"I po co ta granica?" / ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38

Dublin Core

Tytuł

"I po co ta granica?" / ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38

Opis

ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38, s.79-106

Twórca

Kabzińska-Stawarz, Iwona

Wydawca

Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN

Data

1994

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1546

Format

application/pdf
application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:1430

PDF Text

Text

„Etnografia Polska", t. XXXVIII: 1994, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ
(Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa)

„I PO CO TA GRANICA?"
Wy nie przekraczaliście żadnych granic, to one was przekroczyły...
Lech Wałęsa na spotkainiu z Polakami w Wilnie, 26 kwietnia 1994 r.

GRANICA - NOWY ELEMENT KRAJOBRAZU

„[...] Mam zawsze jakieś bardzo przykre uczucie - napisał jesienią 1992 r.
ks. prof. R. Dzwonkowski - gdy przekraczam granicę między Litwą i Biało­
rusią koło Bieniakoń i Solecznik, coraz bardziej teraz umacnianą betonem
i drutem kolczastym. Tą granicą arbitralnie wyznaczoną przez Stalina ta
sama pod każdym względem ludność - w ponad 80% polska - została nie
tylko boleśnie i bez sensu podzielona, ale i odcięta od kultury i państwa,
0 które walczyła w czasie I I wojny światowej" {Za wschodnią granicą... 1993,
s. 132). Podobne odczucia towarzyszą samym mieszkańcom Bieniakoń . Są
one reakcją na powstanie granicy państwowej między Litwą i Białorusią.
Granica ta, biegnąca północną krawędzią wioski, nie jest obecnie tak łatwa
do przekroczenia jak wówczas, gdy dzieliła dwie socjalistyczne republiki
radzieckie: litewską i białoruską. Druty kolczaste, szlabany, budki wartow­
nicze, wydzielone stanowiska dla kontroli celnej i paszportowej pojawiły się
w krajobrazie Bieniakoń na początku lat dziewięćdziesiątych. Przecięły szosę
wiodącą m.in. do Wilna, a od strony Litwy - do Lidy, Nowogródka, Pińska
1 innych miejscowości leżących na terenach obecnej Białorusi, wciąż jeszcze
stanowiąc obcy, nie do końca zaakceptowany i zrozumiały element nowej
1

1

W X - X I 1992 oraz V I I 1993 r. w Bieniakoniach (a także w kilku innych miejscowościach
grodzieńszczyzny: Poleckiszkach, Konwaliszkach, Baranowiczach, Iszkołdzi, Darewie, Tarta­
kach, Porozowie, Wołkowysku, Rosi, Lidzie, Białohrudzie, Trokielach, Mochawiczach i in.)
przeprowadziłam badania terenowe, których celem było m.in. określenie wyznaczników iden­
tyfikacji etnicznej i warunków, w jakich kształtowała się świadomość narodowa Polaków
mieszkających na Kresach północno-wschodnich. W samych Bieniakoniach przeprowadziłam
60 wywiadów. Prace realizowane były w ramach umowy zawartej między Instytutem Archeo­
logii i Etnologii P A N a Instutitem Iskusstvovedenija, Etnografii i Foklora A N Białorusi. Ich
wstępne wyniki opublikowałam w „Przeglądzie Wschodnim" (Kabzińska-Stawarz 1992/93).

80

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

rzeczywistości. Niektórzy z moich informatorów mówili ze zdziwieniem:
„Też coś! Granica! I po co ta granica?" (kobieta, lat 38); „Teraz to granica.
Co to się robi! Granica!" (mężczyzna, lat 40).
Posterunek graniczny był jedną z pierwszych widomych oznak nowych
czasów. Ich początek wyznacza moment przekształcenia dawnych socja­
listycznych republik radzieckich: litewskiej i białoruskiej, w samodzielne
państwa (suwerenność Białorusi została ogłoszona 19 IX 1991 г., Litwy zaś
- 11 I I I 1990). Wydarzenia te, aczkolwiek zaburzyły pewien ład, do którego
ludzie zdążyli już przywyknąć, są nieporównywalne np. z innym granicznym
momentem, jakim było wkroczenie wojsk radzieckich na Kresy (czy też na
tzw. w nomenklaturze radzieckiej - Zachodnią Białoruś) 17 września 1939 r.
oraz przekazanie Wilna Litwie 10 października tegoż roku, zgodnie z usta­
leniami paktu Ribbentrop-Mołotow. Trzeba jednak podkreślić, że fakty,
które dziś określa się - bez eufemizmów - mianem eksterminacji polskiej
mniejszości narodowej i ludobójstwa , w znacznym stopniu przyspieszyły
krystalizaqe świadomości narodowej ludności żyjącej na oderwanych od
Polski terenach. Także jeden z moich informatorów stwierdził: „Przed
wojną, to wszyscy tu byli «tutejsi». Dopiero wojna zmusiła ludzi do
określenia się, kim są. Niektórzy dopiero jak przyszła władza radziecka
zrozumieli, że za Polski było im lepiej, choć wcześniej nieraz na Polskę
pluli [...]. Dopiero jak się zaczęło wywożenie, represje, ludzie zrozumieli, że
są Polakami, uświadomili to sobie" (mężczyzna, lat 64) . Inny informator
natomiast powiedział, że jeszcze dziś „ludzie są tutaj [tj. w Bieniakoniach
- I . K-S] bez narodowości". Jego zdaniem, większą świadomość mają np.
Polacy w Lidzie i jej okolicach (mężczyzna, lat 70). Z opinią tą nie zgodziły
się jednak cztery inne osoby uczestniczące w wywiadzie. N i potwierdzają jej
też wyniki wielu rozmów przeprowadzonych przeze mnie z innymi miesz­
kańcami wioski .
2

3

e

4

2

Na ten temat ukazało się już wiele prac. Ich przytaczanie w tym miejscu nie jest - moim
zdaniem - konieczne. Chciałabym natomiast zwrócić uwagę na wypowiedzi ks. Dzwonkowskiego w sprawie eksterminacji (Za wschodnią granicą... 1993, s. 145-152).
Por. uwagi na temat kształtowania się świadomości narodowej, zwłaszcza zaś uświada­
miania sobie ojczyzny ideologicznej, w artykule Ciesielskiego i in. (1992, s. 17). Jak piszą
autorzy, według skrajnych opinii, wspomniany proces trwał niekiedy do lat okupacji. Z moich
badań wynika jednak, że dziś jeszcze w niektórych przypadkach można mówić o braku
świadomości narodowej. Odrębnych badań wymaga problem tzw. „tutejszych" (por. też uwagi
J. Jurkiewicza na ten temat; Jurkiewicz 1992, s. 235). Zdaniem A. Sadowskiego natomiast,
przywiązuje się zbyt mało uwagi do stanu świadomości narodowej mieszkańców pogranicza
(Sadowski 1994, s. 231).
Według danych przytoczonych przez Eberhardta, w 1989 r. w Lidzie mieszkało 140739
Polaków, tj. 40,2% ludności. Białorusini stanowili 43,7% mieszkańców, Rosjanie - 12,7%, inni
- 3,4% (Eberhardt 1992/93, s. 553). Zdaniem jednego z działaczy polonijnych z Lidy nato­
miast, znaczna część ludności pochodzenia polskiego, stanowiącej - jak powiedział - ok. 37%
mieszkańców miasta, nie identyfikuje się już z polskością. Niektórzy prowadzą nawet działal­
ność antypolską. Symptomatyczne jest i to, że na 35 000 Polaków mieszkających w Lidzie
zaledwie w 20-30 rodzinach rozmawia się po polsku (wywiad przeprowadziłam w lipcu 1993 r.)
3

4

„I PO CO TA GRANICA?

81

Znamienne są natomiast słowa W. Nowickiego, który pisał o tym prze­
łomowym momencie dziejów, gdy dawni towarzysze dziecięcych zabaw,
a potem - walk z Niemcami, stali się nagle politycznymi przeciwnikami,
wrogami: „Poznałem świat, jego ludzi i przywódców, nie rozumiejąc ich
słów, gier, dążeń i aspiracji. Dowiadywałem się, że moja ojczyzna, to nie
żadna Polska, albo Litwa, ale jakaś Zapadnaja Białoruś czy Grodzieńska
Gubernia" (Nowicki 1993, s. 130). Działania wojenne, których odczuwalną
konsekwencją była zmiana przynależności państwowej znacznej części lud­
ności kresowej, stały się zarazem cezurą, datą graniczną, którą dziś jeszcze
operują Polacy mieszkający na dawnych Kresach, gdy mówią o tym, co
działo się „za polskie czasy", „gdy tu była Polska". Wszystko, co wyda­
rzyło się potem miało już miejsce „tutaj, na Białorusi", „za Sowietów", „za
(lub w - ) ruskie czasy".
W wyniku przeprowadzonych w okresie wojennym podziałów polityczno-administracyjnych ówczesnego Związku Radzieckiego Bieniakonie znalazły się
tuż przy północnej granicy republiki białoruskiej. Stąd już tylko ok. 50 km
do Wilna i zaledwie 5 do słynnych dziś m.in. z walki o prawa mniej­
szości polskiej na Litwie Solecznik. Przypomnę, że w rejonie solecznickim
Polacy stanowią, według różnych szacunków, od 79,6% do 81,3% miesz­
kańców . W rejonie wileńskim mieszka 63,5% Polaków, w samym Wilnie
zaś - 18,8% .
Jak wynika z relacji mieszkańców Bieniakoń, istnienie granicy między
republikami nie było tak wyraźnie odczuwalne jak obecnie, gdy zamiast
republik sąsiadują ze sobą dwa odrębne państwa. Konsekwenqa ich pow­
stania jest nie tylko wytyczenie i wyraźne wyznacznie granicy w przestrzeni.
Efekty nowych podziałów są bardziej znaczące dla lokalnych społeczności.
Powodują określone zmiany w świadomości, decydując też o zachowaniach
mieszkańców Bieniakoń, Solecznik i innych miejscowości przygranicznych.
Stopniowo będą one zapewne wpływać na kształt stosunków białorusko-litewskich i losy mieszkańców tych państw. Okaże się też z czasem czy
granica stanie się otwarta - jak to ma miejsce dzisiaj np. na zachodzie
Europy, czy też zasieki z drutu pozostaną trwałym elementem krajobrazu
i na dobre zapadną w ludzką świadomość. Ważny jest tu również tzw.
czynnik psychologiczny. Przekraczanie granicy - ze względu na obecność
umundurowanych celników, długie godziny oczekiwania na kontrolę
i konieczność posiadania dokumentów upoważniających do przejazdu,
u wielu osób budzi lęk, niekiedy zniechęca do podróży.Trudno też przy­
zwyczaić się do nowych porządków i przepisów związanych z przekracza­
niem granicy, którą do tej pory bez najmniejszych trudności pokonywano
rowerem, samochodem lub autobusem, wioząc dowolne produkty. Jedną
5

6

5

Mniejszą liczbę podaje T.S. Szayna (1993, s. 8). O ponad 80% mieszkających w rejonie
solecznickim pisze natomiast P. Łossowski (1992, s. 76).
Szayna (1992, s. 8-9).
6

82

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

z przyczyn, dla której kontakty między mieszkańcami Bieniakoń i Solecz­
nik czy Wilna ulegają stopniowemu ograniczeniu są rosnące ceny biletów
i benzyny, a także trudności z jej zdobyciem, nieregularnie kursujący
transport autobusowy itp.

