nym

perkalu.

Kawalerom

należała

ubioru

płótna

z

pannom

łoktusza.

cały

zaś

obłóczyli

trumnie wieniec.
łych

Koszulę

płócienną

Zwłoki

jak

qui

śmiertelnicę

wdziewano

wie proszalni.
nie

sytuacją

samodziałowego

zamiast

wepani

dzieży i wpro­

z m a r ł y c h .

—

U

asystu­

nimi

.

lnianego

głowę

ramkowej,

ale

błąd

zmarłego

szyto

nóżki.

trzymali

strojniku

na

w

O d z i e ż

R y c . 39.

sarniej

w

zasiadła
ich

końca,

wesele

obyczajnie,

wadziła

cę

u

przymoco­

p r z y o c z e p i n a c h bili

selniczkę,

były

skręconych

a

biczyska z

Zapraszający
je

ze

dzwonkiem

we

oso­

banderii,

batogi

z

do

drużbów,

do

(ryb.

wzdłuż

drugi n a przód,
i dwóch

na­

trójkątnych

39).

m ę s k i c h j a k i k o b i e c y c h (ryc. 60),

wyznaczonych

literami

(co jest

cechą

koszul

�przyramkowych),

lecz n a o d c i n k u E . D o

przyramków

tych

przyszywano

zmarszczony

rękaw

w części D , przyczym do p ł a t ó w g ł ó w n y c h , przyszyty b y ło n tylko n a m a ł y m odcinku B . P o w s t a ł a
tym sposobem koszula byłaby nazbyt
zarówno

Następnie

zmarszczki

stojącego.

Potem

zmarszczonych
tendencji
żenie

przyramków

i górnych

zaś przyramki

zw.

wzmocnieniem

jego

części

gdyby się jej nie z m a r s z c z y ł o i to

wąską

dołu

partii

i

oszewką,

wszywano

płatów

głównych

przeto

która

pełniła

oszewkę

czyli

sprawiało,

tzw. ćwikle,

rolę

kołnierzyka

mankiet.

Zszycie

że rękawy

które

nabierały

likwidowały

zwę­

śtryfle

narażone

niszczeniu —

ewentualnie

podwijanego.

tego w a ż n e g o

dawano
płata

działanie

sił n a p i n a j ą c y c h

wzmacniano

je

A b y jednak podwójny

tylko

koszuli

n a

przeto

do

było

połowy
potrójne

długości

przez

podczas

zastosowanie

materiał po

przyramka.

przestębnowanie

go

zmarsz­

Dodatko­
wpoprzek

dolnej.

Świąteczne

koszule

faworek

tego

typu

związywano

zaś związywano

ósemkę, r o ­
jakim okrow-

Ciernie

jędrzejowskim

w

u

Wszywano

też

szyi, p o d w i n i ę c i e

w y m

żeczką

w ramionach,

zmarszczenia.

rychłemu

podwójnego,

nie uciskał

kończono

rękawy

skutkiem

rąk, ulegałyby

przyramka

szyi

się k u górze.

powstałe

Ponieważ
ruchów

bocze

wokół

marszczono

podnoszenia

pachy

czeniu

szeroka

n a całej linii p ł a t ó w g ł ó w n y c h j a k o t e ż w p r z y r a m k a c h s t a n o w i ą c y c h i c h p r z e d ł u ż e n i e .

lub

u

kołnierzyka

czerwoną

szlarecką

tj.

wstą­

kiem.
W
jeszcze
szule

w

w

pow.

r. 1952 w s p o m i n a n o

ze s t o j ą c y m

nane

na ramionach,

gorsie

i

r.

żołnierzy

one

haftowanych
przez

wojska

wysłu­

carskiego

1910.
Koszule

krakowiaków

były

białą

nicią

dzie

i

kołnierzyku,

n a

także

o

czym

Topoli

szowie

w

w

pow.

ozedlu

do

połowy

koszulę

w

bez

się

pamięć

i

Grębo­

po­

na wypust,

je

K t o wdziewał

wał

ramiącz-

mężczyźnie

Noszono

krótko,

kaftana

dawniej

tj.

dąbrowskim.

w

lecie.

tj. przo-

ale

buskim

sięgały

kolan.

haftowane

zachowała

pow.

Koszule
wyżej

na

przyrębkach

na

kach,
w

na

Powstały

przywożonych

żonych

zapi­

a haftowane

kołnierzu.

zdaje się, p o d w p ł y w e m
koszul

ko­

kołnierzem

ud,

szczególnie

kaftan,

spodnie.

rękawów

wsu­

Noszenie

na

koszuli

wypuszczonej

n a spodnie u w a ż a n o

nieestetyczne,

nieobyczajne

ne.

N a

szulę

wyronioną

wdziewano

na

i

spodnie

kamizelę

za

śmiesz­
ko­

lub

suk­

szyto z

płót­

manę.
S p o d n i e
na

portasy,
ski,

a

partu —

na święto

bogatsi

Spodnie
Się

n a codzień

zgrzebnego

z

Strój krakowiaków

drelichu

z sukna

płótna

parciaki,

z

stąd

portki,
w

pa­

granatowego.

parcianego

Z konopnego

zwały

konopiaki,

R

y

c

. 40. K r a k o w i a k

od Skalbmierza. F o t . I . Krieger.

49

�a

ze

skóry

leniej

buskim
z

baraniej

lub

skórzaki.

—

W

robiono

spodnie

samodziałowego

z

ostrym

je­

pow.

sukna

długim

włosem,

jakby plewami obsypał. N a
święto noszono spodnie

per-

kalowe

nie­

w

paski

białe i

bieskie, t a k ż e czerwone i
letowe.
i

Z a

najparadniejsze

najlepiej

karazji

nadające

uznano

kienne.

Z

. cajgowe

na

z

do
su­

spodni

boku.

orczyk

przez

części

otwór

rozporka.

sznurkiem,

rzemieniem.
pod

drugiej
Opinano

zimę

spód
lub

pary

się

prze­

chustką

N a

barchanowe
dwie

przy­

Zapinał

drewniany

wano

spodnie

ciemno-szare.

tykany

je

stroju

noszono

Rozporek
padał

się

spodnie

zanikiem

ludowego

fio­

lub

wdzie­
spodnie

po

prostu

zgrzebniaków.

Wpuszczone do b u t ó w z cho­
lewami

nie

zackie

lub

obciskały
skie —

zwisały

jak

ko­

tureckie,

ud

jak

nie

węgier­

były jednak

w

miarę

buchasłe t j . o b s z e r n e .
P ł ó t n i a n k a , płócien ica,
kamizela, kikla b y ł a o d z i e ­
niem zwierzchnim, stąd zwa­
no

ją

górnicą

także

w przeciwieństwie do
i spódnicy, które były
ciem
klę
R y c . 41.

Krakowiak

okry­

spodnim. R o b o t n ą
szyto

płótna,

w płótniance z Ziemi Proszowskiej.

—

spodni

ze

ki-

zgrzebnego

płócienicę

hasu

do

tj. d o p a r a d y r o b i o n o z p ł ó t ­
n a lepszego i lepiej bielonego.
Krojem
zaś

z

podobna

otworem

żadnego

szwu

połowę,

a

wycina

na
na

potem

do

żupana

szyję

i

składa

rozcięty

się z płata,

na

dwoje

ramionach.

Krój

na

wpoprzek,

się podpasze,

połowę

a powstałe

—

tworzy

jej powstaje

stąd

ale

kątem

na

siebie.

Rękawy

Płótnianka

płótnianki

posiada

powstają

z

więc

dwóch

dwoje

i pikowania

płatka podłużnego.

płata,

a

u

50-

dwa

fałdy

dołu —

krój

wszyciem

o

płata

klinów.

płótna

nie

pasie

archaicznym

płatów,

uzyskuje

a

(ryc.

na

Następnie

i kliny dolne u

kołnierz

nieco

więc

wzdłuż

prostym.

pół

przednich

43).
ze

się odpowiednim

D ł u g o ś ć jej sięgała

drugi

posiada

złożonego

nie

się na kołnierz

charakterze

w

o k r y w a plecy,

krój umożliwiający zachodzenie

prostokątnych

Wcięcie

koniec

Płótnianka

skośnym —

zużytkowuje

tylnich. D z i ę k i s k o ś n e m u złożeniu p o ł ó w e k powstaje
pół

przód.

z jednego

pod

skrawki

którego jeden

poniżej

złożenia

we

przycięciem
kolan.

Koł-

�R y c . 42. P o lewej K r a k o w i a k

nierz płótnianki
lub

nierzyki
ostry

czarno

od

kołnierz
był

i

wone.

na

rękawów

Zapinała

i

ledwie

pół

były

pasie

roboczy

miała
pod

rękawy

niebieskie,

w

brązowy,

lub

czerwone

na

trzy
do

ona

kołnierz

pow.

lub

styku z

ale

sobą,

czerwonego

zwierzchnich.
dawano

lub

bielą

Obszernie

swą

szyte

ściągano

rękawów

jędrzejowskim
w

pow.
a

nigdy

jedyną

brzeskim

w

zwykle

pow.

noszono

się nie

ozdobą

tylko

czer­

przy

czym

rozpiętą,

W

aplikację

z

ale

kontrastowała
jako

poły

świąteczne

(ryc. 40 i 41). P ł ó t n i a n k a j a k o strój
(ryc. 42).

nawet

lamowania

nakrywając jak ubrania

dni chłodne noszono ją pod
z

na

kamizeli do hasu

zapi­
i

uro­

codzienny

Kazimierzy Wielkiej
drobnych

sukmaną

ciemnymi

pokrowce

kąt

buskim

płócienicy

buskim

szyku m ę ż c z y ź n i e , j a k o odzienie

doskonałe

pow.

ją

zdobniczą

sukna,

i

W

koł­

w

pińczowskim

lamowany

W

granatowym

wykrojone

tasiemkami.

brzegiem

noszono

zgrzebnego

długich

niebieskim,

naddunajskich były

obojczyków

granatowego.

wtedy

ze

i tylko

wzdłuż

płócienic

u

niebieskie,

haftki,

specjalnego

biały

te

Brzeska.

czerwonym,

tj. o b ł o ż k i

czarny

dochodziły

kołnierzem

przepasanym —

cienic

klapki

potrzeby

były

suknem

charakterystyczną

Czasem opinano ją pasem z brzękadłami

posiadała
sukna

razie

kołnierzu

się w

z naszytym

Cechą

i czarne

W

n a guziki. N a d a w a ł a

czyste.

stojący
ząbki.

kamizelki

haft

brzegi p ł ó t n a
nane

łokcia.

łapki

skromny

w

bramowane

strony

kołnierzy,

i

był zawsze

czarnym, wyciętym

o d P r o s z o w i c , po prawej o d

barwami

kożuchach.
podbijano

skrawków

lub n a

kaftanie

tych

okryć

Podszewkę
suknem

płó­

czerwo­

nym.
Nawet
dwojono

biedni

posiadali

lub trojono

wdziewano

spencery

tyczki

rozmieszczone

nania,

jak

w

na

dwie

płócienne
w

ubraniach

płótnianki:

sobie płótnianki,

dwóch

watowane
rzędach,

do

komu
lub
z

roboty

i do

kożucha

podbite

których

parady.

nie

kożuchem,

jeden

W

czasie

dostawało.

służył

zapinane
do

tęgich

m r o z ó w

Albo też pod
na

ozdoby,

guziory
drugi

do

kikle
tj.

pa­

zapi­

dwurzędowych.'

51

�R y c . 46. K r ó j dawnej s u k m a n y szarej, rys. Z d z i s ł a w

K a f t a n
Sięgał

on

się

c d

do

pasa.

granatowy

nie b y ł odzieniem

powszechnie

kolan, z przodu był zwykle rozpięty,

sukmany

haftki w

52

do

przede

Posiadał
pasie,

wszystkim

czerwone

pionowym

podbicie

a guziki cynkowe,

zwane

w

z powodu

używanym u Krakowiaków

a kołnierz posiadał

szwem

i wypustki

Szewczyk.

w

środku

szwach

pleców

kształtu

kroju

i rozcięciem

oraz ząbkach.

kulistego

wschodnich.

stojący. W

Zapinał

baniakami,

różnił

od

się n a

naszyte

dołu
trzy
suto

�w

dwóch

dynie
się

rzędach

funkcję

w

tym

z

przodu,

zdobniczą.

celu

także

miały

guzikami

mosięż­

nymi lub białymi z masy perłowej,

kułkamitj.

jedwabnymi

przede

kołnierzyk,

wszystkim

kroju z przodu,
wet

a

także

wisiorami i strzęp­

k a m i . O z d a b i a ł y one kieszenie,
wykładany

tył

wzdłuż

stojący

w

brzeski

ale

pionowego

tworząc jeden,

z

Zaborowa

dwa

różni

względem kroju od innych
kowskich,
jone

ponieważ

z jednego

roz­

a

na­

kontur

płatów

staje nie

zmieniony

rakterystyczną

pod

kaftanów

kra­

plecy

przy

kro­

czym

głównych

(ryc. 44).

kroju

Kaf­

się

posiada

kawałka,

sadniczy

lub

pasie,

trzy ż e b e r k a tj. p i o n o w e szeregi.

tan

je­

Posługiwano

tego

za­

Ryc.

47.

Cechą

kaftana

kołnierza.

Trójkątne
czemu
Krój

wycięcie

uzyskuje

Kaftan

u

W
nym
z

widać,

wycięcie

i

zaś

tego

umożliwia

składa

położonym
kolor

opierzanka

w

plecach

trójkąta

aż

nałożenie

się więc
między

z

k u

dołowi

obydwu

nadto

pow.

w

rogu

suknem

dwóch

od

połówek

połówek
owego

wszystkich

przednich

pół duże

motywy

o

podstawie

noszono
sukna

i

granatowe

jako

odzienie

również

był kaftanem

skrzele składało
nych
od

kalitami.

kaftana

I

się 4—5

Było

łub czarne
galowe —

zdobiono

rękawami.

je

pleców

jest

na

trójkąta,

ze

a

siebie,

dzięki

na

sobą

siebie.
wąskim

kołnierzem.

innych krakowskich,

oraz

c m

rozcięcie.

zachodzących

połączonych

kwiatowe

kaftany,

na

wcięte

weselach.

baniakami

Spośród

reprezentuje

że

dwie,
był

i

sukman,

część

a z tyłu dwie
dłuższy

odmian

cztery

jego

zachodzących

odeń

różnych

należy

kroju

Dolna

p ó l czyli p ł a t ó w

ich z przodu

wyróżnić

najstarszy typ

chowskiego,

z

bezrękawowego,

S u k m a n y .
wschodnich,

5—10

położonym

na połach
wyszycie

czerwone
przednich

daty

w

pasie,

Zimowe

a

obszyte

wyko­

zaś kaftany

kroju

i

czyli spódnica
z a siebie,

zwała

obszytych

szyto

ustrojony

sukman,

w

się

tam

sukmaną.

skrzele.

lamówką,

lub trzy. P o z a t y m ż u p a n
nie

czerwo­

kutkami.

B e z r ę k a w o w e kaftany były okryciem letnim. N o s z o n o je także pod p ł ó t n i a n k ą lub
Ż u p a n

Dąbrowa

właściciela.

jędrzejowskim

brązowego

pow.

trójkąta

wykonane

z dwóch płatów

wierzchołkiem

błękitny, jaśniejszy

wysokiego

wierzchołek w punkcie

strzępki z nici zielonych, żółtych i karminowych rozmieszczone

nazwiska

z

Szewczyk.

cha­
jest

tyłu kaftana kaletę, utworzoną

brzeski m a

kieszeni,

nania

jak

podstawy
plecach

przesmykiem

lamowania,
i

w

się z

kaftana,

niejako

O d

sukmany zw.

T a r n o w s k a , rys. Z d z i s ł a w

sięgającej pasa i w y d ł u ż o n y c h bokach tworzących
poniżej

Krój

pozo­

tym

a

N a

zwa­

różnił

się

chwasty.

noszonych

przez

Krakowiaków

typy:
występujących

granatowa

sukmana

na

(ryc.

obszarze
45),

powiatu

posiadająca:

R y c . 48. K r ó j kierezji z Z a b o r o w a , pow. B r z e s k o , rys. Z d z i s ł a w

pińczowskiego
a)

plecy

o

i

mie­

kształcie

Szewczyk.

53

�R y c . 49. K r ó j s u k m a n y p i ń c z o w s k i e j , r y s . Z d z i s ł a w S z e w c z y k .

wielobocznym,
w

przedniej
Odmianą

trójkąta

zbliżonym

pole
tego

typu

sferycznego,

przypadający
Krój

do

także

jest

na

b)

łukowaty

biodra,

sukmana

połę

typu I, posiadała

samodziałowego

na

zwróconego

mierzan i Krakowiaków

Burocha

trójkąta,

przypadający

z

a

wykrój

służący

szarego

wierzchołkiem

do

rękawów

uzyskania

samodziału,
k u dołowi

posiadająca

oraz wykrój

t e ż b u r o c h a tj. s u k m a n a n o s z o n a

gonią

lnianego.

sukna burego

wonym
z

Jedne

lub

nie

Typ
ogół

w

czerwonym

tylko

lub

tj. z i e l o n k a w o - b r ą z o w e g o
posiadała

ani kłap

(brak go

zachodzą

Opierzanka
szystym

cyzna.

białym

siebie

kieszeni

w

(ryc.

występująca

w

kształcie

uzyskania

przez ludność

inne

w

fałdziste

połowy

fałdów,

U

Sandogrubego
szarego.

rękawów.

Miała

p o d s z e w k ę z a ś l a n ą tj. z

płótna

pasa
Z

i przepasywane

biegiem

Rudkach,

u

rzemieniem

czasu zdobiono

pow.

je

czer­

Chmielnik,

sukmany

też n a z y w a n o b u r o c h a m i , jeśli tylko b y ł y

skromnie

okrasy.

której

od

łydek.
W

ubogą.

Burochy noszono

krój

cechują

oraz nacięcie

w

plecy

płacie

o

jeszcze

do

kształcie

przednim,

r.

1914.

występującym

służące

do

płacie tylnym). Poza tym poły przednie opierzanki

na

kształtowa­
nieznacznie

47).
pow.

wykonanym
i na

a

lub białego

polskich

natomiast

za

wykrój

gunią ( r y c . 4 6 ) . S z y t o j ą z
l u b sadego t j . s z a d e g o c z y l i

na piersiach ani kłapci

sznureczkiem.

żadnej

opierzanka,

sukman

kołnierzem,
K o ł o

i

się bez

I I reprezentuje

«chude»,

j a k sukmany, do

granatowego

obywały

większości

nia fałdu

były

podobnie

sukna czarnego,

zdobione

54

burochy

50). Sięgały,

plecy

do

lub

k o ł n i e r z stojący j a k u płócienicy, a nigdy w i s z ą c y j a k u kierezji,

(ryc.

wąziutki

przednią.

wschodnich zwano ją też

«za pańszczyzny))

oraz

fałdów.

ze

dąbrowskim
szczoteczki

przedsobkach

zdobiły

była

sukmaną

brązową

nakostrzewionego
ją

strzępki

bez suki,

jedwabiu,

jedwabne.

ale

zwanego

z

pu­

turec-

�Typ
zowe

I I I obejmuje

z powiatu

skiego, stopnickiego
których
krój

cechą

jest

służący do formowania
zarówno

nim,

tylnym.

jak i

many

te

nam

z

w

I

na

częściej

więc

rękaw

była

i

pachę

(ryc.

O d

czyli

sukman

kiem

zwanego

cholew.
w

ramionach

szerzeniu jej u
bocznych

szyta

była

dodat­

większą

do

połowy

mężczyznę

nadawał

m u

szyku

pasie i sutemu

roz­

dołu, skutkiem

klinów.
gładką

oblamówką

kikle.

kołnierza

nieco

miała

i

długie

lub

K r ó j jej p o s z e r z a ł

dzięki wcięciu w

cia

użyciu

się tylko

oraz

Sięgać

suk­

zimowym,

trójkątnego

suką

długością.

naj­

48).

kamizele

różniła

dużego

oraz

tak j a k każda

lecie b y ł y b o w i e m w

płócienice

znane

łukowate

mana ubiorem przeważnie
w

suk­

o.kształcie

spotykanym

Kierezja

przed­

tym

cechy

a

t y p u I I tj. plecy

wy­

fałdów,

płacie

Poza

zachowują

typu

wycięcie

brą­
brze­

ipińczowskiego,

zasadniczą

wykonany

z

kierezje

dąbrowskiego,

wszy­

Brzegiem

lub

ob­

ząbkowaną

z niebieskiego

lub

czer­

wonego sukna, która u p ó ł przednich
przechodziła

w

podszewkę.

rowe sukno pokrywało

ki

lub

119

klapcie ,

przyszyte

wnętrznej

strony

rozciętych

i

Z

Kolo­

również

końca

klap­

do

ze­

rękawów

zapinanych na

haftki.

przodu rozchylała się na boki

zapinała

na

4

haftki,

lub

przyszyte

piersiach, nie p o d szyją. Z r o g ó w

kutki,

zwisały

a

całą

powierzchnię
Ryc.

trójkątnego kołnierza pokrywał
Typ

I V

sadniczo

na

suki

obejmuje

sukmany,

jednakowego

kroju

50.

Krakowiak

w

burosze.

haft.
których

pleców,

a

cechą

charakterystyczną

wprowadzenie

w

kroju

przodach

jest

bardzo

zachowanie

kroju k l i n ó w bocznych, łączących część r ę k a w a z g ó r n ą częścią poły przedniej w okolicy
W

związku

wykroje
w

z

tymi

potrzebne

połach

przednich,

marszczenia jest
sunek

(ryc. 49)

..Narzuca
g ó w
Kliny

te

a

nie

Sposób

zszywania

i nie

swobodę

charakteru

da

punkty

tu

decydującą

Znajdują

się pytanie: jaki cel m i a ł o
Czy wchodziły

cechą

fałdów.

tylnych.

skomplikowany

umożliwiały
jej

uformowania

uwzględniający

wykrojów?

użyczały

klinami znamienną
do

w

się opisać

o

typie

się one

sukman

zawsze

klinów

tych

przejrzyście.

połą,

Wyjaśnia

pachy.

pinczowskich

na wysokości
z

za­

skomplikowanego

jako
to

pasa i

też

są
to

sposób

natomiast

ry­

łączenia.
tak mozolne wszywanie

grę względy

ruchów,

dawały

użytkowe

możność

klinów

czy

oraz marszczenie

estetyczne?

pracowania

w

Jedne

sukmanie,

i

brze­

drugie.
a

fałdy

paradnego.

Krój ten cechował dawniej sukmany brązowe, ale w II połowie XIX w. przejęły go również
sukmany

białe

1 2 0

.

55

�R y c . 51. S w a t y w k r a k o w s k i m — W ł a d . Szerner, K ł o s y 1878 1. S. 180.

Typ

V

reprezentuje

tzw.

nierz stojący, oblamowany

kucoty

żółto-amarantowe,

kulistych

guziczków

rantowe

rabaty u

lorowej

szarfy

sukmany,

spornie

jeśli

się w

w

do

uwzględni

zapalające

z
i

się, ż e jej

Królestwa

nieliczne

główny

przystrój,

się na

jako

podczas

w

nie

wcięte

pętle.

w

K o ł o

1920

w

do

.

i

mody

piersiach.

kutasy,

Sukmana

znamy,

ponieważ
w

rzędzie

posiadały

ta

Sukmany

wywodzą

ko­
tej

zasięg

się

nie­

napoleońskich,

sporadycznie

ż a d e n jej okaz

pożarach,

ama-

noszenie

Z a g a d k o w y jest zwarty

szarfa

noszona

nie

wznieconych

zacho­

przez

po­

32).

jędrzejowskim.

pasie,
r.

1 2 1

przepadły

(ryc.

pow.

na

typu

koł­

niedbawne

tyle

wyszły

suto
z

Były

one

fałdowane,

na

wzór

mieszczańskich

posiadały

krój

dwurzę-

użycia.

prandypurą, brandyburą, mantel, ormentel, burka szczekocka ( o d
kopieniak, czuja l u b czujka, b y ł a s t r o j e m z w i e r z c h n i m , u ż y w a n y m n a c a ł y m
dawniej

khnami. D o

wschodnich.

jakie

B y ł to p ł a s z c z z ciemno-szarego,

a

dołem
zwany

na

sukna, długi,

głowę,

obszerny,

sterczał, j a k czub

czasem

lekko

dudka.

dni słotne, c h ł o d n e i wietrzne. P o d sukmany,
lub

ciemno-brązowego,

okrągłego i nieco stojącego kołnierza przyszyty był z tyłu kaptur

że naciągnięty

podróży w

barchanowe

wojny

chłopi

posiadająca

znanych n a m z okresu wojen

Kongresowego

jej k r o j u

tego

należało

dzyndzyków

żółtych

zaś egzemplarze

ostatniej

bogatsi

przez k r a k o w i a k ó w

poszerzony

56

Inne zaś sukmany

ślubu, na dożynki i inną paradę.

ciemno-zielonego lub czarnego

dudek,

oraz

koloru,

obu stronach n a piersiach

n a piersiach, a wtedy

koszuli,

Dokładnego

czasie

zwana

Szczekocin),

i

granatowego,

zapinały

B u n d a

obszarze

w

nosili

sukna

dówki

1942.

muzeach,

B e k i e s z e
szyte

r.

marynarskiego

wzdłuż rozpięcia na przodzie po jednym

mosiężnych.

sukmany

gorsie

Warszawskiego

była jeszcze

ciski

na

z jasno

obustronnie

lub

rozchylenia

wskos

sukmana

z dystynkcji na mundurach wojskowych,

Księstwa

wał

a nadto

cynowych

na wielki dzwon —

używano
tej

dzika

amarantowym sukienkiem, po

spencery.

,

wcięty

Bunda była

w

pasie,

odzieżą

kamizele i kapoty

używaną

wdziewano

�S p e n c e r y w pow.
z

sukna

skiego
tanki

tj.

brązowego.

Były

lub
wcięte

kołnierzyk
zbliżone

szono

w

W

pas

i

lecie

to

ka­

posiadające

do

a

albo

więc

bez

spencera

no­

tenckami.

z

z

cienkiego

jesienią

gospodarze

miały

szyto
niebie­

rękawy

fabrycznego

sukman
i

i

kamizelek,

K a p o t y
sukna

pasie

stojący

do

rękawów.

buskim

lakmusowego

i

czarnego

nosili

zamiast

wiosną

parobcy

zamożniejsi.

krój

sukman,

Kapoty
podszewkę

grubą, kołnierz stojący, rękawy
ste

bez

mankietów,

odcinane

i nie zdobione,

wcinane

i

lekko

K a b a t
kmany
z

a

wdziewano

lub pod

do

zamiast

skórki

łym

szyto

od

żej

z

nich,

że

W

jak

go

czasem

zakrywający
opadający

Podczas
mrozów

silnych
kołnierz
do

dwoma

irchowych

skórki.

kołnierza

pełniły przeważnie

Z
a

skórki
i

u

w

na

ponacinanej

zielonego

m o ż n a
pow.

po

na

safianu.

rękawy

pętle

i

3

tym

kożuchy

upstrzeniu

pińczowskim

biało
m o ż n a

zaopatrzone

lub

4

kościane

z b o k ó w

drabinkę,

Poza

R y c . 52. C h ł o p w k o ż u c h u

wiślickim.

zdobni­

rozkroju,

w

te

plecy,

szwach i u kieszeni w

Najpiękniejsze

w

k o ń c ó w

się k o ż u c h

lub

chwa­

Wisiory

funkcję

przodu wzdłuż

nadto

zwią­

zakończonych

spod

Zwężone

i

karczku

sznurkami

opadające

zapinał

ra­
poni­

lub

stami z naciętej

czą.

poni­

baranka, a

pask&lt;'w
a

był

dołem

pelerynka.

kołnierzem
z

bia­

wykła­

leżący

safianowych

a

sięgający

przyszytymi

kręconymi

z

pasie

kołnierz

aż

śnieżnej

zywano

i

nawet

podnoszono

pod

spodu.

czarnego

lub

zawiei

wypraw -

i zwykle

Posiadał

duży,

miona

z biało

fałdzisty

żej kolan.

tak

gu­

brzegów

drobno fałdowany,

obszerny

dany

go

na

obszycie

baraniej

runem

obcisły,

go

Cechował

oblamką.

K o ż u c h
nej

i

su­

Szyto

zapinanie

pasa

czerwoną

tyłu

sukmanę.

kołnierza,

ziczki

nie

tylko z

fałdowane.

sukna granatowego.

brak

pro­

przody

w

albo

skórzane

kożuch

zdobny

jeszcze

był z

noszono

skórki

spotkać

łebki
był w

po

tyłu

dwa

lewym

centkami

leciwych

w

z

były

lub

oraz w

Z

przodu

skórki,

plecionkę

pasemkami

z

białej

czerwonego

guziczki.

brzegu

Wisły.

czerwonego

gospodarzy

obłogi.

pągwice.

aplikacje z koziej

i czerwonej włóczki

szczebelki przeplatane

wiślickie

wyprawnej

czarne barankowe

oraz z tylu zdobiony

k r a t k ę z zielonej
której

tzw.

były

Poznać

sukna

1

2

pamiętających

2

.

W

je

było

Kijach

pinczowskie

57

�R y c . 53. P a s k r a k o w s k i z c z a s ó w

kościuszkowskich.

R y c . 54. 4 - c z l o n o w y pas k r a k o w s k i z p o ł . X I X w.

R y c . 55. B i a ł y p a s k r a k o w s k i w y s z y w a n y z i e l o n y m

kożuchy

białe,

(ryc. 51,

52).

D o
Były

czerwonym

safianem

i

wyszywane

z

ogromnym

k o ż u c h a takiego nosiło się magierę w ł ó c z k o w ą lub baranicę, a nadto

też kożuchy

kożucha

58

aplikowane

safianem.

a

także

nie
białej

zdobione,
sukmany

które

wdziewane? w

zacierano

kredą.

mrozy

pod

pas z

sukmanę.

przepychem

brzękadłami.

Zbrukane

części

�R y c . 56. K r a k o w i a k

Pasy.
pasem

Kierezję

brązową

&lt;&lt;przeworskim&gt;&gt;.

płaskimi

Inni

opasywali
zaś

2—3

razy w

bogatsi

pasikiem

bakfonowymi lub m o s i ę ż n y m i

się s m y c k ą

p ó ł k o l e k o ń c o w i n a d a ć linię zdobniczą.
mosiężnymi

U

tj.

powiecie
figurę,

wzorem
pasem

szlachty,

rzemiennym

pozłacanym
z

naszytymi

dąbrowskim i brzeskim

dragi raz luźniej, aby

okręcali

zwisającemu

k o ń c a pasika wisiał na łańcuszku nożyk

składany

okładzinkami.
w

czasie

m r o z ó w

wdziewał

spencera lub kaftana granatowego
kowanym,

gospodarze,

smycką

guzikami. W

w

kto

czyli

pasie, raz ciaśniej, aby o p i ą ć

z

G d y

w magierze tynieckiej.

zprzyklapą

nabijaną

noszono

dwie

sukmany,

trzos d o

20 c m

to

przepasywał

szeroki z trzema

tylko

spodnią.

prztęckamy,

kabslami, powszechnie u ż y w a n y z a r ó w n o n a południu

w

D o

zwany
Radło­

wie, j a k i w K o m o r o w i e n a wschodzie, a w pow. j ę d r z e j o w s k i m n a zachodzie. Biedniejsi nosiH p a ­
ski wąskie bez brzękadeł,

nie ozdobione czyli g ł a d k i e i zapinane

na charakterystyczną

sprzączkę.

59

�Dla Krakowiaków
dnich

znamienne

wszystkim pasy
prawionego

wscho­

są

z

przede

biało

wy­

rzemienia,

no­

szone n a spodniach,

sukma­

nach

kożuchach,

począt­

pojedyncze,

potem

i

kowo

podwójne
z

dwóch

tj.

nałożonych

bie rzemieni,
dni

składające

jest

z

których

węższy

i

się

n a

sie­
spo­

d w a

razy

dłuższy od wierzchniego
bionego.

Koniec

zwolna zwężający
mentowany
pelkiem,
pół

zdo­

tego

pasa,

się i orna­

u brzegów

zwisa

na

stem­

długość

łokcia w lewą stronę, « p o

stronie

1 2 3

pałasza»

, które

wyrażenie

nawiązuje

do

chłopskiego

tradycji

ska

za

to

m o ż e
woj­

Kościuszki.

Pas taki uzupełniały

brzę-

k a d ł a tj. u m o c o w a n e n a czer­
wonym

rzemyku krążki

siężne
lub

zwane

tenckami.
I.

śnie

N a j s t a r s z y m z tej
grupy

skich jest
się

w

w

dzący

czteroczłonowy,

sprzączkę

długi

o jednym

tencką.

kładką
a

Z

rzemyka

nych
II.

K o ł o

lonego
N a

połowy

półkolistych

nawlekanych,
kiem

III.

środkiem
trzech

i krzesiwko,
Z

kolei

4

czasów

przez

nastały

pasy

Pas ten różni

cztery

koła

połączony

nadto

z e ń

w

z drugiego

z

jedną

tencek

3

cm,

drugim

kolistą

nanizanych

środku

torebka

zaś hak

n a

pasy

białe

tenckami,

na

metalowymi

blaszką

o

skórzana

końcu

rzędami

czteroczłonowe,

natomiast
ćwieków

posiadają

d w a otwory,

ruchem łatwiej

do

one

się z

gęsto

brzękadła

brzęczały.

U

z

obok
z

ale przez jeden,

dwóch

szerokie

zdobione

średnicy

3

rzemyk
n a

to

jedną

witkami,
c m

z na­

krzesiwko,

przytroczenia

tencek

a poza

warstw

do

róż­

rzemieni,

także

i zdobnictwem.

kół.współśrodkowych,

średnicy

z

5

c m

tym łączonych

wierzchniego
n a sprzączkę

ćwiekami

nie

rzemy­
na

rzeczy.

Wierzchni pas

wybitych

zie­

(ryc. 54).

tych nie m a j u ż torebek

się od poprzednich
trzech

o

jedno-

wyplatanką

przytroczenia

n a 7,7 c m i z a p i n a n e g o

p l e c i o n k ą z zielonego safianu ś c i e g o w a n e g o

n a 3—5 cm,

brzegu

siebie n a b i j a n y c h

pasów

n a n ó ż , ani też wieszadła

składające

z

(ryc. 53). Jest

zapinany

n a czerwony

128 c m , szerokiego

utworzone

d w ó c h k ó ł zdobionych

a

n a

pocho­
kościusz­

.

trzema

ani pochewki

64 c m i spodniego —

duże

2

przypaskach

j a k dawniej,

trzpieniach.

60

dużymi

po dwa, aby za każdym

hubkę

na

a

1

zaledwie

człon,

zwisa

nóż,

X I Xw. nastały

nie wybijane

safianu,

na

przedmiotów

jego

trzy półkola

Ponadto

pochewka

szeroki

mosiężnymi,

zwisają

białego.

podręcznych

trzpieniowe

tego

cm,

Każdy

ćwiekami

pasa

z jednego boku

112

trzpieniu.

zdobiony jest jedynie
czyli

n a

znajdujący
Etnograficz­

Krakowie,
z

wła­

krakow­

okaz,

kowskich
pas

pasów

Muzeum

n y m
R y c . 57. C h ł o p w magierze z P r z y b e n i c , p o w . P i ń c z ó w . B o t . I . K r i e g e r .

mo­

kotulami

też

długiego
o

trzech

pokrywają

mosiężnymi,

skośnie na okrętkę i jednego

�T a b l i c a
M Ę Ż A T K A
I

Z

P A R O B C Z A K

P O W I A T U
Z

II
D Ą B R O W S K I E G O

P O W I A T U

B R Z E S K I E G O

Wyk. Jerzy Karolak

�koła

wyszytego

dzy

tymi

safianem

kołami

utworzonych

z

czerwonym.

wypełnia

ćwieków

oraz

u ż y t y jest j a k o pojedynczy
zaś

występuje

w

mię­
Unii

safianu,

rzędach

takiegoż

i

sprzączki

zaś występuje

cionka

zielonego i czerwonego

z

Przestrzeń

równoległych

ścieg na

czterech

tworzy

pięć

szlaki

o

zewnątrz

okrętkę,

wewnątrz

podwójnego

dużej

inny

który

ściegu

wypukłości.

ornament:

K o ł o

zewnątrz

safianu,

a

w

ple­

środku

gwiazda.
I V

typ

132 c m ,
u

reprezentuje pas

szeroki n a

9,5

dwurzemieniowy,

długi

a zapinany na

trzpienie

cm,

4

s p r z ą c z k i r z e m i e n i a spodniego. Z d o b i go

pukłych

wałków

p o d w ó j n y m
składające

z

safianu

ściegiem

zielonego,

okrętkowym

się aż z czterech

aż pięć

oraz trzy d u ż e

ściegowanych

safianem.

się efektowna

gwiazdka wyszyta rzemykiem

po

dwie

ozdoby

O b u w i e .
ciem
w

N a

owijano

zimie

od

X V

stroną

w

kształcie
codzień

nogi

wyścielano
do

I

posiadały
na

buciki

Buty

polskie

obcasów,

potem

cholewę

z

—

tyłu

w

za

jałowiczej.
tylko
wraz
aż

poloki

przegubie

z przyszwą,

nabrała

cholewiaków

kach

na Powiślu

waniu butów,
kimi

skóry
o

oraz

uważano

podobanie

spalonej

M a g i e r k a

5

robotnica

wać,

aby

otrzymywano

u

Sew.
drugie

dobierała

do

na

z

czapki

magierki

mazak

była

oczko,
aż do
na

wyższe
kształtu

50

aż

tj.

twarde

wszytym

w

wykonywano

zaś z

cholewy

«smalić
z

w kierezji — p i e r n i k
w

Krakowie.

jednego
potem

tak jako
a

stożkowatego

futrowką
Buty

o

w

w

buty

tj.

wyso­

skórzaną

oznaczało

mleku

zezu-

z

naturalnym

cholewki»

roztartego

na

drutach dług.

się od

decymetry
znowu
go

zależnie
lub

z

pomocne

sobie

słodkim

po­

kolorze
zabiegać

węgla

ze

krowiego.

rozpoczynała

do

skórzane,

szerokość.

pończoszniczą

oczek,

niższe,

włosia

sęczki

Parobcy upodobali

czarnych. Stąd

czapkę,

lub

ćwieki.

nadto

techniką

Rotowskiego

polo-

huncwoty

mosiężne

butów

R y c . 58. K r a k o w i a k

daw­

w

czerwonego

napiętka

od

lecz
była

prawidle,

jest

Udzieli «robota

worek

skóry

karbów,

skórzanym

piękne

wykonana

szew

wycinana

obrzeże

bokach w

mniej

zakończyć

suszenia —

po

był

węgierskich

z juchtu —

posiadały

się

podkówki,

M o ż l i w e iż reliktem

jęczmiennej,

co

lewą

obywały

ich

niskimi podkówkami,

za

buty

góry

śpiewano:

butów

i formowana

paseczkiem

Wedle

razy, znowu

Cechą

cholewy

posiadały

się. Czernidło

słomy

wełnianych.
rała

nie

dąbrowskim

a

łydek,

zwanych wywrotkami

zdobne

obcasami

dszewką

Dawne
od

wysokie

do

część

moczona

Cholewiaki

obu­

kuczbaji,

58)

robiono

kształt pożądany.

nych

safianu.

połowy

podwyższono.

Przednia

boku

Przed

1820

(ryc.

posiadały

przeciwieństwie

W

garby.

do

to

z szwem z boku. Buty

r.

z

nitowane.

sięgały

ale

W

znajduje
a

lub

cholewy,

wywracane

Podkóweczki

bez

boso.

płótna

wierzch.

koła

czterech

55).

buty kłocią słomianą.

X I X w.

wywracane

(ryc.

chodzono
z

i

sprzączki

rombu

onuczami

wy­

przewlekanego

kół ćwiekowych

P o n a d to u

na

1 2 5

32

oczek,

szerokości,

gładko,

zaczęła»
od

dwóch

c m
do

.

robiła

gładko

potem

Zależnie

od

Następnie

nici

dobie­

wreszcie zaczęła

kierunku rozciągania

kopulastego.

z białych
których

oczka

długości
czapki

worek

ten

ujmo­
worka

podczas
długi

na

51

�70

cm

nym

folowano
cebrzyku

wełny
w

tj.

wtłaczano

drugi,

a

powstałą

wywijano

wijano

podwójnie

na

tego

tworząc

many

denka

gwiazdką

wiązania
od

różne

w

do

Dzierążni

w

na

zdobiona

dolnej

wymi

niebieskimi,

opasce i krawędzi

pcołami,

tam

krótkimi,

wysokie

a

w

denka

okolicach

magierki

o

zwała

Krymkami

Magierka z Tyńca

prostokątnymi

(ryc. 57). W

się

zwano

o

czerwonymi

walcowatym,

i

u

magierek
toteż

b y ł o wiele.

przechodziła

ciągali

na

uszy

i

w

M a g i e r k a nie ulegała zniszczeniu w
spadku z

szyję,

na

ojca na

ogół

syna. Nosili je

z a ś ludzie

starsi —

sypiali

w

nich,

niepotrzebnie

R o g a t y w k a
zwie

się także k r a k u s k ą

każdy

składa

trójkąty

U

2

8

.

na

całym

Powstaje

prostokąta

denko

niekiedy

1

wydelikacając

była

przetaki»,

pow.

licach

u

a

rzadko

Dzida

Skadlu

między

magierka

ułożona
wypu­

R u d k a c h magierki
(pszczołami)
układzie

były magierki z

Obok

nich

płaskim,

talerzowatym
Odmian
odzieży,

i woźnice,
bowiem

a w

czasie

podobały

zimna

na­

się więcej

ro­

Starsi «nie wychodzili z m a g i e r e k » ,
i

narażając

się n a

zamieszkałym

do

si­

noszono

niego
U

przeziębienie.

przez K r a k o w i a k ó w

prostokątnego
dołu

nawet

trójkąta.

obszywana

była

i

z

stąd

których

Zszywane

czarnym

ba­

białym.

u

czerwonej

w

Powiślu

r.

cynobrowe
powiecie

1830

dąbrowskim

charakter regionalny,

każdego

naroża

rogatki piórkami

srebrnej p o n a d
czonym

N a

W

kwadrówki
rogatki na cztery kanty

koło

buskim zdobiono

nadawano

zachodnich

k w i a t y i pęJc w s t ą ż e k .

noszono

Krakowa.

cotkamy

zwała

p a w i m i bez

i wyższe.

W

Ratajach

na

wygląd zuchowaty.
rogatywki

W ś r ó d

oraz w

do

nich kutasek
W

oczka czyli

kosami.

bo

na

a spośród

w

pióra

pawie,

wschodniej
Śladkowie

części
D u ż y m

z ł o t ą t a ś m ą , p o d o b n i e j a k k o ł o r. 1870 w

trzmielami.

prawo,

je

a także

krakuskom przywożonym

pow.

lewym

żonatych

u

przez

Bogatsi

wiejskich

szczytu

miechowskim

czarnym barankiem. Rogatywki noszono zawsze

dół, przekrzywione

Strojono

jędrzejowskim,

siwe.

doszywając

się z

pawich. T a k czynili zwykle parobcy,

62

Żarnowów.

o n a ze zszycia czterech p ł a t ó w p i ę c i o b o c z n y c h ,

i przystawionego

Krakowiaków

sztuczne

buskiego

w pow.

nosili

głowy

obszarze

kształt

S z e r n e r (ryc. 16).

flisacy

czapki, a p r o s t o k ą t y jej o b w ó d .

szarym,

w

tar­

posiadała

K r a k o w i a k ó w wschodnich rogatywki były karmazynowe, przysadziste w kształcie i płaskie

kogucie,

rzy

się z

tworzą

rankiem,

«jak

noszona

suk­

pow.

t y m stopniu, j a k inne części

m ł o d y m

gatywki, czapki barankowe, później zaś maciejówki.

niska

do

różańcowatym

góry

denkiem z naszytą skrzyżowaną taśmą k o l o r o w ą , którą podaje W ł a d .

ma-

się

W

z pcołamy

zielonymi.

zakończone

supłami.

nie c z e r w o n y m i

zwana

elementami

powstały

zwała

w

Topoli np. i Szczaworyżu

Skalbmierza z

kształcie

siebie

3 karby z wszytymi w

stkami.

była

na

wypeł­

nadawano

Pińczów.

ż a r n ó w k a

roz­

niebieską

noszona

Chmielnikiem a Szydłowcem

wełny.

lub

oczek

Sadełko

grzyba,

za­

drewnianej.

główki

ozdób

pow.

nałożonych

dzirlanda

lub

i

nazwy.

podobna

dwóch

z czerwonej

czyli

czerwoną

ostatnich

kształtu

nowskim i buskim

otoku

formie

ko­
i

opaskę.

otoku z y g z a k ó w tegoż koloru lub guz

czapka

denku a

formę

zewnątrz

wałkowatą

specjalnej

tzw.

zwykle

gierkom

płaskim

na

formy

go

Zależnie

1836 i , s. 164.

jajowatej

sposób

brzegu

podłuż­

zaś magierki wtłaczano k u dołowi,

w

o

ten

w

podeschnieciu

ciągając

z techniki

Ludu, Leszno

biegun

w

u

po

Wierzch

Środek

c z a p k a c h « w y w i j a n y c h » . Przyjaciel

mydłem

folusie,

jeden

pulastą

niała

R y c . 59. C h ł o p i w

prano

czyli

1 2 7

.

Czapka

strojono

na bakier z wierzchem
przypinano

tylko

młodsi

do

niej

lub chcący

z

ku-

cały

dawali też opaskę

boku

oko­

handla­

5—6
sobie

z

bok
lamy

spusz­
piór
nadać

starszych trafiali się sporadycznie tacy, k t ó r z y jeszcze z pocz. X X

kościuszkowskie

z

niebieskim

sukienkiem

a

czarnym

barankiem.

w.

�C z a p k i
z

sukna,

w y w i j a n e .

które

rodzaju

miały

nakrycia

filcowa

głowy

z

W

letniej

czapeczka

z

K a p e l u s z .
ciono je ze
spiralnie.

W

k u

miała

dołowi.

raz

wstążkę

nieco

W

piór

pawich.

nieco

opuscki

czyli krezy tych kapeluszy

na

I n n e
nosili
tymi

strzyżonej

wieś

bure

z

boku

do

wełny

piórami

pawimi

Inne czapki występowały
żółta lub czarna z i m o w a
dwie

taśmy,

które

Dąbrowskim
z
i

w

krzyżowano

sukna

z

i

a
we

kształt,

do

we

tylko

Szerokość
porównuje

główki

opasywano

kopalń

przy­

wstążką.

części

denkiem

dołu,

zdobne

1830

szeroką

wschodniej

czerwonym

r.

roboty

przepasane

raz u

Krakowa.
w

nieco

popielatą,

i

podobny

część

na

ząbkowe.

była

niskie

Ple­

układane

lub

wstążką

okolicy

pionową

zgrabna

się

dłoni

to
tyłu

pow.

buskiego

sukiennym

i

zatknię­

innymi.
i w

kształcie

pod

Zalipiu

czyli

uszu i
się

zwały

czarną

Gołębiowski

tego

Była

skrzydłami.

lub

były

miały

w

59).

warkoczyki

główkę

Wyjeżdżający

muzykanci

okrągłym,

sporadycznie

czapka w

Podlipiu,

czerwonego

lub

taśmą.

jeśli

wielgą okapą,

z

z

żeleźniaki

lub

wywijane

Wygląd

(ryc.

szerokość

płótnianek,

.

tworzyła

ząbki

wstążką

pilśniowe

Krajnie,

.

lub

na

w

1 2 S

dla, ochrony

obiecajką

opasywano
do

czapki

1836

zszywając

Plecione

okapa

kapelusze

r.

i tyłu

kapelusza

wahaniom,

Drużbowie

barankiem,

szeroką

buskim

celendry

filcowe

z

noszone

ulegała

kolorowej

g ł o w y .

wysokim

a

1 2 9

tyłu.

6.

główkę

z

i wtedy z szłyka

i z

czerwcu,

ściętego,

pow.

góralskich

góry

w

Czarne

typu

kapelusze

n a k r y c i a

czapki
z

tegoż

skalbmierskie

wałeczkiem
wozili

niż

w

do

b o k ó w

mieli

zapamiętałem»

się z b o k ó w

słomiane

kapelusze

«dawniej

Przyjacielu L u d u

a czasem

stożka

główkę

kapelusze

niższą,

z

przepasywali

Letnie

chłopi

tych j u ż nie

ścinanej w

dudki,

4

Tuczępach

wyżej.

z przyczepką

górze

kapelusze

kształt

Starsi

w

tę czapkę

k u

w

że

ale

i przedłużająca

pszenicznej

je zwykle

zaś czerwoną.

drugi

lub

Bojko,

rycina

podnoszono

podwiniętą

żytniej

kapelusza

spuszczona

J .

i kutasy,

głowę

lecie n o s z o n o

słomy

Robiono

Główka

młodsi

porze

opaską

tyłu

przedstawia

czapka nakrywająca

głowy.

a

Zanotował

taśmy

brodą,
i

małym

a

okrągłą,

Posiadała

zawiązywano

Bolesławiu
watowaną

noszono
u

Baśnik

zasięgu.

piramidy.

góry

z

ona

tyłu

niskie

była

to

duży

okap,

na

a

sukienna,

a po

okapie.

czapki,

obiecajką,

gruba,

N a

Powiślu

wykonane
bez

bokach

w

całości

opaski

baraniej

daszku.

Kaszkiety z radlicą,
wojskowych.

Po

D o d a t k i
lub

eleganta

koniec

z

wieszanej

tyczka

przyszły

s t r o j u

wiejskiego,

wiszący
łubu,

nich

do

tj. d a s z k i e m r o z p r z e s t r z e n i a ł y

druciana do

podobnie

oraz

noszono kapciuch z pęcherza
rzemykiem,

zakończonym

Laska

jak

kaletka

z

N a

codzień

do

roboty

chodziły

w koszuli, spódnicy i zapasce
służył

im

na

codzień

Okryciem

m a ł y m

kabat

na tytoń
ciętego

O P I S

kobiety

lnianej oraz w
lub

tzw.

Żywność
U

pasa

czapek

lub

lub

zdaje

się, o z n a k ą

rogatywki,

podróży

poniżej

zabierano

pochewka

na

krzesiwa i żagiewki.

wójta
kolan

do

torby

nóż,

prze­

W

zanadrzu

z moszen baranich,

ściąganą

safianu.

V I

chustce,

algierka

do

u

zwisała

oraz sakiewkę

czerwonego

S T R O J U

boso

była,

baranek

przechowywania

R o z d z i a ł

O G Ó L N Y

na końcu

biały

ramienia.

do

świńskiego

lub

metalowe.

wpoprzek

kucotkamy

z gałką

szary

podkówki

rzemieniu
lulki,

rosyjskich

maciejówki.

m ę s k i e g o .

pasa i wysokie
na

się na wsi jako w p ł y w

K O B I E C E G O

w

trepach

z drewna

i białego

rzemienia,

gorsecie lub katance perkalowej. W

melsonka

tj. sukienna

dłuższa

katana

zimie
wa­

towana.
dziewczynek

była

latem

sama

koszulina.

W

chłodne

dni

spódniczkę lub sukienkę. Matki więcej dbałe o wygląd swych córek wyszywały swym
krezki zdobione nićmi czarnymi i czerwonymi
zaś

przepasywały

fartuszkiem

z

barwistego

dostawały
kanaczkom

a nadto czasem jeszcze żółtą k o r o n k ą .

Koszulkę

tybetu.

63

�Okrasą

kibici

wypuszczonymi

dziewczęcej

n a plecy,

byty

wite w

małe

kółka

warkocze

kwiatki wplecione we włosy,

koszula

z czerwonymi
haftowana,

wstążeczkami,

przerzucony

b a r k i b i a ł y r a ń t u c h p ł ó c i e n n y oraz gorset. D z i e w c z ę t a i m ę ż a t k i o d z i e w a ł y s i ę w k o s z u l ę
w

haft

skim

biały,

biały

Koszule
lub

ale w

i

te

niebieski

miały

krezami

Gorset bywał

samego

opięty
gorsetu.

przepychu.

W

stkach.

I

W

sycowe

zaś

lorach.

Wreszcie

zapaskach,

Utrzymywały
hafty

n a

odziewały

szlaku

albo

tradycyjne

w

oszewki

z

przypinanymi

w kaletki lub organki tj. har­

kontrastującym

z

żółtej

a

gorsetu

to

dzięki

główny

kałamajki,
w

tanim

fartuszki

spódnicach

ż e zasobne
zdobniczy

i

i

chustki.

tego

stroju

W
W

N a

tle

rozkwieconych

zyskiwała

połowie

na

X I X w.

jabłoni

pliskami.
w

efektowne

stroju.

Dlatego

Szewczyk.

i

i d o b i e r a ć do nich kolor barwistej

białych

ścian

malowanych

chaty

dekoratywność

koło

w

obuwiu

kobiecym

1905 r. nie p o d o b a ł y

buty

nad trzewikami

się n a wsi trzewiki.

na

Kobiety

korkach.

namawiane

przez handlarza jarmarcznego

do k u p n a tego r o d z a j u o b u w i a o b u r z a ł y s i ę : « C ó z to j o

(mieszczanka)

żebym

K o b i e c y

lub Żydówka,
strój

ś l u b n y .

N a

przez

Powiślu

drużki

K o ł o r. 1870 d z i e w c z ę t a stroiły n a święto g ł o w ę w wianek z ruty,

cistego
gęsto

wieńca,
X I X

64

szychu.

Drużki

i

żółta

świecideł.

korony

i

w

piwnicy,

z w i a n k a weselnego

a n a jego

zmarszczona

tuszków

i przechowywanym

Dąbrowskim

twarz zasłaniały,

szczycie,

zaś miały
wstążka,

Dziewczyna

wstążek.

W

gulonka

trzewiki k u p o w a ł a ?».

którego chustką nie przykrywały. P a n n a m ł o d a szła jednak d o ślubu w efektowniejszym
uwitym

czarne
katanki

sile.
przeważały

pow. b u s k i m jeszcze

kolorowym

ko­

białych

strojnisie n a P o w i ś l u D ą b r o w s k i m z a c z ę ł y w i e s z a ć p r z e d białą s p ó d n i c ą z b i a ł y m haftem
z bogatym haftem

chu­

różnych

aksamitnymi

temu,

akord

o

zapaskach i

kwieciste

haftowanych
z

funkcją

świecidełkami

i zielonej

kwieciste

wzbogacając

użytkową

spódniczkach,

przyszły kretony
białych

z

R y c . 60. K r ó j k o s z u l i z p r z y r a m k i e m m a r s z c z o n y m p i o n o w o . D w o r y k . O ś w i ę c i m i a r. 1850, r y s . Z d z i s ł a w

zapaski lub czerwone

i bu­

karmazynowy.

to strojowi wiele efektu,

tybetowe,

zapaski,

obok

pińczowskim

gorsety upstrzone

spódniczki

jeszcze

zdobną

pow. miechowskim

nich

zaopatrzony

Nadawało

się j u ż w

stanowiły

zamiast

barwy jaskrawe w

często

i

w

fałdowanymi.

aksamitne

przeważały

chodziły

brzeskim

dekoracyjnym,

czarne

noszono

się jeszcze

dolnym

lub

kwiatki lub paski. Potem

niewiasty

młodsze

w

lub leżące
płasko

na zewnątrz.

nastały

pół. X I X w.

to

czarny i czerwony,

niebieski,

elementem

stroju kobiecym

G d y starsze

w

niebieski lub granatowy

nowym

(z perkalu) w

i

stojące

sterczącymi

stan

także

czerwony

leżącymi

sukienny

z fałdkami

szczelnie

lub

kołnierzyki

doszywanymi

monijkę

pow. dąbrowskim

przez

spływały wokół

podobnie j a k w

wianki

ze

z z a której

aby nie zwiądł,

okolicach

sztucznych
wychylał

skozacona, zunacona

ślubnym

stroju

w. radykalne zmiany. Wieś przyjmując

kolorowe

kobiecym

byłoby

kwiatów.

trzęsła

Koronę
z

przeskocka

od warstwy mieszczańskiej

które

nawet

się kiść

się zaczęły

zło­

tworzyła

listków,

nie miała

wzorce

wianku,
widziane.

weselną

drobnych

uwidoczniać

źle

wstążki,

Krakowa,

się wianek
czyli

co

kwia­

prawa
z

piękna i

do

k o ń c e m
mody,

�R y c . 61.

K r ó j koszuli z przyramkiem marszczonym

p o z i o m o , rys. Z d z i s ł a w

Szewczyk.

O.
o.

R y c . 62. K r ó j k o s z u l i kobiecej « z k a r c z k i e m » , rys, Z d z i s ł a w

odrzuciła

płótno

paski.

różnych

wsiach,

się zaczęły

kobiety

W

jawiać
w

Topoli,

tradycji
z

w

pow.

panna

oraz

w

młoda

welonie

barwnej,
skimi

i

a

się

trzewikach

ślub

kwiatowymi,

do

białym

odległych

ślubu

z

ryszką

czarnych.

z

po

miast

i większych
Koło
1

3

0

,

kremowej,
wstążką

kremowej,

niosły

linii

1900

lecz

w

stał

mirtu,

w

chustce
ślad

który

wedle

niebieską

kremowy.
lub

N a

niebieskiej

kremowej

za

po­

kremowej

obszytej

różowej

zc-

Paradowa

bluzki

a

i

kolejowych

niejaka

się kolor

w

dzieci —

spódnice

stroju,

różową,

gdzieniegdzie w

gałązkami

welonu

r.

wełnianej

i reprezentacyjnym

przypiętymi

Końce

batystowe koszule,

krakowsku

przepasanej

sukni

i

wiejską.

spódnicy

Modnym
w

od

m o d ę

nie

kloszowej

rękawów.

szła

z

drużki

naszytymi

asystowały jej nadal
podobnie

konwencjonalnymi

białej
.

i

z

muślinowe

jedno­

zwyczajami

miej­

pańskimi.

Niemniej
kach

szyi

przyjęła

bardzo

brała

się:

rzutkami

wokót

a

rewolucjonizujące

składał

drukowanymi

ogół

nawet

pińczowskim

lokalnej

koronką

stroju ślubnym,

Szewczyk.

jak

normami,

i

w

strojach k r a k o w s k i c h tzn.

zapaski

wstążeczkami

przyjmując

do

w

fałdzistych

kolorowymi,

czerwonej

przy

spódniczki

—

spódnicz­

czym

zapaskę

kierowały
białą,

a

do

kolorową.

Zmarłych

Chłopu

odziewano

dawano

białe chusty
lążkami

i

kładziono
kładziono

w

magierę

płótno.

na

głowę.

tzn. fartuch z szyciem,

pąsową

chustką

N a

głowie

«Kobietę —

wiązano
jak

takąż koszulę

podwiązywano

wieńce

na

trumnach,

jako

białą

Bogatym

znak

w

J. Bojko —

i białą chustkę,

brodę.

n a g ł o w ę wieniec z ż y w y c h k w i a t ó w albo
takież

szmatę

pisze

pod

wiązano

z robionych,
panieństwa.

węzełek

ubierano

którą

w

z

przodu.
kościelne

był czepiec

i korale.

a tak kawalerowi jak i
Panny

z

sze­

Dziewczętom

odziewano

w

pannie
długie

chustki, których k o ń c e j a k niemniej rozplecionych warkoczy w y s t a w a ł y z trumny na zewnątrz

m

Płachetkę

do

kościoła,

zmarłej,
gdzie

haftowaną

służyła

do

nićmi

złotymi,

karmazynowymi

przykrywania mensy

lub

białymi

ofiarowywano

.

ołtarzowej.

Strój krakowiaków — 5
65

�Zachodziły
Np.

we

ciennych
zaś

jednak

różnice

Włoszczowicach
skarpetach

dawano

ubranie

i

zmarłym

na

w

zwyczajach

a

na

nie

małżonków

koszule,

drugie

pogrzebowych

pińczowskim

czapkach,
dwie

codzień,

w

po w.

dwie
1 3 2

święto

chowano

spódnice

S Z C Z E G Ó Ł O W Y

dawniej

ciasnocha

konopna

X I X

pow.

w.

w

zgło,

giezło,

lana,

lub

pińczowskim

mych

ciasnochach,

n o w ą

tzw.

barchankę

lub

z

Dolna

jej

część

w

Przód

twarz po

baji.

1 3 3

czecheł

biedne

pasie

to

miejscowości.
lecz

ślubnych.

zaziemskim

Bardzo

dawnym

w

W

życiu

płó­

Kijach

mieli

zwała

do

pracy w
zimie

jedno

polu

—

płachetkę,

co

z

sa­

dwóch

rzecz

na dolną część

ściśle

do

stara,

koszuli.

za ręcznik,

przylegała

w

barcha­

zgrzebnego.

parciak,

najczęściej

ston

zwana

upału

wykonana

była

połowie

ciasnochę

łydek z płótna

tyle

zaś nadołek, bo przypadał

ciasnochy,

w

podczas

zaś nosiły

do p o ł o w y

koszuli

Jeszcze

dwuczęściowa,

pruciok

się

typem

długa.

W

koszula

za ścierkę,

część

od

butach,

K O B I E C E G O

.

kobiety

Była

kobiecie

Górna

w

wieńcach
w

samodziałowego,

troczkiem.

w południowych

umyciu.

w

aby

S T R O J U

płótna

północnych

prucioka służył doraźnie

ocierała

zależnie

V I I

pasa z lepszego, a od pasa

powiatach

ordynarna, darta, pruta —

w

grubej

g a t u n k ó w p ł ó t n a : od szyi do

z

chodziły

przewiązanych

O P I S

chechło,

uszyta

itd.,

—

zmarłych

.

R o z d z i a ł

K o s z u l a ,

grzebano

w

który

pachwin,

R y c . 63. K r ó j k a f t a n a « k o l o w e g o » z K a r s , pow. D ą b r o w a (rys. Z . S z e w c z y k ) .

pruciok zaś był luźniejszy.
żowanych
ją

przez
D o

jej

i zeszytych
głowę,

była

poziomo
oraz

kontrafałdy

zanadrzem,

tym,
się

pasie

obciągając

a

się

cm,

brak

należała

z

na

trójkątną

o

oszewką.

zakończone
typu

lub

rękawów

należą

dołu

ramienia

do

wokół

ramienia
szyi.

ta

z

z

powstał

otworem

Kołnierzyk

pasie

miały

i

około

na
40

z

ramiączkach
przodu.

była

skrzy­

Wdziewano

Rękawy

60).
marszczonym

nie

na

wokół

u

a

pionowym,

szyi wycięta,

na ramionach

k o ń c ó w

marszczone

Rozcięcie

na

a

pachą

wreszcie

bez

kołnie­

prostokątny
i

zapinane

przodzie,

zwane

guziczkiem.
0

około

50

cm,

charakterystyczne

k a r c z e k tj. j e d e n p ł a t p r o s t o k ą t n y ,

szyję,

niski,

Cechą

przyramka,

n a r a m i o n a c h , a nie p o d

falbankową.

lub

(ryc.

z przyramkiem

ćwikle,

były

pionowo.

przedłużeniu

piersiach
c m

szeroko

posiadała

tu tzw.

marszczonym

wszyte

karczkiem. długie

na

guzik

pionowym

przyramka,

oszewką

listewką

koszule

na

podwójne,

przy kołnierzu.

u

w

długości

pachą

zakończone

było

przyramkiem,

przedłużeniu

Pod

na

dołowi.

z

kontrafałdów

koszula

że z połączenia przyramków
od

wszycie

poziomym

ziabką

wstążeczki

i zapinanych

k u

koszula

i n a piersiach. Koszula

z wąską

czwartego

zmarszczki

66

w

czerwone

D o

szyi,

typu

70

był na ramionach na wąskich

skrzyżowanych

odnosiła

około

wszyte

a jedynie

przyrąbek
na

a

(ryc. 61). C e c h o w a ł y j ą p r z y r a m k i

rękawy

rzyka,

na

wokół

trzeciego

Ston zawieszony

tyłu,

zdejmowano
typu

długość

marszczenia
D o

a

drugiego

z

dzięki

stojący

czemu

(ryc.

62).

m o ż n a
N a

ogół

było

ciągnący

zlikwidować

koszule

robocze,

�lane,

były

niskim
teczne,

haftem

w

ogóle

w.

wełną

pąsową

1 3 4

wane

. N a
były

minową
które

w

na

świą­

krótsze

i

zdo­

czerwonym
miechowskim.

lewym

były

haftu
zaś

łub

np.

na

jedwabiem

k ó w

Koszule
były

jak

zaś

poł. X I X

w ó w

pozbawione

białym

niebieskim,

W

i

kretonowe,

bione
i

długie,

kołnierzyku.

brzegu

haftowane

Wisły
u

ręka­

karmazynowym lub

u

ba­

kołnierza i naramienni­

Powiślu

Dąbrowskim

bawełnianą

wyszy­

nicią czarną

i kar­

na przodach a nadto na krezach,

przypinano

do

oblamówki

kołnie­

rzyka.
S t a n i k
Zwykle
niki

należał do ubioru

nosiły

szyto

z

kaletek
lekko
a

starsze

płótna,

tonu, także z
podobne

go

do

flaneli.

gorsetów,

wcięte,

czasem

barchanu

kolorowej

posiadały

roboczego.

kobiety.

Z

tylko

zapinały

się

przepasywano

nadto

szyi,

obdziergane

u

krajką

nieraz

w

lecie

i

u

do

bione.

roboty

W

niekiedy

dołu.

polu

ubiegłym
koszulę.

wieku

W

staników

nie

B i e l i z n a
wsiach

były

lowymi
rze

buskiego

z

haftem

w

a

niektórych

majtek
r.

zaczęto

1920.

D u ż o

się długimi

płóciennymi

lecie.

N a

wdziewano
białego

(ryc.

flane­

lub

haftowaną

nieraz

k a f t a n i k i

Wdziewano

znaczyło

czyli b r y t ó w

nej.

bez

D o

gorsetu

nadać
tzn.

po

swej

figurze

zszywano

aksamitnego

obfitość

wprost

noszono

w

dzięki

temu,

podszyta

Obręb

ten

nicę

jedno

że

od

rozszerzał
Stąd

spodu

były

spódnice

z

pasie.

o b w ó d

obręb prętami

półko

Spódnice

w

pasie,

dwie i trzy celem

marszczono ją gęsto

usztywniano

K r ó j gorsetu z M a s z k i e w i c , pow. B r z e s k o
(rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k ) .

wcięcia

stąpną

kościele.

R y s . 65.

koszulę

płócienka,

pól

w

po­

baty­

z

falbanką

u

dołu

i zdobioną

białym

66).

S p ó d n i c e .
roko»

W

lub barchanowymi halkami w

przodu

szyte

koło

posługiwano

zimowej,

stowymi
z

wschod­

noszono.

dopiero

wcześniej

zdo­

zastępowały

północno-zachod­

s p o d n i a .

pow.

używać

wokół

używane

nie

niej części o b s z a r u k r a k o w i a k ó w
nich

dartą

rozkroju,

Staniki

w

były

przodu,

ząbkowanie,

z a n a d r z y tj. p r z e d n i e g o

a

Szewczyk).

guziczki,

z materiału. Z d o b i ł je haft biały z
a

R y s . 64. K r ó j gorsetu z Z a l i p i a , p o w . D ą b r o w a (rys. Z d z i s ł a w

zamiast

pasie

na

je

kre-

kształtu

że

falbankę. W

Sta­

lub

przodu

posednie

takie

kształtu.

A b y

spódnicę

była

czerwoną

grube fałdy

tj. w

była

suta,

miejsce,

świętalne,

a

które
w

do

Niekiedy

zakryć

zależności

płócienną

n a

naśladując

miała

lub

układały

gdy

się

szyto j ą z

kwiaty. A b y

kostek

15—30

sy5—7

czar­

zaś

była

się

same

szeroką.

kobieta

dworskie

oszczędnościowych

od

«Ubrać

granatowej

że «stała jak dzwon»,

zwonowe.

zwano

lub zieloną w

sięgające

krochmaloną listwą

jak obręcz,

wiklinowymi. Ze względów

i

spódnica

figury.

szerzyzny matecii jednobarwnej,

D o ł e m

spódnicy

uwydatnienia bujności

uklękła

krynoliny

wszywano

w

spód­

zapaska.

materiałów

białe

«lane»,

«baweł-

67

�nice»

i

zwane

mazelonki,

cięższe,

kiego,

wełniane,

kamlotu.

Skalbmierzaków
«bawełnicami»
wełniane
lub

z

X I X

w.

białe,

ba­

haftowane

do­

galonem

szy­

nich nastały

które

perkalu

nego

pocz.

nazywano

w

plisowano.

lub

północnych

ozdobione
Po

kwieciste,
ślicy

z

mięk­

batystu
U

spódnice,

chowym.

zielone

kretonu,

przejrzystego

ostrego

łem

z

tybetowe

okolicach

Szyto

też

prążkowanego

rzutkami kwiatów

W i ­

spódnice
lub

usia­

n a tle

bia­

łym, kremowym, bladoróżowym
błękitnym

—

Krakowa.

D o

skich

podobnie

spódnic

żowe,

do

ż o w o

białych

lub

wane.

białe

Były

kowe

tj.

też

z

nianej w

ogłoszenia

były

zdobnictwa, jakie znamy u
Z

k o ń c e m

siarką

tj. w i j ą c ą

perkal
rową

zadrukowany
spódnicą,

haftem

białym

lub

w

na

zdobny

sza

cm,

od

wierzchnich

różową

atłasowe

miastach

spódnicy

krepiną

kwieciście.

zwykle

«fartuch»,
25

D o

w

nowotarskich

Krakowianki

się w ę ż y k o w a t o

ziabki kupne.

ogólnie

góralek

X I X wieku

O d
w

wstążeczki.

zaś halka.

haft

dołu

biały

wierzchniej, toteż

wystawała

obdzierganych

lub

tuchy przednie

szyto z p ł ó t n a lub perkalu,

lub drelichu dając

obramienie

dołem

Wiązały

się na konopne

związać

sznurek, gdyż

go

uważane

złośliwych

było

za

68

haftów

i

lub szeroką

perkalowej

je

ta

te

odnoszą

ręcznie

kilkoma

rzędami

lub

zwała
miały

itp.

C h o ć

się do

stroju

się n a
3,30

m

wsi

stanowiąc

naszywek

z

listwę, jeśli nie

szyto z

miały

źle wróżącą

kobiecie,

a

Pod

ale

tj.

kolo­
zwykle

częściej

a

dolny

szlak

ona

nieco

dłuż­

u jej spodu

kolorowych

rozporka. Wdziewając

wybijanki

spódnik,

szerokości,

spod

jedynie

nazywano

zdobioną

Była

typu

polskich.

szutaziu.

zęby

z

dziurek

wstążeczek.

sifonu l u b

b y ć haftowane

fartuch, starano

się fartucha podobnie j a k zapaski lub co

ośmieszającą,

«far-

takimże

dołem

należały

też białą,

z cienkich nici.

niej,

kwiaty

niebieskiego

spódnice

z robótką

lub

«spód-

w

miast

czerwone

Zalipiu

wymy­

urzędowe

wzmiankujące o

wielu

obszywały

świąteczne zaś i weselne

przyszyte do

rozwiązanie
rzecz

u

brzegu.

się

dobrze

gorsza

nabawiającą

ją

Far­

kartonu

zgubienie

na

napaść

a kolor tych

spódnic

mamun.

Białe fartuchy wdziewano
widoczny

białych

zakładki

trocki

Spódnica

i wyprągania

tym

mieszczek

zdobionych

zdobiono
zielone

Fartuchy w

o

do tego samego

oraz

nie

połowie

sposób

też innego rodzaju krepinami, które

spódnic

kwiaty

I

weł­
Spód­

istocie n a l e ż ą one

naddunajeckie
albo

5

w

w

wyszywanym»,

wzmianki
obszaru ziemi krakowskiej, w

3

koloru

szychem

południowo-zachodniego

materii

szychem wyszywanej»,

tuchu

kaftaniku.

1

białej

błę­

kałamaj-

spódnice

ślny, j a k świadczą

R y c . 66. K o b i e t a w p ł ó c i e n n y m

ró­

— zapaski

fabrycznej

zdobione

żółtym

ró­

białych

paski jasno-barwne.

w.

niczce

niebie­

niebiesko-prążko-

nice k r a k o w s k i e
X I X

koło

zapaski

lub

prążkowanych

kitne

lub

dawano

różowych

lub

jak

był przez

wyprągi

na spódniki
szytych

różowe,

zapasek

zielone lub czerwone,

szyfonowych.

�Z a p a s k a .

N a

fartuch wdziewano

od zapasek kolorowych.
figury,

a nawet

wąski

pas

poziomy.

niżej. Zapaski

ozdobą

były

nich

były

cenione

były

koło

1910

r.

hafty
więcej

U

hafty
D o

używano

sięgała

biało
ich

nicią

do

celów

był z tyłu tylko wąski
ona

do

sitka tj. m e r e ż k i ,

czerwoną

haftowanych

lub

lub k a r t o n o w ą ,

zwykle

hafty

kolan,

zwane

u

pas pionowy,

starszych zaś do

na

Powiślu

białe lub czerwone

i błękitną.
szytych

Choć

uważane

z kolorowych

reprezentacyjnych

szerszą

3/4 fartucha, z a s ł a n i a j ą c p r z ó d

np.

do

figur

Dąbrowskim
i czarne.
za

do

boki

dołem
łydki,

G ł ó w n ą
wyprą-

Dawniejsze

staroświeckie

tybetów,
i

i

a

pół

częścią stroju K r a k o w i a n e k wschodnich.

X X wieku dotrwały

wykonane
od

strojniś

oraz

szyfonową

swą szerokością

były najefektowniejszą

bogate

giem lub w y p r ą g a n i e m .
od

białą zapaskę

ona

skutkiem czego z całej s p ó d n i c y widoczny

dookoła

ich

Pokrywała

dlatego

obrazów

—

jeszcze
podczas

procesji.

R y c . 67. N a l e w o d z i e w c z y n a w c z a r n y m s e r d a c z k u i haftowanej z a p a s c e o r a z k o s z u l i z Z a l i p i a , p o w , D ą b r o w a , n a
p r a w o k o b i e t a w stroju z M a r c i n k o w i c , pow.

Brzesko.

69

�R y c . 68. K o b i e t a w b i a ł y m gorsecie z c z e r w o n y m i r ó ż a m i , M a r c i n k o w i c e , pow.

Haftowane
tiulowych
haftowane
Czasem

szyte

czyli

zwanych
zwane

zapaski,

firankowe

też

otrzymywała

lub

fartuchami
je

dziewczyna

O d

Białe

zapaski

granatowego w

70

zginęły

Wyparte

dość

zostały

w

białe kropki

ja

od

fartuch

Jasinka

i

to

kretonowe

oraz białe w

tj.

pracowicie

sita),

były

darze

wcześnie,

przez

(od

niezawsze

M a m

rzanami.

procne

jako

sitkowe

wykonane,

używanych

dziełem

do

ślubu

wykonanym

kawalera,

jak

o

tym

Brzesko.

ceniono
(ryc.

przez

ich

m ó w i

więcej

71).

od

Zapaski

właścicielkę.

pieśń

ludowa:

ząbkowany

darowany.

nawet
zapaski

na

terenach

koloru

paski różowe,

sąsiadujących

cytrynowego,

niebieskie lub

ze

Sandomie-

pomarańczonego,

fioletowe.

Kolorowych

�zapasek
na

nie

noszono

do

nich był drobniejszy

białym,

wszytą

G o r s e t y .
ciane

białych
od

falbanką

N a

pleców

szyło

rebki

albo

(ryc.

też

ich na

z

trapezowatych

a

a składa

Podszywano

składał
je

kierunku

odbiega od

się łącznie

zwanych

z

się z 3 części,

drelichem,

zwiększenia

i

Nosiły

który

przy czym

zwano

klapek

różniły

je

dziewczęta

mawiano,
przody,

szklanymi

że

i

Krakowskiej.
tj.

1 3 e

,

koralików,

stowe

i

sklepy.

w

granatowego
zików

10 c z ę ś c i

tj. d w ó c h

kaletkami

od

kształtu

nad

ty­

nazywanych

przodów,

układającej

szma­
się

dwóch

się w

kontra-

kieszonki

lub

to­

plecy

wycięte

były z jednego k a w a ł k a (ryc.

64).

Rozwój

Najczęściej

kroju

wszywano

każdą
były

z

umiała»,

rękawy

każdej

a

potem

wstążeczkami,

kaletce

kilka

skalbmierskich

szło

panieńskie

się u b r a ć

«po

obszywała

obręby

lacetką,

ząbkami,

centków
inną

głównie

tworzyły wypukłą

Zwykle

chciały

szedł
nieraz

oraz
drogą,

80,

były

więcej

krakowsku*.
«ceregielami»,

obramkę
niż

aż

opaskę.

błyszczkami
szutaziową.

zdobnictwo

za-

tutaj

odpu­
trzymał

sukiennego,
rzędami

gu­

guzikami

kaletką. Sukienne
lamówką

jak

gdy

ale

krama­

stragany

trzema

zdobnictwem.

haftowanej,

23,

pajetek)

Najdłużej

z

gorsety

gorsetów

ich

Czechach

perłowych i trzema

mione

noszono

Ziemi

(czyli

się tutaj typ d a w n e g o —

na

gorsetów

którymi

zarzucali

koszuli

na

stosowano

wyrabianych

czescy

dając

części

metalowych

ani

rze

Nie

siebie

do

wykroje

zdobnictwa

chodnio-południowej

blaszek

haftem

gorsetów

pasie falbanki

też ćwilichem.

tj. kaletek.

«każda źgała,

plecy

paciorkami,

Zróżnicowanie

nędzy

święto

innych

wzór

koronki.

kroju

się od

niż krojem

ogół

naszytymi,

obecnie u ż y w a

Więcej

zdobiła

z

aby

też atłasowe,

n a siebie p ł a t k i s u k n a w r a z z p o d s z e w k ą

N a

dobierane,

falbanką

skutkiem czego z a c h o d z ą c e

strojne.

tak

je z a k ł a d k a m i

dołu

albo

i doszytej w

płatków

u

one

lub materyi tj. p e r k a l u . N a

lub czarne

o g ó ł nie

ramiączek

Były

Zdobiono

materiału,

się z płótna

obcisły,

oraz

spódnic.

65).

D r u g i typ

w

pach

lub

na spódnicy.

samego

granatowe

Krój

S t a n ich jest

i d w ó c h

fałdziki

tegoż

przeważnie

betowych i aksamitnych.
krakowskimi.

m o t y w ó w

z

codzień

tj. sukienne,

fartuchów

obra-

sukna

czer­

wonego.
Rozmaitość

zdobnicza

wschodnio-krakowskich
na.

N a

północy

się

gorsety

rzeżuchą
a

kaźmirku,

robi

sznuruje

przewlekaną przez

wzdłuż zapięcia

tasiemki
nej.

różowej,

W

wiślu
sety

powiecie

buskim

dziurki,

W

bramuje

żuchą

zdobi

Stradowie
dwoma

w

gor­
zdobi

czarnego

aksa­

pow.

aksamitu

Z

się

Po­

i

(ryc.

pińczowskim

gorsety z czerwonego lub

ale w

na

i koralikami

Topoli w

i

i czerwo­
i

tybetu

zębami

szelążkami

naszyciem

szyje

kwiecistego

zapięcia

64).

zdobi
zielonej

Dąbrowskim
z

mitu,

ny

znacz­

Morawicy

w o k ó ł wykroju na rękawy i z przo­

du

u

z

w

gorsetów

jest

brązowego

się c z e r w o n ą

rze­

szych i paciorki,

nosi

się gorset czar­

rzędami

srebrnych

R y c . 69.

K o b i e t a w c z a r n y m kaftanie, K a r s y , p o w .

Dąbrowa.

?!

�i złotych g a l o n ó w i obszyciem
nej tasiemki. W
sko

gorset

czerwo­

Sladkowie pow. B u ­

czarny

z

aksamitu

lub

czarnego tybetu zdobi falbanka w p a ­
sie l u b k a l e t k i , o b r z e ż o n e
tasiemką,

pozłocisty galonek.
setu

czerwoną

u rozkrojuzaś na

przodzie

Koralikami

tego s i ę nie zdobi,

a

gor­

nosi się go

także na białych bluzkach. Zasznurowuje

się

siemką
i

go

do

dołu

czerwoną

przewleczoną

związuje

przez

u góry w kokardkę.

Gdzie

indziej z n ó w zdobi się p ł ó c i e n n e
sety

kolorową

motywy

bawełną

(ryc. 68). W

w

ta­

haftki

gor­

kwiatowe

powiecie

brze­

s k i m były gorsety p r z e w a ż n i e nie zdo­
bione (ryc. 65). Szyto je z symetrycz­
nie

rozstawionych

czerwonego
też

z

lub

brokatu

szywanego
K

płatków

sukna

niebieskiego,

lub

albo

adamaszku

krepiną

i

ob-

szychem.

a f t a n tzw. k o ł o w y ,

który prze­

szedł do stroju p i ń c z o w s k i e g o i brze­
skiego w
gorsetu,
szyją
w

(ryc. 63). W

duże

R y c . 70.

K o b i e t a w c z a r n y m kaftanie i c z e r w o n e j

zapasce

Karsy,

biodra.

środkowa,
każdą
w

tylna kaletka wyodrębniała

przyszywano; guziczek

motywy

kwiatowe,

K a t a n a

jako

okresu renesansu
była

z

dziste

zakładki.

kartonu

Jako

zapięciu

Były

Topoli

to j a k b y

i z

nieco

rękawami,
innego

w

dłuższy

omal

była

w

wykładany,

dwojakiego

rękawy

co i spódnice.

całej

z

jako

spadek

Katanka

N a d
kaftan

po

stroju

świąteczna

leżący,

a

do

szyta

pasa fał-

rękawami.

opadający,

szyty

(ryc. 69
n a

tylko

haftowano

Polsce,

zdobiono

kołowego

sąsiednich.

przodu

d o ń

kaftany

siebie,

czerwonego.

się k u d ł o n i o m
wtedy

za

sukna

dodanymi
wolno

kaftana

one

dwóch

kołnierz

jego

z

i 70).

kołnierzu

5—6

Szyto

półek
go

też

oraz

końcach

X I Xwieku.

Posiadały

kupnymi.

długie

rodzaju: wcięte

pow. pińczowskim

materiału,

w

czerwone,

gorset

a

Z

nie ozdobiona.

obszerny,

zwężającymi

wełny.

aplikacje z

miała

kaftan

brzegi

zwykle

do

obszywano

Rozwój

23. Z a c h o d z i ł y

nakrywająca

występuje

materiału,

lub koronkami

do

kolorowej

podbicie

katanki jest

lub

się, jako

n a codzień

baji,

9

zdobiono

kobiecej

odzienie

z

tzw. wizytki lub kaftaniki upowszechniły

kołnierzyk

ziczki.

Jest

Odmianą

haftem

B l u z k i

mego

.

barchanu

rękawów

w

przy

typ odzieży
1 3 7

lub sukna

płótna,

one

a

—

oraz strzępek

czarnej l u b niebieskiej

K a f t a n .

z

klapek

był
a

takich samych gU-

ziczków, jakimi

ilości

pod

przechodził

płatki, które n a ­

sukna,

Używano

męskie.
szedł w kierunku zwiększania

wycięty

pasie

Szyty

niebieskiego

Ozdoby

pow. D ą b r o w a .

podobny był do

trapezowate

krywały
z

X V I I I w.,

ale mniej o d e ń

w

pojawiły
D o ł e m

i z tyłu
pasie
się one

się na wsi z k o ń c e m

trzy fałdki,
i wolne,

letnie

dopiero

nie wpuszczano

a zapinały

po

ich

w

się z przodu

i zimowe.

1920 r. Szyto
spódnice,

na gu­

N a wschodzie

ale

je

z

tego

wypuszczano

np.
sa­
n a

wierzch.
S w e t r y
dełkiem

72

i

swetry

s e r d a c z k i .
z

wełny

N a Powiślu

pozostawionej

dąbrowskim
przez

po I wojnie

N i e m c ó w

w

światowej

magazynach.

zaczęto

Szyto

robić

szy­

t e ż serdaczki

�z

sukna,

w

które

duże

zdobiono

motywy

haftem

kwiatowe,

rowane na malowankach
w

izbach

na

Powiślu

(ryc.

67).

S u k m a n a «dzika». W e
dniej

części

kobiety

pow.

takie

granatowe
zdobne
w

kolorowe

wego

pochodzenia

mężatek,

kna

jący
u

że

poły

czy

z

0

32).
do

stroju
w

skład

Szyty z

su­

t y m różnił się

posiadał kołnierz
i

takież

Cechowała

gęsta

dej

(ryc.

przedniego

jedwabiu,

u ra­

wojsko­

wchodził

czerwony

rozcięcia

dzikie,

stronach

pani młodej.

rękawów.

nach

zw.

wisiory

granatowego

kaftana,

nosiły

mężczyźni

należał

stąd

wyprawy

jak

obydwu

mion

Ż u p a n i k ,

wscho­

buskiego

same

sukmany

po

wzo­

ściennych

kłapcie

go

po

grzywa

a

wzdłuż

obu

stro­

strzępionego

u dolnych naroży

ogromny

łukowatych

przewadze

od
sto­

motyw

każ­

zdobni­

naszyć

i

haftów

amarantowych

nici

jedwabnych.
K i k l a czyli płóciennica
nie różniła

się

kobieca

krojem od

męskiej,

była tylko więcej strojna o d
gicznej
ją

z

analo­

mężczyzn.

Szyto

płótna lub sukna. Letnie kikle

były
z

odzieży

białe,

płócienne,

zimowe

sukna ciemno-brązowego,

Krakowa
W

zaś

zimie

nawet

wdziewano

koło

czerwonego.
je

wprost

R y c . 71. K o b i e t a w ł o k t u s z y , M a s z k i e n i c e pow. B r z e s k o .

na

koszulę. Noszono je nawet do ślubu. Były krótsze od spódnicy,
wione

miały kliny. K o ł o

ciami

oraz naszyciami z

pinały

się na

haftki

S u k i e n k a
radna

szata

białym

a

oraz
na
w
i

białe

lub

małe

48

nie

z

zasznur owy wały

przyjaciółką

też

sukna

D l a

formą

zdobione.

W

kobiety

kołnierzyk

i

z

średniego

stojący,

w

miejsce

był

rękawów

on

jasno

granatowego

rozkroju,

końca

wzrostu

niebieską

miała

była

i wyróżniający

są

W

kobiety

chodziły

czarnymi

wsta­
wyszy-

kłapciami.

Z a ­

po

r.

kożuszki
po

u

cm

1890
z

staropolska,

pa­

w

użycie

w

w

wyszyta

tylko

kołnierza
obwodzie

niebiesko

nastrzępioną

niżej

ko­

lamowane

była

z

przodu

grzebykowato

starsze

niewiasty

30).

kożuchy

wełną

a

Sięgała nieco

z gromady nosiły
(ryc.

«opierzona»

oraz u

wysokości,

Przeważnie

krótką

domu

dołem

rękawów

jedwabną

niedościgłym

to

lub zielonkawego,

rękawów,
112

wyłogi

wstążką

marzeniem

sukienek weszły

wcięte, od pasa
były

czerwonymi

podwiśką

żartobliwie

szmuklerskiej roboty.

pasie

ich metamorfozy
zimie

końca

pięcioboczne

Strój ten kosztowny
biednych

u

zdobione

pasa, a od pasa z tyłu suto f a ł d o w a n a .

potrzeby

tyłu

a

a w pasie

n a przodzie

rzeżówką.

lub

błękitnego,

obcisła do

niebieskie
c m

frędzelkr.

bogate.

K o ż u c h y .

i

Była

posiadała

Ostatnią

z

zwana

kobieca

m.

długość

to

8

Sukienka dla

p a s a 2,82

lan,

3

sukna czerwonego

albo

lub szarym barankiem u przedniego

1 kieszeni.
u

1

kołnierza i kieszeni oraz

kryte suknem,

pokryte

barankowych

czarnym

serdakach,

szuby.
suknem

zapinanych

tyłu.

73

�U c z e s a n i e .
nając

od

kocze,

które

Dawnymi
w

laty w

święta

strojne w

barwionego

czem,
lub

włosy

krótkie.

wała

ze

tonu

lub

a

podczas

dół albo

dziewczęta
w.

X V I I

Rozkostrzewiające
i starano

słoty

cm,

ciężkiej

także

części

z

w

grzebieniem,

splatały
na

głową

jeden
okrętkę

odkrytą,

kwiaty

lub
z

Po

się k o ł o

tyłu

się, zwykle z m a ł y m

włosy

wykonane

kędry

tzw.

war­
głowy.

zaplótłszy

sztuczne

ucięciu warkocza podczas

uszu i z tyłu

zaczy­

dwa

Z w y c z a j ten zaginął z p o c z ą t k i e m

ronki

W

w

spodem

pow.

trójkąt

z

X X

per-

wieku,

oczepin

nosiły

smarowano

tłusz­

skutkiem, ukryć je pod

do

czepkiem

itp.

do

okrywali

się także

W

a

(ryc. 71),
po

I I poł. X I X w.

z

kre-

przekątni

pasterze

6 c m

letnia,
powsta­

i

pasterki

ornamento­

od-brzegu,

a

także

obrusem.
pojedynczej

szerokości

go

do

gorsetu

obwiązywały

tj. 60
od

lub

sukienki. Zdobiono

mężatki

pracy, a

i wiązane
rogu

pod

także

brodą,

opadającego

cm,

święta

a

długości

na

ramiona

katanki, nigdy

go

często

rańtuszkami

zaś

białym

do

haftem,

czepce,

tworząc

w

czasie

do

na

chłodu

kościoła

lub

niepogody

wiązały je w

karczek lub

na

chustki

tyle g ł o w y

podwiniętym

na

rogu,

co

krepoty­
zwało

na kuper.

wynosiła

Wszystkie

3 m,

sztuczny.

75

x

75

kwiatowe,
k r a k o w s k i e pasówki
na wielki widok, burdysówki z

w o k ó ł

prastara,

x

rąbkowego

tiulu. Z a r z u c a n y b y w a ł

lub

to

podwójnie—-albo

zdobione.

Noszono

żupana

złożoną

była

wymiary 2

haftu o odległości

o

lub

ciała,

dymkowego,

były

był szalem

części

posiadała

Płachtą

także

rąbkowego

wiązaniem

chustek

ją

pińczowskim

nosiły

tylnego

buskim

nas

chustkę

świąteczne

jak i mężatki.

węzeł

Mężatki

U

prostokąt.

Zwano

zwierzchniej np.

złożone

pow.

koronki.

z płócienka

wydatny

Wielkość
tywy

okrycia górnej

świecie.

szlakiem amarantowego

dziewczęta

koronką.

pod
w

do

Łoktusze

9 c m
z

w

zwany też płachetką,

przez

C h u s t k i .

szwu —

lub chłodu.

obszyciem

czołem

tonowe

służąca
znana na

szerokości p ł ó t n a lnianego,

wzdłuż

odzieży

także

licy

dwóch

wykonany

zarówno

nad

kobieca

Radłowie

R a ń t u c h ,
200

służyły

cm.

Były

chustki

pąksówki,

lub
białym

do

to

galicjańskie

prostokątem

przykrywania

bawełniane

w

głowy.

drukowane

siwe,

środku

w

muślinowe

a

z

czerwoną

Sprowadzane

były

mo­
ko­
ramą

z

Czech

Austrii.
Drugi

rodzaj

chustek

służących

do

nakrywania górnej

jesionki, kaźmirówki, szalinówki, tybetki i
derowe. T u r e c k i e z m o t y w a m i p a l m e t
strzępkami, s ł u ż y ł y o d ś w i ę t a i n a c o d z i e ń , a l e n i e d ó

wełniane
po

prostu

typ

chustki der owej w y s t ę p u j ą c y jedynie w

zwana

oknowata, s ł u ż ą c a

się

okien

od

czeski.

czyli krat

Kraciate

noszono

je

w

W i a n e k
bukszpanu

lakiej

1 3 9

rozpuszczano
wianek

i

okrycia zarówno

zwano

uroczystym

z

w pow.

pasów

ciała

w

tureckie,

perskich,

obrzeżone

kościoła.

B y ł to

na codzień, jak i od
czerwonych,
i

dni

bawełniane

święta.

zielonych

zwały

frandzlami

to
się

czyli

francuski. Drugi

to

wełniana

N a z w a jej

i białych.

żukowskimi,

brzeskim

chłodne —

grubsze

wyrób

brzeskim i dąbrowskim,

tarnowskim

przystrojeni

sztucznych

kwiatów,

Przymocowywano

na ciemieniu głowy,
nędzy,

pow.

części

chustka
wywodzi

B y ł to

wyrób

gdyż

najczęściej

ruty,

barwinku,

Żukowicach.
był

.

do

utworzonych

chustki

lub

gwiazdki

pinano

nadto

we

pannie

go

do

młodej

a

aż do

Wito

drżały

nad czołem.

koroną

na

dziewcząt.

których

włosów

opadające

warkocze,

głowy

wśród

a uzupełniano

wstążki

go

Wianki

ślubne

ze świecideł, p a c i o r k ó w
pasa.

włosy

W

dzień

rozczesane

ślubu
u

bierzże

Wdziewaj

się, n a d o b n a
na

dziewieczko,

się ruciany wianeczek,

maszli
złoty

z

pozłociste

kłosy,

blaszki

wito z ruty,

przy­

pozłocistych i

wsze­

starożytnym

zwyczajem

wierzchu głowy

nakładano

śpiewano:

A

74

dwie

układały

chodziły

warkocze pozostało.

czyli płachta

albo

zdobiono

i

na

potem

od

barchanu. Noszono ją zawsze jako

wano je w

i

w

ku tyłowi

odziew

zeszycia

trójkąt

się

kwiaty,

w

a

chustką.
Ł o k t u s z a ,

a

i spuszczały

i uroczystości

żywe

włosy

wierzchu głowy,

pierza lub kupnych błyskotek.

zaczesywano

zwierzchnia

w

rozczesywały

środkiem

tasiemką

wplatanie jednak wstążek
mężatki

i mężatki

zrobionej

związywały

warkocze

kalu,

Dziewczęta

ścieżki,

brać
pas.

�C z ó ł k o .
było

Oznaką panny

czółko

konane

zwane

przez

kolorowego
dłami,

z

włóczki
1

4

C z e p c e .

święto

0

chustką

białym,

czepiły

a

na

płócienną

na Powiślu

dą­

haftem

czerwo­
wiązany

i

z

każdorazowo

nakła­

na głowę jak czapka.

starszych

mężatek

żowych

lub

gdyż

je

się

białych
lone,

materii,

tiulem,

siatkowy. C z e p c e
tezse ( t ę ż s z e ) t j .

krochma­

cetyną

je

kolorowymi

Technika

wiązania

różna

—

zazwyczaj

giem

parafii.

czyli

wiązaną,

krotnie

Zazwyczaj
ż o w a n o

Zwało
W

każdej

zawój

bez

okolicy

czenie).

Woli

n a czole,
chustkę
że z

bokami

tyłu

w

mowane

z

wyrobiły

w

z tyłu

tył i tam je

sześć

kokosie,

w

kogutka.

wiązano

w

tyłu

samo

kłódkę

upinaczka

koniec
lub

albo

na

sobą

Lubiczku,

Ujściu

dół,

krzy­

wałek

opa­

Krakowiaków
występował

i Zapasterniczu

odwiocenie

Jezuickim,

nie

chustek

chustki,

obrecke

wpuszczała

Żelichowie

głowę.

wiązano

(odwień-

Woli

chustek

Żeli­
w

ko­

chustkę z frendzlami, gdy nią zastępo­

białych
rogu

U

Zdrochcu

czyli n a

i Karsach

wiązano

wiązania

krótki

za

Kłyżu,

i

kilka­

na

w

pod

czepków.

Marcinkowicach

Hubenicach

moda

kark

z

potem

spuszczano

jej w t y k a n o

praniu i wiązaniu

Pałuszycach,

tak

opaskę

a końce

Otfmowie,

językiem

Zalipiu,
a

W

krzyż,

a

czepcowych
końce

(obrączkę).

końce

G d y

opaski

bokach węzła ponad czołem, jak skrzydła. Zwało

w

polegała

opaski
były

zawój

na

przerzucano
chustki
albo

bra­

ułożyła

kurki

s i ę to u p i ę c i e m w

70).

Czepiec

dzenia

węzeł,

na

opaskę, którą nakładano

potem

w

zakrecke.

na

głowy,

na

tył głowy,

Przybysławicach,

Ostatnia

koronką,

składano

czoła

tj. d ł u ż s z y m

opuszczano

brzegu

w

Gręboszowie,

wiązaną.

na

środku

Gręboszowskiej,
lecz

wyprasowaną

się specjalistki w

czyli upinanie

je tak, że sterczały po
(ryc.

na

Biskupicach,

Natomiast

chowskiej,

wano

w

rogów

wyrzucano

czubek,

czub,

i

przekątni, tworząc wałkowatą

wiązano

chustki z klapką

wiązano

gutka

chustki

s i ę to w

naddunajeckich

ukrochmaloną

wzdłuż

i

oko­
zasię­

czepcową

upraną,

karku

szcze­

od

Chustkę

ją

była

ale w

zależnie

trójkąt

na

sze­

czepców

zakreślanej

zawijano

haf­

tj.

paciorkami.

zasadzie jednakowa,

licy,

z chustek

t e ż szyte czyli

Zdobiono

lążkami,

gółach

czyli

płatczany

nakryto

nazywano

towane.

chustek

czepiec

lub

ró­

płatczanymi,

się

płat

Jeśli

zastąpiono
zwał

z

czerwonych

tworzył

chustka.

Czepce

wiązane

perkalowych zwały

tym,

się

Jeden i drugi czepiec

był n a stałe

ski.

pęcz­

perkalową,

sztywną

browskim także

w

świeci-

.

zaś białą

z haftem

dany

wy­

papieru

różnokolorowej

Mężatki

codzień

nym.

z

i przystrojone

wstążkami

na

strojnik,

druhny

kwiatami sztucznymi,

kami
i

młodej

zdjęty

niedziel

z

głowy

stał j a k

przeznaczano

przechowywano

czapka».

go

do

w

skrzyni.

Szpilki wyciągano

prania. Dawniej

Dobrze

z e ń tylko

czepce,

koszule

uprasowany
z

i

wtedy,

gdy

i kikle

prasowano

upięty

powodu
na

«przez

przybru­
stole

wa-

75

�rzechą,

albo

Żelazka

do

Czepce

haftowanym

narożnikiem;

zdobioną

okręcano

podwijany,

często

się

szklanym,

około

r.

dodatkowe

w

Przededworzu,

wokół

skutkiem

Sladkowie

głowy,
czego

haftem,

związywano
z

na przodzie

tyłu

wałek,

K o r a l e .

N a

3

lub

u

nich wieszały

dętki.

pierś

jak

szyi

K o ł o

S a k i e w k a .

1860

noszono

krzyż

N a

kieszonkę

brzegiem

z

zielonego
z

—

skórka

metalem

a

wycięta

O b r ą c z k i

t o m b a k o w e

O b u w i e

kobiece

węgierski

tzn.

safianu

wody.

postaci

chustki.

Np.

w

tiulową

nakładały

czepek

kolorową

nań

kogutka,
też

chustką

przy czym

opadał

na

chustkę
zawsze

tybetową,

tylny r ó g

plecy

T u ­

chustkę

«jak

bywał

serek».

stroju

bogatsze

sznury

korali
dopiero

nosiły

było

szew

się szytymi

o

5

wiązek,

ciasno

biedniejsze

wokół

nizano

w

rozmiarach

ząbki.
w

były

w

z boku

w

szyi

dłuższe

przynajmniej

opięte,

wiązki,

pod

nawet

jeśli

że zwisały

na

10

x

z

N o g ę

Górny

w

czarnych

bucie

butów

osłaniały

z

zwane

brzeg posiadał
w

lecie

cholewami

Ponad

żuchowskimi,

buciki

na

wysokich

zwane

prunelkami,

zdobne

do
w

a

określone

jeszcze

w

w

zimie

nadto

się czerwonymi
Kieszonkę

posiadały

huncwota

wiechcie

paradnego

stroju

guziczki.

sznurowane
r.

Kra­
nabitą
wszyta

rzemykami

wieszaną

u

pasa

i trzewiki. Buty z cholewami

przegubem

mosiężne

k o r k a c h tj. o b c a s a c h ,

w

zaokrągloną,

zdobiła

—

karby. Obcas
serduszko z

z safianu czerwonego lub zielonkawego

onucze,

należały

dołem

przechowywania

kupowaną

użyciu.

rodzaju: cholewiaki

obłogę

cm,

Kieszonkę

naparstków.

ale w y ż s z y n i ż u b u t ó w m ę s k i c h , n a d n i m z a ś o b o k

gwoździków.

10

środku.

do

nosiły

zapaską.

częstym

cholewy.

woreczkami

gospodynie

Sakiewka ta ściągała

ozdobę

kobiety

dwojakiego

z płótna

Bogatsze

guzikiem

zakończonymi

rzemyku

lewiaki,

w

Chałupkach

w

potem

k o z i k a itp.

metalowym

czerwonym

żony,

trzy

posługiwały

półskrzynka,

krążkami

czerwona

nabijanymi

krój

korale —

metalowy

codzień

klucza od

mosiężnymi

na

r.

duży

kobiety

wrzącej

naszyjnik.

pieniędzy,
kowie

wieszały

i

albo

U z u p e ł n i e n i e

wlewano

przy c z y m tylny r ó g wyroniono

D u ż y m przykrywały

tworzył

którego

krezką nakładały kobiety

Gnojnie

na trzech rogach białym
w

do

1890.

uzupełnienie

buskim n a biały czepek z f a ł d o w a n ą

wierzch; natomiast

którą

naczyńkiem

upowszechniły

otrzymywały

pow.

z batystem
na

grzybkowatym

białe

czępach w
z

też

prasowania

1914

z

jako

ze

Drugim

przodu,
« o d

słomy

oraz

naddunajeckiego

Maryji

z

zwę­

mosiężnych
w

ząbki

onucze.

obuwia

cielęcej

1

4

1

.

Obok

czerwone

rodzajem

wykonane

miały

był

cho­
były

skórki,

Terezyji».

Z d o b n i c t w o

P l e c i o n k i .
wane

sznury

igłą.

Plecionki

taniu
skich
dzą
I

Zdaje

występowały
ze

białych,

skóry

czerwonym

i
3

Pojedynczy

wykonywany

w

historii

były

dziełem

skórzanych

się w y r ó ż n i ć

wadzanymi

się nie u l e g a ć w ą t p l i w o ś c i ,

zielonym
rodzaje

ścieg

dziurki

zdobnictwa
rymarzy, a

odzieży

i w y c i n a n k i ze s k ó r y

wcześniej,

szczególnie

niż

pasiarzy. W

ozdoby

oraz

naszy-

ściegowane

zdobniczym

wypla­

krakow­

safianem

da­

ściegów:

skośny

pasemkami
przez

pasów

że plecionki

na

skórki
cięte

okrętkę,
przepro­

nieco

sko­

śnie.
II

Ścieg płaski podkładany,

czerwonym
gach

safianem

skórką zieloną.

jako

wykonywany

ozdoby

Pasemko

na

ście­

safianu

czer­

wonego nie b y w a przeciągane przez rzemień,
lecz p o d k ł a d a n e
nem

76

zielonym,

pod
a

ściegi

następnie

wykonane

safia­

przeplatane.

R y c . 73.

T e c h n i k a zdobniczego ś c i e g o w a n i a b i a ł y c h
krakowskich. (Rys. Zdzisław Szewczyk).

pasów

�R y c . 74. B i a ł a k r e z a h a f t o w a n a

III

Podwójny

lonego
nego

ścieg

safianu, k t ó r e

ściegu

przedstawić ani w
stawienia
4

faz

tego

tego

w

wypukłością

swą robią

wrażenie

krzyżują

fotografii,

rodzaju

A p l i k a c j e .

z r. o k o ł o

w

hafciarskiej

wykonany

w

4—5

równoległych
haftu

sposób

(ryc.

przez

jest

rysunek

kustosza

Zdz.

opisie.

posiadały

układzie

pionowym.

muzeach

stosowali

naszych
o

nie

analityczny,

dawni

kuśnierze

charakterze

tego

prostokątną

Sztuka aplikacyjną

okaz

zdobnictwa

czterech
Z

włóczką

czasu

składa
te

i jedwabiem.

sukman,
z

piętrach,

biegiem

jakie

czerwonego

dominują

Istniały

sukienka

naszyte

się z

wszystkie

posiadamy

czteropłatkowe,

kowym.

Resztę

m o t y w ó w
ozdoby

z

trudnych

aplikowane

zbiorach

muzealnych,

haftem.

piaskowym

bardzo

ściegi,

natomiast

długie

zaś wolnego tła w ś r ó d

a

nadto

tej

W

do

m o g ą

safianowymi
bokach

formy

liści

liści i k w i a t ó w

efekt

K r a ­

Kożuchy

o

linijnym

kożucha

w

szla­

rozmieszczony

ściegowane

najdawniejszych

okazu

sukmany

wyhaftowane

lamanina

motywy

zdobniczy

doniczki,

tego bujnego

obramia

się na

sukna. N a

zdobnictwie

szypułki

sztuki

fotografie

opisania.

przeobraziły
ze

bogate

dzieł

S z e r n e r a pt. S w a t y w

plecionkami

główny

trapezowate

gwiazdki, p o z a t y m brzegi s u k m a n y i kieszenie
skośne

kolejność

taki właśnie kożuch.

triumfy również po

też aplikacje wykonane

uzupełnione

ściegiem

kwiatki

w

się

przed­

tajemnicy

tych

dać nam

obraz Władysława

aplikację

święciła

krakowscy

się ż a d e n

k a c h szerokich do 20 c m , a c i ą g n ą c y c h się od pasa a ż do d o ł u . U k ł a d zdobniczy,
w

podwój­

ilustrujący

odkrywcy

zie­

dadzą

Jedynym sposobem

Szewczyka,

zachował

1870, j a k o t e ż d o k u m e n t a r n y

plecach

ż e nie

z

73).

kożuchów

wyobrażenie

na

paskach

Pasemka

skombinowany,

k o w s k i m , n a k t ó r y m p o s t a ć n a p i e r w s z y m planie odziana jest w
wiślickie

plecionych

podkładanego.

tak

ani w jednym rysunku ani też w

ozdoby

niemniej

się wzajemnie

techniki

plecionki
D o

Wprawdzie

kuśnierskiej,
Kriegera

występuje

ściegowania,

skomplikowanej

aplikacje.

okrętkę

skośnego

na

n a k o s z u l i kobiecej z Z a l i p i a .

dają
sprzed

sercowate
są

okazach
aplikacje

ściegiem

się

r.

oraz

warkoczy-

bukietu wypełniają
tj. k r z y ż u j ą c e

1830

liście

koliste

równoległe

zygzaki.

77

�R y c . 75. K r e z a do

Jeszcze na
tywach

okazie

trójkątów

koszuli haftowana nicią c z a r n ą i c z e r w o n ą . Zalipie,

suki

kierezji

sferycznych,

pierzastych, wyrastających
z

białego

i

czerwonego

płaszczyznowy
lub

dwóch

o

1880

na

dużych

motywach np.

występuje

stała

z naszywanych

sukna

dużych

z r.

która

w

się

bąkach

i

ornamentacji

Podobnie działo

kołnierzach

Dąbrowa.

naszywanka z kolorowego sukna w

prototypem

aplikacji.

pow.

kierezji

ślipiach

haftowanych

się r ó w n i e ż

krakowskich.

zahaftowanych

z

aplikacjami

Zastąpił

włóczką

mo­
form

je

w

haft

jednym

kolorach.

w d a w n e j P o l s c e s z y c i e m . S t ą d białym szyciem n a z y w a n o
czarnym szyciem z w a ł s i ę w P i ń c z o w s k i m u b o g i h a f t w p o ­
s t a c i z y g z a k a , w y k o n a n y n i c i ą c z a r n ą . Czerwcem n a z y w a n o h a f t w y k o n a n y n i c i ą a m a r a n t o w ą ,
a w i ę c n i c i ą b a r w i o n ą p o c z w a r k a m i o w a d a c z e r w c a ( C o c c u s p o l o n i c u s ) . Rzezane szycie b y ł
Haft.

haft

to

nicią

haft

Haftowanie
białą.

płaski

wywodzi

W

(lub

nićmi

I poł.

zwano

X I X w.

podkładany)

się stąd, że k a ż d y

w

dwóch

kolorach:

czarną

i

rozłupany

amarantową.
(rzezany) na

Nazwa
dwie

ta

części

dziurczasty. Haftem bogatym
z w a n o w y s z y w a n i e o z d ó b s a m y m i b ł y s z c z ą c y m i b l a s z k a m i c z y l i cetkamy l u b selozkamy o r a z
z ł o t ą l u b s r e b r n ą siarką c z y t e ż łankotką.
Z d o b i e n i e n a foszmańską
modę o z n a c z a ł o s z c z e ­
(ryc.

gólnie

78

72).

Wydarte szycie

nićmi

element zdobniczy jest tu j a k b y

bogate

wyszycie

to

suki

hafciarskie

u

kierezji

dziurkowanie,

woźniców

czyli

pańskich.

haft

�Pod
nich
3

względem technicznym

nie

ściegi

główne:

wykraczające
wego

w

bo

płaski,

daleko

Polsce.

jednak

hafciarstwo K r a k o w i a k ó w

przedstawia nic osobliwego.

w

nici

łańcuszkowy

poza

obręb

Technologia

nazwy

są tu

Występujące

rodzima.

zaplatane.

i

przed

regionalnych

hafciarstwa

Ścieg

Ścieg

wschod­

bowiem w

igłą

mają

typów

stroju

krakowskiego

łańcuszkowy

krzyżykowy

ludo­

obfituje

się

zaplitane,

układzie

stanowią­

zwie

w

nim

zasięgi

cyrka. N a c e r o w a n i e (cyrkę, cereckę) m ó w i s i ę
także
zawłocenie. M e r e ż k ę w y c i ą g a n ą ( n a z w a r u s k a u ż y w a n a
w Polsce powszechnie) z w ą
tu
wyprąg, wyprąganie l u b sitka
puste. I s t n i e j ą t e ż sitka zaplitane. W y p e ł n i e n i e a ż u r o w e g o m o t y w u
mereżką
lub innym a ż u r o w y m m o t y w e m
z w ą zagrodzanie. A ż u r
cym

o

kratę

z w ą

motywach

ażurowy,
76,

77).

D o d a ć

chustkach
wewnątrz
kratka

kolistych

podwójnie

lub

tutaj

należy,

że

zahaftowanego

Miejsca przecinania
krzyż, co d a w a ł o
frędzełkami

się

z

sitka patrzące

na

krezach,

z

nici

wzór

nieraz

zasady

ściegiem

74,

zapaskach

lub

liścia,

dwóch

oczek

w

hafciarstwa

użytkowym,

że

watka

powstaje
nitek.

wiązaniem

kratce.

i rańtuchy

zauważyć,

lub

lub trzech

obdziergiwano

chustki

technologią

np.

z

płatek

(ryc.

nici osnowy

motywu

pasemek

tych

misterny

zdobiono

związku

zarysu
się

kowiaków wschodnich należy
dzie

sitka

szczególnie jeden

się

zwie

p o w s t a j ą przez takie w y c i ą g a n i e

z przecinających

W

kwiatowych,

obrzeżony,

na

Strzępkami
u

czy

brzegu.

zdobniczego

u

Kra­

ż e s t e b n ó w k a jest w p r a w ­

gdy

np.

podwójnym

szere­

giem białych nici wzmacnia szew u ramiączek,

mankietów i kołnie­

rzyka,

gdy

X I X

ale b y w a ł a t a k ż e

w.

okraszała

szeregach

koszulach

na

przedsobkach

Niekiedy

ramiączka

kolorowego

na

ściegiem

haftu.

zdobionych

zaś

zdobniczym,

koszul
Nawet

haftem

wykonywano

nawet

szwy

kobiecych
jeszcze

z

stebnówka
na

początku

aż

w

trzech

początkiem

czerwonym

koszuli

już z

i to

naszycia

z

nici

piersiach

X X

w.

zakładek

czerwonych.

robiono

nicią

czerwoną.
O

historii

szym

był

Tenże
na

haftu

niezawodnie

ścieg

bywał

chustkach
należy

dawna

należało

chy

i

na

szukać

kobiecych
nićmi

do

w

biały,

oraz

koszulach.

składanie

jako votum.

haftu

powiecie

bawełnianymi

nicią,

zwyczaju

obrusy

ściegiem

kościelnych,
okazalszych

«czerwcowe»

pińczowskim,

płaskim.
motywy

R y c . 76. M o t y w y z d o b n i c z e « w y -

haftów

prągane» na koszulach kobiecych

Najstarszych

a

występujące

się jeszcze

w

gdyż

były jako ręczniki

tuwalnie

więc

w Zalipiu,

od

pow.

Dąbrowa.

rańtuchów

używane

nakrycia mensy,

posługiwano

Najdawniej­

szczególnie

Rańtuszki

do

były

niewiele.

wykonany

podkładany

paramentów

jako

typem

wiemy

wśród

ofiarę,

bawełnice,

Drugim

haft

nieraz

czepcowych

białych

i bawełnie

krakowskiego

pod

amarantowe

tam już w

wyszycia

I połowie

I I połowie

do

mszy,

monstrancję,

X I X w.

X V I I I

w

a

rańtu­

pokrowce

na
w.

itp.

sukmankach
Tegoż

zdobieniu

koloru

bielizny

ko­

biecej.
Trzecim

typem

haftu,

rozprzestrzenionym

wśród

brzegu W i s ł y j u ż w I p o ł o w i e X V I I I w., a n a P o w i ś l u
dwukolorowe
i

chustkach.

koło

połowy

wone
z
W

czerwone
Hafty

rzadka
okresie

X I X w.,

także

i czarne wyszycia na krezach koszul

dwukolorowe:

i czarne trwały

Krakowiaków

jako

krótkotrwała

nadal. W

zielonym

czerwone

X V I I I

w.

jedwabiem —

popańszczyźnianym

kobiety

i

moda,
obok

wschodnich

D ą b r o w s k i m jeszcze z p o c z ą t k u

niebieskie
która

rańtuchy,

powstały
przed

r.

1900,

i

większą

gdy

zwane

ilością

czasu,

były

dopiero

hafty

jedwabiu

koszule

lewym

zapaskach

prawdopodobnie

i amarantowego

ręczniki

dysponując

(ryc. 75, 76), gorSach,

minęła

czarnego

na

X X w.

czer­

zdobiono

bawełnicami.
wyżywały

się

79

�R y c . 77. T a b e l a n i e k t ó r y c h m o t y w ó w h a f c i a r s k i c h n a P o w i ś l u
1 — Płacące

8 — k ó ł k o , k o ł o w r ó t , 9 — d u p o c k i , 10 — j a b ł k o ,
15 — k o s y c e k ,

16 — o w s i k z w i s i e n k a m i ,

zdobnictwie

hafciarskim,

bogato zdobione koszule,
rymarzy

i

jedwabiem
i

80

krawców —
albo

stopnickim

pąsową

chustki

które

11 — w i n a ,

17 — l i ś c i a .

21 — k o g u t ,

w

Dąbrowskim.

dziurki, 2 — psenicka, 3 — pecoki, 4 — k ł ó s k a , 5 — krupki, 6 — pscoki z z ą b k a m y ,
12 —

rumianek,

18 — p i ó r k o z g w i a z d k a m y ,

naówczas

bawełną

czepcowe,

pasy

14 — p i ó r k o ,

19 — p i ł k a ,

20

—• m e c h ,

2 2 — w i n a , 23 — k o g u t .

nabierało

dużego

rozmachu.

zapaski, chustki czepcowe oraz należące

kożuchy,

7 — wisienki,

13 — m i e s i ą c e k ,

oraz

haftowano
kołnierzyki

kołnierze
w

do

kierezji. K o ł o

powiecie d ą b r o w s k i m ,

koszul,

mankiety

Powstawały

sztuki dzieła
r.

1870

karmazynowym

brzeskim,

rękawów,

a

wtedy

kuśnierzy,

miechowskim

nawet

przerembki

�tj. n a r a m i e n n i k i . N a ó w c z a s
kolor czerwony w hafcie
tywach

roślinnych

kontaktować
W

latach

o

1890

nićmi

r.
o

hafty
kolorze

miechowiankom,

wspól­

jako

podwiślankom

z

browskiego

i

brzeskiego

dobnie

krezki

u

jak

koszul,

też

powiatu

dą­
po­

fałdowane

obszyte k o r o n k ą .

Powiślu
nęło

też

niebieskim.

kobaltu i karminu były
ne

mo­

zaczęto

z

koło

wykonane

też

Dąbrowskim

się

nadto

hafciarstwo
bawełną

koło

czarną

w

i

N a

rozwi­
r.

1885

czerwoną

zastosowaniu

do

krez (ryc. 75) p r z y p i n a n y c h
koszul,
tów

kołnierzyków,

i przodów

Koszul

takich

jeszcze

w

do

mankie­

na ozedlu.

—

i krez

latach

używano

1905—1914

do gorsetów sznurowanych i za­
pinanych.
K o r o n k i
w

ziemi

w X V I I I

białe

znane

w.

Z

browskim

na

Powiślu

koronki

z nici białej,

już

k o ń c e m X I X w.

wykonywano

czerwonej i żółtej.

h a f c i a r s k i c h .

m o t y w ó w

powyżej rodzaje dawnego
zaginęły

południowym

terenie

cjalne

odzieży
na

pow.

w

Dąbrowa.

haftu

omal

całkowicie na dużym

nadwiślańskim

ludowej

Powiślu

nazwy

R y c . 78. D z i e w c z y n a w k o s z u l i haftowanej n i c i ą c z a r n ą i c z e r w o n ą . Z a l i p i e

Przedstawione

krakowskiego

skich

D ą ­

szydełkowe

S y s t e m a t y k a

nictwa

były

krakowskiej

i dzięki

Dąbrowskim.
słownictwie

zachowały

temu

m o ż e m y

Liczba

jeszcze

przedstawić

ich jest

miejscowych

obszarze Z i e m i
się

wcale

hafciarek.

w

Krakowskiej.

X X

w.

systematykę

duża,

ale

nie

żywe

ornamentów

wszystkie

Tabela gałęzistych

Jedynie

tradycje

hafciar­

otrzymały

m o t y w ó w

na

zdob­

spe­

nazwanych

1 ) g o m u ł e c k i 2 ) krupki 3 ) pecoki ( p ę c a k i ) 4)pecoki z krupkamy 5 ) p o d w ó j n e
pecoki
6 ) dupocki 7 ) kłóska 8 ) psenicka 9 ) galązecka 1 0 ) kółko 1 1 ) liścia ze scebłikamy 1 2 ) serduska
1 3 ) pępki 1 4 ) j a b k o , m o t y w p o d o b n y c z a s e m d o l i ś c i a d ę b u 1 5 ) piórka 1 6 ) k o g u t ( c z ę s t o w k s z t a ł ­
c i e d u ż e g o k w i a t u t u l i p a n u ) 1 7 ) r ó z g a 1 8 ) k o s y c e k 1 9 ) k i e l i c h 2 0 ) rzyka ze scebłikamy 2 1 ) d r a ­
b i n k i 2 2 ) p i ł k a l u b zeby 2 3 ) dziesiąt 2 4 ) śłipia ( m o t y w k o l i s t y ) 2 5 ) wykrącajki 2 6 ) ese ( p a l m e t a )
2 7 ) kobyłki l u b k r o k i e w k i 2 8 ) k a c u s i a l u b k u r c o t k o ( r y c . 7 7 ) .
obejmuje:

Rejestr

tych

że imiennictwo
nazwom
nie

zawsze

czole

w

m o t y w ó w

na

wprowadzone

odpowiada

zostało

z

przynależną

do

nich

tutaj j e d y n i e ze w z g l ę d ó w

h a f t u
kłódkę.

i

naturalistyczna forma
z a s t o s o w a n i e .

Tylni

kwiatowych,

mieszczenie
dowi

skonfrontowany

formą

narożnik

obramiony

ornamentacji na

mankietach.

Przód

(np.

Najpiękniej

chustki zwany
wzdłuż

koszuli

posiada

jabłko,

zdobione

kwiatkiem

brzegu

s u k a c h kierezji.

kogut,

Układ

chustki

były

zwykle

dwie

objętym

wykazuje,

itp.).

chustki

czepcowe,

szlakiem.

zawsze
Takie

na kołnierzu

zakładki,

bowiem

tabelą n a ryc.

piórka

wypełnia

m o t y w ó w

zdobniczą

praktycznych. W b r e w

sugerującym wyobrażenia p r z e d m i o t ó w z natury, m o t y w o m

U k ł a d
na

nazw

wiązane

rombowy

również

jest

odpowiada

których

77

brzegi

układ
roz­
ukła­
czyli

Strój krakowiaków — 6
81

�przedsobek

listewka obdziergane są w ząbki a
nych.

Haftowi

obrzeża,
a

listkach,

obramione

stwie

dziurkowatemu
serduszkach

dziurkami,

kobiecego

łącznie
(ryc.

do

nictwo

stroju,

to

dobór

kwiatowych
nie

samo

przemysłu

ludowego, chłonęła
twórcza

ludu —

podkreślić

strój

artystycznego

pełen
tego

krakowski

zarysu

zamieszkałego

haft

kierezji

rodzajów

na
a

plecy

że

ten

przemysłu

technicznego,

kował

podział

domo,

posługiwanie

coraz
łych
i

częściej

pracy

stroju

złocisty
W
skim,

tych

«suk»

galon

kramach,

i

wianki

potarciem
itd.

amarantowe,

I

południowej

wiele

i

żółtą

Cechą

niebieskie,

lub

się

w

u

nas

na

—

Dąbrowskim.
trójkątnych,

(ryc.

i

obszaru

koszulach,

79,

9,

dziarska

karierę

masom

stroju

10).

forma

wojskową

W

W

z

końca

X V I I I

Miechowie

wieku.

np.

brokatowe

granatowe

z

wia­

Chłopi
w

ma­

wykonywano

i

merynosowe,

kołnierzem

foszmańskiej

wedle

po­

skompli­

p o ł o w i e X I X w. jarmarki

wsi.

zdobną

korzystanie

a jednocześnie

k r a k o w s k i e g o jest, j a k

od

adamaszkowe,

podcieniach

paciorków

kolorowym

szkiełkiem

sklepów

kraciate
czerwone

cudowny.
małych

barchany,
sukno

naszych kramach

i Krystiana

jednak

sztuki

połaci

dużych

uroczysta

zrobił

i to j u ż

karazje

czerwoną,

sznury

przedmiot

itp.

meandrem

innych

Inwencja

dzieło

Powiślu
w

pińczowskich

umożliwiając

potrzeb

suką

o

innych.

i

przemysłu

wyszła

szycie»

na

samowystarczalnej,

wymiany.

zdobione,

Ze

czyli

i

dekoracyjny

prymitywem.

stworzyć

w.

zdob­

M A T E R I A Ł

fabrykatami

sznurkiem

złociste,

setów

dostarczały

Także

wyszywanym

mody

w

szych

centki.

krasę

carskich

w.

wy­

X V I I I

wstążek

«białe

d o m ó w

drewnianych

sprzedawano magierki, czapki rogatki, centkowane płócienka,

kwieciste

82

z

poł.

własnego

w

oraz

stanie g o t o w y m .

bardzo

mieszczących

spinki z koralem lub

W

system

swoje stroje w

gorsety

hafciarod

VIII

kapitalistycznym,

rozszerzał

czarnym

I

że

artystyczny

krakowskiego

system gospodarki

zaspokajały

amarantową,

wstążki,

lub

w

zakupywali

białe

tj.

układzie

szerokiej skali

sprzedawano

włóczką

i

W

zęby,

13).

się w

miasteczkach

sukmany

w

uderzał

duże

rozwój

materiałami

najefektowniej

skąlbmierskich

W Y T W Ó R C Y

Rozwój

należy,

się

R o z d z i a ł

stępu

w

również

tchnęło

kobiecego

poziom

kierezji

typ

w

kwiet­

trójkątach

nimi.

szkiełek,

obcymi

w

lat

X I X

ale

fabrykatów

dodać

przejawił

zdobnictwo

właśnie

(ryc.

gałązek

wyrazu.

hafciarstwa

męski

artystyczne

romantyzmu

kupnych

najwyższy

strój

kołnierzach

wysoce

z

i nad

pozbawiona

z

z

boku

150

połowy

wszystkiego, co

wschodnich

osiągnęło

z

szychu kramnego,

zmagań

i z

zębach

hafciarskiego,

ze

bowiem

regionalnego

dekorujący

sprawiły,

epoce

i

różnych

fartuchach

i

Natomiast

Zamaszyste

potrafił

dołem

pińczowskich

krakowska,

się od

motywy

wyprąganie

ostatnich

kierezji

ornamentu

należy —

przez K r a k o w i a k ó w

zapaskach

opadających

to

wycięte

ciągu

kołnierzach

wieś

chciwie, odwracając

a

L u d

Do

które

w

tj.

często

sukmanach

chustek aksamitu,

miejskiego,

zwycięsko.

w

stosowanie

zaś

się

na

na

rózgi

rozmieszczony w

dokonał

ozdób

zwykle

towarzyszy

Zapaski

występujących

kolorowych tybetów,

w y r o b ó w

i kwiatach.

krakowskiego

układów,

10) —

9,

zdobią

krezach

cechuje haft roślinny

stroju

linijnych

na

Z

Kindla w

używane

początkiem

i

fabryki

kwiatami:
Graslitz.

Korczynie

na

X X

fabryka

Chustki

w

do

przodów

do

Skfidla

ziemi

w

różowych

Mistku,

wieś

w

przeróżne

i rękawów

po

białe

Ferd.

kraciaste,
materiały,

i

prawym
kropki,

brzegu
a

w

gor­

świecidełka.

austriackich,

Mladka

w o d ą

kaftanów,

szkiełka

czeskich,

krakowskiej

granatowym

drelichy,

pierścionki,

nawet poświęcane

czeskie

firm

skalbmier-

chustki pasiaste,

na

angielskiego,

się w p ł y w y

tłem

krzyżyki,

się

rynku

cygankami,

zwane

sprzedawano

podszewki

wieku
z

koziki

rozchodziły

wojska

krzyżowały

chustek

korali,

oraz medaliki,

miasteczek

m u n d u r ó w

jarmarkowych

następujące
falistym

z

W

i

na

pasiaste perkale,

szwaj­
Wisły

obrzeżonych
Starchenbach

kolorach z drukowanymi bukietami w

na-

�rożnikach
zwane

wyrabiała

u

nas

czerwonymi
oraz
także
stwa

firma

H e r m a n Tiickel

różami

w

przemysł
oraz

bordiurze,

w

fabryki
Pod

rzutkami

W

ośrodek

promieniowały

tyrolska

a

sukmany

białe

w

spódnice
pow.

Czeskiej Lipie.

firma

na

Śląsk

szyto z

Radłowie
Dopóki

ludowym,

w

przemysłu

się w

złożone

Topoli

trzosy
w

pow.

miejski
szły

parobskie

szerokie
w

Chustki

winnych,

Rosenthal

potrzeb

sukienniczego,

a

we

z

brał

chałupniczego

i północną

czarne
dużymi

Voralberg

ludności

część

udział
hafciar-

ziemi

jędrychowskiego płótna

pińczowskim

fabrycznego
formy

niektóre

produkcji, nim

i jędrzejowskim —

dziedziny

przemysłu

weszły

stadium

w

szynie w pow. j ę d r z e j o w s k i m siano jeszcze d u ż o lnu i p r z ę d z i o n o ,

sokie,

gron

kra­

tj. z

ze

fa­

sukna

Częstochowie.

wpływem

przekształcając

W

i

Braci

jednak

przemysłu

gospodarczo

w

kwiatów

zaspokojeniu

powiecie brzeskim i d ą b r o w s k i m

Andrychowie,
w

z

wyrabiała

krajowy. Żarki, jako

kapelusznictwa,

i Venzel Vedrich

szwajcarskimi

kupców

szwajcarska Tschudi-Schwanden.

kowskiej. W
bryki

przez

za

brzeskim

przemysł
Wisłę

z

K ę t

i

zaś

konfekcyjny

magierki

kapelusze

pow.

tkano

z

płótno,
nie

Tyńca,

celenderki z

białe

do

rozpoczął

głównego

Myślenic,

Wilamowic —

ale

dziewiarstwa

rogatywki
dla

własnej

cofały
W

sąsiednim

oddawano

je

walki konkurencyjnej

ośrodka

pasy

ale t k a n o w

bielenia

czerwone

zaś

ludowego

zamierania.

z

Tyńcu.

góralom.
przemysłem

ludowego,

z Krakowa,
potrzeby

się,

Węgle-

wy­

skórzane,
wytwarzano

pińczowskim.

R y c . 79. K r a k o w i a k

w b o g a t o haftowanej

kierezji z pow.

pińczowskiego.

6«
83

�Ośrodkiem
rozchodziły
po

lewym

zwane

kożusznictwa

się

na

brzegu

cały

Wisły

«wiślickimi»,

zdobnictwem.
okaz

nie

czyński,

O

się w

wyszywane
N a teren

mierskiego

szły

albo

białe

kożuchy
bogatym

tych,

muzeum,

potem

w

i

których

też przemycano

terenu

południe

od

baranie,

Tarnowa

które

jako

długie

Wisłę

Po

r.

barwione

moda

opierzanki

szył

i

płótnianki

w

kilku
i

haftował

r e

zje

dzikie

były

z

Koszyc zwane

żółtymi,
m o ż n a
kach

czerwonymi
w

w

Okazy

w

pow.

W

r.

gdyż

szył

szelążki jako
że

degeneracji

do

chłopomańskiej

Kopciowa

było

splatano
6

dawały
mody

84

1825

w

pow.

w

pow.

Piękne

się

jeśli

rubli,

kie-

Skalbmierzu,
brązowe

gdy

ale
suk­

nićmi

spotkać je

pińczowskim

40

szył

Wiślicki.

Żabca

koło

w

były

w

było

i Kobylnichmielnicka

się cekinami

oraz

jako

r.

strojów

1930
np.

sami.

w

w

ślubnych

Topoli,

a

kostium

z

w

Chałupkach,

Przygotowanie

zaznaczały

potem
szyli

w

w
i

I I poł. X I X w.

Wypożyczane

szatni
atelier

się

złotym

i

srebrnym

teatralnych, j a k

Polsce jeszcze

posługiwaniu

doprowadziło już w

mieście

wyszytymi

kostiumerów

X V I I

kierezje

krakowskie

prywatnych

Ratajach w

źdźbła

pow.

szyli zawsze

niedojrzałe,
przez

jeszcze
pasterzy

zielone;

kapelusze

z

płótna

ilości

taśmy

robiono
w

krawcy.

specjalistki, j a k

np.

Pińczowie.

odpowiedniej

Busko-Zdrój

służyły
podmiej­

lnianego.

pleciwa

ze

Kapelusze

słomy

należało do z w y c z a j o w y c h o b o w i ą z k ó w pasterzy. Pleciwo p o d względem,
W

Nie­

zerwanie

fotografów

niektóre

dawniej

wieku.

całkowite

pleciwo

Żabcu

pleciwa

« w

cztery

i Komorowie

zszywały

żytniej
technicz­

słomki»

pleciono

gospodynie w

do kapelusza w s t ą ż k ę c z e r w o n ą lub niebieską, czasami czarną a k s a m i t n ą

w

domu

pod

tzn.

4

łub

i

do­

wpływem

miejskiej.

jednej

dynie

się szeroko,

Stradowie

wymysłem

ornamentalnym.

w

i

Przygotowywane

Szewców
w

Chłoń,

brzeskim

Łojek.

cieszyły

kobiece, j a k s u k i e n k i tj. futra, s u k m a n k i i ż u p a n y

gorsetów

chłopi

różne.
cztery

słomek.

parady

krawcy jak

pletli

rozgłosem

kierezja koszycka

używane

obfitość

ludowym

względem

odzienie

czynna

nie m ł ó c o n e j
nym

pod

szyciu

Niektórzy
słomkowe

1850

i

Bo-

r.

krawiec

sukmaniarzy w

z sukami czerwonymi,

okrasa haftu

przesadna

z tradycyjnym zdobnictwem
do

w

Stanisław

K o m o r o w a
r.

w

sukmany

było już w

kierezje

koło

Oleś

C e c h o w a ł y je duże kołnierze, zdobione

w

kosztowała

kierezji proszowickich

jest,

skich. Z i m o w e

dla

rozchodziły

jędrzejowskim,

1882

oraz s z e l ą ż k a m i nie b y ł y n o w s z y m

faktem

Jedynie

koszyckimi.
K i e r e z j e te

i

się

12.

białych

galonkiem
sądzono,

buskim.
tylko

lub

zielonymi.

Motkowicach

pow.

sukmana —

mniej

żółtymi

i

1914

R a d ł o w i e w pow.

dziełem

największym
many

W

r.

na

północnych.

Otfmowie

J . Bojki

sukmany

Busko-Zdrój

pow. D ą b r o w a T a r n o w s k a .

przed

wedle

krawców.

Sukmany
R y c . 80. Z o f i a S z a b l i n a , h a f c i a r k a z G r ę b o s z o w a ,

robił

Gręboszowie

W

się

kożuchy

przyjmować

krawiec

rusowej w pow. d ą b r o w s k i m .

ko­

kożuchy

przyjęły

zaczęły także u sąsiednich krakowiaków
Sukmany

białe

Ćmielowie,

tańsze

1920

brązowo

nowa

różne

skórkowymi

robione w

przez

lasowiackiego.

M ą t

skórką w

krakowsko-sando-

I I poł. X I X w.
żółte,

żaden

pisał Józef

kutasikami

pogranicza

krótkie,

Stamtąd

krakowskiej

sąsiadom

że są « p o bokach k o l o r o w ą

serduszka

z

wspaniałe,

kożuchach

zachował

Wiślica.
ziemi

imponujące

zdobione».

żuchy,

była

obszar

wsi,

wiejskich
w

było

wielu,

Gręboszowie,

było

gdyż

buty

w

1825

r.

dratwami, a najlepszy z nich S z y m o n

dawniejsze
kilku

były

szewców,

Dzięciołowski

nietrwałe.

którzy

zaopatrywał

Wedle

szyli buty
w

obuwie

J.

Bojki

wywrotki
nawet

je­

dwór

�i

plebanię.

środka,

Wywrotkami zwały

skutkiem

czego

część

s i ę te

buty

cholewy

stąd,

górą

że

szyto je n a

wywiniętej

wywrót

ukazywała

tzn.

stronę

prawą

stroną

prawą.

czyli buty ze sztylpami b y ł y de facto d ł u ż s z e o d i n n y c h . M ó w i o n o , ż e gdy je k t o ś silnie
na

nogę,

sięgały

tego b ł o t o
Buty
nie

te

rową
rała

w.

w

Kobiece

szewcy
aż

do

harmonijkę.

w

nich

buty

z

i

nadawał

zdartej

Szczurowej

z

z

wodzie

i

na

nym

i

przysiółka

Otfinowa

niebiesko-czerwonym.

wiecie

dąbrowskim

wyprąganiem,

była

sitkami,

mylnie

po

krez

bucie

z

X .

12.

N a

S z a b l a
cielka

ur.

6.

nowej

mody.

z wyprągiem
III.

1884.

Leona.
z

W

w

W o j t y t ó w ,
w

(ryc.

(1871—1935),

Macieja, ur.

1938.

Była

7.

dla

rozłaziły.

nogę.

Obuwia
su­

i

wykonywali

końcem

okolicznych,

od

z

obcie-

sięgając
w

był

na

przegubie

unii kolejowej

z uznaniem,

«Wieslaw»

W

nowatorka

okolicy

Tar­

Zakliczyn,
że «chłop

na
mógł

czepcowych
wśród

26.

w

w

hafty

hafciarką

motywów.

Ł o ś , ur.

która

haftowaniu

nicią

11.

zdobiła

z

zdobniczych
Żelichowie

H e l e n a

poszewki

czepcowych,

i

bogatym
Żelichow­

się

Z o f i a

i

krzewi­

haft

K a s a ,

V I I . 1886

R o z a l i a

po­

zapasek i kwie­

wybiła

biały

ur.

r. o r a z

B o d u c h ,

artystek igły z a j m o w a ł a

chust

Królikowska

Pilczy

koszul,

W

1857.

czerwono-czar­

białe

W

zaś

izby,

r.

Zapasterniczu w

kwiatowymi.

i powały

czerwoną

miejscowych

I I I . 1873,

mistrzynią

hafciarek

białym,

hafciarskich form

M a r i a

petersburskiego

była Katarzyna
hafcie

Gręboszowie

wzorniki

była

w

z wyd.

uprawiającą

motywami

I I I . 1876.

znana

chustek

się

dla­

się uwierałaby

szewskiego

m ó w i o n o

celująca

dekoratorka pieców

miejsce

lewą

czyli sfałdowane

Dąbrowskim,

1860,

dużymi

jako

gorsetów

pierwsze

żona

80)

malarka,

haftowaniu

r.

ur.

Wykonywała

hafciarką

Zalipiu

nicią jeszcze

1877

uprawiała

Jako

specjalistka

X I .

i

wciągnął

ćwieków,

Kitowicz). Każdą

południe

rękodzieła

najwybitniejszych

Rcdak

Ł a t a

pisał

jarmarkach

K . Brodzińskiego

na Powiślu

dziurkami oraz

B r o n i s ł a w a

jak

bocznymi

zborkami,

skiej p r a c o w a ł a j a k o m a l a r k a - d e k o r a t o r k a izb wiejskich oraz
cistych

prawą,

szwami

staszowskich

u r . 2.

Ostatnią

Halina

z

użycia

przemokły».

Najstarszą, jaką znaliśmy hafciarką
Goruszowa,

tzn.

ośrcdków

R y c . 81. T a n i e c k r a k o w s k i — d r z e w o r y t w sielance

z

bez

skutkiem czego buty

na

(jak

szyte,

przeciwnym razie zsychając

każdym

butach
nie

padliny

karbami lub

największych

O jutowych
w

w

dratwę,

się tak

i rozwozili je

buty

tych było

jednym

z

węgierskiego

to

wyłącznie

przepiłowało

nich

skóry,

Były

Z b o r k ó w

stać

łatwo

kroju

Żabna

zaś Staszów.
tydzień

Wywrotki były

przez 7 miesięcy —

Łańcuta.

n ó w — R z e s z ó w
północy

z

szwach
i każdy

surowej

dębiono

nogę.

X I X

z

pachwiny.

w

obszerne

nigdy

skórę

wschód

do

zaschnięte

były

szyto

m u

do

Wywrotki

31.

jako
żona

J a n e c z k o w a

zapaski

zapasek i

czerwoną
fartuchów

85

�(białych
biła

spódnic)

się M a r i a

nicią

białą

K a c z ó w k a ,

czerwoną, Agnieszka
żona

oraz

Wojciecha,

koszul

ur. 27.

Janas,

D y m o n o w a

A n t o n i n a

K a c z ó w k a

i

dycyjnego

zdobnictwa

regionalnego.

lest

to

już

tradycyjne
w

M a g d a l e n a

schyłkowa

wschodnich.

faza

przemian

wcześniej,

kilkanaście

niż

łoktusze,

różniała:

dziurki,
1 4 2

porzeczki
Po

r.

w

alby

listki, k o ł a ,

je

spośród

W

pojawiać

się

F e l i c j a

malarki

wielobarwne

zaczęły

nadto

J u l i a

K o s i n i a k o w a

i

które

dekorujące

malowane

haftem

białym

regionalnego

F e l i c j a

ściany

«Włościanie

przetwarzać

lub

czarnym

1871

Krakowa

okolic

zaś

bezimienny

czynnych
z

było

Proszowic

uświetniała

chustki

jej hafty

kurze rapki,

jagódki

się

u r . 8. I . 1 8 8 1 .

motywy

wy­
oraz

do

zmieniających

z Pasieki

Otńnowskiej

tom

N a z w ę

o

stroju

po

Zalipia,

znane

w

hafciarskie

(ryc.

jako

próbują

67),

zrywając

Ź R Ó D E Ł

od

zarysie»,

stronie

nadał

raczej

kwiatowymi,

J ó z e f a

K r a k ó w

M ą c z y ń s k i e g o ,
1858,

którego

a u t o r w y d a n e g o p r z e z J . B e n s d o r f a pt.

ludu polskiego,

Świątniczan

z

X

wyszła

bezkrytycznie podział

i Skalbmierską,

uwagi

K r a k ó w

1863.

Krakowiaków

Z a nimi

miano

Kopieniaków,

skalbmierskim podał

w

serii

wiele

Kopiejników

obejmującej

nie

bała­

Opowiadania

zaś O.

na: Ogrodników,

galicyjskiej, a K r a k o w i a k o m ,

autora

K o l b e r g

Prądniczan,

zamieszkującym
czy

Kopijników.

Krakowskie,

lecz

I.

Typologiczne
tury.

I) podał

Proszowską

Kieleckie

Krakowia­

czerwonym.

z

Skawiniaków,

Niektóre

pajączki,

C u r y ł o w a

na

i

krakowiaków

ubiorach, zwyczajach, obyczajach

(Krakowskie

Ziemię

1900

tra­

hafciarstwo

cechujących

izb oraz piece ornamentami

podziału

mutnych twierdzeń powtórzył

Kijaków,

W o j t y t o ,

obszarze

r.

przystosowywały

M a g i e r a

C H A R A K T E R Y S T Y K A

o

na

W i d e r s k a

zdobin

nicią

Fretka,

kontynuatorkami

haft biały, k t ó r y m

(centki),

R o z d z i a ł

książeczki

W i k t o r i a

K o ł o

K a t a r z y n a

systematyce

hafciarki,

nich należała

ludowe,

zdobiny

tradycyjnym

Próba

i

były

hafciarstwie

zarejestrować.

cycoski

gwiazdki,

te

Proszowice—Szczucin dawne

których

i czerwoną,

kościelne.

zdobione

wy­

brzeskim.

Natomiast

z

nadto

wiejskich. D o

powiecie

wybitne

a

linii

czepcowe

hafciarek

ur. 12. I . 1909,

F e l i c j a

Hafciarki

regionalnym
od

chustki

innych

.

1920

się g u s t ó w

w

Z

Kaczówka,

W o j t y t o w a ,

zdołaliśmy

hafciarek,

u p r a w i a ł a jeszcze haft nicią n i e b i e s k ą
czepcowe,

wykonująca

O b a r t u c h .

G d z i e indziej tj. n a p ó ł n o c

upadło

Słomnikach

I I I . 1895,

czerwono-czarnym.

ur. 19. I . 1902, Anna

J u s t y n a

k ó w

haftem

tę

wydzielenie
wysunęła

znamionujących

ubiór

grupy

krakowiaków

praktyczna potrzeba

ludowy

na

wschodnich

nie

wywodzi

określenia

zespołu

terenach

obszaru

wschodnich

z

litera­

kostiumologicznych

się więc

cech,

zaludnionego

przez

Kra­

kowiaków.
W

pracy wykonywania

rzystaliśmy
zealnych
domości

oraz

4)

Królestwa

Królestwo
k ó w
prace

materiałów

informacji do

podawanych

Opis

rysopisu wielości

źródeł:

G o ł ę b i o w s k i ,

tościowych

86

czterech

odmian

1) l i t e r a t u r y , 2 )
naukowych

przyjętego

materiałów

zdobytych

drogą

typu

kostiumologicznego

ikonograficznych
badań

przez

mających

autorów

Polskiego

Polskie

z r.

ścisły

W ł a d y s ł a w a

którego

dzieło

zagadnienia

w

1859,

związek

L u d

typologii

późniejszych.

dwóch
zasobne

tomach

Z

z produkcją

wydany

sukman
połowy

r.

nie tylko

S i a r k o w s k i e g o

Polski

1850
w

cenne

ubiorów

odnoszące

w

X I X w.

wyróżnić

przyczynki do

do

dostarcza

szczegółów

W o j c i e c h a

krakowskich. W
się

stroju

Źródłowe

K i t o w i c z , a w

1830

oraz wiele

oraz

3) z a b y t k ó w

terenowych.

o stroju K r a k o w i a k ó w wschodnich p e d a ł w X V I I I w. J ę d r z e j

Ł u k a s z

nie

z

ko­
mu­
wia­

X I X w.

wiele

war­

autentycznych,

należy

dwie

prace:

S z y m a n o w s k i e g o

gospodarczych

I I poł. X I X w.

północnego

obszaru

stosun­
cenne'są
Krako-

�wiaków
się

do
Z

w

tak j a k z
obszaru

początkiem

H a u r a ,

materiału

a z końcem

przez D e b u c o u r t a .

Z

J.

dzieła

L e w i c k i e g o

rysunki

do

początku

D e m o r a i n e ' a ,

z

których

gwasz

w

świetne

artystyczne

biecego

w

części

kumentów

pozycji.

Krakowie,

A

J a k u b a

wyróżnia

Preka,

się drzeworyt

akwarele M i c h a ł a
Zienkowicza

kolorowane

sztychy

a wreszcie

zdobnictwa

zaludnionego

w

przez

wreszcie

znajdują

drukowanego
wykonał

odnoszące

r.

1693

zamieszczony

z r.

już

od

r.

p r a c y niniejszej

Lipsku

Thierry,
w

później
litografie

1838—1841,

następnie

«Wesele»
odzieniu»,

1864—72 W ł a d y s ł a w a

S z e r n e r a

kożuchów
do

w

potem

zimowym

1831 r .

męskich,
stroju

Krakowiaków

się w a ż n e

z

S t a c h o w i c z a

«Skalbmierzak

materiałów

wykonywane

przygotowywaniu

wśród których

stroju

B o j k i ,

i akwarele J . P. Norblina, sztychowane

kierezji

ludowego

wschodnich

1869.

Bez

d z i s i e j s z a w i e d z a n a s z a o s t r o j u k r a k o w s k i m s p r z e d 100

p o m o c ą

w

w.

Józefa

Najobfitszych

K r i e g e r a ,

D u ż ą

rozwoju

dokumentacje

obszaru

ważnych

w

Gręboszowa

82. C h o r ą ż y k o s y n i e r ó w w w o j s k u p o w s t a ń c z y m

Skalmierskim.

I g n a c e g o

X V I I

w. rysunki

W o j n a r o w s k i e g o

kierezjach»

Ryc.

chodniej

Okruszyny z

X I X w.

Leona

akwarela

«Krakowiacy

z

X V I I I

S u c h o d o l s k i e g o ,

grafie

w.

południowego.

ikonograficznego

dziele

X X

były

nam

ikonograficznych

lat b y ł a

by uboższa

Muzeum

unikaty nieodzowne w

stroju

ko­

południowo-za-

dostarczają

tych

zbiory

oraz
z

o

foto­
do­
wiele

Etnograficznego

ustaleniu

historycznego

krakowskiego.
badania

półn.-zachodniej

terenowe.

części

zasięgu

W

określaniu

korzystałem

charakteru
z

wyników

stroju k r a k o w i a k ó w
badań

prowadzonych

wschodnich
w

r.

1952

87

�pod

kierunkiem

U . J., także

z

doc.

badań

dr

adiunkta

Plastyki
w
się

mgr

Śladkowie
do

wreszcie,

że w

Muzeum

sługą jest
ściegów,

u

i

zasięgu

styku ze

prowadzonych

Krakowie, a w

okolicy,
tzw.

w

r.

a

także

sukmany

strojem

Korzystałem

1951
z

pod

w

studentów

zachodniej

dzikiej

świętokrzyskim

tajemnicy

efektownych

wykonanych

zielonymi

paskami

oraz

mgr

granicy

krojów,
mgr

fałdów

safianu

na

Z.

z

i

absolwentów

granicy

materiałów

prof.

zasięgu

dr

Z

dla działu

S z e w c z y k a ,

biodrowych

stroju

w

pasach

którego

Badania

R e i n f u s s a
odnoszących
Krakowiaków

przyjemnością

wykonanych

białych

Sekcji

R o m a n a

wschodniej

przez

S z e w c z y k a

J. K a m o c k i e g o

i sandomierskim.

K r a k o w i e przez

wyjaśnienie

również

kierunkiem

materiałów

p r a c y tej k o r z y s t a m z r y s u n k ó w

Etnograficznym

wzdłuż

przez

szczególności kustosza mgr Z d z i s ł a w a

K a m o c k i e g o .

PIS, zebranych

Wielkim

określenia

wschodnich

w

J a n u s z a

Ludowej

K u t r z e b y - P o j n a r o w e j

kontrolnych

M u z e u m Etnograficzne w
i

A n n y

zaznaczam

inwentaryzacji
niesporną

kierezji, oraz
krakowskich.

za­

wypukłych

�P R Z Y P I S Y

1

M a p a W ł a d y s ł a w a Semkowicza « S ł o w i a ń s z c z y z n a zachodnia i wschodnia w w.

2

Stanisław Arnold,

3

W ł a d y s ł a w Semkowicz «Polska za Kazimierza

4

K a p , kapie — podobnie j a k k a p k a ,

Geografia historyczna Polski, Warszawa
W.»

1951,

s.

X»

64.

(mapa).

czepek, c z a p a , c z a p k a , t a k ż e k a b a t , k a p o t a , k a p e l u s z , k a p i s z o n ,

kapuza,

k a p l i c a itp. w y w o d z ą s i ę ze w s p ó l n e g o ź r ó d ł a — ł a c . c a p p a .
5

Przyjaciel

6

R o m a n R e i n f u s s w b a d a n i a c h t e r e n o w y c h w rejonie k i e l e c k o - s a n d o m i e r s k i m ( P o l s k a S z t u k a L u d o w a 1952, N r

Ludu, Leszno,

1846.

s. 42) u s t a l i ł p o ł u d n i o w ą g r a n i c ę z a s i ę g u z a p a s e k n a r a m i e n n y c h n a l i n i i P i e r z c h n i c a , Ł a g ó w , N o w a
' W ł a d . Siarkowski,
8

9

1 0

Gazeta Kielecka

M a t e r i a ł y do etnografii l u d u p o l . z o k o l i c K i e l c . Z b i ó r do
1874

( Z wycieczki w

Opis K r ó l e s t w a Polskiego, W a r s z a w a
Orli Lot,

1929,

X s.

1 1

Stanisław

1 2

Frycz Modrzewski,

1 3

Łukasz

1 4

Niesłusznie

Arnold,

1,

Słupia.

a n t r o p . k r a j . T . I I , 1878,

s.

214.

Łysogóry).
1850,

T . I , s.

140.

202.

Tło społeczno-gospodarcze

O d r o d z e n i a P o l s k i e g o , N o w e D r o g i , 1953,

O Poprawie Rzeczypospolitej, przekł. Cypriana

Górnicki, Dworzanin Polski, K r a k ó w ,

1566

Bazylika

1577,

s.

N-7,

s. 57 i i .

51.

( D z i e ł a wszystkie, T . I . W a r s z a w a

1886,

s.

72).

u w a ż a s i ę M a r c h o ł t a z a p o s t a ć k o n w e n c j o n a l n ą o m a l w typie k o s m o p o l i t y c z n y m . W s z a k ż e typ sier­

m i ę g i c z y k a p o t y n o s z o n e j przez niego o d n a j d u j e m y n a w i e l u X V I - w i e c z n y c h

d r z e w o r y t a c h bezprzecznie p o l s k i c h . Jest

to l e t n i a o d z i e ż c h ł o p ó w ł o w i ą c y c h r y b y , p r a c u j ą c y c h w sadzie, w p o l u l u b ż o ł n i e r s k i e j potrzebie.
1 5

Torba

skórzana

M a r c h o ł t a — fragment d r z e w o r y t u n a k a r c i e t y t u ł o w e j

S a l o m o n m ą d r y z m a r c h e l t e m g r u b y m a s p r o s n y m » , d r u k H . V i e t o r a r.

książki « R o z m o w y ,

które myal

kroi

1521.

1 6

T a d e u s z S e w e r y n , S t a r o p o l s k a grafika l u d o w a , W a r s z a w a

"

O m n i u m fere g e n t i u m n o s t r a e aetatis h a b i t u s n u n q u a m ante h a c aediti — F e r n a n d o B e r t e l l i A e n e i s T y p i s e x c u -

debat 1563
1 8

1 8

gendą

1956,

s.

130.

Veneris.

D r z e w o r y t ten z n a j d u j e s i ę w

d r u c z k u z X V I I w . pt. C o l l o q u i u m J a n a s a K i e c h y z S z y m o n e m .

M a g i e r k a w c h o d z i ł a do s t r o j u l u d o w e g o j e s z c z e w ś r e d n i o w i e c z u . W i d z i m y j ą j u ż n a m i n i a t u r z e w K o d e k s i e z le­
o

św. Jadwidze, przepisaną w

r . 1451

z polecenia k s . R u p e r t a

L i g n i c k i e g o d l a bogatego m i e s z c z a n i n a w r o ­

c ł a w s k i e g o , A n t o n i e g o H o r n i g a . W y s t ę p o w a ł a n a Ś l ą s k u , w P o l s c e p o ł u d n i o w e j i n a W ę g r z e c h . S t ą d jej n a z w a : c z a p k a
węgierska,

a

od

j ó w n a l e ż a ł o do
2 0

M a g y a r — m a g i e r k a . Z a B a t o r e g o b y ł a c z ę s t y m n a k r y c i e m g ł o w y w c a ł e j P o l s c e . P o d c z a s turnie­
s p r a w n o ś c i rycerskiej j e c h a ć k o n n o w p e ł n e j z b r o i , a p o d n i e ś ć z z i e m i m a g i e r k ę

J e d n a z m i n i a t u r k o d e k s u O s t r o w s k i e g o z r. 1353

p ł a s z c z y l u ź n o w i e s z a n e n a p l e c a c h b u r e s u k i tj. p ł a t y s u k n a z w i s i o r a m i w ł ó c z k o w y m i u
2 1

razja»
2 4

białych

cit., s. 6 4 ) : « k i r , c z a r n e , k o s m a t e nieco s u k n o , grubej ż a ł o b y s t a w a ł s i ę

oznaką».

S z y m o n S t a r o w o l s k i n o t u j e , ż e « ż o ł n i e r z e s t a r o p o l s c y p o w i e r z c h o w n e rzeczy lekce w a ż a j ą c , w k a r a z y i i w s z a r y m

s u k n i e c h o d z i l i , z e s z ł a (ta o d z i e ż ) p o t e m n a
2 3

do

narożników.

K i r e m l u b k i e r e m n a z y w a n o t e ż s u k n o c z e r w o n e n p . j a k o a p o t r o p e u m wieszane u c h o m o n t ó w z a p r z ę g u wesel­

nego. G o ł ę b i o w s k i (op.
2 2

kopią.

dowodzi, ż e c h ł o p i d o l n o ś l ą s c y z X I V w. nosili

hajduki».

S t ą d s t a r o p o l s k i e p r z y s ł o w i e : « F r a s z k i a d a m a s z k i — kierezja to g r o n t » l u b « N i e m a s z c i , j e d n o j a k o n a s z a k a (Rysiński).
J e ż o w s k i w E k o n o m i i r. 1648

pisze:
P r z o d k o w i e o s z a r ł a t nie

dbali

Wojewodowie w szarzy chadzali
D z i w n a r z e c z , k a r a z j i j u ż teraz nie
I n a lundysz niektórzy słudzy się
Szukają barwy, coby była od
W s p o m n i a n a tu szarża,

to s i e r m i ę g o w e s z a r e s u k n o s a m o d z i a ł o w e ,

znają
gniewają

bławatu.
a l u n d y s z to

luńskie. sukno,

pakłak

(Packlaken),

s u k n o n a p ł a s z c z , grube, ziarniste, h o l e n d e r s k i e .
2 5

N a z w a g i e r m a k w y w o d z i s i ę z tatarskiego

2 7

U

armiak.

szlachty z a r o s t nie t r z y m a ł s i ę j e d n e g o p o r z ą d k u . G ó r n i c k i p i s a ł : « W i ę c j e d n i g o l ą b r o d y a z w ą s y c h o d z ą ,

d r u d z y s t r z y g ą b r o d y po c z e s k u , trzeci p r z y s t r z y g a j ą po h i s z p a ń s k u . I o k o ł o w ą s a z a ś jest r ó ż n o ś ć , bo

go d r u d z y n a

89

�d ó ł g ł a s z c z ą , a d r u d z y w g ó r ę j e ż ą . J e ś l i z a ś kto n i c b r o d y nie ustrzyga i do
b a r d z o s n i ą ź l e » ( G ó r n i c k i , op. cit., s.
2 8

s.

tego n a j d u j ą w i n ę , w e z b r o i

powiedąją

73).

S k a r g a ze w s i D u p i c e w powiecie b ę d z i ń s k i m w A c t a D e c a n i et Officialis o d

1511—1559 ( W i s ł a 1892,

T. VI,

850).
2 9

3 0

M u c h a j e r l u b m u c h a i r o d tur. m u c h a y y i r z a c h w y c a j ą c y ,

wspaniały.

Jest to j e d e n z o l e j n y c h o b r a z ó w « T a n c a s m i e r c i » w k o ś c i e l e B e r n a r d y n ó w w K r a k o w i e .

Pod

nim. mieści

się

napis:
I ty K m i o t k u
W

spracowany

ś m i e r t e l n e ś s i ę w y b r a ł tany

Niepyszna D a m a z

Oraczem

Tak

bogaczem.

tańczy jako

z

3 1

J . K . H a u r , S k ł a d abo

3 2

Jędrzej Kitowicz, Opis o b y c z a j ó w i z w y c z a j ó w za panowania Augusta I I I , Bibl. Nar. N-88

rozdz. X I X .

3 3

Wład. Siarkowski,

s.

3 4

Crescentyn, O p o m n o ż e n i u i rozkrzewieniu wszelkich p o ż y t k ó w , K r a k ó w

3 5

Skarbiec znakomitych s e k r e t ó w oekonomiey, K r a k ó w

M a t e r i a ł y do

etnografii l u d u p o l .

1693,

s.

155.

z okolic Kielc, C z . I I I , K r a k ó w
1571,

s.

1880,

100.

216.

T a m ż e s. 217. « T w a r z c z y ś c i a w y b i e l a . P r z e c i w w i a t r u n k o m ż y w o t n y m i n i e s t r a w n o ś c i t a k ż e p r z e c i w k w a ś n e m u

r z y g a n i u p o m a g a h a n y ż w a r z o n y w winie. B o l e ś c i t e ż w n ę t r z n e , k t ó r e z z a z i ę b i e n i a p o c h o d z ą o d d a l a . T a k i e ż i p r z e ­
c i w b o l e ś c i m a c i c e n i e w i e ś c i e j p o m a g a w a r z o n y z k o n f e k t i ą , k t ó r ą w A p t e c e z o w i ą m a g n a trifera.
w ą t r o b y też pomaga warzony z innymi ziółmi o d m i ę k c z a j ą c y m i . Przeciwko siności z urazu
p o d o c z y m a . P r o c h t e ż iego b a r d z o m n o ż y m l e k o n i e w i a s t a m a m ę ż o m p l e m i ę kto
3 8

go

Przeciw zatkaniu

z w ł a s z c z a n a twarzy albo

p o ż y w a w karmiey albo piciu».

W ł a d . S i a r k o w s k i , P r z y c z y n e k do m a t e r i a ł ó w o s t r o j u c h ł o p s k i m we w s i K r z y ż a n o w i c e p o d P i ń c z o w e m w X V I I I w.

W i s ł a V I I 1893, s. 293—296 ( Z . i n w e n t a r z y s p a d k o w y c h , z n a j d u j ą c y c h s i ę w w ó j t o w s k i c h a k t a c h z X V I — X V I I I w.
d o r. 1777:

A c t a villae K r z y ż a n o w i c e , seu v a r i a e gestarum sequenti m o d o e x p e d i t o r u m , t a m l a t i o n e a r e a r u m ,

rum, quam aliarum
3 7

3 8

—

domo-

p o s s e s s i o r u m e t i a m i n v e n t a r i o r u m p o s t defunctos o r d i n e d e s c r i p t o r u m ) .

K i t o w i c z , op. cit., s.

306.

T a m ż e : « W d a l s z y m czasie p a n o w a n i a A u g u s t a I I I n a s t a ł y p o d k ó w k i p ł a s k i e n a k s z t a ł t k o ń s k i c h , t r z e m a ć w i e ­

k a m i do p o d e s z w y przybite. N a r e s z c i e p o d k ó w k i w s z e l a k i e z a r z u c o n o , n a miejsce k t ó r y c h n a s t a ł y o b c a s y » . N i e m n i e j
w s ą s i e d z t w i e pracowni i k r a m ó w szerokich istniały nadal w miastach budki, w k t ó r y c h k o w a l o k u w a ł plebsowi buty
podkówkami.
3 9

W o j c i e c h S z y m a n o w s k i , K r ó l e s t w o P o l s k i e c z y l i n a j d o k ł a d n i e j s z y o b r a z tego k r a j u , W a r s z a w a

4 0

Opis

Królestwa

Polskiego

pod

względem

zwyczajowym i obyczajowym, Warszawa
4 1

Jakub Bojko, Okruszyny

1850,

historycznym,

t. I I , s.

statystycznym,

rolniczym,

1859,

fabrycznym,

s.

73.

handlowym

51.

z G r ę b o s z o w a , L w ó w 1911, s. 76 pisze, i ż dzisiejszy r o l n i k w y o r a w s z y w p o l u s z c z ą t k i

d a w n y c h p o d k ó w ^ k , « n i e m o ż e n a w e t o d g a d n ą ć do -czego to m o g ł o
4 2

K i t o w i c z , op. cit., s.

4 3

D r o j e t — t k a n i n a z franc.

4 4

Z regestru u b i o r u po D z i u r o w e j z K r z y ż a n o w i c r, 1755

służyć».

8—9.
trois, g d y ż b r a n o po

3 nitki n a

wątek.

« k o s z u l e k sztuczkowych pięć z c z a r n y m szyciem, j e d n a

z bialym».
4 5

T a k i e « n o w e m o d y » p o s i a d a p o c h o d z ą c a ze wsi s z y n k a r k a m i e j s k a n a d r z e w o r y c i e « L a m e n t n a d u m a r ł y m

d y t e m » z w.

kre-

XVII.

4 6

S e w e r y n , S t a r o p o l s k a grafika l u d o w a , s. 32,

4 7

Sekret w y i a w i o n y O s o b l i w s z y R z e c z y p e w n e i d o ś w i a d z o n e n a d o b r o pospolite z a z e z w o l e n i e m S t a r s z y c h

33.

d r u k u p o d a n e w r. 1689 w P o z n a n i u , s. 38: « i e z e l i m i ę d z y k w i a t k a m i r z u c i s z a b ś l a g . to iest owe
s i ę ż n e o k r ą g ł e c u d n y y bogaty haft
4 8

centki ś w i e c ą c e

wydadza».

Czaszka kobieca nakryta czepcem tym wykopana

z o s t a ł a w 1959 r. n a c m e n t a i z u w C h r o b r z u ,

p o d c z a s p o s z u k i w a ń a r c h e o l o g i c z n y c h , p r o w a d z o n y c h przez O d d z i a ł I n s t y t u t u K u l t u r y

Materialnej w

4 9

Julian K o ł a c z k o w s k i , W i a d o m o ś c i t y c z ą c e się p r z e m y s ł u i sztuki w dawnej Polsce, K r a k ó w

5 0

Tad. Korzon,

5 1

Kołaczkowski,

5 2

Seb.

Żebrackiej

W e w n ę t r z n e dzieje P o l s k i z a S t a n . A u g u s t a (1764—1794) W a r s z a w a
t a m ż e , s.

Dembowski,

O

do
mo­

1897,

pow.

Pińczów

Krakowie.

1888,

T . I I , s.

s.

553.

305.

556.

Fabryce

Sukiennej K r a k o w s k i e j ,

na Ludwinowie-Zakrzówku,

Kraków

1791,

s.

23:

K a r o l Like, zawiadamia, że «dnia 8 maja

tak w M i e ś c i e j a k o t e ż po p r z e d m i e ś c i a c h do s z p i t a l a S. D u c h a , z g r o m a d z e n i do 270

dyrektor
1788

i

kasjer

tej

r o k u byli p o ł a p a n i

Fabryki
ubodzy

o s ó b , c i byli u c z e n i przez

May-

stra, k t ó r z y do czego byli zdatni, c i ż byli ż y w i e n i i o k r y w a n i w e d ł u g o r d y n a c j i i t y c h c o d z i e n n i e p r z y b y w a ł o i u b y ­
w a ł o c z ę ś c i ą przez u c i e c z k ę z t y c h z a ś u b o g i c h u d a ł o s i ę do r o b ó t p r z e s z ł o
5 3

dzaju
5 4

M o ż e d r u k o w a n ą w farbiarni

Jana i Salomei L i s z k ó w w Krakowie,

Wład.

Ziemacki,

W r o c ł a w 1956,

Materiały
s. 39,

100,

do

historii

odzieży

z

lat

5 5

Ł u k a s z G o ł ę b i o w s k i , L u d Polski, Warszawa

5 6

T a b l i c e w o j s k a polskiego po r. 1700.

O p i s K r ó l . P o l . T . I I , s.

47.

1818—1863 A r c h i w u m

Etnograficzne -N10,

Pol.

Tow.

130.

Rok

1830,

1794.

s.

20.

Litografie p r z e d s t a w i a j ą c e ż o ł n i e r z y k o ś c i u s z k o w s k i c h

z r y s u n k ó w M . Stachowicza R . Zadrażil z Czarnej Wsi w

90

m o n o p o l n a tego r o ­

wyroby.

Ludozn.

5 7

81».

m a j ą c e j od r. 1783

Krakowie..

wykonał

�5 8

G d y w 1776 r . s e j m stolicy z l e c i ł , a b y w o j e w ó d z t w a o b r a ł y sobie k o l o r y m u n d u r ó w i s t r o j u szlacheckiego,

sejmik

k r a k o w s k i w Proszowicach p o w z i ą ł n a s t ę p u j ą c ą u c h w a ł ę : « M y R a d a i U r z ę d n i c y Dygnitarze i całe Rycerstwo woje­
w ó d z t w a k r a k o w s k i e g o w P r o s z o w i e n a d z i e ń 15 l i p c a 1777 z j e c h a w s z y s i ę . . . z a j e d n o m y ś l n y m
s t k i c h tj. k o l o r b i a ł y n a ż u p a n i e , a a m a r a n t o w y n a k o n t u s z u » ( p o s t a n a w i a m y ) . .
przyjazd księcia warszawskiego

do

Ilrakowa,

zwrócił

się

magistrat

zezwoleniem

K i e d y z a ś « w r. 1810

krakowski

do

ministra

wszy­

zapowiedziano

spraw

wewnętrznych

K s i ę s t w a W a r s z a w s k i e g o z z a p y t a n i e m , w j a k i c h s t r o j a c h m a s i ę k s i ę c i a p o w i t a ć , n a co m i n i s t e r i u m p i s m e m z 23 k w i e t n i a
1810 1.2348, a b y s i ę s t o s o w a ć do dekretu k s i ę c i a w a r s z a w s k i e g o

z

17.

I.

1809

i

27.

I I I . 1809,

ustanawiającego

m u n d u r K s i ę s t w a Warszawskiego a mianowicie: j a k o codzienny kontusz granatowy sukienny z k o ł n i e r z e m i w y ł o g a m i
u r ę k a w ó w k a r m a z y n o w y m i » . . . (Klemens B ą k o w s k i , Dzieje K r a k o w a
5 9

G o ł ę b i o w s k i , op. c i t , s. 20.

6 0

K a z . B r o d z i ń s k i , W i e s ł a w , Petersburg 1857 (zezwolenie

1911 st. 231).

c e n z u r y w W i l n i e 1854 r . ) . D r z e w o r y t y w tej

książce

w y k o n a l i wedle r y s u n k ó w J u l i u s z a K o s s a k a graficy f r a n c u s c y : J . B . — M . F r e d r o , S o t a i n , B i s s o n - G o t t a r d , P i s a ń , T r i chon, Lavieille i Breviere.
6 1

B r a c i a N a g a j e w s c y w r. 1848 n a p a d l i n a r y n k u k r a k o w s k i m n a k o n s u l a cesarskiego, p r e z y d e n t a gubernii, b a r .

Franza

Kriega,

pobili

go,

zatańczyli

i

z n i k l i bez ś l a d u .

D o r y s u n k u ( w y m . 29,8 c m X 39 c m ) J a n a

Zielińskiego

d o ł ą c z o n y jest wiersz.:
... b r z ę k n i y w a k u l e c z k a m i
I zakrzeszwa

podkówkami

U w i ń w a się z panewkami!
T r z y m a j s z e l m ę bez l i t o ś c i ,
A ż m u b ę d ą t r z e s z c z e ć k o ś c i itd.
6 2

W e d l e tablicy k o l o r o w e j , z a m i e s z c z o n e j przez W ł a d . Ł o z i ń s k i e g o w Ż y c i u P o l s k i w d a w n y c h w i e k a c h , L w ó w 1921,

L u i g i M a y e r w gwaszu s w y m p r z e d s t a w i a j ą c y m legację p o l s k ą n a p o s ł u c h a n i u w Stambule w X V I I I w., u m i e ś c i ł n a
jej czele p o s ł a polskiego w rogatywce z s u k n a c z e r w o n e g o obszytej d o ł e m c z a r n y m b a r a n k i e m , a z dolnej
wiechę

piór

ułożonych

w palmetę.

Także

bezimienny

lewej s t r o n y

o b r a z olejny z t e g o ż w i e k u , z n a j d u j ą c y s i ę w z b i o r a c h M u ­

z e u m N a r o d o w e g o w K r a k o w i e p r z e d s t a w i a poselstwo polskie w r o g a t y w k a c h .
6 3

C z a p k a u ł a ń s k a we F r a n c j i

z polska
6 4

6 5

w

czasach

cesarstwa,

powstała

przez

dodanie

daszka

do

rogatywki,

zwała się

skapska.

K . L i s k e , Cudzoziemcy w Polsce, L w ó w
Zbiór wiadom.

do antr; k r a j .

1876, s.

314.

t. I X . 1885 ( W ł a d . S i a r k o w s k i , M a t . do etnogr. l u d u p o l . z o k o l i c

Pińczowa),

s. 35.
6 6

6 7

L i s k e , op. cit., s.

316.

A u t o r r y c i n y w P r z y j a c i e l u L u d u z L e s z n a z r. 1846 w y r a ź n i e n a r y s o w a ł trzy z a k ł a d k i n a r a m i o n a c h k o s z u l i k o ­

biecej.
6 8

Józef M ą c z y ń s k i , W ł o ś c i a n i e z okolic K r a k o w a ,

6 9

E d w . Cressy,

dzieży N r

Na

Kraków,

wielkich szlakach kolejowych,

1958.

Warszawa, Zbiór

«Polska i świat współczesny», Bibl.

Mło­

119.

7 0

O p i s k r ó l e s t w a P o l s k i e g o , T . I I , s. 88.

7 1

W r. 1843 z a ł o ż y ł Steinkeller w r a z z L i c h t e n s t e i n e m p r z ę d z a l n i ę b a w e ł n y w Ż a r k a c h , k t ó r a w r . 1857

na w ł a s n o ś ć spółki K a r o l a Ordęgi, Stan. Lesseia i K a r o l a

przeszła

Osterloffa.

7 2

W i a d o m o ś ć o tej fabryce z a w d z i ę c z a m prof. dr Z o f i i z K o z ł o w s k i c h B u d k o w e j .

7 3

L i s k e , op. cit., s.

7 4

B o j k o , O k r u s z y n y , s. 67. W u p r a w i e r o l i t r z y m a n o s i ę z a s a d y , ż e « j a k ta P a n J e z u s nie d a , to o n o sie t a m

315.

nie, r o z m a c i e r z y , bo nie r o d z i r o l a , ale B o ż o
7 5

D i a r i u s z p o d r ó ż y odbytej

K r a k ó w R k p s P. A . N . N r

wola».

1813 r o k u w K r a k o w i e ,

G a l l i c y ę y S a n d e c k i C y r k u ł przez J a n a

Rostworowskiego,

1783.

7 6

Jest to r e m i n i s c e n c j a r a b a c j i z r.

7 7

S z y m a n o w s k i , op. cit., s. 74.

1846.

7 8

M ą c z y ń s k i , op. cit., s. 2 0 : « S p o d n i e s k ó r z a n e w buty. N a s p o d n i a c h fartuch b i a ł y p o

7 9

J a k u b B o j k o , P i s m a i m o w y , K r a k ó w 1904, s. 18: « P y t a l e m s i ę l u d z i ( w K a z i m i e r z y W i e l k i e j ) ,

kolana».
c z y tu

jeszcze

c h o d z ą c h ł o p i w f a r t u s z k a c h , j a k z a c z a s ó w m e g o ojca, k i e d y p a r o b e k nie m ó g ł i ś ć w c z y m i n n y m n a wesele, n i ż
w f a r t u c h u . F a r t u c h ten n a l e ż a ł do g ł ó w n e g o u b i o r u k a w a l e r ó w . N a pole p i e r w s z y r a z gdy p a r o b e k w y j e ż d ż a ł ,
być w

b i a ł y m f a r t u c h u , do

ś l u b u tak samo.

W

Gręboszowie

musiał

t e ż w t a k i c h f a r t u c h a c h s i ę k o c h a n o , ale j a j u ż

ich

nie p a m i ę t a m . S t a r u s z k a , k t ó r a m i n a j w i ę c e j o p o w i a d a ł a , o d r z e k ł a , ż e j u ż ta m o d a z a g i n ę ł a , ale o n a m a jeszcze w d o m u
t a k i f a r t u c h . P r o s i ł e m c o b y m i go p o k a z a ł a . B y ł z lnianego
może

na łokieć,

s i ę g a ł m i do

białego

płótna, z naszyciem też b i a ł y m u d o ł u ,

k o l a n , a b y ł t a k s z e r o k i , ż e b y m s i ę n i m o p a s a ł , w k o ł o m i ę o t o c z y ł , gdyby

długi
kryza.

C h c i a ł e m go k u p i ć n a p a m i ą t k ę , ale s t a r e ń k a w y p r o s i ł a s i ę , ż e to ś l u b n y , w i ę c c h c e swego m ę ż a u b r a ć w niego n a
śmierć: « n i e c h się wszytko z nami styra».
8 0

K u s t o s z M g r Z d z i s ł a w Szewczyk podczas swych b a d a ń

etnograficznych

w Kozłowie

w powiecie

miechowskim

w r. 1951: z a n o t o w a ł « M ł o d y p a n s z e d ł do ś l u b u w zapasce z p ł ó t n a cienkiego, m a r s z c z o n e j w pasie. U d o ł u m i a ł a k o r o n k ę
n a s z e r o k o ś ć 2 c m . D o o s z y w k i przyszyte b y ł y d ł u g i e t r o k i , k t ó r y m i m ę ż c z y z n a o k r ę c a ł s i ę w o k ó ł , a w i ą z a ł j e z p r z o d u .
Fartuszek taki n o s i ł o

s i ę do

portek

płóciennych,

nigdy z a ś do s u k i e n n y c h , g r a n a t o w y c h . S t r ó j w i ę c p a r a d n y

skła-

91

�d a ł s i ę z czerwonej r o g a t k i z p i ó r a m i , k o s z u l i , b i a ł y c h s p o d n i

płóciennych, b u t ó w z cholewami, fartuszka oraz brą­

zowej kierezji».
8 1

S z y m a n o w s k i , opis cit.,

8 2

O p i s K r ó l e s t w a , op. cit., s.

8 3

Kłosy,

t. X L V , s.

47.

40.

8 4

W e d l e s p i s u r z e c z y z ł o ż o n y c h w depozycie p o l i c y j n y m w K r a k o w i e

8 5

Archiwum

Muzeum Nar. w Krakowie,

Oddz. Czartoryskich

8 6

W i e r z o n o , ż e m a m u n y n a p a d a j ą k o b i e t ę , k t ó r a bez

8 7

M ą c z y ń s k i , op. cit., s.

8 8

Bojko,

8 9

Stanisław Ciszewski,

9 0

Siarkowski,

Okruszyny,

op

s.

Wł. Siarkowski,

9 2

Opis Królestwa Pol.

Nr

w r. 1843

(Dziennik

Rządowy).

9511.

fartucha i chustki w i ą z a n e j o d w a ż y się w y j ś ć poza

77.
op. cit.,

s.

9.

69.

W e s e l e w ł o ś c i a n z o k o l i c od S o b k o w a do
1850,

T . I I , s.

Chmielnika,

Kielce

1871,

s.

32.

48.

N i e s ł u s z n i e w i ę c u w a ż a się zapaski z poziomo u d o ł u naszytymi w s t ą ż e c z k a m i k o l o r o w y m i z a w y m y s ł

p o w s t a ł y pod
9 4

9 5

Bojko,

w p ł y w e m m o d y miejskiej lub
s.

Mat.

do etn.

l u d u p o l . z o k o l i c K i e l c , I I I cz. K r a k ó w

1880,

s.

76.

S t a n . A r n o l d , T e r y t o r i a plemienne w u s t r o j u a d m i n i s t r a c y j n y m P o l s k i P i a s t o w s k i e j w X I I — X I I I . P r a c e K o m i s j i

d l a A t l a s u hist. P o l s k i , zesz. 2, K r a k ó w
9 7

nowy,

cygańskiej.

76.

Siarkowski,

9 6

dom.

28.

cit., s.

9 1

9 3

•

1887,

s.'79.

1927.

Z j a w i s k o p o k r y w a n i a s i ę n i e k t ó r y c h z a s i ę g ó w stroju ludowego z z a s i ę g i e m p r a s t a r y c h o b s z a r ó w

plemiennych

d a s i ę z a o b s e r w o w a ć t a k ż e n a p o ł u d n i u , gdzie — j a k w i a d o m o — p o w i a t s z c z y r z y c k i w X I I I w. n a l e ż a ł do z i e m i k r a ­
k o w s k i e j , a d z i ś jeszcze s t r ó j s z c z y r z y c k i w y k a z u j e ś c i s ł ą ł ą c z n o ś ć z t y p e m l u d o w e g o u b i o r u k r a k o w i a k ó w

południo­

wych.
9 8

M . K a r a ś , B a d a n i a g w a r o w e n a terenie p o w i a t u w i ś l i c k i e g o , S p r a w o z d a n i a P A U T o m

9 9

« K o ł o Kielc w i d a ć d u ż o k r a k o w i a k ó w w czerwonych czapkach c z w o r o k ą t n y c n z czarnym w ą z i u t k i m barankiem,

k a r a z j a ( c h y b a p ł ó t n i a n k a — p r z y p i s e k T . S.) b i a ł a , p ł ó c i e n n a , z k o ł n i e r z e m s i w y m ,
s p o d n i e i k a m i z e l k a s i n e » ( M a n u s k r y p t a n o n i m o w e g o h u t n i k a z r. 1841,
k i e j , pow.
1 0 0

nika,

53 r. 1952

stojącym, biało

N-6.

wyszywanym,

własność M u z e u m Techniki w Sielpi

Wiel­

Końskie).

Kronika, Warszawa

1858 N - 1 6 3 , s. 170 ( W y c i e c z k a w o k o l i c e K i e l c , P i ń c z o w a i C h m i e l n i k a ) :

Chęcin i Kielc w i d a ć tę rozmaitość

u b i o r ó w ludowych, j a k a panuje w

«Około

Chmiel­

b a r w a c h i k r o j u s t y k a j ą c y c h s i ę tutaj

K r a k o w i a k ó w z S a n d o m i e r z a n a m i , i l e ż tu p r z e r ó ż n e j w z o r z y s t o ś c i i k o l o r ó w k ł ó c ą c y c h s i ę n a w z a j e m , z a n i m z l e j ą s i ę
w szary u b i ó r l e ś n i a k a z S z c z e c i ń s k i c h
1 0 1

borów».

Z b i ó r do a n t r o p . k r a j . T . I I , 1878,

s. 2 1 3 :

« G r a n i c a stroju w ł o ś c i a n o k o l i c k i e l e c k i c h r o z p o c z y n a s i ę o d

M o r a w i c y i c i ą g n i e s i ę po p ó ł n o c w d w ó c h k i e r u n k a c h : k u P i o t r k o w o w i i R a d o m i u . N a
gór Świętokrzyskich, a na z a c h ó d sięga aż za
1 0 2

Łopuszno».

R o g a t y w k a z n a n a jest w K a r y n t i i , gdzie j u ż w X V w. p o s i a d a ł a , n a p o d o b i e ń s t w o b i ł g o r a j s k i e j k u c z m y , w n a ­

r o ż a c h g a l k o w a t e p o m p o n y , we W ł o s z e c h w X V i X V I w .
jawia

się w

bransi
s.

wsi

w s c h ó d prawie dotyka pasma

Finlandii

obrzędów

i Laponii,

publicznych

w

noszą ją Kałmucy,
Chinach.

(Kaz.

wchodziła w skład

a na Sachalinie Ajnowie,
Moszyński,

Kultura

stroju p a t r y c j u s z o w s k i e g o , n a d t o

po­

r o b o t n i c y h i n d u s c y w B u c h a r z e i cele­

ludowa

Słowian

Cz.

I

Kraków

1929

409),
1 0 3

A.

W(iślicki)

w

Tyg.

Ilustr.

1862,

s.

110:

« m ł o d z i zachwytują c o ś od

K r a k o w i a k ó w sąsiednich, stroją się

w c z e r w o n e c z a p e c z k i o z d o b n e szeregiem s p i ę t y c h p a w i c h p i ó r e k » .
1 0 4

Już Kolberg (Krakowskie

I s. 123) z a n o t o w a ł w r. 1876,

ż e « s u k m a n a k i e r e z j ą , inaczej k a r a z j ą z w a n a , z d ł u ­

g i m k o ł n i e r z e m w i s z ą c y m z t y ł u nie z p o d m i e j s k i c h K r a k o w a p o c h o d z i
Siarkowski,

1 0 6

W s ą s i e d z t w i e k o p a l ń , hut i f a b r y k u b i ó r c h ł o p a p a ń s z c z y ź n i a n e g o r y c h ł o p r z e k s z t a ł c a ł s i ę w o d z i e ż

W e s e l a , op. cit., s.

W e d l e r ę k o p i s u h u t n i k a w r. 1841
Na

okolic».

1 0 5

3.

g ł o w i e m i e w a ( c h ł o p ) najczęściej kapelusz o b w i s ł y , a na nogach trepki drewniane. R o b i ą j e zazwyczaj olchowe.

B a r d z o to d o b r e o b u w i e , p o w s z e c h n i e w S a n d o m i e r s k i e m i K r a k o w s k i e m
kach.

U b o ż s i , gdy

u ż y w a n e , a z w ł a s z c z a po h u t a c h i fabry­

do codziennego u b i o r u p r z y w d z i e j ą b u t y i surdut, s ą j u ż p r z y z w o i c i e u b r a n i » .

1 0 7

S z y m a n o w s k i , op. cit., s.

1 0 8

Jest to' fragment znanej p i e ś n i p o c h o d z e n i a nie l u d o w e g o , z a c z y n a j ą c e j s i ę od

74.

a d r u k o w a n e j po r a z p i e r w s z y przez Ł . G o ł ę b i o w s k i e g o , L u d P o l s k i , W a r s z a w a
a u t o r ó w . Jej t r e ś c i o p i s o w a o d n o s i s i ę do s t r o j u k r a k o w i a k ó w
1 0 9

s.

sto,

92

roboczą.

s k ł a d a ł a s i ę o n a « z e s p o d n i i k a m i z e l k i sinej n a w i e r z c h , r z e m y k i e m p r z e p a s a n e j .

1830,

s ł ó w « A l b o ś m y to j a c y

tacy»,

s. 22 i 23, p o t e m przez i n n y c h

wschodnich.

O p o w i a d a n i e o u b i o r a c h , z w y c z a j a c h , o b y c z a j a c h l u d u polskiego, K r a k ó w , N a k ł . i d r u k J . B e n s d o r f a

1863,

17.
1 1 0

K l e m e n t y n a z T a ń s k i c h H o f f m a n o w a , L i s t y z p o d r ó ż y , r.

1 1 1

Siarkowski,

1 1 2

Bojko,

1 1 3

L i s k e , op. cit.,

że

W e s e l a , op. cit., s.

Okruszyny,
s.

s.
314

1824.

3.

42.
Relacja

J. J. Kauscha:

l u d z i e wiejscy n o s z ą jeszcze n a

spadającej

«Bliżej K r a k o w a i w Krakowie
koszuli

feldowany

samym w i d z i a ł e m bardzo c z ę ­

f a r t u c h p ł ó c i e n n y , s i ę g a j ą c y t a k ż e do

kolan.

�Fartuch

ten

otacza

całe

ciało

naokół.

W

takim

stroju w i d z i a ł e m w niedzielę c h ł o p c a s i e d z ą c e g o na k o n i u i po­

p r z e d z a j ą c e g o przed s o b ą z a p r z ę g s w ó j z w o z e m » .
1 1 4

B o j k o , O k r u s z y n y , s. 6 6 — 6 7 : « K o b i e t y . . . p r z y n o s i ł y ś n i a d a n i e o r a c z o m , k t ó r z y n i e g d y ś w p i e r w s z y d z i e ń o r k i

wyjeżdżali

w

pole u b r a n i j a k n a

wesele, a m i ę d z y i n n y m i z a p a s y w a l i sobie b i a ł e f a r t u s z k i , j a k s i ę d z i ś jeszcze z a

g r a n i c ą w K r ó l e s t w i e w i d z i » (r. 1911).
1 1 5

Z . G l o g e r , E n c y k l o p e d i a s t a r o p o l s k a i l u s t r o w a n a , W a r s z a w a 1902 I I I , s.

1 1 6

S i a r k o w s k i , W e s e l a , s.

136.

12.

1 1 7

S i a r k o w s k i , M a t . do

1 1 8

B o j k o , O k r u s z y n y , s.

1 1 9

I g n . K r a s i c k i , P a n P o d s t o l i , W a r s z a w a 1803, s. 6 5 : « P i k o w y ż u p a n i k ł a p c i e u r ę k a w ó w o z n a c z a ł y

etn.
106.

który się dawnych o b y c z a j ó w
1 2 0

koło

człowieka,

trzymał».

S t w i e r d z i ł to m g r Z d z i s ł a w S z e w c z y k n a s u k m a n a c h o j c o w s k i c h z S ą s p o w a o r a z « m i e c h o w s k i c h » z P r z y s i e k i
Kozłowa.

1 2 1

W

armii napoleońskiej

s z a r f ę s r e b r n ą , szer. 10 c m z a m a r a n t o w y m i j e d w a b n y m i p a s a m i i d w o m a

w i s z ą c y m i z p r a w e j strony nosili g e n e r a ł o w i e i w y ż s i oficerowie.
Napoleona.

I n s p e k t o r naczelny n o s i ł n i e b i e s k ą , a p o d i n s p e k t o r

j e g e n e r a ł o w i e , a o d r . 1831
1 2 2

intendenci

kutasami

O d r. 1809 o z n a c z a ł a o n a p u ł k lekkiej j a z d y g w a r d i i
z i e l o n ą . W czasach K r ó l e s t w a Kongresowego

( G l o g e r , E n c y k l . starop. I V , s.

nosli

305).

S i a r k o w s k i , W e s e l a , s. 3 : po k o ż u c h a c h w i ś l i c k i c h « p o r o z r z u c a n e s ą centki z c z e r w o n e g o s u k n a n a plecach,

kieszeniach i szyi».
1 2 3

K o l b e r g , K r a k o w s k i e I 1871, s.

1 2 4

Seweryn Udziela, Pasy w i e ś n i a k ó w

skim, L w ó w

1926, s.

125.
polskich u ż y w a n e w p o ł u d n i o w e j części M a ł o p o l s k i i n a Ś l ą s k u

1 2 6

S. U d z i e l a , L u d o w e stroje k r a k o w s k i e i i c h k r ó j , K r a k ó w

1 2 6

Że

zaś

nosili

Cieszyń­

8—9.

ją

konfederaci

barscy

(1761—1771),

1930, s. 31.

zwano

ją

również

konfederatką.

I

może

jeszcze

od

Konfederacji Warszawskiej?
1 2 7

C h ł o p Szabla z G r ę b o s z o w a przywoził krakuski z K r a k o w a ,

1 2 8

B o j k o , O k r u s z y n y , s. 78.

a nabywcy nadawali i m naddunajecki charakter.

1 2 9

T a k i e kapelusze przedstawione

1 3 0

K s i ą d z w T o p o l i , k t ó r y d a w a ł ś l u b y t y l k o n o w o ż e ń c o m o d z i a n y m po k r a k o w s k u , z t r u d n o ś c i ą d a ł s i ę u b ł a g a ć

są w ł a ś n i e w albumie Zienkowicza.

d o o d s t ę p s t w a o d tej zasady. T y t u ł e m e k s p i a c j i z a w y ł a m a n i e s i ę z tradycyjnego z w y c z a j u P a r a d o w a z r e z y g n o w a ć m u ­
siała z wyprawienia p r z e d ś l u b n e j zabawy zwanej dobronocka.

T ę n o w ą paradę Paradowej r y c h ł o n a ś l a d o w a ć

c i , c o « c h c i e l i s i ę o b r ó c i ć n a n o w ą m o d ę » , t z n , k a s o w a l i d o b r o n o c k ę w o b r z ę d z i e w e s e l n y m i szli do ś l u b u

zaczęli
odziani

«nowomodnie».
1 3 1

B o j k o , O k r u s z y n y , s.

1 3 2

S i a r k o w s k i , P r z y c z y n e k do m a t e r i a ł ó w , op. c i t . , s. 32.

106.

133 N a z w y staropolskie. U l u d u z g ł o — t y l k o j a k o k o s z u l a ś m i e r t e l n a ( P r z e g l ą d K a t o l i c k i
z a c h o w a ł o s i ę s ł o w o ź g a ć n p . w pow.
1 3 4

S z y m a n o w s k i , op. cit., s. 79.

1 3 5

Ogłoszenie w Dzienniku R z ą d o w y m miasta K r a k o w a

1 3 6

Pajetki m o s i ę ż n e

używane

1892 N r 42). P o z a t y m

p i ń c z o w s k i m « u ź g a ć k o s z u l ę » , ( S i a r k o w s k i , op. cit.).

i okręgu —

t e ż b y ł y przez bogatsze w i e ś n i a c z k i

1843.

do p r z y s t r o j u c z e p c ó w

oraz

ślubnych

trze­

wików.
1 3 7

N a z w a katana pochodzi z w ę g . katona — żołnierz, tak j a k rajtarka od

1 3 8

N a z w a s u k i e n k a i s u k n i a w y w o d z i s i ę od s u k n a , ta z a ś n a z w a o d s u k a ć tj. n a w i j a ć , o b r a c a ć . P ł ó t n o b o w i e m

rajtara.

w e ł n i a n e , f o l o w a n e tj. bite, o b r a c a n e c z y l i s u k a n e w s t ę p a c h folusza, z w a ł o s i ę s u k n e m . S t ą d t a k ż e s u k a s u k m a n y ,
a w e f r a n c . souqueville
1 3 9

o r a z s o u s ą u a n i e , n a z w a specjalnego r o d z a j u p ł a s z c z a .

O p i s K r ó l e s t w a , s. 48.

1 4 0

S i a r k o w s k i , W e s e l a , s. 48.

1 4 1

Buty kobiece n a P o w i ś l u D ą b r o w s k i m

m i a ł y b y ć p r z e d r . 1900 z d o b i o n e haftem k o l o r o w y m , p o d o b n i e j a k

k r a k o w s k i e buty w y k o n y w a n e w M n i k o w i e : B u t ó w t a k i c h nie z a c h o w a ł s i ę j e d n a k ż a d e n o k a z , , a n i t e ż ż a d e n z szew­
c ó w n a d d u n a j e c k i c h k o ł o r. 1920 nie u m i a ł d o k ł a d n i e o b j a ś n i ć tego haftu w s z c z e g ó ł a c h . P r a w d o p o d o b n i e
r a d n e buty z a k u p y w a n o w
1 4 2

takie p a ­

Krakowie.

M a r i a S t a t t l e r ó w n a , H a f c i a r s t w o ludowe.

W i s ł a 1902, t. X V I .

93

�L I T E R A T U R A

1. S t a n i s ł a w A r n o l d ,

Terytoria

K o m i s j i dla Atlasu
2. S t a n i s ł a w A r n o l d ,
3.

—

5. J a k u b B o j k o ,
—

Geografia historyczna Polski, W a r s z a w a

i umowy, K r a k ó w

z Gręboszowa, Lwów

N-7.
1563.

1904.
1911.

7. J . C h o c i s z e w s k i , M a l o w n i c z y opis P o l s k i ,
8. Ł u k a s z G ó r n i c k i , D w o r z a n i n P o l s k i ,

Poznań

Kraków

1891.

1566

( D z i e ł a wszystkie, T . I . W a r s z a w a

1886).

9. E d w . C r e s s y , N a w i e l k i c h s z l a k a c h k o l e j o w y c h ( « P o l s k a i ś w i a t w s p ó ł c z e s n y » , B i b l . M ł o d z i e ż y N - 1 1 9 ,
10. Seb. D e m b o w s k i , O F a b r y c e

Sukiennej K r a k o w s k i e j ,

11. D z i e n n i k R z ą d o w y w m i a s t a K r a k o w a o k r ę g u
12. Ł u k a s z G o ł ę b i o w s k i , L u d P o l s k i ,
13.

—

U b i o r y w Polsce, K r a k ó w

Warszawa

Kraków

1843.

1861.
1902,

t. I I I .

Opis o b y c z a j ó w i z w y c z a j ó w za panowania Augusta I I I Bibl. Nar.

N-88.

16. J u l i a n K o ł a c z k o w s k i , W i a d o m o ś c i t y c z ą c e s i ę p r z e m y s ł u i s z t u k i w d a w n e j P o l s c e , K r a k ó w
17. O s k a r K o l b e r g ,
18.

Kieleckie

—* K r a k o w s k i e

( L u d — j e g o z w y c z a j e itd. S e r y a X V I I I ,

I Kraków

19. T a d . K o r z o n , W e w n ę t r z n e d z i e j e . P o l s k i z a S t a n i s ł a w a A u g u s t a , T . I I , W - w a
1958

21.

Ehrenkleid

des

L i s k e , Cudzoziemcy w Polsce, L w ó w
Aleksander

Maciejowski,

tomy, Petersburg—Warszawa

Chmielnika).

Soldaten, B e r l i n 1936..

23. W a c ł a w

Polska aż

1876.
do

I

poł.

XVII

wieku pod

względem obyczajów i zwyczajów I V

1812.

24. J ó z e f M ą c z y ń s k i , W ł o ś c i a n i e z o k o l i c K r a k o w a ,
25. O p i s K r ó l e s t w a Polskiego pod

Kraków

1958.

w z g l ę d e m h i s t o r y c z n y m , statystycznym, r o l n i c z y m , f a b r y c z n y m , h a n d l o w y m , z w y ­

czajowym i obyczajowym, T . I i I I , Warszawa

1850.

O p o w i a d a n i e o u b i o r a c h , z w y c z a j a c h , o b y c z a j a c h l u d u polskiego, K r a k ó w , N a k ł . i d r u k J . Bensdorffa

27. K a z i m i e r z
28. Pr z yj ac ie l
29.

2.

1898.

N-163—170 (Wycieczka w okolice K i e l c , P i ń c z o w a i

22. K s a w e r y

26.

1888.

X I X ) , K r a k ó w 1885—6, t o m ó w

1876.

20. K r o n i k a , W a r s z a w a
Martin Lezius, D a s

Warszawa).

1791.

1830.

14. Z . G l o g e r , E n c y k l o p e d i a s t a r o p o l s k a ilustr. W a r s z a w a
15. J ę d r z e j K i t o w i c z ,

(Prace

1951.

O m n i u m fere gentium nostrae aetatis habitus n u n q u a m ante h a c aediti, V e n e t i s

Pisma

Okruszyny

P i a s t o w s k i e j w X I I — X I I I w.

1927).

T ł o s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z e O d r o d z e n i a P o l s k i e g o , N o w e D r o g i 1953

4. F e r n a n d o Bertelli,

6.

plemienne w u s t r o j u a d m i n i s t r a c y j n y m P o l s k i

P o l s k i , zesz. 2, K r a k ó w

1863.

P i w a r s k i , K r a j m a l o w n i c z y 1855—1859.
L u d u , Leszno

1846.

M i k o ł a j R e y , W i z e r u n e k w ł a s n y ż y w o t a c z ł o w i e k a poczciwego, K r a k ó w

30. J a n R o s t w o r o w s k i , D i a r i u s z
R k p s P. A . N .

p o d r ó ż y odbytej 1813

roku w Krakowskie,

1558.
Gallicyę

y

Sandecki Cyrkuł,

Kraków,

N-1783.

31. R ę k o p i s a n o n i m o w e g o h u t n i k a z r. 1842 ( w ł a s n o ś ć nie i s t n i e j ą c e g o d z i ś M u z e u m T e c h n i k i w Sielpi W i e l k i e j ,
K o ń s k i e , w depozycie u i n ż . M .
32. W ł . S i a r ( k o w s k i ) ,
33. W ł a d . S i a r k o w s k i ,

pow.

Radwana).

W e s e l e w ł o ś c i a n z o k o l i c S o b k o w a do C h m i e l n i k a ,

Kielce

1871.

M a t e r i a ł y do etnografii l u d u pol. z o k o l i c K i e l c , cz. I I I , K r a k ó w

1880.

34. W ł a d . S e m k o w i c z , S ł o w i a ń s z c z y z n a z a c h o d n i a i w s c h o d n i a w X w., P o l s k a z a K a z . W i e l k i e g o ( m a p y ) .
35. S ł o w n i k geograficzny p o d

red.

Chlebowskiego.

36. W o j c i e c h S z y m a n o w s k i , K r ó l e s t w o P o l s k i e c z y l i n a j d o k ł a d n i e j s z y o b r a z tego k r a j u , W a r s z a w a
37. S e w e r y n U d z i e l a , L u d o w e stroje k r a k o w s k i e i i c h k r ó j , W y d . M . E . N r 3, K r a k ó w

1859.

1930.

38. S e w e r y n U d z i e l a , P a s y w i e ś n i a k ó w p o l s k i c h w p o ł u d n i o w e j c z ę ś c i M a ł o p o l s k i i n a Ś l ą s k u C i e s z y ń s k i m , L w ó w
39. T y g . I l u s t r .

1862.

1926.

�SPIS

Ryc.

1. N a r z e c z e n i — o n a w l u d o w y m stroju k r a k o w s k i m ,
sem

Ryc.

ILUSTRACJI

b ł y s z c z ą c y c h g a l o n ó w . F o t . r. 1904

2. C h ł o p w ż u p a n i e — d r z e w o r y t z r. 1512

o n w kierezji teatralnej, p r z e ł a d o w a n e j f a ł s z y w y m

luksu­

St. Stadler, K r a k ó w .

S t a n i s ł a w a Z a b o r o w s k i e g o « C o n t r a m a l o s diyites et u s u r a r i o s

trac-

tatus».
Ryc.

3. T y p o w y s z l a c h c i c p o l s k i z X V I w. w g r y c . F e r n a n d a

Ryc.

4. C h ł o p i w s u k m a n a c h z d u ż y m i s u k i e n n y m i k o ł n i e r z a m i — d r z e w o r y t w k s i ą ż c e E w a n g e l i a et epistolae, C r a -

Ryc.

5. C h ł o p i w s u k m a n a c h — d r z e w o r y t w k s i ą ż c e E w a n g e l i a et epistolae, C r a c o v i a e

Ryc.

6. C h ł o p k r a k o w s k i

Ryc.

7. M u z y k a n c i

coviae

w

Bertellego.

1598.
1598.

w t a ń c u ze ś m i e r c i ą — fragment z o b r a z u o l . z I I p o ł . X V I I w. w k o ś c i e l e B e r n a r d y n ó w

Krakowie.

Kraków

krakowscy — drzeworyt w J . K . H a u r a , S k ł a d albo Skarbiec znakomitych s e k r e t ó w oekonomiey,

1693.

Ryc.

8. K r a k o w i a k k o s y n i e r — a k w . J . P .

Ryc.

9. O b s z y c i e k o ł n i e r z a a m a r a n t o w y m j e d w a b i e m u b ł ę k i t n e g o ż u p a n a p i ń c z o w s k i e g o .

Norblina.

Ryc.

10. H a f t dolnego k ą t a p o ł y ż u p a n a p i ń c z o w s k i e g o .

Ryc.

11. C z e p i e c « z b l a s z k a m i » c z y l i c e k i n a m i , w y k o p a n y n a c m e n t a r z u z n a j d u j ą c y m s i ę n a g r o d z i s k u w
pow.

Pińczów. N a

Ryc.

12. W o j s k o p o l s k i e r. 1794 — r y s . M i c h a ł S t a c h o w i c z , k o p .

Ryc.

13. Oficer

Ryc.

14. B i a ł a k i e r e z j a p r o s z o w i c k a z K a l i n y W i e l k i e j pow.

Ryc.

15. G r a n a t o w a

Ryc.

16. Ś w i ą t e c z n e u b i o r y l u d o w e z o k o l i c y S k a l b m i e r z a — r y s . W ł a d y s ł a w

I I pułku krakusów w

wojsku p o w s t a ń c z y m

K . W a w r o s z , litogr. R . Z a d r a z i l a n a C z a r n e j

1831

Ryc.

s.

des

Soldaten, B e r l i n , 1936,

M i e c h ó w . Fot. I . Krieger w

s.

312.

Krakowie.

sukmana miechowska z doszywanym k o ł n i e r z e m kierezjowym. F o t . I . Krieger.
Szerner, T y g o d n i k I l u s t r o w a n y

1864

404.

17. S u k m a n a s k a l b m i e r s k a . F o t o - R e p .

Boulogne

R y c . 18. K r a k o w i a k w kierezji z Z a b o r o w a , pow.
Ryc.

Wsi.

o d z i a n y p o d o b n i e j a k i u ł a n i w k i e i e z j e z hafto­

wanymi sukami. Z książki Martin Lesius « D a s Ehrenhleid

X

Chrobrzu,

o k a z i e z a c h o w a ł y s i ę resztki r a ń t u c h a tiulowego p o k r y w a j ą c e g o czepiec m e t a l o w y .

1925.

Brzesko.

19. K r a k o w i a k w kierezji s k a l b m i e r s k i e j — fot.

I . Krieger.

R y c . 20. N a p a d b r a c i N a g a j e w s k i c h n a r z ą d z ą c e g o K r a k o w e m

austriackiego k o n s u l a K r i e g a w r. 1948 — k o l o r o w y

rysunek Jana Zielińskiego.
R y c . 21. W i e s ł a w — d r z e w o r y t w sielance K a z i m i e r z a B r o d z i ń s k i e g o « W i e s ł a w » P e t e r s b u r g
R y c . 22. K r a k o w i a n k a

« o d Skalbmierza*,

r y s . M i c h a ł S t a c h o w i c z , ryt.

R y c . 23. P r o s z o w i a n k a , r y s . M i c h a ł S t a c h o w i c z , ryt.

Langer.

R y c . 24. C h ł o p i w stroju r o b o c z y m z o k o l i c S k a l b m i e r z a .
R y c . 25. L i b e r i a s ł u ż b y dworskiej z o k o l i c y P r o s z o w i c , fot.

Fot. I . Krieger.
I . Krieger.

R y c . 26. K a f t a n d l a c h ł o p c a — liberia s ł u ż b y dworskiej c a ł k o w i c i e z r y w a j ą c a z t r a d y c j a m i
R y c . 27. S u k a c h ł o p i ę c e j kierezji

1857.

Langer.

zdobnictwa ludowego.

skalbmierskiej.

R y c . 28. Z n i s z c z e n i e k o l e i w a r s z a w s k o - w i e d .
garni Grzybowskiej w K r a k o w i e

przez p o w s t a ń c ó w

M u z e u m Czartoryskich

1863

r. D r u k

I. J . Weber w Lipsku, nakład księ­

r y c . 7392.

R y c . 29. S t r ó j b i a ł y z o k o l i c P r o s z o w i c . F o t . I . K r i e g e r .
R y c . 30. « S u k i e n k a » p o d s z y t a b a r a n k i e m . F o t . I . K r i e g e r .
R y c . 31. S u k m a n a z d o b i o n a b ł ę k i t n ą « t u r e c c z y z n ą » ' z o k o l i c y S z c z u c i n a .
R y c . 32. G o s p o d a r z J a n S z y b o w s k i z M a g i e r o w a , po w .
Ryc.

S t o p n i c a , w tzw.

Fot. I . Krieger.
« s u k m a n i e dzikiej».

33. Z a s i ę g i t e r y t o r i ó w p l e m i e n n y c h , a r c h i d i a k o n a t ó w i p o w i a t ó w n a obszarze K r a k o w i a k ó w w s c h o d n i c h w e d ł u g
Stan.

Arnolda.

R y c . 34. Z a s i ę g s t r o j ó w k r a k o w s k i c h
R y c . 35. S k a l m i e r z a k ,

wschodnich.

mai. M i c h a ł Stachowicz, Gabinet R y c i n Bibl. Jag.

R y c . 36. R o g a t y w k a z. w i e c h ą p i ó r p a w i c h i k w i a t ó w s z t u c z n y c h .
Ryc.'37.

M a r s z a ł e k weselny z b e r ł e m w r ę c e — m a i . J . S u c h o d o l s k i .

95

�R y c . 38. W y j ś c i e do ś l u b u — m a i . W l a d . Szerner, ryt. A . Z a j k o w s k i .

Gabinet rycin w M u z e u m N a r o d o w y m w

Kra­

kowie.
R y c . 39. C h ł o p s p o d B u s k a w magierze, p ł ó t n i a n c e i k o s z u l i p r z y r a m k o w ę j , m a r s z c z o n e j w o k ó ł szyi ( A .

Patkowski,

Sandomierskie, G ó r y Świętokrzyskie).
R y c . 40. K r a k o w i a k

od Skalbmierza.

Fot.

I . Krieger.

R y c . 41. K r a k o w i a k w p ł ó t n i a n c e z Z i e m i

Proszowskiej.

R y c . 4 2 . P o lewej K r a k o w i a k o d P r o s z o w i c , p o

prawej o d

Brzeska.

R y c . 43. K r ó j p ł ó t n i a n k i z Z i e m i P r o s z o w s k i e j , r y s . Z d z i s ł a w S z e w c z y k .
R y c . 44. K r ó j k a f t a n a z Z a b o r o w a , po w .
R y c . 45. K r ó j kierezji z p o w .

B r z e s k o , rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k .

M i e c h ó w , rys. Z d z i s ł a w

Szewczyk.

R y c . 46. K r ó j d a w n e j s u k m a n y szarej, r y s . Z d z i s ł a w S z e w c z y k .
R y c . 47. K r ó j s u k m a n y z w . o p i e r z a n k a z po w .
R y c . 48. K r ó j kierezji z Z a b o r o w a , po w .

D ą b r o w a Tarnowska,

rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k .

B r z e s k o , rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k .

R y c . 49. K r ó j s u k m a n y p i ń c z o w s k i e j , rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k .
R y c . 50. K r a k o w i a k w

burosze.

R y c . 51. S w a t y w k r a k o w s k i m — W ł a d . Szerner, K ł o s y 1878

I S.

180.

R y c . 52. C h ł o p w k o ż u c h u w i ś l i c k i m .
R y c . 53. P a s k r a k o w s k i

z czasów kościuszkowskich.

R y c . 54. 4 - c z ł o n o w y pas k r a k o w s k i
R y c . 55. B i a ł y pas k r a k o w s k i

z p o ł . X I X w.

:

w y s z y w a n y z i e l o n y m safianem.

R y c . 56. K r a k o w i a k w magierze tynieckiej.
R y c . 57.

C h ł o p w magierze z P r z y b e n i c , po w .

P i ń c z ó w . Fot. I . Krieger.

R y c . 58. K r a k o w i a k w kierezji — p i e r n i k R o t o w s k i e g o w

Krakowie.

R y c . 59. C h ł o p i w' c z a p k a c h « w y w i j a n y c h » . P r z y j a c i e l L u d u , L e s z n o 1836
R y c . 60. K r ó j k o s z u z p r z y r a m k i e m m a r s z c z o n y m

I , s.

164.

p i o n o w o . D w o r y k. O ś w i ę c i m i a r. 1850,

rys. Z d z i s ł a w

Szewczyk.

R y c . 61. K r ó j k o s z u l i z p r z y r a m k i e m m a r s z c z o n y m p o z i o m o , r y s . Z d z i s ł a w S z e w c z y k .
R y c . 62. K r ó j k o s z u l i k o b i e c e j « z k a r c z k i e m » , r y s . Z d z i s ł a w S z e w c z y k .
R y c . 63. K r ó j k a f t a n a « k o ł o w e g o » z K a r s , po w .
R y s . 64.

Krój

gorsetu z Z a l i p i a , p o w .

R y s . 65. K r ó j gorsetu z M a s z k i e w i c , po w .
R y c . 66. K o b i e t a w p ł ó c i e n n y m

D ą b r o w a (rys. Z . S z e w c z y k ) .

D ą b r o w a (rys. Z d z i s ł a w

Szewczyk).

B r z e s k o (rys. Z d z i s ł a w S z e w c z y k ) .

kaftaniku.

R y c . 67. N a l e w o d z i e w c z y n a w c z a r n y m

s e r d a c z k u i haftowanej zapasce o r a z k o s z u l i z Z a l i p i a , po w .

prawo kobieta w stroju z Marcinkowic,

pow.

R y c . 68. K o b i e t a w b i a ł y m gorsecie z c z e r w o n y m i r ó ż a m i , M a r c i n k o w i c e , po w .
R y c . 69. K o b i e t a w c z a r n y m

kaftanie, K a r s y , po w .

na

Brzesko.

Dąbrowa.

R y c . 70. K o b i e t a w c z a r n y m kaftanie i c z e r w o n e j z a p a s c e K a r s y , pow.
R y c . 71. K o b i e t a w ł o k t u s z y , M a s z k i e n i c e po w .

Dąbrowa,

Brzesko.

Dąbrowa.

Brzesko.

R y c . 72. W i ą z a n i e c z e p c a « w k o k o s i ę » .
R y c . 73. T e c h n i k a z d o b n i c z e g o ś c i e g o w a n i a b i a ł y c h p a s ó w k r a k o w s k i c h .

(Rys. Z d z i s ł a w Szewczyk).

R y c . 74. B i a ł a k r e z a h a f t o w a n a n a k o s z u l i k o b i e c e j z Z a l i p i a .
R y c . 75. K r e z a do k o s z u l i h a f t o w a n a n i c i ą c z a r n ą i c z e r w o n ą . Z a l i p i e ,
R y c . 76.

pow.

Dąbrowa.

M o t y w y zdobnicze « w y p r ą g a n e » na koszulach kobiecych w Zalipiu, pow.

R y c . 77. T a b e l a n i e k t ó r y c h m o t y w ó w h a f c i a r s k i c h

R y c . 78. D z i e w c z y n a w k o s z u l i haftowanej n i c i ą c z a r n ą i c z e r w o n ą . Z a l i p i e po w .
R y c . 79. K r a k o w i a k w bogato h a f t o w a n e j kierezji z po w .
R y c . 80. Z o f i a

Szablina,

hafciarka

Dąbrowa.

na Powiślu Dąbrowskim.

z G r ę b o s z o w a , pow

Dąbrowa.

pińczowskiego.

Dąbrowa

Tarnowska.

R y c . 81. T a n i e c k r a k o w s k i — d r z e w o r y t w sielance K . B r o d z i ń s k i e g o « W i e s ł a w » z w y d .
R y c . 82. C h o r ą ż y k o s y n i e r ó w w w o j s k u p o w s t a ń c z y m 1831

Fotografie n r 9,

10,

11, 12,

wykonał M i c h a ł

96

13, 16,

18, 26, 27,

Myśliński.

41,

4 2 , 50,

petersburskiego r .

1857.

r.

53,

54,

55,

56,

58,

66,

67,

68,

69, 70, 71, 72, 78,

79

�KPATKOE
Ha

TeppHiopHH

H3JIC0KEHHE

K p a K O B C K o r o BoeBOflCTBa B

Hacroamee

COflEPJKAHHfl

BpeMH

y&gt;Ke He

BCTpenaeTCH cainoro

adpdpeKTHoro

B r i o n t m e rana HapHAa BOCTOtmbDC KpaKOBHKOB (jKHTejieii KpaKOBCKOń 3eMjin) HH B KawecTBe 6yflHHqHoń
HH B KanecTBe npa3HHH^H0H.

EAHHCTBeHHO B K)JKHBIX ye3Aax BoesoflTBa 3THM Hapaii;oM nojr63yK&gt;TCH

ojiejKflM,

flepeBeHCKHe

OpKeCTpBI, KOHHbie CBHTbl BO BpeMH CejIBCKHX TOp&gt;KeCTB, CBafleSHblC flpy5KKH H yąaCTHHKH 06lIien0JIbCKHX «fl05KHHOK» (npa3flHHKOB

ypo&gt;KaH).

ycTaHaBJiHBafl ccbepy pacnpocTpaHeHHH 3Toro HapHAa B
BajICH CJieflyWIITłlMH COOÓpałKeHHHMH: i )

4) caMoonpeAeJieimeM HacejiemiH B OTHOmeroiH ero
o6ocHOBbiBaiomHMH

tiRm^ecaihit

dj&gt;H3H0rpac|)HiieCKHMH,
snnroecKOH

2)

roAbi X I X crojieTHH, a B i o p pyKOBOflCTBO-

HCT0pHKO-3THH&lt;reCKHMH, 3) SKOHOMHHeCKHMH,

npHHajnejKHOCTH, 5) THnoBbiMH ocoSemiocTHMH,

ero o6oco6jieHne B onpeflejieHHOM n p o c T p a H d B e H BpeMeHH, 6) npaKTHHecKHMH coo6pa&gt;KeHHHMH,

peKOMeHflyiomHMH o6&amp;eAHHemie He3HaHHTejiBHbix pa3H0BHAH0CTeii

Hapnfla

B

6ojiee KpyrrHbie

TpaflHiiHOHHbie

rpynnbi.
HCTOPHH HapHAa B0CT0tiHbix KpaKOBHKOB B cooiBeTCTBHH c 3K0H0AiHqecKHMH ycnoBHHMH pacnaAaeTCH Ha qeTbipe
nepHOfla: nepBbiń — c 1500 no 1650 r o f l , BTopoii —

1650—1760 rorna, TpeTHń —

1760—1830 r o A b i , MeTBepTbiń —

1830—1914 r o ^ y . I I p n H3yqeHHH 3Toro rana HapOflHOH Oflewyrbi 6onbuiyK) y c i r y r y 0Ka3ajm MaTepnajibi HKOHorpariHMecKHe, HCTopHorpadpn^ecKHe
(3aBemaHHHx),

HCKonaeMbix

H dpojiŁKJiopiiCTmecKHe, a paBKO H MaTepnajibi, o6Hapy*eHHbie B K&gt;pH^H^ecKHX aKTax
npeAMeTax, My3eHHbix 3KcnoHaTax

H HaxoflKax

Ha Mecrax. E j i a r o A a p H sTOiuy MO&gt;KHO

SMJIO ycTaHOBHTb, ^TO HeKOTopbie sjiemeHibi 3Toro HapHAa BOCXOAHT K Hamany X V I BeKa H MTO B 3 n o x y Bo3po&gt;KAeHHH, KOTopaa B r i o n i u i e npoAOJi»cajiac&amp; AO 1650 r o ^ a , ccbopMHpoBajrncB He TOJIBKO imrHxeTCKHH Hapna, HO H H a noAH3H ofle&gt;Kfla H npirroM y « e

B HeKOTopbix p e r n o H a j i Ł H b K pa3H0BHAH0CTHX. H a 3TOT Hapnfl 0Ka3ajia CBoe

AencTBHe H HaaHOHajibHO-ocBoSoAHTeuŁHas 6opb6a ITOJIHKOB Ha npoTHH&lt;eHHH

XVIII H XIX

croneTHH.

B03-

y^acrae

KpeCTBHH B BOCCTaHHH, pyKOBOAHMOM KOCTWHIKO, CnOCo6cTBOBajIO TOMy, *ITO KpaKOBCKHił HapHA CTaH BOeHHbIM
MyHflHpoM; euie B 183 I r o s y pa3jra^Hbie noABcraie nojrKH HOCHJTH KopH^nieBbie « K e p e 3 H M » , TO ecTŁ c e p n i n n i c 6OJIŁHIHM TpeyroJibHbiM BOPOTHHKOM, H e K O T o p w e &gt;Ke yKpaiueHiiH Ha OAHOM H3 THIIOB «cyKwaHOB» ((bur. 32),
KpecTbHHe HOCHJTH eme

AO 1940

poAocnoBHyio OT 3HaK0B OTJIHMHH Ha BoeHHbix MyHAHpax BpeiweH HanoneoHOBCKHx BOHH, T e p i i o r c T B a
H KopojieBCTBa

KOTopbie

roAa, BpoAe rrmpoKHX JTCHT nepeBH3aHbix r e p e 3 nne^o H XBOCTHKOB, BeAyT CBOIO
BapuiaBCKoro

nojiBCKoro.

OcoSeHHOCTH SToro HapHAa noKa3aHbi

B HacroHmeH

n y 6 j n i K a L u a i Ha dpoTOCHHMKax H KpacoMHbix

Ta6jiHuax.

0 6 p a m a e T Ha ce6n BHHMaHHe i p x a H ^ e c K i r i i xapaKTep XOACTHHKH, TO ecTB 6ejioro jieTHero xoncTHHHoro n n a m a ((bHr. 43
H 40—42} H MeTbipe rana «Kapa3Hił», TO ecTB cepMar H3 AOMOTKaHHoro rpySoro cyraja, 6OKOBOH Bbipe3 KOTopbix

3

npeAHa3HaqeHHbift AJIH o6pa30BaHHfl CKJiaAOK, BbLKpoeH B nepeAHefr H 3aAHefi nojiocax. BjiaroAapn yAajibCKoft dpopine
3TOH «KapH3HM» c n y i H J i o c Ł T a K , ITO KpaKOBCKHH HapHA CAeJiaji B IIoAbHie B s n o x y poMaHTH3Ma BoeHHyw K a p b e p y .
PaBHbiM o6pa30M H noAbi KacpTaHa, p a 3 B e B a w m H e c H BO BpeMH KOHHOH e3Abi H T a a i i e B , npHAaBajin My&gt;KMHHaM MHoro
MOJiOAiieBaTOCTH. BocTOTHbie KpaKOBHKH HOCHjrn « K a p a 3 H » Meibipex UBeTOB: 6ejryw c SOJIBIHHM KpacHbiM BOPOTHH­
KOM (coqeTaHHe Sejioro c KpacHbiM SWJIO MaHHfhecTairHeH HanHOHajn.Hbrx ABCTOB) , CHHKDKD c a j i b m JIH6O wejiTbiM
BOpOTHHKOM, KOpHTHeByK) C 6oraTO BbllllHTbLM KOpHHHeBbLM BOpOTHHKOM II CepyK) C BOpOTHHKOM, oSuiHTHM
AeHbiM cyKHOM. OcoSeHHOCTHMH s T o r o HapHAa, cpa3y » e

3e-

6poc^Bim»BiCH B r j i a 3 a , 6 b i j m KpacHan inanKa-KOHdpeAe-

pa-TKa, onyuieHHaH BHU3y BapauiKOM, KOTopan y CBaAe6Horo

c r a p o c r b i HJTH y CBaTOB SbiJia yKpauieHa euie HcynTa-

HOM H3 naBjmHBHX nepBeB, H 6enbra KOjKaHbffi n o a c c MeTaAJrsraecKHMH yKpaineHHH2vui, oÓMeTaHHbiii KOCMMH CTOKKaMH no

3ejieH0My cadpbHHy. 3 T H n o n c a , cnyiiajiocB, Aono.THHjmcb HaHH3aHHbiMH Ha peMemoK noSpHKyniKaMH,

KOTOpble BO BpeMH TaHHeB n03BHKHBajTH B pHTM ABH5KCHHH TSHIIOpa.
iaCeHCKHH HapnA euie B nepBOH nojioBHHe X I X BeKa ó b i j i no npeHMyniecTBy 6e.TbiM, HO y » c e B KOHii,e STOTO BeKa
c r a j i rr,BeTHCTbiM B TaKoił cTeneHH, vro

y ceBepHbnc coceAOK OAeTBCH n o - K p a K o I I I c K H 0 3 H a i a j i o TO &gt;Ke, HTOH paAeTŁ

HBeTHCToe njiaTBe. OpHaMeHTHpoBKa oAe&gt;KAbi,

comacHO AaBHHiHHHM TpauHirtiHJi, xapaKTepH30Bajiacb

annnHKauH-

HMH Ha T y n y n a x . Eenan BbnimBKa AOCTHraa CBoero a n o r e n B JIOMSPOBCKO.M ITpHBHCjniHBe Ha neperrHHKax H p y 6 a x a x ,
BbniniBKa &gt;Ke, ykpamaioinaH ,\iy&gt;KCKyio

ORempy,

3&lt;Jt&lt;t&gt;eKTHee B c e r o npoHBiuiacb Ha 6ojTBiiarx Tpeyrojn&gt;Hbix crrycK,a-

K&gt;rn,HxcH Ha cromy BopoTHHKax CBHTOK ( « K a p a 3 H ń » ) .

Strój krakowiaków — 7

97

�CIIHCOK

PHC.

iv )KeHHX H HeBecra — Ha HCM TeaTpautHan

HUJiroCTPAIIHlł

« K e p e 3 H H » (cBHTKa) c *rpe3MepH0ft MHiuypHOH p o c K o i n t i o c B e p -

KaiomHX rajryHOB; Ha H e n KpaKOBCKHH HapoflHbin Hapaa. &lt;£&gt;OTO 1904 r . C T . Graflnep, KpaKOB.
PHC.

2 . KpecTBHHHH B wcynaHe. EpaBiopa Ha flepeBe 1512 r . GraHHCJiaBa 3a6opoBCKoro «

PHC.

3. THnHHHbifi IIOJIBCKHH HIJUKTHII X V I BeKa n o p n c y w c y OepHaHflo

PHC

4 . KpecTbHHe B cyKMaHax (cepMarax) c 6ojibniHMH cyKOHHHMH BopoTHHKaiwH. T p a B i o p a Ha flepeBe H3 w i n n i

PHC.

5. KpecTbHHe B cyKMaHax. T p a B K p a H3

PHC.

6. KpaKOBCKHH KpecTBHHHH B Tamie co CMepTbio.

«

».

BepTeirnH.

»
ranni

«

».
&lt;t&gt;parivseHT w a c j i . KapTHHbi 2-oft nojiOBHHbi X V I I

BeKa

B K o c r e n e 6epHapflHH0B B K p a K O B e .
PHC.

7. KpaKOBCKHe My3bn&lt;aHTbi. TpaB&gt;Kpa Ha flepeBe H3 cOTOHeHHH H. K . Taypa «GKJia^ HJIH coKpoBHiirHHqa

PHC.

8. ^Owenb K p a k o B C K o n 3eMirH — KOCHHbep. A K s a p e j i Ł 51. TI. H o p 6 j n m a .

3H3MeHHTbrX T a f a 3K0H0MHH», KpaKOB 1693.

PHC.

9. 0 6 u i H B K a B o p o r a n K a

r o j r y 6 o r o miHMOBCKoro )KynaHa ajiMM ineiiKOM.

PHC

10. BbHHHBKa B HnworeM yrcry n o n b i r n o r r o B C K o r o

PHC

I I . M e n e l i « c 6juniiKaMH» HJIH uexnHaMH, HaHfleHHbrii n p n pacKom&lt;ax B MornjibHHKe ropoflHma B Xpo6&gt;Ke,

«ynaHa.

nHHwoBCKoro ye3fla. H a 3TOM SKcnoHaTe coxpaHHJincb ociarKH T i o n e B o r o

flepeBeHCKoro

njiaTKa, noKpbi-

Baroinero MeTajuHraecKHH Meneii.
PHC. 12. BOHCKO n o j i t c K o e 1794 r o f l a . PHCJTIOK M H x a j i a GraxoBHtia, rpaB. K . BaBponi., JiHTorparbHH P. 3aflpa3HJia,
•^apHa Becb.
PHC. 13. Ocpnuep 2-ro n o j m a « K p a K y c o B » (KOHHHKOB) n o B c r a m e c K o r o BOHCKa 1831 r . , OfleTMH noflofiHO yjiaHaM
B TeMHoBypyio «Kepe3HK&gt;» (cBHTKy) c TpeyrojiBHOH nejiepHHOH, BBILLIIITOH 6eJibiMH uiHypaMH H KpacHbiM
cyKHOM. H 3
PHC

ranni

MapraHa JIe3Hca «

14. Eejian npoinoBHHKafl

»

3

BepjiHH 1936 r . , c r p . 312.

« K e p e 3 H » (CBHTKa) H3 Kamrabi BejibKOH, M e x o B C K o r o

ye3fla. &lt;6&gt;OTO H . K p n r e p a ,

KpaKOB.
PHC

15. CHHHH MexoBCKHft cyKMaH c npHiHHTBiM TpeyrojibHbiM

PHC

16. npa3flHH^Hbie HapoflHbie Hapnflbi H3 OKpecraocTeH CKanŁ6Mep&gt;Ka — p n c BjiaflHCJiaB IIIepHep, «

BopoTHHKOM. &lt;E&gt;OTO H . K p n r e p a .
»

3a «eKa6pb 1864 r . , d p . 404.
PHC

17,. C.Kajrs6MepH&lt;cKHH cyKMaH. cfcoToperrp. BynoHb 1925 r . j B i i e H i p e — KpaKOBCKHH 5KHTejit H3 OKpacTHOCTeił
MexoBa.

PHC. 18. JKnTejH. KpaKOBCKoił 3eMjrn B 3a6opoBCKOH « K e p e 3 H e » (cBHTKe), EpHtecKOBCKHH ye3fl.

'JKwrejihKpaKOBCKoił

PHC. 19.

3eMjm B cKam&gt;6Mep&gt;KCK0H « K e p e 3 H e » . &lt;E&gt;OTO H . K p n r e p a .

P H C 20. H a n a s e H H e 6paTbeB H a r a e B C K H X Ha ynpaBJwioiiiero KpaKOBOM aBCTpHHCKoro KOHcyna K p n r a B 1848 r .
KpacotfflbiJi pHcyHOK i ł u a 3ejrHHCKoro.
P H C 21. BecnaB.

EpaBiopa Ha flepeBe B KAHUUHH Ka3HMeM&lt;a Epofl3HHCKoro

«BecjiaB», neTepSypr 1857 r .

P H C 2 2 . K p a K O B H H K a H3 OKpecTHOCTeH CKajib6Mep&gt;Ka. PHC. M H x a n GraxoBHq:, rpaB. J I j m r e p .
PHC.

2 3 . ripoHioBHuaHKa. PHC. M n x a j i CTaxoBHi, r p a B .

JlHHrep.

PHC. 24. KpecTbHHe B noBceflHeBHOH ofle&gt;Kfle H3 OKpecrHocieił CKajib6i«ep&gt;Ka.
P H C 25. J l H B p e a

flBopoBbrx

H3 OKpecTHOCTeH IIpoiHOBHue.

PHC. 26. KatbTaH Majib^HKa — JiHBpea
Pnc

flBopoBbix,

uejiHKOM n o p B a B H i a a

c TaBniniHMn HapoflHoro opHajweHia.

27. nejiepnHa cKajib6iMep&gt;KCKon « K e p e 3 H » (CBHTKH) fljw MajiB^HKOB.

PHC. 28. Pa3pyiiieHHe BapuiaBCKO-BeHCKOH 5Kejie3HOH
rpacnSoBCKon

B KpaKOBe, Tnnorp.

flopora

noBCTaHi^aMn B 1863 r . H3flaHHe

H . H . Beóep B JleftrruHre.

PHC. 29. EeubiH Hapjjfl H3 OKpecTHOCTeH i l p o n i O B H i i e .
Pnc.

OOTO H . K p n r e p a .

&lt;I&gt;OTO H . K p n r e p a .

&lt;$&gt;OTO

KHnroToproBun

My3eft I a p T 0 p H H C K H X , p n c 7392.
t

H . Kpnrepa.

30. IIjiaTBe, no,n;6HToe 6apaniKOM. &lt;J&gt;OTO H . K p n r e p a .

PHC. 3 1 . C y K M a H , wpaiiieHHBiH rojrySoS «TypeTHHHon» H3 OKpecTHOCTeH IIIyirnHa. OOTO H . K p n r e p a .
Pnc

32. KpecTBHHHH — 3aMjieBjiaflejieii

Ha IIIHBOBCKHH H3 MarepoBa, CTomumKoro ye3fla, B T a n Ha3MBaeMOM

«AHKOM cyKMaHe».
PHC. 33. n j i o m a j m njieMeHHbrx TeppirropHH, apxnflHaKOHaTOB H ye3flOB B ctpepe pacnpocipaHeHHH BOCTOMHbix K p a KOBHH no CiaHHCjiaBy ApHOJiBfly.

98

�P u c . 34.

Q p e p a pacnpoeraHeHHH BOCTOwoKpaKOBCKHX HapHflOB.

PHC. 35.

CKaJibMepjKaHHH. PHC. M H x a j i a G r a x o B H q a , KaÖHHeT r p a s i o p ürejijiOHCKOH 6H6JIHOT6KH.

PHC. 36. KoHfpeflepaiKa
PHC. 37.

c cyjrraHOM H3 naBJiHHLHX nepteB H iicKycerBeHHbix irseTOB.

CBansOHŁiH p a c n o p H a i i i e j i b co cKHnerpoM B p y K e . K a p r a H a Ü .

CyxoaojibCKoro.

P H C 38. CBa«e6HbiH B b i x o / i . K a p r a H a BjiaffHCJiaBa U l e p H e p a , r p a B . A . 3aiiK0BCKHH. K a ô m i e T r p a B i o p HauHOHajiŁHoro My3ea B K p a K O B e .
PHC. 39. KpecTbHHHH H3 OKpecTHOCTeii E y c K a B BŁICOKOH m a n K e , B XOJICTHHHOM n j i a i b e H B p y 6 a x e c Hanjie^HbiMH
cöopKaMH B O K p y r m e n

(A.

FlaTKOBCKHH, CaHflOMupcKaa 3a.\iJiH, CBeHTOKuiHincKHe r o p b i ) .

PHC. 40. KpaKOBHHHH H3 C.Kajib6Mep&gt;Ka. 4&gt;OTO I I . K p u r e p a .
PHC. 4 1 . KpaKOBHHHH B XOJICTHHHOM njiacTbe H3 IIPOHIOBCKOH 3eMjiH.
PHC. 42. C n e B a KpaKOBHHHH H3 ripomoBHiie, cnpaBa — H3 Ep&gt;KecKO.
P H C 43.

O a c o H xojicTiiHHoro

PHC. 44.

&lt;3?acoH KaqVraHa H3 3 a 6 o p o B a , Bpa&lt;ecKOBCKoro ye3,n,a. PHC. 3.

PHC. 45.

OacoH

njiaTbH H3 npOHioBCKOH 3eMJHi. PHC. 3 .

«Kepe3H» H3 M e x o B C K o r o

ye3fla. PHC. 3.

PHC. 46. &lt;t&gt;acoH flaBHero c e p o r o cyKMaHa. PHC. 3.
PHC. 47.

IIIeB^HKa.
IIIeBiHKa.

HleBmoca.

UleB^aïKa.

&lt;J&gt;acoH cyKMaHa, Ha3biBaeMoro «one»caHKa» H3 JIoMÖpoBO-TapHOBCKOro ye3aa. PHC. 3. IIIeB^HKa.

PHC. 48. &lt;E&gt;acoH «Kepe3HH» H3 3a6opoBa, Bp&gt;KecKOBCKoro ye3fla. PHC. 3. IIIeBHHKa.
P H C 49. &lt;£&gt;acoH n H H i o B C K o r o cyKMaHa. P H C 3. LUeBMHKa.
P H C 50. KpaKOBHHHH B 6ypoM cyKMaHe.
P H C 51:

C ß a T b i B KpaKOBCKoft BeMJie. B n a a n c n a B I I I e p H e p ,

» B b i n . I 3a 1878

«

r., crp.

180.

P H C 52. KpecTbHHHH B BHCJIHITKOM T y j i y n e .
P H C 53. KpaKOBCKHH n o n e BpeMeH KOCTMUIKO.
PHC. 54. MeTbipeXMjieHHbiií KpaKOBCKHii none cepenHHbi X I X

Bena.

PHC. 55. E e j i b i H KpaKOBCKHii none, BbmiHTbiH 30ieHbiM carpŁHHOM.
PHC. 56. KpaKOBHHHH B TbiHeirKoñ BBICOKOH i i i a n K e .
PHC. 57.

KpecTbHHHH B BMCOKOH inariKe H3 IIpHCHÖeHHua, ü i o r a o B C K o r o ye3fla. OOTO H .

Kpnrepa.

P H C 58. Ä H T e j i b KpaKOBCKoä 3eMjra B «Kepe3He» — npHHHK POTOBCKOTO B K p a K O B e .
P H C 59. KpecTŁHHe B « B M B e p H y T b i x » uiariKax. «

» , JleuiHO 1836

PHC. 60. &lt;t&gt;acoH p y ô a x n c KOKCTKOH B BepTHKajibHbie CKirajTKH.

flßopbi

r . , Bbin. I , CTp.

n o j i OCBCHHHMOM, 1850

164.

r., pne

3.

EüeB-

*mKa.
PHC. 62. &lt;[&gt;acoH JKCHCKOH p y 6 a x n c «KOMTKOH». PHC. 3.
PHC. 63. &lt;t&gt;acoH « O K p y r j i o r o » KadwaHa H3 K a p c o B ,

HleBiuiKa.

floMßpoBCKoro

y e 3 ^ a . PHC. 3. IIIes^HKa.

P H C 64. O a c o K KOpceTKH H3 3ajDirn&gt;H, JIoMÔpoBCKoro ye3fla. PHC. 3.
PHC. 65.

O a c o H K o p c e i K H H3 M a i i i K e m i H e ,

IIIeBHHKa,

Ep&gt;KecKOBCKoro ye3fla. P H C 3. IIIeBHHKa.

PHC. 66. JKeHiHHHa B XOJICTHHHOM KacpTaH-qHKe.
P u c 67.

CneBa

fleByiiiKa

B l e p H o i i 6e3pyKaBKe, BHIHHTOM nepe/rHHKe

y e 3 n a , c n p a B a weHiuHHa

H p y S a x e — H3 3 a j i H n b H , ,JJ,oM6poBCKoro

B Hapnne — H3 MaprrHHKOBHue, Bp&gt;KecKOBCKoro ye3fla.

PHC. 68. Ä e H i x u i H a B 6 e j i o i í KopceTKe c KpacHbiMH po3a.MH, MapqHHKOBHii.e, E p j K e c K O B C K o r o ye3fla.
P H C 69. /KeHiHHHa B lepHOM KarpTaHe, K a p c w ,

JTpMÖpoBCKoro y e 3 a a .

P H C 70. &gt;KeHin,HHa B nepHOM KarpTaHe, c KpacHbiM nepeflHHKOM, K a p c w , JIoMÓpOBCKoro ye3fla.
PHC. 7 1 .

^CeHuniHa B HaKHHHOM HOJIOTHHHOM i u i a T K e , MaiHKeHHjje, Bp»cecKOBCKoro y e 3 a a .

PHC. 72.

3aBH3biBaHHe l e m H K a « n o f l KOKOHIHHK».

PHC. 73.

T e x H H K a opHaMeHTajibHoo CTpowH 6ejiBrx KpaKOBcrarx noHCOB. PHC. 3fl3HCJiaBa DleB^HKa.

PHC. 74.

B e j i b i ñ BbiuinTbiii rodppHpoBaHHbiíí BopoTHHK jKeHCKoft p y ô a x n H3 3anHnbH.

PHC. 75.

rodppHpoBaHHbiîi BOPOTHHK py6axH c wepHO-KpacHoił BbrniHBKOH. 3aJoinbe, ,H,OM6poBCKOro ye3fla.

PHC. 76.

OpHaMeHTajibHbie

PHC. 77.

Ta6jTHH,a HeKOTopbix BbiniHBajibHbrx MOTHBOB B ,U,OM6POBCKOM npHBHCJiHHbe.

MOTHBM «B pyÔMHK» Ha » e H C K i r x p y 6 a x a x . 3 a j n i n b e , JIoMÔpoBCKoro ye3fla.

PHC. 78. j^eByiiiKa B p y 6 a x e c HepHO-KpacHOü BMIHHBKOH. 3 a j i n n b e , jJoMöpoBCKoro ye3aa.
PHC. 79.

Ä H T e u b KpaKOBCKoä BeMjra B 6oraTO BbiHiHToii «Kepe3He» (cBHTKe) H3 nirHHOBCKOro y e 3 3 a .

PHC. 80. 3O(J)HH IQaôJiHHa, BbiiiiHBajibHiHua H3 r p e M O o u i o B a ,

floMÖpoBOTapHOBCKoro

PHC. 8 1 . KpaKOBCKHii TaHen — rpaBiopa Ha flepeBe B HÄTHJUTHH K .

Bpofl3HHCKoro

ye3aa.
«BecuaB», IIeTep6ypr

1857

r.

7«
99

�SUMMARY

T h e m o s t spectacular type of folk- dresses i n P o l a n d w o r n by eastern C r a c o v i e n s does not exist today i n the c o u n t r y
a s a n e v e r y d a y a n d h o l i d a y garment. O n l y i n the s o u t h e r n districts it is u s e d by village m u s i c b a n d s , e q u e s t r i a n escorts
o n festivities, best m e n a n d participants o f n a t i o n w i d e harvest celebration.
I n d e l i m i t a t i n g the a r e a o n w h i c h this c o s t u m e w a s w o r n i n 1850 the a u t h o r t o o k i n c o n s i d e r a t i o n the f o l l o w i n g
f a c t o r s : 1) p h y s i o g r a p h i c factors 2) historical-ethnic factors 3) e c o n o m i c factors 4) selfdetermination o f the p o p u l a t i o n
a s to its e t h n i c affiliation. 5) t y p i c a l features being the base for differentiation o f a b o v e c o s t u m e i n a given space a n d
t i m e 6) p r a c t i c a l motives c a l l i n g for j o i n i n g m i n u t e varieties o f the dress i n bigger sets justifiable by the t r a d i t i o n .
T h e h i s t o r y o f the c o s t u m e o f the eastern C r a c o v i e n s h a s been divided into 4 periods i n l i n e w i t h the e c o n o m i c c o n ­
d i t i o n s : 1) f r o m 1500 to 1650, 2) f r o m 1650 to 1760, 3) f r o m 1760 to 1830 a n d 4) f r o m 1830 to 1914. F o r the investigation
o f this type o f f o l k c o s t u m e i c o n o g r a p h i c , h i s t o r i o g r a p h i c a n d f o l k lore m a t e r i a l h a s been used as w e l l as the m a t e r i a l
f o u n d i n legal d o c u m e n t s (wills), e x c a v a t i o n s , m u s e u m relics a n d territorial findings. O n base o f these s o u r c e s w e c a n
state, that s o m e elements o f a b o v e c o s t u m e date since the beginning o f the X V I

c e n t u r y a n d that i n the p e r i o d o f the

R e n a i s s a n c e — w h i c h lasted i n P o l a n d u p to 1650 — developed n o t only the c o s t u m e
v a r i e t y w o r n b y the c o m m o n people a n d f u r t h e r m o r e w i t h s o m e regional
T h e fighting f o r independence i n the X V I I I

and X I X

w o r n by the gentry b u t a l s o the

specifities.

c e n t u r i e s led b y the P o l e s h a d also a n influence u p o n the

s a i d c o s t u m e . T h e p a r t i c i p a t i o n o f the peasants i n the K o ś c i u s z k o i n s u r r e c t i o n c a u s e d that the C r a c o w dress b e c a m e
a m i l i t a r y u n i f o r m ; v a r i o u s regiments

up

to

1831

wore

b r o w n coarse heavy coats

with

a big t r i a n g u l a r c o l l a r

c a l l e d s u k m a n a ; o n o n e o f the s u k m a n a types (fig 32) w o r n b y the people e v e n u p to 1940 — t h e scarfs a n d tassels o n
the breast h a v e their o r i g i n i n the m i l i t a r y distinctions o n the u n i f o r m s dating f r o m the n a p o l e o n i e w a r s a n d w a r s led
b y the W a r s a w D u c h y a n d the C o n g r e s s K i n g d o m .
T h e features o f this dress a r e s h o w n i n the present p u b l i c a t i o n i n the p h o t o s a n d i n the c o l o u r e d p l a t e s ; notice s h o u l d
be t a k e n o f the a r c h a i c c h a r a c t e r of the white s u m m e r coat (fig. 43 a n d 4 0 — 4 2 ) a n d o f 4 types o f the so c a l l e d K e r e z j a
i n w h i c h (fig. 4 8 , 49) the side cut s e r v i n g to m a k e folds is c u t i n the front a n d b a c k lobes. T h e d a r i n g f o r m o f this dress
c a u s e d that the C r a c o w ^ c o s t u m e m a d e i n the age o f r o m a n t i c i s m a m i l i t a r y career i n P o l a n d . T h e l a p s o f the c o a t flap­
p i n g i n the d a n c e , o r d u r i n g a drive o n h o r s e b a c k , gave also a n accent o f a u d a c i t y to the silhouette. T h e eastern C r a c o v i a n s w o r e the k e r e z j a i n f o u r c o l o u r s v i z . a white one w i t h a big r e d c o l l a r (the c o m p o s i t i o n o f r e d a n d w h i t e f o r m e d
the n a t i o n a l c o l o u r s ) , a n a v y b l u e w i t h a c r i m s o n o r a y e l l o w c o l l a r , a b r o w n o n e w i t h a b r o w n r i c h l y e m b r o i d e r e d c o l l a r
a n d a grey one, w i t h a c o l l a r lined w i t h green c l o t h . A m o s t s t r i k i n g feature o f this dress w a s the r e d c a p c a l l e d r o g a t y w k a
f r a m e d f r o m beneath w i t h l a m b s k i n f u r , the c a p o f the m a s t e r o f the wedding c e r e m o n y o r o f the best m a n w a s besides
d e c o r a t e d w i t h a p a n a c h e o f p e a c o c k feathers. A n o t h e r interesting feature w a s a w h i t e lether belt w i t h m e t a l i n c r u s t a t i o n s
a n d decorated w i t h green M o r o c c o quilted obliquely. T h e s e belts h a d additionally b r a s s rattles o f s m a l l s h a p e w h i c h a c ­
c e n t u a t e d the r h y t h m w h e n the d a n c e r m o v e d .
T h e c o s t u m e o f the w o m e n w a s u p to the first p a r t of the X I X

c e n t u r y m a i n l y white, b u t since the e n d o f the X I X

c e n t u r y b e c a m e florid to s u c h a n extent that w h e n the neighbours f r o m the N o r t h s a i d s o m e b o d y w a s dressed i n the C r a c o v i a n w a y it m e a n t the s a m e a s to be dressed i n v i v i d c o l o u r s . T h e d e c o r a t i o n o f the dress a c c o r d i n g to old traditions
consisted i n t r i m m i n g o f the fur c o a t s . T h e highest level o f the w h i t e e m b r o i d e r y w a s attained o n decorating shirts a n d
a p r o n s i n the a r e a o f the P o w i ś l e D ą b r o w s k i e whereas the e m b r o i d e r y a d o r n i n g the m e n ' s dress achieved its highest f o r m
i n the b i g t r i a n g u l a r c o l l a r s o f the k e r e z j a falling d o w n o n the b a c k .

100

�Podstawą
się

w

faksymilowanej

Archiwum

we

A T L A S

edycji

Polskiego

egzemplarz

znajdujący

Ludoznawczego

Wrocławiu

P O L S K I C H

W Y D A W A N Y

był

Towarzystwa

S T R O J Ó W

P R Z E Z

P O L S K I E

L U D O W Y C H
T O W A R Z Y S T W O

L U D O Z N A W C Z E
K O M I T E T

R E D A K C Y J N Y :

A L E K S A N D R A

K O W A L S K A - L E W I C K A ,

A N T O N I

J A N U S Z
R E D A K T O R
S E K R E T A R Z
R E D A K T O R

B A R B A R A

B A Z I E L I C H ,

J A C H E R - T Y S Z K O W A ,

A N N A
K U C Z Y Ń S K I ,

K A M O C K I

N A C Z E L N Y :
K O M I T E T U :

B A R B A R A
A N T O N I

W Y D A N I A
A N T O N I

B A Z I E L I C H
K U C Z Y Ń S K I

R E P R I N T O

W E G O :

K U C Z Y Ń S K I

Opublikowało

Wydawnictwo:

P o l s k i e T o w a r z y s t w o L u d o z n a w c z e we W r o c ł a w i u w 1991 r o k u w n a k ł a d z i e
5000

egzemplarzy

Wydrukowała:
Wrocławska

Drukarnia

Naukowa

�ATLAS POLSKICH
STROJÓW LUDOWYCH
Zasięgi ubiorów w monografiach
opublikowanych

ATLAS POLSKICH
Zasięgi u b i o r ó w w monografiach
(Pogórze),

3. Strój rzeszowski,

kolejno
4. Strój

STROJÓW

opublikowanych:
szamotulski,

LUDOWYCH

1. Strój

górali

szczawnickich,

5. Strój krzczonowski, 6. Strój

2.

Strój

dolnośląski

kurpiowski Puszczy Białej,

7. Strój łowicki, 8. Strój dzierżacki, 9. Strój kujawski, 10. Strój spiski, 11. Strój piotrkowski, 12. Strój pszczyński.
13. Strój pyrzycki,
Zagórzan,

14. Strój łańcucki, 15. Strój opoczyński,

16. Strój lubuski, 17. Strój górali śląskich, 18. Strój

19. Slrój sandomierski, 20. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki,

21. Strój

podlaski (nadbużański), 22.

Strój

kaszubski, 23. Strój sieradzki, 24. Strój warmiński, 25. Strój k r a k o w i a k ó w wschodnich, 26. Strój kurpiowski
Puszczy Zielonej.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5872" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5853">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/3cf523f870e74a85cbde4b6a1934d5be.pdf</src>
        <authentication>112816f2fc0c7d2546de1cd47062907f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70044">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70045">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70046">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70048">
                <text>Strój cieszyński / Atlas Polskich strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70049">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych,cz.3,Śląsk; z.6; 134 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70050">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70051">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70052">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70053">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70054">
                <text>�ATLAS

POLSKICH

STROJÓW
ŚLĄSK

CZĘŚĆ I I I

LUDOWYCH
ZESZYT 6

BARBARA BAZIELICH

STRÓJ

CIESZYŃSKI

W R O C Ł A W 2006
POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE

�ATLAS POLSKICH STROJÓW L U D O W Y C H
W Y D A W A N Y PRZEZ POLSKIE TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE

R E D A K T O R N A C Z E L N Y S E R I I : BarbaraBazielich
P R O J E K T O K Ł A D K I : Adam Młodzianowski
R Y S U N K I : Barbara Bazielich
P L A N S Z E B A R W N E : I - rys., J. Manes
II - akwarela H. Jastrzembskiego
I I I i I V - fotografie S. Gadomskiego

© Copyright by Polskie Towarzystwo Ludoznawcze

Okładka: srebrne filigranowe hoczki do żywotka

Publikacja ukazała się dzięki dofinansowaniu:
Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego,
Samorządu Województwa Śląskiego,
Fundacji CEPELIA
przy współpracy z Uniwersytetem Wrocławskim

I S B N 83-87266-61-2

Skład, druk i oprawa: Akcydens s.c. Wydawnictwo i Drukarnia, www.akcydens.pl

�SPIS TREŚCI
Wstęp
Źródła i stan badań
Charakterystyka regionu
Historia stroju cieszyńskiego
Podstawowe części stroju cieszyńskiego
Zasięg stroju cieszyńskiego
Stroje sąsiadów
Ogólny opis stroju męskiego
Szczegółowy opis stroju męskiego
Koszule
Spodnie
Kamizelki
Kaftany
.
Płaszcze
Kożuchy
Obuwie
Uczesanie i nakrycia głowy
Dodatki
Zróżnicowanie stroju męskiego
Ogólny opis stroju kobiecego
Szczegółowy opis stroju kobiecego
Koszule
Spódnice
Suknia
Fartuchy
Okrycia wierzchnie
Chustki
Czepek
Uczesanie
Obuwie
Biżuteria
Dodatki
Zróżnicowanie stroju kobiecego
Materiały na odzież
Hafty
Koronki
Wykonawcy
Zakończenie
Bibliografia
Opis ilustracji
Tłumaczenie w języku angielskim
niemieckim
czeskim

3
7
11
15
25
28
34
36
38
38
40
42
45
48
51
52
54
55
55
58
62
62
67
69
78
81
85
91
93
94
95
101
103
109
112
123
126
131
134
135
140
141
142

�WSTĘP
Moje zainteresowania strojem cieszyńskim zrodziły się w połowie X X w. i to pośrednio, bo po­
czątkowo dotyczyły jego zdobnictwa, a zwłaszcza wyszyć i haftów. Były one tematem mojej pracy
dyplomowej odnoszącej się do terenów Słowiańszczyzny. Kiedy w 1952 r. podjęłam zatrudnienie
w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, mającym wówczas charakter muzeum okręgowego na skalę
województwa katowickiego, swoją uwagę skierowałam na obszary Śląska. Ze znanej mi literatury
oraz ogólnej orientacji w tym przedmiocie wynikało, że ciągle jeszcze istnieje żywa tradycja wyszyć
i haftów w rejonie cieszyńskim, zwłaszcza w Beskidzie Śląskim. Postanowiłam więc rozpocząć
badania terenowe od tego regionu. W krótkim jednak czasie zorientowałam się, że interesujące
mnie określonego rodzaju zdobnictwo ma znacznie szerszy zasięg i jego problematyka jest bardziej
złożona.

Strój cieszyński, fot. D. Dubiel, Muzeum Śląska Cieszyńskiego.

Okazało się, że w rejonie cieszyńskim występują pochodzące z różnego czasu nie tylko jed­
nobarwne wyszycia typu krzyżykowego, wykonane różnymi sposobami, ale także białe płaskie
i dziurkowane hafty na płótnie oraz kolorowe na aksamicie, jedwabiu i innych tkaninach, powstające

�przy zastosowaniu rozmaitych ściegów. Wszystkie te zdobienia wiązały się z określonymi częściami
stroju ludowego, przejawiającego się na tych terenach w paru odmianach. Były to więc nie tylko
stroje górali Beskidu Śląskiego noszone wówczas zaledwie w trzech wsiach, tj. Istebnej, Koniakowie
i Jaworzynce oraz częściowo jeszcze w Wiśle po polskiej stronie granicy państwowej, a po stronie
czeskiej w Górnej Łomnej aż po Herczawę. Drugą formę stanowiły stroje cieszyńskie występujące w
licznych wsiach podgórskich i nizinnych po obydwu stronach polsko-czeskiej granicy. Ponadto były
to stroje łaskie szczątkowo noszone w paru wsiach polskich i na znacznie rozleglejszym obszarze po
stronie czeskiej.

x

(
S

-

t
V
%

Pierściec
Piersaec
OKiczy&amp;^Bielowtcko

\

*"
o

Pruchna

J
V Haźlach
\

— y
;

rioQ,n

'3ln,snU
~\

f"'

oNiemdzim
Hetman ce

' &amp;en^,

r

° //

—— Qfdnica państwa
—&lt;-&gt;-&lt;• Grdmca województwa
Granica powiatu
\ O

I W

%
f

'^Jaworzynka
Jdbfonków )

Ryc. 1. Mapa powiatu cieszyńskiego, bielskiego z miejscowościami, gdzie w 1956 i 1957 r. przeprowadzono badania
nad haftem ludowym.

Z racji istniejącej wówczas sytuacji politycznej badania terenowe mogłam prowadzić bez prze­
szkód tylko po polskiej stronie, a w pasie przygranicznym za specjalnym zezwoleniem odpowiedniej
instancji urzędowej. Natomiast poza granicami Polski było to niemożliwe. Ale wiedziałam, że tam
i tutaj haftujących kobiet na ziemi cieszyńskiej jest sporo i niemal w każdej wsi lub okolicy znana
jest z nazwiska taka osoba. Pragnęłam więc w miarę możliwości dotrzeć do nich wszystkich. Jak się
potem okazało, informatorek chętnych do rozmowy napotykałam bardzo dużo, a uzyskane od nich
wiadomości dotyczyły faktów także z terenu Czech, gdyż sporo osób miało krewnych i znajomych po
czeskiej stronie. Zresztą kobiety lubią rozprawiać o strojach, modzie i tym wszystkim, co się wiąże
nie tylko z ich osobistą odzieżą.
W miarę upływu czasu rygory dotyczące przejść granicznych uległy rozluźnieniu, stąd też współ­
praca Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu z muzeami w Opawie i Ostrawie okazała się możliy i
zarówno w zakresie wymiany wystaw, jak i doświadczeń naukowych. Natomiast muzeum w Czeskim
Cieszynie było wtedy przez długi czas zamknięte i istniała trudność w nawiązaniu z nim jakie kolwiek kontaktu, za to pomocne w gromadzeniu materiałów i haftów cieszyńskich były mi osoby
związane z Polskim Związkiem Kulturalno - Oświatowym w Czeskim Cieszynie oraz tamtejsi ludae
nauki i kultury spotkani w czasie konferencji organizowanych przez wspomniane instytucje. Była
r

4

�to nie tylko wymiana myśli i doświadczeń, lecz także publikacji, co przetrwało przez wiele następ­
nych lat, nawet wtedy, kiedy już przestałam być pracownikiem Muzeum Górnośląskiego w Byto­
miu. Badania terenowe pozwoliły mi także nawiązać wiele serdecznych kontaktów z mieszkańcami
większości miejscowości cieszyńskich - miast i wsi, którzy okazali się wspaniałymi informatorami,
a nawet podjęli się dla mnie napisania czegoś w rodzaju pamiętników ze szczególnym uwzględnie­
niem zagadnień dotyczących cieszyńskiej odzież. Taką osobą bez wątpienia była Emilia Lipowczan
z Goleszowa - Równi, kobieta w średnim wieku, która w oparciu o swoje doświadczenia, pamięć
sędziwej matki, Anny, zdolnej hafciarki koszulek i ojca spisała sporo cennych wiadomości o stro­
j u cieszyńskim. Równie cenne były dla mnie rozmowy i spisane wspomnienia Emilii Michalskiej
z Pruchnej, znanej cieszyńskiej poetki ludowej, która w młodości zajmowała się szyciem poszczegól­
nych części stroju i haftowaniem źywotków. Sama je komponowała i dobierała kolory. Dużo czasu po­
święciły mi także liczne hafciarki źywotków, zwłaszcza te zdolniejsze z pasją twórczą i umiłowaniem
pracy. Do takich szczególnie należały: Helena Sojka (ur. 1897) z Bielowicka, Franciszka Burjan (ur.
1890) z Górek Wielkich, czy Zofia Kaszperek (ur. 1900) z Wiślicy - osoby o bogatej fantazji i zręcz­
ności palców, jakimi nie mogły się wykazać inne h afciarki, traktujące swą pracę wyłącznie zarobko­
wo. Liczba moich informatorów tych znanych z nazwiska i tych przygodnych, którzy nie chcieli się
przedstawić była znaczna. Jedno przy tym wszystkim należy podkreślić, że informacje te pokrywały
się lub uzupełniały. Nie było natomiast wiadomości niepewnych, albo wręcz zaskakujących. Intere­
sujące za to okazały się archiwalia z uwagi na datowanie i możliwość uchwycenia ciągłości zjawisk,
co w historii odzieży ludowej zdarza się nader rzadko. Sam fakt jednak istnienia tych archiwaliów
wskazuje na dworsko-mieszczański rodowód stroju cieszyńskiego, gdyż zapisy w księgach miejskich
dotyczyły przede wszystkim tych grup społecznych oraz zamożniejszych mieszkańców wsi, których
status częściowo do nich upodabniał się. Dopiero z czasem strój ten, dostosowując się do miejsco­
wych warunków w bardziej skromnej wersji, pojawił się także i u innych wieśniaków. Warto przy
tym jeszcze wspomnieć o pewnym rewelacyjnym odkryciu w bibliotece muzeum cieszyńskiego, tj.
haftowanej płóciennej chusty obrzędowej z 1686 r., która swym zdobnictwem wskazuje właśnie na
mieszczańskie a nie ludowe pochodzenie.
Jako cezurę zachodzących przemian należy przyjąć okres rewolucji francuskiej, tj. koniec
X V I I I w. oraz ruchów wolnościowych w I poł. X I X w. w krajach podbitych przez silne politycznie
mocarstwa. Wtedy to bowiem w związku z dojściem do głosu niższych warstw społecznych oraz
solidaryzujących się z nimi przedstawicieli inteligencji, świata nauki i kultury, degradacji ulega nie
tylko dyktatorska władza panujących i cały blichtr dworu oraz licznej magnaterii, ale również poważ­
ne zmiany dokonały się w modzie. Zdobne i wykwintne stroje bywalców salonów ustępują na rzecz
fasonów bardziej uproszczonych i wygodnych. Dla ludzi pracy powstający wielki przemysł i nowe
formy zatrudnienia, także w różnych biurach, bankach, handlu, transporcie, domagały się bardziej
funkcjonalnej i zreformowanej, odpowiedniej do charakteru zajęć odzieży. Tendencje takie zresztą
na ląd europejski przenikały już około połowy X V I I I w. z Wielkiej Brytanii. Teraz więc pod koniec
X V I I I w. i w wieku X I X owa „zrewolucjonizowana" odzież zaczyna w Europie zataczać coraz to
szersze kręgi. Świetność stroju utrzymuje się jeszcze tylko wśród elit społecznych dla podkreśle­
nia ważności zajmowanych stanowisk i sytuacji majątkowej. Na prowincji natomiast moda przy­
biera swoiste regionalne formy i odmiany. Szlachta i mieszczanie hołdują zreformowanym i mniej
ozdobnym lecz niepozbawionym elegancji ubiorom, zaś mniej zamożni oraz związana z gospodarką
rolną i hodowlaną ludność wiejska są nadal kontynuatorami tradycyjnej odzieży z wykorzystaniem
w przeważającej mierze swojskich wyrobów tekstylnych. Fakt ten potwierdzają zarówno stare spo­
soby zdobienia odzieży, jak też pierwotne niektóre jej formy przetrwałe mniej więcej do połowy
X X w., co znalazło odzwierciedlenie również w regionie cieszyńskim. Region ten, jak i pozostałe,
wyróżniające się swoistym strojem, tj. łaskim i góralskim leży w granicach istniejącego niegdyś
księstwa cieszyńskiego, które z biegiem czasu przez zatracenie charakteru księstwa oraz na skutek
podziałów państwowych i administracyjnych zaczęto umownie nazywać ziemią cieszyńską. Takiego
też pojęcia niejednokrotnie używam w niniejszym opracowaniu utożsamiając jego znaczenie z roz­
ległym obszarem wyodrębniającym się ze względu na swą historię od sąsiadujących, leżących poza
5

�pierwotnymi granicami tego księstwa. W jego obrębie z uwagi na swoisty krajobraz, rodzaj gospo­
darki i skład etniczny występują mniejsze jednostki terytorialne i te w moim opracowaniu nazywam
regionami. Są nimi, jak już zaznaczono: region cieszyński, laski i górski. Omawiając zatem strój
cieszyński mam na myśli wyłącznie sam region, a nie całą ziemię cieszyńską.

Ryc. 2. Jadwiga Krysta w codziennym odzieniu przy kuchni, Lipowiec 1956 r.

Wszystkim nieżyjącym już, a także żyjącym jeszcze, którzy dopomogli mi w zebraniu materia­
łów umożliwiających napisanie tego opracowania, składam serdeczne podziękowania oraz wyrazy
głębokiego szacunku dla ich umiłowania wszystkiego, co stanowi pokoleniowe dziedzictwo miesz­
kańców ziemi cieszyńskiej.

6

�ZRODŁAI STAN BADAN
Zaciekawienie strojami cieszyńskimi, przede wszystkim zaś ich wyglądem sięgająXIX w. Zwró­
cili na nie uwagę artyści malarze i graficy pochodzący przeważnie z cieszyńskiego, jak: Jacob Alt
(1789-1872), Josef Manes (1820-1871, Franciszek Kaliwoda (1824-1859), Josef Kinzel (18521925), Henryk Jastrzembski (1812—?) i inni mniej znani, których ilustracje zaczęły pojawiać się na
kartkach pocztowych wydawanych nakładem Edwarda Feitzingera w Cieszynie w latach 1903-1913.
Ich miejsce zajęły następnie pamiątkowe fotografie wykonywane już pod koniec X I X w. Z tego sa­
mego czasu pochodzą także różne relacje z podróży lub przewodniki po Beskidach i Śląsku Cieszyń­
skim np. Antoniego Macoszka , bądź wspomnienia osób, które z tym regionem zetknęły się doraźnie,
albo z tych terenów pochodziły. Spomiędzy nich wymienić tutaj można takie nazwiska jak: Lucjan
Malinowski, Jan Karłowicz, Bogumił Hoff, Andrzej Cinciała, Józef Londzin, Jan Kubisz, Jan Wartuła i inni.
Akwarele J. Alta i H. Jastrzembskiego znane są ze zbiorów Muzeum w Cieszynie natomiast po­
zostałe pochodzą z rozmaitych publikacji lub opracowań poświęconych konkretnym osobom, jak np.
J. Manesowi, któremu Miejski Dom Kultury w Karvinie przeznaczył osobne miejsce i wystawę oraz
katalog . Ilustracje wszystkich wspomnianych autorów po większej części są kolorowe i przedstawia­
j ą ludzi w ich strojach z poszczególnych regionów Śląska Cieszyńskiego, w tym także samego regio­
nu cieszyńskiego. Mają one szczególną wartość dokumentacyjną gdyż ukazują charakterystyczne
formy tego stroju w określonym czasie, zarówno męskie, jak i kobiece, ich barwę, niektóre zdobienia
oraz sposób noszenia. Dotyczą w głównej mierze strojów odświętnych, aczkolwiek widać wśród
nich także postacie w odzieży codziennej, np.kobiety idące na targ, ludzi na targu i przy codziennych
zajęciach.
1

2

Ryc. 3. W drodze na targ, akwarela J. Alta 1840 r.

Ryc. 4. Powrót z chrztu, rys. J. Kinzel, 1891 r.

1

Macoszek A., Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów 1901, s. 81-95; Illustrierte Führer durch die Beskiden, Teschen
1890, s. 275.
2 Katalog Josef Manes a Slezsko, Karvina 1985.

7

�Mniej szczegółowo rysują się natomiast opisy w relacjach z podróży czy przewodnikach. Syg­
nalizują tylko występowanie ludowego stroju cieszyńskiego, fragmentaryczne szczegóły, niektóre
nazwy części stroju oraz ich ozdoby . Taki sam charakter mają również krótkie wzmianki autorów
czeskich zamieszczane w różnych czasopismach, o tyle jednak wartościowe, że odnoszą się do okre­
ślonego czasu i obszaru występowania oraz form stroju cieszyńskiego noszonego poza naszą pań­
stwową granicą . Informacji takich opublikowano dość dużo także i w X X w., przy czym wzbogacone
są jeszcze danymi historycznymi i szczegółami odnośnie surowców i sposobu kroju. Powtarzające
się tematyczne publikacje wskazują, że zainteresowania czeskich autorów strojem cieszyńskim nie są
przypadkowe lecz wynikają z prowadzonych na ten temat badań.
3

4

5

Pierwsze wyniki bardziej szczegółowych obserwacji dotyczących cieszyńskiego stroju w postaci
zwartych opracowań pojawiły się pod koniec X I X w., kiedy ziemia cieszyńska znajdowała się jeszcze
pod zaborem austriackim. Zaborcę interesowały skolonizowane tutaj wsie i ich mieszkańcy wyróż­
niający się wyglądem i strojem, który uznano za bardziej nowoczesny aniżeli tzw. narodowy polski.
Ale i polski strój wzbudzał zainteresowanie. W pracy zatytułowanej „Oesterreichisch - ungarische
Monarchie in Wort und Bild" opisano ubiór wieśniaków niemieckich oraz stroje cieszyńskie, łaskie
i góralskie, przy czym z okolic Cieszyna zamieszczono dwie ilustracje: na jednej widać dziewczynę
i kobiety, na drugiej powracające z chrztu kobiety z dzieckiem na ręku i mężczyznę , parokrotnie póź­
niej powtarzane w polskich opracowaniach. Z tego samego czasu pochodzą jeszcze dwie inne publi­
kacje odnoszące się do tutejszych strojów, tj. w obrębie ówczesnego zaboru austriackiego. Obydwie
przygotowane zostały przez Franza Slamę . Jedna, jak z tytułu wynika przedstawia spostrzeżenia
z podróży po Śląsku, w tym ogólne wiadomości o stroju. Natomiast druga publikacja zawiera więcej
szczegółów zwłaszcza dotyczących uczesania, nakrycia głowy i obuwia, nadto strojów ślubnych,
co potwierdzają oprócz innych jeszcze, także ilustracje dziewczyny z okolic Cieszyna, młodej pary
i wspomniana już fotografia mężczyzny i kobiet z dzieckiem powracających z chrztu.
6

7

Stroje cieszyńskie nie doczekały się dotąd wyczerpującej monografii. Ich szczegółowe omówie­
nie pominęli także Agnieszka i Tadeusz Dobrowolscy w swym wspaniałym dziele, jakim jest „Strój,
haft i koronka w województwie śląskiem . Swą uwagę w nim poświęcili tylko koronkowym czółkowym czepcom i to w kontekście stroju góralskiego, a nie cieszyńskiego czy łaskiego. Podobnie po­
minęli sprawę cieszyńskich wyszyć i haftów, co jednak jest zrozumiałe wobec tego, że nie ma mowy
o stroju cieszyńskim. Agnieszka Dobrowolska natomiast szczególnie zainteresowała się żywotkiem
cieszyńskim zarówno jego formą jak i zdobnictwem z odniesieniem do materiałów archiwalnych
z miejskich ksiąg i inwentarzy cieszyńskich . W tym obszernym opracowaniu zamieściła też wiele
fotografii żywotków z X I X i początku X X w. Pewnym jego dopowiedzeniem, a także przedłużeniem
tematu o następne dziesięciolecia, tj. poza połowę X X w. jest moje opracowanie na temat złotych
haftów w tradycyjnej odzieży na Śląsku , które oparłam o wyniki badań terenowych oraz analizę tego
rodzaju zabytków znajdujących się w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
8

9

10

3

4

5
6
7
8
9
10
11

8

11

Malinowski L., Zarysy życia ludowego na Szląsku, Ateneum 1877, t. II, s. 111; K a r ł o w i c z J., Szlązaczka z pod Cieszyna,
Miesięcznik Geograficzno-Etnograficzny „Wisła", t. VI, 1892, s.491-492; Warcholik St, Śląsk Cieszyński i jego odrodze­
nie narodowe, Lwów 1909, s. 26; Kubisz J., Pamiętnik starego nauczyciela, Cieszyn 1928, s. 30-37; Londzin J., Stroje
ludowe, Zaranie Śląskie, R. VII, z. 3^1,1931, s. 139-143.
Vestnik matice Opavske, 1895, z. 5, s. 19-22; Vyhlidal J., O kroji na Teśinsku, Naśe Slezsko, 1903; Zahorska R, Kroj
tesinsky, Beskydske besedy 1916, z. 3-4; Klvańa J., Kroje slezske, Narodopisna vystava ćeskoslovanska v Praze 1895;
Janca J., O narodnoch krojich na Teśinsku, Ćesky Lid, Praha 1899, z. 8.
Korniova, Ozapomenutem tesinskem kroji, RadostnaZemS 1951, R. I, s. 197-199; eadem Teśinsko vkrojich vroce 1840,
Radostna Zeme 1955, r. V, s. 84-86, Tejże, Tri typy tesinskych żenskych kroju, Radostna Zeme 1958, R. VIII, s. 67-72.
Oesterreichische - ungarische Monarchie in Wort und Bild. Marchen u. Schlesien, Wien 1897, s. 583-584, il. s. 585 i 593.
SlamaFr., Vlastenske putovani po Slezsku, Prag 1886, s. 181-183, il. s. 185, 192, 193, 201. idem, Oesterreichisch Schlesi­
en, Prag 1887, s. 82-84, il. s. 57, 64, 49.
Dobrowolscy A. i T., Strój, haft i koronka w województwie śląskiem, Kraków 1936.
Dobrowolska A, Żywotekcieszyński, Katowice 1930.
Bazielich B., Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu Etnografia z. 6,
Bytom 1973.
.
Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Biblioteka Wiedzy o Śląsku. Śląski InstytM Naukowy.
Seria etnograficzna nr 1, Katowice 1958; eadem, Z badań terenowych nad haftem ludowym w powiecie bielskim, Katowice
1962.

�Zabytki muzeów śląskich oraz archiwalia posłużyły także Witoldowi Iwankowi przy opraco­
waniu złotnictwa na Śląsku, gdzie sporo uwagi poświęcił biżuterii używanej w stroju cieszyńskim
oraz jej wykonawcom, co ilustruje odpowiednimi fotografiami . Informacje na ten temat znaleźć
można nadto w przedwojennej monografii Mieczysława Gładysza dotyczącej zdobnictwa metalo­
wego na Śląsku, gdzie między innymi mowa jest także o ozdobach metalowych wykonywanych
przez ludowych wytwórców i noszonych w stroju cieszyńskim™. Oczywiście są to tylko opracowania
wybranych zagadnień związanych z tym strojem, tak jak jeden z artykułów Barbary Poloczkowej na
temat tekstyliów i stroju na Śląsku Cieszyńskim, gdzie autorka w oparciu o archiwalia cieszyńskie
omówiła je w odniesieniu do X V I - X V I I I w. Bardziej monograficzny charakter ma inny jej artykuł
zatytułowany „Strój cieszyński w X I X w.", w którym przy stroju męskim i kobiecym odwołuje się do
źródeł ikonograficznych, zabytków muzealnych (tylko muzeum w Cieszynie) oraz własnych badań,
pozwalających na bardziej szczegółowe uwzględnienie poszczególnych części stroju oraz wzmianki
o jego zdobnictwie. Oprócz 25 ilustracji, tj. fotografii i rysunków zamieszcza jeszcze „mapę zasięgu
stroju cieszyńskiego w X I X w." według Dobrowolskiej i Fierli oraz według Bronicza wyznaczającego
zasięg wpływu stroju cieszyńskiego na ziemię pszczyńską . Artykuł ten niewątpliwie zawiera wiele
cennych informacji, przy czym nie wszystkie dopowiedziane są do końca, bądź potraktowane zostały
skrótowo, na miarę wymagań artykułu w czasopiśmie.
12

14

15

O wiele bardziej dokładna wydaje się monografia stroju cieszyńskiego autorstwa Gustawa Fierli
wydana w Czeskim Cieszynie w 1977 r. , aczkolwiek nie uwzględniająca materiałów archiwalnych.
Nie pozbawiona jest natomiast próby, podobnie jak i u Poloczkowej dociekania genezy niektórych
form, zwłaszcza stroju kobiecego, co w tak krótkich i pobieżnych wersjach nie może być zadawala­
jące. Gustaw Fierla o stroju cieszyńskim pisał jeszcze wcześniej zamieszczając tematyczny artykuł
w monografii ziemi cieszyńskiej pt. „Płyniesz Olzo", gdzie jak nikt dotąd poza Dobrowolską w opra­
cowaniu żywotka zwrócił uwagę na jego występowanie również po stronie czeskiej . Jest także au­
torem paru artykułów na temat innych strojów występujących na ziemi cieszyńskiej, co umożliwiało
mu sygnalizowanie istniejących między nimi różnic i podobieństw . Toteż dostrzeżenie przez tego
autora tych dwóch ważkich problemów podnoszą rangę jego opracowań.
Jedna z ostatnich monografii poświęconej strojom Śląska Cieszyńskiego jest zbiorowe opracowa­
nie zespołu czeskich autorów pt. Teśinsko, gdzie w drugim tomie, poza częścią omawiającą budow­
nictwo, urządzenie wnętrza i sprzęty jest obszerny rozdział poświęcony odzieży, bogato ilustrowa­
ny, z kolorową wkładką i licznymi przypisami, ale bez bibliografii' . Ciekawie przedstawia się tutaj
mapa Śląska Cieszyńskiego zamieszczona na samym początku z wyraźną granicą państwową między
Czechami a Polską, przy czym teren po stronie polskiej stanowi białą plamę. Natomiast po stronie
czeskiej zaznaczono szrafowaniem obszary występowania stroju bogumińskiego, frydecko-laskiego, góralskiego, orłowskiego, cieszyńskiego, jabłonkowskiego oraz przenikanie stroju cieszyńskiego
w sąsiednie czeskie rejony. Na mapie i w dalszej części brak konsekwencji w określeniu stroju ła­
skiego. Raz wiąże się go z frydeckim, raz z orłowskim, co nie jest przejrzyste, a przy jakimkolwiek
podejściu do stroju cieszyńskiego o tyle ważne, że strój laski stanowi najbliższe sąsiedztwo i podo­
bieństwo. Przejrzystości tej brak również w samej koncepcji publikacji, gdzie w zasadniczej części
opracowania A i B wszystkie rodzaje tutejszych strojów regionalnych tak męskich, jak i kobiecych
omówione zostały łącznie. W strojach męskich są za to koszule, spodnie, kamizelki, gunie, kabaty
oraz okrycia innego typu, obuwie, uczesanie i nakrycia głowy, pasy chusteczki, rękawice. W strojach
16

17

18

9

12 Iwanek W., Złotnictwo na Śląsku Cieszyńskim. Próba zarysu, Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu Sztuka z. 6,
Bytom 1973, s. 121-186.
13 Gładysz M., Zdobnictwo metalowe na Śląsku, Kraków 1938, s. 181-236.
14 Poloczkowa B., Tekstylia i strój na Śląsku Cieszyńskim wXVI-XVIII w., „Polska Sztuka Ludowa" 1967, z. 3, s. 135-146.
15 Poloczkowa B., Strój cieszyński w XIX w., Polska Sztuka Ludowa 1972, z. 3., s. 153-170.
16 F i er 1 a G., Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977.
17 Fierla G., Strój cieszyński [w:] Płyniesz Olzo, red. D. Kadłubiec, Ostrawa 1972, s. 209-215.
18 Fierla G, Nasze śląskie stroje ludowe, Kalendarz Zwrotu 1957; idem, Opis stroju łaskiego, Kalendarz Zwrotu 1958; Ten­
że, Opis stroju cieszyńskiego, Kalendarz Zwrotu 1959; idem, Opis stroju góralskiego, Kalendarz Zwrotu 1960; idem, Opis
stroju jabłonowskiego, Kalendarz Zwrotu 1963.
19 Teśinsko, dii 2, Ostrava 2000, s. 100-240.

9

�kobiecych to: spodnie koszule, rękawki czyli kabotki, suknie i spódnice, fartuchy, wierzchnie okrycia,
nakrycia głowy, obuwie i dodatki stroju. Ich szczegółowy opis zawiera rozdział pt. Odzież. Natomiast
dalszy tekst jako osobny rozdział pt. Ludowa odzież w Cieszyńskiem (Ludovy odev na Tesinsku) uka­
zuje góralską odzież męską a w niej koszule, spodnie, obuwie, nakrycia głowy, wierzchnie okrycia,
dodatki odzienia oraz współczesne przejawy i wpływ miejskiego ubioru. Za to kobiecy strój góralski
potraktowano ogólnie, całościowo. Całościowo także omówiono strój jabłonkowski, następnie cie­
szyński i laski zwany tu też w nawiasie orłowskim. Jako końcowy temat, potraktowany jednak bar­
dzo skrótowo, zaprezentowano cieszyńskie ozdoby stroju (Teśinske krojove śperky). Szkoda, że to
niepozbawione szczegółów opracowanie, odwołujące się wielokrotnie do polskiej literatury, chociaż
niepełnej, i znanych konkretnych przykładów z polskiej strony nie stanowi przykładnej monografii
strojów cieszyńskich, a w przypadku stroju cieszyńskiego pełnego obrazu także na podanej mapie.
Jest to tym bardziej zadziwiające, wobec szerokich obecnie zainteresowań sprawami pogranicza, jak
też poszukiwania cech wspólnych i różnicujących kulturowo oraz dążeń do europejskiej integracji
przedsięwzięć również na odcinku badań naukowych.

Ryc. 5. Mapa zasięgu strojów ludowych w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, reprod. Teśinsko, 2000 r.

W latach po I I wojnie światowej muzea Śląska Cieszyńskiego tak po jednej, jak i drugiej stronie
granicy zaczęły organizować tematyczne wystawy dotyczące tradycyjnej kultury ludowej, przy czym
zagadnienia tutejszych strojów oraz ich zdobnictwa odgrywały w nich niebagatelną rolę, ukazując
równocześnie tego rodzaju zasoby tych muzeów. Wraz z informatorami i katalogami wydawany

10

�20

mi przy tej okazji stanowią cenny przyczynek wiadomości o cieszyńskich strojach. Nieocenioną
wartość poznawczą mają również archiwalia miejskie zarówno miasta Cieszyna, jak i innych miast
leżących w obrębie tego historycznego regionu. W swoich opracowaniach uwzględnili je częściowo
tylko niektórzy autorzy, ale przebadanie tych dokumentów pod względem treści dotyczącej strojów
cieszyńskich, i nie tylko, wymaga jeszcze osobnych gruntownych badań. W mojej pracy z materiałów
tych korzystałam raczej pośrednio, tak jak z danych archeologicznych z wykopalisk cieszyńskich,
przybliżających niektóre szczegóły problematyki związanej z odzieżą. Moim głównym źródłem przy
niniejszym opracowaniu były przede wszystkim badania terenowe przeprowadzone systematycznie
w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych X X w. zarówno na terenie powiatu cieszyńskiego jak
i bielsko-bialskiego oraz doraźne w latach następnych, a także materiały muzealne - notacje oraz
eksponaty, zwłaszcza Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Muzeum w Cieszynie, Bielsku-Białej,
Gliwicach, Wiśle, muzeum w Opawie i Ostrawie. Tym sposobem udało mi się prześledzić problema­
tykę dotyczącą strojów cieszyńskich i ich zdobnictwa w przeważającej liczbie miejscowości obszaru
ich występowania, czego dopowiedzeniem były nadto moje osobiste kontakty z niektórymi wspo­
mnianymi tutaj autorami opracowań, niestety już nieżyjących, tak jak większość moich terenowych
informatorów.
21

CHARAKTERYSTYKA REGIONU

Ryc. 6. Mapa rozmieszczenia dawnych plemion śląskich.

Najstarsze wiadomości o Śląsku Cieszyńskim wiążą się częściowo z terenami należącymi
w zamierzchłej przeszłości do Gołęszyców, którzy zamieszkiwali obszar w okolicach Bramy Moraw­
skiej.
W początkach państwowości polskiej było to terytorium wchodzące w skład księstwa opolskie­
go, którego południowe obszary stanowiły Śląsk Opawski i Cieszyński. Opawszczyzna obejmowała
20 Oto parę wybranych katalogów: Vachova Z., Śperk - krajka, katalog vystavy, Opava 1976. B u k o w s k a - F l o r e ń s k a I.,
Strój ludowy w Cieszyńskiem, katalog wystawy, Rybnik 1981. O s i ń s k a - P i s k o r z E.Dembiniok M.,Miękina L., Kultura
Ludowa ziemi cieszyńskiej, katalog wystawy, Warszawa 1986. E.T. F i l i p , Nie szata zdobi człowieka, katalog wystawy, Biel­
sko-Biała 1994. Muzeum Teśinska, informator, Ćesky Tesin, Ostrava 2002. Adamczyk I.A., Dembiniok M., Studnicki
G., Korowód naszych przodków, Cieszyn 2004.
21 Bazie lich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym; eadem, Z badań terenowych nad haftem ludowym w
powiecie bielskim, eadem Moda w strojach regionalnych, Katowice 1967.

11

�ziemie na lewym brzegu Odry, mniej więcej pomiędzy górną Odrą i rzeką Morawą, a na zachodzie
opierała się o przesiekę ciągnącą się po tej stronie średniej Odry i wzdłuż rzeki Nysa Kłodzka. Nato­
miast znacznie mniejsza kasztelania cieszyńska rozciągała się na wschód od górnej Odry oraz wzdłuż
rzeki Olzy i górnej Wisły po Bielsko. Niemal więc od zarania dziejów ziemia cieszyńska była zwią­
zana ze Śląskiem i Cieszyn wzmiankowany już w poł. X I I w. był siedzibą kasztelana, następnie zaś
od końca X I I I w. - siedzibą księcia.

Ryc. 7. Mapa podziałów wewnętrznych Śląska w I poł. X I V w. i granice Księstwa Cieszyńskiego ok. 1315 r

Ryc. 8. Mapa Śląska Cieszyńskiego w granicach historycznych.

Wokół powstającego miasta tworzyły się osady ludzkie, których w miarę upływu czasu przyby­
wało i pomiędzy X I I I a X I V w. kasztelania cieszyńska była bardzo równomiernie zasiedlona, przy
czym większe skupiska tworzyły jeszcze: Skoczów, Bielsko, Strumień, nadto Bogumin, Frysztat,
Frydek i Jabłonków uzyskujące z czasem prawa miejskie .
22

22 Panic I., Historia osadnictwa w księstwie opolskim we wczesnym średniowieczu, Katowice 1992, s. 126-133, 143.

12

�Kiedy w 1335 r. Kazimierz Wielki zrzekł się zwierzchnictwa nad Śląskiem, Księstwo cieszyńskie
weszło w skład państwa czeskiego, przy którym pozostawało do 1526 r., poczem znalazło się pod
panowaniem Monarchii Habsburgów. W wyniku wojen austriacko-pruskich ( X V I I I w.) podczas gdy
cały niemal Śląsk zagarnęły Prusy, ziemia cieszyńska i opawska pozostały w granicach Austrii. Był to
więc Śląsk Austriacki i odtąd (1763) tym określeniem posługiwano się do czasu zakończenia I wojny
światowej (1918), po której, skutkiem podziału ziem, cześć Śląska Cieszyńskiego po lewej stronie
Olzy, nazwana Śląskiem Czeskim przypadła Czechosłowacji, reszta odrodzonej Polsce. Natomiast
Śląsk Opawski pozostawał bez przerwy w granicach Czechosłowacji .
Po I I wojnie światowej cześć Śląska Cieszyńskiego powróciła do Polski z granicą na rzece Olza.
Na lewym jej brzegu rozciąga się druga jego część z Czeskim Cieszynem, Karwina, Frydkiem po
Jabłonków, tj. z miastami, z którymi mieszkańcy Ziemi Cieszyńskiej po polskiej stronie pozostawali
zawsze w bliskich kontaktach rodzinnych, gospodarczych i kulturowych, gdyż od niepamiętnych
czasów pomiędzy nimi nie było żadnej granicy.
Podział całego Górnego Śląska na biały, tj. Opolszczyznę, czarny - część środkową przemysło­
wą oraz Śląsk zielony, to właśnie określenie zielony odnosi się do ziemi cieszyńskiej, gdyż pierwot­
nie był to obszar gęsto zalesiony.
23

a osadnictwa kasztelanii aeszyńskii

™

xx?.

v i * - - * &gt; - x * ; ' ,

9' ..
•/X X X / . ^

X

x ***** *JJ „ ,*&gt; V * ^t&amp;*
w

&gt;

'}&lt;**XxNfx * * * * * *
' &lt;x x x

*
* *xL^ yx'x/ *
*
/ ** x* ~* X
*55.VtłQ!
X,. ,.\y. x * * xx' x'

y

^ x x / / x J x ^
, , , &gt; » &gt; . « r
xx\

Y

xxx*

**.X*
/ " x x X*

4granica kasztelanii
osady ujawnione do 1300 r.
osady XIV w, o wcześniejszej genezie
gleby słabe
\ j
gleby średnie
tereny bagniste
XXXX
zesF '? • 5
jk
O

,

?

z w a r t c

0

e

ne

Ryc. 9. Mapa osadnictwa, gleb, zalesienia i terenów bagnistych w X I I I - X I V w.

Na południu jego granicę stanowi zachodnia część Karpat, czyli Beskid Śląski, gdzie od końca
X V i X V I w. napływała z południa Europy pasterska ludność wołoska . Początkowo prowadziła ona
koczowniczy tryb życia, z czasem jednak uzyskując książęce serwituty na wypasanie owiec, budowę
24

23 P y s i e w i c z - J ę d r u s i k R., Pustelnik A., Konopska B., Granice Śląska, Wrocław 1998, s. 12-16, 20 i nast.
24 Dobrowolski T, Tradycje wołoskie w kulturze artystycznej górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. 7, 1931/32, z. 2, s. 86114.

13

�szałasów i dróg, karczowanie lasów oraz budowę chat osiadała na stałe. Celem przedłużenia okresu
wypasu przepędzali oni w jesieni swe stada na niziny, w konsekwencji czego nawiązywali bliższe
kontakty i mieszali się z mieszkańcami dolin, zwanymi potocznie „dólanami" .
W rejonach górskich, gdzie od wczesnej wiosny do jesieni wypasano owce i bydło, osadnictwo
było rozproszone. Natomiast w rejonach podgórskich i nizinnych z biegiem czasu stawało się ono
coraz bardziej zwarte. Tutaj też oprócz hodowli bydła i pszczół zajmowano się rolnictwem, uzyskując
stopniowo, pomimo nienajlepszych gleb, ale dzięki racjonalnej gospodarce, pomyślne w tym wzglę­
dzie rezultaty. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się arcyksiążęca Komora Cieszyńska posiadająca
największe obszary ziemi i dbająca w ciągu długich lat swego istnienia o podnoszenie na wsiach
kultury rolnej. Metody te i doświadczenia przejmowały z kolei mniejsze majątki ziemskie i gospo­
darstwa indywidualne tzw. siedloków, czyli zamożnych chłopów, których nie brakowało w całym
regionie . Obok nich istniały też gospodarstwa chłopów małorolnych i zagrodników uzależnionych
od wielkiej własności ziemskiej przez realizowanie renty odrobkowej w folwarczno-pańszczyźnianych strukturach. Niejednokrotnie na tym tle dochodziło do buntów chłopskich, w wyniku czego
zamieniono z czasem odrobek na rentę pieniężną co stopniowo prowadziło do intensyfikacji gospo­
darki i osuszania w drugiej poł. X V I I I w. podmokłych gruntów na rzecz uprawnej ziemi . Na poziom
kultury rolnej od X I X w. wpływało również zawodowe szkolnictwo, powstałe towarzystwa i kółka
rolnicze, fachowe czasopiśmiennictwo i czytelnictwo, które dzięki rozwojowi szkolnictwa w dzie­
jach oświaty i kultury odegrały na tych terenach niebagatelną rolę . Wiele nowości ze świata przeka­
zywali bezrolni dojeżdżający do pracy w mieście lub do okolicznych kopalń i hut . Innym rodzajem
gospodarki prowadzonym w rejonie cieszyńskim od kilkuset lat po dzień dzisiejszy jest hodowla ryb
i rybołówstwo. Ziemia cieszyńska bowiem ma bogatą sieć rzeczną z licznymi górskimi potokami na
południu i pomniejszymi dopływami Wisły przepływającej niemal przez jej środek z południa ku pół­
nocy oraz z rzeką Olzą. Poza tym na północy, gdzie przebiegała granica kasztelanii, potem księstwa
a w końcu powiatu rozciąga się kraina płaska i podmokła z łańcuchowo rozmieszczonymi stawami
rybnymi. Jest to tzw. żabi kraj słynący z hodowli karpia .
25

26

27

28

29

30

„Żabi kraj" oraz zakole Wisły po Czechowice -Dziedzice wraz z linią ciągnącą się ku zachodowi
pomiędzy Strumieniem a Zebrzydowicami stanowią północną granicę regionu, która oddziela go od zie­
mi pszczyńskiej. Na zachodzie wprawdzie przebiega państwowa granica polsko-czeska, ale sam region
rozciąga się poza nią i na obszarze Czech od północy opiera się o południowo-wschodnie obrzeże Śląska
Opawskiego, a od południowego zachodu o region wałaski (Valaśsko) . Natomiast na południu grani­
cę regionu cieszyńskiego stanowi pogórze Beskidu Śląskiego po Ustroń, Górki Wielkie i Bystrą Śląską
zaś na wschodzie linia graniczna regionu biegnie wzdłuż rzeki Białki, tj. prawego dopływu Wisły od
Bielska aż po Czechowice-Dziedzice granicząc z ziemią żywiecką. Tak więc leżący dziś w obrębie pań­
stwa polskiego Śląsk Cieszyński jest tylko częścią historycznego obszaru dawnego księstwa. Jednak przy
omawianiu stroju cieszyńskiego ani granice państwowe, ani administracyjne nie mają tutaj większego
znaczenia tym bardziej, że przebieg tych granic parokrotnie ulegał zmianom. Po I I wojnie światowej np.
administracyjny podział Polski (ostatni w 1999 r.) utrzymał wprawdzie powiat cieszyński, ale znajdował
się on raz w obrębie województwa katowickiego, potem bielsko-bialskiego, a obecnie śląskiego. Widać
stąd, że zmianie ulegają także nazwy terytorium.
W rozważaniach na temat cieszyńskich strojów ludowych nie mają też znaczenia granice wyznanio­
we - parafialne zarówno Kościoła Katolickiego jak ewangelickiego. Pod tym względem bowiem ludność
jest przemieszana i rodziny katolickie i ewangelickie od dawna mieszkają obok siebie, żyją bez antago­
nizmów i wzajemnie są kontynuatorami pokoleniowego dziedzictwa kształtowanego przez miejscowe
31

25 Stika J., „ Vlach", „Lach" i „Góral" (O grupach etnicznych i regionalnych na Śląsku Cieszyńskim i terenach ościennych),
[w:] Pogranicza kulturowe i etniczne w Polsce, Wrocław 2003, s. 43-53.
26 Popiołek F., Studia z dziejów Śląska Cieszyńskiego, Katowice 1958, s. 31.
27 Ibidem, s. 49 i nast.
28 Górny Śląsk, w cyklu Ziemie Staropolski, cz. II, red. zbiorowa, Poznań 1959, s. 387, 410-411-443.
29 Warcholik St., Śląsk Cieszyński i jego odrodzenie narodowe..., s. 27-31.
30 Górny Śląsk..., s. 374-375, 398.
31 Stranska D., Lidove kroje v Ćeskoslovensku, dii I, Ćehy, Prana bdw., mapy: Zeme Ćeska i Ćeskoslovenska Republika; Langhammerova J., Ćeske lidove kroje, Praha 1994, s. 75 mapa.

14

�warunki naturalne, stosunki społeczne i gospodarcze. Wprawdzie toczące się w Europie w X V w.
wojny husyckie znalazły silny odzew na tutejszym terenie i ściągnęły równocześnie pewną liczbę
kolonistów niemieckich, ale nie miało to wpływu na miejscowe tradycyjne stroje i inne zjawiska
kulturowe funkcjonujące we wsiach tutejszego regionu. Pewien procent Niemców, popierany przez
austriackie władze państwowe skupiał się prawie wyłącznie w miastach, zwłaszcza w Bielsku, albo
stanowił pojedyncze wyodrębniające się w tej okolicy wsie, jak Hałcnów, Kozy, Aleksandrowice.
Istniała też tendencja do zasiedlania ich w innych jeszcze miastach Śląska Cieszyńskiego jednak sto­
sunkowo nikła liczba tych osadników nie odegrała większej roli w życiu ludności cieszyńskiej ani
też nie wyróżniała się sobie właściwą kulturą. Na wsiach żyli w głównej mierze polscy potomkowie
pierwotnych mieszkańców zwanych Lachami. Zamieszkiwali oni znaczne obszary księstwa, podczas
gdy w jego zachodnich rejonach dominowali Czesi. Natomiast na południu pasterski lud wołoski, tzw.
górale stanowili odrębną etnicznie grupę rozsiadłą w rozproszeniu po stokach Beskidu od Brennej
poprzez Wisłę po Istebna Koniaków i Jaworzynkę, a dalej Herczawę i północno-wschodnią Morawę
(Valaśsko) i zdecydowanie wyróżniającą się strojem. Inną jeszcze i wyróżniającą się strojem grupę
etnograficzną stanowili mieszkańcy Jabłonkowa i przyległej okolicy, tzw. Jackowie .
Centralnym jednak ośrodkiem omawianego regionu i całego zresztą Śląska Cieszyńskiego od
dawien dawna był Cieszyn. Tutaj na zamku znajdowała się pierwotnie siedziba Piastów Śląskich,
a z czasem austriacka tzw. Komora Cieszyńska, skąd za pośrednictwem podległych jej jednostek
i folwarków wypływały administracyjne zarządzenia, czuwano nad racjonalnym gospodarowaniem
po wsiach, nad handlem, rzemiosłem, a także dokąd wpływały z tego profity. Wokół zamku piastow­
skiego, dzięki sprzyjającym warunkom rozwijało się więc miasto i bogaciła miejscowa ludność oraz
kształtowała się swoista kultura i atmosfera. Nie powinien zatem dziwić fakt, że to właśnie wystawny
strój cieszyński stał się z czasem reprezentacyjną formą dla całego rejonu, a nie strój laski, obejmują­
cy swym zasięgiem znacznie rozleglejsze obszary.
32

33

34

HISTORIA STROJU CIESZYŃSKIEGO

Najdawniejsze wiadomości dotyczące odzieży Cieszyniaków pochodzą z połowy X V I w. i za­
pisane zostały w miejskich księgach, które obecnie znajdują się w archiwum miasta Cieszyna. Nie
są to jej opisy ani jednoznaczne informacje, ale testamentami wyrażone spisy majątku darowanego
sukcesorom oraz spisy mieszczan. Wymieniają one albo pojedyncze części odzieży, w głównej mie­
rze kobiecej, albo tkaniny i ich kolory, nawet pasy srebrne, guziki, szuby i kożuchy. Przedmioty te
stanowiły własność przede wszystkim samych mieszczan i okolicznej szlachty, a sporadycznie ich
służby, która wywodziła się z niższych warstw społecznych, zwłaszcza ze wsi. Pod datą 1585 r. za­
pisano, że testamentem przekazuje się służebnicy codzienne „białe szaty", co wskazuje na odzienie
z białego lnianego płótna . Bez wątpienia było to wówczas płótno samodziałowe używane na naj­
prostszą codzienną odzież, tj. chusty, koszule kobiece i męskie, zapaski, spódnice, suknie i na pościel.
Zastosowanie miały różne gatunki płócien, tj. cienkie, rąbkowe, zgrzebne, pacześne, drelichowe.
Z innej wcześniejszej notatki wynika, że lniane płótno przeznaczone na wierzchnią odzież barwili far­
biarze na czarno, albo indygiem na granatowo (1575). W użyciu ponadto były samodziałowe tkaniny
wełniane, lniano-wełniane i sukienne, które odpowiednio nazywano. Były to np. prost, rasz, kanaras,
mazelan, sukno wołoskie. Nie ulega wątpliwości, że skoro sporządzano z nich codzienną odzież na
dworach i w miastach, samodziały, a także skóry wykorzystywała przede wszystkim ludność wiejska,
która te materiały produkowała lub obrabiała.
35

32
33
34
35

Historia chłopów śląskich, Warszawa 1979, s. 210.
Stolafik [., op.cit. s. 18-19.
Dobrowolska A., Strój Jacków Jabłonkowskich, Lublin - Kraków 1947, nadbitka, s. 32-37.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.

15

�W miastach śląskich cechowe płóciennictwo pojawia się dopiero przy końcu X V w., gdyż ręko­
dzieło to z racji chłopskich tradycji było przez długi czas pogardzane . W Cieszynie cech płócienników, obok których występują także farbiarze, powstał w X V I w. i w stosunkowo krótkim czasie
płótna cieszyńskie zyskały na znaczeniu. Były bowiem o wiele lepsze od wyrabianych w Bielsku,
uważanych za „liche, rzadkie i wąskie" .
„Białe szaty" używane w mieście na co dzień były też wówczas po wsiach powszechnie noszone,
a ludność wiejska tkała płótna nie tylko na użytek własny, ale przede wszystkim zwierzchności pań­
skiej. Wyrabiała także tkaniny wełniane i sukno wałaskie z własnej lub powierzonej przez nakładcę
przędzy. Jednak właściciele dworów i zamożni mieszczanie chętniej korzystali z tkanin importo­
wanych, które przeznaczano na paradne, kosztowne stroje, na jakie ludność wsi nie mogła sobie
pozwolić zarówno z braku środków, jak też z racji rozmaitych zarządzeń i zakazów dworskich .
Nawet zamożni chłopi, tzw. siedlocy, posiadający wielohektarowe gospodarstwa i nierzadko liczne
stada owiec wypasanych na szałasach, oprócz samodziałowego płótna korzystali z sukna swojskiej
roboty, gdyż łatwiej było je pozyskać z wyprodukowanego przez siebie surowca i przetworzonego
we własnym zakresie.
36

37

38

Ryc. 10. Kobieta w letniku, X V I w., Zarzecze koło Bielska-Białej.

Jak wynika z zapisów archiwalnych, badań terenowych przeprowadzonych w X X w. oraz różnych
publikacji, a także zachowanych okazów muzealnych i opinii informatorów, za najbardziej archaicz­
ne formy kobiecej odzieży na ziemi cieszyńskiej uchodzą: płócienna koszula o nazwie ciasnocha,
36

Tomczyk D., Pieczęcie górnośląskich cechów rzemieślniczych z XV-XVIII
s. 36-37.
37 Popiołek F., Studia..., s. 166.
38 Ibidem, s. 49 i nast.

16

i ich znaczenie historyczne, Opole 1975,

�płócienny przyramkowy kabotek, płócienna chustka odziewacza o nazwie łoktusza, płócienna chust­
ka na głowę zwana spuszczową, płócienny fartuszek i płócienna suknia o nazwie letnik. Takie nazwy
i części odzieży wymieniały w czasie badań terenowych starsze kobiety, które znały je z ustnego
przekazu swoich matek lub oryginalnych okryć używanych przez babki. Świadczy to nie tylko o cią­
głości tradycji, ale także o długim trwaniu podstawowych elementów składowych tutejszej odzieży.
Zapisy w księgach miejskich Cieszyna z lat 1558-1586 wymieniają właśnie kabotki, płócienne fartu­
chy, łoktusze i russki oraz „spodne kossyle żenske" i „kossyle mużske". Barbara Poloczkowa, jedna
z autorek zajmujących się po I I wojnie światowej strojami cieszyńskimi nazwę „russki" tłumaczy
jako chusty rożkowe™. Jest to jednak błędna interpretacja. Russki, ruszki to nazwy pochodne od słowa
„rucha" - „rucho" określającego w X V - X V I w., tak jak letnik, wkładaną przez głowę długą suknię
kobiecą noszoną na co dzień. Russka mogła być biała płócienna lub barwna, farbowana. Podobnie
letnik noszony w okresie od X V - X V I I w. określał luźną suknię bez rękawów lub z wąskimi bądź
szerokimi rękawami, mniej lub bardziej dopasowaną, wykonaną także z płótna, wełny albo jedwabiu.
Suknie te noszono wówczas w różnych rejonach Polski i tym samym na Śląsku Cieszyńskim nie
stanowiły czegoś wyjątkowego. Warto też dodać na potwierdzenie błędnej interpretacji Poloczkowej,
że pod datą 1558 obok russki wymieniony jest też płócienny fartuch i kabotek 'sugerujące niemal
pełny zastaw odzienia. Tam zaś, gdzie w dokumentach mowa jest o chustkach nazywa sieje wprost
obrusem, obruskiem, płachtą lub szatką z koronkami .
Można więc przyjąć, że skoro codzienna odzież mniej zamożnych mieszczek cieszyńskich i ich
służących składała się z „białych szat" tj. płóciennego kabotka i jakiejś spodniej koszuli, letnika lub
russki, fartucha i chusty odziewaczej, tj. łoktuszy to tym bardziej stanowiły one odzienie kobiet na
wsiach. Potwierdzeniem tego faktu może być nie tylko rozpowszechnione wiejskie tkactwo, ale zna­
na pogarda mieszczan dla płóciennej odzieży chłopskiej i wiejskich tkaczy płótna, aczkolwiek sami
z tych wyrobów korzystali.
Zastosowanie na wsi miały też miejscowej produkcji samodziały wełniane i sukienne, które jak
wynika z różnych dokumentów były jakościowo lepsze od produkowanych przez miejskich rzemieśl­
ników cechowych . Stąd też wyroby te przetrwały przez następne wieki niemal aż do czasu I wojny
światowej, a nawet i dłużej, i znalazły odzwierciedlenie zarówno w funkcjonujących nadal pojedyn­
czych formach odzieży jak i w zbiorach muzeów śląskich.
Samodziałowe płótna, wełny, sukna oraz skóry służyły na wsiach cieszyńskich do sporządza­
nia odzieży kobiecej i męskiej, która w tych najdawniejszych czasach była równie prosta, jak po
wsiach w innych krajach europejskich. Zanim zaczęto nosić koszule o znanym kroju przyramkowym
w powszechnym użyciu przez mężczyzn były płócienne tuniki wkładane przez głowę, przepasywane
sznurkiem lub skórzanym pasem, płócienne nogawice sporządzone też niekiedy ze skóry, słomiany,
bądź filcowy kapelusz, a w razie chłodu wełniany bądź sukienny kabat albo zwykły kożuch. Męż­
czyźni jak i kobiety chodzili boso, albo w skórzanych kierpcach. Odzież szyto ręcznie we własnym
zakresie i jako płócienna robocza służyła na wsiach przez następne wieki.
Jeszcze w X V I w. różne przepisy dotyczące cechowych rzemieślników odnosiły się do ich odzie­
ży, która winna być odpowiednia i stosowna do ich statusu społecznego. Pod datą 1585 zapisano,
że są to: koszula, spodnie, raszowy kabot i kapelusz kloubuk . Zatem ubiór wieśniaków nie mógł
przedstawiać się lepiej. Natomiast zamożniejsi mieszczanie oprócz płóciennej lub jedwabnej koszuli
nosili pludry, kaftany, płaszcze, szuby z kosztownych importowanych tkanin w żywych kolorach, tj.
z angielskiego sukna, z aksamitu, jedwabiu, przyozdobione srebrnymi guzami. Ich nakryciem głowy
był kapelusz podbity drogim zagranicznym jedwabiem, a nogi okrywały pończochy i wysokie buty
40

4

42

43

44

39 Poloczkowa B., Tekstylia...
40 Turnau I., Słownik ubiorów, Warszawa 1999, s. 105, 158; Bazielich B., Strój rozbarski, „Atlas Polskich Strojów Ludo­
wych", Wrocław 2002, ryc. 4, s. 10.
41 Księgi miejskie Cieszyna z XVI w.
42 Księgi miejskie Cieszyna z XVI-XVIII w., Por. też Teśinsko, s. 195, przyp. 248, 258, 254, 259 i inne oraz 304.
43 Popiołek F., op.cit., s. 169.
44 Księgi miejskie Cieszyna z XVI i XVII w.

17

�Amorł

et

NON DOWKL

.

b?o

Ryc. 11. Renesansowy strój magnacki, miedzioryt z 1630 r.
45

(1613) . W 1663 r. właściciel paru wsi cieszyńskich, niejaki Marklowski miał strój, „który mienił
się od barw, srebrnych koronek, galonów i złotych kwiatów", a w zimie jego brzoskwiniowy kożuch
miał 48 srebrnych guzów .
Opisy te nie wyglądająna zmyślone, czy przesadne, gdyż odpowiadają europejskiej modzie póź­
nego renesansu, która na prowincji przybierała nierzadko swoiste formy i trwała dość długo. Niekie­
dy stanowiła wzór do naśladowania przez innych współobywateli.
Kosztownych, obcego pochodzenia tkanin używano również przy sporządzaniu miejskich i szla­
checkich strojów kobiecych. W XVI-wiecznych źródłach wymieniany jest: adamaszek, aksamit, tabin, tikyt, kamlot, barchan, uterssin (uterfin), muchajer . Ponadto były to jeszcze lindisz (falendysz),
kitajka, forsztat . Szyto z nich oplecki (oplecka, opiiczka) zwane też żiwotkami, suknie, mentliki,
szuby. Poza tym wymieniane są jeszcze kożuchy. W skład ówczesnego bogatego stroju kobiecego
wchodziły również koszulki lub kabotki, koszule, czepce, pończochy i jako ozdoby srebrne pasy, łań­
cuszki i hoczki. Żywotki były czerwone przybrane czarnym aksamitem, śliwkowe, czarne, brunatne ,
a suknie niebieskie, modre, karmazynowe. Wykaz spadkowy żony farbiarza cieszyńskiego wymienia
5 sukien w tym 3 z żywotkami - jeden zdobiony w złote borty, drugi „zlatymi sznureczkami premowany" i trzeci zdobiony jedwabnymi nićmi. Pozostałe dwie suknie, zapewne zwykłe, nie zdobione
nie miały opiiczka. Ponadto wspomniany wykaz wymienia 5 „spodnich koszyl", 9 kabotków, 5 bia­
łych fartuchów, 6 czepców, 1 „łoktuszkę z białymi koronkami", płaszcz forsztatowy podszyty, króli­
czym futrem i płaszcz czarny z adamaszku podszyty popielicami oraz prawdopodobnie jeszcze jeden
płaszcz forsztatowy o wzorze kwiatowym, podbity popielicami, który pisarz miejski przez pomyłkę
utożsamił z czarnym kożuchem. Na końcu wymieniony jest jeszcze pas „na czarnej tkance" i ogólnie
„wyroby złotnicze" . Widać stąd, że właścicielka tych rzeczy była osobą zamożną o czym świadczy
46

47

48

49

50

45
46
47
48
49
50

18

Ibidem.
Dobrowolska A., Żywotek..., o.c., s. 27, przypis 3.
Ibidem, s. 28, przypis 2 i 30.
Poloczkowa B., Tekstylia..., o.c.
Dobrowolska A., op.cit, s. 28; Księgi miejskie Cieszyna; Poloczkowa B., op.cit., s. 139.
Iwanek W., Złotnictwo..., s. 137.

�ilość wymienionych części stroju oraz rodzaj tkanin pochodzenia zagranicznego, które należały do
bardzo drogich. Na ogół przeciętne mieszczanki mogły sobie pozwolić tylko na sprawienie poje­
dynczych sukni czy płaszcza. Toteż bogaci kupcy niewiele mieli ich na składzie. Inwentarz z 1585 r.
podaje, że zmarły zasobny kupiec pozostawił w testamencie 7 żywotków, tj. 2 aksamitne, 2 „damaszkowe", 1 „portugalsky zluty" (żółty) i brunatny oraz 1 „od mentlika hrzebiczkowy" (goździkowy) .
Godna uwagi jest ta ostatnia wzmianka mówiąca o żywotku „od mentlika", czyli rodzaju ówczesnej
sukni podbitej futrem . Widać stąd, że żywotki traktowane jako staniki doszywane do sukni były
używane już w X V I w. Poza tym ważny jest fakt, że występowały trzy rodzaje sukien, tj. zwykłe luź­
ne, jak russka i letnik oraz ze stanikiem - żywotkiem, który występował też przy mentliku podbitym
futrem. Mentliki wymieniane sąjeszcze i w innych spisach inwentarzowych z X V I I w. (1642, 1656)
51

52

Ryc. 12. Fragment obrzędowej chusty z 1686 r. Fot. St. Deptuszewski. Eksponat Muzeum w Cieszynie.

tak jak barwne żywotki od sukien, które były ozdobione bortami, bądź złotymi sznureczkami lub
jedwabnymi nićmi. Innymi ozdobami stroju kobiecego w tym czasie były jeszcze srebrne pasy, łań­
cuszki i hoczki oraz guziki, nadto wyszycia i koronki. Srebrne koronki i galony wymienione są także
w stroju męskim, co wynika z opisu stroju Marklowskiego (1663). Ale zapewne używano też koronek
i nici lnianych lub jedwabnych roboty klockowej, jakie sprowadzano z innych krajów, gdyż zgodnie
z ówczesną modą paradne stroje kobiece i męskie obfitowały w tego rodzaju koronkowe dodatki.
Wykonywano z nich kołnierze, krezy, żaboty, mankiety itp. W X V I I w. nie brak było również ozdób
w postaci wyszyć i haftów, czego przykładem są obrzędowe chusty, zwłaszcza datowana z 1686 r.,
zachowana w muzeum w Cieszynie, na której różnymi ściegami wyszyto pośrodku inicjały W.H.EK
AD 1686 i pomiędzy nimi Baranka Bożego, a po obydwu stronach zamykającego je obramowania
- imiona i nazwiska nowożeńców: WAWRIN CHMIEL EWA CHMIELOWA CERA KASSOWA Z BOBRKU, na
obrzeżach zaś wokoło wyszyto 10 pojedynczych jednakowych bukietów składających się z drobnych
51 Poloczkowa B. op. cit.
52 Turnau I., Słownik..., s. 115.

19

�53

elementów roślinnych . Wprawdzie chusty takie nie stanowiły części składowej stroju, niemniej
w tym przypadku sam napis w języku polskim i forma haftu mają swoją wymowę. Świadczą o stanie
zamożności właścicieli, przynależności narodowej, wyznaniowej oraz poziomie panującej obyczajo­
wości i miejscowego rękodzieła, które znajdowało także wyraz w wyszywanych chustach spuszczo­
nych, służących za nakrycie głowy kobiet. Jako nakrycie głowy inwentarze w X V I I w. wymieniają
jeszcze czepce składające się z płóciennej główki i koronkowego naczółka, zwanego bintka . Binda
- średniowieczna niemiecka nazwa, w X V I w. określała nakrycie głowy w postaci czepca, przepaski,
wiązadła . W tym przypadku więc stanowi jedną z najstarszych odnotowanych wzmianek mówią­
cych o cieszyńskim czepcu czółkowym, którego forma przetrwała po czasy współczesne.
54

55

Ryc. 13. Góralki w stroju cieszyńskim, Koniaków Rupienka 1956 r.

W X V I I i X V I I I w. cieszyński elegancki strój kobiecy składał się nadal ze spodniej koszuli, kabotka, sukni z żywotkiem, ozdobionym srebrnymi hoczkami do przesznurowania, z fartucha, srebrnego
pasa oraz czepka i chustki spuszczonej z wyszywanymi narożnikami, okrywającej głowę i ramiona
a opadającej w tyle poniżej talii. Inna chusta łoktusza, łoktuszka, wykonana z grubszego płótna słu­
żyła jako odziewacza, chroniąc przed zimnem. W zimie oprócz mentliku noszono jeszcze szubę pod­
szytą futrem, albo kożuch. Wykorzystywano przy tym drogie tkaniny obcego pochodzenia jak kitaj,
kamlot, karmazyn, brokat, aksamit, tabin, damas na co wydawano znaczne sumy. Tańszych i gorsze­
go gatunku tkanin, jak forsztat i barchan używano do pokrywania futrzanych wierzchnich okryć, przy
których wykorzystywano skórki królicze, owcze, kunie, popielicze, wiewiórcze itp.
Na ziemi cieszyńskiej od dawien dawna nie brakowało w strojach różnego rodzaju importów,
zwłaszcza wysokogatunkowych tkanin. Tędy bowiem od czasów starożytnych wiódł najpierw szlak
bursztynowy prowadzący ku Bałtykowi, który przez Bramę Morawską i Przełęcz Jabłonkowską
utorował następnie wielką drogę handlową. Dzięki temu docierały tutaj towary pochodzenia wło­
skiego, węgierskiego, austriackiego, z Moraw i Czech oraz różne wzory obcych kultur. Poza tym
53 Bazielich B., Ludowe wyszycia..., s. 24.
54 Poloczkowa B., op.cit., s. 139 i nast. do 142.
55 Turnau L, op.cit., s. 24.

20

�w X V - X V I w. poprzez Karpaty ściągała do Beskidu Śląskiego pasterska ludność wołoska przynosząc
ze sobą swój bagaż kulturowy a wraz z nim elementy znajdujące odzwierciedlenie w cieszyńskich
strojach i ich zdobnictwie. Wyrazem tego było np. góralskiej produkcji sukno wałaskie, wyszycia
krzyżykowe i skrętkowe, kierpce i kożuchy .
Jeśli chodzi o kobiety wiejskie, to na kupno importów mogły sobie pozwolić tylko siedloczki,
czyli właścicielki wielkich gospodarstw. Toteż w powszechnym użyciu były tutaj tkaniny samodzia­
łowe, tj. płótna, wełny, rasz, prost, sukno, kanafas, mazelan, z których sporządzano odzież codzienną
i odświętną. Takie tkaniny pozostały mniej więcej do początku X X w., o czym wspominały jeszcze
miejscowe informatorki.
Stopniowo na ziemię cieszyńską docierały nowe prądy mody przejmowane przede wszystkim
przez dwory książęce, okoliczną szlachtę i zamożne mieszczaństwo, do czego przyczyniały się ich
częste podróże do różnych krajów Europy. Tą drogą napływały także, zwłaszcza z Niemiec idee
reformacji, które trafiały tutaj na podatny grunt dzięki przenikającemu wcześniej z Czech husycyzmowi. Skutkiem tego zaczął szerzyć się protestantyzm i ukształtowany już strój cieszyński, głównie
kobiecy zrósł się niejako z wyznawczyniami tej religii, a tym samym stał się jakgdyby wyznaczni­
kiem ich odrębności w stosunku do katoliczek ubierających się bardziej skromnie . „Kto strój wałaski nosi jest ewangelikiem, kto zaś laski jest katolikiem" pisał w 1850 r. w swym pamiętniku An­
drzej Cinciała , przy czym przez wałaski rozumiał cieszyński. Przekonanie takie panowało jeszcze
w I poł. X X w., co miedzy innymi wyraziła wówczas dobitnie jedna z informatorek pochodząca z Ży­
wieckiego mówiąca, iż „strój ten miywajom luterki po tych delsziych dziedzinach kole Cieszyna" .
Z biegiem lat jednak różnice te straciły na znaczeniu, gdyż bez względu na wyznanie, w regionie cie56

57

58

59

Ryc. 14. Raszka drobno fałdowana ze złotym galonem i haftem, Kojkowice, RCz.

szyńskim przeważała ludność polska katolicka i swą polskość akcentowała nie tylko mową, ale
i sposobem ubierania się, jak również swoistymi nazwami używanych części odzieży. Niektóre
z tych nazw, jak letnik, ciasnocha, żywotek, suknia charakteryzuje słowiański źródłosłów. Powszech­
nie też mówiono „suknia cieszyńska" albo „suknia polska", „strój cieszyński", albo „strój polski",
buty poloki, co przetrwało w całym regionie do dnia dzisiejszego i wskazuje na polski rodowód.
Pośród informatorek przekonanie to powtarzało się w opinii, że „jak Śląsk przydzielono Czechom, to
56 Dobrowolski T, Tradycje wołoskie..., s. 86-114.
57 Iwanek W., op.cit., s. 126, 133.
58 C i n c i ała A., Pamiętnik dra Andrzeja Cinciały, notariusza w Cieszynie (1825-98), wydał i wstępem zaopatrzył Jan Stanisław
Bystroń, Katowice 1931, s. 82
59 Gładysz M., Zdobnictwo..., s. 221.

21

�polskie kobiety na znak protestu przyszyły sobie niebieską galonkę u dołu sukni", aby w ten sposób
wyróżnić się od innych i podkreślić swą przynależność narodową . Wedle tradycji jest to czytel­
ne po jednej i drugiej stronie granicy państwowej. Należy przy tym pamiętać, że punktem wyjścia
i centrum był najpierw sam Cieszyn i pobliskie dwory, skąd dopiero z czasem upodobania w sposobie
ubierania się znajdowały aprobatę na prawym jak i na lewym brzegu Olzy u mieszkańców wsi pol­
skiego pochodzenia '. Literatura czeska fakt ten zdecydowanie pomija lub w ogóle nie interpretuje,
a mapa zasięgu ludowych strojów cieszyńskich zamieszczona w ich najnowszym opracowaniu jest
dowodnym potwierdzeniem powyższej tezy . Inaczej natomiast wygląda sprawa stroju góralskiego
i jego użytkowników po obydwu stronach granicy , gdyż ich początki mają wspólny rodowód. Na­
tomiast strój laski występujący tylko w paru północnowschodnich wsiach po polskiej stronie, łączony
przez niektórych badaczy ogólnie z Lachami , bardziej aniżeli cieszyński wiązał się według innych
z wyznawczyniami protestantyzmu oraz czeską i niemiecką świadomościąnarodową. W miarę upływu
czasu kobiecy strój cieszyński stawał się coraz bardziej popularny i jego rozprzestrzenienie wybiega­
ło nawet poza granice historycznego Śląska Cieszyńskiego, tj. na ziemię pszczyńską zaś po czeskiej
60

6

62

63

64

65

Ryc. 15. Stroje z okolic Cieszyna, rys F. Kaliwoda, ok. 1840 r.

stronie przenikał na obszary, gdzie występował strój laski. Ponadto już pod koniec X I X w. zaczęły go
nosić niektóre góralki w Beskidzie Śląskim, co w X X w. przybrało na sile. Bowiem tę formę stroju
uważa się tutaj za bardziej elegancką i reprezentatywną zacierającą niejako ubóstwo, jakie niegdyś
charakteryzowało mieszkańców gór.
Pomimo różnych obcych wzorów moda cieszyńska kierowała się własnymi prawami i upodoba­
niami. Podczas gdy w strojach dworskich i niektórych mieszczan zaczęła się szerzyć moda zachod­
nioeuropejska, u średnich i niższych warstw mieszczańskich w X V I I I i na pocz. X I X w. utrzymy­
wały się stare wzorce i długość kobiecych sukni w tym czasie sięgała niemal do ziemi, podczas gdy
ikonografia z pierwszej poł. X I X w. ukazuje już cieszynianki w sukniach sięgających do połowy ły­
dek lub nawet nieco krótszych.
60
61
62
63
64
65
22

Joanna Cyfkowa., Pierściec; Emilia Michalska, Pruchna; Katarzyna Badura, Międzyrzecze.
Płyniesz Olzo, t. II, red. D. K a d ł u b i e c , Zarys kultury materialnej ludu cieszyńskiego", s. 21-36 i mapa s. 20.
Langhammero vä J., Ćeske lidove kroje, Praha 1994, s. 83 i mapa s. 75.
Teśinsko,s.
220-227, mapa s. 100.
Stolafik I., Hräava, Ostrava 1956; M a l i c k i L., Strój górali śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1956.
H o f f B . , op.cit.

�Suknie te o przedłużonym wzwyż, poza talię stanie, co było odzwierciedleniem mody empire, tj.
przełomu X V I I I i X I X w. są bardzo szerokie, fałdowane, z błękitną galonką wokół dolnego brzegu
i z bardzo niskim żywotkiem, utrzymywanym na wąskich szelkach. Na nogach noszono wełniane czer­
wone pończochy układane w poziome fałdki i kierpce lub według nowszej mody - białe pończochy i
płytkie czarne pantofle skórkowe z kokardą na przodzie.
Na rycinie Franciszka Kaliwody z około 1840 r. , jak też Henryka Jastrzembskiego z 1846 r.
przedstawione są trzy postacie: dziewczyna, mężatka i mężczyzna. U kobiet ich suknie są krótkie,
tj. sięgają poniżej kolan i mają podwyższony stan oraz niski żywotek, a na dolnym brzegu niebieską
galonkę. Z przodu przykrywają je tej samej długości fartuchy. Suknie są ubrane na kabotek z wąską
wyszywaną oszewką koło szyi i z szerokimi bufiastymi rękawami sięgającymi do łokci, zakończo­
nymi falbanami, co widać u dziewcząt. Mężatki mają na głowach czółko we czepce przykryte wyszy­
wanymi na narożnikach chustami spuszczowymi, które szerokim płatem opadają im na plecy sięga­
jąc poniżej talii. Wyszycia są jednokolorowe - czerwone, czarne i białe. Czerwone są też pończochy
układane w poziome fałdki, a obuwie stanowią płytkie czarne pantofle z kokardą na przodzie. Dziew­
częta mają odkryte głowy i włosy z przedziałkiem na środku według mody I poł. X I X w., splecio­
ne w jeden warkocz opadający na plecy i zakończony kolorową wstążką. Dodatkowym elementem
u mężatek jest krótki , sięgający talii czarny spencer z rękawkami, które w tym czasie były szerokie,
bufiaste, zwężające się ku dłoniom.
Na obydwu ilustracjach mężczyzna ukazany jest w dwóch wersjach stroju. U Kaliwody ma na
sobie białą koszulę, której wyłożony kołnierzyk widoczny jest spod jednorzędowej kamizelki wysoko
zapiętej na metalowe guziki. Jego wierzchnie okrycie stanowi krótki do pasa czarny kaftan z rękawa­
mi, rozpięty z przodu, o stojącym kołnierzyku i rozchylonych klapach. Również czarne są spodnie
0 średnioszerokich nogawkach wpuszczonych do butów z wysokimi cholewami. Przy spodniach widać
pasek, którego zapięcie opada na biodra, a na głowie kapelusz z doniczkową główką i szerokim wywi­
niętym rondem, opasany czarną wstążką ze srebrzystą klamrą na środku.
Znacznie barwniej przedstawia się akwarela Jastrzembskiego, gdzie cały strój męski jest w błękit­
nym kolorze. Błękitne są spodnie o wąskich nogawkach wpuszczonych do butów z cholewami, błękitny
kaftan ze stojącym kołnierzem i klapami oraz błękitny długi płaszcz z peleryną stojącym kołnierzem
1 klapami sięgający po kostki, bez rękawów, podbity zielonym suknem. Pod kaftanem widać brązowordzawą w poziome prążki, jednorzędową kamizelkę z wykładanym kołnierzem, pod którym czerwoną
barwą wyróżnia się chustka związana pod białym kołnierzem koszuli. Białe są również jej wywinięte
mankiety rękawów widoczne spod rękawów kaftana. Całość uzupełnia duży czarny kapelusz z wysoką
cylindryczną główką i szerokim prostym rondem.
Strój męski w błękitnym kolorze sukna z ozdobnymi srebrnymi guzami przy kamizelce i dwurzędo­
wym kaftanie ukazuje także ilustracja wykonana przez Jakoba Alta z około 1840 r., przy czym wymie­
nione części mają na krawędziach kołnierzy i przodów czerwone obwódki sukna stanowiącego podszy­
cie . Czerwone obwódki i małe pomponiki tworzą też wykończenie trzech trójkątnych rozcięć powyżej
dolnego brzegu w tyle kamizeli, co powtarza się na innej jeszcze ilustracji tego autora z mężczyzną
mającym kurtkę przewieszoną przez lewe ramię. Tutaj też widać rękaw płóciennej koszuli o wyraźnym
śladzie zeszycia na ramieniu, (co zdradza odejście od kroju tuniki) i zakończony mankietem .
Opisane ilustracje trzech różnych autorów wykonane mniej więcej w tym samym czasie wska­
zują na zróżnicowanie męskiego stroju cieszyńskiego. Dają też w miarę pełny obraz, jaki zachował
się do końca X I X w. Pokrywa się on z fragmentarycznymi wypowiedziami starszych informatorów
podczas badań terenowych prowadzonych w połowie X X w. Sami bowiem już w takich strojach
nie chodzili, a w ich domowym majątku nic z tego się nie zachowało. Nawet do zbiorów muzeum
w Cieszynie zdołano pozyskać jeden tylko, ciemnogranatowy płaszcz z zielonym podbiciem, który
unaocznia ówczesną formę tego wierzchniego okrycia .
66

67

68

69

70

66
67
68
69
70

Fierla G., Strój cieszyński, s. 1.
Adamczyk I., Dembiniok M, Studnicki G., Korowód...,il. nlb.
Teśinsko,.., ii. 24, 25.
Ibidem, ii. 25.
Eksponat muzeum w Cieszynie nr inw. E. 294 MC.

23

�Pewnym uzupełnieniem wiadomości na ten temat są jeszcze pojedyncze zapisy w archiwalnych
księgach z XVIII w. wymieniające kamizele, kabaty lub kaboty i płaszcze w kolorze czarnym, nie­
bieskim i kapelusz, nadto mosiężne lub srebrne guziki, a odnoszące się do wsi Wędrynia, Ołdrzychowice, Cierlicko, Łomna . Takie ubrania mieli mężczyźni i w innych jeszcze miejscowościach
Śląska Cieszyńskiego. Ich użytkownikami byli przede wszystkim wójtowie, siedlocy oraz niektórzy
mieszczanie, zwłaszcza kupcy i rzemieślnicy. Strojność i elegancja tego odzienia zależała od możli­
wości finansowych i staranności samego użytkownika. Kogo było stać, sprawiał strój z importowa­
nych materiałów i przyozdabiał srebrnymi guzikami. Mniej paradne były guziki mosiężne i tkaniny
swojskiej produkcji. Stąd też i zróżnicowana kolorystyka kamizelek, kabotów i spodni, ich gatunek
i oczywiście sam wygląd. Upodabniał je tylko zestaw poszczególnych części, ich krój i sposób nosze­
nia. Wykwintne części odzieży męskiej miały kolor lazurowy, modry, granatowy, skromniejsze szyto
z sukna w czarnym kolorze lub innym ciemnym, np. brązowym, czy zielonym, co było wynikiem nie
tylko pozycji społecznej i majątkowej, ale także okolicy, gdzie taką odzież noszono. Ubożsi mężczyźni
wsi na co dzień i nierzadko od święta używali odzieży płóciennej, która składała się z koszuli, spodni
i kabota uszytego niekiedy z wałskiego sukna, nadto z onuc lub wełnianych skarpet i kierpców, a w
zimie jeszcze z krótkiego albo dłuższego kożucha farbowanego na czarno, brunatno lub na biało .
Farbowano też płótno na modro, czy brązowo; na niebiesko np. farbowano czernicami albo czarny­
mi borówkami, których w pobliskich lasach można było z łatwością nazbierać. I taki rodzaj ubioru
utrzymał się sporadycznie jeszcze do czasu I wojny światowej. Jan Wantuła w wspomnieniach zaty­
tułowanych „Karty z dziejów ludu Śląska Cieszyńskiego" pisał: Chłop pańszczyźniany miał mało
potrzeb. Przyodziewał się w guńkę, hazukę (koszulę), płótniaki, kożuchy z owczych skór" zaś obu­
wiem był „zwykły kyrpiec ze świńskiej skóry, odświętny z łowięziej (krowiej) skóry sporządzony.
Rzadziej był u chłopa but zrobiony przez fachowego szewca", gdyż „od wiosny do zimy chodzono
boso lub w drewnianych pantoflach, zwykle w domu z brzozowego, lipowego lub olszowego drewna
71

72

73

Ryc. 17. Mężczyzna w stroju cieszyńskim, I I poł. X I X w.
sporządzonych". Wspomniany autor zauważa dalej, że „po 1848 roku młodzi zaczęli się coraz lepiej
- z pańska ubierać" i z biegiem lat w centrum Ustronia zaczęła znikać guńka. Bowiem już w I I poł.
XIX w. sporo mężczyzn szukało zajęcia poza rolnictwem, tj. w bliżej lub dalej położonych ośrodkach
przemysłowych, skutkiem czego stosunkowo szybko zaczęli zarzucać tradycyjne formy odzieży na
rzecz tanich i praktyczniej szych ubiorów standardowych. Tym sposobem zatraciły się zupełnie dawne
stroje męskie i pamięć o nich w przeciwieństwie do strojów kobiecych, które przetrwały po dzień dzi­
siejszy.
71 Teśinsko,.., przypis 15, 27, 42, 44, 53, 69, 83.
72 Fi er la G., Stroje ludowe na Śląsku Cieszyńskim, [w:] Płyniesz Olzo red. D. Kadłubiec t. II, Ostrawa 1972, s. 211, .
73 Wantuła J., Karty z dziejów ludu Śląska Cieszyńskiego, rękopis.

24

�PODSTAWOWE CZĘŚCI STROJU CIESZYŃSKIEGO
Strój cieszyński rozpowszechniony po wsiach podgórskich i nizinnych, przede wszystkim zaś
w najbliższej okolicy Cieszyna był niejednolity, zróżnicowany nie tylko w gatunkach tkanin i do­
datkach zdobniczych, wynikających ze stanu zamożności, ale także co do samej formy i poszcze­
gólnych części składowych. Do czasów współczesnych przetrwał tylko kobiecy zestaw odświętny,
męski natomiast strój ostatecznie zanikł jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. W X I X w.
w swej najbardziej eleganckiej formie wykonany był z dobrego gatunku sukna w kolorze granatowym,
modrym, rzadziej czarnym i składał się z kamizelki - brucleka na lnianej lub wełnianej podszewce,
zapinany dwurzędowo na metalowe, przeważnie srebrne guziki, podobnego, nieco dłuższego kabata
z rękawami i z wykładanym kołnierzem oraz spodni z nogawkami wpuszczanymi do wysokich bu-

Ryc. 18. Wyrobnicy cieszyńscy, 1878 r.

tów z cholewami. Podstawę stanowiła płócienna koszula z wykładanym kołnierzykiem, pod którym
wiązano chusteczkę w kolorze czerwonym, co czynili przeważnie młodzi mężczyźni, albo w kolorze
czarnym. Nakryciem głowy był czarny filcowy kapelusz o wysokiej cylindrycznej główce i szerokim
rondzie. Wierzchnie zimowe okrycie stanowił długi płaszcz bez rękawów z peleryną i stojącym koł­
nierzem o wykładanych klapach, podszytych zielonym suknem, albo długi kożuch czarny, biały bądź
żółty, kolorowo przeszywany i aplikowany. W mieszczańskim zestawie paradnego stroju zamiast gra­
natowego brucleka pojawiała się niekiedy kamizelka tego samego fasonu lecz uszyta z wzorzystego
jedwabiu w jasnym lub brunatnym kolorze.
Natomiast codzienna odzież była skromna - w lecie lniana koszula i spodnie, nogi bose albo
w kierpcach i słomiany kapelusz, w zimie kabat nierzadko z samodziałowego sukna wałaskiego lub
z grubszego płótna farbowanego na granatowo czy brązowo i krótki kożuszek, bądź serdak z owczej
skóry; guniok albo gunia.
25

�Również codzienna odzież kobieca i odzież ubogich kobiet była bardzo skromna. Składała się
z płóciennej koszuli o nazwie ciasnocha i kiecki albo spódnicy, uszytych z samodziałowej tkaniny
lnianej farbowanej, albo wełnianej oraz z kaftanika i chustek - nagłownej płóciennej szatki wiązanej
pod brodą oraz dużej naramiennej płachty o nazwie łoktuszka z grubszego białego płótna. Na nogi
wkładano onuce lub wełniane dziane czerwone pończochy, bądź skarpety i kierpce.

Ryc. 19. Żywotki ze złotym haftem obszyte ozdobnymi taśmami: 1. Ustroń, poł. X I X w., 2. Istebna, koniec X I X w.

W X I X i I poł. X X w. odświętny strój kobiecy wyróżniały ozdoby w postaci zróżnicowanych wy­
szyć lub haftów oraz biżuterii. Jego podstawę stanowiła niegdyś lniana koszula - ciasnocha utrzymy­
wana na jednym lub dwóch ramiączkach, którą z czasem zastąpiono nowszą prostą formą z krótkimi
rękawami, uzupełnioną dołem płóciennymi spódnicami. Górną część takiej koszuli okrywa kabotek
o przyramkowym kroju - starszy o nazwie szutka, z jednobarwnymi wyszyciami, nowszy czyli ko­
szulka z bogatymi białymi dziurkowanymi haftami, umieszczonymi przede wszystkim na przodzie lub
dodatkowym żabocie, tzw.przedniczce. Na to przez głowę wkłada się suknię, której długość reguluje

Ryc. 20. Przód i tył żywotka z charakterystycznym obszyciem ozdobną taśmą, Brenna 1936 r.

26

�Ryc. 21. Nowsza forma zdobienia żywotków: 1. Hafty w miejscach obszyć, Cieszyn 1944 r.,
2. Boczki haftowane szklanymi perłami, Bielowicko 1926 r.

moda. W pierwszej poł. X I X w. sięgała do połowy łydek, pod koniec wieku niemal do kostek,
a współcześnie, tj. po I I wojnie światowej znowu do połowy łydek i bez licznych krochmalonych
spódnic, przez co nie jest pękata lecz wysmukła. Suknia składa się z aksamitnego żywotka, tj. stanika
na szelkach o rozwartych niskich przodach i plecach ściętych ku górze w tzw. szczytek. Starsze żywotki były niskie, nowsze coraz to szersze. Charakteryzują je swoiste hafty odpowiednio rozmieszczone
na plecach i przodach, o motywach roślinnych, które z biegiem lat ulegały zmianie.
Najstarsze znane z I poł. X I X w. były złote lub srebrne, wypukłe, umieszczone w polach wy­
znaczonych przez obszycia złotymi galonami, tj. ozdobnymi taśmami o falistych brzegach. Złote
nici, bardzo kosztowne, zaczęto z czasem zastępować innymi materiałami jak: lacet, jedwabne nici,
bajorek, koraliki, cekiny itp., przy czym początkowo, jeszcze do czasu I wojny światowej wykorzy­
stywano sporadycznie nici złote i srebrne uzyskiwane przez wyprucie ze starych żywotków. W tym
czasie zaczęły też zanikać obszycia z taśm, które w skromniejszych żywotkach nie były złote lecz
błękitne lub inne, wzorzyste.
Po zarzuceniu obszyć i złotych nici ozdobność żywotków przechodzi fazy kolejnych zmian
w kolorystyce, motywach i kompozycji, a w parze z tym następuje zarzucenie srebrnych hoczków
służących do przesznurowania żywotka srebrnym łańcuszkiem na rzecz hoczków haftowanych przy
użyciu koralików, i już bez stosowania sznurowania.
Żywotek jest przyszyty do zbieranej w drobne fałdy spódnicy uszytej z paru szerokości szerzyn.
Pierwotnie był to tzw. letnik wykonany z samodziałowej tkaniny lnianej, farbowanej na ciemno, albo
tzw. prostula z wełnianego lub lniano-wełnianego prostu i stąd nazwa sukni używanej jeszcze na
początku X X w. Współcześnie elegancka suknia ma spódnice z czarnego sukna lub wysokogatun­
kowej wełny, bez względu jednak na to, z czego została uszyta i niezależnie od jej długości zawsze
jest obszyta dołem niebieskągalonką, tj. wstążką o szerokości do 10 cm, a na samym brzegu taśmą
tzw. szczotką. Suknię z przodu początkowo przepasywano fartuchem z delikatnej, cienkiej i wzorzy­
stej tkaniny, także pasiastej. W X X w. fartuch jest jedwabny, przeważnie wzorzysty adamaszkowy,
w jasnym kolorze i długi niemal na równi z suknią.
Zamożne kobiety talię przepasywały srebrnym pasem składającym się, jak w X I X w., z połączo­
nych ze sobą kilku wzorzystych odlewanych płytek, albo z paru filigranowych płytek połączonych
łańcuszkami, od których inne dodatkowe zwisały półkoliście w dół. Podobną filigranową kaskadową
ozdobę stanowił tzw. orpant, czyli napierśnik przymocowany bolcami z przodu pomiędzy szelkami

27

�żywotka. Częściej jednak zamiast tych ozdób przewiązywano tylko w pasie tzw. przeposkę, tj. wzo­
rzystą wstążkę, którą wiązano z przodu w kokardę.
Nakryciem głowy kobiecej jest koronkowy czepiec czółkowy przykryty chustką wiązaną w tyle
na pidło, co nazywają też na żurek. Nierzadko gatunkowo, kolorystycznie i wzorniczo odpowia­
da ona tkaninie fartucha, aczkolwiek w X I X w. były to chustki płócienne, które przy szczególnych
okazjach nakrywano jeszcze dużą płócienną chustą spuszczową, złożoną po przekątnej i wiązaną
pod opadającym na plecy narożnikiem. Narożnik ten, jak i pozostałe miały jednobarwne wyszycia
o motywach geometrycznych, zaś wszystkie brzegi obszyte wąską klockową koronką. Dziewczęta
chodziły z odkrytą głową i włosy splatały w jeden warkocz opadający na plecy, a zimą zakładały
chustki wiązane pod brodą. Okryciem nóg w X I X w. były dziane wełniane pończochy w czerwonym
kolorze i kierpce lub płytkie pantofle. Z czasem upowszechniły się białe pończochy, zaś w końcu
elastyczne brunatne produkcji fabrycznej. Najbardziej odpowiednim obuwiem stały się też czarne
płytkie pantofle skórkowe zapinane na podbiciu na pasek.

ZASIĘG STROJU CIESZYŃSKIEGO
Z archiwalnych materiałów sięgających X V I i następnych wieków wynika, że stroje cieszyńskie
w swej zróżnicowanej ozdobnej formie nosili najpierw najzamożniejsi przedstawiciele tego regio­
nu, tj. książęta, szlachta i bogaci mieszczanie, którymi byli kupcy, rzemieślnicy i obszarnicy nadto
wójtowie i inni urzędnicy dworscy wyższego rzędu. Nie byli to więc liczni przedstawiciele tej zie­
mi , zamieszkujący raczej miasta, dwory i ich pobliże. Kolorowa akwarela Henryka Jastrzembskiego
z 1846 r. takich właśnie ludzi z Cieszyna przedstawia. To samo prezentują ryciny J. Alta i F. Kaliwody z około 1840 r. oraz kolorowy rysunek dziewczyny z Cieszyna wykonany przez J. Manesa w
1854 r. Trudno zatem mówić o jakimś zwartym wówczas zasięgu występowania tego stroju i jego
jednolitości. I czy w ogóle ówczesny strój nazywano cieszyńskim? Nawet jeśli w tych archiwalnych
zapisach jest mowa o russce, letniku, łoktusce, sukni, żywotku, kabotku, fartuchu, kabacie, płaszczu
to nie były to nazwy używane tylko na tym terenie lecz o znacznie szerszym zasięgu, wybiegającym
nawet poza obszar Śląska i kraju, gdyż wiązały się z odzieniem, które miało szerokie zastosowanie
w określonych środowiskach. Ich uproszczone formy wskazują że służyły niższym warstwom spo­
łecznym lecz aż po wiek X V I I I były one ograniczone różnymi zakazami i nakazami możnowładców
zabraniającymi korzystania z materiałów obcego pochodzenia i sposobu ubierania się na ich modłę,
a zalecających stosowanie przede wszystkim surowców własnej produkcji. Zdarzało się jednak, że
na zasadzie darowizny lub spadkowego przekazu suknie z lepszych materiałów otrzymywały dziew­
częta jako zapłatę za dobrą służbę. I tą drogą przedostawały się na wieś również żywotki, jedwabne
fartuchy, kabotki, pantofle, co dokumentują testamentowe zapisy jeszcze z końca X V I I w. (1695) .
74

75

Autorzy zarówno starszej, jak i młodszej generacji piszący na temat stroju cieszyńskiego nazy­
wają go „strojem wałaskim". Jednak nazwa ta nie jest jednoznaczna. Stary góral z Istebnej przed I I
wojną światową powiedział: „po wałasku jyny taki chodzi, co mo na sebie wsziecko wełniane - i
nogawice, kopyca, guniym, kożiuch, myckym z kłonicami, abo baranicym, papucie" . Natomiast
Bogumił Hoff w swej pracy wydanej pod koniec X I X w. strój kobiet sąsiadujących z Wiślanami
nazywa łaskim, co uważać można za daleko idące uogólnienie, dotyczące w ogóle Lachów, czyli
mieszkańców dolin , jak mówi „mieszkanek równin". W tym przypadku chodzi mu jednak wyraźnie
o strój cieszyński, co potwierdza zamieszczony przez niego rysunek, na którym przedstawione są
dwie kobiety w sukniach z golonką, jakie nosiły właśnie cieszynianki, nie Laszki, w szerokich zapas76

77

78

74
75
76
77
78

28

Popiołek F., Studia..., s.44-46..
Tesinsko.., s. 201 przypis 372.
Gładysz M., Zdobnictwo..., s. 228 przypis 5.
Hoff B., op.cit., s. 45.
BriicknerA., Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1974, s. 289, hasło Lach.

�kach, czółkowych czepcach oraz płóciennej chustce na spuszcz i w obrusku, a obok nich mężczyzna
- w sukiennych spodniach, guni, płóciennej koszuli i kapeluszu z szerokim rondem; wszyscy mają
na nogach kierpce. Nie są to jednak typowi górale, lecz ludzie z dolin tzw. wałasi, którzy również
zajmowali się gospodarką pastersko-hodowlaną przy czym kobiety upodabniały się swym strojem
do cieszynianek, a mężczyźni - do górali. Górale, mieszkańców dolin nazywali „dolanami", a ich
strój „dólskim", „dólańskim". Natomiast same jego użytkowniczki swój strój nazywają „strojem cie-

Ryc. 22. Wiślanie, rys. B. Hoff 1888 r.

szyńskim" albo „strojem polskim". Starszej generacji ludzie z pobliskiego zaboru pruskiego mówili,
że na „cysarskim", czyli pod zaborem austriackim ubierają się inaczej. Widać stąd, że w regionie
cieszyńskim występowały pierwotnie dwa rodzaje stroju, zwłaszcza męskiego, tj. wałaski - oparty
głównie na tkaninach samodziałowych - lnianych i wełnianych o rodowodzie wędrownych pasterzy
karpackich, wałachów oraz cieszyński - mieszczański, który z czasem szeroko się rozpowszechnił.
Warto przy tym dodać, że nazwa pasterzy „wałach" w X I X w. zanika , aczkolwiek przylgnęła do
79

GSAwcr

.'^ŁHHOO

s'.*itA

C*M-

_____

ft£ąix~n

i&lt;AL*

CASi^a

ŁYWOTKA.

t: 19S.OO0-

Ryc. 23. Mapka zasięgu żywotka cieszyńskiego, A. Dobrowolska, 1930.
79 Śtika J., „ Valach"..., s. 43-53.

29

�stroju cieszyńskiego. Przyczyną zanikania plebejskiej nazwy wałach było zapewne zniesienie pań­
szczyzny, co w zaborze austriackim miało miejsce w I poł. X I X w. (1848), zaś upowszechnienie się
nazwy „strój cieszyński" było także tego konsekwencją jak również i wcześniejszego jeszcze (1828)
zniesienia przymusu cechowego. Znikające zatem dotychczasowe ograniczenia swobód i rozmaite
zakazy ośmielają miejscową ludność nie tylko do otwartego naśladowania stroju mieszczan, ale także
nazywania go „strojem cieszyńskim" zwłaszcza w odniesieniu do ubioru kobiecego. Męski bowiem
strój mieszczański nie był zbyt upowszechniony i dlatego stosunkowo szybko zanikł na rzecz różnej
jakości form standardowych. Dlatego jeśli chodzi o zasięg cieszyńskiego stroju regionalnego, jego
obszar występowania można podać jedynie na podstawie stroju kobiecego, uwzględniając przy tym
granice dawnego Księstwa Cieszyńskiego, a nie wyłącznie tylko granicę państwową Czech lub Pol­
ski.
Pierwszy taki zarys w oparciu o zasięg żywotka cieszyńskiego podała Agnieszka Dobrowolska
w swej pracy z 1930 r. Obejmuje on obszar na północy od Strumienia ku wschodowi przez Zarzecze
i Zabrzeg, następnie na zachodzie po Stare Bielsko i ku południowi przez Jaworze, a dalej nieregular­
nymi zakolami granica otacza Górki Małe, Ustroń, Leszna przechodząc na stronę czeską po Nydek
i Bystrzycę oraz Gródek, poczem z załamaniami kieruje się na zachód poprzez Ołdrzychowice, Guty,
Gnojnik, Trzanowice, Cierlicko i Olbrachcice. Stąd już niemal prostą linią obejmując Brzezówkę
i Pruchnę zmierza ku Strumieniowi.
80

Ryc. 24. Państwo młodzi (E. i Z. Gwarkowie) - mloducha w stroju cieszyńskim po zaczepieniu,
pan młody w stroju góralskim, Koniaków 1957 r.
80 Dobrowolska A., Żywotek..., s. 43-53.

30

�I—najpóźniejszy zasięg ubioru pszczyńskiego. I I — obszary peryleryczne gdzie elementy stroju pszczyńskiego wy­
stępowały razem z elementami grup sąsiednich. I I I — d a w n e osady niemieckie. I V — granica zasięgu starszych
wpływów krakowskich. V — g r a n i c a zasięgu młodszych wpływów krakowskich. V I — granica wpływów stroju
cieszyńskiego. V I I — granica wpływćw stroju bytomskiego. V I I I — ubiór krakowski. I X — u b i ó r cieszyński. X—
ubiór bytomski.

Ryc. 25. Mapa zasięgu ubioru pszczyńskiego z granicą wpływów stroju cieszyńskiego, St. Bronicz, 1954 r.

Na mapie dawnego Księstwa Cieszyńskiego prawie owalnym pierścieniem zatoczonym od północ­
nego wschodu po południowy zachód linia ta zakreśla prawie sam jego środek. Jest to, jak poda­
je autorka obszar pierwotnego zasięgu żywotka. Natomiast nowszy jego zasięg obejmuje jeszcze
na wschodzie rejony od Jaworza poprzez Brenna, Wisłę po Istebna, a po stronie czeskiej Buko­
wiec, Bogonowice, Koszarzyska i Tyrę, tj. miejscowości górskie, gdzie noszone są stroje góralskie.
W tym górskim obrębie znajduje się także enklawa stroju jabłonkowskiego, któremu Dobrowolska
poświęciła osobne opracowanie , a który w kobiecym zestawie nie ma żywotka, tylko stanik - bruclek
oddzielony od spódnicy kamlotki, zaś strój męski nawiązuje do formy ubioru węgierskiego huzara.
Natomiast od Strumienia i na zachód od Pruchnej oraz Kończyc Małych po Zebrzydowice oraz dalej
już poza granicą państwową występuje strój laski, który w paru odmianach, np. lachów frydeckich,
81

81 Dobrowolska A., Strój Jacków.... nadbitka z: Prace i Materiały' Etnograficzne, t. VII, Lublin - Kraków 1947.

31

�LEGENDA
O •MMflBwpta o w *

BRANO
—

WUtSTMfA

GITAM-CA *OJ(i*flOZ
i « A n ; C A POWIATU

^_ q:rKi

Ryc. 26. Mapa zasięgu ż y w o t a cieszyńskiego, B. Bazielich 1962 r.
82

czy lachów orłowskich rozprzestrzeniał się znacznie po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego , co
szrafowaniem zaznaczono na mapie w zbiorowym opracowaniu badaczy czeskich . Rzecz przy tym
ciekawa, że przenikanie stroju cieszyńskiego w rejony łaskie, bardziej zróżnicowane narodowo (Pola­
cy, Czesi, Niemcy) i raczej protestanckie było znikome i kiedy strój laski zarzucono około I I wojny
83

Ryc. 27. Mapa zasięgu ozdób metalowych na Śląsku, M . Gładysz, 1938 r.
82 Fierla G., Strój lachów..., s. 19-mapa.
83 Tesinsko,.., s. 100 - mapa.

32

�Tabl. I Dziewczyna w stroju cieszyńskim, rys. J. Manes 1854

�światowej, strój cieszyński nawet w pogranicznych rejonach go nie zastąpił, w przeciwieństwie do
rejonów górskich, gdzie po dzień dzisiejszy po polskiej stronie strój góralski zastępuje się nierzadko
na uroczyste okazje strojem cieszyńskim.
Ekspansja stroju cieszyńskiego po polskiej stronie wdzierała się również na północ w rejony
pszczyńskie, jak zaznaczył na swej mapie Stanisław Bronicz . Strój ten sięgał po Pszczynę i Ćwiklice, a od Goczałkowic, poprzez Łąkę aż po Studzienice i Kobiór i tutaj moda na cieszyński strój
utrzymała się jeszcze w pierwszych latach po I I wojnie światowej. Przenikała także nieco na wschód
po Bestwinę w rejonie bielskim, gdzie od Komorowie po Bielsko i Aleksandrowice sięgał strój laski,
co wykazały moje badania terenowe prowadzone na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
X X w. Wtedy też udało się uchwycić na mapie ówczesny zasięg żywotka, a tym samym występowa­
nia w Polsce stroju cieszyńskiego, co opublikowałam w 1962 r .
84

85

Ryc. 28. Strój cieszyński z okolic Jabłonkowa, ekspozycja muzeum w Opawie.

W rozważaniach na temat stroju cieszyńskiego należy uwzględnić jeszcze jedną mapę, jaką po­
dał w 1938 r. Mieczysław Gładysz w wyniku badań nad metalowym zdobnictwem na Śląsku , przy
86

84 Bronicz St., Strój pszczyński, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1954, s. 17 - mapa.
85 Bazielich B., Z badań terenowych..., s. 29 nlb.
86 Gładysz M., op.cit., s. 201 - mapa.

33

�czym mapa ta dotyczy tylko Śląska Cieszyńskiego i ozdób występujących w tutejszych strojach ludo­
wych. Z tego względu obejmuje ona nieco szerszy teren, tj. także obszar występowania stroju łaskie­
go i góralskiego oraz Jabłonków, który oprócz Cieszyna, Ustronia, Skoczowa, Strumienia i Bielska,
nadto Czadcy był punktem wyrobu i sprzedaży tych ozdób. Mapa obejmuje zatem również tereny po
drugiej stronie polskiej granicy państwowej i zwartą linią obiega wymienione miejscowości, przez
co jest przejrzysta i stanowi, jak gdyby potwierdzenie tego, o czym była mowa poprzednio. Ciekawy
przy tym jest dorysowany na tej mapie dawny zasięg, wybiegający na północ od Strumienia poza
zakole rzeki Wisły, niemal aż po samą Pszczynę, a nawet Żory.
Można zatem powiedzieć, że do czasu I I wojny światowej, ze względu między innymi na swą
ozdobność, tj. biżuterię i haftowany żywotek, strój cieszyński - kobiecy - cieszył się dużym upodo­
baniem nie tylko samych Cieszynianek, ale także kobiet sąsiednich regionów z wyjątkiem grupy
Jacków Jabłonkowskich. Niektóre informatorki podkreślały, że noszono go nie tylko koło Cieszyna,
ale i po obu stronach Olzy, aż po Jabłonków na południu i Karwinę na północy oraz rzekę Białą na
wschodzie. Niemniej jednak w dzisiejszych czasach zakreślenie obecnego jego zasięgu byłoby raczej
trudne, być może nawet niemożliwe, gdyż strój cieszyński noszony jest sporadycznie i nie powszech­
nie, raczej tylko przez jednostki przy wyjątkowych okazjach.

STROJE SĄSIADÓW
W historycznych granicach Śląska Cieszyńskiego występowały niegdyś, mniej więcej do począt­
ku lub do połowy X X w., zależnie od terenu, różne odmiany stroju regionalnego, z których większość
wiązała się z typem strojów śląskich, charakterystycznych dla całego Śląska. Wiążącym elementem
w strojach kobiecych były przede wszystkim kabotki i suknie, w których spódnica łączyła się ze sta­
nikiem oraz długie i szerokie fartuchy. Zróżnicowanie uwidaczniało się natomiast w wyszyciach lub
haftach występujących na niektórych chustach nagłownych, nadto w wielości chust, ich gatunku,
kolorze i zdobnictwie, użytkowanych jako nakrycie głowy lub okrycie ramion, przy czym z wystę­
powaniem chust nagłownych splatały się tu i ówdzie, jak też na Śląsku Cieszyńskim czepce, będące
oznaką kobiety zamężnej. Bardziej natomiast jednolite były stroje męskie.
W najbliższym sąsiedztwie stroju cieszyńskiego swoistym typem wyróżniał się strój górali
Beskidu Śląskiego, mający pewne odmiany po polskiej i po czeskiej stronie granicy, funkcjonują­
ce w szczątkowej formie po dzień dzisiejszy. Tak w męskim, jak i w stroju kobiecym dominowały
tkaniny samodziałowe. U górali po polskiej stronie była to płócienna drelichowa albo ćwilichowa
koszula z warkoczykowym wyszyciem na piersiach lub szerszym jeszcze wyszyciem po obydwu
stronach rozcięcia i latem płócienne gacie. Noszono też białe nogawice z samodziałowego sukna
zwane wałaszczokami oraz brązowągwmę, tj. sukmanę zarzucaną na ramiona, pod którą na koszulę
ubierano bruclek z cieńszego sukna w kolorze czerwonym, czarnym albo granatowym. Uszyty był
na sukiennej lub zgrzebnej podszewce, zapinany na metalowe guziki z bocznymi kieszonkami, przy
których ozdobę stanowiły wełniane strzępki. Nogi okrywały sukienne kopyca i kierpce. Zimą pod
gunię wkładano krótki kożuszek.
Na tradycyjny kobiecy komplet składały się: kabotek z warkoczykowym haftem wkładany na
płócienną koszulę - ciasnochę oraz dwa płócienne fartuchy - tylni farbowany na czarno i układany
w drobne fałdki oraz przedni - modry. Nogi okrywały czerwone, długie wełniane pończochy ukła­
dane w poziome fałdki lub dziane białe kopytka, czyli skarpetki i kierpce, a głowę - czółkowy cze­
piec i płócienna chustka wiązana pod brodą. Funkcję czepinowej chusty pełniła dodatkowa chustka
rożkowa z dwustronnym krzyżykowym wyszyciem na narożnikach, wiązana pod opadającym w tyle
narożnikiem. Poza tym płócienną odziewaczą chustą była łoktusza lub obrusek, a zimą kożuszek
sięgający pasa .
87

87 M a l i c k i L., Strój górali...; Stolaf ik I., Hrćava,.., s. 123-154.

34

�Rozległy zasięg miał także strój laski rozprzestrzeniający się jednak w znacznie mniejszym
stopniu po polskiej stronie. Występował na północnym zachodzie przede wszystkim tam, gdzie do­
minowała ludność protestancka, tj. w okolicy Strumienia i Zebrzydowic, a na północnym wschodzie
w pobliżu Bielska i Dziedzic , kończąc się ostatecznie na rzece Biała. Mówiono, że „strój śląski
koło Cieszyna, a strój koło Bielska to wielka różnica". Koło Bielska suknie były bez galonki, jak
u pozostałych Laszek zaś czepce z siatkowym, szerokim czółkiem noszono wysoko na czole, nato­
miast cieszynianki przykrywały nim całe czoło.
Po czeskiej stronie, tj. na zachód od granicy państwowej, strój laski występował po okolice
Frysztatu, Orłowej i Frydka na południu . Noszony do czasów I I wojny światowej, kobiecy strój
składał się z czepka zwanego czopka, który miał podkowiaste denko z haftowanego tiulu i prosto­
kątny naczółek z siatkowej koronki, zakończony ząbkami. Noszono go od czoła przykryty płócien­
n ą jedwabną lub wełnianą chustką wiązaną w tyle głowy. Kabotki z krótkimi szerokimi rękawa­
mi, których końce zdobiło wąskie czerwone lub niebieskie wyszycie, miały krezy z białym haftem
i z przodu haftowany żabot. Pod spodem noszono płócienną koszulę z krótkimi rękawami i płócienne
wykrochmalone spódnice, a na wierzchu suknię, przeważnie w ciemnym kolorze, dołem bez galonki.
Była zeszyta ze stanikiem, czyli lajbikiem wykonanym z tego samego materiału, który po wierzchu,
w przeciwieństwie do cieszyńskiego żywotka nie miał żadnych haftów. Przód sukni przysłaniano
przednicą, tj. fartuchem krótszym od sukni, uszytym z różnego rodzaju tkanin. W talii przepasywano
go jedwabną wstążką wiązaną w tyle. Kolorowe chustki tybetki ze strzępkami, czyli frędzlami zarzu­
cano na ramiona i krzyżując na piersiach wiązano w tyle. Poza tym wierzchnim okryciem na chłodne
dni była jakla, albo wedle starej mody krótki do pasa sukienny szpencer watowany i na podszewce,
zapinany u dołu na pasek. Starsze kobiety używały jeszcze wełnianych odziewaczych chust w kratę
a w zimie krótkich kożuszków. Na nogach noszono wełniane pończochy w kolorze czarnym, latem
białe i płytkie czarne pantofle zwane brynelki, zaś w zimie ciepłe sukiennicki.
Męski strój laski zaginął jeszcze w X I X w., ale według tradycji ustnej i ilustracji z I pol. X I X w.,
podobnie jak cieszyński wykonany był z błękitnego sukna. Składał się z sukiennych spodni wpusz­
czonych do butów z cholewami, brucleka bez rękawów sięgającego do pasa i zapinanego na rząd me­
talowych guzików oraz tej samej długości kamizeli z rękawami - białej lub granatowej ze stojącym
kołnierzem i dużymi wykładanymi klapami, z dwoma rzędami metalowych guzików, których prze­
ważnie nie zapinano. Wierzchnim okryciem był długi do połowy łydek sukienny granatowy płaszcz
z pelerynką i kołnierzem, jak dyktowała moda z początku X I X w. Bezpośrednio na ciało ubierano
płócienną koszulę z szerokimi rękawami ujętymi w mankiet i z wykładanym kołnierzykiem, sięgają­
cą do kolan, zaś pod kołnierzykiem wiązano kolorową przeważnie czerwoną chustkę wyróżniającą
się na tle całości ubioru.
Jak tradycja ludowa głosi północną granicę stroju cieszyńskiego stanowi tzw. żabi kraj, a ponad
nim zakole rzeki Wisły, na którym opierał się niegdyś południowy zasięg stroju p s z c z y ń s k i e g o ,
w zmienionej formie noszony przez kobiety jeszcze w I I poł. X X w. Wcześniej ich uroczysty strój
składał się z długiej i fałdzistej sukni mazelonki połączonej z kolorowo haftowanym opleckiem o pół­
kolistym dekolcie, a jej dolny brzeg obszyty był wzorzystą wstążką tzw. golonką. Mazelonkę ubiera­
no na płócienny kabotek z bufiastymi, krótkimi do łokci rękawami, ozdobionymi na końcach białymi
haftami. Pod nim noszono płócienną koszulę i płócienne spódnice wykończone dołem dzierganymi
białymi ząbkami i białym haftem. Podobnymi haftami zdobiono płócienne zapaski długie i szerokie
oraz czepinowe chustki wzbogacone jeszcze mereżką i klockową koronką wokół brzegów, wiązane
na czółkowym czepku w tyle głowy w tzw. żurek. Z czasem u starszych kobiet chustki te zmieniono
na plejty, wykonane z jednokolorowych wełenek i z długimi jedwabnymi strzępkami na brzegach,
które wiązano pod brodą. Noszono je do nowszych strojów składających się z ciemnej kiecki i jaki i
ozdobionej dołem gipiurą albo tiulową koronką w tym samym kolorze, co jakla. Przed zimnem
ochraniano się jeszcze chustami odziewaczymi - w X I X w. płóciennymi loktuszkami, później szaltuchami, czyli wełnianymi chustami w tureckie wzory, albo chustami „krakowskimi" w kratę .
88

89

88 Fierla G., Strój lachów..., s. 19 - mapa.
89 Tesinsko,s. 100-mapa.

35

�Ryc. 29. Ozdoby stroju jabłonkowskiego: brelok, orpant do męskiego kabata, filigranowe korale, fot.arch.MGB.

Strój męski, który zaginał zupełnie przed I I wojną światową składał się z sukiennych modrych
lub czarnych spodni wpuszczonych do butów z cholewami, płóciennej koszuli z wykładanym kołnie­
rzykiem, przewiązanym jedwabną chusteczką, modrego lub granatowego brucleka i kamizoli, a zimą
z czarnego żupona zapinanego na pętlice lub z granatowego płaszcza z peleryną i stojącym kołnie­
rzem, jak dyktowała moda początku X I X w. Nakryciem głowy był filcowy kapelusz zaś w zimie tzw.
baranina, czyli stożkowata czapka z baraniego futra. Latem w czasie pracy w polu służył słomiany
kapelusz, przy którym noszono płócienną koszulę i spodnie przepasane paskiem .
Na osobną wzmiankę zasługuje jeszcze strój j a b ł o n k o w s k i związany z miasteczkiem Jabłon­
ków po czeskiej stronie, który z cieszyńskim strojem kobiecym poza kabotkiem, czepinową chustą
i srebrnymi ozdobami niewiele miał wspólnego. Nie noszono bowiem sukni tylko spódnice i oddziel­
ne staniki tzw. brusleki uszyte z kolorowego brokatu.
Natomiast strój męski w błękitnym lub czarnym kolorze swym krojem i szamerunkami przy­
pominał galowy uniform węgierskich huzarów , czym zdecydowanie różnił się od innych męskich
strojów noszonych nie tylko w rejonie cieszyńskim, ale i na całym Śląsku.
Jak z powyższych danych wynika wzajemne oddziaływanie sąsiadujących ze sobą strojów było
różne i w zasadzie każdy region charakteryzowały swoiste cechy.
90

91

OGÓLNY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Na terenach podgórskich i nizinnych Ziemi Cieszyńskiej męski strój ludowy zaginął zupełnie do
czasu I wojny światowej, toteż wszelkie informacje na jego temat są skąpe. Jak pamięć najstarszych
informatorów sięga, kawalerowie i mężczyźni ubierali się zawsze po miejsku. Dlatego główne źródło
dla jego rekonstrukcji stanowią dziewiętnastowieczne akwarele i grafiki, a także fotografie z końca
XIX w. oraz pojedyncze części odzieży męskiej znajdujące się w zbiorach muzeum w Cieszynie.
90 Bronicz St., op.cit.
91 Dobrowolska A., Strój Jacków..., s. 2 i nast.

36

�Poza tym są to fragmentaryczne, jak zaznaczono, wspomnienia starszych ludzi żyjących w poło­
wie X X w., z którymi przeprowadziłam wówczas wywiady na ten temat. Porównawczy i częściowo
uzupełniający materiał, na ogół bardzo nikły, tworzą różnego rodzaju publikacje wydane do czasu
I I wojny światowej. Nie są to jednak monografie dotyczące tutejszych strojów lecz opracowania
z zakresu dziejów, geografii, turystyki, gospodarki, rzemiosła i wyrobów rękodzielniczych, w których
o odzieży, zwłaszcza męskiej mówi się zupełnie marginalnie, niemal jednym lub dwoma zdaniami.
Z wszystkich tych wiadomości wynika, że męski strój na omawianych terenach nie był jednolity,
na co wpływał charakter gospodarki i stan zamożności oraz pozycja społeczna. Podczas gdy jeszcze
pod koniec X V I w. poza wielką własnością dominowali na tych terenach kmiecie i zagrodnicy, w na­
stępnych wiekach liczba ich coraz to bardziej się zmniejszała tak, że w 1902 r. przeważały już gospo­
darstwa karłowate (prawie 60 %) i małorolne . Nie brakowało przy tym właścicieli i hodowców stad
owiec, które wypasano na połoninach Beskidu Śląskiego lub na podgórskich łąkach. Toteż niemało
było mężczyzn, którzy ubierali się po góralsku. Nosili oni proste, sięgające po kolana koszule z grub­
szego lub drelichowego samodziałowego płótna, spodnie obcisłe sukienne lub płócienne o prostych
92

Ryc. 30. Cieszyński strój mężczyzny ok. 1870 r.
92 Historia chłopów śląskich, praca zbiorowa pod red. St. Inglota, Warszawa 1979, s. 150, 254.

37

�nogawkach, do których wkładano dolną część koszuli, a na nogach onuce i kierpce przytrzymywane
rzemykami opasującymi łydki. „Zimą wszyscy nosili sukienne gunie, na głowie zaś baranice" .
Paradny natomiast był strój kmieci i niektórych zamożniejszych zagrodników upodabniający się
do stroju mieszczan. W X I X w. składał się on z płóciennej koszuli skrojonej z karczkiem, wywijanym
kołnierzykiem i z mankietami przy rękawach oraz spodni. Jedni nosili spodnie obcisłe z nogawkami
wpuszczonymi do butów z cholewami, inni spodnie o prostych, długich nogawkach.
Na koszulę ubierano bruclek, tj. kamizelkę dwurzędową z metalowymi guzikami i wykładanym
kołnierzykiem, sięgającą do pasa, a na to kaftan - kabat z rękawami, zwany też kamizol, nieco dłuż­
szy, także dwurzędowy, z wykładanym kołnierzem i klapami. Zarówno spodnie, bruclek i kamizol
uszyte były z modrego rzadziej czarnego, przeważnie fabrycznej produkcji sukna. Do kompletu tego
stroju dochodziła jeszcze chustka, przeważnie czerwona wzorzysta albo czarna według mody z prze­
łomu X V I I I i X I X w. wiązana pod kołnierzykiem koszuli, która uwidaczniała się spod kamizelki,
ponadto jeszcze jedwabny lśniący czarny lub filcowy kapelusz o cylindrycznej czy półcylindrycznej
główce, stosownie do aktualnej mody. Wierzchnim okryciem ocieplającym był długi modry, ciem­
nogranatowy bądź czarny płaszcz bez rękawów z dłuższą albo krótszą pelerynką oraz ze stojącym
kołnierzem i klapami podszytymi zielonym suknem. Uzupełnieniem mógł być srebrny łańcuszek
z brelokiem i zegarkiem skrywany w kieszonce kamizelki, przy czym kamizelka bywała także i inne­
go koloru, np. brązowa, cynobrowa, pomarańczowa.
Ustawiczne zmniejszanie się liczby kmieci i zagrodników przez dzielenie gospodarstw, rugi,
znoszenie serwitutów odnośnie pastwisk, obciążenia pańszczyźniane, a następnie reformy agrarne
na niekorzyść wsi, powodowały ubożenie miejscowej ludności , przez co także i zmiany w sposobie
ubierania się mężczyzn. Wielu z nich szukało pracy poza rolnictwem udając się do pobliskich kopalń
i hut oraz dalej jeszcze do powstających w X V I I I i X I X w. fabryk i zakładów przemysłowych. Tym
sposobem stosunkowo szybko zarzucali swoje tradycyjne samodziałowe ubiory na rzecz bardziej
funkcjonalnych roboczych spodni, koszul, kurtek czy marynarek, czapek, sporządzanych z tanich
tkanin produkcji fabrycznej. Już pod koniec X I X w. swym niedzielnym ubraniem nie różnili się oni
zbytnio od wyglądu mieszczan. Nosili przeważnie czarne wełniane długie spodnie, kamizelki i mary­
narki z ciemnymi guzikami oraz kurtki lub płaszcze z wykładanym kołnierzem i kapelusze. Czarne,
wełniane były także ubrania do ślubu pana młodego, drużbów i starosty weselnego. Natomiast jesz­
cze przed I wojna światową kolorystyka ubrań, stosownie do aktualnej mody zaczęła się wzbogacać.
Były więc nie tylko granatowe, ale też szare, brązowe z gładkich lub prążkowanych materiałów, za­
wsze jednak stanowiły jednolity komplet, w którym tylko płaszcz wyróżniał się grubością i kolorem
tkaniny.
Warto na koniec podkreślić, że ubiory mniej więcej do I wojny światowej szyte z tkanin samo­
działowych miały bardziej wiejski charakter, podczas gdy z materiałów kupnych, zarówno wzorzy­
stych (na kamizelki), jak i z jednobarwnego modrego czy błękitnego sukna, jakie charakteryzowało
tutejszy strój w X I X w., nawiązywały do aktualnie modnych form mieszczańskich dostosowanych do
możliwości i pozycji społecznej użytkowników.
93

94

SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU MĘSKIEGO
KOSZULE

Męskie koszule według ikonograficznej dokumentacji z X I X w., tj. ilustracji Henryka Jastrzembskiego i Jakuba Alta, a później także Franciszka Kałiwody były nowszego kroju, tj. z karczkiem.
93 Ze wspomnień Emilii Michalskiej ur. 1906 r., Pruchna 1956.
94 Historia chłopów śląskich..., s. 210-256.

38

�Taką też formę potwierdza tradycja ustna najstarszych informatorów z połowy X X w. Ich opisy nie
są jednak dokładne dlatego bardziej szczegółowe wiadomości na ten temat można podać jedynie na
podstawie pewnych porównań oraz ogólnych wiadomości na temat sytuacji gospodarczej i poziomu
miejscowej kultury. Z danych tych wynika, że południowa i zachodnia część Śląska Cieszyńskiego
od dawien dawna słynęła z produkcji lnu i płóciennictwa . Nie ulega więc wątpliwości, że podstawo­
wym surowcem przy szyciu koszul było płótno lniane, samodziałowe. W końcu X V I I I i na początku
X I X w. na Śląsku Cieszyńskim zaczęto również używać płócien importowanych, które stanowiły po­
ważną konkurencję miejscowej produkcji . Można jednak przyjąć, ze na wsiach raczej z nich nie ko­
rzystano mając do dyspozycji własne wyroby. Płótno grubsze i pacześne, tak jak w innych regionach
służyło do sporządzania koszul noszonych na co dzień, zaś płótno cieńsze - na koszule odświętne.
Starym, znanym od średniowiecza ich krojem była tunika, którą szeroko stosowano w całej Europie
i taka forma, bez wątpienia występowała również w regionie cieszyńskim. Potwierdzają to zarówno
przykłady znane z Beskidu Śląskiego, jak też z innych pobliskich regionów po polskiej i po czeskiej
stronie .
Krój tunikowaty koszuli, czyli poncho podłużne, wykonany był z prostokątnego kawałkapłótna zło­
żonego wpółzwyciętympośrodkuotworemnagłowęikrótkimrozcięciemwypadającymnaśrodkupiersi.
95

96

97

V

•

v

Y

-

Ryc. 31. Koszula męska o kroju mrukowatym

Długość koszuli zależała od wzrostu mężczyzny, przeważnie jednak sięgała do kolan. Boki jej były
zeszyte, a na wysokości ramion doszywano dwa prostokątne rękawy z kwadratowymi wstawkami
pod pachami, tj. ćwikłami. Wokoło otworu na głowę doszywano podwójnie złożoną oszewkę tzw.
obujek, który z przodu związywano sznurka, tj. płóciennym trokiem, albo wstążeczką. Gustaw Fierla
podaje za Drahomirą Stranską że oszewkę tę wyszywano „czarną wełną lub jedwabiem", a na co
dzień jasnofioletową bawełną . Jeśli istotnie wyszycia takie na omawianym terenie występowały,
to raczej na koszulach noszonych przez wałachów, czyli ludność pasterską. Były one jednak bardzo
98

95
96
97
98

Górny Śląsk, cykl: Ziemie Staropolski, praca zbiór., red. zbiór., Poznań 1959, cz. I, s. 324.
Popiołek F., op.cit., s. 170.
Fierla G., Strój cieszyński, s. 16; Stranska D., op.cit., s. 16.
Fierla G., ibidem.

39

�skromne, wykonane drobnymi ściegami krzyżykowymi lub półkrzyżykowymi, jak na kabotkach ko­
biecych. Tunikowate koszule najdłużej przetrwały jako części odzieży noszonej na co dzień. Dosyć
wcześnie bowiem, pod wpływem wzorów mieszczańskich rozpowszechniły się jeszcze w X I X w.
koszule o kroju z karczkiem, wywijanym kołnierzykiem i rękawami zakończonymi mankietami.

i

5

Ryc. 32. Koszula męska o kroju z karczkiem.

Taką właśnie formę widać na akwareli H. Jastrzembskiego z 1846 r. W tym celu, oprócz płótna
lnianego zaczęto używać płótna bawełnianego produkowanego fabrycznie. Wspomniane ilustracje,
jak i inne źródła wskazują na fakt, że koszule takie stanowiły wówczas część odzieży odświętnej,
i to zamożnych mężczyzn.

SPODNIE

Wiadomości na temat męskich spodni - ich kroju, wyglądu i zastosowanych tkanin są niezwykle
skromne, czego główną przyczyną jest fakt, że tradycyjny ubiór męski zaginął jeszcze pod koniec
XIX w. Jak wynika z wypowiedzi informatorów uzyskanych w połowie X X w. kawalerowie i męż­
czyźni od dawien dawna ubierają się „z miejska". Wskazująna to również zachowane ryciny z II poł.
XIX w. oraz fotografia Jerzego Cieńciały z Mistrzowie z około 1870 r. publikowana przez G. Fierlę". Reasumując jednak wszelkie informacje z tego zakresu, należy stwierdzić, iż odświętne spodnie
cieszyńskie różniły się od tych, jakie nosili górale w pobliskim Beskidzie Śląskim, Lasi i Jackowie
jabłonkowscy należący do sąsiednich grup etnograficznych.

Ryc. 33. Krój i przód płóciennych portek.

99 FierlaG., ibidem, s. 49.

40

�Natomiast spodnie używane na co dzień, zwłaszcza latem, były podobnie jak na innych sąsied­
nich terenach białe płócienne, o prostych nogawkach, z oszewką w pasie i rozporem na boku, pod­
trzymywane rzemiennym paskiem, albo trokiem czy sznurkiem. Farbowano je niekiedy na modry lub
czarny kolor i takie służyły mniej zamożnym wieśniakom także na niedzielę do kościoła. Mężczyźni
związani z gospodarką pastersko-hodowlaną nosili spodnie sukienne z samodziałowego wałaskiego
sukna, o wąskich nogawkach szytych po bokach, czym różniły się od typowych nogawic góralskich .
100

Ryc. 34. Krój i spodnie płócienne szyte po bokach.

Proste długie nogawki miały galoty uszyte z czarnej tkaniny wełnianej, stanowiące część odświęt­
nego stroju mieszczan i bogatszych, dbających o swój wygląd gospodarzy Bardziej jednak paradną,
występującą tutaj formą były spodnie lazurki uszyte z niebieskiego lub granatowego sukna, o wą­
skich nogawkach i z dwoma przyporami z przodu, zwanymi lacki, które tak jak boczne zewnętrzne
szwy na nogawkach obszyte były niekiedy białą lub czerwoną wypustką .
101

Ryc. 35. Krój lazurek.

Spodnie takie noszono do butów z wysokimi cholewami, wpuszczając do nich nogawki. Wraz
z pozostałymi wierzchnimi częściami odzieży, uszytymi z modrego sukna wchodziły w skład od­
świętnego stroju mężczyzn wyróżniających się pozycją społeczną i majątkową.

100 Stolafik L, op.cłt, s. 133; M a l i c k i L., Strój górali...,.
101 Teśinsko.., s. 104-105, 226.

41

�Ryc. 36. Lazur ki.

KAMIZELKI

Kamizelki bez rękawów, czyli tzw. brucleki, brucliki były zróżnicowane zależnie od rodzaju
noszonej odzieży. Niektórzy badacze, jak Gustaw Fierla uważali, że dawniejszy typ, tzn. z I połowy
X I X w. był prosty, jednorzędowy i bez kołnierza. Nowszy natomiast, tzn. z końca X I X w. był dwurzędo­
wy z metalowymi guzikami i wykładanym kołnierzem z klapkami, który niezręcznie przetłumaczony

Ryc. 37. Dawniejszy i nowszy typ brucleka: 1. poł. X I X w., 2. koniec X I X w.

42

�z czeskiego określa jako „kołnierz przełożony". Cały jego opis jest dość chaotyczny co do samego
kroju, aczkolwiek jego wygląd sugerować mogą podane przez autora nazwy gwarowe niektórych
detali, jak: lemieczek, obujek, fałdki czyli szóstki, sztepowanie, strzępce, sznórka' .
Znacznie więcej informacji na ten temat zawiera zbiorowa publikacja czeska, aczkolwiek odno­
szą się one równolegle do form występujących u górali beskidzkich, Jabłonkowian i Cieszyniaków .
Porządkując te, jak i inne jeszcze wiadomości łącznie z opisem zachowanych okazów muzealnych
z Muzeum w Cieszynie i Ostrawie wyróżnić można co najmniej trzy rodzaje kamizelek różniących
się co do kroju, rodzaju zastosowanych materiałów, ich koloru, sposobu zdobienia i okresu użytko­
wania, przy czym wszystkie nawiązują do mody I poł. X I X w.
Ubodzy wieśniacy, zwłaszcza ci, którzy zajmowali się hodowlą i wypasem owiec oraz chałup­
nicy i inni wykorzystujący surowce własnej produkcji w X I X w. nosili kamizelki z samodziałowego
sukna o prostym kroju, bez kołnierza i ozdób, podszyte grubą lnianą podszewką. Ze względu na
samodziałowe sukno były one czarne, brązowe lub brunatne, długością sięgające do pasa, o dwóch
przodach zeszytych z prostymi plecami, bądź plecami ze szwem pośrodku, przez co nie były takie
luźne. Zarówno wycięcia na ręce, jak i dekolt koło szyi nie były głębokie. Można je było zapinać wy­
soko na rząd 12-15 płaskich rogowych albo metalowych guzków. I taką formę przedstawia pierwszy
rysunek podany przez G. Fierlę.
Muzeum w Ostrawie posiada bruclek cieszyński z końcowych lat trzydziestych X I X w. uszyty
z brunatnego sukna na flanelowej podszewce, o plecach z dwoma bocznymi cięciami i szwem po­
środku, których dolne końce nie są zeszyte do wysokości około 7 cm i zamykają je poziome stębnowania czerwonymi, jasnoniebieskimi i zielonymi nićmi. Tego samego koloru nici stanowią na brze­
gach przodów dwanaście par stębnów imitujących dziurki, z których tylko trzy dolne na lewej pole są
przecięte i służą do zapinania na płaskie metalowe guziki. W liczbie 12 są one gęstym rzędem naszyte
od dekoltu w dół do wysokości dwóch bocznych, poziomych, prostokątnych patek stanowiących imi­
tację kieszeni, które na końcach majątakże po jednym takim guziku. Poza tym kieszenie mają stębny
wzdłuż brzegów i pętlowate wyszycia na całej powierzchni z nici w wymienionych kolorach .
02

103

104

Ryc. 38. Bruclek z I poł. X I X w.

Podobny w typie jest cieszyński bruclek w Muzeum w Cieszynie, zapinany na 10 mosiężnych
guzików, i jak poprzedni szyty w całości ręcznie lnianymi nićmi, lecz posiadający stojący, ozdobnie
stębnowany kołnierz .
Kołnierz ten wskazuje na pewną modernizację stosowanej dotąd formy brucleków, a także na
upodobanie do formy, jaka w X I X w. wchodziła w skład stroju zamożnych Cieszyniaków. Noszo­
ne przez nich brucleki, te bardziej paradne szyto przede wszystkim z modrego kupnego sukna na
flanelowej lub wełnianej podszewce. Natomiast mniej okazale prezentowały się brucleki z sukna
105

102
103
104
105

Fierla G., Strój cieszyński..., s. 16, 48.
Teśinsko,.., s. 105-109.
Ibidem, s. 102 ¡1.
Zbiory muzeum w Cieszynie nr inw. E. 1891 MC.

43

�7c

Ryc. 39. Kamizelka zdobiona stebnowaniami, X I X w.

czarnego, albo bardziej eleganckie z wzorzystej jedwabnej tkaniny, jak to ukazuje akwarela Henryka
Jastrzembskiego odzwierciedlająca modę końca X V I I I i pocz. X I X w. Ich krój składał się z dwóch
przodów i czterech części pleców wynikających z cięcia przez środek i po bokach, przy czym wszystkie
te zeszycia nie dochodziły do samego dolnego brzegu pozostawiając luźne końce materiału na wyso106

Ryc. 40. Kamizelka dwurzędowa uszyta z czarnej wełnianej tkaniny, I I poł. X I X w.
106 Gutkowska-Rychlewska M., Historia ubiorów, Ossolineum 1968, s. 716-717.

44

�kości pasa. Brzegi te miały czerwoną lub zieloną lamówkę, wynikającą z podszycia odpowiednim
suknem. Lamówki takie biegły również wzdłuż brzegów obydwu przodów i dolnej ich krawędzi,
a także na brzegach wysokiego kołnierza. Zapięcie stanowił jeden rząd metalowych - mosiężnych
albo srebrnych guzików, z których tylko dolne, mniej więcej do wysokości piersi zapinano, górny
bowiem ich rząd nie miał zapięć i stanowił wyłącznie ozdobę. Stojący kołnierz był wysoki, stosownie
do mody z czasów napoleońskich i uwidaczniał lemiec koszuli z jedwabną chusteczką .
W drugiej poł. X I X w. coraz bardziej upowszechnia się kolor czarny zarówno w mieście, jak
i na wsiach, kołnierz staje się wykładany z klapami a zapięcie dwurzędowe zachodzące wysoko pod
szyję, co ukazuje drugi rysunek G. Fierli.
Znikają też boczne rozcięcia, pozostają natomiast metalowe guziki, przeważnie srebrne, jak przy
kamizelkach, tylko nieco mniejsze .
Około lat siedemdziesiątych X I X w. kamizelki przechodzą dalszą zmianę, która już zdecydowa­
nie ruguje tradycyjną formę i znaczenie tej części odzieży. Zachowuje wprawdzie nadal wykładany
kołnierz, natomiast plecy szyje się z tkanin bawełnianych lub satyny, albo innych cienkich materia­
łów . Kamizelki przestają przez to być traktowane jako wierzchnia część odzieży noszona często
przez młodych latem, a staje się dopełnieniem męskiego garnituru zacierającego granicę pomiędzy
wyglądem mężczyzn z miasta, a ze wsi.
107

108

109

KAFTANY

Wierzchnim okryciem z rękawami starszych i młodszych mężczyzn były kaftany, zwane tu­
taj kamizole, kamuzole. Gustaw Fierla powiada, że bruclek nazywano też niekiedy kamizolą, która
uboższym służyła na co dzień, ale „również za strój odświętny"" . Gdzieniegdzie zapewne tak było,
zwłaszcza gdy nie noszono brucleka, poza tym w strojach często zdarza się przemieszanie nazw,
zwłaszcza wśród mniej zamożnych, którzy swym ubiorem chcieli dorównywać bogatszym i przynaj­
mniej nazwą materiału i nazwą części odzieży pokrywali swój niedostatek. Zresztą strój męski cieszyniaków był zróżnicowany zależnie od stanu majątkowego, pozycji społecznej i rodzaju zajęć. Jeśli
jednak chodzi o właściwą formę tego rodzaju wierzchniego okrycia to miało ono rękawy, kołnierz
i dwurzędowe zapięcie. Wszelkie opisy dotyczące jego wyglądu w drugiej poł. X I X w. powiadają że
kamizole szyto z niebieskiego, granatowego bądź czarnego sukna z czarnymi lub metalowymi guzi­
kami i na długość sięgały tylko do pasa.
Informacja Lucjana Malinowskiego publikowana w 1877 r. podaje, że „kamuzola ... wygląda jak
frak bez szosów" , tzn. bez pół. Przypominają więc model spencera, który w rejonie cieszyńskim
nazywano szpencer . Okrycie to miało leżący wykładany kołnierz z klapami i szerokie rękawy, na
dolnych końcach wąskie i wywijane, ozdobione dwoma guzikami" . Spencer była to forma, która w
modzie europejskiej rozpowszechniła się po 1790 r." i powoli przeniknęła do strojów ludowych wie­
lu regionów, przy czym w Cieszyńskiem swą nazwą utożsamiała się niejako z noszoną tu kamizolą
szytą początkowo z czarnego sukna. Samodziałowe czarne sukno w kamizelach jako wcześniejszą
tkaninę potwierdza zarówno ilustracja Franciszka Kaliwody z 1840 r., jak też zachowane eksponaty
w zbiorach Muzeum w Cieszynie" . Kamizole te sięgające do pasa szyto na białej wełnianej lub flane­
lowej podszewce z wykładanym kołnierzem i klapami, którymi w razie potrzeby można było przysło­
nić dekolt, zapinając kamizol wysoko pod szyję. Zapięcie stanowiły dwa rzędy metalowych guzików,
0

111

m

3

4

5

107
108
109
110
111
112
113
114
115

Kubisz J., op.cit, s. 35.
Ibidem.
Teśinsko..., s. 107.
Fierla G., Strój cieszyński..., s. 17.
M a 1 i n o w s k i L., Zarysy życia ludowego na Szlasku, „Ateneum" II, 1877, s. 111.
Bystroń J., Z pamiętnika dra Andrzeja Cinciafy, Cieszyn 1900, s. 9.
Fierla G., Strój cieszyński...,.
Yarwood D., Costume of the Western World, London 1980, s. 169.
Zbiory muzeum w Cieszynie Nr inw. E. 287 MC i E. 290 MC.

45

�Ryc. 41. Strój z okolic Cieszyna, akwarela J. Alta z ok. 1840 r.

mosiężnych płaskich lub srebrnych kulistych. Jeden z eksponatów guziki te ma umocowane na przy­
szytym od spodu wąskim pasku rzemiennym" . Tak jak brucleki, kamizole zapinano tylko dołem na
trzy - cztery guziki lub noszono całkowicie rozpięte, jak ukazuje to akwarela J. Alta z około 1840 r.
Po bokach obydwu przodów znajdowały się poziome prostokątne patki kieszeni, przy czym przody
miały krój prosty. Tył natomiast oprócz pionowego szwu na środku miał po obydwu jego stronach
jeszcze dwa inne półokrągłe cięcia, biegnące od doszytych rękawów w dół, dla dopasowania całości
w talii. Dolne ich końce i szew środkowy nie były zeszyte lecz tworzyły tzw. szóstki, tj. małe fałdki
lub tacki z naszytymi u góry pojedynczymi guzikami. Kołnierz i kieszeniowe patki miały ozdobne
stebnowania niebieskimi i zielonymi, czasami też czerwonymi nićmi" .
6

7

Ryc. 42. Krój kamizoli.

Zastosowanie czarnego sukna było wynikiem nie tylko tego, że po wsiach własnoręcznie je pro­
dukowano, ale także mody, jaka od końca X V I I I w. szerzyła się w zachodniej Europie, uważająca
kolor czarny za szczyt elegancji. Moda męska tego czasu upodobanie w czarnym kolorze zawdzię­
cza angielskim wpływom i tamtejszym zasadom szyku, głoszonym przez słynnego George Bryan
Brummel'a, przenikającymi stopniowo do Francji i dalej w środkowe rejony kontynentu. Cechował
116 Ibidem, Nr inw. E. 287 MC - dl. pleców 57 cm.
117 Ibidem, Nr inw. E. 1924 MC - dl. pleców 56 cm i E. 290 MC - dł. pleców 56 cm.

46

�je staranny krój i wykończenie ubioru oraz ciemne i spokojne barwy, tj. także granat i butelkowa
zieleń oraz wysokie kołnierze i w przeróżny sposób wiązane koło szyi chustki" . Granatowy i nie­
bieski kolor tkanin wykorzystywano także w umundurowaniu wojskowym. Tym sposobem formy te
i kolory zaczęły przenikać również do X I X wiecznych strojów ludowych" .
8

9

o
0
0
0

r

-o

0 -o

c
1

j
j
I
Ryc. 43. Krój kamizoli i szpencera.

Około połowy X I X w. do szycia kamizol zaczęto stosować granatowe i niebieskie sukno fabrycz­
nej produkcji, podobnie jak do szpencerów, które jednak w miarę upływu czasu utrzymuje kolor
czarny. Nadal są krótkie do pasa i bez rozporów w tyle , na wełnianej lub flanelowej podszewce.
Przeznaczone na zimę były watowane. Od kamizoli szpencery wyróżniał leżący z klapami albo szalo­
wy kołnierz oraz guziki - zamiast metalowych lub srebrnych, coraz częściej ciemne rogowe. Począt­
kowo nosili je przede wszystkim urzędnicy miejscy, podczas gdy niemal jednocześnie u inteligencji
miejskiej pojawiają się czarne surduty szyte z kupnych tkanin wełnianych , które pod koniec X I X
w. używane były po wsiach przez zamożniejszych mężczyzn jako strój ślubny.
120

121

Ryc. 44 - 45. Przód i ryl gunioka, pogórze cieszyńskie 1968 r.

118
119
120
121

Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 714-722.
N i x d o r f f H . - Muller ŁŁ, Weisse Westen, RoteRoben, Berlin 1983, s. 144-150.
Kubisz ] . , Pamiętnik..., s. 37.
Teśinsko..., s. 113; Poloczkowa B., op.cit. s. 195; Także rodzinne fotografie i wypowiedzi informatorów.

47

�Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jednej mniej paradnej części odzieży stanowiącej wierzch­
nie okrycie z rękawami, zwane kabotem, kabatem, które Barbara Poloczkowa nazywa kurtą , cho­
ciaż w miejscowej gwarze takiej nazwy nie ma, ani informatorzy jej nie pamiętali. Natomiast słownik
ubiorów Ireny Turnau podaje dwa znaczenia kurta: jako synonim dolmana i kaftana o kroju kontusza, co nie odpowiada tutejszej formie. Tutejszy bowiem kabat stanowił okrycie dłuższe od kamizoli,
tj. sięgające poniżej bioder i uszyte, jak pisze Poloczkowa „z czarnego lichszego materiału wełniane­
go", a nawet z samodziałowego czarnego lub brązowego sukna na grubej lnianej podszewce i raczej
z jednym rzędem rogowych guzików. Składały się z dwóch prostych przodów, na których znajdowały
się kieszenie z prostokątnymi patkami, z pleców ze szwem pośrodku i z dwóch prostych rękawów
z wywijanymi mankietami oraz wykładanego kołnierza z klapami. Był to ciepły zimowy kabat co­
dziennego użytku uboższych wieśniaków i parobków o formie góralskiego gunioka , noszony tak
jak samodziałowe sukienne brucleki i spodnie przez uprawiających gospodarkę szałaśniczą. Były
szyte ręcznie, jak wszystkie inne wspomniane kaftany.
122

123

m

PŁASZCZE

Wierzchnim, w pewnym sensie luksusowym okryciem używanym w zimie i na wielkie uroczy­
stości przez niektórych mieszczan i zamożnych wieśniaków była peleryna zwana tutaj płaszczem.
Wspomina o nim Fr. Slama w swych pracach publikowanych pod koniec X I X w. oraz A. Macoszek w Przewodniku po Śląsku Cieszyńskim wydanym w 1901 r. Oprócz tego wygląd płasz­
cza opisuje jeszcze J. Kubisz i J. Londzin w końcowych latach dwudziestych i początkowych
trzydziestych X X w. i na tych wiadomościach oparli się inni jeszcze autorzy opracowań wydanych
w X X w. Najstarszym jednak dokumentem są pojedyncze eksponaty muzealne oraz ryciny dziewięt­
nastowiecznego artysty H . Jastrzembskiego . Wszystkie te materiały wskazują że płaszcze szyto
z wysoko gatunkowego modrego lub granatowego sukna i im więcej go wykorzystano, tym „był
droższy i stateczniejszy. Z jednego takiego płaszcza można by dziś wykroić trzy wierzchnie suk­
nie", jak zanotował J. Kubisz . Była to długa, sięgająca do pięt peleryna, podbita zieloną sukienną
lub wełnianą podszewką niekiedy w żółtawo-czarną lub żółtawo-zieloną kratę, bez rękawów i ot­
worów na ręce. Koło szyi miała wysoki stojący kołnierz, spod którego opadała na ramiona krót­
sza, bądź dłuższa pelerynka. Podobnej formy płaszcze noszono na Górnym Śląsku jeszcze w stroju
łaskim i pszczyńskim .Tego rodzaju okrycie nawiązywało do angielskiego płaszcza typu carrick
i innego o nazwie redingot używanego w X I X w. do podróży przez burżuazję w zachodniej Europie.
Płaszcze te wprawdzie były z rękawami, ale równie długie i obszerne ze stojącym kołnierzem i opa­
dającymi na ramiona 2-3 pelerynkami . Podobne były również peleryny noszone zwłaszcza przez
artystów w okresie romantyzmu i biedermeieru. W I poł. X I X w. model ten dotarł także na Śląsk
Cieszyński, jednak z racji wysokiego kosztu tutejszy płaszcz nie był rozpowszechniony, i jak pisze
A. Macoszek była to „część garderoby familijnej przechodzącej z ojca na syna" . Skutkiem tego
nie utrzymała się długo i już pod koniec X I X w. należała do rzadkości, a zniszczoną używano na co
dzień i do podróży, gdyż była bardzo ciepła. Niektórzy mniej zamożni, pragnąc dorównać modzie
125

126

127

128

129

l30

131

132

122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132

48

Poloczkowa B., op.cit. s. 157, 159-160.
Turnau I., op.cit, s. 101.
M a l i c k i L., Strój górali..., s. 31, 37.
Emilia Michalska ur. 1906, Pruchna.
Slama Fr., Vlastenskeputovanipo Slezsku, Praga 1886, s. 183; Idem, Oesterreichisch Schlesien, Prag 1887, s. 57, 84;
Macoszek A., Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów 1901, s. 94.
Kubisz J., Pamiętnik..., s. 37; Londzin J., Stroje ludowe, „Zaranie Śląskie", 1931, VII/3^ł, s. 140.
Teśinsko, o.c, kol. il. 19 i 22
Kubisz J., op.cit., s. 37.
Fierla G., Strój lachów..., ryc. 9, tabl. II, s. 24; Bronicz St, op.cit, rys. 4, tabl. I, s. 31-34, rys. 9, 29.
Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 714-722, 752; Yarwood D., op.cit., s. 88. 156.
Macoszek A., op.cit., s. 94.

�takie płaszcze sprawiali sobie z samodziałowego sukna, ale raczej bez podszewki, przez co robiły
wrażenie nie tak eleganckich i starannie wykończonych. W Muzeum w Cieszynie znajduje się płaszcz
przekazany do zbiorów na przełomie X I X i X X w. uszyty z granatowego sukna podszytego zielonym
suknem. Obwód dołu wynosi 292 cm i nie został niczym podszyty ani obrębiony, gdyż spoiste sukno
nawet po obcięciu nie strzępi się . Koło szyi znajduje się wysoki stojący kołnierz, spod którego na
ramiona opada dość długa pelerynka . Innym jeszcze okryciem wierzchnim, służącym do codzien133

134

A

Ryc. 46. Różne formy peleryny, I poł. X I X w. 1. z podszewką, 2. bez podszewki.

nego użytku w razie zimna był burnus, tj. długi przestronny płaszcz wykonany z samodziałowego
brązowego lub czarnego sukna, o którym krótko, bez bliższych szczegółów mówi J. Kubisz . Nato­
miast, jak wspomina L. Malicki „burnusami nazywali cieszyniacy obszerne płaszcze - peleryny no­
szone jeszcze w latach siedemdziesiątych X I X w." , czego jednak prowadzone przeze mnie badania
terenowe już nie wykazały, nawet w nazwie. Wiadomo jednak, że było to okrycie w postaci peleryny
z kapturem używane w latach 60-70 X I X w. w różnych środowiskach zarówno przez mężczyzn, jak
przez kobiety .
135

136

137

Ryc. 47. Płaszcz i jego krój bez pelerynki i kołnierza.
133
134
135
136
137

Zbiory muzeum w Cieszynie nr inw. E. 1891 MC.
Poloczkowa B., Strój cieszyński w XIX wieku, „Polska Sztuka Ludowa" 1972, z. 3, il. 11 a, b.
Kubisz J., op.cit, s. 37.
M a l i c k i L., Strój..., s. 87, przypis 45.
Turnau I., op. cit, s. 32.

49

�Jak z powyższych danych wynika płaszcze gorszej jakości i burnusy szyto z sukna samodzia­
łowego przeważnie w brązowym kolorze. Natomiast płaszcze paradne, eleganckie były z kupnego
sukna wysokiej jakości, w kolorze błękitnym lub granatowym. Kronikarski zapis z 1649 r. podaje, że
na płaszcze służył także materiał raszowy' .
Z wałaskiego samodziałowego sukna szyto też gunie, które również służyły za wierzchnie okry­
cie i to wielu dólanom, co wyraźnie potwierdziła informatorka z Pruchnej mówiąc, że „na zimę wszy­
scy nosili gunie, a na głowie baranice" , podobnie jak sukienne nogawice i gunioki.
Gunie miały prosty krój poncha poprzecznego i noszono je zarzucając na ramiona, albo bezpo­
średnio na koszulę, jak to przedstawił na rysunku B. Hoff, albo przedstawia ilustracja „Typy i widoki
Cieszyna". Ubierano je też na bruclek, a przy pracy wkładano ręce do rękawów i w razie potrzeby
dolne poły podwijano do góry i przytrzymywano paskiem. Taki typ codziennego ubioru cieszyniaka
prezentuje jedna z rycin F. Kaliwody w scenie na targu. Ma on na sobie płócienną koszulę, nogawice
szyte po bokach, kierpce i na ramionach zarzuconą gunię, a na głowie typowy dla cieszyniaka kape38

139

\
J

*

V

'

Ryc. 48. Krój i wygląd guni.
140

lusz z metalową klamrą spiętą na wstążce opasującej wysoką główkę . Koniecznie przy tym trzeba
zaznaczyć, że górale nosili kłobuki, tj. kapelusze o zupełnie innym fasonie, toteż opisany mężczyzna
wygląda raczej na mieszkańca dolin, a nie gór, jak to interpretowali niektórzy autorzy. Zresztą fakt
ten nie powinien dziwić, gdyż jak wspomniano w ogólnym opisie cieszyńskiego stroju męskiego,
strój ten był zróżnicowany zarówno co do formy, jak i zastosowanych tkanin, nadających ostateczny
wygląd określonym jego częściom.

