Organizacja ekspedycji badawczej na kontynencie afrykańskim u progu XX wieku na podstawie relacji Jana Czekanowskiego / LUD 1996 t.80

Dublin Core

Tytuł

Organizacja ekspedycji badawczej na kontynencie afrykańskim u progu XX wieku na podstawie relacji Jana Czekanowskiego / LUD 1996 t.80

Temat

podróże - opisy i relacje
Czekanowski, Jan (1882-1965)
Afryka - ekspedycje badawcze

Opis

LUD 1996 t.80, s.237-246

Twórca

Bar, Joanna

Wydawca

Polskie Towarzystwo Ludoznawcze

Data

1996

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2172

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2019

PDF Text

Text

Lud, t. SO, 1996

10\:\]\;\

HAR

111';\\tut Ltlloiogii
Illillers: kt Jagićliol1ski
f.:rahl\\

ORGANIZACJA
AFRYKAŃSKIM

EKSPEDYCJI
BADAWCZEJ
NA KONTYNENCIE
lJ PROGU XX WIEKU NA PODSTAWIE
RELACJI
JANA CZEKANOWSKlEGO

"Doczekawszy
się tylnej straży, która prowadziła
ostatnich
maruderów,
zaczttliśmy się przygotowywać
do uroczystego wkroczenia do pierwszej kongoaliskiej stacji na szlaku mojcj karawany, (",) Żołnierze powkładali
trzewiki,
przedmiot dumy i szyku, zwłaszcza, że kongoańskafórce
publique ila najwiękSZ) ch paradach
występowala
boso, (".) Nareszcie ruszyliśmy w następującym
porządku. Na czele szedł tragarz niosący meklemburską
flagę na bambusowym
c1rzc\\cu. (".) Przy sztandarze
szedł kirongozi (przewodnik
karawany)
oraz
przewodnik od Bajtalamy. Za nimi szedłem ja, a dalej moja osobista służba.
Abd Allach, hierarchicznic
naj starszy, niósł mój karabin i połatany parasol,
obok niego kroczył Simba, niosąc aparat fotograficzny.
Za nimi Djuma
prowadził oślicę. (".) Za oślicą szedł Pendakula, prowadzący kolumnę tragarzy;
lamykal ją żolnierz, pclniąey tylną straż. (".) Nie mieliśmy
orkiestry,
ale
\Iurzyni. nic mogący się obejść bez bębna, poradzili sobie, waląc rytmicznie
\\ niesionc kufry blaszanc i drcwniane
skrzynie, a od czasu do czasu wykrzykując rytmicznie: Sat:,ri na muaka uuu"." (Czekanowski,
1958, s. 66 - 67).
U progu naszcgo stulecia wyścig mocarstw europejskich
do serca Afryki
tropikalnej był już niemal zakOllczony. Nie dysponując dzisiejszymi
środkami
technicznymi
kolonizatorzy
i eksploratorzy
europejscy
posiadali
jednak
pem ażny zasób in formacj i o ludach Czarnego Kontynentu
i panujących
tam
realiach. Wyprawy badawcze korzystały z doświadczeń
XIX-wiecznych
eksped)cji militarnych i podróżniczych
oraz z raportów wojskowych
i misyjnych.
"\ic dziwnego, że przcdsięwzięcie
przygotowywane
przez niemiccki
zespół
interdyscyplinarny.
nosiło znamiona głęboko przcmyślancj
kampanii eksplorac)jncj. korzystającej ze zdobyczy nauki i techniki epoki "pary i elektryczności".
Wkraczano na obszary Afryki przYIl(~jmniej częściowo spacyfikowanej
i przyzwyczajonej do władzy Europejczyków.
Schemat poniżej opisanej wyprawy
baclcl\\czej mówi nam nic tylko o ówczesnych
realiach kulturowych
Afryki
tropikalnej. alc także o postawach i stylu cIziałaniajej ówczesnych badaczy.
7organizO\vana w 1907 roku przez Adołfa Fryderyka, księcia Meklemburgii,
ekspedycja miala na celu systematyczne
zbadanie północno-zachodniego
kąta
posiadlości niemieckich
\v Afrycc Wschodniej,
środkowoafrykallskich
rowów