P O S T R Z E G A N I E RÓŻNIC

Jeden z informatorów T. Szayny powiedział: „Za czasów Związku Ra­
dzieckiego nie było żadnej granicy między Białorusią i Litwą, a poza tym to
są ci sami ludzie po obu stronach - Polacy". Inny informator zaś stwierdził:
„To jest efekt tych wszystkich lat, że dzisiejsi ludzie robią różnice między
Polakami z Białorusi i Polakami z Litwy" (Szayna 1993, s. 28). Jednakże od
początku okresu „pieriestrojki", a także powstania samodzielnego państwa
białoruskiego oraz litewskiego sytuacja po obu stronach granicy państwowej
różnicuje się coraz bardziej. Odmienne jest m.in. tempo realizacji reform
ekonomicznych i ich efekty. Zmiany te są postrzegane także przez mieszkań­
ców Bieniakoń. Ich zdaniem, kiedy Litwa i Białoruś istniały w ramach
jednego państwa, poziom życia ludności był podobny. Obecnie zauważalna
staje się przede wszystkim poprawa zaopatrzenia sklepów na Litwie, w tym
również w atrakcyjne towary importowane. Ceny są jednak bardzo wysokie,
a zarobki niewielkie. W porównaniu z Litwą - sklepy na Białorusi wyglądają
ubogo, a wiele podstawowych towarów można nabyć tylko „po spiskach",
tj. na tzw. kartki, talony. Dla ochrony rynku wewnętrznego Litwa wpro­
wadziła ograniczenia wwozu i wywozu określonych produktów, zwłaszcza
artykułów spożywczych. Decyzje te, jakkolwiek na ogół zrozumiałe
- przyjmowane są krytycznie, m.in. przez rodziny mieszkające po obu stro­
nach granicy, które do tej pory bez ograniczeń (najczęściej dla zaspokojenia
indywidualnych potrzeb) wymieniały między sobą np. produkty rolne na
towary zakupione w sklepach. Obawa przed kontrolą celną i nieznajomość
przepisów powodują, że nawet przewóz niewielkich ilości mleka, śmietany,
jajek czy ziemniaków z własnych gospodarstw z Bieniakoń do krewnych
w Solecznikach rodzi stres, niepewność. Moi informatorzy podkreślali też,
że nowe przepisy uderzyły w samych Litwinów. Wielu z nich zaopatrywało
się bowiem dotąd w podstawowe artykuły na Białorusi, gdzie ceny są dużo
niższe w porównaniu z Litwą.
Na marginesie dodam, że kiedy późną jesienią 1992 r. rozmawiałam
z mieszkańcami Bieniakoń, bardzo często spotykałam się z postawami współ­
czucia dla ludności litewskich miast, która - ze względu na kryzys energetyczny
- mimo pierwszych mrozów, musiała przebywać w nie opalanych domach
i urzędach, przypłacając to utratą zdrowia. Cieszono się natomiast, gdy rodzina
lub znajomi mogli przyjechać do Bieniakoń, znajdując tu gorącą wodę
i prawdziwe ciepło domowego ogniska. Wiejskie budynki, opalane grubymi
bierwionami drewna, funkcjonowały niezależnie od kryzysów paliwowych.

„I PO CO TA GRANICA?

83

Poza różnicami w obecnej sytuacji ekonomicznej Litwy i Białorusi po­
strzegano także i podkreślano w rozmowach różnice między dzisiejszym
poziomem życia mieszkańców państwa białoruskiego, a okresem istnienia
w ramach ZSRR. Zdaniem większości informatorów, w tamtych czasach
żyło się łatwiej, podaż towarów była zdecydowanie większa, ceny zaś - ni­
skie. Pod tym względem warunki życia 2mieniły się wyraźnie na gorsze, stały
się bardziej uciążliwe. Jak powiedziała jedna z informátorek: „Wpierw było
lepiej, lżej było co kupić czym teraz. Chleb wpierw buchanka była za
20 kopiejek, 18 i 14, a teraz to 9 rubli, ale po niedzieli będzie droższy [...]
po 30" (kobieta, lat 65) . Tego typu wypowiedzi powtarzały się bardzo
często, a rosnące ceny pieczywa były najczęściej wymienianym wskaźnikiem
negatywnie ocenianych zmian ekonomicznych.
Mieszkańcy Bieniakoń odczuli także inne skutki prowadzonej w szybkim
tempie reformy gospodarczej na Litwie. Przede wszystkim poraz pierwszy
zetknęli się z nieznanym w okresie istnienia ZSRR problemem bezrobocia.
W samych Bieniakoniach możliwości pracy poza rolnictwem zawsze były
niewielkie: szkoła, sklep, urząd gminny, poczta, transport, szpital. Najwięcej
chętnych mógł przyjąć kołchoz, jednak wielu starych i nowych mieszkańców
broniło się przed pracą w nim, za co zresztą byli w różny sposób szykano­
wani przez władze . Przez wiele lat największym ośrodkiem zapewniającym
pracę mieszkańcom Bieniakoń było Wilno. Według szacunków miejscowej
ludności, od okresu powojennego do lat; 1992-1993 pracowało tam regular­
nie 80% mieszkańców wioski. Znaleźli oni zatrudnienie na kolei, wykonując
rozmaite prace od maszynisty, tokarza, tragarza do sprzątaczki wagonów,
a także w wileńskich zakładach przemysłowych, m.in. w fabryce urządzeń
grzejnych, w handlu i usługach, na lotnisku, gdzie przede wszystkim sprzą­
tali samoloty oraz budynki. Zdaniem jednego z informatorów: „nasi tam
czarną pracę wykonują, tylko kilku jest na lepszej pracy, nasi - czarnoroboczy" (mężczyzna, lat 62). Moi informatorzy byli jednak najczęściej
zadowoleni ze swoich zajęć. Codziennie też specjalny pociąg dowoził ich,
a przy okazji - także wielu podróżnych, do Wilna. W taki sam sposób
najczęściej wracali do domu. W ostatnich latach sytuacja jednak zmieniła się
dla nich niekorzystnie. W ramach reformy zaczęto bowiem m.in. zwalniać
pracowników. Bezrobocie dotknęło kilka rodzin bieniakońskich, których
członkowie pracowali dotąd w Wilnie. Mówiono mi również o znajomych
i krewnych stale mieszkających na Litwie, którzy także stracili pracę. Część
z tych osób przyjechała nawet do Bieniakoń, by szukać tu zatrudnienia,
niektórzy zadeklarowali chęć wyjazdu na stałe na Białoruś. Znalezienie
7

8

7

W lipcu 1994 г., bochenek dotowanego chleba kosztował 200-300 rubli białoruskich,
w listopadzie tegoż roku - 613 rubli.
Poza naciskami ekonomiczno-politycznymi próbowano wywierać presję na ludzi wy­
śmiewając się np. z ich przywiązania do polskości, tradycji itp. Jak wspominała jedna z infor­
mátorek, przedstawiciele nowej władzy szydzący z jej ojca, który odmawiał pracy w kołchozie,
mówili: „Co, biały koń zdechł? Teraz będzie czerwony" (kobieta, lat 66).
8

84

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

pracy staje się jednak poważnym problemem. W Bieniakoniach bowiem,
podobnie jak w całym rejonie werenowskim, do którego należy wioska,
i w wielu innych regionach Białorusi bezrobocie dotyka coraz więcej osób.
Nawet kołchoz boryka się z trudnościami, nie mając zbytu na produkty,
które dotąd wysyłano do Rosji.
W najtrudniejszej sytuacji, co zgodnie podkreślali wszyscy informatorzy,
znajduje się młodzież i średnie pokolenie. Młodzi nie wiążą zresztą najczę­
ściej swojej przyszłości z Bieniakoniami. Pragną się uczyć, zdobyć zawód,
znaleźć pracę w mieście. Wyjeżdżają do Mińska, Grodna, Lidy, Homla
i Witebska, a nawet do Moskwy. Wybierają najczęściej studia medyczne,
ekonomiczne, techniczne. Dlaczego jednak nie studiują w pobliskim Wilnie?
Odpowiedzi udzieliła mi jedna z kobiet (lat 65), która powiedziała: „Wilno
naszych nie przyjmuje." Trudno powiedzieć, czy tak jest w istocie. Faktem
jest natomiast, że wśród osób studiujących na Litwie Polacy stanowią zale­
dwie 2% (Łossowski 1992, s. 70).
Mieszkańcy Bieniakoń i innych badanych miejscowości z uwagą śledzą
wydarzenia polityczne na Litwie i Białorusi. Niepokój budzi przede wszyst­
kim zaostrzający się coraz wyraźniej konflikt między Litwinami i Polakami.
Wielu stwierdza, że po początkowym okresie nadziei, jaki obudziła „pieriestrojka" oraz powstanie samodzielnego państwa litewskiego i białoruskiego,
a także np. prowadzona z rozmachem działalność Związku Polaków na
Białorusi, sutuacja ludności polskiej na Litwie i Białorusi wyraźnie się po­
gorszyła . Z wypowiedzi badanych osób wynika jednocześnie, że nowym,
nieznanym wcześniej zjawiskiem są dla nich konflikty etniczne. Idealizuje się
przy tym najczęściej lata dzieciństwa, „polskie czasy", przedstawiając je tak,
jakby były okresem utraconego raju.
9

STOSUNKI E T N I C Z N E

Dla wielu moich informatorów z Bieniakoń nowym zjawiskiem jest też
bezpośrednie sąsiedztwo mieszkających w wiosce przedstawicieli innych na­
rodowości. Ich zdaniem, w Bieniakoniach zawsze żyli Polacy. Dopiero
w czasie wojny i po niej przybyli tu przedstawiciele innych narodowości:
Rosjanie, Białorusini , Ukraińcy, Ormianie. Większość informatorów, re­
prezentujących ludność pochodzenia polskiego, podawała, że w Bieniako­
niach mieszka ok. 80% Polaków (informację tę potwierdziła także urzęd­
niczka z rady gminnej - „sielsowietu"). W tej grupie informatorów były
jednak również osoby, które twierdziły, że w wiosce przeważa ludność
10

9

Por. opinię P. Łossowskiego na ten temat (Łossowski 1992).
Są oni zazwyczaj utożsamiani z Rosjanami i określani tym samym terminem. Zjawisko
to odnotowano już we wcześniejszych okresach historycznych: patrz пр.: Kubiak 1992,
s. 25-26.
1 0

„I PO CO TA GRANICA?

85

niepolska: „Teraz to tu są wszyscy. I Polacy i Ruskie i Bielorusy. Ruskich
teraz więcej jak Polaków. Powychodzili za mąż w Rosji, teraz tu wracają
i domy budują. Było 3088 rodzin, teraz jest więcej" (kobieta, lat 65) .
Według opinii dwóch Białorusinek natomiast - liczba ludności polskiej
w Bieniakoniach stanowi ok. 50% mieszkańców. Jedna informatorka-Białorusinka powiedziała zaś, że Polaków jest tu mniej niż połowa.
Wymieniany przez większość informatorów pochodzenia polskiego pro­
cent ludności polskiej w Bieniakoniach, a także - okręgu werenowskim, jest
bardzo zbliżony do ofíqalnych wyników spisu ludności. Wynika z nich
m.in., że okręg werenowski należy do tych okręgów obwodu grodzień­
skiego, w których liczba ludności polskiej jest szczególnie wysoka. Według
spisu z 1959 г., w obwodzie grodzieńskim mieszkało 332,3 tys. Polaków, tj.
46,3%, w okręgu werenowskim zaś - było ich 18654, tj. 86,4% ludności.
Białorusini stanowili 7,2%, Rosjanie - 5,0%, inni - 1,4% (dane te przytacza
Eberhardt 1992/93, s. 548; por. też informacje o liczbie Polaków na s. 544,
546-547). Spis z 1989 r. wykazał natomiast, że w obwodzie grodzieńskim
było 300,8 tys. Polaków, w okręgu werenowskim mieszkało 38671 osób
narodowości polskiej, tj. 82,9% ogółu ludności. Białorusini stanowili tu
10,9% mieszkańców, Rosjanie - 3,2%, inni - 3,0 (Eberhardt 1992/93,
s. 553-554). Według informacji kilku mieszkańców Bieniakoń, wśród
„innych" znajdują się m.in. rodziny ormiańskie. Generalnie, zdaniem Eberhardta, „gdyby spis ludności był przeprowadzony dwa lub trzy lata później,
w okresie rozbudzenia się polskiej tożsamości narodowej, wyniki byłyby
inne". Prawdopodobnie ok. 600 tys. mieszkańców Białorusi, a nie 418 tys.,
jak to wykazał spis, deklarowałoby w sposób jednoznaczny narodowość
polską (Eberhard 1992/93, s. 554). Dodam tu, że według niektórych szacun­
ków działaczy Związku Polaków na Białorusi, z którymi rozmawiałam
podczas swoich badań, liczba ta wynosi nawet ok. dwóch milionów.
Zaledwie kilku informatorów, mówiąc o przedwojennych mieszkańcach
Bieniakoń spontanicznie wymieniło Żydów. Inni mówili o Żydach dopiero
w odpowiedzi na moje bezpośrednie pytanie. Wszyscy jednak twierdzili, że
Żydzi i Polacy żyli ze sobą w zgodzie. Ze współczuciem mówili też o tych,
którzy zostali wywiezieni i zamordowani w czasie wojny. Nikt z wywiezio­
nych nie powrócił do Bieniakoń, a synagoga została zamieniona na klub.
Świadectwem występujących obecnie antagonizmów - nie przybierają­
cych, na szczęście formy otwartego konfliktu, są wypowiedzi wskazujące na
sposób postrzegania przedstawicieli innych narodowości, przypisywanie im
określonych cech, układających się w pewien stereotypowy obraz
Litwina, Białorusina lub Rosjanina. (Z drugiej strony powstaje podobna
11

1 1

Według danych udostępnionych mi w bieniakońskim „sielsowietie", na początku 1993 r.
w samych Bieniakoniach mieszkało 1578 osób (liczba gospodarstw - 545), w całej gminie było
4113 osób (liczba gospodarstw - 1442). W urzędzie nie dysponowano jednak danymi z ostat­
niego spisu ludności, w którym znajdują się m.in dane na temat narodowości mieszkańców.