138 Iwanek W., op.cit., s. 136.
139 Emilia Michalska, Pruchna.
140 Teśinsko, ii. 135.

50

�KOŻUCHY

Najstarsze wzmianki o kożuchach, jakie zachowały się w inwentarzach miejskich w Cieszynie
pochodzą z pocz. X V I I w. Znajdują się one w spisach majątku mieszczan, gdzie wymieniane są
jeszcze inne elementy stroju, przede wszystkim kobiecego. Pod datą 1663 r. mowa jest o niejakim
Marklowskim, właścicielu kilku wsi cieszyńskich, który „w zimie nosił brzoskwiniowy kożuch z 48
srebrnymi guzami" . Jak z tego wynika był to kożuch kosztowny, starannie wyprawiony na brzos­
kwiniowy kolor i na dodatek ze srebrnymi guzami, których było aż 48. Prawdopodobnie dostatnie
kożuchy wchodziły także w skład stroju zamożnych mieszczan, skoro wzmiankują o nich inwentarze
miejskie. Brak jednak bliższych danych na ten temat. Dopiero w swej książce wydanej w 1886 r.
Franciszek Slama wspomina o kożuchach jako zimowym okryciu wałachów i Lachów, ale tylko tyle,
że ,już są rzadkie" . Wniosek stąd, iż nie były powszechnie używane, zapewne drogie i stosunkowo
szybko wyszły z użycia.
Irena Turnau powiada, że od X V w. kożuch stanowił „określenie okrycia" wykonanego „najczęściej
ze skór owczych lub baranich, szytego futrem do wewnątrz, także pokrytego tkaniną" . Kożuchy
i skóry były przecież używane już w starożytności, zwłaszcza przez pasterzy, co przetrwało do cza­
sów współczesnych w wielu rejonach nie tylko Europy. W owych czasach odnosiło się to więc do elit
społecznych. Można zatem przyjąć, że tak jak w Beskidzie Śląskim, również i w innych regionach
ziemi cieszyńskiej, gdzie także zajmowano się hodowlą owiec, kożuchy wchodziły w skład odzieży
zimowej mężczyzn i kobiet, zapewne jednak nie wszystkich, lecz przede wszystkim tych, których
było na to stać. Ozdobny kożuch był przy tym wyrazem dostatku, a zgodnie a tradycją stanowił też
część składową stroju żenicha. Gustaw Fierla w swych opracowaniach na temat stroju cieszyńskiego
i łaskiego odwołuje się do wiadomości podanych przez J.P. Vyhlidal'a i J. Kubisza , przy czym
nie pomija chyba także wiadomości z własnych obserwacji i badań terenowych. Najważniejszym
przy tym jego stwierdzeniem jest fakt, że „kożuchy kupowano gotowe w miastach" i ich gatunek
oraz wygląd bardziej lub mniej ozdobny zależał od wykonawcy. Miały one przeto rozmaitą formę
i nie można wprost powiedzieć, że takie, a nie inne charakterystyczne były dla danej okolicy, w tym
przypadku dla regionu cieszyńskiego. Występowały bowiem kożuszki krótkie do pasa, nieco dłuż­
sze i długie niemal do ziemi, co zależało od potrzeby i stanu zamożności. Kożuchy wysoko sobie
ceniono i dlatego przechodziły z pokolenia na pokolenie. Wykonane ze skór baranich lub jagnięcych
wyprawione były na żółto, brązowo lub czarno. Bywały też kożuchy białe z czarnym wykładanym
kołnierzem, baranim. Inne miały stebnowania na obrzeżach wełnianymi nićmi w kolorze zielonym,
modrym, czerwonym, a dodatkową dekorację stanowiły też aplikacje z czerwonej lub białej safiano­
wej skórki w połączeniu z kolorowymi ściegami lub plecionką z rzemyczków. Umieszczano je na
przednich, bocznych i tylnich szwach oraz niekiedy na rękawach i przy kieszeniach. Pewnym rodza­
jem ozdoby były kożuszane wyłogi koło szyi, na obrzeżach i na rękawach . Takie ozdobne kożuchy
o zróżnicowanym kroju i fasonie zależnym od wielkości skór, zapinane na pętle i plecione ze skóry
guzy, albo drewniane bądź rogowe kołeczki przyozdobione niekiedy wełnianymi chwastami wyra­
biali kożusznicy zwłaszcza w Górnej Łomnej, Herczawie, Bukowcu, Jabłonkowie po czeskiej stronie
oraz po innych wsiach, jak Istebna, Jaworzynka, Wisła, Brenna. Kupowano je przeważnie na targach
w Cieszynie, Skoczowie, Jabłonkowie . W dokumentach miejskich cech kuśnierzy wymieniony jest
w Skoczowie pod datą 1629 r., a w Cieszynie w 1710 r. Poza tym w Cieszynie pracowali tzw. białoskórnicy (1770) i czerwonoskórnicy (1801) przygotowujący kuśnierzom odpowiednie surowce,
141

142

143

144

145

146

147

148

149

141 Dobrowolska A., Żywotek..., s. 27, przypis 3.
142 Slama Fr., Vlastenske..., s. 183.
143 Turnau I., op.cit, s. 32.
144 Fierla G., Strój lachów..., s. 14; Idem, Strój cieszyński, s. 17-18.
145 Vyhlidal J.P., O kroji na Teśinsku, Vestnik Matice Opavske, Opava 1895, s. 22.
146 Kubisz J., op.cit., s. 37.
147 Tesinsko..., s. 117.
148 M a l i c k i L., Strój górali..., s. 37-38.
149 Tomczyk D., Pieczęcie górnośl. cechów rzemieślniczych z XV-XVIII wieku i ichznaczenie historyczne, Opole 1975, s. 166.

51

�z czego wnosić można, że skoro istniały cechy, to na ziemi cieszyńskiej nie brakowało rzemieślników
zajmujących się szyciem kożuchów.

Ryc. 49. Zdobiny kożucha, Hermanice 1939 r.

OBUWIE

Starsi informatorzy w połowie X X w. wspominali, że ubodzy wieśniacy jeszcze na początku
wieku chodzili w kierpcach ze świńskiej lub bydlęcej skóry. Wykonywano je we własnym zakresie
tak jak i kopyca, czyli uszyte z sukna lub dziane z wełny skarpety. Na co dzień, zwłaszcza w lecie
i przy pracy w polu chodzono boso. Noszono także i inne obuwie wykonywane przez szewców, którzy
w 1686 r. mieli w Cieszynie swój cech skupiający rzemieślników z okolicznych miast. Tak jak inne
cechy, jego członkowie mieli prawo dostarczania wyrobów szewskich nie tylko mieszczanom, ale
również ludności okolicznych wsi oddalonych „od danego miasta o milę lub nawet półtorej mili" .
Oprócz tego zobowiązani byli rocznie wykonać kolejno na rzecz dworów i folwarków reperacje oraz
parę butów wysokich za 12 groszy i parę niskich butów za 5 groszy .
150

151

152

150 Ibidem, s. 166.
151 Popiołek F., op.cit., s. 160-161.
152 Zukal Joc, Zur Geschichte der Herrschaft Wagstadt im 16. und 17. Jahrhundert Schlesiens, Troppau 1906/7, s. 19.

52

�Informacje te sana tyle ważne, że mówią o butach niskich i wysokich oraz o tym, kto i dla kogo
je wykonywał . Stąd wniosek, że oprócz kierpców po wsiach chodzono także w butach niskich, a nie
tylko wysokich, o których wyłącznie piszą różni autorzy. Niestety brak dokładnych wiadomości, jak
w X V I I i X V I I I w. te niskie i wysokie buty wyglądały.
153

Ryc. 50. Różne formy luksusowego obuwia z X V I I - X I X w
1. - but safianowy, 2. - but typu węgierskiego, 3. - brokatowy- bucik z językiem, 4. - bucik skórkowy z klamrą,
5. - pantofel kobiecy z kokardą.

Ryc. 51. Różne formy obuwia do stroju cieszyńskiego z X I X - X X w.
1. - but prosty, 2. - but z lśniącymi wąskimi cholewami, 3. - kierpec, 4. - sukienny papuć.

Można tylko przyjąć per analogiam, że zgodnie z ówczesną modą buty niskie były na niewyso­
kim słupkowym obcasie i wysoko zachodziły na podbicie kończąc się sterczącym językiem lub jak
153 Popiołek F., op.cit., s. 160-161.

53

�1

później, bardziej płytkie ze srebrną klamrą " i na niższym obcasie, albo z kokardą na przodzie, co
ukazują ryciny z I poł. X I X w. Natomiast buty wysokie miały miękką wysoką cholewę, sięgającą pod
kolana, do której wpuszczano nogawki spodni .Szlachta nosiła buty safianowe czerwone lub żółte,
za to buty gorszego gatunku były ze skóry czarnej. O takich też jest mowa w znanych opisach na
temat cieszyńskiego stroju ludowego. Rzecz ciekawa, że o klamrach metalowych do niskich butów
nie wspomina ani M . Gładysz, ani W. Iwanek piszący o metalowych wyrobach zdobniczych . Rów­
nież spisy inwentarzowe z ubiegłych wieków w ogóle obuwia nie wzmiankują. Przemawia to za jego
nietrwałościąi stosunkowo niską wartością dlatego pomijano je w testamentowych przekazach. Stąd
wnosić można, że rzemieślniczej produkcji obuwie nie było powszechne i zadawalano się kierpcami
lub sukiennymi papuciami własnego wyrobu, ale po większej części chodzono boso.Buty z poły­
skującymi cholewami i fałdami na wysokości kostek nosili tylko zamożni gospodarze. Zakończone
były górą dla ozdoby skórkowym „sumiastym kutasem" , który zwisał z przodu. Paradne buty były
fasonu polskiego, tzw.poloki lub krakusy ze szwem w tyle, albo ciżmy fasonu węgierskiego ze szwa­
mi po bokach i sercowatym wycięciem. Cholewy z wysokogatunkowej skóry nazywano kordybany.
Natomiast buty o prostych niższych cholewach nosili chudopachołcy. W drugiej poł. X I X w. wraz
z zarzucaniem tradycyjnego stroju upowszechnia się płytkie sznurowane obuwie produkcji fabrycz­
nej, do którego zaczęto nosić skarpetki zamiast onuc, jakimi poprzednio owijano stopy wkładane do
butów z cholewami .
155

156

157

158

UCZESANIE I NAKRYCIA GŁOWY

Jeszcze na początku X X w. starsi mężczyźni zaczesywali włosy na czoło, niektórzy z przedział­
kiem na środku, a reszta włosów opadała na kark, albo przycinano je do wysokości uszu. Jeśli ktoś
zaczesał włosy do góry, mówiono że jest wylizany . Młodzi natomiast zaczesywali się na bok, i jak
ukazuje ilustracja z X I X w. po bokach i w tyle utrzymywali nawet loki. Wyjściowym nakryciem gło­
wy był kapelusz używany przez młodszych i starszych. Miał on średniej szerokości rondo, wysoką
159

Ryc. 52. Różne formy męskich nakryć głowy noszonych w X I X w. i na pocz. X X w.
1 kapelusz cylindryczny, 2. kapelusz z klamrą, 3. kasturek, 4. kapelusz słomiany, 5. baranica.

cylindryczną główkę i był lśniący, czarny, jedwabny. Używano też kapeluszy z nieco niższą główką
opasaną czarną wstążką z metalową klamrą na przodzie. Natomiast tzw. kasturek był przeważnie
czarny lub siwy z zajęczej sierści, z niższą główką . W I I poł. X I X w. wysokość główki obniża się
160

154
155
156
157
158
159
160

54

Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 581, 612-613.
Bartkiewicz M, Polski ubiór do ¡864 roku, Ossolineum 1979, s. 68.
G ł a d y s z M., op.cit, s. 181-238; Iwanek W., op.cit, s. 121-186.
Kubisz J., op.cit., s. 35.
Teśinsko...,s. 119-121.
Kubisz J., op.cit, s. 35-36.
Teśinsko..., s. 121-123.

�mniej więcej o połowę i oplata j ą jedwabna czarna, albo jaśniejsza wstążka, np. zielona, już bez klam­
ry. Zimowym nakryciem głowy starszych mężczyzn były walcowate baranice, zaś latem przy pracy
w polu słomiane kapelusze.
W miarę upływu czasu forma kapeluszy dostosowuje się do aktualnej mody miejskiej. Z począt­
kiem X X w. jest to czarny filcowy kapelusz z półokrągłą główką i niedużym rondem podniesionym
do góry, tworzącym jak gdyby wywinięty mankiet przysłaniający czarną wstążkę, opasującą główkę.
Po I wojnie światowej rondo się wyprostowuje, a główka zmniejsza do wielkości niedużej doniczki.
Urozmaicają się też kolory od czarnego, szarego do brązowego, ponadto pojawiają się czapki z dasz­
kiem, noszone zwłaszcza przez młodszych, niezależnie od rodzaju ubioru, który jednak w niczym już
nie przypomina dziewiętnastowiecznego modelu.

DODATKI

Według rycin z I poł. X I X w. (J. Alt, H. Jastrzembski) mężczyźni przy odświętnym stroju nosili
chusteczki. Wiązano je pod kołnierzykiem koszuli, albo bezpośrednio na szyi w węzeł, przy czym
chustki te - czarne lub czerwone - nie były duże . O wiązaniu na szyi wspomina w swym pamięt­
niku Jan Kubisz , co odnosić się może do I I poł. X I X w. Niebawem jednak moda ta znikła wraz
z zarzuceniem tradycyjnego stroju, na co wskazują fotografie z przełomu X I X i X X w., na których
przy kołnierzu koszuli widnieją czarne muszki.
Innym ważnym elementem męskiego stroju był pas skórzany, „szeroki na trzy palce, ale nie­
zmiernie długi, tak że się nim chłop kilka razy opasał" . Widać to wyraźnie na rycinie Franciszka
Kaliwody z około 1840 r. Przy pasie była metalowa klamra i sprzączki umożliwiające najpierw ciasne
owinięcie wokół ciała, a następnie poluzowanie aby dalszy okręg mógł opadać na biodra. Bardziej
dekoracyjne pasy miały na swej powierzchni wytłaczane drobne ornamenty .
Wyrazem szczególnej zamożności był kieszonkowy zegarek zamykany kopertą i zawieszony
na dość grubym łańcuszku wzbogaconym ozdobnym brelokiem. Przeciągano go przez dziurkę od
brucleka i chowano w jego kieszonce. Jak powiedział stary wieśniak „honor było mieć na sobie takie
strzybło" .
161

162

163

164

165

ZRÓŻNICOWANIE STROJU MĘSKIEGO
Okoliczności takie jak wesele i pogrzeb skłaniają do zaakcentowania tych wydarzeń odpowied­
nim strojem i wyglądem uczestniczących w nim osób. W przypadku wesela chodzi o pana młodego,
drużbów, starostę i gości, a w obrzędzie pogrzebowym o ubiór zmarłego i uczestników pogrzebu.
Warto przy tym podkreślić, że w tych okolicznościach większą rolę w tradycji męskiego stroju odgry­
wały akcenty hierarchii społecznej, aniżeli stanu majątkowego. Tak np. jeśli pana młodego nie stać
było na nowe ubranie, ubierał się w swoje najlepsze odzienie, a jeśli nie prezentowało się dobrze,
pożyczał odpowiednie części odzieży od kogoś bliskiego. Ważne były natomiast dodatkowe atrybuty
podkreślające w danej chwili jego pozycję społeczną. Również jeśli chodzi o ubiór zmarłego, nie mu­
siał on być odpowiedni do jego stanu majątkowego, czasami nawet, wbrew zamożności był bardzo
skromny. Są to wiadomości pozyskane od informatorów, brak bowiem innych dokumentów na ten
temat.
161
162
163
164
165

Ibidem,s. 125-126.
Kubisz J., op.cit, s. 135.
Ibidem.
Tesinsko..., s. 123-124.
G ł a d y s z M., op.cit., s. 178.

55

�Pan młody. Już pod koniec X I X w. odzieniem ślubnym było czarne ubranie, które jeśli kogoś
było stać, na tę okoliczność sprawiał nowe i nakładał je wtedy po raz pierwszy. Czarny był również
kapelusz z białym chochołkiem wykonanym z 3 metrów białej wstążki okręconej wokół kapelusza
i długimi końcami zwisającymi na boku (Lipowiec) . Całość ubrania składała się z płóciennej koszuli
z czarną lub białą muszką pod kołnierzykiem, albo krawatem, z wełnianej - jednorzędowej kamizel­
ki z plecami uszytymi z satyny lub grubszego jedwabiu i jednorzędowej marynarki oraz z długich
wełnianych spodni o prostych nogawkach i z czarnych półbutów. Oprócz chochołka przy kapeluszu,
do lewej klapy marynarki miał przypiętą dużą wońkę, tj. mirtowy bukiecik z białymi kwiatkami,
przewiązany białą wstążką który żenich otrzymywał od panny młodej . Jako wierzchnie okrycie do
I wojny światowej za bardziej elegancki od marynarki uchodził surdut.
166

167

Ryc. 53. Weselnicy: młoda para, dwie pary drużbów i goście, Jaworze Dolne 1914 r.

Ryc. 54. Młoda para - żenich w surducie, Pastwiska 1914 r.
166 Nowak Helena, lat 50, koronkarka, Lipowiec 1956.
167 Emilia Michalska, Pruchna 1960.

56

�Ryc. 55. Odświętny ubiór mężczyzn, Puńców 1910 r.

Natomiast w X I X w. strój ślubny pana młodego składał się z płóciennej koszuli i jedwabnej
chustki koło szyi, błękitnego lub granatowego brucleka, kaftana i wąskich spodni -lazurek wpusz­
czonych do wysokich i glansowanych butów z cholewami, z kapelusza oraz płaszcza. Szczególnie
paradnie i bogato wyglądał bruclek z oranżowej, żółtej lub innej jasnej tkaniny, jak to ukazuje akwa­
rela H. Jastrzembskiego z około 1846 r. przedstawiająca mężczyznę w otoczeniu kobiet w stroju
„z Cieszyna"
D r u ż b a ubierał się na czarno lub granatowo, jak na to wskazuje tradycja ustna i fotografie
z przełomu X I X i X X w. W odróżnieniu od pana młodego miał różowy krawat lub muszkę, czy
wstążkę przypiętą pod kołnierzykiem koszuli ozdobną szpilką. Poza tym od drużki otrzymywał dwie
wońki związane różowymi wstążkami - jedna do lewej klapy marynarki, druga do kapelusza. Oprócz
tego otrzymywał od niej różową chusteczkę, którą przy tradycyjnym stroju wiązał pod kołnierzykiem
koszuli, a w nowszych czasach wkładał do butonierki.
Starosta miał również czarne lub granatowe ubranie, a wyróżniał go chochołek z zieloną i białą
wstążką przy kapeluszu oraz wońka z podobnymi wstążkami, które otrzymywał od młodych: wońkę
od żenicha, chochołka od panny młodej.
Weselnicy. Również wszyscy weselnicy płci męskiej otrzymywali gałązeczki mirtu z różowym
kwiatkiem, związane różową wstążeczką w małą kokardkę, przy czym każdy ubierał się w miarę
odświętnie.
Z m a r l i m ę ż c z y ź n i . Małych chłopców ubierano w niedzielne ubranko przystrojone mirtem,
a nierzadko pokrywano „świętymi" obrazkami. Kawalerów ubierano jak żenicha. Natomiast męż­
czyzn w średnim wieku chowano w ubraniu niedzielnym, a starców tak samo, tylko z ciemniejszym
krawatem . Jak wyglądał ubiór zmarłych mężczyzn w X I X w. żadne źródła nie podają.
168

168 J.w.

57

�OGÓLNY OPIS STROJU KOBIECEGO
W przeciwieństwie do stroju męskiego, który na obszarze regionu cieszyńskiego był dość zróżni­
cowany, cieszyński strój kobiecy był raczej jednolity w swym typie, a odmiany wynikały ze zmiany
pory roku i zajęcia, różnicując się na dzień powszedni i świąteczny. Według tradycji ustnej strój ten
na przestrzeni dziesiątków lat ulegał pewnym zmianom i modyfikacjom, doprowadzając w końcu do
najbardziej uproszczonej współczesnej formy, lecz zachował swój charakter wyraźnie odbiegający
wyglądem od innych strojów regionów położonych w bliższej czy dalszej odległości. Ten najbardziej
uproszczony strój cieszyński wykształcił się w latach międzywojennych i przetrwał do pierwszych
lat po I I wojnie światowej. Pomijając zestaw bielizny, raczej kupnej, produkowanej fabrycznie z tzw.
milanezu, a nie szytej z płótna w postaci koszuli i dość długich majtek, to na cały komplet w tym
czasie składała się zmodyfikowana bluzka, np. batystowa, jedwabna, koronkowa i ubrana na mąsuknia z żywotkiem, niekoniecznie czarna, z kolorowym haftem na żywotku, zakomponowanym według
aktualnej mody.

Ryc. 56. Helena Sojka, hafciarka we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego,

Bielowicko 1956 r.

Również golonka naszywana u dołu sukni może być w dowolnym kolorze, ale z gładkiej, jak
dawniej, niezdobionej wstążki. Starsze kobiety zachowały jeszcze czółkowy czepiec i wiązanie
chustki na pidło, na żurek, jednak bardziej swobodnie czuły się kobiety bez tego nakrycia głowy,
które uciskało i krępowało. Pozostał natomiast adamaszkowy fartuch mniej lub bardziej starannie
dobrany kolorem do całości tego rodzaju stroju.
Niemniej nie tylko w pamięci, ale też w praktyce pozostał poprawny wygląd kobiecego stroju
cieszyńskiego. W X I X i X X w. oprócz płóciennej koszuli spodniej tzw. ciasnochy i płóciennych spód­
nic - spodków, traktowanych jak bielizna, na wierzch latem ubierano, zależnie od okoliczności mniej
lub bardziej ozdobny kabotek, na to suknią z żywotkiem o hafcie stosownym do panującej mody, od
której zależała także długość sukni. I do tej długości dobierano fartuch uszyty z dwóch lub półtorej
szerokości materiału, którego gatunek i sposób wykonania wynikał z czasu i okoliczności, w jakich
był używany.
58

�Ryc. 57. Maria Farfecka, hafciarka w stroju cieszyńskim z jedwabnym fartuchem w kratę, Brenna 1956 r.

W X I X i na pocz. X X w. były fartuchy płócienne farbowane na modro, w drobny wzorek lub
z tzw. kanta. Były też białe płócienne, woalowe wzorzyste w pionowe paski, czy kratkę, ręcznie
haftowane i malowane, do czego przyczyniły się dwie światowe wojny, oraz fartuchy jedwabne ada­
maszkowe w spokojnych kolorach i nierzadko do kompletu z nagłownymi chustkami, które zaczęto
nosić na pocz. X X w. i przetrwały do czasów współczesnych. Na krótki jeszcze okres po I I wojnie
światowej weszły w użycie fartuchy o gładkim tle, malowane ręcznie we wzory kwiatowe lub nawet
posypywane pozłocistym kolorowym proszkiem, ale okazały się kosztowne i nietrwałe, przez co
niepraktyczne. Dlatego szybko je zarzucono.
W X X w. popularnym okryciem wierzchnim chroniącym od chłodu stały się jakie szyte na pod­
szewce, także watowane, a nawet podbijane króliczym lub baranim futrem. Natomiast do czasu
I wojny światowej noszono tzw. szpyndzery krótkie do talii i wymodelowane, z paskiem, szalowym
kołnierzem i rękawami górą szerokimi, aby mogły pomieścić pękate rękawy kabotka, zaś zwężają­
ce się ku dołowi. Szyto je z czarnego sukna na białej wełnianej podszewce. W zimie noszono też
kożuchy, które były oznaką bogactwa, ale w X X w. stopniowo wyszły z użycia, podobnie jak duże
płócienne naramienne chusty odziewacze tzw. łoktuszki i chusty spuszczowe. Te ostatnie wyszywane
były na narożnikach, składane po przekątnej i zakładane na głowę oraz wiązane na potylicy pod opa­
dającym na plecy długim narożnikiem. Pod nią miała kobieta czółko wy czepiec z chustką wywiązaną
w tyle głowy. Takie nakrycie głowy świadczyło ojej małżeńskim stanie. W X X w. chusty spuszczowe
zarzucono i pozostały tylko czepce i chustki adamaszkowe wywiązane na żurek czy tzw. pidło, przy­
krywające czółkowy czepiec.
59

�Ryc. 58. Franciszka Burjan, hafciarka w stroju cieszyńskim z białą dzianą fecfojr, Górki Wielkie 1956 r.

�Miejsce chusty spuszczowej zajęła hacka, początkowo ciemna wełniana w kratę, którą otulano
się w razie zimna lub noszono parokrotnie złożoną i przewieszoną przez ramię „dla parady". Chusta
ta miała niejednokrotnie dekoracyjnie wiązane frędzle, co uchodziło za szczególnąjej ozdobę. Białe
dziane z włóczki hacki zakładały do ślubu panny młode, które używały ich i w następnych latach do
odświętnego stroju.
Ciemna wełniana chusta zamiast pierwotnej płóciennej łoktuszki służyła biedniejszym kobie­
tom za zimowe okrycie, w którego skład wchodziła kiecka, czyli wełniana suknia ze stanikiem
i wełniana jakla. Taki zestaw, nawet tylko sama spódnica ubrana na spodnią koszulę i jakla stanowiły
ubiór codzienny, przy czym te części odzieży sporządzano z różnych materiałów, zależnie od stanu
majątkowego i potrzeby oraz pory roku. Do tego pod suknię nierzadko ubierano kabotek, a na głowę
czółkowy czepiec i chustkę wiązaną pod brodą.
Jeszcze do czasu I wojny światowej w powszechnym użyciu na kabotki, chustki, także chusty
odziewacze, czyli łoktuszki, fartuchy używano samodziałowego płótna lnianego, z czasem również
bawełnianego produkcji fabrycznej. Samodziałowe tkaniny wełniane, czy półwełniane, tzw. rasz,
prost służyły na suknie i wierzchnie okrycia. Długo też utrzymywało się proste obuwie, często spo­
rządzane we własnym zakresie, zwłaszcza przez biedniejszych, a należały do niego czerwone dziane
z wełny pończochy oraz białe skarpetki - kopytka i kierpce. Natomiast do stroju odświętnego służyły
początkowo także czerwone pończochy, potem niebieskie, w końcu białe i płytkie, skórkowe pan­
tofle. Jeszcze w I poł. X I X w. ozdobą przy nich były kokardy, za to w X X w. noszono przeważnie
pantofle z poprzecznym paskiem przechodzącym przez podbicie.
Na osobną uwagę zasługuje biżuteria, głównie srebrna w postaci spinki do oszewki kabotka, na­
pierśnik - orpant, hoczki - co najmniej dwie pary klamerek przyszytych do brzegów przedniczek żywotka, które przesznurowywano srebrnym łańcuszkiem oraz okazały pas z ozdobnie odlewanych albo
filigranowych tacek połączonych łańcuszkami i uzupełnionych zwisającymi kaskadowo łańcuszkami
przybranymi koluszkami. Ozdoby te z czasem zastąpiono podobnymi, kolorowo haftowanymi.

Ryc. 60. Maria Szczepańska, hafciarka we współczenym stroju cieszyńskim z haftowanym pasem, Hermanice 1956 r.

O większości z wymienionych części stroju wspominają dawne zapisy w księgach miejskich
i testamentowych, datowanych na X V I - X V I I I w., które dopełniają zbiory muzealne oraz wiadomości
zebrane u informatorów w czasie badań terenowych prowadzonych w latach 1956-1958 i pod koniec
X X w.
61

�SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU KOBIECEGO
KOSZULE

Podstawową częścią odzieży i stroju kobiecego była koszula. Jak pamięć ludzka sięga bezpo­
średnio na ciało ubierano ciasnochę, która pełniła różne funkcje. W stroju odświętnym stanowiła coś
w rodzaju bielizny, co potwierdzają inwentarze miejski z X V I i X V I I w. wymieniające „spodne koszyle żenske". Natomiast na każdy dzień, zwłaszcza w lecie traktowano j ą nierzadko jako wierzch­
nie okrycie. Składała się z dwóch części razem zeszytych, tj. spódnicy i stanika, utrzymywanych
początkowo na jednym ukośni biegnącym ramiączku, a w nowszych czasach na dwóch prostych
ramiączkach. „Jeszcze za starej Polski do kiecki (tj. w latach międzywojennych) noszono ciasnochę
na jednym ramiączku" . Stanowiły j ą dwa prostokątne kawałki samodziałowego płótna, tj. stanik
- stonek z cieńszego, opasującego talię i spodek, z drelichu lub grubszego płótna - czyli spódnica,
znacznie szersza i namarszczona w pasie. Całość sięgała do kolan lub nieco niżej, a góra bez ręka­
wów odsłaniała ramiona.
,69

Ryc. 61. Krój ciasnochy.

Na ciasnochę ubierano koszulę wiyrchnią, tj. kabotek, o którym wspomina się w miejskich spi­
sach inwentarzowych z X V i X V I I w. Był luźny, sięgający do pasa i rozcięty z przodu o zachodzących
na siebie połach. Szyto go, jak ciasnochę ręcznie z cieńszego płótna o kroju przyramkowym, z ręka­
wami sięgającymi do łokci i ujętymi na końcach w lemce, czyli oszewki.
169 Anna Burawowa lat 59 i Ewa Cieślar lat 30, Wisła 1956.

62

�.92

przód 8
to
c

f

rękawek

tył

*1
.«

Cl)

przód

przyr amki

rękawek

co
c

Ryc. 62. Prymitywny krój kabotka.

Podobna oszewka - obujek stanowiła wykończenie koło szyi. Przyramki i lemce szyto z podwój­
nie złożonego płótna. Poza tym pod pachami umieszczano kwadratowe płócienne ćwikle umożliwia­
jące swobodniejsze ruchy. Krój kabotków był zawsze jednakowy tzn., składał się z cienkiego prosto­
kątnego kawałka płótna bardzo luźno otaczającego kibić na długość około 45 cm. Miało ono dwa po
bokach od góry nacięcia na wszycie rękawów długości około 40 cm z przyramkami na ramionach
o rozmiarach 14 cm dł. i 18 cm szer. każdy. Do tego dochodziły dwa kwadratowe ćwikle o boku
10-15 cm oraz dwa podwójnie złożone wąskie prostokątne lemce i wąski obujek.

Ryc. 63. Trzy rodzaje koszuli wiyrchniej: I . kabotek, 2. szatka, 3. koszulka.

Zależnie od wykończenia i rodzaju ozdób wyróżniano trzy odmiany kabotków, które miały swoje
nazwy. Prosty, bez ozdób był to kabotek, inny z drobnymi, jednobarwnymi wyszyciami - tzw. szutka,
a z bogatym dziurkowanym i pąjączkowym haftem na krezach przy rękawach, żabocie z przodu oraz
oszewce koło szyi nazywano koszulką. W X I X w. rękawy kabotków były szerokie, bufiaste, bardziej
paradne, układane nawet w pionowe fałdy i początkowo ściągane tasiemką, przez co dołem tworzyła
63

�170

się falbana. Pod koniec wieku rękawy były „z obcisłą manszetką" szeroką na 10 cm, która ujmo­
wała rękę poniżej łokci. Te manszetki zapinano od tyłu na guziczek. Rękawy twardo krochmalono,
dzięki czemu utrzymywały się wydęte bufy, powstałe przez sute marszczenia przy przyramkach. Sute
marszczenia były też przy obujku i przy lemcach.

Ryc. 64. Wyszycia na obujku szutki, Ligotka Kameralna, RCz., 1972 r.

W szutkach na oszewkach przy rękawach i koło szyi umieszczano drobne wyszycia wykonane
czarnymi, brązowymi, rzadziej różowymi lub czerwonymi nićmi, czyli harasową przędzą w drob­
ny dwoisty krzyżyk zwany też warkoczek. Oprócz tego posługiwano się półkrzyżykami i drobnymi
ściegami o nazwie skręcatki, gęsto spiralnie obok siebie nakładanymi o mało wyodrębniających się
motywach. Wyszywano, tzn., szuto - szyto, stąd nazwa szutka, jak tłumaczyły niektóre informatorki . Nićmi czarnymi albo czerwonymi wykonywano też dziureczki, zaś ściegiem płaskim haftowano
drobne listeczki, kwiateczki i wijące się gałązki. Na pocz. X X w. w takich kabotkach - szutkach cho­
dziły od święta już tylko stare kobiety, które początkowo nosiły je na co dzień. Haftowane białymi
171

Ryc. 65. Haftowany lemiec i kreza rękawa koszulki, Gumna, koniec X I X w.

nićmi koszulki utrzymały się znacznie dłużej, a hafty te nawet coraz to bardziej rozbudowywano.
I tak powstały koszulki, które przy rękawach zyskały szerokie krezy, czyli łokruża, albo tacie, sterczą­
ce ku górze. Po I I wojnie światowej w niektórych wsiach (Goleszów) zaczęto je opuszczać ku dołowi
i wtedy powiadano, że „tacie wiszą na ręby", tzn. widoczne są od lewej strony . Haftowano także
przód prawej poły, albo doszyty do niej prostokątny podłużny żabot, czyli przedniczkę, nazywaną
niekiedy językiem.
«•
172

170 Emilia Lipowczan lat 40, Goleszów-Równia 1960.
171 Emilia Michalska, Pruchna i Anna Lipowczan lat 70, Goleszów-Równia 1962.
172 Emilia Lipowczan koronkarka, córka Anny, hafciarki, Goleszów-Równia 1962.

64

�Tabl. I I Strój z Cieszyna, akwarela H. Jastrzembskiego, ok. 1846 r.

�Ryc. 66. Haftowana koszulka, Skoczów, koniec X I X w.

Ryc. 67. Haft na przyramku koszulki, Gumna, koniec X I X w.

Nierzadko haft umieszczano jeszcze na przyramkach nad wszytymi rękawami i im więcej ko­
szulka miała takich ozdób, tym bardziej była paradna i bogato się prezentowała. Jednak w Pruchnej
i sąsiednich wsiach „mało kto takie nosił"' . Biały haft wykonywano ściegiem płaskim i dziurkowa­
nym oraz tzw. gatrowaniem czyli pajączkami wypełniającymi dziurki, przy czym całość składała się
na miej lub więcej czytelne motywy roślinne, Koszulkę szyto z cieniutkiego płótna, bawełnianego
lub batystu. W niektórych wsiach (Pierściec, Lipowiec, Nierodzim, Międzyrzecze) w X X w. koszulki
73

173 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

65

�zamiast haftowanych płóciennych okruży miały przyszyte koronkowe krezy, tzw. szpice™, robione
ręcznie lub produkcji fabrycznej.

Ryc. 68. Haftowane okruże koszulki, Ogrodzona pocz. X X w.

Ryc. 70. Bluzka z haftem richelieu do stroju cieszyńskiego, Jasienica, lata międzywojenne
174 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1956.

66

�Dodatkową ozdobę kabotków noszonych w niedzielę i święta stanowiła srebrna lub złota spinka
o kolistej sercowatej formie, a u biedniejszych jarmarczna broszka, bądź agrafka. Kabotki noszone na
co dzień spinano pod szyją małym guziczkiem, ewentualnie obujek był rozwarty i niczym nie zapięty.
W latach międzywojennych kabotki trochę zmodyfikowano, jednak coraz częściej zamiast kabotka,
czy koszulki zaczęto nosić modne w mieście białe bluzki z batystu, koronki i innych delikatnych
tkanin. Ale w świadomości miejscowych kobiet pozostało przekonanie, że właściwy strój cieszyński
najlepiej prezentuje się z kabotkiem i dlatego po I I wojnie światowej zamawiały u hafciarek nowe
koszulki.

SPÓDNICE

Spódnice, czyli tzw. spodki wkładano pod suknię, bezpośrednio na ciasnochę. Szyto je z białego
płótna i te noszono zwłaszcza w lecie, albo z cienkiego barchanu, fianeli lub kretonu, zależnie od
potrzeby i możliwości finansowych. Tkanin grubszych używano w zimie. Za austriackich czasów
noszono też spódnice wełniane w kolorowe pasy. Dla ich uszycia potrzeba było 3-5 szerzyn materia­
łu, który wszywano do paska suto namarszczając. Pasek zapinano z przodu przy rozporze na guzik

Ryc. 71. Wygląd spodka ze stanikiem,

lub wiązano tasiemkami. Jeśli noszono tylko jedną spódnicę, to niektóre kobiety przyszywały do niej
ramiączka albo stanik wykonany z tej samej tkaniny. „Pod suknią baby ob łykały dwa albo trzy spodki
fest szkróbione i suto marszczone" . Spodnia spódnica była wąska z szerokim białym haftem, na to
nakładano spódnicę nieco szerszą także z haftem, lecz węższym. Trzecia, wierzchnia spódnica była
najszersza, zakończona tylko dzierganymi ząbkami . „Jak je wyprali, wyszkrobili i wybiglowali i
postawili na ziym i jak taka spódnica stoła, to było dobrze, ale jak się przewróciła to zaś na nowo
trzeba było szkrobić i biglować"... „Baba jak się oblikła a schyliła głowę na dół i uwidziała końce od
butków, to była źle oblyczono" . Musiała bowiem wyglądać kopiato. Moda na tę „kopiatość" nastała
około poł. X I X w. Wcześniej bowiem suknie opadały bardziej swobodnie i prawdopodobnie oprócz
ciasnochy i kabotka niczego więcej pod suknię nie ubierano, jak wskazuje na to najstarsza rycina cie­
szyńskiego stroju, pochodząca z 1803 r. O spódnicach nie wspominają również inwentarzowe spisy
175

176

177

178

175
176
177
178

Stefania Romańczyk ur. 1900, koronczarka i siostra Matylda ur. 1898, szwaczka, Nierodzim 1956 r.
Emilia Michalska, Pruchna 1958 r.
Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1958 r.
Teśinsko..., ii. 160.

67

�z lat wcześniejszych, co można uzasadnić faktem, że bielizna w szerokim rozumieniu tego słowa nie
była wcześniej powszechnie stosowana, a „kopiatość" sukni nastała dopiero wraz z europejską modą
na krynolinę.

Ryc. 72. Haft na brzegu spodka, Skoczów, pocz. X X w.

Ryc. 73. Najstarsza rycina cieszyńskiego stroju, 1803 r.

68

�SUKNIA

Suknia, suknia śląska, suknia cieszyńska, suknia z żywotkiem to nazwy jednej z ważnych części
stroju kobiecego. Za austriackich czasów i jeszcze wcześniej nazywano j ą wałaszką, tzn. że była
wykonana z samodziałowej szorstkiej wełnianej tkaniny brunatno-brązowej . Zależnie od rodzaju
materiału wykorzystanego na jej uszycie nosiła jeszcze inne nazwy. Tzw. letnik był z samodziałowej
tkaniny lniano-wełnianej również w ciemnym kolorze, wełnionka - z samodziałowej wełny, tak samo
prostula, raszka, kamlotka - łniano-wełniane, farbowane na rudo-brunatno, brązowo albo czerwo­
nawo, ale kamlotka najczęściej była czarna. Były też suknie wiśniowe, granatowe, ciemnozielone
wełniane lub z dobrego gatunku kupnego sukna. Wełnionki, prostule, raszki nosiły ubogie kobiety do
I wojny światowej dopóki się całkowicie nie zniszczyły. Samodziałowe tkaniny bowiem były bardzo
trwałe, dlatego starszym kobietom od początku kiedy je sprawiono służyły do końca życia. Nazwę
prostula odnoszącą się pierwotnie do sukni wykonanej z wełnianego samodziału w kolorze ciemno­
czerwonym lub wiśniowym stosowano z czasem na określenie sukni podlejszego gatunku . „Kogo
było stać miał suknię z lepszego materiału wełnianego, gdyż suknia raz kupiona noszona była przez
całe życie" '.
179

180

18

Inwentarze spadkowe z X V I i X V I I w. wymieniają inne jeszcze kupne materiały używane na suk­
nie, jak: tabin, tykyt, mazelan, fursztat- forsztat, lindysz, kitaj, uterfin, flander, szamlot -kamlot, rauchajer, sukno angielskie , co wskazuje na fakt, że w rejony Cieszyna docierały różne importowane,
nawet drogie tkaniny. Były to także aksamity i jedwabie, suknia bowiem składała się z dwu ze sobą
zeszytych części, z których każdą wykonywano z innego materiału. Jedwabi używano też na fartuchy,
aksamitów na staniki - żywotki, aczkolwiek po I wojnie światowej z czarnego lub ciemnozielonego
aksamitu albo szewiotu szyto również spódnice sukni, „bo wełny wtedy nie było, albo drogo koszto­
wała". Bowiem na solidną suknię „musiał być kamgarn" .
W X I X w. spódnice szyto z 6-8 Szerzyn, zależnie od szerokości materiału i Jak taka poszła ku
muzyce a zazwertała kołomajkę to tylko furgało" . Ale po I wojnie światowej ze względu na począt­
kowy brak odpowiednich materiałów bądź wysoki koszt właściwej tkaniny, zaczęto szyć spódnice
z 4 szerzyn, albo z 3 podwójnej szerokości, przy czym szerzyna z przodu, którą przysłaniał fartuch
była wykonana z tańszego materiału i „nazywali to ladaco" . Nie miała ona zmarszczeń, podczas
gdy całą resztę spódnicy suto w pasie marszczono lub układano w drobne fałdy i wszywano w wąski
pasek z rozporem z przodu zapinanym na haftkę, a na bokach robiono wpuszczane kapsy - kieszenie.
W tym czasie skrócono również długość spódnic do połowy łydek i podszywano dołem podkłodką
szerokości 20 cm, nawet szerszą w kolorze zielonym albo czerwonym, zaś do samego brzegu dla jego
ochrony przyszywano strzępiastą tasiemkę, tzw. szczotkę. Natomiast wierzchem, u samego dołu naszywano golonkę, tj. jedwabną wstążkę w niebieskim kolorze, a do wiśniowej spódnicy - wiśniową
albo stalową. Golonki były szerokie na 8-10 cm i pierwotnie ręcznie tkane, przez co były droższe,
w przeciwieństwie do produkowanych fabrycznie i kupowanych na metry. W nowszych czasach ko­
lor golonki zaczęto dopasowywać do koloru sukni, ale właściwa suknia cieszyńska powinna mieć
golonkę niebieską zgodnie z tradycją która w przekazie ustnym podaje, że Jak Śląsk przydzielono
Czechom, to kobiety na znak protestu przyszyły sobie u dołu niebieską galonkę" . Niebieski bowiem
kolor w ludowej tradycji, zwłaszcza wśród protestantek uchodził za żałobny' .
182

183

184

185

186

87

179
180
181
182
183
184
185
186
187

Dobrowolska A., Żywotek..., s. 18.
Joanna Cyfkowa lat 40, żona rzeźnika, Pierściec 1956.
Emilia Michalska, Pruchna 1956.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146; Iwanek W., op.cit, s. 137.
Emilia Michalska, Pruchna.
Stefania Romańczyk, Nierodzim 1956.
Matylda Romańczyk, Nierodzim 1956.
Emilia Michalska, Pruchna; Anna Cyfkowa lat 50, Wiślica 1956; Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze 1956 r.
N i x d o r f f H . - M u l l e r H., op.cit., s. 51.

69

�Ryc. 74. Suknia cieszyńska, Jasienica 1967 r.

„Fest fałdowana" spódnica w całości ręcznie szyta, połączona jest z żywotkiem i od jej i wyglą­
du zależy cały szyk sukni. Od dawien dawna żywotki były aksamitne, czarne, rzadziej wiśniowe, co
potwierdzają spisy inwentarzowe z I I poł. X V I w. Natomiast adamaszkowe, brokatowe i z innych
jedwabi tzw. brucleki nie zeszyte ze spódnicą wchodziły w skład kobiecego stroju jabłonkowskiego,
nie zaś typowo cieszyńskiego. Poza tym żywotki od jabłonkowskich brucleków wyróżniały się nie
tylko rodzajem tkaniny, ale także krojem i sposobem zdobienia. W sukni cieszyńskiej ulegały one
pewnym zmianom i modyfikacjom na przestrzeni dziesiątków lat. Wykaz spadkowy z 1656 r. wymie­
nia między innymi częściami stroju jedną suknię z dobrego forsztatu z żywotkiem zdobnym w złote
borty . Podobnie żywotki, jakie widać na ilustracjach z I poł. X I X w. i jakie potwierdzają zabytki
muzealne z tego czasu były niskie, obszywane złotą rzadziej srebrną bortą i ze złotym, albo srebrnym
wypukłym haftem w stylizowane motywy roślinne, czym nawiązywały do barokowej mody i stylu,
a wysoko sięgające ponad stan spódnice - do stylu empire. Podwyższony stan oraz wiązanieprzeposki ponad talią przetrwał do poł. X X w. Stopniowo jednak, zarówno sama szerokość tych staników,
jak też i rodzaj ozdób oraz zastosowane do tego celu surowce ulegają zmianie. Obniża się również
miejsce ich wszycia do linii talii.
188

188 Iwanek W., op.cit., s. 138.

70

�Ryc. 75. Helena Cieślar w uroczystym stroju z suknią o lekko podwyższonym stanie, Brenna 1956 r.

Ryc. 76. Helena Sojka, hafciarka w stroju z suknią o obniżonej talii, Bielowicko 1956 r.

�1

I

Ryc. 77. Wykrój żywotka - oplecko, dwieprzedniczki, ramiączko.

Jeśli chodzi o samą formę żywotka to składa się on z 5 podstawowych części, tj. z dwóch przo­
dów, tzw. przedniczek, tyłu czyli oplecka z trójkątnym szczytkiem na środku i dwóch ramiączek.
Całość wykonywano na sztywnej tekturowej podkładce, pokrytej podszewką z samodziałowego
grubszego lnianego płótna. W X X w. tekturową sztywność pozostawiono tylko na środku pleców,
a z czasem zastąpiono j ą sztywnikiem także naprzedniczkach , pokrytym grubym płótnem. Przed­
niczki nie schodzą się ze sobą lecz ukośnie rozchodzą ku górze zarówno w starszych żywotkach, jak
i tych najnowszych, znacznie wyższych, w których plecy w wysokości szczytka sięgają do 28 cm.
Ich przeciwieństwem są oplecka wysokie od podstawy po szczytek do 15 cm, charakterystyczne dla
źywotków z pocz. X I X w.
m

190

Ryc. 78. Żywotek ze złotym haftem i złotą bortą, Ustroń X I X w.

Ryc. 79. Żywotek haftowany przez Ewę Chałupską w 1946 r., Jasienica.
189 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
190 Bazielich B., Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia"
zeszyt nr 6, Bytom 1973, s. 40-41.

�Na żywotek potrzeba 60 cm aksamitu, który zanim zostanie odpowiednio skrojony, rozpina się na
specjalnej ramce, zaznaczając fastrygą kontury oplecka i przedniczek a potem haftuje. Zarys jego
kształtu i miejsca przeznaczone na haft znaczono pierwotnie odpowiednio naszytym ozdobnym ga­
lonem, czyli sznurka, tj. złotą lub srebrną taśmą o falistych brzegach, szeroką od 1,5-4 cm. Węższe

Ryc. 80. Aksamit z haftowanym żywotkiem rozpiętym na hafciarskiej ramie, Hermanice 1956.

Ryc. 81. Aksamit z zafastrygowanym żywotkiem przed uszyciem, Ligota 1957 r.

taśmy na szelkach naszywano w dwóch rzędach, a pionowo pod szczytkiem, po cztery przylegające do
siebie lub w odstępach. Skromniejszeźywotki, zwłaszcza protestantek, do konfirmacji były raczej bez
haftu, tylko obszyte samą bortą w jasnym lub niebieskim kolorze. Niebieskich tasiem jeszcze w I poł.
X X w. używano na żałobę: Około I wojny światowej miejsce obszyć bortą z braku odpowiedniego
73

�Ryc. 82. Projekt żywotka obszytego sznurka, Jasienica 1959 r.

surowca zastąpiono tasiemką albo haftem wykonanym kolorowymi nićmi i perełkami, a w związku
z tym zmieniła się też kompozycja i wzory haftów. Były to najpierw żywotki w tzw. dwa kwiaty
czy dwa bukiety, pomiędzy którymi biegł pionowo haftowany pas w miejscu pierwotnie naszytej
borty. Wykonywano go jedwabnymi nićmi, muliną, perełkami, bajorkiem złocistym, tzw. bulionem,
pliszowymi nitkami i sporadycznie złotymi lub srebrnymi nićmi odprutymi ze starych żywotków.
Taka moda panowała mniej więcej do początku lat trzydziestych X X w., kiedy to zaczęto haftować
„w trzy buki eta" bez haftowanych pasów. Potem przyszła moda na jeden kwiat umieszczany na środku

Ryc. 83. Żywotek bez haftów, obszyty sznurka, Gumna 1956 r.

74

�Ryc. 84 - 85. Tyl i przód żywotka haftowanego w miejscach , gdzie naszywano galony, Wisła. 1956 r.

Ryc. 86. Żywotek haftowany w „dwa kwiaty", Brenna. 1938 r.

Ryc. 87. Żywotek haftowany „w trzy bukieta", Górki Wielkie 1930 r.
191

pleców, bo „wzory ciągle te same nie mogą być" . Dla dziewcząt „najlepiej wzory były w dwa bukie­
ty niż jeden na środku, bo nie przykrywał ich puszczony na plecy warkocz" . Po I I wojnie światowej
upodobania kobiet były podzielone, ale coraz częściej zaczęły się pojawiać żywotki w kwiaty ułożone
„w wianuszek" ..Hafty umieszczano także na ramiączkach i na przedniczkach, do których przed
I I wojną światową przyszywano srebrne hoczki, nierzadko przesznurowywane srebrnym łańcusz­
kiem, a bogate kobiety na piersiach pomiędzy ramiączkami przypinały srebrny, z kaskadowo
192

193

191 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
192 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
193 Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim..., s. 13, ¡1. 4-5; eadem, Z badań terenowych..., s. 13 i ilustracje.

75

�zwisającymi łańcuszkami orpant. Po wojnie te ozdoby biżuteryjne zniknęły. W miejsce hoczków za­
częto na ich podobieństwo wykonywać je kolorową koralikową sieczką, nawet z koluszkami, chociaż
źywotka nie przesznurowywano. Mawiano, że są to hoczki z pereł, albo ślepe hoczki.

Ryc. 88. Żywotek ślubny haftowany „w jeden kwiat", Jasienica. 1928 r.

Ryc. 89. Żywotek z haftem „w wianuszek", Hermanice 1953 r.

Ryc. 90. Żywotek z haftem „w wianuszek" kupiony w Cieszynie 1950 r.

Na koniec trzeba zaznaczyć, że bogate kobiety miały po 12 sukien, każda na inną okazję i z
żywotkiem odpowiednio haftowanym. Mniej zamożne miały od 3-5, -6 sukien, a te najbiedniejsze
1-2, 3. Nawet żona byłego sołtysa miała tylko 3 suknie (Gumna). Nierzadko też sprawiano suknie
małym dziewczynkom, zwłaszcza do I komunii świętej czy konfirmacji, najczęściej była to wtedy
pierwsza suknia w życiu, a w miarę upływu lat przybywało ich aż do wyprawy, co jednak zależało
od stanu zamożności.
76

�Ryc. 91. Trzy pary srebrnych hoczków naprzedniczkach żywotka, Hermanice 1956 r..

�Haftowany żywotek do sukni można było kupić w sklepie w Cieszynie, Skoczowie, Bielsku, ale
„jak która chciała mieć modny żywotek to zamawiała u wyszywaczki, bo wtedy miała wzory, jakie się
jej podobały" . Niejedna hafciarka miała też kontakt z krawcową lub nawet była to jej siostra, matka
bądź inna krewna, która następnie po wyszyciu żywotka szyła całą_suknię. Wszystko szyto w rękach,
nie na maszynie, równymi ściegami i mocnymi nićmi.
Również dzisiaj niektóre kobiety sprawiają sobie suknię cieszyńską na specjalne uroczystości,
którą ubierają jak dawniej na kabotek albo na białą bluzkę. Korzystają też z sukni sprawionej po
II wojnie światowej lub jeszcze starszej, gdyż zawsze przechowywano je z wielką starannością nie
tylko z szacunku dla pamiątki rodzinnej, ale także ze świadomością swojego związku z rodzinną
ziemią.
194

FARTUCHY

Spisy inwentarzowe z X V I i X V I I w. wymieniają białe fartuchy z płótna. Brak jednak bliższych
informacji o ich wyglądzie, tj. długości i szerokości. Domyślać się natomiast można, że jak inne
części płóciennej odzieży, były wówczas wykonane z prostych kawałków materiału. Taką formę
zresztą miały i w późniejszych czasach aż po X X w., tylko zmieniały się gatunki tkanin, z których
je sporządzano. W regionie cieszyńskim fartuchów używano zarówno do stroju odświętnego jak
i na co dzień, przy czym jako starsze uważać należy modrzince - płócienne, farbowane na niebie­
sko i drukowane, kupowane u farbiarzy pracujących w Cieszynie, Strumieniu, Jabłonkowie. Każda

Ryc. 95. Fartuch płócienny drukowany, Cieszyńskie koniec X I X w.

kobieta miała po kilka fartuchów, tj. na co dzień i od święta, aczkolwiek biedniejsze używały tych
samych, bo były drukowane dwustronnie. Na co dzień wzór stanowiły drobniejsze motywy, przeważ­
nie kropki lub małe kwiatuszki, zakładane drugostronnie na niedzielę miały nieco większe kwietne
motywy i tzw. kantę, czyli węższy lub szerszy pas obiegający brzegi i wypełniony innymi motywami.
Były też modrzince gładkie w kantę. Białe płócienne fartuchy uszyte z jednej albo dwu szerokości
miały dziewczęta i młode mężatki, a panna młoda - z białego, cienkiego materiału z jedną lub dwo­
ma zakładkami u dołu lub proste. Jak wykazują ryciny z I poł. X I X w. (J. Manes, H. Jastrzembski)
w odświętnych strojach na długość sięgały nawet poniżej sukni, która w tym czasie dochodziła do
połowy łydek, o czym wspomina także Lucjan Malinowski . Drukowane fartuchy noszono również
w strojach sąsiednich regionów, gdzie podobnie jak w Cieszyńskiem używano jeszcze tzw. uherszczoków, które zgodnie z tą czeską nazwą pochodziły z Węgier, być może między innymi z miejsco­
wości Papa leżącej w północno-zachodnim rejonie kraju, gdzie po dzień dzisiejszy przetrwała tego
195

194 Katarzyna Badura, Międzyrzecze 1956 r.
195 Malinowski L., op.cit., s. 111.

78

�196

rodzaju manufaktura. Farbiarni zresztą nie brakowało też na terenie Czech i Słowacji . Uherszczoki
były gatunkowo lepsze, dlatego zakładano je od święta albo na pogrzeb. Odznaczały się tym, że były
ciemno-modre w różny biały wzór i specjalnie glansowane do połysku, czego nie uzyskiwano przez
prasowanie domowym sposobem .
197

Ryc. 96. Cieszynianka w odświętnym stroju, Cieszyn 1930 r.

Ryc. 97. Fartuch jedwabny granatowy z haftem: kwiatki błękitne i pomarańczowe, liście zielone, Skoczów 1928 r.

Fartuchy noszone na co dzień i od święta zarówno te starsze, jak i z I I poł. X I X w. górą marszczo­
no i wszywano w oszewkę, która przechodziła w troki do wiązania. W miarę wydłużania się i posze­
rzania sukni, co zaczęło być modne w I I poł. X I X w. poszerzał się i wydłużał również fartuch a wraz
196 Vydra L,L'udova modrotlać na Slovensku, Bratislava 1954, s. 12-29 i nast. oraz s. 24 - mapa; Re in fus s R., Polskie druki
ludowe na płótnie, Warszawa 1953, s. 17-23, 43.
197 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia; Emilia Michalska, Pruchna; Joanna Cyfkowa, Pierściec; Maria Farfecka, lat 46,
Brenna.

79

�z nim zmianie ulegają zastosowane do tego celu tkaniny. Modrzince służą już tylko na co dzień i star­
szym biednym kobietom na niedzielę, co przetrwało mniej więcej do I wojny światowej. Natomiast
u innych kobiet, którym pozwalały warunki domowe i środki materialne stosunkowo szybko w stroju

Ryc. 98. Hafciarka Stefania Dziadek w stroju cieszyńskim z adamaszkowym fartuchem, Ligota 1959 r.

odświętnym pojawiają się fartuchy szyte z kupnych wzorzystych tkanin różnego gatunku. Potrzeba
było przy tym trzech szerzyn, a nie jak dotąd 1-2, kiedy wykorzystywano płótna samodziałowe. Za­
leżnie od rodzaju tkaniny, fartuchy miały teraz swoje nazwy, tj. kartóniok, patys, satenowy, woalowy,
tibetowyjedwobny, atłasowy, muślinowy, rypsowy, z cienkiej wełenki i inne. Były to tkaniny lekkie
gładkie albo cięższe w stonowanych kolorach szarych, błękitnych, zielonych, wiśniowych, świetli­
stych kolorowo tkane w prążki, kratkę lub w kwietne wzory, a także malowane i haftowane. W latach
międzywojennych upowszechniły się fartuchy wykonane z jednobarwnego jedwabnego adamaszku,
w którym roślinne wzory czytelne są dwustronnie, tj. po jednej stronie tło jest błyszczące a wzory
matowe, po stronie drugiej widać tego odwrotność - tło matowe, wzory błyszczące.

Ryc. 99. Hafciarka Maria Szczepańska w stroju cieszyńskim z jedwabnym wzorzystym fartuchem, Hermanice 1956 r.

80

�Na początku X X w. nastała moda kolorowo wyszywanych fartuchów, zaś po I I wojnie świato­
wej -jedwabnych fartuchów w malowane wzory. Malowanie jednak okazało się niepraktyczne, bo
w miejscach malowania tkanina łatwo pękała. Zamiast malowanych zaczęto więc znowu nosić haf­
towane lub gładkie .
198

Ryc. 100. Siostry Romańczyk - Matylda, szwaczka i Stefania, koronkarka w kretonowych fartuchach
i sukienkach noszonych na co dzień, Nierodzim 1956 r.

Początek X X w. przyniósł również inne zmiany, które przetrwały do czasów współczesnych. Za­
niechano mianowicie szycia fartuchów z 3 szerzyn na rzecz 1,5 szerokości, a wraz z tym zwężeniem
uległy skróceniu odpowiednio do skróconej długości sukni. Oprócz marszczenia lub fałdowania przy
oszewce zastosowano gęste marszczenia albo fałdowania na podszytej tasiemce, która przechodzi
w wiązanie wokoło bioder i ku przodowi, poczem końce chowa się pod fartuchem. Na wierzch bo­
wiem przychodzi przepaska ze wstążki, albo pas. Starsze fartuchy dla wzmocnienia podszywano
dołem organtyną .
Na koniec warto dodać, że wraz z upowszechnieniem się fartuchów adamaszkowych, do kom­
pletu zaczęto nosić takie same chustki na głowę, które mają już gotowe, fabrycznie wykonaną bordiurę. Natomiast na co dzień pozostały fartuchy płócienne, kartonowe, bawełniane w ciemniejszych
kolorach, gładkie, w prążki albo w drobny gęsty wzorek, a także fartuchy przysłaniające całe przody
kretonowej sukienki, z szelkami i kieszonką niekiedy wykończone dołem falbanką.
199

OKRYCIA WIERZCHNIE

Do wierzchnich okryć kobiecych w stroju cieszyńskim należały szpyncery, jupki i jakie, przy
czym forma tych okryć dostosowana była do aktualnie panującej mody. Ryciny z I poł. X I w. (Jastrzembskiego, Manesa) oraz stare fotografie przedstawiają kobiety w szpencerach. Natomiast
w spisach inwentarzowych z X \ T - X V I I I w. wymieniane są mentliki, płaszcze i szuby, co nasuwa
przypuszczenie, potwierdzone zresztą historycznymi materiałami, że szpyncery, szpencery były wy­
nikiem europejskiej mody z przełomu X V I I I i X I X w., a tamte okrycia od nich starsze.
198 Maria Farfecka, lat 46, Brenna 1956, hafciarka.
199 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i Emilia Michalska, Pruchna.

81

��Równie starą nazwą jest jupka, aczkolwiek w ubiorach ludowych okrycie to upowszechniło się
dopiero w X I X w. , a na Śląsku Cieszyńskim - w I I poł. X I X w. i przetrwało to do połowy X I X w.
Przeważnie utożsamiano je tutaj z jaklą i ta nazwa była bardziej rozpowszechniona w odniesieniu
do starszej, jak i do nowszej formy. Tzw. „stare jakie" były dość długie, szyte do figury, ze stojącym
kołnierzem, bufiastymi u ramion i wąskimi dołem rękawami, szyte z czarnej wełny, kamgarnu lub
sukienka, na zimę z watoliną i na podszewce, a nawet podbite futerkiem. Zdarzały się też w kolorze
granatowym, zielonym, brązowym. Po 1917 r. krój jakli ulegał wielokrotnym zmianom, przy czym
letnie jakie szyto z kretonu, jedwabiu, wełenki, ale bez podszewki, przez co nie wyglądały tak so­
lidnie. Ozdobą jakli używanych na niedzielę były guziki, sutaż lub haft umieszczane na przodach
i dołem rękawów, także wokół dolnej krawędzi przodów i pleców. Jakie przeznaczone na co dzień
nie miały naszywanych ozdób; zdobiły je ewentualnie zakładki ciągnące się wzdłuż przodów i nie­
wielkie guziki służące do zapinania. Natomiast hafty wykonywano ściegiem łańcuszkowym czarnym
kordonkiem, niekiedy z dodatkiem nici bronkowych, czyli złotych (Międzyrzecze), umieszczając je
po bokach, w miejsce kieszeni i u dołu rękawów. Jakie, jupki ubierano na kabotek lub bezpośrednio
200

201

Ryc. 103. Łańcuszkowy haft na kamgamowej jakli, Międzyrzecze, pocz. X X w.

na suknię bez kabotka, za to szpyncery noszono zawsze na sukni z koszulką, która miała bogaty biały
haft starannie przez kobiety eksponowany w dekolcie spencera. To wierzchnie okrycie odznaczało się
swoistą elegancją nie tylko ze względu na dobry gatunek czarnego lub zielonkawego sukna, ale także
krój i wykończenie. Było krótkie do pasa, dopasowane w talii i zapinane na pasek przykrywający
w tyle niezbyt szeroką falbanę powstałą w wyniku dwóch cięć na plecach zbiegających się ze sobą
ku dołowi. Miało proste przody z szerokim dekoltem osłoniętym szalowym kołnierzem wykonanym
z aksamitu w kolorze sukna. Rękawy szyte z dwóch części, tj. wierzchniej i spodniej zwężały się ku
dołowi i miały również aksamitny półmankiecik, a górą znacznie się rozszerzały dla pomieszczenia
bufiastych rękawów koszulki. Całość była watowana i na białej flanelowej lub wełnianej podszewce.
W szczególnie okazałych szpyncerach pasek zapinał się na srebrną klamerkę, zaś rękawy, niekiedy
dołem rozcięte - na niedużą srebrną spinkę. Szpyncery zaprzestano nosić około I wojny światowej.
200 Turnau I., op.cit, s. 76, 167.
201 Materiały z badań terenowych oraz fotografie rodzinne.

83

�Ryc. 104. Szpyncer do kobiecego stroju cieszyńskiego,

Ropical860 r., RCz.

Innych wierzchnich okryć, o których informują spisy inwentarzowe z minionych wieków, jak ko­
biecy mentlik, szuba, płaszcz tradycja ustna nie potwierdza. Mogły one wyjść z użycia na przełomie
X V I I I i X I X w. zanim modne stały się szpyncery, należące do kosztownych części odzieży, na które
mogły sobie początkowo pozwolić tylko zamożne osoby. Dla mniej zamożnych pozostawały kożuchy
i szuby, tj. kożuchy pokryte z wierzchu granatowym suknem lub tkaniną wełnianą. Szuba czyli tzw.
„modry kożuch", na pokrycie którego służył także haras, muchajer, forsztat czy barchan, wykonany
był ze skór owczych albo króliczych . Bardziej paradny i kosztowny był natomiast długi kożuch.
W połowie X X w. w czasie wywiadów terenowych informatorki nierzadko powtarzały, że „dziewucha
jak się wydowała a nie miała kożucha to nie była wiela warto" i „czym kożuch był dłuższy, tym dzie­
wucha była bogatsza" . Wyszły one jednak z użycia na przełomie X I X i X X w. W archiwum Muze­
um Górnośląskiego w Bytomiu zachowała się ilustracja kobiecego kożucha z Hermanie, który został
sfotografowany w 1939 x. Prezentuje się w bardzo dobrym stanie, jest długi, wyprawiony na biało,
202

203

1M

Ryc. 105. Krój kobiecego szpyncera do kobiecego stroju łaskiego, Orłowa 1890 r., RCz.
202 Teśinsko..., s. 149.
203 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia, Emilia Michalska, Pruchna, Matylda Romańczyk, Nierodzim i inne.
204 Archiwum fotograficzne Działu Etnografii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

84

�z niewielkimi opuszkami koło szyi, przy rękawach, po bokach i wokół dolnego brzegu. Jest szeroki,
kloszowy, z półkolistymi cięciami na plecach podkreślonymi ozdobnym szwem, przy którym od
pasa w dół rozsypują się symetrycznie po obu stronach 3 gwiazdki wykonane z kolorowego safianu.
Białym i ciemnym safianem podkreślone są także dolne brzegi rękawów i krawędzie kożucha two­
rząc ozdobny u dołu otok. Niestety, nie zanotowano, gdzie kożuch ten został wykonany lub nabyty.
Wiadomo tylko, że tak ozdobne kożuchy wchodziły w skład ślubnego stroju panny młodej i żenicha
i była to ich zasadnicza funkcja , co potwierdzały również wypowiedzi informatorek.
205

Ryc. 106. Kobiecy kożuch ślubny, Hermanice 1939 r.

Chustki
W tradycyjnym stroju cieszyńskim występowały różne rodzaje chustek. Były to chustki noszone
na głowie specjalnie tylko do czepca i dodatkowe, zakładane na wielkie uroczystości. Oprócz tego
były to chustki naramienne na lato, na zimę i okazjonalne, obrzędowe. Zależnie od przeznaczenia,
materiału z którego były wykonane, wielkości i ozdobności nosiły rozmaite nazwy funkcjonujące
także wraz z niektórymi formami w innych strojach regionalnych występujących na ziemi cieszyńskiej.
205 Teśinsko..., s. 150.

85

�Używanie chustek w stroju cieszyńskim potwierdzają archiwalne materiały w postaci inwentarzy
i spisu majątku oraz testamentów sporządzonych w X V I i następnych wiekach. Wymieniane tam są
łoktuszki - loktusze, szatki na głowę, szatki z koronkami. I takim potocznym określeniem jakiejkol­
wiek chustki pozostała nazwa szatka. Zanim też zaczęto używać gotowych fabrycznych lub sporzą­
dzać je z kupnych tkanin, wszelkie chustki wykonywano z płótna samodziałowego lnianego średniej
grubości i cienkiego, delikatnego, rąbkowego. W zbiorach muzeum w Cieszynie zachowała się płó­
cienna chustka datowana na 1686 r., haftowana różnymi ściegami w niewielkie bukiety luźno zakom­
ponowane wokół obrzeży i obszyta klockową koronką która jednak nie stanowiła części odzieży .
Wśród protestantów pełniła funkcję obrzędową w czasie zaślubin, co przetrwało do X I Xw.
206

Ryc. 107. Cieszyńskie chustki obrzędowe, X V I I I - X I X w.

Na co dzień na głowę używano białych, płóciennych chustek średniej grubości i takie nosiły star­
sze kobiety, jeszcze w latach międzywojennych. Białe płócienne lecz z cienkiej tkaniny miała panna
młoda. Była ozdobiona białym haftem na środkowym narożniku, który po złożeniu chustki w trójkąt
i zawiązaniu na głowie wyraźnie się uwidaczniał, podczas gdy pozostałe narożniki z drobniejszymi
haftami nie były widoczne. Ślubne chustki obrębione klockową koronką przechowywało po babce
jeszcze po I I wojnie światowej wiele kobiet, między innymi Emilia Michalska w Pruchnej, Emilia
Lipowczan w Goleszowie-Równi, Stefania i Matylda Romańczyk w Nierodzimiu, przy czym babka
tych dwu sióstr sama je ręcznie haftowała i obrębiała przygotowując się do ślubu.

Ryc. 108. Narożnik chusty oczepinowej z białym haftem, Cieszyńskie X I X w.
206 Baziełich B., Ludowe wyszycia techniką krzyżykową na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia"
zeszyt nr 1, Bytom 1966, s. 24.

86

�W I I poł. X I X w. zaczęto używać tak jak na fartuchy tkanin fabrycznych, z których szatkę wy­
konywano własnoręcznie, ewentualnie gotowe kupowano w sklepie, u wędrownego handlarza,
albo na targu. Początkowo gatunkowo różne, z czasem coraz większym upodobaniem cieszyły
się chustki jedwabne, wzorzyste adamaszkowe, w jasnych kolorach, nierzadko stonowane z tka­
niną fartucha lub wręcz takie same. Szatki te zakładano na czepiec składając najpierw w trójkąt,
a następnie wiązano z tyłu głowy na wierzchu chustki w duży węzeł i stojące jak dwa skrzydła

Ryc. 109-110. Wiązanie chustki na. żurek, Ligota, 1959 r.

Ryc. 111. Kobieta w stroju cieszyńskim. Chustka wiązana na żurek. Ligota 1959 r.

87

�końce. Takie wywiąznie na tzw. żurek czy pidło nie było łatwe, bo szatka musiała być dość sztyw­
na, jeśli płócienna to wykrochmalona, głęboko nachodzić na głowę zakrywając główkę czepca i po
bokach zebrana w fałdy. Toteż raz wymodelowana mogła służyć parokrotnie, gdyż zdejmowano j ą
z głowy nie rozwiązując. Dziewczęta także nosiły szatki, ale bez czepca i tylko w razie zimna, wiążąc

Ryc. 112. Kobieta w stroju cieszyńskim. Chustka wiązana na żurek, Górki Wielkie 1956 r.

je pod brodą. W ozdobnie wiązanej chustce chodziły starsze kobiety i tzw. zowitka, czyli panna z nie­
ślubnym dzieckiem, której nie wolno było nosić czepca. Starsze mężatki wedle dawnego zwyczaju na
żurek nakładały jeszcze jedną chustkę, przy czym kolory tych chustek powinny zgadzać się za sobą
i fartuchem. Na okres Adwentu i Wielkiego Postu nie noszono jaskrawych kolorów - raczej granato­
we i siwe. Natomiast w zimie chustki wełniane w ciemnych kolorach wiązano pod brodą a na wielkie

Ryc. 113. Jedwabna szatka ręcznie haftowana, Pierściec 1948 r.

88

�Tabl. I I I Mężatka i dziewczęta w strojach cieszyńskich. Fot. St. Gadomski 1972.

�uroczystości szatki sprawione, co jednak zaniechano około I wojny światowej. W lecie wystarczył
sam żurek, przy czym po I I wojnie światowej modne były jedwabne chustki i fartuchy najpierw ko­
lorowo haftowane, potem malowane w kwiaty.

Ryc. 114. Cztery narożniki szatki spuszczowej wyszyte dwustronnym ściegiem krzyżykowym, Cieszyńskie X I X w.

Szatka sprawiona, czyli spuszczowa była to duża płócienna chusta wielkości kwadratowego obrusa
o boku około 150 cm, która na jednym rogu miała wyszyty trójkątny tzw. znak czarnym, czerwo­
nym lub różowym harasem, a na pozostałych narożnikach przeważnie mniejsze znaczki - wszystkie
w tym samym kolorze, wykonane liczonym, drobnym dwustronnym ściegiem krzyżykowym z led­
wo widocznymi białymi motywami geometrycznymi, prześwitującymi z wyszytego tła. Na mniejsze
znaczki stosowano też ścieg skręcatkę. Brzegi chustki obszyte były klockową ręcznie robioną koron­
k ą szeroką nawet na 6 cm. Pod koniec X I X w. na wzór jabłonkowskich, zdarzały się szatki spuszczowe z białym haftem o motywach roślinnych, wykonanych ściegiem płaskim, dziurkowanym, łań­
cuszkowym. Po złożeniu w trójkąt szatkę spuszczowa nakładano na czepiec z płóciennym żurkiem,
zbierając koło uszu w fałdy, a następnie wiązano na potylicy pod opadającym w dół narożnikiem
z wyszytym znakiem, który sięgał nieco poniżej pasa, przy czym krótsze końce wiązań, zwłaszcza je-

Ryc. 115. Młoduchy w hackach cieszyńskich podczas ślubu w kościele, Koniaków 1957 r.

89

�den z nich sterczał jak skrzydło za uchem. Na ziemi cieszyńskiej w stroju góralskim i łaskim w po­
dobnym celu i sposobie noszenia używano chustek rożkowych. Były one nieco mniejsze od spuszczowych o boku około 100 cm i bez obszycia koronką, ale z takimi samymi geometrycznymi znakami * .
Nie stanowiły one jednak nakryć głowy Cieszynianek, jak to przypuszczała Barabara Poloczkowa,
która w spisach inwentarzowych z 1558 r. odczytała słowo „russki" jako rożkowe chustki. W X V I
i X V I I w. w spisach tych wymieniane są natomiast „łoktuszki z białymi koronkami", a więc nie chust­
ki rożkowe. Nie potwierdzają ich także XIX-wieczne ilustracje.
1

1

Ryc. 116. Chustka ręcznie malowana, Haźlach 1956 r.

Łoktuszki, łoktusze były to duże chusty odziewacze w postaci płachty z grubszego płótna lub adamasu, wielkości prześcieradła wykonane z dwóch zeszytych szerokości i długości około 4 miar, któ­
re składano w pół i zarzucano na ramiona wiążąc na piersiach. Ich zastosowanie potwierdzają nie
tylko spisy inwentarzowe z X V I w., lecz także z wieków następnych oraz wspomnienia starszych
informatorek. Chroniły przed chłodem dziewczęta i kobiety, dlatego używano ich nie tylko w zimie,
jednak zaprzestano je nosić na początku X X w. W latach przed I wojną światową bowiem modne
były zamiast nich używane także w zimie wełniane chustki w kratę, przeważnie ciemnego koloru.
W razie potrzeby składano je po przekątnej w trójkąt i zarzucano na ramiona otulając całąpostać, albo
też noszono je „od parady" parokrotnie złożone i przewieszone przez ramię. W lecie natomiast chu­
stą odziewaczą była hacka robiona przeważnie szydełkiem z białej włóczki. Białe chustki wełniane
dziane, złożone szalowo miały również mioduchy, czyli panny młode, druhny i starościny. Poza tym
w czasie II wojny światowej i zaraz po wojnie używano różnych innych chustek produkcji fabrycznej,
nierzadko gładkich, ręcznie malowanych. Niektóre nawet, tzw. tureckie sprowadzane były z Czech,
albo z Niemiec. Z tych samych krajów pochodziły też tzw. zametki dość sztywne jedwabne chustki
z aksamitnym wzorem, z których wiązano żurek. Nie były one jednak zbyt rozpowszechnione .
208

209

207 Wywiady przeprowadzone w różnych miejscowościach w powiecie bielskim i cieszyńskim w 1956 r.
208 Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146; Iwanek W., op.cit., s. 137; Tesinsko..., s. 147-148, przypis 254.
209 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

90

�CZEPEK

NAKRYCIEM GŁOWY MĘŻATEK BYŁ CZEPEK O SWOISTEJ FORMIE I SPOSOBIE ZDOBIENIA, KTÓREGO NIE NOSZONO
NIGDY BEZ CHUSTKI. DIATEGO WIDOCZNA BYŁA TYLKO JEGO PRZEDNIA CZĘŚĆ, TZW. czółko wykonane z białej

ozdobnej koronki w postaci wydłużonego prostokąta o rozmiarach około 8x20 cm, tj. wielkości ule­
gającej zmianom mody. Najstarsze czepki miały czółko wąskie i zakładano je wysoko od czoła tak, że
było widać brzeg włosów. Z czasem sięgało do pół czoła, a w X X w. jego szerokość się powiększa,

Ryc. 117. Czepek z szydełkowym czółkiem, Brenna pocz. X X w.

Ryc. 118. Czepek z czółkiem roboty klockowej, kupiony w Skoczowie 1922 r., Istebna.

210

przez co przysłania całe czoło aż do brwi . Zależnie od rodzaju koronki, dolny brzeg czółka wykań­
czano albo ząbkami przyszytymi do wąziutkiej tasiemki, tzw. sznureczki, albo brzeg był bez ząbków
tylko z samą tasiemką. Krótsze boki czółka nad uszami łączono z kwadratowo-prostokątnymi ka­
wałkami lnianego płótna o rozmiarach 8x10, a pozostały dłuższy jego bok i boki płócienek łączono
z szydełkową siatką mniej lub bardziej ażurową stanowiącą denko, czyli główkę ".
2

210 Emilia Michalska, Pruchna.
211 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.

91

�Ryc. 119. Czepek z czółkiem robionym „na kółkach" - teneryfie przed I I wojną światową. Istebna.

Koronkowe czółka były kiedyś roboty klockowej, siatkowej, w końcu szydełkowej, a nawet tiulowej.
I takich używały też kobiety w strojach regionów sąsiednich, tj. łaskim, góralskim, jabłonkowskim,
pszczyńskim, z tym, że różne były wzory i szerokość czółek, oraz sposób noszenia. W stroju łaskim

Ryc. 120. Tiulowe czółko do czepka łaskiego, Pastwiska 1967 r.

Ryc. 121. Czepek z siatkowym czółkiem, Wisła-Jawornik 1954 r.

92

�i jabłonkowskim przeważały czółka tiulowe i siatkowe, w góralskim szydełkowe, a w cieszyńskim
dominowały policzkowe, czyli klockowe. Dopiero w nowszych czasach występowały także szydeł­
kowe, siatkowe, teneryfowe, nierzadko wykonane łączonymi technikami, np. siatkowe obrabiano
szydełkiem, a teneryfowe motywy łączono szydełkowymi słupkami i półsłupkami. Zdarzały się też
koronki robione na drutach. Wyroby te, tzn. same czółka albo czepki można było kupić gotowe na
targu w Cieszynie, Skoczowie, Strumieniu i innych miejscowościach, bądź zamówić bezpośrednio
u koronkarek, które taką robotą się zajmowały, nawet prały i prasowały czepce glansując czółko do
połysku. Z wyrobu koronek słynęły niektóre miejscowości, jak Ustroń, Nierodzim, Goleszów, Konia­
ków, chociaż niemal w każdej miejscowości pracowały specjalistki tej umiejętności. Było ich sporo,
gdyż każda kobieta miała po kilka, czy kilkanaście czepków. W latach międzywojennych zaczęły
pojawiać się tańsze koronki roboty maszynowej, ale korzystały z nich biedniejsze kobiety, co jednak
nie było zbyt powszechne, gdyż uważano takie czeki za mniej eleganckie.
Koronek, zwłaszcza klockowych używano w strojach cieszyńskich już w X V I w., które w za­
stosowaniu do czepków określano początkowo jako „bintka" . Również w spisach spadkowych
z połowy X V I I w. jest mowa o czepkach i łoktuszce z białymi koronkami , a inne wykazy mówią
że kobiety miały po kilkanaście czepków. Np. uboga mieszczka cieszyńska pozostawiła po sobie 11
czepków (1744). Po I I wojnie światowej liczba czepków w zasobach domowych stopniowo maleje,
aczkolwiek nie brakowało jeszcze koronkarek i kobiet robiących i noszących czepki do cieszyń­
skiego stroju. Zapotrzebowanie podtrzymywała dodatkowo jeszcze CEPELIA (Centrala Przemysłu
Ludowego i Artystycznego), ale młodsze kobiety nie podejmowały już takich zajęć, jak również co­
raz rzadziej przywdziewały strój cieszyński. Z wyrobu koronek słynie obecnie tylko Koniaków lecz
czepków raczej już nikt nie zamawia, a kobiety które okazjonalnie noszą strój cieszyński mają albo
odkryte głowy, albo czepek z żurkiem z domowych zasobów.
212

213

UCZESANIE

Ryc. 122. Uczesanie dziewcząt i mężatek śpiewających w zespole „Cementownia Goleszów", Goleszów 1958 r.
212 Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 138.
213 Iwanek W., op.cit, s. 138.

93

�Według mody z poł. X I X w. dziewczęta czesały włosy z przedziałkiem na środku głowy i splatały
je w jeden warkocz, który opadał na plecy. Początkowo plotły włosy do samego końca, który łączono
z tzw. sznurka, czyli wąską tasiemką związywaną mocno, aby warkocz się nie rozplatał. Do sznurki
przywiązywano bandlę, tj. kolorową wstążkę związaną w kokardę o równych końcach. Starszego
rodzaju wstążki były raczej wąskie w paski lub kratkę, nowsze szersze wzorzyste. „Jak nastała moda
na szersze wstążki, to nie pleciono włosów do końca" .
Mężatki czesały się podobnie w jeden lub dwa warkocze, które w tyle upinały zwijając na dudek,
czyli kok, który wystawał spod czepka obwiązany jego tasiemkami . W latach międzywojennych
włosy coraz chętniej przycinano, pozbywając się warkoczy, a przez to także czepka i mężatki, jak
dziewczęta chodziły z odkrytą głową. Tak pozostało do czasów współczesnych.
214

215

OBUWIE

Okryciem nóg kobiet i dziewcząt były pończochy. Jeszcze w połowie X X w. starsze kobiety
wspominały, że „sto lat temu" noszono czerwone wełniane pończochy, długie około 2 m, które ukła­
dano na nogach w poziome fałdki, a na stopy zimą wdziewano kopytka, czyli białe dziane skarpetki.
W X I X w. do mniej uroczystego stroju noszono pończochy granatowe, przytrzymywane pod kola­
nem, jak poprzednie, płóciennym trokiem, zaś w I I poł. X I X w. zaczęto nosić białe pończochy, które
z czasem uznano za najbardziej odpowiednie i takie pozostały po czasy współczesne, dopóki nie
rozpowszechniły się fabryczne pończochy i rajstopy w beżowym kolorze.

Ryc. 123. Wzór czerwonej dzianej pończochy.

Jako okrycie stóp służyły pierwotnie kierpce wykonane z jednego kawałka skóry cielęcej, te
były delikatniejsze lub ze skóry wołowej. Jeszcze na początku X X w. nosiły je biedniejsze kobiety
nie tylko na co dzień. Ponieważ w zimie nie dawały one ciepła wkładano jeszcze na pończochy białe
wełniane skarpetki. Zdarzało się też, że najbiedniejsze kobiety, co potwierdza tradycja ustna, zamiast
214 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia.
215 Zuzanna Bojdowa lat 55, hafciarka, Pierściec 1956 r. i Joanna Cyfkowa, Pierściec 1956 r..

94

�pończoch i skarpetek owijały nogi płóciennymi onucami podtrzymywanymi wiązaniami kierpców.
Kierpce były wygodne i lekkie oraz tanie, nierzadko wykonywane w domu, dlatego utrzymały się
stosunkowo tak długo. Zamożniejsze kobiety zaczęły jednak jeszcze w X I X w. nosić strzewiki, jak
mówiono bez kornfleków, czyli bez obcasów tylko podbite metalowymi podkówkami. Były płytkie,
jak pantofle „wystrojone maszlą niebieskiego koloru" , tzn., z modrą kokardą na przodzie albo czer­
woną. I takie obuwie ukazują dziewiętnastowieczne ryciny. Na co dzień chodzono jednak boso. Nato­
miast do odświętnego stroju w X X w. zaczęto nosić „płytkie butki nazywane brynelkami" rzemieśl­
niczej roboty, a w końcu w latach międzywojennych za najbardziej odpowiednie do cieszyńskiego
stroju zaczęto uważać czarne płytkie skórkowe buciki z paskiem przechodzącym przez podbicie i na
niewielkim słupkowym obcasie.
216

217

BIŻUTERIA

Uroczysty kobiecy strój cieszyński od najdawniejszych czasów przyozdabiano biżuterią wyko­
naną ze srebra, pozłacaną, rzadziej złotą albo ze stopów dających pozłocisty efekt. Wychodząca za
mąż mieszczka dostawała w wyprawie sporo ozdób, których waga wynosiła nieraz 1-1,5 kg. W ich
skład wchodził przede wszystkim srebrzysty pas, napierśnik tzw. orpant, hoczki do żywotków i spinki
do kołnierzyka koszuli, a w X I X w. jeszcze klamerki do pasków przy spencerach.

Ryc. 124. Klamerki do spencera, Cieszyn X V I I I - X L X w.

W X V I w. srebrne pasy, nierzadko pozłacane składały się z odlewnych ogniw na podszyciu ze
skóry. Używano też pasów w tabliczki, bez podszycia, roboty filigranowej i takie wyrabiano jeszcze
na początku X X w. Miały one zwisające kaskadowo łańcuszki z owalnymi wisiorkami. Podobnie
w trzy festony, obwieszone złoconymi owalnymi blaszkami i filigranowymi rozetkami wyglądały
napierśniki - orpanty. Filigranowe rozetki wchodziły też w skład bardziej ozdobnych i przez to droż­
szych hoczków służących początkowo do przesznurowania żywotka srebrnym łańcuszkiem. Z czasem
216 Emilia Lipowczan. Goleszów-Równia.
217 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i inne informatorki w różnych miejscowościach 1956 r.

95

�hoczki przyszywano już tylko dla ozdoby, bez sznurowania. Starszego typu hoczki były przeważnie
odlewane, nierzadko ażurowe, w motywy syren, amorków, aniołków, lwów, jeleni, wachlarzyków,
liścia, kwiatu. W czasach monarchii austro-węgierskiej sporządzano je także z austriackich monet
dodając odpowiedniej wielkości koluszka, które we wszystkich hoczkach wystawały poza brzegi
przedniczek żywo tka.

Ryc. 125. Pas z odlewanych płytek, X V I I I w.

Ryc. 126. Pas z odlewanych płytek i z łańcuszkami, X I X w.

-1 T=3- jft..

\

Ir

V

; fi X

.-j.

•Afc

A

Ją

»•

40

•Lff
Ryc. 127. Pas z łańcuszków i filigranowych płytek, Cieszyn pocz. X X w.

Wszystkie te ozdoby wymieniane są w testamentach i umowach ślubnych w X V I w. i następnych
nie tylko odnośnie mieszczek cieszyńskich, ale także zamożnych wieśniaczek . Służyły one nie­
jednokrotnie przez kilka pokoleń, gdyż stanowiły cenną pamiątkę rodzinną i lokatę kapitału. Jednak
w miarę upływu czasu ich formy ulegały zmianie, stosownie do mody danej epoki. Tak np. w pa­
sach o odlewanych ogniwach pojawiły się pomiędzy nimi łączące je klasycy styczne kolumienki
z motywami kobiecych postaci, w spinkach i broszkach wprawiano kolorowe oczka odpowiednie
do barokowych upodobań. Najstarsze spinki miały formę kolistą - tarczo w a t ą nawiązującą do wzo­
rów znanych ze starożytnych zapon. Były odlewane lub filigranowe, tak jak późniejsze o sercowatym kształcie z bolcem pośrodku i z łezkowatym wisiorkiem. Dekoracyjnymi elementami hoczków
218

218 Iwanek W., op.cit., s. 121-186.

96

�i pasów były tzw.pukliczki, czy pukle, tj. nity z dużymi łebkami, nieco mniejsze sztyfty, służące do łą­
czenia blaszek lub romboidalne blaszki wkomponowane pomiędzy druciki filigranowych motywów
uformowanych na kształt liścia, owalu, spirali, pierścienia . Przy filigranie używano też granulek.
Sercowate spinki z motywem ptaszków (gołąbków), które były zwrócone ku sobie dziobkami kupo­
wali pachołcy wybranym przez siebie dziewkom na znak „że są sobie radzi", kupował też narzeczony
swej przyszłej żonie dla wyrażenia małżeńskich zamiarów .
219

220

Ryc. 128. Łańcuszkowe orpanty, Cieszyn koniec X I X w.

Okres I i I I wojny światowej nie sprzyjał nabywaniu nowej biżuterii, jak również eksponowaniu
rodzinnych klejnotów. Niejednokrotnie ze względu na brak środków do życia zabiegano o to, aby je
spieniężyć. Również po wojnach chętnie je ukrywano lub spieniężano, a w miejsce pasów i hoczków
zaczęto stosować haftowane ich imitacje. Pasy haftowano na gumie lub gurcie, hoczki bezpośrednio
na brzegachprzedniczekżywotków stosując do tego celu perełki, cekiny, kolorowe blaszki. Haftowały
je sobie same kobiety lub zamawiały u hafciarek, a pasy można było także nabyć w sklepach w Cie­
szynie, Skoczowie, Strumieniu. I formy takie sporadycznie przetrwały do dzisiaj '.
22

2\9Krajka a śperk, katalog wystawy, oprać. Z. Vachova, Opava 1976, s. nlb.; Hoczki cieszyńskie, katalog zbiorów Państwowego
Muzeum Etnograficznego w Warszawie, oprać. J. Kosztuska, Warszawa 1985, s. 6-14.
220 Gładysz M., op.cit, s. 180.
221 Badania terenowe w latach 1956-1958.

97

�98

�Ryc. 131. Fragment pasa z kolumienkami, Skoczów pocz. X I X w.

99

�Ryc. 132. Filigranowa rozeta z pukliczkami na płytce pasa. Brenna, koniec X I X

�Ryc. 134. Haftowane hoczki na przedniczkach żywotka, Górki Wielkie 1915 r.

Ryc. 135. Srebrne odlewane hoczki obwiedzione haftem na przedniczkach żywotka, Cieszyn-Bobrek 1928 r.

Dodatki
W kobiecym stroju cieszyńskim poza biżuterią niewiele było innych dodatków. Nie używano
korali, a jeśli chodzi o wstążki, to wykorzystywano je przede wszystkim jako golonki do obszycia
brzegu sukni, jako przeposki do obwiązania fartucha w pasie i u dziewcząt - jako zamknięcie splotu
warkocza opadającego na plecach, w postaci dużej wywiązanej kokardy. Ilustracje z I pol. X I X w.
ukazują także rękawy kabotków przewiązane nad łokciami czerwoną wstążką co jednak nie utrzyma­
ło się do czasów współczesnych. Do czasów współczesnych nie utrzymały się również galony złote,
bądź srebrne o falistych brzegach, którymi obszywano do pocz. X X w. źywotki, jak i podobne w ty­
pie wstążki koloru niebieskiego, służące do obszywania niezdobionych hartem żywotków noszonych
przez uboższe kobiety i niektóre protestantki.
101

�Ryc. 136. Złoty galon na żywotku cieszyńskim, pocz. X X w.

Zależnie od przeznaczenia istotny był kolor wstążki, jej szerokość i długość. Wedle utartego
zwyczaju golonka przy sukni powinna być błękitna, zwłaszcza na sukni w czarnym kolorze. Zdarza­
ło się jednak, i to w nowszych czasach, że kolor galonki dobierano do koloru sukni, np. zielony do
zielonej sukni, wiśniowy - do wiśniowej, siwy - do granatowej, niemniej za najbardziej elegancką
i odpowiednią uchodziła zawsze modra golonka z taftowej wstążki o drobno tkanej ramce, tj. brze­
gach, szeroka w całości ok. 8-10 cm. I taka szerokość obowiązywała nawet wtedy, kiedy kupowano
j ą bezpośrednio z metra, choć uważano za mniej wartościową.
Biedniejsze kobiety, które nie miały srebrnego pasa, zamiast niego nosiły przeposki ze wstążki,
początkowo szerokie na dłoń, stopniowo jednak węższe, najwyżej na 3 palce, ale długie na 3 m.
Opasywano się nimi w talii na wierzchu fartucha i wiązano z przodu w kokardę - maszle, puszczając
swobodnie w dół jej końce. Zamożne kobiety nosiły srebrne pasy nierzadko nałożone na przeposkę.
Czyniły tak dla parady i podkreślenia swej sytuacji majątkowej, ale także dla ochrony sukni, aby się
nie wycierała od metalowego pasa. Przeposki dobierano odpowiednio do całości stroju, a dziewczęta
także do wiązania warkocza, przy czym wstążki te powinny być kolorowe, wzorzyste. Na przeło­
mie X I X i X X w. modne były wstążki w kolorową kratkę, potem w kwiaty, a następnie haftowane
102

�lub malowane w drobniejsze kolorowe wzory. Haftowane wstążki nastały około I wojny światowej,
a po I I wojnie przyszła kolej na wstążki malowane. Brak było bowiem wzorzystych, produkowanych
fabrycznie. Haftowaniem i malowaniem zajmowały się kobiety w wielu wsiach, np. w Pierśćcu, Koń­
czycach Wielkich, Goleszowie, Haźlachu, Skoczowie .
222

Ryc. 137. Hartowana przeposka dł. około 3 m, Skoczów pocz. X X w.

W latach trzydziestych X X w. końce przeposki wystrzygali, czyli ozdobnie ścinano i zaczęto
przeposka wiązać na boku, ale nie wszystkim kobietom tak się podobało . Całość bowiem stroju
powinna być poprawna, jak nakazywała tradycja.
223

ZRÓŻNICOWANIE STROJU KOBIECEGO
Zestaw poszczególnych części stroju Cieszynianek w X I X i X X w. zależał od dnia, pory roku
i okoliczności. Pewne różnice wynikały też z wieku i stanu. M a ł e d z i e w c z y n k i nosiły spódniczki
i jaklę, dopiero przystępujące do I Komunii Św. lub Konfirmacji dostawały suknię z żywotkiem odpo­
wiednią do wzrostu, zaś żywotek w białe kwiatki. Biedniejsze dziewczynki na tę uroczystość ubrane
były w spódniczkę i jaklę. Natomiast na zimę sprawiano dziewczętom tzw. kaboty, tj. wierzchnie
cieplejsze okrycie na wacie i na podszewce, podobne w kroju do jakli.
Podobnie wyglądał ubiór starszych d z i e w c z ą t - panien z tym, że oprócz spódnicy i jakli miały
jeszcze fartuch długi na równi za spódnicą sięgającą do połowy łydek. Panna z nieślubnym dzie­
ckiem ubierała się tak samo, a wyróżniała j ą chustka wiązana pod brodą. Nie wolno jej było nosić
czepka jakiego używały mężatki. Wszystkie inne dziewczęta chodziły z odkrytą głową i od święta
222 Badania terenowe w latach 1956-1958.
223 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia i Emilia Michalska, Pruchna.

103

�mm
&lt;

Ryc. 138. Dziewczęcy strój z haftowanym pasem, Dolna Łomna, poł X X w., RCz.

wkładały kabotek z białym haftem lub białą bluzką suknią z żywotkiem, fartuch przewiązany w talii
przeposką, albo podtrzymywany pasem. Do warkocza wplatały wstążkę dobraną stosownie kolorem
i wzorem do pozostałych części stroju. W chłodniejsze dni nosiły jaklę, zaś zimą otulały się odziewaczą chustą. Jednak po I I wojnie światowej strój cieszyński zakładały już tylko z okazji świąt kościel­
nych i świeckich lub występów regionalnych, gdyż na co dzień strój tradycyjny całkowicie zarzuciły.
Natomiast uczestnicząc w weselu ubrane były według aktualnej mody miejskiej.
Dziewczęta, jak i m ę ż a t k i na co dzień do połowy X X w. nosiły spódnicę albo kieckę, tj. spód­
nicę zeszytą ze stanikiem z takiego samego materiału, układaną w drobne fałdy lub marszczoną
przepasaną fartuchem, który jeszcze w początkach wieku był nierzadko płócienny drukowany, potem
kretonowy. Wierzchnie okrycie stanowiła jakla - w lecie kretonowa, zimą wełniana, nadto odziewacza chusta. Najdawniejszą jej formą była płócienna łoktuszka, następnie chusta wełniana. Na głowie
nosiły czepek i j e d n ą bądź dwie chustki -spodnią związaną na żurek, wierzchnią - pod brodą albo
tylko jedną chustkę wiązanąpod brodą. Nogi nierzadko miały bose lub obute w pantofle, czyli drew­
niane trepy obite skórą osłaniającą palce.
104

�Ryc. 139. Mężatki ubrane po cieszyńsku. Od lewej: kobieta w ubiorze codziennym, kobieta w sukni cieszyńskiej
i kobieta w j akii, Marklowice 1930 r.

W odświętnym stroju mężatek dominowała suknia z żywotkiem i koszulka z białym haftem, albo
biała bluzka, zaś na głowie czółkowy czepek i chustka adamaszkowa wiązana w żurek. Gatunek
i kolory chustki odpowiadały zazwyczaj fartuchowi, aczkolwiek taki komplet nie obowiązywał
a inny zestaw nie odbiegał od przyjętych norm. Długość sukni i fartucha ulegała zmianie. W I poł.
X I X w. sięgała poniżej kolan, potem niemal do ziemi, a w poł. X X w. do połowy łydek. Skutkiem
tego na nogach widoczne były najpierw czerwone pończochy, następnie niebieskie, a w końcu białe,
co przetrwało do pol. X X w. Całość stroju uzuniały skórkowe pantofle. Ponadto zimą do odświętnego
stroju w X I X w. noszono spencer, a potem watowanąjaAie: i hackę \
22

Ryc. 140. Kobieta w odświętnym stroju cieszyńskim, Hermanice 1956 r.

224 Emilia Śliwka, lat 43, Brenna 1956.

105

�Ryc. 141. Kobieta w odświętnym stroju z hacką, Górki Wielkie. 1956 r.

Podobnie wyglądał strój s t a r o ś c i n y , który spośród innych weselniczek wyróżniała stonowana
barwa i powaga oraz pełny zestaw biżuterii z orpantem, spinką przy koszuli, hoczkami przy żywotku
i srebrnym pasem w talii. Po I I wojnie światowej tego typu biżuteria już nie obowiązywała .
W stroju druhny dominował kolor różowy, tj. suknia była przeważnie wiśniowa z różowo hafto­
wanym żywotkiem, do pocz. X X w. obszytym złotą bortą. Również fartuch i przeposka były różowe
i różowy wianek na głowie zrobiony ze sztucznych kwiatków i koralików oraz różowa wstążka przy
warkoczu. Wyróżnikiem mógł być także różowy kwiat przypięty na piersi do kabotka, a jeszcze na
pocz. X X w. różowe wyszycia na obujku koło szyi i lemcach przy rękawach.
Strój panny m ł o d e j składał się z czarnej sukni z czarnym żywotkiem haftowanym w białe
kwiaty i zielone listeczki, obszyty srebrną bortą którą stosowano do pocz. X X w., a potem białą
tasiemką lub bez takiego wykończenia. Pod suknię młoducha wkładała płócienną „spodnią koszulę"
lub ciasnochę oraz koszulkę z białym haftem. U protestantek do poł. X X w. kabotek miał wyszycie
czerwonymi nićmi, a żywotek był bez haftów tylko z obszyciami bortą . Poza tym pod suknię wkła­
dała jeszcze 3 białe płócienne wykrochmalone spodki. Pierwsza spodnia spódnica była najwęższa
lecz miała u dołu najszerszy, biały haft. Druga nieco szersza miała haft węższy, także biały, a trzecia,
najszersza ozdobiona była tyko wąskimi dzierganymi ząbkami w białym kolorze. Fartuch i przeposka
były także białe i biały na głowie wianek z woskowych kwiatków.
225

226

225 Emilia Michalska, Pruchna.
226 Helena Nowak lat 50, koronkarka Lipowiec 1956.

106

�Ryc. 142. Żywotek ślubny, Brenna pocz. X X w.

Do czepienia panna młoda zmieniała strój na „bardziej kolorowy" lecz utrzymany w jednym
tonie, tzn. żywotek mógł mieć kolorowe hafty i odpowiednio do tego dobrany fartuch z przeposką.
W uroczystym obrzędzie zdejmowano jej biały wianek i czepiono do żurka, a w X I X w. i jeszcze
wcześniej, co potwierdzają materiały archiwalne, nakładano jej białą chustę spuszczową z białymi
wyszyciami na narożnikach, obszytą klockową koronką . W X X w. chustę tę zarzucono na rzecz
naramiennej hacki dzianej z białej włóczki, która służyła kobiecie i w następnych latach
227

Ryc. 143. Żywotek ślubny, Górki Wielkie 1949 r.

Również na drugi dzień wesela młoducha ubierała się w inny strój o zróżnicowanych kolorach.
Po I I wojnie światowej coraz częściej strojem panny młodej stawała się biała suknia z welonem, jak
to dyktowała moda miejska. „Kiejsi młode pary ni miały pierścionków, jyny małe wienuszki robione
z gałązki słodki jabłonie obwinięte jedwabiem albo białą wstążką i jak klękali przed ołtarzem to drużka kładła im te wienuszki na głowy. Jeden większy dała młodusze, drugi trochę mniejszy młodemu.
Potem ksiądz przy błogosławieństwie te wienuszki zmieniał, a po ślubie drużka te wienuszki zabie­
rała i oddawała młodej parze na pamiątkę .
228

227 Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1956.
228 Emilia Michalska, Pruchna i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1957.

107

�Ryc. 144. Zdejmowanie wianka przed zaczepieniem panny młodej ubranej w strój cieszyński, Koniaków 1957 r.

Ubiór z m a r ł y c h zależał od wieku i stanu zamożności. Dziewczęta ubierano przeważnie jak
do ślubu, tylko z rozpuszczonymi włosami, a stare panny w wieńcu na głowie. Kobiety zamężne
w średnim wieku chowano bez kabotka, tylko w jakli, spódnicy, fartuchu, czepku i chustce na głowie
- wszystko w spokojnym kolorze. Natomiast starszym kobietom szyto śmiertelnicę, tj. długą płócien­
ną białą koszulę z białym haftem na oszewce, przodzie i dołem, który był widoczny spod spódnicy
przykrytej szarym fartuchem. Na głowie wiązano im chustkę. Mniej więcej od czasu I wojny świa­
towej śmiertelnicę, które zresztą nie zawsze były haftowane wyszły z użycia. Biedniejsze kobiety
ubierano w jakie i spódnice oraz fartuch, a zamożniejsze w przenoszoną suknię cieszyńską, kabotek,
fartuch, czepek i chustkę wiązaną pod brodą lub tylko samą chustkę. Małe dziewczynki ubierano do
trumny na biało lub niebiesko i przystrajano mirtem.
W ż a ł o b i e kobiety „nosiły wszystko czarne", tzn. jaklę (bez kabotka pod spodem) i suknię
obszytą czarną galonką oraz fartuch i chustkę na głowie, które ewentualnie mogły być szare, i tylko
czepiec pozostawał biały. Jeżeli w okresie żałoby wypadła jakaś uroczystość, to dziewczęta i młodsze
kobiety ubierały do sukni zamiast jakli biały kabotek z czarnym wyszyciem, reszta nadal pozostawała
w ciemnym kolorze. Po śmierci rodziców i męża żałobę noszono przez rok i 3 miesiące, po rodzeń­
stwie i dziadkach - 6 miesięcy, a po wujkach, ciotkach i innych krewnych - 6 tygodni .
229

229 Emilia Michalska, Pruchna 1956.

108

�MATERIAŁY N A ODZIEŻ
Z informacji ustnych uzyskanych w czasie badań terenowych przeprowadzonych w połowie
XX w. wynika, że jeszcze na początku tego wieku do sporządzania odzieży w dużej mierze posługiwa­
no się materiałami własnej produkcji. Były to w pierwszym rzędzie płótna, tkaniny wełniane, sukna
i skóry. U biedniejszych wieśniaków można było na nie natrafić sporadycznie jeszcze w latach mię­
dzywojennych, a fakt żywej o nich pamięci potwierdzały powtarzane nazwy gwarowe niektórych
wyrobów. Tkactwem po wsiach cieszyńskich zajmowano się bowiem mniej więcej do końca X I X w.;
w miejscowościach górskich Beskidu Śląskiego nawet do połowy X X w. Na domowych krosnach
wyrabiano różnego rodzaju i gatunku tkaniny charakteryzujące się w przeciwieństwie do sprowadza­
nych obcej produkcji naturalnymi kolorami. Z uprawianego powszechnie lnu i ręcznie przędzionych
z niego nici tkano płótna samodziałowe wykorzystywane następnie na „białe szaty", które to okre­
ślenie znane jest z dokumentów miejskich drugiej poł. X V I w. Były to koszule, kabotki, chusty, łoktuszki, fartuchy, spodnie, przy czym wykorzystywane w tym celu płótna najpierw bielono na słońcu.
Niestety nie wszystkie nazwy gwarowe odnośnie gatunków płócien się zachowały. Wiadomo tylko,
że grabkowina było to grubsze płótno, grubaczyzna - płótno grube , gradl - płótno gęsto tkane
i zgrzebne. Poza tym wyróżniano jeszcze płótna cienkie, rąbkowe, muślinowe i średniej grubości,
płótna pacześne, drelichowe. Powszechnie występował także prost, czyli płótno zwyczajne, raczej
szorstkie, z którego po zafarbowaniu na kolor brunatny, brunatnorudy lub rudawowiśniowy szyto
suknie zwane prostulami. Z prostu, który był bardzo trwały sporządzano tyko samą spódnicę, a górną
część, czyli oplecek albo żywotek szyto z samodziałowej wełny, bądź jak żywotek - z aksamitu.
230

231

Ryc. 145. Fragment lnianego płóciennego kabotka z fałdami przy lemcu wyszytym skręcatką, region cieszyński RCz.

Płótna lniane z miejscowej lub sprowadzanej zagranicznej przędzy wyrabiali także cieszyńscy
rzemieślnicy cechowi, którzy korzystali z książęcego blichu i maglu. Były to między innymi: dwuosnowowy ćwilich lniany lub lniano-bawełniany, kanafas w prążki i płótna różnej grubości. Uchodziły
one za bardzo dobre, w przeciwieństwie do płócien bielskich, które miały opinię lichych, rzadkich
i wąskich, dlatego też istniał zakaz księcia, a potem Komory Cieszyńskiej sprowadzania ich do Cie­
szyna. Nie wolno było sprowadzać również innych obcych płócien, aby dać pierwszeństwo sprzeda­
ży płótnom cieszyńskim .
Rzemieślniczą czynnością było także farbowanie płócien na czarno i na kolor modry, o czym
wskazują już testamenty z końca X V I w. oraz ich drukowanie metodą batiku, za pomocą odpowied232

230 Kubisz J., op.cit, s. 32.
231 F i e r 1 a G., Strój cieszyński, s. 21.
232 P o p i o ł e k F., op.cit., s. 166.

109

�nich klocków.Uzyskiwano w ten sposób wzory geometryczne, roślinne, a także pasy z ornamentami,
obiegające brzegi fartuchów.

Ryc. 146. Klocki do drukowania płócien z warsztatu Lewińskiego w Cieszynie 1909 r.

Ryc. 147. Drukowany fartuch płócienny do stroju cieszyńskiego,

pocz. X X w.

Domowym sposobem, oprócz lnianych płócien wyrabiano tkaniny wełniane i sukna. Samodzia­
łowy był przede wszystkim rasz czerwony lub czarny używany na suknie, tj. lekka, szorstka tkanina
wełniana wykonywana z gorszych gatunków przędzy i tkana splotem płótna. Podobny importowano
do Polski w X I V w. , ale w środowiskach wiejskich korzystano z tkaniny własnej produkcji. Jako
tańsza, służyła w regionie cieszyńskim również przy szyciu odzieży mieszczańskiej i dworskiej, przez
co suknie, tzw. raszki noszono tutaj do początku X X w. i takie znajdują się w zbiorach muzealnych .
233

234

233 M i c h a ł o w s k a M., Słownik terminologiczny włókiennictwa, Warszawa 1995, s. 99.
234 Suknie „raszki" znajdują się przede wszystkim w zbiorach muzeum w Cieszynie i Czeskim Cieszynie oraz Bytomiu.

110

�Samodziałowe sukno wyrabiane po wsiach nazywano wałaskim. Miało odległe tradycje i za­
wsze cieszyło się powodzeniem, przez co konkurowało z suknem produkowanym przez cieszyń­
skich rzemieślników, które było liche i „nie nadawało się nawet na mundury" (1727). Aby więc suk­
no wałaskie nie konkurowało z cieszyńskim zakazany był jego wyrób na przedmieściach Cieszyna
w odległości do 1 a nawet 1,5 mili (od X V I w.). Chętnie też w Cieszynie i po innych okolicznych
miastach korzystano z sukna obcego, importowanego z zagranicy . Dlatego już w końcu X V I I I w.
rząd austriacki próbował zaradzić upadkowi cieszyńskiego sukiennictwa i zaczęto sprowadzać za­
graniczny surowiec oraz zachęcać ludność do zakładania manufaktur i fabryk, obiecując w tym celu
różne udogodnienia. Wydano nawet powtarzany kilkakrotnie „zakaz noszenia ubrania z sukna zagra­
nicznego, który jednak nie dotyczył wyższych urzędników, duchownych i szlachty" . Wynika stąd,
że sukno wałaskie cieńsze i grubsze z bardziej lub mniej szorstkiej wełny do pocz. X X w. cieszyło
się nadal powodzeniem. W końcu jednak uległo presji towarów przemysłowych krajowych i zagra­
nicznych i w latach międzywojennych pojedynczy tkacze oraz folusze utrzymały się jeszcze tylko
w rejonie górskim, tj. w Brennej i Istebnej, ale już na krótko, bo tylko do poł. X X w.
235

236

Jak wykazują materiały archiwalne i zapisy testamentowe z tkanin importowanych korzystano
jeszcze w X V I w., a może i wcześniej, przy czym nabywane były na dwór książęcy, przez oko­
liczną szlachtę i bogate mieszczaństwo żyjące zwłaszcza z kupiectwa. Były bowiem bardzo drogie
i nadawały się na stroje noszone przede wszystkim tylko przez te grupy społeczne. Należały do nich
różnego gatunku, koloru i wzornictwa tkaniny wełniane, jedwabne i sukna o często obco brzmiących
nazwach, wywodzących się od miejscowości, regionu, czy kraju, gdzie je produkowano lub przędzi­
wa pochodzącego z sierści określonego gatunku zwierząt. Nazwy odmiejscowe miał: lindysz, lundysz - cienkie londyńskie sukno, produkowane także w Holandii, uterfin - cienkie sukno z Utrechtu,
damas, adamaszek - tkanina lniana, bawełniana lub jedwabna wzorzysta, dwustronna sugerująca
pochodzenie z Damaszku. Nazwy kraju lub prowincji miały: kitaj, kitajka - tkanina jedwabna lub
bawełniana pochodzenia z Chin, fryz, friz - sukno z Fryzji, flander - szychowana tkanina jedwab­
na fiandryjska. Natomiast surowiec naturalny zwierzęcy określały nazwy: szamlot, kamlot - tkani­
na wełniana z wielbłądziej wełny, muchajer - tkanina z wełny koziej, pochodzenia tureckiego lub
z Krymu. W miarę upływu czasu z surowców pochodzenia wschodniego, tj. z Azji lub południowego
- z Afryki korzystały europejskie manufaktury i rozwijający się przemysł produkujący rozmaitego
rodzaju tkaniny o nazwach niejednokrotnie przekręcających miejsce powstania, rodzaj surowca i ga­
tunek, jak np. tabin, kryjący nazwę pochodzenia arabskiego, tykyt - nazwę turecką aksamit - nazwę
grecką forsztat - arabską nazwę odmiejscową mazelan - nazwę włoską itd. .
237

Oprócz tkanin, surowcem do sporządzania części odzieży były jeszcze skóry i futra, o których
także wspominają średniowieczne dokumenty. Ze skór licowych, tj. głównie świńskich i wołowych
sporządzano obuwie w postaci kierpców służących aż po wiek X X , a przy tym bardziej paradne,
odświętne lub dla dziewcząt sporządzano ze skór cielęcych. Z tych skór wykonywano również buty
z cholewami i niskie pantofle modelowane stosownie do panującej mody. Tzw. skóry licowe służyły
nadto na pasy ochraniające palce u nóg, przybijane do drewniaków oraz na pasy do spodni męskich.
Poza farbowanymi skórkami cielęcymi i safianowymi aplikowano w wycinane wzory kożuchy ko­
biece i męskie. Natomiast futra zwierzęce, notowane jeszcze w X V I w., jak królicze, lisie, kunie,
wiewiórcze służyły do podbijania wierzchnich okryć zimowych, zaś z futer owczych sporządzano
kożuchy i serdaki. Jak podaje Barbara Poloczkowa nie używano ich do podbijania mentlików, czy
innych wierzchnich okryć . Jednak owcza wełna miała jeszcze zastosowanie jako przędziwo na
wełnianą włóczkę, z której dziano pończochy farbowane na czerwono i białe skarpety oraz szydeł­
kowano białe odświętne hacki.
238

235
236
237
238

Popiołek R, op.cit., s. 168-170.
Ibidem, s. 270.
M i c h a ł o w s k a M., op.cit., kolejne hasła; Turnau I., op.cit, kolejne hasła.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.

111

�HAFTY
Jednym z elementów dekoracyjnych kobiecych strojów cieszyńskich były wyszycia i hafty.
Tradycje ich występowania potwierdzają znane ilustracje z pierwszej poł. X I X w., poza tym X V I I
i XVIII-wieczne zapisy testamentowe w dokumentach miejskich, a najstarszym przykładem są za­
chowane w zbiorach muzeum w Cieszynie obrzędowe chustki w eselne . Na jednej z nich z 1686
roku, na której oprócz powtarzających się rytmicznie kwietnych bukietów w stylu ornamentyki na
polskich rańtuchach X V I I w. , wykonanych drobnymi ściegami, na środku w krzyżykowym otoku
znajduje się wyszyty Baranek Boży z chorągiewką i monogramy W.H. EK i A D 1686, a obok po
obydwu stronach napis „WAWRIN CHIEL EWA CHMIELOWA CERA KASSOWA Z BOBRKU" .
Zarówno ten napis, jak i sam haft wskazują, że wykonała je wprawna ręka hafciarki lub hafciarza.
W owych czasach bowiem istniał taki rzemieślniczy zawód i hafciarze mieli nawet po większych mia­
stach swój cech, do którego należeli też pojedynczy prowincjonalni fachowcy. Dla Cieszyna najbliż­
szy cech znajdował się w Raciborzu i w Krakowie, ale brak bliższych danych na ten temat. Wiadomo
natomiast, że według Artykułów Cechu Hafciarskiego nadanych przez Jana I I I w Warszawie dnia
30 maja 1689 r. haftowaniem bez zezwolenia cechu mogły zajmować się także niewiasty, wdowy
i panny (klasztorne) . Wynika stąd, że w czasach feudalnych po wsiach wyszywanie i haftowanie
na własny użytek było zabronione, co wiązać można również z istniejącymi ograniczeniami swobód
chłopskich różnymi dotyczącymi ich zakazami . Wyjątek mogły stanowić prace na rzecz dworu
oraz niektórych wolnych chłopów, mieszczan i pasterskich wołochów osiedlających się od X V I w.
w Beskidzie Śląskim, którym książę cieszyński udzielił licznych serwitutów. W zasadzie jednak hafciarstwem zajmowali się cechowi hafciarze oraz damy dworu i siostry zakonne haftujące paramenty
kościelne. I dopiero zniesienie przymusu cechowego na terenie Austrii w 1828 r. ujawniły postronne
osoby, które się takim zajęciem parały. Jednak haftowanie złotem wymagało nie tylko umiejętności
technicznych, ale łączyło się z dużymi kosztami. Złote nici bowiem były bardzo drogie, podobnie jak
inne jeszcze dodatki i przybory. Niemniej moda na złote hafty w środowiskach dworsko-mieszczańskich na przełomie X V I I I i X I X w. przemija, upada więc także stopniowo zawód hafciarza.
r

239

240

241

242

243

Ograniczenia książęce i właścicieli ziemskich co do ozdobności strojów niższych warstw społecz­
nych wydają się o tyle prawdziwe, że na ilustracjach przedstawiających Cieszyniaków z pocz. X I X
w. widać zaledwie nikłe ślady wyszyć. Występują one jako znaki na narożnikach chust spuszczowych
w formie wypełnionych niewielkich trójkątów, z ledwo zarysowanymi motywami geometrycznymi
oraz w formie wąskich paseczków na obujkach kabotków. Takie zresztą ozdoby w postaci skromnych
wyszyć potwierdzają zachowane eksponaty muzealne z X I X w. oraz tradycja ustna i sporadycznie
napotkane w terenie okazy w czasie badań prowadzonych w 1956-1958 r. .
W oparciu o powyższe dane można powiedzieć, że w ludowym stroju cieszyńskim kobiet, licząc
od końca X V I I I w. aż po czasy współczesne występowały wyszycia i hafty w trzech zasadniczych
rodzajach i były wynikiem albo bardzo starych tradycji, jak w przypadku wspomnianych wyszyć
warkoczykowych, albo barokowej mody dworsko-mieszczańskiej, jakie prezentują wypukłe hafty
złote i kolorowe występujące na żywotkach, albo hafty białe lub jednokolorowe płaskie i dziurkowa­
ne zdobiące przede wszystkim kabotki, a będące odwzorowaniem mieszczańskiej mody poł. X I X w.
244

245

239 Bazi el ich B., Barwne wyszycia na płótnie u górali karpackich, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Etnografia",
zeszyt nr 4, Bytom 1970, s. 18.
240 Gutkowska-Rychlewska M., op.cit., s. 529-530.
241 Bazielich B., Ludowe wyszycia techniką..., s. 24.
242 Bazielich B., Wykonawcy haftów krzyżykowych Uch narzędzia pracy, „Lud",tomXUX, 1965, s. 498, przypis 2 i nadbitka;
eadem, Ludowe wyszycia techniką..., s. 17, przypis 5, 7, 8.
243 Księga sądowa wiejska państwa Suskiego z 1699 r., wydana przez S. Ulanowskiego; S. Kovacevicova, L'udovy odev v
hornom Liptove, Bratislava 1955, s. 42.
244 Okazy muzeum w polskim i Czeskim Cieszynie oraz Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
245 Badania terenowe w latach 1956-58.

112

�Ryc. 148. Narożnik chusty spuszczowej - czepinowej wyszyty ściegiem krzyżykowym dwustronnym,
(lewa strona), różową bawełną, Pruchna koniec X I X w.

Ryc. 149. Jednobarwne wyszycie na lemcu kabotka ściegiem płaskim i dziurkowanym, Cieszyn pocz. X X w.

Za najstarsze i najbardziej ludowe uważać należy geometryczne wyszycia występujące na płót­
nie, wykonane ściegiem warkoczykowym, tzw. warkoczkiem, krzyżykowym dwustronnym, czy­
li wołoskim, drobnym półkrzyżykiem i tzw. skręcatką wynikającą z przeciągania przez płótno igły
113

�z nawiniętą na niej nitką. Ich pochodzenie wiąże się z kulturą pasterskich wołochów wędrujących
z południowych Bałkanów przez Karpaty i osiedlających się w końcu w Beskidzie Śląskim. Stąd też
podobne wyszycia można napotkać w niektórych rejonach na szlaku ich wędrówek, jak odnotowuje
Tadeusz Dobrowolski , a co potwierdzają publikacje także innych autorów .
246

247

Ryc. 150. Wyszycie ściegiem warkoczykowym i skręcatką na obujku kabotka, brązową i kremową bawełną
Czechowice koniec X I X w.

Wszystkie te ściegi, zaliczane do tzw. ściegów liczonych, uzależnionych od faktury płótna przepro­
wadzane są przez dwie, najwyżej trzy jego nitki w jednym kierunku, przez co ukosy skrzyżowań
w krzyżykach układają się równo, pochylają się w tę sam stronę tak samo, jak skręcatką równomiernie
powtarzana. Wykonywano je tzw. harasem w jednym kolorze, np. czarnym, brązowym, wiśniowym,
czerwonym, ewentualnie białym, przy czym wyszycia w białym kolorze występowały na częściach
odzieży ślubnej, różowe - u druhen, czerwone i brązowe - u mężatek, a czarne na pokorę, tj. żałobę,
albo w Adwencie, czy Wielkim Poście. Skręcatką wyszywano obujki i lemce kabotków, tworząc spi­
ralne skupiska ściśle przylegające do siebie w pojedynczych lub zwielokrotnionych rzędach, zależnie
od szerokości danej oszewki, przy czym w starszych kabotkach oszewki były wąskie, nowsze, tzn.
te, które noszono jeszcze na pocz. X X w. były szersze.Podobne zastosowanie miał warkoczek i tzw.

Ryc. 151. Obujek kabotka wyszyty ściegiem skręcatką i półkrzyżykiem, Cieszyn koniec X I X w.
246 Dobrowolski T., Tradycje wołoskie w kulturze artystycznej górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. 7, 1931/32, z. 2, s. 86114.
247 Bazielich B., Barwne wyszycia..., il. 6, 7, 13, 22, 23, 46 i inne; eadem, Słowiańskie i wołoskie elementy w barwnych wyszyciach na płótnie Polski południowej i Jugosławii, Zbirnik za narodni żivot i obićaje, Zagreb 1971, s. 77-90 i nadbitka. Art
populaire Slovaque, red. Rudolf Mrlian, Bratislava 1953, il. 200-202; Kovacevicova S., op.cit., il. 33,43.

114

�kurzo stopka oraz godek- pojedyncze krzyżyczki złożone w linię łamaną(godek) lub równoramienny
krzyżyk składający się z pojedynczych ściegów-krzyżyczków (kurzo stopka). Natomiast warkoczek,
który podobnie jak dwa poprzednie ściegi był używany przede wszystkim prze góralki Beskidu Ślą­
skiego, w rejonie cieszyńskim miał mniejsze zastosowanie. Niemniej w ten sposób potrafiła wyszy­
wać większość kobiet i tylko bardziej wprawne posługiwały się krzyżykiem wołoskim dwustronnym,

Ryc. 152. Dziurkowany haft biały przeznaczony na kabotek, Goleszów lata międzywojenne.

stosowanym wyłącznie przy wyszywaniu narożników chust spuszczowych i rożkowych. Zaszywano
nim tło, z którego nieznacznie wyłaniały się pojedyncze geometryczne motywy, jak gwiazdki, krzy­
że, iksy, wiatraczki, a na chustach ślubnych - serduszka, czy ptaszki .
248

Ryc. 153. Rękaw kabotka z haftem czarnym i białym dziurkowanym, Mnisztwo pocz. X X w.

W I I poł. X I X w. przy oszewkach rękawów kabotka zaczynają się pojawiać płócienne krezy
sterczące ku górze, zakończone białymi dzierganymi ząbkami, a poniżej małe obrębiane białymi
nićmi dziurki układające się w drobne kwietne motywy, podkreślone ściegiem płaskim. Początkowo
na łemcach pozostawały poprzednie wyszycia kolorowe, stopniowo jednak zamieniane na wijące się
248 Bazielich B., Z badań terenowych nad cieszyńskim..., s. 6-8.

115

�roślinne gałązki w końcu ustąpił}' miejsca białym dziurkowanym haftom, wzbogaconym pajączkami,
czyli tzw. gatrami, tj. nicianymi wypełnieniami o zróżnicowanej formie pajęczej sieci. Wypełnienia te
stosowano tylko do większych dziurek. Dziurki wykłuwano wykłuwaczem, albo nacinano nożykiem
na 2-5 nitek płótna i następnie obszywano tworząc podkład dla ostatecznego obszycia dziurki ście­
giem okrętkowym lub dzierganym, zapełnianej z kolei nicianym pajączkiem. Mniejsze dziurki nie
miały takich wypełnień, ale wszystkie razem stanowiły zwarte kompozycje o motywach roślinnych.
W najbardziej urozmaiconym zestawie tego rodzaju hafty występowały na przedniczkach, czyli ża­
botach koszulek, a pasowo na oszewkach-obujkach koło szyi, na przyramkach i krezach przy krótkich
rękawach kabotków, na brzegach płóciennych spódnic. Białe płaskie i dziurkowane hafty umieszcza­
no także na narożnikach chust spuszczowych przeznaczonych do stroju ślubnego. Ich wykonaniem
zajmowały się specjalne hafciarki, których po I I wojnie światowej ostało się już niewiele. Najbardziej
znana była Anna Lipowczan w Goleszowie-Równi, zmarła w 1963 r. .
249

Ryc. 154. Biały haft na narożniku chustki spuszczowej - czepinowej, Nierodzim, koniec X I X w.

Inny rodzaj haftów, który przetrwał w praktyce do dnia dzisiejszego zdobi żywotki przy sukniach
cieszyńskich. Od najdawniejszych czasów szyto je z aksamitu czarnego lub wiśniowego, rzadziej gra­
natowego, czy zielonego, a pierwotnie zdarzały się też żywotki z tkaniny wełnianej. Pierwsze hafty na
żywotkach bogatych mieszczek pojawiają się w X V I I I w., aczkolwiek, jak wykazują zapisy archiwal249 Baziel ich B., Twórczość ludowa w województwie katowickim, katalog wystawy na XX-lecie PRL, Bytom 1965, s. 15.

116

�250

ne, dominowały na nich początkowo przede wszystkim obszycia ze złotych lub srebrnych galonów .
To samo zresztą podaje tradycja ustna miejscowej ludności, która powiada, że miały tyko obszycia
taśmą. „Pierwej szyło się żywotki ze sznurkami i to była moda za Austrii" . W zbiorach muzeów
w Cieszynie i Bytomiu zachowały się aksamitne żywotki z początku X I X w. ozdobione nie tylko zło­
tymi bortami, ale także wypukłym złotym haftem umieszczonym w polach wyznaczonych przez te ta­
śmy. Zarówno motywy, j ak i technika wykonania haftów wskazuj e, że są dziełem ręki fachowca - haf­
ciarza, a nie wiejskiej hafciarki, gdyż takiej umiejętności kobiety po wsiach nie posiadały. Stosownie
do ówczesnej mody empire niskie żywotki i ich obszycie taśmami pozostawiało niewiele miejsca na
wspomniane hafty. Toteż te najstarsze hafty złote charakteryzują pojedyncze wyraziste i plastyczne
motywy kolistych, stylizowanych kwiatów i pierzastych liści wypełniających całą pozostawioną dla
nich powierzchnię. Zarówno kwiaty, jak i liście nie przypominają w niczym naturalistycznych form
i są wynikiem swoistego rodzaju ornamentyki obcej ludowym tradycjom. Utrzymały się jeszcze do
samego końca X I X w. dopóki żyli i pracowali dawni cechowi rzemieślnicy i ewentualnie nieliczni ich
251

Ryc. 155. Anna Lipowczan wykonująca białe hafty, Goleszów-Równia, 1958 r.

Ryc. 156 - 157. Starszy i nowszy żywotek ze złotym wypukłym haftem, Wisła koniec X I X w.
250 Bazielich B., Złote hafty..., s. 40.
251 Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze, Matylda Romańczyk, Nierodzim i Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia, 1956 r.

117

�uczniowie. Rzemieślnicy ci bowiem zazdrośnie strzegli swoich umiejętności i niechętnie przyuczali
innych, co potwierdzały starsze informatorki w czasie prowadzonych z nimi wywiadów. Najstarsząznaną z nazwiska, złotem haftującąhafciarką była Zuzanna Karzeł mieszkająca w Skoczowie , po
której w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu zachował się żywotek z datą 1902 r. Na ogół
jednak złotem haftowali mężczyźni.
Natomiast żyjące w I poł. X X w. hafciarki wyspecjalizowały się w haftach kolorowych, chociaż
sporadycznie używały jeszcze złotych nici odpruwanych ze starych żywotków, podkładając pod nie
papendekiel, czyli tekturkę. Jak same mówiły: „do haftowania żywotków potrzebny jest teraz bulion
biały i złoty (skręcane metalowe rureczki), pleszki, żenula (aksamitne nitki), kordonek, lacet, perIgarn (wełna z jedwabiem), rubens (jedwab skręcany), podłużne kolorowe szkiełka, szklane perełki,
koralikowy maczek, sztyfciki", a do nich odpowiednie igły, np. do jedwabiu z większymi uszkami,
do nici mniejsze uszko, do pereł cieniutkie igły. Igły miały swoje numery od 0-12, przy czym nr 12
252

Ryc. 158. Żywotek kupiony w Bielsku w 1909 r.

Ryc. 159. Etykietki nici do haftowania żywotków kupowanych w Czechach, Brenna 1956 r.

to igła najmniejsza i najcieńsza. Zależnie od umiejętności i zdolności posługiwano się też róż­
nymi ściegami, które często po swojemu nazywały: węzełki, zwykłe kładzione, ściegi długie,
ścieg płaski, pełny, prążki, zapełnienia. Wzory zmieniały się według mody i życzenia zamawia­
jących. „Według starej mody haftowało się większe kwiatki" , około I wojny światowej „haf253

252 Bazielich B., Złote hafty..., s. 30. Eksponat MGB Et. 1076.
253 Maria Smelikowa lat 61, hafciarka, Cieszyn-Bobrek, 1956 r.\

118

�towało się szklanymi perłami drobne wzory, a za starej Polski modne były żywotki z jednym
kwiatem" . Istotnie, kompozycja stosowanych ornamentów roślinnych ulegała w czasie pew­
nym zmianom, jeśli jednak zamawiano żywo tek bezpośrednio u hafciarki, można było wyrazić
indywidualne życzenia. Np. jeszcze przed I wojną światową na ślub żywotek powinien być czar­
ny ze srebrnym haftem, na czepienie wiśniowy ze złotym haftem, zaś w latach międzywojen­
nych na okazję ślubu można było mieć „pliszową różę kremową w odcieniach i sznurki naokoło
254

Ryc. 160. Rama do haftowania żywotków i tamborek do haftowania chustek i fartuchów, Brenna 1956 r.

Ryc. 161-162. Tył i przód żywotka haftowanego w większe kwiaty, Skoczów 1928 r.
254 Franciszka Burjan ur. 1890, hafciarka. Górki Wielkie 1956 r..

119

�255

róży" , albo białe lilie, czy szarotki. Dla dziewcząt do Konfirmacji haftowano niezapominajki, śnieżyczki, jagody, konwalie. Poza tym „młode kobiety lubiły na żywotkach bystrzejsze - jaśniejsze ko­
lory i najpiękniejsze wzory w kwiaty, żołędzie, szyszki . Haftowano też różyczki, fiołki, bratki, listki
koniczyny, kwiat kasztana, goździki, astry, pączki, winogrona, poziomki, śliwki, gruszki, choinki,
gałązki, kokardki, kłóska". Modnisie chciały mieć ptaszka lub motyla . Najpierw haftowano nićmi,
236

257

Ryc. 163 - 164. Tył i przód żywotka haftowanego w szyszki, kupiono w Jasienicy „za starej Polski", Jaworze, 1959 r.

Ryc. 165. Żywotek haftowany szklanymi perłami w 1915 r., Górki Wielkie.
255 Katarzyna Badura lat 75, Międzyrzecze 1956 r.
256 Zofia Kasperek lat 50, hafciarka, Wiślica 1958 r.
257 Helena Sojka ur. 1897 r., hafciarka, Bielowicko 1956 r., Maria Szczepańska ur. 1907 r., hafciarka, Hermanice 1958 r., Stefania
Dziadek lat 44, hafciarka, Ligota.

�258

dopiero potem przystrajano blaszkami, perłami, cekinami . W latach międzywojennych zaczęto haf­
tować także hoczki przy przedniczkach żywotka, zamiast przyszywanych srebrnych. Również srebrne
pasy zastąpiono haftowanymi na gurcie lub gumie, wykorzystując do tego kolorowe blaszki i cekiny,
którymi zapełniano całą powierzchnię takiego pasa i dodatkowo jeszcze wykonywano kolistą klamrę.
Pasy te robiły sobie same dziewczęta albo kupowały na targach czy w sklepach, gdzie dostarczały je
hafciarki. Srebrne pasy i inną tego rodzaju biżuterię miały tylko siedloczki.

Ryc. 166. Żywotek kupiony w Skoczowie w latach międzywojennych. Brenna.

Ryc. 167. Żywotek haftowany w 1932 r., Ligota.

Jeszcze innym rodzajem były hafty na jedwabnych fartuchach, chustach nagłownych i wstąż­
kach oraz sporadycznie na odświętnych jakiach, uszytych np. z jedwabiu, rypsu, wełenki, na których
umieszczano je na przodach i końcach rękawów. Wykonane były jedwabistymi nićmi przeważnie
w kolorze tkaniny, z jakiej uszyta została jakla, ściegiem łańcuszkowym w linie esowate, spiralne lub
gałązki roślinne. Natomiast na pozostałych częściach odzieży były to kolorowe hafty płaskie o moty­
wach roślinnych. Po I I wojnie światowej już prawie nikt się tym nie zajmował, jedynie w niektórych
miejscowościach wspominano, że „za starej Polski", tj. w latach międzywojennych w Międzyrzeczu
żyła Helena Donocik, która wyszywała jakie czarnym kordonkiem lub nićmi bronkowymi, ale nikt
nie wiedział, jakiego rodzaju były to nici.
258 Ewa Chałupska lat 56, hafciarka, Jasienica 1958.

121

�Rye. 168. Żywotek haftowany w 1930 r., Jasienica.

�KORONKI
Koronki stanowią jeszcze jeden charakterystyczny element dekoracji kobiecego stroju cieszyń­
skiego. Są to koronkowe czepce czółkowe, obszycia chust spuszczowych i koronkowe krezy przy
rękawach koszulek stosowane zamiast płóciennych, hartowanych w białe dziurkowane i pajączkowe
motywy. O występowaniu tutaj koronek w odległych czasach świadczą nikłe wzmianki w dokumen­
tach miejskich z X V I w., gdzie mowa jest ogólnie o czepkach (1597) , o binjce do czepca (1695)
i o tym, że uboga mieszczka miała 11 czepków (1744) . Poza tym wspominana już chusta spuszczowa z 1686 r. znajdująca się w zbiorach muzeum w Cieszynie obszyta została klockową koronką. Jest
to jedyny dowód jakiego rodzaju były wówczas koronki. Nosiły one nazwę brabanckich (1728) , co
świadczy, że nie były miejscowego pochodzenia, tylko importowane i że wykonane zostały techniką
klockową która w ówczesnej Europie była najbardziej rozpowszechniona. Zreszt według miejsco259

260

261

Ryc. 171. Narożnik chusty spuszczonej wyszytej skręcatką i obszytej klockową koronką, Istebna, I I pol. X I X w.

wej tradycji ustnej, początkowo tylko takich koronek tutaj używano. Sprowadzano je z Czech, Mo­
raw, Słowacji, Austrii. Natomiast wszystkie inne koronki były wynikiem późniejszej nauki w szkole
podczas lekcji robót ręcznych. Opinię tę potwierdziła stara nauczycielka, Nawrotkówna z Pierśćca
mówiąc, że dzieci w szkole za austriackich czasów miały lekcje robót ręcznych od 5 klasy. Uczyły
się wtedy haczkowania, roboty na drutach, szycia i haftowania i jeśli któraś z dziewcząt była pilna i
zdolna, to potem te umiejętności wykorzystywała w życiu . Natomiast samą umiejętność robienia
koronek klockowych na bębenku podjęła około 1903-1905 r. żona robotnika kuźni w Ustroniu, któ­
rzy przeprowadzili się tutaj ze Świerczynowca koło Czacy w Czechach. Ona to nauczyła tej umiejęt­
ności córkę miejscowego pastora, która następnie założyła tu szkołę robót ręcznych. Z kolei w szkole
roboty klockowej uczyła w Ustroniu pani Wałachowa i „potem to już w każdej chałupie robili" .
Skutkiem tego koronki klockowe znacznie potaniały, były bowiem wcześniej bardzo drogie.
262

263

259
260
261
262

Dobrowolska A., Żywotek..., s. 28, przypis 2.
Poloczkowa B., Tekstylia..., s. 135-146.
Ibidem.
Emerytowana nauczycielka Nawrotkówna lat 60 rodem z Pierśćca uczyła w miejscowej szkole od 1909 r. i wzory do robót
ręcznych czerpała z żurnali oraz własnych pomysłów. Poza Pierśćcem uczyła jeszcze w Roztropicach, Kiczycach i Ochabach
a od 1935 w Brzezinach Śląskich do 1939 r., Pierściec 1956.
263 Koronkarki: Emilia Lipowczan lat 40, Goleszów-Równia i Stefania Romańczyk ur. 1900, Nierodzim 1958.

123

�Ryc. 172. Czółko czepka z koronki klockowej w płócienkowe ornamenty, Nierodzim I poł. X X w.

Niebawem też Ustroń i najbliższa okolica stały się głównym ośrodkiem wyrobu tego typu koro­
nek . Sprzedawano je następnie w Ustroniu u Alnochowej i Lipowczana, w Skoczowie u Drabiny,
w Cieszynie u Lewińskiego. Tam też można było dostać gotowy koronkowy czepek, który przed I I
wojną światową kosztował 7,50 zł, a po wojnie do końca lat pięćdziesiątych - 30 lub 35 zł. Ustrońskie koronki klockowe odznaczały się płócienkowymi ornamentami na tle drobnej cztero lub sześciobocznej siatki, a motywami były listki koniczyny, wachlarzyki, gałązki iglaste, listki kwiatów,
pączki, kwiatki, żołędzie, muszki, winogrona, dzwonki, ząbki, poziomki lub motywy geometryczne,
jak gwiazdki, wiatraczki, kwadraciki, kropki, linie faliste i zygzakowate, krzyżyki, kratki, okienka.
Wykonywano je z białych nici firmy DMC, przy czym grubość nici zależała od rodzaju koronki.
264

Ryc. 173. Stefania Romańczyk przy robocie koronki klockowej, Nierodzim 1956 r.
264 W połowie XX w. koronki klockowe wyrabiały jeszcze oprócz E. Lipowczan i St. Romańczyk, Ewa Chwastek lat 56, Ustroń,
Maria Gruszczyk ur. 1919, Nierodzim, Helena Nowak lat 50, Lipowiec. Ta ostatnia wyrabiała też koronki siatkowe. Koronki
klockowe robiły też: Joanna Pieczona z Cieszyna oraz Matylda Macura i Helena Winiarska za Strumienia. Bazielich B.,
Twórczość ludowa..., s. 15—16.

124

�Tzw. paliczkowe, czyli klockowe koronki wykonywano przeważnie z nici nr 100, ale też z nici nr 60
lub 80. Nawijano je na kilkanaście lub kilkadziesiąt szpuleczek z pałeczkowatymi uchwytami (stąd
nazwa) i przymocowywano do bębenka, czyli walcowatej poduszki umieszczonej na odpowiednim
stojaku. Przeplatając je oraz posługując się przytrzymującymi na poduszce szpilkami wykonywano
koronkę, która miała wygląd węższego lub szerszego pasa zwijanego w kłębek, albo wielkość czółka.
Jeśli koronka miała mieć płócienkowe motywy, to do tego celu używano nici grubszych, np. nr 35 lub
fastrygi, jak na wiązaną siatkę.

Ryc. 174. Czółka do czepka haftowane na tiulu, Pastwiska 1952 r.

Ryc. 175. Czepek czółkowy z haftowanej wiązanej siatki, Wisła-Jawornik 1949 r.

Płócienkowe ornamenty wykonywano też na tiulu początkowo klockowej roboty, a z czasem na
tiulu produkcji fabrycznej. Wówczas na takiej siatce za pomocą przeciągania igły z nitką modelowa­
no wzory, czyli szyto lub poszywano. Poszywane były także koronki z czworobocznej siatki drobno
wiązanej, czyli tzw. filet, dla wykonania, której potrzeba było nici nr 50. Posługiwano się przy tym
125

�specjalną iglicą a potem na siatce wyszywano pełno lub półpełno wałeczki, gwiazdki, serduszka,
koniczynki, trójlistki, kropki, kwiatki, zaś ząbki przy czepku dorabiano szydełkiem. Na siatce i tiu­
lu robiono też tzw. gatrowania, czyli zapełnianie jednolitymi ściegami określonej powierzchni, co
podobne było do cerowania, bądź haftu płaskiego, czy wypukłego, a co w dużej mierze zależało od
wielkości oczek tiulu lub siatki. Gotową koronkę na noc rozkładano na rosie, następnie prasowano na
zimno wygładzając, najlepiej za pomocą butelki.

Ryc. 176. Romek do haftowania siatki, Nierodzim 1956 r.

Każda kobieta chciała mieć na czółku czepka inne wzory, dlatego też urozmaicenie koronek było
duże. Pod wpływem nauki robót ręcznych w szkole zaczęto robić koronki szydełkowe, ale te przyjęły
się przede wszystkim w Koniakowie, gdzie tego rodzaju koronkarstwo praktykowane jest po dzień
dzisiejszy. Tamtejsze kobiety wynosiły swoje roboty na targ i tym sposobem również w stroju cie­
szyńskim pojawiały się czółka w czepcach wykonane szydełkiem. Nie były jednak rozpowszechnio­
ne, podobnie jak roboty na teneryfie, tj. niewielkich foremkach o rozmaitych kształtach, na których
wiązano z nici w odpowiednie wzory łączone następnie szydełkiem w jedną całość. W stroju cieszyń­
skim dominowały koronki klockowe w przeciwieństwie do stroju łaskiego, gdzie przeważały koronki
i czepce tiulowe ewentualnie siatkowe. W okolicy Zarzecza i Strumienia koronki przy czepkach były
też szydełkowe z grubszymi wzorami i tym różniły się od noszonych przy stroju cieszyńskim np.
w Pruchnej .Odmienne były również wzory koronek szydełkowych wykonywanych w Koniakowie.
Charakteryzują je gwiazdki, koluszka, bańki, śliwki, wiatraczki, kolce, szczytki, świeczki, gąsiorki,
łopatki, młynek, krałiki, rogulki, sierotki, pompki, różiczki, słupki, nawijany warkoczyk, pełne ziąbki i inne . Warto dodać, że obecnie są to jedyne tego rodzaju wyroby, gdyż koronek klockowych,
siatkowych, teneryfowych i poszywanych na tiulu nikt już dzisiaj na szerszą skalę nie robi, nie tylko
z braku zapotrzebowania, ale także z racji gotowych koronek produkcji fabrycznej, które bez trudu
można w każdej chwili nabyć.
265

266

WYKONAWCY
Zarówno dokumenty miejskie, a na ich podstawie opracowania historyczne, jak i tradycja ustna
miejscowej ludności świadczą iż w regionie cieszyńskim nie brak było rzemieślników oraz wiejskich
rękodzielników, których wytwórczość związała się ze sporządzaniem odzieży. Jednym z najliczniej
reprezentowanych było szewstwo, które po miastach cieszyńskich miało swoje cechy zorganizo265 Emilia Michalska, krawcowa, hafciarka ur. 1906, Pruchna 1956.
266 Bazielich B., Koronkarstwo [w:] Twórca ludowy i jego dzieło, red. zbiorowa, Katowice 1986, s. 195-216.

126

�267

wane jeszcze przed X V I w. oraz uprawiane chałupniczo. Liczba szewców wahała się wówczas
w Cieszynie w granicach 28, w Skoczowie - 18, w Strumieniu - 8, a w Bielsku podobnie jak w Sko­
czowie - 18 szewców. Ich obowiązkiem było dostarczanie swoich wyrobów nie tylko mieszczanom,
ale także ludności wiejskiej zamieszkującej obszar nie dalszy niż o półtorej mili od miasta .
268

Ryc. 177. Pieczęć cechu szewskiego, Skoczów 1565 r.

K r a w i e c t w o . Na przełomie X V I i X V I I w. powstał w Cieszynie cech krawców, a w 1629 r.
w Strumieniu i jak się okazuje szyli oni niektóre części odzieży także dla ludności wiejskiej. Były
to sukienne spodnie, kamizelki i kamizele oraz płaszcze męskie także kobiece spencery i suknie.
Jeszcze na początku X X w. byli po wsiach krawcy, którzy szyli suknie cieszyńskie, gdyż uważano,
że suknia uszyta przez krawca ma odpowiedni fason i ładnie leży. W Prachnej np. suknie szył Je­
rzy Marek, który zmarł w czasie I I wojny światowej w wieku ponad 80 lat. Szyły je także kobiety,
jak Emilia Michalska za czasów panieńskich (do 1923 r.), czy Matylda Romańczyk w Nierodzimiu
i wiele innych jeszcze kobiet nie uchodzących nawet za krawcowe, czyniąc to przede wszystkim dla
siebie i znajomych. Poza tym „wiejskie szwaczki i domorosłe krawcowe szyły jakie" . Szyły także
kabotki i fartuchy, a nadto haftowały.
Hafciarstwo. W Pruchnej stara kobieta, Maria Matuszyńska, nazywana Matusznioczka szyła
suknie i inne części stroju oraz haftowała żywotki według własnych i odbijanych wzorów. Była bo­
wiem komornicą i w ten sposób zarabiała aby opłacić swoją izbę. Niektóre kobiety pracowały razem.
Jedna np. szyła, druga haftowała, trzecia zajmowała się sprzedażą i rozprowadzaniem tych wyrobów
po sklepach. Tak było np. w Wiślicy, gdzie hafciarka Zofia Kaszperek współpracowała z dwoma
innymi kobietami oddając do sklepów tygodniowo 15 gotowych żywotków . Wiele pracy miała tak­
że Helena Sojka (ur. 1897) w Bielowicku, która haftowała na zamówienie i do sklepów, na czym
w ciągu paru lat zarobiła na wybudowanie domu. Jeszcze w połowie X X w. nie brakowało hafciarek
269

210

267
268
269
270

Tomczyk D., Pieczęcie..., s. 35.
Popiołek F., op.cit, s. 160-161.
Emilia Michalska, ludowa poetka i twórczyni, ur. 1906 r., Pruchna.
Wywiad z Zofią Kaszperek lat 50, Wiślica 1956 r.

127

�271

żywotków w rejonie cieszyńskim, jak i bielskim . Natomiast żyło zaledwie parę hafciarek, które zaj­
mowały się haftem białym i kolorowym na płótnie, chociaż pierwotnie kolorowe wyszycia ściegami
liczonymi umiało wykonywać wiele kobiet.
W latach międzywojennych w Skoczowie u Żyda Lindnera można było kupić cały strój cieszyń­
ski, a u niejakiego Kubeczki przy ul. Bielskiej i u Gronnera wszystkie rzeczy potrzebne do stroju.
Oprócz Lindnera podobny sklep miał tutaj Epstein, gdzie Franciszka Burjan oddawała wyhaftowane
przez siebie żywotki. Sklepy prowadzili też Baronowa i Szindler. Dla Gronnera i dla Siissa w Cie­
szynie haftowała Anna Cyfkowa z Wiślicy. Dla Siissa i Kónigsteina haftowała również Mara Smelikowa z Bobrku, a w Skoczowie dla Wasserteila i Lindnera. W Cieszynie sprzedawała je w sklepie
Lewińskiego i Kónigsteina, w Strumieniu - u Heckera, a w Bielsku u Weisberga. W Bielsku sklepy
z akcesoriami do stroju mieli jeszcze Heinrich i Spiler, którego córka wyszła za mąż za kupca Lind­
nera w Skoczowie. Poza tym dwa duże sklepy prowadzili Bazelides i Berglas. W Cieszynie oprócz
Lewińskiego i Siissa był jeszcze Brachaczek oraz Pilch, który hafciarkom dostarczał aksamit i za
robotę płacił 4 zł. Podobnie czynili inni kupcy płacąc za robotę 4,50-5 zł. Tak np. hafciarki z Ligoty
oddawały haftowane żywotki do sklepów Sterlicha i Rosenberga w Dziedzicach. Firmę Rosenberga
objął z czasem Żyd Rent, który sprzedawał żywotki po 7-8 zł. W Czechowicach natomiast sklep pro­
wadziła Brochoczkula.
W latach po I I wojnie światowej w Cieszynie przy ul. Armii Czerwonej 40 był sklep, gdzie wid­
niało ogłoszenie, że tutaj haftują żywotki, malują jedwabne fartuchy oraz wstążki i chustki (1957).
Poza tym w komisie przy Rynku targowym mieli na zbycie żywotki haftowane przez Marię Szczepań­
ską z Hermanie oraz suknię cieszyńską z Goleszowa (1956) .
Żywotki hafciarki haftowały też prywatnie. Tak np. Helena Sojka w Bielowicku robiła je kobie­
tom z Jasienicy, Bier, Roztropic, Kowali, Wieszcząt, Rudzicy, Iłownicy, Czechowic, Bielowicka,
Świętoszówki, a Ewa Chałupska w Jasienicy miała odbiorczynie w Jasienicy, Międzyrzeczu, Sta­
rym Bielsku, Jaworzu, Bierach, Łazach, Wieszczętach, Pogórzu, Godziszowie, Goleszowie, nawet
w Karwinie. Innymi słowy prace hafciarek żywotków rozchodziły się szeroko nie tylko po wsiach
cieszyńskich.
Robót ręcznych w nowszych czasach, zarówno szycia, haftowania i koronkarstwa uczono w szko­
le, na kursach, a nawet w miejscowych klasztorach, np. w Cieszynie, czy Strumieniu. Tym sposobem
oprócz umiejętności technicznych pozyskiwano wzory, które z kolei uzupełniano na własną rękę.
272

Ryc. 178. Zeszytowy wzornik do robienia koronek klocowych, Nierodzim 1956 r.

271 Na hafciarki napotkałam między innymi w Cieszynie, Skoczowie, Pierśćcu, Mnichu, Chybiu, Goleszowie, Górkach Wielkich,
Brennej, Wiśle, Gumnej, Lipowcu, Wiślicy, Nierodzimiu, Pruchnej, Haźlachu, Międzyrzeczu, Jasienicy, Ligocie.
272 Badania terenowe i publikowane ich wyniki. Bazielich B., Z badań terenowych..., s. 14-16.

128

�Tabl. I V Mężatki w cieplejszych strojach. Fot. St. Gadomski 1972.

�Koronkarstwo. Koronkarka Maria Gruszczyk w Ustroniu odrabiała wzory z „Tagebuchu",
a także założyła własny wzornik. Własnoręcznie opracowane wzory miała też koronkarka Stefania
Romańczyk z Nierodzimia. W połowie X X w. wśród nielicznie już żyjących koronkarek były i takie,
które oprócz wyrobu zajmowały się jeszcze praniem i prasowaniem koronek i czepków. Do nich
należała np. Weismanowa, czy Michalikowa w Pruchnej. Były to jednak starsze kobiety i wraz z ich
śmiercią umiejętność ta zanikła.

1

jfUtfifofc,*****f;',. i
2 ? « « 2 f f i TiHMM'

*

tf^ł&gt;u»«w
!tf

1 « W i l l U «W'' '-iWfttttM 3 W«&lt;w,/ ^ •

JlĄim

i

na. P»K Welinu ,a PCałn*

h p f ł t j truJ^tfr «*»fl'lt |t

OT

fc'^'-

,

Y",

fiAlcj-m

" l i ? * m» U f t H f.

^

1

Ryc. 179. Przywilej cechu płócienników wydany przez Wacława, księcia cieszyńskiego,
zabraniający „szturarzom" wytwarzania i sprzedawania płótna, Cieszyn 1563 r.

Nieco wcześniej, bo pod koniec X I X w. zanikł zupełnie wyrób samodziałowych tkanin wełnia­
nych i sukien oraz płótna, chociaż tkactwo wiejskie uprawiano na tych terenach od najdawniejszych
czasów. Funkcjonowało ono obok tkactwa rzemieślniczego, które skupiało się po okolicznych mia­
stach i miało swą organizację cechową. Tkacze pracowali także na książęcym zamku i w niektórych
prowincjonalnych dworach. Sukiennicy byli np. zobowiązani zrobić co roku dla księcia 4 postawy
sukna o 31 łokciach długości, przy czym cena jednego postawu w tym czasie wynosiła 2 zł . Nato­
miast „sukna chłopskiego", czyli tzw. wałaskiego nie wolno było wyrabiać we wsiach leżących w po­
bliżu miast (w odległości od miasta do 1,5 mili), aby nie konkurowało z rzemieślniczym. Wyrabiano
je jednak w wielu miejscowościach i ze względu na swą wysoką jakość cieszyło się zawsze dużym
powodzeniem. Poza tym w południowej i zachodniej części Śląska Cieszyńskiego rozwijała się upra­
wa lnu i wyrób płótna, co obok rolnictwa stanowiło najbardziej zaawansowaną produkcję . Płóciennictwem zajmowano się po wsiach i rzemieślniczo, a z uwagi na dobrąjakość wyrobów cieszyło się
dużym wzięciem. Tkacze płótna zorganizowani byli w cechach już w X V w. i usilnie dbali o swoje
prawa pierwszeństwa sprzedaży do tego stopnia, że wolno im było „odbierać siedlakom mieszkają­
cym w obrębie mili" ich płócienne wyroby. Tymczasem po wsiach pracowało dosyć tkaczy i w zimie
całe rodziny chłopskie zajęte były przy obróbce lnu (przędzeniu oraz tkaniu), aby na czas dostarczyć
273

274

273 Popiołek F., op.cit, s. 168.
274 Górny Śląsk, s. 324.

129

�275

do dworu przędzę i płótno wybielone i przygotowane do użytku . Wyroby te, dzięki swojej dobrej
jakości uzyskały nawet pozwolenie cesarskie (1746) pozostawania tkaczom poza organizacją cecho­
wą i spis z 1773 r. wykazał, że po wsiach pracowało więcej tkaczy aniżeli we wszystkich miastach
Księstwa razem .
Farbiarstwo. Zrzeszeni w cechu byli także farbiarze płótna tzw. piękni i czarni, ale po znie­
sieniu przymusu cechowego w państwie austriackim na pocz. X I X w. podział taki przestał istnieć
i rzemiosło farbiarskie zaczęło stopniowo zanikać. Ostatnimi farbiarzami w Cieszynie byli niejaki
Szołtys oraz Karol Lewiński .
Garbarstwo i k u ś n i e r s t w o . Innym surowcem służącym do sporządzania części odzieży ta­
kich jak obuwie, pasy i wierzchnie okrycia w postaci kożuchów oraz serdaków były skóry i futra.
Oczyszczaniem i garbowaniem skór zwierząt hodowlanych, tj. owczych, bydlęcych i świńskich zaj­
mowano się po wsiach i wykorzystywano je we własnym zakresie. Ale byli też cechowi kuśnierze
i biało- oraz czerwono-skórnicy wyrabiający dla mieszczan i dworu oraz zamożnych włościan bar­
dziej wykwintne okrycia, rękawiczki, kalety itp. Cech kuśnierski w Skoczowie pieczętuje się datą
1629, a w Cieszynie 1710, natomiast biało- i czerwono-skórnicy pracowali w Cieszynie jeszcze
w X I X w.
Wyrobem biżuterii zajmowali się z ł o t n i c y i pasiarze, którzy nie zdołali tutaj utworzyć włas­
nej organizacji cechowej. Najstarsze informacje w księgach testamentów i spisu mieszczan w Cie­
szynie pochodzą z X V I i X V I I w. W odróżnieniu od złotników, pasiarze pracowali nie w złocie, ale
w srebrze, mosiądzu i miedzi lub tzw. pakfongu, tj. stopie miedzi, cynku i niklu, często posrebrza­
nym. Zajmowali się też, jak niektórzy złotnicy wyrobem paramentów kościelnych oraz akcesoriów
m y ś l i w s k i c h i o z d ó b do stroju cieszyńskiego. Ozdoby te nosiły przede wszystkim mieszczki, a na
wsiach żony i córki wójtów, sołtysów, dzierżawców ziemi, młynarzy. Największe skupisko tych rze­
mieślników w X V I i X V I I w. było w Cieszynie. Poza tym ich warsztaty znajdowały się jeszcze
w Skoczowie, Strumieniu, Bielsku, Jabłonkowie, Frydku, Frysztacie, Bohuminie, Czacy, Ostrawie.
Niektórzy zajmowali się tylko wyrobem spinek i zwali się spinkarzami, albo tylko hoczków, tzw.
hoczkarze . Bardziej szanujący się rzemieślnicy w X V I I I - X I X w. odpowiedniej próby wyroby syg­
nowali monogramem oraz urzędową cechą. Swoje zawodowe, a nawet rodzinne tradycje łączyli od
dawien dawna z ośrodkami w Krakowie, Wrocławiu i Opawie, co tłumaczy kierunki wpływów z za­
kresu techniki wykonania i wzornictwa. Natomiast nieliczni już złotnicy pracujący w pierwszej poł.
X X w. swe umiejętności nabywali w samym Cieszynie u starszych rzemieślników , a nieżyjący już
złotnik Franciszek Horak jako jeden z ostatnich tego typu tradycyjnych rzemieślników, pracujący od
1950 r. dla Cepelii, zawodu wyuczył się w Bielsku .
Takiego wykształcenia nie posiadali natomiast ludowi wykonawcy biżuterii, którzy w tym celu
stosowali mniej szlachetne metale. Byli to samoucy wyrabiający tańsze ozdoby, zwłaszcza spinki do
koszul, bez sygnowania. Na początku X X w. żyło ich już niewielu w Beskidzie Śląskim, Brennej,
Bystrzycy, Końskiej, Cisownicy i po ich śmierci nikt więcej nie podjął się takiego rękodzieła . Biżu­
terię kupowano zazwyczaj u wytwórców, natomiast po zakupy innych akcesoriów do stroju udawano
się ze wsi do Cieszyna, Skoczowa, Strumienia, Frysztatu, Jabłonkowa, Bielska, gdzie także odbywa­
ły się targi. Najpopularniejsze były jarmarki w Strumieniu i Frysztacie. Poza tym wielu wędrownych
kupców przechodziło przez wsie, handlując materiałami wełnianymi, bawełnianymi, jedwabnymi
oraz gotowymi wyrobami, np. chustkami, fartuchami. Przed rozpadem Austro-Węgier przychodzili
też wędrowni handlarze ze Słowacji i Węgier sprzedając tkaniny, broszki i drobiazgi codziennego
użytku, a „szmaciarze" zbierali stare gałgany dając w zamian igły, agrafki, nici itp.
276

277

278

m

280

281

282

283

275
276
277
278
279
280
281
282
283

130

P o p i o ł e k R, op.cit., s. 57.
Ibidem, s. 167.
Fi er la G., Strój cieszyński, s. 39, 40, przypisy 123 i 151; Własne badania terenowe autorki.
Tomczyk D., op.cit., s. 166.
I wanek W., op.cit, s. 121-186; Krajka a śperk..., op.cit, s. nlb.
Iwanek W., op.cit, s. 153, 155, 161.
Bazielich B., Twórczość ludowa..., s. 19-20.
G ł a d y s z M., op.cit, s. 185-186.
Emilia Michalska, Pruchna.

�Ryc. 180. Złotnik Franciszek Horak przy swoim warsztacie, Cieszyn 1962 r.

ZAKOŃCZENIE
Mówiąc o stroju cieszyńskim ma się na względzie tylko jego kobiecy zestaw, bo on utrzymał się
najdłużej. Charakterystyczną przy tym rzeczą jest fakt, że w miarę upływu czasu coraz to bardziej się
rozpowszechniał zarówno po linii poziomej, tj. przestrzennie, jak i po linii pionowej, czyli w drabinie
społecznej - od warstw uprzywilejowanych po średnio i mniej zasobne osoby w środki materialne.
Tym samym różnicowała się jego wykwintność i ozdobność wyrażająca się w drogich materiałach,
kosztownych koronkach i haftach złotych lub srebrnych aż po własnej produkcji tkaniny, nici, czy
inne jeszcze błyskotki wykorzystywane zamiast srebrnej lub złotej biżuterii. To samo dotyczy gatun­
ku wstążek, które jako przeposki niektórym kobietom zastępowały srebrne pasy, a zamożniejszym
służyły jako podkład pod ciężkie pasy. Nie miał przy tym znaczenia rodzaj wyznania - katolickie,
czy protestanckie, aczkolwiek może bardziej ozdobnie nosiły się katoliczki. Natomiast wymownym
jest fakt, że jeszcze w X V I I I w., zgodnie z przywilejami książęcymi odległość 1,5 mili od miasta były
131

�jak gdyby granicą, spoza której wiejskie wyroby miały ograniczony dostęp do miast. Tym samym
wyznaczały w pewnym sensie obszar występowania stroju cieszyńskiego. Wprawdzie były od tego
wyjątki, bo ceniono zarówno sukna wałaskie i płótna wiejskich rękodzielników, ale nie ulega wątpli­
wości, iż najbardziej eleganckie i strojne stroje noszono w tym właśnie obrębie, a przede wszystkim
w miastach. W miastach koncentrowało się rzemiosło, tj. szewcy, krawcy, kuśnierze, tkacze, złotnicy
oraz kupiectwo pośredniczące między innymi w kupnie -sprzedaży wszystkich rzeczy potrzebnych
przy sporządzaniu stroju. Tutaj też przybywali wieśniacy nawet z dalszych miejscowości, aby się
w nie zaopatrzyć, co pozostało po czasy współczesne. Można przyjąć, że im dalej od miejskich cen­
trów, tym stroje cieszyńskie były skromniejsze i mniej bogate, a sporadyczne wyjątki stanowiły stroje
siedloczek, żon i córek wójtów, młynarzy, czy innych cenionych wiejskich rzemieślników. Biedna
góralka nie mogła się z nimi nawet mierzyć, dlatego bogatego konkurenta do nich właśnie odsyła
w pieśni:
... Z Panem Bogiem mój Janiczku,
nie przychodź ku mnie.
Jo mom kabotek bielutki
Fartuch zbiyrany.
Tyś Janiczku wielki bogacz,
jak pan nad pany,
na mnie suknie nie szuszczą
a leńcuszki nie brzynczą,
i jak ci się nie podobom
hledaj se inszom.
Dziewczyna pierwszą suknię dostawała, jak szła do Konfirmacji albo do I Komunii Św., a potem
gdy była panną na wydaniu lub gdy była proszona za druhnę. Suknię sprawiała matka, zaś w biedniej­
szych rodzinach zamiast nowej, dopasowywała córce jedną ze swoich, aczkolwiek obyczaj skłaniał
aby suknia panny młodej i druhny była nowa - może skromna, ale nieużywana. To samo dotyczyło
i pozostałych części stroju. Niektóre z nich początkowo przenikały na wieś, nierzadko na zasadzie
spadkowego przekazu lub daru za dobrą służbę u bogatej mieszczki. I tym sposobem sporadycznie
wzbogacały swój strój mniej zamożne kobiety.
Ubiorem dziewczynek były kretonowe sukienki lub spódnice i jakie, a w zimie chustki wełniane,
przeważnie przenoszone po matce. Dlatego nie można jednoznacznie mówić o stroju dzieci, także
i o stroju chłopców, którzy nosili lniane koszule i spodnie oraz wełniane kurtki przeszyte najczęś­
ciej z ojcowej kamizeli. Kawalerowie natomiast dbając o swój wygląd, upodabniali się do wyglądu
starszych, którzy jak wiadomo dość wcześnie zarzucili tradycyjny sposób ubierania się, przechodząc
na surduty i marynarki. Być może z tego też powodu wszelkie rekonstrukcje męskich strojów cie­
szyńskich, jakich używają zespoły folklorystyczne nie są udane, gdyż nie odpowiadają prawdzie. Za
to stroje kobiece mają wiele możliwości i podstawy do prezentowania autentycznych przykładów.
Zachowało się bowiem jeszcze sporo oryginałów, a i wszelkie szyte na nowo części tego stroju za­
chowują właściwą jego formę oraz ukazują różnorodność sposobów zdobniczych odpowiadających
modzie określonych ram czasowych. Wprawdzie jeszcze w 1926 r. w jednym z listów nadesłanych do
„Posła Ewangelickiego" jego autor utyskuje na niekorzystne zmiany, jakie zaobserwował w kobie­
cym stroju cieszyńskim po dłuższej swej nieobecności w tych stronach, ale tym samym dokumentuje
panującą wówczas modę. Nie widząc złotem lub srebrem haftowanych żywotków, ani „kabotków
i koszulek pięknie haftowanych", ani fartuszków batystowych i czarnych sukiennych spencerów do­
strzega" niemożliwe bezstylowe innowacje". Są nimi według niego czarne suknie z brązową golon­
ką, żywotki bez haftu, zamiast białego bufiastego kabotka - modna damska bluzka, nawet niebieska,
żółta, zielona z głębokim dekoltem, „fartuchy, które dawniej były gęsto fałdowane są dziś wąskie
i kuse", a „zamiast starego spencera kaftaniki, tzw. jakie" uszyte z sukna, aksamitu, jedwabiu
i „o zgrozo - z pluszu". Czyli tzw. plusz uchodził za coś zgoła nieodpowiedniego. Również dziew132

�częta nie noszą - jak pisze - grubego warkocza lecz „ufryzowane grzywki, strzyżone czupryny
i bubikopfy". Krytykując ten stan rzeczy nawołuje kobiety do powrotu do dawnej mody śląskiej .
284

Ryc. 181. Tancerze z zespołu cieszyńskiego, Cieszyn 1970 r. Fot. Arch. autorki.

Warto podkreślić, że faktycznie w latach dwudziestych - trzydziestych X X w. pojawiają się suk­
nie w brązowym kolorze i z brązową golonką oraz żywotkiem z brązowego aksamitu. Czasami jest to
także kombinacja - żywotek brązowy, a suknia czarna i golonka nie koniecznie niebieska, ale nie jest
to powszechne, bo każda z kobiet wie, że suknia powinna być właśnie czarna z haftowanym czarnym
żywotkiem lub ewentualnie wiśniowym dla druhny. Powszechna natomiast staje się zmiana uczesania,
tzn. dziewczęta i młode mężatki chętnie obcinają swoje warkocze i ondulują krótkie włosy, starsze
kobiety jednak, ubierając się tradycyjnie zachowują chociaż krótki warkocz upięty na potylicy, aby
lepiej trzymał się na głowie czepek. I jeszcze jedna uwaga wspomnianego autora z „Posła Ewangeli­
ckiego" jest trafna. Wiele młodych kobiet oglądających się za modą w mieście zaczyna nosić zamiast
koszulki z białym haftem, czy tradycyjnego kabotka, jedwabną bluzkę z krótkimi rękawami, uszytą
w różnym fasonie, przeważnie bez kołnierza, zapinaną z przodu na guziczki lub wkładaną przez
głowę, raczej białą ewentualnie kremową, a nie w różnych kolorach, jak to zauważa autor listu. Jego
spostrzegawcze oko dostrzega także zmianę szerokości i sposobu marszczenia fartucha, przy czym
koronkowe wstawki u dołu występowały nader rzadko. Natomiast żywotki bez haftu, obszyte tylko
samą niebieską albo białą taśmą były istotnie mniej eleganckie.
Jeśli chodzi o kolejne zmiany w stroju to nastąpiły one także po I I wojnie światowej, kiedy mod­
ne stały się tkaniny nylonowe, ręcznie malowane, z czasem też posypywane błyszczącym kolorowym
proszkiem, których używano na fartuchy i szatki. Upodobania te dość prędko minęły, gdyż okazały
się niepraktyczne - takich wyrobów nie można było prać, farba malowań się łuszczyła przy częstym
ich używaniu, a połyskliwy proszek się wykruszał. Niemniej cieszynianki zawsze ulegały modzie
i „umiały się ubrać" . Mówiono też „moda i jeszcze raz moda", pomimo iż w panującej opinii „modę
djabeł stworzył. Wszycko zbiyro do beczki i jak tego jest już moc, co ni może już nic wykombino­
wać, to beczkę przewróci do góry dnem i znów na nowo moda" .
W sumie większość wprowadzanych nowości w X X w. okazała się niefunkcjonalna, nawet tan­
detna, co nie odpowiadało elegancji i wykwintności tradycyjnego stroju. Zawsze bowiem dbano
o jego staranny wygląd i dlatego odświętne strojenie wymagało dużo czasu. Powiadano też, że „babe
do cieszyńskiego stroju ubrać, to prędzej wóz z drabiną zaprządz i konie uszykować" . Kto chce
285

286

287

zatem z różnych względów go nadal nosić, powinien zachować jego autentyczny uroczysty wygląd.
284
285
286
287

Anonimowy list o stroju śląskim, „Poseł Ewangelicki" 1926 nr 41.
Zuzanna Bojdowa lat 55, hafciarka, Pierściec 1958.
Emilia Lipowczan, Goleszów-Równia 1958.
Siostry Helena Cieślak i Emilia Śliwka, Brenna 1956.

133

�BIBLIOGRAFIA
Bazielich B . , - Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Katowice 1958.
- Z badań terenowych nad haftem ludowym w pow. bielskim, Katowice 1962.
- Ludowe wyszycia techniką krzyżykową na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Etnografia", zeszyt nr 1, Bytom 1966.
- Moda w strojach regionalnych, katalog wystawy, Bytom 1957.
- Złote hafty w tradycyjnej odzieży na Śląsku, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Etnografia" zeszyt nr 6, Bytom 1973.
- Śląskie stroje ludowe, Katowice 1988.
- Strój ludowy w Polsce - opisy i wykroje, Warszawa 1995.
- Odzież, stroje i ich formy zdobnicze, [w:] Kultura ludowa śląskiej ludności rodzimej,
red. D. Simonides, Wrocław - Warszawa 1991, s. 99-168.
- Śląskie stroje ludowe, Chorzów 1997.
Bronicz St., - Strój pszczyński, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1954.
Dobrowolska A., - Żywotek cieszyński, Katowice 1930.
- Strój Jacków Jabłonkowskich, Lublin 1948, „Prace i Materiały Etnograficzne", t.
V I I I , s. 1 - 38.
Dobrowolscy A., T., - Strój, haft i koronka w województwie śląskim, Kraków 1936.
Fierla G., - Strój lachów śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1969.
- Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977.
Gładysz M . , - Zdobnictwo metalowe na Śląsku, Kraków 1938, s. 181-238.
Iwanek W , - Złotnictwo na Śląsku Cieszyńskim. Próba zarysu, „Rocznik Muzeum Górnośląskiego
w Bytomiu. Sztuka", zeszyt nr 6, Bytom 1973, s. 121-186.
Kubisz J., - Pamiętnik starego nauczyciela, Cieszyn 1928.
Malicki L., - Kożuchy górali śląskich, „Zaranie Śląskie", R. I I I , z. 3, 1937.
- Drukowanie płócien na Śląsku, „Lud", t. X I I , 1954.
- Strój górali śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych", Wrocław 1956.
Malinowski L., - Zarysy życia ludowego na Szląsku, „Ateneum", 1877.
Piegza K., — Nakrycia głowy kobiet cieszyńskich, Czeski Cieszyn 1979.
Poloczkowa B., - Tekstylia i strój na Śląsku Cieszyńskim w XVII-XVIII w., „Polska Sztuka Ludowa",
1973, z. 3, s. 135-146.
- Strój cieszyński w XIX w., „Polska Sztuka Ludowa", 1972, z. 3, s. 153-170.
Popiołek F., - Studia z dziejów Śląska Cieszyńskiego, Katowice 1958.
Slama Fr., - Oesterreichisch Schlesien, Prag 1887.
Stolafik, - Hrcava, Ostrava 1958.
Teśinsko, t. 2, Odev, praca zbior., Ostrava 2000, s. 99-240.

134

�SPIS ILUSTRACJI
1. Mapa powiatu cieszyńskiego, bielskiego z miejscowościami, w których w 1956 i 1957 r. przeprowadzono badania
nad haftem ludowym. B. Bazielich, Z badań terenowych nad cieszyńskim haftem ludowym, Katowice 1958, s. nlb.
2. Jadwiga Krysta w codziennym odzieniu przy kuchni, Lipowiec 1956 r. Fot. St. Deptuszewski
3. W drodze na targ, akwarela J. Alta 1840 r. Kartka pocztowa wyd. Przez Muzeum Tesinska, fot. A. Milersky.
4. Powrót z chrztu, rys. J. Kinzel, 1891. Reprod. Oesterreichisch
und Schlesien, Wien 1897, s. 593.

- ungarische Monarchie in Wort und Bild. Märchen

5. Mapa zasięgu ludowych strojów w Cieszyńskiem. Teśinsko, t. 2, Ostrava 2000, s. 100. Reprod.
6. Mapa rozmieszczenia dawnych plemion śląskich. Górny Śląsk, cz. I , Poznań 1959, s. 436.
7. Mapa podziałów wewnętrznych Śląska w I poł. X I V w. i granice Księstwa Cieszyńskiego około 1315 r. R. Rysiewicz-Jędrusik, A. Pustelnik, B. Konopka, Granice Śląska, Wrocław 1998, s. 90
8. Mapa Śląska Cieszyńskiego w granicach historycznych. Płyniesz Olzo ...Zarys kultury materialnej ludu cieszyńskie­
go,, red. D. Kadłubiec, t. I I , Ostrava 1972, s. 107 Mapa uzupełniona przez autorkę.
9. Mapa osadnictwa, gleb, zalesienia i terenów bagnistych w X I I I - X I V w. I . Panic, Historia osadnictwa w księstwieopolskim we wczesnym średniowieczu, Katowice 1992, s. 131, mapa 14.
10. Kobieta w letniku. Rysunek na desce w kościele NMP, Zarzecze koło Bielska-Białej, X V I w. Arch.Dz.Et.MGB.
(Dział Etnografii Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu).
11. Renesansowy strój magnacki. Miedzioryt z widokiem Cieszyna, wyk. D. Meissner ok. 1630 r.
12. Fragment obrzędowej chusty z 1686 r. Fot. St. Deptuszewski. Eksponat Muzeum w Cieszynie.
13. Góralki w stroju cieszyńskim,

Koniaków Rupienka 1956 r. Fot. St. Deptuszewski

14. Raszka drobno fałdowana ze złotym galonem i haftem, Kojkowice RCz. I I poł. X I X w., Tesinsko, Ostrava 2000,
kolorowa i l . 38.
15. Stroje z okolic Cieszyna, rys F. Kaliwoda, ok. 1840 r. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 1.
16. Typy i widoki Cieszyna. „Tygodnik ilustrowany", 1878 r., Reprod. St. Deptuszewski.
17. Mężczyzna w stroju cieszyńskim, I I poł. X I X w. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 48.
18. Wyrobnicy cieszyńscy. „Tygodnik Ilustrowany", 1878 r.
19. Żywotki ze złotym haftem obszyte ozdobnymi taśmami. 1. Ustroń, poł. X I X w. 2. Istebna, koniec X I X w. Fot. St.
Deptuszewski. Zbiory muzeum w Cieszynie.
20. Przód i tył żywotka z charakterystycznym obszyciem ozdobną taśmą. Wyk. Maria Farfecka, Brenna 1936 r. Fot. St.
Deptuszewski, 1956.
21. Nowsza forma zdobienia żywotków. 1. Hafty w miejscach obszyć, wyk. Hermanka z Cieszyna w 1944 r., Mnisztwo.
2. Hoczki haftowane szklanymi perłami, wyk. Helena Sojka w 1926 r., Bielowicko. Fot. St. Deptuszewski, 1956.
22. Wiślanie. B. Hoff, Lud cieszyński, jego właściwości i siedziby, Warszawa 1888, s. 51.
23. Mapka zasięgu żywotka cieszyńskiego. A. Dobrowolska, Żywotek cieszyński, Katowice 1930, s. nlb.
24. Państwo młodzi (E. i Z. Gwarkowie) - mloducha w stroju cieszyńskim po zaczepieniu, pan młody w stroju górskim,
Koniaków 1957.
Fot. St. Deptuszewski.
25. Mapa zasięgu ubioru pszczyńskiego z granicą wpływów stroju cieszyńskiego.
Polskich Strojów Ludowych, Wrocław 1954, s. 17.

St. Bronicz, Strój pszczyński, Atlas

26. Mapa zasięgu żywotka cieszyńskiego. B. Bazielich, Z badań terenowych nad haftem ludowym w powiecie bielskim,
Katowice 1962, s. 29 nlb.
27. Mapa zasięgu ozdób metalowych na Śląsku. M . Gładysz, „Zdobnictwo metalowe na Śląsku", Kraków 1938, s. 201.
28. Strój cieszyński z okolic Jabłonkowa. Muzeum Śląskie w Opawie. Fot. A . Pustka 1970.
29. Ozdoby stroju jabłonkowskiego: brelok, orpant do męskiego kabata, filigranowe korale. Fot. Arch.MGB.
30. Cieszyński strój mężczyzny ok. 1870 r. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn 1977, s. 49.
31. Koszula męska o tunikowatym kroju. Rys. autorka.
32. Koszula męska o kroju z karczkiem. Rys. autorka.
33. Krój i przód płóciennych portek. Rys. autorka.
34. Krój i spodnie płócienne szyte po bokach. Rys. autorka.
35. Krój lazurek. Rys. autorka.

135

�36. Lazurki. Fot. J. Kubisz 1939. Arch.MGB.
37. Dawniejszy i nowszy typ brucleka: 1. - pol. X I X w. 2. koniec X I X w. G. Fierla, Strój cieszyński, Czeski Cieszyn
1977, s. 48.
38. Bruclek z I pol. X I X w. Rys. autorka wg Teśinsko, t. 2, Ostrava 2000, fot. 102.
39. Kamizelka zdobiona stebnowaniami. B. Poloczkowa, Strój cieszyński w X I X w., „Polska Sztuka Ludowa", 1963, z.
3, s. 155.
40. Kamizelka dwurzędowa uszyta z czarnej wełnianej tkaniny, I I poł. X I X w. Fot. J. Kubisz 1939. Arch. autorki.
41. Strój z okolic Cieszyna. Akwarela J. Alta z ok. 1840 r. kartka pocztowa wyd. przez Muzeum Teśinska, fot. A. M
lersky.
42. Krój kamizoli. B. Poloczkowa, Strój cieszyński w X I X w., „Polska Sztuka Ludowa" 1972, s. 157.
43. Krój kamizoli i szpencera. Rys. autorka wg A. Dobrowolskiej, Strój Jacków jabłonkowskich,
44^45.

nadbitka s. 17.

Przód i tył gunioka, pogórze cieszyńskie Fot. St. Deptuszewski.

46. Różne formy peleryny, I poł. X I X w. 1. - z podszewką, 2. - bez podszewki. Rys. autorka.
47. Płaszcz i jego krój bez pelerynki i kołnierza. Rys. autorka.
48. Krój i wygląd guni. Rys. autorka.
49. Zdobiny kożucha, Hermanice. Fot. L . Malicki 1939.
50. Różne formy luksusowego obuwia z X V I I - X I X w. 1. - but safianowy, 2. - but typu węgierskiego, 3. - brokatowybucik z językiem, 4. - bucik skórkowy z klamrą 5. - pantofel kobiecy z kokardą. Rys. autorka wg M . GutkowskaRychlewska, Historie ubiorów, Ossolineum 1968, s. 454, 554, 666.
51. Różne formy obuwia do stroju cieszyńskiego z X I X - X X w. 1. - but prosty, 2. - but z lśniącymi wąskimi cholewami,
3. - kierpec, 4. - sukienny papuć. Rys. autorka wg ilustracji J. Alta i H . Jastrzembskiego z I poł. X I X w.
52. Różne formy męskich nakryć głowy noszonych w X I X w. i na pocz. X X w. 1 - kapelusz cylindryczny, 2. - kap lusz
z klamrą 3. - kasturek, 4. - kapelusz słomiany, 5. - baranica. Rys. autorka.
53. Weselnicy: młoda para, dwie pary drużbów i goście, Jaworze Dolne 1914. Fot. Arch. autorki.
54. Młoda para - żenich w surducie, Pastwiska 1914 r. Fot. Arch. autorki.
55. Odświętny ubiór mężczyzn, Puńców 1910 r. Fot. Arch. autorki.
56. Helena Sojka, hafciarka we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego,
1956.

Bielowicko. Fot. St. Deptuszewski

57. Maria Farfecka, hafciarka w stroju cieszyńskim w jedwabnym fartuchu w kratę, Brenna. Fot. St. Deptuszewski 1956.
58. Franciszka Burjan, hafciarka w stroju cieszyńskim z białą dzianą hacką, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski 1956.
59. Kobieta we współczesnej bluzce ubranej do stroju cieszyńskiego ze starą biżuterią Brenna. Fot. St. Deptuszewski
1956.
60. Maria Szczepańska, hafciarka we współczesnym stroju cieszyńskim z haftowanym pasem, Hermanice. Fot. St. Dep­
tuszewski 1956.
61. Krój ciasnochy. Rys. autorka.
62. Prymitywny krój kabotka. Rys. autorka.
63. Trzy rodzaje koszuli wiyrchniej: 1. kabotek, 2. szutka, 3. koszwłka. Rys. autorka.
64. Wyszycia na obujku szutki, Ligotka Kameralna, RCz. Fot. St. Deptuszewski 1972.
65. Haftowany lemiec i kreza rękawa koszulki, Gumna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
66. Haftowana koszulka, Skoczów, koniec X I X w. Fot. Arch. autorki.
67. Haft na przyramku koszulki, Gumna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
68. Haftowane okruże koszulki, Ogrodzona pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski, Zbiory M G B Et. 10698.
69. Nowsza forma kabotka uszyta z fabrycznego płótna, Czechowice, I poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
70. Bluzka z haftem richelieu do stroju cieszyńskiego, Jasienica, lata międzywojenne. Fot. St. Deptuszewski 1959.
71. Wygląd spodka ze stanikiem. Rys. autorka.
72. Haft na brzegu spodka, Skoczów, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
73. Najstarsza rycina stroju cieszyńskiego,

1803 r. Teśinsko, ił. 160.

1 A. Suknia cieszyńska, Jasienica 1967. Fot. Arch. autorki.
75. Helena Cieśla w uroczystym stroju z suknią o lekko podwyższonym stanie, Brenna 1956. Fot. St. Deptuszewski.
76. Helena Sojka, hafciarka w stroju z suknią o obniżonej talii, Bielowicko 1956. Fot. St. Deptuszewski.
77. Wykrój żywotka - oplecko, dwie przedniczki, ramiączko.

136

Rys. autorka.

�78. Żywotek ze złotym hartem i złotą bortą, Ustroń X I X w. Fot. St. Deptuszewski, Zbiory muzeum w Gliwicach.
19. Żywotek haftowany przez Ewę Chałupską w 1946 r., Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.
80. Aksamit z haftowanym żywotkiem rozpiętym na hafciarskiej ramie, własność hafciarki Marii Szczepańskiej, Herm
nice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
81. Aksamit z zafastrygowanym żywotkiem przed uszyciem, wykonała Elżbieta Strzędało, hafciarka, Ligota. Fot. St.
Deptuszewski 1957.
82. Projekt żywotka obszytego sznurka, wykonała Ewa Chałupską, hafciarka, Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.
83. Żvwo/e/&lt;:bez haftów, obszyty sznurka, własność Anny Górniak, lat 65, Gumna. Fot. St. Deptuszewski 1956.
84-85. Tył i przód żywotka haftowanego w miejscach, gdzie naszywano galony, Wisła. Fot. St. Deptuszewski 1956.
86. Żywotek haftowany „w dwa kwiaty", Brenna 1938 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
87. Żywotek haftowany „w trzy bukieta", Górki Wielkie 1930 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
88. Żywotek ślubny haftowany „w jeden kwiat", Jaworze 1928 r. Fot. St. Deptuszewski 1959.
89. Żywotek z haftem „w wianuszek", wykonała Maria Szczepańska 1953., Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
90. Żywotek z haftem „w wianuszek" kupiony w Cieszynie 1950 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
91. Trzy pary srebrnych hoczków naprzedniczkach żywotka, Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
92. Tzw. ślepe hoczki wyhaftowane perłami, Ligota 1954 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
93-94.Tył i przód żywotka przy sukni dla dziewczynki do I Komunii św. haftowany w białe konwalie i niebieskie ni
zapominajki, listki zielone, Gumna 1946 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
95. Fartuch płócienny drukowany. Teśinsko, i l . 40 kolor.
96. Cieszynianka w odświętnym stroju, 1930 r. Fot. Arch. autorki.
97. Fartuch jedwabny granatowy z haftem: kwiatki błękitne i pomarańczowe, liście zielone, wykonała Anna Cyfkowa
1928 r., Skoczów. Fot. St. Deptuszewski 1956.
98. Hafciarka Stefania Dziadek w stroju cieszyńskim z adamaszkowym fartuchem, Ligota 1959 r. Fot. St. Deptuszewski
1956.
99. Hafciarka Maria Szczepańska w stroju cieszyńskim z jedwabnym wzoizystym fartuchem, Hermamcs \956t. Fot. St.
Deptuszewski 1956.
100.Siostry Romańczyk - Matylda, szwaczka i Stefania, koronkarka w kretonowych fartuchach i sukienkach noszonych
na co dzień, Nierodzim 1956 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
101.Cieszynianka w cieplejszej jakli, 1934 r. Fot. Arch. autorki.
\02.Jakle i strój ubogich kobiet, Marklowice, 1930. Fot. Arch. autorki.
103.Łańcuszkowy haft na kamgarnowej jakli, wykonała Helena Donocik, Międzyrzecze, pocz. X X w. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
104.Szpyncer do kobiecego stroju cieszyńskiego,
Cieszyn 1977, s. 55.

Ropica, RCz., ok. 1860 r. Reprod. G. Fierla Strój cieszyński, Czeski

105. Krój kobiecego szpyncera do kobiecego stroju łaskiego, Orłowa RCz., 1890 r. Reprod. G. Fierla, Strój lachów ślą­
skich, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Wrocław 1969, s. 32-33.
106. Kobiecy kożuch ślubny, Hermanice. Fot. L. Malicki 1939.
107. Cieszyńskie chustki obrzędowe, X V I I I - X I X w. Reprod. A. Macoszek, Przewodnik po Śląsku Cieszyńskim, Lwów
1901, s. 88-89.
108.Narożnik chusty oczepinowej z białym haftem, X I X w. Fot. St. Deptuszewski,

Zbiory muzeum w Cieszynie.

109-110. Wiązanie chustki na żurek, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.
111 .Kobieta w stroju cieszyńskim z żurkiem, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.
112. Kobieta w stroju cieszyńskim z żurkiem, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski 1959.
113. Jedwabna szatka ręcznie haftowana przez Zuzannę Bojdową 1948 r. Pierściec. Fot. St. Deptuszewski 1956.
114. Cztery narożniki szatki spuszczowej wyszyte dwustronnym ściegiem krzyżykowym, X I X w. Fot. Maks. Fleicher,
Zbiory MGB.
WS.Młoduchy

w hackach cieszyńskich podczas ślubu w kościele, Koniaków 1957. Fot. St. Deptuszewski 1956.

1 ló.Chustka ręcznie malowana przez Martę Gabryś w 1956 r. Haźlach. Fot. St. Deptuszewski 1956.
117. Czepek z szydełkowym czółkiem, wykonała Janina Moskała przed I wojną światową Brenna. Fot. St. Deptuszew­
ski 1956.
118. Czepek z czółkiem roboty klockowej, kupiony w Skoczowie 1922 r. Istebna. Fot. St. Deptuszewski 1956.

137

�119. Czepek z czółkiem robionym „na kółkach" - teneryfie przed I I wojną światową Istebna. Fot. St. Deptuszewski
1956.
120. Tiulowe czółko do czepka łaskiego wykonała Anna Szlauer, Pastwiska 1967 r. Fot. St. Deptuszewski.
121. Czepek z siatkowym czółkiem, wykonała Maria Bogdanowicz, Wisła-Jawornik 1954 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
122. Uczesanie dziewcząt i kobiet śpiewających w zespole „Cementownia Goleszów", Goleszów 1958 r. Fot. St. Deptu­
szewski.
123. Wzór czerwonej dzianej pończochy. Rys. autorka.
124. Klamerki do spencera, Cieszyn X V I I I - X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory MGB.
125. Pas z odlewanych płytek, X V I I I w. Fot. D. Dubiel. Zbiory muzeum w Cieszynie.
126. Pas z odlewanych płytek i z łańcuszkami, X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 10172.
127. Pas z łańcuszków i filigranowych płytek, Cieszyn pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1964.
128. Łańcuszkowe orpanty, Cieszyn koniec X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory M G B .
129. Przykłady odlewanych hoczków, X I X w. Fot. St. Gadomski. Zbiory M G B i muzeum w Cieszynie.
130. Filigranowe hoczki w formie tulipana, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 10475.
131. Fragment pasa z kolumienkami, Skoczów pocz. X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
132. Filigranowa rozeta zpukliczkami na płytce pasa, Brenna, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
133. Przykłady haftowanych pasów, Ligota, Brenna, Wisła, poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1954.
134. Haftowane hoczki naprzedniczkach żywotka, wykonała Franciszka Burjan 1915 r. Górki Wielkie. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
13 5. Srebrne odlewane hoczki obwiedzione haftem na przedniczkach żywotka, wykonała Maria Smelikowa, Cieszyn-Bobrek 1928 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
136. Złoty galon na żywotku cieszyńskim, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
137. Haftowanaprzeposka dł. około 3 m, Skoczów pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1956.
138. Dziewczęcy strój z haftowanym pasem, Dolna Łomna, RCz., Fot. Arch. autorki.
139. Mężatki ubrane po cieszyńsku: od lewej - kobieta w ubiorze codziennym, tj. kretonowej kiecce, fartuchu i jakli
oraz w żurku przewiązanym drugą chustką. Kobieta w stroju odświętnym z suknią cieszyńską. Kobieta w stroju
odświętnym i jakli, Marklowice około 1930 r. Fot. Arch. autorki.
140. Kobieta w odświętnym stroju cieszyńskim, Hermanice. Fot. St. Deptuszewski 1956.
141. Kobieta w odświętnym stroju z hacką, Górki Wielkie.Fot. St. Deptuszewski 1956.
142. Żywotek ślubny haftowany przez Skulimowąna pocz. X X w., Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
143. Żywotek ślubny haftowany przez Franciszkę Burjan Górki Wielkie 1949 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
144. Zdejmowanie wianka przed zaczepieniem panny młodej ubranej w strój cieszyński, Koniaków 1957. Fot. St. Dep­
tuszewski.
145. Fragment lnianego płóciennego kabotka z fałdami przy lemcu wyszytym skręcatką, region cieszyński RC, koniec
X I X w. Fot. A Pustka. Zbiory muzeum w Opawie.
146. Klocki do drukowania płócien z warsztatu Lewińskiego w Cieszynie, 1909 r. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory muze­
um w Cieszynie Et. 7278, 7282, 632.
147. Drukowany fartuch płócienny do stroju cieszyńskiego, pocz. X X w. Fot. Arch. autorki.
148. Narożnik chusty spuszczonej - czepinowej wyszyty ściegiem krzyżykowym dwustronnym, (strona lewa), różowabawełna, Pruchna koniec XLX w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory M G B Et. 7446.
149. Jednobarwne wyszycie na lemcu kabotka ściegiem płaskim i dziurkowanym, Cieszyn pocz. X X w. Fot. St. Deptu­
szewski. Zbiory muzeum w Cieszynie.
150. Wyszycie ściegiem warkoczykowym i skręcatką na obujku kabotka, brązową i kremową bawełną Czechowice
koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory muzeum w Gliwicach Et. 1498.
151. Obuj'ek kabotka wyszyty ściegiem skręcatką i półkrzyżykiem, Cieszyn koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbio­
ry muzeum w Cieszynie.
152. Dziurkowany haft biały przeznaczony na kabotek, wykonała Anna Lipowczan w latach międzywojennych, Golszów. Fot. St. Deptuszewski 1958.
153. Rękaw kabotka z haftem białym i czarnym dziurkowanym, Mnisztwo, pocz. X X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
154. Biały haft na narożniku chustki spuszczowej - czepinowej, Nierodzim, koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1958.
155. Anna Lipowczan wykonująca białe hafty, Goleszów-Równia. Fot. St. Deptuszewski 1958.

138

�156-157.Starszy i nowszy żywotek ze złotym wypukłym haftem, Wisła koniec X I X w. Fot. St. Deptuszewski. Zbiory
muzeum w Gliwicach.
158. Żywotek kupiony w Bielsku w 1909 r., własność Heleny Plinta, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
159. Etykietki nici do haftowania żywotków kupowanych w Czechach, Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
160. Rama do haftowania żywotków i tamborek do haftowania chustek i fartuchów, własność hafciarki Jadwigi Wojnar,
Brenna.Fot. St. Deptuszewski 1956.
161—162.Tył i przód żywotka haftowanego w większe kwiaty przez Annę Cyfkową 1928 r., Skoczów. Fot. St. Deptu­
szewski 1956.
163—164.Tył i przód żywotka haftowanego w szyszki, kupiono w Jasienicy „za starej Polski", Jaworze. Fot. St. Deptu­
szewski 1959.
165.Żywotek haftowany szklanymi perłami w 1915 r. przez Franciszkę Burjan, Górki Wielkie. Fot. St. Deptuszewski
1956.
\66.Żywotek

kupiony w Skoczowie w latach międzywojennych, własność Emilii Śliwka, Brenna. Fot. St. Deptuszewski

1956.
\61.Żywotek

haftowany w 1932 r. przez Stefanię Dziadek, Ligota. Fot. St. Deptuszewski 1959.

\68.Żywotek

haftowany w 1930 r. przez Ewę Chałupską, Jasienica. Fot. St. Deptuszewski 1959.

169. Żywotek ślubny haftowany w 1932 r., własność Marii Figna, Mniszfwo. Fot. St. Deptuszewski 1956.
170. Żvwore/c haftowany w 1930 r. przez Ewę Chałupską z Jasienicy, Goleszów. Fot. St. Deptuszewski 1957.
171. Narożnik chusty spuszczowej wyszytej skręcatką i obszytej klockową koronką, własność Zuzanny Gembołyś, Isteb­
na, I I pol. X I X w. Fot. St. Deptuszewski 1967.
172. Czółko czepka z koronki klockowej w płócienkowe ornamenty, Nierodzim I poł. X X w. Fot. St. Deptuszewski
1957.
173.Stefania Romańczyk przy robocie koronki klockowej, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
MA.Czółka do czepka haftowane na tiulu, wykonała Anna Szlauer, Pastwiska 1952 r. Fot. St. Deptuszewski 1967.
175.Czepek czółkowy z haftowanej wiązanej siatki, wykonała koronkarka Bogdanowicz z Wisły-Jawornika 1949 r.,
własność Ewy Nogowczyk, Wisła. Fot. St. Deptuszewski 1967.
Md.Romek do haftowania siatki, własność Stefanii Romańczyk, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
177. Pieczęć cechu szewskiego, Skoczów 1565 r. Fot. St. Deptuszewski.
178. Zeszytowy wzornik do robienia koronek klocowych po zmarłej koronkarce Marii Gruszczyk, własność Stefanii
Romańczyk, Nierodzim. Fot. St. Deptuszewski 1956.
179. Przywilej cechu płócienników wydany przez Wacława, księcia cieszyńskiego, zabraniający „szturarzom" wytwa­
rzania i sprzedawania płótna, Cieszyn 1563 r. Fot. B. Bazielich.
180. Złotnik Franciszek Horak przy swoim warsztacie, Cieszyn 1962 r. Fot. St. Deptuszewski 1956.
181. Tancerze z zespołu cieszyńskiego, Cieszyn 1970 r. Fot. Arch. autorki.

Tabl. I

Dziewczyna w stroju cieszyńskim, rys. J. Manes 1854 r.

Tabl. I I Strój z Cieszyna, akwarela H . Jastrzembskiego, ok. 1846 r. Reprod. I. Adamczyk, M . Dembiniok, G. Studnicki,
Korowód naszych przodków, Cieszyn 2004, i l . nlb. katalog muzeum w Cieszynie.
Tabl. III Mężatka i dziewczęta w strojach cieszyńskich. Fot. St. Gadomski 1972.
Tabl. I V Mężatki w cieplejszych strojach. Fot. St. Gadomski 1972.

�CIESZYN F O L K COSTUME

The Cieszyn folk costume is one of the forms of clothing which occurs in the region of Silesia, the former
Cieszyn Duchy with the capital in Cieszyn. The town, situated in the southern part of Silesian voivodship, has a
long history going back to the Middle Ages, to the beginning of the Polish State. The oldest information on the
local folk clothing is recorded in the municipal archives from the XVIth century. The records mention different
items of clothing and jewellery as well as their names, which were used not only by the bourgeois circles of the
Cieszyn region. This region, which was later divided by the border separating Poland from Bohemia, remained
faithful to the traditions of its folk clothing. On the both sides of the political border, one can observe the same
regional variants of the folk costume, - the clothes of the Silesian, Lachian and Cieszyn highlanders.
The Cieszyn folk costume was originally connected with the court, bourgeois circles and rich peasants but
over the course of time it became more commonly used especially in the first half of the XlXth century after
the abolition of serfdom. It was considered to be elegant and formal and it reached as far as the Pszczyna region
in the north and the mountainous area in the south, where it was worn by the local women with fondness. The
representative character and wealth of the Cieszyn female folk costume (the male folk clothing disappeared
at the end of the XlXth century) are manifested by its embroidery, lace and jewellery, which have survived
despite having gone through different transformations.
The study describes in detail not only the individual items of female and male folk costumes, but also
other related questions. The author prepared the material on the basis of her own field studies, which had been
thoroughly conducted in the period of 1956-1959 and sporadically in the subsequent years. She published the
results in several books and papers. Apart from her own studies, she made use of archive sources of Cieszyn
and Skoczów, museum collections in Cieszyn, Bytom, Gliwice, Opawa, Ostrawa and others. The author also
used the diaries of local embroiderers and the family pictures of informants coming from the mm of the XlXth
and XXth centuries as well as later years such as the well known iconography from the first half of the XlXth
century.
In the introduction the author presents the reasons why she decided to take up this subject. The following
chapters deal with the sources and the condition of the studies, the characteristics of the region, the history of
the Cieszyn folk costume, its range and the folk clothing of the neighbours. The subsequent chapters generally
and in detail describe the female and male costumes and show their diversity. Separate chapters are devoted to
materials used for making clothes, embroidery, lace and the manufacturers. The conclusion, with some additio­
nal information, recapitulates the topic.
It is worth stressing that in spite of the many changes, which took place after the Second World War, the
Cieszyn folk costume is still highly respected and is worn on special occasions.

Tłum. Joanna Leszkiewicz

140

�DIE TESCHENER TRACHT

Die Teschener Tracht ist eine der vorkommenden Kleidungsform in Schlesien in dem ehemaligen Te­
schener Herzogtum, dessen Hauptstadt Teschen ist. Diese in dem südlichen Teil der Wojewodschaft Schlesien
gelegene Stadt hat eine weit ins Mittelalter zurückreichende Geschichte, d.h. bis zu den Anfängen des polnis­
chen Staates. Die ältesten Notizen in den städtischen Büchern zu der lokalen Kleidung reichen bis ins XVI. Jh.
zurück. Diese erwähnen einige Kleidungs- und Schmuckstücke sowie deren Bezeichnungen, die nicht nur von
dem Bürgertum der Teschener Region benutzt wurden. Und diese Region, im Laufe der Zeit durch die Staats­
grenze zwischen Polen und Tschechien geteilt, ist hinsichtlich der Trachten ihrer Tradition treu geblieben. Auf
beiden Seiten der politischen Grenze kommen nämlich die gleichen Varianten der Regionaltrachten, d.i. der
schlesichen Bergbewohner, die lachische und die Teschener Variante.
Die Teschener Tracht, ursprünglich in Verbindung mit dem Bürgertum und mit dem Hof sowie mit
dem reichen Bauerntum, verbreitete sich im Laufe der Zeit immer mehr, insbesondere in der 1. Hälfte des
XIX. Jh. nach Abschaffung der Fron. Als elegant und repräsentabel angesehen gelangte sie sogar bis außerhalb
der Teschener Dörfer im Norden, d.h. in die Pszczynaer Region und in den Süden, in die Bergregion, wo sie
die Frauen mit Wohlgefallen getragen haben. Die Repräsentanz und den Reichtum der Frauentracht (die Män­
nertracht ging bereits gegen Ende des XIX. Jh. verloren) drücken ihre Stickereien, Spitzen und ihr Schmuck
aus, die zwar mit der Zeit Veränderungen erfuhren, jedoch nie gänzlich verschwanden.
In der vorliegenden Arbeit werden nicht nur die Bestandteile der Männer- und der Frauentracht detailliert
behandelt, sondern auch sonstige mit ihnen zusammenhängende Fragen. Die Arbeit der Autorin basiert auf
ihren eigenen in den Jahren 1956-1959 und gelegentlich noch in den darauffolgenden Jahren durchgeführten
eingehenden Felduntersuchungen. Diese Ergebnisse hat sie in einigen Monographien und Artikeln veröffen­
tlicht. Darüber hinaus hat sie die Archive der Städte Cieszyn, Skoczów, die Sammlungen der Museen in
Cieszyn, Bytom, Gliwice, Opawa, Ostrawa und in anderen Städten ausgewertet. Hinzu kommen Tagebücher
der lokalen Stickerinnen und aus dem XIX. und XX. Jh. stammende und auch spätere Familienfotos der Infor­
manten, ferner die bekannte Ikonographie aus der 1. Hälfte des XIX. Jh.
Insgesamt, ausgenommen das Vorwort, das die Beweggründe der Autorin für das Thema nennt, behandeln
die folgenden Kapitel die Quellen und den Stand der Forschung, eine Charakteristik der Region, die Geschichte
der Teschener Tracht und deren Verbreitungsgebiet sowie die Trachten der Nachbarn. In den darauffolgenden
Kapiteln werden allgemein und detailliert die Männer- und die Frauentrachten dargestellt. Separate Kapitel
sind den Kleidungsstoffen, Stickereien und Spitzen und deren Herstellern gewidmet sowie einer Zusammen­
fassung samt Anmerkungen in dem Schlusswort.
Es wäre zu unterstreichen, dass die Teschener Tracht trotz vieler Veränderungen nach dem II. Weltkrieg
weiterhin respektvoll behandelt und gelegentlich getragen wird.

Tłum. Artur Krupa

141

�T E Ś I N S K Y

KROJ

Teśinsky krój je jedna z forem odevu, ktera se vyskytuje na Slezsku v davnem Teśinskem Kniżectvi,
jehoż hlavnim mestem je Teśin. Toto mesto se nachazi v jiżni ćasti slezskeho vojvodstvi a ma svoji davnou
historii, ktera saha aż do stfedoveku, tj. temef vzniku polskeho statu. Nicmene nejstarśi zpravy tykajici se
mistnich odevu jsou zaznamenany v mestskych knihach z XVI. stoleti. Vyjmenovavaji nektere ćasti odevu,
biżuterie a take j ej ich nazvy, ktere se użivaly nejenom v mesfanskem prostfedi tesinskeho regionu. Tento re­
gion, rozdeleny statni hranici delici Polsko od Ćeska, zustal pod vzhledem odevu verny svym tradicim, protoże
se po jedne i druhe strane politicke hranice vyskytuji ty same varianty regionalnich kroju, tj. slezskych horalu,
laśsky a tesinsky.
Teśinsky kroj byl prvotne spojeny z meśfanskym a dvorskym prostfedim, v prubehu ćasu i bohatymi
sedlaky, nejvice se zaćal rozśifovat v I polovine XIX. stoleti po zruseni poddanstvi. Byl povażovany za ele­
ganta! a reprezentativni, proto na severu pronikl i mimo teśinske vesnice, tj. do regionu pszczyńskeho a na
jihu do regionu horalskeho, kde ho s oblibou nosiły zdejśi żeny. Reprezentativnost a bohate zdobeni żenskeho
tesinskeho kroje (mużsky kroj se vytratil jeśte pfed końcem XIX. stoleti) vyjadfuji hlavne vyśivky, krajky a
biżuterie, ktere prochazely ruznymi obmenami, ale nezanikly.
V teto prąci były dukladne probrany nejenom jednotlive ćasti żenskeho a mużskeho kroje, ale rovneż
vśechny zależitosti s nimi spojene. Autorka toto vśechno vykonala na zaklade vlastniho badani v tomto regio­
nu, ktere podrobne provedla v letech 1956-1959 a rovneż sporadicky jeśte v nasledujicich letech.Vysledky sve
prace uvefejnila v nekolika pracich a ćlancich. Mimo to vyużila archivni prameny mesta Teśina a Skoczowa,
muzealni sbirky w Teśine, Bytomi, Gliwicich, Opave, Ostrave a jinych, rovneż pamatniky mistnich vyśivaćek
a takteż rodinne fotografie svych informatoru, ktere pochazeji z I poloviny pfelomu XIX. a XX. stoleti a nasle­
dujicich let a rovneż ze zname ikonografie z I poloviny XIX. stoleti.
V soućtu, krome uvodu, kde se hovofi o tom, co pfimelo autorku k vyberu tohoto tematu, nasledujici
kapitoly probiraji prameny a stav vysledku badani, charakteristiku regionu, historii tesinskeho kroje, jeho
dosah a sousedni kroje. Nasledujici kapitoly se tykaji obecneho jak i podrobneho popisu mużskeho kroje,
dale obecneho a podrobneho popisu kroje żenskeho a jejich rozruzneni. Nasledne jsou samostatne kapitoly
venovane latkam na kroje, vyśivkam, krajkam, jejich zhotovitelum a rekapitulaci z dodatećnymi poznamkami
shmutymi v zaveru.
Stoji za to zduraznit, że se teśinsky kroj stale tesi velke ucte a je pfileżitostne nośeny bez ohledu na to,
że prośel mnoha zmenami po II. svetove valce.
Tłum. Marketa Wełpa

142

�Zasięgi ubiorów w monografiach kolejno publikowanych: 1. Strój Górali Szczawnickich, 2. Strój dolnośląski (Pogórze),
3. Strój rzeszowski, 4. Strój szamotulski, 5. Strój krzczonowski, 6. Strój kurpiowski Puszczy Białej, 7. Strój łowicki, 8. Strój
dzierżacki, 9. Strój kujawski, 10. Strój spiski, 11. Strój piotrkowski, 12. Strój pszczyński, 13 Strój pyrzycki, 14. Strój
łańcucki, 15. Strój opoczyński, 16. Strój lubuski, 17. Strój Górali Śląskich, 18. Strój Zagórzan, 19. Strój sandomierski,
20. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki, 21. Strój podlaski (nadbużański), 22. Strój kaszubski, 23. Strój sieradzki, 24. Strój
warmiński, 25. Strój Krakowiaków Wschodnich, 26. Strój kurpiowski Puszczy Zielonej, 27. Strój świętokrzyski, 28. Strój
orawski, 29. Strój Lachów Śląskich, 30. Strój kołbielski, 31. Strój kielecki, 32. Strój Lachów Limanowskich, 33. Strój Górali
Łąckich, 34. Strój wilamowicki, 35. Strój rozbarski.

�ISBN 83-87266-61-2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5874" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5854">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/973c1a00cfcfd0fcc87db5060f290243.pdf</src>
        <authentication>268dedb169fe34ad053ffdef9a7a76dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70068">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5657</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70069">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70070">
                <text>1954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70071">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70072">
                <text>Strój piotrkowski/ Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70073">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, część 4, Mazowsze i Sieradzkie; z.3; 87 s</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70074">
                <text>Dekowski, Jan Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70075">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70076">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70077">
                <text>A-T-L-A-S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
JAN PIOTR DEKOWSKI

STRÓJ P I O T R K O W S K I

POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH
C Z Ę Ś Ć

IV

M A Z O W S Z E

i

S I E R A D Z K I E

ZESZYT

3

JAN PIOTR D E K O W S K I

STRÓJ

PIOTRKOWSKI

pTl

r — i — y

W R O C Ł A W

1 9
NAKŁADEM

POLSKIEGO

5

4

T O W A R Z Y S T W A L U D O Z N A W C Z E G O WE

WROCŁAWIU

�ATLAS

P O L S K I C H

WYDAWANY

STROJÓW

PRZEZ P O L S K I E

L U D O W Y C H

TOWARZYSTWO

L U D O Z N A W C Z E
K O M I T E T
A D A M

REDAKCYJNY;

G L A P A ,

JÓZEF

A N N A

GAJEK,

K U T R Z E B A .

A D A M MŁODZIANOWSKI,

KAZIMIERZ PIETKIEWICZ,

R O M A N

TADEUSZ

REINFESS,

REDAKCJA ATLASU:
R E D A K T O R

WROCŁAW,

N A C Z E L N Y :

SEWERYN
NANKERA

J Ó Z E F

4.

GAJEK

R E D A K T O R ZESZYTU: K. Z A W I S T O W I C Z - A D A M S K A
OKŁADKA:
PLANSZE
U K Ł A D

A D A M A
BARWNE:

M Ł O D Z I A N O W S K I E G O
JERZEGO

G R A F I C Z N Y :

POZNAŃSKA

K A R O L A K A

A D A M A

G L A P Y

DRUKARNIA NAUKOWA

POZNAŃ

KLISZE WIELOBARWNE I JEDNOBARWNE

ZAKŁADY

GRAFICZNE

I M . M. K A S P R Z A K A W

POZNANIU

Nakład 6 200 egz.
A r k . w y d . 9, ark. d r u k . 11.
Papier ilustracyjny bezdrzewny 100 g 6 1 x 8 6 8.
Oddano do składania 10. N . 1954.
Podpisano
do d r u k u 11. X. 1954.
D r u k ukończ, w listopadzie 1954.
Z a m . 104/11.
K-5-12460.

�WSTĘP
P o ł o ż e n i e i c h a r a k t e r y s t y k a g o s p o d a r c z a o b s z a r u . Obszar na którym
w y s t ę p u j e o p i s y w a n y ubiór o b e j m u j e p o w i a t p i o t r k o w s k i oraz c z ę ś c i o w o b r z e z i ń s k i
i łódzki (patrz rozdział I I I ) . G r a n i c z y o n o d w s c h o d u z p o w . o p o c z y ń s k i m , o d południa
z r a d o m s z c z a ń s k i m , o d z a c h o d u z ł a s k i m i łódzkim, o d p ó ł n o c y z r a w s k i m i resztą
brzezińskiego (patrz m a p a zasięgu s t r o j u ) . O b s z a r t e n z n a j d u j e się n a r u b i e ż a c h
d a w n e j W i e l k o p o l s k i i s t y k a się o d p ó ł n o c y z M a z o w s z e m , a o d w s c h o d u z M a ł o p o l s k ą .
O b e c n i e przez p o w i a t p i o t r k o w s k i o d p ó ł n o c y n a południe przebiega l i n i a k o l e j o w a
łącząca stację węzłową Koluszki z Częstochową.
P o w i a t p i o t r k o w s k i posiada c h a r a k t e r w y b i t n i e r o l n i c z y o dużym r o z d r o b n i e n i u
g o s p o d a r s t w r o l n y c h . W 1951 r . n a t e r e n i e tego p o w i a t u b y ł o ogółem 155.897 miesz­
k a ń c ó w , z tego p r z y p a d a ł o n a l u d n o ś ć w s a m o d z i e l n y c h g o s p o d a r s t w a c h 110.258, n a
n a j e m n i k ó w r o l n y c h 20.237 ).
1

Z ogólnego o b s z a r u z i e m i p r z y p a d a n a p o l a u p r a w n e 70,6%, n a l a s y 4,9%. G r u n t a
w p o w i e c i e p i o t r k o w s k i m n i e są z b y t u r o d z a j n e , gdyż p r z e w a ż a j ą p i a s k i i t. z w .
szczerki. W d o l i n a c h r z e c z n y c h m o ż n a często s p o t k a ć ż y z n e m ł o d e mady. N a j g o r s z e
ziemie z n a j d u j ą się w p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j c z ę ś c i tego p o w i a t u , lepsze n a t o m i a s t
w p ó ł n o c n o - z a c h o d n i e j , gdzie w y s t ę p u j ą bielice.
Z roślin głównie u p r a w i a j ą : żyto, j ę c z m i e ń , owies, proso, t a t a r k ę , l e n oraz z i e m ­
n i a k i . Ze z w i e r z ą t h o d u j ą k r o w y , świnie, o w c e , k o n i e i d r ó b . N a j w i ę k s z e stada o w i e c
t r z y m a j ą w e w s c h o d n i e j c z ę ś c i o m a w i a n e g o p o w i a t u , gdzie z n a j d u j ą się rozległe, suche
p a s t w i s k a i ł ą k i n a d r z e c z n e . Ze względu n a zagadnienie s t r o j u w a r t o z a z n a c z y ć , że
z w y m i e n i o n y c h roślin i z w i e r z ą t h o d u j ą n a w ł a s n y u ż y t e k m i ę d z y i n n y m i l e n k r ó t kowłóknisty oraz w znacznej mierze owce „świniarki".
H i s t o r i a r e g i o n u . K r a i n a P i o t r k o w s k a j u ż w z a r a n i u d z i e j ó w P o l s k i posiadała
c h a r a k t e r p r z e j ś c i o w y , gdyż stanowiła p o m o s t m i ę d z y W i e l k o p o l s k ą i M a ł o p o l s k ą .
T o m i a ł o r ó w n i e ż d e c y d u j ą c y w p ł y w n a u k s z t a ł t o w a n i e się z j a w i s k d e m o g r a f i c z n y c h
i kulturalnych.
Jak w y n i k a z m a p y d o ł ą c z o n e j d o p r a c y J. K a m i ń s k i e j , a p r z e d s t a w i a j ą c e j osad­
n i c t w o w c z e s n o h i s t o r y c z n e , n a t e r e n i e w o j e w ó d z t w a łódzkiego n a j w i ę k s z e z a g ę s z c z e n i e
osad p r z y p a d a w t y m czasie n a o k o l i c ę Ł ę c z y c y i W o l b o r z a , m n i e j s z e n a t o m i a s t n a
o k o l i c ę Sieradza. O k o l i c e te b y i y o d d z i e l o n e o d siebie p u s z c z ą ) .
2

W t y m okresie n a d z i s i e j s z y m obszarze P i o t r k o w s k i e g o i s t n i a ł y c e n t r a gospodarcze
i handlowe w Wolborzu, Sulejowie i Rozprzy.
Z a c z a s ó w K a z i m i e r z a W i e l k i e g o k r z y ż o w a ł y się n a t e r e n i e p o w i a t u p i o t r k o w ­
skiego d w i e g ł ó w n e d r o g i h a n d l o w e ; j e d n a z n i c h biegła z R u s i H a l i c k i e j przez San­
d o m i e r z , Opatów , W ą c h o c k , Ż a r n ó w , P i o t r k ó w , Sieradz, K a l i s z , P o z n a ń n a P o m o r z e
S z c z e c i ń s k i e i d o B r a n d e n b u r g i i , d r u g a — z W ę g i e r p r z e z Kraków , M i e c h ó w , K u r z e l ó w .
Przedbórz, Sulejów, Ł ę c z y c ę , Toruń do Gdańska.
T

7

3

�Ryc. 1. Mieszkańcy powiatu brzezińskiego w e współczesnych ubiorach
z i m o w y c h . Chorzęcin, pow. Brzeziny. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.

N a o m a w i a n y m obszarze w X I I w . istniały d w i e k a s z t e l a n i e : j e d n a z siedzibą
w R o z p r z y , d r u g a w W o l b o r z u ) . W okresie r o z b i c i a d z i e l n i c o w e g o obie te k a s z t e l a n i e
n a l e ż a ł y do K s i ę s t w a Sieradzkiego, k t ó r e p o w s t a ł o w p i e r w s z e j połowie X I I I w i e k u .
W ó w c z a s doszło d o podziału k a s z t e l a n i i w o l b o r s k i e j , k t ó r e j c z ę ś ć p ó ł n o c n a d o s t a ł a
się d o d z i e l n i c y ł ę c z y c k i e j , o t w i e r a j ą c j e j t y m . sposobem drogę do r z e k i P i l i c y i sta­
rożytnego g r o d u I a o w ł o d z a , południowa, l e ż ą c a po p r a w e j stronie W o l b ó r k i — d o Sie­
r a d z k i e g o . Już w e w c z e s n y m średniowieczu n a o b s z a r a c h t y c h k a s z t e l a n i i p o w s t a j e
duża f e u d a l n a w ł a s n o ś ć d u c h o w n a i r y c e r s k a . Z k s i ą ż ę c e g o n a d a n i a , p r a w d o p o d o b n i e
Bolesława Krzywoustego, kasztelania w o l b o r s k a całkowicie przechodzi na własność
b i s k u p ó w k u j a w s k i c h . W t y m czasie R o z p r z a i o k o l i c z n e w s i e s t a j ą się w ł a s n o ś c i ą
r o d u N a g o d z i c ó w . W X I I I w i e k u p o w s t a j ą k l a s z t o r y C y s t e r s ó w w S u l e j o w i e oraz
N o r b e r t a n ó w w W i t o w i e . O b a te z a k o n y o t r z y m u j ą j a k o uposażenie d o b r a z i e m s k i e .
Największe j e d n a k dobra dostają Cystersi.
3

4

�W X V w . w ł a s n o ś ć k r ó l e w s k a w p o ł u d n i o w e j c z ę ś c i P i o t r k o w s k i e g o ulega c a ł k o ­
w i t e j rozsypce, a j e j miejsca zajęły dobra szlacheckie.
W e d ł u g A . G i e y s z t o r a w średniowieczu b y ł o P i o t r k o w s k i e głównie k o l o n i z o w a n e
p r z e z o s a d n i k ó w s i e r a d z k i c h , k t ó r z y szli z d o r z e c z a gęsto z a l u d n i o n e j W a r t y w d o l i ­
nę W o l b ó r k i i L u c i ą ż y oraz k u m a ł o g o ś c i n n e j d o b n i e P i l i c y ) .
W X V i X V I w . o s a d n i c t w o przesunęło się w o k o l i c e B e ł c h a t o w a i , D ł u t o w a .
Z pośród p r z y t o c z o n y c h w ł o ś c i , k t ó r e r o z c i ą g a ł y się n a o l b r z y m i e j p r z e s t r z e n i , n a j ­
w i ę k s z e i n a j b a r d z i e j z w a r t e n a l e ż a ł y do b i s k u p ó w k u j a w s k i c h . P o d k o n i e c X V I I I w .
z n a l a z ł y się one w regestrze m a j ą t k ó w r z ą d o w y c h . L u d n o ś ć t y c h d ó b r w p o r ó w n a n i u
z p o d d a n y m i s z l a c h t y , m i a ł a lepsze w a r u n k i e k o n o m i c z n o - s p o ł e c z n e i r y c h l e j z o s t a ł a
zwolniona z pańszczyzny.
4

N i c też d z i w n e g o , że u ludności t e j b u d z i się w c z e ś n i e j p o c z u c i e d u m y c h ł o p s k i e j ,
s z a c u n k u d l a w ł a s n e j t r a d y c j i i „ p r z y o d z i e w k u " . L u d n o ś ć t a m i a ł a r ó w n i e ż duży
wpływ na przeobrażenia społeczno-kulturalne w s i p i o t r k o w s k i e j u schyłku poddań­
s t w a i w okresie p o u w ł a s z c z e n i o w y m . O n a też p r z y c z y n i ł a się w w i e l k i e j m i e r z e do
wzbogacenia w nowe elementy stroju piotrkowskiego i jego ekspansji na tereny są­
siednie, z w ł a s z c z a n a p o ł u d n i o w ą c z ę ś ć B r z e z i ń s k i e g o .
W e w s i a c h s z l a c h e c k i c h s t o s u n k i u k ł a d a ł y się o d m i e n n i e . D o r o k u 1830 p r z e c h o ­
dzenie z i e m i a ń s t w a o d g o s p o d a r k i p a ń s z c z y ź n i a n o - f o l w a r c z n e j d o n a j e m n o - f o l w a r c z n e j n a l e ż a ł o d o s p o r a d y c z n y c h w ypadków. D o p i e r o po t y m r o k u n a s k u t e k p o p r a ­
w i e n i a się s t o s u n k ó w h a n d l o w y c h t a k w e w n ę t r z n y c h j a k i z e w n ę t r z n y c h z w ł a s z c z a
n a o d c i n k u z b o ż o w y m , z j a w i a się u s z l a c h t y d ą ż n o ś ć d o p r z e c h o d z e n i a n a gospo­
d a r k ę f o l w a r c z n o - n a j e m u ą , o p a r t ą n a p r a c y f o r n a l i i d o rozszerzenia s w o i c h d z i e d z i n
k o s z t e m z i e m i w y d a r t e j c h ł o p o m . W p r a w d z i e r u g i b y ł y stosowane j u ż z n a c z n i e w c z e ­
śniej, ale n i e m i a ł y one t y c h r o z m i a r ó w , co po p o w s t a n i u l i s t o p a d o w y m . N a j p i e r w
o d b i e r a n o c h ł o p o m p a s t w i s k a , ł ą k i i w y g o n y l e ś n e , a w k o ń c u i rolę. W n a s t ę p s t w i e
tego p e w n a c z ę ś ć ludności w i e j s k i e j p r z e s z ł a a l b o d o r o z w i j a j ą c e g o się w ówczas
p r z e m y s ł u , a l b o s z u k a ł a z a j ę c i a w r o l n i c t w i e n a o b c y m terenie. T o w k o n s e k w e n c j i
p o w a ż n i e z a c i ą ż y ł o n a d a l s z y m k s z t a ł t o w a n i u się k u l t u r y l u d o w e j i p r z y c z y n i ł o się
w z n a c z n e j m i e r z e d o szybszego r o z ł a d o w a n i a z a t a r g u , j a k i t r w a ł m i ę d z y d w o r e m
a w s i ą od dłuższego j u ż c z a s u ) .
T

T

T

#

5

W k w i e t n i u 1861 r . p r z y s z ł o n a t y m t l e do m a s o w y c h s t r a j k ó w e k o n o m i c z n y c h ,
k t ó r e o b j ę ł y r ó w n i e ż szereg w s i w p o w i e c i e p i o t r k o w s k i m . P i e r w s z e o d m ó w i ł y w y ­
c h o d z e n i a n a p a ń s z c z y z n ę W o ź n i k i i B i a ł a ) . Za n i m i poszły i n n e w s i e . S t r a j k i m i a ł y
m i e j s c e t y l k o w m a j ą t k a c h s z l a c h e c k i c h i to głównie w p o ł u d n i o w e j c z ę ś c i P i o t r ­
kowskiego.
Tego r o d z a j u o p o r ó w n i e b y ł o w t y m czasie w e k o n o m i i w o l b o r s k i e j , p i o t r k o w ­
s k i e j , c z a r n o c i ó s k i e j , a n i też g r a b i c k i e j , w k t ó r y c h z n a j d o w a ł o się z górą 40 w s i w ł o ­
ś c i a ń s k i c h oraz 14 f o l w a r k ó w . W d o b r a c h t y c h w ł o ś c i a ó s t w o b y ł o b a r d z i e j z a m o ż n e
i posiadało o b r o n ę f o r m a l n ą w d a w n y c h i n w e n t a r z a c h i p r z y w i l e j a c h .
L u d n o ś ć s a m e j w s i n i e b y ł a j e d n o l i t a . Jej s k ł a d s o c j a l n y b y ł d o ś ć złożony, co
o c z y w i ś c i e m i a ł o r ó w n i e ż s w o j e o d b i c i e i w p r z y o d z i e w k u , głównie w jego j a k o ś c i .
W p i e r w s z e j połowie X I X w . ż y j ą i p r a c u j ą n a w s i p i o t r k o w s k i e j c h f o p i , n a j e m n i c y ,
s z y n k a r z e , p a c h c i a r z e , u r z ę d n i c y d w o r s c y oraz różni r z e m i e ś l n i c y .
W a ż n e w y d a r z e n i e w d z i e j a c h c h ł o p ó w — u w ł a s z c z e n i e z 1864 r . — w p r o w a d z a ­
j ą c szereg w a ż k i c h p r z e m i a n w gospodarce c h ł o p s k i e j , i n a t y m terenie, p o d o b n i e
j a k gdzie i n d z i e j , w p ł y n ę ł o d o d a t n i o n a z w i ę k s z e n i e h o d o w l i o w i e c . W z w i ą z k u z t y m
wkrótce w stroju włościańskim biorą przewagę materiały wełniane n a d l n i a n y m i
i konopnymi.
O d d r u g i e j p o ł o w y X I X w i e k u do c h w i l i o b e c n e j t r w a proces p r z e n i k a n i a e l e m e n ­
t ó w m i e j s k i c h do k u l t u r y l u d o w e j n a s k u t e k o ż y w i o n y c h r u c h ó w m i g r a c y j n y c h i o d ­
p ł y w u l u d n o ś c i w i e j s k i e j do o ś r o d k ó w p r z e m y s ł o w y c h .
6

r

5

�Z a c h o d z ą też p o w a ż n e z m i a n y w stopie ż y c i o w e j i gospodarce p o d w p ł y w e m r o z ­
w i j a j ą c e j się w i e d z y r o l n i c z e j i o ś w i a t y . W okresie m i ę d z y w o j e n n y m wieś p i o t r k o w s k a ,
p o d o b n i e j a k i i n n e w s i e p o l s k i e , p r z e c h o d z i ł a okres ciężkiego k r y z y s u
gospodar­
czego, k t ó r y p r z y c z y n i ł się do n a w r o t u n i e k t ó r y c h f o r m g o s p o d a r k i s a m o w y s t a r c z a l ­
n e j , m . i n . do w z m o ż o n e j p r o d u k c j i s a m o d z i a ł ó w , a pośrednio s t r o j ó w l u d o w y c h w ł a ­
snego w y r o b u . N a t o m i a s t k u p o w a n e z a z w y c z a j n a j a r m a r k a c h droższe c z ę ś c i s t r o j u ,
w d o b i e k r y z y s u z a n i k ł y p r a w i e c a ł k o w i c i e . Podczas o k u p a c j i z w i e l u w i o s e k l u d n o ś ć
w y s y ł a n a b y ł a n a r o b o t y do Rzeszy, w 1944 z a ś r o k u szereg w s i p o ł o ż o n y c h w d o l i n i e
P i l i c y zostało c a ł k o w i c i e w y s i e d l o n y c h . Po z a k o ń c z e n i u w o j n y w i e ś p i o t r k o w s k a p r z y ­
stąpiła do o d b u d o w y zniszczeń w o j e n n y c h i w n o w y c h w a r u n k a c h gospodarczo-spo­
łecznych przeżywa wiele przeobrażeń, które także i w dziedzinie stroju znajdują odbicie.
C e c h y s t r o j u . Za c h a r a k t e r y s t y c z n e i p o d s t a w o w e c z ę ś c i s t r o j u i u b i o r u p i o t r ­
k o w s k i e g o , n a l e ż y u w a ż a ć u m ę ż c z y z n k a p e l u s z , z w a n y „ r y j e m " ( r y c . 27/111), c z a p k i
granatowe, okrągłe, sznurowane czarną tasiemką, rogatywkę z oblamówką ciemno­
g r a n a t o w ą l u b c z e r w o n ą , k a s z k i e t z m a ł y m d a s z k i e m , k o s z u l ę oraz n a p i e r ś n i k h a f t o ­
w a n y białym płaskim haftem, „portki" z f a r t u s z k i e m w drobne prążki z przewagą
k o l o r ó w g r a n a t o w e g o , czarnego i białego, „ l e j b i k " z k o ł n i e r z e m , n a j c z ę ś c i e j w d r o b n e
paseczki z obecuością k o l o r u czerwonego, „spancerek" g r a n a t o w y obcisły, ozdobiony
r z ę d a m i guzików, g r a n a t o w ą s u k m a n ę z a p i n a n ą n a g u z i k i ( t a b l . I b a r w n a ) , w r e s z c i e
„ w a t ó w k ę " l u b „ b u r k ę " z p o t r z e b a m i ) ; u k o b i e t - p ó ł c z e p i e c o z d o b n y , czepiec c h u ś c i a n y ( w k ł a d a n y p o d chustę) z t i u l o w y m g a r n i t u r k i e m , k o s z u l ę z n a k ł a d a n y m i przy
s z y i k r y z k a m i ( r y c . 9, 30) l u b n a r a m i o n a c h i m a n k i e t a c h p o k r y t e z d o b i n a m i w k o l o r z e
c z e r w o n o - c z a r n y m l u b b i a ł y m , gorsety o b c i s ł e , s z n u r o w a n e , n a j c z ę ś c i e j w p r z e d n i e j
c z ę ś c i o z d a b i a n e „rózgami", c z y l i o r n a m e n t e m w k s z t a ł c i e p o d ł u ż n y c h g a ł ą z e k , sta­
n i k i z f a l b a n k ą , k a f t a n y , k r o j e m zbliżone do l e j b i k ó w , z z a o k r ą g l o n y m t y ł e m , l u b
f a l b a n k ą , k a f t a n z a s z e w k o w y i w c i n a n y , b l u z e c z k i b i a ł e , długie, u ż y w a n e do gorse­
t ó w , w e ł n i a k i suto s f a ł d o w a n e , r ó ż n o b a r w n e spódnice d e k o r o w a n e u dołu w s t ą ż k a m i ,
długie z a p a s k i d o pasa, r o b i o n e n a j c z ę ś c i e j w „ p r z e p l o t k ę " , o z d a b i a n e w e ł n i a n ą „siot e c k ą " , k o r o n e c z k ą l u b w s t ą ż k a m i , f a r t u s z k i bogato h a f t o w a n e z f a l b a n k ą l u b w s t a w e c z k a m i , w r e s z c i e z a p a s k i n a r a m i e n n e , c z y l i „do o d z i e w u " , w u b i e g ł y m w i e k u p r z e ­
w a ż n i e o d r o b n y c h p a s e c z k a c h w p o p r z e c z n y m u k ł a d z i e , w X X w . o szerszych „ d n a c h "
i większych prążkach w p i o n o w y m rzucie. W y b i t n i e charakterystyczne cechy stroju
przedstawiono na planszach b a r w n y c h .
7

7

r

O b o k e l e m e n t ó w w s p ó l n y c h strój p i o t r k o w s k i p o s i a d a p e w n e l o k a l n e o d m i a n y ,
z k t ó r y c h w y r ó ż n i ć m o ż n a d w i e g r u p y , w o l b o r s k ą i b e ł c h a t o w s k ą , ściśle z w i ą z a n e
z w c z e s n o h i s t o r y c z n y m podziałem a d m i n i s t r a c y j n y m .
P i e r w s z a g r u p a s t r o j u r o z w i n ę ł a się i r o z p o w s z e c h n i ł a u l u d u z a m i e s z k u j ą c e g o
dawne ziemie kasztelanii w o l b o r s k i e j , druga — rozpierskiej. Bardziej zwarte i w y r a z i s t e
c e c h y o d r ę b n e z a c h o w a ł y się w g r u p i e w o l b o r s k i e j , k t ó r a w zasięgu s t r o j ó w m a z o ­
w i e c k i c h s t a n o w i i c h p o ł u d n i o w e rubieże. J e d n o c z e ś n i e n a l e ż y p o d k r e ś l i ć , że g r u p a
t a n i e jest e n k l a w ą , lecz z n a j d u j e się w pasie d o b r z e jeszcze z a c h o w a n e g o p r z y ­
o d z i e w k u opoczyósko-rawskiego. Dzięki temu, m i m o bliskości Łodzi i Tomaszowa
Mazowieckiego, nie zatraciła swoich regionalnych cech i nie uległa całkowitej n i w e l a c j i .
W s t r o j u g r u p y w o l b o r s k i e j m o ż n a n a d t o w y ś l e d z i ć ś l a d y d a w n e j ł ą c z n o ś c i go­
s p o d a r c z e j z odległymi K u j a w a m i .
G r u p a b e ł c h a t o w s k ą p o z o s t a j ą c a w s w o i m czasie p o d w p ł y w a m i Sieradzkiego,
w o s t a t n i c h l a t a c h uległa j u ż z n a c z n e m u r o z k ł a d o w i i z m i a n o m .
N a o p i s y w a n y m t e r e n i e w ł a ś c i w o ś c i s t r o j u w y m i e n i o n e w p r a c y n i n i e j s z e j , są p o d ­
s t a w ą do o k r e ś l e n i a p r z y n a l e ż n o ś c i d o p e w n y c h g r u p r e g i o n a l n y c h . Z a z n a c z a ł o się
to nadewszystko w miejscach m a s o w y c h styczności, j a k j a r m a r k i , p i e l g r z y m k i , od­
p u s t y i t p . , gdzie p r z e d s t a w i c i e l e z a r ó w n o t y c h s a m y c h g r u p j a k i o d r ę b n y c h r o z p o ­
z n a j ą się w z a j e m p o s t r o j u .
7

6

�C h a r a k t e r y s t y k a u b i o r ó w są­
siednich.
Omawiany
„przyodzie­
w e k " różni się o d s t r o j ó w s ą s i e d n i c h :
opoczyńskiego
występującego
na
wschodzie, radomszczańskiego na po­
łudnie, sieradzkiego n a z a c h o d z i e oraz
łęczyckiego na północy.
Przegląd głównych elementów stroju
świadczy o odrębnościach wyżej przy­
toczonych typów. Strój
opoczyński
obejmuje: u mężczyzn sukmanę białą
z c z a r n y m i p o t r z e b a m i o b l a m ó w k ą , pas
s i a t k o w y b a r w n y , spancer w p r ą ż k i
z pętlami, l e j b i k o s t o j ą c y m l u b p r z y ­
s z y t y m kołnierzu, k o s z u l e w y s z y w a n e
różnobarwnym haftem, kapelusz z w a n y
„piastą", d e k o r o w a n y n i e b i e s k ą w s t ą ż ­
k ą i p a w i m piórem; u k o b i e t — czepce
t i u l o w e , duże, o k r y w a j ą c e w ł o s y p r z y ­
b r a n e k w i a t a m i , „ b a n d a ż e " t y c h czep­
ców spływają wraz z wstążkami na
p l e c y , k o s z u l e bogato h a f t o w a n e , za­
p a s k i d o pasa k r ó t k i e ,
obszywane
tasiemkami i zaopatrzone
w tzw.
„kocanki", czyli pomponiki, wełniaki
Ryc. 2. Dziewczęta w stroju odświętnym z Węgrzynowa,
dostatnie, p r z e w a ż n i e w k o l o r a c h c i e m ­
pow. Piotrków. Fot. St. Kałuża, 1948 r.
nych,
spódnice b i a ł e k r o c h m a l o n e ,
gorsety z samodziału b i a ł e g o w p r ą ż k i i w desenie, zapaska do o d z i e w u „ m o d r a c k o w a " ,
„ w a n g i e r a " , „ p r z y j a c i ó ł k a " z i e l o n a oraz „ s u k i e n k a " g r a n a t o w a .
W o k o l i c y R a d o m s k a n a p r z y o d z i e w e k u m ę ż c z y z n s k ł a d a j ą się n a s t ę p u j ą c e c z ę ś c i
s t r o j u : k a p o t a „ d r o p a t o " ( c z a r n o - b i a ł a ) o s z e r o k i m sfałdowaniu, s z e r o k i pas s k ó r z a n y
ze s p r z ą c z k a m i i t r o k a m i , k o s z u l a l n i a n a bez ż a d n y c h h a f t ó w , c z a p k i o k r ą g ł e z si­
w y m b a r a n k i e m , o d n i e c z e r w o n y m , t z w . „ m r o z i a t e " . U k o b i e t : czepce d w ó c h r o ­
dzajów — jedne w formie czapek zwane „krymkami", drugie o k r y w a j ą c e
całą
głowę, w i ą z a n e n a k a r k u w k o k a r d ę , n a l a t o d o p r a c y k a p e l u s z e słomiane o szero­
k i m r o n d z i e , k a f t a n y k r ó t k i e c z a r n e l u b g r a n a t o w e z f a l b a n k ą , z a p a s k i d o pasa r o ­
bione t y l k o w d w i e n i c i e l n i c e , oraz z a p a s k a n a r a m i e n n a o s z e r o k i c h d n a c h p o n s o w y c h ,
ozdabiana wąskimi prążkami, a n i e k i e d y również i stebnówką p r z y p o m o c y iglicy.
W S i e r a d z k i e m z n o w u w i d z i m y u m ę ż c z y z n — l e j b i k ze s t o j ą c y m k o ł n i e r z e m ,
z k l a p k a m i i o z d o b a m i c z e r w o n y m i , spancer j a k i p o r t k i c z e r w o n e l u b m o d r e , suk­
m a n y j a s n o g r a n a t o w e z a m a r a n t o w y m i n a s z y c i a m i n a k o ł n i e r z u , stanie, m a n k i e t a c h
i w z d ł u ż b r z e g ó w , c z a p k i z s i w y m b a r a n k i e m p r z y b r a n e w s t ą ż k a m i . U k o b i e t — czepce
zwane „kopkami", podwiązane b a r w n ą „jedwabnicą" (chustką), koszule pozbawione
haftów, s t a n i k i g r a n a t o w e obcisłe, z dużym d e k o l t e m , z a p i n a n e n a g u z i k i i d e k o ­
rowane w poprzek czarną aksamitką, kaftany granatowe z błyszczącymi guzikami,
z a p a s k i d o pasa długie o s z e r o k i c h d n a c h bez ozdób, w r e s z c i e f a r t u c h y duże, „mar y n u s o w e " , kwieciste, obszyte dookoła koronką.
S t r ó j ł ę c z y c k i , z k t ó r e g o z a c h o w a ł y się do dziś j u ż t y l k o r e l i k t y , o b e j m o w a ł u m ę ż ­
c z y z n k a p o t ę zieloną, spancer, k a m i z e l ę , p o r t k i z s a m o d z i a ł ó w , p r z e w a ż n i e t k a n y c h
w d r o b n e p r ą ż k i - z i e l o n e i c z e r w o n e , tudzież c z a r n y , w y s o k i k a p e l u s z ; u k o b i e t : k o ­
szulę z w y w i n i ę t y m k o ł n i e r z e m z „ k r e z ą " , długi g r a n a t o w y k a f t a n z w a n y „ p r z y j a ­
c i ó ł k ą " , „ s p ó d n i k " ze stanem bez r ę k a w ó w , wreszcie k u p n ą c h u s t k ę d o o k r y c i a .

�Rozdział

1

O B E C N Y S T A N STROJU L U D O W E G O N A B A D A N Y M

OBSZARZE

Z u b i o r u męskiego pozostały j u ż t y l k o r e s z t k i ; w w i e l u w s i a c h został o n za­
r z u c o n y j e s z c z e p r z e d pierwszą w o j n ą ś w i a t o w ą , w n i e k t ó r y c h p r z e t r w a ł do c z a s ó w
ś w i a t o w e g o k r y z y s u . N a j d ł u ż e j , gdyż p r a w i e do w y b u c h u d r u g i e j w o j n y ś w i a t o w e j ,
z a c h o w a ł się w o k o l i c a c h W o l b o r z a , a szczególnie w Ż y w o c i n i e , K o m o r n i k a c h , B o gusławicach, Nagórzycach i Wiadernie. Najwcześniej zaczęły wychodzić z powszech­
nego u ż y c i a s u k m a n y s i w e , g r a n a t o w e i „ t o ł u b y " ( k o ż u c h y ) , p ó ź n i e j s p a n c e r k i i p o r t k i
z fartuszkiem, a w końcu koszule haftowane i lejbiki.
D z i ś , p o t r a d y c y j n y m s t r o j u m ę s k i m z a c h o w a ł y się t y l k o s k r o m n e r e l i k t y , r o z p r o ­
szone na s z e r o k i m obszarze; n a j l e p i e j p r z e t r w a ł y b i a ł e s u k m a n y z c z a r n y m i „potrze­
b a m i " , gdyż m o ż n a j e z n a l e ź ć jeszcze prawcie w k a ż d e j w s i p o ł o ż o n e j w p ó ł n o c n e j
c z ę ś c i o m a w i a n e g o t e r e n u . S u k m a n ę o d c a ł k o w i t e j z a g ł a d y u r a t o w a ł o t o , że przez
długie l a t a b y ł a ona s t r o j e m p a r a d n y m i n a j c z ę ś c i e j u ż y w a n y m n a r ó ż n y c h u r o ­
czystościach.
Z n a c z n i e l e p i e j z a c h o w a n y j e s t ubiór r o b o c z y , z w ł a s z c z a p r z e z n a c z o n y n a okres
l e t n i , a s z y t y główmie z m a t e r i a ł ó w l n i a n y c h przez same k o b i e t y , o b e j m u j e o n k o ­
szulę oraz p o r t k i . Z s a m o d z i a ł ó w w e ł n i a n y c h d o dziś j e s z c z e w w i e l u w s i a c h r o b i ą
s p o d n i e i m a r y n a r k i , ale j u ż n a w z ó r w s p ó ł c z e s n y c h s t r o j ó w m i e j s k i c h .
O w i e l e l e p i e j z a c h o w a ł się ubiór k o b i e c y , z w ł a s z c z a w o k o l i c a c h W o l b o r z a , M o s z ­
c z e n i c y , C z a r n o c i n a , K u r o w i c , B ę d k o w a i C h o r z ę c i n a . W t y c h o k o l i c a c h d o dziś
jeszcze t a k k o b i e t y starsze, j a k i młod­
sze, u b i e r a j ą się w odzież l u d o w ą
z a r ó w n o w święta, j a k i w dzień r o ­
b o c z y r y c . 1 , 3, 4 , 1 1 , 12. G ł ó w n ą j e g o
podstawę s t a n o w i : wełniak, zapaski do
pasa, i o d z i e w u , k o s z u l a , c h u s t k a ; . u p a ­
nien i młodych mężatek dochodzi do
tego jeszcze s p ó d n i c a , w y s z y w a n y f a r ­
tuszek, b l u z e c z k a , gorsecik a k s a m i t n y ,
s z n u r y p a c i o r k ó w oraz p ę k i r ó ż n o b a r w ­
n y c h w s t ą ż e k r y c . 2, 10.
W okolicach Krzepczowa, Gomulina, M i l e j o w a i n a w y s u n i ę t y c h d a l e j
na północ terenach Piotrkowskiego
stan t e n jest m n i e j p o m y ś l n y , gdyż
aktualność swoją zachowały niektóre
t y l k o c z ę ś c i s t r o j u , a m i a n o w i c i e wełn i a k i oraz z a p a s k i . W t e j c z ę ś c i n a j ­
b a r d z i e j u p o w s z e c h n i o n e są z a p a s k i
do o k r y c i a , a to ze w z g l ę d ó w czysto
p r a k t y c z n y c h . U ż y w a j ą i c h d o ś ć często
kobiety, które o d d a w n a już „przebrały
się w obleczenie m i a s t o w e " .
O b o k stroju żywego, tworzonego
według p r a w i d e ł o b o w i ą z u j ą c e j m o d y ,
istnieją jeszcze r e l i k t y d a w n e j odzieży,
k t ó r e są a l b o d o d z i e r a n e , a l b o pieczoRyc. 3.

Kobiety w z i m o w y c h odświętnych ubiorach.

Chorzęcin, pow. Brzeziny. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.
8

Jowicie p r z e c h o w y w a n e na Śmierć

uroczystości. D o n i c h należą

lub

czepce,

�Ryc. 4. Kobieta w z i m o w y m ubiorze, o k r y t a
chustą fabryczną, Zawada, p o w . Brzeziny.
Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.

gorsety z f a l b a n k ą , k a f t a n y , starego
t y p u wełniaki i zapaski, wreszcie chu­
sty. T a k i e stroje, j a k „ s z u b y " „ s u k i e n k i "
oraz „ p r z y j a c i ó ł k i " straciły s w o j ą a k t u ­
a l n o ś ć jeszcze p r z e d pierwszą w o j n ą
światową.
7

N a j d ł u ż e j p r z e t r w a ł ubiór l u d o w y
u osób s t a r s z y c h , t o jest b a r d z i e j k o n ­
s e r w a t y w n y c h . Biedota w i e j s k a pozo­
stająca na ciągłym w y r o b k u , wcześniej
z n i m się r o z s t a w a ł a , p r z y j m u j ą c ubiór
„ m i a s t o w y " , k t ó r y według n i c h b y ł
tańszy i praktyczniejszy.
B i o r ą c p o d u w a g ę płeć, n a l e ż y
stwierdzić, że w zakresie p r z y o d z i e w k u ,
b a r d z i e j postępowi i r a d y k a l n i o k a z a l i
się m ę ż c z y ź n i .
Z a n i k a n i e strojów^ l u d o w y c h d a t u j e
się n a k o n i e c X I X w i e k u ; m ó w i o t y m
„ T y d z i e ń P i o t r k o w s k i " z r . 1895, gdzie
c z y t a m y : „Coraz m n i e j k r a w c ó w umie
s z y ć s u k m a n y i odzież w i e ś n i a c z ą .
K o b i e t y i m ę ż c z y ź n i p r z e b r a n i w suk­
nie m i e j s k i e , z a t r a c a j ą e t n o g r a f i c z n y
charakter okolic całych, przerobieni
z polskiego włościanina w kosmopoli­
tycznego k o l o n i s t ę " ) .
N a okres t e n i p ó ź n i e j s z y p r z y p a d a
zarazem wzmożona działalność ludomańska inteligencji, zmierzająca
do
z a c h o w a n i a s t r o j u l u d o w e g o i oczysz­
czania tegoż z w s z e l k i c h p o s t r o n n y c h n a l e c i a ł o ś c i , a z w ł a s z c z a p o c h o d z e n i a m i e j ­
skiego ) . U w a ż a n o p r a w d o p o d o b n i e , że przez p o d t r z y m a n i e s t r o j u u d a się r o z w i n ą ć
i utrwalić patriotyzm.
8

9

N a c z ę ś c i o w y l u b z u p e ł n y z a n i k s t r o j u złożyło się w i e l e c z y n n i k ó w n a t u r y t a k
gospodarczej, j a k i s p o ł e c z n e j , m i ę d z y i n n y m i zaw ażyły t u t a j — p o p i e r w s z e , szerokie
k o n t a k t y l u d n o ś c i w i e j s k i e j z o ś r o d k a m i m i e j s k i m i , p o d r u g i e , zubożenie w y w o ­
ł a n e n a d r o d z e c i ą g ł y c h podziałów m a j ą t k o w y c h , p o trzecie, n e g a t y w n y stosunek
c z ę ś c i mieszkańców m i a s t n i e u m i e j ą c y c h o c e n i ć w sposób w ł a ś c i w y w a r t o ś c i s t r o j u
ludowego.
7

7

7

W d u ż y m s t o p n i u do zniszczenia i p o r z u c e n i a u b i o r u w i e j s k i e g o , p r z y c z y n i ł a się
r ó w n i e ż ostatnia w o j n a , o d n o s i się t o z w ł a s z c z a d o p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i c h t e r e n ó w
P i o t r k o w s k i e g o , z k t ó r e g o z n a c z n a c z ę ś ć ludności została w y s i e d l o n a l u b w y s ł a n a
w głąb ó w c z e s n e j Rzeszy do r ó ż n y c h r o b ó t . „Na t u ł a c t w i e z a b r a n e z s o b ą odzienie,
m ó w i j e d n a z i n f o r m a t o r e k , z d a r ł o się p r z y p r a c y , a to, co pozostało w c h a ł u p i e , l i c h o
r o z n i o s ł o " . N i e k t ó r e k o b i e t y , m i m o c i ę ż k i e j s y t u a c j i , w j a k i e j znalazły się n a o b c z y ź ­
nie, z d o ł a ł y j e d n a k u r a t o w a ć s w o j e ślubne czepce z m y ś l ą , że k i e d y ś d o s t a n ą j e
d o t r u m n y , j a k o śmiertelne w i a n o .
7

9

�W t r a g i c z n y c h w a r u n k a c h z n a l a z ł a się też w 1944 r. l u d n o ś ć dziesięciu w s i poło­
ż o n y c h n a w s c h o d n i c h o b s z a r a c h P i o t r k o w s k i e g o , w d o r z e c z u r z e k i P i l i c y , gdzie t w o ­
r z o n o linię o b r o n n ą , w ciągu k i l k u g o d z i n m u s i a ł a ona e w a k u o w a ć n a w y z n a c z o n e
t e r e n y , p o z o s t a w i a j ą c n a m i e j s c u sprzęt, n a r z ę d z i a r o l n i c z e oraz c z ę ś ć s w o j e g o p r z y ­
odziewku.

Rozdział

II

ZARYS H I S T O R Y C Z N Y R O Z W O J U STROJU

PIOTRKOWSKIEGO

N a p o d s t a w i e p r z e k a z ó w d r u k o w a n y c h oraz b a d a ń t e r e n o w y c h m o ż e m y o d t w o r z y ć
stan i p r z e m i a n y u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o w okresie z górą stu l a t , to j e s t o d r o k u 1830
d o 1933. W c z e ś n i e j s z y m i o p i s a m i u b i o r u j e d n a k ż e n i e r o z p o r z ą d z a m y .
Z o g ł o s z o n y c h listów g o ń c z y c h w „Dzienniku U r z ę d o w y m W o j e w ó d z t w a K a l i s k i e g o "
z r o k u 1830 i 1832 d o w i a d u j e m y się, że b o g a c i i średniorolni chłopi p i o t r k o w s c y n o ­
sili lniane koszule, k o l o r o w e chusty na szyi, płócienne albo skórzane spodnie, k a m i ­
zele s u k i e n n e z m a ł y m i g u z i k a m i , k a p o t y d w ó c h r o d z a j ó w : j e d n a w k o l o r z e n i e b i e ­
s k i m ze s t o j ą c y m k o ł n i e r z e m i żółtymi g u z i k a m i , d r u g a s i w a „z p o t r z e b a m i s z m u k l e r s k i m i " , z a p i n a n e n a h a f t k i ; do tego d o c h o d z i ł y jeszcze b u t y p a s o w e n a obcasach i c z a p k i
okrągłe z s i w y m l u b c z a r n y m b a r a n k i e m , o wierzchu n i e k i e d y a k s a m i t n y m ) . W t y m
czasie w y r o b n i c y u b i e r a l i się w k o s z u l e k o n o p n e , spodnie p a r c i a n e , pasy w ł o s i e n n e
oraz w b u t y proste n a p o d k ó w k a c h ) . R z e m i e ś l n i c y n o s i l i się n i e c o i n a c z e j niż ludność
w i e j s k a , u b i e r a l i się o n i w s u k i e n n e b u r k i z t a ś m a m i , s z a r a c z k o w e spodnie, tudzież
c z a p k i z s i w y m b a r a n k i e m zaopatrzone daszkiem ) .
1 0

u

1 2

D l a uzupełnienia tego o b r a z u n a l e ż y
jeszcze d o d a ć z r . 1848 l a k o n i c z n y opis
p r z y o d z i e w k u noszonego przez d w ó c h
włościan, a mianowicie M a r c i n a Kulę
z K a l e n i a oraz J ó z e f a M a l i s z e w s k i e g o
z D o b r e n i c . P i e r w s z y m i a ł n a sobie niebie­
s k i , w e ł n i a n y s p a n c e r e k , spodnie z s u k n a
siwego oraz c z a p k ę
„czworograniastą"
granatową z czarnym b a r a n k i e m ) ; drugi
m i ę d z y i n n y m i : k a m i z e l ę s u k i e n n ą zie­
l o n ą i g r a n a t o w ą , spodnie p ł ó c i e n n e
w białe i n i e b i e s k i e p a s k i oraz g r a n a t o w ą
kapotę ).
1 3

1 4

D l a r e k o n s t r u k c j i s t r o j u kobiecego
z pierwszej połowy X I X w i e k u posiadamy
d w a drukowane przekazy, pochodzące
z 1847 i 1848 r., odnoszą się one do u b i o r u
w y r o b n i c y z m a r ł e j z w y c z e r p a n i a w cza­
sie żniw w D u r a c z o w i e , oraz ż o n y „leś­
n e g o " z D o b r e n i c . W y r o b n i c a ta m i a ł a n a
sobie k o s z u l ę p ł ó c i e n n ą , „ s p ó d n i k " c z y l i
„wełniak" w prążki niebieskie i czerwone,
f a r t u c h s t a r y , w e ł n i a n y w p a s e c z k i czer-

Ryc. 5. Stroje z okolic Piotrkowa Trybunalskiego.
J. Wójcicka, Mapa poglądowa Królestwa Polskiego,
Warszawa 1885 r.

1.0

�Ryc. 6. Mężczyzna w stroju odświętnym, Dla podkreślenia
przynależności do stanu chłopskiego, trzyma kosę. J. M . Bazewicz. Atlas geograficzny, ilustr. Królestwa Polskiego,
Warszawa, 1907 r .

w o n e , n i e b i e s k i e , b r ą z o w e i b i a ł e oraz p ó ł b a w e ł n i a n ą c h u s t k ę n a głowie, s t a r ą , w k r a t y
czerwone, niebieskie i z i e l o n e ) . Należy p r z y ­
p u s z c z a ć , że c z ę ś ć tego p r z y o d z i e w k u p o c h o ­
dziła z d a r o w i z n y o d osób
zamożniejszych.
W posiadaniu M a r i a n n y Maliszewskiej, żony
„leśnego", znajdowały się: wełniak w paski
c z e r w o n e , n a „cal s z e r o k i e " i b i a ł e , s p ó d n i c a
p e r k a l o w a w k w i a t k i małe różowe, zapaski
wełniane, j a k wełniak, fartuch biały p e r k a l o w y ,
stanik granatowy sukienny,
chustka
żółta
w k w i a t k i c z e r w o n e , w r e s z c i e czepek p r o s t y ,
kobiecy, tiulem obszyty ).
1 5

1 6

Z podanych wzmianek, jakkolwiek
dość
o g ó l n y c h , k t ó r e w c a ł o ś c i odnoszą się d o o k r e s u
p a ń s z c z y ź n i a n e g o , n a l e ż y w n i o s k o w a ć : że w u b i o ­
rze p i o t r k o w s k i m j u ż w t y m czasie d a j e się

z a u w a ż y ć duża r o z m a i t o ś ć f o r m , że
obok
materiałów własnej p r o d u k c j i występowały to­
w a r y n a b y w a n e i w r e s z c i e , że w u b i o r z e t y m
zachodziły poważne różnice, w y n i k a j ą c e z ów­
czesnego r o z w a r s t w i e n i a k l a s o w e g o .
D o d r u g i e j p o ł o w y X I X w i e k u odnoszą się
r y c i n y 5, 6 i 7 p o c h o d z ą c e z „ M a p y K r ó l e s t w a
P o l s k i e g o " W ó j c i c k i e j oraz „Atlasu G e o g r a f i c z ­
nego" Bazewicza.
N a rycinie piątej w i d z i m y
mężczyznę z kosą i kapeluszem słomianym
w ręku wraz z kobietą dźwigającą wałek mate­
riału. M ę ż c z y z n a jest u b r a n y w k o s z u l ę o w y w i ­
n i ę t y m k o ł n i e r z u , siwą s u k m a n ę z p o t r z e b a m i ,
pas c z e r w o n y i c z a r n e s f a ł d o w a n e b u t y ; k o b i e t a

Ryc. 7. Kobieta w stroju odświętnym. Dla podkreślenia
przynależności do stanu chłopskiego, t r z y m a sierp i garść
zboża. J. M . Bazewicz, Atlas geograficzny, ilustr. Królestwa
Polskiego, Warszawa 1907 r.

11

�w b i a ł ą k o s z u ł ę o długich i s z e r o k i c h
rękawach, w stanik zielony obciśnięty,
w w e ł n i a k o n i e b i e s k i c h i b i a ł y c h pas­
k a c h , w r e s z c i e w długi f a r t u s z e k i z a p a s k ę
d o o k r y c i a w poprzeczne-zielone i czer­
wone prążki. Gospodarz przedstawiony
n a r y c i n i e s z ó s t e j posiada k o s z u l ę z w y ­
kładanym kołnierzem, kamizelę z guzika­
m i , g r a n a t o w ą s u k m a n ę , żółty pas oraz
czarne b u t y , natomiast gospodyni na r y ­
cinie s i ó d m e j m a b i a ł ą k o s z u l ę w e ł n i a k
w p r ą ż k i jasnozielone i czarne, f a r t u s z e k
w p o p r z e c z n e b i a ł e i r ó ż o w e p a s k i oraz
z a p a s k ę do o k r y c i a t a k ż e w p a s k i o u k ł a ­
dzie p o p r z e c z n y m , na n o g a c h t r z e w i k i
sznurowane o krótkich cholewkach, na
głowie c z e r w o n ą c h u s t e c z k ę .
Jak w i d a ć z t y c h r y c i n oraz m a t e r i a ł ó w
historycznych w y ż e j p o d a n y c h i wreszcie
w i a d o m o ś c i , z d o b y t y c h w czasie b a d a ń ,
strój p i o t r k o w s k i
dziewiętnastowieczny
w p o r ó w n a n i u ze s t r o j e m w X X w i e k u
był mniej b a r w n y i mniej ozdobny,
c e c h o w a ł a go p r o s t o t a . G ł ó w n ą d e k o r a c j ą
sukman i spancerków były tasiemki, gu­
z i k i łub s z a m e r o w a n i a , p r y m i t y w n e w y ­
Ryc. 8. Kobieta w stroju świątecznym z okolic
szycia u k o s z u l , p r z y k a p e l u s z a c h czarne
Wolborza, p o w . Piotrków. Malował : K. Sadłowski
„ t a s i o m k i " oraz b ł y s z c z ą c e
sprzączki;
w 1923 r. Ze zbiorów Muzeum w Tomaszowie
u
f
a
r
t
u
s
z
k
ó
w
r
ó
ż
o
w
e
w
s
t
ą
ż
e
c
z
k
i, u kaf­
Mazowieckim.
t a n ó w i spódnic czarne a k s a m i t k i .
X X w i e k , z w ł a s z c z a p i e r w s z e jego l a t a oraz okres m i ę d z y w o j e n n y , przyniósł w t e j
d z i e d z i n i e n i e b y w a ł y r o z k w i t , w t y m czasie k o s z u l e t a k m ę s k i e , j a k i k o b i e c e u l e g a j ą
z m i a n o m n a s k u t e k z a s t o s o w a n i a n a dużą s k a l ę h a f t ó w . D z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e k o ­
szule o k r o j u p o n c z a p o d ł u ż n e g o ) , p r z e k s z t a ł c a j ą się n a k o s z u l e p r z y r a m k o w e i k a r c z k o w e . T o p o c i ą g a za s o b ą z k o l e i z m i a n ę k a m i z e l e k m ę s k i c h i gor­
setów k o b i e c y c h
powodując u pierwszych większe rozdekoltowanie, u drugich
staranniejsze z d o b i e n i e , p o c z ą t k o w o s t e b n ó w k ą , p ó ź n i e j (około 1920r.) „ b ł y s k o t k a m i " ) .
Z n o w ą k o s z u l ą i gorsetem a k s a m i t n y m ściśle ł ą c z y ł się f a r t u s z e k , k t ó r y r ó w n i e ż
uległ p o w a ż n y m p r z e m i a n o m . F a r t u s z e k n o s z o n y w X I X w i e k u , b y ł s z y t y z m a t e r i a ł ó w
przeważnie d r u k o w a n y c h w drobne m o t y w y k w i a t o w e l u b prążki poprzeczne, z r z a d k a
o b s z y w a n y w d o l n e j c z ę ś c i w s t ą ż e c z k a m i ; został o n w y r u g o w a n y i z a s t ą p i o n y n o w y m ,
b a r d z i e j e f e k t o w n y m , d o s t o s o w a n y m do ó w c z e s n y c h w y m o g ó w . Jego p ł a s z c z y z n a
w j e d n o l i t y m k o l o r z e u l e g a podziałowi w m i a r ę r o z k w i t u i d o s k o n a l e n i a się h a f t u
p ł a s k i e g o , opartego n a r ó ż n o k o l o r o w e j w ł ó c z c e . F a r t u c h t e n w k o ń c o w e j
swej
fazie, t o j e s t w okresie m i ę d z y w o j e n n y m , w y p e ł n i a się w d o l n e j c z ę ś c i b o g a t y m
haftem.
1 7

1 8

W okresie t y m noszona b y ł a s p ó d n i c a j e d n o l u b d w u b a r w n a , suto m a r s z c z o n a
w pasie, u dołu o b s z y t a w s t ą ż e c z k a m i , n i e p r z y p o m i n a j ą c a j u ż s w y m w y g l ą d e m spó­
dnic dziewiętnastowiecznych.
D u ż e z m i a n y , szczególnie w u k ł a d z i e b a r w , o b s e r w u j e m y r ó w n i e ż w m a t e r i a ł a c h
p r z e z n a c z o n y c h n a z a p a s k i i w e ł n i a k i . N a p o c z ą t k u tego rozdziału, p r z y w y l i c z a ­
n i u c z ę ś c i s t r o j u k o b i e c e g o z l a t 1847 i 1848, p o d a n o opis w e ł n i a k ó w i zapasek,
12

�z k t ó r e g o w y n i k a , że i c h c e c h ą c h a r a k t e r y ­
s t y c z n ą b y ł o t o . iż p o s i a d a ł y p o d s t a w o w y
kolor czerwony, obok którego występowały
w różnym układzie b a r w y : brązowa, nie­
bieska i b i a ł a . J e d n o c z e ś n i e t r z e b a d o d a ć ,
że p r ą ż k i w y s t ę p u j ą c e w e w s p o m n i a n y m
ubiorze były bardzo wąskie.
W d r u g i e j p o ł o w i e X I X w i e k u rozszerza
się s k a l a b a r w i s z e r o k o ś ć p r ą ż k ó w . Z j a ­
w i a j ą się n o w e k o l o r y , m i ę d z y i n n y m i żółty
i zielony. T k a n i n y samodziałowe otrzymują
n o w y układ, na skutek zastosowania wąs­
k i c h i s z e r o k i c h p r ą ż k ó w , t o jest r o z d z i e ­
l a j ą c y c h i r o z d z i e l o n y c h . T e ostatnie n a
p o c z ą t k u obecnego stulecia, p r z e k s z t a ł c a j ą
się w t a k z w a n e „ d n a " . P o d k o n i e c u b i e g ­
łego w i e k u zostaje w p r o w a d z o n a do t k a n i n
p i o t r k o w s k i c h „przeplotka",
czyli
splot
kostkowy, dający nowe efekty dekoracyjne
przez zastosowanie d e s k i t k a c k i e j , a p o ­
t e m z w i ę k s z o n e j l i c z b y n i c i e l n i c ( r y c . 50.
tabl. I I I ) .
Materiały w y k o n a n e tą techniką
są
głównie p r z e z n a c z o n e n a z a p a s k i . W ciągu
n i e m a l pięćdziesięciu l a t naszego w i e k u
śledzimy s t o p n i o w y r o z w ó j „ d n a " oraz t a k
z w a n e j „ m o d y " , s k ł a d a j ą c e j się z p r o s t y c h
prążków i pasów wypełnionych
motywa­
m i . g e o m e t r y c z n y m i w f o r m i e ząbków ,
„ o k i e n e k " i t p . ( t a b l . I I I r y c . 1).
7

Z a p a s k a s z y t a z t y c h m a t e r i a ł ó w jest
p o c z ą t k o w o d e k o r o w a n a u dołu w j e d n e j
l u b w d w ó c h l i n i a c h „ t a s i o m k a m i " , póź­
n i e j l i c z b a i c h w z r a s t a t a k , że j u ż w okresie

Ryc. 9.

Dziewczyna w stroju odświętnym z Czar­
nocina, pow. Łódź, 1917 r.

m i ę d z y w o j e n n y m z a l e g a j ą one prawdę połowę j e j płatu ( r y c . 50). O k o ł o 1910 r.
p o j a w i a j ą się p r z y z a p a s k a c h t a k z w a n e „ s i o t e c k i " c z y l i „ z ę b y " w y k o n a n e z b a r w ­
n e j w e ł n y ( r y c . 50). T y p t e j z a p a s k i p r z e t r w a ł u s t a r s z y c h k o b i e t p r a w i e d o
naszych czasów.
M a t e r i a ł y s ł u ż ą c e n a z a p a s k i „do o d z i e w u " również m i a ł y s w ó j o d r ę b n y c h a r a k t e r
i p o d l e g a ł y w a h a n i o m m o d y . Jak w s k a z u j e zestawienie t k a n i n y z a p a s k o w e z k o ń c a
X I X w i e k u , p o s i a d a ł y j u ż dość szerokie d n a c z e r w o n e , o d d z i e l o n e o d siebie p r ą ż k a ­
m i . N a przełomie X I X i X X w i e k u c z e r w o n e d n a w t k a n i n i e z a p a s k o w e j u l e g a j ą
d a l s z e m u rozszerzeniu. W t y m czasie z j a w i a j ą się n o w e e l e m e n t y d e k o r a c y j n e ,
a m i a n o w i c i e p a s e c z k i w p r z e p l o t k ę ( t a b l . I I I r y c . 49), z a p a s k i szyte z t y c h m a ­
teriałów przetrwały z małymi z m i a n a m i do naszych czasów.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m u p o w s z e c h n i ł y się t k a n i n y o d r o b n y c h p r ą ż k a c h , p o ­
z b a w i o n e d n a , w u k ł a d z i e n a j c z ę ś c i e j s y m e t r y c z n y m ( p a t r z rozdział I X ) , z n a l a z ł w n i c h
rówmież zastosowanie k o l o r c z e r w o n y . Z a p a s k i t a k i e n o s z ą n a s t ę p u j ą c e n a z w y :
..widno" ( t a b l . I I I ) , „bocaio" ( t a b l . I I I ) oraz „ciemno" ( t a b l . I I I ) , w y s t ę p u j ą one w za­
chodniej części terenu. T k a n i n y zapaskowe w południowej części Piotrkowskiego
u l e g ł y j u ż d e g e n e r a c j i i s t a ł y się zupełnie p o d o b n e do kilimów o s z e r o k i c h dnach
7

8

9

7

i

modzie.

¡5

�Ryc. 10.

Dziewczyna w odświętnym ubiorze ze Stu­
dzianek, pow. Łódź, 1948 r.

P a s i a k i przeznaczone n a w e ł n i a k i , p o s i a d a ł y
j u ż p r z e d p i e r w s z ą w o j n ą światową dużą
rozmaitość w układzie i szerokości b a r w . O b o k
p a s i a k ó w o s z e r o k i c h d n a c h (tabl. I V r y c . 3)
występowały także o węższych (tabl. I V r y c .
1, 2). T e c h n i k a p r z e p l o t e k r ó w n i e ż z n a l a z ł a
w n i c h s w o j e miejsce. W t y m czasie w c h o d z ą
w użycie pasiaki, o b e j m u j ą c e do czternastu
kolorów.
W e ł n i a k i szyte z t y c h m a t e r i a ł ó w b y ł y
p r z e w a ż n i e u k ł a d a n e w d r o b n e f a ł d k i i ozda­
biane u dołu a k s a m i t k ą l u b „ t a s i o m k a m i " ,
c z y m przypominały
ubiór z X I X
wieku.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m p o w s t a j ą d w a
nowe
typy
wełniaków,
wełniak
tzw.
„ k r a k o w s k i " oraz „ ł o w i c k i " ( p a t r z
rozdz.
V I I ) . W e ł n i a k i te m a j ą w s p ó l n ą c e c h ę , a m i a ­
nowicie posiadają m o d y , w których prążki
u k ł a d a j ą się a s y m e t r y c z n i e . N a u w a g ę zasłu­
g u j ą n a k ł a d a j ą c e się p a r a m i p a s e c z k i „przeni­
k a j ą c e " (tabl. I I I ) , różnice między n i m i po­
legają na odmienności kolorów dna. K r a ­
k o w s k i e posiadają dno czerwone, łowickie —
różne, zielone, b o r d o w e i t p . ( t a b l . I I I ) .
Jednocześnie z przemianami w zakre­
sie z d o b n i c t w a , k o l o r y s t y k i i u k ł a d z i e
p r ą ż k ó w u p a s i a k ó w n a s t ę p u j ą również
zmiany w innych częściach stroju kobie­
cego. M o d n e w X I X w i e k u s t a n i c z k i ,
„ p r z y j a c i ó ł k i " oraz „ s z u b y " u s t ę p u j ą p o ­
woli w początkach X X wieku aksamitnym
gorsetom, w e ł n i a n y m c h u s t k o m oraz k a f ­
tanom.
N i e m a ł ą rolę w n a k r y c i u g ł o w y u k o ­
b i e t p e ł n i ł y w X I X w . c z e p k i . Za n a j ­
starszy i c h t y p n a l e ż y u w a ż a ć czepiec
p e r k a l o w y w „kwaterki", z tiulową f a l ­
b a n k ą na przodzie, przypominający s w y m
w y g l ą d e m k a p u z ę . O k o ł o 1880 r . z a c z ę t o
j e s z y ć z samego t i u l u , z a h a f t o w u j ą c d o ś ć
często jego p o w i e r z c h n i ę b i a ł y m , płaskim
w y s z y c i e m . D o starszych odmian należy
r ó w n i e ż z a l i c z y ć czepiec, k t ó r y noszono
p o d c h u s t ę „ t u r e c k ą " (duża chusta w y ­
r o b u f a b r y c z n e g o w e w z o r y t z w . łurecRyc. 11.

14

Odświętny ubiór mężatki z Żywocina,
pow. Piotrków. Fot. St. Kałuża.

�Hyc. 12.

Kobiety w chustkach na głowie i zapaskach naramiennych podczas r o z m o w y . Chorzęcin,
pow. Brzeziny. Fot. G . Wyszomirska, 1954 r.

kie, r y c . 29, 39). P r z e t r w a ł o n znacznie d ł u ż e j , bo do o k r e s u m i ę d z y w o j e n n e g o . W d r u ­
giej połowie X I X w i e k u u p o w s z e c h n i a się p ó ł c z e p i e c t i u l o w y , k t ó r y p o c z ą t k o w o b y ł
gładki, n i e k i e d y t y l k o h a f t o w a n y , p ó ź n i e j t o jest o k o ł o 1890 r. p r z e k s z t a ł c a się
w półczepiec „ozdobny", p r z y b r a n y wstążkami, szychem i sztucznymi k w i a t a m i . Cze­
piec t e n jest przez długie l a t a u l u b i o n y m n a k r y c i e m g ł o w y m ł o d y c h m ę ż a t e k .
O s o b n ą p o z y c j ę s t a n o w i n a k r y c i e g ł o w y p a n n y m ł o d e j . W ciągu ubiegłego stulecia
przeżyło się k i l k a j e g o f o r m , n a j p i e r w „ w i o n e k " , w i t y z r u t y l u b b a r w i n k u , o k t ó r y m
t a k c z ę s t o z n a j d u j e się w z m i a n k i w p i e ś n i a c h w e s e l n y c h i e r o t y k a c h , p ó ź n i e j „ślorki"
„piętę" ze w s t ą ż e k , p o n i c h przez k i l k a l a t p a n o w a ł y „ g i e r l a n d y " c z y l i „ k o r o n y " p o ­
chodzenia miejskiego. Dokładne d a t y w przemianach u b i o r u głowy w dawniejszych
czasach n i e d a d z ą się u s t a l i ć ; około 1 8 9 0 r . p o j a w i a j ą się p i e r w s z e w e l o n y .
W o b u w i u k o b i e c y m w okresie p r a w i e stu l a t m o ż e m y w y r ó ż n i ć t r z y z a s a d n i ­
cze o d m i a n y , a m i a n o w i c i e c i ż m y , t r z e w i k i c z y l i „ b u c i k i " oraz p a n t o f l e . P i e r w s z y
t y p o b u w i a b y ł n o s z o n y j e s z c z e o k o ł o 1860 r . przez starsze k o b i e t y . W b u c i k a c h
o długich c h o l e w k a c h i w y s o k i c h o b c a s a c h w ciągu c z t e r d z i e s t u l a t t r z y k r o t n i e
z m i e n i a się sposób s z n u r o w a n i a i z a p i n a n i a : a w i ę c o d 1890 — 1 9 0 0 r . p o s i a d a ł y one
d z i u r k i , o d 1900 — 1914 mosiężne h a c z y k i , o d 1 9 1 4 — 1930 g u z i k i . W okresie m i ę ­
d z y w o j e n n y m u p o w s z e c h n i ł y się t r z e w i k i o k r ó t k i c h c h o l e w k a c h oraz p a n t o f l e n a
n i s k i c h obcasach.
Jeśli c h o d z i o strój m ę s k i , w p i e r w s z e j połowde X I X w i e k u , j a k w y n i k a z p r z e ­
kazów d r u k o w a n y c h , mężczyźni w P i o t r k o w s k i e m używali dwóch rodzajów sukman,
t j . s u k m a n ę g r a n a t o w ą i siwą. S u k m a n a g r a n a t o w a p o s i a d a ł a k o ł n i e r z s t o j ą c y oraz
o b l a m ó w k ę g r a n a t o w ą . P r a w d o p o d o b n i e w k r ó t c e po u w ł a s z c z e n i u z o s t a ł a ona w y ­
p a r t a przez p o d o b n ą s u k m a n ę , o w y k ł a d a n y m kołnierzu, z a p i n a n ą n a g u z i k i l u b
pętle ( r y c . 6, 23). T e n r o d z a j s u k m a n y p r z e t r w a ł n a n i e k t ó r y c h t e r e n a c h d o o k r e s u
międzywojennego.
T

T

15

�S u k m a n a siwa, z w a n a r ó w n i e ż „ s i w k ą " , d o ś ć w c z e ś n i e z o s t a ł a z a r z u c o n a , gdyż
j u ż w k o ń c u X I X w i e k u . K i e d y z j a w i ł a się s u k m a n a b i a ł a z c z a r n y m i p o t r z e b a m i
i s z a m e r u n k i e m , t r u d n o w t e j d r w i l i p o w i e d z i e ć , j e d n o jest p e w n e , że b y ł a ona j u ż
u ż y w a n a w d r u g i e j p o ł o w i e X I X w i e k u . Z t y m p r z y o d z i e w k i e m ściśle się ł ą c z y ł pas,
c z y l i t z w . „ s z a l " , k t ó r y m p r z e p a s y w a n o t a k s u k m a n y g r a n a t o w e , j a k i białe, w i ą z a n y
z r e g u ł y n a b r z u c h u . D o t y c h c e l ó w b y ł y rów nież u ż y w a n e d o ś ć szerokie pasy.
zw. „mieszkami". Pamięć o nich przetrwała t y l k o w tradycji.
S u k m a n ę n a j c z ę ś c i e j noszono b e z p o ś r e d n i o n a k a m i z e l i c z y l i l e j b i k u . Najstarsze
k a m i z e l e s u k i e n n e l u b p ł ó c i e n n e w k o l o r z e p r z e w a ż n i e g r a n a t o w y m , b y ł y ściśle d o ­
p a s o w a n e do o b w o d u s z y i . N a p r z o d z i e p o s i a d a ł y b i a ł e , m a ł e g u z i k i . W d r u g i e j p o ­
ł o w i e X I X w . z a c z ę ł y się u p o w s z e c h n i a ć k a m i z e l e d w u r z ę d o w e z dużym w y k r o j e m
pod. szyją.
T

„Spancer" w pierwszej połowie X I X w i e k u występował w r a z z i n n y m i częściami
męskiego s t r o j u . W y k o n y w a n o go z g r a n a t o w e g o s u k n a . W d r u g i e j połowie ubiegłego
stulecia spancer jest p r z y o d z i e w k i e m p o p u l a r n y m , w t y m czasie s z y j e się go głównie
z materiałów samodziałowych w kolorze g r a n a t o w y m , rzadziej ciemnozielonym, b u ­
r a c z k o w y m l u b s i w y m i ozdabia na przodzie szamerowaniem. W X X w i e k u miejsce
s z a m e r u n k u z a j m u j ą g u z i k i ułożone w j e d n y m l u b d w ó c h r z ę d a c h . O k o ł o 1910 r .
w p o ł u d n i o w e j c z ę ś c i p o w i a t u p i o t r k o w s k i e g o szyje się s p a n c e r k i z b a r c h a n u i n a z y ­
w a j e „kaftonami".
Już w X I X w i e k u s p o d n i e d z i e l o n o n a „portki" i t z w . „gatki". P i e r w s z e z n i c h
s z y t o z s u k n a , przerobionki
i i n n y c h m a t e r i a ł ó w , d r u g i e ze „zgrzebnicy"
l u b cien­
kiego p ł ó t n a . T a k p o r t k i j a k i g a t k i p o s i a d a ł y f a r t u s z e k z „ o b e r t e l k i e m " , c z y l i k o ­
ł e c z k i e m d r e w n i a n y m , s ł u ż ą c y m j a k o g u z i k , i b y ł y noszone j a k o odzież z w i e r z c h n i a .
Jak w y g l ą d a ł a k o s z u l a z e p o k i K r ó l e s t w a K o n g r e s o w e g o , t r u d n o p o w i e d z i e ć ,
w r. 1860 p o s i a d a ł a ona k o ł n i e r z w y k ł a d a n y , w i ą z a n y c z e r w o n ą „ z a ś c i o g a c k ą " .
Zaściogacki, c z y l i „pstrej w s t ą ż k i " , u ż y w a l i W o l b o r z a n i e j u ż w 1824 r . P o d k o n i e c
ubiegłego stulecia p o j a w i ł y się u k o s z u l p o r c e l a n o w e g u z i c z k i w r ó ż n y c h k o l o r a c h .
O k o ł o 1900 r . w p r o w a d z o n o p e r k a l o w e gorsy, k t ó r e p o k r y w a n o biały m, p ł a s k i m
h a f t e m . W t y m też czasie z a c z ę t o o s ł a n i a ć k o s z u l e o d d z i e l n y m i n a p i e r ś n i k a m i , k t ó r e
także ozdabiano białym w y s z y c i e m .
T

r

T

Z X I X w i e k u p o s i a d a m y w z m i a n k i o c z a p k a c h n o s z o n y c h przez m ę ż c z y z n są to
c z a p k i okrągłe, o w i e r z c h u g r a n a t o w y m z c z a r n y m l u b s i w y m b a r a n k i e m ) . P r a w d o ­
p o d o b n i e b y ł y to t z w . „rozłupy",
które przetrwały w p a r a f i i Moszczenica do drugiej
p o ł o w y X I X w i e k u . R o z ł u p y m o s z c z e n i c k i e p o s i a d a ł y z b o k u r o z c i ę c i e , k t ó r e sznu­
r o w a n o p r z y p o m o c y b a r w n e j t a s i e m k i . W p i e r w s z e j p o ł o w i e X I X w i e k u noszone
b y ł y r ó w n i e ż r o g a t y w k i oraz c z a p k i s u k i e n n e g r a n a t o w e z d a s z k i e m , o k t ó r y c h z n a j ­
d u j e m y w z m i a n k i w d z i e n n i k a c h u r z ę d o w y c h . R o g a t y w k i , j a k w s k a z u j ą dane z tere­
n o w y c h wywiadów, b y ł y dwóch rodzajów: jedne czarne z s i w y m b a r a n k i e m , drugie
z sukna sieradzkiego granatowe z c z a r n y m b a r a n k i e m , uważane jeszcze w pierwszej
p o ł o w i e X I X stulecia za „ k r a k o w s k i e " . P i e r w s z e w y s t ę p o w a ł y g ł ó w n i e w p o ł u d n i o w e j
c z ę ś c i P i o t r k o w s k i e g o , d r u g i e n a t o m i a s t w p ó ł n o c n e j . P r z e t r w a ł y one do k o ń c a u b i e ­
głego stulecia, p o n i c h w p r o w a d z o n o g r a n a t o w e k a s z k i e t y z c z a r n y m l a m p a s e m o dość
w y s o k i m przodzie.
1 9

S t o s u n k o w o r z a d z i e j aniżeli o c z a p k a c h w z m i a n k u j ą źródła d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e
o k a p e l u s z a c h ) , m a t e r i a ł y z b a d a ń t e r e n o w y c h oraz z p o s z u k i w a ń m u z e a l n y c h o d ­
n o s z ą się d o d r u g i e j p o ł o w y X I X w i e k u . Z m a t e r i a ł ó w t y c h w y n i k a , że k a p e l u s z e b y ł y
d w ó c h r o d z a j ó w , a m i a n o w i c i e : słomiane o s z e r o k i m r o n d z i e i n i s k i m n a g ł ó w k u ,
( r y c . 27/11), tudzież k a p e l u s z e f i l c o w e , czarne, w y s o k i e , z w a n e „ry/em" ( r y c . 27/111). T e
ostatnie n a l e ż a ł y j u ż d o r z a d k o ś c i w p i e r w s z y c h l a t a c h X X w i e k u .
N a p r z e m i a n a c h w s t r o j u podczas o m a w i a n y c h 120 l a t z a w a ż y ł y w n i e m a ł y m sto­
pniu wpływy miejskie i produkcja fabryczna.
20

16

��W t k a n i n y f a b r y c z n e z a o p a t r y w a ł a się p r z e w a ż n i e s ł u ż b a f o l w a r c z n a i t a c z ę ś ć
ludności w i e j s k i e j , k t ó r a została usunięta z z i e m i w n a s t ę p s t w i e p o l i t y k i a g r a r n e j ,
a t y m s a m y m p o z b a w i o n a m o ż l i w o ś c i u p r a w y l n u i h o d o w l i o w i e c . Za m a t e r i a ł u b o ­
g i c h w X I X w i e k u uchodziło s u k n o s i w e t z w . „brzezińskie"', u ż y w a n e n a j c z ę ś c i e j n a
s u k m a n y i s p a n c e r k i m ę s k i e n i e t y l k o w P i o t r k o w s k i e m , ale r ó w n i e ż w p r z y l e g ł y c h d o
niego p o w i a t a c h .
L u d n o ś ć w i e j s k a n a b y w a ł a r ó w n i e ż w y r o b y g o t o w e , j a k c z a p k i , kapelusze, pasy,
b u t y , c h u s t y , czepce, k o ż u c h y , p a c i o r k i , a n i e k i e d y n a w e t s u k m a n y i „ w o ł o s z k i " , t j .
zwierzchnie okrycie, o którym nie posiadamy szczegółowych danych.
Po u w ł a s z c z e n i u , a w i ę c p o r o k u 1864, k i e d y s y t u a c j a m a t e r i a l n a staje się p o m y ś l niejsza, l i c z b a n a b y w a n y c h a r t y k u ł ó w o d z i e ż o w y c h p r z y b i e r a c h a r a k t e r m a s o w y .
K u p u j e się m a t e r i a ł y n a spódnice, f a r t u c h y , gorsety, k a f t a n y , p r z y j a c i ó ł k i , s z u b y , n a
p o r t k i i l e j b i k i , k u p u j e się t i u l e , k o r o n k i , b a r w n e n i c i , t a s i e m k i , w s t ą ż k i , szych i i n n e .
C h ł o p i d o c h o d z ą c y ze w s i d o f a b r y k , k o r z y s t a j ą n i e j e d n o k r o t n i e z t k a n i n w y b r a k o ­
w a n y c h , z k t ó r y c h s z y j ą d l a siebie l u b c z ł o n k ó w r o d z i n y r ó ż n e c z ę ś c i u b i o r u ; w p r o ­
w a d z a j ą napierśniki, p e r k a l o w e w y k ł a d y , k o ł n i e r z y k i i m a n k i e t y u l n i a n y c h , n i e r a z
n a w e t z g r z e b n y c h k o s z u l , c h c ą c w t e n sposób u k r y ć s w o j e p o c h o d z e n i e ze w s i i za­
słonić się p r z e d k p i n a m i m i e s z c z u c h ó w . Noszą się w i ę c z m i e j s k a p r z y r o b o c i e
f a b r y c z n e j , p o p r z y b y c i u n a t o m i a s t do s w o i c h c h ę t n i e w d z i e w a j ą
przerobionki.
P r z y j m o w a n i e w s z e l k i c h n o w y c h f o r m odzieży l u b p e w n y c h e l e m e n t ó w s t r o j u b y ł o
rzecz p r o s t a , szczególnie c h ę t n i e w i d z i a n e przez m ł o d e p o k o l e n i e , z w ł a s z c z a d z i e w ­
c z ę t a w i e j s k i e . I c h t o strój podlegał ciągłym w a h a n i o m m o d y , j a k o w i e j s k i e m o d nisie s t a r a ł y się o t o , a b y w sw oim „ o b l e c z e n i u " m i e ć j a k n a j w i ę k s z ą r o z m a i t o ś ć
i w y b ó r . Z l e k c e w a ż e n i e m często odnosiły się do s t a r s z y c h f o r m . O t r z y m a n e w s p a d k u
w e ł n i a k i , z a p a s k i c z y gorsety, p r u ł y l u b „ m o d z i ł y " , d o d a j ą c d o n i c h n o w e e l e m e n t y
d e k o r a c y j n e . W s z e l k i e z a o s z c z ę d z o n e pieniądze o b r a c a ł y n a z a k u p p o t r z e b n y c h m a ­
teriałów, "zarówno t k a n i n , j a k i r ó ż n y c h „mizgotek" w f o r m i e „ t a s i o m e k " , w ł ó c z e k ,
szychu, cekinów l u b paciorków.
T

B a r d z i e j k o n s e r w a t y w n i o d n o s i l i się się do w s z e l k i c h n o w a t o r s t w n i e c h ę t n i e , u w a ­
ż a j ą c j e za c z y n n i k r o z k ł a d o w y i n i s z c z ą c y „stary p o r z ą d e k r z e c z y " . T o r o z d w o j e n i e ,
a z a r a z e m ś c i e r a n i e się d w ó c h p r z e c i w n y c h sobie o b o z ó w , t j . z j e d n e j s t r o n y m ł o ­
dego p o k o l e n i a postępowego, z d r u g i e j s t r o n y p o k o l e n i a starego zacofanego, p r o w a d z i ł o
n i e u c h r o n n i e do a n t a g o n i z m ó w i s t a r ć . B y ł o to r ó w n i e ż źródłem ż a r t ó w i k p i n , a w i ę c
n a p r z y k ł a d z w o l e n n i c z k i „ślorki" z k o ń c a ubiegłego w i e k u , o d n o s i ł y się n i e p r z y c h y l n i e
do zwolenniczek upinania welonów, n a z y w a j ą c je obraźliwie
„guwniorkami".
G d y p o r t k i z f a r t u s z k i e m p r z e s t a ł y b y ć m o d n e o k o ł o 1914 r., z a c z ę t o o ś m i e s z a ć
t y c h w s z y s t k i c h , co j e n o s i l i , m ó w i ą c , że m a j ą rozpór n a „ w i s t a " . T o samo o d n o s i się
do n a p i e r ś n i k ó w z w a n y c h p o g a r d l i w i e przez z w o l e n n i k ó w n o w e j m o d y — „ ś l i n i o k a m i " .
N i e bez znaczenia b y ł a t u t a k ż e d z i a ł a l n o ś ć z m i e r z a j ą c a d o z a c h o w a n i a t r a d y c y j ­
n y c h s t r o j ó w , p o d e j m o w a n a przez i n t e l i g e n c j ę i różnego r o d z a j u d z i a ł a c z y s p o ł e c z ­
n y c h i o ś w i a t o w y c h , j a k o też p r z e z i n s t y t u c j e m a j ą c e z w i ą z e k z p r a c ą n a w s i . D z i ę k i
t y m usiłowaniom w wielu w y p a d k a c h strój t r a d y c y j n y przetrwał j a k o strój reprezen­
t a c y j n y z a t r a c a j ą c j u ż j e d n a k f u n k c j e odzieży c o d z i e n n e j ) .
21

N i e ulega też ż a d n e j w ą t p l i w o ś c i , że stan m a j ą t k o w y w o m a w i a n y m okresie w y ­
r a ż a ł się w j a k o ś c i i ilości posiadanego u b i o r u .
B i e d o t a w i e j s k a , p o z o s t a j ą c a w c i ę ż k i e j s y t u a c j i m a t e r i a l n e j , często p o z b a w i o n a z u ­
pełnie z i e m i i i n w e n t a r z a ż y w e g o , o d z i e w a ł a się n a codzień p r z e w a ż n i e w odzież l n i a n ą
a l b o k o n o p n ą . T y l k o n a św ięta s t a r a ł a się o l e p s z y p r z y o d z i e w e k , a b y „ p r z y z w o i c i e j
w y g l ą d a ć " i „całkowicie nie obnażać swej nędzy". Często biedne w y r o b n i c e skąpiąc
sobie w j a d l e , s p r a w i a ł y s w o i m d o r a s t a j ą c y m c ó r k o m p r z y z w o i t s z e odzienie w i e r z ą c ,
że ł a t w i e j i l e p i e j w y j d ą z a m ą ż . N i e k i e d y bogatsze d z i e w c z ę t a w y ś m i e w a ł y się z n i c h
i c z y n i ł y i m w y m ó w k i , że w y n o s z ą się p o n a d stan, p r a g n ą c i m z a b r a ć k a w a l e r ó w .
T

2 Strój

Piotrkowski

17

�Ryc. 15. Rózga noszona p r z y czapce przez drużbę weselnego.
Żarnowica, pow. Piotrków. Fot. St. Kałuża. 1948 r.

Jak
w y n i k a z listów g o ń c z y c h ,
zamieszczanych
w d z i e n n i k a c h u r z ę d o w y c h , a p o c h o d z ą c y c h jeszcze
z c z a s ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h , ubiór s ł u ż b y w ł o ś c i a ń s k i e j
różnił się o d u b i o r u w y r o b n i k ó w p r a c u j ą c y c h n a f o l ­
w a r k a c h ; p i e r w s i p o s i a d a l i odzież s a m o d z i a ł o w ą , p r z e ­
ważnie płócienną i parcianą ), d r u d z y — już częściowo
z materiałów k u p n y c h , j a k na przykład z n a n k i n u ,
sukna, i t p .
22

N a l e ż y d o d a ć , że w y r o b n i c y n i e zawsze t r z y m a l i się
o b o w i ą z u j ą c e j m o d y w i e j s k i e j , lecz często w z o r o w a l i się
na ubiorach m i e j s k i c h i pracowników d w o r s k i c h .
W t y m czasie b o g a t s i w ł o ś c i a n i e n o s i l i między i n n y ­
m i b u t y pasowe n a obcasach, c z a p k i o w i e r z c h u aksa­
m i t n y m , k a p o t y s u k i e n n e z p ę t l a m i oraz t z w . wołoszki,
k u p o w a n e n a j a r m a r k a c h . T e n o s t a t n i ubiór szczególnie
b y ł d r o g i , gdyż w 1835 r . cena jego d o c h o d z i ł a d o 300 zł.
S t a n o w i ł on p r z y o d z i e w e k b o g a c z y w i e j s k i c h ) .
2 3

N a w s i p i o t r k o w s k i e j w p ó ź n i e j s z y c h czasach, b o ­
gaci górowali n a d ś r e d n i a k a m i i b i e d a k a m i z a r ó w n o
j a k o ś c i ą , j a k i ilością s w o i c h ubiorów. Bogatsi usiło­
w a l i j a k n a j b a r d z i e j starannie w y k o n a ć t k a n i n y n a
sw oje odzienie. K u p o w a l i t e d y u f a r b i a r z y n a postawę
c i e n k i e l n i a n e n i c i , a do p r z e r ó b k i , to jest n a t a k z w a n ą
przeplołkę — wełnę. C e l e m o t r z y m a n i a j a k * n a j l e p i e j
uprzedzonej wełny lub lnu, oddawali je najzdolniejszym
prządkom, którym w zamian udzielali k a w a ł k ó w ziemi
n a s w o i m g r u n c i e p o d u p r a w ę roślin, jest to w i ę c
s p e c y f i c z n a p o s t a ć o d r o b k u . G d y zamożniejsi gospodarze c h o d z i l i w k a p o t a c h z s u k n a
f o l o w a n e g o oraz w b u t a c h n a w e t w czasie o r k i , b i e d n i e j s i n o s i l i k a p o t y z „przerob i o n k i " , a prace w p o l u o d b y w a l i n a „bosaka"' l u b w t r e p a c h .
T

O k o ł o 1880 r. c ó r k i b o g a t s z y c h c h ł o p ó w b r a ł y ślub w s p ó d n i c a c h m u ś l i n o w y c h l u b
p i k o w y c h , b i e d n i e j s z e — w p e r k a l o w y c h . Bogatsze k o b i e t y w e w s i B i a ł e j , a b y w y ­
r ó ż n i ć się o d b i e d o t y d o d a w a ł y do t r ó j b a r w n e j k i e c k i żółte p r ą ż k i oraz w e ł n i a n y
„ p r z e d s o b e k " . O stanie z a m o ż n o ś c i ś w i a d c z y ł y r ó w n i e ż l i c z n e s z n u r y k o r a l i , b u r s z t y n ó w ,
duża ilość w s t ą ż e k , s z y c h u , c e k i n ó w . Za p o s a ż n ą p a n n ę u w a ż a n o tę, k t ó r a o t r z y m a ł a
w w i a n i e m i ę d z y i n n y m i k i l k a n a ś c i e wełniaków , z a p a s e k i k o s z u l .
B i e d o t a w i e j s k a m i a ł a p r z e w a ż n i e ubiór z przerobionki,
n i e zawsze n a w e t f a r b o ­
w a n e j , z p ł ó t n a zgrzebnego l u b materiałów k u p n y c h , s t a n o w i ą c y c h n a j c z ę ś c i e j t a n d e t ę
f a b r y c z n ą . C h c ą c osłonić przód p o d a r t e j l u b g r u b e j k o s z u l i , chętnie n o s i l i n a n i e j
..napierśniki", k t ó r e często n a z y w a n o
„okryjbidą".
T

r

Rozdział

III

ZASIĘG B A D A N E G O STRÓJL
P r z e d s t a w i o n e m a p y ( r y c . 23, 40, 47, 60) z o s t a ł y o p r a c o w a n e w o p a r c i u o bezpo­
średnie w y w i a d y , m a t e r i a ł y a n k i e t o w e , tudzież p r z e k a z y d r u k o w a n e ) .
W s k a z u j ą one że zasięg s t r o j u p i o t r k o w s k i e g o n a p o c z ą t k u X X w i e k u w po­
r ó w n a n i u ze stanem o b e c n y m b y ł o w i e l e w i ę k s z y , gdyż
obejmował gminy:
2 4

18

�G o r z k o w i c e , K a m i e ń s k , Ł ę k a w ę , K l u k i i sięgał poza P a r z n o , C h y n ó w ,
Dłutów
oraz T u s z y n , ( r y c . 23).
O b e c n i e s t r ó j p i o t r k o w s k i , z r e d u k o w a n y do u b i o r u kobiecego, s k u p i a się głów­
n i e n a obszarze p o w i a t u p i o t r k o w s k i e g o ( w g m i n i e Golesze, B o g u s ł a w i c e , M o ­
szczenica), c z ę ś c i o w o b r z e z i ń s k i e g o ( w g m i n i e Ł a z i s k o . P o p i e l a w y , Ł a z n ó w , B ę d k ó w )
oraz łódzkiego ( w g m i n i e C z a r n o c i n ) . Jego l i n i a zasięgu przebiega n a w s c h o d z i e wzdłuż
d o l i n y P i l i c y , n a p ó ł n o c y n a p o g r a n i c z u p o w . r a w s k i e g o i częściow o łódzkiego. N a z a c h o ­
dzie i południu j a k o p u n k t y b r z e ż n e u w a ż a ć n a l e ż y G ł u p i c e , Z a w a d y , P o r a j i R ę c z n o .
N a j d ł u ż e j w p e ł n y m składzie z a c h o w a ł się s t r ó j k o b i e c y i c z ę ś c i o w o m ę s k i w g m i n a c h
B o g u s ł a w i c e , Golesze, B ę d k ó w i P o d o l i n , to j e s t w e w s i a c h , k t ó r e w p i e r w s z e j p o ­
łowie X I X w i e k u w c h o d z i ł y w s k ł a d d ó b r r z ą d o w y c h , p o b i s k u p i c h , gdzie z a m o ż n o ś ć
i ś w i a d o m o ś ć s p o ł e c z n a b y ł a w i ę k s z a niż wśród ludności z a m i e s z k a ł e j w m a j ą t k a c h
p r y w a t n y c h . N a j w c z e ś n i e j , bo j u ż p o d k o n i e c X I X w i e k u , n a s t ę p u j e z a n i k a n i e
ubiorów l u d o w y c h w okolicach Kocierzowa, w t a k z w a n y c h wsiach „weberskich",
których ludność pracowała w zakładach przemysłowych Ł a s k a i Pabianic.
T

N a p o c z ą t k u X X w i e k u w y s t ę p o w a ł y n a c a ł y m obszarze p r z e d s t a w i o n y m n a m a p i e
n a s t ę p u j ą c e e l e m e n t y s t r o j u m ę s k i e g o : r o g a t y w k a z g r a n a t o w ą o b l a m ó w k ą , spencerek
m o d r y oraz s u k m a n a g r a n a t o w a , n a p ó ł n o c y i c z ę ś c i o w o południu o b o k s u k m a n y grana­
towej z czarnymi potrzebami i szamerunkiem występowała sukmana biała z czarnymi
n a s z y c i a m i z w a n a l o k a l n i e „ w o l b o r s k ą " , a p o w s z e c h n i e u z n a n a za „ o p o c z y ń s k ą " . Z a n a j dalsze p u n k t y j e j w y s t ę p o w a n i a n a p o ł u d n i o w y m - w s c h o d z i e n a l e ż y u w a ż a ć w s i e : B i a ł a ,
P o s t ę k a l i c e , N i e d y s z y n , D r u ż b i c e , W a d l e w , Jutroszów, C z a r n o c i n oraz T u s z y n ( r y c . 23).
O b o k sukmany granatowej, białej
i c z a r n e j w y s t ę p o w a ł a na o m a w i a ­
n y m terenie s u k m a n a s i w a , z w a n a
„ s i w k ą " . N a l e ż y d o d a ć , że zasięg suk­
m a n y siwej w pierwszej połowie X I X
wieku był
bardzo znaczny,
gdyż
obejmował, między i n n y m i ,
powiat
b r z e z i ń s k i , ł ę c z y c k i , r a w s k i , czerski,
r a d o m s k i oraz k r a k o w s k i . Jak w s k a ­
zują notatki z „Dziennika
Urzędo­
w e g o " , w y s t ę p o w a ł a ona w P i o t r k o w skiem w Sążniowie, W o l i Głupickiej
i w P a r z n i e w i c a c h . B i o r ą c p o d uw agę
wymienione
miejscowości,
możemy
stwierdzić, że s u k m a n a s i w a g ł ó w n i e
k o n c e n t r o w a ł a się w
południowych
terenach p o w i a t u p i o t r k o w s k i e g o , na
k t ó r y c h też n a j d ł u ż e j p r z e t r w a ł a , bo
do p i e r w s z y c h lat X X w i e k u . S u k m a ­
na s i w a , p i o t r k o w s k a , m i a ł a czarne
obszycia, ł ę c z y c k a — białe,
sando­
m i e r s k a — zielone (sznurek).
T

W zachodniej części omawianego
obszaru obok s u k m a n y
granatowej
występowała w rozproszeniu czarna
k a p o t a , z a p i n a n a na g u z i k i , w ł a ś c i w a
d l a sąsiedniego p o w i a t u r a d o m s z c z a ń ­
skiego.
W zakresie u b i o r ó w m ę s k i c h n a ­
leży z w r ó c i ć u w a g ę n a „ b u r k ę " , h a f t o 19

�w a n y gors c z y l i n a p i e r ś n i k oraz n a k o s z u l ę o b i a ł y m płaskim h a f c i e ; te c z ę ś c i s t r o j u
b y ł y właściwe dla północnej części Piotrkowskiego.
Ze s t r o j u k o b i e c e g o o zasięgu ogólnopiotrkowskim n a p o c z ą t k u X X w . w y s t ę p o w a ł y
n a s t ę p u j ą c e e l e m e n t y : p ó ł c z e p i e c , ( r y c . 60), czepce p o d chustę, k o s z u l a h a f t o w a n a , k r y z k i ,
k a f t a n o t y ł a c h p ó ł o k r ą g ł y c h , k a f t a n z f a l b a n k ą , b i a ł a b l u z e c z k a gorsetowa, gorset
a k s a m i t n y , z a p a s k a do pasa o z d o b i o n a w s t ą ż k a m i i s i o t e c k ą oraz „ p o n s o w a " zapaska
d o o d z i e w u (naramienna). D z i ś p a n u j ą c y m t y p e m s t r o j u n a o m a w i a n y m obszarze jest s t r ó j
u w i d o c z n i o n y n a r y c i n a c h 1—4, 11, 12; zasięg
o k r e ś l a j ą m a p k i r y c . 40 i 47.
W s t r o j u k o b i e c y m d a j ą się r ó w n i e ż
zauważyć
różnice lokalne, które znajdują swoje
uzasadnienie
w stosunkach społeczno-gospodarczych i t e r y t o r i a l n y c h .
W p ó ł n o c n e j c z ę ś c i P i o t r k o w s k i e g o , gdzie ludność za­
ż y w a ł a w i ę k s z y c h s w o b ó d i w c z e ś n i e j została z w o l n i o n a
z p a ń s z c z y z n y , strój b y ł b a r d z i e j o z d o b n y s z y t y z droż­
s z y c h m a t e r i a ł ó w niż n a p o ł u d n i o w y c h obszarach, stąd
też w o k o l i c a c h W o l b o r z a , M o s z c z e n i c y ,
Będkowa
i G r a b i c y , w i d z i m y czepce i p ó ł c z e p c e o z d a b i a n e w s t ą ż ­
k a m i , s z y c h e m oraz k w i a t a m i , z a p a s k i w p r z e p l o t k ę ,
k o s z t o w n e „ślorki" i „ c z ó ł k a " weselne, starannie o z d a b i a ­
ne gorsety i f a r t u s z k i , w r e s z c i e k r y z k i h a f t o w a n e oraz
k o r o n k i szydełkowe; w części natomiast południowej,
gdzie l u d n o ś ć b y ł a b i e d n i e j s z a i m n i e j k o n s e r w a t y w n a ,
d a j ą się z a u w a ż y ć w s t r o j u duże n a l e c i a ł o ś c i i m n i e j s z a
staranność w jego ozdabianiu, t a m b o w i e m występował
półczepiec
„ s z l a c h e t n y " o b i a ł y m w y s z y c i u , czepiec
tak z w a n y „pabianicki", k r y z k i perkalowe, zapaski do
pasa o splocie r y p s u .
łiyc. 1S.

Wianuszek z b a r w i n k u .

Nagórzyce, pow. Piotrków.
W. Rudź, 1952 r.

Rys.

Ubiór p i o t r k o w s k i w p o r ó w n a n i u z u b i o r a m i sąsied­
n i m i , to jest o p o c z y ń s k i m , r a d o m s z c z a ń s k i m , s i e r a d z k i m
v

7

i ł ę c z y c k i m , r y s u j e się w i ę c w y r a z i ś c i e j a k o
grupa ubioru ludowego.

Rozdział

osobna

IV

O G Ó L N Y OPIS STROJU

MĘSKIEGO

U b i ó r r o b o c z y m ł o d z i e ż y m ę s k i e j i m ę ż c z y z n d o r o s ł y c h . Męski
u b i ó r p r z e z n a c z o n y d o p r a c y , m o ż n a podzielić n a l e t n i i z i m o w y .
O d z i e ż l e t n i a o b e j m o w a ł a letnią k o s z u l ę w i ą z a n ą p o d s z y j ą b i a ł y m t r o c z k i e m ,
poczesne a l b o zgrzebne p o r t k i , n a j c z ę ś c i e j f a r b o w a n e n a g r a n a t o w o l u b c z a r n o , c z a p k ę ,
względnie s ł o m i a n y k a p e l u s z i w r e s z c i e t r e p y o w i e r z c h u s k ó r z a n y m , r z a d z i e j b u t y .
W d n i c h ł o d n i e j s z e dochodził do tego jeszcze spencer l u b l e j b i k . W czasie p r a c y ,
z w ł a s z c z a żniw, starsi m ę ż c z y ź n i w y p u s z c z a l i k o s z u l e n a spodnie i p r z e p a s y w a l i j e
s k ó r z a n y m pasem l u b s z n u r k i e m .
Ubiór r o b o c z y p r z e z n a c z o n y n a w i e l k i e c h ł o d y i zimę, s k ł a d a ł się z t y c h s a m y c h
c z ę ś c i , z tą t y l k o r ó ż n i c ą , że b y ł u s z y t y p r z e w a ż n i e z m a t e r i a ł ó w w e ł n i a n y c h . T r e p y
noszone w t y m czasie b y ł y w y ł o ż o n e w i e c h c i a m i , a n o g i o k r ę c o n e w onuce.
Jeszcze w k o ń c u X I X w i e k u młodzi c h ł o p c y d o l a t 16, p r z e z n a c z e n i głównie
d o p a s i o n e k i r ó ż n y c h posług d o m o w y c h , p o s i a d a l i n a ogół l i c h y p r z y o d z i e w e k , s k ł a ­
d a j ą c y się l a t e m ze z g r z e b n y c h p o r t e k i k o s z u l i , zimą z w e ł n i a n y c h „ s z m a t " , t j . p o r t e k
20

�i s p a n c e r k a . D o p i e r o w okresie k a w a ­
l e r s k i m stan t e n ulegał p o p r a w i e ,
sprawiano wówczas k a w a l e r o w i przyz w o i t s z y ubiór, p r z e d e w s z y s t k i m b u t y ,
czapkę i sukmanę.
S t r ó j ś w i ą t e c z n y . Świąteczny
strój letni mężczyzn dorosłych i k a w a ­
l e r ó w s k ł a d a ł się z h a f t o w a n e j k o s z u l i ,
p o r t e k .,prqziatych",
lejbika, ozdobio­
nego b ł y s z c z ą c y m i g u z i k a m i , spancer­
k a , c z a p k i , oraz d o b r z e w y c z y s z c z o ­
n y c h butów.
I d ą c do k o ś c i o ł a l u b n a wesele,
starsi m ę ż c z y ź n i wiązali k o ł n i e r z y k
u k o s z u l i r ó ż o w ą zaściogacką,
młodsi
natomiast niebieską.
W d n i c h ł o d n i e j s z e , zwłasz­
cza starsi gospodarze u b i e r a l i się p o ­
n a d t o jeszcze w s u k m a n ę , n a k t ó r ą
z a k ł a d a l i w ł ó c z k o w y pas. Zimą do
tego d o c h o d z i ł y k o ż u c h y , b a r w n e r ę ­
k a w k i , rękawice jednopalcowe robione
n a k u l c e oraz c z a p k i
„baranice".
W s t r o j u s t a r c ó w n i e za­
u w a ż o n o c e c h w y r ó ż n i a j ą c y c h w sto­
s u n k u d o s t r o j u m ę ż c z y z n dorosły cl),
Ryc. 16. Mężczyzna w słomianym kapeluszu. Żarnoz t y m zastrzeżeniem, że z r e g u ł y są
wica, pow. Piotrków. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.
oni
posiadaczami
odzieży
starego
typu.
S t r ó j o b r z ę d o w y . W e s e l e . K a w a l e r m a j ą c y p r z e j ś ć do stanu m a ł ż e ń s k i e g o ,
s p r a w i a ł sobie zupełnie n o w y p r z y o d z i e w e k , p o d o b n y do ś w i ą t e c z n e g o ; j e d y n i e k o s z u l ę
pięknie h a f t o w a n ą oraz c h u s t e c z k ę o t r z y m y w a ł w d a r z e od s w o j e j p r z y s z ł e j żony,
której w serdecznym rewanżu kupował t r z e w i k i , wstążki, a n i e k i e d y chustę turecką
do o k r y c i a .
P r z e d 40 l a t y p a n n a m ł o d a w i ą z a ł a p r z y s z ł e m u m a ł ż o n k o w i i d ą c do ślubu, k o s z u l ę
n i e b i e s k ą l u b b i a ł ą zaściogacką,
a na p r a w y m b o k u zakładała symbol kawalerstwa —
r u c i a n y „wionecek", upinając p r z y n i m białą kokardę.
Obecnie pan młody paraduje w k u p n y m garniturze miejskim z m i r t o w y m bukie­
c i k i e m i b i a ł ą w s t ą ż e c z k ą n a p i e r s i a c h zamiast „ w i o n k a " .
D r u ż b o w i e p r z e d 40 l a t y w y r ó ż n i a l i się spośród i n n y c h w e s e l n i k ó w t y m , że
p o s i a d a l i u l e w e g o b o k u „ k w i o t e k " , a n a głowie c z a p k ę , zmyślnie p r z y b r a n ą w t a k
z w a n e „trzęsidło".
D r u h e n k i , j a d ą c do k o ś c i o ł a , p r z e c h w a l a ł y s i ę :
,.Poznać ci
który m o j
bo m u się
przy b o k u

to poznać
druzbecek,
różowi
kwiotecek.

Przy b o k u
w kieseni
poznać, c i
który m ó j

kwiotecek,
chustecka,
to poznać,
druzbecka'

informatorek,

(Swolszewice Duże),

do obowiązków
U b r a n i e c z a p e k , j a k pow iada j e d n a
i „interesów" druhenek.
D r u ż b o w i e n i e r o z s t a w a l i się z c z a p k ą w ciągu c a ł e g o wesela, z d e j m o w a l i j ą j e d y n i e
w czasie s p o ż y w a n i a p o k a r m ó w . G d y p u s z c z a l i się w t a n y , w ó w c z a s n a c h y l a l i trzęsidło
k u l e w e j stronie, a b y w n i s k i e j i z b i e nie t r ą c a ć n i m o p o w a ł ę .
T

należało

21

�P o g r z e b . Już dziś starsi m ę ż c z y ź n i coraz r z a d z i e j p r z e c h o w u j ą n a ś m i e r ć s u k m a n ę ,
p o r t k i , b u t y oraz c z a p k ę , c z y n i l i to jeszcze p r z e d p i e r w s z ą w o j n ą ś w i a t o w ą , a n a w e t
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m .
U m a r ł y c h d o t r u m n y u b i e r a n o w koszule, bieliznę, czarne s p o d n i e , k a m i z e l ę , s u k m a n ę
l u b spencerek, w s k ó r z a n e b u t y a l b o k a m a s z e , j e d n y m słowem t a k , j a k nosił się za ż y c i a .
P r z e d stu ł a t y odzienie n i e b o s z c z y k ó w szyte b y ł o w y ł ą c z n i e z białego płótna i s k ł a ­
dało się z k o s z u l i , p o r t e k , l e j b i k a i c z a p k i z w a n e j „duchenką".
W W o l b o r s k i m i oko­
l i c a c h R ę c z n a do n i e d a w n a jeszcze u m a r ł y m do t r u m n y d a w a n o d w i e k o s z u l e , w i e r z ą c ,
że j e d n a z n i c h b ę d z i e służyła ciału, a d r u g a d u s z y (!).
U m a r ł y m m ł o d z i e ń c o m p r z y p i n a ł y d z i e w c z ę t a d o p r a w e g o b o k u u w i t e przez siebie
w i a n u s z k i z b a r w i n k u , i b i a ł ą t a s i e m k ę , u ł o ż o n ą w d r o b n y k w i a t u s z e k , spod którego
s p ł y w a ł y w dół d w i e k r ó t k i e w s t ą ż e c z k i ( r y c . 16).
Nieboszczykowi dawano również do t r u m n y kaszkiet, z p r a w e j strony.
Rozdział
SZCZEGÓŁOWY

V

OPIS STROJU

MĘSKIEGO

Koszule
K o s z u l e m ę s k i e s z y ł y k o b i e t y w r ę k u ; używ ały n a n i e n a j c z ę ś c i e j cienkiego płótna
l n i a n e g o . W" okresie p a ń s z c z y z n y b i e d o t a w i e j s k a d o ś ć często w y k o n y w a ł a j e z płótna
k o n o p n e g o . N a j p i e r w ł ą c z y ł y d w a p ł a t y o r o z m i a r a c h o k . 87 n a 63 c m , z o s t a w i a j ą c
w g ó r n e j i c h c z ę ś c i miejsce n i e d o s z y t e p r z e z n a c z o n e n a r ę k a w y . C z ę ś ć przednią,
p r z y p a d a j ą c ą n a p i e r s i , p r z e c i n a ł y p o ś r o d k u o d góry w dół d o 30 i w i ę c e j c m , n a s t ę p n i e
u góry z j e d n e j i d r u g i e j s t r o n y p r z e c i ę c i a ś c i n a ł y k l i n y , k t ó r y c h p o d s t a w ę m i e r z y ł y
p a l c e m w s k a z u j ą c y m . Po podwinięciu f o r m o w a ł y p o o b u s t r o n a c h po d w i e p r o s t o ­
p a d ł e z a k ł a d k i , p o c z y m w c i n a ł y o d s t r o n y k a r k u c z ę ś ć p r z e z n a c z o n ą n a „osyw e c k ę " - k o ł n i e r z i m a r s z c z y ł y j ą t a k , j a k tego w y m a g a ł o b w ó d szyi. W r e s z c i e łąT

V

•

e

\

\

i i i i i i i i l i

Ryc. 17. Koszule męskie świąteczne, p r z y r a m k o w e . I — koszula starszego t y p u z końca X I X w . z Gościmowic. I I — koszula nowsza z początku XX w . z Zywocina, pow. Piotrków, a — przód, b — tył. a — płat
przedni, b — płat t y l n i , c — przyramek, d — półkarczek, e — wtok, f — główny płat rękawa, g — mankiet,
l i — kołnierzyk, i — tasiemki do zawiązywania koszuli pod szyją t. zw. „zaciogacki", j — napierśnik. Podziałka 1:30. Rys. J. Sosnowski. 1952 r. Uwaga: linia ciągła oznacza kontur, — ciągła z przekreśleniami
— miejsca zszycia, przerywana — zgięcia l u b fałdy.

22

�c z y ł y o b a p ł a t y na ramionach, p r z y p o m o c y d w ó c h p o d ł u ż n y c h k a w a ł k ó w i w s z y w a ł y
r ę k a w y oraz s t o j ą c ą „ o s y w e c k ę " l u b w y k ł a d a n y kołnierz. K o ń c e r ę k a w ó w z b i e r a ł y
w d r o b n e z m a r s z c z k i i przeszy wały j e t r z y k r o t n i e n i t k ą d l a lepszego u k ł a d u , p r z y ­
t w i e r d z a ł y do n i c h o s z y w e c z k ę ( r y c . 17/1), k t ó r ą o z d a b i a ł y „ s t e b n ó w k ą " , „ r a p e c k a m i " ,
„ k o l o n k ą " , „ ż m i j k a m i " i t p . (patrz r o z d z . I X ) . Były to b a r d z o p r y m i t y w n e i proste „wys y c i a " , do k t ó r y c h u ż y w a ł y p o c z ą t k o w o n i c i l n i a n y c h , w k o l o r a c h c z a r n y m i c z e r w o n y m .
T

7

K o s z u l e tego t y p u n a j c z ę ś c i e j w i ą z a n o p o d s z y j ą t z w . zaściogacką
z czerwonej,
b i a ł e j l u b n i e b i e s k i e j tasiomki o s z e r o k o ś c i o d i do 1,5 c m .
N a p o c z ą t k u X X w i e k u z a c z ę ł y w c h o d z i ć w m o d ę b i a ł e p ł a s k i e h a f t y , p o j a w i ł się w t e d y
n o w y t y p k o s z u l i z p ó ł k a r c z k i e m , w ą s k i m s t o j ą c y m k o ł n i e r z y k i e m oraz z „ w y k ł a d e m "
z a p i n a n y m n a l e w y m r a m i e n i u l u b n a b o k u , r z a d z i e j p o ś r o d k u n a p i e r s i a c h ( r y c . 18).
Koszula t a k a b y ł a s z y t a z c i e n k i e g o płótna i m i a ł a n a j c z ę ś c i e j gors z b i a ł e g o p e r k a l u
l u b l n i a n e j t k a n i n y wątczonej białą bawełną.
Gors c z y l i w y k ł a d p o k r y w a n o b i a ł y m p ł a s k i m h a f t e m ( p a t r z r o z d z . I X ) , m a n k i e c i k ó w c z y l i „ o s y w k i " p r z y r ę k a w a c h n i e z d o b i o n o . D o z a p i n a n i a k o ł n i e r z y k a oraz m a n ­
kietów u ż y w a n o g u z i c z k ó w p o r c e l a n o w y c h a l b o s z k l a n y c h , w k o l o r z e p r z e w a ż n i e
żółtym l u b n i e b i e s k i m .
7

Jak w s k a z u j e z a ł ą c z o n y
r y s u n e k k r o j u (17/111), k o s z u ­
lę szyto z d w ó c h d u ż y c h o d ­
dzielnych płatów o nierównej
długości, t j . p r z e d n i długości
105 c m , t y l n y płat — 100 c m .
T y l n y płat p o z m a r s z c z e n i u
p r z y s z y w a n o do p ó ł k a r c z k a ,
z którym następnie łączono
p r z e d n i płat, k o ł n i e r z , c z y l i
„osy w e c k ę " o s z e r o k o ś c i 3 c m
oraz r ę k a w y u f o r m o w a n e
z prostokątnych kawałków
materiałów o rozmiarach o k .
54 c m n a 43 c m . R ę k a w y
w d o l n e j części
zebrane
w zmarszczki zaopatrywano
w mankiet czyli oszywki
o s z e r o k o ś c i d o c h o d z ą c e j do
5 cm. W górnej części p r z y ­
p a d a j ą c e j p o d p a c h y , da­
w a n o t z w . ..włoki", t j . k w a ­
d r a t o w e k a w a ł k i p ł ó t n a (ok.
11 c m n a 11 cm).
Napierśniki
Z k o s z u l a m i męskimi ściś­
le w i ą z a ł y się n a p i e r ś n i k i ,
c z y l i „półkoszulki" z białego
p e r k a l u l u b l n i a n e g o płótna

Ryc. 18. Przednia część koszuli
męskiej wraz z h a f t o w a n y m „wy­
kładem". Zywocin, pow. Piotrków.
Fot. R. Wecel, 1950 r.

23

�w ą t c z o n e g o b a w e ł n ą . S k ł a d a ł y się one
z d w ó c h c z ę ś c i , t j . ze s t o j ą c e g o kołnie­
r z y k a o s z e r o k o ś c i 3 do 4 c m oraz
z „wykładu" o różnych w y m i a r a c h , j a k
3 4 X 2 3 cm, 2 1 X 2 2 cm. T a k kołnierze,
j a k i same w y k ł a d y , o z d a b i a n o p r z y
p o m o c y białego płaskiego h a f t u w róż­
ne m o t y w y o układzie p a s o w y m (patrz
r o z d z . I X ) . P ó ł k o s z u ł k i po założeniu
na piersiach, zapinano na g u z i c z k i na
l e w y m r a m i e n i u l u b n a k a r k u , a u dołu
n a g u z i c z k i od s p o d n i , l u b w i ą z a n o
ich końce p r z y pomocy sznurków na
plecach.
Portki

(spodnie)

P o r t k i szyto z m a t e r i a ł ó w w ł a s n e j
r o b o t y , to j e s t z płótna, „ p r z e r o b i o n k i "
Ryc. 19. Spodnie zwane „portki'". I — spodnie świą­
teczne z Zarnowicy, II — robocze, z Swolszowicy, pow. t j . t k a n i n y l n i a n o - w e ł n i a n e j l u b z suk­
Piotrków, a — z przodu, b — z tyłu, c — krój nogawki,
na. M a t e r i a ł y te b y ł y w j e d n o l i t y m
d — pasek zwany „osywką", e —• wtok zwany też ćwik­
kolorze białym, czarnym, g r a n a t o w y m ,
iem, f — rozcięcie przyporowe przy „fartuszku", g — zaalbo j a k przerobionki — w prążki (tabl.
szywki, h — zakładki. Podziałka 1:50. Rys. J. Sosnow­
I I ) . B y ł y one o d o ś ć p r o s t y m k r o j u o p a r ­
ski, 1952 r.
t y m n a dw óch w i ę k s z y c h p ł a t a c h m a ­
teriału, k t ó r e p o z e s z y c i u o d s t r o n y r o z k r o c z a , t w o r z y ł y n o g a w i c e i c z ę ś c i górne, d o c h o ­
d z ą c e d o b i o d e r ( r y c . 19,1). C z ę ś c i w y k r o j u p r z y p a d a j ą c e n a przód b y ł y w i ę k s z e niż t y l n e ,
a t o dlatego, że te ostatnie b y ł y z b i e r a n e w „ z a k ł a d e c k i " i p r z y s z y w a n e do „ o s y w k i " - p a s k a . O s z y w k a , stanowdąca w ł a ś c i w y pasek przy p o r t k a c h , n i e b y ł a zeszyta z f a r t u s z k i e m ,
ale p o z o s t a w i o n a zupełnie luźno i z a p i n a n a o d d z i e l n i e n a g u z i k u m i e s z c z o n y pośrodku.
T

C z ę s t o , z w ł a s z c z a u c h ł o p c ó w , w s p o m n i a n a o s z y w k a m i a ł a w t y l e p r z e c i ę c i a i b y ł a za­
o p a t r z o n a w d w i e d z i u r e c z k i — p r z e z k t ó r e „ p r z e ś c i u b i a ł o " się żółtą l u b c z e r w o n ą t a s i e m k ę .
P o r t k i miały na przodzie klapę, czyli „fartuszek" zapinany przeważnie z p r a w e j
s t r o n y n a d r e w n i a n y guzik, z w a n y „ o b a r t e k " l u b „ o b e r t e l e k " , w i s z ą c y n a k r ó t k i m
k r ę c o n y m s z n u r e c z k u a l b o r z a d z i e j i to w czasach p ó ź n i e j s z y c h n a — c z a r n e g u z i k i
l u b m e t a l o w e , b ł y s z c z ą c e w k o l o r z e złotym, t z w .
„rusiny".
B y w a ł y rówmież p o r t k i o „ d u b e l t o w y c h f a r t u s z k a c h " w f o r m i e r u c h o m e j k l a p y , te
z a p i n a ł y się z d w ó c h s t r o n b i o d e r .
P o r t k i przeznaczone n a c o d z i e ó i d o r o b o t y p o s i a d a ł y w k r o k u p ó ł o k r ą g ł y k l i n i k z w a ­
n y „ w t o k i e m " l u b „ ć w i k i e m " ( r y c . 19/1), gdyż c h o d z i ł o o to, a b y p o r t k i nie „ciognęły
s i ę " i b y ł y w y g o d n e p r z y r o b o c i e . Po b o k a c h p o s i a d a ł y r ó w n i e ż u k r y t e zgrzebne kieszenie.
P o r t k i przeznaczone do p r a c y z a z w y c z a j nie posiadały o s z y w k i na przodzie, ani
kieszeni, lecz b y ł y z a o p a t r z o n e t y l k o w f a r t u s z e k . S z y ł y j e w r ę k u w i e j s k i e k o b i e t y ,
t o też n i e zawsze b y ł y one zgrabne; za duże ć w i k l e , w y s t a w a ł y d a l e k o p o z a r o z k r o cze i p r z y p o m i n a ł y r a c z e j ł a t y niż w ł a ś c i w e c z ę ś c i s p o d n i .
T a k i e w ł a ś n i e spodnie n a z y w a n o z pogardą „ p o r t a l a m i " l u b „ p o r t o c h a m i " .
N a p o c z ą t k u X X w i e k u p o j a w i ł y się n a terenie powdatu p i o t r k o w s k i e g o spodnie
z r o z p o r k i e m pośrodku, z a c h o w u j ą c e k r ó j d a w n y c h p o r t e k f a r t u s z k o w y c h .
L ej b i k
L e j b i k , Czyli k a m i z e l a , s k ł a d a ł się z p l e c ó w i p r z o d u . P l e c y b y ł y zawsze z innego m a t e ­
riału niż przód. S z y t o j e z p ł ó t n a białego, siwego, czarnego, r z a d z i e j z k u p n e g o m a t e r i a ł u .
24

�O w i e l e s t a r a n n i e j d o b i e r a n o materia!*
n a przednią c z ę ś ć l e j b i k a . U ż y w a n o wdęc
tkanin jednokolorowych lub przerobionki
w prążki własnej p r o d u k c j i ; pierwsze były
granatowe, modre, czarne l u b białe, drugie
— w p r ą ż k i o dw óck i w i ę c e j b a r w a c h
(tabl. 111).
T

T k a n i n ę u k ł a d a n o t a k , że j e j prążki biegły
p i o n o w o l u b rówmolegle do pasa. L e j b i k i
robione z materiałów, w których przeważała
czerwień, n a z y w a n o
„cebronymi".
L e j b i k i u ż y w a n e n a codzień l u b do p r a ­
c y b y ł y c a ł e z płótna; z a p i n a n o j e n a j c z ę ś ­
ciej na t z w . „rusiny" c z y l i „orzełki", rzadziej
na czarne kościane guziki układane w d w a
l u b t r z y r z ę d y , w k a ż d y m rzędzie o d 3 d o
4 guzików. W zależności o d i c h uszerego­
Ryc. 20. L e j b i k i : I — l e j b i k roboczy. I I — l e j b i k
w a n i a b y ł y l e j b i k i tzw . d w u i t r z y r z ę d o w e . zwany też kamizelą. I I I — l e j b i k dwurzędowy pod
S t a n o w i ł y one p r z y o d z i e w e k ś w i ą t e c z n y ,
sukmanę. Okazy z Żarnowicy z 1910 r. a — l e j ­
p a r a d n y , na k t ó r y w okresie l e t n i m w k ł a ­ b i k z przodu, b —z tyłu, c—krój przodu, d —tyłu,
e — kieszeni, f — kołnierza. Podzialka 1:20. Rys.
dano b e z p o ś r e d n i o s u k m a n ę , nie z a p i n a j ą c
J. Sosnowski, 1952 r.
j e j . L e j b i k i n a codzień i do p r a c y p o s i a d a ł y
czarne g u z i k i t y l k o w j e d n y m rzędzie.
K r ó j l e j b i k a s k ł a d a ł się zasadniczo z t r z e c h części, t j . t y l n e j oraz d w ó c h p r z e d n i c h
( r y c . 20/1).
T

C z ę ś c i p r z e d n i e p o s i a d a ł y d o ś ć głęboki w y k r ó j p r z y s z y i oraz w y w i n i ę t e k l a p k i ,
n i e k i e d y m i a ł y one również w y k r ó j u dołu w k s z t a ł c i e t r ó j k ą t a ( r y c . 20/11). L e j b i k i te
były pozbawione kołnierzyków. O b o k nich występowały również l e j b i k i posiadające
w y k ł a d a n e k o ł n i e r z y k i ; b y ł y to l e j b i k i d w u r z ę d o w e , u ż y w a n e n a j c z ę ś c i e j w r a z z suk­
m a n a m i ( r y c . 20/[II). L e j b i k i p i o t r k o w s k i e sięgały do pasa i b y ł y d o ś ć o b c i s ł e . N a p r z o d z i e
z p r a w e j s t r o n y , posiadały n a s z y t e k i e s z o n k i p r o s t o k ą t n e .
Spencerek
„ S p a n c e r k i " szyto n a j c z ę ś c i e j z t z w . „ p r z e r ó b k i " c z y l i p r z e r o b i o n k i , r z a d z i e j z p ł ó t n a
lnianego w kolorze m o d r y m , c z a r n y m , niekiedy ciemnozielonym, b u r a c z k o w y m l u b
siwym.
„ S p a n c e r y " b y ł y o b c i s ł e , „ k u s e " i sięgały z a l e d w i e do pasa. S k ł a d a ł y się j a k
w s k a z u j e r y c i n a 21/1 z p l e c ó w , d w ó c h b o k ó w , r ę k a w ó w z m a n k i e t a m i oraz k o ł n i e ­
r z y k a w y k ł a d a n e g o , ale p r z y s z y t e g o z o b u s t r o n do m a t e r i a ł u .

A

L

a

Ryc. 21. 1 — „ S p a a c e r e k " z Zarnowicy. I I —
Kaftan męski z Ręcz­
na, p o w . Piotrków, a —
przód, b — tył, c — krój
przodu, d — tyłu, e —
klina bocznego, f — rę­
kawa,
g — kołnierza.
Podzialka 1:20. Rys. I . J. Sosnowski, I I — J. P.
D e k o w s k i , 1952 r.

23

�Ryc. 22. O k r y c i a wierzchnie- I —kapota, I I — s u k m a n a biała z Wiaderna, pow. Piotrków, a — przód,
b — tył, c — krój stanu przodu, d — krój stanu tyłu, e, f — części spódnicy: tyłu, h , i — rękawa z man­
kietem, j—-kołnierza (w I r y c . połowy kołnierza) k — kaletki zwanej „klapką", 1 — k l a p k i kieszeniowej.
Podziałka 1:30. Rys. J. Sosnowski, 1952 r.

S p e n c e r k i p o s i a d a ł y p r z y b o k a c h n a j c z ę ś c i e j t z w . „ ś l e p e " kieszenie.
B i o r ą c p o d u w a g ę k r ó j , ułożenie k i e s z e n i i k o ł n i e r z a , n a l e ż y p r z y p u s z c z a ć , że spenc e r e k r o z w i n ą ł się z l e j b i k a , k t ó r e m u d o d a n o r ę k a w y ; z a r ó w n o j e d e n , j a k i d r u g i r o d z a j
p r z y o d z i e w k u ściśle w i ą ż e się z noszeniem s u k m a n y . P i e r w s z y był p r z e z n a c z o n y p o d
n i ą n a zimę, d r u g i — n a ł a t o .
S p e n c e r k i d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e p o s i a d a ł y n a p r z o d z i e c z a r n e „ p o t r z e b y " , t j . pętle
oraz d r e w n i a n e k o ł e c z k i p o k r y t e nićmi. W X X w i e k u z a p i n a n o j e n a g u z i k i .

Kaftan
„Kafton", j a k o p r z o d z i e w e k roboczy, był noszony przeważnie zimą i w chłodne
d n i jesienne, n a z y w a n o go n i e k i e d y s p a n c e r k i e m a szyto z p r z e r o b i o n k i g r a n a ­
t o w e j , c z a r n e j , z s a m o d z i a ł ó w p r ą ż k o w y c h łub z k u p n e g o b a r c h a n u . K r ó j j e g o
s k ł a d a ł się z 8 c z ę ś c i , to j e s t : z k o ł n i e r z y k a , z p r z o d u , s k ł a d a j ą c e g o się z d w ó c h
płatów , z b o k ó w w f o r m i e d w ó c h k l i n ó w , p l e c ó w oraz j e d n o c z ę ś c i o w y c h r ę k a w ó w
( r y c . 21/11).
7

K a f t a n b y ł d o ś ć l u ź n y i s w o j ą długością sięgał nieco n i ż e j pasa. N a p r z o d z i e
z p r a w e j s t r o n y p o s i a d a ł w p u s z c z o n ą k i e s z o n k ę , k t ó r e j górną c z ę ś ć o s ł a n i a ł a podłużna
k l a p k a . P r z e t r w a ł do o k r e s u m i ę d z y w o j e n n e g o .

Kapota
N a l e ż y p r z y p u s z c z a ć , że „ k a p o t a " z j a w i ł a się n a terenie P i o t r k o w s k i e g o w d r u g i e j
połowie X I X w i e k u .
K a p o t ę szyto z c i e m n o - g r a n a t o w e g o s u k i e n k a , r z a d z i e j z cajgu gayerowskiego f a b r y ­
cznego ( R ę c z n o ) . U ż y w a n o j e j j a k o s t r o j u ś w i ą t e c z n e g o w okresie l e t n i m , s ł u ż y ł a r ó w ­
nież za ubiór w e s e l n y p a n a m ł o d e g o .
26

�K a p o t a s k ł a d a ł a się z d w ó c h p o d s t a w o w y c h części, z obcisłego stanu i dość
l u ź n e j „ s p ó d n i c y " . S t a n o b e j m o w a ł t y ł i p r z ó d ; t y ł dzielił się n a d w a p ł a t y
z w ę ż a j ą c e się w k i e r u n k u pasa; przód zaś miew ał d w i e p o ł ó w k i , u k t ó r y c h w gór­
n e j c z ę ś c i z n a j d o w a ł y się k l a p k i . Stan b y ł z a o p a t r z o n y w p ó ł o k r ą g ł y k o ł n i e r z y k
i w luźne r ę k a w y z m a n k i e t a m i . D ó ł k a p o t y , c z y l i s p ó d n i c a , o b e j m o w a ł a ogółem sześć
części, a w i ę c d w a ś r o d k o w e k l i n y zbliżone do p r o s t o k ą t ó w , t y l e ż klinów
bocz­
n y c h w formie trójkątów wreszcie d w a płaty stanowiące
w ł a ś c i w e p o ł y tego
przyodziewku.
T

T

S p ó d n i c ę k a p o t y w t y l n e j c z ę ś c i u k ł a d a n o w z a s z e w k i , z a o p a t r u j ą c j ą po b o k u
w k l a p k i ( r y c . 22/1). W pasie n a d k l a p k a m i , umieszczano p o j e d n y m g u z i k u .
K a p o t a b y ł a d o ś ć długa, gdyż sięgała n i ż e j k o l a n . P o s i a d a ł a d w i e p o p r z e c z n e
kieszenie boczne, u k r y t e , z podłużnymi k l a p k a m i . K o ł n i e r z w r a z z k l a p a m i p r z y k a ­
pocie b y ł w y k ł a d a n y . N a p r z o d z i e miała d w a r z ę d y guzików, z k t ó r y c h j e d e n służył
do p a r a d y , d r u g i d o z a p i n a n i a .
K a p o t a b y ł a zupełnie p o z b a w i o n a o b l a m ó w k i .
Sukmana

granatowa

S u k m a n a g r a n a t o w a b y ł a noszona j u ż w p i e r w s z e j p o ł o w i e X I X wieŁu, j a k o t y m
ś w i a d c z ą p r z e k a z y d r u k o w a n e . P r z e t r w a ł a o n a n a j d ł u ż e j , gdyż do o k r e s u m i ę d z y w o ­
jennego, w południowej części Piotrkowskiego.
Szyto j ą z granatowego sukna
l u b t a k z w a n e j p r z e r o b i o n k i (patrz
r o z d z . V I I I ) . T k a n i n y te n a j c z ę ś c i e j
folowano. Górną część
sukmany
zaopatrywano w płócienną czarną
p o d s z e w k ę i sześć b ł y s z c z ą c y c h g u ­
zików, k t ó r e p r z y s z y w a n o t a k , że
tworzyły d w a rzędy.
Krój sukmany granatowej odpo­
w i a d a ł k r o j o w i k a p o t y ( r y c . 22/1)
z t ą r ó ż n i c ą , że s u k m a n a m i a ł a k i e ­
szenie s k o ś n e oraz w t y l n e j c z ę ś c i
była sfałdowana i miała rozcięcie
zamiast zaszewek.
W sukmanach granatowych widzi­
m y chłopów z okolic R ę c z n a na
obrazie Wojciecha
Piechowskiego,
m a l o w a n y m w 1899 r .
W zasięgu s u k m a n y b i a ł e j , a w i ę c
w p ó ł n o c n e j c z ę ś c i uwzględnionego
obszaru, w y s t ę p u j e r ó w n i e ż s u k m a ­
na granatowa, której k r ó j jest od­
m i e n n y od k r o j u s u k m a n y g r a n a t o ­
w e j z o b s z a r u południowego, o d p o ­
wiada bowiem krojowi sukmany
b i a ł e j ( r y c . 22/11). S k ł a d a się p r z e t o
z o d d z i e l n e g o stanu, ze s p ó d n i c y
ujętej w kontrafałdy, z rękawów
o w y w i n i ę t y c h m a n k i e t a c h , oraz z w y ł o ż o n e g o k o ł n i e r z a . T e n t y p s u k m a n y o b s z y w a n o
czarną tasiemką l u b sznureczkiem, a na przodzie zdobiono c z a r n y m i
„siamerami"
czyli „potrzebami".
27

�Sukmana

siwa

S u k m a n ę siwą, c z y l i „siaraczkową"
a l b o t z w . „siwką , szyto z s u k n a d o m o w e j r o ­
b o t y . N i c i p r z e z n a c z o n e n a w ą t c z e n i e tego s u k n a , o t r z y m y w a n o ze z m i e s z a n e j w e ł n y
czarnej i białej lub skręcano już uprzedzone nici w t y c h dwóch kolorach. Niekiedy
k u p o w a n o g o t o w e s u k n o siwe, z w a r s z t a t ó w b r z e z i ń s k i c h .
S i w k i noszone n a p o c z ą t k u X X w i e k u p o s i a d a ł y przód gładki, z a p i n a n y n a czarne
g u z i k i , t y ł zaś u ł o ż o n y w d w a k o n t r a f a ł d y ; p o ł y , „ w y k ł a d y " oraz dolną Część m a n ­
kietów obszywano czarną tasiemką.
S u k m a n y siwe, b y ł y szeroko r o z p o w s z e c h n i o n e w P i o t r k o w s k i e m , w p i e r w s z e j p o ł o ­
w i e X I X w i e k u ; j e d n e z n i c h z a p i n a ł y się n a h a f t k i i z a o p a t r z o n e b y ł y w „ p o t r z e b y
s z m o k l e r s k i e " , inne b y ł y z g u z i k a m i , n a w z ó r surdutów, m i a ł y p o d s z e w k ę p ł ó c i e n n ą ,
g r a n a t o w ą ; t a k i e j s u k m a n y nie z n a l e z i o n o w terenie, stąd b r a k opisu k r o j u i i n n y c h
szczegółów.

\^
Sukmana

biała

S u k m a n a b i a ł a z w a n a „ w o l b o r s k ą " b y ł a s z y t a z białego, d o b r z e w y p r a w i o n e g o
s u k n a , s k ł a d a ł a się z d w ó c h p o d s t a w o w y c h części, ze s t a n u i s p ó d n i c y ( r y c . 22/11).
Stan n a ogół b y ł d o ś ć o b c i s ł y i p o s i a d a ł n a p l e c a c h s i e r p o w a t e p r z e c i ę c i a , starannie
z a m a s k o w a n e c z a r n ą t a s i e m k ą . S p ó d n i c a , s t a n o w i ą c a j e j d o l n ą c z ę ś ć , s k ł a d a ł a się
z t r z e c h d u ż y c h płatów oraz c z t e r e c h k l i n ó w t r ó j k ą t n y c h i b y ł a starannie s f a ł d o w a n a .
Kołnierz b y ł w y k ł a d a n y , a r ę k a w y z m a n k i e t a m i .
B i a ł a s u k m a n a b y ł a bogato o b l a m o w a n a c z a r n ą taśmą, n a r ę k a w a c h , kołnierzu, p l e ­
c a c h i p o b r z e g a c h d w ó c h połów.
N ą p r z o d z i e s u k m a n a m i a ł a t z w . p o t r z e b y , k t ó r e s ł u ż y ł y r a c z e j do o z d o b y , niż
d o z a p i n a n i a . P o t r z e b y s k ł a d a ł y się z czarnego s z n u r k a c z y l i „plotki" oraz z „obert e l k ó w " d r e w n i a n y c h o k r y t y c h c z a r n ą „ p o w ł o k ą " (tkaniną) l u b nićmi.
Burka
B u r k a — często z w a n a r ó w n i e ż „ w a t ó w k ą " , s t a n o w i ł a odzież z w i e r z c h n i ą , głównie
p r z e z n a c z o n ą n a zimę. S z y t o j ą z czarnego l u b g r a n a t o w e g o f o l o w a n e g o s u k n a d o ­
m o w e j r o b o t y . B y ł a ona d o ś ć luźna i sięgała do k o l a n ( r y c . 24). K r ó j j e j s k ł a d a ł

Ryc. 24. Watówka zwana też „burką" z 1909 r. z Chorzęcina, pow. Brzeziny,
a — przód, b — tył, c — krój przodu, d — krój tyłu, e — rękawa, f — mankietu
g — kołnierza. Podziałka 1:30. Rys. J. Sosnowski, 1952 r.

się z j e d n o l i t y c h p l e c ó w i p r z o d u podzielonego n a d w a płaty, w k t ó r y c h w d o l n e j
c z ę ś c i m i e ś c i ł y się u k r y t e kieszenie o s k o ś n y c h o t w o r a c h ( r y c . 24). R ę k a w y dość
obszerne, z a k o ń c z o n e m a n k i e t e m z o d d z i e l n e g o m a t e r i a ł u o s z e r o k o ś c i 12 c m kołnierz
w y k ł a d a n y , o s z e r o k o ś c i 8 c m . P r z ó d w a ł ó w k i , z a p i n a n y n a h a f t k i , posiadał d l a
o z d o b y c z a r n e pętle, k t ó r e z a k ł a d a n o n a podłużne o b e r t e l k i .
B u r k ę p i k o w a n o kupną watoliną l u b czystą zgręplowaną wełną i zaopatrywano
w p o d s z e w k ę p ł ó c i e n n ą , n a j c z ę ś c i e j c z a r n ą . N i e k i e d y zamiast p ł ó c i e n n e j p o d s z e w k i
d a w a n o m a t e r i a ł ze starego w e ł n i a k a l u b z a p a s k i .
28

�Kożuchy
W d r u g i e j p o l o w i e X I X w i e k u noszo­
n o t u d w a r o d z a j e k o ż u c h ó w , „tołuby"
oraz k o ż u c h y k r y t e p r z e r o b i o n k ą . T o ­
łuby miały odwróconą na zewnątrz
żółtą l u b b i a ł ą s k ó r ę , d o b r z e w y p r a ­
wioną. P o s i a d a ł y one s z e r o k i kołnierz,
s i ę g a j ą c y p r a w i e do p o ł o w y p l e c ó w ,
t a k i w ł a ś n i e k o ł n i e r z n a z y w a n o w Kłudzicach tołubem.
K o ż u c h zapinał się na m e t a l o w e
h a f t k i z w a n e „ k o n i a m i " . N a s z y t e na
p i e r s i a c h p o t r z e b y , s k ł a d a j ą c e się z pęt
l i c i s k ó r z a n y c h guzików, służyły j a k o
elementy zdobnicze.
K o ż u c h y , p o d s z y t e s k ó r k a m i bara­
n i m i , k r y t o samodziałem g r a n a t o w y m ,
c z a r n y m l u b s i w y m . M i a ł y one k r ó t k i e
wykładane kołnierze i były zapinane
n a o k r ą g ł e g u z i k i ; sięgały
poniżej
k o l a n ; p r z e t r w a ł y do o k r e s u m i ę d z y ­
wojennego.
Na początku X I X w i e k u upowszech­
n i ł y się w o k o l i c a c h B a r k o w i e k r ó t k i e
k o ż u s z k i f a r b o w a n e na żółto z obcis­
łymi r ę k a w a m i , bez k o ł n i e r z a , o skośn y c h k i e s z e n i a c h , z a p i n a n e na pętle
oraz c z t e r y c z a r n e g u z i k i .
Uczesanie

R y c 25. Mężczyzna w czapce włóczkowej. Nagórzyce,
pow. Piotrków. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.

i nakrycie

głowy

W d r u g i e j połowie X I X w i e k u , j a k w y n i k a z o p o w i a d a ń
w P i o t r k o w s k i e m n o s i l i długie w ł o s y w t z w . „przedziałkę"',
W ł o s y o k r y w a ł y górną c z ę ś ć uszu, s k r o n i e i z a c h o d z i ł y
U dołu b y ł y p o d s t r z y ż o n e n a „ o k r ą g ł o " , stąd też m ó w i o n o ,
nane p o d „donicą" (tabl. I ) .

informatorów, mężczyźni
t j . rozczesane po środku.
na boczne części czoła.
że w ł o s y zostały w y r ó w ­

C z a p k i
R o g a t y w k i . W" d r u g i e j połowie X I X w i e k u noszono r o g a t y w k i , k t ó r e n a z y w a n o
c z a p k a m i „ r o g a t y m i " . Szyto j e p r z e w a ż n i e z g r a n a t o w e g o s u k n a , r z a d z i e j czarnego l u b
ciemnozielonego; w W i a d e r n i e i o k o l i c y z granatowego aksamitu.
R o g a t y w k a s k ł a d a ł a się z w i e r z c h u oraz o t o k u . W i e r z c h dzielił się n a c z t e r y t r ó j ­
k ą t n e k a w a ł k i , z w a n e „ k w a t e r k a m i " . Po z s z y c i u k w a t e r e k p o w s t a w a ł y k r z y ż u j ą c e się
s z w y , k t ó r e z a k r y w a n o j a s n o - g r a n a t o w ą t a s i e m k ą ( r y c . 27/1). W p i e r w s z y c h l a t a c h
X X w i e k u o b l a m ó w k ę r o b i o n o p r z y p o m o c y c z e r w o n e j w s t ą ż e c z k i , c h c ą c t y m spo­
sobem z a a k c e n t o w a ć s w o j e poczucie n a r o d o w e .
W o k o l i c a c h Ręczna k w a t e r k i w r o g a t y w c e były na p r z e m i a n białe i czerwone
a pośrodku posiadały biały guzik.
O t o k z reguły był p o k r y t y w y p r a w i o n y m b a r a n k i e m w kolorze c z a r n y m , s i w y m
l u b b i a ł y m . R o g a t y w k i z s i w y m b a r a n k i e m n a z y w a n o „siwymi c o p k a m i " .
29

�D l a w i ę k s z e j f a n t a z j i c z a p k i o z d a b i a n o często b a r w n y m „ k u t a s i k i e m " , „ k o c a n k i e m "
z r o b i o n y m z w e ł n y j e d n o l u b w i e l o b a r w n e j . K u t a s i k zwisał na s z n u r e c z k u z p r a w e ­
go b o k u .
Zimowe r o g a t y w k i były w ykładane wełną, watą l u b pakułami.
C z a p k i o k r ą g ł e . C z a p k i okrągłe o c z a r n y m b a r a n k u i d n i e s u k i e n n y m g r a n a ­
t o w y m w y s t ę p o w a ł y w P i o t r k o w s k i e m jeszcze w p i e r w s z e j połowie X I X w i e k u (1832 r . ) .
S k ł a d a ł y się one z d w ó c h z a s a d n i c z y c h części, to j e s t z w i e r z c h n i e j w o l n e j , o d k r y w a n e j ,
p r z e c i ę t e j z j e d n e j s t r o n y i s p o d n i e j , p r z y l e g a j ą c e j b e z p o ś r e d n i o do g ł o w y . P r z y n o s z e n i u
g ó r n ą c z ę ś ć z a k ł a d a n o n a d o l n ą i s z n u r o w a n o za p o m o c ą c z a r n e j t a s i e m k i , k t ó r e j k o ń c e
wiązano na kokardę.
r

Tego r o d z a j u c z a p k i p r z e t r w a ł y d o k o ń c a X I X w i e k u w M o s z c z e n i c y i W o ź n i k a c h .
N a terenie B a r k o w i e , M o k r i i n n y c h w s i p o ł o ż o n y c h n a l e w y m b r z e g u P i l i c y , m i ę d z y
M u r o w a ń c e m a S w o l s z e w i c a m i , p r z y j ę ł y się w u b i e g ł y m s t u l e c i u n i s k i e o k r ą g ł e c z a p k i
o c z a r n y m s u k i e n n y m d n i e , obszyte c z a r n y m l u b s i w y m b a r a n k i e m .
W X X w i e k u u p o w s z e c h n i ł y się czarne c z a p k i s t o ż k o w e noszone w z i m i e . B y ł y one
r o b i o n e ze s k ó r k i b a r a n i e j l u b z p r z ę d z y w e ł n i a n e j . Pierwsze n a z y w a n o „ b a r a n i c a m i " ,
d r u g i e „ w ł ó c z k o w y m i " ( r y c . 15). P r z y n o s z e n i u t y c h c z a p e k z l e k k a w c i s k a n o d n o
do wnętrza.
K a s z k i e t y . Już w d r u g i e j połowie X I X w i e k u b y ł y noszone g r a n a t o w e , r z a d z i e j
c z a r n e sukienne k a s z k i e t y . M i a ł y one d o ś ć szerokie d n o , w p r z e d n i e j c z ę ś c i p o d n i e s i o n e
nieco w górę. K a s z k i e t y p o s i a d a ł y s k ó r z a n e d a s z k i oraz l a m p a s y , p r z y t w i e r d z o n e p o
b o k a c h g u z i c z k a m i ; b y ł y noszone p r z e w a ż n i e l a t e m .
N a k i l k a łat p r z e d pierwszą w o j n ą ś w i a t o w ą p r z y j ę ł y się k a s z k i e t y
o d n i e o k r ą g ł y m , r ó w n o n a c h y l o n y m . B y ł y one r ó w n i e ż z a o p a t r z o n e
i lampasy, nazywano je

granatowe
w daszek
„maciejów­

kami".

„ D u c h e n k a " jest to o k r ą g ł a cza­
peczka, którą n a k r y w a n o głowę umar­
łego. R o b i o n o j ą z cienkiego białego
p ł ó t n a l n i a n e g o . K r ó j j e j s k ł a d a ł się
z d w ó c h c z ę ś c i : o t o k a t j . paseczka
o s z e r o k o ś c i 6 c m , długości o k o ł o 60 c m
oraz z d n a , t j . okrągłego k a w a ł k a m a ­
teriału o p r o m i e n i u o k o ł o 9 c m .
D u c h e n k a b y ł a zupełnie p o z b a w i o ­
n a ozdób.
K a p e l u s z e . Jeszcze o k o ł o 1890 r.
noszone b y ł y czarne, f i l c o w e k a p e l u ­
sze. Miały one n a s t ę p u j ą c e w y m i a r y :
w y s o k o ś ć — 12 c m , o b w ó d u p o d s t a ­
w y —• 57, p r z y d n i e 51, w n a j w ę ż s z y m
m i e j s c u 48; ś r e d n i c a d n a 16, s z e r o k o ś ć
ronda — 5 cm. U kapeluszy tych był
„kromiec" (rondo) z l e k k a w y w i n i ę t y d o
góry. G ł ó w k ę f o r m o w a n o w t e n spo­
sób, że j e j d o l n a c z ę ś ć b y ł a szersza
od górnej, p r z y t y m środkowa część

Ryc. 26. Woźnica we współczesnej zimowej
czapce i watówce z pogranicza zasięgu stroju
piotrkowskiego. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.

30

�Ryc. 27. Męskie nakrycia głowy: I — Granatowa rogatywka z czarnym barankiem ze wsi Swolszewic.
pow. Piotrków, w . X I X . I I — słomiany kapelusz z okolic Piotrkowa w g . Bazewicza, początek X X w i e k u ,
I I I — k a p e l u s z f i l c o w y zwany . . r y j e m " , noszony w X I X w . a — p r z ó d , b — t y ł . Ze zbiorów Muzeum
w Piotrkowie T r y b u n a l s k i m . Rys. W. Rudź, 1952 r.

t w o r z y ł a w k l ę ś n i ę c i e . O g ó l n y w i d o k tego k a p e l u s z a p r z y p o m i n a ł świński
n a z y w a n o go „ryjem",
l u b ..ryjkiem"
( r y c . 27/111).

r y j , stąd

O t o k t a k i e g o k a p e l u s z a o z d a b i a n o p o d w ó j n ą c z a r n ą a k s a m i t k ą , k t ó r e j k o ń c e pusz­
czano w tył. W c z ę ś c i p r z y p a d a j ą c e j n a d c z o ł o p r z e w l e k a n o m e t a l o w e p ó ł k o l i s t e l u b
prostokątne sprzączki, najczęściej o złotym połysku.
I n n y t y p k a p e l u s z a p o j a w i ł się w X X w i e k u ; b y ł o n rówmież z czarnego f i l c u ,

ale

0 n i ż s z e j g ł ó w c e i d o ś ć dużym, z l e k k a w y w i n i ę t y m r o n d z i e . J e d y n ą jego o z d o b ę
stanowiła c z a r n a a k s a m i t k a , b i e g n ą c a d o o k o ł a główki, k t ó r e j k o ń c e b y ł y zczepione
szpileczką.
W s k w a r n e l a t o , z w ł a s z c z a w okresie żniw, o k r y w a n o głowę s ł o m i a n y m k a p e l u s z e m ,
w ł a s n e j r o b o t y ( r y c . 25, 27/11). K a p e l u s z t e n posiadał szerokie r o n d o i b a r d z o n i s k ą
główkę, przybraną czerwoną wstążką, l u b obwódką z zielonej l u b czerwonej zaplotki
słomianej, w s z y t e j w ścianki „ k r o m c a " .

Obuwie
*
Buty

stanowią

oddawna najważniejszy

rodzaj obuwia męskiego.

d r u k o w a n y c h z pierwszej połowy X I X wieku,

W

przekazach

spotykamy niejednokrotnie określenia:

„buty p a s o w e " , „buty proste n a obcasach i p o d k ó w k a c h " oraz „buty

chłopskie".

W p i e r w s z y c h l a t a c h po u w ł a s z c z e n i u n o s z o n o b u t y t a k z w a n e „ w y w i j a n e " .
d a ł y one

cholewy z miękkiej skóry i były

k a r b o w a n y c h f o r m a c h . Po nałożeniu
c h c ą c t y m sposobem
boczne szwy,

nadać j e j

skóry

pożądane

będące jednocześnie

s f a ł d o w a n e w p r z e g u b a c h na

przywiązywano j ą do d r e w n i a n e j
kształty. U butów t y c h cholewa

śladami

dwóch

schodzących

się

Posia­

specjalnych
formy,

posiadała

z sobą

części.

S z w y boczne były w y k o n a n e ręcznie p r z y pomocy d r a t w y .
P r z y n o s z e n i u w i o t k i e c h o l e w y w y w i j a n o i p o d w i ą z y w a n o k o l o r o w ą t a s i e m k ą z „kor

cotkami"

( p o m p o n i k a m i ) t a k , że j e j k o ń c e z w i s a ł y zawsze w o l n o o d z e w n ę t r z n e j s t r o n y

nóg. W y w i n i ę t e części o d b i j a ł y swą b i a ł o ś c i ą o d czarnego tła b ł y s z c z ą c e j c h o l e w y .
B u t y w y w i j a n e p o s i a d a ł y p r z y s z w y i o b ł o ż y n y j e d n o l i t e , obcas ś r e d n i e j
2.5—5 c m ,

wzmocniony

żelazną

podkówką.

Na p i ę t a c h

widniały

k t ó r e s k ł a d a ł y się z t r z e c h e l e m e n t ó w , a m i a n o w i c i e z c z a r n e j
n i e w i e l k i e g o mosiężnego k r ą ż k a oraz ś r u b e c z k i
twierdzone

do u s z t y w n i a ć z a

śródstopia.

tzw.

„huncwoty",

skórzanej

podkładki,

przy pomocy której były

Huncwoty

pełniły

wysokości

d w a zadania,

one

przy­

estetyczne

1 p r a k t y c z n e ; stanowiły więc z jednej strony m o t y w zdobniczy, z drugiej, — służyły
j a k o p u n k t o p a r c i a p r z y ściąganiu b u t ó w n a t z w .

„piesku".

O p i s y w a n e obuwde w y s z ł o z u ż y c i a o k o ł o 1895 r .
W ostatnich latach X I X wdeku stały

się b a r d z o

modne buty

zwane

„kanciokami"

( r y c . 28/11). P o s i a d a ł y one o b c a s y o ś r e d n i e j w y s o k o ś c i , n o s y p ó ł o k r ą g ł e , a d o l n e c z ę ś c i
31

�k a r b o w a n e . B u t y te i m a ł y p r z y s z w y i o b ł o ż y n y z s o b ą zszyte. C h o l e w y b y ł y u s z t y ­
wnione i nie potrzebowały podwiązek p o d k o l a n a m i .
U k a n c i o k ó w w i e r z c h oraz c h o l e w y b y ł y n a j c z ę ś c i e j j u c h t o w e , a p o d e s z w y ze s k ó r y
„ a m b u r s k i e j " c z y l i h a m b u r s k i e j , t j . w ołowej.
T

N a p o c z ą t k u b i e ż ą c e g o stulecia p o j a w i ł y się czarne b u t y ,.na z a k ł a d k ę " ( r y c . 28,111).
C h o l e w y i c h b y ł y s z t y w n e i ściśle d o p a s o w a n e d o nóg. D o l n a c z ę ś ć c h o l e w y posia­
d a ł a l e k k i e sfałdowauie. W o k o l i c a c h W o l b o r z a i C h o r z ę c i n a s f a ł d o w a n i a te u k ł a ­
d a n o w d o ś ć r e g u l a r n e „ z a k ł a d k i " , n a j c z ę ś c i e j w l i c z b i e sześciu.
B u t y takie przetrwały p r a w i e do r o k u

1920.

Zimą w k ł a d a n o do b u t ó w „ w i e c h c i e " ze słomy, a n o g i o w i j a n o w e ł n i a n y m i o n u ­
c a m i . D l a u t r z y m a n i a c i e p ł a s m a r o w a n o b u t y zimą sadłem, słoniną, r z a d z i e j k u p n ą
o l i w ą . L a t e m czyszczono j e sadzą r o z p u s z c z o n ą w m l e k u l u b ślinie.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m w c h o d z ą w u ż y c i e t r z e w i k i oraz p a n t o f l e f a b r y c z n e g o
pochodzenia.
P r z y p r a c a c h g o s p o d a r s k i c h l a t e m i zimą, n o s i l i chłopi t r e p y , k t ó r e s k ł a d a ł y się
z d r e w n i a n y c h podeszew, z w a n y c h „ z a c i o s a m i " , „ o c i o s a m i " , z p r z y s z w y , tudzież
z t y l n e j części, z w a n e j ..pinagą".
N a j c h ę t n i e j n a ciosy b r a n o d r z e w o o l c h o w e , gdyż
b y ł o ono l e k k i e i nie p r z e p u s z c z a ł o w o d y .
W i e r z c h i „ p i n a g ę " r o b i o n o p r z e w a ż n i e ze starego o b u w i a . S k ó r ę d o d r e w n i a n y c h
spodów p r z y b i j a n o p r z y p o m o c y d r u t u , gwoździ l u b n i e w i e l k i c h h a c z y k ó w .
T r e p y były w trzech fasonach: płytkie, z c h o l e w k a m i l u b c h o l e w a m i . O d p o w i a ­
d a ł y w i ę c one t r z e m z a s a d n i c z y m r o d z a j o m s k ó r z a n e g o o b u w i a , t j . p a n t o f l o m , t r z e ­
w i k o m , b u t o m , i w zależności od tego s ł u ż y ł y d o o d p o w i e d n i c h p r a c . W p ł y t k i c h
trepach odbyw ano przeważnie porządek d o m o w y , w głębszych t j . z c h o l e w k a m i
i c h o l e w a m i , r o b o t y w p o l u , j a k o r k i , s i e w y i t p . N a zimę t r e p y zabezpieczano k a ­
wałkami skóry.
T

Z n a n y b y ł jeszcze i n n y r o d z a j t r e p ó w , a m i a n o w i c i e , t z w . „ d r e w n i o k i " , k t ó r e
d ł u b a n o w d r z e w i e n a d a j ą c i m f o r m ę płytkiego o b u w i a ( r y c . 28/1). D r e w n i o k i r o b i o n o
t a k , j a k ociosy z o l c h y i noszono j e w czasie r o b ó t „ m o k r y c h " , j a k p r z y w y r z u c a n i u
g n o j u , k o p a n i u t o r f u i g l i n y . D r e w n i o k i j e d n a k nie u p o w s z e c h n i ł y się, bo b y ł y
ciężkie i niew ygodne.
r

I

Z

ffl

Ryc. 28. O b u w i e : I — „ p i o r u n k i " — obuwie drewniane z Żarnowicy, p o w . Piotrków. Ze zbiorów M u ­
zeum w Piotrkowie. I I — but męski z końca X I X w . Ręczno, pow. Piotrków. I I I — but męski z początku
X X w . Milejów, pow. Piotrków. Rys. podług ilustracji W. Rudzi i J. Sosnowskiego — Barbara
Jeziorkowska, 1954 r.
32

�R ę k a w k i
R ę k a w k i , z w a n e w j ę z y k u l u d o w y m „ m a j k i e t k a m i " l u b „ m a j k i e t a m i " , noszone
p r z e d e w s z y s t k i m przez m ł o d y c h m ę ż c z y z n , u t r z y m a ł y się n a j d ł u ż e j ; bo d o r . 1950,
w o k o l i c a c h W i t o w a i M i l e j o w a . Noszono je p o w y ż e j napiąstka, wyglądały j a k część
górna p o ń c z o c h y . R o b i o n o j e z w e ł n y n a d r u t a c h b ą d ź też p r z y p o m o c y d r e w n i a n e j
k u l k i w j e d n y m l u b w i ę c e j k o l o r a c h . Z j e d n o b a r w n y c h n a j c h ę t n i e j noszono c z e r w o n e ,
zielone, g r a n a t o w e l u b czarne.
R ę k a w k i ozdabiano p r z y pomocy drobnych paciorków w rozmaite, najczęściej mo­
t y w y g e o m e t r y c z n e , b y ł y p o d o b n e do z d o b i n n a m a n k i e c i k a c h k o b i e c y c h ( r y c . 68).
N a c o d z i e ń — „do c h o d u " — b y ł y bez ozdób, ale za to w r ó ż n o k o l o r o w e p r ą ż k i .
O z d o b n e r ę k a w k i w y k o n y w a n e b y ł y n a j c z ę ś c i e j przez d z i e w c z y n ę , j a k o u p o m i n e k
dla chłopca.
Uzupełnienia

stroju

D r u ż b o w i e w e s e l n i p r z e d 40-oma l a t y m i e l i p r z y l e w y m b o k u „ k w i o t e k " , a na
głowie c z a p k ę p r z y b r a n ą w „rózgi" l u b „trzęsidła. „ K w i o t e k " s k ł a d a ł się z k i l k u
g a ł ą z e k m i r t u , asparagusu l u b z k w i a t ó w o g r o d o w y c h , aster, róż, a l b o z ż ó ł t y c h
„karafiołów" (tagafes). U s p o d u b u k i e c i k a , z r o b i o n e g o z t y c h roślin, w i ą z a ł y d r u h e n k i
w s t ą ż k ę dł. 1,50 m , a szer. 5 c m , k t ó r e j k o ń c e s p ł y w a ł y do k o l a n . K o l o r w stążek
u ż y w a n y c h do „ k w i o t k a " n i e b y ł j e d n a k o w y w c a ł y m p o w i e c i e : w M o s z c z e n i c y ,
Woźnikach i W i t o w i e — czerwony, w Gomolinie — g r a n a t o w y , w Sulejowie
zaś — z i e l o n y .
T

„Rózgi' noszono n a j d ł u ż e j w o k o l i c a c h W o l b o r z a , „trzęsidła" w o k o l i c a c h B a r k o w i e .
Pierwsze s k ł a d a ł y się z k u p n y c h k w i a t ó w , liści, s z y c h u i b ł y s z c z ą c y c h d r u c i k ó w
( r y c . 14); d r u g i e z k o g u c i c h — r ó ż n o b a r w n y c h piór.
Po u m o c o w a n i u trzęsidła l u b rózgi p r z y czapce, o w i ą z y w a n o o t o k c z e r w o n ą
w s t ą ż k ą (szer. 3 cm), k t ó r ą po związaniu w k o k a r d ę n a d l e w y m u c h e m , r z u c a n o z f a n ­
tazją na ramię. N i e k i e d y d l a zwiększenia efektu, środkową część wstążki w o t o k u
p r z y o z d a b i a n o s r e b r n ą l u b złotą l a m ą , a do k o k a r d y d o d a w a n o m a ł y s z y c h o w y
kwiatek.
Jeszcze p r z e d 40-oma l a t y „ w i a n u s z e k " stanowił s y m b o l k a w a l e r s t w a . W i t o go
z g a ł ą z e k r u t y l u b b a r w i n k u , w i e l k o ś c i dłoni. W i a n u s z e k po p r z y p i ę c i u d o s u k m a n y
z p r a w e j s t r o n y uzupełniano b i a ł ą w s t ą ż e c z k ą z a w i ą z a n ą w k o k a r d ę , k t ó r e j d w a
k o ń c e długości o k . 30 c m s p ł y w a ł y w dół ( r y c . 16). P r z y p i n a n o go p a n u m ł o d e m u .

Rozdział
O G Ó L N Y OPIS STROJU

VI
KOBIECEGO

U b i ó r r o b o c z y . Starsze k o b i e t y p r z y p r a c y m n i e j d b a ł y o z e w n ę t r z n y w y g l ą d ;
u b i e r a ł y się często w p o d n i s z c z o n ą , nieraz dziurawą i w y p ł o w i a ł ą odzież. T y l k o
b a r d z i e j „honorne" gospodynie miały roboczy p r z y o d z i e w e k staranniejszy.
Już w c z e s n ą wiosną z a b i e r a ł y się one d o „ n a r z ą d z a n i a " s t a r e j i szycia n o w e j
odzieży, głównie z m a t e r i a ł ó w l n i a n y c h . Z a p a s k i , k i e c k i c z y s t a n i k i , przeznaczone
do r o b o t y b y ł y p o z b a w i o n e n a j c z ę ś c i e j w s z e l k i c h ozdób. N a j b a r d z i e j s t a r a n n i e t a k
p r z y p r a c y , j a k i „wedle c h a ł u p y " n o s i ł y się d z i e w c z ę t a n a w y d a n i u , l u b s t a r a j ą c e
się o z d o b y c i e „ c h ł o p o k a " . U b i e r a ł y się one w b a r w n e w e ł n i a k i czy z a p a s k i , d o
w ł o s ó w w p l a t a ł y szerokie w s t ą ż k i , a n a s z y j ę z a k ł a d a ł y s z n u r y p a c i o r k ó w .
7

3 Strój

Piotrkowski

33

�Ubiór p r z e z n a c z o n y na codzień, na t z w . „ p o r y w k ę " , b y ł c i e m n i e j s z y , niż ś w i ą t e ­
c z n y . C z ę s t o b y ł a to odzież ś w i ą t e c z n a , k t ó r a j a k p o d a j ą i n f o r m a t o r k i , „wysła
z obiegu'', t. j . p r z e s t a ł a b y ć m o d n ą l u b z o s t a ł a z n i s z c z o n ą .
Z pieśni o szatanie, co p o r w a ł d z i e w c z y n ę , d o w i a d u j e m y się, że
Do kościoła (chodziła) w zgrzebniey.
do karcmiska w spódnicy.

a w i ę c n a r u s z y ł a p r z y j ę t y p o r z ą d e k r z e c z y w i e j s k i e j s p o ł e c z n o ś c i . S t r o j e n a codzień
nie b y ł y z b y t zróżnicowane, gdyż głównie s k ł a d a ł y się z w e ł n i a k a , względnie spód­
n i c y , długiego f a r t u s z k a , k o s z u l i , gorsetu, z a p a s k i do o d z i e w u , c h u s t e c z k i i z b u c i ­
k ó w o długich c h o l e w k a c h .
Stró j świątecznym
Strój świąteczny letni dziewcząt i młodych mężatek b y ł
zupełnie p o d o b n y ; . s k ł a d a ł się o k . 1912 r. z c h u s t e c z k i , s p ó d n i c y , f a r t u s z k a , k o s z u l i
h a f t o w a n e j o s z e r o k i c h r ę k a w a c h z m a n k i e t a m i , s z n u r o w a n e g o gorsetu z w y s z y c i e m ,
oraz ze sznurów p a c i o r k ó w . B u c i k i n a w y s o k i c h obcasach b y ł y s z n u r o w a n e , ( t a b l . I I ) .
U s t a r s z y c h k o b i e t w t j m czasie p r z e w a ż a ł y czepce, w e ł n i a k i , z a p a s k i z „ s i o t e c k ą " ,
k a f t a n y oraz z a p a s k i d o o d z i e w u o s z e r o k i c h d n a c h ( t a b l . 11). B u c i k i m i a ł y k r ó t k i e
c h o l e w k i . T e n s t r ó j z m a ł y m i o d m i a n a m i (np. n a k ł a d a n e n a k o s z u l e k r y z y ) p r z e t r w a ł
do o k r e s u m i ę d z y w o j e n n e g o ( r y c . 15).
W p ó ź n i e j s z y m czasie d z i e w c z ę t a nosiły te same c z ę ś c i s t r o j u , lecz zamiast k o s z u l i
w d z i e w a ł y p o d gorset b i a ł e b l u z e c z k i o długich l u b k r ó t k i c h r ę k a w a c h . P a c i o r k i
i w s t ą ż k i nie z d o b i ł y s z y i b e z p o ś r e d ­
n i o , lecz s t a ł y się c z ę ś c i ą d e k o r a c y j ­
n ą samego gorsetu ( r y c . 2).
N a u w a g ę zasługuje f a k t , ż e w świą­
tecznym stroju dziewcząt równorzęd­
n i e z b i a ł y m i b l u z k a m i do pasa, w k ł a ­
d a n y m i p o d gorset, w y s t ę p u j ą dziś
długie, p o n i ż e j b i o d e r b l u z k i , w y p u s z ­
czone n a spódnicę i f a r t u c h ( r y c . 10).
Zimą starsze k o b i e t y c h o d z i ł y d a w ­
n i e j o d święta w
..przyjaciółkach",
„ s u k i e n k a c h " , k o ż u c h a c h l u b ..szu­
bach", w chusteczkach
n a głowie.
C z ę s t o , d l a osłony p r z e d z i m n e m i w i a ­
t r e m , o k r y w a ł y się jeszcze s z e r o k ą
z a p a s k ą ( r y c . 52).
Młode m ę ż a t k i i d z i e w c z ę t a d a w ­
n i e j i dziś w okresie z i m o w y m nosiły
prócz w y m i e n i o n y c h części s t r o j u za­
p a s k i n a r a m i o n a c h ( r y c . 5). W o k r e ­
sie m i ę d z y w o j e n n y m u p o w s z e c h n i a j ą
się duże c h u s t y f a b r y c z n e , „ z i m ó w k i " ,
s ł u ż ą c e d o o d z i e w u oraz t z w . . . p l u s z ó w k i " n a głowę ( r y c . 4). N a d t o młode
k o b i e t y (mężatki i d z i e w c z ę t a ) u b i e r a j ą
się zimą w „ k a f t a n i k i " r o b i o n e przez
siebie n a d r u t a c h w b a r w n e desenie
na przodzie.
Ryc.
29. Młoda mężatka w czepku i zapasce nara, , .
,
j
,
}
.
. *
...
Ti-i i*
btroi o b r z ę d o w y . W e s e l e ,
miennej. Komorniki, pow. Piotrków.
Fot. G. Wyszomirska, 1954 r.
..Młoducha
do ślubu u b i e r a ł a
się
c

w

J

34

�w K u z n o c i n i e około 1855 r . w b i a ł ą
perkalową spódnicę w niebieskie k w i a t k i ,
fartuszek czółko z b a r w n y c h
wstążek
(ryc. 31) oraz w b i a ł ą c h u s t ę ; w B i a ł e j
1890 r . : w s p ó d n i c ę b i a ł ą o s z e r o k i e j
listwie, fartuszek „baścikowy" (batysto­
w y ) , względnie t i u l o w y , k a f t a n i k b i a ł y
z f a l b a n k ą girlandę, b i a ł e
pończochy,
trzewiki i sznury paciorków; w Postękal i c a c l i w 1900 r . , w z i e l o n ą suknię, b i a ł y
t a r t u s z e k , b l u z e c z k ę ; w ^\ i a d e r n i e i i n ­
n y c h sąsiednich w s i a c h w 1918 r . : w w e ł niaczek,
długi z f a l b a n k ą
fartuszek,
b l u z e c z k ę tudzież w e l o n u j ę t y n a głowie
w t z w . guwniorkę i p r z y o z d o b i o n y m i r t o ­
w y m w i a n u s z k i e m ( r y c . 13).
Podane przykłady nie wyczerpują cało­
ści s t r o j u o b r z ę d o w e g o m ł o d e j , lecz w s k a ­
z u j ą n a i c h dużą r ó ż n o r o d n o ś ć i z m i a n y .
P o d s t a w o w y m j e d n a k e l e m e n t e m stro­
j u panny młodej
było
niew ątpliwie
n a k r y c i e głowy, k t ó r e j ą w y r ó ż n i a ł o o d
druhenek; występujących na j e j weselu.
M ł o d u c h a p o s i a d a j ą c a d z i e c k o również
szła d o ślubu w w e l o n i e , lecz bez w i a Ryc. 30. Starsza druhna w czółku z p a w i m i pió­
neczka. W d o w y odprawiały zaślubiny
r a m i . Nagórzyce, p o w . Piotrków.
w przepisowym stroju mężatek.
Fot. St. Kałuża, 1948 r.
W czasie o c z e p i n , z d e j m o w a n o m ł o d e j
w e l o n z w i a n k i e m l u b ślorkę, potem uro­
czyście obcinano j e j włosy i zakładano czepek przeważnie z darów m a t k i chrzestnej
l u b s t a r o ś c i n y . W t e d y starsze k o b i e t y ś p i e w a ł y m i ę d z y i n n y m i :
r

Porzuć te wstążki na gałązki,
wdziej czepiec!

D r u h e n k i z orszaku młodej odpowiadały:
Ja w t y m cepcu
nie bede chodziła,
bo b y m sie łojca,
m a t k i wstydziła. (Nagórzyce)

Po p r z y j ę c i u czepca m ł o d u c h a s y m b o l i c z n i e w c h o d z i ł a d o g r o n a starszej s p o ł e c z ­
ności, a t y m s a m y m t r a c i ł a p r a w a p a n i e ń s k i e .
Jeszcze p r z e d pierwszą w o j n ą śwdatową d r u h n y n a l e ż ą c e d o o r s z a k u m ł o d e j ,
p a r a d o w a ł y w c z ó ł k a c h u p i ę t y c h ze w s t ą ż e k l u b w w i a n k a c h z k u p n y c h k w i a t ó w ,
s z y c h u i p a c i o r k ó w . C z ó ł k a d r u h e n t y m się różniły o d „ ś l o r e k " m ł o d u c h y , że b y ł y n i ­
ż e j . . p i n a n e " i p o s i a d a ł y n a d c z o ł e m s t e r c z ą c e p a w i e pióra. Z c z ó ł k i e m t a k j a k
zresztą d r u ż b o w i e z c z a p k ą , n i e r o z s t a w a ł y się one w ciągu całego wesela ( r y c . 30).
P o g r z e b . Jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m starsze k o b i e t y s z y k o w a ł y sobie
t z w . „śmiertelne odzienie'". W t y m c e l u g r o m a d z i ł y : czepiec, głównie z d a r u m a t k i
c h r z e s t n e j , spódnicę, f a r t u s z e k , c h u s t ę , odziewadło, koszulę, k a f t a n , b u r s z t y n y , p o ń c z o c h y
oraz b u c i k i t j . k o m p l e t n y s t r ó j , j a k i nosiły za ż y c i a .
35

�P r z y d o b o r z e śmiertelnego o d z i e n i a z w r a ­
c a ł y u w a g ę przede w s z y s t k i m n a j e g o stan
i barwę. Odzienie to musiało b y ć n o w e
w kolorach spokojnych, z wyjątkiem chu­
sty, k t ó r a m o g ł a b y ć c z e r w o n a .
Jeżeli w chacie n i e b y ł o c z a r n e j , b i a ł e j
l u b c z e r w o n e j c h u s t y do czepca, a n i e ­
b o s z c z k ę n a l e ż a ł o p o g r z e b a ć , w t e d y do­
m o w n i c y . . w y m i e n i a l i " j e d n ą z posiada­
n y c h n a chustę o w ł a ś c i w y c h b a r w a c h .
C h o d z i l i w i ę c po w s i i s z u k a l i „chusty d o
śmierci".
„Odziewacki"
musiały
być z dobrze
bielonego płótna. D o s t a w a ł y j e do t r u m n y
t y l k o m a t k i , a t o dlatego, że według słów
i n f o r m a t o r k i — b ę d ą i m p o t r z e b n e „dobawdenia d z i e c i n a t a m t y m ś w i e c i e " . W isto­
cie o d z i e w a c k i b y ł y ściśle z w i ą z a n e z m a ­
cierzyństwem.
Z półczepców, które b y ł y przeznaczone
dla umarłych, zdejmowano wszelkie ozdoby,
w t e n sposób o t r z y m y w a n o t . z w . „ c e p i e c
żałobny" który w barwach j a k i całej
s y l w e c i e b y ł znacznie s p o k o j n i e j s z y i b a r ­
d z i e j d o s t o s o w a n y do s m u t n e j
uroczy­
Ryc. 51. „ Ś l o r k a " — n a k r y c i e głowy młodej pod
stości.
czas wesela. Nagórzyce, p o w Piotrków.
D o t r u m n y n i e d a w a ł o się i nie d a j e
Fot. S. Kałuża, 1948 r.
w o k o l i c a c h Siuchcic
barwnych
wełniaków a n i zapasek, p o p r o s t u dlatego, że „ n i e w y p a d a " .
M ł o d s z e k o b i e t y b y ł y c h o w a n e w gorsetach, w s t r o j u odświętnym, d z i e w c z ę t a
w w e l o n a c h z w i a n e c z k a m i n a głowie i w b i a ł y c h s u k i e n k a c h .

Rozdział
SZCZEGÓŁOWY

VII

OPIS STROJU

KOBIECEGO

Koszule
K o s z u l ę s z y t o z d w o j a k i e g o m a t e r i a ł u : z płótna zgrzebnego dół, c z y l i t z w . „podołek"
..nodołek", z cienkiego — górę, c z y l i t z w . „ciałko", „ciało", k o ł n i e r z y k oraz r ę k a w y .
W p ó ź n i e j s z y c h czasach te ostatnie c z ę ś c i r o b i o n o również z k u p n e g o białego p e r k a l u
l u b p ł ó t n a domow ego, w ą t c z o n e g o b a w e ł n ą .
N a j s t a r s z y t y p k o s z u l i stanowił p o n c z o p o d ł u ż n e i s k ł a d a ł się z c z t e r e c h p ł a t ó w
p r o s t o k ą t n y c h p r z e z n a c z o n y c h n a c i a ł o , p o d o ł e k i r o £ a w y . D o tego d o c h o d z i ł y jeszcze
d w a k w a d r a t y , z w a n e „ w t o k a m i " , „ t o k a m i " l u b ..świklaint", w z g l . „ ć w i k ł a m i " , s ł u ż ą c e
j a k o w s t a w k i d o r ę k a w ó w p o d p a c h y oraz t r z y podłużne k a w a ł k i p r z e w i d z i a n e n a
o s z y w e c z k ę p o d s z y j ą i p r z y d ł o n i a c h . Najstarsze r o b o c z e k o s z u l e n i e p o s i a d a ł y t y c h
ostatnich części.
N a w z ó r p o n c h o szyte b y ł y t y l k o „ c i a ł k a " , r o b i o n e z j e d n e g o k a w a ł k a m a t e ­
riału, p r z e w a ż n i e o r o z m i a r a c h 46 n a 100 c m ( r y c . 32/1). M a t e r i a ł t e n s k ł a d a n o w z d ł u ż
T

36

�n a d w i e r ó w n e części, i w ś r o d k o w y m m i e j s c u złożenia w y k r a w a n o o k r ą g ł y otwór
o o b w o d z i e s z y i , n a s t ę p n i e c z ę ś ć p r z e z n a c z o n ą n a p i e r s i p r z e c i n a n o o d górv w d ó ł
na długości o k o ł o 40 c m ; n i e k i e d y r ó w n i e ż w y c i n a n o z b o k u l e k k i m ł u k i e m m i e j s c e
do w s z y c i a r ę k a w ó w . C z ę ś ć górną k o s z u l i p r z e z n a c z o n ą na s z y j ę , z b i e r a n o n a j p i e r w
w z m a r s z c z k i , a p o t e m w s z y w a n o w ą s k ą p o d w ó j n i e złożoną o s z y w e c z k ę o szero­
k o ś c i 2 c m . U k o s z u l starszego t y p u o s z y w e c z e k n i e r o b i o n o , lecz o t r z y m a n y p o w y ­
cięciu otwór p o d s z y w a n o w ąskim l n i a n y m p a s e c z k i e m (1,5 c m ) . R o z k r ó j d o k o n a n y
w części przeznaczonej na piersi albo obrębiano albo podkładano z j e d n e j i drugiej
s t r o n y d w u c e n t y m e t r o w e liste"."JcL_dolną c z ę ś ć p r z e c i ę c i a p r z e s z y w a n o n a długości
od 5 do 7 c m .
7

Koszule z a p i n a n o n a k o l o r o w e s z k l a n e g u z i c z k i w l i c z b i e o d 2 do 3.

Ryc. 32. Koszule
kobiece: I — stary
t y p koszuli z Żywocina, II—koszule
z Nagórzycy, p o w .
Piotrków, a — przód,
b — tył,
c — krój
„ciołka" (na rys. I I
składa się z dwóch
części), d — podołka, e — półkarczek,
f — rękaw, g— w t o ­
k i . Podziałka 1:30.
Rys. J. Sosnowski,
1952 r.

f
•g
••TTTTrnTTTTI

T1

D o „ c i a ł k a " s i ę g a j ą c e g o z w y k l e d o pasa, p r z y t w i e r d z a n o w o r k o w a t y p o d o ł e k o j e d ­
n y m p i o n o w y m szwie, u m i e s z c z o n y m z b o k u . U ż y w a n o d o tego p ł ó t n a r ó ż n y c h
r o z m i a r ó w m i ę d z y i n n y m i 65 n a 116 c m .
O p i s y w a n e k o s z u l e m i a ł y długie l u b k r ó t k i e r ę k a w y . N a j s t a r a n n i e j w y k a ń c z a n o
długie r ę k a w y , gdyż u pięści u k ł a d a n o j e w z m a r s z c z k i i f a l b a n k i , k t ó r e o d siebie
r o z d z i e l a n o p r z y p o m o c y osobnej o s z y w e c z k i .
K r ó j k o s z u l i p r z y r a m k o w e j b y ł nieco i n n y . Jej górna c z ę ś ć t j . „ c i a ł k o " s k ł a ­
dało się z d w ó c h p ł a t ó w o r o z m i a r a c h 55 na 49 c m . T e d w a p ł a t y z s z y w a n o z s o b ą p o
b o k u t a k , ż e p o z o s t a w i a n o c z ę ś c i luźne n a w s z y c i e r ę k a w ó w . W g ó r n e j i c h c z ę ś c i
w s z y w a n o d w a prostokątne kawałki materiału, które o d strony kołnierza zbierano
w szereg z m a r s z c z e k . W k o ń c o w y m s w o i m r o z w o j u , a w i ę c o k o ł o 1920 r . , k o s z u l ę
z a o p a t r y w a n o w t z w . ..pępek",
t o jest p r o s t o k ą t n ą n a s z y w k ę , d o k t ó r e j n i e k i e d y
w dolnej części doszywano luźny trójkącik.
37

�Ryc. :&gt;5.

Mankiet koszuli kobiecej ozdobiony czarno-czerwonym haftem
Wiaderno, po w. Piotrków. Fot. St. Kałuża 1953 r.

krzyżykowym.

K o s z u l a p r z y r a m k o w a głównie p r z e z n a c z o n a n a święto, b y ł a b a r d z o p o d o b n a d o
k o s z u l i m ę s k i e j ( r y c . 52,11), różniła się o d n i e j t y m , że s k ł a d a ł a się z c i a ł k a , podołk a , w y k ł a d a n e g o k o ł n i e r z y k a i nie p o s i a d a ł a h a f t o w a n e g o w y k ł a d u .
U koszul t y c h robiono przeważnie kołuierzyki wykładane, które początkowo w y ­
s z y w a n o ściegiem k r z y ż y k o w y m d w u b a r w n y m , p ó ź n i e j p ł a s k i m , b i a ł y m (patrz r o z ­
dział I X ) . O k o ł o r . 1910 z a c z ę t o d o r a b i a ć z białego k o r d o n k a . . s i o t e c k i " z r ó ż n o k o l o ­
r o w y m i brzegami.
B a r d z o starannie o z d a b i a n o r ó w n i e ż p r z y t y c h k o s z u l a c h p r z y r a m k i i m a n k i e t y
( r y c . 55, 34). U k o s z u l p r z e z n a c z o n y c h do gorsetów d o l n e c z ę ś c i r ę k a w a p r z e d p r z y ­
s z y c i e m d o m a n k i e t u u k ł a d a n o w z a s z e w k i ( r y c . 54).
Zarówno kołnierzyk j a k
kolorowej tasiemki, później
w różnych kolorach.

Ryc. 34.

58

i mankieciki początkowo zawiązywano przy pomocy
zaczęto je zapinać na kościane l u b szklane g u z i c z k i

Mankiet koszuli kobiecej ozdobiony białym płaskim
Piotrków. Fot. St. Kałuża. 1953 r.

haftem. Żywocin, pow.

�Y\ okresie m i ę d z y w o j e n n y m p o j a w i ł y
się
w

k o s z i d e k a r c z k o w ed a l s z y m ciągu w t o k i

były

one

zbliżone

( r y c . 17/11). Robocze
miały

krótkie

do

długie, z a o p a t r z o n e

oraz

podołek.

koszul

męskich

koszule

rękawy,
w

zachowujące

tego

świąteczne
haftowane

typu
zaś
man­

k i e t y ( r y c . 46).
Gorsety
W d z i e w i ę t n a s t y m w i e k u szyto gorsety
z s a m o d z i a ł ó w w p r ą ż k i , n a j c z ę ś c i e j : czar­
ne, c z e r w o n e i zielone. N i e k i e d y do t y c h
prostych prążków dodawano przeplotkę,
Ryc. 55. Gorsety: I — gorset ślubny z Moszczenicy
u z y s k u j ą c w t e n sposób o z d o b n ą tkaninę.
z 1880 r. Ze zbiorów Muzeum w Tomaszowie Mazo­
Z k u p n y c h m a t e r i a ł ó w u ż y w a n o „astraw i e c k i m . I I — gorset aksamitny z Wiaderna, z 1910 r.
c h a n i i " l u b k a s z m i r u . M a t e r i a ł y te b y ł y
I I I — s t a n i c z e k /. falbanką z Wiaderna. a — przód,
w k o l o r z e z i e l o n y m , s i w y m l u b czer­
b — tył, c — krój przodu, d. c, f — krój części skła­
dających się na boki, g — krój pleców, h — falbany.
wonym.
Podziałka 1:20. Rys. J. Sosnowski, 1952 r.
N a p o c z ą t k u X X w i e k u p o j a w i ł y się
gorsety z czarnego i g r a n a t o w e g o aksa­
m i t u . G o r s e t y b y ł y obcisłe, k r ó j i c h , j a k w s k a z u j e r y c i n a 35 11, s k ł a d a ł się z dziesięciu
części, z k t ó r y c h c z t e r y n a j w i ę k s z e p r z y p a d a ł y n a p l e c y i przód, m n i e j s z e
jako
k l i n y n a b o k i . W s z y s t k i e one w d o l n e j s w e j c z ę ś c i b y ł y z a o k r ą g l o n e ( r y c . 36, 37)
t j . zakończone „tackami".

Ryc. 36. Gorset czarny, aksamitny z ok. 1910 r.,
ozdobiony „rózgami" z kolorowej włóczki. Wiaderno,
pow. Piotrków. Fot. St. Kałuża. 1953 r.

Ryc. 57. Gorset czarny, aksamitny z 1903 r„ ozdobiony początkowo t y l k o kolorową stebnówką, około
1950 r. paciorkami. Kaleń, p o w . Piotrków.
Fot. St. Kałuża. 1955 r.

39

�O k o ł o 1910 r . . . t a c k i " z a c z ę t o r ó w n i e ż f o r m o w a ć w k w a d r a t y ( r y c . 9).
G o r s e t y m i a ł y u s z y i duże w y k r o j e oraz r o z c i ę t y przód n a d w i e c z ę ś c i , w k t ó r y m
p o b r z e g a c h z n a j d o w a ł y się d z i u r k i z a o p a t r z o n e w b l a s z k i , s ł u ż ą c e do s z n u r o w a n i a .
Jako s z n u r ó w k i u ż y w a n o „ c y r g l a " , c z y l i t a s i e m k i o s z e r o k o ś c i 1 c m w k o l o r z e
c z e r w o n y m , różowym l u b żółtym.
P r z y gorsetach d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h k o l o r s z n u r ó w k i o d p o w i a d a ł b a r w i e t k a n i n y .
W X X w i e k u , g d y u p o w s z e c h n i ł y się gorsety a k s a m i t n e , tego nie przestrzegano. Uży­
w a n o w t e d y do n i c h n a j w i ę c e j tasiemek c z e r w o n y c h . S z n u r o w a n i e o d b y w a ł o się o d
dołu w górę t a k , że na p i e r s i a c h r o b i o n o k o k a r d ę .
Gorsety początkowo ozdabiano kolorową stebnówką, potem p a c i o r k a m i , cekinami
( r y c . 56, 57, 58).
N a p l e c a c h gorsetu p r z y t w i e r d z a n o szereg b a r w n y c h w s t ą ż e k , k t ó r e luźno o p a d a ł y
w dół sięgały s w o i m i k o ń c a m i b r z e g ó w s p ó d n i c y , ( r y c . 45).
G o r s e t y u ż y w a n e do ślubu b y ł y n a j c z ę ś c i e j szyte z zielonego l u b c z e r w o n e g o
atłasu albo k a s z m i r u ( r y c . 55 I I ) . P r z e d s t a w i o n y n a r y c i n i e 55/1 k r ó j w s k a z u j e , że
gorset s k ł a d a ł się z ośmiu c z ą s t e k , z k t ó r y c h c z t e r y s t a n o w i ł y tył i przód, reszta b o k i .
N a uwagę z a s ł u g u j e t u t a j u f o r m o w a n i e d w ó c h p r z e d n i c h d u ż y c h p ó ł o k r ą g ł y c h t a c e k .
Gorsety' z d o b i o n o p r z y p o m o c y c e k i n ó w , p a c i o r k ó w , s z k l a n y c h k ó ł e c z e k oraz
b a r w n y c h tasiemek.
T

Staniki
S t a n i c z k i szyto z płótna lnianego, p r z e r o b i o n k i , p i k i i k a s z m i r u . B y ł y one luźne
l u b p r z y t w i e r d z o n e d o spódnic l u b w e ł n i a k ó w . K r ó j i c h s k ł a d a ł się zasadniczo z ośmiu
c z ę ś c i . S t a n i c z e k z f a l b a n k ą posiadał c z ę ś ć d o d a t k o w ą w f o r m i e w y d ł u ż o n e g o p r o s t o ­
k ą t a o s z e r o k o ś c i od 8—10 c m , ( r y c . 55 I I I ) .
Spódnice
M i a n e m s p ó d n i c o k r e ś l a się w s z y s t ­
k i e r o d z a j e spódnic w y k o n a n y c h b ą d ź
z m a t e r i a ł u s a m o d z i a ł o w e g o (lnianego
l u b wełnianego) w j e d n y m k o l o r z e ,
bądź z m a t e r i a ł u f a b r y c z n e g o , n a j c z ę ś ­
c i e j w j e d n y m k o l o r z e l u b w deseń.
N a spódnice używano materiałów
w ł a s n y c h l u b n a b y t y c h w mieście, p r a ­
w i e zawsze p o c h o d z e n i a f a b r y c z n e g o .
Materiały z własnego warsztatu b y ł y
b ą d ź l n i a n e , b ą d ź też w e ł n i a n e .
Z t y c h p i e r w s z y c h szyto p r z e w a ż ­
nie spódnice do r o b o t y , z d r u g i c h „do
c h o d u " i n a święto. T k a n i n l n i a n y c h
najczęściej używano w kolorze natu­
r a l n y m — s z a r y m , n i e k i e d y cieńsze
o d d a w a n o do d r u k o w a n i a w p a s k i
l u b r o z m a i t e o r n a m e n t y roślinne. T k a nJńy^wcłniane s a m o d z i a ł o w e f a r b o w a n o
zawsze n ^ j e d e n k o l o r , n a j c h ę t n i e j n a
czerwonym, z i e l o n y l u b o r z e c h o w y .
Ryc. 38. Dziewczynka w gorsecie i współcze­
snym
stroju odświętnym. Chorzęcin, p o w .
Brzeziny. Fot. G. Wyszomirska 1934 r.

40

�Spódnice
z materiałów f a b r y c z n y c h
głównie p r z e z n a c z a n o n a święto i u r o c z y ­
stości r o d z i n n e . N a j c h ę t n i e j szyto j e z kaszmira w kolorze granatowym, czerwonym,
b o r d o w y m , niebieskim lub zielonym. Spód­
nice ślubne r o b i o n o p r z e w a ż n i e z b i a ł e g o
p e r k a l u r z a d z i e j z zielonego muślinu.
S p ó d n i c e noszone w d r u g i e j połowie X I X
w i e k u m o ż n a p o d z i e l i ć na d w a r o d z a j e : n a
spódnice u ł o ż o n e z j e d n e g o — c i ą g ł e g o k a ­
w a ł k a , oraz n a spódnice o p a r t e n a u k ł a d z i e
b r y t o w y m . Z a r ó w n o na j e d e n , j a k n a d r u g i
rodzaj, używano około 5 m materiału.
S p ó d n i c e z samodziału w e ł n i a n e g o i l n i a ­
nego z s z y w a n o na p r z o d z i e , z o s t a w i a j ą c
p r z y pasie rozpór długości 10 c m . G ó r n e
b r z e g i u j m o w a n o w fałdki i p r z y t w i e r d z a n o
do w ą z i u t k i e j o s z y w e c z k i ( r y c . 59).
Spódnice, oparte na układzie b r y t o w y m .
a szyte głównie z m a t e r i a ł ó w f a b r y c z n y c h ,
s k ł a d a ł y się z c z t e r e c h t z w . „półek"'
czyli
prostokątnych kawałków. Półki
łączono
z s o b ą p r z y p o m o c y szwów, a górne i c h
b r z e g i m a r s z c z o n o i starannie w s z y w a n o do
o s z y w k i l u b staniczka.
S p ó d n i c e p o s i a d a ł y p o d spodem, w d o l ­
n e j części, u s z t y w n i o n ą s z e r o k ą ,.listwę".
t j . plisę, a n a z e w n ą t r z d r o b n e z a k ł a d e c z k i
oraz n a s z y c i a z a k s a m i t k i w j e d n y m l u b
d w u r z ę d a c h w zależności o d i c h rozmiarów;
gdy aksamitka była szerokości około 5 c m ,
dawano jedną,
jeżeli
węższa — dwie.
W n i e k t ó r y c h w i o s k a c h zamiast a k s a m i t k i
dawano tasiemki w kolorach
różowym,
granatowym lub czerwonym. W XX wieku,
a z w ł a s z c z a w okresie
międzywojennym.

i .