238
pomiędzy jeziorami
Kiwu i Alberta oraz północno-wschodnich
obszarów granicznych pallstwa Kongo. Wśród członków ekspedycji znahll.ł siC;także Polak.
Jan Czekanowski,
antropolog i etnograf wyprawy, zamieści! wyniki 5\\)CI1
badal1 w pięciotomowym
dziele Forschungen
illl Nil-f.:ong,o-/.lI'isc/iengehiel.
będącym
integralną
częścią
zbioru
"Wissenschat'tlichc
":rgebnisse
dcl'
Deutschen
Zentral-Afrika-Expedition
1907-1908",
w założeniu
organizatora
ekspedycji,
złożonego z prac pozostałych
czlonków-badaczy:
lopografa. gćologa, meteorologa, botanika i zoologa.
Publikacja
Czekanowskiego,
na którą złożyły się oslaleczn ic dwa 101ll).
zawierające materiały etnograficzne, jeden tom antropologiczny
oraz dwa 101ll)
z materiałem ilustracyjnym
- fotografiami,
zebrała dorobek badal] ctnograficzno-antropologicznych,
przeprowadzonych
w latach 1907-1 <)0<) na poludniowych kresach dorzecza Nilu, w dorzeczach
Uele i lturi oraz na obszarach
M iędzyjezierza
A frykaIlskiego.
Dzieło to, wydane po n icm iccku, n ie zostało
nigdy przetłumaczone
na język polski, jego treść nie jest wiyc znana polskielllu
czytelnikowi.
Zagadnienia
dotyczące badaIl afrykal]skich
ukazywały się raczej
wybiórczo w polskich czasopismach
naukowych, jednak najbardziej popularll(~
pracą, obrazującą
pobyt Jana Czekanowskiego
w A Ii'yce jest ksiyżka W gląh
lasów Arwvimi. Dziennik WYP}'(lłI~V do Afiyki ,";rodko11'ej.
Praca ta miała stanowić jedynie"
część całości "Dziennika
\'vypra\\)'".
W zamierzeniu
wydawcy z 1937 roku, trzytomowego.
Jednak/c jedyny egzclllplarz tomu pierwszego,
zabezpieczony
w Archiwum
Minislerstwa
Wyznali
Religijnych i Oświecenia Publicznego, uległ wraz z całym zbiorcm zniszczeniu
podczas Powstania Warszawskiego,
zaś trzeci tom nic powstal nigdy.
Tak więc, chcąc gruntownie
poznać afrykallski dorobek naukowy Czekanowskiego, jak również poznać warunki, w jakich te badania były przcprowadzone, wnikliwy badacz musi skorzystać z samego źródla. lo jest. sięgnąć do
zakurzonych, zapomnianych
dziś tomów Forschungen..
I
W poniższym
artykule
chciałabym,
na podstawic
wspomniel]
Czekanowskiego,
poruszyć ciekawą problematykę
organizacj i pracy badawczcj na
kontynencie
afrykańskim
na przełomie wieków. Mniej zajmując si<; techniką
badal1 naukowych,
postaram się przybliżyć problcmy, zwi,vanc ze zorganizowan iem wyprawy, zapewnieniem jej zaopatrzcn ia i bezpicczdlSI \Va. Odpo\\iedź
na te pytan ia można znaleźć w pewnym stopn iLI wc wspomn iancj prac) H: g/ąh
lasów Aruwimi .... Podejmuje ona jednak głównie temat rcalil')\'v życia codzielJnego oraz bezpośrednich
obserwacji przemierzanych
obszarów. :tgodnic I.rcsztą
z zamierzeniem
autora, który zagadnienia, związanc z sam,\ organizacją \\yprawy, umieścił w zniszczonym
w czasie wojny pierwszym
tomie .,DzicIIlJi"a'"
Tarnże, w jednym z rozdziałów, zostały zamicszczone
szc/cgóly, zazlJallliającc
z organizacją ckspedycji, jej wyposażeniem
i technikami podrM). odhy\vilj,!CCj
I Wyjątki z Forscl1ungen. .. , dotyczące organizacji ekspedycji. h) l) proL'IIIO\\:IIIL' "rio
.I. Talko-Hryncewicza
IV .,Rozprawach Wydziału Malelllatyc/no-I'rr,
rodnioL't!0 f\ l,". l () I II