86

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

stereotypowa sylwetka Polaka). Do podstawowych cech przypisywanych
Litwinom należy przede wszystkim zły stosunek do Polaków; stało się to
widoczne zwłaszcza w ostatnich latach. Mówiono o odmawianiu Polakom
mieszkającym na Litwie od dziesiątków lat prawa do stałego pobytu w tym
państwie. Zarzucano też Litwinom, iż pousuwali polskie napisy, zastępując
je litewskimi, że zabraniają Polakom wstępu do Katedry wileńskiej , nadto
- o czym już była mowa, zwalniają ich z pracy i wprowadzają rygorystyczne
przepisy dotyczące wywozu i wwozu określonych towarów. (Według opinii
jednej z Białorusinek mieszkającej w Bieniakoniach natomiast, Litwini zwal­
niają z pracy przede wszystkim Białorusinów). Podkreślano również, że
Litwini często nie chcą rozmawiać z Polakami udając, że nie rozumieją
polskiego, a przecież na terenach, gdzie ludność polska sąsiaduje z litewską
wielu Litwinów zna ten język dość dobrze. Dodatnią cechą w obrazie
Litwinów jest natomiast wysoki poziom ich kultury, dobra organizacja
pracy, oszczędność, czystość oraz to, że nie ulegli rusyfikacji w takim stop­
niu jak np. Białorusini. Zdaniem niektórych moich informatorów, mówiąc
o dych stosunkach litewsko-polskich nie należy generalizować. Wiele osób
bowiem nadal zachowuje się wobec Polaków pozytywnie, mimo zmian ofic­
jalnej polityki.
Zanotowane przeze mnie wypowiedzi nie odbiegają zasadniczo od tych,
jakie zarejestrowali inni badacze (np. Kuśmierz 1991; Szayna 1993), w wie­
lu przypadkach są nawet łagodniejsze, bardziej wyważone, mimo napiętej
sytuacji etnicznej na Litwie. T. Szayna np. przytacza wyniki badań i cytaty
z rozmów, które bardzo wyraźnie wskazują na negatywny stosunek Litwi­
nów do ludności polskiej. Pisze on, że Polacy traktowani są tu wręcz jak
okupanci, element niechciany, wrogi, destrukcyjny, pośrednie narzędzie
sowietyzaqi i kontroli Litwy. Oficjalna propaganda głosi, że na Litwie
nie ma Polaków, są tylko Litwini spolonizowani w czasach Wielkiego
Księstwa Litewskiego. Przypomina się m.in., że chrzest został pierwotnie
przyjęty od Krzyżaków, nie od Polaków, o czym wiele osób nie wie.
Działacze litewscy mówią nawet o kompleksie antypolskim Litwinów,
który zarazem jednoczy ich niezależnie od innych przekonań. Panuje też
przekonanie, że ci, którzy nie uczą się litewskiego są polskimi szowini­
stami. Niektórzy informatorzy Szayny przyznawali, że trudno im zmienić
nastawienie do Polaków nawet jeśli w bliskich kontaktach okazują się oni
mili, kulturalni i inteligentni. Szayna podkreśla, że ze szczególną ostrością
występują napięcia w rejonach wiejskich. W miastach są one nieco słabsze
(Szayna 1993, s. 9-19).
Zdaniem Szayny, stosunki etniczne na Litwie różnią się od stosunków na
Białorusi. Tu bowiem kontakty między Polakami i Białorusinami ocenia się
na ogół jako dobre, normalne, choć zdarzają się pojedyncze sytuacje kon­
fliktowe, budzące irytację. „Wyczuwalne są - jak pisze Szayna - podskórne
12

1 2

O niszczeniu symboli polskości na Litwie pisze też np. Szayna (1993, s. 12-13).

Д PO СО ТА GRANICA?

87

napięcia, a antypolski jad sączony przez prasę rzutuje na relacje inter­
personalne" (Szayna 1993, s. 44). Zdaniem moich informatorów natomiast,
na znanych im terenach nie ma przejawów otwartego konfliktu polsko-białoruskiego. Najczęściej podkreślano, że wszyscy żyją ze sobą w zgodzie.
Także w samych Bieniakoniach „ludzie się nie kłócą, dużo pracują, nie mają
czasu na kłótnie" (kobieta, lat 65). „Z Polakami na Białorusi mają lepiej. Tu
są wszyscy równi. Tam na Litwie Polaków nie lubią" (mężczyzna, lat 69).
Warto jednak oddać również głos przedstawicielom innych narodowości,
by poznać ich opinię o sytuacji etnicznej i sposób postrzegania Polaków.
Jedna z mieszkających w Bieniakoniach Białorusinek powiedziała np.
[w tłum.]: „Jak nastała swoboda religijna - Polacy shardzieli, podnieśli
głowy i zaczęli mówić, że Rosjanie [Ruscy] nie są u siebie, że my jesteśmy
tu obcymi ludźmi, że przyjechaliśmy na ich ziemie, polskie". Dodała też, że
Polacy nie uznają małżeństw mieszanych i otwarcie występują przeciw już
istniejącym związkom tego typu. „Rodzice nie pozwalają np. córkom wy­
chodzić za mąż za Białorusina lub Rosjanina, chcą żeby Polacy żenili się
z Polkami i brali śluby kościelne [...]". Kiedy wtrąciłam, że są przecież
również Bialorusini-katolicy kobieta zawołała [w tłum.]: „Nigdy o takich nie
słyszałam! Białorusin zawsze jest prawosławny. Może kiedyś jak był przymu­
szony, to się deklarował jako katolik, ale tak to Białorusin jest prawosław­
ny, a Polak to katolik. [...] W ogóle, po co te podziały: katolik, prawo­
sławny? Bóg jest jeden i powinien być jeden kościół i jedna religia." (kobie­
ta, lat 46). Po dłuższej rozmowie kobieta złagodziła nieco pierwotną opinię
i powiedziała, że nie wszyscy Polacy są niechętni Rosjanom. Jej zdaniem,
zależy to od kultury człowieka i wykształcenia, jak wszędzie.
Przytoczonej tu opinii informatorki, wedle której Białorusin = prawo­
sławny, nie potwierdzają np. księgi parafialne, prowadzone w bieniakońskim
kościele od 1990 r. Wynika z nich m.in., że wśród osób, które zawarły ślub
kościelny - obok Polaków wyznania rzymskokatolickiego, stanowiących
zdecydowaną większość, było również kilka osób narodowości niepolskiej,
reprezentujących to wyznanie. W 1990 r. np. na 74 osoby, które wzięły ślub
w kościele przy 7 widniała informacja „ochrzczony w cerkwii" (z podaniem
miejsca chrztu). Jedna z tych osób była narodowości białoruskiej, dwie
- rosyjskiej, przy pozostałych brak było informacji o narodowości.
W 1991 r. na 70 małżonków 9 osób nie było Polakami - 5 osób to Biało­
rusini, 2 - Ukraińcy, przy 2 brakowało informacji o narodowości; 6 z tych
osób reprezentowało wyznanie rzymskokatolickie, 3 - prawosławne.
W 1992 r. na 35 ślubów (zawartych do 4 X I tego roku) przy 2 osobach
widniała informacja: „prawosławny, przyjął wiarę katolicką".
Mówiąc o stosunkach polsko-litewskich lub polsko-białoruskich nie­
którzy informatorzy wskazywali dla porównania na charakter relacji między
Litwinami i Białorusinami, a Rosjanami. Zdaniem wielu z nich, Rosjanie są
traktowani przez Litwinów gorzej niż Polacy, z większą niechęcią. „Litwini
gorzej się odnoszą do Rosjan. Jak ktoś mówi po rosyjsku, to są gorsi niż

88

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

dla Polaków, lepiej mówić po polsku" (kobieta, lat 50). Czy można jednak
mówić o konflikcie? Z badań Szayny wynika, że nie istnieje konflikt
rosyjsko-litewski, ani rosyjsko-białoruski. Niektórzy Litwini twierdzą tylko,
że Rosjanie zachowują się mniej kulturalnie (Szayna 1993, s. 34-44). Także
niektórzy spośród moich informatorów podkreślali, że Rosjanie są mniej
kulturalni, pracowici i gospodarni niż np. Litwini i Polacy. Nie umieją też
oszczędzać. Cechy te znalazły wyraz w powiedzeniu: „Iwan zarobił, Iwan
prorobił" (mężczyzna, lat 68). Z badań Szayny wynika natomiast, że nie­
którzy Białorusini uważają, iż „byłoby lepiej gdyby Rosjanie opuścili Biało­
ruś, ponieważ kultura białoruska ma silniejsze związki z kulturą polską"
(Szayna 1993, s. 40).
Niektórzy spośród moich informatorów twierdzili, że nie ma wyraźniej­
szych różnic między Polakami i Rosjanami: „Rosjanie są jak i my. Nie
wyróżnia się ich, kto jest Rosjanin, kto Polak. Początkowo jak oni tu zaszli,
to się źle odnosili, ale teraz się nie wyróżniają, to nie gra roli, kto Polak,
a kto Rosjanin. Rosjanie są teraz, jak i my [...] tylko, że po rosyjsku mówią.
Rosjanie mówią też i po białorusku, nawet i po polsku mówią. [...] Są
kulturalne rodziny, np. lekarze, grzeczni, inteligentni" (mężczyzna, lat 69).
Dla większości jednak podstawową różnicę między Polakami i Rosjanami
(a także Białorusinami i Ukraińcami) stanowi wyznanie: „Oni [Rosjanie] się
nie uważają za katolików. Jak są nasze święta to pracują, ale się więcej
przytrzymują niż Polacy, starsi przychodzą do kościoła, się modlą, stara
Rosjanka-Ukrainka przychodzi do spowiedzi do księdza" (kobieta, lat 67).
Proboszcz bieniakoński próbuje walczyć ze stereotypem Rosjanin = prawo­
sławny tłumacząc, że kościół katolicki jest kościołem ponadnarodowym, dla
Polaków - zwłaszcza starszego pokolenia - pozostaje on jednak najczęściej
kościołem polskim.
13

I N T E G R A C Y J N A F U N K C J A W I A R Y I K W E S T I A JĘZYKA

Wiele wypowiedzi wskazywało na integrującą rolę kościoła w Bienia­
koniach, do którego przychodzą nie tylko Polacy, lecz także Białorusini,
Rosjanie i Ukraińcy. Zdaniem niektórych informatorów, modlą się oni „po
swojemu", a więc inaczej niż Polacy. Żegnają się też jak prawosławni.
Wszystko jednak rozumieją. Księża zaś znają rosyjski i białoruski, mogą
więc spowiadać osoby nie mówiące po polsku, udzielać im sakramentów.
Nikt z informatorów-Polaków nie wspominał natomiast o obecności w Bie­
niakoniach prawosławnych-praktykujących, choć - jak twierdziła informatorka-Białorusinka - niektórzy prawosławni jeżdżą na nabożeństwa
do Lidy. Według niej, wszystkie osoby reprezentujące to wyznanie czekają
na otwarcie cerkwii w Werenowie.
Tzn. powstrzymują się od działań, które mogłyby urazić uczucia katolików.