T

Ryc. 39. Kobieta w zawiązanej obrzędowej
chustce, kaftanie i spódnicy. Żywocin, pow.
Piotrków. Fot. G . Wyszomirska, 1954 r.

l i c z b a n a s z y w a n y c h tasiemek i a k s a m i t e k na s p ó d n i c a c h oraz w e ł n i a k a c h w z r a s t a
t a k dalece, że o b e j m u j e p r a w i e do p o ł o w y o p i s y w a n e ..obleczenie", t w o r z ą c 7 i w i ę c e j
nawet rzędów.
W t y m czasie u n i e k t ó r y c h spódnic, m n i e j o b s z y t y c h t a s i e m k a m i , d a w a n o u samego
dołu c z a r n ą k o r o n e c z k ę .
D o l n e c z ę ś c i s p ó d n i c y c h r o n i o n o p r z e d strzępieniem w t e n sposób, że n a s z y w a n o
na j e j brzegach czerw ony sznurek l u b t z w . „szczoteczkę".
O k o ł o 1905 r . z j a w i a j ą się n a terenie P i o t r k o w s k i e g o s p ó d n i c e z c z e r w o n e j l u b
n i e b i e s k i e j w e ł e n k i o j e d n o k i e r u n k o w y m sfałdowaiuu, u j ę t y m W pasie n i e w i e l k ą oszyweczką. N a z y w a n o je „układankami".
T

t

9

W ełn ia k i

W P i o i r k o w s k i e m „ w e ł n i o k i e m " . w e ł n i o r e m " l u b „ k i e c k ą " n a z y w a j ą spódnice z w e ł ­
nianego samodziału w p r ą ż k i .
Najstarsze w e ł n i a k i , noszone jeszcze w p i e r w s z e j p o ł o w i e X I X w i e k u , r o b i o n o
z m a t e r i a ł ó w s a m o d z i a ł o w y c h , wsuw ając w czasie w a l c z e n i a o b o k n i t e k w e ł n i a n y c h —
7

4.1

�n i t k i zgrzebne, p r z y t y m s i o s o w a n o
ograniczoną skalę b a r w , a w w i e l u
Zasięg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o
w
y p a d k a c h , o p i e r a n o się t y l k o n a n a ­
• — • — d a w n y zasięg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o
. • • • • o b e c n y zasięg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o
turalnych kolorach tworzywa. Kolor
czarny i biały w tkaninie wełniakowej
z a j m o w a ł w ciągu c a ł e g o ubiegłego
stulecia d e c y d u j ą c ą p o z y c j ę . P r ą ż k i
czarne t k a n o obok prążków białych,
czerwonych, granatowych, zielonych;
w następnym stuleciu obok b o r d o w y c h ,
liliowych lub buraczkowych. Prążki
n a t o m i a s t białe w ą t c z o n o o b o k m o ­
d r y c h l u b c z e r w o n y c h b y ł y też w e ł niaki w dwie nitki, t j . w d w u barwach.
D o tegu n a l e ż y jeszcze d o d a ć ł ą c z e n i e
się p r ą ż k ó w c z e r w o n y c h z p r ą ż k a m i
burymi, bordowymi lub zielonymi.
Wszystkie prążki w wełniaku d w u b a r w n y m starego t y p u b y ł y w ą s k i e ,
p r z e w a ż n i e s z e r o k o ś c i 0,5 c m .
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m p o j a ­
w i a j ą się w e ł n i a k i d w u b a r w n e o szer­
19V
i9°50szych prążkach.
W d r u g i e j połowie X I X w i e k u b y ł y
Ryc. 40. Mapka zasięgu wełniaka. Rys. St, Siedlak, 1954 r.
również wełniaki o 5 i w i ę c e j wełnach
posiadające prążki o różnych szerokoś­
c i a c h i układzie ( t a b l . UL). W y s t ę p o w a ł y w n i c h p r ą ż k i : czarne, białe, m o d r e , n i e k i e d y
żółte ( B i a ł a ) : zielone, c z e r w o n e (szersze) i m o d r e ( N a g ó r z y c e ) ; b o r d o w e , zielone, b u r a c z ­
k o w e l u b niebieskie, c z e r w o n e , zielone, czasem z d o d a n i e m b i a ł y c h ( G o ś c i m o w i c e ) .
19°2Q'

N a p o c z ą t k u b i e ż ą c e g o stulecia prążki r o z d z i e l a j ą c e szersze p a s k i c z y l i d n a (czer­
w o n e , b r ą z o w e i in.) z a c z ę t o u k ł a d a ć w p e w n e z e s p o ł y , t w o r z ą c t y m sposobem n o w e
efekty dekoracyjne, które dały w rezultacie wykształcony t y p wełniaka o dwóch
i więcej dnach (Tabl. I I I ) .
W t y m czasie z o s t a j ą zastosowane p r z y t k a n i n a c h w e ł n i a k o w y c h t z w . p r z e p l o t k i ,
t j . desenie w f o r m i e z ą b k ó w , d r a b i n e k i t p . w y k o n a n e dzięki u ż y c i u d e s k i t k a c k i e j .
Przeplotki występowały samodzielnie l u b w połączeniu z p r o s t o l i n i j n y m i prążkami.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m p o w s t a ł y n o w e d w a t y p y w e ł n i a k ó w . t j . w e ł n i a k
t z w . „ k r a k o w s k i " oraz . . ł o w i c k i " . W e ł n i a k i te m a j ą j e d n ą w s p ó l n ą c e c h ę , m a j ą
a s y m e t r y c z n e t z w . ..mody**, które o b e j m u j ą w i e l k ą i l o ś ć r ó ż n o b a r w n y c h p r ą ż k ó w .
N a u w a g ę z a s ł u g u j ą n a k ł a d a j ą c e się na siebie p a r a m i p a s e c z k i t z w . „prążki p r z e n i ­
k a j ą c e " . ( T a b l . I I I ) . R ó ż n i c e między n i m i l e ż ą zasadniczo AS- odmienności k o l o r ó w
dna.
Y\ ełniak k r a k o w s k i posiada d n o c z e r w o n e , ł o w i c k i n a t o m i a s t różne, zielone,
b u r a c z k o w e , b r ą z o w e i i n n e . W e ł n i a k i ł o w i c k i e m o ż n a podzielić n a d w i e o d m i a n y :
na wełniaki o jednym i o k i l k u dnach.
J a k k o l w i e k n a z w y t y c h w e ł n i a k ó w sugerują i c h p o e ^ J z e n i e z dość n a w e t odległych
terenów, to j e d n a k w zasadzie są one w y t w o r e m m i e j s c o w y m i s t a n o w i ą j e d e n z k o ń ­
c o w y c h etapów r o z w o j o w y c h t k a n i n y w e ł n i a k o w e j .
W e ł n i a k i s z y t o t a k , j a k z a p a s k i z j e d n e g o b i e ż ą c e g o płatu długości o d 5 do 6 m .
W zależności od sposobu u j ę c i a w o s z y w k ę w s p o m n i a n e g o płatu, m o ż n a w y r ó ż n i ć
wełniaki marszczone i fałdowane.
"W X I X w i e k u
wstawkę,
zwaną
42

w e ł n i a k i m a r s z c z o n e posiadały na p r z o d z i e ł o k c i o w e j
„przedsobkiem",
-przodkiem"
wrabianym.
Przedsobek

szerokości
był
naj-

�c z ę ś c i e j ze zgrzebnego płótna, t j . . . p a r t u " , r z a d z i e j z cienkiego l u b z p r z e r ó b k i w e ł n i a n e j
w węższe prążki, (..brążusie"), niż w ł a ś c i w y w e ł n i a k . Bogatsze k o b i e t y r o b i ł y n i e k i e d y
..przedsobek" z p r z e r ó b k i b a w e ł n i a n e j . P r z y noszeniu w e ł n i a k a tego t y p u . starano się
p r z e d s o b e k osłonić długim f a r t u s z k i e m l u b z a p a s k ą . O k o ł o 1890 r. w e ł n i a k i t a k i e b y ł y
już n i e m o d n e , gdyż n o s i ł y go j u ż t y l k o stare k o b i e t y .
W e l n i a k i s f a ł d o w a n e b y ł y u k ł a d a n e w t z w . „ h a r m o u i j e " , które s p r a w i a ł y w i e l e
kłopotu i c b w ł a ś c i c i e l k o m , f a ł d y t y c h w e ł n i a k ó w . u j ę t e w g ó r n e j c z ę ś c i w d o ś ć w ą s k ą
oszyweczkę, były w k i l k u miejscach zafastrygowane. W e l n i a k i sfałdowane były naj­
c z ę ś c i e j na p r z o d z i e na c a ł e j długości z a p i n a n e na z a t r z a s k i l u b g u z i c z k i . C z y n i o n o
to d l a t e g o , a b y p r z y w k ł a d a n i u l u b z d e j m o w a n i u nie n i s z c z y ć starannie ułożonych
..karbów".
N a j c z ę ś c i e j u k ł a d a n o w fałdy w e ł n i a k i d w u i w i ę c e j b a r w n e , gdyż w czasie noszenia
..mieniły s i ę " one i p o k a z y w a ł y coraz to i n n y zespół k o l o r ó w .
W e ł n i a k i s f a ł d o w a n e noszono j u ż w d r u g i e j połowie X I X w i e k u . P r z e t r w a ł y one
do naszych czasów.
W e ł n i a k i z a r ó w n o marszczone, j a k i s f a ł d o w a n e , noszono na o s z y w c e l u b s t a n i k u
z k u p n e g o a l b o s a m o d z i a ł o w e g o materiału w d r o b n e p r ą ż k i .
A b y w e ł n i a k i nie strzępiły się. d o l n e ich b r z e g i o b s z y w a n o s k r ę c o n y m c z a r n y m
sznureczkiem.

Ryc. 41. Kaftany. I — kaftan z półokrągłym tyłem /. Kalema, pow. Piotrków, I I — kaftan z falbanką
z Chorzęcina. pow. Brzeziny, I I I — kaftan zaszewkowy z Chorzęcina, I V — k a f t a n wcinany z H u t y . p o w .
Piotrków, a — przód, b — tył. c — krój przodu, d — t y l u , e — rękawa, f — kołnierza, g — falbanki (do
kreski p i o n o w e j połowa długości). Podziałka 1:50. Rys. I i IV — J. P. Dekowski. I I . 111 — I - Sosnowski,
1952 i.

45

�N a p o c z ą t k u X X w i e k u w o k o l i c a c h M o s z c z e n i c y r o b i o n o u dołu w e ł n i a k a od 2
d o 3 z a k ł a d e k , a nieco n i ż e j p r z y t w i e r d z a n o c z a r n ą , w ą s k ą t a s i e m k ę . W i n n y c h oko­
l i c a c h o z d a b i a n o dół tego „ o b l e c e n i a " szeregiem r ó ż n o b a r w n y c h w s t ą ż e k . T e g o r o ­
d z a j u d e k o r a c j e są do dziś jeszcze stosowane.
Kaftan
N a j d a w n i e j s z ą f o r m ę k a f t a n a p r z e d s t a w i a r y c i n a 41/1.
K a f t a n y tego t y p u b y ł y noszone p o w s z e c h n i e w l a t a c h 1860 — 1905. S z y t o j e
z m a t e r i a ł ó w f a b r y c z n y c h , p r z e w a ż n i e z k a s z m i r u oraz z samodziałów-. N a j c z ę ś c i e j
u ż y w a n o na n i e t k a n i n y j e d n o b a r w n e j w k o l o r z e g r a n a t o w y m , c z a r n y m , z i e l o n y m
lub różowym. Materiały d o m o w e j r o b o t y bywały również w drobne prążki, najczęściej
bordowe z zielonymi lub niebieskie z c z e r w o n y m i .
K r ó j t y c h k a f t a n ó w b y ł b a r d z o p r o s t y , gdyż s k ł a d a ł się z pięciu p ł a t ó w , z k t ó r y c h
j e d e n p r z y p a d a ł n a c z ę ś ć t y l n ą , d w a n a p r z e d n i ą , t y l e ż n a r ę k a w y ( r y c . 41/1).
K a f t a n y n i e p o s i a d a ł y zupełnie k o ł n i e r z y k ó w i d e k o l t u .
K a f t a n y s w o i m w y g l ą d e m i k r o j e m n a w i ą z y w a ł y do m ę s k i c h l e j b i k ó w i b y ł y
w ł a ś c i w i e i c h d a l s z y m rozwdnięciem. T a k j a k l e j b i k i , b y ł y one „kuse"', (sięgały do pasa)
i p r z e d n i a i c h c z ę ś ć b y ł a nieco k r ó t s z a niż t y l n a . W t y l n e j c z ę ś c i p o s i a d a ł y l e k k i e
z a o k r ą g l e n i e , k t ó r e c z ę s t o z w a n o ..ogonem" ( r y c . 41/1). N a p o c z ą t k u X X w i e k u
z a c z ę t o dolną c z ę ś ć z a o p a t r y w a ć w f a l b a n k ę u ł o ż o n ą w luźne f a ł d y ( r y c . 41/11).
K a f t a n y początkowo ozdabiano czarną l u b granatową aksamitką, później wstą­
żeczkami, szychem i p a c i o r k a m i . Najstaranniej przybierano k a f t a n y przeznaczone do
ślubu ( p a t r z r o z d z . I X ) .
Z a p i n a n o je n a g u z i c z k i z m a s y w k o l o r z e r ó ż o w y m , c z a r n y m l u b b o r d o w y m .
W p i e r w s z y c h l a t a c h b i e ż ą c e g o stu­
lecia p o j a w i ł y się k a f t a n y p a s o w a n e ,
z l e k k i m k l o s z e m u dołu. Z u w a g i n a
k r ó j i sposób w y k o n a n i a , m o ż e m y j e
podzielić n a d w a r o d z a j e , to j e s t n a
k a f t a n y z a s z e w k o w e i na k a f t a n y w c i ­
nane. K a f t a n y z a s z e w k o w e b y ł y r o ­
bione przeważnie z materiałów wełnia­
n y c h w kolorze zielonym l u b granato­
w y m . N a w i ą z y w a ł y one s w o i m k r o j e m
do p o p r z e d n i o o m ó w i o n y c h k a f t a n ó w ,
z tą j e d n a k r ó ż n i c ą , że p o s i a d a ł y d o ­
d a t k o w e c z ę ś c i , j a k k l i n y po b o k a c h
i r ę k a w a c h oraz s t o j ą c y k o ł n i e r z y k
( r y c . 45 I I I ) . P ł a t y p r z e z n a c z o n e n a
p l e c y i przód b y ł y szersze niż u w s p o m ­
n i a n y c h , co p o z w a l a ł o n a z r o b i e n i e
l i c z n y c h zaszewek, przez k t ó r e c h c i a n o
uzyskać odpowiednią formę. Główną
i c h ozv\_ią_były l i c z n e z a k ł a d k i , r o z ­
mieszczone w i;kładzie p i o n o w y m n a
p r z o d z i e , p l e c a c h i u w ylotów r ę k a ­
w ó w , AS* p o z i o m y m — w g ó r n y c h c z ę ś T

T

Ryc. 42. Zawiązywanie obrzędowej chustki,
młodej mężatce ubranej w kaftan. K o m o r n i k i ,
pow. Piotrków. Fot. G. Wyszomirska, 1954 r .

44

�ciach rękawów. Zakładki znajdujące
się z j e d n e j i d r u g i e j s t r o n y r o z c i ę c i a
b y ł y n a k a r c z k u i w pasie p r z y s z y t e
w p o p r z e k z a s z e w k a m i l u b zmarszcz­
kami. Kaftany zaopatrywano w pod­
szewkę i zapinano najczęściej na cztery
okrągłe, różowe guziki.
K a f t a n y w c i n a n e b y ł y szyte z kasz­
miru, popehny, piki, lub
sukienka
w kolorze granatowym, zielonym lub
b o r d o w y m . S k ł a d a ł y się z 9 c z ę ś c i ,
z czego d w i e p r z y p a d a i y n a przód
i b o k i , c z t e r y n a p l e c y , j e d n a ua_kołnier z y k , d w i e zaś n a r ę k a w y ( r y c . 4 i , I V ) .
Przez zszycie k l i n ó w i z r o b i e n i e zasze­
w e k t w o r z y ł a się w d o l n e j c z ę ś c i dość
szeroka f a l b a n k a . K a f t a n y b a r d z o sta­
rannie przybierano w rozmaite m o t y w y ,
z s z y c h u , c e k i n ó w , tasiemek, a k s a m i t e k ,
b a r w n y c h n i c i oraz b i a ł y c h k o r o n e k .
Bluzeczki

gorsetowe

Bluzeczek t y c h używają najczęściej
p o d gorset. S z y j ą j e z c i e n k i e j t k a n i n y ,
n a j c h ę t n i e j z b i a ł e g o p e r k a l t t ; długość
w a h a się o d 60 d o 65 c m i sięga Ryc. 45. Dziewczyna w bluzce gorsetowej i gorsecie
ozdobionym wstążkami. Chorzęcin,
pow. Brzeziny.
p o n i ż e j pasa. B l u z e c z k a t a k a s k ł a d a
Fot. G. Wvszomirska, 1954 r.
się z k i l k u części, a m i a n o w i c i e : z sze­
rokiego k a r c z k u , dwóch płatów prosto­
k ą t n y c h o w y m i a r a c h 50 n a 50 c m , k o ł n i e r z y k a oraz r ę k a w ó w ( r y c . 44). R ę k a w y
są szerokie i z a o p a t r z o n e k l i n e m *oraz p o d w ó j n i e złożonym m a n k i e t e m . B l u z e c z k i gor­
setowe p o s i a d a j ą r a m i ą c z k a i p r z y r a m k i h a f t o w a n e r ó ż n o b a r w n y m ściegiem p ł a s k i m .
Przyjaciółka
P r z y j a c i ó ł k a s t a n o w i ł a w i e r z c h n i e o k r y c i e z i m o w e , p r z e z n a c z a n o na nią n a j c z ę ś c i e j
g r a n a t o w e s u k i e n k o , r z a d z i e j czarne. G ł ó w n ą j e j c z ę ś ć p o d b i j a n o z w y k l e k o ż u s z ­
k i e m , watoliną l u b w e ł n ą . Z a p i n a ł a się n a h a f t k i , c z y l i t z w . „ k o b y ł y " l u b n a g u z i k i .
Jak w y n i k a z r e l a c j i t e r e n o w y c h , b y ł y
i c h d w i e o d m i a n y : j e d n e długie, s k ł a ­
d a j ą c e się ze stanu i z s u k i e n k i , d r u g i e
krótsze, zaopatrzone w dole w f a l b a n ­
k ę . O p i e r w s z y c h n i e w i e l e m o ż e m y po­
w i e d z i e ć , gdyż w y s z ł y one z u ż y c i a
z końcem X I X w i e k u . Drugie przetrwały
p r a w i e do p i e r w s z e j w o j n y ś w i a t o w e j .
T

Ryc. 44. Bluzeczka gorsetowa z Godaszewic, p o w .
Brzeziny, a — przód, b — t y l , c — krój przedniego
piata dolnego, cl — krój tyłu, e — części rękawa:
górnej i dolnej, f — w t o k u , g — mankietu, l i —
karczka, i — kołnierza. Podziałka 1:30. Rysunek
J. Sosnowski, 1952 r.

45

�Ryc. 45. „Przyjaciółka" K o m o r n i k i , pow. Piotrków, a — przód, 1) — tył, c — krój przodu, d — tyłu, e. i' —
klinów, g — połowy falbanki, h — paseczka, i — kołnierza, j — części rękawa, k — ozdobny piat naszyty
na c. Podziałka 1:50. R\s. J. Sosnowski, 1952 r.

S k ł a d a ł y się one ze stanu i z długiej f a l b a n y u ł o ż o n e j w l i c z n e fałdki. S t a n d o p a ­
s o w a n y w t a l i i o b e j m o w a ł p l e c y , d w i e części, c z t e r y boczne k l i n y , o k r ą g ł y z a z ę b i o n y
k o ł n i e r z y k , tudzież r ę k a w y złożone z d w ó c h k a w a ł k ó w . Palbarię szyto z d w ó c h i w i ę c e j
k a w a ł k ó w ( r y c . 45),
G ł ó w n y m i o z d o b a m i o p i s y w a n e j p r z y j a c i ó ł k i były długie p a s k i g r a n a t o w e g o s u k i e n k a
o b u s t r o n n i e z a z ę b i o n e oraz d r o b n e białe g u z i c z k i rozłożone na d o l n e j części r ę k a w a ,
na p a s k u , wreszcie na z a k ł a d k a c h na p r z o d z i e .
F artuszek
W l )49 r . o p o w i a d a ł a W i k t o r i a G r a b s k a z N i e d y s z y n a , l i c z ą c a w ó w c z a s z górą
sio l a t , że za j e j młodości, a więc około 1868 r., starsze k o b i e t y nosiły l n i a n e f a r t u s z k i
szyte z jednego prostokątnego k a w a ł k a , w d r o b n e z m a r s z c z k i p r z y o s z y w c e . B y ł y
one d w o j a k i e g o r o d z a j u : jedne z cienkiego
płótna, obszyte u dołu
podwójną
c z e r w o n ą t a s i e m k ą , d r u g i e ze . . z g r z e b n i c y " , proste, bez ż a d n y c h ozdób, przeznaczone
do r o b o t y .
c

Należy z a z n a c z y ć , że w y m i e n i o n e o d m i a n y nie b y ł y j e d y n e .
W t y m czasie noszono również f a r t u s z k i l n i a n e z d r u k o w a n y c h t k a n i n w p r ą ż k i
l u b w r ó ż n e d r o b n e m o t y w y roślinne, w y s t ę p u j ą c e n a j c z ę ś c i e j na m o d r y m a l b o nie­
b i e s k i m tle oraz z k u p n y c h materiałów , k a s z m i r u , b a t y s t u tudzież p e r k a l u .
7

F a r t u s z k i z d r u k o w a n y c h m a t e r i a ł ó w u k ł a d a n o p r ą ż k a m i w p o p r z e k l a k , j a k to
b y ł o w t y m czasie u s t a r y c h zapasek do odzie w u .
F a r t u s z k i j e d n o b a r w n e , z w ł a s z c z a w k o l o r z e b i a ł y m , o z d a b i a n o u dołu k o r o n e c z k ą
l u b k r z y ż y k o w y m h a f t e m , n a j c z ę ś c i e j c z e r w o n y m . P r z y kieszonce umieszczonej
z l e w e j strony. w yszywano monogram. Śpiewano w t e d y na w e s e l u :
T

C y j a to dzicwcyna, co na btzusku
ino złote litery na fartusku.

• ł - - II
II

II
II
II
II

-

P a n n y na w y d a n i u b a r d z o c h ę t n i e
p a r a d o w tły w f a r t u s z k a c h , n a k t ó r y c h
widniałyTiart«łwane i c h n a z w i s k a .
Fartuszki takie przetrwały najdłużej
w parafii wolborskiej.
F a r t u s z k i z X X w i e k u m o ż e m y po­
dzielić na d w i e g r u p y , to jest n a f a r t u s z k i
z f a l b a n k ą o z a k o ń c z e n i u r ó w n y m oraz
na f a r t u s z k i p ó ł o k r ą g ł e .
Ryc. 46. Rękaw koszuli kobiecej, gorsetowej
zdobiony haftem, zaszewkami i wstążeczką. K o ­
m o r n i k i , pow. Piotrków. Podziałka 1:2. Rysował
W . Rudź. 1952 r.

46

�Fartuszki z grupy
pierwszej
są
z b i a ł e g o p e r k a l u , długie niżej k o l a n ,
szerokie, z a o p a t r z o n e w Falbanki oraz
wąskie zakładeczki.

Zasiąg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o
• — • — d a w n y zasięg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o

skaia

o b e c n y zasięg u b i o r u p i o t r k o w s k i e g o
1

II

Występowanie f a r t u s z k a

,M!I?III.

m

Pabianice

0

5

1 0

*

M

Fartuszki z drugiej grupy rozpadają
się na d w i e o d m i a n y , a m i a n o w i c i e :
na fartuszki o płaszczyźnie j e d n o l i t e j
(ryc.
2, 7, 10). oraz p o d z i e l o n e j n a
części p r z y p o m o c y w s t a w e k l u b a k ­
s a m i t e k ( r y c . 9, 48). T e ostatnie b y ł y
t r ó j d z i e l n e , gdyż s k ł a d a ł y się z t r z e c h
c z ę ś c i . Ś r o d k o w a i c h c z ę ś ć b y ł a szer­
sza od b o c z n y c h . W s z y s t k i e te części
b y ł y z sobą p o ł ą c z o n e k o r o u e c z k ą l u b
p r z y p o m o c y f r a n c u s k i e g o s z w u . to
jest kryjącego brzegi po j e d n e j i d r u ­
giej stronie. F a r t u s z k i m i a ł y o b s z y c i a
z k u p n e j k o r o n k i i były ozdabiane
płaskim r ó ż n o b a r w n y m h a f t e m .

Dążności
estetyczne
wiejskich
d z i e w c z ą t d o p r o w a d z i ł y z czasem do
tego, że trójdzielny f a r t u s z e k uległ
d a l s z y m podziałom, s t w a r z a j ą c w ten
sposób w j e g o d o l n e j c z ę ś c i n o w e moż­
Ryc. 47. Mapka zasięgu fartuszka. Rys. St. Siedlak. 1954 r.
liwości w zakresie układu
motywów
zdobniczych.
P o c z ą t k o w o zdobiły one t y l k o ś r o d k o w ą c z e ś ć płatów, p ó ź n i e j d o p i e r o i górną.
O p i s a n e f a r t u s z k i szyte z b i a ł e g o p e r k a l u , b a t y s t u , z g r a n a t o w e g o j e d w a b i u l u b
z c z a r n e j a l p a g i , z a c h o w a ł y się do n a s z y c h c z a s ó w i s t a n o w i ą jeszcze a k t u a l n ą c z ę ś ć k o b i e ­
cego s t r o j u ś w i ą t e c z n e g o .

Zapaski

do

pasa

W drugiej połowie X I X
w i e k u składową częścią
odzieży k o b i e c e j b y ł y za­
p a s k i d o pasa. B y ł y one
r o b i o n e z t k a n i n y w w ąsk i e p r ą ż k i od 2 d o 5 m m ,
najczęściej w dwóch lub
w trzech kolorach i w y ­
raźnie nawiązywały
do
układu p a s e c z k ó w n a ó w T

Ryc. 48. Perkalowy fartuszek
panie aski ozdobiony płaskim
haft m z Godaszewic,
pow.
B r eziny. Fot. St. Kałuża, 1948 r.

47

���50. Zapaska do pa­
sa tkana w „przeplotkę",
ozdobiona
tasiemkami
i k o r a l i k a m i („siotecką").
Wiaderno, pow. Piotrków.
Fot. St. Kałuża, 1948 r .

D a w n e o d z i e w a c z k i , noszone jeszcze w d r u g i e j p o ł o w i e X I X w i e k u , b y ł y b a r d z o
p r y m i t y w n e , s k ł a d a ł y się b o w i e m z j e d n e g o b i i ^ l i e j o K a w a ł k a p ł ó t n a . N a z y w a n o j e
„prześcierotkami".

P ó ź n i e j , t j . w okresie m i ę d z y r o k i e m 1880 a 1900, u p o w s z e c h n i ł y się o d z i e w a c z k i
wełniane, na które t k a n o materiały o dnach szerokości 3 c m w k o l o r a c h c z e r w o n y m ,
zielonym l u b m o d r y m . Materiały na poszczególne o d z i e w a c z k i robiono przeważnie
o j e d n y m d n i e . P r ą ż k i , z n a j d u j ą c e się m i ę d z y d n a m i , o b e j m o w a ł y k o l o r y w r ó ż n y m
zestawie w z a l e ż n o ś c i o d tła. D o m a t e r i a ł ó w p r z e z n a c z o n y c h n a o d z i e w a c z k i d o d a ­
w a n o często m i ę d z y p r ą ż k i d w i e l u b t r z y n i t e c z k i białe.
N a p o c z ą t k u X X w i e k u z a c z ę t o j e t k a ć w t z w . p r z e p l o t k i , u ż y w a j ą c do tego p r z e ­
ważnie żółtych l u b białych nici.

Ryc. 51.

4 Strój

Zapaska naramienna (do „odziewu") tkana w „przetyczkę" o ponsowym dnie, modna na po­
czątku X X w . K o m o r n i k i , p o w . Piotrków. Fot. St. Kałuża. 1955 r.
Piotrkowski

49.

�������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5875" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5855">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/be487591e2b37266ea907a9ee455bf7a.pdf</src>
        <authentication>dfb85221396c8e7577016940b50e99d6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70078">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70079">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70080">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70081">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70082">
                <text>Strój opoczyński/ Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70083">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, część 4, Mazowsze i Sieradzkie; z.4; 92 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70084">
                <text>Krajewska, Janina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70085">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70086">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70087">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70088">
                <text>A T - L-A- S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
J A N I N A

K R A J E W S K A

STRÓJ OPOCZYŃSKI

POLSKIE TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE

�A T L A S
CZĘŚĆ

P O L S K I C H

IV

S T R O J Ó W

MAZOWSZE

J A N I N A

S

T

R

Ó

J

L U D O . W Y C H

I SIERADZKIE

ZESZYT

4

K R A J E W S K A

O

P

O

C

Z

Y

Ń

S

K

I

ni

n

i

W R O C Ł A W

1 9
5
6
NAKŁADEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA L U D O Z N A W C Z E G O

WE WROCŁAWIU

�ATLAS

POLSKICH

WYDAWANY

STROJÓW

PRZEZ P O L S K I E

LUDOWYCH

TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE
KOMITET
A D A M

REDAKCYJNY:

G L A P A,

JÓZEF

A N N A

G A J E K,

K U T R Z E B A ,

A D A M MŁODZIANOWSKI. KAZIMIERZ PIETKIEWICZ,
ROMAN

RE1NFUSS,

REDAKCJA

ATLASU:

TADEUSZ

SEWERYN

WROCŁAW.

NANKERA 4

REDAKTOR

NACZELNY:

R E D A K T O R

ZESZYTU:

OKŁADKA:
PLANSZE
UKŁAD

ADAMA
BARWNE:

JÓZEF

GAJEK

JERZEGO

KAROLAKA

A D A M A

GLAPY

NAUKOWA

POZNAŃ

1 WIELOBARWNE

ZAKŁADY

POZNAŃSKA DRUKARNIA
GRAFICZNE

GAJEK

MŁODZIANOWSKIEGO

GRAFICZNY:

KLISZE J E D N O B A R W N E

JÓZEF

I M . M. K A S P R Z A K A

W

POZNANIU

Nakład 6200 egz. Ark, wyd. 8,5, ark. druk. 12. Papier ilustracyjny bezdrzewny 100 g 61X86,8. Oddano do składania 4. I . 1956. Podpisano
do druku 18. "V. 1956. Druk ukończono w lipcu 1956. Zam. nr 20/156
Cena zł 27,—. K-7-3541

�mai. J. Karolak

�WSTĘP
Opoczyńskie leży na łagodnym przejściu Gór Świętokrzyskich k u równinom Mazow­
sza . Nad Pilicą ciągnie się wyżyna pokryta lasami i bagniskami, najwyższy jej punkt
znajduje się koło Gielniowa , piaski zaś Opoczna tworzą tzw. pustynię sitowską. Powiat
opoczyński i część powiatu rawsko-mazowieckiego leży po prawej stronie Pilicy. Prze­
cinają go dwa większe dopływy Pilicy: Czarna i Drzewiczka^ z dopływami Wąglanką,
Brzuśnią i Wywózką. Nad brzegami rzek ciągną się łąki i mokradła, a ponieważ Pilica
często wylewa, w Łęgonicach mówią, iż w piecach chlebowych czasem ryby pływają.
Pilica była niegdyś rzeką spławną, szły po niej transporty drzewa prowadzone przez
oryli. Lasy mieszane z przewagą sosny zajmują w Opoczyńskiem prawie 22% po­
wierzchni; ciągną się one od Drzewicy do Tomaszowa i przechodzą na lewy brzeg
Pilicy na obszar powiatu rawskiego. Szczególnie zwarcie występują one w okolicach
Lubochni i Spały, gdzie zwierzyna podlega specjalnej ochronie. W połudn. części pow.
opoczyńskiego ciągną się lasy wyspowo od Przysuchy, w bardziej zaś przerywanym
zasięgu — niemal do Opoczna.
W Opoczyńskiem ziemia jest średnio urodzajna, stąd przysłowie „Opoczyńskie kraje,
kopę sieje, kopę zbiera, kopa korzec daje". Przemysł t u słabo rozwinięty a ludność
utrzymuje się głównie z gospodarki rolniczo-hodowlanej. Pow. opoczyński był zapóźniony
gospodarczo i do ostatniej wojny stosowano tu jeszcze u p r a w ę roli w zagony. Duże roz­
drobnienie ziemi wskutek podziału m a j ą t k ó w i braku komasacji utrudniało wprowa­
dzenie racjonalnej gospodarki. Nad brzegami rzek ciągnie się pas łąk, sprzyjający hodowli
owiec; rozwinęła się ona szerzej w X I X w. i pozwoliła na wzmożenie tkactwa domo­
wego, zwłaszcza wełnianych tkanin.
H i s t o r i a r e g i o n u . Za Piastów, w okresie tworzenia się Polski dzielnicowej
istniały na t y m terenie dwie kasztelanie: Żarnów i Skrzynno, które wymienia Bulla
z 1130 r. Granice między nimi nie mogły być ściśle określone ze względu na dzielące je
puszcze; prawdopodobnie terytorium kasztelanii skrzyńskiej obejmowało odnogę puszczy
sandomierskiej, dochodzącej do Gielniowa. Granicą była rzeka Drzewiczka. Na północy
granica kasztelanii docierała do Pilicy i t u stykała się na pewnym odcinku z Mazow­
szem. W X I I w. obydwie kasztelanie należały do księstwa łęczycko-sieradzkiego. Dopiero
około 1239 r. na skutek rozgrywek dynastycznych kasztelanie weszły w skład księstwa
sandomierskiego. Kasztelania skrzyńska graniczyła od wschodu na rzece Radomierzy
(obecna Radomka) z kasztelanią radomską, t j . z najbardziej na północ w y s u n i ę t y m tere­
nem ekspansji Sandomierzan, którzy podeszli również pod Skrzynno i Przysuchę .
Za Pilicą na połudn. zachód leżało księstwo łęczycko-sieradzkie . którego najstarszym
grodem była Łęczyca. Jego organizacja terytorialna musiała się wytworzyć w oparciu
g dawne terytorium plemienne; prawdopodobnie Łęczycanie b y l i odgałęzieniem Polan.
Nad Pilicą, na terenie kasztelanii łęczyckiej została założona osada Inowłódz, wspom­
niana w dokumentach z X I w . . Łęczycanie oparli się o Pilicę i w osadnictwie opoczyń­
skim brali słaby udział lub w ogóle poza Pilicę nie przeszli.
l

2

3

4

5

6

i

3

�Na zachodzie graniczyły z kasztelanią żarnowską kasztelanie w Wolborzu i Rozprzy,
należące do księstwa sieradzkiego. Osadnictwo było tu wynikiem ekspansji Sieradzan,
którzy parli w kierunku wschodnim i południowym; nad rzeką Czarną dopływem Drzewiczki i Łososiną dopływem Nidy doszło prawdopodobnie do zmieszania się dwóch
elementów etnicznych, t j . Sandomierzan i Sieradzan . Najstarsze osadnictwo tego regionu
skupiało się w połudn. części powiatu i szło brzegiem dawnej puszczy k u północy, gdzie
nad Pilicą ciągnęły się bagniska, które mu przeszkadzały. Granice terytorialne kaszte­
lanii ustaliły się przy zagęszczeniu osadnictwa i wzmocnieniu władzy administracyjnej
księstwa w X I I I w.
Bliskie dawnych podziałów plemiennych są dawne granice diecezjalne, archidiecezja
np. gnieźnieńska obejmuje Opoczyńskie z Żarnowem i Skrzynnem . Późniejsze nato­
miast granice administracyjne nie biegły dawnymi granicami plemiennymi, gdyż pow.
opoczyński należał do wojew. sandomierskiego lub radomskiego. W okresie międzywojen­
nym przyłączono go do woj. łódzkiego, a obecnie do kieleckiego. Także i pow. rawskomazowiecki, znajdujący się obecnie w granicach woj. łódzkiego należał dawniej do woj.
mazowieckiego.
Skrzynno i Żarnów — grody okresu plemiennego leżały na krańcach osadnictwa
sieradzkiego i były ośrodkami życia politycznego i gospodarczego, a prawdopodobnie
i religijnego, jakie rozwijało się w centrach opoli . Obydwa grody należały do słabo
uposażonych.
Przez Opoczyńskie szły ważne drogi handlowe z Rusi przez Sandomierz, Skrzynno,
Inowłódz, Łęczycę do Włocławka. Odgałęzienie tej drogi prowadziło z Opatowca przez
Żarnów, Piotrków do Łęczycy, gdzie łączyło się z szlakiem poprzednio wymienionym.
W X I V w. prowadziła droga z Opoczna do Radomia i dalej na południe. Wszystkie te
drogi zbiegały się na północy we Włocławku a później w Toruniu, skąd jako via mercatorum biegły do Gdańska .
Wzdłuż dróg handlowych były komory celne w: Skrzynnie, Inowłodzu a w X I V w.
również w Opocznie. Obydwa grody, Skrzynno i Żarnów posiadały targi , a Żarnów —•
własność księcia, otrzymał wolność targową w 1220 r. i miał spiżarnię książęcą . W X I w.
nastąpiło szereg nadań dla biskupstw, klasztorów, kościołów i rycerzy. Skrzynno było
posiadłością biskupią
a częściowo książęcą, lecz gród książęcy szybko stracił swe
znaczenie.
W X I V w., gdy kasztelanie straciły znaczenie administracyjne został założony powiat
w Opocznie , w którym odbywały się ziemskie roczki sądowe . Przy tworzeniu się
organizacji sądowniczej wyzyskano dawne granice terytorialne, to też pow. opoczyński
odpowiada mniej więcej dawnej kasztelanii żarnowskiej. Na początku w. X V I odbywały
się tu sejmiki Ziemi sandomierskiej, granica pow. sandomierskiego biegła wtedy poza
Odrzywołem, Drzewicą, Gielniowem, Mroczkowem i Gowarczowem.
Z innych ośrodków należy wymienić Drzewicę i Odrzywół nad Drzewiczką. Do dóbr
zamku należały miasteczka Gielniów i Nieznamierowice. Odrzywół założony w 1418 r.
miał targi i jarmarki. Studzianna założona w X V I w. znana jest i do dziś dnia z kultu
M a t k i Boskiej Studziańskiej
i dorocznych targów. Ściągają tam ludzie w strojach
ludowych z całego powiatu.
Z kolonizacji osadników sieradzkich w X V w. pochodzą wioski: Brzustów, Ciebłowice,
Sługocice, Smardzewice i wcześniejsze, Twarda i Zarzęcin. Należy zaznaczyć, że koło
Skrzyńska istnieje także osadnictwo tatarskie .
Opoczyńskie leży w granicznej strefie kulturowej między Małopolską a Mazowszem,
to też posiada wiele cech wspólnych obu regionom; wpływ Mazowsza zaznacza się
szczególnie w opoczyńskim stroju.
Dla naszych rozważań nad zagadnieniem stroju ludowego nie obojętne jest zagadnienie
rozwarstwienia społecznego ludności wiejskiej, zamieszkującej omawiany teren. Ustawy
z X V w. dotyczące powinności włościan podcięły warunki ekonomiczne chłopów i podały
je w pańszczyznę . Stosunki te t r w a ł y do X V I I I w. i dopiero koniec X V I I I w. i wiek X I X
wniósł sprawę uwłaszczenia chłopów .
7

s

tf

10

u

12

1 3

,4

l5

1 6

17

18

i n

4

�W latach 1830—46 położenie chłopów w dobrach prywatnych pogorszyło się. Szlachta
wyzyskiwała dekret uwłaszczeniowy, aby przejść z gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej do gospodarki folwarczno-najemnej, chętnie też przyjmowała najmitów, rugując
chłopów pańszczyźnianych. W 1844 i 1845 r. masowym rugom uległo kilka wiosek pow.
rawskiego .
Drugim sposobem częściowego zniesienia pańszczyzny było oczynszowanie chłopów.
Ukaz z 1835 r. wprowadził oczynszowanie w dobrach skarbowych i donacyjnych. Reali­
zowany powoli nie rozwiązywał problemu, to też ruchy chłopskie — początkowo żywio­
łowe, później o charakterze świadomego ruchu ekonomicznego, zmusiły do wydania
dekretu uwłaszczeniowego- .
Charakterystyka
stroju.
Strój opoczyński charakteryzują pewne cechy wyróżniające go od strojów sąsiednich,
a ujawniające się w kroju, typie tkaniny i sposobie noszenia różnych części odzieży oraz
w ozdobach. Ogólną charakterystyczną cechą stroju opoczyńskiego jest umiar w kroju,
w kolorycie i ozdobach, szczególnie koło Opoczna i Studzianny. Równocześnie jednak
strój opoczyński odznacza się bogactwem splotów tkackich i iglicowania, ozdobne zaś
tkactwo było bogato rozwinięte w północnej części Opoczyńskiego.
Z opoczyńskich strojów męskich i kobiecych wyróżnia się szczególnie koszula o kroju
p r z y r a m k o w y m ; szczególnie charakterystyczny jest jej wielobarwny haft płaski,
niekiedy w połączeniu z czarnym ornamentem krzyżykowym. Natomiast haft biały, po­
dobny do haftów piotrkowskich przybiera tu swoiste formy, jak np. w Rzeczycy i Studziannie, w połączeniu z czarnym lub ze ściegiem wykonanym nicią żółtą lub niebieską.
Odrębność opoczyńskiego stroju męskiego w jego dawnym starszym typie stanowią
wielobarwne ubrania deseniowe, wykonane z tkanin przeważnie o splocie czteronicielnicowym lub tkanych pod deskę (Tabl. 1). Obecnie jednak panują powszechnie czarne sa­
modziałowe ubrania (Tabl. 2, ryc. 10). W wierzchnim ubraniu, t j . w parcianych sukma­
nach z X I X w. zachowanych z prawej strony
Pilicy, charakterystyczny jest odmienny koloryt
„pętli" i klapek oraz naszycia z czerwonych ta­
siemek na białych sukiennych sukmanach.
Sukmana z czarnymi potrzebami, która w X X w.
uważana jest za typowo opoczyńsko-rawską ma
swe prototypy na innych pobliskich terenach
(ryc. 1, 23). Oddziaływuje ona również w kierunku
zachodnim na strój piotrkowski.
Kapelusze, czapki i buty posiadają tu tylko
drugorzędne cechy odmienne, natomiast wielo­
barwne pasy siatkowe są charakterystyczne dla
Opoczyńskiego i posiadają dalekie analogie, gdyż
podobne pasy plecione znane są na Podlasiu a no­
szone były również dawniej przez szlachtę.
Opoczyńskie stroje kobiece wyodrębniły się od
strojów sąsiednich z końcem X I X w., kiedy to
wełniaki z dwu- i trójbarwnych przechodzą po­
w o l i do wielobarwnych, a w tle przestają stosować
kolor czerwony, chociaż pozostają ciepłe kolory,
w starszym stroju pomarańczowe, a w później­
szym żółte. Tło wełniaków nie rozbudowuje się
zbytnio i nie przekracza k i l k u cm. Na ogół są to
2rt

1

Ryc. 1. Chłop w sukmanie, z pasem siatkowym i w kaszkie­
cie. Wola Załężna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1946.

�wełniaki ciemne, choć od 1920 r. rozjaśniane różnymi odcieniami barwy różowej. Wełniaki współczesne mają również tendencję do jasnych barw, zwanych barwa „ciałowa"
lub „gąsiątkowa".
Opoczyńskie kiecki przyszyte są do stanika i noszone „dęto", dzięki zaszyciu w e w n ą t r z
zakładki. Charakterystyczne są zapaski „ w pas" o różnych deseniach i tle, oraz zapaski
,,na odziew" o tle dwojakim i symetrycznym raporcie. Noszą t u również kaftany, angierki,
zielone sukienki, stroje białe, prześcieradła i dywany z „obróbką".
Typowym zwyczajem opoczyńskim jest łączenie kiecki i dwóch zapasek o odmiennym
tie. Ozdobne naszycia z aksamitek na kieckach i zapaskach, a niekiedy paski „szkloków",
„plotki" i pasmanterie urozmaicają ten barwny strój. Typowe są również opoczyńskie
czepce wiązane z tyłu i noszone z dużą salinówką okręcaną wokół głowy, oraz czepce
obrzędowe i ślubne wianki czy* też stroiki druhen, przypominające nieco analogiczne
ozdoby piotrkowskie. Prócz wiązania chustek jest tu charakterystyczny ich koloryt, gdyż
Opoczynianki nie noszą chustek czerwonych. Wyjątkowo tylko w okolicach Inowłodza
noszono chustki czerwone w czasie państwowych dożynek.
Również charakterystyczne jest uczesanie włosów; dziewczęta plotą je w dwa warkocze
i wiążą kokardą.
Obecny strój opoczyński może być letni lub zimowy; inny jest strój odświętny, a inny
na codzień. I chociaż w niektórych wsiach ubiór miejski wypiera ubiory ludowe — moda
ta nie łamie jednak powszechnego zwyczaju i strój ludowy jest tu obowiązujący. Męż­
czyźni ubierają się wprawdzie w czarne ubrania z wełnianego samodziału, ale starsi noszą
kolorowe lejbiki, a haftowane koszule męskie są również jeszcze częste. (Tabl. I I ) .
Stroje kobiece są dotąd wielobarwne o przewadze tkanin pasiastych. Kobiety noszą tu
powszechnie koszule haftowane, kiecki na staniku, a na terenach peryferycznych —
gorsety, zapaski i kaftany.
Zaznaczyć należy, że nawet ubogie kobiety posiadają inne kiecki na codzień i inne na
święta. Zamożniejsze mają po kilka kiecek z wełniaków o różnym tle czyli „dnie", zapaski:
„w pas", na „odziew" i na „porywkę". W okolicach Opoczna dziewczęta mają perkalowe
białe sukienki ubierane latem. Kobiety noszą wełniane gładkie suknie uszyte na wzór
wełniaka. Niezależnie od wieku kobiety wiążą na głowie salinówki od święta, a do roboty
perkalowe białe lub deseniowe chustki. W zimie okrywają się wełnianymi chustkami,
mężatki zaś noszą dzieci w barwnych dywanach.
Mimo powszechnie noszonego stroju ludowego, niektóre jego części zanikają, np.
czepce; wyszły też z użycia duże salinówki, choć małych każda kobieta posiada kilka.
Podczas wojny naśladowano salinówki haftując białe jedwabne tkaniny kolorową bawełną.
Wyszły z mody także dawne wierzchnie okrycia tzw. sukienki i żwpaniki, a angierki lub
wangierki tylko sporadycznie były do niedawna wkładane.
Mężczyźni przestają nosić sukmany, czasem tylko starsi nakładają je na uroczystości
0 charakterze publicznym. Znikły też z mody „świńskie r y j k i " , rogatywki i czapki „sprę­
żynowe"; z mody wyszedł nawet słomiany kapelusz. Charakterystyczne przemiany w y ­
rażają się także w kolorycie tkanin, w sylwecie stroju i w sposobie jego noszenia. Opo­
czyńskie kobiety noszą np. krótkie dęte kiecki, na terenach przejściowych kobiety noszą
kiecki układane, prosto opuszczone. Na święta dziewczęta wkładają białe pończochy
1 pantofle, zimą —• wysokie buty.
Rozwój i zanik niektórych elementów opoczyńskiego stroju ludowego jest uwarun­
kowany zmianami w życiu ekonomiczno-społecznym wsi. Wojenna przerwa w dostawach
dawnych tradycyjnych surowców skłoniła lud do zarzucenia niektórych elementów
stroju. We wsiach w pobliżu ośrodków fabrycznych, jak Tomaszów, a nawet Drzewica,
strój ulega wpływom mody miejskiej. Mimo tego jednak opoczyński strój ludowy utrzy­
muje się dotychczas, czemu sprzyja hodowla owiec i uprawa lnu, a także możliwość zuży­
cia wolnego czasu na przędzenie i tkanie materiałów. Strój ludowy ma też swoje zalety;
6

�wełniaki są trwałe, a np. stare kobiety posiadają
kiecki i zapaski z wyprawy ślubnej. Podniszczone
— przeznacza się do pracy. Wełniaków też nie
piorą, gdyż twierdzą, że brud ściera się z górną
warstwą wełny. Tkanina wełniana na kiecki nie
jest sztywna, lecz ciepła i lekka. Latem zastępują
ją lżejszym samodziałem, wełną fabryczną lub
perkalem. Kiecka nie krępuje ruchów przy pracy.
Praktyczne są również czarne portki płócienne
wątczone wełną.
Opoczyniacy posiadają zamiłowanie do tkactwa
i swoich strojów; kobiety dobierają starannie ko­
lory wełniaków. Często pożyczają je dla powtó­
rzenia „mody", choć przy pracy zmieniają barwy
według swego upodobania. W ten sposób Opoczynianki są współtwórczyniami estetycznych warto­
ści stroju opoczyńskiego.

Ryc. 2. Kobieta we współczesnym stroju wyjściowym. An­
toninów, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska. 1948.

Rozdział

I

OBECNY STAN STROJU OPOCZYŃSKIEGO
Dawny opoczyński strój męski składał się z filcowego kapelusza zwanego świń­
skim ryjskiem,
później czapki — z koszuli na „zaściegackę" z w y k ł a d a n y m koł­
nierzem, lejbika kolorowego, wełnianych portek z fartuszkiem, a od 1890 r. spancera sięgającego do pasa. Portki i spancer szyto z czarnej tkaniny samodziało­
wej. Kawalerowie nosili od święta portki kolorowe, tkane w tzw. „ząbki" i kolorowe
spancery z samodziału w deseń na czarnym, buraczkowym lub pomarańczowym tle.
Buty karbowane lub zwykłe uzupełniały strój (Tabl. 1). Wierzchnim okryciem była
biała sukmana, prosta lub z fałdami, przepasana pasem siatkowym lub tkanym na war­
sztacie. Na północy noszono niebieskie lub granatowe spancerki. Używano również białych,
fałdowanych sukman lub noszono sukmany sieraczkowe.
Obecnie strój męski składa się z płóciennej koszuli z haftowanym „przedsobkiem",
mankietami i stojącym kołnierzem, z czarnego marynarkowego ubrania z samodziału
i długich butów. W zimie noszą burki z kupnych materiałów a podczas mrozów kożuchy.
Kobiety nosiły pasiaste kiecki na czerwonym, t j . pomarańczowym dnie i w t y m kolorze
zapaski. Charakterystyczną cechą dawnych tkanin była duża ilość wełnianej przeróbki.
Do stroju kobiecego należał: gorset, spancer, płócienna koszula z wywijanym kołnierzy­
kiem, haftowana na przyramkach i mankietach biało-czarnym lub czerwono-czarnym
haftem. Na szyi sznury bursztynu bądź korali z krzyżykiem lub medalikiem zdobiły
całość. Do ślubu lub na lato noszono paradne kiecki z deseniowej tkaniny, tkanej na
4-ch nicielnicach i zapaskę wełnianą lub biały fartuch z kupnego materiału. Gorset i kaftan
z tejże tkaniny uzupełniały strój. Głowę zdobił ślubny wianek a później czepiec na
,, błogosławieństwo''.
7

�W zimie wierzchnim okryciem była su­
kienka z zielonego sukna podbita futrem,
czarny fałdowany żupanik lub angierka czyli
wangierka szyta z samodziału w paski, wa­
towana, przepasana zapaską. Głowę okry­
wała chustka a ramiona — zapaska. Bogat­
sze gospodynie nosiły kożuchy.
Opoczyński strój kobiecy składa się obec­
nie z kiecki na staniku o tle „łowickim"
(chrom, czarny, buraczkowy, zielony, nie­
bieski). Tło jest niezbyt szerokie, w wielo­
barwne pasy o układzie symetrycznym. Ilość
barw dochodzi często do dwudziestukilku.
K r ó t k a zapaska „w pas" i zapaska „do odziewu", koszula z kołnierzykiem wykładanym,
zdobiona płaskim haftem, chusteczka na gło­
wie, mała ciemna salinowka — dopełniają
całości stroju.
W odróżnieniu od strojów sąsiednich opo­
czyńskie stroje kobiece charakteryzuje zu­
pełny brak koloru czerwonego. Zapaski są
tu w innym kolorze niż kiecki lub zapaski
na odziew (Tabl. 2). Jeżeli kiecka ma dno
„łowickie" noszą zapaskę o dnie czarnym.
Zapaski na odziew mają tylko tło łowickie
lub czarne, a koło Opoczna również i modre.
Obecnie kobiety opoczyńskie wkładają na
nogi białe pończochy, pantofle lub wysokie

Ryc. 3. Dziewczyna w stroju odświętnym.
Studzianna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska,
1947.

buty. Na lato a także do ślubu wkładają białe perkalowe kiecki mocno krochmalone.
W zimie noszą burki, ciepłą chustkę i zapaski na ramionach.
Dzieci w Opoczyńskiem ubierają również w strój ludowy; 3-letnie dzieci dostają małe
pasiaste fartuszki Iniano-wełniane do perkalowych sukienek, a potem wełniaczki w drobne
prążki. Chłopcy do 4-ch lat chodzą w samodziałowych sukienkach a potem w czarnych
ubrankach.
Strój opoczyński nawiązuje wyraźnie do strojów mazowieckich (np. krojem sukmany),
a w niektórych szczegółach do wielkopolskich (fałdzista sukmana). Posiada on również
kilka odmian czyli podtypów lokalnych, a mianowicie na terenach przejściowych w okoli­
cach Lubochni, Smardzewic i na wschodzie w okolicach Odrzywołu (mapa). Te trzy
ostatnie odmiany nawiązują do strojów sąsiednich.
C h a r a k t e r y s t y k a u b i o r ó w s ą s i e d n i c h . Na północ od Opoczyńskiego
występuje strój rawski a dalej łowicki. Starszy strój rawski jest charakterystyczny prze­
wagą tła czerwonego z pasami zielonymi. Od Białynina strój rawski przypomina stroje
łowickie. Żywotność ubiorów ludowych w pow. rawskim jest mała, młodzież ubiór ten
zarzuca, utrzymuje się jednak w wielu wsiach strój kobiecy, odświętny (kiecka, gorset
zapaski). Wśród starszych mężczyzn spotkać można białą sukmanę z czarnym szamero­
waniem. Strój łowicki omówiony został w osobnej monografii; charakteryzują go koszule
o szerokich rękawach, spodnie starszego typu jednobarwne, późniejsze o czerwonym a po­
tem żółtym tzw. „dubeltowym" szerokim tle, lejbik czarny zakładany przeważnie na spen­
cer, spencer z czarnego sukna zdobiony tasiemkami, starszego zaś typu — kolorowy
w drobną k r a t k ę ; sukmany starsze siwe, obszyte czarnymi tasiemkami i współczesne białe
brzezinioki kaftany z czarnego sukna obszyte czerwonym sznurkiem i czarne kapoty z po­
trzebami. W łowickim stroju kobiecym zasługuje na u w a g ę typ samodziału — gruby
8

�i sztywny, kiecka ułożona w sztywne fałdy. Tło wełniaków i zapasek szerokie. Gorsety
z czterema klapkami z samodziału w paski poziome. Starszego typu kaftany z samodziału
w pasy poziome a współczesne — z aksamitu. Kiecki, zapaski i spencerki są bogato zdo­
bione naszyciami i haftem.
Na zachód od Opoczyńskiego występuje strój piotrkowski, omówiony również w osob­
nej monografii, bardziej zbliżony do stroju opoczyńskiego niż inne stroje. Różnice zacho­
dzą w typie tkaniny i w odmiennym kroju niektórych części odzieży. Męski strój piotr­
kowski składa się: ze spodni w drobne prążki, lejbika wełnianego w prążki poziome,
spencerka z siwego prążkowanego samodziału. W tkaninach jednobarwnych należy pod­
kreślić przewagę barwy granatowej nad czarną. W stroju kobiecym jest charakterystyczna
koszula typu p o n c h o lub koszula z karczkiem, spódnica i fartuch drukowany, jedno­
barwne spódnice wełniane z samodziału, a w X X w. wełniak „krakowski" o czerwonym
dnie i tzw. „łowicki" o wielu dnach; wełniaki fałdowane, kaftany wyłącznie jednobarwne,
krótkie „przyjaciółki", fartuszki płócienne lub z kupnych materiałów, zdobione i hafto­
wane, zapaski w „pas" o układzie asymetrycznym z „przeplotką". Zapaski do odziewu
w poprzeczne prążki w X I X w. (czerwone, żółte, zielone, brązowe o czerwonym tle),
a w X X w. zapaski z prążkami przenikającymi. Wianek ślubny odmiennie upięty od
opoczyńskiego, czółko druhny z aksamitu zdobionego czerwonym „cyrglem" wstążkami,
kwiatami, szychem i pawimi piórami.
Na południe od zasięgu stroju opoczyńskiego, t j . w Górach Świętokrzyskich występuje
strój kielecki, charakterystyczny przez brązowe sukmany ze stojącym kołnierzem, grana­
towymi klapkami i czerwonym haftem. W stroju kobiecym charakterystyczna jest koszula
typu p o n c h o z naszytym na ramionach prostokątnym kawałkiem płótna, z kwadra­
cikiem przy szyi. Gorset z układaną falbanką u dołu, czerwona kiecka marynusowa,
rzadziej pasiak, zapaski w czerwono-czarne prążki, zapaski w pas o tle fioletowym (Bie­
liny), w okolicach Bodzentyna — czarne, czasem na prostopadłej krawędzi z paskiem
czerwonym i chustka wiązana na głowie
z opuszczonymi luźno końcami z tyłu („na
zająca").
Na wschód od Opoczyńskiego ciągnie się
teren strojów z Powiśla. Strój okolic Stężycy,
Puszczy Kozienickiej i Czerska opracował
jeszcze w X I X w. O. K o l b e r g . Charak­
terystycznymi cechami stroju męskiego od­
znacza się siwa sukmana z tyłu nie rozcinana
lub sukmana bura z klapami z sukna czer­
wonego lub błękitnego, obszyta dookoła
taśmą jasną albo niebieską, a niekiedy czarną
(Stężyca). Do stroju męskiego należała: ka­
mizelka sukienna, granatowa z czerwoną
wypustką, spodnie, wąski pas skórzany z ko­
zikiem w drewnianej pochewce, buty w y w i ­
jane po kostki, ściągnięte rzemykiem, niski
kapelusz filcowy, obciągnięty u dołu czar­
nymi i czerwonymi sznurkami, złotym szy­
chem, z pawim piórem na przodzie (Czersk).
Rękawy koszuli zawiązane nićmi lub sznur­
kiem, a kołnierz zapięty spinką.
Strój kobiecy na t y m terenie składał się:
Ryc. 4 Kobieta w stroju zimowym współczesnym
Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Fot. J. Kra­
jewska, 1952.
9

�ze zgrzebnej spódnicy zwanej ciasnocha, noszonej pod spódnicą wierzchnią, gorsetu
mocno wyciętego, białej płachetki na ramionach, fartucha zwanego „burek ' z wełny
w biało-czarne paski, lub fartucha płóciennego. Spódnica mogła być również z „szorcu"
tak, jak i zapaska na ramionach. Duży czepiec z tiulu, wysokie czółko opięte różno-kołorowymi wstążkami i pawimi piórkami, perkalowe odziewadło, muślinowy rańtuch,
chustki wełniane bądź bawełniane, szale w dużą kratę uzupełniały strój kobiecy.
Na terenach pogranicznych, t j . na połudn. zachód i wschód, między granicą stroju
opoczyńskiego, piotrkowskiego, kieleckiego i powiślańskiego najstarsze wełniaki są dwubarwne (Krajów. Skrzyńsko, Nieznamierowice) lub trzybarwne (Małe Końskie, par. Bło­
nie), o kolorach: granatowym, zgniło-zielonym, buraczkowym lub w drobne paski bez
jednolitego dna. W X X w. noszono tu ciemne wełniaki, bądź na tle czerwonym (Tabl. I I I ) .
Koszule najczęściej niezdobione, kiecki do pasa układane z naszytymi tasiemkami (Mnisz­
ków), zapaska gładka, wreszcie czepiec związany pod szyją (Prymasowa Wola), chu­
steczki, szalinówki w kolorze czerwonym — to cechy tego terenu. Białe sukmany
noszono na połudn. zachodzie bez pasów. Na ogół jednak strój ludowy na opisanych
terenach pogranicznych zanika, a w jego miejsce wchodzi w modę ubiór miejski.
1

Rozdział

II

ZARYS HISTORYCZNY ROZWOJU STROJU OPOCZYŃSKIEGO
W ciągu X I X i pierwszej poł. X X w. strój opoczyński ulegał zmianom; zwłaszcza
poszczególne jego części i elementy takie jak krój, rodzaj tkaniny, barwa, ozdoby uległy
dużym przemianom. Niektóre części stroju w ciągu tego okresu zanikły a na ich miejsce
wchodzą inne, najczęściej fabrycznego pochodzenia.
Największy rozkwit stroju opoczyńskiego nastąpił w okresie pouwłaszczeniowym
i t r w a ł do I wojny światowej. W oparciu o badania terenowe możemy odtworzyć przy­
bliżony rozwój stroju opoczyńskiego od drugiej poł. X I X w. Natomiast wzmianki w lite­
raturze etnograficznej, chociaż sporadyczne, sięgają do 1828 r., i jakkolwiek są ułamkowe,
dają kilka cennych przyczynków.
Jak przypuszczać możemy koszule w poł. X I X w. były odmiennego kroju, mało zdo­
bione. Być może, iż ten właśnie brak ozdób był jedną z przyczyn tłumaczącą dlaczego
autorzy notatek dotyczących stroju opoczyńskiego, które Kolberg w swoim dziele przy­
tacza, nie zwrócili na nie u w a g i .
Ze współczesnych relacji wynika, że od końca X I X w. koszule opoczyńskie miały krój
p r z y r a m k o w y , innego nie pamiętają. Koszule męskie noszono z płótna lnianego lub
konopnego . Płótno lniane było zgrzebne, stabo bielone. Koszule odświętne szyto
z cienkiego lnianego płótna, a w okresie międzywojennym z płótna lniano-bawełnianego *. Koszule kobiece natomiast miały górną część z płótna cienkiego a dolną czyli
nadołek z płótna zgrzebnego. Współcześnie koszula kobieca posiada górną część z płótna
fabrycznego, często też jest bez nadołka i tworzy rodzaj bluzki. Krój koszul znanych z tra­
dycji jest także przyramkowy. Natomiast od końca X I X w. zmienia się osywka i osywecki
a w męskiej koszuli również i gors. Najstarsze koszule miały być gładkie, zdobione pro­
stym ściegiem; od końca X I X w. wprowadzono wysycia, haft, który aż do czasów współ­
czesnych przechodził kilka przeobrażeń w ściegu, ornamentyce i kolorycie.
W X I X w. mężczyźni nosili koszule na „ w y p u s t " t j . wyłożone na spodnie, długie do
kolan, podpasane wełnianym pasem. Ten sposób noszenia koszuli zanikł ok. 1880—1890 r . .
Szczątkowym zwyczajem było niewątpliwie wyrzucanie koszuli na wierzch podczas żniw.
Z męskich strojów noszonych między 1870 r. aż do czasów współczesnych wymienić
należy portki, lejbik, sukmaną i kożuch a z kobiecych —• kiecki, różne zapaski, gor­
sety, spancerki, sukmany i inne okrycia. W X I X w. aż do I wojny noszono spodnie typu
fartuszkowego, potem weszły w modę spodnie współczesne. Białe, samodziałowe, płó22

23

2

23

10

�Ryc. 5. Typ chłopa z pow. Opoczno. Reprodukcja z Atlasu geograficznego ilustr. Królestwa Polsk.
J. M. Bazewicz, 1907.

cienne lub wełniane spodnie farbowano z końcem X I X w. na czarno i takie u t r z y m a ł y się
do czasów współczesnych. Spodnie deseniowe, wielobarwne, samodziałowe, noszone
w czasach pouwłaszczeniowych zanikły po I wojnie.
Lejbiki znane z tradycji w X I X w. z wysokim prostym kołnierzem i klapkami, zapi­
nane do góry, wraz z upowszechnieniem haftu, zyskują z przodu większe wycięcie dla
pokazania haftowanego gorsu koszuli. Lejbik był zawsze krótki; przody miał z samodzia­
łowej, wełnianej tkaniny a plecy z podszewki. Przody zmieniały się od jednobarwnych do
wielobarwnych, deseniowych i czarnych. Po I wojnie kolor czarny panował powszechnie.
Lejbiki starszego typu leżały na figurze luźno, późniejsze ściągano z tyłu paskiem.
„Spancerki" weszły w modę ok. 1890 r., były krótkie do pasa. Z początkiem X X w.
weszła w modę dłuższa od spancerka marynarka i krótki spancerek, k t ó r y po I wojnie
powoli zanikał. Krótkie spancerki były czarne, bądź wielobarwne-deseniowe. W podob­
nym kolorze noszono też marynarki; dopiero po I wojnie zapanował powszechnie kolor
czarny.
W okolicach Smardzewic, Lubochni i na północnej granicy Opoczyńskiego, a nawet
w pierwszej fazie w okolicach Rzeczycy noszono spancerki granatowe i niebieskie, to też
chłopców z gminy Sierzchowy nazywano „modrakami". W niektórych wsiach twierdzą, iż
najstarsze spancery miały być białe, wełniane. Możliwe, że była to raczej krótka sukmanka, gdyż tę część odzieży noszono bezpośrednio na koszuli i lejbiku.

�Wiadomości dotyczące sukmany pochodzą z okresu pouwłaszczeniowego. W drugiej
poł. X I X w. wierzchnie okrycia są już dosyć zróżnicowane, gdyż istniało kilka typów
sukman, różnych pod względem kroju, tkaniny i ozdób. W Międzyborzu np. w pow.
opoczyńskim jeszcze po uwłaszczeniu noszono parcionki t j . płócienne sukmany, far­
bowane na kolor granatowy lub czerwony, a w całej wsi miały być tylko 3 białe suk­
many wełniane. Białe sukmany uważano tam za w y m y s ł łowicki . Biała sukmana wypie­
rała parcionki, a niektórzy chłopi około Opoczna twierdzą, iż pochodzi ona z czasów króla
Kazimierza (Wielkiego).
Nie rozstrzygając kwestii genezy wełnianej sukmany należy zwrócić uwagę, że ok.
1870—1880 r. noszono po prawej stronie Pilicy białe sukmany dwojakiego kroju: proste,
bez cięcia w pasie, krótkie, a także sukmany fałdziste ciężkie i długie. Najstarsze suk­
many posiadały proste, stojące kołnierze, barwne klapki, tasiemki i wyszycia. Sukmany
od Opoczna po Pilicę były zdobione czerwonymi taśmami, choć niektóre wsie miały modę
na ozdoby innej barwy. Za Pilicą noszona była sukmana fałdzista z czarnymi potrze­
bami i pętlami, która pod koniec X I X w. i w X X w. przyjęła się powszechnie na oma­
wianym obszarze wypierając inne. Białe fałdziste sukmany były szyte z samodziału
a późniejsze z kupnego sukna. Prawdopodobnie i granatowe sukmany były czasem szyte
z sukna. Ok. 1900 r. w okolicy Smardzewic i Lubochni weszły w modę tzw. sukmany
„sieraczkowe". Różnią się one od białych lekkością, gdyż sukmany samodziałowe białe były
ciężkie „jak trzy ćwierci żyta", mocno folowane. Sukmany sieraczkowe były słabiej
folowane.
2fi

Sukmany zależnie od kroju miały różne przeznaczenie. Biała krótka sukmana noszona
była raczej na ubranie l ż e j s z e ; fałdzista sukmanę ubierano do 1890 r. na lejbik
a w zimie na kożuch lub spancer. Sposób noszenia sukmany bezpośrednio na koszuli"
przypomina sposób noszenia szlacheckiego żupana. W kroju sukmany można znaleźć
p e w n ą analogię do kontusza, czamary i k a p o t y (ryc. 24). Ok. 1870 r. granatowe suk­
many miały charakter obrzędowy, W X X w. biała sukmana weszła do stroju obrzędowego,
gdyż t a k ą wkładał pan młody; jednakże koło Lubochni pan młody wkładał do ślubu
kapotę sieraczkową.
Kobiety nosiły wierzchnie okrycia różnego rodzaju; białą krótką s u k m a n k ę podobną
do męskiej noszono na chłody, jak również białe katonki zdobione wełną, które były
używane na codzień. Prócz nich noszono katonki z cienkiego sukienka, które wymyśliła
niejaka Bajorowska z Kruszewca. Były one ubierane na białe suknie i miały charakter
stroju, który pożyczano sobie niekiedy.
Oprócz sukmanek, w których dopatrywać się można form tradycyjnych, przyjęły się
okrycia miejskie, do nich należą sukienki i żupaniki. Zależnie od zamożności były one
podbite futrem lub watowane, szyte z fabrycznego sukna lub partu i zależnie od koloru,
ozdabiane. „Sukienki" noszono w opoczyńskich miasteczkach od X V I I I w .
a prze­
trwały do końca X I X w. i dłużej, po prawej stronie Pilicy.
Cechy miejskiego okrycia miała również angierka czy loangierka szyta z barwnego,
płócienno-bawełnianego samodziału, która zaczęła być modna z końcem X I X w. i zanikła
po I I wojnie.
Kożuchy były w Opoczyńskiem prawdopodobnie oddawna noszone, lecz upowszechnić
się miały ok. 1870 r. kiedy weszły w modę białe, fałdziste kożuchy noszone przez męż­
czyzn a rzadziej przez kobiety. Przed I wojną w miejsce białych kożuchów noszono żółte
kożuchy, proste w kroju.
Pas noszony do męskiego ubrania ulegał również zmianom od poł. X I X w. do czasów
współczesnych; w Sługocicach najstarsze pasy miały być skórzane, szerokie jak pasy
krakowskie. W Skórkowicach noszono pasy skórkowe na sukmanie , powszechnie jednak
twierdzą, iż noszono pasy tylko wełniane lub parciane. Ok. 1870 r. noszono białe pasy,
które uważano za najpospolitsze, gdyż używane były na codzień a pasy czerwone na
ś w i ę t a . Te czerwone pasy uważano za wymysł łowicki. W końcu X I X w. no­
szono je do codziennego ubrania, podobnie jak i czerwone podwiązki do butów.
27

28

29

3 0

31

S2

12

�Po wyjściu z mody czerwonych pasów noszą na codzień pasy ciemne, tkane w prążki,
a na święta wkładają wielobarwne pasy siatkowe, plecione. W X I X w. pas był
noszony na lejbiku a potem pod spancerem, tak że nie był widoczny. W przeciwień­
stwie do dawnych sztywnych pasów, pas siatkowy był miękki, wiązany na sukmanie;
rzadko podpasywano nim spodnie. Pas przeszedł do stroju odświętnego i zanika jako
część ubioru codziennego, wreszcie wychodzi z mody razem z sukmaną. Wspomnieć t u
należy, że analogiczne pasy siatkowe nosiła dawniej szlachta na kontuszach w X V I I w. .
Tkane cienkie białe pasy były importowane przez Ormian. Wiązanie pasa w węzeł
w Woli Gałeckiej przypomina wiązanie pasów s ł u c k i c h . W końcu X I X w. i początku
X X w. nakryciem głowy był filcowy kapelusz, później czapka. O nowatorach wprowa­
dzających „kaszkiety" (ryc. 28) mówiono w Rzeczycy z przekąsem prydle. Potem weszły
w modę czapki „sprężynowe", wprowadzone pod w p ł y w e m czapek wojskowych; póź­
niejszy kaszkiet, — to maciejówka
noszona przed I wojną. W zimie w poł. X I X w. bo­
gatsi chłopi opoczyńscy nosili odwijane kołpaki a biedniejsi — rogatywki. Wyszły one
z mody w końcu X I X w., zastąpione stożkowatymi czapkami z imitacji baraniej skóry.
Letni kapelusz słomkowy choć nie ulegał zmianom, powoli zanikał a obecnie noszą go
tylko staruszkowie.
Zmianom uległy również nakrycia głowy w stroju obrzędowym; noszony przez drużbę
kołpak lub kapelusz, ustąpił miejsca czapce. Na ogół starsze okrycia głowy były strojniejsze i lepiej harmonizowały ze strojem niż współczesne.
Obuwie męskie zmieniało się także, od form prostych, t j . b u t ó w na jedną nogę z lichej
skóry, do butów z podkówkami i hunefotami, w końcu X I X w., i z karbowanymi chole­
wami na początku X X w. Strojne buty nosili przeważnie kawalerowie. Obecnie Opoczyniacy noszą gładkie wysokie do kolan buty czarne. Zmiana b u t ó w i obuwia dyktowana
była modą miejską, np. buty karbowane nosili chłopi wracający z wojska. Istniały rów­
nież
ośrodki
rzemieślnicze, jak
Klwów, w którym wyrabiano maso­
wo buty na sprzedaż.
33

3i

Kobiety nosiły w X I X w. obuwie
podobne do męskich, nieco niższe
bez ozdób i karbów. Latem nosiły
płytkie pantofle, szyte z tkaniny lub
skóry. W X X w. przyszła moda na
trzewiki z wysokimi cholewkami,
sznurowanymi czarną lub pąsową
tasiemką z bukwami na pięcie. Do
ślubu wkładały czarne pantofle na
jeden guzik. Po pierwszej wojnie
moda trzewików powoli
wygasa
a obecnie Opoczynianki noszą w y ­
sokie buty, latem zaś miejskie pan­
tofle.
Z końcem X I X w. weszły w Opoczyńskiem w użycie trepy, najpierw
dłubane z drzewa a potem obite rze­
mieniem. Było to obuwie robocze
noszone przez mężczyzn i kobiety,
a czasem jedyne obuwie dzieci. Z w y ­
czaj chodzenia latem boso utrzymał
się tu dotychczas.
Ryc. 6. Stroje ślubne. Ogonowice, pow.
Opoczno. Fot. Zakład Fotograficzny w Opo­
cznie, 1920. Z Archiwum Muzeum Etnogr.
w Łodzi.
13

�Jeszcze w X I X w. mężczyźni i kobiety nosili w butach i trepach wiechcie słomy, bądź
onuce . Obecnie wkładają również onuce lub skarpety a kobiety — pończochy. Współ­
cześnie modne są białe pończochy dziane na drutach.
Z opoczyńskich strojów kobiecych ciekawe są kiecka i zapaski ze względu na ich
koloryt oraz rodzaj tkaniny. W X I X w. Opoczynianki nosiły kiecki długie do kostek,
prosto opadające; w X X w. zaczęto kiecki przyszywać do stanika, najpierw w północ­
nej części Opoczyńskiego a następnie w południowej, przypuszczać więc można, że moda
szła od wsi nadpilicznych, co byłoby zgodne z ogólnym przekonaniem, że moda idzie od
Studzianny. Ok. 1930 r. zaczęto kiecki skracać, otrzymują one k r y t ą zakładkę i naszycia
z aksamitek. Noszone były „dęto". Analogicznie do kiecek skracają i zapaski, szczególnie
krótka i wąska jest współczesna ,.zapaska w pas". Proces ten nie biegnie wszędzie jedna­
kowo, grupy peryferyczne np. albo zachowują zapaskę w pas długą (Smardzewice) albo
posiadają obydwie formy. (Lubochnia). Utrzymują się też długie zapaski (w Smardzewi­
cach i Odrzywole).
Dawniej Opoczynianki nosiły kiecki i zapaski o jednakowej barwie tła; współcześnie
noszą kiecki i „zapaski w pas" oraz „zapaski na odziew" o odmiennym tle. W pierwszej
poł. X I X w. kiecki były płócienne, a odświętne —• jednobarwne. Najstarsze kiecki znane
z tradycji były „drobne", t j . w wąskie paski w których kolor czerwony występował
równorzędnie z.modrym t j . ciemnogranatowym, słabiej natomiast podkreślona była barwa
biała. W paskach występuje kolor modry z białym lub czerwony z czarnym. Z końcem
X I X w. jeden z tych kolorów staje się panujący i tworzy tło, najczęściej czerwone.
Z prążków powstają barwne pasy z przewagą kolorów ciemnych, wyjątkowo z żółtym
obok niebieskiego i zielonego. Ilość barw ogranicza się do 4-ch lub 5-iu a tło i raporty są
wąskie. Na przełomie X I X i X X w. zaczynają nosić kiecki „cerwone" lub „ciemnopąsowe" (pomarańczowe). W raporcie używano dawnych barw, tylko tło i raport roz­
szerza się, po czym tło zmienia się na tzw. „łowickie" lub „pąsowe" (chrom). Po I woj­
nie ilość kolorów wzrasta od k i l k u do dwudziestukilku, istnieje również tendencja do używa­
nia jednego koloru w k i l k u odcieniach. Ok. 1920 r. charakterystyczny koloryt tkanin
opoczyńskich został wzbogacony o kolor różowy, który przedtem występował tylko jako
pojedyncza prążka. Dawne raporty posiadają układ symetryczny prążek, późniejsze —
asymetryczny; w zapaskach jednak symetryczny układ zachował się do czasów dzisiejszych.
3 5

Ciekawe jest również zagadnienie łączenia poszczególnych części odzieży z uwagi
na ich koloryt; przy ciemno-pąsowych i „łowickich" kieckach noszą kiecki o tle buracz­
kowym lub czarnym. Prócz nich Opoczynianki noszą kiecki o tle niebieskim i zielonym,
od 10-iu zaś lat rozpowszechniły się kiecki o jasnym tle „gąsiątkowym" t j . seledyno­
w y m lub „ciałowym" t j . jasno-różowym. Rzadko noszą kiecki dwubarwne (okolice Rze­
czycy); kiecki drobne noszą przeważnie kobiety starsze lub dziewczynki. Jednobarwne
kiecki samodziałowe w pas modne w X I X w. u t r z y m u j ą się w okolicach Lubochni, po
I wojnie powszechnie szyją kiecki na stanikach naśladujące wełniaki z wełny fabrycznej
lub z deseniowych perkali. W końcu X I X w. obok wielobarwnych strojów noszono w Opoczyńskiem stroje lniano-bawełniane białe, deseniowe lub białe z wzorami czerwono-czar­
nymi. Zanikły one ok. 1925 r. Z czasem samodział został zastąpiony białym perkalem.
Obecnie białe kiecki szyją tylko z perkalu. Moda współczesna rozbudowała ilość barw tła
w zapaskach „ w pas" podczas gdy w zapaskach „na odziew" ilość barw ogranicza się do
dwóch: czarnego i „łowickiego". W okolicach Opoczna noszą również zapaski modre.
Gorset używany w X I X w. był szyty z jednego płatu tkaniny z małą ilością tacek.
W X X w. szyto przeważnie gorsety o większej ilości klinów i tacek. Współcześnie szyje
się gorsety z aksamitu i ozdabia bogato koralikami. Traci on zresztą swoją dawną funkcję
i nie jest noszony na codzień. lecz do stroju odświętnego, przeważa zaś na terenach peryferycznych.
Spancerek kobiecy znany z końca X I X i pocz. X X w. sięga niżej pasa i jest dłuższy
z tyłu; współczesny — jest krótki, nie sięga pasa lecz jest bardziej obcisły. Na spencerki
używano tkanin deseniowych, w starszych zaś przeważa kolor pomarańczowy, w młod­
szych — pąsowy. Obecnie Opoczynianki noszą również kaftany z materiału fabrycznego
14

�o kroju podobnym do spancerków. W ostatnich czasach spancerki i kaftany wypierają
swetry wykonywane na drutach. Dawniej pończochy oddawano do roboty w miasteczku,
obecnie wykonują je na drutach dziewczęta.
W stroju opoczyńskim zmieniają się również chustki na głowę. Ok. 1870 r. znano chustki
szalinowe (salinówki), dużych rozmiarów noszone na ramionach i głowie. W X X w. nosiła
je tylko panna młoda, powszechnie zaś przyjmuje się
moda noszenia na głowie małej chustki szalinówki.
Chustki tego typu są odświętne, obok nich używane są
zwykłe robocze chustki z perkalu.
Z czasem ulega zmianie i prześcieradło używane do
noszenia dzieci; od zgrzebnych płacht na codzień
a z cienkiego płótna na święto — do białych, desenio­
wych lniano-bawełnianych w X X w. i deseniowych
wielobarwnych, współczesnych (ryc. 7).
Po wyjściu z mody sukmanek i płaszczy w X X w.
kobiety używały w zimie samodziałowych, deseniowych,
barwnych dywanów lub fabrycznych, wełnianych chu­
stek. Do dawnych płaszczy zimowych wkładano na
głowę „dzikówki" a w X X w . pluszowe chustki fabry­
czne; obecnie noszą chustki dziane na drutach.
Jak wynika z materiałów i relacji informatorów
zmieniał się w Opoczyńskiem i rodzaj surowca używa­
nego do wyrobu strojów ludowych; zmieniał się krój
i koloryt. W czasach pouwłaszczeniowych nastąpił zwrot
od tkanin lnianych, do wełnianych lniano-wełnianych
i lniano-bawełnianych, chociaż płótno lniane różnej
grubości jest nadal używane na koszule, portki lub za­
paski. Natomiast świąteczny strój opoczyński musi być
wełniany a tylko ubiory „na p o r y w k ę " są lniane. Chłopi
tłumaczą ten stan rzeczy lepszymi urodzajami lnu
w X I X w.
Ryc. 7. Matka z dzieckiem zawinię­
Zmieniała się również i technika tkania; dzięki
tym w „dywan". Studzianna, pow.
pewnym
splotom tkackim i pomysłowemu układowi
Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1948.
nici w postawie i wątku uzyskiwano efektowne tkaniny
Iniano-wełniane w których przeświecały lniane nici
postawu. O kieckach szytych niegdyś z takich tkanin mówi się dziś, że to był „wielki
strój", choć obecnie jest to tylko „parciok".
Do strojów męskich i kobiecych stosowano ozdobne sploty tkackie, do strojów kobie­
cych — iglicowanie. W starszych strojach wełnianych ścieg iglicowany był wykonany
wełną, w strojach białych — bawełną; współcześnie używają jedwabiu. Obecnie w tkac­
twie opoczyńskim przeważa ścieg krzyżowy, chociaż tkanina może być różnej grubości.
Należy stwierdzić, że od czasów I wojny do współczesnych stroje kobiece posiadają wię­
cej ozdobnych naszyć, aksamitek, paciorków, tasiemek, szerokich koronek u koszul, zapa­
sek i dywanów. Natomiast wyszły z użycia odświętne czepce i późniejsze półczepki;
wianki ślubne były dawniej strojniejsze, i choć ok. 1900 r. weszły w modę welony,
wianki u t r z y m a ł y się do I I wojny. Utrzymał się natomiast czepiec oczepinowy na „bło­
gosławieństwo". Czepce takie są pożyczane od starszych kobiet. Specjalna czepczarka
pierze je i układa, lecz nowych nie szyje.

15

�R o z d z i a ł III
ZASIĘG STROJU OPOCZYŃSKIEGO
Przedstawiony na mapie zasiąg stroju opoczyńskiego został wytyczony w oparciu
0 badania terenowe przeprowadzone w latach 1949—1955 r. Dla stwierdzenia różnic mię­
dzy strojem opoczyńskim a strojami sąsiednimi przeprowadzono również wywiady we
wsiach: Bukowiec, Małe Końskie, Błogie, Sławno, Mniszków, Psary, Prymasowa Wola,
Żelazowice, Topolica, Żarnów, Miedzna, Wąglany, Korytków, Adamów, Snarki, Janików,
Kadz, Klwów, Żdżary, Rudki oraz Białobrzegi i Nagórzyce za Pilicą.
Należy podkreślić, że odrębność Opoczyńskiego wyraża się silnie w stroju, który w y ­
różnia je tak, że kiedy Opoczyniacy idą np. do Częstochowy, sąsiedzi mówią o nich: „Idą
opoczyńscy ludzie" albo „Idą wszystkie kolory" .
Zasięg stroju opoczyńskiego nie zamyka się w granicach powiatu opoczyńskiego
(mapa), lecz sięga południowej części powiatu rawsko-mazowieckiego, przekracza Pilicę na
północ i biegnie wsiami: Łęgonice, Żdżary, Rudki, Sadykierz, Brenica, Podmałec, dalej
k u zachodowi przez: Białobrzegi do Smardzewic i Tresty Rządowej na Bratków, Sławno,
Prymasowa Wolę na zachodzie do Ostrowa na południu, poprzez Karwice, Brustowiec,
obejmuje na połudn. wschodzie Zychorzyn, Grabów, Gałki, Nieznamierowice, biegnie do
Odrzywołu i Wysokina, a więc obejmuje środkową i północną część pow. opoczyńskiego
3B

1 połudn. część pow. rawsko-mazowieckiego.
Strój opoczyński posiada kilka odmian lokalnych,
pewnymi odrębnymi cechami, zaznaczający­
m i się w kroju, kolorze tkaniny, zdobieniach
lub w częściach ubrania. Są to głównie 3 od- •
miany: lubocheńska, smardzewicka i odrzywolska. Na peryferyczne te odmiany wpły­
wał strój z terenów sąsiednich. Najbliższe po­
dobieństwo występuje w stroju okolic Opocz­
na, Studzianny i Rzeczycy. Odmiana odrzywolska nie wykazuje tendencji do rozwoju
stroju,
lecz zachowała niektóre starsze
formy. Natomiast takie elementy jak typy
tkaniny, motywy haftu zbliżają bardzo strój
rzeczycki z lubocheńskim i smardzewickim.
Dodać jednak należy, że niektóre ośrodki
znajdują się mimo zachowania dawnego
stroju ludowego pod silnym działaniem niwe­
lacyjnym miast, szczególnie w pobliżu To­
maszowa, Drzewicy i Odrzywołu. Wpływy te
zaznaczają się bardziej w stroju letnim niż
zimowym. Najbardziej jednolite pod wzglę­
dem całokształtu stroju są wsie skupione
wokół Opoczna. Jest rzeczą charakterysty­
czną, że zasięg stroju opoczyńskiego można
nawiązać do dawnych granic historycznych
z X V I w.
W X I X w. Opoczyńskie znajdowało się
pod silnym wpływem stroju łowickiego,
ujawniającym się w noszeniu białej, fałdzistej sukmany a także w kieckach i zapaskach,

Ryc. 8. Gospodyni w stroju odświętnym. Wygnanów, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1946.
16

które wyróżniają się między sobą

�W noszeniu zapasek „na odziew" o prążkach ułożonych poziomo i wysokich czepcach. Za­
sięgi stroju przedstawiają się następująco: czarny strój męski występuje w całym Opoczyńskiem, lecz starszy strój kolorowy w drobnych odmianach zaznacza się w okolicach
Opoczna, Studzianny, Rzeczycy. W okolicach Lubochni były noszone granatowe spancerki, a w okolicach Smardzewic — spancerki modre i kolorowe lejbiki i spodnie. Wzdłuż
półn.-zach. granicy zasięgu stroju opoczyńskiego noszą również granatowe spancerki.
W Kanicy — spancerki bordowe lub granatowe a spodnie czarne.
W połudn.-zachodniej części pow. opoczyńskiego noszono zawsze czarne ubrania z czar­
nymi potrzebami.
Biała sukmana występuje w całym Opoczyńskiem w X I X w. i jest dla tego obszaru
charakterystyczna, choć w X I X w. noszono na prawym brzegu Pilicy naszycia czerwone,
a na granicy: Zychorzyn, Gałki, Przysucha — siwe sukmany . W okolicy Smardzewic
i Lubochni noszono sieraczkowe kapoty, które występują również w stroju piotrkowskim.
Sukmany granatowe mają zasięg rozproszony a w X X w. nie były noszone i wiado­
mości o nich są ułamkowe. Natomiast sukmany białe noszono również poza granicą
połudn.-zach. zasięgu stroju opoczyńskiego, lecz bez pasów siatkowych.
Także koszule męskie, haftowane wykazują wiele cech wspólnych z piotrkowskimi,
prócz okolic Odrzywołu.
Większe różnice zaznaczają się w stroju kobiecym. Dla okolic Opoczna, Studzianny,
Rzeczycy charakterystyczny jest strój z X I X i pocz. X X w. przedstawiony na tabl. I . Na­
tomiast strój przedstawiony na tabl. I I jest bardziej współczesny. Opoczyński strój ko­
biecy urozmaica różnorodność typów tkanin z których jest wykonany. W Smardzewicach
kobiety noszą dotychczas kiecki układane do aksamitnych gorsetów, długie zapaski z ta­
siemkami, koszule haftowane, czasem bluzki, na ramionach i szyi tzw. „dętki", na głowie
półczepki. Niektóre z tych elementów zbliżone są do stroju piotrkowskiego, jak gorsety
i długie zapaski z naszyciami z tasiemek.
Strój kobiecy okolic Lubochni jest mieszany, występują w nim obok charakterystycz­
nych cech stroju opoczyńskiego, także kiecki bez staników do bluzek z falbanką lub tzw.
rawskie, występujące na północ omawianego terytorium. Istnieją też pewne różnice w ko­
lorycie, w zapasce np. występują prążki czerwone a w tle kiecek — również kolor
malinowy.
W starszym stroju wianek ślubny panny młodej i strój głowy druhny zdobiony pa­
w i m i piórami można nawiązać do podobnego stroju w Piotrkowskiem.
W okolicach Odrzywołu noszą kobiety kiecki układane z naszytymi nisko tasiem­
kami, długie zapaski, koszule bez haftów z prostym kołnierzem obszytym koronką. Często
też zamiast pasiaków noszą jednobarwne z kupnego materiału, i bluzki w rodzaju paso­
wanych kaftanów.
Charakterystyczną cechą stroju opoczyńskiego obszarów północnych są tkaniny zdo­
bione iglicowaniem lub techniką czteronicielnicową. Są to tkaniny wełniane i parciane
łączone z bawełną lub wełną. Z lniano-bawełnianych tkanin szyją kiecki, gorsety, kaftany
a w Lubochni nawet zapaski. Niektóre desenie są związane z zapaską lub katanką, a pe­
wien typ kolorowych parcianek wątczonych wełną sięga nawet poł. X I X w.
Tkaniny 4-ronicielnicowe są także w połudn. części omawianego terenu, lecz nie ma
tu takiego bogactwa wzorów jak na północnym.
W oparciu o informacje możemy stwierdzić, że w okolicy Opoczna były w użyciu kiecki
w których kolor modry, t j . ciemnogranatowy, lub czarny był traktowany na równi
z kolorem czerwonym i łączony z białym. Czarne kiecki z wąską białą prążka jak również
i zapaski w pas oraz zapaski na odziew utrzymały się dłużej; do dziś np. jest noszona za­
paska modra. Przypuszczać można, że zaważyły tu w p ł y w y idące od Skarżyska, Iłży i Bo­
dzentyna, gdzie występują czarne bądź czarne z białymi zapaski lub kiecki. Także w pół­
nocnej części omawianego obszaru miał występować kolor granatowy z czerwonym, być
może — jaśniejszy niż w okolicach Opoczna.
Natomiast nad Pilicą obok kiecki dwubarwnej lub „drobnej", występuje kiecka jedno­
barwna a także kolor czerwony w tle. O wyraźniejszych zasięgach możemy mówić do­
piero, gdy wszedł w modę kolor czerwony czyli ciemno-pąsowy lub pomarańczowy,
który zapanował powszechnie wraz z raportem ,.na okrągło", związanym z techniką
37

2 strój Opoczyński

17

�iglicowania. Ok. 1910 r. wypiera go wzór „łowicki" czy pąsowy (chrom), również po­
wszechny a nawet występujący na zachód od omawianego terenu.
Ludność Rzeczycy posiada upodobanie do tkanin ciemnych, okolice Studzianny — do
tkanin o odcieniach jaśniejszych niż opoczyńskie. We wsiach na północ od Rzeczycy
kolor wiśniowy jest bardziej malinowy a w okolicach Lubochni w stroju tzw. „ r a w s k i m "
występują prążki czerwone, niestosowane w całym Opoczyńskiem. Kolor czerwony w tle
występuje na połudn. zachód w okolicach Żarnowa, Małych Końskich i Błogiego, n a w i ą ­
zuje on do stroju piotrkowskiego.
W X I X w. były powszechnie noszone kiecki w pas z gorsetem o ośmiu—dziesięciu
klapkach. Po 1900 r. w okolicach Rzeczycy i Studzianny przyszywano kieckę do stanika;
utrzymało się to dłużej, bo do I wojny na połudn. obszarze.
Zapaski posiadają również pewne odmiany. W najstarszym stroju długie zapaski
w „pas" były noszone powszechnie, natomiast współczesne zapaski krótkie mają zasięg
obejmujący okolice Opoczna, Studzianny i Rzeczycy. Obok nich w okolicach Studzianny
i Rzeczycy noszono zapaski prosto ułożone. Długie zapaski „na p o r y w k ę " noszą w okoli­
cach Opoczna tylko starsze kobiety, a w okolicach Rzeczycy i Studzianny — noszą je
tylko młodsze. Charakterystyczną cechą zapasek „ w pas" jest ich wystrój.
Zapaski na odziew wykazują mniejsze różnice, to też i zasięgi ich są mniej zróżnico­
wane. Powszechnie mają dno „łowickie" lub czarne, a jedynie w okolicy Opoczna — tło
modre. Starsze zapaski „do odziewu" były dłuższe i takie pozostały w okolicach Smar­
dzewic, gdy gdzieindziej są krótsze. Charakterystyczną cechą zapasek na odziew z końca
X I X w. i pocz. X X w. jest poziomy układ prążek. Prawdopodobnie, jak na mapie W ó j ­
c i c k i e g o , zasięg ich był dawniej bardziej posunięty na zachód. Zapaski tego typu w y ­
stępują także w okolicach Iłży a nawet Warszawy.
Koszule kobiece ze stojącym prostym kołnierzykiem obszytym siatką były w X I X
i X X w. powszechnie noszone. Późniejsza moda kołnierzyków wywijanych nie objęła
tylko okolic Odrzywołu, gdzie ten krój zachował się do czasów współczesnych. Rów­
nież koło Lubochni noszono szersze kołnierzyki z koronką. W okolicach Rzeczycy i Stu­
dzianny stosowano przed I wojną haft dwubarwny, biało-czarny, a współcześnie białoniebieski lub biało-różowy. Zasięg haftu zoomorficznego obejmuje okolice Rzeczycy.
Lubochni i przechodzi na Smardzewice. W okolicach Smardzewic wyróżnia się czerwonoczarny haft krzyżykowy wykonywany na kanwie; kontynuacją tej techniki jest kolorowy
haft na rękawach.
Zasięg występowania czepców nie jest dla wszystkich ich typów jednakowy, czepiec
z miękką główką pod chustkę jest powszechny, natomiast czepiec oczepinowy „na błogo­
sławieństwo" z główką haftowaną występuje w grupie studziańskiej i rzeczyckiej. W y ­
sokie czepki można nawiązać do typów występujących w starszym stroju łowickim. Nato­
miast półczepki przyjęły się w okolicach Smardzewic i Lubochni a zasięg ich wiąże się
ze strojem piotrkowskim.
Wianki ślubne w tzw. pieski z wstążki ułożonej na główce występują w okolicach
Opoczna i Smardzewic, a także w Radzicach koło Drzewicy; w pozostałych wsiach ukła­
dają wianek z k i l k u rzędów wstążek. W Lubochni druhny noszą wianek zdobiony pawimi
piórami, przez co nawiązują do zwyczajów piotrkowskich.

Rozdział

IV

OGÓLNY OPIS O P O C Z Y Ń S K I E G O STROJU MĘSKIEGO
S t r ó j c h ł o p i ę c y . W X I X w. chłopcy nosili latem powszechnie tylko koszule.
Dla ciepła wkładano katonki, t j . sukienki z r ę k a w a m i na zimę. a bez rękawów na lato.
K a t a n k ę nosił chłopiec do 4—5 roku życia. Obecnie ubiera się małych chłopców w weł­
niane sukienki w drobne prążki tkane na krosnach a także w czapki zwane krakuski.
Ok. 1900 r. zaczęto ubierać chłopców staranniej, nosili spodenki z mieszanej wełny,
II!

�3 8

sukmanki prostego kroju z szamerunkiem
lub fałdami; buty od święta i wysoki filcowy
kapelusz z pawim piórkiem uzupełniały s t r ó j . Współcześnie chłopcy ubrani są w ubranka.
Spodnie przyszyte do zielonego stanika sięgają do połowy łydek. Marynarki noszą czarne,
koszule płócienne, haftowane (ryc. 12).
S t r ó j m ę s k i l e t n i , Ok. 1870 r. opoczyński strój męski składał się z płóciennych
portek grubej roboty z paździerzami bądź z cienkiego płótna uszytych w fałdy, a zapinanych
na obartelek. W dni zimne wkładano spodnie podwójne. Koszulę z wywijaną oszywką wią­
zano na zaściegacke; noszono ją po wierzchu „na wypust", sięgała kolan, a w pasie prze­
ciągnięta była wełnianym pasem, białym na codzień, a czerwonym na święta. Na koszulę
wkładano kolorowy lejbik z wysokim kołnierzem i klapami, a w chłodne dni — sukmanę.
Wysokie buty jednakowe na obydwie nogi, z wywijanymi cholewami przywiązywano do
nogi podwiązkami zwanymi trocki. Chwasty opuszczano z boku butów. Stopy owijano
wiechciem i onucami. Chłop nosił długie po ramiona włosy, a na czole grzywkę podciętą,
by do oczu nie wchodziła. Głowę chronił słomkowy kapelusz własnej roboty. Długie włosy,
często źle utrzymane lepiły się w strączki; w Jasieniu utrzymuje się gadka, iż we wsi
był jeden grzebień u sołtysa, przywiązany na łańcuszku.
Ok. 1890 r. nie noszono już koszuli „na wypust", wkładano spancer a ok. 1905 r. —
m a r y n a r k ę . Pod spancerem na lejbiku wiązano pas. W dni zimniejsze wdziewano na
lejbik sukmanę. Portki kraszono na czarno.
S t r ó j z i m o w y . W X I X w. Opoczyniacy nosili białe portki z fałdami z sukna. W nie­
których wsiach również białe spancery, jak w Sługocicach i koło Opoczna, ogólnie jednak
informują, że spancer wprowadzono do mody z końcem X I X w. Takie białe portki noszą
współcześnie tylko niektórzy starcy. W okolicach Lubochni chłopi nosili marynarki bez
obszycia tasiemkami, lejbiki pod spancerkiem barwy czerwonej lub czarnej. W razie
zimna zakładano na strój codzienny odświętną sukmanę, a w mrozy — kożuchy. Przed
39

I wojną modne były kożuchy żółte „kacapskie", a po
nich tołuby. Do żółtych kożuchów wkładano czapkę
czarną ze sztucznego baranka. W I poł. X I X w. no­
szono kołpaki, t j . rodzaj kapuzy wiązanej pod brodą.
Z końcem X I X w. ubierano do białego kożucha
czapkę rogatą „na 4 strony świata", (ryc. 26).
S t r ó j c o d z i e n n y . „Gdy chłop szedł siec,
to koszulę na wierzch nosił i przepasywał się pasem
czerwonym", a potem i bez pasa chodził, po staro­
dawnemu. Gdy było zimno chłop siekł w sukmanie,
wtedy „czasem powrósłem przewiązywał się".
Robocze spodnie kraszono na czarno i przerabiano
rzadko wełną. Obecnie do czarnych portek wdzie­
wają bylejaką marynarkę, a dawniej barchanowe
kaftany.
S t r ó j o d ś w i ę t n y . W I I poł. X I X w. nosili
chłopi portki z fartuszkiem, zwane „z fałdami", tkane
na parcie kolorową wełną. Koszule wiązali na „zaście­
gacke", na nią ubierali lejbik z wysokim kołnierzem
i klapkami, wysoko zapinany, kolorowy. Spodnie
przewiązywano na codzień pasem białym, a od

Ryc. 9. Chłop w białej sukmanie i barwnym pasie siatko­
wym. Opoczno. Fot. Zakład Fotograficzny w Opocznie, 1946.
19

�40

święta — czerwonym . Pasy były sztywne szerokie, okręcano je trzykrotnie na lejbiku.
Jeżeli wkładano sukmanę, pas owiązywano na sukmanie. Do sukmany wkładano kape­
lusz, zwany żartobliwie świński ryjek lub piasta „wysoka jak komin". Włosy strzyżono
,,po donicy", t j . okrągło „na pół uszu" taką fryzurę noszą współcześnie staruszkowie.
Ok. 1890 r. wszedł w modę krótki do pasa spancer i kolorowe lub czarne ubrania.
W Lubochni noszono najpierw spancery niebieskie, a później granatowe z mosiężnymi
guzikami w dwa rzędy. Spancerki posiadały klapki obszyte czarnymi tasiemkami. Span­
cerki noszono latem, a na zimę wkładano sukmanę z siatkowym pasem. Do tego stroju
noszono koszulę z wywijaną oszywką i czerwono-czarnym, a potem biało-czarnym haf­
tem. Buty dopasowane ze sztywną klejoną cholewą i czapki „kaśkiety" z dużym denkiem
lub „sprężynowe", a potem maciejówki uzupełniały całość.
Krótko przed I wojną weszły w modę koszule z przedsobkiem, zdobione białym haf­
tem. Ok. 1905 r. noszono marynarki kolorowe obok spancera, który wyszedł z mody po
I wojnie. Bardziej charakterystyczny był strój kawalerów, którzy na przełomie X I X
i X X w. nosili: portki, lejbiki i spancer tkany na 4 nicielnicach. Do tego stroju wkładano
buty w 8-kantów z huncfotami na pięcie i podkówkami. Buty tego typu wyszły z mody
przed I wojną. W półn. części Opoczyńskiego kawalerowie nosili modre spancery z świe­
cącymi guzikami w dwa rzędy.
S t r ó j o b r z ę d o w y . W X I X w. szedł pan młody do ślubu w sukmanie i kapeluszu
lub czapce, przeważnie też na tę okazję sprawiał sobie nowe ubranie. Do sukmany przypinał
białą kokardkę z zielenią. Kolberg podaje, że nad Pilicą wkładano do ślubu granatowe
sukmany, a koło Opoczna podają, że gdy chłopak szedł za drużbę nosił kołpak. Z końcem
X I X w. drużba miał kapelusz zdobiony piórami, kwiatami i szychem, a gdy kapelusz wy­
szedł z mody, przystrajano czapkę gałązką różowych kwiatów i wstążką. W okolicach
Smardzewic i Lubochni opasy­
wano wstążkę dokoła czapki.
Chłop tańczył w sukmanie, za­
kładał wtedy lewy jej róg na
lewą rękę, a gdy się rozgrzał,
tańczył w lejbiku. Istnieje też
powszechny zwyczaj tańczenia
latem boso.
Był zwyczaj, że po śmierci
chowano chłopa w stroju ślub­
nym, w koszuli, portkach i lej­
biku, a gdy spancer wszedł w
mode •— w spancerze.

Ryc. 10. Odświętne ubiory parob­
ków. Świerzyna, pow, Opoczno.
Archiwum Muzeum Regionalnego w
Tomaszowie Mazowieckim. Fot. Za­
kład Fotograficzny w Opocznie, 1938.

�Rozdział

V

SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Koszula
4 1

Opoczyńskie koszule męskie są typu p r z y r a m k o w e g o , zmarszczone wokół
szyi, przy kołnierzu-osyioce, mankietach-osyweckach. Koszula składa się z dwóch płatów
płótna, przyszytych do p r z y r a m k ó w i z dolnej części zwaną odzimek. Część górna zwie
się stan lub ciałko . R ę k a w y koszuli posiadają pod pachą kwadraciki zwane
ćwikłami.
Kołnierze i mankiety są z podwójnie złożonego płótna. Koszulę szyje się na okrętkę,
zmarszczenie układa igłą, po czym w odległości 1 cm przewlekają zmarszczenie nitką,
aby się nie rozchodziło.
W I poł. X I X w. noszono koszule konopne lub zgrzebne lniane z płótna słabo bielo­
nego. Przy końcu X I X w. odświętne koszule z cienkiego płótna, a w okresie między­
wojennym — z płótna bawełnianego, mieszanego niekiedy z lnem.
W Opoczyńskiem istnieją 3 typy męskich koszul, z których jeden jest formą przej­
ściową. Zasadnicze różnice zaznaczają się w kroju kołnierza i przedniej części koszuli.
Najstarszy typ koszuli, to jest na zaściegackę
posiada kołnierzyk wykładany, zwany
wywijano osywka. Przez dziurki w kołnierzu przeciągano zaściegackę; wedle B. Stolar­
skiego ze Sługocic, czerwoną na święta, a do pracy zwyczajny płatek. Przed wojną aż do
czasów współczesnych używano również haftowanych wstążeczek. Przód koszuli jest
przecięty pośrodku, a osywka i osywecki— haftowane (ryc. 11, 12, 14). Takie koszule
noszą obecnie starcy.
42

Koszule nowszego typu mają rozcięcie z boku, a przy nim przedsobek, wyodrębniony
zakładką i wszytą p l o t k ą .
Dla umocnienia rozcięcia jest
naszyty u dołu wąski pa­
sek (ryc. 12, krój I I I ) . Cieka­
wym okazem koszuli tego
typu są wymienione koszule.
Niekiedy kołnierz był osa­
dzony na pasku. Koszule z
haftowanym kołnierzem no­
szono przed I wojną.
Trzeci typ koszul m ę ­
skich, współczesnych, wszedł
w modę przed I wojną, a roz­
powszechnił się po niej. Ten
typ koszuli posiada stojący
kołnierzyk i haftowany gors
zwany napierśnik lub pierśnik, a nawet piersi lub przed­
sobek, koło Opoczna we wsi
Modrzew — wykłady.
Koł­
nierzyk może być zapinany
z przodu lub z boku na 2—3
guziczki. Odmianą tego typu
jest koszula z Woli Zależ­
nej (ryc. 16, 12, I.); posiada­
jąca wyodrębniony napier­
Ryc. 11. Koszula męska z wywijanym kołnierzykiem tzw. „osywką" śnik przy pomocy zakładki
z ok. 1900 r. Studzianna, pow. Opoczno. Muz. Etnograf, w Łodzi. z prawej strony, w którą
Nr inw. 1882. Fot. J. Krajewska. 1948 r.
wszyta jest biała plotka. Nie
43

21

�Ryc. 12. Koszule męskie. I — Koszula lniana z pionowym kołnierzykiem. Modrzew, pow. Opoczno.
Muzeum Etnogr. w Łodzi. Nr inw. 2166. I I . — Koszula z kołnierzykiem wykładanym. Bukowiec, pow.
Opoczno. Nr inw. 532. III. — koszula z wąskim gorsem. Ostrów, pow. Opoczno. Nr inw. 1385. IV. —
koszula chłopięca z karczkiem z 1946 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Nr inw. 1626. A — przód, B —
tył, C — części kroju: d — płat przedni, e — płat tylni, f — rękaw, g — otok, h — mankiet, i — przyramek. j — kołnierzyk, k — pierśnik, 1 — pasek wzmacniający podstawę rozcięcia, w rysunku IV
1 — oznacza karczek. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. Podziałka 1 : 24.
;

duże różnice w wykładach posiada koszula (ryc. 12, I), a także koszula mająca na­
szyte „ w y k ł a d y " i wykładany kołnierzyk (ryc. 12, I I , I I I ) .
Na wzór męskich koszul kupnych szyte są koszulki chłopięce (ryc. 12, krój IV), jak
koszula z Woli Załężnej. która ma karczek i wykładany kołnierz.

Spodnie
Najstarsze spodnie opoczyńskie z X I X w. wyszły z użycia po pierwszej wojnie. Był to
typ fartuszkowy, zw. w Opoczyńskiem— ..portki z fałdami' . Były one złożonez2-ch kawał­
ków tkaniny zszytej pośrodku, z rozporkiem z boku, zapiętym na obartel. Spodnie te
miały klin, a w pasie oszywkę z tegoż materiału. Stolarski opisuje spodnie takie: „No­
gawki r ó w n e do końca, fartuszek zapinany na prawym boku, rozporek z boku. Rozporek
ten rozcięty i obrębiony, tak że po zapięciu nigdy brzegi rozporka nie zamykały się
i widać było koszulę, a często i gołe nogi".
1

22

�Ryc. 13. Gors koszuli męskiej z około
1920 r. Bukowiec, pow, Opoczno. Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw1080. Fot. K. Trzebiatowski. 1951.

Ryc. 14. Koszula męska z „przedsobkiem" tj.
gorsem. Ostrów, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1385. Fot. J. Krajewska 1948.

Ryc. 15. Gors koszuli męskiej. Bultowiec,
pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 2230/47. Fot. K. Trzebiatowski, 1951.
23

�Ryc. 16. Koszula męska z „pierśnikiem" tj. gorsem z ok. 1920 r. Wola Załężna, pow. Opoczno Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr. inw. 1527. Fot. J. Krajewska, 1948.

uf

Ryc. 17. I . Spodnie męskie w „fałdy" z Idzikowic, pow. Opoczno, Muzeum
Etnograf, w Łodzi, Nr inw. 1954. II. Szkic spodni męskich z Sitowy, pow. Opoczno,
o odmiennym miejscu zapinania. I I I . Chłopięce spodnie z kamizelką, Wola Za­
łężna, pow. Opoczno. A — przód, B — tył, C — części kroju: d, di — części noga­
wek, e — klin, f — pasek, g — część przednia kamizelki, h — części tylne kami­
zelki. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 30.

�41

Portki na lato były szyte z grubego płótna, a niekiedy z cienkiego . Na zimę szyto
spodnie z białej wełny, z sukna jak na sukmanę, z kolorowej deseniowej tkaniny, tkanej
na 4-nicielnicach lub w d e s k ę . Przy końcu X I X w. białe wełniane lub płócienne portki
zaczęto farbować na czarno, obecnie noszą jeszcze dość często czarne spodnie w fałdy
tylko staruszkowie.
Portki kolorowe były tkane na niebielonym lub czarnym parcie. Tło w portkach było
czarne, buraczkowe, pomarańczowe. Były one tkane w deseń na gładko, bądź w „ząbki"
lub „ w bącki" (Tabl. 3). O takich prawdopodobnie pisał O. Kolberg: „Kobiety tkają na
spodnie pewien rodzaj aksamitu niestrzyżonego z wełny w kolorze niebieskim lub fiołko­
w y m w paski na płótnie".
Wśród eksponatów muzealnych jest kilka par spodni tego typu, pochodzących z środ­
kowej części po w. opoczyńskiego, były one noszone w X X w. np. portki z Idzikowic
(ryc. 17, krój I), i z Radzie Małych (ryc. 18).
Portki w fałdy noszone były do butów z cholewami. Spodnie współczesne nie różnią
się od form powszechnie przyjętych. Są one tkane wełnianym, gęsto kładzionym wątkiem
na czarnym parcie. Są to portki świąteczne.
Prócz portek wełnianych noszą mężczyźni na codzień spodnie z partu, o niebielonym.
postawie a czarnym wątku niekiedy zmieszanym z wełną. Dawniej chłopcy nosili portki
sieraczkowe, parciane z wełną, potem farbowane na czarno. Obecnie koło Opoczna spodnie
chłopięce są z rozporkiem z przodu, a zapiętą klapą z tyłu, przyszyte do stanika z zielonego
samodziału. Na staniku naszyte aksamitki naśladują kołnierz i kieszenie (ryc. 17, I I I ) .
45

Ryc. 18. Portki z samodziału, z fałdami. A — przód, B — tył. Radzice Małe, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1630. Fot. J. Krajewska. 1948.
2.5

�"

a •
C3

Q
1=1 • •
A

' n

/

B

o
0
c=a

J

o
0

B

Ryc. 19. Kamizelki zwane „lejbikami". I . — lejbik z samodziału sprzed 1914 r. Gorzałków, pow. Opoczno.
Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1269. I I . — lejbik z samodziału tkany na 4 nicielnicach sprzed
1914 r. Smardzewice, pow. Opoczno. Nr inw. 444. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — plecy,
e — przód, f — patka kieszeniowa, g — części paska, h — kołnierzyk. Rys. Pracownia Muzeum Etno­
graficznego w Łodzi, 1948, Podziałka 1 : 10.

Lejbik
Lejbik jest to rodzaj kamizelki noszonej na koszulę do 1890 r. Lejbiki były krótkie zapi­
nane do góry. posiadały klapki i wysoki kołnierz wystający równo z uszami. Późniejsze
z końca X I X w. były głębiej wycięte. Dawne lejbiki były jednobarwne: pąsowe, zielone.
modre, czasem przetykane w prążki. W pow. rawskomazowieckim najstarsze lejbiki, jakie informatorzy
pamiętają, były granatowe, szyte z samodziału,
a z tyłu z białej lub czarnej, potem czerwonej pod­
szewki. Lejbiki były luźne; ściągane w pasie sprzącz­
ką są późniejszego typu. Tkaninę na lejbiki tkano na
4-nicielnice w ząbki, szczególnie modne były one
w Smardzewicach (ryc. 20). Lejbiki z okolic L u bochni o tle bordowym lub niebieskim były tkane
jak kilimek. W pow. opoczyńskim noszono lejbiki
jednobarwne, ich ozdobą był ścieg drelichowy, bądź
deseń na pąsowym tle. Takie lejbiki noszą obecnie
tylko starsi mężczyźni.

Ryc. 20. „Lejbik" — kamizelka męska z samodziału. Smar­
dzewice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Fot. J. Krajewska 1948.
26

�Lejbiki są krajane z samodziału czasem złożonego ukośnie, plecy wykonują z kupnej
podszewki. Różnice zaznaczają się w kroju kołnierza przyszytego do klapek, krojonych
razem z przodem (ryc. 19, krój I I ) . Czasem kołnierz jest zszyty z klapkami i przy­
czepiony do przodu, niekiedy jest owalny, łączony z trzech kawałków (ryc. 19,
krój I ) . W lejbiku mogą być dwie lub cztery kieszenie, lamowane aksamitkami (ryc. 19 I A ) .
Zapięcie może bvć krvte łub na guziki.

A

n
0

P&gt; -

Hyc. 21. I . Spancer męski z samodziału sprzed 1914 r. Idzikowice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf,
w Łodzi. Nr Inw. 1254a. I I . Marynarka chłopięca. Wola Załężna, pow. Opoczno. Nr inw. 1629a. A —
przód, B — tył, C — części kroju: d — plecy, e — bok, f — płat przedni (w rys. I I przedni i boczny),
g. St — części rękawa, h — kołnierz, i — klapa kieszeniowa, j — pasek. Rys. Pracownia Muzeum
Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 :20.

Ryc. 22. Spancer męski z samoaziaiu. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka, Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 453. Fot. K. Wecel. 1953.
27

�Spa n ce r
Spancer podobny jest do marynarki i jest noszony na lejbiku. Wszedł w modę między
1880—1890 r. Istnieją dwa typy spancerów, typ starszy, krótki do pasa (ryc. 22) i dłuższy,
który nazywano również m a r y n a r k ą . Marynarka weszła w modę ok. 1905 r. i była no­
szona jednocześnie z krótkimi spencerkami.
W Sługocicach oraz koło Opoczna wspominają, że najstarsze spancery miały być
białe; "być może, że były to krótkie sukmanki. Spancery znane z opisów i przechowane
dotąd są szyte z czarnego lub barwnego, deseniowego, wełnianego samodziału tkanego na
4-nicielnicach. W gminie Sierzchowy noszono spancery modre, a w okolicach Lubochni
niebieskie i granatowe. Pierwsze spancery z okolic Rzeczycy były również granatowe.
Spancerki z klapkami obszyte były tasiemką wokół krawędzi i na rękawach. Obok
czarnych noszono i spancery kolorowe (Tab. I), a w Idzikowicach różnobarwne
w desenie.
Spancer składał się z przodu, tyłu i boków, z r ę k a w ó w złożonych z dwu części koł­
nierza i kieszeni (ryc. 21). Był on szyty z materiału lnianego, wątczonego również grubą
nicią lnianą w niebieskie, buraczkowe, czarne, szare paski. Spancery i marynarki mają
obszycia z deseniowych tasiemek (ryc. 21, 22). zapinane na mosiężne guziki.
Sukmany
Sukmana, zwana koło Lubochni kapotą była wierzchnim okryciem mężczyzn do
1890 r., t j . do wprowadzenia spancera noszona na lejbiku, a później na spancerze i mary­
narce, a nawet na kożuchu. W X I X w. istniało w Opoczyńskiem kilka t y p ó w sukman,
sukmana prosta, nie odcinana w pasie, z potrzebami, noszona przez dzieci jeszcze na
pocz. X X w. Prawdopodobnie ten typ sukmany nazywał Kolberg sukmanką.
Miała ona

Ryc. 23. Biaia sukmana z sukna żałowanego obszyta potrzebami z ok. 1910 r. Wola Załężna, pow. Opocz­
no. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1360. Fot. J. Krajewska. 1948.
28

�Ryc. 24. Sukmany męskie. I . — sukmana biała z potrzebami. Grabów, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf,
w Łodzi. Nr inw. 944. II. — Sukmana z ok. 1910 r. Wola Załężna. pow. Opoczno. Nr inw. 1360. I I I . —
Sukmana sprzed 1910 r. Gorzałków, pow. Opoczno. Nr inw. 459. A — przód, B — tył. C — części kroju:
d — plecy, e — przód i bok, e! — kliny i części składające się na fałdy sukmany, f, f, — rękaw, g —
kołnierz, h — mankiet, i — naszywka na rękaw, j — patka kieszeni. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf.
w Łodzi. 1948. Podziałka 1 : 30.

czerwone lub zielone klapki, niski stojący kołnierz, była zapinana na haftki, noszona na
lżejsze ubranie. Stojący niski kołnierz zdobiono podobnie jak szwy i kieszenie czerwoną
lub niebieską włóczką. Koło Opoczna, Studzianny i Inowłodza noszono sukmanę najczę­
ściej fałdzistą z czerwonymi klapkami i wyszyciami. W Międzyborzu według informa­
torów — z klapkami czerwonymi lub granatowymi, a w parafii libiszowskiej zdobiona
fiołkowymi taśmami. Sukmana z prostym kołnierzem i klapkami p r z e t r w a ł a do pocz.
X X w. . Z prawej strony Pilicy noszono sukmanę fałdzistą z czerwonym lub czarnym
obszyciem. W okolicach Lubochni w przeciwieństwie do okolic nad Pilicą znano tylko
jeden typ sukmany. W X X w. utrzymuje się powszechnie biała, fałdzistą sukmana z czar­
nymi potrzebami. Sukmany opoczyńskie były szyte z niebarwionego samodziału wełnia­
nego. Kolor sukmany zależał od owczego runa i jego przygotowania, to też sukmany w kolo­
rycie są rozmaite. Ponieważ sukno na sukmanę folowano, stąd s u k m a n ę samodziałową
nazywano pytlową. Niekiedy sukmany były szyte z białego, kupnego sukna, lecz uważano
je za niepraktyczne. W okolicach Smardzewic i Lubochni w X X w. zaczęto nosić sukmany
sieraczkowe, z biało-czarnej wełny. Samodziałowe sukmany białe mocno folowane były
ciężkie, sieraczkowe zaś — lżejsze.
46

2!)

�Krój sukmany przedsta­
wiony jest na ryc. 24; w/g
Stolarskiego starsza sukmana
była długa do kostek, z tyłu
dłuższa, z plecami wąsko
skrojonymi i kieszeniami z
tyłu przy fałdach. Nowsza ma
plecy skrojone podobnie do
form współczesnych, fałdy
większe, kieszenie z boku, u
dołu jest równo skrojona.
Całe wykończenie odmienne
szczególnie u kołnierza.
Ryc. 25. Kapelusz słomkowy staruszka. Odrzywół, pow. Opoczno.
Fot. T. Sobolewski, 1947.

Sukmany przetrwały do
naszych czasów, mają wykła­
dane kołnierze,
lamowane
czarną deseniową taśmą zwaną potrzeby. Jest ona przyszyta wzdłuż szwów rękawów, ple­
ców, gdzie biegnie podwójnym rzędem, podkreślone są nią fałdy z tyłu, patki, kieszenie.
Lamowanie na rękawach imituje mankiety, zdobi kołnierz i krawędź zapięcia. Zapięcie na
haftki jest kryte (ryc. 1). Charakterystyczne naszycia widzimy w sukmanie z Opoczna
(ryc. 9).
Chłopcom szyto białe sukmanki, a potem sieraczkowe kapoty, podobne do męskich
sukman z fałdami.
Sukmana granatowa i czerwona z barwionego partu była noszona ok. 1875 r. po­
wszechnie w Międzyborzu, gdzie tylko nieliczni, prawdopodobnie zamożniejsi mieli białe
sukmany. Sukmana czerwona miała granatowe pętle, a niekiedy i naszycia; sukmanę
granatową rzadko zdobiono pętlami czerwonymi i naszyciami. Nad Pilicą noszono grana­
towe sukmany, które wkładano na wesela .
47

Kożuchy
Ok. 1870 r. chłopi w Opoczyńskiem nosili białe, długie baranie kożuchy z czarnymi
małymi kołnierzami i klapami, zapinane na czarne pętle. Kolberg podaje, że kożuchy
były z tyłu marszczone z kieszeniami. W Klwowie kuśnierze szyli kożuchy z białych
owczych skór z kołnierzami i mankietami z czarnego barana. Kożuchy takie przezna­
czone były na sprzedaż na wieś.
Przed I wojną zaczęto nosić żółte kożuchy z dużymi kołnierzami, zapinane na boku
z kieszeniami krajanymi ukośnie. Były to kożuchy „kacapskie", potem weszły w modę
żółte toluby szyte z trzech skór bez fałd. Kożuch był duży. wykonywany często przez
samych gospodarzy.

Nakrycie

głowy.

Okrycie głowy było zależne od pory roku i wierzchniego ubrania. W X I X w. noszono
do kożucha rogatywki „na cztery strony świata" z granatowego lub czarnego sukna, obrze­
żone czarnym lub siwym barankiem (ryc. 27), a w okolicach Lubochni z modrego płótna
z czarnym barankiem. Były też modne rogatywki czerwone, wyszły one z użycia jeszcze
przed I wojną. Rogatywka szyta z czterech kwater sukna (ryc. 26), była wyścielana
owczą wełną, gremplowaną. usztywnioną papierem. Wewnątrz pikowana była płócienną
podszewką. Pas barankowy otoka był lekko poszerzony u dołu. Według B. Stolarskiego
po środku dna był guzik, od którego zwieszał się na czarnym sznurku chwast, przycięty
równo z obwódką.
30

�Ryc. 26. Rogatywka zwana .,na cztery strony świata". Porównaj ryc. 27. Pow. Opoczno. A — widok
ogólny, B — części kroju: c — cztery części tworzące denko i boki, d — „baranek" ze skóry baraniej
z runem. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. 1948. Podziałka 1:16.
Ryc. 27. Rogatywka zwana „na cztery strony świata" noszona do 1905-6 przez Kacpra Bigosza, Grotowice, pow. Rawa - Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr ks. wpł. 1491. Fot. K. Wecel, 1955.

Do sukmany noszono powszechnie filcowy kapelusz zwany kaplus z wysoką, zwężającą
się główką a denkiem wgiętym po środku z 2—3-ma aksamitkami, szpilkami i sprzącz­
kami. (Tabl. I). Taki kapelusz zwano świński ryjek lub piasta. Noszono również kapelusze
rozszerzające się u góry . Kawalerowie zatykali w nie pawie piórko lub kwiaty. Kape­
lusze filcowe wyszły z użycia na pocz. X X
w. Po nich noszono czapki
sprężynówki
Ł szerokim denkiem, po czym weszła w
modę maciejówka o denku nieco mniej­
szym zwana kaśkietem (rys. 28). Noszą ją
dotąd starsi chłopi; młodzi przyswoili so­
bie współczesne cyklistówki lub czapki
innego rodzaju.
48

Kapelusz lub kaszkiet drużby był odpo­
wiednio zdobiony, w Rzeczycy w X I X w.
drużba zdobił kapelusz gałązką ze skrzydeł
gęsich, p r z y b r a n ą czerwonym i czarnym
suknem a także szychem. Przy chodzeniu ozdoby te
trzęsły się. W Smardzewicach i Lubochni przybierano
maciejówkę a m a r a n t o w ą wstążką i rózgą kwiatów przy­
piętych z prawej strony (ryc. 28).
Letnim nakryciem głowy był słomkowy kapelusz
(ryc. 25), pleciony ..plotką" robioną z żytniej słomy.
Plotkę wyplatano z 6-ciu słomek. Kapelusz taki szył
przeważnie pastuch pasąc bydło; obecnie jednak kape­
lusze te wyszły prawie z użycia.

Ryc. 28. Czapka „kaszkiet" drużby. Wola Załęzna, pow, Opoczno
Muzeum Etnograf w Łodzi Nr inw. 2128. Fot. .T. Krajewska. 1946.
31

�Pasy
W X I X W. noszono pasy tkane lub plecione, ale nigdy rzemienne. Według Stolar­
skiego w Sługocicach noszono niegdyś wysokie skórzane pasy, podobne do krakowskich,
lecz obecnie nikt ich nie pamięta. W poł. X I X w. były w modzie białe lub czerwone pasy
wełniane a z końcem X I X w. noszono na codzień pasy czerwone, tkane z wełny lub ple­
cione, siatkowe, wielokolorowe na święta. Do czasu I wojny noszono pasy siatkowe ple­
cione (ryc. 31), droższe i sztywne tkano na warsztatach (ryc. 29, 30, 32).
Pasy siatkowe były na tle pąsowym, żółtym a nawet czerwonym, jak w Rzeczycy, ple­
cione z wełny. Plotły je kobiety (ryc. 68) (długość 2,5—2,7 m, szer. 13—25 cm).

Ryc. 29. Pas z barwionych nici lnianych z ok. 1900 r.
Zychorzyn, pow. Opoczno. Fot. K. Wecel, Muzeum
Etnograficzne w Łodzi.

Ryc. 30. Pas włóczkowy o tle żółtym, szer. 7,8 cm.
dług. 291 cm. Opoczno, Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 2162. Fot. ,T. Krajewska.

Sztywne pasy tkane w X I X w. noszone były na lejbiku a na przełomie X I X — X X w.
na sukmanie. Pas siatkowy okręcano dokoła figury; istniało kilka sposobów wiązania.
Najpospolitszy — to wiązanie na przodzie (ryc. 6) lub z boku (ryc. 1 i 9).
Pas tkany na krosnach uważany jest za starszy od siatkowego. Pasy parciane są tkane
na płóciennym postawie z wełnianym wątkiem.
Pasy wełniane tkane posiadają skręcone frędzle (ryc. 30), bądź splecione są w war­
kocz (ryc. 29).
Obuwie
Opoczyńscy i rawscy chłopi noszą buty wysokie z cholewami. Zmieniały się one aż do
naszych czasów.
32

�W X I X w. noszono czarne, juchtowe buty o przyszwach krojonych razem z cholew­
kami. Robiono je na jednym kopycie. Takie buty były bez futrówki, miały miękkie cho­
lewy, dwukrotnie wywijane. Cholewy miały uszy. przez które przeciągano podwiązkę lub
trocki zakończone chwastami. Cholewy były obszyte zielonym, czarnym lub czerwonym
sznurkiem. Podwiązki byty z 3 wełen zielonej, czerwonej i czarnej. Kawalerskie buty miały
wyższe obcasy i podkówki. Trzy gwoździe przybite na pięcie zwano huncfotami.
Ok. 1870 r. weszły w modę buty z krojem, czarne z futrówką bez wywijania cholewy.
Kawalerowie nosili buty w 8 kantów, karbowane w harmonijkę. Na pięcie świeciły mo-

Ryc. 31. Pas „siatkowy" pleciony w rękach. Idzikowice.. pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Ło­
dzi. Nr inw. 1254 c. Fot. K. Wecel, 1953.

Ryc. 32. Pas o osnowie lnianej a wątku wełnia­
nym. Smardzewice, pow. Opoczno. Muzeum Etno­
graficzne w Łodzi. Nr inw. 483. Fot. K. Wecel, 1953.

siężne huncfoty. Buty karbowane zarzucono przed I wojną. Po nich przyszły buty z pro­
stymi cholewami.
Stopy owijano w X I X w. powszechnie wiechciami lub onucami. Wiechcie skręcano
ze słomy na ręce i kropiono wodą, aby słoma zmiękła. Część słomy przewiązywano
i dzielono, jak snopek. Chłop kładł węzełek pod stopę, dłuższą częścią w kierunku pal­
ców, po czym po 2—3 słomki okręcał dokoła nogi. Wyrobiony w ten sposób wiecheć star­
czył na t y d z i e ń . Szlachta wcześniej, bo w X V I I I w. w. g J. K i t o w i c z a zarzuciła
wiechcie i onuce. Chłopi dopiero w ostatnich latach zaczęli używać skarpet.
Z końcem X I X w. weszły też w użycie trepy wyrabiane z drzewa i obijane rzemie­
niem. Wkładano w nie również wiechcie.
J9

o Strój Opoczyńsk

30

33

�R o z d z i a ł VI.
OGÓLNY OPIS OPOCZYŃSKIEGO STROJU KOBIECEGO
W X I X w. noszono niemowlęta w cienko uprzędzionych prześcieradłach, otrzymywa­
nych we wianie. Koło Luhochni tkano je „w bącki". Ok. 1900 r. prześcieradła były tkane
z lnu i bawełny na 4-nicielnicach i obszywane białą „obróbką" z chwastami. Współcześ­
nie noszą niemowlęta w pasiastych dywanach obszytych wełnianą obróbką lub doróbką
z chwastami zw. kocotki. (ryc. 7).
S t r ó j d z i e w c z ę c y . Małe dziewczynki ubierają latem w sukienki perkałowe
a w zimie — wełniane. Niemowlętom nakładają zdobione czapeczki z jedwabiu lub wełny
(ryc. 63). Nieco starsze dostają zapaski w pas, tkane jak zapaski na porywkę. Dziewczęta
chodzą ubrane jak dorosłe kobiety (ryc. 33), tylko m a ł y m dziewczynkom tkają wełniaki
„drobne". Dziewczynki noszą często zapaski do odziewu po swych babkach, gdyż matki
nie noszą zapasek niemodnych.
S t r ó j k o b i e t . Najstarszy znany nam z informacji strój kobiecy z I I poł. X I X w.
składał się z kiecki do pasa w dwie wełny, przetykanej niekiedy białym partem lub czar­
nymi prążkami, z tak zwanym przedsobkiem lub półką, a dalej z zapaski w „pas" i na
,,odziew". Koszula typu p r z y r a m k o w e g o była gładka lub ze stebnówką, a gdzienie­
gdzie z wyszyciem, z prostą osywką i wąskimi osyweckami. Gorset z samodziału lub
materiału kupnego miał 8 klap, a koło Lubochni 4, i był dopasowany do stanu. Głowę
zdobił czepiec z zawiązaną na n i m „na okrąg" salinówką lub tylko chustką. Na nogach
płytkie, skórzane pantofle, niekiedy sukienne lub % samodziału łączonego ze skórą, uzupeł­
niały strój kobiecy.
Ok. 1890 r. weszła w modę kiecka w pas z „osywką", w pow. rawsko-mazowieckim
na czerwonym dnie, tkana w wąskie pasy z prążkami symetrycznie ułożonymi w raporcie
w 5 wełen (czarna, zielona, fiołkowa, buraczkowa, niebieska przetykana niekiedy białym
partem, Tabl. I I I ) . Podobnie wykonane były kiecki zwane parciokami lub pacześniokami, których raporty są wykonane gładko, bądź tkane jak w Rzeczycy w „ząbki" a koło
Lubochni w „bącki" (Tabl. I I I . ) .
Na przełomie X I X — X X w. weszło w modę tło koloru pąsowego (tj. pomarańczowego
niekiedy o odcieniu cynobrowym). Kie­
cka tkana w szersze niż dotąd pasy po­
siadała iglicowanie z wełny, sięgała do
kostek i miała 1—3 zakładki u dołu. Na
nią nakładano zapaskę w pas na tle p ą ­
sowym w szerokie zielone pasy a na ra­
miona zapaskę na „odziew". Do tego
stroju noszą koszule przyramkowe zdo­
bione czerwonymi i czarnymi wyszyciam i (Tabl. I.), a w ośrodku rzeczyckim
i studziańskim haft czarno-biały.
Do kiecki z „osywką" wkładają gor­
sety z tackami, wykonane z samodziału,
lub z granatowego aksamitu zdobionego
paciorkami, stebnówką i haftem. Sznu­
rowano tasiemkami lub wstążkami od
dołu k u górze.
Do stroju ciemno-pąsowego noszą na
czepcu lub bez czepca salinówkę. Czarne
T

Ryc. 33. Dziewczynki we współczesnych stro­
jach odświętnych, Opoczno. Fot. J. Krajew­
ska, 1947.
34

��trzewiki zdobione często huncfotami sznurowano czarną tasiemką, młode zaś Opoczynianki
różową lub pąsową. Bogatsze wiązały na szyi prawdziwe korale (do 8-u sznurków) z me­
dalikiem i kilka sznurków bursztynów z krzyżykami i medalikami. Biedniejsze wiązały
kamienne gronotki.
Prócz charakterystycznego pąsowego wełniaka noszą Opoczynianki wełniaki w bar­
wach ciemniejszych bogato iglicowane szczególnie w Smardzewicach. Na terenie pow.
rawsko-mazowieckiego wyrabiają w dalszym ciągu parciaki. lecz o innym układzie postawu
niż w tkaninach starszych. Kiecki przyszywa ją do staników a u dołu zdobią sznurkiem
kręconym z wełny.
Ok. 1910 r. ukazały się kiecki i zapaski ..o dnie łowickim" lub „pąsowym" (chrom).
W pierwszej fazie były one tkane w 4—5 wełen o raporcie symetrycznie zbudowanym „na
okrągło". Ok. 1920 r. raporty rozbudowują się kolorystycznie, stosuje się kilka odcieni
koloru zielonego, różnicuje się kolor buraczkowy, niebieski i różowy. Kolor różowy dawał
tkaninie szczególny akcent, a pasy stały się asymetryczne. Do kiecek o dnie łowickim
noszą zapaski na odziew (o dnie czarnym), i zapaski w pas (np. o dnie zielonym, Tabl. I I ) .
Niekiedy kiecka i zapaska na odziew ma dno łowickie. Do żałoby noszą kieckę o czarnym
dnie z czarną zapaską na odziew. W dni niepogodne koło Opoczna używają najczęściej
zapaski na odziew w kolorze modrym (ryc. 41). Oprócz tego noszą też kiecki o tle „gąsiątkowym" t j . seledynowo-zielonym, lub o o tle „ciałowym" t j . jasno-różowym a także
niebieskim lub w ogóle jasnym. Są to stroje bardziej paradne, przeznaczone na lato i do
nich noszą jasne zapaski a nie używają już zapasek do odziewu.
Po I wojnie noszono koszule z w y k ł a d a n y m kołnierzem zdobionym siatką, z wyszyciem
na przyramkach, kołnierzu i mankietach. Haftowano bawełną zapołem w różnych kolo­
rach. Nowsze koszule mają mankiety dłuższe od dawnych, przy kołnierzu siatkę szeroką,
wykonaną szydełkiem, krochmaloną i falującą (ryc. 40).
W dni chłodne ubierano kaftan, który
ok. 1900 r. był krótki, z deseniowej tka­
niny, najczęściej o dnie ciemnopąsowym
(Tabl. I I I ) . Współczesne kaftany mają
dno łowickie (Tabl. I I , Tabl. I I I ) , chociaż
używane są i inne np. o tle czarnym
w zielone paski (Tabl. I I I ) . Prócz kafta­
nów z samodziału Opoczynianki noszą
kaftany z cienkiej wełny z szewiotu lub
aksamitu. Kaftany są przeważnie na
podszewce, często ze starego wełniaka.
Uroczyste ślubne kaftany są z cienkiej
wełny. Z końcem X I X w. w okolicy
Lubochni kaftany z kupnej tkaniny haf­
towano na plecach.
Dziewczęta i kobiety plotą włosy
w dwa warkocze złączone różową lub
haftowaną w kwiaty wstążką. Dziew­
częta wiążą nad czołem salinówkę,
idąc do miasta kryją salinowki białą
perkalową chustką. Na nogi wkładają
latem pantofle i białe, wełniane własnej
roboty lub kupne pończochy.
S t r ó j l e t n i . Biały
odświętny
strój letni był jednocześnie strojem ślu-

Ryc. 34. Dziewczynka w ubiorze letnim. Su­
kienka z perkalu. Zychorzyn, pow. Opoczno.
Fot. Marian Ney, 1946.
3-

35

�tanym. Prócz stroju białego kobiety ubierają się w kieckę z cienkiej wełny, naśladującą
wełniak w kroju o kolorze najczęściej granatowym lub buraczkowym, zdobioną zakład­
kami i aksamitnymi naszyciami. Prócz takiej kiecki noszą sukienki z deseniowego perkalu
szyte na wzór wełniaka lub lnianego samodziału barwionego i tkanego w deseń. Na to
nakładają zapaskę w „pas".
S t r ó j z i m o w y . W X I X w. kobiety opoczyńskie nosiły w zimie na wełniaku rodzaj
sukmanki zw. żupanikiem,
sukienką lub przyjaciółką.
Biedne — z kraszonego na kolor
modry partu, podwatowane; bogatsze — z zielonego, czarnego lub granatowego sukna,
podbite białym lub siwym barankiem. Do sukmanki nosiły buty z cholewami. Na pocz.
X X w. sukienka wyszła z mody; dłużej utrzymała się angierka lub wangierka&lt;&amp; samo­
działu o tle pąsowym i biało-czarnej osnowie.
Na angierki nakładano zapaskę w pas. Na szyi wieszano bursztyny (Tabl. I ) ; koło K r a ś ­
nicy, we wsi Dęby wiązano na głowie dzikówkę lub „dziką chustkę". Była to duża, weł­
niana o tureckim wzorze chustka, którą okrywano głowę i ramiona, wiązano, pod brodą
i na nią dopiero zawiązywano zapaskę na odziew. Angierki utrzymały się gdzieniegdzie do
tej pory.
W pow. rawsko-mazowieckim kobiety nosiły w zimie dywany tkane na 4-nicielnicach,
składane w trójkąt, a końce zwijano w kształt mufki. Na taki dywan nakładano zapaskę
na odziew, którą przewiązywano raz z góry, drugi raz w pasie, przekładano do tyłu i wią­
zano. Obecnie kobiety zakładają w zimie wa­
towane k u r t k i ; głowę chronią pod salinowką
lub chustką perkalową, skrzyżowaną pod
brodą i wiązaną z tyłu. Na to wkładają cieple
chustki wełniane i zapaski na odziew. Z pocz.
X X w. kobiety nosiły trzewiki, obecnie
weszły w modę wysokie buty z cholewami
(ryc. 4).
U b i ó r d o p r a c y. Do pracy wkładają
w zimie stary wełniak, kaftan watowany,
chustkę na głowę skrzyżowaną pod brodą
i związaną z tyłu, a na to jeszcze ciepłą chu­
stkę. Na nogi nakładają buty lub trepy; da­
wniej wkładano w nie wiechcie i onuce
a obecnie onuce i wełniane pończochy.
Latem noszą wełniaki robione na po­
ry wką, to jest z rzadkiej tkaniny wełnianej
Wkładają też zużyte lub bez haftów ko­
szule i stare zapaski robione na parcie lub
tkane w deseń z paczesi. Prócz wełniaków
zużywają też podniszczone kiecki. Na głowę
nakładają perkalową białą chustkę zasunięta
głęboko na twarz, związaną z tyłu, a przy
pracy w polu pod brodą. Kobiety chodzą
latem boso lub w trepach; idąc do miasta na­
kładano buty dopiero tuż przed osiedlem. Da­
wniej kobiety podczas żniw zdejmowały
wierzchnie ubrania i pracowały w koszulach.

Ryc. 35. Strój letni z fabrycznej wełny, kobieta
idzie boso, a w ręce trzyma trzewiki. Wola Załężna,
pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1948.
3 ii

�S t r ó j o b r z ę d o w y. Na przeło­
mie X I X i X X w. opoczyński strój ślu­
bny składał się z kiecki białej do pasa
zw. sorcem, na terenie półn. przyszytej
do stanika z w. dymką, z koszuli hafto­
wanej krzyżykami w kolorze czerwonoczarnym lub biało-czarnym. Do kiecki
w pas nakładano gorset i kaftan w y ­
konany z białej bawełnianej tkaniny
tkanej na 4-nicielnicach. W zimie za­
miast białego, zakładają pod kaftan
ciepły gorset.
Do sorców łub dymek noszono za­
paski wełniane, przeważnie na tle ciemno-pąsowym a w okolicach Lubochni,
Rzeczycy, płócienno-bawełniane
zw.
zapołowe. Szyto również kiecki z płótna
kupnego. Spódnica marszczona miała
u dołu 10 zakładek.
Współcześnie w okolicach Opoczna
noszą suknie szyte z płótna kupnego
przyszywane do stanika z rękawami,

Ryc. 36. Młoda mężatka w czepcu obrzędowym z 1916 r. Wola
Zależna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1948.

mocno krochmalone. Do białej kiecki zawiązują
często zapaski o jasnych barwach przetykane gęsto
białym partem. Do płóciennej spódnicy wkładano
fartuchy krótsze od niej z białej p i k i lub innych
tkanin, obszyte koronką i białe (kremowe) kaftany
z siatką.
Idąc do ślubu ,,w sorcu", .,dymce" a nawet wełniaku panna młoda zakłada na kark sałinówkę,
którą krzyżuje na piersiach. Na głowie nosi wianek
z wstrzążek, który koło Lubochni przyciska się
chustką. W X X w. weszły w użycie welony i są
powszechnie przyjęte. Do stroju ślubnego noszono
dawniej pantofle a na przełomie X I X i X X w. w y ­
sokie buty. W okolicach Lubochni prócz młodej
i druhny ubierały na głowę stroiki zdobnione pawimi
piórami (ryc. 6).

Ryc. 37. Dziewczyna we współczesnym stroju odświętnym. Ja­
sień, pow. Rawa Mazowiecka. Fot. J. Krajewska, 1954.
37

�Na przełomie X I X i X X w. chowano dziewczynę w dużej salinówce na ramionach
i chustce na głowie; mężatkę — w czepku bez chustki a na ramiona dawano połowę
prześcieradła (,,w czym nosiłaby dzieci na drugim świecie"). Starszej kobiecie zakładano
połówkę prześcieradła na ramionach, sięgało ono aż do stóp. Jeszcze i teraz starsze ko­
biety przygotowują sobie czepek lub jakiś strój na śmierć. Zmarłej dają również bur­
sztyny na szyję.

R o z d z i a ł VII.
SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU KOBIECEGO.
Koszule
Opoczyńskie koszule kobiece są podobne do najstarszych koszul męskich na ,,zaściegackę" z wywiniętą „osywką". Składają się one z dwóch części: górnej, krótkiej,
sięgającej do pasa zw. stanevi a w Radzieach Dużych ciałkiem, uszytej z cienkiego płótna,
i z części dolnej t j . nadołka przyszytej do stanu, szytej z grubego płótna często z kilkoma
wkładami dla poszerzenia (ryc. 38, 39 II.). Rękawy koszul marszczone na przyramku
(ryc. 40) a w koszulach rawskich lub północno-opoczyńskich — z kontrafałdem zdobio­
nym. Różnice w koszulach kobiecych zaznaczają się w kołnierzu i mankietach a także
w zdobieniu. Najstarsze koszule miały kołnierze stojące z wąską szydełkową ko­
ronką i były zdobione podwójną stebnówką na przyramkach i ,,osywkach".
Moda na te kołnierze przeżywa się, w Smardzewicach w koszulach późniejszych wystę­
puje haft na kanwie. Tylko w grupie odrzywolskiej przetrwały proste, wysokie
kołnierzyki, jakkolwiek noszone są oba
typy, a młode dziewczęta ubierają się
raczej w koszule nowsze.
Zmiany w kroju koszuli dotyczą tylko
mankietów, gdyż w najstarszych są one
wąskie (ryc. 6), a w późniejszych szero­
kie (ryc. 3).
Najbardziej zróżnicowany jest haft ko­
szuli; najstarsze mają wyszywane przyramki i mankiety a współczesne — ręka­
wy. W koszulach nowego typu haft jest
umieszczony pasami między zakładkami,
bądź też na całej powierzchni rękawów są
rozrzucone bukiety kwiatów.
Koronka zdobiąca koszulę zw. siotką
jest wąska w najstarszych koszulach, w
późniejszych —• rozszerza się, a motywy
zdobnicze różnicują się. W okolicach L u bochni na pocz. X X w. noszono dość szero­
ką „osywkę" z szeroką koronką. Współ­
czesne koszule „siotkowe" lub ,,z krezą"
posiadają szeroką przejrzystą koronkę,
dzierganą szydełkiem, mocno krochmaloną
i falującą.
Ryc. 38. Koszula kobieca z „nadołkiem" z ok. 1900
r. Wólka Felgustowska, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 2049. Fot. J. Kra­
jewska, 1948.
38

�3k

\

/

'

1

A

Ryc. 39. Koszule kobiece. I. — Koszula odświętna. Wola Zależna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf,
w Łodzi. Nr inw. 1250 b. I I . — Koszula z nadołkiem. Wola Zależna, pow. Opoczno. A — przód, B — tył,
C — części kroju: d — nadołek, e,ei, f — części okrywające klatkę piersiową (plecy — f, piersi — c,o),
g — rękaw, h — ćwikieł, i — mankiet, j — przyramsk, k — kołnierzyk. 1 — części tkaniny podszywa­
ne od wewnątrz pod przyramek. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 30.
Koszule lub bluzki wykonuje się przeważnie z płótna fabrycznego. W Ossie rękawy są
składane wzdłuż i zaprasowane na ostro. Koszula jest zwykle mocno krochmalona.
Ostatnio zjawia się na koszulach nowa ,ozdoba w postaci zakładek. Koszule takie są zdo­
bione przeważnie haftem o motywach roślinnych (Tabl. I V ) .
Starsze kobiety nie nakładają pod kieckę innych części bielizny a górna część koszuli
jest jednocześnie wierzchnią częścią ubrania, r ę k a w y bowiem i przyramki zdobione są
widoczne spod gorsetu (ryc. 37).

Ryc. 40. Koszula kobieca odświętna sprzed 1914 r. Smardzewice, pow. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Nr inw. 535. Fot. J. Krajewska, 1948.
39

�Kiecki
Najstarsze kiecki były płócienne. Pisze o nich Stolarski: „Kiecka sprzed stu laty była
ze zgrzebnego płótna, bardziej podobna do zwykłego worka, niż do dzisiejszej spód­
niczki. Pozostałością po kiecce sprzed 100 lat była do 1890 r. „półka" przeważnie z płótna
zgrzebnego, przykrywana zapaską z ładnego materiału, ale że zapaska krótsza od kiecki,
półkę było widać. Rozporek na przodzie przykrywany zapaską kobiety bardziej nieporządne zaniedbywały, że on często był za długi i za szeroki". Półka miała 40 cm szer. w y ­
konana dla oszczędności z partu lub z partu i wełny. (Dęby). Pozostała część kiecki
posiadała wątek wełniany przesuwany białą nitką bawełnianą. Nici lniane wątczono
w półce białym partem i czarną lub czerwoną wełną, czasem jak w Rzeczycy przesu­
wano po 2 nitki partu i 2 granatu. Kiecki były tkane w modre i czerwone lub czarne
i czerwone 2 cm prążki, wątczone białą bawełną (ryc. 42). W Treście Rządowej tkano
kieckę w 2 wełny w prążki (1 cm) barwy orzechowej i jasno-niebieskiej. J. P. Dekowski
podaje, że w 1752 r. spódnice w paski używane były przez kobiety odrzywolskie a w 1791 r.
wieśniaczka osiadła niedaleko Petrykóz miała spódnicę czerwoną w białe i niebieskie paski.
Kozłowski w „Kłosach" pisze w 1871 r„ że w Łęgonicach nad Pilicą noszono kiecki czer­
wone w paski najczęściej niebieskie, czarne lub zielone z żółtym.
Możliwe, że na terenie Opoczyńskiego jednobarwny wełniak używany był równocześ­
nie z wełniakiem dwubarwnym, chociaż moda na jednobarwne wełniaki odświętne w pol.
X I X w. mogła być d o m i n u j ą c a . W końcu X I X w. noszono w pow. rawsko-mazowieckim
jednobarwne kiecki buraczkowe, zdobione szeroką aksamitką a i dziś w okolicach L u bochni noszą kiecki jednobarwne. Biała bawełna do przewątczania kiecek używana była
w X I X w. i w pocz. X X w. W okolicach Opoczna używana była kiecka „modra" w białe
prążki (ryc. 41).
Ok. 1870 r. następują kolorystyczne przeobrażenia kiecki i przejście od dwu lub trzybarwnej — do kiecki o dnie czerwonym, zdobionym prążkami w 4 wełny lub posiada­
jącej 6—8 krasiów. Są to kolory: czarny, zielony, niebieski, buraczkowy, wiśniowy. Do
tych kolorów, które są podstawowymi dochodzi w raporcie kolor żółty lub różowy, który
czasem jest używany jako pojedyncza prążka. Początkowo była to kiecka: „drobna" o w ą 31

Ryc. 41. Kiecka ..modra" z czarno-białego samodziału. Żychorzyn. pow. Opoczno. Muzeum Etnograf,
w Łodzi, Nr inw. 444. Fot. J. Krajewska, 1948.
40

Ryc. 42, Spódnica „kiecka". Międzybórz, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 997.
Fot. J. Krajewska, 1948.

�skich paskach dna, które później rozszerzają się i są zdobione szerszym raportem zbudo­
wanym „na okrągło" t j . z symetrycznym układem barw.
Kiecka przeszła przez przeobrażenia również i w kroju. Na przełomie X I X i X X w.
noszono kiecki do pasa, bez półki z jednolitej tkaniny z zakładką lub 3—4 za­
kładkami długa po kostki, prosto opadająca, sfałdowana z tyłu, była wszyta w oszywkę

Rye. 43. Wełniak tj. spódnica zszyta ze stanikiem z 1935 r. Gorzalków, pow. Opoczno. Mu­
zeum Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1448 a. A — przód, B — tyl, C — części kroju: d —
plecy i boki, c, f — przód stanika. Linia przerywana w części, g — oznacza skrócenie dłu­
gości płatu. Rys. Pracownia Muzeum 'Etnograficznego w Łodzi. Podziałka 1 :30.
zawiązaną na przodzie. Długość kiecki odpowiadała szerokości tkaniny, gdyż pasy ukła­
dano wzdłuż a szerokość wahała się od 3,5 do 4 m.
W okolicy Opoczna kiecka w pas była modna do I wojny. W Rzeczycy ok. 1900 r. za­
częto wszywać kiecki do staników, co przyjęło się ok. 1914 r. w całym Opoczyńskiem.
W ośrodku rzeczyckim kiecki takie noszono z paskiem zapinanym na przodzie.
Ok. 1900 r. weszła w modę barwa pąsowa zw. również koło Opoczna „cerwoną" (pomarań­
czowa Tabl. I) — która występuje w dnie kiecki (szer. 3—5 cm). Raporty różnej
wielkości nie przekraczają 13 cm. Ok. 1910 r. weszło w modę dno „łowickie" zw. „pąsowe"
(żółty, chrom), ale układ barwnych pasów pozostaje w pierwszej fazie nowej mody ten
sam. Po I wojnie następuje rozbudowanie raportu barwnego (Tabl. I I ) , a ilość
odcieni powiększa się. Szczególnie charakterystyczny jest kolor różowy, wełna zaś różowa
nazywa się koło Lubochni włocka. Raport staje się asymetryczny tzw. społeczny, ostatnio
nie powtarzający się w całej kiecce. Układ barwny powstaje przez wiązanie prążek róż­
nej szerokości, przez rozjaśnianie lub przyciemnianie barwy przy pomocy wąziutkich
prążek, powstających przez 2 lub 3 przesunięcia wątkiem odpowiedniej nici. Obok pąso­
wych kiecek opoczyńskich noszono kiecki na dnie ciemnym: fiołkowym, buraczkowym,
czarnym. Obecnie nosi się kiecki o różnych dnach; najbardziej lubianym przez starsze
kobiety jest dno pąsowe lub czarne a przez młode pokolenie — dno „gąsiątkowe" (zie­
lone) „ciałowe" (różowe — Tabl. I I I ) . Kolor „ciałowy" wszedł również do raportu
i do kiecek o innym dnie.
Kiecki tkane są na postawie z partu lub kupnych nici, wątczone wełną.
Prócz kiecek wełnianych modne były jeszcze w X I X w. kiecki zw. pacześniok lub
parciok; w Glinku miał pasek biały, niebieski, granatowy lub zielony, czerwony, nie­
bieski a między nimi drobne czarne prążki. Parcioki są ciekawe z uwagi na tkacki ścieg,
gdyż moda polegała na t y m , aby w tkaninie przeświecały nici partu osnowy. Kolory­
stycznie odpowiadały modzie istniejącej w danym czasie (Tabl. I I I ) . Ciemne kiecki służyły
do „chodu" a odświętne były jasno-zielone. i jasno-niebieskie. Parciak był tkany na
lnianych niciach, wątczony wełną w „prążki" łub w „ząbki". W ośrodku rzeczyckim tkano
kiecki na białym parcie w ząbki czerwone i granatowe, między prążki zaś wpuszczano
41

�3 nitki partu. Kontynuacją parciaka jest kiecka noszona w X X w. w pow. rawsko-mazowieckim z pewnymi zmianami w układzie nici lnianych, które tworzą pasy białe i czarne
biegnące na przemian i prześwitujące przez ciemno-pąsowy wątek. Współcześnie kobiety
tkają czasem barwne parciaki na letnie kiecki robooee.
„Ząbki" modne jako ściegi tkackie już w parciakach w X I X i X X w. są rów­
nież stosowane jako przeróbka i w kieckach ciemno-pąsowych i ciemnych do pasa
w X X w. aż do wojny światowej. Szczególnie bogato były zdobione przeróbką w ośrodku
smardzewickim i rzeczyckim (Tabl. I I I , IV). Ciemno-pąsowe posiadają w całym Opoczyli­
skiem podobną modę; jest to ścieg tkacki bądź iglicowanie na warsztacie. W nowszych kiec­
kach tkanych przed I I wojną — przeróbka jest często iglicowana jedwabną łasą. W X I X w.
używano niekiedy subtelnych efektów kolorystycznych przez użycie odpowiedniego ma­
teriału i techniki tkackiej, jak przesuwanie środkowej prążki raz b a r w n ą wełną, to znów
nićmi białymi (Tabl. I I I ) .
Upowszechniające się po I wojnie kiecki o dnie łowickim były przyszyte do stanika
(Tabl. I I ) . Na stanik tkają materiał w barwach kiecki, lecz
o prążkach i
dnie
w połowie węższym. Stanik jest dopasowany przy pomocy zakładek idących od pach ku
środkowi pleców do pasa, z przodu ma odcięty karczek a dolna część ułożona jest w za­
kładki). Stanik zdobią aksamitkami wzdłuż zapięcia i wszerz nad zakładkami.
Zdobią go też atłasowe wstążeczki u k ł a d a n e w kontrafałdy (ryc. 44), paski szklokóio
i guziczki. Współcześnie kiecka posiada k r y t ą szeroką zakładkę pod aksamitkami, która
usztywnia ją dzwonowato (ryc. 45).
W półn. części Opoczyńskiego, koło Smardzewic i Odrzywołu kiecka jest puszczona
prosto i nisko zdobiona tasiemkami. W okolicach Lubochni duży wpływ posiada moda
idąca od Rzeczycy, a więc i kiecki noszone są według tamtejszej mody. Prócz nich
występują i inne formy kiecek a więc tzw. kiecka rawska, którą charakteryzuje brak

Ryc. 44. Spódnica zw. ..kiecka" ze stanikiem i paskiem .Rzeczyca, pow. Rawa
Mazow. Muz. Etn. w Łodzi. Nr inw.
3746, fot. K. Wecel.
42

Ryc. 45. Spódnica — kiecka ze stanikiem,
Sadykierz, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeurn Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 436.
Fot. K. Wecel, 1953.

�jednolitego tła, tzw. ..układanka" t j . jednobarwna kiecka układana w fałdy i zdobiona
u dołu szeregiem kolorowych wstążek oraz haftowany stanik.
Prócz kiecek wełnianych i parciaków Opoczynianki noszą latem kiecki z cienkiej
granatowej, lub buraczkowej wełny szyte z aksamitkami na staniku, bądź perkalowe.
Przed I wojną noszono w upalne dni tzw. sorce t j . kiecki do pasa z oszywką, tkane
na 4-nicielnicach, z lnianych i bawełnianych nici. W półn. części Opoczyńskiego dymki
t j . kiecki tego typu przyszywają do stanika również z zakładką. Sorce i dymki były
również strojem ślubnym. Obecnie szyją kiecki z kupnego perkalu, zaś koło Opoczna
razem z rękawami. Kiecki z perkalu weszły w modę ok, 1925 r. a w Smardzewicach
jeszcze wcześniej; szyte na staniku posiadały zakładki.
Zapaski
Z a p a s k i w p a s . Zapaski ,,w pas" są używane do każdej kiecki, tak w stroju od­
świętnym, jak i w ubiorze codziennym a dawniej wiązano je również na angierce. K o ­
biety opoczyńskie mają ich przeważnie kilka, zamożniejsze dostają we wianie i więcej niż
dziesięć, jednakże na codzień używają zapasek podniszczonych lub ciemniejszych. Oprócz
wełnianych zapasek są również używane zapaski na ,,porywkę", na targ, do pracy lub
do stroju białego, przerabiane często białą bawełną.
Takie zapaski były z końcem X I X i pocz. X X w. długie, dostosowane do długości
kiecki a szer. ok. 1,5 m (Tabl. I ) . Współczesne, są krótsze i węższe (ok. 0,5 m dłg.,
0.60 m szer.) bez oszywki (Tabl. II) zwłaszcza w okolicach Opoczna, Rzeczycy, Studzianny a tylko w okolicach Odrzywołu i Smardzewic noszą zapaski dłuższe.
Zapaska wszyta jest w oszywkę i wiąże się na tasiemki zw. stroczki lub troczki, tkane
z wełny na parcie lub kręcone w k i l k u barwach a czasem jednobarwne. (Tabl. I I I ) . Do za­
pasek ozdobniej szych przyszywają na końcach tasiemek kocotki, krzyżują je z tyłu i wiążą
z przodu w kokardę na oszywce. Zapaski w pas najstarszego typu spod Opoczna były
drobne, modre w wąskie paski przerabiane białym lub czerwono-czarnym kolorem.
W powiecie rawsko-mazowieckim noszono zapaski granatowo-białe. Zapaska w drobne
pionowe prążki używana jest dotąd, choć w innych barwach i układzie prążek (ryc. 46).
Ok. 1900 r. zapaski rozbudowują się kolorystycznie i zmieniają kompozycyjnie, w modę

Ryc. 46. Współczesna zapaska ,.na odziew", Ogonowice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr
inw. 1253. Fot. J. Krajewska, 1948.

Ryc. 47. Zapaska „w pas" z ok. 1900 r. Wola Zależna,
pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw
1267. Fot. J. Krajewska. 1948.
43

�wchodzi kolor ciemnopąsowy (pomarańczowy) zw. również cerwony, który wiąże się
z szerokimi prążkami zielonymi (Tabl. 1). Jednocześnie wprowadza się bogaty ścieg
iglicowy. Tło „cerwone" wyszło z mody od 1910 r. a na jego miejsce weszło tło „łowickie",
czyli pąsowe (chrom). Raporty takie są
budowane w 4—5 kolorach, analogicznie
do kiecki, zawsze symetryczne. Ok. 1920
r. wprowadza się do tła i raportu więcej
kolorów, to też tkanina bogaci się kolo­
rystycznie. Obecnie prócz ciemnych ko­
lorów modne są i jasne, a do białych kie­
cek —• przerabiane gęsto białą bawełną.
W Opoczyńskiem szczególnie w czę­
ści półn. rozwija się w zapasce bogaty
ścieg tkacki 4- lub 6-nicielnicowy lub
pod deskę. W okolicach Lubochni wyko­
nują od 1900 r. zapaski wełniane w „bącki" (Tabl. I I I ) w ciemnych kolorach
a także „zapołowe" z siwego partu,
przerabianego białą bawełną z pasami
0 prążkach z „bąckami" czerwono-czar­
nymi. Zapaski te są obszyte białą
szydełkową koronką. W okolicach Rze­
Ryc. 48. Zapaska w „krzyżoczki" z ok. 1915 r. Królowa
czycy robiono również zapaski w „ząbki" Wola, pow. Rawa Mazowiecka, Muzeum Etnograficzne
a niejaka Maria Chojecka z Glinnika
w Łodzi, nr inw. 3124 dep. Fot. K. Wecel, 1954.
wprowadziła ok. 1914 r. w modę „krzyżocki" i „kuloski", o ściegu dość skomplikowanym i większej ilości kolorów. Zapaski
te są zdobione szeroką wełnianą koronką; moda na ten typ trwała do I I wojny.
r

Współcześnie prócz zapasek szytych z tkaniny pasiastej robią zapaski na „ p o r y w k ę "
w kratkę, wałczone bawełną (Tabl. I I I ) , bądź o osnowie w dwu kolorach, czarnym
1 białym prześwitującym przez wełniany lub lniany wątek i dającym wrażenie tkaniny
kraciastej. Taką techniką są najczęściej wykonane zapaski dla dziewczynek. Zapa­
ski w pas typu starszego nie posiadają ozdób lub są mało zdobione b a r w n ą plotką baweł­
nianą; współczesne są zdobione pośrodku aksamitką (1—3), tasiemkami i paskiem
„szkloków", wstążkami
i koronką. Ponadto koło Opoczna obszywają często weł­
nianą siatką dolną krawędź zapaski i jej boki, a zapaski „zapołowe" siatką białą
(ryc. 37). W Glinniku i wsiach sąsiednich w okresie międzywojennym dolną krawędź zapa­
ski tkaną w „kuloski" obszywano koronką wełnianą w barwny wzór a nawet haftowano
na koronce nazwisko właścicielki.
Krótkie zapaski mają często pod aksamitkami u k r y t ą po środku zakładkę, dzięki któ­
rej zapaska układa się w sztywne fałdy. W Smardzewicach i okolicy zdobią zapaski u dołu
białymi tasiemkami.
Z a p a s k i n a o d z i e w. Zapaska „na odziew", „do odziewu" lub „do chodu" zarzu­
cana jest na ramiona dla ciepła, w razie potrzeby kryją nią także głowę. Zapaski na
odziew zakładano także na dywany, k t ó r y m i się okrywano a także na ciepłe k u r t k i
(Tabl. I I ) . W zapaskach na odziew noszą często na plecach bańki z mlekiem, zapaska więc
spełnia dodatkowe fukcje.
Z końcem X I X w. zapaski na odziew były tkane z wełny czarnej i czerwonej, grana­
towej z czerwoną lub modrej przerabianej białą. Koło Opoczna prążki były w niej nieco
szersze niż w zapasce w pas, chociaż koło Lubochni tkano prążki jednakowe, dwa razy
przesunięte bawełną.
Na ogół zapaska na odziew posiada paski pionowe, lecz koło Opoczna na pocz. X X w.
noszono również zapaski na odziew z paskami poziomymi.
44

�Ok. 1900 r. zaczęły być modne zapaski o ciemnopąsowym dnie (Tabl. I I I ) . Zapa­
ska na odziew jest wszyta w oszywkę (dł. 72 cm, szer. 7.5 cm), do której przywiązane są
troczki wiązane z przodu i tylu, jeśli zapaska przyciska ciepłą chustkę lub dy­
wan. Niektóre zapaski w powiecie rawsko-mazowieckim posiadają zakładkę,
umieszczoną w odległości ok. 30 cm od
dolnej krawędzi. Zapaski są czasem
obrzeżone aksamitką, natomiast nie po­
siadają naszytych ozdób jak zapaski
w pas. Raport zapaski na odziew zbu­
dowany jest z prążków w k i l k u kolo­
rach: czarnym, zielonym, buraczko­
wym, ciemnoniebieskim, gęsto iglicowany. Takie zapaski noszą jeszcze do dziś
staruszki. W zapaskach o dnie łowickim
ilość iglicowań zmniejsza się, zapaska
taka modna jest i współcześnie noszona
obok zapaski o dnie czarnym; tylko koło
Opoczna utrzymał się dawniejszy typ
zapaski modrej, przesuwanej białą ba­
wełną a noszonej na niepogodę. Za­
paska o dnie łowieckim i o dnie czar­
nym posiada raporty zbudowane ,,na
„okrągło", czyli symetrycznie. Szersze
Ryc. 49. Zapaska „w pas". Ossa, pow. Opoczno. Mu- Prążki akcentujące pas są buraczkowe,
zeum Etnograficzne w Lodzi. Nr inw. 3041. Fot. wiśniowe, liliowe, zielone i niebieskie;
K. Wecel.
3 lub 4 pasy tworzą tzw. modę powta­
rzającą się dokoła zapaski.
W zapaskach na odziew paski dna wahają się od 3 do 4,5 cm, natomiast raporty
w czarnych zapaskach od 4,5 do 7 cm. W łowickich pas dna ma 4 cm szer. a pas z p r ą ż ­
kami dochodzi do 12,5 cm. W obu typach zapasek są podobieństwa i różnice; w zapa­
skach o dnie pąsowym są pasy z prążkami szerszymi i bardziej rozbudowanymi niż
w zapasce o czarnym dnie.
Zapaski opoczyńsko-rawskie wyróżniają się wyraźnie wśród innych, mimo to że za­
paska o dnie łowickim przyjmuje się i poza omawianymi granicami.

Gorsety
Gorset zw. również w okolicach Lubochni gorsentem jest górną, oddzielną częścią
ubioru kobiecego, noszoną przy kiecce do pasa, z tackami wyłożonymi na zapasce
(Tab. I). Gorsety były w powszechnym użyciu do I wojny stosowane na codzień, i do
stroju odświętnego. Współcześnie gorsety utrzymały się w Smardzewicach, niedaleko
Tomaszowa Maz. i w niektórych wsiach sąsiednich. Opoczyńskie gorsety współczesne są
szyte przeważnie z czarnego aksamitu, dopasowane i bogato naszywane paciorkami,
sznurowane (ryc. 52, 53). Najstarsze gorsety były białe (Jasień).
Gorsety pochodzące z końca X I X i pocz. X X w. były najczęściej wykonane z weł­
nianego samodziału, kupnej wełnianej tkaniny, rzadziej z aksamitu lub barwnego atlasu.
Noszono je do wełnianych kiecek. Samodziały na gorsety były deseniowe lub jedno­
barwne, tkane innym splotem niż welniak, zależnie od charakteru tkaniny i przeznacze­
nia gorsetu były one różnie zdobione.
Prócz gorsetów wełnianych, aksamitnych i jedwabnych noszono gorsety białe, dese­
niowe tkane na 4-nicielnicach do „sorcu" z nici płóciennych i bawełnianych. Białe gor­
sety posiadały często wetkane wzory z bawełny czerwonej i białoczarnej lub tylko czer­
wonej w postaci 2—3 pasów, obustronnie położonych na przedniej części; niekiedy pas
7

15

�ozdabiał cały gorset wąskimi lub szerszymi prążkami powtarzającymi się do koła. W gmi­
nie lubocheńskiej kobiety nosiły do sorcu lub kolorowych kiecek gorsety zdobione
paskami w bącki (ryc. 50. I I ) . Gorsety przedstawiają ciekawy typ stroju; są krojone z ka­
wałka tkaniny z wyciętymi pachami i tackami, a do stanu dopasowane przez wszycie
w zakładki, często razem z pod­
szewką. Mogą też być gorsety kro­
jone z wielu części i zszywane lub
pasowane w kliny (ryc. 50, I I I , V),
Kroje te stosowane są do samo­
działów kolorowych i białych,
La
j
aksamitne gorsety posiadają wię­
cej cięć i są bardziej pasowane.
Najprostszy krój reprezentuje
biały gorset z Woli Zależnej, który
d
i
posiada krótkie zaszewki przy tac­
UJJJ
kach (ryc. 50, I ) ; bardziej złożony
c
jest gorset z Bukowca o w y o d r ę b ­
nionych plecach zakładkami. Dal­
sze zróżnicowanie w kroju przed­
stawiają gorsety białe (ryc. 50, I I I ) ,
U J
które posiadają odcięte od tyłu
c
przody i krótkie zakładki przy tac­
kach, bądź gorset z Zychorzyna
z dodatkowym klinem i dłuższą
zakładką na plecach i przodzie, czy
\
też gorsety z Ciebłowic z dziurka­
m i do sznurowania, z odciętym po­
dwójnym klinem i zakładką idącą
wzdłuż pleców.
Bardziej pasowane gorsety w
kliny pochodzą z północnej części
pow. opoczyńskiego i połudn. pow.
rawsko-mazowieckiego; wykonane Ryc. 50. Gorsety: I — gorset lniano-bawełniany. Wola Za­
są przeważnie z lekkiej wełny do leżna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr. inw.
jedwabiu, okrągło krojone tacki 1389. I I . — gorset z Opoczna. Nr inw. 524. I I I . — gorsety
zachodzą na siebie. Tkanina czę­ wełniane. Zychorzyn, pow. Opoczno. Nr inw. 4436. IV. —
sto krojona była w kliny ze wzglę­ gorset aksamitny. Rusinów, pow. Opoczno. Nr inw. 475. V. —
du na konieczność sztukowania gorset z zielonej kupnej wełny. Smardzewice, pow. Opoczno.
Nr inw. 4336. A — przód, B — tył. C — części kroju; d —
materiału.
Najstarsze znane nam gorsety części przednie, e — tylne, f — boczne. Rys. Pracownia Mu­
zeum Etnograf, w Łodzi. 1948. Podziałka 1:25.
miały 6—8 tacek. Zęby były sze­
rokie, gładkie, zaokrąglone jak np.
w gorsecie z Zychorzyna. Młodsze natomiast gorsety mają 10—12 zębów niekiedy
prostokątnych. Koło Lubochni nosiło się także gorset z 4 tackami. Gorsety posiadają
kryte zapięcie na haftki, bądź zapinane są na guziki czasem przyszyte po obu stronach
zapięcia. Czarny sznurek tworzy pętelki i ozdoby wzdłuż krawędzi (Tabl. I). Białe gorsety
mają białe lub kawowe guziczki, wzorzyste obszycia i naszytą koronkę bawełnianą
Gorsety aksamitne zapięte są na barwne guziczki, lecz z półn. części pow. opoczyń­
skiego i połudn. pow. rawsko-mazowieckiego mają
dziurki okute metalowymi
skuwkami do przeciągania sznur owacek (ryc. 53). Wełniane samodziały na gorsety miały
ozdobny koloryt i splot tkacki. Gorsety do sorców były również tkane ozdobnym ściegiem
,,w bącki". Prócz tego wełniane gorsety zdobione były aksamitkami, deseniowymi
46

�Ryc. 51. Gorset sprzed 1914 r. lniano-bawełniany,
tkany na 4 nicielnicach. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Nr inw. 524. Fot. J. Krajewska 1948.

Ryc. 52. Gorset aksamitny zdobiony. Rusinów,
pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 45. Fot. J. Krajewska, 1948.

tasiemkami, a aksamitne b a r w n ą plotką, bądź haftem w postaci stebnówek, ściegu
gałązkowego, i naszyć koralikami (ryc. 53). Szczególnie bogato zdobione paciorkami są
gorsety używane współcześnie (ryc. 3).

Rys. 53, Gorset sprzed 1914 r Muzeum Etnograficzne w Lodzi. Nr inw. 438. Fot. J. Krajewska, 1948
47

�Ryc. 54. Kaftany kobiece. I — z Woli Zależnej, pow. Opoczno. I I — z Bukowca, pow.
Opoczno. A — przód, B — tył, C —• części kroju: d — plecy, e — płat obejmujący przód
i bok, f — części rękawa, g — taśma do obszycia. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf.
w Lodzi. 1948. Podziałka 1:20.
Łącznie z gorsetem noszą również staniki bez tacek o kroju prostym jak np. stanik
z Radzie Dużych, skrojony z 3 części i opatrzony dwiema zakładkami.
Kaftan
Kaftan zw. dawniej spancerkiem był szyty z wełnianego samodziału, w X I X i X X w.
na tle ciemnopąsowym w zielone prążki, tkanego na 4-nicielnicach w ozdobne pęczki
(Tabl. I I I ) . Kaftan był podbity płócienną lub wełnianą podszewką z fabrycznej tkaniny
lub starym wełniakiem. Kaftany wełniane były często watowane. Opoczynianki nosiły
kaftany białe z samodziału tkanego na lnianym postawie bawełną również na 4-nicielnicach.
Kaftany składały się z pleców, dwu przodów i rękawów, były wcięte w pasie, a dolna
część pleców zaokrąglona i nieco dłuższa od przodu; zapinano je na haftki (ryc. 54). Prócz
kaftanów z samodziału noszono kaftany kupne; bogatsze kupowały „suberynowe
czarne,
wyszywane paciorkami jak sieczką". Koło Lubochni noszono haftowane na plecach. Ślubne
kaftany były białe lub kremowe zdobione siatką.
Współczesny kaftan wełniany jest szyty z samodziału o tle łowickim w ,,piąstkę"
(Tabl. U), lub z ciemnej tkaniny w kolorowe paski czy też na tle pąsowym, lecz o od­
miennym kolorycie i prążkach.
Kaftan jest krótki, prosto ścięty, zdobiony aksamitkami na przodzie i rękawach, po­
siada małe kieszonki. Charakterystyczny
dla typu współczesnego jest kaftan przed­
stawia ryc. 55.
Latem noszą kobiety obcisłe kaftany
szewiotowe w kolorze granatowym. Stan
jest u dołu zdobiony „szczypankami" uło­
żonymi na przemianlegle, do niego doszyta
układana falbanka przyciśnięta doszytym
paskiem. Kaftan taki jest krótki, sięga
ledwie pasa (Tabl. I I ) .
Ryc. 55. Kaftan kobiecy z samodziału wełnianego
o tle żółtym z naszyciem aksamitnym. Rzeczyca,
pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne
w Lodzi. Nr inw. 3747. Fot. K. Wcccl, 1953.

48

��Sukmany
W Opoczyńskiem kobiety nosiły kilka typów wierzchnich okryć różniących się krojem
i rodzajem tkaniny. Około 1870 r. w/g Kolberga kobiety miały nosić w dni chłodne białe
sukmanki z klapkami podobne do męskich, a później długie katonki znane z informacji,
obszyte sznurkiem z czerwonej wełny, na mankietach i koło kieszonek. W Kruszewcu
modne były sukmanki białe z fałdami zakładane na białe suknie do tańca. W zimie noszono
różnego rodzaju watowane okrycia lub podbite futrem. Zamożniejsze nosiły szyte z sukna
zielonego, granatowego lub czarnego z naszytymi ozdobami i tasiemkami lub gładkie.
Biedniejsze krasiły part na modro i watowały. Koło Opoczna nazywano je zuponikami,
a w półn. części pow. opoczyńskiego sukienkami, w pow. zaś rawsko-mazowieckim przy­
jaciółkami. Prócz nich noszono na przełomie w. X I X i X X wangierki lub angierki z barw­
nego samodziału. Do opisywanych żupaników zbliżone jest wierzchnie okrycie z Biało­
brzegów. Ponieważ żupaniki szyto w miasteczkach, a noszono powszechnie, jest to cha­
rakterystyczne okrycie ludowe, chociaż nazwano je angierką. Granatowe angierki bywały
podbite siwym futrem lamowanym na krawędziach, mankietach i kieszeniach, dopasowane
do stanu, zapięte na dwie klapki i mosiężne guziczki. K l a p k i zdobione były skromnym
haftem wykonanym zieloną włóczką.
Prócz żupaników z długimi „skrzydłami" noszono w poł. ub. w. krótkie zielone żupa­
n i k i dopasowane do stanu. Żupaniki posiadały tylko bogate kobiety. Sukienka była naj­
częściej jasnozielona, nosiły ją zamożniejsze kobiety, a otrzymywały we wianie. Stolarski
podaje, że sukienka jest „zbliżona krojem do sukmany, spięta na drobne guziczki od wierz­
chu do samej ziemi". Sukienka z Brudzewie (ryc. 58) jest naśladownictwem męskiej suk­
many, a szyta była przez krawca w Studziannie. Na szwach pleców, z tyłu w pasie, na
fałdach, na kieszeniach, kołnierzu i przodzie miała sukienka barwne ozdoby z atłasowych
wstążek zielonych, czerwonych, zielonego sznurka, pasmanterii, czerwonych chwastów,
kokardek i czarnego haftu łączącego wstążki i metalowe guziczki.
Angierki były noszone w całym Opoczyńskiem, szyte z tkaniny o w ą t k u wełnianym,
pomarańczowym tle zw. cerwonym, z paskami zielonymi, buraczkowymi i czarnymi,
a także czarnobiałymi paskami postawu. Angierką z Woli Zależnej może być uwa­
żana za typową, posiada plecy dopasowane, a stan odcięty. Część dolna składa się z 4-ch
b r y t ó w marszczonych w pasie z tyłu i u k ł a d a n y c h w fałdy. Jest zapięta na przodzie na
pasek z tego samego materiału. Układ tkaniny jest poprzeczny, a prążki idą poziomo,
w pasku zaś pionowo. W parafii opoczyńskiej kobiety nie ubierały się w okrycia tego typu
i można przypuszczać, że an­
gierki nosiły kobiety bied­
niejsze.
Kożuchy
Z końcem X I X i pocz. X X
w. kobiety nosiły długie białe
kożuchy z fałdami z tyłu, a
ok. 1870 r. z czerwonymi p ę ­
tlami. Posiadaniem kożuchów
chlubiły się kobiety bogate
i np. w Woli Zależnej tylko 3
kobiety miały takie kożuchy.
Po tych weszły w użycie r ó Ryc. 56. Szkic granatowej, watowanej „angierki" z barankiem Gapin, wnież kożuchy żółte, długie
pow. Opoczno, Muzeum Etnograf, w Łodzi, nr inw. 982, A — przód, lub krótsze, a moda na nie
B — tył. Rys. J. Golczyńska, 1948 r.
ł łącznie z modą męską.
s z

4 Strój Opoczyński

a

49

�Ryc. 57. Sukienka z zielonego sukna fabrycznego z ok. 1900 r. Brudzewice, pow. Opoczno, Muz. Etn.
w Łodzi, nr inw. 2664. A. — przód, B. — tył, C. — części kroju: d — przód, e — klin tylny, f —
części oddzielające drugi klin (nie przedstawiony na rysunku), g — plecy, h — rękaw, i — man­
kiet, j — kołnierz, k — sztukowanie materiału. Rys. pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. Podziałka 1:30.
Kobiecy

strój

głowy

Kobiecym strojem głowy są w Opoczyńskiem rozmaitego rodzaju chustki i czepce.
Chustki są nakryciem codziennym bądź świątecznym, letnim i zimowym. Czepce noszą
kobiety do stroju odświętnego i obrzędowego.
Chustki
Na przełomie X I X i X X w. kobiety nosiły powszechnie duże salinówki z cienkiej
wełny drukowanej w kwiaty. Chustki były dwu rozmiarów, najczęściej używano na
modrym tle, lecz również i na tle zielonym, pomarańczowym, kremowym lub jak mówią

Ryc. 58. Kożuch tzw. „sukienka" kobieca z zielonego sukna. Brudzewice, pow. Opoczno, Muz. Etno­
graf, w Łodzi, nr księgi wpływu 2664, fot. J. Krajewska 1948 r.
50

�w częściach eh, ds, d4 oznacza skrócenie długości płata. Rys. Pracownia Muzeum
Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1:30.
w Jasieniu „biołnym, cerwonym, zoltyra". Taką chustkę wiązano „na okrąg". Koło
Opoczna obwiązywano głowę chustką złożoną w róg w ten sposób, że końce chustki krzy­
żowano raz na potylicy nad rogami chustki spuszczonymi na plecy, następnie okręcano
nad czołem i z powrotem zatykano oba końce z tyłu. Natomiast w półn. części pow. opo­
czyńskiego od Dęborzeczki i w połudn. części rawsko-mazowieckiego chustkę po skrzyżo­
waniu nad czołem opasywano ciasno dokoła głowy, tak że krawędzie stykały się po środku,
a frendzle były wyłożone na wierzch. Końce chustki wiązano na zewnątrz. Mężatki po­
dobnie wiązały chustki na czepcu. Za chustkę zatykały dziewczęta rutę, astry, stokrotki
lub suche kwiatki, bez ruty do kościoła nie chodziły.
W X X w. przyjmuje się powszechnie mała salinówka. Najstarsze małe salinówki miały
modre tło, a współczesne są w barwach ciemnych, (orzechowej), nigdy czerwone z wyjąt­
kiem okolic Spały, gdzie czerwona salinówka przyjęła się ze względu na udział dziewcząt

Ryc. 60. „Angierka" kobiece okrycie wierzchnie z ok. 1910 r. Wygnanowo, pow. Opoczno. Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1359. Fot. J. Krajewska, 1948 .
4*

51

�w dożynkach. W okresie jej rozpowszechniania się była zakładana głęboko na głowę,
zakrywając z przodu włosy, a nawet uszy (Tabl. I I ) .
Współcześnie przyjął się wśród dziewcząt zwyczaj wiązania chustki wysoko, odsłaniają
one włosy nad czołem (ryc. 3). Latem nakładają na salinówkę chustkę perkalową. Pod­
czas wojny z braku salinówek haftowano w kwiaty chustki perkalowe.
Latem na codzień noszą najczęściej białe chustki perkalowe wiązane jak salinówki,
pod brodą, głębiej osadzone na głowie, dla ochrony przed wiatrem lub słońcem (ryc. 35).
Od 1900 do I wojny ok. Kraśnicy, Radzie, Sołka noszono do angierki dzikie chustki lub
dzikówki o tureckim wzorze, zarzucane na głowę i krzyżowane pod brodą, a przytrzymy­
wane zapaską do odziewu. Współcześnie kobiety noszą zimą chustki wełniane, wykonane
szydełkiem bądź kupne, pluszowe, pod które wiążą najczęściej białe, perkalowe.
Czepce
Czepiec jest strojem mężatek do stroju uroczystego
Opoczyńskiego istniały 3 typy czepców: czepiec z niską
materiału, gdyż kryła go chustka (ryc. 61, I). Czepiec z
waną i z takimż wiązaniem (ryc. 61, I I I ) i półczepek zw.
cie później i był noszony bez chustki (ryc. 61, I V ) .

łącznie z salinówką. Na obszarze
główką nieozdobioną, z lekkiego
wysoką główką z tiulu zahaftopólcepkiem, który wszedł w uży­

Ryc. 61. Czepki. I . Czepiec odświętny sprzed 1914 r. Wola Zależna, pow. Opoczno. I I . Cze­
pek odświętny mężatki sprzed 1914 r. Zychorzyn, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 463. III. Czepiec odświętny mężatki. Brudzewice, pow. Opoczno. Nr inw.
3917. IV. ,.Półczepek odświętny mężatki. Smardzewice, pow. Opoczno. Nr inw. 3034.
A — widok ogólny, B, C — krój głównych części. Rys. M. Bombianka i J. Krajewska,
1948. Podziałka 1 :30.
Czepce z płaską główką były powszechnie noszone, natomiast z wysoką i z haftowa­
nymi bandażami były używane tylko w płn. części pow. opoczyńskiego. Ozdobą czepca
są „koronki" czyli krezy z tiulu podwójnie złożonego (dł. 3,5 m, szer. 4 cm), mocno
nakrochmalone karbowane, okalające krawędź, zdobione wstążkami. Koronki przyszyte do
krawędzi i ściągnięte do tyłu sznurkiem przewleczonym w tylnej części czepca okalały
twarz. Często zakładano dwa czepce dla podwojenia ilości falbanek. „Koronki" ozdabiano
wstążkami i szychem (Tabl. I), wstążką b a r w n ą podwójnie złożoną, pośrodku prze­
ciągniętą węższą zieloną, różową z wszytym pączkiem.
W czepcach było po 7 ozdób rozłożonych symetrycznie. Charakterystyczną ozdobą jest
pewien rodzaj rozetki marszczonej z wstążki przyszytej do krawędzi falbanek, zwykle po
dwie (zielona i ciemnoróżowa) lub po trzy (dwie różowe, w środku zielona). Innym typem
ozdoby jest wstążka o krawędzi zębatej układana w dwu rzędach między falbankami.
Do czepca z niską główką stosowano dwa typy kroju: na główkę wycinano prosto­
kątny materiał (ryc. 61,1) składano w pół zaszywano i marszczono na czubku. Dolną część
zakładano do przewlekania sznureczkiem ściągającym czepiec do tyłu. Odmianą jego jest
czepiec z bandażami przyszytymi do prostokąta.
Inny typ kroju (ryc. 61, II) polega na nacięciu prostokąta, aby wydzielić w n i m dwie
wstęgi i zaokrągloną główkę. W dolnej części czepca robiono zakładkę do nawlekania nici.
52

�Drugi typ czepca z wysoką główką
!z tiulu i przyszytymi bandażami ma
główką w postaci szerokiego owalu
o ściętych końcach (ryc. 61, I I I ) . Dzięki
rozszerzeniu główki widoczna jest ko­
ronka. Brzeg dolny zawija się dla prze­
wleczenia nitki. Bandaże są u nasady
zmarszczone. Główka czepca i bandaże
mają przeważnie ręczny haft o wzorach
geometrycznych i roślinnych.
Półcepek (ryc. 61, IV) przykrywa tylko
część głowy; posiada on kształt owalny
0 ściętych rogach i bandaże z haftowa­
nego tiulu. Bandaże wiązano pod brodą
w kokardę. Czepiec taki zdobi krótka
falbanka, duża kokarda z atłasowej
wstążki i sztuczne kwiaty.
Obrzędowe czepce są dwojakiego ro­
dzaju: oczepinowe i „na błogosławień­
stwo". Oczepinowy nie różnił się od
ogólnie przyjętych, ubierano w e ń młodą
mężatkę podczas oczepin na weselu. Na„ gosławieńtomiast czepiec na „błogosławieństwo"
t o " . Radzice Duże, pow. Opoczno. Fot, J. Krajewska,
był specjalnie ozdabiany. Ubierała go
1946.
młoda mężatka w tydzień po ślubie
jadąc do kościoła. Są to dwa rodzaje czepców różniące się kształtem i wystrojem. W oko­
licach Opoczna noszono z miękką, niską główką bez bandaży. Natomiast czepiec w półn.
części Opoczyńskiego ma wysokie tiulowe denko haftowane i 2 bandaże zwisające z tyłu
razem z końcami różowej wstążki. Pod główką kładziono gałązkę sztucznych kwiatów.
Koło Opoczna z obu stron czepca przypinają różowe kwiaty, a pośrodku niebieskie; z tyłu
przyczepiają kolorowe wstążki, a przody zdobią sychem. W ten sposób główka czepca
staje się stożkowata i jest mało widoczna spod kwiatów (ryc. 36). Czepiec z wysoką główką
typu północnego uzupełniają w Radzicach Dużych gałązki zieleni upinane od ramion do
pasa. Kobieta trzyma w ręce różową wstążkę z zielenią. W Brudzewicach i Ossie
często miast kwiatów używają grzebieni, przez które przewlekają szych. Obecnie w Brzegu
1 w okolicach Rzeczycy, gdzie kultywuje się stary zwyczaj, kładą pod czepce żywe kwiaty
związane w bukiecik.
R

y

s

W

c

6 2

M ł o d a

m £ ; ż a t k a

w

c z e p c u

n a

b}0

W i a n e k ś l u b n y i s t r ó j g ł o w y d r u h n y . Panna młoda ubierała się do ślubu
w wianek zw. w okolicach Lubochni „cepkiem ze wstążek" lub wprost „wstążki". Wianek
upina się z kolorowych haftowanych wstążek.W upięciu zachodzą różnice między połudn.
a półn. częścią Opoczyńskiego. W okolicach Opoczna, Smardzewic, Drzewicy upinają wianek
zw. w Smardzewicach pieski. W t y m celu przekładano 2 wstążki tak, aby tworzyły po
rozwinięciu rodzaj łańcucha, w którego oczka umieszczano szych. W okolicach Opoczna
upinano je rzędami na okrągłej główce z płótna, czy innej tkaniny. Główka była pokryta
wstążkami i szychem. Z tyłu wianka opuszczano haftowane wstążki (ryc. 62). Podobny stroik
istniał w Lubochni upinany w dwa lub trzy rzędy wstążek z pękiem szychu na czubku.
Okolice Lubochni znały również inny typ wianka właściwego dla półn. części pow. opo­
czyńskiego, i połudn. rawsko-mazowieckiego, a mianowicie wstążki upinane w poziomych
rzędach, w zmarszczki przyczepione szpilkami, na czubku szych, a z tyłu wstążki. W oko­
licach Lubochni było ich 12. W Liciążnej miały być niegdyś pawie pióra na czubku
wianka, zastąpił je później szych. Druhny również nosiły tasiomki, t j . wstążki podobnie
jak panna młoda upięte na nakrochmalonej główce aż do cubka, gdzie przyczepiano p ę k
53

�pawich piór. W Podmałczu tego stroika używały panny przy noszeniu chorągwi na Wiel­
kanoc. Ubierały się wtedy w biały strój.
Obecnie wianki ślubne wyszły z mo­
dy, a młoduchy idą do ślubu w welonie,
natomiast wianek ślubny jest jeszcze
I
żywym wspomnieniem i kobiety umieją
go upiąć.
Uczesanie

kobiet

Na przełomie X I X i X X w. do 1925
r. koło Opoczna i Smardzewic nosiły ko­
biety włosy zakręcone w węzełek i w y ­
sunięte spod ucha; w Radzicach Dużych
tylko panny nosiły warkocze i wplatały
w nie wstążki. Natomiast w pow. rawsko-maz. i mężatki plotły warkocze.
Uczesanie kobiet uzupełnione było trze­
ma kosmykami włosów na czoło i nad Ryc. 63. Dziecięce okrycia głów sprzed 1939 r. I . —
uchem bądź na czole dwa kosmyki za­ czepek dziewczęcy, Opoczno. I I . — czepek dla dziew­
kręcone w przeciwne strony (Tabl. I ) . czynki i chłopca. A — ogólny widok, B — części kroju:
d, di — części okrywające głowę od czoła po potylicę,
Tego typu loczki koło Opoczna na­ c, ci — okrywające boki. Muzeum Etnograficzne
zywano „fryzurką", w Radzicach D u ­ w Łodzi. I . Nr inw. 563, I I . Nr inw. 656. Rys. Praco­
żych „muce", w Rzeczycy „ c u p r y n k ą "
wnia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1:10.
Przycięte włosy nad uchem nazywano
„pejsy". Obecnie niektóre starsze ko­
biety zachowały zwyczaj noszenia kosmyków, natłuszczano je lub lepiono cukrem.
W pow. rawsko-maz. był zwyczaj, że panna młoda szła do ślubu z rozpuszczonymi
włosami. Podczas wesela włosy rozplatano, lecz nie ścinano. Obecnie dziewczęta noszą
dwa warkocze, w które wplatają różowe wstążki.
Obuwie

i

pończochy

W X I X w. kobiety nosiły zimą wysokie buty jak chłopi, lecz bez wywijanych cholew.
Powszechnie noszono buty proste nakładane latem na bose nogi, a w zimie z wiechciem

Ryc. 64. „Krakuska" tj. czapka chłopię­
ca z białego atłasu sprzed 1939 r. Wła­
dysławów, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 562.
Fot. K. Wecel, 1954.
54

Ryc. 65. „Krakuska" tj. czapka chłopięca
wykonana szydełkiem z wełny. Rusinów,
pow. Opoczno. Muzeum Etnograf, w Łodzi.
Nr inw. 561. Fot. K. Wecel, 1954.

�w środku dla ciepła. Prócz wiechcia używały onuc. Panna młoda czasem na weselu tańczyła
bosymi nogami w wysokich butach. Zwyczaj chodzenia w butach u t r z y m a ł się do dziś,
chociaż dziewczęta kupują także modne obuwie. Na przełomie X I X i X X w. weszły
w użycie trzewiki.
Trzewiki były szyte z cholewkami, a i m wyższymi, t y m były paradniejsze, na wygina­
nych obcasach, sznurowane. Koło Opoczna zdobiono trzewiki żółtymi oczkami i bukwami,
t j . żółtymi guziczkami. Bukwy układano w trójkąt, a trzewik sznurowano zieloną wstążką.
W połudn. części pow. rawsko-maz. ok. 1900 r. podbijano trzewiki podkówkami i noszono
z żółtymi guzikami do czarnych sznurowadeł. Młodsze nosiły różowe i pąsowe, do ślubu
wkładały pantofle na jeden guzik.
Trzewiki były obuwiem odświętnym; kobieta szła do miasta boso, i dopiero przed
wejściem nakładała trzewiki. Zwyczaj to dotychczas stosowany. Do roboty chodzą r ó w ­
nież boso, a w razie zimna lub do niektórych robót wkładają trepy. Do trzewików nosiły
kobiety białe lub czarne pończochy bawełniane, a w zimie wełniane. Moda trzewików
przeżyła się w latach 1920—1925, choć niektóre starsze kobiety dotychczas je mają.
Latem kobiety nosiły płytkie pantofle, koło Opoczna z wełnianego samodziału lub czar­
nego sukna, z bokami i spodem ze skóry, były one obszyte aksamitką, zdobione tasiemką
zieloną, czerwoną oraz plotką przyszytą wpoprzek buta trzykrotnie; sznurowane kolorową
tasiemką.
W Rzeczycy, z której obuwie rozchodziło się dalej, pantofle były płytkie bez obcasów
wykonane z baraniej skóry, farbowanej przez szewca. Z wierzchu zdobione były wąskimi
tasiemkami: zielonymi, czerwonymi, czarnymi.
Obecnie latem kobiety również noszą pantofle kupowane w mieście, do nich białe
pończochy robione na drutach w deseń bądź kupne. Do zwykłego ubioru ciemne.
Biżuteria
Do dawnego stroju nosiły kobiety prawdziwe korale. Bogatsze 8—12 sznurków i bur­
sztyny szlif owane, do 3 sznurków. W pow. rawsko-maz. dodawano do nich dętki, t j . drobne
perełki, a także bursztyny. Między korale i bursztyny nawlekały medaliki i mosiężne
krzyżyki, ofiarowane najczęściej pannie na szczęście przez kawalera, zwane
kościakami.
Był zwyczaj w okolicach Rzeczycy, iż na Wielkanoc dziewczyna za krosonki otrzymywała
od chłopca podarunek z bursztynu. Biedniejsze nosiły sztuczne korale lub gronotki albo
kamienioki. Współcześnie nakładają kolorowe kryształki, w okolicach Opoczna seledy­
nowej barwy. Koło Smardzewic zawieszają wiele sznurków dużych kolorowych dętek,
tzw. gniotków, które przyczepiają do gorsetu kokardami.

Rozdział

VIII

WYTWÓRCY I MATERIAŁY
Po wsiach i miasteczkach opoczyńskich skupiali się różnego rodzaju rzemieślnicy
dostarczający surowca bądź niektórych części strojów, sprzedawanych także na jarmar­
kach, targach i w sklepach, takie jak: sukmany, kożuchy, kapelusze, czapki i buty.
W X I X w. najwięcej tkaczy było w Żarnowie, Odrzywole, Gielniowie, Białaczowie,
Klwowie; wyrabiali oni sukna i płótna. Największym ośrodkiem był Klwów, w k t ó r y m
w 1820 r. pracowało 15 krawców, 25 kuśnierzy i 30 szewców. W Odrzywole pracowali
kapelusznicy, a w Drzewicy wyrabiano tasiemki.
B y l i też miejscowi garbarze, którzy dostarczali skór na kożuchy i obuwie, folusznicy
forujący sukno, przędzalnicy, gremplarze i „falbierze", którzy krasili wełnę; obok nich
drobni wytwórcy, np. kowale, wyrabiający podkówki i huncfoty, nim przemysł fabryczny
puścił swoje wyroby na rynek. A dalej układacze karbowanych cholewek, „cepcarki"
szyjące i układające czepce i in.
55

�Najsilniejszym ośrodkiem handlowym było Opoczno, choć i w innych miastach odby­
wały się tradycyjne jarmarki np. w Nowym Mieście na Św. Marcina był duży zjazd
kuśnierzy z kożuchami. Kożuchy białe z czarnym barankiem były pochodzenia miejsco­
wego, ale kożuchy żółte zw. tohibami sprowadzano ze wschodnich terenów kraju i z Rosji.
Obecnie odbywają się również tradycyjne jarmarki np. w Studziannie (z końcem wrze­
śnia), na których sprzedawany jest sprzęt tkacki, kołowrotki, wrzeciona, płochy itp. Ma­
sowa produkcja rzemieślnicza musiała mieć znaczny w p ł y w na upowszechnienie się
pewnego typu stroju, a B. Stolarski przypisuje w p ł y w na zmianę mody wiejskiej —•
krawcom.
Krawcami przeważnie b y l i Żydzi szyjący sukmany i białe portki; kobiety szyły też
portki w domu o ile nie były to portki z fałdami. W X I X w. zawodowi krawcy wędrowali
od wsi do wsi i najmowali się do szycia, dopiero po upowszechnieniu się maszyn do
szycia powstawały pracownie w miasteczkach, chociaż i synowie małorolnych chłopów
uczyli się krawiectwa.
Szewcy, podobnie jak krawcy, szyli buty na sprzedaż i na zamówienie. Buty w 8 kan­
tów szyli wprawdzie szewcy, ale kanty układał często chłop ze wsi. Forma ich składała
się z dwu połówek u dołu karbowanych, k t ó r e chłop wkładał do buta i wbijał między nie
klin, dla lepszego dopasowania do cholewy. Kanty układał szczypcami i poprawiał lub
dociskał drewnem. Taką modę zaprowadzili w parafii opoczyńskiej pierwsi Purguty.
Buty karbowane przywozili z sobą żołnierze wracający z wojska, np. Jan Wójciak
z Jasienia. Buty z kantami robił specjalista w Brenicy, który jednak warsztat szybko
zwinął, bo mu się nie opłacał.

Ryc. 66. Kobiety w ubiorach roboczych przy międleniu lnu. Dąbrówka, pow. Opoczno.
Fot. J. Krajewska, 1946.
56

�Szewcy zszywali buty dratwami; ok. 1870 r. szewc z Rzeczy­
cy zaczął zbijać podeszwy kołeczkami, które strugał mu syn.
Wyrabiali oni również letnie obuwie kobiece z materiałów
fabrycznych lub z samodziału. Trzewiki robił szewc z Rzeczycy
z baraniej skóry farbowanej przez niego koperwasem. Przyszwy przyszywał na kopycie do podeszwy i wywijał je na od­
wrót. Był to rodzaj płytkich pantofli bez obcasów, zdobionych
tasiemkami zw. ciżemkami. Podobne noszono koło Opoczna.
Później wyrabiano trzewiki sznurowane z kupnymi sznurowa­
dłami.
Wśród innych rzemieślników, którzy wpływali na strój l u ­
dowy byli tkacze mieszkający w małych miasteczkach i wsiach.
Mężczyźni pracowali na ciężkich warsztatach. Współcześnie za­
wodowym tkactwem zajmują się raczej kobiety. Sukienki
i żupaniki, kaftany i gorsety robione były też z kupnych mate­
riałów. W X I X i X X w. kobiety tkają sukno na sukmany, tkani­
ny na spodnie, spencery, lejbiki, kiecki, zapaski, prześcieradła
i koszule. Sukna na sukmany i białe portki były robione tech­
niką zw. „wełna w e ł n ą " lub na wełnianej osnowie wałczonej
nicią lnianą, techniką krzyżową. Taka tkanina była zupełnie
rzadka, lecz gęstniała po zbiciu na foluszu. Osnowę lnianą w a ł ­
czono również wełną. Na sukmany i sieraczkowe kapoty kręco­
no lub gremplowano wełnę czarną z białą; tkaninę taką zszy­
wano końcami, wieszano na drągu i obciążano kamieniami, aby
ją naciągnąć. Innych tkanin nie folowano. Folusze mieściły się
przeważnie w młynach, gdzie były pytle, t j . stępy do foluszu;

Kyc. 67. Deseczka tkacka
tzw. „płoszka" do tkania
tasiemek z ok. 1875 r. Sadykierz, pow. Rawa Mazo­
wiecka. Muzeum Etnograf,
w Łodzi. Nr inw. 4219. Fot.
K. Wecel, 1953.

między in. był folusz na Fryszerce nad Pilica, w idzikowicach, a później w Tomaszowie
i wielu innych miejscowościach.
Tkaniny na stroje opoczyńsko-rawskie umie tkać niemal każda kobieta. Do tkaniny
domowej roboty stosuje się wiele splotów tkackich i iglicowanie na warsztacie dające
efektowne wzory.

57

�Len i wełnę przędą na kołowrotku lub przy pomocy wrzenciona (Radzice Duże)
i przęślicy. Uprzedzone nici zwija się na motowidle dla otrzymania odpowiedniej ilości
pasm, które oddaje się do „falbierza". Farbiarnie mieszczą się w Opocznie, Studziannie,
Rzeczycy. Rozmaite barwy mają t u ciekawe nazwy: zielonkowato, zielono, dwa razy
zielono, zgniło, jasnozielono,
wściekło
(odcień zielony), fiołkowa, bladoniebieska, lachmusowo
(odcień niebieski),
niebowo, ceglasto, wisinkowo, bordowo,
ogniowo (odcień różowy), ciemnoróżowa, jasnoróżowa, buraczkowo,
cielisto,
punsowo,
ciałowo,
pioskowo
(żółty),
gunsiuntkowo, krymowo, żółto,
como;
nie wyczerpuje to wszystkich odcieni
używanych w tkactwie opoczyńsko-rawskim. Istnieje tu też pewna moda. Tło
kiecki zwą dnem, prążki brożkami,
a szereg raportów tworzących całość
konstrukcyjną i b a r w n ą nazywają mo­
dą, powtarzającą się w kiecce lub
zapasce.
Przygotowane pasma l n u lub farbo­
wanej wełny nakładają na wijatki, t j .
koziełki i zwijają w kłębki. Wełnę do
c
d
walczenia zwijają w cewki na koło­
Ryc. 69. Tkaniny czteronicielnicowe używane na gor­ wrotku lub potaku. Cewkę wkłada się
sety, a — okolice Opoczna, b •— z Zychorzyna, c, d —
z Woli Zależnej, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne do cółka, a lniane nici w kłębkach do
w Łodzi Nr inw. a — 7965, b — 517, c — 1389, d — pudła, odpowiednią ilość nitek przewle­
3758. Fot. K. Wecel, 1953. (powiek.).
kają przez dziurawkę i snują na snowadłach, pasma zaś nawijają na wałek.
Koło Opoczna snują nici specjalistki-snowarki. Wał przynosi kobieta własny i snowarka
nakłada nań osnowę. Dalsze założenie osnowy na krosna należy do tkaczki. Kobiety często
same snują osnowę.
Do postawu używają włókna cienkiego, najlepszego po w y czesaniu lnu, a poczesnym
wątczą płótna na koszule. W Smogorzowie najcieńsze płótno zwą „cienkim" i robią
z niego prześcieradła.
Takiego postawu używają też do tkania wełniaków i zapasek, chociaż nić może być
cieniej lub grubiej uprzędziona. Ilość lnu i wełny ściśle się oblicza, aby nie zostało
zbędnej osnowy i aby ufarbować tyle wełny, ile wychodzi na wełniak czy zapaskę. Nić
mierzą na łokciowym lub smyczkowym motowidle (półtora łokcia), są i dwułokciowe;
nawija się na n i m 18—20 pasm lnu, a na osnowę wełniaka farbuje się 2 kg wełny.
Na zapaskę na odziew idzie 7 pasm lnu i 1 kg wełny, na zapaskę w pas: 5,5—6 pasm
lnu i 0,5 kg wełny. Zależnie od jakości tkaniny używa się różnej płochy; i m płocha rzadsza,
t y m więcej wbija wełny. Na wełniak lub zapaskę na odziew używają płochy nr 18, 19, 20,
zależnie od grubości nitki. Przy najcieńszych niciach lnianych i wełnianych tka się nr 20.
Dla wykonania ładnych tkanin nabiera się w treść po jednej nitce, wtedy wełna kryje
part. Na wełniaki robocze, „na p o r y w k ę " lub parcionki, na angierki i współczesne
zapaski — nabierają po dwie n i t k i w treść i tkają w 10 i 12, wtedy przez wątek prze­
śwituje osnowa. Oszczędza się wtedy wełny na wątczenie.
Zapaski na odziew tkano również w tę samą płochę, co wełniaki i zapaski w pas,
t j . w 16, ale robią również w płócienną płochę, t j . w 14. Na zapaskę na odziew nie na58

�biera się osnowy na całą płochę tylko 70 cm. Płótno na koszulę robią w 14, na spodnie
robocze w 10. Wątczą pacześnymi p a k u ł a m i kraszonymi na czarno. Postawa barwy natu­
ralnej na męskie ubranie składa się z 10 pasm czarnej przędzy i 2 kg wełny.
Tkaniny na kolorowe portki, spancery w tzw. ząbki (Tabl. I I I ) zapaski w „bącki",
dywany w tzw. „zęby" z 1900 r. wykonywano na 4-ch lub 6-ciu nicielnicach lub „pod
deskę". Tą techniką tkano również materiały na „sorce" i „dymki", białe gorsety i kaf­
tany dając w postawie nici lniane, £ w w ą t k u — bawełniane. Czerwone i czarne wzory
iglicowano lub tkano przy odpowiednim założeniu osnowy. Ok. 1914 r. zapaski w „ k u loski" i „krzyżocki" robiono na 4-nicielnicach i 6-iu punozach. Ścieg zw. drelicho­
w y m lub „sagatem" wymaga odpowiedniego wiązania nicielnic z punozami. Jest to tkanina
gęsta, a prążki wychodzą na niej ukośnie. Robiono z niej kiecki, gorsety, portki robocze,
aby były mocniejsze.
Na krosnach tkały kobiety męskie pasy parciane lub wełniane, lecz obok techniki
tkackiej znają też plecionkarską, stosowaną do wyrobu siatkowych pasów. Pasy siat­
kowe plotą kobiety na bardzo p r y m i t y w n y m warsztacie, snując mianowicie na kołkach
osadzonych w desce osnowę w dwóch warstwach długości potrzebnej na pas, dają
w osnowie odpowiednie barwy, a następnie przeplatają nitkę po nitce. Splot usuwa się
wciąż k u końcowi, a ponieważ osnowa skraca się — kołki, na które jest nawinięta, prze­
suwa się bliżej. Plecenie kończy się pośrodku, a ostatnie n i t k i przeciągają szydełkiem,
przez co powstaje zgrubienie; na końcach wiążą chwasty.
Tasiemki lub troczki tkają na warsztacie bez płochy; n i t k i postawu przechodzą przez
bardzo wąskie nicielnice, dobijają wątek deseczką lub kopystką. Tasiemki można robić
i bez krosien, zawieszając osno­
w ę na gwoździu, a u t k a n ą ta­
siemkę okręcając dokoła pasa;
przy takim tkaniu posługują się
płoszką
(ryc. 67) przez którą
przewlekają n i t k i osnowy, w ten
sposób, że w każdy otwór i ziew
kładzie się 2 n i t k i po jednej w
2-ch warstwach — górnej i dol­
nej, dla otrzymania jednakowej
tkaniny z obu stron a w zewnę­
trzne oko 2 nitki. Tasiemek ta­
kich można robić kilka m e t r ó w
dziennie. (Tabl. I I I ) .
Szyciem zajmują się kobiety
same, niekiedy tylko dają je
specjalistkom mieszkającym na
wsi. W okresie pańszczyźnia­
nym, kiedy kobiety nie miały
czasu, szyły po drodze idąc na
pańskie (wieś Luboszewy).
Czepki szyły cepcarki, prały
i układały koronki do czepców
oraz przyozdabiały je. Wyprane
i nakrochmalone koronki ukła­
dano na warsztaciku w postaci
klocka, na k t ó r y m przekładano
je słomkami, uzyskując w ten
sposób rurkowane falbanki.

Ryc. 70. Narożnik kołnierza koszuli męskiej z ok. 1910 r. Haft
czarno-żółto-czerwony. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw.
2237/20. Fot. K. Trzebiatowski, 1951. (powiek.).
59

�Kiecki układają w fałdy same kobiety, ułożoną kieckę zbijają i wiążą sznurkami,
kładą na to ciepły chleb, aby fałdy naparowały się i dobrze ułożyły. Dawniej nie pra­
sowano koszul do spancera, lecz maglowano. Stroje przechowują w skrzyniach, czepki
w łubiankach.

Rozdział

IX

HAFTY I KORONKI
Hafty nazywają w Opoczyńskiem wysycia, wykonują je bawełną zw. zapoł. Wyszyciami zdobione są męskie i kobiece koszule, w męskich — haftują kołnierzyki, mankiety
i „wykłady". W kobiecych — przyramki i mankiety, a w późniejszej fazie również
kołnierzyki.
Najstarsze hafty, to proste stebnówki wykonane białą lub czarną nicią, albo czerwonoczarne proste ściegi, którymi wykonywano krzyżykami „byle jaki owsik". Dopiero na
przełomie X I X i X X w. rozwinął się krzyżykowy haft liczony w/g nitek płótna, wyko­
nany czarnym i czerwonym „zapołem", bogaty pod względem ilości m o t y w ó w i układów.
Przypuszczać można, że czerwono-czarny haft przyszedł na teren Opoczyńskiego w for­
mie wykształconej. W/g T. Seweryna w okolicy Opoczna nazywano hafty te „dębskimi",
gdyż z Dęby miały wziąć początek. Haft ten określają jako szycie krzyżockami
lub koziełkami. Ornament ma charakter pasowy, asymetryczny, składa się z k i l k u elementów.
W haftach tego typu biegnie obok siebie kilka pasków o różnych motywach geometrycz­
nych; dzielą je linie stebnowane, krzyżyki, owsik, stebnówka, linie łukowate. Część górna
paska posiada zgeometryzowany
ornament roślinny.
W następnej
fazie rozwoju
haftu środkowa linia ornamentu
zawiera przeważnie powtarzający
się motyw roślinny, ujęty w rzędy
l i n i i o wzorach geometrycznych.
Ten sam układ, prócz techniki
krzyżykowej stosują w ornamen­
tach ściegiem płaskim białym, żół­
tym, niebieskim, wyjątkowo zielo­
nym. Ściegi płaskie
nazywają
„kładzune" lub „za nitkom" (Małoszyce) .
Studzianna i Rzeczyca były
ośrodkami w których rozwijał się
haft czarno-biały w 1900—1914 r.,
Haft czarny jest charakterysty­
czny motywami geometrycznymi
lub roślinnymi, wydobywanymi
krzyżykami z tła (ryc. 72). Między
pasami wykonanymi czarną ba­
wełną występuje pasek z motywa­
m i roślinnymi traktowanymi rea­
listycznie, haftowany białą baweł­
ną (ryc. 73, 74). Do barw czarno­
białych, czerwono-czarnych do­
chodzi później barwa żółta, niebieRyc. 71. Haft na „Osywce" tj. kołnierzyku koszuli kobiecej, ska i inne, wykonane ściegiem zw.
Brzustówek, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. „śledziuna". Równolegle i symeNr inw. 2235. Fot. K. Wecel, 1953. (powiek.),
trycznie biegną linie wypełnione
60

�-

&gt;

i

ii
I

M

Br

Z

IIIIIHI
1
1
11
1

Tablica IV.
Hafty na koszulach, tasiemki do wigzania zapasek i męskie pasy

J

�prostym lub ukośnym ściegiem płaskim, jak „wałecek" (Małoszyce), „dróżka" (Ossa),
„zęby" i „łańcusek" (Rudki), zębata a szeroka plotka, prosty owsik itp. Ścieg okręcany po­
jedynczą nitką zwą stebnówką okręcaną, lub pojedynczy, podwójny i potrójny „ m a t a c "
haftują nicią białą, inne ściegi nicią żółtą. Znane są też ściegi gałązkowe „warkocyk"
(Grotowice), „drobna plecionka" (Ossa), „lisi ogun" (Małoszyce). W zewnętrznej części orna­
mentu wykonują liście (Małoszyce), krokwie, półgwiazdki, pajacki (Grotowice). Na terenie
Rzeczycy, Lubochni, Smardzewic występuje ornament zoomorficzny w 2 i 3 barwach —
różowej, niebieskiej i zielonej.
Haft na męskich koszulach ma swoisty charakter: do I wojny przy wykładanej
osywce, przodzie koszuli u zapięcia, posiadał wąski pasek zdobiony haftem czerwonoczarnym (ryc. 14). Po wojnie przyjął się szeroki przedsobek z białym haftem w barwne
gwiazdki, kwiatki, w k t ó r y m motywy roślinne i geometryczne rozłożone linearnie posia­
dają układ symetryczny (ryc. 13).
Haft biały ma w Opoczyńskiem stare tradycje, lecz rozkwit jego po I wojnie na­
stąpił pod w p ł y w e m haftów piotrkowskich o podobnych ornamentach. Obok szerokich
przedsobków u t r z y m u j ą się i wąskie gorsy, zdobione wraz z kołnierzykiem i mankie­
tami białym lub barwnym haftem (ryc. 15, 16). W późniejszej fazie do barwnego haftu
doszły rozetki „ d r a b k i " (Grotowice). Przed I I wojną weszły w modę hafty wyszywane na
rysunku (nieliczone w/g nitek płótna) o dużych motywach światło-cieniowych, którymi
są zdobione koszule kobiece i przedsobki męskie.
Ciekawym przykładem w hafciarstwie opoczyńskim jest użycie różnych motywów na
przyramku, mankietach i oszywce (ryc. 71—73). Obecnie stosują na koszulach powszech­
nie hafty światłocieniowe. Do pracy używa się koszul niezdobionych.

Ryc. 72. Haft — „osywecka" na mankiecie koszuli kobiecej. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka
Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 282. Fot. K. Wecel, 1953.
61

�W Opoczyńskiem występuje również koronka zw. siotką gdy jest przy koszuli
a obróbką, gdy występuje u zapasek, dywanów itp. Białe koronki z białego kordonka są
przy koszulach czasem wykończone kolorową bawełną. Dawniejsze koronki są wąskie z gę­
stym wzorem, przyszywano je do kołnierzyków i mankietów, obrabiając szydełkiem rów­
nież przyramki. Późniejsze koronki są szersze; współcześnie kołnierzyk jest szeroki, przej­
rzysty, falujący, mocno nakrochmalony, tworzy swoistą ozdobę koszuli.

Ryc. 73. Przyramek koszuli kobiecej. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw 277.
Białe koronki szydełkowe przy zapaskach mają nieskomplikowane wzory; przy
prześcieradłach są uzupełniane chwastami z białej bawełny. Nieco odmienne w typie są
wełniane „obróbki" lub „dorobki" dorabiane do wełnianych dywanów, składające się
z „ząbków" i „kocotów" (Kruszewiec, Brudzewice, Rusinów); często z wkomponowanym
kołem wykonanym w postaci kwiatów. W okolicach Lubochni, choć właściwie moda szła
z Glinnika, przyszywano szeroką koronkę wełnianą, na której haftowano czasem nazwi­
sko, do zapasek tkanych w „kuloski" w latach 1914—1939 i obecnie jeszcze ozdabiają za­
paski wełnianą niezbyt szeroką koronką.
Tiulowe czepce zdobione były na dnie główki i wzdłuż bandaży białą bawełną przety­
kaną przez oczka tiulu. Na dnie czepka kładziono duży ornament kwiatowy, pole środ­
kowe było oddzielone szeregiem biegnących obok siebie l i n i i falistych, łamanych, od
bocznych pól dna na k t ó r y m haftowano gwiazdki, rozety, gałązki z kwiatami (ryc. 62).
Bandaże były również podzielone na pola podobnym ornamentem geometrycznym,
u dołu powtarzano ornament roślinny lub rozetki. Między koronki wszywano ozdobę
z wstążki i szychu lub układano plotkę. Półczepki mają haftowaną główkę i bandaże;
główka dzielona jest na pola riuszką lub ozdobami z wstążki i szychu, na środku główki
jest sztuczny kwiat. Koronki półczepków są często fabrycznego pochodzenia.
Należy również wspomnieć o szklokach t j . paciorkach naszytych na przeźroczystą
tasiemkę oraz o haftach na gorsetach, które są często zdobione blaszkami i cekinami. Gor­
sety dawnego typu były jednobarwne lub aksamitne i posiadały wzdłuż szwów haft ga­
łązkowy. Bukiet kwiatów w porównaniu z współczesnym był mało rozwinięty (ryc. 52, 53).
Kiecki pow. rawsko-maz. starszego typu mają ozdoby w postaci skręconej wełny uło­
żonej falisto lub w dwustronnych pętlach, biegnące od fałdy poziomej do krawędzi,
która jest również obszyta podobnym barwnym sznurkiem. Inne ozdoby będące dekoracją
stroju są pochodzenia fabrycznego i tylko sposób naszycia i jakość elementu dekoracyj­
nego świadczy o zamierzonym efekcie estetycznym. Są to naszycia z aksamitu, tasie62

�mek i paciorków. Kaftany barwne posiadają naszyte aksamitki wzdłuż krawędzi, kieszeni
u rękawów. Gorsety mają zapięcia z dekoracyjnych sznurków i kolorowych tasiemek
i guzików. Aksamitki, pasmanterie, zębate tasiemki zdobią też zapaski.
W Smardzewicach tasiemki są zakończone kokardkami, jak również sznury paciorków
na gorsecie. Różnego rodzaju deseniowe „potrzeby" zdobią sukmany wzdłuż szwów na

Eyc. 74. Mankiet koszuli kobiecej Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr
inw. 277. Pot. K. Wecel, 1953.
kołnierzu, rękawach, kieszeniach i fałdach. Kobiece sukienki zdobią złote pasmanterie
i barwne kutasiki. Spancery i marynarki zdobią błyszczące guziki i potrzeby; kieszenie
lejbików lamowane są aksamitkami a nawet buty i pantofle były obszywane b a r w n ą
plotką i zdobione żółtymi huncfotami. Także główki kapeluszy były zdobione aksamit­
kami, wstążkami i szpilkami a obrzędowe wianki, czepce i czapki strojne były w pióra,
wstążki, szych i kwiaty.

CHARAKTERYSTYKA ŹRÓDEŁ
Najważniejszymi pozycjami etnograficznej literatury omawiającej zagadnienia ubiorów opoczyń­
skich są: Oskara Kolberga „Radomskie", Kraków 1887 r. oraz Błażeja Stolarskiego, Sługocicc (1925 r.)
a także Tadeusza Seweryna „Hafty opoczyńskie" (1925 r.). Zwłaszcza praca B. Stolarskiego posiada
cenne uwagi odnoszące się do życia wsi opoczyńskiej. Opis B. Stolarskiego dotyczy całokształtu stroju
i jest raczej pobieżny. Rozprawa T. Seweryna zawiera usystematyzowany materiał i stanowi cenne
źródło o charakterze dokumentarnym. Z materiałów archiwalnych należy wymienić Dziennik Urzę­
dowy woj. Kaliskiego z 1832/3 i 1836 r., Dz. U. woj. Mazowieckiego z 1828 r. i 1835 r., Dz. U. woj. Kra­
kowskiego z 1829 r. oraz notatki z Gazety Warszawskiej z 1816 r. Ciekawe uwagi zawiera artykuł
J. P. Dekowskiego, Z badań nad przeszłością kulturalną opoczyńskich miasteczek. Charakterystykę
krajobrazu zawiera artykuł Stanisława Lencewicza Z badań fizjograficznych nad Pilicą.
Do opracowania wykorzystano przede wszystkim zbiory Muzeum Etnograficznego w Łodzi, z któ­
rych wiele eksponatów zostało nabytych w terenie w okresie badań autorki w latach 1946—53 r.
Materiał ilustracyjny obejmuje fotografie z różnych okresów; cenne są 4 fotografie opublikowane
w „Wędrowcu" z 1903 r. przez H. Kaszubskiego, przedstawiające grupy chłopów w ludowych
ubiorach.
Na ogół źródła dotyczące opoczyńskiego stroju ludowego są ubogie; praca została oparta o mate­
riały pochodzące z własnych badań terenowych autorki, przeprowadzonych w latach 1946—53 r. na
terenie powiatu opoczyńskiego i rawsko-mazowieckiego.
63

�PRZYPISY
1

K. Potkański, Pisma pośmiertne I , 107. Kraków 1924 r.
Atlas Geograficzny Ilustrowany pod red. J. M. Bazewicza. Warszawa 1907.
Rozdział dotyczący historii regionu został opracowany w oparciu o dzieło K. Potkańskiego, 1. c.
B. Stolarskiego, Sługocice 1925. Z. Matuszewskiego, Pow. rawsko-maz. 1929 r.; Słownik Geograficzny
Królestwa Polskiego 1880—1902.
Sandomierzanie spotykają koło Pilicy Mazowszan. Księstwo Sandomierskie opierało granice
0 Pilicę, tylko Zapilcze leżące między ujściem Pilicy a Radomierzy przechodziło różne koleje, wreszcie
dostało się Ziemowitowi Mazowieckiemu w 1351 r. (K. Potkański 1. c. I . 119). Według S. Arnolda gra­
nica dzielnicy sandomierskiej opierała się prawdopodobnie o Radomkę, a po przyłączeniu kasztelanii
skrzyńskiej i żarnowskiej o Pilicę. S. Arnold, Podziały administracyjne woj. sandomierskiego do końca
XVIII w. Pamiętnik Świętokrzyski 1930 r.
S. Zajączkowski, Studia nad terytorialnym formowaniem ziemi łęczyckiej i sieradzkiej. Łódź
1951; W sprawie plemion Łęczycan i Sieradzan. Poznań—Wrocław. Dzielnica sieradzka była two­
rem późniejszym, który powstał między 1260—1264 r. drogą podziału księstwa łęczycko-sieradzkiego.
Przypuszczać jednak można, że istniało jedno plemię z ośrodkiem w Łęczycy.
W X I w. posiadała kościół romański, a Kazimierz W. pobudował zamek i opasał miasto murem.
Słown. Geogr. Król. Pol.
K. Potkański, 1. c. 112—113, 130—131.
Na granicy archidiecezji gnieźnieńskiej i diecezji krakowskiej schodzą się również granice pier­
wotnych parafii grodowych Radomia i Skrzynna K. Potkański 1. c. I , 125.
Teren tych kasztelanii, jak również puszczy radomskiej znacznie dłużej zachował gospodarkę
naturalną od sąsiedniego Wolborza. Księstwo Łęczyckie wcześniej zostało zagospodarowane, to też od
X I I I w. w handlu skórami i łupieżami zyskuje nad nim przewagę. S. Arnold, Władztwo — s. 24, 25.
K. Potkański 1. c.
K. Maleczyński, Najstarsze targi w Polsce i stosunek ich do miast przed kolonizacją na prawie
niemieckim. Lwów 1926 r.
Cło w „Inowłodzi" stanowi już "w 1145 r. uposażenie klasztoru w Trzemesznie. Komora celna
w Opocznie wymieniona w 1350 r. Przejazd na Pilicy stanowi nadanie Grzymisławy (matki Bole­
sława Wstydliwego) w 1229 r. K. Maleczyński 1. c. s. 197.
Wymiana towarów jak śledzi, soli na skóry, łupieże i wosk (S. Arnold 1. c. 21) musiały odbywać
się na targach, na które przyjeżdżali „goście" (tj. przybysze-kupcy) i ludność miejscowa sprzedawała
czy zamieniała swoje produkty. Miejscowości targowe leżały przeważnie, jak komory celne, na szla­
kach handlowych (K. Maleczyński l.c. 65), czy rubieżach dwóch terenów o różnym typie gospodarki
1 były często niezmiernie starego pochodzenia (S. Arnold, s. 24). O dochodach z targów z Żarnowa
i Skrzynna wspomina Bulla gnieźnieńska z 1130 r. Targi musiały tam jednak istnieć dużo wcześniej.
Ok. 1318 r. sprzedawano w Żarnowie na targu sól, chleb, i mięso (K. Maleczyński 1. c. 140 patrz też
K. Potkański 1. c. 133).
i» Wyposażone w kilka wiosek między inn. Smogorzów, która przechodzi 1234 r. do opactwa sule­
jowskiego (K. Potkański 1. a). Arcybiskup gnieźnieński pobierał również dziesięciny z Żarnowa
z ziarna, miodu, łupieży kunich i lisich, świń, żelaza i dziesięciny z dochodów t. j . 10 tydzień docho­
dów książęcych z karczem, targów, kar sądowych oraz z myta tak w samych grodach, jako też
w miejscach im pobliskich.
Opoczno było starą osadą królewską, która lokowana była później na prawie średzkim a na­
stępnie niemieckim (Słown. Geogr. Król. Pol.).
Łączność roczków z powiatami była tak silna, że gdy w 1465—1476 r. skasowano roczki w Opocz­
nie przestał również istnieć tam powiat. (Arnold, Podziały administracyjne województwa sandomier­
skiego do końca XVIII w. Pamiętnik Świętokrzyski, s. 61).
2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

14

15

64

�10

Klasztor i kościół wznieśli ks. Filipini w 1776 r. (Słown. Geogr. Król. Pol.).
Wieś Wistka, może i in., szczegółowych wiadomości brak.
1423 r. Statut Jagiełły uchwalony w Warce nad Pilicą, iż szlachcic może, gdy sołtys okaże się
w stosunku do pana wsi buntowniczym lub niepotrzebnym, wykupić sołectwo i usunąć istniejącego
sołtysa. 1426 r. bez zgody właściciela wsi nie wolno opuszczać jej chłopu i jego synom (S. Arnold,
Historia Pol. rozdz. I I ugruntowanie się ustroju feudalnego).
Początkowo nawet szkoła Kołłątaj owska ograniczała się do żądania wolności osobistej a pomi­
jała kwestię agrarną. Towarzystwo Demokratyczne na emigracji podeszło bardzo realnie do tego
zagadnienia, jednakże uwłaszczenie chłopów nastąpiło dopiero 1864 r. a poprzedził je szereg ustaw,
które zamiast przynieść ulgę, skazały chłopa na wolną grę interesów gospodarczych a w rezultacie
1 represje ze strony właścicieli majątków i rządu.
Rzeczyca, Łęgi, Zwady. Bobrowiec, Liciszno, Wielka Wieś, Zakościele, Królowa Wola. Sądy roz­
strzygały sprawę na niekorzyść chłopów stosując dekret o czasowej dzierżawie. W 1848 r. wyrugowano
82 osoby ze wsi Gaj, pow. rawskiego. Dopiero po dwu latach chłopi wygrali sprawę.
Bezpośrednią przyczyną poruszenia mas chłopskich było przeczytanie 31. I I I . 1861 r. półsekretnego cyrkularza Tow. Rolniczego zapewniającego zniesienie pańszczyzny. Chłopi przyjęli go jako dekret
uwłaszczeniowy. 20. IV. Rada Administracyjna wydała rozporządzenie stosowania represji w razie
gdyby chłopi nie wracali do dawnych warunków.
O. Kolberg, Mazowsze I I . Od Warszawy. Powsin; Radomskie, str. 54—55.
B. Stolarski, Sługocice, 1925 r.
Dz. Ustaw woj. Kaliskiego nr. 527 z 1833 r.: Benedykt Raruch lat 28 ur. w Radzicach miał
2 sukmany białe, podarte, spodnie zgrzebne złe, koszulę konopną, starą, buty złe, czapkę z czarnego
barana, starą; Dz. Ustaw. woj. Mazowieckiego 1829 r. str. 755: Tyka Szczepan z Jelny, lat. 43. Sukmana
stara z potrzebami, koszula konopna, spodnie skórzane, czapka z siwym barankiem; ostatnio miesz­
kał w Zawadzie gm. Smogorzów.
B. Stolarski, 1. c.
Mówiono do chłopa „wypuść koszulę na wierzch; jak pójdziesz do dziedzica, jak widły". Powie­
dzenie miało dotyczyć w/g informatora Ignacego Siwińskiego z Rzeczycy — terenu po prawej stronie
Pilicy. Podobnie w Podmałczu gm. Lubochnia miała jakoby mówić matka Katarzyny Markiewicz do
męża: „Wojtek, wypuść koszulę
". K. Markiewicz zmarła w 1948 r. mając 92 lata.
Informator Kazimierz Stępień, lat 88.
O. Kolberg, Radomskie 55.
Informuje Ignacy Siwiński z Rzeczycy oraz Kazimierz Stępień z Międzyborza pow. Opoczno.
Patrz ilustracje Lewickiego i Kolberga.
J. P. Dekowski, Badania nad przeszłością kulturalną opoczyńskich miasteczek. Lud XLI.
Informacja J. P. Dekowskiego.
Informacja Pawła Celeja z Radzie Dużych, urodź. 1862, a także Kornel Kozłowski „Kłosy" 1871,
cyt. równ. przez O. Kolberga.
Maria Gutkowska, Historia Ubiorów, Książnica-Atlas, 1932 r.
Lewicki na ilustracji w albumie Zienkowicza podaje wiązanie pasów na przodzie.
Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Biblioteka Narodowa Nr 88, str. 439.
W sprawie definicji grupy etnograficznej patrz R. Reinfuss, Łemkowie jako grupa etnograficzna.
Prace i materiały etnograficzne. T. V I I Lublin, 1948 r.
Współczesna informacja oraz notatka O. Kolberga, Radomskie.
Informacja z Radzie Dużych, pow. Opoczno,
Informacja Antoniny Kosiackiej, lat. 70, z Brzezin pow. rawsko-maz. widziała na odpuście
w Studziannie.
O. Kolberg, Radomskie str. 55. Z opisów Kornela Kozłowskiego z „Kłosów".
K. Moszyński, Kultura Ludowa Słowian. Kraków 1929. Cz. I . Kultura Materialna, str. 439
Informuje Katarzyna Matysiak: „Po skrojeniu górnej części koszuli bez rękawów mówi się
„skrajałam ciałko" Radzice Duże.
Inf. J. Wrzosek, z Radzie Dużych, pow. Opoczno.
Inf. Ignacy Siwiński,
Inf. Jan Wójciak, lat 75. Jasień pow. rawsko-maz. Portki tego typu zakupione u Pawła Celeja
urodź. 1860 r. znajdują się w Muz. Etnogr. w Łodzi.
Fotografia w „Wędrowcu" 1903 r.
O. Kolberg, Radomskie 54.
Jedyna informacja Jana Wiktorowicza lat 73 mieszkającego w Smardzewicach, iż w Twardej
mieli chłopi nosić kapelusze gięte pośrodku i rozszerzające się u góry (informacja nie sprawdzona).
Jasień I i I I gm. Lubochnia.
J. Kitowicz, I. c.
B. Kaczorowska wyprowadza następujący wniosek: „Jeśli można w pełni zaufać tradycji, pa­
siaki wełniane używane w Opoczyńskiem na spódnice, zapaski i całe kiecki do dziś bardzo licznie spo­
tykane w terenie, poprzedzone były prążkowanymi materiałami fabrycznymi lub samodziałowymi,
bawełnianymi". „Wełniany pasiak opoczyński" Pol. Szt. Lud. 1952 nr. 1.
17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28
29

30

31

32

33
34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44
4a

46

47

48

49

50

51

5 Strój Opoczyński

65

�BIBLIOGRAFIA
A r n o l d S t a n i s ł a w , Władztwo biskupie na grodzie wolborskim w w. XIII, Rozpr. Hist. Tow.
Nauk. Warsz. T. I z. 1.
A r n o l d S t a n i s ł a w , Podziały administracyjne województwa sandomierskiego do końca XVIII w.
Pamiętnik Świętokrzyski, Rok 1930.
A r n o l d S t a n i s ł a w , Historia Polski 1949. Od ustroju plemiennego do początku stosunków feudal­
nych i powstania Państwa Polskiego. Ugruntowanie się ustroju feudalnego.
Atlas Geograficzny Ilustrowany Królestwa Pol. Warszawa 1907, pod redakcją J. M. B a z e w i c z a .
Przy mapach podaje ilustracje m. inn. typów ludowych. Z pow. opoczyńskiego chłopa w suk­
manie białej z kołnierzem obrzeżonym tasiemką oraz w kapeluszu filcowym, czarnym, który
posiada długą, prostokątną klamrę, przewleczoną niebieską wstążką. Przy klamrze pióra po­
dwójne podmalowane u dołu czerwoną farbą lub czerwonymi kwiatkami. O takim wystroju
kapelusza nie posiadamy wiadomości. Pióra noszono pawie, według tradycji, ewentualnie gęsie,
tutaj pióro robi wrażenie fabrycznie spreparowanego.
C h m i e l i ń s k a A n i e l a , Księżacy i ich strój. Warszawa 1930.
D e k o w s k i J a n P i o t r , Badania nad przeszłością kulturalną opoczyńskich miasteczek, Lud 1954.
D e k o w s k i J a n P i o t r , Strój Piotrkowski, Atlas Polskich Strojów Ludowych. Wrocław 1954.
Dziennik Ustaw woj. Kaliskiego, 1883 r., nr. 527.
Dziennik Ustaw woj. Mazowieckiego 1829, str. 755.
F r i e d b e r g M a r i a n , Rozsiedlenie rodów rycerskich w województwie sandomierskim w w. XV.
Pamiętnik Świętokrzyski, Rok 1930.
G a j e k J ó z e f , Metodyka monograficznego opracowywania strojów ludowych, Lud XLI, Wro­
cław. 1954.
G l o g e r Z y g m u n t , Encyklopedia Staropolska. "Warszawa 1900, 1902, 1903.
G r y n w a s e r H i p o l i t , Kwestia agrarna i ruch włościan w Królestwie Polskim w pierwszej poło­
wie XIX w. (1807—1860). Wrocław, 1951.
G u t k o w s k a M a r i a , Historia ubiorów. Książnica-Atlas 1932 r. Autorka podaje krój kontusza,
który przypomina sukmanę fałdzistą. Wspomina o modzie na białe siatkowe pasy ormiańskie.
Mogły być one źródłem mody na wsi na białe pasy. Autorka zwraca również uwagę na
dążenie do wyrównania różnic stanowych w stroju.
K a c z k o w s k i J ó z e f , Donacya w Królestwie Polskim. Warszawa 1917.
K a c z o r o w s k a B l a n k a , Wełniany pasiak opoczyński. Polska Sztuka Ludowa. Warszawa 1952, nr. 1.
K r a j e w s k a J a n i n a , Haft Opoczyński w monografii Opoczyńskiego, wykonanej dla Państw. In­
stytutu Sztuki w rękopisie.
K i t o w i c z J ę d r z e j , Opis obyczajów za panowania Augusta I I I , opracował Roman Pollak. Biblio­
teka Narodowa Nr. 88, str. 493.
K o l b e r g Oskar, Lud Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła,
zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Radomskie, Kraków 1887.
L e n c e w i c z S t a n i s ł a w , Z badań fizjograficznych nad Pilicą. Str. 503—504. Ziemia 1912 r. Wspo­
mina o sukmanach z czerwonymi taśmami, które mógł widzieć jeszcze u staruszków. Tę wia­
domość podają tylko starzy ludzie.
L o m i ń s k i L e o n Ks. Dr., Spała i jej okolice. Krótki szkic historyczny. Łódź 1930.
M a l e c z y ń s k i K a r o l , Najstarsze targi w Polsce i stosunek ich do miast przed kolonizacją na
prawie niemieckim. Lwów 1926.
M a t u s z e w s k i Z y g m u n t , Powiat rawsko-mazowiecki 1929 r.
P o t k a ń s k i K a r o l , Pisma Pośmiertne. Kraków 1924.
Rocznik statystyczny, Nakładem Głównego Urzędu Statystycznego. Warszawa r. 1948—1949.
R u t k o w s k i Jan, Historia Gospodarcza Polski (do 1864 r.) Książka i Wiedza. Warszawa 1953.
S e w e r y n T a d e u s z , Pasiaki opoczyńsko-rawskie IKC. 1925. Dodatek Literacki z dn. 29. VI. 1925.
S e w e r y n T a d e u s z , Hafty opoczyńskie. Lud XXIV 1925 r. Autor opracował hafty opoczyńskie
w okresie gdy przechodziły do stosowania barwnych lub białych nici, to też tablica wzorów po­
daje ornamenty krzyżykowe, a wzory haftów koszul męskich orientują w zdobnictwie ówczes­
nym, chociaż z konieczności nie wyczerpują całokształtu zdobnictwa hafciarskiego na koszulach.
Natomiast podane niektóre nazwy ściegów wskazują, iż istnieje dość duże zamieszanie w tym
kierunku np. autor podaje, że „plotką" nazywają ścieg warkoczykowy. Autor ujmuje zagadnie­
nie w szeregu zasięgów i opiera się na szerszym materiale, wyprowadza też wniosek dot.
genezy haftu.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego 1880—1902.
S t o l a r s k i B ł a ż e j : Sługocice 1925.
Ś w i ą t k o w s k a J a d w i g a , Strój łowicki, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Poznań 1953.
W r o n a S t a n i s ł a w Tadeusz, Przyczynek do dziejów włościaństwa polskiego w XIX w. Prze­
gląd Historyczny, 1937—1938.
„Wędrowiec", Czasopismo 1903, str. 826, Fotografie podają stare ubiory obok nowych.
Z a j ą c z k o w s k i S t a n i s ł a w , W sprawie plemion Łęczycan i Sieradzan, Poznań—Wrocław.
Z a j ą c z k o w s k i S t a n i s ł a w , Studia nad terytorialnym formowaniem ziemi łęczyckiej i sieradz­
kiej, Łódź 1951
68

�SPIS

ILUSTRACJI

Ryc. 1. Chłop w sukmanie, z pasem siatkowym i w kaszkiecie. Wola Załężna, pow. Opoczno. Fot.
J. Krajewska, 1946.
Ryc. 2. Kobieta we współczesnym stroju wyjściowym. Antoninów, pow. Opoczno. Fot. J. Kra­
jewska, 1948.
Ryc. 3. Dziewczyna w stroju odświętnym. Studzianna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1947.
Ryc. 4. Kobieta w stroju zimowym współczesnym. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka Fot. J. Kra­
jewska, 1952.
Ryc. 5. Typ chłopa z pow. Opoczno. Reprodukcja z Atlasu geograficznego ilustrowanego Królestwa
Polskiego. J. M. Bazewicz, 1907.
Ryc. 6. Stroje ślubne. Ogonowice, pow. Opoczno. Fot. Zakład Fotograficzny w Opocznie, 1920.
Z archiwum Muzeum Etnogr. w Łodzi.
Ryc. 7. Matka z dzieckiem zawiniętym w „dywan". Studzianna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 8. Gospodyni w stroju odświętnym. Wygna nów, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1946.
Ryc. 9. Chłop w białej sukmanie i barwnym pasie siatkowym. Opoczno. Fot. Zakład Fotograficzny
w Opocznie, 1946.
Ryc. 10. Odświętne ubiory parobków. Świerzyna, pow. Opoczno. Archiwum Muzeum Regionalnego
w Tomaszowie Mazowieckim. Fot. Zakład Fotograficzny w Opocznie, 1938.
Ryc. 11. Koszula męska z wywijanym kołnierzykiem tzw. „osywką" z ok. 1900 r. Studzianna, pow.
Opoczno, Muz. Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1882. Fot. J. Krajewska, 1948 r.
Ryc. 12. Koszule męskie. I —• Koszula lniana z pionowym kołnierzykiem. Modrzew, pow. Opoczno.
Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 2166. I I . — koszula z Kołnierzykiem wykładanym. Bu­
kowiec, pow. Opoczno. Nr inw. 532. I I I . — koszula z wąskim gorsem. Ostrów, pow. Opoczno.
Nr inw. 1385. IV. — koszula chłopięca z karczkiem z 1946 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Nr
inw. 1626. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — płat przedni, e — płat tylni, f — rękaw,
g — otok, h — mankiet, i — przyramek, j — kołnierzyk, k — pierśnik, 1 — pasek wzmac­
niający podstawę rozcięcia, w rysunku IV 1 — oznacza karczek. Rys. Pracownia Muzeum
Etnograf, w Łodzi. Podziałka 1 : 24.
Ryc. 13. Gors koszuli męskiej z około 1920 r. Bukowiec, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 1080 .Fot. K. Trzebiatowski, 1951.
Ryc. 14. Koszula męska z „przedsobkiem", tj. gorsem. Ostrów, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 1385. Fot. J. Krajewska 1948.
Ryc. 15. Gors koszuli męskiej .Bukowiec, pow. Opoczno. MuzeumEtnograficzne wŁodzi. Nr inw.2230/47.
Fot. K. Trzebiatowski, 1951.
Ryc. 16. Koszula męska z „pierśnikiem", tj. gorsem z ok. 1920 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1527. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 17. I . Spodnie męskie w „fałdy" z Idzikowic, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf, w Łodzi, Nr
inw. 1954. I I . Szkic spodni męskich z Sitowy, pow. Opoczno, o odmiennym miejscu zapinania
I I I . Chłopięce spodnie z kamizelką, Wola Załężna, pow. Opoczno. A — przód, B — tył, C —
części kroju: d, d —• części nogawek, e —
klin, f — pasek, g — część przednia kamizelki, h — części tylne kamizelki. Rys. Pracownia
Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1:30.
Ryc. 18. Portki z samodziału, z fałdami ,A — przód, B — tył. Radzice Małe, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1630. Fort .J. Krajewska, 1948.
Ryc. 19. Kamizelki zwane „lejbikami". I . — lejbik z samodziału sprzed 1914 r. Gorzałków, pow
Opoczno. Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1269. II. — lejbik z samodziału tkany na 4 ni­
cielnicach sprzed 1914 r. Smardzewice, pow. Opoczno. Nr inw. 444. A — przód, B — tył, C —
części kroju: d — plecy, e — przód, f — patka kieszeniowa, g — części paska, h — kołnie­
rzyk. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 10.
Ryc. 20. „Lejbik" — kamizelka męska z samodziału. Smardzewice, pow. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Fot. J. Krajewska 1948.
Ryc. 21. I . Spancer męski z samodziału sprzed 1914 r. Idzikowice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf.
w Łodzi. Nr inw. 1254a. I I . Marynarka chłopięca. Wola Załężna, pow. Opoczno. Nr inw. 1629a.
A — przód, B — tył, C — części kroju: d — plecy, e — bok, f — płat przedni (w rys. I I
przedni i boczny), g, g — pasek. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Po­
działka 1 : 20.
Ryc. 22. Spancer męski z samodziału. Rzeczyce, pow. Rawa Mazowiecka, Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 453. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 23. Biała sukmana z sukna folowanego obszyta potrzebami z ok. 1910 r. Wola Załężna, pow.
Opoczno .Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1360 .Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 24. Sukmany męskie. I . — sukmana biała z potrzebami. Grabów, pow. Opoczno. Muzeum
w Łodzi. Nr inw. 944. I I . — Sukmana z ok. 1910 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Nr inw. 1360.
III. — Sukmana sprzed 1910 r. Gorzałków, pow. Opoczno. Nr inw. 459. A — przód, B — tył,
C — części kroju: d — plecy, e — przód i bok, e — kliny i części składające się na fałdy
sukmany, f, f — rękaw, g — kołnierz, h — mankiet, i — naszywka na rękaw, j — patka
kieszeni. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. 1948. Podziałka 1 : 30.
Ryc. 25. Kapelusz słomkowy staruszka. Odrzywół, pow. opoczno .Fot. T. Sobolewski, 1947.
Ryc. 26. Rogatywka zwana „na cztery strony świata". Pow. Opoczno. A — widok ogólny, B — części
kroju: c — cztery części tworzące denko i boki, d — „baranek" z skóry baraniej z runem.
Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 :16.
L

t

±

t

5"

67

�Ryc. 27. Rogatywka zwana „na cztery strony świata" noszona do 1905—6 przez Kacpra Bigosza, Grotowice ,pow. Rawa-Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr ks. wpł. 1491. Fot.
K. Wecel, 1955.
Ryc. 28. Czapka „kaszkiet" drużby. Wola Zależna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 2128. FoFt. J. Krajewska ,1946.
Ryc. 29. Pas barwionych nici lnianych z ok. 1904 r. Żychorzyn, pow. Opoczno. Fot. K. Wecel, Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi.
Ryc. 30. Pas włóczkowy o tle żółtym, szer. 7,8 cm, dług. 291 cm. Opoczno, Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 2162. Fot. J. Krajewska.
Ryc. 31. Pas „siatkowy" pleciony w rękach. Idzikowice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi
Nr inw. 1254 c. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 32. Pas o osnowie lnianej o wątku wełnianym. Smardzewice, pow. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Nr inw. 483. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 33. Dziewczynki we współczesnych strojach odświętnych .Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1947.
Ryc. 34. Dziewczynka w ubiorze letnim. Sukienka z perkalu. Żychorzyn, pow. Opoczno. Fot. Marian
Ney, 1946.
Ryc. 35. Strój letni z fabrycznej wełny, kobieta idzie boso, a w ręce trzyma trzewiki. Wola Załężna, pow. Opoczno. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 36. Młoda mężatka w czepcu obrzędowym z 1916 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Fot. J. Kra­
jewska, 1948.
Ryc. 37. Dziewczyna we współczesnym stoju odświętnym. Jasień, pow. Rawa Mazowiecka. Fot.
J. Krajewska, 1954.
Ryc. 38. Koszula kobieca z „nadołkiem" z ok. 1900 r. Wólka Felgustowska, opw. Opoczno. Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 2049. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 39. Koszule kobiece. I . — koszula odświętna. Wola Załężna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf.
w Łodzi. Nr inw. 1250b. I I . — Koszula z nadołkiem. Wola Załężna, pow. Opoczno. A —
przód, B tył, C — części kroju: d — nadołek, e, e f —• części okrywające klatkę piersiową
(plecy — f, piersi — c, Cj), g — rękaw, h — ćwikieł, i — mankiet, j — przyramek, k — koł­
nierzyk, 1 — części tkaniny podszywane od zewnątrz pod przyramek. Rys. Pracownia Muzeum
Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 30.
Ryc. 40. Koszula kobieca odświętna sprzed 1914 r. Smardzewice, opw. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Nr inw. 535. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 41. Kiecka „modra" z czarno-białego samodziału. Żychorzyn, pow. Opoczno. Muzeum Etnogra­
ficzne w Łodzi. Nr inw. 444. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 42. Spódnica „kiecka". Międzybórz, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 997.
Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 43. Wełniak, tj. spódnica zeszyta ze stanikiem z 1935 r. Gorzałków, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 1448 a. A — przód, B —• tył, C — części kroju: d —• plecy i boki,
c, f — przód stanika .Linia przerywana w części g — oznacza skrócenie długości płata. Rys.
Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. Podziałka 1 : 34.
Ryc. 44. Spódnica zw. „kiecka" ze stanikiem i paskiem. Rzeczyca, pow. Rawa Mazow. Muz. Etn.
w Łodzi .Nr inw. 3746. Fot. K.Wecel.
Ryc. 45. Spódnica — kiecka ze stanikiem. Sadykierz, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 436. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 46. Współczesna zapaska „na odziew", Ogonowice, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 1253. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 47. Zapaska „w pas" z ok. 1900 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 1267. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 48. Zapaska „krzyżoczki" z ok. 1915 r. Królowa Wola ,pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etno­
graficzne w Łodzi. Nr inw. 3124 dep. Fot. K. Wecel, 1954.
Ryc. 49. Zapaska „w pas" . Ossa, pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 3041.
Fot. K. Wecel.
Ryc. 50. Gorsety: I — gorset lniano-bawełniany. Wola Załężna, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf.
w Łodzi. Nr inw. 1389. I I . — gorset z Opoczna. Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 524.
III. — gorset wełniany. Żychorzyn, pow. Opoczno. Nr inw. 4436. IV. — gorset aksamitny.
Rusinów, pow. Opoczno. Nr inw. 475. V. — gorset z zielonej kupnej wełny. Smardzewice,
pow. Opoczno. Nr. inw. 4386. — A — przód, B — tył, C — części przednie, e — tylne, f —
boczne. Rys. Pracownia Muzeum Etnograficznego w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 25.
Ryc. 51. Gorset sprzed 1914 r. lniano-bawełniany tkany na 4 nicielnicach. Opoczno. Muzeum Etno­
graficzne w Łodzi. Nr inw. 524. Fot, J. Krajewska, 1948.
Ryc. 52. Gorset aksamitny zdobiony. Rusinów, pow. Opoczno. MuzeumEtnograficznewŁodzi.Nr inw. 475.
Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 53. Gorset kobiecy sprzed 1914 r. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 438. Fot. J. Kra­
jewska, 1948.
Ryc. 54. Kaftany kobiece. I — z Woli Zależnej, pow. Opoczno. I I — z Bukowca, pow. Opoczno.
A — przód, B — i tył, C — części kroju: d — plecy, e — płat obejmujący przód i bok,
f — części rękawa, g — taśma do obszycia. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948.
Podziałka 1 :20.
Ryc. 55. Kaftan kobiecy z samodziału wełnianego o tle żółtym z naszyciem aksamitnym. Rzeczyca,
pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 3747. Fot. K. Wecel, 1953*
lt

;

68

�Ryc. 56. Szkic granatowej, watowanej „angierki" z barankiem. Gapin ,pow. Opoczno. Muzeum
Etnograf, w Łodzi. Nr inw. 982. A — przód, B — tył. Rys. J. Golczyńska, 1948.
Ryc. 57. Sukienka z zielonego sukna fabrycznego z ok. 190-0 r. Brudzewice, pow. Opoczno. A. — przód,
B. — tył, C. — części kroju; d — przód, e — klin tylny, f — części oddzielające drugi klin
(nie przedstawiony na rysunku), g — plecy, h — rękaw, i — mankiet, j — kołnierz, k — sztu­
kowanie materiału. Rys. pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi. Podziałka 1 : 30.
Ryc. 58. Kożuch tzw. „sukienka" kobieca z zielonego sukna. Brudzewice, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograf, w Łodzi arch. księgi wpływu 2664, Fot. J. Krajewska, 1938.
Ryc. 59. Odświętna angierka kobieca z samodziału z ok. 1910 r. Wygnanów, pow. Opoczno. A — przód,
B — tył, C — części kroju: d —d — bryty na część dolną, c — pasek, f — plecy, g — klin
boczny, h — przód, i — rękaw. Linia przerywana w częściach d , d , d oznacza skrócenie
długości płata. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 : 30.
Ryc. 60. „Angierka" kobiece okrycie wierzchnie z ok. 1910 r. Wygnanowo, opw. Opoczno. Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 1359. Fot. J. Krajewska, 1948.
Ryc. 61. Czepki. I . Czepiec odświętny sprzed 1914 r. Wola Załężna, pow. Opoczno. I I . Czepek od­
świętny mężatki sprzed 1914 r. Zychorzyn, pow. Opoczno. Muzeum Etnograf, w Łodzi. Nr
inw. 463. I I I . Czepiec odświętny mężatki. Brudzewice, pow. Opoczno. Nr inw. 3917. IV. „Półczepek" odświętny mężatki. Smardzewice, pow. Opoczno. Nr inw. 3034. A — widok ogólny,
B, C — krój głównych części. Rys. M. Bombianka i J. Krajewska, 1948. Podziałka 1 : 30.
Ryc. 62. Młoda mężatka w czepcu na „błogosławieństwo". Radzice Duże, pow. Opoczno. Fot. J. Kra­
jewska, 1946.
Ryc. 63. Dziecięce okrycia głów sprzed 1939 r. I . — czepek dziewczęcy, Opoczno. I I . — czepek dla
dziewczynki i chłopca. A — ogólny widok, B — części kroju; d, d — części okrywające głowę
od czoła po potylicę, c, c — okrywające boki. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. I . Nr inw563, I I . Nr inw. 565. Rys. Pracownia Muzeum Etnograf, w Łodzi, 1948. Podziałka 1 :10.
Ryc. 64. „Krakuska", tj. czapka chłopięca z białego atłasu sprzed 1939 r. Władysławów, pow. Opoczno.
Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 562. Fot. K. Wecel, 1954.
Ryc. 65. „Krakuska", tj. czapka chłopięca wykonana szydełkiem z wełny. Rusinów, pow. Opoczno.
Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 561. Fot. K. Wecel, 1954.
Ryc. 66. Kobiety w ubiorach roboczych przy międleniu lnu. Dąbrówka, pow. Opoczno. Fot. J. Kra­
jewska, 1946.
Ryc. 67. Deseczka tkacka tzw. „płoszka" do tkania tasiemek z ok. 1875 r. Sadykierz, pow. Rawa Ma­
zowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 4219. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 68. Przebieranie nitek przy pleceniu pasa „siatkowego". Różanna, pow. Opoczno. Fot. J. Kra­
jewska, 1947.
Ryc. 69. Tkaniny czteronicielnicowe używane na gorsety .a — okolice Opoczna, b —-z Zychorzyna,
c, d — z Woli Załężnej, wszystkie pow. Opoczno. Muzeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw.
a — 7965, b — 517, c — 1389, d — 3758. Fot. K. Wecel, powiększenie, 1953.
Ryc. 70. Narożnik kołnierza koszuli męskiej z ok. 1910 r. Haft czarno-żółto-czerwony. Muzeum Etno­
graficzne w Łodzi. Nr inw. 2237/20. Fot. K. Trzebiatowski, powiększenie, 1951.
Ryc. 71. Haft na „Osywce", tj. kołnierzyku koszuli kobiecej. Brzustówek, pow. Opoczno. Muzeum
Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 2235. Fot. K. Wecel, powiększenie, 1953.
Ryc. 72. Haft —• „osywecka" na mankiecie koszuli kobiecej. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Mu­
zeum Etnograficzne w Łodzi. Nr inw. 282. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 73. Przyramek koszuli kobiecej. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Nr inw. 217.
Ryc. 74. Mankiet koszuli kobiecej. Rzeczyca, pow. Rawa Mazowiecka. Muzeum Etnograficzne w Łodzi.
Nr inw. 277. Fot. K. Wecel, 1953.
Ryc. 75. Tablica barwna I . Gospodyni i gospodarz z około 1920 r. wyk. J. Karolak.
Ryc. 76. Tablica barwna I I . Dziewczyna i drużba z około 1935 r. wyk. J. Karolak.
Ryc. 77. Tablica barwna I I I . Raporty tkanin.
Ryc. 78. Tablica barwna IV. Raporty tkanin.
Ryc. 79. Mapa. Zasięg ubioru opoczyńskiego, wyk. K. Woźnieńska.
Ryc. 80. Mapa. Zasięg i zróżnicowanie ubioru opoczyńskiego, wyk. K, Woźnieńska.
t

4

2

3

4

x

1

SPIS T R E Ś C I
Wstęp, str. 3. Rozdział I . Obecny stan stroju opoczyńskiego, str. 7. Rozdział I I . Zarys historyczny
rozwoju stroju opoczyńskiego, str. 10. Rozdział I I I . Zasięg ubioru opoczyńskiego, str. 16. Rozdział IV.
Ogólny opis opoczyńskiego stroju męskiego, str. 18. Rozdział V. Szczegółowy opis stroju męskiego, str.
21. Rozdział VI. Ogólny opis opoczyńskiego stroju kobiecego, str. 34. Rozdział VII. Szczegółowy opis
stroju kobiecego, str. 38. Rozdział VIII. Wytwórcy i materiały, str. 55. Rozdział IX. Hafty i koronki,
str. 60. Rozdział X. Charakterystyka źródeł, str. 63. Przypisy, str. 64. Bibliografia, str. 66. Spis ilustra­
cji, str. 67. Spis treści, str. 69. Streszczenie w języku rosyjskim, str. 70. Streszczenie w języku angiel­
skim, str. 76. Streszczenie w języku francuskim, str. 81. Streszczenie w języku niemieckim, str. 87.
Mapy.

69

�KPATKOE

H3JI02KEHME

OnoHHHCKHJí HapHfl Höcht B ceBepo-3ana,zrHOü nacTH onoHMHCKoro ye3/j;a, Jiesjamero npw Bna^eHUM
penn /^JKeBHHKM b peKy IlMJiimy, a TaKJKe b bdjkhom nacwi paECKO-Ma30BerxKOro ye3/j;a, jiejKainero
Ha jieBOM Sepery peKPi nMJiMHbi m THHyrqerocH ot eë H3ra6a b boctothom HanpaBjichhm ho ycTba peKM
/JjKeBMHKM.
HapoflHbiii HapHfl Ha stom TeppMTopnn n ho Hbiae HBjineTca urapoKO paccnpocTpaHeHHow oflejKflOM,
XOTH B HeKOTOpblX MeCTHOCTHX OXOTHO npMHMMaiOT rOpOflCKylO OfleXCfly.
XapaKTepHOfi nepTOii onoiMHCKoro Hapasa HBJineTCH npeoSjiaflaHMe ^OMOTKaHHbix MaiepMÄ, nojiocaTtix hjim KJieTiaTbix, KOTopbie CBMfleTejibCTByeT o SoraTCTBe TexHunecKiix cnocoSoB TKanecTBa
h nepenjieTeHMM. 3acJiysiHBaeT bhmmshhh TaKJKe BbirnuBKa Ha pySaxax 6ejiaa, Sejio-nepHaa mjim
pa3H0L(BeTHaH c npenMyinecTBOM reoMeTpHHecKwx y3opoB pacnojiosceHHbix b nojiocbi.
B onoMMHCKOM ye3,n;e HapoflHbiił Hapfm hocht Bee: aeTH, MyscHHHbi m 3KeHirj;nHbi. Mojkho otjimHMTb jieTHMe Hapairbi ot 3MMHMX, ejKe/meBHbie pao OHwe Hap«;j;bi ot npa3flKMHHbix h oôpaflHhix. OcoöeHHbiM SoraTCTBOM OTJiMHaioTCH Hapaflbi KaBajiepoB.
B XIX BCKG MajibHMKH flo 15 JieT HocMJiM TJiaBHbiM o6pa30M TOJibKO pyôaxw u yjKe no33Ke nojiyMajiM nopTKM. ĘJIH Tenjia ohm ofleBajiw rjiaflKne cepMHJKKM, a Kor/j,a b XX BeKe noBbicmiacb 3ajKMT0HHOCTb, Torfla m 10 jigthhx MajibHMKOB ofleBajiH b nopTKM, cepMHJKKH co cSopKaMM, BbicoKwe canorn
m uiJianbi c nasjiMHbMM nepoM. CoBpeMeHHbie MajieHbKne MajibHKKH xo^ht bflOMOTKaHHbixnjiaTbax
a Ha rojioBe hocht HapaflHbie uianKM «KpaKycKM».
MyjKCKofł HapHfl coctomt m3 TejibHOfi BbiuiMTOíí pyôaxii, HiTaHOB m KypTKn («jieft6nK»); okojio 1890
rosa BBefleHO cepMHry, «cnaHuep» (kopotkmíí jj;o noHca SKMJieT c pyKaBaMw), none m uijinny, Ha3MBaeMyio «cbmhhbim pbijrbueM»; no3xœ HanajiM hocmtb ruanKM n canora.
B XIX BeKe hocmjim pyGaxM Ha BbinycK m noflnoacbiBajiwcb noacoM, pyöaxa 3Ta 6bijia 6e3 yKpauieHMM m yace k KOHiry XIX BeKa m b XX BeKe nOHBHJiaca Ha aevi SoraTan BbiniMBKa. HlTaHbi hocmjim
Toraa c TaK Ha3braaeMbiMM «qbaji/iaMM», jieTOM no jiOTHHHbie, a 3mmoü Sejibie iuepcTHHbie, KopoTKMe
flo noaca «cnaHuepKM» m «jienÖMKM», m, npn6jin3MTejibHO b 1907 ro/j,y HanajiH HOciiTb nn^jKaKM.
B XIX BeKe m b Hanajie XX BeKa hochjim i^BeT Hyio y3opHaTyro OflejKfly, a Ha ceBepo-3ana/j;Hbix
OKpaMHax — pa3Hou;BeTHbie iiiTaHbi m rojiySbie hjih crame «cnaHu;epKii». npii6jin3MTejibHo b 1880
rosy onoHHH He HanuHaiOT Kpaci-iTb ôejibie raTaHbi b HëpHbiit rj(BeT m c 3Toro BpeMeHM noBceMecTHO
HanrraaioT hc hte nëpHyio OflejKsy. TojibKO nojKMjrbie MyzKHHHbi HocaT n;BeTHbie jKWJieTbi. CepMani
ofleBajiM Ha «jibüomk». CepMarii öbmajiM us KOHOnjiaHOfi MaTepMH («napTHHS») hjim mepcTHHbie, no3JKe — TO.iibKO HiepcTHHbie, ôejibie, a b ceBepo-3anaflHoii nać™ hocmjim TaK&gt;Ke iHTaHbi us cepoii
jibHHHO-mepcTHHOM MaTepMH («uiapaHK0B3M&gt;). B X I X BeKe cymecTByiOT cepMHTM /XByx poflOB, rjiaflrae m co cSopKaMM c tçBeTHbiMM OTBopoTaMM m oTopoHKaMn; Ha npaBOM Sepery peKM ilmiMi^bi, cepMarn
b côopKM oSimœajni KpacHOü TecëMKOil. B KOHu;e XIX seKa m b XX BeKe cepiiara BbiBajia c nëpHbiMM OTOHKaMH, oflHaKO-îK okojio 1930 rofla TaKaa cepMara BbmiJia M3 MOflbi. CepMary mjim HiTaHti
noflnoacbiBajiM coTKaHHbiM hjim njieTeHHWM noacoM.
3mmom hocmjim nojryrayÖKii, cnepBa co cSopKaiiii, ßejibie c HeSojibiuiiMii nëpubiMii BopoTHMKaMM,
nosjKe JKëjiTbie c ßonbiniiMM BopoTHMKaMM, rJiaflKwe. K cepMare oaeBajiM dpeTpoByio uijiany, k jieraeMy
Hapafly ofleBajiií cojioMemiyio njieTÖHHyio nijiany, a k 3MMHeiwy b XIX BeKe — KOHcbeflepaTKH c 6aparaKOM. B XX BeKe BMecTO rujian — Hanajiw hocmtb KacKeiKii (kgiikm).
CaMbIMIlflaBHHMM,M3BeCTHbIMM M3 TpaflIILi;MM CanOraMM SbIJIM CanOTM CflBOMHblMMOTBOpOHeHHblMM
HarKHMH rojieHHuj;aMH, npiiBH3aHHbiMH k Hore TecëMKaMM. IIo35Ke HaHMHaiOT HOCHTb canorw c npw.neraiorjj;HMH k Hore rojieHiimaMM, rjiaflKHMH hjih cMopm;eHHbiMM, yKpauieHHbiMM no^KOBaMM m npazKKaMM
(«ryHi^BOTaMM»). Ha paöoTy b XX BeKe npMHHTO HOCMTb oSyBb HaflepeBaHOMnoflouiBe («Tpenbi»),
M3 oSpaflHbix HapHflOB, caMbiíí paccnpocTpaHeHHbiñ 6biji HapHfl madpepa, KOTopbiñ Ha/reBaji Ha
rojioBy uiJiHny yKpameHHyio nepbHMM, n;BeTaMM m 6jiëcTKaMM, no3JKe — pa3yKpameHHyio rnanKy. CjienyeT OTMeTHTb, hto cepMHra Sbijia HapnflOM npa3flHHHHbiM, oseBaji eë b aeHb CBaflbSbi-jKeHnx; TaHiibi
TaKHce HaHiiHajiM b cepiiarax.
SCencKiiM Hapafl coctomt m3 pySaxii c BbimMBKoü Ha MaHHîeTax m okojio njieneíi, k)6km c KopceTOM, Tenepb npiiuiMBaeMofí k jiHçpHMKy. KopceT oxpaHMJiCH b ceBepo-sanaflHofi cTopoHe, ho k3k
Hapn/j;, pa3yKparueHHbiM SycaMM.
70

�Ha K&gt;6KM cfleBajiH I H M P O K M Í Í nepeflHMK («3anacKa»), npMBH3biBaroiiiHPicH K TajiMM «B nac», a Ha
njienn Ha^eBajiM TaKoü-jKe nepeflHMK «KaK oflex^y». flJia Temía o^eBajín «cneHuepKH». npejKfle,
onoHMHHHKM HafleBajiM 3 M M 0 Í Í «njKMairrojiKM». MJIM «jKynaHKH», «aHrepKM» (pos najibTo), B nOJIOBMHe
XIX Bena HOCMJiM B 6yflHMíi fleHB rjiaflKMe, ßejitie cepMHJKKPi «OT xojiofla». B HacToamee BpeMH H O C H T
3MMOM SypKH. K «aHrepKaM» ofleBajiii «3anacKM» «B nac», a Ha rojioBy «fl3WKyBKM» — njiaTOK c Typei4KMM y3opoM — MJIM flpyrpie njiaTKM. B HacToamee BpeMa Ha rojioBe H O C H T TOJKe njiaTKPi, 3MMOÍÍ
Tenjibie, a JieTOM ma™. B XX Bene jKeHiuMHbi noKpbmajmcb TaKJKe i^BeTHbiMii KOBpaMH, Ha KOTopbie
HaKWflMBajiMCb «3anacKM», B HacToamee BpeMH K O B P M o^eBaioT 3MMOM Ha 6ypKM.
JKeHCKwií jieTHHií npa3flHMHHbiü PIJIM CBase6Hbifi Hapafl C O C T O H J I H3 BejioH IO6KM C KopceTOM u KadpTaHa H3 SyMaHCHO-nojiOTHHHOfi MaTepiiM, coTKaHOß Ha 4-x Sëp/iax, B HacToamee BpeMH — H3 cpiTueBbix
njiaTbeB PiHoro Kpon. Hbme H O C H T TaKJKe jierane njiamba H3 y3opnaTbix CMTueB MJIM M3 T O H K O Í Í O I P H O UBeTHOPÍ UiepCTH MJIM njiaTbH M3 nOJlOTHHHOÍÍ, HBeTHOÜ, JJjOMOTKaHHOIl MaTepuii, niMTbie Ha noflo6ne
HiepcTHHbix. JieTOM K npa3flHPiHH0My HapHfly o ^eBaioT Meneii, nepeBa3biBaa ero majibro MJiMJKe
TOUbKO SojibuiMM njiaTKOM, fleByiuKH yKpaniajiw njiaTOK pyTOü. K CBafleoHOMy Hapa/xy HeBecTa ofleBajia noflBeHeMHbiíí B C H O K , cnjieTëHHbiii 113 jieHT, M3 cycajibHoro 3ajioTa c jieHTaMH, cnycKarouiMMMca
Ha njienw. K o6pa,n,HbiM HapairaM nppmafljiejKHT TaKJKe TOJIOBHOPI y6op apyjKKM, c naBJiPiHbPiMPí nepbaMn, juin neneri, K O T P H M H O C H T MOJio/ibie 3aMyjKHwe jKeHiHHHbi, yKPameHHŁipi iiBeTaMPí, cycajibHbiM
3OJIOT0M PI jieHTaMPi. JIioSonbiTHO, HTO cyuíecTByeT oobrqaít — o^eBaTb Ha njienw yMeprueü jKeHiqpiHe
nojioBPiHy npocTMHH, HToSbi OHa piMena B neM H O C P I T B neTeiï nocjie CMepTPi, a Ha eë rojioBy — neniia.
HlepcTHHbie IOSKH PI nepeflHHKPi MeHHJiH B TeneHHPi nocjieflHero BeKa C B O Ü Kpofí PI pacciiBeTKy.
CaMbieflaBHPieuiepcTHHbie K&gt;6KPI, n3BecTHbie no TpaflPiiJPiPi, TKajiPicb PI3 flByx PIJIPI Tpex mepcTHHbix
HPiTOK, «MejiKPie», KpacHO-nëpHbie, npojrepHyTbie 6ejioü SvMajKHOPí H M T K O Ü . K)6KPI uinjincb c «nojiKOM»
PI3 KOHonjiHHofí MaTeppiPi B nojiocKy. no3iiHee H O C M J I M I O 6 K H Ha KpacHOM çboHe B nojiocbi PI saxe
ppicyHKOM,flejiaHHbiMPI3 neTbipëx PIJIPI nHTPi uiepcTHHbix H P I T O K ; .opHaa, 3ejiëHaa, rojiyoaa, CBëK/ioBHHHaa, BPiuiHÖBaa). OT 1900 rojia cboH MenaeTca B opaHJiceBbipi, a noTOM B jKejiTŁiń. KpoMe S T M X
HBeTOB
MOflHblX
HOCPIJIPI TaKJKe I O S K P I Ha HëpHOM, 3ejlëHOM PI BaCHJIbKOBOM cboHax, a B HacToaiiree
BpeMa Ha CBeTJioM, KaK «TejiecHbipi» PI «roHcëTKOBbi» *. KpacHbiií iiBeT Pi3ne3aeT He T O J I Ł K O PI3 (fooHa,
H O TaKJKe PI ppicyHKa. B CBH3PI C nepeMeHoii cboHa — pwcynoK cTaHOBPiTca Sojiee pa3HOo6pa3HMM no
OTHOHieHPIPI H,BeTa PI KOHCTpyKqpIPI.
Po30Baa uiepcTb, paHbiue ynoTpeôjiaeMaa B eflWHPiHHbix nojiocKax, O K O J I O 1920 rofla HanpiHaeT
cpiJibHO BbiCTynaTb B pa3Hbix oTTeHKax, TaKJKe KaK PI flpyrpie rr,BeTa.
OKOJIO 1930 rofla K&gt;6KPI cTaHOBHTca Kopone, niPipe PI yKpaniaioTca öapxaTOM. «3anacKPi» « B nac»
TaKJKe CTaHOBHTca Kopone. «3anacKM» « B nac» 6biBaiOT Ha pa3Hbix cboHax, TaKJKe KaK PI «3anacKPi»
«KaK oaejKjj,a» c cpiMMeTpiinecKPiM paccnojiojKeHPieM nojiocoK B pncyHKe, B TO BpeMa KaK Ha io6Ke
CPiMMeTppinecKPipi pucyHOK nepexoflHT B aci-iMMeTppiHecKPipí. «3anacKM» « B nac» TKyT TaKJKe M3
KOHonjiaHbix PI SyMajKHbix H P I T O K pa3Hofi CTëjKKOii B 3aBPicpiM0CTPi O T M X npe/i,Ha3HaHeHPia. nepeflHMKpi (3anacKPi) «KaK oflejKfla» TKyTca picKJiioHHTejibHO Ha jKejiTOM PI nëpHOM dpoHax. OKOJIO OnoHHa
coxpaHMJiMCb TaKJKe «3anacKii» BacujibKOBoro («MOJips») i;BeTa c 6ejiMMPi nojiocKaMPi.
OnoHMHHHKPi HOCPIJIPI TaKJKe KaK MyjKHPiHbi, BbicoKne rjia.n.KPie canorpi, c XX BeKa HanajiPi H O C M T B
60THHKM, yKpauieHHbie MeflHbiMPi «öyKBaMM» Ha naTKe. B O T H H K M 3TPI,fleByuiKHuiHypoBajiPi iiBeTHbiMPi
TecëMKMPI.
B OnoHPiHCKOM Kpae uiPipoKo paccnpocTpaHeHHOpi oflejKflOPi «eBoneK 6MJI HapoflHbiii Hapafl Ha
co/jo6pie Hapa^a B3pocJibix jKeHrnPiH. MjiafleHi;eB HapaJKajiw B lennuKH M3 inëjiKa PI jieHT. a TaKJKe
B njiaTba. 2KeHiiiPiHbi npejKJie HOCPIJIPI Mjia"ąeHu;eB B nojioTHaHO-ôyMajKHOfî npocTbme, B HacToamee
BpeMa HocaT B uiepcTaHbix uBeTHbix KOBpax, o6BH3aHHbix uiepcTaHbiM KpyjKeBOM.
CjieflyeT noflnepKHyTb, HTO onoHMHCKPiii HapoAHwii Hapa/j; HBjiaeTca HeoobinaplHo xapaKTepHWM
M OTJinnaeTca piCKjiiOHPiTejibHO Kpaci-iBOPÍ OKpacKOH. Hapafl 3TOT flo C M X nop ninpoKO paccnpocTpaHen
cpeflpi onoapiHCKHx KpecTbaH, uibëTca rjiaBHbiM o6pa30M P13flOMOTKaHHbixMaTepwii, BbipaBaTbiBaiomPixcH B flepeBHax.
O n H C b M JI JIK&gt; CTP A H H Ï Ï
PHC.
PMC.
PHC.
PPIC.
PMC.
PPIC.

PMC.
PMC.
PMC.

1.
&lt;£&gt;OT. H. KpaüeBCKa, 1946.
2. JKemiĄima B BBIXOAHHM
coBpeMeHHbiM KOCTioMe. A H T O H M H V B . ye3^ OnoHHO. CÎ&gt;OT. H . KpaííeBCKa, 1948.
3. íleByuíKa B npa3flHMHH0M KOCTioMe. CTyfl3MHHa, ye3a OnoHHO. &lt;Ï&gt;OT. H. KpaneBCKa, 1947.
4. "aieHiiiMHa B 3MMH6Ö coBpeMeHHOM oflejKJje. "SCenbiiia, ye3fl PaBa Ma30Bei4Ka. &lt;Î&gt;OT. H. KpaíieBCKa, 1952.
5. Tpin MyjKHMHbi M3 ye3fla OnoHHO. PenpoflyKiiiia M3 reorpaopMHecKoro MJiJiiocTpMpoBaHHoro
ATjiaca nojibCKOro KopojieBCTBa. H. M. Ba3eBiiH, 1907.
6. BpaiHaa o^ejKfla. OroHOBPme, ye3fl Ono^HO. &lt;I&gt;OT. c&amp;OTorpaçpMHecKoe npe^npMHTMe B Ono^He,
1920. C ApxMBa OTHOrpacbMnecKoro My3ea B JIO/I,3M.
7. MaTb c peSeHKOM 3aKyTaHbiM B «KOBëp». CTyfl3MHHa, ye3fl OnoHHO. &lt;3?OT. H. KpaííeBCKa, 1948.
8. Xo3HiíKa B npa3flHMHHOM KOCTioMe. BbirHaHyB, ye3fl OnoHHO. &lt;t&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
9. MyjKHMHa o^eTMM B 6ejiyio cepMary M nepeBH3aHHbiîi pa3yKpaiiieHHbiM ceTKOBbiM noaacoM.
Ono^HO. &lt;Î&gt;OT. &lt;JiOTOrpa(|-)MHecKoe npejjjrrppiaTMe B Ononne, 1946.

*) CßeTjio -HiëmbiH, KSK Ma^eHbKHñ rycëHOK.
71

�Pmc. 10. IIpa3flHMHHa5i OAesK^a 6aTpaKOB. CKBejKH Ha, yes^ OnoHHO. ApxnB PeriiOHajiMoro My3ea
b ToMauíOBe Ma30Beu,K0M. &lt;S&gt;ot. &lt;E&gt;oTorpacbMHecKoe IlpeflnpMHTMe b OnoHHe, 1938.
Pmc. 11. MyjKCKaa py6auiKa c OTJiojKeHbiM bopothmkom t. Ha3. «ocMBKa» npM6jiH3MTejibHO c 1900 r.
CTyfl3eHHa, ye3fl OnoHHO, STHorpaabHnecKMM My3eií b JI033M. Hp. hhb. 1882. &lt;pot. H. KpaüeBCKa, 1948 r.
Pmc. 12. MyrascKMe pySauíKM. 1 — jibHanaH pyóaujKa c BepTMKajibHbiM bopothmkom. MofljKeB, ye3fl
OnoHHO. STHorpacp. My3eíí b JIofl3M. Hp. mhb. 2166.
2 — PySaniKa c OTJioiKeHbiM bopothmkom. EyKOBeu,, ye3fl OnonHO. Sraorpaab. My3eíi b JIo«3m.
Hp. mhb. 532.
3 — MyjKCKan pySauíKa c HarpyflHMKOM. OcTpyB, ye3fl OnoHHO. STHorpacp. My3eü b JIofl3M.
Hp. mhb. 1385.
4 — py6aiHKa MajibHMiuKM c 3aTbiJiK0M c 1946 r. Bojia 3ajiejKHa, ye3fl OnoHHO. Sraorpaab.
My3eíí b JIofl3M. Hp. mhb. 1626. A — nepéfl, B — 3afl, C — nacTM noKpoíiKM: d — nepeflHaa
nacTb, e — 3aflHHH nacTb, f — pyKaB, g — oSoflOK, h — MamKeT, i — nacTb npM njienax,
j — bopothmk, k — HarpyflHMK, 1 — noac yKpenjiaroiUMM ocHOBy pa3pesaHMH, b pmc. 4—1
o6o3HanaeT 3aTbijiOK. Pmc. ATe.ibe 3TH0rp aob. My3ea b JIofl3M. MacuiTao 1 : 24.
Pmc. 13. MaHMiuxa MyjKCKOü pySauíKM npM6jiM3MTejibHO c 1920 r. EyKOBeii, ye3fl Ononno. SraorpaabMHecKMÍi My3eü b JIofl3M. Hp. mhb. 1080. &lt;E&gt;ot. K. TmeSaTOBCKw, 1951.
Pmc 14. My-stcKaa pySaxa c mühmiiikom «nnie^coo'KMeM». OcTpyB, ye3fl OnoHHO. 3THorpaobMHecKMií
My3eü b Jl0fl3M. Hp. mhb. 1385. &lt;Í&gt;ot. H. KpaüeBCKa 1948.
Pmc. 15. MaHwiiiKa MyjKCKofí pySauíKM. ByKOBen;, ye3fl Onceno. 3THorpadpM«iecKHM My3eü b JIofl3M.
Mp. mhb. 2230/47. &lt;I&gt;ot. K. TnieSaTOBCKH, 1931.
Pmc. ]6. MyjKCKaa pySauíKa c «rpy/rHMKOM» t. 3h. MaHMuiKOM c 1920 r. Bojia 3ajiejKHa, ye3a OnoHHO.
STHorpaobMHecKMM My3eií b JIo^3m. Hp. mhb. 1527. &lt;3?ot. H. KpafíeBCKa, 1948.
Pmc 17. 1 — MyjKCKMernTaiibib &lt;'CKajia/;KM». M^3MKOBML(e, ye3fl OnoHHO. 3TH0rpadj)MHecKMM My3eü b JIofl3M. Hp. mhb. 1954.
2 — 3ckm3 MyjKCKMX SpioK c Cmtobw, ye3fl OnoHHO, 3acTéJKKa b "/royroM MecTe.
3 — EpioKM MajibHMHiKM c KaM30JioM. Bo Jifi 3a.TiejKHa, ye3fl OnoHHO. A — nepéfl, B — 3afl,
C — nacTM noKpoíiKM: d,d —nacTM iuTaHMHbi, e — kjimh, f — noac, g — nepeflHaa nacTt
KaM30.ua, h — 3aflHMe aacTM KaM30Jia. Pmc. ATejite 3THorpad»píecKoro My3ea b JIo,u;3m, 1948.
MacruTaS 1 : 30.
Pmc. 18. UlTaHbi c caMOTKaHKM c dpajiflaMM. A — nepéfl, B — 3afl, Pefl3Mne Mane, ye3fl OnoHHO. 3thorpacbM^ecKMM My3eíi b JIofl3M. Hp. mhb. 1630. &lt;í&gt;ot. H. KpaüeBCKa, 1948.
Pmc. 19. KaMsojibi Ha3biBaeMbie «jiepío-MKaMM».
1 — JleííSHK c caMOTKaHKM nepefl 1914 r. TojKajiKyB, ye3fl Oiiohho. STHorpacb. My3eü b JIofl3M.
Hp. mhb. 1269.
2 — JleüSMK c caMOTKaHKM cflejiaHbiñ Ha 4 HHTejibHMuax nepefl 1914 r. CMapfl3eBMire, ye3fl
OnoHHO. Hp. mhb. 444. A — nepéfl, B — 3as, C — nacTM itokpoííkm: d croma, e — nepé^.
f — KjianaH KapMana, g — nacTM noaca, h — bopothmk. Pmc. ATejibe 3THOrpacto. My3eii
b JIofl3M, 1948. MaciiiTaS 1 : 10.
Pmc. 20. «JletíÓMK» — MyjKCKaa jKMjieTKa c caMOTKaHKM. CMap,a,3eBHue, ye3A OnoHHO. 3THorpaobMnecKMM My3eü b JIofl3M. &lt;J&gt;ot. H. KpaííeBCKa 1948.
Pmc 21. 1 — MyrsíCKMM KaM30Ji c caMOTKaHKM nepefl 1914 r. Hfl3MKOBMi;e, ye3fl OnoHHO. Sraorpaob.
My3eíí b JIofl3M. Hp. mhb. 1254 a.
2 — IIii/pKaK MajibMMiiiKM. Bojia 3ajie?KHa, ye3fl OnOTHO. Hp. mhb. 1629 a. A — nepéfl, B —
3afl, C — nacTM üokooükh : d — cnima, e—6ok, f — nepeflHHa nacTb (Ha pwc 2. nepeflHHH
m 6oKOBaa), g, g, — nanM pyKaBa, h — bopothmk, i — KjianaH KapMana, j — noac Pmc.
ATejibe Sraorpaob. My3eíí b JIofl3M, 1938. MacuiTa6 1 : 20.
Pmc. 22. MyjKCKMÜ KaM30Ji c caMOTKaHKM. "aíeHBiu;e, ye3fl PaBa Ma30Beu;Ka. 3THorpadpMHecKMií My3eíi
b JIo^3M. Hp. mhb. 453. Oot. K. Beqejib, 1953.
Pmc 23. Bejiaa cepMara c BajiaHoro cyKHa o6uniTaa «noTiiieSaMM» npM6jiH3MTejibHO c 1910 r. Bojia
3ajie?KHa, ye3fl OnoHHO. 3THorpaopMHecKMM My3eií b JIo^3h. Hp. mhb. 1360. &lt;3&gt;ot. fl. KpaüeBCKa, 1948.
Pmc. 24. MyzKCKne cepMarn. 1 — 6ejiaa cyKMaHa c «nOTineSaMM». rpa6yB, ye3fl Ojtohho. 3TH0rpadp.
My3eíí b JIofl3M. Hp. mhb. 944.
2 — CepMara c npn6jiM3HTejibHO 1910 r. Bojia 3ane&gt;KHa, yesfl OnoHHO. Hp. mhb. 1360.
3 — CepMara nepea 1910 r. TojKajiKyB, ye3fl OnoHHO. Hp. mhb. 459. A — nepéfl, B — 3aa, C —
nacTM noKpoMKMd — cnMHa, e — nepéir, m 6ok, ej — kjihhw m nacTM c kotopmx cKJiaflbiBaiOTca obajiflbi cepMarbí, f f, — pyisaB, g — bopothmk, h — MaHJKeT, i — HaniMBKa Ha
pyK.as, j — KjianaH KapMaHa. Pmc. ATejibe STHorpacb. My3eid b JIofl3M, 1948. MacmTaS 1 : 30.
Pmc. 25. CojiOMeHHaa ujjiana CTapHKa. 0«jKMByji, ye3« OnoHHO. Oot. T. CoSojieBCKM, 1947.
Pmc. 26. PoraTWEKa Ha3WBaeMaa «Ha 4 ctopohw cseTa». npoBep pmc. 27 ye3fl Oho^ho. A — oóiumíí
bm?i;, B — ^lacTM noKpoMKn: — 4 nacTM c kotopwx coctomtflOHbiuiKOm 6okm, d — «SapauíeK»
c óapaHetí KOTKVÍ c bojiocom, Pmc ATejrte 3THorpacpi&lt;iHecKoro My3ea b JÍ0fl3M, 1948. MaciiiTaS
1 :16.
2

72

�PMC.

PMC.
PMC
PMC.

PMC.
PMC.

PMC
PMC.

PMC.
PMC.
PMC.

PMC.
PMC.

27. riojibCKaa cpypaJKKa c KBa^paTHtiM S H O M Ha3biBaeMaa «Ha neTbipe CTopoHw CBeTa», Swjia
HOmeHa flo 1905—6 r. nepe3 Kannpa Biirouia, rpoTOBMue, ye3fl PaBa-Ma30BeuKa. 3TH0rpagbMiecKMH My3eü B JIofl3H. Hp. K C . Bnji. 1941. &lt;E&gt;OT. K. Beue.-ib, 1955.
28. IIIanKa «KauiKGT» niaçpepa. Bojra 3ajiejKHa, ye3fl OnoHHO. STHorpacpHnecKMÜ My3eü B J I O #3M. Hp. MHB. 2128. &lt;£&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1946.
29. noac c^ejiaH c yKpameHHbix jibHHHbix H H T O K npMÖJiM3MTejibHO c 1900 r. 3bixojKbm, ye3fl
OnoHHO. &lt;3&gt;OT. K. Beuejib. 3TH0rpacpMHecKHM My3eü B JI033M. Hp. MHB.
30. noac M3 uiepcTaHoii npaiKM Ha jKëjiTOM cpOHe, mi-ip. 7,8 CM., JĘJL 291 C M . OnoMHO. SraorpacpMHGCKMM My3eü B Jl0fl3M. Hp. MHB. 2162. &lt;3?OT. H. KpaüeBCKa.
31. «CeTKOBbiM» noac njieTeHbiü pyKaMM. Ms3HK0Bi-me, ye3fl OnoHHO. 3THorpacpMHecKMM My3eü
B Jlopßw. Hp. M H B . 1254 c. &lt;Î&gt;OT. K. Beuejib, 1953.
32. noac, KOTopbiü MMG6T ocHOBy c jibHa a yTOK c npasai. CMap;a;3eBi&lt;me, yes/j OnoHHO. 3 T H O rpacpM'iecKMM My3eił B JIofl3M. Hp. MHB. 483. &lt;£&gt;OT. K. Beuejib, 1953.
33. .HeByiiiKM B coBpeMeHHbix npa3flHM-iHbix KOCTioMax. Ono^HO. &lt;3&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1947.
34. /leBymica B jieTHeü oflejKfle. CnTueBoe njiaTte. 3 M X O J K M H , ye3fl OnoHHO. &lt;3?OT. MapaH Hebi,
1946.
35. J I C T H M M K O C T I O M C dpaópbiHHOü mepcTM, xeHiuuHa Mp,ei S O C M K O M , a B pynax flepsíMT 6amMaKM. B O J I H 3ajiejKHa, ye3fl OnoHHO. &lt;Ï&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
36. Mojioflaa xeHmHHa B oSpaflOBOM Menue c 1916 r. Bojia 3ajiejKHa, ye3fl OnoHHO. &lt;Î&gt;OT. fl. KpaiieBCKa, 1948.
37. /leByniKa B coBpeMennoü npa3flHHHH0M oflejK^e. flceHb, ye3fl PaBa Ma30BerrKa, &lt;Ï&gt;OT. fl. KpaüescKa, 1954.
38. PySaniKa JKeHiHMHbi c «HaflOJiKOM» (nepe^Haa HMJKHaa nacTb pyöaiiiKM) npMÖjiM3MTejibHO
c 1900 r. ByjibKa &lt;£&gt;ejibryCTOBCKa, ye3fl OnoHHO. STHorpadpMHecKMM My3eñ B J I O Ä 3 H . Hp. M H B .
2049. &lt;3?OT. fl. KpaiieBCKa, 1948.
,
39. XeHCKMe pyöauiKM. 1 — n.pa3flHMHHaa pyöamKa. Bojia 3ajie:¡KHa, yes/j OnoHHO. SïHorpapbMnecKMM My3eü B JIofl3M. Hp. MHB. 1250 ô. 2 — Py6auiKa c HaflOJiKOM. Bojia 3ajie?KHa, ye3Ji
OnoHHO. A — nepëfl, B — 3aa, C — nacTH I I O K P O H K M : d — «HaaojieK» ( H U M A S MacTb), e, e
f — nacTM npMKpbiBaeMbie rpyflb, (njienn — f rpyflb — c, ej, g — pyKaB, h — uBMKejib,
MaHJKeT, j — «nuibipaMeK» (nacTb npn njie^ax), k — B O P O T H M K , 1 — nacTM TKaHM, KOTopwe
nofluiMBaioTbca BHyTpn nofl njie^aMM. P M C . ATejibe STHorpacpMHecitoro My3ea B JIofl3M, 1948.
Macu!Ta6 1 : 30.
40. npa3AHMMHaa meHCKaa pyôamKa nepe/i 1914 r. CMapfl3eBMu;e, ye3/j; OnoHHO. STHorpacpMnecKMM Myseii B Jlofl3M. Hp. MHB. 535. &lt;î-oi. fl. KpaüeBCKa, 1948.
41. TojiySaa loÔKa «MOflpa» c nëpHO-oejiou caMOTKaHKH. S C M X O J K W H , ye3fl OnoHHO. STHorpacpHHecKHM My3eń B JIofl3M. Hp. M H B . 444. &lt;Î&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
42. lOSica «Kei^Ka». Mefl3bi6yp, ye3fl O H O H H O . 3THorpacpMMecKMM My3eü B JIofl3M. Hnp. M H B . 997.
&lt;3?OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
43. HlepcTaHKa T. 3H. loÖKa cniMTaa c jiMdpoM c 1935 r. rojKajiKVB, ye3fl OnoHHO. 3THorpadDMnecHMM My3eö B JIofl3M. Hp. MHB. 1448 a. A — nepëfl, B — 3afl, C — MacTM noKpoMKM: d —
cnMHa M 6OKM, c, f — nepëfl jiMçpa. HepepbiBKaa jiHHHa B nacTM g, 03HanaeT coKpaineHMe
fljiMHbi KycKa. Pbic. ATejibe STHorpadDiinecKoro My3ea B JIofl3M. MacniTaS 1 : 30.
44. KDÔKa T. Ha3. «Ker^Ka» c JiMdpoM M noacoM.HCenbma, ye3fl PaBa Ma30Beu,Ka. STHorpadp. My3eii
B JIofl3M. Hp. MHB. 3746. &lt;£&gt;OT. K. Beuejib.
45. K)6Ka — «KeirKa» c JiMdpoM. CaflbiKMe»;, ye3fl PaBa Ma30BeuKa. 3THorpaopMHecKMii Myseii
B JIOJJ;3M. Hp. M H B . 436. (Ï&gt;OT. K. Beuejib, 1953.
46. CoBpeMeHHbiił nepeflHMK «Ha ofl3MeB», OrOHOBMue, ye3fl OnoHHO. STHorpadpMHecKMii My3en
B JIofl3M. Hp. M H B . 1253. &lt;E&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
47. nepe/xHMK «B noac» npMÔjiMSMTejibHO c 1900 r. B O J I H 3ajiejKHa, ye3fl Ononno. STHorpadpnnecKMM My3eii B Jl0fl3M. Hp. MHB. 1267. 4&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
48. nepe^HMK « K J K M J K O H K M » npM6jiM3MTejibH0 c ro^a 1915. KpyjibOBa Bojia, yesfl PaBa Ma30BeiiKa, 3THorpacpMHecKMÜ My3eii B JIofl3M. Hp. M H B . 3124 flen. ÇE&gt;OT. K. Beuejib, 1954.
49. nepeflHMK «B noac». Occa, ye3jj; OnoHHO. STHorpadpn-qecKMii My3eü B JIO/J;3M. Hp. M H B . 3041.
tíiOT. K. Beuejib.
50 KopceTbi: 1 — jibHaHO-xjionHaTO-SyMajKHbiit KopceT. Bojia 3ajiejKHa, ye3Ji OnoHHO. 3THorpadpMHecKMM My3eü B Jlofl3M. Hp. MHB. 1389.
2 — KopceT c OnoHHa. Hp. MHB. 524.
3 — IIIepcTaHbie KopceTbi. 3bixojKbiH, ye3« OnoHHO. Hp. MHB. 4436.
4 — SapxaTHbiü KopceT. PycMHyB, ye3fl OnoHHO. Hp. MHB. 475.
5 — KopceT 3 3ejiëHeu KynHOii npajKM. CMapfl3eBMue, ye3fl OnoHHO. Mp. MHB. 4386. A —
nepëfl, B — 3ap;, C — nacTH noKpoiiKH: d — nepe^Hne nacTH, e — 3aaHMe, f — SoKOBbie.
P M C . ATejibe 3THorpadp. My3ea B JIofl3M, 1948. Macunao 1 : 25.
51. KopceT HomeHHbiii JJO rofla 1914, c jibHaHO-xjionnaTO-oyMaJKHOM TKaHM, cflejiaHbiü Ha 4 H M TaaHKax. OnoHHO. STHorpacpMHecKMÜ My3eii B JIofl3M. Hp. M H B . 524. &lt;S&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
52. yKpameHHbiü 6apxaTHbiM KopceT. PycMHyB, ye3/j OnoMHO. STHorpacpMHecKMÜ My3eü B JIofl3M. Hp. M H B . 475. &lt;Ï&gt;OT. fl. KpaüeBCKa, 1948.
53. KopceT jKeHrrrMHbi nepe^ 1914 r. STHorpaobMHecKHÜ My3eü B J1OR3H. Hp. M H B . 438. &lt;Ï&gt;OT.
fl. KpaüeBCKa, 1948.
1;

PMC
PMC
PMC

PMC.

PMC.
FMC.
PMC.
PMC.
PMC.
PMC.

PMC.

PMC.
PMC.
PMC.

73

�P u c . 55.

2KeHCKnń KaçbTaH c r n e p c T a H o ń caMOTKaKKii Ha JKëJiTOM dpoHe HauiMTbiii 6apxaTOM.
ye3fl P a B a

STHorpadpHnecKMÜ : v l y 3 e í i B JI033M. H p .

Ma30BeirKa.

JKenbiua,

M H B . 3747. &lt;S&gt;OT. K . B e u e j i b ,

1953.
Pue.

56.

3CKM3

cuneo

BarapoBaHOft

B Jl0fl3H. U p . I I H B . 982.
Pue.

57.

njiaTbe

c 6apauiKOM, TanwH, ye3fl O H O H H O . S r a o r p a c b .

M3 3 e j i ë H o r o dpa6pwHHoro c y K H a

KJIMH

—

(He H a p M C O B a H b i i i ) , g

njienn,

r. B p y s s e B i - m e , ye3ii OnoHHO, A . —

c 1900
h

—

MàBmer,

pyKaB, i —

nepë/i.

n a c r a OTflejiaeMbie

—

j

BOPOTHMK, k

TaHMBaHMe MaTeppiM. P M C . A ï e j i b e 3 T H O r p a ç p M n e c K o r o M y 3 e a B Jl0fl3M. M a c n i T a 6
P M C . 58.

My3eü

P u e . ïï. rojibMMHCKa, 1948 r.

HacTii n o K p o í i K i i : d — n e p ë f l , e — 3a,ziHMM K J I M H , f —

B . — 3aa, C . —
roü

«aHrepKH»

A — n e p ë f l , B — 3a^.

K o j K y x T . Ha3. « n j i a T b e » jKeHiHMHbi c 3 e j i ë n e r o c y K H a , E p y a s e B H n e ,

/rpy-

—

Haii-

1 :30.

y e 3 i i OnonHO.

3TH0rpacp

M y 3 e ń B JIOIJ;3H. H p . K H . nocTynjieHMH 2664. &lt;Î&gt;OT. H . K r a i i e B C K a , 1948 r.
PMC

59.

npa3flHMHHaH

xceHCKaa « a m e p K a » c caMOTKaHKM npM6jiM3HTejibHO c 1910

OHOHHO. A —

n e p ë i i , B — 3aij, C —

cnMHa, g — 6 0 K O B W M K J I M H , h —

f—

o6o3HaMaeT
1948.
PMC

60.

n a c r a ; noKpoHKM: d

coKpameHMe

MaciiiTaô

flJiMHbi

nepëfl, i —

KycKa.

ye3Ji

nacra:, c —

none,

4

JIMHMH B n a c T a x

STHOrpacpMnecKoro

d d
2

3

d

B JIOA3M,

My3ea

1 : 30.

«AnrepKa» BepxHaa
HenuM.

r. B w r H a H y B ,

d KJiMHbi H M S K H C M

pyKaB. IiepepbiBHaa

P M C . ATejibe

Oflessfla jKeHinMHbi npM6jiM3MTejibH0

STHOrpacpMHecKMM M y 3 e i ï B JIOJJ;3M. H p . M H B . 1359.
P M C . 61.

x

r. BbirHaHOBO, ye3fl O T I O H H O .

c 1910

* O T . H. KpaïieBCKa,

1948.

nenen, nepe/j; 1914 r. B O J I H 3 a j i e j K H a , y e 3 / i OnoHHO.

1. •— npa3flHMHHbiM

2 — npa37THHHHbiii nenen; M O J 1 0 3 0 M jKeHiiiMHbi nepe/j, 1914

r. 3bixo5KbiH,

ye3fl OnoHHO. 3 T H O -

rpacpMHecKMM M y 3 e ü B JIOfl3M. H p . M H B . 463.
3 — npa3flHMHHbiM
4 — «nojiynenerj;»

n e n e i i M O J 1 0 3 0 Ü jKeHinriHbi. E p y a s e B M n e ,
iipa3flHMHHbiM

3034. A •— 061UMM BMJJ,, B , C —

iieBCKa,

MOJIOÄOM JKeHuiHHbi.

ye3/i OnonHO. H p . M H B . 3917.

CMop,a3eBMu,e, y e 3 «

Hp. MHB.

OnoHHO.

n a c T e ü . P M C M . BoMÖHHKa M H .

noKpoMKa rojioBHbix

Kpa-

1948. M a c n r r a 6 1 : 30.

Rynze,

PMC

62.

Mojio,ziaa 3 a M y j K H a a sceHiHMHa B
ye3jj OnoHHO. &lt;E&gt;OT. H . K p a ï i e B C K a ,

PMC

63.

/IeTCKMe noKpbiTMa rojioB n e p e / i 1939 r. 1.1. — H e n e i i fleByuiKM, OnoHHO, 2. — H e n e i i / I J I H
fleByuiKM M MajibHMHiKM. A . — 06111MM BHfl, B . — n a c r a noKpoMKM : d, d — n a c r a noKpbiBaiomMe
rojiOBy c jio6a no 3aTWJi0K, c, c — n a c r a noKpbiBaiomMe 6 O K M . STHorpaçpMnecKHiï M y 3 e ü B J I o 33M. 1. H p . M H B . 563, 2. H p . M H B . 565. P M C . A T e j i b e STHOrpaçpMnecKOro M y 3 e a B JIofl3M. 1948.
M a c u i T a S 1 :10.

nenire Ha
1946.

rojiOBe

Ha

«ÖJiarocjiOBeHMe».

Pejj,3Mue

Ł

L

P M C . 64.

T . 3 H . H l a n K a MajibMMiiiKM c ô e j i o r o aTJiaca c 1939

«KpaKycKa»

Ho. 3THorpadpMnecKHM
Pue
PMC

65.

66.

T.

«KpaKycKa»

M y 3 e ü B JI0743M. H p . M H B . 562.

OnoHHO.

Hpn

oôpaôoTKe

P M C . 68.
69.

PMC.

70.

oflejKfly

Onon-

npajKM.

&lt;3?OT. K . B e q e j i b ,

paSonyio

oflesijj,y.

PycMHyB,
1954.

JJEoSpyBKa,

1946.

T K a u K a a /j;ocoHKa T . Ha3. «nJiouiKa» n p b i ^ a T H a K TKaHMio J I € H T O K npM6jiM3MTejibHO c 1875 r.
CaflbiKnejK, ye3/j P a B a Ma30Beij,Ka. 3 T H O rpacpMnecKMM M y 3 e î i B JIofl3M. H p . M H B . 4219. &lt;Î&gt;OT.
K . B e a e j i b , 1953.
HMTOK

CoprapoBKa
H.

PMC

CBOHD

JibHa jKeHiiiMHbi ofleBaioT Ha

OnoHHO. &lt;3?OT. H . K p a ï i e B C K a ,
P M C . 67.

M y 3 e ń B JIOfl3M. H p . M H B . 561.

STHOrpadpMnecKHM

ye3fl

1954.

KpionKOM M3 mepcTHHOÜ

H i a n K a MajibHMruKM B a s a H a a

ye3fl

r. BjiaflbicjiaByB,

4&gt;OT. K . B e u e j i b ,

KpaïieBCKa,

npn

3anjieTaHMi.,

«ceTKOBoro»

noaca.

PymaHHa,

ye3/j;

OnonHO. O O T .

1947.

TKaHM 4-HMTHHHbie y n O T p e ô J i a e M b i e Ha KopceTbi. a — OKpecTHOCTM O n o n H a , 6 — c 3bixojKbiHa,
c — c BojiM 3ajiejKHefi, Bce ye3fl OnoHHO. STHorpadpMnecKMÜ M y 3 e ü B J I O A 3 M . H p . M H B . a —
7965, 6 — 517, c — 1 3 8 9 , — 3758. &lt;Î&gt;OT. K . B e u e j i b , yBejiMHeHMe, 1953.
HayrojibHMK

sopoTHMKa

MyjKCKOM p y 6 a u i K M

npM6jiM3MTejibHO

c

1910

r.

BwuiMBKa

nepHe-

jKëJiTO-KpacHaa. STHorpadpMnecKMM My3eM B J I O S 3 M . H p . M H B . 2237/20. &lt;Ï&gt;OT. K . Tuie6aTOBCKM,

yBejiMneHMe, 1951.
P M C . 71.

B w i H M B K a Ha « o c w B u e » T . 3H. BopoTHMKy jKeHCKOfi py6aiHKM. B j K y c T y B e K , ye3fl OnonHO. 3 T H O rpacpMnecKMM M y 3 e f i B JIOJJ;3M. H p . M H B . 2235. O O T . K . B e u e j i b , yBejiMneHMe,

P M C . 72.

BbiuiMBKa « o c b m e ^ a »

Ha MaHJKeTax p y 6 a u i K M

3THorpadj)MHecKMM My3efi
PMC

73.

P M C . 74.

JIofl3ii.

B

n p M n j i e n i i e ateHCKOü py6aniKM.
B JIOfl3M. H p . MHB. 277.
M a H s t e T HceHCKOü py6auiKM.

H p . M H B . 282.

Xenbiqa,
2Kenbir;a,

B JIofl3M. H p i M H B . 277.

* O T . K . Beuejib,

P M C . 75.

njiaHuieT

I.

M XO3HMH

P M C . 76.

njiaHuieT

II.

Xo3HMKa
fleByniKa

HnaHmeT

P M C . 78.

n j i a H i n e T I V . P a n o p r w caiiOTKaHOK.

79.

P M C . 80.

74

KapTa:

* O T . K . Beuejib,

yes/j P a s a
ye3fl

aCenbiiia,

PaBa

ye3fl

PacnpocTpaHeHMe

STHorpacpMnecKMii

Myseft

Ma30Beu,Ka.

STHOrpagbMnecKMii

My3eii

1953.

npn6jiM3MTejibHO c 1900 r. P M C . KD. K a p o j i a K .

ononMHbCKoro
M

KOCTioMa.

flMCpcpepeHriauMa

Ma30Ben,Ka.

MasoBeuKa.

H I . P a n o p T b i caniOTKaHOK.

K a p T a : PacnpocTpaHeHMe

1903.
PaBa

1953.

M niadpep. npMÖJiM3eTbHO c 1935 r.

P M C . 77.
PMC

jKencKOii.

ononMHbCKoro

KOCTioMa.

�C O Ä E P 2K A H H E
BsefleHHe. T j i a B a I . — CoBpeMeHHoe cocrc-HHue ononuHbCKOro KOCTK»ia, CTp. 7. T j i a B a I I — M C T O PMnecKMÜ onepK 3BOJIK&gt;U,MH ono*n&lt;iHbCKoro KOCTiOMa, CTp. 1 0 . T j i a B a I I I . —
PacnpocTpaHeHwe
onoHMHbCKoro KOCTiOMa, CTp. 1 6 . T j i a B a I V . — O o m e e onwcaroie M V ^ K C K O T O ononiiHbCKoro KOCTiOMa, CTp. 1 8 .
T j i a B a V . — IIoflpo6Hoe onucaHHe MyjKCKOro ononiiHbCKoro KOCTrona. CTp. 21. T j i a B a V I . —
Oömee
onMcanne sceHCKoro ononuHbCKoro KOCTiona, CTp. 3 4 . T j i a B a V I I . •— ITospoSHoe onucaHHe O I I O H M H B CKoro &gt;KeHCKoro KOCTiOMa, CTp. 3 8 . T j i a B a V I I I . — J f e ^ e j m a n MaTepnn, CTp. 5 5 . T n a s a I X . — • y K p a i u e H M H M KpyaKeBa, CTp. 6 0 . XapaKTepi-iCTMKa nepBOMCTOHHHKOB, CTp. 6 3 . npriMenaHMa, CTp. 6 4 . B H S J I M O rpacpMM, CTp. 66. P e e c T p MJiJiHDCTpairfiM, CTp. 6 7 . C o jrepjKaHwe, CTp. 6 8 . M3Ji03KeHwe Ha pyccKOM H3biKe,
CTp. 7 0 . MrjjiojKCHHe H a aHrjiHÜCKOM H3biKe, CTp. 7 6 . M3JiOMenjie Ha cppaHnycKOM H3biKe, CTp. 8 1 . J f e j i o x.eHMe Ha Heiwei^KOM a 3 M K e , CTp. 8 7 . M a n w .

�E N G L I S H

S U M M A R Y

T h e O p o c z n o f o l k c o s t u m e is w o r n i n t h e n o r t h - w e s t e r n p a r t of the O p o c z n o d i s t r i c t , i. e. the t e r r i ­
t o r y l y i n g i n the f o r k i n g of the r i v e r P i l i c a a n d its a f f l u e n t D r z e w i c z k a a n d i n t h e s o u t h e r n p a r t of
the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a e x t e n d e d on the left side of the r i v e r P i l i c a , f r o m its b e n d , e a s t w a r d
d o w n to the m o u t h of the r i v e r D r z e w i c z k a .
O n this t e r r i t o r y t h e f o l k c o s t u m e is g e n e r a l l y w o r n up to n o w , t h o u g h i n s o m e l o c a l i t i e s the t o w n
d r e s s is r e a d i l y b e i n g i n t r o d u c e d .
T h e c h a r a c t e r i s t i c f e a t u r e of the O p o c z n o f o l k c o s t u m e is the p r e d o m i n a n c e of the u s e of h o m e ­
s p u n c l o t h , s t r i p e d or c h e q u e r e d , s h o w i n g a h i g h s t a n d a r d of t w i s t i n g a n d k n i t t i n g . A t t e n t i o n is also
to b e p a i d to the b l a c k , b l a c k a n d w h i t e or c o l o u r f u l e m b r o i d e r y of the s h i r t s , m a i n l y i n g e o m e t r i c a l ,
striped patterns.
T h e O p o c z n o f o l k c o s t u m e is w o r n b y e v e r y b o d y , i . e. b y c h i l d r e n , m e n a n d w o m e n . T h e r e m a y
be d i s c e r n e d s u m m e r a n d w i n t e r g a r m e n t s , w o r k a n d f e s t i v e c l o t h e s a n d also c e r e m o n i a l dresses.
P a r t i c u l a r l y rich w a s t h e b a c h e l o r ' s c o s t u m e .
I n the 19th c e n t u r y b o y s u p to the age of 15 y e a r s u s e d m o s t l y to w e a r o n l y s h i r t s , getting t r o u ­
s e r s w h e n t h e y g r e w older. T o k e e p w a r m t h e y u s e d s i m p l e , l o n g o v e r c o a t s ( s u k m a n y ) b u t w h e n
i n t h e 20th c e n t u r y the s t a n d a r d of l i v i n g r a i s e d , e v e n ten y e a r s old b o y s w o r e t r o u s e r s , p l a i t e d
o v e r c o a t s ( s u k m a n y ) , h i g h boots a n d h a t s w i t h p e a c o k f e a t h e r s . N o w a d a y s l i t t l e b o y s w e a r h o m e - s p u n
clothes a n d o r n a m e n t e d c a p s c a l l e d „ k r a k u s k i " .
Men's

costume.

A m a n ' s c o s t u m e consists of a n e m b r o i d e r e d s h i r t w i t h s h o u l d e r s t r a p s , t r o u s e r s , a n d a w a i s t c o a t
c a l l e d „ l e j b i k " . A b o u t 1890 w e r e i n t r o d u c e d s p e n c e r s ( c a l l e d „ s p a n c e r k i " ) ,
overcoats (sukmany),
s h e e p s k i n f u r s , belts a n d a k i n d of felt h a t c a l l e d „ p i g ' s s n o u t " ( ś w i ń s k i r y j ) , l a t e r c a p s a n d h i g h
boots w e r e w o r n .
I n t h e 19th c e n t u r y s h i r t s w e r e o v e r l a i d o n t r o u s e r s a n d f a s t e n e d w i t h a belt; t h e y w e r e w i t h ­
out o r n a m e n t a n d o n l y at the e n d of 19th a n d i n the 20th c e n t u r y r i c h e m b r o i d e r y w a s a d d e d . D u ­
r i n g the 19th a n d at the b e g i n n i n g of t h e 20th c e n t u r y t r o u s e r s w e r e w o r n , p l a i t e d
i n so-called
„fałdy", — in s u m m e r they w e r e made from linen, i n w i n t e r from white wool, — w i t h short w a i s t ­
coats ( l e j b i k i ) , s p e n c e r s a n d f r o m a b o u t 1907 j a c k e t s .
I n the 19th c e n t u r y a n d a t the b e g i n n i n g of t h e 20th c e n t u r y b a c h e l o r s w o r e c o l o u r f u l p a t t e r n e d
clothes
a n d at the n o r t h - w e s t e r n c o n f i n e s
of the r e g i ^ _ m u l t i - c o l o u r e d t r o u s e r s a n d b l u e or
d a r k - b l u e s p e n c e r s ( s p a n c e r k i ) . F r o m a b o u t 1880 O p o c z n o p e o p l e b e g u n to d y e w h i t e t r o u s e r s into
b l a c k a n d h e n c e f o r t h b l a c k clothes a r e g e n e r a l l y i n use. O n l y e l d e r m e n w e a r c o l o u r f u l w a i s t c o a t s .
O v e r c o a t s ( s u k m a n y ) w e r e w o r n on w a i s t c o a t s ( l e j b i k i ) . T h e y w e r e m a d e f r o m c o a r s e c l o t h o r w o o l
a n d l a t e r o n l y f r o m w h i t e w o o l b u t i n the n o r t h - w e s t e r n p a r t of the r e g i o n also f r o m g r e y w o o l .
T v / o k i n d s of o v e r c o a t s ( s u k m a n y ) w e r e w o r n d u r i n g the 19th c e n t u r y — s i m p l e ones a n d p l a i t e d
w i t h c o l o u r f u l f l a p s a n d t r i m m i n g s . T h e p l a i t e d o v e r c o a t s f r o m the a r e a l y i n g o n the r i g h t of the
r i v e r P i l i c a w e r e t r i m m e d w i t h r e d tape. T o w a r d s the e n d of the 19th a n d d u r i n g the 20th c e n t u r y
o v e r c o a t s w e r e w i t h b l a c k t r i m m i n g s b u t a b o u t 1930 t h e y w e r e a l r e a d y out of f a s h i o n . O v e r c o a t s
a n d t r o u s e r s w e r e f a s t e n e d w i t h a w o v e n or t w i s t e d belt.
I n w i n t e r s h e e p s k i n f u r s w e r e w o r n , f o r m e r l y t h e y w e r e loose, w h i t e w i t h a s m a l l b l a c k c o l l a r ,
a n d l a t e r m o r e n a r r o w , y e l l o w w i t h a l a r g e c o l l a r ; w i t h t h e o v e r c o a t a felt h a t w a s w o r n , a t w i s t e d
s t r a w h a t w i t h s u m m e r clothes a n d , i n the 19th c e n t u r y , a f o u r - c o r n e r e d c a p c a l l e d „ r o g a t y w k a "
w i t h w i n t e r g a r m e n t s . I n t h e 20th c e n t u r y i n s t e a d of h a t s — c a p s w e r e i n t r o d u c e d .
T h e oldest boots k n o w n o n l y f r o m t r a d i t i o n w e r e of soft s k i n w i t h d o u b l y - r o l l e d leg t i e d w i t h
t a p e s to the leg. L a t e r , boots w e r e a d j u s t e d m o r e t i g h t l y to t h e leg w i t h s t r a i g h t boot-legs, p r o v i d e d
w i t h f e r r u l e s ( p o d k ó w k i ) a n d b r a s s n a i l s ( h u n c w o t y ) . I n the 20th c e n t u r y clogs w e r e i n t r o d u c e d a n d
w o r n at w o r k .
A m o n g the c e r e m o n i a l d r e s s e s the m o s t c o m m o n w a s t h a t of the b r i d e s m a n w h o w o r e a h a t f u r ­
n i s h e d w i t h f e a t h e r s , f l o w e r s a n d t i n s e l s a n d l a t e r a n o r n a m e n t e d c a p w a s i n t r o d u c e d . I t m u s t be s t r e s ­
s e d t h a t t h e o v e r c o a t ( s u k m a n a ) w a s a g a r m e n t u s e d for f e s t i v i t i e s , the b r i d e - g r o o m p u t i t for
his w e d d i n g a n d dances w e r e also performed i n overcoats.

76

�Women's

dress.

W o m e n ' s c o s t u m e is c o m p o s e d of a s h i r t w i t h e m b r o i d e r e d cuffs a n d s h o u l d e r - s t r a p s ; a s k i r t c a l ­
l e d „ k i e c k a " w i t h a c o r s e t s e w n to the bodice. T h e c o r s e t is s t i l l p r e s e r v e d i n the n o r t h - w e s t e r n p a r t
of t h e r e g i o n , b e i n g o r n a m e n t e d w i t h c o r a l s .
W o m e n tie a n a p r o n r o u n d the s k i r t , u p o n t h e i r s h o u l d e r s t h e y p u t a n a p r o n c a l l e d „ d o o d z i e w u "
a n d to k e e p w a r m t h e y w e a r s p e n c e r s . F o r m e r l y O p o c z n o w o m e n w o r e i n w i n t e r a k i n d of o v e r c o a t s
c a l l e d „ p r z y j a c i ó ł k i " , „ ż u p a n i k i " or „ a n g i e r k i " ; a n d i n the m i d d l e of the 19th c e n t u r y s i m p l e w h i t e
o v e r c o a t s c a l l e d „ s u k m a n k i " for e v e r y d a y use. N o w a d a y s felt c l o a k s ( b u r k i ) a r e w o r n i n w i n t e r .
F o r m e r l y w i t h „ a n g i e r k i " w e r e w o r n aprons and kerchiefs called „ d z i k ó w k i " . T o - d a y w a r m kerchiefs
a r e also u s e d es h e a d d r e s s i n w i n t e r , a n d i n s u m m e r t h e s o - c a l l e d „ s z a l i n ó w k i " . I n the 20th c e n t u r y
w o m e n w o r e c o l o u r f u l p l a i d s or r u g s c a l l e d „ d y w a n y " , t i e d w i t h a p r o n s . N o w those p l a i d s a r e p u t
o n felt c l o a k s i n w i n t e r .
I n s u m m e r as f e s t i v e a n d w e d d i n g dress w o m e n w o r e a w h i t e s k i r t w i t h c o r s e t a n d a loose j e r k i n
f r o m c o t t o n - l i n e n , w h i c h n o w a d a y s is m a d e of p e r c a l e . T o d a y s u m m e r d r e s s e s a r e a l s o m a d e f r o m
p a t t e r n e d p e r c a l e , of o n e - c o l o u r e d w o o l l e n c l o t h or of h o m e s p u n c o l o u r f u l l i n e n . I n s u m m e r to the
f e s t i v e d r e s s a b o n n e t w a s w o r n , w i t h a l a r g e „ s z a l i n ó w k a " or o n l y a l a r g e k e r c h i e f t i e d r o u n d the
h e a d . G i r l s f i x e d t h e r e t w i g s of r u e . T o h e r w e d d i n g d r e s s the b r i d e p u t on h e r h e a d a w r e a t h of
t i n s e l s a n d t w i s t e d r i b b o n s left loose o n the b a c k . T o the c e r e m o n i a l d r e s s b e l o n g s also the h e a d ­
d r e s s of the b r i d e s m a i d c a l l e d „ s t r o i k " w i t h p e a c o c k - f e a t h e r s a n d a b o n n e t a d o r n e d w i t h f l o w e r s ,
tinsels a n d ribbons w o r n by young m a r r i e d women.
I t m a y b e n o t e d t h a t t h e r e e x i s t s a n i n t e r e s t i n g c u s t o m of p u t t i n g a b o n n e t u p o n t h e h e a d of
a d e a d m a r r i e d w o m a n a n d of w r a p p i n g h e r s h o u l d e r s w i t h a s h e e t (to c a r r y i n i t h e r c h i l d r e n
a f t e r death).
I n t h e r u n of the l a s t c e n t u r y w o o l l e n s k i r t s a n d a p r o n s u n d e r w e n t m a n y c h a n g e s i n c u t a n d
colour. T h e o l d e s t s k i r t s k n o w n f r o m t r a d i t i o n w e r e m a d e of t h i n r e d a n d b l a c k w o o l l e n t h r e a d s i n ­
t e r w o v e n w i t h t h r e a d s of w h i t e cottCT^ L a t e r on t h e y a r e s t r i p e d on a r e d b a c k - g r o u n d , e v e n w o v e n
w i t h f o u r or f i v e w o o l l e n t h r e a d s (black, g r e e n , b l u e , d a r k - r e d ) . A b o u t 1900 the b a c k g r o u n d c h a n g e s
into o r a n g e a n d y e l l o w . B e s i d e s t h e s e c o l o u r s , p r e d o m i n a t i n g i n the f a s h i o n , s k i r t s a r e also w o r n i n
d a r k , b l u e - b o t t l e a n d g r e e n ; today t h e y a r e of l i g h t colours as f l e s h y ( c i a ł o w y ) a n d y e l l o w ( g ą s i o t k o w y ) . T h e r e d c o l o u r is going out of f a s h i o n .
P i n k w o o l is u s e d f r o m 1920 i n s i n g l e s t r e a k s a n d s t r o n g l y e m p h a s i z e d , a n d l i k e other c o l o u r s
used in different shades.
A b o u t 1930 t h e s k i r t b e c o m e s s h o r t e r a n d is a d o r n e d w i t h v e l v e t . A l s o a p r o n s a r e c o n s i d e r a b l y
s h o r t e n e d . T h e y h a v e s y m m e t r i c a l s t r e a k s on v a r i o u s b a c k g r o u n d l i k e the a p r o n s d e s i g n e d to be
w o r n o n s h o u l d e r s a n d c a l l e d ,,na odziew", w h i l e s k i r t - s t r e a k s b e c o m e a s y m m e t r i c . A p r o n s a r e also
m a d e of c o a r s e h a m p - c l o t h a n d cotton i n v a r i o u s stitches, a c c o r d i n g to t h e i r p u r p o s e . T h e a p r o n s
c a l l e d „ n a odziew" a n d d e s i g n e d to be w o r n o n s h o u l d e r s a r e e x c l u s i v e l y on y e l l o w or b l a c k b a c k ­
g r o u n d . I n the s u r r o u n d i n g s of the t o w n of O p o c z n o b l u e ones w i t h w h i t e s t r i p e s a r e s t i l l m a i n t a i n e d .
O p o c z n o w o m e n w o r e l i k e m e n h i g h boots. I n t h e 20th c e n t u r y t h e y a d a p t e d t h e w e a r i n g of shoes
w i t h b r a s s f e r r u l e s ; g i r l s f a s t e n e d t h e m w i t h c o l o u r f u l tapes.
I n the r e g i o n of O p o c z n o little g i r l s a r e a l s o w e a r i n g f o l k costumes, b e i n g a n i m i t a t i o n of the
dresses of the g r o w n - u p w o m e n .
B a b i e s a r e d r e s s e d i n c a p s m a d e of s i l k a n d r i b b o n s . I n older t i m e s t h e y w e r e c a r r i e d b y t h e i r
m o t h e r s i n l i n e n , a n d l a t e r cotton sheets, a n d n o w a d a y s i n w o o l l e n c o l o u r f u l p l a i d s ( c a l l e d „ d y w a n y " ) ,
e m b e l l i s h e d w i t h k n i t t e d lace.
I t is to be n o t e d t h a t the O p o c z n o f o l k c o s t u m e is e x t r e m e l y c h a r a c t e r i s t i c a n d d i s t i n g u i s h e s
i t s e l f b y its b e a u t i f u l colours. I t is s t i l l g e n e r a l l y w o r n b y the O p o c z n o p e a s a n t s a n d m a i n l y m a d e
f r o m h o m e - s p u n c l o t h . (See plates.)
L I S T

O F

P L A T E S

P e a s a n t i n overcoat (sukmana), w i t h netted belt a n d cap (kaszkiet). W o l a Z a l e ż n a , Opoczno
d i s t r i c t . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.
W o m a n i n contemporary out-door dress. A n t o n i n ó w , Opoczno district. Phot. J . K r a j e w s k a ,
1948.
G i r l i n f e s t i v e d r e s s . S t u d z i a n n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1947.
W o m a n i n c o n t e m p o r a r y w i n t e r g a r m e n t . R z e c z y c a , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . P h o t .
J . K r a j e w s k a , 1952.
T y p e of p e a s a n t f r o m the O p o c z n o d i s t r i c t . R e p r o d u c t i o n f r o m the i l l u s t r a t e d g e o g r a p h i c a l
A t l a s of t h e P o l i s h K i n g d o m . J . M . B a z e w i c z , 1907.
W e d d i n g dresses. O g o n o w i c e , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t , i n the S t u d i o at O p o c z n o , 1920.
F r o m t h e A r c h i v e s of t h e E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź .
Mother w i t h her child w r a p p e d in a plaid called „ d y w a n " . Studzianna, Opoczno district. Phot.
J . K r a j e w s k a , 1948.
P e a s a n t w o m a n i n f e s t i v e dress. W y g a n ó w , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.
P e a s a n t i n w h i t e o v e r c o a t ( s u k m a n a ) w i t h m a n y — c o l o u r e d , n e t t e d belt. O p o c z n o . P h o t .
F e s t i v e d r e s s of c o u n t r y - s e r v a n t s . Ś w i e r z y n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . T h e A r c h i v e s of the
R e g i o n a l M u s e u m at T o m a s z ó w M a z o w i e c k i . P h o t , i n the S t u d i o at O p o c z n o , 1938.
M a n ' s s h i r t w i t h c o l l a r t u r n e d o v e r ( „ o s y w k a " ) f r o m a b o u t 1940. S t u d z i a n n a , O p o c z n o d i s -

tcict Ethnographical Museum at Łódź. Inv. nr. 1882. Phot. J. KfSJeWSkS, ¡948.
77

�F i g . 12.

Men's shirts. I — L i n e n s h i r t w i t h upright collar. Modrzew, Opoczno district. E t h n o g r a p h i ­
c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . I n v . n r . 2166.
I I . S h i r t w i t h c o l l a r t u r n e d o v e r B u k o w i e c t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . N r . i n v . 532.
I I I . S h i r t w i t h n a r r o w b o s o m . O s t r ó w , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . I n v . n r . 1385.
I V . A boy's s h i r t w i t h s h o u l d e r - s t r a p ( f r o m 1946). W o l a Z a l e ż n a , the d i s t r i c t of

Opoczno.

I n v . n r . 1626.
A — front, B — b a c k , C — p a r t s of c u t : d — f r o n t - p a r t , e— b a c k - p a r t , f — s l e e v e , g —
b o r d e r , h — cuff, i — s h o u l d e r - s t r a p , j — c o l l a r , k — bosom, 1 — s t r i p to s t r e n g t h e n t h e
c u t t i n g ; i n t h e d r a w i n g I V 1 — it denotes
the s h o u l d e r - s t r a p . D r a w n i n the S t u d i o of t h e
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . S c a l e 1 :24.
F i g . 13. B o s o m of a m a n ' s s h i r t f r o m a b o u t 1920. B u k o w i e c , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1080. P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i , 1951.
F i g . 14. M a n ' s s h i r t w i t h b o s o m c a l l e d „ p r z e d s o b e k " . O s t r ó w , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i ­
c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r 1385. P h o t . J . K r a j e w s k a 1948.
F i g . 15. A m a n ' s s h i r t - b o s o m . B u k o w i e c , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź .
I n v . n r . 2230-47. P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i , 1931.
F i g . 16. A m a n ' s s h i r t w i t h b o s o m c a l l e d „ p i e r ś n i k " f r o m 1920. W o l a Z a l e ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o .
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . I n v . n r . 1527." P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
F i g . 17. I . M a n ' s t r o u s e r s p l a i t e d i n s o - c a l l e d „ f a ł d y " f r o m I d z i k o w i c e , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o ­
g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź , I n v . n r . 1954.
II. Sketch
I I I . Boy's
C — parts
coat, h —
1 :30.
F i g . 18.
F i g . 19.

of t r o u s e r s f r o m S i t o w y , O p o c z n o d i s t r i c t .
t r o u s e r s w i t h w a i s t c o a t . W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . A f r o n t , B — b a c k ,
of t h e cut, d, d l — p a r t s of leg, e — gore, f — belt, g — f r o n t - p a r t of the w a i s t ­
b a c k - p a r t s . F i g . T h e S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e

T r o u s e r s of h o m e - s p u n m a t e r i a l , w i t h
folds. A — front, B — b a c k . R a d z i c e M a ł e , t h e d i s ­
t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1630. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
Waistcoats called „lejbiki".
I . L e j b i k of h o m e - s p u n m a t e r i a l f r o m before 1914. G o r z a ł k ó w , O p o c z n o d i s t r i c t . E t h n o g r a ­
p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1269.
I I . W a i s t c o a t or „ l e j b i k " of h o m e - s p u n m a t e r i a l f r o m 1914. S m a r d z e w i c e , the d i s t r i c t of O p o ­
czno. I n v . n r . 444.
A — f r o n t , B — b a c k , C — p a r t s of the cut: d — b a c k , e — front, f — p o c k e t - f l a p , g — p a r t s
of the belt, k — c o l l a r . D r a w n i n the S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948.
S c a l e 1 : 10.

F i g . 20.
F i g . 21.

F i g . 22.
F i g . 23.
F i g . 24.

„ L e j b i k " — m a n ' s w a i s t c o a t of h o m e - m a d e m a t e r i a l . S m a r d z e w i c e , t h e d i s t r i c t of
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . P h o t . J . K r a j e w s k a 1948.

Opoczno.

I . M a n ' s s p e n c e r of h o m e - s p u n m a t e r i a l d a t i n g before 1914. I d z i k o w i c e , the d i s t r i c t of
O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1254.
I I . B o y ' s j a c k e t . W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v .
n r . 1629a. A — front, B — b a c k , C — p a r t s of the cut: d — b a c k , e — side, f — f r o n t - p a r t
( i n fig. I I p a r t of f r o n t a n d side), g, gi — p a r t s of s l e e v e , h — c o l l a r , i — p o c k e t - f l a p , j —
belt. D r a w n i n the S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 : 20.
A m a n ' s s p e n c e r of h o m e - s p u n
m a t e r i a l . R z e c z y c a , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a .
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 453. P h o t . K . W e c e l , 1953.
W h i t e o v e r c o a t ( s u k m a n a ) f r o m a b o u t 1910. W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o ­
g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 1350. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
Men's overcoats (sukmany). I . White overcoat w i t h trimming. G r a b ó w , Opoczno district.
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , I n v . n r . 944.
I I . O v e r c o a t f r o m a b o u t 1910. W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . I n v . n r . 1360.
at Ł ó d ź . I n v . n r . 1360.
I I I . O v e r c o a t f r o m before 1910. G o r z a ł k ó w , the d i s t r i c t of O p o c z n o . I n v . n r . 459.
~ ~ front, B — b a c k , C — p a r t s of cut: d — b a c k , c — f r o n t a n d side, e — gores a n d p a r t s
c o m p o s i n g the folds of the overcoat, f, f — sleeve, g — c o l l a r , h — cuff, i — t r i m m i n g uponthe sleeve, j — p o c k e t - f l a p . D r a w n i n the S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź ,
1948. S c a l e 1 : 30.
A

±

±

F i g . 25.
F i g . 26.

F i g . 27.

F i g . 28.
F i g . 29.

78

S t r a w h a t of a n old m a n . O d r z y w ó ł , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t . T . S o b o l e w s k i ,

1947.

F o u r - c o r n e r e d c a p c a l l e d „ r o g a t y w k a " or „ n a c z t e r y s t r o n y ś w i a t a " . C o m p a r e fig. 27. T h e
d i s t r i c t of O p o c z n o . A — g e n e r a l v i e w , B — p a r t s of t h e cut, c — f o u r p a r t s f o r m i n g the
b o t t o m a n d the sides, d — s h e e p s k i n or „ b a r a n e k " w i t h fleece. D r a w n b y the S t u d i o of the
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e : 1 : 16.
F o u r - c o r n e r e d c a p c a l l e d ,,na c z t e r y strony ś w i a t a " w o r n t i l l 1905—6 b y K a c p e r B i g o s z ,
G r o t o w i c e , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1491.
P h o t . K . W e c e l , 1955.
A b r i d e g r o o m ' s c a p c a l l e d ..kaszkiet". W o l a Z a ł ę ż n a , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i ­
c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 2128. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.
A b e l t of c o l o u r e d l i n e n - t h r e a d s f r o m a b o u t 1900. Z y c h o r z y n , the d i s t r i c t of O p o c z n o . Phot.
K . Wecel. E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź .

�Fig.

30.

Fig.

31.

Fig.

32.

Fig.
Fig.

33..
34.

Fig.

35.

Fig.

36.

Fig.

37.

Fig.

38.

Fig.

39.

Fig.

40.

Fig.

41.

Fig.

42.

Fig.

43.

Fig.

44.

Fig.

45.

Fig.

46.

Fig.

47.

Fig.

48.

F i g . 49.
Fig.

50.

F i g . 51.
Fig.

52.

Fig.

53.

Fig.

54.

Fig.

55.

W o o l l e n b e l t w i t h y e l l o w b a c k - g r o u n d , 7,8 c m l a r g e , 291 c m long. O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 2162. P h o t . J . K r a j e w s k a .
N e t t e d belt, t w i s t e d h a n d i w o r k . I d z i k o w i c e , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m
a t Ł ó d ź . I n v . n r . 1254 c. P h o t . K . W e c e l 1953.
B e l t of l i n e n w e b a n d w o o l l e n t h r e a d . S m a r d z e w i c e , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i ­
c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 483. P h o t . K . W e c e l , 1953.
L i t t l e g i r l s i n c o n t e m p o r a r y f e s t i v e d r e s s . O p o c z n o . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1947.
L i t t l e g i r l i n s u m m e r d r e s s of p e r c a l e . Z y c h o r z y n , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t . M a r i a n N e y ,
1946.
S u m m e r d r e s s of m a n u f a c t u r e d w o o l , the w o m a n is b a r e f o o t e d w i t h the shoes i n h e r h a n d .
W o l a Z a l e ż n a , O p o c z n o d i s t r i c t . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
Y o u n g m a r r i e d w o m a n i n c e r e m o n i a l b o n n e t f r o m 1916. W o l a Z a l e ż n a , O p o c z n o
district.
P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
G i r l i n c o n t e m p o r a r y f e s t i v e d r e s s . J a s i e ń , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . P h o t . J . K r a ­
j e w s k a , 1954.
W o m a n ' s s h i r t w i t h l o w e r p a r t c a l l e d „ n a d o ł e k " f r o m a b o u t 1900. W ó l k a F e l g u s t o w s k a , the
d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , I n v . n r . 2049. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
Woman's shirts. I . — F e s t i v e shirt. W o l a Z a l e ż n a , Opoczno district. E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m
at Ł ó d ź . I n v . n r . 1250 b.
I I . S h i r t w i t h a p a r t c a l l e d „ n a d o ł e k". W o l a Z a l e ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . A — front,
B —• b a c k , C — p a r t s of cut, d — l o w e r p a r t ( „ n a d o ł e k " , e, ei, f — p a r t s c o v e r i n g the c h e s t
( b a c k - p a r t — f, t h e c h e s t — • c, c i ) , g — s l e e v e , h — g u s s e t ( „ ć w i k i e ł " ) , i — cuff, j — s t r a p ,
k — c o l l a r , 1 —• p a r t s of m a t e r i a l s e w n u n d e r t h e s t r a p . D r a w n i n t h e S t u d i o of the E t h n o ­
g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e : 1 : 30.
A w o m a n ' s f e s t i v e s h i r t f r o m 1914. S m a r d z e w i c e , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 535. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
D a r k - b l u e s k i r t ( k i e c k a ) , of b l a c k - w h i t e h o m e - m a d e m a t e r i a l . Z y c h o r z y n , the d i s t r i c t of
O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź I n v . n r . 44.4 P h o t J . K r a j e w s k a , 1948.
S k i r t c a l l e d „ k i e c k a " . M i ę d z y b ó r z , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź .
I n v . n r . 997. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
S k i r t c a l l e d „ w e ł n i a k " , s e w n to the b o d i c e , f r o m 1935. G o r z a ł k ó w , the d i s t r i c t of O p o c z n o .
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . I n v . n r . 144. A — front, B — b a c k , C — p a r t s of t h e c u t :
d — b a c k a n d sides, c, f, — f r o n t of t h e bodice. D o t t e d l i n e i n p a r t g — denotes the s h o r t e n ­
i n g of the l e n g t h of t h a t p a r t . D r a w n i n the S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź .
S c a l e 1 :30.
S k i r t ( k i e c k a ) w i t h b o d i c e a n d belt. R z e c z y c a , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a ­
p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , i n v . n r . 3746. P h o t . K . W e c e l .
S k i r t — „ k i e c k a " w i t h bodice. S a d y k i e r z . the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 436. P h o t . K . W e c e l , 1953.
C o n t e m p o r a r y a p r o n c a l l e d „ n a odziew". O g o n o w i c e , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1253. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
A p r o n c a l l e d „ w p a s " f r o m a b o u t 1900. W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a ­
p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 1267. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
A p r o n c a l l e d „ k r z y ż o c z k i " f r o m a b o u t 1915. K r ó l o w a W o l a , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a .
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . I n v . n r . 3124 dep. P h o t . K . W e c e l , 1954.
A p r o n c a l l e d „ w pas". O s s a , the d i s t r i c t of Opoczno. E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v .
n r . 3041. P h o t . K . W e c e l .
C o r s e t s : I — c o r s e t of c o t t o n - l i n e n . W o l a Z a ł ę ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 1389.
I I — c o r s e t f r o m O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 524.
I I I — w o o l l e n corset. Z y c h o r z y n , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź .
I n v . n r . 4436.
I V V e l v e t - c o r s e t . R u s i n ó w , d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r .
475.
V . — c o r s e t of g r e e n , p u r c h a s e d w o o l . S m a r d z e w i c e , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź , I n v . n r . 4386.
A — front, B — b a c k , C — p a r t s of the c u t : d — f r o n t - p a r t s , e — b a c k - p a r t s , f — s i d e p a r t s . D r a w n i n t h e S t u d i o of the E t h n o l o g i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 :25.
C o r s e t , f r o m before 1914, of l i n e n - c o t t o n . O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r .
524. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
O r n a m e n t e d v e l v e t corset. — R u s i n ó w , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at
Ł ó d ź . N r . i n v . 475. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
A w o m a n ' s c o r s e t f r o m b e f o r e 1914. E t h n g r a p h i e a l M u s e u m at Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 : 25.
J . K r a j e w s k a , 1948.
Women's jackets. I — from W o l a Z a ł ę ż n a ,
Opoczno district. I I — from B u k o w i e c , Opoczno
d i s t r i c t . A —• front, B — b a c k , C — p a r t s of the cut: d — b a c k , e — p a r t of f r o n t a n d side,
f —• p a r t s of s l e e v e , g — t a p e for t r i m m i n g . D r a w n i n the S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u ­
s e u m a t Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 : 30.
A w o m a n ' s j a c k e t of h o m e - s p u n w o o l l e n m a t e r i a l , y e l l o w w i t h t r i m m i n g of v e l v e t . R z e c z y c a ,
the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 3747. P h o t . K .
W e c e l , 1953.

79

�F i g . 56.

S k e t c h of a d a r k - b l u e p a d d e d j a c k e t w i t h s h e e p s k i n ( „ a n g i e r k a " ) . G a p i n , O p o c z n o d i s t r i c t .
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , i n v . n r . 982. A — f r o n t , B — b a c k . D r a w n b y J . G o l c z y ń -

s k a , 1948.
G r e e n d r e s s of m a n u f a c t u r e d c l o t h f r o m a b o u t 1900. B r u d z e w i c e , O p o c z n o d i s t r i c t . A — front,
B — b a c k , C . — p a r t s of cut: d — front, e — gore of the b a c k , f — p a r t s s e p a r a t i n g a n o t h e r
gore, g — b a c k , h — sleeve, i — cuff, j — c o l l a r , k — p i e c e s of m a t e r i a l . D r a w n i n the S t u ­
dio of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . S c a l e 1 : 30.
F i g . 53. O v e r c o a t or so c a l l e d „ w o m a n ' s d r e s s " ( „ s u k i e n k a " ) of g r e e n cloth. B r u d z e w i c e , O p o c z n o d i s ­
t r i c t . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź , i n v . n r . 2664. P h o t . J . K r a j e w s k a 1948.
F i g . 59. F e s t i v e j a c k e t for w o m a n c a l l e d „ a n g i e r k a " , of h o m e - s p u n m a t e r i a l f r o m 1910. W y g n a n ó w .

F i g . 57.

O p o c z n o d i s t r i c t . A — front, B — b a c k , C — p a r t s of t h e cut, di-d-t — m a t e r i a l for the l o w e r
p a r t , c — belt, f — b a c k , g — s i d e - g o r e , h — front, i — s l e e v e . T h e dotted l i n e i n p a r t s d ,
d , , d i n d i c a t e s the s h o r t e n i n g of the l e n g t h of t h e s e p a r t s . D r a w n i n the S t u d i o of the
E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m a t Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 : 30.
„ A n g i e r k a " , a w o m a n ' s j a c k e t f r o m a b o u t 1910. W y g n a n o w o , O p o c z n o d i s t r i c t . E t h n o g r a p h i c a l
2

4

F i g . 60.

M u s e u m at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 1359. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1948.
B o n n e t s . I . F e s t i v e b o n n e t f r o m b e f o r e 1914. W o l a Z a l e ż n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o .
I I . F e s t i v e b o n n e t of a m a r r i e d w o m a n f r o m 1914. Z y c h o r z y n , O p o c z n o d i s t r i c t . E t h n o g r a p h i ­
c a l M u s e u m a t Ł ó d ź . I n v . n r . 463.
I I I . F e s t i v e b o n n e t of a m a r r i e d w o m a n . B r u d z e w i c e , O p o c z n o d i s t r i c t . I n v . n r . 3917.
I V . F e s t i v e b o n n e t of m a r r i e d w o m a n (called „ p ó ł c z e p e k " ) . S m a r d z e w i c e , O p o c z n o d i s t r i c t .
I n v . n r . 3034.
A . — g e n e r a l v i e w , B , C — cut of p r i n c i p a l p a r t s . D r a w n b y M . B o m b i a n k a a n d J . K r a j e w ­
s k a , 1948. S c a l e 1 : 30.
F i g . 62. Y o u n g m a r r i e d w o m a n i n b o n n e t for the c e r e m o n i a l of b l e s s i n g . R e d z i c e D u ż e , the d i s t r i c t
of O p o c z n o . P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.
F i g . 63. C h i l d r e n ' s h e a d d r e s s f r o m before 1939. I . B o n n e t for g i r l , O p o c z n o . I I . B o n n e t for g i r l a n d
boy. A — g e n e r a l v i e w , B — p a r t s of cut, d, d l — p a r t s of sides. E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m ,
at Ł ó d ź . I . N r . i n v . 563. I I . I n v . n r . 565. D r a w n i n t h e S t u d i o of the E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m
at Ł ó d ź , 1948. S c a l e 1 : 10.
F i g . 64. F o u r - c o r n e r e d c a p f o r boy, c a l l e d „ k r a k u s k a " , f r o m 1939. W ł a d y s ł a w ó w , the d i s t r i c t of O p o ­
czno. E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 562. P h o t . K . W e c e l , 1954.
F i g . 61.

F i g . 65.
F i g . 66.
F i g . 67.

F i g . 68.
F i g . C9.

F i g . 70.
F i g . 71.
F i g . 72.
F i g . 73.
F i g . 74.
Fig.
Fig.
Fig.
Fig.
Fig.
Fig.

75.
76.
77.
78.
79.
80.

B o y ' s c a p m a d e of w o o l , c a l l e d „ k r a k u s k a " . R u s i n ó w , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l
M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 561. P h o t . K . W e c e l , 1954.
W o m e n i n w o r k c l o t h e s h a c k l i n g the f l a x . D ą b r ó w k a , t h e d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t . J . K r a ­
j e w s k a , 1946.
L i t t l e w e a v i n g b o a r d c a l l e d „ p ł o s z k a " for m a k i n g t a p e s f r o m a b o u t 1875. S a d y k i e r z , the d i s ­
t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 4219. P h o t . K . W e c e l ,
1953.
C h a n g i n g the t h r e a d s at the t w i s t i n g of a n e t - b e l t . R ó ż a n n a , the d i s t r i c t of O p o c z n o . P h o t .
J . K r a j e w s k a , 1947.
T i s s u e u s e d for corsets: a — f r o m the n e i g h b o u r h o o d of O p o c z n o , b — f r o m Z y c h o r z y n , c,
d, — f r o m W o l a Z a ł ę ż n a , a l l f r o m the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź .
I n v e n t , n r . a-7965, b-517, c-1389, d-3758. P h o t . K . W e c e l .
C o r n e r of a m a n ' s s h i r t - c o l l a r f r o m about 1910. E m b r o i d e r y i n b l a c k - y e l l o w - r e d . E t h n o g r a ­
p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 2237/20. P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i .
E m b r o i d e r y u p o n a c o l l a r of w o m a n ' s s h i r t . B r z u s t ó w e k , the d i s t r i c t of O p o c z n o . E t h n o g r a ­
p h i c a l M u s e u m . I n v . n r . 2235. P h o t . K . W e c e l .
E m b r o i d e r y u p o n a c u f f of a w o m a n ' s s h i r t , ( c a l l e d „ o s y w e c k a " ) . R z e c z y c a , the d i s t r i c t of R a w a
M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 282. P h o t . K . W e c e l , 1953.
S h o u l d e r - s t r a p of a w o m a n ' s s h i r t . R z e c z j ' c a , the d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h o g r a p h i c a l M u s e u m at Ł ó d ź . I n v . n r . 277.
C u f f of a w o m a n ' s s h i r t . R z e c z y c a , t h e d i s t r i c t of R a w a M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i c a l M u s e u m
at Ł ó d ź . I n v e n t , n r . 277. P h o t . K . W e c e l 1953.
Table
I . F a r m e r w i t h w i f e f r o m 1900. P a i n t e d b y J . K a r o l a k .
T a b l e I I . B r i d e s m a i d a n d b r i d e s m a n f r o m 1946. P a i n t e d b y J . K a r o l a k .
T a b l e I I I . P a t t e r n of m a t e r i a l .
T a b l e I V . P a t t e r n of m a t e r i a l .
M a p . T h e a r e a of the O p o c z n o folk c o s t u m e .
M a p of the a r e a a n d the d i f f e r e n c i a t i n g of t h e c o s t u m e i n the d i s t r i c t of O p o c z n o .

C O N T E N T S
I n t r o d u c t i o n , p. 3. I . T h e p r e s e n t p o s i t i o n of the O p o c z n o f o l k c o s t u m e , p. 7.
I I . The historical
a c c o u n t of its d e v e l o p m e n t , p. 10. I I I . G e o g r a p h i c a l a r e a of t h e c o s t u m e , p. 16. I V . G e n e r a l d e s c r i p t i o n
of m e n ' s c o s t u m e , p. 18. V . D e t a i l e d d e s c r i p t i o n of men's c o s t u m e , p. 34. V I I . D e t a i l e d d e s c r i p t i o n of w o ­
men's c o s t u m e , p. 38. V I I I . M a t e r i a l s n a d m a k e r s , p. 55. I X . E m b r o i d e r i e s a n d laces, p. 60. X . S o u r ­
ces, p. 63. N o t e s , p. 64. L i t e r a t u r e , p. 66. L i s t of plates, p. 67. C o n t e n t s , p. 69. R u s s i a n s u m m a r y ,
p. 70. E n g l i s h s u m m a r y , p. 76. F r e n c h s u m m a r y , p. 81. G e r m a n s u m m a r y , p. 87. M a p s .

80

�S O M M A I R E
L e c o s t u m e r é g i o n a l d'Opoczno e s t e n usage a u n o r d - o u e s t d u d i s t r i c t d'Opoczno, c ' e s t - à - d i r e

dans

l a f o u r c h e de l a r i v i è r e P i l i c a et de s o n affluent, l a D r z e w i c z k a , a i n s i q u e d a n s l a p a r t i e s u d d u d i s t r i c t de R a w a M a z o w i e c k a , s i t u é e s u r l a r i v e g a u c h e

de l a P i l i c a

et s ' é t e n d a n t

vers

l'est

à

partir

de l a c o u r b e de cette r i v i è r e , j u s q u ' à l ' e m b o u c h u r e d e l a D r z e w i c z k a .
L e costume

r é g i o n a l est j u s q u ' à p r é s e n t en usage

général

e n d r o i t s , o ù o n l ' a b a n d o n n e p o u r s ' h a b i l l e r de v ê t e m e n t s
L e trait c a r a c t é r i s t i q u e d u costume

r é g i o n a l d'Opoczno

(home-spun), r a y é s ou à c a r r e a u x , qui t é m o i g n e n t

sur

ce

ait

est

la prépondérance

des

des

„samodziały"

de l a r i c h e s s e des t r e s s e s et d u tricotage,

t a n t l e tissage. L e s b r o d e r i e s n o i r e s , b l a n c h e s e t n o i r e s o u m u l t i c o l o r e s ,
d i s p o s é s e n p a l s , sont a u s s i dignes

territoire, quoiqu'il y

de v i l l e .
complé-

à motifs surtout g é o m é t r i q u e s ,

d'attention.

L e s c o s t u m e s r é g i o n a u x d'Opoczno sont p o r t é s à tout â g e , p a r les e n f a n t s , les h o m m e s et l e s f e m mes. O n p e u t les c l a s s e r e n c o s t u m e s
d'autres

de f ê t e

de

cérémonie.

d'été et d'hiver, ainsi qu'en costumes

C'étaient

quotidiens

de t r a v a i l

et

s u r t o u t les c é l i b a t a i r e s , q u i se d i s t i n g u a i e n t p a r l a r i c h e s s e

de l e u r s c o s t u m e s .
A u c o u r s d u X I X s i è c l e les g a r ç o n s de m o i n s d e 15 a n s n e p o r t a i e n t g é n é r a l e m e n t q u e les c h e m i ses e t ce n'est q u ' a u dessus

de cet â g e qu'ils r e c e v a i e n t

t e n i r a u c h a u d , ils p o r t a i e n t des petites „ s u k m a n a "
siècle,

à mesure

que

l'aisance

matérielle

des

„portki"

(houppelande,

(chausses,

redingote)

unies.

culottes).
Au

Pour

cours

du

se
X X

a u g m e n t a i t , o n d o n n a i t m ê m e a u x g a r ç o n n e t s de 10 a n s des

„ p o r t k i " , des „ s u k m a n a " p l i s s é e s , des bottes e t d e s c h a p e a u x , o r n é s de p l u m e s de p a o n .
A c t u e l l e m e n t , les petits g a r ç o n s s o n t v ê t u s de robes d'enfants e n h o m e - s p u n et c o i f f é s de

coquet-

tes „ k r a k u s k i " (casquette de C r a c o v i e ) .
Le

costume

m a s c u l i n se compose

d'une

chemise b r o d é e à é p a u l i è r e s

( p r z y r a m e k ) , de „ p o r t k i " et

d'un „ l e j b i k " (sorte de gilet). V e r s l ' a n n é e 1890 on i n t r o d u i s i t le „ s p a n c e r " ( s p e n c e r ) , le „ k o ż u c h "
l i s s e de m o u t o n ) , l a c e i n t u r e e t le c h a p e a u , n o m m é ,,groin de cochon". O n p o r t a i t a u s s i des

(pe­

casquet­

tes et des bottes.
A u c o u r s d u X I X s i è c l e on l â c h a i t l a c h e m i s e p a r - d e s s u s les „ p o r t k i " e n l a c e i g n a n t d'une c e i n t u r e .
L a c h e m i s e n ' é t a i t p a s b r o d é e e t ce n'est q u ' à l a f i n d u X I X et a u c o u r s d u X X s i è c l e qu'elle f u t c o u v e r t e d'opulentes

b r o d e r i e s . O n p o r t a i t a u c o u r s d u X I X et a u d é b u t d u X X s i è c l e des „ p o r t k i " p l i s s é s ,

e n toile l ' é t é , e n l a i n e b l a n c h e l ' h i v e r , des „ l e j b i k " a l l a n t q u s q u ' à l a t a i l l e et des s p e n c e r s . V e r s
1907 o n c o m m e n ç a

à p o r t e r des

l'année

vestons.

L e s c é l i b a t a i r e s p o r t a i e n t a u c o u r s d u X I X e t a u d é b u t d u X X s i è c l e des v ê t e m e n t s c o l o r é s à d e s s i n s .
Aux

multicolores,

a i n s i q u e de

spencers

b l e u - f o n c é . V e r s l ' a n n é e 1880 les h a b i t a n t s de l a r é g i o n d'Opoczno c o m m e n c e n t

c o n f i n s n o r d - o u e s t d u t e r r a i n , i l s s ' h a b i l l a i e n t de p a n t a l o n s

a t e i n d r e les

„portki"

b l a n c s e n n o i r e t d e p u i s ce t e m p s ce sont les v ê t e m e n t s n o i r s , q u i s o n t e n u s a g e g é n é r a l . I l n'y a que
les h o m m e s

d'un c e r t a i n â g e q u i p o r t e n t e n m ê m e t e m p s des gilets de c o u l e u r . L e s „ s u k m a n a " é t a i e n t

p o r t é e s p a r d e s s u s le „ l e j b i k " . E l l e s é t a i e n t faites d e grosse toile o u de l a i n e , p a r l a suite, u n i q u e m e n t
de l a i n e . E l l e s é t a i e n t de c o u l e u r b l a n c h e , a u n o r d - o u e s t d u t e r r a i n a u s s i de c o u l e u r g r i s e . I l e x i s t a i t
au

cours d u X I X s i è c l e

deux

sortes

de „ s u k m a n a " : u n i e s e t p l i s s é e s a v e c des r e v e r s e t des „ p o t r z e -

b a " ( b r a n d e b o u r g s ) de c o u l e u r . S u r l a r i v e droite de l a P i l i c a les „ s u k m a n a " p l i s s é e s é t a i e n t b o r d é e s de
b a n d e l e t t e s rouges. A u d é c l i n d u X I X e t a u c o u r s d u X X s i è c l e l a „ s u k m a n a " é t a i t o r n é e de b r a n d e b o u r g s n o i r s . C e t t e m o d e s o r t i t p o u r t a n t d'usage v e r s 1930. O n c e i g n a i t l a „ s u k m a n a " o u le
d'une c e i n t u r e soit t i s s é e , soit

pantalon

tressée.

E n h i v e r , o n p o r t a i t des „ k o ż u c h " . I l s é t a i e n t a u t r e f o i s

plissés,

de c o u l e u r b l a n c h e , a v e c u n

collet

n o i r . P a r l a suite, o n les p o r t a i t u n i s , j a u n e s , à g r a n d col. E n „ s u k m a n a " o n se coiffait d'un c h a p e a u
de feutre, e n c o s t u m e d ' é t é d ' u n c h a p e a u de p a i l l e t r e s s é e ,

en

costume

d'hiver,

au

cours

du X I X

s i è c l e , d'une „ r o g a t y w k a " (bonnet c a r r é ) g a r n i e d ' a s t r a k a n . A u c o u r s d u X X s i è c l e les c h a p e a u x f u r e n t
p e u à p e u r e m p l a c é s p a r des c a s q u e t t e s

6 Strój Opoczyński

(„czapki").

gl

�L e s bottes l e s p l u s a n c i e n n e s , c o n n u e s de t r a d i t i o n , é t a i e n t m u n i e s de tiges m o l l e s , à doubles r e v e r s
a t t a c h é e s à l a j a m b e p a r des b a n d e l e t t e s .
et c l o u t é e s

P l u s t a r d on a d o p t a des bottes a j u s t é e s à l a j a m b e , f e r r é e s

de l a i t o n , à tiges u n i e s o u p l i s s é e s . A u c o u r s d u X X s i è c l e on p o r t e p o u r le t r a v a i l

des

„ t r e p y " (sorte de s a n d a l e s ) .
P a r m i les c o s t u m e s de c é r é m o n i e , le p l u s e n u s a g e é t a i t c e l u i

du

„drużba"

(garçon

d'honneur),

q u i se c o i f f a i t d ' u n c h a p e a u , o r n é de p l u m e s , de f l e u r s e t de f a n f r e l u c h e s , u l t é r i e u r e m e n t

d'une

cas­

quette, g a r n i e d'ornements. N o t o n s q u e c'est l a „ s u k m a n a " q u i é t a i t l e v ê t e m e n t e n usage

aux

céré-

m o n i e s ; c'est e n „ s u k m a n a " p a r e x e m p l e q u e l e f i a n c é a l l a i t à l a noce, c'est a u s s i e n „ s u k m a n a "

qu'on

c o m m e n ç a i t les d a n s e s .
L e costume r é g i o n a l f é m i n i n

comporte une chemise, b r o d é e a u x manchettes et a u x é p a u l i è r e s

et

u n e „ k i e c k a " (jupe) a v e c corset, f i x é e a c t u e l l e m e n t a u corsage. L e c o r s e t i n d é p e n d a n t se p o r t e e n c o r e
d a n s le n o r d - o u e s t d u t e r r a i n c o m m e c o s t u m e , r i c h e m e n t g a r n i de g r a i n s de c o r a i l .
L a „ z a p a s k a " (sorte de t a b l i e r ) e s t soit n o u é e à l a „ k i e c k a " — o n l ' a p p e l l e a l o r s „ z a p a s k a w p a s "
(à l a t a i l l e ) — s o i t p o r t é e s u r les é p a u l e s e n l i e u de p è l e r i n e
c h a u d , o n p o r t e des s p e n c e r s . L e s f e m m e s

de l a r é g i o n

( z a p a s k a n a o d z i e w ) . P o u r se t e n i r a u

d'Opoczno

revêtaient

autrefois

en

hiver

„ p r z y j a c i ó ł k i " (sorte de corsets blouses), des „ ż u p a n i k i " (sorte de j u s t a u c o r p s ) e t des „ a n g i e r k i "
de m a n t e a u ) . V e r s l a m o i t i é d u X I X s i è c l e , e l l e s p o r t a i e n t p o u r les j o u r s
u n i e s , b l a n c h e s , „ o d c h ł o d u " (contre le f r o i d ) . A p r é s e n t

on

porte

en

ouvrables

hiver

des

des

des

(sorte

„sukmana"

„burka"

(manteaux

é p a i s ) . E n „ a n g i e r k a " o n se n o u a i t a u t o u r de l a t a i l l e des „ z a p a s k a " et o n se c o u v r a i t l a t ê t e de f i c h u s
à m o t i f s t u r q u e s ( „ d z i k ó w k a " ) o u d'autres f i c h u s . O n se coiffe a u s s i à p r é s e n t de f i c h u s , é p a i s e n h i v e r ,
l é g e r s e n é t é ( „ s z a l i k ó w k a " ) . A u c o u r s d u X X s i è c l e les f e m m e s p o r t a i e n t a u s s i des „ d y w a n y " ( é p a i s
t i s s u s d e l a i n e ) b a r i o l é s , p a r d e s s u s l e s q u e l s elles a t t a c h a i e n t des „ z a p a s k a " .
„ d y w a n y " p a r d e s s u s les

A

présent

on

porte

les

„burka".

E n é t é , le c o s t u m e f é m i n i n de f ê t e ou de noce c o m p o r t a i t u n e „ k i e c k a " b l a n c h e , u n c o r s e t et u n
„ k a f t a n " (cafetan, p o u r p o i n t ) e n é t o f f e t i s s é e à q u a t r e lices, de coton e t de l i n et c o n f e c t i o n n é e a c t u ellement

a u s s i e n p e r c a l e , d ' a p r è s u n e coupe d i f f é r e n t e .

O n p o r t e a u s s i à p r é s e n t des r o b e s d ' é t é

p e r c a l e i m p r i m é e o u b i e n e n l é g è r e é t o f f e de l a i n e u n i c o l o r e , o u b i e n e n c o r e e n toile

home-spun

en
ba-

r i o l é e . C e s robes sont c o u s u e s à l a m a n i è r e d u „ w e ł n i a k " (sorte de t a b l i e r de l a i n e ) . E n é t é , les f e m m e s ,
v ê t u e s de c o s t u m e s de f ê t e , p o r t a i e n t u n e coiffe, p a r dessus

laquelle elles nouaient une a m p l e

„szali-

k ó w k a " . P a r f o i s on se c o n t e n t a i t de n o u e r „ n a o k r ą g " (à l'entour) u n g r a n d f i c h u . L e s j e u n e s filles y p i q u a i e n t u n e b r a n c h e de r u e . L a f i a n c é e e n c o s t u m e

de noce

était

coiffée

d'une

couronne,

faite

de

r u b a n s t r e s s é s , d ' o r i p e a u e t de r u b a n s l â c h e s , t o m b a n t s u r le dos. L a p a r u r e de t ê t e de l a f i l l e d ' h o n n e u r , g a r n i e de p l u m e s de p a o n , l a coiffe, o r n é e d e f l e u r s ,
j e u n e s f e m m e s , font é g a l e m e n t p a r t i e des c o s t u m e s de

d'oripeau

et

de

rubans,

p o r t é e p a r les

cérémonie.

Notons a u s s i l a c o u t u m e p i t t o r e s q u e de c o u v r i r les é p a u l e s de l ' é p o u s e t r é p a s s é e d'une m o i t i é de
d r a p , p o u r q u ' e l l e y p u i s s e p o r t e r ses e n f a n t s a p r è s s a m o r t , a i n s i q u e de l a coiffer d'un bonnet.
L e s „ k i e c k a " et „ z a p a s k a " e n l a i n e ont s u b i , a u c o u r s d u s i è c l e d e r n i e r des c h a n g e m e n t s , tout e n
ce q u i c o n c e r n e l a coupe, q u ' e n ce q u i t o u c h e le c o l o r i s . L e s p l u s a n c i e n n e s des „ k i e c k a " e n l a i n e , c o n n u e s de t r a d i t i o n , é t a i e n t t i s s é e s à d e u x ou trois fils de l a i n e , „ d r o b n e " ( m e n u e s ) , de c o u l e u r rouge et
noire, t r a m é e s de coton b l a n c . U n des l é s de l a „ k i e c k a " é t a i t e n grosse toile r a y é e . L e s „ k i e c k a " p l u s
r é c e n t e s sont à f o n d r o u g e à r a y u r e s et m ê m e l e u r r a p p o r t est t i s s é à 4 ou 5 fils de l a i n e , de c o u l e u r
n o i r e , v e r t e , b l e u e , l i e de v i n , r o u g e - c e r i s e . V e r s 1900 l e f o n d p r e n d l a c o u l e u r o r a n g e e t p l u s t a r d
e n c o r e l a c o u l e u r j a u n e . E n p l u s de ces teintes, m e t t a n t e n v a l e u r le d e s s i n , on p o r t e a u s s i des „ k i e c k a "
à f o n d n o i r , v e r t , b l e u - b l u e t t e . D e s fonds de teinte c l a i r e , de c o u l e u r c h a i r ou j a u n â t r e ( „ g ą s i o t k o w a " )
sont m a i n t e n a n t e n usage. L a teinte rouge d i s p a r a i t p a s s e u l e m e n t d u fond, m a i s a u s s i d u r a p p o r t .
T a n d i s que l e f o n d c h a n g e de c o u l e u r , le r a p p o r t se d é v e l o p p e , t a n t e n ce q u i c o n c e r n e de coloris,
q u ' e n ce q u i t o u c h e l a c o m p o s i t i o n .
V e r s l ' a n n é e 1920, l a l a i n e rose, e m p l o y é e j u s q u ' a l o r s e n s i m p l e s r a y u r e s , est f o r t e m e n t
de m ê m e

accentuée,

q u e d'autres c o u l e u r s de p l u s i e u r s n u a n c e s .

V e r s l ' a n n é e 1930 l a „ k i e c k a " r a c c o u r c i t , on l a p o r t e g o n f l é e et o r n é e de v e l o u r s . L e s „ z a p a s k a " —
t a b l i e r s („w

pas") r a c c o u r c i s s e n t s e n s i b l e m e n t a u s s i .

Les

„zapaska"—tabliers

sont

m a i s , tout c o m m e les „ z a p a s k a " — p è l e r i n e s ( „ n a odziew"), l e u r s r a p p o r t s p r é s e n t e n t
symétrique

fonds
une

de r a y u r e s , t a n d i s q u ' e n c e q u i c o n c e r n e l a „ k i e c k a " , le r a p p o r t s y m é t r i q u e

m é t r i q u e . L e s „ z a p a s k a " — t a b l i e r s sont t i s s é e s é g a l e m e n t
divers,

à

selon

leur

emploi

projeté.

Les

e n fils de coton

„zapaska"—pèlerines

n o i r . D a n s les e n v i r o n s d'Opoczno o n v o i t e n c o r e des

n e sont t i s s é e s

„zapaska"—pèlerines

divers,

disposition
devient asy-

ou de c h a n v r e , à points
q u e s u r f o n d j a u n e ou
„modre"

(bleu-foncé)

à rayures blanches.
L e s f e m m e s de l a r é g i o n d'Opoczno p o r t a i e n t de m ê m e q u e les h o m m e s , des bottes u n i e s . A u c o u r s
d u X X s i è c l e , o n c o m m e n c e à p o r t e r des s o u l i e r s o r n é s a u t a l o n

de

„bukwy"

(sorte

d'ornement)

l a i t o n . L e s j e u n e s filles l a ç a i e n t ces s o u l i e r s a v e c d e s b a n d e l e t t e s de c o u l e u r .
L e s fillettes de l a r é g i o n d'Opoczno sont g é n é r a l e m e n t r e v ê t u e s de c o s t u m e s r é g i o n a u x ,
d ' a p r è s les c o s t u m e s des f e m m e s a d u l t e s .

en

copiés

L e s b é b é s s o n t c o i f f é s de petits b o n n e t s de soie e t de r u b a n s et v ê t u s de robes d'enfant. L e s f e m m e s p o r t a i e n t l e u r s n o u r r i s s o n s a u t r e f o i s d a n s des d r a p s de l i n , e n s u i t e d a n s des d r a p s m i - l i n m i - c o t o n .

82

�A. p r é s e n t e l l e s les p o r t e n t d a n s des „ d y w a n y " de l a i n e b a r i o l é s , g a r n i s de d e n t e l l e s de l a i n e , faites a u
crochet.
I l c o n v i e n t de s o u l i g n e r , q u e le c o s t u m e r é g i o n a l d'Opoczno est e x t r ê m e m e n t

p i t t o r e s q u e e t se d i -

s t i n g u e p a r l a g r a n d e b e a u t é de s o n c o l o r i s . C o n f e c t i o n n é e n m a j e u r e p a r t i e a v e c des h o m e s p u n
à l a c a m p a g n e , i l e s t t o u j o u r s e n c o r e e n u s a g e g é n é r a l c h e z les p a y s a n s de l a r é g i o n

I N D E X

D E S

tissés

d'Opoczno.

G R A V U R E S

Fig.

1.

P a y s a n e n „ s u k m a n a " et c e i n t u r e à m a i l l e s ,
d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.

Fig.

2.

F e m m e e n c o s t u m e de sortie c o n t e m p o r a i n

coiffé

d'un

Antoninów,

„kaszkiet".

Wola

Zależna,

distr.

d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

1948.
Fig.

3. J e u n e f i l l e e n c o s t u m e de f ê t e . S t u d z i e n n a , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

Fig.

4.

F e m m e e n c o s t u m e d ' h i v e r c o n t e m p o r a i n . R z e c z y c a distr. de R a w a M a z o w i e c k a . P h o t . J . K r a -

Fig.

5.

T y p e de p a y s a n d u d i s t r . d'Opoczno. R e p r o d u i t de l ' A t l a s g é o g r a p h i q u e

jewska,

1947.

1952.
illustré du Royaume

de P o l o g n e . J . M . B a z e w i c z , 1907.
Fig.

6.

C o s t u m e d e noce. O g o n o w i c e , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . A t e l i e r P h o t . d'Opoczno, 1920. A r c h i v e s

Fig.

7.

M è r e et enfant, e n v e l o p p é

d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź .
Phot J . Krajewska,
Fig.

8.

Fig.

9. P a y s a n e n

d'un „ d y w a n " ( é p a i s t i s s u de l a i n e ) . S t u d z i e n n a , d i s t r . d'Opoczno.

1948.

P a y s a n n e en costume

de f ê t e . W y g n a n ó w , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

„ s u k m a n a " blanche, ceinte

1946.

d'une c e i n t u r e c o l o r é e à m a i l l e s . O p o c z n o . P h o t . A t e l i e r

P h o t . à O p o c z n o , 1946.
F i g . 10.

C o s t u m e de f ê t e de v a l e t de f e r m e . Ś w i e r z y n a ,

d i s t r . d'Opoczno.

Archive du M u s é e

régional

à T o m a s z ó w M a z o w i e c k i . P h o t . A t e l i e r P h o t . à O p o c z n o , 1938.
F i g . 11.

C h e m i s e d'homme

à col rabattu, n o m m é

„ o s y w k a " ( v e r s 1900). S t u d z i e n n a , d i s t r . d'Opoczno.

M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1882. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
Fig.

12.

1948.

C h e m i s e s d ' h o m m e s : I — C h e m i s e e n toile de l i n à c o l v e r t i c a l . M o d r z e w , d i s t r . d'Opoczno.
M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2166. I I — C h e m i s e à c o l r a b a t t u . B u k o w i e c , distr.
d'Opoczno. N o d'inv. 532. I I I — C h e m i s e d ' h o m m e à p l a s t r o n é t r o i t . O s t r ó w , d i s t r . d'Opoczno.
No

d'inv. 1385. I V — C h e m i s e p o u r g a r ç o n

avec

empiècement

1946.

Wola

Zależna,

distr.

d'Opoczno. N o d'inv. 1626. A — p a r t i e d e d e v a n t , B — p a r t i e de dos, C — d é t a i l s de l a coupe:
d — p i è c e de d e v a n t , e — p i è c e de dos, f — m a n c h e ,

g — bord circulaire, h —

manchette,

i — é p a u l i è r e , j — col, k — c h e m i s e t t e , 1 — r u b a n s e r v a n t à a f f e r m i r l a b a s e de l a c o u p u r e .
D a n s le d e s s i n I V , 1 — i n d i q u e l ' e m p i è c e m e n t .
Łódź. Échelle

Dess. A t e l i e r du M u s é e

E t h n o g r a p h i q u e de

1 : 24.

F i g . 13. P l a s t r o n d e c h e m i s e d ' h o m m e — v e r s l ' a n n é e 1920. B u k o w i e c , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e

Ethno­

g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1080. P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i , 1951.
F i g . 14.

C h e m i s e d'homme

avec „ p r z e d s o b e k " (plastron). O s t r ó w ,

p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1385. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

d i s t r . d'Opoczno.

Musée

Ethnogra­

1948.

F i g . 15. P l a s t r o n de c h e m i s e d'homme. B u k o w i e c , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o
d'inv. 2230/47.
F i g . 16.

P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i , 1951.

Chemise masculine

avec

„pierśniki"

(chemisette)

v e r s 1920. W o l a Z a l e ż n a , d i s t r . d'Opoczno.

M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1527. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
F i g . 17.

I . P a n t a l o n s d ' h o m m e p l i s s é s . I d z i k o w i c e , distr. d'Opoczno.

Musée

1948.
E t h n o g r a p h i q u e de

N o d'inv. 1954. I I C r o q u i s de p a n t a l o n s d'homme, se b o u t o n n a n t à u n e n d r o i t d i f f é r e n t .
w y , d i s t r . d'Opoczno. I I I . P a n t a l o n a v e c gilet,

pour

garçon,

Wola Zależna,

A — p a r t i e de d e v a n t . B — p a r t i e de dos, C — d é t a i l s de l a coupe: d
c h a u s s e s , e —• é l a r g i s s u r e ,

x

distr.

Łódź.
Sito-

d'Opoczno.

— p a r t i e s des b a s - d e -

f — c e i n t u r e , g — p a r t i e d e v a n t d u gilet. D e s s i n é p a r l ' A t e l i e r d u

M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. E c h e l l e 1 : 30.
F i g . 18.

„ P o r t k i " p l i s s é s e n h o m e s p u n . A — p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e de dos. R a d z i c e M a ł e , distr.

F i g . 19.

G i l e t s n o m m é s „ l e j b i k i " . I —• „ L e j b i k " e n h o m e s p u n d ' a v a n t 1914. G o r z a ł k ó w , d i s t r . d ' O p o c z ­

d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1630. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

1948.

no. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1269. I I — „ L e j b i k " e n h o m e s p u n , t i s s é à 4 lices
d ' a v a n t 1914. S m a r d z e w i c e , d i s t r . d'Opoczno. N o d'inv. 444. A —• p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e
de dos, C — d é t a i l s de l a coupe: d — dos, e — d e v a n t , f —• p a t t e de poche, g — d é t a i l s de l a
c e i n t u r e , h — collet. D e s s . A t e l i e r d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e 1 :10.
F i g . 20.

„ L e j b i k " — gilet d ' h o m m e e n h o m e s p u n . S m a r d z e w i c e ,
p h i q u e de Ł ó d ź . P h o t . J . K r a j e w s k a ,

6*

distr.

d'Opoczno.

Musée

Ethnogra­

1948.

1.3

�Fig.

21.

I — S p e n c e r m a s c u l i n e n h o m e s p u n d ' a v a n t 1914.
graphique

de

Łódź.

No

d'inv.

1254

I d z i k o w i c e , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o ­

a. I I — V e s t o n p o u r g a r ç o n n e t . W o l a Z a l e ż n a , d i s t r .

d'Opoczno. No d'inv. 1629 a. A — p a r t i e de

devant,

B — partie

de

dos,

C —

d é t a i l s 'de

la

c o u p e : d — dos, e — c ô t é , f — p i è c e d ' a v a n t e t p i è c e l a t é r a l e , g, gi — d é t a i l s de l a m a n c h e ,
h — c o l , i — p a t t e de poche, j — c e i n t u r e . D e s s . A t e l i e r d u M u s é e
1948.

Échelle

Ethnographique de

Łódź,

1 : 20.

Fig.

22.

S p e n c e r m a s c u l i n e n h o m e s p u n . R z e c z y c a , d i s t r . R a w a M a z o w i e c k a . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de

Fig.

23.

„Sukmana"

Ł ó d ź , N o d'inv. 453. P h o t . K . W e c e l , 1953.
(houppelande)

b l a n c h e e n é t o f f e f o u l é e , g a r n i e de „ p o t r z e b y " ( b r a n d e b o u r g s ) v e r s

1910. W o l a Z a l e ż n a , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1360. P h o t . J .
Krajewska,
Fig.

24.

1948.

„ S u k m a n a " d'homme.

I — „ s u k m a n a " b l a n c h e , g a r n i e de „ p o t r z e b y " ( b r a n d e b o u r g s ) . G r a b ó w ,

d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 944. I I — „ S u k m a n a " v e r s
W o l a Z a l e ż n a , d i s t r . d'Opoczno. No d'inv. 1360.

III —

„Sukmana"

d'avant

1910.

1910.

Gorzałków,

d i s t r . d ' O p o c z n o . N o d'inv. 459. A — p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e de dos, C — d é t a i l s de l a
coupe: d — dos, e — d e v a n t e t c ô t é , e — é l a r g i s s u r e s
„ s u k m a n a " , f, fi —

m a n c h e , g — col, h — m a n c h e t t e ,

et

pièces

formant

les

plisses

de

la

i — c h e v r o n de m a n c h e , j — p a t t e de

poche. D e s s . A t e l i e r d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948, É c h e l l e 1 : 30.
F i g . 25.

C h a p e a u de p a i l l e d'un v i e i l l a r d . O d r z y w ó ł , distr. d'Opoczno. P h o t . T . S o b o l e w s k i ,

Fig.

„Rogatywka"

26.

(bonnet c a r r é )

nommée

„aux

quatre points c a r d i n a u x " (comparez

1947.

i l l u s t r . 27).

D i s t r . d'Opoczno. A — a s p e c t d'ensemble, B — d é t a i l s de l a coupe: c — q u a t r e p i è c e s , f o r m a n t
le f o n d e t les c ô t é s , d — „ b a r a n e k " ( a s t r a k a n ) e n p e a u de m o u t o n a v e c s a toison. D e s s . A t e l i e r
d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e
Fig.

27.

1:16.

„ R o g a t y w k a " — n o m m é e „ a u x q u a t r e points c a r d i n a u x " — p o r t é e j u s q u ' e n 1905/6 p a r

Kacper

B i g o s z , G r o t o w i c e , d i s t r . de R a w a M a z o w i e c k a . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , N o

du reg.

de r e c . 1941. P h o t . K . W e c e l , 1955.
Fig.

28.

Casquette

„kaszkiet"

d'un

garçon

d'honneur. W o l a Z a ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o ­

g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2128. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

1946.

Fig.

29.

C e i n t u r e e n fils de l i n c o l o r é s , v e r s 1900. Ż y c h o r z y n , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1947.

Fig.

30.

C e i n t u r e e n l a i n e à f o n d j a u n e . L a r g e u r 7,8 c m , l o n g e u r
p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2162. P h o t . J . K r a j e w s k a .

Fig.

31.

C e i n t u r e à m a i l l e s , t r e s s é e à l a m a i n . I d z i k o w i c e , distr. d'Opoczno. M u s é e

291 c m . O p o c z n o . M u s é e E t h n o g r a E t h n o g r a p h i q u e de

Ł ó d ź . N o d'inv. 1254 c. P h o t . K . W e c e l , 1953.
Fig.

32.

C e i n t u r e à c h a î n e de l i n et t r a m e de l a i n e . S m a r d z e w i c e ,

distr.

d'Opoczno.

Musée

Ethnogra-

p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 483. P h o t . K . W e c e l , 1953.
F i g . 33.

F i l l e t t e s e n c o s t u m e de f ê t e c o n t e m p o r a i n s . O p o c z n o . P h o t . J . K r a j e w s k a ,

Fig.

34.

F i l e t t e e n m i s e d ' é t é . R o b e de p e r c a l e . Ż y c h o r z y n , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . M . N e y ,

Fig.

35.

Costume d'été en laine m a n u f a c t u r é e . L a femme v a nu-pieds,

Fig.

36.

J e u n e f e m m e e n b o n n e t de c é r é m o n i e

W o l a Z a ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

tenant

1947.
1946.

ses s o u l i e r s à l a m a i n .

1948.

1916. W o l a Z a ł ę ż n a ,

d i s t r . d'Opoczno.

Phot. J .

Kra­

jewska.
Fig.

37.

J e u n e f i l l e e n c o s t u m e de f ê t e c o n t e m p o r a i n . J a s i e ń , distr. de R a w a M a z o w i e c k a . P h o t . J . K r a ­

Fig.

38.

C h e m i s e de f e m m e a v e c „ n a d o ł e k "

j e w s k a , 1954.
(bas de

chemise)

vers

1900.

Wólka

Felgustowska,

d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2049. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
Fig.

39.

C h e m i s e s de f e m m e .

distr.

1948.

I — C h e m i s e de f ê t e . W o l a Z a ł ę ż n a , distr. d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a ­

p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1250 b. I I — C h e m i s e a v e c

„nadołek"

(bas

de

chemise).

Wola Z a ­

ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. A — p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e de dos, C — d é t a i l s de l a c o u p e :
d — b a s de c h e m i s e , e, ei, f — p a r t i e s c o u v r a n t le t h o r a x (f — dos, c, c i —

poitrine), g

m a n c h e , h — „ ć w i k i e ł " ( c a r r é s de toile c o u s u s sous l'aisselle), i — m a n c h e t t e ,

j —

k — collet, 1 —i m o r c e a u x d ' é t o f f e , c o u s u s i n t é r i e u r e m e n t
d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e

sous l ' é p a u l i è r e .

—

épaulière,

Dess. p a r l'Atelier

1:30.

F i g . 40.

C h e m i s e de f ê t e f é m i n i n e , v e r s 1914. S m a r d z e w i c e , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de

Fig.

41.

„Kiecka

Fig.

42.

Jupe („kiecka"). Międzybórz,

Fig.

43.

„ W e ł n i a k " ou j u p e , f i x é e a u corsage, de l ' a n n é

Ł ó d ź . N o d'inv. 535. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
modra" (bleu-foncé)

en

1948.

h o m e s p u n n o i r . Ż y c h o r z y n , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o ­

g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 44. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
Phot. J . K r a j e w s k a ,

1948.

distr. d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e à Ł ó d ź . No d'inv. 997.

1948.
1935.

Gorzałków,

distr.

d'Opoczno.

Musée

E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 1448 a. A — p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e de dos, C — d é ­
t a i l s de l a coupe: d — dos et c ô t é s , c, f — d e v a n t

d u corsage.

p a r t i e g — i n d i q u e le r a c c o u r c i s s e m e n t de l a p i è c e d ' é t o f f e .
g r a p h i q u e de Ł ó d ź . É c h e l l e

84

1:30.

L a ligne

interrompue

dans la

Dess. Atelier du M u s é e E t h n o -

�F i g . 44.

Jupe, n o m m é e
sée

„kiecka"

Ethnographique

avec

de

corsage

Łódź.

No

et c e i n t u r e . R z e c z y c a , distr. de R a w a M a z o w i e c k a . M u ­

d'inv. 3746. P h o t . K . W e c e l .

F i g . 45. J u p e ( „ k i e c k a " ) a v e c corsage. S a d y k i e r z , distr. de R a w a
q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 436. P h o t . K . W e c e l , 1953.
F i g . 46.

„Zapaska

n a odziew"

(tablier-pèlerine)

E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv.

contemporaine.

Mazowiecka.
Ogonowice,

1253 P h o t . J . K r a j e w s k a ,

Musée

distr.

Ethnographi­

d'Opoczno.

Musée

1948.

F i g . 47.

„ Z a p a s k a " „ w p a s " v e r s 1900. W o l a Z a l e ż n a , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e à Ł ó d ź .

F i g . 48.

„Zapaska

N o d'inv. 1267. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
krzyżoczki"

(d'env.

1948.

1915). K r ó l o w a

Wola,

distr.

de

Rawa

Mazowiecka.

Musée

E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 3124. dep. P h o t . K . W e c e l , 1954.
F i g . 49.

„ Z a p a s k a " „ w p a s " ( t a b l i e r à l a t a i l l e ) . O s s a , distr. d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź .

F i g . 50.

C o r s e t s : I — c o r s e t e n l a i n e et coton. W o l a Z a ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e

N o d'inv. 3041. P h o t . K . W e c e l .
de Ł ó d ź . N o d'inv. 1389. I I — c o r s e t d'Opoczno. N o d'inv. 524. I I I — c o r s e t de l a i n e . Z y c h o rzyn,

d i s t r . d'Opoczno. N o d'inv. 4436. I V —

corset

N o d'inv. 475. V — c o r s e t e n l a i n e v e r t e p r o v e n a n t

distr.

d'Opoczno.

d'achat. S m a r d z e w i c e , distr.

en

velours.

Rusinów,

d'Opoczno.

N o d'inv. 4386. A — d e v a n t , B — dos, C — d é t a i l s de l a c o u p e : d — p i è c e s de d e v a n t , e —
p i è c e s de dos, f
Échelle

— p i è c e s latérales. Dess. Atelier du M u s é e

E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź ,

1948.

1 : 25.

F i g . 51.

C o r s e t ( d ' a v a n t 1914) e n toile de l i n - c o t o n t i s s é e , à q u a t r e lices. O p o c z n o . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e

F i g . 52.

C o r s e t de v e l o u r s o r n é . R u s i n ó w ,

de Ł ó d ź . N o i n v . 524. P h o t . J . K r a j e w s k a
475. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
F i g . 53.

Corset féminin,

1948.

d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e à Ł ó d ź . N o

d'inv.

1948.

v e r s 1914. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 438. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

1948.
F i g . 54.

C a f e t a n s f é m i n i n s , p r o v e n a n t de: I — W o l a Z a ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. I I — B u k o w i c e , d i s t r .
d'Opoczno: A — p a r t i e de d e v a n t , B — p a r t i e de dos, C — d é t a i l s de l a coupe: d —
pièce

d'étoffe,

bordure. Dess. Atelier du M u s é e
F i g . 55.

dos, e —

c o m p r e n a n t le d e v a n t et l e c ô t é , f — d é t a i l de l a m a n c h e , g — b a n d e de l a
E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e

„ K a f t a n " (cafetan, p o u r p o i n t ) f é m i n i n e n h o m e s p u n

de

laine à fond

1:30.

j a u n e , g a r n i de v e l o u r s .

R z e c z y c a , d i s t r . de R a w a M a z o w i e c k a . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o

d'inv. 3748.

Phot.

K . W e c e l , 1953.
F i g . 56.

Croquis

d'une „ a n g i e r k a " o u a t t é e ,

de c o u l e u r

bleu-foncé,

garnie

d'astrakan.

Gapin,

distr.

d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 982. A — d e v a n t , B — dos. D e s s . J . G u l ­
c z y ń s k a , 1948.
F i g . 57. R o b e e n é t o f f e v e r t e m a n u f a c t u r é e , v e r s 1900. B r u d z e w i c e , d i s t r . d'Opoczno. A — p a r t i e

de

d e v a n t . B — p a r t i e de dos. C — d é t a i l s de l a coupe: d — d e v a n t , e — é l a r g i s s u r e d u dos, f —
p a r t i e s é p a r a n t l a s e c o n d e é l a r g i s s u r e (pas r e p r o d u i t e s u r l e d e s s i n ) , g — dos, h —
i — m a n c h e t t e , j — col, k — r a p i é ç a g e de l ' é t o f f e . D e s s i n é p a r l ' A t e l i e r d u M u s é e
p h i q u e de Ł ó d ź . É c h e l l e
F i g . 58.

1:30.

F o u r r u r e de f e m m e e n d r a p v e r t , n o m m é e
E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d u r e g . de

F i g . 59.

„Angierka" féminine

manche,

Ethnogra­

de f ê t e ,

„sukienka".

B r u d z e w i c e , d i s t r . d'Opoczno.

r e c . 2664. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

Musée

1948.

e n h o m e s p u n , v e r s 1910. W y g n a n ó w , distr. d'Opoczno. A — p a r -

t i e de d e v a n t , B — de dos, C — d é t a i l s de l a coupe:

d*—

4

—

l é s p o u r l a p a r t i e d'en bas, c —

c e i n t u r e , f — dos, g —• é l a r g i s s u r e l a t é r a l e , h — d e v a n t , i — m a n c h e . L a l i g n e i n t e r r o m p u e
d a n s les p a r t i e s d2, d:s, d4, i n d i q u e le r a c c o u r c i s s e m e n t de l a p i è c e
M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e

d'étoffe.

Dess. Atelier du

1:30.

F i g . 60.

„ A n g i e r k a " , m a n t e a u f é m i n i n , v e r s 1910. W y g n a n o w o , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e

F i g . 61.

C o i f f e s : I — Coiffe de c é r é m o n i e

de Ł ó d ź . N o d'inv. 1359. P h o t . J . K r a j e w s k a ,

1948.

d ' a v a n t 1914. W o l a Z a ł ę ż n a , d i s t r . d'Opoczno. I I —

Bonnet

de j e u n e f e m m e , d ' a v a n t 1914. Z y c h o r z y n , d i s t r . d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de

Łódź.

N o d'inv. 463. I I I — Coiffe de f ê t e d e j e u n e f e m m e .

d'inv.

3917. I V — „ P ó ł c z e p e k " ( d e m i - b o n n e t )

B r u d z e w i c e , distr. d'Opoczno. N o

de f ê t e de j e u n e f e m m e .

S m a r d z e w i c e , distr. d ' O p o c z -

no. N r d'inv. 3034. A — A s p e c t d ' e n s e m b l e , B , C — c o u p e des p a r t i e s p r i n c i p a l e s . D e s s . M .
B o m b i a n k a et J . K r a j e w s k a ,

1948. É c h e l l e 1 :30.

F i g . 62. J e u n e f e m m e e n coiffe „ n a b ł o g o s ł a w i e ń s t w o " (pour l a
D u ż e , d i s t r . d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a ,
F i g . 63.

cérémonie

de

bénédiction).

Radzice

1946.

C o u v r e - c h e f s e n f a n t i n s d ' a v a n t 1939. I — C o i f f e de fillette, O p o c z n o . I I — B o n n e t p o u r fillette
o u g a r ç o n . A —• a s p e c t d'ensemble, B — d é t a i l s de l a c o u p e : d, di —
d u f r o n t à l'occiput, c, c

x

parties couvrant l a tête

— p a r t i e s c o u v r a n t les c ô t é s . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . I N o

d'inv. 563, I I N o d'inv. 565. D e s s . A t e l i e r d u M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź , 1948. É c h e l l e 1 :10.
F i g . 64.

„ K r a k u s k a " , c a s q u e t t e de g a r ç o n e n s a t i n b l a n c v e r s 1939 W ł a d y s ł a w ó w , d i s t r . d'Opoczno. M u ­
s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 562. P h o t . K . W e c e l , 1954.

85

�Fig.
Fig.

65.

„ K r a k u s k a " — casquette

66.

M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 561. P h o t . K . W e c e l , 1954.
F e m m e s e n c o s t u m e s de t r a v a i l , b r o y a n t d u l i n d e s t i n é à l e u r s v ê t e m e n t s .

de g a r ç o n e n l a i n e ,

faite

au

crochet.

Rusinów,

distr.

d'Opoczno.

Dąbrówka,

distr.

Fig.

d'Opoczno. P h o t . J . K r a j e w s k a , 1946.
67. P l a n c h e t t e à t i s s e r , n o m m é e „ p ł o s z k a " , p o u r t i s s e r des b a n d e l e t t e s , v e r s 1875. S a d y k i e r z , distr.
de R a w a M a z o w i e c k a . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 4219. P h o t . K . W e c e l , 1953
68. T r i a g e des fils p e n d a n t le t r e s s a g e de c e i n t u r e s à m a i l l é s . R ó ż a n n a , d i s t r . d'Opoczno. P h o t .

Fig.

69.

Fig.

J . K r a j e w s k a , 1947.
É t o f f e t i s s é e à 4 l i c e s , e n u s a g e p o u r corsets, a — des e n v i r o n s d'Opoczno, b — de Ż y c h o r z y n .
c, d — de W o l a Z a ł ę ż n a . L e tout distr. d'Opoczno. M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv.
a — 7965, b — 517, c — 1389, d — 3758. P h o t . K . W e c e l , a g r a n d i s s e m e n t , 1953.

Fig.

70.

P o i n t e de c o l de c h e m i s e d'homme v e r s 1910. B r o d e r i e s n o i r e s j a u n e s - r o u g e s . M u s é e
g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2237/20. P h o t . K . T r z e b i a t o w s k i , a g r a n d i s s e m e n t , 1951.

Fig.

71.

B r o d e r i e s s u r collet de c h e m i s e de f e m m e , n o m m é „ o s y w k a " . B r z u s t ó w e k , d i s t r . d'Opoczno.
M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 2235. P h o t . K . W e c e l , a g r a n d i s s e m e n t , 1953.

Fig.

72.

B r o d e r i e —• „ o s y w e c k a " — s u r m a n c h e t t e de c h e m i s e de f e m m e . R z e c z y c a , d i s t r . de
M a z o w i e c k a . M u s é e E t h n o g r a p h i q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 282. P h o t . K , W e c e l , 1953.

Fig.

73.

Fig.

74.

É p a u l i è r e de c h e m i s e de f e m m e . R z e c z y c a , distr. de R a w a
q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 277.
M a n c h e t t e de c h e m i s e f é m i n i n e . R z e c z y c a , distr. de R a w a
q u e de Ł ó d ź . N o d'inv. 277. P h o t . K . W e c e l , 1953.

Fig.

75.

T a b l e e n c o u l e u r s I — P a y s a n et p a y s a n n e v e r s 1900.

Fig.
Fig.
Fig.
Fig.
Fig.

76.
77.
78.
79.
80.

T a b l e e n c o u l e u r s I I — J e u n e fille e t
T a b l e e n c o u l e u r s I I I — R a p p o r t s de
T a b l e e n c o u l e u r s I V — R a p p o r t s de
Carte illustrant le terrain, sur lequel
C a r t e illustrant le terrain, sur lequel
variétés différentes.

T A B L E

du costume

le c o s t u m e r é g i o n a l

régional

Rawa

Mazowiecka. Musée EthnographiMazowiecka. Musée Ethnographi­

g a r ç o n d ' h o n n e u r v e r s 1935.
tissus.
tissus.
le c o s t u m e r é g i o n a l d'Opoczno est e n usage.
le c o s t u m e r é g i o n a l d'Opoczno e s t e n u s a g e d a n s

D E S

ses

M A T I È R E S .

Introduction. Chapitre I . Aspect actuel du costume r é g i o n a l
de l ' é v o l u t i o n

Ethno­

d'Opoczno, page 7. C h a p i t r e

d'Opoczno, p. 10. C h a p i t r e I I I . D e s c r i p t i o n d u t e r r a i n ,

I I . Histoire
sur lequel

d'Opoczno est e n usage, p. 16. C h a p i t r e I V . D e s c r i p t i o n g é n é r a l e d u c o s t u m e r é -

g i o n a l m a s c u l i n d'Opoczno, p. 18. C h a p i t r e V . D e s c r i p t i o n d é t a i l l é e d u c o s t u m e m a s c u l i n , p. 21. C h a pitre V I . Description g é n é r a l e du costume r é g i o n a l f é m i n i n
tion d é t a i l é e

d u costume

d'Opoczno, p. 34. C h a p i t r e V I I I . D e s c r i p -

f é m i n i n , p. 38. C h a p i t r e V I I I . A r t i s a n s e t m a t é r i e l , p. 55. C h a p i t r e I X . B r o -

d e r i e s et dentelles, p. 60. A n a l y s e des s o u r c e s de d o c u m e n t a t i o n , p. 63. Notes, p. 64. B i b l i o g r a p h i e , p. 66.
I n d e x des g r a v u r e s , p. 67. T a b l e des m a t i è r e s , p. 69. S o m m a i r e r u s s e , p. 70. S o m m a i r e a n g l a i s , p. 76.
S o m m a i r e f r a n ç a i s , p. 81. S o m m a i r e a l l e m a n d , p. 87. C a r t e s

�Z U S A M M E N F A S S U N G
D a s G e b i e t z u r l i n k e n u n d r e c h t e n S e i t e d e r P i l i c a •— v o n i h r e r K r ü m m u n g

ausgehend

in nord­

ö s t l i c h e r R i c h t u n g bis z u r M ü n d u n g d e r D r z e w i c z k a —• i s t die H e i m a t d e r V o l k s t r a c h t O p o c z n o s . R e c h t s
der P i l i c a erfasst

es

den nordwestlichen

Teil

des K r e i s e s O p o c z n o , z u r l i n k e n S e i t e

den

südlichen

T e i l des K r e i s e s R a w a - M a z o w i e c k a .
V o n d e n B e w o h n e r n dieses L a n d s t r i c h e s w i r d die V o l k s t r a c h t n o c h h e u t e g e t r a g e n ; j e d o c h m a c h t
s i c h a u c h h i e r das E i n d r i n g e n s t ä d t i s c h e r K l e i d u n g b e m e r k b a r .
C h a r a k t e r i s c h f ü r die V o l k s t r a c h t O p o c z n o s ist d a s

Vorherrschen hausgewebter

Stoffe

mit

ge­

streiften u n d k a r i e r t e n M u s t e r n . Diese zeugen von e i n e m grossen R e i c h t u m der W e b a r t , w e l c h e d u r c h
die F i l e t t e c h n i k v e r v o l l s t ä n d i g t w i r d .
E s v e r d i e n e n B e a c h t u n g die a n H e m d e n a u s g e f ü h r t e n w e i s s e n , s c h w a r z - w e i s s e n oder b u n t e n S t i k k e r e i e n , die g e o m e t r i s c h e

Motive

in Streifenanordnung

D i e T r a c h t w i r d v o n a l l e n g e t r a g e n , das heisst: v o n
scheiden

eine

Sommer-

und

W i n t e r t r a c h t , eine

aufweisen.
Kindern,

Arbeits-

Männern

und

und

Festtracht.

Frauen.

Die

W i r unter­

männliche

Jugend

Opocznos erfreut sich einer besonders s c h ö n e n u n d reichen Volkstracht.
I m 19. J a h r h u n d e r t t r u g e n die m e i s t e n K n a b e n bis z u m 15. L e b e n s j a h r n u r H e m d e n , e r s t
erhielten

sie

Hosen. E i n einfacher T u c h r o c k „ s u k m a n k a "

schützte

vor Kälte.

d e r t d e r W o h l s t a n d stieg, e r h i e l t e n s c h o n 1 0 - j ä h r i g e K n a b e n „ p o r t k i "
(Tuchröcke),
Knaben

Stiefel

besteht

und

aus

mit

Pfauenfedern

hausgewebten

geschmückte Hüte.

Kleidern,

A l s i m 20.

später

Jahrhun­

(Hosen), faltenreiche „ s u k m a n y "

Die zeitgenössische

Tracht

d e n K o p f b e d e c k e n sie m i t s c h m ü c k e n d e n

jüngerer

„krakuski".

D i e M ä n n e r b e k l e i d e t e n s i c h m i t e i n e m g e s t i c k t e n H e m d , „ p o r t k i " (Hosen) u n d L e i b c h e n ; u m d a s
J a h r 1890 w u r d e d e r „ s p a n c e r " ( k u r z e J a c k e ) , „ s u k m a n a " ( T u c h r o c k ) , „ k o ż u c h " ( k u r z e r P e l z ) , G u r t u n d
H u t — der sogenannte „ ś w i ń s k i r y j e k " e i n g e f ü h r t , s p ä t e r trug m a n M ü t z e n u n d
Im

des 19. u n d A n f a n g des 20. J a h r h u n d e r t s w u r d e es r e i c h b e s t i c k t .
Hosen

Stiefel.

19. J a h r h u n d e r t w u r d e das n i c h t v e r z i e r t e H e m d ü b e r d e n H o s e n g e g ü r t e t g e t r a g e n , e r s t E n d e
w

„fałdy",

Wolle —

d a z u bis

im

Sommer

zum

Gurt

wurden

reichende

diese

aus

Leibchen

Leinen

und

I n demselben

gefertigt,

„spancerki".

im
Um

Zeitraum trug

Winter
das

waren

Jahr

sie

1907

man
aus

kamen

Jacketts i n Mode.
D i e T r a c h t j u n g e r M ä n n e r b e s t a n d i m 19. u n d A n f a n g des 20. J a h r h u n d e r t s a u s

buntgemusterten

A n z ü g e n — dagegen trugen dieselben i m nordwestlichen Teile Opocznos mehrfarbige H o s e n und blaue
oder

dunkelblaue

wurden allgemein

spancerki. Die

weissen

Hosen

s c h w a r z e A n z ü g e getragen.

w u r d e n u m das J a h r 1880 s c h w a r z g e f ä r b t ,

seitdem

N u r ä l t e r e M ä n n e r legten n o c h bunte Westen an. D a s

M a t e r i a l d e r „ s u k m a n y " w a r grobes L e i n e n oder W o l l e u n d diese w u r d e n a u f d e m L e i b c h e n g e t r a ­
gen. S p ä t e r j e d o c h gab es n u r w o l l e n e

„ s u k m a n y " von weisser Farbe, i m nordwestlichen T e i l Opocz­

nos a u c h a s c h g r a u e .
I m 19. J a h r h u n d e r t gab es z w e i A r t e n „ s u k m a n y " u n d z w a r die g e r a d e
mit

bunten

Aufschlägen.

Die faltenreiche

„sukmana", welche

neben

zur rechten Seite

der

faltenreichen

der P i l i c a

getragen

w u r d e , w a r m i t r o t e n B ä n d e r n b e n ä h t . E n d e des 19. u n d A n f a n g des 20. J a h r h u n d e r t s b e s a s s d i e „ s u k ­
m a n a " s c h w a r z e A u f s c h l ä g e , diese k a m j e d o c h u m d a s J a h r 1930 a u s d e r Mode. G e g ü r t e t w u r d e
„ s u k m a n a " o d e r die H o s e n m i t e i n e m g e w e b t e n b e z i e h u n g s w e i s e
E i n kurzer, faltenreicher, weisser Pelz mit e i n e m
getragen,
bestand

kleinen

geflochtenen

die

Gurt.

schwarzen Kragen

wurde

im

Winter

s p ä t e r w a r er gerade u n d hatte einen grossen K r a g e n . Die K o p f b e d e c k u n g z u r „ s u k m a n a "
aus

einem

Filzhut,

die

Sommertracht ergänzte

ein

geflochtener

Strohhut,

die

winterliche

w i e d e r u m die v i e r e c k i g e M ü t z e m i t L a m m f e l l . A n s t e l l e des H u t e s t r a t i m 20. J a h r h u n d e r t d a s K a s kett.

(Mützen).
A u s ü b e r l i e f e r t e n T r a d i t i o n e n sind uns Schaftstiefel

welche mittels B ä n d e r a n den B e i n e n festgehalten
Dem

Beine

genommen.

angepasste

Stiefel

mit geraden

m i t doppelt

wurden,

als

eine

u m g e s t ü l p t e n weichen
der

ältesten

Formen

Schäften,
bekannt.

oder g e k e r b t e n S c h ä f t e n w u r d e n e r s t s p ä t e r i n G e b r a u c h

Z u r A r b e i t w e r d e n i m 20. J a h r h u n d e r t H o l z s c h u h e

getragen.

87

�U n t e r d e n F e s t t r a c h t e n i s t die des B r a u t f ü h r e r s
dern,

B l u m e n und Flitter

verziert —

später

b e s o n d e r s r e i c h a n S c h m u c k . D e r H u t ist m i t F e ­

t r i t t die g l e i c h f a l l s g e s c h m ü c k t e M ü t z e a n s e i n e n P l a t z .

W i c h t i g ist, d a s s die „ s u k m a n a " b e i a l l e n A n l ä s s e n g e t r a g e n
zur

Hochzeit
Die

—

man

legte sie

w u r d e , so z. B . t r u g sie d e r

F r a u e n t r a c h t besteht aus einem H e m d mit gestickten

Manschetten und Schultersattel,

Rock, welcher g e g e n w ä r t i g mit dem Leibchen z u s a m m e n g e n ä h t
Zur

„kiecka"

(Rock) binden

die

Frauen

eine S c h ü r z e

„ w pas" ( H a l b s c h ü r z e
um

sich

zen w i r d ein S p e n z e r angezogen. F r ü h e r trug m a n i m W i n t e r sogenannte

zum Binden),

vor

Kälte

„przyjaciółki"

n i k i " , „ a n g i e r k i " — ( m a n t e l ä h n l i c h ) , f ü r die W o c h e d a g e g e n k a m M i t t e des
Zur

einem

wird.

die S c h u l t e r n l e g e n sie e i n e S c h ü r z e „ d o o d z i e w u " ( S c h u l t e r s c h ü r z e ) ,

rade, weisse

Bräutigam

a u c h n i c h t b e i m E r ö f f n e n des T a n z e s ab.

über

zu

schüt­

oder

„żupa-

19. J a h r h u n d e r t s die

ge­

s u k m a n k a „ o d c h ł o d u " i n Mode.

„ a n g i e r k a " b i n d e n die F r a u e n die S c h ü r z e „ w p a s " u n d d e r K o p f

wird

mit der

„dzikówka"

( K o p f t u c h m i t t ü r k i s c h e n M u s t e r n ) oder e i n e m a n d e r e n T u c h b e d e c k t . B u n t e D e c k e n ( d y w a n y ) m i t d e ­
n e n s i c h die F r a u e n e i n h ü l l e n u n d S c h ü r z e n d a r ü b e r
Der
Kaftan

legen,

werden

im

20.