239
się \\l:dług słów autora 'cjeszcze po dawnemu, pieszo, karawaną, przy pomocy
tragarzy. niosących sprz~t obozowy i zapasy, pod eskortą wojskową, w strefie
jeszcze nic calkowicie opanowanej
przez europejskie
pat'Jstwa kolonialne,
i co
bdo
dla nas
Il(ljważniejszc:
systematycznie,
naukowo
nie
badanej"
(Czl:kanowski. 1958, s. 16).
Zagadnienia
te zostały również przedstawione
w rozdziale
pierwszym
11\.111111 Forschllłl,l!.e!l. ... zatytułowanym
"Relacja z podróży" i właśnie stąd mam
Illożliwość ich zaprezentowania.
I maja 1907 roku Jan Czekanowski opuścił Berlin, by przyłączyć się do ekspedycji wyrusz.ająccj z capolu, najkrótszą drogą morską przez Suez i Aden,
ck) \1olllbassy.
Poza księeiem Adolfem Fryderykiem,
który kierował całym
przedsięwzięciem,
w ekspedycji uczestniczyli:
- L F. Kirsehstei z Muzeum Geologicznego w berlinie jako geolog,
- dr .J. ry1 idraed z Muzeum Botan icznego w Dah lem jako botan ik,
- dr H. Schubotz z Instytutu Zoologicznego
Uniwersytetu
Berłillskiego jako
zuolog.
- kpI. dr M . Weiss jako topogra f.
- dr W. von Raven z Instytutu Chorób Zakaźnych w Berlinie jako lekarz
bakteriolog.
- Pl)!".
W. von Wiese und Kaiserswaldau
z 7 kompanii
iemieckiej Wsehodnioafrykallskicj
Armii Kolonialnej wraz z podległym mu sierżantem Czeczatką
i tlddzialem 125 a<.,karich (żołnierzy armii kolonialnej) jako przewodnik, oraz
- F. \Acidelllann. marszalek księcia jako intendent.
Stamtąd członkowie
ekspedycji
udali się koleją ugandyjską
do Kisumu.
leżącego nad jeziorem
Wiktorii, i dalej, angielskim
parowcem,
do Bukoby.
I teg,) miejsca \\Iaśnie
wyruszały
wówczas
właściwe
ekspedycje
w głąb
kont) nentu. gdyż byl to ostatni punkt, do którego można było dotrzec za
ponwcą zorganizO\\anych
środków komunikacji.
Tam też została zestawiona
Karawana. z którą wyruszyi Czekanowski.
I notatek polskiego uczonego wynika, że znaczącą rolę w tamtym rejonie
.\ ,'r) ki odgry\\a Iy .1 glówne arterie komun ikacyj ne: trasa rzeki N iI (połączona
l 1/.\\. tras;! nubijsk'I).
rzeki Kongo oraz tzw. droga zanzibarska, łącząca Ocean
Indyjski Ie wspomnianymi
rzckami.
Droga zanzibarska rozpoczynała
się w Bagamoyo i dzieliła się w Taborze,
kt1lltynenlalnym centrum handlu arabskiego, na dwie gałęzie: trasę prowadzącą
do L:djidji nadjczinrcm
Tanganika i dalcj, do rzeki Kongo oraz trasę północną,
prt1\\ad/'1cą \\ kierunkujcziora
Wiktorii i do dorzecza Nilu.
'\) iC/ależn ie od wyżej wspomn ianych, podróżowano
czasem mn iej uczęszClan) III i drogami l'ldcmyllli, prowadzącymi
do Bunyoro i Bugandy. UkoIlczenie budowy kolei ugandyjskie.i. która połączyła jezioro Wiktorii 7. Oceanem
Ind:-.iskilll. sprawiło. że stala się ona spadkobierczynią
drogi zanzibarskiej.

240

Spodziewano
się w tamtych latach również rychłego uKollczenia budo\\y
niemieckiej kolei wschodnioafrykallskiej.
W ciągu XIX wieku wyżej wspomniane historyezne trasy zostaly przetane
przez zdobywców, wdzierających
się w głąb afrykallsKiego lądu. Droge; zanzibarską przecierali Arabowie, Nil - Egipcjan ie, Kongo - Eurol1ejczycy. Po \\)budowaniu kolei ugandyjskiej w głąb kontynentu zaczc,;li napływać gló\\Ilie
Hindusi.
Drogi te, choć przede wszystkim handlowe, wiodły w głąb kontynentu także
jego badaczy. Schweinfruth
badał trasę nubijską, Speke podróżo\\<ll trasą
zanzibarską i N ilem, Junker trasą nubijską i zanzibarskcl, Stan Icy zaczynal s\\ ą
podróż również wzdłuż trasy zanzibarskiej.
Ten ostatni boleśnie odczul jaj,;
ciężko jest podróżować w Afryce poza szlakami handlowymi, doś\viadczająe
zdziesiątkowania
swej karawany w dżunglach dopływów rzeKi Kongo.
Obszar interesujący nas ze względu na podróż Czckano\vsJ,; iego. leżąC)
pomiędzy Nilem i Kongo, stykał się jedynie z omóvvionymi powyżej glównymi
arteriami komunikacyjnymi.
Tu, w czasach Czekanowskiego,
poruszano sic
glówn ie czterema, poniżej pokrótce zaprezentowanym i. trasam i.
Szlak Nil - Kongo o długości 60 dni podróżnych rozpoczynal sic,;w l3umba
nad Kongo i prowadził do Redjaf nad Nilem, wYKorzystujclc po drodze rzeJ,;ę
Uele, po której można było płynąć łodzią wiosłow,), oraz Itimbiri z KlI1'sujqC)J1]
po niej małym parostatkiem. Istniały już wówczas taKże :2 odcinki teoretycznie
przystosowane
do podróży samochodem,
jednakże. jaK pisal CzeKaIlll\\sKi.
jedyne dwa samochody, które zawleczono na odcinek drogi samochodo\\cj
pomiędzy Redjaf i N iangara, rozbiły się.
Szlak lturi pomiędzy rzeką Kongo i Wielkimi Jeziorami
liczyl 55 dni
marszu, prowadził od Staneyville do Mahagi nad jeziorem Alberta. Trasa ta
wykorzystywała do przewozu towarów jeziora Tanganika, Kiwu i Edwarda. \a
tych dwóch ostatnich jeziorach kursowały już wówczas łodzic stalo\\c. Którymi
po głębokim Kiwu przemieszczano
się przy pomocy żagli i wiose!. Po plytkim
jeziorze Edwarda były one przepychane żerdziam i.
Szlak Nilu, pomiędzy jeziorem Wiktorii i GoncIoKoro. byl w(')\\uas illlCI1sywnie unowocześniany,
przy czym komunikacja
ląclO'\a (do Il)Ol) wKu nic
wybudowano jeszcze potrzebnych
mostów) miałą być u/.upelniana polączcniami wodnymi.
Wszystkie te trasy były bądź arteriami komuniKacyjnymi,
sluż'lcyllli jedynie
ekspedycji
kauczuku
i kości słoniowej
znad Kongo oraz laopatry\\aniu
posterunków wojskowych, bądź trasa m i stricte m iIitarnym i, bron iącYIll i gran ie
pallstwa Kongo (trasa Wielkich Jezior) i zapobiegajclcYllli przclllyto\\i Ko;el
słoniowej i kauczuku.
Ruanda, od której polski podróżnik zaczynał S\vojc badania, leżala \\(')\\czas
w odosobnieniu
i na uboczu omawianych
tutaj tras . .Jcj drot!i pO:lOsta\\ah
wciąż prostymi ścieżkami tubylców, nic doróvvnujcleymi \\y/ej 0111(')\\ lonym