„I PO CO TA GRANICA?"

89

Choć dostrzegano, że do kościoła przychodzą osoby różnych naro­
dowości, jak też i to, że wielu Rosjan przyjęło katolicyzm, ochrzciło się
i wzięło ślub kościelny, co potwierdzają wpisy w księgach parafialnych,
to jednak najczęściej okazuje się, że stereotyp Polak = katolik jest silnie
zakorzeniony w świadomości mieszkańców. Wskazują na to bezpośrednie
rozmowy. Znamienna jest także wypowiedź jednej z kobiet, która po­
wiedziała: „Tutaj nie liczy się nikt Białorusinem, każdy jest Polakiem.
Tutaj jest takie pojęcie między ludźmi prostymi, że jak katolik to Polak"
(kobieta, lat 65). Stwierdzenie to nie znajduje potwierdzenia w rzeczy­
wistości, jednakże jest istotne dla badania sposobu jej postrzegania i funk­
cjonowania wspomnianych stereotypów . Moi informatorzy uważali też
najczęściej wyznanie za podstawowy wyznacznik tożsamości narodowej
(szerzej na ten temat patrz: Kabzińska-Stawarz 1992/93). Warto tu dodać,
że - zdaniem niektórych badaczy, dla określenia świadomości narodowej
kryterium wyznaniowe jest o wiele bardziej wiarogodne niż językowe .
Tym większe znaczenie dla obecnych i przyszłych pokoleń Polaków ma
- jak sądzę - swoboda wyznania i nieograniczony dostęp do praktyk
religijnych. Istotne jest zarazem kształtowanie i upowszechnianie postaw
tolerancji wobec innych wyznań i narodowości.
Ostatnio sporną kwestią staje się język nabożeństw w kościołach na
Litwie i Białorusi. Polacy najczęściej chcieliby zachować język polski. Jak
powiedział jeden z informatorów Szayny: „Nie chcemy mszy po białorusku.
Kościół jest bastionem polskości i nawet w czasach carskich nie było
problemu z używaniem języka polskiego w kościele" (Szayna 1993, s. 40;
por. też: Eberhardt 1992/93, s. 554). Wielu spośród moich informatorów
- zwłaszcza należących do starszego pokolenia - również twierdziło, że
do kościoła nie powinno się wprowadzać białoruskiego: „Są takie plany.
To dla młodzieży, żeby zrozumiała, ale niech się uczy! Są polskie szkoły,
mogą się uczyć!" (kobieta, lat 62). Inna informátorka powiedziała:
„A komu to potrzebne? Rosjanie i Białorusini chodzą do kościoła, po
14

15

1 4

Należy dodać, że mimo utożsamiania Kościoła rzymskokatolickiego z Kościołem pol­
skim są na Białorusi Białorusini-katolicy, a także nieliczne przypadki Polaków wyznania
prawosławnego. Osoby te - jak pisze Eberhard, pochodziły przede wszystkim z małżeństw
mieszanych prawosławno-katolickich. „Zgodnie z antypolskim ustawodawstwem rosyjskim
dzieci z takich małżeństw nie mogły być wyznania katolickiego" (Eberhardt 1992/93,
s. 531). Por. też informacje o działalności Białoruskiej Katolickiej Hromady, istniejącej od
13 I V 1991 г., skupiającej świadomych Białorusinów wyznania katolickiego, podane przez
Sadowskiego, 1994, s. 234. Na temat stereotypu Polak = katolik, Białorusin = prawosławny
patrz też пр.: Iwanow (1992, s. 39); Kaczan (1927); Waldenberg (1992, s. 119) i in. R. Dzwonkowski zwraca natomiast uwagę, że badacze zachodni zajmujący się historią Kościoła w Z S R R
nierzadko nie dostrzegają obecności Polaków na tych terenach po I I wojnie światowej. Nie­
którzy, пр. E . Milcent, twierdzą nawet, że „prawie wszyscy Polacy zostali odesłani do Polski"
(Dzwonkowski 1992, s. 114).
Na temat języka i wyznania jako wyznaczników świadomości narodowej mieszkańców
Białorusi szerzej pisze m.in. Eberhardt (1992/93, s. 527-556).
1 5

90

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

polsku się modlą, rozumieją, różaniec odmawiają, młodzież niech się
uczy" (kobieta, lat 66). Tylko nieliczni uważali, że msze można odprawiać
w kilku językach, zwłaszcza tam, gdzie mieszkają większe grupy przed­
stawicieli różnych narodowości. Na terenach zamieszkałych w większości
przez ludność polską - nabożeństwa powinny być jednak odprawiane
w języku polskim, tym bardziej, że jest on zrozumiały dla innych, miesz­
kających od dawna wśród Polaków narodowości. Jak powiedziała jedna
z informátorek: „Są takie plany, że biskup chce wprowadzić białoruski do
kościoła, ale to może na wschodniej Białorusi... Tutaj to by było nie­
możliwe" (kobieta, lat 65). Inny informator stwierdził: „Język nie powinien
być białoruski w kościele, bo my Polaki, więc trzeba po polsku. I on musi
być w kościele" (mężczyzna, lat 68). Wskazywano też często na przykład
księdza z pobliskich Konwaliszek, który próbował wprowadzić zwyczaj
streszczania kazań wygłaszanych podczas mszy i przekazywać ich treści
- przede wszystkim nie znającej polskiego młodzieży - po rosyjsku. Spotkał
się on z negatywnymi reakcjami ludności i musiał zaniechać tego typu
działań. Niektóre osoby doszły nawet do wniosku, że ksiądz nie jest pewnie
Polakiem, a Białorusinem.
Na konflikty wokół kwestii języka nabożeństw zwraca uwagę Eberhardt.
Pisze on m.in., że choć „wśród katolików narodowości polskiej mieszkają­
cych na Białorusi panuje powszechne przekonanie, że w Kościele rzymsko­
katolickim powinien dominować język polski, nawet jeśli nie wszyscy wierni
go znają", to „władze białoruskie ciągle widzą w Polakach «skatolicyzowanych» Białorusinów i dążą do całkowitej białorutenizacji Kościoła
rzymskokatolickiego. Ostatnio wysuwany jest [też] projekt usunięcia z Biało­
rusi pracujących tam księży polskich" (Eberhardt 1992/93, s. 554).
Trzeba poza tym zaznaczyć, że dla Polaków mieszkających na Litwie
i Białorusi zachowanie języka polskiego w kościele ma ogromne znaczenie
także z innych względów. Nie chodzi tu wyłącznie o przekaz treści reli­
gijnych - te bowiem, wobec słabej znajomości języka polskiego, zwłaszcza
wśród młodego pokolenia Polaków na Białorusi - nie przez wszystkich
mogą być odbierane - lecz o identyfikację z kościołem, który określany
jest jako „polski" oraz o zachowanie poczucia tożsamości, więzi z pol­
skim etnosem i kulturą, w czym kościół odgrywa zasadniczą rolę mimo
swego ponadnarodowego charakteru. Bardzo często moi informatorzy
podkreślali właśnie tego typu zależności mówiąc: „Jestem Polakiem, bo
chodzę do kościoła". Jeden z mieszkańców Bieniakoń stwierdził natomiast:
„Ludzie przyznają się do kultury polskiej. Niektórzy liczą, że kultura polska
jest wyższa niż kultura białoruska [...] Nie ma taki człowiek jakiejś
samoświadomości swojej, ale jeśli u niego jest tam zapisane, że on jest
Polak, to on będzie dążył do tamtej kultury polskiej, przede wszystkim przez
kościół. Jaka to może być inna kultura tu, na naszych terenach? Tylko
przez kościół [...] Jeżeli liczy, że on Polak, to znaczy, że kultura polska. Jeśli
z kościoła zabiorą język, to znaczy część kultury, to co pozostaje się?

Д PO СО ТА GRANICA?"

91

Pozostaje się tylko pozostać się Białorusinem. Dlatego, że nie czyta w języku
polskim [...]" (mężczyzna, lat 43).
Przez wiele lat dla znacznej części Polaków na Białorusi kościół był
jedynym miejscem, gdzie można było usłyszeć polską mowę. Najstarsi
mieszkańcy Bieniakoń np. podkreślają, że nawet pracujący tu w okresie
międzywojennym ksiądz Stragas - Litwin mówił po polsku i odprawiał
msze w tym języku. Dziś jeszcze, obok swej zasadniczej funkcji, kościół
pełni rolę nauczyciela języka polskiego, przyczyniając się do jego ożywia­
nia. Podstawową instytucją powołaną do nauczania języka powinna jednak
być przede wszystkim szkoła. W tym przypadku sytuacja ludności polskiej
na Litwie zawsze była znacznie lepsza niż na Białorusi. Przez cały okres
powojenny dzieci miały bowiem możliwość nauki polskiego, aczkolwiek
i w tym przypadku nie obeszło się bez konfliktów, a liczba szkół z językiem
polskim stopniowo malała . Na Białorusi natomiast w okresie władzy
radzieckiej zamknięto szkoły polskie, wprowadzając nauczanie w języku
rosyjskim (por.: Łossowski 1992, s. 7(3-71). Do rzadkości należały pla­
cówki, gdzie nauczano dzieci po białorusku. Rosyjski pełnił też funkcję
języka państwowego. Dopiero na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięć­
dziesiątych, z inicjatywy działaczy Związku Polaków na Białorusi, roz­
poczęto proces reaktywowania polskiego szkolnictwa w miejscowościach
zamieszkałych przez ludność Polską. Otwarto klasy z wykładowym języ­
kiem polskim, stworzono też dzieciom i młodzieży możliwość nauki w ra­
mach tzw. zajęć fakultatywnych . W Bieniakoniach rozpoczęto nauczanie
polskiego w szkole w 1991 r. Z możliwości poznania tego języka sko­
rzystało wówczas ok. 100 z 300 uczniów. Stopniowo jednak liczba uczących
się polskiego zmniejszyła się. Niektóre dzieci zrezygnowały z powodu
kłopotów z nauką, inne uległy pośrednio naciskom władz oświatowych
na rodziców, których przekonywano, że nauczanie dzieci polskiego jest
działaniem bez przyszłości. Tylko bowiem dobre opanowanie języka
państwowego może zapewnić młodym ludziom naukę zawodu, zdobycie
wykształcenia, a co za tym idzie - zajęcie wyższego miejsca w hierarchii
społecznej.
16

17

1 6

Na pewne uprzywilejowanie szkolnictwa polskiego na Litwie w stosunku do innych
obszarów Z S R R , zwraca m.in. uwagę Łossowski. Podaje on jednak również, że stan szkolni­
ctwa w języku polskim, osiągnięty na Litwie w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, jest
systematycznie ograniczany. W końcu lat osiemdziesiątych działały na Litwie tylko 92 szkoły
z polskim językiem wykładowym, w porównaniu z 263 szkołami tego typu czynnymi w latach
1953-1954. Oprócz tego istniały jeszcze 83 szkoły z klasami, w których prowadzono zajęcia
w języku polskim (Łossowski 1992, s. 70-71; na ten temat patrz też пр.: Koprukowniak 1992).
Dokładniejsze dane na temat organizacji szkolnictwa polskiego na Białorusi w latach
1990-1993 można znaleźć m.in. w „Głosie znad Niemna", 19-25 kwietnia 1993 г., s. 2. Inte­
resujące materiały statystyczne przytacza również G . Hlebowicz w opracowaniu pt. „Szkol­
nictwo polskie na Białorusi", mpis. opr. na zamówienie Stowarzyszenia „Wspólnota Polska"
(w posiadaniu autorki).
1 7