Jahrhundert

getragen.

S o m m e r - F e s t - oder H o c h z e i t s t r a c h t d e r F r a u e n diente e i n w e i s s e r R o c k m i t L e i b c h e n u n d
aus

einem

Gewebe

von

Baumwolle

mit Leinen.

I n unserer

Zeit

sind

die

Sommerkleider

g l e i c h f a l l s aus g e m u s t e r t e m P e r k a i , e i n f a r b i g e r W o l l e oder b u n t e r H a u s l e i n w a n d n a c h d e m M u s t e r des
„wełniak" genäht. Zur Festtracht wird im Sommer
t u c h oder a u c h m i t e i n e m a n d e r e n T u c h
Zu

i h r e m Hochzeitsstaat

die H a u b e a u f g e s e t z t u n d m i t e i n e m g r o s s e n K o p f ­

festgebunden.

t r u g die B r a u t

e i n e n K r a n z aus g e f l o c h t e n e n B ä n d e r n u n d F l i t t e r g o l d ,

lose B ä n d e r f i e l e n a u f d e n R ü c k e n h e r a b . D e r K o p f s c h m u c k d e r B r a u t j u n g f e r n , b e s t e h e n d a u s P f a u e n ­
federn, einer mit B l u m e n , Flittergold u n d B ä n d e r n g e s c h m ü c k t e n
Frauen

getragen

—

ist

eine

besonders

V e r s c h i e d eine v e r h e i r a t e t e F r a u so w u r d e i h r e i n
Es

Haube

halbes

Bettlaken

w u r d e i h r u m die S c h u l t e r n gelegt ( d a m i t sie d a r i n i h r e K i n d e r

w u r d e i h r eine H a u b e
Hinsichtlich

der F o r m

und Färbung

nur

von

jungen

mit

in

den

Sarg

tragen konnte), u m

gegeben.
den

Kopf

w o l l e n e r R ö c k e u n d S c h ü r z e n u n t e r l a g e n diese i m v e r g a n ­

Der rot-schwarze mit weisser

mit

sind

sogenannten

jedoch

gebunden.

genen J a h r h u n d e r t V e r ä n d e r u n g e n .
der

—

reizvolle E r g ä n z u n g der festlichen Hochzeitstracht.

„półka',

das

Rockteile aus

grobem

Baumwolle durchwirkte Wollrock

Leinen,

wurde

später

durch

solche

auf r o t e m G r u n d (sogar s c h w a r z e m , g r ü n e m , b l a u e m , d u n k e l r o t e m u n d k i r s c h r o t e m ) a b g e l ö s t . U m 1900
war

die

G r u n d f a r b e orange,

fleischfarben. D i e rote F a r b e

dann

gelb —

d i n g t ä n d e r t e s i c h e b e n f a l l s die ä u s s e r e
Um

1930 w u r d e n die R ö c k e
symmetrische

a u f u n d w a r z. B .

i n den H i n t e r g r u n d . D u r c h diese F a r b ä n d e r u n g e n

be­

Form.

k ü r z e r , loser u n d mit

(Halbschürze z u m Binden) hat verschiedene
terschürze)

diese hellte s i c h jedoch noch s p ä t e r

tritt v o l k o m m e n

Streifen aufweist;

Samtbesatz

getragen.

Die

Schürze

„w

pas"

G r u n d f a r b e n , e b e n s o w i e die S c h ü r z e „ n a o d z i e w " ( S c h u l ­
dagegen geht der R o c k von der g l e i c h m ä s s i g e n S t r e i f e n ­

b i l d u n g i n die u n r e g e l m ä s s i g e ü b e r . B e i d e n S c h ü r z e n „ n a o d z i e w " w e r d e n a u s s c h l i e s s l i c h g e l b e oder
s c h w a r z e G r u n d f a r b e n bevorzugt, weissgestreifte
Umkreis

Schürzen

auf blauem G r u n d

erhielten sich nur im

Opocznos.

Ä h n l i c h w i e die M ä n n e r , t r u g e n a u c h die F r a u e n S t i e f e l . E r s t i m 20. J a h r h u n d e r t k a m e n v e r z i e r t e
S c h u h e i n M o d e , w e l c h e die M ä d c h e n m i t b u n t e n B ä n d e r n

schmürten.

Schon kleinen M ä d c h e n

wird

i n O p o c z n o die V o l k s t r a c h t n a c h d e m M u s t e r d e r F r a u e n t r a c h t angelegt. D i e K l e i n k i n d e r b e k o m m e n
e i n s e i d e n e s H ä u b c h e n aufgesetzt u n d t r a g e n K l e i d c h e n . D i e

Mütter

trugen

ihre Kinder

in

leinenen

B e t t ü c h e r n , s p ä t e r w u r d e n diese a u s L e i n e n m i t B a u m w o l l e g e w e b t u n d g e g e n w ä r t i g die F r a u e n
„ d y w a n y " ( D e c k e n ) , die m i t e i n e r g e h ä k e l t e n

Wollspitze geziert sind, z u m T r ä g e n ihrer

Z u m S c h l u s s m u s s n o c h e r w ä h n t w e r d e n , dass die V o l k s t r a c h t O p o c z n o s e i n e n u n g e m e i n
u n d s c h ö n e n F a r b e n r e i c h t u m h a t u n d f ü r i h r e T r ä g e r c h a r a k t e r i s t i s c h ist. S i e w i r d a u s
Stoffen

genäht

und

noch

heute v o n

der B e v ö l k e r u n g

Opocznos gern

bunte

Kinder.
grossen

hausgewebten

getragen.

B I L D E R V E R Z E I C H N I S S

Abb.

1. B a u e r i n d e r „ s u k m a n a " ( T u c h m a n t e l ) m i t
Opoczno. Foto J . K r a j e w s k a ,
in

zeitgenössischer

Netzgurt

und

Kaskett.

Wola

Zależna,

Kreis

1946.

Abb.

2. F r a u

Abb.

3.

M ä d c h e n in Festtracht. Studzianna, K r e i s Opoczno. Foto J . K r a j e w s k a ,

Festracht. A n t o n i n ó w , K r e i s Opoczno, Foto J . K r a j e w s k a ,

Abb.

4.

F r a u in zeitgenössischer
s k a , 1952.

Abb.

5. B a u e r n t y p a u s d e m K r e i s e O p o c z n o . R e p r o d u k t i o n a u s d e m A t l a s g e o g r a f i c z n y

1948.

1947.

Wintertracht. Rzeczyca, K r e i s Rawa-Mazowiecka. Foto J . K r a j e w ­
ilustrowany

K r ó l e s t w a P o l s k i e g o . J . M . B a z e w i c z , 1907.
Abb.

6.

H o c h z e i t s t r a c h t e n . O g o n o w i c e , K r e i s O p o c z n o . F o t o A t e l i e r i n O p o c z n o , 1920; aus d e m A r c h i v

Abb.

7.

Mutter und K i n d

des E t h n o g r a p h i s c h e n M u s e u m s i n Ł ó d ź .
Foto J . K r a j e w s k a ,

88

das i n die D e c k e „ d y w a n "
1948.

gewickelt

ist.

Studzienna,

Kreis

Opoczno.

�Abb.

8.

Bauersfrau in Festtracht. W y g n a n ó w

Abb.

9.

Bauer in

Abb.

10.

weisser

Opoczno,

„sukmana"

im Kreise

Opoczno. Foto J . K r a j e w s k a ,

1946.

Festkleidung der K n e c h t e . S w i e r z y n a , K r e i s

Opoczno,

seums i n T o m a s z ó w - M a z . Foto A t e l i e r i n Opoczno,
Abb.

11.
12.

M ä n n e r h e m d m i t U m l e g e k r a g e n u m 1900. S t u d z i a n n a ,
Männerhemden.

Archiv

des

Ethnographischen

Mu­

1938.
Kreis

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1882. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

1946.

(Tuchmantel) u n d buntem Netzgurt. Opoczno. Foto Atelier in

I. Leinenhemd mit H a l s b ü n d c h e n .

Opoczno,

Ethnographisches

1948.
Modrzew,

Kreis

Opoczno.

Ethnographi­

s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź , I n v . N r . 2166. I I . H e m d m i t U m l e g e k r a g e n . B u k o w i e c , K r e i s O p o c z n o .
I n v . N r . 532. I I I . H e m d m i t s c h m a l e m V o r h e m d . O s t r ó w ,
Knabenhemd

mit

Sattel

aus

dem

J a h r 1946.

Wola

Kreis

Zależna,

Opoczno.
Kreis

I n v . N r . 1385. I V -

Opoczno.

Ethnographi­

s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1626. A — V o r d e r - B . — R ü c k a n s i c h t C — S c h n i t t e i l e : d —
Vorderteil, e — R ü c k e n t e i l , f — Ä r m e l , g — Bundchen, h — Manschette, i —
j — Kragen,

k — Brustteil, 1 — Verstärkungsteil

a u s d e r W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i s c h e n M u s e u m s
Abb.

13.

Männerhemd
in

Abb.

14.

Łódź.

Männerhemd
graphisches

Abb.

15.

m i t V o r h e m d u m 1920. B u k o w i e c ,

I n v . N r . 1080.
mit

„przedsobek"

Museum

in Łódź,

16.

Männerhemd
Opoczno.

Abb.

17.

mit

Museum

Vorhemd.

Ostrów

Opoczno,

Ethno­
Łódź.

s o g e n a n n t e n „ p i e r ś n i k " ( V o r h e m d ) — u m 1920. W o l a Z a l e ż n a ,

Kreis

Ethnographisches

Museum

in

Opoczno.

Kreis
1948.

in

K . Trzebiatowski,

dem

Opoczno, Ethnographisches

1951.

I n v . N r . 1385. F o t o J . K r a j e w s k a ,

M ä n n e r h e m d mit Vorhemd. Bukowiec, Kreis
I n v . N r . 2230/47. T o t o

Abb.

sogenanntes

i n Ł ó d ź . M a s s t a b 1 : 24.

Kreis

Foto K . Trzebiatowski,

Schultersattel,

des V e r s c h l u s s e s , I V I — S a t t e l . Z e i c h n .

Ethnographisches

Museum

1951.
Ł ó d ź . I n v . N r . 1527. F o t o J . K r a j e w s k a ,

1948.

I . M ä n n e r h o s e n „ w f a ł d y " aus I d z i k o w i c , K r e i s Opoczno. Ethnographisches M u s e u m i n Ł ó d ź .
I n v . N r . 1954. I I . E n t w u r f

einer M ä n n e r h o s e aus S i t o w a , K r e i s Opoczno, m i t

Verschluss. I I I . Knabenhose
Hinterteil, C —

Schnitteile:

verstellbarem

m i t Weste, W o l a Z a ł ę ż n a , K r e i s Opoczno. A — V o r d e r t e i l , B —
d, d

±

— Hosenteile,

e — Hosenkeil, f — Gurt, g — Vorderteil

d e r W e s t e , h — R ü c k e n t e i l d e r W e s t e . Z e i c h n . a u s d e r W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i s c h e n M u ­
s e u m s i n Ł ó d ź , 1948. M a s s t a b 1 :30.
Abb.

IS. Hosen

mit

Opoczno.
Abb.

19.

F a l t e n aus H a u s l e i n w a n d ,
Ethnographisches

A. Vorder-

Museum

Westen — sogenannte „lejbiki". I . — Weste
Kreis

Opoczno.

Hausleinwand
ansicht,

Ethnographisches
vor

C —

1914.

B.

Rückansicht,

Radzice

Małe,

i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1630. F o t o J . K r a j e w s k a ,
aus

Hausleinwand

vor

Kreis

1948.

1914.

Gorzałków,

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1269. I I . W e s t e a u s v i e r b i n d i g e r

S m a r d z e w i c e , K r e i s O p o c z n o . I n v . N r . 444. A — V o r d e r - , B

Schnitteile,

Rück­

d — R ü c k e n , e — Vorderteil, f — Taschenklappen, g — T e i l

G ü r t e l s , h — K r a g e n . Z e i c h n . a u s d e r W e r k s t a t t des

Ethnographischen

Museums

in

des

Łódź,

1948, M a s s t a b 1 :10.
Abb.

20.

„Lejbik"

—

Männerweste

sches M u s e u m
Abb.

21.

I.

in Łódź.

Männerjacke

aus

aus

Foto

Hausleinwand.
J . Krajewska,

Hausleinwand

Smardzewice,

K r e i s Opoczno, E t h n o g r a p h i ­

1948.

v o r 1914. I d z i k o w i c e , K r e i s O p o c z n o .

Ethnographisches

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1254 a. I I . K n a b e n j a c k e t t , W o l a Z a ł ę ż n a , K r e i s O p o c z n o . I n v . N r .
1629 a. A — V o r d e r a n s i c h t , B — R ü c k a n s i c h t ,
teile,

f — Vorderteile,

g

—

Teil

C — Schnitteile;

d — Rücken, e —

Seiten­

des Ä r m e l s , h — K r a g e n , i — T a s c h e n k l a p p e , j — G ü r ­

tel. Z e i c h n . a u s d e r W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i s c h e n M u s e u m s i n Ł ó d ź . M a s s t a b 1 : 20.
Abb.

22.

„Spancer" kurze Männerjacke
graphisches

A b b . 23.

Weisser
Opoczno.

Abb.

24.

aus H a u s l e i n w a n d . R z e c z y c a , K r e i s R a w a - M a z o w i e c k a . E t h n o ­

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 454. F o t o K . W e c e l ,

Mantel

aus

gewalktem Tuch

Ethnographisches

Museum

T u c h m ä n t e l „ s u k m a n y " . I. Weisse

mit

Aufschlägen,

1953.
um

„ s u k m „Suk n a n a " vor

1910.

E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź , I n v . N r . 944. I I . „ S u k m a n a "
Z a ł ę ż n a , K r e i s O p o c z n o . I n v . N r . 1360. I I I . „ S u k m a n a "
I n v . N r . 459. A . V o r d e r - , B . R ü c k a n s i c h t ,
Seitenteil, e

±

vor

±

schette, i — E r g ä n z u n g z u m Ä r m e l , j — T a s c h e n p a t t e .

Abb.

25.

Strohhut

Abb.

26.

Viereckige M ü t z e

eines

Museums

Alten.

in Łódź,

Odrzywół,

genannt

Łódź,

Lammfell.

1948, M a s s t a b

Załężna,

Gorzałków,
aus

dem

Gorzałków,

Kreis
Jahr

Kreis

1948.
Opoczno.

1910.

Kreis

Wola

Opoczno.

d — Rücken, e — Vorder- und

— Ärmel, g — Kragen,
Zeichn.

aus

der

h —

Man­

Werkstatt

des

1 : 30.

Opoczno, F o t o T . S o b o l e s k i ,

1947.

„ n a c z t e r y s t r o n y ś w i a t a " (vergl. A b b . 27). K r e i s O p o c z n o . A —

Gesamtansicht, B — Schnitteile: c —
d — „baranek"

1948, M a s s t a b

Kreis

1910.

C — Schnitteile,

— K e i l e u n d T e i l e f ü r F a l t e n b i l d u n g , f, f

Ethnographischen

1910. W o l a

i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1360. F o t o J . K r a j e w s k a ,

Zeichn.

vier Teile
aus

der

die

den

Werkstatt

Mützenboden
des

und

-teilen

Ethnographischen

bilden,

Museums

in

1:16.

89

�Abb.

27.

Viereckige
gen

von

Mütze,

Kasper

graphisches
Abb.

28.

„Kaszkiet"
phisches

Abb.

29.
30.
31.
32.

des

Brautführers.

Wola

Ethnographisches

Museum

um

in Łódź.

Netzgurt

1900.

getra­

19905/6. E t h n o ­

1955.

Zależna,

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 2128. F o t o J . K r a j e w s k a ,

Kreis

Opoczno.

Ethnogra­

1946.

Zychorzyn,

Kreis

Opoczno.

Foto

in Łódź. Inv. Nr. . . . .

W o l l g u r t m i t g e l b e m U n t e r g r u n d . 7, 8 c m b r e i t ,

291

cm

lang,

Opoczno.

Ethnographisches

I n v . N r . 2162. F o t o J . K r a j e w s k a .

handgeflochten.

Idzikowice,

Kreis

Opoczno.

i n Ł ó d ź . I n v . N r . 483. F o t o K . W e c e l ,
in zeitgenössischer

Ethnographisches

Museum

in

Łódź.

1953.

Gewebter G u r t aus L e i n e n mit Wolle. Smardzewice,
seum

(in v i e r H i m m e l s r i c h t u n g e n )

Rawa-Mazowiecka im Jahre

M u s e u m i n Ł ó d ź . R e g i s t . N r . 1491. F o t o K . W e c e l ,

I n v . N r . 1254,/c. F o t o K . W e c e l ,
Abb.

cztery strony ś w i a t a "

Grotowice, K r e i s

— Kopfbedeckung

Wecel.

Museum
Abb.

„na

aus

G u r t a u s g e f ä r b t e n L e i n e n f ä d e n a u s der Z e i t
K.

Abb.

genannt

Bigosz

Kreis

Opoczno.

Ethnographisches

Mu­

1953.

Abb.

33.

Mädchen

Abb.

34.

K l e i n e s M ä d c h e n i n S o m m e r k l e i d u n g . D a s M a t e r i a l des K l e i d e s ist P e r k a i . Z y c h o r z y n , K r e i s

Abb.

35.

Sommertracht

Opoczno. Foto M a r i a n Ney,

Festtracht. Opoczno. Foto J . K r a j e w s k a ,

1946.

aus wollenem

Fabrikstoff. D i e F r a u ist barfuss u n d h ä l t i n den H ä n d e n

Schuhe. W o l a Z a l e ż n a , K r e i s Opoczno. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

36.
37.

Mädchen
jewska,

Abb.

38.

die

1948.

J u n g e F r a u m i t f e s t l i c h e r H a u b e aus d e m J a h r 1916. W o l a Z a l e ż n a , K r e i s
Krajewska,

Abb.

1947.

Opoczno.

Foto J .

R a w a - M a z o w i e c k a . Foto

J. Kra­

1948.

in zeitgenössischer

Festtracht, Jasiń

im

Kreise

1954.

Frauenhemd

mit

sogenanntem

„ n a d o ł k i e m " (angeschnittener

T e i l des u n t e r e n H e m d e s )

1900. W ó l k a F e l g u s t o w s k a i m K r e i s e O p o c z n o . E t h n o g r a p h i s c h e s
2049. F o t o J . K r a j e w s k a ,

um

Museum in Łódź. Inv. Nr.

1948.

Abb.

39.

F r a u e n h e m d e n . I . Festtagshemd. W o l a Z a l e ż n a , K r e i s Opoczno. Ethnographisches M u s e u m in
Ł ó d ź . I n v . N r . 1250 b. I I . F r a u e n h e m d m i t „ n a d o l e k " ( u n t e r e r T e i l des H e m d e s ) W o l a Z a ­
l e ż n a , K r e i s Opoczno. A — Vorderteil, B — R ü c k e n , C — Schnitteile: d — unterer T e i l
des H e m d e s , e, ei, f — d i e B r u s t p a r t i e d e c k e n d e T e i l e , ( R ü c k e n — f, B r u s t — e e j , g —
Ä r m e l , h — Z w i c k e l , i — M a n s c h e t t e , j — S a t t e l , k •— K r a g e n , 1 — T e i l e z u m U n t e r n ä h e n
des S a t t e l s . Z e i c h n . a u s der W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i s c h e n M u s e u m s i n Ł ó d ź , 1948. M a s s ­
s t a b 1 : 30.

Abb.

40.

Festtägliches

Frauenhemd

vor

1914.

S m a r d z e w i c e , K r e i s Opoczno. E t h n o g r a p h i s c h e s

s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 535. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

41.

F r a u e n r o c k „ m o d r a " aus s c h w a r z — weisser

Hausleinwand.

Zychorzyn,

E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 444. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.
Abb.

42.
43.

Frauenrock „kiecka". Międzybórz, Kreis

Opoczno.

Ethnographisches

N r . 997. F o t o J . K r a j e w s k a ,

1948.

„Welniak"

Leibchen zusammengenähter

—

Gorzałków,

ein

Kreis

mit

dem

Opoczno. Ethnographisches

Mu­

1948.

Museum

F r a u e n r o c k aus

Museum in Łódź.

Kreis

Opoczno.

1948.
in Łódź.

dem

Inv.

Jahr

1935.

I n v . N r . 1448 a. A —

Vor­

d e r a n s i c h t , B — R ü c k a n s i c h t , C — S c h n i t t e i l e : d — R ü c k e n - u n d S e i t e n t e i l e , e, f — V o r d e r e s
Leibchenteil. N a c h der unterbrochenen L i n i e

in

Teil

g

die

Schnittlänge

kürzen.

Zeichn.

a u s d e r W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i s c h e n M u s e u m s i n Ł ó d ź . M a s s t a b 1 : 30.
Abb.

44.

F r a u e n r o c k , sogenannte „ k i e c k a " mit

Leibchen und Gurt.Rzeczyca, Kreis

E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 3746. F o t o

Rawa

Mazowiecka.

K . Wecel.

Abb.

45.

F r a u e n r o c k mit Leibchen. Sadykierz. K r e i s R a w a Mazowiecka, Ethnographisches M u s e u m in

Abb.

46.

Z e i t g e n ö s s i s c h e S c h ü r z e „ n a odziew" ( S c h u l t e r s c h ü r z e ) Ogonowice,

Ł ó d ź . I n v . N r . 436. F o t o K . W e c e l , 1953.

Abb.
Abb.

47.
48.

phisches

Museum

Schürze

„ w pas"

in

Łódź.

I n v . N r . 1253.

(Halbschürze

Opoczno.

Ethnographisches

Schürze,

sogenannte

Foto J . K r a j e w s k a ,

zum Binden)

Museum

„krzyżoczka".

getragen

um

K r e i s Opoczno. E t h n o g r a ­
1948.

1900.

Wola

Zależna,

i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1267. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Królowa

Wola, Kreis

Rawa

Kreis

1948.

Mazowiecka. Ethnographi­

s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 3124 dep. F o t o K . W e c e l , 1954.
Abb.

49.

Schürze

„ w pas"

(Halbschürze

zum

Binden).

Ossa im Kreise

Opoczno.

Ethnographisches

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 3042. F o t o K . W e c e l .
Abb.

50.

Mieder — I . Mieder aus L e i n e n m i t B a u m w o l l e .

Wola

Załężna,

Kreis

Opoczno.

Ethnogra­

p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1389. I I . M i e d e r aus O p o c z n o . I n v . N r . 524. I I I . W o l l e n e s
M i e d e r . Z y c h o r z y n , K r e i s O p o c z n o . I n v . N r . 4436. I V . S a m t m i e d e r . R u s i n ó w , K r e i s
I n v . N r . 475. V . M i e d e r a u s k ä u f l i c h e r g r ü n e r W o l l e ,
graphisches

Museum

C — Schnitteile:
W e r k s t a t t des

90

in Łódź.

I n v . N r . 4386.

A. —

d — Vorderteile, e — hintere

Ethnographischen

Musseums

Smardzewice,

Kreis

Vorderansicht —

Teile, f — seitliche

Opoczno.

B. —

Opoczno.
Ethno­

Rückansicht,

Teile. Z e i c h n . aus

i n Ł ó d ź , 1948, M a s s t a b 1 :25.

der

�Abb.

51.

Mieder aus L e i n e n m i t B a u m w o l l e

(vierbindiges

Gewebe). Opoczno, E t h n o g r a p h i s c h e s M u - .

s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 524. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

52.

Verziertes

Samtmieder.

Rusinów,

N r . 475. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

53.
54.

K r e i s Opoczno.

in Łódź.

Inv.

in Łódź.

I n v . N r . 438. F o t o J . K r a j e w ­

1948.

— Vorder-, B — Rückansicht,

teile, f — T e i l des Ä r m e l s , g —
schen
55.

Museum

F r a u e n k a f t a n e . I — aus W o l a Z a ł ę ż n a , K r e i s O p o c z n o . I I — a u s B u k o w i e c , K r e i s
A.

Abb.

Ethnographisches

1943.

F r a u e n m i e d e r v o r 1914. E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m
ska,

Abb.

1948.

Museums

in Łódź,

Opoczno.

C — Schnitteile: d — R ü c k e n , e — V o r d e r - und

Seiten­

B e s a t z - B a n d . Z e i c h n . aus der W e r k s t a t t des E t h n o g r a p h i ­

1998. M a s s t a b 1 : 20.

F r a u e n k a f t a n aus hausgewebter Wolle u n d Samtbesatz

auf gelbem G r u n d . R z e c z y c a ,

Kreis

R a w a - M a z o w i e c k a . E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 3747. F o t o K . W e c e l ,
Abb.

56.

Entwurf

Abb.

57.

Kleid

einer dunkelblauen,

wattierten „angierka" mit Lammfell.

Gapin,

Kreis

1953.

Opoczno.

E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 982.
aus

grünem

Fabriktuch

ansicht,

C . Schnitteile:

zweiten

Keils

(auf

um

1900. B r u d z e w i c e , K r e i s O p o c z n o . A . Vorder-," B . R ü c k ­

d — Vorderteil, e — hinterer Keil, f — Teile zum Absondern

der Z e i c h n u n g

ist

k —

i — M a n s c h e t t e , j —• K r a g e n ,

dieser

nicht vermerkt), g —

Stoff S t ü c k e l u n g .

Rücken,

h —

des

Ärmel,

Z e i c h n . a u s d e r W e r k s t a t t des E t h n o ­

g r a p h i s c h e n M u s e u m s i n Ł ó d ź . M a s s t a b 1: 30.
Abb.

58.

Frauenpelz genannt

„sukienka"

aus

g r ü n e m T u c h . B r u d z e w i c e , K r e i s Opoczno. E t h n o g r a p h i ­

s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź , I n v . N r . 2624. F o t o J . K r a j e w s k a ,
Abb.

59.

Festliches

Frauengewand

Wygnanów,

1948.

aus h a u s g e w e b t e m M a t e r i a l , s o g e n a n n t e „ a n g i e r k a " .

K r e i s Opoczno. A . — V o r d e r - , B — R ü c k a n s i c h t .

C — Schnitteile:

ä — d,
t

un­

tere T e i l e , c — G ü r t e l , f — R ü c k e n , g — Seitenkeil, h — Vorderteil, i — Ä r m e l . Die u n ­
terbrochene L i n i e in Teil, d
Werkstatt
Abb.

60.

des

„Angierka".

Wygnanowo,

Foto J . K r a j e w s k a ,
Abb.

6L

Hauben.

Kreis

Frauen

gibt die K ü r z u n g

4

vor

vor

1914.

1914.

Wola Załężna, Kreis

Abb.

63.

Opoczno. I I . Festtagshaube

ver­

verheirateter F r a u e n . B r u d z e w i c e , K r e i s Opoczno. I n v . N r .

festtägliche

bianka und J . Krajewska,

H a u b e verheirateter F r a u e n . S m a r d z e w i c e , K r e i s Opoczno.
wichtigsten

Schnitteile.

Zeichn.

M.

Bom-

1948. M a s s t a b 1 : 30.

Junge F r a u mit Haube na „ b ł o g o s ł a w i e ń s t w o "
jewska,

der

Z y c h o r z y n . K r e i s Opoczno. Ethnographisches M u s e u m i n Ł ó d ź .

I n v . N r . 3034. A — G e s a m t a n s i c h t , B , C — die
62.

a n . Z e i c h n . aus

Opoczno. E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 1359.

I n v . N r . 463. I I I . F e s t t a g s h a u b e
3917. I V . „ P ó ł c z e p e k "

Abb.

der S c h n i t t l ä n g e

M u s e u m s i n Ł ó d ź , 198. M a s s t a b 1 : 30.

1948.

I . Festtagshaube

heirateter

d., d

2

Ethnographischen

Redzice D u ż e , K r e i s Opoczno, Foto J . K r a ­

1946.

Kopfbedeckung

für

chen und Knaben.

Kinder

vor

1939. I . M ä d c h e n h a u b e

A . — Gesamtansicht, B . —

aus O p o c z n o . I I . H a u b e f ü r M ä d ­

Schnitteile:

d, d i —

den

Kopf

bedeckende

T e i l e (von d e r S t i r n bis ü b e r d e n H i n t e r k o p f ) c, ci — S e i t e n t e i l e . E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m
i n Ł ó d ź . I . I n v . N r . 563, I I . I n v . N r . 565. Z e i c h n . aus
Museums
Abb.

64.

in Łódź,

„Krakuska"

—

1948.

Masstab:

Knabenmütze

der

W e r k s t a t t des

Ethnographischen

1 : 10.

aus

weissem

Atlas vor

1939.

Władysławów,

Kreis

Opoczno.

E t h n o g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 562. F o t o K . W e c e l , 1954.
Abb.

65.

„ K r a k u s k a " — aus Wolle g e h ä k e l t e K n a b e n m ü t z e . R u s i n ó w , K r e i s Opoczno. E t n o g r a p h i s c h e s

Abb.

66.

Frauen

in

jewska,

1946.

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 561. F o t o K . W e c e l , 1954.

Abb.

67.

Arbeitskleidung

„Płoszka" — Webebrettchen

beim

z u m Weben von B ä n d e r n

Mazowiecka. Ethnographisches
beim

Flachsbrechen. Dąbrówka,

Museum

Netzgurtflechten.

um

1875.

Opoczno.

Sadykierz,

Foto

68.

Fadenlese

Abb.

69.

V i e r b i n d i g e s G e w e b e z u m A n f e r t i g e n v o n M i e d e r n : a) a u s

Kreis

R ó ż a n n a , K r e i s Opoczno, Foto J . K r a j e w s k a ,

Z y c h o r z y n , c. d) a u s W o l a Z a l e ż n e — a l l e O r t e g e h ö r e n
sches M u s e u m in Łódź. Inv. Nr.: a —

J.

Kra­

Rawa-

i n Ł ó d ź . I n v . N r . 4219. F o t o K . W e c e l , 1953.

Abb.

Vergrösserung,

Kreis

7985, b —

1947.

der G e g e n d u m O p o c z n o , b)

zum Kreise

517, c —

1389, d —

aus

Opoczno. E t h n o g r a p h i ­
3758. F o t o K . W e c e l ,

1953.

Abb.

70.

K r a g e n e c k e e i n e s M ä n n e r h e m d e s m i t s c h w a r z - g e l b - r o t e r S t i c k e r e i , u m 1910. E t n o g r a h p i s c h e s

Abb.

71.

S t i c k e r e i auf dem K r a g e n „ o s y m k a " eines F r a u e n h e m d e s . B r z u s t ó w e k , K r e i s Opoczno. E t h n o ­
g r a p h i s c h e s M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 2235. F o t o K . W e c e l . V e r g r ö s s e r u n g ,

1953.

Abb.

72.

Stickerei

Rzeczyca,

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 2237/20. F o t o K . T r z e b i a t o w s k i , V e r g r ö s s e r u n g ,

genannt

„osywecka"

auf

der Manschette

eines F r a u e n h e m d e s .

Rawa-Mazowiecka. Ethnographisches

Museum in Łódź.
Rzeczyca. Kreis

Abb.

73.

Schultersattel

Abb.

74.

Manschette

eines

Frauenhemdes.

1951.

I n v . N r . 282. F o t o K . W e c e l ,

Rawa

Mazowiecka.

Kreis
1953.

Ethnographisches

M u s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 277.
eines

Frauenhemdes.

Rzeczyca, Kreis R a w a Mazowiecka. Ethnographisches M u ­

s e u m i n Ł ó d ź . I n v . N r . 282. F o t o K . W e c e l , 1953.

91

�Abb.
Abb.

75.
76.

T a f e l I . B a u e r m i t B ä u e r i n u m das J a h r 1920.
T a f e l I I . B r a u t j u n g f e r u n d B r a u t f ü h r e r u m d a s J a h r 1935.

Abb.

77.

T a f e l I I I . Stoffmuster.

Abb.
Abb.
Abb.

78. T a f e l I V . S t o f f m u s t e r .
79. G e b i e t s k a r t e d e r V o l k s t r a c h t O p o c z n o s .
80. G e b i e t s k a r t e d e r V o l k s t r a c h t O p o c z n o s m i t u n t e r s c h i e d l i c h e n

Trachtengruppen.

I N H A L T
V o r w o r t . S . 3. I . D i e V o l k s t r a c h t O p o c z n o s i n der G e g e n w a r t . S. 7. I I . G e s c h i c h t l i c h e r G r u n d r i s s i h r e r
Entwicklung.
zelheiten

S. 10. I I I . F o r s c h u n g s b e r e i c h . S . 16. I V . A l l g e m e i n e s

z u r M ä n n e r t r a c h t . S . 21. V I . A l l g e m e i n e s

F r a u e n t r a c h t . S . 38. V I I I . H e r s t e l l e r u n d Rohstoffe.

zur

zur Männertracht.

Frauentracht.

S.

34.

S . 18. V .

V I I . Einzelheiten

S . 55. I X . V e r z i e r u n g e n : S t i c k e r e i e n , S p i t z e n

Einzur
usw.

S. 60. A n m e r k u n g e n . S. 64. L i t e r a t u r . S . 67. I n h a l t s v e r z e i c h n i s . S. 68. Z u s a m m e n f a s s u n g

i n russischer

S p r a c h e . S . 70. Z u s a m m e n f a s s u n g

in englischer

französischer

S p r a c h e . S . 82. Z u s a m m e n f a s s u n g

i n d e u t s c h e r S p r a c h e . S . 88. K a r t e n .

92

Sprache.

S.

77.

Zusammenfassung

in

�Odmiany peryferyczne

ubioru odróżniały

s i ę od o b s z a r u c e n t r a l n e g o : 1. — w r e j o n i e L u b o c h n i . — g r a n a t o w y m i

s i e r a c z k o w y m i kapotami, k i e c k a m i bez stanika, z a p a s k ą w p r ą ż k i .
kolorowymi

2. — w

lejbikami, sieraczkowymi kapotami, kieckami noszonymi

i bluzkami haftowanymi

rejonie

Smardzewic

—

modrymi

spancerkami,
spancerkami,

do a k s a m i t n y c h g o r s e t ó w , d ł u g i m i z a p a s k a m i , k o s z u l a m i

k r z y ż y k o w y m h a f t e m . 3. — w r e j o n i e O d r z y w o ł u — k i e c k a m i z n a s z y t y m i n i s k o t a s i e m k a m i ,

zapaskami,

koszulami

bez

haftów.

Mapy

rys. K r y s t y n a

Woźnieńska,

Poznań,

1955.

długimi

�PODZIAŁY ADMINISTRACYJNE
TOMASZÓW
KAZ. Qi&gt;

RAWA MAZOWIECKA

Feliksów

0

!ŻYSKO-KAMIENNA
O
'^•S^S»-—-^^ y ^ '

Sierzchowy
•*
i'

Czerniewice

A
1

Kanice

ft.

Brenica
^"•^Da'b™*aWiS,kaWS

Gortaiowice

*' ''..*&lt; , i
I
'

:

y - ' &lt; V ^ V '

v

a

H

'&lt;t

Zdżary
%

Rzeczyca
••
leg Grotowice
}f a p i n i n
l ę g Grotowice
M 6^
• ' Brze^^ol.Gapinin

i

' V

:

.

Domaniewice

1

" '

Rudki

.Sadykierz

V

'••«••••*•... •••••Lubochnia*- KochanówV . .ii »-•
••••,. " •
• «• ;
» "Jasień
•'• . • , ' . ' . V n
•JasieńII '-'••/ ' , ,.',.'&lt;". fi fie
••Albertów
l b e r t ' ó 'w .''. .V" .-"V 7: •
• AAlbertów
Henryków
- W " . \ W .V .

A *

Pcdziałka 1 15C30

'.4*

n

^

NOWE MIASTO

i ^ , ^
.,/?3°™^
//

•

,

m

V

,

'

'

, \\Lubcszewy , \ \ ' ' ^ A ^ ^ ^ ^ ^ y s z e r k a
' V
,«
- - &gt; ^ &gt; \
" V « «
• Królowa Wola , ^A,."
' tli'
'
^ V
^ ^ ^ S p a t a
'::r::jf
Hateyce
'
.
, "1
^ • ; V ^ ^ 1 ^ ? ^
h o w . ó d z Ń ^ f ą S t u d z i a n n a . - : ^ .Srudzewice
Wys^in^f
TOMASZÓW MAZ.y a J-Ciebiowice ^ - ^ 3 ^ - 5 ® « -&gt;
-Poświętne
„
e
Odrzywół/*
, ' . ,ixBiało- /
. .
7. " . T ^
'«-«•«•«
,
-: " Ossa
»
»(f
^ B i a ł o - *y * •'• •
'
•'•
Kamienna Wola v»
c

i

ń

J ;A

l m i n v
w

q H

^

Klwów

w

9

-

# T ^ « 5 s « s r ' Sługocice ,
.;• NagórzycelS
'N-'«'
"|j

• - -i / ,

,\\\\\V".\V „

' Gielzów

:

!

„

Kadź

\%

&lt;f : A^J¡r» " ńu "'
« ' '-. * ' ? , • • • . ' . • • • • • •
» °
/f
~ \ ' Dąbrowa V^ntotriów«' • .Daborzyczka'. ' , ' . ' . ' ' W
Zdżarya Kd.Domaszno J \
i.'.*Vr
" ' * " / , " , » . •
o
'«Deba
i. •*••••",'•"••'
..-.••'• •• , "Zardki
&lt;¡
#/Tresta Rządowa." • • •
.
Kraśnica '
' '''^m^^^Załjościele^jezna
mierowice r
V .
•
o' '
&gt;• Olszowice Wincentynow
•
Idzikowice /l^&lt;3{
\Drzewica
.: ' &lt; - ' X &gt; ^ — Twarda
Twarda Uwel
UWel ». ,
„MAHTTOWOL
i / r , © r r. ,
Q-,
,V
a
wModrzewek
Kruszewiec
• * ' B r a t k ó .w •
rt" "" / •
"• " l ^ a o Wola Gałecka Gałki
Ltaow
l
swierczyna
Strzyżów
Zachorzyn
Kamień
Modrzew;.
' .
'Celestynów . , * • ; • **«&gt;»^V
Sobawinv A ' * Brzustowiec
•
' '
fe
• Szadkowice
# ' \ * Krzczonów
e
Dieliny
bZarzecin, "
.•
• l Zameczek J l ^ * ^ ^
Jastrząb
¡a'
Kumce Butow.ec Międzybórz ) , •
k.J^SS-***
v
Gielniów
Solek ^
Janików
o Małe Końskie
|Sławno •
^ " ^ l a Załężna
6
e^Bielowice \
e
B
Januszewice 's':'Biogie
Gorzałków
/^ożanna §
Kraszków
Brzezinki
•"•
Goździków
Smogorzów
%-'Grażewice —'¿""mipf '
^Mniszków
/ a

s

a

m

r

m

a

r

e

l e

d

n

m e r o w

e

1

a a u £

e

u u i K

R u s | R Ó W

KoLLibiszów

z

e b i n a

J e l n

B

a

e

3

^

SULEJÓW

Prz
musów? Wola" «' ś" " ^
Przymusowa^A/ola

w l e r c z y n a

;

LT ^ ™ . ,
0gonow¡ce

Skrzyńsko

6 Adamów

Przysucha

Psary %J¿achorzów - Ostrów ysitowa^i^
. Dąbrowo

, Piaski

)&lt;•

°Aifonsów
•Paradyz

M j e ( j 2 n a

•

:•

,'

• Zarnóvi/^

\ Skórkowice
; rs
o

!

i.

.-.

^"N^

• Wąglany
•/
Drewniana&gt;
' „-Miedzna
.
• '
Białaczów

M u r o w a f ł a &gt;

• i".

Topolice

i

I.

A- •

.',

(

" •.

Ci.--'», ' /

. . • • - - , / . A-

ii.;"'"'-

KOŃSKIE

ZASIĘG UBIORU OPOCZYŃSKIEGO
granica powiatu współczesna
granica powiatu z XVI w. wg. Arnolda
granica kasztelanii wolbr. w wieku wg. Arnolda
mmmm granica plemienno szczepowa wg. Leskiego
przybliżone granice zasięgu ubioru
opoczyńskiego pod koniec XIX wieku
OPOCZNO miasta powiatowe
a
miejscowości badane przez autora
miejscowości wymienione w pracy
na podstawie literatury
g
miejscowości wymienione przez Kolberga
w rozdziałach o ubiorze
Podzialka 1:300000
1

0 1 2

3

4

5 6 7 8 Km.

J

�A T L A S P O L S K I C H STROJjÓW L U D O W Y C H
składa się z szeregu monografii obejmujących wszystkie typy
strojów ludowych z całego obszaru Polski.
obejmuje 5 części. W skład każdej z nich wejdą zeszyty zawierające
monografie poszczególnych strojów.

Dotychczas ukazały się drukiem następujące monografie:
Część

I . POMORZE:
1. Agnieszka Dobrowolska — Strój pyrzycki.

Część

I I . WIELKOPOLSKA:
1. Adam Glapa — Strój szamotulski,
2. Adam Glapa — Strój dzierżacki,
3. Halina Mikułowska — Strój kujawski.

Część I I I . ŚLĄSK:
1. Tadeusz Seweryn — Strój dolnośląski (Pogórze),
2. Stanisław Bronicz — Strój pszczyński.
Część IV. MAZOWSZE i SIERADZKIE:
1.
2.
5.
4.
Część

Maria Żywirska — Strój kurpiowski Puszczy Białej,
Jadwiga Świątkowska — Strój łowicki,
Jan Piotr Dekowski — Strój piotrkowski,
Janina Krajewska — Strój opoczyński.

V. MAŁOPOLSKA:
1.
2.
3.
4.
5.

Roman Reinfuss — Strój Górali Szczawnickich,
Franciszek Kotula — Strój rzeszowski,
Franciszek Kotula — Strój łańcucki,
Janusz Świeży — Strój krzczonowski,
Edyta Starek — Strój spiski.

W druku znajdują się:
Część

I I . WIELKOPOLSKA:
4. Adam Glapa — Strój lubuski

Część I I I . ŚLĄSK:
3. Longin Malicki — Strój Górali Śląskich.

�A T L A S P O L S K I C H STROJÓW
Z a s i ę g i u b i o r ó w w monografiach

o p u b l i k o w a n y c h : 1. S t r ó j

LUDOWYCH
Górali

S z c z a w n i c k i c h . 2. S t r ó j

dolnośląski

( P o g ó r z e ) , 3. S t r ó j r z e s z o w s k i , 4. S t r ó j s z a m o t u l s k i , 5. S t r ó j k r z c z o n o w s k i , 6. S t r ó j k u r p i o w s k i P u s z c z y
B i a ł e j , 7. S t r ó j ł o w i c k i , 8. S t r ó j d z i e r ż a c k i , 9. S t r ó j k u j a w s k i ,
12. S t r ó j p s z c z y ń s k i , 13. S t r ó j p y r z y c k i .

10.

Strój

spiski,

14. S t r ó j ł a ń c u c k i , 15. S t r ó j

11.

Strój

opoczyński.

piotrkowski,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5876" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5856">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/954ebaf31088aff35f03403dd551824c.pdf</src>
        <authentication>649529f2e6ecb1153c1101a7e7f6a380</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70090">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2469</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70092">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70093">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.46-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70094">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70096">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70097">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70098">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu
Monika Sznajderman

Historycy kultury dawno już zauważyli, że w społeczeń­
stwach europejskich, nawet tych wysoko rozwiniętych, funkcjo­
nują takie same mechanizmy, dotyczące zjawisk uważanych za
sakralne, jak w społeczeństwach, które były domeną badań etnologicznych i religioznawczych: społeczeństwach prymitywnych,
plemiennych, „bez historii i pisma", w cywilizacjach, jak je na­
zywa Claude Leuvi-Strauss, „zimnych". Dotyczy to między in­
nymi zjawisk postrzeganych powszechnie jako nieczyste, zbrukane, hańbiące, a więc, w istocie, sakralne, w odniesieniu do
których nabierają mocy rytualne zakazy.
Do tych fenomenów w społecznym mikrokosmosie należy
także pewna kategoria profesji i rzemiosł uważanych za niegod­
ne, nikczemne, nieszlachetne. W społeczeństwie średniowiecz­
nym, pisze Bronisław Geremek „W kategorii tej znajdowały się
zajęcia związane z krwią (rzeźnicy, kaci, balwierze, chirurdzy),
ze s'miercia i martwym ciałem (grabarze, hycle, garbarze skór),
z brudem i ekskrementami (łaziebnicy, śmieciarze, zajmujący się
także oczyszczaniem kloak), z zaspokajaniem namiętności ciele­
snych (prostytutki i sutenerzy). Oczywista jest tu zbieżność z sy­
tuacjami badanymi przez etnologów, stąd też w ostatnich bada­
niach nad niegodnymi rzemiosłami w s'redniowieczu wskazywa­
no na zakorzenienie motywacji tej ekskluzji w tradycyjnej świadomos'ci odwiecznych tabu."
Do podobnych wniosków doszedł w trakcie swoich badań
Jacques Le Goff. Hierarchia społeczna danego społeczeństwa,
uważa francuski historyk ze szkoły Nouvelle Histoire odzwier­
ciedla jego mentalność i religijny światopogląd. Grupa rzemiosł
niegodnych, omawianych na przykładzie średniowiecznych spo­
łeczeństw zachodnioeuropejskich, jest przy tym, według le Goffa, znacznie szersza niż według Bronisława Geremka. Wyróżnia
bowiem autor Pour un autre Moyen Age obok rzemiosł dla pew­
nych grup społecznych bezwzględnie zakazanych - negotia illicita - także rzemiosła i profesje zwyczajnie niegodne, nikczem­
ne, podłe: inhonesta mercimonia, artes indecorae, vilia officio.
Łącznie, w różnych regionach i w odniesieniu do poszczegól­
nych warstw społecznych tworzą one bardzo szeroką kategorię.
W samej tylko pierwszej linii mieszczą się w niej, obok oberży­
stów, lekarzy, chirurgów, alchemików, magów, żołnierzy, sutenerów, prostytutek, notariuszy i handlarzy - także akrobaci i ku­
glarze, komedianci i w ogóle wszelkiego rodzaju aktorzy. Do
niezwykle żywych w mentalności człowieka średniowiecznego
reliktów starych zakazów, obowiązujących we wszystkich ar­
chaicznych społeczeństwach przedchrześcijańskich i plemien­
nych, dorzuciło swoją własną ideologię chrześcijaństwo; ono
także rozszerzyło listę rzemiosł zakazanych, związanych z po­
pełnieniem jednego z grzechów głównych. I tak na przykład
oskarżenie o lubieżność doprowadziło do potępienia oberży­
stów i właścicieli otoczonych zazwyczaj złą sławą łaźni, kugla­
rzy i żonglerów, oddających się wyuzdanym i obscenicznym
1

2

46

tańcom, właścicieli tawern, w których bawiono się przecież,
tańczono i pito wino, a nawet tkaczy, oskarżanych o to, że z ich
zaopatrzenia korzystały także prostytutki; oskarżenie o chci­
wość doprowadziło do potępienia tak kupców, jak ludzi prawa adwokatów, notariuszy i sędziów, a podejrzenie grzechu leni­
stwa - do potępienia profesji żebraczej. Jeszcze ostrzej ocenia­
ne były zawody, stojące w opozycji do podstawowych tendencji
bądź dogmatów chrześcijańskiej wiary. I tak na przykład gorą­
co potępiano lichwiarzy, gdyż profesja ta zaprzeczała idei bra­
terstwa pomiędzy ludźmi, profesje zbytkowne, gdyż zaprzecza­
ły one zasadzie 'contemptus mundi' czy wreszcie kupców, gdyż
człowiek, zgodnie z chrześcijańskim światopoglądem, winien
pracować i tworzyć na podobieństwo Boga - tak, jak czyni to na
przykład rolnik, czy przynajmniej wytwarzający dobra rzemie­
ślnik. „Jeśli nie można tworzyć, należy przekształcać - 'mutare', modyfikować - 'emendare', ulepszać - 'meliorare'. Stąd
więc potępiony jest kupiec, który nie wytwarza niczego" - pi­
sze Le Goff. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ówczesna kul­
tura była w przeważającej mierze rolnicza i że jeżeli niektórym
rzemiosłom (jak na przykład kowalstwu, złotnictwu czy snycer­
stwu) przypisywano cechy pozytywne, to wynikało to zarówno
z faktu, iż przedstawiciele tych zawdów właśnie przekształcali
materię, jak też z faktu, iż nadal, podobnie jak w społeczeń­
stwach archaicznych, postrzegani byli oni raczej jako czarno­
księżnicy niż jako zwykli rzemieślnicy.
3

Pomiędzy X I i X I I I wiekiem ten wyraźny dotąd podział na
nieliczne profesje szlachetne i nader liczne pogardzane czy zaka­
zane ulega zmianie. Jej przyczyną jest między innymi dokonują­
ca się na chrześcijańskim Zachodzie ekonomiczna i społeczna
rewolucja. Powstają nowe profesje i nowe grupy społeczno-za­
wodowe, a liczba negotia illicita czy choćby tylko inhonesta sta­
le maleje. Zawdzięczamy to w dużej mierze scholastyce, która
przedscholastyczną, manichejską mentalność zastąpiła mental­
nością o wiele subtelniejszą; mentalnością, tworzącą całkiem no­
we podziały. Obok profesji z natury swej (ex natura) godnych
pogardy i potępienia wyróżnia się coraz liczniejszą grupę zawo­
dów potępianych w zależności od okoliczności - ex occasione.
I zjawiskiem pierwszoplanowym jest to, że liczba tych pierw­
szych zmniejsza się nieubłaganie.
Co ciekawe, nie dotyczy to jednak prostytutek i kuglarzy,
którzy należeli do grupy wyłączonej z familia Christi najdłużej.
W X I I I wieku, według Bertholda von Regensburga, to oni wła­
śnie - wagabundzi, błędni wędrowcy, wędrowne ptaki, po łacinie
zwani vagi - byli jedyną grupą, którą chrześcijańska wyobraźnia
zaliczała jeszcze do familia diaboli; grupą podlegającą niemal
całkowitej i bezwzględnej ekskluzji. Grupą szczególnie niebez­
pieczną. Wyjątkiem była tutaj „podgrupa" zawodowa muzyków
-jedyna, która, w przeciwieństwie do wyczyniających nieprzy­
stojne akrobacje linoskoczków i „pasożytujących" na dworach

�błaznów, otaczana była społecznym szacunkiem i uwzględniana
w planach zbawienia.

* **
Zastanówmy się, o czym świadczy fakt tak kategorycznej
i długotrwałej ekskluzji? Otóż świadczy wyraźnie o tym, iż była
profesja błazeńska, bardziej jeszcze niż wszystkie inne, postrze­
gana jako profesja sakralna, fascynująca, ale i budząca lęk. Pro­
fesja ambiwalentna, gdyż - gorąco potępiana - posiadała równie
silną waloryzację pozytywną. Nie przypadkiem przecież pojawia
się w średniowieczu temat kuglarza Najświętszej Panienki;
podobnie jak nie przypadkiem zarówno Św. Franciszek z Asyżu,
jak i w ogóle franciszkanie zyskują przydomek kuglarzy Chry­
stusa i kuglarzy Boga. Jacques le Goff tłumaczy ów paradoksal­
ny fakt chęcią rehabilitacji kuglarza zgodnie ze zmieniającym się
światopoglądem chrześcijańskim, czyż nie trzeba tu jednak ra­
czej dostrzec potwierdzenia tej dawno przez religioznawców od­
krytej prawdy, iż każde zjawisko należące do porządku sakralne­
go, z natury swojej jest zjawiskiem ambiwalentnym: zarówno
niebezpiecznym, jak i dobroczynnym, zarówno skalanym, jak
i poświęconym, zarówno diabelskim, jak i boskim. „(...) 'zbrukane', 'uświęcone' i 'święte' są ze sobą powiązane siecią podziem­
nych odpowiedniości, które być może są nie do zatarcia" - pisał
Paul Ricoeur. Ta, charakterystyczna dla świata kultur archaicz­
nych, ambiwalencja zjawisk sakralnych przetrwała, jak zauwa­
żyli religioznawcy i antropologowie kultury współczesnej, do
czasów dzisiejszych.
4

Ekskluzja błazeńskiej profesji, trwająca w formach bardziej
subtelnych w istocie aż do naszych dni, stawia ją zatem w rzę­
dzie profesji zdecydowanie sakralnych: tyleż hańbiących, co wy­
branych, tyleż kalających, co uświęconych. W rzędzie, innymi
słowy, profesji i w ogóle zjawisk marginalnych, wykraczających
poza świat ludzi z ich ładem i kulturą poza kosmos. Nie przypad­
kiem przecież występuje błazen koło przedstawicieli tylu innych
zawodów, których sakralny charakter znany był od dawna.
Szczególnie istotny jest tu bliski związek z prostytutką, którą, jak
zobaczymy, myśl symboliczna wielokrotnie, w różnych konte­
kstach łączy właśnie z postacią kuglarza (na razie zaznaczmy tyl­
ko, iż obie te profesje łączą „czasoprzestrzenne" uwarunkowania
ich wykonywania: potępiana przez światopogląd chrześcijański
praca w nocy oraz w miejscach „złych" - ex loci vilitate).
Symbolizujące wszystkie te „wyłączone" profesje - święte
i niebezpieczne zarazem, fastus et nefastus - otoczone tabu mo­
tywy: krew, ekskrementy, brud i w ogóle wszystko, co ma zwią­
zek z ciałem i jego wydzielinami, jak na przykład cielesne na­
miętności, kojarzące się z postacią prostytutki i sutenera, czy
bezwstydne akrobacje linoskoczków stają się, zgodnie z katego­
riami myślenia religijnego, znakami świata pozostającego poza
granicami ludzkiego kosmosu: świata chaosu, natury i śmierci,
świata ciemności, poprzedzających pierwsze stworzenie.

* **
Błazen był zatem przy dziele stworzenia i całkowicie się
z tamtych czasów - czasów pierwotnego chaosu - wywodzi.
Można powiedzieć, że jest istotą nieustannie wyciosywaną od
nowa z surowego, nie obrobionego pnia natury. Widać to choćby
w etymologii słowa clown, które pierwotnie, jak podaje słownik
etymologiczny języka angielskiego Erica Partridge'a oznaczało
chłopa, rolnika, śmieszącego mieszkańca miasta, gbura i prosta­
ka, a które w różnych pokrewnych językach wywodzi się z pojęć
określających takie idee, jak gruda ziemi, kloc, bryła, pień
i pniak.
Trafną analizę związku błazna z obrazem chaosu proponuje
w swojej książce The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns
5

and their Audience William Willeford. Oto Charlie Chaplin i Bu­
ster Keaton w roli cyrkowych klownów w filmie Światła rampy ^
Pianista Keaton akompaniuje skrzypkowi Chaplinowi. Martwe
przedmioty buntują się jednak, w dźwiękach brzmi coraz więcej
zgrzytliwych dysonansów, instrumenty przekształcają się w opa­
nowujące człowieka kłębowisko drutów... Dla Willeforda stano­
wi to symboliczny wyraz walki człowieka z wciąż na nowo za­
grażającym mu chaosem. A jednocześnie - utrwalonego już
w kulturze związku pomiędzy błaznem czy klownem a moty­
wem chaosu.
W swoim artykule, poświęconym fenomenologii sakralnej
głupoty, sakralnego szaleństwa amerykański filozof religii Tom
W. Boyd cytuje pisarza Toma Robbinsa, który pisze tak: „Klown
został stworzony z chaosu. Jego pojawienie się jest obrazą dla
naszego poczucia godności, jego czyny kpiną z naszego poczu­
cia ładu. Klown (wolność) jest zawsze ścigany przez policjanta
(władzę). Klowni są zabawni właśnie dlatego, że ich działania
prowadzą do krótkich przebłysków wesołego bałaganu, po
którym następuje druzgocący odwet ze strony 'status quo'. Bawi
nas, gdy obserwujemy, jak beztroski klown łamie tabu; przeraża,
gdy widzimy, jaki jest dziki i wolny; odzyskujemy pewność sie­
bie, gdy widzimy go pokonanego i gdy z powrotem przywróco­
ny jest ład. Pomimo wszysto jesteśmy w stanie tolerować wol­
ność tylko do pewnych granic."
7

Błazen, cyrkowy klown bywa zatem zarówno twórcą, jak
i ofiarą chaosu - swej własnej kreacji. Jego kontakty z chaosem,
przyjmujące często formę zabawy (nawet, gdy pada on tego cha­
osu ofiarą), odbierają jednak temu wrogiemu żywiołowi jego
zwykły złowieszczy ciężar i stają się grą niewykorzystanymi
możliwościami - pomimo groźby, iż przyjmą one formę niespo­
dziewanie wrogą; pomimo groźby, iż chaos może przerwać tamę.
„Ludzkość - pisze Tom W. Boyd - nie toleruje chaosu, a jednak
klowni sprawiają, że jawi się on jako konieczne dopełnienie ła­
du, nie zaś jego wróg (...). W uderzającej pracy Order out oj
Chaos Ilya Prigogine [Prigożyn] i Isabelle Stengers ukazują, że
w świecie fizyki i chemii ład i chaos są swymi wzajemnie nie­
zbędnymi korelatami. Klowni ukazują to samo w odniesieniu do
ludzkiego życia."
Niejednoznaczność stosunku błazna do chaosu - fakt, iż by­
wa on zarazem jego ofiarą i instynktownym wrogiem oraz twór­
cą - wytłumaczyć można, sądzi Willeford, tym, że błazen jest
istotą pozbawioną tożsamości; wyraża to nawet etymologia tego
pojęcia. Łacińskie follis, od którego pochodzą francuskie okre­
ślenie fou i angielskie the fool oznacza wszak zarówno gadułę
i frazesoficza, jak też - miechy. Liczba mnoga zaś -folles - zna­
czy ni mniej, ni więcej, tylko nadęte policzki. Słowo bufon z ko­
lei wiąże się blisko z włoskim buff are, co oznacza „dmuchać".
Błazen ulepiony jest z wiatru - prastarego symbolu ducha.
Odznacza się zatem właściwą duchowi wolnością i nieprzewidywalnością, ale jednocześnie - podobnie jak on - nie ma celu
i kierunku, nie ma ciężaru ani znaczenia. „Podobna wiatrowi na­
tura błazna - pisze Wielleford - rozprasza rzeczy i sensy, ale
w tym zamieszaniu odsłania prześwity tego, co znajduje się na
przeciwległym w stosunku do ducha biegunie: naturę z jej wła­
snymi celami i instynktowną inteligencją, która, tak jak duch, nie
ma związku z racjonalnym rozumowaniem." Do związku posta­
ci błazna z naturą powrócę za chwilę.
8

9

* **
Elementy symbolicznego chaosu zachowały się po dziś dzień
w stroju błazna, klowna (zwłaszcza cyrkowego klowna Augusta),
arlekina, a także w niektórych tendencjach w zakresie mody,
charakterystycznej dla pewnych środowisk twórczych - do sym­
bolicznego chaosu nawiązują na przykład niesymetryczne, pstro­
kate wzory kostiumów i ubrań. Najwcześniejszy model błazeń-

47

�skiego kostiumu charakteryzował się włas'nie mnogos'cia niere­
gularnie rozmieszczonych różnobarwnych łat. Ten charakter
stroju odpowiadał dokładnie pierwotnej naturze błazna i arleki­
na: naturze tricksterskiej, amorficznej, chaotycznej. „Można do­
strzec - pisze Willeford - iż typowe błazeńskie kostiumy oscylo­
wały pomiędzy pokracznos'cia (pozostającą w harmonii z pocho­
dzeniem słowa clown) i bezsensowną dysharmonią a formami
zrównoważonymi. Niezgrabnym charakterem zasłynęły stroje
wielu cyrkowych klownów (...). Luźne workowate spodnie Char­
lie Chaplina i jego bezkształtne buty mają swych przodków
w strojach klownów elżbietańskich (...). Pstrokacizna średnio­
wiecznych błaznów, figur z karnawałowej procesji i wielu klow­
nów cyrkowych oznacza podstawowe zróżnicowanie pierwotnej
bryły, zewnętrzną formę, w jakiej przejawia się chaos, gdy
zwrócimy na niego uwagę."
10

Obok pstrokacizny różnobarwnych łat, plam, skrawków i re­
sztek materiału, zauważa Willeford, innym przejawem groteski,
która jest symbolicznym odzwierciedleniem s'wiata chaosu, bra­
mą, przez którą wkracza on w s'wiat kosmicznego ładu, są wszel­
kie rażące dysproporcje - nie tylko w kostiumie, także w budo­
wie ciała i ogólnym wyglądzie błaznów. Wszystkie, tak częste
deformacje i niedoskonałości, jak chromosć, garb, szczególnie
wyeksponowany fallus czy wreszcie niedorozwój umysłowy,
wiążą się z miejscem groteski w symbolicznym obrazie tamtego
s'wiata i z sakralną aurą, jaka zawsze, we wszystkich kulturach
od archaicznych aż po współczesne otaczała „innych".
Co ciekawe, w każdej epoce mamy też do czynienia z podob­
nym procesem, w którym upatrywać należy chyba uporczywej
chęci powrotu do prapoczątków. Otóż z chwilą, gdy przedstawi­
ciele kolejnego pokolenia kuglarzy stopniowo nabierali ogłady,
a ich strój elegancji i harmonii, natychmiast pojawiały się obok
nich postaci od nowa nawiązujące do owego mitycznego, pierw­
szego okresu: strojem, niezdarnos'cia i nieokrzesanym, gburowatym zachowaniem. Taką postacią był klown z angielskiej arlekinady, który narodził się w reakcji na stopniowe wygładzanie się
postaci arlekina; taką postacią był też august, który dal początek
bohaterom pierwszych filmowych burlesek. Można powiedzieć,
innymi słowy, że kiedy w kostiumie przeważać zaczynają wzory
geometryczne, a zachowanie błazna nabiera subtelności i ele­
ganckiego wyrafinowania, jestes'my już s'wiadkami symboliczne­
go procesu wyłaniania się kosmosu z chaosu; z procesem krysta­
lizowania się kosmicznego ładu; z przypieczętowaniem dokonu­
jącego się aktu stworzenia s'wiata w miniaturze.
Aż po dziś" dzień przetrwały także, zarówno w stroju, jak też
w związanej z błaznem obrzędowości elementy „zwierzęce". Za­
chowane w kostiumie skrawki futra, pióra i pierze to pozostało­
ści po częstych w kostiumach błaznów średniowiecznych kogu­
cich grzebieniach czy lisich ogonach, a - idąc dalej - po dualnej,
zoo-antropomorficznej naturze błazna. W XI-wiecznych karna­
wałowych przedstawieniach synonimami określenia „błazen"
były: cielę, małpa, osioł, s'winia. Błazen, twierdzi Barbara Swa­
in, symbolizuje tę najbardziej podstawową biologiczną mądrość,
którą ludzie dzielili niegdyś' razem ze zwierzętami."
Wszyscy pamiętamy wieńczące film Josefa von Steinberga
Błękitny Anioł żałosne „kukuryku" przemienionego w klowna,
do cna os'mieszonego i upokorzonego profesora Unrata. Dzieło
Sternberga, dla którego literackim pierwowzorem był Profesor
Unrat Henryka Manna (choć w rzeczywistości o wiele bliższe
wydaje mi się ono, o dziwo, Luizce - opowiadaniu jego słynne­
go brata) wpisuje się w długą tradycję, ukazującą błazna wlas'nie
jako taką dualną, z pogranicza natury i kultury, istotę.
Na potwierdzenie przypomnijmy choćby niemiecką metafo­
rę, używaną dla określenia kogoś' szalonego: Er hat einen Vogel,
co dosłownie tłumaczy się jako 'mający ptaka'. Przypomnijmy
niezliczone, zdobne kogucim grzebieniem błazeńskie postaci od
dramatu antycznego poprzez średniowiecze, teatr elżbietański
48

(błazen króla Leara!) aż do tych, którzy, długo po oficjalnym za­
niknięciu funkcji błazna dworskiego, kogucim pianiem obwie­
szczali w pałacach i zamkach kolejne godziny dnia i nocy. Przy­
pomnijmy głęboko w języku i folklorze zakorzenione skojarze­
nie koguta, błazna i elementu fallicznego (por. choćby popularne
określenie fallusa jako ptaka), co wiąże w się z wiarą w głęboko
erotyczną naturę tak jednego, jak drugiego. Przypomnijmy
wreszcie związek błazna także z innymi ptakami: sową (vide po­
stać Tilla Eulenspiegla i w ogóle cała literatura sowizdrzalska),
gęsią (starym symbolem chaosu, ale i wtajemniczenia; w Polsce
okresu odrodzenia przydomek lub nazwisko nadawane zwycza­
jowo dworskim trefnisiom), czy wreszcie z ptakiem o niezwykle
bogatej otoczce mitologicznej - lelkiem. Temu też ostatniemu
pos'więćmy chwilę uwagi, bowiem w strukturze jego mitu wyra­
źnie odzwierciedla się także struktura mitu błazeńskiego.
Jako bohater analizowanej przez Claude Levi-Straussa mi­
tycznej opowieści indiańskiej (zarówno Indian Ameryki Połu­
dniowej, jak i Północnej), charakteryzuje się lelek wieloma ce­
chami, które pozwalają porównać go wlas'nie z błaznem, zakre­
ślić właściwe dla tego ostatniego pole skojarzeń i pokrewieństw
mityczno-symbolicznych oraz uchwycić wiele cech dla niego
znamiennych. Pozwalają, mówiąc krótko, ukazać jego sakralny,
marginalny i mediacyjny charakter.
Spójrzmy przede wszystkim na etymologię słowa „lelek".
W językach romańskich i germańskich nazwy wyraźnie związa­
ne z łacińskim terminem naukowym Caprimulgus nawiązują do
wyglądu ptaka (franc. Crapaud Volant, akcentujące wielki
dziób), do jego obyczajów (niem. Tagschlafer, oznaczające tego,
który sypia w dzień; franc. Coche-Branche, podkreślające oby­
czaj spania w dzień na gałęzi w pozycji pokrywającego kurę ko­
guta czy też franc. Hirondelle de nuit - jaskółka nocy), do wyda­
wanych przez niego odgłosów (ang. Poor-will,
Whippoorwill,
niem. Wehklage - bolesny krzyk), ale także do związanych z nim
wierzeń demonologicznych: niem. Totenvogel oznacza ptaka
s'mierci, sens pojęć Hexe i Hexenfuxhrer zawiera się w obrazie
czarownika i przywódcy czarowników, a pojęcia takie, jak Kindermelker, Ziegenmelker czy Kuhsauger zdradzają wiarę w to, iż
lelek, na podobieństwo czarownic w folklorze europejskim, idzie
nocą siadami kóz czy krów, doi je i wysusza. Wystarczy przywo­
łać tu również polską nazwę „kozodój", ale także, dostrzeżone
zarówno przez Aleksandra Brucknera, jak i innych badaczy sło­
wiańskiej demonologii , skojarzenie ptaka wróżebnego lelka
(leleka, łełeka) z wampirami, upiorami, strzygami, czartami
i s'miercia.
W językach słowiańskich, pisze Levi-Strauss, są prócz tego
w użyciu terminy leletik, lelejek czy wreszcie lelek, wywodzące
się od starożytnego czasownika leleti, lelejati (potknąć się, ba­
lansować), a oznaczające figurę niezwykle bliską figurze błazna:
figurę niezgrabiasza, głupca, „nic dobrego", ladaco.
Pole semantyczne lelka odsłania zatem obraz, w centrum
którego odnajdujemy takie motywy, jak „odwrotne" obyczaje
ptaka, który sypia w dzień, działa nocą i nigdy nie buduje gniazd,
jego wróżebny charakter i związek z demonologią ludową. Jest
lelek ptakiem fantomatycznym, tajemniczym i żałobnym, o sa­
motniczym usposobieniu. Jest ptakiem, którego - co znamionu­
je szczególnie wielki dziób - cechuje żarłoczność, zazdrość
i chciwość - także na tle seksualnym. Z dawien dawna przypisy­
wano mu, podobnie jak wszelkim postaciom błazeńskim, roz­
wiązłe i rozpustne usposobienie i porównywano jego dziób do
fallusa i pochwy. Warto tu przy okazji nadmienić, że zapewne nie
bez symbolicznego znaczenia jest fakt, iż po japońsku słowo yotaka oznacza zarówno lelka, jak i prostytutkę niskiej kategorii
(taką, która oddaje się swoim klientom wprost na ziemi i błyska­
wicznie zagarnia pieniądze). O związkach błazna z prostytutką
mówiłam już wyżej, dodajmy zatem jeszcze tylko, iż - jak wy­
kazała na przykładzie Moll Flanders Daniela Defoe Edith K e m
12

13

14

15

�- jest prostytutka, podobnie jak lelek i błazen, postacią klasycz­
nie tricksterską, marginalną, „wyłączoną". Jest wreszcie lelek last but not least - symbolicznym odzwierciedleniem figury niezgrabiasza - głupca - nicponia - błazna.
Levi-Strauss trafnie zauważa, że mitologia lelka wiąże się
z wielkimi mitami kosmogonicznymi ludzkości, w których wy­
stępuje on w roli boskiego szelmy, trickstera, herosa kulturowe­
go wreszcie; dwuznacznego przyjaciela ludzi, który - niczym
Prometeusz czy Hermes - wykrada bogom ogień i przynosi go
w darze na ziemię; który nieustannie oszukuje tak bogów, jak
i ludzi i sam jest przez nich oszukiwany.
Jest istotą pełną ambiwalencji i wewnętrznych antynomii:
wspaniałomyślności w uczynkach towarzyszy skrajny egoizm,
a ogień, który przynosi w darze, może być zarówno dobry, „ku­
chenny" - wówczas, gdy pochodzi z dzioba ptaka, jak i niszczy­
cielski, zły - gdy pochodzi z odbytu. Jest ptakiem mediacyjnym,
utrzymującym kontakt zarówno z niebiosami, jak i z podzie­
miem; bywa posłańcem bogów, choć równie często porównuje
się go ze starymi bóstwami chtonicznymi (chętnie zamieszkuje
pieczary). Wciela w siebie dusze zmarłych przodków, by nieść
ludziom wieści od nich, potrafi leczyć wrzody, niczym europej­
scy władcy w niegdysiejszej „królewskiej" mitologii, a z drugiej
strony - wierzy się, że przybywa z podziemi, by wysysać z żyją­
cych krew.

***
Co wiemy zatem do tej pory o błaźnie? Otóż to, że jest on
istotą marginalną, „wyłączoną", sakralną; że należy do czasu
prapoczątków ludzkiego kosmosu; że fascynuje, ale jednocze­
śnie budzi głęboki lęk. Że jest człowiekiem albo zwierzęciem,
choć bywa, że ma mieszaną, boską, zoo- i antropomorficzną na­
turę. Dodajmy teraz, że jest też, jak lelek, istotą wewnętrznie
sprzeczną, dobrą albo złą, albo i taką, i taką, boską lub diabelską,
albo i jedną, i drugą. Jest zawsze kimś' obcym, outsiderem w kul­
turach dawnych i w kulturze dzisiejszej, mediatorem, dokonują­
cym nieustannych przejść pomiędzy rozmaitymi stanami i s'wiatami: pomiędzy tym i tamtym światem, pomiędzy kosmosem
i chaosem, pomiędzy życiem i śmiercią, mądrością i głupotą,
kulturą i naturą, duchem i ciałem, pomiędzy s'wiatem niebiań­
skim, chtonicznym i ludzkim. Jest postacią komiczną, choć mo­
że też być s'miertelnie poważny, a nawet złowrogi. Niesie lu­
dziom pomoc, choć bywa także, że i zgubę. Jego żarty mogą
mieć lekkos'c psoty dziecka lub ciężar złowieszczego uczynku.
Stosunek fou du roi do swego władcy może być stosunkiem mą­
drego nauczyciela do ucznia, ale może również zawierać w sobie
nasienie i grozę buntu, którego celem jest jak najpoważniejsza
w skutkach rewolta i , zgoła nie karnawałowe, odwrócenie po­
rządków; w istocie więc nowa demiurgia, naśladująca pierwotny
akt stworzenia. Wiek X X tej właśnie demiurgicznej/łżedemiurgicznej cesze błazna nadał szczególne znaczenie.
Pochodzenie wszystkich tych błazeńskich cech sięga opowies'ci o pierwszych mitologicznych łotrzykach, którzy obecni byli
przy dziele stworzenia - o boskich, ludzko-zwierzęcych tricksterskich herosach mitologii greckiej, rzymskiej, semickiej, ja­
pońskiej, australijskiej, skandynawskiej, mitologii indiańskiej,
syberyjskiej i wielu innych; o wszystkich tych panach sztuki
i kultury, dwuznacznych przyjaciołach i dobroczyńcach ludzkos'ci, złodziejach boskich tajemnic, nauczycielach rozmaitych
kunsztów i rzemiosł. W każdej mitologii istniał przecież jakiś'
sprzeciwiający się najwyższemu bogu i wiecznie krzyżujący je­
go plany młodszy brat lub syn - Hermes czy Prometeusz z mito­
logii greckiej, rzymski bóg Merkury, skandynawski Loki, poline­
zyjski Maui czy wreszcie zwierzęcy bohaterowie mitologicznych
cykli indiańskich i syberyjskich: Kruk, Kojot, Jaguar czy wre­
szcie omówiony już, szczególnie blisko z błaznem spokrewnio­

ny ptak nocy - lelek. Związek postaci trickstera z postacią bła­
zna został już wielostronnie i wyczerpująco omówiony przez
wielu badaczy ; dla potrzeb niniejszej pracy pozostaje zatem
wyeksponowanie tych cech i funkcji tricksterskich bohaterów,
które mogą okazać się istotne dla dalszych rozważań nad współ­
czesnym mitem błazna.
16

Trickster z mitologii indiańskiej, boski szelma i heros kultu­
rowy religii greckiej czy rzymskiej, wszyscy ci dalecy przodko­
wie i krewni błazna dali bowiem początek treściom obecnym
i w jego dzisiejszej mitologii, w formach przejawiania się błazeńskiego fenomenu w myśli popularnej i „wysokiej", w wyo­
braźni literackiej, filmowej i ludycznej. Wszystkie treści - do­
słowne bądź metaforyczne - jakie wiążemy dzisiaj z postacią
błazna, wywodzą się z pierwotnego mitu - mitu o narodzinach
świata i kultury, o czasach, gdy chaos przemieniał się powoli
w nowy, kosmiczny ład. Błazen jako bóg, demiurg, bądź też łżedemiurg, czy wręcz diabeł w kręgu kultury chrześcijańskiej, bła­
zen jako mędrzec, podający ludziom „duchowe wino prawdy"
czy jako sowizdrzalski bohater literatury pikarejskiej - te wszy­
stkie jego wcielenia miały swoje prefiguracje już w mitologii kosmogonicznej. Mitologia artysty jako błazna wiąże się z zawar­
tym implicite w starych mitach ciągiem symbolicznych skoja­
rzeń: trickster - wiedza tajemna - dar ognia - garncarstwo - ko­
walstwo - narodziny człowieka jako twórcy - początki cywiliza­
cji i kultury. Mitologiczni herosi uczyli ludzi sztuk i kultury,
uczyli medycyny i umiejętności patrzenia w przód, uczyli two­
rzenia, uczyli wreszcie tego, co Hans-Georg Gadamer nazwał
„zdolnością r a d z e n i a sobie" , który to przywilej ofiarowali
ludziom wbrew woli bogów. Mit artysty i twórczości bez granic,
którego realizacją stała się współczesna mitologia tego dalekie­
go potomka mitycznych herosów - błazna, klowna, linoskoczka,
kuglarza - podejmie w pełni epoka romantyczna, a jeszcze wcze­
śniej Goethe, który ideał twórcy dostrzeże w postaci tytana Pro­
meteusza. Błazeńskie tworzenie - podobnie jak czyny wszyst­
kich tricksterskich herosów kulturowych - jest przy tym zawsze
twórczością dwuznaczną: może bowiem oznaczać twórczość
wznoszącą się na szczyty geniuszu, wyrażoną w tak ulubionym
przez romantyków wizerunkiem wzbijającego się w przestworza
linkoskoczka, lub - twórczość oznaczającą ciemne paktowanie
z mocami podziemi i sprzeciwianie się zamysłom boga.
17

Na początek przypomnijmy jednak krótko, co właściwie
oznacza pojęcie „trickster". Za Paulem Radinem i jego klasycz­
nym dziełem The Trickster. A Study in the American Indian My­
thology with Commentaries by Karl Kerenyi and C.G. Jung *
scharakteryzujemy tę zagadkową figurę jako klownowską postać
o merkurycznej zmienności i nieprzewidywalności, na poły zoo,
na poły antropomorficzną; postać, która jest ucieleśnieniem
wszelkich sprzeczności: zarazem daje i odbiera, tworzy i niszczy,
oszukuje i pada ofiarą oszustw. Postać wreszcie, która nie wie, co
to dobro i zło, choć i za to, i za to jest odpowiedzialna, która za­
tem, z racji swego archaicznego rodowodu, wyprzedza wszelką
etykę. Trickster bywa negatywnym, demonicznym bohaterem,
ale też zbawcą ludzkości, a nawet świętym. Zauważył to Carl
Gustaw Jung, a także Norman O. Brown, który na marginesie
swych rozważań o boskim złodzieju Hermesie trafnie oceniał tę
niezwykłą rozpiętość tricksterskiej mitologii. Pisał on między in­
nymi, że „w zależności od uwarunkowań historycznych postać
trickstera ewoluować może w stronę tak różnorodnych figur, jak
figura Najwyższego Boga, demiurga, pozostającego w zdecydo­
wanej opozycji do mocy niebiańskich, demona na wszelkie moż[

49

�liwe sposoby sprzeciwiającego się stwórcy, posłańca i mediatora
pomiędzy bogami i ludźmi, lub w stronę postaci czysto pukowskich bohaterów komicznych opowiadań" . Tak wlas'nie jest
i w mitologii Hermesa. Jego, wywodząca się z Odysei standardo­
wa rola była rolą posłańca i mediatora; w opowieści o Pandorze
pióra Hezjoda pełnił funkcję węża w ogrodzie Edenu; w Homeryckim Hymnie buntował się przeciwko niebiańskim porządkom,
a od czasudo czasu występował i w czysto komicznej, pukowskiej roli (jak na przykład wówczas, kiedy kradł kąpiącej się
matce ubrania).
Uniwersalność tricksterskiej mitologii od dawna fascynowa­
ła i zastanawiała religioznawców i etnologów. Bo prócz tego, że
istniał mit trickstera w s'wiecie plemiennych cywilizacji obu
Ameryk, prócz tego, że odkrywano tę postać i w kręgu kultur ar­
chaicznych, w Australii i Azji, spotykano ją także całe wieki
później, aż do dnia dzisiejszego : w dramatach Moliera, powie­
ściach Defoe, historiach o Dylu Sowizdrzale i w ogóle całej pikarejskiej literaturze, w chaplinowskiej burlesce, postaci cyrko­
wego klowna i bardzo wielu dawnych i współczesnych dziełach
sztuki literackiej i filmowej aż po klasycznie tricksterską postać
McMurphy'ego z Lotu nad kukułczym gniazdem Kena Keseya
i Milośa Formana, mądrego lisa Franky Furbo z jednej z ostat­
nich powies'ci Williama Whartona czy wreszcie - o paradoksie!
19

20

- Oskara Schindlera w świetle jego legendy, wykreowanej przez
książkę Thomasa Keneally i film Stevena Spielberga. Przykłady
można by zresztą mnożyć w nieskończoność.
Radin uważa, iż niewiele mitów ma zasięg równie szeroki;
w niewielu przypadkach możemy także z równą pewnością po­
wiedzieć, iż mamy do czynienia z jedną z najstarszych form
ludzkiej ekspresji. Carl Gustaw Jung widzi w figurze trickstera
psychologem, archetypiczną strukturę psychiczną, sięgającą naj­
wcześniejszych stadiów psychiki, która dopiero wyszła z etapu
zwierzęcego. Tym, co w niej najistotniejsze, jest jej niezróżnicowana, wewnętrznie sprzeczna natura. Rysy trickstera rozpo­
znać można, według niego, zarówno w średniowiecznym wyo­
brażeniu diabła jako simia dei („Bożej małpy"), jak też - w jego
folklorystycznych przedstawieniach jako wiecznie oszukiwane­
go prostaczka i głupca. Odszukać je można zarówno w mitologii
greckiej, jak i , przede wszystkim, rzymskiej: Merkury był we­
dług szwajcarskiego psychoanalityka jeszcze starszym odpowie­
dnikiem typowo tricksterskiego bóstwa Hermesa. Merkurego
(także tego z tradycji alchemicznej) z Hermesem i innymi kla­
sycznie tricksterskimi postaciami znanymi z mitologii różnych
kultur i z folkloru europejskiego (w tym z bohaterami wielu ba­
śni, jak np. z Tomciem Paluszkiem czy Głupim Jasiem) łączy
m.in. upodobanie znajdowane w szelmowskich żartach i złośli­
wych psotach, umiejętność transformacji w najprzeróżniejsze
postacie, dualna-bosko-zwierzęca natura, dwuznaczna pomoc
udzielana ludzkości poprzez kradzież należących do boga (smo­
ka, czarownicy etc.) tajemnic (a wśród nich przede wszystkim ta­
jemnicy ognia) i bliskość z figurą cierpiącego Zbawiciela.
21

Trickster, pisze Jung, jest „prymitywną, 'kosmiczną' istotą
o bosko-zwierzęcej naturze, z jednej strony przewyższającą czło­
wieka swymi nadludzkimi właściwościami, z drugiej - niższą od
niego, gdyż pozbawioną rozumu i świadomości. Z powodu nie­
zwykłej niezdarności i braku instynktu nie może także równać
się ze zwierzętami." Ta prymitywna, „kosmiczna" istota wpisu­
je się, z powodu swej niezwykłej atrakcyjności, jaką miała i ma
nadal dla świadomości i podświadomości współczesnego czło­
wieka, w strukturę długiego trwania, czytelną w mitach, legen­
dach, baśniach i obrzędach, a także literaturze i filmie. „W opo­
wieściach pikarejskich, w obrazie karnawałowych hulanek, w re­
ligijnych i magicznych rytuałach, w religijnych lękach i uniesie­
niach człowieka, w mitologii wszystkich czasów straszy cień
trickstera czasami w formie wyraźnie rozpoznawalnej, a czasami
- pozornie zmienionej." Na pierwszy rzut oka, twierdzi Jung,
22

23

50

tzw. cywilizowany człowiek zapomniał o tricksterze. Kulturowa
pamięć o nim jest jednak wciąż żywa, powracając w formie obra­
zów metaforycznych i symbolicznych, jak na przykład wówczas,
gdy mówi się - jakże przecież często - o płatającym złośliwe f i ­
gle losie.
I może właśnie dlatego we współczesnej metaforze, wypo­
wiadającej doświadczenie błazeństwa, Pan Bóg - lub właśnie los
- tak często przyjmują postać trickstera.

***
Przyjrzyjmy się teraz dokładniej analogiom pomiędzy tymi
dwiema kluczowymi figurami: figurą błazna i figurą trickstera.
Marginalnej, sakralnej figurze błazna odpowiada takaż natura je­
go mitycznego przodka, choć przecież co do boskości tego dru­
giego istniały wśród badaczy liczne wątpliwości. Gwoli ścisłości
wypada zatem choćby marginalnie o nich wspomnieć.
Najprecyzyjniejszy wyraz dał i m Paul Radin, drobiazgowo,
na przykładzie wielu indiańskich mitów, porównując i analizując
rozmaite wersje opowieści o zwodzicielu. Rzecz bowiem w tym,
iż daleko nie wszystkie chciały widzieć w nim istotę boską, cha­
rakteryzującą się boskością tak oczywistą, jak na przykład boskość Hermesa. Większość zgadzała się co do tego, że jest tric­
kster zarazem herosem kulturowym i bufonem, ale - czy jest
przy tym bóstwem? Czy, mówiąc inaczej, boskość trickstera na­
leżała do rdzenia pierwotnej, oryginalnej wersji jego mitu, czy
był on pierwotnie bogiem o dualnej: twórczo-niszczycielskiej,
duchowo-materialnej naturze, czy też jego boskość jest sprawą
wtórną: późniejszą interpretacją plemiennych teologów?
W jednym z mitów Indian Winnebago Stwórca mówi do trick­
stera Wakdjunkagi (co oznacza, notabene, wariata i błazna) tak:
„Pierworodny, jesteś najstarszym spośród wszystkich mych
stworzeń. Obdarzyłem cię dobrą naturą: uczyniłem cię istotą sa­
kralną. Posłałem cię na ziemię, byś tam pozostał, a ludzie słucha­
li się, szanowali i byli ci posłuszni, tak, byś mógł uczyć ich, jak
zapewnić sobie szczęśliwe życie. W tym celu cię stworzyłem.
To, co zdarzyło ci się, gdy osiągnąłeś już ziemię, zawdzięczasz
samemu sobie. To z powodu swoich własnych uczynków i dzia­
łań stałeś się celem powszechnych kpin, sprawiłeś, iż wykorzy­
stują cię wszyscy, nawet najmniejszy spośród owadów. (...) Wy­
łącznie z twojej winy ludzie zwą cię Głupcem. Stworzyłem cię,
byś czynił to, co w istocie czyni twój przyjaciel Zając. Nie stwo­
rzyłem cię, byś niszczył to, co stworzyłem." W błazeńskiej na­
turze Wakdjunkagi przechowały się ledwo ślady jego natury
pierwotnej. Jaka ona jednak była?
Przeważająca większość tzw. tricksterskich mitów Ameryki
Północnej opowiada o stworzeniu Ziemi lub przynajmniej prze­
mianie świata i ma za swego bohatera istotę wiecznie i bez celu
wędrującą, istotę wiecznie głodną i nienasyconą seksualnie,
istotę bez wieku, nie znającą dobra ni zła, oszukującą i padają­
cą nieustannie ofiarą oszustw. W wielu wypadkach ma ów bo­
hater także jakieś cechy boskie, które różnią się w zależności od
plemienia (postrzegany jest jako aktualne bóstwo lub, wręcz
przeciwnie, jako boski antagonista, bóg lub półbóg, zawsze jed­
nak pozostający z bogami w ścisłych związkach), w wielu jed­
nak -jest on w najlepszym razie śmiertelną istotą ludzką lub na­
wet zwierzęcą.
W tym ostatnim przypadku łączność pomiędzy boskim i błazeńskim sposobem istnienia została w sposób oczywisty zerwa­
na (być może z powodu przewin analogicznych do przewin Wak­
djunkagi z mitu Winnebago), w sytuacji pierwszej jednak jest
nadal zachowana. Radin, skłaniając się w efekcie wielu analiz ra­
czej ku hipotezie wtórnej natury boskości w wyobrażeniach tric­
kstera, musi teraz odpowiedzieć na nie mniej istotne pytanie:
czym w takim razie wyjaśnić należy uporczywość zabiegów sta­
rających się ową boskość tricksterom przypisać? Skąd tyle usiło24

�wań, by go - w wielu mitycznych kontekstach skutecznie bóstwem uczynić?
Otóż jest trickster, twierdzi amerykański etnolog, niewątpli­
wie najstarszą spos'rod wszystkich mitycznych postaci indiań­
skich, we wszystkich mitologiach Ameryki Północnej. Nie jest
przypadkiem, że tak często wiąże się go z tym, co uważane jest
w owych systemach za najbardziej archaiczne spos'rod wszyst­
kich zjawisk naturalnych: ze skałą i ze słońcem. To wlas'nie s'wia­
domos'c wagi figury trickstera dla kosmologicznych systemów
indiańskich wyrażona została jego „boskimi" przedstawieniami,
które ukazują go bądź to jako aktualnego boga - stwórcę, bądź
też jako bóstwo lub złego półboga przez potężniejsze bóstwo po­
konanych.
Podsumujmy zatem, za Radinem, podstawowe etapy krysta­
lizowania się tricksterskiego mitu: W s'wiecie, który nie miał ani
początku, ani końca, pojawia się na scenie pozbawiony wieku,
podobny do Priapa protagonista. Wędruje on niestrudzenie
z miejsca w miejsce, próbując - z dobrym lub złym skutkiem zaspokoić swój nienasycony głód i niepowstrzymane namiętno­
ści seksualne. Nie tylko nam, ale i członkom społeczeństw pier­
wotnych wydawał się on żyć bez celu, a mimo to w efekcie jego
poczynań pojawia się zupełnie nowa figura, o nowej psycholo­
gicznej konstrukcji, działająca w nowym s'rodowisku. Ta nowa
figura nie jest już tak amorficzna i chaotyczna jak figura pierwot­
na. W efekcie procesów sakralizujących tę postać pojawił się
trickster, jakiego znamy: trickster, którego czyny nie są już tylko
efektem przypadkowych, nies'wiadomych działań, ale skutkiem
w pełni us'wiadomionych decyzji; trickster o naturze nie tylko
amorficznej, ale także w sposób zdeklarowany boskiej lub demo­
nicznej. Trickster s'wiety błazen.
„Wszystkie zdarzenia, związane z transformacją amorficznej
natury trickstera, jak również te, które w sposób nies'wiadomy
prowadzą do stworzenia nowej psychologicznej orientacji i oko­
liczności [jego działania - MS] - pisze Radin - w sposób natural­
ny należą do pierwotnego cyklu mitycznego." Cykl ten ulegał na
przestrzeni wieków wielu przemianom i modyfikacjom. „Sym­
bol, który ucieles'nia figura trickstera nie jest statyczny. (...) każ­
de pokolenie interpretuje go od nowa. Żadne nie pojmuje go
w pełni, ale też żadne nie może się bez niego obejs'c. Każde po­
kolenie musiało włączać go do swojej teologii i kosmologii pomi­
mo tego, iż do żadnej nie pasował, gdyż reprezentuje on [trickster
- MS] nie tylko niezróżnicowaną, odległą przeszłość, ale też niezróżnicowaną teraźniejszość w każdym z nas. To włas'nie stanowi
o jego uniwersalnej sile przyciągania. I tak stał się on - i pozostał
- wszystkim dla każdego człowieka - bogiem, zwierzęciem, czło­
wiekiem, herosem, bufonem - on, który był przed dobrem i złem,
który był żywą negacją i afirmacją, niszczycielem i twórcą." On,
który pozostał symbolem czasów, gdy nie istniały jeszcze katego­
rie boskosći i nie-boskosći; gdy nie istniał podział na ludzi i byty
boskie; który w całości, wraz ze swym głodem, niezaspokojony­
mi żądzami cielesnymi i w ogóle swą amorficzną, nie znającą ce­
lu naturą, należy do całkiem innej rzeczywistości. „Owa dwoista
postać - dopowiada Eleazar Mieletinski - bohater kulturowy (de­
miurg) - trickster, łączy w sobie w jednej osobie zarazem ideę
uporządkowania społeczności i kosmosu oraz ich dezorganizację,
stan nieporządku. To tak sprzeczne połączenie możliwe jest dzię­
ki temu, że akcja w odpowiednich cyklach bajkowo-mitologicznych odnosi się do czasów poprzedzających ustanowienie ścisłe­
go porządku świata, czyli do epoki mitycznej."
Możemy zatem mówić o boskiej naturze trickstera, możemy
- podobnie jak w figurze błazna - wyznaczyć w nim, oczywiście
schematycznie, aspekt jasny, boski i demoniczny, ciemny. Ten
dzisiejszy nacisk na czysto negatywną stronę natury błazna nie
powinien zatem dziwić, zważywszy na fakt, że z tym samym zja­
wiskiem spotykamy się np. już w mitologiach indiańskich, które
wielekroć postrzegały figurę zwodziciela jako istotę jednoznacz­
25

26

nie złą; a tam, gdzie sięgały wpływy chrześcijańskie, wręcz jako
wcielenie Szatana. Jak zauważył Eleazar Mieletinski, tricksterskie postaci wszystkich mitologii są zazwyczaj syntezą cech ko­
micznych i demonicznych: „Synkretyzm demonizmu i komizmu
jest cechą niemal uniwersalną folkloru archaicznego" - a, jak
zobaczymy, nie tylko archaicznego. Napotykamy bowiem jed­
ność tych dwóch cech także współcześnie, przy czym szala prze­
chyla się raz bardziej w stronę czystego komizmu, a innym ra­
zem, i to wcale nierzadko, w stronę czystego demonizmu.
Warto tutaj zwrócić uwagę także na inną, cechującą mitolo­
gicznych łotrzyków, syntezę: syntezę pierwotnej głupoty i tej
specyficznej formy inteligencji, która zawiera się w określeniach
„spryt", „przebiegłość", „chytrość', „szelmostwo", a którą fran­
cuscy historycy Marcel Detienne i Jean-Pierre Vernant określili
mianem metis. Pozwoli nam to na przeprowadzenie jeszcze
jednej analogii pomiędzy zwodzicielem i błaznem. To niezwykle
szerokie, choć trafne tricksterskie postaci charakteryzujące zja­
wisko (a właściwie cecha) dotyczy całej gamy zdolności w za­
kresie sztuk i rzemiosł (takich jak np. magia, posługiwanie się
afrodyzjakami i ziołami, przebiegłe strategie wojenne) i rozmai­
tych form inteligencji, na terenie analizowanej przez historyków
kultury greckiej związanych przede wszystkim z postacią Her­
mesa, ale także z ojcem bogów - Zeusem. Legenda głosi, iż bo­
jąc się, że jego pierwsza żona, Metis, urodzi potężniejszego od
niego syna, połknął ją, stając się pierwszym i najsłynniejszym
obdarzonym metis tricksterem świata. „Oczywiście pojęcie metis
nie ogranicza się tylko do panteonu greckiego - piszą Vernant
i Detienne - odnajdujemy je także w mitach kosmogonicznych,
w mitycznych tradycjach Bliskiego Wschodu - na przykład
w mitologii sumeryjskiej, gdzie Enkidu - Ea jest zarówno panem
wód, jak też wynalazcą technologii oraz obdarzonym przebiegło­
ścią posiadaczem wiedzy. Mówiąc ogólnie, greckie pojęcie me­
tis odnosi się do postaci w antropologii anglosaskiej zwanej tric­
ksterem, zwodzicielem."
28

29

30

To bowiem właśnie tricksterzy znajdują się nieustannie w sy­
tuacjach, które zadziałania inteligencji typu metis wymagają (al­
bo też takie sytuacje nieustannie prowokują); w sytuacjach nie­
jednoznacznych, przejściowych, trudnych i zmiennych, które
wymagają czujności, przebiegłości, przytomności umysłu, za­
radności i pomysłowości, wspartych umiejętnościami radzenia
sobie w każdych okolicznościach i wiedzą zdobywaną latami.
Praktyczna skuteczność, która cechuje inteligencję typu metis
także w kontekście różnych kulturowych sytuacji, pozwala tricksterskim herosom odnosić sukcesy w sztuce i rzemiośle, magii
i zielarstwie, strategiach wojennych i medycynie, myślistwie
i rybołówstwie.
Inteligencją typu metis obdarzone są także postacie błazeńskie: mądrzy, przewrotni fou du roi, umiejący w mgnieniu oka
znaleźć stosownie dowcipną ripostę, ratując tym sposobem ży­
cie, bohaterowie opowieści pikarejskich, tramp Charlie i wielu
innych, dziedziczących po mitologicznych łotrzykach prócz
pierwotnej głupoty także i tę umiejętność skutecznego oszukiwa­
nia świata, jego bogów i możnych; umiejętność wydostawania
się cało z wszelkich opałów i tarapatów dzięki sprytowi, wspar­
temu częstokroć przez - także należące do kręgu metis - osobi­
sty urok i uwodzicielską magię.

***

27

I wreszcie ostatni aspekt mitologii błazna, który każe nam
szukać jej korzeni w micie trickstera: aspekt związany z jego ro­
lą herosa kulturowego, twórcy kultury, nauczyciela ludzkości.
Tricksterskie postaci wszystkich znanych nam mitologii:
amerykańskiej, azjatyckiej, australijskiej, greckiej czy rzymskiej
- obdarzały ludzi wieloma podstawowymi umiejętnościami
i sztukami. Innymi słowy - kulturą.
57

�Oto na przykład Hermes: psychopompos, pos'rednik pomię­
dzy s'wiatem nocy i dnia oraz pomiędzy trzema kosmicznymi po­
ziomami: s'wiatem upiorów i ludzi oraz ludzi i bogów. Pan ciemnos'ci, załatwiający swoje sprawy nocą, patron dróg i bóg noma­
dów, właściciel stad, a może nawet Pan Zwierząt. Boski awantur­
nik, szczęściarz w sferze erotycznej, mający rozległe kontakty
z boginią s'wiata podziemnego Hekate. Klasyczny i wiecznie
przeszkadzający bogom heros kulturowy i cywilizator - wyna­
lazca mowy i ognia, boski złodziej, którego uczynki mają jednak,
według Karla Kerenyi'ego , walor boskiej niewinności: niewin­
ności w znaczeniu nowej, świętej kradzieży u początków pracza­
su. Jego kradzieże budzą wyłącznie śmiech bogów i , pośród wie­
lu innych analogii w późniejszym europejskim folklorze, sięgnąć
pozwalają choćby do postaci angielskiego Robin Hooda czy ho­
lenderskiego Piet Heina, a także do tradycji saturnaliów, karna­
wału, filmowej burleski, występów cyrkowych klownów czy
wreszcie studenckich juwenaliów. Sięgając zaś głębiej, do trady­
cji biblijnej, nasuwa się porównanie do starotestamentowej hi­
storii Jakuba i Ezawa - historii o bracie starszym, oszukanym
przez obdarzonego inteligencją typu metis brata młodszego
(w ogóle motyw obdarzonego boskim sprytem cudownego
dziecka, którego późniejszą realizacją w kulturze jest też błazen,
wydaje się niezwykle rozpowszechniony zarówno w kanonicz­
nych i apokryficznych wersjach staro- i nowotestamentowych
opowieści, jak też w mitach i folklorze całego świata).
31

Mircea Eliade pisze: „(...) to, co charakterystyczne dla Her­
mesa już od epoki klasycznej, to kontakt ze światem ludzi, świa­
tem ex definitione 'otwartym', stale będącym w procesie formo­
wania się, tj. ulepszania i przekraczania. Pierwotne atrybuty Her­
mesa - spryt i wynalazczość, uczynią go w końcu postacią o wie­
le bardziej złożoną, zarazem herosem z początków cywilizacji,
patronem nauki i idealnym obrazem tajemnej wiedzy." Hermes,
będąc panem dróg i wiedzy, jest zarazem bogiem przejścia:
przejścia chaosu w kosmos, natury w kulturę. Jest bogiem świa­
ta otwartego, jak napisał Eliade, świata stającego się. Łączy
w swojej postaci atrybuty tak chaosu, jak ładu, tak ciemności, jak
i światła. Jako pan nocy, pan ciemności jest doskonałym wciele­
niem czasu przed początkiem świata; ciemności chaosu,
w których kryje się już światło. Albowiem, jak pisał cytowany
przez Kerenyi'ego Walter Otto „ciemność nocy, która tak słodko
zaprasza do snu, daje także czujność i jasność duchowi. Daje mu
większą zdolność poznawania, większą śmiałość i odwagę. Po­
znanie rozbłyskuje w nim lub spada nań niby gwiazda, rzadkie,
cenne, wręcz magiczne." Od siebie dodaje Kerenyi: „Albo­
wiem to właśnie jest tu wielką tajemnicą, która, choć rozgadana
i wyłożona, tajemnicą pozostaje: pojawienie się postaci mówią­
cej, jakby jasnej, artykułowanej, łatwej i potoczystej, i właśnie
dlatego samej mowy wcielonej w ludzko-boskim ciele - jej po­
jawienie się w ową głęboką noc początku, w której oczekujemy
zwierzęcej niemoty, bezsłownej ciszy lub krzyków żądzy i bólu.
Hermes, 'naszeptywacz' - psithyristes - uduchawia zwierzęcą,
ciepłą ciemność. Jego epifania uzupełnia syleniczny aspekt ge­
nezy życia, w którym też ukazuje się ów animalny pierwiastek
w świecie bogów greckich, zmieniając owo życie w fundamen­
talną harmonię i pełnię."
32

33

34

Cywilizatorski i przy tym mediacyjny charakter postaci Her­
mesa łączy się zatem przede wszystkim z dwoma jego wielkimi
darami dla ludzkości: darem mowy i darem ognia. Pojęcie mo­
wy, w języku łacińskim zwanej sermo, wiąże się dźwiękowo
z greckim najprostszym znakiem granicznym - herma, od które­
go pochodzi imię boga. I choć w grece pojęcie hermy w znacze­
niu mowy nie występuje, to jednak ono właśnie dało źródło słów
terminowi hermeneia, oznaczającemu wyjaśnienie i tłumacze­
nie, a zatem czynności czysto pośredniczące.
Jako dawca ognia, Hermes ustąpić jednak musi miejsca Pro­
meteuszowi. A oto i on sam, także przyjaciel i towarzysz ludzi,
52

nauczyciel takich decydujących do rozwoju cywilizacji sztuk,
jak alfabet, nauka liczb naturalnych, umiejętność przyrządzania
leków, które uśmierzają choroby, przewidywania przyszłości
z wnętrzności zabitych zwierząt i lotu ptaków - tak przynajmniej
twierdzi w swym dramacie Ajschylos. „Historię materialnego
postępu kończy odkrycie technologii metali, obróbki miedzi, że­
laza, srebra i złota. 'Wszystkie umiejętności śmiertelnych pocho­
dzą od Prometeusza' - pisze, cytując greckiego tragika, Jan Kott.
- A l e początkiem kultury był 'wielki nauczyciel' - ogień."
O tej kradzieży ognia Hans-Georg Gadamer w szkicu pt. Pro­
meteusz i tragedia kultury pisze tak: „Ze starego mitu dowiadu­
jemy się co najmniej tyle, że Prometeusz dopuścił się kradzieży
ognia, aby pomóc ludziom. Wydaje się, że rozumiemy, co to zna­
czy: człowiek uczy się sam rozniecać i podtrzymywać ogień, do­
tąd zsyłany na ziemię według woli i uznania władcy piorunów.
Jest to jakby występek, odstępstwo od Gromowładnego, a zara­
zem początek zuchwałego przekształcania przyrody w dziedzinę
ludzkich zabiegów, w świat, nad którym pieczę i władzę sprawu­
je człowiek. Chyba rozumiemy też, co to znaczy, że ten, kto zdo­
bywa dla rodzaju ludzkiego tę nową samodzielność, jest boskim
przeciwnikiem najwyższego stopnia, duchem antyboskości, tyta­
nicznym duchem, dzięki któremu ludzkość znajduje drogę do
siebie." Fakt kradzieży ognia, wyniesionego cichcem w wydrą­
żonej trzcinie umiejscawia Prometeusza - obok Hermesa, Syzy­
fa, Tantala, upadłych aniołów z apokryficznej tradycji biblijnej
i wielu innych postaci mitycznych - w szeregu, jak to trafnie
określiła Maria Janion - „olbrzymiej opozycji" , bo też podo­
bieństwo Prometeusza do cierpiącego za ludzkość Zbawiciela,
chociaż także należy do mitu tricksterskiego, jest pomysłem sto­
sunkowo późnym, a wśród wczesnych, starożytnych wersji opo­
wieści o tytanie tylko u Ajschylosa znajdujemy motyw końcowe­
go pojednania bohatera z bogami.
35

36

37

To właśnie Ajschylos najpełniej uwypuklił całą kulturową
doniosłość i istotne konsekwencje kradzieży ognia. Ukazał ową
legendarną kradzież jako początek „nie znającej granic twórczo­
ści człowieka" , jako początek - innymi słowy - późniejszego
mitu faustycznego. Kultura jako taka jest bowiem, w interpreta­
cji Ajschylosa, wyraźnym występkiem przeciwko bogom. Du­
chową stroną techniki ognia jest przecież dana człowiekowi
nadzieja i wiara we własne siły, w ludzką doczesną samodziel­
ność, czyniąca z niego pana stworzenia równego niemal Stwór­
cy; czyniąca z niego, jak w popularnym powiedzeniu, kowala
swego losu. Nie przypadkiem jest Prometeusz w starych mitach
przedstawiany jako antropoplasta, rzeźbiarz i stwórca ludzi. Nie
przypadkiem czczony był on jako lokalne attyckie bóstwo wła­
śnie sztuki kowalskiej i garncarskiej, jako demon garncarstwa.
Odległą konsekwencją tej nie znającej granic twórczości jest zro­
dzony przez mit prometejski późniejszy mit geniuszu, mit arty­
sty. „Nowożytne przeobrażenie symbolu Prometeusza - pisze
Gadamer - to jakby początek całkiem nowej historii. Punktem
wyjścia jest późnoantyczny przekaz o Prometeuszu - stwórcy
człowieka, ale przekaz ten przełamuje się w nowej samowiedzy
ducha wyzwalającego się z więzów chrześcijaństwa. Początek
tej nowej historii przypada z pewnością na okres renesansu, ale
jego wpływ widać wyraźnie dopiero u Shaftesbury'ego, ostatecz­
ną zaś formę nadaje mu Goethe w swojej słynnej odzie. W posta­
ci Prometeusza - stwórcy człowieka, ludzkość rozpoznaje wła­
sną twórczą moc w królestwie sztuki. Z dawnym symbolem spla­
ta się teraz mit geniuszu, mit wszechpotężnej produktywności ar­
tysty, ów specyficzny mit człowieka."
38

39

* **
Koło się zamknęło i znów powrócić możemy do tricksterskich postaci mitologii indiańskiej - tym razem do innego daw­
cy ognia, Jaguara, bohatera mitologii południowoamerykańskiej.

�Ogień nie jest wartos'cia samą w sobie, o ile nie wiąże się
z gotowaniem. „Narzuca się pytanie - pisze Kott - dlaczego A j schylos w tym wykładzie antropologii nie wspomniał ani sło­
wem, że Prometeusz nauczyć musiał ludzi także sztuki gotowa­
nia. Po wielkiej mitologii kultury Levi-Straussa Surowe i goto­
wane, zastanawiać musi podobieństwo mitów o Prometeuszu do
mitów kulinarnych, które przechowała la pensee sauvage. W pe­
wien szczególny sposób - pisał Levi-Strauss w Uwerturze do Le
Cru et le Cuit' - 'mity się nawzajem do-mys'lają'. W mitach
0 przyrządzaniu potraw Indian Ameryki Południowej, zwłaszcza
w mitach ge i bororo, występuje Jaguar, szwagier i przyjaciel
człowieka, któremu w darze przyniósł ogień.
Ogień jest tutaj, jak i w mitach o Prometeuszu, związany
z przejściem od natury do kultury. Jaguar, jak Prometeusz, jest
'dawcą sztuk i umiejętności'. Przyrządzanie potraw jest czynno­
ścią 'mediacyjną' - w znaczeniu dosłownym: gotowanie wyma­
ga pośrednictwa wody i naczynia; wędzenie pośrednictwa po­
wietrza; w znaczeniu symbolicznym przyrządzanie potraw jest
'czynnością mediacyjną między niebem i ziemią, życiem
1 śmiercią, naturą i społeczeństwem'. Gnicie jest śmiercią, pośre­
dnictwo ognia zabezpiecza jedzenie przed zgniciem. Mity kuli­
narne południowo-amerykańskie, ge i sherente, są w istocie mi­
tami kosmologicznymi. Ten meta - mit mówi: jeżeli słońce za
daleko oddali się od ziemi, cały świat zgnije; jeżeli słońce zbyt­

nio się przybliży, świat zostanie spalony. Mit kulinarny o Jagua­
rze - dawcy ognia opowiada o relacjach między górą i dołem
w topokosmosie."
W istocie relacje pomiędzy górą i dołem w topokosmosie są,
jak twierdzi Levi-Strauss, uniwersalnym tematem mitologicz­
nym świata, „...ziemia mitologii jest okrągła" - powiedział
francuski etnolog w trakcie swych rozmów z Didier Eribonem;
a mity nawzajem się „do-myślają". Ich centralnym tematem,
rdzeniem owej nieskończonej, okrągłej mitologicznej ziemi jest
temat przejścia od natury do kultury, przejścia związanego z tra­
gicznym pęknięciem relacji pomiędzy światem niebiańskim
i światem ziemskim. Temat ten mity odnawiają i powtarzają
w najrozmaitszych wariantach. Błazen, krewny i potomek Jagu­
ara i Kruka, Kojota i lelka, Hermesa i Merkurego, Prometeusza
i Maui, nie przekazuje wprawdzie ludziom ognia, ale dziedziczy
po swych przodkach konsekwencje tego ich pierwszego zuchwa­
łego czynu - poczucie bezgranicznej wolności w zakresie ducha
i materii, w zakresie poznania, wiedzy, nauki i sztuki, w zakresie
technologii i materialnej przemiany świata. Jest nauczycielem
i zarazem wcieleniem - w dobrym i złym sensie - owej wolno­
ści. Jest żywym przykładem, na którym najlepiej i najjaśniej w i ­
dać jej prawdziwe dobrodziejstwa, ale też nie mniej realne nie­
bezpieczeństwa, jakie niesie zarówno dla pojedynczego człowie­
ka, jak też dla kultury oraz przyszłości kosmicznego ładu świata.
411

41

PRZYPISY:
1

B. Geremek, Problem skalania w wyobraźni społecznej średnio­
wiecza, w: Obecność, Londyn 1987, s. 179
Por. J. Le Goff, Metiers licites et metiers illictes dans UOccident
medieval, w: Pour un autre MoyenAge, Paris 1977, s. 106
Tamże, s. 96
P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M. Ochab, Warsza­
wa 1986, s. 14
Por. W. Willeford, The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns and
their Audience, Northwestern University Press, 1969, s. 12
Tamże, s. 101
T. W. Boyd, Clowns. Innocent Outsiders in the Sanctuary: A Phe­
nomenology of Sacred Folly, „Journal of Popular Culture", vol. 22, win­
ter 1988, nr3, s. 104
Tamże, s. 106
W. Willeford, op.cit., s. 10
Tamże, s. 15
" Por. В. Swain, Fools and Folly during the Middle Ages and the Re­
naissance, New York: Columbia University Press 1932, s. 65, cyt. za: W.
Willeford, op. cit., s. 85
Por. W. Willeford, op. cit., s. 11: nie przypadkiem wszak cytowana
przez niego Thelma Niklaus (Harlequin, New York: G. Braziller, s. 18)
twierdzi, że prawdopodobne jest, iż wszyscy europejscy klowni, mimo­
wie i komedianci zrodzeni zostali przez postać satyra z komedii greckiej,
a ten z kolei - przez falliczne rytuały i obrzędy dionizyjskie. Nie przy­
padkiem też łacińskie słowo 'follis' używane było także w znaczeniu
'scrotum' (wł. 'coglione'), co dosłownie oznacza „krocze", ,jądra" (ale
może też oznaczać genitalia kobiece); nie przypadkiem wreszcie inne ła­
cińskie określenie błazna - 'gerro' - wywodzi się z sycylijskiego okre­
ślenia genitaliów męskich i damskich. Przykłady można by mnożyć, a li­
teratura na ten temat jest niemal nieskończona, dość zatem wspomnieć
jeszcze tylko o przytaczanym przez Paula Radina określeniu trickstera
Indian Winnebago jako „głupiego fallusa", czy też o tym, że elementem
stroju zarówno renesansowego arlekina, jak też rzymskich mimów
i greckich Phallophores był fallus. O tym zaś, że kogut, który w wielu
wyobrażeniach identyczny jest z błaznem, symbolizuje także fallusa,
czytamy choćby u Szekspira (Hamlet, IV, v. 57-58).
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 2

13

C. Levi-Strauss, La potiere jalouse, Paris 1985, zwłaszcza s.
49-66.
Por. np. A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa
1985, s. 284,298, 302; K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian t. II; Kul­
tura duchowa cz. I, Warszawa 1967, s. 409; L.J. Pełka, Polska demono­
logia ludowa, Warszawa 1987, s. 49
14

15

Por. E . Kern, The Absolute Comic, New York 1908, s. 159-169
Por. np. E . Kern, op. cit., s. 117-208; P. Radin, The Trickster. A Stu­
dy in the American Indian Mytholoy with commentaries by Karl Kerenyi
and C.G. Jung, New York 1971; E . Mieletinski, Poetyka mitu, przeł. J.
Daucygier, Warszawa 1981, s. 221 i п.; M. Słowiński, Błazen. Dzieje po­
staci i motywu, Poznań 1990, s. 15-22
16

17

Por. H.-G. Gadamer, Prometeusz i tragedia kultury, przeł. M. Łu­
kasiewicz, w: Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 1979, s. 171
P. Radin, op. cit.
N. O. Brown, Hermes the Thief; The Evolution of a Myth, New
York 1969, s. 48, cyt. za: E . Kern, op. cit., s. 128
E . Kem, op. cit., s. 177-208
Por. C.G. Jung, On the Psychology of the Tricster Figure, w: P. Ra­
din, op. cit., s. 200
C. G. Jung, op. cit., s. 203
Tamże.
P. Radin, op. cit., s. 150
Tamże, s. 168
Tamże.
E . Mieletinski, op. cit.
Tamże.
Por. M. Detienne, J.P. Vernant, Cunning Intelligence in Greek Cul­
ture and Society, Sussex and New Jersey 1978
Tamże, s. 7
Por. К. Kerenyi, Hermes przewodnik dusz. Mitologem źródła życia
mężczyzny, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1993, s. 43 i tenże, The Tric­
ster in relation to Greek Mythology, w: P. Radin, op. cit., s. 156
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. I: Od epoki ka­
miennej do misteriów eleuzyńskich, przeł. St. Tokarski, Warszawa 1988,
s. 194
Cyt. za: K. Kerenyi, Hermes..., op. cit., s. 42
Tamże, s. 74
J. Kott, Góra i dół albo o wieloznacznościach Prometeuszu, w: Zja­
danie bogów. Szkice o tragedii greckiej, Kraków 1986, s. 32
H.-G. Gadamer, op. cit., s. 165
Por. M. Janion, Powstrzymać Prometeusza, w: Wobec zła, Chotomów 1989, s. 150
Por. H.-G. Gadamer, op. cit., s. 169.
Tamże, s. 175
J. Kott, op. cit., s. 32
C. Levi-Strauss, D. Eribon, Z bliska i z oddali, przeł. K. Kocjan,
Łódź 1994, s. 159
18

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

25

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

31

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5877" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5857">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/936edc1261fc6e5311e8eab4f1cfa315.pdf</src>
        <authentication>65fcb3e8f5ece7690c538510e7a2cf82</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2655</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70100">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70101">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70102">
                <text>Lalki w rytuale / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70103">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.35-45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70104">
                <text>Jurkowski, Henryk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70105">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70106">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70108">
                <text>Lalki w rytuale
Henryk Jurkowski

Diachroniczne istnienie kultury jest już od dawna odczuwaną
oczywistością. Ale to, co dziedziczymy po przodkach, ma formę
znacznie zmienioną i zazwyczaj szczątkową. Ile elementów czy
motywów słowiańskich ostało się w s'rodkowej Europie? Bardzo
niewiele. Symboliczne topienie alegorii zimy, kolędowanie choć­
by i zaadaptowane do chrześcijańskich obyczajów chodzenie
z szopką... Wszystko to stopniowo obumiera, jeśli nie całkiem
już zniknęło z naszego życia. Tak to na ogół wygląda w perspek­
tywie kultur europejskich. Jeśli jednak skupimy się na doświad­
czeniu całej ludzkości, rzecz ukaże nam się w innym świetle
w związku z różnorodnym tempem przemian kulturowych na po­
szczególnych terytoriach, a na nich wśród różnych grup etnicz­
nych: wiele dawnych form i obyczajów istnieje w dalszym ciągu
i ich żywotność jest w dalszym ciągu bardzo duża.
Oczywiście zagadnienie to wymagałoby obszernej dysertacji.
Ja zamierzam ograniczyć się do lalek i do ich uczestnictwa
w różnorodnych formach ludzkiej kultury. O ile w Europie lalka
istnieje głównie jako uczestnik gry teatralnej we wszystkich
możliwych dla niej funkcjach (jako postać w ilustrowanym baja­
niu, jako substytut aktora w iluzyjnym teatrze lalek, jako znak
plastyczny postaci scenicznej w teatrze alternatywnym), o tyle
w Afryce i w Azji pojawia się ona w działaniach przedteatralnych i prototeatralnych.
Poprzez działnia przedteatralne i prototeatralne w tym wy­
padku rozumiem uczestnictwo lalek w rytuałach oraz w przed­
stawieniach, ukształtowanych teatralnie, które w dalszym ciągu
służą człowiekowi w jego kontaktach z bogiem lub siłami nad­
przyrodzonymi. Na przykładzie różnorodnych i aktualnie wyko­
rzystywanych funkcji lalek można by próbować pokazać jeden
z najważniejszych procesów kulturowych w dziejach ludzkości:
od rytuału do świeckiego wykorzystania lalki: innymi słowy, od
sakralnych funkcji prototeatru do jego zastosowania w sferze
profanum - jako czystej rozrywki. To, co w innych dziedzinach
kultury może być i było już tylko domeną historyka, jako fakty
z przeszłości, w wypadku kulturowego uczestnictwa lalek może
stanowić cząstkę aktualnej, współczesnej wędrówki po kulturze
światowej, choćby niektóre z jej sakralnych elementów były
w trakcie dokonującej się zmiany, zmierzając ku sferze profa­
num.
Oczywiście, ktokolwiek podjąłby taką wędrówkę, nie może
unikać odwołań historycznych. Odwrotnie - historia dostarczy
wielu dodatkowych przykładów. Mnie chodzi o to, by pokazać
cały proces uczestnictwa lalki w rytuale, prototeatrze i teatrze od
chwili, gdy to uczestnictwo zostało odnotowane po raz pierwszy.
Oczywiście zamierzam zrezygnować z jakichkolwiek podziałów
geograficznych i przyjąć, że ludzkość jest jedną wielką całością,
a jej historia w procesie przemian kulturowych w obrębie „świa­
ta lalek" tworzy obraz uchwytny dla współczesnego badacza.
I ten proces właśnie jest przedmiotem mojego zainteresowania.
Być może pewien wyjątek uczynię dla Europy. Dzięki pra­
com Charlesa Magnina znamy zarówno rytuały greckie, jak
i rzymskie, w których uczestniczyły lalki. Znamy też informacje
o figurach sakralnych, czasem ruchomych, w kościołach chrze­
ścijańskich. Skądinąd wiemy także wiele o pozostałościach

z dawnych rytuałów pogańskich w kultywowanych do niedawna
obyczajach europejskich. Wszystkie one należą do przeszłości
i przywoływanie ich zaciemniłoby tylko obraz kultur pozaeuro­
pejskich, pozastających w dalszym ciągu w granicach sfery sa­
crum, prawie całkowicie zapomnianej w Europie. Pominiemy
zatem rytuały europejskie jako najwcześniejsze manifestacje sa­
crum, pogrążonego w zbiorowej niepamięci. Będzimy mówili
0 zjawiskach, w których sacrum jest jeszcze żywe i pozostaje
ciągle pewną szansą dla ludzkości, szukającej dla siebie nieusta­
jąco jakiegoś - pewnego - drogowskazu.
Jest niemal pewne, że lalka z ruchomymi członkami wywo­
dzi się bezpośrednio z figur kultowych, takich jak fetysz, tali­
zman czy idol. Idol - nieruchoma figuratywna rzeźba - przedsta­
wiał bóstwo albo ubóstwionego przodka, lub też ich akolitów
(np. duch ogniska domowego), umocowanych na pewnego ro­
dzaju podstawie (postumencie?). Zapewne w procesie oddziały­
wania bóstwa na człowieka (i odwrotnie) zrodziła się potrzeba
uruchomienia członków figur. Figury afrykańskie dostarczają
nam dowodów w tym zakresie. Niektóre z nich unieruchomione
na postumentach posiadają ruchome głowy i ręce. Na tym etapie
zachowały swoje „boskie" funkcje, co również potwierdza ich
użycie w wielu afrykańskich rytuałach. W niektórych kulturach
w ogóle lalkom przyznano status boskości, jak to wynika z zapi­
sków mnicha hiszpańskiego Sahaguna z okresu podboju Meksy­
ku:
[...] wtedy (sztukmistrz) stawał, poruszał torbą, potrząsał nią
1 wywoływał tych, którzy się w owej torbie znajdowali... Natych­
miast zaczynały z niej wychodzić ludziki niby dzieci. Niektóre
z nich przebrane były za kobiety; bardzo udane było to przebra­
nie: tak jak one nosiły spódniczkę i bluzkę; dobrze również prze­
brane były za mężczyzn: nosiły przepaskę, pelerynę, naszyjnik
z drogocennych kamieni. Tańczyły śpiewały, wyrażały to, co sta­
nowi istotę ich serca. Kiedy już to wykonały, wtedy on ponownie
potrząsał torbą i one się ukrywały, sadowiły się w niej. „Temu,
który sprawia, że bogowie wychodzą, poruszają się i naśladują ",
płaci się za to.
1

Nie jest jasne jednak, czy określenie „bogowie" wyrażało
rzeczywistą wiarę w boskość lalek czy też była to tylko metafo­
ra, wskazująca na boskie funkcje lalek. Claude Levi-Strauss
przekonuje, że człowiek pierwotny rozumiał już symboliczne
funkcje sztuki. Jej twórcy i odbiorcy zdawali sobie sprawę z róż­
nicy między przedstawianym i przedstawiającym, czego dowo­
dzą czasowe tylko wcielenia już to w jednego z przodków, już to
w jednego z bogów w kolejnych rytuałach. Możemy przypu­
szczać, że Sahagun mógł mieć problemy nazewnicze i stąd jego
relacja nie jest precyzyjna. Przekazy z Afryki przekonują nas, że
choć lalki wywodziły się ze świata sacrum, mogły też po odpo­
wiednim przygotowaniu być wykonywane przez ludzi. Odpo­
wiednia informacja dotarła do nas z południowej Nigerii.
Według miejscowego mitu lalki pochodzą z podziemnego
kraju, gdzie przebywają zmarli przodkowie. Otóż pewnemu
człowiekowi z plemienia Akpan, imieniem Etuk Vyo, udało się
2

35

�dotrzeć do krainy zmarłych, gdzie zobaczył, jak zmarli przodko­
wie posługują się lalkami. Powróciwszy na powierzchnię nau­
czył ludzi posługiwania się lalkami, ale zmarli - na podobień­
stwo Zeusa, który ukarał Prometeusza za inną przysługę wy­
świadczoną ludziom - zesłali na niego śmierć. Lalki musiały wy­
woływać pewien respekt jako zjawisko zaskakujące, może nawet
nadnaturalne, bo i inne przekazy mówią o ich, jeśli nie sakral­
nym, to magicznym pochodzeniu. Na przykład marionetki we­
dług tradycji nigeryjskiej pochodzą z Obio Iban Iban, to jest
z wioski kobiet czarodziejek. A więc lalki wykonywały kobiety
posiadające pewne dyspozycje magiczne. Również mężczyźni
czarownicy posiadali taki sam przywilej. Pewne atrybuty czaro­
dzieja przypisywano głównie kowalowi i w większości krajów
afrykańskich kowal był wykonawcą lalek.
Przyznanie tego samego prawa do wytwarzania lalek męż­
czyznom i kobietom w Afryce wydaje się późniejsze w stosunku
do sytuacji, o której informuje Mircea Eliade, z okazji opisu ry­
tuału inicjacyjnego na Ziemi Ognistej. Inicjacja dojrzałościowa
u Selknamów była wyłącznie męską ceremonią tajemną:
Mit o pochodzeniu opowiada, te pod przewodnictwem Kra,
Kobiety-Księżyca, i potężnej czarownicy, kobiety zaczęty terrory­
zować mężczyzn, ponieważ miały moc przemieniania się w „du­
chy", to znaczy potrafiły wytwarzać maski i używać ich. Ale mał­
żonek Kra, Kran, Mężczyzna-Słońce, odkrył pewnego dnia taje­
mnicę kobiet i powiadomił o niej mężczyzn, którzy zmasakrowali
w szale wszystkie kobiety z wyjątkiem dziewczynek i wtedy też
zorganizowali tajemne ceremonie z maskami i rytuałami drama­
tycznymi, aby z kolei terroryzować kobiety.
2

Lalki, jak i maski posiadały zatem specjalną siłę magiczną,
pozwalającą panować nad określonymi grupami ludzi. Był to
jednak zdeformowany produkt sakralnej ontologii lalki. Jeszcze
mniej interesuje nas walka płci. Ważne jest dla nas, że lalka po­
chodzi z zaświatów, ze specjalnego - sakralnego - terytorium, co
upoważniało człowieka do korzystania z niej w różnorodnych re­
ligijnych obrzędach. Jest także czas najwyższy, by uczynić za­
strzeżenie, że nie wszystkie materialne wyobrażenia bóstw były
rozumiane jako lalki zgodnie z naszą europejską semantyką.
Szczególnie w Afryce ich nazewnictwo było wysoce zróżnico­
wane, a odpowiednie terminy wynikały z aktualnej funkcji figur
w rytuale, pomijając ich główną funkcję, to jest funkcję substy­
tutu.
Lalka wkraczała do różnych rytuałów i oczywiście nikt z jej
użytkowników nie miał żadnych przeczuć co do jej przyszłego
teatralnego charakteru. Jak się wydaje, wśród najwcześniejszych
rytuałów poważne miejsce zajmował ryt odtwarzania aktu stwo­
rzenia. Tuż obok istotne miejsce zajmował rytuał związany ze
stworzeniem, narodzinami człowieka i z jego śmiercią. O ile
pierwszy nie angażował lalki, o tyle drugi odwoływał się do niej
nieustannie. Znalazł on wyraz w rytuałach pogrzebowych
i w kulcie przodków. Jak się wydaje, to z nich właśnie teatr lalek
wziął swój początek. Tak sądzi W. H. Rassers i wielu innych ba­
daczy. Podobnie sądzi Rinnie Tang, omawiając rytuały pogrze­
bowe w Chinach:
4

Pogrzebowej procesji ważnych osób towarzyszą udekorowane
platformy na kołach, na których znajdują się grający muzykanci
oraz słomiane chochoły w maskach, które symbolizują opiekunów
grobu. Przy końcu dynastii Tchou (770-256) chochoły te zostały
zastąpione przez drewniane lalki z ruchomymi członkami. Maski
noszone przez chochoły palono lub grzebano, odpowiednio do
zwyczajów w rozmaitych regionach, podczas gdy lalki wracały do
ludzi, którzy je wykonali.
Lalki wytwarzali wyspecjalizowani rzemieślnicy, aby je wypo­
życzać, szczególnie na ceremonie pogrzebowe; oni też zapewnia­

36

li ich manipulację i muzyczny akompaniament. Te bogate pogrze­
bowe procesje stały się prawdziwymi spektaklami. Pogrzebowe
ceremonie mogą być uznane za początek chińskich
lalkarskich
przedstawień i tańców w maskach, pokazywanych przez aktorów.

5

Podobnie sądzi Jacques Pimpaneau, który daje nam szereg
przykładów zastosowania lalek w rytuałach pogrzebowych. Jest
rzeczą godną uwagi, że to właśnie kult przodków, również
w Afryce, jest traktowany jako pierwszy impuls do powstania
animowanej lalki. Jak można przypuszczać, dzieje się tak zapew­
ne dlatego, że obok zwierzęcych (totemizm) i fantastycznych
przedstawień bóstw (siły natury) zmarli przodkowie jako uznani
opiekunowie plemienia, a więc ich „dobre" duchy, dały początek
boskim człekokształtnym idolom-lalkom.
Pamiętamy, że Akpan Etuk Vyo przejął lalki z rąk zmarłych.
Byłby to zatem akt symboliczny. A zatem lalki już to przedsta­
wiały zmarłych, już to służyły ich weneracji. Fangowie, żyjący
w Kamerunie i w Gabonie, w swoim rytuale inicjacyjnym melane posługują się figurkami na patykach, aby wywołać wrażenie
kontaktów inicjantów ze zmarłymi przodkami. Ten punkt kulmi­
nacyjny wymaga istotnych przygotowań. Adepci wtajemnicze­
nia, młodzi chłopcy, przebywają przez pewien czas w odosobnie­
niu na medytacjach, nauce i specjalnej diecie, by pewnej nocy,
po zażyciu środków halucynogennych obejrzeć - ale już w in­
nym pomieszczeniu - pokaz lalek, w których rozpoznają swoich
przodków.
To samo stowarzyszenie Fangów w Gabonie w takich sa­
mych celach inicjujących posługuje się biustami na patykach
z ruchomymi ramionami, które ukazują się ponad prymitywnym
parawanem z chust. Poruszają nimi wioskowi dygnitarze. Pokaz
służy kontaktom ze zmarłymi przodkami, a przy tym ma także
znaczenie puryfikacyjne. „Lalki" te należą do wioskowego sa­
crum. Spoczywają na cylindrycznych skrzynkach z kory,
w których znajdują się czaszki zmarłych.
W obrzędzie inicjacyjnym deble, na Wybrzeżu Kości Słonio­
wej, młodzi adepci wtajemniczenia noszą figurki około
95 cm wysokości, posiadające postumenty (prawdopodobnie
deble jest wyobrażeniem śmierci). Trzymając je za ręce, uderza­
ją rytmicznie postumentami o ziemię. Deble i podobne do nich
deguele (te tylko dla wtajemniczonych) używane są w procesji
pogrzebowej, w której lalkom towarzyszą dźwięki bębnów, grze­
chotek drewnianych, trąbek i śpiewów. Ceremonia ta ułatwia
zmarłemu opuszczenie społeczności żywych.
Wiele innych plemion i stowarzyszeń korzysta z lalek
w podobnych celach. Do takich można zaliczyć spektakl zwany
Akan, w Nigerii, odgrywany w plemieniu Ibibio przez kilkana­
ście nocy po zakończeniu wojny - ku czci zmarłych. W nie­
których regionach Afryki lalki uczestniczące w ceremonii po­
grzebowej otrzymywały - jak się zdaje - kształt symboliczny,
jak na przykład w Zairze, gdzie występowały w postaci instru­
mentów muzycznych. Odejściu zmarłego w pełnej jego satysfak­
cji służył - również w Zairze - w plemieniu Bwende rytuał zwa­
ny niombo. Słowo to oznacza także trumnę w postaci wielkiego
manekina, przeznaczoną zazwyczaj dla szefa plemienia.
Przygotowanie niombo może mieć miejsce jeszcze za życia
szefa plemienia, który zleca specjaliście wykonanie manekina,
a przede wszystkim jego głowj, która powinna mieć wszystkie
cechy przyszłego nieboszczyka. Na ogół głowa ta jest wykonana
z czerwonej tkaniny, wypełnionej trawą i bawełną. Włosy naśla­
dują fryzurę szefa. Dba się również o podobieństwo brody i uszu.
Otwarte oczy mają makijaż w postaci czarnych i białych linii,
policzki są zaokrąglone, a usta odkrywają zęby spiłowane zgo­
dnie z lokalną modą. Czasem wtyka się w nie fajkę. Kiedy szef
umrze, pozostaje jeszcze wiele innych czynności: 1. suszenie
zwłok, które trwa sześć tygodni - nad ogniem; 2. owijanie go
w pieluszki przez kobiety, które również dokonują przeglądu ca6

�łego ciała; 3. przekształcenie nieforemnej bryły z tkaniny w ma­
seans karcianej gry. Jeden z nich zastępuje zwłoki na łożu śmier­
nekina za pomocą igieł i nożyczek.
ci, inni zaś niosą zmarłego do karczmy, sadzają przy stole i ma­
Całość wzmacnia się specjalnym pancerzem. Ogromny kor­
nipulują jego rękami tak, jakby zmarły grał w karty. Współcze­
pus pokryty jest tatuażem, zgodnie z pierwowzorem, oraz znaka­
sny lalkarz powiedziałby, że mamy tu do czynienia z „animacją
mi symbolicznymi i ornamentami w kolorze niebieskim. Ramię
zewnętrzną". Podobny obyczaj ożywiania nieboszczyka, choć
lewe jest zgięte ukośnie ku przodowi, ramię prawe podniesione
w innych okolicznościach, znamy także z Ukrainy. Tu zmarły po­
do góry i tak zafiksowane. Nogi w pozycji do tańca, ale są one
rusza swoimi członkami jak marionetka (dzięki systemowi
bardzo grube, szczególnie w kostkach. Niombo ma 3 metry wy­
sznurków) w czasie nocnego czuwania rodziny. Jest to zapewne
sokości i 4 metry szerokości. Na ogół bywa szersze niż wyższe.
znak sympatii i ostateczne pożegnanie z żywymi.
Zazwyczaj niombo służy jedne­
Nowe aspekty kultu zmar­
mu zmarłemu, ale czasem posia­
łych przynoszą przekazy z Dada dwie głowy i mieści w sobie
homeju i Nigerii, dotyczące
dwa ciała.
praktyk stowarzyszenia Gelede
Plemię Bwende traktuje ry­
z plemienia Yoruba. W swoich
tuał pogrzebowy w sposób po­
obrzędach posługują się oni lal­
godny, a właściwie zabawowy.
kami na postumentach, których
Już na kilka dni przed ceremonią
członki poruszane są z pomocą
pogrzebu członkowie plemienia
sznurka. Lalkarz jedną ręką pod­
zaczynają tańczyć. W dniu po­
trzymuje postument, a drugą
grzebu wynosi się niombo, na
animuje lalkę, odtwarzając ta­
razie bez głowy, przed dom po­
niec erotyczny, który, po ujaw­
grzebowy. Otaczają je kobiety
nieniu zakrytego początkowo se­
i wdowa. Płaczą. Gra orkiestra
ksu lalek, kończy się aktem
złożona z 6-7 muzykantów,
płciowym.
głównie perkusistów, którzy po­
To połączenie ceremonii po­
ruszają się w kręgu. Dołączają
grzebowej z aktem płciowym
Rysunek figury grzebalnej - n i o m b o , Zair
do nich ludzie, którzy tańczą
ma swoje głębokie uzasadnienie.
i rytmicznie klaszczą. Wykonują
W wielu krajach inicjacja mło­
dych w dorosłe życie odbywa się m.in. poprzez doświadczenie
oni wiele różnych skoków, a także gestów obscenicznych. Po k i l ­
śmierci inicjacyjnej: trzeba umrzeć, żeby stać się nowym czło­
ku godzinach tańca podaje się posiłek dla wykonawców niombo
wiekiem. Stan śmierci wyraża się często zmarionetyzowanymi
oraz dla muzykantów. Teraz niombo otrzymuje głowę i przymo­
ruchami inicjantów:
cowuje się je do platformy. Orkiestra gra. Dzieci i wnuczkowie
zmarłego podnoszą wielokrotnie niombo do góry. Kobiety pod­
skakują, imitując jego taniec.
W rytuale inicjacji młodzi ludzie przyjmują często śmiertelny
Około czwartej po południu odgrywa się scenę pożegnania
wygląd, albo ściślej - wygląd przywróconych do życia. Wracają
niombo. Kobiety lamentują. Strzał z fuzji jest znakiem do formo­
oni do żyjących po pobycie w tajemnym miejscu, gdzie byli uwa­
wania się pochodu, w którym bierze udział cała wioska. Młodzi
żani za zmarłych, później zaś zostali ponownie narodzeni. Naro­
ludzie podnoszą na ramiona platformę, przy czym dwóch dodat­
dzenie to nie ma istotnego znaczenia aż do ostatniej ceremonii,
kowych animuje ręce i głowę zmarłego. Odgrywają oni małą ko­
w której są przywracani do życia. Inicjanci z plemienia Kissi
medię. Oto niombo nie chce iść w kierunku grobu, ale pragnie
w lasach Gwinei, jak i w innych społecznościach Afryki, mają po­
odwiedzić miejsca, które bliskie mu były za życia, a przede
bielone ciała jak fantomy i ruszają się jak automaty albo lalki;
wszystkim domostwa swoich kochanek. Przypadkiem trafia tak­
ich kroki, ich najmniejsze gesty są zmechanizowane i całkowicie
że na podwórze misji chrześcijańskiej, ale wycofuje się z niego
podporządkowane rytmowi bębna, w który uderza mistrz rytua­
z oznakami niezadowolenia, wreszcie pozwala się doprowadzić
łu. Równocześnie mimo wagi gatunkowej ceremonii znajduje tu
do grobu. Po krótkim dialogu, jak najlepiej pochować niombo,
swe miejsce satyra i bufonada, a nawet nagle ujawniająca się
uczestnicy pogrzebu wrzucają je do grobu i po wydaniu okrzyku
wrogość: „ lalki" odrywają się od swego tła i grożąc zbliżają się
wielkiej radości kontynuują swoje tańce i zabawę.
do widzów, którzy wycofują
się...
Niewiele wiadomo o pochodzeniu tego rytuału, niemniej ana­
logie do mumifikacji zmarłych w Egipcie wydają się bardzo wy­
Można jednak sądzić, że ten dychotomiczny obrzęd, ryt prze­
raźne. Bardzo możliwe, że niombo wywodzi się z Egiptu i jest
kroczenia, łączący śmierć z narodzinami, rozpadł się z czasem na
prymitywną, „ludową formą" rytuałów znad Nilu. Jego odmiany
dwa odrębne rytuały, szczególnie że obok rytu narodzin, ogrom­
znajdujemy również w Togo w postaci rytuału unii oraz w Gha­
ne znaczenie dla plemion pierwotnych miał ryt płodności w swo­
nie w postaci ga. Potrzeba zadowolenia zmarłego przybierała
im jak najszerszym znaczeniu. O ile rytuał przekroczenia miał
czasem formy naturalistyczne czy wręcz makabryczne. Jak po­
w dużym stopniu charakter symboliczny, o tyle ryt płodności był
dają Nidzgorscy, w niektórych plemionach praktykuje się oży­
nastawiony na uzyskanie konkretnych efektów ważnych dla ca­
wianie zmarłego za pomocą specjalnej, choć nieznanej manipu­
łego plemienia, bo zabezpieczających jego byt. Zapewne dlatego
lacji. W efekcie zmarły sam podąża do swego grobu. Plemię Mitw rycie tym znajdujemy elementy magii sympatycznej (analo­
sogo łączy ruch zmarłego z jego demonstracją wśród zieleni,
gicznej), za pomocą której człowiek pragnął zobowiązać naturę
w pełnym splendorze. Członkowie plemienia Mofu-Gudur w Ka­
i przenikający ją świat nadprzyrodzony do obdarzenia go jak naj­
merunie, dzięki zabiegom dokonanym na kościach zwłok, mogli
bogatszymi plonami. Rytuał płodności z natury rzeczy prowoko­
łatwo manipulować jego ciałem i sugerować jego życie. Nie na­
wał jego uczestników do sakralnego, ale równocześnie instru­
leży jednak dziwić się Afrykanom. W Europie znano do niedaw­
mentalnego traktowania aktu seksualnego:
na podobne obyczaje.
Nadmorska wieś Leucate na pograniczu Katalonii znana jest
Bardzo często, zwłaszcza w Afryce i Oceanii, młodzi inicjo­
z przywiązania jej mieszkańców, rybaków, do gry w karty. Kie­
wani cieszą się po obrzezaniu dużą swobodą seksualną. Faktu te­
dy więc któryś z nich umrze, jego koledzy organizują mu ostatni
go nie należy jednak mylić z rozwiązłością, gdyż nie chodzi
8

9

u)

7

37

�0 swobodą seksualną we współczesnym zdesakralizowanym tego
słowa znaczeniu. Jak wszystkie pozostałe funkcje życiowe, tak
1 seksualność jest w społeczeństwach przednowożytnych
obar­
czona świętością. Jest to środek uczestnictwa w fundamentalnym
misterium życia i płodności}
1

Znaczna część plemion pierwotnych była przekonana, że ko­
pulacja ludzi ma wpływ na przyspieszenie kiełkowania zboża.
Pipiles z Ameryki środkowej wyznaczali specjalne osoby do wy­
konywania seksualnego aktu w momencie gdy pierwsze ziarna
były rzucane w ziemię, co stanowiło przykład „sakralnego mał­
żeństwa".
W Afryce lalki występowały bardzo często w rytuałach płod­
ności. Niektóre uczestniczyły w rozbudowanych ceremoniach.
Tak było w wypadku lalek gelede plemienia Yoruba, które ucze­
stniczyły w rycie płodności ku czci bóstwa Sapata, rycie odby­
wającym się w okresie pierwszych siewów. Ceremonia składała
się z szeregu tańców, w czasie których wtajemniczeni parzyli się,
a nawet pewni młodzieńcy spółkowali z ziemią.
Na ogół lalkarze demonstrowali akt płciowy w niezwykle
uproszczonej wersji. Oto na jednej nitce zawieszonej horyzontal­
nie między palcami oddalonych od siebie stóp animatora, siedzą­
cego na ziemi, umieszczano dwie lalki, które w prymitywnym
tańcu zbliżały się do siebie i , wykorzystując swe odkryte organy
płciowe, łączyły się ze sobą. Były one niezwykle popularne.
Spotykano je w Kamerunie, Gabonie, w Kongo i w innych kra­
jach. Były wykonane z rozmaitych materiałów, głównie z drew­
na i z rafii, z wyraźnym uwzględnieniem seksu i jego owłosienia.
Dzisiaj lalki te utraciły już sakralne funkcje. Oddano je w ręce
wyrostków, którzy traktują je jako pikantną zabawkę. Ślad zapom­
nianego sakralnego seksu odnajdujemy także w Brazylii, gdzie
byli niewolnicy afrykańscy rozwinęli własny, ludowy wyrób za­
bawek figuralnych, przedstawiających coitus w sposób dyna­
miczny (m.in. w formie akcji lalek osadzonych na pistolecie,
uruchomianych za pomocą spustu).
Motywy seksu pojawiały się w rytuale często i w różnej for­
mie, i trudno by było wiązać je zawsze z kultem płodności. Lal­
karze Hausa z Nigru wystawiają wokół swego czworokątnego
parawanu szereg lalek z olbrzymimi wzwiedzionymi fallusami,
które stoją jak gdyby na straży wykonywanego przedstawienia.
W każdym zaś razie wyznaczają sakralną przestrzeń, której nie
wolno zajmować widzom. Spektakl składający się ze scen rodza­
jowych zawiera także efektowną scenę kopulacji, ale w żaden
sposób nie wiąże się ona z czuwającymi postaciami na zewnątrz
parawanu. Ci strażnicy, których orężem jest fallus, pozwalają
myśleć o wykorzystaniu seksu w teatrze cieni w Karnataka,
o czym pisze B.Tapper, badacz funkcji błazna w teatrze indyj­
skim:
12

Jedną z najistotniejszych funkcji, jaką
poludniowoindyjski
błazen pełni w teatrze cieni, jest odwracanie złego spojrzenia.
Postacie komiczne często są opatrzone nieproporcjonalnie
wiel­
kimi genitaliami. Potęguje to ich zdolność zwracania na siebie
uwagi, a tym samym pozwala uniknąć spojrzenia złego oka. Bangarakka (kobieca postać komiczna) chroni animatorów poprzez
wchłanianie złego spojrzenia widzów, bez szkody dla siebie, pod­
dając się nieszczęściom projektowanym przez zle oko.
13

Oczywiście niezależnie od tych funkcji już to sakralnych, już
to protekcyjnych, należy się spodziewać, że widzowie doświad­
czali przy okazji demonstracji gry seksualnej sporo erotycznego
podniecenia. Było to dobrym powodem utrzymywania tych mo­
tywów w repertuarze rytualno-widowiskowym wbrew protestom
różnego rodzaju moralistów.
Naturalnie znamy wiele rytuałów płodności, w których ele­
menty seksualne były zapoznane. Pochodziły one zapewne
38

K i o l l e k y a t h a , postać błazna z teatru cieni, Karnataka, Indie

z późniejszego okresu, kiedy to objaśnienia sił życiodajnych
stały się bardziej skomplikowane. Plemię Anang w Nigerii
skupia uwagę widzów na wielkiej figurze (animowanej od
środka), zwanej Matką - eka - w wodzie. Pojawia się ona
wśród publiczności w splotach pytona i wraz z nim wykonuje
taniec życia. Reprezentuje żeńską siłę płodności. Obecność
węża kojarzy nam się ze sceną kuszenia w Raju. O ile jednak
Biblia traktuje węża jako alegorię szatana-kusiciela, sprawcę
grzechu pierworodnego, o tyle mitologie ludów, wyznających
religie naturalne, uznają go za symbol życia i zabiegają o jego
życzliwość.
Ten sam motyw węża odnaleźli dawni podróżnicy w Kongu
w ceremonii inicjacyjnej Djo w plemieniu Koyo. Uczestnikom
uroczystości ukazywał się wąż, bóg-stwórca Elongo, o wysoko­
ści od 5 do 6 metrów, z głową na patyku, pokrytą zwojami rafii
i piórami kury. Otaczały go i tańczyły wraz z nim lalki ifya (ku­
kły na patyku). Rytuał ten popadł już niemal w całkowite zapo­
mnienie. Jego ślady odnajdujemy w popularnym tańcu lalek kyebe-kyebe.
Wśród Indian amerykańskich Hopi z Arizony węże reprezen­
tują także siły natury i życia w rytuale zwanym Paalólóąangw
w otoczeniu wszechobecnych tancerzy kachinas. Pośrodku miej­
sca rytuału znajduje się wielki ekran (parawan), z którego wysu­
wają się głowy węży, podczas gdy ofiarnicy składają im swoje
dary:
Na jednym z bawełnianych ekranów wymalowano siedem
oślepiających słońc w jasnych kolorach i poprzez nie wysunięto
siedem węży wijących się ponad miniaturowym polem rosnącej
kukurydzy. Potem pojawiły się dwa obrazy młodych dziewic, kła­
niających się sobie nawzajem i podnoszących swe ręce do głowy
i opuszczających je. Na końcu, żywa dziewczyna wyszła spoza
ekranu i ofiarowała jednemu z dygnitarzy kierujących
ceremonią

�uplecioną tacę z ich świętym kukurydzianym jedzeniem. Zazwy­
czaj węże wykonane byty z małych pierścieni, pokrytych skórą,
i byty poruszane jak żywe przez szamanów znajdujących się z ty­
łu płótna.
14

Lalki oczywiście były także wykorzystywane do bardziej
przyziemnych praktycznych celów. Poza tancerzami kachinas
Indianie Hopi posiadają także ich miniatury w postaci czterdzie­
stu kilku figurek, wspierających Hopi w chwilach kłopotów
i nieoczekiwanych trudności. Mówi się, że każda z nich służy
określonemu powołaniu, a więc trzeba mieć wszystkie, by być
zabezpieczonym na wszystkie możliwe wypadki. Również
w Afryce miejscowi czarownicy posiadają liczne figurki o sile
magicznej, które pozwalają rozwiązywać codzienne problemy.
Jest więc wykrywacz złodziei, tropiciel zaginionych rzeczy
(afrykański św. Antoni), czuwający w nocy, rzucający uroki
i wielu innych.
Jest także osobna grupa figurek, a także lalek, które służą za­
biegom leczniczym i przewidywaniu przyszłości. Wykorzystanie
lalek dla celów leczniczych było szeroko rozprzestrzenione
w Meksyku i w innych częściach Ameryki Północnej. Szaman
z plemienia Irokezów demonstrował siłę swoich leków za pomo­
cą lalki. Była to martwa wiewiórka do której ogona przymoco­
wane były nici. Pod wpływem zastosowanych ziół odzyskiwała
ona swoją energię, co było dobrą rekomendacją jego usług.
Świadectwo to, pochodzące z wieku siedemnastego, było jed­
nym z wielu przykładów wykorzystania lalek przez szamanów
lub tak zwanych „leczących ludzi".
Wiele tego rodzaju przykładów znajdujemy w Afryce. W Ga­
bonie lalki służą do postawienia właściwej diagnozy, a ściśle
biorąc są punktem odwołania dla znachora, który sugeruje pa­
cjentowi, że to lalka widzi, rozpoznaje, ustala diagnozę: „Bwiti
15

wskazuje... więc widzę... Bwiti mi powiada, że...", co w sumie
wskazuje na magiczne rozpoznanie choroby.
Stosunkowo dużo znajdujemy w Afryce lalek „dewinacyjnych", to znaczy lalek przepowiadających przyszłość lub rozwią­
zujących aktualne problemy poszczególnych osobników. W Zai­
rze w plemieniu Pende lalka galukoshi (lalka zgadująca) znajdu­
je się na kolanach wróża i skinięciem głowy reaguje na imię win­
nego kradzieży czy innego przestępstwa. Na Wybrzeżu Kości
Słoniowej członkinie żeńskiego stowarzyszenia wróżbiarskiego
Sandogo noszą swe lalki na głowie, stawiają je na ziemi i tańczą
wokół nich, by ostatecznie ustalić ich wyroki. W Górnej Wolcie
inne stowarzyszenie posługuje się lalkami kafigueledio. Lalki te
nie mają twarzy, pokryte są śladami poświęconej krwi i prawdo­
podobnie służą do rzucania uroku.
Niezwykły seans misteryjnej dewinacji urządzają wróżowie
z Górnej Wolty. Wróż wyznacza przed sobą na ziemi hematytem
lub kaolinem czworobok, podzielony na cztery sektory, a później
na jednej stronie tej figury koło, połączone z czworobokiem l i ­
niami sinusoidalnymi. Umieszcza w środku tego wielkiego ry­
sunku naczynie ze skóry wołu w formie butelki, zawierającej
„znaczone" muszelki kauri oraz żelazny dzwonek. Uczyniwszy
to, „przepowiadacz rzeczy ukrytych" wiąże do każdego ze swych
dużych palców u nóg koniec nitki, przechodzący na poziomie
nóg dwóch figurek drewnianych wysokości 8 cm i umieszczo­
nych na dwóch kołach. Te figurki znajdują się w pobliżu przeci­
nających się linii w środku czworoboku. Kiedy ten cały materiał
jest już zebrany, operator dzwoni dzwoneczkiem, wzywając po
kolei przepowiadaczy zmarłych i żywych, a także swoich przod­
ków, Pytona, Hienę, Ziemię, Boga-Niebo, Sowę, Kaimana, H i ­
popotama, Rzekę, rybę Tetrodona, święte wzgórze Koumbou,
wzgórze Nawo i Sangoe, wzgórze Tiolo, świętą sadzawkę oraz
święte drzewo z Oussourou.

39

�Z kolei zwraca się do dwóch drewnianych figurek, przedsta­
wiających mężczyznę Sie i kobietę Yeli, upomina je, zaleca im,
by były posłuszne, by nie s'mialy się, ale by wykonywały ich
zadania. Potem rzuca na ziemię dwie muszle, przyzywając
swego ojca i prosząc go, by nic złego nie wyniknęło dla niego
z aktualnego seansu. W tym momencie muszle powinny zająć
odpowiednią pozycję, jeśli zaś tak się nie stanie, przepowiadacz zaczyna swe wezwanie od początku. Następnie zwraca się
do lalek, pytając czy sprawa jest delikatna i do czego się odno­
si, ponieważ petent nie stawia żadnych pytań i nie ujawnia, ja­
ki jest cel jego wizyty. Ten bowiem powinien być odkryty przez
samego wróża z pomocą figurek z drewna. Przyjmuje się, że to
pod wpływem bogów i innych protektorów, wezwanych na po­
czątku operacji, lalki przesuwają się na sznurku, pozdrawiają
się, kłaniają i padają na ziemię. Sądzi się, że jest też jakiś kod
interpretujący te ruchy. Czuwa nad nimi przepowiadacz-wróż,
który rzuca zwykłe muszle, by kontrolować odpowiedzi lalek.
W każdym razie seans kończy się zadowoleniem petenta, który
płaci należne honorarium jakby w pełni zrozumiał odpowiedź
lalek.
Afrykanie akcentują specjalną więź między lalkarzem i jego
lalkami, ale nie przypisują lalkom złych mocy, istniejących
w nich autonomicznie. Tę wiarę natomiast posiadali dawni Chiń­
czycy. Uważali oni, że lalka ze swoimi otwartymi oczami jest po­
datna na zły wpływ demonów, które chętnie w niej zamieszkują.
Liczne anegdoty opowiadają o samodzielnym życiu nawiedzo­
nych lalek, szczególnie w nocy. Dlatego lalkarz powinien chro­
nić swoje lalki, trzymać je w odpowiednim pudle pokrytym za­
klęciami, a ponadto zakrywać im oczy tkaniną zapisaną magicz­
nymi formułami. Specjalistami w formułowaniu tych zaklęć by­
li kapłani taoiści i lalkarze blisko z nimi współpracowali.
Niemniej paranie się przedmiotami magicznymi, za jakie po­
wszechnie uważano lalki, powodowało wśród Chińczyków wie­
le niechęci wobec lalkarzy, z drugiej jednak strony zapraszano
ich w pewnych sytuacjach, kiedy tylko ich działania magiczne
mogły wyzwolić człowieka od wpływu dokuczliwych demo­
nów.
16

17

Mimo ciągłej obecności lalek „rytualnych" czy wykorzysty­
wanych w działaniach magicznych w Afryce da się zauważyć

proces przechodzenia od lalek pierwotnych, sakralnych, do la­
lek teatralnych służących rozrywce uczestników wioskowych
świąt. Przedstawienia Afrykanów nie mają jeszcze jednorodnej
i sfabularyzowanej struktury dramatycznej. Składają się z szere­
gu epizodów, przedstawiających scenki z życia codziennego,
postaci zwierzęce, a także postaci mityczne jak Une Meven
z głową kajmana, jak Fanro czyli mistrz wody, jak Yankadi
o podwójnej twarzy i czworgu piersi. Mimo obecności tych po­
staci przedstawienia te zdają się mieć charakter wyłącznie roz­
rywkowy. Można przypuszczać, że mamy tu przykład etapu
przejściowego od lalek rytualnych do lalek teatralnych, z ich
funkcjami poznawczymi i rozrywkowymi. W ostatnich dziesiąt­
kach lat proces ten został przyspieszony w wyniku licznych
kontaktów lalkarzy afrykańskich z teatrem europejskim. W wie­
lu wypadkach sami Afrykanie zaliczają lalki rytualne do kultu­
ry ludowej i starają się upodobnić swój teatr do wzorców mię­
dzynarodowych. Nie jest to słuszne, ponieważ w ten sposób tra­
cą szansę na stworzenie teatru własnego, zakorzenionego
w pierwotnej kulturze magicznej.
Inną i jakże osobną sytuację odnajdujemy w Azji. Wydawa­
łoby się, że w Azji od wielu wieków istniały ukształtowane for­
my widowiskowe, zasługujące na nazwę teatru, takie jak indyj­
ski teatr cieni, indonezyjski i malajski wayang, japoński teatr
ningyo joruri, zwany także bunraku, opera lalkowa w Chinach.
Znamienną cechą tych wszystkich teatrów jest jawna obecność
narratora: tayu w bunraku, pulavara w teatrze cieni w Kerali, dalanga w wayangu purwa, kulit czy gołek. Wśród tych teatrów
tylko bunraku wyróżnia się świeckimi tematami w repertuarze,
chociaż przygotowanie do spektaklu zawiera wiele pierwiastków
sakralnych. Pozostałe wymienione tu teatry posiadają nie tylko
sakralne tematy ale wypełniają sakralne funkcje. Wiele z nich
pozostaje w kręgu kultury hinduskiej, co wyraża się w demon­
strowaniu na scenie i ekranie tematów z Mahabharaty i Ramajany, dwóch sanskryckich eposów.
Jak rozróżnić rytuał od teatru? Innymi słowy czy słusznie te­
atry azjatyckie (szczególnie teatry cieni) nazywamy t e a t r a m i ?
Richard Schechner zaproponował następujące rozróżnienie ele­
mentów rytuału i teatru według modelu stawiającego skuteczność
przeciw rozrywce:

Lalki „a la planchette", stosowane w afryce jako devinacyjne, czyli rozwiązujące trudne problemy

40

�Przygotowania lalkarzy teatru cieni do uczestnictwa w rytuale świątecznym, Kerala, Indie

Skuteczność
(rytuał)
rezultat
związek z nieobecnymi Innymi
likwidacja czasu, czas
symboliczny
sprowadzenie tutaj Innych
wykonawca nawiedzony,
w transie
publiczność uczestniczy
publiczność wierzy
krytyka jest zakazana
twórczość zbiorowa

Rozrywka
(sztuka teatralna)
zabawa
tylko dla obecnych, tutaj
podkreślenie naszego teraz
publiczność stanowi Innych
wykonawca świadomy swej
funkcji
publiczność przygląda się
publiczność wyraża uznanie
krytyka mile widziana
twórczość indywidualna *
1

Zobaczymy, czy model ten da się zastosować w stosunku do
przedstawień azjatyckich. Z góry można przypuszczać, że istnie­
ją także zjawiska pośrednie, hybrydalne, co zresztą pokaże ich
opis i analiza.
W Indiach wiele przedstawień teatrów cieni wystawia się
z okazji festiwali ku czci jakiegoś bóstwa (w Indonezji dotyczy
to głównie bogini ryżu Sri Devi), ale także z przyczyn bardziej
przyziemnych, jak po to, by sprowokować deszcz, oddalić epi­
demię itp. W Indonezji przedstawienia wayangu towarzyszą
człowiekowi we wszystkich przełomowych momentach życia:
z okazji siódmego miesiąca ciąży, z okazji urodzenia dziecka,
z okazji odpadnięcia pępowiny, z okazji uzyskania ważnego
urzędu (podobnie w Chinach, gdzie z tej racji wystawia się
krótką sztukę pod nazwą Pojednanie), z okazji małżeństwa czy
pogrzebu. Przedstawienia takie służą również wypędzeniu złe­
go ducha, zażegnaniu niebezpiecznej choroby itp. Znamienne,
że o ile Indonezyjczycy z pomocą teatru dokonują egzorcyzmów (uwolnienie człowieka nawiedzonego przez złego du­
cha), o tyle Chińczycy posługują się teatrem lalek w celu oczy­
szczenia z demonów pomieszczeń (domu prywatnego, urzędu,
kina). Być może Chińczycy, inaczej niż Indonezyjczycy, trak­
towali demony jako zjawisko obiektywne, istniejące poza czło­
wiekiem.

Do przedstawień mających na celu zapewnienie człowiekowi
pomyślności w Indonezji wybierano tematy z Mahabharaty i Ramajany. M.in. panowało powszechne przekonanie, że z okazji
siódmego miesiąca ciąży dobrze jest pokazać narodziny Arjuny,
z okazji małżeństwa dobrze było pokazać ślub radży Baladeva.
W innych okolicznościach, a szczególnie w wypadku egzorcyzmów lub zażegnania niebezpiecznej choroby, zarówno w Indo­
nezji, jak w Chinach i w Indiach posługiwano się specjalnymi te­
matami.
Stosunkowo bliskie rytuałowi były przedstawienia wystawia­
ne w Indiach w czasie świątynnych festiwali ku czci bogini Bhagavati. Są to przedstawienia cieni nieprzezroczystych z ograni­
czoną ruchomością członków. W zasadzie pokazuje się je w po­
bliżu świątyni w pomieszczeniu zwanym Kuttu Madam, lub na
specjalne zlecenie osób prywatnych. Kieruje nim pulavar, który
jest znawcą dawnych pism i pieśni (vedy, purany), a także posia­
da własną wersję skróconej Ramajany w tym wypadku zwanej
Kamba-Ramayana. Jest on rodzajem kapłana, z którym współ­
pracuje inny kapłan, wygłaszający proroctwa. Ten ostatni wła­
śnie modli się przed przedstawieniem do bogini i ogłasza wszy­
stkim wieść ojej przychylności dla przygotowywanego przedsię­
wzięcia.
Regularne wystawianie tych przedstawień jest związane z na­
stępującą legendą. Hunuman, król małp, spieszący do Lanki na
pomoc Ramie w jego walce z demonem Ravana, wyzwolił z cza­
ru Mahamayę. Ta pragnęła podążyć wraz z Hanumanem, by być
świadkiem ostatecznej rozprawy z Ravana. Tymczasem bogini
Parashakti wezwała ją na pomoc do walki z demonem Daruką.
W pierwszej chwili Mahamaya odmówiła temu wezwaniu. Para­
shakti ponowiła swą prośbę, obiecując, że wyniesie Mahamayę
do godności bogini z imieniem Bhagavati i że sprawi, że co roku
będzie ona oglądać wydarzenia, których teraz nie zobaczy (wal­
kę Ramy z Ravana), w specjalnym przedstawieniu. Widowiska
cieniowe przy świątyni Bhagavati są więc rekompensatą dla bo­
gini, która zechciała pomóc Parashakti w jej walce z Daruką. Jest
to więc przedstawienie o charakterze wotywnym, z tym że ma­
my do czynienia z darem nie tyle wyznawców bogini, ile przy­
wilejem danym przez inną boginię. Tak czy inaczej pozostajemy
41

�w sferze sacrum. Przedstawienia tego rodzaju odbywają się tak­
że w innych s'wiatyniach.
W Indonezji, jak i w wielu innych krajach związanych z „kul­
turą ryżu" ogromne znaczenie posiada mitologia ryżu i przedsta­
wiające ją rytuały. Znamienne, że w krajach tych ryż traktowany
jest jak żywa istota, jak człowiek, albo jeszcze dokładniej - jak
zwierzę. Nie jest to takie zadziwiające, jeśli przypomnimy sobie
obyczaje społeczeństw totemistycznych, to jest społeczeństw
myśliwych, którzy żywili się mięsem upolowanego zwierza. Po
każdym szczęśliwym polowaniu odbywały się ceremonie mają­
ce na celu przebłaganie ducha zabitego zwierzęcia-żywiciela. Ta­
kim samym żywicielem był ryż, więc jego animalizacja czy antropomorfizacja nie musi się wydawać niczym dziwnym.
Przedstawienia cieniowe (na ogół wayang purwa) służyły ry­
żowym rytuałom przy tradycyjnych okazjach: oczyszczenie wio­
ski w celu przygotowania jej do kolejnych siewów, sprowadzenie
deszczu, zakończenie zbiorów ryżu i inne podobne. Z tej okazji
wystawiano sztukę Sri Machapunggung, opowiadającą o przygo­
dach Devi Sri, bogini ryżu, która pragnęła uniknąć niemiłego jej
małżeństwa. Wystawiano także jej wariant pod tytułem Mengukuchon, zawierający dowody na boskie pochodzenie ryżu.
Przygotowaniami przedstawień kieruje dalang, kapłan,
znawca dawnych tekstów, ich recytator i jedyny animator lalek,
a przy tym dyrygent towarzyszącej mu grupy muzyków. Dalang
zatem zaprasza uczestników do składania darów dla zmarłych
przodków, modli się do zmarłych, by uzyskać ich aprobatę dla
przedstawienia, okadza miejsce, gdzie ono się odbędzie, manife­
stuje swój pełen szacunku stosunek do figury cieniowej zwanej
gununganem, będącej symbolem światowego, kosmicznego
drzewa. W sumie dalang jest gwarantem religijnego charakteru
całego przedstawienia. Oczywiście jego rytualne funkcje rozcią­
gają się na wszystkie przedstawienia, które realizuje, nie tylko na
te, które są poświęcone bogini ryżu.
Przedstawieniem o największej mocy religijnej i , jakbyśmy
my powiedzieli, o mocy magicznej jest wayang ruwatan. Wysta­
wia się je dla zażegnania złych skutków, m.in. takich wydarzeń,
jak: kocioł do ryżu przewróci się na ogniu; ekran wayangu prze­
wróci się na dalanga; rodzina jest niezadowolona z małej liczby
dzieci; człowiek nawiedzony przez ducha staje się tabu dla wszy­
stkich innych i szuka duchowej pomocy. Badacze europejscy
i amerykańscy najwięcej uwagi poświęcili egzorcystycznej funk­
cji ruwatanu. Zazwyczaj z okazji egzorcyzmów wystawia się
sztukę Murwakala (Narodziny Kali):
19

wiają
by Ь)
zadai
sweg
z akl
odpc
dacz
do li
si, p
k i je
sam
pod
czą
się.
inti
ktć
W
pi;
la!
la
w
c:

d
L
n
г
V
i

W tej opowieści bogowie zstępują na ziemię., aby dać przed­
stawienie wayangu (teatru cieniowego) w celu powstrzymania
morderczej napaści boga-olbrzyma Kali (syna wielkiego boga
Siwy), który symbolicznie ściga ezorcyzmowanego: dziecko lub
dorosłego. Ofiara zatem chowa się w jednym z instrumentów uży­
wanych w sztuce w ramach przedstawienia ruwatan i kiedy lal­
karz odczytuje mantrę o potężnej sile, Kala zostaje uspokojony,
ofiara oczyszczona i porządek powraca na świat.
20

Przedstawienia ruwatanu odbywają się z reguły w ciągu dnia.
Zaczynają o 10.00, a kończą około 4.00 po południu. Publicz­
ność siedzi zazwyczaj po stronie dalanga, patrzy zatem na lalki,
a nie na ich cienie. Przedstawienie prowokuje tak wielką konden­
sację sił magicznych, że tylko doświadczony dalang (którego oj­
ciec już umarł) może je odprawiać. Przedstawienie jest zrozu­
miałe dla wtajemniczonych, ponieważ bogowie wstępują w po­
staci tradycyjnych bohaterów. Pojawia się przy tym wiele innych
elementów wziętych z rzeczywistości. Ten „teatr w teatrze" roz­
grywa się na wielu piętrach:
Kiedy bogowie zstępują na ziemię, aby wziąć udział w przed­
stawieniu wayangu sztuki Murwakala, ruwatan staje się faktu-

42

Lalka rytualna t s o n g o - t s o n g o , Gabon. Fot. Denis Nidzgorski

ralnie bogaty i gęsty. Bogowie muszą „przebrać się " i przyjąć
kształt innych postaci, co oznacza się jawajskim słowem malihan. Wisnu, wielki bóg, staje się lalkarzem, ale przyjmuje na sie­
bie postać Arjuny, szlachetnego wojownika. Brama, inny bóg,
podejmuje grę płcią i staje się Sumbadrą, żoną Arjuny; a Nara­
da, śmieszny zdeformowany bóg, przyjmuje na siebie postać Semara, klowna, służącego bohatera Arjuny, i starszego brata,
wielkiego boga Siwy, i staje się pendendang, albo doboszem.
W ten sposób dwa przedstawienia wayangu przenikają się na­
wzajem - to, które było rozpoczęte oraz nowa sztuka w toczącym
się przedstawieniu.
Ponieważ opisywane w tym wypadku przedstawienie było
Z jednej strony ofiarą na rzecz przodków, a z drugiej miało roz­
wiązać familijne problemy, wystąpili w nim również wspomniani
tu przodkowie. W wyniku zbiegu okoliczności ta określona rodzi­
na była rodziną lalkarzy i muzyków. Po krótkim pobycie przod­
ków na ekranie, gwałtownie prześladowanych przez Kałę, obe­
cni, żywi członkowie rodziny, którzy zamówili
przedstawienie,
pojawili się na ekranie jako lalki. '
2

Tych komplikacji było jeszcze więcej, ale przytoczony cytat
wystarczająco informuje o możliwości piętrzenia planów fikcji
i rzeczywistości w przedstawieniu wayangu. Oczywiście i w tym
wypadku Kala został ujarzmiony i problemy rodzinne zostały
uregulowane.
W Chinach stosunki z demonami układały się w sposób bar­
dziej skomplikowany. Wiązało się to ze strukturą chińskiego spo­
łeczeństwa. Od czasów Konfucjusza największym respektem
cieszyli się producenci żywności, chłopi, którzy tylko w okresie
zimowym mieli czas na inne, manualne, rzemieślnicze prace,

�traktowane nie tylko jako pewna odmiana ciężkiej całorocznej
pracy, ale i jako pewna przyjemność. Ktokolwiek wyodrębnił się
z grupy rolników i całkowicie poświęcił się rzemiosłu, traktowa­
ny był jako darmozjad. Wytworzyła się więc pewna niechęć mię­
dzy grupami producentów i rzemieślników, a w szczególności
budowniczych domów. Byli oni uważani za odszczepieńców,
którzy, co gorsza, umieli posługiwać się magią. Budowniczowie
przyjęli proponowaną grę i otoczyli swój zawód rozlicznymi ta­
jemnicami. Powszechnie wierzono, że budowniczy domu może
w nim ukryć magiczną formułę, która nie tylko będzie wpływać
na losy mieszkańców domu, ale sprowokuje także obecność de­
mona lub demonów.
W ten sposób pojawiła się konieczność puryftkacji domu po
jego wykończeniu. Mogli tego dokonać ludzie w równym stop­
niu pogardzani za swoje powiązania z magią, a przy tym także
„darmozjady" - lalkarze. Lalkarzy więc angażowano od niepa­
miętnych czasów do odegrania przedstawienia o puryfikacyjnej
sile. Zazwyczaj wystawiano przedstawienie pod tytułem Zhao
Xuantan ujarzmia tygrysa, które wykonywane było w pustym
domu, a więc jak gdyby wyłącznie na rzecz demona. Miało go
ono przerazić do tego stopnia, by dobrowolnie i na zawsze opu­
ścił dom. Oczywiście za tak straszliwe i pełne magicznej siły
przedstawienie lalkarze pobierali podwójną opłatę.
Na pustą scenę z lewej wchodził najpierw tygrys, podczas
gdy kawałki surowej wieprzowiny były umocowane po stronie
prawej. Tygrys znajdował mięso i zaczynał je pożerać. Z kolei
z lewej wchodził na scenę Zhao Xuantan, wskakiwał na mały
stolik na środku sceny i popatrzywszy na tygrysa zajadającego
mięso, wykonywał niebezpieczny skok i spadał na grzbiet tygry­
sa jak na konia. Zakładał mu wędzidło albo czerwony sznurek
wokół szyji i siedząc na nim okrakiem, kierował się płynnie do
wyjścia na prawo. Wieprzowe mięso, które wykorzystano
w sztuce, wyrzucano na śmietnik. Jeśli psy nie chciały go jeść,
albo, co się zdarzyło parę razy, trawa, gdzie upadło, zmieniła ko­
lor, był to niedobry znak.
Jeśli jednak otwierano jakąś świątynię albo nowy teatr, po­
22

trzebne było przedstawienie o większej mocy. Odgrywano wtedy
sztukę Król fantomów usuwa złe wpływy. Wezwani lalkarze bu­
dowali we wnętrzu budynku ołtarz ku czci Huanganga, patrona
teatru w prowincji Guangdong. Na ołtarzu stawiali drewniane
wiadro pełne ryżu, na którym kładli zwierciadło, parę nożyczek
i linijkę. Z boku znajdowała się skrzynka z kartkami papieru za­
wierającymi rok, miesiąc, dzień i godzinę urodzin każdego z lal­
karzy, aby bóg zapewnił im swoją pomoc w czasie walki ze zły­
mi duchami. Znajdowało się tu jeszcze wiele innych pomocnych,
symbolicznych instrumentów. Po ich wykorzystaniu w działa­
niach magicznych lalkarze odgrywali sztukę o królu fantomów,
w trakcie której okazuje się, że straszliwy król fantomów jest tyl­
ko przebraniem bogini miłosierdzia Guanyin. Kiedy przestrzeń
została oczyszczona, wpuszczano do sali publiczność, która
oglądała inne przedstawienie Guan Gong w towarzystwie synowych.
Wydaje się, że wszystkie opisane tu przedstawienia funkcjo­
nowały na terytorium sakralnym: służyły kontaktom z bóstwami
i nastawione były na określony efekt. Biorąc pod uwagę wcze­
śniej cytowane rozróżnienie rytuału i teatru, wypadałoby powie­
dzieć, że nie kwalifikują się one jako rozrywka i teatr. Wpraw­
dzie trudno jest stwierdzić, że ich wykonawcy byli nawiedzeni
i w transie, jak też, że spektakle zostały wytworzone (w sensie
wspólnej kreacji - teraz) w sposób kolektywny. Zatem oznacza
to tylko, że znów spotykamy się ze zjawiskiem z etapu przejścio­
wego między rytuałem i teatrem. Rytuał służy bowiem przypo­
mnieniu dziejów bóstwa i jego czynów, w omówionych wypad­
kach te funkcje adoracyjne są uzupełnione albo wręcz zastąpio­
ne przez funkcje błagalnicze, przez prośby o likwidację stanów
zagrażających całej społeczności albo przez prośby o pomoc jed­
nemu z jej członków (choroba, nawiedzenie przez złe duchy). Te
błagalnicze funkcje przedstawień sugerują nam wpływy innej
dawnej tradycji i praktyki religijnej, a mianowicie szamanizmu.
Rzecz tentująca wobec faktu, że w większości omówionych
przypadków mamy tylko jednego koryfeusza przedstawienia,
jednego mędrca, który dyryguje wrażeniami uczestników swego

Scena, lalki i widownia przedstawienia cieniowego w a y a n g

k u l i t . Jogyakarta. Indonezja

43

�Adresant
Adresat
\
/
Podmiot
!
Przedmiot
/
\
Pomocnik
Przeciwnik

24

Odpowiednia interpretacja rytuału i seansu szamanistycznego
przedstawiałaby się następująco:
Rytuał
bóg

K k o k t u g a k s i - teatr koreański o korzeniach szamanistycznych

seansu. Oczywiście rzecz jest bardziej skomplikowana, jak to za­
uważył Levi-Strauss:
(Szaman) przed rozpoczęciem dramatu posiada dwa rodzaje
danych: z jednej strony przekonanie, że stan patologiczny posia­
da pewną przyczynę i że ona może być dosięgnięta; z drugiej stro­
ny system interpretacji lub inwencji osobistej odgrywa wielką ro­
lę, która porządkuje różnorodne fazy bólu, od diagnozy do wyle­
czenia. Przekształcenie w bajkę rzeczywistości, która w istocie
pozostaje nieznana, realizuje się dzięki równoczesnemu
działaniu
trzech rodzajów doświadczenia: po pierwsze doświadczenia sa­
mego szamana, który, jeśli jest rzeczywiście szamanem z powoła­
nia (a nawet jeśli nie, to w rezultacie jego praktyki), doświadcza
stanów o charakterze psychosomatycznym; po drugie, chorego,
który rzeczywiście czuje polepszenie albo też nie odczuwa go; po
trzecie, widzów, którzy uczestniczą w procesie leczenia, odczuwa­
jąc przy tym pewne ożywienie oraz intelektualne i emocjonalne
zadowolenie, będące podstawą zbiorowej zgody co do prawidło­
wości leczenia, prowadząc do jego następnej fazy.
n

Istota operacji szamańskich sprowadza się do następujących
etapów: 1. wezwanie szamana w warunkach nieszczęścia zbio­
rowego lub indywidualnego; 2. wezwanie przez przybyłego sza­
mana duchów wspomagających. Udanie się w podróż w celu
spotkania z bóstwami, które pozwolą zwalczyć antagonistów
poszkodowanego i które pozwolą usunąć początkowy, negatyw­
ny stan; 3. powrót szamana z podróży, przekaz zdobytych war­
tości duchowych i zdobytych proroctw, uwolnienie duchów
wspomagających. W kategoriach teatralnych mamy tu do czy­
nienia z teatrem jednego aktora, który bardzo często, oprócz
tańca i zachowań wynikających z przebywania w transie, posłu­
guje się narracją. W tym także kryje się istotna różnica między
rytuałem a szamanistycznym seansem. Pierwszy stopniowo re­
zygnuje z postaci koryfeusza i zastępuje go działającymi rzeko­
mo samodzielnie postaciami scenicznymi; drugi zachowuje ko­
ryfeusza i powierza mu nową funkcję: jedynego aktora i opowiadacza. W spektaklach parateatralnych zatem, takich jak wayang, szaman mógł pozostać głównym wykonawcą i recytato­
rem.
Różnice w strukturze i funkcji rytuału i seansu szamana da
się łatwo zauważyć na przykładzie słynnego diagramu A. Greimasa, stosowanego wobec analizowanych fabuł:

44

utrwalenie systemu
wartości

\
/
uczestnicy rytuału
(aktorzy)
!
odtworzenie boskich czynów
/
\
społeczność 0

Seans szamana
społeczność

przywrócenie
akceptowanych
wartości
I

szaman

usunięcie nieszczęścia lub choroby
/
\
dobre duchy złe duchy

Różnice strukturalne, ważne dla przyszłego rozwoju teatru,
są tu bardzo wyraziste. Struktura rytuału jest funkcją religijnych
przekonań społeczności ludzkich, dlatego będzie podlegać
wahaniom odpowiednio do zmiany przekonań religijnych.
Struktura seansu szamanistycznego wynikająca ze stosunków
wewnątrz społeczności ludzkiej wydaje się bardziej trwała.
Uczestnicy rytuału jako aktorzy teatralni stali się służebnikami
różnorodnych ról i różnorodnych fabuł. Szaman nawet
zmieniając swoje funkcje (kapłan-lekarz, aktor, recytator,
psychiatra), zachował całkowitą niezależność od fabuły, którą
tylko relacjonuje. Posługuje się nią jak orężem dla osiągnięcia
swoich religijnych (magicznych) i świeckich celów.
W efekcie tej analizy możemy przypuścić, że to właśnie z
powodu tych strukturalnych różnic rytuał dał początek
spektaklom dramatycznym w sensie arystotelowskim, podczas
gdy seans szamanistyczny dał początek spektaklom kierowanym
przez narratora. Oczywiście wniosek ten ma charakter orientacyj­
ny. Teatr bowiem, niezależnie od jego specyficznego charakteru,
żyje dzięki bogatemu kontekstowi różnorodnych impulsów. Moż­
liwe wpływy rytuału czy seansów szamanistycznych przemiesza­
ły się ze sobą, łącząc ze sobą elementy dramatyczne i epickie
w jedną całość, przeciw której nikt już nie może protestować, i to
w imię tak błahego powodu jak „czystość gatunkowa". I dlatego
wayang już to jako rytuał, już to jako seans szamanistyczny pozo­
stanie dla nas teatrem.
Obecność elementów dramatycznych i epickich we współ­
czesnym teatrze lalek ma oczywiście charakter dynamiczny i ich
wzajemne układy zmieniają się bardzo często. Widać to szcze­
gólnie wyraźnie w krajach praktykujących pozostałości rytuału,
gdzie lalkarze podejmują wysiłki na rzecz rozwoju przedstawień
lalek teatralnych, zmodernizowanych i świeckich. Z drugiej stro­
ny w krajach o rozwiniętym lalkarstwie typu europejskiego
próbuje się przywrócić pewne elementy rytuału. Jest to jednak
odrębny temat. Dodajmy tylko na koniec, że dzieje rytuału są
dość podobne do dziejów mitu. Społeczeństwa ludzkie
zachowały swą energię mitotwórczą, co pozwala na przywołanie
do istnienia mitów współczesnych. Podobnie rytuał jako sposób
realizacji mitu odnawia się nieustająco w coraz to nowych
kształtach.

�PRZYPISY:
1

M. Sten, Teatr - którego nie było. Wydawnictwo Literackie, Kra­
ków 1982, s. 22
Claude Levi-Strauss, Anthropologic structurale, Plon, Paris
1958
Mircea Eliade, Inicjacja. Obrzędy, Stowarzyszenia tajemne. Naro­
dziny Mistyczne, Znak, Kraków 1997, s. 50
W. H. Rassers, Pandji, the Cultural Hero, The Hague 1959
Rinnie Tang, From the Funeral Mask to the Painted Face of the Chi­
nese Theatre. „The Drama Review", T96, 1982, s. 63
Jacques Pimpaneau, Des Poupees a l'Ombre. Le theatre d'ombres
et de poupees en Chine, Universite Paris 7. Centre de Publication Asie
Orientale, Paris 1977, s. 9
Olenka Darkowska-Nidzgorski, Denis Nidzgorski, „Le chant de
I'oiseau". Theatre de marionnettes racines africaines. Paris 1997 (ma­
szynopis)
Maryse Badiou, L'ombra i la marioneta o les figures dels deus, Pu­
blications de I'lnstitut del Teatre, Barcelona 1988, s. 21
Mircea Eliade, op. cit., s. 30, 52, 78
"' Andre Schaeffner, Rituel et pretheatre, in: Histoire des spectacles,
Gallimard, Paris 1966, ss. 51-52
" Mircea Eliade, op. tit., s. 45
E . T . Kirby, Ritual Sex. Anarchic and Absolute, „The Drama Re­
view", t. 89, 1981, s. 4
2

3

4

5

6

7

8

9

l 2

13

Mel Helstien, Killekvatha i Bangarakka, Teatr Lalek, 21-22, 1988,

s. 10
14

Armin W. Geertz and Michael Lomatuway'ma, Children of Cotton­
wood. Piety and Ceremonialism in Hopi Indian Puppetry, University of
Nebraska Press, Lincoln and London 1987, s. 218
Paul McPharlin, The Puppet Theatre in America. A History: 1524
to 1948. Plays, Inc. Boston Publishers, 1969, s. 9
Olenka Darkowska Nidzgorski, Theatre populaire de marionnettes
en Afrique noire, Paris 1976, s. 40-41
Jacques Pimpaneau, op. cit., s. 19
Wayne Ashley and Regina Holloman, From Ritual to Theatre in
Kerala. „The Drama Review", t. 94, 1982, s. 68
Friedrich Seltmann, Schattenspiel in Kerala. Sakrales Theater in
Sud-Indien. Franz Steiner Verlag, Stuttgart 1986, s. 87-90
Laurie Lobell Sears, Aesthetic Displacement in Javanese Shadow
Theatre. Three Contemporary Performance Styles, „The Drama Review",
t. 123, 1989, s.125
Tamże, s.126
Jacques Pimpaneau, op. cit, s 21
Claude Levi-Strauss, op. cit., s.197
Impuls do wykorzystania tego schematu dala mi praca Eleny
S. Novik, Obriad i folklor w sibirskom szamanizmie, Nauka, Moskwa
1984
15

16

17

18

19

211

21

2 2

2 3

2 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5878" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5858">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/974ddc668d186cbdc040a5f64b9505bf.pdf</src>
        <authentication>b0a3bbafa667ead92cc0c8a390368a0a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70110">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70111">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70112">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70113">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70114">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70115">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70116">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70117">
                <text>g u0 5 6
i.

. ...

A* A-

KONTEKSTY
P O L S K A

A N T R O P O L O G I A

•

1998

S Z T U K A

K U L T U R Y

L U D O W A

E T N O G R A F I A

rok LII n r 2 ( 2 4 1 ) Indeks 3 6 9 4 0 3

S Z T U K A

cena 5 zł

Stanisław Cichowicz Ignorabimus. Notatki antropologiczne

Teatr i Antropologia:

Kirsten Hastrup Poza antropologią, Antropologjako przedmiotprzedstawienia dramatycznego
Błazen zperspektywy kilku światów - rozmowa z Khalidem fyabji
Monika Sznajderman Błazen. Narodziny i struktura mitu.
Henryk Jurkowski lalki w rytuale

Śmierć w mediach:

•

Magdalena Radkowska W poszukiwaniu zaginionej śmierci, czyli Ars moriendi dzisiaj
Krzysztof Cibor Jak nie umiera królewna Schiffer
Agnieszka Kirchner, Anna Wróbel „Ton nadaje radio Zet"
Dorota Hall Śmierćjako przynęta

Bronisław Malinowski Dzienniki (1908-19W

�SPIS TREŚCI
Stanisław

Ignorabimus. Notatki antropologiczne

Cichowicz

TEATR I ANTROPOLOGIA

Kirsten

Błazen. Z perspektywy kilku światów. Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze
rozmawiają Jola Cynkutis, Dagnosław Demski i Sławomir Sikora
Poza antropologią. Antropolog jako przedmiot przedstawienia dramatycznego .
Przekształcenie s'wiadomos'ci w przedstawieniach rytualnych: kilka myśli
i problemów
Początki teatru w Afryce i w obu Amerykach
Lalki w rytuale
Błazen. Narodziny i struktura mitu

Hastrup

Barbara

Myerhoff

Leslie Du. S. Read
Henryk

Jurkowski

Monika

Sznajderman

6
20
29
32
35
46

ŚMIERĆ W MEDIACH
Magdalena
Krzysztof

Radkowska
Cibor

Zuzanna

Grębecka-Ćwiek

Tomasz Rakowski
Agnieszka Kirchner, Anna

Wróbel

Dorota Hall
Agnieszka

Kamińska

Tomoho Umeda
Tomoho Umeda
Draginja

Nadaidin

Marceli Zygala
Krzysztof

Strachota

Krzysztof

Kosowski

Adrianna

Kabza

Tomasz

Strączek

Iwona

Chodorowska

W poszukiwaniu zaginionej śmierci, czyli Ars moriendi dzisiaj
Jak nie umiera królewna Schiffer. Kilka słów o śmiercionośnej reklamie
Matczyny ból nie ma granic. Opis śmierci w czasopismach kobiecych
Zaczytując się w brukowcach
„Ton nadaje radio Zet"
Śmierć jako przynęta
Tamagotchi - ogniwo pomiędzy lalką a zwierzątkiem. Wirtualne cmentarze
dla cyber-stworzonka
Kendo. Pomiędzy życiem a śmiercią
Krótka refleksja na temat śmierci w Manga i nie tylko
Estetyzacj a śmierci
Uwagi o śmierci w fotografii reporterskiej. Z inspiracji wystawy World Press
Foto'97
Śmierć i śmierci obraz w Islamskiej Republice Iranu - szkic
Równi ludzie, egalitarna śmierć w wolnych mediach państw rozwiniętej
demokracji
Jak mówi cisza - marsze przeciw przemocy
„Tragarz śmierci"
Świat żywych i umarłych

55
60
62
65
67
68
70
74
76
78
79
82
83
85
87
91

PRZECZYTANO, ZOBACZONO...
Jarosław Eichstaedt
Piotr Kowalski
Ewa Klekot

Wspomnienie o prawdziwych mężczyznach
Nekrologia i antropologia współczesności
Huculskie mity i Mit Huculszczyzny

96
99
101

Dzienniki, Zeszyt 2

103

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław

Malinowski

Streszczenia

112

Noty o autorach

112

Na
Na

o k ł a d c e : Leszek Mądzik, Tchnienie. Fot. Andrzej John
s t r o n i e t y t u ł o w e j : Jan Bernasiewicz, Diabeł i śmierć, fot. Jarosław Wójcik z albumu Aleksandra Jackowskiego
Sztuka zwana naiwną, Warszawa 1995
© Copyright by „Konteksty". Przedruk za zgodą redakcji

Numer dotowany przez

Ministerstwo Kultury i Sztuki
i Fundację im. Stefana Batorego

�POLSKA

SZTUKA

LUDOWA

KONTEKSTY
ANTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

nr 2 - 1998

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS
Stanisław Cichowicz

Ignorabimus. Anthropological Notes

3

THEATRE and ANTHROPOLOGY
* **

The Fool. From the Perspective of a Few Worlds. Khalid Tyabji Talks Not Only
About Theatre with Jola Cynkutis, Dagnosław Demski and Sławomir Sikora . .
Out of Anthropology. The Anthropologist as an Object of Dramatic
Representation
The Transformation of Consciousness in Ritual Performances: Some
Thoughts and Questions
Beginnings of Theatre in Africa and the Americas
Puppets in Rituals
The Jester. The Birth and Structure of a Myth

Kirsten Hastrup
Barbara Myerhoff
Leslie Du. S. Read
Henryk Jurkowski
Monika Sznajderman

6
20
29
32
35
46

DEATH IN MASS MEDIA
Magdalena Radkowska
Krzysztof Cibor
Zuzanna Grębecka-Ćwiek
Tomasz Rakowski
Agnieszka Kirchner, Anna Wróbel
Dorota Hall
Agnieszka Kamińska
Tomoho Umeda
Tomoho Umeda
Draginja Nadazdin
Marceli Zygala
Krzysztof Strachota
Krzysztof Kosowski
Adrianna Kabza
Tomasz Strączek
Iwona Chodorowska

Raiders of the Lost Death or Ars Moriendi Today
How Beauty Queen Schiffer Dies Not. Few Remarks on Lethal Advertising . .
Motherly Love is Boundless. A Description of Death in Women's Magazines .
Devouring Tabloids
Radio „Zet" Sets the Tone
Death as a Bait
Tamagotchi - a Link Between Doll and Animal. Virtual Cemeteries
for Cyber-Creatures
Kendo. Between Death and Life
A Brief Reflection on Death in Manga and not Only
"Beautification" of Death
Remarks on Death in Reporter's Photography, Ispired by World Press
Photo'97
Death and the Image of Death in the Islamic Republic of Iran - essay
Equal People, Egalitarian Death in the Free Media of Fully Democratic
States
How Silence Speaks. Marches Against Violence
"The Porter of Death"
A World of the Living and Dead

55
60
62
65
67
68

Mention of Real Men
Necrology and Anthropology of the Present Time
Hutzul Myths and the Myth of Hutzulshchyna

96
99
101

A Diary (1908-1913). Copybook 2

103

70
74
76
78
79
82
83
85
87
91

RECENTLY READ &amp; SEEN
Jarosław Eichstaedt
Piotr Kowalski
Ewa Klekot

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław

Malinowski

Summary of the Articles

1 1 2

Notes about Authors

1 1 2

Redagują:

Zbigniew Benedyktowicz (redaktor naczelny), Aleksander Jackowski, S ł a w o m i r Sikora (sekretarz redakcji),
Danuta Benedyktowicz, Dariusz Czaja

Doradzają

i w s p ó ł p r a c u j ą : Jerzy B a r t m i ń s k i , Antoni Kroh, C z e s ł a w Robotycki, Ludwik Stomma, Roch Sulima, Zofia Bisiak

T ł u m a c z e n i a :
Korekta:
Projekt

okładki

Redaktor
Adres

Aleksandra R o d z i ń s k a - C h o j n o w s k a , Andrzej Szczepanik

Barbara S a w ó w
i strony

techniczny:

redakcji:

tytułowej:

Jacek K r ó l a k

Krzysztof Nalewajko

Instytut Sztuki PAN, ul. D ł u g a 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, tel. 831-32-71/4 wew. 243; fax 831-31 -49

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5879" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5859">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/ebccb5b1a142b9a09a0f4a9442bba015.pdf</src>
        <authentication>c0361964ce6112c50c398a8511dad048</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2646</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70119">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70120">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2461</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70122">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70123">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.222-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70124">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70125">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70126">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70127">
                <text>SUMMARY OF ARTICLES
S/awom/r S/kora
A n Autobiography C o m p o s e d of Photographs. T h e Meta­
p h o r and the P h o t o g r a p h y
The a u t h o r discusses and interprets a n unusual b o o k - a l b u m
by J o h n Berger and J e a n Mohr: ДлоГлег kVayof Te#ip"(1982),
and in particular focuses on an interpretation of the photonarrative composed of about 150 photographs and conceived as
a fictitious a u t o b i o g r a p h y of an old peasant woman. Attention is
d r a w n t o the fact that one of the foremost manners of creating
m e a n i n g by resorting t o a configuration of photographs can be
deciphered as a n a t t e m p t at creating metaphors. T h e latter not
only "provide food for thought" and stimulate the imagination but
are also a n attempt at bringing t h e viewer-reader and viewed
reality emotionally closer. T h e author accentuates the non-linear
nature of the narrative c o m p o s e d of t w o s u p p l e m e n t i n g para­
d i g m s - history (chronology) and association proper to h u m a n
memory as well as to mythical thinking. A s a result, however, the
narrative possesses m o r e of a spatial (image) t h a n a t e m p o r a l
(film, book) nature. In the opinion of the author, such a narrative
m e e t s t h e r e q u i r e m e n t s of new postmodernist ethnography,
outlined by S t e p h e n Tyler, whose task is not so m u c h the
depiction or representation of reality as its evoking.
R y s z a r d rCaspemw/cz
Aesthetic T a u t o l o g y a n d the Primacy of Perception.
A Brief R e m a r k o n the Burckhardt Vision of Art upon the
E x a m p l e of Елллел/лрел a us R u b e n s
The scientific w o r k s a n d personality of Jacob Burckhardt
inspired historians of art representing s u c h diverse methodologi­
cal stands as Heinrich Wolfflin, A b y W a r b u r g o r Edgar W i n d ,
c o n n e c t e d with the milieu c o n c e n t r a t e d around the latter. Burck­
hardt himself conceived art to be one of the m o s t important
sources of cognition; in his project of the history of culture, the
work of art c o m p r i s e s the most essential point in w h i c h the past
meets the present and offers the scholar insight into the m e a n i n g
of history a n d the uninterrupted process of rendering it topical in
the present. V i a art, the historian of culture is capable of
transcending beyond t h e historical fact and the variability of
events, s e e k i n g certain anthropological foundations of m a n
within history. U p o n the example of Е л л л е ш л д е л aws Rubens,
one of the last works by Burckhardt, published p o s t h u m o u s l y ,
this study tries to indicate the significance of the artistic analysis
of the paintings by R u b e n s performed by the Swiss scholar,
d e m o n s t r a t i n g , at the s a m e time, the place of art and its
perception in the m o d e l of historical cognition, subjected to the
ideals of directness a n d the stirring of historical imagination.
D a r / u s z Czaya
Image a n d R e a l i s m . Notes C o n c e r n i n g B a c o n
This text was written on the m a r g i n of a Polish translation of
Conversaf/ons и#? Franc/s B a c o n . 8nvfa//ry of f a c f by D .
Sylvester. O n e of the m o s t frequent t h e m e s in Bacon's state­
m e n t s is his conception of painting, the key being realism. T h e
a u t h o r tries to reconstruct a n d render m o r e precise the ,,new
realism" proposed by the artist. He refers it to the dual
c o m p r e h e n s i o n of the category of m i m e s i s in Plato a n d Aristotle,
and confronts it with Bacon's opinions about the imitative duties
of painting. In its ultimate consequences, the realism expanded
by Bacon transcends far beyond aesthetics and remains meta­
physical.
Huber/ CzacnowsA;
M i r a c u l o u s Photographs
On m a n y sites of contemporary M a r i a n revelations, p h o t o g ­
raphs c o m p r i s e one of the most interesting of the assorted
m i r a c u l o u s signs of the s a c r u m . Apparently, s o m e of the

222

subsequently developed pictures d e p i c t the s a c r u m , w h i c h
a s s u m e s various forms: from irregular w h i t e rays a n d the Host,
to the figure of J o h n Paul II and even the face of God the Father.
T h o u s a n d s of pilgrims present at the sites of the miracles are
c o n v i n c e d abut the veracity of their experiences, an attitude
which, to a considerable degree, shapes their religiosity. T h e y
perceive a photographed miracle as proof of the truth of the faith
and G o d , in accordance with the principle, still universal in folk
mentality, that a p h o t o g r a p h cannot lie.

5wa K/etof
The Most Holy Heart of Jesus. Scenes from t h e Life of
a Symbol
The article discusses the changeability of the meaning of the
visual s y m b o l u p o n the example of the symbolic depiction of
Jesus, k n o w n as the Most Holy Heart. Its d e c i p h e r i n g , conduc­
ted u p o n n u m e r o u s levels, c h a n g e s d e p e n d i n g on the cultural,
social, and historical context in w h i c h the d e p i c t i o n appears.
This religious symbol, whose tradition dates back to the Middle
Ages, b e c a m e involved in politics, a n d to a c o n s i d e r a b l e d e g r e e
a s s u m e d t h e role of the visual s i g n of Catholic f u n d a m e n t a l i s m .
In turn, the aesthetic d i m e n s i o n of the depictions, whose
majority is rejected by art as a s y m p t o m of par e x c e l l e n c e kitsch,
d e t e r m i n e d its reception to s u c h a degree that the religious
interpretation was no longer possible: images of the M o s t Holy
Heart b e c a m e the carrier of caricature-like simplified meanings,
and the visual symbol changed into a stereotype.

Дло/ze/ P/bfr Kbwakk/
On the Pre-history of the Symbol
The author characterises the m o s t significant s t a g e s in the
d e v e l o p m e n t of the symbolic, Initially, cultural values were
devoid of the status of a s y m b o l a n d r e m a i n e d a n i m m a n e n t
c o m p o n e n t of the existence a n d activity of archaic m a n .
Symbols appeared in cultures w h i c h had at their d i s p o s a l
a dually defined i m a g e of the world. In order to justify this thesis,
t h e author refers to historical poetics and presents p r e m e t a p horical forms of being in the w o r l d . T h e oldest forms of m a g i c are
represented by m e t a m o r p h o s e s , w h i c h are c o n n e c t e d with
thinking that identifies assorted classes of objects. T r a c e s of
m e t a m o r p h o s e s c a n be d i s c o v e r e d in t r a n s m i s s i o n s of folklore
speaking about the transformation of cultural heroes, in religious
views c o n c e r n i n g m e t e m p s y c h o s i s , a n d in early philosophical
conceptions about motion and c h a n g e .
M d e t a m o r p h i c m a g i c was s u p p l a n t e d by thinking in catego­
ries of c o m p a r i s i o n s . It was comparison w h i c h for first time
revealed the necessity of evaluation, a n d d i s t i n g u i s h e d the
ontological relation of mutual d e p e n d e n c i e s .
The function of s y m b o l i s i n g to the metaphor, w h i c h is
a conventional c h a n g e in the characteristic of given objects. T h e
m e t a p h o r does not serve a m a g i c a l identification of objects and
their m e a n i n g but leads to their minute distinction. T h e author is
of the opinion that the symbolic a n d the existence of the ideative
sphere of v a l u e s c o m p r i s e a p r o b l e m facing anthropologists and
their exegetic thought; this is probably the reason w h y as such it
did not exist in archaic culture.

JacWpa И/а/б
Gilgamesh a n d His Star
For four a n d a half millennia, the epic of G i l g a m e s h fascinates
with the fantastic adventures of its hero. W h a t does the
G i l g a m e s h p h e n o m e n o n consist of? T h i s u n u s u a l tale w o u l d not
have survived forso long if it d i d not contain a t i m e l e s s m e a n i n g :
the rebellion against d e a t h . A l t h o u g h Ihe s a g e s , shamans, a n d
priests of all eras tell us that s u c h defiance is senseless, w e
naively hope that G i l g a m e s h will succeed.

�His failure is twofold: G i l g a m e s h does not w i n immortality nor
does he experience spiritual transformation. He disobeys all
teachers of life, and remains a v a n q u i s h e d hero. This defeat is
also part of our humanity, a n d despite the abyss of time
G i l g a m e s h is o n e of us.

Mon/'ka S z n a j d e r m a n
T h e A n g e l in Popular Imagination
T h e author d e a l s with religious beliefs and images which,
usually ignored by a n t h r o p o l o g y , constitute a curious collage
blending the religiosity of the A g e of A q u a r i u s with traditional folk
religiosity; she d o e s so u p o n the e x a m p l e of popular and thriving
angelology. A t the s a m e time, the article proposes the thesis that
this unique r e n a s c e n c e of a belief in angels, with which w e deal
predominantly (albeit not solely) in present-day A m e r i c a n p o p u ­
lar culture, is closely c o n n e c t e d with religious sensitivity, the
angel is a living form of c o n t e m p o r a r y popular religious imagina­
tion. T h e w o r l d of angels has c o m e back; furthermore, it has
a c c o m p l i s h e d this feat only in an outwardly c h a n g e d form.
Actually, m a n y old beliefs c o n c e r n i n g its nature a n d function
have survived a n d inherited the legacy of theology a n d the
a p o c r y p h s . T o d a y , m a n needs the angel as m u c h as he did in
past centuries.

Joanna To/carska-Bak/r
T h e Prayer of the E l e m e n t s . A T i b e t a n Buddhist W o o d c u t
T h e text outlines the cultural context of the w o o d c u t in
Buddhist art of the Great Tibet region (Tibet proper, Nepal, a n d
North India). T h e author inquires Into the purposefulness of
applying the t e r m ,,art" in reference to Buddhist painting,
sculpture, a n d w o o d c u t s . She presents the theology of depic­
tions a n d the so-called effective m e a n s (Sanskrit: upaya ) of
Dharma, the Buddhist t e a c h i n g , a n d proposes her o w n clas­
sification of T i b e t a n w o o d c u t s . Finally, the article cites details
c o n c e r n i n g the preparation of the matrix and the m a k i n g copies
as well as the c e r e m o n y of c o n s e c r a t i n g the prints.

И/о/с/есл M/chera
B o d y a n d Imagination
T h i s text is c o m p o s e d of three scenarios for the television
series B o d y a n d Imagination w h i c h W . M i c h e r a directed in
1996-1997 for Polish Television. T h e series (a total of twelve
episodes) deals with the history a n d anthropology of imagination,
and is an e x a m p l e of popularisation w h i c h uses forms proper for
artistic p r o g r a m m e s . T h e p r e s e n t e d scenarios: To B e a tVoman,
Го Be а М а л , Л Ш с / а / F a c e are p r e c e d e d by brief c o m m e n t s on
the anthropological understanding of imagination and the popu­
larisation of s c i e n c e .
Krysfyna Czem/
Token
For ages, the tattoo w a s a universal w a y of decorating the body
a n d granting a person distinction and significance. T h e author
presents n u m e r o u s e x a m p l e s of the application of the tattoo and
subsequently d i s c u s s e s the painless and bloodless Tattoos by
Z b i g n i e w Bajek in w h i c h the author himself becomes the object.
In ensuing n u m e r o u s photographic self-portraits, Bajek s h o w s
slides of assorted w o r l d - k n o w n paintings upon his white painted
face. In this manner, the latter b e c o m e s a living c a n v a s for
c o m p o s i t i o n s by B o s c h , D ü r e r , Brueghel or Dali. T h e author
interprets the activity of the artist involving his o w n face, and
contrasts it to i.a. the tradition of self-portraits, including those by
W i t k a c y or Tne P///ow B o o k by G r e e n a w a y . In an age of bloody
experiments, the Bajek p h o t o g r a m m e s are a safe example of the
artistic u s a g e of the body. Bajek d e m o n s t r a t e s traces of art u p o n
the body, the tokens of culture a n d its illumination. In doing so, he
proves that art d o e s not exist w i t h o u t a recipient and that the art

w o r k requires an e m b o d i m e n t a n d b e c o m e s subjected to a sui
generis m e t e m p s y c h o s i s by p r o p o s i n g a s c r e e n projection of
h u m a n thoughts, experiences, and sensitivity.
Czes/aw ЯоЬогуск/
T h e Art and P e r s u a s i o n of S o - C a l l e d Billboards
T h e article e x a m i n e s billboards as a n element of c o m ­
munication in its persuasive function and as an e l e m e n t of the
visual surrounding. T h e aesthetic stratum of billboards m a k e s
use of p o s t m o d e r n c o n c e p t s of the fine arts. T h i s role of
billboards in Poland deserves further, m o r e detailed analysis.
Marc;n S z p o * o
Poster-clasm or an U n t a m e d C a m p a i g n
This analysis of the p h e n o m e n o n of d a m a g i n g election
c a m p a i g n posters is c o n d u c t e d upon the basis of material
gathered during the 1995 presidential e l e c t i o n . T h e destruction
of posters is closely c o n n e c t e d with their semiotic aspect.
A d a m a g e d poster also carries a certain m e s s a g e , w h i c h is
usually diametrically different from the o n e intended by its
authors. T h e p r e s e n t e d analysis is f o u n d e d on proposals of
deciphering the newly p r o d u c e d c o m m u n i q u e s . T h e destruction
of depictions - most universal in the p h e n o m e n o n under
e x a m i n a t i o n - is a practice frequently e n c o u n t e r e d in culture,
starting with the distant past. D a m a g e of a substitute is the root
of n u m e r o u s forms of activity from the d o m a i n of negative magic,
w h e r e the person of the e n e m y is s u p p l a n t e d by his depiction.
T h e conviction about the p o s s e s s i o n of the ,,might" and
properties of the portrayed person via his i m a g e led to Byzantine
and Protestant iconoclasm a n d executions c o n d u c t e d In effigie.
T h e destruction of posters w a s universal, a n d pertained to all
candidates. It w a s performed by incurring d a m a g e to s y m ­
bolically m a r k e d fragments of the depiction (face, eyes, mouth
) and the addition of symbols (star of D a v i d , five-armed star,
h a m m e r and sickle, swastika) or annotations of various size.
T h e posters were also dirtied or defaced with d r a w i n g s , in­
cluding vulgar ones. A specific form of destruction w a s the use of
stickers s h o w i n g political rivals. In certain instances, the d a m a ­
ge s t e m m e d from playful sources, but the majority of cases
expressed aggression a n d animosity t o w a r d s the depicted
person.

Oorofa Guf
Internet Ethnography
T h e article inaugurates a series of texts by the author
pertaining to the Internet, Its philosophy, e t h n o g r a p h y , v o c a b u ­
lary, etc.
Jaros/aw /of-OmźycW
T h e Urbl et Orbi B o a r d G a m e
T h e author describes g a m e s In w h i c h the players m o v e their
p a w n s on the b o a r d along municipal transportation lines (the
underground, trams...). T h e purpose is to b e c o m e acquainted
with interesting objects in the given ,,town". Within this context,
the author recalls the classification of g a m e s p r o p o s e d by R.
Caillois - agon, alea, and mimicry. M e n t i o n is also m a d e of the
African g a m e of s u m a n g o l o w h o s e participants ,,play in the
w o r l d of the future". In c o n c l u s i o n , D r u ż y c k i d r a w s attention to
the fact that the players create a real s p a c e , regardless w h e t h e r
It is L o n d o n or St. Petersburg, together with its actual spatial
configuration, or a mythical ,,world of the future".
J e r u s a l e m J e r u s a l e m . A n Interview with N a r m i M i ­
chejda
In 1989, Narmi Michejda, a molecular biologist by training,
started taking photographs of places c o n n e c t e d with Jewish
culture (i.a. Jerusalem, cemeteries). T h i s conversation with
Maria J ę c z m y k and M a ł g o r z a t a
Baranowska
(literary critic) focuses p r e d o m i n a n t l y on p h o t o g r a p h y although

22J

�Michejda also talks about her passion a n d departure from
science towards t h e humanities a n d poetry. ,.Photography a n d
painting c o m p r i s e only a certain stage, necessary i n order to g e t
e v e n closer to poetry itself. T h e s e forgotten 'beings' p o s s e s s
m o r e a n d more concealed faces (.,.). I b e g a n to s m u g g l e into the
b i o c h e m i c a l prison a form of a l c h e m y - Baudelaire, Nerval,
Kafka, Gorges o r m y b e l o v e d Cioran. In this manner, I betrayed
the natural sciences physically a n d probably spiritually, a l t h o u g h
I remained loyal to t h e m , albeit i n a new way. Biochemistry is
adescription of life and death. I selected the other half for m y new
loyalty. A s usual, it b e c a m e apparent that here too - o n the 'ice
flow' of pain a n d death - the t o n g u e fails".
Afagda/эла 5/eramska
Is this the vision of doomsday a n d paradise afterwards?
A n Analysis of o n e of the S y m b o l s of M a n ' s Destiny that
A p p e a r in J e w i s h Cult Art in t h e Polish Territories
In the article t h e author will analyse the images w h i c h
a p p e a r e d in J e w i s h cult art i n t h e territories of central w e s t e r n
Poland at t h e beginning of t h e nineteenth century, a n d were
found until t h e turn of the twentieth century. It was a scene
depicting sheep as they were c o m i n g out of a s h e d a n d m o v i n g
towards a well. This picture can be found firstly on t o m b s , but has
often b e e n found as a decoration on aronof ha-todea/?. In this
analysis, based on biblical texts and fragments of prayers w h i c h
were m a d e during t h e holidays of Rosh H a S h a n a a n d Yom
Kippur, t h e author will try to prove that the scene is actually the
vision of D o o m s d a y a n d the eternal paradise afterwards. S h e will
also attempt to trace the g e n e s i s of this i m a g e to areas of P o l a n d .
Sondan Poc/e/
Seven G a t e s of J e r u s a l e m
This text discusses The S e i / е л Gafes o/^erusa/em, a n oratory
by Krzysztof Penderecki, first performed in J e r u s a l e m in January

1997 and in Warsaw in M a r c h 1997. T h e a u t h o r was inspired by
the Faith a n d Divinity in t h e W o r d , r e v e a l e d i n t h e Bible (a
frequent occurrence in the works by Penderecki), in t h i s case
- in the Psalms. A l l composers w h o follow t h e e x a m p l e of
Monteverdi by writing music to texts of the P s a l m s a n d
proposing a n interpretation of their c o n t e n t s a n d poetic images
in some m a n n e r refer to his arch-models. T h e s a m e holds true
for Penderecki whose patron is also t h e genius of Monteverdi,
The author maintains that T7?e Seven Gafes о / J e r u s a / e m c a n be
regarded as the crowning of the c o m p o s e r ' s hitherto experien­
ces,
Zof/a Rydef (died 1997) w a s a n outstanding Polish p h o t o g r a p ­
her. T h e best k n o w n series of her p h o t o g r a p h s include L/ff/e Мал
(the world of children), Т л е LVor/d of* Emof/on and /лтад/лайол
(photo m o n t a g e s dealing with m o t h e r h o o d a n d t h e trepidation of
old age), Т л е /лА'л/гу o f O/sfanf Pafns (metaphorical depictions
of h u m a n life) a n d Л S o c W o g / с а / Record. W e publish two
Opinions concerning Zofia Rydet - by U r s z u l a C z a r t o r y ­
s k a and A n n a B e a t a B o h d z i e w i c z - a s well as her o w n
statements c o n c e r n i n g primarily Л 5 о с / о / о р ю а / Record. A dis­
cussion o n these works places e m p h a s i s o n t h e ethical mes­
s a g e a c c o m p a n y i n g the p h o t o g r a p h s a n d their author's d o c u ­
mentary passion.
W e also present t h e soundtrack from the o u t s t a n d i n g film
about Zofia Rydet W n / r y о/ D/sfanf P a f ń s directed by A n ­
drzej Różycki.
The group of texts c o n n e c t e d with the anthropologist B r o n i ­
sław
M a l i n o w s k i includes a consecutive fragment of
correspondence w i t h Elsie M a s s o n , his first wife, p r e p a r e d by
theirdaughter Helena Wayne (T7?e Sfory о/Afamage), a letter by
B r o n i s ł a w Malinowski written during his first stay i n London to
Aniela Z a g ó r s k a , a relative a n d translator of J o s e p h Conrad.

W POPRZEDNICH NUMERACH
Problematyce symbolu poświecony byt numer 3/1998 „Kontekstów", kulturze masowej nr 4/1988, filmowi i fotografii
nr 3-4/1992, mitowi i literaturze nr 3-4/1995.
O symbolu w „Kontekstach" pisali m . i n . :
w numerze 1/1980, Z b i g n i e w Benedyktowicz, ЛЛгсед #wzde, /fwabyOm? (Y"W/grzo/wWogü rg/fgf;¿/o/gMomffm/og:i W/f^ry);
w numerze 3/1988: Zbigniew Benedyktowicz, 2ymW w efMogra/w, S. A w i e r i n c e w , ¿ y m W , Jurij Ł o t m a n , S y m W и' jyj/wwe
Wfwry, M i c h a ł K l i n g e r , 6 } ' m W w feo/ogń, Paul T i l l i c h , Zraczewf f шргдмчаДтчен/б j y r n W / ге/УдУ/нусл, M i r c e a Eliade,
Mg/ć%WogfCzne wwagf о б а а Ы ш уулмбоЯЛл reWgfpzg/,'
w numerze 3-4/1992: Dariusz Czaja, S y m W
Uwag; n#A%WogfczrZ€, D o n Fredericksen, „Ддг Уо&amp;ш";
w numerze 2/1995: W i e s ł a w Juszczak, O длггоро/одн ; aymWw, w t y m numerze o p u b l i k o w a l i ś m y również rozmowę
redakcyjną O wzfropo/ogw f j y / n W w ;
O fotografii w „Kontekstach" pisali m i n . :
w numerze 4/1979: Aleksander Jackowski, /для AfłdgrsJWfgo w/Wzewf az/wW Wowg/;
w numerze 1-2/1986: Krzysztof Kubiak, W o W / x o g r a / л n a g r o W - y ;
w numerze 1-4/1987: R o c h Sulima, fofogro/Ia cAfopów pokif'c/z;
w numerze 3/1990: Aleksander Jackowski, forfr?/ W z t / g g o /агы [o Zofii Rydet];
w numerze 3-4/1992: Małgorzata Baranowska, foczfdw&amp;z m a j o w a //bfogra/fa wczw¿ Sławomir Sikora, Fofogra/wz - p a r n i e
- уууобгдглщ A n n a Beata Bohdziewicz, foWzfeMmt czyff ркмелАд о болсы .fwwwo, Józef Szymańczyk, Vfjfcm ybfogro/gm
(wywiad przeprowadzony przez A n n ę Engelking, cz. I), fotografie i teksty Mariusza Wieczorkowskiego oraz Ryszard Ciarka,
odczwwac, myj/ec. #ozmow%z z 7acA/gm O/gaz&amp;f'm;
w numerze 1/1993: Józef Szymańczyk, /gafem _/bfogrq/fw (dokończenie);
w numerze 1-2/1994: Hubert Czachowski, O/ixogrq/н / ef/zogra/w, Sławomir Sikora, f b w g r a / m ar/iyftw w/ftff. Fofogro/Za
/ *»f;
w poprzednim numerze 1-2/1997: z a m i e ś c i l i ś m y blok tekstów poświęconych Bronisławowi Malinowskiemu: Grażyna
Kubica-Heller, jpoz&amp;omf z cortq Brorfúfowa Mo/fnowjtfggo i^ego 6¿ogrq/gm, Rozmowa z //g/ewg Жау/гс, Rozmowa z М'слде/е/п
Kowigiem, Helena W a y n e ( M a l i n o w s k a ) , Wpfyw
ма zyc'e / ¿/ztf/o ^ r o n W a n / a Ma/ma^s-Afćgo, Helena Wayne
( M a l i n o w s k a ) , Я ш о п а m a ^ g ^ r w a . 6i\$ry 8гол W a w a Ma/wowjJtfggo / ^/jfg Ma.fja/i oraz Terence W r i g h t , /Wropo/og yato
дг/yj/o.' yb/ogra/fg Afa/mowftfggo z ГгоблоЫои/.

224

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5880" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5860">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/d449f01e91b30d3aa459082d11cf1343.pdf</src>
        <authentication>59660eb16321a20bce594c56add00736</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70129">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70130">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70132">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70133">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70134">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70137">
                <text>NOTY O AUTORACH
Małgorzata Baranowska - poetka i historyk literatury. Autorka min. takich
książek, jak fumi(mi&amp; miiryczny. Snrrfa/лд tvyoomzrüü i poez/u, 7» y«(
wuzr życie, Warszawa, Mwiqcr, /nfw wieW oraz wielu artykułów z za­
kresu wyobraźni symbolicznej i kultury masowej, dwóch tomów wierszy
МкШо, Zamrt w Лг«лг/асА. Ogłasza w „Twórczości" Prywofną Aiffon;
poez/i.
Zbigniew Bcncdyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów".
Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współczesnej,
min. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom № fWyc/i Wowf/.
John Berger - historyk sztuki, krytyk, pisarz. Autor min. takich prac, jak 77ie
SwmfM ( W füf/wr« о/У/гц«о, Лг| ( W Afvo/u/ion. 77ie ¿oot о/77ii«^j,
Ą%»»6y км/сглщ Лбом/ Looting, ЛмгЯ/ier Wm o/7f//mg, fig Ewrf/i, Олег
i» Europo, G.
Anna Beata Bohdziewicz - absolwentka etnografii UW, współpracowała przy
robieniu filmów min. z W. Borowczykiem, K. Kieślowskim, K. Zanussim.
Fotograf, autorka m.in. następujących cyklów fotografii: foWziermit czy/i
Ломл&amp;а o W i n i ЛимЩ Anf)y?wzfÓKft oraz profesjonalnej kartoteki
aktorów polskich.
Hubert Czachowski - etnolog (UAM), pracuje w Dziale Folkloru w Muzeum
Etnograficznym w Toruniu; prowadzi zajęcia na UMK.
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbolu
w filmie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w redakcji „Kontekstów"
Redaktor książki MiWogif рори/дгле.
Urszula Czartoryska - historyk sztuki, zajmuje się fotografią, emerytowany
profesor Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, starszy kustosz Muzeum
Sztuki w Łodzi. Autorka książek frzygoaypWyczM/ofogrw/ii (1965). Or/
pop дли f/o izmti бомсергкн/ле/ (1973, 1976) oraz licznych artykułów.
Krystyna Czerni - absolwentka historii sztuki UJ. Publikuje w „Znaku",
„Tygodniku Powszechnym", „Odrze", „W Drodze".
Gilíes Deleuze (1925-1996) - filozof francuski, wieloletni wykładowca na
Uniwersytecie w Lyonie, Paris Vlll-Vincennes i College de France.
Zajmował się przede wszystkim problemem uwarunkowanych historycznie
i kulturowo obrazów myślenia, które mając charakter dynamiczny ciągle się
zmieniają, choć więc wiecznie wracamy do tego co było, to stale wracamy
inaczej.
Jarosław jot-Drużycki - studiuje etnologię na UW. Redaktor pisma po­
święconego kulturze miasta „KurWar". Zajmuje się antropologią miasta.
Richard Dyer - szef zakładu badań filmoznawczych - Joint School of Film and
Literature - w Warwick University. Naukowiec, publicysta, działacz ruchu
gejowskiego w Wielkiej Brytanii. Autor m.in. L/gAf Eiiferiuinmenf (1987)
i Он/у biferfummenf (1992).
Maria Jeczmyk - pracuje w Polskim Radiu S.A., program II, redakcja
publicystyki kulturalnej. Autorka rozmów z artystami - cykl rozmów
„Witryna sztuk wszelkich" oraz cyklu audycji Polska w Europie.
Ryszard Kasperowicz - ukończył historię sztuki na KUL-u. Asystent w kated­
rze Historii i Teorii Doktryn Artystycznych (KUL). Przygotowuje pracę
doktorską na temat B. Berensona.
Ewa Klekot - absolwentka etnologii (UW): asystentka w Katedrze Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW. Zajmuje się sztuką popularną i uwarun­
kowaniami kulturowymi przekazu wizualnego.
Andrzej P. Kowalski - archeolog, doktor filozofii, pracuje w Instytucie
Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu.

Wojciech Michera - antropolog kultury (studia UW), twórca telewizyjny,
prowadzi zajęcia na UW i w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor
książki Ллг/Шликл.
Bohdan Pociej - muzykolog, krytyk muzyczny. Napisał min. K/wyrywi/ci
/гимекку (1969), Ддсй. Muzyki i wic/We (1972), Weu - dztw;* - /оллд
(1972), Szkice z późnego го/лдлгуглш (1978), Mw/i/er (1993), ДдсА i/ego
muzyk (1995). Publikuje m.in. w „Znaku", „Ethosie", „Tygodniku Po­
wszechnym", „Ruchu Muzycznym". Autor licznych audycji radiowych.
Czesław Robotycki - dr hab., pracuje w Instytucie Etnologii UJ. Autor licznych
artykułów i książek, m.in. Eino/ogiw wobfc Wfiwy нурокголг/. Zajmuje się
etnologią kultury współczesnej.
Andrzej Różycki - ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK oraz wydział
reżyserski w łódzkiej Szkole Filmowej. Fotograf i filmowiec, autor licznych
filmów dokumentalnych bardzo często o profilu etnograficznym, m.in.
Ko.W&amp;ifmmyMwm, M«yepr)'wwlneKwWne. СлнЛд УУгголШ. №'«WÍсголоУс дд/ftic/i amg.
Zona Rydet (1911-1997) - wybitna fotografka. Autorka min. takich cyklów
fotografii jak Mufy czfow/at, Awwr uciić" i wyobrwzw, MoWczono/ć"
¿Wabc/i (/róg oraz Zwpi'.; wc/okgiczw)'. Wzięła udział w ponad 350
wystawach.
Magdalena Sicramska - historyk, od 1986 r. kieruje Muzeum Żydowskiego
Instytutu Historycznego. Zajmuje się badaniem żydowskiej sztuki kultowej,
a szczególnie jej symboliką. Publikowała artykuły z tej dziedziny.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW). Sekretarz redakcji „Konteksty".
Zajmuje się antropologią fotografii i filmu.
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie IS PAN;
pisze pracę doktorską poświęconą postaci błazna w kulturze. Autorka książki
Zaraza. MiWog/a Ашпу, cWery i Лкк.
Marcin Szporko - etnolog (studia UW), studiuje na Międzywydziałowych
Studiach Doktoranckich UW. Zajmuje się antropologią współczesności,
a w szczególności antropologią polityki.
Joanna Tokarska-Bakir - etnolog, adiunkt w Katedrze Etnologii UW.
Napisała WyzWeme przez zmy.?/y. ТуЫЫД/е Wicrpcye .rokrio/ogiczni!,
До/ w otw Opwfrzwwd (w druku).
Jadwiga Wais - ukończyła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim.
Zajmuje się pograniczem filozofii i literatury. Publikowała min. w „Studiach
Filozoficznych", „Edukacji Filozoficznej". „Kontekstach". Obecnie jest
adiunktem w Zakładzie Filozofii AWF we Wrocławiu.
Helena Wayne (Malinowska) - najmłodsza córka Bronisława Malinowskiego
z pierwszego małżeństwa. Uczęszczała do szkoły w Anglii, studiowała
historię w USA. Po powrocie do Anglii pracowała w Foreign Office
Information Department a następnie kolejno w BBC Television, była
reporterką pisma „Life". Wydała korespondencję Bronisława Malinows­
kiego z żoną, Elsie Masson Malinowską, 77ie Sfory « / Li/g.
Edgar Wind (1900-1971) - Profesor historii sztuki, urodzony w Niemczech.
Znajomość historii sztuki łączył z głęboką wiedzą na temat starożytności
klasycznej, filozofii i estetyki. Był związany z Instytutem Warburga oraz
profesorem w University of Oxford. Autor m in. takich prac, jak Arf ( W
Лпдгс/iy, Е/оды«к% о/ Дуглбо/i, SfWif.t m /цопал/Л arf, Giorgiong'i
ТгглргЛд.
Terence Wright - profesor antropologii kultury, fotograf, wykładowca o me­
diach sztuki i antropologii wizualnej na wydziale humanistycznym w Uniwe­
rsytecie w Luton. Członek Oksfordzkiego Towarzystwa Fotografików.

227

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5881" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5861">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/721fd104ad0d34ef0ce36c6c6ff454c9.pdf</src>
        <authentication>d680be7e5e18fe2b3697050df2ef9b55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70139">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70140">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70141">
                <text>Błazen z perspektywy kilku światów. Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70142">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.6-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70143">
                <text>Cynkutis, Jola; Demski, Dagnosław; Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70144">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70145">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70146">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70147">
                <text>Błazen
Z perspektywy kilku światów
Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze*
rozmawiają J o l a C y n k u t i s , Dagnosław D e m s k i
i Sławomir S i k o r a
„Kiedy studiowałem na wydziale socjologii i antropologii, to chciałem wygłosić
wykład w stroju plemiennym. Przyjść z siekierą do sali i poprowadzić wykład na
temat: antropologowie w oczach ludzi z plemion."

Sławomir Sikora: Khalidzie, może zacznijmy od początku.
Wydaje mi się, że jesteś dla nas osobą intrygującą. Do Polski
przyjechałeś ponad dziesięć lat temu, żeby robić doktorat z an­
tropologii, a w końcu wybrałeś teatr. Czy mógłbyś zatem powie­
dzieć nieco o swoich wyborach, a takie o pierwszych spotka­
niach z teatrem, jak to się stało, że zainteresowałeś się tym, co
można by nazwać teatrem antropologicznym, teatrem otwartym
na antropologię?
Khalid Tyabji: Najpierw wstanę, bo lubię chodzić, wtedy
głowa lepiej chodzi. Nawet kiedy robiłem przed wielu laty ba­
dania naukowe, nie myślałem o karierze w nauce, tylko raczej
w teatrze, o czymś bardziej aktywnym, czymś co angażuje całe
ciało, a także odgrywa bardziej aktywną rolę w społeczeństwie.
Interesowałem się nauką, szczególnie teorią mojego profesora,
J.P.S. Uberoia, który uważał, że na Zachodzie i w tak zwanej
współczesności wszystko jest odwrócone do góry nogami. On
chciał znaleźć taką teorię naukową i sposób bycia we współcze­
snym świecie, które uwzględniałyby indyjski punkt widzenia.
Interpretował też materiały Malinowskiego i pisał o stosunkach
między Malinowskim a Witkacym. Podobnie jak Mahatma
Gandhi, który chciał znaleźć indyjską drogę do współczesności.
Ale kiedy Gandhi zmarł, Nehru i Jinnah, w Indiach i Pakistanie,
zgubili tę drogę, zaczęli naśladować zachodni sposób bycia,
traktowania natury i ludzi. Przyjęliśmy system wiedzy uciele­
śniony w nowoczesnych zachodnich uniwersytetach. Mój pro­
fesor uważał, że Gandhi walczył o niepodległy sposób myślenia
i to mnie bardzo fascynowało, ale to nie znaczy, że chciałem
być naukowcem. Chciałem mieć paszport do społeczności nau­
kowej, a doktorat jest takim paszportem. Przez wiele lat, kiedy
żyłem teatrem, próbowałem równocześnie robić badania, zbie­
rać materiał i myśleć o robieniu doktoratu. Nie mogłem jednak
jednocześnie jechać na dwóch koniach, czerpać pełnej satysfak­
cji z którejkolwiek z dziedzin. Nie żałuję jednak pracy, którą
poświęciłem antropologii. Bardzo się cieszę z tych wszystkich
lektur, których przeczytanie przy moim obecnym trybie życia

* Wywiad przeprowadzony został w końcu grudnia 1997 roku po
polsku z wtrącanymi miejscami angielskimi słowami i zdaniami, które
przede wszystkim ze względu na ograniczenia miejsca zostały spolszczo­
ne. Khalid Tyabji przyjechał do Polski po raz pierwszy w styczniu 1985
roku i z przerwami przebywał tu do sierpnia 1988. Potem gościł jeszcze
kilkakrotnie w Polsce z krótszymi wizytami. Obecnie jest szefem grupy
teatralnej w Indiach. Gra! też w filmach, m.in. w pokazywanej na na­
szych ekranach Kamasutrze oraz główną postać jogina w powstałym nie­
dawno francuskim filmie Hanuman.
Opracowali: Anna Demska, Dagnosław Demski, i Sławomir Sikora.

6

byłoby już niemożliwe. Dało mi to perspektywę kilku różnych
światów.
Ale do Polski przyjechałem także dlatego, że myślałem, iż bę­
dę mógł pracować z Grotowskim. Przez wiele lat czytałem o nim
i marzyłem o tym spotkaniu. Kiedy przyjeżdżałem, nie wiedzia­
łem, że jego już tu nie ma. Ciekawe jednak, że wybrałem temat na
doktorat, który był związany z Polską.
Dagnosław Demski: A jaki to był temat?
K.T.: Stosunek między magią, religią a nauką, tzn. punkt,
w którym dokonała się zmiana relacji między tymi obszarami.
Przykładem miała być teoria kopernikańska.
D.D.: To znaczy przejście od magii do nauki.
K.T.: Nie, to jest sposób myślenia Frazera: on mówił, że jest
magia, religia, a potem nauka. Ale potem, od czasów Malinow­
skiego, te trzy rzeczy mogły współistnieć i współwystępować.
Mój profesor uważał, że rzeczywiście istnieją one w każdej kultu­
rze, a tylko inne są relacje między nimi. Współczesna nauka od­
wróciła niektóre rzeczy zupełnie do góry nogami w czasie tzw. re­
wolucji naukowej pomiędzy Kopernikiem i Newtonem, to zna­
czyło, że połowę tworzy nauka o przyrodzie, natural sciences,
a druga część to arts and humanities, czyli nauka o ludziach. Me­
dycyna, a oddzielnie psychologia, socjologia i antropologia. A re­
ligia, rzeczy, które są święte, znalazły się poza systemem wiedzy,
stały się sprawą prywatną. To jest wielka różnica w porównaniu
z tym, co można znaleźć poza Europą i co działo się wcześniej
w Europie. Od X V I I w. zmienił się sposób widzenia i powstało
coś, co miało być wykładnią prawdy dla wszystkich. W Indiach
krążą takie dowcipy. Większość naukowców w Indiach to brami­
ni, oni są z najwyższej kasty i z powodu przynależności do niej
mają być wegetarianami i obowiązuje ich zasada ahimsa, czyli
niestosowanie przemocy, niezabijanie zwierząt; mogą być brami­
nami w domu, ale potem idą do laboratorium i robią wiwisekcję
zwierząt.
Uważam, że antropologia i teatr mają wspólny punkt zainte­
resowania: człowieka. W tym znaczeniu są zatem uniwersalne.
W obu przypadkach temat zainteresowania jest jednocześnie
podmiotem. Ale nie lubię nazwy „teatr antropologiczny", brzmi
ona zbyt akademicko. Kojarzy mi się też z eksperymentami re­
konstruowania obrzędów, które prowadzi się w uniwersytetach
amerykańskich, a te działania nie za bardzo mi smakują. To oczy­
wiście może kojarzyć się też z Grotowskim i Gardzienicami - i to
jest pozytywne skojarzenie, ale w porównaniu z nimi czuję się
skromniejszy i jestem zakłopotany włączaniem mnie do tej samej
kategorii. Tym niemniej interesuję się akademickimi, a szczegól­
nie antropologicznymi studiami na temat teatru. Pamiętam pewien
incydent, który się zdarzył już po zarzuceniu doktoratu: stworzy-

�łem przedstawienie, w którym grałem m.in. nieumiarkowanego
reportera i wszyscy moi przyjaciele antropolodzy sądzili, że jest
to aluzja pod ich adresem. W rzeczy samej mój doktorat obejmo­
wał antropologię antropologii, niezależne spojrzenie na znaczenie
i interpretację zachodniej antropologii. Punktem wyjs'cia miał być
klasyczny sposób myślenia, miałem badać pewien aspekt wiedzy
ludów plemiennych, a potem zatoczyć pełne koło i zacząć badać
źródła takiego spojrzenia na świat - czyli samą antropologię.
S.S.: A jakim teatrem interesowałeś się na początku?
K.T.: To stało się trochę przypadkiem. W szkole widziałem
kilka dramatów i to mnie bardzo fascynowało, ale kiedy byłem
sam przed ludźmi, to miałem tremę, byłem nieśmiały. Nigdy nie
myślałem, że kiedyś zostanę aktorem. Kiedy zacząłem naukę
w college'u, przy kolacji mój ojciec powiedział, że powinienem
się zajmować teatrem. Odpowiedziałem, że nie, że to nie dla mnie.
Nie wiem, dlaczego ojciec tak powiedział. Może dlatego, żebym
miał większe poczucie pewności siebie, a może dlatego, że on
sam bardzo lubił teatr. Studiował z Johnem Giełgudem. Zorgani­
zował przedstawienie Hamleta z Giełgudem w Delhi w 1946 ro­
ku. Dwa tygodnie później przeczytałem z przyjacielem ogłoszenie
w gazecie o warsztatach teatralnych. To było w Delhi i prowadził
je Anglik, który wybrał życie w Indiach, mieszkał tam dwadzie­
ścia siedem lat, a teraz ma już indyjski paszport. Jest świetnym re­
żyserem.
D.D.: A jak on się nazywa?
Т.К.: Barry John. Pierwszym przedstawieniem miał być Edyp
w wersji Teda Hughesa, którego premierę zrobił Peter Brook
z Giełgudem zresztą, ale o tym dowiedziałem się później.
Jola Cynkutis: Czyli w tym zespole byłeś krótko?
K.T.: Nie, byłem tam sześć lat. Kiedy zaczynałem, miałem sie­
demnaście lat. Ostatnie trzy lata byłem administratorem zespołu,
a już po roku pracy zostałem asystentem administratora. Więk­
szość czasu spędzałem w teatrze, ale na trzy miesiące w roku za­
mykałem się po to, żeby zdać egzaminy. Angażowała mnie gra
i przygotowanie spektakli, a to znaczy, że musiałem nauczyć się
mnóstwa rzeczy. Po całym mieście szukałem różnych rzeczy do
przedstawień, robiłem sam dekoracje, zajmowałem się rekwizyta­
mi, maskami, oświetleniem, nagrywaniem, drukowaniem, prasą
i reklamą, kontaktami z władzami i rachunkowością, ludźmi
z wszystkich sfer...
S.S.: Właściwie otrzymałeś zatem profesjonalne przygotowa­
nie?
K.T.: Tak, to być może jeden z najlepiej znanych i profesjonal­
nie przygotowanych ludzi teatru w Indiach. Pierwsze zadanie,
które pamiętam w czasie warsztatu, polegało na tym, żeby znaleźć
w sobie zwierzę, ale nie takie, które istnieje w świecie, tylko to,
które się ma w sobie.
S.S.: I jakie to było zwierzę?
K.T.: O tym nie myślałem, chodziło raczej o doświadczenie
uczuciowe niż obrazowe. Trzeba było je odnaleźć w ruchu, głosie
i w stanie bycia. Byłem jak opętany. Doświadczyłem innego sta­
nu bycia, którego wcześniej nie znałem. Wtedy jeszcze nic nie
wiedziałem o Grotowskim i dopiero później dowiedziałem się, że
ta praca była nim inspirowana. To był trzymiesięczny warsztat.
Mieliśmy do dyspozycji foyer i boisko przy prywatnej szkole. Ro­
biliśmy wiele ćwiczeń fizycznych, ćwiczenia gimnastyczne z ele­
mentami akrobatyki, ćwiczenia, które rozwijały pracę zespołową.
To, co wydawało mi się w tym wspaniałe i co nadal uważam za
nadzwyczajne, to fakt, że w tych ćwiczeniach element fizyczny
oczywiście istniał, ale był tylko pretekstem do czegoś, co prowa­
dziło poza, co angażowało nie tylko mięśnie, ale całe 'ja'. Gimna­
stykowałem się wówczas, ale na dłuższą metę to było nużące, a tu
odnalazłem receptę na robienie gimnastyki w o wiele bardziej fa­
scynujący, absorbujący i znaczący sposób. Do tego czasu nigdy
nie wyobrażałem sobie, że może istnieć taki związek między gim­
nastyką a teatrem. W ciągu sześciu lat robiliśmy bardzo różne rze­

czy: Szekspira, rock-operę Jesus Christ Superstar, Becketta, Ka­
fkę, Gozzi'ego, Ramajanę, Petera Shaffera, Roszaka, Petera We­
issa, klasykę, musicale, sztuki nowoczesne, przedstawienia zacho­
dnie i indyjskie - to było bardzo dobre i całościowe doświadcze­
nie, i nauka w teatrze.
Barry kochał się w Indiach i bardzo dużo wiedział na temat ich
historii i kultury. Wiele jego adaptacji przeszło przez indyjski filtr.
To wszystko działo się w połowie lat siedemdziesiątych, a my na­
leżeliśmy do nowoczesnego zachodniego stylu - uniwersytet,
dżinsy dzwony, długie włosy. Barry stał się moim entree do tego
wszystkiego, a był też doskonałym nauczycielem. Pozostał moim
bliskim przyjacielem. Ale mnie pociągało najbardziej to pierwsze
doświadczenie. Zacząłem czytać o Grotowskim. I miałem ochotę
prowadzić podobne poszukiwania, ale reszta zespołu nie była tym
zainteresowana, i w końcu odszedłem.
D.D.: Czyli już wtedy słyszałeś o Grotowskim?
K.T.: Tak. W czasie pierwszego warsztatu bardzo głęboko za­
przyjaźniłem się z Barrym Johem i on pożyczył mi Towards a Po­
or Theatre. W kraju, gdzie jest taka wielka bieda, to ma jeszcze
inne znaczenie: można zrobić teatr bez pieniędzy, niepotrzebne są
rekwizyty, kostiumy, światła itd. Oczywiście najważniejsze było
traktowanie aktora jak podstawowy instrument w teatrze, bardziej
bogatego poprzez ubóstwo zewnętrznych środków materialnych.
To odpowiadało ściśle ascetycznej filozofii indyjskiej, którą się
także fascynowałem. Warto może dodać, że ten teatr jest jednak
bardzo kosztowny - wymaga ciężkiej pracy aktora. Grotowski to
ktoś, kto mówi z nowoczesnego, obecnego punktu widzenia na te­
mat działań ducha. Muszę powiedzieć, że przeczytałem wszystko,
co napisał Grotowski i co udało mi się zdobyć, ale chronologia te­
go uległa całkowitemu pomieszaniu tak, że poznałem teatr Gro7

�towskiego, parateatr i teatr źródeł jako synchroniczny i korespon­
dujący obszar działań i badań. Odnajduję u siebie głębokie współ­
brzmienie z jego poszukiwaniami i potrzebami. Zawsze mnie in­
spirował i podziwiałem jego dążenie do wykończenia rzeczy, jego
całkowitą praktyczność, bezlitosną i poetycką.
S.S.: Można zatem powiedzieć', że na początku spotkałeś się
Z teatrem europejskim?
K.T.: Tak. Ale ponieważ Barry bardzo interesował się trady­
cyjnym teatrem, tradycją indyjską, kilka miesięcy później zrobili­
śmy warsztat z klasyką indyjską - nie Mahabharatę, ale Ramajanę. Wtedy uczylis'my się różnych elementów z khatakali. Przez
Grotowskiego też zwróciłem uwagę na własną tradycję, bo on
czerpał dużo rzeczy z tradycji wschodniej. Ćwiczenia na każdą
część ciała. Ciekawe z indyjskiego punktu widzenia było to, że
Grotowski dostarczył nam kluczy, by otworzyć drzwi do naszej
własnej kultury, do spojrzenia na siebie w odmienny sposób. Są­
dzę, że nieważne skąd się bierze przykłady. To, co ważne, to próba
połączenia tego, co bardzo stare, z tym, co współczesne.
S.S.: A jak wyglądały Twoje pierwsze indywidualne próby
Z teatrem?
K.T.: Tuż po spektaklu Edyp zacząłem sam prowadzić war­
sztaty: zarabiać kieszonkowe „ucząc" w różnych szkołach, a tak­
że prowadząc takie warsztaty, w jakich chciałem sam uczestni­
czyć. Kiedy opuściłem tę grupę teatralną, przez długi czas byłem
zainteresowany metodą warsztatów jako doświadczeniem ludz­
kim bez odnoszenia tej pracy do przedstawienia. Byłem również
skłonny, by pracować z grupą, aż rzecz będzie „gotowa", bez
wcześniejszego ustalania daty. To pewnie spowodowało, że nie
prowadziłem dotąd żadnego przedstawienia grupowego. Od kiedy
w Nowym Jorku, trochę przez przypadek, zacząłem robić przed­
stawienie jednego aktora w kontekście miejskim, zdałem sobie
sprawę z możliwości robienia teatru przeze mnie samego. Teraz,
kiedy wróciłem do Indii, będę się znowu starał stworzyć grupę.*
Jestem również zainteresowany czymś, co łączy się z pracą war­
sztatową w przestrzeni teatralnej - kiedy nie ma widowni, zdarza­
ją się czasem niezwykłe i niezwykle piękne doświadczenia ludz­
kie. Chciałbym wiedzieć, czy możliwy jest sposób dzielenia tych
doświadczeń z większą liczbą ludzi. Czy jest możliwe powtarza­
nie, wieczór za wieczorem, takich pięknych i rzeczywistych chwil
istnienia człowieka? Dopiero po dziesięciu latach prowadzenia
warsztatów zacząłem czuć, że wiem coś na ten temat, że mogę to
robić.
J.C.: Te własne warsztaty prowadziłeś w oparciu o doświad­
czenie z Barrym. Czy je rozwijałeś?
K.T.: Tak. Najbardziej interesowała mnie praca z ciałem. Dla
mnie najbardziej magiczny teatr polega na tym, że aktor bez re­
kwizytów, bez żadnej dodatkowej pomocy, na oczach widzów
przekształca się w kogoś innego - staje się inną osobą lub bytem.
Chociaż uwielbiam kudiyattam z całą charakteryzacją, strojem
i kilkoma rekwizytami, których się używa, to jednak teatr wydaje
mi się jeszcze bardziej fascynujący, kiedy się patrzy na aktorów,
gdy nie są ucharakteryzowani.
Kiedy zbliżał się czas rozstania z grupą Barry'ego, zacząłem
mieć bardzo odmienny typ aktywności teatralnej - to, co później
zostało nazwane Ogólnym błazeństwem - we wsiach w środko­
wych Indiach. Próbowałem raz zrobić spektakl z własną małą gru­
pą, ale przekształciło się to w katastrofę. Od tego czasu porzuci­
łem tę grupę i zacząłem bardziej uczestniczyć w codziennym ży­
ciu plemion, mniej grać, kiedy byłem „tam", w moim drugim do­
mu, na moim drugim biegunie. Kiedy się jest w mieście, czasem
trudno wyobrazić sobie życie, które dzieje się właśnie teraz, to że
płomienie właśnie płoną. Niestety są to coraz bardziej smutne pło­
mienie.
S.S.: Czym się inspirowałeś?
* Dziewięcioosobowa grupa pracuje od pierwszego marca 1998 r.

K.T.: Wrócę do innego punktu w czasie warsztatów. Był to dla
mnie ważny punkt w odchodzeniu od tego, co znałem. Z Barrym
i jeszcze jednym nauczycielem ze szkoły dramatycznej w Delhi,
Robinem Dąsem (świetny artysta, malarz, scenograf, reżyser, rze­
mieślnik), zrobiliśmy wyprawę do Orisy. Spędziliśmy tam dwie
noce wśród plemion. To było coś fantastycznego, ale było mi
przykro, bo oni tańczyli w deszczu, a my mieliśmy parasole, żeby
ochronić aparat do nagrywania i kamerę. To tak brzydko wyglą­
dało w jednej przestrzeni. Ale dowiedziałem się wówczas, jak wy­
gląda życie i sposób bycia u ludzi z plemion. Bardzo się cieszy­
łem, że mogłem zobaczyć, jak ludzie potrafią się bawić, tańczyć,
śmiać się, współodczuwać i współpracować. Że mogą mieć tak
niezwykłe ciała - miękkie i delikatne w swej zadziwiającej sile.
W następnym roku pojechałem sam do innej części Orisy. Na ma­
pie wybrałem dużą przestrzeń bez żadnej drogi. Kiedy szedłem
ścieżką w czasie dnia, to miałem dziwne uczucie, że jestem zupeł­
nie sam, że nic nie znaczy to, kim jestem w Delhi, studentem
na uniwersytecie, że ktoś zna moją rodzinę... Byłem przygotowa­
ny na noc w lesie, ale chciałem też spotkać się z ludźmi z wioski.
Oni, słusznie zresztą, trochę się bali ludzi z zewnątrz. Miałem ta­
ki plan, żeby grać, boja w ogóle nie znałem ich języka, byłem ob­
cy. Nie chciałem dać rzeczy materialnych, prezentów; raz, że nie
można dać wszystkim, i po drugie, że to jest coś materialnego,
a mnie się wydawało, że oni tego nie potrzebują, nie znałem ich
życia. Chciałem dać coś od siebie - i to miał być spektakl. Ale nie
wiedziałem jaki spektakl. To wszystko samo się okazało. Szedłem
i zobaczyłem, że z drugiej strony idzie człowiek z plemienia, i ma
trochę dziwny sposób chodzenia. Ale poczułem od razu, że ja mo­
gę się bawić z tego sposobu chodzenia, że jego poczucie humoru
na to pozwala. I zaczął się fantastyczny kontakt, zabawa. To są lu­
dzie, którzy nie mają takich barier, jak ktoś się bawi. I stąd się
wzięło uczucie, że mogę to też zrobić w wioskach.
S.S:. Czyli to się stało zupełnie spontanicznie?
K.T.: Tak. To nie była gra, a raczej bawienie się z ludźmi w da­
nej sytuacji - rzeczywistość spontaniczna, improwizacja działają­
ca.
S.S..A możesz to spotkanie bliżej opisać? Co on zrobił, kiedy
zacząłeś go naśladować?
K.T.: Śmiał się. Egzagerował moje zachowania. To było śmia­
nie się z sytuacji, ale też z siebie, bo to był jego problem. Potem
każdy poszedł w swoją stronę. Wieczorem, kiedy byłem blisko
wioski, miałem bęben i może przez pół godziny stałem i grałem
tylko na bębnie. I powoli zaczęły pojawiać się głowy, jedna tam,
druga tam. Najpierw dzieci wyszły zobaczyć, co się dzieje. Zaczą­
łem je naśladować, a one śmiały się z tego. Wybierały z grupy ko­
goś, żeby wchodził ze mną w interakcję. Później on zawstydzony,
wycofywał się i wypychał kogoś innego...
J.C.: To było naśladowanie czy dialogowanie, Khalidzie?
K.T.: Obie rzeczy naraz... To dobre określenie, dialogowanie
przez naśladowanie. Być lustrem, czasem pękniętym lub krzy­
wym, lustrem twórczym. Naśladując też dźwięki. Na początku
wychodziły dzieci, potem chłopcy w moim wieku i to dla nich by­
ło wyzwanie, chcieli udowodnić, że na pewno możemy zrobić
coś, czego ty nie możesz. Próbowali zmęczyć mnie do końca, bie­
ganiem, skakaniem. A potem pojawili się starzy ludzie. Skręcali
się na ziemi ze śmiechu, taki niesamowity, otwarty uśmiech. Po­
tem wszedłem do wioski, biegałem wszystkimi ścieżkami, wcho­
dziłem do każdego domu i oni też w tym brali udział: kiedy ja my­
ślałem, że byłem już we wszystkich domach, to oni przychodzili
i mówili, że tam a tam jeszcze nie byłem. - Chodź tam. To trwa­
ło dwie, trzy godziny, wszyscy już wiedzieli, że chodzi taki gość
i mieli przygotowane coś do jedzenia, picia i różne bębenki. Stop­
niowo zaczęli wyciągać swoje instrumenty i grać, czasami to
trwało do rana. Rano oni szli do pracy, a ja się czułem po takiej
nocy jak u siebie, z ufnością, bez obawy. Ale nadal nie mogłem
z nimi rozmawiać, zamienić ani jednego słowa.

�S.S.: I co się działo później? Czy dalej wędrowałeś?
K.T.: Tak. Potem znalazłem taką wioskę, która mi się bardziej
podobała i ja im się spodobałem. Zacząłem tam przyjeżdżać co
roku, wtedy, kiedy miałem wolne na uniwersytecie. Brałem udział
w ich normalnym życiu: pracowałem na polu, czasem chodziłem
na polowanie z łukiem na zwierzęta czy łowienie ryb, krabów...
ale sam nie polowałem... zbierałem w lesie grzyby, nasiona i inne
owoce, budowałem domy, bambusowe płoty. Tam jeśli nawet sta­
nie się coś tak strasznego - oni rąbią drzewo na bosaka i czasem
się zdarzy, że siekiera wyląduje na nodze - to najpierw on będzie
się s'miał z tego, że jest taki głupi. Wszyscy będą się najpierw
śmiać, ale potem oczywiście przyjdą rannemu z pomocą.
D.D.: Wyjeżdżałeś tam jako człowiek teatru czy antropolog?
K.T..W tym czasie przygotowywałem rozprawę doktorską na
temat ludów plemiennych. Ale kiedy już tam byłem, to zrozumia­
łem, że chciałem tam po prostu być, a nie być antropologiem. My­
ślałem raczej o badaniu antropologów z punktu widzenia ludzi
z plemion. Esencją antropologii jest zrozumienie kultur ludzkich
z różnych części świata. Zrozumieć człowieka nieznanego. Aleja
chciałem z nimi pić, jeść, tańczyć i pracować - badać ich przez sa­
mo życie z nimi, a nie przez notowanie wszystkiego. Tam nie ma
papieru, nie ma pióra. Jest żywa bezpośrednia komunikacja
z ludźmi i duchami. Tam nie ma ludzi, którzy piszą, i tych, którzy
są niepiśmienni - ci ludzie żyją w „tradycji ustnej", co jest zupeł­
nie innym sposobem bycia w świecie. Przypominają mi się słowa
pewnego starego Indianina z Ameryki, który powiedział: jeśli wy­
rzucisz wszystkie swoje książki na słońce i deszcz, one się roz­
padną i znikną, podczas gdy my, Indianie, czytamy wielką księgę
Natury.
D.D.: Podczas badań terenowych wśród mieszkańców wsi
w Indiach dochodzi do „spotkań", czujesz, że dzieje się coś faj­
nego. Doświadczyłeś
badań terenowych, performance, życia
wśród plemion. Jaka jest specyfika tych różnych spotkań i inte­
rakcji?
K.T.: Specyficzną cechą, która odciska się na tego typu inte­
rakcjach wśród ludzi z plemion jest ich całkowita otwartość na grę
i taniec, natomiast w ogóle nie ma tam gry łączącej się ze statu­
sem społecznym (status game), a kobiety cieszą się wolnością.
S.S.: Czy sądzisz, że takie „działania" można też robić gdzie
indziej, w innym miejscu?

K.T.: Tak. Powtórzyłem je nawet w Polsce. Najwięcej w cza­
sie festiwalu teatrów ulicznych w Jeleniej Górze, przez dziesięć
dni codziennie w innym miasteczku.
W 1985 roku okazało się, że przypadkowo miałem grać w No­
wym Jorku przed publicznością w wieku od pięciu do siedem­
dziesięciu lat. Chodziło o to, żeby oni wzięli udział w tym przed­
stawieniu. Byłem zmartwiony i zdenerwowany, i wtedy zdałem
sobie sprawę, że sytuacja ta bardzo przypomina tę wśród plemion:
ludzie są w bardzo różnym wieku, a ja chcę, żeby wzięli udział
w przedstawieniu. Jedyną różnicą było to, że była to publiczność
zdecydowanie należąca do tradycji pisma. Nie używałem mowy,
ale wykorzystałem między innymi tablice z namalowanymi napi­
sami. Stworzyłem to przedstawienie, starając się coraz bardziej
wciągać w nie ludzi, coraz większą ich liczbę. Potem to rozwinę­
ło się w przedstawienie nazwane Foolshow [Błazenada],
J.C.: Czy to, co przeniosłeś na grunt polski można nazwać
początkiem Błazenady?
K.T.: Tak, to było Ogólne błazeństwo i Foolshow, zabawa
z ludźmi, próba przekształcenia przestrzeni codziennej w teatral­
ną.
S.S.: A czy chodziło Ci przede wszystkim o nawiązanie kon­
taktu?
K.T. Tak, chodziło o mój kontakt z ludźmi i kontakt pomiędzy
ludźmi. O stworzenie sytuacji wesołości i zabawy, pozbycie się
barier, o dobry humor, kontakt między ludźmi o szczęśliwej i we­
sołej naturze: po angielsku in good humour znaczy także zdrowy.
Zakładało to także zabawę między dziećmi i dorosłymi. Oczywi­
ście w mieście ludzie są bardziej zamknięci, jest też duża różnica
pomiędzy ludźmi z różnych miast. W Indiach, ci którzy pracują fi­
zycznie, niedawno przybyli z wiosek, są biedni, ale potrafią się le­
piej bawić niż ludzie na wyższym poziomie. Jest też różnica mię­
dzy Europą a Indiami. Jeśli w Europie przebieram się za błazna,
to ludzie traktują mnie jak aktora, artystę i błazna, a w Indiach, ci
którzy grają na ulicy, są na najniższym poziomie kastowym i spo­
łecznym.
S.S.: A czy próbowałeś robić identyczne rzeczy w Indiach i tu,
w Europie, i czym różni się odbiór?
K.T.: Niektóre rzeczy mnie zaskakiwały, zdarzały się bardzo
podobne reakcje w Delhi i w miastach w Polsce. Wchodziłem na
przykład do nieznanego domu, a wszyscy wychodzili, bo się bali,

II. 2. Pieśń Błazna, park w Kalkucie, 1992. Fot. Manuel Bauer

9

�П. 3-10. Pieśń Błazna, kolejne postaci-wcielenia (wg numerów), omówione w rozmowie, por. s. 19. Fot. Mr. Tyagarajan

oczywiście nie do końca poważnie. Byłem sam w ich domu, cho­
dziłem, włączałem i wyłączałem światła, bawiłem się nimi, żeby
ludzie na ulicy mogli zobaczyć spektakl ze światłami. Wchodzi­
łem przebrany za błazna. Sprawdzałem też torby, teczki, kiesze­
nie. Kradłem zapiekanki, lody, papierosy... Nawet dzieci odbiera­
łem rodzicom i oni mi ufali. Czułem, że to są sytuacje, kiedy ser­
ce robi się gorące. Ale raz w Szwecji miałem taką sytuację, to by­
ła ważna okazja, osiemsetna rocznica miasteczka i zamku. Dosta­
łem wtedy największe pieniądze przez te cztery lata, około tysią­
ca funtów za godzinny spektakl. To miało być takie wydarzenie
w
zamku.
Najpierw
Ogólne
błazeństwo,
a potem
Foolshow. Ludzie mieli się włączać. Ale na początku zrobiłem
błąd z punktu widzenia tamtej kultury. Wszyscy byli bardzo po­
ważni, ładnie ubrani, dzieci z lokami, białe ubranka. Burmistrz
wszedł na scenę, uścisnął mi dłoń i o nic mnie nie zapytał. Zaczął
mówić długo, o mnie, ponieważ moje imię pojawiało się ciągle to jedyne, co rozumiałem. A to znaczy, że mówił wszystko z gło­
wy, bo przecież nic o mnie nie wiedział. Nie chciałem, by mnie
przedstawiano jako „performera", myślałem o innym początku:
pojawić się przez pęknięcie w murze czy ponad nim - ale on to
zepsuł. I kiedy zacząłem się nudzić, to stanąłem za nim, on miał
duży brzuch, i zacząłem go po nim gładzić. Ale nikt się nie śmiał,
a on też się nie śmiał. Próbowałem go nawet łaskotać, ale to nic
nie pomogło. Wszyscy byli bardzo poważni. Nic nie mogłem z ni­
mi zrobić, bo oni nie chcieli.
S.S.: A jak myślisz - od czego to zalety? Dlaczego raz to się
udaje, a raz nie?
K.T.: Po tym przedstawieniu myślałem wiele o tym, jakie błę­
dy popełniłem. Nie wiedziałem wiele o okolicznościach i o tym,
jaką spotkam publiczność. Gdyby burmistrz zaczął się śmiać, ca­
łe spotkanie rozegrałoby się inaczej. Ale on zachował się tak, jak
gdyby to „kulturowe małpowanie" przekraczało jego godność.
W ten sposób dałem jedynie upust własnemu błazeństwu. Nie by­
łem dobrze przygotowany na to spotkanie. Nie wiedziałem, że
tam będzie tak dużo oficjalnych gości. Ale taka porażka, że nie
udało mi się przejść przez wszystkie etapy Foolshow, przydarzyła
mi się tylko raz. Potem w Szwecji, w innych miejscach spotkałem
się z bardzo ciepłymi ludźmi. W Oxfordzie, Londynie i w małym
miasteczku na Islandii miałem raczej problem z przesadnym entu­
10

zjazmem uczestników, dzieci zniszczyły i porwały moje rzeczy,
rozniosły wszystko w proch - absolutnie oszalały. Innym razem
było sporo śmiechu, czasem nawet bardzo dużo.
Pamiętam też taki zabawny przykład Ogólnego błazeństwa,
który zdarzył się w czasie mojego pierwszego przedstawienia
w Polsce, na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Akademia Ru­
chu uzyskała od milicji pozwolenie na to przedstawienie. Właśnie
kiedy kończyłem tworzenie (z sześciu czy siedmiu osób) wielkiej
socjalistycznej rzeźby zwycięskiego proletariatu, który trzymał
głowę błazna, i zawiesiliśmy szyld „Sztuka socjalistyczna" przyjechał samochód pełen milicjantów na inspekcję. Wśród ma­
łej widowni, wielu moich przyjaciół, zapadła cisza, a ja, choć
z obawą, od razu ruszyłem w kierunku samochodu i wskoczyłem
na dach. Zajrzałem do samochodu przez boczną szybę na porzą­
dnie wyglądających milicjantów w nieskazitelnych mundurach.
Uśmiechnięty pomachałem im ręką, a oni niepewnie odmachali
w taki sam dziecinny sposób... Miałem wiele zabawy z łamaniem
reguł i wygłupianiem się z milicją. Jako błazen i gość Międzyna­
rodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych cieszyłem się niewypo­
wiedzianą wolnością. Kiedyś zwędziłem milicjantowi czapkę
i założyłem na swoją. Biedak, biegł za mną mówiąc: „proszę pa­
na, bardzo proszę, mi nie wolno!"
J.C.: W Polsce poza Jelenią Górą miałeś doświadczenia je­
szcze w takich miejscach, które są bardziej oddalone od miast,
jak na przykład Czarna Dąbrówka.
K.T.: Najfajniejsze spotkanie miałem chyba wśród Cyganów,
koło Zakopanego, w Czarnej Górze. Tam czułem się jak u siebie.
Może wpłynęło na to pewne pokrewieństwo, znalazłem się wśród
ludzi, których niektóre cechy, skóra, włosy, oczy przypominały
moje (często ludzie w Polsce myślą, że jestem Cyganem). Ale to
chyba coś innego tworzyło uczucie bycia w domu. To sposób trak­
towania drugiego człowieka. Uczucia między ludźmi. Poczucie
ludzkiej rodziny. Byłem także bardzo zdziwiony, jak wiele słów
zgadza się z hindustani, sanskrytem. Wszyscy powiadali, że Ro­
mowie przybyli z Indii. Chaty i domy, które zbudowano wokół
wozów, wyglądają nędznie z zewnątrz, ale mają cudownie ciepłe
wnętrze z lśniącymi kryształami, starymi wyrobami z drzewa,
wspaniałym jedzeniem, muzyką... Byłem tam gościem zespołu
Węgajty, który spotkałem już wcześniej. Grali też miejscowi mu-

�zycy. Ale dla mnie momentem pozostawiającym niezatarte wspo­
mnienie w czasie „błazenady" byta chwila, kiedy przebrałem się
i stałem kobietą. Stary pijany mężczyzna w filcowym kapeluszu,
który chodził za mną wkoło, nie mógł się oprzeć i chwycił mnie
za jaja! Udało mi się wyrwać i znaleźć schronienie w grupie ko­
biet. To, co mnie poruszyło, to niezwykle poczucie solidarnos'ci,
które miałem z kobietami. „Byłem" kobietą i tak włas'nie one
mnie traktowały. Mielis'my dużo zabawy nabijając się z mężczyzn
zgromadzonych po drugiej stronie ulicy.
S.S.: A czy możesz opowiedzieć o swoich doświadczeniach
w ośrodku dla dzieci autystycznych w Warszawie?*
K.T.: Wiedziałem, że głównym problemem będzie nawiązanie
kontaktu, zdobycie zaufania i zredukowanie obawy. Nie wiedzia­
łem wczes'niej jakie to będzie trudne... to wymagało poszukiwania
w samej sytuacji, i oczywiście bywało z tym różnie. Pierwszego
dnia trudno było nawet dotknąć palcami pewnych dzieci, kiedy in­
ne wspinały mi się już na grzbiet. Obecnos'c rodziców na pewno
czyniła tę przestrzeń bezpieczniejszą... Trudno powiedzieć, jak to
zrobiłem. Chciałem bardzo uścisnąć im dłonie, sprawić, by się
us'miechneiy, poczuły bezpiecznie, bawić się z nimi. Mys'le, że to,
co było ważne, to fakt, że odsłoniłem własną kruchość i podatnos'c
na zranienie, pokazałem łzy, ból, rozczarowanie... Ale przy moim
ostatnim z nimi spotkaniu miałem poczucie niesłychanego osią­
gnięcia, udało mi się je wszystkie zgromadzić w przestrzeni na
s'rodku, pozostawiając dorosłych na brzegu - raz robilis'my wszy­
scy razem hałas, a innym razem zachowalis'my milczenie.
Innym razem, kiedy byłem na oddziale psychiatrycznym
w szpitalu w Londynie - pewna czarna dziewczyna, kiedy tylko
mnie zobaczyła, zaczęła się s'miac w sposób zupełnie nie kontro­
lowany - i s'miala się przez całe przedstawienie, cos' we mnie tak
ją dotknęło. Sądziłem, że ona po prostu taka jest, ale potem do­
wiedziałem się, że przez ostatnie dwa lata ona tylko płakała.
Nikt nie widział, żeby się s'miala w tym czasie. Tego typu incy­
denty, których było sporo, dają mi też motywację i energię do
pracy.

* Spotkania w ośrodku przy ulicy Górskiej inspirowane byty przez
Ewę Modzelewską.

S.S.: Czy tworząc spektakle, korzystasz Z tekstów, czy odwołu­
jesz się tylko do pewnych idei? Czy struktura, którą tworzysz jest
tylko twoim własnym wytworem ?
K.T.: Teksty, które czytam, są dla mnie inspiracją, ale niewie­
le tekstów wykorzystuję w przedstawieniach. Z jednej strony szu­
kam sposobu przedstawiania, który nie wiąże się z tekstem,
a z drugiej nie spotkałem tekstu, który w całos'ci bym akceptował
i chciał przedstawić. W moim najs'wiezszym przedstawieniu, nad
którym przyjechałem pracować do Polski z Jolą [Cynkutis] jest
trochę inaczej: na początku nie miałem słów, które mogłyby opi­
sać to, co chciałem zrobić. Czułem, że mam to przedstawienie
w sobie. A Jola jest kirns', kto rozumie, że tak włas'nie może być!
Zacząłem działać, pracować, pobudzany pewnymi fizycznymi ele­
mentami wprowadzanymi przez Jolę, i odkrywałem, że pewne
wzory zaczęły się wyłaniać. Z tego skonstruowaliśmy łańcuch
działań. Kiedy byłem ostatnio w Indiach, miałem bardzo niewie­
le czasu, by szukać w bibliotece tekstów, które odpowiadałyby
obrazom związanym z poszczególnymi epizodami. Zanotowałem
przypadkowe zestawienia i przyleciałem z tym do Polski. Tu
skomponowałem tekst całego przedstawienia. Czasem zdanie'
stworzone jest z dwóch słów jednego autora, trzech drugiego i je­
szcze jednego od trzeciego, stąd trudno włas'ciwie powiedzieć, kto
to napisał. Czasem gęsty tekst sprowadzony jest do słów-kluczy,
które służą mojej wizji. Praca z Jolą polegała również na połącze­
niu tekstu i działania. Znalezieniu takiego sposobu na tekst, by
wypływał on z działania.
J.C.: To trochę tak jakbyś swoim działaniem, swoim poszuki­
waniem czy swoją pracą pisał dramat, zamiast wypełniać coś, co
już zostało napisane, wtłaczać krew w strukturę, która została na­
pisana przez kogoś innego... To wymaga czynnego rozeznania, co
dany tekst zawiera ważnego dla Ciebie, jak Ciebie porusza.
S.S.: A czy mógłbyś powiedzieć coś o swoich ćwiczeniach,
tych, które Cię przygotowują do gry w teatrze. Jak to wygląda?
K.T.: Ćwiczenia idą w dwóch kierunkach. Z jednej strony do­
tyczą trenowania ciała, żeby można było robić różne rzeczy z cia­
łem i głosem, a z drugiej, żeby uwolnić organizm od „kaftana bez­
pieczeństwa" zwykłego, cywilizowanego ciała, żeby był on bliż­
szy własnej pierwotności, żeby cały organizm, ciało, umysł i głos
płynęły razem jako jedna istota. Nawet jeśli aktor czegoś' się uczy,

�8

technika musi zostać „zgubiona" w ciele. Tracimy wiele czasu,
żeby nauczyć się chodzić, ale potem zapominamy o tym. Kiedy
się ziarnie nogę i chodzi o kulach, to najpierw jest trudno, a potem
staje się to prawie normalnością. Technika zadomawia się w cie­
le. Podobnie jest z tańcem i śpiewaniem...
J.C.: Powiedziałeś uwolnić organizm, a nie wyzwolić...
K.T.: Wyzwolić też, ale uwolnić od mechanicznego sposobu
bycia, zachowań, nawet tych teatralnych, które są powtarzane
w przestrzeni teatralnej: glos, gesty s'wietnie opanowane, mogą
być puste, bez ducha. Trzeba połączyć się z prądem bycia. To wią­
że się ze skupieniem, medytacją, wizualizacją, transem. Nie moż­
na powtarzać. Jak mówi Grotowski, każdego dnia trzeba tworzyć
na nowo.
J. C.: Pewnie jest tak, że te ćwiczenia pomagają
wydobywać
to, co jest w nas zawarte, a jest nieznane i tym nieznanym prze­
twarzać albo powoływać nowe znaki...
K.T.: A też z grupą ludzi jest inaczej. Chodzi o to, żeby oni
mieli ze sobą niecodzienny kontakt, porozumienie bez słów, rozu­
mienie ciała, żeby mogli pracować jak jedno ciało, aby złamaniu
uległy bariery pomiędzy ludźmi.
S.S.: A czy można powiedzieć, że ten Twój teatr jest w pew­
nym sensie teatrem paraterapeutycznym. Chcesz pomagać lu­
dziom w byciu ze sobą, byciu z Tobą, zadowalać ich, budzić
w nich śmiech itd. Masz też trochę doświadczeń z osobami cho­
rymi. Czy terapia to coś, co jest ci bliskie?
K.T.: Na pewno. Terapia także dla mnie. Ale nie myślę o niej
wiele. Uznaję, że ta praca daje wyniki terapeutyczne. Wszystko
to, co pomaga aktywnej głębokiej relaksacji, otwarciu się przed
innymi, dostarcza kanałów dla uwolnienia emocji na pewno ma
skutek terapeutyczny. Jest bardzo cienka granica między teatrem
i grupami terapeutycznymi, to ma wiele wspólnego, ale to nie jest
moim celem. Traktuję to jako miejsce, gdzie można znaleźć sie­
bie, i może pod tym względem jest to to samo. To przestrzeń,
gdzie można transformować energię, kiedy jesteś bardzo smutny
czy wściekły, na przykład krzycząc, w sposób twórczy. To jest
oczyszczenie. Katharsis... Ale nawet gdy mam do czynienia z pa­
cjentami oddziałów psychiatrycznych, moje usiłowania wiążą się
przede wszystkim z uzyskaniem dobrego kontaktu i musimy się
dobrze bawić. Jestem przekonany, że kiedy się dobrze bawimy, to
jest to doświadczenie terapeutyczne, ale mnie najbardziej zależy
na tym, żeby ludzie spotkali się w inny sposób niż na co dzień, że­
by to było piękne.
S.S.: A w czym Ci pomaga teatr?
K.T.: Mój teatr jest częścią moich poszukiwań w życiu, to jed­
na z moich ekspresji, kanał do działania, przestrzeń do badania
życia... Nie myślę o teatrze jako o zawodzie. Teatr to miejsce,
gdzie można spotkać nawet sacrum. Marzę o teatrze, który byłby
takim momentem unoszącym i energetyzującym dla wszystkich:

12

i

aktora i publiczności. Może odziedziczyłem potrzebę pracy
w przestrzeni publicznej, spotykania się z publicznością. Myśla­
łem kiedyś, by podobnie jak mój ojciec i brat, podjąć służbę pu­
bliczną, ale zmieniłem zdanie, kiedy dowiedziałem się o tym
wszystkim, co w rzeczywistości z nią się wiąże. Teatr także jest
przestrzenią publiczną. Jeśli jest dobry, można go także nazwać
służbą publiczną, służbą duchową. To, co mnie interesuje, to ja­
kość ludzkiego doświadczenia w publicznej przestrzeni teatru.
Być może teatr jest też moją jedyną terapią i w ukryciu leczę
się, ponieważ według licznych standardów normalnego życia je­
stem zupełnie szalony! Aktor doświadcza wielu stanów, które kli­
nicznie można by zaklasyfikować jako formy choroby (podobnie
jak w przypadku szamanów). Z tym, że aktor opanowuje wchodze­
nie i wychodzenie z tych stanów. On może, a nawet rzeczywiście
musi, rozwinąć zewnętrzne oko. Świadomość siebie i przestrzeni,
rodzaj samo-strażnika. Czasem inni mogą być tym zewnętrznym
okiem, strażnikami, którzy strzegą tego, co się dzieje. Zauważ na
przykład, że nie zdarzają się fizyczne uszkodzenia.
5.5.: A skąd w ogóle pomysł na błazeństwo? Pomysł, że bę­
dziesz występował jako błazen.
K.T.: Zainteresowałem się postacią błazna, kiedy grałem go
w Królu Learze. Wcześniej miałem dużo kłopotów z byciem
w dwóch światach: plemiennym i w Delhi. One są zupełnie inne
z każdego punktu widzenia. Nie mogłem ich połączyć. W jednym
miejscu żyłem na bosaka, z wąskim kawałkiem materiału prze­
wiązanym wokół bioder, w drugim - w dżinsach, na motorze,
a czasem ubrany jeszcze bardziej oficjalnie. Ale przecież nie cho­
dzi tylko o ubranie. I kiedy zacząłem interesować się postacią bła­
zna ze względu na rolę, którą grałem, to miałem poczucie, że pa­
suję do tej postaci, że to jestem ja. To jest coś, co mówi o mnie,
most między życiem a teatrem, sceną i życiem. Postać, która dzia­
ła w życiu i w teatrze. To jest coś takiego jak joker w kartach, mo­
że być każdą kartą, ale i sobą, gra każdą rolę, ale nie traci własnej
tożsamości, własnego 'ja'. Tak więc poprzez postać błazna odna­
lazłem most pomiędzy Delhi i plemionami.
J.C.: Czy w hinduskiej tradycji istnieje postać błazna?
K.T.: Istnieje.
J.C.: Czym się różni od europejskiego?
K.T.: W każdym rejonie istnieją różne rodzaje błaznów. Róż­
nią się ubiorem, ale charakter samej postaci jest bardzo podobny.
Są błazny królewskie, takie, co chodzą po ulicy i postać błazna
w teatrze klasycznego sanskrytu. Jednym z typów błaznów są dziś
baulowie. Podobnie jak błazny europejskie noszą kolorowe łaty,
ale ich strój jest zupełnie odmienny - to długie, powiewne suknie,
ubrania, szarfy. Turban zamiast czapki. Broda lub gładko wygolo­
na twarz. Kobiety noszą specyficznie zawinięte sari i podobnie jak
mężczyźni mają długie włosy związane na czubku głowy w wę­
zeł. Mają też bardzo specyficzne instrumenty muzyczne.

�Baulowie to sekta wędrownych sadhu, wywodzących się z ru­
chu bhakti, którzy w pewien sposób przypominają jurodiwych
w Rosji, opętanych. Krytykują i oskarżają społeczeństwo za nic
nie znaczące rytuały i dyskryminację, nakłaniają ludzi do samore­
alizacji. Wierzą, że bóg wciela się w każdego człowieka, a nie
w zewnętrznego boga. Choć można ich traktować jak wykonaw­
ców, to zajmują oni przestrzeń pomiędzy sferą sacrum i profanum,
nie rozłączają tych dwóch sfer.
Jeden z błaznów (Vidhuszaka) w klasycznym teatrze sanskryckim kudiyattam jest prawie nagi, ma ciało i twarz wysmarowane
białą pastą, na której w określonych miejscach namalowane są du­
że czerwone plamy, tak duże jak nosy europejskich klownów. Na
głowie ma drewniane ozdoby i falujący, przypominający sukienkę
ubiór wokół bioder. Zarówno bengalscy baulowie, jak i aktorzy
z teatru kudiyattam z Kerali noszą w czasie przedstawień dzwon­
ki dookoła kostek. Podobnie i ja używam dzwonków, ale wybra­
łem czapkę europejskiego błazna - jest ona znana w regionalnych
kulturach Indii ze względu na jokera, który znany jest między in­
nymi dzięki kartom. Lubię też jej symbolikę. W nowym przedsta­
wieniu w ogóle nie używam czapki - błazen to ja bez czapki.
W Indiach istniało wielu sławnych błaznów - takich jak Stańczyk
w Polsce. Birbal był dworskim błaznem, ministrem na dworze ce­
sarza Akbara. Gopal Bhand sławę zawdzięcza temu, że policzył
gwiazdy nad Bengalem, a Tenalirama, na południu, swoim literac­
kim i słownym błazeństwom. Ale są też głupcy, którzy stali się
błaznami...
J.C.: A która postać błazna jest Ci najbliższa?
K.T.: Może postać wędrowca. To jest chyba najstarszy błazen.
J.C.: Czyli jesteś na granicy, chodzisz po tej linii, pomiędzy
światem plemion a cywilizacją.
K.T.: Jest taka linia. Błazen może oczywis'cie być postacią na
scenie, ale starsza postać błazna to postać istniejąca w życiu. I jest
też linia między życiem codziennym a działaniem na scenie, dla
mnie ta relacja przebiega też w samym błaźnie. Ja nie chcę być ar­
tystą, który zamknie się w s'wiecie artystycznym i oddzieli od te­
go, co się dzieje w s'wiecie. Czuję się błaznem, bo nie mieszczę
się w dzisiejszym s'wiecie. Ten s'wiat odwrócony jest dla mnie do
góry nogami i działa na mnie ostro. Artysta i błazen muszą patrzeć
na s'wiat trochę z zewnątrz, z dystansu, kontemplując. Musi on po­
kazywać soczewki albo lustra. Soczewka może zbliżyć lub odda­
lić obraz, skupiać lub rozpraszać widzenie. To mogą być zwykle,
pęknięte, wykrzywione lub magiczne lustra. Przez lustro czy so­
czewkę można dostrzec historię i przyszlos'c. Jestem błaznem
z kogucim grzebieniem, który stale świadom jest przyszłości,
a nie zachowywania przeszłości. Kłaniam się jej tylko.
S.S.: A w jaki sposób istnieje w Tobie tradycja Indii?
K.T.: We wszystkim, co robię, bardzo mnie inspiruje taki sta­
ry hinduski tekst o teatrze Natyaszastry. Były cztery Wedy i cza­

sem się to określa jako piątą Wedę. W aktorstwie są cztery pod­
działy: pierwszy to aktorstwo cielesne, ćwiczenia ciała, używanie
każdej części ciała jako instrumentu aktorstwa, drugi to głos,
a trzeci - rekwizyty i kostium; w tradycyjnym teatrze nie ma wie­
le scenografii, ale jest bardzo rozwinięty strój i makijaż. Czwarty
element, to trudno wytłumaczyć, to wewnętrzny stan bycia, we­
wnętrzna prawda. Ćwiczenia w tradycyjnym teatrze dotyczą naj­
pierw ciała, to są skodyfikowane gesty, wiadomo, jakie gesty trze­
ba zrobić w dramacie, w jaki sposób śpiewać. Uczeń musi się naj­
pierw tego wszystkiego nauczyć. Musi zmienić ciało z powsze­
dniego na extra-daily [niecodzienne], w terminologii Barby trzeba w tym celu robić różne ćwiczenia, masaże. Najpierw jest
zewnętrzne ciało, a potem zaczyna się wchodzić do środka. Istnie­
ją ćwiczenia dla rąk, oczu, twarzy, całego ciała. Trzeba nauczyć
się poszczególnych rzeczy, ich kolejności, cieleśnie opanować
tańczenie rytmu stopami, opowiadanie historii gestami rąk (mudra), nagłe trzepotanie rzęsami, przesuwanie oczu na boki, wibra­
cje policzków w czasie śpiewania raga... Po latach praktyki to za­
czyna istnieć w ciele i wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Jak
powiadają Japończycy o aktorze teatru No: kwiat zaczyna się
otwierać. W indyjskim teatrze sattvika abhinaya * zaczyna wtedy
rosnąć. Sattvika abhinaya dotyka wewnętrznego stanu bycia akto­
ra, wizualizacji, oddechu, kojarzenia. W Indiach trudno używać
określenie „teatr tradycyjny" - bo jest bardzo wiele tradycji.
Natyaszastra - to jeden z najlepiej wypracowanych tekstów,
na temat tego, co tworzy przedstawienie. Dla mnie jest on taje­
mnicą, która wymaga wyświetlenia, i wielką pokusą. Zdecydowa­
łem w młodości nie być tradycyjnym wykonawcą, często wyma­
ga to przynajmniej ośmioletnich studiów. Chciałem pracować
z takim samym rygorem, ale moim celem było znalezienie i pra­
ca nad odmiennym językiem współczesnego teatru indyjskiego.
Nie poszukuję jednak zadowolenia w nowości. Nie szukałem Gro­
towskiego dlatego, że uważa się go za awangardę, lecz dlatego, że
poszukiwał on i poszukuje czegoś bardzo starego w dzisiejszych
czasach. W kwietniu oznajmił on, że planuje obecnie umrzeć. Po­
strzegam jego śmierć także jako coś w starym stylu, żyć, kończyć
i zamykać sprawy, widzieć koniec i być nań przygotowanym,
z wdziękiem i godnością.
Gdybym miał wybrać dwie książki do pracy w teatrze, tobym
wybrał coś z Grotowskiego i Natyaszastrę. Gdybym musiał wy­
brać tylko jedną, to nie wiem którą. Może to zależałoby od nastro­
ju. To jest świetna para. Czytanie tradycyjnych tekstów powodu­
je, że głowa inaczej myśli. Inspiruje mnie nie tylko antropologia.
Inspirują mnie też ludzie, którzy żyli jakby w teatrze świata...
Gandhi, Gautama Budda, Jezus Chrystus...
* Atmosfera, duch przedstawienia. Od sativa - czystość, duchowość;
abhinaya - przedstawienie teatralne, gra.

В

�W college'u miałem przyjaciela, dzięki któremu poznałem
pewnego muzyka, baula. Kilka lat później dowiedziałem się, że
Grotowski też interesował się baulami. Okazało się, że ten które­
go on sprowadził do Polski, mnie też zafrapował od pierwszego
wejrzenia. Kilka lat temu byłem jego uczniem - przez siedem
miesięcy pobierałem intensywną naukę. Musiałem niestety
później odejs'c...
Brałem też udział w wielu krótkich warsztatach prowadzonych
przez różne osoby z różnych stron Świata i Indii. Oddziaływał na
mnie mocno Badał Sircar z Kalkuty. Poznałem też Deepaka Mazumdara również z Kalkuty, który był wrogiem tego pierwszego.
Zostałem przyjacielem ich obu, choć oddzielnie. Badał Sircar był
człowiekiem, na którego silnie oddziałała koncepcja „teatru ubo­
giego" Grotowskiego, chodziło zwłaszcza o stronę materialną. To
pasowało do jego współczucia biednym i skłonności komunistycz­
nych, do pracy teatralnej z biednymi ludźmi i na tematy biednych
ludzi. Mocny teatr. Deepak Mazumdar brał udział z szalonym Baulem Gour Khepa w działaniu „teatru źródeł" Grotowskiego.
Z pojęciem sattvikabhinaya [satuikagene] w indyjskim teatrze
wiąże się inny termin navarasa, czyli dziewięć żywic, smaków,
stanów emocjonalnych, nastrojów, jak na przykład rados'c, miłos'ć,
wściekłos'ć, wstręt. Tych dziewięć stanów koresponduje ze stana­
mi psychicznymi. Trzeba znaleźć kolor, a potem cos' takiego jak
odcień tego koloru - istnieje główny smak (stan, uczucie), który
jest później zmieniane przez przyprawy i zioła itd., tak więc uczu­
cie miłos'ci może być zabarwione przez wstręt, strach, zazdros'c,
pożądanie lub inne tego typu połączenia. W „tradycyjnych"
przedstawieniach fascynuje mnie to samo co w „nowoczesnych"
- pewnego typu żywos'ć, rodzaj emanacji. To straszne kiedy oglą­
da się doskonale technicznie przygotowane przedstawienie, które
nie ma rasa, jest bez soku, bez ducha. Wolę cos', co jest technicz­
nie mniej sprawne, ale zrobione z pasją.
S.S.: Ale jeśli chodzi o tradycyjne gesty z teatru hinduskiego,
to trudno znaleźć kogoś, kto by je rozumiał.
K.T.: Właśnie o to mi chodzi. Ja nie korzystam z dawnych ko­
dów i znaczeń, ale staram się tworzyć cos', co będzie zrozumiałe
w dzisiejszych czasach, cos' co rodzi się dzis'. Dawne gesty i zna­
ki można także wykorzystywać do powiedzenia czegoś' współcze­
snego. Ale nie można używać obecnie właściwego języka gestów
(mudra) z wyjątkiem bardzo specyficznej publiczności, ponieważ
dziś ludzie nie rozumieją już tego sposobu komunikacji. Publicz­
ność klasycznego dramatu sanskryckiego zawsze była ograniczo­
na. Nie był on tak popularny jak teatr z czasów Szekspira, to ra­
czej coś takiego jak rytuał w świątyni. Czasem próbuję doprowa­
dzić aktora do takiego stanu, kiedy gest rodzi się w nim, a czasem,
żeby znalazł on znaczenie dla danego gestu. Potem trzeba zbadać,
czy znaczenie dla aktora i widza jest takie samo.

14

S.S.: Czy Twoje działania są takim stałym badaniem interak­
cji z widzami?
K.T.: Nie. To jest raczej ćwiczenie przed zewnętrznym okiem,
jeszcze przed spotkaniem z widzami. Bo ona albo on jest pierw­
szym widzem, krytycznym widzem. I potem się jeszcze bada, czy
widzowie odbierają to tak samo, czy zupełnie inaczej, czy w ogóle
nie rozumieją. Zewnętrzne oko to taki człowiek, który patrzy z ze­
wnątrz na pracę aktora. Jola była dla mnie zewnętrznym okiem
w dwóch spektaklach. To może być reżyser, ale ja szukałem i zna­
lazłem kogoś innego, kogoś, kto współpracuje, pomaga w rozwi­
nięciu, wyjaśnieniu, wyklarowaniu tego, co tworzę. Kogoś, z kim
rodzi się spektakl, ale ten spektakl rodzi się w aktorze. To oko
z zewnątrz jest akuszerką, położną.
Pracowałem z dwiema osobami w roli „zewnętrznego oka".
Na początku i teraz z Jolą, a także z Shaupon Boshu w Pondicherry. Z Shauponem świetnie się pracuje na już przygotowanym ma­
teriale, kiedy nadaje mu się ostateczną formę. Ale nie rozumie on
ewolucyjnego procesu kreacji przedstawienia. Pod tym względem
Jola jest niezwykła - rozumie, że przedstawienie może się rodzić.
Shaupon widzi wszystko już jako przedstawienie, a nie proces do
niego wiodący. Jest niecierpliwy, a przecież czasem z trzech go­
dzin pracy powstają trzy sekundy czegoś wartościowego. Ale obo­
je mają niezwykłe cechy i umiejętność pomocy w realizacji tego,
co chce się zrobić, bez narzucania siebie ani swoich fantazji temu
procesowi. Niestety, teatr znużył Shaupona i zajął się teraz filozo­
fią.
J.C.: A pamiętasz tę rozmowę z Januszem, że aktorstwo jest
doskonałym kłamstwem. Jego rozumienie aktorstwa jest mi zu­
pełnie obce. Teatr dotyka i tworzy pewne formy, które muszą ko­
munikować, ale też muszą zawierać coś, co jest twoje osobiste, co
jest właśnie tym ziarnem prawdy. To trochę podobne do balanso­
wania, posługiwania się formą znanego, by zawrzeć w tym to, co
nieznane.
S.S.: Ale to chyba zależy od tego, jak się rozumie prawdę
i kłamstwo. Kłamstwo kojarzymy z czymś brzydkim i nieszcze­
rym. Ale udawanie jest czymś innym - jeśli Khalid idzie i widzi
na ścieżce osobę, która jest chroma, i zaczyna ją naśladować, to
w zasadzie udaje kogoś lub coś.
J.C.: Może to być najprostszą formą pewnej otwartości na
dialog.
K.T.: To jest bardziej coś takiego, jak odbijanie kogoś w lu­
strze. Zrozumiałem to, kiedy pracowałem ze studentami. Wiedzia­
łem, że oni zawsze naśladują człowieka od zewnątrz. Naśladują
pozycje fizyczne, ale nie dotykają tego, co najważniejsze, ducha
tego człowieka. I to może obrazić kogoś. A jeżeli pójdziesz z du­
chem, wejdziesz w niego, to czujesz ten jego wewnętrzny stan,
i nie naśmiewasz się już z niego, to jest współ-odczucie z drugim

�człowiekiem, moment współbycia. Śmiejesz się nie z ludzi, lecz
z nimi.
S.S.:Ale odgrywanie czegoś jest tworzeniem przestrzeni Jak
gdyby", zawieszeniem rzeczywistej przestrzeni. Wchodzisz na ry­
nek, ludzie przechadzają się spokojnie, z dziećmi, z wózkami, a ty
nagle pojawiasz się w swoim przebraniu, z jakimś rekwizytem
i zaczynasz próbować ich po pierwsze złączyć. Tworzy się wokół
Ciebie krąg, czworokąt, zupełnie inna struktura, Ty kontra oni,
kontra to oczywiście zbyt mocne słowo. Potem dopiero to „prze­
ciwieństwo" próbujesz roztopić.
K.T.: Nie. Ludzie są tacy jak w rzeczywistości, tylko ja zmie­
niłem swój sposób bycia. Zaczynam ściskać im dłonie, żeby zła­
mać barierę codzienności i nawiązać kontakt w innej rzeczywisto­
ści, innej atmosferze niż normalna. Pojawia się nienormalna po­
stać. Ja przez swój makijaż, strój, sposób bycia pozwalam innym
s'miac się ze mnie, bo ja jestem bardzo dziwny, może nawet cho­
ry w porównaniu z nimi. Ja naprawdę chcę, żeby ci ludzie mieli
dobry humor, s'miali się, bawili, tańczyli i poznawali siebie na­
wzajem. Naprawdę chcę to zrobić. To nie jest udawanie, nie ma
,jak gdyby" - to bawienie się na ulicy jest zawsze tu i teraz. To
jest cos' innego niż się gra w teatrze w przygotowanym spektaklu.
Ale nawet w teatrze próbuję uciekać od „jak gdyby" przez przy­
gotowanie i znalezienie struktury tu i teraz. Tu i teraz dzisiaj nie
jest tym samym, czym było tu i teraz wczoraj.
S.S.: A do czego potrzebny jest Ci w tym kostium błazna?
K.T.: Na ulicy kostium błazna i makijaż pozwalają mi przekra­
czać bariery normalnego życia. Pomalowana twarz, jeden kolor
z jednej strony, inny z drugiej, to jest nienormalne, to jest przekro­
czenie granicy. Ludzie od razu widzą, że to ktos' inny. Ale strój
i makijaż to tylko rodzaj trampoliny do działania. Jeśli zachowu­
jesz się „normalnie" będąc w kostiumie i makijażu, to jesteś' po
prostu eksponatem, ale jeśli wykorzystujesz je, by wskoczyć do
innej rzeczywistos'ci, to są one trampoliną. Przez inną rzeczywi­
stość nie mam na myśli rzeczywistos'ci wyobrażonej, udawanej
rzeczywistos'ci, mam na myśli prawdziwą rzeczywistość, której
cechy zostały zmienione. W normalnej rzeczywistos'ci dwoje ob­
cych ludzi może ze sobą nie rozmawiać, a nawet na siebie nie pa­
trzeć. Kiedy pojawia się błazen mogą wspólnie zacząć się z niego
s'miac i omawiać jego błazenadę. Błazen nie udaje, że jest w śre­
dniowiecznym czy bajkowym świecie, jest tu i teraz, w prawdzi­
wych kolorach i z prawdziwymi dzwoneczkami, wchodzi w inte­
rakcje z takimi ludźmi, jacy się właśnie tu znajdują.
S.S.: A czy w swoich rekwizytach próbowałeś kiedyś używać
lustra? Pokazywać lustro ludziom.
K.T.: Mam taki rekwizyt, który sam zrobiłem, ale jeszcze go
nie używałem. To kij z moją głową, ale zamiast twarzy ma lustro.
Każdy widzi swoją twarz, ale w błazeńskiej czapce.

S.S.: A może powiedziałbyś coś jeszcze o tradycji plemiennej.
Dlaczego i jak są dla Ciebie inspirujące plemiona?
K.T.: To było inspiracją dla Błazeństwa ogólnego i Błazeń­
stwa. Próbowałem znaleźć sposób na spotkanie i bawienie się
z ludźmi w innym mieście, innym s'wiecie. Dlaczego plemiona?
Dlatego, że bardzo podoba mi się ich sposób bycia na świecie.
Oczywiście można je idealizować, ale tam jest dużo do idealizo­
wania. To jest jedyne społeczeństwo na świecie, gdzie czuję, że
ludzie są ze sobą tak jak być powinni. Potrafią się śmiać i odczu­
wać cielesną radość. Oni nie mają nic takiego jak teatr, ale z ze­
wnątrz można powiedzieć, że robią różne takie rzeczy, które teraz
są pokazywane na scenie jako przedstawienia: śpiewy, tańce, dzia­
łania. To coś, co się fascynująco ogląda. Ale dla nich to jest rytu­
ał i obrzęd. Jestem jeszcze od tego daleko, ale mam taki ideał, że­
by współczesny teatr szedł w tym kierunku, by stał się obrzędem
dla ludzi.
5.5.: A jaka jest różnica pomiędzy rytuałem a teatrem?
K.T.: Zgadzam się z Grotowskim, że słowa mają różne kono­
tacje i że czasem lepiej nie używać pewnych słów. To coś związa­
nego z przestrzenią świętą, ale to nie musi wiązać się z religią. To
coś duchowego, coś co jest najważniejsze dla człowieka. Może
przestrzeń duchowa.
5.5.: To zdaje się Schechner powiedział, że teatr wyodrębnił
się z rytuału wtedy, kiedy wyodrębniła się widownia, która już
nie uczestniczyła stricte w przedstawieniu: to ciekawe, że teatr
próbuje teraz wrócić do tej pierwotnej formy. Czy jest to możli­
we? Czy jest możliwe coś takiego jak wspólnota wiary?
K.T.: Nie chodzi o wiarę. Chodzi raczej o rodzaj wspólnego
błysku energii. Pozytywną energię w kierunku drugiego człowie­
ka, moment rozjaśnienia wszystkiego - dlaczego ja jestem, wspól­
ne katharsis, wspólny oddech przez chwilę.
D.D.: A kiedy się spektakl kończy, to co zostaje?
K.T.: To jest magia teatru, że coś istnieje, a potem nie ma już
nic, jest tylko pamięć ludzi. Może już następnego ranka bardzo
mało zostaje z tego, co widziałeś, z tej przestrzeni, w której byłeś,
albo coś zostaje, czasem bardzo długo. Ja osobiście miałem bar­
dzo mało takich doświadczeń w teatrze, ale wiem, że jest to moż­
liwe.
S.S.: A jakie spektakle najbardziej Cię poruszyły?
K.T.: Dwa: Awwakum z Gardzienicami i taki spektakl tradycyj­
ny w Kerali w Indiach. To był jednoosobowy spektakl o śmierci.
Przez 25 minut umierał człowiek. Grał go jeden z najlepszych ak­
torów, jakich widziałem - Guru Ammanur Chakyar z tradycji kudiyattam w Kerali. Miał wtedy około osiemdziesięciu lat. On sam
badał i uczył się od nauczyciela, który badał oddech umierającego
człowieka. Tak głęboko wszedł w ten proces, że to, co przedstawił,
było tym samym procesem. Tuż przed śmiercią zapada kurtyna.

15

�W kudiyattam postać nie umiera na scenie. Sama śmierć nie jest
pokazana, ponieważ tego nie można pokazać, śmierć zdarza się
tylko w rzeczywistos'ci. Ale technika pracy aktora - niecodzien­
ność w używaniu ciała czy twarzy - budowana jest na gruncie rze­
czywistości. To było cos' niesamowitego. Magię tej sceny zwięk­
szało jeszcze os'wietlenie ogniem z lampki olejowej.
S.S.: A Gardzienice? Czy to było w samych Gardzienicach?
K.T..W Gardzienicach. Stan bycia między ludźmi i w samym
człowieku. To mnie poruszało i miałem z tego dużo rados'ci. W i ­
działem tam pełnię człowieka, ludzi, którzy dają siebie. Takie pa­
lenie się ciepłym ogniem, dzielenie ognia z innymi jest mi po­
trzebne. Zobaczyć to i przeżyć - tego szukam. Bardzo ważna jest
współpraca aktorów i atmosfera spektaklu.
D.D.: A czy oni palą się tylko podczas spektaklu?
K.T.: Po spektaklu są już w bardziej normalnym stanie bycia,
choć ten ogień na scenie daje im energię do codziennej pracy. Po­
zostaje ciepło w organizmie, ciepło w człowieku. Oni pracują pa­
ląc się, w normalnym życiu jest podobnie.
J.C.: Tez oni proponują ludziom pewną formę bycia, zapra­
szają ludzi na warsztaty, dają im dach nad głową przez jakiś
czas, żywią. Proponują pewną formę bycia, która dostraja ucze­
stniczących do tego, by mogli przeżyć albo zawrzeć siebie w ja­
kimś wspólnym działaniu. To się nie dzieje tak po prostu. Trzeba
powołać pewną formę i pozwolić jej zadziałać.
K.T.: To się łączy z tym kluczem, o którym mówiłem... Ja ma­
ło czasu spędziłem z nimi, a dziwne było to, że strasznie mi się to
podobało, ludzie, przestrzeń, spektakl, ale i cały czas myślałem,
że muszę znaleźć cos' takiego w Indiach. To była praca silnie
związana z kulturą Europy centralnej. Czułem się bardzo blisko
z nimi, ale jednoczes'nie czułem, że jestem w tym obcy. Muszę
znaleźć w swojej kulturze taki sposób bycia, zarówno w życiu, jak
i teatrze.
S.S.: A czy sądzisz, Że można przechodzić z jednej kultury do
drugiej; będąc Europejczykiem wejść w kulturę Indii i odwrot­
nie, będąc stamtąd na przykład Indusem, tak jak Ty, wejść
w kulturę europejską; otrzymałeś edukację przynajmniej po czę­

ści europejską, mieszkałeś w różnych krajach, a chociaż studio­
wałeś w Delhi, to przecież twój nauczyciel studiował w Londynie:
czy można zatem wejść w inną kulturę?
K.T.: Myślę, że to zależy; ja od początku życia wychowałem
się przynajmniej w dwóch kulturach, bo pochodzę z tradycji mu­
zułmańskiej w Indiach, z drugiej strony moja rodzina chciała zro­
bić taki most między kulturą europejską i własną, indyjską.
U mnie w domu na przykład na obiad jadało się dania indyjskie,
a kolacja była europejska. Spędziłem połowę życia w Indiach,
a połowę poza nimi, bo mój ojciec był dyplomatą i wędrował po
różnych krajach. To oddziałuje na stosunek do samych Indii.
Większos'ć Indusów jest związana z jednym stanem, jednym języ­
kiem, jednego typu jedzeniem, a gdzie indziej są nie u siebie. A ja
miałem zawsze poczucie, że należę do całych Indii. To może za­
leżeć od pochodzenia. Mój pradziadek brał udział w walce o nie­
podległość i patriotyzm w rodzinie był silny. Jestem człowiekiem
zadomowionym w wielu kulturach, przypuszczalnie dlatego żyję
w pewien sposób poza nimi wszystkimi. Tu znowu pojawia się
motyw błazna. Wielu ludzi z obu kultur indyjskiej i europejskiej
czuje się dobrze w swojej kulturze, ale przyjęli też inną. Ja chcę
być w obu, choć moje poczucie tożsamości z pewnością wyrasta
z Indii i nie chcę tego zmieniać. To ma związek z określoną wraż­
liwością, czuciem życia. Duża częs'ć mojej wrażliwości wywodzi
się z silnych standardów rodziny i jej wpływu. W mojej rodzinie
muzułmańskiej islam był zmieszany z liberalizmem, duchem re­
formatorskim, niekonwencjonalnos'cia, dziwactwami... Była
w niej nowoczesność pomieszana z miłością do tradycji i poczu­
ciem bycia Indusem. Mój ojciec zaprojektował flagę narodową
współczesnych Indii! Był on elegancki zarówno w domu w trady­
cyjnym sherwani, jak i w garniturze, uwielbiał zarówno poezję
Ghaliba, jak i Yeatsa. Dla mnie istnieje większy kontrast między
s'wiatem metropolii a s'wiatem plemiennym niż pomiędzy Europą
a Indiami. W młodości wyobrażałem sobie, że możliwe jest „sta­
nie się" członkiem plemienia. Powoli odkrywałem, że jest to nie­
możliwe i zdałem sobie sprawę, że wartością mojego stanowiska,
jeśli w ogóle takie istnieje, to bycie „mostem".

II. 13. Martwe dusze wg. Gogola, Jola Cynkutis i Khalid Tyabji, DSW Wrocław 1988. Fot. Marek Grotowski

16

�5. S.: A powiedz, jaką widzisz atrakcyjność w kulturze Zacho­
du, nie Polski czy Anglii, ale po prostu Zachodu. Czy uważasz, że
jest coś atrakcyjnego w tej kulturze?
K.T.: Atrakcyjność tej kultury polega może na tym, że jest ona
lustrem, pozwalającym patrzeć inaczej na swoją kulturę. Chociaż
oczywiście Europa ma fascynującą historię i podoba mi się wiele
rzeczy w Europie - architektura, przyroda, muzyka, pożywienie,
literatura, ale na nieszczęście większość tych rzeczy nie należy
już do dnia dzisiejszego. Oczywiście przyjemnie jest odkryć, że
w niektórych miejscach, takie proste sprawy jak kupowanie bile­
tu kolejowego są proste, i nie stanowią wielkiego wyzwania. Bar­
dzo lubię profesjonalizm, energię i zaangażowanie w pracę Euro­
pejczyków. Lubię poczucie zbiorowej świadomości w wielu przy­
padkach... Ale muszę tu dodać, że Polska dla mnie nie jest „Za­
chodem". Polska jest dużo bliższa mojej własnej kulturze niż „Za­
chód".
Przypominam sobie, co mówił mój profesor, kiedy po raz
pierwszy wyruszyłem do Europy do pracy terenowej. Powiedział,
że kiedy spotkam naukowca, powinienem powiedzieć mu, że nie
przyjechałem tu po jego pomoc, ale aby dać pewną radę. Wszyst­
ko jest u nich wspaniałe, ale brakuje jednej „malej rzeczy", której
pilnie potrzebują w swojej diecie, bez której z pewnością umrą to „odrobina samorefleksji".
S.S.: A powiedz, czym jest dla Ciebie przyroda? Kiedy miałeś
pierwszy pomysł na swój teatr, to wybrałeś takie, miejsce gdzie
nie ma dróg, gdzie jest las, pojechałeś w „dzikość".
K.T.: Jest wielka różnica pomiędzy starym lasem i tym posa­
dzonym przez człowieka. Pozostało już niewiele starych lasów
i dżungli. Kiedy wchodzę w kontakt z lasem, czuję, że przecho­
dzą przeze mnie różne prądy. Najważniejszą cechą starego lasu
jest jego wielka różnorodność. Natura oznacza współistnienie
różnorodności, współzależność, wyjątkowe piękno i czystość kiedy jest nie splamiona przez ludzi - jest dla mnie Ogrodem
Boga.
D.D.: A czy ludzie w wioskach są ciągle tacy sami? Czy cią­
gle tak samo potrafią tańczyć i bawić się jak dziesięć lat temu?
K.T.: Zasmuca mnie, kiedy widzę, jak to się zmienia... Oni
mówią, że w mieście jest brudno, wszędzie są gówna, są tam nie­
dobrze traktowani; w lesie muszą się bać tylko dzikich zwierząt,
a tam trzeba się bać drugiego człowieka. Nie lubią radia, bo
mówią, że tam nie ma naszych piosenek, a my raczej wolimy śpie­
wać i nie chcemy zmieniać swojego sposobu życia, ale, że za trzy­
dzieści lat będziemy kulisami... Zmiany zachodzą zastraszająco
szybko. Są dwie grupy: jedni przeszli na stronę miasta, oglądają
popularne filmy, zmienili fryzury, zapuścili wąsy. Jak ktoś zacznie
mieszkać wśród ludzi z miasta, to coś się zmienia w twarzy,
w oczach, coś takiego jak brud wychodzi z twarzy, to widać... Oni
inaczej patrzą na drugiego człowieka. To dziwne... Osobiście w i ­
działem tyle zmienionych twarzy przez te lata. Tubylcy z plemion
mają nieoceniający i niewyrachowany sposób patrzenia na ciebie.
Kiedy młodzieniec zostaje, jak to mówię, „zepsuty" życiem
w mieście, jego oczy stają się chytre, podejrzliwe, coś zmienia się
wokół ust, pojawia się kalkulacja, a stosunki ludzkie stają się
transakcjami.
D.D.: A czy nie wydaje Ci się, że miałeś szczęście poznać tych
ludzi w momencie, kiedy jeszcze nikt tam nie dotarł. A teraz, kie­
dy wzrasta zainteresowanie nimi, pojawią się turyści, to mogą im
zagrozić...
K.T.: Oni mają nawet taki obrzęd: kiedy rosną owoce mango,
to nie można ich zrywać do czasu, kiedy nie są dojrzałe. To sza­
man ustala datę i jest święto trwające trzy dni, mango-mania - po­
tem zaczynają dopiero zbierać owoce. Nawet małe dziecko nic nie
zerwie, bo wie, że nie wolno. Ale teraz przychodzą handlarze i ku­
pują worki mango za może parę groszy. I nawet jeśli w jednych
wioskach oni jeszcze tego przestrzegają i nie zrywają owoców, to
przychodzą ludzie z innych wiosek i robią to dla pieniędzy...

II. 14. Khalid Tyabji w filmie Hanuman

5.5.: A na czym polega istota teatru?... Bo etymologicznie te­
atr wiąże się z oglądaniem, patrzeniem na coś, słowa teoria i te­
atr mają wspólną etymologię, ale teoria stała się czymś trochę
antyludzkim, oderwanym, ideą, czymś obiektywnym i zewnętrz­
nym, związanym przede wszystkim z nauką, a teatr, o tym prze­
cież mówimy, jest takim proludzkim działaniem. O co może za­
tem chodzić w teatrze?
K.T.: O wszystko.
J.C.: Zrobiłeś teraz monodram. Szkielet jest gotowy. Chcesz
go pokazać ludziom. Jaką intencją chcesz tych ludzi dotknąć?
Chodzi mi o moment przeżycia. Bo Sławek pyta o esencję teatru.
K.T.: Może wrócę do czegoś co zacząłem, a nie dokończyłem:
chciałem, żeby ludzie wyszli z teatru z pewną energią, naładowa­
ni jak bateria. To coś, co się wiąże z życiem duchowym. Żeby ra­
zem ze mną dotykali pewnego świata, innego niż codzienny.
Mówisz, że teatr związany jest z oglądaniem i z tego powodu nie
lubię słowa 'spektakl' i 'show', bo to jest coś bardziej na ze­
wnątrz, coś co jest tylko przed oczami... Jak się kręci film o dzia­
łaniu teatralnym, to czasem to, co jest żywe wygląda bardziej pu­
sto, bo nie ma tej wibracji, brak człowieka - widz i aktor muszą
być w tej samej przestrzeni. Aktorstwo w sanskrycie to abhinaya
- to send forth, żeby przesłać siłę...
S.5.: A czy widziałeś jakiś spektakl Kantora?
K.T.: Tak. Niech sczezną artyści. Bardzo mi się to podobało,
raz w Nowym Jorku i raz we Wrocławiu. Ciekawe, bo we Wrocła­
wiu on był chory, i przez pierwsze dwadzieścia minut nie było go
na scenie, stało tylko krzesło z napisem: Kantor. Coś było nie tak,
nie ten rytm, coś nie grało... On patrzył z boku i bardzo się dener­
wował, wszedł na scenę, zaczął dyrygować i zaczęło być tak, jak
miało być.
5.5.: Rzeczywiście w teatrze jest coś ciekawego, czego nie da
się opisać, w czym rzecz, rzecz nie jest w czystych gestach, gesty
są przesycone czymś więcej...
K.T.: To samo jest z tekstem. Jest bardzo wiele rodzajów w i ­
dzów, ale ja robię teatr, który mnie interesuje. I tam nie historia
jest najważniejsza, ale coś, czego nie da się nazwać: próbowałem
to nazwać stanem bycia. Jak powiada jeden z moich nauczycieli,
Badał Sircar - „ludzie zapomnieli, jak odczuwać".
D.D.: To dotyczy aktora czy publiczności?
K.T.: Stan bycia musi się zmienić w obu, ale oczywiście to ak­
tor spełnia rolę czynnika prowokującego, to on jest motorem
zmian. W tym nowym spektaklu chcę zwrócić uwagę na to, co zo­
stało zapomniane w życiu współczesnym, że jako ludzie tylko
przez chwilę jesteśmy wędrowcami na ziemi. To dotyczy czegoś

17

�innego niż konsumowanie produktów. To coś", co bardziej wiąże
się na przykład z oddechem. Czy to nie jest niesamowite, strasznie
piękne, że pojawiamy się w s'wiecie i po jakimś' czasie znikniemy?
Dostalis'my czas na ziemi. Oddychamy i żyjemy. We współcze­
snym s'wiecie nie myślimy już w ten sposób. Ten ostatni spektakl
po bengalsku nazywa się Moner manush, co można przetłuma­
czyć jako Człowiek serca, ale słowo mon znaczy jednoczes'nie ser­
ce i głowę. Oczywiście mamy słowa na każdą z tych rzeczy osob­
no, ale tu chodzi o obie rzeczy naraz i o to też chodzi w spekta­
klu. To połączenie pełni ważną rolę w filozofii hinduskiej.
D.D.: Ale czy to jest to samo: bo Ty jesteś raz aktorem, a raz
oglądasz na przykład Kantora, czy to jest to samo?
K.T.: Muszę powiedzieć, że niestety większość moich dos'wiadczen w charakterze widza była wyjątkowo nudna. Najczę­
ściej po dziesięciu minutach jestem tak znudzony, że odczuwam
klaustrofobię i chcę wyjść. Znacznie bardziej interesuje mnie sie­
dzenie w parku lub na ulicy i obserwowanie ludzi w prawdziwym
życiu niż oglądanie aktorów na scenie, ponieważ oni są tak nie­
prawdziwi, a przez to nudni. Sceniczny s'miech i płacz jest okrop­
ny i nie do wytrzymania. Kiedy s'miech i płacz są prawdziwe, to
są zawsze naładowane. To są szczęśliwe i bardzo żywe chwile. Na
szczęście w moim życiu widziałem kilka przedstawień, które
przekonały mnie, że na scenie możliwe jest cos' przeciwnego do
nudy. To daje mi siłę do pracy.
J.C.: Padło ładne pytanie: czy jak oglądasz spektakl, to jesteś
aktorem?
K.T.: Nie. Rzadko. Czasem się dziwię, że są ludzie, którzy
analizują, jak on to zrobił? Jak jest dobry spektakl, to ja przestaję
o tym myśleć: może jestem dobrym widzem, bo wchodzę całko­
wicie w to, co widzę, to jest jak sen, nie analizuję już tego. Kiedy
czuję, że aktorzy „grają", nie mogę się w ogóle wciągnąć w to, co
mówią. Oni nie mówią, oni tylko udają, że mówią.
D.D.: Ale czy nie ma pewnej różnicy między aktorem a wi­
dzem, nawet uczestniczącym. Kiedy jesteś aktorem, to jest to ro­
dzaj samoekspresji, obnażenia siebie. Podejrzewam, że Ty z sie­
bie coś dajesz, Że dotykasz czegoś osobistego.
J.C.: To ciekawe co mówisz, bo ja się zawsze buntuję przed
używaniem słowa obnażanie się czy ekshibicjonizm w teatrze.
Niewątpliwie jest taka część, aktorów być może większa, którzy
lubią taką formę bycia na scenie, jest to im potrzebne. Jest też
część aktorów, którzy potrafią czerpać z siebie, z tego czym są, co
jest najważniejsze dla nich, przetwarzać to na taką formę, żeby
tego nie zdradzić, tylko natchnąć życiem i powołać znak. Do zna­
ków czy symboli mogą się odnosić różne kultury. To dla mnie jest
esencja teatru, powoływanie takich znaków, szukanie ich w so­
bie i poza. Jest to praca nie skończona, ale można dotykać pew­
nych fragmentów, poszerzać o spotkania międzygrupowe czy
międzyteatralne z różnych krajów, dążyć do stanu otwarcia. Tak
jak Khalid mówi idzie ścieżką i nagle musi pojąć tę osobę, która
przed nim staje, pojąć nie naśladować, a korzysta tylko z jakie­
goś fragmentu ciała tej osoby, natomiast pojmuje ducha tej oso­
by. Jak mi się wydaje taka jest funkcja teatru. Bo jednakże teatr
tworzą ludzie.
K.T.: Ale to 'ja'jest tylko narzędziem... ducha świata, bo teraz
myślę o tym ćwiczeniu, które z Jolą robiliśmy, że trzeba było zna­
leźć ducha s'wiata... czułem, że jakaś' energia płynie przeze mnie,
ale to nie znaczy, że ja działam jako j a ' , ja jestem tylko narzę­
dziem tej energii.
D.D.: 1 na tej podstawie rozumiesz, Że to było to. Bo skąd
wiesz, że to było dobre...
K.T.: Nie wiem, że było dobre, ale wiem, że było prawdziwe...
D.D.: Albo w Twoim subiektywnym odczuciu, że to co robisz,
jest prawdziwe. Jak to rozpoznajesz?
K.T.: Dużo można mówić, na temat tego 'prawdziwe', ale
przypomina mi się pewien Chińczyk, który był mistrzem w ope­
rze pekińskiej, to był jeden z trzech aktorów, który grał postać
18

Króla Małp. To jest bardzo akrobatyczna rola. Uczył się od
szóstego roku życia, rodzice byli za biedni, żeby mu dać jeść. Od­
dali go do nauczyciela, żeby ten go uczył i żywił. Nauczyciel był
jak drugi ojciec. Mając ponad sześćdziesiąt lat wyjechał po raz
pierwszy poza Chiny, do Anglii, gdzie miał publiczne spotkania
na temat opery pekińskiej. Padło pytanie, które profesor z uniwer­
sytetu przez kilka minut tłumaczył na chiński, a brzmiało ono: jak
można poznać to, czy aktor jest dobry czy zły. Ten aktor słucha­
jąc pytania dziwił się coraz bardziej, a na końcu powiedział tylko:
to trzeba zobaczyć.
S.S.: To są rzeczy oczywiste, w etymologicznym znaczeniu.
D.D.: Ale jest ten warsztat, pracujesz nad spektaklem i do­
chodzisz do pewnych rozwiązań i wtedy praca jest inna, i sam
oceniasz, czy może z tym lustrem... tu jest poszukiwanie.
J.C.: W trakcie takiej ewolucji, czyli dochodzenia do tej ze­
wnętrznej formy, albo się oddalasz od prawdy, która stworzyła
pierwszy moment, stała się zaczynem, albo jesteś w niej. Ty mu­
sisz czuć, czy odchodzisz od niej czy nie. Jak straciłeś, to znaczy,
Że trzeba wracać do początku i inną drogą rozwijać to, co było
inicjatorem momentu. Jak zachować prawdę...
K.T.: To jest najtrudniejsza rzecz w teatrze... Bo czasem jedną
strukturę powtarzasz codziennie, czasem nie chcesz, ale musisz,
bo spektakl jest reklamowany, bo ludzie kupili bilety. Ale to nie
dzieje się w każdym teatrze, stąd skojarzenie z kłamstwem, tak
jak w życiu codziennym. Acting jako robienie też czegoś' niepraw­
dziwego.
S.S.: To zależy pewnie, jakie znaczenie przypiszemy słowu
'gra'. W tym codziennym znaczeniu znaczy to nieszczerość...
K.T.: Dlatego wytłumaczyłem to po angielsku...
S.S.: Po angielsku jest podobnie, to act znaczy 'grać' i 'dzia­
łać'. Ale fenomenolog religii van der Leeuw pisze o teatrze jako
'świętej grze', 'poważnej grze'. Gadamer odwołuje się do pojęcia
gry i mówi, że ludzkość nie byłaby ludzkością bez gry, to znaczy,
że nie można sobie wyobrazić bez niej kultury. Być może jest to
patrzenie na tę samą rzecz z dwóch punktów widzenia: raz widzi­
my, że gra jest czymś nieszczerym, a innym razem to właśnie gra
okazuje się tworzyć człowieka, dotyka jego istoty. Przecież kim
innym jesteś na uniwersytecie - można powiedzieć, że tam grasz,
kiedy chodzisz na zajęcia i zdajesz egzaminy, a kim innym - kie­
dy idziesz do dżungli czy w góry, spotykasz ludzi i zaczynasz się
z nimi „bawić", co też określamy słowem gra.
K.T.: Są też gry dziecięce, które są żywe i prawdziwe. Tak sa­
mo w sporcie: mecz w piłkę ma pewne zasady i reguły, taka sama
struktura wydarzeń, te same zasady, ci sami gracze, może być po­
wtarzana dzień po dniu, ale za każdym razem jest tak jak jest włas'nie teraz, tam nie ma kłamstwa. Nie udajesz, że grasz, po prostu
grasz, dając z siebie wszystko. Zdaje się, że w życiu nawet trzeba
grać w tym drugim sensie, bo nie można wszystkiego powiedzieć
ani pokazać, bo nie można tutaj tańczyć na stołach, ale teatr na to
pozwala.
J. C.: Powiedziałeś wcześniej w rozmowie, że studia i dyplom
to paszport do poruszania się w świecie nauki, czy może błazen
być paszportem do poruszania się w świecie...
D.D.: Czy to są te same światy?
K.T.: To paszport do każdego s'wiata... Jeden z powodów, dla
których żałuję, że nie skończyłem doktoratu, wiąże się z tym, że
nie dostałem tytułu doktora błazna.
S. S.: To ciekawe. A powiedz, czy próbowałeś kiedyś grać i bła­
znować w świecie nauki?
K.T.: Jeszcze nie, ale mam taką nadzieję.
S. S.: A masz jakiś pomysł?
K.T.: Miałem kiedyś' zabawny pomysł. Kiedy studiowałem na
wydziale socjologii i antropologii, to chciałem wygłosić wykład
w stroju plemiennym. Przyjść z siekierą do sali i poprowadzić wy­
kład na temat: antropologowie w oczach ludzi z plemion.
S.S.: Myślisz, że uda Ci się to zrealizować?

�K.T.: Mam nadzieję, że tak. Kiedy miałem wybrać studentów
do szkoły dramatycznej, poszedłem w czapce błazna, bo sądzi­
łem, że to będzie fair play, chciałem, żeby studenci byli wyluzowani, ale traktowałem ich jednocześnie bardzo poważnie. Czapka
miała podkreślać fakt bycia w roli egzaminatora.
D.D.: A jak ludzie zazwyczaj reagują na błazna? Jaki są re­
akcje na ulicy?
K.T.: Ludzie się często s'mieja, bo jest ktos', kto wygląda na
bardziej chorego umysłowo niż oni, to taka postać, z której moż­
na się s'miac. To zależy. Kiedyś' w czasie juwenaliów wszedłem na
dyskotekę w stroju błazna, było może sto osób w kolejce, a ja
wszedłem bez biletu i ten, kto stał na bramce, był bardzo zadowo­
lony, że taki gos'ć przyszedł. Od każdego dostałem alkohol, może
nawet za dużo...
Ale rok temu zostałem prawie pobity. Pojechałem do plemion
w Goa i miałem tournee teatralne. Był ze mną organizator. W le­
sie ubrałem się w kostium, zrobiłem makijaż i wszedłem do wio­
ski. Były tam tylko kobiety i dzieci zgromadzone przy pompie
wodnej. Zacząłem się bawić z dziećmi i kobietami, i wszyscy się
s'miali. Ale może po pięciu minutach przyszła stara kobieta, która
popatrzyła na mnie, zaczęła od razu krzyczeć: diabeł, diabeł. Ona
była trochę chora. Mężczyźni byli kilometr dalej w knajpie i pili,
i kiedy usłyszeli krzyk, to przybiegli do wioski, łamiąc po drodze
gałęzie z drzew. Byli bardzo pijani i machali nimi bardzo blisko
mojej głowy. Nie znałem ich języka i potraktowali mnie jak praw­
dziwego diabła: zrobiło się już ciemno, a ja byłem pomalowany.
Próbowałem im śpiewając tłumaczyć, że nie mam nic przeciwko
nim, ale nie za wiele z tego wynikało. Na szczes'cie był organiza­
tor, który znał język, zachował spokój i powtarzał ciągle: on jest
aktorem z teatru, ze szkoły dramatycznej, i to jest tylko spektakl,
to nie jest diabeł. Tak powtarzał ze dwadzies'cia-trzydzies'ci razy
i powoli to trafiło do tych pijanych głów. Potem nawet tańczylis'my i s'piewalis'my razem. Ale mówili, że gdyby nie było tego
człowieka, toby mnie na pewno wykończyli.
D.D.: Jak się wtedy czułeś?
K.T.: W końcu był to bardzo fajny wieczór, ale zrozumiałem,
że nie wszędzie będę tak samo traktowany. Nie mogłem znaleźć
sposobu, żeby dotknąć ich bez języka. Gdybym był sam, może
bym znalazł jakiś' sposób, ale nie wiem...
D.D.: Jak myślisz, kim byłeś dla ludzi z plemienia w Orisie?
K.T.: Kiedy zacząłem rozumieć trochę ich język odkryłem, że
mówią o mnie nieco jak o jokerze - „ktos' kto gra"...
D.D.: A czym dla Ciebie jest praca w filmie?
К.Т.: W pewnym sensie jest zupełnie inna. Bo w teatrze praca
polega na znalezieniu sposobu, żeby dotykać pewnego rodzaju
bycia prawdziwym codziennie, w tej samej strukturze, a w filmie
trzeba to zrobić tylko raz, albo kilka razy w jednej godzinie, trze­
ba być przygotowanym na pierwszą improwizację. Mam z tym
kłopoty, w teatrze jak cos' nie idzie jednego dnia, to trzeba szukać
sposobów na poprawienie tego w dniu następnym, w filmie to jest
niemożliwe. „Pierwsza improwizacja" zostaje zarejestrowana
i prawdopodobnie będzie trwała dłużej od twego życia, chociaż
możesz być z tego powodu niezadowolony. W filmie cokolwiek
robisz, prowadzi do produktu końcowego, który tworzony jest
z małych fragmentów i okruchów. W teatrze moment przedsta­
wienia jest sednem, produktem, jeśli tak wolisz.
S.S.: A czy mógłbyś opowiedzieć jakiś spektakl, na przykład
Pieśń błazna, przez jakie wcielenia tam przechodzisz?
K.T.: Na początku wychodzę z widowni, przebrany za widza,
bo przychodzę z zewnątrz, jestem jednym z nich. Przez jakiś czas
gram rolę aktora. Mam sen, we śnie gubię czapkę i muszę przejść
przez różne postacie z życia zewnętrznego, ale takie, które nazy­
wam ciemnymi, niedobrymi, bo zgubiłem mądrość, jestem terrory­
stą, potem mężczyzną, który traktuje kobiety przedmiotowo, po­
tem kobietą, która sprzedaje swoje ciało, człowiekiem, który sądzi,
że świętość można kupić, wystarczy zapłacić, ale nie trzeba nic

zmieniać w sobie (taki stosunek do świątyni ma wielu Indusów),
człowiekiem z plemion, który staje się kulisem, żołnierzem, pu­
stym muzykiem, aktorem z popularnego filmu, człowiekiem, który
płaci za miłość swojej małej siostrzenicy, jeszcze dziecku...
S.S.: I na końcu odnajdujesz czapką i mądrość.
K.T.: Potem znajduję czapkę-mądrość, i wtedy znajduję miej­
sce, skąd można patrzeć na to wszystko z oddali.
S.S.: Czy mądrość wiąże się z dystansem?
K.T.: Przywraca równowagę, bycie człowiekiem. Taka jest
koncepcja, nie wiem, jak to widz odbiera. Miałem różnych w i ­
dzów, bardzo często odbierają to ciepło, czasem narzekają na to,
że im mówię o rzeczach, które znają. Ale była taka kobieta, którą
mąż bił przez wiele lat i po tym spektaklu znalazła siłę, żeby od
niego odejść. Były też dwie kobiety, które powiedziały, że chcia­
ły popełnić samobójstwo i ten spektakl je uratował. Przez te stra­
szne rzeczy znalazły siłę, żeby być sobą.
D.D.: Opowiadałeś, że w ostatnim filmie francuskim grałeś
jogina. Jak się czułeś?
J.CSobą?
K.T.: Tak. To człowiek, który odszedł od społeczeństwa i mie­
szkał tylko z małpami. Wolał żyć z przyrodą. On był bardzo bli­
ski czegoś we mnie. Kiedy szedłem na próbę, szedłem z bambu­
sowej chaty pełnej baulów do nowoczesnego hotelu w Bengalu.
Nadal nosiłem pół-dhoti na biodrach, łatwo było przykucnąć
i wejść od razu w rolę. Przez pewien okres żyłem jak sadhu, jako
uczeń baula. Otrzymałem inicjację.
D.D.: Miałeś kontakt z joginami, pozateatralny...
K.T.: Tak. Byłem uczniem jednego jogina z sekty baula,
w Bengalu. Oni są związani z wiedzą tantrycką, ale są jednocze­
śnie bardzo podobni do średniowiecznych błaznów, mają swoje
normalne życie, normalne dla nich, i swój kostium, ubranie na
spektakl, śpiewają, tańczą, grają na instrumentach...
D.D.: Mają swoją publiczność? Czy to jest rodzaj spektaklu?
K.T.: Tak, coś takiego. Raczej pieśni, tańce, rodzaj komunika­
cji z publicznością.
Mój nauczyciel był bardzo silną postacią, ale było w nim coś
złego, nie mogłem się z tym zgodzić. Na przykład na przemoc.
S.S.: Czy on stosował przemoc wobec Ciebie?
К.Т..Ш.
D.D.: Czy to była część jego filozofii?
K.T.: Nie, myślę, że to była część jego ego. To był bardzo do­
bry przykład takiego jogina, który doszedł do dosyć wysokiego
stopnia, i używał mocy, którą otrzymał przez to doświadczenie, do
powiększania swego ego.

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5882" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5862">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/dfd64d613b95ea27e2b6c49b03a4487d.pdf</src>
        <authentication>d085a440972b0437aac5de5a5c4bbc3e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70148">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1531</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70149">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70150">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70151">
                <text>Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70152">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.187-240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70153">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70154">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70155">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70156">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70157">
                <text>R E C E N Z J E

I

O M Ó W I E N I A
„Etnografia Polska", t. X X X V I I : 1993, z. 1
P L ISSN 0071-1861

Michał Buchowski, Wojciech J. Burszta, O założeniach interpretacji antropo­
logicznej, P W N , Warszawa 1992, ss. 128
Antropolog czy etnograf polski z zainteresowaniem bierze do ręki książ­
kę, zapowiadającą określenie teoretyczno-metodologicznych podstaw nauki,
której często zarzucano w Polsce nikłą świadomość teoretyczną i faktyczne
ograniczanie się do opisowych badań konkretnego wycinka rzeczywistości
historycznej (przeważnie kultury ludowej), którym nie przyświecały na ogół
żadne ambicje teoretyczne.
Wysiłek podjęty przez Michała Buchowskiego i Wojciecha J. Bursztę
zasługuje na uwagę, gdyż autorzy poruszając się na najwyższym szczeblu
metanauki, starają się, jak sami piszą, przeprowadzić analizę poznawczych
i interpretacyjnych możliwości antropologii, pojmując tę ostatnią przede
wszystkim jako naukę o społeczeństwach odmiennych od tego, w jakim
funkcjonuje antropolog.
Jest to świadome wprowadzenie przez autorów pewnego ograniczenia
- antropologia bowiem zajmuje się wszystkimi społeczeństwami ludzkimi,
zarówno tymi, których współczynniki humanistyczne są całkowicie odmien­
ne od tych, jakie właściwe są kulturze nowożytnoeuropejskiej (s. 5), jak
też tymi, których antropologowie sami są uczestnikami. I wówczas nie
przedmiot decyduje o specyfice podejścia antropologicznego, ale przyjęcie
szczególnej perspektywy poznawczej i zespołu dyrektyw metod ologicznych
niezależnych niejako od tego przedmiotu (do których należy zaliczyć holizm,
historyzm etc).
Tymczasem autorzy przeprowadzając swoistą obronę „kultury pierwot­
nej" koncentrują się na odmienności przedmiotu i z niego starają się wypro­
wadzić specyfikę podejścia antropologicznego. Stoją na stanowisku istotnej
odrębności kultury pierwotnej od kultury nowożytno-europejskiej i różnice
te starają się określić w terminach jednego głównie semiotyczno-strukturalnego typu interpretacji antropologicznej i przy użyciu aparatury pojęciowej
wypracowanej głównie przez kulturoznawczy ośrodek poznański.
Forma interpretacji antropologicznej inspirowana przez językoznaw­
stwo, semiotykę i hermeneutykę w większym stopniu niż inne typy analiz
antropologicznych (funkcjonalizm, materializm kulturowy) rodzi problemy

�188

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

natury epistemologicznej i skłania do refleksji nad takimi zagadnieniami jak
relatywizm versus obiektywizm poznania, rola języka w kulturze i jej
poznaniu, emiczna lub etyczna postawa badawcza etc. Antropologowie
funkcjonaliści przystępując do badania obcych sobie kultur przyjmowali
milcząco założenie, że rzeczywistość ta dostępna jest obiektywnemu po­
znaniu przy pomocy kategorii analitycznych badacza (jakkolwiek w pełni
doceniali rolę znajomości tubylczego języka w odtwarzaniu kategorii
pojęciowych właściwych badanym ludziom). Nie wiemy wprawdzie ile
zjawisk kultury pierwotnej umknęło przez to ich uwagi, wiemy natomiast do
jak znakomitych rezultatów dochodzili. Wiemy także, że posługując się
właściwą sobie aparaturą analityczną mogli uchwycić wiele zjawisk pierwo­
tnego świata, których tubylcy nie byliby w stanie sobie uświadomić [!].
Przekonanie, że każda kultura zrozumiała jest jedynie w swoich własnych
kategoriach, datujące się od czasów Boasa nie oznacza w praktyce przyj­
mowania skrajnego relatywizmu pojęciowego, który znalazł m.in. wyraz
w koncepcjach etnonauki i antropologii kognitywnej - oba nurty określane
czasem niezbyt uprzejmie jako „ostatnie tchnienie relatywizmu kulturo­
wego". Autorzy przychylając się w zasadzie do stanowiska relatywizmu
pojęciowego, jakkolwiek nie skrajnie pojętego, wyrażają przekonanie, że nie
jest możliwe ponadkulturowe wartościowanie poznawczych wyników badań
naukowych. Ze stwierdzeniem takim trudno byłoby się zgodzić. Kultura to
bowiem nie tylko rzeczywistość myślowa, składająca się z sądów normatyw­
nych i dyrektywnych, ale także obiektywna praktyka społeczna wyrażająca
się w konkretnych utylitarnych działaniach i przedmiotowych wytworach,
zmieniających zastaną rzeczywistość w pożądanym kierunku. Co więcej,
relatywizm językowy, który w przekonaniu Sapira i Whorfa miały być
podstawą relatywizmu pojęciowego nie jest z tym relatywizmem pojęciowym
tożsamy. Łatwo można wykazać, że u podstaw odrębnych języków leżą te
same pojęcia, których przekładalność nie nastręcza większych trudności
badaczowi. Kładł na to nacisk Lévi-Strauss poszukując pod powierzchnią
zróżnicowanych kulturowo form uniwersaliów w kulturze (por. także prace
nowsze innych autorów np. Hortona o uniwersalnie podzielanych ideach
bazowych i zróżnicowanych kulturowo - ideach wtórnych - s. 84). Gdy­
byśmy zakładali skrajny relatywizm pojęciowy - wykluczałoby to jakiekol­
wiek badania porównawcze i formułowanie uogólnień dotyczących kultury
ludzkiej. Fakt, że niektórzy ludzie wyróżniają sześć stron świata, a nie cztery,
nie odróżniają lewej strony od prawej czy wyróżniają tylko dwa rodzaje
kolorów, nie oznacza, że w innych sferach formułowane przez nich pojęcia
nie będą tożsame z naszymi. Poza tym sam fakt, że potrafimy te różnice
sformułować, a także zaakceptować świadczy o tym, że gdzieś tam w naj­
głębszych podstawach myślimy podobnie.
Spór pomiędzy relatywizmem a obiektywizmem poznania wydaje się więc
w dużej mierze pozorny. To co zawdzięczamy relatywizmowi, to przede
wszystkim liberalność postaw i poszerzająca perspektywę poznawczą otwar-

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

189

tość na inne sposoby myślenia i wzory życia, która nie wyklucza obiekty­
wizmu poznania, wręcz przeciwnie wzmacnia go i pogłębia.
Przyjęcie skrajnej postawy relatywistycznej wykluczałoby też stosowanie
interpretacji rozumiejącej w klasycznym diltheyowskim rozumieniu - tak
postulowanej zarówno przez funkcjonalistów jak i później fenomenologicz­
nie nastawionych etnologów.
W jej miejsce autorzy proponują tzw. interpretację humanistyczną, jako
najbardziej odpowiedni i budzący najmniej wątpliwości typ interpretacji
możliwy do zaakceptowania przez antropologię. Według definicji Kmity:
„Interpretacja humanistyczna czyli przyporządkowanie sensu podjętej
czynności jest [...] odmianą teoretycznego wyjaśniania faktu podjęcia czyn­
ności imputującego (trafnie bądź nietrafnie) danemu podmiotowi pewną
społecznie akceptowaną wiedzę łączącą daną czynność z jej preferowanym
rezultatem, ów preferowany rezultat identyfikuje się z sensem czynności".
(Kmita 1987, s. 265).
Interpretacja humanistyczna nie jest więc równoznaczna z interpretacją
rozumiejącą - zakłada bowiem widzenie faktów poprzez odmienny typ
wiedzy i wartości aniżeli ten, który jest udziałem badacza.
Autorzy czerpią więc obficie z dorobku kulturoznawstwa, zapożyczając
zarówno wypracowaną przez tę szkołę aparaturę pojęciową, jak i niektóre
pomysły teoretyczne. Kulturoznawstwo w Polsce, odmiana filozofii kultury
pretenduje do przyjęcia roli, jaką w antropologii anglosaskiej pełniła i pełni
antropologia społeczna i kulturowa, w antropologii francuskiej - antropolo­
gia strukturalna, w Rosji - szkoła semiotyczna w Tartu (Kmita 1985, s. 5).
Powierzchowny czytelnik prac kulturoznawczych uderzony byłby zapew­
ne swoistym żargonem naukowym wprowadzonym przez tę szkołę. Przy
bliższej analizie okazuje się jednak, że ten na pozór wysoce formalny i sztucz­
ny język służy precyzacji wielu podstawowych dla humanistyki pojęć, wery­
fikacji dawnych teorii i formułowaniu nowych, których definiowanie bez
pomocy tego języka byłoby zapewne trudniejsze (jakkolwiek nie niemo­
żliwe!). Tak też jest zapewne z „kulturą typu magicznego" - koncepcją
zaproponowaną przez autorów omawianej pracy.
Kulturoznawcy traktują kulturę jako rzeczywistość myślową, której
kwintesencję stanowią sądy (przekonania) normatywne i dyrektywalne,
(a więc reguły, zasady i wartości z jednej strony, przepisy i instrukcje
z drugiej), które odkrywa się poprzez ustalenie semantyki rekonstruowanych
pojęć - semantyki właściwej przedstawicielom badanej kultury, opatrywanej
na ogół komentarzem wyrażonym w języku badacza. Jest to badanie kultury
w pierwszym rzędzie jako systemu komunikowania przy czym funkcję
komunikacyjną pełni nie tylko (jakkolwiek przede wszystkim) język, ale
również inne dziedziny kultury jak obyczaj, mit, rytuał, sztuka...
Zdaniem kulturoznawców możliwy jest podział kultury na: sferę praktyki
techniczno-użytkowej, która determinuje materialną bazę funkcjonowania
społeczeństwa, sferę praktyki symboliczno-komunikacyjnej, która zapewnia

�190

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

społeczną współpracę, komunikację i integrację oraz praktykę światopo­
glądową waloryzującą inne formy i typy działalności, w której da się wyróż­
nić trzy historyczne warianty: magiczny, religijny i filozoficzno-religijny.
Wymienione dziedziny praktyki społecznej tworzą hierarchiczną struk­
turę funkcjonalną, w której prymat praktyki techniczno-użytkowej, łagodzo­
ny jest przez waloryzujące ją (podobnie jak praktykę symboliczno-komunikacyjną) przekonania światopoglądowe.
Rzecz w tym, że wyodrębnienie wszystkich tych sfer kultury i praktyki
społecznej nie stanowi problemu w odniesieniu do kultury nowożytno-europejskiej, okazuje się natomiast problemem, gdy przystępujemy do analizy
kultury pierwotnej.
Autorzy przeprowadzając „ o b r o n ę " wprowadzonej przez siebie kon­
strukcji teoretycznej, jaką jest pojęcie „kultury typu magicznego", określają
ją jako synkretyczno-kulturową, co oznacza, że nie da się tam (przynajmniej
na poziomie świadomości tubylców) wyraźnie oddzielić sfery techniczno-użytkowej od komunikacyjnej i światopoglądowej. Tubylcy nie potrafią
wyraźnie odróżnić czynności użytkowych od symbolicznych i światopoglą­
dowych. Ich świadomość społeczna ma charakter synkretyczny - magiczny
właśnie. Autorzy polemizują w zasadzie ze znanymi stwierdzeniami Malino­
wskiego, że tubylcy wyraźnie odróżniają czynności magiczne do technicz­
nych, przypisując im inny rodzaj skuteczności. Powołują się na Leacha,
który pisał o Malinowskim: „Byłoby znacznie lepiej, gdyby utrzymywał, że
Europejczycy, tak samo jak Trobriandczycy niezdolni są do rozróżniania
obydwu kategorii. Pragnąć udowodnić, że Trobriandczycy dzikimi nie są,
usiłował im narzucić taką precyzję klasyfikacji, jaka normalnie wymagana
jest tylko od profesjonalnych logików" (Leach 1957, s. 129).
Mówiąc, że świadomość społeczna tubylców ma charakter synkretyczny
- magiczny właśnie, nie usiłują bynajmniej autorzy wskrzesić dawno już
przebrzmiałej koncepcji Levi-Bruhla, że umysł człowieka pierwotnego jest
całkowicie pogrążony w mistycyzmie, że nie odróżnia on świata realnego od
własnych fantasmagorii, nie umie tworzyć powiązań przyczynowo-skutkowych i wyciągać poprawnych wniosków z doświadczenia. Mówiąc o świado­
mości synkretycznej autorzy chcą podkreślić, że wszystkie niemal czynności
w kulturze pierwotnej mają charakter wieloaspektowy i wielofunkcyjny - po­
siadają nie tylko cel praktyczny, ale integrujący społecznie - komunikacyjny,
są też w określony sposób waloryzowane światopoglądowo-mistyczno-religijnie. Niemal każda czynność posiada tam charakter rytuału i tak jest
pojmowana. Trobriandczyk wie, wprawdzie, że przy pomocy samej magii nie
można uprawiać ogrodów, jednakże ta uprawa, nierozerwalnie spleciona
z rytuałem, ma dla niego sens przede wszystkim magiczny. Działając ra­
cjonalnie wierzy jednak równocześnie w magiczną moc swoich słów oraz
interwencję duchów przodków i sił nadprzyrodzonych.
Nie trzeba oczywiście udowadniać, że jest to typ myślenia nieobcy przed­
stawicielom kultury nowożytnoeuropejskiej - rangę mistycznej waloryzacji

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

191

wielu działań współczesnego człowieka potwierdza ciągła obecność w jego
życiu obrzędów i praktyk religijnych (prezydent Wałęsa w czasie swojej
wizyty w Jerozolimie wsunął w Ścianę Płaczu karteczkę z życzeniem do Pana
Boga w języku polskim, wychodząc z założenia, że Pan Bóg zna język polski
i relatywizm pojęciowy nie stanowi dla Niego problemu), myślenie magiczne
obecne jest w języku reklamy, propagandy, przemówień, deklaracji politycz­
nych, etc.
Przesadne jest oczywiście twierdzenie Leacha, że Europejczyk, podobnie
jak trobriandczyk nie rozróżnia tych dwóch sfer myślenia, różnica bowiem
polega właśnie na tym, że współwystępowaniu tych dwóch typów działań
w obydwu typach społeczeństw towarzyszy odmienny stopień świadomości
tego faktu. To właśnie mieli na myśli autorzy omawianej książki mówiąc
o kulturze typu magicznego". Teza o integralności poszczególnych sfer życia:
techniczno-uży tkowej, symboli czno-komunikacyjnej i światopoglądowej
w kulturze pierwotnej nie byłaby oczywiście czymś nowym - był to fakt
wielokrotnie obserwowany i potwierdzany przez wielu badaczy antropolo­
gów (funkcjonalistów przede wszystkim, ale także i innych), novum nato­
miast stanowi odniesienie tej zasady również do myślenia pierwotnego.
Zasadniczą tezą, jaką stawiają autorzy odnośnie myślenia pierwotnego
(Rozdział I I : „ M o w a magiczna a język nowożytny") jest to, że człowiek
pierwotny w większym stopniu niż człowiek cywilizowany posługuje się tzw.
mito-logiką, która polega na ciągłym przekształcaniu związków metonimicznych
w metaforyczne i odwrotnie. W przeciwieństwie do struktualistów w rodzaju
Leacha czy samego Lévi-Straussa, twierdzą oni, że człowiek pierwotny nie jest
jeszcze w stanie odróżniać tych dwóch typów związków: przedmiotowo-metonimicznych i symboliczno-semantycznych czyli metaforycznych. Metoni­
mia zakłada faktyczny (przedmiotowy) związek pomiędzy znaczącym a ozna­
czanym (na zasadzie przyległości - część zastępuje całość), metafora - oznacza
związek symboliczny, w którym związek pomiędzy znaczącym a oznaczanym
jest nie tylko czysto kulturową konwencją, ale i abstrakqa. Zgodnie z teorią
Malinowskiego język w kulturze pierwotnej pełni przede wszystkim funkcję
pragmatyczną. Oznacza to, że jego funkcja symboliczna nie jest jeszcze przez
tubylców rozpoznawana. Słowo znaczy coś tylko o tyle, o ile można go
zastosować i wywołać przez nie jakiś stan rzeczy, natomiast nie znaczy nic, jeśli
nie wiąże się z jakimś działaniem i ma służyć jedynie wyrażeniu myśli
mówiącego. Malinowski stał na stanowisku, że najpierw ukształtowało się
czynne (pragmatyczne) zastosowanie języka - dźwięk na tym etapie nie jest
jeszcze symbolem - jest ściśle powiązany z rzeczą którą oznacza, następnym
etapem jest rytualne zastosowanie języka - gdzie słowo działa na rzecz, ale
równocześnie rzecz wyzwala słowo w ludzkim umyśle i wreszcie trzecim etapem
jest powstawanie mowy narracyjnej, w której symbol odrywa się od oznacza­
nego stanu rzeczy i staje się konwencją. Dopiero w tym ostatnim stadium
wykształca się semantyka, można mówić o metonimii i metaforze oraz o langue
(systemie znaków) i przeciwstawnych parole - mowie jednostkowej.

�192

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Autorzy tak piszą na ten temat: „Mówienie - myślenie typu czysto
magicznego charakteryzuje także swoisty synkretyzm polegający na tym, że
mowa magiczna zarówno symbolizuje to do czego się semantycznie odnosi,
jak też pozostaje z symbolizowanym stanem rzeczy w stosunku przedmiotowometonimicznym - wpływa nań podmiotowo lub jest jego częścią (w sensie
fizycznym)", (s. 35).
Wyrażając to prościej - chodzi o to, że tubylec wypowiadając jakieś
słowo nie tylko uświadamia sobie jakąś rzecz, ale stara się również na nią
oddziaływać. Następuje identyfikacja słowa z rzeczą, stąd wiara w realną siłę
sprawczą słowa, czyli jakbyśmy powiedzieli inaczej w magiczną moc słowa.
Słowo wyraża nie tylko istotę rzeczy, ale sama rzecz jest w słowie zawarta.
G. van der Leeuw w Fenomenologii religii pisze: „Nie wiemy nic o począt­
kach języka. Jest jednakże prawdopodobne, iż najpierwotniejszy język skła­
dał się ze słów pragnienia i afektu. Wywoływano lub likwidowano sytuacje
i okazje" (van der Leeuw 1978).
Tej funkcji, jak się zdaje nie utracił, przynajmniej częściowo, również
język nowożytny. W całej sferze uczuć, literaturze i poezji, czy też w bardziej
prozaicznych przejawach życia publicznego - polityce i propagandzie, ta
funkcja języka jest wciąż obecna. Nieprzypadkowo, antropolog Andrzej
Waligórski zatytułował jedną ze swoich prac Język sugestii, magii i propagan­
dy we współczesnym społeczeństwie brytyjskim (notabene była do dysertacja
doktorska, napisana pod kierunkiem Bronisława Malinowskiego). Nato­
miast puste słowa, ten twór nowożytnego języka, o których również pisze
G. van der Leeuw (s. 39), są niekiedy istotnie trudną do wykorzenienia plagą.
Rozdział I I I nosi tytuł „Rites de passage" i przywołuje od razu na myśl
znaną i głośną w antropologii pracę van Gennepa. Autorzy precyzują w nim
pojęcie rytuału, definiując go jako zestandaryzowane, pozatechniczne dzia­
łanie społeczne, które należy odróżnić od ceremonii (czyli właśnie owej
skonwencjonalizowanej etykiety). Ta ostatnia nie posiada bowiem owej wa­
loryzacji magiczno-światopoglądowej.
Te ustalenia terminologiczne pełnią ważną funkcję - pozwalają na od­
powiednie klasyfikowanie i rozróżnianie określonych form zachowań spo­
łecznych. Wydaje się jednak, że bardziej słuszne byłoby objęcie pojęciem
rytuału również owych „rytuałów" świeckich czyli ceremonii i innych form
skonwencjonalizowanego zachowania się, pozwoliłoby to bowiem na uchwy­
cenie interesującego zjawiska „rytualizacji" niektórych form zachowań pozareligijnych i pozamagicznych, poprzez odrywanie się tych zachowań od ich
pierwotnej motywacji i funkcjonowania na zasadzie „rytuału" właśnie czyli
pustej etykiety lub konwencji.
Waga badań nad rytuałem wiąże się z tym, że stanowią one niejako
kondensację relacji społecznych i przekonań stając się bogatym źródłem
informacji o społeczeństwie.
Arnold von Gennep podzielił, jak wiemy rytuał przejścia na rytuały
separacji {rites de separation), które oddzielają jednostkę od jej dawnego

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

193

statusu, rytuały marginalne {rites de marge), które służą celebracji zmiany
i rytuały włączenia {rites de agrégation), które włączają jednostkę wraz z jej
nowym statusem do nowej grupy społecznej. D o obrzędów przejścia zaliczył
van Gennep wszelkie obrzędy związane z cyklem życiowym jednostki - na­
rodzinami, dzieciństwem, dojrzewaniem, narzeczeństwem, małżeństwem
i śmiercią, oraz obrzędy doroczne. Koncepcję swoją traktował jako heury­
styczną, jako nawet rodzaj olśnienia, które pozwoliło mu na odkrycie uni­
wersalności występowania sacrum i profanum w życiu ludzkim i stałego
mieszania się (kontaminacji) tego co społeczne z tym co nadprzyrodzone.
Koncepcja rytuałów przejścia pozwoliła mu także ukazać stadialność egzystenqi ludzkiej, która znajduje właśnie odbicie w rytuałach wspomagających
przejście z jednej grupy wiekowej do drugiej, z jednej pozycji społecznej do
drugiej. W społeczeństwach pierwotnych rytuały te mają sakralny charakter.
W związku z tym pozostaje interesujący problem - dlaczego rytuały przejścia
powszechnie obecne w życiu człowieka pierwotnego znikają lub raczej tracą na
znaczeniu w społeczeństwach cywilizowanych? Twórca tzw. „szkoły z Manche­
ster" Max Gluckman próbuje dać odpowiedź następującą. W społeczeństwach
pierwotnych, gdzie obserwować można wielofunkcyjność działań ludzkich oraz
zjawisko wielorakości i niezróżnicowania ról społecznych, jakie jednostka pełni
w stosunku do innych jednostek i grup społecznych, obrzędy służą właśnie
oddzieleniu i zaznaczeniu ról tam gdzie nie są one formalnie rozdzielone.
W społeczeństwach cywilizowanych natomiast role są wyraźnie rozdzielone
i zdefiniowane w praktyce społecznej, stąd nie zachodzi konieczność obrzędowe­
go ich rozdzielania. Zróżnicowanie życia świeckiego prowadzi do spadku roli
rytuału i mistycznej etykiety (s. 62). Ranga rytuałów w społeczeństwie pier­
wotnym wiąże się także z szeregiem innych funkcji, jakie pełnią one w życiu
społecznym, umacniają i kodyfikują strukturę danego społeczeństwa, ustanawia­
ją i umacniają pewne normy i wartości, pełnią funkcję edukacyjną stając się
ważnym i uznanym środkiem transmisji wiedzy i treści kulturowych z pokolenia
na pokolenie, rozładowują konflikty i napięcia, wyrażają ludzkie pragnienia
i emoqe, poza tym dzięki rytuałowi i związanym z nim wierzeniami dostarczają
pewnego modelu uniwersum pełniąc zatem funkcję poznawczą.
Koncepqa rytuałów przejścia, tak b e 2 d i t o ś n i e skrytykowana przez Maussa
(który wyraził pogląd, że jedynym „osiągnięciem" van Gennepa było stwierdze­
nie występowania we wszystkich zjawiskach - początku, środka i końca)
w przedstawieniu autorów staje się zagadnieniem frapującym i wielowątkowym,
mogącym stać się źródłem inspiracji dla wielu nowych i ciekawych interpretaqi
zjawisk życia społecznego. Nic też dziwnego, że wątek ten powraca w pracach
wielu antropologów współczesnych - na gruncie neostrukturalizmu brytyjskiego
rozwijają go między innymi Mary Douglas, Edmund Leach, Victor Thurner.
Wszystkim tym autorom chodzi, najogólniej rzecz biorąc, o zdefiniowanie
sytuaqi, które w społecznym odczuciu określane są jako niebezpieczne,
nadzwyczajne, wyjątkowe, obwarowane zakazami i nakazami, posiadające
cechy dwóch sytuacji jakościowo odmiennych (s. 59).

�194

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Rozdział V: „Rola danych lingwistycznych w podmiotowym rekonstruo­
waniu kultury" - podnosi kwestie poruszane już wyżej znaczenie dla huma­
nistyki tzw. podmiotowego badania kultury i jak sam tytuł wskazuje roli
języka w tego typu badaniach. Tzw. podmiotowa antropologia dążąca do
odtwarzania tubylczej wizji świata i tubylczych wyobrażeń o świecie w ter­
minach oryginalnych ich semantyki społecznej musi uwzględniać rangę języ­
ka jako najlepszego środka wnioskowania o istnieniu i organizacji tubyl­
czych pojęć i brać pod uwagę problem przekładalności kulturowych pojęć
w aspekcie międzykulturowym. Na ogół jednak mimo tendencji relatywi­
stycznych przeważa stanowisko, że przezwyciężenie trudności związanych
z przekładem jest zadaniem możliwym i wykonalnym - jednym z ważniej­
szych zadań, jakie stoją przed antropologami. Nowej antropologii, która
doceniając w pełni rolę językowo-kulturowych uwarunkowań prowadzonych
badań i osiąganych wyników, nie neguje całkowicie ich obiektywnej prawo­
mocności, proponują autorzy nadać nazwę „antropologia sceptyczna".
Rozdział V I : „ N a t u r a i kultura w perspektywie strukturalistycznej" to
interesujący szkic ukazujący koncepcje twórcy strukturalizmu antropologicz­
nego poprzez pryzmat osiowej dla jego rozważań opozycji pomiędzy naturą
a kulturą. Wszystkie badane i preferowane w badaniach strukturalistycznych
zjawiska, takie jak: język, pokrewieństwo, klasyfikacje, mit, totemizm, mu­
zyka, sztuka analizuje Lévi-Strauss jako pewne struktury myślowe unifiku­
jące porządek natury i kultury w koherentny system myślowy. Przeciwień­
stwo natury i kultury da się w jego przekonaniu sprowadzić do trzech
podstawowych opozycji: 1) uniwersalność versus partykularność, 2) spon­
taniczność versus normatywność oraz 3) bezwzględność contra względność
(s. 107). Natura jest uniwersalna, spontaniczna, samowyjaśnialna (tzn. bez
potrzeby odwoływania się do kultury). Kultura jest czasowo i przestrzennie
zrelatywizowana, regulowana za pomocą ustanowionych norm i wyjaśnialna
przy pomocy kategorii zaczerpniętych z natury. Szczegółowe znaczenie dla
powstania kultury ma wykształcenie się ustanowionych norm - one to
bowiem w pierwszym rzędzie pozwalają odróżnić zachowania kulturowe od
biologicznych.
Pierwszym wyrazem przekroczenia progu natury przez człowieka jest
pojawienie się zakazu kazirodztwa i jego inwersji w postaci reguł egzogamii.
Zakaz kazirodztwa jest o tyle paradoksalny, że przynależy zarówno do
porządku natury jak i kultury - z jednej strony zgodnie z prawami natury
zakazuje pewnych typów stosunków biologicznych, z drugiej uruchamia
wymianę matrymonialną, która jest zjawiskiem czysto kulturowym.
W świadczeniach matrymonialnych, podobnie zresztą jak w języku,
którego powstanie uważa Lévi-Strauss za dalszy krok w przekroczeniu
przez człowieka progu natury, przejawiają się trzy podstawowe struktury
ludzkiego myślenia: 1) wymóg Normy jako Normy (chodzi o podkre­
ślenie właściwej umysłowi ludzkiemu tendencji do wprowadzenia porządku
w chaos natury), 2) zasada wzajemności (w myśl której każde świadczenie

�195

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

musi zostać zrównoważone przeświadczeniem, co prowadzi do różnych form
wymiany), 3) syntetyczny charakter daru (który syntetyzuje i integruje spo­
łecznie ludzi). Do. wymiany kobiet i informacji dodaje Lévi-Strauss jeszcze
trzeci typ powszechny w społeczeństwie ludzkimi - wymianę dóbr i usług
pomiędzy jednostkami i grupami.
Wspomniane tu podstawowe struktury logiczne ludzkiego umysłu są
wcześniejsze od wszelkiej działalności kulturowej (a więc zakazu kazirodz­
twa, reguł egzogamii etc.). Lévi-Strauss stoi na stanowisku pierwszeństwa
struktury wobec praxis. Stąd jego zdanie: „natura jest prekulturą i subkul­
turą równocześnie" traci swoją pozorną sprzeczność, gdyż oba te porządki
zostały wyprzedzone i przeciwstawione przez „Logikę" wyprzedzającą wszel­
kie ludzkie myślenie (s. 119). Stąd już tylko jeden krok do kreacjonistycznego
stanowiska (często zarzucanego Lèvi-Straussowi), poszukującego pierwotne­
go „Sensu" istnienia kierującego zarówno porządkiem natury jak i kultury.
Struktura w tym przypadku to narzucający się ludziom niejako od zewnątrz
sposób porządkowania pojęć natury i kultury.
Warstwa informacyjna pracy jest istotnie imponująca - świadczy nie
tylko o erudycji autorów (także w zakresie najnowszej literatury przed­
miotu), ale też o ich kulturze filozoficznej. Wymaga jej zwłaszcza semiotyczno-strukturalny typ interpretacji antropologicznej, jaką przyjęli oraz intere­
sujące ich najbardziej zawiłe, niejednokrotnie metanaukowe problemy epistemologiczne. Jest to typ refleksji rzadko podejmowany w polskiej literatu­
rze etnograficznej. Stanowi on pewne novum pozwalające wznieść się ponad
podziały i wewnętrzne spory pomiędzy poszczególnymi szkołami i kierun­
kami, poszerzając niepomiernie ogólnometodologiczną świadomość osób
zajmujących się antropologią.
Osobną sprawą jest kwestia języka - zbyt hermetycznego, by praca
wartościowa i interesująca (zawierająca także propozycje własnych interpre­
tacji) mogła zdobyć szerszy krąg czytelników i wyjść poza wąskie grono
specjalistów. Pragmatyczna, afektywna funkcja języka (w sensie powodowa­
nia pożądanych stanów) ma, jak się okazuje, również niebagatelne znaczenie
w nauce.

LITERATURA
K m i t a J.
1985

Kultura i poznanie; W a r s z a w a .

1987

Interpretacje,

[w:] Filozofia

i nauka. Zarys

encyklopedyczny,

Warszawa.

Leach E.
1957

The Epistemological
ture. Evaluation

van

Background

to Malinowski's

of Work of Malinowski,

Empiricism,

[w:] Mon and Cul­

R . F i r t h (ed.), L o n d o n ,

der L e e u w G .
1978

Fenomenologia

religii, W a r s z a w a .

Barbara Olszewska-Dyoniziak

�196

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Czesław F.obotycki, Etnografia wobec kultury współczesnej,
1992, ss. 125

UJ, K r a k ó w

Kultura ludowa to dziś nie funkcja miejsca zamieszkania, to pewien
określony typ reakcji kultowej właściwy przedstawicielom różnych warstw
i grup społecznych. Myśl tę można uznać za przesłanie recenzowanej tu
książki Czesława Robotyckiego, budzącej moje mieszane (choć ogólnie
pozytywne) uczucia: od zainteresowania ciekawym, samodzielnym i orygi­
nalnym zarysowaniem koncepcji antropologii w dobie współczesnej do pew­
nego zdziwienia przykładami niektórych szczegółowych analiz, zwłaszcza
w ostatniej części pracy.
Autor, obok Z. Benedyktowicza, L . Stommy, R. Tomickiego, J.S. Wasi­
lewskiego należy do tych etnografów polskich, którzy pozostają pod bezpo­
średnim wpływem strukturalistycznych i postrukturalistycznych kierunków
w etnologii, zwłaszcza zaś nawiązują do osiągnięć moskiewsko-tartuskiej
szkoły semiotycznej. Niełatwy typ analizy, jaki narzuca strukturalistyczne
ujmowanie kultury, znalazł u wspomnianych etnografów interesujące roz­
winięcie wzbogacone własnymi propozycjami analizy.
Autor omawianej pracy nie powiela gotowych schematów, nie przytacza
sprawozdań z cudzych myśli, starając się zarysować własną wersję tego, co
rozumie przez interpretację antropologiczną i przedstawia własną próbę jej
konkretyzacji. Istotę tej interpretacji określa np. w zdaniu: „Prymitywny
i współczesny to struktury, a nie następstwo czasowe. Antropolog zadaje
sobie na ogół pytanie, jak ta pierwsza istnieje w drugiej i odpowiedź na to
pytanie stanowi właśnie interpretację antropologiczną (s. 108), lub wyko­
rzystując wypowiedź Ludwika Stommy: [...] etnologia nie jest nauką o kul­
turach chłopskich. Etnologia nie jest nauką o kulturach egzotycznych ludów.
Etnologia nie jest też nauką o innych kulturach nieelitarnych. Etnologia jest
nauką o wewnętrznych mechanizmach wszystkich kultur. Domeną etnologii są
więc zjawiska zbiorowe mające charakter nieuświadomiony, przejawiające się
na zewnątrz pod postacią, jak to wyliczał Edward B. Tylor: „wiedzy, wie­
rzeń, sztuki, moralności, prawa i obyczajów", czyli działań, umiejętności
i przeświadczeń, których interpretacje, o ile w ogóle są podejmowane przez
członków danej społeczności - przybierają z reguły formę wtórnych racjo­
nalizacji lub odwołań do mitycznych ad initio. Pod pojęciem wewnętrznych
mechanizmów kultury rozumieć należy zarówno prawdziwościowe struk­
tury tzw. pamięci kulturowej, wyznaczającej ogólne ramy transmisji kultury
jak też ich uchwytne czasowo realizacje (kombinacje poszczególnych opo­
zycji i mediacji, braudelowskie koniunktury) ujawniające się w zewnętrznej
rzeczywistości kulturowej barwną mozaiką konkretnych jednostek empirycz­
nych (mitemy, zdarzenia) (Benedyktowicz, Robotycki, Stomma, Tomicki,
Wasilewski 1977).
Pod stwierdzeniem, że etnologia jest nauką o wewnętrznych mechani­
zmach kultur podpisałby się dziś każdy współczesny etnolog czy antropolog,

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

197

w tym także i przede wszystkim antropolog-funkcjonalista. Ale w ujęciu
Stommy i Robotyckiego owe wewnętrzne mechanizmy kultury rozumiane są
w określonym sensie - dotyczą powiązań na poziomie myśli nieuświadomio­
nej i symbolicznej.
Dlatego miejsce realistycznego, pozytywnego opisu, jakim posługiwała się
etnografia tradycyjna zajmuje dziś luźniejsza interpretacja w formie eseju
łączącego w sobie zarówno wymogi naukowe, jak i swobodne skojarzenia
należące do sfery sztuki. Wraz z tym zmienia się także przedmiot opisu - nie
będzie to już ogół zobiektywizowanych wytworów i działań ludzkich lecz te
sfery kultury, które w myśleniu potocznym uchodzą za zabobony, przesądy,
myślenie magiczne i mityczne (s. 7). Jednym słowem świat symbolicznych
znaczeń, które tworzą ludzie na różnych poziomach i w różnych sferach
życia, a których interpretacja i właściwe czy ponowne odczytanie staje się
naczelnym zadaniem antropologa kultury.
Jak pisze Jacques Derrida: „nie istnieją fakty lecz tylko milcząca wielość
sensów każdego zdarzenia" (1992, s. 22). To stanowisko dekonstruktywizmu, a także postmodernizmu, najnowszych dziś prądów w humanistyce
znajduje wyraźne odbicie w poglądach autora i typie analiz, jakie prze­
prowadza.
Snując rozważania nad istotą antropologii w dobie współczesnej roz­
poczyna autor od wyraźnego rozróżnienia podejścia etnograficznego od
antropologicznego. Pierwsze, przynajmniej w warunkach polskich, zrodziło
się głównie z zainteresowań etnografów polskich ludem i folklorem, którym
to badaniom przyświecały w dużej mierze cele patriotyczne. Elementy fol­
kloru warstwy chłopskiej uważano za przejaw, zalążek, pierwociny czy wręcz
synonim kultury narodowej. W warunkach rozbiorów badania nad kulturą
ludową służyć miały podtrzymywaniu świadomości narodowej stąd upo­
wszechnił się romantyczny model tej kultury i do dziś mówi się o niej (choć
tradycyjna kultura ludowa nie ma już współcześnie empirycznego odpowied­
nika) w dość wysokich rejestrach narodowych.
Od strony teoretycznej w interpretowaniu owej kultury ludowej mieściły
się różne paradygmaty teoretyczne: ewolucjonizm, szkoła kulturowo-historyczna, funkcjonalistyczna, historyczna etc, co dawało w rezultacie eklek­
tyczny schemat interpretacji bazujący na pozytywistycznych i realistycznych
założeniach teoriopoznawczych, w których brakowało pogłębionej koncepcji
człowieka, systemowego ujęcia kultury, w którym w ogóle nie było mowy
0 rozważaniach nad kulturą jako tekstem, znaczeniem czy symbolem (s. 19).
Pojęcie antropologii, które nie ma w Polsce dalekich tradycji, wiąże autor
z tym ostatnim właśnie typem rozważań, wyrażając przekonanie, że inter­
pretacja antropologiczna to interpretacja w kategoriach znaczenia, znaku
1 symbolu. Deklaruje się tym samym autor jako przedstawiciel modnej
w ostatnich latach w antropologii polskiej orientacji, jak już wskazywaliśmy,
akcentujących silne powiązania z moskiewsko-tartuską szkołą semiotyków
rosyjskich i estońskich. Stanowisko to bazuje na założeniu, że kultura to

�198

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

„wielopoziomowy" i „wielojęzyczny" system semiotyczny, w obrębie które­
go stale odbywa się wewnętrzny dialog i który można tłumaczyć w jego
własnych kategoriach tzn. bez odwoływania się do rzeczywistości zewnętrz­
nej wobec kultury tzn. np. do czynników biologicznych, społecznych, czy
psychologicznych. Można jednym słowem tłumaczyć kulturę przez kulturę
w języku mitu (obrazowym i symbolicznym) sztuki (projekcyjnym i od­
twarzającym) i nauki (modelowym). Kultura ludowa nie może być charak­
teryzowana jedynie przez czynnik społeczny, gdyż nie jest właściwością
jedynie warstwy chłopskiej. Kultura „typu ludowego" może być właściwa
mieszkańcom miast - robotnikom, inteligentom, warstwom elitarnym stano­
wi bowiem typ reakcji kulturowej w kategoriach myślenia mitycznego i sym­
bolicznego.
Dlatego gdy dziś mówimy w etnografii o wymiarze społecznym w bada­
niach nad kulturą, rozumiemy przez to na ogół myślenie w kategoriach
„swój", „obcy", jako podstawowych kategoriach służących identyfikacji
w różnych konfiguracjach grupowych.
W świetle nowej koncepcji kultury ludowej zmienia się także pojęcie
folkloru - nie jest on już tylko wytworem chłopskiej kultury tradycyjnej.
Dawniej można go było zdefiniować jako stan izolacji świadomościowej
charakterystyczny dla kultur zamkniętych. Ale czy w dobie komunikaqi
masowej zniknęły warunki do wytwarzania się folkloru? Na pewno nie.
Pozostaje bowiem myślenie stereotyp we, życzeniowe, myślenie w kategoriach
wartości, które tworzy nowy folklor wielkich społeczności zurbanizowanych
i zindustrializowanych.
Owo odczytywanie sensów zbiorowych reakcji, nowych symboli, znaczeń
przypisywanych różnym fragmentom otaczającej nas rzeczywistości, pozostanie
więc domeną antropologa, co pozwoli mu się zmierzyć z kulturą współczesną.
Dzięki temu, mimo że antropologia stanowić zaczyna w coraz większym stopniu
naukę pogranicza, naukę interdyscyplinarną, co autor w ciągu swych wywodów
wielokrotnie i z całym naciskiem podkreśla, zachowuje ona jednak wciąż
odrębny przedmiot i nie grozi jej, jak to prognozowano w latach powojennych
kres i całkowite wchłonięcie przez socjologię.
Można jednak w tym miejscu zauważyć, że o ile dopuszcza się inne od
proponowanego przez autora paradygmanty uprawiania antropologii (np.
socjologizujący, czy funkcjonalistyczny) można powiedzieć, że antropolog
pozostaje wciąż najbliższy socjologowi. Jest on jednak socjologiem szczegól­
nego typu - po pierwsze preferuje obserwację uczestniczącą i swobodny
nieskategoryzowany wywiad w stosunku do metod ilościowych i badań
ankietowych, ujmuje kulturę zawsze całościowo jako system zależności (czy
to strukturalnych czy funkcjonalnych) i odkrycie ich wewnętrznych powią­
zań uważa za podstawowy cel swojej analizy, podczas gdy socjologowie mieli
tendencję do fragmentaryzacji rzeczywistości, rozczłonkowywania jej na ele­
menty policzalne, które stanowiły jedyną przesłankę do budowy teorii, po
trzecie antropolog widzi kulturę zawsze w ścisłym powiązaniu z podłożem

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

199

historycznym, podczas gdy socjolog nie uważa historii za jedyny i najistot­
niejszy czynnik kształtujący i wyjaśniający kulturę danego społeczeństwa. Te
trzy różnice wyznaczyły specyficznie antropologiczną perspektywę poznaw­
czą w badaniach nad kulturą, łączącą w sobie historyczny, holistyczny
i relatywistyczny punkt widzenia, przy czym relatywizm ten stosowany bywa
raczej w odniesieniu do całości kultury (etos, styl, konfiguracja kultury)
aniżeli do jej wewnętrznych podziałów.
Przyjęta przez autora opcja teoretyczna bazuje na zawężonym, ideacyjnym rozumieniu kultury. Jest to rozumienie kultury jedno z możliwych, a na
jego ograniczenia wskazywał sam Edmund Leach, główny kontynuator, ale
także i krytyk koncepcji Levi-Straussa w Wielkiej Brytanii. Uważa on, że
owe struktury idei, główny przedmiot badań strukturalistycznie zorientowa­
nych antropologów nie stanowią przecież niezależnego zjawiska lecz do­
stosowane są zawsze do warunków ekonomicznych i politycznych danego
społeczeństwa. Ich zróżnicowanie w obrębie kultury jest nie tylko wyrazem
wewnętrznych mechanizmów dokonujących się na poziomie samej kultury
(będących funkcją wewnętrznych intelektualnych treści człowieka), ale jest
także funkcją uwarunkowań społecznych. Owa tendencja do jednostron­
nego, men tali stycznego ujmowania zjawisk, której towarzyszy niejednokrot­
nie ignorowanie społecznego i realnego wymiaru rzeczywistości, która cechu­
je współczesną naukę bywa też przedmiotem krytyki. Niektórzy uważają, że
analiza jedynie świata symbolicznych znaczeń (czy w języku - reguł gier
językowych: Sprachspiel) nie może niczego wyjaśniać i może stanowić za­
ledwie interesującą rozrywkę intelektualną dla tych, którzy się nią zajmują,
nie wnosząc nic nowego ani do nauki, ani do życia praktycznego.
Ze stanowiskiem takim trudno byłoby się zgodzić - pasjonującą jest
bowiem sprawą wiedzieć jak to się dzieje, że dana rzecz może przekazywać
informacje inne od tych, jakie zawarte są w niej samej, czyli komunikować
o czymś, co jest zawarte poza nią. Rozwój semiotyki - nauki o znakach,
który można uznać za jedno z największych osiągnięć intelektualnych
X X wieku nie tylko może w przyszłości doprowadzić do wypracowania
ogólnej teorii wyjaśniającej działanie umysłu ludzkiego, ale prawidłowe
odczytywanie znaków niewątpliwie przyczyni się do pogłębiania zrozumienia
między ludźmi.
Dlatego koncepcja antropologii zarysowana przez autora wydaje się być
interesująca, choć nie całkiem do zaakceptowania w szczegółowych roz­
wiązaniach (o czym za chwilę), a także całkowitym odwrocie od tendencji
pozytywistycznych i postpozytywistycznych, za którym autor się opowiada.
Chcąc określić charakter współczesnej antropologii jako dyscypliny autor
podkreśla jej:
1) imperializm tematyczny,
2) interdyscyplinarność,
3) empiryczny charakter,
4) interpretacyjność.

�200

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Antropologa interesuje współcześnie każdy przejaw ludzkiego życia, o ile
da się go ująć w kategoriach znaczenia. Ów imperializm zakresowy wynika
z pogranicznego charakteru antropologii, a także obserwowanego ostatnio
procesu antropologizacji nauk humanistycznych. Przeżywając kryzys ant­
ropologia wplątała się w spory ontologiczne, epistemologiczne i aksjologicz­
ne z innymi dyscyplinami, dostarczając różnego rodzaju argumentów, które
ze względu na te cechy antropologii, o których pisaliśmy wyżej okazały się
atrakcyjne dla przedstawicieli innych dyscyplin humanistycznych. Sama jed­
nak nie dookreśliła ściśle swojego zakresu, stąd mówi się dziś częściej o „in­
terpretacji antropologicznej" niż o „antropologii" i trwają ciągle spory o to
czy jest ona dziś nauką czy sztuką. Często określa się antropologię jako
sztukę interpretacji przejawów ludzkiej świadomości w kategoriach znaczenia,
mitu, kultury (s. 25). Stąd suchy pozytywny opis ustępuje miejsca esejowi
0 swobodnych skojarzeniach literackich. Jedno tylko pozostaje bez zmian
- konsekwentnie empiryczna podstawa antropologii. Najpierw fakty, potem
interpretacja. W tym empirycznym podejściu upatruje właśnie autor siłę tej
dyscypliny.
W pewnym miejscu określa autor swoje stanowisko następująco: „Przy­
jęta przez mnie postawa badawcza polega w wielu wypadkach na «grasowa­
niu» po marginesach różnych dyscyplin wiedzy i dopowiadaniu interpretacji
zjawisk już analizowanych z innych punktów widzenia" (s. 7).
Osobiście nie mam nic przeciwko „grasowaniu" w nauce, o ile robi
się to w sposób inteligentny (daleko bardziej podejrzane z moralnego
punktu widzenia jest np. grasowanie na cudzych nieszczęściach), wydaje
mi się jednak, że należałoby raczej powiedzieć, iż podczas gdy dawny
etnograf czy antropolog mając wyraźnie wyodrębniony przedmiot badań,
jakim była kultura określonego typu „prostszego" społeczeństwa (chłop­
skiego czy prymitywnego) czuł się zobligowany do opowiedzenia się po
stronie takiej czy innej szkoły etnologicznej, obecnie, gdy przedmiotem
jego rozważań staje się kultura współczesna, musi być przede wszystkim
humanistą poruszającym się swobodnie w polu badawczym innych dy­
scyplin, wykazując znajomość ich teorii, metod i wyników, bowiem inter­
dyscyplinarność jest w ogóle cechą nauki X X wieku. Nie sposób sobie
wyobrazić współczesnego etnologa-strukturalisty, który by nie znał osiągnięć
językoznawstwa, filozofii, psychologii, w dużej mierze także historii sztuki
1 literaturoznawstwa.
Spośród trzech możliwych linii rozwojowych, jakimi mógł przebiegać
rozwój antropologii: 1) pogłębienia znaczenia jednej z istniejących szkół,
2) powstania nowej szkoły o wiodącym znaczeniu, 3) rozwoju w kierunku
współpracy interdyscyplinarnej, trzecia z tych dróg wydaje się zyskiwać
współcześnie coraz bardziej na znaczeniu. Nie oznacza to jednak, że an­
tropolog „grasuje" jedynie na zdobyczach innych nauk dopowiadając niekie­
dy swoją interpretację. Wręcz przeciwnie, wnosi on do tych nauk własne
koncepcje teoretyczne i metodologiczne, własny zasób pojęć i wyraźnie

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

201

wydzieloną problematykę badawezą. Autor to zresztą sam doskonale ukazu­
je w dalszych partiach książki, gdzie rozpatruje antropologiczne możliwości
interpretacji zagadnienia narodu oraz twórczości popularnej. W pierwszym
przypadku antropolog styka się przede wszystkim z historykiem i socjolo­
giem, w drugim z historykiem sztuki i literaturoznawcą.
Problematyka narodu to typowa problematyka pogranicza - jest ona
przedmiotem dociekań historyków, socjologów, etnologów, literaturoznawców, historyków sztuki, gdyż znajduje ona odbicie w literaturze, folklorze,
sztukach plastycznych, publicystyce etc.
Najogólniej rzecz biorąc naród ma swój aspekt społeczny, kulturowy
i językowy - w każdej z tych sfer etnolog mógłby wyznaczyć odrębną dla
siebie problematykę badawczą. Rozpatrywanie narodu musi uwzględniać
ponadto trzy socjologicznie różne poziomy uczestnicwa: państwo, naród
i grupę etniczną (s. 36). Na gruncie państwowym dokonuje się identyfikacja
formalno-prawna, na poziomie narodu świadomościowo-emocjonalna, na
poziomie grupy etnicznej - emocjonalna.
Problematyka grup etnicznych stanowiła tradycyjną problematykę et­
nologii (regionalizmy, instytucje mniejszościowe i religijne) i może stanowić
punkt wyjścia dla rozważań nad narodem - uchwycenia zjawiska niejako
w mikroskali, gdzie ściera się pojęcie ojczyzny prywatnej i ideologicznej,
wyraźnie rysuje się zagadnienie tożsamości w kategoriach: swój - obcy.
Na wyższym poziomie analizy, gdy mówimy już o narodzie jako pewnej
wspólnocie ideologicznej wyrażającej się w poczuciu tej wspólnoty, ogólnie
można powiedzieć, że podczas gdy socjologa interesuje bardziej społeczny
wymiar istnienia narodu (typy więzi narodowej, charakter elit narodowych,
świadomość narodowa, ideologie, programy, deklaracje) o tyle antropologa
interesuje mityczny wymiar narodu. Może on go rozpatrywać na trzech
poziomach:
1) przez wskazanie na zmityzowany charakter wiedzy o kulturze ludowej
jako wartości narodowej;
2) przez ukazanie sposobów użycia i funkcjonowania znaków więzi
narodowej;
3) przez ukazanie pewnych mitologicznych zabiegów wobec tradycji na­
rodowej (dzieła sztuki, prace naukowe, język propagandy, zabiegi zmierza­
jące do ożywienia folkloru etc).
Przykładem takiego znaku więzi narodowej, szeroko analizowanym przez
autora był np. krzyż z kwiatów, układany na Placu Zwycięstwa w Warszawie
ku czci Stefana Wyszyńskiego od czerwca 1981 do czerwca 1983, wzbudza­
jący sentymenty i uczucia narodowe Polaków.
Nie wnikając w całą bogatą problematykę narodu w wymiarze interdys­
cyplinarnym zarysowaną przez autora w rozdziale 3, skoncentruję się tu na
jednym zagadnieniu - różnicy w podejściu historyka i socjologa do tej
problematyki. Jest to przykład instruktywny, gdyż potwierdza moją tezę, że
antropolog nie tylko dopowiada interpretację do zagadnień analizowanych

�202

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

już z innych punktów widzenia, ale wypracowane przez niego kategorie
pojęciowe stanowią w określeniu istoty problemu wkład być może najważ­
niejszy. Autor znakomicie tę kwestię ukazuje wprowadzając rozróżnienie
pomiędzy historią (która jest domeną historyka) i tradycją (którą zajmuje się
etnolog). Choć obie te kategorie służą opisywaniu przeszłości, to jednak
należą do różnych porządków opisu: historia opisuje fakty w języku nauki,
tradycja wyraża interpretację przeszłości w języku mitu. Tradycja jest w wię­
kszym stopniu wywołana emocjami, nie potrzebuje tak jak historia racjo­
nalnych uzasadnień. Należąc do podstawowych kategorii analitycznych et­
nografii nadaje inny, subiekywny sens historii. Składa się ona z trzech
aspektów: przedmiotowego (dziedzictwo), czynnościowego (przekaz treści)
i podmiotowego (postawa wobec przeszłości). Ten ostatni jej aspekt wydaje
się najważniejszy zwłaszcza w świetle interesującego nas tu problemu narodu.
To dzięki tradycji tworzy się zbiorowa autoświadomość i stereotyp własnej
grupy. Nie ma jednej historii lecz jest ich tyle, ile jest paradygmatów okre­
ślających sposób widzenia świata. Tradycja należy więc do mitycznego po­
rządku świata - tworzone przez nią teksty pomijają, gubią lub przekształcają
fakty historyczne w swoich całościowych interpetacjach przeszłości (s. 44).
Dlatego powinny być przedmiotem analizy metakulturowej, jako fakty,
które oderwały się od swojego obiektywnego podłoża i uległy procesowi
mityzacji. Taki jest wkład antropologów do rozumienia historii, która j u ż
jako zapis dziejów przeżyła się. Jest nauką o problemach masowych i ich
transformacjach, a nie o faktach (s. 42).
Na przykładzie Śląska autor ukazuje właśnie ów proces przenikania się
historii i tradycji, będący rezultatem m.in. pewnych mitologizujących zabie­
gów dokonywanych zarówno przez stronę polską, niemiecką, jak i społecz­
ność międzynarodową. W wyniku tych zabiegów wytworzyły się trzy po­
stawy emocjonalne wobec tradycji Śląska: postawa ideologiczna - polegająca
na nachalnym udowadnianiu polskości Śląska nawet za cenę fałszowania
podręczników historii i niszczenia zabytków architektury niemieckiej. Dalej
- postawa heroiczna, akcentująca moralny aspekt walki z niemczyzną - Nie­
miec przedstawiany jest jako wróg i obcy, a takie ogólnoeuropejskie wartości
jak: praca, rodzina, wierność, religia przyporządkowane są jedynie swojskiej,
własnej kulturze śląskiej. Podkreśla się jej ludowy charakter, który był
zawsze synonimem poczucia wspólnoty narodowej i słowiańskiej etc. Wresz­
cie istnieje trzecia postawa wobec przeszłości, którą autor określa jako
nostalgiczną - najczęściej spotykaną w literaturze pięknej, która eksponuje
pamięć ojczyzny prywatnej, fascynagę oryginalnością śląskiego obyczaju
łączącego w sobie elementy polskie i niemieckie. Postawa ta określa Śląsk
jako „małą ojczyznę" ludzi nastawionych na codzienność i pracę, odznacza­
jących się specyficznym poczuciem humoru i fatalistycznym sposobem w i ­
dzenia świata (s. 80-81).
Rozdział 4, w którym rozważane są zagadnienia twórczości popularnej,
gdzie antropolog styka się z historykiem sztuki i literaturoznawcą przede

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

203

wszystkim, przynosi najpierw interesujące rozważania na temat folkloru
społecznych protestów, do którego wytworzenia dały asumpt wydarzenia
w Stoczni Gdańskiej z sierpnia 1980. Formy sztuki ludowej: poezja, pieśni,
hasła, symbole, sztuka plastyczna, zrodziły się jako reakcja na tę niecodzien­
ną sytuację - powstała w wyniku tego sztuka „a vista" - spontaniczna,
niecyzelowana, mająca wszelkie znamiona sztuki ludowej. Na tym przy­
kładzie można było obserwować naocznie swoiste procesy kulturotwórcze
zmierzające do „przywrócenia autentyczności i wagi ludzkim słowom i ges­
tom, czy też szerzej rytuałom, twórczości i moralności. Przywrócenia obycza­
jowi swoiście polskiego charakteru" (s. 76). „Struktury reakcji kulturowych
tkwią w nas głęboko i tłumione wybuchają niekiedy w miejscach i chwilach
nieprzewidzianych" (s. 77).
O ile do tego momentu rozważania autora nie budzą najmniejszych
sprzeciwów, stanowią przykład analiz interesujących i niebanalnych, o tyle
podawane w następnym paragrafie przykłady analizy otoczenia wizualnego
mogą wywoływać pewne zdziwienie u etnografa przyzwyczajonego do reali­
stycznego sposobu interpretacji.
Autor rozważa w nich przykłady takich peryferyjnych elementów otocze­
nia wizualnego jak: instrukcja posługiwania się śpiworem ze zdjęciem wpólleżącej, brzydkiej i tłustej, pozbawionej wdzięku kobiety, ulotkę zachęcającą
do pracy w M P K z wizerunkiem gładko uczesanego młodzieńca z narzu­
coną niebieską chustą z frędzlami, rzeźbę ogrodową z okolic Zalipia koło
Dąbrowy Tarnowskiej przedstawiającą chłopca, trzymającego w rękach na­
czynie i karmiącego siedzącego mu na ramieniu ptaka z rozpostartymi
skrzydłami, dalej - kalendarz ścienny z życzeniem kupiony u kominiarza, etc.
Pomijając dobór tych zupełnie peryferyjnych elementów otoczenia wizu­
alnego, pewne opory wywołuje sposób ich analizy w kategoriach historii
sztuki wysokiej, a więc poszukiwanie analogii do motywów, jakie znaleźć
można w dziełach znanych malarzy, takich jak: Giorgiono, Tycjan, Cousin
- przedstawiających Venus - italską boginię rozkoszy, piękną i pełną wdzię­
ku, która rzekomo miała być prototypem owej brzydkiej, tłustej baby z in­
strukcji posługiwania się śpiworem. Natomiast chłopiec z plakatu zachęcają­
cego do pracy w M P K to analogia do znanych schematów portretowych
Artura Durera, Diego Silvy Velasqueza, itp. w odniesieniu do każdego
z analizowanych przykładów.
Historia sztuki pomogła autorowi w analizie wybranych przedmiotów
odkryć schematy ikonograficzne, które uległy daleko idącym przekształ­
ceniom.
W związku z tym nasuwają się tu antropologowi nieprzywykłemu do tak
śmiałych i odległych interpretacji pytania, czy wybrane przedmioty można
nazwać nie tylko sztuką w ogóle, ale nawet kiczem i czy interpretowanie ich
w terminach historii sztuki wysokiej jest w ogóle uprawnione?
Tradycyjna twórczość ludowa miała swoją niezaprzeczalną wartość
artystyczną - łatwą do uchwycenia przez artystę - malarza, rzeźbiarza, czy

�204

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

znawcę - historyka sztuki. Stosowanie analizy estetycznej do tego typu sztuki
było jak najbardziej uzasadnione, jakkolwiek najczęściej analizowana ona
była w swoich własnych ludowych kategoriach.
Autor staje po pierwsze na stanowisku współczesnej estetyki, w której
występuje tendencja do niewprowadzania kategorycznego rozróżnienia na
sztukę wysoką i niską (czyli kicz), po drugie, strukturalistycznego stanowis­
ka, które Lévi-Strauss wyraził w znanym cytacie: „znajdując upodobanie
w swoim odosobnieniu artysta hołubi iluzję być może płodną, lecz przywilej,
jakiego sobie udziela nie jest realny. Kiedy wierzy, że tworzy dzieło oryginal­
ne, odpowiada on twórcom z przeszłości i teraźniejszości, rzeczywistym, bądź
wyobrażonym. Czy jest się tego świadomym czy nie, nigdy nie kroczy się
samotnie drogą tworzenia (Lévi-Strauss 1985, s. 87).
Odniesienie owych przedmiotów do dziel sztuki wysokiej pozwoliło auto­
rowi, w jego przekonaniu, ustalić tematy mitologiczne i schematy rozwiązań
malarskich, będące śladem, echem zaledwie dawnych stylów i epok.
Usprawiedliwienia dla tego typu wniosków można by szukać, w moim
przekonaniu, głównie w socjologii. W świetle teorii opadu kulturowego
(który to proces wzmógł się ostatnio dzięki kulturze masowej) przenoszenie
takich schematów jest wysoce prawdopodobne. Dzięki kulturze ma­
sowej różnym albumom, reprodukcjom, fotografiom, reklamom, plakatom,
których treść osiada w zbiorowej wyobraźni, wytworzył się rodzaj „wy­
obrażeniowego zaplecza" potocznej świadomości (s. 83), które może znaleźć
odbicie nawet w tego rodzaju peryferyjnych, pozbawionych estetycznej war­
tości wytworach. Także teza bazująca na historii sztuki, potwierdziła się
przez socjologię*.
Lévi-Strauss zaszczepił w antropologii odwagę interpretacyjną, która
zapuściła już głębokie korzenie w umysłach antropologów i dużo wody
upłynęło od czasu, gdy mój mistrz Profesor Andrzej Waligórski, zdeklaro­
wany zawolennik funkcjonalizmu w czasach, gdy idee Lèvi-Straussa dopiero
zaczęły przenikać do Polski, zwykł mawiać o Lèvi-Straussie: „on ma gorąco
pod kapeluszem". Dziś tę żartobliwą wypowiedź można zinterpretować jako
historyczną, stwierdziwszy tylko, że była ona przejawem swoistego folkloru,
jaki swego czasu wytworzył się w Katedrze Etnografii Ogólnej i Socjologii
UJ, a który, co z wielkim żalem należy stwierdzić, zniknął już bezpowrotnie.
Gdy Waligórski zauważył w czasie wykładu wystający ze stołu gwóźdź, który
rozerwał mu marynarkę, od razu zadał pytanie - jaka jest tego funkcja? Dziś
* M o ż n a jednak również z a u w a ż y ć , że taka, a nie inna forma wizualna omawianych elemen­
t ó w tłumaczy się po prostu poprzez ich funkcję, nie zaś w terminach historii sztuki, ani socjolo­
gicznej teorii opadu kulturowego. N a przykład młodzieniec w chuście z frędzlami reklamującej
pracę w M P K to jeden z faktycznie zaobserwowanych m ł o d y c h ludzi wracających z wojska, którzy
kupują sobie takie właśnie chusty i zbierają na nich podpisy k o l e g ó w , a większość z nich poszukuje
właśnie pracy i dlatego bierze się ich do reklamy. „ A r t y s t a " nie miał tu najprawdopodobniej
żadnych skojarzeń z motywami sztuki wysokiej i do analizy tego elementu wizualnego otoczenia
wystarczyłaby zapewne po prostu analiza socjologiczna.

�205

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

musiałby ustąpić i zadać pytanie - jakie jest tego znaczenie? Tak oto
zmieniają się paradygmaty w nauce.
Dowcip ten to tylko przypomnienie starych, dobrych czasów - w niczym
nie umniejsza on walorów interesującej pracy Robotyckiego.

LITERATURA
B e n e d y k t o w i c z Z., R o b o t y c k i Cz., S t o m m a L . , T o m i c k i
1977

Antropologia

kultury w Polsce - pojęcia,

R., W a s i l e w s k i J . S .

inspiracje. Materiały

do słownika,

„Polska

Sztuka L u d o w a " , t. 10, z. 1
D e r r i d a J.
1992

Pismo filozofii, K r a k ó w .

Lévi-Strauss
1985

C.

Drogi masek, L ó d ź .

Barbara Olszewska-Dyoniziak

Thomas Rhys Williams, Cul tur al Anthropology, Prentice Hall, Englewood
Cliffs, New Jersey 1990, ss. 434
Znajomość amerykańskich, brytyjskich lub innych obcojęzycznych pod­
ręczników antropologii kultury jest w Polsce znikoma. Trochę wiedzy
na ten temat zaszczepił studentom polskim i swoim uczniom Profesor
Andrzej Waligórski. Jego losy życiowe sprawiły, że przez szereg lat miał
bezpośredni kontakt z antropologią brytyjską, uczestnicząc w seminariach
Bronisława Malinowskiego w London School of Economics, pisząc pod
jego kierunkiem pracę doktorską i uczestnicząc w zainicjowanych przez
niego badaniach afrykańskich (wśród plemienia Lu o z Kenii w* latach
1946 - 1948; Waligórski 1969).
W Polsce przez długi czas za odpowiednik antroplogii kultury uważano
etnografię czy etnologię. A przecież to nie to samo. W jednym ze swoich
artykułów określiłam etnografię jako „opis ludów", antropologię zaś jako
„naukę o człowieku" (Olszewska - Dyoniziak 1993). Pierwszej z nich przy­
świecały cele opisowe, kolekcjonerskie, często ideologiczne i patriotyczne
(podtrzymywanie świadomości narodowej, gdyż przez długi czas w wieku
XDC i później kulturę ludową uważano za pierwociny czy wręcz synonim
kultury narodowej), druga stawiała sobie zawsze cele nomotetyczne, zmie­
rzając do odkrycia praw rządzących rozwojem i funkcjonowaniem kultury
ludzkiej. Tak szeroko i ambitnie zarysowany przedmiot antropologii zaczyna
1

1

Por. Olszewska-Dyoniziak 1976. A r t y k u ł stanowi przegląd i t y p o l o g ważniejszych, g ł ó w n i e
v

r

brytyjskich i amerykańskich, p o ć ? e z n i k ó w antropologii kultury.

�206

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

się upowszechniać w Polsce dopiero w ostatnich latach. Teraz dopiero można
obserwować pierwsze sygnały zaszczepienia na grunt polski tego modelu
uprawania antropologii, jaki już dawno ugruntował się w antropologii zachod­
niej. Wszystko to jednak stanowi zaledwie początek. Stąd też w dalszym ciągu
rysuje się potrzeba uprzystępnienia Polakom zdobyczy antropologii zachodniej,
nie tylko przez tłumaczenie dzieł wybitniejszych antropologów lecz również
poprzez popularyzację ukazujących się na Zachodzie podręczników antropolo­
gii. To ostatnie zadanie jest o tyle ważne, że Amerykanie (podobnie jak
Brytyjczycy i częściowo także Niemcy) doszli do perfekcji jeśli chodzi o eleganc­
ję, przejrzystość, przystępność, adekwatność i merytoryczną poprawność
w przedstawianiu podręcznikowej wiedzy. Można zaryzykować twierdzenie, że
właściwy dla kultury zachodniej szacunek dla człowieka, przejawiający się
w trosce o formalną i funkcjonalną doskonałość oferowanych mu wytworów
i urządzeń, wyraził się także w tej dziedzinie. Podręczniki te dalekie są od
chaotycznego i niechlujnego stylu niektórych opracowań, opartych na wyrywko­
wym materiale i przypadkowej literaturze - właściwy jest im ład i metodyczność
w przedstawianiu przemyślanego, opartego na wszechstronnej erudycji materia­
łu, poprawne klasyfikaqe i pogłębione uogólnienia. Same w sobie podręczniki te
przyczyniają się nie tylko do przedstawiania stanu wiedzy antropologicznej, ale
także do jej rozwoju. Nie bez znaczenia jest także forma wydania i szata
graficzna. Warto pofatygować się do Biblioteki Jagiellońskiej czy którejś
z innych bibliotek naukowych, by zobaczyć jak został np. wydany podręcznik
Williamsa A . Havillanda (1981) - śródtytuły, wyeksponowane w tekście
na osobnym tle hasła i terminy, odpowiednio dobrane ilustraqe, wszystko
to stwarza wrażenie przejrzystości, przystępności, ułatwiając odbiór i za­
chęcając do lektury.
D o tego typu podręczników należy też niewątpliwie omawiana tu praca
Thomasa Rhys Williamsa. Nawiązuje ona do najlepszych tradycji podręcz­
ników amerykańskich, zamykając w sobie ogrom trudu autora. Nie przypad­
kowo więc autor uznał za stosowne, dedykując książkę swojej żonie i synom,
usprawiedliwić się, że tyle czasu musiał im zabrać z rodzinnego życia, by
napisać to dzieło. Sądząc po rezultacie, był to jednak wysiłek opłacalny.
Podręcznik składa się z czterech części i czternastu rozdziałów. Część I ,
zatytułowana „Rozwój kultury" obejmuje następujące rozdziały: 1. Era łow­
ców, 2. Intensywne zbieractwo i rolnictwo, 3. Rozwój cywilizacji. Część I I
zatytułowana „Badanie współczesnych kultur" zawiera rozdziały: 4. Bada­
nie kultury, 5. Analiza faktów kulturowych. W części I I I , zatytułowanej
„Życie społeczne i kulturowe ludzi" znajdują się rozdziały: 6. Wkraczanie
w świat: niemowlęctwo, dzieciństwo, wiek młodzieńczuy, 7. Socjalizacja
2

3

2

Niemal w tym samym czasie ukazały się ostatnio w Polsce aż trzy podręczniki antropologii

kultury, patrz: Brozi 1992; Nowicka 1991 oraz Olszewska-Dyoniziak 1991.
3

P r z e t ł u m a c z o n o j u ż n a język polski prawie wszystkie ważniejsze prace C . Levi-Straussa oraz

w i ę k s z o ś ć prac B . Malinowskiego.

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

207

i osobowość, 8. Język i komunikacja, 9. Wzory adaptacji do środowiska.
10. Organizacja życia społectznego: pokrewieństwo, ugrupowania krewniacze i małżeństwo. 11. Porządkowanie życia społecznego: kontrola społeczna,
prawo, polityka, państwo. Koncepcja świata nadprzyrodzonego: nadnaturalizm i religia. 13. Zmiana kulturowa. Część I V , zatytułowana „Antropologia
wobec przyszłości" składa się z jednego rozdziału. 14. Antropologowie i ich
praca badawcza. Całość kończy Epilog: „Przyszłość antropologii" oraz słow­
nik ważniejszych terminów antropologicznych, indeks autorów i indeks te­
matyczny.
Układ treści jest dość typowy dla wielu podręczników antropologii. Nie
ma w książce natomiast osobnego rozdziału poświęconego szkołom i kierun­
kom antropologii; stanowiska te jednak manifestują się w toku prezentacji
poszczególnych zagadnień. Najczęściej cytowanymi autorami wydają się być
Bronisław Malinowski i George Murdock, ale bynajmniej nie funkcjonalizm
Malinowskiego stanowi przesłanie tej książki. Już powierzchowna lektura
tego obszernego, bo liczącego 434 strony podręcznika skłania do wniosku,
że autor przychyla się do stanowiska neoewolucjonistycznego, przyjmując
raczej przyrodniczy model antropologii aniżeli humanistyczny (ang. science
i humanities).
Część I pracy to szczegółowy opis przebiegu ewolucji kulturowej począw­
szy od paleolitu trwającego od ok. 4 milionów lat do 12000 lat n.e., poprzez
okres mezolitu (ok. 15000-8000 lat n.e.) aż do neolitu (ok. 8000-4000 lat
n.e.) oraz okresu powstawania wielkich (ok. 4000-450 lat n.e.). Dla każdego
z tych okresów autor omawia podstawowe techniki wytwarzania narzędzi,
wyodrębniając na ich podstawie określone kręgi kulturowe czy okresy (kore­
spondujące zazwyczaj z odpowiednimi typami środowisk geograficznych)
- dla paleolitu będą to okresy: szatoperoński, oryniacki, grawetański, soluterański, magdaleński. Odpowiednie regionalne tradycje odnaleźć można
w epoce mezolitu i neolitu: kulturę natufską w Jordanii i Izraelu, kartumską
w Północnej Afryce, archaiczną w Ameryce Północnej i maglemowską regio­
nalną tradycję w Europie.
Autor przedstawia nie tylko najbardziej typowe dla tych okresów narzę­
dzia i techniki ich wytwarzania, ale również formy organizacji społecznej,
techniki wychowywania dzieci i niemowląt, podział pracy według płci, po­
czątki budownictwa, formy współżycia w małych grupach etc. Konkluduje,
że dzięki wszystkim tym urządzeniom ludzie byli w stanie nie tylko przetrwać
w trudnych warunkach, ale rozwijać sukcesywnie coraz to wyższe formy
życia (udomowienie roślin i zwierząt), pozwalające im na przeżycie we
wszystkich niemal typach środowisk. Rewolucja neolityczna uświadomiła
ludziom jak dalece ich intelektualne możliwości i społeczno-kulturowe urzą­
dzenia pozwalają w istotny sposób zmieniać dotychczasowy tryb życia
na bardziej bezpieczny, dostatni, zapewniając większą ilość wolnego czasu na
zajmowanie się innymi zajęciami aniżeli te, które są bezpośrednio związane
z walką o codzienne przeżycie (s. 57).

�208

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

W rozdziale 3 ,,Rozwój cywilizacji" autor omawia proces powstawania
cywilizacji w konkretnych regionach (południowa Azja, Egipt, kultury śród­
ziemnomorskie, Indie, Chiny, cywilizacja Andyjska etc). Dowodzi to, jak
sądzę, że opowiada się za tezą multilinealnej ewolucji. Nawoływanie do
uwzględniania w rozwoju kultury przede wszystkim techniczno-środ o wiskowych zmiennych jest także widoczne w rozdziale 9, ukazującym wzory
adaptacji do środowiska. Według danych zebranych przez Murdocka odno­
śnie 563 kultur ludzkich, 63% (356 kultur) ludzkości opiera swą egzystencję
na produkcji żywności (rolnictwo), 37 % (207 kultur) żyje natomiast lub żyło
głównie ze zbieractwa, łowiectwa lub rybołówstwa. Typy gospodarki są jak
najściślej skorelowane z typami środowisk geograficznych.
Wyjaśniając typy gospodarki i wzory adaptacji ludzi do środowiska
antropologowie przyjmują na ogół 5 podstawowych typów interpretacji:
1) ewolucyjną, 2) ekologiczną, 3) marksistowską i neomarksistowską,
4) materializmu kulturowego, 5) formalnej ekonomii.
Interpretacja ewolucyjna operuje takimi koncepcjami jak: „adaptacja",
„zwyczaj", „ e w o l u g a " zapożyczonymi z biologii i zmodyfikowanymi tak by
mieściły w sobie rolę i wpływ kultury. Niektóre wyjaśnienia ewolucyjne
obejmują też koncepcję energii czy systemu energetycznego (mowa tu o koncepqi Leslie White'a) zaczerpniętej z fizyki i inżynierii.
Wyjaśnienia ekologiczne poszukują związków pomiędzy społecznymi
i kulturowymi przejawami życia ludzi, a środowiskiem naturalnym. W tym
typie wyjaśniania ludność danego regionu traktowana jest jako , jednostka
biologiczna" podporządkowana takim samym „prawom", jakim podlegają
również inne istoty zwierzęce żyjące w tym środowisku. Cechy środowi­
ska naturalnego uważane są w tym typie interpretacji za istotny czynnik
w kształtowaniu i ukierunkowywaniu życia społecznego i kulturowego.
Wyjaśnienie marksistowskie przyjmuje, że warunki materialnego życia
ludzi stanowią „ostateczną determinantę" wszystkich pozostałych dziedzin
kultury i społeczeństwa. W ortodoksyjnej myśli marksistowskiej owe wa­
runki materialnego życia ludzi określane są jako „infrastruktura" inaczej
„baza". Wszystkie inne formy kultury i społeczeństwa określane są jako
„superstruktura" czyli inaczej „nadbudowa". Według koncepcji marksistow­
skiej wszystkie polityczne, religijne wychowawcze i społeczne instytucje kul­
tury kształtowane są bezpośrednio przez infrastrukturę i pozostają pod jej
bezpośrednią kontrolą .
Wyjaśnienie materializmu kulturowego opiera się w zasadzie na wykorzysta- '
niu koncepcji marksistowskiej, z włączeniem jednak do niej elementów demo­
grafii i ekologii , które w istotny i zasadniczy sposób tę teorię modyfikują.
4

5

4

D z i ś wiadomo, że stosunki produkcji m o g ą leżeć poza d o m e n ą samej gospodarki, w szerszej
strukturze społecznej, którą na szczeblu pierwotnym s t a n o w i ą np. stosunki pokrewieństwa, a gos­
podarka jawi się j a k o jeden z a s p e k t ó w (niekoniecznie d o m i n u j ą c y czy determinujący, a nade
wszystko niekoniecznie wyjaśniający) systemu społecznego; por. Godelier 1972, s. 93-95.