241
szlakom, posiadającym
zajazdy, zdolne zaopatrywać
podróżnych.
Z rzadka
jedynie odwiedzane
przez karawany,
były jednak bezpieczne
i - jak pisał
Czekanowski - można tu było zdobyć zaopatrzenie
dla 2 tuzinów ludzi oraz
lodzie do ewentualnej przeprawy rzeką.
Przed wyruszeniem
z Bukoby każdy z uczestników
ekspedycji otrzymał do
\vlasnej dyspozycj i 25 - 40 tragarzy, 3 służących
i 2 - 3 askarich,
którzy
t\\orzyli staly personel każdej kolumny. Wyprawa miała bowiem zostać rozbita
na male karawany·kolumny, przydzielone
poszczególnym
badaczom. Zorganizo\\anie niewielkich
kolumn, które w razie potrzeby mogły się rozdzielać,
uniezależniało
poszczególnych
członków ekspedycji oraz ułatwiało im prowadzenic bada!'] specjalistycznych
i zaopatrzenie w słabo zaludnionych
okolicach.
:-vlialo to szczególne znaczenie dla Czekanowskiego,
który jako antropolog był
zainteresowany
w spędzeniu jak najdłuższego
czasu w gęściej zaludnionych
częściach odwiedzanych
okolic. Pozostali członkowie ekspedycji natomiast, ze
względu na charakter swoich prac badawczych,
starali się trzymać obszarów
bezi udnych.
Poza tymi malymi karawanami,
poruszającymi
się pod opieką podoficerów,
istniala osobna kolumna rezerwowa, która je zaopatrywała.
Dzięki zorganizo\\aniu na trasie ekspedycji
6 magazynów,
zasilających
kolumnę rezerwową,
Illożna bylo zredukować jej wielkość do 150 obciążonych tragarzy. Mimo tego,
ogólna liczba tragarzy ekspedycji wynosiła 500 osób. Magazyny te, zorganizo\\ane przez przewodnika ekspedycji, jeszcze przed jej przybyciem z Europy,
Zil\\ierały głównie prowiant dla czarnego personelu, a w czasie marszu ekspedycji slużyły jako bazy operacyjne,
stanowiska poczty polowej i punkty etapl)\\e. W nich także gromadzono później zbiory, wysyłane dalej wraz z powracającymi tragarzami do Bukoby i Entebbe.
DziC;ki takiej właśnie organizacj i, zebrany przez badaczy materiał naukowy
Ill,Sgl być oddzielony od malych kolumn i nie powiększał niezbędnego bagażu .
.lak pisal Czekanowski,
doświadczenie
wcześniejszych
podróżników
uczyło,
że \\ Afryce Środkowej najszybciej porusza się małymi kolumnami; trudności,
z\viązane z przemieszczaniem
się wielkiej masy ludzi, zmuszają duże ekspedycje do trzymania siC;określonych tras. Było to tym bardziej istotne, że uczony
zamierzal prowadzić
badania na terenie leżącej poza głównymi
szlakami
kOlllunikacyjnymi
Ruandy oraz na bezludnych
terenach lasów dziewiczych
Niezależnego
Pclllstwa Kongo, jedynie częściowo
wykorzystując
omawiane
powyżej trasy.
Długość całej trasy, którą szczęśliwie
zdołał pokonać Czekanowski,
wyniosla ok. 7000 km. Przeciętna długość całodziennego
marszu wynosiła ok. 20~O km i rzadko granice te były przekraczane, gdyż badacz z czasem przekonał
się. że większy wysiłek dezorganizował
karawanę
i uniemożliwiał
pracę
naukową. Jedynie w dżungli, gdy zagrażał brak żywności, tragarze przebywali
codzicnnie 35 km. a nawet więcej.

