Kajety. Prywatna historia poezji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

Dublin Core

Tytuł

Kajety. Prywatna historia poezji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.16-18

Twórca

Baranowska, Małgorzata

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

1995

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2513

Format

application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2333

PDF Text

Text

Kajety. Prywatna historia poezji
Małgorzata Baranowska
30 VII 1993
Patrzenie z punktu widzenia psa zaszło już dawno do pokoju
dziecinnego. A przecież Adolf Dygasiński pisząc Asa w końcu
ubiegłego wieku był jeszcze odkrywcą. Chciał opisywać klasy
najniższe. Czy można było znaleźć na drabinie społecznej kogoś
niższego niż psa? On się po prostu znajdował poniżej tej drabiny. Do
tego jest świadkiem i nieraz krzywdzonym uczestnikiem wydarzeń,
które ludzie starają się ukryć przed opinią publiczną.
Pies naturalistyczny to zupełnie inne zwierzę niż pies alegoryczny,
który służył literaturze już dawno.
2 VIII 1993
Na najniższym stopniu, koło psa, przez całe wieki znajduje się
przykucnięte dziecko. Właściwie ani żadnej osobnej duszy, ani tym
bardziej ważności nie miało.
Kochanowski jednak wielkim krokiem wyprzedziwszy literaturę,
nadał Urszulce ważność przynależną personom. Uczcił ją Trenami,
przy okazji uczynił poetką, bo jednak bez żadnych dorosłych
przymiotów do opiewania nie mógł jej do ważności wprowadzić.
3 VIII 1993
Do ważności, czyli do literatury, do poezji. Oto fragment Muzy
Kochanowskiego:
Nie raz Troja burzona: przed Hektorem siła
Mężnych było, którym śmierć przy ojczyźnie miła,
Ale wszyscy w milczeniu wiecznym, pogrążeni,
Że poety zacnego rymy przebaczeni.
Kogo poeta przeoczy, ten ugrzęźnie w niebycie. Kochanowski
wierzył w nieśmiertelność w poezji.

* Tytuł pochodzi od redakcji. Jest to fragment publikowanego przez
autorkę cyklu Prywatna historia poezji na łamach „Twórczości",który
drukujemy za: „Twórczość" 1995, nr 11, s. 123-127

Литок.

ą

U

4 VIII 1993
Andre Malraux Przemiana bogów. Nadprzyrodzone: Egipski rzeź.
biarz wierzył, że wyzwala spod władzy czasu swojego modela,
a Vermeer - swój obraz" (tłum. Eligia Bąkowska.)
II VIII 1993
Z tymi dziećmi nie jest tak prosto. Były dzieci królowie, dzieci
wojownicy, dzieci pracownicy. Jeszcze są - najwięcej dzieci robot­
ników.
Skoro Urszulka umarła mając trzydzieści miesięcy, mogła być już
nawet poetką - prawda? Urszulka na koturnie poezji weszła do
napuszonego gatunku - do trenów.
Odwrotny, odmładzający, proces zaszedł z Baczyńskim, który
zginął mając dwadzieścia trzy lata, więc już w wieku męskim,
prawda? Ci, co zostali, starzeli się, a on nie. Matka przeżyła poetę,
więc musiał pozostać dzieckiem, niedorostkiem. Legenda Baczyńs­
kiego odmładza go.
14 VIII 1993
Udało mi się pożyczyć kajety dziecka? pensjonarki? kajety
młodzieńcze? Powiedzmy od dwunastu, trzynastu lat do jakichś
szesnastu to już młodzież chyba. Trudno się dowiedzieć. W każdym
razie zostały zapełnione w Wilnie i przyjechały pociągiem „repat­
riacyjnym" w roku 1945. Matka pani profesor Janion, bo to kajety
prof. Janion, właśnie tej wiosny (1993) na Wielkanoc w Łodzi oddala
jej, żeby wzięła te zeszyty do siebie.
15 VIII 1993
Pierwszy kajet to notes w kratkę z dziurkowanymi kartkami do
zrywania (wysokość 21,5 cm, szerokość 13 cm), z wykończonym
metalem otworem do zawieszania. Ale wyraźnie nie był wieszany, bo
wisiałby w pionie, a zapisany został w poziomie. Ponadto wyraźnie
ktoś (właścicielka) dorobił mu indeks alfabetyczny, czyli wycia)
„schodki" z literami.
Cóż, jest to lista lektur zapisana pod literą według nazwisk autorów
Każda strona w tym notesie została ułożona w tabelkę: AUTOR.
TYTUŁ, STR„ AUTOR, TYTUŁ, STR.