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

209

Wyjaśnienie formalnej ekonomii nawiązuje do tzw. „neoklasycznej"
teorii ekonomicznej opartej na koncepcjach logiki formalnej i matematyki
(tzw. teoria ogólnej równowagi). Bazuje ona na idei, że wybory ekonomiczne
ludzi zmierzają zawsze do maksymalizacji zysków, co odnosi się także do
społeczeństw plemiennych. Stąd niektórzy antropologowie przychylają się do
stanowiska, że reguły formalnej ekonomii mogą mieć również zastosowanie
do analizy prymitywnych systemów gospodarczych. Określa się tych uczo­
nych jako „formalistów" i przeciwstawia ich „substantywistom" tzn. tym
antropologom, którzy uważają, że zasady rządzące gospodarkę pierwotną są
tak diametralnie różne od tych, jakie rządzą gospodarką społeczeństw wyżej
rozwiniętych, że nie można ich zrozumieć przez zastosowanie reguł analizy
wypracowanych przez formalną ekonomię.
Nie sposób oczywiście przybliżyć w tym miejscu czytelnikowi treści
wszystkich rozdziałów omawianego podręcznika. Każdy z nich stanowi
osobną, bogatą w treść rozprawkę, opartą na obszernej literaturze przed­
miotu. Odsyłając zatem czytelnika do szczegółowej lektury interesujących go
rozdziałów, zatrzymamy się tutaj na jednym z nich, ale o znaczeniu węz­
łowym, dotyczącym typów analizy danych kulturowych wykorzystywanych
przez antropologów (Rozdział 5 „Analiza danych kulturowych").
Ewa Nowicka (1991) w swoim podręczniku wyodrębnia trzy podstawowe
typy wyjaśniania właściwe antropologii: 1) genetyczne czyli przyczynowe,
2) teologiczne czyli funkcjonalne, 3) kontekstowe czyli strukturalne. Można
dyskutować czy jest to klasyfikacja rozłączna, ale zostawmy na razie
ten problem.
W świetle koncepcji autora omawianego podręcznika typów takich jest
więcej. Wyróżnia on bowiem aż siedem typów analizy danych kulturowych
wykorzystywanych przez antropologów. Zanim przejdziemy do bliższego ich
omówienia, zacznijmy od przytoczenia sformułowanej przez autora definicji
antropologii.
Pisze on: „Antropologowie kulturowi zmierzają do formułowania twier­
dzeń ogólnych, odnośnie cech wspólnych dla wszystkich kultur, w ciągu
całego okresu trwania kultury ludzkiej, opartych na zrozumieniu kultury
jako całości raczej aniżeli na badaniu wybranych jej dziedzin" (s. 103).
Oczywiście definicja ta jest wyrazem przyjęcia określonej opcji epistemologicznej i teoretycznej, której autor w dalszych wywodach nie przestrzega
konsekwentnie.

5

Marvin Harris uzupełnia teorię m a r k s i s t o w s k ą o teorię wzrostu ludności Malthusa oraz

koncepcje woluntarystyczne, uwzględniające w większym stopniu niż to czynił marksizm twórczą
rolę c z ł o w i e k a w kształtowaniu dziejów ludzkich. Samo istnienie walk klasowych u w a ż a za
niewystarczający czynnik przeobrażeń - konieczne są do tego nowatorskie osiągnięcia w dziedzinie
technologii, b ę d ą c e dziełem myślących ludzi, gdyż jedynie one

zdolne są przełamać kryzysy

demograficzno-ekonomiczne wynikające ze wzrostu ludności i kurczenia się z a s o b ó w ś r o d o w i s k a
naturalnego.

�210

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

M o ż n a się z nim jednak zgodzić, że cechą podejścia antropologicznego
jest badanie zjawisk ludzkiego świata w wymiarze: 1) transkulturowy
2) transtemporalnym i 3) holistycznym.
Termin „transkulturowy" w ujęciu autora oznacza, że antropologowie
zmierzają głównie do badania uniwersalnych czy wspólnych cech w kul­
turach ludzkich. I tutaj nasuwają się wątpliwości - termin „transkulturowy"
może bowiem oznaczać coś zgoła przeciwnego, że antropologowie usiłują
uchwycić niepowtarzalne, unikatowe cechy konkretnych kultur. Przyjmując
takie a nie inne rozumienie terminu transkulturalny autor odcina się od
postaw relatywistycznych.
Termin „trantemporalny" oznacza, że antropolog bada kulturę ludzką na
przestrzeni całego okresu jej istnienia, stąd odwoływanie się do danych
archeologicznych uważa on za niezbędny etap swej pracy badawczej. Ta
głęboka chronologiczna perspektywa pozwala bowiem poznać warunki
wzrostu, stabilności i przemian kultury oraz osadzić każdą badaną kulturę
w historycznym kontekście ogólnego, historycznego rozwoju.
I wreszcie termin „holistyczny" odnosi się do orientacji, która traktuje
wszystkie dziedziny kultury jako równie ważne dla istnienia i funkcjonowa­
nia całego systemu kulturowego. Oznacza to, że nawet badając pojedynczue
aspekty kultury (strukturę społeczną, język czy religię) antropolog musi mieć
zawsze na uwadze ich związki z wszystkimi pozostałymi dziedzinami kultury.
Są to konstatacje zupełnie oczywiste dla współczesnego antropologa, wy­
chowanego w duchu tradycji funkcjonalistycznej.
Przejdźmy do zaproponowanej przez autora klasyfikacji typów wyjaś­
niania antropologicznego. Są to kolejno:
1) analiza w terminach „emic-etic"
2) etnonauka
3) analiza struktur głębokich
4) analiza interpretacyjna
5) podejście konceptualne
6) podejście korelacyjne
7) podejście kontekśtualne
A d . 1. Analiza w terminach „emic-etic" sprowadza się do uchwycenia
rozbieżności pomiędzy tym co ludzie mówią, myślą i czują, a tym co jest
obserwowane przez antropologa jako faktyczne zachowanie. Jeśli tubylec np.
informuje badacza, że w jego plemieniu „mężczyzna nigdy nie bije swoich żon",
a w parę godzin później antropolog obserwuje, że ten sam mężczyzna uderzył
żonę tak silnie, aż wypadła przez drzwi swojego bambusowego domku i upadła
ciężko na ziemię - wówczas mamy do czynienia z tą rozbieżnością, o którą
chodzi (przypadek zanotowany przez autora w 1960 roku w plemieniu Dunsanów na Borneo). Tubylec przekazał antropologowi stwierdzenie pewnego stanu
idealnego, w któryr zeczywiście wierzył. Antropolog zaobserwował i dokonał
stwierdzenia stanu realnego w zasadniczy sposób rozbieżnego ze stwierdzeniem
tubylca i ideą tkwiącą w jego umyśle.

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

211

Wedlug Marvina Harrisa, który właśnie wprowadził do antropologii
terminy „emiczny" i „etyczny", odniesienie do siebie tych dwóch sfer faktów
jest sprawą zasadniczej wagi w badaniach antropologicznych: pozwala bo­
wiem na uzyskanie bardziej pełnego i adekwatnego obrazu kultury - opis
„emiczny" ukazuje, w jaki sposób tubylcy widzą i konceptualizują swój świat
kultury, opis „etyczny" ukazuje, jak faktycznie przebiegają zachowania
kulturowe badanych ludzi. Ukazanie kontrastu pomiędzy tym co „idealne",
a tym co „realne" winno zatem stanowić główny problem badawczy an­
tropologa. Sam Harris uważa podejście „etyczne" za bardziej płodne nauko­
wo ponieważ pozwala ono na wyjaśnienie owego „emicznego Universum",
a nie tylko jego rejestrację.
Z wyjaśnieniem „etycznym" wiąże się jednak również ryzyko - dwaj
różni badacze prowadzący badania tej samej kultury w tym samym lub
różnym czasie mogą dojść do całkowicie różnych wniosków w jej opisie
i ocenie; autor podaje szereg takich potwierdzonych przykładów. Na sposób
interpretacji obserwowanych danych może wpływać bowiem płeć, wiek,
narodowość czy przynależność kulturowa badacza.
A d . 2. Idea analizy „emiczno-etycznej", zaproponowana przez Marvina
Harrisa została zakwestionowana przez zwolenników tzw. „nowej etno­
grafii" utożsamianej często z „etnonauką" lub „etnolingwistyka". Wierzą
oni, że prawdziwe naukowe badanie kultury winno koncentrować się jedynie
na opisie stanu idealnego tzn. analizie sposobu, w jaki członkowie danej
kultury myślą, czują czy konceptualizują swój świat. Tylko tubylcze „teorie
kultury" się liczą i mogą prowadzić do formułowania wniosków wolnych od
etnocentrycznych uprzedzeń i zniekształceń wynikających z ukształtowanych
przez tradycję euroamerykańską schematów myślowych (Charles Frake
-jeden z pierwszych agitatorów etnonauki). Stąd przedstawiciele etnonauki
zwracając się do metod lingwistycznych zmierzających do odtworzenia
poznawczej „ m a p y " badanego społeczeństwa, wierzą w możliwość dotarcia
do logicznego fundamentu kultury, który będzie można wyrazić w języku
matematycznym, logiki formalnej i teorii zbiorów.
A d 3. Analiza danych kulturowych w terminach „struktur głębokich",
zainicjowana przez Lèvi-Straussa, bazuje na założeniu, że człowiek wyposa­
żony jest od urodzenia w pewne przekazywane biologicznie wzory myślowe,
które leżą u podstaw wszelkich operacji myślowych człowieka. Analogicznie
do zaprogramowanego matematycznie komputera ukierunkowują one myśl
ludzką i nadają jej ogólny kształt. W przekonaniu Levi-Straussa odkrycie,
ujawnienie tych „głębokich struktur" jest pierwszoplanowym zadaniem an­
tropologa. „Umysł" ludzki jest więc, jego zdaniem, źródłem wszystkich form
kultury i społeczeństwa. Owe elementarne struktury myślowe zorganizowane
są na zasadzie binarnych opozycji: męskie - żeńskie, prawe - lewe, wysoki
- niski, dobry - zły, jasny - ciemny etc. Levi-Strauss wydaje się przyjmować
założenie, że te podstawowe, sformalizowane cechy ludzkiego myślenia są
takie same u wszystkich ludzi niezależnie od czasu i miejsca, w którym oni

�212

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

żyją. Obserwowane różnice kulturowe są zawsze wtórnym odbiciem zespołu
owych podstawowych, długotrwałych i niezmiennych struktur myślowych.
Jest to stanowisko w zasadniczy sposób odmienne od tego, jakie przyjmują
przedstawiciele etnonauki - odkrycie poznawczej organizacji właściwej danej
kulturze, które jest ostatecznym celem etnonauki, dla Levi-Straussa stanowi
zaledwie wstęp do odkrycia tego co się za nią kryje, a co jest powszechne,
wspólne i uniwersalne w ludzkim myśleniu.
A d 4. Wreszcie wyodrębnić można czwarty typ analizy zaproponowany
przez Clifforda Geertza - tzw. „podejście interpretacyjne". Bazuje ono na
założeniu, że działalność ludzka przebiega w sposób „stochastyczny"
(prawdopodobny, przypadkowy) tzn., że wydarzenia kulturowe są przypad­
kowe raczej aniżeli przebiegają według ustalonych i niezmiennych sekwenq i . W stochastycznym modelu kultury większość zachowań kulturowych
postrzegana jest jako zachowania nowe, innowacyjne i odrębne, nie mające
swojego odpowiednika w żadnym innym miejscu i czasie. Badacza in­
teresuje przede wszystkim ich wyjątkowość i niepowtarzalność raczej aniżeli
związek z ustalonymi regułami określającymi wszelkie przeszłe i przyszłe
działania.
A d 5. Podejście, które określa autor jako „konceptualne" dotyczy rodza­
j u danych, jakie antropolog zbiera w terenie i zakłada, jak się zdaje fakt, że
może on się skoncentrować na rejestrowaniu jedynie jednego konkretnego
zespołu faktów, z pominięciem lub zignorowaniem innych. A b y przybliżyć,
na czym polega istota tego podejścia wprowadza autor klasyfikację faktów
kulturowych na siedem podstawowych grup: a) do pierwszej grupy należą
fakty składające się na „idealny" obraz kultury, tzn. tubylcze poglądy,
opinie, odzwierciedlające ich sposób myślenia i odczuwania, ich sposób
widzenia własnej kultury; b) druga grupa faktów odzwierciedla „realny"
obraz kultury i obejmuje faktycznie zaobserwowane przejawy zachowań;
c) trzecią grupę faktów stanowią obiekty materialne takie jak narzędzia,
broń, środki transportu, domostwa, przedmioty sztuki i codziennego użytku,
udomowione zwierzęta etc; d) czwarta grupa faktów składa się z trwałych
zapisów takich jak filmy, notatki, taśmy, dotyczących języka, zachowania
czy też innych „realności" takich jak np. rozmiary populacji, gęstość zalud­
nienia, rozrodczość czy stopień umieralności; e) piątą grupę faktów stano­
wią wszelkie formy zapisu właściwe badanym kulturom - ryty, piktografy
(obrazkowe symbole), malowidła, które umacniają własne zapisy antropolo­
ga i pozwalają na ustalenie sekwencji pewnych znaczących wydarzeń w kul­
turze. Przykładem tego typu danych kulturowych mogą być pisane sprawo­
zdania dotyczące migracji czy ważniejszych zmian politycznych (podboje,
nowi przywódcy, etc). Przykładem tego typu faktów mogą być różnego
rodzaju symboliczne przedmioty - jak np. pasy i sznury z czerwonych,
białych i purpurowych muszli, jakie Morgan zaobserwował u Irokezów,
a które stanowiły symbole pewnych ważniejszych religijnych i politycznych
wydarzeń, f) Szóstą grupę faktów stanowią wszelkie zaobserwowane kon-

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

213

trasty pomiędzy kulturą „realną", a „idealną" tzn. porównanie tego co
ludzie czują, myślą i rozumieją z tym co faktycznie robią. Ten typ kulturo­
wych danych wskazuje na specjalne mechanizmy obronne wykorzystywane
przez ludzi - takie jak: racjonalizacja, projekcja, sublimacja, represja etc.
Ilustracją tego może być podawany już powyżej przykład rozbieżności po­
między stwierdzeniem tubylca z plemienia Dunsanów, że „mężczyzna nigdy
nie bije swoich żon", a faktycznie zaobserwowanym przez autora wypadkiem
silnego uderzenia przez tego samego mężczyznę jego żony. W późniejszej
rozmowie na ten temat mężczyzna ów stwierdził: „jesteś w błędzie - ty tego
nie widziałeś"; g) Siódmy rodzaj faktów zbieranych przez antropologów
kulturowych to pisane notatki i komentarze oparte na wiedzy i zrozumieniu
badanej kultury przez antropologów, które zazwyczaj byłyby niezrozumiałe
dla członków badanego społeczeństwa. Antropolog np. wie, że grupy społe­
czne opisywane przez Tikopijczyków jako „paito", przez Nuerów jako „thok
dwiel", przez Kaczinów z Birmy jako „ a m y u " czy przez Chińczyków jako
„tsung-tsu" to ten sam identyczny rodzaj grup, które on sam określiłby
jako „patrylinealne grupy descendencji". Takie techniczne terminy stanowią
pewien skrót myślowy, wykorzystywany przez antropologa dla uporząd­
kowania i zorganizowania wielkiej liczby informacji, jakie uzyskuje on bada­
jąc daną kulturę.
A d 6. Analiza korelacyjna znana jest w antropologii od samego zarania
dyscypliny. W 1989 roku Edward Burnett Tylor zebrał dane porównawcze
dotyczące form zawierania małżeństwa i form pokrewieństwa spotykanych
w różnych kulturach ludzkich. Użył on terminu „przyleganie" (adhesioń)
na określenie faktu, że pewne formy zachowania wydają się skorelowane
z pewnym określonym typem kultury. Stwierdził np. że w kulturach
w których występuje matrylinealna forma descendencji, spotyka się na
ogół zwyczaj unikania teściowej. Zwrócił tym samym uwagę na fakt,
że pomiędzy poszczególnymi elementami kultury mogą istnieć całkowicie
nieoczekiwane związki.
Analiza korelacyjna wymaga znajomości dużej liczby kultur, stąd jej
zastosowanie przez długi czas było ograniczone. Na wielką skalę tego ro­
dzaju-badania porównawcze zaczęto dopiero prowadzić w 1943 roku przy
Uniwersytecie w Yale. Najpierw dotyczyły one 150 kultur, w 1957 już
565 kultur, w 1967 - 862 kultur, w 1980 liczba przebadanych kultur wynosiła
już 1100 kultur. Badania tego typu prowadzone są w ramach organizacji
zwanej „ H u m a ń Relation Area Files" ( H A R F ) działającej już nie tylko przy
Uniwersytecie w Yale, ale również w dwudziestu innych ośrodkach uniwer­
syteckich w Stanach Zjednoczonych i zagranicą. Na podstawie danych zbie­
ranych przez H A R F można dokonywać wszelkich możliwych korelacji po­
między różnymi formami zachowań kulturowych a typami kultury, z który­
mi są powiązane. W 1943 roku np. Horton badał związek pomiędzy nasile­
niem alkoholizmu a typem kultury, w 1945 roku Ford badał związki
pomiędzy typem kultury a przyrostem naturalnym. Murdock badał specjalne

�214

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

stosunki, jakie zachodzą pomiędzy terminologią pokrewieństwa a: 1) regu­
łami descendencji, 2) regułami zawierania małżeńsw, 3) regułami rezydencji,
wykorzystując próbę 85 kultur przebadanych przez H A R F i 165 kultur, do
których dane zebrał sam. Jego prace na ten temat uważane są za równie
ważne osiągnięcie, co znacznie wcześniejsza praca Tylora.W 1953 roku John
Whiting i Irving Childe badali związki pomiędzy typami opieki nad dziećmi
a zachowaniem dorosłych w 75 kulturach ludzkich.
Gwałtowny wzrost stosowania metody korelacyjnej nastąpił w momencie
zastosowania komputerów do badań antropologicznych, które umożliwiły
dokonywanie wielkiej liczby skomplikowanych korelacji.
Analiza korelacyjna krytykowana była głównie przez Bronisława Mali­
nowskiego (1931) i Edwarda Sapira (1934) za traktowanie kultury jako
zbioru izolowanych i niepowiązanych ze sobą wewnętrznie elementów.
Wynikiem tej krytyki było m.in. wprowadzenie w ostatnich trzech deka­
dach do analizy korelacyjnej analizy wieloczynnikowej badającej zależność
nie tylko pomiędzy dwoma zmiennymi, ale starającej się uchwycić związek
pomiędzy wieloma zmiennymi przy pomocy matematycznych współczyn­
ników korelacji.
A d 7. Krytyka atomistycznego traktowania kultury i ewolucjonistycznych założeń o jednakowości postępu dla wszystkich kultur ludzkich
doprowadziła do powstania w ramach antropologii tzw. kontekstualnego
wyjaśniania zjawisk. Początek dały idee i badania Franza Boasa, jednakże
pełne rozwinięcie metoda ta znalazła w szkole funkcjonalnej A.R. Radcliffee-Browna i B. Malinowskiego. Boas stwierdził, że każda kultura
winna być traktowana jako równorzędna w stosunku do innych i winna
być rozumiana jedynie w swoich własnych terminach. Zaczął traktować
poszczególne kultury jako „unikalne całości" wyjaśnialne jedynie w termi­
nach unikalnej historii przez jaką przeszedł dany lud. Założenie to określa­
ne jest obecnie jako kulturowy relatywizm. Przez wyjaśnianie kontekstualne możemy więc rozumieć odniesienie każdego obserwowanego przejawu
ludzkiego zachowania do owego niepowtarzalnego kontekstu w jakim
jest osadzona dana kultura. Ale analiza kontekstualna może być też
rozumiana głębiej. W latach 30-tych i 40-tych zaczęto krytykować idee
skrajnie pojętego relatywizmu poszukując wspólnych podstaw kultury,
które mogłyby być podstawą do prowadzenia badań porównawczych.
Bronisław Malinowski za takie uniwersalne podstawy kultury uważał
potrzeby ludzkie. Przekraczają one granice kulturowe i stanowią podłoże
wyłaniania się we wszystkich kulturach ludzkich takich samych jej uniwer­
salnych aspektów (gospodarka, system władzy, system kontroli społecznej,
system edukacyjny, religijny, sztuka, etc), które różnią się jedynie w szcze­
gółach ich realizacji. Założenie o istnieniu wspólnych podstaw dla wszy­
stkich kultur złagodziło więc ideę relatywizmu, ale jej całkowicie nie
przekreśliło. W latach 50-tych ów relatywizm w złagodzonej formie wyraził
się w stanowisku traktującym każdą kulturę jako „cybernetyczny system

�RECENZJE r OMÓWIENIA

215

sprzężeń zwrotnych", co zakłada, że zmiana w jednej części systemu
znajduje swoje reperkusje w innych częściach systemu i wpływa na cha­
rakter jego całości.
Podsumowując można więc powiedzieć, że metoda kontekstualna bazuje
na trzech podstawowych założeniach: 1) założeniu o całościowym charak­
terze kultury, 2) założeniu o wspólnych podstawach kultury oraz 3) założe­
niu relatywizmu kulturowego, ale raczej w jego metodologicznym aniżeli
ideologicznym rozumieniu. Oznacza to, że ów relatywizm nie jest pojmowa­
ny w sposób skrajny, zakładający że poszczególne kultury mogą być badane
jedynie w swoich własnych terminach, ale traktuje się tę ideę jako użyteczne
narzędzie analityczne dla wyjaśnienia skomplikowanych niekiedy problemów
życiowych na jakie napotykają badani ludzie, a które związane są z lokal­
nymi warunkami ich życia, co nie oznacza negowania występowania cech
wspólnych w różnych kulturach (Kluckhohn).
Wyjaśnienie kontekstualne to zatem nie tylko wyjaśnianie w terminach
unikalnej historii danego społeczeństwa, ale również wyjaśnianie systemowe
przez odniesienie danego zjawiska do kultury pojmowanej jako całość współ­
zależnych i wzajemnie powiązanych elementów. Metoda kontekstualna za­
tem zakłada, że można porównywać ze sobą jedynie kultury jako całości,
a nie pojedyncze, wyrwane z kontekstu kulturowego elementy. Jednym
słowem ten sam element spotykany w różnych kulturach może mieć w każdej
zupełnie inne znaczenie, dlatego niedopuszczalne jest atomistyczne traktowa­
nie go jako samodzielnej i niezależnej jednostki badań.
Współwystępowanie tylu uzupełniających się lub wręcz alternatywnych
metod analizy w antropologii świadczy o tym, że wciąż jeszcze mimo
przeszło stuletniego rozwoju jest ona nauką młodą poszukującą coraz to
nowych, bardziej precyzyjnych, doskonalszych i adekwatnych sposobów
opisu i metod wyjaśniania rzeczywistości kulturowej. Jednakże fakt ist­
nienia wielości uzupełniających się czy alternatywnych metod jest także
dowodem prężności dyscypliny i tkwiących w niej potencjalnych możliwości
rozwojowych.
Skoncentrowaliśmy się tutaj na bardziej szczegółowym przedstawieniu
tylko jednej z proponowanych przez autora klasyfikacji, ale o znaczeniu
podstawowym. Podręcznik w nie obfituje, każdy właściwie rozdział przynosi
nowe, indywidualnie przez autora wprowadzone sposoby porządkowania
materiału, świadcząca o tym, jak dalece gruntowna i przemyślana jest wie­
dza, którą reprezentuje.
W rozdziale 7: „Socjalizacja a osobowość" przytacza np. tablicę porząd­
kującą różne teorie „kultury i osobowości" (s. 164):
I . Antropologia psychoanalityczna:
a) ortodoksyjna - Freud, Roheim, Ferenci;
b) neofreudowska - Fromm, Erikson, Bettelheim.
I I . „Kultura i osobowość"
a) „konfiguracjonizm" - Benedict, Mead, Hallowell;

�216

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

b) „podstawowa osobowość" - Kardiner, Linton, D u Bois, Mead,
Galdwin i Sarson;
c) „charakter narodowy" - Kluckhohn, Mead, Beteson, Hsu, La Barre;
d) „korelacyjno-międzykulturowa" - Whiting, Spiro, Levine.
I I I . Antropologioa kognitywna
a) „prymitywna mentalność" - Tylor, Levi Brühl, Boas, Lévi-Strauss;
b) „rozwojowa" - Tyler, Cole, Pirce-Williams;
c) „etnosemantyczna" - Conklin, Frake, Kay, Berlin.
I V . Struktura społeczna i osobowość
a) „materializm kulturowy" - Marks, Engels, Bucharin, Harris
b) „pozycjonalizm" (układ pozycji społecznych) - Vehlen, Weber,
Merton;
c) „symboliczny interakcjonizm" -- G.H. Mead, H . Blumer,
E. Gofïman.
Systematyzacje tego typu odsłaniają zapewne czytelnikowi polskiemu
nieuświadamiane lub w niedostatecznym stopniu uświadamiane problemy
i rozróżnienia. Powinno to zachęcić do lektury.
Na koniec przytoczmy charakterystyczne zdanie, jakie wypowiedział
autor w podsumowaniu ostatniego rozdziału: „Dowiadujemy się od antro­
pologów, że w trudnych okresach i sytuacjach ludzie myślą jasno, uczą się
szybko i dobrze i wykorzystują swoją górnolotną wyobraźnię, odwagę i zdol­
ności do pokonywania, rozwiązywania i przezwyciężania w praktyczny spo­
sób trudności związanych z problemami, jakie niesie życie" (s. 388). Nie
znaczy to oczywiście, że inne świadectwa historii ludzkiej - z jej straszliwymi
i krwawymi wojnami, przejawami gwałtu i bezsensownego okrucieństwa
(dodajmy tu głodu, nędzy, chorób i innych nieszczęść) - powinny być z tego
opisu wyłączone. Ale mimo to wnioski autora są optymistyczne. Od okresu
ok. 4 milionów lat przed n.e., gdy ludzkość liczyła zaledwie kilka tysięcy
osób, żyła na krańcach przyrodniczego świata zdominowana przez silniejsze,
szybsze i bardziej zwinne stworzenia, istoty ludzkie jako gatunek doszły do
pozycji dominującej na kuli ziemskiej, rozrastając się do miliardów jednostek
i wypełniając każdą ekologiczną niszę naszej planety. Choć wielu ludzi
w ciągu tej długiej historii żyło w nędzy i braku pewności jutra oraz sensu
swojego istnienia, to jednak w ostatecznym rozrachunku 300 000 pokoleń
ludzi wyszło zwycięsko z tego trwającego 4 miliony lat pochodu.
Optymizm autora jest budujący, ale czy w pełni uzasadniony? W tym
pozytywistycznym modelu nauki, jaki prezentuje omawiana praca, brakuje
jak się zdaje miejsca na bardziej ogólną refleksję filozoficzną dopuszczającą
wątpliwości, niepewność, brak jednoznacznych roztrzygnięć w ocenie tego
co słuszne czy pewne w historii ludzkości i możliwe do realizacji w per­
spektywie jej dalszego rozwoju. Ale może lepiej być optymistą, gdyż na
zasadzie samospełniającej się przepowiedni, optymizm ten może okazać się
twórczy, pozwalając na rozwiązanie większej ilości problemów w sposób
pozytywny.

�217

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

LITERATURA
Brozi K.J.
1992

Antropologia kulturowa.

Wprowadzenie, t. 1, Zarys historii antropologii

kulturowej,

Lublin.
Godelier

M.

1972
Haviland

Rationality and Irrationality

in Economies,

New Y o r k . Monthly Review Press.

W.

1981

Cultural Anthropology,

N e w Y o r k , wyd. 3.

Nowicka E.
1991

Świat

kultury - Świat

kulturowej,

człowieka,

systematyczny

wykład

problemów

antropologii

Warszawa.

Olszewska-Dyoniziak

B.

1976

Antropologia społeczna

1991

Człowiek

1993

„Opis

jako przedmiot nauczania, „ E t n o g r a f i a Polska", t. 20, z. 1.

- kultura - osobowość.
ludów"

i ,,Nauka

Wstęp do klasycznej antropologii kultury, K r a k ó w .

o człowieku",

czyli etnografia

i antropologia

kultury,

„ L u d " , t. 75, P o z n a ń .
Waligórski
1969

A.
Społeczność

afrykańska

rykańskiego

plemienia Luo,

w procesie przemian,

1890,

1949.

Studium

wschodnioaf-

Warszawa

Barbara Olszewska-Dy oniziak

Andrzej Pośpiech, Pułapka oczywistości. Pośmiertne spisy ruchomości szlach­
ty wielkopolskiej z XVII wieku. Studia i Materiały z Historii Kultury Mate­
rialnej, t. L X I V , Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Letter Quality,
Warszawa 1992, ss. 143
Inwentarze ruchomości jako masowe źródło do różnych dziedzin historii
kultury materialnej zaczęto wykorzystywać dopiero w ostatnich dziesięcioleciach
w związku z rozwojem nowoczesnej aparatury obliczeniowej. Uprzednio były
one przytaczane pojedynczo lub w niewielkich zespołach rzadko dochodzących
do kilkuset pozycji. Andrzej Pośpiech wykorzystał w sumie dwieście inwentarzy
wielkopolskiej szlachty, co stanowi dwie trzecie odnalezionych dzięki kwerendzie
wiejskiej rejestrów. Porównawczo sięgnął on do 50 pośmiertnych spisów
ruchomości szlacheckich z terenu województwa ruskiego. Ta niewielka ilość
przebadanego materiału pozwoliła autorowi na szczegółową analizę życiorysów
znacznej części zmarłych właścicieli ruchomości, ich upodobań i wyboru
w zakresie posiadanych przedmiotów. Zagadnienie to poruszył nawet w osob­
nym artykule o Stanisławie Kurowskim, zmarłym w 1651 r. (Pośpiech 1989).
Trzy inne artykuły omawiają zagadnienia szlacheckiej zamożności na podstawie
inwentarzy wielkopolskich, majątek osobisty szlachcica wielkopolskiego, oraz
miejsce ubioru w analizowanych spisach (Pośpiech 1981, 1986, 1992). Warto
podkreślić szczególny wkład autora do historii polskiego ubioru narodowego na
skutek jego ustalenia dotyczącego szybkiego r ozp o wszechni ani a się kontuszy
w drugiej połowie X V I I w. Moda kontuszowa stała się strojem ubożejącej
szlachty wielkopolskiej.

�218

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Zachodnioeuropejskie badania nad inwentarzami ruchomości szły do­
tychczas raczej w kierunku bardziej masowego wykorzystywania tego
źródła, nie unikając także ich krytycznej analizy. Należy tu przytoczyć
przynajmniej zbiory referatów z dwóch międzynarodowych konferencji
w Wageningen w Holandii (patrz: Pr o ba te inventories..., 1980) i w Bernie
(Inventaires..., 1988). Zaowocowały one wzmożonymi badaniami zwłaszcza
we Francji i na wyspach Brytyjskich. Lektura licznych już opracowań
nasuwa uwagę, że wykorzystywanie inwentarzy ruchomości przez histo­
ryków gospodarczych przynosi więcej ważnych ustaleń w zakresie okre­
ślania poziomu życia różnych warstw społecznych w danym kraju (należy
tu wspomnieć o M . Baulant 1985, 1989), a także poziomu rolnictwa,
czy budownictwa, aniżeli w dziedzinie odzieży. Uwagę tę nasuwają dwie
większe prace Daniela Roche o odzieży ludności Paryża i o kulturze
pozorów czyli historii odzieży we Francji w X V I I i X V I I I w. W pracach
tych przytaczano wiele danych statystycznych o stanie posiadania gar­
deroby przedstawicieli różnych warstw ludności miejskiej, ilości posia­
danych okryć, spodni, spódnic czy bielizny. Jednakże bez materiałów
ze źródeł ikonograficznych i zachowanych zabytków te dane są tylko
suchym wyliczaniem pożytecznym dla dalszych badań historyka ubiorów
(Roche 1981, 1989). Wstępne wyniki badań Johna Styles dotyczących
północnej Anglii w X V I I I w. musiałyby być w przyszłości także oparte
na szerszym tle porównawczym (Styles 1992). W naszej części Europy
jedynie moja książka o ubiorze narodowym wykorzystuje ponad pięć
tysięcy inwentarzy ruchomości (Turnau 1991). Na Węgrzech, w Słowacji,
w Czechach, w Rosji i na Białorusi przytacza się tylko niewielką część
posiadanych inwentarzy.
Na tym tle porównawczym książka Andrzeja Pośpiecha jest przede
wszystkim analizą źródłoznawczą wielkopolskich inwentarzy szlacheckich
ruchomości. Autor zna dotychczasowe krytyki źródłowe. Wykazuje on
doskonałą znajomość badanego środowiska, co ułatwiła mu praca dok­
torska o szlacheckim handlu ziemią i przemianach struktury majątkowej
w powiecie kaliskim (Pośpiech 1989). Jego szczegółowa analiza zawartości
poszczególnych inwentarzy, wraz z układami rodzinnymi, ma ogromne
znaczenie źródłoznawcze. Pod tym względem książka musi być starannie
wykorzystywana przez dalszych badaczy nie tylko w Polsce, co ułatwi
obszerne streszczenie angielskie. Najważniejsze ustalenia dotyczą czasu
sporządzania inwentarza i motywów tego postępowania. Selektywność
zapisu jest sprawą oczywistą; nie warto było opisywać mało wartościowych
przedmiotów. Jednakże autor stwierdził, że niekiedy drobiazgowość redakqi
nie była związana z wiarygodnością przekazu. Czasem zresztą i sami twórcy
inwentarzy nie ukrywali ich braków, a nawet celowych pominięć. Roz­
patrując te zagadnienia w szerszej skali chronologicznej można by dodać
jeszcze zmiany cen poszczególnych mobiliów np. odzieży lub bielizny,
które wobec tego nie były wyliczane ze względu na niską wartość w sto-

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

219

sunku do kosztowności, sreber stołowych lub mebli. Już w ciągu X V I I I w.
zaczyna się obserwować to zjawisko mimo gwałtownie rosnących liczb
pozostawionych spisów.
Autor chciał zbadać szlachecki świat przedmiotów na podstawie dro­
biazgowej analizy dwustu inwentarzy. Z jego rozważań wyziera rozczaro­
wanie, że tego dokonać nie zdołał. W inwentarzach pomijano wiele przed­
miotów, które nie warte były wyliczenia ze względu na cenę i stopień
zużycia, nie były sporną częścią majątku i wreszcie mogły być pominięte
świadomie dla zmniejszenia masy spadkowej. Na podobne trudności na­
trafiłam w swej pracy przy wykorzystywaniu także analizowanych przez
autora spisów. Dlatego mogę stwierdzić, że żaden inwentarz nie oddaje
w pełni stanu posiadania mobiliów zmarłego szlachcica czy mieszczanina.
Pamiętać należy, że spisywano rzeczy znajdujące się w pozostawionym
przez niego majątku i mieszkaniu. Część cenniejszych przedmiotów mogła
być ukryta bądź wyniesiona. Utrudnia to jednak najbardziej analizę
szczegółowego stanu posiadania zmarłych. Zagadnienie to najbardziej
pasjonowało autora omawianej książki. Przy korzystaniu z wielu tysięcy
spisów wybiera się tylko określone typy przedmiotów charakteryzuj ące
użytkowanie ich przez przedstawicieli określonych grup społecznych czy
środowisk. Dla przykładu mogę stwierdzić, że w analizie tak szlacheckich,
jak mieszczańskich spisów ruchomości w niewielkim stopniu interesowałam
się liczbą kaftanów czy okryć wierzchnich a w znacznie większym ich
typem, a więc: czy były to kontusze, kiereje czy giermaki. Badacz różnych
typów mobiliów interesuje się dotacją ich występowania i zmianami mody
na pewne formy. D o tego celu przesunięcie nawet o kilka lat daty sporzą­
dzania inwentarza nie odgrywa tak znacznej roli wobec znacznie ważniej­
szego braku, jakim jest wiek właściciela ruchomości, którego niemal nigdy
nie uwzględniano. Także nie istniała tu możliwość świadomej zmiany tych
mobiliów. Sporządzająca inwentarz rodzina nie miała wyraźnych powodów
do nazywania delii kontuszem, a nieznajomość tych ubiorów była mało
prawdopodobna. Natomiast szczegółowa i doskonale przedstawiona kryty­
ka źródłowa inwentarzy szlachty wielkopolskiej dokonana przez Andrzeja
Pośpiecha stanowi ważny argument w dyskusji nad publikowaniem poje­
dynczych spisów.
Inwentarze są źródłem masowym i wyciąganie wniosków z jednego lub
kilku spisów wyrwanych z kontekstu chronologicznego, społecznego i geo­
graficznego dla przedstawienia pewnych typów ruchomości nie jest uzasad­
niona i należałoby publikować tylko znaczne zespoły lub też zrezygnować
z druku. Także wyciąganie wniosków tylko z tego typu źródła bez znajo­
mości szerokiej bazy porównawczej w zakresie danego typu mobiliów nie
pozwala na bardziej ogólne ustalenia.
Nie podoba mi się komercyjny raczej tytuł omawianej książki. Analiza
inwentarzy ruchomości nie jest pułapką dla badacza, który krytycznie roz­
patruje każdy przekaz źródłowy. Doskonale napisana książka Andrzeja

�220

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Pośpiecha pomaga w krytycznej analizie tego coraz szerzej wykorzystywane­
go źródła. Praca ta wnosi nowe ujęcia tak do metodologii źródeł histo­
rycznych jak do obrazu mentalności szlachty wielkopolskiej X V I I w. Pod­
kreślenie we wnioskach skromnego standardu życia tej szlachty zwalcza wiele
utrwalonych stereotypów myślenia o tej warstwie społecznej. Przybliża zara­
zem te inwentarze, które, jak zaznaczono, nie są tylko „omnium rerum
mobilium" lecz raczej „omnium rerum nobilium".

LITERATURA
Baulant M.
1985

Un dossier: La personne âgée dans la société

Briarde aux XVI le et XVI Ile

siècle,

„ A n n a l e s de D é m o g r a p h i e Historique", s. 283-302.
1989

L'appréciation

du niveau de vie. Une problème,

une solution,

Histoire et Mesure",

t. 4, nr 3-4, s. 267-302.
Inventaires
1988

Inventaires

après-décès

économique

et

et

ventes des

quotidienne

e

meubles.

e

XIV -XIX

Apport

siècle,

à une histoire de la

M. Baulant,

vie

A . J . Schuurman

P. Servais (eds), Louvain-la Neuve.
Pośpiech
1981

A.
Majątek

osobisty

ruchomości

szlachcica

z XVII

w świetle

wielkopolskich

pośmiertnych

inwentarzy

wieku, „ K w a r t a l n i k Historii Kultury Materialnej", r. X X I X ,

nr 4, s. 463-482.
1986

Miejsce ubioru w wielkopolskich pośmiertnych

inwentarzach szlacheckich XVII

wieku,

„ K w a r t a l n i k H K M " , r. X X X I V , nr 3, s. 443-449.
1989b

Majsterkowicz
do badań
polskiego,

1989a

w kont uszu ( Szlachecki

osobowości),

pośmiertny

[w:] Szkice z dziejów

Srebrna
XVII

jako

źródło

społeczeństwa

„ S t u d i a i M a t e r i a ł y z Historii Kultury Materialnej", t. 61, s. 177-190.

Majętności

na sprzedaż.

Szlachecki

handel ziemią

w powiecie kaliskim w latach 1580-1655,
1992

inwentarz mobiliów

materialnego bytowania

łyżka

— probierz

w.), [w:] Nędza

szlacheckiej

i przemiany struktury

majątkowej

Wrocław.
zamożności?

{Przykład

i dostatek na ziemiach polskich od średniowiecza

Wielkopolski
po wiek

XX,

materiały Sesji zorganizowanej przez I H K M P A N 20-22 maja 1991 r., Warszawa
1992, s. 151-162.
Probate
1980

Probate inventories. A new source for the historical study of wealth, materiał

culture

and agricultural development, A . van der Woude, A . Schuurman (eds.), Wagenin¬
gen, „ A . A . G . Bijdragen", t. 23.
R o c h e D.
1981

Le

peuple

de

Paris.

Essai

sur

la

e

culture populaire

au XVIII

siècle,

Paris,

s. 164-201.
1989

La culture des apparences.

Une histoire du vêtement

e

XVII -XVIII

e

siècle,

Paris.

Styles J.
1992

The consumption

of clothing in the north of England

in the eighteenth

century,

A n g l o D u t c h C o n f é r e n c e on Textile History, Tilburg.
T u r n a u I.
1991

Ubiór narodowy w dawnej Rzeczypospolitej,

Warszawa.

Irena Turnau

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

221

Pro Georgia. Prace i materiały do dziejów stosunków gruzińsko-polskich, I ,
Towarzystwo Gruzińsko-Polskie, Warszawa 1991.
Wydany został pierwszy numer nowego pisma poświęconego historii
stosunków gruzińsko-polskich. Być może problematyka ta nie jest tak istot­
na dla naszego kraju, jak chociażby stosunki z naszymi sąsiadami. Prace
zamieszczone w piśmie są jednak interesującym uzupełnieniem dziejów na­
szych kontaktów ze Wschodem, zarówno Azją, jak i wschodnią częścią
Europy. Czytelnik polski znajdzie tu wiele informacji, z których najciekaw­
sze wydają się być te dotyczące licznych, jak się okazuje, nieraz zaskakują­
cych kontaktów między obu narodami.
Słowo wstępne, podpisane przez Komitet Redakcyjny, przedstawia
krótki zarys historyczny ponad pięćsetletnich już kontaktów gruzińsko-pol­
skich. Historię tę tworzyły kolejne fale emigracji polskiej docierające na
Kaukaz, oraz emigranci z Gruzji, którzy osiedlili się na ziemiach polskich.
Zeszyt zawiera m.in. artykuły poświęcone twórczości Szoty Rustawelego,
niektórym aspektom historii politycznych stosunków z początków X X w.,
misji wojskowo-dyplomatycznej Tytusa Filipowicza w Tbilisi, a także „Ty­
godnikowi Polskiemu" - czasopismu, które w 1918 r. przez krótki okres
ukazywało się w Tbilisi. Poza tym w piśmie są dokumenty dotyczące
ogłoszenia niepodległości Gruzji w 1918 r. oraz ciekawe wspomnienia
o kilku bardziej znanych Gruzinach mieszkających w Polsce w okresie
międzywojennym.
Stosunkom polsko-gruzińskim poświęcono dotąd w Polsce niewiele pub­
likacji. Tym większe znaczenie ma więc pismo poruszające tę tematykę.
Wydaje się, że powinno ono nie tylko znaleźć odbiór wśród czytelników
zafascynowanych Kaukazem lub Gruzją, ale także - u osób zainteresowa­
nych historią Polski i związków naszego kraju ze Wschodem.
Dagnoslaw Demski

„Przegląd Wschodni. Historia i wspóteesność Polaków na Wschodzie",
z. 1^1:1992
W styczniu 1993 r. członkowie Redakcji „Przeglądu Wschodniego"
i Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim zorganizowali uroczyste spotkanie
połączone z dyskusją o kierunkach polskiej polityki wschodniej. Uczest­
niczyli w nim m.in. naukowcy, przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagrani­
cznych, działacze towarzystw polonijnych i inne osoby zainteresowane
- najogólniej mówiąc - sprawami Polaków na Wschodzie. Zgodnie z za­
mierzeniem organizatorów, spotkanie to było jednocześnie szczególnym
sposobem zamknięcia i podsumowania rocznej obecności Pisma na rynku

�222

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

wydawniczym. Jako że wszelkie rocznice są zwykle okazją do dyskusji
i przemyśleń - pozwolę sobie na kilka refleksji.
Cztery Zeszyty, jakie ukazały się w pierwszym roku działalności Redakcji
„Przeglądu", poświęcone są - zgodnie z przyjętymi założeniami - szeroko
ujętej problematyce historycznej, poczynając od X I V w. po współczesne losy
Polaków na Wschodzie. Ów Wschód przy tym, to nie tylko tzw. Kresy lecz
obszar daleko bardziej rozległy (geograficznie i semantycznie) rozciągający
się od obecnych wschodnich granic Polski po Sachalin i Mandżurię.
Od paru lat dzieje i różne formy działalności Polaków na Wschodzie
(pogranicznym, kresowym, Dalekim i syberyjskim) znajdują się w centrum
uwagi dużej części społeczeństwa polskiego. Budzą także spore zainteresowa­
nie naukowców. Jest to zrozumiałe. Prz;ez ostatnie dziesięciolecia bowiem
wszystko to, co miało związek z Polakami mieszkającymi przede wszystkim
na terenach b. ZSRR traktowano jako tzw. tematy polityczne, objęte surową
cenzurą. Był to fragment historii, którą próbowano skazać na zapomnienie.
Będące wynikiem określonych zmian politycznych, jakie miały miejsce
w ostatnich latach, runięcie murów, którymi odgradzano zwłaszcza minione
półwiecze historii Polaków na ziemiach b. ZSRR - przede wszystkim od
świadomości młodego, ,,pokolumbowego" pokolenia - spowodowało istny
zalew publikacji ukazujących losy Polaków w wymiarze jednostkowym,
rodzinnym, społecznym, państwowym. Nadszedł czas ujawniania dokumen­
tów archiwalnych, opatrzonych dotychczas napisem „ściśle tajne" i wyjaś­
niania tzw. białych plam, obejmujących nie tylko okres obecnego stulecia
lecz także wiele faktów z minionych epok. Wobec swoistej mody na sprawy
wschodnie, zwłaszcza zaś na losy Polaków (w tym: bliskie współczesności)
oraz wielości istniejących i przygotowanych do druku publikacji, a także
znacznego zakresu prowadzonych obecnie badań naukowych - „Przegląd
Wschodni" stoi przed trudnym zadaniem sprostania niemałej konkurencji
i pozyskania szerokiego grona stałych czytelników. Od jego redaktorów
i współpracowników przede wszystkim zależy też czy zdołają - jak czynili to
dotychczas - przyciągnąć autorów, którzy mają coś nowego do powiedzenia
i utrzymać dobry poziom Pisma.
Wydane w pierwszym roku istnienia 4 Zeszyty „Przeglądu Wschodniego"
są dobrą wizytówką. Mam nadzieję, że kolejne roczniki będą równie in­
teresujące i bogate w nowe treści, informacje o odkryciach naukowych,
prowadzonych badaniach i nasuwających się spostrzeżeniach, uzupełniając
wciąż jeszcze - moim zdaniem - niedostateczną (mimo wielości publikacji,
audycji radiowo-telewizyjnych, a także odzywających się co jakiś czas gło­
sów, ubolewających, iż nastąpiło przesycenie tego rodzaju tematyką) wiedzę
naszego społeczeństwa o Polakach na Wschodzie.
Należy podkreślić, że karty tej księgi polskich losów znaczone są nie tylko
problemami bolesnymi, dramatycznymi, rysującymi się czarną, mroczną kre­
ską w ludzkiej pamięci. We wschodnim wątku naszych dziejów - zwłaszcza
jeśli spojrzeć nań w tak rozległym planie czasowym, jak czynią to twórcy

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

223

„Przeglądu" - nie brakuje jasnych, barwnych stronic. Są one reprezentowane
np. przez różne formy twórczości. Mówienie o nich uważam za konieczne,
jeśli chce się ukazać prawdziwy, pełny, zróżnicowany obraz historii i współ­
czesności. Ten właśnie mniej znany i eksponowany wątek przewija się bardzo
wyraźnie na kartach „Przeglądu".
Tematyka poszczególnych Zeszytów jest najczęściej różnorodna. Teksty
napisane przez historyków, znawców sztuki, literatury, architektury, filolo­
gów, etnologów i przedstawicieli innych dyscyplin łączy natomiast przeważ­
nie wspólny obszar geograficzny.
Stosunkowo najbardziej zróżnicowany tematycznie i „przestrzennie" jest
Zeszyt 1. Zamieszczone w nim teksty dotyczą bowiem wybranych zagadnień
historyczno-politycznych, narodowościowych, literatury, architektury i in.;
niejednorodny jest też obszar zainteresowań poszczególnych autorów. Zeszyt
ten otwiera bardzo ważny, moim zdaniem, artykuł Stefana Kieniewicza
pt. „Kresy. Przemiany terminologiczne w perspektywie dziejowej". Równie
istotne jak sprawy terminologii i ich zwiąsiku z najważniejszymi wydarzenia­
mi historycznymi, które objęły obszar Kresów są - nie zaznaczone w tytule,
a znakomicie uwypuklone w artykule sprawy świadomościowe, zmieniają­
cych się postaw, odczuć i skojarzeń.
Zeszyt 2 poświęcony jest przede wszystkim Polakom na Syberii
w X I X w.: dziejom powstańców, zesłańcom. Problematyka historyczna spla­
ta się tu z opracowaniami na temat różnych form twórczości artystycznej
(literatury, malarstwa, rysunku i in.), jakie rozwijały się na terenie Syberii.
Artykuły zamieszczone w Zeszycie 3 łączy wspólny obszar - Litwa.
Zakres prezentowanych tu zagadnień jest bardzo szeroki: od wybranych
problemów historycznych i dziejów szlachty polskiej po współczesne prze­
miany narodowościowe, kwestie etniczne (ujęte przez historyków oraz
- widziane oczyma dzisiejszych mieszkańców Wileńszczyzny) i sprawę kul­
tury religijnej wsi polskiej.
W Zeszycie 4 dominuje „problematyka ukraińska". Obok artykułu pre­
zentującego współczesne przemiany narodowościowe na Ukrainie omawiane
są tam również m.in. rozmaite formy kultury artystycznej mieszkańców
Lwowa związane z życiem muzycznym, twórczością literacką, architekturą.
Stałym działem Pisma są „Dokumenty i Materiały". Można w nim
znaleźć m.in. unikalne najczęściej materiały archiwalne, informacje o zawar­
tości wybranych archiwów, nie publikowanych pracach zmarłych już naj­
częściej badaczy, fragmenty kronik, listów, dzienników, dokumenty urzędo­
we i in. Publikacja tego typu materiałów ma nie tylko znaczenie poznawcze,
lecz także znakomicie uzupełnia i poszerza wiodącą tematykę poszczegól­
nych Zeszytów.
W każdym Zeszycie znajduje się także dział Recenzji, w którym omawia­
ne są wydawnictwa związane bezpośrednio z tematyką poruszaną na łamach
„Przeglądu". Pozostałe działy pisma to: „ K r o n i k a " oraz „In Memoriam".
Mają one przede wszystkim charakter dokumentalno-informacyjny.

�224

RECENZJE I O M Ó W I E N I A

Lista autorów, którzy publikowali dotychczas w „Przeglądzie Wschod­
n i m " jest długa. Obok badaczy polskich, reprezentujących różne dyscypliny
nauki, znajdują się na niej również nazwiska zagranicznych współpracow­
ników pisma. Dzięki nim przed polskim czytelnikiem otwierają się np. nie
dostępne dotychczas archiwa. Udział badaczy spoza Polski może też mieć
niemałe znaczenie w przypadku dyskusji o problemach wymagających wielo­
stronnego, obiektywnego oglądu. Należą do nich właśnie sprawy Polaków
na Wschodzie oraz wszelkie kwestie etniczne, zagadnienie kształtowania się
stosunków międzysąsiedzkich, oceny niektórych wydarzeń historycznych itp.
Z pewnością kolejne Zeszyty „Przeglądu" otworzą się szerzej na taką dysku­
sję. W jakimś stopniu wymusi je też nie tylko określona sytuacja historyczno-polityczna lecz także - rozwój badań prowadzonych w Polsce i poza jej
granicami, dotyczących m.in. szeroko rozumianych kwestii etnicznych, kon­
taktów i wpływów kulturowych. Na odkrycie, zbadanie i opracowanie czeka
też jeszcze wiele faktów i zagadnień należących np. do sfery kultury ludowej,
religii, działalności artystycznej i in. Z pewnością - zgodnie z istniejącą już
tradycją - informacje o nich będą nadal zamieszczane w Piśmie. Bardziej
zróżnicowany stanie się też zapewne obszar stanowiący wspólne tło pub­
likowanych artykułów i materiałów.
Myślę, że Redakcja „Przeglądu Wschodniego", zamykając pierwszy
rok swej działalności, ma wiele powodów do zadowolenia. W tym miejscu
chciałabym też życzyć Jej kolejnych, interesujących roczników i poszcze­
gólnych Zeszytów oraz coraz większej liczby znakomitych autorów i wier­
nych czytelników.
Iwona Kab z Ińska-Staw arz

Krystyna Chabros, Beckoning Fortune. A Study of the Mongoł dalalga ritual.
Asiatische Forschungen, Bd 117, Otto Harrassowitz, Wiesbaden 1992,
ss. 316, 11 i l . czarno-białych
Książka znanej mongolistki Krystyny Chabros przyciąga uwagę nie tylko
treścią. Jej wielkim walorem jest bowiem także precyzyjna i logiczna kom­
pozycja tekstu oraz niezwykle staranna edycja.
Istnieją okoliczności, w których człowiek odwołuje się do pomocy
„sił wyższych", ucieka do nadzwyczajnych środków i zabiegów, modli
się lub po prostu komunikuje swe życzenia, oczekiwania, w nadziei na
ich spełnienie. Dzieje się tak przede wszystkim w różnorakich sytuacjach
przełomowych w życiu człowieka, świata przyrody, kosmosu, w biegu
czasu... Są one najczęściej związane z faktycznym, jak w przypadku choroby,
lub symbolicznym zagrożeniem życia, trwałości grupy i/lub szeroko rozu­
mianego środowiska.

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

225

Jedną z form komunikowania ludzkich pragnień są rytuały i właściwe dla
nich zachowania. Należy do nich m.in. mongolski rytuał „przywoływania",
„przywracania" pomyślności, stanowiący zasadniczy przedmiot rozważań
Autorki prezentowanej tu książki. Beckoning Fortune jest rezultatem wielo­
letnich prac gabinetowych oraz badań terenowych, które K . Chabros prze­
prowadziła w latach 1988-1989 wśród Chałchasów i Ojratów mieszkających
w ajmaku Uws i kobdoskim. Na podstawie tej pracy Autorka uzyskała
doktorat.
Generalnie rzecz biorąc, dalalga polega na wykonywaniu ruchów okręż­
nych prawą ręką lub obiema dłońmi (na wysokości klatki piersiowej albo
łona) przy czym jako rytualny rekwizyt występuje tu np. dekorowana strzała
lub jej symboliczne ekwiwalenty: rozgałęziony kij, przednia noga owcy i in.
Istotnym elementem rytuału jest też m.in. spalanie ziół oraz/lub zwierzęcej
sierści albo kości, wspólna uczta uczestników ceremonii, recytowanie oko­
licznościowych tekstów (jak wyjaśnia Autorka, są to raczej inkantacje niż
modlitwy skierowane do określonych bóstw). K . Chabros zwraca uwagę na
trzy podstawowe elementy rytuału: 1) gest przywoływania pomyślności,
2) towarzyszące mu okrzyki ąuruil, qurui\ i 3) cel analizowanego zachowania.
Omawia także znaczenie kontekstu, w którym występuje rytuał dalalga. Są
to m.in. dwa okresy cyklu rocznego: jesienny i wiosenny. Należy przy tym
zauważyć, że dalalga wiąże się zawsze z przełomowymi etapami wspomnia­
nych pór roku - ich początkiem, środkiem lub końcem. W cyklu dobowym
natomiast czasem, w którym organizuje się dalalga jest np. moment poprze­
dzający zachód słońca, gdy dzień zmienia się w noc. U pasterzy czasowy
kontekst rytuału związany jest ściśle z kalendarzem podstawowych prac
i rytmem koczowania. U rolników natomiast wyznacza go najczęściej czas
zakończenia żniw (może to być również ostatni miesiąc jesieni). K . Chabros
wskazuje przy tym na istotne różnice między rytuałem wiosennym i jesien­
nym, jak też na zasadnicze odrębności cechujące obie pory roku. Dalalga
odbywa się nadto po polowaniach, podczas niektórych obrzędów przejścia,
jest także elementem zabiegów leczniczych oraz ceremonii ofiarnych (składa­
nia ofiar przeznaczonych dla owoo, gospodarzy wód, bóstw opiekuńczych,
Nieba, gór, władcy ognia, Gesera i in.). Są to zawsze momenty o szczegól­
nym, sakralnym znaczeniu dla wspólnoty, rytuał dalalga zaś - jak podkreśla
Autorka - jest związany z cyrkulacją życia i śmierci.
Szczególne znaczenie ma spalanie określonych obiektów podczas rytuału
dalalga. (Wiosną np. jest to m.in. sierść wielbłądzia, pochodząca z szyi
i górnej części nóg, jesienią zaś - kość piersiowa antylopy). Mongołowie
przypisują tym zabiegom określone funkcje magiczne. Wiosną oczekują, iż
dzięki dalalga zostaną powtórzone typowe dla tej pory zjawiska (topnienie
śniegów, narodziny zwierząt), jesienią zaś - spodziewają się akumulacji
występujących wówczas w obfitości dóbr. Istotne dla skuteczności rytuału
jest przede wszystkim uwolnienie energii witalnej, życiodajnych sił; za ich
siedlisko uważa się m.in. właśnie obiekty spalane podczas dalalga.

�226

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Wskazanie na udział dalalga w procesie uwalniania energii, uaktywniania
jej dla kreacji (a może raczej: re-kreacji) różnych form życia uważam za
niezwykle ważne. Zagadnienie związku między zachowaniami rytualnymi
a uaktywnianiem życiodajnej energii, przekazem sił witalnych na różnych
piętrach Universum było już sygnalizowane w literaturze mongolistycznej
(patrz np.: Bawden 1985; Hamayon 1991, 1992a,b; Kabzińska-Stawarz 1991,
s. 88-89, 118; 1992) nie zostało ono jednak dotychczas omówione w wyczer­
pujący sposób. Książka K . Chabros wnosi tu wiele nowego, znakomicie
wyjaśniając znaczenie dalalga. Uzupełnia też dotychczasowy stan wiedzy
o udziale zachowań rytualnych w utrzymaniu i przemieszczaniu zasobów
życiodajnej energii. Tłumaczy tym samym ich rolę w utrwalaniu podstaw
egzystencji Natury w różnych przejawach jej istnienia.
Autorka analizuje związki dalalga z obrzędami przejścia oraz ich wy­
stępowanie w takich sytuacjach zmiany jak: ubój zwierząt, odjazd panny
młodej do domu teścia, wyjazd syna do wojska, choroba, śmierć itp. W ta­
kich właśnie momentach następuje m.in. wyłączenie jednostki ze wspólnoty
rodzinnej, a zarazem utrata cząstki potencjału energetycznego grupy, prze­
mieszczenia jej do innego, „obcego" świata, naruszenie dotychczasowej sta­
bilizacji. W tych przypadkach rytuał ma za zadanie przywrócenie stanu
równowagi. Temu celowi służy też dalalga występujący np. po narodzinach
dziecka, a więc w sytuacji wejścia nowego członka rodziny do rodu ojca przy
jednoczesnym, symbolicznym odłączeniu od matki, a zarazem - przywróce­
nia matce praw członka określonej wspólnoty. Podobne znaczenie dla stałe­
go obiegu energii, przemieszczania jej potencjału, ma - jak trafnie zauważa
Autorka - dalalga organizowany przez myśliwych. Szczególną rolę rytualną
pełni mięso (głównie owcze). Jest ono spożywane przez uczestników dalalga.
Naczynie z mięsem przykłada się także do ciała na wysokości piersi. Dla
współczesnych Mongołów mięso jest przede wszystkim nośnikiem energii.
W przeszłości natomiast prawdopodobnie przypisywano mu również rolę
symbolicznego łącznika między żywymi i zmarłymi. Związek ten nie został
jednak dostatecznie wyjaśniony ani w dotychczasowych opracowaniach, ani
też w recenzowanej pracy. Autorka stwierdza, że inwokacje wygłaszane
w czasie rytuału są skierowane do gór, których władców (duchy opiekuńcze)
uważa się za konceptualizację przodków. Można więc przyjąć, iż duchy
przodków są obecne także w czasie dalalga.
K . Chabros ma dobre przygotowanie etnograficzne, przede wszystkim
jednak jest językoznawcą. Połączenie tych dyscyplin daje interesujące rezul­
taty w jej pracach. Przykładem jest m.in. Beckoning Fortune. Przedmiot
analizy lingwistycznej stanowi tu np. okrzyk ąurui towarzyszący rytuałowi
dalalga i występujący u różnych grup mongolskojęzycznych a także ture­
ckich. Autorka podaje przykłady tłumaczenie tego okrzyku i wskazuje na
różne możliwości jego interpretacji, m.in. jako „obcy świat", albo „chodź,
zbierz się". Sama jednak, jak się zdaje, podobnie jak większość badaczy,
skłania się ku koncepcji, iż termin ąurui jest nieprzetłumaczalny.

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

227

Qurui pełni także określone funkcje magiczne. Służy przywołaniu po­
myślności przez jednoczesne zwalczanie zła (jak wykazały moje badania,
podobną rolę pełni np. okrzyk uuxai\ wznoszony przez łuczników i widzów
po każdym celnym strzale podczas zawodów sezonowych).
Wiele miejsca w omawianej pracy zajmują teksty inwokacji wygłaszanych
w różnych sytuacjach rytualnych, w których kontekście występuje dalalga
(s. 210-289). Autorka wykorzystuje przede wszystkim istniejące publikacje,
podając transkrypcję przytaczanych tekstów, ich tłumaczenie na angielski
oraz komentarz. Z niejasnych dla mnie powodów nie wspomina natomiast
0 efektach własnych badań, nie przytacza też materiałów, które najprawdo­
podobniej zebrała podczas prac terenowych.
Analizując znaczenie gestu dalalga K . Chabros odwołuje się m.in. do
koncepcji sformułowanej przez J.S. Wasilewskiego (1978), opartej w dużej
mierze na materiale mongolskim. Zgodnie z tą koncepcją, ruch okrężny
(obrotowy) wykonywany - jak w przypadku dalalga - w kierunku „ze
słońcem" służy podtrzymaniu życia i łączy uczestników ceremonii z przod­
kami, ustanawia więc rytualną więź między dwoma cyklami: energii życiowej
1 związku międzypokoleniowego istniejącego w ramach określonego lineażu.
Służy też nawiązaniu kontaktu z „Supernaturą", z „innym wymiarem",
w najszerszym znaczeniu zaś - powoduje pożądany ruch świata, kosmosu.
Wiele uwagi poświęcono w pracy znaczeniu rekwizytów używanych pod­
czas dalalga: strzały, kija (i przywiązywanych do nich przedmiotów, np.
monet, woreczków z gotowanym ziarnem), mięsa, liny, skóry zwierząt,
naczyń i in. Kije i liny traktowane są przy tym jako nośniki energii, naczynia
zaś - jako jej zbiorniki. Zdaniem Autorki, o kluczowej obecności strzały
w rytuale można mówić tylko w odniesieniu do jego zlamaizowanej wersji
(lamajski rytuał będący odpowiednikiem mongolskiego dalalga wyrasta z ko­
lei prawdopodobnie z bon i praktykowanych w nim zabiegów z użyciem
„wróżebnych strzał". Typowo mongolskim rekwizytem jest natomiast roz­
gałęziony kij. M o i m zdaniem, informacja ta powinna być podana na począt­
ku, nie zaś - jak to uczyniła Autorka, dopiero na s. 159-160. We „Wstępie"
bowiem (s. 1), wskazując znaczenie terminu dalalga oraz zbliżonego doń
buyan kesig K . Chabros pisze: ,,this name derives from the gestures which the
officiant makes; holding some ritual object, typically
a decorated arrow, he
describes circles with it in the air" [podkr. moje - I.K-S].
Stwierdziwszy. brak mongolskich i szamańskich korzeni omawianego
rytuału, zwłaszcza zaś - zapożyczenie strzały, K . Chabros dochodzi do
wniosku, iż w takim przypadku badanie znaczenia tego rekwizytu wniosłoby
niewiele do wiedzy o rytuale (s. 177). Wydaje mi się jednak, że taki wniosek
jest zbyt pochopny. Autorka wyjaśnia wprawdzie, że wiedza pasterzy mon­
golskich w tym zakresie jest niewielka (powołują się oni na tradycyjną
obecność dalalga i strzały w ich rodzimej kulturze) pojawia się jednak
- jak sądzę - szerszy problem, dobrze znany etnologom. Otóż, posiadanie
wiedzy o genezie badanych zachowań, znajdującej potwierdzenie w faktach

�228

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

i źródłach historycznych, jest obowiązkiem badacza, nie należy jej jednak
wymagać od informatorów. Ich widzenie rzeczywistości i sposoby jej inter­
pretowania, choć nierzadko różne od tzw. obiektywnej prawdy historycznej,
są nie mniej ważne dla zrozumienia badanej kultury niż realne fakty. Uwa­
żam też, że Autorka zbyt rzadko oddaje głos swoim informatorom, stosun­
kowo często natomiast przytacza prace innych badaczy, wykorzystując je
przede wszystkim jako szerokie tło porównawcze. Takie operowanie materia­
łem nie jest oczywiście błędem ani powodem do czynienia zarzutów i nie ma
większego znaczenia dla prezentowanych wniosków. Moja uwaga dotycząca
bardzo wyraźnej, nieuzasadnionej - jak myślę - przewagi cytatów z prac już
publikowanych (w wielu przypadkach dobrze znanych) nad materiałem tere­
nowym, pochodzącym „z pierwszej ręki", wynika być może przede wszyst­
kim z osobistego stosunku do tego typu materiałów, będących przecież
szczególnie żywym źródłem tworzonym przez badaczy, oraz przekonania
o ich wartości naukowej. Nie bez znaczenia są też w tym przypadku oczeki­
wania wobec Autorki, która informuje o swoim pobycie w terenie, budząc
tym samym nadzieję, iż zechce się podzielić z czytelnikami większą częścią
przeprowadzonych tam wywiadów i zanotowanych obserwacji. Przytoczenie
oryginalnych wypowiedzi informatorów nie tylko znakomicie uzupełniłoby
analizę rytuału, lecz także ukazałoby sposób postrzegania określonych zja­
wisk i zachowań przez osoby reprezentujące badaną kulturę.
Książka K . Chabros zawiera obszerną bibliografię, liczącą 251 pozycji
(uwzględniono w niej prace wydane do 1990 r.). Z przyjemnością odno­
towałam, iż Autorka często odwołuje się do efektów badań uczestników
ekspedycji etnograficznej P A N do Mongolii i wykorzystuje zgromadzone
przez nich materiały. Dotyczą one nie tylko dalalga lecz także wielu innych
zachowań występujących w kulturze mongolskiej, w tym m.in. - ich
znaczenia symbolicznego. Można natomiast żałować, że omawiana praca
jest tak oszczędnie ilustrowana, choć trzeba jednocześnie przyznać, że
zamieszczone w niej rysunki i fotografie ukazują najważniejsze zachowania
rytualne, dobrze uzupełniając podane w tekście informacje, będące przed­
miotem analizy.
Beckoning Fortune zainteresuje zapewne przede wszystkim mongolistów.
Myślę jednak, że można ją również polecić wszystkim tym, którzy zajmują
się problemem zachowań rytualnych i ich znaczenia. Nie tylko ze względu
na treść lecz także jako przykład rzetelnej, drobiazgowej i wyczerpującej
analizy wybranego zagadnienia. Dogłębnie analizowany przez K . Chabros
rytuał, podobnie jak sam termin dalalga, kryje bogactwo symboliki, ukazy­
wane stopniowo przez Autorkę. Odgrywa on złożoną rolę społeczno-kulturową, ważną zarówno z punktu widzenia pomyślności pojedynczego
człowieka, jak i większych grup społecznych. Znaczenie omawianego rytuału
przekracza jednak wymiar ludzki, ziemski, dalalga bowiem - jak wykazano
w recenzowanej pracy - łamie wszelkie granice czaso-przestrzenne, służąc
tworzeniu doskonałej całości.

�229

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

LITERATURA
Bawden C R .
1985

Vitality and death in the Mongolian
dichtung,

Hamayon
1991

Helden­

R.
Le

Chamane

matériaux
1992a

epic, [w:] Fragen der mongolischen

t. 3. Asiatische Forschungen 91, Wiesbaden» s. 9-24.
,joue"

sibériens,

et gagne ou Vact ion rituelle chamanique,

sur la base

de

[w:] Destin de rituell. Revue du College de..., s. 65-77.

Le jeu de la vie et de la mort, enjeu du chamanisme sibérien,

„ D i o g e n e " , n r 158,

s. 63-77.
1992b

Postface,

„ D i o g e n e " , nr 158, s. 151-160.

K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1991

Games of Mongolian

1992

M c w przyrodzie

Shepherds,

Warszawa.

nie ginie, „Etnografia Polska", t, 36, z. 1, s. 135-159.

Wasilewski J.S.
1978

Symbolika

ruchu obrotowego i rytualnej inwersji,

„ E t n o g r a f i a Polska", t. 22, z. 1,

s. 81-108.

Iwona

Kabzińska-Stawarz

Alice Sórkózi, Political Prophéties in Mongolia in the 17-20th Centuries,
Akadémiai Kiadó, Budapest 1992, ss. 165
Procesy zachodzące we współczesnym świecie dowodzą niezbicie, że
żyjemy w czasie wielkiego przełomu. Jeśli wierzyć astrologom - dokonujące
się na naszych oczach wydarzenia są wynikiem specyficznego układu planet.
Znając ten układ można było przewidzieć dużo wcześniej współczesne
konflikty, wojny, zmiany układów społeczno-politycznych, klęski ekolo­
giczne i in.
Odkrywanie przyszłości, tak poprzez obserwację mapy Nieba, jak i rozmaite
wróżby, przepowiednie, interpretacje snów i in. fascynowało ludzkość niemal od
kolebki. Jak słusznie podkreśla we „Wstępie" do swej książki A . Sarkózi,
literatura profetyczna jest prawie tak stara jak ludzkość. Tworzyły ją niemal
wszystkie kultury świata. Dzieła tego typu znane są także Mongołom i od lat
stanowią przedmiot badań Autorki. Większość tekstów reprezentujących tę
część literatury mongolskiej nie ukazała się jednak do tej pory drukiem, nie
została ujęta w formie odrębnej monografii, aczkolwiek niektórzy mongoliści
(m.in. W. Heissig, Ch. Bawden, A . G . Sazykin i in.) wskazywali na naukowopoznawcze znaczenie tego rodzaju źródeł i bogactwo zawartych w nich treści.
A . Sarkózi włożyła wiele trudu w wydobycie, opracowanie i uporząd­
kowanie materiałów źródłowych reprezentujących mongolską literaturę pro­
fetyczną X V I I - X X w., znajdujących się m.in. w kolekcji Węgierskiej Akade­
mii Nauk oraz w bibliotekach zachodniej Europy i Petersburga. W omawia­
nej tu pracy zaprezentowała jednak tylko 13 spośród ponad 170 ksiąg
profetycznych, dokonując transkrypcji tekstów mongolskich i ich tłumacze­
nia na język angielski, opatrując je także odpowiednimi przypisami. Dotyczą

�230

/

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

one przede wszystkim warstwy językowej. Stosunkowo mało jest nato¬
miast w komentarzach odniesień do szerszego tła historyczno-kulturowego.
Wszystkie teksty zamieszczone w omawianej książce zostały opracowane
niezwykłe starannie. Tłumaczenia są przejrzyste, choć - jak zwykle w takich
przypadkach - można się spodziewać, że językoznawcy będą się spierać
0 niektóre interpretacje.
Oddzielny rozdział poświęcony został zagadnieniu synkretyzmu, przede
wszystkim wyraźnym wpływom indo-tybetańskim i chińskim na mongolską
literaturę profetyczną. Odpowiednie teksty egzemplifikują jej nurty, wywo­
dzące się z tych dwóch wielkich kręgów cywilizacji. Przeważają przy tym
zdecydowanie prace o tybetańskim rodowodzie.
Przepowiednie odnoszą się do konkretnych osób (np. władców), określają
też mniej lub bardziej szczegółowo przyszłość ludzkości. Wizje poszczegól­
nych autorów, dotyczące końca świata są, najczęściej katastroficzne. Przebija
z nich jednak optymistyczne przesłanie dla tych, którzy postępują godnie
1 wytrwają w wierze do końca. Niektóre teksty podają np. ogólną charak­
terystykę kolejnych lat i miesięcy, zwracając uwagę na niebezpieczeństwa
grożące ludzkości w tym czasie. Autorstwo przepowiedni przypisuje się
konkretnym postaciom historycznym lub bóstwom. Zawsze jednak ich źród­
łem jest Niebo, które objawia swą wolę za pośrednictwem wybranych,
powołanych do tego celu osób.
Lektura poszczególnych tekstów jest zajmująca. Zainteresują one, jak
sadzę, nie tylko mongolistów, znawców języka, literatury itp., lecz także np.
badaczy historii Mongolii. Są także znakomitym źródłem do badania men­
talności społeczeństwa mongolskiego, zwłaszcza warstw pozostających
w bezpośrednim kręgu oddziaływania dworu i klasztorów.
Iwona

Kabzińska-Stawarz

Svod etnograficeskich ponjatij i terminov. Narodnye znanija. Folklor. Narodnoe iskusstvo, vyp. 4, B.N. Putilov, G. Strobach (red.), Moskva 1991,
ss. 166, nib. 1
Przygotowana w kooperacji Instytutu Etnografii im. N . N . Mikłucho-Makłaja A N SSSR z Centralnym Instytutem A N G D R (przed połączeniem
obu niemieckich państw) czwarta już edycja Svoda etnografićeskich ponjatij
i terminov (zob. rec. cz. 2 w: „Etnografia Polska", t. 36:1992, z. 1,
s. 215-217) stanowić może doskonały materiał wprowadzający do aktualnej
wciąż dyskusji nad charakterem i miejscem badań etnograficznych we współ­
czesnej myśli humanistycznej; w tym konkretnym przypadku w odniesieniu
do trzech powiązanych ze sobą, ale i samodzielnych sfer kultury: wiedzy
ludowej, folkloru i sztuki ludowej. Pytanie bowiem o kierunki, granice

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

231

podstawowych zadań badawczych w obrębie tych trzech dyscyplin, odpowia­
dających im pojęć i terminów nie uzyskało jak dotąd zadowalającego oświet­
lenia, a zróżnicowane postawy przejawiają się tak w ogólnoteoretycznym, jak
i metodologicznym planie oraz konkretnej praktyce badawczej. Intencją
obecnego tomu stała się więc próba przybliżenia dyskusyjnych kwestii i pro­
pozycji ustaleń pozwalających na osiągnięcie najkorzystniejszych rozwiązań
badawczych w wybranych sferach kultury ludowej. Ważną rolę w wypeł­
nieniu tego przesłania odgrywa część wstępna opracowana przez czołowych
badaczy: rosyjskiego - B.N.Putiłowa i niemieckiego - G. Strobacha. Jej
charakter informacyjno-postulatywny uzasadnia metodę i dobór materiałów
części zasadniczej - słownikowej, rysuje kontekst, krąg problemów i meto­
dologiczne przesłanki europejskiej myśli etnograficznej. Wyróżnione dyscy­
pliny mieszczą się bowiem, zdaniem autorów, od dawna w polu etnogra­
ficznego poznania rozpatrywane przez pryzmat „etnicznej specyfiki" bądź
jako leżące poza bezpośrednią rzeczywistością etnograficzną, traktowane
jako „źródło" zamykające w sobie informacje, materiały, przetransponowa­
ne świadectwa różnych aspektów ogólnych.
W konstatacjach odwołujących się do badań wiedzy ludowej najistotniej­
sze wydaje się dostrzeżenie i wyeksponowanie „dwoistości wiedzy" charak­
terystycznej dla archaicznego stadium świadomości pierwotnej, a tym samym
idei nierozdzielności wiedzy „praktycznej" i mitologii, rytuału, „irracjonal­
nych działań". Putiłow i Strobach słusznie podkreślają konieczność umac­
niania interpretacji działalności ludzkiej jako całościowego systemu, w ob­
rębie którego, pierwotnie, w przeszłości, procesy technologiczne korelowały
z uniwersalnym mitycznym systemem, tym samym jakakolwiek działalność
sankcjonowana była nie tylko realnymi potrzebami, ale i rytuałem. Zasada
jedności widzenia świata (modelu świata) występująca w społeczeństwie
pierwotnym i długi czas przejawiająca się w tradycyjnych społecznościach
determinować powinna charakter postępowania badawczego, który uwzględ­
niałby również specyficzną osobliwość procesu poznania: brak podziału na
„naturalne" i „ponadnaturalne" (świat prezentuje się wyłącznie na poziomie
realności), brak występowania kryterium prawdziwość - fałszywość; tutaj
„reguły" (jako jedna z gałęzi wiedzy) są logiczne jak logiczny jest model
świata zabezpieczający pomyślność jego nosicieli, niemożność rozdzielania
ani przeciwstawiania „praktyczności" i „ideologiczności" (należy mówić
o uniwersalnym charakterze korespondencji pomiędzy tworzoną rzeczą, bu­
dową ludzkiego ciała, społeczną organizacją kolektywu i wyobrażeniami
o budowie kosmosu).
Właściwe przyjmowanie jedności, nierozdzielności związków semantycz­
nych, światopoglądowych, genetycznych, funkcjonalnych należy, zdaniem
autorów, do jednego z ważnych zadań badawczych, podobnie jak poświę­
cenie większej uwagi gałęziom słabo spenetrowanym: ludowej geografii i to­
pografii, hydrografii, zoologii i botanice, technologii różnych procesów.
Szczególne miejsce uzyskuje badanie ludowej wiedzy ekologicznej. Wśród

�232

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

postulatów badawczych pozostaje również analiza tworzenia się i funkcji
ludowej wiedzy w jej historycznym rozwoju w różnych społecznych forma­
cjach aż do czasów obecnych oraz pytania o formy i funkge wiedzy ludowej
w warunkach zmian cywilizacyjnych, a także zwrócenie uwagi na etniczną
specyfikę różnych obszarów wiedzy, które może dać rezultaty wyłącznie przy
szczegółowym opisie materiałów, ich systematyzacji, poznaniu historyczno-genetycznych aspektów w kontekście jednej kultury tradycyjnej etosu. Tutaj
konieczne wydaje się skojarzenie z obszernymi badaniami porównawczymi
ukierunkowanymi w stronę typologii, określenia ogólnych prawidłowości
historycznych determinujących ludową wiedzę, jej miejsce w dorobku ludz­
kości. Potrzeba opracowania dotyczy również problemu zróżnicowania form
wiedzy ludowej i sposobów ich ochrony, przekazu wyrażania, kontekstu
sytuacyjnego jak również ważności czynników różnicujących - płci, wieku,
charakteru specjalizacji, momentów społecznych. Wpółczesne miejsce wiedzy
ludowej w badaniach etnograficznych wyznacza więc swoiste ,,prawo dopeł­
nienia" między dwiema nierozdzielnymi sferami tradycyjnej rzeczywistości,
ale i pozostałymi działami ludowej kultury, tworząc z nimi spójny system.
Zależności te chyba najmocniej uwidaczniają się w badaniach folkloru, na co
również zwrócili uwagę Putiłow i Strobach. Skrótowy rys ewolucji tego
kluczowego pojęcia (począwszy od J. Thomsa), głównie w rosyjskiej myśli
badawczej posłużył autorom m.in. do słusznej krytyki orientacji filologicznej,
która ustaliła się w folklorystyce rosyjskiej już od końca lat dwudziestych
- początku trzydziestych naszego wieku. Folklor jako „ustna poetycka
twórczość ludowa", „sztuka słowa", czyli artystyczne wyrażenie tradycyjnej
wiedzy i wyobrażeń stanowiących jego osnowę światopoglądową został więc
„wypreparowany" z naturalnej sfery swego bytu, tj. środowiska etnograficz­
nego, pozostając w obrębie metodologii literaturoznawczej. Wśród negaty­
wów takiej orientacji (pozytywy były i są niezaprzeczalne) właśnie oderwanie
od naturalnego podglebia w decydujący sposób zmieniało jego status, po­
zbawiając go znacznych obszarów tradycyjnego materiału kultury duchowej
oraz organicznych związków z różnymi sferami sztuki tradycyjnej (muzyki,
tańca, teatru i in.). Konieczność badań synkretycznych, rozwijania koncepqi jedności folklorystycznego i etnograficznego podejścia do folkloru
dostrzegali niektórzy tylko uczeni rosyjscy (D.K. Zielenin, L I . Tołstoj,
O . M . Frejdenberg, W.J. Propp, P.G. Bogatyriew), choć koncepcja ta w obec­
nym czasie zdobywa sobie coraz większe uznanie. Bardziej jednak niż stosu­
nek folklorystyki do etnografii interesuje autorów sytuacja odwrotna - relaq a etnografii do folkloru, usamodzielnienie się folklorystyki, „filologizaqa"
badań sprawiły, że dzisiejsza etnografia odnosi się do folkloru jako do
samodzielnego obszaru kultury (podobnie jak w odniesieniu do literatury czy
muzyki), którym jakoby rządziły inne zasady. W efekcie tego podejścia
w obrazie tradycyjnej kultury badanej przez etnografów jest on programowo
pomijany, bądź tylko sygnalizowany. Autorzy krytycznie odnoszą się do
tematu, szczególnie popularnego w najnowszych badaniach etnograficznych,

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

233

ujmującego „folklor jako etnograficzne źródło". Ich zdaniem, podobne po­
dejście skrajnie zawęża i zubaża folklor jako zjawisko kultury, niewiele
wnosząc do eksploracji etnograficznych. Najwłaściwsze byłoby przyjęcie
założenia o całościowym charakterze świata etnosu i folklorze pozostającym
jego naturalnym składnikiem. Wyprowadzony z tych przesłanek najbar­
dziej efektywny kierunek badań polegałby na poznaniu folkloru w kon­
tekście tradycyjnej kultury ludowej, wskazaniu na genetyczne, semantyczne,
strukturalne i funkcjonalne związki faktów folklorystycznych z innymi
zjawiskami rzeczywistości etnograficznej. Tu najnowsze badania rosyjskie
- W.J. Proppa, E . M . Mieletinskiego, G.W. Ciwjana, W . N . Toporowa,
N . I . Tołstoja, W.W. Iwanowa, SJ. Niekljudowa, E.S. Nowik, A . K . Bajburina, B . N . Putiłowa i in. - wyraźnie wskazują na produktywność tej orientacji.
Zatem nałożenie się zadań folklorystycznych i etnograficznych pozwala
dotrzeć do głębokich warstw folkloru, które określają właśnie jego fenomen,
dostrzec specyficzny język i rządzące nim wewnętrzne reguły. Jednocześnie
weryfikacji wymagają niektóre ustalenia dotąd nie poddawane w wątpliwość:
chociażby formuła „sztuka słowa", która rozpatrywana z pozycji estetyki
literaturoznawczej, bez podkreślenia ludowego pojmowania tej kategorii,
doprowadziła do pozostawienia poza zasięgiem zainteresowania folklorys­
tyki form nierzadko trudno uchwytnych, „ulotnych", które ze swej natury,
funkcjonalności, łączności z modelem świata powinny doń przynależeć. Su­
rowej krytyce poddają również autorzy koncepcję, zrodzoną jeszcze w latach
trzydziestych w nauce rosyjskiej - pojmowania folkloru jako twórczości
ludowej, czyli sztuki ludzi pracy, która w praktyce przejawiała się w uzna­
waniu ideologicznych stereotypów oraz akceptacji zjawisk nie odpowiadają­
cych socjologicznym kryteriom ludowości ani wyższym potrzebom estetycz­
nym. Zjawiska te egzystowały wyłącznie dzięki swej socjalnej przynależności.
Kolejne pytanie wymagające rozpatrzenia, zdaniem autorów informacyjno-postulatywnej części edycji, dotyczy społecznej natury folkloru, a tym
samym poszerzenia pola przedmiotowego folklorystyki o obszary społecznie
jej przynależne, gdzie „kultura folklorystyczna" funkcjonowała na równi ze
środowiskiem wsi lub osiedla robotniczego, a więc o środowiska miejskie
z ich zróżnicowaną stratyfikacją socjalną, rzemieślnicze (każdy typ profesjonalno-kulturowej specyfiki), młyny, armię, flotę, katorgę, więzienie, miej­
sca zsyłek, szkoły, bursy, klasztory itp. 2'właszcza dzięki jedności folklory­
stycznego i etnograficznego podejścia do oralnej kultury tradycyjnej rezul­
taty naukowe mogą być znaczące. Opcję tę obserwujemy także w badaniach
międzynarodowych. W nauce niemieckojęzycznej (w znacznym stopniu
i międzynarodowej) dominuje koncepcja pojmowania folkloru „sensu largo"
(wg rozróżnienia J. Burszty), a uwagę badaczy, oprócz obszarów wykracza­
jących poza ustną tradycję poetycką (obyczaje, muzyka, tańce, gry) przycią­
gają również związki tradycji ustnej z różnymi formami tradycji pisanej,
przetransponowanymi i zasymilowanymi zgodnie z ludowymi kanonami.
Punkt ciężkości międzynarodowych badań przesuwa się też ku problemom

�234

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

recepcji tradycji historycznych we współczesnej rzeczywistości oraz w stronę
nowych form, zjawisk i funkcji przy zmieniających się społeczno-kulturo­
wych uwarunkowaniach.
Ostatni z komponentów tytułowej triady - sztuka ludowa - zaprezen­
towany został również w duchu informacyjno-postulatywnym dominującym
w całej edycji. Autorzy przede wszystkim dostrzegają istotną i cenną zmianę,
jaka dokonała się w ostatnich latach w tym obszarze badań, poświadczającą
też generalną tendencję wyznaczoną dążeniami do odkrycia i poznania spe­
cyfiki etnicznej we wszystkich sferach kultury tradycyjnej - badanie sztuki
ludowej w jej głębokich, etnicznych związkach. Tak z punktu widzenia
ogólnej metodologii i teorii, jak i w wytyczaniu praktycznych dróg badań
istotny pozostaje problem etnograficznego podejścia do sztuki jako przed­
miotu poznania i jego odniesień do historii sztuki, oczywiście przy pod­
stawowym założeniu - ukazania „etnicznej specyfiki", ale też „odrzuceniu
„estetycznego nihilizmu" (S.W. Iwanow), niedocenianiu szczególnego arty­
stycznego wyra™ dzieł, przejawiającego się poprzez znaczenia etniczne,
etniczno-genetyczne i funkcjonalne. Na plan pierwszy wysuwa się zatem
poznanie związków dzieł i form sztuki ludowej z całokształtem życia etosu,
z jego wyobrażeniami (modelem świata), w szczególności z mitologią, rytua­
łem, funkcjami praktycznymi i poznawczymi. Stąd ważny pozostaje szczegól­
ny zwrot ku semantyce, odsłanianiu złożonej symboliki, ku mikroelementom
technicznej strony twórczości w zakresie: sztuk plastycznych, form dekoracyjno-użytkowych, artystycznej obróbki metalu, ornamentyki, tkactwa,
hafciarstwa, plecionkarstwa, itd. Zarysowuje się też specyficzna rola badań
wczesnych form i stadiów sztuki ludowej przynosząca cenny materiał dla
poznania osobliwości etnicznych i etnokulturowych procesów naszych cza­
sów (zwłaszcza w zakresie niektórych już zanikłych form kultury deter­
minujących również antropologiczne typy tradycyjnych społeczności).
Myśl główna przyświecająca etnograficznej orientacji w badaniu sztuki
ludowej, jak również pozostałych przywoływanych tu dziedzin, zawiera się
w pojmowaniu ich przejawów jako elementów dynamiki życia etnosu wto­
pionych w procesy egzystengi przez swój związek z rytuałem oraz inne
praktyczne funkcje. Ta orientacja przyświeca też przywoływanym w książce
terminom i pojęciom, dzięki czemu słownik ten może być percypowany na
kilku poziomach: od ogólnej deskrypcji zjawisk do głębokich odniesień
mityczno-rytualnych. Należy mocno zaakcentować również inną myśl wio­
dącą książki, wynikającą z wymienionego wyżej założenia, iż w kontekście
tradycyjnego modelu życia etnosu, w ogólnym obszarze jego kultury owe
trzy dziedziny tworzą nierozszczepialną całość ze względu na ich związek
z praktyką i określającym ją światopoglądem, ich funkcjonalne ukierun­
kowanie, charakter semantyki i ześrodkowanych w nich informacji o historii
etnicznej i specyfice etnosu. W tym świetle jako jedno z najistotniejszych
zadań współczesnej etnografii jawi się przełamanie izolacji w poznawaniu
ukazanych dziedzin - postulat badań kompleksowych. O pełnym powodze-

�R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

235

niu wskazanego stanowiska świadczą hasła słownikowe (79) opracowane
przez znanych z kompetencji naukowych badaczy rosyjskich i niemieckich,
wsparte reprezentatywną, międzynarodową bibliografią. Omawiane kom­
pendium wiedzy świetnie odpowiada zwłaszcza potrzebom zorientowanych
antropologicznie folklorystów, których interdyscyplinarne obserwacje wy­
magają głębokiego osadzenia w złożonej i wielopoziomowej rzeczywistości
etnograficznej. Takie spojrzenie przynieść może właśnie pożądane efekty
badawcze, choć wymaga ono dużej sprawności intelektualnej badającego.
Jego próbą są np. następujące hasła: mit, poznanie mitologiczne, czas
mitologiczny, mitologiczna kosmogeneza i socjogeneza, model kosmiczny,
symbol, symbolika, dające podstawy światopoglądowe wszystkich etnograficzno-folklorystycznych faktów. Na uwagę zasługują też takie hasła
ogólne jak: książka popularna, kalendarz, karnawał, teatr ludowy, ku­
kiełkowy, maski, etnometeorologia, medycyna ludowa, metrologia oraz
wiele innych bazujących na źródłach wschodniosłowiańskich, europejskich
i pozaeuropejskich, istotnych dla badaczy polskich w perspektywie komparystycznej, ale przede wszystkim ze względu na preferowaną metodę
kompleksowego oglądu. Obecna edycja „Zbioru pojęć i terminów etnogra­
ficznych" to zatem rodzaj klucza do szczegółowych eksploracji, w których
wszystkie elementy etnograficzno-folklorystycznego bricolage pozostają wo­
bec siebie w trwałym związku.
Anna Brzozowska-Krajka

Dominique Cardon, Guide des teintures naturelles. Plantes - Lichens - Champingons - Mollusquies et Insectes, Delachaux et Niestlé, Neuchâtel - Paris
1990, ss. 400, 49 tablic barwnych; współpraca przy wyborze ilustracji:
Gaétan du Chatenet
Autorka tej podstawowej pracy z zakresu farbiarstwa barwnikami natu­
ralnymi sama wypróbowała działanie znacznej części omawianych surow­
ców. We „Wprowadzeniu" wyjaśniła jednak, iż nie zdołała uwzględnić nie­
których surowców występujących sporadycznie w afrykańskich i amerykań­
skich dżunglach i używanych tylko przez niektóre plemiona. Miała też
trudności z wyborem omawianych roślin farbiarskich. W założeniu autorce
chodziło przede wszystkim o ukazanie barwników szerzej stosowanych w farbiarstwie na przestrzeni dziejów. Część z tych roślin miała także znaczenie
lecznicze. D . Cardon przytoczyła wyjaśnienia z zakresu teorii światła i re­
akcje chemiczne spotykane w farbiarstwie oraz omówiła przygotowanie
surowców włókienniczych do przyjęcia farby. Chodzi tu o różne typy zapraw
i stosowanie barwników kadziowych. Autorka scharakteryzowała następnie
typy barwników (z podziałem na roślinne i zwierzęce oraz - wedle kolorów

�236

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

i ich odcieni). Podręcznik ukazuje praktyczne recepty farbiarskie. Wykorzy­
stano tu doświadczenia badawcze autorki, zdobyte podczas przygotowy­
wania jej tezy doktorskiej o technologii średniowiecznego sukiennictwa
w Langwedocji, Katalonii i na Balearach.
Należy podkreślić niezwykłą konsekwencję układu omawianej książki. Nie
można było przyjąć łatwiejszego układu słownikowego, dobry indeks ułatwia też
znalezienie określonych barwników. Tablice barwne zawierają niezwykle
staranne przerysy omawianych materiałów farbiarskich, ułatwiając ich identyfi­
kację w razie trudności terminologicznych. Praca, oprócz części wstępnej,
zawiera omówienia barwników roślinnych i zwierzęcych. Barwniki mineralne
natomiast, mimo ich wczesnego użytkowania przez człowieka, nie należą do
tematyki książki (dotyczy ona bowiem tylko naturalnych środków farbiarskich).
W wewnętrznym podziale na rozdziały autorka omówiła zielone rośliny
barwiące na czerwono, co na język chemii przekłada się jako barwniki
chinonowe. Z bardziej znanych wymieniła krokosz i różne typy marzanny.
Przyjęła często stosowany podział wewnętrzny w charakterystyce barwników
(w książce ma on odniesienia do barwnych tablic). Po opisie barwnika
i ustaleniach terminologicznych podano miejsce upraw i występowania zwierząt,
których części są używane do celów farbiarskich, informacje o czasie zbioru,
zasadach wydobywania barwnika, uzyskiwanych barwach i ich zastosowaniach.
Omawiano też obszernie zastosowanie barwników od starożytności do współ­
czesności, wraz ze skalą produkcji przemysłowej.
W kolejnych rozdziałach autorka skoncentrowała się na sposobach bar­
wienia na żółto roślinami zawierającymi flawony oraz roślinach barwiących
od czerwieni do czerni, zawierających antocyjany. Do najbardziej znanych
z tej grupy barwników roślinnych należy kampesz. Nie wszystkie barwniki
żółci są natomiast flanoidami; wymienia się tu szafran i kurkumę. Ogromna
grupa barwników pozwalających uzyskać błękit zawiera indygo, do najdawniej używanych należy urzet. Rośliny zawierające taninę barwią na różne
odcienie beżu, szarości, czerni i brązu. Można tu wymienić różne typy
dębowych galasówek i kory, a także kasztanowce, winorośl, granatowieć,
sumak i niektóre gatunki liści herbacianych.
Barwniki uzyskiwane z grzybów i porostów były zawsze mniej znane ze
względu na trudności ich wykorzystania na skalę przemysłową. Autorka
omawia ich kwasowy skład chemiczny, wskazuje także na obecność chino­
nów. (Wiele z tych barwników można było badać na południu Francji).
Wśród barwników zwierzęcych, z których uzyskiwano poszukiwane od­
cienie czerwieni i fioletu, z najsławniejszą purpurą tyryjską, D . Cardon wy­
mienia różne rodzaje mięczaków i owadów. Autorka przytacza także staro­
żytne przepisy farbiarskie Pliniusza i Witruwiusza podkreślając, że podobne
odcienie czerwieni można było uzyskać z barwników roślinnych. Barwy
karmazynu, szkarłatu i cynobru pozyskiwano natomiast z owadów zawiera­
jących barwniki antrachinonowe. Obok różnych typów kermesu i koszenili
autorka dała staranne omówienie czerwca zwanego polskim (wykorzystano

�237

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

tu prace Z. Roweckiego i H . Wernerówny, wydawców dzieł Breyniusa i von
Bernitza). Podkreśliła znaczenie czerwca i kermesu z Armenii zwracając
uwagę, że nie wytrzymały one konkurencji amerykańskiej koszenilii.
Dobrze wydana książka jest podstawowym podręcznikiem barwników
naturalnych i łączy znakomitą znajomość historii farbiarstwa ze współczesną
wiedzą chemiczną i techniczną.
Irena Turnau

Le costume populaire provençal. Rode de basso Prouvenço, Yves Fattori
(ed) Musée des Arts et Traditions Populaires de Moyenne Provence,
Edisud, Aix-en Provence 1990, ss. 223, ryc. 437, w tym barwnych 320
+ 17 tablic wykrojów
Książka ta jest pracą zbiorową 10 autorów pod ogólną redakqa i ze
znacznym wkładem autorskim Yves Fattori. Ubiór prowansalski oznaczał
się wyjątkową oryginalnością i bogactwem rozwiązań zdobniczych.Zarazem
zachowała się bogata ikonografia sięgająca co najmniej X V I I I w. oraz za­
bytki muzealne ukazujące także ubiór roboczy chłopów, co stanowi wielką
rzadkość. Te ostatnie zostały opublikowane w wydanej wcześniej książce
Michela Biehna, dotyczącej tej tematyki. Ukazano tam mianowicie wieś­
niaczki w codziennych ubiorach. W końcu X V I I I w. noszono koszulę z za­
kasanymi do łokcia rękawami, kaftan karako z drukowanego perkalu z du­
żym dekoltem osłoniętym chustką zawiązaną na szyi. Spódnica do kostek
była ocieplana pikowaniem na bawełnie. Na nią wkładano drugą spódnicę
z drukowanego perkalu, drapowaną podciągnięciem z przodu i fartuch.
Ubiór ten nie uległ zmianie w I ćwierci X I X w. Ocieplana pikowaniem
spódnica była częściowo osłonięta fartuchem z kieszeniami, gorset nie miał
rękawów, a koszulę osłaniano przy szyi chustką z barwnego drukowanego
perkalu . Ten typ odzieży roboczej nie przypominał mody miejskiej, a cha­
rakterystyczny ubiór dwuczęściowy był łatwiejszy do wykonania w domu.
Omawiana książka ukazuje odzież roboczą i chłopów i pasterzy.
Autorzy Le costume... dali systematyczny opis wszystkich części odzieży
kobiecej i męskiej, noszonej przez chłopów, rzemieślników i najzamożniejszych przedsiębiorców. Zajęto się także akcesoriami, takimi jak: parasole,
koronki, hafty i guziki, oraz technikami krawieckimi. Słowniczek objaśnia
terminologię kostiumologiczną w języku prowansalskim. Na wyjątkową
uwagę zasługuje zespół wyobrażeń ikonograficznych pochodzących z ob­
razów wotywnych z X V I I I i X I X w. Ukazują one cudowne ocalenia żeglarzy,
1

1

Michel Biehn, En jupon piqué

Laflïtte, b.m. 1987.

et robe d'indienne. Costumes

provençaux,

É d i t i o n s Jeanne

�238

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

rybaków, wnętrza mieszkalne z łożami chorych tak chłopskie jak mieszczań­
skie o różnym stopniu zamożności. W tej bogatej ikonografii uderza charak­
terystyczny ubiór o szczególnej rozmaitości nakryć głowy a więc męskich
kapeluszy o różnych kształtach i fantazyjnych czepków damskich. Ubiór ten
nie ulegał poważniejszym zmianom od końca X V I I I do co najmniej pierwszej
połowy X I X w. Zanalizowano szczegółowo przekształcanie się roboczych
fartuchów, które w X V I I w. ulegały stale znacznemu rozszerzeniu dla lepszej
ochrony reszty ubioru. Obie książki dobrze się uzupełniają i przedstawiają
wyjątkowo interesujący przykład archaicznych ubiorów ludowych, niezależ­
nych od panującej mody miejskiej.
Irena Turnau

Marie Mercie, Sophie Charlotte Capdevielle, Voyages autour d'un cha­
peau, Éditions Ramsay de Cortanze, Paris 1990, ss. 208, ryc. 216, w tym
barwnych 36
Książka ta z pozoru wygląda na popularnonaukową. Jednakże przy
staranniejszej lekturze okazuje się, że jest to sumienne opracowanie historii
nakryć głowy z obszernym słowniczkiem oraz znakomitymi ilustracjami.
Autorki rozpoczynają od znalezisk prehistoryeznyeh w Europie, następnie
uwzględniają tradycyjnie Egipt, Grecję i Rzym. Obszerny rozdział o Galii
i średniowieczu od V - X V w. przynosi informacje z Francji i innych krajów
Europy zachodniej. Dalszy podział przyjmuje tradycyjne chronologie
kostiumologii francuskiej a więc okres renesansu, siedemnastego stulecia,
panowania Ludwika X V i X V I . Dalej omawia się okres od Dyrektoriatu
do Restauracji, drugiego Cesarstwa i końca X I X w. Opracowanie kończy
obszerne omówienie zmiennych mód nakryć głowy w X X w. wraz z uwzględ­
nieniem wielkich domów mody i ich wzorów.
Opracowanie to może być pożyteczne przy ustalaniu terminologii wszel­
kich akcesoriów mody zachodnioeuropejskiej. Można też wykorzystywać
ustalenia słownikowe (kilkaset haseł). Hasłowym określeniem wszelkich
form nakryć głowy jest w tej książce kapelusz. Brak natomiast różnorodnych
dodatków tego typu do europejskich strojów ludowych, które miały wyjąt­
kowo silny charakter znakowy informujący o stanie cywilnym, płci, wieku
i statusie społecznym właściciela. Jednakże tematyka akcesoriów oficjalnej
mody zawsze była bardziej atrakcyjna dla szerszego kręgu odbiorców. Nie­
liczne informacje o nakryciach głowy tak wieśniaków jak przedstawicieli
obcych w danym społeczeństwie grup etnicznych przynoszą fragmentaryczne
dane do historii ubiorów ludowych.
Irena Turnau

�239

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

Maria Cristina Masdea, Angela Carola Per rotti, Napoli - Firenze e Ritorno.
Costwni popolari del Regno di Napoli nelle Collezioni Borboniche e Lorenesi,
Guida Editori, Napoli 1991, ss. 233, ryc. 200 + 36 tablic barwnych
Jest to katalog wystawy ukazującej zbiory ogromnej kolekcji ikonografii
ubiorów ludowych ze znacznej części zachodnich Włoch od Neapolu do
Florencji wraz z 11 regionami. Różnice w ludowej odzieży z końca X V I I I
i X I X w. ukazano w opracowaniach jedenastu autorów, nie mających cha­
rakteru opisu katalogowego lecz będących omówieniem syntetycznym licz­
nych ilustracji. Ten układ sprawia, że otrzymujemy opracowanie przed­
stawionej ikonografii a nie jedynie wprowadzenie do katalogu wystawy.
Ujęcie to ma znaczniejsze walory informacyjne. Widać z niego, że zarówno
szeroko pojęte regiony królestwa Neapolu, jak sąsiadujących z nim wysp,
a także Lukki i okolic Florencji miały wyodrębnione przynajmniej odświętne
ubiory. W niektórych z nich przytaczano ikonografię z najstarszych włoskich
albumów pochodzących z X V I w. Pojęcie ubioru ludowego potraktowano
szeroko. Wykorzystano materiały z tak licznych w X V I I I w. wedut miejskich
i przedstawienia odzieży rybaków w nadmorskich okolicach. Opracowanie
Elisy Miranda o strojach mieszkańców okolic Bari i Otranto ukazuje porów­
nawczo inny region Włoch.
Książka ta przynosi nieznane dotychczas materiały przechowywane
w prywatnych kolekcjach. Pozwolą one na opracowanie w przyszłości atlasu
strojów ludowych różnych ziem włoskich. Dotychczas zagadnienie to było
rzadko poruszane w literaturze przedmiotu. W ostatnim okresie opubliko­
wano wprawdzie kilka katalogów wystaw ubiorów z poszczególnych regio­
nów, jednakże rzadko miały one bardziej syntetyczny charakter.
Irena Turnau

Ritratti di Carnia tra '600 e '800. Dalia Donazione Ciceri. Costumi e tessuti
nella tradizione Tolmezzo, Museo Carnico delie A r t i Popolari „Michele
Gortani", b.m. 1990, ss. 95, ryc. 68 +barwnych 36
Katalog wystawy ze zbiorów Muzeum w Karnii na północy Włoch
ukazuje duży zbiór prowincjonalnych portretów i innych obrazów z X V I I
i X I X w. przedstawiających mieszczan i chłopów z podgórskiego regionu.
Ikonografia ta została omówiona w dwóch wprowadzających artykułach
Gilberto Ganzera i Attiliany Argentieri Zanetti. W sumie ukazano szerzej
40 portretów, które następnie przedstawiono w obszerniejszym katalogu
zawierającym kilkadziesiąt zabytków ikonograficznych i 16 dokumen­
tów dotyczących historii omawianej kolekcji. Książka ta stanowi znako­
mity materiał porównawczy nie tylko do historii tego odciętego od obcych

�240

R E C E N Z J E I OMÓWIENIA

wpływów regionu Włoch, lecz do odzieży podgórskich regionów Europy
X V I I - X I X w. Portrety prowincjonalnych malarzy ukazują charakterystycz­
ne twarze mieszczan i chłopów przypominające swym ostrym realizmem
portrety sarmackie Polski, Węgier czy Słowacji. Zarazem analiza przed­
stawionych ubiorów ukazuje bardzo powierzchowne wpływy tak francuskiej
mody tego okresu, jak jej ludowej wersji z innych regionów Włoch. Męskie
ubiory świadczą o nieco większym wpływie tej mody przynajmniej w spod­
niach do kolan przy prosto krojonych kaftanach i kołnierzach koszul za­
miast halsztuków. Większa rozmaitość cechuje odzież kobiet, rzadziej opusz­
czających swe miejsce zamieszkania Noszą one różne czepki, chustki lub
szale misternie zawiązywane na głowach, gorsety na haftowanych koszulach
i fartuchy na długich spódnicach. Należy zaobserwować wczesne rozpow­
szechnienie się drukowanych płócien lub perkali, z których szyto fartuchy.
Dzieci ubierano podobnie jak dorosłych jeszcze w X I X w.
Irena Turnau

IISITfDT IRC^FOIOGII I El!:0!i *f
Polskiej Akademii Nauk
Z A K Ł A D
ETNOLOGU
A l . Solidarności 105» 00-140 W a r s z a w a
te!. 2 0 - 2 8 - 8 1 do 8 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5883" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5863">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/85e7942de382ce22e17f9cdf767f0393.pdf</src>
        <authentication>07d61fff1e9dfb025c9ea0758419cdb6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1530</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70159">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70160">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70161">
                <text>Anna Zambrzycka-Steczkowska (1931-1993) / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70162">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.181-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70163">
                <text>Szromba-Rysowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70164">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70165">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70166">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70167">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70168">
                <text>N

E

К

R

O

L

O

G

I

„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 1
PL ISSN 0071-1861

Anna Zambrzyeka-Steczkowska
(1931-1993)

W dniu 4 maja 1993 r. zmarła w Krakowie prof, dr hab. Anna Zambrzy­
eka-Steczkowska. Odeszła od nas niespodziewanie, w pełni sił twórczych.
Etnologia, której poświęciła całe swoje życie, była Jej największą pasją,
pasją, którą potrafiła natchnąć wielu, i która zaowocowała bogatym i nie­
zwykle interesującym dorobkiem naukowym.
Urodziła się 22 lipca 1931 r. w Wilnie, w rodzinie o tradycjach zesłańców
syberyjskich, z których pochodziła Jej matka, z domu Starczewska, a którzy
do I wojny światowej mieszkali w Tomsku. Okres ostatniej wojny spędziła
we Lwowie. Po jej zakończeniu osiedliła się wraz z rodzicami we wsi Zagorzyce, w powiecie miechowskim, a następnie w Szczecinie, gdzie w 1949 r.
zdała maturę. W 1950 r. rozpoczęła w Krakowie studia wyższe w b. Studium
Historii Kultury Materialnej Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, uzyskując w 1955 r. stopień magistra z zakresu etno­
grafii, na podstawie pracy pt. „Rzemiosło wiejskie na Podhalu", napisanej
pod kierunkiem prof. Kazimierza Moszyńskiego. Jeszcze jako studentka,

�182

NEKROLOGI

w 1954 г., została zatrudniona w Zakładzie Etnografii Instytutu Historii
Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, gdzie powstały
Jej pierwsze wnikliwe prace naukowe, w tym również praca doktorska
pt. „Uwarunkowania pozycji społecznej rzemieślnika wiejskiego (na przy­
kładzie wybranych wsi kotliny nowotarskiej)". Na podstawie tej pracy,
której promotorem był prof. Mieczysław Gładysz, a recenzentami - profeso­
rowie: Kazimiera Zawistowiez-Adamska i Władysław Kwaśniewicz, Rada
Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w dniu
23 czerwca 1972 r. nadała Jej stopień doktora nauk humanistycznych.
Po blisko dwudziestoletniej pracy w Polskiej Akademii Nauk 1 grudnia
1972 r. dr A. Zambrzycka została zatrudniona w Katedrze Etnografii Sło­
wian UJ, z którą współpracowała już wcześniej konsultując prace magi­
sterskie i prowadząc instruktaż terenowych praktyk studenckich. W dniu
26 czerwca 1981 r. uzyskała w Uniwersytecie Jagiellońskim stopień doktora
habilitowanego nauk humanistycznych na podstawie pracy pt. „Zwyczajowe
formy współżycia społecznego (Studium wsi Owsiszcze na Śląsku Opol­
skim)", której recenzentami byli profesorowie: Józef Burszta, Mieczysław
Gładysz i Bronisława Kopczyńska-Jaworska. Pracę tę wyróżniono nagrodą
I I I stopnia Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. We
wrześniu 1981 r. Profesor Zambrzycka została powołana na stanowisko
kierownika Katedry Etnografii Słowian UJ i funkcję tę pełniła do 1987 г.,
rezygnując z niej na własną prośbę z powodu złego stanu zdrowia. W dniu
1 czerwca 1991 г., na podstawie całości dorobku naukowego i dydaktycz­
nego została powołana przez Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na sta­
nowisko profesora nadzwyczajnego, a 3 listopada 1992 r. otrzymała z rąk
Prezydenta RP tytuł profesora nauk humanistycznych. W dniu 14 kwietnia
1993 r. Katedra Etnologii UJ wystąpiła z wnioskiem o nadanie Profesor
Zambrzyckiej Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
Karierę naukową Profesor Zambrzyckiej kształtowały wybitne osobisto­
ści polskiej etnologii, począwszy od prof. Kazimierza Moszyńskiego poprzez
innych przedstawicieli tzw. krakowskiej szkoły etnograficznej, jak profe­
sorowie: Mieczysław Gładysz, Jadwiga Klimaszewska, Anna Kutrzeba-Pojnarowa oraz uczona wielkiej miary prof. Kazimiera Zawistowicz-Adamska z Łodzi. Dogłębne prace badawcze, konsekwentnie realizowane
zamierzenia i wzorowy warsztat naukowy zaowocowały wypracowaniem
własnego stylu pracy i podejścia do podejmowanej problematyki. Zawsze
przywiązywała dużą wagę do poprawności metodologicznej badań tereno­
wych, które prowadziła w różnych regionach kraju, w tym również na
niełatwym i wymagającym od badaczy dużej wiedzy i odpowiedzialności
Śląsku Opolskim. Jeden z elementów wnikliwego podchodzenia do podej­
mowanych zagadnień stanowi wykorzystywanie we własnych badaniach
taksonomicznej metody typologizacji zjawisk kulturowych. Prowadząc do­
głębne badania terenowe, najczęściej na podstawie opracowanych przez
siebie kwestionariuszy i ankiet, umiała zjednywać sobie mieszkańców, a na-

�NEKROLOGI

183

wiązane z nimi kontakty przeradzały się nieraz w długoletnie i szczere
przyjaźnie. Umiała bowiem okazać wdzięczność swym informatorom za
wspólnie podejmowany trud i ukazać wartość ich tradycji kulturowych.
Początkowo podstawowym nurtem zainteresowań było rzemiosło wiej­
skie, które rozpatrywała m.in. z punktu widzenia jego miejsca w strukturze
społecznej i gospodarczej wsi, pozycji rzemieślnika i jego oceny przez miesz­
kańców wsi na tle systemu wartości właściwego danemu układowi kulturo­
wemu. Tym rozważaniom poświęciła dwie książki: Rzemiosło we wsi roboť
niczo-rolniczej. Na przykładzie wsi Owsiszcze w powiecie raciborskim (Opole
1971) oraz Rzemieślnik w społeczności rolników (Wrocław 1974; wyróżniona
w konkursie im. W. Rzymowskiego) oraz liczne artykuły w jęz. polskim
i obcym, a także referaty na konferencjach w kraju i za granicą.
Drugim, również ważnym nurtem zainteresowań naukowych stały się
zwyczajowe formy współżycia społecznego. W pracy swej, opartej również na
własnych materiałach terenowych zebranych na Śląsku Opolskim, prze­
prowadziła wnikliwą analizę stosunków międzyludzkich i określiła rodzaje
kręgów społecznych, w których realizowane były wzajemne kontakty pomię­
dzy mieszkańcami. Zwróciła m.in. uwagę na rolę sąsiedztwa, poczucie po­
krewieństwa między mieszkańcami wsi i jego społeczno-kulturowe kon­
sekwencje, współdziałanie gospodarcze i rozpowszechnioną w rolnictwie
tradycyjną formę odrobku. Swoje rozważania, oparte nie tylko na wnikli­
wych badaniach empirycznych, lecz także na materiałach archiwalnych
i bogatej literaturze przedmiotu, przedstawiła w dwóch monografiach:
Odrobki jako forma współdziałania gospodarczego na wsi (Opole 1967),
Zwyczajowe formy współżycia społecznego. Studium wsi Owsiszcze na Śląsku
Opolskim (Kraków 1980) oraz kilku artykułach, z których: Próba za­
stosowania jednej z metod taksonomicznych w typologii zjawisk etnograficz­
nych (Prace Etnograficzne UJ, z. 7:1974) został wyróżniony I I nagrodą na
Konkursie Asystentów UJ.
Dalsze zainteresowania Profesor Zambrzycka skierowała na ważki pro­
blem kultury symbolicznej, związany z pojęciem daru. Swą koncepcję trak­
towania daru jako kategorii kultury, niewątpliwie pionierską w etnologii
polskiej, rozwinęła w artykułach i wypowiedziach, jak пр.: Społeczna i kul­
turowa funkcja daru (Prace Etnograficzne UJ, z. 10:1977), O możliwości
analizy wymiany darów (Prace Etnograficzne UJ, z. 18:1983), Pojęcie daru
jako kategorii kultury (Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etno­
graficznego w Łodzi, Seria Etnograficzna, nr 28:1988/1991), Obrzędowa
wymiana darów w kulturze ludowej (wspólnie z M . Maj, „Etnografia Polska",
t. 28:1985, z. 1). Problematyką tą potrafiła zainteresować etnologów
w Polsce i w innych ośrodkach uniwersyteckich (Belgrad, Bratysława, Lund,
Praga, Zagrzeb), czego efektem była wydana pod redakcją naukową
Profesor Zambrzyckiej praca zbiorowa: Kulturowa funkcja daru (Prace Etno­
graficzne UJ, z. 25:1988), jak też liczne referaty wygłaszane na między­
narodowych konferencjach w kraju i za granicą.

�184

NEKROLOGI

W tym ogólnym przeglądzie nie można pominąć prac z dziedziny me­
todologii i historii etnologii. Jedną z ostatnich opracowanych przez prof.
Zambrzycka publikacji zbiorowych była wydana w jęz. angielskim praca:
In Search of Paradigm (Kraków 1992), w której poza Wstępem {W po­
szukiwaniu paradygmatu) znajduje się Jej artykuł: Czas wspólnoty: dar z oka­
zji narodzin dziecka w tradycji ludowej. Wspólnie z prof. Leszkiem Dzięglem
zredagowała zbiorową pracę pt. Problemy metodologiczne etnografii (Wro­
cław 1989).
Profesor Zambrzycka wniosła też duży wkład w dziedzinę informacji
naukowej. Brała bowiem udział w przygotowaniu do druku bibliografii
kultury ludowej Karpat i Śląska, a w 1985 r. wydała Przegląd bibliografii
etnograficznych. Jest równie autorką haseł: „rzemiosło wiejskie" oraz
„współpraca gospodarcza", opracowywanych do tworzonego „tezaurusa"
polskiej kultury ludowej. Niezwykle cenna i pionierska w skali etnologii
polskiej była realizacja projektu polskiej Sekqi Badania Kultury Ludowej
w Karpatach, powołania w 1983 r. w Katedrze Etnografii Słowian UJ banku
danych o źródłach archiwalnych, odnoszących się do kultury ludowej Kar­
pat (zob. E. Duszeńko-Król, K. Heller: „Prokeš" - baza danych o źródłach
archiwalnych dotyczących kultury ludowej Karpat Polskich, „Etnografia Pol­
ska", t. 32:1988, z. 2, s. 95-119). Fundusze na ten cel pochodziły począt­
kowo z Komitetu Nauk Etnologicznych PAN i Uniwersytetu Jagielloń­
skiego, następnie projekt „Prokes" został zatwierdzony przez Ministerstwo
Edukacji Narodowej wraz z funduszami na jego realizację w 1991 г., co
świadczy o docenieniu wagi tego przedsięwzięcia.
Na uwagę zasługuje także nawiązana w 1988 r. współpraca z prof. Olgą
Goldberg z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, mająca na celu przy­
gotowanie wspólnego opracowania na temat świadomości żydowskich tradyqji kulturowych u mieszkańców Wieliczki koło Krakowa. Do tego wydaw­
nictwa Profesor Zambrzycka przygotowała dwa artykuły: Mit początku oraz
Ci, o których przekazano wspomnienia.
Praca dydaktyczna w Uniwersytecie Jagiellońskim stanowiła ważny roz­
dział życia Profesor Zambrzyckiej. Pracę tę traktowała z dużą odpowiedzial­
nością i oddaniem. Niewątpliwie była ona Jej wielką pasją. Wymaga­
jąca, ale i wyrozumiała, oczekiwała od studentów zaangażowania umysło­
wego w pracę, inwencji, krytycyzmu i poprawności metodologicznej. Starała
się, aby kierowane przez Nią prace magisterskie były dobrze udokumen­
towane, w miarę możności odkrywcze i interesujące, a z czasem inspirujące
nawet do dalszych badań. Była promotorem ponad 30 prac magisterskich,
recenzentem 6 prac doktorskich, 2 habilitacyjnych oraz promotorem 1 pracy
doktorskiej.
Całym sercem oddana młodzieży Profesor Zambrzycka poświęcała jej
zawsze wiele czasu i troski, w tym również jako kierownik Katedry Etno­
grafii Słowian UJ w trudnym czasie stanu wojennego, starając się o powrót
internowanych studentów na studia i pomagając im w znalezieniu pracy.

�NEKROLOGI

185

Zawsze wykazywała niezależność intelektualną, podejmując w tym czasie
wiele odważnych inicjatyw i zlecając m.in. wykłady osobom nie znajdującym
gdzie indziej zatrudnienia.
Podkreślenia wymaga fakt, iż w okresie pełnienia przez siebie funkcji
kierownika Katedry, obok zajęć dydaktycznych i wielu prac administracyj­
nych, podejmowała wiele cennych inicjatyw, organizując różnego rodzaju
konferencje naukowe, współpracę z zagranicznymi ośrodkami uniwersyte­
ckimi (jak np. w Belgradzie, Bratysławie, Kolonii, Lund, Paryżu, Pradze
i Zagrzebiu) oraz redagując liczne wydawnictwa naukowe.
Warsztat badawczy, który z takim uznaniem podkreślali recenzenci Jej
prac, stale doskonaliła i poszerzała. W 1972 r. prof. Za wistowi cz-Adamska,
oceniając Jej pracę doktorską napisała: „rzadko się zdarza recenzować pracę
tak rzetelną i opracowaną z takim nakładem pracy i z takim poczuciem
odpowiedzialności". Ta odpowiedzialność za słowo, sumienność, skrupulat­
na dokumentacja, wewnętrzna dyscyplina i kompetencja cechuje cały Jej
dorobek naukowy, sygnowany również nazwiskiem: Zambrzycka-Kunachowicz. Obejmuje on 70 pozycji, w tym 5 publikacji zwartych, 8 prac zbioro­
wych pod Jej redakcją, 32 rozprawy i artykuły oraz 25 recenzji i not
recenzyjnych, nie licząc kilku pozycji oddanych ostatnio do druku.
Swoją postawę wnikliwego, konsekwentnego i odpowiedzialnego za sło­
wo badacza akcentowała nie tylko w publikacjach, ale także w wystąpieniach
na konferencjach w kraju i za granicą oraz licznych zebraniach naukowych.
Brała bowiem czynny udział w pracach takich organizacji naukowych, jak:
Komitet Nauk Etnologicznych PAN (w latach 1982-1987 jako członek
Prezydium), Komisja do Badania Kultury Ludowej w Karpatach i na Bał­
kanach przy w/w Komitecie, Komisja Etnograficzna przy Komitecie Słowianoznawstwa PAN, Komisja Słowianoznawstwa oraz Komisja Etnograficzna
Oddziału Krakowskiego PAN. Jako przewodnicząca, od 1991 г., tej ostatniej
Komisji (od 1984 r. zastępca przewodniczącego) wykazała wiele inicjatyw
i zainaugurowała interesujący cykl odczytów dotyczących etnologii miasta
Krakowa. Zapraszała z referatami nie tylko znanych w Krakowie naukow­
ców, przedstawicieli pokrewnych dyscyplin naukowych, ale także umożli­
wiała wystąpienia młodym, początkującym etnologom, zachęcając ich w ten
sposób do dalszej pracy. Profesor Zambrzycka zdążyła jeszcze przygotować
do druku pierwszy tom wydawnictwa pt. Przestrzenie kulturowe Krakowa
z napisanym przez siebie „Wstępem".
Była członkiem licznych stowarzyszeń, takich jak: Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Polskie Towarzystwo Socjologiczne, Podhalańskie Towarzy­
stwo Przyjaciół Nauk i inne, a także wchodziła w skład Redakcji Naukowej
czasopisma „Etnografia Polska" i „Ethnologia Slavica".
Bogaty dorobek naukowy, interesujące i nowatorskie stawianie wielu
problemów zapewniły Profesor Zambrzyckiej trwałą pozycję w etnologii
polskiej, a także międzynarodowej. Zrobiła dla naszej dyscypliny bardzo
wiele, ale chciała i mogłaby zrobić więcej. Miała bowiem jeszcze tyle planów

�186

NEKROLOGI

naukowych i pomysłów badawczych. I chyba dlatego robiła wrażenie osoby
śpieszącej się, tak jakby zdawała sobie sprawę, że może nie zdążyć. Pra­
cując bez wytchnienia zawsze jednak znajdowała czas dla innych, dla
przyjaciół, studentów, kolegów. Znalazła go też, aby na trzy miesiące
przed śmiercią odwiedzić w Warszawie niezwykle cenioną przez siebie
i lubianą prof. Annę Kutrzeba-Pojnarową. Jedną z godnych podkreślenia
cech prof. Zambrzyckiej była umiejętność słuchania rozmówcy. Umiała
też cieszyć się szczerze sukcesami naukowymi innych. Te rzadkie dary
oraz poczucie humoru, życzliwość, rzetelność i sumienność zyskiwały Jej
wielu oddanych przyjaciół. Niezliczone ich grono, wraz z uczniami i ko­
legami - etnologami oraz przedstawicielami innych dyscyplin naukowych,
żegnało Ją w dniu 11 maja 1993 r. na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Nad grobem przemawiali: z ramienia Uniwersytetu Jagiellońskiego, pro­
jektor prof. Bolesław Ginter, dziekan Wydziału Historycznego - prof.
Maciej Salomon i kierownik Katedry Etnologii - prof. Leszek Dzięgiel.
Pisząca te słowa, zabierając głos w imieniu Pracowni Etnologii PAN w Kra­
kowie, podkreśliła długoletnie związki zmarłej z ówczesnym Zakładem
Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN, w którym po­
wstawały Jej pierwsze, zawsze dogłębne i odkrywcze prace.
Śmierć osoby tak oddanej swojej dyscyplinie naukowej, a przy tym
pełnej życzliwości dla kolegów i uczniów, jest niepowetowaną stratą dla nas
wszystkich. Straciliśmy wybitnego badacza, doskonałego wykładowcę i orga­
nizatora oraz inicjatora wielu ważkich przedsięwzięć naukowych, a przede
wszystkim wypróbowanego i serdecznego przyjaciela.
Zofia Szromba-Rysowa

* We wspomnieniu wykorzystano: Ocenę Rady Wydziału Filozoficzno-Historycznego U J
działalności dydaktyczno-wychowawczej prof. A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej; oceny profeso­
rów: W. Kwaśniewicza i M . Paradowskiej dotyczące dorobku naukowego wyż. wym. oraz
recenzję pracy doktorskiej napisaną przez prof. К. Zawistowicz-Adamską. W tym miejscu
pragnę podziękować Panu prof dr. hab. Janowi Steczkowskiemu za informacje i udostępnione
mi materiały. Autorem fotografii prof A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej jest Jerzy Rys.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5884" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5864">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/dc4e5b95b61377a42dd9a268fc03d677.pdf</src>
        <authentication>592c6e656fbb1cfe1f605301da2a3ea9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1529</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70170">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70171">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1415</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70172">
                <text>"13 grudnia" albo "Co Autor chciał powiedzieć?" / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70173">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.167-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70174">
                <text>Lebeuf, Arnold;</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70175">
                <text>Ziółkowski, Mariusz S.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70176">
                <text>Sadowski, Robert M.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70177">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70178">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70179">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70180">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70181">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 1
PL ISSN 0071-1861

A R N O L D L E B E U F , M A R I U S Z S. ZIÓŁKOWSKI,
ROBERT M. SADOWSKI
(Zakład Antropologii Historycznej
Instytutu Archeologii UW, Warszawa)

„13 G R U D N I A " A L B O „ C O A U T O R C H C I A Ł P O W I E D Z I E Ć ? "
Motto: ,,(...) badaczy wmawiających kulturze ludowej totalną
nieznajomość astronomii określił van Gennep jako ,,uważających
chłopów europejskich za głupszych niż są, niż kiedykolwiek byli".
Można się obawiać, czy złośliwe to określenie nie pasuje chwilami
do J.S. Bystronia. Nie tylko zresztą do niego."
[Stomma 1976:120]

W ostatnim tomie „ L u d u " (t. 75) ukazał się tekst autorstwa Pana
dr hab. Ludwika Stommy pt. „Odpowiedź na artykuł z „Etnografii Polskiej"
t. 35, 1991, z. 1" będący odpowiedzią (?) na nasz tekst „13 grudnia czyli
rzecz o Słońcu, Skordiowie i Ludwiku Stommie". Nieco wcześniej, na
łamach Polskiej Sztuki Ludowej wypowiadali się w tej sprawie Państwo
Krystyna i Krzysztof Piątkowscy w artykule pt. „Czy słońce rodzi się
13 grudnia? - czyli rzecz o pewnej „polemice""; ich argumentacja, choć
obszerna jeśli chodzi o objętość, w kwestii meritum sprawy jest niezwykle
bliska wywodowi L . Stommy, przeto z przyczyn oczywistych skoncentrujemy
się na odpowiedzi tego ostatniego.
Tekst naszego Szanownego Oponenta jest znakomitym przykładem pole­
miki z gatunku: „Dziad mówi „owies", baba rzecze „hreczka"...", albowiem
zasadnicze materii pomieszanie dotyczy kwestii całkiem podstawowych, a to:
- Jakie były nasze zasadnicze zar2;uty, przedstawione w wymienionym
wyżej artykule polemicznym, dotyczącym, przypomnijmy, rozprawy doktor­
skiej L . Stommy (oraz jej wersji książkowej) i , co za tym idzie, jakiego
rodzaju argumentów i dowodów oczekiwaliśmy od naszego Znakomitego
Kolegi dla rozwiania tychże wątpliwości i zastrzeżeń?
W zasadzie cała merytoryczna (?) część kontrargumentami L . Stommy
streszcza się w następującym jego stwierdzeniu: „Znane we wszystkich
językach
europejskich przysłowie
„Św. Łuca dnia przyrzuca"
pozostaje
w oczywistej sprzeczności z ustaleniami naukowej astronomii. Pytany, co sądzi

�168

ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M . SADOWSKI

o tym paradoksie, odpowiadał zawsze profesor Włodzimierz Zonn: czym innym
jest astronomia wzorami zobiektywizowana, czym innym zupełnie świadectwo
naszych zmysłów. Któż nie widział Słońca, które tańczy, mruga, zatrzymuje się
nad horyzontem, a przecież matematyka tego nie potwierdza... Tak więc
punktem wyjścia było dla mnie pytanie, czy mogli chłopi widzieć na niebie
astronomię nieastronomiczną.
W odpowiedzi poleca mi trio udanie się do
świątyni abstrakcji astro-matematycznej, jaką jest planetarium. Czyż trzeba
lepszego dowodu niezrozumienia, o co w ogóle w mojej pracy chodziło?
(Stomma 1992:224).
Cytowany fragment wyraźnie wskazuje, że Pan Profesor L . Stomma nie
bardzo już sobie przypomina swoje młodzieńcze prace tudzież poglądy.
Skoro jednak zdecydował się zabrać w tej sprawie głos, tedy nie od rzeczy
będzie przypomnienie mu po raz wtóry zasadniczych tez jego własnej roz­
prawy doktorskiej. Aby nie być posądzonymi o przeinaczenia, posłużymy się
dość obficie cytatami ze wspomnianej Rozprawy tudzież jej wersji książ­
kowej. Mamy nadzieję, że Czytelnicy zechcą nam wybaczyć tę nieco uciąż­
liwą procedurę, jednakże ewolucja poglądów naszego Znakomitego Kolegi
na sens i cel jego własnych poczynań badawczych zaszła tak daleko, że tylko
bezpośrednie odwołanie się do jego tekstów daje jakiś w miarę wymierny
punkt orientacyjny. Cóż, pamięć ludzka jest zawodna, na szczęście choć
„ verb a volant", to ,,scripta manent".
Czego więc chciał L . Stomma dowieść, podejmując rozprawę na temat:
„Ceremonie kalendarzowe cyklu dorocznego..."? Tego, że: „Polska kultura
ludowa dokonała spośród świąt chrześcijańskich doboru tych, które zgodne były
z solarnym kalendarzem azymutowym, a więc ludową obserwacją Słońca
(miejsc wschodów i zachodów) i jej interpretacją. (Stomma, 1976:112-113,
1981:77-78).
Jako się rzekło, pogląd to nie nowy, ba, powszechnie akceptowany
(w tym przez piszących te słowa); cała oryginalność tezy Stommy polegała
na tym, że przesuwał On okres tej „solaryzacji świąt chrześcijańskich" (lub
„chrystianizacji pogańskich świąt solamych") o co najmniej 2 wieki, na
przełom X V I i X V I I wieku, czyli po wprowadzeniu tzw. reformy gregoriań­
skiej kalendarza chrześcijańskiego. Zdaniem L . Stommy rytuał pogański był
jeszcze wówczas wystarczająco silny dla spowodowania takiej zmiany świąt,
a „obserwacja ludowa" była bardzo precyzyjna, przeto kultura ludowa
natychmiast zareagowała na przesunięcie w kalendarzu ważnych zjawisk
astronomicznych o pełne 10 dni (Stomma, 1976:92-148, 1981:64 i n.;
83 i n). Rzecz jasna, udowodnienie tak postawionej tezy miałoby kolosalne
wprost znaczenie dla historii kultury średniowiecznej i nowożytnej, historii
Kościoła w Polsce itd.
Wywód swój rozpoczął L . Stomma od ostrej krytyki poglądów J.S. Bystronia i innych badaczy, zdaniem których proces „solaryzacji" mi al istotnie
miejsce na ziemiach polskich, z tym że przebiegł o kilka wieków wcześniej:
„A poza tym, to badaczy wmawiających kulturze ludowej totalną nieznajomość

�„13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ"

169

astronomii określił van Gennep jako „uważających chłopów europejskich za
głupszych niż są, niż kiedykolwiek byli." Można się obawiać, czy złośliwe to
określenie nie pasuje chwilami do J.S. By stronia. Nie tylko zresztą do niego.
Popularne wśród badaczy jest wszakże również uznawanie przysłów od­
noszących się do dnia 13.XII za przeżytek kalendarza juliańskiego.
Według
tego rozumowania wszystkie rzeczone przysłowia powstać by musiały w latach
1286-1415, kiedy to kalendarz juliański wyprzedził rzeczywisty kalendarz
słoneczny o 7,5-8,5 dnia, a więc data 13.XII odpowiadała astronomicznemu
terminowi zimowego przesilenia dnia z nocą. Przez następne natomiast
6-7 wieków tępa inercja chłopów kazała im powtarzać powiedzonko, nie
weryfikując go nigdy empirycznie." (Stomma 1976:121). Tu pojawia się więc
Święta Łucja, której święto (13 grudnia) zbiegało się w X I V wieku
(z grubsza rzecz biorąc) z przesileniem zimowym. Ale takie wytłumaczenie
związku tego i innych świąt chrześcijańskich z ruchem Słońca cofało znów
całą sprawę „solaryzacji świąt" głęboko w Średniowiecze, było więc
L . Stommie na nic. Dla udowodnienia swej tezy pragnął on bowiem
dowieść, że dzień „Świętej Lucy" odpowiadał jakiejś szczególnej pozycji
Słońca nie gdzieś w X I V wieku, lecz ponad 200 lat później, w nowym
kalendarzu gregoriańskim, w którym astronomiczne przesilenie wypadało
już nie 13, a 21 grudnia. Co więcej, musiałaby to być taka „sytuacja
słoneczna", która uzasadniałaby trwałość porzekadeł w rodzaju tylekroć
cytowanego „Święta Łuca dnia przyrzuca" . I właśnie w poszukiwaniu
takich argumentów L . Stomma sięgnął do astronomii. Obecnie zaś twierdzi,
że „nie o to w mojej pracy chodziło" (Stomma 1992:224). No więc o co?
Mamy chyba prawo zapytać, dlaczego nasz Szanowny Kolega, tak zdecydo­
wanie manifestujący dziś swą niechęć do wszelkiej „abstrakcji matematycz­
nej", w swej Rozprawie (i książce) odsyłał Czytelników właśnie do suchych
tabel astronomicznych zamiast mówić im o własnych obserwaqach Słońca
„tańczącego" na tle złocistych łanów (lub ośnieżonych pól, zależnie od pory
roku), pisał bowiem: „Niestety, nie mamy możliwości zaproszenia cię,
Czytelniku, do wspólnej obserwacji w terenie. Spróbujmy więc odtworzyć
wyniki, jakie taka obserwacja musiałaby przynieść, analizując tabele zmian
terminów wschodów i zachodów Słońca. Oto np. dane dla miasta stołecznego
Warszawy z przełomu grudnia i stycznia 1928..." (Stomma 1981:68-72).
Po czym na poparcie swych wywodów zamieścił w Rozprawie 10 tabel
(tak: dziesięć) astronomicznych, z których reprodukujemy jedną, tytułem
przykładu (rye. 1).
1

1

Data 13 grudnia oraz szereg innych, np 2/3 luty, ma zresztą inne, poza słonecznymi,
astronomiczne asocjacje, a mianowicie z obserwacją ruchu Księżyca w wieloletnim cyklu. To
min, te związki (obok solarnych) zadecydowały o przetrwaniu wątków „astronomicznych"
w tradycjach ludowych (i nie tylko ludowych) związanych ze Świętą Łucją czy Matką Boską
Gromniczną. Jeden z piszących te słowa poświęcił temu tematowi kilka artykułów i obszerną
monografię (Lebeuf, 1987, 1990).

�170

ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M . SADOWSKI
TABELA XIII

dzień
LXII.
2.XII.
3.XII.
4.XII.
5JCII.
6.XII.
7.XIL
8.XII.
9.XII.
10.XIL
ll.XII.
12.XII.
13.XIL
14.XII.
15.XII.
16.XII.
17.XIL
18JKII.
19.XII.
20.XII.
21.XII.
22JUI.
23JCII.
24.XII.
25.XII.
26.xn.
27.xn.
28.XII.
29.XII.
30.XII.
3 LXII.
LI.
2.1.
3.1.
4.1.
5.1.
6.1.

wschód
(godz.)
721
?

23

zachód
(godz.)
28

1 5

15

27

wschód
(różnica)

zachód
(różnica)

łącznie
różnica

-1
—2

-1
-1
-1
-1
0
-1
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
+ 1
0
0
+ 1
+1
0
+1
+1
0
+ 1
+ 1
+1
+ 1
+1
+ 1
+ 2
+1
+1

-2
-3
-2
-2
-2
-2
-1
-2
-1
-1
-1
-1
-1
-1
-1
-1
-1
-1
0
0
-1
0
0
+1
0
0
+1
0
+1
+1
+1
+1
+1
+1
+2
+ 1
+2

?

24

1 5

26

__1

7

25

1 5

25

7

27

1 5

2S

7

28

-1
—2
-1
-1
—2
-1
-1
-1
-1

729
7

31

7

32

7

33

734
735
736
737
738
739
74O
74I
7

41

743
743
743
744
744
744
745
74S

15
15

24

24

24

1 5

15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15
15

24

22

24

24

24

_1

24

_ 1

24

-1
-1
-1

24

24

24

25

25

26

24

28

29

1 29
1530

745

15
15
15

5

31

32

33

745

I534

74S

15
15
15

745
74S
744

-1

26

745

745

-1
-1

25

745

745

_1

24

35

37

38

1539

-1
0
0
0
0
0
0
0
0
0
0
+ 1

Ryc. 1. Jedna z tabel w rozprawie doktorskiej L . Stommy wraz z fragmentem komentarza
„Analizując tabelę XIII i opierając konsekwentnie jedynie przesłanki opartymi na obserwacji (sposób 2) uznać
musimy istnienie dwóch (empirycznych) momentów przesileń: 1) wschodu i 2) zachodu Słońca, których dopiero
rezultatem jest całkowite „zwycięstwo dnia nad nocą". „Przesilenie" to wypada wtedy, gdy punkt wschodu
i odpowiednio zachodu Słońca znajdzie się w najbardziej na południe wysuniętym miejscu horyzontu (w tabeli
XIII odpowiadają im środkowe punkty okresów wyznaczonych serią zer, zawartych między ostatnią różnicą
ujemną, a pierwszą dodatnią)." (Stomma, 1976:99-100)

Jeśli „astronomia matematyczna" nie miała żadnego związku z rzeczy­
wistością badaną przez L . Stommę, nie bardzo rozumiemy, dlaczego zadał
on sobie daremny trud poświęcenia 2 z 5 rozdziałów swej Rozprawy spekula-

�„13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ"

171

q"om astronomicznym na temat „kalendarza azymutowego" (rozdziały I V
i V), opartym na analizie wspomnianych tabel, licznym odwołaniom do
wzorów na refrakcję, azymut, tablice Snellena itp., w rodzaju takiego choćby
ładnego passusu: „Długość cienia rzucanego przez gnomon w południe danego
dnia zależna jest od wysokości /Z/ Słońca w tym momencie. Zależność ta
opisywalna jest / nie uwzględniając oczywiście rozmiarów kątowych
Słoń­
ca I najprostszym wzorem: X—a.ctg Z , gdzie a = wysokość gnomonu, zaś
X = długość rzucanego przezeń cienia. Wysokość Z obliczyć możemy z kolei
znając szerokość geograficzną miejsca obserwacji /V/ i wartość deklinacji
Słońca danego dnia /Y/. Wówczas Z=
90°-V
Podsumowując uzyskamy równanie:
X=a-ctg
(90°-V+Y)
Przy proponowanym pomiarze różnica długości cienia dla kolejnych dni
czerwcowych wynosiłaby jednak przeciętnie
ok. 1 mm, a dla okresu
14.VI-2.VII.
ok. 0,5mm." (Stomma 1976:95). I tak przez dwa rozdziały.
Skoro było to merytorycznie bez znaczenia dla wywodu należy domniemy­
wać, że Autor zamieścił inkryminowane partie dla celów dekoracyjnych lub
magicznych, jak bowiem wiadomo, szczególną siłę mają zaklęcia wypowia­
dane w możliwie niezrozumiałym dla Wiernych języku.
Szanowny Panie Kolego, litości! Skoro dla Pana obecnie nawet planeta­
rium, do którego uczęszczają uczniowie szkoły podstawowej, jest „Świątynią
abstrakcji astro-matematycznef\ to po co epatował Pan Czytelników takimi
choćby wypowiedziami?:" Wzór/vide rozdział IV, s. 99/
cos m = —sin Y: cos V
obarczony jest otóż oczywistym warunkiem cos^l,
z którego wynika:
cos V^sin Y. Maksymalna wartość kąta deklinacji wynieść może + / — 23°27'/
sin = 0,397949/, a więc kąta V/ cosinus o tejże wartości/: 65°33' (tak w tekście
- uwaga Cytujących). Innymi słowy szerokość geograficzna 66°33' czyli koła
podbiegunowe, wyznaczają
teoretyczną granicę stosowalności
obserwacji
wschodów i zachodów Słońca. Prócz granicy teoretycznej istnieje również
granica praktyczna, wyznaczona możliwościami oka ludzkiego. Średnia dzien­
na zmiana azymutu winna, - by proces stał się powszechnie i dokładnie
obserwowalny bez użycia przyrządów optycznych, - przekraczać 18'20", przy
czym optymalne warunki obserwacji zapewnione są, gdy sięga ona 25'30"/vide:
rozdział IV, gdzie wielkości te podano w zaokrągleniu/" (Stomma 1976:132).
Rzeczywiście, robi to wrażenie bo chyba to miał Autor na myśli mówiąc
o „astronomii wrażeniowej". I szalenie to wszystko odkrywcze, szkoda tylko
że, jak Pan sam twierdzi, zupełnie niepotrzebne (akurat w tym przy­
padku całkowicie się z Panem zgadzamy).
Po lekturze Rozprawy nie mamy żadnej wątpliwości, że się Pan na
astronomii zupełnie nie zna (zainteresowanych odsyłamy do szczegółowej
analizy tej części wywodu L . Stommy w naszym poprzednim artykule), ale
w takim razie nie trzeba było sięgać po argumenty z dyscypliny Panu obcej
(a może po prostu wybrać sobie inny temat na Doktorat?). To nie my

�172

ARNOLD L E B E U F , MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI

zaatakowaliśmy Pana znienacka na obcym Panu gruncie astronomii, to Pan
sam, z dużym rozpędem i tupetem na pole to wszedł. Teraz zaś, poza
uporczywym powoływaniem się na osobistą znajomość ze śp. prof. Włodzimie­
rzem Zonnem, nie znajdujemy w Odpowiedzi najmniejszej nawet próby obalenia
naszych argumentów, w których wykazaliśmy całkowitą błędność wspomnia­
nych wyżej astronomicznych spekulacji, rozpisanych na ok. 25% całości
rozprawy. Bardzo dobrze rozumiemy tę sytuację. Nie mogąc w żaden sposób
podważyć naszej krytyki w tej materii, nasz szanowny Oponent zastosował
procedurę opisaną w Argumencie 35 „Erystyki" A . Schopenhauera. Z jednej
strony próbuje On pomniejszyć znaczenie tej partii swego wywodu, która jest
ewidentnie błędna („to nie o to chodziło"), co jest jednak nieco karkołomne
przy wspomnianych wyżej proporcjach, więc przy okazji, przez ciągłe odwoły­
wanie się do znajomości z Prof. Zonnem, usiłuje on zasiać u mniej zorientowa­
nych w sprawie Czytelników wątpliwość co do zasadności naszych zarzutów.
Nie wątpiliśmy ani przez chwilę w twierdzenie L . Stommy, który powiada
,,(...) rodzina moja blisko była z Zonnami związana, co umożliwiało mi stały
i nieskrępowany do profesora dostęp (...)" (Stomma 1992:223). Pozwalamy sobie
atoli wątpić w to, żeby nawet student I roku astronomii opowiedzieć mógł
ówczesnemu mgr. L . Stommie tego rodzaju, mówiąc dosadnie, bzdury, jakie
zawarte są we wzmiankowanych astronomicznych rozdziałach Rozprawy; jest
to raczej efekt nieuważnej lektury przez samego L . Stommę popularnych
podręczników „Astronomia dla geografów" oraz „Orientaqa terenowa - podrę­
cznik harcerski", wielokroć w Rozprawie cytowanych (np. Stomma, 1976:96
i nn). Ponadto nie jesteśmy specjalnie przekonani co do możliwości pośmiertne­
go konsultowania przez Profesora Włodzimierza Zonna (zmarłego 28 lutego
1975 r.) błędnych obliczeń dotyczących „obserwatorium w Skordiowie",
odkrytego jakoby, wg relacji samego L . Stommy, w maju 1975, ani też
całkowicie błędnej argumentacji astronomicznej zawartej w ostatecznej wersji
doktoratu, obronionego w czerwcu 1976 r., czyli w 16 miesięcy po śmierci
Profesora Zonna. Wobec tego stwierdzenia Autora: „Chciałbym w tym miejscu
złożyć najgłębszy hołd pamięci ś.p. prof Włodzimierza Zonna, który był łaskaw
służyć mi swoją pomocą, konsultując astronomiczne partie niniejszej pracy."
(Stomma 1981:64), uznać należy za pewną „nadinterpretację faktów". Przynaj­
mniej tak sądzą piszący te słowa, z których jeden (R.S.) miał zaszczyt być tegoż
Profesora Zonna studentem.
Ówczesny mgr L . Stomma, w swej Rozprawie wykpiwał m.in. J. Bystronia, M . Gładyszowa i K . Moszyńskiego, zarzucając i m niedocenianie
ścisłości ludowej wiedzy astronomicznej, a teraz Profesor Stomma reaguje
alergicznie na wszelką wzmiankę o astronomii. Wtedy Doktorant z wielką
swadą interpretował wzory i tabele astronomiczne, zaś teraz twierdzi, że nie
miały one żadnego znaczenia dla jego rozprawy. Każdemu wolno zmienić
poglądy, na tym polega między innymi przecież uprawianie nauki. Ale nie
polega ono na uporczywym przekonywaniu wszystkich o własnej nieomylno­
ści, przez chowanie się za plecy zmarłych Autorytetów.

�13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ'

173

Przejdźmy teraz do kwestii sławetnego „obserwatorium z palików
w Skordiowie", które w całym wywodzie L . Stommy zajmuje bardzo poczes­
ne miejsce. Jak bowiem sam pisze: „(...) łatwo było zamarzyć o czymś więcej,
0 czymś namacalnie dosłownym, o kropce nad i. A gdyby tak udało się odnaleźć
kogoś, kto prowadzi jeszcze obserwacje miejsc zachodów i wschodów, lub
choćby o kimś takim bezpośrednią i wiarygodną relację... (Stomma 1981:93).
No i „szczęście uśmiechnęło się wreszcie w Skordiowie" gdzie to, w maju
1975 r., L . Stomma miał spotkać informatora, p. Stefana Kostrzanowskiego,
który miał jeszcze „od przed wojny" takie właśnie „obserwatorium z kij­
k ó w " (Stomma 1976:136-137; 1981:96~99)
W naszym tekście polemicznym ustaliliśmy, co następuje:
1. Opis w Rozprawie nie odpowiada sytuacji terenowej gospodarstwa
S. Kostrzanowskiego, albowiem przy podanych przez L . Stommę (jakoby
przez niego samego pomierzonych) odległościach, tworzące obserwatorium
paliki musiałyby znajdować się na gruntach sąsiedniej wsi Michałówka,
należących do innego gospodarza.
2. Odnaleziony przez nas informator L . Stommy, Stefan Kostrzanowski
1 jego Rodzina (syn i synowa), stanowczo zaprzeczyli istnieniu takiego
„obserwatorium z palików".
3. Mieszkający w Skordiowie gospodarze., m.in. Józef Zoruk, u którego
kwaterowała część grupy terenowej L . Stommy, dobrze pamiętają same
2

2

L . Stomma pisze: „Tak się też składa, iż w rozlicznych przypadkach pretendują chłopi, iż
kalendarzowa ich wiedza wysnuta jest z obserwacji miejsc wschodów i zachodów słońca na
horyzoncie. Szanowne trio przyznało, że wspomina o tym Moszyński, co świadczy jedynie o braku
znajomości bibliografii, gdyż informacji podobnych z terenu całej Europy jest bardzo wiele i nie
stanowią dla nikogo ani sensacji ani zaskoczenia. W każdym razie twierdzi trio że w Skordjowie
nie mogło się to zdarzyć." (Stomma, 1992:224). Szanowny Panie, „kpi Pan czy o drogę pyta?"
Pisaliśmy przecież wyraźnie: „teza o istnieniu podłoża pogańskiego w niektórych świętach chrześ­
cijańskich (...) jest nienowa, a jej uzasadnienia szukać można choćby w samej praktyce na­
wracania. (...) tematowi temu poświęcona jest obszerna literatura..." (Lebeuf, Ziółkowski,
Sadowski 1991 :194). Kilka wybranych pozycji zacytowaliśmy tamże (przyp. 2 i Bibliografía),
tytułem przykładu. Ale to przecież Pan sam, w odniesieniu do obserwacji Słońca na horyzoncie,
przytacza (dla obszarów sąsiadujących z Polską) jako jedyny poświadczony przykład, ten
właśnie znany K . Moszyńskiemu z informacji z „drugiej ręki", a dotyczący „Karpat Ruskich"
w końcu X I X w.! Do tego Informatorka Moszyńskiego podała niezbyt precyzyjny opis a, co
najważniejsze, bez dat dziennych! Pisze Pan dalej: „Mogła J. Cieszyńska (Informatorka
K . Moszyńskiego - przypomnienie Cytujących) odnaleźć „kalendarz z kijów", a my - czyż mamy
być gorsi?" (Stomma, 1981:96). Oznacza to, że odwołuje się Pan właśnie do tego konkretnego
przykładu sprzed ok. 80 lat, a nie żadnego nowszego świadectwa znanego Panu z literatury.
Mimo to napisaliśmy, że odkrycie podobnego kalendarza było „teoretycznie możliwe" (Lebeuf
et al., loc. dt). Każdy badacz terenowy zgodzi się jednak, że odkrycie po 80 latach od ostatniej
poświadczonej wzmianki (do tego nieprecyzyjnej i „z drugiej ręki") dowolnego wytworu
kulturowego (a już szczególnie takiego, który bezpośrednio zahacza o kwestię trwałości pogań­
skich elementów w kulturze duchowej) byłoby sensacją wymagającą ze strony Odkrywcy
niezwykle starannego opisu i dokumentacji. Jeśli zaś ktoś tu jest niezbyt zorientowany w lite­
raturze przedmiotu, to raczej nie my.

�174

ARNOLD L E B E U F , MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI

badania, ale absolutnie nie przypominają sobie istnienia takiego „zespołu
palików" ani tym bardziej ich odkrycia przez L . Stommę.
4. Brak jakiejkolwiek dokumentacji terenowej dotyczącej tego sensacyj­
nego przecież znaleziska. Poza wymiarami podanymi w cytowanym fragmen­
cie Rozprawy, L . Stomma nie podał ani planu (choćby szkicowego), ani
zdjęcia, ani nawet tekstów wywiadów z S. Kostrzanowskim. Nasze poszuki­
wania, w tym również zwrócenie się do Autora o udostępnienie danych
terenowych, spełzły na niczym.
5. Gdyby nawet ten zespół palików istniał, to przy podanych przez
L . Stommę wymiarach nie mógłby on spełniać sugerowanej przez niego
funkcji obserwacji Słońca w okresie przesilenia grudniowego.
D o zarzutu podanego w p. 5., dotyczącego, przypomnijmy, tego że przy
odległościach rzekomo osobiście przez Doktoranta pomierzonych w terenie
tzw. „Palik A " znajdowałby się 15 metrów za daleko, żeby m ó c wskazywać
jakąkolwiek pozycję Słońca na horyzoncie, L . Stomma nie ustosunkowuje się
w ogóle, wychodząc ze słusznego jak się zdaje założenia, że o tabliczce
mnożenia, twierdzeniu Euklidesa i innych ponurych „abstrakcyjno - mate­
matycznych" kwestiach część humanistycznie zorientowanych osób woli raz
na zawsze zapomnieć z chwilą otrzymania dyplomu maturalnego (a często
znacznie wcześniej...). Przy takim założeniu można zasadnie domniemywać,
że mało kto zwróci uwagę na taki drobiazg jak 15-metrową niezgodność
w pomiarach przy deklarowanej przez Autora pięcio-centymetrowej dokład­
ności tychże (sic! - Stomma 1976:136-137). L . Stomma poświęca za to nieco
uwagi kluczowej kwestii Informatora, p. Stefana Kostrzanowskiego oraz
niezgodności sytuacji parceli z opisem zawartym w Rozprawie: „Dwa są na
to dowody: primo topografia odtwarzana po piętnastu latach, kiedy zmienił się
nawet układ zabudowy wsi, nie mówiąc już o krzewach, zielskach (...)
(Stomma 1992:224). A skąd to Pan Profesor Stomma wie, jak dalece zmienił
się układ wsi? Porównanie sytuacji terenowej parceli nr 253 i jej otoczenia
(co zrobiliśmy w 1989 i 1991 r.) z planem katastracyjnym oraz m a p ą w skali
1:10000, sporządzonymi w początku lat 70-tych, dowodzą rzeczy wręcz
przeciwnej, a mianowicie braku zmian, poza faktem o którym pisaliśmy, że
dom pp. Kostrzanowskich jest w ruinie. Natomiast nie zmienił się najważ­
niejszy element: granica między wsiami Skordiów i Michałówka (patrz p. 1),
a więc gdyby Obserwatorium rzeczywiście istniało, to paliki musiałyby
znajdować się u sąsiada p. Kostrzanowskiego. Parafrazując jedno z celniejszych stwierdzeń naszego Szanownego Oponenta: „Pokażcie mi chłopa pol­
skiego, który, gdy mu sąsiad paliki na polu wbija, bliżej się nie zainteresuje
i ani kłonicą pogoni..." Oj, przydałaby się Panu Profesorowi może nawet nie
praktyka terenowa, do której odbycia nas zachęca, ale choćby obejrzenie
filmu „Sami swoi"...
O sprawie wywiadu z p. Kostrzanowskim L . Stomma wypowiada się
z nieco szczególnym poczuciem humoru: „W komisariacie policji okłada
policjant pałką mumię egipskiego faraona. - No i jak tam? - pyta go posterun-

�„13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ"

175

kowy. — Wszystko w porządku — przyznał się. (...) wywiad z 85-letnim
wieśniakiem, który nie przypomina sobie, co mówił szesnaście lat temu. Ale
oczywiście, mumia faraona też się przyznała."
(Stomma 1992:223-224). Jeśli
właściwie pojęliśmy sens użytej przez Pana Profesora metafory, to należy
rozumieć, że podaje Pan w wątpliwość:
1 - aktualny stan władz umysłowych Informatora, których osłabienie
miałoby nastąpić z powodu naturalnych procesów, wynikających z nieu­
błaganego upływu czasu.
2 - użytą przez nas procedurę badawczą, którą był Pan łaskaw porów­
nać do „okładania pałką".
Jak się odbył wywiad z Rodziną Kostrzanowskich, o tym każdy zainte­
resowany może się sam przekonać, albowiem poza opublikowanym przez
nas streszczeniem istnieje pełne nagranie, zdeponowane w Katedrze Etnolo­
gii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego (dokładne refe­
rencje podaliśmy w naszym artykule polemicznym).
Warto jednak może uściślić jedno: p. Kostrzanowski nie twierdzi, że
nie pamięta, on wręcz stanowczo zaprzecza istnieniu na terenie swej dawnej
posiadłości obserwatorium, którego opis figuruje w Rozprawie L . Stommy.
Jeśli przeczenie to wynika, jak sugeruje L . Stomma, ze starczej amnezji,
to należałoby jeszcze wytłumaczyć, dlaczego dotknięty jest nią 40-letni,
urodzony w Skordiowie, syn p. Stefana, Mieczysław Kostrzanowski? Zwła­
szcza że, jak pisze L . Stomma, chodziłoby tu nie o kilka wbitych naprędce
palików, lecz o relikt istniejący od „przed wojny" (Stomma 1976:136).
Dlaczego nie pamiętają o tym sąsiedzi Kostrzanowskich ze Skordiowa,
przypominający sobie za to znakomicie inne, w tym i dość pikantne,
szczegóły pobytu w 1975 r. grupy badawczej kierowanej przez L . Stommę?
Czyżby w Skordiowie zapanowała epidemia amnezji, i to na dodatek
ukierunkowana na jeden tylko temat ?
W dalszej odpowiedzi na nasze wątpliwości L . Stomma odwołuje się do
„zdrowego rozsądku" Czytelników, przedstawiając taki oto wywód: „gdy­
bym rzeczywiście premedytował naukowy hold-up, czy robiłbym to aż tak
nieskończenie głupio? Bo pomyślcie Państwo tylko: podaję nazwiska i dokładne
namiary informatorów, do czego bynajmniej nie byłem zobowiązany (sic!!!
- podkreślenie Cytujących); przeprowadzam badania wspólnie z kilkunastoma
studentami — potencjalnymi świadkami przestępstwa; opisuję wszystko w popu­
larnej książce dostępnej astronomom i wszelkim innym zainteresowanym; refe­
ruję wielokrotnie rzecz poza granicami kraju i to w obecności cytowanych przez
trio autorytetów, (...) badania w Skordiowie prowadzone były w ramach prac
tzw. grup ćwiczeniowo-laboratoryjnych,
których uczestnicy musieli złożyć ory­
ginały wywiadów w Katedrze, bo inaczej nie zaliczono by im po prostu roku,
etc, etc." (Stomma 1992:223-224). Poza dość nowatorskim stwierdzeniem,
3

3

Swoją drogą tego rodzaju stwierdzenia i porównania, których w tekście Pana Profesora
jest więcej, dużo mówią o Jego stosunku do ludzi, wśród których pracował...

�176

ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M . SADOWSKI

że badacz terenowy nie jest zobowiązany do podawania źródeł swych infor­
macji , reszta wywodu brzmi z pozoru przekonująco, ale może po kolei:
- Interesuje nas nie cała działalność grupy laboratoryjnej L . Stommy
w chełmskiem, której głównym przedmiotem badań była zresztą wcale nie
astronomia, lecz obrzędy rodzinne, ale tylko te wywiady, które dotyczą
bezpośrednio „Obserwatorium z palików" w Skordiowie.
- Z cytowanej wypowiedzi L . Stommy wynikałoby, że wywiady te ro­
bili studenci, którzy powinni byli złożyć je do archiwum Katedry. Ale
przecież w swej pracy doktorskiej L . Stomma opatruje całą część dotyczącą
p. Kostrzanowskiego sygnaturą M W „Materiały Własne", oddzielając je
wyraźnie od materiałów sygnowanych K E (Katedra Etnografii), złożonych
do archiwum Katedry. Więc kto w końcu odkrył „Obserwatorium z pa­
lików": L . Stomma czy jego studenci? I gdzie są materiały z prac te­
renowych, skoro nie ma ich L . Stomma, mimo że sam twierdził inaczej
w swym doktoracie?
Jak wspominaliśmy, parokrotnie przeszukiwaliśmy Archiwum Katedry
Etnologii i Antropologii Kulturowej U W , korzystając z pomocy pracow­
ników Katedry, zwracaliśmy się też osobiście ( M Z ) do L . Stommy o udostęp­
nienie materiałów skordiowskich. Wszystko bez rezultatu. Teraz, aby rzecz
całą wyświetlić ostatecznie, zwróciliśmy się oficjalnie, drogą pisemną, do
Dyrekcji Katedry z prośbą o ustalenie stanu faktycznego zasobów Archi­
wum. Otrzymaliśmy również pisemną odpowiedź, którą reprodukujemy in
extenso w Aneksie za zgodą nadawcy, Kierownika Katedry, p. prof. dr hab.
Zofii Sokolewicz. W piśmie tym czytamy m.in.: „pragniemy uprzejmie poin­
formować, że materiały z badań prowadzonych przez Ludwika Stommę w Sko­
rdiowie w maju 1975 nie zostały przez niego złożone w archiwum Katedry
Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego'' (ibid).
Informator zaprzecza, materiałów nie ma, pozostaje więc tylko sprawa
domniemanych „świadkówprzestępstwa",
czyli kilkunastu studentów, uczes­
tniczących w badaniach terenowych. Zastanowiło nas już kilka lat temu, że
poza L . Stommą nie mogliśmy zlokalizować nikogo, kto widziałby wspo­
mniane „Obserwatorium z palików" w terenie tj. w Skordiowie, kto poma­
gałby L . Stommie np. w pomiarach taśmą metryczną znaleziska, kto uczest­
niczyłby w wywiadzie ze Stefanem Kostrzanowskim. itp. Wszystkie zapytane
przez nas o to osoby przypominały sobie prezentaqe tego sensacyjnego
przecież odkrycia(?) z referatów L . Stommy w Warszawie, w kilka miesięcy
po badaniach terenowych. Po ukazaniu się ponad półtora roku temu naszego
tekstu polemicznego oczekiwaliśmy, że odezwie się ktoś, kto znałby sprawę
4

4

Panu Profesorowi pomyliły sie chyba pewne podstawowe kategorie informacji: otóż o ile
rzeczywiście w niektórych ankietach na tzw. „tematy światopoglądowe" można nie publikować
danych Respondenta, to zasada ta nie dotyczy ustalania istnienia lub nieistnienia obiektów
materialnych, w tym przypadku „obserwatorium z kijków". Czy gdyby Pan Profesor znalazł
np. chałupę z X V I I wieku, to też „nie byłby zobowiązany" do podania jej lokalizacji?

�„13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ"

177

z autopsji terenowej. Nie zgłosił się nikt, co było tym dziwniejsze, że część
ówczesnych studentów pracuje obecnie w zawodzie, z tego niektórzy na
Uniwersytecie Warszawskim, a o naszych poszukiwaniach było, przynajm­
niej od 1988 roku, dość głośno. N o cóż, w myśl porzekadła „Nie chce G ó r a
do Mahometa, musi Mahomet do G ó r y " , sami zabraliśmy się do poszuki­
wań uczestników badań terenowych w Skordiowie. Dysponowaliśmy od­
nalezioną w Archiwum Katedry listą imienną osób, które brały w nich
udział. Udało nam się skontaktować z 7 osobami . Z przeprowadzonych
rozmów wyłania się następujący obraz:
- Grupa laboratoryjna pracująca w Skordiowie w maju 1975 (w dwóch
turach) liczyła co prawda 20 osób, ale znakomita większość prowadziła
badania nad obrzędowością rodzinną, szukając m.in. reliktów tradycji „ius
primae noctis" (w ramach obrzędów weselnych). Natomiast „astronomią",
czyli poszukiwaniem śladów „kalendarza azymutowego" zajmowały się, po­
za samym L . Stommą, 2-3 osoby (jedna zrezygnowała z tego tematu w trak­
cie badań).
- O postępie w pracach „podzespołu astronomicznego" Rozmówcy nasi
nie byli w trakcie pobytu w Skordiowie informowani. Dwoje spośród nich
podało, że L . Stomma uznał badania w tej materii za zbyt trudne, aby mogła
je prowadzić cała grupa.
- Jeden z naszych Rozmówców uczestniczył w pracach tegoż podzespołu.
Podkreślił, że badania nad tematem „astronomicznym" szły bardzo opornie,
ilość uzyskiwanych (przynajmniej przez niego) informacji była niewielka.
- Żadna z zapytanych osób (w tym członek „podzespołu astronomicznego")
nie była świadkiem odkrycia „Skordiowskiego Obserwatorium" ani też nie
potrafi wskazać nikogo, kto twierdziłby, że był tego faktu naocznym świadkiem.
- Informację o odkryciu „Obserwatorium" otrzymały po zakończeniu
badań, w Warszawie, na jesieni 1975 r. lub w początkach 1976 r., na tzw.
„podsumowaniu grup laboratoryjnych". Jedyną osobą, która odkrycie to
referowała, był sam L . Stomma.
Tak w rzeczywistości wygląda sprawa rzekomych „kilkunastu naocznych
świadków" skordiowskiego Odkrycia...
W swej odpowiedzi Pan dr hab. L . Stomma oburza się: ,,(...) gdybym
rzeczywiście premedytowal naukowy hold-up, czy robiłbym to aż tak nie­
skończenie głupio?" (loc. cit.) Nasz znakomity Kolega jest stanowczo zbyt
skromny: to było przecież całkiem zręcznie pomyślane. Zwracaliśmy np.
uwagę na zastanawiającą zbieżność daty „odkrycia obserwatorium" w po­
siadłości Pana Stefana Kostrzanowskiego (maj 1975) ze sprzedażą gospo­
darstwa i przeprowadzką tegoż S. Kostrzanowskiego ze Skordiowa pod
5

5

Lista uczestników wspomnianych badań w Skordiowie oraz spisane teksty rozmów
z Osobami, z którymi się skontaktowaliśmy, do wglądu w Archiwum Katedry Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW, sygn. M-22, oraz w Archiwum Zakładu Antropologii H i ­
storycznej Instytutu Archeologii UW.

�178

ARNOLD LEBEUF, MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M . SADOWSKI

Nowogard Szczeciński (lipiec 1975). Przypadek? Jeśli tak, to trudno przypu­
szczać, aby L . Stomma, prowadzący badania w maju, na ok. półtora miesią­
ca przed przeprowadzką, nie był zorientowany w tak zasadniczych planach
życiowych Rodziny Kostrzanowskich, skoro wiedzieli o tym nawet jego
studenci! . Przeprowadzka oznaczała przecież w sposób oczywisty zniszcze­
nie wszelkich materialnych śladów po „obserwatorium" i zarazem wyjazd na
drugi kraniec Polski wiekowego już wówczas (66 lat) Informatora. I to do
tego jedynego, w kwestii tak fundamentalnej jak „obserwatorium z pali­
ków", które było, wg. słów samego L . Stommy, „kropką nad i " całego
wywodu zaprezentowanego w Rozprawie. Przecież gdyby nie przypadek
(patrz nasz poprzedni tekst) i parę zastanawiających niekonsekwenqi w opi­
sie terenowym, pewnie nigdy nie pojechalibyśmy do Skordiowa, a wtedy, co
warto podkreślić, za lat kilkadziesiąt opis „Obserwatorium z palików"
wszedłby do kanonu szacownych dokumentów terenowych o równie niepod­
ważalnej wiarygodności, jak np. dane K . Moszyńskiego! Samo wykazanie
całkowitej błędności astronomicznej części wywodu L . Stommy czy sprzecz­
ności w rzekomych pomiarach (patrz 15-metrowy „błąd") niewiele by dało.
Alergia na matematykę jest u znacznej części humanistów zbyt silna, o czym
Profesor Stomma doskonale wie, sądząc po zastosowanej w Odpowiedzi
praktyce, którą Francuzi określają eleganckim mianem „Noyer le poisson",
a która to ma nieco bardziej dosadny polski odpowiednik w porzekadle
o „odwracaniu kota ogonem"
Dowodem na skuteczność przyjętej przez naszego Kolegę taktyki jest to,
że, jak słusznie sam zauważa, trzeba było aż 16 lat, aby dociec prawdy. No
cóż, udowodnienie fałszerstwa w sprawie sławetnego „Człowieka z Piltdown" zajęło ponad pół wieku... Obawiamy się, że może teraz minąć sporo
czasu, nim skądinąd bardzo obiecujące badania archeo- i etnoastronomiczne
odzyskają w polskim środowisku naukowym wiarygodność.
L . Stomma zarzuca nam, że sugerujemy, iż w badaniach w Skordiowie
„wyssał on wszystko z palca". A czy mógłby nam wskazać jeden choćby fakt,
który by do takiej konkluzji nie prowadził?
Pisze również: „po co by mi to było, skoro i bez części astronomicznej nie
traciła praca na wartości, a już w każdym razie wypełniała wszelkie warunki
stawiane przewodom doktorskim (...) " (Stomma 1992; 223).
„Wypełniała wszelkie warunki" przy błędności 1/4 wywodu, wynika­
jącemu stąd brakowi dowodu na główną postawioną w Rozprawie tezę
i , oględnie mówiąc, mało wiarygodnych badaniach terenowych? Nie nam
zresztą w materii przyznawania stopni naukowych wyrokować, w każdym
razie u nas, z astronomii i pracy terenowej, miałby ówczesny Pan Magister
dwóję.
Problem zresztą nie w czyimś tytule naukowym, i nie zajęliśmy się tą
sprawą po to, aby go kwestionować (jako się rzekło, nie nasza to sprawa)
6

6

Informację tę uzyskaliśmy od dwóch naszych Rozmówców, patrz przypis 5.

�„13 GRUDNIA" ALBO „CO AUTOR CHCIAŁ POWIEDZIEĆ'

179

ani też z podpuszczenia „określonych kół i sił", jako to przejrzyście zasuge­
rowali Państwo Piątkowscy (swoją drogą, skąd my znamy to ładne posądze­
nie?). Sprawa jest poważniejsza niż czyjś, nawet profesorski, „amour
propre" i „image". Jak wiadomo, etno i archeoastronomia należą do
najprężniej rozwijających się gałęzi nauk antropologicznych, czego dowodzi
liczba publikacji czy odbywających się coraz częściej, w tym również
w Europie środkowej i południowej, konferencji naukowych. Nie sięgnę­
liśmy do pracy L . Stommy z zamiarem, że użyjemy potocznego wyrażenia,
„przyłożenia m u " z takich czy innych powodów, lecz traktując j ą jako
najbardziej aktualne kompendium wiedzy na temat podobnej klasy badań
na obszarze Polski. Nawet po ustaleniu błędności astronomicznej części
wywodu wierzyliśmy w rzetelność opisu badań terenowych, a stwierdzoną
niekonsekwenqę w układzie palików traktowaliśmy początkowo na korzyść
Autora, zakładając że po prostu przez niedopatrzenie przeoczył on wprost
sensacyjną konsekwencję swego odkrycia: mianowicie przetrwanie w pol­
skiej kulturze ludowej reliktów tradycji skomplikowanych obserwacji Księ­
życa o genezie sięgającej być może czasów tzw. „kultur megalitycznych".
Inną możliwością, jaką zakładaliśmy, to ta, że mógł on trafić na efekty
działalności lokalnego miłośnika astronomii (Lebeuf, Ziółkowski, Sadowski
1991:207-208). Dopiero konfrontacja z sytuacją w Skordiowie rozwiała
nasze złudzenia, w tym i to dotyczące wiary w rzetelność pracy terenowej
niektórych Kolegów oraz ich stosunek do tak zwanej „etyki zawodowej".
Utrata złudzeń zawsze napawa smutkiem. Przynajmniej tych, którzy działal­
ność naukową traktują nie tylko w kategoriach mniej lub bardziej błyskot­
liwego felietonu... Skoro o publicystyce mowa, na zakończenie jeszcze jedna
kwestia. Pisze L . Stomma: „O ukazaniu się „polemiki" trójki Panów dowie­
działem się przez przypadek, dzięki warszawskim przyjaciołom.
Przedtem
zanieśli już oni tekst do redakcji codziennych gazet. W trosce o dobro nauki
oczywiście..." (Stomma 1992:225). Nie wiedzieliśmy, że redakcja „ E t n o ­
grafii Polskiej" zaliczana jest przez Pana Stommę do „codziennych gazet",
a jako żywo nikt inny tekstu od nas nie otrzymał. Jeśli zaś jakieś czasopis­
mo wykorzystało opublikowany przez „Etnografię" nasz artykuł, dowodzi
to tylko tego, że środowisko naukowe nie funkcjonuje w izolacji, do czego
sam L . Stomma, felietonista poczytnego tygodnika „Polityka", niewątpliwie
się przyczynił. A że nie przysporzył sobie tym widać samych przyjaciół, to
już nie nasz problem ani wina...

LITE RATURA
L e b e u f A.
1987
Des évêques et des ourses, w: „Ethnologia Polona", vol. 13 : 257-274.
1990
„Les yeux de Sainte Lucie: une allégorie astronomique dans la cathédrale de Saint
Lizàer de Couserans", Thèse de doctorat, Ecole des Hautes Etudes en Sciences
Sociales, Paris (Lille- microfiches 0742/11170/91).

�180

ARNOLD L E B E U F , MARIUSZ S. ZIÓŁKOWSKI, ROBERT M. SADOWSKI

L e b e u f A . , Z i ó ł k o w s k i M., S a d o w s k i R.
1991
13 Grudnia, czyli rzecz o Słońcu, Skordiowie i Ludwiku Stommie, „Etnografia
Polska", t. X X X V , z. 1:193-216.
P i ą t k o w s k a K., P i ą t k o w s k i K.
1993
Czy słońce rodzi się 13 grudnia? - czyli rzecz o pewnej «polemice», „Polska Sztuka
Ludowa", R. X L V I I , nr 1 (220): 77-79.
Stomma L.
1976
„Ceremonie kalendarzowe cyklu dorocznego", rozprawa doktorska, Katedra
Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa, (maszynopis).
1981
Słońce rodzi się 13 grudnia, LSW, Warszawa.
1992
Odpowiedź
na artykuł z „Etnografii
Polskiej" t. 35, 1991, z / , „Lud",
t. 75:223-225.

ANEKS
(pismo Kierownika Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UW)

Dr Mariusz Ziółkowski
ZAKŁAD ANTROPOLOGII HISTORYCZNEJ
W odpowiedzi na Pańskie pismo z dnia 30 kwietnia 1993 roku pragniemy uprzejmie
poinformować, że materiały z badań prowadzonych przez Ludwika Stommę w Skordiowie
w maju 1975 roku nie zostały przez niego złożone w Archiwum Katedry Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej Uniwersytytetu Warszawskiego.
W maszynopisie jego pracy doktorskiej wspomniane wyżej materiały sygnowane są
znakiem „MW" - materiały własne autora. W publikacji książkowej natomiast nie ma
żadnego odniesienia do archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kultury Uniwersytetu
Warszawskiego.
Pragniemy także dodać, że w spisie informatorów z badań prowadzonych w tym okresie
przez Pana Stommę (maj 1975) znajdującego się w posiadaniu archiwum Katedry Etnologii
i Antropologii Kultury U W nie występuje nazwisko K O S T R Z A N O W S K I .
Kierownik
Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej
prof. dr hab. Zofia Sokolewicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5885" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5865">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/160cbc2be09834dd2baa1fee691c6371.pdf</src>
        <authentication>4e31916d144b8f3dcfb9adf4fda7077c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70182">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1528</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70183">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70184">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1414</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70185">
                <text>Po co nam samounicestwienie? / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70186">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.165-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70187">
                <text>Jasiewicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70188">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70189">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70190">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70191">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70192">
                <text>P O L E M I K I

I

D Y S K U S J E
„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 1
PL ISSN 0071-1861

PO CO N A M

SAMOUNICESTWIENIE?

W pierwszym zdaniu wypowiedzi Po co nam antropologia?, zamieszczonej
w „Etnografii Polskiej", t. 36:1992, z. 1 i opublikowanej w dziale Artykuły,
prof. S. Szynkiewicz napisał: „W końcu maja 1992 r. odbyło się posiedzenie
Komitetu Nauk Etnologicznych PAN o charakterze samounicestwiającym".
Zarzut poważny, tym bardziej, że dotyczy spotkania zespołu stanowiącego
wyłonioną przez wybory reprezentację środowiska etnologicznego. Wymaga
więc odpowiedzi. Uznaję oskarżenie to za bezpodstawne. Nie znajduje bo­
wiem podstaw ani w przebiegu posiedzenia, ani też w jego następstwach.
Zebranie Komitetu w dniu 29 maja 1992 r. poświęcone zostało dyskusji
na temat: „Etnologia i antropologia. Teoretyczne i praktyczne problemy
wzajemnych relacji", poprzedzonej wprowadzeniami prof. A. Posern-Zieliń­
skiego i dr. W. Burszty. W posiedzeniu, obok członków Komitetu, uczest­
niczyli zaproszeni goście, wśród nich prof. S. Szynkiewicz. Celem dyskusji
było przeanalizowanie sytuacji etnologii w okresie intensywnych kontaktów
z nauką światową i wybór najkorzystniejszej dla dyscypliny strategii działa­
nia. Większość dyskutantów wypowiedziała się za takim postępowaniem,
które pozwoli na zbliżenie etnologii do antropologii kulturowej i społecznej
przy zachowaniu i rozwoju dorobku i tradycji etnologii europejskiej, w tym
przede wszystkim polskiej.
W tekście prof. S. Szynkiewicza znajdujemy dwa główne stwierdzenia.
Pierwsze z nich dotyczy terminologii. Terminy „etnologia" i „antropologia"
są synonimami - wszędzie poza Wielką Brytanią. Drugie dotyczy rodzaju
odrębności między antropologią, a etnologią. Są to różnice szkół, a nie
dyscyplin. Nie zamierzam w tym miejscu szerzej wypowiadać się na temat
zaprezentowanych poglądów. Są, moim zdaniem, jednostronne i nie ułatwia­
ją zrozumienia złożoności rozwoju oraz charakteru naszego kierunku badań.
Kierują ponadto uwagę na drugoplanowe jednak sprawy nazewnicze i spory
o to, czy jakiś zespół założeń i towarzysząca mu praktyka badawcza jest
jeszcze szkołą czy już oddzielną dyscypliną. Moim obowiązkiem jest nato­
miast zaprotestowanie przeciwko sposobowi, w jaki prof. S. Szynkiewicz
głoszenie swoich poglądów łączy z oceną posiedzenia Komitetu.

�166

ZBIGNIEW JASIEWICZ

Wartość dyskusji polega na tworzeniu możliwości przedstawiania róż­
nych ujęć przedmiotu rozważań i formułowania różnych propozycji. W trak­
cie dyskusji, która wywołała irytację prof. S. Szynkiewicza, zaproponowano
m.in. zastąpienie nazwy „etnologia" nazwą „antropologia kulturowa". I co
z tego? Przecież pogląd wyrażony w dyskusji nie ma jeszcze mocy obowią­
zującej, należy do rzeczywistości dyskusji. Mówienie raczej o odrębnościach
między antropologią i etnologią, a nie o bliskich związkach między nimi
potrzebne było z kolei po to, aby lepiej zrozumieć specyfikę okresu otwarcia
i koniecznych zmian. Żaden z wyrwanych z kontekstu dyskusji jej aspektów
i fragmentów nie upoważnia do całościowej jej oceny.
Prof. S. Szynkiewicz widzi etnologów jako żyjących w mrocznym, nie­
przyjaznym dla nich świecie, poddanych stresom i sięgających po zabiegi
magiczne. Nie odpowiada mi tego rodzaju polemika pełna pretensji, na
granicy insynuacji. Znowu pojawia się uogólnienie, przypisywanie tym razem
całemu środowisku imputowanych mu cech. Gdzie tu miejsce na dostrzeżenie
zróżnicowania tak w poglądach i postawach etnologów, jak i w sytuacji
etnologii? Nie dziwi zatem to, że krytyka nie interesują nieco jaśniejsze
punkty na obrazie etnologicznego świata. Takie choćby jak ciągle duża
popularność studiów etnologicznych, możliwość utrzymania czasopism, in­
teresujące książki i interesujący młodzi badacze, atrakcyjność etnologów
jako partnerów w badaniach kompleksowych, a w dziedzinie organizacyjno¬
-prawnej odparcie zakusów likwidatorskich wobec etnologicznych pełnych
studiów magisterskich, potwierdzone Uchwałą Rady Głównej Szkolnictwa
Wyższego z dnia 23 kwietnia 1992 r. oraz przyznanie prawa, po kilkunastu
latach, do doktoryzowania i habilitowania z zakresu etnologii. Parafrazując
tytuł, pod jakim ukazała się wypowiedź prof. S. Szynkiewicza, można by
zatem zapytać: - Po co nam potrzebne samounicestwienie?
Zbigniew Jasiewicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5886" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5866">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/de3ff8c77143c60aa5e180529b6097f8.pdf</src>
        <authentication>db107a1d5abe66c40e1d4d7a9fe8c396</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70193">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70194">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1413</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70196">
                <text>Współzawodnictwo w sytuacjach granicznych / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70197">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.93-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70198">
                <text>Kabzińska-Stawarz, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70199">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70200">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70201">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70202">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70203">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 1
PL ISSN 0071-1861

CZĘŚĆ II

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ
(Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa)

W S P Ó Ł Z A W O D N I C T W A W SYTUACJACH G R A N I C Z N Y C H *
Część I
WPROWADZENIE

W archaicznych czy też pierwotnych koncepcjach procesów, jakim pod­
lega świat i sam człowiek znaczące miejsce zajmują - jak wiadomo - idee
walki, współzawodnictwa i zmiany, połączonej m.in. z wahaniami stanu
równowagi, z wiecznym umieraniem i odradzaniem się, przekraczaniem
granic (widzialnych i symbolicznych), ustanawianiem nowego porządku, itp.
Tego typu zjawiska są przede wszystkim charakterystyczne dla przełomo­
wych momentów w życiu człowieka i Natury. Można je porównać do
przekraczania progu, za którym zaczyna się nowy etap egzystencji, kolejny
okres cyklu rocznego, nowy porządek społeczny. Owe progi i zachowania
służące ich pokonaniu (przybierające najczęściej formę działań obrzędowych,
choć nie jest to regułą), powodujące nową organizację rzeczywistości, okre­
ślam tutaj terminem: „sytuacja graniczna" (por. też np. koncepcję liminal
situation Turnera, 1969).
Jedną z form zachowań, występujących bardzo często, aczkolwiek nie
zawsze obowiązkowo, w sytuacjach granicznych są współzawodnictwa.
Mówiąc o tego typu zachowaniach można używać pojęcia: „sport", „dyscy­
pliny sportu" (tj. biegi, skoki, rzuty, wyścigi, podnoszenie ciężarów i in.).
Termin „współzawodnictwa" wydaje m i się jednak właściwszy, kładzie
bowiem akcent na charakter określanych przy jego pomocy działań i oddaje
ich istotę (por. uwagę Frédérica dotyczącą sumo, zgodnie z którą „sport"
jest pojęciem zachodnim i zaadaptował się w Japonii stosunkowo późno;
Frédéric 1988, s. 207).
* Artykuł jest częścią przygotowywanej obecnie do druku monografii pt. „Współzawodni­
ctwa w kulturach ludów Azji". Z tego względu prezentowane tu materiały dotyczą głównie
społeczności zamieszkujących kontynent azjatycki. Mam jednak nadzieję, ze wiele wniosków
opartych na tym materiale i sformułowanych przeze mnie tez może mieć ogólniejszy charakter.

�94

IWONA KABZIŃSKA- STA WAR Z

Jak wiadomo, różne rodzaje współzawodnictw występują nie tylko w spo­
łeczeństwie ludzkim. Są one bowiem również obecne w świecie zwierząt.
Badacze wskazują przy tym na podobieństwo pewnych zachowań, a jedno­
cześnie - na wspólne człowiekowi i zwierzęciu popędy, w których zachowa­
nia te mają korzenie (na ten temat patrz np. Groos 1896, 1899; Piasecki 1922,
1928, ponadto - Eibl-Eibesfeld 1987, s. 93-106; Morris 1974, zwł. s. 196-247,
i in.). Z naśladownictwa zwierząt wywodzone są też m.in. początki azjatyc­
kich sztuk walki (patrz np. Tokarski 1984, s. 154-156; 1989, s. 150-158 i in.).
Tylko człowiek jednakże - w odróżnieniu od zwierząt - nadał współzawodnictwom znaczenie symboliczne, uczynił je tematem twórczości epickiej,
elementem obrzędów, wierzeń, magii, za pomocą której próbuje kształtować
rzeczywistość i wpływać na bieg wydarzeń, oczekując pożądanych efektów.
Według J. Huizingi zaś, we współzawodnictwach (zaliczanych przez autora
do form zabawy) należy szukać źródeł kultury - w tym również wojny
i rozmaitych dyscyplin wiedzy, np. prawa (Huizinga 1985).
Współzawodnictwa mogą występować w kontekście obrzędów, np. ro­
dzinnych i dorocznych, określanych najczęściej w literaturze jako obrzędy
przejścia. Organizuje się je również w innych sytuacjach przełomowych dla
danej grupy, nie mających charakteru takiego obrzędu: po zwycięstwie
w kampanii wojennej, podczas epidemii chorób, klęsk ekologicznych, i in.
Stanowią one także formę powszedniej (1;j. nieświątecznej) rekreacji. Przed­
miotem tego artykułu są jednak przede wszystkim zawody związane z sytuaq ą graniczną, obrzędami i świętem, które - by posłużyć się np. sformułowa­
niem E. Leacha, wyznacza moment między dwoma interwałami czasowymi
(szerzej patrz; Leach 1961, s. 124-136), według R. Caillois zaś, jest antrak­
tem, w czasie którego zawieszony zostaje dotychczasowy porządek świata
(Caillois 1973, s. 143).
Artykuł składa się z dwóch części. W prezentowanej tu części I skoncen­
trowałam się na udziale zawodów w symbolicznym akcie wyznaczania i prze­
kraczania granic oraz ustanawiania nowego porządku. W części I I ukazana
zostanie magiczna funkcja współzawodnictw i ich związek z ofiarą. Trudno
jednak mówić o tych zagadnieniach bez odniesienia do symboliki.
Większość społeczeństw ma własny kalendarz świąt i obrzędów, w któ­
rych kontekście mogą występować współzawodnictwa. Należą do nich zwła­
szcza przełomowe momenty oznaczające koniec jednego, a zarazem początek
następnego etapu w życiu jednostki, rodziny, w cyklu kalendarzowym, rocz­
nym, gospodarczym, i in., wyznaczane przez przenikający się świecki i religij­
ny porządek rzeczy. Należy jednak podkreślić, że nie wszędzie i nie zawsze
przełomowe wydarzenia o dużym znaczeniu społecznym i związane z nimi
obrzędy, święta itp. wymagają organizacji zawodów. Różnie jest też po­
strzegany stosunek poszczególnych społeczeństw do sportu i wychowania
fizycznego. Według Thomasa np., Hindusi są ludźmi poważnymi i sport oraz
inne gry nie cieszą się u nich taką popularnością, jak na Zachodzie (Thomas
1975, s. 60). W The New Conquest of Central Asia (1932, s. 129) znajduje-

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

95

my wzmiankę o tym, że Chińczycy odnoszą się do wszelkich form ćwiczeń
fizycznych z dużo mniejszą uwagą niż np. Mongołowie i po prostu nie
rozumieją sportu. (Opinie tego typu bywają jednostkowe i nie zawsze znaj­
dują potwierdzenie w innych źródłach, patrz np. Auboyer 1968, s. 224;
Sacred Book... 1885). Uważa się też, że Żydzi - „naród księgi" nie rozwinęli
zamiłowania do sportu . Sprawność fizyczną ceniły sobie natomiast nie­
zwykle ludy Syberii. Zachęta do stałego treningu, dzięki któremu człowiek
stawał się nie tylko dobrym zawodnikiem, ale przede wszystkim zwiększał swoje
szanse na przetrwanie w trudnych warunkach klimatyczno-przyrodniczych, była
jednym z podstawowych elementów systemu wychowania. Czukcze np. ujęli tę
ideę w formie przysłowia, które mówi: „Jeśli nie masz nic do roboty - dźwigaj
kamienie, skacz i biegaj" (Istorija i kultura ćukćej 1987, s. 211).
Analiza materiałów informujących o występowaniu różnych dyscyplin
sportu w tzw. kulturach tradycyjnych i współcześnie prowadzi do wniosku,
że związek tego typu zachowań z czasem zmiany utrzymuje się niezależnie
od przeobrażeń obejmujących same formy zawodów lub charakter kon­
tekstu. Współcześni syberyjscy hodowcy reniferów np. urządzają wyścigi
zwierząt, zapasy i zawody łucznicze, wyścigi łod. i , przeciągają linę, biegają
na nartach itp. podczas uroczystości zamykającej sezon łowiecki, noszącej
dziś nazwę „święta sławy ludzi pracy", podobnie jak czynili to np. w X I X w.,
z tej samej okazji w czasie tzw. święta niedźwiedzia. Karakałpacy - wzorem
swych przodków, urządzają wyścigi baranów i walczą o skórę kozła po
zakończeniu zbiorów bawełny [syntetyczne ujęcie zagadnienia zmian zacho­
dzących współcześnie w obrzędowości dorocznej np. ludów mieszkających na
terenach b. ZSRR znajdziemy m.in. w pracy Tulcewej (Tulceva 1985), Saburowej (Saburova 1977) i in.] Można jednak mówić o stopniowym ubożeniu
i zanikaniu dawnych tradycji oraz zmianie znaczenia i funkcji zarówno
współzawodnictw, jak też właściwego dla nich kontekstu czasowo-sytuacyjnego. Procesy zmian w tej dziedzinie nie są przy tym charakterystyczne
wyłącznie dla X I X - X X stulecia, ani nawet czasów nam współczesnych.
Wskazuje na to chociażby wypowiedź jednego z jakuckich informatorów
W. Sieroszewskiego, zanotowana przez tego badacza pod koniec X I X w.,
a dotyczącą święta kumysu (ysyech) : „Każdy mógł urządzać sobie ysyech,
tj. uroczyste picie kumysu w kole swych sąsiadów, swego rodu; ale głównych
ysyechów w roku było 2: mały na wiosnę, kiedy zazieleniły się łąki i duży
w połowie lata, na który do niedawna schodziły się tłumy z całego ułusu
1

2

1

Za zwrócenie uwagi na tę cechę kultury żydowskiej serdecznie dziękuję p. dr Oldze
Goldbergowej. Jej również zawdzięczam informację o tym, że dzieci żydowskie z dzielnicy
ortodoksyjnej w Jerozolimie do dziś nie umieją kopać piłki, ani nie mają rowerków, gdyż jest
to sprzeczne z tradycyjnym wychowaniem.
Sieroszewski wyjaśnia, że niektórzy badacze piszą nazwę święta przez a (ysyach). On
jednak zawsze słyszał a mocno pochylone (Sieroszewski 1935, t. 2, s. 66). Dodam tu, że
w literaturze etnograficznej spotykamy obie formy pisowni, częściej jednak, jak mi się wydaje,
występuje termin ysyach.
2

�96

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

i nawet z innych ułusów. - Niegdyś ludzie lubili się bawić, lubili wesołość
[...]. Jedli, pili, skakali, bawili się, mocowali, tańczyli. [...] Teraz ysyechy
ustają. Kobył Jakuci coraz mniej doją, kumysu nie kwaszą, starych zwycza­
jów nie przestrzegają. Bogactwo ich rozsiało się, stada zmalały, wszystkich
ogarnęła chciwość pieniędzy. Któż więc teraz zechce nakarmić taką ilość
ludzi, kto może bez bydła zebrać tyle co trzeba mleka i kumysu? Nie ma też
batyrów, szermierzy, ochotników do zapasów i skoków. Zniknęli ludzie
dawni, dzielni, bogaci i szczodrzy." (Sieroszewski 1935, t. 2, s. 66-67).
*

*

*

Bibliografia prac, w których można znaleźć informacje o różnych for­
mach współzawodnictw występujących w kulturach poszczególnych ludów
Azji tworzy obszerną listę nazwisk i tytułów. Jest to jednak obfitość
pozorna. Przydatność większości prac do nowoczesnych badań sportu,
mieszczących się w nurcie współczesnej antropologii, okazuje się bowiem
najczęściej niewielka. Ich autorzy, wywodzący się głównie z mającego
znakomite osiągnięcia grona historyków sportu i kultury fizycznej, kon­
centrują się jednak zazwyczaj na drobiazgowej prezentacji reguł zachowań
i zasad organizacji zawodów oraz dziejach poszczególnych dyscyplin, po­
mijając problem znaczenia symboliczno-komunikacyjnego, które - moim
zdaniem - jest ogromnie ważne dla zrozumiena istoty związku współ­
zawodnictw z kontekstem rytualnym. Trzeba też przyznać, że niezwykle
rzadko wypowiadają się na temat sportu sami antropolodzy czy etnolodzy.
Zwróciłam na to uwagę w jednym ze swych artykułów (Kabzińska-Stawarz
199lb). Tymczasem dla pełnego zrozumienia znaczenia współzawodnictw
występujących w kontekście obrzędowym i określenia ich roli społeczno-kulturowej ważna jest nie tylko informacja o różnych szkołach walki,
stylach i technikach, dystansie wyścigu, wielkości boiska, odległości, w jakiej
mają się znajdować zawodnicy w poszczególnych fazach gry itp., lecz
również poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o pozatechniczne, a także
pozaludyczne funkcje i cele tych zachowań .
W kulturach ludów Azji spotykamy wiele form współzawodnictw. Bada­
jąc je wkraczamy na różne poziomy. Na najbardziej ogólnym można mówić
generalnie o zawodach i poszczególnych dyscyplinach: wyścigach, skokach,
zapasach, lucznictwie i in. W ramach każdej z tych dyscyplin istnieje jednak
szereg szczegółowych rozwiązań obejmujących m. in. charakter rekwizytów,
rodzaj kostiumów, zasady doboru uczestników, sposoby organizacji ruchu,
gesty, słownictwo i inne elementy tworzące określoną formę zachowań.
3

3

Z drugiej strony znawcy technik sportu zarzucają zawodowym historykom, że ci „nie
przywiązują zbyt wielkiego znaczenia do rozróżnienia subtelności szkół walki". Dodają też,
że „z prostych wzmianek [np.] o zapasach trudno wnioskować o szczegółach [...]" (Miłkowski
1987, s. 51).

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

97

Wyścigi np. mogą być organizowane z udziałem koni, wielbłądów, reniferów,
psów, baranów i in. zwierząt, uczestniczą w nich także ludzie. Na terenach
Azji spotykamy poza tym wyścigi łodzi, sań, wozów i in. Zróżnicowany jest
dystans zawodów, a co za tym idzie - czas ich trwania. Trasa biegnie w linii
prostej lub po kole, niekiedy zaś uczestnicy muszą wykonać dodatkowe
zadania (np. jak najszybciej osiodłać konia, zaprząc go do wozu lub pokonać
określoną trasę trzymając w rękach duże naczynie napełnione jedzeniem).
Liczy się czas zwycięzcy lub tylko kolejność na mecie. Przykładem we­
wnętrznego zróżnicowania jednej dyscypliny sportu/formy współzawodnictw
są też np. różne style zapasów, rodzaje skoków, rozmaite szkoły tzw.
wschodnich sztuk walki i inne. Te szczegółowe rozwiązania mogą stanowić
odrębny przedmiot badań.
Jedna z metod prowadzących do pełniejszego zrozumienia znaczenia
współzawodnictw i pozwalających na uzupełnienie dotychczasowego stanu
wiedzy polega na zgromadzeniu informacji - przede wszystkim w trakcie
badań terenowych - o sposobach postrzegania tego typu zachowań przez
osoby reprezentujące poszczególne społeczeństwa i kultury. Z różnych po­
wodów zbieranie materiałów terenowych i pozyt kiwanie nowych źródeł do
prowadzonych przeze mnie prac musiałam ograniczyć do obszaru Mongolii.
Badania te zaowocowały m.in. szeregiem artykułów i monografią gier pas­
terzy mongolskich (Kabzińska-Stawarz 1987, 1988, 1991a i in.). Pozwoliły m i
również spojrzeć dość szeroko na zagadnienie współzawodnictw, a ich efekty
i zdobyte doświadczenia okazały się przydatne w dalszych studiach. Dzięki
pracom nad miejscem i rolą współzawodnictw w kulturach ludów Azji
sformułowałam szereg ogólniejszych wniosków, dotyczących m.in. funkcji
i znaczenia tego typu zachowań. Niektóre z nich przedstawiam w tym
artykule. Zanim jednak przejdę do prezentacji różnych form współzawod­
nictw chciałabym zwrócić uwagę na to, że mimo widocznych różnic i faktu
występowania na rozległych, tak bardzo odmiennych kulturowo obszarach
Azji, mają one wiele cech wspólnych. Łączy je m.in. podobieństwo peł­
nionych funkcji, znaczenia oraz treści przekazywanych za pomocą odpo­
wiednich środków symbolicznych.

W Y Z N A C Z A N I E G R A N I C I USTANAWIANIE NOWEGO PORZĄDKU

Wyścigi
Jedną z najbardziej popularnych w Azji form zawodów, występujących
w różnorodnych sytuacjach granicznych, są wyścigi zwierząt. Wystawia się
do nich najczęściej zwierzęta, które mają zasadnicze znaczenie dla gospo­
darki, a zarazem zajmują ważne miejsce w obrzędach i wierzeniach ludo­
wych. D l a mieszkańców Azji Centralnej, Indii, a także np. Jakutów zwierzę­
ciem o takich szczególnych właściwościach jest przede wszystkim koń, dla

�98

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

większości ludów Syberii - renifer i pies. Warto dodać, że zwierzętom tym
(podobnie jak np. wielbłądowi, baranowi, kozłu, bykowi i in.) przypisywana
jest najczęściej rola mediatora, pośrednika między określonymi obszarami
wszechświata, społecznością żywych i zmarłych, i in. Łączy się z nią zdolność
przekraczania granic czaso-przestrzennych. W określonych sytuacjach (np.
obrzędowych) zwierzęta pełniące funkcje mediacyjne stają się także sym­
bolem zmiany. Wspomniane tu właściwości decydują także - według mnie
- o znaczeniu wyścigów, w których wymagany jest udział określonych
rodzajów zwierząt.
Mówiąc o znaczeniu wyścigów należy również wziąć pod uwagę m.in.
charakter rekwizytów oraz pewne szczególne zachowania zawodników,
wynikające z odpowiednich reguł. Dla ilustracji odwołam się do wyścigów
organizowanych przez Kirgizów z okazji rocznicowych wypominków ku czci
zmarłych. Najważniejsza wydaje się tu ostatnia faza zawodów. Jak podaje
Simakow, w chwili w której zwycięski koń przekraczał metę - z ust sędziów
i widzów padał okrzyk: „on złamał żałobną flagę!" W tym momencie
jeździec podjeżdżał do flagi (znajdującej się obok jurty zmarłego) i wyrwaw­
szy ją z ziemi łamał na części, a następnie wrzucał do ogniska, na którym
gotowało sie jedzenie dla uczestników obrzędu. Flaga symbolizowała duszę
zmarłego, a jej kolor pozwalał określić jego wiek. Czerwień odpowiadała
osobie młodej, czerń - człowiekowi w wieku średnim, biel zaś była symbolem
człowieka dojrzałego, starca. Zniszczenie flagi oznaczało zakończenie okresu
żałoby dla wdowy i krewnych zmarłego. Kończył się też niebezpieczny dla
żywych okres działania jego ducha. (Simakov 1984, s. 141-142; podkr. moje
- I.K-S.). W niektórych przypadkach wyrażenie „on złamał flagę żałobną"
miało wyłącznie znaczenie symboliczne. Odnosiło się np. do zwycięzcy
pojedynku na piki, choć w czasie tych zawodów czynność łamania flagi
żałobnej de facto nie miała miejsca. Symbolem końca żałoby było też
u Kirgizów złamanie oszczepu i spalenie go w ogniu. Czynił to mężczyzna
cieszący się największym autorytetem w rodzinie zmarłego albo grupa
bliskich krewnych. Złamanie flagi lub oszczepu wyznaczało jednocześnie
koniec pewnego etapu w życiu grupy, do której należał zmarły: wyłącza­
no go ze świata żywych, jego krewnych zaś przyjmowano ponownie
do społeczności, której część stanowili, kończąc okres żałoby i właściwych
dla tego stanu zachowań. Zawodnik, który złamał i spalił flagę żałobną (lub
oszczep) spełniał więc zadanie o fundamentalnym znaczeniu dla dalszego
funkcjonowania reprezentowanej przez siebie wspólnoty. Przywracał jej
stan równowagi zachwiany przez śmierć jednego z jej członków i ustanawiał
nowy porządek .
4

4

Przykłady zachowań sankcjonujących zmianę poprzez złamanie określonego obiektu
spotykamy nie tylko w kontekście obrzędów przejścia. Kidanie i Mongołowie łamali np. strzałę
podczas składania przysięgi (Vorob'ev 1981, s. 33). Dla Kidanów, Tangutów, Tybetańczyków
i in., złamanie strzały było też znakiem zawarcia pokoju (Kyćanov 1968, s. 77).

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH

GRANICZNYCH

99

Wyłączanie zmarłego ze wspólnoty żyjących nie jest na ogół aktem
jednorazowym lecz następuje w kilku etapach, poczynając od obrzędu
pogrzebowego poprzez serię wypominków, przypadających najczęściej u po­
szczególnych ludów na 3, 7, 40 lub 49 dzień od śmierci, półrocze i kolejne
rocznice. (Interesująca jest przy tym powtarzalność wspomnianych terminów
w różnych kulturach). Moment organizacji kolejnych wypominków zwią­
zany jest m.in. z wierzeniami o wędrówce duszy (ducha) zmarłego. Jest
ona przeważnie przedstawiana jako podróż do „tamtego świata". W czasie
tej wędrówki zmarły musi pokonać rozmaite przeszkody ( = kolejne granice).
Towarzyszy mu zwierzę, które należało do niego za życia i zostało po­
chowane wraz z nim. U Jakutów np. mężczyźni odbywali swą symboliczną
podróż w zaświaty konno, kobiety zaś - na krowie lub cielęciu. U tureckich
i mongolskich ludów Azji Centralnej rolę przewoźnika mężczyzn pełnił
najczęściej koń, kobiet - wielbłąd, zmarłym dzieciom natomiast towarzyszył
baran. W wierzeniach ludów Syberii duch zmarłego przeprowadzany był
bezpieczną drogą przez renifera. Istniały oczywiście lokalne warianty po­
chówków zwierząt i ludzi (najbardziej znane są przy tym pochówki z koniem,
występujące w Azji Centralnej co najmniej od epoki scytyjskiej; szerzej
na ten temat patrz np. Kuzmina 1977; Nesterov 1990; Tryjarski 1991,
s. 199-205 i in.).
Według niektórych badaczy, np. M . Eliade, koń jest mitycznym obrazem
śmierci. Stąd jego szczególna rola w obrzędzie pogrzebowym, gdzie nie tylko
przenosi zmarłego na tamten świat, lecz także symbolizuje przejście z jednego
poziomu na inny, z jednego świata do drugiego. Wspomniana symbolika może
być jednak rozpatrywana znacznie szerzej, np. w odniesieniu do praktyk
szamańskich i obrzędów inicjacyjnych młodych mężczyzn, gdzie śmierć ma
charakter symboliczny. K o ń pełni tu rolę pośrednika, łącznika między świa­
tem żywych i zmarłych (Eliade 1974, s. 466-470). Szczególna rola konia
w obrzędzie pogrzebowym polega m.in. na jego udziale w symbolicznym
akcie odseparowania zmarłego, wyłączenia go ze społeczności żyjących
poprzez objeżdżanie trupa, mogiły, krewnych lub przedmiotów identy­
fikowanych ze zmarłym. Sens tego zachowania pozwala nam jednocześnie
zrozumieć znaczenie wyścigów. Zwyczaj wielokrotnego, ceremonialnego
objeżdżania grobu (aż do wyczerpania sił koni) potwierdzony został m.in.
dla starożytnych ludów Azji Centralnej i Chin (patrz np.: Bićurin 1950, t. 1,
s. 216, 230; Roux 1963, s. 166, i in.). Według E. Tryjarskiego np. „cere­
monialne objeżdżanie grobu dało początek konnym zawodom i grom, orga­
nizowanym już po pogrzebie, ale niejako ku czci zmarłego" (Tryjarski 1991,
s. 209). Materiały zebrane przez współczesnych badaczy potwierdzają,
iż wspomniany zwyczaj zachował się u niektórych ludów do początku
naszego wieku, acz w nieco zmienionej, czy może - uproszczonej
formie. Zmiany polegają przede wszystkim na ograniczeniu liczby kręgów do
trzech, co z kolei nie powoduje nadmiernego zmęczenia zwierząt. U Osetyńców np. w dniu pogrzebu jeźdźcy konni okrążali nieboszczyka trzykrotnie,

�100

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

podczas wypominków zaś - objeżdżano grupę płaczących kobiet oraz odzież
stanowiącą własność zmarłego (Kaloev 1984, s. 78). Kirgizi okrążali miejsce,
gdzie zbierali się uczestnicy obrzędu pogrzebowego i wypominków (Simakov
1984, s. 78). Także np. Jakuci w dniu pogrzebu trzykrotnie objeżdżali zmar­
łego ,,ze słońcem" (Djakonova 1975, s. 58) . Zarówno Kałojew, jak i Simakow informują przy tym, że wspomniane zachowania poprzedzały organiza­
r e wyścigów. Wskazuje to na istniejącą współzależność między tą formą
zawodów a zwyczajem objeżdżania mogił, pozwalając zarazem wnioskować
o znaczeniu wyścigów.
W jednym z hymnów Rigwedy, głoszącym chwałę konia wyścigowego,
czytamy o zwyczaju trzykrotnego obwodzenia konia przeznaczonego na
ofiarę „ p o drodze bogów" (Rigweda 1989,1,162, s. 196). We wszystkich
podanych tu przypadkach zachowań okręgi zakreślane przez zwierzę nie
tylko tworzą drogę, po której ofiara trafia do bogów, lecz także służą
nawiązaniu kontaktu między światem ludzkim i boskim, znosząc zarazem
(czasowo) istniejące między nimi granice.
Godne uwagi wydają mi się słowa hymnu mówiące o świątecznym przy­
braniu konia oraz o spętaniu go sznurem. W niecodziennym kontekście
czynność wiązania zwierzęcia sznurem ma znaczenie symboliczne. Jest jed­
nym ze sposobów informowania o sytuacji granicznej.
Materiały etnograficzne z przełomu X I X i X X w. również wskazują, że
koń uczestniczący w wyścigach obrzędowych, organizowanych w sytuacjach
granicznych, poddawany był różnym zabiegom. Co ciekawe, polegały one
także przede wszystkim na wiązaniu włosia i końskiego tułowia. Czynności
te traktowane są najczęściej przez badaczy jako zabiegi dekoracyjne. Tym­
czasem, co potwierdziły m.in. badania przeprowadzone przeze mnie wśród
pasterzy mongolskich, ich funkcje są o wiele bardziej złożone. Wiązanie
końskich grzyw i ogonów służy bowiem nie tylko dekoracji i zaspokojeniu
estetycznych potrzeb uczestników zawodów (tak konia, jak i człowieka!). Jak
wskazują np. zanotowane przeze mnie wypowiedzi Mongołów - wyjaśniają­
ce, że „koń musiał być ładny w święto" lub „musiał wiedzieć, że to święto"
- wspomniane zabiegi miały także istotne znaczenie symboliczno-komunikacyjne (szerzej na ten temat patrz: Kabzińska-Stawarz 199la, s. 99) .
U Chewsurów np. w wyścigach organizowanych obowiązkowo w 2-3
dniu po śmierci członka rodziny (albo podczas wypominków, t j . w sześć lub
s

6

5

W Mongolii np. jeszcze do niedawna podczas obrzędu składania ofiar na owoo prak­
tykowany był zwyczaj trzykrotnego objeżdżania tego kamiennego usypiska przez jeźdźców
konnych przed rozpoczęciem wyścigów towarzyszących ceremonii ofiarnej. Być może i to
zachowanie wywodzi się z dawnego zwyczaju objeżdżania grobu lub zmarłego, owoo pełniło
bowiem pierwotnie funkcję mogiły, grobowca.
Cytowane w tym artykule wypowiedzi pasterzy mongolskich pochodzą z wywiadów, jakie
przeprowadziłam uczestnicząc w pracach ekspedycji etnograficznej PAN do Mongolii. Zapisy
wywiadów znajdują się w Archiwum Zakładu Etnologii Instytutu Archeologii i Etnologii PAN
w Warszawie. Tam też przechowywane są reprodukowane tu fotografie z Mongolii.
6

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H

GRANICZNYCH

101

Ryc. 1. Charakterystyczny sposób wiązania grzywy i ogona konia wyścigowego, Mongolia.
Fot. S. Szynkiewicz

osiemnaście miesięcy od tej daty) uczestniczył koń wskazany przez rodzinę
zmarłego, zwany „koniem jego duszy". W roli jeźdźca występował zawsze
doskonały zawodnik - krewny lub inna osoba wytypowana przez orga­
nizatorów. D o końskiego siodła przywiązywano odzież należącą do zmar­
łego oraz torbę z butelką wódki. Grzywę zaplatano w warkocze i zwią­
zywano kolorowymi wstążkami, zwierzę natomiast przewiązywano wąskim
pasem materiału zdobionym frędzlami, w kolorze ciemnoczerwonym (rza­
dziej - czarnym). Pas przechodził przez grzbiet zwierzęcia, wiązano go
zaś na jego brzuchu. Czasem używano pasa należącego do kobiety. Element
żeńskiego stroju pojawia się także w kostiumie jeźdźca, który obwiązywał
głowę kobiecą chustą lub szalem (Elaszwili 1968, s. 105-108). Autor podaje
czysto praktyczne wyjaśnienie tych zachowań. Według niego bowiem, pas
którym przewiązywano konia umożliwiał jeźdźcowi utrzymanie równowagi
podczas jazdy po stromych zboczach gór, zapewniając mu bezpieczeństwo.
Obwiązanie głowy miało natomiast zapobiegać przeziębieniu lub urazom.
Elaszwili nie dostrzega symbolicznego znaczenia pasa oraz czynności po­
legającej na przewiązaniu nim końskiego tułowia. Jak sądzę, w kontekście

�102

IWONA K A BZIŃ SKA - STA WA R Z

obrzędu pogrzebowego symbolizuje ona sytuację zmiany, a zarazem oznacza
izolację zmarłego od społeczności żywych. Użycie odzieży kobiecej przez
mężczyznę, podobnie jak jej szczególne połączenie z koniem, wskazuje przy
tym dodatkowo na odwrócenie dotychczasowego porządku i obowiązują­
cych wartości, na stan chaosu (wywołany przez śmierć). Następuje tu swoista
wymiana ubrań - czynność ta zaś uważana jest (m.in. przez Caillois, 1973,
s. 150) za znak zamętu, naruszenia ładu społecznego i kosmicznego. Same
kobiety natomiast pojawiają się w końcowej sekwencji wyścigu organizowa­
nego przez Chewsurów, kiedy to odbierają „konia zmarłego" na mecie
i zajmują się nim dopóki nie wypocznie. Szczególną rolę kobiet w obrzędzie
pogrzebowym, podobnie jak wykorzystanie ich odzieży w tego rodzaju
sytuacjach, można uzasadnić przypisywanym powszechnie kobiecie sym­
bolicznym związkiem ze śmiercią, w której tkwi ziarno nowego życia. Na
związki te trafnie wskazał m.in. L.V. Thomas pisząc, że „wyobrażenie
śmierci przywołuje w wielu kulturach wartości kobiece; dlatego też trup
identyfikowany jest często z płodem lub dzieckiem" (Thomas 1991, s. 62).
Na baczniejszą uwagę zasługuje, moim zdaniem, informacja mówiąca
0 tym, że węzeł pasa, którym przewiązano „konia duszy zmarłego", znaj­
dował się na brzuchu zwierzęcia. Wskazuje to - jak sądzę - na kierunek jazdy
konia (reprezentującego w wyścigu obrzędowym zmarłego) w dół, do pod­
ziemi itp., a ponadto (podobnie jak węzeł chustki lub szala zawiązanego
na głowie jeźdźca i ulokowanego na potylicy) - na odwrócenie zwykłego,
codziennego porządku.
W wielu społecznościach Azji rozmaitym zabiegom, polegającym głównie
na czynności wiązania, poddawano włosie końskie. U ludów turecko-mongolskich np. zawiązywano ogony koni wyścigowych w węzeł lub przewiązy­
wano je kolorowymi nićmi, wstążkami, rzemieniami itp. Grzywę konia
wiązano zaś w ten sposób, by włosy sterczały do góry tworząc charaktery­
styczny czub (lub, jak to określali np. pasterze mongolscy: „pędzelek"),
zaplatano ją w warkocze, wplatano w nią sznurki, kawałki materiału itp.
Wspomniane zabiegi występują nie tylko w kontekście obrzędów po­
grzebowych i wypominków lecz - jak można wnosić z informacji zawartych
w literaturze - są również charakterystyczne dla innych obrzędów przejścia,
sytuacji granicznych. Kirgizi np. przewiązywali grzywy oraz zawiązywali
w węzeł ogony koni biorących udział w wyścigach oraz w zawodach
polegających na walce jeźdźców konnych na piki. Pojedynki te urządzano
przede wszystkim z okazji wypominków, ale także m.in. podczas wesela
1 obrzędu obrzezania (Simakov 1984, s. 47-59). Autor podkreśla, że węzły
były mocne i szczelne. Wskazuje on wprawdzie na komunikacyjne znacze­
nie węzłów, informując, iż w przeszłości praktyka zawiązywania ogonów
koni wyścigowych oznaczała stan wojennego alarmu i gotowość do walki
(tamże, s. 84), nie analizuje natomiast znaczenia tego rodzaju zabie­
gów występujących na przełomie X I X i X X w. w określonym kontekście
obrzędowym.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

103

Ryc. 2. Uczestniczka wyścigu na koniu; zauważ „pędzelek'* na końskiej grzywie, Mongolia
Fot. S. Szynkiewicz

Jak wynika z moich badań, Mongołowie przewiązywali grzywy i ogony
koni biorących udział w wyścigach z okazji dorocznych uroczystości ofiar­
nych, zwanych owoo t ach ich, przypadających na początek lub przełom
okresu letnio-jesiennego. J. Kler informuje natomiast, że Mongołowie
Ordosu podczas Nowego Roku okrywali konia kolorową tkaniną i wiązali
pięknie haftowany materiał na czole zwierzęcia (Kler 1947, s. 21). Węzeł
znajdował się w przedniej, górnej części głowy konia. Taka lokalizacja
węzła nasuwa przypuszczenie, że poza symboliką granicy i informacją
o sytuacji przejścia, przekazywany był jednocześnie komunikat o pożądanym
kierunku organizacji wszelkich działań - ku przyszłości, zgodny z ideą
okresu noworocznego.
W sytuacji granicznej znaczenie symboliczno-komunikacyjne ma też za­
pewne umieszczenie węzła, nici, rzemienia, wstążek itp. w środkowej części
grzywy i ogona. Ze spektakularnym przykładem tego typu zabiegów spoty­
kamy się m.in. u Tuwińców, którzy przycinali grzywy koni uczestniczących
w wyścigach do połowy, zostawiając długie włosy na karku, ogony końskie

�104

IWONA KABZIŃSKA STAWARZ

natomiast zaplatali po środku, podczas gdy ich część górna i dolna pozo­
stawała luźna (Sambuu 1978, ryc. na s. 32).
Zawiązany w węzeł na czas obrzędu/święta ogon konia, zapleciona
w warkocze lub przewiązana wstążkami grzywa stają się szczególną od­
mianą kostiumu, który - podobnie jak ubranie noszone przez człowieka
w sytuacjach świąteczno-obrzędowych - ma znaczyć m.in. niecodzienność
kontekstu.
Według E. Leacha np., szczególny ubiór noszony od początku w czasie
obrzędów podkreśla istnienie granic społecznych. Zakładanie lub zdejmowa­
nie specjalnych strojów w trakcie obrzędu służy natomiast zaznaczeniu
zmiany statusu (Leach, Greimas 1989, s. 62). Sądzę, iż twierdzenie to można
rozszerzyć, odnosząc je chociażby do wspomnianych tu swoistych form
kostiumu koni uczestniczących w wyścigach obrzędowych. Można przy tym
mówić nie tylko o społecznych - jak chce Leach, lecz bardziej uniwersalnych
granicach, o istnieniu i przekraczaniu których informuje ubiór świąteczny.
Symboliczne znaczenie zabiegów polegających na wiązaniu końskich
grzyw i ogonów w niecodziennych sytuacjach łączy się zapewne z powszech­
nymi w Azji wierzeniami w szczególną moc końskiego włosia. Przypisuje się
mu zwłaszcza rolę mediatora, łącznika między dwoma światami (patrz np.
Lipec 1982, s. 223; Michąjlov 1980, s. 164, Revunenkova 1985 i in.). Zgodnie
z zasadą pars pro toto, w czasie obrzędów np. włosy reprezentują samo
zwierzę, są jego symbolicznym zamiennikiem. Zasada ta stosowana jest m.in.
podczas ceremonii ofiarnych.
Wstążki wplatane we włosy koniom wyścigowym lub używane do prze­
wiązywania grzyw i ogonów zwierząt miały najczęściej różne odcienie czer­
wieni. W sytuacjach obrzędowych barwa ta, asocjowana z krwią, życiem,
ożywianiem, ma znaczenie magiczne. Można ją zarazem uznać za symbol
zmiany. Rzadziej spotykamy wstążki, nici lub kawałki materiału w kolorze
białym. Białe szarfy przywiązywali np. do końskich grzyw Buriaci. Konie
uczestniczyły w wyścigach z okazji święta ku czci zajanów - duchów przod­
ków, uważanych m.in. za twórców kowalstwa. Białe nakrycia głów nosili też
dwaj spośród dziewięciu jeźdźców (Sandżeev 1980, s. 112) . W innych sytua­
cjach świąteczno-obrzędowych natomiast Buriaci, podobnie jak np. Mon­
gołowie, Tuwińcy i in., wiązali włosy koniom uczestniczącym w wyścigach
wstążkami w kolorze czerwonym. Możemy tu jednak mówić wyłącznie
o zewnętrznych różnicach barw. Z punktu widzenia symboliki bowiem oby­
dwie barwy mają wiele cech wspólnych, a nawet można je uważać za
tożsame . W przypadku omawianych tu zabiegów biel, podobnie jak czer­
wień, symbolizuje nie tylko zmianę, lecz także - początek, źródło życia itp.
7

8

7

Młodzieńcy grający te role uważani byli za potomków białych kowali. (Autor uczestniczył
w obchodach wspomnianego święta w jednej z wiosek guberni irkuckiej w 1926 r.).
Tożsamość symboliki bieli i czerwieni występuje np. w wierzeniach buriackich. Zwraca na
to uwagę m.in. Gałdanowa (Galdanova 1987, s. 16-19).
8

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

105

Występujące podczas współzawodnictw kawałki materiału (wstążki, pasy,
chustki, ręczniki i in.) służyły rozmaitym celom. Były obiektem walki lub
stanowiły np. nagrodę dla zwycięzcy . Dużą popularnością cieszyły się różne
rodzaje walk o chustkę u ludów tureckich Azji Centralnej (patrz np.: Brusilovskij 1959, s. 127; Gunner, Rachimgulov 1949, s. 79; Simakov 1984, s. 176;
Tulceva 1985, s. 82 i in.). U Tatarów czepieckich zaś podczas święta sabantuj,
związanego z siewem zbóż jarych, przedstawiciele rodu męża walczyli o ręcz­
niki należące do młodych mężatek (Urazmova 1977, s. 96-97). Prawdopo­
dobnie ręczniki i chustki - stanowiące nagrodę dla zwycięzcy wyścigów
- reprezentowały w zawodach samą kobietę .
Współzawodnictwom przypisywano znaczący udział w kreowaniu nowe­
go porządku społecznego. Od ich wyniku bowiem mogło np. zależeć zawar­
cie małżeństwa między określonymi osobami. Przykładem współzawodnictw,
których wynik decydował o przyszłości dwojga ludzi są - spotykane zwłasz­
cza na terenach Azji Centralnej - wyścigi jeźdźców konnych, zwane „pogo­
nią za dziewczyną". Według niektórych autorów, zawody te były niegdyś
przede wszystkim częścią obrzędu weselnego (patrz np. Omurzakov, Sagalaev 1981, s. 16). Materiały etnograficzne, m.in. dotyczące Kirgizów, wska­
zują jednak, iż „pogoń za dziewczyną" występcwała również m.in. w kon­
tekście świąt religijnych, np. w przeddzień muzułmańskiego ramadanu (patrz
np. Simakov 1984, s. 175). Prowadzi to do wniosku o ich szerszym związku
z sytuacją zmiany, przekraczaniem umownych i rzeczywistych granic.
Znaczenie „pogoni za dziewczyną" pozwala nam m.in. zrozumieć infor­
macja zamieszczona we „Vsemirnoj Illjustracii" (nr 354: 1875, s. 383-386).
Wynika z niej, że w zawodach brało udział kilku jeźdźców, a ten, który
dogonił dziewczynę - miał prawo ożenić się z nią (podkr. moje - I.K-S.).
Zgodnie z regułami zawodów, dziewczyna musiała dojechać do słupa, wy­
znaczającego połowę dystansu i wrócić na miejsce, z którego rozpoczął się
wyścig. Jeżeli któremuś z mężczyzn udało się pochwycić ją do tego momentu
- wywiązywała się walka, mająca nierzadko dramatyczny przebieg. Mężczyz­
na szarpał dziewczynę za odzież, ona zaś oganiała się od napastnika bijąc go
dotkliwie ciężkim batem, zwłaszcza jeśli nie zamierzała zostać jego żoną. Jak
podaje Simakow, u Kirgizów w czasie walki dziewczyna próbowała zrzucić
czapkę z głowy chłopca, a uderzenia bata nierzadko przecinały mu twarz
(Simakov 1984, s. 176-177). Informacje uzyskane przez Simakowa również
potwierdzają bezpośredni związek między rezultatem zawodów a zawarciem
małżeństwa. Wspomniany autor podaje też, że w przypadku porażki mło­
dzieńca rodzicom dziewczyny płacono okup w bydle lub pieniądzach (tamże,
9

10

9

W Mongolii np. pasem jedwabnego materiału (chadag) nagradzano zarówno najlepszego
jeźdźca, jak i konia.
Chustka jako symboliczny ekwiwalent kobiety występuje często w obrzędach zawierania
małżeństwa (patrz np.: Abdalla 1989, s. 134-135; Tulceva 1985, s. 82; Valichanov 1985, t. 2,
s. 75 i in.).
1 0

�106

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

s. 177). Niektórzy autorzy informują, że zadanie uczestnika wyścigu polegało
nie tylko na schwytaniu uciekającej dziewczyny. Musiał on także dotknąć jej
piersi (patrz np.: Divaev 1907, s. 11; Levśin 1832, s. 119; Schuyler 1876, s. 42;
Simakov 1984, s. 176). W ten sposób potwierdzano prawo mężczyzny do
zawarcia małżeństwa z uczestniczką zawodów. Dodatkowo jeszcze - jak
wynika z informacji wspomnianych autorów - przypieczętowywano je poca­
łunkiem oraz spędzeniem wspólnej nocy.
Wyścigi - „pogoń za dziewczyną" odbywały się w różnych fazach
obrzędu zawierania małżeństwa. Lewszin np. informuje, że wyścigi i inne
gry miały miejsce po nocy poślubnej, jeśli okazało się, że dziewczyna jest
dziewicą lub gdy młodzi wiedzieli, że przestała nią być przed ślubem za
sprawą młodego. W przeciwnym przypadku oddalano ją do domu ojca,
żądając innej córki lub - zwrotu kałymu (Levśin 1832, s. 106). Według
Abramzona (1978, s. 107) zawody organizowano podczas przyjazdu narze­
czonego do domu dziewczyny oraz przed jej wyjazdem do domu męża.
Walichanow natomiast pisze, że „pogoń za dziewczyną", w której uczest­
niczyli tylko narzeczeni, urządzano podczas odjazdu swatów, po uprzednim
poczęstunku i obdarowaniu ich prezentami (Valichanov 1985, t. 2, s. 75).
Interesujący wariant wspomnianych tu zawodów występował w począt­
kowej fazie obrzędu weselnego u Kazachów. Od zawodników wymagano
m.in., by zerwali chusteczkę przymocowaną lekko do lewego rękawa
ubrania uciekającej dziewczyny na wysokości przedramienia (patrz np.
Gunner, Rachimgulov 1949, s. 79) albo też schwytali zawodniczkę za
chustkę, lub inną część odzieży (Brusilovskij 1959, s. 127). Żaden
ze wspomnianych autorów nie podaje jednak, czy rezultat zawodów miał
wpływ na zawarcie małżeństwa. Jak przypuszczam, „pogoń za dziewczyną"
utraciła z czasem swoje znaczenie weryfikacyjne stając się zachowaniem
o znaczeniu symbolicznym - szczególną formą wyrażenia społecznej akcep­
tacji dla zawartego małżeństwa, a także - po prostu rozrywką.
Biegi
Równie ważną jak wyścigi z udziałem zwierząt, a jednak znacznie słabiej
eksponowaną w literaturze formą współzawodnictw występujących w sytuaqach granicznych są b i e g i . Według niektórych badaczy, należą one do
najstarszych rodzajów zawodów, poprzedzając m.in. pojawienie się wyści­
gów konnych (patrz np.: Simakov 1984, s. 143). Stwierdzenie to jest tak
oczywiste, że wydaje się truizmem. Znacznie ważniejsze od kwestii genezy
jest jednak - moim zdaniem - podobieństwo symboliki i obrzędowej roli
wyścigów zwierząt oraz biegów z udziałem człowieka. Zwraca przy tym
uwagę fakt, że obie formy współzawodnictw występują najczęściej nie tylko
w tym samym kontekście obrzędowym, łączy je bowiem również bliskość
czasowa. Przykładem mogą być m.in. wyścigi koni i biegaczy organizo­
wane w Tybecie podczas Nowego Roku w tym samym miejscu i czasie

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

107

Ryc. 3. Jeźdźcy mongolscy
Fot. S. Szynkiewicz

oraz na jednakowym dystansie. Jak informuje Bell (1968, s. 278-280) ru­
maki biegły bez jeźdźców, pilnowane przez jadących za nimi mężczyzn,
by się nie rozpierzchły. Zdarzało się przy tym, że konie zajmujące ostatnie
miejsca w wyścigu znajdowały się wśród biegaczy . Z badań Urazmowej
wynika natomiast, że podczas święta sabantuj biegi odbywały się w po­
bliżu mety wyścigów konnych. Rozpoczynano je, gdy konie wyścigowe
oddaliły się znacznie od miejsca startu (Urazmova 1977, s. 96). Niektóre
informacje wskazują na daleko idącą tożsamość uczestników zawodów:
konia i człowieka. W jednym z rozdziałów mongolskiego zbioru praw,
pochodzącego z X V I I I w., dotyczącego organizacji wyścigów, mówi się np.
o przyznawaniu zwycięstwa jeźdźcowi, którego koń padł przed metą,
jeśli zawodnik zdołał dobiec do tego miejsca (Chalcha Dżirum 1956,
s. 78-79). Podobnie u Kirgizów, jeśli jeździec dosiadający konia, który padł
przed ukończeniem wyścigu, przybiegł na metę przed innymi - zostawał
uznany za zwycięzcę. W odróżnieniu od Mongołów jednak musiał on przy­
nieść ze sobą końską uzdę lub głowę odciętą koniowi na miejscu upadku
(Simakov 1984, s. 83).
11

ii o wyścigach koni bez jeźdźców w Tybecie informuje też np. Cybikow (1975, s. 125).
Zwyczaj ten występował również m.in. u Kirgizów (Simakov 1984, s. 82).

�108

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Obrzędowy kontekst, w jakim wy­
stępowały biegi u ludów Azji jest bar­
dzo szeroki. Tworzą go bowiem róż­
norodne sytuacje związane ze zmianą
w życiu człowieka, począwszy od
wczesnego dzieciństwa, a skończywszy
na wypominkach, a także - przełomo­
we momenty cyklu rocznego i kalen­
darzowego oraz gospodarczego.
Spektakularnym przykładem związ­
ku biegów z obrzędem przejścia, które­
go bohaterem jest małe dziecko, są m.in.
zawody organizowane przez Kirgizów
i Kazachów. Jak podaje np. Dżumagułow, gdy dziecko stawiało pierwsze kro­
ki, rodzice zapraszali gości (dzieci w wie­
ku 7—12 lat) do udziału w biegach zwa­
nych „rozcinaniem pęt". Dziecku zawią­
zywano nogi barwną nitką i stawiano je
na mecie. Zwycięzca biegu przecina! nici,
za co otrzymywał nagrodę (Dżumagulov 1959, s. 84). Według dokładniejszych
informacji Simakowa, do związania nóg
dziecka używano dwóch mocnych nici
w kolorze białym i czarnym. Zwycięzca
Ryc. 4. Pierwsze kroki, Mongolia
przecinał je nożem podanym przez
Fot. S. Szynkiewicz któregoś z krewnych dziecka (otrzy­
mywał go wraz z niewielką nagrodą).
Uczestnikami biegu były nie tylko małe dzieci , lecz także osoby reprezentujące
różne grupy wieku: starsze dzieci, młodzież, dorośli i starcy. Za każdym razem
zwycięzca na nowo przecinał nici pętające nogi dziecka i otrzymywał nóż oraz
nagrodę. Kirgizi wierzyli, że w wyniku tych zabiegów dziecko szybko nauczy się
chodzić (Simakov 1984, s. 152). Jest jednak wielce prawdopodobne, że zawody
miały również znaczenie symboliczne. Czynność przecięcia nici („pęt") może
bowiem symbolizować przejście od niemowlęcej nieporadności do okresu pewnej
samodzielności, której cechą jest m.in. umiejętność chodzenia. Sankcjonuje
też wyłączenie dziecka z grupy niemowląt i włączenie go do kolejnej pod­
grupy wiekowej. W mitologiach i wierzeniach ludów Azji przecięcie nici (włosów,
sznura itp.) jest interpretowane jako symboliczne otwarcie drogi od śmierci
do życia (patrz np. Nekljudov 1977, s. 220, 223 i in.) ma więc również związek
z szeroko rozumianą sytuacją graniczną.
12

1 2

Z informacji zebranych przez Simakowa wynika, że w zawodach uczestniczyły dzieci
w wieku od 5 do 8 lat, podczas gdy Dżumagułow pisze o 7-12-latkach.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

109

Przykładem połączenia zawodów z kontekstem obrzędowym, dla którego
charakterystyczna jest czynność cięcia, przecinania, są m.in. biegi z udziałem
młodych mężczyzn organizowane z okazji narodzin i obrzezania syna. O tego
typu zachowaniach występujących np. u Turkmenów, pisze np. Samojłowicz
(Samojlović 1909, s. 1,8) . Pasterze mongolscy natomiast urządzali biegi
podczas podstrzyżyn. Ceremonii tej poddawano dzieci w wieku 3 i 5 lat.
Uczestnikami biegu z tej okazji były 7-12-latki, a więc osoby reprezentujące
kolejną podgrupę wiekową. Według moich informatorów, nie brały one
udziału w samym rytuale ścinania włosów, czynność tę powierzano bowiem
jedynie dorosłym uczestnikom obrzędu. Pasterze nie potrafili wyjaśnić związ­
ku wspomnianych biegów z podstrzyżynami, ani ich znaczenia. M o i m zda­
niem, symbolizowały one - podobnie jak obcięcie włosów - zmianę polega­
jącą na osiągnięciu przez dziecko kolejnego etapu rozwoju i przekroczenie
granicy między określonymi podgrupami wieku.
Biegi występują nie tylko w kontekście obrzędów, w których postacią
centralną jest dziecko. Są one bowiem również np. elementem wypominków
(ma to miejsce m.in. u Kirgizów; Simakov 1984, s. 143) lub wesela (przy­
kładem mogą być m.in. mongolscy Bajaci; Oćir, Galdanova 1992, s. 41-42).
Wymienieni autorzy nie dostrzegają, jak się zdaje, symbolicznego znaczenia
biegów występujących w kontekście obrzędowym. M o i m zdaniem jednak,
związek tych zawodów ze zmianą, przekraczaniem granic, itp. jest oczywisty.
Warto przy tym zwrócić uwagę na przykład Bajatów. Biegi należały tu
bowiem do całego cyklu 10-12 współzawodnictw weselnych. Były przy tym
lokalizowane nie tylko (generalnie) w ramach obrzędu przejścia, jakim jest
wesele, lecz występowały na granicy dwóch faz, sekwencji, które można
wyróżnić wewnątrz samego obrzędu. Trasa biegu znajdowała się pomiędzy
jurtą, w której odbył się wcześniej rytuał „połączenia włosów młodych",
a nową jurtą przeznaczoną dla małżonków. Uczestniczkami biegu były
dwie druhny. Trzymały one w rękach czapki należące do młodych. Po
dotarciu do celu - wrzucały je przez drzwi do jurty, a następnie podnosiły
z ziemi i biegły, by zwrócić nakrycia głowy właścicielom. Zwycięstwo jednej
z druhen oznaczało wygraną reprezentowanej przez nią strony uczestników
wesela (Oćir, Galdanova 1992, s. 41).
Jak już wspomniałam, bieg sytuuje się między dwoma etapami obrzędu.
Poprzedza go rytuał „połączenia włosów", zwany też „połączeniem życia".
Istotne znaczenie ma dokonywana podczas niego zamiana ozdób głów oboj­
ga młodych, którą można uznać za symbol zamętu i odwrócenia dotych­
czasowego porządku (jest to zgodne z zasadami obrzędu przejścia, podczas
którego następuje m.in. wyłączenie jego bohaterów ze stanu, w jakim się
13

1 3

Ceremonie „przecinania pęt" nie zawsze były związane z organizacją współzawodnictw.
U Kałmuków np. uczestnicy tej uroczystości naśladowali tylko ruch nożyc rozcinających więzy
krępujące ruchy dziecka. Czynność ta miała mu zapewnić postępy w nauce chodzenia (Bakaeva,
Gućinova 1992, s. 97).

�110

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

znajdowali przed obrzędem, przejście przez fazę liminalą oraz włączenie do
innego stanu, grupy społecznej itp.). Po biegu druhen następuje kolejna
sekwencja wesela, tj. rozłożenie nowej jurty i przewiezienie jej do chotonu
rodziców pana młodego wraz z wianem.
Jak już zaznaczyłam, biegi towarzyszyły nie tylko obrzędom rodzinnym,
lecz występowały również m.in. w przełomowych momentach cyklu rocznego
i gospodarczego. Jakuci np. urządzali je z nadejściem lata, gdy odradzała
się Natura. Reguły wymagały przy tym, by uczestnicy biegu trzymali
się najpierw za ręce, biegnąc w jednakowym tempie, dopiero na komendę
puszczano ręce i wówczas każdy z zawodników starał się dobiec jak naj­
szybciej do mety (D'jaćenko 1988, s. 199). Być może, we wspomnianym
kontekście czasowo-sytuacyjnym ta zmienność zachowań miała znaczenie
symboliczne, wyrażając charakterystyczną dla ludowych koncepcji dziejów
ideę przejścia od pierwotnej, niepodzielnej jedni do późniejszego zróżni­
cowania wszelkich bytów?
Na związek biegów z przełomowymi momentami cyklu gospodarczego
wskazuje też m.in. przykład ludów Syberii, które organizowały zawody np.
z okazji cielenia się samic, polowania na renifery, powrotu stad z letnich
pastwisk i in. Uczestnicy zawodów biegali np. na nartach, czasem też trzy­
mali w rękach określone rekwizyty. Jak podają Gurwicz i Kuzakow, u Czuk­
czów i K o d a k ó w np. były to kije, laski i in.(Gurvić, Kuzakov 1960, s. 295).
W sytuacjach granicznych, jak sądzę, rekwizyty te, podobnie jak same biegi,
symbolizowały czas przełomu . Badacze pomijają jednak najczęściej kwestię
znaczenia przedmiotów, z którymi biegają zawodnicy. Tymczasem np. infor­
macja o noworocznym biegu Tybetańczyków z glinianymi dzbankami po
wodę szczęścia (patrz: Żuravlev 1961, s. 102) lub biegach z trzymaną w zę­
bach łyżką, na której leży jajko, wyścigach w workach, biegach par zawod­
ników ze związanymi nogami i in. współzawodnictwach organizowanych np.
podczas obchodów święta sabantuj (patrz np. Urazmova 1977, s. 94-100)
nasuwa przypuszczenie o symbolicznym znaczeniu owych rekwizytów, wska­
zując również na ich prawdopodobne funkcje magiczne.
Czas zmiany, przekraczania granic, symbolizowany jest też przez sposób
organizacji ruchu zawodników. Przykładem mogą być m.in. biegi po okręgu.
U Czukczów np., jak informuje Wdowin, organizowano je po ceremonii
ofiarnej (Vdovin 1965, s. 224). Wspomniany tu autor nie dostrzega jednak
związku między zawodami i sposobem organizacji ruchu biegaczy a kontek­
stem obrzędowym, pomijając symboliczne znaczenie biegów. Według niego,
są one jedynie rodzajem treningu, kształtującego odporność i wytrzymałość
14

1 4

Por. np. informację o zawodach polegających na przeciąganiu kija, występujących pod­
czas obchodów jakuckiego święta „odnowienia przyrody" (ysyach), podane przez Djaczenko
(D'jaćenko 1988, s. 202), a także wzmiankę o podobnych zawodach organizowanych u Enców
w czasie wesela (Dolgich 1962, s. 62). Na uwagę zasługuje zwłaszcza odnotowany przez autora
fakt, iż dopiero po walce młodzi mogli odjechać do domu teścia.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

111

biegaczy. M o i m zdaniem tymczasem, można je interpretować jako sposób
wyznaczania symbolicznej granicy, a zarazem obrzędowej izolacji.
W niektórych sytuacjach w biegach uczestniczyły nie tylko osoby świe­
ckie, lecz także duchowni. G. Cybikow (1975, s. 13) pisze np., że buriaccy
lamowie biegali na wyścigi po ogrodzie w oczekiwaniu na ceremonię
przywoływania duchów opiekuńczych. Odbywała się ona na początku 5 mie­
siąca księżycowego, a jej celem było sprowadzenie duchów na ziemię. Wie­
rzono bowiem, że w tym czasie koncentrowały tu one swą działalność.
Podana informacja wskazuje wyraźnie na związek zawodów z sytuacją gra­
niczną. Być może, poza prawdopodobnym w kontekście wspomnianej cere­
monii znaczeniem symbolicznym, biegi były również środkiem łączności
człowieka z duchami...
Wyścigi łodzi i sań
Przejdźmy teraz do omówienia kolejnej formy wyścigów, jaką są w y ­
ś c i g i ł o d z i (najczęściej poruszanych wiosłami) oraz - s a ń . Pierwszy typ
zawodów występuje przede wszystkim na połudr owo-wschodnich terenach
Azji (w południowych Chinach, w Bengalu, na japońskiej wyspie Riukiu)
a także na północy kontynentu (u Manajów, Ulczów, Niwchów i in.). Drugi
jest charakterystyczny zwłaszcza dla ludów Syberii. Aby zrozumieć znacze­
nie zawodów, należy przede wszystkim wziąć pod uwagę fakt, że w wierze­
niach i obrzędach wielu ludów Azji łódź i sanie występują m.in.w funkcji
przewoźnika do krainy zmarłych (patrz np.: Anućin 1890, Ćesnov 1976, s.
39-45, Lipec 1982, s. 225, Litvinskij 1972, Mazin 1984, s. 63-64 i i n . ) .
Podobną rolę pełnią też, jak wspomniałam, zwierzęta, których zadaniem
jest np. transport zmarłych do „tamtego świata" podczas obrzędu po­
grzebowego.
Łodzie występują jednak nie tylko jako środek transportu, za pomocą
którego zmarli są m.in. przewożeni do swej krainy, a zarazem wyłączani ze
społeczności żyjących. Wierzenia chińskie mówią np., że w określonym
czasie mogą one służyć do przewozu dusz zmarłych na ziemię. Znakomi­
tym przykładem ilustrującym tego rodzaju wierzenia, a zarazem ukazują­
cym znaczenie współzawodnictw, są tzw. wyścigi smoczych łodzi. Orga­
nizowano je przede wszystkim na południu Chin. Kształt łodzi, uży­
wanych wyłącznie do obrzędowych współzawodnictw przypomina smoka,
stąd też m.in., występująca głównie w literaturze europejskiej nazwa
wyścigów.
;

15

1 5

Według niektórych badaczy, pogrzeby w łodziach nie występowały u ludów tureckich
Azji Centralnej (patrz np.: Roux 1963., s. 150). Gdyby uznać to stwierdzenie za prawdziwe,
wówczas można by przyjąć, ze obszar, na którym organizowano wyścigi łodzi byłby zbliżony
do zasięgu występowania łodzi podczas obrzędów pogrzebowych. Udokumentowanie tego
przypuszczenia wymaga jednak szczegółowych badań.

�112

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Wierzenia chińskie mówią o zmarłych, którzy udają się w łodziach do
krainy śmierci i powracają stamtąd podczas świąt, by być blisko krewnych,
żyć ich sprawami. Łodzie umożliwiają zmarłym przekroczenie granicy mię­
dzy „ t y m " i „ t a m t y m " światem oraz pokonanie bariery czasu. Chińczycy
wierzą, że zmarli przepływają kosmiczną rzekę, przybywają zaś z miejsca,
w którym słońce przechodzi do świata żywych. Wyścigi organizowano naj­
częściej w 5 dniu 5 miesiąca, choć, jak podaje np. Aijmer (1964, s. 21-27)
mogły to być również inne dni tego miesiąca.
Załoga łodzi składała się ze spokrewnionych ze sobą mężczyzn, miesz­
kających w jednej wiosce i będących jednocześnie krewnymi zmarłego. Pełnili
oni różne role. Oprócz wioślarzy na łodziach znajdowały się np. osoby, które
grały na instrumentach muzycznych, machały kolorowymi flagami i in.
Uwagę zwraca przy tym jeden z elementów stroju noszonego niekiedy przez
kapitana (kostium był w kolorze białym, podobnie jak flaga, którą kapitan
dawał sygnały wioślarzom). Jak podaje Eberhard (1977, s. 70) lewy rękaw
ubrania był o wiele dłuższy od prawego, tak że niemal dotykał ziemi. W tym
przypadku różnica długości rękawów, ich asymetria, ma znaczenie sym­
boliczne, informując dodatkowo o sytuacji granicznej.
Na związek wyścigów smoczych łodzi z symbolicznym pokonywaniem
granic wskazuje także np. chińska nazwa zawodów: king tu, co znaczy:
„walczyć i przekraczać" (szerzej patrz: Aijmer 1964, s. 12). Należy jednocze­
śnie powiedzieć, że koncepcje wyjaśniając genezę zawodów, potwierdzone
m.in. dla końca X I X i początku naszego stulecia, stanowią zlepek różnych
wierzeń. Jest w nich m.in. mowa o duszach zmarłych i duchach, które - jak
zauważył np. S. Georgijewskij, „fantazja Chińczyków połączyła [...] z poję­
ciem smoków - władców ziemskich wód (Georgievskij 1892, s. 48). W innej
koncepcji genezy wyścigów występuje natomiast postać poety Ch'u-Juana,
który miał się rzucić do rzeki właśnie w 5 dniu 5 miesiąca. Sam 5 dzień
5 miesiąca uważany jest w Chinach za początek pory deszczowej. W tym
czasie, np. w południowych prowincjach kraju, kończy się okres przesadza­
nia ryżu z poletek z rozsadą na poletka nawadniane. Jednocześnie od tego
momentu rozpoczyna się wzrost aktywności męskiej energii yang. Niezależ­
nie jednak od treści wierzeń wyjaśniających genezę wyścigów smoczych łodzi
na uwagę zasługuje powtarzalność motywu przejścia, przekraczania granic
między obszarem rządzonym przez prawa życia i strefą śmierci.
Z okresem zmian w cyklu rocznym i pokonywaniem symbolicznych
granic łączą się wyraźnie laotańskie wyścigi łodzi. Zawody te organizowano
dwa razy w roku: w sierpniu i październiku. Wierzono, że wyścigi sierpniowe
spowodują przejście duchów wód z ich wodnych domów na pola ryżowe. Załogi
łodzi wyścigowych płynęły wówczas od głównego biegu rzeki do jej do­
pływów. W czasie wyścigów organizowanych w październiku natomiast wio­
ślarze płynęli w odwrotnym kierunku. Duchy wód bowiem musiały powrócić
z pól do swych naturalnych siedzib (Archaimbault 1960, s. 387; podkr. moje
- I.K-S). Jak wynika z tych informacji, uczestnicy zawodów przekraczają

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

113

symboliczne granice pomiędzy: [1] obszarami zamieszkałymi przez duchy
i przez ludzi, [2] żywiołem wodnym i ziemią, [3] środowiskiem w swej
naturalnej postaci (rzeka) i środowiskiem poddanym działalności człowieka
(pola uprawne). Wyścigi łodzi przy tym nie tylko symbolizują zmianę lecz
uczestniczą w ustanawianiu nowego, oczekiwanego porządku.
Sachalińscy Orocze np. urządzali wyścigi łodzi na zakończenie sezonu
polowań na foki (Pilsudskij 1989, s. 63-64). U Ulczów, Nanajców, Giliaków
i in. okazją do takich wyścigów było w przeszłości święto niedźwiedzia,
obecnie jest nią tzw. święto rybaka, przypadające na okres zakończenia prac
o podstawowym znaczeniu dla gospodarki (patrz np.: Smoljak 1966, s. 262;
Tulceva 1985, s. 82 i in.). Mniej więcej od lat sześćdziesiątych naszego wieku
oprócz wyścigów tradycyjnych łodzi myśliwskich poruszanych wiosłami oraz
długich łodzi, przeznaczonych głównie do prac gospodarczych, organizowa­
ne są wówczas także świąteczne zawody motorówek. Z przełomowymi mo­
mentami cyklu rocznego i kalendarzowego związane były również m.in.
wyścigi łodzi w Japonii. Urządzano je w okresie Nowego Roku oraz podczas
obchodów lipcowego święta muzyki (Bauer, Carląuist 1974, s. 168; Frederic
1971, s. 185).
Pomijając oczywiste powody, dla których w) ścigi łodzi odbywały się na
obszarach wód, należy przypomnieć o znaczeniu samej wody. Jak wiadomo,
jest ona powszechnie uważana za symbol granicy, pełni też funkcję mediato­
ra. Może to mieć istotne znaczenie dla symboliki współzawodnictw, or­
ganizowanych w środowisku wodnym w określonym kontekście czasowo-sytuacyjnym. Być może związek z symbolicznym przekraczaniem granic
miały też organizowane w wodach rzek i jezior zawody pływaków, o których
wspomina np. Mazaheri (1972, s. 140), nie podając jednak żadnych bliższych
informacji o ich kontekście czasowo-sytuacyjnym, funkcjach itp., jak też
walki w wodzie pomiędzy grupą kobiet i mężczyzn podczas święta żeglugi,
o których informuje Auboyer (1968, s. 224).
Jak już wspomniałam, niektóre ludy Azji przypisywały rolę podobną do
tej, jaką pełnią łodzie (i np. konie) - saniom. Stąd również udział sań
w obrzędach przejścia, zwłaszcza w rytuale pogrzebowym (patrz np.: Anućin
1890; Alekseev 1980, s. 200; D'jakonova 1975, s. 54-55 i in.). U wspomnia­
nych autorów nie znalazłam jednak informacji o organizacji wyścigów sań
w czasie obrzędów pogrzebowych.
Związek wyścigów sań (ciągnionych przez psy) z obrzędem pogrzebowym
potwierdzają natomiast materiały zebrane przez W.G. Larkina u Oroczów.
Wyścigi organizowano w związku z pochówkiem jednego ze zmarłych bliź­
niąt oraz podczas święta niedźwiedzia. Jak pisze Larkin, Orocze wierzyli, że
bliźnięta i niedźwiedź mają tożsamą duszę, w związku z tym obrzędy od­
prawiane po śmierci bliźnięcia i podczas święta niedźwiedzia były podobne
(Larkin 1964, s. 99-100).
Warto również zwrócić uwagę, że zwierzętami ciągnącymi sanie w wy­
ścigu są psy. Występują tu one prawdopodobnie w przypisywanej im często

�114

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

przez ludy Azji roli przewodnika do krainy zmarłych. W przypadku wspom­
nianych wyścigów symboliczne znaczenie sań i psów jako środka transportu
zmarłych jest więc tożsame.
Współcześnie wyścigi sań organizowane są m.in. przez mieszkańców
Syberii w czasie świąt z okazji zakończenia ważniejszych prac (patrz np.:
Absalyamov, Govorkov, Sinyavskiy 1980, s. 49) . W starożytnych Chinach
zaś, jak podaje Tum Li-Ch'en (1965, s. 89), ślizgano się na saniach po
zamarzniętych rzekach, jeziorach i kanałach od zimowego przesilenia do
początku wiosny. Według autora, urządzanie tego rodzaju zabaw w tym
okresie było wyłącznie uzależnione od wysokości temperatury powietrza
i grubości pokrywy lodowej. M o i m zdaniem jednak, związek między przeło­
mowymi momentami cyklu rocznego a organizacją przejażdżek na saniach,
na który wyraźnie wskazuje Tum Li-Ch'en, można również wyjaśnić asocja­
cją sań z sytuacją przejścia i ich funkcją mediacyjną.
Niektóre ludy Azji przewoziły swoich zmarłych na miejsce pochówku
na dwukołowej arbie zaprzężonej w zwierzę pociągowe (wielbłąda, konia).
Zwyczaj ten występował m.in. u ludów ałtajskich. U Kazachów arba uży­
wana była podczas zawodów, które polegały np. na jak najszybszym zało­
żeniu uprzęży na konia i zaprzężeniu go do wozu, organizowano też
wyścigi arb (Gunner, Rachimgulov 1949, s. 100, 114-115, 117). Wymienieni
autorzy koncentrują się wyłącznie na opisie reguł zawodów, nie podając
informacji o ich kontekście czasowo-sytuacyjnym. Nie natrafiłam natomiast
na wzmianki o organizacji wyścigów arb w związku z pochówkiem lub
wypominkami.
16

Skoki
Przykładem współzawodnictw symbolizujących sytuację zmiany, a zara­
zem uczestniczących w symbolicznym akcie ustanawiania i przekraczania
granic są s k o k i . Podobnie jak wyścigi współzawodnictwa w skokach wy­
stępują również najczęściej w kontekście obrzędów, zwłaszcza w przełomo­
wych momentach cyklu kalendarzowego. Związek ten ilustruje chińskie
przysłowie, które powiada: „Przeżyć Nowy Rok, to jakby przeskoczyć prze­
paść" (Kalendarnye obyćai... 1985, s. 20). Asocjację skoków z sytuacją grani­
czną odnajdujemy też w wierzeniach, które mówią o duszy pokonującej
w czterech skokach sfery niebieskie, by dostać się do raju. W misteriach
szamańskich zaś ten rodzaj zachowań interpretowany jest m.in. jako rytual­
na podróż szamana (patrz np. Eliade 1988, s. 230). Być może za symboliczną
podróż i sposób pokonywania granic między światem ziemskim i niebieskim,
1 6

Jak podkreślają wspomniani autorzy, sztuka powożenia (przy pomocy pojedynczych lejc)
zaprzęgów składających się np. z 5 reniferów, ciągnących sanie przymocowane do kilku­
metrowego dyszla, nie jest łatwa. Opanowali ją jednak wszyscy mieszkańcy Syberii w wieku od
10 do 70 lat. (Trasa wyścigu biegnie w linii prostej lub po kole).

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

115

światem zamieszkałym przez łudzi i duchy, można uznać popularne w Azji
wysokie skoki połączone z przeskakiwaniem przez linę? Wydaje mi się też
prawdopodobne istnienie bezpośredniego związku między misteriami sza­
mańskimi i różnymi formami współzawodnictw. Wskazuje na to przede
wszystkim zewnętrzne podobieństwo wielu zachowań, jak też ich symbolika.
Kwestia ta wymagałaby szczegółowego omówienia. W prezentowanym tu
szkicu ograniczę się jednak wyłącznie do jej zasygnalizowania.
Uczestnicy zawodów mogą skakać w dal (najczęściej do przodu), wzwyż
(przez poprzeczkę lub np. - na jak największą wysokość), z rekwizytem lub
bez. Skaczący na odległość wykonują przeważnie kilka skoków (3-4) spoty­
kamy jednak również bardziej rozbudowane kombinacje. U Jakutów np.
zawodnicy wykonywali najpierw 11 skoków pod rząd na jednej (tej samej)
nodze, następnie skakali 11 razy raz na jednej, raz na drugiej nodze, na
koniec zaś - wykonywali 11 skoków obunóż ze złączonymi stopami. Skoki
musiały być płynne, równomierne, bez długich przerw między nimi. Ostatnia
seria wykonywana była z miejsca - w pozostałych skakano z rozbiegu.
Zwyciężał zawodnik, który skoczył najdalej.
Niektórzy badacze, np. Absalyamov, Govork &gt;v i Sinyavskiy (1980, s. 60)
porównują skoki jakuckie do lotu silnego ptaka. Podają też, że sami Jakuci
łączą je z poetycką legendą o locie mitycznego ptaka. Rodzi się tu skojarze­
nie z tzw. magicznym lotem szamana, który interpretowany jest m.in. jako
symboliczny sposób przekraczania granic czaso-przestrzennych, a zarazem
- symbol zwycięstwa nad śmiercią (patrz np.: Eli ad e 1974, s. 477-482; K i m
Yul-Kyu 1982, s. 19).
Zawody w skokach były obowiązkowym elementem jakuckiego święta
ysyach. Przypadało ono na początek lata, czas pełnego rozkwitu natury. Od
tego momentu nie było już powrotu do zimowych chłodów.Wspomniany tu
trójfazowy turniej skoków komponuje się przy tym w pewną całość, zgodną
z zasadami obrzędu, w kontekście którego występują zawody i - samej sytuacji
przejścia. Według mnie, skoki wykonywane na jednej nodze (asymetria)
symbolizują stan czasowej przynależności do „tamtego świata", co w obrzędach
odpowiada fazie wyłączenia. Skoki wykonywane na przemian na obu nogach
byłyby odpowiednikiem sytuacji zawieszenia i fazy liminalnej, skoki obunóż zaś,
to faza włączenia, przekroczenia granicy i ustanowienia nowego porządku.
Sytuację graniczną, zmianę, symbolizują też, jak mi się wydaje, obrzędo­
we skoki przez kamień. Spotykamy je m.in. na niektórych obszarach Indii
(np. u Zemi z North Cachar Hills). Wykonywano je z rozbiegu, po czym
zawodnik wskakiwał na kamień, balansował ciałem i zeskakiwał jak najdalej
(Das 1987, s. 292). I w tym przypadku możemy wyróżnić trzy fazy za­
chowań, które odpowiadają trójczłonowej kompozycji obrzędów przejścia.
Das nie podaje niestety, szczegółowych informacji o obrzędowym kontekście
zawodów, uniemożliwiając ich głębszą analizę. Pisze tylko, że występowały
one podczas świąt i przy zwykłych okazjach (wówczas jednakże pełniły, jak
sądzę, prawdopodobnie wyłącznie funkcje zabawowe, rekreacyjne).

�116

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Podczas obchodów Nowego Roku w Korei dziewczęta i kobiety wyko­
nywały skoki na podpartej w środku belce. Był to rodzaj huśtawki. Gdy
jedna z zawodniczek znajdowała się na górze - druga opadała na dół
i odwrotnie. Urządzano również współzawodnictwa, w których zwycięstwo
przypadało tej z uczestniczek, która wykonała najwyższy skok (patrz np.
Osgood 1951, s. 98).
U Czukczów, Koriaków i in. popularne były skoki na skórach zwierzę­
cych (np. morsa). Zawodnik stawał na dwóch zeszytych skórach (czasem
dodatkowo oplecionych sznurem) a pozostali uczestnicy podrzucali go do­
póki nie upadł (patrz np.: Gurvić, KuzaJcov 1960, s. 295; Vdovin 1965,
s. 227). W tym przypadku o sytuacji granicznej komunikuje obecność skór
zwierzęcych, ich zszycie i obwiązanie sznurem oraz samo wykonywanie
skoków. Podobna informacja przekazywana jest też np., moim zdaniem, za
pomocą skoków, w których jako rekwizyt występuje kij. Spełnia on najczęś­
ciej rolę poprzeczki, przez którą skaczą zawodnicy. Niekiedy jednak - jak
np. u Gruzinów - uczestnicy zawodów wykonują skoki w dal trzymając
w ręku długą tyczkę (Robakidze, Elaszwili 1985, s. 148).
Na szczególną uwagę zasługują skoki przez linę. Jest ona najczęściej
wykonana ze splecionych ze sobą skórzanych rzemieni lub włókien roślin­
nych. Reguły wymagają np., by uczestnicy zawodów skakali jak najwyżej,
unikając jednocześnie uderzeń grubym sznurem trzymanym za końce i wpra­
wianym w ruch przez dwóch innych zawodników. Ten typ współzawodnictw
znany był m.in. ludom Syberii. Organizowano je na zakończenie sezonu
polowań. U Ulczów i Nanajców np. urządzano zawody, których uczestnicy
biegali w koło, również próbując uniknąć uderzeń liną kręconą przez
jedną z osób. Skoki wykonywano obunóż lub na czworaka. Informatorzy
Smoljak twierdzili np., że w dawnych czasach u Ulczów mistrzowie potrafili
skakać przez linę leżąc na brzuchu, na plecach, a także podciągali się
na linie ze skrzyżowanymi nogami (Smoljak 1966, s. 121). Także Bell
(1968, s. 268) podaje, że w Tybecie kapitan drużyny skacząc przez linę
wykonywał rozmaite dodatkowe ruchy: machał nogami i ramionami, pod­
kurczał nogi w kolanach itp., dopóki nie upadł lub nie zaplątał się w sznur.
(Autor nie wspomina jednak o kontekście zawodów). Tego rodzaju za­
chowania były prawdopodobnie jednym ze sposobów komunikowania zmia­
ny, niecodziennej sytuacji itp. Lina używana przez zawodników wystę­
powałaby tu jako symbol drogi, podróży itp., służąc jednocześnie nawiązaniu
kontaktu między różnymi światami i połączeniu ich w jedno.
Interesujący przykład skoków przez linę spotykamy u Tybetańczyków.
Wykonywano je podczas obchodów Nowego Roku, a jak pisze G. Cybikow
(1975, s. 113) skakali niemal wszyscy: kobiety, dziewczęta, a także mężczyź­
ni: świeccy i duchowni. Skakano w miejscu. Same dziewczęta natomiast
odbywały noworoczny spacer połączony ze skokami przez linę, podczas
którego prowadziły dialog złożony z określonych pytań i odpowiedzi. Doty­
czyły one m.in. miejsca, do którego zmierzała skacząca, celu podróży i in.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

117

Na pytanie o cel skoków odpowiadano przy tym najczęściej: „Idę świętować
Nowy Rok". W przytoczonym tu przykładzie wspomniana j u ż asocjacja liny
z podróżą, drogą, wydaje się bardzo czytelna. W tym znaczeniu lina wy­
stępuje w wierzeniach i obrzędach wielu ludów Azji, a także poza nią (patrz
np. Nekljudov 1977, s. 206). Sznur pełni też funkcję łącznika między różnymi
światami. W wierzeniach Tybetańczyków występuje on np. w roli drabiny,
po której duchy pokonują kolejne warstwy niebios .
Za symboliczną podróż, połączoną z przekraczaniem granic, można też,
być może, uznać zawody polegające na wykonywaniu skoków przez sanie.
Taka interpretacja zawodów wydaje się uzasadniona. Opieram ją nie tylko
na dotychczasowych rozważaniach o obrzędowej funkcji skoków, lecz także
na informacji o mediacyjnej roli sań. Skoki przez sanie od lat cieszą się
ogromną popularnością przede wszystkim u ludów Syberii, m.in. Czukczów,
Jakutów, Ewenków, i in. Zawodnicy skaczą najczęściej przez szereg złożony
z kilkunastu (np. 24) s a ń .
Ze zmianą, mediacją, pokonywaniem granic itp. łączą się też skoki przez
ogień. Ten rodzaj skoków spotykamy m.in. na obszarach Zakaukazia, Indii,
Azji Centralnej, i in. W niektórych rejonach zair ieszkałych np. przez Turk­
menów skoki przez ogniska były elementem obchodów ostatniej środy mu­
zułmańskiego roku księżycowego, w innych - towarzyszyły one świętowaniu
ostatniej środy starego irańskiego roku słonecznego, poprzedzającej nadej­
ście Nowego Roku (na ten temat patrz np. Narody Srednej Azii i Kazachstarta 1963, t. 2, s. 118). Także np. w Azerbejdżanie Nowy Rok stanowił
czasowo-sytuacyjny kontekst wspomnianych zawodów (patrz np. Agaev
1985, s. 168). W Indiach zaś młodzi mężczyźni skakali przez ogniska podczas
święta H o l i . Według Stevensona (1971, s. 284-285), chcieli oni w ten sposób
„zademonstrować swą młodzieńczą siłę". Trudno jednak wykluczyć sym­
boliczne znaczenie tego rodzaju zachowań, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod
17

18

1 7

Wierzenia tybetańskie mówią np., że po linie-drabinie zszedł z Nieba pierwszy król
Tybetu, uważany za boskiego syna i wypełniwszy polecone mu zadanie w ten sam sposób
powrócił do Nieba, zabierając ze sobą sześciu następców. Jednakże ósmy król, który padł ofiarą
czarnej magii, uciął ową drabinę i odtąd droga powrotu do Nieba stała się niemożliwa
(Hoffmann 1961, s. 20). Jako symboliczną podróż pomiędzy dwoma poziomami wszechświata,
możemy też - jak sądzę - interpretować noworoczny zwyczaj występujący w Tybecie, o którym
pisze Cybikow (1975, s. 119. Według podanej przez niego informacji, trzej mieszkańcy prowincji
gCang opuszczali się za pomocą liny z samego czubka pałacu Dalaj lamy na ziemię. Zauważmy,
że lina łączy tu sferę sakralną, niebiańską z obszarem przynależnym człowiekowi. O archaicznej
tradycji, zgodnie z którą przodkowie, herosi, legendarni królowie, szamani i inne uprzywilejo­
wane osoby, wstępują do nieba, a więc w odwrotnym kierunku, po sznurze, a także np. - po
drzewie, włóczni, łańcuchu ze strzał i in., pisze też m. in. Ełiade (1988, s. 120).
Sanie zwężające się z przodu ostro ku górze mają 0,5 m szerokości i tyleż wysokości.
Podczas zawodów nie przylegają do siebie lecz są odsunięte tak, by zmieściły się między nimi
stopy skaczących zawodników. Zawodnicy wykonują skoki obunóż, jeden po drugim, bez
przerwy, lądując dokładnie na obie nogi między saniami. Po dotarciu do końca szeregu
- odwracają się i znów skaczą. Zwycięża zawodnik, który wykona najwięcej skoków bez
zatrzymywania się (informacja za: Absalyamov, Govorkov, Sinyavskiy 1980, s. 52-53).
1 8

�118

IWONA KABZIŃSKA-STA WAR Z

Ryc. 5. Chustki-dary zawieszone w jurcie weselnej, Torguci, Mongolia
Fot. S. Szynkiewicz

uwagę szczególne w tym przypadku połączenie skoków i ognia oraz charak­
ter ich świątecznego kontekstu .
Wspomnę jeszcze o współzawodnictwach, w których skoki wykonywane
przez zawodników miały na celu zdobycie określonych obiektów (np.
chustek). U ludów tureckich Azji Centralnej np. zawody tego typu odby­
wały się przede wszystkim z okazji wesela oraz postawienia nowego domu.
Informacje o walkach młodych mężczyzn o chustki znajdujemy m.in.
u Samojłowicza . Wynika z nich, że zawodnicy kolejno brali rozbieg,
wskakiwali przez drzwi do środka domu i wyskakiwali jeden raz w górę,
próbując zerwać zawieszone w pomies2:czeniu chustki. Jeśli próba się
powiodła - zawodnik otrzymywał chustkę w nagrodę (Samojlovic 1909,
s. 6). Podobne zawody odbywały się też u Kazachów w czasie wesela.
Według informacji podanej przez Bernsztama, mężczyźni walczyli wówczas
o chustki rozmaitej wielkości, mające też różną wartość materialną, zawie­
szone w jurcie wydzielonej dla pana młodego lub na zewnątrz domu
19

20

1 9

Wiosenne święto Holf organizowane jest ku czci Kriszny i pasterek, wśród których żył
on za młodu. (por. Village India 1955, s.192). Według Auboyer np., Holi to rodzaj saturnaliów,
przeżytek pierwotnego rytuału płodności, którego elementem były różnorodne zachowania
(gry, przedstawienia, tańce) zawierające element erotyzmu (Auboyer 1968, s. 132-133).
W 1906 r. obserwował on zawody, specjalnie powtórzone dla niespodziewanych gości,
które zorganizowano wcześniej podczas obrzędu z okazji postawienia nowego domu.
2 0

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

119

(rekwizyty te były darem od krewnych). Najwyżej, tj. do otworu dymniko­
wego, przywiązywano najbardziej cenne chustki (Bernśtam 1964, s. 30).
Zwróćmy uwagę, że w podanych tu przykładowo opisach zachowań
występują powszechnie znane symbole granicy: otwór dymnikowy jurty,
drzwi (a w domyśle również próg). Nie bez znaczenia jest też związek
zawodów z obrzędem przejścia, a także samo użycie chustek, które - jak już
wspominałam - w sytuacjach obrzędowych mogą symbolizować kobietę. Są
również asocjowane z przekraczaniem granic i ustanawianiem nowego po­
rządku. T a k ą samą funkcję symboliczno-komunikacyjną pełnią skoki. Być
może, wspomniane tu współzawodnictwa, podobnie jak np. „pogoń za
dziewczyną", były w przeszłości próbą, której rezultat decydował o zawarciu
małżeństwa między kobietą i jednym z kandydatów do jej ręki?

Współzawodnictwa weselne
Uzależnienie zawarcia małżeństwa od wyników walki o dziewczynę
- uczestniczącą w zawodach lub reprezentowaną przez jej symboliczny
zamiennik (np. chustkę) pozwala mówić o roli współzawodnictw w ustana­
wianiu nowego porządku społecznego. U niektórych ludów Azji, m.in.
mongolskich, stwierdzono występowanie całej serii (9-12) zawodów w kon­
tekście obrzędu weselnego. Jeszcze na pocz. X X w. stanowiły one istotną
część obrzędu. Obecnie występują rzadko, w znacznie zubożonej formie
i niepełnym zestawie, służąc przede wszystkim celom ludycznym, rozrywce.
Według Wjatkiny (Vjatkina 1960.» s. 142, 215 i in.) współzawodnictwa
weselne są przede wszystkim formą rywalizacji między dwoma stronami:
mężczyzny i kobiety, a także ich rodami. Pożądane jest przy tym zwycięstwo
mężczyzny, potwierdzające patriarchalną organizację społeczeństwa mon­
golskiego.
Na uwagę zasługuje, moim zdaniem, wspomniany już opis współza­
wodnictw weselnych Bajatów, podany przez Oczka i Gałdanową (Oćir,
Galdanova 1992). Pozwala on nie tylko na dokładne umiejscowienie zawo­
dów w poszczególnych fazach obrzędu, lecz również dostarcza wartościo­
wego materiału do analizy interesujących nas zachowań pod kątem ich
znaczenia symbolicznego.
Jak wynika z podanego opisu, jako pierwsza z serii współzawodnictw
występowała „walka o nową jurtę", przygotowaną dla młodych małżonków
przez rodziców i krewnych mężczyzny. Jurtę transportowano do chotonu
dziewczyny, gdzie odbywała się część obrzędów, a po ich zakończeniu od­
wożono z powrotem do chotonu rodziców pana młodego, gdzie mieli za­
mieszkać przyszli małżonkowie. W walce brały udział dwie grupy: atakują­
cymi byli młodzi, silni mężczyźni na szybkich koniach, którzy reprezentowali
stronę dziewczyny. Dostępu do jurty bronili natomiast mężczyźni reprezen­
tujący stronę młodego, uzbrojeni w sznury, rzemienie i kije, by odstraszać

�120

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Ryc. 6. Goście weselni, Torguci, Mongolia
Fot. S. Szynkiewicz

konie i jeźdźców. Napastnicy próbowali zerwać sznury i pokrycie dachu lub
ścian. Jak wynika z badań Oczira i Gałdanowej, w przeszłości wykonanie
tego zadania oznaczało zerwanie umowy małżeńskiej (Oćir, Galdanova 1992,
s. 38; podkr. moje - I . K-S).
Dla interpretacji zachowań zawodników bardzo ważna jest symbolika
zamknięcia (węzły, pas, dach, ściany). Warto też zauważyć, że broniący
dostępu do jurty są wyposażeni w rekwizyty, które - oprócz celu obronnego
- w sytuacji przejścia mają znaczenie symboliczne. W omawianym przy­
padku „zamknięta" jurta jest znakiem gotowości młodych i ich rodzin do
zawarcia małżeństwa. Rozwiązanie pasa, sznurów, zerwanie dachu, uszko­
dzenie ścian itp. natomiast jest - jak wspomniałam - równoznacze z ze­
rwaniem umowy przedślubnej. Udział jeźdźców konnych z jednej strony
i pieszych zawodników, wyposażonych w szczególny rodzaj broni - z drugiej

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

121

podkreśla przy tym dodatkowo opozycję uczestników zawodów, charak­
terystyczną jednocześnie dla samego obrzędu weselnego.
Z dalszego opisu współzawodnictw weselnych Bajatów wynika, że pomy­
ślne przejście pierwszej „przeszkody" nie było jeszcze warunkiem wystar­
czającym dla zawarcia małżeństwa. Mężczyzna poddawany był bowiem
kolejnym próbom. Po walce o jurtę następowała walka o dywanik. Jej
rezultat nie przesądzał jednak, jak się zdaje, o losach związku. Decydujące
było natomiast trzecie z serii współzawodnictw. Odbywało się ono w jurcie
ojca dziewczyny. Osoby reprezentujące stronę panny młodej kładły na progu
worek z koziej skóry napełniony wodą. Wchodzący do jurty mężczyzna
musiał nastąpić na worek. Zachwianie się lub upadek oznaczało cofnięcie
zgody na małżeństwo z wybraną dziewczyną. Do walki o nią mógł jednak
wkroczyć rywal i jeśli próba z workiem wypadła pomyślnie - zostawał
mężem dziewczyny. Jak widać, nie dochodziło tu do bezpośredniego starcia
kandydatów. Warunkiem dopuszczenia rywala do walki była dopiero poraż­
ka jego poprzednika. W czasie obrzędu weselnego pan młody musiał jeszcze
przejść wiele prób. Z informacji zawartych w cytowanym artykule nie wyni­
ka jednak, by ich rezultat miał wpływ na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Wprawdzie współzawodnictwa utraciły z czasem rangę turnieju, w którym
nagrodą była ręka kobiety, można jednak mówić nadal o ich symbolicznym
udziale w ustanawianiu nowego porządku. (Pewne symboliczne zachowania
zawodników oraz charakter przedmiotów występujących podczas zawodów
wskazują przy tym na czas przełomu, sytuację graniczną). Oczekiwano też
zawsze zwycięstwa mężczyzny i osób reprezentujących jego stronę. W przypad­
ku porażki nie dochodziło jednak - jak to miało miejsce w niedalekiej przeszłości
- do zerwania umowy przedślubnej, jedyną konsekwencją był wstyd i ośmiesze­
nie narzeczonego oraz jego rodziny. Aby zapobiec ewentualnej kompromitacji
- pana młodego zastępował czasem w zawodach najsilniejszy i najbardziej
zręczny mężczyzna z jego drużyny (patrz np. Kozlov 1947, s. 147, 152, 154).
Autor informuje jednocześnie o zawodach, które odbywały się w czwartym dniu
swatów, po przyjęciu kałymu przez rodziców dziewczyny. Objeżdżała ona
wówczas kilkakrotnie (w kierunku „ze słońcem") jurtę narzeczonego. Przy
ostatnim okrążeniu mężczyzna powinien był ściągnąć ją z konia i narzucić
na zwierzę jedwabną szarfę chadag. Jeśli nie zdołał tego uczynić - przynosił
wstyd domowi. Zachowania te, moim zdaniem, można interpretować jako
formę akceptacji małżeństwa (połączonego z próbą sił, współzawodnictwem).
Zwróćmy przy tym uwagę na sankcjonującą rolę szarfy (pasa).
Materiały etnograficzne wskazują na decydujące znaczenie siły w walce
0 prawo do ożenku z dziewczyną u różnych ludów Azji. Warto tu m.in.
przytoczyć informację W.W. Antropowej, dotyczącą XIX-wiecznych Koda­
ków. Z badań autorki wynika m.in., że po odpracowaniu określonego
okresu u przyszłego teścia mężczyzna stawał do walki o narzeczoną. Musiał
przy tym przedrzeć się przez krąg członków jej rodziny, którzy bili go
1 kopali dotkliwie, a także rozciąć odzież kobiety i mocno krępujące ją

�122

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

rzemienie oraz dotknąć rękoma organów płciowych wybranki. Jeżeli nie
zdołał wykonać zadania - musiał szukać innej żony (Antropova 1971,
s. 105). U Nganasan natomiast, jak podaje G . N . Graczewa, kandydaci do
małżeństwa stawali do zawodów, polegających na przeciąganiu dziewczyny
na swoją stronę. Zwycięzca sadzał „zdobycz" na sanie i u woził, przeciwnik
zaś próbował mu w tym przeszkodzić, rzucając sznur i starając się ściągnąć
rywala na ziemię (Graćeva 1988, s. 59). Autorka informuje, że walka
prowadzona była na śmierć i życie: pojedynek mógł skończyć się zgonem
jednego z rywali.
D o współzawodnictw weselnych, występujących zwłaszcza na obszarach
Azji Centralnej, należą m.in. zawody poLegające na przeciąganiu przedmio­
tów, które zastępują kobietę i reprezentują ją w zawodach. Przedmiotem tym
jest najczęściej skóra zwierzęca (patrz np.: Abramzon 1971, s. 121; Oćir,
Galdanova 1992, s. 39, 44-46; Simakov 1984, s. 150-151; Vjatkina 1960,
s. 215; Żiteckij 1893, s. 22 i in.). Współzawodnictwa tego rodzaju są przeważ­
nie interpretowane jako sprawdzian sił rywalizujących stron. Wyrażają one
też np. opozycję „umacniającego się układu patriarchalnego i tracącego swą
pozycję archaicznego układu stosunków rodzinno-małżeńskich" (takiego
zdania jest np. Abramzon 1971, s. 121). Tymczasem, jak sądzę, można je
również interpretować jako symbol zawarcia małżeństwa, którego naturalną
i oczekiwaną konsekwencją jest przyjście na świat potomstwa.
Przytaczając perski mit o Goszap Chahum i starającym się o jej rękę
Giwie, M . Składankowa w interesujący sposób interpretuje znaczenie zada­
nia polegającego na wyciągnięciu dywaniku spod siedzącej dziewczyny i ro­
zerwaniu go na pół. Czynność ta, występująca m.in. w kontekście obrzędu
weselnego u współczesnych Tadżyków - jest, według tej badaczki, równo­
znaczna z rozdarciem ślubnej szaty lub przepaski (Składankowa 1989,
s. 168-169). Z treści mitu wynika, że pomiędzy pierwszą próbą, jaką jest
udział w wyścigach, a wyciągnięciem i rozerwaniem dywanika Goszap
jest brzemienna. Pomyślne wykonanie zadania otwiera natomiast dziecku
drogę na świat, stwarza warunki do jego narodzin .
Spektakularnym przykładem zawodów, których rezultat zależy od siły
i zręczności zawodnika, a polegających m.in. na przeciąganiu i w konsekwenq i rozrywaniu określonego obiektu jest - niezwykle popularna, zwłaszcza na
obszarach Azji Centralnej - „walka o kozła". Jej uczestnikami są jeźdźcy
konni. Ich zadanie polega generalnie na tym, by podnieść z ziemi tuszę
zwierzęcia (najczęściej kozła) i dostarczyć ją na metę. Zawodnik musi jedno­
cześnie obronić zdobycz przed próbującymi wyrwać mu ją z rąk rywalami.
21

2 1

Kirgiscy informatorzy Simakowa natomiast wyjaśniając znaczenie zawodów określanych
jako „walka o pościel" lub „walka o dywanik" twierdzili, że kobiety walczyły ze wszystkich sił.
W przypadku ich porażki bowiem ludzie mówiliby: „nasza panna młoda wcześniej stała się
kobietą (Simakov 1984, s. 151; podkr. moje - I. K-S). Na tej podstawie badacz dochodzi do
wniosku, że zawody symbolizowały stosunki małżeńskie i noc poślubną oraz przedmałżeńską
niewinność panny młodej. Były nadto symbolem męskiej siły i potencji.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

123

Badacze nie są zgodni co do genezy wspomnianych zawodów. Według
Tołstowa np., ich korzenie tkwią w bitwach fratrii o tuszę zwierzęcia totemowego (Tolstov 1935, s. 13-15). Zwolennikiem tej koncepcji jest też np.
Simakov (1984, s. 35, 91). Istnieją jednak przypuszczenia, że obiektem walki
był pierwotnie nie kozioł, lecz wilk. Wskazywałaby na to przede wszystkim
nazwa zawodów, używana m.in. przez ludy tureckie Azji Centralnej, którą
można tłumaczyć jako „błękitny wilk" (funkcjonuje ona obok „walki o koz­
ła"; patrz np. Diem 1941, s. 31-38; Simakov.l984, s. 91; Karmyseva 1987,
s. 237 i in.). B . U . Tutenajew np. wywodzi zawody z dawych tradycji myśliw­
skich, kiedy to po udanym polowaniu urządzano wyścigi z tuszą zabitego
zwierzęcia. Zwyciężał zawodnik, który pierwszy dotarł z łupem do ailu
(Tutenaev 1985, s. 146). Wspomniana tu Karmyszewa formułuje natomiast
tezę, zgodnie z którą pierwowzorem „walki o kozła" było konne polo
(Karmyseva 1987, s. 238). Warto tu również przytoczyć kontrowersyjną, nie
znajdującą potwierdzenia w materiale etnograficznym hipotezę J. Bronowskiego. Według niego, bezgłowe zwierzę użyte w walce zamiast piłki podczas
afgańskich zawodów zwanych buzkashi jest dowodem panowania jeźdźcówkoczowników nad ludami osiadłymi i zabawy prowadzonej przez nich kosz­
tem dobytku rolnika (Bronowski 1988, s. 80-87).

Ryc. 7. „Bajga" albo „kok-buri"
Wg Diem 1941, s. 32

Pozostawmy jednak trudną do rozstrzygnięcia dla etnologa kwestię gene­
zy „walki o kozła", koncentrując się na poszukiwaniu jej znaczenia. Uwagę
zwraca przede wszystkim nieadekwatność nazwy zawodów do obiektu,
o który toczy się walka. Na terenach Azji Centralnej zawody te określa się

�124

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

najczęściej terminem „błękitny" lub „siwy wilk". Tymczasem - jak wia­
domo - zawodnicy walczą o tuszę kozła, jagnięcia lub cielęcia. Informacja
podana przez Vambery (1874, s. 280-281) wskazuje natomiast na tożsamość
panny młodej i zwierzęcia występującego jako rekwizyt w zawodach, oraz
„błękitnego wilka". Autor ten, pisząc o obrzędzie weselnym Turkmenów
wspomniał bowiem m.in., iż panna młoda musiała ścigać się konno ze swym
mężem, podczas zawodów zaś trzymała na kolanach zabite jagnię lub koźlę.
Wyścig nosił nazwę „błękitny wilk".
Rozbieżność między nazwą zawodów i obiektem walki staje się pozorna
jeśli założymy, że „walka o kozła" miała przede wszystkim znaczenie
symboliczne. Na tym poziomie rozważań zastąpienie wilka przez kozła,
barana lub cielę, a także piłki (używanej np. w polo) przez zwierzę
- i odwrotnie staje się możliwe i całkowicie zrozumiałe. Zauważmy bowiem,
że mity i wierzenia ludów Azji Centralnej łączą wszystkie z wymienionych tu
zwierząt z początkiem, słońcem, źródłem życia, przodkami; określenie wilka
jako „siwy", „błękitny" wskazuje również na jego związek z niebem.
Symbolika solarna przypisywana jest też piłce. Trzeba jednak dodać, że
w X I X - pocz. X X w. znajomość tej niebiańsko-solarnej symboliki - zwłasz­
cza w odniesieniu do wilka i kozła - nie była powszechna. Materiały
etnograficzne zebrane np. wśród Kazachów i innych ludów tureckich (oraz
mongolskich) Azji wskazują nawet na obecność zupełnie przeciwstawnych
treści w wierzeniach. Kozioł i wilk przedstawiani są tu bowiem jako
reprezentanci „tamtego świata", symbol śmierci. U Kazachów np. kozioł ma
opinię zwierzęcia złego, mówi się, że pochodzi od diabła i określa jako
„diabelskie bydlę" (patrz np.: Kazachski] fol'klor... 1982, s. 61; Kubarev,
Ćeremisin 1984, s. 95 i in.; z podobnymi wierzeniami zetknęłam się wśród
pasterzy mongolskich).
Zachowania charakterystyczne dla „walki i kozła", takie jak np.: ob­
cinanie głowy i nóg zwierzęcia poniżej kolan, podnoszenie go z ziemi przez
zawodników w początkowej fazie zawodów, a także rzucanie na ziemię, pod
nogi widzów, na próg domu itp. - zdają się potwierdzać jego związki ze
śmiercią i „dołem". Niektóre informacje wskazują wyraźnie, że zasady za­
wodów wręcz wymagały uśmiercenia zwierzęcia w trakcie zawodów. Lewszin
np. podaje, że zawodnicy, galopujący na koniach, wyrywali nogi żywemu
baranowi przywiązanemu do siodła jednego z jeźdźców (Levsin 1832, s. 123).
Z informacji podanej przez autora wynika, że głównym zadaniem zawod­
ników było zdobycie sławy siłacza. Tymczasem, jak sądzę, pożądana i celowa
była właśnie śmierć zwierzęcia. Tylko ona bowiem mogła zapewnić od­
rodzenie życia i oczekiwaną zmianę.
Nieliczne informacje przedstawiające opis „walki o kozła" wskazują
natomiast na, potwierdzony przez archaiczne wierzenia, jednoczesny związek
zwierzęcia z Niebem. Jak podaje Bernsztam, Turkmeni w początkowej fazie
zawodów zrzucali kozła z dachu jurty na środek koła, gdzie już czekali
jeźdźcy, by rozpocząć walkę (Bernstam 1964, s. 69). Z informacji podanej

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

125

przez Sorokina wynika natomiast, że zawodnicy w trakcie zawodów wy­
rzucali tuszę kozia (czarnej maści) w powietrze. Zwierzę znajdowało się na
ziemi tylko w początkowej fazie gry, kiedy to jeden z zawodników, w asyście
pozostałych, odcinał mu głowę (Sorokin 1886, s. 635-636).
W obydwu wspomnianych tu przypadkach kozioł występuje jako łącz­
nik między światem górnym i ziemią, a także z podziemiami. Uczestniczy
więc w tworzeniu jedni, zniesieniu granic czaso-przestrzennych (o koźle jako
symbolu jednego początku patrz np. Ivanov 1989, s. 50).
Za znak pierwotnej jedności, charakteryzującej się m.in. brakiem po­
działów społecznych można też uznać 2 a s a d ę , zgodnie z którą zawodnicy
walczą o kozła indywidualnie, nie tworząc drużyn. Na ten aspekt uczestni­
ctwa zwraca np. uwagę Bronowski (1988., s. 82) pisząc o afgańskim buzkashi.
Także opinia Choroszchina o zawodach, w których „bogaty i sławny staje
się równy oberwańcom" (Chorośchin 1874, s. 101) wskazuje pośrednio na
czasowe zniesienie różnic społecznych, informując jednocześnie o popularno­
ści zawodów wśród wszystkich warstw ludności.
Wspomniany już Iwanow, pisząc o koźle jako symbolu pierwotnej jedni
zwraca uwagę na to, że podobne znaczenie przypisywano koniowi. Jak już
zaznaczyłam, w wierzeniach i obrzędach ludów Azji zwierzęta te występują
m.in. w roli mediatorów. Wymienione tu cechy pozwalają zrozumieć
i wyjaśnić znaczenie udziału koni w „walce o kozła". Na ten aspekt
zawodów nie zwracano dotychczas baczniejszej uwagi. Z rozmaitych opisów
zawodów wynika, że konie pełniły tu przede wszystkim rolę środka trans­
portu. Nieliczni autorzy wskazują wprawdzie, że koń narażał się na
niebezpieczeństwo zranienia, złamania kończyny, a nawet śmierć w takim
samym stopniu, jak człowiek (patrz np.: Chorośchin 1874, s. 101; Gunner
1957, s. 27; Terskoj 1934) - kozioł jednak przedstawiany jest niejako
w opozycji do koni i ludzi. Tymczasem, moim zdaniem, konie - podobnie
jako kozioł - uczestniczą w symbolicznym akcie przekraczania granic,
powrotu do początku. Z punktu widzenia symboliki i znaczenia zawodów
ich rany, a nawet utrata życia, podobnie jak obrażenia odniesione przez
człowieka i śmierć samego kozła, są równie pożądane. Ze śmierci i znisz­
czenia rodzi się bowiem nowe życie. Zamierzona wydaje się też, podkreślana
w wielu relacjach, i szokująca Europejczyków, „dzikość" zachowań zawod­
ników i ich barbarzyństwo w stosunku do kozła. Tymczasem, moim
zdaniem, zachowania te są symbolem typowego dla sytuacji granicznej
chaosu, zamętu poprzedzającego nastanie ładu i porządku, nowego etapu
egzystencji.
Znakiem ładu i zwycięstwa życia są natomiast uczty organizowane po­
wszechnie po zakończeniu zawodów. Znakiem życia jest też, być może,
nagrodzenie zwycięzcy „walki o kozła" jaskrawym chałatem, odnotowane
np. u Kirgizów przez Grąbczewskiego (1957, s. 38). Autor ten pisze, że
najlepszy z zawodników zakładał natychmiast ofiarowany mu chałat i nosił
go, by wszyscy widzieli, że to on zwyciężył i roznieśli tę wieść po stepie.

�126

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Jak już wspomniałam, „walki o kozła" organizowano w czasie obrzędów
przejścia. Badacze wskazują przy tym przede wszystkim na związek zawo­
dów z weselem. Towarzyszyły one jednak również innym obrzędom rodzin­
nym oraz religijnym. Warto przy tym zwrócić uwagę na interesujące różnice
dotyczące obrzędowego kontekstu „walk o kozła", jakie występowały u K i r ­
gizów. Z badań Simakowa wynika, że Kirgizi południowi organizowali
zawody podczas uroczystości rodzinnych (z okazji wesela, narodzin syna,
a w przypadku bezdzietnych rodziców - córki, stawiania pierwszych kroków
przez dziecko i in.) oraz religijnych świąt kurman ajt i orozo ajt. Kirgizi
północni tymczasem urządzali „walki o kozła" także podczas dorocznych
wypominków. W ocenie Kirgizów południowych było to postępowanie lek­
komyślne (Simakov 1984, s. 86). Można by zastanowić się nad przyczynami
- takiej oceny. Simakow nie szuka jednak wyjaśnień. Jeśli weźmiemy pod
uwagę związek zawodów z obrzędami przejścia i ich udział w symbolicz­
nym akcie przekraczania granic, to obecność „walki o kozła" w kontekście
wypominków wydać się może zasadna. Interesujące byłoby jednak po­
znanie ludowych sposobów wyjaśniania związku zawodów z wypominkami
(i innymi obrzędami).
W relacjach dotyczących „walki o kozła" bardzo często powtarza się
informacja, iż na zakończenie zawodów zwycięzca rzucał zwłoki zwierzęcia
na próg domu lub pod nogi wybranych osób. W przypadku wesela osobą tą
był najczęściej ojciec dziewczyny (nieżywe zwierzę ciskano też na próg jego
domostwa), rzadziej - ona sama lub pan młody. Czasem rzucano też kozła
pod nogi znamienitych gości. Wskazania na próg jako ten obszar prze­
strzeni, gdzie następuje zakończenie zawodów informuje o związku współzawodnictw z przekraczaniem granic. Rzucanie kozła pod nogi osób
pełniących najważniejsze role w czasie obrzędu wskazuje również na
związek zawodów z płodnością ; zwróćmy uwagę, że są one organizowane
podczas obrzędu weselnego i poszczególnych etapów zawierania małżeńst­
wa. U Kirgizów np. zachowanie polegające na rzucaniu tuszy kozła pod
nogi konia, na którym jechał pan młody (przez jeźdźca reprezentującego
stronę panny młodej) występowało w fazie przekazywania kałymu. Jak pisze
Simakow, mężczyzna kładł zwierzę w poprzek siodła i jechał do domu
dziewczyny, gdzie rzucał je na próg (Simakov 1984, s. 149). Według
Simakowa, wspomniane zachowania są jedynie wyrazem szacunku mężczyz­
ny dla dziewczyny i jej ojca, autor nie dostrzega natomiast ich znaczenia
symbolicznego.
Wymownym przykładem współzawodnictw, w wyniku których nastę­
puje dobór przyszłych par małżeńskich są chińskie zawody, opisane przez
Graneta (1973, s. 165-174). Występowały one w przełomowych momentach
cyklu rocznego i gospodarczego. Organizacja zachowań, o których infor22

2 2

Por. m.in. uwagę Czesnowa o związku nóg z chtonicznymi siłami ziemskiej płodności
(Ćesnov 1989, s. 125).

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

127

muje M . Granet przypomina sytuację modelową. Życie ludzi przebiega
bowiem zgodnie z klasycznymi zasadami systemu opartego na opozycji.
Czas poza świętem, to zarazem czas odizolowania od siebie mężczyzn
i kobiet całkowicie pochłoniętych pracą: orką pod gołym niebem w ciepłym
okresie roku (mężczyźni) i tkactwem w zamkniętych pomieszczeniach
w zimie (kobiety). Wiosna i jesień, stanowiące bardzo krótkie okresy
przejściowe między mroźną zimą i wilgotnym, gorącym latem, to czas
współprzebywania obu płci, zaprzestania prac i radosnego świętowania,
połączonego z udziałem we wspólzawodnictwach, którym towarzyszą też
tańce i śpiewy. Młodzież uczestniczyła w turniejach, w których jako
rekwizyty występowały m.in. jaja ptasie, wybrane z gniazd również podczas
zawodów, kwiaty babki, malwy, liście paproci i in. Przyjęcie kwiatu lub
garści nasion przez dziewczynę było makiem akceptacji partnera i zgody
na małżeństwo. Podobne znaczenie miały, jak sądzę zawody, w których
jako rekwizyt występowała piłka. Organizowano je np. podczas obrzędów
sezonowych u ludów Miao-tsy i Tho jeszcze na początku naszego stulecia.
Granet pisze: „Jak długo dziewczyna odbija piłkę - wszystko jest do
zrobienia: zalotnik ponawia więc śpiewy [...]", (Granet 1973, s. 167).
Można przypuszczać, że dopiero złapanie piłki przez dziewczynę było
- podobnie jak przyjęcie kwiatu lub nasion - wyrazem zgody na trwały
związek. Z partnerów w zawodach ludzie stawali się partnerami na dalsze
życie. Mimo widocznych różnic zewnętrznych między piłką, a kwiatem lub
nasionami, wspólna jest im, jakże ważna w przypadku małżeństwa, sym­
bolika płodności. Granet zwraca uwagę na to, że współzawodnictwa,
mające wyłonić nowe pary małżeńskie, rozpoczynały się w tonie zaczep­
nym. Dziewczęta w ironiczny sposób zapraszały zawodników, by następnie
udawać ucieczkę przed nimi (tamże, s. 167). M o i m zdaniem, przypomina to
zachowania zwierząt i ptaków w okresie godowym i turniejowe walki
o samicę, występujące w świecie zwierzęcym (na temat tych walk patrz np.:
Eibl-Eibesfeld 1987, s. 85n i in.).
Jak zauważył np. Huizinga (1987, s. 123-124), „z pewnością nie jest
przypadkowe, że rywalizacja odgrywa szczególnie ważną rolę przy wyborze
narzeczonej czy narzeczonego [...]. Nieważne jest [też] w istocie, czy po­
stępowanie takie zostało przekazane jedynie w legendzie lub micie, czy też
można udowodnić jego istnienie w rzeczywistym postępowaniu. Najważniej­
szy pozostaje fakt, iż istnieje wyobrażenie wyścigu o narzeczoną". Przytoczo­
ne tu przykładowo materiały dotyczące współzawodnictw są - jak myślę
- wystarczającym dowodem na to, by mówić nie tylko o realnej obecności
walk o dziewczynę w kulturach (w tym przypadku: ludów Azji) lecz także
o zależności między rezultatem zawodów a zawarciem małżeństwa. Współ­
zawodnictwa pełnią tu rolę szczególnego sakramentu, z mocy którego zaczyna
funkcjonować nowy układ społeczny.
Różnorodnym próbom poddawany jest też bohater ludowych opowieści
walczący o rękę kobiety. Wykonanie stawianych mu zadań wymaga nad-

�128

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

zwyczajnych umiejętności i cech, którymi nie mógłby wykazać się zwykły
człowiek. Mongolski Bujdar np. uczestniczy w zawodach trwających trzy
miesiące. Z niewyobrażalną siłą rzuca on przeciwnikiem, którego wbija
w ziemię, po czym wyciąga go kciukiem. Strzela z łuku, nie pozostawiając
nawet szczapki wielkości wykałaczki z sześćdziesięciu wozów drewna.
Wystrzelona przez niego strzała przechodzi kolejno przez chadag, otwór
w kości biodrowej i ucho igielne, na koniec zaś zapala wiązkę chrustu.
W jednym z baszkirskich wariantów eposu opowiadającym o dziejach
Ałpamysza bohater wypuszcza strzałę o długości 5 sążni z 60-sążniowego
łuku i przebija nią gruby pień drzewa. U Oguzów-Turkmenów - strzela do
miedzianego garnka lub złotej biżuterii dziewczyny. Ałpamysz strzela też do
złotej tykwy, a bohater I Księgi Mahabharaty Ardżuna naciąga pięciokrotnie
łuk i trafia do celu strzelając przez szprychy obracającego się koła.
W koreańskim micie łucznik rozstrzygający konflikt między żywiołem
wodnym i ziemskim zostaje obdarowany dwoma żonami. W eposie uzbeckim
natomiast, bohater pragnąc zdobyć rękę Barczin musi np. przewrócić siedem
minaretów jednym nabojem wystrzelonym z broni, pokonać w walce
siedemdziesięciu bohaterów, reprezentujących stronę wybranki, rozerwać
rękoma jedwabny sznur upleciony z czterech pudów przędzy, zwyciężyć
w wyścigach konnych trwających od czterech do czterdziestu dni, podnieść
tuszę ogromnego wielbłąda i obnieść ją trzykrotnie dookoła pomieszczenia,
itp. W jednym z wariantów eposu zadanie Ałpamysza polega na podniesieniu
Barczin z arby i zaniesieniu jej na rękach do jurty. Mimo że Ałpamysz nie
zdołał tego uczynić zostaje dopuszczony do kolejnej próby: rozwiązania
trzech wierszowanych zagadek. Tym razem wygrywa i Barczin zgadza się
zostać jego żoną. Ałpamysz może więc położyć rękę na jej piersi... Pewne
zachowania bohaterów epickich są, jak widać, podobne do tych, które
zostały potwierdzone przez etnografów badających kultury ludów Azji
X I X - pocz. X X w. Prowadzą też do tego samego celu, jakim jest zawarcie
małżeństwa.
r

POWRÓT D O POCZĄTKU. W A L K A I R E - K R E A C J A

Jeden z mongolskich mitów mówi o kłótni dwóch kreatorów o to, który
z nich ma większy udział w tworzeniu Ziemi. Kończy się on słowami:
„wszelkie tworzenie będzie się odbywało w atmosferze sporu i wrogości,
a ludzie i zwierzęta będą próbowali nawzajem się zniszczyć" (Potanin 1883,
s. 223). W ten sposób człowiek odziedziczył po pierwotnych istotach skłon­
ność do kłótni, sporów i walki. Przytoczony tu fragment mitu mongolskiego
wskazuje też, iż konflikty stały się warunkiem koniecznym budowania,
re-kreacji i postępu. Podobne zależności między konfliktami w świecie bo­
gów, którzy już na etapie tworzenia nie byli zadowoleni z wzajemnych
układów, a zachowaniami ludzi (oraz istnieniem powszechnej opozycji dobra

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H G R A N I C Z N Y C H

129

i zła) występują np. w wierzeniach ludów Syberii (zwraca na to uwagę m.in.
Kosko 1990, s. 40). Uosobieniem odwiecznego związku między walką i krea­
cją są często postacie bóstw występujących w wierzeniach ludów Azji. Łączą
one najczęściej ideał bohaterskiego wojownika i kreatora, będącego - jak np.
hinduski Indra - źródłem istnienia, płodności, dostatku oraz personifikacją
energii kosmicznej i biologicznej (por. też informacje o bogu wojny, który
jest często bogiem urodzaju, de Vries 1974, s. 208). Także dynamiczni,
twórczy bohaterowie mitów i eposów, którzy odnoszą zwycięstwa w zawo­
dach z rozmaitymi postaciami zła, powstrzymują grożącą ludzkości zagładę
i dają impuls życiu, stając się jednocześnie wzorem mniej lub bardziej
świadomie przyjmowanym przez czlowieka-zawodnika. Same współzawod­
nictwa zaś są jednym ze sposobów rozstrzygania konfliktów, od których nie
jest wolny ani świat ludzi, ani duchów i bogów.
Na związek walki z kreacją wskazuje też np. jeden z wątków mitu
ewenkijskiego opowiadającego o walce dwóch braci o Ziemię (i tytuł
stwórcy). Powiada się tam, że Ziemia powstała z ziarenek piasku wy­
łowionych z dna wód przez kaczkę. Kiedy osiągnęła rozmiary dywanika,
na którym mógł się położyć młodszy z braci (kreator Ekszeri) - starszy
brat postanowił odebrać mu j ą siłą. Zaczął więc ciągnąć za krańce,
lecz nie mógł jej wydostać spod śpiącego. Ziemia zaś rozrastała się coraz
bardziej, aż w końcu przybrała obecne rozmiary (Vasilević 1959, s. 173).
Przytoczony tu wątek mitu potwierdza symboliczny związek omawianych
już zachowań, polegających na przeciąganiu przedmiotów z początkiem,
narodzinami itp.
Czas twórczych przodków
R. Caillois stwierdził m.in., że tylko istoty z okresu twórczego mogą
zapewnić rytuałowi pożądaną skuteczność. „Stosuje się [też] wiele środ­
ków mających na celu wskrzeszenie płodnego czasu mocarnych przodków"
(Caillois 1973, s. 138) . Dla odrodzenia świata niezbędna jest bowiem aktu­
alizacja i uobecnienie mitycznej przeszłości. Według wspomnianego autora,
taką wskrzeszającą moc mają m.in. tańce w maskach, udramatyzowane
spektakle, malowidła na ścianach jaskiń, recytacje mitów i in. M o i m zda­
niem, do grupy tej można również zaliczyć współzawodnictwa. Niektóre
materiały dotyczące współzawodnictw u ludów Azji wskazują na szczególną
więź zawodników i bohaterskich przodków oraz ciągłość dawnych wzorców.
W kirgiskim pojedynku jeźdźców konnych na piki np., „herold" wzywający
do udziału w walce wspominał m.in. o bohaterach eposu „ M a n a s " , przed­
stawiając ich jako ideał, do którego powinni dążyć zawodnicy. Mowa „he­
rolda" zaczynała się od słów: „ M y wszyscy - rozrastający się i umacniający
lud, zrodzony z jednego ojca..." (Simakov 1984, s. 48; podkr. moje, I.K-S).
23

2 3

Por. też np.: Eliade (1970, s. 92-98).

�130

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

0 kontynuacji bohaterskiego wzorca i świadomym nawiązaniu do tradycji
mówi też kirgiska inwokacja, głosząca: „Błogosławieni niech będą przod­
kowie, którzy pozostawili nam te gry nieustraszonych mężów" (Omurzakov,
Sagalaev 1981, s. 5). Podobne przykłady znajdziemy na odległych krań­
cach kontynentu azjatyckiego, np. u Czukczów, gdzie starzec inaugu­
rujący obchody święta wygłaszał m.in. następującą orację: „Zuchy, nasi
przodkowie byli zwinni, szybcy, silni i wytrwali, powinniście być tacy sami.
Myśliwi nosili zwierzęta na własnych ramionach, a nie wozili na psach,
powinniście być tacy sami" (Żornickaja 1975, s. 36; podkr. moje, I.K-S).
Niektórzy badacze (np. D'jaćenko 1988, s. 200-201) informując o tradycyj­
nych formach współzawodnictw, używają wprost określenia: „gry przod­
ków". Podana przez tę autorkę informacja o jakuckim święcie ysyach, kiedy
to m.in. organizowano współzawodnictwa skoczków, zapaśników i in., mło­
dzież zaś „zapoznawała się z tradycyjną kulturą j a k u c k ą " (tamże, s. 203)
świadczy też pośrednio o dążeniu Jakutów do zachowania łączności z przod­
kami. Znakiem kontynuacji tradycji, a zarazem - zacierania granic społecz­
nych i czasowych w sytuacji świątecznej, są też - moim zdaniem - zwyczaje
polegające na inicjowaniu zawodów (np. zapasów) przez starców lub najstar­
szych zawodników oraz powierzaniu byłym mistrzom funkcji sekundanta,
sędziego, herolda i in.
Przeprowadzone przeze mnie badania wykazały np., że Mongołowie
łączą początki igrzysk, określanych jako erlin gurvan naadam, tj. „trzy gry
mężów" (należą do nich: łucznictwo, wyścigi koni i zapasy) z bliżej nie
określonymi przodkami. Mówią też czasem o obcym, który dawno temu
pojawił się znikąd i pokazał pasterzom mongolskim, jak np. organizować
zapasy. Współcześni Mongołowie organizując współzawodnictwa działają
- jak twierdzą najczęściej - z mocy tradycji. Brak natomiast niepodwa­
żalnych dowodów na to, by uważali oni zawodników za wcielenie przodków
lub dawnych bohaterów (aczkolwiek trudno wykluczyć istnienie tego typu
związków na poziomie podświadomości). Mówiąc o źródłach „gier mężów"
pasterze wskazywali najczęściej na konieczność rozstrzygania sporów „o to,
czyj k o ń jest szybszy, kto jest silniejszy, kto celniej strzela". Przytoczony
przez Hamayon fragment mongolskiego mitu ukazuje natomiast naadam
w roli turnieju, którego wynik przesądza o zawarciu małżeństwa. Powiada
się tam bowiem, że „Środkowe Niebo i jego Żona chcieli wydać córkę za mąż
albo za syna Zachodniego, Białego Nieba, którego się bali, albo za syna
Wschodniego, Czarnego Nieba, którego się wstydzili. Postawili i m jednak
trzy warunki: zwycięstwo w zapasach, łucznictwie i wyścigach konnych. Ten
naadam stał się z czasem zespołowym świętem zwanym „trzema grami
mężów" (Hamayon 1983b, s. 380).
Niezależnie od ludowych wyobrażeń o genezie współzawodnictw oraz
świadomości współwystępowania pcw nych wzorów w dawnych opowieściach
1 w zachowaniach współczesnych zawodników można mówić o podobień­
stwie znaczenia, jakie działania uczestników zawodów i postaci z mitów,

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

131

bohaterskich eposów itp. mają dla człowieka. Jak wynika z moich badań,
wspólny jest im zwłaszcza udział w ustanawianiu nowego porządku oraz
w przywracaniu zachwianej równowagi (na poziomie społecznym i kosmicz­
nym). Zawodnikom, podobnie jak bohaterom, którzy mogą być dla nich
mniej lub bardziej świadomie przyjmowanym wzorcem, przypisuje się po­
nadto możliwość oddziaływania na proces krążenia energii i sił witalnych na
różnych poziomach kosmosu (do zagadnienia tego jeszcze powrócę). Ich
zachowania pełnią także funkcje magiczne.
Jedną z cech przydawanych nie tylko bogom i mitycznym przodkom lecz
także niektórym postaciom historycznym, otoczonym nimbem boskości, są
nadzwyczajne umiejętności władania bronią. W ludowych wizjach dziejów
bogowie i przodkowie (np. założyciele państw koreańskich, Czyngis-chan
i in.) są też uważani za wynalazców broni. Z drugiej strony, niektóre
przedmioty tego typu same wydają się być równe bogom. Wskazują na to
m.in. przytoczone przez Stuttleya (1977, s. 146) wierzenia mówiące o dzie­
więciu rodzajach broni leżącej od praczasów w wodach oceanu, istniejącej
od zawsze, nie mającej początku ani końca, powstałej samoistnie, którą
hinduscy bogowie znajdują w oceanicznych głębiach. O boskości niektórych
rodzajów broni świadczy też jej udział w kreowaniu bytów. W japońskiej
księdze Kojiki czytamy np., że zaczątkiem ziemi stała się kropla, która
spłynęła z boskiej włóczni i zastygła, tworząc wyspę {Kojiki 1986, s. 171).
Atrybutem boskości obdarzony jest też w Japonii miecz i łuk (por. np.
Nitobe 1912, s. 121-127).
Niektórzy badacze (np. Sambuu 1978; Simakov 1984; Dzorig 1960;
Galindev 1977 i in.) interpretują współzawodnictwa jako „powtórzenie wo­
jennych wydarzeń". Wojna byłaby więc, według nich, pierwowzorem zawo­
dów. Podobnie interpretowane są np.,, parady jeźdźców odzianych w stroje
z dawnych epok i noszących historyczną broń, znane np. z terenu Korei,
Japonii i Tybetu, a organizowane głównie podczas świąt dorocznych. W ja­
pońskiej prefekturze Fukuszima np. walki jeźdźców ubranych w dawną
zbroję i hełmy, odtwarzających sceny z bohaterskiej przeszłości,były częścią
obchodów święta koni (11-12 lipca). Zawodnicy reprezentowali osiem są­
siednich wiosek. Elementem święta były także procesje, parady koni, pokazy
ujeżdżania dzikich rumaków, wyścigi i inne gry. Według Bauer i Carląuista
(1974, s. 147, 165) miały one powtarzać bohaterskie wydarzenia z dziejów
dawnych wojowników. Podobne znaczenie miały też np. zawody w jeździe
konnej i parady z udziałem uczestników w tradycyjnych strojach, z dawną
bronią, które odbywały się w prefekturze Mie w piątym dniu maja. Wspom­
niani autorzy nie odpowiadają jednak na pytanie, jaki był cel owego „po­
wtarzania bohaterskich wydarzeń". Wspomniane tu zachowania można, być
może, interpretować jako symboliczny powrót przodków (którzy raz jeszcze
chcą wziąć udział w akcie re-kreacji świata) na ziemię.
Gwoli ścisłości należy dodać, że niektóre formy współzawodnictw wy­
wodzone są nie z mitycznej przeszłości, lecz z wydarzeń historycznych.

�132

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

D o rozwoju niektórych typów wschodnich sztuk walki przyczyniły się np.
ćwiczenia wieśniaków, którym nie zezwalano na posiadanie broni. W Chi­
nach m.in., w pierwszym wieku naszej ery, chłopi ćwiczyli się w walce
z cieniem, traktowanym jak wyimaginowany przeciwnik, używając wyłącz­
nie rąk, nóg i pięści. D o perfekcji doprowadzili też fechtunek kijami.
Również w Japonii specjalne ćwiczenia miały służyć obronie chłopów przed
atakami rabusiów. Ludność kryła się w lasach, gdzie organizowano treningi
polegające na walkach angażujących nogi, ręce, pięści, skakaniu z ciężarem
na plecach itp.; w roli przeciwnika występowały drzewa (Sports in Japan
1977; Wroczyński 1985, s. 72). Jak podaje Tokarski (1989, s. 31-32) zakaz
noszenia broni przez pospólstwo, wydany przez szoguna Hideoshiego
i wprowadzony na Okinawie w 1609 r., przyczynił się do rozwoju sztuki
zadawania śmierci jednym ciosem pustej ręki. Za twórcę kendo natomiast
uważany jest wędrowny samuraj, zwany Mijamoto Mussahi, który żył na
przełomie X V I i X V I I w. Jako trzynastoletni chłopiec pokonał on podczas
turnieju 12 najlepszych zawodników i stworzył podstawy licznych szkół
walki kendo. Mussahi oparł się przy tym na ideałach zen i obok ćwiczeń
techniki wprowadził medytację (Pronnikov, Ladanov 1983, s. 163-166).
Skoncentrujmy się jednak na zagadnieniu symbolicznego znaczenia współzawodnictw.
Organizacja współzawodnictw, będących jednym ze sposobów symbolicz­
nego powtórzenia pierwotnej walki, stanowiącej warunek re-kreacji i porząd­
kowania rzeczywistości ma szczególne znaczenie w przełomowych momen­
tach cyklu rocznego. Rolę „twórczych przodków" pełnią wówczas pojedyn­
czy zawodnicy lub całe wspólnoty społeczno-terytorialne (pozostają one przy
tym najczęściej w trwałej opozycji wobec siebie i znajdują się w stałym
konflikcie). Według Gordona np. (1985, s. 201) rozmaite pojedynki młodzie­
ży, walki między grupami, zmagania sąsiadujących ze sobą wsi itp. odpo­
wiadają ,,apokaliptycznej wizji przejścia czasu".
Dawne tradycje mają m.in. noworoczne walki wspólnot społeczno-terytorialnych w Azji Centralnej. Jak podaje np. Tolstow, na początku każdego
roku w średniowiecznej Ferganie odbywały się walki pomiędzy reprezentan­
tami władcy i wodzów. Wspomagał ich tłum widzów, którzy rzucali w prze­
ciwnika kamieniami i cegłami dopóty, dopóki jeden z zawodników nie padł
martwy (Tolstov 1948, s. 282-285). Suchariewa natomiast informuje o no­
worocznych walkach z tradycyjnym przeciwnikiem - sąsiadem, jakie miały
miejsce w średniowiecznych miastach Azji (Taszkiencie, Samarkandzie, Bucharze). Uczestniczyli w nich reprezentanci poszczególnych stref miasta:
czterech dzielnic oraz centrum lub centrum i peryferyjnego pierścienia po­
dzielonego na kilka części. W czasie pojedynku przeciwnicy uderzali się
nawzajem pięściami, głową i nogami dopóki starczało im sił. Inny rodzaj
walki polegał na ściąganiu zawodnika z pleców „konia" (tę rolę grał jeden
z dwojga zawodników reprezentujących określoną dzielnicę). Bili się przy
tym nie tylko , jeźdźcy" ale i „konie" (Suchareva 1958). w X w. mieszkańcy

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

133

niektórych miast Azji Centralnej - reprezentujący np. dwie dzielnice od­
dzielone od siebie rzeką z mostami - walczyli o głowę wielbłąda (zwierzę
uważane za mediatora - przyp. I . K-S). Zawody odbywały się podczas
muzułmańskiego święta składania ofiar kurban bajram .
Wspomniane współzawodnictwa są przykładem powtórzenia zasad podzia­
łu wszechświata przez reguły organizacji zawodów i doboru zawodników, ich
24

2 4

Według Tołstowa, korzenie tych walk tkwią w dualistycznych podziałach społeczno-terytorialnych i rytualnych zawodach dwu fratrii. Z czasem przekształciły się one w boje na tle
religijnym (Tolstov 1984, s. 282-284). Autor, podobnie jak wspomniana tu Suchariewa, zwraca
uwagę na szczególną brutalność walczących oraz odwieczną wrogość i konflikty między miesz­
kańcami dzielnic wielu średniowiecznych miast Azji Centralnej. Podkreśla też, ze okazją do
starć były m.in. święta muzułmańskie.

�134

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

jedności. O istnieniu tego typu związków można mówić również na przy­
kładzie walk, w których uczestniczyli reprezentanci określonych obszarów
wioskowych (terytorialnych połów), organizowanych przez członków indyj­
skiego plemienia Naga raz lub dwa razy w roku (szerzej patrz: Crooke 1898,
s. 40), japońskich zapasów odbywających się podczas święta pięciu zbóż
(święta zbiorów), których uczestnicy pochodzili z prowincji wschodniej,
zachodniej i centralnej (Culin 1958, s. 37), a także zapasów buriackich,
gdzie walczyli ze sobą reprezentanci terytoriów leżących na wschód i zachód
od owoo (Sagdaron, Oćirov 1909, s. 473). To kamienne usypisko, mające
status świątyni, występowało tu więc w przypisywanej mu najczęściej przez
ludy mongolskie roli centrum, a zarazem granicy. O analogicznym doborze
zawodników, reprezentujących Wschód i Zachód, mówi się w jednej z wersji
znanego eposu „Geseriada". Przedstawiony tam opis walki między repre­
zentantem wschodniej i zachodniej części świata zawiera ponadto przy­
kłady zachowań, w których można dostrzec prawzór zapasów buriackich
(a także np. mongolskich i tuwińskich), Wspomnę tu przede wszystkim
0 ruchach przypominających ptaka lub walczące zwierzęta, owijaniu prze­
ciwnika pod pachą, obalaniu go na ziemię, podrzutach, „tańcu" zwycięzcy
1 i n . D o dziś też wymienione ludy obdarzają najlepszych zawodników
używanym w stosunku do bohaterów „Geseriady" tytułem mergen (dosł.
zręczny). Inny jest oczywiście wymiar walki. W eposie została ona przed­
stawiona w hiperskali właściwej działaniom herosów. Dla ilustracji powy­
ższych stwierdzeń przytoczę tu fragment stosownego opisu (Geser 1968,
s. 82-83; przekł. z ros. I . K-S):
Aby potwierdzić swe prawo,
aby sercu dać osłodę,
aby odnieść zwycięstwo,
wstąpili w zapasy [...]
Obracając się ze słońcem
jak żubry ryją ziemię,
jak jastrzębie w niebo wzlatują,
to bodą się jak łosie rogate,
to [walczą] jakoby sokoły pierzaste.
Ten nieprzyjaciela w proch starł,
tamten podrzucił przeciwnika,
lecz nie spadają z wysokości.
Obaj mają równe siły,
podnoszą się z głębiny
jeszcze bardziej rozjuszeni.
Walka bohaterów sprawiła, że
obłoki wypełniły sie deszczem,
zadrżały ciężkie skały,
zadźwięczała przestrzeń [...]
Dla wojownika Zachodniej części
śmiałego Zasa-Mergena
w tej walce - radość i szczęście,
z pewnością pragnie zwycięstwa.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

135

Jak jastrząb mocno napina skrzydła tak on naprężył swe mięśnie.
Chwycił Sagan-Chasara.
Pod pachą go owinął,
pobiegł i w pełnym biegu
w zachodnią tajgę
śmiało cisnął wielkoluda,
zwyciężając wroga.
Zwróciwszy się na wschód w tajgę
cisnął Sagan-Chasara,
w górę podrzucił i rąbnął o ziemię.
Ten z początku zaniemówił,
a potem jak strzała zaświstał,
jakoby kamień w dół poszybował
i na ziemię wśród wyrżniętych skał
z niebieskich przestworzy runął [...]
Głośno radował się 2'asa:
Spójrzcie, Zachodnie Niebiosa,
pokonałem wielkiego woja,
teraz serce moje jest spokojne!
W ukłonach ruszył w tan,
chwaląc się niezwykłym zwycięstwem.

Obok zasad klasyfikacji uczestników turniejów zapaśniczych, zgodnie
z którymi dzielą się oni na grupy reprezentujące wschód i zachód, mogą również
wystąpić innego rodzaju dualistyczne podziały. W Mongolii, Tuwie i Tybecie
np. obowiązywał podział na prawe i lewe skrzydło. Jak podaje Sambuu (1974,
s. 13) zawodnicy prawego skrzydła wybierani byli przez szamana, a zwycięzca
z tej grupy otrzymywał tytuł „męskiego siłacza". Zawodnicy z lewego skrzydła
byli wyznaczani przez lamę; w przypadku zwycięstwa reprezentanta tej grupy
- przyznawano mu tytuł „kobiecego siłacza". Jak wykazały moje badania,
lamowie biorący udział w zapasach organizowanych w Mongolii podczas
lamajskiego święta tugyn bojar reprezentowali grupy zwane nilag i dalag (podział
ten - jak mi wyjaśniano - odpowiada kategoriom: swój - obcy). Podczas
religijnego święta zwanego megdzemiń czonchor zaś, kiedy urządzano zapasy
z udziałem łamów i pasterzy, duchowni tworzyli grupę zwaną szar (żółtych),
pasterze zaś należeli do drużyny char (czarnych).
Spektakularny przykład noworocznych współzawodnictw, przy pomocy
których zostaje powtórzona charakterystyczna dla tego okresu walka, zapi­
sany został przez W . M . łonowa u Jakutów. Otóż, na początku roku dwaj
młodzieńcy, z których jeden ubrany był w skórę białego źrebaka i uważany
za wcielenie ducha gospodarza nowego roku, drugi zaś nosił skórę czarnego
lub rudego źrebaka i reprezentował ducha gospodarza starego roku, walczyli
ze sobą w zapasach, biegach i wyścigach konnych. Pożądane było przy tym,
jako zapowiedź pomyślności, zwycięstwo zawodnika reprezentującego ducha
gospodarza nowego roku. Często drugi z zawodników godził się przy tym
na porażkę (materiały archiwalne, cyt. za: Sagalaev, Oktajbr'skaja 1990,
s. 127-128).

�136

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

W Korei podczas Nowego Roku organizowano walki dwóch gigantycz­
nych postaci zrobionych z drzewa i słomy. Drzewo służące do wykonania
owych postaci niesione było do wsi w odświętnej procesji, a ścinający je
drwale zakładali nowe ubrania i składali ofiary duchowi gór, aby uzyskać
jego zgodę na wyrąb (Im Tong-Gwon 1975, s. 82-84). Zachowania te są
typowe dla sytuacji przejścia. Gigantyczne rozmiary walczących postaci
przypominają o wydarzeniach z czasów bohaterskich przodków. Nastę­
puje połączenie przeszłości i t e r a ź n i e j s 2 : o ś c i w jedno. W zawodach brały
udział dwie drużyny złożone z setek mężczyzn, reprezentujących zachodnią
i wschodnią część dystryktu. I w tym przypadku więc podkreślona została
faza dualistycznego podziału świata. Walką dowodził kapitan, stojąc na
specjalnej platformie. (Zapewne chodziło tu o zaznaczenie jego statusu).
Zadaniem zawodników było pokonanie figury należącej do przeciwnika
poprzez odpowiednie manewrowanie figurą własnej drużyny.
W dwa tygodnie po Nowym Roku Koreańczycy organizowali walki
dwóch postaci podobnych do smoków (wykonanych również z drzewa
i słomy). Poruszano je za pomocą liny. W zawodach uczestniczyły dwie
drużyny złożone z 50-100 osób. Zawodnicy reprezentowali wschodnią
(męską) i zachodnią (kobiecą) część miasta . Ich stroje oraz opaski na
głowę wykonane były z białego materiału. Trzymali oni także flagi w pięciu
kolorach oraz nieśli wizerunki smoka, żółwia, feniksa i tygrysa (Im Tong-Gwon 1975, s. 82-84). Kolory flag i strojów symbolizują tu poszczególne
strony świata, a wspomniane wizerunki są symbolem kosmicznych żywiołów.
Niesione przez uczestników zawodów podkreślają nierozłączność człowieka
i wszechświata.
Nie polega ona przy tym wyłącznie na symbolicznym zniesieniu wszelkich
granic i podziałów. Być może (przynajmniej w niektórych przypadkach)
współzawodnictwa można interpretować w taki sposób, w jaki A . de Mello
interpretuje taniec, pytając: „Czy kiedykolwiek doświadczyłeś swego nie­
istnienia? M y na Wschodzie mamy obrazowe przedstawienie tego przeżycia.
Jest to obraz tancerza i tańca. Bóg jest tancerzem, a stworzenie boskie
tańcem. Nie jest tak, że Bóg jest wielkim tancerzem, a ty jesteś małym
tancerzem. O nie! Nie jesteś tancerzem w ogóle. Ciebie się tańczy! (de Mello
1993, s. 112; podkr. moje, I . K-S). Gdybyśmy przyjęli taką interpretację dla
współzawodnictw - cóż działoby się z ich uczestnikami? Byliby „wałczeni"?
„Współzawodniczeni"? Brzmi to niezbyt dobrze, sama myśl sformułowana
przez de Mello wydaje się jednak godna głębszej refleksji, także w od­
niesieniu do przedmiotu moich badań...
25

2 5

Oczekiwano przy tym zwycięstwa strony zachodniej. Wróżyło ono bowiem płodny rok.
Por. też np. informacje o zawodach w przeciąganiu liny organizowanych w Japonii. Jedna
z drużyn reprezentowała ziemię, druga - morze. Zwycięstwo „ziemi" zapowiadało dobre
urodzaje, zwycięstwo „morza" - dobre połowy (Bauer, Carląuist 1974, s. 157).

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H

GRANICZNYCH

137

Zapasy
Jak wynika z przedstawionego tu materiału, zawodnicy posługują się
rozmaitymi środkami symbolizującymi m.in. walkę charakterystyczną dla
czasu przełomu. Wspomniałam już, że zgodnie z archaicznymi koncepcjami
jest ona podstawowym warunkiem tworzenia, re-kreacji. Niektóre zachowa­
nia zawodników zasługują na szczególną uwagę. Symbolizują bowiem ów
akt, a zarazem - właściwy dla sytuacji granicznej stan zawieszenia. Spek­
takularnym przykładem współzawodnictw, których uczestnicy operują zna­
cznym bogactwem środków symbolizujących stan przejścia i początku, są
ogromnie popularne wśród ludów Azji zapasy.
Stan ten symbolizowany jest np. - moim zdaniem - przez nakrywanie
głów zawodników przed rozpoczęciem walki kawałkiem materiału lub skóry
zwierzęcej. Zwyczaj ten zanotowano np. u Jakutów (szerzej patrz: Absalyamov, Govorkov, Sinyavskiy 1980, s. 73; Koćnev 1980, s. 10). Zawodnicy
kałmuccy natomiast wychodzili na arenę przykryci płaszczami. Wcześniej
zaś, gdy znajdowali się w jurcie szykując się do wyjścia - otrzymywali
nowy pas, którym owijano ich biodra (Missionerskij sbornik 1910, s. 218).
W podanych tu źródłach stwierdzono przede wszystkim, że zawodnicy nie
powinni się znać przed walką. Również w Materiałach po Mańczżurii i Mon­
golii (1906, s. 46) czytamy, że „zapaśnicy są podzieleni na dwie grupy
i wypuszczani jednocześnie, tak że nikt nie wie wcześniej, z kim będzie grać".
Zakrywanie głów i możliwie najdłuższe utrzymywanie w tajemnicy tego,
kto będzie rywalem ma również znaczenie symboliczne. Charakteryzuje
również sytuację przejścia i właściwy jej stan nieświadomości, błądzenia,
zawieszenia. Jeśli taka interpretacja zachowań jest słuszna, wówczas zrzuce­
nie przykrycia głowy lub zdjęcie go przez sekundanta odpowiadałoby sym­
bolicznemu aktowi narodzin .
Spektakularnym przykładem zachowań powtarzających kolejne etapy
kosmogonii są zapasy kałmuckie. Jak czytamy w Missionerskom sbornikie
(1910, s. 218), po zdjęciu płaszczy przykrywających głowy oraz uściśnięciu
sobie rąk zawodnicy oddalali się na 5-6 kroków od centrum areny i chodzili
wokół niej, jakby starali się nawzajem dogonić. Surowo przestrzegano przy
tym zachowania symetrii względem siebie. Trwało to długo, a w tym czasie
zapaśnicy pocierali dłonie piaskiem, wyrzucali go w powietrze itp. Można tu
wyróżnić - moim zdaniem - następujące etapy symbolizowane przez za­
chowania zawodników: 1. fazę płodową (jej symbolem jest nakrycie głowy),
2. narodziny (zdjęcie płaszcza), 3. jednię, brak konfliktów i wyodrębnienie
dwóch elementów opozycyjnych (zachowania zawodników przygotowują­
cych się do walki), 4. stwarzanie Ziemi (rzucanie piaskiem i pocieranie nim
26

2 6

Sieroszewski wyjaśnia, że imiona zawodników, mających reprezentować swój ród, trzy­
mano do ostatniej chwili w wielkiej tajemnicy z obawy przed zdradą lub czarami (Sieroszewski
1935, t. 2, s. 68).

�138

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

dłoni przypomina wątek występujący w różnych mitach azjatyckich mówią­
cych o powstaniu Ziemi i wydaje się być jego powtórzeniem).
O przekraczaniu granic, cofnięciu czasu, informuje także - jak sądzę
- szczególny sposób poruszania się zawodników lub wykonywane przez nich
gesty. Jak podaje Grumm-Grżimajło, w zachodniej Mongolii np. zapaśnicy
wstępowali na arenę miarowym krokiem, nie zginając kolan, szli na piętach,
machając do taktu rękoma (Grumm-Grżimajlo 1926, s. 232, podkr. moje
- I. K-S). Zgodnie z informacją Gunnera i Rachimgułowa zaś, zapaśnicy
kazachscy wychodzili na środek maty, podawali sobie prawe ręce, a potem
odchodzili od siebie na dwa kroki i obracali się przez lewe ramię (Gunner,
Rachimgulov 1949, s. 19, podkr. moje - I . K-S).
Symboliczne znaczenie mają nie tylko zachowania zapaśników, lecz
również np. ich stroje. Na szczególną uwagę zasługuje przy tym, odzież ze
skór zwierzęcych. Spotykamy j ą np. u Kirgizów, gdzie jeszcze na początku
naszego wieku uczestnicy zapasów pieszych i konnych, pojedynków na piki,
„walk o kozła" i in. występowali w spodniach, butach i kamizelkach ze skór
dzikich kozłów lub jeleni (Simakov 1984, s. 36, 64, 66, 84). Autor podkreśla,
że tego typu odzież nosił też bohater eposu „ M a n a s " i członkowie jego
drużyny (kwestia podobieństwa pewnych zachowań uczestników współzawodnictw i bohaterów epickich była już wcześniej sygnalizowana). Także
stroje zapaśników tuwińskich szyto w przeszłości ze skór baranich (Sambuu
1978, s. 36), zapaśnicy buriaccy zaś występowali w skórzanych spodniach
(patrz np.: Molodych, Kulakov 1896, s. 179). Na podstawie informacji
podanych przez wspomnianych autorów trudno jednak stwierdzić, czy stroje
ze skór były noszone powszechnie przez zapaśników reprezentujących wyżej
wymienione ludy, czy też występowały tylko w niektórych grupach, np.
rodowych.
Sytuację graniczną symbolizuje również całkowita lub częściowa nagość
zawodników (por. uwagi Turnera o nagości; 1969, s. 95). O walkach nagich
zapaśników w Tybecie informuje np. Cybikow (1975, s. 126). Były one
organizowane podczas święta przypadającego na 25 dzień Nowego Roku.
Według Grumm-Grżimajło (1926, s. 233) zawodnicy derbeccy walczyli nago,
owinąwszy biodra pasem. Danych tych nie potwierdzili natomiast w pełni
moi informatorzy, Według nich, w pocz. X X w. zawodnicy nie występowali
wprawdzie w kurtkach i butach, jak czynią to obecnie, nosili jednak spo­
denki. Jak pisze Lewszin, nadzy zapaśnicy występowali też u Kirgizów.
Z informacji podanej przez autora wynika, że nagość ta nie była zupełna.
Zawodnicy mieli bowiem pasy (Levśin 1832, s. 120). Na nagość zawodników
wskazuje natomiast pośrednio podana przez Simakowa informacja, do­
tycząca pojedynku jeźdźców konnych u Kirgizów. (Celem zawodów było
wybicie przeciwnika z siodła lub zmuszenie go do ucieczki uderzeniami bata).
Zawody organizowano podczas rocznicowych wypominków, kończących
okres żałoby. Zawodnicy występowali wprawdzie w kostiumach, jednak
z wymienionej przez badacza nazwy współzawodnictw, która może być

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

139

tłumaczona jako „walka obnażonych" można wnioskować iż pierwotnie
walczyli oni bez odzieży.
Również wypowiedzi niektórych spośród moich mongolskich informa­
torów świadczą o symbolicznej, a w odległej przeszłości być może w istocie
demonstrowanej nagości zapaśników. Uzyskane wyjaśnienia wskazują
przede wszystkim na kluczową rolę czapki w kostiumie zawodnika. Była
ona symbolicznym ekwiwalentem całego kostiumu, a zarazem reprezen­
towała samego zapaśnika: „Czapka była bardzo szanowana przez M o n ­
gołów. Jeśli zapaśnik miał czapkę, to tak jakby był kompletnie ubrany";
„Przed walką zawodnik oddawał czapkę sekundantowi na znak, że jest
gotowy do pojedynku, że się rozebrał. Upuszczenie czapki na ziemię
przez sekundanta było równoznaczne z przegraną zapaśnika"; „Sekundanci
mocno trzymali czapki i pilnowali, by nie upadły"; „Zawodnicy mieli
czapki na znak szacunku. Pokazywali, że mają odzież w komplecie, nie
są goli"; „Czapki były z czerwonymi wstążkami i dwoma otokami. Jeden
otok w kolorze czarnym zastępował włosy człowieka, drugi był czerwony
lub zielony [...]".
Przytoczone tu wypowiedzi pozwalają na postawienie znaku równości
między brakiem czapki a nagością zawodnika, zdjęciem jej przed walką
- i zrzuceniem kostiumu. M o i informatorzy nie uświadamiali sobie jednak
tego rodzaju zależności. (Występują one przede wszystkim na poziomie
myślenia symbolicznego). Wręcz przeciwnie, podkreślali, że zawodnicy nie
walczyli nago. Kostium, jaki noszą obecnie zapaśnicy mongolscy, rzecz
jasna, to potwierdza. Analiza wypowiedzi wskazujących na symboliczne
znaczenie czapki nie pozwala jednak wykluczyć nagości zawodników. Sym­
bolem pierwotnej nagości jest natomiast prawdopodobnie łysina zawodni­
ków, którzy - zgodnie z mongolskim zwyczajem - golili włosy (lub ich część)
przed walką.
Kostium zapaśników azjatyckich zakrywał przeważnie tylko część ciała
zawodnika. Wspomniane już przykłady można m.in. uzupełnić o informację
podaną przez Mazaheri (1972, s. 139), zgodnie z którą w okresie średnio­
wiecza na Bliskim Wschodzie zapaśnicy występowali w krótkich spodenkach.
Z zapisków niektórych badaczy rosyjskich i buriackich wynika natomiast, że
w X I X w. zawodnicy buriaccy nosili spodnie podwinięte powyżej kolan, byli
bez koszul i butów (patrz np.: Śagdaron, Oćirov 1909, s. 473, Oćerki istorii
kul tury Bur jat ii... 1972, s. 161). Również u Kałmuków z połowy X I X w.
strój zapaśników składał się z szerokich spodni nie dochodzących do
kolan (Nebolsin 1852, s. 149). Kirgizi biorący udział w zapasach na koniach
oraz w pojedynku na piki nosili skórzane spodnie z szerokimi na 1-1,5 m
nogawkami. Nakładano je na kalesony, a dolną część nogawek zakręcano
wokół kolan. Zawodnicy walczyli boso (Simakov 1984, s. 66). U Mongołów
Chałcha zaś co najmniej od początku X I X w. strojem obowiązującym zapaś­
nika są krótkie spodenki oraz kurtka zakrywająca łopatki i łokcie, zawiązy­
wana z przodu na wąskie, splecione paski materiału, sznurka itp. Piersi
1

�140

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

i brzuch zawodnika pozostają odkryte. Zapaśnicy walczą w butach o wyraź­
nie zagiętych do przodu noskach i wysokich do kolan cholewach. Uda
i kolana są gołe. (Strój ten upowszechnił się stopniowo także wśród M o n ­
gołów Zachodnich).
Kostium zakrywający tylko część ciała, noszony w sytuacjach granicz­
nych, w czasie przełomu, podkreśla charakter wydarzeń. Szczególne znacze­
nie ma tu krój stroju. Ważne wydaje się zwłaszcza to, że brzegi spodni,
kurtki, kamizelki itp. sięgają najczęściej do połowy kończyny i innych „środ­
kowych" miejsc ciała: kolan, talii, bioder, połowy pleców. Ważna jest rów­
nież występująca u niektórych ludów asymetria ubioru. Przykładem mogą
być m.in. zapaśnicy kazachscy, którzy - jak informują Gunner i Rachimgułow (1949, s. 6) nie zakładali prawego rękawa kurtki.
Oczywiście zdarzają się kostiumy zakrywające znaczną powierzchnię
ciała zapaśnika. U Turków orchońsko-jenisejskich np. strój zawodnika skła­
dał się z płaszcza przewiązanego pasem, koszuli, spodni i czapki (Bernśtam
1964, s. 68). Także ryciny zamieszczone w artykule Absalyamowa, Govorkowa i Sinyawskiego, przedstawiające m.in. zapaśników chakaskich, uzbe­
ckich i turkmeńskich, ukazują zawodników ubranych w koszule (podobne do

Ryc. 9. Zapaśnicy japońscy: trudna sztuka wiązania pasa
wg Grix 1937, s. 22

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

141

rosyjskiej rubaszki), przewiązane pasem, długie spodnie i wysokie buty
(Absalyamov, Govorkov, Sinyavskiy 1980, ryc. po s. 48). Zdarzało się też
(np. w Azji Centralnej i na Syberii), że zawodnicy występowali bez specjal­
nego, wyróżniającego ich, kostiumu. Nosili jednak wówczas stroje świątecz­
ne, charakterystyczne dla grupy, którą reprezentowali. W takim przypadku
ich odzież była nie tylko znakiem jedności i tożsamości z grupą, lecz
jednocześnie - tak samo jak specjalny kostium zawodnika - stawała się
znakiem święta.
Mówiąc o symbolicznym znaczeniu stroju zapaśnika należy zwrócić
szczególną uwagę na pas. Większość badaczy wskazuje przede wszystkim na
jego przydatność podczas walki (zawodnicy mogą bowiem chwytać i pod­
nosić przeciwnika za tę część kostiumu). Tymczasem, jak już wspomniałam,
w sytuacjach obrzędowych pas może być interpretowany jako symbol grani­
cy, drogi, podróży, pełni też funkcje izolujące, wyłączające itp. Symboliczne
jest również zachowanie zapaśników, którzy - rozpoczynając walkę - kładą
ręce na pasie przeciwnika, znacząc w ten sposób sytuację przejścia. Podobne
znaczenie ma wspomniany już zwyczaj kałmucki, polegający na przekazaniu
zapaśnikom nowego pasa.
Pas zapaśnika może być wąski, nie rzucający się specjalnie w oczy, jak
np. we współczesnym kostiumie chałchaskim. Niekiedy jednak jest on bar­
dzo wyraźnie podkreślony. Na rycinie zamieszczonej przez Hansena, przed­
stawiającej kostium zapaśnika ze wschodniej Mongolii, noszony podczas
wiosennej ceremonii składania ofiar na owoo, można np. dostrzec trzy pasy
tworzące rodzaj fartuszka oraz kilka pasów doczepionych do kurtki na
wysokości ramion (Hansen 1950, fot. na s. 131; materiały były zbierane
w końcu lat trzydziestych X X w.). Pas spodni zawodników kirgiskich np.
wykonany był z jeleniej skóry i mocno wiązany w talii. Na to nakładano
dodatkowy pas ze skóry lub z materiału (Simakov 1984, s. 66). Rozmiary
pasa nie wpływają oczywiście na zmianę symboliczno-komunikacyjnych fun­
kcji tego elementu kostiumu, ani też na znaczenie samych zawodów. Istotna,
zwłaszcza dla widzów, może być natomiast jego demonstracja (staje się ona
bardziej jawna w przypadku pasa dużych rozmiarów, o znacznej grubości).
Wnioskując o znaczeniu zawodów na podstawie rodzaju kostiumu i sym­
boliki różnych detali nie sposób pominąć np. koloru materiału, z jakiego
został on wykonany. Stroje zapaśników mongolskich np. uszyte są z mate­
riału w kolorze czerwonym i niebieskim (te same barwy występowały również
np. w strojach u Turków orchońsko-jenisejskich w V I - V I I I w., co mogłoby
wskazywać na pewne zapożyczenia). Dla ludów turecko-mongolskich (podo­
bnie jak wielu innych) czerwień i błękit mają znaczenie symboliczne. Czer­
wień np., jak powszechnie wiadomo, jest kolorem krwi, życia, ognia, a zara­
zem ich symbolem, błękit - symbolizuje niebo. Obydwa kolory są jednocześ­
nie symbolem początku, źródła życia. Podczas badań w ajmaku wschodniogobijskim w Mongolii uzyskałam informację, że tamtejsi zapaśnicy nosili
czapki z pasami w kolorze żółtym, zielonym i pomarańczowym. Kolory te

�142

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

- jak podkreślali sami informatorzy - są dla Mongołów symbolem Ziemi,
Natury. Hansen natomiast podaje, że zapaśnicy z Mongolii Wewnętrznej
występowali w kurtkach z naszytym w środkowej części kawałkiem czer­
wonego materiału w kształcie kwadratu, zdobionego zielonym haftem lub
wizerunkiem tygrysa. Kurtki zawodników były też czasem zdobione haftem,
przed stawiaj ącym tzw. ,,motyw baranich rogów (Hansen 1950, s. 81). Dodaj­
my, że w kulturach ludów Azji Centralnej motyw ten uważany jest za symbol
słońca oraz męskiego składnika natury. Wspomniany wcześniej tygrys jest
natomiast dla Mongołów, podobnie jak np. dla Chińczyków, symbolem
Ziemi. Symbolikę tę powtarza również zieleń oraz kwadratowy kształ mate­
riału. Obecność kosmicznych symboli na kurtkach zapaśników, podobnie
jak kolorystyka ich ubiorów, oznacza wspomnianą już jedność, pełnię.
W czasie walki zapaśnicy w naturalny sposób kontaktują się z ziemią.
Upadek na ziemię lub dotknięcie do niej określoną częścią ciała jest przy tym
równoznaczny z porażką zawodnika. U Mongołów, Tuwińczów, Turkme­
nów i Buriatów np. zawodnika eliminuje z walki dotknięcie ręką do ziemi.
U Czukczów, Kazachów, Kałmuków, Mongołów zawodnik odpada jeśli
zostanie położony na jedną lub obie łopatki albo (także u Kazachów) na
bok. U Jakutów i Dunganów nie zezwalano na dotknięcie ziemi trzema
punktami ciała równocześnie (np. ramionami, kolanami i dowolną częścią
ciała powyżej kolan).
W Mongolii zanotowałam rozbieżne informacje dotyczące skutków do­
tknięcia ziemi kolanem przez zawodnika. Niektórzy mieszkańcy zachodniej
Mongolii twierdzili np., że upadek na kolano był dozwolony, według innych
- oznaczał porażkę zawodnika (dodam, że podobnie reguły występowały
m.in. u Jakutów, Turkmenów; informacje podane przez Sambuu, 1978, s. 38,
wskazują natomiast, że również w Tuwie przepisy regulujące kwestię do­
tknięcia ziemi kolanem były niejednorodne). Reguły zapasów określają też
np., w jakiej pozycji powinien znajdować się zwycięzca. U Turków orchońsko-jenisejskich i u Kazachów musiał on np. przykryć swym ciałem zawod­
nika leżącego na ziemi. Precyzyjne zasady dotyczące dozwolonych chwytów,
rzutów itp. oraz zachowań, które są zabronione pozwalają wskazać zwycięz­
cę, mają też zasadnicze znaczenie dla prawidłowego charakteru walki. Nad
jej przebiegiem czuwają (z urzędu) sekundanci i członkowie komisji, a także
widzowie. Niektóre zachowania, zgodne z regułami, mają jednak również
aspekt symboliczny. Różne formy kontaktu zawodnika z ziemią można
bowiem, moim zdaniem, interpretować zgodnie z zasadą sformułowaną
np. przez Eliade (1970, s. 143-145), w myśl której, leżenie lub siedzeąie na
ziemi (w sytuacjach przełomowych) jest symbolem narodzin, odrodzenia,
rozwiązania itp.
Kontakt zawodnika z ziemią jest też częścią procesu obiegu energii
między różnymi poziomami kosmosu. Bohater eposu mongolskiego leżąc na
ziemi wierzy np., że przywróci mu ona utracone siły. Wierzenia w możliwość
przekazania człowiekowi sił przez Ziemię - opiekunkę ludzi, stad i roz-

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H GRANICZNYCH

143

wijającego się życia, mają dawny rodowód w kulturze mongolskiej. Od­
notowano je m.in. w Tajnej historii Mongołów (1970, par. 125, 199 i in.; patrz
też: Kałużyński 1983, s. 93-94) . Na udział zapaśnika w wielkim cyklu
obiegu energii zwracałam już uwagę w swoich pracach (Kabzińska-Stawarz
1988, 1992).
Buriaci wierzyli np., że rozcieranie grudek ziemi w dłoniach (co można
uznać za jeden ze sposobów kontaktu człowieka z ziemią - I . K-S) dodaje
zawodnikom sił (por. Molodych, Kulakov 1896, s. 179). Jak wykazują moje
badania, podobnie wyjaśniali zwyczaj dotykania rękoma do ziemi oraz
mycia rąk piaskiem przez zapaśników pasterze mongolscy.
W Mongolii spotykamy również zwyczaj obrzucania się piaskiem przez
zawodników przystępujących do walki. M o i informatorzy porównywali tego
typu działanie do zachowania byków walczących lub kopiących ziemię.
Podobne porównanie znalazłam również w Missionerskom sbornike (1910,
s. 218). Napisano tam m.in., że zachowania zawodników, którzy długo
obchodzili miejsce walki, pocierali dłonie piaskiem, wyrzucali go w powietrze
itp. przypominają pojedynek rozdrażnionych byków przygotowujących się
do walki. Zwierzę to „pojawia się" także w zawodach kirgiskich, kiedy to
- jak podaje Simakow - „herold" objeżdżający tłum widzów i wywołujący
chętnych do walki zaprasza do wejścia na arenę „osoby, które idą na
przeciwnika jak byk" (Simakov 1984, s. 65).
W porównaniu walczącego zapaśnika do byka ważne wydaje się nie tylko
widoczne podobieństwo zachowań. Jest w nim bowiem także m.in. ukryta
informacja o związku obrzędowych zapasów z działaniami mitycznych
przodków, powtórzeniem ich „twórczych zachowań". W wierzeniach ludów
mongolskich, zwłaszcza Buriatów, praprzodkowie występują bowiem naj­
częściej właśnie w postaci byka. Wierzenia buriackie mówią też np. o pierwo­
tnej walce synów Wschodniego i Zachodniego Nieba, którzy zamienili się
w byki (patrz np.: Agapitov, Changalov 1883, s. 51-52; Humphrey 1974;
Śarakśinova 1962, s. 128-137 i in.).
W mitach ludów Azji praprzodkowie występują również np. w postaci
ptaków. Przypominają o tym zapaśnicy, naśladujący ptasi lot przystępując
do walki i po jej zakończeniu. Niektórzy spośród moich mongolskich infor­
matorów wyjaśniali, że zapaśnik wykonujący te ruchy pragnął upodobnić się
do orła lub mitycznego ptaka zwanego Chan Gard (jego prawzorem jest
indyjski Garuda) lub chciał pokazać, że jest tak samo silny jak ów ptak.
W wierzeniach mongolskich (a także np. południowosyberyjskich) orzeł
i Chan Gard asocjowane są ze Słońcem. Potomkiem orła jest również
pierwszy szaman, będący jednocześnie pierwszym kowalem. Wszystkim wy­
mienionym tu postaciom przypisywany jest więc związek z początkiem,
27

2 7

Por. też informacje o zabiegach związanych z przejmowaniem sił od ziemi i wierzeniach
w możliwość nadzielenia nimi ludzi i zwierząt podane przez Sagałajewa i Oktjabrską (Sagalaev,
Oktabr'skaja 1990, s. 122).

�144

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Ryc. 10. „Taniec" zapaśnika, Mongolia
Fot. S. Szynkiewicz

narodzinami, itd. (zob. też przytoczone wcześniej informacje o Jakutach,
którzy porównywali skaczącego zawodnika do ptaka w locie).
Symbolem pierwotnej walki, przekraczania granic np. między naturą
i kulturą są również współzawodnictwa, w których walczą ze sobą ludzie
i zwierzęta. U ludów Syberii np. podczas święta niedźwiedzia młodzi śmiał­
kowie skakali na zwierzę, łapali je za uszy, podstawiali nogi i uskakiwali
bacząc, by nie zahaczyło ich pazurami. Starali się też związać je
jak najszybciej i rozwiązać. Oprócz walki występuje tu więc inna, typowa
dla sytuacji przejścia czynność wiązania zwierzęcia, znacząca czas przełomu,
zmiany.
Przykładem walk między zwierzęciem i człowiekiem są także, rozpow­
szechnione i popularne do dziś m.in. wśród pasterzy indyjskich, zapasy
nieuzbrojonego zawodnika z bykiem. Mają one dawny rodowód w kulturze
Indii. Jak bowiem podaje Basham (1973, s. 257) opis tych walk znalazł się
już w literaturze starotamilskiej. Z informacji podanej przez Dębnickiego
(1981, s. 188) wynika natomiast, że krwawe corridy z udziałem bawołów
wodnych, stanowiące część obchodów święta ku czci bogini Kumari, urzą­
dzano w Nepalu jeszcze w 1940 r. Interesująca wydaje się informacja
dotycząca boju bawołów organizowanego przez Miao, podana przez
Itsa. Zawody te towarzyszyły uroczystościom z okazji zakończenia zbiorów

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H

GRANICZNYCH

145

Ryc. 11. Walka człowieka ze zwierzęciem, Indie
Wg Deraniyagala 1959, s. 21

(9-10 miesiąc księżycowy). Zwierzęta oraz osoby, które pobudzały je kijami
do walki, reprezentowały dwie wioski, przed bitwą zaś odwiedzano groby
przodków. Kontekst zawodów wskazuje na czas zmiany w cyklu kalen­
darzowym i gospodarczym. Odwiedzanie cmentarzy natomiast, ma zapewne
odnowić i potwierdzić więź żyjących z przodkami, znieść granice między
światem żywych i zmarłych.
Oprócz współzawodnictw, w których człowiek zmaga się ze zwierzęciem
oraz zawodów z udziałem samego człowieka (takich jak np. zapasy) ogrom­
ną popularnością cieszą się również w Azji walki zwierząt. Dawne tradycje
mają tu noworoczne boje baranów. W Chiwie i Bucharze m.in. odbywały się
one również podczas wiosennego święta czerwonego kwiatu. W Iranie, a tak­
że np. u nadamurskich Turkmenów natomiast podczas muzułmańskich świąt
oraz wesela organizowano walki wielbłądów i pojedynki kogutów. W połu­
dniowym Tadżykistanie podczas oczyszczania źródeł wody odbywały się
walki koni. Przykładem współzawodnictw z udziałem zwierząt są też popu­
larne m.in. w Indiach świąteczne walki słoni, byków oraz przepiórek. T u
również spotykamy walki baranów, bawołów i kogutów. Boje kogutów
są też popularną rozrywką na Filipinach, Bali i in. Zawody te zasługują na
baczną uwagę. Według C. Geertza (1973) walki kogutów są bowiem od­
biciem podstawowych cech społeczeństwa. Wiele miejsca poświęcił wierze­
niom i obrzędom, w których główną rolę odgrywa kogut, J. Gajek (1934).
Podkreślił on m.in., iż dla ludów Azji ptak ten jest symbolem walki i płodno­
ści, obdarzano go również mocą ożywiania zmarłych i ofiarowywano przod­
kom. Znajomość tej symboliki pozwala nam zrozumieć znaczenie obrzędo­
wych walk kogutów. Gajek wskazał także na znaczną popularność tego typu
walk w Chinach, Japonii, Persji, a także w Indonezji (Gajek 1934,
s. 154-155). Według tego autora, walki kogutów są pozostałością dawnych
obrzędowych uczt pogrzebowych, połączonych z igrzyskami (tamże, s. 27).

�146

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Z przytoczonych przez niego materiałów wynika jednak, iż kontekst zawo­
dów mogą również stanowić inne obrzędy. Na Sumatrze np. organizowano
je podczas święta obrzezania, które , jest równoznaczne z przyjęciem nowego
członka w poczet rodziny i oddawania go pod opiekę duchowi przodka"
(tamże, s. 27). Walki kogutów organizowane są także poza kontekstem
obrzędowym. Mieszkańcy Sumatry urządzają je bowiem np. z okazji targów.
D o ulubionych rozrywek Chińczyków należą natomiast zawody świerszczy.
Na ich popularność w Chinach wskazuje np. Pjaseckij (1880, s. 197), informując,
że organizowano je nie tylko w święta, lecz również np. po codziennym obiedzie.
By zakończyć podawanie przykładów walk zwierząt dodam jeszcze, że
w 16 dniu pierwszego miesiąca roku („gdy Majdar przychodzi") Torguci
z zachodniej Mongolii urządzali walki wielbłądów. Warto przy tym zauwa­
żyć, że zwierzętom przewiązywano czoło białym materiałem . Podobnie jak
obecność szarfy i jej biel oraz walka z udziałem wielbłądów, symbolizuje to
zmianę, sytuację graniczną.
Z walką zwierząt kojarzą się niekiedy zachowania zawodników. Oprócz
wspomnianych już zachowań, przy pomiń aj ących walkę byków, skojarzenie
to wywołuje np. japońskie sumo (patrz też np.: Sikorski, Tokarski 1988,
s. 137). Zawodnicy walczą w pozycji kucznej, starając się przewrócić przeciw­
nika na ziemię lub wypchnąć poza linię areny (ma ona 5 m średnicy). Niemal
całkowita nagość zapaśników, o której była już mowa, jak też ich pozycja
i sposób zachowania nasuwa przypuszczenie, iż mamy tu do czynienia
z szeregiem środków symbolizujących stan początku, jeszcze nie-życia, fazę
zawieszenia między życiem i śmiercią. Przekraczanie linii kręgu biegnącej
między zawodnikami i widzami oraz obszarem znajdującym się poza areną
walki symbolizuje dodatkowo sytuację zmiany. W podobny sposób można,
jak sądzę, interpretować reguły pojedynku jeźdźców konnych u Kirgizów,
Kazachów i in. Zadaniem ich uczestników było wypchnięcie przeciwnika
poza linię koła o. średnicy 25-30 m. Za pokonanego uważano zawodnika,
którego koń przekroczył tę linię dwiema (dowolnymi) nogami.
28

*

*
*

Warto zwrócić uwagę na sposób przestrzennej lokalizaqi niektórych
współzawodnictw. M a on bowiem również znaczenie symbohczno-komunikacyjne, informując o związku zawodów z czasem przejścia, sytuacją grani­
czną oraz o pewnych elementach kontekstu, w którym występują współ­
zawodnictwa. Dla przykładu przypomnę tu tylko noworoczne walki męż­
czyzn, kobiet i dzieci, reprezen tuj ących poszczególne dzielnice średniowiecz­
nej Samarkandy, które odbywały się na moście. Wspomniane zawody
koreańskie, połączone z procesją i składaniem ofiar duchom gór, miały
2 8

Informacja zanotowana przez S. Szynkiewicza, materiały archiwalne, Archiwum Zakładu
Etnologii I A E P A N w Warszawie, nr 114.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

147

Ryc. 12. Zapaśnicy sumo w oczekiwaniu na atak, Japonia
Wg Bogeng i in. 1926, s. 33

miejsce na brzegu rzeki. Wyścigi koni zaś, jak wskazują przytaczane j u ż
wcześniej źródła, organizowano najczęściej w granicznych punktach teryto­
rium zamieszkałego przez daną grupę: na krańcu wioski, u stóp góry, koło
cmentarza, świątyni, a także w przestrzeni dzielącej obszar oswojony przez
człowieka od strefy należącej do „tamtego świata", np. w bezludnym stepie.

PRZYWRACANIE I UTRZYMYWANIE HOMEOSTAZY

Dla archaicznych wizji dziejów znamienna jest m.in. wiara w okresową
przemienność ładu i chaosu, połączona z obrazem grożących totalną kata­
strofą zaburzeń harmonii w makro- i mikroskali. Wobec takiej perspektywy
konieczne staje się podjęcie działań prowadzących do przywrócenia stanu
homeostazy i utrzymania jej przez jakiś czas . D o zachwiania równowagi,
zastąpienia dotychczasowego ładu przez chaos, będący zarazem począt­
kiem nowej harmonii, dochodzi najczęściej właśnie w interesujących nas
29

2 9

Stan ten jest trudny do utrzymania, choć według niektórych badaczy znane są społeczeńs­
twa żyjące na ogół w równowadze. Należą do nich przede wszystkim Chiny (patrz np.: Larre
1988, s. 105; Soothil 1930, s. 202). Needham zaś, mówiąc o spontanicznej homeostazie społe­
czeństwa chińskiego przeciwstawia je zarazem Europie, która „miała wszczepioną cechę nie­
stabilności" (Needham 1984, s. 132 oraz 133-135).

�148

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

sytuaqach granicznych, w czasie przejścia. Jednocześnie jako środek służący
przy wróceniu homeostazy w takich monetach występują przede wszystkim
obrzędy i właściwe dlań zachowania: tańce, muzyka, zawody (patrz np.
Granet 1914, s. 150; 1926, s. 351; Caillois 1973, s. 120 i in.).
Groźbę chaosu, realnego zniszczenia niosą zawsze wojny, klęski żywioło­
we, epidemie. Wobec wizji zagłady społeczności ludzkie podejmują również
próby mające uchronić je przed katastrofą. W XVI-wiecznej Korei np., - jak
podaje Nikitina - by zapobiec skutkom klęsk żywiołowych budowano spec­
jalny statek bojowy i pływano na nim, imitując akt tworzenia. Autorka
zauważa, że „pozakalendarzowe wypełnianie rytuału w czasie klęsk żywioło­
wych, strat, wojen miało na celu: doprowadzić kosmos do harmonii, uporząd­
kować zakłócony rytm, wrócić do początku (Nikitina 1982, s. 163; podkr.
moje - I . K-S). Obraz zagrożenia klęskami żywiołowymi, totalną zagładą
ludzkości, zwycięstwa demonów itp. powtarza się często w mitach ludów
Azji. Stworzyły one jednocześnie postać bohatera, który ratuje ludzkość
przed katastrofą, przywraca jej harmonię, wprowadza w stadium „złotego

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

149

wieku" itp. Bohaterem zapobiegającym zagładzie świata lub określonej
społeczności (co w zasadzie bywa rozumiane równoznacznie) może być
np. Syn Nieba, ale też - władający specyficznymi umiejętnościami członek
własnej grupy. Często rola zbawcy powierzona zostaje młodemu mężczyźnie,
którego cechuje znakomite opanowanie łuczniczego rzemiosła. Chciałabym
skoncentrować się na tej postaci, albowiem analizując przyczyny i rezultaty
jej zachowania w sytuacjach przełomu możemy otrzymać odpowiedź na
pytanie o znaczenie ogromnie popularnych w Azji współzawodnictw w strze­
laniu z łuku.
Łucznktwo
Jeden z najbardziej rozpowszechnionych w Azji mitów mówi o nieocze­
kiwanym pojawieniu się na niebie dodatkowych słońc, palących swymi
promieniami zboża i trawy, niszczących wszelką rośliność i powodujących
wysychanie wód. Ludzie zaczynają głodować i bliski już wydaje się ich kres.
W tym momencie jednak walkę ze słońcami podejmuje Łucznik; jego zwy­
cięstwo chroni ludzkość i ziemię przed zagładą. W poszczególnych wersjach
mitu może być mowa o 2, 3, 7 lub 10 słońcach. Skutki emisji ich promieni
są jednak zawsze podobne. Takie samo znaczenie ma też zwycięstwo Łucz­
nika. Jego losy natomiast układają się rozmaicie. Bohater mitu mongol­
skiego np. początkowo nie trafia w jedno ze słońc (prawdopodobnie w wy­
niku boskiego podstępu). Po spełnieniu swej misji, dręczony uczuciem wsty­
du, obcina sobie kciuki rąk i duże palce u nóg, przyznając tym samym, iż nie
jest strzelcem doskonałym, po czym zamienia się w tarbagana i zaszywa
w podziemnej norze (patrz np. Dułam 1988, s. 197; Potanin 1883, s. 323).
Chiński Łucznik I popełnia liczne błędy w stosunkach z ludźmi, uzurpuje
sobie prawo do władzy, wreszcie zostaje zabity z rozkazu człowieka, któremu
zaufał (Kunstler 1981, s. 169). Na szczególną uwagę zasługuje przy tym
przytoczony przez Kunstlera fragment tekstu Huai-nan tsy, który podaje
opis Łucznika I jako postaci o cechach asymetrycznych. Okazuje się bowiem,
iż jego lewa ręka była dłuższa od prawej (Kunstler 1981, s. 169-170). Według
Kunstlera, mit o Łuczniku I opowiada o czasach legendarnego cesarza Jao
(2356-2255 p.n.e.), za panowania którego Chiny nękane były przez liczne
kataklizmy. Sam Łucznik I uważany jest też za postać historyczną (tamże,
s. 159). W tym miejscu jednak, niezależnie od tzw. prawdy historycznej,
istotna jest dla nas przede wszystkim rola Łucznika I w przywróceniu
homeostazy, przypisana mu przez ludowe wierzenia. Informacja o warun­
kach, w jakich Łucznik przystępuje do działania i ich efektach, jak też
wzmianka o asymetrii jego postaci potwierdza ponadto, iż mit jest szczegól­
nym obrazem sytuacji przejścia.
M i t o słońcach i Łuczniku mówi wyraźnie o przekraczaniu granicy między
życiem i śmiercią, ożywieniem umierającego - pozbawionego wody i roślin­
ności - świata. Koncepcję o związku mitu z ideą śmierci i zmartwychwstania

�150

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

formułuje m.in. Brodjanskij (1985, s. 116). Chang natomiast sądzi, że mit ten
może być wersją starożytnych wierzeń w i ą z a n y c h z kultem słońca i próbą
ratowania go przed zaćmieniem. Podobną propozycję - jak podaje - przed­
stawili uczeni japońscy (Kaizuka, Sugimoto, Mitarai). Chang dochodzi rów­
nież do wniosku, że bez względu na to, jaka jest geneza mitu o dodatkowych
słońcach, istotne są przede wszystkim: zaistnienie stanu naturalnych klęsk
i rola Łucznika jako wybawcy ludzkości, struktura mitu i jej znaczenie
(Chang 1976, s. 165). Teza ta wydaje się przekonująca. Dla jej potwierdzenia
i uzupełnienia można przytoczyć przykład mongolskiego mitu, w którym
Łucznik ratuje świat przed katastrofą spowodowaną nie przez słońca, a przez
Plejady. M i t ten powiada, że złożone z 12 gwiazd Plejady do tego stopnia
mroziły ziemię, iż warunki życia na niej stały się nieznośne. Jak widać,
niezależnie od odmiennych przejawów działalności słońc i Plejad - ich efekt
końcowy jest ten sam: zbliżająca się zagłada ziemi i ludzkości. W obydwu
przypadkach też Łucznik powstrzymuje klęskę, przywracając równowagę
w świecie i przyczynia się do re-kreacji życia.
Analizując teksty koreańskie, których bohaterem jest Łucznik strzelający
do Słońca, Nikitina dochodzi do wniosku, iż pokonanie Słońca może być
interpretowane jako rozwiązanie zagadki zadanej ludziom przez siły kos­
miczne. Walka zaś to symboliczne przedstawienie konfliktu między dwoma
żywiołami: wodnym i ziemskim (Nikitina 1982, s. 221).
Zagrażające światu niebezpieczeństwo może być ukazane w różnej po­
staci. W Aweście np. przybiera ono obraz Ptaka Suszy Kamaka, który zawisł
nad ziemią i zasłaniając j ą swymi skrzydłami nie dopuszczał do niej deszczu
z nieba. Wówczas pojawia się bohater Garszap i strzela do Ptaka z łuku, a po
upadku potwora na ziemię rozbija mu jeszcze dziób maczugą. Niebiańskim
strzelcem jest też Tir, który niweczy podstępne działania Arymana. Ten
bowiem, pragnąc zniszczyć dzieło Ormuzda, zamienił się w węża i wwiercił
w głąb ziemi, skąd wypchnął wody. Zamieniły się one w parę i uniosły
w powietrze. Tir jednak przemienił wodę w chmury deszczowe i sprawił, że
deszcz padał na ziemię przez miesiąc (patrz np. Składankowa 1989, s. 49,
135, 140). Jak widać, w obydwu tekstach przytoczonych przez Składankową
pojawia się znany już motyw interwencji Łucznika, w wyniku której świat
zostaje ocalony od śmierci (występującej tu w powtarzającym się w mitach
ludów Azji obrazie suszy) i powraca do życia (warunkiem re-kreacji jest opad
deszczu, woda).
W micie ewenkijskim np. występuje kosmiczny Łoś Heglen, który kradnie
dzień, pogrążając wszystko w mroku. Jego śladem wyrusza Łucznik Main.
Po długiej i męczącej podróży udaje mu się odzyskać dzień i przywrócić go
ludziom. Wydarzenia te powtarzają się stale, podobnie jak stały jest cykl
przemiany dnia w noc i nocy w dzień (patrz: Materiały po evenkijskomu
(tunguzskomu) folkloru 1936, s. 282). Motyw porwania Słońca przez Łosia
lub potwora (i odzyskania go przez celnego Łucznika, który przywraca
porządek dnia i nocy) pojawia się też np. w mitach mongolskich (patrz np.:

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

151

Novgorodova 1989, s. 170-171). Koreańscy bohaterowie mitu - 15-letni
bracia-bliźniacy, przywracają natomiast równowagę w świecie, gdy strącają
z Nieba dodatkowe słońce i dodatkowy księżyc, a następnie ustalają, że jeden
z nich będzie pilnował pozostałego Słońca, drugi zaś - Księżyca.
Przytoczone tu przykłady motywów występujących w mitach o Łuczniku
potwierdzają wspomnianą już mediacyjną funkcję tej postaci i samego łuku
oraz ich rolę w przywracacaniu homeostazy.
Strzelanie w niebo, w słońce, jest najczęściej łączone z próbą iniejacji/dojrzałości młodego mężczyzny (patrz np. Granet 1973, s. 198; Ogarek-Czoj 1989, s. 85-86; Składankowa 1989, s. 147-148 i in.). Niektórzy badacze
(np. Nikitina 1982, Granet 1973) widzą w tym zachowaniu walkę bohatera
z jego alter ego. Zachowaniem zbliżonym, a może nawet tożsamym ze
strzelaniem w niebo/słońce jest strzelanie do bukłaku. Według M . Graneta,
istnieje związek między strzelaniem w niebo i chińskim mitem o bukłaku
a zdobywaniem mistrzostwa w bractwie kowali. Próbom strzelania podda­
wany był też władca, a sama czynność strzelania w niebo/do bukłaku miała
istotne znaczenie dla utrzymania świata w stanie równowagi. Król bowiem
- jak pisze Granet - „winien umieć zagospodarować i ukształtować świat,
jak czynią to demiurgowie [...]", (Granet 1973, s. 199). Na homeostatyczną
funkcję wspomnianych zachowań wskazuje też Caillois, według którego
- strzelanie do bukłaku jest symbolem przejścia od chaosu do kosmicznego
ładu (Caillois 1973, s. 37, 140). Podobną rolę ma do spełnienia wspomniany
wcześniej bohater eposów, który poddawany jest próbie strzelania do złotej
tykwy lub miedzianego garnka.

*
Oprócz klęsk żywiołowych, wojen, chorób i innych kataklizmów przy­
czyną zakłóceń równowagi są najczęściej zmiany w sytuacji wspólnoty,
przede wszystkim spowodowane śmiercią któregoś z jej członków lub jego
przejściem do innej grupy społecznej. Środkiem służącym przywracaniu ho­
meostazy są wówczas m . in. współzawodnictwa, które pozwalają człowieko­
wi na bezpieczne przekroczenie granicy między dawnym a nowym porząd­
kiem (wspominałam już o tym; patrz: Kabzińska-Stawarz 1992, s. 143-146).
Na udział zawodów w przywracaniu równowagi i ładu „zachwianego przej­
ściem śmierci i odczuwanym bólem" zwraca też uwagę Tryjarski (1991,
s. 233). Trzeba jednak podkreślić, że owa funkcja homeostatyczną nie ogra­
nicza się wyłącznie do wymiaru ludzkiej wspólnoty, lecz dotyczy makroskali,
kosmosu, którego specyficzną cząstką jest człowiek. Środkiem służącym
przywróceniu równowagi zachwianej przez śmierć członków własnej grupy
mogą być również spory, kłótnie, bojki itp. Za przykład niechaj posłuży
indyjskie plemię Kota (stan Madras). Podczas dorocznej ceremonii pogrze­
bowej, kiedy to ekspediuje się ostatecznie do „tamtego świata" wszystkie

�152

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

osoby, które zmarły w ciągu roku obrzędowego (pierwsza ceremonia odbywa
się po śmierci i służy kremacji zwłok) - w pewnym momencie dochodzi do
kłótni słownej i fizycznej szarpaniny między osobami mającymi jakiekolwiek
pretensje do zmarłych, a ich bliskimi krewnymi. Niektóre osoby próbują
interweniować, by nie dopuścić do nie kontrolowanej awantury i przywrócić
zachwianą równowagę (podobne znaczenie ma sam rytuał). Umiejętność
mediacji w kłótniach jest przy tym u Kota niezwykle ceniona i uważana za
jedną z podstawowych cech przywódcy (Village India 1955, s. 227-239).
Funkcje homeostatyczne pełniły też np. turnieje zagadek. Zwraca na
to m.in. uwagę W.W. Iwanow, pisząc, iż zakończenie takiego turnieju roz­
wiązywania zagadek oznaczało odtworzenie harmonii (Ivanov 1978,
s. 83-84).
W istocie jednak najważniejsza wydaje się nie tylko forma współzawodnictw,
lecz sam fakt ich organizacji w przełomowym momencie życia człowieka
i Natury, wspólnoty ludzkiej i U n i v e r s u m , przede wszystkim zaś przypisywane
tym zachowaniom funkcje i znaczenie. Jak bowiem stwierdził Huizinga (1985,
s. 87-88): „ Z chwilą gdy rezultat jakiegoś turnieju jako taki, jako osiągnięcie,
ingeruje w bieg natury łatwo pojąć, iż nieważne jest w istocie, dzięki jakiemu
rodzajowi walki rezultat ów został osiągnięty. Wygranie walki wpływa jako
takie na bieg wydarzeń [...]". Do takich wniosków prowadzi też m.in. dokonana
przeze mnie analiza materiałów informujących o różnych aspektach współzawo­
dnictw ludów Azji, wskazująca np. na daleko idące podobieństwo symboliczno-komunikacyjnego znaczenia tego typu zachowań.

LITERATURA
A b d a l l a M.
1989
Małżeńskie obyczaje weselne u wschodnich Asyryjczyków w latach siedemdziesią­
tych naszego wieku, „Lud", t. 73, s. 123-145.
A b r a m z o n S.M.
1971
Kirgizy i ich ètnogeneticeskie i istoriko-kul'turnye svjazi, Leningrad.
1978
Predmety kul'ta kazachov, kirgizov i karakalpakov, [w:] Material'naja kul'tur a
narodo v Kavkaza, Srednej Az ii i Kazachstanu, Leningrad.
A b s a l y a m o v G . , G o v o r k o v M., S i n y a v k i y V.
1980
Ancient and modern, [w:] National folk sports in the USSR, Moskva.
Agaev G.G.
1985
Azerbajdzan, [w:] Igry narodov SSSR, Moskva.
A g a p i t o v M.N., C h a n g a l o v M.N.
1883
Materiały po izućeniju samanstva v Sibiri. Samanstvo u burjat Irkutskoj gubernii,
Irkutsk.
Aijmer G.
1964
The Dragon boat festival on the Hupeh-Hunan Plain, Central China. A Study in the
ceremonialism of the transplantation of rice, Stockholm.
Alekseev N.A.
1975
Tradicionnye verovanija jakutov v XIX - naćale XX v., Novosibirsk.
1980
Rannie formy religii tjurkojazycnych narodov Sibiri, Novosibirsk.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H

GRANICZNYCH

153

Alpamyś
1949
Alpamyś. Uzbekskij narodnyj epos, Moskva.
Andreev M.S.
1953
Tadziki doliny Chuf Stalinabad.
Anlropova V.V.
1971
Kultura i byt korjakov, Leningrad.
Anucin D.N.
1890
Sani, lad'ja i koni kak prinadleznosti pochoronnogo ohrjada, Moskva.
A r c h i m b a u I t Ch.
1960
Un complex culture! la course le pirougus au Laos, „Men and Cultures",
Philadelphia.
Auboyer J.
1968
Życie codzienne w dawnych Indiach, Warszawa.
A u e z o v M.
1959
Kirgizskij geroiceskij epos Manas, Alma A ta.
A z o y W.
1982
Buzkashi: Game and power in Afghanistan, Philadelphia, University of Pensyl­
wania Press.
Bakaeva E.P., G u c i n o v a E . B . M .
1992
Magija v obijadach rodinnogo rituala kalmykov, [w:] Tradicionnaja obrjadnost,
mongolskich narodov, Novosibirsk, s. 89-100.
Basham A.L.
1973
Indie, Warszawa.
B a u e r H . , C a r l q u i s t S.
1974
Japanese festivals, Tokyo.
B e l l Ch.
1968
The People of Tibet, Oxford.
Bernstam N.L.
1964
Socialno-ekonomiceskij stroj orchono-enisejskich tjurok v VI-VIII vv., Moskva—
-Leningrad.
B i ć u r i n Ja.N.
1950
Sobranie svedenij o narodach obit avś ich v Srednej Azii v drevnie vremena, MoskvaLeningrad, t. 1-3.
Bishop C.W.
1938
Long-Houses and Dragon Boats, „Antiquity", vol. 12, nr 4.
B o g e n g G . A . E . , i in.
1926
Geschichte des Sports aller Volker und Zeiten, Leipzig.
Brodjanskij D.L.
1985
Strelok Kado i boginja Amaterasu v proizvedenijach neolitićeskich skulptorov (dva
opyta soedinenija mifologiceskich i archeologiceskich tekstov), „Sovetskaja Ćtnografija" vol. 2, s. 116-121.
Bronowski J.
1988
Potęga wyobraźni, Warszawa.
Brusilovskij M.B.
1959
Ocerki is torii fizićeskoj kultury i sporta v Kazachstane, Alma Ata.
C a i l l o i s R.
1973
Żywioł i ład, Warszawa,
de C a s t e l l i C H .
1976
Religione e album dei Schizzi sil la Georgia des secolo XVII, Tbilisi.
C e s n o v Ja.V.
1986
Drakon: metafora vnesnego mira, [w:] Mify, kulty, obrjady narodov Zarubeznoj
Azii, Moskva, s. 59-72.

�154

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

1989

Sag Maître i: nekotorye aspekty izucenija kinesiki, [w:] Etnograficeskoe izućenie
znakovych sredstv kultury, Leningrad, s. 122-138.
Chalcha Dżirum
1965
Chalcha Dżirum. Pamjatnik mongol'skogo feodal'nogo prava XVIII v., Moskva.
Chang Ju-Gun
1961
Korean mythology, Seoul.
Chang K.C.
1976
Early Chinese civilisation, Harvard University Press.
Chao Wei-Pang
1943
The Dragon boat races in Wuling, „Folklore Studies", vol. 2, nr 1.
Chomie L.V.
1966
Nency. Istoriko-ètnograficeskie ocerki, Leningrad.
C h o r o s c h i n A.
1874
Sugut. Materiały dlja s tat is tiki Turkestanskogo kraja, SPb, vyp. 1.
Chudjakov L A .
1969
Kratkoe opisanie Verchojanskogo okruga, Leningrad.
Crooke E.W.
1898
The Wooing of Penelope, „Folklore", vol. 9, nr 2.
C u l i n S.
1958
The Games of the Orient, Tokyo.
C u y l e r P.
1979
Sumo, London.
Cybikow G.
1975
Buddyjski pielgrzym w świątyniach Tybetu (według dziennika prowadzonego w la­
tach 1899-1902), Warszawa.
D a s S.T.
1987
Life style: Indian Tribes, Dehli.
Dębnicki K.
1981
Nepal. Królestwo wśród chmur, Warszawa.
Deraniyagala P.E.P.
1959
Some Sinhala Combative, Field and Aquatic Sports and Games, Colombo.
Diem C.
1941
Asiatische Reiterspiele, Berlin.
Divaev A.A.
1907
Drevne igry kirgizskoj molodezi, „Turkestanskie vedomosti", nr 54.
D'jacenko V.I.
1988
Vospitanie dętej u jakutov, [w:] Tradicionnoe vospitanie de tej u narodov Sibiri,
Leningrad, s. 186-205.
D ' j a k on o v a V. P.
1975
Pogrebal'nyj obrjad tuvincev kak is tor iko-è tnogrąfićeskij istoćnik, Leningrad.
Dolgich V.O.
1962
Bytovye rasskazy èncev, Moskva.
Drevnie avtory
1940
Drevnie avtory o Srednej Azii (VI v. do n.e. - III v. n.e.). Chrestomatija,
Taskent.
D u b r o v a Ja.P.
1898
Byt kalmykov stavropolskoj gubernii, Kazań.
D u ł a m S.
1987
Mify o sozvezdii Plejady, Aman Dzochiol Sudlal, 1.14, fasc. 1-10, Ulaanbaatar,
s. 192-198.
D z o r i g R.
1960
Mongol ardyn sport, Ulaanbaatar.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

155

D z i k i e v A.
1972
Etnografićeskij oćerk naselenija Jugo- Vostocnogo Turkmenistanu (konec XIX
- nacaio XX v.), Aschabad.
1983
Tradicionnye turkmenskie prazdniki, razvlecenija i igry (na materiale Juz nog o
i Vostocnogo Turkmenistanu), Aschabad.
D z u m a g u l o v A.
1959
Nekotorye ohycai i ohrjady dorevoljucionnoj kirgizskoj semii, Izvestija A N K S S R ,
serija obscestvennych nauk, t. 1, vyp. 1, Frunze.
E b e r h a r d W.
1968
Local cultures of South and East China, Leiden.
1977
Kitajskie prazdniki, M .
E i b l - E i b e s f e l d I.
1987
Miłość i nienawiść, Warszawa.
Elaszwili W.I.
1968
Iz is torii konnogo spor ta v Gruzii. Chevsurskie skaćki „cchen" v proślom i nastojasćem, ,,Sovetskaja Ètnografija", vol.4, s. 104-109.
Eliade M.
1970
Sacrum, mit, historia, Warszawa.
1974
Shamanism. Archaic techniques of ecstasy, Princeton, University Press.
1988
Historia wierzeń i idei religijnych, Warszawa, t. 1.
Ferguson J.C.
1928
Chinese mythology, [w:] The Mythology of all races, New York, t. 8.
Frederic L.
1971
Życie codzienne w Japonii w epoce samurajów. 1185-1603, Warszawa.
Gajek J.
1934
Kogut w wierzeniach ludowych, Lwów, A T N we Lwowie, Dz. I I , t. 13, z. 2.
G a l d a n o v a G . R.
1987
Dolamaistskie verovanija hurjat, Novosibirsk.
1992
Semantika archaićnych èlementov svad'by u tjurko-mongolov, [w:] Tradicionnaja
obrjadnost' mongolskich nar odo v, Novosibirsk, s. 71-89.
Galindew
1977
Eriin gurvan naadam, Ulaanbaatar.
Geertz C.
1973
The Interpretation of Culture, New York.
G e o r g i e v s k i j S.
1892
Mificeskie vozzrenija i mify kitajcev, SPb.
Geser
1968
Geser. Burjatskij geroićeskij epos,, Moskva.
Gordon A.V,
1989
Krestjanstvo Vostoka: istoriceskij sub'ekt, kul'tur naja, tradicionnaja i social'naja
obśćnost', Moskva.
Graceva G.N.
1988
Socializacja dętej i podrostkov v tradicionnom obścestwe nganasan, [w:] Tradicionnoe vos pitanie dętej u narodov Sibiri, Leningrad, s. 38-62.
Granet M.
1914
Fetes et chansons anciennes de Li Chine, Paris.
1926
Danses et légendes de la Chine ancienne, Paris.
1973
Cywilizacja chińska, Warszawa.
G r ą b c z e w s k i B.
1958
Podróże po Azji Środkowej, Warszawa.
Grebnev L.V.
1960
Tuvinskij geroićeskij èpos. Opyt istoriko-etnografićeskogo analiza, Moskva.

�156

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Grix A.E.
1937
Japans Sports in Bild und Wort, Berlin.
Groos K.
1896
Die Spiele der Tiere, Jena.
1899
Die Spiele der Menschen, Jena.
Grumm-Grżimailo G.E.
1926
Zapadnjaja Mongolija i Urianchajskij kraj, Leningrad.
Gunner M.
1938
Sbornik kazachskich nacional'nych igr i razvlecenij, Alma Ata.
1942
Kazachskaja pojasnaja hor'ba, Alma Ata.
1957
Kazachski/ narodnyj konnyj sport (pravila sorevnovanij), Alma Ata.
G u n n e r M., R a c h i m g u l o v M.
1949
Kratkij sbornik kazachskich narodno-nacional'nych vidov sporta, Alma Ata.
Gurvic I.S.
1962
Korjakskie promyslovye prazdniki, Sibirskij Ćlnografićeskij Sbornik, Moskva, t. 4,
s. 239-257.
G u r v i c I.S., K u z a k o v K . G .
1960
Korjakskij nacionalnyj okrug, Moskva.
H a m a y o n R.
1983a
Abuse of the father. Abuse of the husband. A comparative analysis of two Buryat
myths of ethnic origin, [w:] Studies in Oriental Religions, Wiesbaden.
1983b
The one in the middle: unwelcome third as a brother, irreplaceable mediator as
a son, [w;] Fragen der mongolischen Heldendichtung, Wiesbaden, Bd 3.
Hansen H.H.
1950
Mongol costumes, Kobenhavn.
H e d i n S.
1900
Przez pustynie Azji, Warszawa, t. 1-2.
Hoffmann H.
1950
The Religions of Tibet, London.
Huizinga J.
1985
Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, Warszawa.
Humphrey C.
1974
Some ritual techniques in the bull-cult of the Buriat Mongols, Proceedings of the
Royal Anthropological Institute of Great Britain and Ireland for 1973, London.
Im T o n g - G w o n
1975
Folk Plays, [w:] Traditional performing arts of Korea, Seoul, s. 82-99.
Istorija
1987
Istorija i kul'tura ćukćej. Istoriko-etnograficeskie o cerki, Leningrad. Its R . F .
Its R.F.
1960
Miao. Istoriko-etnogrąfićeskij oćerk, Trudy Instituta Etnografii, Moskva, t. 60.
Ivanov V.V.
1978
Priroda i celovek v zer kale struktur nogo analiza, „Priroda", nr 1, s. 83-84.
1989
Problemy etnosemiotiki, [w:] Etnograficeskoe izućenie znakovych sredstv kultury,
Leningrad, s. 38-62.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1987
Eriin gurvan naadam — three games of the men in Mongolia, „Ethnologia Polona",
vol. 13, s. 45-89.
1988
Gry mongolskie w cyklu rocznym. Próba wyjaśnienia przyczyn ich sezonowości,
„Etnografia Polska", t. 32, z. 1, s. 143-169.
199la
Games of Mongolian shepherds, Warszawa.
1991b
Sport w kulturach ludów Azji - kolejna dziedzina deficytowa etnografii, „Etnografia
Polska", t. 35, z. 1, s. 173-191.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H G R A N I C Z N Y C H

1992

Nic w przyrodzie nie ginie, „Etnografia Polska", t. 36, z. 1, s. 135-159.

Kalen^nye

K a l

157

^

V

, ° 9 8 4 ^Pochoronnye

.^

^

^

obrjady i obyćai u osetin v XVIII

N o v y j

G o d &gt;

M

o

s

k

v

a

.

- naćale XX , , Kavkazskij

etnografićeskij sbornik, vyp. 8, Moskva.
K a ł u ż y ń s k i S.
1983
Dawni Mongołowie,
K a r

!987

S e V a

^L

o kurdom

Warszawa.
znatenii konnych i r v Srednej Azii. [w:] Prosloe SredneJ
g

Azii, Duśanbe, s. 231-242.
^ 9 7 ?
K i m

Kazachski} fofklor v sobranii G.N. Połonina, Alma Ala.

U l

K

m 2 " S o l aspects of Korean mythology. w:] Folk culture in Korea, Seoul.
K j u n e r N.V.
.
r^tml'nni
Azii i Dolnego Vostoka,
1961
^ i t i e irve.v///a o mi/Wac/* / ^ c ; ^ i r i , Central noj A.u
ua g
t

Moskva.
K

1

KOh

"947

77* Aone fa the life of the Ordos Mongols. ..Primitive Man", vol. 2, nr 1-2, s. 15-25.

ha y

'^S ' KobIandy-hatyr.

Kazachski] geroićeskij epos, Moskva.

K o cne v V . P .
1980
NacionaVnye vidy sporta Jakutskoj ASSR, Jakulsk.
^ i W

Kojiki. czyli Księga Dawnych Wydarzeń, t. 1-2, Warszawa.

Kosko M . M .
1990

Mitologia ludów Syberii, Warszawa.

Kozlov P.K.
1947
Mongolija i Kam, wyd. 2, Moskva.
Krasnodembskaja N.G.
1982
Tradicionnoe mirovozzrenie singalov, Moskva.
Kunstler M.
1981
Mitologia Chin, Warszawa.

i Dal'nego Vostoka, Novosibirsk.
Kycanov E.I.
,
1968
O&amp;rfc isror// tangutskogo gosudarstva, Moskva.
Kycanov E.I., Savickij L.S.
1975
Ljudi i bogi strany snegov, Moskva.

Moskva.
^
L a r

l

V

^
e

' °Oroci. Istoriko-etnografićeskij

C

; 88 '
9

Empiryczne pojmanie

ócerk s serediny XIX do naśich dnej, Moskva.

czasu a koncepcja historii w myśli chińskiej, [w:] Czas

w kulturze, Warszawa, s. 69-100.
Leach E.
1961

Rethinking Antropology, Warszawa.

�158

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

L e a c h E . , G r e i m a s A.
1989
Rytuał i narracja, Warszawa.
Levsin A.I.
1832

Opisanie kirgiz-kazaćich
izvestija, SPb.

iii kirgiz-kajsackich ord i ślepej, cz. 3, Etnograficeskie

L i p e c R. S.
1982

Ot rażenie pogrebalnogo ohrjada v tjurko-mongolskom epose, [w:] Obr jady i obrjadovyj folklor, Moskva.
L i t v i n s k i j B.A.
1972
Kurgany i kurumy Zapadnoj Fergany, Moskva.
L o b a c e v a N.P.
1986
K istorii kalendarnych obrjadov u zemledelcev Srednej Azii, [w:] Drevne obyćai,
verovanija i kulty narodov Srednej Azii, Moskva, s. 6-31.
Materiały po evenkijskomu
1936
Materiały po evenkijskomu (tunguzskomu) folkloru, Leningrad.
Materiały po Mańczżurii
1906
Materiały po Mańczżurii i Mongolii, Char bin.
M a z a h e r i A.
1972
Zycie codzienne muzułmanów w średniowieczu (X-XIIJ w.), Warszawa.
Mazin A.I.
1984
Tradicionnye verovanija i obrjady evenkov-oroconov, Moskva.
Meletinskij E.
1958
Geroj volsebnoj skazki, Moskva,
de M e l l o A.
1993
Przebudzenie, Poznań.
Michajlov T.M.
1980
Iz istorii hurjatskogo samanizma, Novosibirsk.
M i ł k o w s k i J.
1987
Sztuki i sporty walki Dalekiego Wschodu, Warszawa.
Missionerskij
1910
Missionerskij sbornik, Astrachań.
Molodych LA., Kulakov P.E.
1896
Illjustrirovannoe opisanie by ta selskogo naselenija Irkutskoj gubernii, SPb.
Mongolskie
1967
Mongolskie skazki, Moskva.
M o r r i s D.
1974
Naga małpa, Warszawa.
Missionerskij
1910
Missionerskij sbornik sta tej i zametok o kalmykach i kirgizach koćujuśćich v astrachanskoj gubernii, Astrachań.
N e b o l s i n P.
1852
O cerki byta astrachańskich kalmykov chosoutovskago ulusa, SPb.
N e e d h a m J.
1984
Wielkie miareczkowanie, Warszawa.
N e k l j u d o v S.Ju.
1977
O funkcional'no-semantićeskoj
prirode znaka v povestvovatel'nom folklore, [w:]
Semiotika i chudozestvennoe tvorcestvo, Moskva, s. 193-228.
1984
Geroićeskij epos mongol 'skich nar odo v, M oskva.
N e s t e r o v S.P.
1990
Kon' v kultach tjurkojazyćnych piemen Central no j Azii v epochu srednevekov'ja,
Novosibirsk.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W SYTUACJACH GRANICZNYCH

The New
1932
N

^

The New conquest of Central Asm, New York.
D

|

k

O

V

p «
elki obrjadov u a inskich hurjat s końca XIX v. do nacala nasich
dnej, [w:] Iskusstvo i kul'tura Mongolii i Centralnoj Azu, Moskva.
g

N i k i tin a

jskaja

kore

poezija v svjazi z ritualom i mifom, Moskva.

Nitobe I.
1912
Bushido, the soul of Japan, Tokyo.
Novgorodova E.A.
1989
Drevnjaja Mongolija, Novosibirsk.
N u r m a g a m b e t o v a O.A.
1988
Kazachski] geroiceskij epos Kohlandy batyr, Alma Ala.
O cerki
1972
Ocerki istorii kul'tury hurjat, Ulan Ude.
A 1

A

narodov, Novosibirsk, s. 24-56.
Ogarek-Czoj H.
1989
Mitologia Korei, Warszawa.
Omurzakov D.
.
,
•
cv„«™&gt;
1958
Kirgizskie nacional'nye vidy sporta i narodnye igry, hrunze.
1963
Sport v Kirgizii, Frunze.
O m u r z a k o v D., M u s i n D .
1973
Kirgizskie nacional'nye igry, Frunze.
O m u r z a k o v D., Sagalaev M . K .
1981
Kirgizskie nacional'nye vidy sporta i narodnye igry, hrunze.
Osgood C.
1951
The Korean and their culture, New York.
Piasecki E .
1922
Badania nad genezą ćwiczeń cielesnych, Poznań.
1928
Dalsze badania nad genezą ćwiczeń cielesnych, Warszawa.
P l l S

1989
1880

k , J

U

fzpoezdki k orokam o. Sachalin v 1904 g., Jużno-Sachalinsk.
lesest™

po Kitaju v ,874-1875 gg (ćerez Sihir. Mongoliju, Yośtocnyj, Srednij

i Severo-Zapadnyj Kitaj), 1.1-2, SPb.
Potanin G.N.
1883
Ocerki Severo-Zapadnoj Mongolii, wyd.4, bPb.
1893
Tangutsko-tibetskaja okraina Kitaja, SPb.
Pronnikov V.A., Ladanov I.D.
1983
Japoncy. Etnograficeskie ocerki, Moskva.
PUm

mT

Putesestvie GS Karelina po Kaspijskomu morju, Zapiski R G O , nr 10.

RadlofW.
1884
Aus Sibirien, Leipzig.
R e V

U

l 980

Rigweda
1983

e n k

°Zskie\y
v sovremennoj Malajzji kak istocnik dlja izucenija śamanskogo rituala,
[w:] Narody Malajzji i Zapadnoj Indonezii, Moskva.
Rigweda. Mandaly I-IV, Moskva.

�160

IWONA KABZIŃSKA-STA WAR Z

Robakidze A.I.
1955
O gruzinskom narodnom spor te, Tbilisi.
Robakidze A.L, Elaszwili
1985
Gruzija, [w:] Igry narodov SSSR, Moskva.
R o u x J.-P.
1963
La mort chez les peuples altaiques anciens et mèdié vaux d'après les documents
écrits, Paris.
Rozdestvenskij A.P.
1928
Kirgizskij nacional'nyj sport i igry, Frunze.
Saburova L.M.
1977
Novoe i tradicionnoe v prazdnikach i ohrjadach narodov SSSR, [w:] Sovremennye
ètniceskie processy v SSSR, Moskva.
Sagalaev A.M., Oktjabr'skaja L V .
1990
Tradicionnoe mirovozzrenie tjurkov Juznoj Sihiri. Znak i ritual, Novosibirsk.
S a g d a r o n S.D., O c i r o v B . D .
1909
Igry i uveselenija aginskich burjat, [w:]| Sbornik v cest semidesjatiletija G.N. Potanina, SPb, s. 456-462.
Sacred Books
1885
Sacred Books of China. The Texts of Confucianism. The Li Ki, vol. 1-2, Oxford.
S a m b u u I.
1974
Iz istorii tuvinskich narodnych igr, Kyzyl.
1978
Tuvinskie narodnye igry, Kyzyl.
Samojlovic A.N.
1909
Turkmenskie razvlecenija, SPb.
Sandzeev G.D.
1980
Tajlagan burjatskich kuznecov, [w:] Byt burjat v proślom i nastojascem, Ulan Ude.
S a r a k s i n o v a N.
1962
M if o Bucha-noione, Ètnograficeskij Sbornik, vyp. 3, Ulan Ude, s. 128-137.
Schuyler E .
1876
Turkistan, London, t. 1.
S i e r o s z e w s k i W.
1935
Dwanaście lat w kraju Jakutów, cz. I-II, Dzieła zebrane, t. 11-12, Warszawa.
S i k o r s k i W., T o k a r s k i S.
1988
Budo, Szczecin.
Simakov G.N.
1984
Obscestvennye funkcii kirgizskich narodnych razvlecenij v końce XIX - nacale
XX v., Leningrad.
S k ł a d a n k o w a M.
1989
Mitologia Iranu, Warszawa.
Smoljak A.V.
1966
UlcL Chozjajstvo, kultura i byt v proślom i nastojascem, Moskva.
Soothil W.E.
1930
The Three religions of China, Oxford University Press.
Sorokin N.V.
1886
V górach i dolinach russkogo Tjań-Sanja, „Istorićeskij vestnik", maj-czerwiec,
s. 635-648.
Sports in Japan
1977
Sports in Japan, Tokyo.
S t e v e n s o n S.
1971
The Rites of the twice-born, London.
Stutley M.J.
1977
A Dictionary of hinduism. Its mythology, folklore and development, 1500 B.C.
- A.D. 1500, Bombay.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H G R A N I C Z N Y C H

S u c h a r e v a O. A.

„

j a m i

r o d o v

1 9 5 8

161

Uzbekistan, Kratkie Soob-

v

—

Tam historia ^
Ta

A

IW

^

a

S tómwppBrfltam po SSSR, Moskva.

Th

°S V '•Idę./*//—/-

Tibet, Benin.

5

Thomas L.-V.
1991
Trup, Łódź.
P

"""wY

' H/na"

B

« « *"*

V

™SŁ

o

m

b

a

y

-

me

«— *

- "'

P r o b l e m y Ist

°

rii

stićeskich Obscestv, nr 9-10, Moskva, s. 3-41.
Drevnij Chorezm, Moskva.

1948

Tryjarski E.
,
tle ich wierzeń, Warszawa.
1991
Zwyczaje pogrzebowe ludów turecKicn n
m

T U l

e

^

T U n

9

V
8

5

a

L

U

«

m

^

; 9 6 5 " ? « L / customs and festín
C

T U r

i969
TUt

V

r

0

d

°

V

S

S

S

R

'

M 0 S k V a

'

in Peking, Hong Kong.

The Ritual process, London.

Sr
S °"

Kazachstan, [w:] Igry narodo, SSSR, M o s k v ,

Ura

7

Val

V a n

mldnyjprazdnik

sabantuj u tata, „Sovetska]a Etnografija", vo.. 1, s. 94-100.

an0

S dolanie
¡g 4

r Í

soćinenij v pjati tomach, Alma Ala.

^Putesestvie po Srednej Azii, Moskva.

7

"¿fcpr*-^

*• r ^ o -

t

a ^ «

Volkes, Leipzig-

V a s i l e v B. A.
c K k a i a Etnografija", vol.4, s. 78-104.
1948
Medveiij prazdntk, ..Sovelsnaja cuiufc.
n v e

VaS,

1989

V

L

' ^Problemy genezisa kitajskij mysli, Moskva.

Vasilevic O.M.

.

.

( m n l &lt;

,

r i a

l )
v

[w:l Issledovanija i materiały po

Moskva.
Vd

T 75 ^Gierki
9

VÜ

istorii i etnografii ćukćej, Moskva.

X¡r Anthropologist
Villa, India. Studies .the «
f
^
^
Association, vol. 57, nr 3, cz. 2.

Vjatkina K.V.
I960
Mongoly, Moskva.

^

&lt;"*

�162

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Vorob'ev M.V.
1981
Kul'turnye vzaimosvjazi mezdu mongolami i ćzurczenjami (ćincami) v XII-XIII v.,
[w:] Literaturnye svjazi Mongolii, Moskva, s. 23-38.
de V r i e s A.
1974
Dictionary of symbols and imagery, Amsterdam.
Wasiliew L.
1974
Kulty, religie i tradycje Chin, Warszawa.
Westermark E .
1903
The history of human marriage, London.
W r o c z y ń s k i R.
1985
Powszechne dzieje wychowania fizycznego i sportu, Wrocław.
Źirmunskij V.M.
1947
Uzbekskij narodnyj geroićeskij epos, Moskva.
1960
Skazanie ob Alpamyśe i bogatyrskaja skazka, Moskva.
Ź i t e c k i j A.
1893
Ocerki by ta astrachańskich kalmykov, Moskva.
Ż o r n i c k a j a M.Ja.
1975
Narodnye igry ćukćej i éskimosov, Polevye Issledovanija Instituía Etnografii A N
SSSR, Moskva, s. 28-36.
Z u r a v l e v Ju.I.
1961
Etniceskij sostav tibetskogo raiona KNR, [w:] Vostocnoaziatskij étnograficeskij
sbornik, Moskva, s. 79-136.

IWONA K A B Z I N S K A - S T A W A R Z

COMPETITIONS I N LIM1NAL SITUATIONS
Summary
By liminal situations the author means symbolic moments of passages (in human life cycle,
in the cycles of Nature, Universe, in temporal cycles) together with ritual acts enabling to cross
them and to establish a new social as well as universal order. The transitions concern for
example seasonal changes in annual economic cycle, changing one's social status, crossing the
boundary between life and death and excluding the dead one from among the living etc.
In the first part of the paper the author tries to define the role of competitive behaviour
in the above mentioned contexts pointing at their mediatory functions, their meaning in
symbolic communication and their relevance in re-establishing the equilibrium disturbed by the
change and establishing a new order of reality.
The study is based on empirical data provided by ethnographers and writers dealing with
sport among Asiatic peoples, i.e. historians and on travellers' reports. Another source material
comes from the author's own field research in Mongolia.
Apart from the obvious variety of particular forms of competitions recored: races of
animals, running races, jumps, tug of war, wrestle, "struggle for the buck", archery, boat - and
sledge races, they all have much in common, first of all similar cultural functions and purposes
attached to them. Similar messages are communicated with various symbolic means: material
objects, ritual acts and gestures, the rules of participation, the competitors' costumes etc.
Symbolically transmitted messages concern a particular kind of an event; the participants
repeat important ideas and beliefs connected with Lhe particular context of time and situation.
At the same time the competitors take part in the occuring changes and reinforce them giving
them their right direction.

�WSPÓŁZAWODNICTWA W S Y T U A C J A C H

GRANICZNYCH

163

The next author's idea is the similarity between the behaviour of competitors and those of
the characters of myths, epic stories and folk beliefs. The latter are the models for the former.
Moreover, in particular situations the competitors axe supposed to become incarnations of their
heroic ancestors, since, like them, struggling and fighting they participate in the act of
re-creation of the world, re-establishing the primary cosmogony and the equilibrium of Nature
as well as the proper circulation of energy among different levels of the Universe. The winner
of the archery competition makes a good example here, he repeats the role of the mythical
Archer who is believed to have rescued the world from a disaster, appearing in myths either as
catastrophical draught or, less often, glaciation. The participants of competitions are the
mediators between the human world and that of gods and spirits who rule over all forms of
existence, life and death. The mediatory roles may be played by people (the best wrestlers,
archers, runners) as well as animals (horses, reindeers, dogs, camels, rams, goats and buflalloes)
or birds (cocks, first of all). Similar meaning is attached to particular material objects: race
boats, sledges and two-wheeled carts (so-called arbas) and besides them: sticks, ropes, kerchieves and towels, belts, bows and arrows, all used in different types of competitions. The
mediatory function of the above mentioned animals and requisites has been confirmed by their
similar meaning in other rites of passage (apart from the competitions). All the object playing
the mediatory roles are the symbols of changing they also transmit messages concerning the
time of passage and of liminal situation.
Some of the competitors' acts (e.g. jumps, archery, distribution of food) resemble
some elements of the shaman mysteries. Probably they have similar meaning in symbolic
communication.
According to the author one of the most important ritual messages concerning changing
and crossing symbolic boundaries is communicated by the acts of binding and knitting. In
folklore, objects like ribbons, belts or ropes are the symbols of paths, links connecting different
levels of the Universe. They are also used for temporary (ritual) isolation of particular human
and animal figures. Horses running in the race at the New Year ceremony or used at funerals
are girdled with belts around their trunks, ribbons are twined into their manes or their tails are
tied up in knots, sometimes a race animal's head is bound around with a scarf, etc. All those
customs have the same meaning.
The state of transition, suspension, lack of equilibrium may be symbolized not by compe­
titions only, but also by the shape of the participants' costumes in two respects. For example
in the costumes of wrestlers it is remarkable that the hemline of their jackets and trousers reach
usually up to the places in the middle of the respective parts of their bodies: middle of the back,
waist, hips, just above and under knees or at the elbow. Most of the costumes cover only half
of the body. The author maintains that these details are of relevant meaning too, and enable
us to understand the symbolism of competitions and their connection with liminal situations.
The same connection may be additionally expressed by the spatial localization of the
competitions, which are usually held on the outskirts of a village, at the foot of a mountain,
near the house of a recently deceased one, a grave or a burial ground, on the river bank or in
water, on a bridge or on a treshold of a building. Some material objects may be thrown down
from the roof or tied to the framework of the hatch in the roof of the Mongolian yurta (being
both the window and the chimney).
Much attention in the study has been given to competitions accompanying wedding
ceremonies. Nowadays they are mainly entertainment, sometimes the participants explain them,
more or less consciously as the symbol of marriage. Yet some ethnographic data indicate that,
as late as the turn of last centuries, by some Asiatic peoples (the Mongols, the Koriaks, China,
the Kirghiz and Kazakhs) the result of competitions determined the mate selection. Here again
we can see analogy of ritual competitions and the actions of the heroic characters of the Asiatic
epic stories. We can often find there the motif of a "tournament" whose winner gains the right
of marrying the chosen girl. Moreover the author does not ignore the similarity between the
human cultural behaviour and the animal male realization for the access to females.