(:"",j,;:

LXXIV

242

Jedynym "środkiem transportu" na omawianych obszarach byli tragar/c.
Zostawali nimi tubylcy, którzy najmowali się do tej pracy. aby otrzymać z/ola.
potrzebne
im na opłacenie
podatku. Jedyną inll(j mo/I iwośc i11 zdobyc ia
pieniędzy była dla nich praca w placówkach wojskowych. z którymi wi1lZ'1lysię
wciąż żywe wspomnienia
z okresu podboju. Dlatego le/. jak pisal C/ckanowski, na opodatkowanych
tercnach angielskiej
slrel~\ wpl)\\ (')\\ 711\\ S7C
można było znaleźć ludzi chętnych do pracy.
Podobnie wyglądała sytuacja w pal1stwie Kongo. kt<'m:go mieszka(1c) mieli
obowiązek odpracowywania
40 godzin miesięcznie
\V
zamian I.a r/ekoll1a
opiekę ze strony pallstwa. Godziny te mo/na bylo odpracowywać
poprzel
dostarczanie żywności dla posterunków wojskowych i podnJ/uj'lcych
urz<;dników, przez zbieranie kauczuku albo właśnie przez Iragarzo\\<lnie. Kaida taka
usługa była ujęta w szczegółowo
opracowane
labele. określaj1lce \\ arlość
poszczególnych
ekwiwalentów
podatkowych.
Dzid1 pracy Iragarza liczy I ~i<;
więc jako 5 godzin pracy, a powrót bez ladunku jako polo\\a lego. Pracc IC.
choć słabo, były jednak opłacane. Wynagrodzenie
placone bylo C/<;ści(1\\o
w produktach europejskich,
takich jak: materialy. ubrania. no/c. paciorki.
a częściowo w dwunastocentYll1etrowych
sztukach drutu mosi(,,'i.ncgo. uiy\\ ~Inego jako środek płatniczy. Ciekawc. 7.e chociaż pl<,tności te byly niskie.
wyczerpywały
w zupelności zapotrzebowanie
na europejski
impml. gdy i
niewielu ludziom chciało się narażać na niebezpieczcllslwa
podróży jedynie pu
to, ażeby kupić jakiś niepotrzebny często przcdmiot. / drugiej I.aś stroll).
wynajęcie tragarzy, nawet do tego zmuszonych polrzeb,j zar()bienia pieni(,,'d/y.
nie uwalniało
podróżników
od wielu trosk. związanych
z mentalności,\
tubylców. Swoją pracę traktowali zawsze jako pa (lSZC/) In<; C/ckano\\ ~kl
wspomina. że wciąż trzeba było na nich czekać i pop<;dzać. prl) c/ym upr/cjmc
traktowanie nic zmieniało wiele sytuacji.
Podróżnik zaobserwował, że nawet transporty rZ'ldO\\e docierai) na micjscl'
z ponad miesięcznym nieraz opóźn ien iem. a na p lacó\\kae h e/<,:sl() [nako\\ ,til)
najpotrzebniejszych
artykułów, jak sól i cukier. Tragarze pomucniuy.
\\)n~ljecl
dodatkowo na trasie, nie przekraczali
natomiasl nigdy granic I.n'\I1) ch im
obszarów. Bali się bowiem ludożerców z dżungli. lak bard/o (chociai sami
prawdopodobnie
nie pogardzali ludzkim mi~sem), że na\\el idąca I kar,l\\aną
żołnierska eskol1a nie potrafiła ich przekonać do po\\c;dnm<lnia dak.i. liii dt)
ostatn iej znanej im stacj i wojskowej.
Najlepiej więc, jak pisal Czekanowski. znając te problemy. bylo n;1 pou~llkLl
wyprawy nająć tragarzy tzw. kontraktowych.
Później dopiero. p() glc;bsz)111
rozeznaniu się w miejscowych stosunkach. można bylo zrcdukp\\ać ich lieLbl'
do minimum, zastępując taószą lokalną siłą robocz,j - \\)'kor/)sl)'\\ <ln1]\\ ly m
przypadku przez Czekanowskiego
równ ież do tlbsel"\\<lcj i a nlrOp(l logiClIl\ ch.
Dodatkowym pożytkiem było także to. że tubylcy w uasie POsll)jl'm puehywali we własnych gospodarstwach
i wy7ywienia wymagala jedynie Ireduko\\a-