•MMHH
ТУТ U-r.
TYTUŁ
AUTOR
i6TR.
A •»•« *\»". *b*fi 4 •} <ДОЦ ftn*»»«jy«*fcw lUmt »' I ł wt'«
S\e*yivik* W * « J |
Y'** •*****•• "**

9. 1 W I
0-

if H H * m ^

Точу.****
9«k**A

i to*"-,
Л - ft jito*«»v
<|1M|
Щ
•Щ

76

1

ii.

bu<


Oto niektóre z książek autorów, których nazwisko zaczyna się na C.
niezbyt dużo pozycji. Na literę P byłoby 66. a tutaj tylko 49, ale i tak
weźmiemy tylko niektóre.
L. Czarska Nieznośna dziewczyna, [str.J 240
M. Cropker Tajemnicze klejnoty, 160
j O. Curwood Łowcy wilków. 200
g. Curie Maria Curie-Sklodowska. 450
X. Choiński Tiara i korona, 780
p. Chmielowski Historia literatury polskiej, 480
L. F. Celine Podróż do kresu nocy, 660
j . Conrad Nostromo, 330
C. A. Chant Cuda wszechświata.. 180
j . Czekanowski Człowiek w czasie. 270
д. Carrel Człowiek - istota nieznana. 270
R. Culder Narodziny przyszłości, 250
P. Choynowski Historia naiwna, 230
p. Choynowski Młodość, miłość awanstura.. 270
G. H. Chesterton Niedowiarstwo ks. Browna. 310
R. Czekańska-Heymanowa Maria Kalergis, 380
A. Czechow Nowele, 150
M. Choromański Zazdrość i medycyna, 315
Oczywiście i dalsze utwory Conrada: Sześć opowieści (310) Tajfun
(130). U kresu sił (190), Murzyn z załogi Narcyza (210), Lord Jim
(320). Między lądem a morzem (270), Korsarz (276), Fantazja
Mmcmra (210), W oczach Zachodu (rzadkie zjawisko w tym kajecie
-nie ma podanej liczby stron).
17 VIII 1993
Jaka szkoda, że zupełnie nie mogę się dowiedzieć, w jakich latach
ten spis został sporządzony. To normalna cecha dzieciństwa i młodo­
ści-czas wydaje się nieistotny, nieograniczony i wolno płynący. Nie
ma potrzeby wypisywać dal. Ciekawe, że potem można lego nie
pamiętać. Ale tak jest. Nie pamiętamy swego życia dzień po dniu.
W każdym razie pierwsze, środkowe i końcowe wpisy w po­
szczególnych literach różnią się pismem. Te początkowe są raczej
dziecinne.
18 VIII 1993
Może byłaby to jakaś po prostu wysepka profesorskiego dziecińst­
wa, gdyby nie fakt, że tych zanotowanych z liczbą stron książek jest
1039, tak, tysiąc trzydzieści dziewięć. I w dodatku często jakieś
większe całości nie są rozbite na poszczególne tomy, więc w tym
i Chłopi, i inne kolubryny zanotowane zostały jako jedna pozycja.
Proszę. Chłopi (pod R) - 1940 stron. Zresztą tutaj i Ziemia obiecana
-860 stron, Rok 17941-460 stron, Ave Patria - 330 stron. Krosnowa
i mat - 370 stron, Komedjantka - 485 stron. Przysięga - 190 stron,
Fermenty - 660 stron. Bunt - 200 stron. Co daje 5015 stron (pięć
tysięcy piętnaście stron) samego Reymonta.
19 VIII 1993
No i po co spytałam profesor Janion: co pamięta z Reymonta, tego
••dziecinnego" ?Twierdzi, że nic jej nie zostało. Tylko była pod takim
*'elkim jego wpływem, że napisała nowelkę. Przez całą jedną stronę
'°P z chłopem kłócili się o ziemię. A potem nastąpiło zakończenie,
które brzmiało: „I chycił go za orzydle".
Prot. Janion nie rosła więc na prozaika. Niewątpliwie jednak już
* dzieciństwie przejawiała siłę systematyczności. To się robi tak:
"kie się z mamusią do miejskiej biblioteki, zapisuje się, a potem już
№o rano pożycza się dwie książki i po południu także dwie. Bo
Przecież od zawsze tylko dwie pożyczają. W dodatku w mojej czytelni
elnicowej na siłę trzeba było wziąć np. poezję lub popularno­
naukową. A mieli taką złą poezję! Nawet jak sama już drukowałam
ersze, to nie raczyli mnie zwolnić z tej bzdury, bo by się im
^'ystyka socjalistyczna popsuła.
***' profesor każdemu by statystykę poprawiła. Jej notesik, kajet
[') tabelka jest po prostu katalogiem tamtej, nie istniejącej, biblioteki.
' 'e - trzeba dodać - zaopatrzonej.
" mojej czytelni żadnego chyba Gombrowicza nie było. W Wilnie
Joasie wojny prof. Janion czytała Ferdydurke (320 stron). Ciekawe.
i a l i nam Gojawiczyńską, jakby nie było innych pisarzy, a nie
tyscy przeczytał i do końca Dziewczęta z Nowolipek. W kajecie jest
cn