�164

IWONA KABZIŃSK A-STAWARZ

A good example of those competitions which are supposed to establish a new social order
are the races connected with ceremonies of death anniversaries. By the Kirghiz the winner
would break the "mourning flag" closing symbolically the period of mourning when the ghost
of the dead one could threaten the living. Races were held also by the ceremonies of circum­
cision and another initiation ceremony - the first cutting of child's hair. The Turkish peoples
of Central Asia used to organize races to celebrate the child's first steps. The ceremony was
called "braking of hobble". The races occuring in all the above mentioned ritual contexts are
explained by the author as the acts enabling the child's transition to the next age group. They
were also the symbols of the transition - in the life of a particular child as well as in his or her
group. In another chapter of the study the author deals with all those behaviours connected
with the rites of passage which refer to the origins, returning to the source of life, the initial
state of nature and suspension of the usual order. The examples are the following data: By some
ethnic groups (e.g. the Kirghiz) the competitors appear naked, by some they wear animal skins,
they shave their heads. Sometimes the competitors cover their heads and faces and are supposed
to be unknown to their contestants. Remarkable are their peculiar movements (e.g. walking on
their heels or turning over their left shoulder) some of them imitating the movements of animals
or birds. The competitor's gesture of contact with the ground may take different forms: by the
Mongols for example they used to strew each other with sand, to crush small clods of soil in
their hands or to paw the ground with their feet in the manner of enraged bulls, etc. The author
points out that all those behaviours resemble the respective motives of creation myths and
explains them as belonging to the symbols of origin and the struggle being a precondition of
every recreating of life.
Other ritual acts symbolize the unity of human world and the universe and the state of the
original completeness followed by later dual divisions. Let us take the rules dividing the
competitors into groups representing the right and left wing (flank), age and sex groups, laymen
and priests or territorial-social dichotomies (e.g. two clans living on the west and east side of
the ritual hill owoo, the division between central and eastern regions of the country, parts of
towns or villages opposed to each other). The cosmic symbolism, that of earth, sky, Sun,
waters, four quarters of the world, five elements, is repeated in the colours of costumes or other
elements for example the flags used in the races of "dragon boats" in China or the emblems
on the competitors' jackets (Inner Mongolia) representing a tiger or so-called "motif of the
ram's horns".
The symbolic connection of competitions and crossing the boundary between life and death
is often emphasized in the study. That meaning requires brutality of the competitors (as
reported in many field records) fighting till the first blood, inflicting wounds and injuries on
the contestants. They are meant to be precondition of the re-creation of life emerging out of
death and destruction. They also symbolize chaos followed by order and harmony which are,
nevertheless exposed to disruption by next changes in the cycle.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5887" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5867">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/ad0da6332ff029b4fa6d90d9612cff08.pdf</src>
        <authentication>fe0dfa3ae97586f9af8e2e9a468e4dd6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1534</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70205">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70207">
                <text>Prof. Anna Kutrzeba-Pojnarowa (1913-1993) / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70208">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2, s.5-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70209">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70210">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70211">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70212">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70213">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70214">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 2
PL ISSN 0071-1861

Anna Kutrzeba-Pojnarowa
(1913-1993)

W dniu 6 maja 1993 г., na Starym Cmentarzu Powązkowskim w Warsza­
wie, środowisko etnografów i etnologów polskich żegnało jednego ze swych
najwybitniejszych przedstawicieli - Profesor Annę Kutrzebę-Pojnarową,
zmarłą po długiej i ciężkiej chorobie 29 kwietnia.
W uroczystości żałobnej, która oprócz rodziny w kraju i za granicą
zgromadziła liczne rzesze uczniów, współpracowników i przyjaciół, uczest­
niczyły reprezentacje ośrodków etnograficznych - uniwersyteckich, Polskiej
Akademii Nauk, muzealnych, Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego oraz
innych stowarzyszeń naukowo-badawczych i społeczno-kulturalnych. Słowa
pożegnania przy trumnie Zmarłej wygłosili przedstawiciele władz Uniwer­
sytetu Warszawskiego oraz Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej,
której Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa była wieloletnim pracownikiem,
a także Jej bliscy współpracownicy z ośrodków etnologicznych P A N w War­
szawie i bliskiego Jej sercu Krakowa oraz innych placówek naukowo-badawczych. Kreśląc portret Zmarłej mówiono nie tylko o wielostronnych
osiągnięciach na obszarach nauk etnologicznych, ale przede wszystkim cha­
rakteryzowano wyjątkowość Jej osobowości promieniującej na otoczenie

�6

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

zarówno swym intelektem jak i otwartością na zawiłe problemy świata oraz
na zwykłe ludzkie sprawy, wobec których nie przechodziła nigdy obojętnie.
Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa, urodzona dnia 4 maja 1913 r. w Kra­
kowie, należała do pokolenia etnografów polskich, którzy swój start naukowy
rozpoczynali w bardzo wczesnym okresie swojego życia pod kierunkiem
wybitnych uczonych okresu międzywojennego (historyków, etnografów, socjo­
logów), a także w niezwykle korzystnych warunkach rozwoju intelektualnego
swego rodzinnego domu. Była najstarszą spośród trzech córek (Anny, Heleny
1 Magdaleny) Janiny i Stanisława Kutrzebów. Ojciec, Stanisław Marian
Kutrzeba - profesor historii ustroju Polski na Uniwersytecie Jagiellońskim,
także rektor tegoż Uniwersytetu, oraz sekretarz generalny, a następnie prezes
Polskiej Akademii Umiejętności - należał do wybitnych uczonych polskich
o nie kwestionowanym autorytecie moralnym i społecznym. Matka, z domu
Domaszewska, wywodząca się z Warszawy, była córką prawnika, sama zaś
posiadała wykształcenie polonistyczne uzyskane na warszawskich Wyższych
Kursach Naukowych, czyli tzw. „Latającego Uniwersytetu".
Rodzice przywiązywali dużą wagę do ksiztałcenia swych dzieci, przy czym
szczególna rola przypadła matce, która sama uczyła swoje dzieci w domu,
przerabiając z nimi odpowiedni zakres nauki szkolnej. W ten sposób Profe­
sor Anna Kutrzeba-Pojnarowa ukończyła 4 klasy szkoły powszechnej oraz
2 lata w Państwowym Gimnazjum im. Królowej Wandy. W tymże gimna­
zjum odbywała dalsze lata nauki normalnie, uzyskując w 1931 r. maturę.
Ojciec włączał się również w wychowywanie i właściwe przygotowanie
szkolne swych dzieci m.in. także poprzez dostarczanie im odpowiedniej
lektury, wymagającej niekiedy bardzo znacznego wysiłku umysłowego.
Rozważając w swych ostatnich notach biograficznych problem „drogi",
która Ją zaprowadziła na pole badań etnograficznych, Profesor Anna
Kutrzeba-Pojnarowa wiąże ją z ogólnym klimatem panującym w ówczes­
nym Krakowie i zdecydowanie ze swoim gimnazjum, do którego uczęsz­
czała. Wspomina, że wiele zawdzięcza swym nauczycielom gimnazjalnym
- Leopoldowi Węgrzynowiczowi, Józefie Bergruen (przyrodniczce), Marii
Mrozek-Dobrowolskiej (geografce) oraz Zofii Richter (fizyczce). „ N a okres
gimnazjum - pisze - przypada moje pierwsze zetknięcie się ze wsią i jej
kulturą. Było ono zrozumiałe w klimacie Krakowa, zauroczonego od czasu
Młodej Polski pięknem ludowej sztuki. Bezpośrednim motywem mojej
inicjacji etnograficznej było zorganizowanie w moim gimnazjum młodzieżo­
wego K o ł a Krajoznawczego, które włączyło się w akcję zbierania kapliczek
wiejskich według kwestionariusza zredagowanego przez Seweryna Udzielę,
dyrektora krakowskiego Muzeum Etnograficznego, a ogłoszonego przez
Leopolda Węgrzynowicza w piśmie Kół Krajoznawczych Młodzieży Szkol­
nej «Orlim Locie» w 1928 r. Plonem tej pierwszej penetracji terenowej prze­
prowadzonej w rozległej wsi Zawoi pod Babią G ó r ą (gdzie wraz z rodzi­
cami i siostrami spędzała wakacje szkolne w leśniczówce należącej do lasów
Polskiej Akademii Umiejętności) było 49 barwnych rysunków i opisów

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

7

wszystkich kapliczek wiejskich, które stały się podstawą pierwszego mojego
artykułu pt. «Kapliczki, krzyże i figury przydrożne w Zawoi», wydrukowa­
nego w «Orlim Locie» w 1929 r."
Poprzez owe kapliczki i obserwację wsi budzą się dalsze zainteresowania,
tym razem dotyczące góralskiego budownictwa. Pisze na ten temat: „Ocza­
rowało mnie piękno i różnorodność rozwiązań architektonicznych, dobre
proporcje, przy wielkiej prostocie, solidność wykonania. Rzuciłam się na
inwentaryzację, wzorując się na pięknej pracy Władysława Maklakiewicza
o budownictwie ludowym Podhala, którą zapewne ojciec przyniósł mi z bi­
blioteki P A U " .
Rezultatem zainteresowań architektonicznych stała się pierwsza druko­
wana w 1931 r. książka pt. Budownictwo ludowe w Zawoi wydana nakła­
dem Muzeum Etnograficznego w Krakowie, a jeszcze wcześniej nagrodzona
przez Komisję Kół Krajoznawczych Młodzieży Szkolnej. Bo pisząc tę pracę
autorka była jeszcze wówczas uczennicą gimnazjalną. Warto przy tym do­
dać, że prof. Kutrzeba, który „patronował" zainteresowaniom etnograficz­
nym córki i Jej badaniom dotyczącym budownictwa ludowego w Zawoi
- kategorycznie odmówił swej zgody na propozycję profesora Węgrzynowi­
cza, by pracę tę wprowadzić do planu wydawniczego Polskiej Akademii
Umiejętności, której był wówczas generalnym sekretarzem. Charakterystycz­
na była również jego wypowiedź w tej sprawie: „Akademia jest dla uczonych,
a nie dla uczennic". Kiedy jednak książka ukazała się w druku pokrył
z własnych zasobów koszty związane z jej wydaniem.
Nie może zatem budzić żadnej wątpliwości fakt, że Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa w osobie swego ojca miała głównego orędownika i przewodnika
swych pierwszych zainteresowań i prac badawczych. To właśnie przez ojca, już
w Zawoi, poznała swego późniejszego profesora Kazimierza Dobrowolskiego,
który we wspólnych wędrówkach podbabiogórskich wprowadzał Ją w ogólną
problematykę badań kulturowych. Wskazywał na interesujące zagadnienia
wpływów niesionych w Karpatach przez kolonizację wołoską i wiążący się z tym
problem zderzenia kultury pasterskiej z kulturą wsi rolniczych. W badanej
współcześnie rzeczywistości kulturowej poszukiwał bowiem śladów kształtowa­
nia się i trwania stałych i zmiennych cech jej podłoża historycznego. „Ojciec mój
- napisała - patronował moim etnograficznym zainteresowaniom. Gdy myślę
dziś o nim widzę go, jako uczonego uformowanego w epoce Młodej Polski, tego
wielkiego zrywu w literaturze, plastyce i świadomości narodowej. W swym
podstawowym dziele: «Historia ustroju Polski» przeciwstawił się, rozpowszech­
nionemu w kraju i za granicą przez tzw. szkołę historyczną krakowską
pesymistycznemu poglądowi na nasze zdolności do rządzenia krajem. Głosił
trzeźwą ocenę, że dawna Polska miała swój własny styl życia politycznego,
łączący j ą z wolnościowymi ustrojami zachodu. Ten ideał należał zdaniem ojca
do moralnego jestestwa Polaka, więc zrywać z nim nie należało". Nie obojętny
był również stosunek Jej ojca do położenia warstwy chłopskiej. „Wskazując na
-nViłcość i piękno naszej państwowości w najlepszych okresach jej istnienia,

�8

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

widział jednak ciężki los chłopa, którego «cien» padał na całą naszą przeszłość.
Umiał też cenić wśród źródeł w przeszłości te, które oświetlały trudne życie
chłopa. Był jednym z tych uczonych uniwersyteckiego środowiska krakow­
skiego, którzy patronowali stworzeniu krakowskiego Muzeum Etnograficznego.
Nic więc dziwnego, że obserwował z aprobatą moje prace."
W przyszłości Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa pogłębi i utrwali swój
stosunek do wsi jako środowiska społeczno-kulturowego. Uczyni to pod
znacznym wpływem swojego związku małżeńskiego z Marianem Pojnarem,
wywodzącym się ze wsi Trześniów w byłym powiecie brzozowskim na Pod­
karpaciu, a następnie pod wpływem swych 40-letnich, serdecznych powiązań
z Jego rodziną i wsią rodzinną. Bo choć Marian Pojnar, jako żołnierz
września 1939 r. znalazł się w wojsku polskim na terenie Francji, a następnie
w Szwajcarii i tam będąc internowany ukończył rozpoczęte we Lwowie
w 1938 r. studia prawnicze na Uniwersytecie we Fryburgu - to jednak siła
związków rodzinnych i przywiązanie do własnego kraju spowodowały, że
Jego powrót ze Szwajcarii nastąpił wkrótce po zakończeniu wojny. Swych
związków uczuciowych z rodzinną ziemią podkarpacką nigdy nie utracił
i kontynuował je nadal wspólnie ze swą żoną, dla której Trześniów stał się
swoistą przystanią życiową oraz obiektem pogłębionych obserwacji, badań
i uogólniających refleksji na temat rozwoju kulturowego wsi.
Mówiąc o cechującym Profesor Annę Kutrzebę-Pojnarową głębokim
zaciekawieniu, a może nawet zafascynowaniu kulturą ludową warto wspom­
nieć, że „korzenie wiejskości" tkwiły również w Jej genealogii rodzinnej.
Jej dziadek Jan Kutrzeba przybył do Krakowa jako młody rzemieślnik
- introligator z Myślenic i tam z czasem dopracował się własnego zakła­
du oprawy i sprzedaży obrazów. W jego zakładzie oprawiali swe obrazy
tacy m.in. artyści, jak: Jan Matejko, Stanisław Wyspiański, Włodzimierz
Tetmajer, Kazimierz Sichulski, Leon Wyczółkowski oraz Julian Fałat.
Ale właśnie matka dziadka Jana Kutrzeby, z domu Waleria Pawlik,
pochodziła ze wsi, z rodziny chłopskiej i była przyrodnią siostrą Stefana,
Antoniego Pawlika, dyrektora Akademii Rolniczej w Dublanach, a następ­
nie cenionego profesora i rektora Politechniki Lwowskiej. Trzeba dodać, że
również warszawska rodzina matki swymi korzeniami genealogicznymi się­
gała wsi kujawskiej pochodzenia szlacheckiego i mazowieckiej wsi drobnoszlacheckiej.
Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa miała pełną świadomość znaczenia
w Jej życiu środowiska w którym się wychowywała i z którego wyrosła.
Pisała bowiem: „Jak najbardziej uznaję wpływ środowiska w którym, spę­
dziło się młodość, na «postawe wobec swiata». Ingeruje ono na długo
w nasze nawyki, myślenie, hierarchię wartości. Może też wywołać zasadniczy
sprzeciw. Ja miałam szczęście. Byłam w «czepku» urodzona, w Krakowie,
przesiąkniętym historią, tradycjami jeszcze Młodej Polski, wysoko inte­
lektualnie stojącej rodzinie. Rodzina ta wywodząca się ze strony ojca
z mieszczan i chłopów, w X I X i X X w. torowała sobie drogę z prowincji do

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

9

miasta, by wydać tam kilka wybitnych postaci wyróżniających się w nauce
i życiu publicznym."
Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła Profesor w latach
1931-1937. Chociaż miała za sobą pierwsze próby prac etnograficznych
w Zawoi jeszcze z czasów gimnazjalnych, to jednak wybrała kierunek hi­
storyczny - z nachyleniem ku historii średniowiecza. Była pod urokiem
swych znakomitych profesorów historii - Jana Dąbrowskiego, Władysława
Semkowicza, Władysława Konopczyńskiego, Romana Gródeckiego, Stani­
sława Kota i wielu innych. Ale wrodzona skłonność intelektualna do prze­
kraczania barier międzydyscyplinarnych prowadziła ją na wykłady, ćwicze­
nia i seminaria z zakresu historii kultury, archeologii, geografii, historii
prawa (wykładanej przez ojca), a także etnografii i socjologii. „Od I roku
- pisze - wciągnęło mnie seminarium z etnografii Słowian i wykłady Kazi­
mierza Moszyńskiego, pasjonujące zajęcia z etnografii i socjologii Jana
Stanisława Bystronia, następnie Kazimierza Dobrowolskiego."
Na zajęciach tych, zwłaszcza u profesora Kazimierza Moszyńskiego,
zaprzyjaźnia się z grupą późniejszych znanych z pracy i literatury etno­
grafów: Mieczysławem Gładyszem, Marią Gładyszowa, Jadwigą Klimaszew­
ską, Romanem Reinfussem, Jerzym Langmanem, Józefem Ligęzą. Mimo
tych wielu ubocznych zainteresowań pracę magisterską pt. „Vesnica - dani­
na miodowa" przygotowuje z zakresu historii średniowiecza. Dodatnia
ocena tej pracy zostaje nagrodzona opublikowaniem jej w 1938 r. przez
prof. Franciszka Bujaka w Rocznikach Dziejów Społecznych i Gospodar­
czych. Pod koniec studiów uniwersyteckich Prof. A . Kutrzeba-Pojnarowa
kończy również roczne Studium Pedagogiczne dla historyków oraz odbywa
praktykę w Gimnazjum Męskim im. Jana Sobieskiego.
Ale właśnie związanie się poprzez seminarium profesora K . Moszyń­
skiego z etnografią zrodziło nowe tematy m.in. późniejszej pracy doktorskiej,
które wpłynęły również pośrednio na zmianę kierunku dalszych zaintereso­
wań naukowych.
Z inicjatywy profesora Moszyńskiego już w 1937 r. przygotowuje edycję
I V tomu „Prac Etnologicznych" Stanisława Ciszewskiego, różne artykuły
oraz zrealizowaną i obronioną już po I I wojnie w 1947 r. pracę doktor­
ską pt. „Rozwój etnogmfii i etnologii w Polsce". Jej promotorem był
prof. Kazimierz Dobrowolski, a egzaminatorami - prof. К. Moszyński
i prof. W. Semkowicz. Praca została opublikowana w 1948 r. w wydaw­
nictwie jubileuszowym Polskiej Akademii Umiejętności.
Uwieńczeniem starannego wychowania i wykształcenia szkolnego, po­
myślnie ukończonych studiów oraz liczącego się już dorobku naukowego było
zaangażowanie Prof. Anny Kutrzeby-Pojnarowej od dnia 1 1 1937 r. w Katedrze
Socjologii i Etnologii UJ, kierowanej przez profesora K . Dobrowolskiego, na
etacie młodszego asystenta. Fakt ten był już tylko formalnym przypieczęto­
waniem przejścia z historii na obszary badań etnologiczno-socjologicznych,
Wóre były niewątpliwie bliższe Jej psychice skierowanej na poznanie człowieka

�10

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

i jego kultury i w obrębie których „przeczuwała" dla siebie szersze możliwości
pracy naukowej i dydaktycznej. Nie skorzystała również ze zgłoszonej w nie­
długim czasie propozycji przejścia do Katedry Historii Średniowiecza
u prof. J. Dąbrowskiego. W Katedrze Socjologii i Etnologii UJ „przetrwała"
z przerwą wojenną - jak sama to odnotowała - do 1 czerwca 1953 r.
Następny okres w Jej życiu wiąże się z przeniesieniem do Warszawy i dalszą
pracą w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego (obecnie Katedra
Etnologii i Antropologii Kulturowej) oraz w Zakładzie Etnografii Polski
Instytutu Historii Kultury Materialnej P A N (obecnie Zakład Etnologii I n ­
stytutu Archeologii i Etnologii PAN).
Czas wojny i okupaqi niemieckiej już u samego początku dotkliwie
dotknął dom rodzinny Profesor Kutrzeby-Pojnarowej. Już 6 listopada
1939 r. w wielkim aresztowaniu krakowskich uczonych został również
zaaresztowany ojciec - prof. Stanisław Kutrzeba, ówczesny prezes P A U
i wywieziony wraz z innymi profesorami do więzienia we Wrocławiu,
a następnie do obozu w Sachsenhausen koło Berlina, skąd wrócił z grupą
starszych profesorów w lutym 1940 r. (po interwencji królowej włoskiej).
Profesor Kutrzeba, który - jak wspomina Córka - zaraz po opuszczeniu
Krakowa przez polskie władze wojskowe i cywilne zwrócił się do metropolity
Adama Sapiehy z inicjatywą powołania w Krakowie Komitetu Obywatel­
skiego - po powrocie z obozu oddał się bez reszty sprawom narodowym
i społecznym. Organizował i roztaczał opiekę nad uczonymi wysiedlonymi
z Poznania, Lwowa, Warszawy. Wszedł w struktury podziemnego Uniwer­
sytetu, jako dziekan Wydziału Prawa. „Przez nasz dom - pisała - przecho­
dziły dziesiątki osób, szukających oparcia i rady. Krzyżowały się nici
różnych ważnych zadań. Przybywali kurierzy z wieściami z Zachodu.
Tkwiłam z natury rzeczy w części tych spraw". A dom rodzinny był już
w tym czasie bez matki, która zmarła przedwcześnie na serce w 1937 r. W tej
nowej sytuacji zachodziła konieczność podjęcia pracy, „gdyż trzeba było
zarabiać" - jak sama pisała o tych czasach. „Od stycznia 1940 r. zostałam
zatrudniona w centrali Rady Głównej Opiekuńczej, gdzie pracowałam do
18 stycznia 1945 r. w charakterze urzędniczki. Prowadziłam m.in. dział
informacji o sprawach prowadzonych przez RGO, wykazy osób - Żydów,
które z głębi Rosji chciały wracać do rodzinnego Krakowa, opracowałam
(z wyjątkiem pierwszego) wszystkie (37) sprawozdania roczne RGO, kwar­
talne, miesięczne zawierające również ocenę sytuacji gospodarczej Generalnej
Guberni itp." Praca w RGO, która dawała wgląd w trudne, czy wręcz
tragiczne sytuacje ludzkie, mobilizowała do pomocy, także świadczonej
prywatnie. Miało to zwłaszcza miejsce w stosunku do profesorów z innych
ośrodków uniwersyteckich oraz członków Akademii, których losem zaj­
mował się ojciec, jak również w stosunku do wysiedlonych z Warszawy po
upadku powstania w 1944 r. „W naszym mieszkaniu - pisała - i w dużym
stopniu na naszym utrzymaniu i innych formach pomocy znalazło się w tym
czasie kilkanaście osób."

�ANNA KUTRZFiBA-POJNAROWA

11

Niezależnie od wymienionych prac tkwiła również głęboko w działalności
konspiracyjnej. „Byłam, jak cały dom, wciągnięta w różne roboty podziem­
ne: przekazywania informacji radiowych, starania się o «lewe» papiery dla
ukrywających się, ułatwiania różnego rodzaju kontaktów m.in. adresów dla
ukrywających się Żydów i t p . " Jej stałe kontakty z pracującą w podziemiu
grupą prawników poznańskich z profesorem historii ustroju Polski Uniwer­
sytetu Poznańskiego Zygmuntem Wojciechowskim, przekształciły się z cza­
sem - jak pisze - „w stałe związanie z przygotowywaniem krakowskiego
biuletynu informacyjnego dla Departamentu Informacji Delegatury Rządu",
którego redaktorem był Stanisław Ziemba ps. Stanisław Szczerbiński
(por. S. Ziemba, Czas przełomu). D o biuletynu tego przekazywała odpowied­
nie informacje m.in. także relacje uzyskane od dziewcząt wiejskich zamiesz­
kałych w Krakowie lecz pochodzących ze wsi lasowiackich - okolic K o l ­
buszowej. Pod pozorem badań na temat opóźnionych w rozwoju cywilizacyj­
nym wsi, odnotowywała informacje dotyczące obiektów niemieckich, na
których prowadzono doświadczenia z pociskami V-2. Informacje te miały
wielkie znaczenie dla polskich, wojskowych służb wywiadowczych.
Po przeniesieniu się w 1944 r. redaktora S. Ziemby do Warszawy Profe­
sor Kutrzeba-Pojnarowa sama już montowała ów biuletyn, pisząc go na
maszynie biurowej w RGO. „Wiadomości zbierałam sama i otrzymywałam
od różnych osób m.in. informacje o sabotażach i katastrofach kolejowych
dostarczał mi syn kolejarza, sam urzędnik kolejowy i uczeń gimnazjalny,
Stanisław Zaczyk, późniejszy aktor. Imponował pamięcią, z której cytował
numery pociągów i wagonów, daty, miejscowości". Punktem kontaktowym
dla tej działalności było mieszkanie zaprzyjaźnionej Heleny Heise zamiesz­
kałej na ul. Sebastiana w Krakowie. Dostarczone biuletyny przekazywał
dalej Alfred Zaremba, późniejszy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Po zakończeniu wojny Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa powraca do
przerwanej na okres okupacji pracy w Katedrze Socjologii i Etnologii UJ.
Zarówno jednak dla Niej, jak i rodziny nie był to czas łatwy. „Okres
powojenny - napisze później - był ciężki nie tyle z powodu trudności
materialnych. Entuzjazm końca wojny i okupacji i zapał do pracy mieszały
się ze świadomością dziejących się tragedii. Nie ominęły one naszego domu".
Początkowo sprawa dotyczyła tylko ojca - profesora Kutrzeby, który
„po usilnych naleganiach z różnych stron zgodził się w 1945 r. stanąć na
czele delegacji Polskiej Akademii Umiejętności, biorącej udział w jubileuszu
150-lecia Moskiewskiej Akademii Nauk. W drodze do Moskwy, w Mińsku,
zaproponowano mu jednak udział w Komisji Konsultatywnej do reorgani­
zacji Tymczasowego Rządu Polskiego, w myśl postanowienia Konferencji
Jałtańskiej. Sięgano w ten sposób do autorytetu uczonego i organizatora
nauki polskiej, wielkiego formatu obywatela, który już w latach 1918-1919
był członkiem polskiego Biura Kongresu Wersalskiego.
A było to w czasie kiedy w Moskwie toczył się proces przeciwko pol­
n e m u podziemiu. „Ogromne napięcie - pisze - jakie towarzyszyło temu

�12

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

posiedzeniu z racji także odbywającego się procesu polskich przywódców
podziemia spowodował szok, a następnie chorobę i szybką śmierć" (styczeń
1946 r.) Wysoce nieprzychylnym i wręcz tragicznym okazał się również ten
czas dla innych członków rodziny. Pod pretekstem zwalczania działań niele­
galnych, a także w związku z toczącym się procesem organizacji Wolność
i Niezawisłość (WiN) zostaje aresztowana najmłodsza i już jedyna siostra
Magdalena (średnia siostra Helena zmarła w czasie wojny) oraz jej mąż.
Wyroki zapadły duże, dzięki amnestii siostra wyszła z więzienia po 2, a jej
mąż po 8 latach. Represje nie ominęły również osoby Profesor Kutrzeby-Pojnarowej, która w okresie powojennym działała w Polskim Stronnictwie
Ludowym kierowanym przez Stanisława Mikołajczyka i w związku z tym
jeździła do Warszawy w roli bezpośredniego łącznika pomiędzy ojcem
a St. Mikołajczykiem. Decyzję zwolnienia Jej z pracy w Uniwersytecie,
podpisaną przez ówczesnego rektora UJ, unieważnił swymi wpływami
w Ministerstwie Oświaty i Szkół Wyższych etnograf Jan Manugiewicz,
ps. Szymon Żołna, przedwojenny dyrektor Muzeum Etnograficznego w Ło­
dzi, a po wojnie dyrektor odradzającego się Muzeum Kultur Ludowych
z siedzibą w Młocinach koło Warszawy (obecnie Państwowe Muzeum Etno­
graficzne w Warszawie).
Jako asystent, a następnie adiunkt Katedry Socjologii i Etnologii Prof.
Kutrzeba-Pojnarowa prowadzi teoretyczne i praktyczne zajęcia ze studentami
etnografii, socjologii i historii sztuki. Uczestniczy w badaniach Katedry na
obszarze regionu krakowskiego, które w przyszłości zaowocowały tzw. mono­
grafiami problemowymi, w tym także Jej indywidualną publikacją książkową
o wsi Mnikowie pod Krakowem. Bierze ponadto żywy udział w pracach
etnograficznych prowadzonych w skali krajowej w ramach Polskiego Towarzys­
twa Ludoznawczego, które w tym czasie spełniało rolę głównego koordynatora
wszelkich poczynań naukowo-badawczych i organizacyjnych. Prowadziła także
w Krakowie (w latach 1947-1951) delegaturę Muzeum Kultur Ludowych
w Warszawie, której zadaniem było dokonywanie penetracji terenowej w Polsce
południowej i skupywanie - głównie przez studentów - eksponatów z zakresu
kultury ludowej. Dla wielu studentów znajdujących się w ciężkich warunkach
materialnych owe dodatkowe zajęcia były prawdziwym dobrodziejstwem.
Oddzielnym i w pierwszym okresie powojennym porywającym tematem
zainteresowań badawczych Profesor Anny Kutrzeby-Pojnarowej stały się
Ziemie Zachodnie. Zrodziły się one pod wpływem spotkań z dawnymi
towarzyszami pracy podziemnej, którzy w warunkach powojennych prowa­
dzili względnie współpracowali z redakcjami takich pism jak „Dziennik
Zachodni", „Przegląd Zachodni" bądź „Zachodnia Agencja Prasowa". D o
tych czasopism, a także do krakowskiego radia pisała odpowiednie artykuły
etnograficzne, współpracowała także z instytucjami zajmującymi się pro­
blematyką odzyskanych Ziem Zachodnich. Uwieńczeniem tych zaintereso­
wań był artykuł „Lice ludu" w zbiorowej pracy pt. Ziemia Lubuska pod
red. Z. Kaczmarka i M . Zajchowskiej (1950).

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

13

Reforma studiów socjologiczno-etnograficznych na Uniwersytecie, w wy­
niku których zamiast archeologii i etnografii powstało Studium Kultury
Materialnej, a w miejsce socjologii Studium Nauk Społecznych, pociągające
za sobą konieczniść znacznego przekwalifikowania się zespołu pracownicze­
go spowodowała, że Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa przyjęła w 1953 r.
propozycję profesora Witolda Dynowskiego przeniesienia się do kierowanej
przez niego Katedry Etnografii w Warszawie. Z decyzją tą wiąże się nowy
okres życia i działalności, początkowo trudny ze względu na ośmioletnie
dojeżdżanie z Krakowa i przebywanie w tym czasie w warunkach niemal
„polowych", bo we własnym gabinecie zakładowym. Dopiero sprzedaż ro­
dzinnego domu w Krakowie i części biblioteki ojca ułatwiła kupno miesz­
kania spółdzielczego w Warszawie, gdzie zamieszkała wraz ze swym mężem.
Mąż, jako prawnik specjalizujący się w zagadnieniach związanych z inwes­
tycjami mieszkaniowymi, pracował w instytucjach, które w dużym stopniu
decydowały o prowadzonej w tym zakresie polityce inwestycyjnej m.in.
w regionalnej Komisji Planowania, w Krakowskiej Dyrekcji Budowy Osiedli
Robotniczych, a w Warszawie w Komisji Planowania przy Radzie Minist­
rów. Przeciwstawiając się bezskutecznie polityce preferowania wielkich in­
westycji przemysłowych na rzecz rozwoju małych miast i osiedli wiejskich
skorzystał z przysługujących mu praw kombatanckich i przeszedł na wcześ­
niejszą emeryturę. Decyzja ta ułatwiła mu włączenie się do prac badawczych
żony prowadzonych w rodzinnym Trześniowie w charakterze najbardziej
wiarogodnego informatora, organizatora oraz eksperta - co ze szczególną
wdzięcznością zawsze podkreślała Autorka monografii o tej wsi.
Okres „warszawski" stwarzał dla Profesor Kutrzeby-Pojnarowej nowe,
wielopłaszczyznowe możliwości pracy dydaktycznej, naukowo-badawczej
i naukowo-organizacyjnej. Mała obsada pracownicza Katedry wymagała
zwielokrotnienia prowadzonych przez Nią wykładów i zajęć seminaryjnych.
Oprócz obowiązujących treści zawartych w programach nauczania należało
jeszcze w umiejętny sposób wprowadzać studentów w otaczające środowi­
sko. Bogate, pod względem różnorodności kulturowej „zaplecze" regionalne
Warszawy, wymagało stałego pogłębiania wiedzy na temat tych środowisk
potrzebnej zarówno dla celów dydaktycznych, jak i badawczych. Bezpośred­
nią znajomość środowisk regionalnych osiągano poprzez Międzyuczelniane
Obozy Etnograficzne, praktyki wakacyjne, oraz indywidualne bądź zespoło­
we badania. Nawiązywano kontakty z terenowymi ośrodkami etnograficz­
nymi - muzeami i stowarzyszeniami naukowo-badawczymi. We wszystkich
tych poczynaniach Profesor brała żywy udział spełniając oczywiście rolę
nauczyciela - zawsze kompetentnego i życzliwego, dzielącego się bezintere­
sownie swoją wszechstronną wiedzą i doświadczeniem. Na Uniwersytecie
Warszawskim uzyskała kolejno stopień naukowy docenta, następnie profe­
sora nadzwyczajnego oraz profesora zwyczajnego.
Niezależnie od swego podstawowego zajęcia w Uniwersytecie Warszaw­
o m Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa włączyła się w prace badawcze

�14

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

Zakładu Etnografii Polski I H K M P A N - początkowo na umowach zleconych,
a następnie na połowie etatu (do 1961 r.) jako zastępca, a później kierownik
Zakładu (do 1971 r. bez etatu). Z zespołem etnografów I H K M kontynuowała
rozpoczęte przez profesora W. Dynowskiego na Międzyuczelnianych Obozach
Etnograficznych studia nad kulturą ludową regionu kurpiowskiego. Efektem
tych badań jest 3 tomowe opracowanie zbiorowe pt. Kurpie Puszcza Zielona
(1962-1965) oraz kilka prac monograficznych, których była zarówno kierowni­
kiem, jak i redaktorem. Poważny udział autorski i redakcyjny miała również
w zbiorowym opracowaniu 2-tomowej syntezy pt. Etnografia Polska - Przemia­
ny kultury ludowej (1976-1981) oraz innych pracach przygotowywanych
w ramach Zakładu Etnografii I H K M . Uczestniczyła również w pracach oraz
w redakqach wydawnictw Zakładu - wnosząc niezmiennie wiele swych cennych
uwag, ocen i propozycji ulepszeń merytorycznych.
W pracy przywiązywała wielką wagę do dyscypliny umysłowej i rzetelno­
ści zawodowej jakie winny cechować pracownika naukowego. Od podej­
mujących nowe tematy badań wymagała zarówno koniecznego przygotowa­
nia teoretycznego, jak i solidnego warsztatu naukowego. Nie tolerowała
„łatwych" uogólnień nie popartych dokumentacją źródłową. A źródła uczyła
weryfikować - zarówno te „zastane", jak i „wywołane" w trakcie etno­
graficznych badań terenowych. Uczyła także właściwej interpretacji źródeł
terenowych - w nawiązywaniu do szerszej myśli teoretycznej.
Prowadzone przez Nią seminaria oraz inne zebrania naukowe, np. z wyjaz­
dów zagranicznych, zawsze pełne treści i bogate w interesujące dygresje,
zmuszały do refleksji oraz stałego pogłębiania swego stosunku do badanego
środowiska społecznego. Poszukiwała partnerstwa w dyscyplinach pokrewnych
etnografii, a więc w historii, socjologii, folklorystyce czy historii sztuki. Była
jednak bez reszty oddana etnografii i etnologii i o interesy tego kierunku badań
naukowych dbała na wszystkich polach swojej działalności - nigdy się im nie
sprzeniewierzając. Swój pogląd na etnografię, jako kierunek naukowy o charak­
terze interdyscyplinarnym, wyłożyła i uzasadniła na konferencji zorganizowanej
w 1986 r. przez Katedrę Etnografii Słowian UJ z okazji 60-lecia „Krakowskiej
szkoły etnograficznej". Mówiąc o wkładzie tej szkoły w rozwój etnografii
i etnologii polskiej stwierdziła, że „etnografia była i jest nauką pogranicza
między nią a wielu innymi dyscyplinami i nie tylko humanistycznymi...
Określając w rozmaity sposób swoje pole badań zawiązywała ona rozmaite
sojusze, stając się współpartnerem wielu innych nauk wypełniała treścią nie
zapisane karty historii. Inspirowała nowe kierunki badań i sposób rozumienia
człowieczego losu". Wydaje się, że takie właśnie rozumienie etnografii może być
nadal inspirujące dla współczesnych badaczy kultury.
Będąc z prawdziwego zamiłowania i także ze świadomego wyboru bada­
czem kultury wsi polskiej - śledziła zawsze pilnie kierunki rozwoju etnologii
europejskiej i światowej. Już przed wojną, po studiach wyjeżdżała dwukrot­
nie z ojcem na Międzynarodowy Kongres Historyków we Francji i Szwaj­
carii. Po wojnie natomiast, jako etnograf uczestniczyła w międzynarodowych

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

15

kongresach antropologów i etnologów w Moskwie, Paryżu, Chicago i Zury­
chu, a także w licznych międzynarodowych konferencjach związanych z dzia­
łalnością Międzynarodowej Komisji do Badania Kultury Ludowej Karpat
i Bałkanów oraz pracami redakcyjnymi czasopisma ,,Demos", odbywających
się systematycznie w różnych zainteresowanych krajach uropejskich. Z za­
granicznych pobytów naukowych za najważniejszy uważała 4-miesięczny
pobyt w Paryżu połączony ze studiami bibliotecznymi, obozem etnograficz­
nym oraz uczestnictwem w zajęciach uniwersyteckich. Z przedstawicielami
nauk etnologicznych innych krajów utrzymywała żywe kontakty, ciesząc się
nie kwestionowanym autorytetem i przyjaźnią.
M i m o nawału zajęć dydaktycznych oraz wielu innych prac i obowiązków
zawodowych i społecznych, Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa realizowała
konsekwentnie własne, indywidualne plany badawczo-naukowe, zgodnie
z Jej zainteresowaniami. Jej prace badawcze - jak sama to ocenia - mieszczą
się w czterech podstawowych grupach tematycznych: 1) analizy średnio­
wiecznego źródła historycznego, 2) historii etnografii polskiej i charakte­
rystyki metod przez Nią stosowanych, jej wkładu w rozwój nauki światowej,
3) odtwarzaniu obrazu ginącej na naszych oczach kultury polskiej wsi w jej
regionalnym zróżnicowaniu, prawidłowościach ogólnych i procesach zmian,
4) zwrócenia uwagi na osobliwości kultury wsi polskiej i ciężki los chłopa
dawniej i obecnie oraz niepewną przyszłość rolnictwa chłopskiego.
Stwierdza przy tym, że z 3 grupą tematyczną „przedstawienia kultury
konkretnych wsi i regionów, wiąże się cała Jej podstawowa twórczość nauko­
wa na polu etnografii. „Przedstawianiu kultury konkretnych wsi i regionów
- pisze - podporządkowałam studia o metodach i źródłoznawcze. Wyszłam
od obserwacji wytworów sztuki i rzemiosła we wsi podbabiogórskiej. Po
wojnie zainteresowała mnie na krótko powracająca do Polski wieś lubuska
i na długi okres przeobrażenia kultury podkrakowskiej wsi Mnikowa, stają­
cej się niemal przedmieściem miasta." (1968)
Uważa również, że cała Jej twórczość naukowa okresu warszawskiego
dotycząca Mazowsza, Kurpiowszczyzny, Podlasia oraz ich badaczy - po­
przedników, wypełnia konkretną treścią ten właśnie temat. Dotyczy to także
prac magisterskich Jej uczniów wprowadzanych przez Nią w proble­
matykę etnograficzną różnych regionów kraju: Mazowsza, Krakowskiego,
Karpat i Podgórza.
Swój stosunek do podstawowych problemów związanych z etnografią
polską i jej badaczami, tradycją i przemianami kultury chłopskiej wyraziła
w swoim refleksyjnym i dojrzałym w ocenach opracowaniu Kultura ludowa
i jej badacze - Mit i rzeczywistość (1977).
Za najdojrzalszy owoc swoich osiągnięć badawczych uznała ostatnią swą
książkę pt. Trześniów. Przemiany tradycyjnej kultury wsi (1988). Praca ta będąca
wynikiem 40-letniej obserwacji życia mieszkańców wsi wskazuje na warunki
rozwoju oraz na trwałe i zmienne cechy tejże społeczności i kultury. Temat
referatu pt. „Przyszłość kultury wsi w świetle jej przeszłości", przygotowany na

�16

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

podstawie trześniowskich badań etnograficznych, a wygłoszony w 1984 r. na
jubileuszu 90-lecia profesora K . Dobrowolskiego w Krakowie - jest sfor­
mułowaniem ściśle adekwatnym do treści zawartych w opracowaniu książ­
kowym. Dzięki analizie materiałów źródłowych dokonanej w perspektywie
historyczno-socjologicznej oraz umiejętnemu zastosowaniu zasady łączenia
teorii i opisu - Autorka osiągnęła sukces oddania czytelnikowi książki na
temat kształtowania się kultury wsi o wymiarze uniwersalnym, zawierającym
również elementy jej prognozowania.
W swoich ostatnich nie dokończonych rozważaniach na temat etnografii
polskiej okresu międzywojennego i po I I wojnie światowej, widzianej oczyma
uczestnika, wnikliwego obserwatora, przede wszystkim zaś człowieka zaan­
gażowanego, poczuwającego się do pełnej odpowiedzialności za poziom,
kierunek i w ogóle los polskiej etnografii i etnologii - Profesor Anna
Kutrzeba-Pojnarowa nawiązuje również do oceny swojego w niej miejsca.
Stwierdza przede wszystkim, że „sytuacja współczesnej etnologii polskiej jest
konsekwencją całej jej historii". Wyróżnia przy tym dwa w niej nurty:
1) opisowy, etnograficzny, przywołujący coraz lepsze sposoby odkrywa­
nia modeli różnych nieznanych (lub mniej znanych) kultur i społeczności
oddzielonych od nas czasem lub przestrzenią,
2) teoretyczny, referujący różne stanowiska utrzymujące się lub wy­
suwane obecnie w nauce obcej i poza etnologią. Niekiedy ambitne - wysu­
wające dość rozstrzelone, autorskie propozycje dotyczące sensu i zakresu
dyscypliny.
W nurcie pierwszym widzi „do pewnego stopnia uwspółcześnioną kon­
tynuację historycznej drogi polskiej szkoły etnologicznej, natomiast nurt
drugi prezentują na razie jednostki rekrutujące się przede wszystkim z młod­
szych pracowników uniwersyteckich". D o własnych osiągnięć w etnografii
zalicza w największym skrócie: 1) opracowanie biogramów wybitnych po­
staci, 2) badanie i weryfikowanie w empirii założeń teoretycznych, 3) wkład
do znajomości historii etnografii i etnologii w Polsce poprzez - wysuwane
w szeregu opracowań wnioski teoretyczne, generalizacje historyczne doty­
czące pojęcia chłopa i wsi tradycyjnej, zróżnicowanie tej ostatniej i współ­
zależność pomiędzy procesem współczesnych przemian, a przeszłością wsi
i mechanizmów współczesnych przemian.
Wspomina przy tym, że największą satysfakcję dała Jej pierwsza książka
o budownictwie ludowym w Zawoi i ostatnia - podsumowanie 40-letnich
studiów i obserwacji uczestniczących, dotyczących podkarpackiej wsi Trześniowa, „próba stworzenia wzoru dla tego typu wsi i zmieniającej się rzeczywistości
widzianej oczami moimi i odczuciami mieszkańców oraz mojego męża".
Lapidarnie określa również swoją metodologiczną postawę: „Jestem eklektykiem z krakowskiej szkoły historyczno-socjologiczno-etnologicznej. Co przynio­
słam z tej szkoły, co wniosłam sama niech ocenią moi uczniowie. Wiem, że mi
przyznają umiejętność interpretacji źródeł «wywołanych» w szerszych katego­
riach systemów kultury, ich prawidłowości i przekształceń strukturalnych."

�17

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

Dotychczasowe, najpełniejsze podsumowanie całokształtu działalności
i dorobku naukowego Profesor Anny Kutrzeby-Pojnarowej zawarte jest
w 35 tomie (zeszyt 2) „Etnografii Polskiej" (1991) wydanym z okazji jubi­
leuszu 60-lecia pracy naukowej. Główną pozycję tego tomu stanowią: Jej
własne, mądre, proste i wzruszające „Przemówienie do Kolegów i Uczniów",
„Refleksje nad życiem i p r a c ą " pióra Zofii Sokolewicz oraz wybór biblio­
grafii prac opublikowanych. Należy żywić nadzieję, że dorobek ten doczeka
się pełnej oceny merytorycznej i stanie się dla pokolenia młodych etnografów
i etnologów polskich źródłem rzetelnej wiedzy, przekazem doświadczeń
i wzorów postępowania, mądrości, a także inspiracji do podejmowania
poważnych prac badawczych nad człowiekiem i jego kulturą. Nie można
również zapominać, że dorobek ten posiada swój wymiar w sferze wartości
społeczno-moralnych, a wskazania z niego płynące pochodzą od człowieka
o niezwykle silnej indywidualności i bogatej osobowości - człowieka szla­
chetnego, wrażliwego, zawsze życzliwego dla ludzi, a przy tym nad wyraz
skromnego.
Nauka i kultura polska, w tym zwłaszcza etnografia i etnologia poniosły
bolesną i dotkliwą stratę*.
Maria Biernacka
* Wspomnienie poświęcone pamięci Profesor Annie Kutrzebie-Pojnarowej przygotowano
z wykorzystaniem opracowanej przez Nią noty biograficznej oraz innych zapisów typu
wspomnieniowego udostępnionych mi przez Męża, Jej publikacji naukowych, a także na
podstawie własnych doświadczeń wyniesionych z wieloletniej pracy pod Jej kierownictwem
w Zakładzie Etnologii I H K M PAN, a następnie dalszej z Nią współpracy w ramach wymie­
nionego Zakładu i Katedry Etnografii UW. Na gruncie tej długotrwałej współpracy mierzonej
Jej zawsze życzliwym i liczącym się wkładem w kierunek prowadzonych badań, przygotowywa­
niem opracowań, w uzyskiwaniu stopni naukowych (była promotorem mojej pracy doktorskiej
oraz recenzentem habilitacyjnej i profesorskiej) utrwalały się więzi wzajemnego zrozumienia,
zaufania i przyjaźni. Pogłębiał je niewątpliwie zbliżony stosunek do problemów wsi, jako
środowiska społeczno-kulturowego. Jej ukochany Trześniów i moja rodzinna wieś Potakówka,
położone w tym samym regionie podkarpackim, były podczas naszych przyjacielskich spotkań
stałym elementem rozmów i wymiany myśli zarówno na tematy ogólne, jak i wiejskie. Otrzy­
mywane z Trześniowa listy i karteczki, zwykle „nabrzmiałe" trudnymi sprawami życia bieżące­
go jego mieszkańców, świadczyły o pełnym zrozumieniu przez Nią i Jej Męża, problemów
nurtujących wieś.
W ostatnim okresie Jej ciężkiej choroby - nasze spotkania zastąpiły rozmowy telefoniczne,
które były stałe i częste. Kiedy musiała pozostać w szpitalu, łącznikiem był wówczas Mąż, gdyż
ja ze względu na długotrwałe obowiązki opiekuńcze w stosunku do bliskiej mi osoby, nie
miałam możliwości częstego Jej odwiedzania. Podziwiałam przez cały czas choroby Jej siłę woli
w przełamywaniu słabości. Do końca swych możliwości pracowała nad „wypowiedzią" na
temat etnografii polskiej okresu międzywojennego i powojennego, ocenianej przez pryzmat Jej
własnego w nim udziału i do końca swych dni interesowała się wciąż żywo aktualnym losem
etnografii i etnologii. Dotkliwie odczuwam brak obecności Pani Profesor, Jej niecodziennej,
stałej gotowości do służenia drugim pomocą i radą, do zawsze wyważonych, mądrych wypo­
wiedzi w sprawach ogólnospołecznych, zawodowych i zwykłych, ludzkich. Myślę ze wzrusze­
niem o Jej szlachetności i wielkiej, bezinteresownej życzliwości.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5888" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5868">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/7b4c34453ee7bbd6d045eb462a5cd8ca.pdf</src>
        <authentication>6933f537aef6297d0aa052541e21b9cb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70215">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70216">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1418</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70218">
                <text>Spis treści / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70219">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2, s.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70220">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70221">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70222">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70223">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70224">
                <text>INSTYTUT ARCHEOLOGII I ETNOLOGII
POLSKIEJ A K A D E M I I N A U K

ETNOGRAFIA POLSKA
XXXVII
Zeszyt 2

Warszawa
1993

�REDAKTOR: WANDA PAPROCKA
S E K R E T A R Z R E D A K C J I : IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Członkowie Rady Redakcyjnej: Maria Biernacka, Mirosława Drozd-Piasecka,
Zbigniew Jasiewicz, Andrzej Stawarz, LAnna Zambrzycka-Steczkowska

Adres Redakcji: 00-140 Warszawa, Al. Solidarności 105

Koncepcja okładki: Iwona Kabzińska-Stawarz
Na okładce wykorzystano grafikę Alicji Czajkowskiej-Magdziak

Korekta: Autorzy

'

Etnografia Polska © Copyright 1993. All Rights Reserved
All Papers and Photos are copyright to their authors and to Etnografia Polska

Printed in Poland

P L ISSN 0071-1861

Skład i druk: Zakład Wydawniczy Letter Quality
01-026 Warszawa, Anielewicza 25 m. 104, 96, tel. 3814 88, 38 2627
Zam. nr 54/93. Objętość ark. wyd. 13. Nakład 500 egz. Papier offset 80 g

�SPIS TREŚCI
Prof. Anna Kutrzeba-Pojnarowa (1913-1993) - Maria Biernacka

5

S T U D I A I MATERIAŁY
Anna Z i e l i ń s k a - Prestiż i funkcje języka polskiego w okolicach Baranowicz na
Białorusi
Prestige and functions of Polish language among the Polish population in
Byelorussia
Antoni K u c z y ń s k i ,
Władysław Ł a t y s z e w - O działalności pedagogicznej
Bronisława Piłsudskiego (prezentacja źródeł)
Educational activity of Bronisław Piłsudski (new source material)
Witold T r u s z k o w s k i ,
- Zdrowie i choroba w poglądach i ujęciu nazewniczym
mieszkańców wsi tradycyjnej
The concept of health and illness in traditional peasant views and terminology
Katarzyna P a r a d o w s k a - Włochy i Włosi w czasopiśmiennictwie polskim lat
1871-1914 (na przykładzie „Kłosów")
Italy and the Italians in the years 1871-1914 in Polish periodical literature (the case
of „Kłosy")
Maciej Z ą b e k - Zwyczaje kulinarne i wzory konsumpcji pożywienia w tradycyjnej
kulturze Sudańczyków
Culinary customs and patterns of food consumption in the Sudanese traditional
culture

19
28
29
44
45
76
77
93
95
119

KRONIKA
Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze - Danuta Paprocka, Bogusław Paprocki
Źródła do dziejów rodziny Kolbergów (1819-1939) - Bogusław Paprocki
I Europejska Konferencja Muzeów Etnograficznych - Muzea i społeczeństwa w Europie
kultur, Paryż, 22-24 lutego 1993 r. - Edward Pietraszek
Ekologia i Folklor - Violetta Przerembska
I I Międzynarodowa Sesja „Duchowość narodów Europy Środkowo-Wschodniej.
Eros i Thanatos", część I , Lublin 30 marca - 2 kwietnia 1993 r. - Iwona
Kabzińska-Stawarz
Sympozjum ku uczczeniu 500-lecia ewangelizacji Ameryki Łacińskiej, Pieniężno
- Michał Krzyżagórski SVD
The Xinjiang Oirad in the 1990s: A Preliminary Report - Krystyna Chabros

121
132
137
141

145
152
159

Etnografia Polska is regularly listed in the International Current Awareness Service:
Anthropology. Selected material is indexed in the International Bibliography of Social and Cultural
Anthropology.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5889" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5869">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/ceab556eeef92778f0e81a0b407b1935.pdf</src>
        <authentication>f8e61848eaf63d72d1e4ca51698517cd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70225">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70226">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4610</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70228">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70229">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.193-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70230">
                <text>Szyfelbejn-Sokolewicz, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70231">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70232">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70233">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70234">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70235">
                <text>k u l t u r y tegoż ludu. Może by s p r ó b o w a ć o d r z u c i ć w ogóle
pojęcie „ l u d u " ? Co by się wtedy stało? S p o ł e c z e ń s t w a
europejskie o tak bogatej, zmiennej i historycznie „ w y ­
m i e r n e j " przeszłości p o s i a d a j ą obecnie i p o s i a d a ł y daw­
niej k u l t u r ę n i e j e d n o l i t ą , r o z w a r s t w i o n ą . Chodzi t u nie
t y l k o o rozwarstwienie klasowe, m a j ą t k o w e i różnice
p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h (choć te o d g r y w a j ą oczywiście
rolę n a j w a ż n i e j s z ą ) . I s t n i a ł y i i s t n i e j ą w tych s p o ł e c z e ń ­
stwach liczne grupy, k t ó r e z najrozmaitszych p o w o d ó w :
geograficznych, gospodarczych, religijnych, zawodowych,
psychicznych itd., żyły i żyją w swoistej izolacji. K a ż d a
z takich grup jest potencjalnym nosicielem specyficz­
nych dla siebie możliwości tworzenia o d r ę b n e j k u l t u r y
czy przynajmneij n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w takiej k u l t u r y .
M a m t u na m y ś l i nie t y l k o takie znane w y o d r ę b n i o n e
grupy j a k getta Ż y d ó w czy s t a r o w i e r ó w , ale r ó w n i e ż
np. sitarzy b i ł g o r a j s k i c h , o c h w e ś n i k ó w skulskich, m a ­
larzy c z ę s t o c h o w s k i c h (że pozostaniemy w zakresie t w ó r ­
ców sztuki i rzemiosła). J a k a ż to jest kultura? Inna,
odmienna od k u l t u r y otoczenia dla grup mniejszych,
a dla grup s p o ł e c z n y c h w i ę k s z y c h inna od standartu,
p r z y j ę t e g o jako reprezentatywny dla elity społecznej
czy r z ą d z ą c e j .
W y n i k a z tego, że etnografia europejska powinna
z a j m o w a ć się wszystkimi i n n y m i g r u p a m i społecznymi
niż nosiciele k u l t u r oficjalnych w danym czasie i miejscu.
Zdarza się wszak często, że modele k u l t u r y p r z e c h o d z ą
od jednej w a r s t w y społecznej do innej i elementy k u l ­
t u r y oficjalnej danego czasu stają się „ l u d o w e " w innej.
A w i ę c nie lud, jako pojęcie metahistoryczne i t y m sa­
m y m abstrakcyjne, ale grupy społeczne r ó ż n e w r ó ż ­
nych okresach dziejowych i miejscach są nosicielami
innych s t r u k t u r k u l t u r o w y c h i one to m o g ą i p o w i n n y
być przedmiotem b a d a ń , k t ó r e m o ż e m y tradycyjnie nazy­
w a ć etnograficznymi. W y c i ą g a m s t ą d wniosek, że w ł a ś ­
ciwą m e t o d ą tych b a d a ń jest ciągłe p o r ó w n y w a n i e w y ­
t w o r ó w tych wszystkich grup ze w s p ó ł c z e s n y m i m standartem k u l t u r o w y m p a n u j ą c y m „oficjalnie" w danej
epoce i danym k r a j u . Nie w i e c z n o t r w a ł e w i ę c cechy
i w a r t o ś c i ani nie odwieczne r e l i k t y dają w ł a ś c i w y ma­
t e r i a ł dla b a d a ń t a k ż e sztuki ludowej, ale ciągła k o n ­
frontacja z faktami k u l t u r o w y m i i artystycznymi innych
„ p r z o d u j ą c y c h " czy „ p o w s z e c h n i e uznanych" grup spo­
łecznych.
To, o czym t u m ó w i ę , nie jest oczywiście do k o ń c a
p r z e m y ś l a n e . A l e już dzisiaj inaczej niż przed d w u ­
dziestu l a t y o d p o w i e d z i a ł b y m na pytanie: co to jest styl
ludowy? Pytanie to bowiem m o ż e b y ć sensowne t y l k o
dla f a k t ó w czy ich zespołu w o k r e ś l o n y m czasie, miejscu
i dla o k r e ś l o n y c h t w o r ó w .
S u m u j ą c , jestem s k ł o n n y t w i e r d z i ć , że różnice m i e ­
dzy e t n o g r a f i ą e u r o p e j s k ą a „ a n t r o p o l o g i ą " czy etnolo­
gią innych k r ę g ó w cywilizacyjnych polegają nie tyle
na r ó ż n i c a c h morfologicznych czy nawet s t r u k t u r a l n y c h
r ó ż n y c h f a k t ó w k u l t u r o w y c h , ale na s k o m p l i k o w a n y m
u nas u k ł a d z i e p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h . Nasza tzw. k u l ­
t u r a ludowa jest i b y ł a już od dawna poddana zjawisku
bikulturalizmu,
a może multokulturalizmu,
że w i ę c
s t r u k t u r y k u l t u r o w e u nas dalekie są i b y ł y od dawna
od tego zintegrowania, p r z y k ł a d ó w d o s t a r c z a j ą nam ba­
dacze k u l t u r plemiennych. Co w i ę c e j , m y ś l ę , że w b r e w
powszechnym p o g l ą d o m r ó ż n i c e j u ż co prawda nie po­
z i o m ó w k u l t u r y , ale ich jakości nie t y l k o nie b ę d ą się
zmniejszać, ale r o s n ą ć . Wszyscy stajemy bezradni wobec
zasobu w i a d o m o ś c i i d o ś w i a d c z e ń z t y m z w i ą z a n y c h j e d ­
nych ludzi, p r a k t y k i życiowej i zawodowej drugich,
p r o b l e m ó w ż y c i o w y c h t r a p i ą c y c h znów innych. M a l u j ą
nas ś r o d k i tzw, k u l t u r y masowej na jeden kolor, coraz

bardziej j e d n o l i t y i pospolity, ale pod n i m , pod tą
w a r s t w ą , n a r a s t a j ą różnice coraz w z r a s t a j ą c y c h d o ś w i a d ­
czeń: pilot i buchalter m o g ą s ł u c h a ć jednego p r o g r a m u
telewizyjnego, ale t r e ś ć ich życia w e w n ę t r z n e g o , a w i ę c
i t r e ś ć ich k u l t u r y są z u p e ł n i e czy niemal z u p e ł n i e
r ó ż n e . Pod w a r s t w ą jednolitej farby rodzi się z u p e ł n i e
różny materiał ludzki.
W n o s z ę stąd, że etnografia, jako nauka p o r ó w n u j ą c a
r ó ż n e poziomy i „ s u b s t a n c j e " k u l t u r o w e , b ę d z i e istnieć
nadal. Standart oficjalny ma tendencje u n i f i k u j ą c e , ale
r ó ż n i c e r o s n ą , co na odcinku mnie i n t e r e s u j ą c y m , od­
cinku twórczości plastycznej, uwidacznia się zapewne
m . i n . t a k ż e coraz szerszym rozprzestrzenianiem się sztu­
k i nieoficjalnej, zwanej najczęściej a m a t o r s k ą czy s z t u k ą
w s p ó ł c z e s n y c h p r y m i t y w ó w . Odpowiadam tu g ł ó w n i e
na pytanie d o t y c z ą c e tego, j a k i e są determinanty powsta­
wania zjawiska o k r e ś l a n e g o jako sztuka ludowa.
A . J a c k o w s k i : A j a k Pan Profesor w i d z i problem
sztuki ludowej, ustawia wobec siebie takie zjawiska j a k
malarstwo ludowe i malarstwo cechowe?
Jeśli o d n o ś n i e do X V I w i e k u nie m a m y ż a d n y c h
p r z e k a z ó w , ż a d n y c h z a b y t k ó w „ s z t u k i l u d o w e j " z za­
kresu m a l a r s t w a czy rzeźby, to znaczy prac, k t ó r e t w o ­
rzył „ l u d w i e j s k i " — to wedle mojej o p i n i i nie w y n i k a
z tego wcale, że do zakresu b a d a ń w ł a ś n i e etnograficz­
nych nie p o w i n n y w e j ś ć zainteresowania s z t u k ą i n n ą
niż standartowa owego czasu. M a m na m y ś l i s z t u k ę
c e c h o w ą , a raczej s z t u k ę n i e k t ó r y c h o ś r o d k ó w tej sztuki.
Przy sposobności z w r ó c ę u w a g ę , że nasza sztuka o f i c j a l ­
na np. d w o r u k r ó l e w s k i e g o tego czasu — rozpatrywana
w p o r ó w n a n i u np. ze s z t u k ą d w o r s k ą W ł o c h — robi w r a ­
ż e n i e n i e m a l „ l u d o w e j " . Podobny odskok m o ż n a dostrzec
m i ę d z y p r o d u k c j ą c e c h ó w k r a k o w s k i c h czy l w o w s k i c h
a obrazami z dalekich k o ś c i ó ł k ó w wiejskich. W y d a w a ł o
m i się zawsze i wydaje dotąd, że gdy z a i s t n i a ł y ekono­
miczne i psychiczne w a r u n k i dla odbioru o b r a z ó w w f o r ­
mie masowej przez chłopa w X I X w i e k u — d o ś w i a d ­
czenia tego „ o d s k o k u " p o z i o m ó w — b y ł y g ł ó w n ą k o m ­
p o n e n t ą nie t y l k o p r o c e d e r ó w technicznych, ale i stylu
„ l u d o w y c h o b r a z ó w " . D l a k a ż d e g o w i ę c p r z e k r o j u dzie­
jowego trzeba b u d o w a ć r ó ż n e w a r s t w y p o z i o m ó w sztuki,
co nota bene nie ma nic w s p ó l n e g o z ich w a r t o ś c i ą a r t y ­
s t y c z n ą , j a k to j u ż gdzie indziej wielokrotnie p o d k r e ś l a ­
łem.

ZOFIA SZYFELBE.IN-SOKOLEWICZ
Zespół p y t a ń przedstawionych przez R e d a k c j ę został
w r ę c z prowokacyjnie w y b r a n y i nie c h c i a ł a m dać się
s p r o w o k o w a ć aż do momentu wypowiedzi prof. Piwockiego. Pan profesor d o t k n ą ł sprawy, k t ó r a w etnografii
jest n i e s ł y c h a n i e w a ż n a , i to z a r ó w n o od strony teore­
tycznej, jak i od strony b a d a ń k o n k r e t n i e historycznych,
b a d a ń empirycznych; chodzi tu o m o ż l i w o ś ć cbjęcia
j e d n ą a p a r a t u r ą p o j ę c i o w ą i w y c i ą g a n i e w n i o s k ó w z ba­
d a ń nad tzw. s p o ł e c z e ń s t w a m i p i e r w o t n y m i i k u l t u r a m i
europejskimi łącznie. To, co nazywamy s p o ł e c z e ń s t w a m i
p i e r w o t n y m i , stanowi całość bardzo r ó ż n o r o d n ą , w ob­
r ę b i e k t ó r e j m o ż e m y o d n a l e ź ć tzw. k u l t u r y c h ł o p s k i e .
Na p r z y k ł a d prace d o t y c z ą c e części A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
to w ł a ś n i e prace d o t y c z ą c e s t r u k t u r agrarnych. H i s t o ­
rycy i e k o n o m i ś c i toczą d ł u g i e dyskusje, czy te s p o ł e ­
c z e ń s t w a kopieniacze m o ż n a n a z w a ć c h ł o p s k i m i . W tej
c h w i l i przewaga jest po stronie tych, k t ó r z y sądzą, że
są to k u l t u i y t y p u chłopskiego. W z w i ą z k u z t y m w y ­
daje m i się, że podobnie j a k w badaniach nad podsta-

193

�warni gospodarczymi tych społeczności m o ż e m y w y k o ­
r z y s t a ć całą a p a r a t u r ę p o j ę c i o w ą ekonomii i przepro­
w a d z i ć analogie w stosunku do p r o c e s ó w europejskich;
jeżeli m o ż e m y p r z e p r o w a d z a ć p o r ó w n a n i a
czynników
kulturotwórczych i mechanizmów procesów
kulturo­
w y c h itd., to samo m o ż n a zrobić w zakresie sztuki.
W k a ż d y m razie będzie u s i ł o w a ł to n i e w ą t p l i w i e robić
etnograf, oczywiście nie ten z czasów Tylora, o k t ó r y m
w s p o m i n a ł profesor P i w o c k i , a k t ó r y chyba nie istnieje
już dzisiaj, ale ten, k t ó r y p o s ł u g u j e się p o j ę c i e m k u l ­
tury w ujęciu s t r u k t u r a l n y m czy f u n k c j o n a l n o - s t r u k t u r a l n y m . Wydaje się, że jest to jedno z założeń, k t ó r e
m o ż e m i e ć konsekwencje przynajmniej dla mojego i n ­
dywidualnego stosunku do n i e k t ó r y c h k w e s t i i tutaj po­
ruszonych.
Gdyby p o d j ą ć temat, k t ó r y p o r u s z y ł profesor Piwocki,
m ó w i ą c o determinantach powstawania zjawiska zwa­
nego k l u t u r ą l u d o w ą , m o ż n a by założyć, że u podstaw
tego zjawiska leży z r ó ż n i c o w a n i e społeczne, k t ó r e g o d a l ­
szym n a s t ę p s t w e m b y w a polaryzacja k u l t u r y . P o l a r y ­
zację k u l t u r y obserwujemy przede w s z y s t k i m w s p o ł e ­
c z e ń s t w a c h agrarnych, pasterskich, nie
obserwujemy
jej w s p o ł e c z e ń s t w a c h zbierackich, w y s t ę p u j e natomiast
w typach mieszanych: pastersko-agrarnych, a zwłaszcza
wtedy, gdy pasterze z a w o j u j ą j a k ą ś g r u p ę rolniczą. Są
na to liczne dowody w materiale a m e r y k a ń s k i m i afry­
k a ń s k i m . Wydaje m i się, że sprawa z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego p r o w a d z ą c e g o do polaryzacji k u l t u r y , p r o c e s ó w
dzielących się, a w k a ż d y m razie nie z a c z y n a j ą c y c h się
j e d n o c z e ś n i e , to sprawa ustalenia zespołu c z y n n i k ó w ,
o d g r y w a j ą c y c h p i e r w s z o r z ę d n ą rolę przy powstawaniu
k u l t u r y ludowej. Co sprzyja jego zachowaniu się i czy
jest to zjawisko, k t ó r e w p e w n y m momencie zanika?
W moim dość g ł ę b o k i m przekonaniu zachowaniu się tego
zjawiska sprzyja izolacja k u l t u r o w a danej grupy, przy
czym izolacja ta nie m u s i być izolacją p r z e s t r z e n n ą ;
m o ż e to b y ć izolacja prawna, duchowa czy o ś w i a t o w a .
I s t n i e j ą w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j k a n a ł y informacji, k t ó r e
o b e j m u j ą g r u p ę chłopską, notujemy też k o n t a k t y m i ę d z y c h ł o p s k i e p o m i ę d z y r ó ż n y m i k r a j a m i Europy, nato­
miast sieć k a n a ł ó w informacji p o m i ę d z y w a r s t w a m i e l i ­
t a r n y m i a w a r s t w a m i nieelitarnymi, nawet jeżeli za­
m i e s z k u j ą to samo t e r y t o r i u m , jest n i e w ą t p l i w i e s k ą p a
i nie odgrywa b o d ź c o w e j k u l t u r o t w ó r c z e j r o l i poza t y m ,
że w j a k i m ś m i n i m a l n y m zakresie istnieje i objawia
się nawet w postaci przejmowania przez k l a s ę n i e e l i t a r n ą takich czy innych treści. Niemniej jednak nie m a m y
do czynienia ze s p o ł e c z e ń s t w e m , gdzie sieć k a n a ł ó w
informacji jest tak r ó w n o m i e r n i e rozprowadzona, że
prowadzi do integracji tego s p o ł e c z e ń s t w a na bazie r ó w ­
nouprawnienia, a w r ę c z odwrotnie — jest to taka sieć
kanałów, która mimo istniejącej wymiany
kulturowej
prowadzi do izolacji pewnej grupy społecznej. Jak długo
t r w a taka izolacja, tak d ł u g o m o ż e t r w a ć j e d n o c z e ś n i e
zjawisko, nazywane przez nas zjawiskiem k u l t u r y l u ­
dowej. Wraz z przerwaniem tej izolacji nie zanika
natychmiast k u l t u r a ludowa; procesy przemian t r w a j ą
chyba przez dość długi okres czasu. Wydaje m i się j e d ­
nak, że w Polsce już od dawna zjawisko izolacji w a r s t w
c h ł o p s k i c h zostało p r z e ł a m a n e , a odnawianie się k u l t u r y
ludowej nabiera charakteru epigonalnego.
G r u p y c h ł o p s k i e w Polsce w y r ó ż n i a j ą się od innych
na innej już zasadzie niż 150 lat temu, ale na wsiach
obserwujemy nadal jeszcze zjawiska, k t ó r e n a z w a l i b y ś ­
my k u l t u r ą l u d o w ą . Jednak ten w ł a ś c i w y zespół w a r u n ­
k ó w , k t ó r y j ą p o w o ł a ł do życia i r o z w i j a ł , zanika i ja
osobiście, nie m a r t w i ą c się o to zresztą specjalnie, bo
Wydaje m i się, że etnografowie w c i ą ż m a j ą i b ę d ą m i e l i
wiele do roboty, u w a ż a m , że obserwujemy koniec k u l -

194

tury ludowej. M i m o że w formach r e l i k t o w y c h będzie
ona m o g ł a i s t n i e ć jeszcze bardzo długo, na jej miejsce
w e j d ą inne s t r u k t u r y k u l t u r o w e , t y m bardziej nas m y ­
lące, że w c h ł a n i a j ą c e wiele f o r m z przeszłości. P o s ł u ż ę
się tutaj m a ł y m p r z y k ł a d e m empirycznym. R o b i ł a m
k i e d y ś d o k u m e n t a c j ę do malowanek z a l i p i a ń s k i c h i roz­
m a w i a ł a m z m a l a r k a m i . P y t a ł a m , dlaczego tak w ł a ś n i e
m a l u j ą , j a k i e sposoby malowania najbardziej się i m po­
dobają, j a k oceniają siebie wzajemnie, czy u w a ż a j ą , że
k w i a t y p o w i n n y b y ć podobne do p r a w d z i w y c h k w i a t ó w
i t d . W ó w c z a s jedna z nich p o w o ł a ł a się na autorytety
d w ó c h p r o f e s o r ó w e t n o g r a f ó w . W e d ł u g opinii jednego
s t y l ludowy w ł a ś n i e polega na t y m , że powinno się m a ­
l o w a ć k w i a t y j a k najbardziej podobne do tych, k t ó r e
istnieją, a więc n a l e ż y o p r a c o w y w a ć k a ż d ą żyłkę na l i ś ­
ciu, c i e n i o w a ć kolor liścia. D r u g i natomiast z t y c h p r o ­
f e s o r ó w był odmiennego zdania, ale r ó w n i e ż „nie poz­
walał w y m y ś l a ć tych k w i a t ó w z głowy".
Przyznam się, że nigdy tego m a t e r i a ł u nie opubliko­
w a ł a m , m o ż e ze w z g l ę d u na wspomniane autorytety, ale
w p ł y n ą ł on w zasadniczy sposób na moje późniejsze
p o g l ą d y . Nie ulega bowiem w ą t p l i w o ś c i , że mamy w
Z a l i p i u do czynienia ze s c h y ł k o w y m i f o r m a m i sztuki
ludowej, k t ó r e nie z n a j d u j ą już oparcia we w ł a s n e j
społeczności.
W dyskusjach na temat sztuki ludowej z a u w a ż y ł a m
zbyt w y r a ź n e d ą ż e n i e do pewnych w y c z e r p u j ą c y c h po­
d z i a ł ó w : np. k u l t u r a w a r s t w e l i t a r n y c h i k u l t u r a w a r s t w
nieelitarnych. Chcemy, żeby nam się to j a k o ś wszystko
dzieliło, żeby to był podział logicznie w y c z e r p u j ą c y ; nie
domagamy się, aby był j e d n o c z e ś n i e podział wyczer­
p u j ą c y rzeczywistość, o d p o w i a d a j ą c y ściśle tej
rze­
czywistości. I wobec tego p o d z i a ł o m , k t ó r e m o g ą m i e ć
charakter roboczy, u ł a t w i a j ą c y nam d o s t r z e ż e n i e pew­
nych zjawisk, k t ó r e m o g ą w i ę c m i e ć charakter w y ł ą c z ­
nie instrumentalny — przydajemy j a k i e ś znaczenie
rzeczywiste, znaczenie przedmiotu, tak jak istnieje stół
czy tablica na tej sali. Jest to chyba bardzo niebezpiecz­
na postawa, p o n i e w a ż nie ulega w ą t p l i w o ś c i , iż zja­
wiska, k t ó r e badamy, nigdy nie b ę d ą o b j ę t e przez nas
w całości, c a ł k o w i c i e ; zawsze b ę d z i e m y badali j a k i ś
aspekt tego procesu, a przeprowadzane p o d z i a ł y służą
nam t y l k o do u z m y s ł o w i e n i a sobie pewnej strony prze­
b i e g a j ą c e g o procesu historycznego.
P o z w o l ę sobie d a ć p r z y k ł a d już nie z zakresu p o l ­
skiej sztuki ludowej, ale z terenu Chin. Etnografowie,
p r z y j e ż d ż a j ą c na j a k i ś teren, zwykle u s t a l a j ą , że ludzie
tam b u d u j ą takie i takie domy, chodzą w takich czy
innych ubraniach, m a j ą takie czy inne zwyczaje. Znam
znakomity m a t e r i a ł c h i ń s k i , w k t ó r y m opisywano w ł a ś ­
ciwości pewnej grupy koło Hongkongu i m.in. k t ó r y ś
z i n f o r m a t o r ó w ha pytanie, czy wdowa m o ż e w y j ś ć
po raz drugi za mąż', o d p o w i e d z i a ł , że nie, w d o w a nie
m o ż e w y j ś ć po raz drugi ża m ą ż , bo „ m y , Chińczycy,
nigdy nie pozwalamy w d o w o m po raz d r u g i w y c h o d z i ć
za m ą ż " . K i e d y rozpoczęto badania konkretne, e m p i ­
ryczne, okazało się, że wiele w d ó w wychodzi ponownie
za m ą ż , ale stereotyp jest t a k i , że „ m y , Chińczycy, nie
pozwalamy wdowom w y c h o d z i ć po raz drugi za m ą ż " .
K a ż d a z grup, c h a r a k t e r y z u j ą c a się o k r e ś l o n ą k u l ­
t u r ą , posiada j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y siebie sa­
m y c h i j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y swoich s ą s i a d ó w
i k a ż d a z tych grup dla tego stereotypu w y b i e r a j a k i e ś
symbole. Powstaje problem, co m o ż e stać się t a k i m s y m ­
bolem. Symbolem naszej k u l t u r y narodowej jest s t r ó j
ł o w i c k i czy k r a k o w s k i . Te symbole k u l t u r y narodowej
zostały wybrane nie na tej zasadzie, że wszycy ludzie
czy ich większość w strojach łowickich chodzi. Istnieje
cały mechanizm, k t ó r y d o p r o w a d z i ł do tego, że ten s t r ó j

�l u d o w y w ł a ś n i e o s i ą g n ą ł r a n g ę symbolu narodowego.
M a m y cały zespół symboli, k t ó r e u z y s k u j ą j a k ą ś o p r a w ę
ideologiczną, k t ó r e m a j ą coś oznaczać i w rezultacie
dochodzimy do czegoś, co m o ż n a by n a z w a ć mitologią
n a r o d o w ą . Dochodzimy do takiego zespołu symboli, k t ó r y
w zasadzie, g d y b y ś m y całą ideologię za t y m k r y j ą c ą się
p r ó b o w a l i r o z s z y f r o w a ć — ma nam o d p o w i e d z i e ć na p y ­
tanie, k i m s ą w ł a ś c i w i e ludzie t y m symbolem się p o s ł u ­
gujący, czy jest to j a k a ś jedna grupa, s k ą d się oni w y ­
w o d z ą i t d . G d y b y ś m y p o r ó w n a l i zespół tych symboli
i wszystkie opowieści, k t ó r e z t y m i symbolami się
w i ą ż ą •— w Polsce np. z m i t a m i a u s t r a l i j s k i m i — m o g l i ­
b y ś m y sobie u z m y s ł o w i ć , że jest to ten sam t y p mecha­
nizmu i że w rezultacie m a m y do czynienia z j a k i e g o ś
r z ę d u mitologią. W gruncie rzeczy mitologia grecka od­
p o w i a d a ł a na r ó ż n e pytania d o t y c z ą c e pochodzenia da­
nego ludu, pochodzenia Boga czy ś w i a t a , a w t y m w y ­
padku m i t y narodowe o d p o w i a d a j ą na pytania doty­
czące pochodzenia danego narodu i jego stosunku do
swoich s ą s i a d ó w .
W zespole symboli narodowych znajduje się bardzo
istotne miejsce dla k u l t u r y ludowej dlatego, że cały
szereg f a k t ó w z k u l t u r y ludowej został podniesiony do
rangi t a k i c h narodowych symboli. N i e w ą t p l i w i e w E u r o ­
pie s t a ł o się to wszystko w y r a ź n i e j niż na p o z o s t a ł y c h
kontynentach, p o n i e w a ż ruchy narodowe w i e k u X I X ,
ruchy regionalistyczno-separatystyczne w i e k u X X sprzy­
j a ł y temu zjawisku. Co w i ę c e j , sytuacja stanu c h ł o p ­
skiego w X I X i X X w . d o p r o w a d z i ł a do utworzenia
p a r t i i c h ł o p s k i c h , k t ó r e p o s i a d a ł y o k r e ś l o n e programy
polityczne. S z u k a ł y
one
jakiegoś
uzasadnienia
tej
p o l i t y k i nie t y l k o w sprawach ekonomicznych, ale r ó w ­
nież d ą ż y ł y do nobilitacji swojej ideologii i w z w i ą z k u
z t y m z a i s t n i a ł o zagadnienie f o l k l o r u w programach
politycznych p a r t i i c h ł o p s k i c h w Europie. G d y b y ś m y
zanalizowali d o ż y n k i u r z ą d z a n e przez wiciarzy z Rzeszo­
wa, z n a l e ź l i b y ś m y w tych d o ż y n k a c h elementy wesela
i w i e l u innych o b r z ę d ó w . Na pytanie etnografa, dlaczego
to czy tamto jest w z i ę t e z wesela, bo dawniej tego nie
było, pada o d p o w i e d ź : tak, to nie z dożynek, ale to jest
przecież nasze, z tej w s i .
Sens o b r z ę d u d o ż y n e k zaginął zupełnie, została t y l k o
jego strona widowiskowa, i wobec tego ludzie w n a j ­
lepszym przekonaniu k o r z y s t a j ą z zespołu kulturalnego,
k t ó r y m d y s p o n u j ą , i do posiadanych form d o d a j ą dziś
zupełnie inne treści. Wydaje m i się m i m o wszystko,
że w ł a ś n i e dlatego, iż to się dzieje w z u p e ł n i e i n n y m
czasie i ma z u p e ł n i e inne cele — dlatego w ł a ś n i e to
już nie jest k u l t u r a ludowa, aczkolwiek — nie ulega
to dla mnie ż a d n e j w ą t p l i w o ś c i •— musi być przedmio­
tem zainteresowania etnografa. Jest to zespół f a k t ó w ,
k t ó r e m a j ą już i n n y splot u w a r u n k o w a ń . Ł a t w i e j jest
p o r ó w n y w a ć społeczności agrarne A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
ze s p o ł e c z e ń s t w a m i c h ł o p s k i m i Europy w i e k u X I X niż
zjawiska k u l t u r y ludowej X V I I I w i e k u w Polsce z t ą
k o n t y n u a c j ą , k t ó r ą znajdziemy w w i e k u X X , jeżeli pod
u w a g ę tutaj bierzemy nie s a m ą f o r m ę przedmiotu, lecz
cały zespół u w a r u n k o w a ń .
Na t y m c h c i a ł a b y m zakończyć, t y l k o nie nasuwa m i
się nic takiego, czym m o ż n a by m o j ą w y p o w i e d ź p o d ­
s u m o w a ć . Chodzi m i po prostu w tej c h w i l i o to, że
m a m y z jednej strony r z e c z y w i s t o ś ć h i s t o r y c z n ą i t ą
r z e c z y w i s t o ś c i ą jest s t a ł e w y s t ę p o w a n i e takich czy i n ­
nych f o r m a r c h i t e k t u r y l u b stroju, z czym w i ą ż e się
cały zespół u w a r u n k o w a ń . D r u g ą s p r a w ą jest nasza
aparatura pojęć ogólnych, przy pomocy k t ó r y c h badamy
tę rzeczywistość, i wydaje m i się, że tych p o j ę ć ogólnych
nie m o ż e m y b r a ć za r z e c z y w i s t o ś ć . Pojęcia ogólne ni'ę

p r e t e n d u j ą do p e ł n e j „ o s t a t e c z n e j " a d e k w a t n o ś c i wobec
rzeczywistości k u l t u r o w e j , są one natomiast nieodzow­
nym narzędziem w rozwiązywaniu określonych zadań
poznawczych. M u s i m y p r z y d a w a ć pojęciu k u l t u r y l u ­
dowej historyczne treści, ale nie m o ż e m y samego tego
pojęcia t r a k t o w a ć za rzeczywistość h i s t o r y c z n ą . Są to
chyba dwie r ó ż n e kwestie i p r z y k ł a d e m , j a k bardzo są
różne, m o ż e być to, że inaczej przedstawia się zróż­
nicowanie etnograficzne, z r ó ż n i c o w a n i e k u l t u r o w e danej
społeczności, a z u p e ł n i e inne mechanizmy z a d e c y d u j ą
o t y m , j a k i e fakty k u l t u r o w e z o s t a n ą w y b r a n e za symbol
tej w s p ó l n o t y . W dodatku m o ż e się o k a z a ć , że stereoty­
p ó w k u l t u r y narodowej m o ż e być wiele w danym zespole
ludzi; że nie b ę d z i e jednego stereotypu k u l t u r y narodo­
wej, lecz b ę d z i e wiele s t e r e o t y p ó w . Tak samo nie b ę d z i e
jednego a wiele s t e r e o t y p ó w k u l t u r y ludowej.
A p e l o w a ł a b y m jeszcze, by p o r ó w n y w a ć s p o ł e c z e ń s t w a
agrarne bez w z g l ę d u na to, czy z n a j d u j ą się one w E u r o ­
pie, czy poza nią, ze s p o ł e c z e ń s t w a m i europejskimi, bo
wydaje się, że u podstaw k u l t u r y ludowej leży w ł a ś n i e
polaryzacja k u l t u r y , k t ó r a n a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e w
k u l t u r a c h agrarnych. Wydaje się t a k ż e , że w tej c h w i l i
w Polsce m a m y nie t y l k o (jeszcze?) s z t u k ę l u d o w ą czy
k u l t u r ę l u d o w ą w ich s c h y ł k o w y c h formach, ale r ó w ­
nież k u l t u r ę m a s o w ą i s z t u k ę a m a t o r s k ą .

ANNA KOWALSKA-LEWICKA
Wydaje m i się, że h i s t o r i ę sztuki ludowej, a zarazem
k u l t u r y ludowej m o ż n a podzielić na pewne fazy rozwo­
jowe. W n a j w c z e ś n i e j s z e j fazie m i e l i b y ś m y do czynie­
nia z k u l t u r ą j e d n o l i t ą , k t ó r ą m o ż n a by n a z w a ć , zgodnie
z t y m , co t u powiedziano, k u l t u r ą p l e m i e n n ą , kiedy to
nie istnieje jeszcze z r ó ż n i c o w a n i e sztuki, a siła t r a d y c j i
kontrolowana przede wszystkim autorytetem r e l i g i j n y m
obejmuje wszystkie w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a ; kiedy t w ó r ­
cami sztuki są p r z e w a ż n i e m o ż e nie t y l e przedstawiciele
w a r s t w y n a j w y ż s z e j , co w k a ż d y m razie grupa, k t ó r a
tworzy na z a m ó w i e n i e tych w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Nie
istnieje wtedy różnica m i ę d z y k u l t u r ą dołów s p o ł e c z ­
nych i w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Tutaj ż a d n e j r o l i nie od­
g r y w a jeszcze kwestia z r ó ż n i c o w a n i a społecznego.
Na terenie A m e r y k i Ł a c i ń s k i e j do c h w i l i przybycia
tam H i s z p a n ó w i s t n i a ł y doskonale zorganizowane p a ń ­
stwa, k t ó r e m i a ł y w ł a s n e pismo, l i t e r a t u r ę p i ę k n ą i roz­
w i n i ę t e inne działy s z t u k i ; z r ó ż n i c o w a n i e s p o ł e c z n e
było tam tak silne, że m o ż n a je p o r ó w n a ć z kastowością — ale nie było ż a d n e g o z r ó ż n i c o w a n i a w zakresie
sztuki. W y s t ę p o w a ł y t y l k o r ó ż n i c e ilościowe, a nie j a ­
kościowe.
W tej fazie rozwój sztuki jest silnie ograniczony nor­
m a m i t r a d y c y j n y m i . Nie ma wtedy z r ó ż n i c o w a n i a sztuki
na e l i t a r n ą i l u d o w ą choćby dlatego, że wszyscy w r ó w ­
n y m stopniu są w swej twórczości i s w y m sposobie
m y ś l e n i a k o n t r o l o w a n i z góry.
Druga faza to faza rozbicia się s p o ł e c z e ń s t w a na
grupy elitarne. W Europie za p u n k t z w r o t n y m o ż e b y ć
u w a ż a n e oparcie się na k u l t u r z e ł a c i ń s k i e j . Polska w
X w i e k u wdFlódzi w o r b i t ę w p ł y w ó w p o ł u d n i o w o z a c h o d niej Europy i w ó w c z a s w a r s t w a r z ą d z ą c a odbiega od
swej dawnej narodowej k u l t u r y , w z o r u j ą c się na p r z y ­
k ł a d a c h obcych. P r z e ł o m o w y m , w dziejach naszej k u l ­
t u r y , s t a ł się zapewne moment, kiedy to n a s t ą p i ł o roz­
dzielenie s p o ł e c z e ń s t w a na dwie grupy, z k t ó r y c h k a ż d a
s t w o r z y ł a s w o j ą k u l t u r ę . K u l t u r a elitarna, oparta o obce
c b r z e ś c i j a ń s k o - ł a c i ń s k i e wzory, b y ł a kontrolowana pew-

195

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5890" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5870">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/79ad20e14438c53a50ea6bd53e755dd7.pdf</src>
        <authentication>b66612e6586293131ba266d74dffc5e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70236">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70237">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70238">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70239">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4616</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70240">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70241">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70242">
                <text>Piwocki, Ksawery</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70243">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70244">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70245">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70246">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70247">
                <text>wiekiem X V I k u l t u r a b y ł a bardziej jednolita niż od
tego czasu, gdyż rodziła się silna i o d r ę b n a k u l t u r a
w a r s t w tzw. w y ż s z y c h . Jej n i e w ą t p l i w ą b a z ą b y ł a u m i e ­
j ę t n o ś ć czytania. A l e i podziały klasowe, chociaż istot­
ne, nie b y ł y w p e ł n i miarodajne. K a ż d y szlachcic (poza
n i e k t ó r y m i zagonowymi) czytał, ale czytać u m i e l i i kupcy
m a ł o m i a s t e c z k o w i , i majstrzy bardziej „ u c z o n y c h za­
w o d ó w ' , i ich czeladnicy. Np. przed p i e r w s z ą w o j n ą
ś w i a t o w ą na U k r a i n i e wszyscy cieśle wiejscy i ich cze­
ladnicy, z e w n ę t r z n i e nie r ó ż n i ą c y się od chłopów, umieli
czytać i p i s a ć , choć ogół w i e j s k i był analfabetyczny. Czy
w i ę c sztuka •— t w ó r tych cieśli •— b y ł a s z t u k ą r z e m i e ś l ­
niczą czy „ l u d o w ą " ? B y ł a inna niż cieśli miejskich
i inna w konstrukcjach niż uczono s t u d e n t ó w politech­
nik. W ł a ś n i e inna... Sprawa w i ę c ze s z t u k ą l u d o w ą jest
bardzo skomplikowana, jeśli w e ź m i e m y np. pod u w a g ę ,
że cieśle ci b u d o w a l i nie t y l k o chaty, ale t a k ż e cerkwie,
czy kościoły, nie t y l k o lamusy dworskie, ale i same
dwory. Cóż, trzeba znów p o r ó w n y w a ć konkretne f a k t y
artystyczne p o w s t a ł e w t y m samym czasie. Levy Strauss
twierdzi, że r o z w ó j k u l t u r y powstaje z różnicy pozio­
m ó w s p o ł e c z n y c h i k u l t u r a l n y c h , i energia k u l t u r y
rodzi się z tych p o z i o m ó w j a k w maszynach termody­
namicznych. J e d y n ą w i ę c m e t o d ą b a d a w c z ą wydaje m i
się mierzenie tych poziomów, p o r ó w n y w a n i e ich. Do
tego oczywiście w badaniach sztuki dochodzi jeszcze
konieczność wydawania s ą d ó w w a r t o ś c i u j ą c y c h , k t ó r e
nie są niczym i n n y m j a k p r ó b ą uczciwego dotarcia do
w y m o w y , do ekspresji form, przekazanych nam przez
k a ż d y ze wspomnianych p o z i o m ó w k u l t u r o w y c h .
-

KSAWERY PIWOCKI

„Cywilizacja zachodnia staje się coraz bardziej zło­
żona, o b e j m u j ą c całą z a m i e s z k a ł ą Z i e m i ę , ale zdaje się
u z e w n ę t r z n i a ć co raz też w y r a ź n i e j pewne rysy r ó ż ­
n i c u j ą c e , k t ó r e w i n n e i n t e r e s o w a ć antropologa.
Jak
długo p o s t ę p o w a n i e drugiego człowieka nie jest dla
k a ż d e g o innego z u p e ł n i e "-przeźroczyste-", tak długo b ę d z i e
m o ż n a b a d a ć te różnice. Jak długo sposób zachowania
się, pracy pewnych ludzi b ę d ą problemami dla innych —
pozostaje miejsce dla refleksji nad t y m i r ó ż n i c a m i , k t ó r e
pod f o r m ą co raz to o d m i e n n ą b ę d ą t w o r z y ć r a c j ę b y t u
dziedziny antropologii".*

W wypowiedziach na temat k u l t u r y Mongolii zain­
t e r e s o w a ł o mnie bardzo stwierdzenie, że m i ę d z y pasterza­
m i i szlachtą tamtejszą istniała jedność kultury. Utwier­
dza m n i e to w przekonaniu, k t ó r e w y r a z i ł e m w polemice
z drem Abramowiczem, że w p o c z ą t k a c h p a ń s t w a p o l ­
skiego nie i s t n i a ł a k u l t u r a ludowa, p o n i e w a ż w p r a k ­
tyce niemal nie i s t n i a ł a r ó ż n i c a p o z i o m ó w . Nie wszelkie
z r ó ż n i c o w a n i a społeczne p o w o d u j ą z r ó ż n i c o w a n i a k u l ­
t u r y albo też p o w o d u j ą je nie we wszystkich jej ele­
mentach. M a t k a moja b y ł a z i e m i a n k ą z Podola i jako
dziecku ś p i e w a ł a m i nie t y l k o ruskie k o ł y s a n k i i opo­
w i a d a ł a ruskie b a j k i (po prostu dlatego, że n a u c z y ł a
się ich od swoich ruskich nianiek), ale p r z e k a z a ł a m i
też wiele „ p r z e s t r ó g " t y p u magicznego, w k t ó r e na poły
w i e r z y ł a . Taka mieszanka t r e ś c i k u l t u r o w y c h (nie i n t e ­
gracja, b y ł o b y to za d u ż e słowo) m i ę d z y w a r s t w ą zie­
m i a ń s k ą , c h ł o p s k ą i r ó ż n y m i w a r s t w a m i p o ś r e d n i m i od­
d z i a ł y w a ł a w i ę c na obie strony. P o j ę c i e „ G e s u n k e n e s
Gut" nie ma dla m n i e w a l o r u jednokierunkowego: b a l ­
lady Mickiewicza to też swoisty „ G e s u n k e n e s Gut". Spra­
w ę k o m p l i k u j e tu oczywiście styl, forma tych p r z e n i k a j ą ­
cych i m i e s z a j ą c y c h się t r e ś c i . Pan p o w i e d z i a ł , że styl
jest ideologią. Tak, bo forma stylowa niesie ze sobą
t r e ś c i n i e z a l e ż n e od tematu m o t y w u p r z e j ę t e g o z. innej
w a r s t w y k u l t u r o w e j . Są jednak przedmioty k u l t u r y ,
k t ó r y c h styl nie zmienia się m i m o f l u k t u a c j i m i ę d z y
poszczególnych w a r s t w a m i . Np. medalik na szyję. Przed­
mioty tego t y p u gromadzimy w muzeach etnograficz­
nych, ale takie same m o ż e k u p i ć p o b o ż n a żona k a ż d e g o
z nas i powiesić na szyi dziecka. Tutaj forma i t r e ś ć
są tak ze sobą splecione, że nie odczuwa się już — poza
bardzo reprezentacyjnymi okazjami —
konieczności
zmiany stylu, Tak samo ma się sprawa z nożem czy
widelcem. Są to formy gotowe, k t ó r e b ę d ą p r a w d o p o ­
dobnie t r w a ł y w i e k i , bo kto i po co ma w y m y ś l a ć no­
w y nóż?

W trakcie prac nad muzycznym r ę k o p i s e m znajdu­
j ą c y m się w Bibliotece J a g i e l l o ń s k i e j , sygnatura akce­
syjna 127/56, k t ó r y został o d k r y t y przed p a r u laty w
o k ł a d c e unickiego m s z a ł u z 2.połowy X V I I w. noszącego

I s t n i e j ą w i ę c formy c a ł k o w i c i e zintegrowane, ale ist­
nieją t a k ż e mocno i coraz mocniej r ó ż n i c u j ą c e się. Przed

* Claude Marcheix et Edmond Marc, Vers une
sation planetaire. Paris 1962, s. 119.

JAN STĘSZEWSKI
Po ekskursji do dalekiej M o n g o l i i p r o p o n u j ę p o w r ó t
do Polski, ale ze z m i a n ą dziedziny sztuki z plastycznej
na m u z y c z n ą . To, o czym zamierzam m ó w i ć , będzie o p i ­
saniem z u p e ł n i e niespodziewanej przygody naukowej,
k t ó r a w y d a r z y ł a m i się pod koniec ubiegłego roku.
Sądzę, że moje refleksje b ę d ą w o d ą na m ł y n k o l . Jac­
kowskiego, k t ó r e g o podejrzewam o b r z y d k i zamiar spro­
wokowania nas do otwartego przyznania się, że na te­
mat definicji sztuki ludowej niewiele, a w ł a ś c i w i e nic
pewnego p o w i e d z i e ć nie potrafimy, i że pojęcie sztuki
ludowej jest m o ż l i w e do zdefiniowania t y l k o d r o g ą
arbitralnego wyznaczenia pola obserwacji. Co gorzej,
wydaje się, że praktyczne stosowanie p i ę k n y c h teore­
tycznie definicji sztuki ludowej i k r y t e r i ó w w y r ó ż n i a ­
nia w y t w o r ó w , k t ó r e z a s ł u g u j ą na miano ludowej sztu­
k i , napotyka jeszcze w i ę k s z e t r u d n o ś c i . Przy okazji na­
w i ą ż ę do tej części wypowiedzi pani dr Sokclewicz,
w k t ó r e j m ó w i ł a o zagadnieniu a u t o r y t e t ó w w nauce.

civili­

217

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5891" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5871">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/0fdf743c39d5173158fd7b4cd7fb863e.pdf</src>
        <authentication>54a65285906f21b21e431ba1fa68d96e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70249">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70250">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70251">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70252">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4614</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70253">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70254">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70255">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70256">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70257">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70258">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70259">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70260">
                <text>ANNA KOWALSKA-LEWICKA

JACEK OLĘDZKI

Pan tutaj p r z e d s t a w i ł jeszcze jeden dodatkowy prosblem. Na terenie Europy jednak w t y m stopniu tych
rzeczy nie obserwujemy, p o n i e w a ż mamy w większości
p a ń s t w a jednonarodowe. Chociaż na r u b i e ż a c h Polski
mamy mniejszości, ich jednak sztuka nie będzie s z t u k ą
l u d o w ą p o l s k ą , t y l k o l i t e w s k ą czy b i a ł o r u s k ą . Podobnie
1est na terenie A m e r y k i P o ł u d n i o w e j . T a m za o b o w i ą ­
zującą, n a r o d o w ą u w a ż a się k u l t u r ę grupy kreolskiej,
fctóra tej k u l t u r y jednak nie s t w o r z y ł a , lecz p r z e j ę ł a
z Hiszpanii. N a j w i ę k s z y n ę d z a r z m ó w i ą c y po h i s z p a ń s k u
czy portugalsku zalicza się do grupy kreolskiej i czuje
się z jej k u l t u r ą z w i ą z a n y . To, co u w a ż a się tam za
k u l t u r ę „ l u d o w ą " , to k u l t u r a miejscowych I n d i a n . T y m ­
czasem k u l t u r o w o i j ę z y k o w o jest to z u p e ł n i e inny nurt,
k t ó r y został siłą wcielony, w r a z z k u l t u r ą k r e o l s k ą , do
jednego organizmu politycznego, nie m a j ą c ani jedna­
k o w y c h z k r e o l a m i t r a d y c j i , ani p r a w politycznych
i społecznych.

Sztuce ludowej w Polsce p o ś w i ę c o n o j u ż sporo prac;
zwłaszcza na lamach „Polskiej Sztuki Ludowej", a wciąż
p r z y b y w a j ą nowe i n t e r e s u j ą c e pozycje. Odczuwa się'
jednak niedostatek w i a d o m o ś c i , k t ó r e p o z w o l i ł y b y roz­
szerzyć n a s z ą o r i e n t a c j ę w t y m ^przedmiocie' o znajo­
mość s t o s u n k ó w w i n n y c h krajach europejskich, a na­
wet pozaeuropejskich.

Wydaje m i się, że p o w i n n i ś m y się t r z y m a ć t y c h norm,
j a k i e p r z y j ę l i ś m y dla terenu Europy, i u w a ż a ć za „ k u l ­
t u r ę l u d o w ą " k u l t u r ę w y t w o r z o n ą w o b r ę b i e jednego
organizmu narodowego przez te grupy, k t ó r e nie par­
t y c y p u j ą w p e ł n i w jednolitej kulturze elitarnej. Z a n i m
n a s t ą p i ł p o d z i a ł na k u l t u r ę e l i t a r n ą i l u d o w ą , i s t n i a ł a
jednolita k u l t u r a , k t ó r ą umownie m o ż e m y n a z w a ć k u l ­
t u r ą l u d o w ą sensu largo l u b , jeśli nam to bardziej od­
powiada, k u l t u r ą p l e m i e n n ą .
'
'

W y n i k i b a d a ń A . Abramowicza i K . Piwockiego po­
z w a l a j ą na s f o r m u ł o w a n i e n a s t ę p u j ą c e g o pytania: czy
rozpad k u l t u r y na o d r ę b n e n u r t y rozwojowe w i ą ż e się
z k a ż d y m w a r i a n t e m s t o s u n k ó w feudalnych? A b y odpo­
w i e d z i e ć na to pytanie jak też lepiej r o z u m i e ć s y t u a c j ę
z n a n ą nam z d o ś w i a d c z e ń europejskich, w a r t o , j a k s ą ­
dzę, sięgnąć do m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o z Mongolii,
gdzie u s t r ó j feudalny w „ n i e s k a ż o n e j " formie z a c h o w a ł
się aż do p o c z ą t k ó w X X w .
Przedmiotem mojej w y p o w i e d z i będzie k u l t u r a l u d ­
ności pasterskiej — a r a t ó w — w okresie od p o ł o w y
X I X w . aż do czasu obecnego. Chodzi t u ściśle o l u d ­
ność C h a ł c h a , k t ó r a stanowi ok. 70% całej populacji
Mongolii.
Dobro materialne tej l u d n o ś c i a n a l i z o w a ć m o ż n a w
d w u aspektach: a — gospodarki pasterskiej i życia oso­
bistego (inwentarz n a r z ę d z i pracy, mieszkanie, u b i ó r
i jego przybranie), b — w i e r z e ń l o k a l n y c h (głównie szamanistycznych) i lamaistycznych — (przejawy artystycz­
nej twórczości malarskiej i r z e ź b i a r s k i e j ) .

203

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5892" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5872">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/c09bf074001bc8251bdc184142f376a0.pdf</src>
        <authentication>3b783a04993741b3ec49d075e4512add</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70261">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70262">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70263">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70264">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4615</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70265">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70266">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70267">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70270">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70272">
                <text>ANNA KOWALSKA-LEWICKA

JACEK OLĘDZKI

Pan tutaj p r z e d s t a w i ł jeszcze jeden dodatkowy prosblem. Na terenie Europy jednak w t y m stopniu tych
rzeczy nie obserwujemy, p o n i e w a ż mamy w większości
p a ń s t w a jednonarodowe. Chociaż na r u b i e ż a c h Polski
mamy mniejszości, ich jednak sztuka nie będzie s z t u k ą
l u d o w ą p o l s k ą , t y l k o l i t e w s k ą czy b i a ł o r u s k ą . Podobnie
1est na terenie A m e r y k i P o ł u d n i o w e j . T a m za o b o w i ą ­
zującą, n a r o d o w ą u w a ż a się k u l t u r ę grupy kreolskiej,
fctóra tej k u l t u r y jednak nie s t w o r z y ł a , lecz p r z e j ę ł a
z Hiszpanii. N a j w i ę k s z y n ę d z a r z m ó w i ą c y po h i s z p a ń s k u
czy portugalsku zalicza się do grupy kreolskiej i czuje
się z jej k u l t u r ą z w i ą z a n y . To, co u w a ż a się tam za
k u l t u r ę „ l u d o w ą " , to k u l t u r a miejscowych I n d i a n . T y m ­
czasem k u l t u r o w o i j ę z y k o w o jest to z u p e ł n i e inny nurt,
k t ó r y został siłą wcielony, w r a z z k u l t u r ą k r e o l s k ą , do
jednego organizmu politycznego, nie m a j ą c ani jedna­
k o w y c h z k r e o l a m i t r a d y c j i , ani p r a w politycznych
i społecznych.

Sztuce ludowej w Polsce p o ś w i ę c o n o j u ż sporo prac;
zwłaszcza na lamach „Polskiej Sztuki Ludowej", a wciąż
p r z y b y w a j ą nowe i n t e r e s u j ą c e pozycje. Odczuwa się'
jednak niedostatek w i a d o m o ś c i , k t ó r e p o z w o l i ł y b y roz­
szerzyć n a s z ą o r i e n t a c j ę w t y m ^przedmiocie' o znajo­
mość s t o s u n k ó w w i n n y c h krajach europejskich, a na­
wet pozaeuropejskich.

Wydaje m i się, że p o w i n n i ś m y się t r z y m a ć t y c h norm,
j a k i e p r z y j ę l i ś m y dla terenu Europy, i u w a ż a ć za „ k u l ­
t u r ę l u d o w ą " k u l t u r ę w y t w o r z o n ą w o b r ę b i e jednego
organizmu narodowego przez te grupy, k t ó r e nie par­
t y c y p u j ą w p e ł n i w jednolitej kulturze elitarnej. Z a n i m
n a s t ą p i ł p o d z i a ł na k u l t u r ę e l i t a r n ą i l u d o w ą , i s t n i a ł a
jednolita k u l t u r a , k t ó r ą umownie m o ż e m y n a z w a ć k u l ­
t u r ą l u d o w ą sensu largo l u b , jeśli nam to bardziej od­
powiada, k u l t u r ą p l e m i e n n ą .
'
'

W y n i k i b a d a ń A . Abramowicza i K . Piwockiego po­
z w a l a j ą na s f o r m u ł o w a n i e n a s t ę p u j ą c e g o pytania: czy
rozpad k u l t u r y na o d r ę b n e n u r t y rozwojowe w i ą ż e się
z k a ż d y m w a r i a n t e m s t o s u n k ó w feudalnych? A b y odpo­
w i e d z i e ć na to pytanie jak też lepiej r o z u m i e ć s y t u a c j ę
z n a n ą nam z d o ś w i a d c z e ń europejskich, w a r t o , j a k s ą ­
dzę, sięgnąć do m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o z Mongolii,
gdzie u s t r ó j feudalny w „ n i e s k a ż o n e j " formie z a c h o w a ł
się aż do p o c z ą t k ó w X X w .
Przedmiotem mojej w y p o w i e d z i będzie k u l t u r a l u d ­
ności pasterskiej — a r a t ó w — w okresie od p o ł o w y
X I X w . aż do czasu obecnego. Chodzi t u ściśle o l u d ­
ność C h a ł c h a , k t ó r a stanowi ok. 70% całej populacji
Mongolii.
Dobro materialne tej l u d n o ś c i a n a l i z o w a ć m o ż n a w
d w u aspektach: a — gospodarki pasterskiej i życia oso­
bistego (inwentarz n a r z ę d z i pracy, mieszkanie, u b i ó r
i jego przybranie), b — w i e r z e ń l o k a l n y c h (głównie szamanistycznych) i lamaistycznych — (przejawy artystycz­
nej twórczości malarskiej i r z e ź b i a r s k i e j ) .

203

�тжгмШШШ1шШт

Шум, imifit ШмПШШШШШШШШШШШШш

Do n a r z ę d z i pracy w gospodarce pasterskiej obok
a k a n u (uurga) i r ó ż n e g o rodzaju p o w r o z ó w należy ze­
staw n a c z y ń drewnianych, s k ó r z a n y c h , rogowych, m e ­
talowych i ceramicznych. Są w ś r ó d nich z a r ó w n o przed­
mioty wykonane przez samych pasterzy, j a k t e ż i w y ­
twory wyższego kunsztu — r z e m i e ś l n i c z e .
Pierwsze
z nich w y k a z u j ą analogie z w y t w o r a m i wczesnych k u l ­
tur. Tak np. n i e k t ó r e naczynia ceramiczne o charak­
terystycznym ornamencie grzebykowym w y k a z u j ą ana­
logie z w y t w o r a m i m ł o d s z e j epoki kamienia ( i l . 16, 17).
I n n y m z kolei p r z y k ł a d e m w y t w ó r c z o ś c i n i e r z e m i e ś l n i czej są drewniane i rogowe czerpaki ( i l . 14, 15), zdobione
na u c h w y t a c h g ł o w a m i k o n i i b a r a n ó w , p r z y p o m i n a j ą
n i e k t ó r e formy r o z w i ą z a ń dekoratorskich znane z epoki
b r ą z u na terenach A z j i Ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Sy­
berii. Naczynia te u z n a ć wypadnie za jeden z p e ł n i e j ­
szych p r z e j a w ó w snycerstwa a zarazem r ę k o d z i e ł a a r t y ­
stycznego, j a k i m zajmowali się pasterze. W o d r ó ż n i e n i u
r

204

bowiem od sytuacji, znanej nam z doświadczeń euro­
pejskich, na terenie Monogolii nie odnajdujemy p r z y ­
k ł a d ó w s p o ż y t k o w a n i a w i e l k i c h n a d w y ż e k czasu w o l ­
nego dla uprawiania rozmaitych zajęć snycerskich.
N a j w a ż n i e j s z ą pozycję w u r z ą d z e n i a c h z w i ą z a n y c h
z k o c z o w n i c z ą g o s p o d a r k ą p a s t e r s k ą z a j m o w a ł o samo
mieszkanie — j u r t a (ger). Jest ono j e d n y m z najbar­
dziej w y r ó ż n i a j ą c y c h się w y t w o r ó w k u l t u r y pasterzyk o c z o w n i k ó w . K o l i s t y k s z t a ł t j u r t y u m o ż l i w i a ł maksy­
malne wykorzystanie powierzchni mieszkalnej, k t ó r a ,
m i m o najprostszego, nie dzielonego u k ł a d u w n ę t r z a ,
r o z w i ą z y w a ł a wiele zasadniczych f u n k c j i b y t o w y c h (w
t y m r ó w n i e ż gospodarczych). C a ł a budowla przystoso­
wana b y ł a znakomicie z a r ó w n o do m o n t a ż u i d e m o n t a ż u
poszczególnych e l e m e n t ó w , j a k też do ich p r z e w o ż e n i a .
W a ż n ą w t y m rolę o d g r y w a ł o wysoko r o z w i n i ę t e rze­
miosło stolarskie. K r ą g s p i n a j ą c y l i s t w y u szczytu oraz
d r z w i — n a j w a ż n i e j s z e elementy k o n s t r u k c j i — w y k o ­
nywane były przez s p e c j a l i s t ó w stolarzy. P o z o s t a ł e m a -

�I L 13. Fragment ozdoby srebrnej na siodle, pocz. XX w.,
somon Charchorin. II. 14. Czerpak z drewna brzozowego,
pocz. XX w. Muzeum Centralne,
Ułan-Bator.
II. 15.
Czerpak z rogu antylopy, koniec XIX w. Muzeum Cen­
tralne. II. 16. Garnek zasobowy, kultura zlocka. Polska,
2.poł. III w. p.n.e. II. 17. Garnek zasobowy, коп. XIX w.
Somon Charchorin.

t e r i a ł y , przede wszystkim wojłok, pochodziły z w y t w ó r ­
czości pasterskiej.
Odpowiednio utrzymana j u r t a , starannie wzmocniona
powrozami, p o k r y t a nie zniszczonymi p ł a t a m i w o j ł o k u ,
m o g ł a s t a n o w i ć dobre ś w i a d e c t w o zamożności i zarad­
ności właścicieli. T y m samym m o g ł y w niej z n a j d o w a ć
w y r a z aspiracje o charakterze reprezentacyjno-prestiż o w y m . I s t o t n y m akcentem plastycznym w w y g l ą d z i e
j u r t y b y w a bogata malatura na z e w n ę t r z n e j stronie
drzwi.
W t r a d y c y j n y m systemie gospodarki pasterskiej nie
ma b u d o w l i gospodarczych. Sposób zagospodarowania
otoczenia j u r t y cechuje s k r o m n o ś ć i u b ó s t w o . Ś w i a ­
dectwem zasobności, okazją w y r a ż e n i a potrzeb reprezent a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h b y w a w tej sytuacji stado, zwie­
r z ę t a juczne, przede wszystkim jednak wierzchowce prze­
t r z y m y w a n e przed j u r t ą . Charakterystyczne przy tym,
że za dnia konie trzymane są prawie zawsze pod siod­
ł a m i . A l e też u p r z ą ż , w szczególności siodła nabijane
srebrnymi ozdobami, dekoracyjnie aplikowane i w y s z y ­
wane, to najcenniejsze i najbardziej r o z w i n i ę t e w i n w e n ­
tarzu pasterskim przejawy r z e m i o s ł a artystycznego (il.
13). Natomiast nie w y k o r z y s t y w a n o dla potrzeb reprezen­

tacyjnych ś r o d k ó w transportu. Na obszarach M o n g o l i i
z a c h o w a ł się wóz z osią r u c h o m ą — jedna z n a j p r y m i ­
tywniejszych k o n s t r u k c j i p o j a z d ó w , jakie znamy. Do­
dać jednak trzeba, że obok tego t y p u wozu w y s t ę p o w a ł
sporadycznie inny, z n i e r u c h o m ą osią, o k o ł a c h szpry­
chowych. W ó z ten ś w i a d c z y o w y s t ę p o w a n i u tam r ó w ­
nież r z e m i o s ł a kołodziejskiego ( i l . 35).
N i e w i e l k i e stosunkowo możliwości wykorzystania pod­
stawowych s p r z ę t ó w i u r z ą d z e ń pasterskich dla f u n k c j i
r e p r e z e n t a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h , przy b r a k u zagrody, o b e j ś ­
cia ( e l e m e n t ó w tak istotnych w kultarach rolniczych),
w p ł y w a ł y na zogniskowanie tych f u n k c j i w pewnych
t y l k o w y t w o r a c h . N a l e ż ą do nich np. siodła, a w w i ę k ­
szym jeszcze stopniu przedmioty u ż y t k u osobistego —
tabakierki, toczone z nefrytu i agatu, sztylety, krzesiwa
ozdoby stroju kobiecego, w szczególności kunsztowne
usztywnienia fryzur ( i l . 18), a t a k ż e zastawy s t o ł o w e
(czarki i konwie). Wszystkie te w y t w o r y obok f u n k c j i
reprezentacyjno-prestiżowej odgrywają również istotną
rolę w a k u m u l a c j i i zabezpieczeniu d ó b r materialnych.
Przy dość s ł a b e j dynamice przemian k u l t u r y t r a d y ­
cyjnej a r a t ó w nie m o ż e dziwić duża s t a b i l n o ś ć form,
w y s t ę p u j ą c a szczególnie w y r a ź n i e w ubiorze (chałat-deli),
k t ó r y p r z e t r w a ł niezmieniony po dzień dzisiejszy (il. 21).
Jednym z w a ż n i e j s z y c h c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na
charakter k u l t u r y l u d ó w stepowych b y ł a ich znaczna
m o b i l n o ś ć przestrzenna. Istotne znaczenie m i a ł o r ó w n i e ż
p o w a ż n e ograniczenie m o ż l i w o ś c i w y t w ó r c z y c h w ra­
mach gospodarki pasterskiej i w y n i k a j ą c e z tego f a k t u
u z a l e ż n i e n i a nabywcze.
W tradycyjnej k u l t u r z e pasterzy M o n g o l i i dość w y r a ź ­
ne r ó ż n i c e m i ę d z y w y t w o r a m i r z e m i e ś l n i c z y m i i nie-

205

��r z e m i e ś l n i c z y m i p r z y j m o w a ł y niekiedy charakter
za­
sadniczy, j a k o ś c i o w y . Najlepszym p r z y k ł a d e m są wozy
wykonane przez kołodziejów i pasterzy, drewniane na­
czynia z k o r y brzozowej i w y r o b y o cechach w y t w ó r ­
czości bednarskiej, proste g a r n k i oraz porcelanowe wazy.
Różnice dotyczyły całości dobra materialnego pasterzy
i nie łączyły się one z i s t n i e j ą c y m z r ó ż n i c o w a n i e m spo­
łecznym.
Do czasu r e w o l u c j i socjalistycznej w s p o ł e c z e ń s t w i e
istnieli z jednej strony f e u d a ł o w i e : chanowie, wangowie,
t a j d ż i (świeccy przedstawiciele arystokracji) i d y g n i ­
tarze kościoła lamaickiego, a z drugiej strony szerokie
masy l u d n o ś c i pasterskiej — a r a t ó w . I s t n i a ł a r ó w n i e ż
z r ó ż n i c o w a n a w a r s t w a p o ś r e d n i a , złożona z r z e m i e ś l n i ­
k ó w , obsługi karawan, k u p c ó w , a t a k ż e z pomniejszych
m n i c h ó w klasztornych.
A l e w w a r u n k a c h p r a w i e z u p e ł n e g o b r a k u gospo­
d a r k i rolnej stosunki społeczne w M o n g o l i i u k ł a d a ł y się
na zgoła odmienej p ł a s z c z y ź n i e zależności aniżeli w f e u ­
dalnej Europie. W M o n g o l i i zależności te o k r e ś l a ł y p o d ­
stawowe cechy i w ł a ś c i w o ś c i pasterskiej
gospodarki
koczowniczej. Wobec w y j ą t k o w o n i k ł e j gęstości zalud­
nienia (na 1 k m przypada obecnie 1 mieszkaniec, p o d ­
czas gdy w I n d i a c h — 135, w Chinach — 71, Nepalu —
67) i zarazem w i e l k i e j r u c h l i w o ś c i m i e s z k a ń c ó w prawo
w ł a s n o ś c i ś r o d k ó w p r o d u k c j i rozciągało się na stada
zwierząt, uprząż, narzędzia i sprzęty, służące prowa­
dzeniu gospodarki pasterskiej, Prawo to nie o b e j m o w a ł o
jednak samej ziemi •— t e r e n ó w wypasu, a jeśli nawet
2

dotyczyło tych o b s z a r ó w , to w zakresie m i n i m a l n y m ,
s p r o w a d z a j ą c się do w ł a s n o ś c i w o d o p o j ó w czy miejsc
dogodnych do przepraw (brody, mosty).
U t r z y m y w a n i e stad z w i e r z ą t hodowlanych w stanie
na pół dzikim, bo nie dozorowanych przez pasterzy ani
też nie chronionych w czasie zimy jakimikolwiek po­
mieszczeniami, o g r a n i c z a ł o udział siły roboczej do m i ­
n i m u m , a zarazem nie s t w a r z a ł o g w a r a n c j i t r w a ł o ś c i
posiadania t y c h stad. Masowe ich w y m i e r a n i e w czasie
surowych zim p o w o d o w a ł o częste w y p a d k i pauperyzacji
n a j z a m o ż n i e j s z y c h w a r s t w s p o ł e c z e ń s t w a mongolskiego.
Z drugiej z n ó w strony p o m y ś l n y r o z w ó j h o d o w l i w p ł y ­
w a ł niekiedy na awans w h i e r a r c h i społecznej jednostek
ze szczebla najniższego — pasterzy a r a t ó w .
Dane, j a k i e dotychczas u d a ł o się z g r o m a d z i ć , w s k a ­
zują, że w ś r ó d ó w c z e s n e j , z r ó ż n i c o w a n e j społeczności
l u d n o ś c i C h a ł c h a nie n a s t ą p i ł , j a k w i n n y c h w a r i a n t a c h
feudalizmu, rozwój d w u o d r ę b n y c h n u r t ó w k u l t u r o w y c h
— ludowego i elitarnego. W y s t ę p o w a ł y oczywiście r ó ż ­
nice w stanie posiadania d ó b r materialnych, nie m i a ł y
one jednak charakteru różnic j a k o ś c i o w y c h . W tradycyj­
nej k u l t u r z e nie został w y k s z t a ł c o n y ani t y p mieszkania
i s p r z ę t ó w , ani ubioru, z a p r z ę g u czy nawet j a k i c h ś drob­
nych w y t w o r ó w u ż y t k u osobistego, k t ó r y b y ł b y p r z y w i ­
lejem w a r s t w z a j m u j ą c y c h
n a j w y ż s z y szczebel h i e ­
r a r c h i i s p o ł e c z n e j . I m o ż n o w ł a d c a , i arat mieszkali w
j u r t a c h . I c h mieszkania r ó ż n i ł y się t y l k o w i e l k o ś c i ą ,
stopniem zadbania, bogactwem s p r z ę t ó w .
Stosunkowo n a j w y r a ź n i e j

H. 18. Strój aratki (w środku) i stroje księżniczek,
lata dwudzieste XX
wyroby złotników,
XIX w. Urga. II. 20. Krzesiwo pasterza, wyrób złotników,
odświętny
pasterza.
20

charakter

tych

różnic

za-

w. II. 19. Krzesiwo
i sztylet
feudała,
XIX w. Urga. II. 21. Współczesny
strój

21

�22

rysowuje się w wyrobach artystycznych. Sztylety, krze­
siwa ( i l . 19, 20), t a b a k i e r k i , naczynia stołowe, meble oraz
elementy stroju ( i l . 18) nie r ó ż n i ł y się stylem. Trudno
jest nawet m ó w i ć w w i e l u wypadkach o r ó ż n i c a c h w
tworzywie. W ł a ś c i w i e t y l k o stopień
pracochłonności
w wykonaniu określonych wytworów może być świa­
dectwem ich odmiennych w a r t o ś c i . F a k t y te w s k a z u j ą
na stosunkowo w y s o k i poziom m o ż l i w o ś c i nabywczych
szerokiej rzeszy a r a t ó w . W s k a z u j ą one r ó w n i e ż na
szczególnych u k ł a d zależności, j a k i w y s t ę p o w a ł m i ę d z y
g o s p o d a r k ą stepowego feudalizmu Mongolii a s ą s i e d n i m i
k r a j a m i o z r ó ż n i c o w a n y c h i r o z w i n i ę t y c h strukturach
gospodarczych.
W y m i a n a towarowa z Chinami, Tybetem czy nawet
I n d i ą i I r a n e m m i a ł a tradycje s i ę g a j ą c e g ł ę b o k o w
przeszłość M o n g o l i i . W X I X w . n a s t ą p i ł ponadto r o z w ó j
s t o s u n k ó w handlowych i p r z e m y s ł o w y c h z i m p e r i u m
rosyjskim. W a ż n ą rolę w w y m i a n i e towarowej p e ł n i ł y
rodzime o ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i r z e m i e ś l n i c z e j , nie m i a ł y
one jednak do X I X w . oparcia o miejskie skupiska l u d ­
ności. B r a k u k s z t a ł t o w a n y c h o r g a n i z m ó w miejskich nie
s p r z y j a ł z r ó ż n i c o w a n i u rzemiosł oraz k s z t a ł t o w a n i u się
w y t w ó r c z o ś c i o d p o w i a d a j ą c e j r ó ż n e j skali potrzeb i m o ż ­
liwości nabywczych.
Widoczne jest to r ó w n i e ż na p r z y k ł a d z i e twórczości
artystycznej z w i ą z a n e j z potrzebami k u l t o w y m i , a w i ę c
z r ó ż n y m i l o k a l n y m i wierzeniami szamanistycznymi,

208

23

przede wszystkim zaś z lamaizmem. Wierzenia te w y ­
s t ę p o w a ł y dawniej w swoistej koegzystencji i jeszcze
na p o c z ą t k u X X w. lamaizm w s w y m g ł ó w n y m cen­
t r u m , w Urdze (dzisiejszy U ł a n - B a t o r ) , a d a p t o w a ł na
mocy oficjalnej sakralizacji najbardziej wsteczne t r e ś c i
szamanizmu. Proces przejmowania przez lamaizm treści
w i e r z e ń szamanistycznych odnosi się n i e w ą t p l i w i e do
znacznie w c z e ś n i e j s z y c h o k r e s ó w .
W latach trzydziestych w w y n i k u w a l k i z k o n t r r e w o ­
lucją, k t ó r e j przewodzili lamowie, zburzona
została
ogromna ilość k l a s z t o r ó w . Z l i k w i d o w a n e zostały w ó w ­
czas instytucjonalne podstawy lamaizmu. Do dziś czynny
jest t y l k o jeden klasztor na Gandanie w U ł a n Bator,
a o szamanizmie, jako ż y w e j postaci w i e r z e ń , m o ż n a
m ó w i ć w odniesieniu do bardzo nikłego procentu l u d ­
ności z a m i e s z k u j ą c e j n i e k t ó r e rejony p ó ł n o c n e j M o n g o l i i .
W p o z o s t a ł y c h częściach k r a j u u t r z y m u j ą się nadal w
postaci r e l i k t o w e j takie przejawy szamanizmu, jak s k ł a ­
danie ofiar i d a r ó w oraz korzystanie z a m u l e t ó w ( i l .
22—24).
P r y m i t y w n e i najbardziej umowne w y o b r Ł ż e n i a , w y ­
w o d z ą c e się z w i e r z e ń lokalnych, w y s t ę p o w a ł y w bez­
p o ś r e d n i e j styczności z obiektami k u l t u lamaistycznego
o w y r a f i n o w a n e j ikonografii i zasadniczo odmiennej,
wysoko r o z w i n i ę t e j technice w y k o n a n i a .
Tak w i ę c w j u r c i e z n a j d o w a ł się o ł t a r z w y p o s a ż o n y
w toczone lub kute w m o s i ą d z u kielichy na ofiary (z su-

�II. 22. Ofiara z ziarna prosa i łoju. Klasztor
Gandan,
Ulan-Bator. II. 23. Współczesny
amulet — lis, dzwonki
i stare monety. Somon Bajan. II. 24. Amulet z pocz.
XX w. Okolice pustyni Gobi. II. 25. Psy ze srebra, ko­
niec XIX w.

rowych w n ę t r z n o ś c i z w i e r z ą t , jedzenia, wody), podobne
naczynia do palenia ognia, kadzielnice, księgi m o d l i t w
t y b e t a ń s k i c h oraz element n a j w a ż n i e j s z y — kapliczka
w k s z t a ł c i e szafki, w k t ó r e j z n a j d o w a ł y się m o s i ę ż n e
lub ceramiczne f i g u r y i obrazki malowane na p ł ó t n i e
(il. 25—28). W n i e k t ó r y c h j u r t a c h zawieszano r ó w n i e ż
u szczytu pojedyncze obrazy w i ę k s z y c h r o z m i a r ó w .
Rzeźba i malarstwo w y s t ę p u j ą c e w j u r t a c h pasterzy
nie r ó ż n i ł y się cechami ideowo-f o r m a l n y m i od spotyka­
nych masowo f i g u r i o b r a z ó w w klasztorach. W tych
ostatnich z n a j d o w a ł y się obiekty okazalsze i cenniejsze,
ale nie r ó ż n i ą c e się pod w z g l ę d e m stylu. U d a ł o się co
prawda odnaleźć pewne p r z y k ł a d y twórczości r z e ź b i a r ­
skiej i malarskiej o cechach stylistycznych, p r z y p o m i ­
n a j ą c y c h niekiedy e u r o p e j s k ą s z t u k ę l u d o w ą ( i l . 26).
W k o n w e n c j i tych dzieł przetworzenie oficjalnego wzoru
ikonograficznego zdradza swoiste uproszczenie, zagu­
bienie z b ę d n y c h detali czy nawet d e f o r m a c j ę ( i l . 27, 28).
T w ó r c a m i tych dzieł p o c h o d z ą c y c h g ł ó w n i e z 2.poł.
X I X w. i p o c z ą t k u X X w., podobnie j a k t w ó r c a m i ca­
łej sztuki sakralnej, b y l i lamowie. Mogłoby się w y d a w a ć ,
że w y t w o r y te r e p r e z e n t u j ą s z t u k ę p r z e z n a c z o n ą dla
masowego odbiorcy o mniejszych wymaganiach, np,
pasterzy. Tak jednak nie jest. M a m y wiele p o w o d ó w ,
aby sądzić, że twórczość ta w p r z e w a ż a j ą c e j mierze
przeznaczona b y ł a na potrzeby samego klasztoru, p e ł ­
niącego funkcje r e l i g i j n e w stosunku do całości spo­
ł e c z e ń s t w a wiernych. Z a s a d ę z a p e ł n i a n i a ścian w ś w i ą ­
t y n i w i e l k ą ilością kapliczek, w n ę t r z wylepianych szczel-

25

�II. 26. Bóg Lhama (fragm. obrazu), płótno,
tempera, 14 X 20 cm, koniec XIX w. Klasztor w Cecerleg. II. 27.
Lama, blacha miedziana, wys. 4 cm. Wyrób
rzeźbiarzy,
2.poł. XIX w. Klasztor Gandan, Urga. II. 28. Bóg
Czojdżin,
brąz pozłacany,
wys. 7,5 cm, koniec XIX w. Urga.

nie obrazkami, wreszcie umieszczanie w tych kapliczkach
setek niewielkich figur k s z t a ł t o w a ł o masowe z a m ó w i e ­
nie. Jest rzeczą n a t u r a l n ą , że w w y n i k u takich z a m ó w i e ń
m u s i a ł y p o j a w i ć się r o z w i ą z a n i a uproszczone, k t ó r e o d ­
bieramy jako stylistycznie sugestywniejsze aniżeli poje­
dyncze egzemplarze dzieł, k t ó r e wykonane zostały ze
szczególną dbałością. Dlatego też trudno b y ł o b y w i ą z a ć
takie uproszczone r o z w i ą z a n i a n i e k t ó r y c h dzieł z od­
r ę b n o ś c i ą ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego o k r e ś l o n e j grupy
społecznej. S t y l i s t y k i tej nie m o ż e m y łączyć z p o j ę ­
ciem ludowego ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego. M o ż n a na­
tomiast dopuszczać w y s t ę p o w a n i e w
światopoglądzie
ł a m ó w — malarzy i r z e ź b i a r z y — tych c z y n n i k ó w , k t ó r e
d o c h o d z ą do głosu niezależnie od czasu i miejsca w róż­
nych społecznościach, kiedy pojawia się k o n i e c z n o ś ć
zwielokrotnionej, masowej
wytwórczości,
konieczność
powtarzania
wzoru o k r e ś l o n e g o przedstawienia.
Ale
m o ż n a też w s p o m n i e ć , że d u c h o w i e ń s t w o lamaistycziie
różni się niekiedy w s p o s ó b zasadniczy od d u c h o w i e ń ­
stwa Kościoła c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Różnice te widoczne
są szczególnie w y r a ź n i e w c z y n n o ś c i a c h r e l i g i j n y c h . Za­
r ó w n o w jednej, j a k i w drugiej r e l i g i i w y s t ę p u j e wiele
podobnych, niekiedy identycznych, form
zachowania.
W lamaizmie dostrzega się jednak ściślejsze p o w i ą z a n i e
hieratycznych czynności k a p ł a ń s k i c h z powszednimi,
niekiedy najbardziej prostackimi f o r m a m i z a c h o w a ń .
L a m a i z m m i m o w y r a f i n o w a n e j rytualizacji
obrządków
r e l i g i j n y c h dopuszcza, nawet jako z a s a d ę , przestrzeganie
tych form zachowania, k t ó r e m o g ą się nam w y d a w a ć

210

p r y m i t y w n e , aby nie p o w i e d z i e ć ludowe. Tolerancyjny
stosunek lamaizmu wobec w i e r z e ń
szamanistycznych
dotyczy r ó w n i e ż szeroko rozumianego obyczaju.
W z e t k n i ę c i u ze w s p ó ł c z e s n y m i przejawami t w ó r ­
czości artystycznej, k t ó r a znajduje n a j p e ł n i e j s z e p o w i ą ­
zanie z o s i ą g n i ę c i a m i t r a d y c y j n y m i , n a s u w a j ą się jesz­
cze pewne uwagi ogólne. Odnoszą się one do tych cech
formalnych twórczości, k t ó r e n a j ł a t w i e j dostrzec p r z y ­
byszowi z k r ę g u europejskiej t r a d y c j i artystycznej.
W kulturze pasterzy mongolskich nie odnajdujemy
w i e l u dziedzin twórczości artystycznej, k t ó r e w ł a ś n i e
w europejskich grupach pasterskich r o z w i n ę ł y się n a j bujniej. B r a k r o z w i n i ę t e g o snycerstwa u pasterzy m o n ­
golskich trudno t ł u m a c z y ć b r a k i e m odpowiednich, sprzy­
j a j ą c y c h w a r u n k ó w naturalnych, np. niedostatkiem d r e w ­
na. Wiadomo bowiem, że r o z w i n ę ł y się na t y m terenie
u m i e j ę t n o ś c i o b r ó b k i s u r o w c ó w nigdy tam nie w y s t ę ­
p u j ą c y c h , np. szlachetnych g a t u n k ó w drewna oraz kość;
s ł o n i o w e j . Natomiast obfitość t a k i c h s u r o w c ó w j a k ser
czy w e ł n a nie w p ł y n ę ł a na r o z w ó j odpowiednich u m i e j ę t ­
ności (rzeźbiarskich, dekoratorskich, t k a c k i c h czy k o bierniczych). Na f a k t ten zwraca u w a g ę w i e l u badaczy
k u l t u r y l u d ó w pasterskich, m.in. K . M o s z y ń s k i , k t ó r y
z a j m o w a ł się u nas t y m zagadnieniem: „ P r z e c i ą ż e n i e k o ­
biet p o s p o l i t ą c o d z i e n n ą p r a c ą z jednej strony, a bardzo
znaczne r o z l e n i w i e n i e ( p o d k r e ś l e n i e moje) m ę ż ­
czyzn oraz zogniskowanie przez nich prawie całej uwagi
na trzodach i rozboju jako ź r ó d ł a c h bogactwa i p r e s t i ż u ,
poza t y m zaś t a k ż e i koczowniczy t r y b życia przeszka-

�28

�II. 29. Antylopa

pod drzewem

jabłoni,

nefryt,

20 X 9 cm. Wyrób

dzały znaczniejszemu rozwojowi specjalizacji w zakresie
technik czy rzemiosł.
Bardzo przeszkadza temu r ó w n i e ż (a nawet m o ż e
p r o w a d z i ć do zaniku n i e k t ó r y c h i s t n i e j ą c y c h technik
rodzimych) nader silnie r o z w i n i ę t y u licznych l u d ó w
pasterskich wschodniej i p ó ł n o c n e j A f r y k i oraz A z j i w y ­
mienny handel z e w n ę t r z n y . Pobudkami, k t ó r e do jego —
tak znacznego rozwoju p r o w a d z i ł y , b y ł a z jednej strony
znana nam j u ż n i e c h ę ć m ę ż c z y z n do wszelkiej pracy
fizycznej (więc i do pracy o b a r c z a j ą c e j od dawien daw­
na p ł e ć m ę s k ą , j a k o b r ó b k a drzewa czy metali), a ze
strony drugiej wielka ł a t w o ś ć nabywania potrzebnych
p r z e d m i o t ó w od s ą s i e d n i c h l u d ó w niepasterskich w za­
m i a n za hodowane z w i e r z ę t a i p r o d u k t y hodowli..."
B e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z g r u p a m i pasterzy mongol­
skich p o t w i e r d z a j ą słuszność p o g l ą d ó w K. M o s z y ń s k i e g o .
Zarazem jednak w w y n i k u przeprowadzonych b a d a ń
okazuje się, że niezajmowanie się o k r e ś l o n ą w y t w ó r ­
czością przez pasterzy nie oznacza b r a k u k u temu od­
powiednich u z d o l n i e ń , u m i e j ę t n o ś c i . W j e d n y m z o ś r o d ­
k ó w w M a n d a ł - G o b i i , dzięki szczególnym staraniom,
u d a ł o się n a k ł o n i ć k i l k u starych pasterzy, aby uczest­
niczyli w konkursie tradycyjnej twórczości artystycznej.
Pasterze ci nie zajmowali się j a k i m i k o l w i e k pracami
artystycznymi, k i e d y ś tylko sporadycznie rzeźbili d r e w ­
niane f i g u r y s z a c h ó w (szachy mongolskie w y o b r a ż a j ą
ludzi i zwierzęta). Dzieło tych, j a k b y p o w i e d z i a ł M o s z y ń ­
ski, n i e c h ę t n y c h pracy fizycznej pasterzy zdumiewa
jednak pod k a ż d y m w z g l ę d e m . Oto jeden z p r z y k ł a d ó w :
antylopy przy drzewie j a b ł o n i ( i l . 29). F i g u r y w y r z e ź ­
bione zostały w p ł y t c e nefrytu.
Podobne s p o s t r z e ż e n i a o n i e z w y k ł o ś c i artystycznych
u m i e j ę t n o ś c i n a s u w a j ą prace dzieci. Oto p r z y k ł a d r z e ź ­
bionych w gipsie figur z w i e r z ą t ( i l . 30). Prace te w y ­
k o n a ł y dzieci n a j n i ż s z y c h klas szkoły somonowej w
Erdene D a ł a j , w części Mongolii najmniej d o s t ę p n e j ,
położonej na k r a w ę d z i gobijskiego obszaru. I w t y m
w y p a d k u zwraca u w a g ę u m i e j ę t n o ś ć radzenia
sobie
w m a ł o znanym t w o r z y w i e i •— co n a j w a ż n i e j s z e — roz­
budowana, daleka od surowego p r y m i t y w u forma przed­

212

współczesny,

Muzeum

Mandat

Gobi.

stawienia. Obydwa p r z y k ł a d y w y r a ż a j ą t y p u m i e j ę t n o ś c i
samorodnych, nie k s z t a ł c o n y c h .
Znane nam s ą zdolności manualne pewnych zbioro­
wości, np. l u d o w y c h w X I X w . na terenie Europy,
w t y m r ó w n i e ż Polski. W i ą ż e m y je z d o ś w i a d c z e n i e m
zdobywanym w czasie rozmaitych prac fizycznych. Jest
to d o ś w i a d c z e n i e swoiste, o z u p e ł n i e i n n y m charakterze
aniżeli to, k t ó r e w y s t ę p u j e u l u d ó w nie obciążonych
p r a c ą fizyczną. D o ś w i a d c z e n i e manualne
zdobywane
w czasie prac rolnych, gospodarczych, m o ż e r o z w i j a ć
się w p e w n y m o k r e ś l o n y m k i e r u n k u . Wydaje s i ę , że
u ł a t w i a ono r o z w ó j najbardziej zasadniczych r u c h ó w
dłoni, ale raczej nie sprzyja jej uelastycznieniu. Nato­
miast w Mongolii, w w a r u n k a c h w i e l k i c h n a d w y ż e k
czasu wolnego, r o z w i n ą ł się niezwykle bogaty i roz­
m a i t y program gestykulacji d ł o ń m i . P o d s t a w ą
były
przede wszystkim gry towarzyskie, ale r ó w n i e ż system
informacji, przy k t ó r e j znak czyniony r ę k ą , palcami
p e ł n i ł w a ż n ą rolę ( i l . 31—33). N a j ż y w s z a gestykulacja
łączyła się z przekazem treści religijnych. W czasie
m o d l i t w y w y k o n y w a n o wyszukane ceremonialne gesty.
Charakter tej gestykulacji u k a z u j ą przedstawienia b ó s t w
lamaickich j a k t e ż samych ł a m ó w . O b s e r w u j ą c p r a c ę
malarza-lamy, k t ó r y co j a k i ś czas przerywa malowanie
na m o d l i t w ę , i na o w ą g e s t y k u l a c j ę d ł o ń m i , odnosi się
w r a ż e n i e , ż e ćwiczenie s p r a w n o ś c i manualnej tego t w ó r c y
jest permanentne. D o d a ć też trzeba, że charakterystyczne
cechy ludzi to w i e l k i spokój w e w n ę t r z n y , m a ł a stosun­
kowo r u c h l i w o ś ć , w r ę c z f l e g m a t y c z n o ś ć . P o ś p i e c h w za­
chowaniu codziennym i w pracy to najrzadziej spoty­
kane cechy osobowości. W pracy z a r ó w n o n i e k s z t a ł c o nego artysty, j a k i uczonego l a m y zwraca u w a g ę jego
pozycja: siedzenie z p o d w i n i ę t y m i nogami, n i e r u c h o m o ś ć
(il. 34). Nawet n i e w i e l k i e pomieszczenie j u r t y l u b celi
w klasztorze nie jest wykorzystane w całej powierzchni.
Wszystko, co konieczne do pracy, zlokalizowane jest
w zasięgu r ą k . B y w a nawet, że w ich zasięgu ma t w ó r c a
u k r y t e w odpowiednich schowkach jedzenie. Nie zmienia
on w ó w c z a s pozycji nawet w czasie posiłku. Jego pracy
towarzyszy skupienie, bodaj w i ę k s z e aniżeli ś r e d n i o -

�I

wiecznym i l u m i n a r z o m w c h r z e ś c i j a ń s k i c h klasztorach.
O k r e ś l o n y rodzaj s p r a w n o ś c i manualnych jak też
pewne powszechne cechy osobowości to t y l k o n i e k t ó r e
spośród w i e l u c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na charakter
f a r m a l n y dzieł. Dochodzą jeszcze tak istotne w p ł y w y
na w y o b r a ź n i ę a r t y s t y c z n ą j a k o k r e ś l o n e dziedzictwo
k u l t u r o w e . W przypadku M o n g o l i i szerokie rzesze spo­
ł e c z e ń s t w a m i a ł y b e z p o ś r e d n i ą styczność, nawet w cza­
sach ustroju feudalnego, z w y t w o r a m i o n a j w y ż s z e j r a n ­
dze artystycznej.
Wydaje się w i ę c , że dopiero w najnowszych czasach
w y s t ą p i ł y podstawy, z a r ó w n o społeczne, j a k i gospodar­
cze, k t ó r e w p ł y n ą ć m o g ą na z m i a n ę monolitycznego cha­
r a k t e r u k u l t u r y Mongolii. B y ć m o ż e j e s t e ś m y ś w i a d ­
k a m i k s z t a ł t o w a n i a się w ł a ś n i e teraz p r o c e s ó w p o l a r y zacyj'nych w k u l t u r z e tego k r a j u . Przy egalitarnych za­
ł o ż e n i a c h socjalizmu w y d a w a ć się m o ż e paradoksalnym
fakt w y s t ą p i e n i a dopiero w t y m p o s t ę p o w y m ustroju
m n i e j l u b bardziej elitarnej k u l t u r y , a t y m samym
r ó w n i e ż k u l t u r y , k t ó r ą łączyć m o ż e m y z p o j ę c i e m l u ­
dowej. Proces ten dokonuje się najprawdopodobniej
w k u l t u r z e w i e l u nowych p a ń s t w , w szczególności w y ­
zwolonych k r a j ó w A z j i , A f r y k i czy A m e r y k i P o ł u d n i o ­
w e j . Niemniej jednak szczególna z u p e ł n i e s t r u k t u r a
demograficzna Mongolii, u k s z t a ł t o w a n a w ostatnich k i l ­
k u d z i e s i ę c i u latach, jest w y j ą t k o w o s p r z y j a j ą c y m m o ­
mentem dla w y s t ą p i e n i a wspomnianych różnic w k u l ­
turze. Na nieco w i ę k s z ą aniżeli m i l i o n l u d n o ś ć M o n ­
golii blisko 300-tysięczna jej część zamieszkuje U ł a n -

l i . 30. Koń,

baran,

jak

i owca, gips, wys.

Bator. Nawet przy nowoczesnych ś r o d k a c h przekazu,
j a k radio, szkoła, prasa, społeczność m i e j s k ą U ł a n - B a t o r
izolują od pozostałej l u d n o ś c i ogromne obszary tego
k r a j u . N a j w a ż n i e j s z e jednak, że w u ł a n b a t o r s k i m zespole
o s i e d l e ń c z y m p o w s t a ł y szerokie możliwości k s z t a ł c e n i a
się znacznej grupy l u d n o ś c i r ó ż n i ą c e j się od pozostałej
części s p o ł e c z e ń s t w a poziomem i stylem życia. Do grupy
tej zaliczyć należy przede w s z y s t k i m ś r o d o w i s k o pisarzy,
a r t y s t ó w , ludzi nauki, dziennikarzy i b y ć m o ż e r ó w n i e ż
część p r a c o w n i k ó w instancji centralnych. Ś r o d o w i s k o
to znajduje znacznie szersze i ściślejsze p o w i ą z a n i e
z o g ó l n o l u d z k i m dorobkiem k u l t u r o w y m . Zarazem jest
ono predysponowane do głębszego rozumienia i przyswo­
jenia rodzimej t r a d y c j i k u l t u r o w e j .
J e d n o c z e ś n i e zwraca u w a g ę fakt, że instytucje zaj­
m u j ą c e s i ę r e a k t y w o w a n i e m dawnych u m i e j ę t n o ś c i r ę k o ­
dzielniczych (artele r ę k o d z i e ł a artystycznego — odpo­
w i e d n i k i naszej Cepelii) z n a j d u j ą się w sytuacji nadal
aktualnych potrzeb i z a i n t e r e s o w a ń w y t w o r a m i „ l u d o ­
w y m i " ze strony mas pasterskich. Mongolskie s p ó ł d z i e l ­
nie r ę k o d z i e ł a artystycznego w y t w a r z a j ą ozdobne, n a b i ­
jane srebrem siodła, malowane elementy j u r t , meble,
wszelkich r o z m i a r ó w naczynia fajansowe na kumys,
srebrne czarki i wreszcie m a k a t k i - a p l i k a c j e ( i l . 36).
J e ś l i z t r a d y c j i muzycznych, dzięki specjalnie u k ł a d a ­
n y m programom r a d i o w y m , działalności teatru i i n .
instytucji, korzysta w jednakowej mniej w i ę c e j mierze
całe s p o ł e c z e ń s t w o mongolskie, to wymienione w y ż e j
w y t w o r y sztuk plastycznych przeznaczone s ą p r a w i e w y ­

7 cm. Prace dzieci ze szkoły

w Mandał

Gobi.

213

�т

�33

II. 31. „Dund
gra polegająca

churu" — gra polegająca
na ćwiczeniu
zręczności

na odnajdywaniu średniego
serdecznego palca. Zwyczaje
Ulan-Bator.

łącznie dla odbiorcy z p r o w i n c j i , dla ludności paster­
skiej. W ś r o d o w i s k u miejskim w y t w o r y te nie z n a j d u j ą
uzasadnienia utylitarnego, a ich znaczna w a r t o ś ć ma­
terialna nie dopuszcza też, aby m o g ł y pełnić funkcje
dekoracyjne.
W a ż n ą rolę w rozwoju l o k a l n y c h u m i e j ę t n o ś c i a r t y ­
stycznych opartych o tradycyjne wzory p e ł n i ą tzw. czer­
wone k ą c i k i — instytucja pracy k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e j
somonu. W k ą c i k a c h tych wiele uwagi p o ś w i ę c a się roz­
w i j a n i u u m i e j ę t n o ś c i w rzeźbieniu, hafcie, aplikacjach.
Obok spółdzielni r ę k o d z i e ł a artystycznego stworzone
zostały w Mongolii zespoły m a l a r z y - k o p i s t ó w . Do ich
z a d a ń należy m.in. kopiowanie (w d u ż y c h ilościach
egzemplarzy) pewnych t e m a t ó w malarskich opracowa­
nych dla szerokiego odbiorcy z o ś r o d k ó w somonowych.
Obrazami t y m i przystraja się zajazdy, świetlice, sto­
łówki, kina. Z d a r z a j ą się zestawy paru o b r a z ó w , ale
często r ó w n i e ż ekspozycje o charakterze galerii. Pewien
procent k o p i s t ó w r e k r u t u j e się z dawnych l a m ó w - m a larzy. Dzieło k o p i s t ó w r ó ż n i się zasadniczo od tych
prac, k t ó r e prezentuje oficjalna galeria sztuki w s p ó ł ­
czesnej w U ł a n - B a t o r . Malarstwo k o p i s t ó w ma pewien
w s p ó l n y charakter, k t ó r y określić by m o ż n a pojęciem
naiwnego realizmu. N a i w n o ś ć treści w y r a ż a j ą tak sfor­
m u ł o w a n e tematy j a k : „ w i e l b ł ą d z i c a — przodownica
w w y d a j n o ś c i mleka i sierści", „rozjuszona w i e l b ł ą d z i c a
w a l c z ą c a z w i l k i e m " , albo temat: „przyszłość".

palca. II. 32. Gra „dembe". II. 33. „Jadam" —
ogólnomongolskie.
11. 34. Lama — malarz.

�M ó w i ą c o w s p ó ł c z e s n e j twórczości artystycznej, nie
m o ż n a p o m i n ą ć działalności amatorskich zespołów p i e ś n i
i t a ń c a . Mongolia m o ż e poszczycić się d u ż ą ilością t r u p
artystycznych, k t ó r y c h działalność w i ą ż e się ściśle z ży­
ciem k u l t u r a l n y m s o m o n ó w . W programach tych zespo­
łów p r z e p l a t a j ą się u t w o r y rodzime, tradycyjne, ze
w s p ó ł c z e s n y m i i w y b r a n y m i z klasycznych r e p e r t u a r ó w
europejskich. O b s e r w u j ą c reakcje w i d o w n i s k ł a d a j ą c e j
się z ludności pasterskiej — a r a t ó w , dostrzegamy przede
wszystkim p e ł n ą i w r ę c z e u f o r y c z n ą a k c e p t a c j ę treści
swojskich, rodzimych. S t ą d też i w tej dziedzinie ist­
nieją naturalne podstawy dla rozwoju twórczości n a w i ą ­
zującej do t r a d y c y j n y c h f o r m wyrazowych.

*
W ś w i e t l e m a t e r i a ł ó w z M o n g o l i i zagadnienie zróż­
nicowania k u l t u r y p r z y j m u j ą c e j p o s t a ć d w u g ł ó w n y c h
n u r t ó w rozwojowych — ludowego i elitarnego — roz­
p a t r y w a ć należy nie t y l k o w aspekcie n i e r ó w n o ś c i spo­
łecznych, ale r ó w n i e ż systemu funkcjonowania gospodar­
czego o k r e ś l o n e j zbiorowości. Dopóki jest ona oparta
0 tego t y p u n i e r o z w i n i ę t ą g o s p o d a r k ę , j a k ą jest paster­
stwo koczownicze, nie ma podstaw do w y s t ą p i e n i a zja­
wiska polaryzacji k u l t u r y . I dlatego w ś r ó d determinan­
t ó w o d r ę b n y c h n u r t ó w w k u l t u r z e (sztuce) w s k a z y w a ł ­
bym — obok o k r e ś l o n e g o stopnia z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego — przede wszystkim osiadłość, r o z w ó j rolnictwa
1 r z e m i o s ł a , pojawienie się wsi i miast.
II. 35. Wóz z osią ruchomą.

Sądzę, że f a k t pojawienia się miast w k a ż d e j k u l ­
turze jest wydarzeniem o doniosłych konsekwencjach,
z a r ó w n o w k s z t a ł t o w a n i u się w y t w ó r c z o ś c i , jak też o k r e ś ­
lonych g u s t ó w i u p o d o b a ń . O ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i m i e j ­
skiej są zdolne o d d z i a ł y w a ć na r ó ż n i c o w a n i e się potrzeb.
Pojawienie się miast to w y s t ą p i e n i e t a k ż e odmiennych
w z o r c ó w k u l t u r o w y c h , odmiennych s t y l ó w życia: m i e j ­
skiego i niemiejskiego. Z procesem t y m w i ą ż e się oczy­
wiście zjawisko stopniowej polaryzacji k u l t u r y i w n i m
d o p a t r y w a ł b y m się genezy sztuki elitarnej i ludowej.
Wraz z rozwojem miast sztuka plemienna zyskuje p o s t a ć
ludowej.
Proces ten zachodzi w s p ó ł c z e ś n i e i w Mongolii, gdzie
np. szamanistyczne r e k w i z y t y k u l t u r y plemiennej spo­
t y k a j ą się obecnie z a k c e p t a c j ą w y ł ą c z n i e w a r s t w l u ­
dowych. Natomiast r e k w i z y t ó w tych nie odnajdujemy
dziś z u p e ł n i e w życiu inteligencji.
Wolno p r z y p u s z c z a ć , że jeszcze w stosunkach feudal­
nych r e k w i z y t y te działały silniej na w y o b r a ż e n i a szero­
k i c h rzesz pasterzy niż na inne grupy ówczesnego spo­
ł e c z e ń s t w a . Stopniowe odchodzenie od t r a d y c j i szamanistycznych, w k t ó r y m to procesie p r z e w o d z i ł y nie­
w ą t p l i w i e w a r s t w y uprzywilejowane, było
podstawą
swoistej sublimacji powszechnie d o s t ę p n y c h t r e ś c i z w i ą ­
zanych z lamaizmem. Na tej też drodze d o k o n y w a ł a się
w s t ę p n a elitaryzacja k u l t u r y , p r o w a d z ą c a do w y k s z t a ł ­
cenia się już w naszym czasie n u r t u k u l t u r y o charak­
terze zdecydowanie e l i t a r n y m .

Okolice somonu Bajan. II. 36. Krąg
drewniany jurty.
rękodzieła
artystycznego.
Ułan-Bator.

Współczesny

wyrób

spółdzielni
35

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5893" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5873">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/d888de883664a70d1bffa29ddb22770a.pdf</src>
        <authentication>28ce956d03c94e5febd15a0e7fd599c5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70273">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70274">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70275">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70276">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70277">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70278">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70279">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70280">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70281">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70282">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70283">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70284">
                <text>oznaczają często z u p e ł n i e nowe modele k u l t u r o w e ) , to
stworzy się wtedy aparat badawczy dostatecznie bogaty
do obserwacji historycznie coś w y j a ś n i a j ą c y c h .
A j a k to dzisiaj w y g l ą d a ? M y ś l ę , że nie obronimy
pojęcia k u l t u r y ludowej m ó w i ą c o tzw. k u l t u r z e maso­
w e j . Ona istnieje jako t w ó r bardzo trudno u c h w y t n y ,
jako „ ż y w y duch" o bardzo niejasnych zarysach. M a m
w r a ż e n i e , że obraz dzisiejszy s u p r a s t r u k t u r y k u l t u r o w e j
sprowadza się do r ó ż n y c h zespołów k u l t u r ś r o d o w i s k o ­
w y c h , z w ł a s n y m i o ś r o d k a m i t w ó r c z y m i . Na p r z y k ł a d
osoba k o p i u j ą c a „ T r ę d o w a t ą " jest t w ó r c ą k u l t u r y ; oka­
zało się, 'że ten t y p l i t e r a t u r y musi istnieć i k r ą ż y ć .
To jest artysta, k t ó r y w y c z u ł zapotrzebowanie; on tworzy
dzieło, k t ó r e nie f u n k c j o n o w a ł o , tworzy nowe podniety,
t w o r z y nawet pewien głód, m o ż e w i ę k s z y niż d o t y c h ­
czas. Nawet radio ugięło się przed t y m zapotrzebowa­
niem.
Jak w i d a ć , w y c o f u j ę się na stanowisko c a ł k o w i c i e
pasywne. Nie chcę m ó w i ć o genetycznych zależnościach
w kulturze, o prawach przebiegu zjawisk, o procesach
p r z e b i e g a j ą c y c h . P r a g n ę s u g e r o w a ć , że trzeba się ogra­
niczyć do tego, aby pod o k r e ś l o n y m i datami zapropono­
w a ć pewne p o d z i a ł y ś r o d o w i s k o w e , zająć się opisem
k u l t u r y t y c h ś r o d o w i s k , a dopiero z tych opisów u k ł a ­
dać dalej obserwacje generalne.
T a k ą o k r ę ż n ą d r o g ą dochodzę do odpowiedzi na p y ­
tanie o t r e ś ć pojęcia „ k u l t u r a ludowa", „ s z t u k a ludowa'-.
W Polsce m i e l i ś m y do czynienia aż po w i e k X V I I I r a ­
czej z r ó ż n y m i k u l t u r a m i ś r o d o w i s k o w y m i , j e d n y m i
„ e l i t a r n y m i " , i n n y m i „ ś r e d n i m i " . Przeciwstawienie e l i ­
tarna — ludowa nie sprawdza się ani w starszej l i t e r a ­
turze, ani teatrze. B y ć m o ż e , że w starej Polsce w n i e ­
k t ó r y c h k u l t u r a c h ś r o d o w i s k o w y c h (inp. c h ł o p s k i e j w o ­
j e w ó d z t w wschodnich w X V I I wieku)
funkcjonowały
ludowe o ś r o d k i artystyczne, ale w y d a j e się, że w obra­
zie naszej przeszłości inne zjawiska p r z e s ł a n i a k u l t u r a
„ ś r e d n i a " , bardziej od „ l u d o w e j " uniwersalna.

ALEKSANDER JACKOWSKI
W a r t o ś ć dzisiejszej dyskusji w i d z ę w t y m , że poka­
zała ona u m o w n o ś ć pojęcia sztuki ludowej i że posta­
w i ł a liczne znaki zapytania tam, gdzie dotychczas z w y k ł o
widzieć się pewien ustalony schemat. I w ł a ś n i e o to
nam, jako inicjatorom, g ł ó w n i e chodziło.
Pojęcie sztuki ludowej jest p r o d u k t e m o k r e ś l o n e j
epoki i przejmujemy je dziś jako r e l i k t przeszłości.
P o w o ł a n e do życia w okresie r o m a n t y z m u m i a ł o w ó w ­
czas i n n ą nieco t r e ś ć z n a c z e n i o w ą , i n n y kontekst k u l ­
t u r o w y i s p o ł e c z n y . P o w s t a ł o w czasie, gdy inne zabar­
wienie i sens m i a ł y choćby takie o k r e ś l e n i a j a k ojczyz­
na, ojcowizna, lud, n a r ó d . Nie jest w i ę c pojęcie sztuki
ludowej k a t e g o r i ą logiczną, z a m k n i ę t ą , a trzeba je t r a k ­
t o w a ć jako p o j ę c i e nieprecyzyjne. Pojęcie, k t ó r e w r a z
z rozwojem naszej wiedzy o w ł a s n e j historii i kulturze
zmienia się, rozszerza, traci o s t r o ś ć . P o j ę c i e wreszcie —
ahistoryczne, co s ł u s z n i e p o d k r e ś l i ł w swej p i ę k n e j w y ­
powiedzi prof. Piwocki.
S ą d z ę , że g d y b y ś m y mogli odrzucić wszelkie r e l i k t y ,
z a p o m n i e ć o tradycji, o ciągłości k u l t u r y , k t ó r a w y r a ż a
się nawet w zachowaniu nazw spraw i rzeczy — z a s t ą ­
p i l i b y ś m y pojęcie „ l u d " i n n y m i , d o k ł a d n i e j s z y m i o k r e ś ­
leniami. Zabieg t a k i wydaje się jednak w praktyce
t r u d n y , a nawet n i e m o ż l i w y , nasza k u l t u r a , literatura,

historia s t a ł y b y się bowiem uboższe, straty b y ł y b y być
m o ż e w i ę k s z e niż zyski.
Z a c h o w u j ą c jednak pojęcie „ l u d u " w znaczeniu po­
tocznym, o g ó l n y m — n a l e ż y chyba w badaniach nauko­
w y c h , t a m gdzie to m o ż l i w e i celowe, p o s ł u g i w a ć się
o k r e ś l e n i a m i w ę ż s z y m i , a zarazem bardziej k o n k r e t ­
n y m i . Istnieje bowiem n i e b e z p i e c z e ń s t w o zacierania od­
r ę b n o ś c i zjawisk przez p o d c i ą g a n i e ich pod w s p ó l n y
m i a n o w n i k . Badanie np. grupy malarzy cechowych p r a ­
c u j ą c y c h dla masowego odbiorcy w i n n o u w z g l ę d n i a ć
p e ł n ą s p e c y f i k ę zjawiska. P r z y j ę c i e nazwy „ m a l a r z e
l u d o w i " s p r a w ę zaciemnia, automatycznie bowiem z m u ­
sza do szukania e l e m e n t ó w p o z w a l a j ą c y c h tę g r u p ę
u z n a ć za l u d o w ą , a t y m samym nie sprzyja zarysowa­
niu odrębności.
W praktyce redaktora pisma, k t ó r e w t y t u l e j u ż ma
zawarte o k r e ś l e n i e „ s z t u k a ludowa", w i e l o k r o t n i e spo­
t y k a ł e m się z t y m , że autor pisząc o c i e k a w y m zagad­
nieniu rozpaczliwie u s i ł o w a ł w c i s n ą ć je w r a m y „ s z t u k i
ludowej", aby j a k o ś p a s o w a ł o do pisma, do dyscypliny
naukowej (np. wota srebrne, w y c i n a n k i X V I I w., znaki
wodne na papierze). W k o ń c u zabieg t a k i często oka­
z y w a ł się m o ż l i w y , ale „ s z t u k a l u d o w a " za k a ż d y m r a ­
zem z n a c z y ł a coś innego. Raz b y ł a to t w ó r c z o ś ć mas
analfabetycznych (a w i ę c i w s i , i p r o l e t a r i a t u miejskie­
go), kiedy indziej zaś chodziło o t w ó r c z o ś ć a r t y s t y c z n ą
wsi, przy czym i t u n i e k t ó r z y badacze zaliczali do „ s z t u ­
k i l u d o w e j " całość artystycznej produkcji, i n n i zaś j e ­
dynie t ę jej część, k t ó r a o p i e r a j ą c się o w y p r a c o w a n y
zbiorowo „ k a n o n " estetyczny m i a ł a o k r e ś l o n e cechy sty­
listyczne. B y w a ł o też, że m ó w i ą c o sztuce ludowej r o z u ­
miano pod t y m jedynie s z t u k ę wsi dla w s i , kiedy i n ­
dziej zaś rozszerzano to pojęcie o s z t u k ę w y k o n y w a n ą
na u ż y t e k w s i i t d .
P r z y j ę l i ś m y milcząco podział naszej k u l t u r y (w w a ­
r u n k a c h rozwarstwienia) na w y ż s z ą (uczoną) i l u d o w ą .
W przypadkach t y p o w y c h , skrajnych, wyrazistych m o ż ­
na na ogół u z n a ć t a k ą typologię. A l e j a k ż e się ona staje
uproszczona, gdy chodzić nam b ę d z i e o strefy graniczne,
o obszary p o ś r e d n i e . Zobaczymy te konsekwencje choćby
na p r z y k ł a d z i e naszych m u z e ó w . Jedne — narodowe,
miejskie — g r o m a d z ą s z t u k ę uczoną, wysokiej klasy
r z e m i o s ł o cechowe, artystyczne. I n n e — etnograficzne,
o g r a n i c z a j ą się do k u l t u r y wsi, niekiedy m a ł y c h miaste­
czek. A co się dzieje p o ś r o d k u ? Jak w y g l ą d a ł a i w y g l ą d a
k u l t u r a r ó ż n y c h grup l u d n o ś c i , rzemiosło, k t ó r e już nie
jest ludowe, a jeszcze nie jest w p e ł n i artystyczne? Jak
w y g l ą d a t w ó r c z o ś ć poszczególnych grup, r ó ż n i ą c y c h się
k u l t u r ą a nie a t r a t y f i k a c j ą społeczną?
Z w i e l k i m zainteresowaniem s ł u c h a ł e m w y w o d u prof.
Piwockiego. Chyba to nie przypadek, że r ó w n o l e g l e , bez
porozumiewania się ze sobą, podobne w ą t p l i w o ś c i ma
w i e l u z nas. Ś w i a d c z y to t y l k o o pewnej p r a w i d ł o w o ś c i ,
o t y m , że na obecnym etapie naszej wiedzy stosowanie
nazwy — amalgamatu (a za t a k i u w a ż a m p o j ę c i e sztuki
ludowej) — hamuje widzenie i p r a w i d ł o w ą
analizę
zjawisk z a c h o d z ą c y c h w kulturze. Trzeba w i ę c w p r a ­
cach naukowych w y c h o d z i ć od k o n k r e t u sytuacji danej
grupy, k u l t u r y czy s u b k u l t u r y , a s t o s u j ą c pojęcie sztuki
ludowej r e w i d o w a ć j e za k a ż d y m razem i precyzyjnie
określać.
, ' Kończąc naszą dyskusję p r a g n ę podziękować P a ń s t w u
za niezmiernie i n t e r e s u j ą c e wypowiedzi. S ą d z ę , że s p e ł ­
n i ą one znakomicie r o l ę i n i c j u j ą c ą i w r ę c z p r o w o k u j ą c ą
dla dalszych dyskusji i a r t y k u ł ó w na tematy teoretyczne.

Fot.: Stanisław
Biniewski — il. 16; Andrzej Jakimowicz — il. 5 — 8 ; Jacek Olędzki
— il. 13, 17, 19—35, rys. —
il. 14, 15. II. 1—4 repr. z: L'art dans le monde. Afrique. Paryż 1962. II. 9—12 repr. z: W.G. Archer, Bazaar pain­
tings of Calcuta. Londyn 1953. II. 18. repr. z: Ladislau Forbath. Die Neue Mongolie.
Berlin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5894" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5874">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/0ef2759c1cf8bdce6649573bb83c51a7.pdf</src>
        <authentication>f0d4f6a00e440c60e7113b4d3e25a026</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70285">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70286">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70287">
                <text>religijność ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70288">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:915</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70289">
                <text>Z badań nad ludową recepcją "Żywotów świętych"/ LUD 1970 t.54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70290">
                <text>LUD 1970 t.54,s.87-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70291">
                <text>Baranowski, Władysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70292">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70293">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70294">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70295">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70296">
                <text>Lud, t. 54, 1970

WŁADYSŁA W BARANOWSKI

z

BADAŃ NAD LUDOWĄ RECEPCJĄ

"ŻYWOT6W

ŚWIĘTYCH"

ŻYWOTY ŚWIĘTYCH Z NAJBLIŻSZEGO OTOCZENIA CHRYSTUSA
W FOLKLORZE POLUDNIOWEJ CZĘŚCI WOJ. ŁODZKIEGO

Do dziś dnia badania z pogranicza etnografii i religioznawstwa rozwijają się w nauce polskiej nadzwyczaj słabeJ. Już przed przeszło stu
laty problematyka tego rodzaju zainicjowana została przez Ryszarda
Berwińskiego l. Prowadzone one były zarówno przed pierwszą wojną
światową, jak również i w okresie międzywojennym. Tu szczególnie należy wymienić prace Stefana Czarnowskiego 2, Kazimierza Dobrowolskiego 3 i Jana Stanisława Bystronia 4. Wbrew wszelkim logicznym uzasadnieniom, tego rodzaju badania w Polsce Ludowej uległy pewnemu
zahamowaniu. Dopiero w ostatnich latach ukazało się trochę prac z tego
zakresu pisanych zarówno z pozycji laickich 5, jak i katolickich 6. W poR. Berwiński, Studia o literaturze
ludowej
ze stanowiska
historycznej
i naukrytyki.
Poznań 1854, t. 1-2.
2 S. Czarnowski,
Kultura
religijna
wiejskiego
ludu polskiego.
W: Dzieła t. 1,
Warszawa 1950, s. 88-107; tenże, Kult bohaterów i jego społeczne podłoże. Święty
Patryk bohater narodowy
Irlandii.
W: Dzieła t. 4, s. 11-243 i in.
~ K. Dobrowolski, Dzieje kultu św. Floriana w Polsce do połowy XVI w. Warszawa 1923; tenże, Żywot św. Jacka. Ze studiów nad polską hagiografią
średniowieczną. "Rocznik Krakowski",
t. 20, 1920, s. 20-39 i in.
4 J. S. Bystroń,
Z badań nad kultem
świętych.
"Przegląd
Współczesny",
1924,
nr 21, s. 143-146; tenże, Kultura
ludowa.
Warszawa
1947, wyd. II, s. 126-196;
tenże, Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce. Warszawa
1960, wyd. II, t. 1, s. 305309 i in.
s Por. np. E. Ciupak, Parafianie
(Wiejskie
parafie
katolickie).
Warszawa
1961'
tenże, Kult religijny
i jego społeczne podłoże. Warszawa
1965; tenże, Wincenty
Witos o katolicyzmie
chlopskim
i polityce
kościola.
"Wieś Współczesna",
R. 10,
1966, nr 7, s. 84-89; W. Baranowski,
Z badań nad katolicyzmem
ludowym
okresu
pouwłaszczeniowego.
Kult
"świętych
doktorów".
"Zeszyty Naukowe Uniwersytetu
Łódzkiego", seria 1, 1969, nr 63, s. 83-99 i in.
G J. Zdrój,
Religijność
ludu naszego. "Homo Dei", R. 17, 1948, nr 3/55, s. 313l

kowej

�88

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

równaniu jednak z olbrzymią literaturą z pogranicza etnografii i religioznawstwa w nauce innych krajów, nasze badania na tym odcinku przedstawiają się nie najlepiej.
Jest zagadnieniem powszechnie znanym, że w ciągu wielu stuleci literatura dewocyjna, a szczególnie tzw. "żywoty świętych", wywarły
olbrzymi wpływ na folklor polski 7. Zresztą tego rodzaju zjawisko występuje w folklorze wszystkich krajów zarówno katolickich, jak i prawosławnych. Jedynie w krajach protestanckich, ze zrozumiałych przyczyn dogmatycznych, jest ono znacznie słabsze. Co ciekawsze jednak,
analogiczne zjawisko ma miejsce również na terenach zamieszkiwanych
przez ludność muzułmańską. Legendarne żywoty świętych chrześcijańskich zostały tam zastąpione przez podobnego typu opowieści o prorokach, kalifach, tzw. "świętych mężach" itp.8 A wreszcie podobne analogie znaleźć można i na terenach buddyjskich.
W krajach katolickich w tradycyjnym środowisku chłopskim olbrzymią rolę odgrywały różnego typu żywoty świętych, z którymi chłop
zapoznał się czy to przez lekturę popularnej literatury hagiograficznej,
czy też poprzez słuchanie legend z tego zakresu 9. W życiu wsi polskiej
tego rodzaju legendy, osnute na tle żywotów świętych, odgrywały olbrzymią rolę. Niekiedy były one tylko powtórzeniem uznanych przez
oficjalne czynniki kościelne legend hagiograficznych, bardzo często odbiegały one jednak od tego rodzaju wzorów. W ustnej literaturze ludowej narastały nowe legendy będące tylko luźną przeróbką znanych
w literaturze dewocyjnej żywotów świętych.
W oficjalnych biografiach świętych wyróżnić można cały szereg wielokrotnie powtarzających się schematów 10. Szczególnie wyraźnie występuje to w odniesieniu do żywotów świętych z początkowego szerzenia
321. Znacznie

są studia W. Piwowarskiego,
TUpologia religijna
"Studia Warmińskie", t. 1, 1964, s. 115-197.
7 Tak oto charakteryzował
to zagadnienie znakomity znawca liter.atury ludowej
J. Krzyżanowski:
"Żywoty świętych - najbardziej
ludowy produkt piśmiennictwa
ludów chrześcijańskich,
żywy od schyłku starożytności,
po dzień dzisiejszy C .. )
Folklor polski nasiąkał pierwiastkami
hagiograficznymi
od wczesnego średniowiecza (...) Cała ta jednak olbrzymia dziedzina hagiografii ludowej leży dotąd odłogiem, nie doczekała się bowiem choćby fragmentarycznie
opracowania naukowego",
Słownik
folkloru
polskiego, Warszawa 1965, s. 479-480.
8 Por. np. Handworterbuch
des Islam. Leiden 1941; The Encyclopaedia
of Islam.
Leiden-London
1960, t. l i n.; M. Gaudefroy-Demombynes,
Mahomet. Paris 1957 i in.
g Odnośnie
s'tosunków bretońskich, por. np. Y. Brekilien, La vie quotidienne
des
paysans en Bretagne au XIX siecle. Paris 1966, s. 90-93.
10 Zagadnienie
tzw. typologii świętych w wierzeniach ludowych w nadzwyczaj
interesujący
sposób poruszył Ciupak, Kult
religijny
i jego społeczne podłoże,
s.47-83.
katolików

bardziej

południowej

krytyczne
Warmii.

�Z

badań

nad ludową

recepcją

"żywotów

świętych"

się chrześcijaństwa, czy też ze średniowiecza 11. Również i w folklorze,
zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach, wyraźnie występują
tego rodzaju schematy. Niejednokrotnie usłyszeć można niemal takiej
samej treści żywoty kilku różnych i zupełnie niepowiązanych ze sobą
świętych.
Na terenie, którym się zajmuje ta praca, a więc w południowej części
województwa łódzkiego 12, dość wyraźnie występują pewne schematy,
a więc żywoty męczenników-apostołów z początkowych okresów szerzenia się chrześcijaństwa,
żywoty kapłanów-męczenników
lokalnego
pochodzenia (św. Wojciech, św. Stanisław, św. Andrzej Bobola i in.),
żywoty królów-męczenników (św. Zygmunt, św. Wacław i in.), żywoty
świętobliwych biskupów (św. Mikołaj, św. Marcin, błogosławiony Bogumił i in.), żywoty pobożnych młodzieńców, którzy "pełni cnót" zmarli
w młodym wieku (św. Kazimierz, św. Stanisław Kostka, św. Alojzy Gon-zaga i in.), żywoty tzw. "świętych panien-męczennic (św. Barbara, św.
Katarzyna Aleksandryjska, św. Małgorzata, św. Urszula, św. Dorota i in.),
żywoty pobożnych i miłosiernych królowych (św. Jadwiga Śląska, królowa Jadwiga, Kinga i in.), żywoty wzorów "skromności i litościwości"
(św. Roch, św. Idzi, św. Izydor "Oracz", św. Franciszek z Asyżu, św.
Antoni Padewski, św. Jan Kanty, błogosławiony Jan z Dukli i in.). Tego
rodzaju schematy w folklorze omawianego terenu bardzo wyraźnie powtarzają się. Natomiast stosunkowo niewielka liczba świętych wykazuje
w legendach ludowych bardziej zindywidualizowane cechy. Są to przeważnie osoby z tzw. "Jezusowej świty".
W okresie panowania w ciągu kilku stuleci na naszych ziemiach stosunków folwarczno-pańszczyźnianych,
w wierzeniach szerokich rzesz
ludności wytworzył się feudalny obraz nieba. Tak jak i na ziemi, rów-nież i tam istniała gradacja społeczna. Na samym szczycie tej drabiny
stali Bóg Ojciec, syn jego Jezus Chrystus oraz Matka Boska. Ich świtę
stanowili ci ze świętych, którzy czy to według Ewangelii, czy teź podań
ludowych za życia blisko stykali się ze Świętą Rodziną. Pierwsze miejsce
należało się tu "Oblubieńcowi Najświętszej Maryi Panny" - św. Józefowi. Dalej znacznym szacunkiem cieszyła się "babka Chrystusowa"
i "Matka Najświętszej Panny" - św. Anna. Znacznie bardziej w cieniu
pozostawał jej małżonek, św. Joachim. Spośród uczniów i towarzyszy
li Por.
np. E. Lucius, Die Anfiinge
des HeiLiaenkultus
in der christlichen
Kirche.
Tlibingen 1904; P. Saintyves, Essai de mythoLogie
chretienne.
Les saints successeurs
des dieux. Paris 1907; H. Delehaye, Les origines du culte des martyrs,
Bruxelles
1933 i in.
12 Praca
ta oparta została w głównej mierze na badaniach terenowych
prowarizonych w latach 1965-1969
na terenie powiatów: piotrkowskiego, bełchatowskiego,
radomszczańskiego, paję~zańskiego, wieluńskiego i wieruszowskiego.

�'90

WŁADYSŁA

W BARANOWSKI

Chrystusowych na pierwszy plan wysuwała się w mniemaniu ludu osoba
św. Piotra i Pawła, dalej św. Jana Chrzciciela (którego często mylono
ze św. Janem Ewangelistą, lub Janem Nepomucenem), św. Łukasza, św.
Jakuba, św. Bartłomieja, św. Marii Magdaleny (często mylonej z innymi
Mariami, o których wspominały Ewangelie i różne legendy). Specjalniejsze miejsce zajmował Archanioł Michał i Archanioł Gabryjel. Do tej
"J ezusowej świty" zaliczony był również olbrzym św. Krzysztof, który
na swych barkach nosił Zbawiciela.
Dalszy krąg stanowili święci szczególnie mili Chrystusowi, którzy
dzięki temu posiadali w sferach niebieskich olbrzymie wpływy. Dalej
szli zaś inni święci, błogosławieni czy też kandydaci na świętych. Co do
znaczenia· w sferach niebiańskich poszczególnych świętych, to zdania
były dość podzielone. Niekiedy w dwóch sąsiadujących ze sobą parafiach
utrzymywały się w tej dziedzinie naj zupełniej odmienne poglądy. Na
ogół jednak wszędzie, uznawano prawie bezspornie, że wielkim znaczeniem w sferach niebiańskich cieszą się ci święci, którzy ongiś stali blisko
świętej Rodziny.
W tradycyjnym środowisku wiejskim bardzo szeroko był rozpowszechniony kult św. Józefa 13. Jest to na pewno jedna z czołowych, zarazem
jednak jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci chrześcijaństwa.
Poświęcona jej też została olbrzymia, niestety zresztą przeważnie malo
krytyczna literatura 14. 'Vierzenia związane z postacią św. Józefa ulegały w ciągu wieków wielkim przemianom, w poszczególnych odłamach
chrześcijaństwa rola jego jest interpretowana w dość różny sposób 15.
Teologia katolicka uznaje w nim "oblubieńca Najświętszej Maryi Panny"
i "opiekuna Chrystusa" 16. Wstępując w związki małżeńskie z Maryją
był on jakoby człowiekiem jeszcze dość młodym. Dopiero później opowieści apokryficzne zrobiły z niego starca 17. Niektórzy komentatorzy
Pisma Świętego, szczególnie prawosławni, starali się wykazać, że pośluPor. np. Piwowarski, Typologia katolików
poludniowej
Warmii,
s. 195.
Por. np. V. Mercier, Sair-t Joseph, epoux de Marie, pere noul"Ticier de Jesus,
patron de l'Eglise,
d'apres l'Ecriture
Sainte et la tradition.
Paris 1895, J. Renard,
Saint Joseph et l'enfance de Marie et de Jesus. Tours 1920; Ch. Sauve, Saint Joseph
intime. Paris 1920; G. Sinibaldi, La grandezza di Giusseppe. Roma 1927; L. E. Dubois, Saint Joseph. Paris 1929; J. Muller, Der heilige Joseph. Die dogmatischen
Grundlagen
seiner besonderen
Verehrung.
Innsbruck 1937; H. Wirtz, Der heilige
Joseph heute, Tatsachen,
BUder und Gedenken.
Heidelberg 1951; D. Buzy, Saint
Joseph. Paris 1951; H. Rondet, Saint Joseph. Etude theologique
et doctrinale.
Paris
1954 i in.
15 Por.
np. Realencyklopiidie
filr protestantische
Theologie
und Kirche.
Leipzig
1901, t. 9, s. 354-359.
16 Por. np. Enciclopedia
cattolica. Roma 1951, t. 6, s. 790-806.
17 Podręczna
encyklopedia kościelna. Warszawa 1910, t. 19-20, s. 130.
13

14

�Z

badań nad Ludową recepc;jq

"żywotqw

91

świętych"

biając Maryję był już wdowcem i posiadał synów (wzmianki o tzw. braciach Chrystusa). W katolicyzmie przyjmuje się, że pozostawał w stanie
abstynencji seksualnej 18.
Kult św. Józefa 19, w średniowieczu dość słaby, począł się rozwijać
szerzej właściwie od XIV stulecia. W drugiej połowie XVI w. przybrał
on bardzo poważnie na sile. Do szerokich rozmiarów rozrósł się on
w okresie kontrreformacji. Znaczną rolę odgrywała postać tego świętego
również w katolicyzmie XIX w. Np. od 1870 r. został on uznany za protektora kościoła powszechnego. Był on też patronem rodzin chrześcijańskich, małżonków, rzemieślników, dobrej śmierci. Wreszcie już w XX
stuleciu doczekał się on nowego awansu na patrona mas pracujących,
a dniem św. Józefa, "Pracownika" czy nawet niekiedy "Robotnika", nie
bez politycznych przyczyn został 1 maj 20.
Postać św. Józefa bardzo mocno odbiła się w folklorze różnych krajów katolickich 21. Różne legendy z nią związane znane były zarówno
na terenie Włoch 22, Francji 23, czy również innych krajów o ludności
katolickiej.
Na wsi polskiej postać św. Józefa spopularyzowana była od dawna.
Nie bez znaczenia mogły tu być nadzwyczaj rozpowszechnione jasełki,
w których zwykle występowała postać św. Józefa 24. Również w kolędach ludowych przewijała się ta postać. A jedna z bardziej popularnych
kolęd rozpoczynała się od słów "Pomaluśku Józefie" 25. Występował on
18 "Wedle
powszechnej wiary kościoła zachodniego, żył w dziewictwie", K. Radoński, $więci i blogosławieni
kościoła
katolickiego.
Warszawa-Poznań-Lublin
1948, s. 237.
19 Por.
bezkrytyczną
pracę z tego zakresu S. Sza.franiec, Kult świętego Józefa.
"Homo Dei", 1958, t. 27, s. 165---169.
20 W. Mysłek,
Kościół współczesny. Warszawa 1963, s. 151-152.
21 P. Toschi,
Giuseppe (nel folklore).
W: Enciclopedia
cattoLica, t. 6, s. 805.
22 Por.
np. L. Sorrento, Una curiosa legenda di s. Giusseppe daHe Alpi aHa
Sicilia. W: Atti deI III Congresso d'Arti
e Tradizioni
Popolari,
Roma 1936, s. 545547.
23 Par.
np. A. Van Gannep, Manuel de folklore
fran(;ais
contemporain.
Paris
1937, t. 3, s. 486.
24 Opisując
stosunki z połowy XVIII w. proboszcz w Rzeczycy w dzisiejszym
pow. rawskim, Jędrzej Kitowicz, wspomniał
o ówczesnych jasełkach,
w których
bardzo ważną rolę odgrywał św. Józef: "pod tą szopką zrobiony był żłobek, a czasem kolebka (. .. ), w tej lub w tym osóbka Pana Jezusa (... ), z drugiej strony
Maryja i Józef stojący przy kolebce w postaci nachylonej, afekt natężonego lwchania i podziwienia
wyrażający",
J. Kitowicz, Opis obyczajów
za panowania
Augusta III. Wrocław 1951, s. 60
25 M. Mioduszewski,
Pastorałki
i kolędy z melodyjami
czyli piosenki wesołe ludu.
Kraków 1845, s. 142-143.
Por. też K. Miarka, Kantyczki,
kolędy
i pastorałki

w czasie świąt

Bożego

Narodzenia

po domach

śpiewane

z dodatkiem

pieśni

przy-

�92

WLADYSLA

W BARANOWSKI

także w tekstach modlitw. O popularności tego świętego świadczy nadzwyczaj często używany dawniej w stosunkach wiejskich zwrot "Jezus,
Mary ja, Józef".
W poprzednich stuleciach, a więc w wieku XVIII i XIX, postać św.
Józefa cieszyła się chyba największą popularnością. W XX w. w środowisku klerykalnym wsi jej znaczenie zmniejszyło się. Nadal jednak
dość powszechnie uważany jest św. Józef za pierwszego po Jezusie
i Matce Boskiej z dostojników niebiańskich.
Typ św. Józefa, jaki się wytworzył w wierzeniach środowiska wiejskiego, szczególnie bliski mógł być chłopu. Prosty cieśla, dobrotliwy staruszek "Józef mąż zacny", jak mówiły o nim słowa kolędy, prawdziwy
opiekun Maryi i jej Dzieciątka, był osobą wyjątkowo milą dla środowiska wiejskiego. Nie zastanawiano się tu nad trochę niezrozumiałymi dla
wsi polskiej ślubami czystości, "dziewictwie", w jakim żył biblijny Józef. Dla opinii wiejskiej łatwiejsze było inne skojarzenie. Ileż to razy
w stosunkach wiejskich młoda wdowa czy nieślubna matka wychodziła
za mąż za wiekowego, ale o dobrym charakterze starca, który zarówno
jej, jak i jej dziecku stworzyć mógł odpowiednie warunki bytowe, otoczyć czułą opieką. W ten sposób pojmowała opinia wiejska mułżeństwo
Maryi, i z tych też przyczyn św. Józef musiał być dla niej wiekowym
starcem o wyjątkowo dobrym i miłym usposobieniu.
W folklorze polskim postać św. Józefa występowała dość często. Na
omawianym terenie, tak zresztą jak to ma miejsce i w wielu innych
częściach Polski, a również i w większości innych krajów katolickich,
a więc np. Austrii, południowych i zachodnich Niemczech, Francji
i Belgii, najczęściej występował schemat legendy, w której św. Józef
pod postacią dobrotliwego żebraka lub pielgrzyma wędrował po świecie.
W czasie swych wędrówek pomagał ubogim, karcił niekiedy złych i chciwych bogaczy. Istnieje cały szereg wariantów tych legend.' A więc np.
pewnemu biedakowi, który przymierał głodem na przednówku, dał ów
wędrujący pielgrzym cudowny woreczek, z którego mógł wysypać tyle
zboża, ile mu było potrzeba na wyżywienie swoje i rodziny. Dowiedział
się o tym zły bogacz i symulując nędzarza wyżebrał od św. Józefa drugi
taki sam woreczek. Zamiast zboża wypadła jednak z niego olbrzymia
ilość myszy, które zjadły mu cały zapas zboża, tak że na przednówku
musiał się zadłużyć w bardzo poważny sposób 26.
Inny wariant tej legendy wiąże się ze sprawą rozpowszechnienia koniczyny, która dawniej uważana była jakoby za "zboże św. Józefa". Oto
w ciągu roku używanych.
Mikolów 1963, s. 137-188; Kolędy
Warszawa 1956, s. 111-113 i in.
26 Informacje
z Osjakowa, pow. Wieluń.

godnych

i pastorałki.

�Z badań nad ludowq

recepcjq

"żywotów

P3

świętych"

biedny chłop na wiosnę nie miał zupełnie ziarna do siewu. Bardzo nad
tym bolał. Szczególnie zaś przykro mu było myśleć o tym, że ze względu
na brak paszy w przyszłym roku będzie musiał sprzedać ukochanego
konia i krowy. Gdy jednak przyszedł do jego chałupy stary i zmęczony żebrak, podzielił się z nim ostatnim kawałkiem
chleba. I oto ów przybysz
odwdzięczył
się mu dając torbę z nieznanym
drobnym
ziarnem,
zapowiadając, że z niego wyrośnie
wspaniała
pasza dla żywego inwentarza.
Dowiedział się a tym zły bogacz i udając biedaka począł prosić wędrowca również a tego rodzaju nasienie. Św. Józef nie poskąpił mu go. Oto
jednak gdy na polu biedaka wyrosła dorodna i gęsta koniczyna,
dzięki
której mógł \ovy~;ywić cały swój inwentarz
i od krów otrzymywać
wielką ilość mleka, to na ziemi złego bogacza wybujały osty, z którymi przez
wiele lat nie mógł sobie dać rady 27. Ta legenda a "ziarnie św. Józefa"
znana jest również i w innych częściach Polski 28.
W innej legendzie ludowej
wędrujący
po świecie św. Józef uleczył
biednego cieślę, któremu belka zmiażdżyła nogę, a który chętnie podzielił się ostatnim kawałkiem
chleba z wędrowcem.
Gdy następnie
ów staruszek zaszedł do dworu, zły dziedzic wypuścił
na niego sforę psów.
O dziwo jednak, psy łasiły się do staruszka.
Następnie
zaś gwałtownie
zaatakowały
sv;cgo dotychczasowego
pana, którego
bardzo mocno pogryzły czy też n3\ovet zagryzły na śmierć 2:.:)
W różnych innych legendach
wspomina się, jal;;: to św. Józef pomagał
biednemu
i choremu
chlopu stawiać chałupę,
wyciągnął
z błota tonącego woźnicę, odprowacl/:ił do domu zbłąkane
dziecko itp. We wszystkich tych opowiadaniach
występował
zwykle św. Józef jako dobrotliwy
staruszek wędrujący
pn świecie w stroju żebraka czy też pielgrzyma.
Z pewnością
tego typu legendy bardzo chętnie były opowiadane
ongiś przez wędrownych
żebrakó'vv czy też różnego rodzaju obieżyświatów.
Ich sens był vv rzeczywistości
bardzo wyraźny.
Skłaniały
one biedującego chłopa clO dzielenia sic resztkami jadła z wędrov"cami,
do udzielania
poparcia żebl'zc)cym.
Prócz tego postać św. Józefa występowała
w różnych dawnych legendach ludowych
związanych
z tematyką
biblijną,
a więc w opmviadaniach a narodzeniu
Jezusa, o ucieczce do Egiptu itp. Naturalnie
występował on tu w drugorzędnej
roli u boku Jezusa i Maryi. Prawie zawsze
wspominało
się a nim jako a dobrotliwym
staruszku,
czułym opiekunie
Matki Boskiej i jej Dzieciątka.
W podobny sposób występowała
ta postać w różnych pieśniach pobożnych, kolędach itp.
Informacje z Konopnicy, pow. Wielllń.
Por. np. dość podobny tekst legendy pt. Ziarno
Zorza na rok 1925", Wilno 1924. s. l:l7--140.
29 Informacja
z MailIszyna, pow. Radomsko.
27

28

świętego

Józefa.

"Kalendarz

�94

WŁADYSŁA

W BARANOWSKI

Od utartego schematu odcina się jedna, mocno już zresztą zatarta,
legenda z terenu pow. pajęczańskiego 30, dotycząca uluycia ciała Chrystusa w skalnej grocie. Występuje w niej również ów dobrotliwy staruszek, św. Józef, opiekun Jezusa. Otóż z pewnością ta legenda, wywodząca się z jakiegoś kazania kościelnego albo z lektury jakiejś książki
treści dewocyjnej, dotyczy zupełnie innego Józefa. Zgodnie z powszechnie przyjętą interpretacją
teologii katolickiej, św. Józef, "Oblubieniec
Najświętszej Maryi Panny", umarł jeszcze przed wystąpieniem Jezusa 31.
Natomiast występuje tam inna postać Józefa z Arymatei 32. Był to jakoby krypto-chrześcijanin,
człowiek bogaty i wpływowy, posiadający
grób wykuty w skale w pobliżu Golgoty, który oddał na przyjęcie zwłok
Chrystusa 33. NaturaInie wiejski słuchacz nie bardzo rozróżniał tych J ózefów, których spora ilość znajdowała się wśród świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego. Dla niego istniała jedna tylko postać - św.
Józefa, dobrotliwego staruszka, opiekuna Jezusa. Stąd też i działalność
Józefa z Arymatei w słabo zorientowanym w sprawach teologicznych
środowisku chłopskim została przypisana temu staruszkowi.
Wreszcie można wspomnieć, że niekiedy mylono osobę św. Józefa
z unickim patriarchą połockim, Józafatem Kuncewiczem, który zosLał
zabity w 1623 r. przez prawosławnych na Białorusi, w okresie ostrych
walk między unią a dyzunią 34. Postać ta szczególnie w okresie międzywojennym dość chętnie była eksponowana przez katolicyzm polski. Stąd
też pochodzi prawdopodobnie wiadomość z terenu pow. wieruszowskiego 35, ze środowiska stojącego zresztą na bardzo niskim stopniu rozwoju
kulturalnego, o tym jak to "Ruscy" zabili opiekuna Chrystusa, św. Józefa, i stąd narazili się na niełaskę niebios.
Osobnym zagadnieniem może być sprawa "słynących z cudów" obrazów św. Józefa w kościołach 36, czy wreszcie postaci tego świętego
w sztuce ludowej 37. Zagadnienia te \vychodzą już jednak poza ramy
tej pracy.
Bliska chłopu postać św. Józefa z legend ludowych cieszyła się dużą
JOl

31

Iaformacja z Bobrownik,
Radoński. Op. cit., s. 237.

pOW.

Pajęczno.

Enciclopedia
cattolica, t. 6, s. 806.
Radoński, op. cit., s. 237-238.
:q POl'.
np. A. Guepin, Saint Josaphat archeveque de Polock ma.rtyr de l'unite
cathoiiq1.le. Roma 1874; W. Kalinka, Zywot św. Józajata Kuncewicza.
Lwów 1907;
E. Likowski, Historia
unii Ko.kioła
ruskiego z kościołem
rzymskim.
Poznań 1875,
s. 79-97; J. Woliński, Polska i kościół prawosławny.
Lwów 1936, s. 79 i in.
35 Informacja
z Bolesławca, pow. Wieruszów.
'6 Por.
np. W. Pogorzelski, Święty Józef w cudownym
obrazie Kolegiaty
Kaliskiej. Włocławek 1931, s. 30-102.
37 Por. np. R. Reinfuss,
Malarstwo
ludowe. Kraków 1962, s. 61-63.
;l2

'3

�Z

badań nad ludowq

recepcjq

"żywotów

świętych"

popularnością
w środowisku wiejskim. Odnoszono się do niego "z ogromną czcią i nabożeństwem"
38.
W środowisku
wiejskim bardzo dużym szacunkiem
i pDważaniem cieszyła siG również postać babki Jezusa Chrystusa,
św. Anny. Według nauki katolickiej była ona córką kapłana z Betlejem,
Matana 39. Mężem jej
był św. Joachim. Przez dłuższy czas była bezpłodną,
dopiero w starszym wieku porodziła córkę. Kult jej rozwinął się w świecie katolickim
raczej dość późno. Szczególnie silne formy przybrał
on jednak w Bretanii 411 (np. Sainte Anne d'Auray)
i we francuskiej
Kanadzie 41 (np.
Sainte Anne de Beaupre).
W Polsce, szczególnie na wsi, kult św. Anny był dość żywy. Silny był
on zwłaszcza na Śląsku. Na omawianym
terenie naj mocniej występował
on w południowo-wschodniej
części pow. radomszczańskiego.
Wiąże się
to z tym, źe niedaleko Przyrawa
został wzniesiony w 1609 r. przez kasztelana sądeckiego i starostę olsztyńskiego,
Joachima
Ocieskiego, kościół
klasztorny
pod wezwaniem
św. Anny dla bernardynów.
Po ich kasacie
zostal on w 1869 r. przejęty przez dominikanki 42. Miejscowość ta nazywa się teraz Święta Anna. Uważana jest też Dna za ważny ośrodek kultowy dla dość dużego nawet terenu,
odwiedzana
też jest przez liczne
pielgrzymki
udające się do Częstochowy.
Kult więc świętej Anny w tej
właśnie części pow. rad.omszczaóskiego
jest znacznie silniejszy niż w innych okolicach. Dla północno-wschodniej
części omawianego
terenu duże znaczenie miał ośrodek religijny
w Smardzewicach
w pow. opoczyóskim 43, gdzie znajduje się uznany za cudowny obraz św. Anny 44.
Warto też może wspomnieć,
że we wsiach pow. wieluóskiego
i wieruszowskiego,
leżących blisko granicy śląskiej, w okresie międzywojennym, gdy liczni mieszkańcy
tego terenu poczęli się udawać do pracy na
Śląsk, pod tamtejszym
wpływem wzrósł też kult św. Anny. Liczni inforrnatorzy wspominają,
że "za carskich czasów" nie odnoszono się do niej
z taką czcią "jak za polskich czasów".
'" W. Witos. Moje 1cs]Jomnienia, t. l, Paryż
1964, s. 97. Z\vraca
na ta uwagę
E. Ciupak, Wincenty
Witos o katolicyzmie
chłopskim
i polityce
kościoła.
"Wieś
Współczesna" R. la, 1966, nr 7, s. 86.
39 Por.
np. A. Masseron, Sainte Anne. Paris 1926; M. V. Roman, Sainte Anne,
Her Cult and Her Shrines. New York 1927 i in.
40 H. Ghćon,
Sainte Anne d'Auray. Paris 1931.
II Par.
np. P. V. Char land, Sainte Anne et son culte, t. 1-3. Quebeck 19U-19:21.
4" Katalog kościołów i duchowieństwa
diecezji częstoch.owskiej. Częstochowa
1958,
s. B4: Katalog zabytków
sztuki w Polsce, t. 2 (województwo
łódzkie), WarSZa\Na
1954, s. 252-254.
43 Por. np. Opisanie
cudów doznanych przy obrazie św. Anny w Smardzewicach ..
Lwów 1756.
H J. Wiśniewski,
Dekanat opoczyński. Radom 1913, s. 208 n.

�96

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

Na wsi kult św. Anny największym
uznaniem cieszył się w środowisku starszych
kobiet wiejskich.
Łatwo to można zresztą wytłumaczyć.
Olbrzymia część kobiet wiejskich marzyła skrycie, że wydadzą na świat
znakomite dziecię, które w przyszłości zostawszy księdzem, czy być może nawet biskupem,
opromieni ją swoją sławą. Lata jednak szły i marzenia nie ziszczały się. Można je jednak było snuć dalej. Oto może
wnuk dojdzie do tych wymarzonych
zaszczytów
kościelnych,
których
część spłynie na jego babkę. Wzorem dla nich stawała
się więc Ś\v.
Anna. Do niej to żarliwie wznosiły one swe modlitwy 45. A że znaczenie
starszych
kobiet w wiejskiej
sp()łeczno~;ci katolickiej
było bardzo duże.
stąd też w pewnym stopniu wypływały
siły tego kultu Chrystusowej
babki.
Postać św. Anny odgrywa dość dużą rolę w folklorze wszystkich niemal narodów
katolickich ,16. Również i w folklorze polskim zachowało
się niemało podań o tej postaci. Zarówno ikonografia
kościelna jak i ludowe wizerunki
przedstawiają
zwykle św. Anne; wraz z Matką BOSke!
i Dzieciątkiem
Jezus 47. Niekiedy malowano jej wizerunek
jako piE;kncj
kobiety, w średnim wieku, o anielsko dobrej twarzy, która np. uczy swą
młodziutką
córeczkę Maryję 48.
~".Jedna z informatorek
z północno-wschodniej
części pow id' LJ wiei U!iski":';:).
starsza już wiekiem kobieta, w trakcie bardzo szczerej rozmowy zwierzyła się mi,
że całe życie pragnęła mieć syna księdza. W młodości więc zanosiła a to gorące
modły do Matki Boskiej. Lata jednak mijały i żaden z jej synów nie wykazywał
skłonności do nauki. Niemal już zrezygnowała
ze sVioich marzel1, gdy oto w pe,,,·nym momencie pod wpływem usłyszanego żywota św. Anny nastąpił w niej pewnego rodzaju przełom i wstąpiła w nią nowa nadzieja. oto poczęła się gorąco
modlić do św. Anny, aby za jej instancją któryś z jej wnuków doszedł na drodze
duchownej
do vvysokich godności i swą chwałą podnió,ł w oczach całej społecznoś'2i wiejskiej swą babkę. W marzeniach swych widziała się S7anO"Nancłpowszechnie babką biskupa, do której z całym szacunkiem odnosi się nie tylko cała wieś,
ale nawet ksia,dz proboszcz. 'N momencie tvch opowiadal1 "j,Jl'a kobieta była już
pogodzona z losem. Wiedziała, że żaden z jej wnuków nie pójdzie na drogę duchowną. Tłumaczyła to tym, że kiedyś złożyła ślubowanie, że ucla siq z pielgrzymką
do miejscowości Święta Anna, koło Przyrowa. Ze względu jednak na pilne roboty
gospodarskie
zlekceważyła
wówczas te obietnice, co w jej mniemaniu
zagniewać
musiało św. Annę. Zawiedziona
kobieta nadal jednak codziennie modliła się do
św. Anny.
4&lt;; Por.
np. P. Tos2hi, La poesia religiosa
deI popolo
italiano.
Firenze 1922;
B. Kleindschmidt,
Die heilige
Anna.
lhre
Ve1'eh1'ung in Geschichie,
Kunst
und
Volkstum.
Dusseldorf 1930 i in.
47 Na
omawianym terenie liczne były obrazy i rzeżby kościelne przedstawiające
śvv. Annę: Katalog zabytków s,ztuki w Polsce, t. 2. s. 205-:;1;7. PUl'. leż Rcinfuss.
op. cit., s. 67, 85 i in.
48 Por.
np. "Rocznik Muzeum Etnograficznego
w Krakowie",
t. 2, 1967, s. 216
(reprodukcja
ludowego obrazu malowanego
na szkle, przedstawiającego
św. Annę
z Matką Boską).

�Z badań nad Ludowq recepcjq

••żywotów

świętych"

97

W opowiadaniach
ludowych sporo miejsca poświęcano nie samej An~
nie, ale raczej narodzeniu
oraz dzieciństwu
Maryi. Najczęściej
legendy
ludowe z tego terenu opowiadaly o bezpłodności św. Anny, co było przyczyną wielu zmartwień
zarówno dla niej, jak i dla św. Joachima. Mimo
tego, że prowadzili życie bardzo pobożne, sąsiedzi wytykali
ich palcami
mówiąc, że to na skutek ich grzechów nie godni są, aby posiadali dzieci.
Zrozpaczone
małżeństwo
ufundowało
kaplicę
(kościół), znaczną
część
majątku rozdało ubogim, a Joachim udał się w daleką pielgrzymkę
(do
Rzymu, do Częstochowy), w czasie której ukazał mu się anioł zwiastując
radosną nowinę, że żona jego powije córkę a cudownych
właściwościach. Ta więc część legendy o św. Annie była naj zupełniej zgodna z jej
oficjalnymi
żywotami 49, z którymi się mógł zetknąć wiejski czytelnik
lub słuchacz.
Niekiedy jednak z tą częścią legendy miesza się i inny wariant o tym,
jak to zła teściowa i cała rodzina męża domagała się, aby oddalił ją od
siebie jako bezpłodną. Anna uczyniła jednak ślub, że jeśli będzie miała
dziecko, poświęci je Bogu 50. Ten fragment legendy przypomina
opowieść
biblijną o innej Annie, żonie Elkana, również bezpłodnej,
która potem
uczyniwszy ślub, urodziła proroka Samuela 51. Tak więc bardzo możliwe,
że opowiadania
biblijne o dwóch różnych Annach w legendzie ludowej
zlały się w jedno.
Inne wątki ludowych opowiadań o św. Annie bardzo mało mają dramatycznych
momentów.
Mówią one przeważnie
o dzieciństwie
Maryi,
a w opowiadaniach
tych rola św. Anny jest stosun!cowo bardzo mała.
Również w wielu legendach
dotyczących
dzieciństwa
Jezusa ubocznie
występuje postać św. Anny jako jego babki.
Od wielu wieków znane były na terenie Polski pieśni pobożne do św.

49 Por.
np .•. Święta Anna męża miała Joachima (... ) Oboje byli sprawiedliwi
przed Bogiem, zachowując
ro:tkazania Boże i chodząc w drodze pobożności. Na
trzy części rozdzielili majętność SW{)ją: jedną Kościołowi Bożemu i kapłanom dawali, drugą ubogim, trzecią sami potrzeby swe opatrywali. Długo żyli bez potomstwa żadnego, owocem małżeństwa
i dziatkami cieszyć się nie mogąc, przez co
byli strapieni i smutni, a zwłaszcza, gdy jedna dlatego obelżywość spotkała Joachima. Bo gdy szedł do Jeruzalem
(. .. ) najwyższy na on czas kapłan, ofiary jego
przyjąć nie chciał, mieniąc, iż w niepłodności
zakonnego błogosławieństwa
nie
miał przez jaki tajemny grzech swój (... ) Na mieszkanie do swoich pasterzy na
puste miejsce udał (. .. ) a na modlitwach
ustawicznych
trwając,
czasu jednego
anioł mu się pokazał od Boga posłany, który mu zwiastował mó'W'iąc: Iż Anna żona
twoja, powija córkę wielkiej zacności u Boga ...•. P. Skarga, Żywoty świętych starego i nowego zakonu, t. :3, Kraków 1935, s. 172-173.
511 Informacja
z Bobrownik, pow. Pajęczno.
" Enciclopedia
cattolica,
t. l, Roma 1948, s. 1358-1359,
E. Dąbrowski, Podręczna
encyklopedia
biblijrl';!.
t. l, Poznań-Warszawa-Lublin
1960, Sc 58.

7 -

LUń,

tom

LIV

�98

WLADYSLA W BARANOWSKI

Anny 52. W środowisku wiejskim omawianego terenu znanych jest kilka
tego rodzaju pieśni 53. Przeważnie śpiewane były one przez starsze wiekiem kobiety, które zwracały się do św. Anny jako do pośredniczki z prośbą o łaskę do jej córki Maryi. Niekiedy w pieśniach tych przedstawiana była ona jako dobrotliwa gospodyni, odnosząca się do wszystkich
z dużą sympatią 54.
W porównaniu z dość dużą czcią, jaką otaczano w środowisku wiejskim św. Annę, jej mąż, św. Joachim, był stosunkowo rzadko tam
wspominany. Nie występował on w legendach lub opowiadaniach ludowych samodzielnie, a tylko jako postać stojąca przy boku św. Anny.
O ile też o "Chrystusowej babce" sporo potrafiła powiedzieć każda niemal dorosła kobieta czy mężczyzna, to imię jej małżonka znane jest stosunkowo niewielkiej liczbie bardziej obeznanych ze sprawami religijnymi osób. Stosunkowo znacznie lepiej o tej postaci powiadomieni są mieszkańcy południowo-wschodniej części pow. radomszczańskiego. Wiąże
się to z tym, że we wsi Dąbrowa Zielona w 1605 r. wzniesiona została
przez kasztelana wieluńskiego, Wojciecha Dąbrowskiego, kaplica cmentarna pod wezwaniem św. Joachima 55. Bardzo blisko znajduje się też
wspomniana miejscowość - Święta Anna. Nic więc dziwnego, że na
tym terenie kult tego świętego jest trochę żywszy niż gdzie indziej.
Poza osobami z najbliższej rodziny Chrystusa w wierzeniach ludowych na pierwszy plan wysuwał się św. Piotr i Paweł. Postacie te zupełnie inaczej wyglądają w oficjalnej nauce kościelnej, a inaczej w wierzeniach i literaturze ludowej. Zarówno św. Piotr, jak bardziej jeszcze
może św. Paweł, stali się przedmiotem bardzo rozbudowanych badań ze
strony nauki i publicystyki katolickiej, zarówno zagranicznej 56 jak
M. Bobowski, Polskie pieśni katolickie
od najdawniejszych
czasów do końca
Kraków 1393, s. 280-330.
5:l Por.
np. O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 23 (Kaliskie). Wrocław-Poznań
1964.
s. 101-102.
54 "Święta Anna starusieńka
cnót prorokini,
uwija się prędziusieńka jak gospodyni,
Nikomu nie łaje, wszystkim chęci daje,
wszystkim gościom, co tam siedzą. chęci dodaje".
O. Kolberg, Dziela wszystkie, t. 46 (Kaliskie i Sieradzkie), Wrocław-PoznaJ)
1967,
s. 343.
55 Katalog
kościołów
i duchowieństwa
diecezji
częstochowskiej.
Częstochowa
1958, s. 81 i 84.
56 Por. np. J. Lowe, Saint
Peter. Oxford 1957; N. P. Faivre, L'Eglise
au si/kle
apostolique,
t. 1 (Saint Pierre), Bourg-la-Reine
1957; W. T. Walsh, Saint Peter,
the Apostle. Garden City 1959; C. Fouard, $więty
Paweł, Jego praca misyjna, t. l,
Warszawa 1911; J. Stalker, Zycie św. Pawła. Warszawa 1925; E. Bauman, Saint
Paul. Paris 1925; J. Huby, Saint Paul Apotre des nations. Paris 1944; Daniel-Rops,
52

XV I wieku.

�Z badań nad ludową

recepcją

"żywotów

99

śwtętyCh"

również i polskiej 57. Nadzwyczaj dokładnie rozstrząsane były wszystkie
szczegóły o ich działalności, jakie znaleźć można było w nie zawsze
pewnych i zasługujących na wiarę źródłach historycznych. Zbyt jednostronne przedstawienie ich przez naukę katolicką rodziło pewne opory
i tendencje innego, nie zawsze jednak należycie krytycznego spojrzenia
na te postacie z historii biblijnej 58.
Niezależnie jednak od różnych prób interpretacji tych postaci trzeba
stwierdzić, że rola ich w chrześcijaństwie, a szczególnie w katolicyzmie,
była i jest olbrzymia. Postacie te wysuwają się dość wyraźnie na czołowe miejsce. Kult św. Piotra i św. Pawła w środowisku katolickim
był zawsze bardzo duży. Znalazł on też odbicie w folklorze wielu narodów 59. Również i w Polsce obydwie te osoby cieszyły się wielkim uznaniem, wysuwały się one niejednokrotnie nawet przed członków rodziny
Chrystusa, św. Józefa i św. Annę.
W wierzeniach ludowych św. Piotr i św. Paweł pełnili rolę najbliższych współpracowników Chrystusa. W czasie badań terenowych kilkakrotnie spotkałem się z dość specyficzną interpretacją funkcji tych postaci, podaną mi przez starych chłopów. Porównywali oni niebo do jakiegoś wielkiego wzorcowego folwarku, na którym św. Piotr pełnił funkcję głównego ekonoma, a św. Paweł jego pomocnika, włodarza lub karbow~go. Z racji swych funkcji, obydwaj - chociaż z natury nadzwyczaj
litościwi - potrafili być bardzo surowymi nie tylko dla dusz próbujących dostać się do nieba, ale nawet dla aniołów, czy też świętych pomniejszego kalibru. Oto np. w mocno zatartym opowiadaniu z terenu
wschodniej części pow. wieluńskiego św. Piotr zagniewany na chóry
anielskie, że się spóźniały w niebie na ranną mszę, zaganiał je tam
kluczem, a przy okazji dostało się również i kilku pomniejszym świętym, którzy nie wykazywali należytej pilności w wypełnianiu swych
niebiańskich obowiązków 60.
Saint

Paul.

Conquerant

pensee et de vie. Paris

du

Christ.

Paris

I!ł52; L. Saubigou,

Saint

Paul.

Guide

de

1958 i in.

57 Por.
np. L. Lipke, Charakter
św. Pawła. "Przegląd
Powszechny",
t. 123, 1914,
s. 1-10; A. Klawek, Studium św. Pawła. Tamże, t. 159, 1923, s. 193-203; E. Dąbrowski, Święty Paweł, życie i pisma. Poznań 1952, s. 325-331;
tenże, Dzieje Pawła
z Tarsu. Warszawa 195:{, s. 593-597.
,iH Por.
np. E. Renan, Saint Paul. Paris 1869; V. Courdeyeaux,
Saint
Paul
d'apres la libre critique
en France. Paris 1886; A. Schweitzer,
Geschichte der paulinischen
Forschung.
Tiibingen 1911; M. Goguel, La naissance du christianisme.
Paris 1946, s. 211-279 i in.
59 Por.
np. A. Van Gennep, Le folklore
de la Flandre et du Hainaut Fran~ais
(OE'partament du Nord), t. l, Paris 1935, s. 340-342;
tenże, Le fol.klore dex Z'Auvergne et du Velay. Paris 1M2, s. 149--151; tenże, Manuel
de fOlklore fran~ais
l'ontemporain, t. 4, Par;s 1949, s. 2L03-2128 i in.
GO Informacje
z Raduczyc, pow. Wieluń.

�100

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

W wierzeniach ludowych św. Piotr pełni! również funkcję niebiańskiego klucznika. Kontrolował on wszystkie duszyczki pragnące się tam
dostać. W specjalnej księdze miał wypisany rejestr ich grzechów. Dawniej miano jakoby opowiadać, że grzechy te karbowane były na specjalnych patykach. Bardzo możliwe, że ongiś dla nieznających pisma chłopów, którzy spotykali się ustawicznie z tzw. karbowaniem na drzewie,
zamiast zapisywania liczb, ten sposób ewidencji grzechów wydawał się
bardziej zrozumiały. Te też funkcje św. Piotra wpływały na to, że kult
jego cieszył się dużą popularnością w środowisku wiejskim, że nadzwyczaj wiele osób zabiegało a to, aby modlitwami lub też w inny sposób
zapewnić sobie łaski tego świętego.
W opowiadaniach ludowych św. Piotr, chociaż z natury bardzo dobry
i łagodny, tak jak prawdziwy ekonom, miał swoje kaprysy (tzw. "humory"). Niekiedy nieźle sobie podpiwszy, następnego dnia okazywał się
wyjątkowo srogim. Trudno się było wówczas dostać do nieba duszom,
które nie miały zbyt czystego rejestru. Szczególnie w piątki miewał on
zły humor (post?) i wtedy znacznie trudniej się było dostać do nieba.
W parafii Konopnica w pow. wieluńskim wspominano jeszcze stosunkowo niedawno o tamtejszym proboszczu z końca XIX w. (ks. Marcinie
Makowskim), który jakoby przestrzegał przed złymi humorami św. Piotra w ten dzień. Dusza więc, która opuściła ciało w piątek, nie powinna
się śpieszyć od razu do nieba, ale doczekać do następnego dnia w kościele na modlitwach.
Znacznie łagodniejszy był natomiast św. Piotr w dniu swego święta,
kiedy to nawet nieraz i zatwardziałym grzesznikom udawało się dostać
do nieba.fOto np. w ludowej legendzie pewien młynarz, który oszukiwał
ludzi na wadze, umarł w połowie maja. Wiedząc jednak, że trudno mu
będzie przedostać się przez bramę niebiańską, po śmierci odczekiwał
jeszcze przez czterdzieści kilka dni, zanim się zdecydował pójść przed
oblicze św. Piotra. Dusza jego jednak, zamiast spokojnie spędzać czas
w kościele na modłach i pobożnych rozmyślaniach, zawędrowała do
karczmy, gdzie nie widzialna z upodobaniem przyglądała się pijackim
zabawom. Ow karczemny smród przylgnął jednak do duszy młynarza
i po tym rozpoznał go św. Piotr. Chociaż był to właśnie dzień św. Piotra i Pawła, niebiański klucznik za oszustwo własnoręcznie sprał kluczami perfidnego młynarza i odesłał go do naj dalszych kręgów piekielnych na wieczne potępienie 61]
W licznych opowiadaniach ludowych św. Piotr przybywał na ziemię 6~,
Informacje z Bobrownik, pow. Pajęczno.
Por. np. J. P. Dekowski, Pasterstwo
nad Pilicą.
ficzne", t. 13, 1959, s. 247.
Gl

62

"Prace

Materiały

Etnogra-

�Z badań nad ludowq

Tecepcjq "żywotów

SWiętych"

101

aby w przebraniu żebraka lub pielgrzyma wędrować od wsi do wsi. Pod
tym względem nie różnił się on zupełnie od św. Józefa z opowiadań ludowych. Nieraz też do tej samej legendy, zamiast postaci św. Józefa,
była podstawiona postać św. Piotra. W czasie tych wędrówek zarówno
jeden jak i drugi pomagał biednym i nieszczęśliwym, karcił złych. Na
terenie pow. piotrkowskiego zachowały się więc wspomnienia, jak to
zły gajowy lub też zły rządca próbował zająć pasącą się w lesie krowę
biednej wdowy. Bezlitośnie walił harapem broniącą swej jedynej żywicielki nędzarkę. Oto jednak zjawił się staruszek, który stanął w jej
obronie. Według jednej wersji rządca (gajowy) uderzył harapem staruszka i od razu zesztywniała mu ręka. Według innej, po aureoli jaka
jaśniała nad jego głową rozpoznał świętego i błagał go o przebaczenie
obiecując, że do końca życia będzie się starał być litościwym i sprawiedliwym dla biednych. W innym jeszcze wariancie tej legendy zamiast biednej wdowy z krową występują dzieci - sieroty zbierające
chrust w lesie. Zawsze jednak wędrujący po ziemi św. Piotr występuje
w roli opiekuna biednych i uciśnionych.
Postać św. Piotra występowała w licznych legendach ludowych. Na
omawianym terenie w dawniejszych czasach dość powszechnie znana
była np. legenda o zamienionym w niedźwiedzia młynarzu. Legendy
tego typu są zresztą znane w wielu okolicach Polski 63. Na przełomie
XIX i XX w. legenda ta została zapisana w okolicach Sieradza 64 oraz
Kłodawy 65. Z powyższą legendą można się jeszcze do dziś dnia spotkać
na omawianym terenie 66. Ongiś Pan Jezus wraz ze św. Piotrem szli
przez most. I oto pewien młynarz nie domyślając się kto nadchodzi,
schował się pod ów most i począł pomrukiwać jak niedźwiedź, aby wystraszyć nadchodzących. Św. Piotr, który "ze starości słabe już miał
serce", ciężko zaniemógł. Pan Jezus zagniewany na młynarza za jego
głupie figle, za karę zamienił go w niedźwiedzia. Z tekstów znanych
z innych terenów wynika, że w legendzie tej postać św. Piotra nie odgrywała żadnej prawie roli. Występował on przeważnie tylko jako
współtowarzysz Chrystusa. Na omawianym terenie w legendzie tej występuje on jako lękliwy staruszek, który z obawy przed spotkaniem
z niedźwiedziem dostał ataku serca. Nie wykluczone jest jednak, że mo63 J. Krzyżanowski,
Polska bajka ludowa
w układzie
systematycznym,
t. 2,
Wrocław-Warszawa-Kraków
1963, s. 180. Natomiast na omawianym terenie nie
znany jest motyw legendy o św. Piotrze i podkowie.
fi.4
Por. J. Bystroń, Legenda a św. Piotrze i podkowie. "Wisła", t. 9, 1895, s. 116117.
65 M. Rawita
WitanoVl'ski, Klodawa i jej okolice pod względem historyczno-ludoznawczym. Warszawa 1904, s. 169.
66 Informacje
z Konopnicy, pow. Wieluń, Gidel, pow. Radomsko, Rozprzy, pow.
Piotrków.

�102

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

tywy te mogły rówmez występować i w innych tekstach odnotowanych
przez dawniejszych badaczy. Ponieważ jednak mogli oni uważać ów moment za dyskwalifikujący w pewnym stopniu tak powszechnie czczoną
postać świętego, celowo go pominęli.
Na terenie całej Polski znana była od wielu stuleci legenda o złej
matce św. Piotra, która za swe grzechy poszła do piekła. Świętobliwy
syn pragnąc ją ratować, otrzymał zezwolenie jej wydobycia, jeśli wykaże się ona jakimiś dobrymi uczynkami za życia. Okazało się, że raz
tylko dała ona ubogiemu trzy szczypiory z cebuli. I oto św. Piotr opuszcza do piekła te szczypiory, aby przy ich pomocy mogła się wydostać
jego matka. Razem z nią próbowali się stamtąd wydostać inni potępieńcy. Zazdrosna Jednak złośnica poczęła ich odpędzać. Silne szarpnięcia
spowodowały, że wątłe łodygi (w niektórych wariantach - nić) zerwały
się i zła kobieta spadła wraz z innymi potępieńcami do piekła 67. Na
omawianym terenie legenda ta jest już prawie zupełnie zatarta. Nikt
już nie pamięta szczegółów tej legendy. Natomiast wiele jeszcze osób
coś niecoś słyszało o tym, że św. Piotr miał bardzo złą matkę, którą
mimo protekcji jej syna nie udało się wydobyć z piekła.
W opowiadaniach ludowych, jak również i w pieśniach ludowych,
wspomina się także o trzykrotnym zaparciu się Chrystusa przez Piotra
i o późniejszym przebaczeniu mu tej zdrady 68.
Jeśli natomiast chodzi o św. Pawła, to wspomina się przeważnie o jego cudownym nawróceniu w drodze do Damaszku (w ludowych opowiadaniach zamieniono go niekiedy na Kraków lub nawet Piotrków). Pod
tym względem opowiadania te są naj zupełniej zgodne z oficjalnymi poglądami Kościoła 69, a także z podobnymi legendami w folklorze innych
narodów katolickich. Dalej wspomina się niekiedy o ucieczce św. Pawła
z Damaszku (ewentualnie Krakowa), o spuszczeniu go z murów w koszu,
o jego działalności w Rzymie i wreszcie o męczeństwie (ścięciu mieczem).
Osobnym zagadnieniem wychodzącym poza ramy tego artykułu jest
67 .J. Krzyżanowski,
Polska bajka ludowa w układzie
systematycznym,
t. 1. Wrocław 1962, s. 252-253; tenże, Mądrej glowie dość dwie słowie, t. 1. Warszawa 1960,
s. 420-422; tenże, Sloumik folkloru
polskiego. Warszawa 1965, s. 222.
68 Por. np.:
Piotr święty po trzykroć
zaparł ci się Ciebie,
przeciej ci go, Jezu,
przeciej ci go, Jezu,
przyjąłeś do siebie.
O. Kolberg, Dziela wszystkie, t. 46 (Kaliskie i Sieradzkie), s. 345.
69 Por.
np. E. Maske, Die Bekehrung
des hl. Paulus. MUster 1907; E. Kopeć,
Spotkanie
św. Pawła z Chrystusem.
"Zeszyty Naukowe Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego", R. 3, 1960, nr 1, s. 45-60.

�Z badań nad ludową

recepcją

"żywotów

świętych"

103

sprawa przedstawienia św. Piotra i Pawła w rzeźbie i malarstwie ludowym. Przeważnie przedstawiani oni byli jako staruszkowie o poważnym
lecz dobrotliwym wejrzeniu. Paweł z mieczem lub lilią, czy też palmą,
Piotr z kluczem, który był jego atrybutem 70.
Znakomity historyk kultury i etnograf, Stefan Czarnowski, w jednej
ze swych prac, omawiając religijność ludu polskiego, wspominał, że ze
względu na połączone święto Piotra i Pawła w wierzeniach chłopskich
zostali oni stopieni w jedną postać tzw. "świętego Pieterpawła" 71. Zasugerowany tym stwierdzeniem bardzo dokładnie wypytywałem wszystkich informatorów, czy na omawianym terenie tego rodzaju zjawisko
kiedyś nie występowało. Odpowiedzi były negatywne. Nikt o takim połączeniu nie słyszał. Jeden tylko z informatorów przypominał sobie, że
pewien niedorozwinięty umysłowo pastuszek mieszał najbardziej podstawowe pojęcia religijne i on to jakoby uważał, że ów "święty dwojga
imion Piotr Paweł" był jedną osobą. Naturalnie, tego rodzaju specyficzny wypadek nie może być uwae:any za reprezentatywny. Można więc
wysunąć przypuszczenie, że zjawisko to, o którym pisał Czarnowski, albo
na omawianym terenie nie było zupełnie znane, albo też zanikło już dość
dawno.
Odrębnym wreszcie zagadnieniem, które w tej pracy nie zostanie szerzej omówione, może być sprawa tzw. św. Piotra Palikopy. Oto w wierzeniach ludowych dzień św. Piotra w Okowach połączony został z postacią tzw. św. Piotra Palikopy. Skomplikowany ten problem, związany
z obowiązującą przez wiele stuleci datą oddawania dZiesięcin,omówiony
został w osobnej pracy 72.
Spośród olbrzymiego zasięgu świętych noszących imię Jan, chłop polski zwykle spotykał się tylko z dwoma lub trzema, a bardzo rzadko
z czterema lub pięcioma, a mianowicie św. Janem Chrzcicielem, św. Janem Ewangelistą (którego bardzo często identyfikowano z Janem Chrzcicielem), św. Janem Nepomucenem. Niekiedy zainteresowany sprawami
dewocyjnymi chłop coś niecoś wiedział również o Janie Kantym, lub
Janie Bosco. Na porządku dziennym było jednak (i jest obecnie), że nawet bardzo pobożny i stojący na dość wysokim stopniu kultury chłop
wszystkich świętych Janów uważa za tę samą postać i poszczególne fakty z ich życiorysów łączył w jeden.

Por. Die Attribute
der Heiligen. Hannover 1843, s. 156.
••... nawet ze świętym
Piotrem i Pawłem, których dzięki ich wspólnemu świętu,
lud pomieszal i stopił w jedn'J, w świętego Pieterpawła".
S. Czarnowski, Kultura
religijna
wiejskiego
ludu polskiego.
W: Dzieła t, 1, Warszawa 1956, s. 96.
72 W. Baranowski,
Niebiański
egzekutor
dziesięcin św. Piotr Palikopa .•• Kwartalnik Historyczny", t. 76, 1969, nr 4, s. 897-902.
70
7'

�104

WŁADYSŁA

W BARANOWSKI

Sprawy związane z kultem św. Jana Nepomucena,
a także i innych
świętych Janów wychodzą poza zakres tej pracy. Tu omawiane
będą
tylko wierzenia
ludowe związane z postacią
Jana
Chrzciciela
i Jana
Ewangelisty.
Do dziś dnia zagadnienie
ruchu reprezentowanego
przez
Jana Chrzciciela 73, jak i jego samej postaci wzbudza żywe zainteresowanie zarówno katolickiej
teologii zagranicznej,
jak i polskiej 74. Ukazują się też prace, które w bardziej krytyczny
sposób starają się oderwać od pewnego schematycznego
ujęcia tej postaci, jakie jej próbuje
nadać teologia katolicka 75.
Zagadnienie
jednak wierzeń ludowych związanych pozornie z kultem
św. Jana daleko odbiega od problemu
teologicznej interpretacji
tej postaci 76. Zagadnienie to ma zresztą szerszy, nie tylko polski zasięg. Sprawy różnych
naleciałości
przedchrześcijańskich,
które
występowały
w kulcie św. Jana Chrzciciela od bardzo dawna, interesowały
już badaczy 77. Sprawy te występują
zarówno na terenie francuskim 78, włoskim 79, niemieckim 80, jak również i na innych terenach.

'3J. Thomas, Le
s. 96-102.
74 T. Lenartowicz,

mouvement

baptiste

en

Palestine

et

Syrie.

Gambloux

1935,

św. Jana Chrzciciela.
Warszawa 1862; P. Stach, Poseldo Chrystusa w świetle historii egzegezy i krytyki
biblijnej.
Warszawa 1924; S. Jeleński, Sw. Jan Chrzciciel. Poznań 1934; J. Teodorowicz, Herold Chrystusa
na tle epoki. Poznań 1938; E. Dąbrowski, Dzieje Pawła
;: Tarsu, op. cit., s, 314-317;
J. Stępień, Problem "Joanitów"
w świetle
dokumentów z Qumran.
"Ruch Biblijno-Liturgiczny",
t. 10, 1957, s. 452-462
i in.
75 Por.
np. E. Lohmayer, Das Urchristentum.
Cz. l (Johannes der Tiiufer), Gottingen 1932.
76 Por. K. Zawistowicz,
Obrzędowość
świętojańska.
"Wiedza i Życie", t. 8, 1933.
s. 553-561;
J. Krzyżanowski, Sobótka. W: Słownik folkloru
polskiego, s. 380-383.
77 J. G. Frazer,
Złota gałąź. Warszawa 1962, s. 476-495;
W. Klinger, Doroczne
święta ludowe w tradycji
grecko-rzymskiej.
Kraków 1931, s. 38--45; Standard Dictiona'ry of Folklore, Mythology
and LegC'nd, t. 2, New York 1950, s. !l66-967.
78 Por.
np. A. Breuil, Du culte de Saint Jean-Baptiste
et des usages qui s'y
rattechent.
"Memoires de la Societe Antiquairs de Picardie", t. 8, 1B54, s. 155-244:
A. Van Gennep, Manu·~l de folklore
franc;ais contemporain,
t. 4, Paris 1949, s. 17272092; A Van Gennep, U: folklore
du Dauphine
(1sere), t. 2, Paris 1933, s. 327-;)48:
tenże, Le folklore
de l'Auvergne
et du Velay, s. 127-148;
C. et. J. Seignolle, Le
folklore
du Harapoix
(Seine, Seine-et-Oise,
Seine-et-Marne).
Paris 1937, s. 149156. Por. też "Revue des Traditions Populaires", t. 9, 1894, s. 215.
79 Por.
np. G. Pitre, Spettacoli e feste popolari siciliano. Palermo 1881, s. 288320; G. Finamore,
Credenze, usi e costumi
abruzesi.
Palermo 1891, s. 152-167;
G. Zamazzo, Usi, costumi e pregiudizi deI popala di Roma. Torino 1908, s. 196-199;
P. Gori, Le feste fiorentine
attraverso
i secoli: Ie feste per san Giovanni.
Firenze
1926; G. Bottiglioni, Vita sardu. Milano (b.d.), s. 64--66 i in.
80 Por.
np. P. Sartori, Johannes der Taufer. W: HandwOrterbuch
des deutschen
Aberglaubens,
t. 4, Berlin und Leipzig 1931-1932, s. 704-729.
stwo

św. Jana

Żywot

Chrzciciela

�Z

badań nad ludową

recepcją

"żywotów

105

świętych"

Jest rzeczą powszechnie
znaną, że na terenie Polski zwyczaje
związane z kultem
św. Jana Chrzciciela
wywodzą
się z przedchrześcijańskich czasów. Pewna zbieżność daty 24 czerwca z dawnymi
zwyczajami
związanymi
z naj dłuższym dniem i najkrótszą
nocą spowodowała,
że te
tzw. zwyczaje sobótkowe przejęły
cały szereg reliktów pogańskich.
Mimo silnej kontrofensywy
Kościoła, który szczególnie
w okresie kontrreformacji
starał się zlikwidować
te przedchrzęościjańskie
naleciałości,
zwycięsko utrzymały
się one bardzo długo. W pószczególnych
regionach
Polski mają one zresztą dość różny charakter
i różnią się między sobą
pewnymi
specyficznymi
elementami,
niekiedy
też wspomnienia
o nich
prawie już zanikły 81.
Również na omawianym
terenie
wigilia dnia św. Jana
wiązała
się
z dawnymi wierzeniami,
wywodzącymi
się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich.
Utrzymywały
się tu one dłużej niż na terenach
sąsiednich.
Oto gdy w 1843 r. znany etnograf
Oskar Kolberg 82 przeprowadzał
badania na zachodnich
terenach
Królestwa
Polskiego informowano
go, że
zwyczaje sobótkowe utrzymały
się już tylko w niektórych
miejscowościach w Wieluńskiem 83 i w Piotrkowskiem
84. Z innych
badań etnograficznych wiemy jednak, że dość długo utrzymał
się ów zwyczaj jeszcze
i na innych terenach, a więc w Sieradzkiem
85, w Łęczyckiem
86, w Brzezińskiem 87 i in. Prawdopodobnie
do pierwszej
wojny światowej
sobótkowe zwyczaje
utrzymały
się we wsi Bobrowniki 88 kolo Dzialoszyna

"' Z. Zubrzycka, o sobótkach i nocy świętojańskiej.
O. Knoop, Der Johanni.stag
in Glauben
und
"Aus dem Posener Lande", Poznań 1914, s. 241-253;
106-111;

społeczna

ludu

wiejskiego

na Mazowszu

nad

Narwią.

"Teatr
Brauch

Ludowy",
der

Frovinz

1926, s.
Posen.

S. Dworakowski,
Kultura
Białystok 1964, s. 110-121;
Rozwadowa.
Wrocław 1967,

W. Gaj-Piotrowski,
Kultura
społeczna
ludu z okolic
s. 60-61.
l'l O. Kolberg.
Dziela wszystkie,
t. 23 (Kaliskie),
Wrocław-Pozna
n 1964, s. 98--99.
":1 Por. też; Zwyczaje,
obrządki,
zagadki
i pieśni ludu kaliskiego
z okolic Wielunia. Wyd. M. Kołodziejczyk, "Lud", t. 15, 1909, s. 106.
24 Według
ówczesnych podziałów administracyjnych
Radomszczańskie
stanowiło
część Piotrkowskiego.
A. Stebelski, Przeszłość administracyjna
ziem województwa
łódzkiego. "Rocznik Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa
Historycznego", t. 1,
1928, s. 28; A. Borkiewicz i W. Trzebiński, Podziały
administracyjne
Królestwa
Polskiego w okresie 1815-1918 r. Warszawa 1956, tab!. 3 i 4.
"' A. Jaskulska, Niektóre zwyczaj~ pasterskie w Sieradzkiem.
"Prace i Materiały
Etnograficzne", t. 8--9, 1950-1951, s. 672.
"G J. P. Dekowski,
Zwyczaje
i obrzędy sobótkowe,
"Ziemia Łęczycka", t. 28, 1961,
nr 7, S, 3.
"7 M-ś, Z Brzezińskiego. "Tydzień", t. 18, 1890, nr 26, s. 1.
ll8 B. Baranowski,
Zanik
tradycyjnego
chowu krów
oraz wierzeń
i zabobonów'
z nim związanych
na terenie obecnego województwa
łódzkiego.
Łódź 1967, s. 101.

�lOG

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

oraz, we wsi Rzeczków 89 w Piotrkowskiem. Różnego rodzaju ludowe
zwyczaje związane z sobótkami faktycznie nic nie miały wspólnego
z kultem św. Jana, prócz zbieżności dat.
Na omawianym terenie dość wyraźnie zachowały się ślady seksualno-matrymonialnych
aspektów tych uroczystości sobótkowych. Mimo
wyraźnych sprzeciwów ze strony duchowieństwa uważano, że grzech
przeciw szóstemu przykazaniu popełniony przez młodych w noc św. Jana będzie im odpuszczony, a dziecko wówczas poczęte będzie mogło liczyć na protekcję tego świętego. Frywolne piosenki śpiewane w ów wieczór wskazywały niekiedy na św. Jana jako na amatora seksualnych
uciech. Oto np. w Rzeczkowie w Piotrkowskiem jeszcze stosunkowo nie
tak dawno śpiewano:
Hejze ino świnty Jonie.
co tam robis W tym łopianie?
A jeśli się chces ozynić,
my ci dziwke namówimy.
A jest u Kopra Józini,a,
to jum z tobum ozynimy.
A stoi ona W drzwickach,
a w śnurowanych trzewickach.
A jest uSachów Stasinia,
to jum z tobum ozynimy.
Stoi ona w podwórecku,
mo wianecek z rumianecku ... 90

Te frywolne piosenki o św. Janie bywały bardzo rozme rozumiane
W mniemaniu części wsi, szczególnie przywiązującej większą uwagę do
dawnej tradycji, ów ascetyćzny prekursor nauki Chrystusa przemieniał
się w frywolnego fauna, nie gardzącego wdziękami młodych dziewcząt.
Jeszcze niekiedy starzy chłopi wspominając jego, porozumiewawczo mrugają okiem i mówią, że był to wesoły święty, co "dziewuchy z łóżka nie
wyrzucał, a kieliszka za kołnierz nie wylewał". W ich jednak mniemaniu
nie przeszkadzało to, że odznaczał się wielką pobożnością i cieszył się
specjalnymi łaskami Chrystusa.
Prawdopodobnie w związku z tym kołaczą się jeszcze wśród naj starszych mieszkańców wsi wspomnienia, że ongiś św. Jan był uważany
za opiekuna nieślubnych matek i ich dzieci. Podobno nawet dziewczęta
bojące się zajść w ciążę zwracały się do św. Jana z prośbą o pomoc. Naturalnie są to sprawy, które już dziś prawie niemożliwe jest ustalić i co
89 J. P. Dekowski,
Święty Jan. "Prace i Materiały Etnograficzne",
t. 6, s. 208;
tenże, Obrzędy i zwyczaje świętojańskie
w Piotrkowskiem .. ,Łódzkie Studia Etnograficzne", t. 4, 1962, s. 131-141.
90 J. P. Dekowski,
Obrzędy .... s. 134.

�Z badań nad ludową

recepcją

"żywotów

świętych"

107

najwyze.l ograniczyć się trzeba do przypuszczeń
opartych na niezbyt już
pewnym materiale,
jaki otrzymać można w drodze wywiadów
terenowych.
Tego rodzaju "pogańska"
interpretacja
uroczystości
świętojańskich,
a także osoby św. Jana, spotykała
się z wyraźną kontrakcją
Kościoła.
Wiemy, że w okresie kontrreformacji
jezuici urządzali prawdziwe
wyprawy przeciw uczestnikom sobótek 91. W XVIII w. wizytatorzy
kościelni zalecali, aby "w dniu wigilijnym św. Jana, Sobótką zwanych, nie zapalano ognia" 92. W XIX w. akcja ta trochę przycichła.
Sobótki świętojańskie powoli wygasały, a jednocześnie
duży kult jaki wówczas panował dla wszelkiego rodzaju zwyczajów ludowych pozwalał władzom duchownym podejść do tych spraw z pewnym przymrużeniem
oka.
Niektórzy jednak proboszczowie
starali się na własną rękę przeprowadzać akcje mające na celu nadanie świętojańskim
obchodom bardziej
chrześcijańskiej
treści. Mobilizowali oni opinię wiejską, która dość zdecydowanie
występowała
przeciw
tym przedchrześcijańskim
reliktom.
Jednocześnie w czasie sobótek lub na ich zakończenie śpiewano specjalnie na ten cel ułożone pieśni, w których oddawano należytą cześć św.
Janowi, jako jednemu z bliskich Świętej Rodziny 93.
W tradycyjnym
środowisku wiejskim postać św. Jana Chrzciciela była dość kontrowersyjna.
Z jednej więc strony z jego osobą wiązano wesołe uroczystości sobótkowe i stąd zupełnie przypadkowo
stał się on patronem wesołych zabaw związanych z tym czerwcowym świętem. Z drugiej strony dla przeciwwagi tego, w przesadny trochę sposób podkreślano jego działalność
jako jednego
z najbliższych
współpracowników
Chrystusa. W ostatnich kilkudziesięciu
latach w związku z zanikaniem

91 (W Wałczu
w 1632 r.) "w dzień św. Jana, gdy już się dobrze było zmierzchło,
wyszli niespodzianie
jezuici, w kościelne ,troje ubrani, przy odgłosie dzwonów
i świetle pochodni i udali się za miasto, gdzie rozniecone ognie i płoche skoki
mieszkańców przypominały
dawne pogańskie obrządki. Niespodziewany
widok okazałej procesji i szanowanych powszechnie kapłanów wzruszył mieszkańców, którzy
natychmiast
rozbiegli się do domów i odtąd nieprzystojnej
zaniechali
zabawy".
Z kroniki jezuickiej,
"Lud", t. 11, 1906, s. 183.
92 Wizytacja
generalna
trzech archidiakonatów:
lutomierskiego,
szadkowskiego
i wartskiego z 1779 r. Zakaz generalnego
wizytatora
dla księdza w Ruścu, rkp.
z Archiwum Diecezjalnego
we Włocławku
(korzystałem
z kopii znajdującej
się
w zbiorach Instytutu Historycznego Uniwersytetu
Łódzkiego).
93 W niektórych
wsiach w Piotrkowskiem
śpiewano więc wówczas:
Swinty Jonie nas patronie,
Maryi opiekanie,
przybuńdź num na pomoc
w śmierci nas y godzinie.
J. P. Dekowski, Obrzędy ..., s. 136.

�108

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

tradycyjnych
sobótek spory te straciły na znaczeniu. Postać Jana Chrzciciela zepchnięta
została na plan trochę dalszy. Prawie zupełnie zatarła
się już dionizyjska interpretacja
tej sylwetki. W mniemaniu dewocyjnego środowiska wiejskiego stał się on tylko jednym ze świętych "z Jezusowej świty".
W środowisku
wiejskim bardzo często mieszano z Janem Chrzcicielem innego świętego, a mianowicie
Jana Apostoła i Ewangelistę.
Postać ta odgrywa w katolicyzmie
bardzo dużą rolę 94, ale znaczenie jej
jest jednak inne niż wspomnianego
poprzednika 95. Większa część mieszkańców wsi, nawet osób bardzo pobożnych,
nie odróżnia dziś jesz2ze
tych dwóch Janów. W przeszłości
te dwie postacie
jeszcze bardziej
w wierzeniach
ludowych nawzajem
się pokrywały.
W niektórych
jednak parafiach księża zwracali specjalną uwagę na to, aby ich parafianie
potrafili odróżnić tych dwóch świętych Janów. Np. w południowej
części Wieluńskiego,
w Pątnowie,
kościół parafialny
jest pod wezwaniem
św. Jana Apostoła i Ewangelisty.
Z tych też przyczyn mieszkańcyokolicznych wsi są trochę lepiej zorientowani
w tych różnicach.
Jak już było wspomniane,
niekiedy
środowisko
wiejskie
myli św.
Jana Chrzciciela ze św. Janem Nepomucenem.
Oto np. we wsi Młynary
w Piotrkowskiem
młodzież obchodząc w wigilię św. Jana Chrzciciela
granice wsi śpiewała pieśń "Witaj Janie z Bolesławia" 96, która opowiadała o historii męczeństwa
tego czeskiego świętego z XIV W.97.
Niekiedy w tradycyjnym
środowisku
wiejskim
mylone są szczegóły
dotyczące męczeństwa
Jana Chrzciciela i Jana Nepomucena.
Dzieje męczeństwa zarówno jednego, jak i drugiego
świętego
zawierały
wiele
szczegółów dość pikantnych,
które odpowiednio
wyeksponowane
mogły
ów pobożny żywot zmienić w sensacyjne opowiadanie
z nadzwyczaj silnie przeerotyzowanymi
wątkami. Nawet u Skargi w dziejach męczeństwa Jana Chrzciciela nie brak jest mocno frywolnych
wstawek. A słuchacze wiejscy lubili tego rodzaju opowiadania, w których dość dokładnie były podawane przykłady różnych rozpustnych
uciech możnych tego
świata. Tak więc i historia Heroda, "który żonę wziął bratu swemu żywemu Filipowi i Boga się nie bojąc i ludzi nie wstydząc, jawnie z nią
94 Por. np. C. Fouard,
Saint Jean et la fin de l'age apostolique.
Paris 1907; tłumaczenie polskie: Św. Jan Ewangelista
i koniec czasów apostolskich.
Warszawa
1910; C. C. Martindale,
St. John the Evangeliste,
t. 1-2,
London 1920-192~;
J. Bonsirven, Le temoin du Verbe, le disciple bien-aime. Toulouse 1957 i in.
O" J. P. Reuzey, Les deux Jeans: Le Baptiste, l'Evangeliste.
Paris 1935.
96 J. P. Dekowski, Obrzędy ..., s. 139.
97 Por. tekst
tej pieśni K. Miarka, Kantyczki,
kolędy i pastorałki
w czasie świqt
Bożego Narodzenia
po domach śpiewane z dodatkiem pieśni przygodnych
w ciqgu
roku używanych.
Mikołów 1903, s. 667-669.

�Z

badań nad ludowq

recepcją

"żywotów

świętych"

109

mieszkał i złym przykładem,
który jako ze stanu wysokiego daleko się
słyszeć dał, ludzi zarażał i pospolity wstyd i przyrodzoną
uczciwość psował" 98, wzbudzać musiała zainteresowanie
wiejskich słuchaczy pozbawionych innego rodzatu sensacyjnych
opowieści
z seksualnym
zabarwieniem. A i owe taneczne popisy królewskiej
pasierbicy,
którymi pozyskała głowę Jana Chrzciciela,
też mogły wzbudzać zainteresowanie
słuchaczy 99.
Opowiadania
ludowe o męczeństwie
Jana Chrzciciela
na ogół są dość
zgodne z tym, co podawały propagowane
przez władze kościelne życiorysy tego świętego. Niekiedy narratorzy
tych opowieści długo się rozwodzili nad rozpustą Heroda i jego bratowej. Dodawane były też wstawki o kuszeniu
świętego męża przez rozpustną
niewiastę.
A wreszcie
i sprawa otrzymania
zgody na ścięcie Jana przedstawiona
była w sposób dość drastyczny.
W opowiadaniach
ludowych z tego terenu albo uczyniła to sama Herodiada, albo też jej córka, która do tego nakłoniła ojczyma, swymi wdziękami
cielesnymi
szczodrze
szafowanymi.
A wreszcie
i makabryczna scena wniesienia
w trakcie orgiastycznej
uczty głowy świętego na misie, też dawała duże pole do popisu chłopskim
narratorom.
Nic więc dziwnego, że ta właśnie część z żywota Jana Chrzciciela
cieszyła się największym
zainteresowaniem
w tradycyjnym
audytorium
wiejskim.
Męczeństwo Jana Nepomucena
dotyczyło zupełnie innych problemów,
a mianowicie
odmowy przez świętego
męża zdradzenia
zazdrosnemu
królowi tajemnicy
spowiedzi jego żony posądzanej
o zdradę. Ale i ta
historia okraszana
bywała przez wiejskich
narratorów
różnymi pikantnymi szczególikami.
Otóż niekiedy w tradycyjnym
środowisku
wiejskirre
tym zazdrosnym
mężem czyniono biblijnego
Heroda, który domagał się
od Jana Chrzciciela wydania tajemnicy swojej żony. I te jednak historie
kończyły się makabrycznym
momentem
wniesienia
na misie ściętej głowy świętego.
W tradycyjnym
środowisku
wiejskim
względnie
dość dobrze znana
jest również postać matki św. Jana Chrzciciela.
Według oficjalnych
poglądów kościelnych
była nią św. Elżbieta. Dawniej natomiast
w tradycyjnym środowisku
wiejskim
znana była ona niekiedy
pod imieniem
św. Aliny lub Haliny. Stąd też pochodzi pewna dezorientacja
naj star-

!,,'

P. Skarga, Żywotu świętych starego i nowego zakonu, t. 3, s. 407.
"A owo gdy się Herod na dzień narodzenia swego przepijał panom
rycerstwu swelT'U, trafiła czartowską pogodę Herodjada, nieprzyjaciółka
Jana świętego; posłała ze szkoły swej diabelskiej córkę swoją, w pląsach i w tańcach wyćwiczoną, aby króła i gości jego uweseliła, a urodą, ubiorem, pląsami i piosenkami
dusze łowiła. a siecią piekielną zostawała. Podobała się pląśnica cielesna cielesnemu,
który innego zalecenia, jedno z rozkoszy, nie znaL., tamże, t. 3, s. 410.
"!I

�110

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

szego pokolenia wsi.cOto np. starsza kobieta z Wieluńskiego,
nadzwyczaj pobożna, odnosząca się z dużą niechęcią do wszystkich
zachodzących w kościele zmian żaliła się, że "teraz to nawet święty Jan zmienił
matkę, za mojej młodości była nią święta Halina, a teraz jak nastali komuniści, to została nią święta Elżbieta" 100. Przekonana
też była ona, że
zmiana ta nastąpiła
pod wpływem jakiejś specjalnej
akcji władz państwowych·7
W opowiadaniach
ludowych
z tego terenu postać
matki
św. Jana
Chrzciciela,
a więc św. Elżbiety czy też św. Haliny, była stosunkowo
mało zindywidualizowana.
Głównie wspomina
się, że była wyjątkowo
pobożna, i że wiodła świątobliwy
żywot, w starszym pokoleniu pokutuje niekiedy jeszcze sprzeczny z założeniami biblistyki pogląd, że była
rodzoną siostrą Matki Boskiej.
Zupełnym
pomieszaniem
wiadomości
z teologii i historii są np. wiadomości, że była ona żoną króla angielskiego 101. Naturalnie
są to dość zwykłe w folklorze tendencje łączenia osób
noszących identyczne imię.
Ongiś dość szeroko rozpowszechniona
była pieśń o poszukiwaniu przez
św. Halinę grobu Jana Chrzciciela 102. Obecnie nie jest ona już znana.
Natomiast
niektórzy
z najstarszych
informatorów
wspominają
jeszcze
o zasłyszanym
w dziecińst~ie
opowiadaniu
prozą o wędrówce św. Haliny i o tym, jak to odnalazła ona wreszcie
swego syna pogrążonego
w głębokim śnie, z którego miał się jakoby obudzić w dzień Sądu Ostatecznego 103.
Znacznym szacunkiem
w środowisku wiejskim cieszył się inny z uczniów Chrystusowych,
brat św. Jana Ewangelisty,
św. Jakub. Wokół tej
postaci 104 narosło w wielu krajach, szczególnie w Hiszpanii i we Włoszech, wiele legend ludowych 105. Na omawianym terenie dewocyjne środowisko chłopskie uważa św. Jakuba za jednego z najbardziej
wpływowych świętych,
za ulubionego
ucznia Chrystusowego.
Za wyjątkiem
jednak nielicznych tylko wypadków nikt prawie nie potrafi podać bliższych szczegółów dotyczących
jego życia i działalności. Rzadko też kto
ze środowiska wiejskiego orientuj e się, że w świetle katolickiej teologii
oprócz św. Jakuba Apostoła Starszego był drugi, tzw. Jakub Młodszy 106.
Informacje z Konopnicy, pow. Wieluń.
Informacje z Bobrownik, pow. Pajęczno.
1112 Por.
np. tekst z terenu Łęczyckiego: O. Kolberg, Dziela wszy.,tkie,
L 22 (Lę-czyckie),
Wrocław-Poznań
1964, s. 168. Por. też Kolberg, op. cit., t. 26 (Mazowsze),
s. 343.
103 Informacje
z Gidel, pow. Radomsko, Raduczyc, pow. Wieluń.
10~ Enciclopedia
cattolica, t. 6, s_ 317-318.
105 Por. np. P. Toschi, La poesia
popolare religiosa in Italia. Firenze 1935; G. Batelli, Le piu belle legenda cristiane. Milana 1928, s. 160-177 i in.
106 Trochę
inaczej jedynie wygląda sytuacja w parafii Skomlin w pow. wieluń100

101

�Z

badań

nad

Ludową

recepcją

"żywotów

świętych"

III

Na omawianym terenie szczególnie dużym szacunkiem cieszy się ta
postać na terenie parafii Dzietrzkowice w pow. wieluńskim oraz w parafii Dąbrowa Zielona w pow. radomszczańskim, gdyż tamtejsze kościoły
są pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła Starszego.
Odnosi się wrażenie, że kult św. Jakuba był dość żywy w poprzednich
pokoleniach. Jeszcze najstarsi mieszkańcy wsi wspominają, że do tego
świętego dawniej odnoszono się ze znacznie większym szacunkiem niż
w czasach obecnych. Dla młodszego pokolenia katolickiego postać św.
Jakuba została zepchnięta na plan dalszy przez inne bardziej atrakcyjne
wzorce świętości.
W tradycyjnym środowisku wiejskim dużym szacunkiem cieszył się
kult innego z apostołów, a mianowicie św. Bartłomieja. Kult ten szczególnie silnie rozwijał się w średniowieczu 107. I w późniejszych jednak
stuleciach postać ta cieszyła się dużym poważaniem. Powszechnie zaliczany on był do grupy najbliższych uczniów i współpracowników Chrystusa.
Na omawianym terenie stosunkowo najsilniejszy był kult tego świętego w parafiach, które związane były z jego imieniem, lub w których
istniały odpusty w jego dzień, a mianowicie w parafii Dobryszyce w pow.
radomszczańskim, w parafii Makowiska w pow. pajęczańskim, w parafii
Czarnożyły w pow. wieluńskim, w parafii Rozprza w pow. piotrkowskim,
w parafii Żdżary w pow. wieruszowskim, a częściowo również i w parafii
wieruszowskiej.
Postać św. Bartłomieja znalazła żywe odbicie w folklorze różnych
narodów 1118. Jeśli chodzi o folklor omawianego terenu, to raczej żywot
tego świętego nie był specjalnie rozpowszechniony. Co prawda naj starsze
pokolenie wsi przypomina sobie jeszcze makabryczne opowiadania dotyczące męczeństwa św. Bartłomieja, a mianowicie obdarcie go ze skóry
itp.109.
Spośród apostołów dość znany był również w środowisku wiejskim
św. Filip. Powszechnie uważa się go za bardzo wpływowego świętego.
Na ogół jednak życiorys jego jest mało znany. Stosunkowo więcej faktów
skim, gdzie kościół jest pod wezwaniem
św. Filipa i Jakuba Mniejszego już od
bardzo dawna. Słownik geograficzny
Królestwa
Polskiego i innych krajów
słowiańsldch, t. 10, Warszawa 1889, s. 692; Katalog
zabytków
sztuki w Polsce, t. 2, s. 378.
107 Radoński,
op. cit., s. 49.
lOH
Par. np. P. TClschi, Santo Bartolomeo
net folklore.
W: Enciclopedia
cattolica,
t. Z, Roma 1949, s. 919.
109 Por. bardzo
ciekawe uwagi odnośnie dawnych skojarzeń legendy a św. Bartłomieju obdzieranym
ze skóry z obdzieraniem
wyzyskiwanych
chłopów; J. Krzyżanowski, Mądrej głowic dość dwie słowie. Trzy centurie przysłów
polskich,
t. 1,.
Warszawa 1958, s. 61~3.

�112

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

O jego życiu wiedzą mieszkańcy
parafii Skomlin, w której kościół znajduje się pod wezwaniem św. Filipa i Jakuba Apostoła Mniejszego. Opowiadania ludowe mówią zresztą i tam głównie o poskromieniu
przez św.
Filipa smoka (lwa?) oraz o jego męczeństwie
na krzyżu, i trzęsieniu ziemi, które wówczas nastąpiło. Są to zresztą szczegóły znane z jego życiorysów propagowanych
przez władze kościelne.
Do "Jezusowej świty" zalicza też tradycyjna
opinia wiejska św. Szczepana. W dużym stopniu wiąże się to z dniem tego patrona. Przypada on
mianowicie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. W mniemaniu ludu
takie uhonorowanie
świętego spowodowane
zostało jego dużym znaczeniem w otoczeniu Chrystusa. W szerzeniu się kultu tego świętego pewną
rolę odegrał również przedchrześcijański
zwyczaj związany 7. życzeniami
pomyślności,
polegający
na obsypywaniu
się ziarnem 110. Zwyczaj ten
został następnie
zaadoptowany
przez Kościół. Powiązano
go z ukamienowaniem pierwszego męczennika chrześcijańskiego
św. Szczepana. Przeciw adaptacji
tego pogańskiego
zwyczaju próbowały
niekiedy występować władze kościelne. Oto np. w końcu XVIII w. wizytatorzy
kościelni
zakazywali
księżom na omawianym
terenie zezwalać na obrzucanie się
w kościele owsem 111. Zwyczaj ten jednak utrzymał się i obecnie znany
jest w wielu częściach Polski 112. Na omawianym
terenie łączył się on
ze święceniem
w tym dniu w kościele owsa oraz obsypywaniem
nim
księdza, gdy przechodził przez kościół.
Z tych też przyczyn w środowisku
wiejskim szeroko była znana legenda opowiadająca
o ukamieniowaniu
św. Szczepana oraz o różnych
cudach związanych
z osobą tego świętego.
Znacznie
bardziej
rozpowszechniona
ona jest na obszarze pow. wieluńskiego,
a szczególnie we
wschodniej
j ego części.
Do grupy świętych
związanych
blisko z Jezusem
zaliczany bywał
w środowisku
wiejskim
"krewniak
Chrystusowy",
św. Juda Tadeusz
(zwany najczęściej tylko św. Tadeuszem). Uważany on był powszechnie
za patrona "od spraw trudnych
i beznadziejnych".
Ze względu na pokrewieństwo
z Chrystusem
uchodził za dobrego orędownika
w tego ro-

110 Ł. Gołębiowski,
Lud po~ski, jego z'UnJczaje, zabobony. Warszawa
1830, s. 311;
S. Poniatowski,
Etnografia
Po~ski. W: Wiedza o Polsce, t. 3, Warszawa
1932, s. 305;
J. S. Bystroń,
Kultura
~udowa. Warszawa
1936, s. 149; tenże, Etnografia
Polski.
Warszawa
1947, s. 17:3; tenże, DZieje obyczajów
tv dawnej PO/SCf',
l. 2. Warsz&lt;Jwa
1960, s. 44 i in.
111 Zalecenia
wizytatora
dla proboszcza w Ruśccu z 1779 r. zawierały następującą
wzmiankę:
"Zakazuje
mu się, aby w dniu św. Szczepana pocisk owsem na siebie
zakazał", Wizytacja genera~na trzech archidiakonatów ..., rkps., op. cit.
ll2 Por.
np. Dworakowski,
Ku~tura społeczna ~udu wiejskiego
na Mazowszu nad
Narwiq, s. 41-42;
W. Gaj-Piotrowski,
op. cit., s. 37-41 i in.

�Z badań nad !u~owq recepcjq

"żywotów

113

świętych"

dzaju sprawach. Postać jego w folklorze omawianego terenu nie zarysowała się zbyt wyraźnie.
Osobnym zagadnieniem, które wymagałoby znacznie szerszego omówienia, może być sprawa odbicia w katolicyźmie ludowym omawianego
terenu, żywotów trzech innych świętych z tzw. "Jezusowej świty",
a mianowicie dość kontrowersyjnej postaci Marii Magdaleny, dobrotliwego siłacza Krzysztofa, który na swych barkach nosił maleńkiego
Chrystusa oraz Łukasza, malarza Świętej Rodziny, któremu przypisuje
się autorstwo licznych świętych obrazów. Te tak ważne jednak dla badań
nad kulturą religijną ludu zagadnienia omówione zostaną w osobnych
pracach.
W wąskich ramach jednego artykułu niemożliwe jest przedstawienie
wszystkich problemów związanych z ludową recepcją żywotów tej grupy
świętych, która w mniemaniu tradycyjnej opinii katolickiej należała do
najbliższego otoczenia Chrystusa. Dlatego też ograniczyć się musiałem
tylko do zasygnalizowania najważniejszych i najbardziej istotnych zagadnień. Pomijam wreszcie sprawę olbrzymich zmian, jakie zachodzą
w ostatnich latach w życiu wsi polskiej. Olbrzymie przeobrażenia gospodarcze i społeczne dają się odczuć we wszystkich dziedzinach kultury
ludowej, a więc również i w tradycyjnym folklorze. Zagadnienia te
wychodzą jednak poza ramy niniejszej pracy.

WŁADYSŁA W BARANOWSKI
OBSERVATIONS ON THE FOLK RECEPTION OF THE
"LIVES OF THE SAINTS"
(The Lives of the Saints

closest to Christ in the
of Łódź province)

folklore

of the

southern

part

Summary
For many centuries large sections of Poland's peasant population
were under
the very strong influence of the Church. This influence was however fairly
superficial. The religious faith of thecountry
folk embraced both official teachings
of the clergy, as well as various relicts from prechristian
times, sanctioned over
the centuries by the Church authorities. In tradftional folk catholi:cism an exceptionally important role was played by cults of the saints. They were patrons of
various professions, guardians
at times of ill-fortune,
keepers from sickness or
natural disaster. Certain saints played a very great part in folklore. The present
study is based upon field work completed during the period 1965-1969 in the
southern part of the province of Łódź.
II -

Lud,

tom

LIV

�114

WŁADYSŁAW

BARANOWSKI

According to folk belief, most significance was attached to those saints who
were considered to be closely connected with the Holy Family. The most important
of these was St. Joseph, whose cult was particularly
widespread.
In folklore
we see him as a benevolent old man, who frequently
appeared on earth in the
guise of a beggar. Many folk legends existed about him. Among the elder women
of the village St. Anne, the nurse of Christ, was regarded with particular reverence. Also of importance
was the cult of Saints Peter and Paul. Especially the
former was strongly represented
in folklore, though in certain tales St. Peter
also wandered
the earth disguised as a beggar or a pilgrim, rewarding
good
paupers
and punishing the evil rich. The figUl'e of John the Baptist who
was frequently
confused with St. John the Evangelist or St. John Nepomucen was widely known in folkloreas
well. The eve of st. John's day (24 VI) was
connected with certain ancient customs deriving from prechristian
times. Legends
relating to the lives of all the above mentioned
saints were very widespread
in the region here discussed.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5895" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5875">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/1266d3d2acef6fff57484b7da8764667.pdf</src>
        <authentication>5f5e13849275d806a88b4e4b72f2bad7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70297">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70298">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:910</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70300">
                <text>Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70301">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2, s.331-342</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70302">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70303">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70304">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70305">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70306">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

„Etnografia Polska", t. X X I I I z. 2
I S S N 0071-1861

E K S P E D Y C J A E T N O G R A F I C Z N A P A N 1978.
B A D A N I E K U L T U R Y MNIEJSZOŚCI N A R O D O W Y C H M O N G O L I I
Tegorocznemu wyjazdowi ekspedycji etnograficznej Polskiej Akademii Nauk
do Mongolii towarzyszyły emocje, jakie przeżywa się zazwyczaj przed pierwszym
kontaktem ze słabo zbadanymi społecznościami, narodami lub mniejszościami
wchodzącymi w ich iskład. W tym roku, kontynuując rozpoczęte przed paroma
laty prace ukierunkowane na poznanie kultury mniejszości narodowych zachod­
niej, ałtajskiej części Mongolii, zamierzaliśmy przeprowadzić pierwsze, kilkutygod­
niowe badania wśród Eletów i Miangatów zamieszkujących tereny należące do
ajmaku (województwa) kobdoskiego. Z w a ż y w s z y na gospodarczą specyfikę terenu
zamieszkanego przez wybrane grupy z dominującym pasterstwem tradycyjnych
pięciu rodzajów zwierząt (o dużej przewadze owiec rasy mongolskiej i półcienkorunej czamarskiej), słabo rozwiniętym rolnictwem oraz zupełnym niemal brakiem
przemysłu, bazując również na dotychczasowych doświadczeniach z badań wśród
Torgutów somonu (powiatu) Bułgan tegoż ajmaku zakładaliśmy, że tereny te
w mniejszym stopniu niż region centralny czy wschodni zostały dotknięte w p ł y ­
wami urbanizacji i industrializacji. Sądzono, że stosunkowo niewielki stopień mo­
dernizacji życia pozwolił zachować tam niektóre dawne, archaiczne rysy kultury
pasterzy mongolskich i pamięć o tym, co nie poddaje się już naszej obserwacji.
Eleci i Miangaoi należą do l u d ó w m ó w i ą c y c h językami mongolskimi i zaliczani
są do mongolskich mniejszości narodowych językowo i kulturowo spokrewnionych
z Chałchasami. Znaczna część Eletów, których liczbę szacuje się na ponad 5000,
zamieszkuje somon Erdenebüren w ajmaku kobdoskim. Oprócz nich mieszka tam
kilkanaście rodzin kazachskich. Mniejszą grupę Eletów spotykamy także w cen­
tralnej części Mongolii, na północ od jeziora Ogijn, na terenie dwóch s o m o n ó w
ajmaku ar changa jskiego. Jednakże, jak sądzą niektórzy badacze (np. C h . C . Ral'din)
grupa ta w znacznie mniejszym stopniu zachowała cechy charakterystyczne dla
tzw. Ojratów (zachodnich Mongołów) niż grupa zamieszkująca somon Erdene­
büren \
Miangaoi, liczący ponad 4000 osób, zamieszkują (wraz z częścią Derbetów) so­
mon Miangad. Zaliczani są oni także do Ojratów, choć np. G.N. Potanin traktował
ich jak zmongolizowanych Urianchajów. Najczęściej jednak wyprowadza się ich
pochodzenie od Chotgojtów. Wspomina o tym także legenda, jaką opowiedziano
nam w somonie Miangad. Pamiątką po wydarzeniu, jakim było oddzielenie się
przodków dzisiejszych Miangatów od Chotgojtów w celu założenia odrębnego choszunu (jednostki administracyjnej feudalnego państwa .mongolskiego), co miało

1

C h . C . R а Г d i n, Etniczeskoj sostaw sowriemiennogo nasielenija
Mongolsko]
Narodnoj Riespubliki,
[w:] Problemy etnografii i etniczeskoj istorii narodów
Azii,
Moskwa 1968, s. 25-26.

�332

KRONIKA

miejsce w końcu X V I I I w. lub na początku X I X , są m. in. aplikacje w kształcie
pochwy na nóż naszywane na stroje kobiece. Do niedawna kobiety miangackie
nosiły także za pasem nóż i krzesiwo. Wytłumaczenie tego faktu, tak obcego kul­
turze mongolskiej, nie zezwalającej na ogół kobietom na używanie tzw. ,,męskich"
przedmiotów, jest następujące: utworzenie oddzielnego choszunu było możliwe tyl­
ko wtedy, jeśli oddzielająca się grupa liczyłaby 1000 mężczyzn (mongolskie słowo
mianga znaczy tysiąc). W grupie tej nie było jednak tylu przedstawicieli tej płci,
aby w i ę c zrealizować pierwotne zamiary część kobiet przebrano w stroje m ę s k i e .
Kultura Eletów i Miangatów nie jawi się nam jako zupełnie biała plama na
mapie etnograficznych badań. W literaturze znajdujemy nieco opisów niektórych
jej dziedzin, informacje o podstawach gospodarki, kulturze materialnej, religii,
folklorze, etnogenezie, obrzędach rodzinnych, zebrane m. in. przez mongolską eks­
pedycję etnograficzną w latach pięćdziesiątych (przez B. Sandaga, S. Badamchatana, L . Sonomcerena) czy wcześniej, w latach trzydziestych, przez Dżamcarano
i Ceweena . Nieco materiałów dostarczyły także relacje podróżników (przede wszyst­
kim rosyjskich) oraz prace radzieckich i węgierskich ekspedycji naukowych (prze­
de wszystkim lingwistów). W bieżącym roku ekspedycja etnograficzna Mongolskiej
Akademii Nauk przeprowadziła na terenie zachodniej Mongolii prace skoncentro­
wane głównie na problematyce obrzędowości rodzinnej. Na rezultaty tych prac
będziemy jednak musieli trochę poczekać.
Cennym źródłem do poznania dziejów i kultury interesujących nas grup są
zabytki piśmiennictwa ojrackiego, pisane tzw. jasnym pismem, które zostało stwo­
rzone w 1636 r. Dzięki nim otrzymaliśmy wiele danych do historii plemion ojrackich i jej bohaterów, informacje o prawach, religii, kultach, wiedzy i t p . Nie
przeprowadzono jednak do tej pory kompleksowych badań nad kulturą mongol­
skich mniejszości narodowych, nie podejmowano ważniejszych prób wyjaśnienia
obserwowanych zjawisk.
Członkami tegorocznej ekspedycji etnograficznej P A N byli: prof, dr Witold
Dynowski (kierownik), dr S ł a w o j Szynkiewicz i autorka tego sprawozdania, repre­
zentujący I H K M P A N .
Dr S. Szynkiewicz prowadził badania nad rodziną, stosunkami w e w n ą t r z tej
grupy, społecznymi uwarunkowaniami jej funkcjonowania i obrzędowością. W szcze­
gólności badał on zagadnienia związane z p o k r e w i e ń s t w e m , zwyczajami rodzinnymi
i dorocznymi, kultami i symboliką. W sferze pokrewieństwa i pochodzenia skon­
centrował się na regułach dziedziczenia, podziału rodu i lineażu, zakresie egzogamii i tradycjach matrylateralnej wymiany małżeńskiej oraz identyfikacji etnicznej.
Za najważniejsze osiągnięcia należałoby tu uznać stwierdzenie (po raz pierwszy
w terenie, a w i ę c poza źródłami pisanymi) w y s t ę p o w a n i a lineażu w Mongolii oraz
zebranie d o w o d ó w na to, że utrzymanie się funkcjonujących rodów u Ojratów
należy przypisać oddziaływaniu władz feudalnych przed rewolucją, które trakto­
w a ł y rody jako fragment struktury administracyjnej.
W zakresie zwyczajów rodzinnych S. Szynkiewicz badał zachowanie związane
z rozwodem, rolą krewnych macierzystych w życiu obrzędowym (gdzie uzyskano
nowe informacje np. o pomocy przy uzdrawianiu chorego dziecka) i inne dotyczą­
ce zachowań tworzących tzw. kompleks awunkularny, obrzędowością weselną,
2

8

4

2

Podobne legendy znajdujemy u B. S a n d a g a , Mjangadyn
garal
üüslijn
asuudlaas, Etnografijn Sudłał, Ułan Bator 1969, t. 4, s. 81-103, oraz u L . S o n o m ­
c e r e n a , Mjangad jastny dzan ujlijn tuchaj towcz temdeglel, Studia Museologica,
Ułan Bator 1975, t. 2, s. 52-53.
D. P e r 1 e e, Etnograf iczeskije issledowanija w Mongolsko] Narodnoj
Riespublikie, [w:] Trudy VII Mieżdunarodnogo
Kongriessa Antropologiczeskich i Etnograficzeskich Nauk, Moskwa 1970, t. 9, s. 346-349.
Ch. L u w s a n b a l d a n , Tod üseg, tüünij
dursgaluud, Ułan Bator 1975
3

4

�KRONIKA

333

pogrzebową i związaną z dzieckiem. Zebrał on nowe materiały wyjaśniające pew­
ne zwyczaje p o c h ó w k o w e dzieci i pozwalające wiązać je szerzej z obrzędowością
ludów tureckich. Ustalił ponadto w y s t ę p o w a n i e cmentarzy lineażowych i potwier­
dził p o c h ó w k o w e zwyczaje wspominkowe.
Po raz pierwszy w etnograficznych badaniach terenowych podjęty został temat
adopcji, który jednak udało się opisać tylko częściowo. Oddzielne zagadnienie
w ramach badanych zwyczajów rodzinnych stanowiła tabuizacja imion ludzkich.
Badając obrzędowość doroczną, zwłaszcza noworoczną i letnią, S. Szynkiewicz
wyodrębnił kompleks obrzędów związanych z początkiem lata jako konkretnego
obrzędu kalendarzowego.
Badania nad kultami przyniosły nowe dane na temat ofiar składanych ognio­
wi i pozwoliły stwierdzić, że obrzęd ten dokumentuje utrzymanie się do początku
X X w. form wielkorodzinnych. S. Szynkiewicz badał ponadto formy kultu towa­
rzyszące zwyczajom związanym ze zwierzętami oraz zwyczaje związane z kośćmi
zwierzęcymi.
Próbował on także wyjaśnić zachowania powiązane z symboliką płodności oraz
pojęcie siły życiowej cłiij-mor.
Autorka tego sprawozdania, zbierając materiały do zagadnienia „Kultura l u dyczna pasterzy mongolskich" uzyskała informacje odnośnie do form rozrywki
spotykanych najczęściej wśród pasterzy (należących do poszczególnych grup płci
i wieku) uwzględniając zmiany, jakim podlegały zarówno same zachowania l u dyczne (gry, zabawy itp.), jak i ich popularność. Baczniejszą u w a g ę zwróciłam
przede wszystkim na formy, których korzenie sięgają odległej przeszłości, mające
w i e l o w i e k o w ą tradycję w kulturze mongolskiej, takie jak „trzy gry mężnych"
(erijn gurwan naadam) tj. w y ś c i g i koni, zapasy i łucznictwo oraz cagaan mod,
ałag melchij, choroł, ger barich, szagaj, domino i szachy. Podjęłam próbę w y j a ś ­
nienia ich miejsca i roli w kulturze, przyczyn przetrwania i zmian w pełnionych
funkcjach społeczno-kulturowych. P r ó b o w a ł a m ponadto określić przyczyny i oko­
liczności zaniku innych, występujących dawniej, form rozrywki pasterzy.
We wszystkich zachowaniach ludycznych (przede wszystkim w grach i zaba­
wach) starałam się odnaleźć nici łączące je z kulturą widzianą szerzej, traktując
je jak soczewkę skupiającą niektóre cechy tej kultury. Szukałam w nich m. in.
odbicia dawnych obrzędów, wierzeń i kultów, stosunków społecznych, charakteru
gospodarki itp. Interesowały mnie czasowo-przestrzenne ramy tych form- oraz ich
spontaniczna przypadkowość, jak i organizacja, to co powszednie i co należy do
zespołu zachowań świątecznych. Oddzielne pytania dotyczyły zachowań uczestni­
k ó w gier i zabaw, w i d z ó w i „aktorów", prób przywołania szczęścia, wspomożenia
losu lub zapeszenia przeciwnika.
Nieco mniej miejsca, z uwagi na brak czasu, poświęciłam warunkom sprzyja­
jącym rozwojowi poszczególnych form rozrywki, takim jak charakter środowiska
naturalnego, rodzaj potrzeb kulturalnych, rozplanowanie przestrzenne, np. centrum
somonowego, brygad i aili (grup jurt powiązanych w s p ó l n y m i zadaniami gospodar­
czymi) pasterskich i odległości między nimi w odpowiednich porach roku, rytm
przekoczowań i in.
Za najważniejsze rezultaty prac, jakie przeprowadziłam w bieżącym roku,
uznałabym ustalenie związków między niektórymi grami i zabawami a obrzędami
dorocznymi i rodzinnymi, przede wszystkim tzw. obrzędami przejścia, gdzie owe
formy w y s t ę p u j ą w y r a ź n i e w funkcjach wspomagających obrzęd lub odzwiercied­
lających jego dawne rysy i znaczenie.
U z y s k a ł a m także, po raz pierwszy w terenie, informacje o zakazach dotyczą­
cych niektórych zabaw (np. lalkami i figurkami zwierząt: psa i wrony). Zakazy
te miały podłoże religijno-magiczne i związane były z wierzeniami, iż zabawa
przedmiotem ukształtowanym np. tak jak lalka na podobieństwo człowieka lub

�334

KRONIKA

figurkami niektórych zwierząt może sprowadzić nieszczęście na rodzinę bawiącego
się nim dziecka. Brak lalek w tradycyjnym zestawie zabawek dziecięcych, który
nurtował wielu mongolistów, w i ą ż e się silnie z funkcjami, jakie pełniły figury
mające kształt człowieka (robione przez łamów) w obrzędach mających na celu
'oczyszczenie np. jurty i zamieszkującej ją rodziny z niepowodzeń lub chorego
z nękającej go niemocy.
Przy badaniu genezy niektórych form rozrywki zapisałam wiele legend z w i ą ­
zanych z powstaniem lub przeniknięciem owych form na tereny Mongolii. Na tym
przykładzie uwypuklają się bardzo wyraźnie kulturowe w p ł y w y Chin. Zaznaczają
się one ponadto w utrzymującym się do dziś nazewnictwie przedmiotów u ż y w a ­
nych przez uczestników różnych gier oraz w towarzyszącym tym grom słownictwie.
Równolegle do prac polskich członków ekspedycji, jej tłumacz, pracownik n a ­
ukowy MAN, D. Tangad, prowadził badania nad słabo jeszcze poznaną sferą k u l ­
tury mongolskiej, jaką jest symbolika. Przedmiotem jego badań była symbolika
różnych rodzajów ruchu, kolorów, figur geometrycznych, liczb, słów (przede wszyst­
kim sajn, tzn. dobry, pozytywny i sajchan — ładny) oraz zwierząt należących do
12-letniego cyklu kalendarzowego, w którym każdy rok oznaczony jest n a z w ą jed­
nego z 12 zwierząt, np. myszy, krowy, tygrysa itd. Oprócz tych 12 zwierząt, przed­
miotem szczególnej uwagi Tangada była symbolika psa. Otrzymał on tam wiele
interesujących informacji, wskazujących m.in. na mitologiczne związki pochodze­
niowe psa i człowieka, znajdujące swój wyraz m.in. w obrzędach i zwyczajach
pochówkowych.
W somonie Erdenebiiren członkowie ekspedycji zostali zaproszeni do uczestnic­
twa w weselu, jako goście strony pana młodego. Mieliśmy w i ę c nieczęstą okazję
obserwowania współczesnego obrzędu weselnego, sporządzenia dokumentacji foto­
graficznej i porównania zachowań, których byliśmy świadkami z informacjami
znanymi nam z literatury i dotyczącymi wcześniejszych okresów .
W somonie Miangad natomiast obserwowaliśmy dwudniowe święto naadom,
organizowane dla uczczenia kolejnej rocznicy z w y c i ę s t w a Rewolucji 1921 r. i pod­
sumowania w y n i k ó w roku gospodarczego. Zasadniczym punktem naadomu były, jak
to jest w zwyczaju, wyścigi koni należących do różnych grup wieku i zapasy.
Obserwacje, jakie przeprowadziliśmy dostarczyły nam wielu informacji o zacho­
waniach uczestników, o samej organizacji i oprawie tego święta, o kontynuacji
bądź też zaniku tradycyjnych zwyczajów naadomowych.
5

Iwona

Kabzińska-Stawarz

T R A D Y C J A W E WSPÓŁCZESNEJ K U L T U R Z E
MONGOLSKIEJ REPUBLIKI LUDOWEJ
Sale Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Historii Kultury Materialnej P A N
w Warszawie goafciły w dniach 24 i 25 października 1978 r. uczestników wydarzenia
wielce w a ż n e g o i interesującego nie tylko dla mongolistów. Wydarzeniem tym
była konferencja zorganizowana przez pracowników w y ż e j wymienionych insty­
tucji, etnografów zajmujących się problematyką mongolską. Obok n a u k o w c ó w
polskich uczestniczyli w niej także goście reprezentujący niektóre ośrodki mongolistyki w Europie, Azji i Australii, etnografowie i językoznawcy.
Jak podkreślił prof, dr Witold Dynowski otwierając konferencję, sale, w któ­
rych prezentowano referaty i miejsca, gdzie goszczono uczestników tego zebrania,
5

Np. B. C h . T o d a j e w a, Swaďba
noj filologii, Moskwa 1974, s. 250-255.

u Eljutow,

[w:] Issledowanija

po wostocz-

�KRONIKA

335

są materialną częścią instytucji związanych od dawna z polskimi studiami nad
kulturą Mongolii. Z Uniwersytetem Warszawskim łączą się np. nazwiska S. K o ­
walewskiego, W. Kotwiczą, T. Lewickiego, współcześnie zaś S. Kałużyńskiego.
I H K M P A N stał się natomiast gniazdem, w którym narodziła się i została zreali­
zowana koncepcja polskiej ekspedycji etnograficznej do Mongolii, mającej już
s w ą kilkunastoletnią historię. Dzięki tej ekspedycji udało się nawiązać bezpośred­
nią współpracę z Mongolską A k a d e m i ą Nauk, reprezentowaną przez jej przewod­
niczącego prof. Szerendyba i kierownika Instytutu Historii prof. Nacegdordża, oraz
wyjaśnić wiele procesów kulturowych .zachodzących w tym wybitnie pasterskim
kraju Azji.
Referaty, jakie zostały wygłoszone podczas konferencji, zostaną przedstawio­
ne (niejednokrotnie w wersji znacznie rozszerzonej) w najbliżym tomie „Etnografii
Polskiej". W tym miejscu ograniczam się w i ę c tylko do zasygnalizowania faktu
zorganizowania spotkania tego rodzaju i podania (w ogromnym skrócie) zasadni­
czych informacji o problematyce poruszanej przez autorów poszczególnych re­
feratów.
Zakres tematyczny konferencji był bardzo szeroki. Hasło, pod jakim została
ona zorganizowana („Tradycja we współczesnej kulturze Mongolskiej Republiki
Ludowej"), zezwalało na .znaczną dowolność i umożliwiało wielokierunkowe po­
szukiwania tego, co należało do innej epoki, lecz co funkcjonuje jeszcze w kul­
turze współczesnej Mongolii, w zmienionym niejednokrotnie znaczeniu i formie.
Tak szerokiemu sformułowaniu problemu zawdzięczamy też i to, że uczestniczyć
w niej mogły aktywnie osoby zajmujące się różnymi sferami kultury mongolskiej,
a nie tylko w ą s k i e grono specjalistów.
Referaty zaprezentowane przez uczestników konferencji można podzielić na
kilka grup tematycznych:
1) generalne rozważania nad niektórymi podstawowymi cechami współczesnej
kultury mongolskiej;
2) podłoże współczesnych procesów społeczno-kulturowych i jego ślady we
współczesnej kulturze Mongolii;
3) niektóre cechy kultury materialnej pasterzy mongolskich;
4) wierzenia, obrzędy, kulty i inne elemety tzw. kultury duchowej;
5) język i zabytki, piśmiennictwa jako źródło etnograficzne w badaniach kul­
tury mongolskiej.
Autorzy referatów bazowali na różnych źródłach, od literatury i ikonografii
poprzez materiały pochodzące z badań terenowych do kolekcji muzealnych.
Ad. 1. W referacie wprowadzającym prof, dr Zofia' Sokolewicz, reprezentu­
jąca Uniwersytet Warszawski, przedstawiła swe rozważania nad funkcjami kultury
tradycyjnej we w s p ó ł c z e s n y m społeczeństwie mongolskim (Functions of Traditional
Culture in the Modern Mongolian Society). Wykorzystując przede wszystkim mate­
riały terenowe, stanowiące rezultat badań polskiej ekspedycji etnograficznej, starała
się ona udokumentować tezę o częściowej adaptatywności tradycyjnych w z o r ó w
do współczesnej kultury pasterzy mongolskich, wiążąc to zjawieko m.in. z tzw.
urbanizacją stepu. Mówiąc o tych cechach tradycyjnych w z o r ó w zachowań, które
utrzymują się do dziś, wspomniano m.in. o stosunku do zwierząt i przyrody,
o formach nauki, pasterstwa i in. Określono także po krotce możliwości, jakie
stwarza współczesna kultura indywidualnej ekspresji potrzeb i charakterów jed­
nostek, a w i ę c ich samorealizacji, porównując je z warunkami kultury tradycyj­
nej. W swym referacie Z. Sokolewicz podkreśla ogromne znaczenie etnograficz­
nych badań terenowych w Mongolii dla poznania ogólnych prawidłowości zmian
społeczno-kulturowych, transformacji, rozkładu i zachowania się e l e m e n t ó w tra­
dycyjnych w warunkach tych zmian oraz dla lepszego zrozumienia w ł a s n e j k u l ­
tury i jej tradycji.

�336

KRONIKA

Ad. 2. Niektóre rysy procesów społeczno-kulturowych, jakie zaszły i zachodzą
nadal w Mongolii, zostały omówione w kilku referatach, zaliczanych w zaprezen­
towanym tu przeze mnie podziale tematycznym do grupy drugiej.
Dr G. Cerenchand, pracownik naukowy Mongolskiej Akademii Nauk, repre­
zentujący na konferencji kraj, będący przedmiotem badań jej uczestników, na­
kreśliła niektóre cechy procesu tworzenia się współczesnego narodu mongolskiego
&lt;K niekotorym woprosam etniczieskogo processa w MNR), kontynuując swym wy­
stąpieniem tradycje etnografii mongolskiej, w której wiele miejsca poświęcono
badaniom nad etnogenezą, kulturą grup etnicznych zamieszkujących Mongolię
i jej przeobrażeniom oraz tworzeniu się jednego narodu mongolskiego w warun­
kach ustroju socjalistycznego. Tezę o zacieraniu się różnic kulturowych między
poszczególnymi narodowościami udokumentowała ona wynikami badań tereno­
wych, na których podstawie stwierdzono wytworzenie się znacznych podobieństw
w języku, obyczajach, odzieży, stosunkach społecznych (przede wszystkim rodzin­
nych) i ekonomicznych, obrzędach itp. Określono tu także rolę rodziny jako n o ś ­
nika tradycji i cech kulturowych charakterystycznych dla poszczególnych grup
etnicznych M R L . Zastanawiając się nad zjawiskami sprzyjającymi rozwojowi pro­
cesu integracji kulturowej, G . Cerenchand wskazała na takie czynniki, jak mał­
żeństwa mieszane oraz podobieństwo struktury ekonomicznej i podstaw egzystencji
poszczególnych narodowości.
Odległego już dziś podłoża historyczno-kulturowego procesów, jakie obserwu­
jemy dziś w Mongolii, sięgał referat prof. dr. Anatolija Chazanowa (ZSRR) pt.
Some Notes on the Origin of Genghis Khan's State.
Warunki życia i ogólny obraz kultury jednej z grup etnicznych zamieszku­
j ą c y c h Mongolię scharakteryzowała dr E r i k a Taube (NRD). Jej referat zatytuło­
wany Sowriemiennoje
polożienije
tuvňncevo siewiero -zapada MNR oparty był także
n a wynikach badań terenowych i stanowił rodzaj miniaturowej (z uwagi na ogra­
niczone ramy czasowe poszczególnych wystąpień) monografii. Badając kulturę
T u w i ń c ó w M R L , E . Taube zwróciła u w a g ę na utrzymywanie się niektórych tra­
dycyjnych zachowań w kulturze tej grupy. S ą one obecne m.in. w sferze pracy
(zajęć podstawowych i dodatkowych), w typie domostwa i jego wyposażenia,
w zwyczajach i obrzędach rodzinnych, w charakterze kontaktów między krew­
nymi, w ustnej twórczości, np. bajkach, w których dźwięczą jeszcze echa dawnych
w i e r z e ń szamańskich. Spojrzenie na kulturę T u w i ń c ó w M R L odbiegało od trady­
cyjnego opisu etnograficznego. Próbowano tam przede wszystkim połączyć infor­
macje dotyczące poszczególnych dziedzin kultury, ukazać funkcjonowanie poszcze­
gólnych zachowań, systemowe powiązania i ich znaczenie, przedstawiając tę kul­
turę jako zjawisko barwne i dynamiczne.
W poszukiwaniu w y j a ś n i e ń obserwowanych zjawisk dr Taube sięgnęła m i n .
do w a r u n k ó w życia, położenia geograficznego i kontaktów sąsiedzkich T u w i ń c ó w
z innymi narodami, np. Kazachami.
Bardziej szczegółowe tematy, związane z przeobrażeniami społeczno-kulturalnymi, podjęli: Roberte Hamayon i K u r u m i Sugita (Francja) oraz Jacek Olędzki
i Lech Mróz, reprezentujący Uniwersytet Warszawski.
Referat przedstawiony przez R. Hamayon, członka Equipe Ecologie et Anthro­
pologic des Sociétés Pastorales, dotyczył w ł a d z y mężczyzn przekazanej poprzez
j ę z y k kobiet i zawierał analizę opozycji: junioralny-senioralny, wyrażających się
w sferze płci, wieku i pozycji społecznej. Dzięki tej analizie otrzymaliśmy se­
mantyczny obraz tych opozycji. Przykłady z tzw. „języka kobiet" operującego
ekwiwalentami tabuizowanych zwrotów umieszczono w kontekście wielu innych
p r z e j a w ó w binarnego przeciwieństwa junioralności i senioralnośai.
Japonka K . Sugita, wchodząca również w skład w y ż e j wymienionej ekipy,
szeroko o m ó w i ł a zmiany, jakim podlegała pozycja kobiety mongolskiej w różnych

�KRONIKA

337

okresach historycznych, na różnych terenach tego kraju, poszukując r ó w n i e ż przy­
czyn tych przeobrażeń. Jej referat (Notes on the Role and Status of Mongolian
Women) przygotowany został na podstawie bogatego zestawu źródeł pisanych.
Omówiono w nim m.in. miejsce i rolę kobiety w rodzinie i grupie krewniaczej,
charakter związków seksualnych, zwyczaje związane z m a ł ż e ń s t w e m , przywileje
i zakazy obowiązujące kobiety.
Dr J . Olędzki i mgr L . Mróz brali wielokrotnie udział w pracach polskiej
ekspedycji etnograficznej w Mongolii. Ich referat Narodnoje
priedstawlienije
0 choroszim skotowodie (Wizerunek dobrego pasterza) powstał też przede wszyst­
kim na bazie - materiałów ekspedycyjnych. Przedstawiono w nim pewien model —
ideał pasterza, preferowany obecnie w Mongolii, zwracając u w a g ę na zachowania
osób, które można by określić mianem dobrych pasterzy, ich stosunek do zwierząt
1 ludzi oraz walory duchowe i moralne.
Ad. 3. Niektórym cechom materialnej kultury Mongołów, a raczej m o ż l i w o ś ­
ciom odtworzenia ich na podstawie źródeł, jakimi są zachowane do dziś formy
ustnej twórczości pasterzy, p o ś w i ę c o n y był referat prof. dr. Walthera Heissiga
(RFN) Reconstructing
Mongolian Material Culture from Literature Sources. W re­
feracie cytowane były fragmenty poezji ludowej, oracji i życzeń (ogłoszonych dru­
kiem lub zebranych w terenie), jakie wypowiadano np. podczas produkcji woj­
łoku, strzyżenia owiec i innych prac sezonowych i w których m ó w i się wiele
0 cechach zwierząt i uzyskanych od nich produktów, o sposobach ich obróbki
1 wykorzystania przez człowieka. Podano też np. tekst oracji będącej opisem pro­
dukcji archi, mongolskiej wódki. Dokładnie opisano także, cytując słowa życzeń,
proces zdobienia przedmiotu. Wypowiedziane słowa dotyczyły nie tylko samego
aktu tworzenia mandali, będącej ornamentem, lecz były również śladem wierzeń,
według których owa mandola była symbolem świątyni — domu Buddy.
Ad. 4. Kolejna grupa referatów poświęcona była niektórym obrzędom, zacho­
waniom, wierzeniom itp. wchodzącym w skład tzw. kultury duchowej. Do grupy
tej należały przede wszystkim referaty członków ekspedycji etnograficznej P A N
dr. Sławoja Szynkiewicza, dr. Jerzego S. Wasilewskiego i mgr Iwony Kabzińskiej-Stawarz oraz referat przedstawiciela M R L prof. dr. C h . L u w s a n d ż a w a . Bazą
wszystkich referatów były materiały pochodzące z badań terenowych.
Referat dr. Szynkiewicza Wedding as Ceremonial Confirmation by Relating to
Culture Past (Wesele jako obrzęd uświęcenia przez przeszłość kulturową) w y j a ś ­
niał niektóre zachowania uczestników obrzędu weselnego, np. odizolowania panny
młodej od jurty, w której ma się o d b y w a ć część wesela, jakby uznawalno ją za
zmarłą, i następnie wynoszenia jej przez drzwi jurty, w której przebywała; ob­
mywanie twarzy członków orszaku weselnego, gdy zatrzymują się oni przy skrzy­
żowaniu dróg; przyjazd mężczyzny po żonę z bronią, zawody towarzyszące weselom
i in. Wyjaśnienia tych zachowań szukano m.in. w ich sankcji mitologicznej, w for­
mach funkcjonowania w kulturze mongolskiej kategorii ż y w y - m a r t w y , swój-obcy,
przyjazny-podstępny itp., w bogatym zespole symboliki płodności i siły o ż y w i a ­
jącej oraz w wierzeniach religijnych.
Innego rodzaju zachowania, obserwowane dziś jeszcze w Mongolii i związane
z p r z y w o ł y w a n i e m pomyślności, wyjaśnił J . S. Wasilewski, m ó w i ą c o podstawo­
wych kategoriach języka symbolicznego w kulturze tradycyjnej Torgutów Ałtaju
(Basic Categories of the Symbolic Language in the Traditional
Culture of the
Altai-Tor guts). Analizując takie zachowania, jak np. sposoby leczenia chorych,
rozbijania kości suudżny
jas przed ś w i ę t e m noworocznym Cagaan Sar, zakaz za­
trzymywania się jeźdźców przy tej kości leżącej w stepie, sposoby obchodzenia się
z ciałem dziecka zmarłego przed trzecim rokiem życia i in., umieścił je w kate­
goriach opozycji mających charakter dychotomiczny, takich jak: pełne-puste, zgu­
bione-znalezione, ś w i a d o m e - n i e ś w i a d o m e , ruch obrotowy zgodny ze S ł o ń c e m i prze22 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I I ,

z. 2

�338

KRONIKA

ciwny oraz wszelkie rytualne inwersje, będących elementami najprostszej wizji
świata i najprostszej kategoryzacji zjawisk na „tak" i „nie", mniej skomplikowa­
nej np. od wizji kosmogonicznych i mitologicznych, w których dominują podziały
na 3 części (triady).
Hipotetyczną koncepcję o związku mongolskiej gry cagaan mod z kultem
płodności (Mongolsřcaja igra cagaan mod как otrażienije
kulta přírody i ognia)
przedstawiła I . Kabzińska-Stawarz ( I H K M PAN). Związki te dostrzegła ona ana­
lizując m.in. czas, w jakim gra ta pojawia się najczęściej, jej w y s t ę p o w a n i e
w uświadamianej do dziś przez część pasterzy roli impulsu dla odradzającej się
i rozwijającej przyrody, oraz nazewnictwo. Ten ostatni element poddany analizie
pozwala przypuszczać, że korzenie cagaan mod sięgają zachowań związanych
z kultem ognia. Autorka referatu starała się udowodnić, iż między kultem ognia
a kultem płodności, będącym częścią kultu przyrody, istnieje szereg powiązań.
Za najważniejsze należałoby tu uznać w y s t ę p o w a n i e postaci kobiecych jako obiektu
tych kultów (matki Ognia i matki Ziemi). Kobieta zaś, przez swe funkcje repro­
dukcyjne, wiązana jest jednoznacznie we wszystkich kulturach z płodnością.
Prof. dr Ch. L u w s a n d ż a w m ó w i ł o niektórych tradycyjnych zwyczajach z w i ą ­
zanych z mlekiem (On some Traditional
Customs Connected with Milk among
Mongols). Przedstawił on szereg zachowań, w których mleko w y s t ę p u j e w funkcji
magicznej i ceremonialnej, towarzyszących przede wszystkim obrzędom rodzinnym,
gospodarskim i większości świąt. Poruszył także mniej znaną stronę tego intere­
sującego zagadnienia, jaką są zakazy związane z mlekiem, np. zakaz ofiarowywa­
nia opiekunom przyrody mleka wielbłądzic z obawy, iż mogłoby to spowodować
nadmierne opady śniegu, zakaz częstowania sąsiadów i obcych mlekiem przez
3 dni po dokonaniu kastracji zwierząt i in. Zastanawiając się nad przyczynami
powszechnej obecności mleka i jego produktów w obrzędach prof. L u w s a n d ż a w
w s p o m n i a ł o wielkiej randze białego koloru w kulturze mongolskiej, o diecie
pasterza opartej na produktach mlecznych i pracochłonności, jakiej wymaga ich
przygotowanie.
Ad. 5. Językoznawców reprezentował prof, dr Stanisław Kałużyński, który
mówił o Systemie imion własnych
w „Tajnej
historii Mongołów".
Wychodząc od
analizy imion męskich i kobiecych zawartych w tym wciąż jeszcze na nowo od­
krywanym źródle do historii i kultury Mongolii i charakterystycznych dla Mon­
gołów okresu dynastii Czyngis-chana, wyodrębnił on kilka kategorii imion w ł a s ­
nych. Nawiązując następnie do współczesnego języka, poinformował on o tym, j a ­
kiego rodzaju imiona zachowały się do dzisiaj, jakie uległy zmianom (np. roz­
szerzeniu lub zawężeniu zakresu znaczeniowego), które wreszcie z nich nie do­
czekały się swej dziejowej kontynuacji.
Na zakończenie zorganizowano tzw. obrady okrągłego stołu. Spotkanie to
przerodziło się w ze wszech miar pożyteczną w y m i a n ę informacji o pracach ośrod­
ków, które były reprezentowane przez uczestników warszawskiej konferencji
mongolistyeznej, o kierunkach prowadzonych przez nie badań, osiągnięciach po­
szczególnych pracowników i zespołów oraz o zamierzeniach na przyszłość.
Dla uczestników konferencji zorganizowano także całodzienną wycieczkę auto­
karową do Żelazowej Woli, Łowicza i Nieborowa. Wysłuchali oni także pięknego
koncertu muzyki cerkiewnej, który odbył się w niecodziennej oprawie kościoła
ewangelickiego na PI. Małachowskiego w Warszawie.
Iwona

Kabzińska-Stawarz

�KRONIKA

339

OGÓLNOPOLSKI PRZEGLĄD K U L T U R Y L U D O W E J P O L S K I C H GÓR
Pod h a s ł e m „Drzewiej" w dniach 7 i 8 października 1978 r. odbyła się
w Istebnej na terenie Beskidu Śląskiego sesja poświęcona kulturze ludowej pol­
skich gór. Zorganizowana ona została przez Studenckie Koło Przewodników Bes­
kidzkich w Katowicach, które powstało w 1963 г., jako pierwsze tego rodzaju
stowarzyszenie studenckie w Polsce, utworzone na mocy porozumienia zawartego
pomiędzy Radą Naczelną Z S P i Zarządem G ł ó w n y m P T T K . Wśród bogatej i róż­
norodnej działalności tego Koła, jak rajdy, sejmiki turystyczne, opracowywanie
nowych i atrakcyjnych szlaków, pozwalających na poznanie zapomnianych rejo­
n ó w Beskidów, wydawnictwa szkoleniowe, zakładanie tzw. „chatek", spełniają­
cych rolę schronisk itp., na szczególną u w a g ę zasługuje zainicjowana w 1978 r.
akcja, mająca na celu zwrócenie uwagi na trwałe wartości kultury ludowej
mieszkańców polskich gór. Ideę tego przedsięwzięcia najlepiej zilustrują słowa
samych organizatorów, zawarte w programie wspomnianej sesji: „Stary czas ustę­
puje nowemu. Ginie tradycja, obyczaj, regionalne budownictwo, milknie muzyka,
śpiew i gwara góralska... Zmienia się oblicze współczesnej wsi. Zachowane po
dziś dzień relikty dawnej kultury ludowej przechodzą w zapomnienie... Niech
ten przegląd organizowany odtąd rokrocznie będzie próbą zwrócenia uwagi na
nieprzemijające wartości drzemiące w góralskiej kulturze ludowej. Może uda nam
się je obudzić, przywrócić dawny blask tak, jak d r z e w i e j bywało". Zainte­
resowanie kulturą ludową Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w K a ­
towicach przejawia się również w jego wydawnictwach. Wśród opracowań na
u w a g ę zasługują: P. Bednorza, Kilka uwag na temat etnografii (1974) i A. P a ł u bickiego, Góralszczyzna
(1978) oraz Redyk (1978). Celem tych publikacji, stano­
wiących materiał szkoleniowy, jest zapoznanie przewodników studenckich z okre­
ślonym działem kultury ludowej, np. budownictwem, strojem, pasterstwem i in­
nymi, bowiem —• jak pisze A. Pałubicki — „przewodnictwo to nie tylko umiejęt­
ność przepowadzenia grupy... to również umiejętność zainteresowania uczestników
wycieczek otaczającą ich kulturą ludową góralszczyzny" (Góralszczyzna,
Kato­
wice 1978, s. 3).
Założenia powyższe zadecydowały w dużym stopniu o zorganizowaniu oma­
wianej sesji, do udziału w której zaproszono zarówno szerokie grono studenckich
działaczy turystycznych z całej Polski, jak też przedstawicieli dyscyplin nauko­
wych, zajmujących się problematyką karpacką. Inauguracyjny referat pt. U gó­
rali polskich wygłosił R. Reinfuss, dając przegląd kultury ludowej grup etnogra­
ficznych terenów górskich, bogato ilustrowany przeźroczami. Muzyka górali pol­
skich była przedmiotem prelekcji A. Szurmiak-Boguckiej. Referat ten, którego
poszczególne partie egzemplifikowane były w y s t ę p a m i kapeli podhalańskiej z B u ­
kowiny Tatrzańskiej, należał do szczególnie atrakcyjnych i cieszył się powszech­
nym aplauzem. Należy żałować, iż w zakresie folkloru góralskiego zabrakło zapo­
wiedzianego odczytu T. Staicha na temat poezji.
Kolejna grupa referatów dotyczyła Beskidu Śląskiego, na obszarze którego
odbywała się powyższa sesja. Referat problemowy określający Beskid Śląski jako
region etnograficzny wygłosiły Z. Szromba-Rysowa i D. Tylkowa, przedstawiając
między innymi zainteresowania tym regionem, jego zróżnicowania
kulturowe,
a także tematykę oraz wyniki podejmowanych prac, zwłaszcza przez Zakład Etno­
grafii I H K M P A N w Krakowie, kontynuowanych obecnie przez Pracownię Etno­
graficzną. Uzupełnieniem tego wystąpienia był komunikat T. Dobrowolskiej na
temat aktualnej działalności badawczej Katedry Etnografii Słowian U J na obsza­
rze Beskidu Śląskiego.
Chłopskie pamiętniki stanowiły przedmiot referatu Jana Brody, badacza re­
gionalnego z Górek Wielkich koio Brennej, który dokonał szczegółowej analizy

�340

KRONIKA

różnych form tzw. „zapiśników". Kolejna w y p o w i e d ź A. Kopoczki o instrumen­
tach ludowych Beskidu Śląskiego ilustrowana była przez dziecięcy zespół muzyczny
z Istebnej-Zaolzia, kierowany przez Józefa Brodę. W tym miejscu wypada jeszcze
w s p o m n i e ć o w y s t ę p i e amatorskiego zespołu pieśni i tańca z Jaworzynki.
Godne podkreślenia wydaje się zaproszenie do udziału w przeglądzie kultury
ludowej polskich gór w Istebnej badaczy folkloru Beskidu Śląskiego (leżącego na
terytorium Czechosłowacji). Jako prelegenci wystąpili tam D. Kadłubiec i J . O n drusz, którzy zapoznali uczestników sesji z problematyką prac badawczych prowa­
dzonych przez ośrodki polskie w Karwinie i Ostrawie. Akcentem finalnym tych
wypowiedzi b y ł w y s t ę p polskiego zespołu folklorystycznego „Gorol" z Jabłonkowa,
który na tym terenie działa już od 1948 r.
Omawiając sesję trudno pominąć oprawę plastyczną sali obrad w schronisku
„Zaolzianka", przygotowaną przez H . Antoszewską. Zgromadzone eksponaty kul­
tury ludowej z Beskidu Śląskiego Wielokrotnie ilustrowały przedstawianą w w y s t ą ­
pieniach problematykę.
Kończąc należy podkreślić raz jeszcze cenną inicjatywę podjętą przez Stu­
denckie Koło Przewodników Beskidzkich w Katowicach, które potrafiło tak zna­
komicie przygotować i zorganizować sesję, a także zainteresować nią szerokie gro­
no przewodników górskich, prelegentów, obserwatorów oraz przedstawicieli środ­
k ó w masowego przekazu. Potrafili również stworzyć przyjemną i koleżeńską atmo­
sferę, która stanowiła jeszcze jeden walor tego interesującego i ważnego spotkania.
Należy im się za to szczególne uznanie. Nawiązana współpraca z etnografami,
której waga wielokrotnie podkreślana była przez organizatorów sesji, będzie z obo­
pólną korzyśdią nadal kontynuowana w zaplanowanych kolejnych spotkaniach
w różnych regionach Polskich Karpat.
Zofia Szromba-Rysowa,

Danuta

Tylkowa

SYMPÓZIUM O C H O T Á R N Y C H S I D Ł A C H , T J . O S A D A C H P O Ł O Ż O N Y C H P O Z A
C E N T R U M W S I . C Z A D C A , 10-12 X 1978
Polskim etnografom znana jest inicjatywa czechosłowackiej sekcji międzynaro­
dowej komisji do badania kultury w Karpatach i na Bałkanach. W ostatnim dzie­
sięcioleciu zorganizowała ona kilka różnotematycznych konferencji z udziałem
międzynarodowych uczestników. Poza tym z inicjatywy poszczególnych podkomisji
w ostatnich latach odbyło s i ę szereg seminariów z udziałem badaczy krajowych.
Jednym z nich było Sympózium
o chotdrnych sidłach, tj. osadach położonych poza
macierzystą wsią na obszarze gminy, który w języku słowackim określa się sło­
wem chotár. W tłumaczeniu oznacza to wszystkie ziemie (pola, łąki, lasy itp.) na­
leżące do wsi, a w i ę c również obszary znajdujące się poza granicą gruntów stale
uprawianych. Przedmiotem sympozjum były zatem osady na takim właśnie obsza­
rze położone; odbyło się ono w Czadcy na Kisucach. Ideę tego spotkania podjęła
podkomisja do stosunków społecznych założona w 1972 r. Przy organizacyjnej po­
mocy Kisuckiego Muzeum, kierowanego przez P. Maráky'ego, obrady toczyły się
w ciągu dwóch dni, w czasie których referaty wygłosili czescy i słowaccy etno­
grafowie oraz przedstawiciele historii* i geografii.
Pierwotny plan urządzenia sympozjum o problematyce osadniczej, specyficz­
nej dla karpacko-bałkańskiej wsi, przewidywał jako jego przedmiot kopatiice (tzn.
osady rozrzucone po zboczach gór typu przysiółkowego, powstałe na gruncie go­
spodarki żarowej). Specyficzne warunki, jakie osady te stwarzają w dziedzinie
gospodarowania, kultury i stosunków społecznych rzutują na wiele zagadnień etno­
graficznych, łącząc tym samym zainteresowania poszczególnych podkomisji. W y -

�KRONIKA

341

chodząc wszak z etnograficznej specyfiki przysiółkowych, wysoko w górach położo­
nych osiedli typu kopanice, tematyka sympozjum rozszerzyła się na wszystkie rol­
nicze satelitarne osady. Poza kopanlicami są to na czechosłowackich ziemiach
siedziby izolowane od macierzystej wsi ramionami rzek (na Słowacji w dorzeczu
Dunaju i dolnym biegu Wagu), osady związane z uprawą winorośli, rozproszone
górskie osiedla, założone przez drwali i innych robotników w pobliżu przemysło­
wych zakładów (np. hut szkła), które z czasem przemieniły się w rolnicze osady
i inne. W przeciwieństwie do centralnych, macierzystych siedzib, które spełniały
wielostronne kulturowo-społeczne role, osady tzw. satelitarne charakteryzowały
się swym pierwszoplanowym przeznaczeniem produkcyjnym. Potrzeba wytwarza­
nia nadawała tym osadom cały szereg kulturowych i społecznych cech. Od potrzeb
produkcyjnych zależały bowiem czas ich zamieszkania, kto z członków rodziny
tam się osiedlał, jakiego typu i jaką techniką p o w s t a w a ł y tam domy, jakie było
ich wyposażanie itp. O tym, jak siedziby te przemieniały się w trwałe osady,
świadczy ich dążenie do dorównania społeczno-kulturowym poziomem do centrum
wsi, polepszająca się komunikacja, zakładanie szkół, cmentarzy. W parze z tymi
emancypacyjnymi dążeniami formuje się też. grupowa świadomość mieszkańców
tych odległych osiedli. Cała problematyka osadnictwa satelitarnego
stanowiła
przedmiot omawianego sympozjum, którego większość referatów zostanie opubli­
kowana w „Slovenským Národopisie".
Pierwszą część stanowiły referaty ogólne. Zagadnienie genezy tego osadnictwa
na Słowacji wraz z jego społeczno-gospodarczymi uwarunkowaniami omówił
P. Horváth z Instytutu Historycznego S A V , Poza osadami rolniczymi, którym
w referacie poświęcił najwięcej miejsca, zwrócił u w a g ę na powstanie osad drwali,
szklarzy, robotników wypalających węgiel drzewny i inne, które z czasem zyskały
wyraz rolniczy i są u w a ż a n e za osady typu kopanice. Poza nimi zajął się taż
nierolniczym! osiedlami, jak osady uzdrowiskowe, klasztory itp. Następnie J . Podolák omówił sezonowe osadnictwo pasterzy i hodowców bydła. Charakterystykę
regionalnych t y p ó w tych osad na Słowacji zakończył ich klasyfikacją, rozróżnia­
jąc: zimowe owczarskie szałasy oraz zimowe i letnie stajnie położone na granicy
wsi (tzw. stajnie chotárne).
Prześledził ich rozwój i sposób, w jaki zamieniły się
na trwałe siedziby. Referat V . Frolca dotyczył sezonowych osiedli we wschodniej
części P ó ł w y s p u Bałkańskiego. Na przykładzie analogii z osadami w Bułgarii,
wschodniej Serbii i Macedonii wskazał potrzebę takich badań na skalę między­
narodową.
Druga grupa referatów dotyczyła wybranych, etnograficznych zagadnień oma­
wianych osiedli i ich mieszkańców. J . Langor zajął się zależnościami pomiędzy
przysiółkowym osadnictwem typu kopanice na Wołoszyczyźnie a tradycjami w o ł o s ­
kiej kolonizacji w zachodnich Karpatach. Zależności te śledził na przykładzie ty­
p ó w domów, wskazując na różnice w odniesieniu do b u d y n k ó w położonych w niż­
szej, centralnej części wsi. J . Vařeka i A. Plessingerová omówili sposób mieszka­
nia w sezonowych osadach słowackich Jaworników. O mieszkańcach morawskich
kopanie jako zamkniętej społeczności mówił P. Popelka, wskazując na przykładzie
wyboru małżeńskiego partnera na różnice w stosunku do mieszkańców dolnych,
macierzystych wsi. Tendencje do endogamii pierwszej grupy mieszkańców udo­
wadniał za pomocą metryk od 1898 r. aż po czasy współczesne. To zagadnienie
śledzili też L . Kužela i P. Salner na terenie Kisuc, dochodząc w badaniach do
tych samych wniosków. J . Kandert zajął się społecznym znaczeniem czasowo za­
mieszkiwanych d o m ó w zakładanych przy Winnicach wsi Sebechleby w historycz­
nej krainie Hont. Do problematyki tej zaliczyć należy referat J . Botika, który
omówił zagadnienie zamieszkiwania w dwóch miejscach przez rolnicze rodziny we
wsi Hrušov (region Hont). Stwierdził, iż wraz z rozwojem (od przełomu naszego
wieku) trwałego osiedlania się na wykarczowanych terenach nie zanikły wiejskie

�342

KRONIKA

mieszkania, a zmienił się tylko ich cel przeznaczenia, na okazjonalny, a w i ę c tym­
czasowy. Tę grupę referatów zamknęła w y p o w i e d ź S. Š v e c o v e j , która na przykła­
dzie osadnictwa na wykarczowanych terenach w regionie Hont śledziła konse­
kwencje komasacji ziemi w drugiej połowie ubiegłego wieku. Po komasacji na­
stępuje szybkie przejście od osadnictwa sezonowego do trwałego i dokonują się
dalsze zmiany, wynikające z likwidacji feudalnego posiadania ziemi i jej scalania.
Jak widać, problematyka referatów skupiła się na kilku zagadnieniach, które zgod­
nie z założeniami podkomisji dążyły do ukazania społecznej specyfiki satelitarnych
osad, przejawiającej się w formach rodzinnego współżycia, sąsiedzkich stosunków,
mieszkania i zawierania małżeństw.
Trzecia część referatów miała charakter regionalny. Omówione tam zostały
formy tzw. chotárnych osad w Morawskich Kopanicach (J. Souček), Morawskich
Beskidach (O. Skalníková), w północnej części Spiszu (J. Ušak), wschodnich Mo­
rawach (O. Máčel) i inne.
Po każdej grupie referatów następowała dyskusja, sprowadzająca się do naj­
aktualniejszego zagadnienia, tj. perspektyw przyszłego rozwoju tego rodzaju osad­
nictwa. Choć etnografowie nie w p ł y n ą na ich dalszy los, to przed nimi staje ko­
nieczność badania szybko zmieniającego się sposobu życia mieszkańców tych osad.
Poziom i zakres badań zależą od międzynarodowej współpracy, na której możli­
wość i w a g ę w s k a z y w a ł y końcowe wnioski omawianego sympozjum.
Soňa

Švecová

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5896" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5876">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/e237b705c998cda0abceb543c3a22d19.pdf</src>
        <authentication>353807cd6d52023f516547c1cb5422f4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70307">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70308">
                <text>1970</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70309">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70310">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:911</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70311">
                <text>W 75-lecie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego/ LUD 1970 t.54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70312">
                <text>LUD 1970 t.54,s.5-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70313">
                <text>Burszta,Józef</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70314">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70315">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70316">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70317">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70318">
                <text>W 75-LECIE POLSKIEGO TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze należy do naj starszych towarzystw
naukowych i społeczno-kulturalnych, zarówno polskich jak i europejskich.
W roku 1970 rozpoczęło właśnie czwarte ćwierćwiecze swojej nieprzerwanej działalności. Jego powstanie, etapy rozwojowe i charakter działalności w ciągu 75 lat istnienia były - można rzec - wykładnią zarówno
losów nauk o kulturze, szczególnie zaś etnografii, jak i organizacji polskiego społeczeństwa oraz prądów umysłowych w odniesieniu do kultury
pracującego ludu.
Pod nazwą "Towarzystwa Ludoznawczego" zostało założorie we Lwowie
w dn. 9 II 1895 r., jako jedno z kolejnych, powstających już od lat czterdziestych XIX w. europejskich towarzystw etnograficznych. Wcześniej
powstały takie towarzystwa, jak np. Societe d'anthropologie (Paryż 1859),
Imperatorskoe obszczestwo lubitelej jestestwoznania,
antropologii i etnografii (Moskwa 1863), Deutsche Gesellschaft filr Ethnologie und Urgeschichte (1870), francuskie Societe des traditions populaires (1886), czy
niemal równocześnie Schlesische Gesellschaft filr Volkskunde
(1895), ale
pojawiło się wcześniej niż np. Schweizerische
Gesellschaft filr Volkskunde (1896). Powstało - w warunkach zaborów, co przecież nie było
czynnikiem sprzyjającym - po czteroletnich wysiłkach o uzyskanie zezwolenia na jego założenie, wtedy, gdy etnografia polska miała już poważne osiągnięcia z poprzednich okresów, zamkniętych niejako śmiercią
O. Kolberga (1890), twórcy wiekopomnego "Ludu", kiedy już od kilku
lat ukazywało się w ośrodku warszawskim znakomite, o europejskim
poziomie czasopismo etnograficzne "Wisła" pod redakcją Jana Karłowicza.
Znamienne jednak, że Towarzystwo powstało nie w Warszawie, w najżywotniejszym wówczas ośrodku etnograficznym, ale we Lwowie, nie
posiadającym pod tym względem większych tradycji, i to akurat w tym
samym roku, w którym powstał w Galicji zorganizowany polityczny ruch
ludowy.
Towarzystwo Ludoznawcze zostało założone wysiłkiem grona inteligencji twór;czej z takimi nazwiskami na czele, jak: Antoni Kalina - jego
pierwszy długoletni prezes, Jan Baudoin de Courtenay, Henryk Biegelei-

�6

JOZEF

BURSZTA

sen, Benedykt Dybowski, Iwan Franko, Jan Karłowicz, Stefan Ramułt,
Mikołaj Rybowski i in. Część z nich reprezentowała
etnografię, inni nauki
pokrewne. Dla wszystkich zainteresowanych
zaś Towarzystwo miało stanowić forum wymiany myśli, a jego organ - "Lud" umożliwić ich
popularyzację.
U czynników nadrzędnych
budziły jednak obawy zarówno
określenie Towarzystwa
jako "Ludoznawczego",
jak i sama nazwa czasopisma, traktowane
jako przejawy ruchu chłopomańskiego
i budzenia
świadomości narodowej. Linię społeczną w naukowej działalności Towarzystwa wyraził jasno A. Kalina w I tomie "Ludu", pisząc: "Dziś, kiedy
powszechnym jest hasło l u d, oświata jego, polepszenie jego bytu materialnego, powinniśmy
zacząć od fundamentu,
a tym jest poznanie tego
ludu, jego życia i charakteru".
Ogólnie zaś zadania Towarzystwa sformułował wyraziście jego pierwszy sekretarz A. Strzelecki następująco: ,,1) uratować i zachować przy życiu to, co obok i mimo postępu oświaty i cywilizacji istnieć mogło i powinno, 2) uratować dla nauki od zapomnienia
to, co zaginąć musi i niedługo zaginie" ("Lud" t. III). Uwidacznia się tu
ograniczenie zainteresowań
TL do etnografii własnego kraju i ludu a odcinanie się od zagadnień
etnograficznych,
lecz tak było w większości
analogicznych
towarzystw
europejskich.
Były to zresztą i tak nazbyt
szeroko zakreślone
zadania dla szczupłej garstki aktywnych
członków
Towarzystwa,
nie otrzymującego
przecież żadnych dotacji, a utrzymującego swój żywo redagowany "Lud" tylko ze składek członkowskich.
I właśnie okres pierwszego dziesięciolecia pod kierownictwem
A. Kaliny
należy do naj świetniejszych
w dawniejszych
dziejach TL. Towarzystwo,
sięgające przez swe oddziały i członków do miast prowincjonalnych,
do
Krakowa i na Sląsk, należało wówczas - jak to stwierdził niemal z autopsji prof. J. Czekanowski - do najlepszych
w Europie. Skupiło ono
wówczas wszystkie świetne nazwiska z zakresu ludoznawstwa
i historii
kultury,
prowadziło ożywione kontakty
z innymi towarzystwami
etnograficznymi w Europie, stworzyło poważne zaczątki istniejącej do dzisiaj
biblioteki oraz zgromadziło spore ilości eksponatów
etnograficznych
do
przyszłego muzeum. Zakreśliło też szersze, syntetyczne zadania badawcze,
jak np. opracowania podziału etnograficznego
kraju, choć w konkretnych
poczynaniach
i publikacjach
przeważało zainteresowanie
folklorem. Stosownie też do panującego wówczas kierunku ewolucjonistycznego,
przedmiotem badań stały się zwłaszcza archaizmy i przeżytki kulturowe ujmowane od strony historyczno-genetycznej.
W okresie przed I wojną Towarzystwo
Ludoznawcze
było - wobec
anemicznego
działania Komisji Antropologicznej
AU jedym\ organizacją polskiej etnografii, a "Lud" jednym z dwu ogólnopolskich czasopism
etnograficznych.
Znamienne, że jedyna uniwersytecka
katedra etnografii
powstała (1910) właśnie we Lwowie.

�W 75-lecie Polskiego

Towarzystwa

Ludoznawczego

7

W okresie międzywojennym
TL pozostaje nadal jedynym towarzystwem
etnografów, gdyż założone w 1922 r. w Warszawie Polskie Towarzystwo
Etnograficzne
nie przejawiło
swej działalności. Nadal siedzibą TL był
Lwów i większość z jego członków rekrutowała
się z południowo-wschodnich regionów. W oparciu o powstałe w tym czasie w kilku ośrodkach
katedry etnografii, kształcące etnografów zawodowych, TL stało się towarzystwem specjalistycznym,
skupiającym
grono miłośników
ludoznawstwa. Swoją działalnością nie zdołało jednak TL stać się organizacją ogólnopolską i zeszło do roli towarzystwa
lokalnego. Istotnym
przejawem
jego działalności stało się wydawanie "Ludu", który po upadku "Wisły"
(1922) pozostał jedynym ogólnopolskim
organem etnograficznym.
Tenże
"Lud", którego duszą był przez cały czas niestrudzony
i zapobiegliwy
Adam Fischer, stał się odbiciem wszystkich tych prądów teoretyczno-metodologicznych, które panowały ówcześnie w etnografii polskiej: kierunku
historyczno-kulturowego
(J. Czekanowski,
A. Fischer, St. Poniatowski),
ewolucjonizmu krytycznego (K. Moszyński), psychologizmu i socjologizmu
(E. Frankowski
i in.). "Lud" skupiał też przedstawicieli
dyscyplin pokrewnych (A. Chybiński, K. Koranyi, R. Gansiniec, W. Klinger, Wl. Abraham, K. Nitsch i in.).
Okres Polski Ludowej charakteryzuje
się ogromnym rozwojem Towarzystwa. Reaktywowane
w 1945 r. w Lublinie jako już Polskie Towarzystwo Ludoznawcze przez dawnych członków TL (J. Czekanowskiego,
J. Gajka, L. Halbana i J. Mydlarskiego) stało się po raz pierwszy w pełni
towarzystwem
ogólnopolskim
skupiającym
nie tylko naukowców,
ale
miłośników i działaczy w zakresie kultury ludowej w liczbie (1970) ponad
700 członków zorganizowanych
w 19 oddziałach regionalnych. Już w okresie lubelskim (do 1951 r.) PTL inicjowało i finansowało specjalne akcje
badawczo-terenowe,
m. in. rozpoczęło prace nad Polskim Atlasem Etnograficznym (przejętym od 1954 r. przez Instytut Historii Kultury Materialnej PAN), nad Atlasem Polskich Strojów Ludowych (ukazało się 30
zeszytów), badania monograficzne wsi i regionów, akcje muzealne itd.
W latach 1951-1953
siedzibą Zarządu Głównego PTL staje się Poznań,
od 1954 Wrocław. Do czasu utworzenia Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN (jego Działu IV) PTL jest jedyną ogólnopolską organizacją
w zakresie etnografii, a działalność jego, kierowana głównie przez J. Gajka, rozwija się dynamicznie
we wszystkich
kierunkach.
Rozwinęła się
przede wszystkim szeroka akcja wydawnicza. Obok kontynuowanego
nadal "Ludu" wznawia się przedwojenną
serię Prac Etnograficznych
pod
zmienionym tytułem Prace i Materiały Etnograficzne (do 1970 r. 26 tomów). Uruchamia się też - prócz wspomnianych
wyżej - nowe serie:
Archiwum Etnogmficzne (30 zeszytów), Bibliotekę Popularną (5 tomów),
Pmce Etnologiczne (9 tomów), od 1956 r. w Warszawie "Literaturę
Ludo-

�8

JOZEF

BURSZTA

wą", a od 1959 r. w :Lodzi "Łódzkie Studia Etnograficzne"
(12 roczników).
Wreszcie' z inicjatywy
PTL, a· zgodnie z uchwalą Rady Państwa z dn.
13 VlI 1960 r., w ramach Towarzystwa podjęto, jako pomnik Tysiąclecia
Państwa Polskiego, edycję Dziel wszystkich Oskara Kolberga mającą objąć
ogółem 80 tomów, z czego do końca 1970 1'. wydano już tomów 52. Na
uwagę zasługuje też rozwój archiwum, a zwłaszcza biblioteki PTL, stanowiącej w Polsce największy
księgozbiór etnograficzny.
Dodać jeszcze
trzeba, że od r. 1968 pracuje przy oddziale PTL w Łodzi niezwykle potrzebny i użyteczny Ośrodek Dokumentacji
i Informacji Etnograficznej.
Przez cały ten powojenny okres PTL było - mimo istnienia IHKM
P AN - jedynym wzgl. głównym forum wymiany myśli w zakresie dorobku etnografii na wszystkich odcinkach oraz nowych teoretyczno-metodologicznych ukierunkowań
w naszej nauce, zarówno w Polsce jak i na
świecie. Służyły temu powoływane specjalne sekcje metodologiczne, sympozja i sesje naukowe, niektóre (1960 r. w Szczecinie) o charakterze międzynarodowym.
W ostatnich latach, wobec zmian w IHKM, Polskie Towarżystwo Ludoznawcze stało się znów jedyną naczelną organizacją polskiej etnografii.
Z zadowoleniem i z nutą zadumy spoglądamy dziś na 75-letnie dzieje
naszego Towarzystwa i z ufnością patrzymy w przyszłość wierząc w dalszy rozwój i nowe jego osiągnięcia 1.

Józef Burszta
JOZEF

BURSZT A

THE SEPTUAQUINGENTENARY

OF THE POLISH
SOCIETY

ETHNOGRAPHICAL

Summary
The Polish Ethnographical
Society w~s founded in 1895 in Lvov, and was one
of the first scientific societies existing in Poland and in Europe. From the very
beginning its organ has been the periodical "Lud" (The People). Until World
War II it was only a regional organization; after 1945 it became nationwide, and
now has 19 regional branches and over 700 members. Am0ng its activities there
are: extensive publishing
(9 different series), field research, the popularization
of ethnography and the general conservation of folk culture. The Society also has
to its credit many achievements
in the field of organi7.ation. Its seat has been.
successively, the following towns: Lublin, Poznań, and from 1954, Wrocław.
l Ten
szkicowy zarys dziejów PTL może sobie Czytelnik łatwo uzupelnić szcz~gółowymi informacjami
jakie zawarte są w nastliPujących opracowaniach:
,T. CZ'okanowski, Pólwiecze
"Towa1·zystwa
Ludoznawczego".
"Lud" t. ::J(), 1946, s. :33-flB:
J. Ga]ek, Rola Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
w polskiej
etnografii
w latach 1945-1955. "Lud" t. 43, 1958, s. 9-33
(w tymże tomie "Ludu" szereg dalszych
artykułów na ten temat); O. Gajkowa, Historia Polskiego
Towarzystwa
Ludoznawczego, jego powstanie,
1'OZWÓj i znaczenie
w ciągu 70-lecia. "Lud" t. 51, 1967,

s,

7-61.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5897" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5877">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/54c0e9228120aff72213bd1eaf123ff3.pdf</src>
        <authentication>81d97f8033cc518b8fde886c3aaec7ea</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70319">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70320">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70321">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70322">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70323">
                <text>antropologia kulturowa - historia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70324">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna (1920-2009)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70325">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4816</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70326">
                <text>"Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna odcinać sie od korzeni, z ktorych wyrosła" / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70327">
                <text>LUD 2007 t.91, s.305-346</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70328">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70329">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70330">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70331">
                <text>Lud, t. 91, 2007

R O Z M O W Y I WSPOMNIENIA

ANNA KOWALSKA-LEWICKA
Kraków

„NASZA WSPÓŁCZESNA ANTROPOLOGIA
SPOŁECZNA I KULTUROWA NIE POWINNA ODCINAĆ SIĘ
OD KORZENI, Z KTÓRYCH WYROSŁA".
ODPOWIEDZI NA PYTANIA ZBIGNIEWA JASIEWICZA
1

Po maturze w Liceum im. Królowej Wandy w Krakowie w roku 1938 zapisała się
Pani Doktor na filozofię i romanistykę. W okresie okupacji uczestniczyła Pani w kon­
spiracji, a w trakcie pracy w Muzeum Archeologicznym w kursach historii sztuki
i archeologii. Jaka była Pani droga do etnologii?
W owych czasach do gimnazjum szło się po czwartej klasie szkoły podstawowej,
a samo gimnazjum miało osiem klas, czyli maturę zdawało się w 18. roku życia. Po
maturze zapisałam się na filozofię ścisłą — po prostu to mnie interesowało, jeszcze
w gimnazjum wiele na ten temat czytałam. Równocześnie zapisałam się na roma­
nistykę, dlatego żeby mieć jakieś studia „praktyczne", które mogły mi dać w przy­
szłości możliwość zarabiania na życie — myślałam o zawodzie nauczyciela języka
i kultury francuskiej. Znałam język, literaturę francuską, lubiłam uczyć (w szkole był
system, że lepsze uczennice bezinteresownie pomagały w nauce słabszym).
Trafiłam na doskonałych nauczycieli, zwłaszcza filozofów. Przy tym zupełna
swoboda studiów (obowiązkowy był właściwie tylko udział w proseminariach, z wy¬
kładów trzeba było mieć w indeksie podpis wykładowcy, ale była to tylko czysta for¬
malność, nie było mowy o sprawdzaniu obecności). Przy tym można było samemu
wybierać wykłady, także na innych wydziałach, wedle własnych zainteresowań. Ta
sama swoboda dotyczyła egzaminów. Można było studiować cztery lata bez zdania
jakichkolwiek egzaminów, a po tym czasie w ciągu kilku tygodni zdać wszystkie
egzaminy z ubiegłych lat. Studentów na filozofii (szeroko pojętej) było stosunkowo

1

Pełny tekst odpowiedzi zostanie złożony w Archiwum Naukowym Polskiego Towarzystwa Lu­
doznawczego.

�306

Anna Kowalska-Lewicka

niewielu, profesorowie znali ich wszystkich, a dzięki dyskusjom i pracom seminaryj­
nym wiedzieli, jaką wartość każdy z nich przedstawiał.
Skorzystałam z przywileju wolnych studiów i poza kolokwiami nie zdałam po
pierwszym roku żadnych egzaminów — miałam tylko zaliczenia z wszystkich przed­
miotów, obowiązkowych i nieobowiązkowych. Jak wiadomo, w tymże roku 1939
wybuchła wojna.
Nie uciekaliśmy, jak wielu Polaków, w pierwszych dniach wojny. Rodzice i brat
byli w dniu moich imienin (26 lipca) na wycieczce w Tatrach i tam ulegli wypadkowi.
Kiedy wróciłam z karpackiej eskapady, zastałam ich wszystkich w szpitalu w Zako­
panem. Byli dosłownie zmasakrowani, z wyjątkiem Matki — ale ona, która wyszła
bez jakichkolwiek widocznych obrażeń na ciele, miała złamany kręgosłup. Tuż przed
wojną została przewieziona sanitarką do Krakowa, ale mowy być nie mogło o jakiej¬
kolwiek ucieczce. Dzięki temu oszczędzony nam był tragiczny los uciekinierów. Oj­
ciec, Tadeusz Kowalski, co prawda został już 5 września wzięty jako zakładnik przez
Niemców (jak kilku innych krakowskich prominentów — był sekretarzem generalnym
PAU), ale nikt nie zorganizował zamachu na Niemców, więc i jego niebawem zwol­
niono z tej „zaszczytnej funkcji". Niemniej, półtora miesiąca potem, w ramach słynnej
Sonderaktion Krakau, dostał się do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Oranienburgiem. Wrócił!
Na początku okupacji natychmiast zaczęły się wywózki Polaków z Poznańskiego
i innych ziem przyłączonych do Reichu. Pierwsze ich transporty nadeszły, o ile pa­
miętam, w listopadzie, może nawet w październiku. Krakowskie harcerstwo, w tym
i ja, zgłosiliśmy się natychmiast do utworzonej przez kardynała Sapiehę „Sekcji cha¬
rytatywnej", która zajęła się wysiedlonymi. Z dworca kolejowego przewożono ich do
starych austriackich bunkrów (Rondo Mogilskie), koszarów 8. pułku ułanów w Ko­
bierzynie, koszarów 20. pułku piechoty. Tam już dostawali się pod naszą opiekę. Na¬
leżało zająć się ich zdrowiem, wyszukać im mieszkanie, zdobyć odzież (przyjeżdżali
bez niczego, mieli w rodzinnym domu dziesięć minut na spakowanie się, a wysiedleń
z zasady dokonywano nocą, kiedy ludzie śpią), znaleźć dla nich pracę itd. Transporty
przychodziły prawie codziennie.
Niemal równocześnie, w każdym razie jeszcze w 1939 roku, zaczęła działać tajna
szkoła pielęgniarstwa — już wtedy liczono się z walką podziemną i koniecznością
posiadania własnych kadr pielęgniarskich. Natychmiast zgłosiłam się, mam świade¬
ctwo ukończenia rocznego kursu pielęgniarskiego.
Wysiedlenia skończyły się po kilku miesiącach; wysiedleni zostali rozlokowani
w domach prywatnych i klasztorach, które miały wielkie gmachy i po zaledwie kilku
pensjonariuszy. Zaczęłam pracować w dziale opieki klasztornej, dostałam pod swą
opiekę klasztor Paulinów na Skałce. Powstała już też oficjalna Rada Główna Opie­
kuńcza „Ergieo", my staliśmy się jej sekcją (początek 1940 roku). Odtąd zaczęto nam
wypłacać pensję (za miesięczną pensję mogłam kupić 1 kg masła). Najważniejsze
było, że mam pracę, co chroniło przed wywózką na roboty do Niemiec.
Z początkiem 1940 roku nawiązałam kontakt z organizacją podziemną, zaczęłam
pracować w dziale propagandy. Moja funkcja polegała na codziennym spotykaniu się
z człowiekiem, który przekazywał mi rano, kiedy szłam do pracy, teksty komunikatów

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

307

nadawanych przez Londyn. Spotkania odbywały się zawsze w parkach, nie znałam ludzi,
od których dostawałam zwitek tekstów. Szłam z tym w miejsce przez nich wskazane,
gdzie znów nieznajomemu człowiekowi przekazywałam materiały i dopiero wtedy szłam
na 8. godzinę do pracy w „Sekcji". Nieznajomego poznawałam np. po książce w zielonej
oprawce, którą trzymał w ręku, lub podobnym znaku, czasem odbywało się to w punkcie
kontaktowym, np. w zakładzie szewskim. Po południu udawałam się albo do klasztoru,
który mi podlegał, albo znów do punktu kontaktowego po wydrukowany już biuletyn,
a z nim do miejsca, z którego inni kurierzy brali paczki do roznoszenia po domach. Moja
rodzina nie miała pojęcia, co robię, dowiedziała się dopiero po wojnie. Nie chciałam ich
obciążać w razie „wsypy", a oni mieli do mnie pretensje, że wciąż „gdzieś się włóczę".
Poza tym były różne zlecane akcje, kontakty z terenową partyzantką, należało
kogoś odstawić „do lasu" lub tym podobne, ale to długa historia i nie mająca wiele
wspólnego z karierą etnograficzną.
Minęły dwa lata, odstawiłam moją ranną porcję podsłuchu i przyszłam do pracy.
Koledzy powiedzieli mi, że czeka na mnie jakiś pan. Myślałam, że to któryś z wy¬
siedlonych, wyszłam po załatwieniu najpilniejszych spraw na korytarz, gdzie czekał.
Zapytałam, co mogłabym dla niego zrobić, odpowiedział: „pójdziemy na Pomorską"
(nazwa ulicy, przy której mieściło się gestapo). Był to dla mnie wstrząs tak silny, że nie
potrafiłam go ukryć, choć wtedy zdawało mi się, że tego nie zauważył. Byłam pewna,
że obserwował moje ranne podjęcie komunikatu radiowego i przekazanie go następ¬
nemu łącznikowi. Przerażenie moje polegało na niepewności, czy wytrzymam tortury
i nie sypnę — nikt nie może wiedzieć, jak zareaguje na ból, póki tego nie przeżyje.
Zapytałam, czy mogę moje służbowe sprawy przekazać w biurze — zgodził się.
Powiedziałam kolegom, że idę na przesłuchanie i gdybym nie wróciła do południa,
niech zawiadomią rodzinę, po czym wyszliśmy. Miałam wtedy 21 lat, ale wygląda¬
łam na kilkanaście. Biała bluzka, granatowa spódnica, warkocze i talent robienia
z siebie idiotki — to uratowało mi niewątpliwie życie, a w każdym razie uchroniło
od aresztowania i obozu.
Po drodze rozmawialiśmy przyjaźnie, byłam już całkowicie opanowana. O sa¬
mym przesłuchaniu na Pomorskiej, o konfrontacji w więzieniu, nie będę pisać. To
jeden z epizodów mego życia, z których jestem naprawdę dumna, ale nie mających
żadnego związku z moją specjalnością. Dość, że mnie puścili.
W pracy konspiracyjnej zostałam zawieszona na sześć miesięcy. Istniała możli¬
wość, że wypuszczono mnie, by nadal śledzić i dojść „po nitce do kłębka". Odbyłam
tę swoją kwarantannę i wróciłam do pracy, ale we własnym przekonaniu byłam już
mało wartościowym konspiratorem. Po prostu zaczęłam się bać, wiedząc, że drugi
raz nikt mi już nie uwierzy, a poza wszystkim prześladowało mnie przekonanie, że
jestem śledzona i czułam, że nie zachowuję się normalnie, np. idąc na kontakt do me¬
liny nie potrafiłam nie obejrzeć się za siebie, gdy słyszałam za plecami czyjeś kroki.
Do tego aresztowano mego chłopca i po dwóch tygodniach rozstrzelano w Oświęci¬
miu. Czułam, że muszę zmienić otoczenie.
Wtedy mój Ojciec dopomógł mi w znalezieniu pracy w Muzeum Archeologicz­
nym w Polskiej Akademii Umiejętności. Zawdzięczałam j ą dr. Rudolfowi Jamce,
którego Niemcy zostawili w Muzeum jako opiekuna zbiorów i dr. Novotnemu,

�308

Anna Kowalska-Lewicka

Austriakowi z Wiednia, zmobilizowanemu pracownikowi Museum für Völkerkun­
de, niezwykle przyzwoitemu człowiekowi, którego dr Jamka poprosił o zatrudnienie
mnie (Novotny był Treuhänderem Muzeum). I oto zaczął się nowy okres w mym
życiu, weszłam w samo serce tajnego uniwersytetu.
Muzeum było spakowane do ewakuacji (która na szczęście nigdy nie nastąpiła),
a więc nie było prawie żadnych prac — trochę konserwacji ceramiki i żelaza, poza tym
morze wolnego czasu. Mieściło się w oficynie Polskiej Akademii Umiejętności, w bu­
dynku frontowym znajdowały się biura Liegenschaftverwaltung, a więc ciągły ruch in¬
teresantów, który doskonale krył osoby wchodzące przez tę samą bramę do Muzeum
Archeologicznego — no i szef Novotny, który nigdy nas nie nachodził bez uprzedzenia.
Uczeni krakowscy oczywiście przez całą wojnę pracowali naukowo, mimo innych
zajęć, np. prof. Safarewicz, -wybitny językoznawca, był konduktorem tramwajowym,
a prof. Małecki pracował w „Społem". Cały uniwersytet robił dla „Społem" pomadki,
a sam profesor ponadto zorganizował tajne studia uniwersyteckie. W Muzeum odby¬
wały się regularnie posiedzenia naukowe z referatami na temat prowadzonych prac
badawczych. Pełną parą szło tajne nauczanie. Profesor Gąsiorowski wykładał teorię
historii sztuki, profesor Ruxerówna, wysiedlona z Poznania i koczująca w sąsied­
nim Muzeum Przyrodniczym PAU, wykładała archeologię klasyczną, dr Jamka —
archeologię Polski, dr Leńczyk — epokę poprzedzającą powstanie państwa polskie¬
go, prof. Jakubowski uczył nas rysunku eksponatów archeologicznych, prof. Albin
Jura — paleolitu, antropologię wykładało dwóch asystentów UJ — Jasicki i Sikora.
Potem przybył jeszcze prof. Tadeusz Dobrowolski, historyk sztuki. Etnografii uczył
Roman Reinfuss, który ze zbiorami Muzeum Etnograficznego, kiedy wyrzucono je
z Wawelu, wylądował także w Muzeum Archeologicznym.
Jednym słowem, było się u kogo uczyć, co też młodsze pokolenie wykorzysty¬
wało w pełni. W ostatnim okresie, po powstaniu warszawskim, zaroiło się jeszcze
od warszawiaków — przybył prof. Antoniewicz, prof. Frankowski, Drewko, znawca
paleolitu Krukowski, Marciniak i inni.
Słuchaliśmy wykładów, brali udział w seminariach, pisali referaty, nawet brali
udział w wykopaliskach. Muzeum kopało zameczek w Szaflarach, który okazał się
co prawda piecem do wypalania wapna, ale wbudowanym później we wzgórze, na
którym stał niegdyś drewniany gród fałszerza polskich pieniędzy, zniszczony przez
królewskie oddziały.
Zostałam starościną studiów historii sztuki i jako taka, już po wojnie, wystawia¬
łam świadectwa naszym wykładowcom. Jeszcze w czasie wojny zdałam egzaminy
z historii filozofii u Tatarkiewicza, logiki — u Zawirskiego, archeologii klasycznej
— u Gąsiorowskiego, historii sztuki — u Dobrowolskiego, antropologii — u Jasickiego, archeologii — u Jamki — to pozwoliło mi na ukończenie studiów zaraz po
wojnie, w 1946 roku.
Wracając jeszcze do „drogi ku etnologii", to ważne było w niej zainteresowanie
mego Ojca kulturą ludową. Był humanistą o bardzo szerokich horyzontach, języ¬
koznawcą, ale i historykiem kultury, dialektologiem tureckim, ale i znawcą kultury
ludowej tureckiej wsi. Schodził na piechotę Azję Mniejszą, tureckie enklawy w Do¬
brudży, karaimskie osady w Polsce i całe Podhale — nie tylko Tatry.

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

309

W Muzeum Archeologicznym stykałam się na co dzień z Romanem Reinfussem,
świetnym wykładowcą i badaczem terenowym. Potem pojawił się Moszyński, któ¬
ry zafascynował mnie kulturami innych kontynentów. Archeologia dawała niepełny
obraz kultury ludzkiej, przynajmniej taka, jaką poznałam w Krakowie.
Krainą ukochaną jest dla Pani Podhale. Obok miłości do gór jest to również za­
interesowanie tamtejszą kulturą. Pisała Pani o tradycyjnych normach obyczajowych
młodzieży podhalańskiej, strojach, pasterstwie, saniach i wozach. Skąd wzięło się
zainteresowanie Podhalem?
Oboje rodzice od czasów gimnazjalnych związani byli z Tatrami. Ojciec po raz
pierwszy zetknął się z Zakopanem jeszcze w przedszkolnych latach. Urodził się
i mieszkał wtedy we Francji, a Babka, stęskniona za Krakowem i ogólnie Polską,
wyjechała z małymi dziećmi na wakacje do Zakopanego. Pociąg dochodził wtedy
tylko do Chabówki, dalej trzeba było tłuc się po kamienistej drodze około 40 km
chłopską furką. Po powrocie rodziny do Polski, już w gimnazjum, Ojciec wybrał się
z kolegami na piechotę z Krakowa do Tatr — i to był prawdziwy początek jego fa¬
scynacji Tatrami i Podtatrzem. Z kolei Matka była koleżanką szkolną Heli Dłuskiej,
córki budowniczych sanatorium Dłuskich w Kościelisku, pierwszego gruźliczego sa¬
natorium z prawdziwego zdarzenia w Polsce, zbudowanego zresztą za pieniądze ich
przyjaciela Ignacego Paderewskiego. Paderewski był kolegą p. Dłuskiego z konser¬
watorium w Odessie, tylko że Dłuski miał mniejszy talent, więc skończył dodatkowo
medycynę w Paryżu, żeby mieć z czego żyć i tam ożenił się z koleżanką, lekarką
— siostrą Curie-Skłodowskiej i bliską znajomą aktorki Modrzejewskiej. Notabene
Paderewski był ojcem chrzestnym Heli Dłuskiej. Oprócz właściwego sanatorium
w parku stała „dyrektorówka", gdzie mieszkali Dłuscy, a latem tłum przyjaciół ze
sfer intelektualno-artystycznych ówczesnej Polski. Moja Matka była tam zapraszana
na wakacje, dla podreperowania zdrowia, a kiedy już skończyła medycynę w Wied¬
niu, pracowała przez rok wojny w laboratorium sanatoryjnym. Spędziła tam też pół
roku po maturze, zaproszona przez Dłuskich „dla poratowania zdrowia". Jej ojciec
nie chciał zgodzić się na studia medyczne, uważał, że pannie wystarczy seminarium
nauczycielskie, mimo wszystko dopięła swego.
Całe to młodzieżowe towarzystwo: córki p. Curie-Skłodowskiej, jej bratanica
Haniusia Skłodowska i jej późniejszy mąż Walek Goetel (kolega szkolny mojego
Ojca), Ojciec, no i oczywiście Hela Dłuska całe lato chodzili po Tatrach. Starsze
pokolenie muzykowało i wiodło intelektualne rozmowy. Pani Dłuska, dobry lekarz
i arcyenergiczna kobieta (m.in. wszystkie społeczne inicjatywy jej męża, np. kościół
w Kościelisku, Muzeum Tatrzańskie, życie towarzyskie i wycieczki tatrzańskie — to
była zawsze inicjatywa i cała praca organizacyjna pani Dłuskiej), organizowała życie
tej małej społeczności, a także administrowała sanatorium.
Kiedy Rodzice byli już na studiach w Wiedniu, nadal wakacje spędzali w Koś¬
cielisku. Jako młode małżeństwo wynajmowali izbę na Sobiczkowej, u Hanki Stopki
Macicki, która z latami stała się serdeczną naszą przyjaciółką, a moją najukochańszą
Babką-Gaździną. Babka nie umiała pisać, ale mimo to była jedną z najmądrzejszych

�310

Anna Kowalska-Lewicka

kobiet, jakie znałam. Mimo że była niebogata, że była analfabetką, a najdalsza kraina,
do której dotarła (oczywiście na piechotę), to była Kalwaria Zebrzydowska, była oso¬
bą niezwykle rozsądną i mądrą, z której zdaniem liczyła się cała Polana Sobiczkowa.
We wszystkich sporach, np. o miedzę, czy innych kłótniach sąsiedzkich, to do niej
udawano się o opinię i jak ona zdecydowała — tak robiono. Po prostu, wieś doceniała
jej uczciwość, bezinteresowność, doświadczenie i wiedzę. Poza tym Babka umiała
czarować, o czym dowiedziałam się dopiero po jej śmierci. To była moja pierwsza
„informatorka", ona przekazała mi wiedzę swojej młodości, a urodzona była w latach
pięćdziesiątych XIX wieku, a więc pamięcią sięgała bardzo odległych czasów.
W deszczowe dni bawiłam się na podłodze w jej izbie, podczas gdy ona przędła,
siedząc na ławie pod oknem (gospodarstwo prowadziła już wtedy jej córka, rówieśni¬
ca mojej Matki). W pogodę zabierała mnie na pole, suszyć siano, paść krowy, „brać"
len, wiązać owsiane snopki, później bawić jej wnuki. Najbardziej lubiłam prace przy
lnie. Babka marzyła o wnuczce, a doczekała się samych wnuków — chłopców, stąd
serdeczna miłość, jaką mnie darzyła.
Niewątpliwie, moje dzieciństwo na Sobiczkowej, dzieci, z którymi się wtedy ba¬
wiłam, chałupy ich rodziców i dziadków, a przede wszystkim obcowanie z Babką
— to początek mojej miłości do Podhala i mojej wiedzy o kulturze góralskiej. Nic
więc dziwnego, że z chwilą zapadnięcia żelaznej kurtyny, kiedy „szeroki świat" zda¬
wało się na zawsze został przed nami zamknięty, moje zainteresowanie skierowałam
ku mojej drugiej (poza Krakowem) ojczyźnie — Podhalu.
Takiego Podhala już nie ma, nie ma ludzi, którzy by je pamiętali. Górale podzielili
los Indian Stanów Zjednoczonych, są już tylko góralami „na pokaz" dla ceprów, jak
tamci Amerykanie, dla których „indiańskość" jest już tylko wabiem dla turystów,
którzy w podzięce za sfotografowanie się z „prawdziwym" Indianinem płacą żywą
gotówką.
W artykule na temat etnologii polskiej po II wojnie światowej przed rokiem 1956
napisałem, że wyjazdy na badania nad kulturą ludów pozaeuropejskich były wówczas
zupełnym wyjątkiem. Takim zupełnym wyjątkiem była Pani Doktor. W roku 1947 wy­
jechała Pani do Ameryki. Częścią rocznej wędrówki po Ameryce Południowej były
kilkutygodniowe badania wśród Indian Shipibo. Jaka była przyczyna zainteresowań
Ameryką Południową? Jak udało się wyjechać? Dlaczego, po opublikowaniu zupeł­
nie wyjątkowej w naszym piśmiennictwie książki „Shipibo" (Wrocław 1969), nie kon¬
tynuowała Pani zainteresowań amerykanistycznych?
W lecie 1939 roku zorganizowałam miesięczną wędrówkę po Karpatach Wschod¬
nich. Piszę o niej, gdyż miała zaważyć na dalszych mych losach. Zaproponowałam
trzem moim przyjaciołom wspólną wędrówkę od Worochty po Hnitesę, ostatnie pas¬
mo Karpat Wschodnich, leżące już na granicy ówczesnego państwa polskiego. Pa¬
nowie byli ode mnie starsi co najmniej o osiem lat: absolwent WSH (Wyższa Szkoła
Handlowa w Krakowie), asystent historii Uniwersytetu Lwowskiego i asystent orientalistyki Uniwersytetu Lwowskiego. Mieliśmy się spotkać w Żabiem, już na Huculszczyźnie, i stamtąd wyruszyć główną granią Karpat aż po granicę ZSRR. Wędrówka

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

311

miała trwać miesiąc. Zgodnie z umową spotkaliśmy się w schronisku PTT w Żabiem,
niestety lwowski historyk nie dojechał. Czekaliśmy dwa dni, wreszcie zdecydowali¬
śmy ruszyć tylko w trójkę. Nigdy potem już nie miałam o nim żadnych wieści.
Ruszyliśmy z Worochty z potwornie ciężkimi plecakami. Trzeba było dźwigać
namioty, śpiwory i żywność, bo wsie leżały w głębokich dolinach, a schronisk na
grani nie było. Ostatnie znajdowało się na Popie Ivanie — dalej już tylko szałasy
pasterskie, gdzie można było dostać mleka i sera — nic więcej. Pogoda była cały
czas fantastyczna, krajobrazy zatykające dech w piersiach i przez miesiąc zaledwie
kilka razy spotkaliśmy huculskich pasterzy, ani razu turystów. Trzy razy dziennie
kukurydziana mamałyga okraszona skwarkami, herbata, ewentualnie borówki i grzy¬
by, zebrane po drodze i morze gór. Bo w Tatrach, które znałam od urodzenia, gdzie¬
kolwiek spojrzysz, widać w dali niziny i ludzkie osady — tu tylko puste łańcuchy
górskie.
To był pierwszy cud mego długiego życia. Pod powiekami do dziś mam te widoki
— ale nie o tym rzecz. Pamiętam rozmowę którejś nocy przy ognisku. Powiedziałam
do moich towarzyszy — czy to nie skandal, że ja, dziewiętnastolatka, jak dotąd orga¬
nizuję dla nich, o tyle ode mnie starszych, -wyprawy „w szeroki świat" (rok przed Huculszczyzną było to wielodniowe koczowanie w opuszczonych szałasach i kolibach
podskalnych w Tatrach). Mam „pomysł", wyznaczam trasę, czas, ekwipunek, a oni,
stare chłopy, po prostu jadą już „na pewnego". Czy nie byłby czas, by i oni pomy¬
śleli o zorganizowaniu następnych wakacji? Pierwszy odezwał się „handlowiec", że
dobrze, że to on bierze na siebie organizację następnych wakacji. — A dokąd chcia¬
łabym pojechać? — Bez namysłu powiedziałam, że do Ameryki Południowej. Dla¬
czego tam akurat? Po prostu w Polsce przedwojennej był to kontynent u nas najmniej
znany, a ja właśnie byłam po lekturze Lepeckiego. Staszek uścisnął moją dłoń i z po¬
ważną miną powiedział: „Dobrze, stoi! Na przyszłe wakacje organizuję wyprawę do
Ameryki Południowej!". I jak się okazało, dotrzymał słowa, choć z opóźnieniem, bo
po wojnie, której nikt z nas w lipcu 1939 roku nie spodziewał się.
Wszyscy troje wojnę przeżyliśmy. Ja w Krakowie, Tadeusz (mój późniejszy mąż)
najpierw we Lwowie w konspiracji, potem „wsypa", udało mu się uniknąć areszto¬
wania, potem w Warszawie pod zmienionym nazwiskiem, stąd partyzantka na Zamojszczyźnie, powrót do Warszawy po nowy przydział, w międzyczasie wybucha
powstanie, kapitulacja, obóz jeniecki w Murnau, po wojnie oddziały wartownicze
USA w Niemczech, Włochy i Anders w płonnej nadziei, że jednak wybuchnie dal¬
sza wojna i odzyskamy wolność, Jałta, przewiezienie polskiego wojska z Włoch do
Anglii, wreszcie propozycja pracy na uniwersytecie w Cambridge i mimo wszelkich
pokus nostalgia i powrót jesienią 1947 roku do Polski.
Zaraz po zakończeniu wojny dostałam list z Kolumbii. Pisał mój towarzysz wy¬
prawy w Karpaty Wschodnie — że przyszedł czas, by dotrzymać danego słowa. Woj¬
nę przeżył. Znalazł się we Włoszech, skąd już prosta droga do Ameryki Południowej.
Przekwalifikował się w międzyczasie na geologa, przyjął pracę u Shella i obecnie
poszukiwał złóż ropy naftowej w Andach. Jego szef wyraził zgodę na mój udział
w wyprawach poszukiwawczych w charakterze turystki (jedna więcej osoba w ich
wyprawach nie stanowiła problemu), więc mogę przyjechać, kiedy mi się podoba.

�312

Anna Kowalska-Lewicka

Euforia! Ziszczą się moje marzenia! Wymagane egzaminy miałam w większości
zdane. Pracę magisterską i egzamin końcowy miałam gotowe wiosną 1947 roku.
Brakowało tylko drobnej formalności — paszportu. I tu następny „cud". Ministrem
spraw zagranicznych był wtedy Modzelewski, ideowy komunista, po wielu latach
więzień za komunizm. Wtedy jeszcze u władzy było wielu ideowców, potem już
prawie wyłącznie karierowicze. Modzelewski wykombinował (i chyba słusznie), że
byłoby rozsądnie zrobić ambasadorem polskim w Turcji mego ojca (dobra znajo­
mość języka i kraju, twórca pierwszej „dialektologii tureckiej", serdeczny przyja¬
ciel ówczesnego tureckiego ministra spraw zagranicznych). My wojnę przeżyliśmy
w kraju okupowanym przez Niemców, od strefy rosyjskiej dzieliła nas granica wo­
jenna, słabo orientowaliśmy się w stosunkach po tamtej stronie kordonu. Ojciec na tę
propozycję odpowiedział — decyzję podejmie, jeśli będzie mógł wyjechać do Turcji
i zobaczyć, jak przedstawia się rzeczywistość. Modzelewski zaakceptował taki po¬
mysł. W międzyczasie mnie odmówiono paszportu. I wtedy Ojciec poprosił Modze¬
lewskiego o interwencję. Paszport dostałam natychmiast. Oczywiście, nie chwaliłam
się, jaką drogą — i co zabawniejsze, zgłosiło się kilka osób, które „w najściślej¬
szej tajemnicy" zakomunikowały nam, że to wyłącznie dzięki nim dostałam ten
paszport.
Skończyłam pracę magisterską, zdałam ostatni egzamin, wyjechałam via Paryż
i Londyn, dalej już samolotem: Azory, Bermudy, Jamajka, Bogota. Zamieszkałam
u przyjaciół Szwajcarów w Bogocie i oni uświadomili mi, że mam kruche szanse na
wizy południowoamerykańskie. Ich przyjaciel, ambasador Szwajcarii w Kolumbii
i szef korpusu dyplomatycznego, zaproponował, że da mi passaporte de emerjencia,
czyli paszport „bezpaństwowca". Z wdzięcznością przyjęłam tę propozycję, polski
paszport schowałam sobie na powrót i odtąd byłam już pod opieką szwajcarskich pla¬
cówek dyplomatycznych w Kolumbii, Ekwadorze, Peru i Boliwii. Muszę przyznać,
że była to serdeczna, życzliwa i bardzo pomocna opieka. Drugim moim opiekunem
i sponsorem okazał się szef Shella na Kolumbię, no i oczywiście mój przyjaciel z wy¬
prawy w Karpaty Wschodnie, który wprowadził mnie w to całe towarzystwo. Bez
niego nigdy bym nie zrealizowała swych marzeń. Przeniósł się potem do USA, ożenił
się z Polką, więźniarką Oświęcimia, potem wyjechał na Alaskę.
W Ameryce Południowej miałam dwa dokonania (nie licząc licznych, dłuższych
i krótszych, wycieczek w wyżej wymienionych krajach). Pierwsze — to konna wy¬
prawa w poprzek Cordillera Central w Kolumbii (wyprawa Shella miała na celu
zmierzenie wysokości przełęczy, przez którą zamierzano przeprowadzić rurociąg,
dostarczający ropę ze złóż nad Atlantykiem do największego portu — Barranquilla,
nad Pacyfikiem. A map i pomiarów wtedy jeszcze nie było! Po raz pierwszy w życiu
siedziałam na koniu i to od razu w bardzo stromych, prawie bezludnych górach i co
najważniejsze — nie spadłam!
Drugie dokonanie — to wyprawa, też pod auspicjami Shella, do Selva na Rio
Ucayali — Amazonia w Peru, a jeśli już selwa, to i wybrzeże od granicy Ekwadoru
do granicy Chile i wyprawa nad jezioro Titicaca, z wypadem do Boliwii. To ostatnie
już bez Shella, ale pod opieką kompanii „Hoteleria Peruana", należącej do Szwajca¬
rii, oczywiście z polecenia Shella.

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

313

W planie było jeszcze kilka miesięcy w Ameryce Centralnej, ale Ojciec, po kilku
miesiącach jeżdżenia po Turcji (wykorzystał ten pobyt do celów naukowych), po
powrocie do Polski pojechał natychmiast do Warszawy, by podziękować Modzelew­
skiemu za propozycję pracy w służbie dyplomatycznej, której jednak nie przyjął. Po
prostu w polskiej ambasadzie pracował jego uczeń (jako tłumacz), który powiedział
Ojcu, że wszelkie decyzje ambasador musi uzgadniać z portierem, Rosjaninem. Oj­
ciec nie powiedział tego Modzelewskiemu, nie chcąc kompromitować swego infor­
matora. Jednakże Modzelewski ułatwił mu sytuację.
Do podróży po Turcji przydzielono Ojcu urzędnika ambasady, jako „sekretarza".
Trudno było z niego zrezygnować, bo pan ambasador osobiście prosił, by Ojciec się
zgodził. Otóż teraz Modzelewski -wyciągnął z szuflady pękatą teczkę, pokazał ją Ojcu
— że oto dostał „raport" tego tzw. sekretarza, w którym znajduje się zarówno infor¬
macja, z kim Ojciec się spotykał, jak i jakie są jego prawdziwe poglądy. Powiedział,
że może się zapoznać z jej treścią, ale Ojciec zrezygnował z tej przyjemności. Szkoda
mu było czasu. Wtedy Modzelewski podarł kartę po karcie, wyrzucił do kosza na
papiery i ściskając na pożegnanie rękę Ojca powiedział: „Wcale się panu nie dziwię,
nie myślałem, że to aż tak...". Przyzwoity facet, krótko był ministrem. Ale ja swój
paszport miałam, a zresztą wtedy już mnie w Polsce nie było.
Wracając do mojej podróży — plany nie ziściły się. W czasie pobytu nad Ucayali
nie miałam żadnej możliwości komunikowania się ze światem. Ale już po powrocie,
na lotnisku w Bogocie, wręczono mi korespondencję, jaka w międzyczasie nadeszła.
Matka pisała, że Ojciec jest śmiertelnie chory — rak jelit z przerzutami na wszystko,
co tylko można sobie wyobrazić, że jeśli chcę go jeszcze zobaczyć, muszę natych¬
miast wracać. Na samolot nie miałam pieniędzy, rezerwacja miejsca na statku wyma­
gała czasu. Wyjechałam więc do USA via Miami, Waszyngton, Nowy Jork, wszędzie
krótki czas pobytu poświęcając na zwiedzanie muzeów, głównie tych, w których były
zbiory z Ameryki Południowej, ale nie tylko — sądziłam, że tam już nigdy nie będę
(w tym jednym się pomyliłam). W Paryżu na dworcu czekali na mnie prof. Wędkiewicz (dyrektor stacji PAU) i p. Pułaski (notabene właściciel Manhattanu, który,
jako bezludną wyspę, ofiarował jego antenatowi Washington i o którą całe życie się
procesował — niestety procesu nie wygrał). Mieli już dla mnie bilet na pociąg od¬
chodzący tegoż dnia nocą do Polski. Mieli też list od Matki do mnie. Niestety, Ojciec
żył po moim powrocie jeszcze parę miesięcy. „Niestety" piszę z myślą o Nim, bardzo
cierpiał.
Pyta Pan, dlaczego zarzuciłam tematykę amerykanistyczną. To bardzo proste.
Wróciłam do Polski już po ucieczce Mikołajczyka, kiedy dla nas ostatecznie zatrzas¬
nęła się brama więzienia. Byłam przekonana, że już nigdy nie przekroczę granic
„Polski Ludowej", a emigrować nie chciałam. Mam liczną rodzinę za granicami kra­
ju, ale oni wszyscy, czy ich rodzice, wyjechali w czasie działań wojennych w 1939
roku, bardzo często via Sybir — to całkiem inna sytuacja. Byłam wtedy pewna, że
mnie więcej nie wypuszczą, a Moszyński wszczepił we mnie zasadę, że lepiej napi¬
sać mały artykulik, ale przynoszący nowy materiał, niż mleć w kółko to, co już ktoś
napisał przed nami. Nie oceniam teraz, o ile miał słuszność, ale przy ówczesnej „za¬
sobności" naszych bibliotek w „americana", nawet kompilując, miałam minimalne

�314

Anna Kowalska-Lewicka

możliwości. Wolałam drobne prace, ale oryginalne, a Podhale znałam od podszewki;
rozumiałam, wiedziałam, jak mało o nim wiemy.
Po powrocie do kraju zaangażowałam się w pracę w PTL, zrazu w Oddziale Kra¬
kowskim. Mój wyjazd był wtedy sensacją, byłam więc rozrywana z mymi prelekcja¬
mi o Ameryce Południowej.
Funkcjonowała wówczas organizacja nosząca miano (o ile pamiętam) „Wiedza
Powszechna". Jakoś się o mnie zwiedzieli i organizowali mi prelekcje w całej połu¬
dniowej Polsce. Ludzie spragnieni byli wiedzy o szerokim świecie, sala zawsze była
wypełniona po brzegi, dyskusja i pytania ciekawe, zazwyczaj po takim wystąpie¬
niu zapraszano mnie do prywatnych domów. Była to dla mnie wielka przyjemność
— łatwo przychodziło mi mówienie publiczne, przyjemnością było przypominanie
niedawnych przeżyć.
Po powrocie z Peru zetknęła się Pani Doktor z sensacyjną sprawą skarbu inka¬
skiego odnalezionego jakoby w Niedzicy. Ostatnio powiedziała Pani dziennikarzowi:
„Straciłam rok życia, mogłam zrobić coś ciekawego, ...a tymczasem goniłam tym
tropem, nie chcąc uwierzyć, że to wszystko bujda". Co spowodowało zaangażowanie
się Pani w tę sprawę? Chęć uczestniczenia w czymś niezwykłym? Przekonywająca
mistyfikacja?
Zaraz po powrocie z Peru dowiedziałam się z artykułu w którejś z krakowskich
gazet o rewelacyjnym odkryciu Jalu Kurka, który spotkał w Krakowie ni mniej, ni
więcej — ostatniego potomka Inków. Sensacja nie z tej ziemi na skalę światową!
Zajmowali mnie Indianie selwy, o państwie Inków wiedziałam tyle, co przeciętny
turysta zwiedzający peruwiańskie Andy i płaskowyż wokół jeziora Titicaca. Okres
bezpośrednio po konkwiście był stosunkowo mało znany, a tym bardziej mnie mało
znany. W Polsce nikt się tym nie zajmował, poza mym antenatem, doktorem Klugerem, który notabene swe zbiory amerykanistyczne ofiarował Muzeum Archeolo¬
gicznemu PAU, gdzie chadzałam jako mała dziewczynka z Rodzicami, oprowadzana
przez innego antenata, Włodzimierza Demetrykiewicza. Pamiętam tylko tyle z owych
odległych czasów, że bałam się śmiertelnie peruwiańskich mumii i „oglądałam" je
z zaciśniętymi powiekami, żeby nie musieć patrzeć na te okropności, ciągnięta za
rękę przez wuja, Włodzimierza Demetrykiewicza, w tych czasach kierownika Muze¬
um Archeologicznego PAU.
Rzecz opisana przez Jalu Kurka wyglądała prawdopodobnie — a gdyby była
prawdziwa, byłaby naprawdę sensacją na światową skalę. Wniosek prosty — skoro
już nigdy nie wypuszczą mnie z Polski, skoro napisałam już wszystko, co wiedzia¬
łam o moich Indianach, a mielenie nie wiem po raz który odkryć innych podróżni¬
ków uważałam za stratę czasu — tu mogłam się „wykazać" czymś odkrywczym. No
i postanowiłam rzecz zbadać, a w razie, gdy okaże się prawdziwym „odkryciem"
— będzie to rewelacja.
Przez ponad rok z etnologa stałam się detektywem. Muszę tu złożyć pokłon ge¬
niuszowi mego późniejszego męża. Po krótkim czasie, wtajemniczany przeze mnie
w coraz to nowe odkrycia, powiedział: „Daj sobie z tym spokój, po prostu studencina

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

315

Benesz postanowił «poderwać» pannę Pacułę, a że nie miał jej czym zaimponować,
postanowił zagrać rolę ni mniej, ni więcej, tylko spadkobiercy korony Inków («Inkasów», jak sam się nazwał), poza tym chłopak musi mieć bujną fantazję i musiał czy¬
tać powieści Umińskiego [mąż był wiernym czytelnikiem literatury młodzieżowo-przygodowej okresu międzywojennego]. Nie demaskuj go, bo panna z nim zerwie,
a szkoda go — musi być ostro zakochany". Ale ja oczywiście nie posłuchałam. Po¬
nad rok tropiłam biednego Benesza. Sekundowała mi gromada dziennikarzy, a każdy
z nich „odkrywał" nowe szczegóły. Nawet ubiegłego lata poznałam (ściślej — nie¬
mal poznałam, bo zręcznie uniknął spotkania ze mną) kolejnego odkrywcę, który już
nie artykuł, ale całą książkę o tych wydarzeniach napisał. Swego czasu pisał książkę
Jan Józef Szczepański, któremu notabene pożyczyłam cały zgromadzony z trudem
materiał — nigdy go już nie zobaczyłam (nie Jana Józefa, ale materiału). Słowem,
artykuły z coraz nowymi odkryciami, książki, nawet film — czyż w tych warunkach
można burzyć taki genialny mit?
Niemniej, zaczynając całą sprawę, naprawdę w nią wierzyłam, tylko że ja szu¬
kałam prawdy, oni szukali sensacji. Oczywiście ja przegrałam, bo ludzie lubią być
oszukiwani, zwłaszcza jeśli to oszustwo jest takie romantyczne.
Pod kierunkiem Profesora Kazimierza Moszyńskiego przygotowała Pani Doktor
pracę magisterską i doktorską. Nazywa go Pani w jednym z artykułów „swoim mi¬
strzem, wspaniałym wykładowcą i nauczycielem". Co w Profesorze tak ujęło ucznia
i współpracownika?
Pracę magisterską napisałam u prof. Moszyńskiego, który po wojnie zjechał
z Wilna i rozpoczął swoje fascynujące wykłady, słynne na całym UJ. Przychodzili na
nie słuchacze z innych wydziałów, po prostu, żeby posłuchać, rozszerzyć swoje ho¬
ryzonty — był np. student, późniejszy profesor Akademii Górniczej. Moszyński był
fantastycznym mówcą, do tego świetnym rysownikiem. Wszystkie mapy, przedmio¬
ty, o których mówił, równocześnie kilku pociągnięciami rysował na tablicy. Ludzie
siedzieli w ławkach, na podłodze, stali, a ci, którzy nie mogli się wcisnąć, stali przy
otwartych drzwiach na korytarzu. W czasie jego wykładu panowała cisza absolutna,
wszystkie oczy wlepione w mistrza, nikt nie odważył się głośno oddychać. Nie trzeba
się było uczyć, pamiętało się każde słowo.
Przy referatach (nie mówiąc już, że przy dyskusji) padało często pytanie: „Jakie
ma pan(i) fakty dla poparcia swej tezy?" lub: „Czy to pana (pani) zdanie, czy też cy¬
tuje pan(i) jakiś autorytet — a jeśli tak, proszę podać, kogo, lub udokumentować fak¬
tami pańską opinię". Ciężkie to były próby dla złotoustych teoretyków, plączących
się, gdy Profesor żądał od nich poparcia konkretami błyskotliwych tez. Porażający
był też zakres jego wiedzy, a także piękno jego polszczyzny. Przy tym interesował
się losem swych studentów, sam proponował w -wypadku trudnościfinansowychpod¬
jęcie starań o stypendia, które potem skutecznie popierał. Po prostu był indywidual¬
nością w najlepszym tego słowa znaczeniu, człowiekiem absolutnie i bez reszty od¬
danym nauce, prawdomównym, odważnym politycznie, sprawiedliwym i o głębokim
poczuciu własnej wartości.

�316

Anna Kowalska-Lewicka

Moja praca doktorska nosiła tytuł (o ile pamiętam) „Ceramika Indian selwy" lub
coś w tym rodzaju. Widać tu obciążenia archeologiczne, gdyż za moich czasów w ar¬
cheologii kładziono główny nacisk na typologię, technikę wyrobu itp. realia. Zresztą
w Katedrze brak było literatury do szerszych ujęć.
W środowisku krakowskim w okresie powojennym pracowało kilku wybitnych et¬
nologów/antropologów społecznych wykształconych jeszcze przed wojną: Kazimierz
Moszyński, Kazimierz Dobrowolski, Andrzej Waligórski, Anna Kutrzeba-Pojnarowa,
Jadwiga Klimaszewska, Mieczysław Gładysz, Roman Reinfuss, Tadeusz Seweryn.
Czym się różnili? Którzy z nich ze sobą współdziałali?
O Moszyńskim już mówiłam. Dobrowolski był niewątpliwie inteligentny, dobry
naukowiec, ale charakter żaden. Opowiadał mi o nim Roman Reinfuss, który u nie¬
go bywał, w czasie wojny pożyczał od niego książki z jego olbrzymiej biblioteki.
Przede wszystkim Dobrowolski odmówił udziału w tajnym nauczaniu — to wiem
z własnego doświadczenia, byłam do niego delegowana jako starościna grupy et¬
nologów, historyków sztuki i archeologów. Reinfuss, kiedy zaczął go odwiedzać,
w gabinecie Dobrowolskiego, za szkłem drzwi szafy z książkami, widział fotografię
Dobrowolskiego w mundurze żołnierza austriackiego z I wojny światowej. Po wojnie
została "wymieniona na fotografię Dobrowolskiego ściskającego dłoń Bieruta — takie
niby nic, a jednak... Nie zachowywał się także właściwie w więzieniu, a zwłaszcza
w obozie koncentracyjnym. Przed wojną dom Dobrowolskiego był odwiedzany po¬
wszechnie. Ojciec nieraz w dyskusjach domowych powoływał się na jego głębokie
socjologiczne opinie o sytuacji geopolitycznej w Polsce i bardzo go cenił. Po powro¬
cie z obozu, w dzień św. Kazimierza, a więc w dniu imienin Dobrowolskiego, jego
imieniny zostały zbojkotowane. Nikt z kolegów obozowych nie przyszedł. Tak trwa¬
ło przez pierwsze lata, potem wobec natłoku wydarzeń i faktów, pomału jakoś się ta
pamięć rozmyła — nastąpiły dalsze wydarzenia, które zatarły pamięć. A przełamał
ten bojkot Kutrzeba (skądinąd bardzo wysoko przez Ojca ceniony), którego córka,
Hanka Kutrzebianka, jeszcze w gimnazjum, za radą Dobrowolskiego opracowała ka¬
pliczki z Zawoi. Później Dobrowolski pomógł jej w opublikowaniu tej pracy.
Chodziłam na seminaria Dobrowolskiego, był dobrym naukowcem i wykładow¬
cą, a innego socjologa nie było, ale my, najstarsza grupa studentów, na ogół wiedzie¬
liśmy o jego oportuniźmie. Niemniej tyle się od pierwszego roku wojny działo, że
jego sprawki obozowe zbladły wobec o wiele bardziej aktualnych problemów. Zresz¬
tą i moralne zasady przybladły wobec nowych wyzwań ideologicznych.
Andrzej Waligórski — przyjechał po wielu latach pobytu w Anglii, gdzie 'wyjechał
jeszcze przed wojną jako stypendysta-anglista (z wykształcenia był wtedy filologiem
angielskim). W Anglii zaskoczyła go wojna, wstąpił do polskiej armii (tego rozdziału
jego życia nie znam zupełnie). Tam trafił do Malinowskiego i stał się etnologiem.
Co najmniej rok prowadził badania wśród Luo (Afryka, Kenia), gdzie wyjechał na
angielskie stypendium z żoną Angielką i dwojgiem dzieci.
Tak bardzo tęsknił za Polską, że zdecydował się na powrót, co miało fatalne skut¬
ki w jego prywatnym życiu. Żona nie wytrzymała warunków mieszkaniowych (stare

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

317

mieszkanie matki Andrzeja), mało kto wówczas w Polsce znał język angielski, więc
i ich stosunki towarzyskie były mocno ograniczone, ale ta izolacja została szybko
przezwyciężona. Ona była ładna, miła, głęboko przekonana o wyższości Anglików
w całym cywilizowanym świecie, co z zapałem podtrzymywali krakowscy anglomani. Zaczęła dawać lekcje angielskiego w sferach uniwersyteckich, robić wspól¬
nie z mężem tłumaczenia do różnych wydawnictw naukowych, słowem, mogło być
wszystko OK., ale nie było. Andrzej zachorował na ciężką astmę, dosłownie dusił
się biedak, był ciągle chory. Do tego postanowił zapisać się do partii — nie wiem
dlaczego, chyba ze strachu, ale że był człowiekiem przyzwoitym, do partii nie został
przyjęty, a w każdym razie żył w ustawicznym lęku przed aresztowaniem — i na tym
tle zaczęły się jego kłopoty psychiczne. Skończyło się rozwodem. Andrzej został
zawieszony w próżni. Oboje, najpierw razem, potem osobno byli naszymi dobrymi
znajomymi. W tych czasach, za życia Tadeusza (mego męża), prowadziliśmy tzw.
dom otwarty — stałe spotkania, przyjęcia, bale w karnawale, wspólne wyjazdy do
naszej chałupy w Kościelisku. Andrzej należał do tej grupy, jego ex-żona także, choć
bywała rzadszym gościem.
Andrzej nie był nigdy moim profesorem — przyjechał do Polski, kiedy już byłam
„gotowym" etnologiem, ale zafascynowana Malinowskim często korzystałam z jego
konsultacji. Był bardzo inteligentny, opiekował się po ojcowsku swymi uczniami,
jeden z nich został mu wierny do końca swego życia (Dzięgiel, bardzo przyzwoity
facet!). Cenił go ogromnie Moszyński i stale zasięgał jego rad (w sensie naukowym)
— wiem to od nich obu. Niewątpliwie był gentlemanem. Także niewątpliwie miał
niewielu przyjaciół wśród mężczyzn. Tępił go prof. Dobrowolski, choć w swój cha¬
rakterystyczny sposób: „To bardzo inteligentny człowiek, szkoda, że psychopata,
szkoda, że nie umiejący pisać, szkoda że... itd.". Tuptuś (prof. Dobrowolski) do przy¬
jazdu Waligórskiego uchodził za jedynego ucznia prof. Malinowskiego, a Andrzej
mu tę chwałę odebrał.
Z Andrzejem współpracowałam blisko, odkąd zaproponował mi reaktywowanie
Komisji Etnograficznej przy krakowskim Oddziale PAN (już po likwidacji PAU),
pod jednym warunkiem — że on jako profesor zajmie się reaktywowaniem i gotów
jest zostać prezesem, ale ja zostanę sekretarzem i zajmę się całą stroną organizacyjną.
Zgodziłam się, po prostu lubiłam organizować i nieźle mi to wychodziło. Za naszej
wspólnej kadencji regularnie odbywały się zebrania, każdego roku zapraszaliśmy
zagranicznych prelegentów, regularnie wychodziły sprawozdania — no i doskonale
nam się współpracowało. Ułatwiała nam pracę znajomość języków, organizowanie
dla gości zagranicznych wyjazdów badawczych w teren i przyjęć w moim domu,
gdzie mieli okazję poznać lokalny światek etnologiczny.
Anna Kutrzeba-Pojnarowa — trudno mi j ą oceniać obiektywnie. Bliżej poznałam
ją, kiedy Ojciec został sekretarzem generalnym PAU, czyli od 1939 roku (wiosną).
Zbliżyła nas (zresztą zbliżyła cały Uniwersytet) wojna, zwłaszcza aresztowanie pro¬
fesorów (a więc jesień 1939). Była ode mnie kilka dobrych lat starsza, a w tym wieku
to ogromna różnica. Ona przed wojną była już asystentką, ja ledwie na pierwszym
roku studiów. A po wojnie ona szybko wyjechała do Warszawy, ja zostałam, mimo
namów, w Krakowie. Kutrzeba był wdowcem, jej (Hanki) młodsza siostra Helena,

�318

Anna Kowalska-Lewicka

anglistka, zmarła tragicznie w czasie wojny. Najmłodsza Madzia nie liczyła się w ro¬
dzinie, nie była intelektualistką, studiowała na Wyższej Szkole Handlowej. Hanka
pełniła więc rolę pani domu, domu, który był ośrodkiem życia towarzysko-naukowego Krakowa, co jeszcze podnosiło jej prestiż. Zaprzyjaźniłyśmy się dopiero po
moim powrocie z Ameryki i małżeństwie z Tadeuszem (zawszeć — „pani profeso¬
rowa"). Hanka była życzliwa ludziom, nie wiem, jakim była pedagogiem, bo nigdy
nie byłam na jej wykładach. Referaty naukowe (głównie słyszałam j ą na zjazdach
PTL) były zawsze inteligentne, często nowatorskie — musiała być naprawdę bystra,
bo w ogromnej większości pisała je albo w pociągu, jadąc na zjazd, albo w hotelu,
w nocy poprzedzającej samo wystąpienie. To, co napisała, też było ciekawe. Raz tyl¬
ko byłam z nią na badaniach terenowych — tu mogę z całą pewnością powiedzieć, że
nie umiała rozmawiać z ludźmi niewykształconymi, ale to jej nie przeszkadzało zdo¬
bywać wiadomości — umiała korzystać z ekspertów społecznych i to bardzo dobrze.
O Hance o wiele więcej mogliby powiedzieć jej uczniowie — zresztą to zrobili.
Jadzia Klimaszewska. Była tak dalece w cieniu swego mistrza prof. Moszyń¬
skiego, że trudno powiedzieć, jaka była naprawdę. Nigdy nie była moim nauczy¬
cielem, nie chodziłam nawet na jej proseminaria. Myślę, że gdyby była wybitniej¬
szą indywidualnością, mimo wszystko "wyzwoliłaby się z tej intelektualnej niewoli.
Uwielbienie dla mistrza też trzeba odrobinę dozować. Byłam z nią dwukrotnie na
badaniach i była świetna jako terenowiec. Miała też talent pedagogiczny, ale na
poziomie proseminarium. Była lubiana przez uczniów. Mimo że j ą znałam od po¬
czątku okupacji (obie pracowałyśmy w RGO), że to ona pierwsza wprowadziła
mnie „w teren", nie potrafię właściwie nic więcej o niej powiedzieć jako o etno­
grafie. Miała swoje sympatie (przeważnie miernoty) wśród studentów i swoje
antypatie — my obie byłyśmy zawsze w dobrych stosunkach, aż do jej śmierci.
Próbowałam namówić prof. Robotyckiego, by urządził jej jubileusz, kiedy koń¬
czyła 90 lat — odmówił. Bądź co bądź wszyscy etnologowie, którzy studiowali
w ciągu minionych 50 lat, byli jej uczniami — należało jej się to. Mówiła, że nie
lubi żadnych „jubli", ale to się tak mówi, na pewno by była zadowolona. Niestety,
moim zdaniem, nie znała się na ludziach. Komplementy (a starano się jej schlebiać
w czasach, kiedy była „asystentką Moszyńskiego") brała za dobrą monetę i ciężko
się potem rozczarowywała, kiedy już nie była potrzebna. Ale z godnością znosiła
porażki. Niechętna była prof. Gajkowi, chyba dlatego, że przynajmniej częściowo
zrealizował koncepcję atlasu etnograficznego Polski, którego pomysłodawcą był
jeszcze przed wojną Moszyński — ale to tylko mój domysł.
Mieczysław Gładysz. Poznałam go jeszcze w czasie wojny. Tuż przed wojną wy¬
dał w PAU, w serii prac śląskich, dwa tomy swojego Zdobienia na Śląsku. Była to
jedyna seria wydawnictw, za którą płacono honoraria, a on miał tyle rozumu, by te
pieniądze ulokować w handlu. Podobno jego brat otworzył sklep spożywczy w Czę¬
stochowie, który wspaniale prosperował przez cały czas okupacji, dzięki czemu nie
miał problemów finansowych. Żeby być zatrudnionym, pracował w RGO, w sekcji
opieki nad wysiedlonymi z Rzeszy i mieszkającymi w klasztorach. Codziennie zja¬
wiał się koło południa, zawsze idealnie elegancki i zadbany, gdzie już czekała na
niego pani Myczkowska (mam nadzieję, że nie mylę nazwiska) i wychodzili razem

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

319

na „odwiedziny klasztorne". Jego żona, Lila Gładyszowa, pracowała w tej samej
instytucji, w magazynie odzieżowym (zbieraliśmy odzież dla wysiedlonych). Dosiadywała czasu końca pracy, po czym obładowana zdobytymi zakupami wracała do
domu, wstępując po drodze na tzw. „komplety". Uczyła, oczywiście „społecznie",
geografii w działających w konspiracji „kompletach" gimnazjalnych, zbierających
się w prywatnych mieszkaniach. Gładysz ani nie uczył na kompletach gimnazjal¬
nych, ani nie pracował na kursach uniwersyteckich, ani nie spotkałam go nigdy na
tajnych posiedzeniach z referatami — w ogóle mało go z tego okresu znałam. Mogę
tylko tyle powiedzieć, że naprawdę kochał ten swój Śląsk, że podobno przed wojną
działał i naukowo, i literacko (dowód — obie jego doskonałe publikacje o sztuce;
miał też talent literacki, dobrze pisał). Zaraz po wojnie wyjechał na Śląsk i rozpoczął
pracę w śląskim muzealnictwie, a również podjął starania, by dostać się na uniwer¬
sytet, najpierw wrocławski, ale ten zaniedbał całkowicie dla muzealnictwa, przez co
miejsce jego zajął Reinfuss. Był to powód do niechęci między tymi dwoma panami,
ale wszelkie akcje bojowe prowadziła Gładyszowa, Miecio publicznie się tu nie wy¬
powiadał. Zresztą po krótkim czasie Reinfuss przeniósł się do Lublina. Wiem też, że
Gładyszowi udało się wyrzucić z Muzeum Śląskiego dr Malickiego i jego żonę (pra¬
cowała w administracji) — znaleźli azyl w Gdańsku, ale jakiś czas byli bez środków
do życia.
W wypadku Gładysza trudno mi się wypowiadać obiektywnie — po krótkim okre­
sie przyjaźni i mojego podziwu dla jego sukcesów naukowych, doszło do konfliktów,
a więc nie mogę tu być obiektywna. Mój zachwyt nad jego sukcesami naukowymi
zrozumiał na swój sposób, co z kolei mnie nie odpowiadało. Kiedy powstała Akade¬
mia Nauk i stworzono IHKM, przeniesiono mnie z Muzeum Archeologicznego PAU,
zlikwidowanej przez reżim, do Pracowni Etnograficznej IHKM — zresztą najzupełniej
słusznie — już wtedy byłam zdeklarowanym etnologiem, więc nie pasowałam do dru¬
żyny archeologicznej, pozostając zresztą z niedobitkami z tamtych czasów w bliskiej
przyjaźni — dokąd żyli. Gładysz został szefem Zakładu Etnografii IHKM PAN. Ucie­
szyłam się, że powstał Zakład Etnografii i z radością do niego przeszłam. Niestety,
okazałam się kompletną idiotką.
Jeszcze za czasów Muzeum Archeologicznego zorganizowałam grupę przyja¬
ciół zajmujących się Podhalem. Była to zupełnie nieformalna grupa, składająca się
z kilkunastu osób, zatrudnionych w różnych instytucjach, także studentów. Nie mie¬
liśmy żadnych pieniędzy — co kto zdobył, szło do wspólnej kasy. Ja np. miałam
delegację z Muzeum Etnograficznego z Warszawy na zakup eksponatów we wsiach
Podhala, Bronka Jaworska z Uniwersytetu Łódzkiego, inni w ogóle delegacji nie
mieli, np. Zbyszek Gołąb, językoznawca, później profesor slawistyki w USA, czy
Krzysztof Malkiewicz, obecnie profesor w szkole filmowej Disneya w Hollywood,
Hanka Zambrzycka i inni, w tym rysownik i fotograf z kroniki filmowej. Trochę
pomógł prof. Antoniewicz dobrą radą, do kogo „uderzyć". To były wspaniałe czasy.
Dwa miesiące spędziliśmy w jednej wsi (marzec i wrzesień w ciągu jednego roku),
jeden miesiąc letni — wędrówka po całym Podhalu (10 wsi po dwa dni i jeden dzień
na „przemieszczenie się", oczywiście pieszo, z punktu do punktu. Do szeregu wsi
— wypady kilkudniowe przez cały rok, m.in. dwa tygodnie zimowe w Obidzy. Spa-

�320

Anna Kowalska-Lewicka

liśmy pokotem w śpiworach na podłodze jednej izby, codziennie na obiad była kasza
ze skwarkami, na śniadanie i kolację ziemniaki z kwaśnym mlekiem. Każdego dnia
wieczorem zasiadali wszyscy, by podzielić się zdobytymi informacjami danego dnia,
a w nocy kolejno przepisywało się to na maszynie w dwóch egzemplarzach: dla sie¬
bie i wspólnego archiwum. Pomysł wieczornych spotkań miał tę dobrą stronę, że
każdy opowiadał, czego się dowiedział, a więc korzyść była dla całej grupy, każdy
poznawał wszystkie działy kultury — te, jakie były udziałem każdego z nas.
Otóż, w momencie powstania Zakładu Etnologii IHKM PAN znalazłam się
w składzie proponowanych pracowników, Gładysz wciągnął jeszcze swoją żonę,
wtedy moją przyjaciółkę, prosił mnie także o rekomendacje, którego z bezrobotnych
wtedy etnologów zatrudnić. Poleciłam moje najbliższe koleżanki, a przy tym inteli¬
gentne, zainteresowane pracą naukową — Irenę Nizińską i Hankę Zambrzycką. Obie
przyjął i obie okazały się doskonałymi pracownikami.
Na pierwszym organizacyjnym zebraniu, na które przyjechał też prof. Dynowski,
Gładysz bardzo sympatycznie do nas przemówił: — że chciałby, byśmy stworzyli
przyjacielski zespół (był to okres, kiedy „praca zespołowa" była hasłem wszystkich
socjalistycznych akcji), opracowali wspólny plan itd., itd. Idea piękna, przy naszym
koleżeńskim, już wypróbowanym współżyciu wprost idealna. A ponieważ temat
owego zebrania był nam już wcześniej zakomunikowany („pomyślcie, jaki temat
moglibyśmy podjąć zespołowo"), obgadałyśmy z dziewczynami, że zaproponuje¬
my Podhale, no i oczywiście ja, idiotka, się tego podjęłam. Przydźwigałyśmy na to
zebranie ciężkie pudła z naszymi podhalańskimi materiałami: przepisane wywiady,
fotografie, filmy, rysunki, plus inwentarze tego wszystkiego, dla poparcia naszej pro¬
pozycji. Prof. Gładysz zwrócił się do „koleżeństwa" (tak się wtedy przemawiało)
z prośbą, byśmy wysunęli nasze propozycje, jaki teren Polski uważamy za właściwy,
by od niego zacząć. Zabrałam pierwsza głos, że, jak wiadomo, od paru lat pracujemy
prywatnie nad Podhalem i sądzę, że skoro już tyle zostało zrobione (tu wyciągnęłam
skrzynki z materiałami jako dowód i już opublikowane artykuliki i artykuły, opar¬
te na tych materiałach) byłoby najrozsądniej skończyć zaczętą pracę i na pierwszy
ogień wziąć Podhale. W ten sposób w krótkim stosunkowo czasie może powstać
monografia Podhala i Zakład będzie mógł się szybko pochwalić osiągnięciami. Dynowski przyklasnął, Gładysz zamilkł, inni milczeli także, czekając, co będzie dalej.
Potem mówiło się o różnych innych drobnych sprawach, nie wracając już do właś¬
ciwego tematu. W efekcie okazało się, że przystąpimy zespołowo do monografii wsi
Siołkowice na Śląsku, a ja indywidualnie będę kontynuować prace podhalańskie.
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jeśli szef pyta, co myślimy, najbezpieczniej
jest milczeć i czekać, by dowiedzieć się, co on myśli, a najmądrzej zawczasu poznać
jego zamiary i wyskoczyć z odpowiednim tematem. Niestety okazałam się kiepską
uczennicą, nigdy się tej mądrości nie nauczyłam, choć dość skutecznie odwykłam
od zabierania głosu. Teoretycznie wszystko było o.k. Mogłam robić, co chciałam,
bez pieniędzy, jak poprzednio i co przykre dla mnie, samotnie, bo inni dostali swoje
działki na Śląsku, potem w Bułgarii.
Następny etap, to sprawa mojej habilitacji. Chciałam j ą wciągnąć do planu Zakła¬
du — nie pamiętam już, jak wyglądały akurat w tym czasie procedury, dość że odbyło

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

321

się posiedzenie, na którym wystąpili: prof. Moszyński jako przyszły promotor, prof.
Kazimierz Dobrowolski, Gładysz jako szef placówki PAN, w której byłam zatrudnio¬
na, Irena Nizińska jako protokolantka, no i ja. Zreferowałam konspekt, uzgodniony
zresztą wcześniej z Moszyńskim i zaczęła się dyskusja. Moszyński ocenił go pozytyw¬
nie, po czym zabrał głos Dobrowolski (a panowie serdecznie się nie kochali). Stwier¬
dził, że plan jest niezgodny z obowiązującą obecnie ideologią itd., itd. Moszyński był
coraz bardziej wściekły, ale w sprawie „ideologii" miał niewiele do powiedzenia — po
prostu i on był tu słaby. Gładysz cały czas nie objawiał swego stanowiska, jedynie od
czasu do czasu rzucał pytania, które podsycały elokwencję Dobrowolskiego. Pamiętam
jedno z nich już na koniec dyskusji: „Panie Profesorze, czy mamy zaprotokołować, że
plan pracy jest «nie marksistowskie, czy «antymarksistowski»? Na co Dobrowolski:
„Oczywiście, antymarksistowski". W rezultacie zalecono mi dokształcenie ideologicz¬
ne i zrobienie nowego konspektu (którego nie zrobiłam).
Tak zakończyła się moja przygoda z habilitacją. Co prawda prof. Moszyński,
kiedy wprowadzono docentury z mianowania, zaproponował, że mnie wysunie, ale
odmówiłam — miałam już tego dość. Jeśli mam być całkiem szczera, to potem żało¬
wałam — choć nie bardzo, ale kiedy odchodziłam na emeryturę, mogłam i chciałam
jeszcze pracować w Instytucie, wtedy już jako kierownik Pracowni Etnograficznej
IHKM PAN w Krakowie, brak habilitacji mi to uniemożliwił. A przecież spory pro¬
cent moich rówieśników, dziś czcigodnych profesorów i członków Akademii Nauk
czy Umiejętności, jest docentami z mianowania i nikt im tego nigdy nie wypomniał.
Niemniej Gładysz musiał mi niezłą opinię wypisać do IHKM, skoro prof. Hensel
sam, bez jakiejkolwiek sugestii z mej strony (nawet mi do głowy nie przyszło coś ta¬
kiego), zaproponował, bym przeniosła się do Łodzi, pod skrzydła prof. Zawistowicz-Adamskiej, że mogę nadal mieszkać w Krakowie, ale będę przypisana do Łodzi.
Skorzystałam i błogosławię tę decyzję. Do Krakowa wróciłam dopiero po pójściu
Gładysza na emeryturę, mianowana przez Dynowskiego i Hensla (o ile pamiętam,
już wtedy kierownikiem Zakładu Etnografii była Frankowska, ale pełna inicjatywa
była w rękach Hensla). Wtedy zostałam kierownikiem krakowskiej Pracowni Etno¬
graficznej (Zakład zaistniał tylko w Warszawie).To był bardzo miły czas dla mnie,
miałam doskonałe stosunki z koleżankami i kolegą Pietraszkiem, jedynym mężczy¬
zną w tym babskim gronie.
Kiedy w roku 1956 zaczęły się u nas przemiany ustrojowe, odtajniono archiwa.
Dowiedziałam się o tym od p. Żółkiewskiego, dyrektora administracyjnego IHKM
PAN. Przyjechałam kiedyś z jakąś sprawą do IHKM do Warszawy — spotkał mnie
na korytarzu, zaciągnął do swego biura i zapytał, czy wiem, że opinie o pracowni¬
kach zostały odtajnione i czy chcę przeczytać opinię o sobie, wystawioną przez prof.
Gładysza ileś tam lat temu. Powiedziałam, że nie chcę — zrobiłam mu tym wyraźną
przykrość.
Roman Reinfuss — przeciwieństwo poprzednio przedstawionego. Choleryk,
gwałtowny, absolutnie przyzwoity, choć niełatwy w obcowaniu. Etnografia była dla
niego całym światem — kiedyś wypowiedział się w jakimś prasowym wywiadzie,
że zawsze nie mógł pojąć, za co mu płacono pensję, skoro całe życie robił tylko to,
co mu sprawiało przyjemność. Nikt mi nie nagadał tylu impertynencji, co on, jak się

�322

Anna Kowalska-Lewicka

0 coś wściekł — a wściekał się często i o byle co. Był zawsze kontra... Przed wojną
był komunistą, relegowanym z wszystkich polskich gimnazjów. Dopiero matka jego
przyjaciela napisała list do prezydenta Mościckiego i Roman dostał zgodę na maturę
1 pójście na studia (notabene prawnicze). Jeszcze przed wojną odbył praktykę w kan¬
celarii adwokackiej czy notarialnej w jednym z miasteczek Małopolski wschodniej
i tam „zakochał się" w Łemkach i pozostał im wierny do śmierci. Wielki wpływ miał
na niego Seweryn Udziela, z którym współpracował amatorsko, jeszcze jako uczeń
gimnazjalny. W czasie wojny zbiory Muzeum Etnograficznego wylądowały w Muze¬
um Archeologicznym, a z nimi Roman Reinfuss, obok Rudolfa Jamki (późniejszego
profesora archeologii), był najbardziej pracowitym członkiem naszego zespołu. Po
wojnie, jeszcze jako magister prawa, Roman został wykładowcą etnografii najpierw
we Wrocławiu (bardzo krótko), potem w Lublinie, na Uniwersytecie Curie-Skłodowskiej, a równocześnie kierownikiem Pracowni Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki
PAN. Jego dziełem były słynne obozy etnograficzne, dzięki którym zrobiono wtedy
zdjęcie etnograficzne prawie całej Polski. Poza tym zgromadził wokół siebie grupę
młodzieży etnograficznej, którą opiekował się jak własnymi dziećmi. Po jego śmierci
spotykali się co roku, nazywali się sami „dziećmi" prof. Reinfussa. Jednym z jeszcze
żyjących jest Jerzy Czajkowski. Reinfuss brał czynny udział w tajnym nauczaniu
i robił to znakomicie. Jego porywczość przysparzała mu wrogów i oddanych na całe
życie przyjaciół; świństwa nigdy nikomu nie zrobił.
Tadeusz Seweryn. Miał duszę artysty, znał się na sztuce, świetnie pisał, ale często
ponosiła go fantazja. Wyszedł album z fotografiami rzeźb Wowry, ludowego artysty
spod Wadowic. Tak się złożyło, że napisałam do niego tekst, bo Wowrę znałam od
wczesnego dzieciństwa, moi dziadkowie mieszkali w Wadowicach, Dziadek kolek¬
cjonował jego rzeźby. Mój Ojciec miał też niezgorszą kolekcję, ile razy przyjeżdża¬
liśmy do Wadowic, szło się do Gorzenia do Wowry po nowe trofea, a poza tym do
Zegadłowiczów. Zegadłowicz był odkrywcą Wowry, jego córka chrześnicą Dziadka
i moją koleżanką w dziecinnych zabawach, a jesteśmy równolatkami. Zapewne dla¬
tego powierzono mi tekst do Albumu. Otóż właśnie córka Zegadłowicza twierdziła,
że Seweryn raz czy dwa był u Wowry, znał go raczej z opowiadań Zegadłowiczów,
rzeźby dla Muzeum Etnograficznego kupował nie on, ale Wowro przynosił je do
Zegadłowiczów do dworu i tam zostawiał dla Seweryna. Tymczasem w powojennej
pracy o Wowrze, pisanej kilkanaście lat po śmierci rzeźbiarza, są całe strony jego
wypowiedzi na temat sztuki, życia artysty itd., itd. W dodatku nigdzie nie znaleziono
notatek Seweryna z tych spotkań (spotkania?). Dziś już nikt nie żyje, kto mógłby
sprawdzić, gdzie leży prawda. To samo dotyczy wojennej przeszłości Tadeusza Se¬
weryna. Sam rozpowiadał na prawo i lewo (sama od niego to słyszałam), że był sze¬
fem akowskiego sądu, który przeprowadzał egzekucje na kapusiach i zdrajcach, ale
po wojnie, podczas gdy inni siedzieli i tracili życie za swoje konspiracyjne grzechy
on, zrazu co prawda zatrzymany, ale niedługo potem został dyrektorem Muzeum
Etnograficznego i świetnie prosperował, rozbudowywał Muzeum.
Niewątpliwie był to człowiek bardzo inteligentny, aktywny organizacyjnie, twór¬
czy, pełen inicjatywy, jak na naukowca miał może odrobinę za wiele fantazji. Jedni
go cenili, inni wprost przeciwnie, ale mam własne o nim zdanie.