243
na liczba stalego personelu.
Kolumna Czekanowskiego
wyruszyła w sile 28
luclzi. a poci koniec wyprawy jej stan wynosił 79 osób. Możliwość zaoszczędzenia liczby tragarzy
zawdziyczał
Czekanowski
wspomnianym
magazynom,
zalożonym przez ekspedycję przy trasie. W magazynach mógł zostawiać zbiory,
ekspediowane
nastypnie
do Europy
oraz uzupełnić
zaopatrzenie.
Sporo
zawdzięczal także uprzejmości
władz Konga, które zezwoliły na pobieranie
potrzebnych zapasów z magazynów pallstwowych.
Istniała jednak stała partia
laclunków. w której skład wchodził sprzęt obozowy, a więc namioty, stół,
sprzęty kuchenne. bagaż osobisty członków ekspedycji,
apteczka, amunicja,
ży\\ność osobista personelu,
pomoce naukowe:
sprzęt fotograficzny,
gips,
książki i papier. część aktualnie zgromadzonych
zbiorów, a także ał1ykuły
przeznaczune clo wymiany handlowej z krajowcami.
Jedną z najważniejszych
kwestii, związanych
z organizacją
podróży, był
\\Iaściwy wybór towarów zamiennych.
Najlepszymi
towarami tego typu bez
\\ątpienia byly tkaniny i sól. Najbardziej pożądane były niebieskie wzmacniane
tkaniny bawelniane. z których wówczas w Europie szyto popularne bluzy dla
robotników oraz bawełny biale. Natomiast popularne szklane paciorki okazały
Się bardzo
kapryśnym
towarem. ponieważ
najbardziej
podlegały
wahaniom
!llkalnej mody. Wiązaly się z tym kłopoty ze zbyciem towarów, na które, na
przyklad w Kongo. przeminyła już moda, choć wciąż były popularne w okolicach nad jeziorem Wiktorii. Szklane pasiorki i sól, dzięki swej podzielności,
b~ Iy towarem bardzo wygodnym
do niesienia i zastępowały
w kontaktach
z tubylcami drobną monetę. Materiały zaś, ze względu na fakt, że nie dzielono
ich na s/tuki mniejszc niż 2-jardowe, pełniły rolę monety srebrnej. Poza nimi
zabrano równie)' m. in. koce, koszule, pasy, czapki, kapelusze,
buty, noże,
brzytwy. żelaznc naczynia kuchenne, drut mosięzny, tabakę, fajki i mydło.
\! ie byl to wszakże pełny wybór przedmiotów,
którymi można było handlo\\ać z krajowcami.
Wiadomo było, że handlarze z Chartumu przywozili również takie przedmioty, jak krzesła, stoły, gramofony, namioty, pozytywki, zegar~. perfumy. munclury żolnierskie,
lustra, trąbki, bębny, dywany, harmonijki.
helmy tropikalne. łallcuchy, biżuterię. łóżka polowe i moskitiery. Sprowadzano
także konie, muly i osly, chociaż przywóz zwierząt związany był z dużym
I'\zykiem ze w/.glęclu na choroby je atakujące.
Artykuły
te niewątpliwie
należaly do luksusowych
i pozwolić sobie mogli na nic jedynie najbogatsi
A frykan ie. n iemn iej jednak, sądząc z faktu, że hand larze zadawal i sobie trud
ich sprowadzania. musiał istnieć w jakichś rozmiarach na nie zbyt.
Ik/pieczellstwo
tych obszarów
było utrzymywane
przcz pewną liczby
lozproszunych
posterunków
wojskowych,
będących zarazem centrami administracyj nym i, utrzymuji\cym i porządek
i ściągającymi
podatki. W Ruandzie
jednakże rezydentura cesarska została zorganozowana
już po podróży CzekaIW\\ skiego. W czasic jego pobytu istniały tam jedynie
posterunki z 20 askarimi
\I Kisscnji
i Ischangi, podległe rezydentowi w Ussumburze. Jednakże, pomimo