z|

W|

z

W r n a w

ł s

siedem jej książek, obok Gide'a, Celine'a, Gombrowicza, Ochorowicza, Słońskiego, Schulza, Wildea. Tych tez u mnie nie było.
Właściwie może to kajet z historii Wilna?
20 VIII 1993
I rzeczywiście. Spytałam. A to historia Wilna. Z powodu okupacji
(litewska, sowiecka, niemiecka, sowiecka) Wilna zlikwidowano
polskie stowarzyszenia. Biblioteka Związku Spółdzielni Mleczars­
kich i Jajczarskich (do której należała matka prof. Janion) oddała swój
zbiór pry watnej czytelni przy ulicy Tatarskiej. Za to dawni czytelnicy
biblioteki spółdzielczej mogli - w tej prywatnej bibliotece na
Tatarskiej, gdzie normalnie wykupywało się abonament - wypoży­
czać książki za darmo.
Prof. Janion natychmiast zaanektowała legitymację biblioteczną
swojej mamusi i jej przyjaciółki. Za pomocą tych dwóch legitymacji
udało się jej osiągnąć taki wynik.
21 VIII 1993
Ten spis świadczy o dziecinnym dążeniu do doskonałości. Na
akord.
22 VIII 1993
Ale jest tu i coś innego. Bardziej ogólnego. Bardziej historycznego.
Wszyscy znani mi starsi czytelnicy przeczytali masę książek właśnie
w okresie wojny. Jeżeli tylko mogli. Bo oczywiście wielu odcięło od
książek. Ale natrafia się ciągle na opisy bezcennych pojedynczych
egzemplarzy zaczytanych na zsyłce albo w wojsku brytyjskim, albo
gdziekolwiek na świecie.
Znałam osobę - Jadwigę Packiewiczównę (ur. 1900) - którą
koleżanki z obozu niemieckiego nazywały Człowiekiem, który był
Czwartkiem, ponieważ niezrównanie opowiadała Chestertona. Bo
i przekaz ustny literatury pisanej stał się wtedy skarbem.
23 VIII 1993
Czytanie nie tyle wiązało się z mającą jakoby dziś upaść Galaktyką
Gutenberga, ile raczej z planetą wolności i wspólnotą języka.
Odejściem od rzeczywistości wojny. Czytanie, narkotyczne czytanie
stwarzało wybór, pozór wolności.
24 VIII 1993
Oczywiście trafiali się i czytacze urodzeni, pożeracze książek od
zawsze i na zawsze, jak prof. Janion czy Jerzy Lisowski, który
zapewne do dziś boleje nad ..straconą" gwiazdką 1937 roku, kiedy
zamiast, jak co roku, „metra książek" dostał od rodziców skrzypce.
W każdym razie bolał jeszcze w latach siedemdziesiątych, kiedy
udzielał mi wywiadu dla Literatury na Świecie. I jeszcze wtedy żywo
pamiętał głód polskiej książki we Francji, w latach czterdziestych,
w schroniskach polskich, jakby jeszcze mu brakowało tamtych
niedostępnych tomów Przedwiośnia i Ogniem i mieczem (bo wtedy
mógł znaleźć tylko poszczególne tomy, zaczytane). Opowiadał, że:
„w archiwach jakiejś starej księgarni, która prowadziła sprzedaż
jeszcze dzieł Wielkiej Emigracji, znalazły się Pamiętniki Soplicy
w arkuszach. W schroniskach polskich wzbudziły prawdziwą ra­
dość".
26 VII/ 1993
Jak obliczaliśmy, w okresie moich studiów polonistycznych trzeba
było przeczytać 600 stron dziennie, żeby zaliczyć wszystkie lektury.
Ktoś powie, że to bez sensu liczyć na strony. Tyle tylko że tu się liczy
przede wszystkim czas. Mogą być genialni dwunastoletni matematy­
cy, ale nie ma dwunastoletnich genialnych humanistów. Żeby
wykształcić humanistę, trzeba dłuższego czasu.
27 VIII 1993
Do humanistyki zupełnie jak do matematyki konieczna jest
intuicja. Ale intuicja ma dojść do głosu dopiero w trzecim tysiącleciu.
Ciekawe, co robić do tego czasu. Wydaje się, że mnóstwo ludzi się nad
tym zastanawia. Na razie w Polsce postmodernizm ledwo raczkujący
zaraz się na szczęście skończy.
Postmodernizm to ludzkość w poczekalni do poczucia całości.