92

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Wydaje mi się jednak, że dla Polaków na Białorusi i Litwie, a także
w innych państwach powstałych w wyniku rozpadu b. ZSRR, nauka języka
polskiego jest dziś po prostu koniecznością. Nie tylko dlatego, że język
zaliczany jest często do podstawowych wyznaczników samoidentyfikacji
narodowej, aczkolwiek nie jest to jedyne i niezawodne kryterium (por.:
Eberhard 1992/93; Kabzińska-Stawarz 1992/93 i in.). Nie popełnię chyba
pomyłki mówiąc, że jeśli nie zostaną stworzone dalsze- lub chociażby utrzy­
mane istniejące już instytucjonalne możliwości nauki języka polskiego
- za jakiś czas kolejne pokolenia Polaków mieszkających w sąsiednich
państwach, w których rolę języka państwowego pełnią dziś najczęściej
inne języki niż obowiązujący do niedawna rosyjski, nie będą się mogły
ze sobą porozumieć, oddalając się coraz bardziej nie tylko od siebie, lecz
i od wspólnych, rodzinnych korzeni. Niemożliwy stanie się też kontakt za
pośrednictwem języka polskiego z Polakami, którzy mieszkają na stałe
w Polsce, jak również z rozsianą po całym świecie Polonią.
Konieczny jest przede wszystkim rozwój szkolnictwa polskiego na Biało­
rusi. Jak bowiem podaje Szayna, tylko 13,3% mieszkających tu Polaków
uważa język polski za język ojczysty, 63,9% - białoruski, 22,6% - rosyjski.
Na Litwie sytuacja jest inna. Aż 85% Polaków uważa bowiem język polski
za rodzimy, 9, 2% wymieniło rosyjski, 5% zaś - litewski (Szayna 1993, s. 8,
33). Jak każda mniejszość narodowa, tak i Polacy mieszkający na Litwie
i Białorusi muszą oczywiście nauczyć się języka państwowego. Trzeba jed­
nak powiedzieć, że większe trudności sprawia dobre opanowanie litew­
skiego. Białoruski bowiem należy do tej samej rodziny języków słowiańskich
i - jak wykazują przytoczone tu dane - znany jest większości Polaków na
Białorusi. Nie jest to jednak najczęściej język literacki, lecz tzw. „mowa
prosta", gwarowa odmiana białoruskiego. Niektórzy mieszkańcy Bieniakoń
mówili o niej także: „nasza mowa", „tutejsza".
Moi informatorzy podkreślali, że stopień znajomości języka polskiego na
Litwie i Białorusi jest różny. Dodawali też, iż przez cały okres powojenny
Polacy na Litwie mieli dostęp do szkół z językiem polskim, podczas gdy na
Białorusi przekaz tego języka następował wyłącznie w niektórych rodzinach
i poprzez nieliczne, czynne kościoły. Jak powiedziała jedna z informátorek:
„W Solecznikach mówią więcej po polsku, tu - «po prostu». To to samo, co
białoruski, ale trochę zmieniony" (kobieta, lat 63). Dostrzegano też pewne
różnice w brzmieniu, melodii samego języka: „Na Litwie Polacy inaczej
mówią, śpiewnym językiem, więcej ostrym tutaj" (kobieta, lat 65) . Wska­
zywano także na pewne różnice lokalne, np. na lepszą znajomość języka
polskiego wśród ludności mieszkającej w dawnym zaścianku szlacheckim
Brażelce, leżącym w pobliżu Bieniakoń.
18

1 8

O języku Polaków mieszkających na Litwie i Białorusi patrz пр.: Grek-Pabisowa,
Maryniakowa 1992, s. 149-152; Kurzowa 1992, s. 127-132; Zielińska 1993, s. 19-28 i in.

Д PO СО ТА GRANICA?"

93

SWOBODA R E L I G I J N A - C E C H A N O W Y C H CZASÓW

Znamienne, że wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam, mówiły o obec­
nych kłopotach z zaopatrzeniem, zatrważającej drożyźnie, bezrobociu,
braku perspektyw dla młodzieży i innych negatywnych zjawiskach obecnego
okresu, zarazem jednak stwierdzały, że dawniej żyło się wprawdzie lepiej
pod wględem ekonomicznym, ludzie nie mieli jednak swobód religijnych,
poniszczono kościoły, prześladowano księży i wiernych. Moi informatorzy
często też porównywali sytuację Kościoła na Litwie i Białorusi. Ich zdaniem,
była ona znacznie korzystniejsza dla mieszkańców Litwy. Nie ograniczano
tam dostępu do kościoła, odprawiano msze w języku polskim, czynne
było ponadto seminarium duchowne w Kownie. „Na Litwie nie było
tak strasznie, jak tutaj. Rosjanie wprawdzie rządzili, ale ludzie swoje
mieli" (kobieta, lat 66). „Na Litwie było inaczej. Do pionierów i do
Komsomolu - musiał, ale nie prześladowali ich, że chodzili do kościoła"
(kobieta, lat 40). Trzeba jednak wyjaśnić, że choć istotnie w porównaniu
z Białorusią sytuacja ludzi wierzących na Litwie była mniej tragiczna,
nie oznacza to jednak, że Kościół cieszył się tam pełną niezależnością.
Swoboda działania była pozorna. Istnieją też dowody na prześladowanie
Kościoła, niszczenie jego struktury, walkę z religią. Wystarczy chociażby
przypomnieć fakt zlikwidowania seminarium duchownego w Wilnie w mar­
cu 1945 г., deportacje ok. 1/3 litewskiego kleru na Daleką Północ w latach
1945-1951 i wysiedlenie ogromnej większości duchowieństwa narodowości
polskiej z Wilna w 1948, akty zastraszania wiernych i osób duchownych,
karania ich więzieniem, a także przypadki mordowania szczególnie nie­
wygodnych osób, odgórną likwidację zakonów męskich i żeńskich w 1947 г.,
inflitragę środowiska księży, zamykanie kaplic oraz niektórych kościołów
w miastach i doprowadzanie ich do ruiny. (Na początku lat sześćdziesiątych
wysadzono np. w powietrze wileńskie Trzy Krzyże). Zdaniem A. Hlebo­
wicza, z którego pracy zaczerpnęłam wspomniane tu przykłady, „kościół
katolicki na Litwie w okresie powojennym przeszedł prawdziwą Drogę
Krzyżową. Z pewnością na Litwie trudniej byłoby całkowicie, jeżeli to
w ogóle możliwe, zniszczyć katolicyzm niż na Białorusi czy Ukrainie,
nie wspominając o Rosji bądź Syberii. Z drugiej jednak strony ze względu
na posiadaną moc i siłę Kościół ten podlegał bardzo intensywnym repre­
sjom, objawiających się w wielotysięcznych aresztowaniach, konfiskatach
majątków kościelnych, desakralizacji świątyń [...]" (Hlebowicz 1993, s. 9-46;
cyt. ze s. 38) . Informacje o prześladowaniach i aktach zabójstwa księży
objęte były jednakże głęboką tajemnicą i nie docierały do ludności tak
na Litwie, jak w sąsiednich krajach czy republikach. Stąd też - być może
- wrażenie większej swobody, zwłaszcza jeśli za jej wskaźnik przyjmie
się jedynie możliwość udziału w nabożeństwach w Ostrej Bramie czy kościele
19

Autor pisze także o historii kościoła na Białorusi i w kilku innych republikach b. Z S R R .

94

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

solecznickim i porówna ten nieskrępowany - jak by się mogło wydawać
- dostęp do kościołów z losem świątyni w samych Bieniakoniach (i wielu
innych okolicznych miejscowościach).

O D B U D O W A KOŚCIOŁA

Początki kościoła bieniakońskiego sięgają 1634 r. Tu brali ślub: Andrzej
Kalinowski i Zofia Puttkamerówna, córka Wawrzyńca i Maryli z Wereszczaków, matka bł. Rafała Kalinowskiego. W 1900 r. stary budynek kościel­
ny rozebrano i zbudowano nowy kościół dekanalny. Proboszczem był wów­
czas ks. Tadeusz Zahorski. W okresie międzywojennym w Bieniakoniach
pracował ks. dziekan Dominik Gajlusz. Wikarym był ks. Apolinary Zubelewicz. W połowie 1947 r. ks. Zubelewicz został powołany na stanowisko
proboszcza w Konwaliszkach, gdzie nie było kapłana. Ksiądz Gajlusz nato­
miast 8 czerwca 1951 r. został bezpodstawnie aresztowany, osądzony i ska­
zany na 25 lat łagrów. (Jak mówią w Bieniakoniach, wydały go dwie
miejscowe kobiety, które pojechały do władz w Grodnie z fałszywym oskar­
żeniem, jakoby ksiądz występował przeciwko władzy radzieckiej i przecho­
wywał broń). Zmarł w 1953 r. w Irkucku i tam został pochowany. W Bienia­
koniach jest jego symboliczna mogiła. W 1955 r. władze wyraziły zgodę na
dojazdy ks. Zubelewicza (raz w miesiącu) do Bieniakoń i odprawianie mszy
św. Sytuacja ta trwała do 1961 г., kiedy to zezwolenie cofnięto. Kościół
obłożono wysokimi podatkami, których mieszkańcy nie byli w stanie spłacić
mimo wielkiej ofiarności. (Niektórzy mówią, że pieniądze zebrano, jeden
z członków komitetu kościelnego przepił je jednak w restauracji w Grodnie).
Wobec tego władze przejęły kościół na własność, zabierając klucze od niego
komitetowi kościelnemu. Na początku lat siedemdziesiątych w plebanii
i drugim budynku przykościelnym urządzono szpital psychiatryczny, kościół
zaś zamieniono na skład opału: węgla, koksu i torfu . Taka sytuacja miała
miejsce do 1988 r.
Mieszkańcy Bieniakoń znają historię kościoła i opowiadają ją chętnie.
Wspominają też z wielkim szacunkiem i uznaniem obu księży, którzy byli
z nimi w najtragiczniejszym okresie stalinowskich prześladowań, tj. „w same
trudniejsze czasy". Obaj mają tu wręcz opinię świętych.
W okresie „pieriestrojki" w Bieniakoniach, podobnie jak w wielu innych
miejscowościach znajdujących się na terenach b. ZSRR, rozpoczęto walkę
0 odzyskanie zamkniętej w czasach stalinowskich świątyni. Mieszkańcy wio­
ski spontanicznie, z nieukrywaną dumą i radością mówili mi o niełatwych
1 żmudnych zabiegach, w wyniku których - w X I I 1888 r. - władze zdecydo­
wały się wreszcie na oddanie kościoła. Od tego tematu zaczynało się wiele
20

2 0

Podstawowe dane ukazujące historię kościoła widnieją m.in. na tablicy umieszczonej
w przedsionku świątyni; patrz też: Lisiak 1993, s. 14.