244
niezorganizowania
jeszcze administracji
niemicckiej.
silna wladza króla wystarczała,
by zapewnić
względne
bezpieczei1stwo
podróżuji\cym
po kraju.
W czasie pobytu Czekanowskiego
w Ruandzie została napadn ic;ta i splqdro\\ana kolumna pocztowa ekspedycji.
Wysłanie 2 askarich wystarczyło jednakże.
aby wszystko oddano, zaś winny napadu został stacony.
Dobrze wyglądała również kwestia bezpieczellstwa
na obszarach Protektc)ratu Ugandy. Czekanowski
w swej podróży mial okazję observv()vvać zan'mno
ukoi1czone forty, jak i sprawne kompanie policyjnc
i kompanie regularnych
ugandyjskich batal ionów strzeleckich.
W Kongo istniał wówczas podział pallstvv'a na wielkie okręgi - ..zony".
dzielące się na sektory, a dalej na obwody posterunkowe.
W tych ostatnich
przebywały
oddziały,
złożone
z 25 askarich
i przynajmniej
jedncgo
Europejczyka.
W centrum sektora natomiast znajdowal si~ SQ-osobowy oddzia!
dowódczy, a w punkcie centralnym okręgu - magaz.yn kompanii. W sumie \\ięc
siła wojska okręgowego dorównywała
batalionowi.
Pomimo tak skomplikowanej
organizacji,
to właśnie na terytorium Kongc)
było najbardziej niebezpiecznie,
m. in. z powodu ogronHl obszaru. nie podbitego jeszcze skutecznie
przez kolonizatorów.
W rejonach.
gdzie nie sięgal
wpływ strachu przed karną ekspedycją,
Czekanowski
mógl liczyć jedynie nR
własne szczęście. Obszar źródeł Ituri, nie dozorowany
wówczas przez żaden
posterunek
wojskowy,
był opanowany
przez poszukiwaczy
kauCl.uku znad
Uele, którzy rabowali zapasy kości słoniowej.
napadali na wsie lub:-Icó\\.
porywali kobiety i - jak pisał Czekanowski
- od czasu cia czasu kogoś zjadali
Podobnie wyglądała sytuacja na obszarach mic;dzy Irumi iMahagi.
\\;ojO\\Ilj·
czy tubylcy tolerowali
Europejczyków
tylko na szlakach komunikacyjnych.
których
opuszczanie
traktowali
jako pogwałcenie
ocl\"iecznie
lIQalon;ch
porządków.
W dorzeczu Aruwimi Czekanowski
przcd/.ieral si<; przcz obSlar:objęte rewoltą tubylców, uchylających
się od pracy na rzecz iklgtm.
Tam
z kolei uratowały go munduryaskarich,
różniące się wygh1Clcm od mundurtm
znienawidzonych
urzędników belgijskich.
Ujmując ogólnie - bezpieczellstwo
dróg na przebywanych
obszarach byk'
różne; największe
na obszarach angielskich,
najmniejsze
na obszarach spornych, bądź nie objętych jeszcze administracją
europejską.
Pamiętać jednakże należy, że tereny, z pozonl ucywilizowane
i bezpieczne.
z domami noclegowymi dla podróżnych i szosami dla samochodów.
to zalcd\\ie
ułamek ówczesnej afryk3l1skiej rzeczywistości.
Zorganizowane
przez kolonizatorów forpoczty
europejskości
tworzyły
złudne
wrażenie
be/pieczellst\\ a
jedynia dla tych, którzy nie próbowali przekraczać
ich granic. POla gl<'mn:- 1111
szlakami handlowymi wciąż egzystowały
ścieżki w dżungli. na których mO/Iw
było spotkać czaszki zagłodzonych
tubylców, Badacz, który pragnąl dotrzeć ck\
rzeczywistości,
pozbawionej
złudnego europejskiego
blichtru. mllsial zmierzyć
się z prawdziwym światem mieszkailców Czarnego Lądu.