17

28 VIII 1993
Zdobyć świadomość humanistyczna przy tak wielkiej (najczęściej
wtórnej) produkcji myśli i tak rozrośniętej informacji stało się dziś
sztuką.
29 VIII 1993
Dzieci noszą teraz dyskietki, a nie tomy. Notują w przestrzeni
niewidocznej.
30 VIII 1993
Przerażająca jest ta dzisiejsza supertechnika gry na fortepianie czy
skrzypcach. Japończycy opanowują rynek nie tylko instrumentów,
lecz i palców.
Rubinstein był niedokładny, także Paderewski chyba. Ale Rubin­
stein i Paderewski byli wielkimi muzykami, a nie doskonałymi
pianolami. Jak się słyszy, że przy dzisiejszej technice można na płycie
kompaktowej nagrać Dziewiątą symfonię po jednym dźwięku i wy­
jdzie bezbłędnie, lo brrr! Odechciewa się takiej sztuki.
Mimo że przy komputerze jeszcze siedzi człowiek, to zasadą staje
się, wyeliminowanie człowieczeństwa. Nie przyjmuję tłumaczenia,
że konserwatyści (czyli w tym wypadku ja) zawsze byli przeciw
postępowi technicznemu w sztuce i nie ma się czym przejmować.
Jest się czym przejmować! Beethoven nie słyszał i nie tworzył
muzyki po jednej nucie, tylko całymi Niagarami dźwięków.
7IX 1993
No tak. Pozostał jeszcze drugi kajet profesor Janion (licealistki
podziemnej wówczas). Jest to zeszyt w zieloną kratkę wysokości 20,5
cm, szerokości 16 cm, obdarty z (prawdopodobnie twardej) okładki.
Zostały szare kartki, które są dziś (pod nieobecność okładki)
okładkami. Z grzbietu wystają zardzewiałe druciki.
9IX 1993
W kajecie w całości miejsce w miejsce równo zapisanym, tym
pismem z kajetu-spisu, które wygląda na pismo dojrzalsze, znajdują
się wiersze w języku polskim, niemieckim i francuskim. Ostatnia
kartka pusta, może miał być spis treści, ale i lak by się nie zmieścił.
Ostatnie siedem stron wpisane czerwonym atramentem, inne niebies­
kim. Zeszyt ma 85 kartek.
Nie ma tu żadnych specjalnych wyróżnień, strony nie są numero­
wane, żadnych dat ani notatek na boku. Ale mając kilkanaście lat
wtedy, w czasie wojny, czy ktokolwiek mógłby się powstrzymać od
sentencji? Wątpię.
A więc na pustej pierwszej kratkowanej kartce widnieje tylko to:
La vie, s'en va, madame, la vie s'en va.
Helas! La vie non. mais nous, nous en allons.
10 IX 1993
Pierwszy wiersz w kajecie prof. Janion to Inwokacja Antoniego
Słonimskiego. Oto zwrotka z niego:
Jeśli Cię już nazwano słońcem, różą wonną.
Jeśli Cię porównano do dźwięczącej lutni.
Ja dla Ciebie, o Mario-Wiktorio Colonno,
Sięgnę wyżej i nazwę Cię smutniej!
Ostatni wpis to wiersz Leopolda Staffa Jesień w lesie. Oto on
w całości (w kajecie czerwonym atramentem):
Błądzę po lasu gęstwinie stubarwnej
I tonąc w liście więdnących palecie.
Czuję się w kręgu baśni starodawnej.
Od której bije trzytysiąclecie.
I na gałęziach, w których jesień kona.
Pośród agonii kolorów tysięcy.
Widzę złocisle włosy Absalona,
Jakem oglądał je w biblii dziecięcej.
12 IX 1993
Zaledwie po czterech i pół stronach Słonimskiego jest lo, co być
musi. W połowie piątej strony zaczyna się Quintus Horatius Flaccus
Carpe diem i Aequam memento w przekładzie J. Czubka i Exegi
monumentom w przekładzie J. Zawirowskiego.
A potem już Josef Weinheber (po niemiecku). Paul Fort (po