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

323

Bliska była Pani Doktor Polska Akademia Umiejętności. Ojciec Pani był od roku
1927 członkiem PAU, a od roku 1938 jej sekretarzem generalnym. W czasie woj¬
ny znalazła Pani pracę w założonym przez PAU Muzeum Archeologicznym, w któ¬
rym zresztą kontynuowała Pani pracę również po wojnie. Jakie miejsce w dzia¬
łalności przedwojennej i powojennej Polskiej Akademii Umiejętności zajmowała
etnologia?
Niewiele potrafię powiedzieć. Wiem, że bardzo ceniony był Moszyński — naj¬
lepszy dowód, że to PAU wydało jego Kulturę ludową Słowian; również Bystroń
miał tu doskonałą prasę i powszechnie ubolewano nad jego chorobą. Wysoka była
pozycja Dobrowolskiego aż do wojny i do jego pobytu w Oranienburgu. Niestety, nie
żyje nikt, kogo mogłabym o to zapytać. W każdym razie w PAU wyszło wiele prac
etnograficznych: Moszyńskiego, Dobrowolskiego, tuż przed wojną Gładysza (dwie
książki), Pożywienie Kurpiów Chętnika itd.
Szczególnie pozytywny stosunek do etnologii mieli językoznawcy z Rozwadow¬
skim i Nitschem (dialektolog) na czele. To Rozwadowski zaproponował Bronisła¬
wowi Piłsudskiemu katedrę etnologii porównawczej i postarał się o fundusze, by
ten mógł studiować etnologię na zachodnich uniwersytetach. Niestety, Bronisław był
niespokojnym duchem i nic z tego nie wynikło, ale jedyna jego stricte naukowa pra¬
ca wyszła właśnie w PAU z dużym wkładem i pomocą naukową Rozwadowskiego.
Również historycy tutejsi popierali etnografię — np. Potkański.
Pierwszą pracę podjęła Pani Doktor w Polskiej Akademii Umiejętności. Wraz
z jej włączeniem do Polskiej Akademii Nauk stała się Pani pracownikiem tej instytu­
cji. Wiele lat pracowała Pani w krakowskiej placówce etnograficznej Instytutu Histo­
rii Kultury Materialnej PAN, a od roku 1971 kierowała tą placówką zwaną wówczas
Grupą Roboczą Zakładu Etnografii IHKM PAN. Zna Pani również środowisko uni¬
wersyteckie, wykładała Pani przecież na Uniwersytecie Jagiellońskim i Wrocław¬
skim. Na czym polega specyfika pracy etnologa na uniwersytecie i w akademickim
instytucie badawczym?
Nigdy nie pracowałam na Uniwersytecie Łódzkim — tylko Wrocławskim i Kra­
kowskim (wykłady zlecone). Już o tym poprzednio wspominałam. Ze studentami
Uniwersytetu Łódzkiego wyjeżdżałam tylko na praktyki terenowe w zastępstwie
Bronki Jaworskiej. Już za czasów IHKM PAN dostałam pod opiekę warszawskiego
magistranta — to inny świat. Mieszkał w hotelu i jedynie dojeżdżał „w teren". Poży¬
czył mój kwestionariusz i nigdy mi go nie oddał (miałam tylko jeden egzemplarz).
Obiecał podzielić się uwagami i materiałami terenowymi — nie tylko tego nigdy nie
zrobił, ale żadnych materiałów nie oddał do archiwum Instytutu w Warszawie — sło¬
wem, był to totalny niewypał.
Przez jeden sezon byłam instruktorem na obozie Dynowskiego na Kurpiach
— dostałam grupę muzykologów z Uniwersytetu Warszawskiego. Biedne dzieci,
zagubione we mgle. Dziękowali wylewnie za uratowanie im życia!!! Ode mnie do¬
wiedzieli się, że można spać na sianie, jeść z jednej miski, myć się w miednicy, a nie

�324

Anna Kowalska-Lewicka

tylko w łazience i że chłopi to też ludzie. Byli rozbrajający i naprawdę sympatyczni,
ale gdzie się tacy uchowali? Dostałam nawet listy z podziękowaniem od kochających
rodziców, wdzięcznych za uratowanie ich dzieci z tej niebezpiecznej opresji. Nie,
niestety pedagogiem nie byłam, czego żałuję.
W moim mniemaniu różnica pracy w instytucie badawczym i ze studentami jest
taka, że w instytucie — to tylko praca naukowa, na uniwersytecie, przynajmniej
na początkowych latach — to także pedagogika, ale w gruncie rzeczy student po¬
winien od pierwszego roku uczestniczyć w pracy badawczej asystenta czy nawet
profesora, a douczać się pod jego okiem z literatury. Ponadto praca w instytucie ba¬
dawczym winna uczyć pracy kolektywnej, ustawicznych dyskusji, porównywania
własnych koncepcji za zdaniem innych. Przez lata, kiedy pracowałam w IHKM, czy
to w Krakowie jako kierownik Pracowni, czy też w takim samym charakterze w Ło¬
dzi, w określonym dniu tygodnia ktoś z pracowników referował swoje osiągnięcia,
czy własne badania, czy udział w kongresie lub innym zebraniu pozainstytutowym,
czy jakąś przeczytaną książkę lub badania terenowe. Wszyscy wiedzieli, nad czym
kto pracuje, na jakim jest etapie realizacji planów, do jakich doszedł wyników. To
samo obowiązywało szefa, jak i jego współpracowników (np. prof. Zawistowicz-Adamska referowała nam swoje artykuły w trakcie ich pisania). Jeszcze w Krako¬
wie, w czasie badań sądeckich, wszyscy wiedzieliśmy, co robią inni, każdy „chwalił
się" swoimi pomysłami i materiałami. To działa bardzo inspirująco i pozwala nie tyl¬
ko unikać błędów, ale także uczy bronienia własnych koncepcji, a przede wszystkim
jasnego referowania pomysłów i bronienia tez, które, dajmy na to, inni krytykują.
Poprzez ojca, Profesora Tadeusza Kowalskiego, i męża, Profesora Tadeusza Lewi¬
ckiego, stykała się Pani Doktor również ze środowiskiem orientalistycznym. Utrzymuje
Pani kontakty również z orientalistami z młodszego pokolenia. Istniały kontakty etnolo¬
gów z orientalistami, np. prof. Kazimierz Moszyński w wydanej przez prof. T. Kowalskie¬
go „Relacji Ibrahima ibn Jakuba z podróży do krajów słowiańskich " (1946) umieścił
swoje „Uwagi etnologiczne". Kiedy potrzebni są orientaliści etnologom, a etnologo¬
wie orientalistom? Czy istnieją różnice między tymi dwoma środowiskami?
Zacznę od domu rodzinnego. Ojciec miał bardzo szerokie zainteresowania, w tym
ciekawiła go tzw. kultura ludowa. Nie tylko obserwowaliśmy w domu, od najwcześ¬
niejszego dzieciństwa, wszelkie obrzędy, w rodzaju „lajkonika", „Emaus", procesji
Bożego Ciała czy dorocznego odpustu na krakowskich Bielanach, nie mówiąc już
o paradzie wojskowej na Błoniach krakowskich na 3 Maja, laniu wosku w wigi­
lię św. Andrzeja itd., itd. Całe moje dzieciństwo upłynęło „od jednego do drugiego
święta". W Kościelisku, na wakacjach, nasze spacery i wycieczki to nie tylko tury¬
styka, ale odwiedziny w góralskich chałupach, rozmowy o czarach, duchach, wypra¬
wach łowieckich po borsucze sadło itd. To samo dotyczyło Ojca językoznawczych
badań w Azji Mniejszej, w społecznościach tureckich na Bałkanach czy polskich
Karaimów. Zasadniczo chodziło o język, ale przy tym zbierał teksty folklorystyczne,
opisy obyczajów, obrzędów. Ponieważ Ojciec należał do generacji, w której wieczor¬
ny spacer był obowiązkowy, odkąd nauczyłam się chodzić, uczestniczyłam w nim.

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

325

Chodziliśmy już całą rodziną na niedzielne całodniowe wycieczki — i wtedy Ojciec
opowiadał. Dziś, wspominając te czasy, widzę, jak bardzo interesowały go nie tylko
„gwary", ale i fakty kulturowe w tych gwarach opowiadane.
Sądzę, że stąd wzięło się zainteresowanie Ojca Ibrahimem ibn Jakubem. Widocznie
nie miał wystarczającego zaufania do swej wiedzy, stąd współpraca z Moszyńskim przy
wydaniu tej pracy, i także z prof. Plezią. Tadeusz Lewicki, mój mąż, kontynuując niejako
pracę Ojca, zwłaszcza teksty wydawane w związku z pracami nad tysiącleciem państwa
polskiego, miał wygodniejszą sytuację bo, poza tym, że dyskutował z Moszyńskim i in¬
nymi „ludoznawcami", miał mnie jeszcze pod bokiem.
W ogóle, w okresie międzywojennym, przynajmniej w Krakowie, może dzięki
„Ludowi Słowiańskiemu" i częstym referatom w komisjach PAU, humaniści z po¬
krewnych dziedzin częściej się spotykali (historycy — przynajmniej ich część, ję¬
zykoznawcy, dialektolodzy, etnografowie, antropogeografowie). Także tematyka
wówczas była często „interdyscyplinarna". Np. ważny wtedy temat — pochodzenie
Słowian — pasjonował na równi archeologów co antropologów, etnologów, history¬
ków czy językoznawców. Po wojnie trwało to jeszcze, póki nie „przeżyliśmy" tysiąc¬
lecia, poczem wygasło.
Dziś, przynajmniej wedle mych obserwacji, wszystkie te dziedziny rozeszły się,
wyspecjalizowały, tematy niegdyś łączące stały się niemodne. Każda z tych nauk wyra­
bia sobie własne tematy zainteresowań, inne metody pracy. Choć Kraków jeszcze częś¬
ciowo trzyma się dawnych tradycji. Przy Instytucie Orientalistyki UJ jest Pracownia
Źródłoznawcza (monety masowo znajdowane w Polsce, plus źródła pisane — chodzi
0 wczesne średniowiecze), która w pewnym stopniu współpracuje z mediewistami, nie
sądzę natomiast, żeby to w jakimkolwiek stopniu zainteresowało etnologów.
W domu rodzinnym Pani Doktor przechowywane były listy Bronisława Piłsud­
skiego do Władysława Kotwicza. Jakie były losy tej korespondencji? Jak w jej świetle
rysuje się osobowość Bronisława Piłsudskiego?
Mój pierwszy mąż, Marian Lewicki, stryjeczny brat Tadeusza, ałtaista, uczeń
1 następca Kotwicza, odziedziczył po swoim mistrzu, zmarłym w czasie wojny, jego
archiwum, w którym były właśnie te listy (Piłsudskiego i do Piłsudskiego). Skąd się
tam wzięły — nie wiem, ale sądzę, że wspólność zainteresowań obu panów — Kotwicza i Piłsudskiego — miała swoje znaczenie. Po śmierci Mariana jego spuścizną
naukową zajęła się (również już od lat nieżyjąca) jego siostra Irena Lewicka i to ona
przekazała do PAU te listy.
Dowiedziałam się o tym stosunkowo niedawno, już po napisaniu życiorysu Pił¬
sudskiego. Szukałam ich po świecie, pojechałam nawet do Nowego Jorku, gdzie mia¬
ły być w Instytucie Józefa Piłsudskiego (tak mi przynajmniej powiedzieli w drugim
takim instytucie w Londynie), ale ich tam nie znalazłam. Przypisywałam to straszne¬
mu bałaganowi, jaki tam panował — nikt niczego nie wiedział, wszystko wymiesza¬
ne. Dopiero w parę lat później po prostu ukazały się drukiem w Roczniku Biblioteki
PAU i to wydane przez mego bliskiego znajomego i przyjaciela — po prostu nie
przyszło mi do głowy, by go o to zapytać, a materiały miałam pod nosem.

�326

Anna Kowalska-Lewicka

W świetle tych listów osobowość Piłsudskiego rysuje się nie inaczej, jak w świet¬
le poprzednio mi znanych dokumentów. Potwierdziła się moja teza, której tylko po¬
przednio nie miałam odwagi tak jasno sprecyzować, że opowieści o jego tragedii
rozstania z ajnoską żoną i dziećmi to bajeczka dla grzecznych dzieci. Po prostu, jak
wieloma innymi sprawami, po krótkim czasie znudził się rodziną i skorzystał z oka¬
zji, by od niej uciec. To samo stało się z jego drugą, nieformalną żoną. Sielanka skoń¬
czyła się, gdy skończyły się jej pieniądze, a do tego zachorowała na raka. Wróciła do
męża i nie mamy żadnych dowodów na to, by do niej, czy jej rodziny, napisał. Zacho¬
wał się list jakiegoś Ajna, znającego słabo język rosyjski, właśnie w korespondencji,
znajdującej się u Mariana Lewickiego, pisany po rosyjsku, szereg lat po wyjeździe
B. Piłsudskiego z Rosji. Pisze on w imieniu ajnoskiej żony z zawiadomieniem, że
już po jego wyjeździe urodził mu się syn, że żona nadal na niego czeka, że mimo
upływu lat nie wyszła ponownie za mąż. Nie mogę powiedzieć z całą pewnością,
że Piłsudski na ten list nie odpowiedział, bo po prostu brak materiałów, ale legenda
wymyślona przez jego apologetę, o tym, jak ją z dziećmi wysiedlono na Hokkaido,
jak stracił kontakt, jak cierpiał z powodu tego oddzielenia od rodziny — jakoś się
z tym listem nie zgadza. Broniś po prostu taki był, ani nie mógł usiedzieć na miej¬
scu, wciąż „nosiło go po świecie", ani nie był w stanie niczego wykończyć (to tylko
udało się Rozwadowskiemu, ale też tę jedyną naukową pracę prawie w całości sam
napisał — oczywiście na podstawie materiałów zabranych przez Piłsudskiego). Do
tego uciekał od odpowiedzialności i obowiązków. Genialnie scharakteryzował go
jego wielki przyjaciel, Talko Hryncewicz, w pośmiertnym wspomnieniu. Zresztą sam
Piłsudski pisał, że jest od tego, by rzucać dobre pomysły, a niech to już inni realizują
(np. sprawa Muzeum Tatrzańskiego).
Trzykrotnie wyjeżdżała Pani Doktor do Afryki. Rezultatem jednej z podróży jest
znakomicie napisana, pełna interesujących obserwacji i informacji etnologicznych,
książka popularno-naukowa „Mauretania" (1976). Książka ta została przetłumaczo­
na i wydana w Moskwie w roku 1981 w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy. Była to
jedyna książka polskiego etnologa wydana po wojnie w Związku Radzieckim. Co
skłoniło Panią do tych podróży? Co je umożliwiło?
Kiedy miałam lat dziesięć, poszłam do Gimnazjum Królowej Wandy (notabene
nie wiadomo, czy owa Wanda w ogóle istniała, a jeśli nawet tak, to na pewno nie
była królową). Ale nie o to chodzi. Posadzono mnie w ławce z dziewczynką, która
stała się moją najbliższą przyjaciółką. Obie marzyłyśmy o podróżach. Ja wówczas
o Indiach (nigdy tam niestety nie pojechałam), ona o Afryce. Miałam nawet bardzo
jasny plan, jak zrealizować nasze marzenia. Postanowiłam napisać do jakiegokol¬
wiek maharadży, czy nie zechciałby nas przyjąć do swego haremu. Na przeszkodzie
stanął drobny fakt — nie miałyśmy żadnego adresu prawdziwego maharadży, więc
stanęło na Afryce. Zawszeć bliżej od Indii.
Był sobie, oczywiście wiele lat później, taki Francuz, orientalista, lekko pomylo­
ny, czego dowodem była jego głęboka przyjaźń z Kadafim i uwielbienie dla Chomeiniego, którego olbrzymi portret wisiał w jego salonie. Byliśmy kiedyś z Tadeuszem

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

327

(moim mężem) u niego na przyjęciu i tak ot — powiedziałam, że zazdroszczę mu
świetnej znajomości Afryki francuskiej — rzeczywiście znał j ą doskonale. Powie­
dział, że to nic prostszego — wystarczy pojechać. Roześmiałam się — „pojechać, ale
za co?" (to był okres, kiedy 1 dolar był majątkiem). Nic prostszego, odparł, przecież
jest bez liku stypendiów francuskich, wystarczy tylko złożyć podanie. No to złoży­
liśmy takie podania z Tadeuszem, którego znano na Zachodzie głównie jako ibadytologa, ale było wolne miejsce akurat nie w Algierii, tylko w Senegalu, w Institut
Fondamental d'Afrique Noire. Wytargowaliśmy tylko, że co prawda IFAN jest w Se­
negalu, ale zainteresowaniami obejmujemy również Mauretanię, która była znacznie
mniej znana od Afryki czarnej, a u nas w Polsce już prawie zupełnie nieznana. Do
tego Tadeusza interesowali legendarni Bafurowie, a ci mieli być ponoć przed Maura¬
mi w tym kraju. Tak czy inaczej, dostaliśmy trzymiesięczne stypendium do Senegalu
i Mauretanii. Udało mi się uzyskać bezpłatny urlop w PAN oraz czasowo z nim zgra¬
ny urlop wypoczynkowy — no i pojechaliśmy.
Wyjazd do Afryki miał trzy fazy: pobyt w IFAN w Dakarze — mieszkaliśmy
w pokojach gościnnych IFAN, a całe dnie spędzaliśmy w bibliotece, idealnie zaopa¬
trzonej — wtedy w Polsce nie było prawie nic, a już na pewno nic nowoczesnego
o tej części Afryki. Trzeba się było przygotować do pracy w terenie. Następnie — po¬
dróż po Mauretanii, dostaliśmy z Instytutu landrover, kierowcę i już w Mauretanii
przewodnika. Wreszcie, z tym samym kierowcą i tym samym samochodem podróż,
bardziej turystyczna niż naukowa, ale fantastycznie ciekawa — po Senegalu (a więc
już Afryka czarna) i Gambii.
Dzięki tej podróży znalazłam się „na liście" i odtąd bez problemów mogłam li¬
czyć na francuskie stypendia, zwłaszcza że napisałam książkę, wydaną wnet po po¬
wrocie i mieli dowód, że pobytu nie zmarnowałam.
Nie mam pojęcia, dlaczego akurat tę książkę przetłumaczono na rosyjski i kto
w tym maczał palce. Po prostu zwrócił się do mnie ZAIKS, który w tej epoce zaj¬
mował się ochroną praw autorskich, czy wyrażam zgodę na tłumaczenie na język
rosyjski. Zgodę wyraziłam, honorarium zainkasowałam, tekstu nie czytałam, bo nie
znam rosyjskiego i na tym się skończyło.
Druga moja podróż afrykańska na zaproszenie brata, który przez kilka lat był
profesorem zoologii w Oranie, to miesięczna podróż po całej Algierii samochodem.
Geograficznie ciekawa, bo naprawdę objechaliśmy cały kraj. Była to dla mnie zabawa
w zoologa, natomiast brakowało mi kontaktu z ludźmi. Oczywiście zwiedzało się też
oazy. Najciekawszy był M'Zab, pięć oaz M'Zabitów, pozostałość ich państwa, jakie
obejmowało kiedyś niemal całą północ Afryki (to sekta muzułmańska, tysiąc lat temu
potężna, narodowo są Berberami i mówią dotąd po berbersku). Te oazy — to fanta¬
styczne wczesnośredniowieczne miasta obronne. W Beni Isguen do dziś zamyka się na
noc bramy, a „niewierni" muszą przed zachodem słońca opuścić oazę. W ciągu dnia
wolno turystom pod opieką przewodnika zwiedzać miasto, co też zrobiłam. Opuściłam
je zafascynowana z głębokim postanowieniem, że muszę tu wrócić — i wróciłam.
Tadeusz, jako student prawa międzynarodowego w Paryżu, zaczął tam naukę
arabskiego, bo chciał pracować w służbie dyplomatycznej na Wschodzie. W tym cza¬
sie zmarła jego daleka ciotka, a że nie zostawiła testamentu, spadek dostał się kilku

�328

Anna Kowalska-Lewicka

spadkobiercom, z których każdy zrobił z niego właściwy użytek, jedni przepili swoją
działkę, inni kupili kamienice we Lwowie, Tadeusz wyjechał do Paryża na studia, no
i dobrą zabawę. Kiedy zaczął uczyć się arabskiego, szybko doszedł do wniosku, że
najlepiej uczyć się w krajach arabskich, a że Algieria była wtedy nawet nie kolonią,
ale „zamorskim" departamentem Francji, więc pojechał do Algierii. Tak po prostu,
bez planu i bez jakiegokolwiek przygotowania. To historia nadająca się na sensa¬
cyjną nowelę, więc nie będę jej tu opowiadać, dość że wylądował jako przemytnik
wielbłądów z Algerii do Libii. Potem zamieszkał wśród M'Zabitów w Ghardaya i za­
interesował się ich historią i religią. Jako M'zabitolog, czy ibadytolog przeszedł do
historii orientalistyki światowej (w Polsce znano go jako speca od źródeł arabskich
do Słowian, ale to wszystko przez Hitlera, na wiele lat zostaliśmy przez wyzwolicieli
— Rosjan zamknięci od świata żelazną kurtyną, a do Ibadytów trzeba było jeździć do
Afryki lub Omanu). Nazwisko Tadeusza znane jest wszystkim Ibadytom.
Otóż, znów dzięki Francuzom, Michałowi Markusowi (Panie, świeć nad jego
duszą) i innemu dziwnemu przypadkowi, znalazłam się na międzynarodowym kon¬
gresie, poświęconym krajom i kulturom Morza Śródziemnego, na wyspie Bendor
(wyspa vis-a-vis Tulonu). Na tym kongresie zauważyłam człowieka o ciemnej karna¬
cji, ubranego jak wszyscy inni, ale wyglądającego, jakby występował w przebraniu
— tak jakoś to wszystko nie leżało na nim, tak dalece wyraźnie czuł się nieswojo.
Zapytałam o niego znajomych i dowiedziałam się, że to mieszkaniec M'Zabu, właś¬
nie mojego wymarzonego Beni Isguen. (Jego skrępowanie — to, że zawsze chodził
w powiewnych szatach i turbanie — wielokrotnie obserwowałam to u Arabów nagle
przebranych za Europejczyków).
Podeszłam, przedstawiłam się jako żona Tadeusza, oczywiście wiedział, o kogo
chodzi i pierwsze jego pytanie było, czy Tadeusz przyjechałby do M'Zabu, gdyby oni
go zaprosili. Powiedziałam, że sama decydować nie mogę, ale mogą spróbować. Na
tym na razie się skończyło.
Minęło parę miesięcy, niemal zapomniałam o tym incydencie, aż tu nagle — wró¬
ciłam przed południem z Łodzi, gdzie wówczas pracowałam, a tu córka wita mnie
z tajemniczą miną, że w jadalni siedzi pan dziwnie ubrany i rozmawia z tatą. Okazuje
się, że to mój M'Zabita, poznany na wyspie Bendor, który właśnie był z interesami
w Szwajcarii, a że to już parę kroków od Polski, wstąpił do Krakowa, by osobiście
zaprosić nas do Algierii. Oczywiście nie wpadło mu do głowy, że mogło nas nie być
w Polsce. Ale byliśmy.
Przyjęcie zaproszenia ze strony Tadeusza było dowodem odwagi. Był wtedy już po
osiemdziesiątce, z sercem w nie najlepszym stanie, ale ciekaw kraju, który znał sprzed
pół wieku, chciał skonfrontować ówczesną rzeczywistość ze swymi młodzieńczymi
przeżyciami. Postawił tylko jeden warunek — że i ja pojadę. Czuł się pewniejszy —
zresztą wszędzie jeździliśmy razem, więc i w tym wypadku tak miało być.
Zaproszenie, jakie przyszło niebawem, brzmiało: Monsieur Tadee Lewicki z Mał¬
żonką. Już wcześniej zamówiłam sobie bezpłatny urlop w IHKM, a do paszportu ko¬
nieczne było oficjalne zaproszenie, złożone jako załącznik w biurze paszportowym,
zresztą paszport załatwiałam przez UJ. I oto następny cud — dostaję telefon z biu¬
ra paszportowego, dzwoni sekretarka pana kierownika do pani Lewickiej. Rodzina

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

329

wzywa mnie do telefonu, a tam rozkoszny szczebiot, nie tylko uprzejmy, ale niemal
czuły, że pan kierownik przeprasza, że oczywiście wszystko jest w porządku, pasz¬
port będzie w ciągu jednego dnia.
Dużo później wyjaśniła mi sprawę Zośka Reinfussowa. Był sobie na początku
ery powojennej sympatyczny chłopak, chodzący na etnografię. Potem nastała era,
kiedy skończono z „chęcią szczerą" („nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie
oficera") i postanowiono nie tylko ucywilizować wojsko, ale także milicję. Przyjmo¬
wano każdego, byle mgr. W tym czasie było trzech kończących studia etnografów,
miłych chłopców w bardzo ciężkich warunkach materialnych, bez widoków pracy
w etnografii — po prostu skorzystali z oferty. Jeden z nich został szefem od prostytu¬
tek w Szczecinie, drugi nie wiem czym, trzeci szefem krakowskiego biura paszpor¬
towego. On mnie zapamiętał, ja go nie, ale jak mi powiedziała Zośka R., wszystkie
paszporty krakowskich kolegów właśnie przez niego były pozytywnie załatwiane.
No i pojechaliśmy. Zamieszkaliśmy w domu mego znajomego z Bendor, z tym że
dla mnie i dom i podwórko były otwarte, biedny Tadeusz miał dostęp tylko do części
męskich. Kiedy np. szliśmy na śniadanie lub obiad, gospodarz najpierw klaskał, by
kobiety domowe mogły się schować, potem przeprowadzał Tadeusza przez pokój-salon, gdzie normalnie przesiadywała cała rodzina.
Pobyt został idealnie zorganizowany. Dla nas zarezerwowane było pierwsze piętro
i płaski dach-taras, Rano przynoszono nam śniadanie, po czym pojawiało się dwóch
młodych ludzi, którzy zabierali nas na półdniową wycieczkę, każdego dnia inną. Po¬
tem obiad u naszego gospodarza, postaci znanej i wiele znaczącej w tej społeczno¬
ści (tu nie będę mówić dlaczego, bo to skomplikowana historia narodowo-religijna).
Każdego popołudnia nadjeżdżała cała kawalkada samochodów z naszej i sąsiednich
oaz na dyskusję z moim mężem na tematy historii Ibadytów. Bardzo to było zabawne,
bo z jednej strony głębokie średniowiecze w stroju, urządzeniu domu, wszyscy sie¬
dzieli na podłodze itd. Z drugiej strony, ponieważ na każde takie spotkanie wieczorne
przyjeżdżało kilkadziesiąt osób, więc część tylko mieściła się na pierwszym piętrze
męskiej części domu, część już na parterze. Dyskusja między tymi z piętra i parteru
odbywała się za pomocą kamer i ekranu. Np. padało pytanie z parteru, które słyszeli
i widzieli na swoim monitorze siedzący na pierwszym piętrze, odpowiadali i znów
odpowiedź była widziana i słyszana na monitorze umieszczonym na parterze.
W tym czasie ja przechodziłam do części kobiecej, bo goście przyjeżdżali z żonami
i dziećmi, które z kolei były gośćmi żony gospodarza. Zarówno na górze i w męskiej
części parteru, jak i w części kobiecej, zajadano olbrzymie ilości chałwy, przywie¬
zionej przez gości. Większość mężczyzn i kobiet mówiła po francusku, więc miałam
pełną możliwość uczestniczenia w rozmowie kobiet, toczącej się wokół codziennych
spraw rodziny, całej społeczności itd. Kapitalne pole obserwacji! Co najdziwniejsze,
zwłaszcza starsze kobiety żywo interesowały się i polityką i tym, co działo się poza
M'Zabem, mimo że teoretycznie kobieta nie powinna nigdy opuszczać m'zabickich
oaz. Teraz to się nieco zmienia, bo wielu mężczyzn kończy studia, pracuje w admini¬
stracji państwowej, ma międzynarodowe firmy handlowe itd. i zabiera ze sobą żony,
niemniej, przynajmniej teoretycznie, nie mogą opuszczać mieszkania. Stąd ich osa¬
motnienie i niechęć wychodzenia za mąż do miast poza oazami M'Zabu. Niemniej,

�330

Anna Kowalska-Lewicka

jak wspomniałam, zadziwiają ich szerokie zainteresowania. Rozmowa na szersze
tematy wygląda następująco: „Mój syn mówi, że we Francji zwycięży w wyborach
prezydenckich X . — Chyba Twój syn się myli, bo mój syn właśnie wrócił z Paryża
i mówi, że Y ma większe szanse. — Chyba ona ma rację, bo mój syn właśnie piel­
grzymował do Mekki i tam wszyscy są zdania, że...". Te kobiety świat widzą wy¬
łącznie oczyma swych synów, z którymi łączą je bardzo bliskie i serdeczne stosunki,
podczas gdy córki wychodzą za mąż na ogół w 14 roku życia i na zawsze opuszczają
rodzinę. Jeśli kogoś interesuje codzienne życie społeczności muzułmańskiej, musi
mieć dostęp do świata kobiet, a więc musi to być kobieta. Oczywiście mam na myśli
społeczeństwo ibadyckie.
Prowadziła Pani Doktor badania ponadto w Polsce i innych krajach europejskich,
a także w Ameryce. Sięgała Pani również po materiały azjatyckie przedstawiając pa­
sterstwo i gospodarkę mleczną Tuwijczyków. Znalazła się zatem Pani we wcale licznej
grupie polskich etnologów, takich np. jak Stanisław Poniatowski, Bronisław Piłsud­
ski, Józef Obrębski, Witold Dynowski, badających zarówno kulturę polską i kultury
ludów pozaeuropejskich. Co sprawiło, że w Polsce nie zaistniał podział podobny do
tego w Niemczech na Volkskunde i Völkerkunde? Jakie były rezultaty łączenia zaintere­
sowań kulturami grup europejskich i pozaeuropejskich?
Nie wiem, dlaczego w Polsce nie zaistniał podział na Volkskunde i Völkerkunde.
Myślę, że duże znaczenie miał nasz brak państwowości i co za tym idzie — brak ko¬
lonii. Jeśli Polacy pracowali w krajach pozaeuropejskich, to albo ich wyniki szły na
konto krajów, które organizowały ich ekspedycje, np. prof. Motyliński — ibadytolog,
w świecie uważany za Rosjanina, Czekanowski, Malinowski, zwłaszcza ten ostatni,
jako przedstawiciel nauki angielskiej. Albo byli to amatorzy, publikujący wyłącz¬
nie „wspomnienia z podróży", a nie nowe koncepcje naukowe, czy choćby mono¬
grafie naukowe. Sądzę też, że nasz brak własnej państwowości zaważył na długie
lata, nawet jeszcze w okresie międzywojennym, na poszukiwaniu własnych korzeni
kulturowych, doszukiwaniu się w tzw. kulturze ludowej korzeni kultury narodowej
— w sumie brak zainteresowania kulturami ludów pozaeuropejskich.
Wśród osób, które wymieniasz, są też często badacze ludów pozaeuropejskich
nie z własnego wyboru, ale na skutek przypadku, wynikającego z naszych dziejów.
Klasycznym przykładem jest Bronisław Piłsudski, ale i u innych znaleźć można „za¬
wirowania historii".
Jakie były rezultaty łączenia zainteresowań kulturami grup europejskich i poza¬
europejskich? — Nie umiem odpowiedzieć. Niewątpliwie szersze spojrzenie na kulturę
w ogóle, a poza wszystkim nowe teorie w postrzeganiu kultury, jej pochodzenia, pra¬
wideł rządzących jej rozwojem, rodziły się wyłącznie u ludzi o szerokich horyzontach,
o znajomości różnych kultur i różnych dróg ich rozwoju.
Najważniejszym i najbardziej trwałym przedmiotem zainteresowania Pani Doktor
było pasterstwo. Z tego zakresu opublikowała Pani wiele prac, m.in. ważną mono­
grafię „Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim" (1980). Później zajęła się Pani

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

331

także pożywieniem. Pojawiły się możliwości pracy nad obydwoma tematami w ra­
mach zespołów międzynarodowych: Międzynarodowej Komisji do Badania Kultury
Ludowej w Karpatach i Międzynarodowej Komisji do Badań nad Pożywieniem, dzia­
łającej w ramach Société Internationale d'Ethnologie et de Folklore. Jakie miejsce
w tych zespołach zajmowali etnologowie polscy? Co uczestnictwo w tych międzyna­
rodowych zespołach dało etnologii polskiej?
Trudno powiedzieć, że pasterstwo było głównym moim zainteresowaniem. Po
prostu od tego zaczęłam, a że zajęłam się pasterstwem w Beskidzie Sądeckim, to za­
sługa Juliusza Zborowskiego. Kiedyś powiedział mi, żebym sobie dała spokój z pa­
sterstwem podhalańskim, bo wszyscy tak czy inaczej tym się zajmują, a Beskid Są­
decki nie ma żadnej literatury w tym zakresie. Uznałam jego racje. Istotnie Podhalem
zajmowało się wielu: Staszek Leszczycki, Bronka Jaworska, nie mówiąc już o Do­
browolskim, Jostowa i przede wszystkim Antoniewicz, ze swą wspaniałą koncepcją
„Tatr polskich i Podhala" — no i oczywiście sam Zborowski, Paryski i inni „podhalofile" lokalni. Trudno tu było znaleźć jakąś niszę dla siebie. Cokolwiek zaczynałam,
okazywało się, że już ktoś inny zajmuje się tym tematem. Podhale od szóstego tygo­
dnia życia było moją ojczyzną i do dziś mam do niego sentyment. Z Międzynarodo¬
wą Komisją do Badania Kultury Ludowej w Karpatach nie miałam wiele wspólnego
— poza Sądecczyzną. Nie miałam tam żadnej swojej działki tematycznej.
A w ogóle z tą Komisją to było tak. Roman Reinfuss od początków swej kariery
etnograficznej zajął się Łemkami i Bojkami i to on powziął myśl stworzenia wiel­
kiej monografii polskich Karpat. Jednakże los zdecydował za niego, bo, wylądował
w katedrze w Lublinie, a jego stosunki z PAN wiązały się raczej z zainteresowaniami
sztuką ludową, a nie całokształtem kultury. I on to wymyślił, żeby „ubrać" Gładysza w Karpaty, bo po pierwsze, Gładysz miał wszelkie dane, gdyż już przed woj­
ną opublikował swoje, doskonałe zresztą Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku
(1935) oraz Zdobnictwo metalowe na Śląsku (1938), po drugie, w czasie gdy rzecz
się działa, był profesorem prestiżowego Uniwersytetu w Krakowie, a więc najbliżej
Karpat. Do tego był kierownikiem Zakładu Etnografii PAN w Krakowie, serdecznym
przyjacielem Dynowskiego, który w tym czasie reprezentował etnografię w PAN
i miał wszelkie dane, by sprawę rozpropagować i zdobyć pieniądze na tak szeroko
zakrojone, międzynarodowe przedsięwzięcie. Teoretycznie Reinfuss miał rację, ale
ja wierzyłam w jego talent organizacyjny i namiętność do badań terenowych, a poza
tym Łemkowszczyzna i Bojkowszczyzna to przecież też „polskie Karpaty". Nie dał
się przekonać i namówił Gładysza do tego pomysłu. Od tego czasu Gładysz porzucił
swoje Siołkowice i wystąpił z inicjatywą badań Karpat w skali międzynarodowej,
a że tak się składało, że Karpaty leżą na terenie ówczesnych „demoludów", więc
i szansa była duża, że pomysł chwyci. I chwycił.
Piszę to dlatego, że nigdzie, ani wtedy, ani teraz nie słyszałam o udziale Reinfussa
w rodzeniu się Komisji Karpackiej, a chyba warto o tym wspomnieć, choć on sam
nigdy się nie upominał, by go zaproszono do współpracy.
Muszę uczciwie dodać, że w początkach organizowania ogólnokarpackich poczy¬
nań brałam jednak udział. Wzięłam na siebie techniczną stronę organizowania pierw-

�332

Anna Kowalska-Lewicka

szej, „zapoznawczej" konferencji w Krakowie, byłam też na jednej z pierwszych
konferencji w Smokowcu w Tatrach.
Jeśli chodzi o pożywienie, to wybrałam je dlatego, że był to temat w etnologii
niemodny. Prawdę powiedziawszy, nikt się tym nie zajmował. Później dopiero zain¬
teresował się tym tematem dr Dekowski z Łodzi i zaczął pracę nad rodzajem ency¬
klopedii pożywienia ludowego w Polsce, której jednak nie udało mu się ukończyć.
I tu okazało się, że pożywieniem na Podhalu zajmuje się Wanda Jostowa — pisała
ciekawą pracę o pożywieniu pasterskim w Tatrach, a z czasem tematem tym zajęła
się Zofia Szromba.
Mój wkład w całą sprawę to obszerny artykuł monograficzny w języku niemie¬
ckim, opublikowany na Węgrzech, zorganizowanie ogólnopolskiej konferencji pożywieniowo-interdyscyplinarnej, pod firmą PTL — Oddziału Krakowskiego i Muzeum
Etnograficznego w Krakowie. Materiały zostały opublikowane w osobnym tomie
— byłam redaktorem całości.
Dzięki dr. Michałowi Markusowi z Czechosłowacji, który znał moje publikacje
i był na konferencji krakowskiej, zostałam zaproszona na międzynarodową konfe¬
rencję, poświęconą pożywieniu, do Lund, zarekomendowałam też Marię Dembińską
z IHKM PAN, która właśnie opublikowała doskonałą książkę o kuchni na dworze
Jadwigi i Jagiełły. To był początek mej działalności w tej nieformalnej organizacji
międzynarodowej. Nikt nam nie patronował — wybrano tylko grupę osób, tworzą¬
cych jakby komitet organizacyjny. Wyboru dokonano na kongresie w Austrii i tam
zostałam jednym z „członków założycieli". W gruncie rzeczy nie mieliśmy wiele
roboty. Kolejne kongresy zorganizowali: Markus, Wiegelmann i Bringeus. Główną
naszą czynnością było na każdym z kolejnych zjazdów wyszukać wśród kolegów or¬
ganizatora następnego zjazdu i naczelnego tematu. Cała organizacja należała do tego
z kolegów, który nas zaprosił i to on (ona) starali się zarówno o zdobycie sponsorów,
jak i podejmowali się całej strony organizacyjnej, przeważnie w oparciu o instytucję,
w której pracowali. Sponsorami na ogół byli przedstawiciele przemysłu spożywcze¬
go, ale także różne inne instytucje, które udało się zainteresować zjazdem. Referaty
były publikowane w czasopismach naukowych w kraju, w którym odbywał się zjazd.
Niestety zjazd w Polsce, organizowany w oparciu o PTL, nie ma swej publikacji, na
skutek odmowy subwencji przez władze finansujące wydawnictwa PTL.
Uczestniczyłam z referatami w kilku konferencjach. Ostatni z serii tych zjazdów
odbył się w Filadelfii, od 18 do 23 czerwca 1989 roku, i nosił tytuł „The 8 Inter­
national Conference of Ethnological Food Research"; miałam na nim referat „Die
Nahrung als Symbol der nationalen Eigentümlichkeit der polnischen Karaimen".
Niestety później już na te konferencje przestałam jeździć z dwóch powodów.
Po pierwsze, wielu mych najbliższych przyjaciół (ze mną włącznie) postarzało się
i przestało bywać, napłynęły natomiast rzesze nieznanej mi młodzieży; po wtóre,
młodzież ta posługuje się wyłącznie językiem angielskim, który z kolei ja znam sła¬
bo, a niemiecki zupełnie wyszedł z użycia, wreszcie — stałam się „ofiarą" przemian
politycznych. Odkąd oswobodziliśmy się od Rosjan, i w ogóle odkąd świat stał się
bogatszy, zjazdy takie stały się bardzo drogie, a ponieważ ani razu nie miałam naj¬
mniejszego dofinansowania z Polski, po prostu nie było mnie na nie stać. Wcześniej
th

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

333

gospodarze danego zjazdu starali się zawsze o jakiegoś sponsora w swoim kraju,
który nas, uczestników z „demoludów", dofinansowywał. W moim wypadku, o czym
już pisałam, jechałam zawsze w ramach urlopu i wyłącznie za własne pieniądze.
Wspomniałam o takim kongresie w Polsce (VI Międzynarodowa Konferencja Pożywieniowa — „Innowacje w zwyczajach żywieniowych", 2-12 października 1985
roku), jaki udało mi się zorganizować pod firmą Polskiego Towarzystwa Ludoznaw¬
czego w Krakowie, a ściślej we wsi Karniowice pod Krakowem, gdzie znajdował się
świetnie zorganizowany i wyposażony ośrodek konferencyjny. Wszystkie materiały
z tego kongresu wysłałam do PTL, kiedy starałam się o publikację materiałów. Wy­
dawało mi się, że to będzie pewnego rodzaju sukces dla Towarzystwa, które dotąd
mogło się pochwalić wyłącznie publikacjami w języku polskim, a że miało wymianę
międzynarodową, więc taki tom anglo-niemieckojęzyczny mógł być interesujący dla
instytucji w krajach Zachodu — przynajmniej zrozumieliby, o co tam chodzi. Do
tego w interesie prelegentów z wielu krajów świata było, by płody ich ducha rozpro­
pagować na Zachodzie. Niestety, koledze, reprezentującemu w PTL dział wydaw­
nictw, nie udało się nakłonić Działu Wydawnictw PAN do sfinansowania tomu i rzecz
upadła — a chyba szkoda.
Nie mając subwencji na zjazd międzynarodowy ogłosiłam wpisowe — 100 dola­
rów, co dla kolegów z Zachodu było wprost śmiesznie tanio (w porównaniu z poprzed­
nimi zjazdami), a nam umożliwiło zorganizowanie naprawdę ciekawego spotkania.
Zwróciliśmy się np. do najlepszych krakowskich restauracji, które w ramach własnej
„promocji" zafundowały kilkudziesięciu osobom obiady ze staropolskim menu. Do­
staliśmy od różnych instytucji darmowe autobusy, co umożliwiło wycieczki, np. do
Wieliczki, do skansenu w Nowym Sączu, gdzie urządzono pokaz ludowej produkcji 10
różnych potraw, czy raczej półproduktów. Było mielenie na żarnach, wędzenie śliwek,
pieczenie chleba, wyrób serów krowich i owczych itd., a wreszcie w dworze skanse¬
nowskim obiad, w ramach wiejskiej kuchni sądeckiej. Do tego wszyscy zjazdowicze
dostali w języku angielskim przepisy na serwowane potrawy, nie licząc możliwości
samodzielnego robienia masła, sera, mielenia na żarnach itd. Biorąc pod uwagę, że np.
w Szwecji wieziono nas kilkaset kilometrów, by pokazać nam, jak robi się babkę droż¬
dżową — to były prawdziwe rewelacje. Sam zjazd, jak wspomniałam, odbywał się we
dworze pod Krakowem, gdzie znajdował się luksusowy hotel, funkcjonowała świetna
kuchnia, a dział konferencyjny wyposażony był w najnowocześniejszą aparaturę, za¬
równo w sali obrad plenarnych, jak i sekcyjnych. Był to taki pokazowy socjalistyczny
ośrodek konferencyjny dla pokazowych konferencji rolniczych międzynarodowych
— znowu przypadek, że udało się nam go uzyskać (oczywiście przez przypadkowe
znajomości). Wielka szkoda, że przepadło wydawnictwo.
Jeśli chodzi o „pożywienie", byłam jeszcze na Oxford Symposium of Food and
Cookery (1986) — tu już bez referatu. Ta konferencja nie miała związku z naszą
nieformalną grupą — potem, jak to już wspominałam, moje finanse okazały się nie¬
wystarczające, zwłaszcza że kolejni koledzy organizatorzy nie mogli się wystarać
o sponsorów w swoich krajach (Szkocja, Irlandia, Cypr).
Z problemem pasterstwa łączą się dwa wystąpienia międzynarodowe — Smolenice pod Bratysławą: „Hodowla kóz jako jeden z elementów tradycyjnej kultury

�334

Anna Kowalska-Lewicka

karpackiej w Polsce", 11-17 września 1967 roku, a następnie referat, z którego je­
stem naprawdę dumna, dotyczący pasterstwa na konferencji „Elevage et vie pastorale
dans les montagnes d'Europe au moyen age et a l'époque moderne", w Clermont,
w roku 1981. Tytuł mojego wystąpienia: „L'organisation de la vie pastorale dans les
Carpates polonaises". Po tym referacie dostałam zaproszenie z uniwersytetu w Cler­
mont na jeden semestr wykładów. Referat miałam 3 czerwca, zaproszenie przyszło
we wrześniu na wiosenny semestr, w grudniu tegoż roku „wybuchł" stan wojenny.
Na dwa lata zapomniałam o moim pasterstwie i pogrążyłam się w polityce. Jedyna
satysfakcja, że nie siedziałam w kącie, kiedy działy się wielkie sprawy. Fakt, że do
Clermont-Ferrand nie pojechałam.
Przypomniał mi się jeszcze jeden kongres — w Moskwie. Nie pamiętam roku,
wiem, że miałam referat po francusku, ale nie pamiętam, na jaki temat. Były tam setki
Amerykanów, bo dla nich była to jedyna okazja zobaczenia ZSRR. Oczywiście też
nie byłam „delegatem", tylko koledzy, chyba warszawscy, załatwili przez Orbis wy¬
cieczkę, niby to turystyczną na ten kongres i skorzystałam z okazji. Pamiętam, że kilka
miejsc zajęli ludzie zupełnie z kongresem niezwiązani, żeby dopełnić liczby uczestni­
ków, gwarantujących opłacalność dla Orbisu organizowania takiej eskapady.
Był jeszcze I Congres International des Études Balkaniques et Sud-Est Européenes
w Sofii (25 sierpnia-1 września 1966). Pojechałam tam tylko dlatego, że umówiona by­
łam na podróż po Bułgarii z Lacim Földesem z Budapesztu, moim bliskim przyjacielem.
Chcieliśmy poznać kraj i koczowiska Karakaczanów, co udało nam się w pełni zreali­
zować. On, jako pracownik Muzeum Budapeszteńskiego, miał oparcie we wszystkich
bułgarskich muzeach. Nasza przyjaźń zaczęła się nietypowo. Był stypendystą węgier­
skim w Warszawie i koledzy warszawscy przysłali nam go do Krakowa w przeddzień
Wigilii, chcąc się go pozbyć na okres świąteczny. Nie znając go, po prostu zaprosiłam
go na wigilię do mego domu, czym, jak się okazało, zrobiłam mu przyjemność. Potem
nadjechała jego żona z synkiem w wieku przedszkolnym, a ponieważ moja córka była
w przedszkolu, załatwiłam przedszkole i dla niego. Wreszcie zabraliśmy go na miesiąc
do Kościeliska, gdzie co roku wysyłałam Ulę z opiekunką na miesięczne jeżdżenie na
nartach, saneczkach i inne atrakcje zimowe.
Potem, kiedy wybuchło powstanie węgierskie, zorganizowałam pomoc dla Muze¬
um, w którym Földesowie pracowali, słowem nasze stosunki były niemalże rodzinne,
aż do jego śmierci.
Było też ileś tam kongresów na Węgrzech. Parę tygodni pracowałam w Muzeum
Rolnictwa w Czechach — nie pamiętam, jak się ta wieś nazywała — wielkie zbiory
eksponatów, olbrzymia biblioteka. Czesi robili wszystko, by mi pracę ułatwić, potem
był pobyt w Pradze.
Pobyt w M'Zabie „sprzedałam" w Niemczech, w Kolonii, na międzynarodowej
konferencji — Tagung der Deutschen Gesellschaft für Völkerkunde (4-9 październi­
ka 1987). Referat nosił tytuł: „Die Frau in M'Zab. Die Änderungen in ihren sozialen
Status in Folge der Kontakte mit der Kultur des Abendlandes".
No i oczywiście -wystąpienia w Polsce, w Komisji Etnograficznej PAN w Krakowie
i innych lokalnych spotkaniach i zjazdach — myślę tylko o tych, które publikowa¬
ły referaty. Między innymi przez pewien czas interesowało mnie lecznictwo ludowe

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

335

i wzięłam udział w I I Ogólnopolskim Seminarium Etnobotanicznym, poświęconym
zagadnieniom fitoterapeutycznym. Wygłosiłam tam referat „Znajomość i użytkowa¬
nie ziół leczniczych przez ludność wielkich miast (na przykładzie Krakowa)". Było
to w Kolbuszowej w 1981 roku. Coś o medycynie ludowej mówiłam na kongresie,
poświęconym temu zagadnieniu we Fryburgu, w 1981 roku. Było to tuż przed stanem
wojennym. Nie czytałam prasy i nie wiedziałam, że jest tak „gorąco". Uświadomi¬
li mi to koledzy niemieccy, przybiegli wczesnym rankiem do hotelu, żeby namówić
mnie i Dankę Tylkową, żebyśmy nie wracały do Polski, bo wojska rosyjskie stoją nad
polską granicą i lada moment wybuchnie wojna rosyjsko-polska. Oni dadzą nam na¬
tychmiast pracę i możemy u nich zostać. Dlatego teraz, kiedy jest taki atak na Jaruzel¬
skiego, jestem przekonana, że i on wierzył w inwazję rosyjską i robiąc stan wojenny był
przekonany, że wybiera mniejsze zło. Obie miałyśmy rodziny w kraju i odmówiłyśmy
pozostania, ale dzięki tej sytuacji obie byłyśmy dosłownie zasypywane w stanie wo¬
jennym paczkami żywnościowymi, od kolegów nie tylko niemieckich, którzy byli na
konferencji i mieli nasze adresy. To taka uwaga na marginesie.
Teraz, kiedy z zakamarków pamięci wyciągam na pół zapomniane zaintereso¬
wania, wyjazdy, referaty, widzę, jak to źle być niekonsekwentnym. Moje zaintere¬
sowania ulegały wciąż nowym impulsom, a jak mnie jakiś drobiazg zainteresował,
starałam się jak najwięcej o nim dowiedzieć. To wielki błąd — trzeba było trzymać
się jednego tematu, poszerzać go i pogłębiać. Ale po pewnym czasie temat zaczy¬
nał mnie po prostu nudzić, a że pracę naukową zawsze traktowałam jako bardzo
przyjemne, ciekawe i inspirujące zajęcie, łatwo porywał mnie następny temat, zo¬
stawiałam poprzedni i „rzucałam się" na następny. Do tego jeszcze sporo czytałam
w różnych językach, a że w Polsce wtedy nie było łatwo o zachodnią literaturę, co
nowego przeczytałam, to streszczałam w formie recenzji. Słowem — namnożyło się
tych pozycji, nie zawsze ważnych — lubiłam pisać, więc pisałam.
Z Polski w kongresach owej nieformalnej organizacji, zajmującej się pożywie¬
niem, brali udział: historyczka Maria Dembińska, pracownik IHKM PAN, ja — też
IHKM PAN i później dokooptowany Michał Abdalla, Asyryjczyk osiadły w Polsce.
Abdalla był z wykształcenia „żywieniowcem", ale zawsze interesowały go sprawy
jego ojczyzny, którą ze względów politycznych musiał opuścić. Obecnie habilito¬
wany, mieszka w Poznaniu i o ile wiem związał się z placówką orientalistyczną na
Uniwersytecie Poznańskim.
Do „pożywieniowców" dołączyła doc. dr Zofia Szromba-Rysowa z Krakowa,
publikując w 1984 roku w „Etnografii Polskiej" (t. 28) Biesiady wiejskie (dotyczyło
to Beskidu Śląskiego). Potem, w 1985 roku to samo o Beskidzie Sądeckim, następ­
nie Żywieckim, wreszcie na Podhalu. Ona też wzięła udział w zjeździe na Cyprze
w 1996 roku, referując „Pożywienie na Podhalu". Na tym zjeździe już nie byłam.
O ile wiem, zjazdy takie nadal się odbywają, ale nie potrafię powiedzieć, na jakie
tematy i czy ktokolwiek z Polski bierze w nich udział.
W każdym razie, pożywienie nigdy (o ile wiem) nie było brane pod uwagę jako
temat do międzynarodowego opracowania w ramach Międzynarodowej Komisji
Karpackiej, a więc trudno mi o tym mówić; żaden taki międzynarodowy zespół nie
powstał, nie znam też jakichś międzynarodowych opracowań tego tematu.

�336

Anna Kowalska-Lewicka

Trudno mi też powiedzieć, co uczestnictwo w Komisji Karpackiej dało polskiej
etnologii, poza licznymi kontaktami towarzyskimi. Na pewno zbliżenie badaczy,
związanych z tą tematyką, orientację, co nasi sąsiedzi robią, a raczej planują zrobić
w tej dziedzinie.
Ważna była działalność Pani Doktor w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym.
Pełniła Pani funkcje przewodniczącej Głównej Komisji Rewizyjnej, redaktora serii
„Biblioteka Popularno-Naukowa", wiceprezesa i w latach 1982-1989 prezesa To­
warzystwa. Wpamięci swojej zachowałem obraz dystyngowanej damy, osoby otwar¬
tej i życzliwej, a jednocześnie stanowczo reagującej na łamanie zasad kulturalnego
współżycia. Jaką wartość przedstawia dla etnologii stowarzyszenie grupujące ludzi
z różnych środowisk i o różnych potrzebach? Jakie zadania stawia Pani przed Towa­
rzystwem?
Nie wiem właściwie, dlaczego tak się zaangażowałam w pracach PTL. Po prostu
dobrze się tam czułam. Zawsze miałam łatwość obcowania z ludźmi z różnych grup
społecznych i było mi głęboko obojętne, czy jest to profesor uniwersytecki, czy bon¬
za partyjny, czy wiejski gospodarz lub aktor, zbierający ludowe rzeźby. Byle lubił
to, co robi i robił to nie dla zysku czy kariery. Stąd miałam wielu przyjaciół, może
i wrogów, ale byli na tyle łaskawi, że nie dali mi tego poznać, a nawet jeśli dali, to
los obdarzył mnie darem zapominania przykrości, a przynajmniej nie przejmowania
się nimi. PTL nie było żadną „drogą do kariery", a więc i jego członkowie nie mogli
liczyć na żadne apanaże, płynące z przynależności do tej organizacji, wręcz przeciw¬
nie — do uczestnictwa w zjazdach, publikacji, organizacji zebrań, notorycznie się
dokładało z własnej kieszeni.
Oczywiście, że i tutaj pełno było wzajemnych zawiści, podkładania sobie nogi,
ale tak już jest chyba we wszystkich polskich organizacjach. Na szczęście mnie to
nie dotyczyło, byłam za mało znaczącym pionkiem. Bez najmniejszej wątpliwości
PTL zawdzięczało swoje powodzenie, odrodzenie i rozwój Gajkowi, i pierwsze lata
powojenne to były „lata Gajka". Popierał go Czekanowski, który był niepodważal¬
nym autorytetem, stali za nim koledzy ze Lwowa i póki wszyscy tkwili w Lublinie,
wszystko było o.k. Pod egidą Gajka zjeżdżano się dla ustanowienia programu stu­
diów uniwersyteckich etnografii. Gajek kierował wydawnictwami, więc lepiej było
go mieć za przyjaciela, organizował zjazdy itd. Ale miał jeden podstawowy feler
— małżonkę. Olga uwielbiała męża i pragnąc podnieść jego autorytet, robiła wszyst¬
ko, by zirytować innych, a on niestety nie umiał jej powstrzymać. Sam zresztą był
zaprzeczeniem wszelkiej dyplomacji. W sposób mistrzowski umiała ta pani (z którą
zresztą byłam w zupełnie poprawnych stosunkach, bo po prostu wszystkie jej „tak¬
towne" uwagi puszczałam mimo uszu) zrażać ludzi nie tylko do siebie, ale i do uko­
chanego małżonka. Przykład jeden z wielu: Zjazd w Toruniu, 1949 rok. Referat prof.
Frankowskiego (wtedy jeszcze najbliższego przyjaciela) o etnografii w ZSRR. Czas
przewidziany 45 minut, a ten gada i gada, godzinę, półtora. Przewodniczący (nie pa¬
miętam, kto) uprzejmym głosem przypomina, że prelegent przekroczył swój czas już
o godzinę — nic to nie pomaga. Wtedy zaczynają z wolna z sali wyciekać słuchacze.

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

337

Zrywa się Gajkowa, zamyka drzwi na klucz, który chowa do kieszeni i oznajmia:
„Nikt się stąd nie ruszy, póki prof. Frankowski nie skończy!!!". Ja dostałam ataku
śmiechu, ale inni obrazili się śmiertelnie i mieli rację.
Abstrahując od komizmu sytuacji i pierwszych zetknięć z ludźmi, pomyślałam,
że jednak jest to forum, z którego można by wyłuskać i ludzi, i idee pożyteczne
dla mojej dyscypliny i moich celów. Rozmowy tzw. kuluarowe, ściślej przy kawie
w przerwach obrad, pozwoliły na liczne nowe znajomości i przekonanie, że wśród
uczestników jest wiele osób podzielających moje zainteresowania kulturą ludową,
która wtedy jeszcze różniła się od kultury miejskiej, była dla mnie ciekawa przez
swoją inność, dawała odpowiedź na kierunek procesu przemian, jakie dokonywały
się szczególnie w tym kotle powojennym, jakim stała się Polska (wymieszanie lud¬
ności z tak różnych i słabo do niedawna kontaktujących się regionów). Taki film,
puszczony w wielokrotnie przyspieszonym tempie. Większość osób, z którymi się
rozmawiało, miało swoje przemyślenia, swoje uwagi i koncepcje — słowem było
z kim i o czym gadać, konfrontować własne pomysły i obserwacje z pomysłami
innych. Pomyślałam, że tutaj nie będę się nudzić i rzeczywiście wróciłam z Torunia
wyraźnie podekscytowana.
Wtedy było trudno (i teraz nie jest łatwo) działać w pojedynkę. Towarzystwo stało
się tą moją „firmą". W tamtych czasach nie można było działać samotnie. Budziło to
podejrzenia. Pani X była niczym, ale pani X „reprezentująca Towarzystwo..." obo¬
jętnie jakie, to już był ktoś. Zaczęłam działać najpierw w Krakowie, potem ruszyłam
w teren, uzbrojona w odpowiednie papierki (pismo z PTL i list od księdza infułata —
był wujem jednej z mych koleżanek, przy okazji wciągniętym do PTL). Przyjeżdżało
się w teren w sobotę rano i szło prosto do gminy, żeby podbić delegację. Stamtąd
prosto na plebanię z listem księdza infułata. W niedzielę całe nasze towarzystwo na
sumie, ksiądz z kazalnicy zapowiadał, że tu przyjechali tacy — ale nie będą zakładać
kołchozów i potem wszystko szło jak z płatka.
Były to czasy, kiedy w Krakowie miałam wolną rękę do wszelkich akcji popular¬
no-naukowych, a gdzie się udało spotkać odpowiednich ludzi — także naukowych.
Natomiast Zarząd Główny PTL zbierał się co miesiąc i tu znowu spotykali się ludzie
z całej Polski. Było z kim i o czym podyskutować. Do szeroko pojętego Zarządu do¬
stałam się dość szybko. Nie pretendowałam do ważniejszych funkcji w Zarządzie, to
by mi zabrało zbyt wiele czasu, ale w końcu doszło do tego, że już wszyscy z wszyst¬
kimi mieli jakieś sporne sprawy, a właśnie zbliżał się okres zebrania wyborczego.
Niestety, zmarł wtedy prof. Włodzimierz Zajączkowski, orientalista — turkolog,
nasz bliski przyjaciel. Pogrzeb miał się odbyć na cmentarzu karaimskim w Warsza¬
wie, w dniu walnego zjazdu. Wytłumaczyłam się, że przyjadę dopiero na sesję na¬
ukową, ściśle — wieczorem, po walnym zgromadzeniu. Istotnie, pojawiłam się dość
późnym wieczorem w budynku i pierwsza spotkana na korytarzu osoba składa mi
gratulacje. Nie rozumiem powodu i dowiaduję się, że zostałam wybrana na prezesa.
A wiedziałam, że do kandydowania musiała być pisemna zgoda kandydata, nikt mnie
o to nie pytał, żadnej zgody nie wyraziłam. Za chwilę spotykam Ewę Fryś-Pietraszkową i ta — „Mam nadzieję, że mnie nie skompromitujesz! To ja postawiłam twoją
kandydaturę, a kiedy okazało się, że brak twojej zgody, powiedziałam, że mam ustne

�338

Anna Kowalska-Lewicka

zapewnienie, że taki wybór przyjmiesz". Co miałam robić? Rzeczywiście teraz, po
wyborach, byłabym narobiła kłopotu, zburzyła im program, skompromitowała Ewę.
Prawdę powiedziawszy, było mi to akurat wtedy bardzo nie na rękę. Stało się, zosta¬
łam prezesem i „rzuciłam się w wir pracy". Potem znalazłam dobre strony takiego
układu i, jak umiałam, starałam się być dobrym prezesem — nie mnie oceniać, na ile
mi się to udało.
Jestem głęboko przekonana, że tego rodzaju towarzystwa są potrzebne dla roz¬
woju intelektualnego społeczeństwa. Niewątpliwie ich naukowe znaczenie jest obec¬
nie mniejsze, niż było 100 lat temu, kiedy nasza dyscyplina stawiała pierwsze kroki
i w gruncie rzeczy wystarczyło sumiennie obserwować i zapisać dla potomnych kul¬
turę wsi i małych miasteczek, która tak znacznie różniła się od tej elitarnej kultury,
jaką reprezentowały warstwy tzw. wyższe. Było to przede wszystkim gromadzenie
dokumentów, które już w XIX wieku, a tym bardziej obecnie, stanowią bazę dla
poznania korzeni naszej ogólnoludzkiej kultury. Nie jestem psychologiem i nie stu¬
diuję ludzkiej natury, ale z pobieżnej obserwacji wydaje mi się, że u większości ludzi
drzemie potrzeba poszukiwania „korzeni" — korzeni swej rodziny, swej klasowej,
regionalnej czy narodowej kultury. Nawet jeśli w pewnych epokach dominuje fascy¬
nacja odkrywaniem nowego świata czy wszechświata, są ludzie, a często są to nawet
ci sami ludzie, którzy z jednej strony uprawiają najnowszą fizykę czy astronomię,
a z drugiej kolekcjonują starą broń, z sentymentem przechowują korespondencję
swych prapradziadków, w gruncie rzeczy na nic im niepotrzebną.
W naszej dyscyplinie, jak mnie się przynajmniej wydaje, nastąpiło pozytywne
przesunięcie od opisu do zainteresowania — dlaczego? Wydaje mi się, że te dwa
spojrzenia doskonale się uzupełniają. Przeszłość i współczesność, opis i proces ta¬
kiego czy innego stawania się. Jedyny szkopuł, że nie dochowaliśmy się, jak dotąd,
wybitniejszego teoretyka kultury — zawsze kogoś naśladujemy. Do tego fascynacja
teorią kazała nam mieć w głębokiej pogardzie fakty, na których te teorie się opierają.
Przy tym mnogość i różnorodność kultur ludzkich w czasie i przestrzeni, a nie obec¬
ny monotonny globalizm powodują, że nie do każdej kultury można bezkrytycznie
stosować taką czy inną teorię. Zauważyli to już zoologowie, ale nie zawsze teoretycy
kultur ludzkich.
Wydaje mi się, że w naszym wypadku rola takiego na pół profesjonalnego, na
pół hobbystycznego towarzystwa naukowego, jak PTL, powinna polegać nie na po¬
godzeniu się z pogardą współczesnych antropologów kultury wobec etnologów, nie
mówiąc już o etnografach, ale na współdziałaniu obu kierunków. Może by się cza¬
sem przydało trochę tych konkretnych faktów, czy staroświeckich wniosków, np.
dotyczących takich a nie innych przemian świadomości, zmieniającego się widzenia
rzeczywistości itd.
Poza tym PTL spełnia ważną rolę upowszechniania kultury, a równocześnie daje
możliwość studiowania pewnej dziedziny zjawisk kulturowych, dzielenia się swymi
pomysłami, „odkryciami", zachęca do studiowania, czytania, obserwacji i utrwala¬
nia, choćby w formie materiałowych artykulików, swoich osiągnięć. Coś w tym musi
być, skoro tego typu towarzystwa istnieją w innych gałęziach wiedzy, często na tzw.
prowincji, oddalonej od uniwersyteckich centrów kulturalnych i bynajmniej nie są

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

339

lekceważone przez naukowców, przynajmniej w dwóch dziedzinach wiedzy — przy¬
rodzie (botanika, zoologia) i historii.
W czasie pracy w Instytucie IHKM PAN, na uniwersytetach oraz działalności
w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym zetknęła się Pani Doktor z wszystkimi wybit­
nymi etnologami jej czasów, decydującymi o kształcie etnologii polskiej. Nie potrafili
oni jednak doprowadzić do powołania Instytutu Etnologii PAN. Wjakich sytuacjach
skłonni byli współdziałać, a w jakich pojawiały się między nimi konflikty? Czy osobo­
wość uczonych ma wpływ na losy dyscypliny naukowej?
Zaczynam od końca. Czy osobowość uczonych ma wpływ na losy dyscypliny na­
ukowej? Niestety, na pewno tak. Dlaczego nie potrafiono powołać Instytutu Etnologii
PAN? W tym celu trzeba by przede wszystkim chcieć go powołać, wierzyć, że jest po¬
trzebny. Trzeba było samemu być autorytetem i mieć zdolności dyplomatyczne, żeby
pozytywnie nastawić do tej idei innych. Trzeba było wierzyć w tzw. pracę zespołową
— no i lubić pracę organizacyjną. Moszyński był autorytetem naukowym, ale wszelką
tzw. pracę organizacyjną uważał za stratę czasu. Wiem, że mój ojciec, który go bardzo
wysoko cenił, miał do niego pewien żal, że odmawiał wszelkich funkcji na UJ (nawet
jeszcze przed przeniesieniem się do Wilna) i w PAU. Niezwykle sumiennie traktował
obowiązki pedagogiczne, był przecież profesorem i jako taki skrupulatnie zajmował się
studentami, ale odmawiał wszelkich obowiązków w rodzaju dziekaństwa, opieki nad
kołami naukowymi studenckimi, redakcji, organizacji jakichś naukowych zjazdów czy
konferencji. Na wakacje wyjeżdżał do Przegorzał, wsi, gdzie stale mieszkali antropo¬
logowie Stołyhwowie. Mieszkał w ich domu, ale nie brał udziału w ich bujnym życiu
towarzyskim (bo szkoda czasu). On pracował (pracownia była na parterze), podczas
gdy żona miała obowiązek siedzieć z gałązką i spędzać z parapetu okna wróble, które
nadlatywały i pazurkami skrobały po blasze, co go rozpraszało.
Dobrowolski uważał się za socjologa, zresztą nikt by z nim nie współpracował.
Frankowskiego nie traktowano zbyt poważnie przez te jego dziwactwa. Prof. Zawistowicz-Adamska (nie wiem dlaczego) była systematycznie tępiona przez Dynowskiego — „bo pani Kaziunia jest taka delikatna, słabego zdrowia, nie chcę jej mieć
na sumieniu" — i np. nie powiadamiał jej o jakichś konferencjach, nie posyłał do
Łodzi gości zagranicznych, jej samej nie proponował wyjazdów. Najbardziej do tego
nadawał się sam Dynowski, tylko że jemu się nie chciało. W Instytucie IHKM miał
wyjątkową sytuację, bo po pierwsze był w Warszawie, po wtóre całą młodość spędził
w Rosji, znał język i mentalność Rosjan, miał do nich sentyment. Po trzecie, był nie¬
zależny finansowo. Jego wielka kamienica w Warszawie, w której zresztą mieściła
się Katedra Etnografii i jego mieszkanie, ocalała z powstania, do tego miał siostrę
(o ile pamiętam) w USA, która miała tam dobrze funkcjonujący zakład kosmetyczny
i posyłała mu pieniądze, dzięki czemu uważany był za krezusa, co zresztą chętnie
podkreślał. A do tego jego stosunek do etnologii był dość specyficzny.
Pamiętam szok, jaki przeżyłam. Poszłam wtedy jedyny raz prosić go, jako mego
bezpośredniego szefa, o podpisanie podania do prof. Hensla, dyrektora całego IHKM,
o bezpłatny urlop. Chciałam pojechać do Paryża, żeby tam popracować w Musée de

�340

Anna Kowalska-Lewicka

l'Homme. Dynowski na to, że podpisze, ale żebym mu nie opowiadała bzdur, że do
Paryża jadę pracować. Tam się jeździ po nylonowe pończoszki, a nie dla jakiejś pra¬
cy. On np. właśnie wrócił ze Sztokholmu, gdzie pojechał po firanki, a jest człowie­
kiem uczciwym — po prostu powiedział, że jedzie po firanki. Mnie zamurowało. Nie
wiedziałam, czy to dowcip? Po chwili powiedziałam — „Tak, ma pan profesor rację,
chcę sobie kupić nylonowe pończoszki". A on na to: „Jak tak, to rozumiem i apro¬
buję" — i podpisał podanie. To był jedyny raz, kiedy pojechałam w ramach urlopu
naukowego, a nie wypoczynkowego i do dziś nie wiem, czy to był dowcip, czy serio.
Poza tym był miły towarzysko, przepadał za moim mężem i zawsze odwiedzał nas,
ile razy był w Krakowie. Mam od niego bardzo ładny stary mosiężny czajniczek na
mongolską herbatę, podobno gdzieś tam wykopany w czasie ich badań terenowych
w Mongolii.
Był w Warszawie na miejscu, a więc miał duże możliwości załatwiania tego i owe¬
go, a nie zżerała go ambicja, by coś po sobie zostawić. Miał pieniądze. Mongolia była
realizacją jego młodzieńczej tęsknoty za „rajem utraconym" niegdysiejszej Rosji. Po
co miał się wplątywać w walki o instytut i ciężką pracę z realizacją tego pomysłu,
gdzie i tak zdystansowaliby go koledzy etnografowie z „polskim" doświadczeniem,
wiedzą i dorobkiem.
Cały czas mówię o pokoleniu dojrzałym przed wojną. Z tzw. „młodych" warto
jeszcze wspomnieć o Reinfussie — jemu wystarczała praca i jego uczniowie i młodzi
współpracownicy, dla których był -wyrocznią. Zostaj e nam j eszcze Zawistowicz-Adamska, wykształcona, inteligentna, ale typu „kobieciątko", bez ambicji przywódczych. Jej
uczennice, to też mniej lub więcej „kobieciątka", może z ambicjami, ale też bez charak¬
terologicznych możliwości przewodzenia. W gruncie rzeczy nadawałby się tu Gajek,
ale ten, dzięki swym „talentom" zrażania sobie ludzi, był już „spalony".
Możliwości tworzenia jakiejś ogólnopolskiej organizacji widziałabym tylko w Jó­
zefie Burszcie. Ten miał wszelkie dane ku temu, aby być „organizatorem — przy¬
wódcą", ale i jemu brakło odwagi, podejrzewam, że gnębił go kompleks chłopskiego
pochodzenia. W pierwszych latach po II wojnie to jeszcze było żywe, choć starannie
kryte, ale byłam świadkiem kilku scen, które wówczas mnie zdumiały, nie mogłam
ich zrozumieć (zaznaczam, że byłam tylko niezaangażowanym świadkiem).
Niestety, wedle mej opinii, etnografowie umieli się jednoczyć tylko przeciw, a nie
za jakąś ideą, w przeciwieństwie np. do archeologów, którzy żarli się między sobą,
ale mieli tyle zdrowego rozsądku, by na zewnątrz występować razem, nie bacząc na
osobiste sympatie czy antypatie.
Sądzę, że obok Burszty na organizatora instytutu nadawałaby się Bronka Jawor¬
ska, ale wtedy, kiedy o tym była mowa, Bronka była za młoda i w cieniu prof. Adam¬
skiej.
W dziejach etnologii polskiej ważną rolę odegrały kobiety. Antonina Czaplicka,
pierwsza kobieta-wykładowczyni antropologii społecznej w Oxfordzie, nie wpłynęła
bezpośrednio na rozwój etnologii polskiej, ale była zapewne wzorem. Cezaria Bau­
douin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa już w roku 1922 uzyskała habi­
litację, w roku 1929 mianowana została profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

341

Wileńskiego, a w roku 1934 profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego.
Lista innych wybitnych etnolożek polskich jest długa: Kazimiera Zawistowicz-Adamska, Jadwiga Klimaszewska, Anna Kutrzeba-Pojnarowa, Maria Frankowska. Kobiet,
które zajmowały eksponowane stanowiska, było więcej w porównaniu z innymi po¬
krewnymi dyscyplinami: socjologią, historią, historią sztuki, archeologią, orientalistyką, nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach, może z wyjątkiem Stanów
Zjednoczonych. Jakie były tego przyczyny? Czy fakt ten wpłynął na kształt i sytuację
etnologii polskiej?
Kobiety w etnologii! Ich pozycja w etnologii była taka, jak ich pozycja w kulturze
polskiej — niestety. O Czaplickiej w „moich" czasach już się nie mówiło. Odeszła
do historii. Niewątpliwą indywidualnością była Cezaria, ale i ona traktowana była
przez wielu, zwłaszcza tych, którzy jej osobiście nie znali, albo znali słabo, jako
córka Baudouina albo pani Vasmerowa, albo Ehrenkreutz, a wreszcie pani ministro¬
wa Jędrzejewiczowa. Należała do kręgów swoich mężów, a nie oni do jej kręgów
— zresztą tu jestem niemiarodajna, nie znałam osobiście tej pani. Klimaszewska
i Frankowska nie były odbierane jako indywidualności, Frankowska żyła w cieniu
męża, druga w cieniu mistrza Moszyńskiego. Zresztą Klimaszewska sama kiedyś
przyznała, że po prostu bała się cokolwiek pisać czy referować, bo i tak wiedziała,
że w blasku jego intelektu będzie to słabizna. Niestety, choć bardzo wysoko ceniłam
Moszyńskiego, muszę przyznać, że ją lekceważył. Była traktowana jako dobra sekre¬
tarka, nic więcej.
Zawistowicz-Adamska była, w przeciwieństwie do dwu poprzednio wymienio¬
nych pań, osobą o silnej indywidualności i na pewno od nich inteligentniejszą. Miała
dobre pomysły, świetnie mówiła, ale i na niej ciążyło piętno „kobieciątka" (czego
np. nie ma w najmniejszym stopniu Bronka Jaworska). Choćby fakt, że zgodziła się,
by Muzeum Etnograficzne i Archeologiczne w Łodzi zamienić w Muzeum Arche­
ologiczne i Etnograficzne, przy czym Konrad Jażdżewski został dyrektorem — bo
ona nie lubiła administracji i reprezentowania itd. Słowem, Jażdżewski został dyrek¬
torem całą gębą, robił to dobrze, ale Kaziunia zeszła do rangi kierownika „jednego
z działów" Muzeum Archeologicznego, co się do dziś fatalnie odbija na Dziale Etno¬
graficznym. Kobiety u nas mają mniej pewności siebie, mniej ambicji, co nie tylko
stawia je niżej w „świecie mężczyzn", ale i one same do tego się przyczyniają.
Co do Hanki Pojnarowej nie mam wyrobionego zdania. Na pewno była bardzo
inteligentna, bardzo dobrze pisała, miała dobry charakter, a przede wszystkim męża,
który ją bardzo cenił i ułatwiał jej wyzwolenie ze spraw codziennego życia, sam
biorąc na siebie całą „organizację codzienności". Ona, moim zdaniem, miała wszel¬
kie warunki rozwoju — przy tym nie miała kompleksów środowiskowych. Kariera
naukowa to była rzecz zwykła dla niej, jak dla dzieci lekarzy zawód lekarza, dla
nauczycieli — nauczyciela.
Sądzę, że ustawianie się w drugim szeregu kobiet w naszej dyscyplinie było
szkodliwe dla jej rozwoju, ale to pokolenie już odeszło lub odchodzi. Skończyły się
kompleksy — teraz rolę odgrywają wartości intelektualne i charakterologiczne, choć
pozostanie zawsze „kula u nogi", jaką są dzieci (miła kula u nogi, ale zawsze).

�342

Anna Kowalska-Lewicka

Wraz z dr Ewą Fryś-Pietraszkową i dr Anną Spiss brała Pani Doktor udział
w przygotowaniu wydanego w roku 2002 słownika „Etnografowie i ludoznawcy pol­
scy". Jakie były przyczyny podjęcia się tej pracy i jakie napotkały Panie trudności?
Słownik etnografów polskich był pomysłem Dekowskiego, człowieka niezwykle
pracowitego, zamiłowanego w swym zawodzie, pełnego naprawdę dobrych pomy¬
słów. Był nauczycielem szkoły podstawowej, ale swój zawód poświęcił dla etnogra¬
fii, skończył studia, doktoryzował się, a także, co bardzo ważne, miał żonę podzie¬
lającą jego hobby, a potem poważne naukowe zainteresowania, która stworzyła mu
idealne warunki rozwoju intelektualnego. Wśród jego dobrych pomysłów znalazł się
„słownik etnografów". Po jego śmierci (żona już wtedy nie żyła), wobec braku zain¬
teresowania w łódzkim środowisku, zabrałam rozpoczętą pracę do Krakowa. Tu zor­
ganizowaliśmy zespół przy Oddziale Krakowskim PTL, składający się z ówczesnego
prezesa Oddziału — Anny Spiss, Ewy Pietraszkowej i prof. W. Bieńkowskiego (pro­
fesora na UJ i kierownika pracowni biograficznej PAU). Znałam wiedzę Wiesława
— „Przemka" i jego wprost niesamowitą pracowitość, a poza wszystkim — związany
był z etnografią, napisał pracę o Kolbergu i nieskończoną ilość biogramów do wyda­
wanego przez PAU Polskiego słownika biograficznego. Był więc wśród nas jedynym
fachowym biografem — no i zabrałyśmy się, w oparciu o jego rady, do zbierania
materiałów. Ania i Ewa włożyły w to dzieło morze pracy. Pierwotnie chciałyśmy to
publikować w PAU, zreferowałam cały pomysł i stan zaawansowania na Komisji
Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności, co ukazało się drukiem w „Sprawo¬
zdaniach" tejże Komisji. Ponieważ jednak tych komisji jest chyba ponad 40 i Akade¬
mia rocznie publikuje dziesiątki pozycji, nasz „Słownik", zakwalifikowany do druku,
musiałby czekać. Tymczasem Ania Spissowa jako prezes PTL/Kraków prowadziła
bardzo mądrą politykę finansową i ze sprzedaży wydawnictw PTL uzbierała sporo
pieniędzy, a do tego znalazła wydawcę. Charakterystyczne — przedstawiony w pla¬
nie wydawnictw PTL I tom „Słownika" Komitet Badań Naukowych odrzucił, mimo
starań naszego PTL-owskiego kierownika Działu Wydawnictw, natomiast tenże tom,
z tymi samymi recenzjami, przedstawiony przez naszego krakowskiego prywatnego
wydawcę — KBN przyjął i dał pieniądze, a że ich było za mało, dołożyliśmy to,
co zaoszczędził Oddział Krakowski PTL — no i tom się ukazał. Drugi tom jest już
gotów, w tym wypadku redaktorami będą Pietraszkowa i Spiss. Bieńkowski nie żyje,
a ja już się tym nie zajmowałam. Co ciekawe — KBN (czy jak się to teraz nazywa)
dał nam wyższą dotację niż ta, o jaką PTL się ubiegało. Ten tom to już całkowicie
dzieło Ani Spiss i Ewy. Planujemy już teraz zabrać się do III tomu, przy czym zachętą
jest sposób, w jaki ten pierwszy tom został przyjęty.
Wyjazdy zagraniczne, praca w międzynarodowych zespołach, otwarte drzwi goś­
cinnych domów w Krakowie i Kościelisku, pozwoliły Pani Doktor poznać wielu etno­
logów z Zachodu i Wschodu. Co interesowało ich w etnologii polskiej i w Polsce?
Istotnie, przez te kilkadziesiąt lat mojej etnologicznej kariery przez nasz dom kra¬
kowski i chałupę kościeliskową przewinęło się sporo osób z Polski i innych krajów,

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

343

zarówno indywidualnie przyjeżdżających do Krakowa, jak i w czasie konferencji
czy kongresów i zjazdów etnologicznych. Wielu już nie pamiętam, bo pojawiali się
raz jeden i więcej do Polski nie przyjeżdżali, a z początku nie prowadziliśmy „Księ¬
gi gości". Najpierw nasza „Księga" powstała w Kościelisku, teraz już jest czwarta,
ale zawładnęła nią młodzież i ostatnie tomy pełne są bohomazów i głupkowatych
wpisów. W Krakowie założyliśmy ją dopiero w 1974 roku i pierwsi wpisali się pp.
Gavazzi z Zagrzebia i Vakarelski z Sofii (Zjazd w Krakowie uczniów Kazimierza
Moszyńskiego w rocznicę jego śmierci), potem Tillhagen za Sztokholmu i inni.
Kogo mogłam, zaciągałam „w teren" i to właśnie było dla nich największą atrak¬
cją. Tradycyjność polskiej kultury owych lat! Niejednokrotnie musieli spać na sianie,
jeść z jednej miski z gospodarzami, jak „szedł deszcz" dostawali grabie do ręki i mu¬
sieli „pograbować", bo kop nie potrafili stawiać. Niejednokrotnie się i upili w goś¬
cinnych domach. Nils Bringeus próbował nawet szyć „bukowe" portki u wiejskiego
krawca. Fenton, dyrektor muzeum z Edynburga, trafił przypadkowo na chrzciny i tam
niesłychanie zaimponował gościom, spijając nieprawdopodobne ilości alkoholu bez
najmniejszego śladu upicia się, a co najdziwniejsze, doskonale się z chłopami doga¬
dywał, choć on ani słowa nie umiał po polsku, a oni tym bardziej po angielsku, co im
nie przeszkadzało wypić bruderszaftu.
Dopiero teraz właściwie zdałam sobie sprawę, że zagraniczni goście nie pytali ani
o nasz pisany dorobek, ani o studia — naprawdę interesował ich teren i tradycyjna
kultura. Nawet teraz, kiedy zdaje mi się, że niewiele z niej zostało, moi goście (w od¬
stępie dwóch lat gościłam dwa małżeństwa z USA) dosłownie szaleli z aparatami
fotograficznymi, przez kilka dni fotografując dosłownie wszystko i zapełniając grube
zeszyty uwagami i szkicami.
Los zdarzył, że udało się Pani Doktor przeżyć całe życie w jednym, rodzinnym
domu. To ewenement w burzliwej historii polskich rodzin inteligenckich. Drzwi
domu, niegdyś otoczonego ogrodami, a od lat 70. wciśniętego między wysokie blo¬
ki mieszkalne, szeroko otwarte były także dla etnologów. Kogo z etnologów gościła
Pani w swoim domu?
Kogo z etnologów gościłam w swym domu? Trudne pytanie. Mogła by pomóc
„Księga gości", ale tak wielu podpisywało się gryzmołem, że teraz trudno ich ziden¬
tyfikować — zresztą to i etnografowie, i orientaliści, i osoby, które po prostu do nas
przysyłali wspólni znajomi, żeby poznały nie tylko hotele, ale i zwykłe polskie domy.
Z Polaków, to prawie wszyscy, dziś już ze starszego pokolenia. A z innych kra¬
jów? Z „pierwszego rzędu" to tylko Malinowski, ale on — za czasów mojego dzie¬
ciństwa, więc się nie liczy. Uniwersytet krakowski chciał go koniecznie pozyskać,
on postawił sprawę uczciwie, że po prostu Polska nie może dać mu odpowiednich
warunków finansowych, by mógł prowadzić badania w krajach pozaeuropejskich.
Żeby odpowiedzieć dokładnie, musiałabym poświęcić co najmniej kilka dni na
postudiowanie mego dziennika i korespondencji z tych wielu lat i przeglądnąć księgi
gości. Niektórzy z nich pozostali w mej pamięci dzięki jakiemuś drobiazgowi. Np.
dyrektor muzeum z Bazylei (nie pamiętam nazwiska), zajmował się pożywieniem

�344

Anna Kowalska-Lewicka

i marzył o skosztowaniu bigosu. Akurat miałam w zamrażalniku słój litrowy tego
specjału — zjadł cały z wielkim apetytem.
Etnologia obecna jest oczywiście inna od tej sprzed laty. Nazywana jest również
antropologią społeczno-kulturową; z ośmioma uniwersyteckimi ośrodkami kształce¬
nia i niewyobrażalną niegdyś liczbą trzech tysięcy studentów stała się ważną dy¬
scypliną edukacyjną. Co cieszy Panią Doktor, a co niepokoi w rozwoju etnologii
polskiej?
Cieszy mnie to, że stała się tak popularna, że objęła swymi zainteresowaniami tak
szeroki zakres tematyczny, że wypracowała nowe metody pracy, że tak dalece posze¬
rzyła krąg swych zainteresowań. Martwi mnie natomiast niewspółmierność efektów
naukowych do liczby pracowników, tak naukowo-pedagogicznych, jak i studentów.
W tym zakresie na pewno jestem niedouczona, więc nie mnie wypowiadać się wartościująco, ale wśród tych tabunów specjalistów nie znam nazwisk, które liczyłyby
się poza naszym polskim zaściankiem. Sami sobą jesteśmy zachwyceni, ale czy inni
nami również? Jeszcze raz podkreślam, że niestety nie czuję się kompetentna do za¬
bierania w tej sprawie głosu, ale staram się czytać i to, o ile możliwości, w oryginal¬
nym języku, nie tylko w polskim tłumaczeniu, i z pewnym niepokojem stwierdzam,
że większość referatów, jakich słuchałam (Komisja Etnograficzna PAN w Krakowie,
od czasu do czasu jakiś zjazd itp.), to po prostu mniej lub bardziej swobodne refero¬
wanie cudzych osiągnięć — czasem autor nawet zapomina powiedzieć, czyich.
Jesienią tego roku akademickiego byłam na referacie świetnie powiedzianym.
Wysłuchałam go z prawdziwą przyjemnością, jakkolwiek tak się złożyło, że właśnie
niedawno czytałam nowo wydaną w polskim tłumaczeniu anglojęzyczną książkę na
tenże temat, o czym autor nie wspomniał. W rozmowach po referacie wszyscy byli
zachwyceni nowatorskim spojrzeniem itd. — i mieli rację. Nie odezwałam się — po
prostu było mi głupio. Tego roku akademickiego byłam na referacie, którym autor
oczarował tłum słuchaczy swą erudycją. I tu już trochę się zdenerwowałam i coś mnie
podkusiło, żeby użyć blefu. Ryzykowałam, bo nie znałam zagadnienia, ale bogactwo
cytatów dodało mi skrzydeł. Postanowiłam spróbować. W dyskusji zapytałam autora,
czy cytat ze św. Augustyna — to z wydania antiochijskiego, czy rzymskiego, bo on
oczywiście wie, że te dwie wersje różnią się dość zasadniczo, akurat w tej sprawie.
Nastąpiła chwila żenującej ciszy i autor przyznał, że czerpie z polskiego tłumaczenia,
gdzie te sprawy nie były wyjaśnione (pojęcia nie mam, czy istnieje jakieś antiochijskie i rzymskie wydanie, ale on też nie wiedział — to moje szczęście, bo mogłam się
wygłupić).
Żeby odpowiedzieć krótko. To dobrze, że etnologia polska (a przede wszystkim
światowa) spojrzała na kulturę ludów nowymi oczyma, że dostrzegła nowe i nowa¬
torskie trendy. Niepokoi mnie brak w Polsce naukowych indywidualności na szerszą
skalę. Niepokoi mnie również brak zainteresowania dla własnych źródeł nauki. Trud¬
no powiedzieć, że mamy nic nie znaczącą historię, językoznawstwo, nauki przyrod¬
nicze. Szczególnie jeśli chodzi o nauki ścisłe, ale i nauki o ziemi, nauki przyrodnicze
— biologię, czy nawet tak nowoczesne, jak astronomia — wszystkie one wyprzedza-

�„Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa nie powinna...

345

ją w tempie rozwoju naszą staroświecką humanistykę, ale i one nie odcinają się od
historii swej dyscypliny.
Nasza współczesna antropologia społeczna i kulturowa, podobnie jak inne nauki
0 człowieku i jego kulturze, nie powinny odcinać się od korzeni, z których wyro¬
sły, a swe nowatorskie spojrzenie powinny opierać na otaczającej nas rzeczywistości
1 korzeniach, z których zrodził się nasz dzień dzisiejszy, nasze współczesne problemy
— a te sprawy są przez nas traktowane co najmniej z lekceważeniem.
Lubię, tak dla rozrywki, grzebać w naszej bibliotece Akademii Umiejętności (po¬
nad pół wieku jest moim drugim domem), czy w archiwum tejże Akademii i mniej
czy więcej głęboko znam tematykę nowo publikowanych prac humanistycznych
(i nie tylko), i nigdzie nie spotkałam takiej pogardy dla własnych źródeł, jak w naszej
dyscyplinie.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5898" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5878">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/2fb94af0a27aba17003e14993b6922a6.pdf</src>
        <authentication>f63ad1f853f7373e4f02dca23abb8970</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70332">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1871</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70333">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70334">
                <text>ewolucjonizm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70335">
                <text>etnografia polska -okres powojenny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70336">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1735</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70337">
                <text>Tradycja etnologiczna powojennej etnografii polskiej a ewolucjonizm / LUD 1984 t.68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70338">
                <text>LUD 1984 t.68, s.51-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70339">
                <text>Kaniowska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70340">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70341">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70342">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70343">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70344">
                <text>Lud, t. 68, 1984

KATARZYNA

KAl'VIOW8KA

KatedJ'a Etnografii

:;niwersytetu

ŁódZlkiego

TRADYCJA METODOLOGICZNA POWOJENNEJ
SKIEJ A EWOLUCJONIZM

ETNOGRAFII

POL-

Poniższy tekst stanowi fragment przygotowanej przeze mnie pracy
na temat ewolucjonistycznych i socjobiologicznych koncepcji kultury.
Obydwa te nurty mieszczą się w innej niż przyjęta w polskiej etnografii tradycji myślenia o kulturze. Etnologia anglosaska, a szczególnie amerykańska lokuje sposoby interpretowania kultury także i w perspektywie
doświadczeń nauk przyrodnkzych. Odniesień takich w polskiej etnografii nie czyniono. O ile zrozumiały jest brak zainteresowania socjobiologią, d2liedzin4 wlaśC'iwie dopiero się kształtującą, o tyle eWOilu&lt;:jO!l1izJm
znany był i komentowany od przełamu wieków. Nie znalazł on jednak
w polskiej etnografii podatnego gruntu. W przedstawianym tekście staram się wskazać nta pewne 'uwarulllkowania, (które zadecydowaly o braku
zaiJnJteresowaniaetno.logią ewolucjonistyczną we współc.z·esnej etnografii
polskiej.

Ewolucjonizm we wspókzesnej etnologii polskiej nie był traktowany
jako wartośdowy czy pociągający sposób interpretowania kultury. W
historii powojennej etnologii, poza pracami komentującymi, a ściślej prezentującymi ewolucjonizm jako odrębną teoretyczną i metodologiczną
perspektywę badania kultury 1, nie opublikowano żadnej próby badań
czy Irozważań, które deklarowałyby ewolucjonistyczną orientację ich
autora.
Brak zainteresowania ewolucjonizmem, szczególnie zaś neoewolucjonizmem, miał co najmniej kilka przyczyn, które generalnie dotyczyły
dwu obszarów: politycznych uwarunkowań nauk społecznych w powojennej rzeczywistości oraz określonej tradycji polskiej etnologii. Obydwa
te obszary kształtowały, w pierwszym przypadku, brak zainteresowania
ewolucjonizmem z konieczności, w drugim - brak zainteresowania z
1

Np. J. LUJtyński,

ka, Łódź 1956.

Ewolucjonizm

w etnologii anglosaskej a etnografia radziec-

�52

KATARZYNA

KANLOWSKA

wyboru. Trudno naturalnie wyliczyć wszystkie powody, ale niektóre z
nich wydają się godne zwrócenia szczególnej uwagi.
Warto przypomnieć, że tezy klasycznego ewolucjoniz;mu znane były
głównie z tłumaczeń prac E. Tylora i L. H. Morgana dokonanych w końcu XIX wieku i w pierwszych latach XX 2. Z pewnością jednak bardziej
spopularyzowały ewolucjonizm nie tyle tłumaczenia dzieł oryginalnych,
ile prace L. Krzywickiego. Miało to określone konsekwencje. Teoria
ewolucji pojawiła się u Krzywickiego w kontekście prezentowania myśli
marksistowskiej, stąd służy tam rac.zej jako argument dla poparcia pewnych tez maT:ksizmu, niżli stan;)wi osobny obsz;ar rozważ3ń. Wprowadzenie ewolucjonizmu do nauk społecznych taką dr~
teoretycznie dawało temu kietrunlk,ow&gt;iswnsę bliżs7;ego 7!ainteresowania się nim pO'\vojennej etnografii polskiej.
Chara,kteryzując sytua,cję etnografii w lata,ch 40- tych i 50-tych w Fo,lsee autorzy szerszego na ten temat opracowania 3 piszą: "okres wyrażnych dążeń centralistycZlnych oraz presji metodologicznej w dziedzinie
etnografii wytyc.zają daty dwóch konferencji: pierwszej zwołanej przez
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w 1951 roku w związku z przygotowywanym Kongresem Nauki Polskiej i drugiej organizowanej w 1956
roku przez IHKM PAN.
Pierwsza konferencja dokonała stereotypowego rozra,chunku z dorobkiem przedwojennej
etnografii «z punktu widzenia postępowej myśli
społecznej oraz etnografii powojennej w dialektycznym procesie walki
starych tendencji z nowymi» reprezentowanymi przez dążenie do powiązania nauki z życiem i oparcie jej o materializm historyczny i dialektyezny" 4.
Postulaty formułowane na tej konf'eroocji odnosiły się, zdaniem autorów, do podejmowania prac z zakresu etnografii historycznej, kultury
tradycyjnej "ludu 'pracującego" oraz 'inicjowania badań pf'zyda1bnych dla
praktyki społecznej, uznając za takie przede wszystkim badania kultury
ludowej jako istotnego elementu kultury narodowej. Konferencja określała więc przedmiot zainteresowań dziedziny, zakres badań a także perspektywę metodologiczną. Ta ostatnia deklarowana była najmniej precyzyjnie, co nie znaczy jednak, że nie można określić generalnej tendencji.
Zarówno treści merytoryczne jak i specyficzny język, jakim owe treści

dzieł k1asyik6w ewO'lucj()inizmu 'll'ku'zywały się ko'lejnlQ: SpołeczeńL. H. Mor!!ana w 1887 r., Cywilizacja
pierwotna
E. Tylora w
1896 r., a Antropologia
E. Tylora w 1911.
3 J. Burszta,
B. Kopczyńska-Jaworska,
Polska etnografia
po II wojnie, "Lud"
. 1982, t. 66, s. 2 - 18.
, ibidem, s. 6.
2

stwo

Przekła,dy

pierwotne

�Tradycja

metodologiczna

powojennej

etnografii

53

polskiej

były wyrażane wskazuje, iż etnografia nie była w tym okresie dziedziną
bardziej uprzywilejowaną niż inne nauki społeczne. Tak jak np. w socjologii, uwaga badaczy miała skupić się na dwu kwestiach, krytycznej
ocenie dorobku dziedziny i projekcie sposobu jej uprawiania. Owcze:łlla
sytuacja nauk społecznych odsunięta była niejako na plan dalszy, podczas gdy stosunek do przeszłości i przyszłości wymagał niezwłocznego
określenia.
Pierwsze oceny aktualnej działalności naukowej pojawiły się w dyskusji na drugiej konferencji środowiska etnografów zwołanej w 1956
roku przez IHKM PAN. Autorzy wspomnianego wyżej opracowania
określili tę konferencję jako "otwierającą nowy okres rozwoju etnografii
polskiej", jednak analiza tez dyskutowanych na konferencji pozwala
wnioskować, że ów nowy okres rozwoju polsbej etnografii umożliwiły
zmiany polityczno-społeczne jakie niósł ze sobą rok 1956 niż miałby ów
rozwój źródła w zmianie świadomości badawczej środowiska etnograficznego.
Referat prof K. Dobrowolskiego, organizujący dyskusję na konferencji, jak i sam przebieg dyskusji.5 wykazują, moim zdaniem, szczególną
ciągłość mientacji wyrażanych w postanowieniach poprzedniej konferencji. Tekst wystąpienia, opublikowany z resztą w fatalnej dla późniejszego czytelnika formie, operuje właściwie równoważnikami zdań, co
utrudnia ustalenie ważności poszczególnych tez dla samego autora. Z
części zatytułowanej Rzut oka na drogi rozwoju etnografii polskiej nie
można wnioskować, czy wymienione cechy etnogratii są rzeczy"wistym
faktem, czy jedynie postulatem. Oto fragment tekstu:
" ... Rozszerzenie tema'tyki. Rola towarzystw naukowych \v rozwoju
etnografii. Motywy zbierania materiałów. Włączanie elementów kultury
ludowej do kultury naI'Oclowej. Dążenie do pozyskania chłopst\va dla
programów polityczno-społecznych reprezentowanych przez klasy panuj'1ce. Opracowywania materiałów. Rola obcych teorii etnologicznych w
rozwoju etnografii. Wpływy ewolucjonizmu. Pierwsze zainteresowania
marksis{olwską koncepcją rozwoju społeczeństwa i kultury. Doniosłe z'aslugi etnografii polskiej przez ogromne wzbogacenie wiedzy 'O kulturze
mas chł'olpskich, przez zgromadzenie bogatych materiałów rzucających
światło zarówno na aktualny sian kultury ludowej, jak też na minione,
odległe 'nieraz oikresy rozwojowe. Drogi rozwoju etnografii polskiej w
okresire międzywojrennym. Rola ustroju kaipitalistycznego w kształtowaniu się nauk społecznych. Jego Wipływna &lt;tendencje rozwoj!Owe etnografiei

lody

K. Dobrowolski, Drogi rozwoju
etnografii
i zwiq:ki
z innymi
naukami.
(rozważania

1858,

t. r, ~.

5

72 - 82.

polskej,

jej

dyskusyjne),

obecne

zadania,

"Etnografia

me-

Po'l'ska"

�54

KATARZYNA

KANlOWSKA

(wyróżniający się niejecinokrotnte 'Up. rw dohorze i w ujmowaniu tematów oraz w powiąza'Uiu z ideologią klas panujących)" 6.
Przytaczam ten fragment z wi-elu powodów. Przede wszystkim ilustruje on charakter wystąpienia i daje wyobrażenie o dyskusj,i, jaką
miało ono sprowokować. Konferencja miała krytyczni-e oc-enić stan ówczesnypolskiej
etnografii. Rela'cja dyskusji potwierdza częściowo, iż zamim: ten został Sipełniony. Przytoczyłam ów cytat także i ,po to, by zwróorie", "ideologia ,klas panujących"), operowanie term~nami wartościującić uwagę na język (pewne ,terminy, takie jak "chłopstwo", "obce tecymi ("ogromn-e wzboga,c-enie wiedzy", "bogate materiały") oraz stoipień
ogólno'ści twierdzeń.
Mówiąc 'O ,charakterze tego wystąiP!ienia chcę podkreślić nie tylko
wspomniane rwyż-ejcechy formalne. MeTytorycz'Ua treść wj'1powiedzi
Dobrowolskiego pozwala stwieTdzić, iż zawierała szczególną ocenę dyscypilny. Jest to borwiem próba scharakt-eryzowania -etnografii niejako z
zewnątrz. Zasadniczym pytaniem wydaje się tu być !pytanie o to, jak
mleści się -etnografia w preferowa'Uej konwencji uprawania nauki. Przytaczane argumenty ,pr:oekonać mają o braku koniecz'l1!ościzweryfikowania celu i sposobów uprawiania tej dziedziny nauk społecznych. Nie jest
natomiast przedmiotem wystą:pienia i dyskusji konfrontacja stanowisk
teoretycznych i metodolog'iczinych. Wyraźn~ określenie charakteru dyscypliny z góry taką wewnętrz'ną analizę etnografii wykluczyło.
Mimo deklamcji, iż konferencj.a miała rozważyć także teoretyczno-metodologiczne podstawy etmografi,i 7, żadna ikoncepcja kultury ~zy
orientacja badawcza, a więc także i teoria e'wolucj'OniS'tyczna, nie stała
suę przedm~otem refleksji.
Ewolucjonizm wymieniony został w wystąJpieniu K. Dobrmvolskiego
jeden raz. W toku dyskusji (opieram się tu na wyczerpujqcej relacji E.
Pietraszka) termin ten nie pada w !O'góle,,a nazwisko MOIrganaprzywołane zostało jedyny raz przez referenta, gdy wYPJwiadajqc s'ir: o pO'wi~IZdniach między etnografią a socjologią mów,ił: "z wielkim uznaniem i zaciekawieniem śledzimy zjawisko (... ) narastania wielkiej przyjazni między socjologią i etnografią. Dał temu począt'ek jeszcze Morgan. Morgan
bowiem z wyników własnych badań ter:enowych skonstruował zasadniczą kO'I1Cepcję,ewolucji, którą przejmował do swego systemu socj'ologicznego Engels" 8.
Powodem tego pomijania zagadnień teOTertycznych była, jak sądzę,
s. 74.

fi

ibidem,

7

Etnograficzna

Konferencja

Polska" 1958, t. I, s. 410 - 43l.
B ibidem, s. 430.

Metodologiczna

(Kraków

23.04.1956), "Etnografia

�Trad.ycja

metodologiczna

powojennej

e.tnogrujii

polskiej

55

szczególna wi:zj.aetmogI'afii, w myśl MÓI'ej miała być QU1;a
dziedziną historyczną, kt6r'ej charakter ,określony został przez K. Dobrolwolskiego
jako realistyczno-praktyczny
'w 'ociróżnien'iu od dogmatyzmu O'z.na'Czającego wszelką !inną :postawę teoretyczną. Uzasadni'ają'c ten pogląd autor
ref.eratu wypowiada swój sąd na temat dróg rozwojowych etnografii
stwierdzając:
"Każda nauka, joakozjawisko historycznae uwarunkowane, zmienia s.ię
w zależności od trzech podstawowych czynników: a) przez gramadzeni'e
wiedzy i dOSikonalenieśrodków .poznawczych, b) przez zmianę warunków
społeczno-gospodarczych, c) przez zmianę bada:nej rzeczywiS'tośd, Opierając się na takich zalożeniach (... )zawarte w referacie stwierdzenia ll1Ó.e
mają charakteru tylko postulatywnego, są bowiem ujęciem i podsumowaniem aktua~nego stanu rzeczy, aktualnych tendencji rozwojowych
etnografii polskiej. (... ) w różny'ch krajach eUTOlpejskichzai;nteresowani,a
problematyką etnograficzną w ciągu XIX i XX wieku kształtowały się
w niejednolitych warunka,ch Sipołec:zmo-gospodarezych i politycznych.
Inna była geneza społeczna i polityczna zainteresowania się kulturami
lud::r\':ymi narodów eUf'Opoejskich,inne z,aś były w pewnej mierze m&lt;Ytywy ksztal'tujące z:ainteresawania dla kultur tzw. ludów prymitywnych.
Stąd w dalszej konsekwencji pow5'tawały powiiąz'ania etnografii ludów
prymitywnych z geografią li antropologią, zaś etnografii narodów europejskich z hist'orią i historią literatury, obu beruników z językoznawstwem itd. Ostatnie dziesiątki lat przyniosły w etnografii różnych krajów szeregzasa.dJniczych osiągnięć. Omawiając osią,gnięcia etnografii radzieckiej (... ) (nal€"zy podnieść - KK) Jej kO!IlJkretno-historyczną posrtaWG w ujmowaniu
rzeczyw'istości etnograficznej. W,a:rtoOściowewyniki
przyniosły talkże badania nad współczesną wsią kołchozową oraz :nad
kultuq
rohotniczq, Zna'czne osiągnięcia zdlQ,była etnografia radziecka
również w badaniach nad proh:'emamietnogenezy.
Jeżeli chod:zi o etnografit: krajów kapiJta,listycmych, to mimo utrzymywania się w niej wielu różnych kierUin:kówo różnych 'celach 'badawczych li różnych postawach politycznych. widzimy w niej coraz wyraźniejsze umaenianie się
koncl')cj i etnografii jako nauki historycznej.
Wyraźniej 'stawiane są też przez czołowych etnografów ,postulaty
objęcia b3.daniami etnograficznymi współczesnej, i 'DO zarówno kultury
wiejskiej, jak i miejskiej, w tym rohotniczej" 9.
Stanowisko autora wydaje się więc dość jasne. Etnografia, jak każda
nauka, uwarunkowana jest hist'orycznie. W zależności od zmieniających
się warunków społeczno-gosiOtpodarczych zmienia się badana rzeczywistość, zatem !przedmiot zainteresowań etnQgrafii określony jest he:npo9

ibi.dem, s, 412 - 413 (za E. Pietras2'krem).

�56

KATARZYNA

KANIOWSKA-

średnio !przez socjo-ekonomic:zme uwarunkowania.
p.azostaja jednak nierozstrzygnięte pytanie, czy zmienność badanej rzeczywistości uznaj~ się
za jej atrybut,czy
stawia się tu tezę 'o nieu.sta'nrnym r'ozszerzaniu się
.pl-zedmiotu badań etnogroaficznych.
J,oot to, mJim zdaniem, 'Pytanie -o zakr-es zaintereS'oowań dziedziny i
prościej nieoo je ujmując dotyczy ono kwes'tii następującej: czy stwierdzając zmienność świat,a etnograf ma zdawać Slohie sprawę 'Z faktu, że
tej samej zmienności podleg'a wszystko to, OJ bada, czy też zainteresowania etrn'ogr,afii mają być skierowane wciąż gdzie indziej, a zatem czy
przedmiot etnograi'icznych badań j'est zawsze ten sam, OIkreślony jako
domena etnogT'afii, czy też ,kształtuje sri.ęwoiąż ,odmiennie, w z'alei;n:ośoi
od po,trzeb dyktowanych obiektywnymi uwarunkowani,ami.
Referat 'Z'agadnienia tego nie !rozstrzyga, ,ale kwestia ta dominuje wyTame w relacji z dyskusJi, jaką prowadzono. StosunkoWlo najwięoej poświęoono b::&gt;wiem czasu na rozważa'lliia :nad koniecznością wIącnenia do
badań etnograficmych
badań 'nad kulturą robotnliczą. I choć nie wykroczono ;poza to konkretne 'Pytanie uważam, że jest tu potwierdzenie,
być moż-e jedyni-e i'nrt.ui&lt;:yjnieodczuwanego, szerszeg,o problemu. Dyskusj.a nad uznaniem, bądź nie, kultury rohotnicz-ej jakio obszaru etnografii
d-otyka wIa-sn:ie wspomruiaJn-ej wyżej szerszej p'r'obJ.ematyki przedmiotu
etnOf'rafii, nie odpowiada jednak na pytanie&gt;;) jego zakres.
Ni'e wynika także 'ni z referatu ni z dyskusji sposób rozumien:iaowej
"zmiaJny badanej rzeczywistości" wymienionej jako jeden z ,trzech pudstawowych ·czynników przemian w n-auce.
Brak l'(nważań w ogólniejszych kategoriach ora'z nierozs&lt;!dzenie tak
p'odsitawowych dla 'każdej nauki społecznej kwestii miały swoje określone i k:cmkretn:e źródł.a. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w wymienianych Iprzez Dobrowolskieg'oczynnikach,
w zależności Qd których :nauka
jako hisborycznie uWaTunkowana podlega z'mia,nom - jako pierwszy
warunek 'o:wej zmiany wymienione jest "gromadzenie wiedzy i doskonalenie środków poznawczych". Pozostałe dwa odnoszą się do r-elacji między
przedmiotem nauki -a charakterem rzeczywistości, roela.cjiobiektu zai-nteresowania -a kontekstem ów obiekt ot'aczającym i warunkują'cym_
Opis wzajemnej zależności tych dwu elementów wymag'a w każdej
naue'e spocyfi,czmego języka, 'którym jest język teo-ririi metody. Niezbędne
jest więc bliższezanalizowan:i'e
tegoż języka w takiej postaci, jaką nadano tej pmblematyce .podczas omawianej k.onfereneji. Bod5tawowe znaczernie mialo s'twierdzenie, ;iż etnografia jest nauką historyczną. Przy tocZlone w ref erade liczne -argumoorty wskazywać miały na zasadność
takieg'o rozumienia charakteru etnograHi. Autor m.in. w cytowanym już
przeze mnie fragmencie stara się wykazać, iż etnografia europejska pow!iązana jest trady'cyjrni'e IZ historią literatury, podczas gdy e1nografia

�Tradycja

metodoLogiczna

powojennej

e,tnogra/ii

poLskiej

57

pozaeu:r.O'pejsika,nastawiona na badanie tzw. ludów ,prymitywnych, .posiada silniejsze iZwiązJkiz geografią i antropologią. Etnograf'ię .radZLi'eeką
uznaje za historyczną, bowiem przyjmuje ona "Ikonkretno-historyczną
p0stawę w ujmowaniu rzee:zywist.aś'Cietnograficznej". Omawiają'c n.at&lt;)miast etnografię krajów ika1pita1istyeznych (za'chowując tu język !referatu) twierdzi, 'iż "mimo ut,rzymywania ,się w niej wielu różnych berunków o różnych cela,ch 'badawczych i ,różnych postawach polity'cznych,
widz~my w n~ej wraz wy:mźniejsz.e umClJcnia:niesię etnografii jako ;nawki
'historycznej" 10.
J'est rzeczą na'iur·alną,iż każda argumentacj,a na Ipoparoie wyraż'onej
uprzednio tezy podkreśla p.rz.ede wszystkim te fakty, któpe zdają się
mieć największą moc przekollliania. W tym jednak wypadkuatrgumen'ty
(przytaczane przez Dobrowolskiego) ir:a'cą ową moc, są bywieun stwierdzeniami lnadto ogólnymi, pobieżnymi lub po prostu błędnymi. O ile pobieżność ocen tłumaczyć można koniecznością operowania skrótami myślowymi z racji ,charateru wystąp'ienia, o tyle błędne oc-eny oslabiiają w
sposób bardzo isi1;:otnytok rozumowania. Dużym uproszczeni'em jest !TIIP.
w m:Jim odczuciu twierdzić, że etnogl'aha eur·opejSika Ipowiązana jest
tradycyjni'e z historią i hi:stol'ią liter'atury, 'p-ozaeUl'opejs'kaz·aś z geografią i .antT'Olpol'ogią,
gdy jedynym wymienia'nym tu .kryterium tej różnicy
staje się badanie tzw. społeczeńsi1;wpierwotnych. Tradycje te,choć rzeczywiści·e różne, nie mają swych ź,ródeł w innym przedmiocie badań,
jakim jest diu Dobrowolskiego społeczeństwo pi,erwotne(jeśli
w ogóle
można twierdzić, że rzeczywistość Ispołeczeństwa pierwotnego wymaga
innego tecrretyczno-metooclol:og,icz:negoaparatu badawcze niż rzeczywistość społ'ecz:no5ci wiej'skiej). Owa odmi€!l1m!ośćh"adycji eu.r'opejskiej i
poz,aeUl'opejskiej etnografii ma swe ko.rz,en~ebyn,aj:mniej nie w' obszarze
badań. Wywodzi się raczej z tradycj'i ,innego tY1pumyślenia o kulturze
oraz różneg'o postrzeg.a'nia char·akteru refleksji ·et:nolo.gieme.i. W odniesieniu do etnograf'ii radzieckiej ,argiument o jej "konJktr,etno-historyez:nej"
postawie wobec rzeczywisto'ści, pomilnąwStzy małą precyzję samego
określ'enia, jest argumentem nie na rzecz specyfiiki nauki, ile ra,czej jedy'nie iS1pecyfikime body. Najwięcejz,astrzeżeń budzi jednak teza o umacnianiu się koncepcji etnografii jako nauki historycznej w odniesieniu do
ówczesnych tendencji w etnografii na Zachodzie. Lata 40-te i 50-te były
dla cinol'ogii ,zachodnioeuropejskiej ok1"esemumaoniania się fU!lIkcjonaliZJmu-struktuf'alizmu i funkcjonalizmu, S'ocjologizmu, a także Istrukttutra1Jizmu. W etnologi~ amerykańskiej natomis.s,t w tym samym cz,aLSlie
etTI!Clpsychologiczna analiza kultury i n.€'oewolucj'onizm przyćmiewały historyZlffikonoepcji B0'a:sa,,a teorię kultury A. Kroebera, gdzie histor:i,a od10

ibidem,

iS.

412 - 413.

�58

KATARZYNA

KANlOWSKAl

grywa w ,anahzie iistOltną rolę, trudnoby na'zwać ebnog,rafią w sensie
nadawanym jej przez K. Dobrowolskiego. Wspomniany tu okr'es był w
etnologh świabowej szczególnie ważny Ksz,tałtowały :się wtedy zdecydow,a:nie różne tendencj,e badawcze i teorie. Stosunek do metody his'Vorycmejczy tzw. dalIly'ch historycznych stawał się często przedmiotem dyskusji. 'nie m'O'żnajednak w żaden sposób twierdzić, iż wówczas "umacniała się Jmneepcj1a etno gr1afii jako nauki historycznej". Wręcz odwrotnie.
Okr,eślenl~e ehmgmfjj jako dziedzi,ny hi:storycz.nej był,o nie ,tylko zaklasyfikowaniem Jej wohręb
nauk historycznych. Stwierdzenie takie
miało przede wszystkim 'lrons·ekwencj-emetodrol,ogiczne. Wyzna'czał{) mianowicie sposóbinrter:pr'etowa'lli1a zjawisk kulturowych, co więoej - stwarzala wyraźnie ,określalny kanon f10zumienia kultury. Warto poświęcić
chwilę uwagli j;,emu, jak określona z051;,a1,ametoda historyczll"1a.jp'rzez
Dohr,owolskieg::&gt;.F,r'3igment wYSltąpienia, w któ'rym referent wypowiada
się na temat teoretycznyoh i metod'ologkznych pocistaw etnografii rozpoczyna się rozważaniami nad etyką z.awodową, wyZJnaezającą rzetelność
badań i wni!ooków.
"Od sposobu (. .. ) zebrania materiałów, od wierności, prawdziwości,
od wszechstronności ,oświ,etleruia,od zobaczenia już w 'terenie właściwych
współzależn:ości, zlależy wartość IP'0zna'nia etnograficznego. Dlatego badacz terenowy, obok wY's/o/kiich
kwalifikacjii teoretycznych i technicznych,
powinien odznaczać się wysokimi kwaiifikacjami mOflalnymi. Zachodzi
bowiem zaws'z·e nieloo~pieoC'z€ństwoułatwienia sobie zadania pTz€'z powierzchowne {)ibserwacje, a Inawet przeistaczanie faktów" 11.
Rzetelność osiągana tak eharakteryaO'Waną postawą umacniana była
także kreśloną metbodą postępowania badawczego. Jak w każdym 'przypadku łączyła s:ię ,o'ruabezpośrednio z,e sposobem postrzegania przedmiotu
zainter eSiO\vań.Głównym ich ohiektem miaŁa być "żywa Slpoł,eczn::&gt;ść
i
jej kultura". W swym wystąpi-eniu Dobr'O'Wolskistwierdzał:
"Zasad'lloiczypostuJ/at w had:aJlliu żywej s'połetCznościto tworzenie dyńamieznego I{)pisu, postępow,anie zmierzające od rejestracj,i fa,któw do
odtworzenia proces6w i uchwyce,nia dynamiki rozwojowej. Rzeczywistość:
aktualna jest oglli'wem rozwojowym rozległego wczasie procesu historycznego. Stanowi ją żywa srpoleczno'ść wraz z.e swą kulturą w całej swej
dynamice i bJgactwie zjawisk dokonujących się na naszych oczach. Badamie tej żywej 'Sp'0łeczności i jej kultury to właśnie podstawowa domena etnografii. Wymag.a ono 'Od etnografa krzyżowania różnych metod
(od obserwaicjiaż do ekS1perymentu, charakterystycz:nego dla nauk ,przyrodniczY'ch) IQlfazhistorycznego, a zaraz'em socjo].ogicznego ujmowania
badanej rze'Czywistosci. Jeśli chodzi o f'ekom'&gt;trukcję rzeczywistośoi mi11

ibidem,

s. 415.

�Tradycja

metodologiczna

powojennej

e.tnografii

polskiej

59

nionej, wymag:a ,ona stosowamJia,przez 'etnografa (l'óżmych metod badawczych, pOlStępow:aniazarówno retrogresywnego jak i progresyw:nego, właściwego hisborii. Bardzo ważną rolę 'W p'OstępK)waniu ;retr·ogr'esywllym
odgrywają relikty zachowane we współcześnie hadanej rz:eczywisrt:ości,
a oś\vietlająee dawniejsze ;postacie kultury" 12.
Jest to w całym wystąlpieniu jedy;ny £r:ag.ment, w którym m:ywa o
metodzie:i nie ,przynJs.i on ż:adnej bliższej iprecyzacji :rozuJlli'€Jni~metody
historycznej. Zakres tegoostatmego 1;·ermi'nurozrasta się, obejmując nie
tylko kilka technik, jak 'Obserwacja, eksperyment, ale de iacbe&gt;zawiera
dyrek,tywy postępowania dJale'ko szersze niżeli te, któr:e tradycyjnie z
wnioskowaniem metodą historyczną się łączą 13. Ale nie brak pr-ecyzji
w określeniu :p.r€fer'Owaneg.oSJPOiSiObu
JP'::Js:tępowa;n'~a
hadawczego jest tu
szc?:C'gólnieważny. To, eo warto tu, moim zdaniem, silnie podkreślić, to
wyraźny rozziew między deklarowaną wizję etnografii i niesprecyzowaniem (poza nazwą) metodologii. Jednoznaczne scharakteryzowanie
etnografii jako nauki historycznej i il1d.emożnośćprzypisania jej j'a~mo:określanej me todologicZ1nej orientacji jest k'OIIlSekwencją ówczesnego stanu
etnografii polskiej.
Jest rzecz;:! interesującą, że IplTzeglądpublik'a!cji etnog'r'aficznych, j'a'kie
ukazały si~ w t'alilltych Jatach, 'pOlzra
.nielicznymi zupelmie wyjątkami wykazuje, że wizja etnografii zarysowana na kOlnfepencji nie była bynajmniej uznana za ohowiązującą. Jedn.ak można stwierdvić, iż wyksztalaił
si~ \vówczas ,pewien kanon badań, gdzie określonego typu m~.Jni8grafia
v.·si lub monografia wybraneg.o ,tematu domilnlowały. W żadnej z prac z
tego okresu nie znajdowały się jakiekolwiek odniesienia do ewolucjonizmu zarówno 'w teoretycz.nym jrak i metodolog:iC'ZIllymwymi'arze. Przegląd publika·cji dow.odzi również, że po 1956 !T'Okuw tematyce badań i
charaterze badań nie 'Zaszły sz,cz,ególne zm:any, natomiast w sferze
wiedzy te·oretycznej (myślę tu ,o publi,kacj,a.c:h ipT'ezEmtują'cych teorie
kultury) przemiany te były ogromne. Mimo jedtnJak nieporównywalnie
szerszej dostępności litteratury światowej, ewolucjonizm nie s1;ał się dla
polskil,j etnografii interesujące! perspektywą spojrzenia na kulturę. Przyczyny tej sytuacji były rozmaite. Niektóre z nich, ważniejsze w moim
odczuciu, chciałabym omówić.
GctziC'ś na wstępie 'pisaj,aim ,o braku zaintersowaJnlia ewolucjonizmem
z koniecznoś·ci, mając na myśli głównie polityczne uwarunkowania ówczesnej nauki i braku zainteresowania tym ki-erunkiem niejako z wyboru.
Trudno jest jednark nieraz całkowicie oddzielić te dwie sie,ry, a przyibidem, s. 416,
Por.: E. ;-.l,a,ge'!,Struktura
nauki,
Wa,rszawa 1970; J. Topo1:s'Jd, Metodologia
historii,
Warszawa 1973; J. Kmita, Z metodologic.~nych
problemów
interpretacji
hum.(lrzistiJc~·nej, Warszawa
1971.
12

13

�60

KATARZYNA

KANlOWSKA,

[padlku per,cepcji ewo:ucjonizmu w naukach społecznych w Polsce uwaT un kowani a obu ty'ch sfer ,przenikają się wzajem.
Presja, jakiej poddano nauki społeczne w r6żnym stoIpniu kształtowała sytuację ;poszczególnych dyscyplin. W etnografii, :czego dowodem są
rozważ'ania snute na konfer'encjii IHKM, presja ta odnosiŁasaę głównie
do preferencji określonej metody b-ldania i interipretowania faktów, a
także, choć w znacznie mniejszym ~t'oll)rniu,do zakresu badań.
W ;opublikowanym w 1947 roku w "Myśli Współczesnej" artykule
S. OSSiowSikiwyrażał iPogląd, iż "w materialiźmie dialektycznym należy
szukać nie dogmatu, lecz metody" 14. W etnografii (patrz wystąpienie K.
DOlbr1owollskiego)
próbowano dok'onać zabiegu o wręcz przeciwnej intencji - n,c:zynić dogmat z metody. Ponieważ zaś metoda ta niejako wbrew
delklar,aejom nie była spT'eeyzowana zbYlt ściśle i, jak próbowałam to wykazać wyżej, obejmowała elementy różnych metodologicznie mientacji,
dogmat ów nie mógł być w !pełni przestirzegany. Ma,rkslistO'Wskikształt
nauki, j'aiki ,prÓbCl'WallllO
wówc:z'as narzucić etno.grafii, oparty był na dość
powierzchownejada1pt'acji
IPodstawowych tez marksizJmu obiegowego.
Proh:em .pogoclzenia czy utrzymaniia tej perspektywy
pojawił Sl(~
dqpiero tam, gdzie k'onfrontacja wiedzy etnologicznej z marksistowskq
teorią r1olz'woju~połecz,nego nakazywałia przynajmniej rewizję zasadniczych założeń tej ostatniej. Problem ten jednak mógł pojawić się
znaeznie później n'iżeli w lat'alch 40-tych, gdzie interpretacja taka nie
miała szans na bycie dyskutowaną i publikowanel. Chociaż w 1948 roku
S. OSSrowskipisał ,iż ,,'p'f'awdz,iwymarksista wie, że marksizmowi rozum~atnemu w sensie dynamiez:nym nie zagraża ani !1!C)woczesna
lo:głka, ani
etniJlogia, ani socjologia" 15, to w odniesieniu do sytuacji etnografii tamtego okresu brzmi to rraezej jak uspokojenie. Etnografia nie mogła zagraŻ-lĆMarksizmowi z dwu ,powodów. MaŻ/na sądzić, iż żaden etnograf (a
przynajmniej zdecydowanie 'niewielu) nie wyz.lllawał marksizmu w sensie
dynamicznym, cokolwiek by to oznaczało. Po drugie z,aś :zakres zainteresowań ówczes:nej etnografii polskiej daleki był tematom i pro:blemom
mogącym poruszać czy :podważać tezy marksi!Strowskiej teorii f'OZ\voju.
Przegląd.publikarej'i, który Iprzede wszystkim jest dla mnie podstav,rą dla
sformuło'wanira tych, uwag, świadczy zarówno o br1aku szczególne?,o entuzjazmu dla światopoglądu marksistowskiego, jak i wykazuje absolutny
brak deklar'O'wania włas.negoS'tanowiska ,teoretycznego :przez autorów.
Co :najwyżej wyrażamy jest, zwykle zwięźle, stosunek do marksistowskiej
interrptre1ta'cjiprocesów spolecznych. Przegląd pulbliikacji wskazuje także
St. Os sowsiki, Dok.tryna marksistowska
na tle dzisiejs.zej epoki, "My~l Współ19"17,lub Dzieła, t. VI, Wa:rsz.awa 1970, S, 19·5.
15 St. Ossowski,
Teoretyczne
zadania marksizmu,
"MY'ś,j Współczesna"
19-tS,]ub
Dzieła, t. VI, Warszawa
1970, s. 20"1.
14

czesna"

�Tradycja

metodologiczna

powojennej

etnografii

polskiej

61

na zakres tematyczny ówcze:snych badań. Powtórzę tu, iż w wykształeonym wtedy pewnym kanonie dominowały prace monograficzne.
Przyjęcie stanowiska 'charakVeryzują'Oeg,o &gt;się PowyższJ1mi cechami
stwarzało etnografii jako dys1cyplinie pew:ien azyl i pozwoliło, w odróżnieniuod
innych Inauk społecznych (szczególnie slOcjlologii),zachować
ciągłość badań i nauczania. Stworzenie ,tego az;ylu odbyŁo 'Się kosz bem
pewnych decyzji określających zarówno merytOifyczny zares działań
badawczych jak i teoretyczno - metodolog&gt;kzny charakt,e,r rprac. Ówczesny wybór etmografii jako nauik uprawiają'cej przede wszystkim badania monograficzne, lIllie dbającej o dela'f'a1cje teQITetyczne, mi,ał swoje
konsekwencje. T'alka wizja etnografiti wywarła dominiujący, ogmmny
wpływ na późniejszy kształt dys1cyphny. Zwrócenie się ku monografii
utrwaliło bowiem slposób badań etnograficznych, w któ'rym bada się
kulturę po'pTzez rzeczy. Odsunięcie natomiast świadomości teoretycznej
na rp:a!ndalszy spowodowało szc:zególną w etnogrrafii polsbej niedba_,ość
o uzasadnienia 'teoretyc'ZIDlo-metodrologiiczlne.
Miało t,o wlS'zystk,o 'także,
prócz utrwalenia określonego modelu 'etnogrrafii, beZlpośredni, moim
zdaniem, wlpływ n'a stosunkowo pózną peroepcję stanowisk teoretycznych
etnologii światowej nawet wtedy, gdy dostęp do literatury obcej ,i wszelkieobiektywl1ie hariery ową percepcję hamująee ustąpiły.
Uwarunkowania 'te tłumaczą w :pewnym stopniu los zainter'eSlo'wań
ewolucjonizmem w powoj'ennej etmog,r'afiiw Polsce.
Pisząc 'O ewolucjonizmie w ,etnologii IPolsk!iej nie sposób oczywd.śde
pominąć konc€pcji K. Mo:szyńskiego, nazwanej zgodnie z sug'estią sIamego autora ewolucjonizmem krytycznym. ISltnieje .jednak, w moim pr!~ekonaniu, 0'0 Inajmniej kilka powodów, dIa których lokowanie poglądów
Moszyńs'bego w tradycji ewolucjonistycznej myśli etnologicznej stawia
teCllrieteglo 'autora w błędnym świetle. Chcę tu podkreślić pewne cechy
charaM€rystJ'lczne poglądów Moszyńskiego, a także te, na któr€ IPOWOłują się komentatorzy jego prac, uznając owe cechy za wystarczające
do określenia etnologii Mos:zyńskiego ewolucjonistyczną czy nawet neoewolucjomizmem 16. Nie sposób przeprowadzić w tym md.ejs1cupełiniejsz,ej
ana:izy poglądów K. Moszyńskie,go. Należy jednak zaznaczyć, iż sposób
pojmo'wania kultury przez Moszyńskiego, a przede wszystkim metody
analizy kultury, wykraczają znacznie poza sposoby interpreta'cji kultury
przyjęte 'P['zez etnologię ewolucjonistyczną. K:mcepcja Moszyńskiego łączy elem~nty ewolucjonizmu z dyfuzjonizmem i funcjonalizmem, jest
więc próbą łączenia wielu różnych perspektyw badawczych. Metodę ewolucjond.zmu krytycznego charakteryzował sam au1Jor następująco:
lG

Czyni tak Zb. Biały w analizie twórf'zości K. Moszyńskiego:
w polskiej
etnologii,
"Lud" 1980, t. 64, Si. 67 - 103.

wolucjonizm

Zb. Biały, Neo-

�62

KATARZYNA

KANlOWSKA

"met-odę tę (... ) &lt;:harak'teryzuje wystąpienie na samo czoło kombinacji metod prostych: ana1i1yczno-iPOCÓWI1iawcrej,
geograficznej i antropologicznej, z uzUipełJnienti.em
ich, IQ ile tylko ma'ter·iał na to Ipozwala, metodą p.mstą język'Ową. Do tego dochodzą jia;J~opodrzędne, ale mimo to bardzo waŻine, metoda pSYJChologiezmra
na pierwszym i siOcjologiezna (, .. ) na
osta,1Jruimmiejscu (co oczywiście nie znaczy, by funkcja wytworów nic
miaŁa byść uwzględniana na miejslcuczoławym)" 17. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż w międzywojen[llej i powojennej etnognafii polskiej łączenie Wlielu różnych {liPcjiif;eore1YCZllo-metodol,ogkzmych
występuje wyraźnie u wielu autorów, któ['zy stawi'ają sobie za oeI SltwOTizenieteorii kultury wykraczającej poza wymiar konkretnych badań, a więc teorii
o większym stopniu ogólnoś{:d18. Być może, właśnie ta ·cecha powoduje
&amp;w brak "czystości" kOll'c~pcji kultury w etnografii polskiej oma'\'iia.nego
okresu.
Ta Isama cecha wyklucz,a, moiJm 'Zdaniem,~aklasyfiJkawarni,e teorii
Moszyńskiego do neoewolucjonizmu. Sugesif;ia Zb. Bialegio, :iż Moszyński
wY:P'T'zedzakoncelpcje I1dasyków tego kierunku - L. A. White'a i J. H.
Stew,arcia, wydiaje .się niesłuszna, gdyż mimo niewą'~pldwego, pewnego
elektyzmu teorii -obydwu amerykańskichaJI1tT'OIp'Ol'ogówsą oni w swych
poglądach bardziej metl()d'Ol'ogiczrnde
:zdecydowani. Neoewolucjonizm am'2ryk,ańSlki nie zakłada tak szel"Oikiegokorzystania z różnych metod analizy
kultury; :pojmowanie kultury jest tam hardziej konsekwentne połącz.Jne
z określo,nymi pflOlpo'Zycjamimetodologieznymi, niż ma roomiejsce li Moszyńskiego.
O tym, że ewolucjonizm krytyczny K. Moszyńskiego n~e w,pwwadził,
a tym barciz'iej - nie utrwalił w polskiej etnologii wątków ewolucjonistycznej myśli niech śWiiiad!czyznamienny f'akt, iż uczniowie M!oszyńskiego podejmowali dlnne niż ewolucjonistycZlne wątki jego ikonoelPcji.
Badani'e rozwoju ezyzmiany
nie jest bowiem tożsame z perspektywą
ewolucj,onistyczną. P.otwierdza się tu, j,ak sądzę, przypuszczenll'e, że powody n1ejak,o :zewnętrzne wyn~k'ająee z sytu·alCji nauk społecznych mieszają się w powojennej etnografii polskiej 'z "wewrnętrznymi", a więc
char,akterystyczmymi rysami etnograf1i jako dyscy,phny. Niektón~ z nich
warte wydają się ;podkreśl'en:ia.
Ewolucj.oni:zm na Zaehodzie stanowił zawlsze co,ś więcej niżem określoną teorię etnologiczną. Był dla wielu tym typem nauki, której akcepta'cja ~ależy od wyznawanego świa.topoglądu. Od momentu iP0j-awiielIlia
się kroncepcji ewolucjonistycznej towarzyszą jej, szczególruie na giTunde
17 K. Moszyński, Człowiek.
Wstęp do etnografii
powszechnej
i etnologii,
cław-Kraików-Warszawa
1958, s. 114.
18 Podobne dyrektywy
łączenia metod wysuwał K. Dobrowolslki.

Wro-

�Tradycja

metodologiczna

powojennej

etnografii

polskiej

63

amerykańskim, dy;skusje światopoglądowe, które dziś, mimo istotnych
zmian jlaki.e niesie współczesny ewolucj,cmi7lmdo klasy;cznych jego w.ersji, bynajmniej lIllie !Osłabły. W potocznej świadomości ewolucjonizm
uznawruny jest .za podstawę światQp&lt;oglądu świecki.egloi jaJko !ta-kiiipIf'Z'eciwstawiany jest wszeLkim ,interpret'acjom nie-świeckim. Znane są sprzeciwy, na jakie na'trafiały aa'gum€lI1ityfmIDulowane plrzez rkllasyków ewolu,cjon:iz:rnu,ale i znacZin:ie później ów świ-atQp&lt;oglądlQlWy
kontekst :teorii
ewolucji stwarzał różnorakie op::&gt;ry. O żywotności p:roobJ,emówzwiązanych z przyjęciem ewolucj'O'11IiSltycznejteIQTiikultury może świ'ad!czyć
fakt, iż od lat 20-tych naszeg'O wieku teol'iia ta n:ClItrafi.ałana ~ektakuIarny ni.eraz, silny Slprzeciw ze s'ur'ony 'Ołpozycjonistów j,ako niezgodna
z lit,erą Iprrekazu biblijlne:go. Niewi'eleplQlood dwa Jatla temu ,niP.w stanie
ArkalIllSasweszła w ży;cie ustawa (akt 590 z marca 1981 lr'Oku),!l1Jazwana
Ustawą o Wyważonym Tiraktowaniu Nauk Kreacyjnych i Nauk Ewolucyjnych. Ustawa ta nakazuje, aby (w gralIlioach stanu) w S'zk,olaeh publiczny;ch wykładano jaklo równouprawnilonie teorię ewolucji :i ,teorie rimterpretujące [f-O
zwój ezło\wieka w oparciu o Biblię. Ak,t ten IrlIa1potkał
żywy sprzeciw 5 styezmda 1982 Taku wyrok wydany przez Sąd Oklręgowy ;przyniósł p.erną satysfakcję O'brIQńeJllllteorii ewolucja. Umiał on, że
akt 590 jest sprz,eczny z Konstytucją USA, gdyż :tzw. nauki kreacyjne
nie mają char~kteru teorii rn'aukowej, :ale są poglądem reHgijnym, a jakotakie
nie mO'gą być wykładane w sz'kołach państwowy;ch.
W Bolooe IPIQlWlojennej,
choć ewolU'cj'011!i:znn
j:ruko "świecki" mógł być
nauk'Dwym podparciem Iprefe.f'owrunej postawy światopoglądowej, n~e
spełnił t€j funkcji. W dYSlkusjach świ0.bopoglądowych używano w tamtym dkresi'e ;innego język'a, języka, któr-ego powierzchowność i OIgólrnikowaść nie stwofJzyły nigdy płaszczyzny do peł.nej argumenta-cj!i do poparcia bądź 'odrzucenia któiI"egośz j-asno sprecyzo-wanych stanowisk: Unikanie t,a:kich światopoglądowych kOin£rontacji spowodowane było zapewne racj-ami spałeczno-politycmymi {sto\Sunkiz Kościołem), bądź :racJami
uWZiględniającymi dość slahe tradycje świeCibego poglądu na św'iat
w POllooe.Ale wpłynęła na to także dość pobieżna wiedza o ewolucjoniżmie jako sposo.bie inteT,pretacji Ikultury, spowodowane ezynnikami
o jrukich już wspomniałam. Szer'ok'ie dyskusje śWiat'opoglądowe na .gruncie powojennej etnografii nie miały racj,i bytu także i dl'atego, że zaloŻOtrlosztywny podZ!iał nauki i wyznania, świlatopogląd naUlkawy i religijny stały się płaszczyznami nie mającymi ze sobą nic współnego, niezaleźnymi od siehie. S. Ossowski szukał dla tego podzialu uzasoonień w
sferze ,odmienności stosunku do -autorytetu jaki stanowią naudm
wyznrume. Pisał:
"Jest dziś przepaść pomiędzy zwolennikiem toorii n_auklQlWej wyzn&gt;awcądoktryny religijnej. Darwinista nie może się powoływać w wy-

�64

KATARZYNA

KANlOWSKA

padkach spormych na autorytet Darwilna i nie czuje się w obowiązku
uznać .ZiaIpr:awdę wszystkiego, 00 gŁosił Darwin. Nat'omi'ast dla mahometalnina twórca Koranu jest najwyższym i nienaruszalnym aut,orytetem
we wszystkich spmwach, w których ,się tam wY'Powiedział. Prawdziwy
mahometanin jest mahometaninem integra.nym, jak iintegralnym katolikiem jesrt prawdz,jwy katOlik, a integralnym kalwinis'tą prawdziwy
kalwlinista.
W sporach międ:zy darwinistami i lamarckisltaJm'iod l'a1 kilkudziesięeiu
nie rna na pewno ani jednego integralnego lamaroilsty, ani jednego integ:ralnego darwinisty" 19.
Jeśli by nawet uznać, że zasadniej byłoby mówić o autorytecie, jaki
stanowli dl'a przyjmującelgo dok&lt;trynę iIliauk'O'wączy religijną nie jej twórca, ale zbiólf twierdzeń tę doktrynę sta,Drowiących- kryterium talkie teoretyczinie urtrzymujie podział Hau'ki i religii. O ile bJwiem pr1awdziwy wyznawca doktryny religijnej, to akceptujący wszdkie jej dogmaty
li 'wrkazy (choć Ziilliieniającesię wraz z nowymi, oficjalrnymi inte'Tlpretacjami dOlktryny), ,o tyle w nauce kryterium to ma rac~ej wolicjonalne zaba,rwieni'e. S.orowaci:zając rz,eez na grUlnt nauk s.połec~nych czy ina gil"unt
eimologii można wątpić, czy możliwe jest w ,ogóle bycie "Iintegralnym"
ewolucj,onistą, funkcjonalistą czy sbruktura~listą. Wśród tych, któtfzy j1asno deklarują swą 'teorety'c:ono-mertiQIdolog.iezną
lQTientację (a jest takich
pT:Zlecieżbardz:o niewielu) nie znam nikolgo (poza twóreami dany oh
cepcji), ktlO mógłby zWla,ćslię ilntegra~nym, w sensie jaki nedał temu
określeniu Ossowski. U niektórych autoIrów ZinaleźćmoŻ!naniekonsekwencje względem formułowanych :założeń 'pr:oponowalIlych Iprzezeń teorii
kultury, które mJIgłyby budzić wąbp1iwość odnośnie integralności poglądów, gdyby zere:hciećstosować to kryterium nader ostro. Taki zarzut
możnaby nip. podnieść w s'trolsiUI1Jku
dro L. A. Whi,'tre'a,twórcy w:spomnianego tu nowego ew'olucj'onizmu.
Sądzę, iż praktycznie w ebUlo}ogHmamy częśdej do ezynienia z integralnym e,kkIEJktyzmem, 00 n'ie wawsze musi b.'zmieć jak zarzut, jeśli
uświadamiamy sobie źródła i konsekwencje takiego stanowiska. Sądzę
także, że można wyrazJić tu szerrs'Ząwą,tpjW0'ŚĆ,la mianowicie, 'Czy owa
integralnoś,: w nowoc'Zesnej nauce, !s:z'Czególnienauce o kultu['ze, jest
w o~óle mOlżliwai pożądana.
Świato:::oglądowe uwikłarnia ewolucjonizmu dotyczyły nie tylkoQlpozycji wobec kre'acjonistycznych interpretacji świata. Ewoluc.i'Ornizmw latach 40-tych i 50-t)"ch zmuszał także do zf'ewidowani,a markslistowski&gt;ej
teorii rozwoju 's]}ołeczrnego.Był to niewątpliwi·e jeden z powodów, dla
których zainteresowanie ewolucjonizmem w Polsc·e nie zail'&gt;tUliało.We
19

st.

Ossowski, Doktryna

marksistowska

.. "

s. 195.

�Tradycja

metodologiczna

powojennej

wSJpomn:~anym tu 'okresie ewolucjonistyczna

etnografii

teoria

65

polskiej

kultury

w wersji
r'ozwoju
marksizmu.

L. A. Whitc'a weryfiikowaba enge,sow:sko-morgenowskJi schemat

kultury. W artykule zatytułowanym
Teoretyczne
zadania
S. Ossowskizwracał
uwagę na potrzebę takiej weryfikacji:
... "dz'i'e-dz:1n&lt;'1,
w 'któJ'ej unowolc7;eśnienie marksizmu wydaje s'ię konieczone, jest etnJlogia. P'odczas, gdy w sprawa·ch ksztaltowania się typów osobowych marksiści wykazują tendencjeantYll'.'lturalistyczne
(antYl'asizm, anLynatywizm) ;i skłonni są wyzyskiwać w pełni 'll(lWOCZ,2sną
s0cjolog,ię w uwyc.atnieniu roli cZY'u,illkóws:I='ołecznych i ku1'tur'owych,
to w poglądach na ewolucję społ-ecz·eństw ludzkich resp2ktują w dalszym ci'lgu dziewiętnaS't'owieczny morganawski naturalizm zakładający,
ż·e dr'oga rozwoju :'&gt;;Jołeczeństw jest jednJrodn3 z ba,rdz,o wąskimi gr'anicami odchyleń; że i'&gt;połeczeństwo ludzkie 'przechodzić musi kolejne stadia f'ozwoju wokr.eślonym
,polfządku, podobnie jak pTzechJdzi je
w określonym p'ol;'ządku każdy organizm zwierzęcy oichwili
poczęcia.
Materiały zdobyte prz€z nowoczesną etnologię wykazują ••że €wolucja społeczeńS'tw ludzJ\:iIcndok'Juuje się w s,oosob daleko bl.rdziej sikomplikJwwny. Fakty te ma1rksiz.m ml1:S'iW'chłolnąć. Nie mJżn.a dziś rpoważll1lie
dyskut'Jwać 'llladprawami 1"ozwoju nie znając wyników badań 'pr'owadzonych w ciąguQlstatnich 6 1-at,nie mając argumenta'cji, którą na ;początku
bieżą,e2g.o 'stuleci'a wytoczyła przeciw dawnEmu €W'olucjlQnizmJwi tzw.
szkoła histolryczma i argum2ntacji, którą później "funkcjonaliści" przeciws{awili ohu tamtym kierunkom" 20.
Wskaz'aJn.ie k'olniecznoś-ci :reintenpreta'cjimarksi·stoW'skiej
teor1'i r'ozwoju społecznego łączy się w wypowi'edzi OSS1owskiegoze wskazaniem
źródeł ·alfgumentów d_'a tego zabiegu. ZaS'adniczym źródł-em owych argumentów mają być etnologiczne konC'Clp-cjelf'ozWOju kultury. Fakt, że
stwierdzenia te ;p:yz,Qlst'a!ypratycZlnie w sferze :pQlS'tul,atów,tłumaczyć
może wspomniana już sytuacja ówczesnej etnografii polskiej stwarzająca
zarówno niechęć ku ingel'encji w problem3.tykę wykracz·ającą ,poza \przyjęty kanon dziedz.ilny maz 'nieznaj&gt;omość teorii kUltUTY. Warto przypomnieć, :iż tezy now.egoewolucj:onizmu przedst.cl.'wkme wstały ipO razpierwszy w polski'ch pubhkacjach w latach 51 - 56, podobnie jak inne kLieetnol:Jgii.
Najbardziej ~nteresująoa jest kwesti.a ni'Clprzyjęci,a się .ewolucjonizmu
jako kierunku w etnografii po1sk'i'ej, gdy isięgnąć do Ipóźniejsz.eg'O'Okre!Su
r,ozwoju dyscypliny, tj. -od drugiej .połowy la,t 50-tyoh. UW21f1mkO'wa'l'lia
jakie kształtowały profil etnografii do 1.8&lt;:&lt;0 dkr-esu uległy zasadniczej
zmi,onie. Dostęp do literatury O'iazosła.bn:ęcie :presji o char'2kt'2T'Zeideologicznym umJ'żliwiały p'rzyswojenie obcych dotąd t€oTii. Brak prak20

l

Lud.

st. Ossow~ki,
t. LXVIII

Teoretyczne

zadania

... , s. 214.

�66

KATARZYNA

KANlOWSKA

tycznego, poza teoretycznym, z'a'interesowania ewolucjonizmem należy,
moim?Jda'l1iem, u:patrywać w czymś, 00 nazwałabym tradycją polskiej
etnografii. Pominąwszy bowiem uwaJ'unk'O'Walnia,jakie niosły ze sobą
laba 40-te i 50-te, trzeba tu wziąć !pod uwagę charakter polskiej etnografii, który wykształoił się przez ,całe lata badań etnogra£i.cznych. Przedwojenna etnogr'afia stała się w Polsce oSlobnądyscyphną dopiero na przelomi'e lat 20-tych. Jakkolwiek nawet wtedy, gdy funkcj.onują katedry
etnog!l'afii, sama dyscyplina nosi jeszcze nadal charakter raczej ludozlllJa'Wczy.
Charakter ten od!powiadał z resztą okreśLonym potrzebom społecznym, na które niej'ako od swych początków etnografia w Pio!sce odpowi1adał,a. Nie jest moim zlamiarem allllaliza początków polsk!i,ej etnografii, choć ipr,oblem sam w sobie wymaga sz.erszegoopracowalni,a tym
bardziej, ż.e dysponujemy literaturą omawiającą fragmentarycznie
to
zagad!nieni'e. Chcj,alabym jednak zwrócić uwagę na spuściznę t-eore&lt;tyczno-metodologi-C:cnątego O'kresu, która W:T·a.z
z nawarstwieniami powojennego piętnastolecia ukształtowała, w moim odczu'colu,pewien szczególny
obraz lloaslzejdyscypliny; ()Ibraz, który dOlpie:row koń,cu Jat 70-,tych zaczynał być zmieniany.
Wspomniałam, że do połowy lat 50-tych w powojennej etnografii polskiej dommował pewien kanon 'analiz badawczych sprowadzający się do
monografii :róż.neg'otypu oraz odznaczający się, mającą różne źródła,
niechęcią do deklaracji teoretyczno-metodologicznych. Otóż jestem zdania, iż oałaprz€'szłość, tak przed jak i tuż powojenna polskiej etnografii,
wyksztakiła i utrwaliła pewien szc:uególny sposób patrzen~a na kulturę.
Kultura badana joest poprzez rzeozy. Jest faktem dość paradolksalnym,
że etnografia tego okresu spełniała niemal eabkowicie postulaty durrkheiffi'ow:Slbe.Wyrażając je, dokonawszy naturalnie UpI'oszczenia w najkrótszej f'armie, można joesprawadzićdo czterech tez: a) fakty spoleczme należy traJktować j'ak rzeczy, b) wszystkie fa'kty społeczne są element,ami
syst'emu, po:z;ostają'cze sobą we wzajemnych związkach, c) bada,nie faktów Sipołecmyeh win:no być badaniem obiektywnym, wo,lnym od wa:rtośściawania, d) badaniuwmno
,podlegać 1:0, 00 opowta.rzalne,a llIi-ejedn,ostlmwe 21. Wlsp:ymniany jednak ,paradoks polega na tym, ż.e uwz;ględnia'llo prrede wszystkim dwie pierwsze dyrektywy. Ba,danie f'aJktówkultur'owych jak rzeezy oraz śledzenie ich uwikłań ikont.e1kstowych stanowić mogboby ,obiecującą metodę badań etnografi.cz:nych. W rZ€czywisto'wi etnografia tamtego okresu interpretuje tezy w specyficzny sposób. Fakty kulturowe wybrane do badania poddane są selekcji {np. w etnografii tuż ipowojennej przeważ,a zdecydowruniezainteresowa:n:ie kultu21

J. Szacki,

Histo'1'ia myśli

socjo'!ogicznej,

Warszawa

198;1, cz. I, s. 413 - 442.

�Tradycja metodologiczna powojenne) etnografii polskiej

61

rą rnateriaIną), zaś kootekst ich występowania czy wzajemne 7)wiązki
- śledwI1e są w wielu, a nie we wszelkich aspektach.
Para.doksalną sytuację nasz.ej etrKlgrafii charaktyryzuje także li to, że
powyższe dyrektywy reaHZIOwanesą także tam, gdzie deklaracje mniej
lub bardziej Wlpr-OSt
składa:ne odnoszą się do zgoła innych niż durkheimowskie mienta'cji Wydaje się, iż ws&gt;pomni'ane tezy Durkheima przyjętooza oczywiste, za t,a'kie, z któryn1i wszyscy się zgodzą. Daje to
w efekcie sZJCZególnepodejście do przedmiotu badań. Stwarza bowiem
sytuację "urzecwwnieniia" obiektu zainteresowań niezależnie od tego.
czym ów obiekt jest, w ramach jakiej rzeczywistości materialnej czy
społecznej funkcjonuje. Oczywiście, słabość tego 'ootat1;niego!podziału
płynącego z tJ.~adycyjnegow etmografii 'rlozró:żmieniakultury materialnej,
społecznej ti duchowej nie tłumaczy dokładnie specyfiki wspomnianego
wyżej zwbicgu. Chc(; jednak zwrócić uwagę na falkt jednakowego trakbwani:a przedmiotu badań jakie przyjęto w ,praca'ch etnograficznych.
Kanon badań monograficznych stworzył pewien schemat anahz w etnografii, schemat, który wykazuje wyjątk.ową trwałość. Trakt'Owanie zjawcisk jak rzeczy sprawiło, iż tak samo traktuje się obiekty maieri,alne,
j-ak im,tytucje (rodzinę, pomoc wzajemną), obrzędy. Wykształciła się
pewna log:ika analizy, która nakazuje Iprzedstawić genezę, staJn wSipółczesnyi kontekst występowania badanego zjawiska, czyli tzw. sposób
funkcjoonow~l1ia.
Tak porządek :P(Jsitępowania badawczego dominuje w powojennych
pubiikacja-eh etnogra£'i-ezmych i nie -popełnię błę-du stwierdziwszy, że
utrzymuje się z całą :mocą i dzisiaj. Co więcej, tak:i sposób analizy nie
zmienia się bynajmniej w ,zależności od teoretyczno-metodoIogiczmej
orientacji autora, orientacji, 'która od lat 70-tychnieco
wyrażniej się
różniouje. Naturalni'e, zadać :sobie można pytanie, czy badania etnografic1J!lew ,ogóle mogą być podporządkowane innej logice? Rozważenie takiego IPytania dotykać musi zarówno kwestii przedmiotu !badań, jak i ich
metody. Jedno i drugie bowiem może modyfikować tryb postępowania
b3dawczeg-o. W ·ostatecznoŚCi jednak 'Pytanie to sprowadza się do wizji
etnografii, do rozsądzenia celu jej uprawiania.
Przyjęło się twierdzić, iż etnografiapo'lska tkwi w tradycji nauk historycznych. Taka ;pozycja etnograHi prz.esądza nie tyle o metodzie {ta
może być różna, bez narusz.eniazasac1niczeg·o charakteru dyscypliny),
ile o ·zacloamiu
jakie ma do spełnienia. Etnografia w Polsce przyjęła perspektywę reonstrukcji i dokumentacji kultury za wiodącą. W języku etnografii operuje się często zwrotem "obro'z kultury". Określenie to wyraża, najpełniej w moim przekonaniu, przyjęty u nas sens dyscypliny.
Badania et.no:grafi.czne mają ibyć dokumentalną fotografią przeszŁości

�68

KA T ARZYN A KANIOWSKA.

'i ws.pólczesnośoi 'kultury;

iot::&gt;grafią, której dokładność i o'Stmść pozwala
przyjrzeć się szcz-egółom i związ.k,om między nimi. Na pyt::l'l1ie UJ, czym
jest kultura, etnografia odpowiada, jeśli można dal·ej trzymać się ,powyższej metafory - a_bumem fotografii. Taka wizja dyscypliny tłumaczy za,pewne w etnogr,afii p::::lsk-~·ej
pewne koncepcje, jak n,J. fU:1kcj'J.nalizm czy .strukturalizm, choć pOl9iadają swois,ty "lokalny koloryt",
przyjęto
wiele chęt,niej .niż -ewolucjonizm, :S:ZJczególnie
z,aś nowy ewolucjo:nti:zm22.
U źródleł ewolucj'olUizmu leży bJwiem c:ałkawicie()dmienne pojmJwanie nauki o()'kulturze. Wizja dyscyphny wiąże się w nim bardzo ściśle
z wizją kultury. Wspókz·esny ewo,Uocj&lt;miZlmjeSlt r·efj'eksją o kulturz.e
ludzkiej, opozycj&lt;i ,czlJwieka wobec kultury, o zależności'ach kultury od
&amp;'Wi,ataprzYtfody. Prz,ede wszystkim jedna·k, to 00 najist.otni'ejsze - ewolucj,onizm jest spojrzeniem na kulturę pop'rzez Jej procesy anie rzeczy,
jej elem&gt;€iI1tyskładowe. Wa:rto t:akże z'aJzn.aezyć,ż,e dzisiejszy ewolucj-onizm -odszedł już dość d-aleko od iP'ootulatu badań faz r'Jzwoj&lt;Jwych, ;postulatu, który jak się o tym pr,z,21lmnalam,naj-czę5ciej .kJjarwny jest
w pa_skiej etnogr:ahi z :iJnter'e:sują.cąmnie tutaj k&lt;mcepcją kultmy. Jeśli
wyczempywała by się 'o:n'a główn:i,e właśnie w dyrektywioe śledz€'11iakolejnych focrm I'O'zwoj-owych, nie byłaby niewątpliwie odrzuoona iPfZ2Z
polskich et.rngrafów, bowiem mieś:ciłaby :się ZlIl.'Cllk:mlioie
w przyjQtej ;perspektywie r'ekolD&lt;s'trukcjii dlQlkumell'tta'cj.i
kultury. Trzeba z resztą wQP,omnieć, iż w szeregu por,actaki sposób badań uwzględniono zarówno w molD.agrafia,chja,ki badarrriCiJch
innegio typu, n(l. ,atlasJwych. Zdać S:Jbie należy jednak sprawę z faktu, iż klasyczny i wspólczesny ewolucjomizm tJ ni,emal dwa różne ikieru:nlki, wywodząc'e się ,owsz'em z jednego pnia,
:zywać,iż fakt badanb rozwojuczegoko;wi-ek
świadczy o eWJlucjonia~e reptI"ezentują-e.eilnną refleksję o kulturze. Błędem bylJby zatem wskastycznej orientacji badacza.
Biorą1c pod uwagę Ip'Jwyższe stwierdzenia, zilllstr'O'wanie różni'c, jakie
za'chodzą między przyjętym
modelem etnografii polski'ej a e1:n'oloogią
ewolucj-onistycz:ną, 'pn.edstawić można zwięźle wyliczając cechy obu perspektyw wi-dzenia ku:tury. Oczywiście, zabieg tak i -kryje w S'obie prżewrotność, z której zdaję sobię całkowicie sprawę; .przewrotność polegającą nl prz·e'Ciwstawieniu ew::&gt;~ucj::m'zmu"reszcie teoretyczD!J-metxlo.J.Jgiczn-e,?o św;iata emJl'ogii",al€ ukazuje zapewne d&lt;Jbi'tn~ejróżnioeowych
wizji dyscyplimy:

°

°

22 Mów:ąc
o lokalnym
kolorysie .mam tu na myśli te różnice, jakie wyrazme
zaznacza5ą s.ię w anGlizach klasyków - s'trukturaliSJt6w f.r.ancus:kich czy tartuskich
i pracach naszych etnografów
deklarujących
tę orientację
metodologiczną.

�Tradycja

metodologiczna

kultury
poprzez
rzeczy
synchwniczne ujęcie kultury
skala mi/kro
sp&lt;JłecznGśćlookalna, etniczna,
naif{)dowa
cechy kultury

powojennej

etnografii

polskiej

69

kultura
poprzez
p~ocesy
diachfiOnlCZneujęcie kultury
skala makro
kultura ludzk,a
ptr'awa kultury

Zakres wymienionych kolejno cech a:nalizy, j'akiecharakt,eryzują każde z 'Podejść badawczych, częściowo IIlI8 :siebie zachodzą, .rup.dwie iPi€['wsze cechy w każdej z kolwmn nie są r,o:Złączne(badanie !kultury poprzez re:eczy i obraz 'kultury oraz badanie kultury :poprzez procesy i ,diachroniczne ujęcie). Chodzi mi jednak o wsk8JZanie chaTia'kteru zaintetresowani'a kulturą w obu przypadkach, ·azatem ,o wykaz,a!nie, :iż w każdym z tych dwu sposobów wp.rawiania nawki o kulturze inny wybiera
się 'Przedmiot zainteresowań ,i inną interprebację, powstając przecież
w tych samy'ch gralnicach, w granicach refleksji ,o kulturze. Odmi'en.no:ść
tej refleksji w ewolucj'auiźmie współczesnym stanowi, w moJej O!pini:i,
dodatkowy i szczególny argument, by dokonać .głębszej anahzy d~~S'iejszych wersji ewolucjonistycznej te,orii kultury.

Katanyna

Kaniowska

IVIETHODOLOGICAL

TRADITiON OF THE POST-WAR
AND EVOLUTIONISM

POLISH

ETHNOGRAPHY

(Summary)
The article is a paT·t of a more comprehensive'1ext
on evolutionisti(; aOld so(;iobiological concepts of (;u!tu ~'e. Both trends are sit'uatcd within a different {)oncepton' ni culture then tho.,e common for Polish ethnography.
Anglo-Saxon
ethnolDgy. e'pe(;ially .!\nwriC&lt;lI! anthropology,
places interpretations
of culture also within
the ;;('rspecli \'c uf the achievemenls
of natural s(;ienC'es. Such references
have not
bee:1 macie ill PoJi,h elhno,(raphy
so far, but altho';ligh the lack of interests in ;-;0ciobiology i:i uilderstand,lble,
cvolutionism
has not been known and commented
upon since the turn of the 19th (;entury, for it has not found favourable
conditions
in Polic;h eth:lO~raphy.
There are various reasons for this phenomenon,
mainly
poliUc.al (;onditions of the dev(;lopment of social s(;ionccs i·n the posit-war Poland
i.ud certain traditions
of Polish ethnology which resulted
in the lack of interest
in evolutionism.
The article attempt., at pre,enting
(;onditioll.s which caused the above-mentioned Ijck of i:1tcrest in evolutionnistic
cthnology
within the domain of Palish
ethnography.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5899" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5879">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/294c0d4db93b46bac35fe246a78fbba9.pdf</src>
        <authentication>7a36b57d15db5aeba79beb99b20aa79a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70346">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70347">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70348">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku etnologii - garść wróżb u progu nowego wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70349">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.96-105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70350">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70351">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70352">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70353">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70354">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku
etnologii - garść wróżb u progu
nowego wieku
J a n u s z Barański
Z pewnego punktu widzenia mijający wiek można by
uznać, obok paru innych charakterystycznych jego wyznacz­
ników, za wiek etnologii - i to w podwójnym sensie. Przeży­
ła ona bowiem wtedy i schyłek pewnego etapu swego rozwo­
ju, i swą świetność. To w tym wieku na dobre zanikły trady­
cyjne nieelitame kultury, którymi etnologia się karmiła, to
w tym wieku dopełnił się proces kształtowania się narodo­
wych tożsamości, dla którego etnologia była wspomagają­
cym narzędziem, to w tym wieku zakończył się okres trwają­
cego kilka stuleci kolonializmu, który dawał głównemu jej
nurtowi polityczną sankcję. Z drugiej strony, w tym wieku
okrzepła etnologia w dojrzałej i unikalnej formie, której pod­
stawy dał zresztą emigrant z Polski, Bronisław Malinowski.
Czy zniknięcie wspomnianych komponentów etnologii ozna­
cza kres możliwości wykorzystania unikalności jej perspek­
tywy - oto inaczej nieco sformułowany tytułowy problem.
1

Od Levy-Bruhla do Baudrillarda
W wydanym niedawno zbiorze klasyki postmodernizmu
znalazło się miejsce także dla Jeana Baudrillarda, krytyka
współczesnego społeczeństwa i kultury. Ponieważ całe dzie­
ło francuskiego badacza jest dogłębnie przeniknięte antropo­
logiczną wyobraźnią, mały ten przekład jest dla etnologa do­
brą okazją, by zaczerpnąć haust świeżej myśli z przesłania
mistrza. Już tylko ta jedna wypowiedź daje dowody owej wy­
obraźni, czego efektem są dwa teoretyczne koncepty, sięgają­
ce do samych trzewi antropologicznej wizji świata - choć
sam autor odżegnywałby się zapewne od takiej kwalifikacji.
Jeden z tych konceptów to właściwie główny nurt syste­
mu Baudrillarda, projekt hiperrzeczywistości, rzecz znana
szeroko i powszechnie komentowana. Cóż etnologicznego
w tej wizji człowieka i jego świata?
Otóż, w wymiarze metodologicznym jest to postawa owe­
go outsidera, składająca się na etnologiczny oręż, który każ­
dy rasowy etnolog dumnie prezentuje i co stanowi o jego wy­
jątkowości i odrębności. Zgoła wzorcowa Straussowska
„astronomiczna" perspektywa, która pozwala samemu myśli­
cielowi patrzeć na siebie i swą kulturę z maksymalną dozą
krytycyzmu. Tutaj zresztą dotrzymuje Baudrillard kroku nie­
którym postmodernistycznym antropologom, którzy umknęli
tekstualistycznej sieci, jak na przykład Paul Rabinów określa­
jący swą postawę jako kosmopolityczną. W wymiarze teore­
tycznym natomiast są to rozmaite odniesienia do wcześniej­
szych podejść, z którymi etnologia się identyfikuje, mimo że
pochodzą czasem z nieco innych dziedzin humanistyki i na­
uk społecznych. Można wręcz mówić o ich rozwinięciu, choć
2

3

96

Baudrillard nie nazbyt często przyznaje się do konkretnych
inspiracji. Bardziej mamy tu do czynienia z wypadkową
ogólnej ewolucji myśli XX wieku, która w najbardziej brze­
miennej formie okrzepła w postaci myśli postmodernistycz­
nej. Jak wiadomo, antropologia z jej ustaleniami, dotyczący­
mi głównie kryzysu przedstawiania, stała się jednym z inspi­
rujących impulsów tej idei i dostarczycielem argumentów dla
jej tez. Rozwinięcia jakich to antropologicznych podejść do­
patrzyć się można u Baudrillarda?
Autor przedstawia oto metaforę mapy i terytorium, znaną
zresztą przynajmniej od czasów szkoły General Semantics.
Tam mapa oznaczała język, terytorium - rzeczywistość, a na­
czelna teza mówiła oczywiście o językowym obrazie świata
i uzupełniała zbiór innych podobnych podejść, jak hipoteza
Sapira-Whorfa czy późniejszy kognitywizm. O ile jednak
w ujęciu Korzybskiego, twórcy szkoły, terytorium widziane
było dzięki mapie właśnie, Baudrillard powiada, że nie ma
już więcej podziału na mapę i terytorium, nie potrafimy już
ich nawet rozróżnić: nie chodzi już ani o mapę, ani o teryto­
rium. Coś zniknęło, mianowicie zasadnicza różnica między
tym, co przysparzało tyle uroku abstrakcji. Różnica odpowie­
dzialna za poezję mapy i urok terytorium, magię pojęcia
i czar rzeczywistości (...). Żadnego odtąd zwierciadła natury
i zjawisk, rzeczywistości i pojęcia. Oto rozpada się na na­
szych oczach podział na zmysłowe i racjonalne, rzeczywiste
i wyobrażone, konkret i abstrakcję, empirię i metafizykę, po­
zostaje tylko wszechogarniająca symulacja, rozkruszająca
fundament myśli europejskiej, po której pozostaje jedynie
bezład odłamków i wciskający się wszędzie pył. I Baudril­
lard, i inni przedstawiciele postmodernizmu spotykają się
z krytyką takiej oceny kondycji ponowoczesnej. Wydaje się
wszakże, że krytyka ta ma tylko ograniczone zastosowanie.
4

5

Nie wdając się w filozoficzne dywagacje z dziedziny logi­
ki i teorii poznania, można zauważyć, że podejście to nie jest
całkiem obce, jak się rzekło, etnologicznej tradycji teoretycz­
nej. Stwierdzenie bowiem końca dotychczasowych ontologicznych, poznawczych, logicznych, wreszcie semantycz­
nych wektorów myśli europejskiej, a więc także owej anali­
tyki wspomnianych powyżej binarnych opozycji racjonalno­
ści, przeto i końca dotychczasowej wizji kultury, przesuwa
nas niejako do czasów i terytoriów dosyć odległych. Oto bo­
wiem ów brak podziałów na abstrakcję-konkret, naukę-magię, pojęcie-znak itd. stwierdzano przede wszystkim w rejo­
nach odległych od kultury europejskiej, w tzw. niepiśmien­
nych kulturach pozaeuropejskich oraz kulturach nieełitarnych
warstw społeczeństw Starego Świata, do których zaliczano
powszechnie przede wszystkim kulturę ludową. Klasyk etno­
logii Lucien Levy-Bruhl, czyniąc z europejskich kanonów
6

�myśli miarę logiczności, zwykł mówić o logikach obcych jako prelogicznych, takich, co to nie znają, w Europie znanych
przynajmniej od czasów Stagiryty, kategorii pozwalających
odróżnić istotę od przypadłości, ideę od przedmiotu itd. Tam
to ogólne było równocześnie szczególnym, jednostkowe
zbiorowym, materialne duchowym, czego najlepszym dowo­
dem magia, owa protonauka, spójne narzędzie wyjaśniania
świata i panowania nad nim. Levy-Bruhl zastrzegał się
wszakże, że prelogiczny nie znaczy -jak to widzieliśmy - an­
alogiczny (daje istotnie szereg tego przykładów - przyp.
JB), nie uchroniło go to jednak od krytyki takiego postponu­
jącego podejścia wobec „dzikich". Synonimicznym określe­
niem tej prelogiczności była umysłowość mistyczna. W wy­
danych pośmiertnie pismach znajdujemy takie oto stwierdze­
nie: nie istnieje umysłowość pierwotna, którą dałoby się
odróżnić od innej poprzez dwie dla niej typowe cechy (mistyczność i prelogiczność). Istnieje natomiast umysłowość mi­
styczna, która jest bardziej obecna i łatwiej rozpoznawalna
pośród 'ludów pierwotnych' niż w naszych społeczeństwach,
jest jednak obecna w każdym ludzkim umyśle}
1

Wydaje się, że hiperrzeczywistość opisywana przez Baudrillarda to taka współczesna odmiana mistycznej partycypa­
cji, którą Levy-Bruhl widział głównie pośród wyznawców
magii deszczu i herosów założycielskich mitów, my możemy
wyśmienite jej przykłady wskazać w magii kina i postaciach
herosów komiksu. Nieszczęście Levy-Bruhla polegało tylko
na tym, że ze swą koncepcją i sposobem jej przedstawienia
niezbyt fortunnie pojawił się na rynku naukowych idei - za
wcześnie. Baudrillard przyszedł w sam czas, a jego myśl doj­
rzała wraz z dojrzewaniem epoki.
Drugi powód, dla którego uznać można Budrillarda za
kontynuatora etnologicznej myśli, to ontyczny status, jaki
przydaje on owej hiperrzeczywistości. Ponieważ jest ona sui
generis światem przedstawionym, pędzi ona żywot semiotyczny, coś na kształt mitu Barthesa, gdzie Baudrillardowska
symulacja to ów Barthesowski drugi łańcuch znaczenia.
I kiedy jeden mówi o kolejnych łańcuchach semiotycznych,
drugi powiada o szczeblach symulacji, np. o Disneylandzie
jako o symulacji trzeciego rodzaju: Disneyland istnieje po to,
by ukrywać, że Disneylandem jest cały „realny" kraj, cała
„realna" Ameryka} Roland Barthes nie zalicza się formal­
nie do klanu etnologów, zajmował się jednak materią stricte
etnologiczną, mitem, choć był to „mit współczesny". Wszela­
ko badacz ten wywarł tak wielki wpływ na zachodnią socjo­
logię kultury, zwłaszcza amerykańską, a także na polską et­
nologię, że również i z tych powodów wpisuje się w szeroko
rozumianą antropologiczną tradycję.
9

10

1

Przytoczone powyżej argumenty miały zaświadczyć
0 ważności myśli Baudrillarda dla etnologii, a więc i zachę­
cić etnologów do studiów nad nim. Jego prace wciąż są mało
znane w Polsce, zapewne dlatego przede wszystkim, że nie
ma właściwie przekładów jego pisarstwa, choć tłumaczone
jest ono systematycznie na angielski, co stwarza - rzecz jasna
- jakieś możliwości. A jest to prawdziwa skarbnica interpre­
tacji kultury współczesnej, zwłaszcza prace wcześniejsze,
w których badacz mierzy się z rzeczami tak zwyczajnymi
1 tak ważnymi zarazem, jak np. kultura materialna czy kultu­
ra konsumpcyjna.
Co innego jednak w wypowiedzi Baudrillarda jest na uży­
tek poniższych uwag najważniejsze. Najważniejsza bowiem
12

jest jego diagnoza kondycji etnologii, niezwykle krytyczna,
ale i niezwykle celna.

Etnologia i antyetnologia
Trzeba stwierdzić, że autor Le Systeme des objets pojmuje
zakres etnologii na sposób tradycyjny, a więc wąski, zbyt wą­
ski, by jego krytyczne argumenty mogły się odnieść do cało­
ści dyscypliny. Mianowicie etnologia to żywioł owych poszu­
kiwaczy kulturowych osobliwości i starożytności, którzy zwy­
kli jednak je dostrzegać dopiero w momencie ich śmierci. Co
więcej, stwierdza on, że ta śmierć jest etnologii do życia nie­
zbędnie potrzebna: Aby przeżyła etnologia, musi umrzeć jej
przedmiot} Innymi słowy, etnologia pojawia się wtedy do­
piero, kiedy ów „dziki" Indianin czy „prosty" chłop odsyłani
zostają do getta czy też zamknięci w rezerwacie - dosłownie
lub w przenośni. Dotyczyć to ma w szczególności etnologii
dziś, która już nie może wyruszać na eksplorację tych dzikich,
bo ich po prostu nie ma. Stwarza natomiast niejako swój
przedmiot, za cenę jednak jego uśmiercenia, to znaczy pozba­
wienia pierwotnej oryginalności i autentyczności. Oddzielenie
filipińskich Tasadajów od reszty świata kordonem sanitarnym
jest wyrazistym przykładem takiej właśnie świadomości etno­
logów o uśmiercających właściwościach ich samych: widzieli
już nieraz, Że w kontakcie z nimi tubylcy natychmiast się roz­
kładają jak mumia na świeżym powietrzu. Stwierdza przy
tym jednak Baudrillard, że właściwie diagnoza ta dotyczy nie
tylko etnologii: może cała nauka znajduje się na owym para­
doksalnym stoku, na który skazuje ją zanikanie jej przedmiotu
w akcie rozumienia} Etnologia byłaby więc przykładem
skrajnym uśmiercającej właściwości wszelkiego aktu pozna­
nia, bo najbardziej bolesnym, uśmierca się tu bowiem czło­
wieka, a nie zwierzęta czy związki nieorganiczne.
7.

14

5

Warto więc zwrócić uwagę, że etnologia nie po raz pierw­
szy wywoływana jest do tablicy, niczym łobuziak z ostatniej
ławki, który najwięcej rozrabia - po czym nic nie wie, i - co
gorsza - nie ma nic na swoją obronę. Kiedyś Leszek Kołakow­
ski okrzyknął ją najbardziej europejską z nauk, którą to cechę
ma zaszczyt reprezentować jakoby dlatego, że nigdzie indziej
jej nie wymyślono, tylko w Europie. Warto zadać przeto pyta­
nie, czy fizykę lub - na przykład - archeologię wymyślono po­
za Europą, np. w Japonii - oczywiście nie. W tym znaczeniu
nie ma czegoś takiego jak japońska fizyka czy etnologia. Są
one z gruntu europejskie, choć uprawia się je także i tam, i ro­
bią to Japończycy, choć zabarwione są one lokalnym kolory­
tem. W swych podstawach każda nauka polega przecież na
zbiorze działań, które poprzez obserwację, definiowanie, wnio­
skowanie etc. prowadzą do skonstruowania teorii wyrażonej
poprzez odpowiednio sprecyzowane pojęcia, których tworze­
nie również obwarowane jest pewnymi zasadami, podobnie jak
i uzasadnianie twierdzeń itd. itd. A wszystko to są pomysły eu­
ropejskie. Ponadto, stworzenie takiej konstrukcji nie byłoby
możliwe bez fundamentu dwuwartościowej logiki, która nie od
Konfucjusza pochodzi, ale od Arystotelesa. Etnologia tyleż sa­
mo jest europejska, co właśnie fizyka i archeologia, chemia
i historia sztuki, a przypisywanie jej jakiejś szczególnej wyjąt­
kowości w tym względzie sprawia, że jedni wynoszą ją do łask,
inni natomiast traktują z lekceważeniem. Dobrym przykładem
tego ostatniego podejścia jest właśnie opinia Baudrillarda,
16

97

�która - paradoksalnie - jest i trafna, i nietrafna. Jest ona bo­
wiem trafna w odniesieniu do części tylko etnologii, tej od
owych zbieraczy osobliwości i starożytności, nietrafna nato­
miast w odniesieniu do całej dyscypliny.
To drugie wzięło się z nieznajomości definicji, a więc i nie­
znajomości zakresu etnologii. Baudrillard zdaje się pojmować
etnologię tak, jak to przedstawiają zapewne wszystkie leksy­
kony świata: termin używany często równorzędnie i zamiennie
z etnografią, lub na oznaczenie nauki zajmującej się porównawczo-teoret. studiami nad kulturami gł. tzw. społeczeństw
niecywilizowanych. Wdzięczny leksykonowy skrót gł. jest tu
dobitnym wyrazem schizofreniczności takiej definicji. Cóż to
bowiem znaczy gł. tzw. społeczeństw niecywilizowanych: że
może po części także tych cywilizowanych; a jeśli tak, to w ja­
kim mianowicie zakresie? Coś więcej wiedzą na ten temat sa­
mi etnolodzy, jednak laik, sięgający po wiedzę do leksykonu,
oglądający popularnonaukowe filmy, czytający podróżniczą
literaturę itd., nie rejestruje już nawet tego gl. W potocznej
świadomości etnologia zajmuje się owymi społeczeństwami
niecywilizowanymi, obcymi ludami, tradycyjną kulturą ludo­
wą itd., co potwierdzi zapewne każdy etnolog z własnego za­
wodowego doświadczenia. Jak widać, sam Baudrillard pre­
zentuje taką właśnie wiedzę na temat zakresu etnologii. Na
czym polega więc trafność jego diagnozy?
11

Jest ona trafna właśnie w odniesieniu do tego wąskiego ro­
zumienia dyscypliny. Jeśli misją etnologii jest badanie i mumifikowanie wymierających form, to - istotnie - nie ma już cze­
go mumifikować. Tasadajowie byli bodaj ostatnimi - wszyscy
inni zostali już wcześniej skutecznie uśmierceni: są to po­
śmiertni Dzicy: zamrożeni, hibernowani, wysterylizowani, za­
głaskani na śmierć, zmienili się w referencyjne simulacra, sa­
ma nauka zaś przeobraziła się w czystą symulację. Rezerwa­
ty, skanseny, muzea, parki tematyczne to świat po etnologu, to
symulowana rzeczywistość, hiperrzeczywistość, która według
Baudrillarda rozciąga się jeszcze dalej, właściwie to jest wszę­
dzie. I na dobrą sprawę nie ma już samej etnologii, pozostała
tylko jej spadkobierczyni, antyetnologia, której zadaniem jest
szpikowanie wszystkiegofikcyjnymiróżnicami i fikcyjnymi Dzi­
kimi, aby ukryć przed nami, że cały nasz świat zdziczał, to zna­
czy, że spustoszyła go różnica i śmierć.™
ls

19

Dodajmy więc, że antyetnologia robi coś więcej jeszcze.
Antyetnologia mianowicie nie tylko mumifikuje to, co nie
zdążyło się rozpaść od ukąszenia etnologii, bo robi także coś
zgoła przeciwnego - klonuje. To nie uśmiercanie jest cechą
wyróżniającą etnologii, bo, jak sam Baudrillard przyznaje,
być może uśmiercają wszelkie nauki, a klonowanie właśnie.
Choć i tu nie jest ona samotna, dzieli bowiem tę umiejętność
przynajmniej z inżynierią genetyczną. Tak więc tam, gdzie te
rezerwaty czy skanseny, którymi mogą wszak być i całe re­
giony, zamieszkują żywi ludzie - tam miał miejsce udany za­
bieg rozmnożenia wegetatywnego za sprawą etnologów.
Tam gdzie urzędnik pospołu z kucharką i rolnikiem wdziewa­
ją raz na jakiś czas strój swego regionu, by pójść do kościo­
ła, spotkać się na deskach estrady, wystąpić w telewizji, pójść
na wesele - tam mamy ciągłość fenotypu. Tak przynajmniej
często wydaje się i zaludniającym te skanseny, i antyetnologom. Dochodzi i do tego, że antyetnolodzy badają jako pier­
wotne, oryginalne i autentyczne coś, co sklonowało poprze­
dnie pokolenie antyetnologów, miłośników folkloru czy eg­
zotyki, społeczników. Mechanizm to łatwo obserwowalny
21

22

9H

na rodzimej antyetnologicznej niwie: etnolodzy nieuchronnie
stają się w ten sposób działaczami i instruktorami kulturalny­
mi, a cała rzecz przypomina gonienie własnego ogona. Nie
znaczy to jednak, że etnolodzy takimi działaczami mają prze­
stać być - przeciwnie: czasami są oni najlepiej przygotowani
do takiej roli. Chodzi tylko o to, by znieść stan pomieszania
funkcji badacza i działacza, czemu sprzyja wspomniany me­
chanizm uśmiercania-klonowania. Jeśli etnolog nie jest po­
datny na zagrożenie rozdwojenia jaźni, może to być nawet ta
sama osoba.
O ile ma więc Baudrillard rację w odniesieniu do antyetnologii, że nie istnieje ona już jako nauka, lecz tylko jako pro­
jektor, w którego widmowym świetle żyjemy (my dodamy tu
jeszcze jej funkcję klonowania), to nie ma jej w odniesieniu
do etnologii „właściwej", czyli nauki o kulturze i kulturach umierający stanowią na szczęście zawsze znikomy procent
w stosunku do żywych. Jeśli nawet projekt hiperrzeczywistości ma zastosowanie i do tejże etnologii właściwej, to w zu­
pełnie inny sposób i w zupełnie innym wymiarze. Podobnie
zresztą jak i do innych dziedzin ludzkiej refleksji i ludzkiego
życia, bo w pewnym zakresie etnologia pędzi przecież taki
sam żywot jak historia sztuki, chemia i paleontologia, a obok
zakupów i wizyt w galeriach składa się na całą klasę ludzkich
form uprawiania życia.
23

Etnografia i antropologia
Można zatem zasadnie stwierdzić, że jedną z form upra­
wiania etnologii w Polsce jest antyetnologia właśnie, którą jak się rzekło - da się właściwie sprowadzić do funkcji dzia­
łalności kulturalnej, zwanej u nas folkloryzmem. Wprawdzie
jej główne ośrodki to muzea, skanseny, izby regionalne, ze­
społy folklorystyczne, kółka hafciarskie itd., „naucza" jej się
także i w ośrodkach akademickich. Występuje ona bodaj naj­
częściej pod emblematyczną nazwą tradycyjnej etnografii,
a jej adepci, zatrudniani w instytucjach typu muzeum etno­
graficzne, pouczają często, że etnografia to nauka o kulturze
ludowej. Nie wyczerpuje to na szczęście całego zakresu ro­
dzimej etnologii.
Jest bowiem i drugie pole aktywności etnologów. Na Za­
chodzie zwie się to krytyką kulturową, a uprawia sieją głów­
nie w ramach socjologii kultury i studiów kulturowych. Kry­
tykę kulturową interesuje szeroko rozumiana kultura współ­
czesna i jej przekrojowe, kontekstowe ujęcie. Spotyka się tu
więc literatura z filmem, kultura konsumpcyjna z teatrem, re­
klama z muzyką, media z kulturą materialną, plastyka z par­
kami tematycznymi itd. W refleksji krytyki kulturowej wy­
czuwa się ponadto przeświadczenie o ważności kultury ma­
sowej, kultury popularnej, której - de facto - w głównej mie­
rze ona dotyczy. Jest to przy tym podejście gruntownie empi­
ryczne, czego nie można powiedzieć o zainteresowaniach ro­
dzimej socjologii kultury. Ponadto, wspomniana przekrojowa
perspektywa zbliża ją do tradycji myśli etnologicznej, dla
której na codzienną strawę składały się tak różnorodne dzie­
dziny ludzkiego bytowania, że owo całościowe, „astrono­
miczne" widzenie człowieka i kultury etnolodzy mają (lub
powinni mieć) we krwi. W głównym bodaj periodyku pol­
skiej socjologii kultury, Kulturze i Społeczeństwie, tematyki
takiej jednak prawie nie ma, a jeśli już, są to raczej rozprawy
teoretyczne. Studia kulturowe, inny nurt krytyki kulturowej,
nie istnieje w Polsce jako odrębna dyscyplina.

�Tę lukę wypełnia za to ów drugi nurt etnologii, którego
emblematem jest antropologia współczesności. To właśnie
w ramach tej antropologii uprawia się taką właśnie krytykę
kulturową. Tematy - podobnie jak wyżej, choć odmienne
często ujęcia teoretyczne. W tym względzie zresztą uznać na­
leży jej znaczną oryginalność i niezależność. Dopracowała
się ona bowiem własnych koncepcji teoretycznych, choć rzecz jasna - nie bez wpływu z zewnątrz. Warto jednak
zwrócić uwagę na to, że na przykład inspiracje Bachtinowskie, Barthesowskie czy semiotyki tartuskiej pozwoliły na
podjęcie „współczesnych" tematów jeszcze zanim prace z te­
go kręgu zostały przyswojone na przykład w Ameryce - zre­
sztą nie przez etnologów, ale raczej socjologów. Główną
trybuną wypowiedzi tego nurtu jest od lat Polska Sztuka Lu­
dowa. „Konteksty", kwartalnik, który nie stroni przecież od
innej, również tej antyetnologicznej problematyki.
24

25

Mimo wielkich zasług dla rodzimej etnologii nurt ten
cierpi jednak na jedną, nie przezwyciężoną dotychczas sła­
bość. Większość prezentowanych w nim podejść ujmuje
wytwory kultury w ich autonomii, niejako statycznie, unie­
ruchomione, a nawet cokolwiek martwe. Tak jakbyśmy
mieli do czynienia ze swoistym fatum semiotycznej kate­
gorii „tekstu" w połączeniu z postmodernistycznym „czyta­
niem" kultury, co w efekcie daje projekt czytania tekstu
kultury przez badacza, tekstu, który jakby zakrzepł w zna­
czeniach wraz z wysychaniem drukarskiej farby czy jakie­
gokolwiek innego nośnika sensu. A tak nie jest. Kultury nie
da się sprowadzić do jednolitego tekstu, bo są tu także dy­
namiczne obrazy, wielogłos wypowiedzi jednostek i grup,
rozmaite kolorystyczne odcienie. Tymczasem wydaje się,
że mamy tu właśnie do czynienia z inną nieco odmianą
uśmiercania przedmiotu badań: analizowana tu reklama, l i ­
teratura, plastyka czy kino „nie żyją" w sensie społecznym.
Odnajduje się oczywiście rozmaite archetypy i wątki,
struktury i mity, nie wiadomo jaka jest jednak tych treści
recepcja. Czy i jak użytkownik jakiegoś wytworu mu ule­
ga, co o nim sądzi, jakie ma on dla niego znaczenie, jaka
jest hierarchia tych znaczeń. Obrazy filmowe, dzieła sztu­
ki, przedmioty materialne, a nawet sceniczne gesty zostają
tu przez badacza skutecznie skrępowane więzami orientacji
teoretycznej, unieruchomione, a przecież ich użytkownik,
człowiek, porusza się wciąż, i ciałem, i duchem: słucha
muzyki, ogląda reklamę, jeździ samochodem, odziewa się
i spożywa - użytkuje więc jakoś to wszystko i sam przypi­
suje temu jakieś znaczenia. Badacz zapomina tutaj, że
prócz kulturowej materii winien widzieć też i samego czło­
wieka, a raczej winien widzieć syntezę obojga, bo żaden
z tych członów nie może istnieć bez drugiego. Dotyczy to
także piszącego te słowa, któremu również nie udało się
wyjść poza taką statyczną perspektywę.
Krótko mówiąc, odczuwa się niemal kompletny brak „tra­
dycyjnych" etnograficznych narzędzi, które - wydaje się popadły w niełaskę: kwestionariusza, obserwacji czy audio­
wizualnych technik utrwalania źródeł. Także ich wywoływa­
nia. Odnosi się wrażenie, że wraz z porzuceniem zakresu za­
interesowań tradycyjnej etnografii zaniechano również i tra­
dycyjnych, choć świadczących o swoistości dyscypliny me­
tod pozyskiwania źródeł. To ten właśnie brak codziennego,
społecznego, praktycznego wymiaru dziedzin kultury cieszą­
cych się zainteresowaniem antropologii współczesności spra­

wia, że jej prace mają często impresyjny i intuicyjny charak­
ter, gdzie panoszą się rozmaite figury myśli, ideologie, war­
tościujące nastawienia. Zwłaszcza w odniesieniu do zjawisk
kultury masowej da się zaobserwować nieco redukcjonistyczne nastawienie, które trąci czasem postmarksowską perspek­
tywą, tą w wydaniu, jakże przecież zasłużonego dla badań
mass-kultury, Barthesa.
Chwalenie cudzego
Odrębny nurt, w ramach tego większego, to metodolo­
giczna krytyczna autorefleksja, która także zrodziła się z ro­
dzimych inspiracji, wszelako silnie podbudowana tzw. meto­
dologiami historycznymi. Trzeba przy tym stwierdzić, że
podobne prace na przykład amerykańskich antropologów
postmodernistycznych zaczęły ukazywać się na dobre dopie­
ro w drugiej połowie minionej dekady. Wprawdzie taki wpły­
wowy jej przedstawiciel jak James Clifford publikował już
w tym duchu w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, jed­
nak główne jego dzieło z tego zakresu ukazało się w roku
1988. Wspomnieć więc warto przynajmniej przełomowy
wręcz głos Robotyckiego i Węglarza, Chłop potęgą jest i ba­
sta, gdzie autorzy dokonali wzorcowej dekonstrukcji schema­
tów interpretacyjnych kultury ludowej, wykazując ich zmityzowany, figuratywny charakter.
26

27

Niestety jednak, niedługo potem przybiła do naszych sło­
wiańskich brzegów amerykańska postmodernistyczna fala,
która skutecznie stłumiła rodzimą, utrzymaną w podobnym
duchu refleksję. My natomiast zafundowaliśmy sobie kalifornizację naszej przaśnej, ale przecież własnej i oryginalnej et­
nologii: chodzimy wprawdzie po polskiej ziemi, ale głowy
mamy jakby zanurzone w wirtualnym smogu Los Angeles.
Co więcej, czytając niektóre prace polskich etnologów zain­
spirowane ustaleniami postmodernistycznej antropologii na
temat rozmaitych native people, odnosi się nieodparte wraże­
nie, że mamy oto do czynienia ze zjawiskiem pokrewnym
klonowaniu, zjawiskiem stanowiącym przy tym - paradoksal­
nie - samo jądro postmodernistycznej krytyki. Uprawiane
tam bowiem pisanie (czytanie etc.) kultury jawi się już nawet
nie jako tworzenie wirtualnej rzeczywistości, lecz zwyczajnej
fikcji, gdzie mocą osobliwej logiki podstawiania zamienia się
tylko miejscami Samoańczyka z Wielkopolaninem i tworzy
w ten sposób rodzimą postmodernistyczną antropologię. Im­
puls Węglarza-Robotyckiego nie został dostatecznie rozwi­
nięty, sam zaś Robotycki wziął później stronę Clifforda, ale
podjął też na szczęście i Baudrillardowskie inspiracje a więc jeszcze nic straconego.
Wydaje się więc, że mamy do czynienia z dwoma postmo­
dernistycznymi nurtami w łonie nauk społecznych, które mo­
głyby być dla polskiej etnologii interesujące i inspirujące.
Niech rzucone powyżej, nieco mimochodem, dwa nazwiska,
Clifforda i Baudrillarda, symbolizują te nurty.
Jest więc owa amerykańska antropologia postmoderni­
styczna, znana przede wszystkim dzięki publikowanym na ła­
mach „Kontekstów" kolejnym rozdziałom The Predicament
Clifforda, a ostatnio dzięki wydanej stosownej antologii te­
kstów. Nic w tym dziwnego, bo w sposób naturalny nieja­
ko, również z racji pokrewieństwa dyscyplin, nurt ten winien
być nam najbliższy. W końcu na całym świecie fizycy z jed­
nego kraju dzielą się myślą z fizykami z innego kraju, podob­
nie czynią historycy, farmaceuci i paleontolodzy. Świat się
28

99

�jednak zmienia, zmienia się też nauka i zdarza się, że do roz­
wikłania paleontologicznej zagadki potrzeba fizyka lub bio­
logowi bardziej przydatna okaże się rada chemika niż innego
biologa. To już bodaj książkowy przykład zjawiska interdy­
scyplinarności: wszak nikt nie kwestionuje istnienia takiej
odrębnej dyscypliny jak biochemia, choćby nie miała ona na­
wet formalnej reprezentacji w akademickiej strukturze. Dalej,
z nieco bliższych rejonów, taka anglojęzyczna nomenklatura
dyscyplin jak cognitive science, communication studies, cul­
tural studies (nazwa tłumaczona tutaj jako „studia kulturo­
we") nie ma bodaj odpowiedników w polskim nazewnictwie,
bo nie ma odnośnych kierunków akademickich. A te wła­
śnie kierunki w systemie nauki zachodniej to rezultat pogłę­
biającej się interdyscyplinarności, w której najcenniejsze jest
to, że porzuca się krępujący gorset tradycyjnych zakresów
poszczególnych dyscyplin, by umożliwić rozkwit nowych
dziedzin refleksji. Nie zawsze jest to jednak konieczne,
podobnie jak nie zawsze konieczne są zmiany w nazewnic­
twie. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, by nie trzymać
się sztywno utartych szlaków uświęconych tradycją, bo te
mogą oczywiście prowadzić na manowce. Podążanie więc za
drogowskazem z napisem antropologia może nie wystarczyć.
Same wyliczone powyżej dyscypliny są dobrym tego przy­
kładem. Ponadto, powstały one także między innymi z antro­
pologicznych inspiracji i - swoistym rykoszetem - bywają in­
spirujące dla samej antropologii. Nie potrzeba jednak sięgać
do przykładów z przyrodoznawstwa czy nie istniejących
u nas dyscyplin. Lepiej znanym przykładem jest historia. Et­
nologia staje się tutaj w ostatnich latach niezwykłym źródłem
inspiracji dla historyków, którzy sięgają po etnologiczne mo­
nografie, na których opierają swe studia nad rozmaitymi spo­
łecznościami historycznymi. Mamy więc i etnohistorię,
a słynne dzieło Le Roy Ladurie o średniowiecznej wiosce he­
retyków nie jest jedynym przykładem świadczącym o tym jak
płodna jest to inspiracja.

przykładem rodzimej wersji poststrukturalizmu, który nazy
wany bywał także orientacją strukturalno-semiotyczną, choć
niewiele już miał wspólnego ze strukturalizmem Straussów
skim. Zapewne właśnie owo poststrukturalistyczne konte
kstowe rozumienie kultury zaowocowało zmianą tytułu
wspomnianego wcześniej periodyku Polska Sztuka Ludowa
na „Konteksty" . Na uwagę zasługuje jednak nade wszystko
fakt, że polska myśl etnologiczna, choć pozostająca w znacz­
nej izolacji od reszty świata, wywodziła z wcześniejszych
nurtów konkluzje i postulaty zbieżne z tymi zachodnimi, o ty­
le przy tym wartościowe, że ilustrowane własnym materiałem
empirycznym. Ta zbieżność z podobnymi dekonstrukcyjnymi
przedsięwzięciami na Zachodzie jest potwierdzeniem jej traf­
ności, skoro niejako naturalnie, bez „podpierania się" obcymi
autorytetami, dążyła w tym samym kierunku. Istotna wszak­
że różnica w tych poststrukturalnie zorientowanych zaintere­
sowaniach kulturą współczesną pomiędzy myślą polską a za­
chodnią polegała na tym, że u nas wyrażali je etnolodzy, tam
- socjologowie.

Otóż wydaje się, że polskiej etnologii w większości pro­
blemów dalej do amerykańskiej antropologii niż do historii,
także dalej niż do socjologii kultury, studiów kulturowych
itd. Nie chodzi tu - rzecz jasna - o problemy metodologicz­
ne, bo te dzielimy z innymi antropologiami, podobnie jak
i z całą humanistyką. Chodzi o empiryczny zakres problema­
tyki. To prawda, że w czasach sprzed antyetnologii, w cza­
sach badania kultury chłopskiej, Boas czy Malinowski, bada­
jący „dzikich", mogli być i byli inspirujący dla badaczy „na­
szych dzikich", bliższych i dalszych, zwykle wszelako tych
słowiańskich. Dziś, gdy „nasi dzicy" wymarli lub pozostały
po nich co najwyżej tylko klony, doświadczenia Rice gangu
i innych z Maroka czy Meksyku naprawdę mają - oględnie
mówiąc - ograniczone dla nas znaczenie. Przykładanie zaś
maoryskiej miary do Krakowiaków byłoby po prostu śmie­
szne. Na szczęście nie dochodzi do tego zbyt często, a rodzi­
mi postmoderniści znajdują się na etapie komentowania usta­
leń amerykańskich kolegów. Wspomniane klony, jedyne „tu­
tejsze" odpowiedniki „tamtejszej" problematyki, dają się ba­
dać, ale z innych nieco pozycji.

Kapitalny przykład zastosowania rodzimej wersji przekła­
du kulturowego dał swego czasu Zbigniew Benedyktowicz.
Rzecz dotyczyła stereotypu, który, traktowany wcześniej pra­
wie wyłącznie w kategoriach etnicznego i społecznego dy­
stansu, uchwycony został tym razem w swej symboliczności.
Dopiero ten zabieg pozwolił wyjść poza typ wyjaśniania ro­
dem z klasycznego ewolucjonizmu i psychologizmu, posługu­
jącego się takimi określeniami opisania tego zjawiska jak au­
tomatyzm, przesada, uproszczenie etc. Skutkiem tego było
przeniesienie i kategorii stereotypu, i kategorii symbolu na zu­
pełnie nowy poziom abstrakcji, wskazanie zupełnie nowego
horyzontu interpretacyjnego, praktycznym zaś pożytkiem dla
dzieła międzykulturowego dialogu - dostarczenie lepszego
narzędzia rozumienia „obcości". Można więc powiedzieć, że
problem przekładu kulturowego, postawiony w tak dojrzały
teoretycznie i metodologicznie sposób, że mogą uczyć się ze
sposobu jego naświetlenia inni, pojawił się na naszej ziemi do­
brych parę lat przed postmodernistyczną falą. I znów, sam
wspomniany autor poddał się tej fali niedługo potem.

29

30

W tej konkretnej tematyce, postantyetnologicznej, prócz
wspomnianego wystąpienia Robotyckiego i Węglarza, wspo­
mnieć warto inny alians, tym razem Robotyckiego z Czają,
którzy odsłonili niegdyś mechanizm tworzenia zmistyfikowanej ludowości. Praca ta, jak i kilka innych, była zresztą
31

100

32

Należy wtedy stwierdzić, że sugestie amerykańskich kole­
gów płynące z badań na Bali czy w Meksyku mogą mieć tyl­
ko ograniczone zastosowanie do badań naszych folklory­
stycznych klonów czy dziedzin kultury nie sklonowanych.
Porównanie możliwe jest w każdym razie nie w tych teore­
tycznych i metodologicznych wymiarach, które skłonni są
wymieniać niektórzy polscy komentatorzy. Tak na przykład
problem przekładu kulturowego, najważniejszy bodaj, tak
eksponowany w tym podejściu, wydaje się kwestią zgoła
marginalną, a przynajmniej jest to po prostu problem innego
gatunku. Polscy etnolodzy bowiem, wybierając się na bada­
nia do Lasowiaków, skinheadów czy akwizytorów kosmety­
ków, pozostają wciąż w tej samej kulturze narodowej, prze­
mieszczają się tylko do jednego z jej symbiotycznych czło­
nów. Nie muszą poznawać zupełnie obcego języka, wiary, ja­
skrawo odmiennych obyczajów etc.

33

Jeśli chodzi natomiast o problematykę z zakresu krytyki
kulturowej, uprawianej w ramach antropologii współczesno­
ści, problem przekładu to głównie sztuka przekodowania, deszyfracji jakichś tekstów, rozumianych tutaj szeroko, semiotycznie. Podniecanie się więc filozoficzną różnią jest czymś
zgoła na wyrost.

�Etnologizacja poza etnologią
Wydaje się, że inspiracji innym nurtem postmodernistycz­
nym w humanistyce i naukach społecznych polska etnologia
dziś potrzebuje. Tym mianowicie reprezentowanym właśnie
przez - wydawałoby się tak nieprzychylnego etnologii - Bau­
drillarda, z jego krytyką współczesnego zachodniego społe­
czeństwa, ale także Pierra Bourdieu, z jego propozycjami
widzenia habitusu i stylów życia oraz logiki potoczności,
Michela Certeau czy klasyki Henri Lefebvre'a, z ich analiza­
mi życia codziennego - formalnie socjologiczny, dużo jed­
nak bliższy najnowszej tradycji polskiej etnologii, tej z ostat­
nich kilku dekad, przynajmniej jej „reformatorskiego" nur­
tu. Nie tylko z racji tematyki, którą jest kultura Zachodu,
a nie południowe wyspy, bo także przekrojowego podejścia,
nastawionego na wskazywanie pewnych kulturowych rudymentów, pierwocin, wręcz pierwotności, a więc czegoś zgoła
antropologicznego.
34

35

36

37

Dalej, brytyjskie środowisko socjologów kultury i bada­
czy z zakresu studiów kulturowych skupione wokół pisma
„Theory, Culture &amp; Society", z jego spiritus movens, Mike'em Feafherstonem, którego syntetyczne prace nawiązują
do najważniejszych kulturowych problemów współczesnego
świata: globalizmu i lokalizmu, estetyzacji i komodyfikacji,
tożsamości kulturowej i rytualizacji konsumpcji itd. Spośród
plejady innych badaczy tego środowiska warto wskazać przy­
najmniej na jednego - Michela Maffesoli, profesora Univer­
sity Rene Descartes, Paris V, ale również związanego
z ośrodkami brytyjskimi. Jego praca o nowoplemionach jest
klasycznym przykładem przejmowania przez inne dyscypliny
tematyki etnologicznej. Fakt, że nie chodzi o plemiona No­
wej Gwinei czy Madagaskaru, lecz nowe plemiona Europy religijne, konsumpcyjne, ekologiczne itd. Wszystko to zaczy­
na dotyczyć w coraz większym stopniu i kultury europejskie­
go Wschodu. Francuski badacz ubolewa, że w czasach glo­
balnej socjologii nie ma komu się zająć małymi grupami, ty­
mi z kawiarni, rogu ulicy, stadionu. Wspomniana praca prze­
nicowana jest rozmaitymi etnologicznymi inspiracjami,
a sam autor podkreśla wciąż, że interesuje go społeczno-antropologiczny wymiar zjawiska.
38

34

40

Przykład tego podejścia socjologa nie jest odosobniony,
zwłaszcza w postmodernistycznie zorientowanej socjologii,
gdzie podkreśla się postępujący schyłek wymiaru społeczne­
go na rzecz kulturowego we współczesnym świecie. Nie dzi­
wi więc ofensywa socjologów na kulturę właśnie, tradycyjny
przedmiot zainteresowania etnologii, czego wyrazem jest
znamienna wypowiedź Featherstone'a: Należałoby przypu­
szczać, że pojęcie społeczeństwa, tak ściśle związane z pań­
stwem narodowym, przestanie być głównym przedmiotem so­
cjologii.^ Istotnie, w jego pracach dominujące stało się poję­
cie kultury.
Warto sięgnąć wreszcie także i za Ocean, gdzie „kulturą
współczesną" również zajmują się głównie socjologowie. Czę­
sto i gęsto, a jakże, powołują się oni na klasyków etnologii,
która znów okazuje się inspirująca dla innych właśnie. Tutaj
także tłoczą się przykłady takich antropologicznie zorientowa­
nych peregrynacji socjologów, z których wymieńmy tylko Eri­
ca Rothenbuhlera monografię rytuału: od tego religijnego, po
telewizyjny. Kultura nie znosi bowiem próżni. Jeśli w cza­
sach po Turnerze etnologom nie w głowie już takie głupstwa
42

43

jak rytuał, bo mają teraz ważniejszą misję - „pisanie kultury",
co u nas oznacza często ni mniej, ni więcej tylko pisanie o cu­
dzym pisaniu o cudzej kulturze, to nic dziwnego, że w to miej­
sce wchodzi badacz z sąsiadującej dyscypliny. Widocznie do­
strzegł on to, co najważniejsze w postmodernistycznym pro­
jekcie: dowartościowanie kultur lokalnych i kultury popular­
nej, „mniejszych" tradycji i wszelkiej „obcości", odrzuconych
przez uniwersalistyczne aspiracje modernizmu. By pójść tym
śladem, nie wystarczy zaglądać przez ramię amerykańskim an­
tropologom na ich egzotyczne tematy. Jeśli już ktoś jednak
szczególnie łaknie egzotyki i wszelakiej wielokulturowości,
wystarczy wyjść na ulice dowolnego większego miasta, by zo­
baczyć „perski jarmark" żebrzących Cyganów, handlujących
Ormian, muzykujących Ukraińców. Doskonała to okazja do
zainicjowania badań na temat narastających w coraz mniej­
szym świecie problemów wielokulturowości.
Wydaje się więc, że etnologia cierpi również, i to w skali
globalnej, na jakąś trudno zrozumiałą obsesję samoograniczania się. Rzecz tę zauważono już dwie dekady temu. Miał mia­
nowicie wówczas miejsce proces, o którym pisał wspomniany
wcześniej Zbigniew Benedyktowicz: podczas gdy dokonuje
się etnologizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnogra­
fia. W tej samej jednak wypowiedzi, odpowiedzi na ankietę
rozesłaną w połowie 1980 roku przez redakcję Polskiej Sztu­
ki Ludowej, dotyczącą między innymi kondycji etnologii,
podkreślał, że etnografia jest marginesową nauką bez gra­
nic, co obok innych tego typu deklaracji było oczywistym
przykładem marginalizacji na własne życzenie. Tymczasem
proces etnologizacji innych dyscyplin trwa w najlepsze, etno­
logia sama natomiast nie może zdobyć się na wysiłek zetnologizowania samej siebie. Niech omawiany dopiero Baudrillard
posłuży jako doskonały przykład etnologizacji myśli socjolo­
gicznej, choćby jemu samemu nie postało to w ogóle w gło­
wie, zwłaszcza po tym, co stwierdził o etnologii.
44

45

46

Trudno powiedzieć w jakim stopniu te i podobne poglądy
zaciążyły na późniejszej (to już dwie dekady!) kondycji etno­
logii. Autorowi przytoczonej wypowiedzi trzeba oddać spra­
wiedliwość: wagę tych kulturowych marginesów udowadnia
od lat, co owocuje przynajmniej rozwijaniem projektu inter­
dyscyplinarności w łonie humanistyki i nauk społecznych.
Niestety, niegdysiejszy projekt odnowy etnologii, która
zwać się miała antropologią kulturową, został po paru latach
podmyty przez wspomniany amerykański prąd i tak dyscypli­
na, zwana znów etnografią, zaczęła dryfować ku nieznanym
lądom - i nie jest to ani kraj nad Wisłą, ani wyspa Bali. Rów­
nie daleko do obu brzegów i równie są one zamazane. Może
i trochę tego, i trochę tego: jeden to nieco wyalienowana ze
społecznego kontekstu krytyka kulturowa, zwana antropolo­
gią współczesności, drugi - kibicowanie cudzym wyczynom,
plus Malinowski na osłodę.
47

Albowiem przeświadczenie o antropologii rozumianej na
sposób maussowski, jako swego rodzaju królowej nauk, sca­
lającej rozproszone wysiłki poszczególnych dyscyplin
nie
jest rozpowszechnione pośród etnologów. Zacytowane słowa
pochodzą od socjologa, a więc niejako „naturalnego" rywala
etnologii na niwie nauk społecznych. Wygłoszone w dodatku
w czas kryzysu tej dyscypliny bodaj tak głębokiego jak nigdy
wcześniej, w połowie lat 70., mogły być wówczas z powo­
dzeniem odczytane jako szyderstwo wobec rodzimej etnogra­
fii. Co więcej, mogły być jeszcze jednym dowodem zakusów
48

101

�wobec zakresu i metod antropologii, jakie sąsiadującym dys­
cyplinom skłonna była ona przypisywać, do której najszerszy
dostęp miała mieć ponoć tylko ona. Podejrzenia takie tym
bardziej mogły znaleźć podatny grunt, że atmosfera pewnego
schyłku, dla niektórych tylko odczuwanego, przez innych
w ogóle nie dostrzeganego, i do szczętu wyczerpany paradyg­
mat - wszystko to sprzyjało nastrojom frustracji i podejrzli­
wości. Młodzi badacze, usiłujący wprowadzić przynajmniej
nowe metody w badaniu starych treści, stawiali dopiero
pierwsze, choć pełne animuszu kroki. Warto jednak podkre­
ślić, że nawet ci młodzi nie zdołali w zakresie dyscypliny
zmienić wiele, choć czynili takie deklaracje, a nowe metody
- strukturalizm czy fenomenologia - zdawały się otwierać
także nowe możliwości, jeśli chodzi o tereny penetracji.
Niech za wymowny przykład pewnej teoretycznej niemocy
posłuży wymiana zdań na wykładzie, na którym aplikowano
strukturalną metodę do analizy polskiej kultury ludowej. Na
zadane przez słuchacza pytanie, czy można z użyciem tej me­
tody zanalizować obyczaj chodzenia w dżinsach, równie do­
bry do badania jak „chodzenie z kurkiem", wykładowca
odrzekł, że oczywiście tak. Lata mijają, a nikt takiej analizy
dotychczas nie sporządził. Owszem, robi się te i podobne rze­
czy, ale często przyczynkarsko, na marginesach właśnie, czę­
sto bez porządnego teoretycznego i metodologicznego przy­
gotowania. Wciąż w mocy pozostaje krytyka Jerzego Sławo­
mira Wasilewskiego, w której wytykał on naiwność, monomanię interpretacyjną, brak całościowego ujęcia różnych sfer
kultury, mnożenie hipotez ad hoc etc. w wielu etnologicznych rozprawach. ' Jeśli dodamy do tego swoiste „podbiera­
nie" cudzych metod badawczych do użytku w ramach stare­
go, antyetnologicznego paradygmatu, lub coś zgoła odwrot­
nego - wkraczanie na cudze tereny, nieprzemyślane często
i niedojrzałe, to nie powinien dziwić taki oto komentarz, że
„etnologia zajmuje się niekompetentnie tym, czym kompe­
tentnie zajmują się inni". Albowiem beztroski wszystkoizm
oznacza oczywiście poluzowanie metodologicznych i teore­
tycznych rygorów.
41

50

Powrót do źródeł?
Być może obraz ten jest nieco zbyt ponury. Strzec jednak
winniśmy się i trupiego odoru tego, co etnologia uśmierca,
czy ograniczania się tylko do sklonowanych działów kultury,
ale nie powinny nas też zwabić ponętne zapachy ciepłych
krajów, zresztą z drugiej ręki, via Kalifornia czy Houston, bo
na dotarcie w tamtejszy teren zwykle nas nie stać. Tematyka
realna dla Rice gangu, dla nas, pomijając kwestie teoretycz­
ne, jest głównie odległą egzotyką. A teoria bez empirii to już
nawet nie filozofia, która wychodzi przynajmniej od potocz­
nego doświadczenia, a więc od jakiejś empirii - to jest po
prostu zwyczajne bujanie w obłokach.
Cóż więc po etnologu w ten czas (marny)? Z opinii Jerze­
go Szackiego, życzliwego komentatora meandrów myśli etnologicznej, wynika, że najbardziej unikalne i wartościowe
są dla antropologii nieprześcignione do dzisiaj wzorce stu­
diów w terenie. ^ Istotnie, obraz etnografa-terenowca okrzepł
przez dziesiątki lat w coś na kształt stereotypu. Nawet pora­
dnik dla wybierających kierunek studiów przestrzegał swego
czasu tych o wątłym zdrowiu, by, wybierając się na etnogra­
fię, mieli na uwadze trudy, jakie parający się tym fachem miał
ponosić wykonując swą profesję. Chodziło oczywiście o ro­
5

102

dzime słoty i tropikalne monsuny. Co inngo jednak stanowi
przede wszystkim o misji terenowca. Terenowiec to przede
wszystkim przeciwieństwo gabinetowca, a dokładniej nieco:
ktoś, kto po prostu nie potrafi powiedzieć nic konkluzywnego, jeśli nie ma żadnych terenowych (empirycznych) danych.
Mimo że całe legiony badaczy uprawiają (z powodzeniem?)
naukę głównie w zaciszu swych gabinetów, terenowiec cier­
pi na obsesję posiadania danych empirycznych, bez których
nie jest w stanie sklecić najprostszej myśli. O zgrozo, co bar­
dziej przebojowi spośród terenowców uważają owe czysto
gabinetowe studia za bicie piany, które - twierdzą - tylko dla­
tego umykają często krytyce, że powtarzają dwadzieścia cu­
dzych myśli, a nie dwie - unikają przeto tym samym oskar­
żenia o plagiat.
Ale bycie terenowcem nie musi koniecznie oznaczać
przemierzania piasków Mazowsza czy amazońskiej dżungli,
musi natomiast koniecznie oznaczać wrażliwość na konkret,
szczegół, odrębność, wyjątkowość, detal opisywanej rzeczy­
wistości. Niech za przestrogę posłużą przeciwstawne przy­
kłady dwóch wielkich szkół w etnologii: ewolucjonizmu
i funkcjonalizmu. O ile pierwszy przeszedł już do annałów
historii nauki, drugi - wciąż inspiruje, choćby terenowymi
doświadczeniami właśnie, albo też au rebours: mankamenty
pracy terenowca inspirują do refleksji teoretycznych, co przy­
padło przecież w udziale samemu postmodernizmowi. Ta
wyróżniająca etnologię cecha (i kapitał) nie musi jednak po­
zostawać w udziale każdego bez wyjątku etnologa. Odnosi
się jednak wrażenie, że - wobec wyczerpywania się starego
paradygmatu - niektórzy badacze po prostu nie wiedzą, czym
się zająć. Żeglują wskutek tego gdzieś właśnie pomiędzy
Wielkopolską a wyspą Bali, nie decydując się na żaden teren.
52

Tymczasem wielu antropologów o postmodernistycznej
orientacji wskazuje potencjalną drogę rozwoju. Rzecz w tym
jednak, aby wyciągnąć z ich sugestii konstruktywne wnioski,
nie wystarczy bowiem poprzestać na komentowaniu tego, co
Clifford napisał o Margaret Mead a Geertz o Levi-Straussie.
Ten ostatni podsuwa przecież przykłady stosowania rozmai­
tych stworzonych przez siebie narzędzi również do analizy
zjawisk „kultury współczesnej", kultury Zachodu. Czy mu­
si być tak, że pomysły te „podkradają", rozwijają głównie
bracia socjologowie, jak na przykład David Chaney w jednej
ze swych ostatnich prac, gdzie - a jakże - koncepcja teatral­
ności Geertza stanowi teoretyczną oś rozważań na temat dramatyzacji życia społecznego. Paul Rabinów, wychodząc
z kolei od Foucault, wzywa: Musimy zantropologizować Za­
chód: pokazać, jak egzotyczne jest jego konstruowanie rze­
czywistości; położyć nacisk na te dziedziny, które z założenia
uważane są za najbardziej uniwersalne (łącznie z epistemolo­
gią i ekonomią); niech wydają się tak historycznie osobliwe,
jak to tylko możliwe; musimy wykazać, jak ich roszczenia do
prawdy powiązane są z praktykami społecznymi i tym samym
stały się faktycznymi siłami w świecie społecznym.
53

54

55

Jeśli chodzi więc o rodzimą działalność antropologizacyjną, wykazane już zostało wcześniej, że na etnologicznej niwie
podjęli taką swego czasu, niezależnie i autonomicznie w sto­
sunku do ustaleń obcych, rodzimi badacze: Robotycki, pó­
źniej Węglarz, Piątkowska, Libera. To właśnie ta antropołogizacja antropologii w wersji metaantropologicznej, to znaczy
antropologiczna refleksja na temat antropologii samej. Gorzej
z antropologizacją epistemologii czy ekonomii oraz innych

�dziedzin wiedzy. W przypadku tej pierwszej, jak również po­
zostałych działów filozofii, rodzaj takiego podejścia prezentu­
ją niektóre inicjatywy filozoficzne, w przypadku drugiej przynajmnie głosy na temat tzw. kultur organizacyjnych czy
stylów życia - w aspekcie ekonomicznym właśnie. Etnolo­
dzy nie ujawniają na tych polach jeszcze żadnej aktywności,
ale nie są gorsi pod tym względem od swych zachodnich ko­
legów: nie widać jeszcze odzewu na apel Rabinowa.
Tymczasem jednak antropologizacja Zachodu trwa już
w najlepsze od lat, przyszła ona jednak jakby tylnymi drzwia­
mi. To właśnie wspomniani wcześniej postmodernistyczni
socjologowie kultury, zwłaszcza francuscy, już od lat przy­
najmniej 70., opisując rzeczywistość społeczną w terminach
habitusu, a więc kategorii bliskiej osobowości wtórnej w an­
tropologii, czy hiperrzeczywistości, a więc kategorii bliskiej
porządkowi ideacyjnemu, tejże antropologizacji dokonują.
Dalej ekonomiści, zwłaszcza specjaliści od marketingu i managementu, coraz częściej powołujący się na socjokulturowe
mechanizmy kultury; mówi się wręcz o schyłku ekonomii na
rzecz kultury. Nie mówiąc już o filozoficznych fundatorach
postmodernizmu, z Rortym czy Foucault, tak inspirującymi
antropologów - i nic dziwnego. W gruncie rzeczy, przecież
same podstawy myśli rozważają oni w kategoriach stylów
myśli czy typów racjonalności, co przynajmniej od czasów
Levy-Bruhla stanowi jeden z głównych nurtów dociekań an­
tropologii. Jest tak jak twierdzi Rabinów, że metarefleksje na
temat kryzysu przedstawiania w piśmiennictwie etnograficz­
nym wskazują na odchodzenie od tematów koncentrujących
się na stosunkach z innymi kulturami, a wzmożenie (nietematyzowanych) zainteresowań tradycjami przedstawiania i metatradycjami metawyobrażeń w naszej kulturze - bez zna­
czącego jednak udziału samych etnologów.
56

57

58

59

№

cia; powstają nowe kulty i formy synkretyzmu religijnego;
czas wolny wraz z jego coraz bardziej wyszukanymi formami
wypiera czas pracy, który także coraz bardziej organizowany
bywa w zgodzie z wypracowaną kulturą organizacyjną; kon­
flikty etniczne bynajmniej nie wygasają, pojawiają się nato­
miast nowe, jak np. pomiędzy gangami młodzieżowymi; nad
wszystkim tym dominuje coraz bardziej kultura konsumpcyj­
na. Wszystko to jednak wydaje się w znacznym stopniu leżeć
odłogiem - na puste miejsca wchodzą inne dyscypliny, moc­
no zetnologizowane, bo też i bez tego nie poradziłyby sobie
z materią, do której trzeba wyjść z gabinetowego zacisza, tak
jak robiła to niegdyś etnologia. W mocy pozostaje wciąż oba­
wa sprzed lat dwudziestu, że podczas gdy dokonuje się etno­
logizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnografia.
Tymczasem żaden prawodawca nie odwołał zadania etno­
logii, która ma wciąż badać i obyczaje, i wierzenia, i estety­
kę, i wyobrażenia, i sposoby urządzania domostw, i sposoby
gospodarowania, i kulturę materialną już nie jednego wyo­
drębnionego segmentu społecznego, jednej klasy, ale wszel­
kich klas i segmentów, których coraz więcej, coraz bardziej
zróżnicowanych, wytwarzających rozmaite sposoby na życie,
rozmaite kutury i subkultury. Nie w zastygłej rzeczywistości
XIX-wiecznej europejskiej wsi czy XX-wiecznego afrykań­
skiego plemienia, a w coraz szybciej zmieniającym się świe­
cie X X I wieku, świecie znikania starych wsi i starych ple­
mion, świecie, gdzie sformalizowany rytuał zastąpiony zosta­
je niesformalizowaną rytualnością zachowań, podział kultury
artystycznej na wysoką i niską zniesiony i zastąpiony rozma­
itymi ich mutacjami, również o równocześnie plebejskiej
i akademickiej proweniencji, gdzie wzory zastąpione zostają
modami i stylami, gdzie wraz z laicyzacją religii następuje
sakralizacja sfer niereligijnych, gdzie powstają nowe plemio­
na i nowe wartości itd. To jest ten zupełnie podstawowy ho­
ryzont etnologizacji etnologii. Nie tylko w wymiarze metaetnologicznym, a więc rozrachunku z własną teorią, ale o po­
ziom niżej: restytucja zakresu i metody etnologii w jej rudy­
mentarnym wymiarze, powrót do nich, do podstaw, gdzie
kultura (kultury) w jej aspekcie niezbywalności stanowi o za­
kresie, terenowe metody pozyskiwania źródeł natomiast sta­
nowią o metodzie.
61

Być może za wcześnie dla etnologii wkraczać na cudzy
teren z antropologizująca misją - często może to się zakoń­
czyć fiaskiem niekompetencji właśnie. Nie jest to jednak aż
tak konieczne dla jej „zdrowia" i rozwoju. Wszelako sama
antyetnologia (folkloryzm) czy antropologia współczesności
(krytyka kulturowa) nie zapewniają jej wystarczającego kon­
taktu z „żywą" kulturą. Kiedy Malinowski mówił o antropo­
logach, że to kronikarze współczesności, wiemy, że nie cho­
dziło mu wyłącznie o rejestrację zespołów folklorystycznych,
ani też wyłącznie o opis współczesnych antropologowi dzieł
sztuki. Wiemy, że chodziło mu o całość kultury, o której je­
den z ojców antropologii powiedział, że obejmuje wiedzę,
wierzenia, sztukę, prawo, moralność, zwyczaje i wszelkie in­
ne zdolności i nawyki nabyte przez człowieka jako członka
społeczeństwa. Inny zaś: zwyczaje, sposób życia, mowa, po­
dania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka
i tańce. Wydaje się, że wielu etnologom powrót do tych zna­
nych definicji potrzebny jest jak kubeł zimnej wody.
I Tylor, i Kolberg nie zdezaktualizowali się w zakresie ta­
kich rudymentów. Wraz z zanikiem ХГХ-wiecznego ludu za­
nikają wprawdzie „zwyczaje i obrzędy ludu nadrabskiego",
„kultura religijna ludu polskiego", „czas wolny i zabawa ludu
krakowskiego", ,Jconflikt pogranicza łemkowsko-pogórzańskiego" czy „pożywienie ludu wiejskiego", nie zanikają jed­
nak w ogóle zwyczaje i obrzędy, kultura religijna, konflikty
rozmaitych grup czy... pożywienie. Jak okiem sięgnąć, wszy­
stkie te rzeczy są, tylko inaczej: powstają nowe grupy
(sub)kulturowe; pojawiają się i znikają nowe mody i style ży­

62

W tym wszystkim należy porzucić dywagacje na temat fi­
lozoficznej różni, a skupić się raczej na kulturowej różnicy
i różnorodności, którymi była etnologia zawsze żywo zainte­
resowana. Stanowiło to wręcz podstawy jej odrębności jako
jednej z nauk o człowieku. Tak tedy postmodernistyczne ha­
sło „niech żyje różnica" to postulat z głębi etnologiczny - je­
śli rozwijany na poziomie empirii i teorii, a nie filozoficznych
konceptualizacji. I - jak się rzekło - nie jest on czymś dla et­
nologii kompletnie nowym, choć w szacie z końca X X wieku
może być niezwykle inspirujący.
Szeroko rozumiany obyczaj jest tu najlepszym przykła­
dem owej różnorodności pomiędzy kulturami, w ramach kul­
tur itd.., a jest to przecież sam rdzeń zainteresowań etnologii.
W czasach kiedy na wszelkie różnice jest tak wielkie „zapo­
trzebowanie", trudno sobie wyobrazić lepszą umysłową at­
mosferę sprzyjającą uprawianiu etnologii, ale etnologii na
miarę współczesności. Tym bardziej że rezygnacja z reguł
dyskursu uniwersalistycznego w filozofii, humanistyce i nau­
kach społecznych na rzecz partykularyzacyjnego sprzyja
i uprawianiu etnologii, i lepszemu rozumieniu problemów
63

103

�międzykulturowych o rozmaitym profilu. Albowiem olbrzy­
mie tempo ogólnoświatowego przepływu dóbr, informacji
i ludzi nie prowadzi wyłącznie do unifikacji kulturowej, ale
z równą siłą rodzi tendencje odwrotne (counter-tendencies).
Sprawiają one, że współczesne procesy globalizacji są raczej
„organizacją różnorodności" niż ekspansjąjednolitości. Pro­
wadzi to nie tyle do zaniku i redukcji, ile ujawnienia, a nawet
ożywienia specyficznych cech społeczności lokalnych, wzro­
stu znaczenia różnic kulturowych.
W efekcie otrzymujemy wizję rzeczywistości kulturowej ja­
ko wewnętrznie niejednorodnego zlepku heterogenicznych
praktyk, dyskursów, jako płynnej wielości „gier językowych ",
„światów przeżywanych",
„tradycji" etc. Jednocześnie
otwiera to nowe pole dla antropologii, której tradycyjną do­
meną było przekładanie wzajemne doświadczeń różnych
światów. (...) opowiedzenie się za strategią tłumacza, a prze­
ciw iluzji prawodawcy kroczącego po szczeblach poznania od
lokalnych, parafiańskich poglądów i praktyk do uniwersalnej
wiedzy pozwalającej na kontrolowanie rzeczywistości i pro­
jektowanie społeczeństwa, (...) tłumacza starającego się bu­
dować pomost pomiędzy różnymi tradycjami, systemami zna­
czeń w świecie, w którym wszyscy stają się czymś w rodzaju
„kulturowych hybryd". Być może więc rysuje się i nowa
perspektywa dla nowej applied anthropology.
M

65

Kultura w coraz większym stopniu przestaje być przy tym
sferą uświęcenia i tradycji, a w coraz większym staje się sfe­
rą rynku. Nie przypadkiem więc ustalenia etnologów cieszą
się takim zainteresowaniem ekonomistów czy polityków, co
stwarza możliwość nowej formuły jakiejś właśnie antropolo­
gii stosowanej. Na ten temat ma coś do powiedzenia oczywi­
ście socjolog: Zachowania i postawy rynkowe, podobnie jak
style życia, konsumpcji, czy dyscypliny pracowniczej, potrak­
towane jako zjawiska kulturowe w całej ich zmienności i uwa­
runkowaniu, przestały być postrzegane jako źródło organiza­
cyjnych dysfunkcji, ale obszar nowych, potencjalnych możli­
wości. W konsekwencji swoiste otwarcie, a nawet diagnoza

skali możliwej wielowariantowości działania stalą się ko­
niecznym elementem strategii każdej dużej organizacji.
Ponadto ujęcie kultury w aspekcie atrybutów społeczeń­
stwa otwartego i gospodarki rynkowej, a więc na miarę świa­
towych standardów, dawać może inne jeszcze profity. Może
okazać się bowiem pomocne w dziele prowadzenia określo­
nej polityki kulturalnej, może sprzyjać chronieniu pewnych
obszarów dziedzictwa kulturowego, z drugiej strony nato­
miast przyjmowaniu odważnie i bez kompleksów „nowego".
Polityki kulturalnej rozumianej nie jako wąski instruktaż ty­
pu folklorystycznego, ale coś więcej: w dobie wzmożonej
kulturowej komunikacji i wymiany, strategię jakiejś kulturo­
wej cohabitation, współdziałania na szczeblu regionów kul­
turowych czy kultury narodowej, coś w rodzaju „kulturowe­
go know how". Etnologia może także dostarczyć bezcennej
wiedzy w skali mikroetnologicznej, choćby na przykład na
temat tak bolesny i trudny jak przestępczość wśród nastolat­
ków. Etnolog czuje bowiem intuicyjnie, że takie zdarzenia jak
ostatnio masowy mord w Denver, ale i wiele innych podob­
nych, będących udziałem nastolatków właśnie, są nieodłącz­
nie związane z całym kompleksem zjawisk typowych dla
subkultury wieku nastoletniego, wraz ze związanym z tym
mechanizmem transgresji i identyfikacji.
66

61

68

Te i inne rzeczy będą jednak możliwe wtedy dopiero, kie­
dy etnologia zacznie dawać dowody zasadności swego istnie­
nia. Może wtedy, gdy z omawianych tutaj dwóch wiodących
nurtów, etnografii tradycyjnej i antropologii współczesności,
powstanie swoista synteza, powiedzmy - etnografia współ­
czesności, która połączy to, co najcenniejsze w tych dwóch
poprzednich - metodyczną solidność z twórczą wyobraźnią.
W innym bowiem przypadku na dobre ugruntuje się przeko­
nanie i pośród gremiów akademickich, i w potocznej świado­
mości, że nie ma ona już czego szukać we współczesnym
świecie, chyba że na cudzej służbie - jako dyscyplina pomoc­
nicza socjologii, ekonomii czy historii. Koniec wieku etnolo­
gii okaże się końcem jej samej.

PRZYPISY
1

Ta i podobne kwestie rozważane będą w odniesieniu do polskiej et­
nologii.
J. Baudrillard, Precesja symulakrów, w: R. Nycz (red.), Postmoder­
nizm. Antologia przekładów, Kraków 1997, s. 175-89
P. Rabinów, Wyobrażenia są faktami społecznymi: modernizm i po­
stmodernizm w antropologii, w: Amerykańska antropologia postmoder­
nistyczna, pod redakcją Michała Buchowskiego, Warszawa 1999, s. 118
Por. np. klasyczne dzieło Alfreda Korzybskiego, Science and Sani­
ty. An Introduction to Non-Aristotelian Systems and General Semantics,
Lakeville 1948
Baudrillard, op. cit., s. 176
Por. np. A. Szahaj, Jean Baudrillard - między rozpaczą a ironią,
„Kultura Współczesna" 1: 1993; Т. Chawziuk, Co nam mówi Jean Bau­
drillard, „Kultura Współczesna" 1: 1997, s. 27^t4
L . Levy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwot­
nych, Warszawa 1992, s. 173
Tenże, The Notebooks on Primitive Mentality, Oxford 1975, s. 101
O magii w reklamie pisałem w artykule pt. Czy metafora może być
bajką?, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1: 1995, s. 32-39
Por. R. Barthes, Mit dzisiaj, przeł. Wanda Błońska, w: Mit i znak,
Warszawa 1970, s. 25-61
Baudrillard, op.cit., s. 188; o inspiracji Barthesem we wczesnych
pracach Baudrillarda zob. także: M. Gottdiener, Postmodern Semiotics:
Material Culture and the Forms of Postmodern Life, Oxford-Cambridge
1995, s. 39 i ns.
Le Systćme des objets, 1968; La Societi de consummation, ses mythes et structures, 1970,- angielskie tłumaczenia tych prac: The System of
Objects, trans. James Benedict, London 1996; The Consumer Society.
2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

104

Myths and Structures, London 1998
'
Baudrillard, op.cit., s. 182
Tamże.
Tamże.
L . Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu
kulturalnego w: Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Lon­
dyn 1983, s. 11-24
hasło „etnologia": Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa
1973.
Baudrillard, op.cit., s. 183
Na temat parków tematycznych zob. np. M. Gottdiener, The Theming of America. Dreams, Visions and Commercial Spaces, BoulderOxford 1997
Baudrillard, op.cit., s. 184
Por. np. Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat, a w nim superrezerwat dla „dzikich", otoczony zasiekami nie do pokonania.
Zob. np. historię tańca zbójnickiego: A. Kroh, Na Podhalu, „Kon­
teksty" 1: 1995, s. 66-75
Obca antyetnologia także robi co może; niech za wzorcowy przy­
kład posłuży taki oto kadr z popularnonaukowego filmu o Buszmenach
z pustyni Kalahari, nakręconego przez parę australijskich antropologów:
oto, przybywszy do buszmeńskiej wioski samochodem Toyota, na
którym widnieją różne nalepki, w tym Coca-Coli (zapewne nazwy firm
sponsorujących wyprawę), badacze ci ubolewają nad tym, że Buszmeni
poddają się niszczącemu wpływowi obcej im kultury, co przejawia się
między innymi... piciem coca-coli.
Niektórzy wszakże przedstawiciele tego nurtu zwą się sami, po­
nownie, etnografami - wczes'niej byli antropologami; zmiana ta przyszła
1 3

14

15

16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

2 4

�- zdaje się - wraz z amerykańską antropologią postmodernistyczną,
która zaczęta siebie nazywać wtas'nie etnografią; w kontekście tego na
szczególną uwagę zasługuje fakt zmiany w ostatniej dekadzie nazw In­
stytutów i Katedr Etnografii na Instytuty/Katedry Etnologii lub Etnologii
i Antropologii Kultury, co, wobec znikomych zmian w programie stu­
diów i zainteresowaniach badaczy, wydaje się świadczyć o istnieniu po­
ważnych problemów z samookreśleniem środowiska; pośrednim dowo­
dem tego niech będą czynione w tym tekście uwagi.
Por. np. tekst wywodzący się z takiej inspiracji Bachtina karnawa­
łowego „świata na opak", powstały w 1981 roku, choć opublikowany do­
piero w 1992: C. Robotycki. Folklor społecznych protestów, w: Etnogra­
fia wobec kultury współczesnej, Kraków 1992, s. 65-76
J. Clifford, The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethno­
graphy, Literature, and Art, Cambridge and London 1988
C. Robotycki, S. Węglarz, Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji
kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa" 1-2: 1983, s. 3-8;
(por. np. J. Clifford, G.E. Marcus, Writing Culture. The Poetics and Po­
litics of Ethnography, London 1986, inne autokrytyczne dzieło amery­
kańskiej antropologii, które ukazało się trzy lata później); z nowszych
polskich reinterpretacji por. np. S. Węglarz, Chłopi jako „obcy". Prole­
gomena, w: W.J. Burszta i J. Damrosz, Pożegnanie paradygmatu? Etno­
logia wobec współczesności. Studia poświęcone pamięci Profesora Józe­
fa Burszty, Warszawa 1994, s. 78-101; Z. Libera, Lud ludoznawców: Kil­
ka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego, czyli etnogra­
ficzna wycieczka po XIX wieku, w: A. Posern-Zieliński (red.). Etnologia
polska między ludoznawstwem a antropologią, Poznań 1995, s. 137-152;
K. Piątkowska, Kultura a ikonosfera, Etnologiczne studium wybranych
przykładów ze wsi współczesnej, Lódź 1994
2 5

2 6

2 7

28

Amerykańska antropologia postmodernistyczna, cyt. wyd.
Z wyjątkiem może communication studies, które występują cza­
sem jako „komunikowanie społeczne".
E. Le Roy Ladurie, Montaillou, wioska heretyków 1294-1372,
przeł. Ewa Dorota Żółkiewska, Warszawa 1988; więcej na temat etnologiczno-historycznych filiacji zob. np. E . Domańska, Historiografia czasu
postmodernizmu po postmodernizmie, „Łódzkie Studia Etnograficzne"
35: 1996, s. 111-128
D. Czaja, C. Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
tygodnika „Przyjaciółka",
„Polska Sztuka Ludowa" 3-4: 1986, s.
149-156
Por. Geertza nacisk kładziony na ową kulturową kontekstowość
(lokalność), Local Knowledge, New York 1983
Z. Benedyktowicz, Stereotyp - obraz - symbol. O możliwościach
nowego spojrzenia na stereotyp, w: „Prace Etnograficzne" 24: 1988, s.
7-33
Zob. przypis 10
Angielskie tłumaczenia jego prac to np. Distinction: A Social Cri­
tique of the Judgement of Taste, trans. Richard Nice. London 1984; Ou­
tline of a Theory of Practice, Trans. Richard Nice. Cambridge 1977
M. de Certeau, The Practice of Everyday Life, Berkeley 1984,- H.
Lefebvre. Critique of Everyday Life, London 1991
Pojawić się może w tym momencie uwaga, że zwłaszcza ostatni ze
wskazanych to badacz o marksowskiej orientacji (nie mylić z marksi­
stowską, która była podstawą totalitarnych reżimów); pamiętać jednak
należy, że marksowskim inspiracjom ulegało wielu, choćby tak popular­
ny i zasłużony dla etnologii polskiej Roland Barthes. na lekturze którego
wychowało się całe pokolenie etnologów; wpływy te zresztą widać, a co
więcej - ważne nurty postmodernizmu przyznają się do związków z my­
ślą Marksa (jak choćby sam Baudrillard).
Zob. np. jego najnowszą pracę Undoing Culture. Globalization,
Postmodernity and Identity, London 1997; por. także: Т. Miller and A.
McHoul. Popular Culture and Everyday Life. London 1998; S. Lash and
J. Urry. Economies of signs and Space. London 1993; P. Falk. The Con­
suming Body. London 1994 i wiele innych wydawanych głównie przez
wydawnictwo Sage.
M. Maffesoli, The Time of the Tribes. The Decline of Individualism
in Moss Society, trans. Don Smith, London 1996
Zob. np. przypisy 38, 39
M. Featherstone. Undoing Culture, op. cit., s. 82
Zob. np. wspomniane we wcześniejszych przypisach prace Marka
Gottdienera czy Andrew Warrnicka Promotional Culture. Advertising,
Ideology and Symbolic Expression, London 1991; por. także: S. Maasik
and J. Solomon (eds.). Signs of Life in the USA. Readings on Popular
Culture for Writers, Boston 1994
E.W. Rothenbuhler. Ritual Communication. From Everyday Co­
nversation to Mediated Ceremony, London 1998
Z. Benedyktowicz, Etnografia - etnologia - antropologia kultury
- ludoznawstwo. Czym są? Dokąd zmierzają? (Odpowiedzi na ankietę).
„Polska Sztuka Ludowa", nr 2: 1981, s. 71
Tamże, s. 70
2 9

31

1 2

5 3

, 4

3 5

3 6

3 7

5 8

19

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

Zjawisko to potwierdza także konstatacja Elżbiety Tarkowskiej, re­
daktora tomu Socjologia a antropologia. Stanowiska i kontrowersje,
Wrocław 1992, plonu konferencji zorganizowanej w maju 1989 roku
w Kazimierzu Dolnym, w którym autorka stwierdziła fakt istnienia etnografizacji socjologii: E . Tarkowska, Współczesna socjologia polska wo­
bec antropologii kulturowej, czyli perspektywy i ograniczenia antropolo­
gii Polski współczesnej, w: taże (red.), Socjologia a antropologia, cyt.
wyd., s. 16
4 7

Zob. Z. Benedyktowicz, С. Robotycki, L . Stomma, R. Tomicki,
J.S. Wasilewski, Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia,
inspiracje. Materiały do słownika, „Polska Sztuka Ludowa"
cz. I,
1:1980. s. 47-60; cz. II, 2: 1980, s. 117-125; cz. III, 1: 1981, s. 58-60
E . Tarkowska, Kategoria stylu życia a inspiracje antropologiczne,
w: A. Siciński (red.). Styl życia. Koncepcje i propozycje. Warszawa 1976,
s. 72
J.S. Wasilewski, Tabu, zakaz magiczny, nieczystość, „Etnografia
Polska", t. 31: 1987, z. l , s . 19-41
Nazwisko i adres znane autorowi.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 2, Warszawa 1983,
s. 729
Zob. J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and
Malinowski, w: tenże, The Predicament of Culture, cyt. wyd., s. 92-114
Zob. np. Ideology as a Cultural System, w: tegoż. The Interpreta­
tion of Cultures, op.cit., s. 193-233
D. Chaney, Fictions of Collective Life. Public Drama in Late Mo­
dern Culture, London-New York 1993
Rabinów, op. cit., s. 97
Zob. np. A. Pałubicka (red.), Kulturowe konteksty idei filozoficz­
nych, Poznań 1997
Zob. np. L . Zbiegień-Maciąg, Kultura w organizacji. Identyfikacja
kultur znanych firm. Warszawa 1999
Zob. np. M. Komor, Typologie eurokonsumentów na podstawie
charakterystyki stylów życia, „Marketing i Rynek" 12: 1997, s. 15-18
Zob. np. A. Fuat Firat and A. Venkatesh, Postmodernity: The Age
of Marketing, „International Journal of Research in Marketing" 10: 1993,
s. 227-249; B. Cova and C. Svanfeldt, Societal Innovations and the Po­
stmodern Aestheticization of Everyday Life, tamże, s. 297-310
Tamże. s. 110
Zob. np. prace pod redakcją antropologów, Daniela Millera, z ta­
kiej właśnie dziedziny etnografii współczesności, z zakresu kultury ma­
terialnej: Material Cultures: Why Some Things Matter, Chicago 1997
oraz Arjuna Appadurai, The Social Life of Things, Cambridge 1986;
w dziedzinie badań kultury materialnej bardziej płodna jest jednak socjo­
logia, choć - znów - głównie z inspiracji etnologicznych: zob. np. A.A.
Berger, Reading Matter. Multidisciplinary Perspectives on Material Cul­
ture, New Brunswick-London 1992, w której za pioniera badań kultury
materialnej uważa się Bronisława Malinowskiego (kula).
Zob. przykład takiego podejścia w socjologicznej formalnie pracy
Stephena Harolda Rigginsa Fieldwork in the Living Room, w której au­
tor realizuje zarówno postulat „autoetnografii". znany przecież również
/ deklaracji niektórych naszych badaczy - traktowania własnej kultury
w kategoriach obcości, jak i odwołuje się wprost do metod nazywanych
przez niego (i słusznie) etnograficznymi w tekście, który jest semiotyczną analizą współczesnego wnętrza mieszkalnego; praca zawarta w zbio­
rze pod redakcją tegoż autora gdzie otwierający artykuł jest autorstwa
Mary Douglas: The Socialness of Things. Essays on the Socio-Semiolics
of Objects, Berlin - New York 1994. s. 101-141
4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

Inna sprawa to nie zakończony bynajmniej spór, czy istotnie mamy
do czynienia z jakościową, a nie tylko ilościową zmianą, jak uważają nie­
którzy badacze, włącznie z obecnym tu Baudrillardem. który twierdzi, że
czegoś takiego jak postmodernizm po prostu nie ma. Paradoksalnie, to je­
mu między innymi przypisuje się szczególny wkład w rozwój myśli o tej
proweniencji. Nie jest on w tym przeświadczeniu odosobniony, bo nie­
rzadko spotyka się opinie, że postmodernizm to nie tyle krytyka czy ra­
dykalne odrzucenie modernizmu, co jego radykalne rozwinięcie.
L . Korporowicz, Osobowość i komunikacja w
społeczeństwie
transformacji. Warszawa 1996, s. 5
M. Kempny, Współczesna antropologia wobec zmiany społecznej.
w: E . Tarkowska. Antropologia wobec zmiany Warszawa 1995, s. 46-47
L . Korporowicz. op. cit., s. 26
Zob. np. K. Krzysztofek, Ekspansja kultury mediów a międzypokoleniowv przekaz kulturowy, w: J. Damrosz (red). Kultura polska w nowej
sytuacji historycznej. Warszawa 1998, s. 39-51
Propozycję wyjaśnienia przyczyn przemocy we współczesnym
świecie, również takiej jak w przypadku Denver, daje sam Baudrillard.
wywodząc rzecz z cech współczesnej kultury konsumpcyjnej społe­
czeństw Zachodu; argumentacja ta jest niezwykle etnologiczna z ducha
(choć z litery - socjologiczna), nie może ona jednak być tutaj omawiana
(zob. The Consumer Society, op. cit., s. 174 i ns.).
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

105

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5900" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5880">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/31538a4ee1fbe08ae3054ccff6cbb276.pdf</src>
        <authentication>84ee118d9e352ebfd6c137e0acc6690b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70355">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2806</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70356">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70357">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2614</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70358">
                <text>Kilka uwag o "Satyriconie" Felliniego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70359">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.77-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70360">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70361">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70362">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70363">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70364">
                <text>Kilka uwag
o Satyriconie Felliniego
Wiesław J u s z c z a k

Co spowodować mogło k o n i e c z n o s'ć stworzenia przez
Felliniego takiego obrazu, jak Satyricon? W ten sposób po­
stawione pytanie może dziwić. Dlaczego mówię o konieczno­
ści? Bo, o czym rzadko się myśli i mówi, poczucie koniecz­
ności, jakiegoś absolutnego imperatywu, który doprowadził
czy zmusił twórcę do stworzenia danego dzieła - poczucie,
które narzuca się nam w obcowaniu z tym dziełem, stanowi
jeden z najwyższych sprawdzianów tego. że jest autentyczne
albo że jest wyjątkowe, wielkie. To nie mogło nie powstać; to
musiało być zrobione; twórca poddany został jakby dyktato­
wi jakiejś kategorycznej, wręcz zniewalającej siły - myślimy
i czujemy, obcując z tego rodzaju utworem, „obcując" w sen­
sie „współtworząc go", stając się (jak mógłby powiedzieć
Benjamin) przedmiotem jego podmiotowego działania, sku­
mulowanej w nim i powodującej nami aktywności. Energii,
która niby rozwijająca się gwałtownie sprężyna, wyrzuca nas
gdzieś „poza"'.
Pytanie o konieczność w przypadku tego filmu jest zasad­
ne i ważne między innymi dlatego, że to dzieło różni się od
większości arcydzieł Felliniego, których motywy sprawcze by tak to nazwać - są bardzo podobne i czytelne. Jednym
z nich, przynajmniej od La dolce vita (1960) poczynając, jest
wątek autobiograficzny lub „autoteliczny": motyw kryzysu
twórczego, olśniewająco modulowany w Otto e mezzo
(1963); motyw dzieciństwa, traktowany z nostalgią i wzru­
szającym ciepłem; motyw małżeńskiej zdrady i monstrual­

nych erotycznych marzeń (tu, z jednej strony, Giulietta degli
spiriti (1965), i seria kobiet-olbrzymek, od Saraghiny
z Osiem i pół, przez sklepikarkę z Amarcorda, gigantyczną
siłaczkę z Casanovy (1973 i 1976), po serię potwornych
„kulturystek" z La citta delie donnę (1980), i ze zdumiewa­
jącą odwagą odsłaniającą swą fizyczną deformację Anitę Ekberg z Intervista (1987). I wreszcie motyw cyrku, obecny na
różne sposoby prawie wszędzie, a ukoronowany w / clowns
(1970). Można podsumować tylko teraz wyliczone motywy
stwierdzeniem, że od momentu zamknięcia bardzo zawsze
swoiście prowadzonego dialogu z neorealizmem (tzn. od No­
cy Cabirii, 1957) i osiągnięcia pełnej dojrzałości w Osiem
i pół (trzy lata wcześniejsza La dolce vita jest, z dzisiejszej
już perspektywy, wyraźną klęską) - że więc od tego momen­
tu ową wspomnianą koniecznością powodującą Fellinim,
jest konieczność wyznania, poważnego lub ironicznego, po­
trzeba mówienia prawdy o samym sobie, swoisty przymus
„spowiedzi". Ta konieczna szczerość (nacechowana moc­
nym egocentryzmem) rodzi niezwykłą skalę środków, zara­
zem ograniczoną przez jednorodność i rosnącą w szaleńcze
bogactwo może właśnie dzięki owemu zamknięciu pola wy­
powiedzi, zacieśnieniu ram, nieustannemu powtarzaniu tego
samego.
Nawet na tle tak prymitywnie nakreślonej charakterystyki
tego, co u reżysera generalnie najłatwiejsze do wskazania,
Satyricon, powstały w roku 1969, równocześnie z jawnie au-

�tuł. W scenariuszu zresztą wykorzystanych jest parę moty­
wów z, późniejszego od Satyryków o kilkadziesiąt lat, innego
sławnego rzymskiego romansu, Metamorfoz albo Złotego
osia Apulejusza. Poza tym, jedyny raz w owym filmie Felli­
ni cofa się tak daleko w przeszłość. Wszystkie jego utwory
trzymają się teraźniejszości lub sięgają w czasy coraz bar­
dziej oddalającego się dzieciństwa i młodości artysty. Tylko
Casanova stanowi tu wyjątek, będąc kostiumowym filmem
opartym na osiemnastowiecznych pamiętnikach, i La nave
va, którego akcja umieszczona jest w 1914 roku, a dekoracje
i stroje przywołują, niby w wizji szaleńca, zdeformowane
dziwactwa i chorobliwy przepych findesieclowej mody.
Fellini Satyricon jest wreszcie i przez to w oeuvre reżyse­
ra wyjątkowy, że inaczej niż wszystkie inne dzieła, tym ra­
zem z Casanovą włącznie, jest filmem historycznym w tym
sensie, że więcej, wyraźniej i głębiej mówi o sztuce i o cza­
sie, o trwaniu sztuki i wygasaniu czasu. Piękna scena w pinakotece, przejmująca mowa poety Eumolposa leżącego wśród
traw i patrzącego w niebo, jawią się tutaj jak wyznania same­
go twórcy filmu - i w tej swej czystości są niby margines, wą­
ski i kurczący się pod naporem widowisk wulgarnych i odra­
żających okrucieństwem czy epizodów takich, jak sławna
uczta Trymalchiona i literackie pretensje samego gospodarza.
Film, podobnie jak romans Petroniusza, jest opowieścią

tobiograficznym paradokumentem Bloc-notes di un regista,
zajmuje osobne, niepowtarzalne miejsce. Łączy go może
cienka nić z jednym tylko filmem (mówię o wyraźnie wyo­
drębnionym motywie, bo tzw. formalne środki nie ulegają tu
żadnej wyraźnej zmianie - filmowy „barok" Felliniego jest
i tutaj wszechobecny). Tym filmem, o którym myślę, jest Ro­
ma, nakręcona trzy lata później,
Ów związek, jawny i oczywisty tylko w jednej sekwencji
z dzieła późniejszego, jest poza tym na tyle zatarty, że traktować
go należy hipotetycznie. Rzecz jasna, że w obu obrazach oso­
bliwie „głównym bohaterem" jest Rzym: raz jako imperium,
raz jako miasto. Że w obu Fellini wprowadza osobisty motyw
pośrednio przez to, że mówi o obu topoi jako o swojej ojczy­
źnie: mówi o Rzymie jako rcymianin (raz z dużej, raz z małej
litery) i w obu wypadkach mówi o swojej fizycznej i duchowej
ojczyźnie z miłością i obelżywym sarkazmem zarazem.
Satyricon jest (wśród ważnych filmów Felliniego, pomija­
jąc jedno nawiązanie do Boccaccia i nowelę Toby Dammit)
obok Casanovy, jedyną adaptacją tekstu literackiego. Adapta­
cją stanowiącą jawne „zawłaszczenie" pierwowzoru. Bo,
o czym przeważnie się nie pamięta lub nie wspomina, orygi­
nalny tytuł filmu brzmi: Fellini Satyricon. „Mój" Satyricon
zaznacza więc artysta z góry. Biorę tekst Petroniusza (lub Petroniuszowi przypisywany) i traktuję go jak własny scena­
riusz, zrobię z nim, co zechcę - zdaje się dalej głosić taki ty­

78

0 schyłku i rozkładzie. Choć w połowie pierwszego wieku po
Chrystusie cesarstwo rzymskie zdaje się osiągać szczyty
świetności, samo „wnętrze ludzkie" jego gnije, i to stanowi
główny temat tej opowieści. Z punktu widzenia historii staro­
żytnej, trudno o mocniejsze odbrązowienie jej „akademickie­
go" obrazu. Główny bohater (i zarazem u Petroniusza, a cza­
sem u Felliniego, narrator), piękny, wrażliwy, utalentowany
młody poeta-intelektualista, Enkolpiusz, gdy zmuszają go do
tego okoliczności, staje się pozbawionym skrupułów złodzie­
jem i mordercą. I takim jest, bez chwilowych nawet wyrzu­
tów moralnych, jego „brat" (łacińskie fratellus oznacza
w tym kontekście partnera homoseksualnego), Askaniusz,
1 Giton, o którego obaj rywalizują. Trymalchion jest tylko ka­
rykaturalnie wyolbrzymionym reprezentantem tych wszyst­
kich cech, które wszyscy bohaterowie - nawet tak pozytywni
z pozoru, jak Enkolpiusz i Eumolpos, w sobie noszą. Jedyny­
mi wartościami, które wynoszą ich ponad profanum vulgus,
są wykształcenie, wrażliwość artystyczna, przelotna czystość
uczuć i przelotna świadomość własnego upadku. Lecz
zawsze za tym czai się amoralność, która wybucha i odsłania
się przy działaniu najbardziej czasem błahych bodźców. W
istocie ludzie ci żyją światem bez wartości w świecie warto­
ści pozbawionym. Żyją w świecie „zbiegłych bogów", jak
powiadał Hólderlin. W świecie nie religii, lecz magii tylko.
Jedynym reprezentantem „wyższego porządku" jest dla Enkolpiusza bóstwo falliczne, Priap, którego obraził i który ka­
rze go impotencją. Jeżeli więc nawet w Priapie dopatrywać
się będziemy śladów wiary w coś absolutnego, stosunek do
absolutu okaże się wyłącznie interesowny i nacechowany nie
żadną nabożnością, ale odrazą, nienawiścią i lękiem na poły
zwierzęcym. Lękiem o stan ciała, a nie duszy.
Ten okrutny, bezwzględny, chwilami potworny obraz jest
niemal zupełnie pozbawiony tego łagodnego blasku, jaki za­
wsze zjawia się lub trwa nieustannie w tle lub na pierwszych
planach obrazów Felliniego. Wizja agonii i rozkładu kończy
się jednak jakimś bladym przebłyskiem nadziei. W kadencji

�filmu, do pozbawionego wszystkiego i wszystkich bohatera
ktoś" - może nie bezinteresownie, może urzeczony jego urodą
- wyciąga jednak pomocną dłoń. Ale w tym też momencie
pojawia się tak częsta u tego artysty melancholijna fraza:
szum wiatru obwieszczający koniec opowieści. W pustym
krajobrazie, wśród targanych wiatrem traw, na skalnej ścianie
wszystkie postaci zamierają. Zastygają w już jakby dawno
namalowanym i już naruszonym przez erozję fresku.
Ten finał musiał prześladować wyobraźnię Felliniego,
skoro w Romie, w sławnej sekwencji zwiedzania budującej
się linii metra, pokazał, jak najnowocześniejsze środki tech­
nicznej cywilizacji pozwalają archeologom odkryć ogromną
salę pokrytą podobnymi antycznymi freskami, które na
oczach przerażonych widzów .roztapiają się", rozpadają
i nikną pod wpływem dostępu powietrza. Jest w tym - przy­
najmniej dla mnie - oczywiste nawiązanie do Satyriconu,
i ów „dialog obrazów" coś nowego w każdym z nich odkry­
wa, coś nowego wydobywa z sensu każdego z nich z osobna.
Kiedy zastanawiamy się nad przesłaniem tego filmu, na­
rzuca się jeszcze inny punkt odniesienia: dwa lata przed na­
kręceniem go odbyła się prapremiera Edipo re Pasoliniego
(1967), a w roku ukończenia Fellini Satyricon, Pasolini wy­
stąpił ze swą Medeą. Możemy w Edypie upatrywać jakiegoś
wpływu na zwrócenie się Felliniego ku antykowi. Ale dlacze­
go właśnie w ciągu tych dwu lat powstają tak blisko siebie
(i tak daleko, gdy idzie o osobowość tych dwu reżyserów)
trzy filmy sięgające w grecką i rzymską, mityczną i histo­
ryczną przeszłość? Nie będę tu podejmował próby odpowie­
dzenia na to pytanie. Czy można odnaleźć w tym czasie ja­
kieś ogólniejsze, zewnętrzne powody tego? Czy można się
doszukiwać w tym eskapizmu? Ucieczki przed problemami
teraźniejszości? Czy przeciwnie: coś z teraźniejszości pobu­
dzało do takich gestów? Wizja antyku u Pasoliniego jest rów­
nie brutalna, jeszcze bardziej bezwzględna, zważywszy że
Rzym okresu cesarstwa nigdy nie był w historycznych rekon­
strukcjach tak „biały", jak biała była Grecja od czasów Winckelmanna. Ale, już nie wchodząc w szczegóły, Fellini i Pa­
solini „zbarbaryzowali" potocznie, powierzchownie i trady­
cyjnie widziany antyk. Z tą jeszcze, godną tu podkreślenia,
różnicą, że Pasolini ukazywał pełnię przedarchaicznej epoki,
a Fellini zapowiedź upadku Rzymu. Nie u końca, ale w poło­
wie stulecia malował swój eschatologiczny fresk.
Fellini nie był nigdy katastrofistą. Nie sądzę, że gdyby żył
jeszcze, dałby się zwieść nastrojom ciemnego hiliazmu.
Wspomniałem, że Satyricon jest opowieścią o czasie. W każ­
dym czasie umiera świat. W każdym momencie umiera czło­
wiek.
W związku z tytułowym cytatem tej sesji powiedziałbym,
że umieranie świata nie jest końcem świata. A zatem, że żad­
nego końca świata nie było. Tylko „postać świata przemija".
Tego świata. A „ten świat" - w przytoczonym tu zdaniu jest jedynie częścią tego, co za świat pełny i do końca rzeczy­
wisty winniśmy uznawać.
Fellini Satyricon jest dziełem mówiącym o końcu, o roz­
padzie czegoś. Nie o końcu wszystkiego. Kiedy wypowiadam
takie zdanie, przypomina mi się dręcząca mnie kiedyś kwe­
stia związana z badaniami nad osiemnastowiecznym historyzmem w Anglii: czy dzieło Gibbona Decline and Fall of the
Roman Empire nie jest już w drugim, a może jest na pewno
w trzecim swym tomie bardziej opowieścią o narodzinach

średniowiecza niż o tym, co mówi jego tytuł?
Może najlepiej tę rzecz, i tak niepełną, zakończyć cyta­
tem, który jako wizja czasu, kresu, końca, zawsze mnie uwo­
dzi i najgłębiej przekonuje. Przepraszam, nie będzie to jeden
cytat, ale dwa. Krótkie:
Time present and time past
Are both perhaps present in time future,
And time future contained in time past.
If all time is eternally present
All time is unredeemable.
To z Burnt Norton Eliota, oczywiście.
A drugi, krótszy, to pierwsze i ostatnie zdania z East Coker:
In my beginning is my end....
In my end is my beginning.
79

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5901" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5881">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/d3fcce6aa85ce977afa411800a471668.pdf</src>
        <authentication>03a901b0a39e34c18bd56ca2be292e46</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70365">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70366">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70367">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70368">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2615</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70369">
                <text>Lekcje ciemności. Dwa spojrzenia na Apokalipsę / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70370">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.80-86</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70371">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70372">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70373">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70374">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70375">
                <text>Lekcje ciemności.
Dwa spojrzenia na Apokalipsę
Dariusz Czaja
1. A imię jej: 666
W marcu tego roku, jedna z naszych gazet codziennych
zamieściła poruszającą wiadomość z zagranicy. Oto na uli­
cach Bukaresztu, informuje krótka notatka, pojawiła się nowa
linia autobusowa. Jej numer - 666 - wzbudził, zupełnie nieo­
czekiwanie, gwałtowne i zdecydowanie negatywne reakcje
mieszkańców. W atmosferze bojaźni i drżenia, zgodnym pro­
testem, wymusili oni na władzach miasta usunięcie z autobu­
sów inkryminowanego numeru.
Z dość przemyślnych i skomplikowanych wyliczeń pew­
nego numerologicznie uzdolnionego mieszkańca Ugandy,
możemy dowiedzieć się - korzystając z pomocy odpowie­
dniej strony internetowej - że imię i nazwisko Billa Gatesa,
założyciela Microsoftu i równocześnie postaci notowanej od
pewnego czasu notorycznie na pierwszym miejscu listy naj­
bogatszych, jest w istocie literowym kryptonimem liczby
666. Tym sposobem, obsadzony został wakujący od jakiegoś
czasu etat dyżurnego potwora dziejów, którego niechlubnymi
inkarnacjami bywały już w minionej historii osobistości tak
znaczne, jak cesarz Neron, papież Leon X , a w czasach nam
bliższych Adolf Hitler czy Saddam Hussein.
1

2

Położona w bliskim sąsiedztwie Instytutu Etnologii UJ
kawiarnia, nazywająca się nomen omen Nietoperz (złowrogie
konotacje symboliczne tego ssaka nie wymagają chyba spe­
cjalnych komentarzy) wzbogaciła ostatnio, dobrze już znaną
stałym klientom, ofertę alkoholowych delicji o nową pozycję.
Od kilku miesięcy podawany jest tam, obok standardowych
drinków, nowy specjał pod zwracającą uwagę nazwą:
„Tchnienie szatana". Cena tego napoju, który, po prawdzie,
więcej wrażeń obiecuje, niż realnie daje, wynosi dokładnie: 6
złotych 66 groszy.
Jeśli zgodzimy się, że zdroworozsądkowe wyjaśnienia
opisanych zdarzeń za pomocą paru pozostających zawsze pod
ręką wytrychów - tutaj, odpowiednio: myślenie magiczne,
zwyczajna głupota, postawa ironiczna - są trywialne i nicze­
go naprawdę nie tłumaczą, że, przeciwnie, same domagają się
interpretacji, to być może dostrzeżemy w tych drobiazgach,
oprócz materiału na smaczną anegdotę, także i skrótowy za­
pis całkiem realnych dylematów współczesności.
Przywołane tu emblematycznie fakty dotyczące popular­
nych wykładni imienia apokaliptycznej Bestii - a przykłady
tego rodzaju można by niemal dowolnie mnożyć - zdają się
sugerować, że kultura współczesna, nie ta, oczywiście, spod
znaku biblijnej egzegezy czy intelektualnego namysłu, ale ta
jej część, której przejawy odnajdujemy w życiu codziennym,
nie jest jednoznaczna w swoich próbach uporania się z pyta­
niami eschatologicznymi. Dwa głosy brzmią tu szczególnie
donośnie; są przy tym wyraźnie wobec siebie kontradykcyjne. Pierwszy, z czytelnymi oznakami strachu i histerii, po­

brzmiewa dobitnie i stanowczo. Nie może być już żadnych
wątpliwości: to właśnie teraz nadchodzi nieodwołalny Ko­
niec. Wszystkie dotychczasowe przepowiednie, wszystkie
poprzednie wskazania czasów ostatecznych były błędne. Po­
kazujące się w obecnej chwili znaki są aż nadto czytelne.
Wielokształtna Bestia swobodnie przechadza się po gościńcu.
Musimy być czujni. Katastrofa tym razem nas nie ominie.
Zaiste, „czas jest blisko" (Ap, 1,3 tłum. C. Miłosz).
Drugi grozę tego czarnego scenariusza rozbraja śmiechem
i ironią. Przekonuje, że do natury przepowiadanych co jakiś
czas apokaliptycznych proroctw w wydaniu popularnym na­
leży to, że się nie spełniają, że, innymi słowy, tak pojmowa­
ny „koniec świata" ma naturę wciąż uciekającego horyzontu,
nigdy nie jest tu, w miejscu, gdzie teraz jesteśmy, ale zawsze
tam, gdzie nas jeszcze nie ma i gdzie, jak niektórzy z uporem
utrzymują, uda się wreszcie komuś dotrzeć. Ten głos jakby
chciał powiedzieć umysłom nazbyt gorącym i niecierpliwym:
spokojnie bracia, trochę luzu, napijcie się, to wam przejdzie.
Osobliwe przy tym, że wyznawcy tego poglądu wcale często
łączą kpiący dystans wobec inspirowanej religijnie wizji koń­
ca z wiarą w apokalipsę w jej rozlicznych świeckich we­
rsjach. Zamiast więc straszyć wielogłową Bestią wychodzącą
z morza, obrazem odesłanym już do krainy bajek, ględzą oni
z równym przejęciem o rozszerzającej się dziurze ozonowej,
0 wciąż ocieplającym się klimacie, o wyczerpywaniu się za­
sobów naturalnych itp.; nagromadzenie tych okropieństw
spowodować ma w efekcie planetarną zagładę.
Co charakterystyczne, postawy te nie są tak odległe od
siebie, jak można by z pozoru sądzić. Zauważmy bowiem, że
obydwie, choć w różny sposób, w zasadzie uchylają wizję
„końca świata" zawartą w Apokalipsie św. Jana. Pierwsza, bo
prostodusznie interpretując jej tekst, a także przesuwając ad
infinitum jego nadejście, skutecznie kompromituje i ośmiesza
samą ideę, druga, bo uznaje ją za myślowy anachronizm
1 z tego względu po prostu nie wykazuje najmniejszego zain­
teresowania całą kwestią; unieważnia problem tak, jak unie­
ważnia się zagubiony dokument.
Przywołane na początku kulturowe reakcje na jeden z bar­
dziej poruszających i mających za sobą już sporą bibliotekę
apokaliptycznych obrazów, nie obejmują, rzecz jasna, pełne­
go spektrum możliwych współcześnie postaw eschatologicz­
nych. Są natomiast instruktywne o tyle, że, jak sądzę, wska­
zują na jego „górny" i „dolny" kraniec. Po jednej stronie, ma­
my więc religijność naiwną zastygłą w dosłownym, literal­
nym traktowaniu tekstu Pisma, tropiącą gorliwie znaki rychło
mającego nadejść końca; po stronie przeciwnej, ducha scep­
tycznego z właściwym mu świeckim rezonerstwem i prze­
śmiewczym dystansem wobec przekazu biblijnego.
3

4

A co znajduje się w rozległym obszarze „pomiędzy"?
Oczywiście, gdy chodzi o materię tak delikatną i trudno mie-

�rzalną, jak wyobrażenia eschatologiczne, trudno o twarde
konstatacje, wszelkie ustalenia muszą mieć charakter mniej
lub bardziej precyzyjnych przybliżeń. Zaryzykowałbym jed­
nak hipotezę (nieduże to ryzyko), że pośród postaci zapełnia­
jących ową przestrzeń „środka" relatywnie dużą grupę stano­
wią dzisiaj ci, którzy przyznają się co prawda do dziedzictwa
chrześcijańskiego, ale dla których ta identyfikacja nie obywa
się jednak bez istotnych trudności. Tak więc, chociaż, z jed­
nej strony nie biorą oni na serio gorączki milenijnej, są też
wyraźnie nieufni wobec jarmarcznych przepowiedni i inter­
netowych spekulacji, to, z drugiej strony, chcieliby uwierzyć
słowom Apokalipsy św. Jana i traktować je poważnie, ale tak
naprawdę nie bardzo wiedzą, co począć z dość dla nich egzo­
tyczną, trudno przekładalną na pojęcia, wieloznaczną mową
proroctwa z Patmos. Wolni są od skrajności: ani nie trawią
ich przesadnie pokusy chiliastyczne ani też nie dotknęła ich
szczególnie mocno, nicująca do szczętu tradycyjne wyobra­
żenia, choroba podejrzliwości. Dla nich wyrażenia takie jak
„koniec czasu", „koniec świata" - choć problematyczne - nie
są z pewnością pustymi hasłami.
2. Dwie lekcje z

Idioty

Odsuwając zatem na bok lęki związane z rokiem 2000,
którego „eschatologiczność" zdaje się mieć przede wszyst­
kim wymiar medialny, nie frustrując się też zanadto tym, czy
obecny kurs euro we Francji (1 euro = 6,66 FF) nie zwiastu­
je szybkiego nadejścia Armageddonu, spróbujmy poważniej
zastanowić nad kilkoma kwestiami dotyczącymi całkiem re­
alnego, przynajmniej dla części z nas, problemu: jak rozu­
mieć dzisiaj tajemniczą wizję Widzącego z Patmos. Czy ję­
zyk symbolu, obrazu, metafory, z których utkana jest materia
proroctwa, przemawia jeszcze do nas? A jeśli tak, to co wchodząc w ten „las ciemny" - chcemy i co umiemy z niego
wyczytać? Czy nie jest czasem tak, że wzrost wiedzy o tek­
ście Apokalipsy, o jego genezie, przynależności gatunkowej,
strukturze itd., osłabia równocześnie promieniowanie jego
misteryjnej treści; że, paradoksalnie, im więcej o nim wiemy,
tym mniej z niego rozumiemy? Jakiej rzeczywistości dotyka
zagadkowa mowa Janowego proroctwa i jaki status skłonni
bylibyśmy jej przyznać? Jak rozumieć dzisiaj wizję „końca
świata", którą przynosi Apokalipsa?

6

już tylko pobłażliwy śmiech. Dostojewski był świadkiem
i przenikliwym komentatorem tego procesu odparowywania
treści z żywych niegdyś symboli religijnych, procesu, który
w naszym stuleciu przypomina już zjazd po równi pochyłej.
Jego konsekwencje dla życia duchowego opisywano i opłaki­
wano później wielokrotnie.
W roku 1874 opublikowana zostaje po raz pierwszy w po­
staci książkowej powieść Idiota. Zarejestrował w niej Dosto­
jewski pogląd, wolno sądzić, że nie całkiem wtedy odosob­
niony, zgodnie z którym wydarzenia dziejące się w ówcze­
snej rosyjskiej i szerzej: europejskiej rzeczywistości, noszą
wyraźne znamię czasów ostatecznych. Misję świadczenia
0 spełniającej się właśnie apokalipsie otrzymuje w powieści
urzędnik sądowy Łukian Timofieicz Lebiediew. Ten rzadko
trzeźwiejący osobnik uchodzi, w oczach własnych rzecz ja­
sna, za wtajemniczonego w arkana egzegezy biblijnej: .je­
stem mocny w komentowaniu Apokalipsy i robię to już pięt­
naście lat... jestem równy największym potentatom". Wedle
jego wykładni słów Pisma: ,jesteśmy przy trzecim koniu,
wronym, i przy jeźdźcu trzymającym w ręce miarę, ponieważ
w dzisiejszych czasach wszystko jest oparte na miarach - na
umowach, i wszyscy ludzie dochodzą tylko swoich praw:
'miarka pszenicy za grosz, a trzy miarki jęczmienia za
grosz'... i jeszcze ducha wolnego, i serce czyste, i ciało zdro­
we, i wszystkie dary Boże chcą przy tym zachować. Ale sa­
mym tylko prawem nie zachowają i potem nastąpi koń płowy
7

5

Zanim sięgniemy do dwóch, w moim przekonaniu, nie­
zwykle pouczających i „dających do myślenia" komentarzy,
dwóch współczesnych odczytań Apokalipsy, by z ich pomo­
cą szukać możliwych odpowiedzi, warto przypomnieć na po­
czątek kilka fragmentów z tekstu jeszcze jednego proroka.
To w dziele Dostojewskiego - i , całkiem niezależnie,
u Nietzschego - precyzyjnie został opisany konflikt pomię­
dzy tradycyjną religijnością a mentalnością pooświeceniową
z jej kultem wątpiącego rozumu, ekspansją nauki i wiarą
w nieograniczony postęp. Efektem tego spotkania, którego
skutki dziedziczymy dzisiaj, było poważne nadkruszenie fun­
damentów wiary religijnej, a w planie najbardziej nas intere­
sującym - erozja wyobraźni eschatologicznej. Chrześcijań­
skie zaświaty zaczęły stopniowo, acz konsekwentnie, popa­
dać w ruinę. Niebo i piekło poczęli opuszczać jego stali mie­
szkańcy, a tradycyjna identyfikacja przestrzenna tych miejsc
stawała się coraz bardziej problematyczna. Ikonograficzne
wizje Sądu Ostatecznego miast napominać i przerażać, budzą

8

1 ten, któremu na imię Śmierć, a za nim już piekło..."
Powiada się też o Lebiediewie, że sławny werset mówiący
o gwieździe, która spadła na ziemię i zatruła źródła wód (Ap
8,10), oznacza w jego interpretacji sieć kolei żelaznej, która
właśnie zaczęła pokrywać ówczesną Europę. Co ciekawe, ów
pijaczyna, portretowany w powieści z sarkazmem, ale i z wy­
raźną sympatią, zmuszony przez dyskutantów, by wytłumaczył
się, czy rzeczywiście uważa, że kolej jest przekleństwem ludz­
kości, odpowiada całkiem trzeźwo: „Nie koleje żelazne, nie,
proszę panów! (...) Właściwie same koleje żelazne nie zamącą
źródeł życia, ale wszystko to w sumie jest przeklęte, cały ten
kierunek naszych ostatnich wieków, ogólny ich charakter, nau­
kowy i praktyczny, jest może istotnie przeklęty, proszę łaska­
wych panów". Z jednej strony, Dostojewski dystansuje się od
„egzegezy" Apokalipsy opartej na dość luźnych skojarzeniach,
a właściwie wmówieniach w Tekst najzupełniej dowolnych tre­
ści, z drugiej zaś, w tej ostatniej wypowiedzi nietrudno rozpo­
znać poglądy samego pisarza, upatrującego w emancypacji ro­
zumu naukowego i technicznego źródeł kryzysu duchowego
współczesności. W każdym razie, z wykładów potentata egze­
gezy Lebiediewa, wynika niezbicie, że czas jest bliski, jeszcze
tylko koń płowy i Śmierć oznajmi ponuro: proszczajtie riebiata, zabawa skończona.
9

Ale jest w Idiocie również i inne rozumienie, w zasadzie
przeczucie głębszego sensu apokaliptycznej wizji, łatwo je
przeoczyć, bo zanotowane jest niejako „przy okazji", na mar­
ginesie całkiem innej kwestii. Nie jest tak spektakularne jak
to wcześniejsze, nie odwołuje się w ogóle do tradycyjnego in­
strumentarium symbolicznego Apokalipsy św. Jana, a prze­
cież jest to odważna próba przeniknięcia jednego z jej najbar­
dziej zagadkowych sformułowań. Książę Lew Nikołajewicz
Myszkin, rozmyślając nad szczególnym przeżyciem czasu
poprzedzającym zazwyczaj jego napady epilepsji, dochodzi
nieoczekiwanie do konkluzji, która rzuca trochę światła na
81

�ten fragment z księgi (Ар 10, 8), w którym mowa o nastaniu
końca czasów:
„Zamyśli! się między innymi nad tym, że w jego epilep­
tycznych stanach była pewna krótka faza prawie tuż przed
atakiem (jeśli tylko atak przychodził na jawie), kiedy nagle
wśród smutku, ciemności duchowych i przygnębienia chwi­
lami jakby rozpłomieniał się jego mózg i z niezwykłą mocą
natężały się jednocześnie jego siły witalne. Odczuwanie ży­
cia, uświadomienie sobie swojej jaźni wzrastały niemal dzie­
sięciokrotnie w owych momentach, krótkich jak b ł y s k a ­
w i c a (podkr. DC). Umysł, serce, rozjarzały się niezwykłym
światłem, wszystkie wzruszenia, wszystkie wątpliwości,
wszystkie niepokoje od razu jakby się uciszały, przechodziły
w jakiś idealny błogostan, pełen jasnej, harmonijnej radości
i nadziei, łączyły się z Najwyższym Rozumem i Ostateczną
Przyczyną. Ale te momenty, te przebłyski były dopiero zapo­
wiedzią owej decydującej sekundy (nigdy nie trwało to dłu­
żej niż sekundę), w której zaczynał się atak. Ta sekunda była
oczywiście trudna do zniesienia. Rozmyślając nad ową chwi­
lą później, już będąc zdrowym, mówił sobie często, że prze­
cież te wszystkie błyskawice myśli i przebłyski wyższego od­
czuwania i wyższej świadomości, a więc i 'doskonalszego
bytu', nie są niczym innym, tylko chorobą, naruszeniem nor­
malnego stanu, a jeśli tak, nie jest to wcale doskonalszy byt,
przeciwnie, trzeba to uważać za byt podrzędny, niższy. (...)
Cóż z tego, że to jest nienormalne napięcie, jeżeli rezultat,
chwila odczuwania, którą się potem przypomina i rozpatruje,
będąc już zdrowym, okazuje się najwyższą harmonią, pięk­
nem, daje niesłychane i niespodziewane dotychczas uczucie
pełni, miary, pojednania (...). W owym momencie (...) stają
się dla mnie jakoś zrozumiałe słowa, że czasu w i ę ­
cej nie b ę d z i e " . Inaczej niż u Lebiediewa, brak tu od­
niesień do poszczególnych obrazów Apokalipsy i próby ich
przełożenia na „ludzki" język, przetestowania niejako ich
prawdziwości przez odniesienie do wydarzeń historycznych.
Nie ma jednak wątpliwości, że Myszkin wchodzi w samo
sedno wizji Janowej. Stara się zrozumieć niemożliwe. I daje
własną interpretację owych tajemniczych słów o „zwinięciu
czasu" u kresu dziejów. W miejsce wszystko tłumaczącej, ra­
cjonalizującej wykładni - niejasna sugestia, przeczucie, intu­
icja, owoc chwilowego jasnowidzenia. Co istotne: to nie wi­
dzialna, dotykalna przestrzeń jest tu kluczem do tekstu, ale
czysta abstrakcja: czas.
1 0

Mając w pamięci te dwa, zaczerpnięte z powieści, roz­
bieżne sposoby rozumienia tekstu Apokalipsy, dwie idące
w różnych kierunkach próby wniknięcia w jego ciemną mo­
wę, przyjrzyjmy się teraz bliżej anonsowanym już wcześniej
współczesnym świadectwom. Pierwszym jest fdm dokumen­
talny Wernera Herzoga Lekcje ciemności, drugim filozoficz­
ny esej Krzysztofa Michalskiego Krótka historia Apokalipsy
i jej zeświecczenia. Tu istotne zastrzeżenie: nie są to, oczywi­
ście, dokładne repliki wspomnianych odczytań, raczej ich
twórcze, nieintencjonalne rzecz jasna, rozwinięcia; przy pew­
nych jednak retuszach, zmianach akcentów, wyraźnie można
w nich odnaleźć ducha tych komentarzy.

3. Okropności wojny
W lutym 1991 roku zakończyła się wojna w Zatoce. W pa­
rę dni później przestała być już, co przyjęliśmy z obojętnym
82

zrozumieniem, atrakcją medialną. Jak w wierszu Szymbor­
skiej Koniec i początek: „wszystkie kamery wyjechały już /
na inną wojnę". Ale dla tych, którzy pozostali na miejscu, ko­
niec wojny oprócz ulgi przynosi również całkiem prozaiczne
problemy. Choćby takie: „Po każdej wojnie / ktoś musi po­
sprzątać (...) Ktoś musi zepchnąć gruzy/ na pobocza dróg (...)
Ktoś musi grzęznąć / w szlamie i popiele"," jak mowa jest
0 tym we wcześniejszym fragmencie tekstu.
Werner Herzog rozpoczyna swój film dokumentalny Lek­
cje ciemności w takim właśnie momencie. Przyjeżdża z ka­
merami wówczas, gdy pierwsze ekipy strażackie rozpoczyna­
ją kilkutygodniowe, jak się miało później okazać, próby ga­
szenia płonących szybów naftowych. Już początkowe motto
z Pascala - „Upadek światów gwiezdnych dokona się tak jak
ich stworzenie - w doskonałej piękności" - wyraźnie jednak
sugeruje, że nie będzie to reportaż o ofiarnej pracy strażaków
w walce z żywiołem, ale raczej próba metaforycznego uogól­
nienia. Filmowa parabola.
W podzielonej na 13 odsłon opowieści filmuje Herzog
krajobraz po bitwie. Kamera wydobywa ślady po niegdysiej­
szym życiu. Oto miejsce, w którym rósł las, teraz zamienio­
ne w jezioro ropy. Nagie szkielety zwierząt, spalone samo­
chody, ruiny domów, podziurawione pociskami bunkry, nie­
czynne urządzenia przemysłowe, zdezelowane obiekty, nie­
dawno jeszcze latające, jakaś smutna resztka po tym, co kie­
dyś było radarem. Ciężarówki-widma snujące się po drogach.
Oglądamy narzędzia z izby tortur. Słuchamy opowieści ko­
biety, której dziecko oniemiało z przerażenia. Inna chce coś
powiedzieć, ale straciła mowę, widząc na własne oczy śmierć
najbliższych. Obrazy z „krainy milczenia i ciemności" - by
przywołać tytuł jednego z pierwszych dokumentów Herzoga.
Co warto zauważyć: dojmujący i niepowątpiewalny realizm
tych po-wojennych obrazów stoi w jaskrawej sprzeczności
z przekłamanym, całkowicie aseptycznym i odrealnionym
obrazem rzeczywistości tej „dziwnej wojny" znanym nam
z telewizyjnych przekazów.
Ze szczególną predylekcją, w której pomieszana jest gro­
za z fascynacją, filmuje Herzog żywioły. Grafitowe połacie
spopielałej ziemi, gęste od czarnego dymu powietrze, stru­
mienie ognia wydobywające się z dogaszanych szybów, wul­
kaniczna lawa, którą tu naśladują rozlewiska pulsującej ropy.
Wszystko to filmowane z lotu ptaka, można by rzec: z nie­
ziemskiej perspektywy, oglądane jakby nieludzkim okiem.
Czasem obraz puszczony jest na zwolnionych klatkach, co
potęguje jeszcze wrażenie. Jego siłę wzmacnia również suge­
stywne tło muzyczne (Schubert, Wagner, Mahler, Part). Nie­
które z tych wizyjnych kadrów komentowane są fragmentami
Apokalipsy św. Jana.
Części piątej, zatytułowanej Rezerwat szatana, towarzy­
szą końcowe fragmenty rozdziału 16:
„I nastąpiły błyskawice i głosy, i gromy, i wielkie trzęsie­
nie ziemi, jakiego nie było, odkąd ludzie są na ziemi, trzęsie­
nie ziemi tak wielkie. Miasto wielkie rozpadło się na trzy czę­
ści i miasta narodów runęły. (...) A wszelka wyspa zniknęła
1 nie można było znaleźć gór". (Ap 16, 17-19)
W części siódmej, komentarzem do obrazu ognia wydo­
bywającego się z płonącego szybu są słowa:
„Piąty anioł zatrąbił. I widziałem gwiazdę, która z nieba
spadła na ziemię, i dano jej klucz od studni przepaści. I otwo­
rzyła studnię przepaści, i wydobył się dym z głębi jak dym

�z wielkiego pieca, i pociemniało słońce i powietrze od dymu
ze studni. (...) I w owe dni szukać będą ludzie śmierci, ale jej
nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, ale śmierć będzie od nich
uciekała". (Ap 9, 1-2, 6)
Nie ma więc wątpliwości, jakie znaczenie filmowanej wi­
zji stara się nadać Herzog. Nawet bez tych cytatów, wprowa­
dzonych tu nazbyt może ostentacyjnie, trudno byłoby o po­
myłkę. Scenografia zupełnie jak z biblijnej wizji Końca: czar­
ne od dymu słońce, pokrywające ziemię popioły, ogniste je­
ziora. I towarzyszące tym znakom: tortury, cierpienie,
wszechobecny brak nadziei...
W pierwszym odruchu można by przypisać autorowi na­
iwność. Co to bowiem za apokalipsa, skoro - jak widzieliśmy
- po wojnie ktoś posprzątał, szyby wygaszono i życie, choć
z trudem, toczy się jednak dalej, powoli powraca do normy.
W dodatku mógł zostać jeszcze nakręcony o tym film. Trud­
no jednak sądzić, by Herzog naprawdę wierzył, że na pusty­
niach Kuwejtu rozegrała się ostateczna walka pomiędzy siła­
mi Światła i Ciemności a ich upostaciowaniem byli generał
Schwarzkopf i Saddam Hussajn; że właśnie czas się skończył
i że gdzieś nieopodal na pustynnej oazie zakwitła Niebieska
Jeruzalem. W tej filmowej hermeneutyce znaków czasu cho­
dzi chyba o co innego.
Tekst Apokalipsy służy tu jako narzędzie interpretacji wy­
darzeń historycznych. Herzog nie jest oczywiście pierwszym,
który posługuje się tą matrycą wyobrażeniową. Robiono to
już przed nim wielokrotnie i , co ciekawe, w podobnych sytu­
acjach. Dwa przykłady z niedalekiej przeszłości: oto poeci
opisujący grozę polskiej rzeczywistości I I wojny w porówna­
niach i obrazach zaczerpniętych wprost z Apokalipsy, zu­
pełnie serio dostrzegający w wydarzeniach, które działy się
na ich oczach, widome znamiona czasów ostatecznych; oto
Francis Ford Coppola przedstawiający w swoim filmie wojnę
wietnamską w duchu spełniającej się apokalipsy, którego już
sam tytuł Czas Apokalipsy (w oryginale jeszcze mocniej:
Apocalypse Now), wyraźnie steruje wrażliwością odbiorców
i podpowiada, czy wręcz: narzuca, klucz interpretacyjny do
rozumienia pokazanego obrazu wojny.
12

13

Jest tak, jak gdyby niemożliwe przyciągało niemożliwe:
jak gdyby po to, by opisać naturę świata niemożliwego, choć
przecież całkiem realnego, świata, który „wypadł z formy",
trzeba było koniecznie sięgnąć do „niemożliwego" języka
prorockiej wizji, bo tylko taki język jest w stanie temu zada­
niu sprostać.
I ta powtarzająca się ze stałą regularnością okoliczność
powinna przynajmniej zastanawiać. Powstaje więc pytanie:
czy nakładanie obrazów apokaliptycznych na rzeczywistość
empiryczną jest zaledwie artystycznym chwytem, a więc de­
cyzją mieszczącą co najwyżej w granicach estetyki, czy mo­
że inercją wyobraźni, która nie umie uciec od zapadających
głęboko w pamięć (tak kulturową, jak i jednostkową) wyo­
brażeń albo zwyczajną modą (tak właśnie postrzegał Miłosz
sporą część poezji okupacyjnej, pisząc przekornie w roku
1944 swoją Piosenkę o końcu świata ), czy też za skłonno­
ścią do myślenia o wojnie w terminach apokaliptycznych,
dyspozycją, jak się wydaje, powszechną i trwałą, nie kryje się
jakaś prawda o historii i naszej w niej egzystencji. Czy zatem,
przywołany in extenso w Lekcjach ciemności tekst Apokali­
psy jest zaledwie retorycznym ornamentem, przypadkowym
komentarzem, bez którego film i tak by się tłumaczył, czy też
14

pełni on rolę poznawczą: wydobywa i nazywa pewne war­
stwy portretowanej rzeczywistości inaczej niewidoczne?
Odpowiedzi Herzoga nie znamy, domniemania na temat
jego intencji muszą, z natury rzeczy, pozostać wątpliwe. Wy­
korzystując jednak hermeneutyczną regułę przekraczania in­
tencji przez sens „tekstu", można pokusić się o pewną hipo­
tezę. Jedna z możliwych wykładni byłaby więc następująca.
Apokalipsa św. Jana to nie jest scenariusz przyszłych wyda­
rzeń historycznych, tego, co wydarzy się w trudnej do prze­
widzenia i wyobrażenia przyszłości. Apokalipsa jest opowie­
ścią o świecie, w którym teraz mieszkamy, w którym mie­
szkaliśmy i mieszkać będziemy. Widziana w tej perspektywie
wojna, każda wojna, okazuje się czymś daleko głębszym, niż
sugeruje to sławna formuła Clausewitza; wojna rozumiana
jest tu nie tylko i nie przede wszystkim jako wydarzenie na­
tury militarnej i politycznej, ale jako sytuacja, w której z wy­
jątkową intensywnością dochodzi do fundamentalnego po­
gwałcenia porządku powinności, elementarnego zanegowa­
nia sensu, wyzwolenia sił zła. Wojna jest szkłem powiększa­
jącym, które wydobywa na jaw potencje, które tkwią immanentnie w „normalnej", zwyczajnej, codziennej rzeczywisto­
ści. Jest taką sytuacją, w której proroctwo Janowe aktualizu­
je się w empirycznej historii. Spod obrazów wielogłowych
bestii i spadających z nieba krwawych deszczów przebija
myśl o trwałej obecności zła w świecie, o tym, że mimo
wszystkich naszych wysiłków „świat w złem leży" ( U 5,19)
i że jest to stan nieuleczalny. Porządek społeczny, jak i nasza
egzystencja to kruche konstrukcje ustawicznie zagrożone
rozpadem. Apokalipsa wciąż i na nowo spełnia się w historii.
Ten scenariusz na trwałe wpisany jest w struktury naszej rze­
czywistości.
Toteż dokument Herzoga nie jest w żadnym razie utwo­
rem terapeutycznym, jakąś przestrogą (tacy naiwni to już nie
jesteśmy), ale raczej trzeźwym świadectwem ontologicznej
ułomności tego świata. Opowiada o rzeczywistości eschato­
logicznej o tyle, o ile w przymiotniku eschatos będziemy ak­
centować znaczenia takie jak „krańcowy", „graniczny" i od­
nosić je do ekstremalnych wymiarów ludzkiego doświadcze­
nia. W naturze tego typu doświadczeń leży to, że ludzkie spo­
tyka się tu z nieludzkim, czas historyczny jakby sam siebie
przekracza, wskazując na inną, już nie mieszczącą się w po­
rządku czasowym rzeczywistość. Klucz apokaliptyczny miał
ten stan rzeczy wydobyć na światło dzienne, „odsłonić",
„ujawnić", „objawić". Czy nie do takich właśnie znaczeń
odwołuje grecki czasownik apokalyptein ?
4. Chronos i kairos
Esej Krzysztofa Michalskiego ukazał się najpierw w formie
osobnego artykułu; nieco później został dołączony jako aneks
do powtórnej edycji jego książki Heidegger i filozofia współ­
czesna, co, jak zobaczymy, nie jest okolicznością bez znacze­
nia. Punkt wyjścia tych rozważań może wydać się dość osobli­
wy w zestawieniu z tematem głównym, jakim jest próba od­
czytania przesłania Apokalipsy św. Jana. Jest to pytanie o spo­
sób istnienia nauki w świecie nowożytnym. Autora interesuje
nie to, czy rezultaty badań naukowych przynoszą pozytywne
czy negatywne skutki dla współczesnego życia, ale o to, czy
w samym fakcie uprawiania nauki, w przeniknięciu życia co­
dziennego przez myślenie naukowe nie da się dostrzec jakiejś
ważnej odpowiedzi na pytania o sprawy ostateczne. Pretekstem
15

83

�do tych uwag stała się przenikliwa sentencja Nietzschego, we­
dle którego nauka jest przebraniem moralności.
Wyróżnia Michalski dwie radykalnie rozbieżne możliwo­
ści interpretacji Apokalipsy. Wedle pierwszej, bodaj najbar­
dziej powszechnej, dotyczy ona wydarzeń z bliżej nieodgadnionej przyszłości. Jest opowieścią o potężnej katastrofie,
końcu znanego nam świata, po którym nastąpi Sąd Ostatecz­
ny. W tym scenariuszu jest jednak moment pewności: mimo
że samo zakończenie jest niepewne, mimo że nie wiem, jak
i kiedy nastąpi, wiem przynajmniej to, że nastąpi w jakimś
niezidentyfikowanym bliżej „kiedyś" i że ta sytuacja dotyczy
w tym samym stopniu mnie, jak i wszystkich innych. Mam
więc czas, by się do tego traumatycznego zdarzenia przygo­
tować i nie obawiać się przesadnie, o ile przygotowania wy­
padły dobrze. Druga możliwość wydaje się daleko bardziej
dramatyczna. Wyrażenie z Ар 1,3 „czas jest bliski", nie ozna­
czałoby już jakiegoś niezwykłego zdarzenia z nieokreślonej
przyszłości, jakiegoś wyróżnionego momentu czasu, ale od­
nosiłoby się do każdego momentu czasu z osobna, co ozna­
cza, „że każda chwila kryje w sobie możliwość końca, grani­
cy, kresu, zamknięcia świata, jaki jest - i nowego początku,
wyjścia poza granice tego, co zastane, możliwość świata ra­
dykalnie nowego". Jeśli zaś tak, to Apokalipsa nie jest odło­
żona na później, ale zdarza się już, teraz, w każdym momen­
cie mojego życia. W tej interpretacji nie odnosi się ona do
przyszłego wydarzenia, które z konieczności, dotyczyć bę­
dzie wszystkich, ale dotyczy mnie, personalnie i bezpośre­
dnio, tu i teraz. W takim rozumieniu czas Apokalipsy nie da
się przesunąć ani odwlec. To czas, w którym właśnie żyję.
Pierwsza wykładnia otwiera przed nami nadzieję względnego
spokoju i bezpieczeństwa, druga - wytrąca nas z codzienne­
go letargu i nakazuje, by czuwać, by - jak w Starożytnym tor­
sie Apollina Rilkego - „swoje życie zmienić", bo w każdym
jego momencie decyduje się nasze zbawienie lub potępienie.
16

I w tym miejscu pojawia się nauka. Odwołując się do Pa­
scala, Nietzschego i Heideggera - trzech najważniejszych fi­
lozoficznych punktów odniesienia w tym tekście - kreśli au­
tor mało budującą perspektywę, w której nauka jawi się jako
współczesna forma rozrywki, owa pascalowska divertisse­
ment, podobna polowaniu czy grze w piłkę. Jest tak dlatego,
że każda z tych działalności, acz w różny sposób (nauka by­
łaby tu rozrywką wielce wyrafinowaną) wciąga nas w życio­
we, doczesne problemy, skutecznie tym samym odciągając
od fundamentalnych pytań egzystencjalnych; nie chodzi na­
turalnie o to, co nauka ma do powiedzenia o świecie, ale o to,
co robią naukowcy, o cały zinstytucjonalizowany aparat no­
wożytnej nauki i codzienną mrówczą pracę jej etatowych
funkcjonariuszy. Tak rozumiana nauka, projektując świat
uporządkowany, zrozumiały, w pełni wytłumaczalny, zapew­
nia - próżno dodawać, że złudne - poczucie stabilności i bez­
pieczeństwa. Nade wszystko zaś oferuje spokój w kwestii
przyszłości. Nauka więc, tak jak widzą ją Nietzsche i Heideg­
ger, to największa iluzja nowożytności, krótko: narzędzie samooszustwa. „Gdy (...) pracując dla pewnej i nieskończonej
przyszłości w trybach nowożytnej maszyny naukowej śnicie
sen o świecie jako ogrodzie, tracicie z oczu inną postać świa­
ta: świat niepokojący - bo świat, którego przyszłość jest sta­
le, z konieczności, pod znakiem zapytania, świat groźny - bo
świat, z którego konfliktów nie da się usunąć. Świat, gdzie
nie ma czasu na sen - bo w każdej chwili, ciągle, na nowo,

84

17

rozstrzyga się sens każdego z nas". Świat jest ciągle zagro­
żony wymykaniem się sensu, który pozostaje wciąż in statu
nascendi, wciąż tworzy się i rozpada na naszych oczach, czy­
niąc naszą egzystencję nieuleczalnie problematyczną. Nauka
rozumiana jako pewien sposób organizacji życia, tęskniąc za
ładem i bezpieczeństwem, nieustannie zamazuje to elemen­
tarne doświadczenie. Buduje wokół grozy i niepewności ży­
cia strefę zapomnienia, dostarcza narzędzia konsolacji. „Na­
uka - a ściślej biorąc instytucja nauki - przejmuje więc funk­
cję, którą pełniło kiedyś, dziś już nieprzekonujące apokalip­
tyczne opowiadanie o kosmicznej katastrofie, jaką sprowadzą
kiedyś jeźdźcy, trąby i plagi; funkcję odsunięcia przeznacze­
nia, pocieszenia i oparcia. Robi to nawet skuteczniej niż jej
mitologiczna poprzedniczka: obiecując dominację nad świa­
tem, instytucja nauki obiecuje też opanowanie przyszłości,
podporządkowanie jej, zapewnienie jej nam. A tym samym
odłożenie końca świata, jaki znamy (i początku nowego), ad
calendas Graecas i korzystanie, póki co, ze świata bez apo­
kaliptycznych obaw".
18

Jest we wspomnianej książce Michalskiego krótki rozdział
dotyczący źródeł inspiracji heideggerowskiej ontologii. Destruując zachodnią tradycję filozoficzną, zwracał się Heideg­
ger początkowo ku myślicielom, którzy sami sytuowali się na
jej obrzeżach. Oni to właśnie - św. Paweł, Luter, Kierkegaard,
Dilthey - uporczywie i na różne sposoby tę tradycję nadkruszali. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czym jest dziejowość, czym jest pierwotne doświadczenie dziania się bycia
i w jakim języku dałoby się je opisać, przywołuje Heidegger
w jednym z wykładów słowa św. Pawła o tym, iż „dzień Pań­
ski jako złodziej w nocy, tak przyjdzie" (1 Ts 5,2). Ze słów
tych wynika jasno, że nie da się obliczyć daty Drugiego Przyj­
ścia, jako że nie jest to wydarzenie z porządku chronologii, ale
dzieje się w błysku (gr. kairos - błyskawica), okamgnieniu,
chwili, należy do porządku „kairologicznego", stąd też żad­
nych ludzkich miar nie da się w w tym przypadku zastoso­
wać. Nadzieja na powrót Chrystusa nadaje szczególną wagę
każdej przeżywanej chwili; jest ona otwarciem na to, co
nadejdzie niespodziewanie. Krótka historia Apokalipsy zdaje
się powrotem do tych intuicji i ich rozwinięciem po latach.
19

Bo czym jest Apokalipsa rozumiana, jak się tu powiada,
niemitologicznie? Nie jest zapewne ostatnim „wydarzeniem
historycznym", tak jak Stworzenie nie jest pierwszym w po­
rządku czasu. Tego rodzaju myślenie zakłada bowiem szcze­
gólne rozumienie czasu. To, co zmienne, przemijające, znikliwe jest tu pojmowane z punktu widzenia wieczności, bez
takiego odniesienia, czas sam w sobie jest zupełnie niezrozu­
miały. Historia, czas historyczny, dają się pojąć jedynie przez
relatywizację do nieczasowej podstawy; wówczas dopiero hi­
storia nabiera sensu. Takie myślenie obecne jest w pokaźnej
części wielkiej tradycji filozoficznej (Platon, Plotyn). Tu ina­
czej: warunkiem możliwości rozumienia czasu okazuje się
nie jakaś aczasowa, jak powiadamy: wieczna, struktura, ale
jego najdrobniejszy, niepoliczalny moment. W tej perspekty­
wie czas nie jest „zewnętrznym" wobec życia układem odnie­
sienia, ale sposobem, w jaki „świat przeżywany" wychodzi
na jaw. Tym samym wieczność zostaje uczasowiona, czas
przeniknięty wiecznością. „Początek i Koniec, Alfa i Omega,
Potępienie i Zbawienie byłyby wówczas składnikami każdej
chwili z osobna - a nie zewnętrznymi klamrami czasu jako
procesu, co kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy". Apoka20

�lipsa zatem to możliwość, która aktualizuje się w każdym
momencie mojego życia. Jest więc dokładnie, tak jak chce
Miłosz w Piosence o końcu świata: żadnych błyskawic, gro­
mów, trąb oraz jak dopowiada Michalski: żadnych popisów
hippicznych. Apokalipsa bowiem dzieje się już, spełnia się
permanentnie w nieefektownej prozie codzienności. Tak: „In­
nego końca świata nie będzie".
W związku ze zreferowanym tu pokrótce trybem lektury
apokaliptycznego tekstu nasuwa się jednak pewna wątpli­
wość. Oprócz wspomnianych myślicieli jest, jak sądzę, je­
szcze jeden ważny, choć nie wymieniony z nazwiska, intelek­
tualny patron Krótkiej historii Apokalipsy: Rudolf Bultmann.
Jego idea demitologizacji pobrzmiewa wyraźnie w całym
eseju. Dla Michalskiego czytać dzisiaj Apokalipsę, to
w znacznym stopniu uprawiać lekcję martwego języka. Wy­
raźny jest w tekście dystans wobec mitologicznej, czytaj:
anachronicznej warstwy Apokalipsy. Trudno, twierdzi autor,
trzeba pogodzić się z tym, że opowieści o bestiach, koniach
i jeźdźcach są symbolami pozbawionymi niegdysiejszej mo­
cy, nie przemawiają już do nas. W związku z czym współcze­
sna lektura tekstu Apokalipsy, jeśli chce uchodzić za sensow­
ną, winna pozbyć się tego kłopotliwego dziedzictwa, w prze­
ciwnym razie brnąć będziemy w jawne niedorzeczności.
Trzeba zatem przełożyć powstałe w innych okolicznościach
historycznych i kulturowych wyobrażenia na bliższe nam
mentalnie pojęcia. Nie wydaje mi się to jednak ani tak proste,
ani całkiem możliwe.
21

22

Przy całej finezji wywodu Michalskiego jest coś obezwła­
dniającego w tak szybkiej i łatwej rezygnacji filozofa z całe­
go, tak przecież bogatego, dziedzictwa egzegetycznego odno­
szącego się do Apokalipsy, z licznych (czasem - to prawda dość bałamutnych, czasem - najzupełniej dowolnych ) prób
uporania się z jej profetycznym szyfrem. Ale czy sama skala
i intensywność zjawiska: wciąż ponawianego w dziejach ge­
stu odczytywania Janowego przekazu, od alegorezy pierw­
szych tekstów patrystycznych po współczesną hermeneutykę
teologiczną oraz interpretacje gematryczne nie jest dowo­
dem na jego trwałą obecność w naszym myśleniu?; czy przy­
toczone na początku przykłady - niechby nawet uznać je za
naiwne i karykaturalne - nie świadczą jednak o żywotności
symbolicznej mocy tekstu Apokalipsy? Czy rzeczywiście, po
to aby dotrzeć do semantyki głębokiej i jej metafizycznego
rdzenia, trzeba koniecznie pozbyć się warstwy symbolicznej,
traktowanej tu jako zbędny balast? Rozumowanie Michalskie­
go jest konsekwentne wobec przyjętego założenia, tyle tylko,
że samo to założenie nie jest poddane jakiejkolwiek procedu­
rze weryfikacyjnej; ma moc heurystycznego dekretu. Lektura
demitologizująca ma swoje racje (i przynosi, jak widzieliśmy,
wymierne efekty), ale nie jest tak, by obywało się to całkowi­
cie bez pewnych strat własnych.
23

24

25

26

5. Co należy zrobić przed końcem?
Przy wszystkich, widocznych „gołym okiem" różnicach,
obydwie zaprezentowane tu świeckie (w znaczeniu: nie będą­
ce dziełem teologów) interpretacje Apokalipsy spotykają się
w jednym: obydwie mianowicie, choć przy użyciu innych
środków, optują za jakąś wersją religijnie rozumianej escha­
tologii realizującej się w czasie.
W wyprowadzonym z filmu Herzoga pojmowaniu wyda­
rzeń historycznych, niewątpliwie zakłada się odnoszenie hi­

storii świeckiej do historii świętej, jako że dopiero w perspek­
tywie tej ostatniej empiryczna rzeczywistość staje się zrozu­
miała; wyraźnie przy tym widać, że eschaton nie oznacza
(a w każdym razie nie musi oznaczać) w tym wypadku jakie­
goś wielkiego katastroficznego wydarzenia, które ostatecznie
kończyłoby trwanie świata. Jest raczej tak, jak gdyby realizo­
wał się on wszędzie tam, gdzie dochodzi do radykalnego za­
łamania się porządku powinności, wszędzie tam, gdzie ma
miejsce eskalacja zła i cierpienia. O wojnie jako zwiastunie
końca pisał Mikołaj Bierdiajew w głębokim i , co może zaska­
kiwać, niezwykle zdystansowanym jak na czas powstania
(początek I I wojny) tekście: „Historia zawsze była par excel­
lence wojną, zapełniona jest wojnami. Istniały jedynie dość
krótkie okresy pokoju, względnej równowagi, którą łatwo by­
ło naruszyć. Historia toczyła się jak na wulkanie i okresowo
rozlewała się lawa. Historia powinna się skończyć, ponieważ
historia jest wojną. W historii występuje moment eschatolo­
giczny, jakby wewnętrzna apokalipsa historii. Ten eschatolo­
giczny moment jest szczególnie mocno odczuwany podczas
katastrof, wojen, rewolucji i kryzysów cywilizacyjnych. Woj­
na jest więc zjawiskiem historycznym par excellence, ale
okropności wojny dają ludziom ostre eschatologiczne poczu­
cie zbliżającego się końca. (...) Wojna jest historią par excel­
lence, ale zarazem wojna jest zawsze dotknięciem końca hi­
storii". Nie jest więc tak, by wojna, niechby najbardziej
krwawa, wieszczyła nieodwołalny koniec świata (Bierdiajew
przywołuje słowa Mt 24,6), ale w jakimś sensie usprawiedli­
wione jest myśleć o niej w kategoriach apokaliptycznych.
Wojna jest sygnałem, że historię można rozumieć jako per­
manentny kryzys, jako serię wciąż powtarzających się przesi­
leń, jako koniec nieustannie rodzący z siebie początek. Ak­
cent padałby tu nade wszystko jednak na demoniczny wymiar
rzeczywistości empirycznej, tak spektakularnie obecny
w Apokalipsie.
27

O ile w tej wykładni przeważałby ton pesymistyczny, tra­
dycyjnie zresztą i najczęściej bodaj łączony z Apokalipsą (jak
gdyby zarysowana w niej rzeczywistość świata przemienio­
nego nie mogła przebić się przez sugestywne wizje rozmai­
tych okropności), ton, który może nawet ociera się o fatalizm,
0 tyle w drugiej interpretacji, nie mniej przecież dramatycz­
nej, nacisk położony jest co najwyżej na możliwość, potencjalność spełnienia się czarnego scenariusza. Akcentowany
jest natomiast bardzo wyraźnie wymiar jednostkowej wolno­
ści. W tym przypadku Apokalipsa nie jest rzeczywistością,
która przychodzi do nas z zewnątrz, czymś, co nas zaskakuje
1 na co nie mamy wpływu. Przeciwnie: to każdy z nas, na
własną rękę, tworzy rzeczywistość eschatologiczną. Jakże
bliskie jest to innej intuicji Bierdiajewa: „Koniec świata i hi­
storii jest procesem Bogoczłowieczym i zakłada aktywność
oraz twórczość człowieka. Koniec nie jest oczekiwany, lecz
przygotowywany. Nie należy rozumieć końca świata jedynie
jako immanentnej kary i zniszczenia. Koniec jest także zada­
niem dla człowieka, jest zadaniem przemienienia świata".
I dalej: „Każdy autentycznie twórczy akt jest nastaniem koń­
ca świata, jest przejściem do królestwa wolności, wyjściem
z ograniczoności świata".
28

W obydwu interpretacjach, choć w każdej inaczej, docho­
dzi do głosu taka perspektywa rozumienia czasu, która po­
zwala wyjść poza wykładnię czysto linearną i dostrzegać
w nim gęsty splot sprzeczności. Widać wyraźnie, że spojrze85

�nie apokaliptyczne przemienia czas w paradoks. W metahistorycznym wymiarze Apokalipsy czasy są zawsze pierwsze
i zawsze ostatnie. Zawsze zawierają w sobie, jako immanentną możliwość, ciemność końca i blask początku.
W tych rozważaniach o Końcu, czas na końcowy midrasz.
Dwa przedstawione tu świadectwa wydają mi się niezwy­
kle wzbogacające również i dlatego, że proponowana w nich
lektura tekstu Apokalipsy jest niezależna od zaczynającego
się roku 2000 i doraźnych dywagacji z tym faktem związa­
nych. Z tego, że mnich Dionizy Mały pomylił się kiedyś
w swoich obliczeniach - co tak bardzo poruszyło Stephena
Jay Goulda, że aż napisał o tym demistyfikacyjną książkę wynikają tylko kwestie związane z umownością chronologii
historycznej; z tego, że pierwszy dzień przyszłego roku przy­
niesie nam zapewne spodziewaną niemoc, nie wynika zgoła
nic poza wątpliwą satysfakcją z tej samosprawdzającej się
przepowiedni. W żaden jednak sposób okoliczności te nie l i ­
kwidują aktualności sporu o to, co tekst proroctwa z Patmos
29

znaczy i jak znaczy; nie usuwają z pola widzenia pytań
0 apokaliptyczną wizję końca wszystkich rzeczy. Nie chodzi,
rzecz jasna, o to, że ktoś kiedyś wyczerpująco na nie odpowie
1 że wreszcie będziemy mieli z tym spokój. Upierałbym się
jednak, że podtrzymywanie pytań tego rodzaju jest dla ży­
wotności kultury istotne. Zarówno bowiem pierwsi anachoreci chrześcijańscy jak i wielu późniejszych ascetów i kontemplatyków, twierdziło zgodnie, że nic tak dobrze nie nastraja
do życia jak uważny namysł nad sensem spraw ostatecznych.
Chyba że uznamy, iż cała ta kwestia religijnie myślanego
„końca świata" jest już mocno przedawniona. Wówczas jed­
nak trzeba się liczyć z tym, że jedyny trwały kontakt z escha­
tologią zapewnić nam już będzie mogła tylko codzienna lek­
tura opakowań produktów spożywczych, na których anoni­
mowy nadawca przypomina nam uprzejmie, acz stanowczo,
że: „należy spożyć przed końcem". Ale myśl to poznawczo
jałowa. O tym, że należy spożyć przed końcem, wiedzieliśmy
już przecież skądinąd.

PRZYPISY
' Podaję za: „Życie", *** marzec 1999
M. Lurker, Przesianie symboli, przeł. R. Wojnakowski, Kraków
1994, s. 182
Eco wręcz twierdzi, że współczesna mysi o końcu czasów jest bar­
dziej obsesją świata laickiego niż chrześcijańskiego, U. Eco, С. M. Mar­
tini, W co wierzy ten, kto nie wierzy?, tłum. I. Kania, Kraków 1998, s. 16
Liczne przykłady egzegetyczne podaje A. Wierciński, 666: liczba
imienia Bestii, „Nomos" nr 10:1995, s. 5-29
Na ten bulwersujący (oczywiście jego zdaniem) fakt zwraca uwa­
gę G. Bodson w popularnej książce Les Secrets de l'Apocalypse, cyt. za:
Ch. Makarian, La verite sur Г Apocalypse, „L'Express", 5-11 sierpnia
1999, s. 38
Znamienna jest w tym względzie uwaga Gustawa Herlinga-Grudzińskiego o genezie jego opowiadania Polar w Kaplicy Sykstyńskiej
A.D.1998: „Pytasz, jaki był impuls do napisania tego opowiadania? Otóż
wchodząc kiedyś do Kaplicy Sykstyńskiej zuważyłem coś, co mnie bar­
dzo poruszyło, a mianowicie niechętny stosunek młodych ludzi do reli­
gijnych znaczeń 'Sądu Ostatecznego' Michała Anioła. Byłem świadkiem
śmiechów, ironicznych uwag, żartów, nieprzyjemnych komentarzy doty­
czących nagości i tak dalej. Jednym słowem drwin z tego, co namalował
Michał Anioł, z tego, co nie tylko jest wielkim arcydziełem sztuki, ale co
jest przede wszystkim jakąś summa wiary - bo 'Sąd Ostateczny' jest
przecież artystycznym ukoronowaniem chrześcijaństwa", G. HerlingGrudziński, W. Bolecki, Rozmowy w Dragonei, Warszawa 1997, s. 227
F. Dostojewski, Idiota, przeł. J. Jędrzejewicz, Warszawa 1971, s. 225
Ibidem
Ibidem, s. 414
Ibidem, s. 252; Enzo Paci w swojej interpretacji Idioty niezwykle
trafnie zwraca uwagę na podobieństwo przeżycia intensywności chwili
Myszkina do tego, co o dialektyce chwili i wieczności pisał Kierkegaard,
E. Paci, Związki i znaczenia. Eseje wybrane, wybrał, przełożył i wstępem
opatrzył S. Kasprzysiak, Warszawa 1980, s. 253
" W. Szymborska, Koniec i początek, Poznań 1993, s. 10
Motywy apokaliptyczne w twórczości poetów okupacyjnych ana­
lizuje wnikliwie Paweł Rodak w artykule Apokalipsa. Wyobraźnia poko­
lenia wojennego, „Twórczość", nr 1:1998, s. 43-65
W takim duchu interpretuje film Coppoli np. Krzysztof Stanisław­
ski, inkrustując swój tekst licznymi odwołaniami do Apokalipsy, Pod­
róż w mroki duszy, w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia,
red. Z. Benedyktowicz, D. Palczewska, T. Rutkowska, Warszawa b.d.,
s. 265-275
Por. uwagi Aleksandra Fiuta o eschatologii w poezji Miłosza w:
Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety, Kraków 1985,
s. 174-188
Pierwodruk eseju Michalskiego w: „Gazeta Wyborcza", 8-9 sierp­
nia 1998, s. 18-20; przedruk w: K. Michalski, Heidegger i filozofia współ­
czesna, Warszawa 1998, s. 267-283
Michalski, op. cii., s. 270
op. ci'/., s. 278,
op. cit., s. 282
" op. cit., s. 53-55; por. charakterystykę pojęcia kairos w: X. LeonDufour, Słownik Nowego Testamentu, przeł. K. Romaniuk, Poznań 1986,
2

3

4

5

6

7

8

9

10

12

13

14

15

16

17

18

86

s. 207; analizę kategorii chwili przeprowadza Kierkegaard w rozprawie
Pojęcie lęku, przełożyła i posłowiem opatrzyła A. Djakowska, Warszawa
1996, s. 102-108; adaptację kierkegaardowskiej koncepcji chwili do cha­
rakterystyki kairos znaleźć można u teologa protestanckiego Paula Tillicha: „Kairos zawiera ingerencję wieczności w chronologię czasu, zawie­
ra w sobie element konieczności wyboru i losu, dający znać o sobie w hi­
storycznej chwili, ale zawiera też świadomość tego, że żaden stan wiecz­
ności nie może istnieć w czasie, że to, co wieczne, z istoty swej wpraw­
dzie daje znać (ist das Hereinbrechende) o sobie w czasie, ale nigdy nie
może być w nim zafiksowane", P. Tillich, Gesammmelte Werke, Stuttgart
1963, L V I , cyt. za: K. Toeplitz, Kierkegaard, Warszawa 1980, s. 124
K. Michalski, Rok 2000, „Tygodnik Powszechny" nr 33:1998;
tekst ten, idealnie współbrzmiący z wywodami z Krótkiej historii Apoka­
lipsy, był pomyślany jako wprowadzenie do „Rozmów w Castel Gandolfo", VIII międzynarodowego kolokwium organizowanego przez wiedeń­
ski Instytut Nauk o Człowieku w dniach 17-18 sierpnia 1998
Jak bliska jest Michalskiemu wyłożona w wierszu Miłosza wizja
„pełni czasu", może świadczyć umieszczenie tego utworu w zakończeniu
książki o filozofii Husserla, K. Michalski, Logika i czas. Próba analizy
Husserlowskiej teorii sensu, Warszawa 1988, s. 216
Na podstawowe trudności związane z bultmannowską ideą demitologizacji Nowego Testamentu zwracał uwagę Leszek Kołakowski
w eseju Iluzje demitologizacji, w: idem. Cywilizacja na lawie oskarżo­
nych, Warszawa 1990, s. 215-236
Mikołaj Bierdiajew stwierdza dobitnie: „Istnieje specjalistyczna
literatura dotycząca egzegezy Apokalipsy, ale stojąca na dość niskim po­
ziomie. Zwykle literatura ta w dowolny sposób tłumaczy symbolikę Apo­
kalipsy i ma obskurancki charakter"; M. Bierdiajew, Głoszę wolność,
wybór, wstęp i przekład H. Paprocki, Warszawa 1999, s. 260
Zob. np. niezwykle odkrywczą, sofiologiczną interpretacją księgi
Apokalipsy pióra wybitnego teologa prawosławnego Sergiusza Bułhako­
wa, o której wspomina Jerzy Nowosielski; J. Nowosielski, Od współcze­
sności do ikony, „Opcje" nr 4(23): 1998, s. 81
Przykładem wspomniany artykuł Wiercińskiego, przy całej świa­
domości interpretacyjnego ryzyka jakie przy tego rodzaju odczytaniach
powstaje; w ogóle na dużą uwagę zasługują poszukiwania niejawnych,
ezoterycznych sensów tekstów nowotestamentowych przy zastosowaniu
procedury tzw. retrowersji (przekładu tekstu greckiego na hipotetyczny
pierwowzór hebrajski), por. znakomity tekst Ireneusza Kani, Nowy Testa­
ment a Kabała. Kilka uwag w kwestii pierwotnego języka Ewangelii,
„Znak" nr 430 (3): 1991, s. 62-70
Wierciński wspomina np. o wielce intrygującym fakcie nadania
komputerowi Euronet Wspólnoty Europejskiej (Bruksela) figlarnej na­
zwy „Bestia": „Czy nazwa 'Bestia' (...) dla brukselskiego komputera jest
tylko 'kaczką dziennikarską', czy też faktem, tego nie wiem. Jeśli to fakt,
to można rzecz uznać za practical joke kogoś z obsługi, czy nadzoru.
Jakby nie było, widać, jak silny jest nacisk symboli APK na mentalność
nawet ludzi współczesnych", Wierciński, op. cit., s. 26-27
Bierdiajew, op. cit., s. 258
Ibidem, s. 264 i 266
S. J. Gould, Pytania o millenium. Ściśle umowne zasady odlicza­
nia. Przewodnik racjonalisty, przeł. D. Kozińska, Warszawa 1998
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

28

2 9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5902" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5882">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/17806a287d7e9f63cc89074039c37bf7.pdf</src>
        <authentication>f8ae077b6ff51b102115ffbb189d7f55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70376">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70377">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2610</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70379">
                <text>Goldberg in memoriam / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70380">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70381">
                <text>Sikora, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70382">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70383">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70384">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70385">
                <text>Goldberg in memoriam
Tomasz Sikora
Swoistą realność numenu podkreślali: fenomenologicznie
Rudolf Otto i spirytualistycznie Walter Friedrich Otto. Gold­
berg idzie dalej. Mówi o jego somatycznej obecności danej
jako źródło i przejaw jak najbardziej realnych psychofizjolo­
gicznych procesów etnogenezy. W 23 lata po publikacji jego
głównego dzieła równie radykalny okazał się Ernesto de
Martino. Zanim przyjął perspektywę zbliżoną do materiali­
zmu historycznego, opowiadał się na rzecz tezy o rzeczywi­
stym charakterze parapsychologicznych zjawisk pierwotnego
świata magii. Zjawiska te miały być wyrazem niezależności
i wyższości rodzącego się specyficznie ludzkiego świata kul­
tury nad naturą - gwarantem jego przetrwania - utrzymania
się świadomego podmiotu. W tym ujęciu numen byłby teurgicznym narzędziem budowy antynatury - pierwocin wolno­
ści. Podobną wymowę mają Goldbergowskie próby rekon­
strukcji rytuału starohebrajskiego i kształtu wytwarzanej
przezeń rzeczywistości.
1

Kim był Goldberg? Obłąkanym uczonym, scjentystycznym kabalistą, mistycyzującym durkheimistą (sic! znajomość
z Marcelem Maussem), a może żydowskim faszystą, jak dość
plugawie określił go Tomasz Mann? Posłuchajmy, co na te­
mat jego dzieła pisał jakże mu niechętny Gerschom Scholem:
,jak atrakcyjne mogą być jeszcze (lub znowu) w obecnych
czasach interpretacje rytuału, utrzymane w sensie zdomino­
wanym w znacznej mierze przez rozważania kabalistyczne
i pławiące się wręcz w ich demonicznych perspektywach, wi­
dać to choćby po niewątpliwym wpływie, jaki wywarła książ­
ka Oskara Goldberga Die Wirklichkeit der Hebraer. Einleitung in das System des Pentateuch, przede wszystkim w la­
tach trzydziestych. Choć Goldberg prezentuje nader grote­
skowe i naiwne poglądy na temat kabały, od której stara się
oddzielić własne rozumienie Tory, i przeciwstawia kabale
własne wyjaśnienie Tory, a zwłaszcza jej rytuałów, to jednak,
sądząc po charakterze tych wyjaśnień, mamy tu na ogół do
czynienia z kabalistycznymi interpretacjami, tyle że przedsta­
wia się je jako dosłowny sens odpowiednich rozdziałów To­
ry, a terminologię kabalistyczno-gnostyczną zastępuje nowo­
czesną biologiczno-polityczną."
2

A zatem Goldberg jako kolejny przedstawiciel gnozy politycznej kabały z silnym psychobiologicznym nachyle­
niem? Scholem skłaniał się ku temu poglądowi również
w wypowiedzi dotyczącej środowiska uczniów Goldberga

(największy z nich, Erich Unger zrobił ongiś wielkie wraże­
nie na Walterze Benjaminie): „Dążenie do politycznego roz­
wiązania problematyki psychofizycznej, której wagę ludzie
Goldberga rozpoznali głębiej niż inni - ich największe doko­
nanie - z pewnością ma swój odpowiedni wymiar, zdradza
jednak silne tendencje demonologiczne. Jestem przekonany,
że założenie o tym, iż mityczny świat był blisko takiego roz­
wiązania, ma swój głęboki sens."
W słynnym niepublikowanym Liście o Goldbergu Scho­
lem zarzucał mu redukcjonistyczną eliminację etycznego wy­
miaru judaizmu na rzecz interpretowanych teurgicznie starohebrajskich przepisów rytualnych, które służyć miały jako
środek umożliwiający sterowanie procesami inkarnacji
bóstwa. W liście tym Scholem opowiadał się za rozdziele­
niem tych dwóch wymiarów, co w następstwie spotkało się
z wątpliwościami ze strony Franza Rosenzweiga. Warto zacy­
tować jego komentarz do wspomnianego tekstu Scholema
wyrażony w Uście do Martina Bubera. Jego zdaniem List
o Goldbergu: „to cztery strony połajanek (pustosłowie z na­
puszoną miną) i na końcu jedna strona, gdzie [Scholem]
mówi, co myśli, z czego widać niestety, że nie ma on pojęcia
3

0 niczym poza obiegową liberalną ideologią. Gdyby 'rytuał'
1 'dobro' dały się w Biblii rozdzielić jednym gładkim cię­
ciem, nie tylko nie byłoby żadnego Goldberga, lecz także
żadnego judaizmu."
Obcowanie z dziełem Goldberga to wydarzenie wyjątko­
we. Odwołując się do typologii Biona, można powiedzieć, że
praca egzegetyczna Goldberga szuka najgłębszych podstaw
istnienia społeczności tradycyjnej jako typu grupy pierwot­
nej, oraz zasady jej organizacji, numinotycznego komponen­
tu, dla którego grupa ta jest nośnikiem i polem genetycznym.
Uzyskane wykładnie odwzorowują dynamikę tej pracy na
głębinach. Polifonia semantyczna goldbergowskich kategorii
ewokatywnie odsłania zapis intuicyjnych peregrynacji po
świecie, w którym ciało - systemy ciał - nieustannie pulsuje
falami epifanii. Duch tych poszukiwań - widocznie regresywny względem 'nowoczesnego świata' - wytwarza atmo­
sferę niepokojącego autentyzmu.
4

Nie należy zapominać o genialnych szaleńcach, których
wina polegała na tym, że pochłonięci wglądem mieli do po­
wiedzenia za wiele. Kiedyś może się okazać, że zaledwie za­
częli mówić.

PRZYPISY
' Życiorys Goldberga i skrótową charakterystyką jego myśli prezen­
towałem w Posłowiu do: O. Goldberg, Ontologiczne podstawy egzegezy,
w: Nomos 10/1995, s. 47-59
G. Scholem, Kabała i jej symbolika, Kraków 1996, s. 145
Cyt. za: M. Voigts, Oskar Goldberg. Der mythische Experimental2

3

60

wissenschaftler. Ein verdrdngtes Kapitel jiidischer Geschichte, Berlin
1992, s. 119
F. Rosenzweig, Gesammelte Schriften, Bd. 1, S. 1200; cyt. za: M.
Voigts, op. cit., s. 122
4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5903" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5883">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/2b95288d8afc5f5830353e76ef8f4da3.pdf</src>
        <authentication>4817bde653d430545328dd9372e4b1ee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70386">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5195</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70387">
                <text>PIA</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70388">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70389">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70390">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4820</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70391">
                <text>Pierwsze strony i spis treści / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70392">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.2-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70393">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70394">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70395">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70396">
                <text>INSTYTUT ARCHEOLOGII I ETNOLOGII
POLSKIEJ A K A D E M I I N A U K

ETNOGRAFIA POLSKA
XLIX
Zeszyt 1-2

Warszawa
2005

�REDAKTOR: IWONA KABZIŃSKA

Członkowie Rady Redakcyjnej: Jarosław Derlicki (sekretarz Redakcji),
Dagnosław Demski, Janusz Mucha, Maria Paradowska, Andrzej Woźniak
Zespół recenzentów: Mirosława Drozd-Piasecka,
Wanda Paprocka, Ryszard Tomicki
Adres Redakcji: 00-140 Warszawa, A l . Solidarności 105
E-mail: red_etno@iaepan.edu.pl

Koncepcja okładki: Elżbieta Dzięgiel, Iwona Kabzińska
Zdjęcie na okładce: studenci zagraniczni na Rynku Głównym w Krakowie
fot. I Leszek Dzięgiel I

Korekta: Redakcja i Autorzy

Etnografia Polska © Copyright 2005. A l l Rights Reserved
A l l papers, photos and cover are copyright to their authors and to Etnografia

Polska

Etnografia Polska is regularly indexed in the International Bibliography of the Social Sciences;
in IBZ - CD-ROM; IBR - International Bibliography of Book Reviews of Scholarly Literature;
IBR - CD-ROM

Printed in Poland

PL ISSN 0071-1861

Skład i druk: Zakład Wydawniczy Letter Quality
01-216 Warszawa, ul. Brylowska 35/38, tel. 631 45 18
Drukarnia: PUIP, Jachranka 94
Objętość 24,5 ark. wyd. Nakład 350 + 10 egz. Papier offset 80 g

�SPIS TREŚCI

Nauki o kulturze to nauki podstawowe. Wywiad z prof. dr. hab. Andrzejem Szahajem
- Michał Rydlewski
Cultural sciences are fundamental sciences. Interview with Prof. Andrzej Szahaj . . . .

5
15

ARTYKUŁY
Jolanta K o w a l s k a - Jak cię widzą
To be seen
Ewa N o w i c k a , Wojciech P o ł e ć - Sukces w szkole czy wbrew szkole. Dzieci romskie
i wietnamskie w oczach nauczycieli polskich
Success in school or against the school. The Roma and Vietnamese children in eyes
of Polish teachers
Ilze B o l d a n e , Dagnosław D e m s k i - Wzajemna percepcja Łotyszy i Polaków z Łotwy
Mutual perceptions between Latvians and Latvian Poles
Iwona K a b z i ń s k a - „Kultura narzekania", „globalny średniak", „narodowa nerwica"
i inne elementy wizerunku współczesnych Polaków (na podstawie wybranych arty­
kułów prasowych). Zarys problemu
"The culture of grumbling", "global mediocrity", "national neurosis"
and other elements of the image of contemporary Poles (in press articles).
An outline of the problem
Inga K u ź m a - Wybrane internetowe oblicza religijności katolickiej
Some faces of the Internet Catholic religiousness
Olga K w i a t k o w s k a - Nowoosadnictwo w Lucimiu, czyli historia pewnego ekspery¬
mentu artystyczno-społecznego. Część I
"New settlement" in the village of Lucim. The history of a particular social
and artistic experiment
Magdalena K u r z ę t k o w s k a - Didiwszczyna, czyli o życiu w ukraińskich koszarach
Didivshchyna - the informal rules of the soldier's life in the Ukraine
Lucyna P i s k a l s k a - Zjawisko samobójstwa i opinie osób w wieku 20-35 lat na jego temat
Suicide in views and opinions of persons in the 20-35 age bracket

17
30
31
56
57
87

89

124
125
146
147
167
169
196
197
214

NEKROLOGI
Doc. dr hab. Danuta Tylkowa (9 I 1932 - 11 X I I 2004) - Krystyna Hermanowicz-Nowak,
Zofia Szromba-Rysowa
Prof. dr hab. Leszek Dzięgiel (15 I X 1931 - 19 I V 2005) - Marek Tracz

215
219

KRONIKA
Zachwycająco-wstydliwa strona kultury - Mirosława Drozd-Piasecka
„Brasławszczyzna - Kresy Kresów I I Rzeczypospolitej" - Wiktoria Blacharska
Dni kultury tybetańskiej „Tybet w Poznaniu" - Anna Urbańska-Szymoszyn

223
228
231

�ARTYKUŁY RECENZYJNE, RECENZJE I OMÓWIENIA
Andrzej W o ź n i a k - Katarzy bez Katarów
Jarosław K o l c z y ń s k i - Nieśmiertelny temat - wampiry
Jadwiga Pstrusińska, O tajnych językach Afganistanu i ich użytkownikach, Księgarnia Aka­
demicka, Kraków 2004, ss. 166 - Zbigniew Jasiewicz
Blisko, a tak daleko. Polacy w obwodzie brzeskim na Białorusi. Blizka, a tak dalioka. Paljaki
w bresckaj wobłasti u Białorusi, Adam Bobryk (red.), Siedleckie Towarzystwo Nau­
kowe, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska" Oddział w Siedlcach, Warszawa 2004,
ss. 307 - Zdzisław Julian Winnicki
Kultura i świadomość etniczna Polaków na Wschodzie. Tradycja i współczesność. Praca
zbiorowa pod redakcją Antoniego Kuczyńskiego i Małgorzaty Michalskiej, Wrocław
2004, ss. 454 - Anna Milewska-Młynik
Bronisław Piłsudski (1866-1918). Człowiek - Uczony - Patriota, pod red. M . Rokosza,
Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego, Zakopane 2003,
ss. 240 - Anna Milewska-Młynik
Anna Malewska-Szałygin, Wiedza potoczna o sprawach publicznych. Rozmowy o władzy
lokalnej w wybranej gminie mazurskiej w latach 1994-1995, Wydawnictwo DiG,
Warszawa 2002, ss. 198 - Olga Kwiatkowska
Codzienne i niecodzienne. O wspólnotowości w realiach dzisiejszej Łodzi, „Łódzkie Studia
Etnograficzne", t. X L I I I , Grażyna Ewa Karpińska (red.), Łódź 2004, ss. 248
- Iwona Kabzińska
Adam Bartosz, Nie bój się Cygana. Na dara Romestar, Wstęp Ludwik Stomma, Wydawnic¬
two Pogranicze, Sejny 2005, ss. 294 - Marian Grzegorz Gerlich
Artur Kowalik, Kosmologia dawnych Słowian. Prolegomena do teologii politycznej dawnych
Słowian, Zakład Wydawniczy „NOMOS", Kraków 2004, ss. 543 - Jarosław Kolczyński

237
247
253

256

259

263

264

267
270
271

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5904" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5884">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/c6c7eda46a1876f9a52286cde313225c.pdf</src>
        <authentication>9d07ce4ee3655590dc01bd2c55c5714c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70397">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70398">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70399">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70400">
                <text>mniejszości etniczne i narodowe - Polska</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70401">
                <text>Wietnamczycy - edukacja szkolna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70402">
                <text>Romowie - edukacja szkolna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70403">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4823</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70404">
                <text>Sukces w szkole czy wbrew szkole / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70405">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.31-56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70406">
                <text>Nowicka, Ewa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70407">
                <text>Połeć, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70408">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70409">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70410">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70411">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

EWA N O W I C K A
Instytut Socjologii U W
Instytut Psychologii Międzykulturowej SWPS
WOJCIECH POŁEĆ
Instytut Socjologii U W

SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE. DZIECI ROMSKIE
I WIETNAMSKIE W OCZACH NAUCZYCIELI POLSKICH

WPROWADZENIE

Do polskich szkół publicznych obok dzieci polskich trafiają również dzieci
pochodzące z grup mniejszości narodowych i etnicznych, a także dzieci imi­
grantów. Konieczność uczestnictwa w obowiązującym systemie edukacyjnym,
w przypadku przedstawicieli mniejszości rozumianych jako przedstawiciele kul¬
tur różnych niż kultura narodowa danego kraju, stwarza specyficzne problemy.
Szkoła bowiem nie przekazuje w tym przypadku jedynie informacji, lecz bodaj
ważniejszym jej zadaniem jest przekazywanie wzorów zachowań i wartości, przy
czym są to wzory i wartości kultury, którą nazwać możemy dominującą, narodo¬
wą lub głównym nurtem kultury państwa. Zakłada się milcząco, iż nabycie
umiejętności, jakie ona oferuje jest korzystne dla osoby, którą poddaje się od¬
działywaniom. Nie bierze się natomiast pod uwagę wpływu działań pedagogicz¬
nych na treści kulturowe zinternalizowane przez dziecko kulturowo odmienne
w wyniku socjalizacji pierwotnej. Nie bierze się też pod uwagę tego jak kultura,
w której dziecko wyrosło wpływa na możliwość zdobycia wykształcenia w ra¬
mach systemu edukacyjnego.
Celem naszym jest prześledzenie sytuacji dziecka pochodzącego z odmiennej
kulturowo zbiorowości w polskiej szkole. Interesować nas będzie odpowiedź na
pytanie, jakie są warunki osiągnięcia sukcesu edukacyjnego przez dziecko, które
trafia do instytucji stworzonej przez obcą sobie kulturę, a ponadto stworzonej
z myślą o przyjęciu dzieci pochodzących z kultury własnej.
Wybraliśmy Romów i Wietnamczyków jako dwie grupy, których kultury róż¬
nią się w sposób znaczący od kultury polskiej a zarazem różnią się znacząco
między sobą. Można by nawet powiedzieć, iż pod względem sytuacji dzieci
z tych grup w polskiej szkole znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach.
Sytuacja Romów jest wyjątkowo niekorzystna. Dotkliwym problemem jest
bardzo niski poziom oświaty, wynikający ze słabego uczestnictwa Romów
w systemie edukacji. Niewątpliwie jest to czynnik spychający ich na niższą

�32

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

pozycję ekonomiczną i prestiżową w społeczeństwie polskim albo nawet na mar­
gines społeczny (por. Nowicka 1999, s. 10; 2003).
Odmiennie kształtuje się sytuacja dzieci wietnamskich. Większość tych dzieci
uczy się w szkołach i uczelniach polskich, gdzie w przeważającej mierze radzą
sobie bardzo dobrze (por. Halik 2001, s. 111).
Mimo rozbieżnych sposobów funkcjonowania tych dwóch grup w polskiej
szkole można, szczególnie w chwili rozpoczynania przez dzieci z tych zbio­
rowości nauki w Polsce, doszukiwać się między nimi wielu podobieństw. Tak
dzieci wietnamskie, jak i romskie trafiają do polskiej szkoły często ze słabą
znajomością języka polskiego, ze środowiska domowego o głęboko odmiennych
od polskich wzorach zachowania. Dopiero w dalszym toku nauki podobieństwa
te zacierają się. Analiza różnic w „karierach szkolnych" dzieci z tych dwu grup
może nam wydatnie pomóc w poznaniu uwarunkowań procesu edukacji grup
mniejszościowych, a w tym przyczyn niepowodzeń dzieci romskich.
Aby zanalizować różne aspekty odmiennych losów dzieci romskich i wiet¬
namskich w polskiej szkole musimy wziąć pod uwagę fakt, że mamy do czynie¬
nia z sytuacją zetknięcia się dwóch kultur: kultury dziecka nabytej w toku socja¬
lizacji pierwotnej i kultury dominującej narzucanej przez szkołę. Musimy się
przyjrzeć ich wzajemnym oddziaływaniom i ograniczeniom, jakie kultury te, czę¬
sto sprzeczne, narzucają osobie zmuszonej sprostać wymaganiom dwóch odmien¬
nych systemów wartości.
Naszym zdaniem to właśnie uwarunkowania kulturowe decydują o sukcesie
edukacyjnym lub jego braku u dziecka wychowanego w innej kulturze. Mówiąc tu
o uwarunkowaniach kulturowych mamy na myśli nie tylko kulturę pochodzenia
dziecka, ale również kulturę polską wraz z jej systemem wartości, normami zacho¬
wania, koncepcjami różnych ról społecznych, a także stereotypy narodowościowe.
Chcemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przedstawiciele dwóch wybra¬
nych grup etnicznych - grup mniejszościowych - radzą sobie w polskiej szkole
w sposób tak różny. Gdyby odpowiedzialność za sukces lub niepowodzenie
dziecka w szkole ponosił jedynie polski system edukacyjny, nieprzystosowany
do przyjęcia dziecka z innej niż polska kultury, trzeba by przyjąć, iż nie odniosą
sukcesu edukacyjnego wszystkie dzieci pochodzące z obcych kultur. Stwierdze¬
niu takiemu przeczy jednak sytuacja dzieci wietnamskich w polskiej szkole.

ZAŁOŻENIA TEORETYCZNE

Zastanowić się więc trzeba, co powoduje, iż przedstawiciele jednej grupy ra¬
dzą sobie w sposób zadowalający lub nawet bardzo dobry, a drugiej nie radzą
sobie prawie zupełnie. Wyjaśniając wskazane zjawisko sięgać będziemy do kon¬
cepcji Pierre'a Bourdieu oraz Basila Bernsteina, rozpatrujących problemy edu¬
kacji z punktu widzenia reprodukcji kultury. Zaproponowane tutaj wyjaśnienia
mogą być pomocne nie tylko dla zrozumienia problemów edukacji grup mniej¬
szościowych, ale całości ich stosunków z kulturą większościową.

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

33

Według Pierre'a Bourdieu proces wychowania to „całość mechanizmów
instytucjonalnych bądź zwyczajowych, dzięki którym zabezpiecza się międzypokoleniowy przekaz kultury odziedziczonej z przeszłości" (Bourdieu, Passeron
1990, s. 69). Szkoła z swojej definicji przekazująca informacje i kształcąca umie¬
jętności przydatne w dalszych życiowych działaniach, przekazuje w ten sposób
kompetencje kulturowe, czy - inaczej mówiąc - wdraża w jakąś konkretną kul¬
turę. Biorąc to pod uwagę istotnym staje się z jakim wyposażeniem kulturowym
przychodzi do szkoły dziecko.
Aspekt wdrażania w kulturę jest w mniejszym stopniu widoczny, gdy szkoła
zajmuje się nauką dziecka, którą reprezentuje szkoła, czyli kultury dominującej,
większościowej. Wówczas wzory socjalizacji pierwotnej i socjalizacji wtórnej są
zbieżne. Już jednak w społeczeństwie zróżnicowanym klasowo pojawiają się pro¬
blemy w przypadku dzieci pochodzących z klasy innej niż klasa tworząca system
edukacyjny, szczególnie, jeśli klasę społeczną rozumiemy podobnie jak Bernstein
jako „fundamentalną dominującą kategorię kulturową, stworzoną i utrzymywaną
przez sposób produkcji" (Bernstein 1990, s. 127). Przy takim rozumieniu różnic
klasowych możemy mówić o zróżnicowaniu kulturowym pomiędzy klasami spo¬
łecznymi, a wzory kulturowe przekazywane w szkole odpowiadać będą wzorom
klasy dominującej. Wpływ tego zróżnicowania na sytuację dziecka w szkole
określa Bernstein w następujący sposób:
Nie zwraca się często uwagi na fakt, że tempo przyswajania wiedzy jest w ukryty sposób oparte
na modelu socjalizacji dziecka właściwym dla klasy średniej. Socjalizacja właściwa rodzinnie
klasy średniej jest rodzajem ukrytego wsparcia, ułatwiającego w znacznym stopniu i na różne
sposoby naukę w szkole. Dziecko z klasy średniej jest ukierunkowane na uczenie się niemal
wszystkiego. Owo ukryte wsparcie powoduje, iż nieczęsto pojawiają się dążenia do zmiany prog¬
ramu i pedagogii, ponieważ dziecko middle-class nastawione jest na uczenie się; może ono nie
być zainteresowane lub nawet nie lubić tego, czego się uczy, ale uczy się. W tych przypadkach,
w których system szkolny nie jest wspierany przez dom, uczeń często doznaje niepowodzeń. Tym
sposobem nawet tempo przyswajania wiedzy jest klasowo modelowane (Bernstein 1990, s. 311).

W jakim stopniu rozważania na temat wpływu różnic klasowych na sukces
edukacyjny dają się zastosować do rozważania problemów dzieci pochodzących
z kultur grup etnicznych odrębnych od kultury systemu edukacyjnego? Odpowiedź
na to pytanie daje, przyjęte tu za Bernsteinem, rozumienie różnic klasowych
w kategoriach różnic kulturowych. Przy takim podejściu wydaje się uprawniona
próba rozszerzenia wyjaśnień proponowanych dla wpływu różnic klasowych na
sukces edukacyjny, na sytuację dzieci z kultur obcych, a szeroki dorobek socjo¬
logii edukacji może pozwolić na zobaczenie ich sytuacji w ciekawym świetle,
zwłaszcza że, jak twierdzi Bernstein:
W warunkach rozwiniętego kapitalizmu, istnieje wiele różnych obszarów nierówności w stosun¬
kach między grupami społecznymi, płciami, narodowościami, w stosunkach wyznaniowych i regio¬
nalnych, gdzie każda kategoria ma swój własny, partykularny kontekst odtwarzania [...] kategorie
czy to płci, czy narodowościowe lub wyznaniowe (lub dowolna ich kombinacja), manifestują się
w dzisiejszych czasach w trybie określonym klasowo (Bernstein 1990, s. 263).

�34

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

Dla problematyki tej pracy ważne jest również wydzielenie dwóch płaszczyzn
procesu wychowawczego: płaszczyzny szerokiej - „niezamierzonych wpływów
na uspołeczniającego się wychowanka", oraz płaszczyzny węższej - „aktuali¬
zującego się na podłożu tamtych wpływów, świadomego i planowego kształ¬
towania wychowanka w zinstytucjonalizowanym systemie wychowawczym"
(Suchodolski 1963).
W przypadku interesujących tu nas Romów i Wietnamczyków mamy do
czynienia z rozdzieleniem procesu wychowawczego pomiędzy dwie kultury.
W płaszczyźnie szerszej na dziecko oddziałuje jego kultura rodzinna poprzez
rodziców i krewnych, ale też kultura większości poprzez kontakty, jakie dziecko
ma z jej przedstawicielami. W znaczeniu węższym, na dziecko oddziałuje jedy¬
nie kultura większości, jako że to przez nią jest stworzony system edukacyjny,
do którego trafia dziecko.
Zarazem, postępując za myślą Pierre'a Bourdieu, każde działanie pedagogicz¬
ne, jako mające na celu wdrożenie do pewnej kultury, opiera się na przemocy
symbolicznej, gdyż zakłada narzucenie pewnej arbitralności kulturowej rozu¬
mianej jako zbiór znaczeń uznanych przez daną grupę za godne odtworzenia
poprzez działania pedagogiczne, które określają kulturę danej grupy lub klasy
będąc systemem symbolicznym stanowiącym o strukturze i funkcjach tej kul¬
tury. Zbiór tych znaczeń jest arbitralny, gdyż nie mogą one być wydedukowane
z żadnej ogólnej zasady fizycznej, biologicznej bądź duchowej i nie mają
wewnętrznego związku z „naturą rzeczy" czy „naturą ludzką". Arbitralności kul¬
turowej nie należy mylić z bezpodstawnością wyborów; selekcja znaczeń jest
niezbędna dla nadania spójności i zrozumiałości funkcjom i strukturze kultury,
która zawdzięcza swe istnienie pewnym warunkom społecznym. Warto tu zazna¬
czyć, iż stopień, w jakim dany układ stosunków społecznych jest odtwarzany
może być różny w odmiennych kulturach i w przypadku zmiany stosunków spo¬
łecznych może dojść do pewnej reinterpretacji odtwarzanej kultury.
1

Według Bourdieu, w każdym przypadku jednak narzucana arbitralność kultu¬
rowa będzie w największym stopniu odpowiadać obiektywnym interesom mate¬
rialnym i symbolicznym dominującej w danej społeczności grupy lub klasy. Tak
więc działania pedagogiczne narzucające daną arbitralność kulturową mają moc
odtwarzania układów sił panujących w danej społeczności poprzez odtwarzanie
struktury dystrybucji kapitału kulturowego między grupami i klasami, a przez
to przyczyniają się do reprodukcji struktury społecznej danej zbiorowości. Nie
można więc uznać, iż działania pedagogiczne mają na celu przekazanie wszystkim
członkom danej zbiorowości całości kapitału kulturowego traktowanego jako
własność całego „społeczeństwa". Powyższe założenia teoretyczne są punktem
wyjścia do naszej analizy sytuacji dzieci romskich i wietnamskich w polskiej
szkole. W badaniu staraliśmy się sprawdzić, na ile sytuacja dzieci z tych grup
w szkole odpowiada sytuacji ich grup pochodzenia w społeczeństwie polskim.
1

Używamy tutaj pojęcia 'arbitralność kulturowa' nie wprowadzając, dla uproszczenia wy­
wodu, pokrewnego terminu 'habitus', tak charakterystycznego dla koncepcji Pierre'a Bourdieu.

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

35

OPIS B A D A N I A

Materiałem empirycznym, jaki wykorzystujemy są głównie wywiady pogłę¬
bione przeprowadzone w latach 1999-2003 z nauczycielami dzieci romskich
w polskich szkołach podstawowych, głównie w Warszawie i okolicach, ale i na
terenie dawnego województwa nowosądeckiego i olsztyńskiego oraz wywiady
z nauczycielami dzieci wietnamskich w Warszawie, przeprowadzone w 2000 roku
w szkołach podstawowych i liceach. Dla zrozumienia problemów edukacyjnych
dzieci romskich i wietnamskich nauczyciele tych dzieci wydawali się naturalny¬
mi informatorami jako osoby najbliższe problemowi i poprzez kontakt z dziećmi
posiadające dobrą znajomość ich sytuacji, a z drugiej strony osoby bezpośrednio
odpowiedzialne za ich edukację i edukację tę kształtujące. Łącznie przeprowa­
dzono ponad 40 wywiadów, odpowiednio po ok. 20 dla każdej z interesujących
nas grup, w tym z nauczycielami stykającymi się tak z dziećmi wietnamskimi,
jak i romskimi.
2

W ten sposób nauczycieli dzieci romskich i wietnamskich mogliśmy potrak¬
tować z jednej strony jako osoby dostarczające informacji o sytuacji tych dzieci,
a z drugiej strony mogliśmy przebadać postawy samych nauczycieli wobec proble¬
mów edukacji dzieci z innych kultur w polskim systemie edukacyjnym, a poprzez
to wpływ, jaki wywierają oni na swoich uczniów. Mamy tu na myśli nie tylko
wpływ zamierzony i świadomy, ale również ten nieuświadomiony, a często
znaczący dla sytuacji dziecka. Badania dotyczyły przede wszystkim zagadnień
związanych z funkcjonowaniem dziecka mniejszościowego w polskim systemie
edukacyjnym, stąd wynikało ograniczenie pola naszych badań do procesów zacho¬
dzących bezpośrednio w sytuacji szkolnej. Badania poszerzone zostały o obserwa¬
cje sytuacji szkolnych oraz towarzyszące wywiadom z nauczycielami rozmowy
z dziećmi pochodzącymi z interesujących nas tutaj kultur oraz z ich rodzicami.
W wywiadach staraliśmy się objąć całość zagadnień związanych z edukacją
dziecka pochodzącego z obcej kultury. Pytania dotyczyły kontaktów nauczyciela
z dzieckiem romskim lub wietnamskim i jego rodzicami, problemów z nauką,
problemów wychowawczych itp. Interesowała nas też znajomość wśród nauczy¬
cieli środowiska dzieci - znajomość kultury romskiej i wietnamskiej.

PORÓWNANIE KULTUR SOCJALIZACJI PIERWOTNEJ

Środowiska, z jakich pochodzą dzieci romskie i wietnamskie mają znaczący
wpływ na charakter problemów, z jakimi spotykają się one w szkole, stąd po¬
znanie kultur socjalizacji pierwotnej jest konieczne dla zrozumienia ich sytuacji
w polskim systemie edukacyjnym.
Chociaż obecnie większość Romów prowadzi osiadły tryb życia, kulturę romską można traktować, w zasadniczych jej zrębach, jako kulturę ludu koczowniczego.
2

W badaniu brali udział studenci seminariów prowadzonych przez Ewę Nowicką.

�36

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

Wszyscy Romowie zostali osiedleni w wyniku bezpośredniego przymusu admi¬
nistracyjnego.
Cechą odróżniającą kulturę Romów od innych kultur koczowniczych jest fakt,
iż nie koczują oni na określonym terytorium nieużytkowanym przez inne grupy,
lecz prowadzą od wieków wędrówki przez tereny zaludnione przez przedstawi¬
cieli innych kultur. Romowie nie posiadają odrębnego terytorium, ani państwa,
które mogliby uznać za swoje. Ma to znaczący wpływ na ich kulturę oraz na
relacje z innymi kulturami. Poprzez fakt wędrówki przez terytoria zamieszkane
przez przedstawicieli innych kultur skazani są oni na ciągły kontakt z „obcymi".
Aby zachować swoją odrębność, a jednocześnie móc przeżyć w środowisku,
w którym „warunki dyktują inni", musieli wytworzyć mechanizmy pozwalające
im na zachowanie odrębności, a z drugiej strony pozwalające im funkcjonować
w styczności z innymi kulturami.
Romowie byli zawsze w swojej egzystencji zależni od społeczności terenów,
na których w danym momencie przebywali, jednak otoczenie nieromskie trak¬
towane było bardziej jako swego rodzaju „zasoby naturalne" niż partnerzy.
Wiąże się to z zawężeniem kategorii prawdziwych ludzi (manusz) jedynie do
Romów (z robionymi czasem wyjątkami dla gadziów, czyli przedstawicieli
innych kultur, którzy okazali im szczególną życzliwość lub pomoc). Przejawem
tego są podwójne zasady w stosunku do „swoich", wobec których obowiązuje
uczciwość, i „obcych", których bezkarnie można oszukiwać i nie należy ich
dopuszczać do tajemnic grupowych ze znajomością języka włącznie.
Kultura romska opiera się na tradycji ustnej i bezpośrednim przekazie kultury
młodszym pokoleniom na drodze socjalizacji pierwotnej. Nie wytworzyli Romo¬
wie swojego systemu pisma, ani nie przejęli go od zbiorowości, z którymi się
stykali, do czego z pewnością przyczynił się ich koczowniczy tryb życia, utrud¬
niający w znacznej mierze gromadzenie przekazów pisanych.
Podstawą poczucia więzi grupowych jest u Romów język oraz więzi rodzinne
i plemienne. Jak to określa Jan Yoors: „Więź plemienna i poczucie solidarności
społeczności cygańskiej polegają na silnych więzach rodzinnych, które stanowią
podstawowy i jedyny stały jej element" (Yoors 1973, s. 7). Bardzo silne więzi
rodzinne i plemienne są dla Romów daleko ważniejsze od więzi terytorialnych.
Przy niechęci do zawierania związków małżeńskich w obrębie wąskich grup
szukają oni kandydatów na przyszłych małżonków w przeważającej mierze
w obrębie plemienia i to właśnie, obok chęci spotkania nieznanych, bądź dawno
niewidzianych członków rodziny, ma być, według Yoorsa, jednym z powodów
ich koczowniczego trybu życia (Yoors 1973, s. 9).
Romowie w sondażach ogólnokrajowych dotyczących stosunku do poszcze¬
gólnych narodowości plasują się niezmiennie od lat wśród grup, co do których
Polacy wykazują najbardziej negatywny stosunek.
Mimo wielowiekowego współżycia tych dwóch grup, panuje w Polsce wyjąt¬
kowo negatywny stereotyp Cygana. Wedle tego stereotypu Cygan to złodziej
i oszust. Znamienne jest określenie „cyganić" używane powszechnie na określe¬
nie oszukiwania.

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

37

Zasadniczo odmiennie przedstawiają się analogiczne strukturalne elementy kul¬
tury wietnamskiej i dzieje jej kontaktu z kulturą polską. Wietnamczycy w Polsce
stanowią obecnie grupę prawdopodobnie równie liczną jak Romowie, choć za¬
częli się tu pojawiać właściwie dopiero po I I wojnie światowej. W swoim kraju
Vietowie (Kinh) mówiący po wietnamsku stanowią około 84% ludności, a więc
należą do grupy większościowej. Tradycyjna kultura wietnamska była kulturą
osiadłą i rolniczą. W przeciwieństwie do kultury Romów, w kulturze wietnam¬
skiej pismo odgrywało od wieków ogromną rolę.
Zupełnie inną rolę niż w kulturze romskiej odgrywało wśród Wietnamczyków
wykształcenie. Teresa Halik, badaczka historii kultury wietnamskiej, przedstawia
tę kwestię następująco:
Młodzi Wietnamczycy żyją w kulturze, w której tradycyjnie wykształcenie miało pierwszorzędne
znaczenie. Było wyznacznikiem pozycji społecznej i prestiżu. Wykształcony człowiek przynosił
zaszczyt nie tylko rodzinie ale całej społeczności z jakiej się wywodził. [...] Wprawdzie pod
terminem wykształcenie rozumie się dziś inną treść niż dawniej, jednak nadal stanowi ono war­
tość samą w sobie (szczególnie dla starszego pokolenia) (Halik 1995, s. 54).

Wietnamczycy mieszkający w Polsce podkreślają, iż oprócz sprzyjających
warunków ekonomicznych do przyjazdu i pozostania tu zachęca ich dobre samo­
poczucie w naszym kraju. Halik pisze:
Potwierdzeniem tych deklaracji może być fakt ich starań zasymilowania się z polską normą
obyczajową, co przejawia się w posyłaniu dzieci do szkół polskich, dążność do nauki języka
polskiego, czytania polskiej prasy, oglądania polskiej telewizji, nawiązywania kontaktów z ro¬
dzinami polskimi (Halik 1996, s. 110).

Autorka mówi jednak także o „drugiej stronie" obecności tej społeczności
w Polsce:
Wietnamczycy stanowią dość zwartą społeczność, która zewnętrznie przyjmuje, dostosowuje się
do zachowań, tak by nie wyróżniać się z tła środowisk polskich. Jednak „wewnętrznie" nadal są
świadomi swej odrębności etnicznej, kulturowej i językowej. Co więcej, kultywują ją. Istnieje
założone w Warszawie Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Wietnamczyków w Polsce, które
wydaje własny periodyk, prowadzi spotkania swoich członków i sympatyków, organizuje życie
kulturalne Wietnamczyków nie tylko z Warszawy, ale i z innych miast Polski (tamże).

Należy zarazem podkreślić, że Wietnamczycy pochodzą z kraju mającego
długie tradycje państwowości, w którym istnieją uniwersytety, a wielu spośród
Wietnamczyków, którzy obecnie mieszkają w Polsce, przyjechało do naszego
kraju na studia magisterskie lub doktoranckie. Miało to miejsce przede wszyst¬
kim w przypadku pierwszej fali migracyjnej (Halik, Nowicka 2002).
Utrzymywanie tradycji przejawia się między innymi poprzez kultywowanie
typowo wietnamskich świąt, takich jak święto Tet, i innych świąt obchodzonych
w gronie wietnamskim.
Oprócz prowadzenia małej gastronomii Wietnamczycy zajmują się również
handlem. Wokół tych zajęć zbudowany został polski stereotyp Chińczyka i Wiet¬
namczyka postrzeganych jako ludzie inteligentni, pracowici i uczciwi (Halik,
Nowicka 2002; Nowicka 2003).

�38

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ
A N A L I Z A I INTERPRETACJA WYNIKÓW BADAŃ

Na sukces dziecka wychowanego w kulturze odmiennej od kultury systemu
edukacyjnego mają wpływ czynniki, jakim podlegają wszystkie dzieci uczęszcza¬
jące do szkoły, również te, które się wychowały w kulturze większościowej, takie
jak sytuacja materialna rodziny, czy zdolności intelektualne dziecka. Oprócz tych
czynników występują jednak, w przypadku dziecka wychowanego we wzorach
kultury obcej wzorom dominującym, czynniki dodatkowe, które nie oddziałują
w innych przypadkach. Czynniki te przedstawiamy w dalszej części artykułu.
SOCJALIZACJA PIERWOTNA JAKO B A Z A SOCJALIZACJI WTÓRNEJ

Działania szkoły zakładają wcześniejsze zabiegi edukacyjne, jakim dziecko
zostało poddane w ramach socjalizacji pierwotnej. System edukacyjny nie ma do
czynienia z dzieckiem zupełnie nieukształtowanym, co więcej, szkoła to zakłada
(Bourdieu, Passeron 1990).
Interpretując wyniki naszych badań, bierzemy pod uwagę to, że dziecko trafia¬
jące do szkoły w wieku 5-7 lat niesie już ze sobą bagaż doświadczeń kilku lat
mających decydujący wpływ na jego przyszłość i jego tożsamość. W środowisku
rodzinnym zdobyło pierwsze niezbędne do życia w społeczeństwie umiejętności,
otrzymało system wartości, nauczyło się zachowywać w sposób akceptowany przez
rodziców i innych ludzi, z którymi dotychczas się spotykało i , co bardzo ważne,
nauczyło się już języka, będącego podstawowym środkiem komunikacji z innymi
ludźmi. W sytuacji szkolnej może się jednak okazać, iż umiejętności, które dziecko
zdobyło w swoim dotychczasowym życiu są niewystarczające lub wręcz bezuży¬
teczne, jeśli nie przeszkadzające [sic!] w prawidłowym funkcjonowaniu w szkole.
Głównym, choć nie jedynym, problemem, przed jakim staje dziecko w obcej
sobie kulturowo szkole jest opanowanie języka, w którym odbywa się nauczanie.
Dzieci wychowane w kulturze większościowej opanowały system językowy,
w którym przebiegać będzie nauka już w domu, w kontakcie z rodzicami,
i w szkole pogłębiają znajomości tego języka i zasad w nim obowiązujących, nie
uczą się go od podstaw. Dzieci pochodzące z innych kultur opanowały także
język w socjalizacji pierwotnej, ale te umiejętności są zupełnie nieprzydatne
w obcej kulturowo szkole i do chwili nauczenia się języka obowiązującego trakto¬
wane są jako dzieci praktycznie nie znające języka. Nasze wywiady z nauczycie¬
lami wskazują, że traktują oni nieznajomość lub słabą znajomość języka polskiego
jako poważną przeszkodę w ich pracy, silnie to akcentują. Nauczyciele, którzy
mają kontakt z dziećmi romskimi i wietnamskimi mają stosunek skrajnie kry¬
tyczny do niektórych aspektów kultury przyniesionej przez dziecko odmienne
kulturowo; nie tylko nie opierają się na zapleczu kulturowym dziecka obcego
etnicznie (na jego socjalizacji pierwotnej), ale wręcz próbują je zwalczać:
My nie pozwalamy używać języka Romów tutaj na terenie szkoły [...], żeby
tutaj w szkole nauczyć ich języka polskiego, nauczyć ich pisać po polsku i funk­
cjonować, no w Polsce, są Polakami.

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

39

Najczęściej opanowanie podstawowego zasobu słownictwa umożliwiającego
sprawne porozumiewanie się w sytuacjach życia codziennego nie stanowi dla
dziecka większego problemu. Dziecko o przeciętnym poziomie umysłowym,
nie znające wcześniej zupełnie danego języka, jest w stanie nauczyć się podstaw
tego języka w ciągu kilku miesięcy. W miarę dobre opanowanie podstaw języka
potocznego może jednak sprawiać wrażenie, że dziecko rozumie wszystkie
komunikaty kierowane do niego, gdy w rzeczywistości jego pojmowanie jest
bardzo powierzchowne. Dochodzi też do elementarnych nieporozumień, które
czasem wychodzą na jaw:
Kiedyś pamiętam ilustracja była, był źrebak. A ona mówi: „proszę Pani, ja
nie wiem, co ten żebrak tutaj chce." No i mówię, u niej źrebak czy żebrak, to
wszystko jedno dla niej było.
Paradoksalnie początkowa znajomość języka polskiego w stopniu komunika¬
cyjnym, z jaką często przychodzą do szkoły dzieci romskie, może działać na
ich niekorzyść. Dzieci te dobrze radzą sobie w konwersacjach dotyczących życia
dnia codziennego, co daje wrażenie, iż nie mają żadnych kłopotów z językiem
polskim, gdy tymczasem ich słownictwo jest dość ograniczone, a niezrozumienie
poleceń odbiera się mylnie jako brak zdolności do ich wykonania. Przykładowo,
niektóre dzieci nie znają słów typu „suma" i nie potrafią odpowiedzieć na pytanie
„jaka jest suma dwóch liczb", mimo że potrafią je dodać .
Dla dziecka może być również problemem przełożenie wiadomości, jakie po¬
siada na tekst pisany. Kontekst kulturowy, w jakim wymaga się przedstawienia
wiadomości, może być dziecku nieznany, mimo iż posiada żądane informacje.
Świadectwem tego typu problemów może być następująca wypowiedź nau­
czycielki dzieci romskich:
Wydaje mi się, że mają, mają problem i może jest to nie tyle wyczuwane
w mowie co w piśmie, bo przecież wiadomo, że inaczej człowiek mówi, a inaczej
pisze. I kłopoty pojawiają się kiedy trzeba coś napisać, wtedy ta nieporadność
dziecka wychodzi, natomiast w kontaktach takich na co dzień w zasadzie nie ma
chyba większych problemów.
„Nieporadność" owa często nie jest przez nauczycieli interpretowana jako
nieznajomość języka, lecz jako wyraz ograniczeń umysłowych dziecka, zwłasz¬
cza, że najczęściej Romowie nie przychodzą ze znajomością języka literackiego
lecz potocznego, jak o tym świadczy kolejna wypowiedź jednej z nauczycielek:
Są trochę jak dzicy ludzie. [...] Posługują się językiem wieśniackim: Dziewczynki
poszli, mówili.
W jednym przypadku okazało się, iż dziewczynki, o których nauczycielka twier¬
dziła, iż nie umieją liczyć powyżej dziesięciu, po prostu nie rozumieją znaczenia
polskich słów na oznaczenie liczb od jedenastu wzwyż, chociaż potrafiły je
w miarę poprawnie po polsku wymienić . Zapytane w języku romskim, potrafiły
3

4

3

Na tym przykładzie, jak również w dalszej części tego wywodu, możemy zaobserwować
zbieżność problemów dzieci romskich z problemami dzieci z klasy niższej posługujących się
niestandardową formą danego języka czy dzieci z grup regionalnych.
Prawdopodobnie w trakcie nauki szkolnej nauczyły się je powtarzać jedynie mechanicznie.
4

�40

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

odpowiadać na pytania związane z dodawaniem powyżej dziesięciu popraw­
nie, zwłaszcza jeżeli pytania odnosiły się do sytuacji, które mogły wydarzyć się
w życiu codziennym, na przykład dotyczyły zakupów . Sytuacje tego typu są
często przez nauczycieli interpretowane jako dowody na opóźnienie umysłowe
dzieci romskich i bywają nawet czasami potwierdzane jako takie przez psycho­
logów posługujących się testami dostosowanymi do dzieci polskich, a zupełnie
niedostosowanymi do zaplecza społecznego dzieci romskich (por. Królik 1999).
Niektóre z nauczycielek uczących dzieci romskie nie miały nawet świadomości
istnienia języka romskiego i traktowały go jedynie jako specyficzną gwarę języka
polskiego, a słowa wypowiadane z obcym akcentem, bądź zniekształcone, inter¬
pretowały jako słowa romskiej „gwary" i w najlepszym razie traktowały używanie
ich jako wyraz niechęci do posługiwania się standardowym językiem polskim.
Oni po polsku to rozmawiają właściwie tylko w szkole, bo gdy przychodzi
mama czy tata i stoi wychowawca, to ci starsi Cyganie nie dbają o to, żeby dzieci
mówiły po polsku, bo wtedy się zaczyna normalna rozmowa po cygańsku. [...]
więc praktycznie te dzieci ten język polski traktująjak przysłowiowy dopust boży.
W przeciwieństwie do Romów, dzieci wietnamskie przychodzą do szkoły
najczęściej bez elementarnej znajomości języka polskiego, nauczyciele zaś, świa¬
domi ich odrębności językowej i nie oczekując od nich początkowej znajomości
języka polskiego, skłonni są interpretować ich szybkie postępy w nauce języka
jako przejaw wybitnych zdolności intelektualnych. Mam takiego Wietnamczyka,
który może być wzorem dla wszystkich. Półtora roku jest w Polsce, a język ma
wspaniale opanowany.
Warto tutaj także zauważyć różnicę w procesie opanowywania języka obcego
między osobą pobierającą naukę szkolną w języku ojczystym i uczącą się języka
obcego jako odrębnego przedmiotu, a osobą opanowującą materiał szkolny
w języku dla siebie obcym. Osoba ucząca się w języku obcym ma utrudnione
kształtowanie się kategorii poznawczych, które nie zostały jej przekazane w so¬
cjalizacji pierwotnej i które jest zmuszona budować na bazie języka obcego,
co nie zawsze musi się przekładać na ich opanowanie w języku ojczystym, oraz
niejednokrotnie musi budować kategorie nieistniejące w jej języku ojczystym
(por. Ovando 1989, s. 209).
Dodatkowym utrudnieniem dla dzieci z obcej kultury jest fakt, iż uczą się one
czytać i pisać w języku obcym, którego często dobrze nie znają, podczas gdy
pozostałe dzieci uczą się czytania i pisania w języku ojczystym. Podczas gdy
dziecko polskie poznaje jedynie formę pisaną znanego już sobie słowa, dziecko
np. wietnamskie dla osiągnięcia tego samego poziomu musi nauczyć się zarazem
znaczenia słowa, jak i jego wersji mówionej i pisanej , co potwierdza jedna
5

6

5

Sytuacja ta bardzo przypomina inną, opisaną przez Teodorę Kroeber (1978, s. 124-125)
w słynnej książce opowiadającej o Ishim, Indianinie z plemienia Yana, i o jego kontaktach
z amerykańskimi antropologami.
Na przykład, by ułatwić dzieciom zapamiętanie kształtu litery „ O " pokazuje się i m tę literę
z obrazkiem osy. Z oczywistych względów tego typu ilustracja nie będzie ułatwieniem dla dziecka
słabo znającego język polski.
6

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

41

z nauczycielek dzieci wietnamskich: Jest dziewczynka tu w pierwszej klasie,
w naszej grupie i ona czyta. Świetnie czyta. W ogóle nie wie, co czyta. Bez
żadnego zrozumienia.
Poza trudnościami wynikającymi z samej nieznajomości języka, dziecko spo¬
tyka się z problemami wynikającymi z faktu, iż materiały przekazywane w szkole
są oparte na założeniach kultury, której dziecko dobrze nie zna i dla ich zro¬
zumienia potrzebny jest dodatkowy wysiłek, zwłaszcza że często nieświadomie
nauczyciel zakłada jako oczywiste sytuacje, które nie muszą być oczywiste dla
dziecka pochodzącego z innej kultury (Gay 1989, s. 177). W przypadku Romów
trafiających do polskich szkół ciekawie opisuje to dyrektor szkoły dla Romów
w Suwałkach (Milewski 2000, s. 13):
Większość z nich nigdy wcześniej nie zetknęła się ze słowem pisanym. Nigdy wcześniej nie
miały w ręku ołówka czy kredki. Przykładem tego, jak wygląda ich wiedza o świecie może być
to, że dzieci (nawet szesnastoletnie) nie wiedziały, że ziemia jest okrągła, w jakim mieście i kraju
mieszkają, jaka jest nazwa rzeki płynącej przez ich miasto. Gdy pojechaliśmy nad jezioro, pytały
mnie, czy to ocean. Nie potrafiły również odróżnić fikcji od rzeczywistości - wszystkie bez
wyjątku przekonane były, że wampiry i rozmaite monstra, jakie widziały w telewizji, istnieją
naprawdę. Gdy rozmawialiśmy o tym, co można zobaczyć w ogrodzie zoologicznym, dzieci nie
chciały uwierzyć, że nie ma tam dinozaurów.

O podobnych sytuacjach wspominają badani przez nas nauczyciele, jak
w przypadku romskiej dziewczynki, o której nauczycielka wypowiada się w na¬
stępujący sposób: Jak Natalka przyszła do nas do szkoły miała wiele problemów
ze zrozumieniem polskich pojęć. [...] Potem nawet na egzaminie wiele pojęć
było dla niej abstrakcją, nawet tutaj słowo bocian kiedy występowało nie bardzo
wiedziała o co tutaj chodzi, tak że musiałam jej to wszystko tłumaczyć.
Brak znajomości kodów kulturowych, za pomocą których przekazywana jest
wiedza i później sprawdzane wiadomości, uniemożliwia uczniom zdobywanie
wiedzy, a nawet jeśli taką wiedzę posiądą, zademonstrowanie swoich umiejęt¬
ności w oczekiwany przez nauczyciela sposób może być utrudnione ze względu
na różnice norm komunikacyjnych w kulturze pochodzenia i kulturze szkoły.
Dziecko przy odpowiedzi nie może również posiłkować się używając języka
ojczystego, w większości przypadków niezrozumiałego dla nauczyciela: Jak ja go
wzięłam to mówił dobrze, bo to już do klasy czwartej, ale [...] jak było wypraco­
wanie „Moje marzenia po wakacjach", to mówi, że była jego praca taka piękna,
z tym że było zamiast wyrazu polskiego, wyraz cygański, to była piękna praca,
chciałby zostać lekarzem i leczyć biedne dzieci i ludzi za darmo, no i mówiła, że
właśnie ma trudności, co jakiś czas wstawia tam wyraz cygański.
Podobne problemy przejawiać się mogą również w sytuacjach życia codzien¬
nego. Dziecko z obcej kultury może nie wiedzieć, w jaki sposób zachowywać się
poprawnie w kontakcie z nauczycielami i innym personelem szkoły i może być
karane za nieodpowiednie zachowania, które nie wynikają ze złej woli, lecz
z nieznajomości zasad, którymi rządzi się szkoła. Musi ono nauczyć się kultu¬
rowych kontekstów wypowiedzi i sytuacji, w których dane zachowanie jest

�42

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

pożądane lub nie. Czasem dotyczy to kulturowego tabu we wzorach rodzimych
dziecka (np. wspominanie o czynnościach wydalniczych):
Ponieważ ta dziewczynka kiedy chciała iść do ubikacji, to nawet tego nie potra¬
fiłapowiedzieć. Nawetjak te nasze dzieci tak mówią wulgarnie, że chcą wyjść... do
kibla, tak ona nawet tego nie potrafiła powiedzieć. Widać, że nauczycielka inter¬
pretuje zachowanie dziewczynki romskiej jako nieznajomość form językowych.
Nauczyciele rzadko myślą o tym, że dziecko nie zna np. zachowania wyma¬
ganego przez naszą kulturę przy jedzeniu:
Przychodzą do nas świeże dzieci i one nie umieją trzymać noża i widelca.
Drugie danie i zupę jedzą łyżką, co ma negatywny wpływ na percepcję dziecka
u nauczycieli, gdyż jego zachowania wynikające z nieznajomości reguł interpre¬
towane są przez nich jako przejaw złej woli.
Powyżej analizowane kwestie prześledzone zostały przede wszystkim na
przykładzie dzieci romskich, gdzie problemy te uwidaczniają się w sposób naj¬
bardziej jaskrawy, choć możemy problemy takie zauważyć również w przypadku
dzieci wietnamskich, jednak w dużo mniejszym natężeniu, gdyż kultura wiet¬
namska jest pod tym względem dużo bliższa kulturze polskiej niż kultura romska. Na powyższych przykładach zauważamy jednak, w jakim stopniu edukacja
w polskiej szkole zakłada wcześniejsze zdobycie przez dziecko wielu umiejęt¬
ności, które są niezbędne dla jego poprawnego funkcjonowania w szkole i dla
jego dalszej edukacji.

ROZBIEŻNOŚĆ SOCJALIZACJI PIERWOTNEJ I SOCJALIZACJI WTÓRNEJ

W szczególnie trudnej sytuacji jest dziecko, które w ramach socjalizacji pier¬
wotnej zdobyło umiejętności stojące w sprzeczności z umiejętnościami oczeki¬
wanymi przez szkołę i (lub) któremu wdrożono wartości odmienne od wartości
reprezentowanych przez system edukacyjny; stoi ono przed koniecznością wy¬
boru pomiędzy tymi wartościami.
Wyniki naszych badań potwierdzają trafność tezy Pierre'a Bourdieu i Jean-Claude'a Passerona (1990, s. 101) głoszących, iż „stopień produktywności
właściwej każdej pracy pedagogicznej innej niż praca pedagogiczna pierwotna
(pracy pedagogicznej wtórnej) jest funkcją dystansu oddzielającego habitus,
który usiłuje ona wdrożyć (czyli narzuconą arbitralność kulturową), od habitusu który został wdrożony przez uprzednie prace pedagogiczne i przez jeszcze
wcześniejszą pracę pedagogiczną pierwotną (to znaczy arbitralność kulturową
związaną z pochodzeniem)".
Dziecko z grupy mniejszościowej, wchodząc do szkoły, nie może zostawić
w domu swojego bagażu kulturowego i zachowywać się wyłącznie wedle reguł
kultury większości. Rozbieżności między wymaganiami dwóch kultur mogą
sprawić dziecku trudność w podjęciu decyzji, wedle jakich norm postępować,
czy spełniać oczekiwania środowiska rodzinnego, czy oczekiwania nauczycieli
(co jest trudne zwłaszcza jeśli w szkole są również inni przedstawiciele grupy

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

43

rodzimej). O problemach tego typu ciekawie mówi nauczycielka narodowości
romskiej ucząca dzieci romskie:
To, co załóżmy jest normą w społeczeństwie cygańskim, może być wykrocze­
niem w społeczeństwie polskim. To jest tak, że Cyganie, którzy są uczciwi, pre­
zentują się jako uczciwi Cyganie to wcale oni nie muszą uchodzić za uczciwych
w społeczeństwie polskim. [...] Ja podam taki przykład: dobrze widziane jest
w społeczeństwie cygańskim, jeżeli załóżmy Cygan radzi sobie w życiu, jest za¬
radny, ale w jaki sposób sobie radzi, to nie będziemy wnikać. Natomiast w spo¬
łeczeństwie polskim to już nie będzie dobrze odbierane, bo jest pewne prawo
i ewidentnie tego nie można zrobić.
Innego typu problemy wynikać mogą z rozbieżności stylów życia dwóch grup.
I tak, problemem dla dzieci romskich jest wczesne wstawanie i często spóźniają
się one na pierwsze lekcje lub zasypiają na lekcjach: Czasami jak to jest pierwsza
godzina lekcyjna to on nawet pytania dobrze nie usłyszy, tak jak by był senny,
jakby tam jeszcze był, inny krajobraz tam w głowie miał, w myśli, jeszcze taki
rozkojarzony, zaspany już na innych lekcjach się dobudza i jest inny - mówi inna
nauczycielka.
W inny sposób problemy tego typu przejawiają się w przypadku dzieci wiet¬
namskich. Posłuchajmy wypowiedzi jednej z nauczycielek:
Tam taka druga Ania jest, jak ja jej coś nie mogę się z nią dogadać to ja
mówię: Słuchaj Aniu, kiedyś tam była niegrzeczna, prawda, coś tam nazwała
koleżankę „babcia", prawda, coś tam takie. Ja mówię: Słuchaj. Powiedz tej Ani,
żeby mówiła „Proszę Pani", a nie „babciu". [...] No i oczywiście później rozmawia¬
łam z koleżanką, najpierw było „pani", samo „pani", później było „ploszie pani".
Mamy tu prawdopodobnie do czynienia z sytuacją nieudolnej próby oddania
przez dziewczynkę słabo znającą język i kulturę polską, wietnamskiego zwrotu
grzecznościowego w języku polskim, co przez nauczycielkę odebrane zostało
jako okazanie braku szacunku wobec nauczyciela. Prawdopodobnie dziewczynka
nie bardzo rozumiała na czym polega jej niegrzeczne zachowanie, zwłaszcza
że starała się okazać szacunek nauczycielce zgodnie z regułami, które jej pod¬
powiadała kultura wietnamska.
Nie można oczywiście oczekiwać od nauczyciela szkoły powszechnej znajo¬
mości języka romskiego czy wietnamskiego, ale w pewnych sytuacjach nawet skła¬
nianie rodzin dzieci pochodzących z innych kultur do mówienia po polsku może
okazać się niewystarczające dla zrozumienia sytuacji: Oczywiście, że rozumieją po
polsku, natomiast rzeczywiście zauważa się, że gdy przychodzą rodzice, to dzieci
próbują rozmawiać z rodzicami swoim językiem i to też próbujemy jednak zmie¬
niać, bo ja bym chciała jednak wiedzieć, o czym przy mnie rozmawia dziecko
z matką czy ojcem. Na jakiej zasadzie karcą, jakie metody stosują, mają bardzo
różne, tutaj i buty leciały czasem w formie kary dla dziecka, bo ten się źle zachowy¬
wał na terenie szkoły. Mieliśmy taki wypadek u mnie w gabinecie [dyrektorskim],
jak poleciał but matki, bo były jakieś tam pretensje co do zachowania chłopca.
Rzucenie butem w mężczyznę (w tym wypadku syna) przez kobietę (w tym
wypadku matkę), dla nauczycielki czynność z pewnością bardzo dziwna, jest

�44

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

w kulturze Romów tradycyjnym wyrazem wymierzenia wysokiej kary łączącej
się z rytualną nieczystością. Jest to jaskrawy przykład na rozbieżności socjaliza¬
cji pierwotnej i socjalizacji wtórnej, tak dalekiej, że uniemożliwiającej wzajem¬
ną komunikację między nauczycielem (nierozumiejącym sytuacji) i rodzicami,
którzy chcą spełnić wymogi stawiane przez nauczyciela (posługując się wzorami
zachowań własnej kultury). Tego typu sytuacja jest mniej prawdopodobna
w przypadku dzieci wietnamskich, gdyż formy wymierzania kar w kulturze wiet¬
namskiej są bliższe sposobom wymierzania kar w kulturze polskiej, również pod
względem kar fizycznych.
Próbując podsumować dotychczasowe rozważania należy stwierdzić, iż pro¬
blemy wynikające z rozbieżności socjalizacji pierwotnej i wtórnej dotykają tak
Romów, jak i Wietnamczyków. Nie wpływają one jednak na ich sukces eduka¬
cyjny w równym stopniu. Większy wpływ widzimy w przypadku Romów.
Wziąwszy pod uwagę również wcześniejsze rozważania dotyczące języka
ojczystego dziecka widzimy, że nie można mówić, iż język romski, czy wiet¬
namski ułatwiają wejście w polski system edukacyjny. Różnice wynikać mogą
ze stopnia znajomości języka polskiego w chwili wejścia w system edukacyjny
czy ewentualnie łatwości nauczenia się języka polskiego. Jak jednak widzimy,
podejście zdroworozsądkowe, iż minimalna nawet znajomość języka może być
dużym atutem na starcie, nie sprawdza się ze względu na inne czynniki, które
powodują, iż przewaga ta zostaje zminimalizowana. Staraliśmy się ukazać, jak
powodzenie w szkole dziecka odmiennego kulturowo zależy od tego, w jakim
stopniu oddziaływanie szkoły opiera się na treściach socjalizacji pierwotnej
dziecka. W polskim systemie edukacyjnym widzimy w dużym stopniu wpływ
tego czynnika. Polska szkoła przygotowana jest na przyjęcie dziecka już znającego
język polski, który z założenia jest jego językiem ojczystym. Treści przekazywane
w szkole opierają się na kulturze polskiej i formacja nauczycieli ukierunkowana
jest na edukowanie dzieci mających już spore kompetencje w kulturze polskiej.
W chwili, gdy nauczyciel spotyka się z dzieckiem wywodzącym się z innej kul¬
tury, czuje się bezradny; nie jest przygotowany do podjęcia specyficznych działań,
różnych od tych, które stosuje wobec dzieci polskich. Skuteczność podejmowa¬
nych przez nauczyciela działań jest więc mniejsza, a im bardziej socjalizacja
pierwotna dziecka rozmija się z założeniami, tym szanse takiego dziecka na osiąg¬
nięcie sukcesu są mniejsze.

WSPÓŁPRACA SZKOŁY Z D O M E M R O D Z I N N Y M DZIECKA

Duży wpływ na sukces dziecka w szkole ma to, czy rodzice interesują się
jego postępami, czy zależy im na tym, aby dziecko chodziło do szkoły, czy
stymulują je i okazują niezbędną pomoc w nauce. Struktura polskiego systemu
edukacyjnego zakłada wręcz współpracę ze strony środowiska domowego dziec¬
ka. Przejawia się to stosunkowo dużą ilością prac zadawanych dzieciom do
domów, których wykonanie ma znaczący wpływ na oceny i w konsekwencji na
promocję do następnej klasy.

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

45

Poza formalnie zadawanymi pracami domowymi, nauczyciele oczekują, iż
uczniowie dopełnią w domu proces nauczania prowadzony w klasie. Z tego po¬
wodu tak dużą rolę zdają się odgrywać zeszyty uczniów, których prowadzenie
jest oceniane, a treści podyktowane do nich przez nauczyciela są następnie
wymagane na sprawdzianach pisemnych i ustnych.
Bezpośrednie kontakty między rodzicami i nauczycielami nie zawsze są ko¬
nieczne dla dobrego funkcjonowania dziecka w szkole. Nauczyciele wzywają
rodziców do szkoły najczęściej dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy
z uczniem. Jeśli dziecko radzi sobie w sposób zadowalający, kontakty między
szkołą a rodzicami ograniczają się do okresowych spotkań zwanych „wywia¬
dówkami", które jednak nie mają decydującego wpływu na sytuację dziecka
w szkole. Ważniejsze z punktu widzenia szkoły jest zapewnienie ze strony rodzi¬
ców odpowiedniego wyposażenia w przybory szkolne oraz płacenie różnorod¬
nych składek. Brak tego rodzaju współpracy może przekładać się na negatywne
oceny ucznia. W jednym przypadku przyczyną serii negatywnych ocen z muzyki
było nieprzynoszenie przez chłopca romskiego na lekcje fletu, co nauczycielka
karała każdorazowo oceną niedostateczną, aż do momentu, gdy interweniowała
wychowawczyni klasy i skontaktowała się z rodzicami, którzy kupili flet.
W przypadku dzieci radzących sobie w sposób zadowalający z nauką nau¬
czyciele podkreślali stosunkowo dobre kontakty z rodzicami. W opiniach nauczy¬
cieli jest to jeden z głównych warunków sukcesu dziecka w szkole. Według nich,
jedynie jeśli rodzicom zależy w znacznym stopniu na ukończeniu szkoły przez
ich dzieci, radzą sobie one nieźle. W przeciwnym razie sytuacja dziecka się kom¬
plikuje, gdyż szkoła nie stwarza wystarczających warunków umożliwiających
pomyślne zakończenie szkoły podstawowej.
Rodzice bardzo się troszczą, widać, że interesują się na co dzień, tu do szkoły
przychodzi ciocia i teraz trzeba było poinformować o nowym systemie szkół, nie
mogli rodzice przyjść to wiem, że przyszła ciocia.
Stosunek dużej części rodziców romskich do edukacji swoich dzieci zwięźle
charakteryzuje jedna z nauczycielek:
Ich rodziców satysfakcjonuje to, że w tej szkole dzieci uzyskują takie podstawy
- najprostsze podstawy edukacji. Znaczy, będą umiały przeczytać prosty komuni¬
kat z gazety, odczytać numer autobusu czy podpisać się, bo rodzice najczęściej
podpisują się krzyżykiem - nie potrafią tego.
W przypadku dzieci wietnamskich wszyscy nauczyciele podkreślali, że ro¬
dzicom wietnamskim bardzo zależy na edukacji ich dzieci. Dzieci wietnamskie
trafiają do polskich szkół, mimo że nie dotyczy ich obowiązek edukacyjny,
a czasami wręcz dostanie się do polskiej szkoły jest dla wietnamskiego dziecka
utrudnione ze względu na jego nieuregulowaną sytuację prawną w Polsce.
Dużą rolę w wyrównywaniu rozbieżności między socjalizacją pierwotną
dziecka, a wymaganiami szkoły odgrywają rodzice. Od ich nastawienia do edu¬
kacji, udzielenia bądź nieudzielenia pomocy w nauce, zależy w dużym stopniu
to, jak będzie się rozwijać sytuacja dziecka w szkole. Jeśli, z różnych przyczyn,
dziecko zostanie pozostawione samo sobie w konfrontacji z wymogami szkoły,
jest mało prawdopodobne, by ukończyło szkołę z pozytywnym wynikiem.

�46

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ
STOSUNEK N A U C Z Y C I E L A DO DZIECKA

Nauczyciel ma przemożny wpływ na sytuację dziecka w szkole, w tym na sytua­
cję dziecka pochodzącego z kultury mniejszości. Nauczyciel jako członek społecz¬
ności większościowej może wpływać na sytuację dziecka mniejszości w sposób
w dużym stopniu negatywny. Tego rodzaju wpływ przedstawia Bruno Bartz:
Ogromne możliwości oddziaływania w różnych interakcjach pedagogicznych mają nastawienia,
uprzedzenia i mentalność nauczycieli, których wiedza o kulturach dzieci imigrantów jest zniko¬
ma. Prowadzi to do sytuacji dramatycznych, kiedy np. niektórym uczniom odmawia się a priori
jakiejkolwiek kulturalnej roli. Istnieje fatalna skłonność niektórych nauczycieli do wyciągania
wniosków o stopniu asymilacji czy też orientacji tradycjonalnej dzieci imigrantów wg ich po¬
wierzchowności, t j . sposobu ubierania się, czesania, przestrzegania higieny lub wyrażania emo¬
cji. Rozpowszechniony w wyobraźni nauczycieli obraz ewolucyjnego rozwoju natury ludzkiej
święci zatem triumfy i implikuje wypełnienie przez nich misji cywilizacyjnej polegającej na
oświeceniu przedstawicieli „zacofanych" kultur (Bartz 1997, s. 12).

Nauczyciele często czują się niepewnie wobec uczniów mniejszościowych,
nie wiedzą jak się wobec nich zachować i czy traktować je na równi z dziećmi
z kultury własnej. Dobrym przykładem tego typu wahań może być wypowiedź
jednej z nauczycielek dzieci wietnamskich: Tak, w ubiegłych latach to była taka
dziewczynka w poczcie sztandarowym, to miałyśmy my dylemat czy wybrać do
pocztu sztandarowego, aby reprezentowała szkołę.
Na opinie nauczycieli w większym stopniu mają wpływ negatywne sygnały ze
strony uczniów niż zachowania pozytywne interpretowane jako „normalne", czyli
takie jakich nauczyciel może oczekiwać. Negatywne nastawienie do dziecka prze¬
kłada się na jego samoocenę i na zasadzie samospełniającej się przepowiedni
utwierdza je w przekonaniu, iż nie może osiągnąć dobrych rezultatów w nauce.
Nauczyciele przekonani o niskich możliwościach dziecka zadają raczej pytania
wymagające przypomnienia sobie jakiejś informacji czy odpowiedzi przez „tak"
lub „nie", niż pytania wymagające myślenia czy wyrażenia opinii, jakie zadają
uczniom, o których większych możliwościach są przekonani. Nauczyciele mają
również tendencję do rzadszego zadawania pytań uczniom uważanym za słabych,
co sprawia, że mają oni mniej możliwości wykazania się swoją wiedzą.
Nauczyciele, w wielu przypadkach, spodziewają się po uczniach z grup mniej¬
szościowych złego zachowania i surowiej karzą wszelkie występki oraz nakłada¬
j ą wyższe normy dotyczące zachowania niż uczniom z ich kultury, nadmiernie
zwracają uwagę na odpowiednie zachowanie się dziecka. Przykładem takiej sy¬
tuacji może być nagrana przez nas rozmowa nauczycielki z dzieckiem romskim,
w której podkreślamy wypowiedzi nauczycielki, nawołujące do odpowiedniego
zachowania się dziecka:
Nauczycielka: Dzień Dobry się mówi.
Uczeń: Dzień Dobry. A jest przerwa?
Nie, zabawy są, a będziesz grzeczny?
Tak.
A nie byłeś wczoraj w szkole? Dlaczego? Ładnie opuść rączki!

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

47

Bo wczoraj nie miałem chleba i mama kanapek mi nie zrobiła.
I mamusia ci nie dała kanapki? Ale jak nie było chleba to jest powód, że
nie przyszedłeś do szkoły? A, bo nie miałeś sobie wziąć kanapki na śniadanie?
A będziesz grzeczny?
Tak.
A tatusiowi, mamie powiedziałeś, że jesteś niegrzeczny?
Nie mówiłem.
A kiedy będziesz grzeczny? Codziennie obiecujesz, że będziesz grzeczny
i codziennie nie jesteś grzeczny.
Jestem.
Jesteś, a kto tak powiedział? Ja powiedziałam, że jesteś grzeczny?
Nie.
No to ... Czyli obiecujesz, że będziesz grzeczny? [...].
W tej krótkiej rozmowie, zaraz po przyjściu dziecka do szkoły, nauczycielka
dziewięciokrotnie zwraca uwagę na jego nieodpowiednie zachowanie. Trzeba
dodać, iż w czasie trwania rozmowy reszta klasy - dzieci polskie - swobodnie
bawiła się, niektóre dzieci pokrzykiwały, dochodziło do przyjacielskich „bójek"
między chłopcami. Tylko od dziecka romskiego nauczycielka wymagała zwra¬
cania się do niej stojąc na baczność, bez wykonywania jakichkolwiek gestów,
co tolerowała u uczniów polskich.
Trzeba tu zaznaczyć, iż stosunek nauczyciela do dziecka z grupy innej niż
jego własna może się różnić w zależności od tego, z jakiej grupy dane dziecko
pochodzi. Do przedstawicieli jednej grupy nauczyciel może odnosić się w spo¬
sób pozytywny (jeśli ocenia pozytywnie tę grupę) do innych zaś negatywnie.
Oczywiście na ocenę grupy pochodzenia dziecka znaczący wpływ ma stereotyp
grupy pochodzenia dziecka u nauczyciela. Taka sytuacja wydaje się mieć miejsce
w przypadku badanych przez nas grup.
Postrzeganie przez pryzmat stereotypów narodowościowych dostrzec można
było w wypowiedziach wielu nauczycieli. Szczególnie widoczne było to w przy¬
padku nauczycieli dzieci romskich:
No i właśnie - kto spotkał Cygana, który by po prostu nie śpiewał pięknie, nie
tańczył - oni to mają po prostu dane.
U nauczycieli widać również negatywny aspekt stereotypu Cygana:
U Cyganów w domu to jest tylko: pospać, potańczyć, popić i pojeść.
Zdarzały się również wypowiedzi łączące w jedną całość cechy, którym można
by przypisać wartość pozytywną i cechy wyraźnie negatywne, choć ich ogólny
wydźwięk zdaje się być negatywny: Cyganie pięknie tańczą, są zdolni, ale leniwi.
Kłamanie to ich główna cecha, mimo że są bardzo zdolni. Ich cechą jest
krętactwo, kłamią w żywe oczy, jak jest natura cygańska to już sama nazwa mówi.
Jak Polak ma do kogoś jakiś żal to od razu powie, a Cygan nie - tylko kręci.
W przypadku Wietnamczyków główną, przypisywaną im, cechą była praco¬
witość (pojawiała się ona praktycznie we wszystkich wywiadach). Nie zdarzały
się prawie wcale wypowiedzi negatywne. Przypisać to można, wspominanemu
już, włączaniu Wietnamczyków do stereotypowego obrazu Chińczyka, którego

�48

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

główną cechą jest właśnie pracowitość, klasyfikowana jednoznacznie pozy¬
tywnie. U niektórych nauczycieli pozytywne nastawienie do Wietnamczyków
wiązało się z zafascynowaniem egzotyką, w której kategoriach postrzegane były
te dzieci: Zupełnie inna kultura, no egzotyka niesamowita.
Nauczyciel odgrywa dużą rolę w kształtowaniu stosunków między uczniami
i od niego zależy w dużym stopniu, jak one się będą układać. Wydaje się, iż
w sprzyjających warunkach wystarczy, by nauczyciel jedynie nie podsycał
stereotypów, gdyż bardzo możliwe, iż u niego, nawet mimo jego dobrej woli, są
one głębsze niż u jego uczniów: Na początku, jeszcze przed przyjściem Jeremiego,
rozmawiałam w klasie z dziećmi o tym, że będzie nowy uczeń i okazało się, że
niektóre dzieci już go znają i lubią. Natomiast ona sama miała opory i jest mile
zaskoczona, że to taka porządna rodzina, bo ona miała uraz jeszcze z dzieciń¬
stwa. Jak była mała i została sama w domu to wpuściła do domu Cyganki i one
„obrobiły" jej mieszkanie.
Większość nauczycieli twierdziła, tak w przypadku Wietnamczyków jak i Ro¬
mów, iż na terenie szkoły nie ma żadnych problemów na tle narodowościowym:
Ale jest u nas w szkole też zjawisko pozytywne, że dzieci narodowości cygań­
skiej nie są prześladowane. U nas wszystkie dzieci są do tego przyzwyczajone, nie
ma takich różnic, że tam się jakoś przezywają, te nasze dzieci cygańskie - nie.
Można domniemywać, iż sytuacja nie wygląda tak dobrze, a mamy tu do
czynienia jedynie z chęcią przedstawienia pozytywnego obrazu osobie z zewnątrz.
Można się tego domyślać, chociażby ze zbytniego zwracania uwagi na nieistnie¬
nie takiego problemu, nawet w wypowiedziach dzieci romskich. Na przykład
jeden z chłopców romskich, zapytany o sytuacje w szkole, zaczął usilnie zapew¬
niać: Mnie tam wcale nie biją! (rozmowa nienagrywana).
W tym miejscu, mówiąc o stereotypach narodowościowych, trzeba zaznaczyć
jeszcze raz, że nie dla wszystkich nauczycieli Romowie są odrębną grupą naro¬
dową, choć oczywiście istnieje świadomość ich odrębności. Dobrym świa¬
dectwem złożoności postrzegania Romów może być wypowiedź nauczycielki
dziecka wietnamskiego zapytanej czy w jej szkole uczyli się uczniowie innych
narodowości niż polska i wietnamska:
A pani miała też dzieci innych narodowości?
Nie, tutaj tylko Cyganie bywali, ale też bardzo krótko, bo oni do szkoły spe¬
cjalnej potem odchodzili, oni są tacy w rozwoju bardzo słabi, nie, nie było
w mojej siedmioletniej kadencji tutaj.
Ogólny obraz stosunku nauczycieli do dzieci pochodzących z badanych przez
nas grup jest dużo przychylniejszy dla Wietnamczyków niż dla Romów, co może
potwierdzać wpływ stereotypów narodowościowych, ale wpływ na to mogą mieć
również pewne cechy kultury romskiej i wietnamskiej ujawniające się w zdarze¬
niu z kulturą polską, a przynajmniej z oczekiwaniami co do zachowania dziecka
w polskiej szkole.
Wydaje się, iż dzieciom wietnamskim łatwiej jest przystosować się do zasad
posłuszeństwa obowiązujących w polskiej szkole, na co zwracają uwagę nau¬
czyciele: Także my nie mamy z nimi żadnych kłopotów, ja jestem bardzo zadowo-

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

49

lona, bo oni są grzeczni, posłuszni i wszystko co trzeba wykonują, lepiej jest niż
z naszymi na pewno.
Oczekiwanie ze strony dziecka przede wszystkim posłuszeństwa widać także
w świetle wywiadów z nauczycielami dzieci romskich (por. wyżej). Przy przewa­
dze wypowiedzi świadczących o problemach z dziećmi romskimi (o czym dalej),
w przypadku wypowiedzi o poprawnym funkcjonowaniu w klasie, nauczyciele
podkreślali podporządkowanie się dzieci, nawet za cenę aktywności:
Nie ma w zasadzie problemu jeśli chodzi o problemy wychowawcze, bo te
dzieci są zgaszone, zastraszone. Odbiera się wrażenie, że te dzieci mają poczucie
niskiej wartości. Być może jest to wpływ klasy.
Nauczyciele zwracający uwagę na problemy wychowawcze z dziećmi romskimi twierdzą, że dzieci te są bardzo niegrzeczne, nie potrafią się skupić i sie¬
dzieć spokojnie na lekcjach. Zdarza się, iż używają wulgaryzmów gorsząc tym
inne dzieci, co jest problemem szczególnie tam, gdzie dzieci romskie powtarzają
klasy i są starsze od innych dzieci w swojej klasie. Dzieci te, według nauczycieli,
są czasami szczególnie agresywne w stosunku do dzieci polskich i sprawiają
przez to kłopoty. Wynika to prawdopodobnie po części z uprzedzeń i złego
odnoszenia się do dzieci romskich, bo - jak twierdzą niektóre nauczycielki - te
same dzieci o złej opinii potrafią być bardzo miłe, a nawet uczynne.
Trudności z dostosowaniem się dzieci romskich (choć czy tylko romskich)
do dyscypliny narzucanej przez nauczycieli potwierdza nauczycielka romskiego
pochodzenia prowadząca klasę romską: Większość nauczycieli takie metody sto­
suje, że dziecko nie ma prawa się odezwać ani ruszać. Takie zdyscyplinowanie na
siłę - jest to dla tych małych dzieci po prostu katorga.
W przeciwieństwie do dzieci romskich, w wypowiedziach o dzieciach wiet¬
namskich przeważają wypowiedzi pozytywnie oceniające ich zachowanie:
Można powiedzieć, że nie mamy z nimi żadnych problemów wychowawczych,
mają wzorowe zachowanie. Wczoraj była rada klasyfikacyjna, więc one się
wyróżniają kulturą osobistą, ja nie wiem, właściwym zachowaniem. Są obecnie
w szóstej klasie, z chłopcami, którzy kończyli szkołę dwa lata temu niewielkie
były problemy, towarzystwo papierosowe, takie rozrabiające, ale to było zupełnie
tak jak z rówieśnikami.
Istnieją oczywiście różnice w podejściu do dzieci romskich, jednak niektórzy
nauczyciele traktują ich obecność w swojej klasie jako karę ze strony dyrekcji
i dodatkowy, niepotrzebny kłopot.
Pedagog ma ich już serdecznie dość (nawet nie może już chodzić w długich
spódnicach, choć kiedyś bardzo lubiła, bo jej problemy z Cyganami to obrzy¬
dziły), szczególnie ma dość indywidualnych lekcji i czeka tylko jak wszyscy skoń­
czą 15 lat i będzie ich można zwolnić z obowiązku szkolnego i mieć ten kłopot
z głowy. Z Cyganami zawsze są problemy.
Problemy wynikające z nieumiejętności poradzenia sobie z obecnością dziec¬
ka odmiennego kulturowo są widoczne również w przypadku nauczycieli dzieci
wietnamskich. Niektórzy spośród tych nauczycieli przyznają, że nie wiedzą na¬
wet dobrze, z jakiej kultury dziecko pochodzi i robią w tym zakresie błędy, jak to

�50

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

przedstawia jedna z nauczycielek: Potem mieliśmy dwie Chinki. I tu był problem:
No wydaje się wietnamskie i chińskie dziecko to jest jednakowe i robiło się błędy.
Ja osobiście mówię o sobie, że Wietnameczka, no to Wietnameczka. Dziecko było
niezadowolone: „ja jestem Chinką". Więc zaczęłam się tym dzieciom przyglą­
dać, no... prawie identyczne. Oni są w ogóle do siebie podobni, a jednak jest
różnica; jakoś tak chyba bardziej skośne oczy mają. No i inaczej w ogóle mówią.
Nie dogadują się ze sobą. Ale też w porządku.
Zbyt duża liczba dzieci w klasie, a przez to brak czasu na zajmowanie się
dzieckiem, które wymagałoby więcej troski ze strony nauczyciela, było powo¬
dem podawanym przez nauczycieli dla pomijania problemów takiego dziecka.
Przy swoiście postrzeganej sprawiedliwości, nauczyciele twierdzili, iż nie mogą
pomagać takiemu dziecku kosztem innych dzieci (najczęściej z własnej kultury),
które, według nauczyciela, przejawiają możliwości osiągnięcia sukcesu eduka¬
cyjnego. Taki podejście było widoczne w przypadku dzieci romskich: U mnie
klasa jest liczna trzydzieści trzy osoby I nie zawsze można tej jednej osobie po¬
święcić aż tak dużo czasu, ale i w przypadku dzieci wietnamskich zdarzały się
wypowiedzi świadczące o niechęci wobec obecności „obcych" dzieci w klasie:
Inny, którego uczyłam, nic po polsku nie umiał. Przyszedł w piątej klasie.
Treści zadań nie potrafił zrozumieć! Musiałam prosić jego koleżankę - Wietnamkę, która dobrze po polsku mówiła, aby mu treść tych zadań tłumaczyła. Ale
przecież to zajmuje dużo czasu! A ja nie mogę zajmować się jednym uczniem,
bo mam trzydziestu. Nasi uczniowie na tym tracą. Musi być sprawiedliwie!
W wywiadach zaobserwować można skłonność nauczycieli do interpretowa¬
nia niepowodzeń w nauce w charakterze różnic biologicznych, choć oczywiście
fakt, iż przodkowie dzieci romskich nie czytali czy nie pisali nie jest uwarun¬
kowaniem biologicznym lecz kulturowym. Tego typu wypowiedzi zdarzały się
częściej, choć były to raczej odwołania do czynników psychologicznych:
On chodzi do nas do szkoły, bo w pierwszej klasie chodził chyba miesiąc, no
i pani psycholog orzekła, że on się w ogóle nie nadaje do klasy pierwszej i z powro¬
tem do klasy zerowej, ale w zerowej klasie też żadnych osiągnięć, żadnej poprawy
praktycznie nie ma, on sobie raz przychodzi, raz nie przychodzi do szkoły.
Mieliśmy okazję porozmawiać z chłopcem, o którym mowa powyżej, i na
naszą prośbę zaśpiewał on bezbłędnie kilka zwrotek piosenki i to w języku pol¬
skim. Nauczycielka, bardzo zdziwiona takim osiągnięciem z jego strony, dopy¬
tywała się, jak chłopiec się tej piosenki nauczył, bo, jak stwierdziła wcześniej,
zawsze miał kłopoty z zapamiętaniem nawet krótkich tekstów i pierwszy raz
widzi, żeby przypomniał sobie taki długi tekst. Chłopiec odpowiedział, iż nau¬
czył się jej w pierwszej klasie. Przykład ten pokazuje dobitnie, iż to nauczyciele
mają kłopoty ze sprawdzeniem wiedzy, którą dziecko nabyło, a wina nie leży po
stronie ograniczeń umysłowych uczniów.
Przeświadczenie nauczyciela o niskich możliwościach intelektualnych dziec¬
ka przekłada się na stosowanie odmiennych metod wychowawczych dostosowa¬
nych - zdaniem nauczyciela - do dziecka o niskim poziomie umysłowym, co
w praktyce oznacza próby mechanicznego „wtłaczania" pewnych informacji, nie

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

51

dbając o zrozumienie przekazywanej wiedzy: Z pamięci mówią jakieś wyuczone
fragmenty, próbuje się ich czegokolwiek nauczyć.
Inną z przyczyn słabych wyników w nauce, wymienianych przez nauczycieli,
jest brak systematyczności. Dzieci romskie często zaczynają się uczyć dopiero
pod koniec semestru, gdy grozi im zostanie na drugi rok w tej samej klasie. Dużą
rolę odgrywa tu podejście nauczyciela, gdyż dzieci romskie szczególnie źle od¬
bierają stawianie im ocen negatywnych, które raczej zniechęcają je do dalszych
wysiłków, niż stanowią stymulację do ich poprawienia, zwłaszcza że brak jest
stymulacji do nauki ze strony rodziny.
Niektórzy nauczyciele stwierdzali, że dzieci romskie są po prostu leniwe i nie
chce im się uczyć, czego dowodem miał być fakt, iż odpowiednio zdopingowane
potrafiły sprostać stawianym im wymaganiom. Dawid mało się uczył, bo z po¬
czątku myślałam, że może nie jest w stanie się nauczyć, ale jest w stanie się
nauczyć, bo myślę można zaobserwować to na krótkich
dziesięciominutowych
kartkówkach, czy najbliższych pracach klasowych. Jeżeli przyłożył się do danego
zagadnienia, jeżeli słuchał uważnie na lekcji, bo on bardzo często mi się spóźnia
na pierwsze lekcje i na pytanie dlaczego jest nie przygotowany najczęściej mówił
nie chciało mi się lub zapomniałem.
Warto tu także zwrócić uwagę, iż wymagana w polskiej szkole aktywność na
lekcjach, czyli branie czynnego udziału w zajęciach poprzez włączanie się do
dyskusji, może być zróżnicowana przez normy kulturowe. Dzieci indiańskie np.
lepiej uczą się poprzez cichą obserwację i naśladowanie, a nie poprzez werbalne
pouczenia. Uczestnictwo dzieci w rozmowach w klasie może być zależne od
przyzwyczajeń wyniesionych z domu i może być różne także u dzieci pochodzą¬
cych z różnych klas społecznych.
Innym ważnym elementem może być różne podejście do krytyki kierowanej do
ucznia ze strony nauczyciela. Nauczyciel może starać się skrytykować jedynie dane
postępowanie ucznia bez wyrażania jednoczesnej krytyki osoby ucznia czy
mówienia o jego zdolnościach. Uczeń romski może jednak, bez względu na formę
i rzeczowe przedstawienie krytyki, odebrać wyrażanie opinii negatywnych na swój
temat jako atak na całą swoją osobę i próbować zastosować strategie obronne, nie
rozważając ewentualnej sensowności lub jej braku w krytyce. Model taki zdają się
potwierdzać wypowiedzi nauczycielek, które zwracają uwagę, że dzieci romskie
szczególnie źle odbierają jakąkolwiek krytykę, a wstawianie negatywnych ocen
nie ma dla nich funkcji dopingującej do poprawy stopni czy zmiany zachowania.