J. PO CO ТА GRANICA?

95

Rye. 1. Odnowiony kościół w Bieniakoniach
Fot. I . Kabzińska-Stawarz, 1992

rozmów. Wspominano też o straszliwej dewastacji obiektu, zniszczonego nie
tylko w wyniku użytkowania budynku niezgodnie z przeznaczeniem, lecz
także w efekcie kradzieży i rozmyślnych aktów wandalizmu. Z dawnego
wyposażenia świątyni ocalały jedynie trzy relikwie, przechowane przez
kogoś w Wilnie, a także krzyż, schowany w domu p. Edwarda Klusewicza
i monstrancja, którą dwie miejscowe kobiety zdołały wynieść z kościoła
i - owinąwszy w płócienne ręczniki - przekazały p. Ignacemu Wojsznisowi.
Przechował on ponadto 9 ornatów. Kiedy w grudniu 1988 r. kościół został
otwarty - mężczyzna ten przyniósł przechowywaną przez lata monstrancję.
Odzyskano też część schodów wiodących niegdyś do ołtarza. Jeden z miesz­
kańców zwrócił też oryginalną pieczątkę kościelną z napisem: „Decani
Bieniaconensis + sigillum + ". Nie udało się jednak odzyskać większości
rozkradzionych lub przekazanych do innych kościołów paramentów litur­
gicznych i elementów wyposażenia wnętrza.
Budowa kościoła połączyła mieszkańców Bieniakoń i 29 innych na­
leżących do parafii wiosek. Przyjeżdżano kolejno, według ustalonego
planu, nie żałując czasu, pieniędzy ani wysiłku. Na placu budowy codziennie
przebywało ok. 100 osób. Pracowano bez względu na pogodę. W ciągu
dwóch dni oczyszczono wnętrze świątyni, umyto ściany i - jak wspominają
wszyscy informatorzy - wywieziono kilka przyczep ptasiego nawozu.
W ciągu dwóch i pół miesiąca uporano się ze zniszczeniami, brudem.
Odmalowano ściany, położono nowy dach, oszklono okna. Przywrócono
zdewastowanemu kościołowi wygląd godny świątyni. Moi informatorzy

96

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

podkreślali, że w odbudowie brali udział nawet ci, którzy wcześniej przy­
czynili się do grabieży kościoła i jego zniszczenia, a także ci, którzy obecnie
nie chodzą na msze. Pomagali także Rosjanie i modlili się razem ze
wszystkimi o odzyskanie kościoła. Na prośbę mieszkańców Bieniakoń
zakonnice z wileńskiego klasztoru wykonały ornaty i szarfy. Z Wilna
sprowadzono też kilka obrazów. Obecny ksiądz przywiózł z Polski żłóbek
i obrazy przedstawiające kolejne stacje drogi krzyżowej. Zakupiono je ze
składek mieszkańców. Część wyposażenia kościoła ufundowały osoby
prywatne z Bieniakoń, a także wywodzące się stąd rodziny mieszkające
w Polsce. Tak więc współdziałanie przy odbudowie bieniakońskiego kościoła
miało nie tylko wąski charakter lokalny, lecz wybiegło znacznie poza granice
wioski i samej parafii .
W opinii miejscowej ludności, otwarcie kościoła parafialnego w Bieniakoniach podniosło rangę miejscowości. Dla ludności polskiej proces odzys­
kiwania kościołów ma także znaczenie symboliczne. Jak bowiem wiadomo,
kościół katolicki jest dla Polaków podstawowym symbolem polskości, a za­
razem - jej bastionem.
W okresie, w którym kościół bieniakoński był nieczynny i kiedy usilnie
walczono z różnymi przejawami wiary w Boga, część ludności nie zarzuciła
praktyk religijnych. Niektórzy dorośli mieszkańcy Bieniakoń jeździli na
msze do pobliskich Konwaliszek lub Solecznik, w większe święta zaś (Boże
Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało) - do Ostrej Bramy w Wilnie; niektórzy
jechali do Lidy. Czasem brano ze sobą dzieci, było to jednak wielkie ryzyko.
Specjalna ustawa zabraniała bowiem katechizowania dzieci i młodzieży do
lat 18 oraz chodzenia do kościoła . Obecność dziecka w kościele mogła
spowodować cofnięcie zgody księdzu na wykonywanie posług kapłańskich.
Niemal wszyscy moi informatorzy wspominali, że w czasie nabożeństw
nauczyciele stali na drogach wiodących do kościoła i pilnowali, by
żaden uczeń nie wszedł do świątyni. Tych, którzy nie przestrzegali zakazu
- wyprowadzali za ucho, ośmieszali w szkole, dokuczali im w różny sposób.
Bez względu na ewentualne represje wożono natomiast małe dzieci do
kościołów na Litwie lub do Konwaliszek, by je ochrzcić. W świątyniach tych
zawierano także liczne małżeństwa i odprawiano msze za zmarłych. Chowa­
no ich natomiast na bieniakońskim cmentarzu, bez obecności księdza, Od
p. Klusewicza wypożyczano jedynie komżę i krzyż ocalały z przedwojennego
kościoła. Starsze osoby czytały okolicznościowe modlitwy, grób kropiono
wodą święconą. Zapraszano też członków orkiestry dętej z Domu Kultury
21

22

2 1

O losach bieniakońskiego kościoła piszę szerzej w artykule pt. Odbudowa kościoła
i zmiany w funkcjonowaniu społeczności lokalnej. Przykład Bieniakoń, złożonym do druku
w Redakcji „Literatury Ludowej".
Rozporządzenie zabraniające nauczania religii dzieci i młodzieży do lat 18 zostało
wydane w 1919 r. i - jak pisze R. Dzwonkowski - była „konsekwentnie aplikowane przez
70 lat i jeszcze na początku panowania Gorbaczowa usiłowano je stosować." Od 1921 r.
natomiast obowiązywało cenzurowanie kazań (Za wschodnią granicą... 1993, s. 57).
2 2

97

Д PO СО ТА GRANICA?

w Werenowie, którzy grali na cmentarzu marsza żałobnego. Dopiero
w 1989 r. urządzono w Bieniakoniach pierwszy od wielu lat w pełni katolicki
pochówek z udziałem księdza, który na miejscu odprawił mszę za duszę
zmarłego i poprowadził kondukt pogrzebowy z kościoła na cmentarz. Pierw­
szy raz od lat zabrzmiał też głos dzwonów. W czasach poprzedzających
„pieriestrojkę" zabraniano bicia w dzwony. Nie zmusiło to jednak Kościoła
do milczenia.
Dzięki odzyskaniu i odbudowie świątyni mieszkańcy Bieniakoń nie mu­
szą już jeździć na msze na Litwę lub do Konwaliszek, jak to czynili przez
lata, „urywając guziki w autobusach" i licząc na przygodnych kierowców.
Mają teraz kościół na miejscu. Po wielu latach Bieniakonie znów stały
się znaczącym ośrodkiem kultu religijnego. (Rekompensuje to również w ja­
kimś stopniu utratę statusu miasteczka, jakim były przed wojną). Kościoły
w Solecznikach lub Wilnie mają jednak stałe miejsce w tradycji rodzinnej.
Pozostały także symbolem polskości.
Na szczególne podkreślenie zasługuje rola starszych kobiet w podtrzymaniu
wiary w rodzinach i tradycji religijnych. Tak w Bieniakoniach, jak innych
miejscowościach, uczyły one dzieci modlitw i pieśni, katechizowały . Nie­
rzadko zmuszały wręcz swoich dorosłych synów czy córki do wzięcia ślubu
w kościele w Solecznikach lub Wilnie, nie bacząc na ich opory. Wprawdzie
- jak podkreślano - nie było formalnego zakazu brania ślubów kościelnych,
wiele osób obawiało się jednak, że mogłyby stracić pracę lub usunięto by je ze
studiów, gdyby wzięły ślub w kościele lub tylko poszły na mszę.
23

„MY, BIENIAKOŃCY"

Historia obszaru, na którym znajduje się dzisiejsza Białoruś jest - jak
wiadomo - burzliwa. (Podobnie jak w przypadku Polski, trudno tu mówić
o stabilności i dłuższych okresach pokoju). Wielokrotnie zmieniała się jego
przynależność państwowa, przeprowadzano też rozmaite podziały admini­
stracyjne w ramach jednego państwa (patrz P - Eberhard 1992/93; Kosman
1979 i in.). Zmiany te decydowały o losach ludności i musiały kształtować
świadomość mieszkańców poszczególnych terenów, podobnie jak dzieje się
to współcześnie. Niestety, z braku odpowiednich materiałów, które pozwo­
liłyby spojrzeć szerzej na określone procesy historyczne oczyma ich bezpo­
średnich świadków i uczestników możliwość realizacji badań nad świadomo­
ścią jest bardzo ograniczona. Ograniczenia te są tym większe, im dalej
chcielibyśmy się cofnąć w czasie i ukazać sposób postrzegania wydarzeń
historycznych przez członków określonych społeczności.
n

2 3

Zdaniem ks. Dzwonkowskiego, „należałoby napisać całą rozprawę naukową na temat
roli kobiet w toczącej się przez kilkadziesiąt lat walce o przetrwanie kościoła w Z S R R , bo była
ona zasadnicza [...]"; Z a wschodnią granicą... 1993, s. 256.

98

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

Kiedy mieszka się na pograniczu, mając za sąsiadów przedstawicieli
różnych narodowości, w naturalny sposób pojawia się pytanie: kim ja
jestem? Dziś zadaje je sobie przede wszystkim młode pokolenie. Jak powie­
dział nauczyciel historii w bieniakońskiej szkole, p. Ryszard Gryszko,
niektórzy uczniowie dociekają nawet czy są Słowianami, czy Litwinami.
Pytania te dotyczą - rzecz jasna korzeni, odległych, nieznanych przodków,
etnogenezy ludności Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny oraz okresów,
których nie obejmuje rodzinna tradycja i pamięć. Pojawienie się pytań
0 ewentualne litewskie pochodzenie wśród młodych mieszkańców Bienia­
koń nie powinno budzić zdziwienia. Miejscowość ta nie tylko leży na
granicy z Litwą. Znajduje się tu również wiele śladów świadczących o obec­
ności Litwinów na tych terenach. Jednym z nich jest m.in. nagrobek byłego
proboszcza bieniakońskiego, na którym napisano po litewsku: Kunigas
Jonas Stragas, mire 1921 M . Kovo 12 G. Amziads 50 metu. Nieopodal
spoczywają księża o polskich nazwiskach: Tadeusz Zahorski, proboszcz
bieniakoński, który zmarł we wrześniu 1907 г., Kazimierz Kulbacki, pro­
boszcz bieniakoński i dziekan raduński (ur. w 1796 - zm. w 1856 г.), Broni­
sław Iwaszkiewicz, który - podobnie jak ks. Stragas - zmarł na tyfus
w 1921 r. Na przykościelnym cmentarzu pochowani zostali także dobrodziejowie kościoła: Józef at Górski (zm. w 1952 r.) i Jan Jankowski (zm. w 1928).
Na miejscowym cmentarzu znajdują się natomiast mogiły z napisami w ję­
zyku polskim, litewskim i rosyjskim. Nierzadko przy tym informacje o oso­
bach z tej samej rodziny podane są w różnych językach. Za pośrednictwem
prasy np. do młodzieży docierają też koncepcje badaczy, wedle których
pierwotnie ziemie te były zamieszkałe przez ludność pochodzenia litew­
skiego, która przyjęła wyznanie rzymskokatolickie, a następnie uległa slawizacji. Z drugiej strony uczeni białoruscy twierdzą, że ludność mieszkająca na
terenach historycznej Ziemi Wileńskiej i Ziemi Grodzieńskiej „była od zara­
nia białoruska, tyle że zamiast prawosławia przyjęła katolicyzm"(na ten
temat patrz пр.: Eberhardt 1992/93, s. 533, 537-538).
Na lekcjach historii uczniowie poznają dzieje ziem, na których mieszkają
1 procesy etniczne, jakie miały tu miejsce. W szkole otwarto też muzeum
regionalne. Jest tu dział archeologii, etnografii, literatury, historii. Więk­
szość eksponatów, zebrały same dzieci, wyciągając je ze strychów i zakamar­
ków wiejskich domostw.
W muzeum szkolnym wiele miejsca zajmują materiały prezentujące
sylwetkę i twórczość A. Mickiewicza, który - podobnie jak jego wielka
miłość Maryla z Wereszczaków Puttkamerowa - był związany z Bieniakoniami (miejscowość leży na trakcie mickiewiczowskim i jej zwiedzanie
znajduje się w programie wycieczek podążających śladami Wieszcza, którego
narodowość jest dziś także przedmiotem sporów). W pobliżu Bieniakoń,
w Bolcienikach, w tzw. gaiku, znajduje się głaz narzutowy, zwany „ka­
mieniem miłości". To tu - jak głosi miejscowa legenda - poeta siadywał
codziennie przez tydzień, czekając na Marylę, a gdy nie przychodziła

,1 PO CO TA GRANICA?