18

francusku), Rainer Maria Rilke (przekład Hulewicza), Friedrich
Hólderlin (po niemiecku). Joh. Gottfried Herder (niem.), Otto Arnold
(niem.).
I zanim się człowiek obejrzy, Julian Tuwim O słoniu bez pamięciBył sobie słoń
wielki jak słoń
zwał się ten słoń
Tomasz Trąbalski
Tak. W księdze wierszy, w której może jedną czwartą zajmują
przepisane po niemiecku wiersze Rilkego, puszy się Słoń Trąbalski
(który okazuje się miał kiedyś inny tyluł). I słusznie, bo tu rytm jak
słoń. Czyli poezja.
W każdym razie jesteśmy na dobrej drodze, na drodze każdego
kiedyś średnio wykształconego człowieka w Polsce. Znowu początek
w Horacym.
18 IX 1993
W kajecie prof. Janion jeden, filozoficzny, wiersz Mariana Piechala
pl. Mądrość /:ATXL za Tuwimem i przed Tuwimem. Potem Kazimierz
Wierzyński (z Wolności tragicznej), co zaznaczone w nawiasie
Oczywiście także te wiersze, których my długo nie praktykowaliśmy,
bo nie było skąd brać: Rok 1914, Listopad 1918, a gdzieś dalej
Piłsudski. Jest i Słonimski o śmierci Piłsudskiego, i Józef Piłsudski
Tuwima. Skamandrylów mnóstwo. Jerzy Liebert Pochwala róż
Władysław Broniewski. Jest nawet Artur M. Swinarski Droga,
ścieżka i rów, gdzie się pastwi nad Jehanną Wielopolską. Oczywiście
Iłłakowiczówna. M. Jasnorzewska, Jarosław Iwaszkiewicz, Rilke,
Rilke. Rilke, o A. Nieławiecka zaczyna się po grecku, nie będę
cytować, E. Korwin-Małaczewski, Zagórski, Emile Verhaeren (po
francusku), Cz. Miłosz, całymi stronami Miłosz z Trzech zim, J.
Vrchlicky (niem.). E. Hulewicz (sonet o Mozarcie). Wilhelm Raabe
(niem.). Erich Weinert (niem.), Mieczysław Braun, St. Baliński. Irena
Tuwim Rue Bagneux, Julian Przyboś 2 wiersze, Józef Wittlin,
Bolesław Leśmian. To już wszyscy poeci występujący w tym kajecie
(zapisałam imiona według zapisu w kajecie, czasem się różniły przy
różnyczh wierszach).
24 IX 1993
Zapytałam, bo bez wyróżnień trudno dociec, o który to właściwie
wiersz chodzi. Każdy ma przecież jakiś wiersz inicjujący w poezję.
Czy to polscy romantycy, których tu nie ma? Czy Rilke. który
wszystko zdominował? Okazało się, że nie. To Obłoki Miłosza:
Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnymi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.
Więc jednak to była współczesność. Cały kajet jest bardzo
współczesny (wraz z Horacym i Rilkem oczywiście). Dzisiejsza prot
Janion uskarża się, że miała jako dziecko straszne trudności z dowie­
dzeniem się, jakie książki należy przeczytać (chyba jakie pierwszt
tysiąc). Podsłuchiwała dorosłych przychodzących do biblioteki'
patrzyła, co odnoszą. Inaczej bibliotekarka odsyłała ją do Curwood*
albo Montgomery.
W każdym razie szary kajet stanowi wspaniałą antologię. WygW"
na to, że prof. Janion już wtedy wykradła dorosłym tajemnicę - k °
przecież, jako wieczna, do nich nie należy - tajemnicę poezji,
t0

30 IX 1993
Może w młodości chce się tak bardzo posiąść tajemnice, a w sta' ''
ści odrzucić?
Mówią, że Bruckner, ten od słownika, na starość szedł
^
ogrodu z książką, którą czytał do obiadu. Kolejne kartki wyry
i wyrzucał za siebie. Do południa książkę miał już widocz
przeczytaną, bo przychodził do stołu z samą okładką.
1

n

n

0

Cytat

Baranowska, Małgorzata, “Kajety. Prywatna historia poezji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 30 czerwca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/10615.

Formaty wyjściowe