245

W trakcie podróży, a także już podczas realizacji swej pracy naukowej,
Czekano\,\'ski mógł w znacznym stopniu wykorzystać przychylność
znających
kraj Europejczyków,
otrzymując
od nich bezinteresowną,
cenną pomoc,
'\ajwięcej zawdzięczał misjonarzom pracującym na obszarze Między jezierza,
głó\\nie zakonnikom katolickim, Oprócz serdecznej gościny, badacz zawdzięcza! 1m nawiązanie bezpośrednich
kontaktów z krajowcami,
Jak sam pisał
\\ s\\ym .. Dzienniku wyprawy" - niektórzy misjonarze osobiście interesowali
się badaniami etnograficznymi,
a znąjąc język i ciesząc się zaufaniem ludności,
byli najpcwniejszym
źródłem wiadomości
o kraju i jego mieszkaJlcach.
\\ isjonarzom vvłaśn ie zawdzięcza/między
innymi zbiór 1005 czaszek z terenów
okolic 8ukoby i z Ruandy. fonograficzny
zapis pieśni z prowincji Mulera,
pomoc \\ zestawieniu
materiałów
słownikowych,
opracowywaniu
zbiorów
etnograficznych
i antropologicznych
z terenu Ruandy, a także możliwość
na\\ iqzania bezpośredniego
kontaktu z pigmoidalnymi
Batwa,
N iCllla!ą CZyŚĆ ostatecznego
sukcesu Czekanowski
zawdzięczał
swojej
\\ lasncj postmvie i roztropnemu działaniu. Na obszarach, na których wiedza
() obcych wyprzedzała
ich przybycie, umiał zdobyć zaufanie krajowców, co
miało podstawowe
znaczenie
dla przeprowadzanych
przez niego bada11,
polączonych zazwyczaj z opatrywan iem ran i poczęstunkim
tyton iem. Nie
za\\szc jednak to wystarczało.
Czekanowski
wielokrotnie
skarżył się na
interesowność Murzynów, gdyż nieraz sukces badawczy zależał od wielkości
pOp: tu na szklanc paciorki. Na kOJlcowy sukces musiał więc zapracować
umiejętnym połączenicm
właściwego
podejścia do krajowców
z talentami
handlowymi, Kaida z tych cech z osobna była bowiem nic nie warta.
Ogrom nakładów finansowych włożonych przez organizatorów
ckspedycj i
\\ ~pra\\IlC zorganizowanie
wyprawy oraz zapewnienie
bezpieczcilst\-va jej
(z!ankom. nadto doświadczenie
i rzetelność przewodnika
i intendenta mogły
sit,' stać niewątpliwie podstawą jej sukcesów. Niemniej, własnej inicjatywie,
ocl\\adzc i I.decydowaniu
oraz szczęściu, sprzyjającym
mu na dziewiczych
szlakach, zawclzi<;czal polski badacz swój pokaźny dorobek naukowy.
".;aleiy równoClcśnie zauważyć, że każda europejska ekspedycja naukowa
,tanowi!a swoistą oka/j<; do intensywnego
kontaktu kulturowego
z ludami
Afryki tropikalnej. Z drugiej strony, badacze korzystali z doświadezell swoich
przcwodników,
komponując
specyficzną
"ofertę" clla tubylczych
tragarzy,
Czarny Kontyncnt czasów Czekanowskiego
nie był poci tym względem kultu1'(1\\0 .• dziewiczym".
Ówcześni Afrykanie oczekiwali od bialych przybyszów
konkretnej zaplaty, dokładnie już znając jej wartość.
I3IBLlOGRI\F1I\
Clekalil)\\

I I) 17
I'J'il{

ski

.I.

I-tJl'sc/llIl1gell iI/I .Yil-A.'oll."o-/lI'ischengebict.
II' gląh IlIslill' ./nl\rillli

/)::iellllik

11}f)f·G\.Y

Leipzig.
do Ajrrki

Środkml'ej.

Wroclaw.

246
Joanna Bar
ORGANIZATION or AN EXPEDITION TO AFRICA IN TIlL liWII' 20 III (1"iltRY
ON THE BASIS or AN ACCOUNT m JAN CI.I:KAN()WSKI
(Summary)
Jan Czekanowski,
a Polish anthropologist
and dhnogr;lpher
participating
in a (Ierman
expedition to East Ali'ica, publishcd the results of his field rescarch in a Ii \e-\ olnnh: stllth L'alkc!
Forschllngcn im Ni/Kongo - 7wischcngchicl.
which is ,I part of a collection
of tlie
"Wissensehartl ich e Ergebn isse der [)cutschen Zentral i\ li'ika-I':xpedit ion I ')()7-1 ')OX... ·· incllld ing
also the contributions
of the other members of the expedition.
Ie. ol' ,I topograplier. geo!ogi>l.
meteorologist.
botanist. and zoologist.
Cl.ekanowski's
account, originally published
in (jerman.
has neVL'!" been translated lilio
Polish. Only some problems related to the Afriean researeh of the scliolar \\erc occasional"
addressed in Polish academic journals. A popular book dcscrihing CZL:k<inO\\skl'S St;l\ in ..\fric,
is IV g/ąb lasów Aruwimi. Dzicnnik wvpro\l'V do. lJrl'ki .~·rodk01re/ lin the llear! nf the hlre<;t, Id
Aruvimi. A Diary of an Expedition to Central Africa I.
The present article I()euses on the conditions of org'lIli/.ing. ,I rese,IIL'1i C\pedltlnn to /\fric'l <It
the turn of the twentieth ccntlllf
including the logistic prohkllls of snpl'''.
<;eeurit\. etc.1 he
relevant data come fi'om both of the aforementioned
accollnts h\ C/ek;1I10\\ ski. l'artlclll,lr"
1'1OIr!
Chapler I ofthe first volumc ofthe Forsclwngcll. ... called ":\ Report on Ihe lonrlle\'"

Kolekcja

Cytat

Bar, Joanna, “Organizacja ekspedycji badawczej na kontynencie afrykańskim u progu XX wieku na podstawie relacji Jana Czekanowskiego / LUD 1996 t.80,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 30 czerwca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/6540.

Formaty wyjściowe