99

Rye. 2. Bieniakonie, groby rodzinne Puttkamerów
Fot. I . Kabzińska-Stawarz, 1992

- uwięziona w domu przez zazdrosnego męża, wyciął nożem w kamieniu
widoczny do dziś krzyż . W okresie stalinowskim i przez wiele kolejnych
lat miejsce to skazane było na zapomnienie, jak większość innych pamią­
tek przeszłości. Nieliczni już starzy mieszkańcy Bieniakoń wspominają
minione piękno tego zakątka, rosnące tu wspaniałe drzewa i z żalem dodają,
że z czasem wszystko to zamieniło się w „dzikie chaszcze"... W ostatnich
latach sytuacja jednak poprawiła się, gdyż o porządek wokół kamie­
nia i na terenie gaiku zaczęli dbać pracownicy pobliskiego Kołchozu
im. J. Gagarina. Znakiem nowych czasów jest też odnowienie zaniedbanego
grobu Maryli oraz mogił członków jej rodziny: hr. Felicji z Kieniewiczów
Puttkamerowej, Karoliny z Puttkamerów Janowej Rychle wieżowej, uczest­
niczki Powstania 1863 г., a także innych osób, które zostały pochowane
przy kościele i na bieniakońskim cmentarzu.
Wróćmy jednak do kwestii świadomości narodowej. Młodzi ludzie,
z którymi rozmawiałam uważali się przeważnie za Polaków. Decydowała
o tym świadomość polskich korzeni: „Dziadowie i pradziadowie byli Pola­
kami, to i my jesteśmy" - mówiono najczęściej. Znajomość języka polskiego
natomiast rzadko była wyznacznikiem tożsamości etnicznej dla młodego
24

2 4

Informacje o „kamieniu miłości", a także historii romansu Mickiewicza i Maryli można
też m.in. znaleźć w książce białoruskiego pisarza Lewkowa (Ljaukou 1992, s. 194-196).

100

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

pokolenia. Inaczej natomiast twierdzili na ogół ludzie starsi, którzy mówili:
„Co to za Polak, który nie mówi po polsku!" Często utożsamiano polskość
z katolicyzmem, mimo że dostrzegano, iż do kościoła chodzą też przed­
stawiciele innych narodowości (szerzej patrz: Kabzińska-Stawarz 1992/93).
Można się jednak zastanawiać nad tym, w jakim stopniu w przypadku
poszczególnych osób reprezentujących młode pokolenie o stwierdzeniu:
,jestem Polakiem" decyduje własny, świadomy wybór, na ile zaś jest to
deklaraqa ukształtowana przez naciski rodziny, poczuwającej się do polskości.
Prowadziłam badania przede wszystkim wśród dorosłych, z młodzieżą
szkolną zaś rozmawiałam najczęściej w obecności rodziców, dziadków, co
powodowało, że moi rozmówcy czuli się skrępowani i raczej niechętnie
udzielali odpowiedzi. Zaledwie kilka razy mogłam porozmawiać z małymi
dziećmi i efekty tych rozmów wydają mi się szczególnie ciekawe. Wskazują
bowiem na mogące istnieć w poszczególnych przypadkach różnice pokole­
niowe w kwestii poczucia tożsamości narodowej. Podczas gdy wielu doro­
słych, a także część młodzieży podkreśla swoją polskość, wskazując na
korzenie rodzinne, przodków, to już w przypadku dzieci świadomość ta
- j a k się okazuje - nie zawsze istnieje. Dziecko może też deklarować przyna­
leżność do innej grupy niż np. uczyniliby to jego rodzice. Posłużę się tu
dwoma przykładami. Przykład pierwszy: Odszukałam dom kobiety, która
- zdaniem osób, wskazujących mi jej adres - jest Polką. Drzwi otworzyła
8-9-letnia dziewczynka (jak się okazało - córka kobiety, z którą chciałam
porozmawiać). Zapytała opryskliwie: ,,kawo nada?" Spytałam o mamę lub
innych dorosłych członków rodziny. Odpowiedziała, że mama jest w pracy,
a mieszkająca z nimi babcia - w szpitalu. Zamieniłam jeszcze kilka zdań
z dziewczynką (cały czas rozmawiałyśmy po rosyjsku). W pewnym momen­
cie zapytałam, jakiej narodowości są osoby mieszkające w tym domu.
Dziewczynka wzruszyła ramionami i odparła - „zdies, żiwut normalnyje
ljudi!" - A twoja mama kim jest? - „Ona russkaja" (jak już wspomniałam,
według innych osób kobieta ta jest Polką) - A ty? Dziewczynka nie udzieliła
odpowiedzi, lecz widać było, że pytanie sprawiło jej kłopot.
Drugi przykład. Siedziałam na dziedzińcu kościoła, czekając na księdza
proboszcza. Podeszła trójka dzieci w wieku 5-7 lat. Spytałam, czy nie
widziały księdza. Najstarsza dziewczynka odpowiedziała po rosyjsku, że
ksiądz właśnie przyjechał. Potem pochwaliła się, iż chodzi z babcią do
kościoła. Dowiedziałam się, że młodsi nie chodzą na msze, nie umieli
jednak wyjaśnić, z jakiego powodu. Kiedy po dłuższej rozmowie zapytałam
dzieci, jakiej są narodowości - nie wiedziały, co odpowiedzieć. Wówczas
powiedziałam: „Wiem, że w Bieniakoniach mieszkają Białorusini, Rosjanie,
Polacy, a także inne narodowości. Kim wy jesteście?" Odpowiedziały
zgodnie: „My nie Poljaki, my Bieniakońcy!" Mogłam więc zarejestrować
jeden z niewielu wprawdzie, ale jakże znamienny przypadek istnienia tzw.
„tutejszych". Kategoria ta wystąpiła też w wypowiedziach kilku osób
dorosłych.

, J PO CO TA GRANICA?

101

Najczęściej jednak dorośli informatorzy podkreślali, że zachowali na­
rodowość polską i że mają odpowiedni wpis w dowodzie dokumentujący
ich polskość. Być może, w niektórych przypadkach podawane mi informacje
o zachowaniu polskiego obywatelstwa nie były zgodne z prawdą. W tym
momencie jednak nie chodziło o weryfikację danych, lecz o rejestraqe
deklarowanego poczucia więzi z określoną grupą, narodem. O tym, że
nie wszystkie informacje dotyczące narodowości mogły odpowiadać sytuacji
faktycznej niech świadczy następujący przykład. W autobusie jadącym
z Bieniakoń do Lidy rozmawiałam z kobietą, która powiedziała, że jest
Polką. Dodała też, że każde z jej czworga dzieci jest również Polakiem,
co widnieje w dokumentach. W tym momencie do rozmowy włączyła
się kilkuletnia wnuczka kobiety, mówiąc: „Moja mama ma napisane Bia­
łorusinka!" Jak wiadomo, tego typu wpisy były często dokonywane przez
urzędników wbrew deklaracjom właściciela dokumentu. Myślę też, że
można zrozumieć dramat osób zmuszonych do wyrzeczenia się swej naro­
dowości, a także wiary i języka z powodu nacisków politycznych, za­
straszenia, troski o życie własnych dzieci. Jak zauważył Eberhard, analizując
wyniki spisu ludności z 1959 г., według którego na Białorusi mieszkało
538,9 tys. Polaków, ,,[w końcu lat pięćdziesiątych] przyznanie się do
polskości przed urzędnikiem spisowym wymagało dużej odwagi. [...] Uzy­
skany w takiej sytuacji wynik dowodzi w pełni ukształtowanej świadomości
narodowej polskiej wśród ludności katolickiej mieszkającej na pograniczu
białorusko-litewskim" (Eberhard 1992/93, s. 549; zob. też ogólne informacje
o sytuacji ludności Polskiej na Białorusi; zdaniem autora, była ona naj­
bardziej tragiczna w porównaniu z położeniem Polaków w innych re­
publikach ZSRR; s. 552).
Kilkadziesiąt lat rusyfikacji sprawiło, że w jakimś stopniu ulegli jej
nawet ci, którzy nigdy nie wyrzekli się polskości (proces ten objął także
inne narodowości mieszkające na terenach b. ZSRR). Kobieta w średnim
wieku, spotkana w autobusie, powiedziała o tym ze smutkiem: „Jakie
my Poljaki... orusiwszijesja Poljaki..." Nieco ironicznie zabrzmiała nato­
miast wypowiedź ok. 50-letniego mężczyzny, który powiedział, że w Bie­
niakoniach mieszkają Polacy „z ruskim ukłonem". Z pewnością opinii
tej nie można odnieść do znacznej części mieszkańców wioski. Znamienne
jest natomiast to, że informacje w pewnym stopniu kwestionujące polskość
miejscowej ludności, negatywnie określające Polaków lub potwierdzające
istnienie kategorii ludzi „tutejszych" otrzymywałam wówczas, gdy - „nie
uzbrojona" w magnetofon, długopis i notes - rozmawiałam z osobami
spotkanymi na ulicy, na progu domu, w autobusie. Nie znaczy to oczy­
wiście, że wywiady z umówionymi na spotkanie informatorami zawierają
nieprawdziwe dane. Ważne jest tylko to, że ludzie zaskoczeni rozmową
nierzadko spontanicznie, otwarcie wypowiadają opinie, których być może
nigdy by nie powiedzieli mając świadomość, że rozmawiają z badaczem.
Nie jest natomiast prawdą to, co pisze G. Hlebowicz, jakoby „żyjący tu

102

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ
25

[na Białorusi] Polacy zatracili poczucie polskiej świadomości narodowej" .
Nie potwierdzają tego m.in. przeprowadzone przeze mnie badania (por. też
wyniki badań P. Eberhardta na temat kształtowania się świadomości
narodowej Polaków na Białorusi; Eberhardt 1992/93).

W prezentowanym tu szkicu na przykładzie badań przeprowadzonych
wśród mieszkańców jednej z wiosek leżących na pograniczu białorusko-litewskim ukazałam pewne zjawiska, będące efektem rozpadu b. ZSRR
i utworzenia samodzielnych państw (Litwy i Białorusi), bezpośrednio zaś
- wynikiem przeprowadzenia granicy państwowej między tymi dwoma były­
mi republikami radzieckimi. Istotna była dla mnie także reakcja na po­
wstanie samej granicy i sposób jej funkcjonowania w świadomości miejsco­
wej ludności, postrzegania tego, co znajduje się po „naszej stronie granicy"
i poza nią. Nie mniej ciekawym problemem, zasługującym na odrębny szkic
oparty również przede wszystkim na wynikach przeprowadzonych badań
terenowych, jest funkcjonowanie granicy polsko-białoruskiej w świadomości
mieszkańców dzisiejszej Białorusi m.in. po przyłączeniu do ZSRR części jej
terenów należących w okresie międzywojennym do Polski, sposób widzenia
Polski współcześnie i np. w okresie przedwojennym, gdy dla wielu mieszkań­
ców dzisiejszej Białorusi była ona ojczyzną. Zagadnienia te będą jeszcze
przedmiotem szczegółowych opracowań.
Jak wiadomo, poza granicami państwowymi i rozmaitymi podziałami
administracyjnymi, przebiegającymi przez terytorium poszczególnych
państw, istnieją również granice umowne, nie pokrywające się z wyznaczo­
nymi odgórnie podziałami. Przykład takiej granicy znajdujemy na terenie
Puszczy Nalibockiej, gdzie prowadzone są obecnie badania etnograficzne.
Można tu m.in. wyznaczyć granicę między wsiami zamieszkałymi przez
ludność katolicką i prawosławną. Szczególną rolę w obserwowanych tu do
dziś podziałach pełni Niemen. Rzeka ta nie tylko w sposób naturalny
rozdziela terytorium, przez które przepływa na dwie części: prawo- i lewo­
brzeżną, lecz jednocześnie stanowi oś podziału na „swoich" i „obcych",
„nas" i „ich". Oddziela ona ludność osiadłą w Puszczy Nalibockiej od tych,
którzy mieszkają za Niemnem. Obie grupy określają się nawzajem mianem
„zaniemońców" i przypisują rozmaite cechy, które świadczą o funkcjonowa­
niu określonych stereotypów . Do szczególnie interesujących obszarów, na
których prowadzone są obecnie badania należą Rubieżewicze. Jest to nie
tylko jedna z wielu miejscowości na Białorusi, przez które dziś jeszcze
- aczkolwiek nie tak wyraźnie jak to miało miejsce przed wojną - przebiega
26

Hlebowicz, Szkolnictwo polskie na Białorusi, mpis, s. 1.
Por. też artykuł D . Demskiego w bieżącym numerze „Etnografii Polskiej".