PODSUMOWANIE

Przyjęcie systemu edukacyjnego kultury większościowej wiąże się z kształto¬
waniem w dziecku nowych umiejętności kulturowych. Umiejętności te mogę do¬
pełniać umiejętności, jakie dziecko zdobyło w socjalizacji pierwotnej, ale system
edukacyjny może również kształtować zachowania, które nie są w zgodzie
z przyjętymi zachowaniami w kulturze pochodzenia dziecka.

�52

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

Jeśli umiejętności zdobywane w szkole dopełniają te uzyskane w trakcie
socjalizacji pierwotnej, nic nie stoi na przeszkodzie, by dziecko zdobyło je,
powiększając jednocześnie swoje szanse na zdobycie środków do życia, a jeśli
w kulturze dziecka wartością jest poziom wykształcenia, może to wpłynąć na
podwyższenie jego pozycji w grupie pochodzenia.
Jeśli jednak wzory zachowań kultury pochodzenia i kultury większościowej
są rozbieżne, sukces edukacyjny dziecka pochodzącego z obcej kultury zależy
od wyboru, jakiego dana osoba dokona pomiędzy zachowaniem kultury pocho¬
dzenia, a włączeniem się w kulturę większościową. Dziecko stoi przed wybo¬
rem przyjęcia wzorów zachowania jednej z kultur, co wiąże się z odrzuceniem
kultury pochodzenia, co pociągać może odrzucenie przez grupę, z której po¬
chodzi, lub odrzuceniem wzorów kultury większościowej, czego konsekwencją
jest niemożność funkcjonowania w tej kulturze i odrzucenie przez członków kul¬
tury większościowej.
Kultura pochodzenia może jednak również ułatwiać osiągnięcie sukcesu
w szkole. Jeśli bliżej przyjrzymy się kulturze romskiej i wietnamskiej możemy
stwierdzić, iż pierwsza z nich w zdecydowanym stopniu utrudnia osiągnięcie
sukcesu przez dziecko w polskiej szkole tak poprzez swoją strukturę, jak i wa¬
runki życia. Kultura wietnamska i struktura społeczności wietnamskiej w Polsce
zdaje się pod każdym względem ułatwiać sytuację dziecka trafiającego do szkoły
i stymulować go do osiągnięcia sukcesu zakładanego przez twórców systemu
edukacyjnego, bardziej nawet niż dziecko polskie.
Mam tu na myśli przede wszystkim zbieżność lub rozbieżność hierarchii war¬
tości dwóch kultur - pochodzenia i kultury systemy edukacyjnego. Jeśli systemy
wartości dwóch kultur kształtują się podobnie, dziecko nie będzie miało proble¬
mów w obcym sobie kulturowo systemie edukacyjnym, nawet jeśli kultury te
wydają się odległe od siebie. Problem pojawia się w momencie, gdy systemy
wartości są rozbieżne i dziecko „płaci" za sukces edukacyjny koniecznością
wyrzeczenia się swojej kultury.
W przypadku Wietnamczyków wszelkie warunki zdają się sprzyjać bezkon¬
fliktowemu wejściu dziecka w polski system edukacyjny, mimo oczywistych
trudności, jakie spotyka na swej drodze. Dziecko wietnamskie przychodzi do
szkoły wprawdzie ze słabą, bądź żadną, znajomością języka polskiego, ale
jest stymulowane przez rodzinę do nauki, do wtopienia się, na ile to moż¬
liwe, w polskie środowisko i zdobycia umiejętności, które mają mu ułatwić
funkcjonowanie w polskich warunkach życia, przy jednoczesnym, najczęściej
pozytywnym, odzewie środowiska polskiego, które podciągając Wietnamczy¬
ków pod stereotyp Chińczyków - inteligentnych i pracowitych - oczekuje, iż
dziecko będzie sobie, po początkowych problemach, dobrze radziło i oka¬
zuje dziecku pomoc wydatnie najczęściej wzmacnianą przez rodziców, którym
zależy na sukcesie edukacyjnym dziecka (jest on również ważną wartością
w kulturze wietnamskiej).
Dzieci pochodzące z cywilizacji chińskiej radzą sobie dobrze w systemie edu¬
kacyjnym cywilizacji zachodu nie tylko w Polsce, czego dowodem może być

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

53

wypowiedź Bartza, który pisze: „Paradoksalną sytuację zauważa się przykładowo
w wielkich miastach Kanady, gdzie większość uczniów (pochodzenia azjatyc¬
kiego) opanowuje język jako drugi. Mimo to osiągają oni przeciętnie lepsze stop¬
nie, jak biali i czarni tubylcy. Na uniwersytetach kanadyjskich Azjaci-Kanadyjczycy są reprezentowani ponadproporcjonalnie. Zaliczający się do «widocznej
mniejszością nie zarabiają mniej i znajdują częściej zatrudnienie, aniżeli urodzeni
w Kanadzie krajowcy" (Bartz 1997, s. 29).
W przypadku dziecka romskiego sytuacja wygląda wręcz przeciwnie. Dziec¬
ko romskie również przychodzi do szkoły ze słabą znajomością języka naucza¬
nia, często potrafi się jednak porozumieć w stopniu podstawowym, co sprawia,
przy nikłej świadomości wśród nauczycieli odrębności języka i kultury romskiej,
wrażenie u nauczyciela, iż dziecko jest opóźnione w rozwoju. Odrębności kultu¬
rowe skłonni są interpretować w kategoriach biologicznych. Dla dziecka rom¬
skiego uczęszczanie do polskiej szkoły jest najczęściej przykrym i mało zrozu¬
miałym obowiązkiem. Dziecko nie otrzymuje pomocy ze strony rodziców, którzy
również nie widzą sensu, ani korzyści płynących z edukacji dziecka, poza - może
czasami - korzyściami materialnymi, jako że w kulturze romskiej edukacja nie
plasuje się wśród najważniejszych wartości, a raczej jest zagrożeniem dla utrzy¬
mania własnej kultury i łączy się z niebezpieczeństwem oddalenia się od własnej
społeczności. Posłanie dziecka do szkoły jest najczęściej wynikiem zewnętrz¬
nego przymusu. Dziecko trafia do szkoły ze względu na obowiązek edukacyjny
istniejący w polskim prawie, któremu Romowie podlegają jako polscy obywatele.
Czasami jest to wymuszane przez Opiekę Społeczną uzależniająca od tego udzie¬
lenie pomocy rodzinie. Rzadko zdarza się, aby rodzice wysyłali dziecko do szkoły
z wewnętrznego przekonania o korzyściach płynących z edukacji.
Analizując sytuację tych dwóch grup można by stwierdzić, trochę może me¬
taforycznie, iż dziecko wietnamskie odnosi sukcesy w szkole w tradycyjnym
rozumieniu tego terminu. Dziecko romskie zaś odnosi sukces życiowy wbrew
szkole, nie podporządkowując się jej i nie pozwalając jej na wdrożenie w kulturę
obcą. To w pewnym stopniu może uchronić je od utraty kultury własnej, nie
zmniejszając wyraźnie jego szans życiowych. Za przyjęciem polskich zasad idzie
bowiem konieczność oderwania się od „cygańskiego sposobu życia", a co się
z tym wiąże - oderwanie od grupy, z której dziecko pochodzi, przy jednoczes¬
nych małych szansach pełnego wejścia w polską społeczność.
Obowiązek powszechnej edukacji dzieci można rozpatrywać w tym świetle
jako formę represji ze strony kultury europejskiej wobec kultury romskiej, a dzia¬
łania ze strony Romów utrudniające ten proces - jako tworzenie mechanizmów
obrony swojej kultury i tożsamości.
Przez wiele wieków romską strategią na przetrwanie i utrzymanie własnej
kultury było trzymanie się na uboczu kultury europejskiej przy utrzymaniu jedy¬
nie niezbędnych kontaktów i przy wyraźnym oddzieleniu „swoich" i „obcych",
w stosunku do których obowiązywały wyraźnie odmienne normy postępowania,
niż do swoich. Podtrzymywaniu dystansu sprzyjał obraz społeczeństwa europej¬
skiego, jaki na swój użytek wytworzyli Romowie. Jak słusznie zauważa Jan Yoors:

�54

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

„Wszystko, z czym dane im było się spotykać, sprowadzało się do nieszczęścia,
brudu, nieprawości, osobników upośledzonych i z marginesu społecznego. Ich
kontakt ze światem Gadżów zbyt często ograniczał się do osób, zabiegających
o wróżbiarskie bądź czarnoksięskie usługi; osób, które ukazywały wobec Cygana
swoje niepowodzenia, a także obnażały swoje własne bezwzględne żądze i małost¬
kowe zawiści; policjantów, którzy samowładnie wychodzili poza literę prawa,
zboczeńców poszukujących byle jakich podniet" (Yoors 1973, s. 68).
Współcześnie takie pozostawanie na skrajach społeczeństwa europejskiego
staje się w coraz mniejszym stopniu możliwe do utrzymania i Romowie coraz
bardziej wchodzą w „europejski świat", starając się jednocześnie uchronić co
tylko możliwe ze swojej kultury. Często jednak taki kompromis jest bardzo trudny
lub wręcz niemożliwy, czego dobitnym przykładem jest konieczność zmierzenia
się z problemem instytucjonalnej edukacji, dotychczas zupełnie nieobecnej w ich
kulturze. Problem jest tym głębszy, iż proponowanym rozwiązaniem jest eduka¬
cja obca im językowo i kulturowo. Nie powiodły się próby stworzenia romskiej
edukacji, narusza ona bowiem dotychczasowy stan rzeczy, proponując odmienny
od tradycyjnego system wartości i hierarchii społecznej, opartej na silnych wię¬
zach rodzinnych, szacunku dla starszych i bezpośrednim, nie instytucjonalnym,
zdobywaniu wiedzy.
Przed problemem takim nie stoją Wietnamczycy, w których kulturze eduka¬
cja jest znana od dawna, dłużej nawet może niż w kulturze polskiej, i dla których
wejście w polski system edukacyjny nie zaburza ich hierarchii wartości. Po prostu
jeden system edukacyjny, niedostępny w polskich warunkach, zastępowany jest
innym, pozwalającym zdobyć umiejętności do dobrego funkcjonowania, nie stano¬
wiąc zarazem takiego zagrożenia dla ich kultury narodowej, którą mogą pielęgno¬
wać również w Polsce czytając wietnamskie książki czy gazety, które są u nas
wydawane (w Warszawie cztery tytuły). Co również ważne, osoba wykształcona
nie spotyka się u Wietnamczyków z odrzuceniem, lecz przeciwnie - jest to jeden
z wyznaczników jej statusu społecznego.
Zebrany przez nas materiał badawczy wskazuje na wpływ czynników spo¬
łecznych i kulturowych na powodzenie lub niepowodzenie w szkole dzieci po¬
chodzących z badanych przez nas kultur. Te czynniki można usystematyzować
w następujący sposób:
Sukces edukacyjny dziecka wychowanego w kulturze innej niż kultura syste¬
mu edukacyjnego zależy:
1) Od stopnia, w jakim działania wewnątrz systemu edukacyjnego opierają
się na socjalizacji pierwotnej dziecka, którą otrzymało ono do chwili wejścia
w system edukacyjny przy uwzględnieniu roli języka, w którym odbywała się
socjalizacja pierwotna;
2) Od stopnia rozbieżności socjalizacji w kulturze pochodzenia dziecka i so¬
cjalizacji w szkole (im bardziej socjalizacja pierwotna i wtórna są rozbieżne, tym
szanse na sukces mniejsze);
3) Od stopnia współpracy rodziców (rodziny) dziecka ze szkołą. Na współ¬
pracę tę składają się: dopilnowanie systematycznego uczestnictwa dziecka w za-

�SUKCES W SZKOLE CZY WBREW SZKOLE

55

jęciach szkolnych, pomoc w nauce oraz dostarczanie środków materialnych nie¬
zbędnych do nauki;
4) Od stosunku nauczycieli do dziecka, w tym od oceny jego możliwości inte­
lektualnych, na co wpływ mają stereotypy dotyczące grupy pochodzenia dziecka
i sposób odnoszenia się do różnic kulturowych postrzeganych przez nauczycieli.

LITERATURA
B a k e r C o l i n 1993, Foundations of Bilingual Education and Bilingualism, Multilingual
Matters Ltd, Clevedon Philadelphia Adelaide.
B a n k s J a m e s A. 1989, A. Multicultural Education: Characteristics and Goals, [w:] Banks
James A., McGee Banks Cherry A. (red.), Multicultural Education. Issues and Perspec­
tives, A l l y n and Bacon, Boston-London-Sydney-Toronto.
B a r t o s z A d a m 1994, Nie bój się Cygana, Pogranicze, Sejny.
B e r g e r P e t e r L., L u c k m a n T. 1983, Społeczne tworzenie rzeczywistości, Warszawa.
B e r n s t e i n B a s i l 1990, Odtwarzanie kultury, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa.
B o u r d i e u P i e r r e , P a s s e r o n J e a n - C l a u d e 1990, Reprodukcja. Elementy teorii sys­
temu nauczania, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
B u l l i v a n t B r i a n M . 1989, Culture: Its Nature and Meaning for Educators, [w:] Banks
James A., McGee Banks Cherry A. (red.), Multicultural Education. Issues and Perspec¬
tives, A l l y n and Bacon, Boston-London-Sydney-Toronto.
F i c o w s k i J e r z y 1985, Cyganie na polskich drogach, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
G a y G e n e v a 1989, Ethnic Minorities and Educational Equality, [w:] Banks James A., McGee
Banks Cherry A. (red.), Multicultural Education. Issues and Perspectives, A l l y n and
Bacon, Boston London Sydney Toronto.
G o r l e w s k a J u s t y n a 1999, Wizerunek Cygana w świadomości Polaków, [w:] Nowicka
Ewa (red.), U nas dole i niedole. Sytuacja Romów w Polsce, Zakład Wydawniczy NOMOS,
Kraków.
H a l i k T e r e s a 1996, Świadomość kulturowa Wietnamczyków (na przykładzie danych z badań
nad emigracją wietnamską w Polsce). Nowy Dziennik, Warszawa.
- 2001, „Polscy cudzoziemcy", Języki Obce w szkole. Nauczanie języków mniejszości na¬
rodowych i etnicznych, Nr 6.
K ł o s k o w s k a A n t o n i n a 1990, Teoria socjologiczna Pierre'a Bourdieu, [w:] Bourdieu
Pierre, Passeron Jean-Claude, Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania, Państwowe
Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
M i l e w s k i J a c e k 2000, Romska szkoła - getto czy szansa?, StudiaAngerburgica, t. 5, Wę¬
gorzewo.
M i r g a A n d r z e j 1993, Wybór i przymus w procesie asymilacji Romów w Polsce, Zeszyty
Naukowe UJ - Prace Etnograficzne, z. 32.
- 1997, Romowie w historii najnowszej Polski, [w:] Kurcz Zbigniew (red.), Mniejszości
narodowe w Polsce. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław.
M i r g a A n d r z e j , M r ó z L e c h 1994, Cyganie. Odmienność i nietolerancja. PWN, War¬
szawa.
M i r g a A n d r z e j , G h e o r g h e N i c o l a e 1997, Romowie w XXI wieku Studium polityczne,
Universitas, Kraków.
M r ó z L e c h 1971, Cyganie. Warszawa.
- 1992, Geneza Cyganów i ich kultury. Warszawa.
N i e m i e c M a ł g o r z a t a 1999, Wietnamczycy w Polsce, Praca magisterska napisana pod kie¬
runkiem prof. dr. hab. Stanisława Zapaśnika, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW,
Warszawa.

�56

EWA NOWICKA, WOJCIECH POŁEĆ

N o w i c k a E w a 1999, Pluralizm czy izolacja. Polityka oświatowa wobec osiadłych Romów
w Polsce, [w:] Nowicka Ewa (red.), U nas dole i niedole. Sytuacja Romów w Polsce,
Zakład Wydawniczy NOMOS Kraków.
- 1999a, Rom jako swój i jako obcy. Zbiorowość Romów w świadomości społeczności
wiejskiej, [w:] Nowicka Ewa (red.), U nas dole i niedole. Sytuacja Romów w Polsce,
Zakład Wydawniczy NOMOS Kraków.
O l s z e w s k i W i e s ł a w 1991, Historia Wietnamu, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich
Wydawnictwo, Wrocław.
O v a n d o C a r l o s J. 1989, Language Diversity and Education, [w:] Banks James A., McGee
Banks Cherry A (red.), Multicultural Education. Issues and Perspectives. Allyn and Bacon,
Boston-London-Sydney-Toronto.
S u c h o d o l s k i B o g d a n 1963, O czynnikach postępu i hamulcach rozwoju nauk pedago­
gicznych, Ruch Pedagogiczny, nr 2.
Y o o r s J a n 1973, Cyganie, Wydawnictwo Literackie, Kraków.

EWA NOWICKA, WOJCIECH POLEC
SUCCESS I N SCHOOL OR AGAINST THE SCHOOL.
THE ROMA A N D VIETNAMESE CHILDREN I N EYES OF POLISH TEACHERS
Summary
In this paper, we examine the problems of educations of the children from minority groups
which don't have their own education system and have to participate in schools design for
children from the majority group. For our research we choose the children from two minority
groups: Roma and Vietnamese. Our theoretical backgrounds are the conceptions of the reproduction
of culture of Pierre Bourdieu and Basil Bernstein.
The paper is based on a qualitative research among the teachers of Polish schools who teach
the Roma and Vietnamese children.
We examine the point of view of the teachers: their stereotype, strategies of dealing the children
from different cultural backgrounds.
We present which factors from the cultural backgrounds of the children and their socialization
differs their situation in the Polish school.
In the findings of this research we claim that for a child from the minority group the success
in school is the assimilation to the majority culture, and the success against the school is to keep
the culture of origin.
W.P.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5905" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5885">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/01663dfbddb033920f2caed9dc41feb6.pdf</src>
        <authentication>f7d04813a104fc33e0d3f7058dece5ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70412">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70413">
                <text>PIA</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70414">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70415">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70416">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4822</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70417">
                <text>Jak cie widzą / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70418">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.17-29</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70419">
                <text>Kowalska, Jolanta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70420">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70421">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70422">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70423">
                <text>A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JOLANTA KOWALSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Warszawa

JAK CIĘ WIDZĄ...

1. ALICJA W KRAINIE BANAŁU
1

W pamiętnikach Alicji Iwańskiej , jednej z wielu z grona polskich inteligen­
tów, którzy po I I wojnie światowej, nie widząc dla siebie miejsca w kraju zde­
cydowali się na emigrację, znalazłam opis „zderzenia kulturowego", należącego
do tej kategorii faktów, którym poświęcony będzie niniejszy artykuł, a więc
formom i środkom autoprezentacji.
Początki życia w nowym kraju nie były łatwe i jakkolwiek naszej bohaterce
udało się otworzyć przewód doktorski na Columbia University, to proza życia:
zabiegi o zapewnienie sobie utrzymania, były przedmiotem jej nieustannej troski.
Jesienią 1954 roku, gdy nie udało się jej uzyskać zatrudnienia na Wydziale
Socjologii Wellsley College sprawy przedstawiały się na tyle niedobrze, że gotowa
była przyjąć pracę recepcjonistki w firmie przy Wall Street. A oto jak relacjonuje
przebieg spotkania, które obecnie nazwane zostałoby rozmową kwalifikacyjną:
„W sportowej letniej sukni widzę się na którymś tam piętrze lśniącego wieżowca.
Rozmawia ze mną wysoka, trochę starsza ode mnie, kobieta w czarnej, bardzo
obciśniętej szacie. D o b r z e m i i d z i e ta r o z m o w a . Nie wymagają
pisania na maszynie, «bo od tego są maszynistko). Francuski, niemiecki włoski.
Doskonale. Prócz Zielonej Karty nie mam żadnych papierów. To nie będzie
u nich przeszkodą... Wyższe wykształcenie? Tak, to jest dla nich ważne [...]
Polski akcent? - Każdy akcent to atut, a zresztą pani akcent jest francuski...
1

Niesłychanie ciekawa, barwna i bogata postać, filozof (magisterium w 1941 r. na tajnym
Uniwersytecie Warszawskim), socjolog (doktorat w 1957 na Columbia University w Nowym Jor­
ku), dzięki pomocy UNRR-y, w roku 1946, wyjechała z Polski do Stanów Zjednoczonych i z ośrod­
kami naukowymi tego kraju związała prawie całe swe zawodowe życie. Wykładała socjologię
w kilku uniwersytetach poczynając od nowojorskiego Columbia University, przez przeznaczone
dla młodzieży murzyńskiej - było to jeszcze w okresie obowiązywania segregacji rasowej - Atlanta
University i Talladega College w Albany, po State University of New York. Prowadziła badania
w Meksyku w ramach interdyscyplinarnego Chiapas Project oraz w Chile z ramienia UNESCO.
Współpracowała z najbardziej „gorącymi" nazwiskami z grona amerykańskich socjologów i antro¬
pologów kultury, w pamiętnikach dając ich - niekiedy bardzo niepoprawne politycznie - portrety.
Za zwrócenie uwagi na osobę Alicji Iwańskiej dziękuję doc. dr hab. Ryszardowi Tomickiemu.

�18

JOLANTA KOWALSKA

- uśmiechnęła się słodko i już, już się podnosiła na znak chyba, że interview
zakończone. - Od kiedy zaczyna się praca? - zapytałam. - Ależ żadnej pracy
pani nie zaofiarowałam - uśmiechnęła się znowu. - Nie spełnia pani jednej
z wymaganych kwalifikacji [...] - C h o d z i n a m o « d o b r z e p r e z e n ­
t u j ą c ą s i ę r e c e p c j o n i s t k ę ^ , przecież to wyraźnie napisane. - I z tym
samym słodkim, ale niecierpliwiejącym uśmiechem wzięła mnie za rękę i zapro¬
wadziła do długiego lustra przy drzwiach wejściowych. - Niech pani się sobie
dobrze przyjrzy - powiedziała - własne pani odbicie w lustrze da lepszą niż
ja odpowiedź" (Iwańska 1993, s. 423-424, podkr. J.K.).
Co było przyczyną błędu? Odpowiedź wydaje się prosta: n i e d o s t o s o ­
w a n i e f o r m y a u t o p r e z e n t a c j i do o c z e k i w a ń p r z y s z ł e g o
p r a c o d a w c y . Nie spieszmy się jednak z udzielaniem jej, a zwłaszcza pocze­
kajmy z wyrażeniem zdumienia, że przyszła profesor socjologii okazała się rów¬
nie mało przewidująca. Lektura wcześniejszych stron pamiętnika ukazuje nam j ą
jako bystrą, inteligentną obserwatorkę, ciekawą ludzi i świata, otwartą, choć zara­
zem nie stroniącą od ferowania ocen, niekiedy dość bezpardonowych. Czy osoba
o podobnych predyspozycjach nie była zdolna przewidzieć skutków własnej non¬
szalancji? I oto kilkadziesiąt stron dalej Iwańska opowiada historię badań, które
- już po uzyskaniu stopnia doktora - przeprowadziła na zlecenie Kellogg Founda­
tion wśród farmerów stanu Waszyngton. Formy autoprezentacji okazały się tu
istotnym elementem zarówno technik badawczych, jak i przedmiotu badań.
Celem prac było ustalenie powodów niechęci farmerów wobec rad udziela¬
nych im przez agro-ekspertów fundacji. W przeciwieństwie do „niedopracowa¬
nej" rozmowy kwalifikacyjnej, tym razem nasza bohaterka troskliwie zadbała
o właściwy wygląd: „Jechałam na ów podbój «Good Fortune» w szarej spódnicy,
niebieskiej bluzce i z miękką torbą podróżną, w której omnia mea. Gdy autobus
zatrzymał się przy głównej ulicy miasteczka, od razu spostrzegłam, ż e w y ¬
g l ą d a m « t a k j a k w s z y s c y » » . Nikt mi się nie przyglądał ani na ulicy, ani
potem w drugstorze" (Iwańska 1993, s. 455, podkr. J.K.).
Starania te nie wzięły się z nikąd. Roboczą tezę co do przyczyn niepowodzeń
ekspertów Iwańska sformułowała po pierwszym z nimi spotkaniu, stwierdziw¬
szy, że: „eksperci są elegancko, formalnie ubrani. Mężczyźni w trzyczęściowych
garniturach, z krawatami lub muszkami. Kobiety przeondulowane, na obcasach"
(Iwańska 1993, s. 454). Zatem strojem i zachowaniem dowodzili farmerom
swej wyższości, pozycji tych, którzy wiedzą lepiej i - jakkolwiek zapewne nie
zostało to nigdy wyrażone werbalnie - stanowiło treść klarownego, czytelnego
dla farmerów przekazu .
2

3

2

Do badań zostały wyselekcjonowane dwie skontrastowane społeczności, żyjące w odmien­
nych warunkach. Pierwszą, z zachodniego, zalesionego i na pół dzikiego krańca stanu Waszyng­
ton, obsługiwało miasteczko, któremu dla celów badawczych nadano kryptonim „Good Fortune".
Drugą stanowili mieszkańcy jednego ze wschodnich, stepowo-pustynnych powiatów, którego sto¬
licą było miasteczko w materiałach z badań określane jako „Gwenburg".
Ktokolwiek obejrzał film Stevena Soderbergha „Erin Brockovich" z pewnością zapamiętał
scenę, w której prawniczka z firmy adwokackiej, odziana w kostium, pantofle na obcasie, uczesana
3

�19

JAK CIĘ WIDZĄ...

Wyniki badań tezę tę potwierdziły, jednak nie zostały dobrze przyjęte przez
najbardziej zainteresowanych, czyli pracowników Kellogg Foundation. „Dobrze
pamiętam oburzone twarze agro-ekspertów, gdy mówiłam o przyczynach ich
niepopularności" - notuje Iwańska. „Nie przerywali mi, nikt z nich nie opuścił
sali, nietrudno jednak było odgadnąć ich myśli. Gdy skończyłam n i e b y ł o
żadnej dyskusji. Długa chwila tylko złowrogiego mil­
c z e n i a " (Iwańska 1993, s. 462).
Gdy porównamy te dwie sytuacje: chybionej autoprezentacji w trakcie starań
0 pracę i poprawnej podczas badań terenowych, zwrócimy uwagę na odmien¬
ność postaw Iwańskiej wobec grup odniesienia. W pierwszym przypadku naszej
bohaterce nawet przez głowę nie przeszło, by zapoznać się z obowiązującymi
konwencjami i zastosować do nich. Lektura pamiętników dowodzi, że lubiła
starcia - tytułowe 'potyczki', a jeśli 'przymierza' to najchętniej na własnych
warunkach. W danej sytuacji jej zachowanie mogło, i zapewne było, odczytane
jako lekceważące, niestosowne, a w konsekwencji uznana została za osobę nie
budzącą zaufania, nie ryzykowano zatem zatrudnienia jej. Na odrzucenie zarea­
gowała irytacją , a więc podobnie jak krytykowani przez nią później eksperci
Kellogga. W drugim przypadku jednak, starała się w miarę możliwości odgad¬
nąć oczekiwania farmerów wobec osoby przybywającej z zewnątrz - naukowca
prowadzącego badania na zlecenie koncernu zbożowego i cudzoziemki - i wyjść
im naprzeciw. Kilkakrotnie wspomina o dostosowaniu do okoliczności ubioru
4

1 zachowań, o wyjaśnieniach dotyczących jej sytuacji życiowej mających na celu
zyskanie akceptacji informatorów, wreszcie o satysfakcji, gdy przyjazd męża
słowa jej potwierdził. Co więcej na obraz wiejskiego życia w stanie Waszyngton
nałożyły się wspomnienia wiejskiego dzieciństwa w Polsce, najwidoczniej stę¬
piając ostrze jej krytycznego oglądu amerykańskiego społeczeństwa. W rezulta¬
cie kontakt jej z farmerami niósł stosunkowo mało nieporozumień , natomiast
relacje z przedstawicielami miejskiej, a szczególnie mieszczańskiej części spo¬
łeczeństwa, w które - nie akceptując go - musiała się wżyć, przebiegały się nie
bez potknięć . W roli „petenta", studentki, pracownika naukowego popełniała
nierzadko gafy i niezręczności, zachowywała się nie tak jak tego oczekiwano od
emigrantki, studentki potrzebującej pomocy finansowej, czy młodego członka
5

6

w gładki koczek stoi przy płocie i usiłuje przywołać do siebie farmera; ten ignoruje j ą i oddala się
miarowym krokiem pozwalając jej podziwiać jedynie swoje plecy. Arogant ów jednak rozmawiał
z Erin noszącą się jak inne ślicznotki ze środkowego zachodu, jeżdżącą rozklekotanym wozem,
często - z konieczności - z trójką dzieci i zawsze grzecznie pytającą o zgodę na rozmowę. Ona,
w przeciwieństwie do wymuskanej prawniczki, była właśnie „jak wszyscy".
„Wściekła byłam na siebie, że się tak pozwoliłam zaprowadzić przed lustro. Jak mogłam
tak stracić głowę i nic jej nie odpowiedzieć? Wpaść aż w takie osłupienie?" (Iwańska 1993, s. 424)
„Co dwa tygodnie przenosiłam się na inną farmę [...] Jeździłam z farmerskimi rodzinami na
zakupy, urodziny i rocznicowe obchody. Zabierali mnie ze sobą na szkolne mecze siatkówki
i koszykówki, do swoich protestanckich kościołów, przykościelnych klubów, na zebrania rol¬
nicze, kombatanckie, masońskie, na jarmarki" (Iwańska 1993, s. 460).
We wspomnieniach po wielokroć powtarza się utyskiwanie na infantylizm życia w Ameryce,
odbarwiającego i tandetyzującego przybyszy z Europy (por. zwłaszcza s. 328).
4

5

6

�20

JOLANTA KOWALSKA
7

kadry naukowej . Inaczej mówiąc role te grała w sposób niezgodny z konwencją,
w jakiej przyszło jej funkcjonować.
„Błędy" podobne do opisanego nie zdarzają się raczej nikomu spośród kan­
dydatów zabiegających współcześnie o zatrudnienie na stanowiskach, z którymi
związany jest wymóg dobrej prezencji. Świadomość jego istnienia jest normą,
przy czym nie sposób zaprzeczyć, że „właściwe zachowanie i wygląd" nie są
wymysłem jedynie nieznośnych amerykańskich pracodawców. Czymże innym
były i są zasady dobrego wychowania, etykieta w zhierarchizowanych grupach
ludzkich, przepisy co do stroju, zachowania, wzajemnych relacji? Z drugiej strony
rozmowa kwalifikacyjna z rzadka do niedawna łączyła się z ryzykiem zderzenia
wzorów kulturowych, a nie jedynie prywatnych poglądów i zapatrywań.
W ciągu ostatnich dziesięciu-piętnastu lat świat „zmalał" i doświadczenie bez­
pośredniego kontaktu z 'innym', które było udziałem nielicznych staje się coraz
powszechniejsze. Uczymy się zatem języków obcych a także owego wspólnego
nam wszystkim języka ciała, który - wbrew temu co sądzili, a niekiedy nadal
twierdzą, idealiści - nie jest bynajmniej jednoznaczny. Obok gestów, ruchów
i zachowań rzeczywiście wspólnych nam wszystkim, warunkowanych biologią,
budową ciała i wynikającą stąd motoryką ruchu, istnieją nie mniej liczne, walentne
kulturowo . By nie odwoływać się do cytowanych w literaturze przedmiotu
dyżurnych przykładów błędnych zastosowań gestów i zachowań, sięgnę po epi¬
zod z życia naszej dyplomacji. Oto, przed kilku laty podczas jednej z podróży
prezydenta Kwaśniewskiego do południowej Azji, towarzyszący mu filmowiec
uchwycił moment, powitania czy też pożegnania z miejscowymi dygnitarzami,
gdy z charakterystycznym gestem złożonych dłoni dotykających czoła (zacho­
wanie poprawne), pan Prezydent zwrócił się do dziecka pochylając się przy tym
w głębokim ukłonie (błąd, głębiej kłania się osoba stojąca niżej w hierarchii).
Mogę jedynie przypuszczać, że do miejscowego gestu powitania dołączył przy¬
jętą w Europie formę kontaktu dorosły-dziecko, znajdującą wyraz w pochyleniu
się nad dzieckiem (wyraz opieki), pochyleniu w kierunku dziecka (sygnał goto¬
wości wysłuchania i pomocy), a zważywszy okoliczności nie wykluczam, że za¬
chowanie to miało mieć - mając na uwadze wszelkie stosowne formy - charakter
ludyczny, może żartobliwy. Jakkolwiek by nie było, jedno nie podlega dyskusji
- wydział protokołu w biurze prezydenckim nienajlepiej odrobił lekcję.
8

7

„Dobrze pamiętam jeden peszący incydent. Bert Hoselitz o czymś długo peroruje, a potem
nam wszystkim stawia jakieś pytanie i ja natychmiast na nie odpowiadam. - Dlaczego pani odpo­
wiada pierwsza? - on na to. - Chyba dlatego, ze jestem kobietą. Jestem do tego przyzwyczajona.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, po zebraniu jednak Sydney Slotkin, antropolog, podszedł do
mnie [...] jako specjalista od kultur chciałby m i wyjaśnić, że w amerykańskiej kulturze nie płeć
ma pierwszeństwo, lecz akademicki status. A ponieważ mój status jest najniższy, więc „dla włas­
nego dobra" nie powinnam nigdy pierwsza zabierać głosu" (Iwańska 1993, s. 364).
Wśród doświadczeń cytowanej tu Iwańskiej najbardziej dramatyczne wiązało się z egzami¬
nami przed dopuszczeniem do pracy nad tezą doktorską. Po egzaminie przedmiotowym, widząc
profesora Mertona, przewodniczącego Komisji, wznoszącego dłoń o złączonych palcach tworzą¬
cych kółko, była przekonana, że pokazuje w ten sposób 'zero', a więc, że nie zdała, podczas gdy
w USA gest taki znaczy ' O K ' , ' W porządku' (Iwańska 1993, s. 343).
8

�JAK CIĘ WIDZĄ...

21

Współcześnie obieg informacji odbywa się w sposób zasadniczo odmienny
od tego, z którym mieliśmy do czynienia przed trzydziestu laty. Internet ułatwił
dostęp do nich w sposób wówczas niewyobrażalny (jakkolwiek jakość informacji
i forma, w jakiej są upowszechniane niejednokrotnie pozostawiają wiele do
życzenia), czy jednak owa łatwość sprzyja zdobywaniu wiedzy? Faktem jest,
że wyniki prac dostępne w pełni fachowcom dysponującym stosownym przygo¬
towaniem docierają praktycznie do wszystkich i stają się elementami zbanalizowanej - jak literatura piękna w brykach dla licealistów niezdolnych przedrzeć się
przez Bułhakowa - wiedzy, a właściwie wiedzy-pop. Proces taki stał się m.in.
udziałem kinezyki (inaczej body language, czyli języka ciała) i komunikowania
niewerbalnego. Obecnie terminy stanowiące nazwy tych dziedzin wiedzy należą
niewątpliwie do modnych i nadużywanych - słyszymy je w telewizyjnych reality¬
-show, czytamy o nich w kolorowej prasie, znajdujemy na stronach interneto¬
wych firm trudniących się poradnictwem zawodowym oraz w rozpowszechnia¬
nych tąże drogą kompilacjach danych, pozbawionych niejednokrotnie wszelkich
odniesień do źródeł, z których prezentowane w nich informacje zostały zaczerp¬
nięte. Pytanie zatem czy mamy tu do czynienia z gadżetem kulturowym, czy też
jednak poszerzyła się nasza wiedza o nas samych.

2. JĘZYK CIAŁA

Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych zaczynałam własne prace na temat
symboliki ruchu terminy takie jak 'komunikowanie niewerbalne', 'antropologia
ciała', 'kinezyka', 'proksemika' - na dobrą sprawę dopiero wchodziły do użytku
i dość często byłam proszona o wyjaśnienie jakiego rodzaju fenomenów, bądź
kierunków badawczych dotyczą. W świecie znane były już wówczas prace
Edwarda Halla, Ray'a Birdwhistella, Michaela Argyle, Umberto Eco i licznych
innych badaczy koncentrujących swe zainteresowanie na tej tematyce, w naszym
kraju z przyczyn oczywistych niedostępne. Halla przetłumaczono na język polski
dopiero w roku 1976 (była to praca The Hidden Dimension, nosząca polski tytuł
Ukryty wymiar), pierwsze prace Eco w 1972 (Pejzaż semiotyczny), a Argyle i Birdwhistell do chwili obecnej znani są tylko w oryginale wąskiemu gronu specjalis¬
tów. Przypomnijmy w kilku słowach czym są kinezyka i proksemika, zaintereso¬
wanych szczegółami odsyłając do ujęć oryginalnych oraz opracowań Elżbiety
Goździak (1987a, 1987b) i mego własnego (Kowalska 1995, s. 29-31, 33-34).
Pod pojęciem kinezyki rozumie się „badania nad systemem komunikowania
niewerbalnego (określanego czasem także jako język ciała - body language),
który posługuje się gestykulacją i innymi ruchami ciała" (Goździak 1987, s. 170).
Za twórcę kinezyki uważany jest wspominany tu wcześniej Ray Birdwhistell,
a data wydania jego pierwszej pracy poświęconej tej tematyce - Introduction
to Kinesics, opublikowanej w roku 1952 - wyznacza zarazem narodziny tego
kierunku. Początki zainteresowań Birdwhistella znakowym aspektem ruchu ciała
są sześć lat wcześniejsze. W roku 1946 podczas terenowych badań na temat

�22

JOLANTA KOWALSKA

pokrewieństwa, prowadzonych wśród Indian Kutenai w zachodniej Kanadzie
(Kolumbia Brytyjska), dokonał on ważnego spostrzeżenia. Oto jak do niego
doszło: „...intrygowały mnie wzajemne relacje pomiędzy słowem i mową, oraz
słowem i zachowaniami społecznymi [...] uświadomiłem sobie, że m o i r o z ­
m ó w c y z p l e m i e n i a K u t e n a i p o r u s z a l i się inaczej, gdy
m ó w i l i w s w o i m r o d z i m y m j ę z y k u , inaczej zaś gdy posłu¬
g i w a l i s i ę a n g i e l s k i m [... ] Moje wstępne przypuszczenie, że Indianie
ci -zachowywali się jak» biali ludzie umożliwiło mi dokonanie odkrycia, że
występuje tu trwały związek pomiędzy komunikatem słyszanym i widzianym,
oraz że funkcjonują one jako współzależne systemy językowe" (Birdwhistell
1973, s. 31, 34-35; podkr. J.K.). Prowadzący badania wysnuł stąd wniosek, że
zaobserwowana przezeń „dwujęzyczność" odnosi się w równej mierze do języka
mówionego, jak i języka ciała.
Problem ten zainteresował go na tyle, że z końcem lat 40-ych X X wieku po¬
djął systematyczne badania nad komunikacyjnym aspektem ruchu ciała. Wycho¬
dząc od konstatacji faktu, że podstawowe uczucia jak strach, radość, pożądanie
seksualne są wspólne wszystkim ludziom wysunął hipotezę, zgodnie z którą
posiadają one swój - równie uniwersalny - ekwiwalent ruchowy. W rezultacie
badań Birdwhistell doszedł do ustaleń, które w jego przekonaniu hipotezę tę
obaliły, jakkolwiek ma ona nadal swoich zwolenników. Skonstatował natomiast,
że podobnie jak użytkownicy języka naturalnego, tak i posługujący się mową
ciała dysponują wiedzą, która umożliwia im interpretację „komunikatów" prze¬
kazywanych za pośrednictwem tego szczególnego języka, zarówno wówczas,
gdy występuje on jako autonomiczny środek porozumiewania się, jak i wów¬
czas, gdy stanowi element zachowań towarzyszących mowie.
Birdwhistell z grupą badaczy reprezentujących trzy dyscypliny (antropologię,
językoznawstwo i psychologię) podjął w 1956 roku próbę stworzenia modelu
opisu zachowań kinezycznych. W dalszej perspektywie zmierzał do opracowania
systemu zapisu ruchów ciała człowieka wykonywanych w czasie interakcji spo¬
łecznych. U podstaw tego zamierzenia leżała hipoteza, że „zachowania kinezyczne
konstruują system komunikacyjny analogiczny do języka naturalnego, a metody
lingwistyczne są stosowalne do badań nad językiem ciała ponieważ system kinezyczny strukturyzuje zachowania cielesne człowieka w sposób zbliżony do tego,
jak system językowy strukturyzuje strumień mowy w dźwięki, słowa, frazy i zda­
nia" (Goździak 1987, s. 171). Wyniki pierwszego etapu prac zdawały się potwier¬
dzać tę hipotezę. Jednakże, w późniejszej ich fazie Birdwhistell doszedł do przeko¬
nania, że o ile potrafi wyodrębnić „słowa" języka ciała, o tyle nie jest w stanie
określić jego gramatyki, jakkolwiek nie wycofał się całkowicie z prób jej ustalenia.
9

Ponad dekadę później niż kinezyka wyodrębniony został drugi ważny nurt
badań w łonie refleksji poświęconej komunikowaniu niewerbalnemu - proksemika
9

Byli wśród nich: antropolog George Bateson, językoznawcy - Charles Hockett, Norman
McQuown, George L. Trager i Henry L. Smith, oraz psycholodzy - Henry Brosin, Frieda Fromm-Reichmann i William Austin. Za: Birdwhistell 1973, s. 111).

�23

JAK CIĘ WIDZĄ...

określana, jako studia nad postrzeganiem przez człowieka przestrzeni i posługi¬
waniem się nią, jako szczególnym wytworem kultury. Prekursorem owego nurtu
i twórcą jego nazwy był Edward T. Hall, który wprowadził go do literatury an­
tropologicznej w roku 1963. Początkowo przedmiotem jego zainteresowania była
kultura w całym swym bogactwie, definiowana przezeń jako „język bez słów".
W swych dociekaniach proksemicznych Hall szukał odpowiedzi na dwa podsta¬
wowe pytania: Czy użytkowanie przez ludzi przestrzeni w trakcie interakcji spo¬
łecznych jest różne w różnych kulturach. W jakim zakresie?; W jakim stopniu
czynniki społeczne i indywidualne mają wpływ na zmiany form i sposobów jej
użytkowania, w obrębie jednej kultury? Podczas gdy Hall skoncentrował się
przede wszystkim na typologii (wyróżnił rodzaje przestrzeni i kategorie dystansu),
na sformułowane przez niego pytania odpowiedzieli dwaj inni badacze ludzkiej
przestrzeni Robert Sommer (1969) i Michael Watson (1970, 1972). Wykazali
oni, że sposoby posługiwania się nią, jako szczególną formą komunikowania
niewerbalnego różnią się znacznie w zależności od kultury. Stwierdzili ponadto,
że w obrębie jednej kultury użytkowanie przestrzeni odznacza się wariantywnością uzależnioną od czynników społecznych i osobistych. Sam Hall natomiast
skonstatował istnienie zasadniczych różnic w zachowaniach proksemicznych
stanowiących element interakcji pomiędzy przedstawicielami odmiennych płci.
Obecnie termin 'proksemika' stosowany jest w pracach przedstawicieli wielu
dyscyplin, zwłaszcza w dokonaniach semiotyków i teoretyków komunikowania
się, językoznawców i psychologów. Zarówno kinezyka, jak i proksemika bliskie
są pewnym tendencjom badawczym w antropologii kulturowej. Wiążą się one
z zagadnieniem pojmowania przez człowieka otaczającej go rzeczywistości.
Stosunek człowieka do otaczającego go świata, sposoby konstruowania przezeń
swoistej „niszy kulturowej", jej typy i szczególne kwalifikacje stanowią domenę
refleksji filozoficznej.
Szkic powyższy, jakkolwiek zarysowany w największym skrócie, pozwala
zorientować się, z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia wkraczając
w obszar niewerbalnych form porozumiewania się. Przedstawione tu kierunki
badawcze zarazem, nie są bynajmniej narzędziem w pełni wycyzelowanym,
raczej propozycją, pewną opcją interpretacyjną, siecią, do której Nowalis po¬
równywał hipotezy.

3. KLUCZ CZY WYTRYCH?
10

Mistrz japońskiego tańca butoh Min Tanaka rozpoczął swe wystąpienie
na barcelońskim kongresie poświęconym teatrowi stwierdzeniem: „ We live with
our bodies and we percieve the world by keeping the eyes of our bodies open"
1 0

Uczeń Tatsumi Hijikaty, twórcy tego kierunki. Butoh powstał w krótki czas po I I wojnie
światowej, jako wyraz buntu zarówno wobec sztuki Zachodu, jak i rodzimych tradycji. Jest to
taniec improwizowany, wykonywany na pustej scenie, w którym najistotniejsze są maksymalna
ekspresja tancerza i nieomal intymny jego kontakt z widzem.

�24

JOLANTA KOWALSKA

[Istniejemy poprzez ciało i przez nie postrzegamy świat] (1986, s. 97), należą¬
cym do gatunku prowokacyjnie oczywistych. Rzeczywiście - ruchowy aspekt
wszelkich form ludzkiej aktywności jest faktem niezaprzeczalnym, ale też zarazem
niezauważanym. Posługujemy się ruchem, emitujemy go, za jego pośrednictwem
przekazujemy szereg sygnałów i znaków, które stanowią ważny element spo¬
sobów porozumiewania się - jako tzw. p o m o c n i c z e ś r o d k i
mowy
wspomagające zasadniczy przekaz językowy (Guiraud 1974, s. 103; Birdwhistell
1952), bądź też jako „komunikacyjne aspekty wyuczonego i ustrukturyzowanego
zachowania się poruszającego się ciała" (Birdwhistell 1952). Jednakże, kto z nas,
użytkowników tego najpowszechniejszego medium zastanawia się nad logiką
jego funkcjonowania i znaczeniem artykułowanych za jego pośrednictwem
informacji w sposób głębszy niż incydentalne rozważanie przyczyn, dla których
np. pani X odwróciła się demonstracyjnie plecami do pani Y, a pan Z wstał
z krzesła, gdy weszliśmy do pokoju okazując nam tym samym szacunek? Myślę,
że bez wielkiego ryzyka popełnienia błędu można przyjąć, że nie czyni tego
nikt, bądź czyni niewielu, jakkolwiek nawet tak konwencjonalne konstatacje
jak przytoczone wyżej wskazują, że określone zachowania łączone są z funkcją
wyrażania pewnych treści. Niemniej, nie sposób kwestionować niepisane prawo
codzienności by ruch, równie naturalny jak oddech, traktować także jako fakt
naturalny, wiążąc go przede wszystkim z biologią - nie z kulturą, z mechaniką
ciała - nie ze strukturami myślenia.
Trafne uwagi na temat skutków niedoceniania komunikacyjnej funkcji ruchu,
zachowań, sposobów bycia, jak również ich aspektu aksjologicznego, zawarł
Edward Hall we wstępie do The Silent Language. Posłużył się on tam przykła¬
dem swoistego fiaska Amerykanów w kontaktach z innym narodami, którzy
- jego zdaniem - jakkolwiek pełni najlepszych chęci, biorący udział w licznych
programach pomocy dla zagranicy, nie zyskali bynajmniej tą drogą sympatii
w oczach reszty świata. „W wielu krajach Amerykanie są serdecznie nie lubiani,
w innych zaledwie tolerowani" konstatuje Hall (1987, s. 21). Szukając przyczyn
takiego stanu rzeczy wskazuje na przekaz emitowany drogą komunikatu niewer¬
balnego. Stwierdza: „wrogość cudzoziemców wywoływana jest w znacznej mie¬
rze przez zachowanie się Amerykanów. Nie bez kozery można nas winić za
skłonność do etnocentryzmu. W wielu naszych programach pomocy dla zagrani¬
cy, w stosunkach z tamecznymi narodami, mamy ciężką rękę. Upieramy się by
postępowali na naszą modłę [...] Nie tylko pogrążeni jesteśmy w totalnej niewie¬
dzy na temat tego, czego sobie życzą inne kraje, lecz jesteśmy równie nieświa¬
domi tego, co m ó w i i n n y m n a s z e w ł a s n e z a c h o w a n i e s i ę "
(Hall 1987, s. 21, podkr. J.K.) . Stwierdzenia Halla odnoszą się do sytuacji
11

1 1

E. Hall niezależnie od dociekań stricte naukowych i obowiązków nauczyciela akademic¬
kiego, część swego czasu poświęcił także swoistej edukacji kulturowej. W latach pięćdziesiątych
X X w. kierował rządowym programem kształcenia inżynierów i pracowników administracji,
a także biznesmenów i tych wszystkich, których praca wymagała bezkolizyjnych kontaktów z przed¬
stawicielami innych kultur. Przygotowywał ich do pracy poza granicami Stanów Zjednoczonych
ucząc właściwej interpretacji cech obcych kultur i umiejętności poruszania się w ich ramach.

�JAK CIĘ WIDZĄ...

25

zderzenia kulturowego. Wówczas to - z natury rzeczy - na plan pierwszy wpły­
wają różnice we wszystkich dziedzinach, nie tylko w zakresie sposobów po­
sługiwania się ciałem. Skutkiem różnic są błędy we wzajemnej ocenie, niekiedy
tak poważne, że decydujące o odrzuceniu.
Jak przenikliwe były to uwagi dowodzi najnowsza historia. Żołnierze ame­
rykańscy kierowani do Iraku, jechali tam wyposażeni w bardzo szczegółowe
instrukcje dotyczące sposobów kontaktowania się i porozumiewania z miejscową
ludnością. I oto po raz kolejny trafiali na mur niechęci i wrogości. Sytuacja jest
tu nieporównanie bardziej skomplikowana niż w przypadku wizyt ekspertów,
czy wszelkiego rodzaju misji, bowiem jakkolwiek poprawnie by się nie zacho¬
wywali, żołnierze pozostają ludźmi z karabinem, a obie strony są uczestnikami
zderzenia kulturowego w jego ekstremalnej formie - wojny.
Zastanówmy się zatem czy zdobywszy pewną wiedzę na temat kodów nie¬
werbalnych, a przede wszystkim świadomość ich istnienia, potrafimy się nią
posługiwać. W jakich dziedzinach i w jaki sposób jest ona wykorzystywana? Moje
rozeznanie w tej materii rysuje obraz niezbyt zachwycający. Jego bodaj najtraf¬
niejszą metaforą jest papierowa podkładka zabezpieczająca tacę przez zabru¬
dzeniem, którą otrzymałam w madryckim barze sieci Pans&amp;Company. Na ogół
na takich podkładkach drukowana jest oferta dostępnych dań, bądź informacje
o atrakcjach dla najmłodszych. Ku mojemu zaskoczeniu tym razem zobaczyłam
24-punktowy, nieco żartobliwy wokabularzyk języka gestów ilustrowany zdję¬
ciami. Jest to oferta bardzo zbliżona do poradników licznie publikowanych
w ilustrowanych magazynach, informujących np. co myśleć o człowieku, w trak¬
cie rozmowy z nami składającym dłonie w rodzaj daszku, którego kalenicę sta¬
nowią stykające się czubki palców, a co o kobiecie zakładającej nogę na nogę
w taki sposób, że górna oplata dolną jak liana. Sytuują się one gdzieś pomiędzy
cotygodniowym horoskopem a plotką z życia nowych elit. Czytelnicy podob¬
nych publikacji mogą z niedowierzaniem przyjąć wiadomość, że to co traktują
jako rodzaj poradnika towarzyskiego niezupełnie serio, stanowi wyabstrahowa¬
ny element dociekań z zakresu psychologii, socjologii czy antropologii kultury,
których wyniki znajdują zastosowanie m.in. w psychiatrii, terapeutyce, socjotechnice. Na ogół jednak większość z nich słyszała o Piotrze Tymochowiczu,
któremu przypisuje się wykreowanie „cywilizowanego" wizerunku przywódcy
Samoobrony, Andrzeja Leppera, a termin 'body language' nieustannie trafia do
ich uszu jeśli śledzą etapy Idola, audycje autorskie koryfeuszy telewizji, bądź
są widzami muzycznych stacji w rodzaju M T V czy Viva.
Kolejnymi dziedzinami życia, w których wiedza na temat języka ciała i ko¬
munikowania niewerbalnego znajduje współcześnie zastosowanie są biznes i po¬
lityka (zob. Wołowik 1998). Wspomniany tu przed chwilą Piotr Tymochowicz
prowadzi firmę specjalizującą się w edukacji menadżerskiej, doradztwie organi¬
zacyjnym i personalnym. „Firma ICCE Greenpol Piotr Tymochowicz - czytamy
na stronie www - [...] jest prekursorem na rynku polskim w dziedzinie Body
Language. Zajęcia szkoleniowe realizowane są w oparciu o autorską Teorię
Wywierania Wpływu [... ] Co nas wyróżnia? Siła kreacji, udowodnione sukcesy

�26

JOLANTA KOWALSKA

medialne, w y k o r z y s t y w a n i e p o z y t y w n e j s t r o n y m a n i p u l a ¬
c j i , niekonwencjonalność [...]" (podkr. J.K.) . Oferta tego rodzaju szkoleń jest
obszerna ale i zainteresowanie nimi duże.
Odkąd na polski rynek weszły zachodnie firmy, przynosząc własne zasady
funkcjonowania, w tym rekrutacji pracowników, kodeksy tyczące wyglądu (nie¬
kiedy bardzo wyśrubowane) chcemy wiedzieć i chętnie uczymy się jak należy
przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, jak j ą prowadzić, jak wreszcie
odczytywać pewne sygnały zawarte w języku ciała rozmówcy i jak panować nad
emisją własnych.
Tym co zwraca uwagę, zarówno w przypadku, gdy wiedzą z dziedziny body
language posługują się firmy, biznesmeni czy politycy, jak i wówczas, gdy
sięgają po nią dla swych celów Kowalscy i Nowakowie, jest faktyczny zakres
jej zastosowań, wąski i mieszczący się pomiędzy manipulacją, jak chce pan
Tymochowicz p o z y t y w n ą , a śledzeniem reakcji i zachowań naszych partne¬
rów w intencji odsłonięcia ich skrytych motywów. Potraktowana w ten sposób
wiedza o „ruchu, innym nurcie mowy" zamiast kluczem umożliwiającym posze¬
rzenie wiedzy o nas samych, staje się zaledwie wytrychem.
12

4. WYGLĄD I RUCH JAKO AUTODEFINICJA I ETYKIETA

Rolę porównywalną do tej, jaką w badaniach Birdwhistella odegrała obser¬
wacja zachowań Indian Kutenai, w moich własnych pracach spełniła konstata¬
cja, iż na podstawie zachowania potrafię za granicą wyłowić z tłumu rodaków.
Było to dla mnie niemałym zaskoczeniem. Podczas pobytu w Budapeszcie
w 1983 roku zanotowałam: „Na placyku koło Baszty Rybackiej doznałam [... ]
iluminacji poznawczej. W moim kierunku, ale znacznie jeszcze ode mnie oddalo¬
na, szła grupka składająca się z czterech osób, dwóch kobiet i dwóch mężczyzn.
Nie wydawali się zainteresowani urodą miejsca ani dnia, nie oglądali niczego,
nie cieszyli się tym, że tu są, ani nie byli po prostu. Oni grali światowców, którzy
bawią się w zwiedzanie. Kiedy zrównaliśmy się usłyszałam, że mówią po polsku" . W późniejszych mych doświadczeniach elementami zachowań stanowią¬
cymi sygnał, że oto być może ponownie mam do czynienia z przedstawicielami
własnej nacji był pewien nadmiar w gestach, przesada w celebrowaniu własnej
osoby, swojego rodzaju permanentna gra z otoczeniem mająca wiele ze złego
aktorstwa. Był to jednak test sprawdzający się do przełomu w roku 1989, do
kiedy to wyjazdy za granicę nie były sprawą łatwą ani prostą. Z czasem oswoiliś¬
my się ze światem i gra w światowca przestała być potrzebna. Pojawiły się nato¬
miast nowe formy ruchu i sposoby posługiwania się ciałem demonstrujące nowe
cechy - nabywane, wypożyczane od innych, wyuczane, bądź „z nas".
13

1 2

Za stroną internetową: www.kadry.info.pl/firmy
Notatki z dziennika obserwacji uczestniczącej Budapeszt 1983, w posiadaniu autorki
artykułu.
1 3

�JAK CIĘ WIDZĄ...

27

Za najsilniej zaznaczającą się tendencję uważam zwiększającą się swobodę
autoprezentacji i autoekspresji, realizowanych w pełni świadomie. Przed wspom¬
nianą tu cezurą czasową, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, cudzoziemcy
przyjeżdżający do Polski nieodmiennie wyrażali swoje zdumienie dlaczego ludzie
spotykani na ulicach i w środkach komunikacji nie uśmiechają się, robią wraże¬
nie wyizolowanych, zamkniętych w sobie, podczas gdy w warunkach domowych
pokazywali inną twarz. Rzeczywiście tak to wyglądało, przyczyny tego stanu
rzeczy były aż nadto oczywiste - po traumie stanu wojennego, pozadomowa
zewnętrzność z pewnością nie była właściwą sceną dla swobodnej ekspresji. Były
to raczej warunki sprzyjające tworzeniu środowisk niszowych ewoluujących
w dwóch kierunkach. W pokoleniu uczestników Sierpnia - emigracji wewnętrznej
realizowanej na bardzo zróżnicowanych poziomach, od apatii, przez wycofanie
się w małą stabilizację, po „samotność intelektualisty". W pokoleniu młodych
- buntu znajdującego wyraz w muzyce (był to okres bezprecedensowego boomu
w polskim rocku, festiwalu w Jarocinie) i działań - takich jak akcje Pomarań¬
czowej Alternatywy - umożliwiających wyrażenie ironicznego dystansu wobec
rzeczywistości, na którą „skazywało" miejsce urodzenia. Byliśmy społeczeń¬
stwem nie tyle zamkniętym (w znaczeniu braku otwartości na odmienność) co
zatrzaśniętym w pułapce historii.
Przełom roku 1989 i 1990 obchodziłam dzięki wyjazdowi stypendialnemu
w Hiszpanii, w Walencji. Pamiętam, z jaką zazdrością obserwowałam tłumy
bawiące się na ulicach: małżeństwa z maleńkimi dziećmi, osoby starsze, nasto¬
latków - tańczących, odpalających fajerwerki, odliczających jednym głosem
uderzenia zegara o północy, a potem bawiących się do bladego rana. Brakowało
mi ich swobody, entuzjazmu, chęci zabawy. Myślałam: „Ach, gdyby tak u nas!",
pesymistycznie nie wierząc by było to możliwe. Tymczasem, w sylwestra
następnego roku, stojąc w rozbawionym tłumie, liczyłam uderzenia zegara na
Zamku Królewskim.
Obecnie swoboda autoekspresji i autoprezentacji przybiera niekiedy formy
ekstremalne. Kwestii tej zamierzam poświęcić więcej uwagi w dalszych bada¬
niach. W Polsce powojennej bardzo dużo „nie wypadało", „nie było wolno",
a przede wszystkim człowiek rozsądny starał się nie wyróżniać. Oczywiście,
w każdych warunkach trafią się postaci barwne i szalone, tym barwniejsze
i bardziej dziwaczne, im sztywniejsze są obowiązujące reguły, ciaśniej zasznu¬
rowany gorset powinności. W tym przypadku obserwowane współcześnie zmia¬
ny niekoniecznie oznaczać muszą różnicę w proporcji pomiędzy 'barwnym',
'szalonym, 'normalnym', raczej zwiększenie liczby ról do wyboru i swobodę
tworzenia własnych form wyrażania siebie, definiowania własnej roli w życiu.
Ważnym elementem współczesnej obyczajowości jest tendencja do tworzenia
nowych wzorów zachowań środowiskowych, zwłaszcza wynikających z roz¬
warstwiania się społeczeństwa (na temat rozwarstwienia po roku 1989 por.
Wnuk-Lipiński 1995). Z jednej strony mamy, więc do czynienia z kodami zacho­
wań naszych własnych celebrities, sezonowych idoli, przedstawicieli grup tzw.
„nowych" i „starych" pieniędzy, dawnych i nowych elit, układu władzy, byłej

�28

JOLANTA KOWALSKA

Solidarności, ubożejącej inteligencji, obrastających w dobrayuppies i coraz licz¬
niejszych w młodym pokoleniu zwolenników dobrego, wyważonego życia, nie
zamierzających realizować się jedynie w pracy. Z drugiej strony środowiska tzw.
blokersów, bezrobotnych (najsłabiej chyba zintegrowane) i bezdomnych.
Prezentowane tu rozważania zamknijmy przykładem obecności w naszym
współczesnym życiu ekskluzywnych środowisk, w których zachowanie i wygląd
należą do najważniejszych kryteriów wyróżniających ich członków. W roku
2002, w jednym z sierpniowych numerów Wysokich Obcasów, sobotnio-niedziel­
nego dodatku do Gazety Wyborczej ukazał się reportaż Wojciecha Orlińskiego
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, poświęcony modnej for¬
mie spędzania czasu, zjawisku tzw. clubbingu. W zależności od fantazji i upo¬
dobań bawiących się osób, wieczór spędza się w jednym miejscu, bądź wędruje
od lokalu do lokalu. Istnieje tylko drobny problem: selekcja. Nie każdy wszędzie
zostanie wpuszczony. Clubbing, w Polsce stosunkowo nowy, na Zachodzie
dobrze już wrósł w obyczajowość. Dobór gości ma gwarantować bywalcom, iż
nie będą narażeni na towarzystwo osób nie pasujących do pozostałych, w myśl
deklaracji selekcjonerów - niekulturalnych, bo w rzeczywistości kryteria są
już mniej jasne. Jak wyjaśniła reporterowi jedna z osób parających się selek¬
cją, obok tytułowych „plastików" czyli dziewczyn wystrojonych przesadnie, na
prowincjonalną manierę, nie są wpuszczani dresiarze (agresywna, prymitywna
subkultura młodzieżowa), „krawaciarze" (samotni, konwencjonalnie ubrani męż¬
czyźni) i „studenci" (ci z ich grona, którzy nie są odpowiednio tj. modnie ubrani,
bądź wykazują braki obycia, naturalnie z punktu widzenia klubowej society).
Z rozmów przeprowadzonych przez Orlińskiego wynikło jednak, że nie wpusz¬
cza się także osób niepełnosprawnych, brzydkich, zakompleksionych a nawet
nieśmiałych, ponieważ w klubie wszyscy mają być młodzi, zdrowi, modni,
uśmiechnięci i odprężeni.
Po opublikowaniu tego artykułu przez łamy czasopisma i jego internetowe
forum przetoczyła się potężna dyskusja (zob. Plastików nie wpuszczam...), której
zasadniczym motywem była selekcja i jej kryteria. Zwolennicy niepełnego dla
wszystkich dostępu do klubów dowodzili prawa do bawienia się bezpiecznie,
w gronie osób sobie znanych i podobnych. Przeciw wytaczano argumenty od
Deklaracji Praw Człowieka, po ironię i kpinę. Rzeczą cenną wydaje mi się,
iż wielu korespondentów analizowało sprawę z dużą bezstronnością, powiedzia¬
łabym nawet dystansem, traktując j ą jako rodzaj sezonowej mody. Czy będzie
nią rzeczywiście, podobnie jak szereg innych zjawisk obserwowanych pilnie
przez piszącą te słowa - czas pokaże.

LITERATURA
Argyle Michael
1972, Non-verbal Communication in Human Social Interaction, [w:]
R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 243-267, Cambridge (Cambridge Univer­
sity Press).
- 1975, Bodilly Communication, London (Methuen and Co. Ltd.).

�JAK CIĘ WIDZĄ...

29

B i r d w h i s t e l l R a y 1952, Introduction to Kinesics, Louisville (offset, Univ. of Louisville
Press).
- 1973, Kinesics and Context. Essays on Body Motion Communication, New York
(Ballantine Books).
- 1975, Background Considerations to the Study of the Body as a „Expression", [w:]
J. Benthall, T. Polhemus (eds) The Body as a Medium of Expression. Essays Based on
a Course of Lectures Given at the Institute of Contemporary Arts in London, London
(Allen Lane, Penguin Books Ltd.).
C i o ł e k T a d e u s z M . 1975, Human communicational behaviour, „Sign Language Studies",
t. 4: 6, s. 1-64.
C o l l i n s A n d y 1997, Język ciała, gestów i zachowań: psyche i soma, Warszawa.
E c o U m b e r t o 1999, Semiologia życia codziennego, Warszawa (Czytelnik).
E i b l - E i b s e s f e l d t I r e n a u s , Similarities and Differences between Cultures in Expressive
Movements, [w:] R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 297-311, Cambridge
(Cambridge University Press).
F a r n e l l B r e n d a (ed.) 1995, Human Action Signs in Cultural Context. The Visible and the
Invisible in Movement and Dance, New York &amp; London (The Scarecrow Press Inc.)
G o ź d z i a k E l ż b i e t a 1987a, Kinezyka [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Ter­
miny ogólne, s. 170-172, Warszawa-Poznań (PWN).
- 1987b, Proksemika, [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, s. 296,
Warszawa-Poznań (PWN).
H a l l E d w a r d T. 1959, The Silent Language, New York.
- 1963, Proxemics: A Study of Man's Spatial Relationship, [w:] I . Galdstone (ed.) Man's
Image in Medicine and Anthropology, New York.
- 1966, The Hidden Dimension, New York. Cytaty pochodzą z polskiego wydania tej
pracy, Warszawa 1987.
I w a ń s k a A l i c j a 1993, Potyczki i przymierza. Pamiętnik 1918-1985, Warszawa (Geberthner i Ska).
K o w a l s k a J o l a n t a 1995, Koło bogów. Ruch i taniec w mitach i obrzędach, Biblioteka
Etnografii Polskiej t. 50, Warszawa (Instytut Archeologii i Etnologii PAN).
L a m b W a r r e n , W a t s o n E l i z a b e t h 1979, Body Code, the Meaning in Movement, Lon¬
don (Routledge and Kegan Paul).
M i n T a n a k a 1986, Tradiction of the Body and Avant-Garcle Dance, [w:] Jordi Coca (ed.)
Congres Internacional de Teatre a Catalunya, Actes vol. II, s. 97-103, Barcelona.
M o r r i s D e s m o n d 1977, Manwatching: A Field Guide to Human Behaviour, London (Jona¬
than Cape),
- 1994, Bodytalk, London (Jonathan Cape).
O r l i ń s k i W o j c i e c h 2002, Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, Wysokie
obcasy, nr 179, (także: www.2.gazeta.pl).
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach. Dyskusja nt. artykułu Wojciecha Orliń¬
skiego, Wysokie Obcasy, R. 2002, nr 182, s. 46-48 (także: www.2.gazeta.pl).
S o m m e r R o b e r t 1969, Personal Space, Englewood Cliffs.
W a t s o n M i c h a e l O. 1970, Proxemic Behavior: A Cross-cultural Study, [w:] T.A. Sebeok
(ed.) Approaches to Semiotics, The Hague.
- 1972, Symbolic and Expressive Uses of Space. A n Introduction to Proxemic Behavior,
Current Topics in Anthropology, t. 4.
W o ł o w i k W a d i m 1998, Język ciała w biznesie, polityce i życiu publicznym, Kraków.
W n u k - L i p i ń s k i E d w a r d 1995, After Communismus: A multidisciplinary approach to
radical Social Change, Warszawa.

�30

JOLANTA KOWALSKA

JOLANTA KOWALSKA
TO BE SEEN...
Summary
M i n Tanaka, the master of the Japanese dance butoh began his address at the Barcelona con­
gress dedicated to dance with the following words: We live with our bodies and we perceive the
world by keeping the eyes of our bodies open (1986, s. 97). The statement is provocative in it
obviousness. The "movement" aspect of all forms of human activity is undeniable, yet it is rarely
noticed. We move, i.e. use movement, we emit movement, movement is a means of transmission
of many signals and signs, significant as elements of human communication. They are the
a u x i l i a r y m e a n s of speech, supportive to the basic language transmission (Guiraud 1974,
s. 103; Birdwhistell 1952) or the "communicative aspects o f the learnt and structurized behaviour
of a moving body" (Birdwhistell 1952).
When, in the mid 1970s, the Author started hers studies on movement symbolism, terms such
as "non-verbal communication", "anthropology of the body" "kinesics", or "proxemics" were, as
a matter of fact, only coming into use. She was often asked to explain the phenomena or study
orientations they referred to. Works by Edward Hall, Ray Birdwhistell, Michael Argyle, Umberto
Eco and other scholars dealing with the subject had been already known in the world, in our
country they were not available for obvious reasons. The Hidden Dimension by Edward Hall was
translated into Polish in 1976, the first works of Umberto Eco in 1972. Books by Argyle and
Birdwhistell are known only in original versions and to narrow circles of specialists t i l l now. Both
kinesics and proxemics are close to particular approaches in cultural anthropology. They all concern
the problems of human understanding of the surrounding world and human self-reflection.
Within the recent 10-15 years the world has "shrunken". Coming into touch with "the others"
which earlier was experienced only by the minority, now is more and more common. We learn
foreign languages, we also learn the "body language" which,being the common feature of all
human beings, is by no means unequivocal, contrary to what was believed and is sometimes still
believed. Besides the gestures and movements which are really universal being determined by the
body build, there are also some, as numerous as the former ones, which are culture-related.
The article deals with the role o f forms and means of self-presentation in contemporary
culture. Most interesting is the problem if, having gained particular knowledge on non-verbal
codes as well as the awareness o f their existence, we know how to use them. A t this stage
of studies the Author concentrated on the scope of the usage of body language. Quite narrow as
a matter of fact, focused on manipulating people and watching their reactions and movements in
order to reveal their hidden motives. Knowledge o f "movement, another area of speech" treated
in this way, instead of being the key to the cognition of man becomes no more than a picklock.
Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5906" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5886">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/ea637227cfd9a9e6e208464f355ace20.pdf</src>
        <authentication>fc057bb064adb7b29517b20c3fe6b4f9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70424">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5200</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70425">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70426">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70427">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4825</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70429">
                <text>'Kultura narzekania","globalny średniak", "narodowa nerwica" i inne elementy wizerunku współczesnych Polaków / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70430">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.89-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70431">
                <text>Kabzińska, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70432">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70433">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70435">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK",
„NARODOWA NERWICA" I INNE ELEMENTY
WIZERUNKU WSPÓŁCZESNYCH POLAKÓW
(NA PODSTAWIE WYBRANYCH ARTYKUŁÓW PRASOWYCH).
ZARYS PROBLEMU

„KULTURA N A R Z E K A N I A "

Pod koniec 2004 roku w „Polityce" ukazał się artykuł Bogdana Wojciszke
(z Instytutu Psychologii PAN) zatytułowany „Kraj pustych szklanek". Tytuł na­
wiązuje do znanego dowcipu o pesymistach i optymistach, którzy - jak pisze
B. Wojciszke - patrząc na szklankę mleka , widzą j ą w połowie pustą lub pełną.
Autor - odwołując się do przeprowadzonych przez siebie badań - twierdzi, że
według 95 procent badanych, mieszkańców Polski cechuje niemal powszechna
skłonność do narzekania. Jesteśmy narodem, „który uporczywie koncentruje się na
pustej części szklanki. O wiele ważniejsze jest dla nas to, co złe, niż to, co dobre"
(Wojciszke 2004, s. 62). Niezadowolenie dotyczy głównie „spraw publicznych,
[...] finansowej sytuacji rodziny, perspektyw na przyszłość i sytuacji w kraju"
(tamże). Jednocześnie - pisze dalej B. Wojciszke - można mówić o „stałym
zadowoleniu z dzieci, współmałżonka i stosunków z najbliższymi" (tamże). Jeżeli
tak jest, to czy uzasadnione jest twierdzenie o „uporczywym koncentrowaniu się
na pustej części szklanki" i powszechnej skłonności do narzekania?
1

Z drugiej strony, mówiąc o „stałym zadowoleniu z dzieci, współmałżonka
i stosunków z najbliższymi" nie powinniśmy zapominać o ludziach, którym
doświadczenie to nie jest dane, jak też o rozmaitych negatywnych zjawiskach, czy
wręcz patologiach, dotykających część polskich rodzin (patrz np.: Pietkiewicz
2003, 2003a; Pietkiewicz, Szostkiewicz 2003). Dostrzeganie tych zjawisk nie
oznacza „uporczywego koncentrowania się na pustej części szklanki", lecz wy¬
daje się koniecznością. Jeśli bowiem próbujemy opisać rzeczywistość, w której
żyjemy, musimy zwracać uwagę na różne jej aspekty, w tym również na zjawi¬
ska, które mogą być uznane za marginalne.
W cytowanym artykule czytamy, że „Polacy lubią narzekać bez powodu"
(Wojciszke 2004, s. 42). Zdaniem autora, w Polsce panuje „kultura narzekania"
1

B. Wojciszke pisze o szklance napełnionej mlekiem. Według innej, znanej mi, wersji
- w szklance znajduje się wódka.

�IWONA KABZIŃSKA

90

(tamże). Żyjemy według normy „nakazującej doświadczać świat społeczny jako
zły, a więc spostrzegać ludzi jako obdarzonych licznymi przywarami i ogólnie
niegodnych zaufania, porządek społeczny jako niesprawiedliwy i krzywdzący,
siebie samego zaś jako ofiarę owych złych ludzi i instytucji" (Wojciszke 2004,
s. 42). Jedną z cech „kultury narzekania" jest „norma negatywnego spostrzega­
nia własnych stanów. [...] Normą jest nie tylko mówić źle, ale i źle się czuć"
(tamże). Autor przytacza słowa Janusza Czapińskiego, według którego „Polacy
relacjonują przeciętnie taki poziom depresji, który w wielu krajach kwalifikuje
się do leczenia" (tamże, s. 42-43).
Bogdan Wojciszke przestrzega przed negatywnymi skutkami powszechnego
i uporczywego narzekania, podkreślając, że „wpycha nas [ono] w swoistą pułapkę
negatywizmu. Tracimy zdolność dostrzegania i cieszenia się z pozytywnych
aspektów świata społecznego, gdyż narzekanie inicjuje kilka procesów o charak¬
terze błędnego, samonapędzającego się koła. [...] w istocie pogarsza nastrój, [...]
prowadzi do samopodtrzymywania się negatywnych przekonań o świecie, [ . ]
osłabia [ . ] naszą zdolność do wspólnego budowania mitów uzasadniających
porządek społeczny, [...] może prowadzić do spadku produktywności [ . . . ] " (tam­
że, s. 43). Efektem narzekania jest m.in. pogorszenie nastroju, utrwalenie nega¬
tywnego przekonania o świecie i obniżenie poziomu zaufania do ludzi. „Czarna
wizja świata towarzysząca narzekaniu obniża [przy tym] subiektywne szanse po¬
wodzenia" (tamże). Elementem „kultury narzekania", o której pisze B. Wojciszke,
są „rytuały narzekania", interpretowane jako sposób „nawiązywania głębszych
kontaktów społecznych z innymi towarzyszami niedoli" (tamże, s. 43).
Zjawisko tworzenia wspólnot opartych na dzieleniu się z innymi osobami
własnymi, najczęściej negatywnymi, przeżyciami jest dobrze znane etnologom/
antropologom kultury. Pisze o nim np. Zuzanna Grębecka, powołując się m.in.
na prace Włodzimierza Pawluczuka, Rocha Sulimy, Piotra Kędziorka i Tomasza
Rakowskiego . Grębecka zwraca również uwagę na coraz częstsze wykorzysty¬
wanie możliwości komunikowania się za pośrednictwem internetu i prasy, w tym
także listów do redakcji rozmaitych czasopism, a poprzez nie - np. do osób para¬
jących się magią, ogłaszających się na łamach gazet lub opisywanych przez
dziennikarzy. W taki sposób nadawcy listów, podobnie jak osoby dyskutujące na
forach internetowych, pragną podzielić się swymi problemami z innymi ludźmi.
Nie ma przy tym znaczenia fakt, że odbiorcy listów nie są bezpośrednio znani
nadawcom. „Zwierzenia skierowane są po prostu «do świata»" . Niosą one zara¬
zem informacje o obrazie świata, w którym egzystuje nadawca listu, są opowie¬
ścią o tym świecie i jego kondycji. Wspólne narzekanie służy konstruowaniu
„wizji świata zagrażającego, wobec którego tworzy się wspólnota, choćby to była
2

3

2

Z. Grębecka, Słowo magiczne poddane technologii. Magia ludowa w praktykach współczes­
nej kultury popularnej na pograniczu polsko-białorusko-litewskim,
praca doktorska napisana pod
kierunkiem prof. dr. hab. Rocha Sulimy w Instytucie Kultury Polskiej, Wydział Polonistyki Uniwer­
sytetu Warszawskiego, Warszawa 2005; komputerowy wydruk pracy znajduje się w Archiwum
Instytutu, a także w moim archiwum prywatnym.
Tamże, s. 250.
3

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

91

4

wspólnota bezradności" . Ważne jest także „poszukiwanie współodczuwającego
drugiego (Innego - Ja)" .
Istnieją wprawdzie specyficzne wspólnoty oparte na podobnych, negatyw¬
nych, doświadczeniach i koncentrujące się na ich wielokrotnym przeżywaniu,
nie każde narzekanie prowadzi jednak do „głębszych kontaktów społecznych".
Ponadto, ludzie zmęczeni własnymi problemami, podobnie jak ci, którzy opty¬
mistycznie patrzą na życie, starają się unikać narzekających. W takich przypad¬
kach nie ma mowy o nawiązywaniu kontaktów, tworzeniu wspólnoty. Nie ma też
mowy o udzielaniu jakiejkolwiek pomocy (jeśli przyjmiemy, a takie jest moje
zdanie, że narzekanie może być nie tylko świadectwem bezradności, lecz także
mniej lub bardziej świadomym wołaniem o pomoc).
O tym, że nie wszyscy uczestniczą w narzekaniu (lamentowaniu) przypomina
Z. Grębecka. Badaczka podkreśla, że takie osoby są postrzegane jako te, które
„wyłamują się ze wspólnoty narzekających, przyjmują postawę antywspólnotową" . Obecność tego typu osób, nawet jeśli stanowią stosunkowo nieliczną
grupę, nakazuje - moim zdaniem - z ostrożnością traktować twierdzenie o po¬
wszechności narzekania. Kolejnym argumentem, który może być wykorzystany
do podważenia tej tezy jest - wspomniany przez autora tekstu o polskiej kulturze
narzekania - fakt istnienia sfer życia (przede wszystkim prywatnego), z których
Polacy „są stale zadowoleni".
Na konieczność weryfikacji wspomnianej tu tezy wskazują ponadto wyniki
różnego typu badań. Podam tylko kilka przykładów. Z sondażu przeprowadzonego
przez CBOS w końcu 2003 roku wynika wprawdzie, że w porównaniu z rokiem
2002 liczba Polaków zadowolonych z życia obniżyła się o 5 procent, była jednak
wyższa niż w latach 2000-2001 (Polacy zadowoleni... 2004). Nie wiemy, jakie
były przyczyny tego wzrostu dobrego samopoczucia, ani też, jakie czynniki miały
wpływ na ocenę własnej sytuacji osób objętych badaniami, bardzo ważne są
natomiast dane liczbowe. Wspomniane badania wykazały bowiem, że za bardzo
zadowolonych uważało się 14% respondentów, 48% stwierdziło, że należą
do osób „raczej zadowolonych", 3 1 % to osoby „średnio zadowolone". Tylko
5% respondentów odpowiedziało, że raczej nie są zadowoleni ze swego życia.
1% to osoby bardzo niezadowolone, 1% zaznaczyło odpowiedź „trudno powie¬
dzieć" (Polacy zadowoleni. 2004). Nasuwa się pytanie, czy ludzie, którzy uwa¬
żają się za bardzo zadowolonych z życia, podobnie jak „raczej zadowoleni"
i „średnio zadowoleni" (grupy te stanowiły łącznie 93% badanych!) mogą uczest­
niczyć w „kulturze narzekania", być jej twórcami lub/i kontynuatorami?
5

6

Twierdzenia o powszechności tego typu kultury w Polsce nie potwierdził
- moim zdaniem - raport „Diagnoza społeczna 2003" , w którym opisano „warun¬
ki i jakość życia naszego społeczeństwa" (Wilk 2003, s. 7). Z raportu tego wynika
7

4

Tamże, s. 252.
Tamże, s. 251.
Tamże, s. 251-252.
Artykuł zaczyna się od słów: „Polskie społeczeństwo ma się lepiej niż państwo" (Wilk 2003,
s. 17).
5

6

7

�IWONA KABZIŃSKA

92

m.in., że „w porównaniu z sytuacją sprzed trzech lat «Polacy mniej narzekają
i są coraz bardziej zadowoleni z różnych sfer życia»" (tamże). Dzieje się tak,
chociaż „połowa gospodarstw ocenia swoją sytuację materialną jako gorszą niż
przed 3 laty, a kolejne 40 proc. twierdzi, że się nie zmieniła. 38 proc. wyraża
przekonanie, że z zaspokojeniem ich potrzeb zdrowotnych jest gorzej niż trzy
lata temu. [Jednocześnie] 57 proc. ma poczucie, że stoczyło się poniżej granicy
ubóstwa, choć z obliczeń uczonych wynika, że bieda dotyka co czwarte polskie
gospodarstwo domowe" (tamże).
Badania, określone mianem „Diagnozy społecznej", przeprowadzone pod
kierunkiem J. Czapińskiego, wykazały, że ponad 80 procent objętych nimi osób
zadeklarowało - w różnym stopniu - zadowolenie z miejsca, w którym
żyją (Grzeszak 2004, s. 3) . Mamy więc jeszcze jedną grupę, którą trudno było¬
by zaliczyć do „wspólnoty narzekających" (przynajmniej jeśli chodzi o ocenę
miejsce zamieszkania).
I jeszcze jeden przykład. Badania przeprowadzone przez CBOS, dotyczące
przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wykazały, że 70% obywateli jest
zadowolonych z integracji, choć jednocześnie połowa badanych stwierdziła, że
„na integracji zyskują raczej inne państwa niż Polska" (Jest nijak. 2004, s. 92).
Nie przeszkodziło to jednak, jak widać, w akceptacji naszego przystąpienia do
UE. Z badań wynika ponadto, że „najmniej pesymistyczni są respondenci z wyż¬
szym wykształceniem, kadra kierownicza, uczniowie i studenci [ . ] . Spektaku¬
larna jest zmiana nastawienia rolników. Dopłaty poprawiły im humory, obok
uczniów i studentów są grupą, która z integracji najbardziej się cieszy" (tamże).
Wydawać by się mogło, że twierdzenie sformułowane przez B. Wojciszke
potwierdzą inne badania CBOS, przeprowadzone jesienią 2004 r. Według 60%
respondentów, „sprawy w Polsce nie idą w dobrym kierunku. [ . ] W porówna¬
niu z sierpniem [tegoż roku] liczba pesymistów wzrosła o 5 procent" (Jest nijak.
2004, s. 92). W cytowanym tu tekście czytamy, że „pozytywne oceny sceny poli¬
tycznej przeważały ostatnio w 1991 r.! Od 13 lat pesymiści biorą górę" (tamże).
W przypadku oceny poziomu własnego życia, 54% respondentów stwierdziło, że
„żyje im się przeciętnie". Połowa nie spodziewała się żadnych zmian, 16% prze¬
jawiało optymizm jeśli chodzi o zmianę obecnej sytuacji, 24% natomiast było
niezadowolonych z poziomu swojego życia (Jest nijak. 2004, s. 92). W notce
podano jednak, że liczba pesymistów „delikatnie spada" (tamże). Badania infor¬
mują również o 16 procentach optymistów. Nie wszyscy więc postrzegają świat
wyłącznie w ciemnych barwach.
8

Bogdan Wojciszke informuje, że „tylko co piąty rodak zgadza się z opinią, że
w Polsce wypada głośno mówić o swoim szczęściu [ . ] ponad połowa [nato¬
miast] zgadza się z innym twierdzeniem, że Polacy lubią narzekać bez powodu"
(Wojciszke 2004, s. 42). Czy taki rozkład wypowiedzi jest wystarczającym argu¬
mentem, by mówić o polskiej kulturze narzekania? Być może, z punktu widzenia
8

Z cytowanego tekstu wynika, że najlepiej żyje się w Sopocie. Na drugim miejscu znalazła
się Warszawa, a następnie Opole, Poznań i Olsztyn. Ogólnie, badaniami objęto 66 miejscowości.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

93

statystyki - tak, interesująca humanistę rzeczywistość jest jednak o wiele bo­
gatsza, a zarazem znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerowałyby to liczbo­
we wskaźniki. Wystarczyłoby ponadto powiedzieć, że co piąty Polak (albo: aż
co piąty Polak) „zgadza się z opinią, że w Polsce wypada głośno mówić o swoim
szczęściu", by informacja mogła zostać inaczej odebrana. Również tytuł artykułu
nasuwa pesymistyczne skojarzenia. Należy przy tym zauważyć, że w dowcipie,
na który powołuje się B. Wojciszke w ogóle nie ma „opcji pustych szklanek"
- szklanka może być albo w połowie pełna, albo w połowie pusta.
Bardzo ważne jest - moim zdaniem - wyraźne wskazanie, czego dotyczą okreś¬
lone postawy i dla jakiej części społeczeństwa są one charakterystyczne. Należało­
by także spytać, jaka część społeczeństwa (i z jaką częstotliwością) uczestniczy
w „rytuałach narzekania". Czy rzeczywiście narzekamy zawsze i wszędzie, czy
tylko od czasu do czasu, w zależności od sytuacji. Czy występują pewne prawidło¬
wości - np. czy częściej narzekają mężczyźni, czy kobiety, ludzie starsi, młodzi,
czy w średnim wieku? Czy zawsze można mówić o powtarzających się korelacjach
między „przedmiotem narzekania" a wykształceniem i środowiskiem, z którego
pochodzą badane osoby (por. cytowane wcześniej informacje dotyczące przystą¬
pienia Polski do UE). Bardzo ważne jest ponadto sformułowanie pytania i sposób,
w jaki zostanie ono odczytane przez respondentów. Przede wszystkim jednak
trzeba wziąć pod uwagę zmienność społecznych nastrojów i okoliczności, w jakich
prowadzone były badania (świadczą o tym m.in. podane tu przykłady; patrz też:
Skoro... 2005. Artykuł ukazał się po złożeniu tego tekstu do wydawnictwa, nie
będzie więc przedmiotem analizy).
Z pewnością Polacy dość często narzekają, nie wydaje mi się jednak, by czynili
to częściej niż wiele innych społeczeństw, grup etnicznych i narodów. Wystarczy
np. wspomnieć o wynikach badań przeprowadzonych wśród praskich Romów
przez Renatę Weinerovą z zespołem (Weinerovâ 1994), jak też o reakcjach wielu
Rosjan, zarówno mieszkających w Rosji, jak i poza jej granicami, którzy nega¬
tywnie postrzegają obecne zmiany (szerzej na ten temat patrz: Kabzińska 2002;
patrz też Kabzińska 2005; Miluski 2002). Należy ponadto odróżnić narzekanie od
negatywnych, często uzasadnionych, ocen określonych zjawisk.
Z moich obserwacji wynika, że nierzadko narzekają ludzie, którzy - wydawa¬
łoby się - nie mają do tego wyraźnych podstaw. Ci natomiast, którzy - według
mnie - mieliby powody do takich zachowań, potrafią zdobyć się na optymizm
i dostrzec to, co w ich życiu dobre. Nie uczestniczą więc w „rytuałach narzeka¬
nia". Zauważyłam też, że przy spotkaniach - obok zwyczajowego: „Co słychać?"
- niekiedy pojawia się pytanie: „Co słychać dobrego?" Odpowiedzi są wpraw¬
dzie różne, samo pytanie jednak może, jak sądzę, świadczyć o tym, że zadający
je nie jest zainteresowany narzekaniem i pragnie otrzymać pozytywną odpo¬
wiedź. Pytanie: „Co słychać dobrego?" ukierunkowuje też myślenie zapytanego,
odciąga uwagę od spraw, które mogą być powodem do narzekania .
9

9

Nie zawsze ludzie, którzy pytają: „Co słychać?" lub: „Co słychać dobrego?" są rzeczywiś­
cie zainteresowani tym, co dzieje się u osoby, do której skierowane jest pytanie. Zdarza się, że
pytający nawet nie czeka na odpowiedź lub jej w ogóle nie słucha.

�94

IWONA KABZIŃSKA

Być może kiedyś zapanuje w Polsce „wzór amerykański", zgodnie z którym
„należy być zadowolonym i szczęśliwym, a przynajmniej na takiego wyglądać",
albo angielski sposób zachowania, który „wyklucza bycie nieszczęśliwym"
(Wojciszke 2004, s. 42), czy jednak naśladownictwo tego typu wzorów będzie
oznaczało, że staliśmy się społeczeństwem naprawdę zadowolonym, radosnym?
Czy umiejętne „zarządzanie kącikami ust" może zastąpić szczery uśmiech albo
rzeczywiście ukryć smutek i niezadowolenie? Czy jest to wyłącznie jeden z ele¬
mentów autokreacji i strategii polegającej na robieniu dobrego wrażenia (na ten
temat patrz: Podgórska 2004; cyt. s. 9). Autorka zwraca uwagę, że obowiązujący
w krajach anglosaskich styl bycia, polegający na „okazywaniu nieustającego
entuzjazmu, tryskaniu optymizmem, symulowaniu sympatii i zaangażowania",
ma tam zarówno zwolenników (60%) jak i przeciwników (40%). Tego typu
zachowania, często postrzegane jako sztuczne, mają również swoją cenę. Jest nią
„wypalenie, depresja, zaniżona samoocena, mniejsza odporność na stres i zwięk¬
szona podatność na choroby" (Podgórska 2004, s. 7). Trzeba również pamiętać
o tym, że w przypadku wielu Amerykanów zachowanie postawy zgodnej z wzor¬
cem keep smiling nie jest efektem naturalnych mechanizmów, czy pracy nad sobą,
lecz wynikiem stymulowania mózgu przez odpowiednie środki farmakologiczne
o działaniu antydepresyjnym. Tylko dzięki nim są oni w stanie borykać się
z codziennymi stresami (Bendyk 2003, s. 128). Jak twierdzi Walerij Tiszkow,
obraz zawsze zadowolonego Amerykanina jest mitem. Podczas długotrwałych
pobytów badawczych w USA spotkał on bowiem wiele osób, które częściej
narzekały na różnego rodzaju problemy, niż np. chwaliły się życiowymi sukce¬
sami. Podobne zjawisko autor zaobserwował w Kanadzie (Tiśkov 2001, s. 226).
Jak widać, ci, którzy stawiani są nam za godny naśladowania wzór wiecznie
uśmiechniętego człowieka, również potrafią narzekać. Nieobce są im zapewne
także - dalekie od amerykańskiego stereotypu - „rytuały narzekania".
Styl życia, nakazujący człowiekowi „bycie zadowolonym i szczęśliwym"
sprawia, że w wielu krajach zachodnich zaniknął zwyczaj noszenia żałoby,
a nawet składania kondolencji rodzinom zmarłych. Coraz rzadsze są też wizyty
sąsiadów i znajomych przed pogrzebem (Aries 1974; 1989; Bauman 1998). Czy
jednak człowiek, któremu społeczeństwo odmawia prawa do okazywania bólu,
ponieważ nie chce w nim uczestniczyć, może być szczęśliwy?
Cytowany już wielokrotnie B. Wojciszke wskazuje na znaczący udział środ¬
ków masowego przekazu, zwłaszcza telewizji, w kształtowaniu nastrojów sprzyja¬
jących narzekaniu. Twierdzi on również, iż „coś, co znamy z osobistego oglądu
jest całkiem w porządku, coś, co znamy ze słyszenia (a właściwie z telewizji)
jest [natomiast] bardzo złe. Kiedy ludzie opisują konkretnego lekarza czy przed¬
siębiorcę, również oceniają go znacznie wyżej niż abstrakcyjnych, przeciętnych
przedstawicieli tych zawodów" (Wojciszke 2004, s. 42). Trudno mi się zgodzić
z takim twierdzeniem (nie neguję natomiast roli mediów w kształtowaniu spo¬
łecznych nastrojów). Moje doświadczenia, jak również rozmowy z członkami
rodziny, znajomymi, sąsiadami, oraz relacje zasłyszane np. w środkach komuni¬
kacji miejskiej nie potwierdzają występowania tego rodzaju reguły. Wielokrotnie

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

9

5

zetknęłam się z informacjami o negatywnych, czasem wręcz dramatycznych, bez¬
pośrednich doświadczeniach ze służbą zdrowia. Mówiono o braku kompetencji
lekarzy, grubiaństwie, łapownictwie, ordynowaniu wyłącznie drogich leków pro¬
dukowanych przez firmy, z którymi lekarz współpracuje, zlecaniu nie zawsze
potrzebnych badań, które najlepiej wykonać szybko i prywatnie (ze wskazaniem
konkretnego adresu), a także o obojętności personelu wobec osób, które pilnie
potrzebowały pomocy (np. po wypadku). Jednej z moich koleżanek, która trafiła
do przychodni przyszpitalnej z urazem oka i była bliska omdlenia, pielęgniarka
odmówiła podania wody, tłumacząc opryskliwie, że nie ma szklanki. Kazała jej
też samodzielnie załatwiać wszystkie formalności. Lekarz, przez którego została
przyjęta po długim oczekiwaniu oznajmił radośnie: „Najwyżej straci pani oko!"
Nie będę opisywać innych, znanych mi, przypadków, w tym również
własnych, nie najlepszych doświadczeń. Chcę tylko podkreślić, że nie sądzę, by
- w odniesieniu do służby zdrowia - twierdzenie, iż „coś, co znamy z osobistego
oglądu jest całkiem w porządku" mogło być generalnie uznane za prawdziwe
(może tak być jedynie w odniesieniu do części społeczeństwa - tej, która miała
więcej szczęścia od innych). Twierdzenia sformułowanego przez B. Wojciszke,
dotyczącego postrzegania tego, co znamy z telewizji jako bardzo złe, nie po¬
twierdziły obserwacje dziennikarzy dotyczące odbioru telewizyjnych programów
typu reality show. Z obserwacji tych wynika, że rzeczywistość telewizyjna uwa¬
żana jest często za lepszą od tego, co człowiek widzi wokół siebie na co dzień
(Bartman 2005, s. 2).
Twierdzenie jakoby coś, co znamy z osobistych doświadczeń było „całkiem
w porządku" okazuje się często nieprawdziwe w tak delikatnej kwestii, jaką są
stosunki w pracy. Kilkadziesiąt osób, z którymi rozmawiałam na ten temat nega¬
tywnie oceniło relacje ze swoimi szefami, a często również z innymi pracowni¬
kami. Na szczęście - podobnie jak w przypadku służby zdrowia - zdarzały się
wyjątki. Z przyjemnością słuchałam np. opowiadań mojej młodej sąsiadki, która
jesienią 2004 roku, po ukończeniu studiów, rozpoczęła pracę i była zachwycona
relacjami między szefem i współpracownikami, jak również między kolegami
z zespołu. W większości przypadków zwracano natomiast przede wszystkim
uwagę na rywalizację za wszelką cenę, brak poczucia wspólnoty, niechęć do dzia¬
łań zespołowych, udzielania pomocy i przekazywania doświadczeń zawodowych,
donosicielstwo, „wazeliniarstwo", nieufność w kontaktach międzyludzkich, nie¬
sprawiedliwy podział obowiązków, wykorzystywanie niektórych pracowników
przez tych, którym nie chce się pracować, a którzy - ze względu na „układy" - nie
muszą się obawiać utraty pracy. Krytykowano też ordynarne zachowania oraz pa¬
lenie papierosów w pokojach mimo obowiązujących zakazów, nawet w obecności
kobiet w ciąży i ludzi chorych. Symptomatyczna była wypowiedź starszego pana,
mieszkańca Warszawy, będącego już na emeryturze, który - w rozmowie z moją
córką Olgą - stwierdził, że dawniej nowy pracownik był przedstawiany innym
osobom, traktowany jak członek zespołu, opiekowano się nim, pomagano, dziś
natomiast każdy jest pozostawiony samemu sobie. Ludzie są zazdrośni, w każdym
widzą rywala, boją się o swoje miejsce pracy, są zamknięci i zestresowani.

�96

IWONA KABZIŃSKA

Za przykład złych relacji w miejscu pracy, jak również wykorzystywania pra¬
cowników i łamania ich praw, stawiane są często super- i hipermarkety (tę roz¬
powszechnioną opinię potwierdził np. Gilejko 2004, s. 155). „Narodową boha¬
terką" stała się Bożena Łopacka, była pracownica supermarketu „Biedronka",
która „jako pierwsza wystąpiła do sądu przeciwko wyzyskowi pracowników
w tych sklepach" (PAP 2005, s. 2). W maju 2005 r. przywódcy dwóch partii
(o odmiennych poglądach i programach) zaproponowali współpracę pani Łopackiej, dostrzegając w niej polityczny talent. O ile wiem, wybrała ona partię lewi¬
cową. Powstało też Stowarzyszenie Poszkodowanych przez JMD Biedronka
(po zmianie nazwy: Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci - Bie¬
dronka), które ma nieść pomoc „walczącym ze wszystkimi sieciami handlowymi
wykorzystującymi pracowników" (KOP 2005, s. 5). Jednym z liderów Stowa¬
rzyszenia jest Barbara Karpińska, która od trzech lat walczy z Biedronką, „żądając
pieniędzy za nadgodziny i utracone zdrowie. [Na razie] Sąd [ . ] przyznał jej
odszkodowanie za to pierwsze" (tamże).
Zjawiskiem, o którym mówi się coraz częściej jest tzw. mobbing. W ten sposób
określane są „działania i zachowania dotyczące pracownika lub skierowane prze¬
ciw pracownikowi, polegające w szczególności na systematycznym i długotrwa¬
łym nękaniu i zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przy¬
datności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie
pracownika, izolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu"
(Baranowska, Miecik 2004, s. 20). „Metody dręczenia mogą być różne - od subtel¬
nych, polegających np. na odbieraniu kolejnych zadań, aż po bardzo bezpośrednie,
jak na przykład publiczne krytykowanie pracownika, czasem wobec jego podwład¬
nych, a nawet wobec osób spoza firmy" (BAS 2003, s. 07). Mobbing „może być
skutecznym sposobem na pozbycie się nieakceptowanego - z jakiegokolwiek po¬
wodu - pracownika i to przy zachowaniu pozorów respektowania prawa" (tamże).
Znam młodą dziewczynę, która jest ofiarą mobbingu. Po bezskutecznej, ponad
dwuletniej, walce zrezygnowała z dochodzenia swoich praw, utwierdzona w prze¬
konaniu o bezkarności i „mocnych plecach" pracującej w tym samym pokoju
kobiety, która j ą szykanuje na różne sposoby, chcąc doprowadzić do jej odejścia
(chociaż dziewczyna jest świetnym pracownikiem), na jej miejsce ma już
bowiem „upatrzoną" znajomą osobę. Obawa przed utratą pracy i bezrobociem
skazuje wspomnianą dziewczynę - podobnie jak wiele innych osób znajdujących
się w takiej samej sytuacji - na codzienne tortury psychiczne i utratę zdrowia.
Inna znajoma, osoba z dużym doświadczeniem zawodowym, a przy tym nie¬
zwykle dobra, łagodna i niekonfliktowa, która nie wytrzymała długotrwałego
mobbingu i na trzy lata przed emeryturą zdecydowała się odejść z pracy, została
pożegnana przez dyrektora, który przez długi czas z premedytacją zatruwał
jej życie i doprowadził do ciężkiej nerwicy, słowami: „Wiedziałem, że jest pani
głupia, ale nie, że aż t a k . "
W jednym z artykułów prasowych zachęcano ofiary mobbingu do zrezygno¬
wania z biernej postawy i zastąpienia jej postawą asertywną. Wypowiadający się
na łamach prasy psycholog tłumaczył, że „mamy prawo do własnego zdania,
opinii, poglądów i mamy prawo je wyrażać w sposób, który nie czyni szkody

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

9

7

innym - nawet własnemu szefowi" (Petrycki 2005, s. 4). Nie ukrywał jednak, że
taka postawa „nie daje gwarancji utrzymania miejsca pracy" (tamże). Cóż więc
warte są porady, jeśli z góry wiadomo, że są nieskuteczne?

„GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA" I „POLSKIE LĘKI"

Jak już zaznaczyłam, nie zgadzam się z B. Wojciszke, według którego: „coś, co
znamy z osobistego oglądu jest całkiem w porządku", podzielam natomiast jego
uwagę o roli mediów w kreowaniu społecznych nastrojów. Jak wiadomo, współ¬
czesne media prześcigają się w upowszechnianiu złych wiadomości, przygnębiają¬
cych, pozbawiających nadziei, zarażających pesymizmem. Zmiana oblicza mediów
w związku ze śmiercią i pogrzebem Jana Pawła I I oraz wyborem nowego papieża
(od 2 do 19 kwietnia 2005) była tylko krótkim, aczkolwiek wiele mówiącym, epi¬
zodem. Od tamtej pory jednak, bardzo szybko, wszystko wróciło „do normy".
Zdarzają się informacje o pozytywnym wydźwięku, ich wymowa bywa jed¬
nak osłabiana przez pesymistyczny komentarz. Jeden z dziennikarzy napisał
np., że w Toruniu „skonstruowano unikatowe w skali światowej urządzenie do
badania oczu" (Schulz 2004, s. 94). Zaraz jednak dodał, że „nikt w Polsce nie
kwapi się, by uruchomić jego produkcję" (tamże). W innym miejscu czytamy
o udanej operacji przyszycia ręki przez lekarzy ze szpitala w Krakowie-Prokocimiu. Obok głównego tekstu pojawia się jednak pytanie: „Czy specjalizu¬
jący się w leczeniu dzieci szpital przetrwa?" (Hajnosz 2004, s. 5) - chodzi, oczy¬
wiście, o pieniądze.
W „Polityce" opublikowano wypowiedź prof. Wiesława Jędrzejczaka, dającą
nadzieję chorym na białaczkę (Nie ma anonimowych chorych. 2004). W innej
gazecie jednak, w tym samym czasie, pojawiła się informacja o pijanych leka¬
rzach z pogotowia ratunkowego (Bartman 2004). Ze względu na wysoki nakład
gazety i fakt, że jest ona rozdawana bezpłatnie, można mieć pewność, że właśnie
ta informacja trafiła do szerokiego kręgu czytelników, wpływając na ich opinię
o służbie zdrowia. W tym przypadku rzeczywiście można powiedzieć, że „coś,
co znamy ze słyszenia [ . ] jest bardzo złe".
Wpływ mediów na społeczne nastroje i sposób postrzegania rzeczywistości
zaczyna się już w momencie wyboru wiadomości i podjęcia decyzji o kolejności,
w jakiej zostaną one przedstawione czytelnikom, telewidzom czy radiosłucha¬
czom. Jak pisze Carlo Maria Martini, wybór ten ma ogromne znaczenie, „zakłada
bowiem uprzednie rozstrzygnięcie co jest ważne [ . ] Wyborem tym rządzi prawo
«atrakcyjności» i popytu [ . ] " (Martini 1998, s. 22). Priorytet mają „wiadomości,
które mogą poruszyć odbiorców, zaszokować ich, mają negatywną wymowę.
«Czarne sprzedaje się lepiej niż białe»" (tamże) . „Jeżeli filtr przepuszczający
10

1 0

Powstają wprawdzie pisma, w których dominują optymistyczne informacje, są one jednak
najczęściej skierowane do wąskiego, specjalistycznego kręgu odbiorców. Przykładem mogą być
„Pozytywne wiadomości", wydawane w Dąbrowie i adresowane do środowiska tzw. nowoosadników (informację tę otrzymałam od pani Olgi Kwiatkowskiej z Katedry Etnologii U M K w Toruniu).

�IWONA KABZIŃSKA

98

wszelkie wiadomości jest negatywny - czy to, gdy się mówi o polityce, o ekono¬
mii czy o niepewności socjalnej itp. - to nie powinien nas dziwić wzrost ogólnej
nieufności obywateli względem społeczeństwa i jego instytucji. Nie jest bezza¬
sadne twierdzenie, iż istnieje związek między postępującym spadkiem zaufania
do wszystkich instytucji publicznych i prywatnych, jaki obserwuje się w wielu
krajach od lat sześćdziesiątych [...] a [...] stylem komunikacji medialnej. Poza
tym dziennikarze coraz częściej korzystają z materiałów już uprzednio opraco¬
wanych przez agencje i dostarczanych przez wielkie sieci banków danych [ . ]
Agencje te narzucają w rzeczy samej, przynajmniej implicite, swoje wartościo¬
wanie i swój model kulturowy. Niebezpieczeństwo jest bardzo konkretne. Odda¬
lenie od źródeł i w konsekwencji od zadania właściwego dziennikarstwu - zwięk¬
szenie dystansu między piszącym a rzeczywistością" (tamże) .
11

Pod wpływem artykułów prasowych, jak też programów radiowych i telewizyj¬
nych, w których nagłaśniane są przede wszystkim negatywne zjawiska, afery, skan­
dale, zagrożenia itp., rodzi się jednostronny obraz Polski. Jest ona np. przedstawia¬
na jako „kraj bardzo niesympatyczny i nieprzyjazny, w którym nie chce się żyć"
(Pietrasik 2003, s. 26). Zdaniem Andrzeja Wielowieyskiego, I I I Rzeczpospolita
jest krajem chorym; „większość chciałaby [ją] leczyć, choć niektóre lekarstwa
mogą być groźniejsze od choroby. Są też tacy, którzy wybierają wariant radykalny:
dobić" (Wielowieyski 2004, s. 106; por. wypowiedź J. Czapińskiego o relacjono¬
wanym przez Polaków poziomie depresji; cyt. za: Wojciszke 2004, s. 43). Nega¬
tywnie przedstawiany jest też zazwyczaj wizerunek Polaka. Zbigniew Pietrasik
ukazuje go np. jako „osobnika marudzącego, nieufnego, niezadowolonego ze swe¬
go życia, z całego świata i z Polski. Z Polski najbardziej" (Pietrasik 2003, s. 24).
„Czy [jednak] - pyta cytowany autor - można mieć pretensję do lustra, w którym
odbija się rzeczywisty obraz kraju?" (tamże). W ten sposób sam dziennikarz przy¬
czynia się do utrwalania negatywnych postaw i wrażeń. Zda się przy tym zapomi¬
nać, że w przypadku mediów elementy tego „lustrzanego obrazu" są niezwykle
starannie wybrane, zgodnie z zasadą: „Czarne sprzedaje się lepiej, niż białe".
Tekst Pietrasika wywołał polemikę. Jeden z czytelników - w liście do Redak¬
cji „Polityki" - zauważył, że sami dziennikarze powinni sobie odpowiedzieć na
pytanie, jakie uczucia do Polski są przez nich animowane. Odpowiedź jest jed¬
noznaczna: są to przede wszystkim uczucia negatywne, ośmieszające Polskę
i Polaków. Często też ranione jest istniejące jeszcze poczucie dumy z własnego
kraju (Kowalski 2003, s. 103). Autor cytowanego tu listu dodał, że „kochaliśmy
bardziej Polskę w czasach PRL". Stwierdził ponadto, że „można podać przy¬
kłady krajów biedniejszych i gorzej rządzonych, których obywatele mimo to się
z nimi utożsamiają" (tamże).
Co ciekawe, zmienia się nieco wizerunek Polski w części mediów zachod¬
nich. Wskazuje na to Aleksander Kaczorowski (2005), pisząc o „zmianie klimatu
11

Innym, bardzo ważnym, jak sądzę, problemem jest wpływ mediów na kształtowanie obra¬
zu relacji międzyludzkich i rzeczywistych zachowań w sferze tych relacji (szerzej na ten temat
patrz: Kabzińska 2004).

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

99

wokół Polski", dostrzeganiu naszych osiągnięć gospodarczych, mobilności dużej
części polskiego społeczeństwa, o wysokich ocenach polskich pracowników za
granicą, jak również o zainteresowaniu polską historią, stanowiącą część euro¬
pejskiego dziedzictwa. Widać również, że Polska staje się liderem w Europie
Środkowo-Wschodniej (zbyt mało znane są natomiast jej osiągnięcia kultural¬
ne). Nawet jeśli wspomniana tu „zmiana klimatu wokół Polski" nie jest po¬
wszechna, nawet jeśli dziennikarze dostrzegają również wiele ułomności, do czego
zresztą mają pełne prawo, należy odnotować pojawienie się tego nowego zjawi¬
ska. Sądzę, że może ono wpłynąć na postawę przynajmniej niektórych spośród
rodzimych dziennikarzy, tak by zaczęli dostrzegać więcej pozytywnych faktów
w naszym życiu społecznym - nie w pogoni za sensacją, ale w imię rzetelnego
(wielowymiarowego i bardziej pogłębionego) przedstawiania rzeczywistości.
Rodzime media nie tylko kreują negatywny na ogół wizerunek kraju, w którym
żyjemy, ale również wpływają np. na pogłębianie postaw nieufności - wobec
„obcych", „wobec władz, wobec polityki, wobec własnego państwa i wobec
innych obywateli" (Bachmann 2004, s. 36), nagłaśniając i często wyolbrzymiając
negatywne zjawiska, takie jak np. przestępczość, korupcja, terroryzm, różnego
rodzaju patologie, przy jednoczesnym pomijaniu optymistycznych wydarzeń
i jaśniejszych stron życia. Klaus Bachmann przestrzega przed poważnymi następ¬
stwami funkcjonowania „spirali wzajemnej nieufności": erozją fundamentów
państwa, wzrostem braku zaufania do organów władzy, wymiaru sprawiedliwości
i innych instytucji państwowych, osłabieniem więzi międzyludzkich i marno¬
waniem, opartego na tych więziach kapitału społecznego. „Spirala nieufności"
zagraża również - jego zdaniem - demokracji, wynosząc do władzy ugrupowa¬
nia populistyczne (tamże, s. 36-37).
Media przyczyniają się również do kształtowania i powielania różnego rodza¬
j u stereotypów. Przykładem takiego działania jest - moim zdaniem - wspomnia¬
ny tekst B. Wojciszke oraz artykuł Z. Pietrasika. Do tej grupy można też zaliczyć
artykuł Jacka Żakowskiego, zatytułowany „Polak, czyli kto?" (Żakowski 2004).
Przytoczone w nim zostały (i opatrzone komentarzem) wyniki badań, przepro¬
wadzonych w 1990 i 2000 roku przez zespół pod kierunkiem Ronalda Ingleharta,
dotyczących wartości i przekonań mieszkańców ponad osiemdziesięciu krajów .
Jak twierdzi J. Żakowski, z badań tych wynika, że Polak jest „globalnym średniakiem" (tamże, s. 4). Szczegółowa analiza wyników badań nie pozwala jednak
- moim zdaniem - na przyjęcie tego twierdzenia za w pełni uzasadnione. Badania
te pokazują bowiem np., że Polacy przodują wśród narodów, dla których bardzo
ważna jest praca. Ideałem jest przy tym praca „dobrze płatna, spokojna, pewna,
szanowana, pozwalająca wykazać się inicjatywą, odpowiedzialna, interesująca,
wykonywana w miłym towarzystwie, dająca szanse rozwoju i promowania sie¬
bie" (tamże, s. 4). Okazuje się też, że Polacy (przynajmniej w deklaracjach)
12

1 2

Obszerny, pięciusetstronicowy, raport - zatytułowany Human Belifs and Values. A crosscultural sourcebook based on the 1999-2002 values survey - ukazał się wiosną 2004 r., pod
redakcją R. Ingleharta i in., w Meksyku (wyd. Siglo X X I Editores) (inf. za: Żakowski 2004, s. 3).

�100

IWONA KABZIŃSKA

- rzadziej niż „porządni Niemcy" - „nie akceptują oszustw podatkowych, brania
łapówek, kłamstw, a nawet jazdy po alkoholu, śmiecenia i przekraczania pręd¬
kości" (tamże, s. 4-5; por. PAP 2005e). O „globalnym średniaku" nie świadczy
również brak zaufania do innych ludzi, zwłaszcza „obcych", jak również do
przedsiębiorców (por. Wilk 2003, s. 17), w tym przypadku bowiem - jak twierdzi
Żakowski - Polacy należą do najbardziej nieufnych narodów na świecie. „Pod
względem zaufania do ludzi idziemy łeb w łeb z mieszkańcami Azerbejdżanu
i Serbii, którzy nie cieszą się najlepszą opinią. W całej powiększonej Unii tylko
Łotysze, Słowacy i Portugalczycy są bardziej nieufni niż my. To częściowo
tłumaczy siłę aferalnych wybuchów targających Polską - czasem z błahych
powodów. Bo ludzie nieufni chętnie wierzą w najgorsze wiadomości o innych"
(Żakowski 2004, s. 5).
Jesteśmy ponadto „skrajnymi samotnikami i indywidualistami. Tylko w 8 kra¬
jach świata ludzie rzadziej utrzymują kontakty towarzyskie niż w Polsce. I to nie
dlatego, że nas na życie towarzyskie nie stać, albo że nie mamy na nie czasu. Po
prostu przyjaciele nie są dla nas ważni [ciekawe, na jakich podstawach oparte
jest to twierdzenie - I.K.]. Należymy do dziesiątki najmniej towarzyskich współ¬
czesnych społeczeństw (tak się składa, że większość z nich mieszka w Europie
Wschodniej)" (tamże, s. 6). Jeżeli już mamy przyjaciół, to „są to głównie przy¬
jaciele z pracy" (tamże). Tezy tej nie potwierdziła Ewa Wilk (2003, s. 7), przeczą
jej również moje doświadczenia i obserwacje.
W wyróżnionym wielkimi literami wstępie do artykułu J. Żakowskiego czy¬
tamy: „Polak wszedł do Europy. Z polskim lękami, kompleksami i pychą. Pycha
mu mówi, że on tę Europę nauczy prawdziwych Wartości. Kompleksy przestrze¬
gają, że w konkurencji z Zachodem nie da sobie rady. Lęk podsuwa wizje wyna¬
rodowienia i skolonizowania Polski przez Zachód. Lęki, kompleksy i pycha to
oczywiste źródła narodowej nerwicy. Ale ta nerwica rośnie przede wszystkim
dlatego, że coraz bardziej fałszywa jest samoświadomość Polaka" (Żakowski
2004, s. 3). Oprócz „kultury narzekania" mamy więc w Polsce „narodową ner¬
wicę", jak również lęki, z którymi „wchodzimy do Europy".
O lękach doświadczanych na co dzień przez Polaków piszą Mariusz Janicki
i Wiesław Władyka. Wzrost poziomu strachu jest - ich zdaniem - wprost pro¬
porcjonalny do ilości wybuchających co chwila afer. Ujawniają one bezlitośnie,
że „Rzeczpospolita wcale nie jest dobrem wspólnym, a dobrem tylko dla nie¬
których", że „Polską rządzą pieniądze niektórych, a nie demokracja wszystkich"
(Janicki, Władyka 2003, s. 13).
Autorzy dowodzą, że lęk towarzyszy wszystkim okresom przełomów, różne
mogą być tylko wywołujące go zjawiska. Przed przyjęciem Polski do Unii Euro¬
pejskiej nasiliły się np. lęki przed wykupieniem polskiej ziemi przez „obcych".
Silny był też (i pozostaje) lęk przed „obcym" kapitałem, nieuczciwie przepro¬
wadzoną reprywatyzacją, jak również przed płynącym z Zachodu zepsuciem
obyczajowym (tamże, s. 10-11). Jednocześnie, jak wynika z badań CBOS,
przeprowadzonych przed akcesją do Unii, a dotyczących bezpieczeństwa kraju,
60% respondentów stwierdziło, że Polska jest zupełnie bezpieczna; jedna trzecia

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

101

badanych obawiała się utraty niepodległości (Unia. 2004). Badania świadczą
0 dominacji postaw pozytywnych, nie można więc mówić generalnie o polskich
lękach. Tymczasem autorzy badań pomijają różnice postaw, pisząc ogólnie o „za¬
chwianiu wiary w Polskę trwale niepodległą", wiążąc to zjawisko z „agresywną
kampanią przeciwko integracji europejskiej" (Unia. 2004; szerzej na ten temat
patrz: Ostrowski, Świątkowska 2003). W ten sposób kreowany jest kolejny
- obok „kultury narzekania" i „narodowej nerwicy" - element stereotypowego
obrazu polskiej rzeczywistości.
O polskich lękach informują dziennikarze „Faktu", wymieniając wśród
„największych bolączek Polaków" obawę przed utratą zdrowia, bezrobociem,
biedą, bankructwem zakładu pracy, utratą domu, wypadkiem. Wiele osób lęka
się o przyszłość swoich dzieci, jak również Polski (KOL i in. 2005, s. 5). Na
pierwszej stronie gazety artykuł został zaanonsowany słowami: „Na co narze¬
kają Polacy". Lęki i obawy utożsamione więc zostały z narzekaniem. Obok
tekstu o polskich lękach/narzekaniach umieszczony został artykuł pt. „Grozi nam
atomowy koszmar", w którym - żeby postraszyć i jeszcze bardziej zasmucić
czytelników - przedstawiono uznany za prawdopodobny scenariusz zamachu,
przy użyciu broni atomowej, jaki mógłby mieć miejsce w centrum Warszawy
(ME, TP 2005, s. 4).
Należałoby wspomnieć, że lęk nie jest zjawiskiem charakterystycznym jedynie
dla społeczeństwa polskiego, jak sugerowałby np. tekst J. Żakowskiego. Do¬
świadczają go także mieszkańcy innych krajów, żyjący w „zimniejącym świecie
konkurencji i pieniądza" (Pietkiewicz 2002, s. 4). W Niemczech np., jeszcze
przed poszerzeniem Unii w 2004 roku, nie ukrywano obaw przed napływem kon­
kurencyjnych pracowników, m.in. rzemieślników, z Polski (Niemiecka droga...
2002, s. 42; PAP 2005, s. 5). Polskich pracowników boją się też np. Austria
1 Dania (Stasiak 2004), a także Francja - na ten temat wiele mówiono m.in. przy
okazji francuskiego referendum dotyczącego akceptacji lub odrzucenia Traktatu
Konstytucyjnego Unii Europejskiej, które odbyło się 29 maja 2005 r. (Bielecki
2005; Vermelin 2005). Według M . Janickiego i W. Władyki, można wręcz mó¬
wić o wspólnocie lęków łączących mieszkańców Europy. Z pewnością jednak
wiele osób nie ma poczucia przynależności do takiej wspólnoty, nie wie też o jej
istnieniu, zwłaszcza jeśli są przekonywane o wyjątkowości polskich lęków.
Autorzy podkreślają, że mimo różnicy skali występowania lęków, ich źródła są
takie same lub podobne (Janicki, Władyka 2003, s. 14). W cytowanym artykule
czytamy również, że jesteśmy ciągle straszeni różnego rodzaju chorobami,
takimi jak SARS czy choroba wściekłych krów (tamże). W prasie znajdujemy
też alarmujące ostrzeżenia przed ptasią grypą, ukąszeniami kleszczy, ukłuciami
komarów, wieloma chorobami zakaźnymi, epidemiami grypy, zapaleniem opon
mózgowych i in. Być może alarmujące informacje na ich temat mają służyć nie
tylko profilaktyce, ale też stworzeniu wspólnot ludzi połączonych lękiem przed
różnymi chorobami. O fenomenie „wspólnoty strachu" mówił amerykański
reżyser Michael Moore. Według niego, istnienie tego zjawiska sprawia, że „cała
populacja zapomina o swoich prawdziwych problemach" (Dedourge 2004, s. 07).

�102

IWONA KABZIŃSKA

Przykładem tworzenia wspólnoty lęków, a zarazem kreowania negatywnego
obrazu świata, może być wystawa World Press Photo, na której od lat prezento¬
wane są (i nagradzane) fotografie ukazujące ludzkie cierpienia, dramaty, negatyw¬
ne zjawiska, takie jak wojny, klęski żywiołowe, skrajne ubóstwo itp. W 2004 r.
jury nagrodziło fotografie ukazujące ludzkie tragedie w Iraku, Biesłanie, a także
- po ataku fali tsunami, 26 grudnia 2004 roku, na wybrzeża południowo-wschod¬
niej Azji. Główną nagrodę zdobył Arko Datta za zdjęcie hinduskiej kobiety,
która rozpacza po śmierci bliskich w wyniku uderzenia śmiercionośnej fali.
W notatce o wystawie i nagrodzonych fotografiach, zamieszczonej w „Fakcie",
słusznie zauważono, że ukazują one wyłącznie przemoc i nieszczęście. „Czyżby
nigdzie nikomu nie przydarzyło się nic radosnego?" - pytają anonimowi autorzy
tekstu (Nieme świadectwa. 2005, s. 14).
O wspólnocie lęków przekonująco pisze Zygmunt Bauman, łącząc to zjawi¬
sko m.in. z procesem odchodzenia od państwa opiekuńczego we współczesnym
świecie, rządzonym przez globalny rynek. W tym „nowym świecie" nie chodzi
- zdaniem Baumana - o „nasze miejsce w społeczeństwie, godność osobistą, sza¬
cunek dla pracy, poczucie własnej wartości, ludzkie zrozumienie i ludzkie trakto¬
wanie", liczy się przede wszystkim nietykalność osób i ich mienia (Bauman 2005,
s. 126). Autor zauważył, że obietnica uwolnienia od różnego rodzaju lęków stała
się dziś niezwykle atrakcyjną ofertą. Lęk został skomercjalizowany; jest wyko¬
rzystywany w reklamach (np. magicznych spray'ów usuwających groźne drobno¬
ustroje z dywanów, albo wybielaczy likwidujących niewidzialny brud), sprzyja też
produkcji urządzeń, które mają zapewnić człowiekowi bezpieczeństwo (kamery
odstraszające obcych, zabezpieczenia samochodów) (Bauman 2005, s. 173-174).
Przykładem komercjalizacji lęków, a zarazem traktowania jak towar ludzkie¬
go nieszczęścia i cierpienia, jest - według mnie - oferta jednego z tajlandzkich
biur podróży, które organizuje wycieczki „śladami tsunami", jakie spustoszyło
wybrzeże Tajlandii w końcu grudnia 2004 roku. W programie jest m.in. złożenie
hołdu ofiarom tragedii i oglądanie świątyni zamienionej na prowizoryczną kost¬
nicę (Metropol 2005, s. 01). Według J. Czapińskiego, oglądanie ludzkich tragedii
jest „naturalnym odruchem każdego człowieka" [!!!] (tamże). Czy właśnie dla¬
tego niemal nazajutrz po kataklizmie spowodowanym tsunami do miejsc, które
zostały nim dotknięte zaczęli napływać turyści, którzy wcześniej zaplanowali
wypoczynkowy wyjazd? Jeśli jest tak, jak twierdzi Czapiński, wspomniane biuro
podróży wyszło po prostu naprzeciw ludzkim potrzebom. Cytowany badacz
podkreślił, że organizacja podróży „śladami tsunami" „nie ma nic wspólnego
z moralnością" (tamże). W ten sposób usprawiedliwione (i zaaprobowane) zostały
działania, które - jak sądzę - nie przez wszystkich mogą być w ten sam sposób
oceniane. Sami pracownicy biura organizującego wspomniane wycieczki podkreś¬
lali, że chodzi im przede wszystkim o zdobycie pieniędzy, które mogłyby pomóc
w szybkim ożywieniu gospodarczym terenów dotkniętych katastrofą (tamże).
Umiejętnie podsycane przez media lęki wydają się być jednym z najbardziej
dotkliwych społecznych kosztów transformacji. Towarzyszy im wzrost zachoro¬
wań na różnego rodzaju choroby, w tym m.in. depresje. Od zakończenia I I wojny

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

3

światowej liczba chorych na tę chorobę wzrosła dziesięciokrotnie (Szymborski
2003, s. 112). W Polsce, w ciągu ostatnich czterech lat, o 30% wzrosła liczba
pacjentów szpitali psychiatrycznych, a liczba osób cierpiących na choroby obja¬
wiające się obniżeniem nastroju wzrosła o 40% (Kołodziejczyk 2004, s. 3). Naj¬
większy wzrost zachorowań - o 235 procent! - odnotowano jednak w przypadku
nerwic i depresji (tamże). Autor wyjaśnia, że choć w wielu środowiskach wizyta
u psychiatry czy psychologa pozostaje wstydliwym problemem , coraz więcej
osób szuka fachowej pomocy - stąd m.in. wyraźny wzrost wspomnianych tu
danych. Jednocześnie prawdą jest, że „coraz więcej ludzi nie daje sobie rady
z psychicznymi obciążeniami" (Kołodziejczyk 2004, s. 3). „Psychiatrzy potwier¬
dzają potoczne doświadczenie: żyjemy w bardzo nerwowych czasach" (tamże).
Zdaniem Urszuli Gil, z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nowym
Mieście nad Pilicą, „pełno teraz depresji rujnujących zdrowie, schizofrenii,
apatii i bezradności życiowej tak porażającej, że w zdrowych przedziałach zu¬
pełnie się ona nie mieści. Kiedyś tego aż w takich rozmiarach nie było" (cyt. za:
Pietkiewicz 2002, s. 36).
Wysoką cenę płacą ludzie młodzi, od dziecka wychowywani w warunkach
bezwzględnej konkurencji. Jak twierdzi psycholog Magdalena Wójcik, „dzieciń¬
stwo bywa szkółką późniejszych depresji" (Kołodziejczyk 2004, s. 4). „Współ¬
czesne wzorce społeczne - pisze M . Kołodziejczyk - nakazują młodym wejść
w dorosłość śmiało i pewnie. Od tego momentu życie powinno być nieustającym
sukcesem zawodowym, najlepiej okraszonym dużymi pieniędzmi, szczęśliwą
rodziną i domem w dobrej dzielnicy. Cel jest więc jasno wytyczony, brak tylko
instrukcji jego osiągnięcia" (tamże).
Zdaniem Bogusława Harata z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii,
obecnie można mówić o dominacji „uzależnieniowej wizji świata" (wcześniej
mówiono m. in. o relacjach społecznych w kategoriach neurotyzacji, potem
- o schizofrenizacji i o „depresjogennych stosunkach społecznych"). Uzależnieniowa wizja świata łączy się z odchodzeniem od „postaw ascetyczno-wyrzeczeniowych" i wybieraniem postaw hedonistyczno-konsumpcyjnych, dających - lub ma¬
jących zapewnić - poczucie szczęścia i wolności (cyt. za: Niezgoda 2004, s. 87).
Coraz więcej osób poszukuje pomocy u wróżek i tzw. jasnowidzów. Ich proble¬
my bardzo często mają związek z obecnymi przemianami. Wśród poszukujących
pomocy są przy tym zarówno osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji, jak
i ci, którym dobrze się powodzi, chcieliby jednak poprawić swój stan posiada¬
nia lub przynajmniej zachować to, co mają. Jak powiedziała jedna z wróżek:
„Biznesmeni proszą o typy na giełdę i informacje o księgowym, czy nie kręci na
lewo. Ostatnio jednak klienci dopytują się o grupowe zwolnienia, a bezrobotni
proszą o informacje o ewentualnej posadzie" (Winnicka 2002, s. 77). Zdaniem
innej kobiety zajmującej się wróżeniem, można mówić o „eskalacji strachu wśród
13

1 3

Najwięcej (77%) osób „stroni od wizyt u psychiatry, bo wstydzą się opinii otoczenia («co
inni ludzie o nas pomyślą*)". Jednocześnie taki sam procent deklaruje pozytywny stosunek do
chorych psychicznie sąsiadów (Kołodziejczyk 2004, s. 4).

�IWONA KABZIŃSKA

104

klientów", jak również o „eskalacji biedy i bezradności" (tamże, s. 78). Jeszcze
inna wróżka stwierdziła, że „przełomem był 1994 r. Od tego czasu ludność
zaczęła bać się przyszłości. Wcześniej wykazywała niezwykłą, ponadnaturalną
wiarę w rzeczywistość. - «A teraz zgubiła się w realu»" (tamże). Nie wiadomo
dlaczego akurat rok 1994 został uznany za przełomowy w sposobie widzenia
rzeczywistości. Trudno też zgodzić się z twierdzeniem o „niezwykłej wierze
w rzeczywistość", jaka miała cechować ludzkość zanim nastąpił ów przełomowy
moment dziejów. Prawdziwa jest natomiast z pewnością informacja o wzroście
poziomu strachu.
O rosnącej popularności różnego typu działań magicznych w dzisiejszych
czasach pisze Z. Grębecka. Jest to związane z „biedą, poczuciem bezradności
i zagubieniem w problemach codziennej egzystencji" (patrz też cytowany przez
nią Bystroń 1980, s. 78-80). Zainteresowaniu magią sprzyja również zmiana
modelu życia, a zwłaszcza oczekiwanie, że będzie ono przede wszystkim łatwe
i przyjemne . Można dodać, że na kształtowanie konsumpcyjno-hedonistycznego
stylu życia bardzo silnie wpływają sugestywne reklamy, jak też np. opisywane
w prasie przykłady z życia gwiazd i innych sławnych osób.
Grębecka zauważa, że coraz więcej ludzi jest przekonanych, iż należą im się
różnego rodzaju dobra, zarówno materialne, jak i np. „powodzenie, sukces, do¬
statek, tak czy inaczej rozumiana samorealizacja. [ . ] pozbawienie ich kogoś
jest nieomal naruszeniem praw człowieka. Dostępność i łatwość w zdobywa¬
niu dóbr sprawia, że brak owych dóbr powoduje sprzeciw i jest traktowane jako
niezasłużona krzywda. [ . ] " .
Zapytałam pewnego specjalistę od reklamy, jaki jest sens reklamowania to¬
warów niedostępnych, z uwagi na cenę, dla znacznej większości społeczeństwa
(chodziło mi nie tylko o towary zaliczane do luksusowych, ale też np. o różne
rodzaje kosmetyków lub artykułów spożywczych, których kupno przekracza
możliwości wielu osób). W odpowiedzi usłyszałam, że ważna jest nie tylko sprze¬
daż reklamowanych towarów, ale też wywoływanie frustracji u tych, którzy
nie mogą sobie na nie pozwolić. Stąd - jak sądzę - widoczna w niektórych rekla¬
mach determinacja osób, które rozbijają szybę wystawową w zamkniętym skle¬
pie, by natychmiast napić się ulubionego napoju, zdobyć gumę do żucia, loda
lub smakowity wafelek. Stąd - przypadki zabójstw spowodowane zazdrością
o to, że komuś się lepiej powodzi. Frustracja rodzi się bowiem nie tylko z po¬
wodu braku dostępu do określonych towarów. Pojawia się też, gdy marzenia
zderzają się z rzeczywistością, gdy nie można osiągnąć poziomu życia i modelu
lansowanego przez media i reklamy, kreujące postawy współzawodnictwa pole¬
gającego na nabywaniu określonych dóbr, tak by wzbudzić zazdrość innych osób,
wyróżnić się, zająć wysokie miejsce w różnego typu rankingach, budować swój
prestiż mając jak najwięcej i móc sobie pozwolić na częste zmiany. Nieważne, że
udział w tych „zawodach" powoduje wzrost stresów, nerwic, lęków, depresji
14

1 5

1 4

1 5

Z. Grębecka, op. cit., s. 246.
Z. Grębecka, op. cit., s. 246.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

5

i rozmaitych chorób psychicznych. Można temu zaradzić! Istnieje mnóstwo leków,
produkowanych zarówno przez przemysł farmaceutyczny, jak i oferowanych
przez tzw. medycynę naturalną.
Jesienią 2004 r., w jednym z warszawskich sklepów znalazłam ulotkę zachę¬
cającą do zakupu olejków eterycznych używanych w aromaterapii. Oferta obej¬
mowała czterdzieści olejków mających wspomagać leczenie w różnego rodzaju
schorzeniach. Nie jest - jak sądzę - przypadkiem, że przy dwudziestu spośród
nich widniała informacja o korzystnym działaniu terapeutycznym w tak częstych
w naszych czasach stanach lękowych i depresji. Lęki i depresje były przy tym
wymienione na pierwszym miejscu wśród chorób, do których zwalczania ma
się przyczynić aromaterapia i odpowiednio dobrany olejek. Sądzę, że mamy
tu kolejny przykład komercjalizacji społecznych bolączek. Któż bowiem nie
chciałby uwolnić się od trapiących go dolegliwości za pomocą kilku kropli pach¬
nącego olejku?
Niedawno w Warszawie, na słupach elektrycznych i przystankach autobuso¬
wych, zauważyłam reklamy szczepionki, która ma zlikwidować stres. Jest to ko¬
lejny przykład „handlu marzeniami" i „komercjalizacji lęków".
Różnego typu lęki nie są tylko problemem pojedynczych osób i ich rodzin.
Mają one także istotny wymiar społeczny. Niepewność jutra i negatywna wizja
przyszłości są często jednym z podstawowych czynników wpływających na de¬
cyzję o rezygnacji z posiadania potomstwa. Zdaniem J. Żakowskiego, „zerwa­
nie naturalnego następstwa pokoleń jest może najwyższą ceną, jaką płacimy
za transformację i model cywilizacyjny Zachodu" (Żakowski 2004, s. 3; podkr.
I.K.). Przyczyną, dla której wiele kobiet świadomie rezygnuje z urodzenia dziec¬
ka jest bardzo trudna sytuacja na rynku pracy, ubożenie społeczeństwa, wzrost
kosztów utrzymania i wykształcenia dzieci, brak osłony socjalnej i ochrony osób
wychowujących dzieci (tamże). Z badań przeprowadzonych przez SMG/KRC na
zlecenie Fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że „co trzecia (33 proc.) Polka
obawia się wydatków związanych z ciążą, porodem i utrzymaniem dziecka"
(PAP 2005, s. 2). Kobiety nie decydują się na dziecko z lęku przed utratą pracy,
albo też dlatego, że tej pracy nie mają. Ważnym czynnikiem jest również trudna
sytuacja mieszkaniowa (PAP 2005b, s. 2). Jednocześnie upowszechnia się nowy
model zachowań, w którym „posiadanie i wychowywanie dzieci przestało być
oczywistym celem dobrego ludzkiego życia, bo żadne oczywiste cele - poza
własnym spełnieniem - na ogół już nie istnieją" (Żakowski 2004, s. 4).
Obniżający się z roku na rok przyrost naturalny uznany został za „bezdzietną
katastrofę" (PAP/MS 2004, s. 1). Grozi ona brakiem rodzimych rąk do pracy
i powoduje konieczność uzupełnienia ich przez imigrantów (Żakowski 2004, s. 3) .
Autor twierdzi, że „w potocznej opinii Polaków głównym źródłem problemu
16

1 6

Według danych ONZ, „dla zatrzymania procesu starzenia się populacji do Europy musia¬
łoby napłynąć średnio 27 milionów imigrantów rocznie. Populacja Europy w 2050 r. wynosiłaby
wówczas 2,3 mld, z czego 1,7 mld stanowiliby imigranci, którzy przybyli po 1995 r., i ich potom­
kowie" (Żakowski 2004, s. 3).

�106

IWONA KABZIŃSKA

[malejącej dzietności] jest szok transformacji. Bo dzieci zaczęło brakować, gdy
skończył się socjalizm. Pojawiło się bezrobocie [...] dzień pracy zaczął się wy­
dłużać, spora część społeczeństwa biedniała, zabezpieczenia społeczne znikały,
koszty edukacji rosły, słabła ochrona pracowników, także wychowujących dzieci.
Krótko mówiąc, zapanowała niepewność, którą większość z nas kojarzy z trans­
formacją" (tamże). Żakowski podkreśla, że wspomniany tu problem ma inne, nie
mniej ważne, przyczyny. Powołuje się on na teorię „drugiego przejścia demogra­
ficznego", stworzoną przez Dirka van der Kaa, zgodnie z którą, „ludzie są coraz
bardziej skoncentrowani na sobie, na samorealizacji, samoafirmacji - na swojej
karierze, rozwoju, konsumpcji, przyjemnościach - a coraz mniej na obowiązkach
dawniej uważanych za oczywistą powinność. [ . ] żadne oczywiste cele - poza
własnym spełnieniem - na ogół już nie istnieją. [...] Człowiek nowoczesny speł­
niał się przede wszystkim w dzieciach. Człowiek ponowoczesny sprawdza się
i realizuje sam" (Żakowski 2004, s. 4).
Żakowski zwraca uwagę, że „teoria «drugiego przejścia demograficznego^
kładzie nacisk na głębokie procesy kulturowe" (tamże). Można jednak zapytać,
czy nie jest przypadkiem tak, że owa samorealizacja, koncentracja na sobie
i samoafirmacja są często wymuszone przez warunki ekonomiczne, szok trans¬
formacji i brak nadziei na poprawę? Nie jest przecież prawdą, że młodzi ludzie
generalnie nie chcą mieć dzieci. Z tego, co wiem, rodzina ciągle stanowi dla nich
jedną z największych wartości. Być może wiele osób rezygnuje z posiadania
dzieci nie dlatego, że ich marzeniem jest samorealizacja zawodowa, swoboda,
brak obowiązków, lecz bolesna konieczność „utrzymywania się na powierzchni",
niepewność jutra, lęk przed przyszłością, brak polityki prorodzinnej i życie
w warunkach, które nie zachęcają do założenia rodziny.
Pomysł, by płacić matkom tzw. becikowe za każde urodzone dziecko - zgło¬
szony na początku 2005 roku przez Ligę Polskich Rodzin - na pewno nie roz¬
wiązałby problemu, konieczne są bowiem głębokie zmiany systemowe, np. takie,
jakie przeprowadzone zostały w Finlandii i innych państwach skandynawskich,
a także w krajach Beneluksu (szerzej patrz: Saxonberg 2004; Szelewa 2004; por.
Żakowski 2004, s. 5-6;).
Sprawa „becikowego" wywołała burzliwą dyskusję. Cezary Miżejewski, wice¬
minister polityki społecznej, stwierdził np., że „nie zwiększy [ono] liczby uro¬
dzeń, a może doprowadzić do patologii: rodzenia dzieci dla pieniędzy" (PAP
2005, s. 2). Jeden z czytelników „Metropolu" napisał: „Zamiast dawać nam tzw.
becikowe za urodzenie dziecka, niech lepiej nam ta banda darmozjadów poprawi
sytuację socjalną. Co mi z tych 5 tys. zł? Nawet jak kupiłbym za nie wyprawkę
dla dziecka, to i tak nie będzie mnie stać na jego utrzymanie" (Strona czytelni¬
ków... 31.01.2005, s. 08). Do wypłat za urodzenie dziecka negatywnie odniósł
się też inny czytelnik, który przewidywał „powołanie resortu «becikowego»,
lokalnych struktur i urzędów «becikowych», na których utrzymanie zostaną
17

1 7

Początkowo każda matka miała otrzymać 5000 zł., kolejne propozycje mówiły o 2500,
a potem o 1500 zł.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

7

ściągnięte kolejne pieniądze w postaci podatków od osób prywatnych i przedsię¬
biorstw" (Strona czytelników... 24.01.2005, s. 08). Inna czytelniczka skrytyko¬
wała wypowiedź kobiety, która postulowała, by zamiast wypłacania „becikowego" przedłużyć urlop macierzyński, i spytała: „A co z kobietami, które nie pracują
na etacie, ale np. na umowę zlecenie, prowadzą dom albo własną działalność
gospodarczą? One nie mają urlopu macierzyńskiego: czy zatem nie należy im
się żadne wsparcie?" (Strona czytelników. 31. 01. 2005, s. 08). Pozytywnie
o „becikowym" wypowiadały się również osoby, z którymi rozmawiała dzienni¬
karka „Faktu" (Bartosek-Środa 2005).
Moim zdaniem, dyskusja na temat wypłacania „becikowego", z którego
w końcu nic nie wyszło, była typowym „tematem zastępczym", jak też chwytem
przedwyborczym. Ujawniła jednak część społecznych nastrojów, lęków i frustra¬
cji, jak też różnic postaw - od koncentracji na własnych interesach i przedsta¬
wianiu zjawisk patologicznych w taki sposób, jakby były one normą po potrzeby
głębokich reform społecznych.
Jedną z istotnych przyczyn, dla których wiele kobiet nie decyduje się na
urodzenie dziecka jest - tak charakterystyczny dla obecnych czasów - brak
poczucia bezpieczeństwa, niepewność jutra. Wielu polityków dostrzega nega¬
tywne skutki takich odczuć i przekonań, podkreślając jak ważne jest „bezpie¬
czeństwo w transformacji". Mówił o tym np. premier Dolnej Saksonii, Sigmar
Gabriel, nie wskazując jednak sposobów, które umożliwiłyby osiągnięcie tego
stanu. Podkreślił on też, że trzeba odróżnić „bezpieczeństwo w transformacji" od
„bezpieczeństwa przed transformacją" i dodał, że mówienie o „bezpieczeństwie
przed transformacją" byłoby kłamstwem (Niemiecka droga. 2002, s. 42).
A „bezpieczeństwo w transformacji"? Czy istotnie można je zapewnić?
Doświadczany przez wiele osób brak bezpieczeństwa w transformacji jest,
niestety, faktem, podobnie jak rosnące bezrobocie, nasilona migracja o charakterze
zarobkowym, ubożenie dużej części społeczeństwa, spadek zaufania do wielu
instytucji, wzrost przestępczości, pogłębiające się frustracje i lęki (nie można
jednak mówić wyłącznie o polskich lękach).

„ŻYCIE OBOK PAŃSTWA, A NAWET WBREW N I E M U "

Bardzo mocno rysują się dziś w naszym społeczeństwie podziały na sferę
publiczną i prywatną. Wskazują na to m.in. autorzy raportu „Diagnoza społeczna
2003". Ich zdaniem, „Polacy żyją obok swojego państwa, a nawet wbrew niemu.
Postawili na siebie: «na edukację, nowoczesne technologie komunikacyjne i zdro¬
wie, coraz więcej inwestują w te dziedziny. Gonią cywilizacyjnie na własną rękę
zamożne społeczeństwa zachodnie». To, co im się naprawdę coraz mniej po¬
doba, to sytuacja kraju oraz jego perspektywy. Ciągle rośnie odsetek osób prze¬
świadczonych, że zmiany po 1989 r. negatywnie wpłynęły na ich życie (68 proc.),
tylko 6 proc. Polaków ocenia reformy jako udane" (Wilk 2003, s. 7). „Jesteśmy
przekonani, że pomyślny bieg spraw zawdzięczamy głównie sobie (76,5 proc.),

�108

IWONA KABZIŃSKA

a jeśli coś idzie kiepsko, to jest to wina losu (50 proc.) i władz (39 proc.)" (tamże).
Moim zdaniem, twierdzenie, iż „Polacy żyją obok swego państwa, a nawet
wbrew niemu" jest próbą kreowania kolejnego elementu stereotypowego wize¬
runku społeczeństwa. Czy można bowiem mówić - generalnie - o życiu obok
państwa, jeśli część obywateli (i to, jak sądzę, niemała) śledzi uważnie i ocenia
występujące tu zjawiska, a także zadaje sobie pytania o przyszłość kraju, w którym
mieszka? To, że wiele osób „bierze sprawy w swoje ręce" niekoniecznie musi
świadczyć o „życiu obok państwa", czy „wbrew niemu". Może to być po prostu
efekt zmian, umożliwiających dokonywanie różnych wyborów, a zarazem skutek
coraz słabiej działającego państwa opiekuńczego i jego instytucji.
„Obok państwa" z pewnością nie żyje ta część społeczeństwa, która oczekuje
od niego opieki socjalnej (i z tej opieki korzysta). Liczy też na pomocy w roz¬
wiązaniu problemów, zwłaszcza takich jak bezrobocie, ubóstwo, brak mieszkań,
opieka zdrowotna, rosnące koszty edukacji i in. Można też spotkać się z przeko¬
naniem, że państwo jest winne różnego typu bolączkom, z którymi boryka się
polskie społeczeństwo (patrz np. Bendyk 2005, s. 42; Podgórska i in. 2002, s. 30).
Taką opinię usłyszałam również jesienią 2004 na bazarku, na którym robiłam
zakupy. Pani sprzedająca owoce - w rozmowie z inną kobietą - stwierdziła
z przekonaniem, że gdyby polskie władze chciały zlikwidować bezrobocie, zro¬
biłyby to bez trudu. Skrytykowała jednocześnie zatrudnianie cudzoziemców, jak
również przymusową migrację tysięcy Polaków „za chlebem".
W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, rośnie przepaść między spo¬
łecznymi oczekiwaniami i naciskami na państwo, a jego możliwościami, a może
też chęciami (por. uwagi Z. Baumana o odchodzeniu od państwa opiekuńczego;
Bauman 2005). Coraz bardziej ograniczane są też możliwości działania „państw
narodowych w warunkach ostrej konkurencji globalizacyjnej i gospodarki ryn¬
kowej. [...] Nie oznacza to, że rosnące potrzeby nie mogą być zaspokajane [ . . . ] .
Może to [jednak] osiągnąć państwo dostatecznie uczciwe i współdziałające
z silnym społeczeństwem obywatelskim przez samorządy, różne korporacje,
związki i stowarzyszenia. Do takiego państwa droga Polski jeszcze daleka [ . . . ] "
(Wielowieyski 2004, s. 107).
Opinię o odpowiedzialności państwa za tak poważny problem, jakim jest bez¬
robocie podzielają też niektórzy dziennikarze (Bolibrzuch 2002) i eksperci.
Zdaniem Krzysztofa Dzierżawskiego, z Centrum im. Adama Smitha, „nie ma
żadnego logicznego uzasadnienia dla istnienia bezrobocia. Mówienie o czynni¬
kach obiektywnych, np. takich jak wyż demograficzny, jest najzwyczajniejszą
w świecie bzdurą. [ . ] Ludzie nie mają pracy, bo skrępowana głupimi przepisami
gospodarka nie może normalnie funkcjonować, a nie dlatego, że w ich roczniku
18

1 8

Autorka zwraca uwagę na brak koncepcji w zwalczaniu bezrobocia i nieskuteczne przej¬
mowanie zachodnich wzorów bez uwzględniania różnic w charakterze gospodarki lub np. stop¬
nia zaawansowania restrukturyzacji (patrz też: Polski bezrobotny... 2002). Antoni Rajkiewicz
pisze natomiast o braku zainteresowania rodzimymi propozycjami (np. programem opracowa¬
nym przez prof. Mieczysława Kabaja), które mogłyby zahamować „marnotrawstwo pracy i dezaktywizację w Polsce" (Rajkiewicz 2004, s. 189; por. Reanimacja tygrysa 2005).

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

109

urodziło się więcej osób niż w poprzednich" (Państwo tworzy... 2002, s. 19; por.
Reanimacja tygrysa 2005). Autor twierdzi, że w „gospodarce typu zachodniego,
rynkowego, wystarczającym warunkiem do powstania miejsc pracy jest istnienie
rąk do pracy. Jeśli ten warunek jest spełniony, a mimo to trzy miliony osób nie
mogą znaleźć zatrudnienia, to oznaka patologii, a nie normalności" (tamże).
Moim zdaniem, K. Dzierżawski idealizuje „gospodarkę typu zachodniego".
Wiadomo bowiem, że także w wielu krajach zachodnich wzrasta bezrobocie, stąd
m.in. wspomniane obawy przed napływem konkurencyjnej siły roboczej z państw
„nowej Unii" i spoza niej. Jak podaje Leszek Gilejko, „pod koniec ubiegłej de¬
kady bezrobocie w krajach zaliczanych do grupy o niskiej i najniższej stopie
zatrudnienia wynosiło: w Hiszpanii 15,9%, we Włoszech i we Francji po 11,8%,
w Finlandii 10,3% (Gilejko 2004, s. 162). W krajach Europy Zachodniej bezro­
bocie należy do najważniejszych problemów. Jego efektem jest m.in. powstanie
„nowej podklasy społecznej" i związane z tym zjawisko wykluczenia oraz izolacji
osób nie mających pracy. Podobny procesy występuje w Polsce, gdzie „pojawia
się szeroka rzesza ludzi trwale marginalizowanych i zdeprywowanych, znajdują¬
cych się coraz bardziej poza głównym nurtem życia społecznego. [...] Mamy
[przy tym] do czynienia ze zjawiskiem marginalizacji całych rejonów kraju"
(Błaszczyk 2004, s. 181). Innego zdania na temat bezrobocia w krajach unijnych
jest Antoni Rajkiewicz. Twierdzi on, że można mówić o wzroście liczby pracują¬
cych w tych krajach osób. Według niego, „od 1995 r. do 2002 przyrost zatrudnie¬
nia wyniósł 13,6 mln osób, [...] zaś stopa bezrobocia spadła z 10,7% do 7,6%.
[ . ] wszystkie kraje UE korzystały [przy tym] z imigracji zarobkowej (w tym
również i z Polski)" (Rajkiewicz 2004, s. 187). Trudno powiedzieć, co jest przy¬
czyną rozbieżności stanowisk. Być może cytowani tu autorzy korzystali z róż¬
nych źródeł, zawierających tak odmienne informacje.
Prasa donosi o pogarszającej się sytuacji na rynku pracy w USA. Wprawdzie
oficjalnie nie występuje tam bezrobocie, pogłębia się jednak zjawisko polegające
na likwidacji wielu sektorów gospodarki, którego następstwem jest przymus
podejmowania jakiejkolwiek pracy przez osoby zatrudnione dotychczas w tych
sektorach (najczęściej znacznie gorzej płatnej) i „degradacja społeczna całych
grup, które jeszcze do niedawna z dumą mieniły się klasą średnią" (Bendyk 2005,
s. 41; autor powołuje się m.in. na prace Barbary Ehrenreich, Nickel and Dimed
oraz Dale'a Maharidge'a, Homeland. Wspomina też, że podobne zjawisko ma
miejsce we Francji; Piszą o tym Luc Boltanski i Eve Chiapello w pracy Le nouvel
esprit du capitalisme).
Wróćmy jednak na rodzimy grunt. Do głosów obarczających rządzących winą
za polskie bezrobocie przyłączył się biskup tarnowski Wiktor Skworc. Jego zda¬
niem, „po 1989 r. żaden gabinet nie zajął się tym problemem" (Drwal 2003, s. 5).
Biskup Skworc - podobnie jak K. Dzierżawski - zauważył również, że „mimo
wielu lat, jakie minęły od czasu zmiany systemu politycznego w Polsce, nie roz¬
winęła się klasa ludzi średnio zarabiających. [ . ] sytuacja ekonomiczna nie
sprzyja działalności gospodarczej. Zbyt wysokie podatki zniechęcają pracodaw¬
ców do tworzenia nowych miejsc pracy" (tamże). Zdaniem bp. Skworca, „trzeba

�110

IWONA KABZIŃSKA

apelować do rządu i parlamentu, by podjęli gruntowną reformę państwa, gdyż
dryfuje ono ku katastrofie" (tamże).
Dane GUS nie pozostawiają wątpliwości. Bezrobocie systematycznie rośnie.
W końcu 1990 r. wynosiło ono 6,5%, w 1993 - 16,4%, w 2000 - 15,1%, w 2001
- 17,4% (Bezrobocie 2002, s. 8). Według Narodowego Spisu Powszechnego, bez
pracy oficjalnie pozostawało 3,5-3,6 miliona Polaków (Gilejko 2004, s. 152;
Janicki, Wilk 2003, s. 20). Jak podaje PAP, w grudniu 2004 r. stopa bezrobocia
wzrosła do 19,0% z 18,7% w listopadzie tegoż roku. Liczba bezrobotnych wy¬
niosła 2990 tys. i w stosunku do listopada 2004 wzrosła o 57,1 tys. osób (PAP
2005d, s. 06). Według Edwina Bendyka, bez pracy pozostaje [...] 19,4% zawo¬
dowo czynnych Polaków; „ponad milion z nich nie pracuje już ponad 24 miesią¬
ce" (Bendyk 2005, s. 40). Należy zwrócić uwagę na wzrost bezrobocia w dużych
miastach, również w stolicy, która jeszcze do niedawna wydawała się być miejs¬
cem, gdzie stosunkowo łatwo znaleźć pracę. W 2002 r. na jedną ofertę pracy
chętnych było tu 250 osób. W skali kraju wskaźnik ten wynosił 357 bezrobot¬
nych. Najgorzej było w woj. świętokrzyskim, gdzie o jedno miejsce pracy ubie¬
gało się 1400 osób (Metropol 2002, s. 8). Rośnie też zjawisko bezrobocia wśród
osób z wyższym wykształceniem i osób młodych, do 24 roku życia. E. Bendyk
podkreśla, że „choć bezrobotnych jest ok. 20 proc. Polaków w wieku produkcyj¬
nym, to pracuje tylko 52 proc. (najniższy wskaźnik w UE). Brakujące 28 proc. to
w dużej mierze pracownicy «dezaktywowani» m.in. za pomocą wcześniejszych
emerytur i rent. Na dodatek liczba bezrobotnych może się znacznie zwiększyć
wskutek spadku zatrudnienia w rolnictwie. Rolnicy są najmniej produktywną
grupą w Polsce. Stanowią oni 19 proc. zawodowo czynnych, ale wytwarzają
tylko 3 proc. PKB" (Bendyk 2005, s. 40).
Bezrobocie nie może być postrzegane jedynie jako ujęte w liczby zjawisko
społeczne, będące wynikiem określonych procesów rynkowych i jedną z cech
gospodarki kapitalistycznej oraz obecnej transformacji. Za wskaźnikami, cyframi,
wykresami itp. kryją się bowiem ludzie, ich dramaty, lęki, rodzinne i osobiste
tragedie, a wreszcie - patologie. Na konieczność dostrzegania tragedii ludzi
dotkniętych bezrobociem i ich najbliższych zwracają m.in. uwagę autorzy tek¬
stów opublikowanych w 11 numerze czasopisma pt. „Znaki nowych czasów"
(z 2004 roku). Dramaty niewielkiej części bezrobotnych ukazują także pamięt¬
niki, jakie napłynęły na konkurs ogłoszony przez Szkołę Główną Handlową
w 2000 roku. Pomysłodawcą był dr Andrzej Budzyński. Postanowił on powtórzyć
konkurs na pamiętniki bezrobotnych, przeprowadzony w 1933 roku przez Insty¬
tut Gospodarstwa Społecznego AGH. Na zorganizowany przez niego konkurs
wpłynęło 1700 wypowiedzi. Najwięcej (174) z woj. dolnośląskiego, nieco mniej
z woj. wielkopolskiego i mazowieckiego. Wśród uczestników zdecydowanie
przeważały kobiety (1192). Większość osób pochodziła z miast, ze wsi nadesłano
377 prac (Dominik 2003, s. 88).
Pamiętniki bezrobotnych są analizowane przez naukowców (psychologów,
socjologów, historyków i ekonomistów). Interesuje ich m.in. wpływ bezrobocia
na życie rodzin i poszczególnych osób. Jak stwierdził A. Budzyński, „Już przy

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

111

pierwszej lekturze rzuca się w oczy fakt, że system pomocy dla osób bezrobotnych
funkcjonuje w Polsce niedostatecznie. [ . ] Widać też wyraźnie, że tam, gdzie jest
bezrobocie pojawiają się firmy żerujące na ludzkiej bezradności i naiwności" (cyt.
za: Dominik 2003, s. 88). A. Budzyński stwierdził, że „pisanie pamiętnika pomo¬
gło niektórym ludziom ogarnąć ich rozklekotane życie i przyniosło ulgę" (tamże).
Opublikowane przed wojną pamiętniki bezrobotnych „stały się wstrząsem dla
opinii publicznej" (Dominik 2003, s. 88). Czy podobna byłaby reakcja polskiego
społeczeństwa na publikację tekstów, jakie napłynęły na konkurs przeprowadzo¬
ny w I I I Rzeczypospolitej? Jeśli wierzyć sondażom, z których wynika, że młode
pokolenie Polaków znacznie rzadziej współczuje innym ludziom, niż pokolenie
średnie i starsze; jest zdecydowanie mniej altruistyczne i empatyczne (Wnuczka
Polka. 2003, s. 68) nie należy oczekiwać wstrząsu, ani też nadmiernego współ¬
czucia, czy zainteresowania sytuacją osób pozostających bez pracy, bardzo
często nie z własnej winy. Sondaże mówią jednak tylko o pewnych tendencjach,
nie oddając złożonej materii rzeczywistości, pozostawiając zarazem miejsce na
inne wybory, zaskoczenie i „przypadek".
Uczestnicy konkursu stanowią niewielki odsetek bezrobotnych. Na podstawie
ich wypowiedzi nie można więc wnioskować o całości zjawiska, które dotyka
ponad 3 miliony osób. Życie większości z nich od dawna pozostaje „rozklekota¬
ne". Tak naprawdę tylko bezrobotni i ich najbliżsi wiedzą, jaką cenę płacą ci,
którzy chcą pracować, a nie mogą znaleźć pracy, kiedy poszukiwania się prze¬
dłużają, gdy opadają ręce i gaśnie nadzieja, pojawia się obezwładniający lęk,
utrata sensu życia, świadomość przegranej.
Jeden z uczestników konkursu na pamiętniki bezrobotnych, Stefan Litwinowicz z Gdańska, napisał: „Psychicznie człowiek czuje się źle. Zewsząd wieje
pustką, nudą i beznadzieją. Przychodzą różne złe myśli do głowy - nieraz szalone
i niebezpieczne. Człowiek stara się je w sobie stłumić i na siłę odbudować wiarę
w jakąkolwiek przyszłość" (Dominik 2003, s. 89). Inna uczestniczka, Elżbieta
Tomala z Częstochowy, stwierdziła: „Czuję się nikim. Sponiewieraną, niepotrzeb¬
ną nikomu osobą, która nie wie, po co żyje, bo nie ma żadnego celu w życiu.
Dzień mija za dniem i nic się nie dzieje" (tamże). I jeszcze kilka wypowiedzi
ukazujących cenę, jaką płacą bezrobotni: „Zauważyłem u siebie oznaki zobojęt¬
nienia. Obojętne jest mi, czy jestem ogolony, czy nie. Czy mam czystą koszulę,
spodnie. Nie wychodzę z domu. Leżę całymi godzinami i myślę o tym, co było
i będzie, Nie zależy mi nawet na życiu"; „Jestem bezrobotnym magistrem
administracji i nie potrafię wytłumaczyć dzieciom, dlaczego warto się uczyć";
„Jak jesteś bez pracy, to śni ci się czerń. Nie kawa, ciastko, kobieta, tylko czerń.
Budzisz się o 5 nad ranem na czarno. Teraz mam pracę i dalej budzę się na
czarno, bo już znam ten pierdolony stan. Wiem, jak to boli" (tamże, s. 90).
Ludzie, którzy nie mają pracy i którzy muszą korzystać z pomocy innych
często czują się zbędni, bezwartościowi, bezużyteczni, odrzuceni przez społe¬
czeństwo. Wstydzą się konieczności wyciągania ręki po pomoc (por. Bauman
2005, s. 153; Pietkiewicz 2002, s. 36; Weinerova 1994). Cytowane tu wypowiedzi
dają jedynie ogólne pojęcie o gorzkim smaku bezrobocia, sytuacji ludzi, którzy

�112

IWONA KABZIŃSKA

chcą pracować, mają kwalifikacje, a z różnych powodów nie mogą znaleźć pracy,
nie tylko takiej, która pozwoliłaby im na zaspokojenie podstawowych potrzeb,
utrzymanie rodziny, ale - jakiejkolwiek. Prawdziwy dramat bezrobotnych jest
jednak trudny do opisania. Tak naprawdę znają go tylko oni.
Zygmunt Bauman pisze o gwałtownie rosnącej grupie „ludzi-odpadów", „ludzi
wykluczonych", o zbędnych nadwyżkach, z którymi nie wiadomo, co zrobić
(Bauman 2005, s. 154-155, 167). Można się tylko domyślać, jak się czują i co
przeżywają ludzie traktowani na równi z odpadami przemysłowymi, śmieciami.
Miałam okazję poznać kilkanaście osób, które długo szukały pracy lub ciągle
jej szukają. Nie potrafię opisać ich przeżyć, doświadczeń, lęków o przyszłość.
Młoda dziewczyna, która po ukończeniu wyższych studiów w Warszawie przez
rok szukała w miarę stałego zajęcia, powiedziała mi: „Nie wiem, jak przeżyję to
ż y c i e . " W końcu znalazła „stałą", choć niskopłatną, pracę. Już kilka razy prze¬
dłużono jej umowę, wciąż jednak żyje w niepewności, co będzie dalej, tym bar¬
dziej, że „firma", w której pracuje ma poważne kłopoty finansowe. Podobnie
jak tysiące innych młodych ludzi nie zakłada rodziny, nie chce bowiem znaleźć
się w sytuacji, w której nie będzie miała środków do życia i jej najbliżsi odczują
to boleśnie. Nie liczy na dobrze sytuowanego męża, który zapewniłby rodzinie
stabilizację finansową.
Brak pracy rodzi uczucie zazdrości wobec tych, którzy pracę mają, dostają za
nią wynagrodzenie, nawet jeśli nie wystarcza ono na pokrycie podstawowych
potrzeb i trzeba pożyczać pieniądze. Ważne jest jednak posiadanie w miarę stałego
źródła dochodu, także wówczas, gdy jest on minimalny.
Z cytowanych wypowiedzi bezrobotnych, nadesłanych na konkurs ogłoszony
przez AGH, wynika, że praca nadaje sens życiu, pozwala lepiej myśleć o sobie,
dowartościowuje człowieka. Praca staje się wartością samą w sobie, szczególnie
pożądanym i poszukiwanym dobrem, nawet jeśli jest słabo płatna, dorywcza,
nawet jeśli panujące w niej stosunki są źródłem nerwic, lęków i powodów do
niezadowolenia. W najwyższej cenie jest praca stała, dziś jednak jest to coraz
rzadziej spotykana forma zatrudnienia (patrz: Gilejko 2004, s. 154-155) i tak
naprawdę nie daje żadnej pewności.
Zmiany na rynku pracy, a także zmiany stosunku do samej pracy, zwracają
uwagę badaczy (szerzej patrz: Morawski 2003). L. Gilejko pisze, że praca stała
się dziś „dobrem poszukiwanym i trudno dostępnym" (Gilejko 2004, s. 152).
Zwraca on również uwagę na „dylemat narodowy", jakim jest „konkurowanie ze
sobą dwóch celów i wartości zarazem, a mianowicie rodziny, szczęścia rodzin¬
nego, i pracy [ . ] kariery zawodowej" (tamże, s. 159).
Izabela Książkiewicz twierdzi, że przez długi czas pracę uważano za „hań¬
biącą", człowiek był na nią skazany „z racji swojego niskiego stanu urodzenia
i wynikającego z tego poddaństwa" (Książkiewicz 2004, s. 183). Obecnie nato¬
miast praca „stała się wartością - a społeczne doświadczenie bezrobocia wpłynęło
na postrzeganie pracy jako czegoś, o co warto «zabiegać»" (tamże, s. 185). Nie
oznacza to jednak, zdaniem autorki, że dla wielu osób praca przestała być „prze¬
kleństwem". Postrzegają j ą bowiem jako przymus ekonomiczny, konieczny trud,

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

113

nie dający najczęściej finansowej satysfakcji (tamże). Są, oczywiście, osoby, dla
których praca jest przyjemnością (Rajkiewicz 2004, s. 188-189) należą one jed­
nak do stosunkowo wąskiej, uprzywilejowanej grupy.
Zdaniem księdza Marka Stępniaka, niezbędna jest „refleksja nad pracą we
współczesnej polskiej rzeczywistości. Nie ma chyba dziś dziedziny bardziej po¬
trzebującej odnowy i tak błędnie postrzeganej jak praca ludzka. [ . ] praca stała
się sferą życia, w której nie obowiązują sprawiedliwość, ład, normy moralne"
(Stępniak 2004, s. 15). Autor - powołując się na encyklikę Jana Pawła I I Laborem
exercens z 1981 roku - przypomina, że „chociaż praca jest tak wielkim dobrem,
to jednak najważniejszy jest człowiek. Ma on swoje prawa: prawo do szacunku dla
swojej pracy, do sprawiedliwej zapłaty, do odpoczynku" (tamże). Tymczasem „pra¬
wa pracowników są [często] lekceważone i przemilczane. Wolność gospodarcza
i chęć zysku zaczynają się przemieniać w «dziki kapitalizm», gdzie pracownik jest
traktowany na równi z maszyną, zmuszany do pracy ponad siły, kosztem odpo¬
czynku, czasu dla rodziny, także kosztem wypełniania w niedziele swoich powin¬
ności religijnych. Sytuacja jest tym bardziej trudna, że wysoki poziom bezrobocia
sprawia, iż na jedno miejsce pracy czeka wielu chętnych" (tamże).
Bezrobotni mogą przede wszystkim liczyć na pomoc najbliższych, przy czym
bardzo często jedynym źródłem utrzymania dla osób nie mających dochodów
staje się emerytura lub renta któregoś z członków rodziny. Stosunkowo niewielki
procent korzysta z pomocy społecznej, instytucji charytatywnych, część stara się
0 prace dorywcze. Według CBOS, 81% bezrobotnych pozostaje na utrzymaniu
członków rodziny, 44% utrzymuje się z prac dorywczych, 20% - z oszczędności,
15% - z zasiłku dla bezrobotnych, 12% - z pomocy opieki społecznej, instytucji
charytatywnych, Kościoła, 8% - z drobnego handlu, 6% - z wyprzedaży po¬
siadanych przedmiotów, 3% - z pieniędzy zdobytych niezupełnie uczciwie, 1%
- z prac stałych (Grzeszak, Dziadul 2002, s. 59).
Zdaniem Katarzyny Korzeniewskiej, często dziś spotykana „sytuacja, w której
dorosłe dzieci oczekują pomocy od rodziców, a ci ostatni pomagają, może być
[ . ] interpretowana jako pochodna transformacji" (Korzeniewska 2002, s. 151).
Autorka podaje przykłady pomocy rodzinnej udzielanej bezrobotnym i ubogim
(tamże, s. 146-147). Zwraca również uwagę na zmianę roli starszego pokolenia
1 jego miejsca w wielu rodzinach „w stosunku do tradycyjnych funkcji [ . ] .
Zmiana widoczna jest przede wszystkim w odniesieniu do relacji dorosłe dzieci
- starzy rodzice (czyli dziadkowie), jak je pamiętają respondenci z własnego
dzieciństwa. Dziadkowie respondentów zależni byli w starości od pomocy i opieki
swoich dorosłych dzieci, którym czasem nie mogli nawet zapewnić tradycyjnego
«posagu»" [ . ] (tamże, s. 147). Autorka powołuje się na badania Zdzisława
Wierzbickiego i Justyny Laskowskiej-Otwinowskiej, które potwierdziły, że „w tra¬
dycyjnej społeczności wiejskiej rodzice albo prawnie zapewniali sobie na starość
pewien zasób środków materialnych i usług ze strony młodych, przekazując im
19

1 9

Czy osoby, które czerpią dochody ze stałych prac mogą być zaliczone do grupy bez¬
robotnych?

�IWONA KABZIŃSKA

114

gospodarstwo, albo mieszkając wspólnie z młodymi gospodarzami, polegali na
opiece i zabezpieczeniu podstawowych potrzeb z ich strony. [ . ] to raczej starsi
oczekiwali pomocy od przedstawicieli średniego pokolenia (jeżeli nawet nie od
swoich potomków, to od innych aktywnych ekonomicznie członków wspólnoty
wiejskiej) niż odwrotnie.[.] Zmiana w stosunku do modelu tradycyjnej współza¬
leżności pokoleniowej jest więc diametralna" (tamże, s. 148).
Część osób szuka zatrudnienia na rynku krajowym, część jednak wyjeżdża
„za chlebem". Dziennikarze „Faktu" ogłosili alarm twierdząc, że „za chlebem
wyjechało [już] 1 000 000 Polaków" (Klinger i in. 2005, s. 1). W wielu krajach
unijnych pracę mogą znaleźć polscy lekarze i pielęgniarki oraz osoby sprawują¬
ce opiekę nad niepełnosprawnymi. Na długo przed przystąpieniem Polski do UE
w Niemczech rozważano projekty rozporządzeń, które miały umożliwić Polkom
i kobietom z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej podejmowanie legal¬
nej pracy w charakterze opiekunek dla osób niepełnosprawnych. W 2001 roku
„w Niemczech ponad 2 mln osób wymagało stałej opieki, z czego 1,4 mln prze¬
bywało w swych domach, a prawie 600 tys. w placówkach opieki. [ . ] W pla¬
cówkach opieki społecznej nad osobami niedołężnymi pracowało ok. 180 tys.
osób" (PAP 2001, s. 04). Niemieckie Ministerstwo Pracy szacuje, że do 2020 r.
liczba wymagających opieki Niemców ma wzrosnąć do 2,8 mln, a do 2050 - do
4,7 mln (tamże). Będzie więc wzrastać zapotrzebowanie na opiekunki. Już dziś
w Niemczech pracuje 30 tys. polskich pielęgniarek, które nie tylko opiekują się
osobami starszymi, lecz również gotują i sprzątają mieszkania. Większość z nich
pracuje nielegalnie (Wrabec 2004, s. 38).
Liczba osób szukających pracy za granicą znacznie wzrosła po przystąpieniu
Polski do Unii Europejskiej. Jak pisze Paweł Wrabec, „według szacunków bry¬
tyjskich gazet, w ciągu pierwszych 72 godzin po rozszerzeniu UE do Londynu
przyjechało ok. 5 tys. naszych rodaków". Szturm na Wyspy Brytyjskie zaczął się
jednak dużo wcześniej (Wrabec 2004, s. 36). W Wielkiej Brytanii pojawia się
coraz więcej ofert pracy dla osób mających średnie i wyższe wykształcenie. Na
pracę mogą liczyć lekarze, pielęgniarki, inżynierowie, ale też np. mechanicy
samochodowi, „którzy pracowali w autoryzowanym serwisie zachodniej marki"
i „szkutnicy jachtowi" (Wrabec 2004, s. 38). Autor podkreśla, że w Wielkiej
Brytanii są przede wszystkim miejsca pracy dla ludzi wykwalifikowanych i zna¬
komicie znających angielski. Wiele osób, które wyjechały w poszukiwaniu
pracy, ale nie spełniają tych warunków, musi więc wrócić do domu lub szukać
pracy „na czarno" (tamże). W 2004 roku Polacy stanowili „najliczniejszą grupę
spośród 133 tys. zarejestrowanych [ . ] na Wyspach pracowników najemnych
z Europy Wschodniej" (Kaczorowski 2005, s. 8).
20

W prasie można znaleźć artykuły zachęcające do wyjazdów, do zaintere¬
sowania się warunkami legalnego zatrudnienia za granicą. Anonimowy autor
tekstu zamieszczonego w Życiu na gorąco informuje, że u naszego zachodniego
2 0

Autor cytuje wypowiedź Pawła Komorowskiego z londyńskiego biura agencji Grafion
Recruitment, rekrutującej pracowników z Europy Wschodniej.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

5

sąsiada otworzyły się m.in. możliwości zatrudnienia dla pomocy domowych
i opiekunek do dzieci. Wskazuje też na korzystne zmiany w przepisach, np.
w przypadku osób, które otrzymały zgodę na zatrudnienie jako pomoc domowa
przez co najmniej 12 miesięcy - prawo do legalnego zatrudnienia mają także
najbliżsi członkowie ich rodzin (Łatwiej o pracę... 2005, s. 27). Inny tekst za¬
czyna się od słów: „Warto wysłać męża na saksy. Do domowego budżetu wpły¬
nie wtedy dwa tysiące euro rocznie na jedno dziecko. Polacy zyskali prawo do
zasiłków wypłacanych przez państwa Unii Europejskiej" (Przewoźniak 2005).
Dalej czytamy, że „osoba wyjeżdżająca powinna przebywać i pracować za grani¬
cą absolutnie legalnie, a pracodawca musi odprowadzać od jej pensji podatki
i opłaty ubezpieczeniowe. [...] Zasiłek obejmuje każde dziecko pracownika, bez
względu na to, czy przebywa wraz z rodzicami, czy zostało w Polsce. Prawo do
zasiłku mają dzieci, które nie ukończyły 27. roku życia i uczą się [ . ] " (tamże).
Oferty te są z pewnością kuszące dla osób pozostających bez pracy w Polsce,
eksperci przestrzegają jednak przed skutkami procesów migracyjnych, m.in.
starzeniem się polskiego społeczeństwa i spadkiem jego liczebności. Już dziś
Polska dołączyła do starzejących się państw Unii. Jak pisze Marek Henzler, „wy¬
jątkowo szybko znaleźliśmy się w Europie, której zachodnia część na podobne
procesy demograficzne (spadek dzietności i starzenie się społeczeństwa) potrze¬
bowała dwa razy więcej czasu niż my" (Henzler 2002, s. 21). Autor podaje, że
„w Polsce w 1950 r. na jedna osobę w wieku powyżej 65 lat przypadało 12 doro¬
słych dzieci i wnuków (powyżej 15 lat). W 2050 będzie ich już jedynie dwoje"
(tamże, s. 22). Pojawia się więc problem opieki nad ludźmi starszymi, jak
również konieczność tworzenia instytucji, które będą musiały zastąpić rodzinę
(tamże). Podobne tendencje i problemy występują w wielu krajach Zachodu.
Prof. Janina Jóźwiak z SGH informuje, że obecnie w Europie „co piąta osoba ma
więcej niż 60 lat, a w 2050 r. granicę tego wieku będą już za sobą miały 4 osoby
na 10. W Polsce będzie podobnie i liczba seniorów wzrośnie nam z 6 do 12 mln"
(tamże, s. 22). Jesteśmy też ostrzegani, że za 20-30 lat, a może nawet znacznie
wcześniej, mogą wystąpić problemy z wypłatą emerytur (PAP/MS 2004, s. 1).
Pojawiają się pytania: „Kto będzie w Polsce pracował, kto będzie rodził dzieci,
kto utrzyma coraz większą część społeczeństwa w wieku poprodukcyjnym i czy
chcemy, poprzez migrację z zewnątrz, nieco zasypać ludnościową dziurę?"
(Henzler 2004, s. 22). Rosną też obawy, że nasilające się procesy migracyjne
pozbawią Polskę fachowców w rozmaitych dziedzinach. „W wielu rejonach Pol¬
ski już zaczyna brakować dobrych rzeźników i kucharzy. [ . ] Zdesperowani
lekarze uczą się języków i zaczynają emigrować do Niemiec, Anglii, Skandyna¬
wii. W polskich szpitalach [ . ] pojawiają się na ich miejsce pracowici, ale chyba
gorzej wykształceni medycy z Ukrainy i Kazachstanu" (Wrabec 2004, s. 39).
Pracujący na Zachodzie Polacy są jednak coraz częściej wypierani z rynku pra¬
cy przez przybyszów z Ukrainy, Bułgarii, Rumunii i tzw. Trzeciego Świata, którzy
godzą się na o wiele niższe wynagrodzenia. Zdaniem Anny Dal, mieszkającej
w Paryżu od 25 lat i zajmującej się doradztwem personalnym, wspomniane zjawi¬
sko jest skutkiem „globalizacji i rozwarstwienia społeczeństw" (cyt. za: Wrabec

�116

IWONA KABZIŃSKA

2004, s. 38). A. Dal przypomniała, że „w X I X wieku paryskie domy sprzątały
dziewczyny z Bretanii, a potem zastąpiły je Portugalki i Hiszpanki, na których
miejsce weszły z kolei Polki. Na podobnej zasadzie polskie gosposie zastąpiły
w Grecji droższe od nich Filipinki, a teraz same tracą miejsce na rzecz Ukrainek.
[Jednocześnie] [...] Nasi rodacy zaczynają się chwytać bardziej ambitnych zajęć.
Te same osoby, które parę lat temu męczyły się przy zmywaniu, teraz pracują
jako kelnerzy czy ekspedientki w eleganckich paryskich sklepach" (tamże).
Dużym zainteresowaniem cieszą się różnego typu „studia europeistyczne".
Agnieszka Niezgoda podaje, że „europeistyka wykładana jest pod rozmaitymi
nazwami na ponad 100 uczelniach państwowych i prywatnych w całym kraju.
Najczęściej występuje jako specjalizacja na zarządzaniu i marketingu, polito¬
logii, stosunkach międzynarodowych, prawie. Obok powszechnych na tych
wydziałach ścieżek europejskich, gdzie porusza się podstawowe zagadnienia,
jak np. administracja europejska, instytucje Unii Europejskiej, prawo unijne,
w szkołach wyższych nie brak też bloków europejskich bardzo mocno wyprofi¬
lowanych". Młodzi ludzie, którzy podejmują tego rodzaju studia mają nadzieję,
że po ich ukończeniu znajdą ciekawą, dobrze płatną pracę na Zachodzie albo
może w Polsce (Niezgoda 2003, s. 80).
Polska nie jest jednak wyłącznie krajem o dużej liczbie emigrantów. Okazuje
się bowiem, że stanowi ona atrakcyjny rynek pracy dla obcokrajowców, zarówno
z Zachodu, jak i ze Wschodu. Kupnem ziemi w Polsce są np. szczególnie zainte¬
resowani holenderscy rolnicy (Bachmann 2002, s. 42). Wielu mieszkańców za¬
chodniej Europy znajduje w Polsce satysfakcjonujące zajęcie (Niezgoda 2003a).
Wśród szukających pracy „osób z zewnątrz" najwięcej jest jednak przybyszy zza
wschodniej granicy. O zalegalizowanie pobytu w Polsce i możliwość pozostania
tu na stałe stara się np. 1,5 tys. Ormian (Miecik 2004). Nie wiadomo dokładnie
ilu jest w Polsce Chińczyków, Wietnamczyków, jak też np. osób, które przybyły
z Kaukazu. W chwili wprowadzenia wiz dla obywateli Rosji, Białorusi i Ukrai¬
ny, w związku z przystąpieniem Polski do UE, szacowano, że polskie konsulaty
na Wschodzie będą wystawiały od 1 do 1,2 miliona tego typu dokumentów
rocznie; w tym dla mieszkańców Białorusi ok. 280 tys., dla mieszkańców Rosji
- ok. 320 tys. i dla mieszkańców Ukrainy - ok. 550 tys. (Jarociński 2003, s. 34).
Powszechnie wiadomo, że pobyt w Polsce łączy się przede wszystkim z poszuki¬
waniem pracy i wykonywaniem różnych zajęć, najczęściej „na czarno".
Z przytoczonych tu danych wynika, że najliczniejszą grupę przyjezdnych sta¬
nowią przybysze z Ukrainy (szerzej na ten temat patrz: Nechamkis 2004). Autor
pisze, że „Ukraina wyludnia się w zastraszającym tempie" (Nechamkis 2004,
s. 72). Podaje też, że według raportu rzeczniczki praw człowieka, Niny Karpaczowej, za granicą pracuje obecnie 7 mln. Ukraińców (mówi się nawet o 18 mln).
„Ukraińcy jeżdżą na Węgry całymi wioskami, zdominowali rynek pracy na
Słowacji i w Czechach, wypierają marokańskich gastarbeiterów w Portugalii"
(Nechamkis 2004, s. 72).
Nie wszyscy chcą lub mogą emigrować. Szukają więc możliwości zarobkowa¬
nia w kraju. Wiele osób pracuje np. jako akwizytorzy albo uliczni sprzedawcy,

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

7

niektórzy zarabiają muzykowaniem na ulicach, w przejściach podziemnych, środ¬
kach komunikacji miejskiej (szerzej patrz: Pawlak 2002). Artur Pawlak pod¬
kreśla, że osoby zajmujące się „ulicznym biznesem" są często profesjonalistami.
„Wiedzą, co, jak, komu i gdzie. W małym palcu mają chodnikowy know-how,
marketing, psychologię zachowań konsumenckich, strategię, logistykę i co tam
jeszcze wymyślili specjaliści od skutecznego handlu" (Pawlak 2002, s. 108).
Coraz więcej osób zarabia, lub próbuje zarabiać, sprzedając na poboczach
szos „artykuły sezonowe" (owoce, grzyby, jagody), świeże lub suszone ryby albo
różnego rodzaju wyroby przemysłowe i rękodzieło. Niezależnie od pogody,
wzdłuż szos ustawiają się ze swoim towarem ludzie starsi i dzieci, „bezrobotni
z miast i rolnicy z pobliskich wsi" (Podgórska i inni 2002, s. 30). W ten sposób
powstaje „najdłuższy supermarket nowożytnej Europy" (tamże). Z podobnym
zjawiskiem spotkałam się latem 2004 roku na zachodniej Ukrainie. Na poboczach
głównych dróg, co krok, można było spotkać dzieci i starsze kobiety, oferujące
wyjątkowo piękne grzyby i jagody.
W Polsce przydrożny handel postrzegany jest często jako konieczność. Wiele
osób ma też pretensję do państwa, które pozostawiło rolników bez pomocy i nie
troszczy się o to, by mogli sprzedawać plony swojej pracy (Podgórska i inni
2002, s. 30).
Stosunkowo nowym źródłem dochodów jest pisanie - na zamówienie - prac
magisterskich, a nawet doktoratatów, nie mówiąc już o wypracowaniach szkol¬
nych, pracach zaliczeniowych dla studentów, jak też rozmaitych pracach dyplo¬
mowych „Najbujniejszy rynek rozwinął się na polu języka polskiego" (Szostak
2003). Usługodawcy ogłaszają się w internecie i choć „już samo ogłoszenie jest
namawianiem do oszustwa, a więc podżeganiem do popełnienia przestępstwa"
(Szostak 2003, s. 41) proceder kwitnie bezkarnie. Błyskawicznie powstał „rynek
wtórny maturalnych prezentacji z języka polskiego - uczniowie, którzy już zdali
ten egzamin [wiosną 2005 roku - I.K.] proponują za pieniądze swoją pracę tym,
którzy maturę będą mieli za rok" (Markowski 2005, s. 7).
Na rynku pracy, przeżywającym proces deregulacji i zmian strukturalnych,
pojawiają się nowe zawody. Wymagają one jednak określonych kwalifikacji
i wysokiego profesjonalizmu, w związku z czym dla wielu osób są niedostępne.
Profesjonaliści poszukiwani są przede wszystkim w sektorze bankowym i ubez¬
pieczeniowym, w spółkach, zwłaszcza z udziałem kapitału zagranicznego,
firmach doradczych i marketingowych, w agencjach reklamowych i in. (Gilejko
2004, s. 152). Duże szanse na znalezienie pracy mają również operatorzy
komórkowi i „nowi operatorzy sieci stacjonarnej", jak też informatycy, a więc
osoby wykonujące rozwijające się obecnie najszybciej zawody związane z wy¬
soką techniką (Jacukowicz 2004, s. 168). Zdaniem autorki, perspektywy rozwoju
ma również sektor naukowo-techniczny (tamże, s. 169-170). E. Bendyk, powo¬
łując się m.in. na prace amerykańskiego socjologa Richarda Florydy, twierdzi,
że obecnie, w epoce postprzemysłowej, liczy się przede wszystkim „praca nie¬
materialna". „Największa akumulacja kapitału następuje w tzw. twórczym sekto¬
rze gospodarki [ . ] odpowiedzialnym za wytwarzanie i przetwarzanie symboli.

�118

IWONA KABZIŃSKA

Będzie to więc Hollywood ze swoimi filmowymi studiami - fabrykami marzeń,
agencje reklamowe, laboratoria badawcze, firmy produkujące oprogramowania,
wydawnictwa, studia muzyczne, wytwórnie gier komputerowych. Sektor twór¬
czy jest obecnie największym segmentem amerykańskiej gospodarki, przyno¬
szącym ponad bilion dolarów przychodu i zatrudniającym ponad 38 mln osób.
To też największy amerykański eksporter, jedyny dający Stanom Zjednoczonym
dodatnie saldo w handlu zagranicznym" (Bendyk 2005, s. 41).
Wysokie wskaźniki bezrobocia świadczą wyraźnie o tym, że nie wszyscy mogą
znaleźć pracę (nie liczę tych, którzy jej nie szukają). Nie jest jednak prawdą, jak
napisano w jednym z artykułów, że „polscy bezrobotni są pozostawieni samym
sobie, gdyż działania państwa nie wystarczają, a i n n e i n s t y t u c j e nie
doceniają wagi problemu" (Polski bezrobotny... 2002, s. 22; podkr. I.K.). Z pomo­
cą bezrobotnym, w miarę swoich możliwości, spieszą np. parafie. Część bezrobot¬
nych znajduje tam zatrudnienie, powstają parafialne kluby i banki ofert, kształci
się młodzież w Katolickich Centrach Edukacji KANA, prowadzonych przez
Kościół w Polsce. Organizowane są również kursy komputerowe i językowe dla
młodzieży do 25 roku życia, nie mającej pracy oraz korepetycje dla uczniów
(Drwal 2003, s. 5). W niektórych parafiach wierni składają datki na fundusz prze¬
znaczony dla bezrobotnych. Prowadzona jest też działalność charytatywna, którą
świadczą lekarze, prawnicy, psychologowie, pedagodzy (Chmieliński 2003, s. IV).
Obecność innych osób, świadomość, że kogoś interesuje ich los, że nie są
sami, że ktoś okazuje im serce, jest ogromnie ważna dla tych, którzy nie radzą
sobie w obecnej rzeczywistości (Świątkiewicz 2003, s. IV).
Organizacje parafialne i - szerzej - kościelne (najczęściej cicho i bez medial¬
nego rozgłosu) pomagają także osobom bezdomnym. „Obecnie w skali kraju 80%
usług socjalnych w ramach pomocy bezdomnym świadczą [ . ] organizacje nie¬
państwowe [ . ] w około 50% finansowane ze środków publicznych. Nie istnieją
natomiast dla państwa obligatoryjne standardy pomocy bezdomnym" (Biniek
2004, s. VIII). Anna Biniek podaje przykłady działalności legionowskiego od¬
działu Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. Pod jego patronatem w Legiono¬
wie działa m.in. schronisko dla bezdomnych mężczyzn, a także ognisko wycho¬
wawcze dla dzieci, którym rodzice nie mogą zapewnić opieki w ciągu dnia.
Organizatorzy tych placówek starają się kształtować u swych podopiecznych
postawy życzliwości wobec innych, rezygnację z zachowań roszczeniowych:
„zamiast «do mnie» - «ode mnie», uczą bezdomnych aktywności tak, by mogli
się usamodzielnić, ale też, by byli zdolni do pomagania innym" (Biniek 2004,
s. VIII). Tego typu zachowania i postawy z pewnością nie mają nic wspólnego
z „kulturą narzekania" i wspólnotami opartymi na „rytuałach narzekania".
Z działalności na rzecz bezdomnych znana jest s. Małgorzata Chmielewska,
przełożona Wspólnoty Chleb Życia. Wspólnota pomaga kilku tysiącom osób.
Zorganizowała też m. in. pierwszą placówkę dla bezdomnych i głodujących
mieszkańców Brześcia na Białorusi (Kindziuk 1998, s. 19).
Coraz częściej do ośrodków pomocy społecznej zgłaszają się osoby zubo¬
żałe - ludzie, którzy stracili pracę i nie mogą znaleźć nowej, chorzy, niepełno-

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

9

sprawni, osoby z rodzin wielodzietnych. Według Urszuli Gil, „nigdy dotychczas
na wsi nie było tyle biedy. Tyle nowej, nie tej reprodukowanej, nabytej dzie¬
dzicznie - od rodziców" (cyt. za: Pietkiewicz 2002, s. 36). Zdaniem Katarzyny
Korzeniewskiej i Elżbiety Tarkowskiej, można mówić o „kwestii wiejskiej",
w tym np. o znacznych dysproporcjach między miastem i wsią, która szcze¬
gólnie dotkliwie odczuwa ubożenie i marginalizację jej mieszkańców w wyniku
procesów globalizacji (Korzeniewska, Tarkowska 2002, s. 13). E. Tarkowska
twierdzi, że „bieda w znikomym stopniu dotyczy ludzi z wyższym wykształ¬
ceniem [ . ] jest ona natomiast silnie skorelowana z niskim poziomem eduka¬
cji. [ . ] Niski [ . ] poziom wykształcenia ludności wiejskiej jest jednym ze
źródeł obecnego społecznego i kulturowego upośledzenia wsi [ . ] " (Tarkowska
2002, s. 163-164). W ciągu kilku lat, jakie minęły od ukazania się cytowanej
tu publikacji, sytuacja zmieniła się znacząco. Z jednej strony, jak już wspom¬
niałam, rosną wskaźniki bezrobocia wśród osób z wyższym wykształceniem
(co powoduje spadek poziomu ich życia, nierzadko ubóstwo). Na lepsze zmie¬
niła się natomiast sytuacja części rolników, przede wszystkim tych, którzy sko¬
rzystali z unijnych dopłat.
Według Stanisławy Golinowskiej z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, naj¬
gorzej wiedzie się obecnie ludziom w średnim wieku, nie mającym kwalifikacji
do wykonywania nowych zawodów, mieszkającym w rejonach o szczególnie
wysokim stopniu bezrobocia (ZM 2005). Czy rzeczywiście łatwiej żyje się np.
ludziom młodym, nawet wykształconym, którzy stanowią znaczny procent bez¬
robotnych? Wymownie brzmią słowa Roberta Krasowskiego, który stwierdził,
że „40 procent biednych to jest największe oskarżenie, jakie można postawić
dzisiejszej rzeczywistości i nie ma co do tego dwóch zdań" (Krasowski 2002,
s. 22; podkr. I.K.). Szkoda tylko, że owa „dzisiejsza rzeczywistość" ma anoni¬
mową twarz i pozostaje obojętna wobec stawianych jej zarzutów.
*

*

*

Dla osób, które śledzą i analizują dokonujące się na naszych oczach procesy
transformacji media są cennym źródłem wiedzy. Podawane przez nie informacje
mogą być też z powodzeniem wykorzystywane w badaniach etnologicznych
(patrz np. Drozd-Piasecka 1998; 2002). Trzeba jednak pamiętać o „spłaszczeniu"
ukazywanego w mediach obrazu rzeczywistości, selektywności, powierzchow¬
ności, jak również jednostronności podawanych przez nie informacji. Inną kwe¬
stią jest wpływ mediów na sposób postrzegania rzeczywistości przez odbiorców,
zwłaszcza tych, którzy podchodzą bezkrytycznie do dostarczanych im informa¬
cji. Wiele zależy od tego, jakie artykuły są dostępne czytelnikom, czy ich lektura
jest efektem świadomego wyboru, czy też decydują o tym inne czynniki (np.
bezpłatny dostęp do określonego tytułu). Tak zwanemu „przeciętnemu czytelni¬
kowi", widzowi czy radiosłuchaczowi trudno też z reguły dyskutować z nauko¬
wymi autorytetami, na których powołują się dziennikarze lub którzy wypowia¬
dają się np. na łamach prasy.

�120

IWONA KABZIŃSKA

W prezentowanym tu tekście jedynie zasygnalizowałam zjawisko, jakim jest
udział mediów w kształtowaniu wizerunku Polaków i obrazu polskiej rzeczy¬
wistości, ilustrując problem wybranymi doniesieniami prasowymi i podejmując
próbę polemiki z autorami niektórych publikacji. Starałam się pokazać, że pew¬
ne twierdzenia można poddać w wątpliwość, odwołując się do innych źródeł, jak
też do własnych doświadczeń, rozmów i obserwacji. Przedstawiony tu obraz jest
- z konieczności - dalece niepełny, fragmentaryczny. Uległby on z pewnością
zmianie, gdyby przedmiotem mojej uwagi stały się np. pisma adresowane do
określonych grup (tzw. prasa kobieca, młodzieżowa, specjalistyczna). Najbar¬
dziej miarodajna byłaby pełna analiza informacji prasowych ukazujących się
w Polsce (uzupełniona przez analizę treści audycji radiowych i telewizyjnych)
przedstawiających obraz rzeczywistości, w której żyjemy i polskiego społeczeń¬
stwa. Nie jest to jednak celem moich badań. Ograniczyłam się tu jedynie do
zarysu interesującej mnie problematyki.

LITERATURA
Ariés

P h i l i p p e 1974, Western attitudes towarddeath:from theMiddleAges to theprésent,
tłum. Patricia M . Ranum, John's Hopkins University Press, Baltimore.
- 1989, Człowiek i śmierć, tłum. Eligia Bąkowska, PIW, Warszawa.
B a c h m a n n K l a u s 2002, Ziemia wasza i nasza, Polityka, nr 3, 19.01., s. 42.
- 2004 Fatalna spirala nieufności, Polityka, nr 17, 24.04., s. 36-37.
B a r a n o w s k a A g n i e s z k a , M i e c i k I g o r T. 2004, Uwaga mobbing!, Polityka, nr 3,
17. 01, s. 20-22.
B a r t m a n K a t a r z y n a 2004, Pogotowie na gazie, Dzień dobry, 17.02., s. 8.
- 2005 Reality szok, Dzień dobry 18.02., s. 4-5.
B A S 2003, Mobbing wieloznaczny, Metropol, 24.07., s. 07.
B a u m a n Z y g m u n t 1998, Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia, tłum. N . Leś­
niewski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
- 2005, Europa, niedokończona przygoda, tłum. T. Kunz, Kraków, Wydawnictwo Literackie.
B e c i k o w e . . . 2005, Becikowe nie zwiększy liczby urodzeń..., Metropol, 11-13.02., s. 2.
B e n d y k E d w i n 2005, Dlaczego nie ma pracy? Polityka, nr 17, s. 40-42.
B i e l e c k i J ę d r z e j 2005, Polski hydraulik a sprawa francuska, Rzeczpospolita, 28-29.05.,
s. 1-3.
B i n i e k A n n a 2004, Szukam swojego miejsca, Niedziela, nr 36, 5.09., s. V I I I .
B ł a s z c z y k B e a t a 2004, Bezrobocie - nowy czynnik strukturotwórczy, [w:] Problemy poli­
tyki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN,
Warszawa, s. 180-182.
B o l i b r z u c h P a u l i n a 2002, Lekarza od polskiego bezrobocia poszukuję. Pilnie, Życie,
6-7.07., s. 16-17.
B y s t r o ń J a n S. 1980, Łańcuch szczęścia, [w:] tegoż, Tematy, które mi odradzano. Pisma
etnograficzne rozproszone, wyb. i oprac. L . Stomma, PIW, Warszawa.
C h m i e l i ń s k i P i o t r 2003, Parafia bankiem pomocy, Niedziela, nr 5, 2.02., s. IV.
D e d o u r g e R a p h a e l l e 2004, Sceny mówią same za siebie, Metropol, 19.05., s. 07.
D o m i n i k I w o n a 2003, Z gniewu, z nudów, z bezsenności, Polityka, nr 11, 15.03., s. 88-90.
D r o z d - P i a s e c k a M i r o s ł a w a 1998, Społeczność wiejska w okresie przełomu systemo¬
wego, Etnografia Polska, t. 42, z. 1-2, s. 5-40.
- 2002 Postkomunizm. Ideowe i społeczne płaszczyzny dialogu, Etnografia Polska, t. 46,
z. 1-2, s. 5-28.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

121

D r w a l K r z y s z t o f 2003, Bezrobotni w parafii - parafia wobec bezrobotnych, Niedziela, nr 6,
9.02., s. 6.
„ D z i e c i n i e c h c i a n e " 2002, „Dzieci niechciane", Niedziela, 10.11., s. 15.
G i l e j k o L e s z e k 2004, Praca - między przymusem a szansami awansu, [w:] Problemy poli­
tyki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN,
Warszawa, s. 151-166.
G r z e s z a k A d a m 2004, Gdzie się żyje najlepiej?, Polityka, nr 26, 26.06., s. 3-10.
H a j n o s z I w o n a 2004, Ola będzie miała rączkę, Metro, 13.12., s. 5.
H e n z l e r M a r e k 2002, Więcej dziadków niż wnuków, Polityka, nr 49, 7. 12., s. 20-22.
J a c u k o w i c z Z o f i a 2004, Praca - poszukiwanie nowych form zatrudnienia, [w:] Problemy
polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej
PAN, Warszawa, s. 167-172.
J A G 2002, Recesja nie ominęła stolicy, Metropol, 28.02., s. 2.
- 2002a, Rekordowe bezrobocie I I I RP, Metropol, 28.02., s. 8.
J a n i c k i M a r i u s z , W i l k E w a 2003, Wdowy, starzy kawalerowie, kaleki, Polityka, nr 26,
28. 06., s. 20-22.
J a n i c k i M a r i u s z , W ł a d y k a W i e s ł a w 2003, Strachy na Lachy, Polityka, nr 23, 7.06.,
s. 3-14.
J a r o c i ń s k i M a r e k 2003, Kolejka do Polski, Polityka, nr 21, 24.05., s. 34-36.
J e s t n i j a k o . . . 2004, Jest nijako, będzie średnio, Polityka, nr 44, 30.10., s. 92.
K a b z i ń s k a I w o n a 2002, Rosjanie na terenach byłych republik radzieckich (poza Rosją)
po rozpadzie Związku Radzieckiego, [w:] Cywilizacja Rosji imperialnej, P. Kraszewski
(red.), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 333-360.
- 2004, Czy telewizja kłamie? Relacje i więzi międzyludzkie w filmach emitowanych
w polskiej telewizji, [w:] Antropologia wobec fotografii i filmu, G. Pełczyński, R. Vor­
brich (red.), Biblioteka Telgte, Poznań, s. 135-152.
- 2005 Doświadczanie transformacji, [w:] Regiony, granice, rubieże, L . Mróz, M . Zowczak
(red.), Wydawnictwo DiG, Warszawa, s. 139-166.
K a c z o r o w s k i A l e k s a n d e r 2005, Ach, ci Polacy!, Polityka, nr 17, s. 4.
K i n d z i u k M i l e n a 1998, W służbie człowiekowi, Gość niedzielny, 17. 05., s. 19.
K O L , M B , M M , A W, G K , A O 2005, Na co narzekają Polacy? 7 największych bolączek
Polaków, Fakt, 12-13.02, s. 1, 5.
K o ł o d z i e j c z y k M a r c i n 2002, Gorąca zupa, Polityka, nr 3, 19.01., s. 19-20.
- 2004a Piętno świra, Polityka, nr 13, 27.03., s. 3-10.
K O P 2005, Nie dajcie się wyzyskiwać, Metro, 25-27.02., s. 5.
K o r z e n i e w s k a K a t a r z y n a 2002, Biedni (i) emeryci: o ekonomicznej zależności bied­
nych rodzin od pomocy z zewnątrz i o „underclass po polsku", [w:] Lata tłuste, lata chude.
Spojrzenie na biedę w społecznościach lokalnych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.),
Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa, s. 141-160.
K o r z e n i e w s k a K a t a r z y n a , T a r k o w s k a E l ż b i e t a 2002, Spojrzenie na biedę:
wprowadzenie, [w:] Lata tłuste, lata chude. Spojrzenie na biedę w społecznościach lokal¬
nych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.), Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa, s. 7-21.
K o w a l s k i M a r e k L . 2003, Urażona duma, Polityka, nr 43, 25. 10., s. 103.
K r a s o w s k i R y s z a r d 2002, Czego nie lubią elity? Samego rynku czy jego obrońców?,
Życie, 23-24.02.
K r y ń s k a E l ż b i e t a 2004, Zapotrzebowanie na pracę w warunkach globalizacji, [w:] Pro¬
blemy polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecz¬
nej, Warszawa, s. 173-179.
K s i ą ż k i e w i c z I z a b e l a 2004, Praca - słodko-kwaśny owoc przymusu, [w:] Problemy
polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej,
Warszawa, s. 183-186.
Ł a t w i e j o p r a c ę . . . 2005, Łatwiej o pracę w Niemczech, Życie na gorąco, nr 9, s. 27.
M a r k o w s k i M a r c i n 2005, Prezentacja reaktywacja, Metro, 26.04, s. 7.

�122

IWONA KABZIŃSKA

M a r t i n i C a r l o M . 1998, Rozmowy z moim telewizorem, tlum. W. Pawłowski, Wydawnic¬
two W A M , Kraków.
M e t r o p o l 2005, Podróż śladem wielkiej fali, Metropol, 18.01., s. 01.
M i e c i k I g o r 2004, Wszyscy nasi Ormianie, Polityka, nr 6, s. 84-87.
M i l i o n y n a p o m o c . . . 2004, Miliony na pomoc, Metropol, 6.01.
M i l u s k i T a d e u s z 2002, Warunki życia mieszkańców Rosji w okresie transformacji spo­
łeczno-gospodarczej w latach 1991-2000, [w:] Cywilizacja Rosji imperialnej, P. Kraszewski
(red.), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 361-380.
m k i n / K A I 2003, Kromka chleba od Caritas, Niedziela, nr 5, 2.02.
M o r a w s k i W i t o l d 2003, Niepewność w świecie pracy. Sondażowe badania konsekwencji
globalizacji, [w:] Praca - gospodarka, społeczeństwo, K. Doktór i in. (red.), Uniwersytet
Łódzki, Łódź.
N e c h a m k i s W ł o d z i m i e r z 2004, Iwan za Jana, Jan za Hansa, Polityka, nr 3, 17.01., s. 72-75.
N i e ma... 2004, Nie ma anonimowych chorych. Rozmowa z prof. Wiesławem W. Jędrzejcza­
kiem, hematologiem, o nowych nadziejach w walce z białaczką [rozm. P. Walewski], Poli­
tyka, nr 51, 18. 12., s. 78-79.
N i e m e ś w i a d e c t w a . . . 2005, Nieme świadectwa tragedii, Fakt, 12-13.02, s. 14-15.
N i e m i e c k a d r o g a . . . 2002, Niemiecka droga. Rozmowa z Sigmarem Gabrielem, premierem
Dolnej Saksonii, o tym, jak rządzić własnym kawałkiem kraju [rozm. A . Krzemiński], Poli¬
tyka, nr 24, 15.06., s. 40-42.
N i e z g o d a A g n i e s z k a 2003, Magister obsługi Europy, Polityka, nr 5, 1.02., s. 80-81.
- 2003a Przeszczepieńcy, Polityka, nr 39, 27.09., s. 82-85.
O s t r o w s k i M a r e k , Ś w i ą t k o w s k a E w a 2003, Nas do Unii nie zagonią! Polityka,
n r 1 1 , 15.03., s. 24-26.
P a ń s t w o t w o r z y . . . 2002, Państwo tworzy bezrobocie. O przyczynach występowania bez¬
robocia i sposobach walki z nim z Krzysztofem Dzierżawskim rozmawia Paulina Bolibrzuch, Życie, 20-21.04., s. 19-20.
P A P 2001, Legalna praca dla Polek w Niemczech już w styczniu, Metropol, 23-25.11., s. 04.
- 2002 Miliard złotych w walce z bezrobociem, Metropol, 28.02., s. 2.
- 2005 Pogłębia się bieda, Metropol, 1.02., s. 2.
- 2005a Niemcy boją się konkurencji, Metropol, 22.02., s. 5.
- 2005b Dlaczego nie chcemy mieć dzieci, Metropol, 27.01., s. 2.
- 2005c Okulary równości, Metropol, 27.01., s. 2.
- 2005d Więcej bezrobotnych, Metropol, 7-9.01., s. 06.
- 2005e, W Niemczech kwitnie korupcja, Metropol, 20.07., s. 04.
P A P / M S 2 004, Polska bez obrączek i bez dzieci, Metropol, 9.11., s. 1.
P a w l a k A r t u r 2002, Chodzony, Polityka, nr 8, 23.02., s. 108-113.
P e t r y c k i M a c i e j 2005, Władca much, Dzień dobry, 4.02., s. 1, 4-5.
P i e t k i e w i c z B a r b a r a 2002, Panie pomocne, Polityka, nr 45, 9.11., s. 36-38.
- 2003 Bicie po biciu, Polityka, nr 11, 15.03., s. 34-36.
- 2003a, Córki zza firanki, Polityka, nr 41, 11. 10., s. 90-92.
P i e t k i e w i c z B a r b a r a , S z o s t k i e w i c z A d a m 2003, Przebacz, Polityka, nr 51/52,
20-27.12., s. 130-135.
P i e t r a s i k Z d z i s ł a w 2003, Niekochana Rzeczpospolita, Polityka, nr 35, 30.08., s. 24-26.
P o d g ó r s k a J o a n n a 2004, Jak nie być sobą, Polityka, nr 5, 31.01., s. 3-9.
P o d g ó r s k a J o a n n a i in. 2002, Najdłuższy supermarket, Polityka, nr 27, 6.07., s. 30-33.
P o l a c y z a d o w o l e n i . . . 2004, Polacy zadowoleni z życia, Metropol, 3.02., s. 2.
P o l s k i b e z r o b o t n y . . . 2002, Polski bezrobotny może liczyć tylko na siebie. O specyfice
polskiego bezrobocia i o tym, czym ono się różni od bezrobocia na Zachodzie z dr Ewą Leś
rozmawia Paulina Bolibrzuch, Życie, 27-28.04., s. 22-23.
P r z e w o ź n i a k M a r c i n 2005, Unia Europejska płaci na polskie dzieci, Życie Warszawy,
14.06., s. 4.

�„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

123

R a j k i e w i c z A n t o n i 2004, Liczy się nie tylko praca opłacana, [w:] Problemy polityki spo­
łecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN, Warsza­
wa, s. 187-189.
R e a n i m a c j a t y g r y s a 2005 [wywiad z Leszkiem Balcerowiczem, przeprowadzony przez
Tomasza Wróblewskiego, Annę Mackiewicz i Dariusza Stasika], Newsweek Polska, nr 28,
17.07., s. 46-47.
S a x o n b e r g S v e n 2004, Model szwedzki ma się dobrze, [w:] Problemy polityki społecznej.
Studia i dyskusje, nr 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN, Warszawa, s. 13-31.
S c h u l z W i e s ł a w 2004, Co widać w oku?, Polityka, nr 50, 11.12., s. 94-95.
S i o s t r y S ł u ż e b n i c z k i N a j ś w i ę t s z e j M a r y i P a n n y 2002, „Dzieci niechciane",
Niedziela, nr 45, s. 15.
S k o r o . . . 2005, Skroro jest tak źle, dlaczego jest tak dobrze? Rozmowa z prof. Januszem Czapiń­
skim [rozm. J. Żakowski] Polityka, nr 40, 8.10., s. 26-30.
S t a s i a k P i o t r 2004, Zarabiać w niebieskich, Polityka, nr 7, 14.02., s. 36-39.
S t ę p n i a k M a r e k 2004, Przed „świątynią konsumpcji", Niedziela, 1.02., s. 15.
S t r o n a c z y t e l n i k ó w . . . 2005, Strona czytelników, Metropol, 24.01., s. 08.
- 2005a Strona czytelników, Metropol, 31.01., s. 08.
S z e l e w a D a g m a r a 2004, Szwedzka polityka rodzinna, [w:] Problemy polityki społecznej.
Studia i dyskusje, nr 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej, Warszawa, s. 53-74.
S z o s t a k A d a m 2003, Myśl rozwinę niedrogo, Polityka, nr 41, 11.10., s. 40.
S z y m b o r s k i Krzysztof 2003, Płomień szczęścia, tlen sukcesu, Polityka, nr 51/52, 20-27.12.,
s. 112-114.
Ś w i ą t k i e w i c z W o j c i e c h 2003, Pod opieką Pani z Lourdes, Niedziela, nr 6, 9.02., s. IV.
- 2004 Przy wspólnym stole, Niedziela, nr 2, 11.01.
Ś w i e r d z e w s k a I r e n a 2003, Chleb, którym Bóg dzieli się z człowiekiem, Niedziela, nr 5,
2.02., s. V I I I .
T a r k o w s k a E l ż b i e t a 2002, Czy dziedziczenie biedy? Bariery i szanse edukacyjne mło­
dzieży wiejskiej z gminy Kościelec, [w:] Lata tłuste, lata chude. Spojrzenie na biedę
w społecznościach lokalnych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.), Warszawa, Wydaw­
nictwo IFiS PAN, s. 161-189.
T i s k o v V a l e r i j A . 2001, Krizisnaja paradigma v Rossii, [w:] tegoż, Etnologia i polityka,
„Nauka", Moskva, s. 223-228.
T u b e z r o b o t n i . . . 2003, Tu bezrobotni znajdą pomoc. Rozmowa z o. Kazimierzem M . Lorkiem, założycielem Fundacji „Nadzieja" [rozm. M . Kindziuk], Niedziela, nr 33, 17.08., s. V I .
U n i a b u d z i l ę k . . . 2004, Unia budzi lęk, Polityka [rubryka: Pod lupą], nr 3, 17.01., s. 72.
V e r m e l i n J e r o m e 2005, Francja się boi, Metropol, 31.05., s. 06.
W e i n e r o v á R e n a t a 1994, Romanies - In Search of Lost Security? (An Ethnological Probe
in Prague 5), Prague Occasional Papers in Ethnology, Nr 3, Praga.
W i e l o w i e y s k i A n d r z e j 2004, Pięść do oka, Polityka, nr 48, 27.11., s. 106-107.
W i l k E w a 2003, Polska obok Polaków, Polityka, nr 42, 18.10., s. 17.
W i n n i c k a E w a 2002, Zagubieni w realu, Polityka, nr 29, 20.07., s. 77-79.
W n u c z k a P o l k a . . . 2003, Wnuczka Polka [rubryka: Pod lupą], Polityka, nr 34, 23.08., s. 68.
W o j c i s z k e B o g d a n 2004, Kraj pustych szklanek, Polityka, nr 50, 11.12., s. 42-43.
W o y n a r o w s k a K a t a r z y n a 2005, Zapomniani przez ludzi, znalezieni przez miłość. Wiej¬
ski dom seniora, Niedziela, 9.01., s. 15.
W r a b e c P a w e ł 2003, Biała emigracja, Polityka, nr 3, 18.01., s. 45-47.
- 2004 Życie na wahadle, Polityka, nr 24, 12.06., s. 36-39.
W r ó b l e w s k i M a r e k 2004, Przemiany gospodarcze, [w:] Białoruś, B.J. Albin, W. Baluk
(red.), Wrocław, s. 129-150.
Z M 2005, 60 sekund. Prof. Stanisława Golinowska, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Metro¬
pol, 1. 02.
Ż a k o w s k i J a c e k 2004, Jak zrobić dzieci? Polityka, nr 33, 14.08., s. 3-10.
- 2004a, Polak, czyli kto?, Polityka, nr 25, 19.06, s. 3-10.

�IWONA KABZIŃSKA

124
IWONA KABZIÑSKA

"THE CULTURE OF GRUMBLING", "GLOBAL MEDIOCRITY",
"NATIONAL NEUROSIS" A N D OTHER ELEMENTS OF THE I M A G E
OF CONTEMPORARY POLES.
(IN PRESS ARTICLES). A N OUTLINE OF THE PROBLEM
Summary
Media arouse more and more interest of the ethnologists/cultural anthropologists. They make
a good source for the study of contemporary social and political transformation. However, texts
of this kind deserve thorough critical analysis.It seems necessary to consider them in broad sociocultural context. What they show is usually a one-dimensional reality, the image they create is
superficial, flat and more often than not-stereotypical.
The texts presented and analysed in this article are good examples of such line of portraying
social reality, together with creating and maintaining sterotypes. They have been published in
several high-circulation Polish daily papers and weekly magazines ("Polityka", "Gazeta Wyborcza",
"Zycie", "Niedziela" "Metropol", "Fakt" and some other). The articles have been written both by
journalists and social and political scientists. They mention Polish fears, complexes and faults
and often use terms like: "national neurosis", "culture of grumbling". They tell about people
whom they refer to as: "living beyond, or even against the national life". The Poles are referred to
as "global mediocrity".
The article is the author's polemics with such views. Basing on both press publications and
her own observation and research she calls some of those opinions into question suggesting at the
same time different interpretation of the same data.
One o f the problems of her dissertation is how public feelings and public opinion are influ¬
enced by the media. The same influence concerns the fall of the society's confidence in public
institutions and persons. Media contribute to the growth of frustration and fears in the society and
that brings about particular consequences for the social and cultural life.The author emphasizes
that social fears aren't entirely Polish speciality.The concept of "global community of fears" seems
most appropriate her. According to Zygmunt Bauman the ubiquoitous fear is related to decline of
welfare states, and the prevalence of the global free market economy. The sociologist adds that
nowadays the fears are commercialized, for example due to advertising industry. The author of
the article gives examples how fears become commercialized by pharmaceutical industry as well
as by journalists, press photographers and even by some travel agencies.
One of the essential principles of the media is: "black sells better than white". News with
negative overtones have become the most desired commodity. I f the world is presented by the
media in negative aspects only, the audience is not able to notice the brighter side of life or at
least it is difficult to them, as their attention is directed mainly towards the dark side. The author
of the article wants to prove that even views of difficult social problems like unemployement,
homelessness, impoverishment of great part of the society and forced emigration don't have to be
one-sided. There are people who try to counteract, to limit the effects of such phenomena, to help,
even i f on individual scale. There are projects aimed at improvement of the situation, prepared by
experts familiar with Polish realities. The interest in them ( not only in the media) is next to none.
Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5907" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5887">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/337ed1ba4d19a747b03cb6e4e419e2e3.pdf</src>
        <authentication>45e2f3b1ec920d8411585abed7c9cf3b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70437">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70438">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70439">
                <text>Nowoosadnicy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70440">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4827</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70441">
                <text>Nowoosadnictwo w Lucimiu, czyli historia pewnego eksperymentu artystyczno-spolecznego/ ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70442">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.147-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70443">
                <text>Kwiatkowska, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70444">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70445">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70446">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70447">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

OLGA KWIATKOWSKA
Katedra Etnologii, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA
PEWNEGO EKSPERYMENTU ARTYSTYCZNO-SPOŁECZNEGO.
CZĘŚĆ I *

NOWOOSADNICY I SPOŁECZNOŚĆ L O K A L N A

W wydanej w 1996 roku pracy pt. Klasa i kultura w okresie transformacji:
antropologiczne studium przypadku społeczności lokalnej w Wielkopolsce Michał
Buchowski poprzedza swoje zasadnicze rozważania konkluzją, iż młodsze poko­
lenie antropologów polskich w dużej mierze odwróciło się od tematów związa­
nych ze współczesną wsią. Odnosi się to - według niego - przede wszystkim do
problematyki związanej z aktualnymi przekształceniami społeczno-kulturowymi, które mają miejsce na obszarach wiejskich i bezpośrednio wpływają na życie
mieszkających tam ludzi . Co prawda, autor podaje kilka przykładów, które
sprawiają, że „problemy polskiej wsi [...] [nie] pozostają dla antropologii terra
incognita" (1996, s. 9), ale nie zmienia to w jego opinii faktu, iż jest to obszar
przez antropologów pomijany i zaniedbany. Tekst Buchowskiego można potrak¬
tować dwojako. Z jednej strony jako próbę wypełnienia dostrzeżonej luki w ba¬
daniach, z drugiej - jako propozycję tematyczną i metodologiczną skierowaną
do polskich antropologów .
1

2

Po prawie dziesięciu latach, które minęły od opublikowania przywołanego
tekstu, trudno stwierdzić, żeby nastąpił jakiś diametralny zwrot ku tak pojmowa¬
nej problematyce wiejskiej wśród antropologów. Zresztą, w dobie utrwalonego
już pluralizmu tematycznego w obrębie etnologii chyba trudno tego oczekiwać.
Tym bardziej jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że - zupełnie niezależnie od
* Prezentowany tutaj tekst jest fragmentem większej całości realizowanej w ramach tematów
badawczych Katedry Etnologii U M K w Toruniu.
Rozważania autora dotyczą zmian związanych z transformacją ustrojową, która ma miejsce
w Polsce od lat dziewięćdziesiątych X X wieku. Kolejne istotne przeobrażenia, których tekst
Buchowskiego już nie obejmuje, ale z pewnością mogą być zaliczone do tej samej klasy proble¬
mów, to zmiany związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na wydaną w 2002 roku książkę Anny Malewskiej-Szałygin, Wiedza potoczna o sprawach publicznych. Rozmowy o władzy lokalnej w wybranej
gminie mazurskiej w latach 1994-1995, którą można widzieć jako swoistą realizację postulatu
Buchowskiego, choć, co ciekawe, ani w tekście, ani w bibliografii nie ma bezpośrednich odnie¬
sień do jego tekstu. Autorka prezentuje proces modelowania nowych (z założenia demokratycz¬
nych) struktur władzy niższego szczebla przez konkretne środowisko lokalne.
1

2

�148

OLGA KWIATKOWSKA

siebie i przyjmując odmienne perspektywy badawcze - kilkoro badaczy/ek zain­
teresowało się zjawiskiem integralnie związanym z wsią, a mianowicie nowoosadnictwem (Kuligowski 2003; Kwiatkowska 2004; Laskowska-Otwinowska
2004; Markisz 2002, Sztandara 2001, 2002, 2003) . Polega ono na migracji
z miasta na wieś w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie możliwa realizacja
alternatywnego stylu życia. Nowoosadnicy - ludzie biorący udział w omawia¬
nym procesie - dokonują świadomego wyboru miejsca swojego osiedlenia, zgod¬
nie z wyznawanymi wartościami, podzielaną wizją świata i kondycji człowieka.
Pojawienie się zjawiska nowoosadnictwa w Stanach Zjednoczonych i Euro­
pie Zachodniej badacze wiążą przede wszystkim z rozwojem ruchu kontrkulturowego lat sześćdziesiątych X X w. W Polsce jego genezy upatruje się w lokalnej
odmianie tego ruchu końca lat siedemdziesiątych zeszłego wieku, uwikłanej
w realia polityczno-społeczne PRL-u (por. Kuligowski 2003, s. 18; Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293). U podstaw alternatywnego stylu życia leży przede
wszystkim krytyka cywilizacji (Wyka 1983, s. 112) oraz stanu świata, który jest
wynikiem jej rozwoju, a w którym ludziom przyszło żyć. Drugim ważnym ele¬
mentem omawianego stylu życia jest proponowanie i realizowanie alternatyw¬
nych wartości w miejsce krytykowanych. Nowoosadnicy przyjmują więc aktyw¬
ną i kreatywną postawę wobec zastanego świata wierząc w możliwość, a nawet
konieczność, wprowadzania w nim zmian. To z kolei sprawia, że pełnią, bądź
pragną pełnić, kulturotwórczą rolę. Jednym z podstawowych postulatów w ra¬
mach alternatywnego stylu życia jest budowanie takich wspólnot, w których
będzie możliwa pełna samorealizacja jednostki, widziana zawsze w powiązaniu
z innymi ludźmi i otaczającym światem, a nie wbrew lub przeciw nim. Przy
czym, rozpiętość form samorealizacji człowieka mieszcząca się w obrębie świa¬
topoglądu alternatywnego jest bardzo duża, dlatego też aktywność środowisk
alternatywnych przybiera wiele różnorodnych postaci od działalności artystycz¬
nej, rzemieślniczej po rolniczą. W związku z tym, że w miastach trudno budo¬
wać wspólnoty umożliwiające realizowanie alternatywnych wartości, przestrze¬
niami, które uznano za szczególnie ku temu dogodne stały się obszary wiejskie.
3

Oczywiste jest, że przy analizie tak zdefiniowanego zjawiska, wieś musiała się
znaleźć w samym centrum perspektywy badaczy/ek zainteresowanych nowoosadnictwem i to na dwa sposoby. Po pierwsze, jako nowa przestrzeń życia nowoosadników, po drugie - jako podstawowa kategoria w ich światopoglądzie - wyraźnie
i specyficznie definiowana oraz waloryzowana. Paradoksalnie więc, w tym przy¬
padku, uwaga antropologów zwróciła się ku zjawiskom rozgrywającym się na wsi
polskiej nie dzięki tym, którzy tradycyjnie są z nią wiązani i stanowią większość
3

Badacze interesujący się tym zjawiskiem określają je różnymi terminami. Obok stosowanej
w niniejszym tekście nazwy „nowoosadnictwo", w literaturze spotyka się również określenie
„osadnictwo alternatywne" (Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293). Różne terminy są również
używane w odniesieniu do ludzi biorących w nim udział. Oprócz stosowanego tu „nowoosadnicy"
(Kuligowski 2003, s. 19; Laskowska-Otwinowska 2004, s. 293) pojawiają się „imigranci z mia¬
sta" (Markisz 2002), „miejscy osadnicy" (Sztandara 2002, s. 61), „miejscy osadnicy na w s i "
(Sztandara 2003, s. 46), „osadnicy z miasta" (Sztandara 2003, s. 45).

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

149

jej mieszkańców, czyli rolnikom, ale dzięki ludziom wywodzącym się z miasta,
którzy wybrali życie na obszarach wiejskich. Mimo to, kiedy jest omawiane zjawi­
sko nowoosadnictwa, trudno całkowicie pominąć kwestie wiążące się z innymi
mieszkańcami wsi. Pojawiają się więc oni w polu widzenia badaczy/ek choćby
w minimalnym stopniu. Dzieje się tak, ponieważ nowoosadnicy nigdy nie przy­
bywają na tereny zupełnie puste, niezamieszkałe. Chociaż dość często wybierają
obszary na odludziu, to nie są to przecież przestrzenie bezludne. Powołuje to
zawsze do życia różnorakie relacje pomiędzy nowoprzybyłymi a środowiskiem
lokalnym. Oczywiście, w tekstach badaczy interesujących się nowoosadnictwem
można znaleźć różne sposoby prezentowania środowiska lokalnego. Od trak¬
towania go jako niezindywidualizowanego tła dla zjawiska nowoosadnictwa,
poprzez wyraźniejsze ukazanie jego obecności i roli w kontekście omawiania
relacji pomiędzy miejscowymi a nowymi - zazwyczaj jednak z perspektywy nowoosadników, aż po próby rekonstrukcji obrazów obu grup na swój temat.
W analizach nowoosadnictwa skupienie uwagi na środowisku lokalnym wy¬
daje się szczególnie ważne i to z dwóch powodów. Po pierwsze, bierze ono udział
w procesie nowoosadnictwa - oczywiście, w inny sposób niż nowoosadnicy. Jed¬
nak zawsze członkowie lokalnej społeczności ustosunkowują się do tego zjawiska,
wchodzą też (bądź nie) w różnorakie relacje z nowoosadnikami. Przywołując
metaforykę teatru, można powiedzieć - nawet jeśli brzmi to banalnie - że środo¬
wisko lokalne jest jednym z bohaterów dramatu. Po drugie, przyjęcie takiej optyki
umożliwia podjęcie próby od-tworzenia perspektywy tych, których udziałem staje
się obecność nowoosadników. To zaś z pewnością odsłania kolejny aspekt za¬
gadnienia. Warto próbować odpowiedzieć na pytania, w jaki sposób lokalna
społeczność postrzega nowoosadników, jak interpretuje ich działania i jak widzi
wzajemne relacje. Szczególnie w kontekście tego, że spora część nowoosadników często deklaruje chęć i potrzebę działania na rzecz środowiska lokalnego,
niejednokrotnie wypowiada się również w jego imieniu w świecie zewnętrznym.
Justyna Laskowska-Otwinowska, w tekście pt. „SWÓJ - OBCY". Przejawy
koegzystencji kulturowej społeczności wiejskiej i alternatywnej", proponuje, by
relacje pomiędzy środowiskiem lokalnym - utożsamianym przez nią z ludnością
rolniczą - a nowoosadnikami postrzegać przez pryzmat pojęcia kontaktu mię¬
dzykulturowego (2004, s. 294) , z wszelkimi możliwościami i konsekwencjami,
jakie ta kategoria ze sobą niesie. Pomimo przynależności do jednej wspólnoty
narodowej podzielającej wspólne elementy (np. język) różnice pomiędzy wartoś¬
ciami, a w konsekwencji - stylem życia obydwu grup, są na tyle duże, że można je
widzieć jako odrębne kultury, pomiędzy którymi dochodzi do kontaktu. Takie uję¬
cie wyraźnie podkreśla odrębność kulturową grup wchodzących ze sobą w różno¬
rakie relacje. Perspektywa ta wydaje się być trafna i, mimo że nie werbalizowana
4

4

Warto w tym miejscu przywołać słowa samej autorki: „[z]a kontakt międzykulturowy uznaję
tu kontakt ludności rolniczej, miejscowej z osadnikami miejskimi, o specyficznym «alternatywnym» zestawie sposobów postępowania, zarobkowania i kultywowania wyznawanych wartości"
(2004, s. 294).

�150

OLGA KWIATKOWSKA
5

w sposób tak bezpośredni, jak uczyniła to Laskowska-Otwinowska , to zdaje się
być obecna w większości tekstów dotyczących tej problematyki. Zawsze bowiem
mocno podkreślana jest różnica kulturowa (odmienność kulturowa) pomiędzy
nowoosadnikami a środowiskiem lokalnym.
W tym miejscu chciałabym przywołać koncepcję Michała Buchowskiego,
który proponuje spojrzenie na konkretną społeczność wioskową jako taką, w której
obrębie istnieją zróżnicowane klasy społeczne dysponujące zróżnicowanymi for¬
mami kapitału ekonomicznego, społecznego, symbolicznego i kulturowego (1996,
s. 15-22) . Przynależność do konkretnej klasy „wyznacza działania jednostek,
sposoby postrzegania relacji międzyludzkich i międzygrupowych, konceptualizowania świata" (tamże, s. 16). W tym ujęciu środowisko lokalne danej wsi jest
widziane jako zróżnicowane pod względem klasowym, gdzie poszczególne klasy
pozostają ze sobą w dynamicznych relacjach i na bieżąco negocjują sensy i defi¬
niują za każdym razem sytuacje. W literaturze etnologicznej społeczność wios¬
kowa jest bardzo często prezentowana jako „stosunkowo jednolita, harmonijna
i dobrze funkcjonująca całość spojona więzami kultury" (tamże, s. 19). Wydaje
się, że podobnie ujmowana jest wieś w tekstach dotyczących nowoosadnictwa.
Wystarczy nie być nowoosadnikiem, a żyć na wsi, by zostać zaliczonym do grupy
mieszkańców wsi związanych i tworzących wspólną kulturę. W ten sposób jej
członkowie zaczynają stanowić „kategorię badawczą definiowaną przez ich środo¬
wisko życiowe i osobliwą kulturę" (tamże, s. 17). Koncepcja Buchowskiego, nie
likwidując zarysowanego dzięki propozycji Laskowskiej-Otwinowskiej podziału
na dwa środowiska społeczno-kulturowe, pozwala go wzbogacić i zdynamizować.
Przede wszystkim umożliwia ona dostrzeżenie wewnętrznego zróżnicowania
środowiska lokalnego, które może być istotnym czynnikiem generującym i róż¬
nicującym stosunek poszczególnych jednostek tworzących środowisko lokalne
do nowoosadników i relacje z nimi. Warto zatem analizować konkretne przypadki
nowoosadnictwa, biorąc pod uwagę obydwa powyżej zarysowane spojrzenia.
6

NOWOOSADNICY W L U C I M I U
7

W drugiej połowie ubiegłego wieku we wsi Lucim funkcjonowała grupa kilku
artystów związanych z Toruniem i Bydgoszczą. Ich obecność i działalność
w Lucimiu można uznać za swoisty przypadek nowoosadnictwa. Jest on szcze­
gólny z dwóch względów. Po pierwsze, w chwili obecnej należy już do prze5

Badaczka zwerbalizowała i zaakcentowała to, co przez innych było traktowane prawdopo¬
dobnie jako oczywiste. A przecież padło już nie tylko: „nie wszystko jest oczywiste" Czesława
Robotyckiego (1998), ale także „nic nie jest oczywiste" Michała Buchowskiego (2004).
Autor zastrzega, że pojęcia klasy społecznej nie ogranicza do ujęcia marksistowskiego.
Jednocześnie podkreśla, że podziały klasowe „[są] płynne, pełne napięć, zmienne historyczne"
(1996, s. 21).
Wieś wchodzi w skład gminy Koronowo leżącej w granicach obecnego województwa ku¬
jawsko-pomorskiego.
6

7

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l5l

szłości. Artyści pojawili się na wsi pod koniec lat siedemdziesiątych i działali
tam intensywnie do połowy lat dziewięćdziesiątych. Później ich aktywność
zaczęła ulegać rozproszeniu, a także przybierać inne formy. Dominowały indy­
widualne działania poszczególnych twórców. Część z nich już tylko w luźny
sposób była powiązana z tą wsią i jego mieszkańcami. Artyści, co prawda, nie
przestali się w Lucimiu pojawiać, nie zaniechali też całkowicie tam realizacji
swoich działań, przybrały one jednak na tyle inny charakter, że trudno już je
łączyć z kategorią nowoosadnictwa. Dlatego też można traktować omawiane
zjawisko jako proces zakończony. To zaś zmienia nieco sposób jego widzenia.
Zazwyczaj teksty dotyczące problematyki nowoosadnictwa prezentują przypadki,
które rozpoczęły się w dalszej lub bliższej przeszłości, mają już swoją historię,
ale nadal egzystują. Uwaga badaczy/ek jest jednak przede wszystkim skupiona na
obserwowanej przez nich sytuacji obecnej. Oczywiście, w spektrum ich zaintere¬
sowań znajduje się również przeszłość nowoosadników. To kiedy, dlaczego i jak
doszło do ich osiedlenia się na wsi. Jak przebiegały te początkowe - nazwijmy je
pionierskimi - lata. Jednak najistotniejsza wydaje się być chwila obecna. Warto
również zwrócić uwagę, że w takim wypadku badacz może mieć bezpośredni
wgląd w życie nowoosadników. Może obserwować je na bieżąco w trakcie „dzia­
nia się". Poza tym, inaczej rysują się tu kwestie związane z przyszłością. W przy¬
padku nowooosadników opinie jej dotyczące są integralnie splecione z miejscem
ich aktualnego życia. W ich wizjach przyszłości, planach, zajmuje ono ważną po¬
zycję, stanowi też istotny punkt odniesienia. Większość nowoosadników deklaruje
konieczność wprowadzania różnorakich zmian w zastany porządek społeczno-kulturowy oraz chęć ich przeprowadzenia. Przekonanie o możliwości ich reali¬
zacji w przyszłości wyznacza cele i kierunek ich aktualnej aktywności. Bardzo
często rozmawiając z nimi można usłyszeć, że ich działania w danym miejscu
zaowocują w przyszłości, a zaplanowane przez nich zmiany urzeczywistnią się.
To wszystko ma ciągle szansę się wydarzyć. Powyższe kwestie decydują o rozło¬
żeniu akcentów w tekstach na temat nowoosadników. Tym bardziej wydaje mi się
interesująca możliwość przyjrzenia się sytuacji należącej do przeszłości. Pytania
0 skutki obecności i działalności nowoosadników dla środowiska lokalnego, które
w każdym takim przypadku można i należy zadawać, tu brzmią inaczej.
Historia artystów związanych z Lucimiem jest szczególna również z innego
powodu. Członkowie grupy, którą zaliczyłam do kategorii nowoosadników
w gruncie rzeczy nigdy nie mieszkali na stałe we wsi, w której działali. Być może,
w tym kontekście właściwiej było by użyć określenia: pomieszkiwali. Jednak,
jak już kiedyś pisałam, moje rozumienie tego pojęcia nie ogranicza się wyłącznie
do przypadków opuszczenia miasta i osiedlenia się na wsi na stałe (Kwiatkowska
2004). Traktuję je szerzej, włączając w jego zakres także przypadki polegające
na ograniczeniu pobytu i aktywności w mieście na rzecz intensywnej obecności
1 działalności na wsi, która ma właśnie na celu realizację alternatywnego stylu
życia. Można uznać, że o zaliczeniu kogoś do kategorii nowoosadników decyduje
coś, co nazywam migracją egzystencji. Ma ona miejsce wówczas, gdy główny
nurt życia danych osób i ich aktywności realizuje się na wsi, mimo że mieszkają

�152

OLGA KWIATKOWSKA

w mieście. Tak jak osiedlenie się na wsi nie musi wcale oznaczać przyjęcia alter¬
natywnego stylu życia, tak realizowanie go na wsi nie musi oznaczać permanent¬
nego przebywania na jej terytorium. Członkowie omawianej przeze mnie grupy
uznali, że uprawianie sztuki zgodne z ich wizją nie jest możliwe w mieście. Wieś
natomiast jawiła się w tym kontekście jako obszar dający taką szansę. W związ¬
ku z tym, to tam przygotowywali i realizowali swoje projekty. Ich obecność
w Lucimiu nie ograniczała się jedynie do przebywania w nim. Wieś nie pełniła
również wyłącznie roli inspiracji do twórczości. Aktywność artystyczna grupy
była zorientowana na Lucim i jego mieszkańców, w zamierzeniu była integralnie
związana z życiem egzystującej tam społeczności . Alternatywny charakter
działalności artystów zauważyła Aldona Jawłowska kreśląc charakterystykę
polskiego nurtu kultury alternatywnej funkcjonującego od lat siedemdziesią­
tych do osiemdziesiątych ubiegłego wieku (1988, s. 19-48). Warto zauważyć,
że w okresie PRL-u wachlarz stylów życia był mocno ograniczony. Podział na
szeroką, w miarę ujednoliconą kulturę oficjalną, dominującą, i niewielki strumień
alternatywny był w gruncie rzeczy o wiele bardziej widoczny niż dzisiaj, kiedy
paleta stylów życia jest ogromna a dążenie do indywidualizmu tak duże.
8

9

Opowieść o eksperymencie artystyczno-społecznym realizowanym w Lucimiu składa się z dwóch części . Pierwsza powstała przede wszystkim na podsta¬
wie tekstów członków grupy i komentatorów ich działań nie wywodzących się
z Lucimia, pisanych w latach, kiedy grupa działała we wsi . Jest próbą od-tworzenia historii nowoosadnictwa w Lucimiu, na podstawie utrwalonej w tekstach
perspektywy samych nowoosadników. Druga część to próba dopełnienia tej
historii głosami nieobecnymi w pierwszej, a pochodzącymi z lokalnej społecz¬
ności. Ten fragment jest re-konstruowany na podstawie wywiadów-rozmów
przeprowadzonych przeze mnie w trakcie badań terenowych w Lucimiu w 2003
i 2004 roku. Powstał na bazie „penetrowania" pamięci wybranych mieszkańców
wsi. Ma charakter otwarty i może być uzupełniany, ponieważ nie prezentuje
wszystkich głosów członków lokalnej społeczności.
10

11

12

8

Co ciekawe, w tekstach, w których m.in. działalność artystów związanych z Lucimiem jest
prezentowana (patrz Jawłowska 1988, s. 40-41; Wojciechowski 1992, s. 92-93) pisze się o nich
jako o grupie twórców osiadłych w Lucimiu. Zastosowanie tego określenia może być wynikiem
braku dokładnych informacji, bądź uznania, że intensywność i stopień zaangażowania w dzia­
łalność artystyczną w Lucimiu są równoznaczne z osiedleniem się w tym miejscu. Jeśli przyjmie¬
my drugi wariant, potwierdzałoby to słuszność mojej decyzji traktowania członków grupy jako
nowoosadników.
W książce Aldony Jawłowskiej charakterystyka ta stanowi tło dla interesującego autorkę
fenomenu „studenckiego ruchu teatralnego".
W niniejszym tekście jest prezentowana pierwsza cześć, druga, integralnie z nią związana,
koncentrująca się na od-tworzeniu perspektywy środowiska lokalnego, zostanie opublikowana
w następnym numerze "Etnografii Polskiej".
Część z nich była adresowana do środowisk spoza Lucimia, część do mieszkańców wsi.
Historia jest tu rozumiana przeze mnie, za Hubertem Czachowskim (który z kolei w tej
kwestii odwołuje się do refleksji Jerzego Topolskiego) nie jako historia wydarzeniowa, ale autorska
narracja historyczna, w której kluczową rolę odgrywa interpretacja badacza (1999, s. 141-142).
9

1 0

1 1

1 2

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

153

Można powiedzieć, że obie części pozostają w stosunku do siebie w relacji
podwójnej asymetrii. W pierwszej pojawia się głos artystów, nie został natomiast
uwzględniony głos członków lokalnej społeczności. W drugiej odwrotnie, w cen¬
trum uwagi znajdują się opinie mieszkańców wsi, pominięty zaś został głos
artystów. W pierwszej części brak opinii artystów komentującej okres nowoosadnictwa w Lucimiu z dzisiejszej perspektywy . Druga jest zbudowana na
bazie aktualnych sądów członków środowiska lokalnego dotyczących obecności
i działań artystów we wsi w przeszłości.
13

EKSPERYMENT L U C I M S K I - PERSPEKTYWA NOWOOSADNIKÓW

Dom

Bracia, artyści plastycy, Bogdan i Witold Chmielewscy w 1976 roku kupili
we wsi Lucim zrujnowaną zagrodę wiejską z poł. X I X wieku. Obejście, co praw¬
da, leży w granicach wsi, ale położone jest na jej uboczu. W rzeczywistości,
bliżej z niego do lasu i jeziora, niż do domostw innych mieszkańców, a co dopie¬
ro do zbudowanego w kształcie owalnicy centrum wsi. Artyści znali wieś jeszcze
przed dokonaniem zakupu domu. Spędzali w tych okolicach, wraz z innymi
zaprzyjaźnionymi twórcami, wakacje w czasach studenckich. Zapewne dobrze
się tu czuli i cenili te tereny. Mogło to sprzyjać podjęciu decyzji o kupnie domu,
kiedy nadarzyła się ku temu okazja. Prawdopodobnie jednak zdecydowało o tym
głównie położenie zagrody - na uboczu wsi i blisko przyrody, a przede wszyst¬
kim wiek, walory architektoniczne i estetyczne domu wchodzącego w jej skład.
Posiadał widocznie dla nich dużą wartość, skoro kupili go mimo silnego zdewa¬
stowania. W wielu tekstach, pisząc o nim, podkreślają jego lata i zabytkowy
charakter, zwracają też uwagę na materiał (drewno), z którego został zbudowany
(por. np. Chmielewski W. 1985b, s. 23; Chmielewski B. 1989, s. 192; 2001, nlb).
Zakupiony w Lucimiu dom staje się bardzo istotnym miejscem dla braci
Chmielewskich i coraz intensywniej angażuje ich aktywność. Przyjeżdżają tu w
każdej wolnej chwili i remontują go. Decydują się przy tym na wykorzystanie
naturalnych materiałów i dawnych technologii. To prawdopodobnie skłania ich
do lektury literatury etnograficznej, etnologicznej, w końcu antropologicznej.
W ten sposób, przywracanie życia domostwu w wymiarze praktycznym staje się
zarazem wstępem do odkrywania jego wymiaru symbolicznego (Chmielewski B.
1989, s. 192; 2001, nlb). Istotną rolę w uwrażliwieniu artystów na tego ro­
dzaju kwestie odegrała lektura prac Martina Heideggera, Gastona Bachelarda
a przede wszystkim Mircea Eliadego (Chmielewski B. 1997, s. 22) . Koncepcje
14

1 3

Te głosy oczywiście mogły się tu pojawić (najprawdopodobniej powstałaby wówczas inna
historia). Świadomie jednak zdecydowałam się nie podejmować próby przeprowadzenia wywia­
dów z artystami na tym etapie badań.
W roku 1974 ukazało się pierwsze polskie wydanie Sacrum i profanum. O istocie religij­
ności, a także druga edycja Sacrum. Mit. Historia. Wybór Esejów.
1 4

�154

OLGA KWIATKOWSKA

rumuńskiego religioznawcy bardzo mocno wpłynęły na sposób myślenia arty¬
stów o świecie, ukonstytuowały także ich twórczość oraz wyznaczyły na lata jej
kierunek. Jednym z zasadniczych eliadowskich wątków przewijających się w ich
aktywności jest postrzeganie domu jako środka/centrum świata, mikrokosmosu,
miejsca fizycznego i duchowego realizowania się ludzi (patrz np. Chmielewski B.
1989, s. 192; 2001, nlb).
Warto zwrócić uwagę na fakt, że artyści w wielu swoich tekstach bardzo
mocno akcentują doniosłość nabycia domu w Lucimiu . Akt ten jest postrze¬
gany przez nich w kategoriach początku istotnego etapu w ich biografii arty¬
stycznej a zarazem życiowej. Dom spełnia doniosłą rolę w czymś na kształt
mitu założycielskiego w przypadku większości nowoosadników . Jednocześnie
jest wizualnym śladem początku wybranej przez nich drogi. Nabycie domu
w Lucimiu stało się punktem przełomowym. Bogdan Chmielewski stwierdza
nawet - przywołując nota bene terminologię etnologiczną, że był to jeden
z dwóch w jego życiu artystycznym ważnych momentów przejścia, istotnych
dla ukształtowania się jego poglądów i formy jego praktyki „życiowo-twórczej"
(Chmielewski B. 2001, nlb).
Artyści spędzali coraz więcej czasu w nowym domu. Oswajali obcą przestrzeń,
odkrywali jej przeszłość rozmawiając z członkami rodziny, od której nabyli za¬
grodę. Jednocześnie organizowali tę przestrzeń zgodnie ze swoimi wyobrażenia¬
mi wiejskiej chaty - drewnianej, krytej strzechą, wypełnionej starymi sprzętami.
15

16

OPOZYCJA „MIASTO - W I E Ś "

Dom w Lucimiu, a także sama wieś, stały się istotne nie tylko dla braci Chmie¬
lewskich, ale również dla ich przyjaciół. Spośród nich trzech związało swój
los z Lucimiem na dłużej. Byli to: Andrzej Maziec i Stanisław Wasilewski
- fotograficy oraz Wiesław Smużny - artysta plastyk. Prowokuje to nie tylko
do zadania pytania, co sprawiło, że wieś stała się dla nich wszystkich tak ważna,
ale również innego - nie mniej istotnego - czy przestrzeń miejska, z której
pochodzili i w której dotychczas działali, nie spełniała ich potrzeb i oczekiwań?
A jeśli tak, to jakich? Czego jej brakowało?
Miasta, z którymi artyści byli związani to Toruń i Bydgoszcz. W pierwszym
z nich bracia Chmielewscy i Smużny ukończyli studia na Wydziale Sztuk Pięk¬
nych U M K a następnie rozpoczęli na tym Wydziale pracę. Jednak i Chmielewscy,
i obaj fotograficy mieszkali w Bydgoszczy. Toruń, liczący wówczas ok. 160 ty17

1 5

Tak o tym pisze Bogdan Chmielewski: „Punktem zwrotnym w moim postępowaniu i dzia¬
łaniu było nabycie zabytkowego, opuszczonego, drewnianego domu w Lucimiu, w 1976 roku"
(1989, s. 192)
Wydaje się, że opowieści nowoosadników o początkach mają ten sam schemat i ogniskują
się właśnie wokół kategorii domu i zabiegów związanych z jego nabyciem oraz przystosowywa¬
niem do zamieszkania.
Również nabył stary domu w Lucimiu.
1 6

1 7

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l55

18

sięcy mieszkańców, to miasto średniej wielkości , Bydgoszcz natomiast z liczbą
ponad 330 tysięcy mieszkańców można zaliczyć do miast dużych.
Artyści pojawili się w Lucimiu w okresie drugiej połowy rządów Edwarda
Gierka w Polsce. Charakterystyczny dla tego czasu, jak i całej dekady lat
siedemdziesiątych, był proces deideologizacji państwa i jego okcydentalizacji
(Piotrowski 1999, s. 11).
W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych społeczeństwo polskie doświad¬
czało na poziomie codziennej egzystencji stabilizacji i poprawy poziomu życia
- oczywiście w stosunku do okresu wcześniejszego i późniejszego. W sklepach
pojawiło się więcej żywności i towarów, w tym również zachodnich. Przeciętny
obywatel mógł liczyć m.in. na otrzymanie spółdzielczego mieszkania, zakup
przysłowiowej meblościanki, pralki, lodówki, telewizora oraz nabycie fiata 126p
lub 125p. Dzięki liberalizacji polityki paszportowej (Delorme 2001, s. 31) miał
również szanse na wyjazd za granicę . Oczywiście, wszystko to działo się dzięki
zaciąganym za granicą pożyczkom. Negatywne skutki takiej polityki zaczęły jed¬
nak dawać o sobie znać dopiero w drugiej połowie lat siedemdziesiątych (Davies
1998, s. 676-683; Kuroń, Żakowski 1996, s. 138-147).
Warto jednak pamiętać, że ówczesnemu życiu miejskiemu towarzyszyły
typowe, negatywne zjawiska wynikające z faktu dużego zagęszczenia ludzi
i koncentracji przemysłu na niewielkim obszarze, takie jak zgiełk, tłok, anoni¬
mowość, zanieczyszczenie środowiska itd. Ponadto, cechą charakterystyczną,
choć zupełnie innego rodzaju, było bardzo silne przesycenie życia w mieście
propagandą sukcesu oraz różnymi fasadowymi hasłami, na przykład sojuszu
świata pracy z kulturą i sztuką. Korespondowało to, oczywiście, z dominującą
ideologią, ale nie przekładało się na rzeczywistość i fałsz tego przez wielu był
głęboko odczuwany.
W świecie sztuki przez całą dekadę dominowała atmosfera festiwalowa. Dzieła
były prezentowane pod szyldem „osiągnięć" i „sukcesów". Charakterystyczna
była aura ludyczna, brakowało natomiast twórczych poszukiwań (Piotrowski
1999, s. 41). Jednocześnie artyści i ich działalność podlegała różnorakim zależ¬
nościom i presjom ze strony rządzących. Historyk sztuki Piotr Piotrowski tak
opisuje ówczesne realia, w których funkcjonowała sztuka:
19

1 8

Według Rocznika Statystycznego woj. toruńskiego 1977, dokładna liczba mieszkańców
Torunia w roku 1976 wynosiła 157 611, Bydgoszczy zaś, według Rocznika Statystycznego woj.
bydgoskiego 1978, w roku 1977 wynosiła 339 237.
Warto odnotować, że badacze nie są zgodni co do oceny jakości życia obywateli w okresie
rządów Gierka i tak na przykład Andrzej Delorme kwestionuje słuszność stosowania wobec spo­
łeczeństwa tamtych czasów określenia użytego przez Andrzeja Friszke „socjalistyczne społe­
czeństwo konsumpcyjne" twierdząc, że ówczesna poprawa sytuacji materialnej nie dotyczyła
całego narodu. Wydaje się jednak, że z perspektywy przeciętnego obywatela przede wszystkim
pierwsza połowa dekady gierkowskiej, zwłaszcza w porównaniu z okresem wcześniejszym i tym,
który nastąpił po roku 1980, mogła być odbierana jako dekada względnego dobrobytu i więk¬
szych możliwości konsumpcyjnych. Realia życia codziennego lat siedemdziesiątych X X wieku
świetnie oddaje serial pt. „Czterdziestolatek" w reżyserii Jerzego Gruzy.
1 9

�156

OLGA KWIATKOWSKA

[...] system funkcjonowania karier artystycznych [...] osadzony był w instytucjonalnej monopoliza­
cji życia artystycznego. Państwo miało monopol na życie artystyczne, choć był on rozpisany na
głosy. Kontrolowało je przez system cenzury, hamowanie edukacji artystycznej, kontrolę krytyki
i podległych sobie instytucji wystawienniczych. Nie miało jednak sprecyzowanej polityki kultural­
nej w sensie merytorycznym. Nie było zainteresowane narzucaniem artystom wizji świata i sztuki;
wyznaczało im jedynie „strefy zakazane" (1999, s. 75).

Ówczesna rzeczywistość miała swoich krytyków, była negatywnie oceniana
przez pojawiające się w Polsce od początku lat siedemdziesiątych środowiska
kontrkulturowe i alternatywne. Krytykowały one między innymi nijakość życia,
bierność społeczeństwa, jego bezmyślny konsumpcjonizm, uleganie taniej roz­
rywce proponowanej przez mass-media oraz brak głębszych poszukiwań egzysten­
cjalnych (Jawłowska 1988, 19-48; Kuroń, Żakowski 1996, s.147). Ten sposób
widzenia świata był bliski również artystom, którzy pojawili się w Lucimiu.
Chociaż rok ich przybycia do wsi to, w gruncie rzeczy, schyłek krótkotrwałego
gierkowskiego dobrobytu i początek narastającego w kolejnych latach kryzysu,
to prawdopodobnie jednak niezadowolenie z rzeczywistości miejskiej pierw¬
szej połowy lat siedemdziesiątych zdecydowało o poszukiwaniu miejsca, gdzie
mogłoby być inaczej.
Z tekstów artystów związanych z Lucimiem wynika, że jednym z najbardziej
dla nich dokuczliwych elementów ówczesnych realiów był tzw. „układ artystycz­
ny", który tworzyły instytucje przeznaczone do upowszechniania sztuki, czyli
galerie sztuki i muzea, ale także zastępy krytyków i ich recenzje oraz cały system
nagradzania artystów. Metaforycznie można powiedzie, że „układ" ten stanowił
coś na kształt osobnej wyspy, ponieważ charakteryzował się dużą hermetycznoś¬
cią, nie umożliwiał artystom kontaktu z odbiorcami, brakowało mu rzeczywistego
zaangażowania w życie społeczne. Obecność i siła oddziaływania „układu arty¬
stycznego" najintensywniejsza była w miastach, tam, gdzie były skupione jego
agendy. Paradoksalnie jednak negatywne skutki centralistycznego zarządzania
sztuką, w postaci ograniczenia wolności artystów, często najdotkliwiej były odczu¬
wane w miastach takiej wielkości jak Toruń, a nie tych największych. Sprzyjały
temu niewielkie rozmiary środowiska związanego ze sztuką, trwałość jego struk¬
tury i relacji w jego ramach (Żydowicz 1989, s. 14-15). Wieś natomiast z rzadka
i na krótko stawała się obszarem zainteresowania „układu artystycznego".
Sztuka, która była bliska artystom związanym z Lucimiem i jaką chcieli upra¬
wiać, to sztuka pozagaleryjna, taka, która sytuowałaby się blisko prawdziwego
życia, która byłaby na nie wrażliwa a zarazem je przenikała. Istotnym jej ele¬
mentem była możliwość kreowania takich sytuacji, w których miałoby miejsce
spotkanie twórcy i odbiorcy. Sztuka autonomiczna, wyizolowana z całokształtu
praktyki życiowej, budziła ich sprzeciw (Dziamski 1987, s. 10).
Realia życia miejskiego mogły wywoływać w artystach poczucie zmęczenia,
niechęci i potrzebę poszukiwania przestrzeni wolnej od jego niedogodności,
a przynajmniej w mniejszym stopniu nimi obarczonej. W tym kontekście wieś
jako niewielka struktura osadnicza, leżąca na marginesie oddziaływania przy¬
śpieszenia urbanizacyjnego i presji propagandowej, mogła się wydawać miejs-

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

157

cem dającym na to szansę. Pobyt na wsi pozwalał jednak przede wszystkim uwol­
nić się i zdystansować do świata kreowanego przez „układ artystyczny". Zakup
domów w Lucimiu i kolejne lata działalności w tej wsi były przez artystów po¬
strzegane właśnie jako proces wychodzenia i rezygnacji z uczestnictwa w nim
(Chmielewski W. 1985b, s. 23). Stwarzał również możliwość realizacji wizji
własnej drogi artystycznej.
Ważną rolę, w początkowym etapie fascynacji Lucimiem, mógł odgrywać
również - mający długą tradycję w kulturze polskiej - mit wsi jako Arkadii,
a więc miejsca, gdzie panuje harmonia a człowiek żyjąc blisko natury wiedzie
proste, ale szczęśliwe życie. Mit ten łączy się także z wątkiem wyrzeczenia się
wielkiego świata i uwolnienia z zewnętrznych zobowiązań (por. Hernas 1965,
s. 7-40, 1965; Kowalski 2002, s. 214-224).
Artyści w trakcie pobytów w Lucimiu stopniowo zaczynają poznawać wieś
i jej mieszkańców. Obraz, który dostrzegają niewiele ma wspólnego z harmo¬
nijną Arkadią. Stwierdzają, że - co prawda - wzrósł prestiż społeczny rolnika,
poprawiła się również i na wsi sytuacja materialna oraz warunki życia, ale jedno¬
cześnie nastąpiło odejście od tradycji i dawnych wartości oraz rozpad więzi
międzyludzkich (Chmielewski B. i inni 1977-1978, s. 4). Dostrzegają również
brak jakiegokolwiek lokalnego życia kulturalnego - stan ten określą później mia­
nem „sytuacji zerowej" (Chmielewski W. 1985a, s. 62). Ta kulturalna pustka
Lucimia z jednej strony a zniechęcenie do świata „wielkiej sztuki" z drugiej,
stanowią impuls do działania. Artyści w 1977 roku podejmują decyzję o reali¬
zacji rocznych działań artystycznych (dzisiaj powiedzielibyśmy projektu) pt.
„Akcja Lucim". Nawiązują kontakt z sołtysem wsi, przedstawiają mu swoje pro­
pozycje i zyskują jego przychylność. Następnie aranżują spotkanie z mieszkań¬
cami, na którym prezentują koncepcję „Akcji Lucim". W ten sposób wkraczają
w życie społeczności Lucimia.
20

ARTYŚCI N A WSI - ODSŁONA I

Ramy „Akcji Lucim" wyznaczało założenie o jedności miejsca inspirującego
powstanie dzieł i ich prezentacji. Prace powołane do życia w i pod wpływem
mikroświata lucimskiego miały później zaistnieć w jego przestrzeni. Taka kon¬
cepcja była alternatywą w stosunku do rozpowszechnionej praktyki, kiedy
to wieś stawała się „[...] miejscem upowszechniania tego, co powstało poza nią
i co jest sztucznie przenoszone na jej grunt, a w konsekwencji obce jej i nieczy¬
telne. O ile wieś bywa inspiracją zewnętrzną sielsko-krajobrazową, to rzadko
bywa miejscem upowszechniania tego, co było nią inspirowane i dotyczy jej
«wnętrza»" (Chmielewski B. i inni 1977-1978, s. 4). Pod względem wyboru
formy wypowiedzi artystycznej każdy miał pełną swobodę.
2 0

W jednym z tekstów (Chmielewski B. i inni 1989, s. 191) pojawia się informacja, że po¬
mysł narodził się wiosną, w innym (Chmielewski W. 1985b, s. 23), że jesienią tegoż roku.

�158

OLGA KWIATKOWSKA

W trakcie realizacji „Akcji" artyści odbyli kilka spotkań autorskich, na których
prezentowali mieszkańcom swoją twórczość. W ten sposób dążyli do coraz
intensywniejszego pogłębienia kontaktu z nimi. Działania zakończono ekspozy¬
cją dzieł w obrębie wioski w sierpniu 1978 roku . W ciągu dwóch dni wieś stała
się czymś na kształt galerii, przestrzenią niezwykłą. Wzdłuż drogi, w nowowybudowanej, ale jeszcze nie zamieszkanej willi, w jednej ze stodół, w pomiesz¬
czeniach dawnej kawiarni, w świetlicy ZSMP, na pustym placu po rozebranym
domu zostały umieszczone obrazy-transparenty, instalacje, fotografie. Odbywa­
ły się akcje artystyczne, prezentacje autorskich filmów oraz dokumentacji filmo¬
wej z przebiegu przygotowań do finału „Akcji". Członkowie społeczności byli
również bezpośrednio angażowani w realizację artystycznych sytuacji. Dodatko¬
wymi elementami całego „artystycznego święta" były ognisko i zabawa.
21

W znanej, swojskiej dla mieszkańców Lucimia ikonosferze codziennego by¬
towania pojawiły się niecodzienne obiekty. Z jednej strony były one kojarzone
z obcym i dalekim światem, z drugiej, w jakiś sposób jednak odzwierciedlały
elementy znane z lokalnego życia. W niektórych dziełach mieszkańcy rozpozna¬
wali siebie i innych lucimian, a także znane im miejsca i to te realizacje budziły
najwięcej zainteresowania i emocji. Dla artystów „Akcja" była urzeczywistnie¬
niem ich wizji funkcjonowania sztuki. Jednym z istotnych jej elementów była
możliwość kontaktu twórcy z odbiorcą, dlatego też, w trakcie prezentacji, byli
gotowi do rozmowy z uczestnikami, oczekiwali i z uwagą obserwowali ich
reakcje. Na wielu zdjęciach dokumentujących wydarzenia można zobaczyć ludzi
wędrujących po tej specyficznej „galerii" i z ciekawością oglądających efekty
pracy artystów. Warto również zwrócić uwagę na dwie spośród sześciu - wyróż¬
nionych przez artystów - części konstytuujących ich artystyczne przedsięwzię¬
cie: badanie odbioru oraz upowszechnianie (Chmielewski B. i inni 1977-1978,
s. 5 ) . W celu określenia stanu percepcji zastosowano badania ankietowe.
Doszło tu więc do włączenia w świat sztuki metody z obszaru nauk społecznych.
Pierwsze z badań miały pomóc w rozpoznaniu częstotliwości kontaktów ze
sztuką oraz stanu wiedzy na jej temat wśród mieszkańców Lucimia. Kolejne
dotyczyły uczestnictwa w spotkaniach, które odbywały się w trakcie całego roku
trwania „Akcji", i percepcji prezentowanych wówczas prac. Celem ostatnich ba¬
dań było ustalenie, jaki był udział w finale oraz które z prac i w jakim stopniu
cieszyły się uznaniem społeczności. Upowszechnianie polegało na prezentacji
dokumentacji fotograficznej i filmowej z działań oraz niektórych prac w innym
czasie i w odmiennych środowiskach. W tym celu wykorzystywano istnienie
oficjalnych instytucji i form upowszechnia sztuki. Wydawać by się mogło,
że można w takim razie zakwestionować wyjście artystów poza „układ arty22

2 1

Dokładny opis prac oraz działań wraz z dokumentacją fotograficzną można znaleźć
w katalogu Akcja Lucim (1977). Oprócz realizacji twórców, którzy na dłużej związali swoje życie
artystyczne z Lucimiem, w ramach „Akcji Lucim" zostały również okazjonalnie zaprezentowane
prace Wawrzyńca Kresendowicza.
Pozostałe części to: inspiracja, tworzenie, organizowanie, akcja. Ich pełną charakterystykę
można znaleźć w Katalogu Akcja Lucim (Chmielewski B i inni 1977-1978, s. 4-5).
2 2

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l59

styczny" i potraktować je jedynie jako deklarację. Warto jednak być ostrożnym
w wyrażaniu tak pochopnych opinii. Krytyk sztuki Grzegorz Dziamski, charak¬
teryzując sztukę młodych z lat siedemdziesiątych - uwzględniając w tym
również działalność grupy artystów związanych z Lucimiem - stwierdza, że
istotnym rysem dla części jej przedstawicieli było sytuowanie się „[...] pomiędzy
kontekstem istniejącym w ramach systemu artystycznego a projektowanymi
i rodzącymi się dopiero formami uspołecznienia sztuki" (Dziamski 1987, s. 14).
Postawę tę określa jako „bycie pomiędzy". Związane jest ono, z jednej strony
z całkowitym oddaleniem się od systemu artystycznego, z drugiej - z okazyjnym
wkraczaniem w jego obszar, ale tylko po to, by wskazać na istnienie alterna¬
tywnych przestrzeni (tamże).

ARTYŚCI N A WSI - ODSŁONA I I

W następnym roku artyści, już pod nazwą „Grupa Działania", realizowali
przedsięwzięcie pt. „Działanie w Lucimiu", które było czymś na kształt dru¬
giej, wzbogaconej edycji „Akcji Lucim". Po jej zakończeniu ponownie podjęli
decyzję o kontynuowaniu działalności we wsi, ale tym razem miała ona mieć
charakter długofalowy i trwać kilka lat. Doświadczenia artystów, zdobyte w trak¬
cie ich dotychczasowej aktywności, doprowadziły do wykrystalizowania się
w 1980 roku wizji sztuki „Grupy Działania" i sposobu jej uprawiania w postaci
idei i programu „sztuki społecznej" . Podstawową rolą działań artystycznych
- w ramach tak rozumianej sztuki - było kreowanie takiego rodzaju komunikacji
symbolicznej, której skutkiem będzie wytwarzanie więzi międzyludzkich.
Zakładano, że jest to możliwe tylko w bezpośrednim kontakcie nadawcy i od¬
biorcy, przy czym role te nie miały mieć charakteru stałego i mogły ulegać
zamianie. Artysta, w gruncie rzeczy, miał za pomocą swoich działań zachęcać
lokalną społeczność do tworzenia własnych kreacji twórczych. Przy czym, inspi¬
rujące dzieło - działanie artysty oraz kreacje powstałe pod jego wpływem lub
w odpowiedzi na nie - traktowano jako pewną ponadindywidualną, wspólno¬
tową całość a nie osobne byty (Chmielewski W. 1987, s. 272-273). W takim
ujęciu granica pomiędzy sztuką a życiem, pomiędzy artystą a tzw. zwykłym czło¬
wiekiem, ulegała rozmyciu - a to właśnie było postulowane przez środowiska
kontrkulturowe i alternatywne.
23

Im bardziej artyści poznawali życie Lucimia, tym bardziej rozumieli, że jeśli
ich aktywność ma być dla mieszkańców istotna musi - o wiele bardziej niż
dotychczas - korespondować z ich życiem i potrzebami. W związku z tym,
poszukując wartości wspólnych dla nich i dla lucimian skupili się na świętach
związanych z kalendarzem liturgicznym oraz życiem rolników. Święta dawały
możliwość przeżywania turnerowskiego communitas (Burszta 1998, s. 108-111;
2 3

Szczegółową prezentację idei i programu „sztuki społecznej" można znaleźć między inny­
mi w albumie Sztuka młodych 1975-1980 (Chmielewski W. 1987, s. 273).

�160

OLGA KWIATKOWSKA

Sulima 2000, s. 58-60; Turner 2004, s. 240-266.) a więc przeżywania współbycia, doświadczania - tak przez artystów podkreślanych - więzi międzyludz¬
kich. Artyści widzieli sytuację wsi w kategoriach upadku i regresu, dlatego też
swoją działalność traktowali jako misję o charakterze ratowniczym, polegającą
na „[...] wydobywani[u] i wzmacniani[u] dawnych wartości, tworzeni[u] innych,
znajdywani[u] dla nich, współtworzonych z lucimianami, sakralizujących je dzieł
i działań, zachowań, symboli i obyczajów" (Chmielewski W. 1985a, s. 62).
„Grupa Działania" osadziła swoją działalność w rytmie pór roku. W ciągu
kilku lat zostaje wypracowany lucimski rok obrzędowy, na który składają się
przede wszystkim: „Święty Wieczór - Trzech Króli", „Gromniczna - Rocznica
3 lutego", „Popioły", „Wielka Moc", „Zielone Świątki", „Święty Jan - Wianki",
„Święto plonów", „Zaduszki" . Warto zwrócić uwagę na wymienione w drugiej
kolejności święto, ponieważ początkowo nie było ono związane z dniem Matki
Boskiej Gromnicznej i nie odwoływało się do sensów religijnych. „Rocznica
3 lutego", bo taka była pierwotna nazwa święta, wykraczała poza przyjęty sche¬
mat, ponieważ została powołana do życia przez „Grupę Działania" na pamiątkę
nadania Lucimiowi prawa czynszowego przez Kazimierza Wielkiego w 1359 roku.
Miała więc zdecydowanie lokalny wymiar a artyści za jej sprawą chcieli zwrócić
uwagę mieszkańców na przeszłość wsi i uczynić historyczny wymiar miejsca
istotną wartością . Ten przykład obrazuje dynamiczny charakter poszukiwań
artystów. W związku z tym, że znajomość przeszłości uważali za pożądaną
wartość, starali się ją, m.in. przez obchodzenie „Rocznicy", upowszechniać.
Popularność i atrakcyjność tego święta jednak szybko spadała, w związku z tym
próbowali je ocalić poprzez połączenie go z bardziej czytelnymi i ważnymi dla
odbiorców sensami religijnymi.
24

25

Wszystkie święta były tak animowane przez artystów, by miały charakter
spotkania całej społeczności i miały szansę być wspólnie przeżywane. Odwo¬
łując się do tradycji, tworzono własne scenariusze poszczególnych świąt i kre¬
owano ich twórcze realizacje. Oczywiście, szczególnie manifestowało się to
w oprawie plastycznej wydarzeń . Powstawały niezwykłe dekoracje, kompo¬
zycje o znaczeniu symbolicznym i sakralnym (Chmielewski W. 1985b, s. 27).
W ich tworzeniu, ale również w samych działaniach, bardzo istotną rolę odgry¬
wały elementy lokalnego środowiska, takie jak: woda, ziemia oraz rośliny, a także
relacje z samym terytorium wsi.
26

2 4

Repertuar świąt ulegał niewielkim modyfikacjom, w związku z tym w poszczególnych
tekstach dotyczących „Grupy Działania" występują pewne różnice (por. np. Kunczyńska-Iracka
1990, s. 6; Chmielewski B. i inni 1989, s. 192). Tutaj zdecydowałam się przywołać święta najczęś¬
ciej wymieniane.
Problem przyczyn zróżnicowania skali akceptowania świąt wprowadzanych przez arty¬
stów poruszyli Aleksander Jackowski, Ewa Korulska i Hanna Szewczyk, w rozmowie prezento¬
wanej na łamach „Polskiej Sztuki Ludowej" (1985, s. 44-48).
Warto byłoby poświęcić uwagę każdej z realizacji poszczególnych świąt, niestety, prze¬
kracza to objętość niniejszego tekstu. Opisy niektórych z nich można znaleźć w artykule Witolda
Chmielewskiego pt. Inspiracje i działania plastyczne w Lucimiu (1985b, s. 26-27).
2 5

2 6

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

l6l

Po pewnym czasie realizacji nowego typu koncepcji, członkowie „Grupy Dzia¬
łania" stwierdzili, że ich efektem jest pojawienie się zespołu zmian kulturowo-społecznych w lokalnym środowisku. W ten sposób zaistniała m.in. nowa
jakość, nazywana przez artystów „nową sztuką ludową" . Z punktu widzenia
artystów, miały j ą konstytuować elementy wywodzące się z lokalnej tradycji oraz
pochodzące z kultury masowej a także propozycje „Grupy Działania". Sztuka ta
powstaje z potrzeby środowiska lokalnego i dla niego, a nie dla świata zewnętrz¬
nego. Spajać miała lokalną wspólnotę wokół wspólnych wartości i odgrywać
istotną rolę w budowaniu jej tożsamości oraz poczucia godności. Czyni to Lucim
i jego mieszkańców jedynymi w swoim rodzaju. Prorokowali też, że „nowa
sztuka ludowa" lokalnych społeczności będzie jedną z dróg rozwoju kultury
w przyszłości (Chmielewski W. 1985a, s. 64). W związku z tym, iż artyści uznali,
że mieszkańcy Lucimia stali się zaangażowanymi współtwórcami ich prac,
istnienie „Grupy Działania" wydało im się już niepotrzebne i jesienią 1981 zde¬
cydowali się na jej samorozwiązanie. Był to gest o symbolicznym wręcz charak¬
terze, przypieczętowywał zniesienie - w ich przekonaniu - granicy pomiędzy
nimi - zespołem artystów, a lokalną społecznością. W miejsce animującej dzia¬
łalności „Grupy" pojawia się praktyka powoływania komitetów przy realizacji
poszczególnych przedsięwzięć (Chmielewski W. 1985a, s. 69).
27

Ponieważ w Lucimiu tak wiele się działo, coraz bardziej był odczuwalny brak
miejsca, w którym dynamiczne życie kulturalne mogłoby się rozgrywać. Na po¬
czątku lat osiemdziesiątych rozpoczęła się budowa Domu Ludowego. Artyści
byli bardzo zaangażowani w to przedsięwzięcie, szczególnie w opracowywanie
jego strony wizualnej. Dzięki nim projekt budynku przygotował architekt Jan
Sabiniarz, który dążył do tego, by Dom był wkomponowany w otoczenie, aby
nawiązywał do lokalnej, tradycyjnej architektury. Takie podejście do problemu
zabudowy nie było ówcześnie popularne, dominowała raczej nadal architek¬
toniczna brzydota.
W 1983 roku, nie do końca widząc w działalności lucimskiej możliwość samo¬
realizacji, ale również z powodów osobistych, Wasilewski i Maziec definitywnie
wycofują się z aktywności w Lucimiu. Nie wpływa to w jakiś drastyczny sposób
na wizję i potrzebę działania pozostałych artystów. Sytuacja zmienia się natomiast
w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Następuje wówczas pewne osłabienie
aktywności środowiska lucimskiego jako całości, mniej osób jest chętnych do
organizowanie imprez, mniej mieszkańców na nie przychodzi. W tym samym
czasie bracia Chmielewscy zaczynają angażować swój potencjał twórczy poza
Lucimiem, w Górce Klasztornej, mają więc mniej czasu i energii, by animować
dotychczasowe środowisko. Zdają sobie również sprawę, że aby zmiany w lokal¬
nej społeczności były autentyczne i trwałe powinny wynikać z dobrowolnych
i w miarę samodzielnych działań jej samej (Chmielewski W. 1985a, s 69).
2 7

Oczywiście, z punktu widzenia znawców tzw. sztuki ludowej użycie tego terminu w kontekś¬
cie działań lucimskich może budzić zastrzeżenia. Dali temu wyraz Aleksander Jackowski, Ewa
Korulska i Hanna Szewczyk (1995, s. 27). W niniejszym tekście pomijam dyskusję na ten temat.

�162

OLGA KWIATKOWSKA
TELECHATA Z REWITALIZACJĄ W TLE

Ponowne bardzo silne ożywienie życia w Lucimiu miało miejsce pod koniec
lat osiemdziesiątych i w pierwszej połowie dziewięćdziesiątych X X w., a zwią­
zane było między innymi z realizacją projektu powstania we wsi pierwszej pol­
skiej telechaty - nowoczesnego ośrodka informacyjno-telekomunikacyjnego .
Miał on być wyposażony w sieć komputerową i telekomunikacyjną służącą
zaspokajaniu potrzeb mieszkańców wsi i okolicy. Dzięki dostępowi do nowocze­
snych systemów przetwarzania informacji telechata miała gwarantować uczest¬
nictwo w społeczeństwie informacyjnym oraz pomóc we wprowadzaniu licznych
przemian społecznych, kulturalnych i ekonomicznych nie tylko w Lucimiu, ale
na obszarze całej gminy Koronowo (Kaleta, Wieczorkowski 1993, s. 49). Przede
wszystkim przewidywano, że dzięki niej nastąpi poprawa systemu telekomuni¬
kacyjnego, możliwy będzie dostęp do różnego rodzaju usług (bankowych, pocz¬
towych, telekomunikacyjnych) informacji, porad, szeroko rozumianej edukacji
a także, że przyczyni się do zwiększenia miejsc pracy. Na wybór Lucimia ogrom¬
ny wpływ miało to, że artyści, którzy zaczęli od 1989 roku funkcjonować pod
nazwą „Grupa 111", sama wieś i prowadzony w niej eksperyment byli już dobrze
znani, nie tylko w środowiskach artystycznych, czy zajmujących się animacją
kulturalną, a także związanych z badaniem i rozwojem obszarów wiejskich. Oto
jak uzasadniano wybór Lucimia na miejsce realizacji projektu:
28

29

Wybierając Lucim jako miejsce realizacji pierwszego polskiego programu rewitalizacji wsi mie­
liśmy na uwadze podejmowane bez mała od 20 lat działania „Grupy 111" („Akcja Lucim") na­
kierowane na odbudowę tożsamości kulturowej jego mieszkańców. Uznaliśmy, że ten jedyny
w swoim rodzaju eksperyment artystyczno-społeczny realizowany przez grupę artystów plastyków
z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (Witold i Bogdan Chmielewscy, Wiesław Smużny) stanowi
istotne wzmocnienie programu, w którym [...] przywrócenie mieszkańcom własnej podmiotowości
przez wydobycie i dowartościowanie ich własnej tradycji kulturowej stanowi jedno z centralnych
zadań całego przedsięwzięcia (Kaleta 1996, s. 40).

Zakładano też, że długoletnie działania artystów w Lucimiu stworzą „szansę
zaangażowania sił lokalnych na skalę trudną do osiągnięcia w innych społecznoś¬
ciach wiejskich" (Kaleta, Wieczorkowski 1993, s. 48). Wydaje się również, że
artyści mogli być postrzegani jako odpowiednie osoby do pełnienia roli pośred¬
ników pomiędzy lokalnym środowiskiem a przybywającymi z zewnątrz specja¬
listami. Artyści bardzo zaangażowali się w projekt. Po pierwsze, w koncepcji
rewitalizacji obszarów wiejskich idealnie mieściła się prowadzona przez nich
działalność. Po drugie, projekt - podobnie jak aktywność „Grupy 111" - miał

2 8

Autorem idei był Henning Albrechtsen. Pierwsza telechata powstała w Szwecji w połowie
lat osiemdziesiątych X X wieku. Dokładny opis jej idei, historii i prób realizacji w Polsce można
znaleźć w artykule Andrzeja Kalety i Kazimierza Wieczorkowskiego pt. Telechata jako instru­
ment kulturowej odnowy wsi (1993; patrz także Gosieniecka 1996, s. 95-101).
Szczegóły dotyczące wyposażenia technicznego zawiera tekst Kalety i Wieczorkowskiego.
2 9

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

163

charakter misji ratowniczej; efektem obu miała być tętniąca życiem wieś. Ponadto,
realizacja projektu wydawała się być ogromną szansą dla Lucimia.
Ośrodek teleinformatyczny miał być ulokowany w budowanym przez miesz¬
kańców Domu Ludowym - co wiązało się z koniecznością rozbudowy budynku
- aby w konsekwencji stać się Europejskim Domem Wiejskim (Kaleta, Wieczor¬
kowski 1993, s. 48). Jego powstanie miało być finansowane ze środków Euro¬
pejskiej Wspólnoty Gospodarczej.
Idea telechaty była jednym z elementów szerszego programu odnowy wsi
Lucim, realizowanego przez międzynarodowy zespół badaczy współpracujących
z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ten z ko¬
lei wchodził w skład większego projektu rewitalizacji obszarów rustykalnych
Europy (Kaleta 1996, s. 39). W programach tego typu bardzo mocno podkreśla
się konieczność utrzymania równowagi pomiędzy środowiskiem a gospodarką
człowieka, którą można osiągnąć między innymi poprzez rozwój rolnictwa
ekologicznego i agroturystyki. Również w programie przygotowanym dla Lucimia te dwa elementy zajęły istotne miejsce (Zysnarska 1996, s. 66-76; Maciąg
1996, s. 77-85).
Okres realizacji projektu związanego z rewitalizacją Lucimia to dla wsi czas
licznych wizyt naukowców, urzędników różnego szczebla oraz dziennikarzy, a tak¬
że kilku polsko-niemieckich obozów naukowo-badawczych, w trakcie których
analizowano między innymi stan środowiska przyrodniczego i społecznego
wioski. To czas entuzjazmu, ale również rozbudzonych nadziei i oczekiwań.
Niestety, z wielu różnorakich przyczyn, telechata nie powstała w Lucimiu.
Do tej pory również nie wykończono ostatecznie i nie oddano oficjalnie do użyt¬
ku Domu Ludowego . Żaden z rolników nie zdecydował się na przestawienie
swoich upraw na ekologiczne, nikt też nie zaczął prowadzić gospodarstwa agro¬
turystycznego, a sam proces rewitalizacji nie był kontynuowany.
30

KONKLUZJA

W połowie lat dziewięćdziesiątych aktywność zespołowa „Grupy 111" za¬
częła ustępować działaniom indywidualnym poszczególnych jej członków, reali¬
zowanym również poza Lucimiem. Mimo że „Grupa" do dzisiaj nie ogłosiła
swojego rozwiązania, to trudno mówić, by nadal istniała i działała w Lucimiu
jako całość. Jej członkowie nie są już również - w takim samym stopniu jak
dawniej - zaangażowani w życie wsi. Wpłynęło na to zapewne wiele różnych
czynników. Prawdopodobnie znaczącą rolę odegrała tu również kwestia niezreali¬
zowania projektu stworzenia telechaty.
Artyści, wiążąc swoje życie z Lucimiem, przeszli drogę od fascynacji miejs¬
cem - wiejską siedzibą, przez włączenie się w życie mieszkańców wsi, głównie
3 0

Należy zaznaczyć, że mimo tego, odbywają się w nim imprezy kulturalne, jest też wynaj¬
mowany na uroczystości rodzinne.

�164

OLGA KWIATKOWSKA

poprzez prezentację swojej twórczości i animowanie lokalnego środowiska,
po włączenie się w przygotowanie i realizację dużego, zaplanowanego pro¬
jektu społecznego rewitalizacji wsi. Sami twórcy postrzegali swoją obecność
w Lucimiu jako proces prowadzący od akcjonerskich działań ku długofalowym,
w których uwzględnia się oczekiwania lokalnego środowiska i poszukuje się
„wspólnego mianownika".
Decydując się na działalność w Lucimiu osiągnęli poczucie wolności, przede
wszystkim od „układu artystycznego" - a trzeba pamiętać, że zwłaszcza w cza­
sach PRL-u było to bardzo trudne. Zyskali również głębokie przekonanie, że ich
twórczość jest istotna społecznie i potrzebna - to natomiast było szczególnie
ważne w kontekście kryzysu i alienacji sztuki w latach siedemdziesiątych ubieg¬
łego wieku. Poza tym, animując tak niewielkie środowisko, mogli mieć poczucie
wpływu na rzeczywistość i to, że przeobrażanie jej zgodnie ze swoim wizjami
jest możliwe. Niewątpliwie, ich program i postawa miały bardzo prospołeczny
charakter, wszystkie ich działania były skoncentrowane na lokalnej społeczności.
Byli zainteresowani opiniami i sugestiami jej członków dotyczącymi twórczości
i aktywności. Świadczyć o tym może choćby praktyka, przeprowadzanie wywia¬
dów i ankiet. Warto podkreślić tego typu stanowisko, ponieważ w świecie nowoosadników nie zawsze ma ono miejsce.
Lucim, z pewnością, stał się miejscem centralnym, jeśli nie życia twórców, to
bez wątpienia ich twórczości. W tekstach dotyczących działalności artystów
w Lucimiu życie kulturalne wsi jest prezentowane w dużej mierze jako ich
kreacja, ich żywe dzieło. Co prawda, podkreśla się, że powstało ono przy współ¬
udziale mieszkańców, ale w gruncie rzeczy to przecież oni najpierw wybrali
to miejsce. Zdiagnozowali jego stan jako „sytuację zerową" i zdecydowali się
je ratować angażując się w działania o charakterze animującym. Artyści oscylo¬
wali na granicy sztuki i życia wierząc, że swoimi działaniami granicę tę przekra¬
czają. Wydaje się, że rzeczywiście mniej lub bardziej przybliżali te dwa obszary
do siebie, zmniejszając - tak boleśnie przez niektórych artystów odczuwany
- dystans pomiędzy nimi, trudno jednak stwierdzić, że udało im się to całko¬
wicie. Sztuka prawdziwa, ważna, miała rodzić się tam, gdzie jej dotychczas
brakowało, czyli w życiu mieszkańców Lucimia. Co ciekawe, nigdy nie porusza¬
li tej kwestii w odniesieniu do swojego własnego zwyczajnego życia, nigdy nie
pisali o swoim codziennym bytowaniu na wsi. To także bardzo ich wyróżnia
na tle innych nowoosadników. Dążyli raczej do tego, by sztuka stała się elemen¬
tem życia społeczności lucimskiej, aby była bliską jej formą ekspresji i działała
na nią integrująco.
Na pytanie, jakie miejsce w swoim życiu przypisali artystom i ich działaniom
oraz wykreowanemu, rozsławionemu w świecie zewnętrznym, wizerunkowi
Lucimia jego mieszkańcy spróbuję odpowiedzieć w drugiej części tego artykułu.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

165

LITERATURA
B u c h o w s k i M i c h a ł 1996, Klasa i kultura w okresie transformacji: antropologiczne stu­
dium przypadku społeczności lokalnej w Wielkopolsce, Les Travaux du Centre Marc Bloch,
Berlin.
- 2004, Zrozumieć Innego. Antropologia racjonalności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiel¬
lońskiego, Kraków.
B u r s z t a W o j c i e c h J. 1998, Obrzędy i symbole, [w:] tegoż, Antropologia kultury. Tematy,
teorie, interpretacje, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań, s. 101-120.
C h m i e l e w s k i B o g d a n 1989, Punkt oparcia, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum
(katalog wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult",
Toruń, s. 191-193.
- 1997, Od poczekalni do domu - od realności potocznej ku utopii retrospektywnej, Prze­
gląd Artystyczno-Literacki,
nr 4, s. 22-24.
- 2001, „Rok Polski" - odnaleziony według czasu i miejsca (wybrane realizacje z lat
1990-2001), U M K , Toruń, nlb.
C h m i e l e w s k i B o g d a n i inni 1977-1978, Akcja Lucim, Socjalistyczny Związek Studen¬
tów Polskich, Kujawsko-Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Lucim.
- 1989, Etapy, realizacje, idee, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum (katalog
wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult", Toruń,
s. 191-192.
- 1996, Odbudowa tożsamości kulturowej, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obsza­
rów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład
Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 86-93.
C h m i e l e w s k i W i t o l d 1982, U progu nowej sztuki ludowej, Inspiracje, nr 4, s. 12-13.
- 1985a, Granice sztuki, Integracje, kwiecień, s. 61-70.
- 1985b, Inspiracje i działania plastyczne w Lucimiu, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2,
s. 23-36.
- 1985c, Przepowiednie lucimskie, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 37-44.
- 1987, Grupa Działania, [w:] Sztuka młodych 1975-1980, Młodzieżowa Agencja Wydaw¬
nicza, Warszawa, s. 270-275.
- 1998, Odbudowa kulturowej tożsamości wsi, [w:] Rozwój obszarów wiejskich w perspek­
tywie integracji z Unią Europejską, Andrzej Kaleta (red.), Wydawnictwo U M K , Toruń,
s. 225-235.
C z a c h o w s k i H u b e r t 1999, Życiorys preparowany czyli fakty i domysły utkane w historię,
Rocznik Muzeum Etnograficznego w Toruniu, t. I I , s. 141-153.
D a v i e s N o r m a n 1998, Boże Igrzysko. Historia Polski, Wydawnictwo Znak, Kraków, t. I I .
D e l o r m e A n d r z e j 2001, Szarość komunistycznej codzienności. Percepcja jakości życia
w PRL-u, [w:] PRL z pamięci, Czesław Robotycki (red.), Wydawnictwo UJ, Kraków,
s. 13-57.
D z i a m s k i G r z e g o r z 1987, Kontekst artystyczny lat siedemdziesiątych, [w:] Sztuka mło¬
dych 1975-1980, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa, s. 7-19.
E l i a d e M i r c e a 1999, Sacrum i profanum. O istocie religijności, tłum. Robert Reszke, Wydaw¬
nictwo KR, Warszawa.
G o s i e n i e c k a A n n a 1996, Telechata, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja
obszarów
rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Naro¬
dowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 95-101.
H e r n a s C z e s ł a w 1965, W kalinowym lesie. U źródeł folklorystyki polskiej, t. 1, PIW, War¬
szawa.
J a c k o w s k i A l e k s a n d e r , K o r u l s k a E w a , S z e w c z y k H a n n a 1985, O Lucimskim eksperymencie, Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 44-48.
J a w ł o w s k a A l d o n a 1988, Więcej niż teatr, PIW, Warszawa.

�166

OLGA KWIATKOWSKA

K a l e t a A n d r z e j , W i e c z o r k o w s k i K a z i m i e r z 1993, Telechatajako instrument kul­
turowej odnowy wsi, Kultura i Edukacja, nr 1, s. 43-52.
K a l e t a A n d r z e j 1996, Lucim - środowisko przyrodnicze i społeczność lokalna, [w:]
Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność
wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo,
Wrocław, s. 39-62.
K o w a l s k i P i o t r 2002, Odyseje nasze byle jakie. Droga, przestrzeń i podróżowanie w kultu¬
rze współczesnej, Wydawnictwo Atla 2, Wrocław.
K u n c z y ń s k a - I r a c k a A n n a 1990, Sygnały z Lucimia, Polska Sztuka Ludowa, n r 1 ,
s. 61-62.
K u l i g o w s k i W a l d e m a r 2003, Glokalizacja po polsku: Wiejskie Alternatywne Społecz­
ności. Przypadek Wolimierza, Kultura i Społeczeństwo, nr 4 , s. 17-45.
K u r o ń J a c e k , Ż a k o w s k i J a c e k 1996, PRL dla początkujących, Wydawnictwo Dolno­
śląskie, Wrocław.
K w i a t k o w s k a O l g a 2004, To Make a Dreamscape Real: the role of the environment in new
rural Polish settlements, [w:] De la connaissance des paysages à l'action paysagère. Recueil
des résumés. Colloque International (Bordeaux 2-4 décembre 2004); CD z materiałami
z konferencji - w archiwum prywatnym autorki.
L a s k o w s k a - O t w i n o w s k a J u s t y n a 2004, „Swój - Obcy". Przejawy koegzystencji kul­
turowej społeczności wiejskiej i alternatywnej, [w:] Wartości uniwersalne i odrębności
narodowe tradycyjnych kultur europejskich, Mieczysław Marczuk (red.), Międzynarodowa
Organizacja Sztuki Ludowej - Sekcja Polska, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej
- Wydział Politologii, Lublin, s. 293-301.
M a c i ą g J o l a n t a 1996, Agroturystyka, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja obszarów
rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim), Zakład Naro¬
dowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 77-85.
M a l e w s k a - S z a ł y g i n A n n a 2002, Wiedza potoczna o sprawach publicznych. Rozmowy
o władzy lokalnej w wybranej gminie mazurskiej w latach 1994-1995, Wydawnictwo DiG,
Warszawa.
M a r k i s z A g a t a 2002, Dwie skrajności współczesnej wsi. Dezintegracja wsi popegeerowskiej a świadomy wybór tworzenia nowych jakości kulturowych przez imigrantów z mia¬
sta, Masovia. Pismo poświęcone dziejom Mazur, t. 5, s. 11-130.
P i o t r o w s k i P i o t r 1999, Dekada. O syndromie lat siedemdziesiątych, kulturze artystycznej,
krytyce, sztuce - wybiórczo i subiektywnie, Wydawnictwo Obserwator, Poznań.
Rocznik
Statystyczny...
1978, Rocznik Statystyczny woj. bydgoskiego 1977, Wojewódzki
Urząd Statystyczny w Bydgoszczy, Bydgoszcz.
Rocznik
Statystyczny...
1977, Rocznik Statystyczny woj. toruńskiego 1977, Wojewódzki
Urząd Statystyczny w Toruniu, Toruń.
R o b o t y c k i C z e s ł a w 1998, Nie wszystko jest oczywiste, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiel¬
lońskiego, Kraków, s. 146-156.
S m u ż n y W i e s ł a w 1989, „Wyciąg z Lucimia", [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum
(katalog wystawy), Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult",
Toruń, s. 190-191.
S u l i m a R o c h 2000, O imionach widywanych na murach, [w:] tegoż, Antropologia codzien¬
ności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, s. 53-92.
S z t a n d a r a M a g d a l e n a 2001, „Miejsca święte i miejsca przeklęte". Szkic o antyurbanizmie „Wiejskich Społeczności Alternatywnych", [w:] Przestrzenie, miejsca, wędrówki.
Kategoria przestrzeni w badaniach kulturowych i literackich, Piotr Kowalski (red.),
Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole, s. 51-78.
- 2002, Alternatywne „ucieczki" w kulturze masowej, [w:] Kultura popularna, Wiesław
Godzic, Agnieszka Fulińska, Mirosław Filciak (red.), Rabid, Kraków, s. 59-67.

�NOWOOSADNICTWO W LUCIMIU, CZYLI HISTORIA PEWNEGO EKSPERYMENTU

167

- 2003, Sposoby na „ludowość". „Powrót do źródeł" i idea działań alternatywnych, [w:]
Materiały pokonferencyjne: Tradycja z przyszłością, Towarzystwo Naukowe Sando­
mierskie, Sandomierz, s. 45-65.
T u r n e r V i c t o r W., 2004, Liminalność i communitas, [w:] Badanie kultury. Elementy teorii
antropologicznej. Kontynuacje, Marian Kempny, Ewa Nowicka (red.) Wydawnictwo Nau¬
kowe PWN, Warszawa, s. 240-266.
W o j c i e c h o w s k i A l e k s a n d e r 1992, Czas smutku, czas nadziei. Sztuka niezależna lat
osiemdziesiątych, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa.
W y k a A n n a 1983, O awangardowym stylu alternatywnym, [w:] Style życia, obyczaje, ethos
w Polsce lat siedemdziesiątych - z perspektywy roku 1981, Andrzej Siciński (red.), Instytut
Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa, s. 109-124.
Z y s n a r s k a E w a 1996, Ekologizacja rolnictwa, [w:] Andrzej Kaleta i inni, Rewitalizacja
obszarów rustykalnych Europy, t. 1: Społeczność wiejska (na przykładzie wsi Lucim),
Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław, s. 66-76.
Ż y d o w i c z M a r e k 1989, Kilka uwag o powojennej rzeczywistości Torunia. Rozmowa
z Januszem Boguckim, [w:] Tumult Toruński. Sztuka poza centrum (katalog wystawy),
Fundacja Toruńskiej i Pomorskiej Sztuki Współczesnej „Tumult", Toruń, s. 14-18.

OLGA KWIATKOWSKA
"NEW SETTLEMENT" I N THE V I L L A G E OF L U C I M . THE HISTORY
OF A PARTICULAR SOCIAL A N D ARTISTIC EXPERIMENT
Summary
The term "new settlement" refers to a particular social and cultural phenomenon. It means
migration of town and city dwellers to the country in quest for realization o f alternative ways of
life. Such cases have already become the subject of interest for ethnographers and anthropo­
logists. The problem usually studied is that of mutual relationships between the "newsettlers"
and the village community they come to live in, i.e. relationship between two social groups with
different ways o f life. The author of the article emphasizes another aspect of such situation,
namely the inner differentiation of the local community itself, suggesting that the consequences
of that differentiation should be taken into account in the research of the subject.
The text presented here is the first part of the work. In it the author presents and analyzes the
case of the village of Lucim-social and artistic experiment realized by a group of town artists who
came to live in that village in the second half of the 20 century. In her analysis the author
includes the artists' motives for moving to the country, the way they perceive the village and its
inhabitants and the way they understand their role as organizers of local cultural activities.
The history o f the "new settlement" is reconstructed as described by the "new-settlers" them¬
selves.
In the second part to be published in the next issue of "Etnografia Polska" that history w i l l be
completed by the perspective of the villagers. Their views have been expressed in long interviews
recorded during the author's fieldwork in the years 2003 and 2004.Thus the selected villagers'
memory has been "penetrated" and two perspectives are juxtaposed, resulting in many-sided
presentation of the phenomenon.
th

Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5908" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5888">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/74fc56c46e7afc4e17a49da34cd64f06.pdf</src>
        <authentication>4148b553b21b6fd4081319ed03b724eb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70448">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70449">
                <text>licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70450">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70451">
                <text>katolicyzm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70452">
                <text>religijność wspólczesna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70453">
                <text>Intenet - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70454">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4826</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70455">
                <text>Wybrane internetowe oblicza religijności katolickiej / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70456">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.124-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70457">
                <text>Kuźma, Inga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70458">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70459">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70460">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70461">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I X : 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

INGA KUŹMA
Katedra Etnologii, Uniwersytet Łódzki

WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA
RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

Internet może zainteresować etnologię nie tylko jako fenomen sam w sobie
wart badania, ale też jako specyficzny teren, na którym dzieją się szczególne
zjawiska. Oferuje on bowiem inne rozumienie czasu, przestrzeni, nadaje nowy
walor pojmowaniu wspólnoty, grupy i obiegu informacji. Zachęca także do na­
mysłu nad statusem i rolą człowieka, a zwłaszcza specyficznych manifestacji
kulturowych, jakimi są przeżycia, doświadczenia i emocje (także te, wyrastające
na gruncie religijnym).
Badanie wybranych aspektów kultury w Internecie (przez Internet czy nawet
„kultury" Internetu) warto prześledzić na przykładach konkretnych zjawisk. Skła¬
dają się one na szeroko rozumianą tożsamość, konstruowaną wespół z innymi,
kiedy to pojedynczy człowiek (o którym można nie wiedzieć nic, z wyjątkiem
tego, jak sam zechce się przedstawić i co powiedzieć o sobie, choć nie musi
być to prawdą) funkcjonuje na zasadzie „interaktywnej samotności", choć - pa­
radoksalnie - wchodząc w relacje z innymi w obrębie tej samej Sieci (Héas,
Poutrain 2003, s. 2) .
Nurt etnologii, który stawia sobie za zadanie przeprowadzania badań tereno¬
wych, tradycyjnie posługuje się takimi podstawowymi sposobami dotarcia do
źródeł (czy to zastanych, czy to wywołanych przez badacza), jak wywiad i obser­
wacja uczestnicząca. Co począć jednakże w przypadku Internetu, gdzie uczestnik
komunikacji internetowej może pozostać anonimowy, a przestrzeń Sieci określa
się przymiotnikiem „wirtualna"? Para badaczy Serge Proulx oraz Guillaume
Latzko-Toth (Proulx, Latzko-Toth 2000) zajęła się prześledzeniem historii tego
terminu i jego obecnych konotacji. Zauważyli, że stosując określenie „społecz¬
ności wirtualnej", „wspólnoty wirtualnej" itp. mamy do czynienia ze swoistym
oksymoronem. Z jednej strony bowiem mówienie o grupie, czy społeczności
1

1

Autorzy artykułu cytują to określenie powołując się na J. Herbet, L'Internet: un nouveau
moyen de se réunir?, Esprit critique, [on line] 2001, nr 3(10), http://www.espritcritlque.org. Przy­
pominają jednakże, że sam Herbet cytuje określenie to za innym autorem - Woltonem (brak na
jego temat odniesień bibliograficznych). Podobną intuicję wykazuje się inny jeszcze etnolog Marc
Augé (cytowany przez Kuligowskiego: Kuligowski 2002, s. 96). Augé mówi o „antropologii samot­
ności" w odniesieniu do badań kultury i człowieka zanurzonych w cyberświatach, w których
to cechą internautów jest tzw. interbierność, a sposobem istnienia wśród innych jest „pozorna
bliskość bez zaangażowania" (Kuligowski 2002, s. 96)

�126

INGA KUŹMA

zakłada występowanie wśród jej członków bezpośrednich więzi, jakie są bazą
dla podzielanych wartości, kultury, języka, poglądów itp. „Wirtualność" na­
tomiast to określenie odwołujące się do abstrakcji, iluzji oraz symulacji .
Jak jednak wykazują w dalszym wywodzie, bezpośredniość kontaktów, która
- jak wydawałoby się - powinna być warunkiem sine qua non dla ustanowienia
wszelkiego rodzaju formalnych czy nieformalnych kręgów, zmienia swoje zna­
czenie za pośrednictwem Internetu. Pomimo tej zmiany nie zanika sens mówie­
nia o istnieniu specyficznych wspólnot, także w przestrzeni Sieci. W inny sposób
- choć nie jest on diametralnie odmienny od dotychczas „wykorzystywanych"
w kulturze - powstają takie relacje pomiędzy internautami (którzy znać się mogą
jedynie w ramach Sieci, choć to margines), które nadają im cechy więzi inter¬
personalnych - emocjonalnych grup odniesienia.
Kwestią zasadniczą, zarówno dla badacza, jak i dla przeciętnych użytkowni­
ków Sieci, jest fakt, że uczestniczący w kontakcie via Internet nie obcują ze sobą
dzieląc jedną przestrzeń fizyczną. Kontakt wzrokowy, fizyczny i wzajemne reak­
cje na siebie, które skłaniają i prowadzą do ustalania wspólnych znaczeń, jest
wyeliminowany. Wymiana pozostaje anonimowa i neutralna z punktu widzenia
właśnie owych interakcji zmysłowych. W wyniku tego można odnosić wrażenie
jakby także źródło określonych akcji, słów, działań itp., jakim jest konkretny
człowiek, było drugorzędne. Uruchamia się jednak swoisty „sensualizm", cho¬
ciażby w postaci tzw. emotikonów, które mają uzupełnić całkowicie przecież
słowny i - co najważniejsze - pisemny komunikat - o grymasy wyrażające stan
ducha i umysłu czy nastrój rozmówców. Spełniają one rolę „ciała" partnerów
rozmów, np. na czatach czy też na różnego rodzaju forum.
Internet jednak może stawiać przed badaczami nie tylko takie problemy. To
także „teren" płynny, nieuchwytny, w takim sensie, że nie można być pewnym
z kim tak naprawdę ma się do czynienia. Anonimowość i niewidzialność pozwala
2

2

Rozwijając te określenia opisujące możliwe konotacje „wirtualności", Proulx i Letzko-Toth
proponują takie oto jej możliwe rozumienie: 1. wirtualność może być traktowana jako element
naddany nad rzeczywistością. Generuje kopie, które mają charakter bytów zdegradowanych, „roz¬
wiedzionych" z rzeczywistością pozawirtualną. W tym znaczeniu jest simulacrum oraz dubletem
rzeczywistości; 2. drugie ujęcie ocenia pozytywnie wirtualność - jest ona dla świata niedoskona­
łego, a rzeczywistego czymś, co tuszuje owe niedoskonałości. Niektórzy zwolennicy tego ujęcia
(jak np. Pierre Levy cytowany przez Proulx i Letzko-Totha - Levy 1995), odwracają stosunek
ontologiczny między rzeczywistością a wirtualnością, albowiem wirtualizować to odwoływać się
do esencji rzeczy, do jej ontologicznej matrycy. Dlatego też - zgodnie z takim poglądem - wirtualność nie degraduje już rzeczywistości, a raczej j ą odkrywa, usprawnia, uwalania człowieka
od ograniczeń materii, czasu i przestrzeni. Zyskuje ona w ten sposób znamiona „hiperrealności"
- czegoś pełnego, całościowego w sposób doskonały; 3. ujęcie to zrywa z porządkiem myślo¬
wym dwóch poprzednich, które - choć przeciwstawne - bazowały na zupełnie odmiennych
i wykluczających się poglądach na technikę i konsekwencje jej stosowania we współczesnym
świecie. Trzecie ujęcie czerpie z Gilla Deleuza, który proponuje - wg lektury Proulx i Letzko-Totha - postrzeganie wirtualności jako „podszewki" codzienności (byłaby ona immanentna dla
rzeczywistości). Rzeczywistość i wirtualność są od siebie zależne - tworzą wspólny obieg istotny
dla wszelkiej kreacji i eksperymentowania (Proulx, Letko-Toth 2000, s. 103).

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

127

zmieniać bezkarnie i dowolnie swoją fizyczność oraz pokonywać wiele dotych­
czasowych kulturowych tabu .
Sam wybór pojedynczego „terenu" w całej przestrzeni Sieci dokonywany
przez badaczy może sprawiać wrażenie przypadkowego, równie dobrego, jak
każdy inny. Wszelkie kryteria, jakie etnologia stosowała tradycyjnie dążąc do
selekcji znaczących tematów oraz miejsc wartych badania, zostały obecnie
w Internecie podważone, jak chyba nigdy w rzeczywistości „realnej". Albowiem,
które strony, czaty czy fora wybrać jako te „wyjątkowe" czy też - przeciwnie
- właśnie całkiem „typowe"? „Typowe" albo „wyjątkowe" dla kogo? Bądź też
„typowe", ewentualnie „wyjątkowe" ze względu na co? Przestrzeń Internetu jest
zbyt rozległa i nie do ogarnięcia, aby móc stwierdzić, że selekcja terenu badań
została dokonana nie inaczej niż subiektywnie . Z tym zapewnie wiąże się
pośrednio słabość badań etnograficznych o ambicjach terenowych, które chciały¬
by włączyć jako integralny element wypadu w teren, „wypad do Internetu" po
znaczące materiały z sieciowego i pozasieciowego życia informatorów. Proulx
i Lezko-Toth zauważyli, że istnieje przepaść między teorią badania a badaniami
terenowymi w Sieci, co wynika na pewno z niejednoznaczności pojęcia „wirtualność". Co więcej, nie tylko ono samo w sobie jest trudne do zdefiniowania,
co równie trudnym do określenia czyni każdy podmiot, który opatrzony jest
odprzymiotnikową formą „wirtualności". Efektem jest mała liczba studiów
etnograficznych skupionych na „społecznościach wirtualnych", czy innych
„wirtualnych" zjawisk kulturowych, choć mogą one wzbudzać zainteresowanie.
Nie odnotowali oni jednak w swojej analizie znaczących badań na ten temat.
Podkreślali, że temat ten raczej skłania naukowców do wyrażania opinii, niż do
podjęcia analizy (Proulx, Letko-Toth 2000, s. 109). Sformułowali także przy¬
puszczenie, że zbyt mocno akcentuje się rozbieżności pomiędzy wirtualnością
3

4

3

Heas i Poutrain porównują go do przestrzeni miejskiej o dynamicznej strukturze (Heas,
Poutrain 2003, s. 3). To popularna metafora cyberrzeczywistości, posługuje się nią np. Magdalena
Radkowska omawiając projekt tzw. netnologii (Radkowska 1998), czy Dorota Gut (Gut 1998).
Podążając jednak dalej śladem Heas i Poutrain warto przyjrzeć się jaki temat badawczy
sobie obrali i jak starali się go zrealizować, poruszając się wyłącznie po Internecie, jako jedynym
terenie badań wybranego przez siebie zjawiska. Postanowili oni zająć się stronami poświęconymi
podróżom. Skupili się na dwóch stronach. Jedna z nich prowadzona jest od 1988 roku. Założona
została przez „praktykujących" podróżników, jako oficjalna strona stowarzyszenia francuskiego
„Aventures du bout du monde" („Przygody do końca świata"), gdzie znaleźć można różne tema¬
tyczne fora, koncentrujące się jednakże na podróżowaniu i podróżnictwie, także ogłoszenia, kąciki
zainteresowań skierowane np. do lubiących pichcić egzotyczne potrawy. Stowarzyszenie to skupia
obecnie prawie 5 tys. członków i są to w połowie paryżanie pomiędzy 30 a 40 rokiem życia.
Drugą stroną, jaką się zainteresowali, to strona prowadzona przez biuro turystyczne „Le Routard"
(„Wędrowiec"). Strona ta w zasadzie jest skonstruowana podobnie, również zawiera fora, kąciki
zainteresowań, ofertę turystyczną, reportaże z podróży, wiadomości ze świata itp. Obie strony
mają za cel przyciągnąć i stworzyć ramy wymiany informacji i nawiązywania kontaktów pomiędzy
entuzjastami podróży, specjalistami, podróżnikami, globtrotterami, którzy preferują taki rodzaj
wyjazdów (nawet zorganizowanych), jakie odbiegać będą od zwykłego standardowego zwiedzania.
Adresaci czy jak w przypadku pierwszej strony - jej twórcy, dążą do odbycia „prawdziwych"
wypraw - przygód, dających możliwość dotknąć czegoś „autentycznego".
4

�128

INGA KUŹMA

a rzeczywistością. Kontakty nawiązywane w Sieci owocują często spotkaniami
w „realu", a zatem Sieć byłaby po prostu jednym więcej źródłem porozumiewa­
nia się, a relacje bazujące wyłącznie na Internecie są w mniejszości, większość
bowiem ludzi żyje w rzeczywistości pozasieciowej.
Inną kwestią jest rodzaj kontaktów, w jakie badacz może wejść ze swoimi
internetowymi informatorami. Najlepszym źródłem dotarcia do tego, co ludzie
myślą i jak myślą, co mówią i jak mówią, są czaty i fora dyskusyjne. Można
śledzić wszystkie głosy pozostając całkowicie biernym obserwatorem. Można
także „wejść" w ten dyskurs czynnie, adaptując swój język do języka internautów,
ujawniając swoje intencje lub ich nie ujawniając, wpływając tym samym na prze¬
bieg rozmów lub też starając się „doświadczyć" owego terenu na sobie samym
bez ujawniania własnych motywacji, zasadniczo odmiennych od zwykłego
wejścia w kontakt, w wymianę informacji itp. Pokusą byłoby zaistnieć na tym
samym forum jako kilka, kilkanaście różnych postaci - „ników", nawet równo¬
legle, aby poprzez taką maskaradę móc wywołać określone głosy, reakcje, zbli¬
żyć się do określonych innych „ników"-osób.
Jak widać, Internet stwarza wiele możliwości rozmaitego rodzaju nadużyć
badawczych, od których nasza dyscyplina nigdy nie była wolna - wystarczy
odwołać się do określenia Kristen Hastrup o „przemocy symbolicznej", jakiej
dopuszcza się każdy badacz terenowy wobec swoich rozmówców (Hastrup 2004,
s. 88). Nawet zmiana przestrzeni badawczej z realnej na wirtualną nie zmienia
tego faktu, a wręcz przeciwnie - nadaje mu głębszy sens, który powinien uwrażli¬
wiać na możliwość otarcia się naszych badań o manipulację rozmówcami. Jednak
także z drugiej strony - tych nieświadomych niczego lub nawet świadomych
informatorów-internautów - dochodzi do specyficznej manipulacji przekazem.
Polega ona nie tylko na specjalnym wprowadzaniu w błąd, grze, udawaniu, lecz
na ubieraniu swoich słów, odczuć czy sądów w określoną stylistykę i retorykę.
Co więcej, nawet sam fakt opisania jakiegoś prywatnego wydarzenia nadaje mu
już status czegoś wyjątkowego. Wykazują to właśnie Poutrain i Heas na przykła¬
dzie zapalonych podróżników, którzy poprzez czynność pisania o swoich wypra¬
wach nadają sobie rangę „prawdziwych" obieżyświatów, a ich wyjazdy nabierają
równie wielkiej wagi - autentycznych przygód i doznań ocierających się o „egzo¬
tykę" bądź „prawdę" o innym świecie (Heas, Poutrain 2003, s. 6). Czy tym samym
wymiana doświadczeń lub doznań jest wymianą czegoś „rzeczywistego", „auten¬
tycznego"? Czy jest ona wymianą „autentyczną" i „rzeczywistą"? W jakim sensie
można rozumieć określenie stosowane na opisanie tego typu kontaktów przez
Internet, które formują rodzaj „wspólnot", co więcej „wspólnot emocjonalnych"?
Pytania te niewątpliwie zachowują swoją zasadność w przypadku takiego typu
zagadnień i zjawisk obecnych w Internecie, które wiążą się z życiem religijnym
i duchowym.
Ciekawym przykładem są wnioski, jakie wysnuł ze swoich badań Paolo
Apolito (Apolito 2003) śledząc spontaniczny proces przekładania na język Inter¬
netu świadectw o objawieniach oraz konsekwencje tego dla kształtowania się
współczesnej religijności katolickiej. Skupia on uwagę na Stanach Zjednoczonych.

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

129

Zauważa, że stały się one w przeciągu ostatnich dwudziestu lat X X wieku rezer¬
wuarem światowego wizjoneryzmu katolickiego. Objawienia Matki Boskiej oraz
wszelkie informacje na ich temat są redagowane przede wszystkim tam i Jej prze¬
kaz usłyszeć można przede wszystkim w amerykańskim angielskim. W omawia¬
nym okresie ponad 50% objawień światowych zostało zarejestrowanych właśnie
w St. Zjednoczonych, co w porównaniu z wcześniejszymi dekadami wskazuje na
znaczący wzrost tego typu przeżyć i doświadczeń religijnych w populacji katoli¬
ków amerykańskich (w latach 70-tych zarejestrowano takich przypadków w USA
zaledwie 14%, zaś w latach 60-tych - 7%). Owej popularyzacji wiadomości,
świadectw, informacji itp. niewątpliwie sprzyja Internet i mnogość stron, które
są im poświęcone. Religijność, która niejako zaadoptowała (i vice versa) Inter¬
net, wzmocniła pewne tendencje zarazem religijne, jak i - co naturalne - kultu¬
rowe, charakterystyczne dla tamtejszego społeczeństwa. Według Apolito nowa
amerykańska wrażliwość religijna została wzmocniona dzięki Internetowi, ale
wyrosła z nurtów, które pojawiły się dużo wcześniej. Badacz ten zaliczył do nich
indywidualizm (także ten posoborowy), upowszechnienie się ruchów charyzma¬
tycznych oraz zwycięstwo religijności konserwatywnej na niwie politycznej
i publicznej (której reprezentantem jest obecnie Georg W. Bush, ale ten nurt
pojawił się już w latach 70-tych za prezydentury Ronalda Reagana). Oczywiście,
owa religijność „amerykańska" nie jest typowa wyłącznie dla tamtejszego spo¬
łeczeństwa czy kultury - nabrała ona wymiaru uniwersalnego. Doświadczenie
religijne, kształtowane i czerpiące materiał z Internetu, bazować więc będzie na
podkreślaniu wartości jednostki, emancypacji społecznej i niezależności od roz¬
maitych centrów (w tym religijnych) i opartych na nich hierarchiach i rangach
- w tym wiedzy. Wyrażają to zwłaszcza rozmaite „prywatne" (nieautoryzowane
przez Kościół) objawienia i strony im poświęcone, które skupiają kręgi osób
odczuwających szczególnego rodzaju „wspólnotę emocjonalną" wierzących
w to, co przekazują różni wizjonerzy - choć treść tych przekazów może być
znacząco odmienna od tego, co zaleca Kościół katolicki. Powstawanie takich
kręgów i grup, bądź nawet pojawianie się pojedynczych sympatyków religijnych
zjawisk alternatywnych wobec oficjalnego przekazu, którzy swobodnie „surfują"
w Sieci w poszukiwaniu kolejnych informacji, sprzyjają zarazem ich wywoły¬
waniu, wzbogacaniu i uaktualnianiu. Temu zaś niewątpliwie pomaga również
niemal powszechna dostępność rozmaitych nowych technologii, przy pomocy
których prawie każdy - z takich czy innych pobudek - założyć może stronę,
która będzie traktowała na ten temat. Cenzura Kościoła katolickiego, bacznie
przyglądającego się wcześniej takim spontanicznym zjawiskom religijnym jak
objawienia, cuda łez, wizje, uzdrowienia poprzez kontakt z jakąś figurą czy cha­
ryzmatykiem itp., zakładała pewną profesjonalną wiedzę i kompetencje, których
dyspozytariuszem był właśnie Kościół. To on ostatecznie autoryzował, popula¬
ryzował i dopuszczał do oficjalnego kultu po przebadaniu danego zjawiska, choć
nie popełnia grzechu ten z wiernych, który nie darzy wielką czcią miejsc obja¬
wień i nie pielgrzymuje do nich. Ta sfera doświadczenia religijnego - pomimo
wymogu objęcia jej opieką ze strony instytucji Kościoła - rozwija się jednak

�INGA KUŹMA

130

najżywiej ze względu na masowe zaangażowanie w kult tego typu zjawisk tzw.
zwykłych wiernych, nie zaś przedstawicieli hierarchii kościelnej. Jak daleko jed¬
nakże doszło do „demokratyzacji" owej wiedzy i „zarządzania" informacjami
na temat owych fenomenów, może ukazać przykład cytowany przez Apolito
0 nastolatku amerykańskim - autorze strony internetowej dotyczącej objawień
maryjnych oraz cudów eucharystycznych, Brainie Alvesie. Była to strona bardzo
licznie odwiedzana, obecnie nie jest już przez niego aktualizowana, choć po wy¬
wołaniu jeszcze „wirtualnie" istnieje. Co jednak najciekawsze, ów czternastola¬
tek zapewniał, że choć ma tak niewiele lat, jest kompetentny w owej dziedzinie,
którą prezentuje na swojej stronie i zachęcał aby bez obaw kierować do niego
pytania. To jeden z bardziej skrajnych przykładów marginalizacji wiedzy zinsty¬
tucjonalizowanej oraz swoistej autoproklamacji na specjalistę w dziedzinie reli¬
gijności. Co więcej, owej autoproklamacji dokonała osoba, która przez samą
przynależność do określonej klasy wieku nie mogłaby być zaliczona do „specja¬
listów" w domenie religijności, jak działo się to dotychczas w kulturze zachod¬
niej (Apolito 2003, s. 645). Ta sytuacja również wskazuje na istotny element już
wcześniej podkreślany, że w Internecie dotychczas powszechny model kontroli
społecznej oraz interpersonalnego udziału w kształtowaniu się „wspólnot emo¬
cjonalnych" skupionych wokół religii funkcjonuje nieco inaczej. Ta odmienność
jednak wzmacnia takie formy religijności, jak np. objawienia czy „listy z nieba",
które z pewnością zaliczyć można do przejawów „ludowego" i oddolnego życia
religijnego w Kościele katolickim . Najmniej poddają się one kontroli instytucji,
najsilniej zaś związane są z pobożnością prywatną .
5

6

Osoba wizjonera - obok czasu i przestrzeni - jest trzecią i bardzo ważną kate¬
gorią wyznaczającą kulturowe ramy objawienia. Ci, którzy dostępowali wizji
1 słyszeli głos Boga, Chrystusa bądź Maryi nie byli ludźmi z kulturowego punktu
widzenia jakimikolwiek bądź. Ich osobowość, miejsce, jakie zajmowali w społe¬
czeństwie i walory umysłowe oraz inne jeszcze cechy predestynowały ich z kul¬
turowej perspektywy do stania się mediatorami pomiędzy światem boskim a ludz¬
kim. Nie było więc obojętne kim są owi wybrani, dostępujący wizji i objawień,
lecz nie oni byli najważniejsi. Ich rola sprowadzała się do bycia posłami, świad¬
kami, którzy poprzez swoją kulturową pozycję zaświadczają o prawdziwości
tego, co wyznają i co przekazują. Najlepszymi przykładami są życiorysy wizjo¬
nerów dwóch największych objawień maryjnych w Europie, jak Bernadetta
Soubirous (Francja - Lourdes; objawienia miały miejsce w 1858 r.) oraz trójka
dzieci z Portugalii (objawienia w Fatimie w 1917 r.): Łucja dos Santos, Franciszek
Marto i jego siostra Hiacynta Marto. Owa czwórka spełnia następujące kryteria
5

Jak reaguje na tego typu działania Kościół pokazuje wybrany przykład głosem jednego
z jego kapłanów. Wypowiedź ta dotyczyła owego nieoficjalnego kultu Matki Boskiej: „[...] Biblij­
nemu deficytowi towarzyszy zalew nie biblijnego słowa o Maryi. W Polsce ( nie tylko zresztą
tutaj) słowo Boże w pobożności maryjnej decydowanie przegrywa ze słowem ludzkim. W tej
dziedzinie tzw. objawienia prywatne i «pobożna a twórcza wyobraźnia* skutecznie rywalizują
z Objawieniem" (Napiórkowski 2002, s. 178).
Vide H. Czachowski (2003) oraz A. Zieliński (2004).
6

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

131

kulturowo przypisane wizjonerom: są to najczęściej dzieci, albowiem to one
w naszym kręgu kulturowym uosabiały niewinność i czystość ; są ucieleśnie­
niem prostoty, także w znaczeniu braku edukacji i kultury (z Bernadettą Matka
Boska komunikuje się w lokalnym dialekcie, nie zaś w literackiej francuszczyźnie); kończą swoje życie wcześnie (jak Franciszek i Hiacynta) bądź ze względu
na to, czego były świadkiem i uczestnikiem, nie mogą już żyć „normalnym"
życiem i jak w przypadku Łucji oraz Bernadetty przywdziewają zakonny habit
aby prowadzić życie zakonne. Mogą być też wyniesione na ołtarze, jak stało się
z Bernadettą Soubirous w 1933 r. (została kanonizowana) oraz z Franciszkiem
i Hiacyntą w 2000 r. (błogosławieni).
Czy jednak ten sam scenariusz życia zaobserwować można w przypadku
wizjonerów z epoki Internetu?
Apolito stwierdza, ze wizjonerzy i ich wyznawcy, czy też sympatycy, którzy
ukształtowali się pod wpływem współczesnych globalnych tendencji, cechują
się chęcią zaistnienia na forum międzynarodowym i emancypacją. Wykazuje
to na przykładzie innego miejsca objawień maryjnych - Medjugorje (Bośnia-Hercegowina, początek objawień w 1981 r., trwają one do dziś). To miejsce
w specyficzny sposób poddane zostało informatycznej i internetowej „obróbce".
Miejscowość ta jest kolejnym, lecz bliższym naszym czasom, bardzo ważnym
- choć do tej pory jeszcze nie zatwierdzonym oficjalnie przez Kościół - miejscem
objawień maryjnych. Rzutuje ona również mocno na przekształcanie się i wzbo¬
gacanie wyobraźni religijnej doby współczesnej. Szczególnie ważny jest fakt, że
włączenie jej do obiegu kultury dokonuje się za pośrednictwem nowoczesnych
mediów, które niejako współkształtują to miejsce zgodnie ze swoją naturą.
Historia objawień maryjnych oraz współczesnego życia religijnego dzięki ich
asymilacji z najnowszymi technologiami służącymi porozumiewaniu się i prze¬
kazywaniu informacji, jak przede wszystkim Internet, nabrała w X X wieku „przy¬
spieszenia" i zmieniła ich charakter. Apolito próbuje udowodnić to wychodząc
właśnie od objawień w Medjugorje. Miejsce to, jak Lourdes, a zwłaszcza Fatima ,
również stało się rodzajem cezury dla wyobraźni i wrażliwości religijnej chrześ¬
cijan współczesnych. Tradycja pierwszej, źródłowej i oryginalnej wizji, wiążąca
się z inspiracją dla pomniejszych, zawsze ściśle wiązała się z miejscem pierwot¬
nego objawienia i cudu, który był początkowym. Tak było w przypadku obja¬
wienia w Fatimie. Zaczęto obserwować wtedy wagę i wpływ wywierany przez
te widzenia, śledząc przebieg innych wydarzeń religijnych tego typu po I woj¬
nie światowej. Powtarzać się zaczęła tematyka przesłania charakterystyczna
wówczas tylko dla Fatimy: pokój światowy i sytuacja Rosji. Także data objawień
7

8

7

Według innych jeszcze interpretacji, to dlatego dzieciom przypisuje się ową szczególną
predyspozycję do kontaktowania się z sacrum, ponieważ są one jeszcze nieskażone kulturą.
Z tego właśnie powodu plasować się miały niejako na granicy świata kultury a natury, co określano
mianem ambiwalencji ich istoty oraz statusu (od symbolicznego po społeczny), w związku z tym
nabywały cech mediumicznych (vide między innymi praca Nowina-Sroczyńskiej 1997).
Uważane jest przez znawców tematu za objawienie-pierwowzór dla innych XX-wiecznych
objawień, lecz jeszcze sprzed wydarzeń w Medjugorje (Bouflet, Boutry 2000).
8

�INGA KUŹMA

132

9

fatimskich - 13 dzień miesiąca, opatrzona została wymowną symboliką i weszła
już na trwałe do zbioru dat znaczących religijnie. Inne elementy wydarzeń fatim¬
skich również stały się cechami charakterystycznymi i „typowymi" dla nastę¬
pujących po nich objawień światowych. Były to: powtarzalność wizyt Matki
Boskiej, kwestia tajemnic, jakie pojawiać się zaczęły w Jej przekazach skiero¬
wanych do wizjonerów oraz - szczególnie - cud słońca, który uznany został
za uwiarygodniający objawienia fatimskie (Bouflet, Boutry 2000, s. 211 ). Te
właśnie składowe budujące wzorcowy przebieg objawienia w kulturze religijnej
X X wieku można odnotować również w Polsce. Przykładem cud wirującego
słońca (określany też mianem tańczącego) spostrzeżony przez członków Legionu
Małych Rycerzy Miłosierdzia Bożego, prowadzonych przez kobietę pochodzącą
z Tolkmicka, która zasłynęła dzięki swojej mocy uzdrawiającej i objawieniom,
jakich dostępowała (Szczesiak 1998, s. 7).
10

Jednak pomimo swojej specyfiki Fatima nadal może być interpretowana jako
objawienie „tradycyjne", „typowe", ugruntowane już w tradycji religijnej. Do tych
właśnie typowych okoliczności objawienia zaliczyć można wybór osób, które
obdarzone zostały wizjami, jak było to wspomniane wcześniej. Innym elementem
było miejsce - tradycyjnie odludne, w górach. Włączyć można do owego scenariu¬
sza objawienia także prześladowania, jakie cierpiały dzieci, zarówno ze strony nie¬
dowierzających im bliskich, jak i władz lokalnych i państwowych negujących to
wydarzenie ze względów politycznych . W przypadku Fatimy zaaresztowane
11

9

Co tym wyraźniejsze się stało po zamachu na Jana Pawła I I 13 maja 1981 r.
Analizują oni liczne podobieństwa i wypadki wizji w Europie, które swój scenariusz ry­
tualny opierały na przebiegu wydarzeń w Fatimie.
Ów typowy scenariusz kulturowy objawienia realizuje także film pt. Objawienia w Fatimie
(film Daniela Costelle, produkcja - Sanktuarium w Fatimie, dystrybucja wersji polskiej „Verbinum" - Wydawnictwo Księży Werbistów), który jest zbeletryzowanym religijnym dokumentem
objawień w Fatimie. Posługuję się słowem „dokument", albowiem jest to przedstawienie wyda­
rzeń nader dosłowne w ukazaniu wszelkich niezwykłych i nadprzyrodzonych zjawisk. Towarzyszą
temu także specyficzne efekty wizualne i muzyczne, które mają wspomóc i wzmocnić efekt
nadprzyrodzoności oraz odmienności objawiających się istot boskich oraz zjawisk cudownych.
Te środki filmowe próbują zmierzyć się - realizując również wyobrażenia potoczne na temat
przebiegu takich właśnie spotkań zakodowane już w kulturze - z niezwykłością sacrum i podkreś¬
lają tę jego cechę w scenach, gdzie np. pojawia się anioł, który zwiastuje dzieciom objawienia
i ma zadanie je do nich przygotować oraz tam, gdzie dzieciom ukazuje się Matka Boska. Co do
Jej postaci przedstawianej w filmie, równie znacząca jest kwestia wyboru aktorki polskiej, która
dubbinguje odtwórczynię Matki Boskiej Fatimskiej. W polskiej wersji językowej głosu postaci
Matki Boskiej użycza Anna Nehrebecka, której wizerunek filmowy wręcz „predestynował" j ą do
wzięcia tej roli. Scenarzyści owego filmu umieścili inne jeszcze szczegóły nader charaktery¬
styczne dla tzw. morfologii miejsc cudów, objawień, czy wizji oraz późniejszego kultu, jaki roz¬
wijał się wokół nich. Na przykład, pokazując jak rozwijał się stopniowo kult miejsca objawień,
umieszczają swoisty zalążek przyszłej wielkiej bazyliki, jaka zostanie wybudowana w Cova da
Iria, w postaci wydeptanego do gołej ziemi kręgu tuż po drzewem, na którym objawiać się miała
Maryja, a w kręgu tym dostrzec można swoisty ołtarz, zaliczany przez antropologię do symboli
z szeregu axis mundi: przybrane kwiatkami i wstążkami drzewko, przed którym - na filmie
- klękają dzieci w jednej z końcowych scen, gdy pojawia się Matka Boska ostatni raz i zgroma¬
dzeni mogą oglądać cud wirującego słońca.
1 0

11

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

1

3

3

dzieci już przed kolejnym zapowiedzianym objawieniem, nie dostąpiły go w wię¬
zieniu, ale dwa dni później, kiedy wypuszczono je na wolność. W tej bowiem
epoce - „sprzed Internetu" - ważne było miejsce, gdzie zachodziły objawienia.
To raczej wizjoner spychany był na margines, a miejsce objawień zachowywało
swoją rolę zasadniczą. Potwierdzają to losy licznych innych wcześniejszych, jak
i późniejszych (w tym XIX-wiecznych i XX-wiecznych) wizjonerów, także tych
wspomnianych powyżej. Lecz same te miejsca - jak Lourdes i Fatima - jako
centra objawień nie odeszły w zapomnienie i stały się z biegiem czasu bardzo
silnie oddziałującymi ośrodkami kultu maryjnego i ruchu pielgrzymkowego.
Medjugorje, a szczególnie status i rozwój drogi życiowej wizjonerów z tej
miejscowości, przedstawia się jednak nieco inaczej. Dolina Podbro, gdzie miały
miejsce pierwsze objawienia, była punktem centralnym, sakralnym w tradycyj¬
nym tego słowa znaczeniu, jedynie na początku objawień. Kolejne wizje „prze¬
niosły się" za dziećmi z doliny do prezbiterium, do zakrystii, chóru, pokoju,
plebanii itp. (Rafalska 2002, s. 306-307). Na tym etapie miejsce jeszcze było
istotne, mniej jednak niż sami wizjonerzy. Wraz z upływem lat wizjonerzy boś¬
niaccy zaczęli podróżować po świecie z przesłaniem Matki Boskiej z Medjugorje
i dostępować wizji tam, gdzie się aktualnie znajdowali - dochodziło w ten sposób
do swoistej transformacji miejsca profanum w sacrum dzięki osobom widzącym.
Medjugorje jednak, pomimo tego, że jest jednym z najliczniej współcześnie
odwiedzanych sanktuariów maryjnych na świecie, nie jest w tym samym stopniu
ważne jak wizjonerzy, co dobrze wyczuwają liczne agencje podróży, obiecując
pielgrzymom nie tylko pobyt w Medjugorje, ale i spotkanie przynajmniej z jed¬
nym z nich, ponieważ większość z tej ośmioosobowej grupy widzących mieszka
w okolicach sanktuarium.
Podobnie jak działo się w przypadku Fatimy, scenariusz objawień z Medjugorje zaczął być powielany. Wiele późniejszych objawień maryjnych, szczególnie
w Stanach Zjednoczonych, wzorowało się na przebiegu widzeń z Medjugorje.
Podobieństwa te były uderzające zwłaszcza w przypadku tych „widzących" Ame¬
rykanów, którzy pielgrzymowali wcześniej do Bośni.
Wydarzenia jakie miały miejsce w Medjugorje zyskały sławę w Ameryce,
a później na całym świecie, także dzięki opiece i koordynacji ruchu pielgrzymko¬
wego i dewocyjnego podjętych przez OO. Franciszkanów ze Steubenville w USA
(Ohio). Oni to zajęli się produkcją i dystrybucją kaset, książek, artykułów, pod¬
ręczników służących do formacji duchowej itp. Początkowo kierowali te akcje do
krajów zachodnich, później rozciągnęli je na pozostałe zakątki globu. Innym cie¬
kawym faktem jest uwiarygodnienie przez opiekunów sanktuarium i wizjonerów
z Medjugorje postaci takiej jak Vassula Ryden, która jest również wizjonerką, lecz
wyznania grekoprawosławnego. Jej wizje więcej jednak mają wspólnego z New
Age niż z dogmatami jej wyznania, podobnie jak nic wspólnego nie mają z wyzna¬
niem rzymskokatolickim, choć to katolicy udzielają jej gościny na swoich stronach
internetowych poświęconych Medjugorje (Bouflet, Boruty 2000, s. 289-290) .
12

12

Vide np. polską stronę internetową „Vox Domini".

�134

INGA KUŹMA

Dziesiątki nowych wizjonerów korzystają na tej zmianie „paradygmatu" ob­
jawień i podróżują ze swoimi objawieniami po całym świecie. To ich obecność
uświęca miejsce, to oni coraz wyraźniej stają się szczególnymi epifaniami, utoż­
samiając się częściowo z obrazami i przesłaniami, jakie komunikują wiernym
od Boga czy Maryi, a pomijając milczeniem oryginalne miejsce i okoliczności
„przestrzenne" i czasowe wizji.
Co więcej, współcześni wizjonerzy niewiele mają wspólnego z klasycznym
- niemal już stereotypowym - typem kulturowym osoby dostępującej kontaktu
z sacrum. Nie są to przede wszystkim „prostaczkowie" w szerokim sensie tego
słowa. Jak zauważa Apolito w swoim tekście opisującym nie tylko wizjonerów
z Medjugorje, lecz ogólnoświatowy i ogólnointernetowy ruch, współcześni
wizjononerzy-globtrotterzy znają języki obce, piszą książki, a ich pozycja
ekonomiczna oraz zawodowa plasuje ich w społeczeństwie na poziomie klasy
średniej. Jeśli zaś chodzi o ich obyczaje rodzinne i moralność, są nieraz bardzo
wyemancypowani - często rozwiedzieni, z nowymi rodzinami. Ich życie odbiega
więc w znaczący sposób od moralności zalecanej przez Kościół katolicki czy też
przez Stary i Nowy Testament, a osoby te wywodzą się przecież z tego środowi¬
ska duchowego i obyczajowego. Nowi wizjonerzy wydają się być absolutnie
pewni swojej wyjątkowości. Ci z Medjugorje wyrażają szczere przekonanie
o szczególnej światowej misji, jaka została nałożona na ich barki i którą muszą
wypełniać, ponieważ od tego zależy zbawienie całego świata: „Zbawienie świata
zależy w pewnym sensie od przesłania, jakie objawiane jest nam w Medjugorje"
(słowa te Apolito cytuje za: Rooney i Faricy 1987; Apolito 2003, s. 642). Co
więcej, sam diabeł wiedząc o ważności tej misji miał - według wizjonerów
- prosić Boga o oddanie sobie we władanie tylko tego miejsca w zamian za
resztę świata. W Polsce np. Matka Boska objawiająca się w Oławie stwierdziła,
że od wybudowania tam świątyni uzależnia przetrwanie na świecie pokoju. Inne
tego typu świadectwa, to chociażby apel rozsyłany za pośrednictwem Internetu
przez tzw. Ambasadora Boga na podstawie objawień Matki Boskiej z Nowego
Jorku z 1987 r. W apelu tym można znaleźć informację, że miejsce owych obja¬
wień będzie łącznikiem z wszelkimi innymi na całym świecie. W Rzymie zaś
Matka Boska przemawiając do Marisy Rossi powiedziała, że to, czego dostępuje
wizjonerka jest wydarzeniem najważniejszym na świecie, a także najtrudniej¬
szym. Jej osoba zaś będzie w związku z tym atakowana również najbardziej na
świecie, szczególnie przez niektórych księży. Jezus, z którym w wizjach kontak¬
towała się Marisa, dodał jeszcze - według tego, co przekazała kobieta - że cuda,
jakie będą towarzyszyć tym objawieniom, zaliczyć będzie można do najważniej¬
szych cudów eucharystycznych w historii Kościoła.
Każdy z wizjonerów czuje się zatem centrum świata i historii oraz osobą
umieszczoną w centrum wydarzeń soteriologicznych.
Nowi wizjonerzy wspomagają się nawzajem, kontaktują się z sobą, cytują się,
wydają wspólnie książki, organizują wspólne objazdy i spotkania z wiernymi.
Odwiedzają nawzajem swoje miejsca objawień. Najistotniejszym obecnie miejs¬
cem tych więzi i kontaktów są strony WWW, czaty, serwisy tematyczne itp.

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

135

Jedną z ważniejszych przyczyn szukania takich nowoczesnych i niezależnych
środków komunikacji i podtrzymywania więzi jest obawa przed ingerencją hie­
rarchii kościelnej wymierzoną w ów oddolny ruch wizjonerski czerpiący jednak
z dziedzictwa określonego wyznania. Internet wzmocnił owe indywidualistycz¬
ne i separatystyczne tendencje, zachodzące nie tyle nawet na poziomie formo¬
wania się alternatywnych czy nowych grup, lecz przede wszystkim jednostki
- jest to w zasadzie idealne narzędzie do zachowania i podtrzymania autonomii.
Co więcej, surfująca w nim jednostka nie jest odbiorcą pasywnym, lecz aktywnie
decydującym, wybierającym te, bądź inne treści, włączającą się świadomie
w sposób funkcjonowania tego typu fenomenów na łamach Internetu, np. wy¬
syłając swoje komentarze, pytania, czy uczestnicząc w odbywających się „na
żywo" rozmowach na rozmaitych czatach.
Internet daje tym samym sympatykom i zwolennikom prawdziwości rozma¬
itych objawień możliwość natychmiastowego oraz niemal równoległego dostępu
do wszystkich obecnych w jego przestrzeni zgromadzonych stron, wypowiedzi,
świadectw etc. Jaki by nie był ich charakter czy język, znajdują się one szybko
w Sieci, gdzie mogą być powszechnie rozpoznane, uznane, a przede wszyst¬
kim poznane.
Kamery cyfrowe czy aparaty cyfrowe pozwalają również „zinternetować" fakt
objawienia; w medium tym krążą liczne obrazy miejsc, cudów czy innych niewy¬
tłumaczalnych zjawisk. Zdemokratyzowały one w ten sposób dostęp do sacrum.
Ich wymiar - w pierwotnym rozumieniu niewymierny i nieuchwytny, nie do
ogarnięcia i nie do objęcia rozumem bądź zmysłami - sprowadzony więc został
do bardziej „ludzkich" proporcji, a przynajmniej do danych cyfrowych czytanych
przez najnowocześniejsze nośniki i aparatury przetwarzania danych, które można
po prostu sprowadzić do kombinacji określonych znaków języka informatycz¬
nego i upowszechnić.
Z perspektywy specyfiki tego medium, jakim jest Internet, nie jest istotne
źródło przekazu, ale on sam, albowiem to on, czy to w formie zapisu tekstowego
czy też wizualnego, ruchomego (film) bądź nieruchomego (fotografia), jest naj¬
bardziej liczącym się komunikatem. Sama jego obecność w przestrzeni Internetu
już j ą uwiarygodnia oraz vice versa. Nawet wizjoner w pewien sposób traci swo¬
j ą realność i ważność. Postać i przesłanie jednego znanego wizjonera powielana
na dziesiątkach stron, przetwarzana na dziesiątki sposobów traci swoją wyjątko¬
wość. Staje się swoim własnym znakiem . Co więcej, faktem niejako umacnia¬
jącym ową diagnozę, jest spotykana w Internecie wielka liczba innego jeszcze
rodzaju wizjonerów. Jak nazywa ich Apolito są to tzw. lokucjoniści, a mianowi¬
cie osoby, które dostąpiły wizji bądź miały kontakt z sacrum, ale jedynym tego
śladem są cytowane przez nich słowa Jezusa bądź Maryi. Oznacza to, że w ich
13

1 3

Choć więc może wydawałaby się to paradoksalne, szczególnie jeśli chodzi o opisywanie
zjawisk z terenu religii i religijności, ale zabieg ten wpisuje się w efekt simulacrum J. Baudrillarda,
gdzie „nie chodzi o odzwierciedlenie rzeczywistości, ale o rekonstrukcje przedmiotu, której wia¬
rygodność jest uwarunkowana doskonałym podobieństw em. W simulacrum dochodzi do pomie¬
szania dwóch porządków: realnego i wyobrażonego [ . . . ] " (Regiewicz 2004, s.147).

�136

INGA KUŹMA

przypadku trudno stwierdzić w jaki sposób w tych objawieniach pośredniczyło
miejsce, czy też jakie inne zjawiska zachodziły, jako znaki czegoś nieziemskie¬
go, także kim są owi wizjonerzy i co się z nimi stało pod wpływem owych obja¬
wień. Ich osobowość, biografia i tego typu dane są przez nich nieujawniane.
Komunikują oni owe przesłania używając formuł: „Jezus objawił...", „Maryja
powiedziała...". Najważniejszy jest fakt przekazania, zapisania i wysłania owego
przesłania, które krążyć będzie w Sieci. Lecz komu to przesłanie zostało przeka­
zane? Jak stwierdza Apolito, nic nie wiadomo na ich temat. Internet zaś wzmac¬
nia ów religijny i wizjonerski fenomen anonimowej lokucyjności przewrotnie
interpretując kulturową „przezroczystość" dawnych, „nowożytnych" wizjonerów
- „maluczkich". W jednym tylko przypadku nowe medium zawodzi, a mianowi¬
cie w przypadkach poszukiwania przez wierzących uzdrowienia i uwolnienia od
rozmaitych schorzeń czy uzależnień. Jak dawniej szukają ich oni na tradycyjnej
drodze pielgrzymek do miejsc świętych, czczonych wizerunków czy też osób
0 szczególnych charyzmatach. Czyżby internetowa „emocjonalna wspólnota"
wiernych wierzących w objawienia, szukających informacji na ich temat, taką
wspólnotą stawała się jednak dopiero poza Siecią, w świecie „realnym"? Na to
pytanie można spróbować odpowiedzieć, ale dopiero po przyjrzeniu się innym
jeszcze sposobom wyrażania swojej religijności za pośrednictwem Sieci, którymi
są wpisy do internetowych skrzynek intencji.
Można zaryzykować twierdzenie, że oblicze współczesnej religijności zmienia
się nieco za pośrednictwem Internetu: ma miejsce pewne przewartościowanie
znaczeń i zachowań, które oscylowały wokół przekonania o szczególnym charak¬
terze miejsca oraz czasu, w którym dochodziło do objawienia oraz o szczególnych
duchowych walorach wizjonera bądź mistyka. Te czynniki właśnie stawały się
źródłami sakralnej semiozy, której zwieńczeniem było ugruntowanie się kultu
danego miejsca, figury, obrazu, czasem osoby wizjonera. W tym procesie niebaga¬
telna była także rola Kościoła katolickiego uwierzytelniającego owe fenomeny
1 zjawiska. Instytucja ta czuwała nad ich przebiegiem, niejednokrotnie kontrolując
go i treści przesłania oraz zachowania wizjonerów, zatwierdzając bądź negu¬
jąc te zjawiska. Obecnie nowymi „leaderami" czuwającymi nad „zarządzaniem"
owymi informacjami są administratorzy sieci, portali, stron, czatów itp. Jak nigdy
chyba dotąd w historii religijności czy też wizjonerstwa, dostrzec można jak reli¬
gijność jest tworzona, wytwarzana, kierowana, wręcz kreowana, nie bardzo jednak
wiadomo przez kogo ani do kogo.
Zmianie ulega jednak nie tylko ta kategoria kulturowa - przydatna do badania
fenomenów religijnych - jak osoby niezwykłe, pośrednicy między sferą sacrum
a profanum, jakimi byli w tradycyjnym paradygmacie religijności wizjonerzy czy
ekstatycy. Wspomniane już było wcześniej, że także przestrzeń sakralna - ściśle
do tej pory związana z wizjami, łaskami czy cudami, jakich doświadczali wierni
uległa przewartościowaniu właśnie ze względu na nowe medium, jakim jest Inter¬
net. Przestrzeni owej towarzyszy również zmiana postrzegania czasu. Mówić
14

1 4

Niezbędna w szczególnym rodzaju doświadczenia religijnego, jakim jest sensualizm.

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

137

przecież można o czasoprzestrzeni sakralnej - nieodzownej, jak wykazywały to
liczne analizy czy interpretacje etnologiczne, dla objawienia się boskości, stwo¬
rzenia dla niej ram. Internet poddał „transformacji materialne podstawy egzy¬
stencji, a także stosowane dotychczas desygnaty czasu i przestrzeni", zaś „pojęcie
geografii utraciło swój odwieczny desygnat", a „tutaj i tam nic już nie znaczy"
(Kuligowski 2002, s. 91). Rola czasu, dystansu, jaki był poprzednio niezbędny
w procesie komunikacji, jego skrócenie lub wydłużenie, zależało od wielu czyn¬
ników zewnętrznych wobec chęci nadawcy czy też odbiorcy. W dobie Internetu
natomiast - jak pisze Kuligowski - kwestia ta „w ogóle ulega unicestwieniu".
Innym problemem jest sposób istnienia owego wertykalno-horyzontalnego
„przecięcia", gdzie w czasoprzestrzeń fizyczną wkraczało sacrum zawieszając
jej prawa i właściwości, potrzebując ich jednakże aby się objawić i dać poznać.
Obowiązywało pojęcie pierwowzoru i oryginału sakralnego jako jedynego źró¬
dła przekazywanych przez wizjonera słów czy wizji. Ono potwierdzało bowiem
koncepcję źródła boskiego natchnienia i boskiej woli ustanawiającej owe nad¬
przyrodzone zjawiska, a jest to szczególnie ważne w przypadku śledzenia kul¬
turowej morfologii objawień i wizji, czy też kształtowania się kultu miejsc
szczególnych, osób wyjątkowych, cudownych wizerunków itp. W tradycji chrześ¬
cijańskiej to Bóg, Jezus czy też Maryja (bądź inne osoby uznane za święte) są
jedynymi, które jawią się jako oryginalni autorzy oryginalnego przesłania. Czy
jednak wiarygodność takiego boskiego, pierwotnego natchnienia jest jeszcze
w stanie obronić się w dobie licznych „lokucjonistów" i samego efektu mnożenia
i powielania wiadomości o wizjach i ich treści, kiedy to istnieje pokusa aby
Internet - kanał informacyjny i popularyzujący owe wydarzenia - traktować jako
coś więcej, niemal jako przestrzeń oryginalną owych objawień i przesłań? Tym
bardziej, że specyficzna czasoprzestrzeń Sieci opiera się w dużej mierze na moż¬
liwości przetwarzania, wysyłania, kompresowania i upraszczania komunikacji,
informacji i wiedzy, a co ważniejsze - zawiesza ona dotychczasowe rozumienie
kategorii przestrzeni i czasu. Produkuje się w niej informacje, wręcz powołuje
się do „życia" alternatywną wobec rzeczywistości realnej „rzeczywistość" inter¬
netową. Status objawień i ich treści, także status wizjonerów i miejsc cudownych
w obrębie Internetu zmienia się, chociażby na podstawie tak nieskończonej moż¬
liwości powtarzania. Tym samym gubi się poczucie, że istnieje jakiś pewny
i stały punkt odniesienia: wszystkie informacje i obrazy są sobie równe i równie
ważne. Co więcej, rozróżnienie na to, co jest prawdziwe a co fałszywe nie ma
w Sieci sensu, tam bowiem można jedynie odróżniać to, co wirtualne od tego, co
realne. Lecz i to rozróżnienie nie daje pewności, czy wiemy co jest czym. Zatem
nawet wiara w cuda czy objawienia może ulec zmianie, skoro kulturowy status
pojęcia „nadprzyrodzoności", „niewidzialności" i „transcendencji" zmienia się
pod wpływem innych możliwości, jakie oferuje Sieć czy w ogóle najnowsze tech¬
nologie. Tym bardziej, że jak słusznie zauważa Apolito w swoim tekście, Sieć
pojawia się i znika w momencie wejścia do niej poszczególnego, indywidual¬
nego internauty, choć nietrudno jest wykształcić w sobie poczucie, że „świat"
Sieci istnieje „naprawdę" (ideą tą „bawili się" twórcy filmu „Matrix"). Jest to

�INGA KUŹMA

138

jednak wyłącznie „świat" Sieci - równie „rzeczywisty" jak ona sama. Internet,
w tym pośrednio także religijność, która wyrasta w jego obrębie, jest autoreferencyjny - aby udowodnić „istnienie" swoich produktów i tworów nie potrzebuje
do tego czegoś więcej i czegoś innego poza sobą samym, nawet - równie trudnego
do pojęcia w świecie realnym, pozasieciowym - świata transcendentnego. Dlatego
też, być może, „rzeczywistość" wirtualna, oddala się coraz bardziej od rzeczy¬
wistości „realnej", choć pierwotnie była jej przedłużeniem. Z punktu widzenia
życia duchowego „tradycyjnego", „rzeczywistość" wirtualna jest w pewnym
sensie parodią dotychczasowego świata religijnego, którego rolą było pośred­
niczenie między światem nadprzyrodzonym a ludzkim. Wychodząc z takiej per¬
spektywy warto zastanowić się czy rzeczywistość wirtualna jednak nie zaczyna
wpływać faktycznie na przekształcanie tradycyjnej duchowości (Mondialisa­
tion...), przynajmniej pewnych jej aspektów wśród części ludzi religijnych. Kwe¬
stia ta jest najprawdopodobniej nie do rozstrzygnięcia. Wyrasta ona z innego
rodzaju pytań - tych, które odnoszą się do problemu wzajemnego stosunku
między przedstawianym a jego istotą i samą czynnością przedstawiania czegoś
w Internecie. Zagadnienia te - dotyczące relacji między rzeczywistością „real¬
ną" a jej pojęciem oraz przedstawieniem, różnie już rozstrzygano. Niejedno¬
znaczność owych rozwiązań dotyczących Sieci wyraża się w takich pytaniach,
jakie stawia Gut (Gut 1998, s. 170): „[...] co z naszego świata przenosimy do
cyberprzestrzeni, na ile dążymy do stworzenia analogonu, a na ile simulacrum,
na ile alternatywy, a na ile całkiem autonomicznej sfery, która tylko posiada pewne
elementy wzięte z rzeczywistości?".
15

Pora przejść do ostatniego już przykładu ilustrującego ową ewentualną zmianę.
Wraz z „oswojeniem" Internetu przez chrześcijaństwo pewne tradycyjne do
tej pory formy religijności, jak składanie w miejscach kultu swoich intencji mo¬
dlitewnych, podziękowań i próśb, weszły także w skład „usług" oferowanych
przez strony religijne domów zakonnych czy sanktuariów. W ten sposób można

1 5

Warto przypomnieć za F. Jamesonem (Jameson 1997) , że parodia jest taką konwencją,
która jest szczególnie bliska nurtom postmodernistycznym w kulturze. Polega ona na ośmiesza­
niu, życzliwym bądź złośliwym, jakiegoś pierwowzoru naśladując go w karykaturalnej formie.
Parodysta musi posiadać zdolność wczucia się w parodiowanego, ale aby parodia miała sens
musi ukrywać się za nią przekonanie, że istnieje pewna norma, której istnienie umożliwia anoma¬
lie. Jameson przeciwstawia parodii pastisz. Jest to również taki typ działania, które polega na
imitowaniu pierwowzoru, ale polega ono jedynie na „pustej" imitacji, „na nakładaniu stylistycz­
nych masek" (Jameson ibidem, s. 195). Pastiszowi brak poczucia istnienia normy, punktu odnie­
sienia. To martwy język, bezmyślna podróbka - zabawa formą, pomijając treść. Zestawiając
te dwa środki wyrazu tak charakterystyczne dla współczesnej kultury, tym bardziej wydaje się
interesujące, że autorzy raportu „Mondialisation..." (o stosunku m.in. chrześcijaństwa do no¬
wych technologii) posługują się określeniem „parodia" na opisanie charakteru współczesnej reli¬
gijności, nie zaś „pastiszem". To raczej ku niemu skłaniać by się można analizując diagnozy
stanu aktualnej duchowości, a przynajmniej niektórych jej form. Choć obserwując udział Inter­
netu jako kanału informacji w klasycznym rozumieniu, w organizacji nieformalnych i for­
malnych obchodów żałoby w Polsce po śmierci Papieża 2 kwietnia 2005 r., sprawdził się on jako
taki właśnie znakomicie.

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

139

pielgrzymować na odległość wchodząc na drogę „sensualistycznego" przeżywa­
nia kontaktu z sacrum za pośrednictwem Internetu i owo przeżywanie „sensualistyczne" via Sieć jest odmienne niż podczas tzw. pielgrzymki duchowej. Zaleca­
na jest ona, kiedy fizyczny udział czy pobyt wiernego w określonym miejscu
kultu nie jest możliwy. Obecnie ktoś taki ma możliwość skorzystania nie tylko
z duchowej wizyty w miejscu świętym za pośrednictwem Sieci, jeśli tylko ma do
niej dostęp, lecz na internetowy sposób jest to wizyta „realna".
Budowanie religijnej wspólnoty, nawet w takim tylko wymiarze i to właśnie
za pośrednictwem Internetu, zgadza się z wymiarem uniwersalnym i powszech¬
nym Kościoła katolickiego. Jak przytaczali autorzy raportu Mondialisation...
analizując stanowisko chrześcijaństwa wobec najnowocześniejszych zdobyczy
z zakresu komunikacji w dobie globalizacji, „[...] zasadą generalną pozostaje
podtrzymywanie nadziei [...] nie zaś ewolucja w stronę «jedynego świata», który
będzie rządzony przez logikę zysku ekonomicznego. Dzięki nadziei zaś globali¬
zacja może stać się środkiem do realizowania tego rodzaju komunii i solidarności,
której chrześcijanie mogliby pragnąć. Chrześcijaństwo odnalazło w Internecie
medium wyjątkowe i to przede wszystkim reakcja na nie i na możliwości jakie
stwarza, jest w gruncie rzeczy najbardziej interesująca. Jak powiedział P. Babin
przed kilkoma dniami, podczas kolokwium poświęconego «Nowym techno¬
logiom, nowej ewangelizacji», Dobra Nowina to komunia [w kontekście opisy¬
wanej sytuacji - chrześcijaństwo a globalizacja i Internet, „komunia" to także
„łączność", „porozumienie" - I . K . ] . Internet zaś jest czymś w rodzaju schodów
aby tę [łączność i - I . K.] komunię osiągnąć [ . . . ] " (Mondialisation...).
Jak więc cele te realizowane są w praktyce? Aby spróbować odpowiedzieć na
to pytanie, przyjrzałam się wpisom intencyjnym, które wysyłają za pośrednic¬
twem Internetu wierni-internauci zainteresowani taką formą polecenia się opiece
Matki Boskiej, odwiedzając stronę WWW. pewnego polskiego sanktuarium .
Intencje te (z lat ubiegłych oraz z roku bieżącego) nie są chronione w żaden
sposób, internauta ma do nich wolny dostęp. Jest to zasadne z podstawowego
powodu: chociaż „adresatką" owych wpisów jest Matka Boska, ważną rolę
odgrywa także modlitwa innych wiernych, wstawianie się jednych za drugimi.
Są one rodzajem intymnej rozmowy „sam na sam" z Bogiem czy też z Maryją.
Internet nie doprowadził bowiem do zaniku tak podstawowej formy zapisu oso¬
bistych próśb, jak przytaczane i analizowane już przez Piotra Kowalskiego
(Kowalski 1994; Kowalski 1995) oraz Joannę Tokarską-Bakir (Tokarska-Bakir
2000) zwroty, które Kowalski nazywa „wyłączającymi innych potencjalnych czy¬
telników", mające charakter „ekskluzywny", „blokujące tworzenie wspólnoty"
(Kowalski 1995, s. 266-267). Zalicza się do nich przykładowe: „Matko Boska,
pomóż mi, Ty wiesz w czym".
16

1 6

Nie podaję nazwy owego sanktuarium ani jego internetowego adresu ze względu na unik­
nięcie posądzenia mnie o ujawnianie i posługiwanie się takimi treściami, które zaliczyć należy do
osobistych, wręcz intymnych oraz o manipulowanie nimi bez względu na moje intencje i cele
- naukowe i poznawcze. Dlatego też cytując niektóre wpisy będę zmieniała takie szczegóły, które
pozwoliłoby zidentyfikować wpisujących intencje.

�140

INGA KUŹMA

W skrzynce intencji wybranego sanktuarium można spotkać takie właśnie
wpisy: Najświętsza Matko spraw proszę abym nie stracił nadziei i wskaż mi drogę,
która poprowadzi mnie do wymarzonego celu; Najświętsza Matko, [...] błagam
Cię, żeby moja prośba została wysłuchana przez Ciebie; Najświętsza Matko nadal
proszę Cię o wysłuchanie mnie w mojej intencji; Proszę najgoręcej jak mogę
Najświętsza Matko, aby została wysłuchana moja prośba; Najświętsza Matko
jeszcze raz gorąco proszę Cię o wysłuchanie mojej prośby; Najświętsza Matko
w dalszym ciągu modlę się i liczę na Twoje stawiennictwo; Proszę Najświętsza
Matko o wysłuchanie mnie w wiadomej Ci sprawie. Dziękuję Ci za wszystkie
łaski; Proszę Cię Najświętsza Matko o wysłuchanie mnie w wiadomej Ci spra­
wie; Najukochańsza Matko bardzo proszę Cię o modlitwę w wiadomej Ci inten¬
cji. Tych dziewięć wpisów jest jednego autorstwa i umieszczone są one jeden
pod drugim w tym samym roku. Modlitwa w „sprawie wiadomej" Matce Boskiej
ponawiana była usilnie i systematycznie Jednak owa częstotliwość wysyłania
swoich próśb, która jest obecnie możliwa dzięki Internetowi, sprzyja poniekąd
próbom odszyfrowania stanu ducha czy natężenia emocji (choć jakich dokład¬
nie, tego nie będzie nigdy wiadomo - można się ich jedynie domyślać mając
w pamięci „skrypty" kulturowe emocjonalnych zachowań religijnych). Możli¬
wości, jakie dał Internet pomnażają ów fenomen pisania religijnego, które - jak
podkreślał Kowalski (i jego wnioski zachowały częściową trafność odnośnie do¬
tarcia do istoty pisania intencji w dobie Internetu) - „jest przeciwstawne aktom
komunikacji ustnej. Pisanie zakłada nieobecność [ . ] akt mowy zastępuje pismo,
co oznacza zmianę sposobu bycia, zmianę zasad percepcji i rozumienia świata.
[ . ] Rozłączność czasu pisania i ewentualnej lektury, zasadnicza nietożsamość
obu aktów stanowią charakterystyki oczywiste; ekskluzja wydaje się być nieredukowalną cechą pisarskiego aktu wynikającą z samej istoty fenomenu pisania"
(Kowalski 1995, s. 267). Ta diagnoza jest trafna przede wszystkim z tego wzglę¬
du, że owa skrzynka intencji nie jest w żadnym razie tzw. komunikatorem, który
przewiduje symultaniczność kontaktu. Oczywiście w przypadku skrzynki inten¬
cji ów kontakt symultaniczny, kiedy to następowałaby równoczesność aktu pisa¬
nia z aktem lektury, mógłby odbywać się jedynie pomiędzy osobami „realnie"
istniejącymi, takimi jak dwóch i więcej internautów-wiernych czy też osób
duchownych i wiernych. Kowalski jednak pomija jeszcze jedną relację, która
istniała zawsze w mniemaniu wiernych czy to w przypadku „tradycyjnych"
wpisów intencyjnych do ksiąg łask i cudów, jak też istnieje do tej pory w formie
e-maila, a mianowicie symultanicznej relacji między wiernym a osobą boską, do
której modlący zwraca się. Bez względu na formę zapisu i wysłania prośby czy
też wpisu o innej treści, jedynym rzeczywistym adresatem jest zawsze osoba
święta. Tego na pewno wirtualna forma intencji nie zmieniła. Świadczą o tym
formuły inwokacyjne przywołujące głównego adresata bądź adresatkę próśb
czy podziękowań oraz wiele jeszcze innych form retorycznych, jakie tworzą
ów literacki i folklorystyczny gatunek tekstów, którymi są wpisy intencyjne. Dla
Kowalskiego takie założenie jest oczywiste, ale swoje rozważania koncentruje
na aspekcie komunikacyjnym i społecznym owych aktów, za pośrednictwem

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

141

analiz filologicznych, dystansując się świadomie (vide: Kowalski 1995, s. 260)
od aspektu religijnego owych praktyk pobożnościowych.
Jeśli jednak Kowalski wybrał taki kierunek interpretacji tych zjawisk, to lektura
pewnych współczesnych internetowych wpisów każe zastanowić się, czy jednak
boski adresat bądź adresatka, którzy według założenia są jedynymi właściwymi
odbiorcami wpisów, nie zostali przykryci coraz gęściejszą i bardziej niezależną
od pierwotnej modlitewnej intencji warstwą komunikacyjną i społeczną.
Ekskluzja jest zastępowana coraz częściej przez inkluzję. Brak symultaniczności między lekturą a pisaniem jest wypierany przez internetową bezczasowość. Jest
ona możliwa do osiągnięcia dzięki owemu wspomnianemu już wcześniej dostępo¬
wi do internetowej skrzynki intencji i szybkiemu ponawianiu oraz wysyłaniu
swoich próśb. Także dzięki powielaniu i uzupełnianiu wpisów o kolejne infor¬
macje, wyjaśniające prośbę i sytuacje proszącego - zgodnie z jego osobistą po¬
trzebą. To znamienne dla współczesności, ale przywoływana przez Kowalskiego
intymność owych wpisów oraz samego aktu pisania intencji, obwarowana szer¬
szym i zewnętrznym kontekstem sytuacyjnym (miejsce w kościele, gdzie doko¬
nywane są wpisy i wystawiona jest księga, zachowanie wpisujących itp.) ulega
przewartościowaniu. Retoryka, która dawniej porządkowała te wypowiedzi
w sposób uderzająco schematyczny w zestawieniu z domyślnym ładunkiem emo¬
cjonalnym i ciężarem owych próśb czy podziękowań, uległa częściowej erozji.
Intymność i emocjonalność owych internetowych wpisów przekroczyła dawne,
„tradycyjne" bariery. W niektórych przypadkach przekroczyła nawet diagnozę
wystawioną przez Kowalskiego, który mówił, że „intymność aktu pisania znajduje
dopełnienie w intymności kontaktu z tekstem" (Kowalski 1995, s. 267). Kiedy
czytamy współczesne intencje w Internecie, uderza nas odsłanianie się przez
część wiernych, zarówno na poziomie opisów własnych stanów emocjonalnych,
jak i detalicznych wręcz streszczeń ich życiowych problemów, poruszających
ich sytuacji i okoliczności, które sprawiły im ból czy też radość. Oto kilka
znamiennych przykładów, które jednak ze względu na owo odsłanianie się
pozwoliłam sobie nieco zmienić, usuwając te fragmenty, które mogłyby ułatwić
odszyfrowanie kto jest autorem wybranych intencji:
1. Chwała niech będzie Bogu po wszystkie wieki!!!!!! Pragnę powiadomić
wszystkich że ukochany Bóg wysłuchał naszych modlitw i nie wrócę już do
zakładu karnego. Wyrok jaki otrzymałem po dobrowolnym poddaniu się karze
jest zawieszony na [... - I.K.] lat próby. [...]. Serdecznie dziękuję wszystkim
za modlitwy do ukochanego prawdziwego Stwórcy świata. Pragnę prosić jedynie
0 wstawiennictwo modlitewne w intencji bym wytrwał w wierności Bogu i by
udzielił mi siły wytrwania przy Nim do końca mego życia w uczciwości. Alle­
luja!!! [podpisane imieniem - I.K.]; Przedwczoraj sąd ogłosił wyrok. Bóg jest
wielki!!! [...] nie muszę wracać do zakładu karnego. Wiem że to dzięki Bogu
1 tylko Jego woli. Z radości nie mogłem zasnąć i nie wiedziałem co z sobą zrobić.
Natomiast wczoraj rano spotkało mnie coś niemiłego. Rano wychodząc z domu
wziąłem ze sobą portfel a w nim dokumenty [...] oraz karty kredytowe i około
3000 zł. Położyłem ten portfel wypchany na masce auta a sam poszedłem otwierać

�142

INGA KUŹMA

bramę. Dalszy scenariusz łatwo można się domyśleć. Myślę, że to była ogromna
próba dla mnie po tym dniu radości i modlitwach oraz powierzeniu mojego życia
Jezusowi i oddanie się pod kierownictwo Ducha Świętego. Pierwsza myśl była że
nie wiem co się dzieje, że mam straszne jakieś obciążenie psychicznie po takiej
stracie i muszę napić się alkoholu. Oczywiście dzięki Bogu ukochanemu tego nie
uczyniłem, tylko zanim wszystko zgłosiłem na policję zobaczyłem na zegarku, że
jest za 3 minuty 8:00 i [... - I.K.] pojechaliśmy na mszę do kościoła modlić się
i prosić Boga o wsparcie w takiej chwili, by nie ulec pokusie, tylko jeszcze bar­
dziej wielbić Pana Boga. Jestem dzisiaj szczęśliwy że nie dałem się zwieść szata­
nowi i załamać. Chwała Bogu Najwyższemu Stwórcy świata!!!!!!
Najsilniej
czego pragnę to dochować wierności Bogu i nigdy nie wrócić do przeszłego
życia. Pragnę gorąco podziękować wszystkim za modlitwy za mnie i prosić
0 modlitwę by ukochany Bóg dal mi siły do życia dla Niego [podpisane imieniem
- I.K.]; Ponownie zwracam się o gorącą modlitwę odnośnie mojej sprawy kar¬
nej, nie raz juz prosiłem o modlitwę i muszę powiedzieć ze jest coraz lepiej
1 prokurator zgodzili się na moje dobrowolne poddanie karze. Chcę błagać
o modlitwę [...]. Polecam siebie oraz całą moją rodzinę Panu Bogu by udziela­
jąc nam Ducha Świętego nas prowadził. P.S. Sprawa karna odbędzie się [...].
Jeszcze raz proszę o gorącą modlitwę [podpisane imieniem - I.K.]; Witam.
Ogromnie pragnę podziękować za modlitwy do ukochanego Pana Boga, który
jest ogromnie łaskawy. Prosiłem ostatnio o modlitwę za mnie by sprawy sądowe
mi się skończyły [...]. Pragnę powiedzieć że w cudowny sposób sprawy układają
się pomyślnie [...]. Z moją rodziną żyjemy w ogromnym stresie dlatego proszę
o modlitwę za mnie [...]. Najgorsze to jest, że ta sytuacja nerwowa przekłada się
czasami na moje zachowanie, ale nie zapominam o Bogu w tych chwilach i tylko
dzięki Niemu jakoś sobie radzę. Proszę ogromnie o modlitwę. Moje pragnienie to
zakończyć ten straszny rozdział mojego życia [...]. Moja sprawa [...] odbędzie się
[...], proszę gorąco o modlitwę bo jedyna nadzieja jaką mam to tylko w Bogu. [...]
Z góry serdecznie dziękuję za modlitwę ipozdrawiam [podpisane imieniem - I.K.].
2. Proszę Cię, Matko Boża, uproś mi u Syna Swego uzdrowienie myśli. Dzię¬
kuję, że jest już dużo lepiej [podpisane imieniem - I.K.]; Matko Boża, dziękuję
Ci za Twoje odczuwalne wstawiennictwo i pomoc. Dziękuję za łaski i proszę
o całkowite uzdrowienie moich myśli oraz w intencji Tobie wiadomej [podpisane
imieniem - I.K.]; Proszę o modlitwę w mojej intencji. Od jakiegoś czasu cierpię
na lęk i natrętne myśli, które przeszkadzają mi w moim życiu osobistym. Nie
mogę sobie z tym poradzić. Bardzo proszę o wsparcie modlitewne [...] [podpisane
imieniem - I.K.]; Proszę o modlitwę o uwolnienie z lęku oraz natrętnych myśli.
Proszę też, abym umiała uszczęśliwić i kochać człowieka, z którym jestem zwią¬
zana [podpisane imieniem - I.K.].
3. Trzeci wybrany przykład jest tak osobisty, że nie sposób cytować tych in¬
tencji (nawet zmieniając szczegóły) bez obawy o naruszenie danych osobowych.
W skrócie, jest to historia miłości bardzo młodych ludzi, gdzie mężczyzna prosi
Matkę Boską oraz innych interenautów-wiernych o wstawiennictwo za swoją
dziewczynę i za siebie. Jego dziewczyna ma wielkie problemy rodzinne. Sam

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

143

waha się też, kiedy i jak rozpocząć wspólne życie, wyrwać j ą z patologicznej
sytuacji, prosi w jej intencji. Wymienia swoje i jej nazwisko, operuje danymi
geograficznymi, imionami w rodzinie, opisem stosunków w jej rodzinie, historią
tej rodziny, charakterystyką poszczególnych osób. Opisuje rozwój sytuacji rodzin¬
nej swojej dziewczyny, swoje stany emocjonalne, obawy, lęki itp. W którymś mo¬
mencie pojawiają się też teksty autorstwa tej dziewczyny. Włącza się ona osobiś¬
cie do cyklu modlitw i intencji. Jej wpisy są równie dokładne, szczegółowe,
podpisane nazwiskiem i nazwą miejscowości. Wpisów tych jest w sumie kilka¬
naście (umieszczone są jeden pod drugim, ale także rozproszone w jednym roku
- czyli dodawane od czasu do czasu stoją pomiędzy wpisami innych wiernych).
Warto jedynie zacytować pewne fragmenty owej historii, które - podobnie
jak te wytłuszczone w przypadku pierwszym, jak i drugim - wskazują na innego,
również ważnego, jak Matka Boska i Bóg, adresata intencji: „[...] modlę się i pro­
szę o pomoc w modlitwie do Boga Najwyższego; [...] proszę o modlitwę w inten­
cji... [...]; [...] Bóg zapiać zapomoc [...]; [...] pomóżcie słowem i modlitwą [...].
Owe trzy wybrane sytuacje są niezwykle charakterystyczne dla całej grupy
wpisów intencyjnych na stronie sanktuarium. Odsłaniają one szczegółowo, nie¬
porównywalnie bardziej do „tradycyjnych" wpisów, życie i osobowość wiernych.
Jakby formuły standardowe, typowe, w które zamknąć by można przeżywane
nieszczęścia bądź troski, już nie wystarczały. Jakby samo nazwanie ich „troską",
„smutkiem", „strachem" niewiele wyjaśniało. Za takim - uprzednimi - katego¬
riami strukturyzującymi ogląd własnego życia, w tym duchowego, i motywów
praktykowania religii oraz różnych form kultu stało założenie o przezroczystości
owej religijnej retoryki (pomimo silnego jej skonwencjonalizowania). Była ona
schematem komunikacyjnym z rzeczywistością transcendentną. Lecz - jak
w ogóle w przypadku rytuału - ów formalizm wyposażony jest w nadwyżkę
znaczenia, która umożliwia poczucie, że wszelkie skodyfikowane zachowania
swój sens czerpią nie ze zwykłego gestu ich dopełnienia, ale dopiero dzięki temu
do czego się donoszą, do kogo się zwracają. A owym punktem odniesienia jest
- w przypadku katolicyzmu - Bóg, Jezus, Maryja, święci.
W cytowanych przypadkach rytuałowi temu nadaje się jednak nieco inny sens.
Rytualizm i formalizm stoją na pozycji czegoś drugorzędnego, niejako czystego
kanału informacyjnego i komunikacyjnego z tamtym światem. Prawdziwa noś¬
ność komunikacyjna tych wypowiedzi spoczywa nie na owych formułach, inwo¬
kacjach, przywołaniach imienia Matki Boskiej bądź Boga, lecz - po pierwsze
- na osobistych wynurzeniach i opowieściach o własnym życiu oraz - po drugie
- na kolejnym rodzaju inwokacji: do innych wiernych, czytelników owych wpi¬
sów. Tak skonstruowanych intencji nie można sprowadzić wyłącznie do infor¬
macji czy opowieści o sobie. Umieszczenie ich w kontekście wypowiedzi religij¬
nej (pomimo pewnych zmian zachowuje ona taki cel, funkcję i używa typowych
dla siebie środków wyrazów) odbanalizowuje je, nie pozwalając ich traktować
jako wpisów plotkarskich czy ekshibicjonistycznych. Nadaje im na pewno status
wyjątkowej opowieści o swoim życiu, którym jednostka dzieli się z innymi
i prosi ich o pomoc w jego kształtowaniu. Tak pojęty akt pisania (na podstawie

�144

INGA KUŹMA

trzech wybranych sytuacji) nie jest ekskluzywny. Jakościowej zmiany tego aktu
dokonuje medium, jakim jest Internet. Jedynym w zasadzie środkiem, który
potrafi doprowadzić do nawiązania więzi pomiędzy internautami i umożliwia
zachodzenie interakcji w cyberprzestrzeni jest tekst, pismo, wypowiedź języko­
wa: „twoje słowa są twoimi czynami, twoje słowa są twoim ciałem [ . . . ] " (Sherryl
Turkle; cyt. za: Kubiński 2001, s. 257-258). A zatem w nowych warunkach
komunikacyjnych i informacyjnych, także nowego typu stosunkach interper¬
sonalnych, jakie charakteryzują wirtualną rzeczywistość, nowy rodzaj wpisów
intencyjnych („odsłaniających" piszącego i tym samym „otwartych" komunika¬
cyjnie na świat czytającego, a nie tylko - jak poprzednio - w kierunku świata
transcendentnego), staje się pewnego rodzaju „zaświadczającym Ja" (Geertz
2000, s. 103-140). Sens tego określenia przeniesiony na grunt owych analizowa¬
nych wypowiedzi religijnych tłumaczy ich znaczenie i nawet samo pojawienie
się w odmiennej sytuacji komunikacyjnej stworzonej przez Internet, gdzie tak
istotne jest uobecnianie się i zaznaczanie swojej obecności, potwierdzanie swo¬
jego istnienia. Jest ono w rzeczywistości wirtualnej pozbawione cielesności
czy fizycznych działań, ale jako ich erzac funkcjonuje tekst. Co więcej, wszelka
praktyka lokucyjna w Sieci opiera się przede wszystkim na performatywności.
Obecność „zaświadczającego Ja" uprawomocnia również dążenie do modlitwy
grupowej i dialogu (choćby tylko przebiegającego w przestrzeni duchowej)
i wywołania „wspólnoty emocjonalnej". Do tego bowiem zmierzają wytłuszczone
przeze mnie (i w kilku przypadkach także podkreślone) frazy z powyższych
cytatów ze skrzynki internetowej. Te zaakcentowane fragmenty odwoływały się
do odczuwanej obecności innych angażujących się w modlitwę za kogoś drugiego.
Pośrednio w ten sposób jedni potwierdzają istnienie drugich.
Owo „Ja" jest także ważne dla uwiarygodnienia siebie i swojej prośby w sak¬
ralnej internetowej przestrzeni, która choć nieco odmienna od rzeczywistej
przestrzeni świętej, zachowuje na miarę nowych możliwości jej właściwości. Jak
było to przypomniane wcześniej, sakralna czasoprzestrzeń uobecnia to, co tak
trudne do uobecnienia choć możliwe na zasadzie wiary. Symbolem owego „prze¬
cięcia" - załamania zasad funkcjonowania świata profanum - są miejsca święte
i rozkwitające wokół ich rozmaite rytuały i kulty. Pełnią one dwojaką rolę. Są
adresowane do sacrum, ale dzięki temu że angażują wiernych, umożliwiają
przekształcenie ich przebywania w takim miejscu we współ-obecność, współobcowanie ze sobą oraz ze świętością. Tym samym Sieć nie zrewolucjonizowała
religijności choć w Internecie repertuar gestów kultowych ulega zmianie i wzbo¬
gacaniu o inne formy wyrazu: byt fizyczny jest np. zastępowany różnymi zna¬
kami graficznymi i tekstem, a obrzędowy gest - opowiadaniem o sobie. Sieć
jedynie dzięki swoim cechom szczególnym przesunęła ciężar z jednych elemen¬
tów na inne. Dlatego też zasadniejsze jest - jak mi się obecnie wydaje - pisanie
o „internetowych obliczach religijności katolickiej", niż o „internetowej kato¬
lickiej religijności".

�WYBRANE INTERNETOWE OBLICZA RELIGIJNOŚCI KATOLICKIEJ

145

LITERATURA
A p o l i t o P. 2003, Visions mariales sur Internet à la fin du XXe siècle, Ethnologie Française
T. 33, z. 4, Octobre-Decémbre: Voix, visions, appartitions, (red. nauk.) Christine Berge,
Jacques Maître, s. 641-647.
B o u f l e t J., B o r u t y P. 2000, Znak na niebie. Objawienia Matki Bożej, Warszawa.
C z a c h o w s k i H . 2003, Cuda, wizjonerzy, pielgrzymi: studium religijności mirakularnej końca
XX wieku w Polsce, Warszawa.
M a r i c y R., R o o n e y L . 1987, Chroniques de Medjugorje, Padova.
G e e r t z C. 2000, Dzieło i życie: antropolog jako autor, Warszawa.
G u t D. 1998, Po drugiej stronie ekranu, Polska Sztuka Ludowa. Konteksty, nr 1-2, s. 162-163.
H a s t r u p K. 2004, O ugruntowywaniu się światów - podstawy empiryczne antropologii,
[w:] Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, (wybór i przedm.) E. Nowicka,
M . Kempy, Warszawa, s. 87-99.
H é a s S., P o u t r a i n V. 2003, Les méthodes d'enquete qualitative sur Internet,
ethnographique.org [on line] nr 4, novembre 2003, http://www.ethnographique.org/documents/
artcile/ArPouHeas.html (jesień 2004 r.)
J a m e s o n F. 1997, Postmodernizm i społeczeństwo konsumpcyjne, [w:] Postmodernizm.
Antologia przekładów, (red.) R. Nycz, s. 190-213.
K o w a l s k i P. 1994, Prośba do Pana Boga. Rzecz o gestach wotywnych, Wrocław.
- 1995, Wpisy intencyjne do ksiąg kościelnych, [w:] Folklor - Sacrum - Religia, J. Bartmiński, M . Jasińska-Wojtkowska (red.), Lublin, s. 260-281.
K u b i ń s k i G. 2001, Sacrum i profanum w Internecie, [w:] Ostatnie przed wielkim milczeniem.
Język i religia, E. Przybył (red.), Kraków, s. 251-264.
K u l i g o w s k i W. 2002, Internet: Ziemia Obiecana czy post coitum triste, Kultura i Społeczeń­
stwo, R. 46, nr 1, s. 91-101.
L é v y P. 1995, Qu'est-ce que le virtuel?, Paris.
Mondialisation: glissement vers le virtuel?, [on line], http://jm.saliege.com/mondialisation.htm#
SOUS%20LE%20VIRTUEL,%20LA%20VIE (18.03.2005 r.)
N a p i ó r k o w s k i S. 2002, Z jaką Maryją w nowe Tysiąclecie?, [w:] Signum Magnum - du­
chowość maryjna, M . Chmielewski (red.), Lublin, s. 177-193.
N o w i n a - S r o c z y ń s k a E. 1997, Przezroczyste ramiona ojca. Studium etnologiczne o ma­
gicznych dzieciach, Łódź.
P r o u l x S., L a t z k o - T o t h G. 2000, La virualité comme catégorie pour penser le sociale:
l'usage de la notion de communauté virtualle, Sociologie et Sociétés, T. 32, nr 2, s. 99-122,
[on line:] http://www.erudit.org/revue/socsoc/2000/v32/n2/001598ar.pdf (29.04.2005 r.)
R a d k o w s k a M . 1998, Przedmiot, podróż, miejsce mityczne. Projekt netnologii, Polska Sztuka
Ludowa. Konteksty, nr 3-4, s. 134-139.
R a f a l s k a D. 2002, Objawienia fatimskie a domniemane objawienia z Medjugorje, [w:]
Signum Magnum - duchowość maryjna, M . Chmielewski (red.), Lublin, s. 301-321.
R e g i e w i c z A . 2004, Uliczna neoewangelizacja - czy możliwy jest dialog chrześcijaństwa
z kulturą popularną? [w: ] Sfera sacrum i profanum w kulturze współczesnych miast Europy
Środkowej, (red.) A . Koseski, A . Stawarz, Warszawa-Pułtusk, s. 143-152.
S z c z e s i a k E. 1998, Oni uzdrawiają, Oficyna Pomorska.
T o k a r s k a - B a k i r J. 2000, Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura źródeł etnograficznych.
Wielkie opowieści, Kraków.
Z i e l i ń s k i A . 2004, Na straży prawdziwej wiary: zjawiska cudowne w polskim katolicyzmie
ludowym, Kraków.

�INGA KUZMA

146
INGA KUZMA

SOME FACES OF THE INTERNET CATHOLIC RELIGIOUSNESS
Summary
The World Wide Web can be included to the subjects of interest for ethnology, not only as
a phenomenon in itself which is worth studying, but also as the area where particular phenomena
occur. The Internet offers a different way of pereceiving time and space, gives new quality to
the concepts of community, group and communication. It also encourages consideration on status
and role of an individual. Studies on Internet require re-considering some specific cultural mani­
festations: experience and emotions, including experiences of religious character.
The author studies particular cultural phenomena as they are present in the Internet in the
context of the "Web culture". These cultural phenomena belong to forms of contemporary Catholic
reigiousness. Internet brings about changes in perceiving the temporal-spatial sacred reality where
revelations take place and visionaries and healers act. Internauts - the faithful and the pilgrims meet
online, on the Web site of one of the centres of the Marian cult using a box of prayer intentions.
The Internet favours autonomy, indepedence - individuality. Favourable conditions for them
lie in the anonimity and the very act of written communication, - communication of the exclusive
kind (according to the concept used by the Polish folklorists Piotr Kowalski who has studied
written votive offerings). Considering the contemporary online intention entries the author
concludes that due to some new rhetorical and stylistic forms the statements can be defined as
inclusive. The faithful are supposed to reveal, to expose their private, emotional life.This results
in establishing a particular form of community - the community of emotion, whose point o f
reference is the reality of the sacred and Virgin Mary. The emotions ensure unity of religious
experience, contributing to the power o f interpersonal bonds. Though the community expresses
itself in virtual reality, its model is the "real" Church, i.e. community of the faithful. We can't
say that the Web has started any revolution in the forms of religiousness, although it enables the
repertoir of cultural means of expression to be richer and broader. Physical being has been
replaced by a variety o f graphic signs and by written text. Telling about oneself has replaced
ritual gestures. Owing to its specific qualities the Web has simply shifted the emphasis put on
particular elements.That is why it is more accurate to write about "the Internet forms (faces)
of Catholic religiousness" than to use the concept of "Internet Catholic religiousenss".
Translated by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5909" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5889">
        <src>https://cyfrowaetnografia.pl/files/original/013fa15d3f1b8547a14676c522afcf98.pdf</src>
        <authentication>bbf46edfa4500812275efc044b54bd14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70463">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70465">
                <text>Jubileusz 40-lecia "Polskiej Sztuki Ludowej" i 35-lecia pracy redakcyjnej Aleksandra Jackowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70466">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70467">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70468">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70469">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70470">
                <text>JUBILEUSZ 40-LECIA „POLSKIEJ SZTUKI LUDOWEJ"

10 stycznia

1988 r o k u w s a l i i m . Juliusza Starzyńskiego

Znaliśmy R e d a k t o r a Jackowskiego j a k o człowieka inteligent­

w I n s t y t u c i e S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k odbyła się u r o ­

nego, dzisiaj do r e j e s t r u jego l i c z n y c h zalet i cech

czystość 40-lecia pisma. Przybyło na nią p o n a d 200 osób, w t y m

jeszcze jedną: jest o n chytrze s k r o m n y , chco p r z y tej o k a z j i ,

dopisuję

wiele z poza Warszawy. Zebranych powitał serdecznie D y r e k t o r

k i e d y właśnie O n p o w i n i o n być t u t a j na p i e r w s z y m miejscu, pod­

I n s t y t u t u S z t u k i prof, d r bab. Stanisław Mossakowski. Zwrócił

stawić po p r o s t u i n n y c h . I j a n a t y m się poznaję, i pozwolę

uwagę na rolę, jaką pismo o d g r y w a w badaniach n a d kulturą

sobio brać z niogo przykład. To znaczy, t a k j a k zainspirował

artystyczną l u d u i środowisk n i e - e l i t a r n y c h , n a penetrowanie

m n i e do zainteresowania sennikiem l u d o w y m , t a k j a k m i kazał

przez redakcję wciąż n o w y c h obszarów współczesnej

dwa l a t a t e m u zbiorać dokumentację dotyczącą poetów ludowych

kultury.

Wokół pisma, którego centralną postacią jest o d 35 l a t r o d .

— t a d o k u m e n t a c j a powstaje — t a k też i pokazał m i t u t a j , że

J a c k o w s k i , skupiają się badacze z różnych dziedzin h u m a n i s t y k i .

należy patrzeć też n a i n n y c h , n a t y c h , z którymi p r a c u j e m y ,

Prof.

dotychczasowe

i myśleć o nich p r z y t y c h okazjach okrągłych, ładnych, uroczys­

osiągnięcia i wyraził wdzięczność środowisku, które otacza i wspie­

t y c h . Otóż j a idę za tą inspiracją, Panio Redaktorze, i myślę

Mossakowski

podziękował

Redakcji

za

ra pismo.

0 ludziach, którym zaw dzięczamy t o , żo t u t a j się dzisiaj spoty­
r

o p r z y z n a n i u nagród

k a m y ; myślę o t y c h l u d z i a c h , którzy nas 'żywią i bronią,', o t y c h ,

z okazji 40-locia pisma, dziękując i c h f u n d a t o r o m : „Cepelii",

którzy s t w o r z y l i wielką kulturę, kulturę, która odchodzi w prze­

Następnie r o d . J a c k o w s k i oznajmił

M i n . K u l t u r y i S z t u k i , D y r e k c j i I n s t y t u t u S z t u k i P A N . Omówił

szłość. I k i o d y j a , człowiek pochodzący z m i a s t a , do t o j k u l t u r y

pokrótce zasługi laureatów, którymi — j a k już podawaliśmy

przychodzę, t o się z d u m i e w a m n a d jej wielkością, n a d jej głębią;
zarazom zastanawiam się dlaczego ona odchodzi i czy ona musi

w numerze 1—4/87 z o s t a l i :
R e i n f u ss

odejść, czy coś nie da się z tego uratować ? Zazdroszczę W a m

В a r t m iń sк i

h i s t o r y k o m ludowej s z t u k i , bo Wyście u r a t o w a l i z tego d o r o b k u

Prof, d r b a b . R o m a n
Doe. d r b a b . J e r z y
Dr J a c e k
J an

d l a k u l t u r y narodowej wiole. N a t o m i a s t myślę, czy m y f o l k l o ­

Olędzki

ryści, etnolingwiści n a przykład, możemy coś dla niej zrobić

Świderski

Mgr J a n

K o c z w a ra

1 co? Słownik o t n o l i n g w i s t y c z n y , o którym t u t a j t a k ciepło p o ­

L u d w i g

Z i m ni o r e r

wiedziano, jest wdaśnie taką próbą p o d m i o t o w e j r e k o n s t r u k c j i

Nagrody

wręczyli: prozes „Cepelii" inż. Czesław S a w i c k i , re­

prezentantka

Min. Kultury

k u l t u r y , tego co jest —. j a k t o J a n Szczepański podkreślał n i e ­

i S z t u k i — B a r b a r a Zagórna-Tę-

dawno — w t y m d o r o b k u zapoznanej a bardzo odrębnej k u l t u r y

życka, d y r e k t o r I S P A N prof. Stanisław Mossakowski. Po tej

piękne. Myślę o jednej rzeczy i zawsze czuję się dłużnikiem l u d z i

c e r e m o n i i , która przebiegała w serdecznej,

starych ze wsi, którzy są nosicielami starego chłopskiego etosu.

niekonwencjonalnej

atmosferze, podziękował w i m i e n n i laureatów doc. Jerzy B a r t -

Otóż myślę, że w t y m etosie chłopskim jest coś bardzo pięknego

miński:

i co właśnie m y , p r a c o w n i c y słowa, folkloryści chcielibyśmy z tej

„Proszę Państwa, chciałbym od wszystkich, którzy doznali tego

k u l t u r y uratować. Jest t a m t y l e rzeczy ważnych dla współ­

wyróżnienia i o d siebie, skierować do inicjatorów i wykonawców

czesności, m . i n . t o , co kiedyś w i e l k i nasz socjolog F l o r i a n Z n a ­

tego pomysłu serdeczne słowo podziękowania.

niecki nazwał solidarnością z życiem, solidarnością w obronie

(...)

135

�Wit,', d y r e k t o r I n s t y t u t u , prof. Stanisław Mossakowski, stoją od lewej: prezes „Cepelii" inż. Czesław S. w i e k i , red.
Aleksander J a c k o w s k i , d y r e k t o r Państwowego M u z e u m Etnograficznego dr J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i

życia. Idoa solidarności k o j a r z y n a m się z r u c h o m r o b o t n i c z y m ,

d y d a k t y c z n o j J u b i l a t a , zajęciach i seminariach, które Ałoksandor

z

Jackowski prowadzi w Katedrze Etnologii i Antropologii K u l t u ­

wielkim zrywom

naszych

robotników

w

osiemdziesiątych

latach, ale ona t k w i w k u l t u r z e ludowej i Z n a n i e c k i rokonstruując
tę kulturę i jej wartości właśnio niezwykle — m o i m zdaniom —•

rowej n a U n i w e r s y t e c i e

Warszawskim.

Sekretarz B o d a k c j i , E w a K o r u l s k a , złożyła

podziękowanie

głęboko sięgnął i z niej wydobył t o , co t a k pięknie nazwał soli­

P a n i A l i n i e Strzałkowskiej i P a n u K i e r o w n i k o w i M a r k o w i Za­

darnością w obronie życia. T a solidarność zaczyna się n a s t y k u

w a d z k i e m u z d r u k a r n i p r z y u l i c y Podchorążych, którzy dołożyli

z d r u g i m człowiekiem, ale ona ogarnia cały świat. W niej jest

wszelkich starań, b y Jubileuszowy R o c z n i k mógł zostać wręczony

też t e n ważny dla. nas dzisiaj olement okologiczny, obrona źródła,

podczas tej uroczystości. Było

w o d y , obrona ognia, ziemi, żeby one były t y m , c z y m dla czło­

Z e c e r n i p a n a Jerzego Kaźmierczaka oraz Jerzego Sokoła, Elżbiety

w i e k a być p o w i n n y i doznawały także jego o c h r o n y . Proszę

D u r e j k o i Małgorzaty K u b i s t a .

t o także

zasługą, k i o r o w n i k a

wybaczyć, że mówię o t y m , co widzę j a k o zadanie na przyszłość.

Przybyły z Paryża Profesor Ecolo P r a t i q u e dos H a u t e s E t u d e s ,

Ale to wszystko w i n a R e d a k t o r a Jackowskiego — On po p r o s t u

dr h a b . L u d w i k S t o m m a w krótkim przemówieniu podkreślił

ma w sobie taką inspirującą silę. D w a l a t a t e m u przyjechał do

otwartość R e d a k t o r a Aloksancłra Jackowskiogo n a nowe k i e r u n k i

L u b l i n a i właśnie mówił: róbeio to i t o , i wlaśnio, Panie Redak­

myśli w e t n o g r a f i i i etnologii oraz podziękował za Jogo serdoczną

torze, p r z y t o j o k a z j i p o w i e m , to d w a artykuły, które P a n za­

i przyjaciolską

mawiał, 'się piszą'" (śmiech, okla.ski).

którzy zawszo m o g l i znaloźć miejsco w Jego Piśmie.

postawę wobec młodego pokolenia etnologów,

Dyrektor

N a zakończonio glos zabrał p o n o w n i e r e d . Aloksander Jac­

I n s t y t u t u S z t u k i , Profesor Stanisław Mossakowski i Prezes Ce-

k o w s k i dziękując w s z y s t k i m za p r z y b y c i e , za sordoczno słowa,

p o l i i , Czesław Sawicki wręczyli swoje

a kolegom z r e d a k c j i i a u t o r o m tekst ów w numerze j u b i l o u s z o w y m

Po

przemówieniu

Doc. Jorzogo

Bartmińskiego
nagrody

Aloksandrowi

J a c k o w s k i e m u , przyznano w 35-leeio Jego P r a c y na s t a n o w i s k u

za ich dar. N a zakończonio powiedział: starałem się stale uczyć

R o d a k t o r a Naczelnego „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " .

od i n n y c h . Szczególnie wiolo zaw dzioezarn profesorowi Romanow i

Następnie

odczytano

okolicznościowo

listy

r

gratulacyjne.

Z k o l o i D r Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z w i m i e n i u Autorów i Re­

Reinfussowi, alo muszę także wspomnieć t u o Stanisławie Hiżu.
Witoldzie

Kalińskim a zwłaszcza Jadwidze J a m u s z k i o wieżowej.

W i n i e n jestem słowa podzięki J a c k o w i Olędzkiemu, L u d w i k o w i

d a k c j i wręczył Aleksandrowi J a c k o w s k i e m u X L I R o c z n i k „ P o l ­

Stommie, Zbigniewowi

skiej S z t u k i L u d o w e j " — Księgę Pamiątkową ofiarowaną J e m u

uczyłem. A jest t o sądzę, rzocz najważniejsza — uczyć się od

w 35-lecie p r a c y , wspominając p r z y t y m także o działalności

i n n y c h , zwłaszcza od t y c h , którzy myślą inaczoj.

FRAGMENTY

NADESŁANYCH

Benodyktowieżowi. Wiolo

się o d n i c h

LISTÓW

Z l i s t u M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i Prof. A l e k s a n d r a K r a w c z u k a

Zanikają t r a d y c y j n e f o r m y k u l t u r y chłopskiej, zanika sztuka

do D y r e k t o r a I n s t y t u t u S z t u k i P A N — Prof. Stanisława Mossa­

l u d o w a . T o właśnie, pismo „Polska Sztuka, L u d o w a " d o k u m e n t o ­

kowskiego :

wało i d o k u m e n t u j o do dziś ginące ślady przeszłości.

„Mija 40 l a t o d powołania przez M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i

W okresie 40 l a t pismo odegrało ważną rolę w t y c h d o k u m e n ­

k w a r t a l n i k a „Polska Sztuka L u d o w a " obecnie p i s m a I n s t y t u t u

t a c y j n y c h działaniach. Stało się źródłem wiadomości nie t y l k o

S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k .

o sztuce l u d o w e j , ale i o p r z e m i a n a c h zachodzących w k u l t u r z e

�środowisk w i e j s k i c h . Pismo ujawniło spoloozoństwu szereg war-

Z l i s t u Przewodniczącego

tośoi s z t u k i l u d o w o j , podniosło

Gluszyiiskiego:

znaczonio

ludowego

dorobku

w k u l t u r z e n a r o d u , stało się źródłom i n f o r m a c j i o j e j twórcach

Zarządu Krajowego

Z M W , Jerzego

„Wasza 40-lctnia praca podkreśla t o , że wieś polska była
i jest ostoją polskiej t r a d y c j i , zwyczajów n a r o d o w y c h i rodzimego

dła w i e l u działaczy i i n s t y t u c j i .
Materiał e t n o g r a f i c z n y , r y s u n k o w y oraz fotograficzny z a w a r t y

języka polskiego. Jest t o szczególnio cenne d l a poszukujący cli

w piśmio m a trwało wartości. Jest t o b o w i e m materiał gromadzony

coraz gwałtowniej swej k u l t u r o w e j tożsamości młodych Polaków.

W sposób r z e t e l n y w w y n i k u współpracy wielu naukowców różnych
specjalności, działaczy i miłośników s z t u k i ludowej

(...)

Życzę Roda-keji pisma i w s z y s t k i m osobom współpracującym
dalszycłi sukcosów n a drodze u t r w a l a n i a i włączania s z t u k i l u ­
dowej w obieg życia k u l t u r a l n e g o k r a j u . "
Z l i s t u Podsekretarza

Jackowskiego:

,, Z o k a z j i 40-locia K w a r t a l n i k a .,Polska

w y m i m o r a l n y m (,..)."
Z listów Prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia
Ludowych,

Stanu w Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki,

K a z i m i e r z a C i a p k i do r e d . Aleksandra

D l a Związku Młodzieży Wiejskiej — reprezontanta młodego
pokolenia w s i , Wasza działalność jost m o c n y m wsparciem ideo­

Sztuka

i .'Jo-locia Pana p r a c y j a k o Redaktora, Naczelnego — przekazuję
słowa, najwyższego uznania i podziękowania za aktywną i twórczą
pracę w R e d a k c j i .
W y s o k o cenię Pana zaangażowanie w p r o w a d z e n i u b a d a l i n a d
kulturą ludową i twórczością nieprofesjonalną. Dzięki Pana p r a c y

Twórców

Gruszczyńskiog &gt;:

„Bogata w problematykę treść p i s m a p r z y c z y n i a się do p o ­
p u l a r y z a c j i oraz o c h r o n y twórczości ludowej i jej twórców".
„Pańska

Ludowa"

Władysława

wiodza,

doświadezonio

i

znajomości

zagadnioń

współczesnej s z t u k i ludowej oraz społeczna, praca w naszej Radzio
N a u k o w o j służą takżo roalizacji celów s t a t u t o w y c h

Stowarzy­

szenia."
Z l i s t u D y r e k t o r a Państwowego Muzeum Etnograficznego
Warszawie, d r J a n a K r z y s z t o f a M a k u l s k i e g o :

w

zarówno n a u k o w e j , j a k i p o p u l a r y z a t o r s k i e j wiolo spraw z dzie­

„Państwowe M u z e u m Etnograficzne w Warszawie m a szczogół-

d z i n y s z t u k i ludowoj i f o l k l o r u zostało uporządkowanych i zapi­

no p o d s t a w y do złożenia t y c h g r a t u l a c j i , gdyż przoz cały okros

sanych, a t y m s a m y m zacłiowanych dła przyszłych pokoleń."

istnienia k w a r t a l n i k a miało okazję w pełni doconić ogromną
wartość p u b l i k o w a n y c h materiałów i spożytkować je w'o wlasnoj

Z l i s t u Prof. R o m a n a

Roinfussa:

p r a c y . Dzięki „Polskiej Sztuco L u d o w e j " powstało wspaniałe

„Zarówno w i e k podeszły, j a k i nadwątlono zdrowie nie po­

c o m p e n d i u m wiedzy o nioj i t o wiedzy zobranej nie t y l k o w myśl

zwalają m i wraz z w s z y s t k i m i święcić w Warszawie j u b i l e u s z u

wymogów współczesnej m e t o d o l o g i i , lecz równioż z sercem co

czterdziestolecia „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " , czasopisma któremu

g w a r a n t u j e jej nie t y l k o n a u k o w y , ale i twórczy i a r t y s t y c z n y

towarzyszyłom przoz l a t z górą trzydzieści.

cha,rakter."

W t y m czasie różne w i a t r y wiały w- żagle płynącej

nawy.

Zawsze j e d n a k posuwała się dalej omijając jakoś Scylle i Cha­
r y b d y . Dzisiaj kilka^dziosiąt roczników czasopisma

stanowi —

P o n a d t o depesze i l i s t y gratulacyjne nadesłali: prof, d r łiab.
Jacek Kolbuszewski, dr M a r i a n K o r n e c k i , doc. dr h a b . Tadeusz

bozcenny corpus wiedzy o ludowej sztuce w Polsce, boz którego

Chrzanowski, doc. dr h a b . J a n Stęszowski, d y r . G O K w B o -

nie byłaby możliwa, praca, n a u k o w a w tej dziedzinie."

g u t a c l i - P i a n k a c h R o m a n Swierzewski, J a n Maruszewski.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