J PO CO ТА GRANICA?"

103

granica między osadami zamieszkałymi w większości przez ludność katolic­
ką i prawosławną. W wyniku ustanowienia granic państwowych po I wojnie
światowej znalazły się one na pograniczu polsko-radzieckim (po stronie
polskiej), a zarazem na granicy między tzw. Zachodnią i Wschodnią Biało­
rusią. Wstępne badania przeprowadzone w samych Rubieżewiczach, a także
w 6 okolicznych (byłych) zaściankach szlacheckich, przyniosły ciekawy
materiał ukazujący m.in. funkcjonowanie granicy i sposób postrzegania
zasadniczych różnic cechujących np. warunki życia ludności mieszkającej po
obu jej stronach. Kwestia rozmaicie rozumianych i doświadczanych granic
rysuje się też niezwykle wyraźnie w gromadzonych obecnie przeze mnie
wypowiedziach repatriantów z terenu Puszczy Nalibockiej, ukazujących
proces ich adaptacji do nowej ojczyzny (polskie Ziemie Zachodnie, USA,
Kanada i in.) gdzie zamieszkali po wojnie. Wyniki prowadzonych badań
będą tematem szczegółowego opracowania i zostaną przedstawione w jed­
nym z kolejnych numerów „Etnografii Polskiej".
LITERATURA
C i e s i e l s k i S., F r a s Z., K a w a l e c K . , K u l a k T .
1992
Naród i narodowość polska lat 1795-1945 w badaniach historycznych, [w:] Polska
— Polacy — Mniejszości narodowe, Wrocław, s. 7-29.
D z w o n k o w s k i R., S A C
1992
Stan badań nad historią Kościoła i życiem religijnym katolików obrządku łaciń­
skiego w ZSRR (1917-1990), [w:] Mniejszości polskie i Polonia w ZSRR,
H . Kubiak i in. (red.), Wrocław, s. 103-118.
E b e r h a r d t P.
1992/93 Przemiany narodowościowe na Białorusi w XX wieku, „Przegląd Wschodni", t. 2,
z. 3 (7), s. 527-556.
G r e k - P a b i s o w a I . , M a r y n i a k o w a I.
1992
Współczesne gwary polskie na Litwie i Białorusi, [w:] Mniejszości polskie i Polonia
w ZSRR, H . Kubiak i in.(red.), s. 149-152.
H l e b o w i c z A.
1993
Kościół odrodzony. Katolicyzm w państwie sowieckim 1944-1992, Gdańsk.
Iwanow M.
1992
Stan i potrzeby badań nad polską mniejszością narodową w Związku Radzieckim,
[w:] Mniejszości polskie i Polonia w ZSRR, H . Kubiak i in. (red.), Wrocław,
s. 35-43.
Jurkiewicz J.
1992
Mniejszość białoruska w polskiej myśli politycznej na Wileńszczyźnie 1921-1939,
[w:] Polska - Polacy - Mniejszości narodowe, Wrocław, s. 233-254.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1992/93 Polacy na Białorusi. Relacja z badań etnologicznych nad współczesnym procesem
kształtowania
się świadomości etnicznej, „Przegląd Wschodni", t. 2, z. 3(7),
s. 681-4595.
1994
Odbudowa kościoła i zmiany w funkcjonowaniu społeczności lokalnej. Przykład
Bieniakoń, „Literatura Ludowa" nr 4—5.
K a c z a n P.
1927
Religijne położenie Białorusinów-katolików
w Polsce, „Natio", nr 7-8, s. 54-70.

104

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

K o p r u k o w n i a k A.
1992
Zmiany programowe w polskojęzycznych
szkołach na Litwie, [w:] Mniejszości
polskie i Polonia w ZSRR, H . Kubiak i in. (red.), Wrocław, s. 165-180.
K o s m a n M.
1979
Historia Białorusi, Wrocław.
Kubiak H.
1992
Polacy i Polonia w ZSRR: kwestie terminologiczne, periodyzacja, rozmieszczenie
przestrzenne, szacunki ilościowe, [w:] Mniejszości polskie i Polonia w ZSRR,
s. 17-33.
K u r z o w a Z.
1992
Język polski na kresach wschodnich po II wojnie światowej, [w:] Mniejszości polskie
i Polonia w ZSRR, H . Kubiak i in. (red.), Wrocław, s. 127-132.
K u ś m i e r z J.
1991
Między „Wschodem" a „Zachodem". Stosunki etniczne na Wileńszczyźnie w wy­
powiedziach jej mieszkańców, „Przegląd Wschodni", t. 1, z. 3, s. 505-525.
Lisiak J., S A C
1993
Z dziejów parafii w Bieniakoniach, „Posyłam Was", nr 9-10, s. 14.
Ljaukou E.A.
1992
Mauklivyja svedki minuuščyny, Minsk.
L o s s o w s k i P.
1992
Mniejszość polska na Litwie, „Sprawy Międzynarodowe", nr 7-12, 1992, s. 69-88.
N o w i c k i W.
1993
Żywe echa, Komorów.
S a d o w s k i A.
1994
Białoruś — Odrodzenie narodowe — przejawy nacjonalizmu, [w:] Nacjonalizm. Kon­
flikty narodowościowe w Europie Środkowej i Wschodniej, Toruń, s. 226-235.
Szayna T.S.
1993
Ethnic Poles in Lithuania and Belarus: Current Situation and Migration Potential,
praca wydana przez European-American Center for Policy Analysis, Santa Monica.
Waldenberg M.
1992
Kwestie narodowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzieje. Idee, Warszawa.
Za wschodnią granicą
1993
Za wschodnią granicą 1917-1993. O Polakach i Kościele w dawnym ZSRR z Ro­
manem Dzwonkowskim SAC rozmawia Jan Pałyga SAC, Warszawa.
Z i e l i ń s k a A.
1993
Prestiż i funkcje języka polskiego w okolicach Baranowicz na Białorusi, „Etno­
grafia Polska", t. 37, z. 2, s. 19-28.

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ
"IS T H E F R O N T I E R R E A L L Y N E C E S S A R Y ? "
Summary
In 1991-1992 a state frontier appeare dividing two newly established independent repub­
lics, Lithuania and Byelorussia, both formerly belonging to the USSR. The frontier went
across the territory of the historical region of Wilno and its appearance became a remarkable
event in the lives of people living close to it. The author studies the attitudes of the inhabitants
of the village Bieniakonie (now Byelorussia).
At the sight of barbed wire, sentry boxes and barriers appearing in the hitherto familiar
landscape the villagers became confused and astonished. To go to nearby Lithuania (as they

, J PO CO TA GRANICA?

105

always used before) they must now undergo customs and pass control. That is why their
first reaction was the question: "What is this frontier for"? Soon they realized that the
establishment of two separate states together with the general transformations of the system
was followed by many changes, not known before. Inequality in economic standard between
Byelorussia and Lithuania is increasing, Lithuania's development is much quicker, but un­
employment appeared in the city of Wilno. That is where about 80% of the inhabitants
of Bieniakonie used to find employment. Nowadays many of them have already lost their
jobs, the others are afraid that the same can happen to them in the nearest future. Since
most of the villagers in Bieniakonie are of Polish nationality, the sacks are commonly
attributed to the Lithuanian anti-Polish chauvinism. Let's notice, that the villagers of Byelo­
russian nationality maintain that these are the Byelorussians who are deprived of employment
in the first place.
The Polish inhabitants of Bieniakonie are worried and upset by the situation of Polish
minority in Lithuania. They accuse the Lithuanians of chauvinism and hostility towards Poles,
of discrimination of Polish language and culture (in church, for example). Polish national
historical symbols, numerous on those areas are being removed and replaced by Lithuanian
ones. The relations between the Poles and the Byelorussians are a little better, but there, too,
Polish language is replaced by Byelorussian in God's service. People could agree for Byelorus­
sian in church but only along with Polish, not instead. In eastern Byelorusia where the Polish
minority is not so numerous it would be quite reasonable, but where a considerable part of
population is Polish, introducing Byelorussian to church leads to unnecessary conflicts and
destabilization of ethnic relations. Polish in church is the more important as Roman Catholic
church has always been associated with Polish national identity on those multi-etnic areas.
Catholicism is a symbol of national tradition. Popular stereotypes associate the Russians,
Ukrainians and Byelorussians with Russian orthodox faith, although some people of those
nationalities attend Catholic churches as well.
The author expresses her opinion concerning conditions of preserving national identity of
the Polish minorities in Byelorussia and Lithuania. It seems indispensable to leave Polish as the
language of liturgy in churches attended by the Poles. They should also have every possibility
to acquire education in their native language, both in Byelorussia and Lithuania. That is the
problem of the future of the Polish minorities in those countries - they will be able to preserve
their identity and sense of community only if they are able to communicate in their own
language, the more that Russian is being replaced by obligatory official languages: Lithuanian
and Byelorussian respectively.
Studying local community problems in Bieniakonie the author concentrated on the revival
of religious lifё there. The village Catholic church had been closed in the sixties by communist
authorities and used as a timber store. Now the people in Bieniakonie have their church again.
Owing to regaining the church Bieniakonie became a parish village and centre for religious life
for the surrounding villages. They do not have to go a long way to other churches in Wilno
(about 50 km away) or nearer, to Soleczniki as they used to before. In both cases they would
have to cross the Lithuanian frontier now. All the same those churches in nearby Lithuania
remain in family traditions since most of the baptisms and weddings took place there when
religion was persecuted in the USSR.
In the next part of the study the author presents the problems of national self-identity of
the inhabitants of Bieniakonie. Most of them define themselves as Polish, referring to their
Polish ancestors, Polish roots and Catholic traditions of their families. Some of them, however,
pointed out that there were also many people of Polish origin already russified (the local term
defines them: "the Poles with Russian inclination"). There is also a group of younger people
who define their self-identity as "local people", "people from Bieniakonie" not referring to
a particular nationality at all.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

Pasterze mongolscy mówią:
„Zima nie jest czasem gier, bo wtedy tarbagany śpią"
Kiedy natomiast powinno się grać i dlaczego?
Jakie znaczenie mają poszczególne gry
w określonym kontekście czasowo-sytuacyjnym?
Czym były dla Mongołów „trzy gry mężów"
(zapasy, łucznictwo, wyścigi koni)?
Odpowiedzi na te i wiele innych frapujących
pytań znajdą Państwo w książce
IWONY KABZIŃSKIEJ-STAWARZ
GAMES OF MONGOLIAN SHEPHERDS
będącej pierwszą w literaturze analizą zagadnienia roli gier
kulturze mongolskiej, bogato dokumentowanej materiałem terenowym
Biblioteka Etnografii Polskiej nr 45
Letter Quality, Warszawa 1991

Cytat

Kabzińska-Stawarz, Iwona, “"I po co ta granica?" / ETNOGRAFIA POLSKA 1994 t.38,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/8406.

Formaty wyjściowe